<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.nasztomaszow.pl/rss/articles/pl" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Najnowsze artykuły - NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa ]]></title>
        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykuly</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa]]></copyright>
        <lastBuildDate>Wed, 28 Oct 2026 21:07:00 +0100</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Anastepnie, czyli jakościowa odzież robocza z personalizacją]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57297,anastepnie-czyli-jakosciowa-odziez-robocza-z-personalizacja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57297,anastepnie-czyli-jakosciowa-odziez-robocza-z-personalizacja</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 21:07:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-anastepnie-czyli-jakosciowa-odziez-robocza-z-personalizacja-1793218114.jpg</url>
                        <title>Anastepnie, czyli jakościowa odzież robocza z personalizacją</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57297,anastepnie-czyli-jakosciowa-odziez-robocza-z-personalizacja</link>
                    </image><description>Pracownik potrzebuje narzędzi do realizacji swoich obowiązków służbowych. Jego odzież służbowa stanowi więc w wielu przypadkach kluczowy element wyposażenia, pozwalający efektywnie wykonywać zadania.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><a href="https://anastepnie.pl/ubrania-robocze"><strong>Odzież robocza z logo</strong></a> musi odpowiadać wymaganiom stanowiska, zapewniać wygodę i znosić codzienne użytkowanie. Gdy pojawia się na niej logo przedsiębiorstwa, staje się również częścią identyfikacji wizualnej. Warto więc stawiać na&nbsp;</p><h2>Odzież robocza Anastepnie – Jakość, która ma znaczenie podczas pracy</h2><p>W budownictwie, warsztacie czy magazynie ubrania są narażone na zabrudzenia, tarcie i częste pranie. Dlatego w Anastepnie można kompletować garderobę dopasowaną do zadań zespołu od spodni i bluz roboczych po kurtki, polary, kamizelki czy koszulki. Sklep oferuje gotowe produkty, a następnie umożliwia ich personalizację. Dzięki temu zespół Twoich specjalistów będzie wyglądać profesjonalnie, bez rezygnacji z funkcjonalności i jakości.</p><p>Skład tkaniny, solidność szwów, wzmocnienia na kolanach oraz krój mają znaczenie. Odzież robocza nie może ograniczać ruchów podczas schylania się i podnoszenia przedmiotów. Bawełna jest przyjemna w kontakcie ze skórą, natomiast mieszanki z poliestrem mogą ułatwiać pielęgnację i poprawiać odporność na zużycie. Warto sprawdzić rozmieszczenie kieszeni, regulację mankietów i rozmiarówkę.</p><p>Przed zakupem trzeba odróżnić odzież roboczą od ochronnej. Pierwsza służy m.in. ograniczaniu zabrudzenia i zniszczenia własnych ubrań, druga ma chronić przed określonymi zagrożeniami. Jeśli na stanowisku potrzebna jest odzież o intensywnej widzialności lub chroniąca przed deszczem, należy sprawdzić właściwości i dokumentację konkretnego modelu, w tym odpowiednio EN ISO 20471 lub EN 343.&nbsp;</p><h2>Personalizowana odzież robocza z logo – Jak Anastepnie wspiera wizerunek firm?</h2><p>Jednolita kolorystyka i czytelne logo pomagają budować profesjonalny wizerunek, a nazwa firmy na ubraniu staje się widoczna również poza jej siedzibą. Personalizacja może obejmować nie tylko znak graficzny, ale i imię pracownika lub nazwę zespołu.</p><p>W Anastepnie jedną z podstawowych metod znakowania jest folia flex. Dobrze sprawdza się ona przy prostych logotypach, napisach i jednolitych kolorach. W przypadku grafik z wieloma szczegółami można rozważyć technologię DTF, umożliwiającą odwzorowanie wielobarwnych projektów. Dostępny przy wybranych produktach haft nadaje oznaczeniom wypukłą strukturę. Metodę warto uzgodnić z wykonawcą, uwzględniając materiał i sposób użytkowania odzieży.</p><p><strong>Więcej na ten temat znajdziesz w artykule: </strong><a href="https://anastepnie.pl/kurtka-robocza-z-logo-jak-wybrac-odpowiedni-model"><strong>Kurtka robocza z logo – Jak wybrać odpowiedni model?</strong></a></p><p>Równie ważne jest umiejscowienie logo. Niewielki znak na piersi zapewnia dyskretną identyfikację, natomiast większy nadruk na plecach ułatwia rozpoznanie ekipy z odległości. Znakowanie nie powinno zasłaniać taśm odblaskowych ani pogarszać właściwości odzieży ochronnej.&nbsp;</p><h2>Anastepnie – Jak zamówić jakościową odzież roboczą z personalizacją dla firmy?</h2><p>Zamówienie warto zacząć od określenia, ilu pracowników potrzebuje odzieży, w jakich warunkach pracują i jakie elementy garderoby najlepiej sprawdzą się przez cały rok. Monterzy mogą potrzebować kurtek softshell, pracownicy magazynowi wygodnych spodni, a ekipa serwisowa koszulek i bluz z logo. Odpowiednio dobrany zestaw pozwala połączyć wygodę pracy ze spójnym wyglądem zespołu.</p><p>Kolejny krok to wybór modeli, rozmiarów i miejsc znakowania oraz przekazanie projektu. Anastepnie przyjmuje m.in. pliki PDF, SVG, AI i PNG bez tła. Grafika powinna mieć odpowiednią jakość. Sklep oferuje pomoc w doborze odzieży, indywidualną wycenę dla firm i przygotowanie wizualizacji. Zgodnie z zasadami zamówień wizualizacja powstaje po opłaceniu zamówienia, a termin realizacji zależy m.in. od rodzaju znakowania.</p><p>Nie trzeba od razu wyposażać całej załogi. Anastepnie umożliwia personalizację już od jednej sztuki. Dlatego można zacząć od odzieży dla nowego pracownika lub przetestować wybrany wariant przed większym zamówieniem. Sklep obsługuje klientów z całej Polski, a ubrania można również obejrzeć i przymierzyć w punkcie DOMAT STĘPIEŃ w Końskich.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kłopoty skóry głowy? Centrum Zdrowego Włosa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57296,klopoty-skory-glowy-centrum-zdrowego-wlosa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57296,klopoty-skory-glowy-centrum-zdrowego-wlosa</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 21:05:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-klopoty-skory-glowy-centrum-zdrowego-wlosa-1793217998.jpg</url>
                        <title>Kłopoty skóry głowy? Centrum Zdrowego Włosa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57296,klopoty-skory-glowy-centrum-zdrowego-wlosa</link>
                    </image><description>Swędzenie, pieczenie, przesuszenie czy uczucie ściągnięcia skóry głowy to dolegliwości, których nie należy lekceważyć. Mogą one wynikać z niewłaściwej pielęgnacji, uszkodzenia bariery naskórkowej, reakcji na składniki kosmetyków lub rozwijające się schorzenia dermatologiczne. Utrzymujący się dyskomfort wymaga rozpoznania przyczyny, ponieważ stosowanie przypadkowych preparatów może dodatkowo nasilać podrażnienia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Chcesz skorzystać z profesjonalnej pomocy? <a href="https://centrumzdrowegowlosa.pl/"><strong>Gabinet trychologiczny</strong></a> Centrum Zdrowego Włosa to również pomoc dermatologiczna. Kraków jest miastem, w którym gabinet dostępny jest stacjonarnie dla pacjentów. Umów się już teraz i skorzystaj z pomocy eksperta.</p><h2>Najczęstsze problemy skóry głowy – Jak rozpoznać niepokojące objawy?</h2><p>Do częstych problemów należą m.in. łupież i nadmierne przetłuszczanie skóry głowy. W niektórych przypadkach objawy te towarzyszą łojotokowemu zapaleniu skóry (ŁZS), charakteryzujące się nawracającym stanem zapalnym, świądem i złuszczaniem naskórka. W rozwoju ŁZS znaczenie mają drożdżaki z rodzaju Malassezia i indywidualna reakcja skóry. Sam łojotok nie oznacza jednak występowania tej choroby. Warto więc udać się do profesjonalnego trychologa, który oceni sytuację i wdroży właściwą terapię.</p><p>Poważniejsze dolegliwości mogą wiązać się z łuszczycą, zapaleniem mieszków włosowych czy infekcjami grzybiczymi. Niepokojącymi objawami są bolesne zmiany, krosty, strupy i miejscowa utrata włosów. Niektóre choroby zapalne prowadzą do trwałego uszkodzenia mieszków włosowych. Dlatego w przypadku nasilonych lub przewlekłych objawów istotna jest konsultacja dermatologiczna i wczesna diagnostyka.</p><p><strong>Sprawdź też: </strong><a href="https://centrumzdrowegowlosa.pl/przeszczep-wlosow-krakow/"><strong>Przeszczep włosów w Krakowie</strong></a><strong> w Centrum Zdrowego Włosa.</strong></p><h2>Terapie skóry głowy i profesjonalna pielęgnacja – Poznaj możliwości Centrum Zdrowego Włosa</h2><p>Odpowiednio dobrane postępowanie pomoże ograniczyć uciążliwe objawy i poprawić komfort skóry głowy. Gabinet trychologiczny Centrum Zdrowego Włosa oferuje zabiegi trychologiczne wykorzystujące specjalistyczne kosmetyki, a także infuzję tlenową i inne procedury pielęgnacyjne. Ich dobór zależy od kondycji skóry, rozpoznanego problemu i ewentualnych przeciwwskazań. Zabiegi kosmetologiczne stanowią uzupełnienie terapii, jednak nie zastępują leczenia chorób dermatologicznych.</p><p>Duże znaczenie ma też codzienna pielęgnacja. Szampony, lotion i preparaty łagodzące pomagają utrzymać skórę głowy w dobrej kondycji. Przy przesuszeniu zwróć uwagę na delikatne formuły nawilżające, natomiast przy łupieżu czasem wymagane są preparaty o działaniu przeciwgrzybiczym, np. zawierające ketokonazol.&nbsp;</p><p>Pamiętaj! W sklepie internetowym Centrum Zdrowego Włosa dostępne są profesjonalne kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji włosów i skóry głowy. Jeśli jednak potrzebujesz pomocy w kompletowaniu zestawu, skorzystaj z pomocy eksperta w gabinecie w Krakowie – w Centrum Zdrowego Włosa.</p><p>W przypadku przewlekłych dolegliwości ważna jest systematyczność oraz kontrola efektów postępowania. Niektóre schorzenia, w tym łojotokowe zapalenie skóry, mają charakter nawrotowy i wymagają długofalowej opieki. Jeśli zmagasz się ze świądem, łupieżem, podrażnieniami lub nadmiernym wypadaniem włosów, skorzystaj z konsultacji w Centrum Zdrowego Włosa w Krakowie. Profesjonalna diagnostyka pozwoli ustalić przyczynę dolegliwości i dobrać postępowanie dostosowane do potrzeb Twojej skóry głowy.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Perfumy inspirowane – Odkrywaj świat Roseana]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57295,perfumy-inspirowane-odkrywaj-swiat-roseana</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57295,perfumy-inspirowane-odkrywaj-swiat-roseana</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 20:50:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-perfumy-inspirowane-odkrywaj-swiat-roseana-1793217055.jpg</url>
