nie pamiętasz hasła?
Dziś są imieniny: Joanny, Kazimiery, Wiktorii
×

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies

Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Używamy ich w celach reklamowych i statystycznych a także po to, by dostosować nasze witryny dla indywidualnych potrzeb naszych czytelników i użytkowników. Plików cookie mogą też używać nasi partnerzy, reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy multimediów. Może zmienić ustawiania dotyczące plików cookies na Twojej przeglądarce. Korzystanie z serwisów bez dokonania zmiany oznacza, że pliki COOKIES będą zapisywane w pamięci twojego komputera lub innego urządzenie, z którego korzystasz do przeglądania witryn internetowych. Więcej informacji na temat cookies znajdziesz w naszej polityce prywatności.

Prawym okiem: sportowe bariery tożsamościowe

dodano: 2018-07-08 19:12:20, ostatnia aktualizacja: 2018-07-08 21:45:12

Od razu napiszę, że na sporcie specjalnie się nie znam. Trenowałem, co prawda, trochę boks i coś tam jeszcze, ale wybitnym specjalistą bym się nie nazwał. Patrzę na zmagania sportowe oczyma widza, a także podatnika, z którego pieniędzy są one często finansowane. Nie działacza, czy trenera. Może to i dobrze, bo kiedy oni o sporcie dyskutują, okazuje się, że mają percepcję zawężoną do własnego podwórka (czy inaczej boiska, a horyzont myślowy kończy się na końcówce własnego nosa. I to chyba jest główny powód tego, że nie ma u nas jakichś wielkich i spektakularnych sukcesów sportowych. Taki też będzie ten felieton. Prawym okiem o lokalnym sporcie.

Tworzy się u nas różne dokumenty, w tym m.in. strategie rozwoju sportu. Zazwyczaj nic z tych dokumentów nie wynika. Dla większości osób zaangażowanych wystarczy, że one są. Wywołują one jedynie niepotrzebne spory i wzajemne niechęci.

 

Ileż to ja się nasłuchałem, że ktoś wymyślił taką, a nie inną dyscyplinę wiodącą, że na inne brakuje pieniędzy, albo, że są one niesprawiedliwie dzielone. Spece od koszykówki krzywo patrzą na tych od siatkówki, tamci z kolei niezadowoleni bywają z piłkarzy, wszyscy nienawidzą łyżwiarzy, a są jeszcze przecież i inni, którzy na wszystkich pozostałych patrzą z zazdrością.

 

Nieporozumienia i niechęci pojawiają się nawet wśród reprezentantów tych samych dyscyplin, ale z różnych klubów i sekcji. Jedni dostają więcej, a inni mniej. W skrócie takie właśnie spojrzenie na sport króluje wśród sportowych działaczy w Tomaszowie Mazowieckim, co przekłada się na absolutną degrengoladę.   

 

Może pora spojrzeć na sport nieco inaczej? Można. Problem, jaki mają tomaszowianie dotyczy własnej lokalnej tożsamości. Mamy stosunkowo krótką historię, a ludność zamieszkująca obecnie miasto, to w przeważającej mierze element napływowy. Nie chcę pisać, że to przybysze z okolicznych wiosek, bo tak nie jest.

 

Rodzice i dziadkowie dzisiejszych tomaszowian przybyli tu po wojnie szukać lepszego życia (mój dziadek na przykład pochodził z okolic Grodna). Było trochę przemysłu, więc dało się żyć. Nie starczyło czasu by wytworzyć lokalne więzi (nie w sensie międzyludzkim ale przywiązania do miejsca i poczucia przynależności). Czuje się je w sposób namacalny, kiedy trafiamy do miast z kilkusetletnią tradycją. U nas tego nie ma niestety. Co nie znaczy, że być nie może.

 

Wielu tomaszowian, którzy z miasta wyjechali wstydzi się przyznać, że stąd pochodzi (słyszeliście kiedyś, by ktoś wstydził się, że pochodzi z Sandomierza?). Wolą mówić, że są z Łodzi, albo nawet z Piotrkowa. Skąd to się bierze? Może stąd, że przez całe lata utrwalano nas w nienawiści do własnego miejsca urodzenia. Prym wiedli w tym niektórzy dziennikarze i dziennikarki (chociaż liczba mnoga jest chyba na wyrost).

 

Te osoby wciąż piszą o Tomaszowie i jego mieszkańcach z obrzydzeniem i pogardą, często inspirują artykuły i materiały w ogólnopolskich mediach. Przy tym sami posiadają mocno przewartościowane ego, przejawiający się w braku samokrytyki. Winą za własne niespełnienie i brak życiowych sukcesów obciązają wszystkich wkoło, tylko nie samych siebie. Zabawne, bo jedna z takich dziennikarek, nienawidząca miasta, chciała niedawno zostać jego "prezydentką". Pytam: po co?

