nie pamiętasz hasła?
Dziś są imieniny: Damazego, Waldemara, Artura
×

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies

Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Używamy ich w celach reklamowych i statystycznych a także po to, by dostosować nasze witryny dla indywidualnych potrzeb naszych czytelników i użytkowników. Plików cookie mogą też używać nasi partnerzy, reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy multimediów. Może zmienić ustawiania dotyczące plików cookies na Twojej przeglądarce. Korzystanie z serwisów bez dokonania zmiany oznacza, że pliki COOKIES będą zapisywane w pamięci twojego komputera lub innego urządzenie, z którego korzystasz do przeglądania witryn internetowych. Więcej informacji na temat cookies znajdziesz w naszej polityce prywatności.

Na irańskim szlaku - nad morzem Kaspijskim

dodano: 2017-02-23 21:11:41, ostatnia aktualizacja: 2017-02-23 21:14:46
autor: www.singlenomad.pl

Kolejne irańskie obrazki

Z "dżungli" wyszliśmy z Mateuszem w stronę drogi - Nima i jego znajome zostały na noc we wsi. Zanim zaszło słońce, my ustawiliśmy się w stronę wybrzeża Kaspijskiego - jedziemy nad morze! Mateusz był nieco sceptycznie nastawiony do autostopu w Iranie. Wystarczyło jednak, że wyszlismy na drogę, pomachalismy łapką "od niechcenia" i od razu ktoś się zatrzymał. Chyba właśnie pobiliśmy rekord najkrótszego czasu oczekiwani.

 

Dojechaliśmy do Astary a stamtąd do Rasht. Kierowca wiozący nas do Rasht bardzo obrazowo krytykował fundamentalny ustrój państwa. Przeklinał swoje imię (arabskie) i wychwalał imię syna (perskie). Najbardziej wymowne było wyciągnięcie przez niego banknotu 20.000 riali (czyli potocznie 2.000 tomanów ;-)) nazwanie kilka razy Khomeiniego terrorystą, zgniecenie go i wyrzucenie przez okno.

 

Tego pana tutaj chyba nikt nie lubi :-).

 

Tak poza tym, Hossein wydał się być spoko gościem. Zawiózł nas pod sam park, w którym mogliśmy rozbić namioty. Postanowiliśmy się już wtedy z Marcinem rozdzielić. Ja chciałem spać pod palmą.......

 


Super miejsce tylko, że trawa pod tą palmą rosła na jakiejś supertwardej glinie. 'Będzie nocleg pod palmą tak czy siak", pomyslałem - i mimo, że rozbicie namiotu zajęło mi pół godziny, wreszcie miałem swoje upatrzone drzewko nad głową :-).

 

Może nie dokładnie ta, ale podobna dała mi cień rano (zawsze nad morzem odbija mi palma :-)).

 

Rano skromne śniadanie (znów bez kawy), wyjście z Rasht i przejazd do Langerud - superspokojnego malutkiego miasteczka nad samym Morzem Kaspijskim (które, de facto jest tak na prawdę dużym jeziorem), gdzie mieszka mój znajomy Pooyian, mikrobiolog z wykształcenia - językowiec i nauczyciel angielskiego z zamiłowania.

 

Słiiit focia.

 

Tutaj, na wybrzeżu, góry chowają się w morzu, jest gorąco i bardzo wilgotno. Mój telefon i paszport poddał się na kilka godzin próbie wilgoci - na szczęście, przy użyciu kilku sztuczek, udało się doprowadzić wszystko do porządku. Od teraz, telefon będzie podróżował w plecaku, a paszport w plastikowej torebce.


Kolejne dni w Langerud minęły mi na chilloucie na plaży do południa, domowych obiadkach i paleniu fajki wodnej w gronie znajomych wieczorami. Zyć nie umierać :-).

 

 

Moja nowa przyjaciółka - Huka - smakuje jak papierosy w wersji superhiperultra light ale co tam.....grunt, że jest dymek.


Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.

dodaj artykuł dodaj fotoreportaż
zobacz również
^ do góry