                        <title>Perfumy inspirowane – Odkrywaj świat Roseana</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57295,perfumy-inspirowane-odkrywaj-swiat-roseana</link>
                    </image><description>Perfumy inspirowane to propozycja dla osób, które szukają określonego zapachu, ale nie chcą ograniczać się do najbardziej rozpoznawalnych marek. Takie kompozycje mogą nawiązywać do popularnych kierunków, wykorzystując podobne rodziny nut, akordy czy sposób budowania zapachu. Nie oznacza to, że są identyczną kopią produktu. Mogą różnić się proporcjami składników, intensywnością, projekcją i sposobem rozwijania się na skórze.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Chcesz dowiedzieć się więcej na temat tego, czym są perfumy inspiracje i co je różni od takich produktów, jak popularne </strong><a href="https://roseana.pl/perfumy-arabskie/damskie/"><strong>perfumy arabskie damskie</strong></a><strong> lub męskie?</strong> Skorzystaj z przygotowanego przez nas artykułu i dołącz do grona klientów sklepu online Roseana.</p><h2>Perfumy inspirowane – czym są i dlaczego warto je poznać?</h2><p>Warto odróżnić perfumy inspirowane od podróbek. Falsyfikat próbuje imitować oryginalny produkt pod względem nazwy, opakowania czy identyfikacji wizualnej. Perfumy inspirowane funkcjonują natomiast jako odrębne produkty i odwołują się do określonego stylu zapachowego. Dla konsumenta oznacza to możliwość poznawania kompozycji o podobnym klimacie bez konieczności szukania odpowiednika każdego elementu oryginalnego zapachu.</p><p>Dużą zaletą tego segmentu perfumerii jest możliwość eksperymentowania. Osoba, która lubi waniliowe, drzewne, kwiatowe, cytrusowe czy orientalne kompozycje, może łatwiej sprawdzić kilka interpretacji podobnego profilu. Dzięki temu perfumy inspirowane stają się alternatywą zakupową i sposobem na poznanie preferencji zapachowych.</p><p>W świecie perfum nie zawsze warto kierować się wyłącznie nazwą znanego zapachu. Bardziej świadomy wybór zaczyna się od określenia, jakie nuty, rodziny i poziom intensywności rzeczywiście odpowiadają użytkownikowi. Właśnie dlatego perfumy inspirowane mogą być dobrym początkiem szerszej przygody z perfumerią. Sprawdź już teraz, co do zaoferowania ma <a href="https://roseana.pl/"><strong>perfumeria online</strong></a><strong> </strong>Roseana.</p><h2>Odkrywaj świat zapachów z Roseana – od inspiracji po perfumy arabskie</h2><p>Roseana to miejsce, w którym poszukiwania kończą się na jednym rodzaju perfum. Oferta sklepu online pozwala poznawać zarówno perfumy inspirowane, jak i francuskie czy kompozycje arabskie. Dzięki temu można rozpocząć od zapachu nawiązującego do dobrze znanego profilu, a następnie odkrywać zupełnie inne style perfumeryjne.</p><p>Szczególną kategorię stanowią perfumy arabskie, które w ostatnich latach zdobyły popularność wśród europejskich odbiorców. Wiele z nich wykorzystuje intensywne nuty ambrowe, waniliowe, korzenne, drzewne, piżmowe czy żywiczne, choć oferta tego segmentu jest zdecydowanie szersza i obejmuje kompozycje świeże, owocowe oraz kwiatowe. Nie należy więc utożsamiać wszystkich perfum arabskich wyłącznie z ciężkimi i słodkimi zapachami.</p><p>Odkrywanie perfum warto traktować jako proces. Zamiast ograniczać się do jednego odpowiednika popularnego zapachu, można porównywać nuty, sprawdzać nowe rodziny zapachowe oraz obserwować, które kompozycje najlepiej współgrają ze skórą. Z czasem łatwiej określić, czy odpowiadają nam świeże cytrusy, kwiatowa elegancja, słodka wanilia, ciepłe przyprawy czy wyraziste akordy drzewne.&nbsp;</p><p>Zakupy w Roseana są sposobem na budowanie różnorodnej kolekcji perfum. Jeden zapach może sprawdzać się podczas codziennych obowiązków, inny podczas spotkań biznesowych, a jeszcze inny wieczorem lub przy wyjątkowych okazjach. Różnorodność pozwala dopasować kompozycję nie tylko do pory roku, ale także do stylu, nastroju i sytuacji.</p><p>Perfumy inspirowane mogą więc stanowić punkt wyjścia do poznawania całego świata zapachów. Zamiast koncentrować się wyłącznie na nazwach i markach, warto zwracać uwagę na nuty, rodziny zapachowe, charakter kompozycji oraz własne preferencje. W Roseana możesz odkrywać zarówno znane kierunki olfaktoryczne, jak i mniej oczywiste propozycje, tworząc kolekcję dopasowaną przede wszystkim do własnego gustu.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rzeczycki oberek podbił ogólnopolską scenę! Dawid Sobkiewicz z dwiema nagrodami, w tym pierwszą za taniec]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57294,rzeczycki-oberek-podbil-ogolnopolska-scene-dawid-sobkiewicz-z-dwiema-nagrodami-w-tym-pierwsza-za-taniec</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57294,rzeczycki-oberek-podbil-ogolnopolska-scene-dawid-sobkiewicz-z-dwiema-nagrodami-w-tym-pierwsza-za-taniec</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 20:29:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rzeczycki-oberek-podbil-ogolnopolska-scene-dawid-sobkiewicz-z-dwiema-nagrodami-w-tym-pierwsza-za-t-1793216072.png</url>
                        <title>Rzeczycki oberek podbił ogólnopolską scenę! Dawid Sobkiewicz z dwiema nagrodami, w tym pierwszą za taniec</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57294,rzeczycki-oberek-podbil-ogolnopolska-scene-dawid-sobkiewicz-z-dwiema-nagrodami-w-tym-pierwsza-za-taniec</link>
                    </image><description>Oberek z Rzeczycy zakręcił się w Łodzi tak, że zauważyło go konkursowe jury. Dawid Sobkiewicz wrócił z IX Ogólnopolskiego Konkursu Tańca i Muzyki Ludowej im. Jacka Lewandowskiego „5 Minut dla Oberka” aż z dwoma nagrodami. W parze z Agatą Gawrysiak zdobył równorzędną pierwszą nagrodę w kategorii par autentycznych, a kierowana przez niego kapela – reprezentująca Rzeczycę – otrzymała równorzędną trzecią nagrodę wśród kapel ludowych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To jeden z tych sukcesów, przy których słowo „lokalny” wcale nie oznacza „mały”. <strong>Dawid Sobkiewicz i Agata Gawrysiak znaleźli się w gronie pięciu najlepszych par autentycznych całego konkursu</strong>, zdobywając równorzędną I nagrodę w wysokości 1300 zł. To szczególnie cenne wyróżnienie, bo podczas tegorocznej edycji jurorzy oceniali aż <strong>32 pary taneczne</strong> przyjeżdżające z różnych części Polski.</p><p>Drugi sukces przyszedł w kategorii muzycznej. W oficjalnym programie organizatora zespół został zapisany jako <strong>„Kapela Dawida Sobkiewicza od Rzeczycy”</strong>. W rywalizacji 18 kapel ludowych grupa zdobyła jedną z czterech równorzędnych III nagród, za którą przyznano 700 zł. Wyżej znalazły się m.in. zespoły od lat obecne na scenie muzyki tradycyjnej. Sam fakt podwójnego wyróżnienia – jako tancerza i muzyka – sprawia, że występ Dawida Sobkiewicza należał do najbardziej udanych prezentacji reprezentantów naszego regionu podczas tegorocznego konkursu.</p><p>Konkurs odbył się <strong>24 października 2026 roku w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej przy ul. Tymienieckiego 22G w Łodzi</strong>. Jego organizatorem był Łódzki Dom Kultury. Nie chodziło przy tym o estradowy pokaz folkloru potraktowanego jak kolorowa dekoracja. „5 Minut dla Oberka” ma przypominać o oberku jako tańcu ciągle żywym – posiadającym regionalne odmiany, własny język ruchu, sposób prowadzenia pary i charakterystyczną muzykę. Organizatorzy podkreślają również znaczenie <strong>międzypokoleniowego przekazywania tradycji tanecznej i muzycznej</strong>.</p><p>I właśnie w tym znaczeniu sukces wykonawców związanych z Rzeczycą jest szczególnie interesujący. Dawna muzyka wiejska może przecież bardzo łatwo zamienić się w muzealny eksponat: strój za szybą, skrzypce wiszące na ścianie, melodię odtwarzaną podczas kolejnego „święta tradycji”. Tymczasem oberek istnieje naprawdę dopiero wtedy, kiedy ktoś go gra, ktoś rusza w taniec, a podłoga zaczyna odpowiadać rytmem na uderzenia butów. <strong>W Rzeczycy ta tradycja nadal ma swoich wykonawców.</strong></p><p>Jurorami tegorocznej edycji byli etnomuzykolog <strong>Mariusz Pucia</strong>, etnografka i badaczka muzyki tradycyjnej Polski środkowej <strong>Małgorzata Dziurowicz-Kaszuba</strong> oraz tancerka, choreografka i regionalistka <strong>Katarzyna Hajdasz</strong>. Jury zwróciło uwagę na wysoki poziom artystyczny konkursu i liczny udział przedstawicieli młodszego pokolenia. Zdaniem jurorów daje to szansę na zachowanie repertuaru i dawnych wzorców wykonawczych poprzez ich rzeczywiste przekazywanie kolejnym generacjom, a nie wyłącznie archiwizowanie.</p><h2>Czerniewice także na parkiecie</h2><p><strong>Powiat tomaszowski miał w Łodzi również innych reprezentantów.</strong> Gminę Czerniewice reprezentowali Bogumiła Gwiazdowicz i Karol Szydłowski. Do tańca przygrywała im Kapela Romana Wojciechowskiego. Czerniewicka para znalazła się w gronie 32 par autentycznych i – jak podkreśliło miejscowe Gminne Centrum Kultury, Rekreacji i Biblioteka Publiczna – była jedną z dwóch reprezentujących region rawsko-opoczyński. Tym razem nagrody nie udało się zdobyć, ale sam występ na ogólnopolskiej scenie stał się okazją do pokazania tradycji tego fragmentu naszego regionu. Co ciekawe, <strong>Kapela Romana Wojciechowskiego otrzymała jedną z równorzędnych I nagród w kategorii kapel ludowych</strong>.</p><p>W przypadku Dawida Sobkiewicza wynik ma jednak szczególny wymiar. <strong>Jednego dnia został nagrodzony zarówno za taniec, jak i za występ własnej kapeli.</strong> Oberek okazał się więc nie tylko tańcem, ale czymś w rodzaju muzycznej wizytówki Rzeczycy.</p><p>Bo tradycja – podobnie jak język – żyje tylko wtedy, gdy ktoś jej używa. Można ją opisać w książkach, nagrać i zamknąć w archiwum. Ale dopiero kiedy skrzypek podnosi smyczek, muzykant nadaje rytm, a para rusza w wir, wraca to, czego nie da się zakonserwować żadną muzealną gablotą.</p><p><strong>W Łodzi oberek z Rzeczycy zdecydowanie nie stał za szybą. Tańczył. I został zauważony.</strong></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Prawie pół miliona dla tomaszowskiej „Dziewiątki”. Powstanie sala sensoryczna i nowe formy terapii]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57293,prawie-pol-miliona-dla-tomaszowskiej-dziewiatki-powstanie-sala-sensoryczna-i-nowe-formy-terapii</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57293,prawie-pol-miliona-dla-tomaszowskiej-dziewiatki-powstanie-sala-sensoryczna-i-nowe-formy-terapii</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 19:12:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prawie-pol-miliona-dla-tomaszowskiej-dziewiatki-powstanie-sala-sensoryczna-i-nowe-formy-terapii-1793214193.jpg</url>