 

Ale wróćmy do sportu. Miasto wydaje w skali roku miliony złotych na sport. To nie tylko dotacje dla konkretnych klubów  i zawodników, ale również utrzymanie obiektów. Niedawno doszedł kolejny, którego kosztów utrzymania wciąż jeszcze nie znamy.

 

Ktoś zapyta: to nie budować? Odpowiem: ależ oczywiście, że budować, tylko mając na uwadze nieco szerszy horyzont. Tymczasem u nas robi się tak: na olimpiadzie sukces odnieśli panczeniści, to my ulegamy euforii i będziemy budować kryte tory łyżwiarskie. Mijają cztery lata i łyżwiarze zaliczają wtopę. I co dalej? Będziemy na sukcesy czekać kolejne 4-8 lat? Nie w tym rzecz. W czym w takim razie? Za chwilę do tego wrócę.

 

Teraz nasi siatkarze byli o krok od najwyższej klasy rozgrywkowej, a już politycy zapowiadają budowę hali do siatkówki (nawet prześcigają się w tym, kto ma ją zbudować). Czy to jest mądre i pragmatyczne działanie? Przecież, gdyby ci sami ludzie mieli wydawać w ten sposób własne pieniądze, to na początek by je dziesięć razy przeliczyli. Jeszcze raz to pytanie powtórzę: budować? I znowu odpowiem: ależ oczywiście. Każdy taki obiekt służyć powinien mieszkańcom, poprawiając ich komfort życia i urozmaicając możliwości spędzania wolnego czasu.

 

Korzystając z przykładu naszych panczenistów. To chyba jedna z najkosztowniejszych dyscyplin w naszym mieście. Ponoć trenują ją setki młodych ludzi. W skali kilkudziesięciu lat KS Pilica wypuścił zapewne kilka tysięcy wychowanków. Gdzie oni są w takim razie? Nie byłem na żadnych zawodach łyżwiarskich, jakie w tym roku były organizowane na naszym torze, ale z filmów i zdjęć widziałem, że frekwencja nie zachwycała, a przecież niektóre z nich miały rangę międzynarodową.

 

Naprawdę przez te wszystkie lata nie udało się stworzyć środowiska, które utożsamiałoby się z łyżwiarstwem, przychodziło na zawody, mistrzostwa, puchary, uczestniczyło w imprezach, było jakoś zintegrowane, na co dzień podejmowało jakieś inicjatywy, itd? Jak spojrzymy na trybuny, to mamy garstkę ludzi. Coś tu najwyraźniej nie gra. Jak ma takie łyżwiarstwo być wizytówką miasta, jeśli skupia się na 5 ludziach? Nie ma środowiska, klubu kibica. To wciąż sport szkolny i ze szkolnym spojrzeniem.

 

To zresztą nie jest tylko problem łyżwiarstwa. Podobnie jest wszędzie. Po co miasto ma dokładać do np. koszykówki? Kiedyś na meczach Lechii słyszało się przyśpiewkę "po co Wy gracie, jak Wy kibiców nie macie". Bingo! Bo właśnie o to chodzi.

 

Ostatnie sukcesy siatkarzy z Tomaszowa to de facto zasługa dwóch ludzi, którzy wzięli na siebie ciężar utrzymywania drużyny. Stanisław Fila, okazał się zaciętym pasjonatem i mozolnie próbuje budować środowisko fanów siatkówki. Seniorzy w tym roku błysnęli i oby tak było również za rok. Jak długo będzie jeszcze utrzymywał drużynę? Czy pojawią się kolejni sponsorzy? Być może, ale szybko to nie nastąpi, bo przez lata ludzie grali, trenowali, a nie zbudowano klubów i środowisk, które by się z nimi utożsamiały, tworząc element lokalnego patriotyzmu, nadając miastu kolorytu. Fila jest chyba jedną z nielicznych osób, z którą rozmaiwałem i która to pojmuje. 

 

Niedawno jeden z moich znajomych komentował możliwość pozyskiwania sponsorów dla lokalnego sportu, krytykując udział w sponsoringu miejskiej spółki wodno - kanalizacyjnej. Naprawdę nie do końca wie o czym pisze. To co się wydaje na pierwszy rzut oka (niekoniecznie prawego), w rzeczywistości może takim nie być. Sponsorzy nie stoją na każdym rogu i nie czekają, aż się ich o kasę poprosi, a nawet jeśli się to zrobi, to starają się zbyć natręta pod byle pretekstem. "Oddzwonimy do pana". Sam tak robię, więc wiem, o czym piszę. Jeśli mam wydać na sponsoring, to  szacuję, jakie korzyści mi on przyniesie. 

