nie pamiętasz hasła?
Dziś są imieniny: Łucji, Otylii, Włodzisławy
×

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies

Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Używamy ich w celach reklamowych i statystycznych a także po to, by dostosować nasze witryny dla indywidualnych potrzeb naszych czytelników i użytkowników. Plików cookie mogą też używać nasi partnerzy, reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy multimediów. Może zmienić ustawiania dotyczące plików cookies na Twojej przeglądarce. Korzystanie z serwisów bez dokonania zmiany oznacza, że pliki COOKIES będą zapisywane w pamięci twojego komputera lub innego urządzenie, z którego korzystasz do przeglądania witryn internetowych. Więcej informacji na temat cookies znajdziesz w naszej polityce prywatności.

Wietnam - Hai Phong i Ha Long

dodano: 2017-09-19 17:50:00, ostatnia aktualizacja: 2017-09-19 17:52:39
autor: www.singlenomad.pl

W Hai Phong, prawie cały tydzień spędziłem w towarzystwie Phuong i jej rodziny. Miałem dużo szczęścia bo akurat trafiłem na końcówkę obchodów Chińskiego Nowego Roku, więc jedzenia w lodówce nie brakowało. Phuong, powoli wprowadzała mnie w realia Wietnamu i próbowała wpoić mi język nawet wtedy, kiedy na to specjalnie nie miałem ochoty. Jak jednak stwierdziła, bardzo szybko zapamiętuję nowe słowa. Według mnie to raczej zasługa wietnamskiej kawy. Amerykanie podczas wojny w tej części świata, podobno, dodawali żołnierzom do kawy amfetaminy. Biorąc pod uwagę, że udało mi się zapamiętać zwroty, które nie wiem, czy będę kiedykolwiek potrzebował, niewykluczone, że coś z tego zostało również wietnamskim restauratorom.

 

W sobotę, Phuong, zapytała czy umiem gotować. "Robię najlepszą na świecie Carbonarę" - powiedziałem otwarcie, nie starając się zasłaniać prawdy udawaną skromnością. Odkładając na bok bałagan, który zawsze zostawiam po sobie w kuchni, faktycznie, Carbonara, wychodzi mi genialnie.

 

Ustaliliśmy, że zrobimy zakupy w supermarkecie i wieczorem będę mógł pobawić się kuchenką i garami. Tutaj, przyszło zdziwienie i rozczarowanie. Składniki jednego z najtańszych dań, którym za niecałe 10 złotych można wyżywić w Europie rodzinę, w Wietnamie, kosztowały mnie blisko 10 dolarów. Opuściłem przy tym takie "niepotrzebne" dodatki jak kosztujący bardziej słono niż smakujący parmezan czy oregano, którego za nic nie mogłem znaleźć. Gdy przyszedł czas degustacji, nie mogłem ukryć samozachwytu - albo podziwu dla wietnamskiej kawy. Choć Carbonarze brakowało esencji, makaron udało się rozgotować do idealnej konsystencji, a bekon i zwykły czarny pieprz dały wystarczającą ilość aromatu by przez kilkanaście minut, Europa i Azja zlała się w jedną, malutką całość.

 

MIASTO O WIELU OBLICZACH

 

Hai Phong jest do bólu romantyczne.

 

Liczące sobie blisko dwa miliony mieszkańców Hai Phong jest jednym z najważniejszych portów w Wietnamie. Samo w sobie, miasto jest do bólu romantyczne. Nie jest to jednak romantyzm sielankowy. To południowoazjatyckie miasto z francuskimi, kolonialnymi naleciałościami, niską zabudową, tysiącami rowerów i skuterów na ulicach, oraz wieczną szarówką i mżawką w zimie, pozornie pasywnie, namawia przyjezdnych zostających dłużej do romantycznego podcięcia sobie żył w jednej z ciasnych, bocznych uliczek.

 

 

 

Brak jakichkolwiek wysokich budynków, nie tylko sprawia wrażenie że wszystkie ulice wyglądają tak samo i łatwo jest stracić orientację, ale jeszcze dodaje miastu charakter rozlazłości. Zaletą jest jednak to, że nie przyjeżdża tutaj wielu turystów, więc nie ma się co obawiać o to, że robiąc zakupy na targu czy stołując się na ulicy, widząc białe lico, ktoś rzuci nam wymyśloną na poczekaniu cenę.

 

Dzięki temu, że większość turystów za bazę wypadową obiera stolicę, Ha Noi, w Hai Phong nie trzeba się obawiać, że kupując ryż przyjdzie nam za niego zapłacić kilka dolarów i portfel czy aparat.

 

W Hai Phong, uświadomiłem sobie również, że przez kilka ostatnich miesięcy mieszkałem w Disneylandzie. W Wietnamie, naszych oczu nie będą cieszyć mozaiki z równiutko ułożonej kostki brukowej, stale zamiatane ulice, czy drzewka i kwiaty sadzone na głównych bulwarach jakby od linijki. Jest za to naturalnie - jak w całkowicie normalnym kraju. W chodnikach, w miejscach, gdzie się one znajdują, brakuje większości płyt, drzewa rosną gdzie popadną, elewacje budynków zdobi odpadający tynk, a wszystko jest jakby zakurzone. Za to ludzie są zrelaksowani i, jak na Azjatów przystało, pokojowo nastawieni.

 

Mój wstępny szok kulturowy polegał na uświadomieniu sobie, że opuściłem Disneyland i wjechałem do, jak najbardziej, normalnego kraju bez cienia sterylności. W Wietnamie większość ulic, chodników i budynków, przypomina nasze.

 

 

 

czytaj dalej »
podstrony: 1 2 3

Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.
Wybierz sposób wyświetlania:
liniowy
drzewo
-1 (3) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Komentarz jest odpowiedzią na komentarz nr @2
kolektor77 : ...a to nie może tego robić na jakimś swoim dedykowanym portalu? Prawda jest taka, że 99% czytelników tego portalu, informacje z podróży Tomaszowianina, interesuje to tyle co zeszłoroczny śnieg.
środa, 20 września 2017, godzina 14:54:58
+1 (1) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
pucybut: #1 - tekst z TM ma to wspólnego, że pisze go z podróży mieszkaniec TM.
piątek, 10 lutego 2012, godzina 21:15:47
-2 (2) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
Ktoś z Czegoś: Więcej zdjęć, będzie ciekawiej :-)
Bo sam tekst trochę przynudza, w końcu to jest portal o TM, a nie o dalekim wschodzie...
piątek, 10 lutego 2012, godzina 15:21:48

dodaj artykuł dodaj fotoreportaż
^ do góry