                        <title>Prawie pół miliona dla tomaszowskiej „Dziewiątki”. Powstanie sala sensoryczna i nowe formy terapii</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57293,prawie-pol-miliona-dla-tomaszowskiej-dziewiatki-powstanie-sala-sensoryczna-i-nowe-formy-terapii</link>
                    </image><description>Szkoła Podstawowa nr 9 w Tomaszowie Mazowieckim otrzymała 450 204,98 zł dofinansowania na projekt wspierający edukację włączającą. W planach są sala integracji sensorycznej, specjalistyczny sprzęt, dodatkowe zajęcia i wsparcie dla uczniów ze szczególnymi potrzebami.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Duże wsparcie dla szkoły przy ul. Jałowcowej</h2><p>Prawie pół miliona złotych trafi do Szkoły Podstawowej nr 9 im. księdza Jana Twardowskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Placówka otrzymała dofinansowanie na realizację projektu <strong>„Dziewiątka – szkoła równych szans”</strong>, którego celem jest wyrównywanie szans edukacyjnych, rozwój edukacji włączającej oraz poprawa dostępu do specjalistycznej pomocy dla dzieci wymagających dodatkowego wsparcia.</p><p>Wartość całego przedsięwzięcia wynosi <strong>473 899,98 zł</strong>, natomiast przyznane dofinansowanie to <strong>450 204,98 zł</strong>. Projekt ma być realizowany od <strong>1 lutego 2027 roku do 6 lipca 2028 roku</strong>. To oznacza, że szkoła zyska nie tylko nowy sprzęt, ale również czas na wdrożenie szerszego programu pracy z uczniami i kadrą.</p><p>Z informacji przekazanych przez miejski portal wynika, że wsparciem objętych zostanie <strong>200 uczniów</strong>, w tym <strong>50 uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi</strong>, a także <strong>6 nauczycieli i specjalistów</strong>. Skala projektu pokazuje, że nie chodzi o jednorazowy zakup wyposażenia, ale o próbę trwałego wzmocnienia szkolnego systemu pomocy.</p><h2>Co konkretnie powstanie w „Dziewiątce”</h2><p>Jednym z najważniejszych elementów projektu będzie utworzenie i wyposażenie <strong>sali integracji sensorycznej</strong>. Tego typu przestrzeń ma pomagać dzieciom, które zmagają się z trudnościami w odbieraniu i porządkowaniu bodźców, co może wpływać na naukę, koncentrację, zachowanie i codzienne funkcjonowanie w szkole.</p><p>Na liście zakupów znalazł się także nowoczesny sprzęt i pomoce terapeutyczne. Mowa między innymi o urządzeniach do <strong>diagnozy przetwarzania słuchowego</strong>, wyposażeniu do <strong>terapii ręki</strong> i <strong>terapii neurotaktylnej</strong>, a także o <strong>dwóch mobilnych kabinach akustycznych</strong>, które mają umożliwić prowadzenie indywidualnych zajęć w odpowiednich warunkach.</p><p>Projekt przewiduje również dodatkowe zajęcia specjalistyczne. Uczniowie będą mogli korzystać z terapii integracji sensorycznej, Biofeedbacku, terapii behawioralnej, treningów umiejętności społecznych oraz treningów zastępowania agresji. Jak podkreślono, zakres wsparcia ma być dostosowany do potrzeb uczestników, co w praktyce jest kluczowe, bo problemy dzieci wymagają zwykle różnych metod i tempa pracy.</p><h2>Nie tylko sprzęt, ale też relacje i kompetencje</h2><p>Ważną częścią projektu mają być także <strong>warsztaty integracyjne i antydyskryminacyjne</strong>. Ich celem jest rozwijanie empatii, wzajemnego szacunku i umiejętności budowania dobrych relacji między uczniami. To istotny sygnał, że edukacja włączająca nie kończy się na zakupie urządzeń czy uruchomieniu terapii, ale dotyczy całego szkolnego środowiska.</p><p>Wsparcie obejmie też kadrę. Zaplanowano <strong>doskonalenie zawodowe nauczycieli i specjalistów</strong> w zakresie nowoczesnych metod pracy z uczniami ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi. Dodatkowo projekt przewiduje pomoc <strong>asystenta uczniów z niepełnosprawnościami</strong>, co może przełożyć się na łatwiejsze uczestnictwo tych dzieci w codziennym życiu szkoły.</p><p>W praktyce to właśnie takie połączenie infrastruktury, terapii, przygotowania kadry i pracy nad relacjami daje największą szansę na trwały efekt. Sama sala czy sam sprzęt nie rozwiążą wszystkich problemów, jeśli za nimi nie pójdzie dobrze zaplanowany system wsparcia.</p><h2>Co ta decyzja oznacza dla Tomaszowa</h2><p>Dla miasta to kolejny przykład sięgania po środki zewnętrzne na cele oświatowe i społeczne. W tym przypadku pieniądze mają pomóc nie tylko jednej placówce, ale także grupie uczniów, którzy bez dodatkowego wsparcia mogliby mieć trudniejszy start i mniejsze szanse na pełne uczestnictwo w szkolnej codzienności.</p><p>Prezydent Marcin Witko, cytowany przez miejski portal, zwrócił uwagę na wysoką wartość uzyskanego wsparcia i podkreślił rolę dyrektor szkoły w przygotowaniu wniosku. Zaznaczył, że w porównaniu z innymi samorządami kwota dofinansowania jest wyjątkowo wysoka i wynosi niemal pół miliona złotych.</p><p>Projekt zostanie sfinansowany w ramach programu <strong>Fundusze Europejskie dla Łódzkiego 2021–2027</strong>, w działaniu <strong>FELD.08.10</strong>. Jeśli założenia zostaną zrealizowane zgodnie z planem, „Dziewiątka” zyska mocniejsze zaplecze do pracy z dziećmi o zróżnicowanych potrzebach, a to może stać się jednym z ważniejszych oświatowych przedsięwzięć w Tomaszowie w najbliższych latach.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Wojewoda: Paulina Socha naruszyła przepisy antykorupcyjne. Rada jej mandatu nie wygasiła, więc sprawę przejmuje nadzór]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57286,wojewoda-paulina-socha-naruszyla-przepisy-antykorupcyjne-rada-jej-mandatu-nie-wygasila-wiec-sprawe-przejmuje-nadzor</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57286,wojewoda-paulina-socha-naruszyla-przepisy-antykorupcyjne-rada-jej-mandatu-nie-wygasila-wiec-sprawe-przejmuje-nadzor</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 19:11:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wojewoda-paulina-socha-naruszyla-przepisy-antykorupcyjne-rada-jej-mandatu-nie-wygasila-wiec-spraw-1793186928.png</url>
                        <title>Wojewoda: Paulina Socha naruszyła przepisy antykorupcyjne. Rada jej mandatu nie wygasiła, więc sprawę przejmuje nadzór</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57286,wojewoda-paulina-socha-naruszyla-przepisy-antykorupcyjne-rada-jej-mandatu-nie-wygasila-wiec-sprawe-przejmuje-nadzor</link>
                    </image><description>Ponad 202 tysiące złotych dochodu z Tomaszowskiego Centrum Zdrowia w ciągu niespełna roku. Do tego mandat radnej powiatowej, której jednym z podstawowych zadań jest kontrolowanie działalności powiatu i jego spółek. Teraz Wojewoda Łódzki Dorota Ryl stawia sprawę jasno: Paulina Socha naruszyła ustawowy zakaz antykorupcyjny, a Rada Powiatu powinna była stwierdzić wygaśnięcie jej mandatu. Radni tego nie zrobili. Wojewoda uruchomiła więc procedurę prowadzącą do wydania zarządzenia zastępczego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To już nie jest polityczna awantura przy stole Rady Powiatu. Nie jest to również pytanie, które można zagłuszyć kolejną opinią prawną, wystąpieniem na sesji czy partyjną arytmetyką głosowania. <strong>26 października 2026 roku Wojewoda Łódzki Dorota Ryl zawiadomiła Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o zamiarze wydania zarządzenia zastępczego stwierdzającego wygaśnięcie mandatu Pauliny Sochy.</strong> W piśmie wojewoda wskazuje wprost, że radna naruszyła zakaz wynikający z art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym.</p><p>To rozróżnienie jest ważne: <strong>zarządzenie zastępcze nie zostało jeszcze wydane</strong>, ale procedura weszła w etap, w którym wojewoda – po bezskutecznym wezwaniu Rady Powiatu – przygotowuje się do zastąpienia jej rozstrzygnięcia własnym aktem nadzorczym. I jest w tym coś wyjątkowo kompromitującego dla lokalnego samorządu. Rada miała dokumenty. Miała przepisy. Miała stanowisko wojewody. Miała nawet opinię prawną przekazaną przez Zarząd Powiatu, z której wynikało, że zatrudnienie Pauliny Sochy jako dyrektora finansowego i głównej księgowej <strong>narusza art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym</strong>. Mimo to wcześniej sama Rada przyjęła dokładnie odwrotne stanowisko – że radna działalnością TCZ nie zarządzała i nie była jego przedstawicielem.</p><h2>Ponad 202 tysiące złotych. To jest liczba, obok której nie można przejść obojętnie</h2><p>W tej sprawie można długo dyskutować o paragrafach, definicji „zarządzania”, regulaminach organizacyjnych czy granicy pomiędzy główną księgową a członkiem zarządu. Ale mieszkańcy mają prawo spojrzeć również na liczby.</p><p><strong>Według oświadczenia majątkowego Paulina Socha osiągnęła w 2025 roku z zatrudnienia w Tomaszowskim Centrum Zdrowia ponad 202 tysiące złotych dochodu.</strong> W TCZ rozpoczęła pracę dopiero 5 lutego 2025 roku, a więc chodzi o niespełna jedenaście miesięcy. Równocześnie pobierała dietę radnej Rady Powiatu.</p><p>Nie używajmy więc eufemizmów. <strong>Ze spółki należącej w całości do Powiatu Tomaszowskiego do radnej powiatowej popłynęło ponad 202 tysiące złotych w ciągu jednego roku.</strong> I nie chodziło o stanowisko sekretarki, księgowej wprowadzającej faktury czy pracownika pozbawionego wpływu na działalność przedsiębiorstwa. Wojewoda ustaliła, że zakres obowiązków Sochy obejmował prowadzenie rachunkowości spółki, wykonywanie dyspozycji środkami pieniężnymi, kontrasygnowanie dokumentów powodujących zobowiązania majątkowe, przygotowywanie planu finansowego i kontrolowanie jego realizacji, rozliczanie dotacji, gospodarkę kasową, kontrole wewnętrzne i lokowanie wolnych środków.</p><p>To właśnie dlatego finansowy aspekt tej historii jest tak istotny. <strong>Ponad 202 tysiące złotych nie było wynagrodzeniem za funkcję symboliczną. Było wynagrodzeniem za pracę na jednym z kluczowych stanowisk finansowych wielkiej spółki medycznej gospodarującej publicznym majątkiem i publicznymi pieniędzmi.</strong></p><h2>Kontrolowała instytucję, której sama była wysokim rangą pracownikiem</h2><p>Najbardziej druzgocący dla politycznej obrony Pauliny Sochy fragment pisma wojewody znajduje się jednak gdzie indziej.