 

Podobnie jest z piłkarzami. Jak pozyskiwać sponsorów, jeśli nie ma licznego środowiska kibicowskiego. Kiedyś na piłkę przychodziły tysiące osób w Tomaszowie. Dzisiaj to naprawdę garstka ludzi (biorąc pod uwagę popularność tej dyscypliny). Nie oszukujmy się, walor promocyjny trzecioligowej drużyny piłkarskiej jest tak naprawdę żaden. To, że Marcin Wolski zdecydował się tu na sponsoring, należy nazwać cudem i lekkim bzikiem.  

Wolność, kocham i rozumiem

Wolność, kocham i rozumiem

Mariusz Strzępek - Przede wszystkim przedsiębiorca. Własną działalność gospodarczą prowadzę od 1 grudnia 1990 roku. Przez 25 lat stworzyłem kilka firm. Byłem też przez kilka lat Prezesem Stowarzyszenia Pracodawców na Rzecz Rozwoju Miasta i Regionu "BCTM".

Absolwent Politechniki Radomskiej - Katedra Ekonomii - Wydział Finanse. Jestem też licencjonowanym zarządcą nieruchomości oraz pośrednikiem w obrocie nieruchomościami (chociaż ktoś nie całkiem rozsądny licencje postanowił wygasić). Stworzyłem jedno z najpopularniejszych obecnie mediów lokalnych w Tomaszowie Mazowieckim, czyli portal "NaszTomaszow.pl - Codzienna Gazeta Internetowa".

Byłem radnym Rady Miejskiej w Tomaszowie Mazowieckim a obecnie pełnię obowiązki Przewodniczącego Komisji Zdrowia Rodziny i Spraw Społecznych Rady Powiatu Tomaszowskiego.  

Jestem też koordynatorem Stowarzyszenia Republikanie w powiecie tomaszowskim. 

więcej »

Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.
Wybierz sposób wyświetlania:
liniowy
drzewo
+3 (5) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Ariel: Czytam to co Pan pisze i nie wierzę własnym oczom. Uważałem Pana za rzeczowego komentatora ale z tezami dotyczącymi łyżwiarstwa nie zgadzam się z poniższych względów:
1. Jeśli chodzi o zawody łyżwiarskie to zapraszam żeby Pan się pofatygował kiedyś i zobaczył. A frekwencja nie zależy od chęci zawodników tylko zwykle od kolizyjnych terminów zawodów w Polsce z zawodami na świecie.
2. Co do środowiska łyżwiarskiego to do Holandii dużo nam jeszcze brakuje bo zwykle kibice to rodziny zawodników . Nie bez winy jest sposób promocji zawodów, a za pozytywny przykład może służyć organizacja Mistrzostw Świata Juniorów w short-tracku gdzie na trybunach było bardzo dużo kibiców. Jeśli ludzie będą myśleć tak jak Pan to nie przyjdą a warto bo to bardzo widowiskowy sport.
4. Budowa areny nie była fanaberią tylko wynikała z ciężkiej pracy trenerów i zawodników którzy doprowadzili do tego że Pilica jest najlepszym klubem łyżwiarskim w kraju a nasi trenerzy byli wielokrotnie wyróżniani za osiągnięcia. A dzieci które dziś są trzonem Kadry Polski Juniorów zaczęły trenować sporo przed olimpiadą w Vancouver.
Rekordy polski naszych juniorów bardzo dobrze na przyszłość.
4. Aby to wszystko miało sens potrzeba by miasto i zarządzający areną umieli wykorzystać ten potencjał. I tu widzę ogromny problem, ponieważ Zarząd areny traktuje łyżwiarzy co najmniej jako konkurencję a czasami jako wrogów. Takie mam odczucia. Na jednym z oficjalnych spotkań zarządowi złożono pewne propozycje dotyczące strategii i działań promocyjnych - niestety żadna z nich nie została zaakceptowana.
Kończąc swoją przydługa wypowiedź chciałbym napisać, że jak zwykle znajdą się zwolennicy i przeciwnicy, ale dzięki arenie mamy świetną możliwość promocji miasta.... tylko trzeba ją umiejętnie wykorzystać i dzięki temu okaże się że można na tym zbić niezły kapitał i polityczny i finansowy... Więc do dzieła .. Państwo decydenci weźmy się za robotę i będzie na pewno lepiej a sport lepiej ogląda się na żywo niż z za biurka.
czwartek, 19 lipca 2018, godzina 20:12:06
+2 (2) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Komentarz jest odpowiedzią na komentarz nr @13
pozdrawiam: 1. " Tylko nie wszyscy, tzw. zwykli zjadacze powszedniego medialnego chleba mogą łyknąć Twoje informacje. Dlaczego ? Bo nie wszyscy ekscytują się takimi parodiami dziennikarstwa, jak prezentują te, tzw. "dziennikarki" typu Leszczyńska, Łuczak. Takie dziennikarskie nieudacznictwo trzeba tępić w zarodku"

Tak czy inaczej mamy ogólnopolskiej gazecie o nienajniższym nakładzie paszkwil na dwie strony. Że ty nie czytasz, to nie znaczy, że nikt nie czyta. To jest niesty dość tygodnik również wśrod biznesu. Po prostu z "Polityką" należy się liczyć.