</p><p>Radny powiatowy ma pełnić funkcję kontrolną. Ma pytać o działalność zarządu, o pieniądze, decyzje, umowy i kondycję podmiotów należących do powiatu. <strong>Ma patrzeć spółkom powiatu na ręce.</strong></p><p>Paulina Socha zasiadała tymczasem w Radzie Powiatu, a równocześnie była dyrektorem finansowym i główną księgową TCZ. Wojewoda opisuje ten konflikt bez politycznych ozdobników: jako radna miała badać działalność organów powiatu z punktu widzenia interesu mieszkańców, natomiast jako dyrektor finansowy musiała zabezpieczać interes gospodarczy TCZ. Zdaniem organu nadzoru prowadziło to do <strong>konfliktu interesów</strong>.</p><p>W praktyce powstawał mechanizm niemal groteskowy: <strong>radna mogła uczestniczyć w kontrolowaniu spółki, w której sama odpowiadała za jeden z najważniejszych obszarów zarządzania. Kontrolująca stawała się jednocześnie częścią podmiotu kontrolowanego.</strong></p><p>Wojewoda przypomina zresztą, że przepisy te nie powstały dla dekoracji. Ich celem jest zapobieganie sytuacjom sprzyjającym korupcji, wykorzystywaniu stanowisk publicznych dla prywatnych celów oraz takim uwikłaniom, które mogą osłabiać zaufanie obywateli do instytucji. Prawo ma eliminować nawet sytuacje tworzące wrażenie, że funkcja publiczna może służyć interesowi prywatnemu.</p><p>To trzeba podkreślić: <strong>mówimy o przepisach antykorupcyjnych, a nie o stwierdzeniu popełnienia przestępstwa korupcyjnego.</strong> Wojewoda nie zarzuca Paulinie Sosze przyjęcia łapówki. Stwierdza coś innego, ale dla standardów życia publicznego równie istotnego: doszło do sytuacji, której ustawa właśnie po to zabrania, żeby radny nie znajdował się jednocześnie po obu stronach samorządowej barykady.</p><h2>Wojewoda zebrała dokumenty. I okazało się, że to nie była „zwykła księgowa”</h2><p>Obrona radnej przez wiele miesięcy opierała się na tezie, że stanowisko dyrektora finansowego nie oznaczało rzeczywistego zarządzania spółką.</p><p>Dokumentacja zebrana przez wojewodę pokazuje coś zupełnie innego.</p><p>Paulina Socha zatwierdzała wnioski urlopowe i zwolnienia związane z opieką nad dzieckiem, podpisywała zbiorcze listy płac, występowała do ZUS w imieniu TCZ, podpisywała zaświadczenia o zatrudnieniu i wynagrodzeniu, a wspólnie z prezesem podpisała <strong>plan finansowy Tomaszowskiego Centrum Zdrowia na 2025 rok</strong>. Uczestniczyła również w licznych posiedzeniach Rady Nadzorczej spółki oraz w Zgromadzeniu Wspólników, gdzie przedstawiała informacje o finansach przedsiębiorstwa.</p><p>Regulamin organizacyjny TCZ klasyfikował zaś stanowisko dyrektora finansowego jako <strong>zarządcze stanowisko kierownicze</strong>. Wojewoda uznała, że zakres kompetencji – obejmujący między innymi nadzór nad pracownikami i mieniem spółki – jednoznacznie świadczył o zarządzaniu działalnością TCZ.</p><p>Trudno o bardziej zasadnicze zderzenie faktów z polityczną narracją obrońców radnej.</p><h2>A doświadczenie? Pracownicy TCZ podważali opowieść o „ratowaniu szpitala”</h2><p>W czasie czerwcowej sesji, kiedy rozstrzygano los mandatu, wokół Pauliny Sochy budowano obraz fachowca, który miał wejść do TCZ w trudnym momencie i porządkować finanse spółki.</p><p>Kilka dni później do naszej redakcji zgłosili się jednak <strong>pracownicy działu finansowego Tomaszowskiego Centrum Zdrowia</strong>, którzy zakwestionowali tę narrację. Zaprzeczali między innymi twierdzeniom o rzekomym usunięciu wcześniejszych danych księgowych i przekazali materiały mające pokazywać zachowanie zbiorów prowadzonych od 2019 roku. Zgłaszali również zastrzeżenia dotyczące sprawozdawczości finansowej i dokumentu MZ-03.</p><p>Nie ma podstaw, aby bez dokumentów przypisywać pracownikom dokładne słowa o „zerowej wiedzy finansowej”. Można natomiast stwierdzić coś, co zostało udokumentowane: <strong>pracownicy działu finansowego podważali przedstawiany radnym obraz wyjątkowej fachowości Pauliny Sochy i kwestionowali informacje wykorzystywane w jej obronie podczas sesji.</strong></p><p>Nie udało nam się również znaleźć publicznie udokumentowanej wcześniejszej praktyki Pauliny Sochy w <strong>zarządzaniu dużą spółką medyczną o skali Tomaszowskiego Centrum Zdrowia</strong>. Tym bardziej zasadne pozostaje pytanie, jakie doświadczenie i jakie kryteria zdecydowały o powierzeniu jej funkcji dyrektora finansowego i głównej księgowej jednego z największych podmiotów powiatu. To pytanie staje się jeszcze ważniejsze, gdy zestawi się skalę odpowiedzialności z dochodem przekraczającym <strong>202 tysiące złotych w niespełna rok</strong>.</p><h2>Rada dostała szansę. I ją zmarnowała</h2><p>2 czerwca wojewoda wezwała Radę Powiatu do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu. Radni mieli więc możliwość wykonania ustawowego obowiązku samodzielnie.</p><p>24 czerwca projekt otrzymał <strong>9 głosów za, 10 przeciw i 3 wstrzymujące się</strong>. Paulina Socha nie uczestniczyła w głosowaniu. Uchwała upadła.</p><p>I właśnie w tym miejscu polityczna odpowiedzialność wykracza poza Prawo i Sprawiedliwość.</p><p>Paulina Socha została wybrana z listy <strong>Prawa i Sprawiedliwości</strong>. Jednak według relacji „Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego” <strong>troje radnych związanych z Koalicją Obywatelską wstrzymało się od głosu</strong>. Wśród wstrzymujących był między innymi Kazimierz Mordaka, wybrany z list KO.</p><p>Formalnie każdy radny miał prawo zagłosować w ten sposób. Politycznie rezultat jest jednak banalnie prosty: <strong>głosy i wstrzymania części radnych KO pomogły utrzymać mandat radnej PiS, mimo że wojewoda domagała się jego wygaszenia w związku z naruszeniem przepisu antykorupcyjnego.</strong></p><p>Nie oznacza to, że radnych KO można bez dowodów oskarżać o korupcję. Można natomiast ocenić ich decyzję politycznie: <strong>stanęli po stronie rozwiązania, które podtrzymywało sytuację uznaną przez organ nadzoru za sprzeczną z ustawowym mechanizmem antykorupcyjnym.</strong></p><p>Dzisiaj cena tego głosowania jest szczególnie widoczna.</p><h2>Radni zdecydowali, że nic się nie stało. Wojewoda mówi: stało się</h2><p>W dokumencie z 26 października nie ma już miejsca na wcześniejsze gry słowne.</p><p>Wojewoda stwierdza wprost, że <strong>Paulina Socha naruszyła art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym</strong> i że w tej sytuacji Rada Powiatu powinna była podjąć uchwałę stwierdzającą wygaśnięcie mandatu. Rada tego nie zrobiła. Przewodniczący poinformował wojewodę, że projekt nie zdobył wymaganej większości. W konsekwencji organ nadzoru zawiadomił ministra o zamiarze wydania zarządzenia zastępczego.</p><p>Rada mogła więc sama przeciąć sprawę.</p><p>Nie zrobiła tego.</p><p>Mogła pokazać mieszkańcom, że przepisy dotyczą wszystkich – również własnych kolegów i koleżanek.</p><p>Nie zrobiła tego.</p><p>Mogła postawić standard przejrzystości ponad partyjną matematyką.</p><p>Nie zrobiła tego.</p><p><strong>Teraz państwo wykonuje procedurę, której lokalny samorząd nie chciał albo nie potrafił wykonać sam.</strong></p><p>I chyba właśnie to jest najbardziej kompromitujące.</p><p>Nie samo to, że jedna radna przyjęła wysoko płatną pracę w powiatowej spółce. Nie tylko ponad <strong>202 tysiące złotych dochodu ze szpitala</strong>. Nie nawet konflikt pomiędzy funkcją kontrolną radnej a obowiązkiem dbania o interes przedsiębiorstwa, które sama miała kontrolować.</p><p>Najbardziej kompromitujący jest mechanizm zbiorowej obrony, który przez miesiące próbował przekonywać mieszkańców, że problemu nie ma.</p><p>Problem był.</p><p>Wojewoda właśnie napisała to czarno na białym.</p><p>A kiedy zostanie wydane zarządzenie zastępcze, Paulina Socha będzie mogła oczywiście skorzystać z prawa do zaskarżenia go do sądu administracyjnego. Dopiero sąd może ostatecznie zweryfikować stanowisko wojewody.</p><p>Ale polityczny rachunek już dziś wygląda wyjątkowo źle: <strong>radna PiS, ponad 202 tysięcy złotych dochodu z powiatowej spółki, jednoczesna funkcja osoby kontrolującej i należącej do kierownictwa kontrolowanego podmiotu, przepis antykorupcyjny oraz Rada Powiatu, która nie potrafiła wykonać tego, czego wymagał od niej organ nadzoru.</strong></p><p>I dlatego ta historia nie jest już wyłącznie historią Pauliny Sochy.</p><p>To historia o jakości całego tomaszowskiego samorządu.</p><p>Najmocniejszym nowym wątkiem jest moim zdaniem <strong>kontrast: ponad 202 tys. zł z TCZ kontra obowiązek kontrolowania TCZ jako radna</strong>. Dodatkowo bardzo mocne jest to, że w aktach znajduje się <strong>opinia prawna przekazana przez Zarząd Powiatu, która również mówiła o naruszeniu art. 25b</strong>, mimo czego Rada poszła w przeciwną stronę.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Koncert Pieśni Patriotycznych w Tomaszowie. Miasto zaprasza na wyjątkowy wieczór]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57292,koncert-piesni-patriotycznych-w-tomaszowie-miasto-zaprasza-na-wyjatkowy-wieczor</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57292,koncert-piesni-patriotycznych-w-tomaszowie-miasto-zaprasza-na-wyjatkowy-wieczor</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 18:18:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-koncert-piesni-patriotycznych-w-tomaszowie-miasto-zaprasza-na-wyjatkowy-wieczor-1793208068.jpg</url>
                        <title>Koncert Pieśni Patriotycznych w Tomaszowie. Miasto zaprasza na wyjątkowy wieczór</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57292,koncert-piesni-patriotycznych-w-tomaszowie-miasto-zaprasza-na-wyjatkowy-wieczor</link>