Narobiła nam syfu, jakby doszło tutaj do nie wiadomo jakich przekrętów. A nie doszło.

2. "Poza wszystkim: jeżeli rzeczywiście jesteś jakoś-tam związany z dziennikarstwem, to proszę: pisz w miarę poprawnie po polsku"

Jestem czy nie jestem, powiniem pisać poprawnie. Przepraszam, cały czas nad tym pracuje. Z komputera wchodzi w miarę dobrze. Ale pisanie na telefonie to jest dla mnie nadal koszmar. Przepraszam.
środa, 18 lipca 2018, godzina 16:01:20
-1 (3) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Ajdejano: Do wpisu nr 12: dobrze, DOBRZE !!! Jesteś Kolego, chyba jakimś człowiekiem z mediów, lub człowiekiem z "pewnych kręgów", które dobrze "czują" tego kuchennego bluesa mediów.
Jest wszystko - O.K. !!! Tylko nie wszyscy, tzw. zwykli zjadacze powszedniego medialnego chleba mogą łyknąć Twoje informacje. Dlaczego ? Bo nie wszyscy ekscytują się takimi parodiami dziennikarstwa, jak prezentują te, tzw. "dziennikarki" typu Leszczyńska, Łuczak. Takie dziennikarskie nieudacznictwo trzeba tępić w zarodku.

Poza wszystkim: jeżeli rzeczywiście jesteś jakoś-tam związany z dziennikarstwem, to proszę: pisz w miarę poprawnie po polsku. Przecinki, inne znaki przystankowe, inne litery. Nie róbmy z siebie polskich nieuków. Nie uważaj, że czytelnicy tego forum to przygłupy (część - tak, ale nie wszyscy). Więcej szacunku dla nas - z Tomaszowa i z okolic.
niedziela, 15 lipca 2018, godzina 16:00:26
+1 (5) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Tworzę w głowie folder "J_Leszczynska": W ostatniej "Polityce" czyli następnym numerze po tym z paszkwilem na temat Tomaszowa, w następne "Polityce" nie ma żadnego tekstu Pani Jaoanny Leszczyńskiej.

Mogła w tym tygodniu robić jakieś robótki bez nazwiska, bo - jak w każdym tygodniku - jest sporo takich rubryk. Często zajmują się nimi stażyści, ale gdy tych nie ma, lub ich praca nie jest satysfakcjonująca, zajmują się tym po prostu etatowi dziennikarze.

Ale - co w tym wypadku dla nas cenne - może być przez sam zespół traktowana jako redakcyjny "oszczymurek" Jej teksty mogą być traktowane jako rezerwowe. Na zapchaj dziurę, gdy brakuje czegoś do zamkniecia numeru a brakuje czasu by napisać coś wartościowszego.

Dlaczego zwracam uwagę. Otóż o ile jakoś tam to nazwisko mi się przewijało, bo przegladam ten postkomunistyczny tygodnik regularnie, to nie wbiła mi się w pamięć niczym znaczącym.
Pierwsza liga w Polityce to jest Baczyński, Władyka, Szostkiewicz, Passent. Wcześniej Paradowska.

Druga to 30-40latkowie jak Paulina Wilk czy ta baba opisująca ostatnio polonię na Wyspach Brytyjskich.
Jeśli Leszczyńska jest redakcyjnym "oszczymurkiem" wykazanie jej niekompetencji w oczach ważniejszych w Polityce będzie jeszcze łatwiejsze.

Myślę, że warto dać Pani paszkwilantce nauczkę, za oczerniania biednego miasta. Jeśli będziemy przymykać oko na takie rzeczy, to za 20 lat będziemy w opinii Polski drugim Radomiem. Jak w każdym mieście i u nas są problemy, co nie oznacza, że jeżdżenie po - przede wszystkim - ludziach jak po łysej kobyle, może coś zmienić. Wręcz przeciwnie. Pogłębia się w ten sposób wstyd z pochodzenia z Tomaszowa, który niektórzy z nas odczuwają i bez tego.

Co proponuje: jeśli ktoś chce pomóc zbierajcie informacje na temat Lesczyńskiej. Wszelkie. Nie jesteśmy zorganizowani, nie mamy niezależnego kanału kontaktowego, więc proponuje taktykę "samotnych wilków" Wysuwać te rzeczy na forach. Jest kilka opiniotwórczych miejsc na temat mediów w Polsce na których można pisać bez logowania się. Komentując na stronie samej Polityki, wymagane jest logowanie. Będziecie musieli podać e-mail. Wtedy proponuje podawać Gmaila, lub jakiś inny którego administratorem jest firma spoza Polski. Najlepiej spoza UE. Jeśli podacie e-mail z jakiegoś Onetu czy WP, pamietajcie, że ci ludzie się znają i choć to kompletnie nieprofesjonalne, to po prostu administrator tych skrzynek może na nie wejść i poczytać sobie wasze e-maile. W drobniejszych sprawach Gmail olew jakieś prośby o ingerencje w prywatność.