                    </image><description>W miejskim serwisie pojawiła się zapowiedź Koncertu Pieśni Patriotycznych. Wydarzenie ma połączyć muzykę, wspólne przeżywanie ważnych treści i lokalny wymiar świętowania, a na plakacie widać Orkiestrę Symfoniczną Tomaszowa Mazowieckiego oraz chór Artis Gaudium.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Muzyka, która niesie pamięć</h2><p>Nie każdy miejski komunikat zatrzymuje uwagę na dłużej, ale są wydarzenia, które z samej swojej natury niosą większy ciężar niż zwykła zapowiedź koncertu. Tak jest w przypadku <strong>Koncertu Pieśni Patriotycznych</strong>, do udziału w którym zaprasza Tomaszów Mazowiecki za pośrednictwem oficjalnego portalu miejskiego.</p><p>Już sam tytuł wydarzenia sugeruje, że nie chodzi wyłącznie o muzyczne spotkanie. Pieśni patriotyczne od lat pełnią szczególną rolę w polskiej kulturze: przypominają o historii, budują wspólnotę i nadają uroczystościom bardziej osobisty, emocjonalny wymiar. W lokalnym mieście taki koncert staje się także formą wspólnego przeżywania pamięci przez mieszkańców.</p><h2>Co wiadomo z miejskiej zapowiedzi</h2><p>Z udostępnionych informacji wynika, że w miejskim serwisie opublikowano materiał zatytułowany <strong>„Zapraszamy na Koncert Pieśni Patriotycznych”</strong>. Do wpisu dołączono plakat wydarzenia. Na grafice widoczne są zdjęcia <strong>Orkiestry Symfonicznej Tomaszowa Mazowieckiego</strong> oraz <strong>Chóru Artis Gaudium</strong>, a całość uzupełnia biało-czerwona wstęga, podkreślająca charakter koncertu.</p><p>Choć wydobyty materiał nie zawiera szerokiego opisu programu, sama identyfikacja wizualna mówi sporo o skali i tonie wydarzenia. Obecność orkiestry symfonicznej i chóru wskazuje, że można spodziewać się koncertu przygotowanego z większym rozmachem, opartego nie tylko na symbolicznym repertuarze, ale też na starannej oprawie artystycznej.</p><p>To ważne również z punktu widzenia mieszkańców. W Tomaszowie wydarzenia o charakterze patriotycznym nie są jedynie elementem oficjalnego kalendarza. Często stają się okazją do spotkania kilku pokoleń: tych, którzy takie pieśni znają od lat, i tych, którzy dopiero poznają ich znaczenie.</p><h2>Lokalny wymiar świętowania</h2><p>Dla lokalnej społeczności znaczenie takich koncertów wykracza poza sam repertuar. To wydarzenia, które łączą <strong>kulturę, pamięć historyczną i miejską tożsamość</strong>. Jeśli na scenie pojawiają się tomaszowscy artyści i zespoły związane z miastem, koncert zyskuje dodatkowy wymiar: staje się nie tylko przypomnieniem narodowych treści, ale też prezentacją lokalnego potencjału artystycznego.</p><p>Właśnie dlatego podobne zapowiedzi warto czytać szerzej niż tylko jako informację „co, gdzie i kiedy”. To także sygnał, w jaki sposób miasto buduje ofertę kulturalną i jak chce opowiadać o wspólnocie. W przypadku koncertu pieśni patriotycznych nacisk pada na przeżycie zbiorowe, uroczysty nastrój i obecność symboli, które dla wielu mieszkańców nadal mają duże znaczenie.</p><p>Nie bez znaczenia jest też warstwa wizualna samego plakatu. Połączenie zdjęć wykonawców z biało-czerwoną stylistyką jasno pokazuje, że organizatorzy stawiają na tradycyjny, czytelny przekaz. To forma zaproszenia skierowana do szerokiego grona odbiorców, także tych, którzy szukają wydarzeń bardziej uroczystych niż rozrywkowych.</p><h2>Dlaczego takie wydarzenia wciąż przyciągają</h2><p>Koncerty patriotyczne od lat zajmują szczególne miejsce w kalendarzu wielu polskich miast. Ich siła nie polega wyłącznie na repertuarze, lecz na atmosferze wspólnego uczestnictwa. W czasach, gdy oferta kulturalna jest bardzo różnorodna, właśnie takie wydarzenia przypominają, że muzyka może być także nośnikiem pamięci i lokalnej więzi.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego to również kolejna okazja, by pokazać, że miejskie życie kulturalne nie ogranicza się do codziennych imprez i sezonowych atrakcji. Wydarzenia odwołujące się do tradycji i historii nadal mają swoją publiczność, a ich powodzenie zależy nie tylko od programu, ale też od zaangażowania lokalnych środowisk artystycznych.</p><p>Jeżeli koncert rzeczywiście zgromadzi mieszkańców wokół wspólnego śpiewu lub wspólnego słuchania znanych utworów, będzie to coś więcej niż punkt w harmonogramie. Będzie to <strong>chwila wspólnoty</strong>, której znaczenie najlepiej widać właśnie na poziomie lokalnym.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Leczenie zębów i zgryzu w OrthoVision Warszawa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57291,leczenie-zebow-i-zgryzu-w-orthovision-warszawa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57291,leczenie-zebow-i-zgryzu-w-orthovision-warszawa</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 15:40:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-leczenie-zebow-i-zgryzu-w-orthovision-warszawa-1793207860.jpg</url>
                        <title>Leczenie zębów i zgryzu w OrthoVision Warszawa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57291,leczenie-zebow-i-zgryzu-w-orthovision-warszawa</link>
                    </image><description>Prawidłowe ustawienie zębów wpływa na estetykę uśmiechu i funkcjonowanie układu żucia. Stłoczenia, rotacje zębów, szparowatość czy nieprawidłowe relacje między szczęką a żuchwą utrudniają codzienną higienę i prawidłowe rozdrabnianie pokarmów. Leczenie wad zgryzu w OrthoVision Warszawa zaczyna się od rozpoznania problemu i określenia indywidualnych potrzeb pacjenta. Konsultacja ortodontyczna może być pomocna zarówno w przypadku dzieci, jak i dorosłych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Chcesz dowiedzieć się więcej? OrthoVision Warszawa to nie tylko ortodoncja. To także </strong><a href="https://www.orthovision.pl/stomatologia-zachowawcza-warszawa-wola/"><strong>stomatolog na Woli</strong></a><strong>, który pomoże w leczeniu wielu dolegliwości. Dowiedz się więcej juz teraz.</strong></p><h2>Leczenie zębów i wad zgryzu – dlaczego warto rozpocząć od dokładnej diagnostyki?</h2><p>Nie każdą nieprawidłowość można skorygować za pomocą aparatu ortodontycznego. Ważny jest też stan uzębienia, dziąseł i tkanek otaczających zęby. Przed rozpoczęciem leczenia należy ocenić obecność próchnicy, stan przyzębia i poziom higieny jamy ustnej. Niekiedy konieczne okazuje się wcześniejsze leczenie stomatologiczne lub periodontologiczne. <a href="https://www.orthovision.pl/">OrthoVision Warszawa</a> łączy ortodoncję z innymi dziedzinami stomatologii, umożliwiając kompleksowe zaplanowanie postępowania.</p><p>Podstawą wyboru metody leczenia jest diagnostyka. Podczas konsultacji ortodonta prowadzi wywiad, analizuje ustawienie zębów i relacje zgryzowe, a w uzasadnionych przypadkach zleca badania obrazowe. W planowaniu terapii wykorzystuje się także fotografie i modele lub skany uzębienia. Zebrane informacje pozwalają określić zakres korekcji, przewidywany przebieg leczenia i rodzaj aparatu odpowiedniego dla konkretnego pacjenta.</p><h2>Jak przebiega leczenie zębów i zgryzu w OrthoVision Warszawa i dlaczego retencja jest ważna?</h2><p>Po zakończeniu diagnostyki ortodonta przygotowuje plan leczenia, uwzględniający rodzaj aparatu, zakres planowanej korekcji i przewidywany czas terapii. Następnie zaczyna się leczenie, które wymaga regularnych wizyt kontrolnych. Podczas spotkań lekarz monitoruje przemieszczanie zębów i w razie potrzeby modyfikuje ustawienia aparatu lub kolejne etapy terapii. Czas leczenia ortodontycznego jest indywidualny i może wynosić od kilkunastu miesięcy do kilku lat, zależnie od złożoności problemu.</p><p>Ważnym elementem terapii jest codzienna higiena jamy ustnej. Aparaty stałe sprzyjają gromadzeniu płytki bakteryjnej wokół zamków. Dlatego wymagają dokładnego szczotkowania i oczyszczania przestrzeni międzyzębowych. Zaniedbania prowadzą do odwapnień szkliwa, próchnicy i stanów zapalnych dziąseł. Pacjenci korzystający z nakładek powinni natomiast zdejmować je podczas jedzenia i dbać o czystość zarówno zębów, jak i nakładek. Regularne kontrole stomatologiczne pozostają ważne przez cały okres leczenia.</p><p>Zakończenie aktywnej korekcji to nie koniec postępowania ortodontycznego. Zęby mają naturalną tendencję do zmiany położenia. Dlatego niezbędne jest zastosowanie retencji, która pomaga utrzymać uzyskane ustawienie. Wykorzystuje się w tym celu aparaty retencyjne zdejmowane lub stałe retainery mocowane do wewnętrznej powierzchni zębów. Okres ich stosowania może być wieloletni i wymaga przestrzegania zaleceń ortodonty.&nbsp;</p><p>Jeżeli interesuje Cię leczenie zębów i zgryzu w Warszawie, umów konsultację w OrthoVision na Woli. Indywidualna ocena uzębienia pozwoli ustalić odpowiednią metodę terapii i zaplanować jej poszczególne etapy.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Powiatowy Dzień Seniora w PCAS-ie. Krzysztof Antkowiak wystąpi w Tomaszowie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57289,powiatowy-dzien-seniora-w-pcas-ie-krzysztof-antkowiak-wystapi-w-tomaszowie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57289,powiatowy-dzien-seniora-w-pcas-ie-krzysztof-antkowiak-wystapi-w-tomaszowie</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 15:21:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-powiatowy-dzien-seniora-w-pcas-ie-krzysztof-antkowiak-wystapi-w-tomaszowie-1793197375.jpg</url>
                        <title>Powiatowy Dzień Seniora w PCAS-ie. Krzysztof Antkowiak wystąpi w Tomaszowie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57289,powiatowy-dzien-seniora-w-pcas-ie-krzysztof-antkowiak-wystapi-w-tomaszowie</link>
                    </image><description>Muzyka, spotkanie, rozmowa i przede wszystkim obecność drugiego człowieka. 19 listopada Powiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie Mazowieckim zaprosi seniorów z całego powiatu na wspólne świętowanie. Gwiazdą tegorocznego Powiatowego Dnia Seniora będzie Krzysztof Antkowiak. Początek koncertu o godz. 17.00, a wstęp na wydarzenie jest bezpłatny.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Powiatowy Dzień Seniora</strong> ma być nie tylko kolejną uroczystością w kalendarzu. Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie ma przede wszystkim integrować osoby starsze, zachęcać je do aktywności i przypominać, jak ważną rolę odgrywają w życiu rodzin oraz całej lokalnej społeczności.</p><p>Seniorzy są przecież często żywą pamięcią rodzin i miejsc, w których żyjemy. To oni przechowują historie, których nie znajdziemy w urzędowych kronikach, pamiętają Tomaszów i powiat sprzed dziesięcioleci, przekazują kolejnym pokoleniom doświadczenie, tradycje i zwyczaje. <strong>Powiatowy Dzień Seniora ma być formą podziękowania za tę obecność, ale również okazją do zwyczajnego spotkania z drugim człowiekiem.</strong></p><p>Jak podkreśla <strong>Dorota Ignasiak, dyrektor Powiatowego Centrum Animacji Społecznej</strong>, placówka przez cały rok współpracuje ze stowarzyszeniami i instytucjami skupiającymi seniorów.</p><p>– Seniorzy są niezwykle ważną częścią naszej społeczności. Nasza placówka na stałe współpracuje z seniorskimi stowarzyszeniami i instytucjami, ale też zawsze staramy się wspólnie z nimi celebrować to wyjątkowe święto – mówi Dorota Ignasiak.</p><p>Jednym z najważniejszych celów wydarzenia jest <strong>przeciwdziałanie samotności osób starszych</strong>. To problem, o którym mówi się coraz częściej, choć nie zawsze jest widoczny na pierwszy rzut oka. Samotność nie musi oznaczać wyłącznie braku rodziny. Czasem zaczyna się od coraz rzadszego wychodzenia z domu, rezygnacji z dawnych zainteresowań, ograniczenia kontaktów i poczucia, że świat za drzwiami mieszkania zaczyna należeć już do kogoś innego.</p><p>– Głównym celem obchodów Powiatowego Dnia Seniora jest oczywiście integracja środowiska, wspólne spędzenie czasu i przede wszystkim obecność – obecność drugiego człowieka, całych rodzin, okazja do wyjścia z domu, rozrywki, radości. W dzisiejszym zabieganym świecie nierzadko zdarza się, że osoby starsze pochłania samotność. Izolują się od otoczenia, ciężko im się zmobilizować do wyjścia z domu, do podjęcia jakichkolwiek aktywności. Tu właśnie wychodzimy im naprzeciw i zapraszamy do nas – podkreśla dyrektor PCAS-u.</p><h2>Krzysztof Antkowiak gwiazdą wieczoru</h2><p>Muzycznym prezentem dla uczestników będzie koncert <strong>Krzysztofa Antkowiaka</strong>. Artysta zaprezentuje repertuar oparty na znanych i lubianych przebojach polskiej muzyki różnych pokoleń.</p><p>Dla wielu słuchaczy nazwisko Antkowiaka natychmiast przywołuje wspomnienia końca lat 80. i piosenkę <strong>„Zakazany owoc”</strong>, która stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przebojów tamtego okresu. Tym razem artysta ma zabrać tomaszowską publiczność w znacznie szerszą muzyczną podróż.</p><p>– Tym wspólnie spędzonym czasem i muzycznym prezentem chcemy podkreślić, jak ważne dla wszystkich jest to, co osoby starsze wnoszą do naszego życia – miłość, radość, cierpliwość, doświadczenie i chęć niesienia pomocy – mówi Dorota Ignasiak.</p><p>Organizatorzy liczą, że listopadowe spotkanie będzie nie tylko koncertem, ale również okazją do rozmów, wspomnień i odnowienia znajomości.</p><p>– Niech będzie to czas pełen radości, życzliwości i dobrej energii i niech przypomina nam o tym, co w życiu naprawdę ważne: <strong>o relacjach, bliskości i zwolnieniu tempa w codziennym biegu</strong> – zachęca dyrektor PCAS-u.</p><p><strong>Powiatowy Dzień Seniora odbędzie się 19 listopada w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie Mazowieckim. Koncert rozpocznie się o godz. 17.00. Bezpłatne wejściówki można odbierać w sekretariacie PCAS-u.</strong></p><h3>&nbsp;</h3> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[The Clash – „Sandinista!”. Rewolucja na trzech winylach, czyli jak punkowcy próbowali objąć ramionami cały świat]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57288,the-clash-sandinista-rewolucja-na-trzech-winylach-czyli-jak-punkowcy-probowali-objac-ramionami-caly-swiat</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57288,the-clash-sandinista-rewolucja-na-trzech-winylach-czyli-jak-punkowcy-probowali-objac-ramionami-caly-swiat</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 14:54:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-the-clash-sandinista-rewolucja-na-trzech-winylach-czyli-jak-punkowcy-probowali-objac-ramionam-1793195778.png</url>
                        <title>The Clash – „Sandinista!”. Rewolucja na trzech winylach, czyli jak punkowcy próbowali objąć ramionami cały świat</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57288,the-clash-sandinista-rewolucja-na-trzech-winylach-czyli-jak-punkowcy-probowali-objac-ramionami-caly-swiat</link>
                    </image><description>Wyobraźmy sobie, że czterech londyńskich punkowców postanawia urządzić rewolucję. Nie wystarczają im jednak trzy akordy, gitarowy hałas i kilka gniewnych deklaracji przeciwko establishmentowi. Chcą czegoś więcej. Zapraszają do studia jamajskich muzyków reggae, zaglądają do nowojorskich klubów, gdzie rodzi się hip-hop, słuchają jazzu, funku, calypso, soulu i gospel, a następnie próbują połączyć to wszystko w jeden album. Kiedy kończą nagrania, okazuje się, że stworzyli trzy płyty winylowe, trzydzieści sześć utworów i niemal dwie i pół godziny muzyki. Księgowi wytwórni łapią się za głowy, krytycy dzielą na dwa obozy, a słuchacze nie bardzo wiedzą, czy otrzymali arcydzieło, czy zapis zbiorowego szaleństwa. Tak narodziło się „Sandinista!” zespołu The Clash – album, który można porównać do „Ulissesa” Jamesa Joyce’a, „Białego albumu” The Beatles i gigantycznego muzycznego targowiska, na którym obok politycznego manifestu leży dubowy remiks, za nim stoi kaznodzieja gospel, a z głośników dobiega funkowy rytm nowojorskiej ulicy. Płyta fascynująca, irytująca, chwilami genialna i równie często przesadna. Ale przede wszystkim dokument czasów, kiedy rock naprawdę wierzył, że może zmienić świat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Po „London Calling” wszystko było możliwe. Nawet przesada</h2><p>Kiedy <strong>The Clash wydali „London Calling” w 1979 roku</strong>, niemal całkowicie zmienili definicję punk rocka. Zamiast ograniczać się do trzech akordów i gwałtownej ekspresji, otworzyli swoją muzykę na reggae, ska, rockabilly, soul i rhythm and blues. <strong>Joe Strummer, Mick Jones, Paul Simonon i Topper Headon</strong> udowodnili, że punk nie musi być gatunkiem o sztywnych granicach. Może być sposobem myślenia, postawą wobec świata, która odrzuca narzucone reguły nawet wtedy, gdy stworzyli je sami punkowcy. Sukces „London Calling” postawił jednak muzyków przed niezwykle trudnym zadaniem. Jak nagrać następcę albumu uznawanego za jedno z najwybitniejszych osiągnięć rocka? Można było powtórzyć sprawdzoną formułę, wykorzystać rosnącą popularność i przygotować kolejny zestaw przebojów. The Clash wybrali drogę zupełnie inną. Zamiast udoskonalić własny styl, postanowili właściwie go rozmontować.</p><p><strong>„Sandinista!”, czwarty album studyjny The Clash, ukazał się 12 grudnia 1980 roku.</strong> Oryginalne wydanie obejmowało trzy winyle, 36 utworów i około 144 minut muzyki. Nagrania powstawały między innymi w Nowym Jorku, Londynie i na Jamajce, przy udziale licznych współpracowników, wśród których szczególnie ważną rolę odegrał jamajski producent i muzyk Mikey Dread. Już sama objętość wydawnictwa stanowiła prowokację. Potrójne albumy nie były wprawdzie nowością, ale tak ogromny zestaw stylistycznie różnorodnych nagrań przygotowany przez zespół wywodzący się z punkowej rewolty pozostawał przedsięwzięciem wyjątkowym. Co więcej, muzycy zadbali, aby brytyjskie wydanie kosztowało zaledwie 5,99 funta. Ograniczenie własnych tantiem pomogło utrzymać tę cenę. Polityczna deklaracja nie kończyła się więc na słowach. The Clash chcieli, aby ich muzyka była dostępna również dla tych, którzy nie mogli pozwolić sobie na drogie kolekcjonerskie wydawnictwa.</p><p>Tytuł <strong>„Sandinista!” nawiązuje do rewolucji sandinistowskiej w Nikaragui</strong>, która w 1979 roku doprowadziła do obalenia dyktatury Anastasia Somozy. Dla części zachodniej lewicy wydarzenia te symbolizowały zwycięstwo nad autorytaryzmem i polityką amerykańskich wpływów w Ameryce Łacińskiej. Strummer patrzył na świat z perspektywy antyimperialistycznej, choć późniejsza historia Nikaragui pokazała, że również ruchy wywodzące się z rewolucji mogą budować systemy autorytarne. Trzeba więc odróżnić polityczne nadzieje muzyków od historycznej oceny ich urzeczywistnienia. Sam album wykracza zresztą daleko poza jeden konflikt. Opowiada o wojnie, ubóstwie, bezrobociu, konsumpcjonizmie, przemocy państwa i losie ludzi pozostających poza centrum oficjalnych narracji. Przypomina wielką reporterską powieść Johna Dos Passosa, w której prywatne biografie nieustannie przecinają się z historią polityki i gospodarki.</p><h2>„The Magnificent Seven”. Rewolucja odkrywa, że potrafi tańczyć</h2><p>Pierwsza kompozycja jest jednym z najbardziej zaskakujących otwarć w historii rocka. <strong>„The Magnificent Seven”</strong> nie rozpoczyna się gitarowym wybuchem, lecz funkowym rytmem, niezwykle ruchliwą linią basu i półśpiewanym, półrapowanym tekstem dotyczącym człowieka podporządkowanego pracy i konsumpcji. Bohater wstaje rano, jedzie do pracy, wykonuje powtarzalne czynności, kupuje kolejne przedmioty, a następnego dnia rozpoczyna wszystko od początku. Muzycznie bliżej tutaj do nowojorskiego hip-hopu niż do „White Riot”. The Clash zetknęli się z rodzącą się kulturą rapu podczas pobytu w Nowym Jorku i postanowili wykorzystać jej rytmiczny język. Strummer nie był raperem w późniejszym znaczeniu tego słowa. Jego interpretacja jest chropowata, chaotyczna i chwilami przypomina człowieka próbującego opowiedzieć historię kapitalizmu podczas jednej jazdy metrem. Ale właśnie ta niedoskonałość okazuje się fascynująca.</p><p>W „The Magnificent Seven” można odnaleźć coś z literackiej metody Jacka Kerouaca, którego długie, improwizowane zdania poruszały się rytmem niemal muzycznym. Strummer wyrzuca z siebie kolejne obrazy świata reklamy, pracy i nieustannej konsumpcji, jakby próbował nadążyć za cywilizacją, która sama utraciła zdolność zatrzymywania się. Największy paradoks polega jednak na tym, że <strong>The Clash nagrali antykapitalistyczną piosenkę, przy której trudno usiedzieć w miejscu</strong>. To nie jest ponury manifest wygłaszany zza mównicy, lecz społeczna krytyka posiadająca funkowy puls i taneczną energię. Właśnie dlatego nagranie pozostaje jednym z najbardziej nowoczesnych fragmentów całej dyskografii zespołu.</p><p>Zupełnie inaczej działa <strong>„Hitsville U.K.”</strong>, urocza, melodyjna kompozycja inspirowana tradycją Motown. Mick Jones i Ellen Foley tworzą wokalny duet przypominający zapomniany singiel The Supremes czy The Ronettes. Pod tą pozorną lekkością kryje się jednak pochwała niezależnych wytwórni i muzyków tworzących poza dyktatem wielkiego przemysłu fonograficznego. To piosenka o artystycznej wolności, ale również o zwyczajnej radości tworzenia. The Clash pokazują, że bunt nie musi zawsze oznaczać agresji. Czasami największym sprzeciwem wobec systemu jest stworzenie czegoś pięknego na własnych zasadach.</p><h2>„Something About England” i „Somebody Got Murdered”. Historia pisana z perspektywy zwykłego człowieka</h2><p>„Junco Partner” przenosi słuchacza w świat karaibskiej rytmiki i amerykańskiego rhythm and bluesa. „Ivan Meets G.I. Joe” zamienia zimnowojenną konfrontację mocarstw w niemal dyskotekową groteskę, przypominając film Stanleya Kubricka „Doktor Strangelove”. Zamiast militarnego marsza otrzymujemy taneczny rytm, przy którym wielka polityka zaczyna wyglądać jak absurdalny konkurs dwóch potęg przekonanych o własnej nieomylności. Jeszcze inną perspektywę przynosi <strong>„Something About England”</strong>, jedna z najbardziej przejmujących kompozycji albumu. To opowieść o brytyjskiej historii widzianej oczami ludzi naznaczonych wojną, ubóstwem i społecznym rozczarowaniem. Muzycznie pobrzmiewają tutaj echa The Kinks, ale Strummer patrzy na ojczyznę ostrzej niż Ray Davies. Nie interesuje go romantyczna legenda imperium. Pyta raczej, kto zapłacił cenę jego wielkości.