Zanzaczam i podrkeślam myślę o działaniach zgodnych z prawem. Za każdym razem należy pamietać, że w internecie de facto nie jest się anonimowym i trzeba brać pod uwagę odpowiedzialność karną lub z powództwa cywilnego. Chociaż za wszelką cenę trzeba starać się by dotarcie do naszych danych było jak najbardziej utrudnione.


Zbierania informacji w głowie, żadne prawo nie zabrania. Interesuje nas wszytko: prywatne - nie prywatne. Wszystko, co mogłoby ją ośmieszyć, wykazać niekompetencje, wątpliwe podstawy do oceniaqnia czyjegoś życia.

Zostawia pety na parapecie prywatnej kamienicy przed redakcjią na Słupeckiej? Nie sprząta po psie? Skończyła Akademie Pedagogiczną pod Pułtuskiem, badź jakaś trzciorzędną szkółczynę w Warszawie, a robi się teraz na intelektualistkę? Wszystko się nadaje. Oczywiście im poważniejsze rzeczy tym lepiej. Wskazuje tylko, by nie ingorować niczego. Zawsze może się przydać do drobnej złośliwości, która mogłaby ją dotknąć.

Analizujcie człowieka nie anomimowe nazwisko. Ona ma jakieś emocje, jakaś godność, którą bez łamania prawa można szarpnąć.

Następnym razem gdy Łuczak do niej zadzowni czy skontaktuje się przez Facebooka, pani z Polityki dwa razy się zastanowi czy warto ruszać temat Tomaszowa o którym - na co wskazuje ostatni tekst - nie ma pojęcia.

Działamy ramac społeczeńśtwa obywatelskiego nie zgadzajacego się na nadużycia dziennikarskie.
Dziennikarstwo nie może służyć realizacji prywatenej mściwości. Morlanie mamy racje. Niech sobie chodzą na wybory, wygrywają je, a nie ranią ludzi tylko za to że ktoś śmie żyć i nie ukrywać się z tym, inaczej jak oni.

Walka trwa bo wolność nie jest dana raz na zawsze. Reprezentują interesy PRL, dla nich takie coś jak powszechne wybory jest aberacją.
niedziela, 15 lipca 2018, godzina 00:54:39
0 (4) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Ajdejano: Do wpisu nr 10: dobry wpis. Tak, ta nostalgia, takich przypadkowych "redaktorów" , wywodzących się z byłego zakładowego pisemka w WISTOMIE, nostalgia za przeszłymi czasami świetności "socjalistycznych zakładów pracy" i - niby- świetności tego socjalistycznego, robotniczego miasta, jeszcze długo będzie pokutowała w niektórych "socjalistycznych" mózgach.
Do tych mózgów, jeszcze ciągle nie dociera dzisiejsza i już przecież wieloletnia rzeczywistość.

Nie mam pewności, czy ta pani "redaktor" kiedykolwiek była na terenach byłego WISTOMU i czy widziała, ile przeróżnych prywatnych firm funkcjonuje na terenach byłego molocha. Na pewno nie była i nie widziała, że zatrudnieni tam ludzie - pracują, tzn. przychodzą rano do firm i wykonują swoją pracę, do której zostali przyjęci.

Trzeba by wyjaśnić tej "redaktor", że za czasów WISTOM-u, nie zupełnie było tak samo. Te parę tysięcy pracowników w socjalistycznym zakładzie pracy, trochę inaczej "przykładali się" do tej swojej "pracy".
W latach 1990 - 93 wykonywałem tam pewne specjalistyczne roboty (jako prywatna firma). Miałem okazję popatrzeć, jak to towarzystwo nierobów (nie wliczam tych robotników bezpośrednio przy maszynach i liniach produkcyjnych) "pracowało".
Biuro: już mieli nygusy komputery, więc: komputerowe granie w mistrzostwa świata w piłce nożnej i inne rozrywki. Poszło się do jakiegokolwiek biura - byli wkurwienie, bo przecież mieli swoje rózne prywatne sprawy.
Różne warsztaty, wydziały ochrony środowiska, magazyny, kierowcy, dźwigowi, itp., itd.: mniej-więcej do godz. 9.00, udawali, że coś-tam robią, a potem: śniadanie, tzn. pitraszenie na kuchniach przy jadalniach w wydziałach, wysyłanie kogoś po gorzałę do najbliższej zakładowej, nielegalnej meliny (a w czasie mojej pracy, tych melin było około 7-9 na terenie WISTOMU) i potem balanga prze z około 3-4 godziny. Ja bałem się wyjeżdżać z zakładu, bo po dwóch moich wyjazdach, moich pracowników zastałem nawalonych. Od jednego z nich dowiedziałem się, że gorzałkę załatwił im jego szwagier, który pracował w WISTOM-ie jako spawacz części z tworzywa.

Niech się ta pani "redaktor" zgłosi do nie - to Jej opowiem trochę więcej frykasów na temat socjalistycznej przyszłości, którą nam wciskali Jej koledzy-towarzysze.
Na temat przewagi "socjalistycznej" gospodarki nad kapitalizmem, w którą dalej wierzy pani "redaktor" i jej redakcja , można książkę napisać.
sobota, 14 lipca 2018, godzina 13:11:03
+3 (5) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Komentarz jest odpowiedzią na komentarz nr @9
1995 i mityczne 70 tysięcy: Niestety tego typu teksty jak ten z "Polityki", utrwalają stereotypy wśród mieszkańców. I tu jest Panie Redaktorze Mariuszu jedna z odpowiedzi na Pana pytanie dlaczego miasto nie ma tożsamości.
Ten mit o 70 tysiecznym Tomaszowie jest wiecznie żywy.
Mit, bo miasto "urosło" WBREW, podkreślam wbrew(!) trendom w lokalnej gospodarce. Przemysł lekki przecież właśnie wtedy padał.
Kto z tych dużych zakładów zwiększał zatrudnienie? Tomtex? Mazovia czy może Wistom? :)) To jest jedyny raz kiedy Tomaszów miał 70 tysi i musieliby chyba nam wepchnąć nowych mieszkańców z Syrii, by to zmienić. To nie jest kwestia ani zarządzania miastem, ani niczego innego na co ma wpływ lokalna administracja. To mityczne "ściąganie inwestorów" Ilu ludzi zatrudnia ten Euroglas w Niewiadowie? Kto otworzy zakład na 1000 osób jak oceniani zatrudnienie Wistomu. Duże inwestycje to jest loteria, a z punktu widzenia inwestora najatrakcyjniejszy wydaje się Sląsk. Największa aglomeracja, wszystko na miejscu. Świetna infrastruktura, służba zdrowia, uniwersytet. A i stamtąd ludzie wyjeżdżają. Ślązaków jest bardzo duża wśród polonii na Wyspach. Wracając do Tomaszowa,
po prostu zmienia się gospodarka na całym świecie i trudno któregokolwiek byłych, obecnego i przyszłych prezydentów winić, że Chińczycy szyją taniej. To jest skrajana manipulacja. Nie będzie w Tomaszowie - bez przyłaczania okolicznych wiosek, więcej mieszkańców jak 65 tysięcy. O te 3-4 mozemy zawalczyć. Nic więcej.
Choć uważam, że Wistom był do odratowania, ale na pewno nie jako tak duża firma jak w PRL. Tak samo jak z przemysłem lekkim wyżej. Max 200 pracowników łącznie z administracją. Tyle tylko, że zachowałaby się infrastruktura, a przede wszystkim te piękne budynki biurowe przy Spalskiej. Nieporadnie, ale w "Polityce" jest zasugerowane, to co Łuczak od czasu do czasu wplata w teksty na blogu - czyli nostalgie za PRLem. Ja czasem też jej ulegam, ale potem już na chłodno, patrząc na statystyki to nie ma żadnego uzasadnienia w twardych danych. W 1995 roku ludzi przyjeżdżali do miasta wbrew lokalnej gospodarce. To jest bardziej zjawisko z obszaru psychologii społecznej niż trzeźwej analizy własnych szans tutaj. Trzeba by było robić badania jakościowe, rozmawiać z ludźmi którzy zameldowali się tutaj w lacach 1992-1997. Bardzo trudne technicznie badanie, ale ciekawe.
sobota, 14 lipca 2018, godzina 11:57:44
+1 (7) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Jak daleko muszą jeździć tomaszowianie za robota?: Wg "Polityki" inspirowanej przez Agnieszke Luczak: Na Ujezdzka :)))))

"W niedalekim Niewiadowie powstała fabryka szkła płaskiego Euroglas, tomaszowianie dojeżdżają też do pracy do Ceramiki Paradyż" (wisi ten tekst on-line, trzymam się zasad portalu i nie wklejam linkow. Ale wpiszcie w Google: "Łuczak, Leszczyńska, Tomaszów, PiS, Polityka")

W cudzysłowie wyżej przykład profesjonalizmu autorki tekstu z Polityki o naszym mieście (stan na chwilę wrzucania tego komentarza, bo sucz może poprawic). To jest taka sama profesjonalistka jaka u nas była Luczakówna aka Jadovitstein jaka była dziennikarka w uwlaszczonym na bazie majątku Wistomu, Ticie. A potem jaka była polityczka.