</p><p>Można przywołać „Drogę na molo w Wigan” George’a Orwella, w której pisarz opisywał życie brytyjskiej klasy robotniczej, demaskując wygodne złudzenia dotyczące społecznego dobrobytu. Podobną wrażliwość odnajduję w „Something About England”. Jeszcze mocniej ujawnia się ona w <strong>„Somebody Got Murdered”</strong>, piosence o człowieku, który został zamordowany, podczas gdy świat niemal natychmiast wrócił do zwyczajnego rytmu. Ofiara przemocy nie jest przecież wyłącznie numerem policyjnej sprawy. Miała własne życie, bliskich, nadzieje i plany. Mick Jones śpiewa bez wielkiego patosu, a właśnie ta powściągliwość nadaje kompozycji niezwykłą siłę. W „Dżumie” Alberta Camusa pytanie o wartość pojedynczego życia staje się fundamentalnym problemem moralnym. The Clash stawiają podobne pytanie za pomocą prostej, niezwykle skutecznej rockowej piosenki.</p><p><strong>„Police on My Back”</strong> przypomina natomiast, że muzycy nadal potrafili grać znakomitego, bezpośredniego rock and rolla. Interpretacja utworu The Equals, zespołu Eddy'ego Granta, posiada niemal punkową energię. Gitarowy riff przypomina policyjny alarm, perkusja pędzi naprzód, a Strummer odzyskuje charakterystyczną zadziorność. Po dubowych eksperymentach i funkowych rytmach kompozycja działa niczym gwałtowne otwarcie okna w dusznym pomieszczeniu. To jedna z tych chwil, kiedy The Clash udowadniają, że potrafią przekraczać gatunkowe granice nie dlatego, że wyczerpali możliwości klasycznego rocka, lecz dlatego, że nie zamierzają ograniczać własnej wyobraźni.</p><h2>Dub, reggae i Mikey Dread. Kiedy studio nagraniowe staje się instrumentem</h2><p>Jedną z największych osobliwości <strong>albumu „Sandinista!” The Clash</strong> pozostaje liczba kompozycji inspirowanych reggae i dubem. „One More Time”, „One More Dub”, „The Crooked Beat”, „The Equaliser”, „Version City” i „Living in Fame” pokazują, jak daleko zespół odszedł od tradycyjnej konstrukcji punkowej piosenki. Dub wywodzi się z jamajskiej kultury studyjnej, w której nagranie nie musi pozostawać ostatecznym dziełem. Można usuwać wokal, eksponować bas, wydłużać pogłosy i rozbijać rytm, przekształcając pierwotny materiał w nową przestrzeń dźwiękową. Lee „Scratch” Perry i King Tubby pokazali, że realizator może stać się równie ważnym artystą jak instrumentalista. The Clash potraktowali tę filozofię bardzo poważnie, a współpraca z <strong>Mikey Dread</strong> nadała części utworów rzeczywiste zakorzenienie w jamajskiej tradycji.</p><p>Szczególnie interesujące są „One More Time” i jego dubowa wersja, w której znana kompozycja zostaje rozłożona na niemal abstrakcyjne fragmenty. Przypomina to malarstwo kubistyczne. Picasso i Braque rozbijali przedmioty na geometryczne części, aby następnie pokazać je z kilku perspektyw jednocześnie. Dubowi producenci robili coś podobnego z muzyką. Gotowa piosenka stawała się materiałem do ponownego odkrywania. Ale właśnie tutaj ujawnia się jedna z największych słabości „Sandinista!”. Nie każda dekonstrukcja jest równie interesująca jak pierwotne nagranie. Nie wszystkie dubowe wariacje posiadają wystarczająco wiele pomysłów, by uzasadnić obecność na potrójnym albumie. Czasami można odnieść wrażenie, że muzycy tak bardzo zachwycili się własną swobodą, iż zapomnieli o konieczności selekcji materiału.</p><h2>„The Call Up”, „Washington Bullets” i „Charlie Don't Surf”. Polityka w rytmie muzyki</h2><p><strong>„The Call Up” należy do najpiękniejszych antywojennych piosenek The Clash</strong>. Utwór podejmuje temat poboru do wojska i odpowiedzialności człowieka wobec państwa żądającego uczestnictwa w konflikcie. Muzycznie jest niezwykle melodyjny, niemal refleksyjny, a elektroniczny rytm nadaje mu charakter zdecydowanie odmienny od tradycyjnych protest songów. Można zestawić go z „Universal Soldier” Buffy Sainte-Marie, choć The Clash wykorzystują zupełnie inny język muzyczny. W czasach zimnej wojny pytanie o granice posłuszeństwa wobec państwa posiadało szczególne znaczenie. <strong>Robert A. Hull z „The Washington Post”</strong> uznał „The Call Up” za najważniejszy fragment albumu, podkreślając jego antymilitarystyczny charakter. To piosenka nie przeciwko odwadze, lecz przeciwko przekonaniu, że odwaga musi zawsze oznaczać gotowość do zabijania.</p><p>Jeszcze bardziej jednoznaczny politycznie jest <strong>„Washington Bullets”</strong>, utwór komentujący ingerencje mocarstw w Ameryce Łacińskiej, konflikty polityczne i przemoc wobec ludności cywilnej. Strummer patrzy na świat z wyraźnie antyimperialistycznej perspektywy, wykorzystując pogodny rytm calypso do opowiadania o dramatycznych wydarzeniach. Kontrast jest niemal absurdalny, ale właśnie dlatego skuteczny. Podobną metodę stosował Jonathan Swift, wykorzystując satyrę do obnażania okrucieństwa polityki. Trzeba oczywiście pamiętać, że wizja Strummera nosi ślady lewicowych nadziei charakterystycznych dla przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Nie wszystkie okazały się historycznie uzasadnione. Ale polityczne uproszczenia nie przekreślają muzycznej wartości kompozycji ani jej sprzeciwu wobec przemocy.</p><p><strong>„Charlie Don't Surf”</strong> nawiązuje natomiast do słynnej kwestii z filmu „Czas Apokalipsy” Francisa Forda Coppoli, inspirowanego „Jądrem ciemności” Josepha Conrada. To fascynujący łańcuch kulturowych odniesień: polsko-brytyjski pisarz opisujący kolonialną przemoc w Afryce, amerykański reżyser przenoszący podobną refleksję do Wietnamu i brytyjski zespół punkowy wykorzystujący filmowy obraz do krytyki współczesnego świata. Muzycznie utwór jest zaskakująco łagodny, melodyjny, niemal popowy. Pod tą melodią kryje się jednak refleksja nad przekonaniem, że własną kulturę można traktować jako uniwersalną miarę wszystkiego. „Charlie Don't Surf” należy do tych kompozycji, które najlepiej dowodzą, że The Clash potrafili tworzyć przystępne piosenki bez rezygnacji z intelektualnych ambicji.</p><h2>Trzecia płyta. Kiedy rewolucjonistom zabrakło redaktora</h2><p>Największe kontrowersje budzi ostatnia część „Sandinista!”, zawierająca kolejne dubowe wariacje, eksperymenty studyjne, odwrócone nagrania i kompozycje przypominające chwilami niedopracowane szkice. <strong>Czy The Clash naprawdę potrzebowali wszystkich 36 utworów?</strong> Czy nie byłoby lepiej, gdyby wybrali dwadzieścia najlepszych i stworzyli album równie skoncentrowany jak „London Calling”? Stephen Thomas Erlewine z AllMusic określił wydawnictwo jako <strong>„messy, confused jumble”</strong>, czyli chaotyczną, nieuporządkowaną mieszaninę. Trudno całkowicie odrzucić tę ocenę. „Mensforth Hill”, oparty na odwróconym materiale, czy „Silicone on Sapphire” są bardziej interesujące jako świadectwa studyjnych eksperymentów niż jako kompozycje, do których chce się regularnie wracać.</p><p>Szczególnie prowokacyjny pozostaje powrót <strong>„Career Opportunities”</strong>, znanego z debiutu zespołu punkowego hymnu dotyczącego społecznych i zawodowych ograniczeń, tym razem wykonanego przez dzieci. To gest niemal dadaistyczny. Gniew młodych bezrobotnych zostaje zastąpiony głosami tych, którzy dopiero w przyszłości mogą zmierzyć się z podobnymi problemami. Można uznać to za genialną ironię albo żart działający tylko podczas pierwszego odsłuchu. W moim przekonaniu obie interpretacje są uzasadnione. Właśnie dlatego trzecia płyta pozostaje tak fascynująca i irytująca zarazem. Z punktu widzenia kompozycyjnej dyscypliny można ją skrócić. Ale czy po takim zabiegu „Sandinista!” zachowałby własną, niepokorną osobowość? Album jest przecież również zapisem procesu twórczego, w którym muzycy świadomie zatarli granicę pomiędzy gotowym dziełem a eksperymentem.</p><h2>„Rolling Stone” zachwycony, „NME” rozczarowany. Krytycy o „Sandinista!”</h2><p><strong>Recenzje albumu „Sandinista!” były wyjątkowo podzielone.</strong> <strong>John Piccarella z „Rolling Stone”</strong> przyznał wydawnictwu maksymalne pięć gwiazdek. W recenzji z marca 1981 roku napisał: <strong>„There's rarely been an LP this big or far-reaching”</strong>, czyli „Rzadko zdarzał się album tak ogromny i dalekosiężny”. Krytyk dostrzegł w muzyce The Clash próbę połączenia artystycznej wolności z polityczną odpowiedzialnością. Po czterdziestu latach <strong>Rob Sheffield, również z „Rolling Stone”</strong>, nazwał płytę <strong>„A risky mess of a masterpiece”</strong> – „Ryzykownym bałaganem będącym arcydziełem”. To jedno z najtrafniejszych określeń tego wydawnictwa. Sheffield nie zaprzeczał obecności słabszych fragmentów, lecz uznał, że właśnie nieograniczona swoboda stanowi źródło jego wielkości.</p><p><strong>Robert Christgau z „The Village Voice” wystawił albumowi ocenę A−</strong>, dostrzegając jego nierówność, ale jednocześnie podkreślając niezwykłą liczbę znakomitych piosenek. W swojej recenzji określił The Clash mianem <strong>„The world's greatest rock and roll band”</strong>, czyli „Najwspanialszego rockandrollowego zespołu świata”. Znacznie chłodniej zareagował <strong>Nick Kent z „New Musical Express”</strong>, który w grudniu 1980 roku napisał: <strong>„The record simply perplexes and ultimately depresses”</strong> – „Ta płyta po prostu wprawia w zakłopotanie, a ostatecznie przygnębia”. To zdanie znakomicie oddaje rozczarowanie słuchaczy oczekujących kolejnego „London Calling”. Zamiast zwartego zestawu przebojów otrzymali ogromną konstrukcję pełną stylistycznych niespodzianek, eksperymentów i fragmentów trudnych do jednoznacznej oceny.</p><p>Ta rozbieżność prowadzi do pytania o samą naturę wielkiej sztuki. Czy musi być uporządkowana? Czy nadmiar zawsze stanowi wadę? A może niektóre dzieła potrzebują chaosu, ponieważ próbują opowiedzieć o świecie, który sam jest chaotyczny? <strong>„Sandinista!” przypomina pod tym względem „Ulissesa” Jamesa Joyce’a oraz „Biały album” The Beatles</strong>. Nie chodzi o prostą próbę zrównania ich artystycznej wartości, lecz o podobieństwo metody. Joyce rozbijał tradycyjną narrację, zmieniał style i parodiował literackie konwencje. The Clash robią coś podobnego z muzyką. Kiedy mówią o pracy, wybierają funk i rap. Kiedy interesują się Jamajką, sięgają po dub. Kiedy krytykują zimną wojnę, wykorzystują dyskotekową groteskę. Nie wszystkie te style idealnie do siebie pasują. Ale przecież rzeczywistość również nie jest jednolita.