Agus, pamiętaj! Jedyne co ci zostało to zemsta. Za zycie, za milosci brak, o podstawie piramidy Maslowa juz nie wspominając. Niczego tego nie miałaś. Nadal "bądź brutalna, bądź agresywna" Kochasz to. Poza tym w każdym innym obszarze wyje echo. Portalik w połowie lipca, otwiera tekst ...z końca czerwca. To jest jakiś dwutygodnik internetowy?
sobota, 14 lipca 2018, godzina 06:19:17
+1 (7) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Ajdejano: Do wpisów nr 5, 6 i 7: pełna akceptacja tego, co napisaliście. W dodatku - poprawnie po polsku i z dużym "wyczuciem" tematu, czyli z bardzo dobrą oceną "tej", wsiowej pani - "redachtorki" i tej drugiej pani-jej pomocnicy.

Przy okazji: wszyscy przeciwnicy (lokalne ćwoki) obecnego prezia, mogą na Niego pluć - ile wlezie. Jednak to plucie, zupełnie nie zmieni ogólnej oceny Jego publicznej-samorządowej działalności.
Przecież nie można zarzucać człowiekowi, że "naciągnął" nasze miasto na jakieś zupełnie nie uzasadnione wydatki. Zwłaszcza za duże pieniądze z jewropiejskoj łunii, do której od wielu lat dokładamy.

Ta lokalna dziewuszyna-przekwitła redaktorzyna - to już historia. Nie podniecajmy się takim dziwolągiem.
Ona nie lubi nikogo i nawet nie wie - dlaczego nie lubi.
czwartek, 12 lipca 2018, godzina 13:57:36
+1 (7) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Komentarz jest odpowiedzią na komentarz nr @6
Przejrzałem tę "Politykę" na papierze: Byłem przed chwilą na Orlenie i przy okazji przejrzałem "Politykę" nie kupując jej oczywiście, a po przejrzeniu chowając jedyny egzemplarz za "Sieci"

Co ustaliłem: tekst jest dość daleko - na trzydziestej którejś stronie tygodnika w dziale Społeczeńśtwo. Jako, że "Polityka" jest pełna takich antypisowskich paszkwili to prawdopodobnie przciętny czytelnik "Polityki" - czyli wg badań PRLowski zgred w wieku 50 plus, przekartkuje go zaraz po przeczytaniu leadu i ewentualnie dość nudnych nagłówków.

Zdjęcia do tekstu, które może zobaczyć również on-line i jeśli nie czytaliście wcześniej żadnych materiałów z "Polityki", to za darmo na zasadzie limitowanego damowego dostępu (potem zmieniajcie sobie IP - jest kilka prostych programów do tego. W zależności z jakiego systemu korzystacie. Na Androidach najprostszym jest "Turbo VPN", czyścicie sobie potem ciastka w Fire foxie i można przeczytać wszystko z "Polityki" za darmo), zdjęcia do tekstu są również bardzo "profesjonalnie" zrobione.

Dodawanie pociemniającego filtru do zdjęcia postaci o której się pisze, jest techniką godną gimnazjalistki bawiącej się Instagramem na który wrzuca selfie z tramwaju.

Tak przedstawiono prezydenta Marcina Witko przed ówczesnym jego biurem poselskim przy św.Antoniego. W kamienicy niedaleko dawnego PZPR, tam gdzie teraz ma biuro ten młody Kukizowiec.

Także brawo autorka pseudoreportażu z Tomaszowa - Joanna Leszczyńska i brawo pani Agnieszka Łuczak. Po raz kolejny udało się obrzygać nasze miasto. Każdy odrobinę inteligentniejszy czytelnik wyczuje zemstę i zgorzkniałość choćby po zerknięciu nba fotografie.
środa, 11 lipca 2018, godzina 21:59:46
0 (6) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
MG: W jakim interesie społecznym mieści się wyzywanie ludzi którzy złożyli się na pomink dzieci nienarodzony potem celebrowali jego odsłonięcie? Jaki problem społęczny ona porusza twierdząc, że członek jakiejś organizacji katolickiej - w tym wypadku z kilkusetletnią tradycją, ma "zakuty łeb"?

Co?

Jaka by była wykładania sądu przy wyroku?

To jest dla dla mnie mszcząca się na obcym etnicznie otoczeniu Żydówka. Jeśli takie teksty zapchaj dziury szkalujące nas będą pojawiały się co wakacje, nic z tym nie będziemy robić?

Co do warsztatu tego tekstu z Polityki, co drugi akapit to powoływanie się na wpisy Łuczak...
Zakończenie tekstu... "Agnieszka Łuczak próbuje zrozumieć Tomaszów" ... Kogo to oprócz wyzywanych mieszkańców miasta, kogo to w Polsce obchodzi?

W ogóle rozpoczącie tekstu od drwienia z czyjegoś nazwiska... bleee. Pamietam natrząsajacego się w Tok FM Szostkiewicza, że takich rzeczy robić nie można, bo to jest cecha którą człowiek nie może zmienić. No ale cóż gdy chodzi o własną redakcje, to okazuje się, że można.

By zakończyć jeszcze wątkiem antysemiskim, chciałbym się dowiedzieć jak nazywali się dziadkowie pani Łuczak? Nie było to środowisko jakoś specjalnie zamożne. Małomiasteczkowe - ja obstawiam jakieś Opoczno, lub cerowaczy garnków chodzący od wsi do wsi, więc zatem może też z pochodzenia szteltowego się pośmiejemy? Skoro nazwisko Kuchta takie śmieszne.
środa, 11 lipca 2018, godzina 05:10:39
0 (8) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
MG: Tekst jest przede wszystkim na temat wyjęczanego pseudo reportażu z Tomaszowa w "Polityce".

Pani Agnieszka Łuczak mści się na mieszkańcach za to, że jej nie wybrali, a przede wszystkim za swoje życie zawodowe i osobiste.

W to ostatnie wnikać (tym razem), nie będę ale tak się zastanawiam, czy Zdanowska jest zupełnie teflonowa i to jest tak, że można siedzieć u niej na stołku a jednocześnie wyzywać sobie na blogu i pod nazwiskiem, wyzywać ludzi tylko za to że są katolikami?

Ja nie myślę o pisaniu jakichś donosów, ale na przykład e-maila do jakiegoś Gościa Niedzielnego, czy pisma z nakładem 10 razy większym od Polityki.

W Łodzi nie ma katolików? Czy nie chodzą głosować?

W Warszawie HGW zwykle zwalania za takie wybryki, mimo, że krzykacze często wymahują kaluminami które i ona nieoficjalnie popiera.

Łuczak widzi niestosowność tych wymiocin, pisze coraz rzadziej. A by zamilknąć z twarzą, twierdzi, że miasto przegrało już wszystko i nie ma oczym pisać :))

Nie jestem pieniaczem sądowym, ale z pozwu prywatnego za obrazę uczuć religijnych ta pani zostałaby po prostu skazana. Zastanawiam się, bo to jest jej na rękę, wtedy stała by się męczennicą znana w całej Polsce. A przy dzisiejszych nastrojach wzięta by była na sztandary przez Obywateli RP. Po cały swoim ...nie że nie udanym, bo nie co mnie to obchodzi jak ktoś sobie żyje? A na pewno bezowocnym życiu.
środa, 11 lipca 2018, godzina 05:10:16
+3 (5) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Ajdejano: Wszystkie trzy poprzednie wpisy - popieram.
Władze miasta: katastrofa w sensie popierania jakiegokolwiek sportu.
Dlaczego ?? Bo te władze uważają, że to pier.... popieranie sportu nic im nie da w sensie popularności wśród elektoratu.

Siatkarze ? To samo, co powyżej. Ci lokalni, samorządowi pajace, mają dokładnie w d....., jakiekolwiek sportowe sprawy.

I taki p. Stanisław Fila - to lokalny ewenement.
Jednak - kto z tzw. gawiedzi to zrozumie? Takich ludzi, jak p. Stanisław Fila, trzeba hołubić i nadzwyczaj szanować.
Wielki szacunek dla p. Stanisława Fili.
wtorek, 10 lipca 2018, godzina 17:27:39
+2 (4) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
szkoda że co 4 lata: ..że frekwencja nie zachwycała, a przecież niektóre z nich miały rangę międzynarodową. Takie jest podejscie włodarzy Tomaszowa. Dawniej czy to wyścig kolarski czy biegi całe szkoły brały udział i kibicowały sportowcom a dziś wstyd!
poniedziałek, 9 lipca 2018, godzina 11:11:05
0 (10) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
jam: Coś tutaj nie tak. Wygląda to jak próba robienia ze sportu protezy podpierającej kulejącą tożsamość miejską. Mieszanie sportu z polityką skutkuje zatruciem pokarmowym.
poniedziałek, 9 lipca 2018, godzina 07:10:38
+3 (11) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Jeśli: ktoś się wstydzi swojego miejsca urodzenia to pewnie też wstydzi się, że jest Polakiem. Żal takich ludzi, bo nigdy nie będą sobą. Można szukać wielu przyczyn, ale najczęściej to kompleksy, niewiedza i próba dowartościowania na siłę itd. Znam wiele osób, które wyjechały z naszego miasta i nikt nie ma z tym problemu. Wręcz przeciwnie, bo na tle wielu podobnych miast wcale nie wypadamy źle, jak malują to wieczne marudy.
niedziela, 8 lipca 2018, godzina 22:29:59

dodaj artykuł dodaj fotoreportaż
^ do góry