</p><h2>Zamiast zakończenia. Czy „Sandinista!” było zdradą punk rocka?</h2><p>Jeżeli punk oznacza określony zestaw gitarowych brzmień, rytmów i sposobów śpiewania, <strong>The Clash na „Sandinista!” rzeczywiście zdradzili własne początki</strong>. Ale jeżeli punk jest przede wszystkim postawą niezgody na narzucone reguły, nagrali jeden z najbardziej punkowych albumów w historii. Odmówili podporządkowania się oczekiwaniom publiczności, nie próbowali powtórzyć sukcesu „London Calling”, nie uznali granic gatunkowych i nie zrezygnowali z muzycznych poszukiwań tylko dlatego, że część słuchaczy mogłaby ich nie zaakceptować. W retrospektywnym tekście Roba Sheffielda przypomniano słowa Paula Simonona: <strong>„Punk was about change” – „Punk polegał na zmianie”</strong>. To zdanie wyjaśnia więcej niż dziesiątki rozpraw o rockowych gatunkach.</p><p>W „Człowieku zbuntowanym” Albert Camus rozważał napięcie pomiędzy buntem przeciwko niesprawiedliwości a ryzykiem przekształcenia rewolucji w nowy system przemocy. The Clash nie proponowali równie systematycznej refleksji filozoficznej. Ich polityczna wyobraźnia była chwilami romantyczna i naiwna, ale w centrum muzyki pozostawało przekonanie, że cierpienie drugiego człowieka nie powinno być obojętne. W „Somebody Got Murdered” pytali o wartość anonimowego życia, w „The Call Up” o granice posłuszeństwa wobec państwa, w „Washington Bullets” o odpowiedzialność mocarstw, a w „The Magnificent Seven” o godność człowieka podporządkowanego ekonomicznej machinie. Te pytania nie utraciły aktualności, nawet jeśli część politycznych deklaracji zespołu wymaga dzisiaj historycznego dystansu.</p><p><strong>„Sandinista!” nie jest albumem równie doskonałym jak „London Calling”.</strong> Nie posiada tak konsekwentnej dramaturgii, część dubowych eksperymentów wydaje się zbędna, a nie wszystkie 36 utworów zasługują na regularne odsłuchiwanie. Ale jest odważniejszy, bardziej nieprzewidywalny i niezwykle osobisty. Przypomina wielkie miasto, w którym obok pięknych placów znajdują się zaniedbane dzielnice, fascynujące miejsca i ulice prowadzące donikąd. Nie wszystko zostało rozsądnie zaprojektowane, ale właśnie ta niedoskonałość tworzy niepowtarzalną atmosferę.</p><p>Można skrócić „Sandinista!” do dwóch płyt i otrzymać znakomite wydawnictwo. Można wybrać kilkanaście najlepszych kompozycji i stworzyć niemal bezdyskusyjne arcydzieło. Ale wtedy stracilibyśmy coś najważniejszego: bezczelną niezgodę na ograniczenia, nieustanną ciekawość świata i przekonanie, że muzyka może przekraczać kulturowe granice bez pytania kogokolwiek o pozwolenie. The Clash nie nagrali płyty perfekcyjnej. Nagrali album, który przypomina, że wolność artystyczna nie zawsze prowadzi do doskonałości, ale bez niej nie powstaje nic naprawdę niezwykłego.</p><p><strong>„Sandinista!” jest więc nie tyle pomnikiem zwycięskiej rewolucji, ile zapisem ludzi, którzy uwierzyli, że świat jest zbyt interesujący, aby zamknąć go w trzech akordach. I nawet jeśli po drodze kilkakrotnie zabłądzili, pozostawili po sobie jedną z najbardziej fascynujących podróży w historii rocka.</strong></p><h3>Ocena końcowa: 9/10</h3><p><strong>„Sandinista!” The Clash (1980) to jeden z najbardziej ambitnych i oryginalnych albumów w historii punk rocka i muzyki alternatywnej.</strong> Trzy winyle, 36 utworów i niemal dwie i pół godziny muzyki tworzą niezwykłą całość, w której <strong>punk spotyka reggae, dub, funk, hip-hop, jazz i calypso</strong>. Największymi atutami są <strong>„The Magnificent Seven”, „Hitsville U.K.”, „Something About England”, „Somebody Got Murdered”, „The Call Up”, „Washington Bullets”, „Police on My Back” i „Charlie Don't Surf”</strong>. Najpoważniejszą słabością pozostaje nadmiar materiału i brak konsekwentnej selekcji, szczególnie na trzeciej płycie. Mimo tych zastrzeżeń <strong>„Sandinista!” należy do najważniejszych rockowych wydawnictw 1980 roku</strong> i pozostaje świadectwem niezwykłej odwagi artystycznej Joe Strummera, Micka Jonesa, Paula Simonona i Toppera Headona.</p><p><i>The Clash – „Sandinista!” (CBS/Epic Records, 1980). Czwarty album studyjny zespołu, 36 kompozycji, około 144 minut. Przywołane opinie krytyczne pochodzą z „Rolling Stone”, „The Village Voice”, „New Musical Express”, „The Washington Post” i AllMusic. Cytaty pozostawiono w oryginale, a polskie przekłady, literackie porównania i ocena 9/10 stanowią autorski komentarz.</i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[The Flower Kings – „Adam &amp; Eve”. Raj utracony, wampiry i muzyczny ogród pełen zakazanych owoców]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57287,the-flower-kings-adam-amp-eve-raj-utracony-wampiry-i-muzyczny-ogrod-pelen-zakazanych-owocow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57287,the-flower-kings-adam-amp-eve-raj-utracony-wampiry-i-muzyczny-ogrod-pelen-zakazanych-owocow</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 12:51:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-the-flower-kings-adam-eve-raj-utracony-wampiry-i-muzyczny-ogrod-pelen-zakazanych-owocow-1793211005.png</url>
                        <title>The Flower Kings – „Adam &amp;amp; Eve”. Raj utracony, wampiry i muzyczny ogród pełen zakazanych owoców</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57287,the-flower-kings-adam-amp-eve-raj-utracony-wampiry-i-muzyczny-ogrod-pelen-zakazanych-owocow</link>
                    </image><description>Bóg stworzył świat w sześć dni, siódmego odpoczął. Roine Stolt najwyraźniej uznał, że to stanowczo za mało czasu, aby porządnie rozwinąć gitarową solówkę. Gdyby szwedzki muzyk miał skomponować ścieżkę dźwiękową do stworzenia świata, pierwszy dzień poświęciłby na dwudziestominutową suitę, drugiego zaprosiłby Jona Andersona na próbę, trzeciego poprosił Tomasa Bodina o przygotowanie organowego wstępu, a czwartego odkryłby, że Jonas Reingold zdążył już napisać trzy dodatkowe partie basu. Piątego dnia pojawiłby się Daniel Gildenlöw i zapytał, dlaczego w tym całym raju nikt nie mówi o cierpieniu, winie i samotności. Szóstego muzycy rozpoczęliby nagrywanie, a siódmego okazałoby się, że album trwa niemal osiemdziesiąt minut. Tak wyobrażam sobie narodziny „Adam &amp; Eve” zespołu The Flower Kings. Płyty, na której biblijna symbolika spotyka psychodeliczne pejzaże, duch Yes przenika się z gitarową melancholią Pink Floyd, a symfoniczny rozmach niebezpiecznie zbliża się do granicy muzycznej przesady. To album piękny, niedoskonały, miejscami zaskakująco mroczny, ale przede wszystkim przypominający, dlaczego rock progresywny pozostaje jednym z najbardziej fascynujących gatunków muzycznych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>The Flower Kings i raj zbudowany z Mellotronu</h2><p>Kiedy <strong>The Flower Kings wydali album „Adam &amp; Eve” w 2004 roku</strong>, byli już jedną z najważniejszych grup odrodzonego rocka progresywnego. Historia zespołu rozpoczęła się od solowego wydawnictwa Roine Stolta „The Flower King” z 1994 roku, które dało początek formacji konsekwentnie rozwijającej tradycję Yes, Genesis, King Crimson i Emerson, Lake &amp; Palmer. W czasach, kiedy przemysł muzyczny traktował wielominutowe suity jak prehistoryczne skamieniałości, Szwedzi z uporem przypominali, że można budować kompozycje przypominające symfonie, opowiadać gitarą wielowątkowe historie i traktować album jako pełnoprawne dzieło artystyczne. Ich muzyka nie była jednak wyłącznie muzeum progresywnego rocka lat siedemdziesiątych. Stolt łączył dawną tradycję z jazzem, bluesem, psychodelią i charakterystycznym dla siebie idealizmem, który czasami przywoływał atmosferę hippisowskich komun z końca lat sześćdziesiątych.</p><p>Po rozbudowanym, dwupłytowym „Unfold the Future” z 2002 roku <strong>„Adam &amp; Eve” oznaczał powrót do bardziej melodyjnego i symfonicznego brzmienia</strong>. Nie znaczy to jednak, że muzycy nagle odkryli wartość krótkich form. Dziesięć kompozycji trwa łącznie około 78 minut, a dwie najważniejsze suity zajmują niemal połowę albumu. W nagraniach uczestniczyli <strong>Roine Stolt, Tomas Bodin, Jonas Reingold, Zoltán Csörsz, Hasse Fröberg oraz Daniel Gildenlöw</strong>, lider Pain of Salvation. Szczególnie obecność tego ostatniego okazała się artystycznie znacząca. Jego dramatyczny głos wprowadził do muzyki zespołu mrok, którego wcześniej często brakowało w pogodnych, symfonicznych pejzażach Stolta.</p><p>Już okładka autorstwa Ciruela Cabrala sugeruje, że nie będzie to wyłącznie kolejna podróż przez krainę progresywnych melodii. Adam i Ewa nie przypominają niewinnych postaci ze średniowiecznych fresków. Ich wizerunki zestawiają biblijną symbolikę ze znakami współczesności. Można dostrzec w tym metaforę człowieka, który opuścił raj, zdobył wiedzę i technologię, lecz nadal nie potrafi poradzić sobie z własnymi słabościami. To temat doskonale pasujący do twórczości The Flower Kings, zespołu od dawna zainteresowanego relacją pomiędzy duchowością, naturą, miłością i ludzką odpowiedzialnością.</p><h2>„Love Supreme”. Dwadzieścia minut w poszukiwaniu absolutu</h2><p>Album otwiera <strong>„Love Supreme”</strong>, niemal dwudziestominutowa suita, której tytuł natychmiast przywołuje jazzowe arcydzieło Johna Coltrane'a „A Love Supreme”. Nie chodzi o dosłowne muzyczne podobieństwo, lecz o wspólną duchową ambicję. Coltrane traktował muzykę jako formę poszukiwania absolutu. Roine Stolt podąża znacznie bardziej rockową drogą, ale również próbuje przedstawić miłość jako siłę przekraczającą granice indywidualnego doświadczenia. Kompozycja rozpoczyna się subtelnie, niemal ceremonialnie, a następnie rozwija w wielowątkową konstrukcję pełną gitarowych melodii, harmonii wokalnych, organowych przestrzeni i zmian rytmicznych. Słychać tutaj wszystkie charakterystyczne cechy <strong>rocka symfonicznego The Flower Kings</strong>: głosy przywołujące Jona Andersona, instrumenty klawiszowe przypominające najlepsze chwile Ricka Wakemana i gitarę Stolta przemieszczającą się pomiędzy stylistyką Steve'a Howe'a a emocjonalną ekspresją Davida Gilmoura.</p><p>Najbardziej imponuje sposób współpracy instrumentalistów. Jonas Reingold nie traktuje basu wyłącznie jako harmonicznego fundamentu, lecz prowadzi własną, niezwykle ruchliwą narrację. Zoltán Csörsz nadaje muzyce jazzową lekkość, aby za chwilę przejść do zdecydowanego rockowego rytmu. Tomas Bodin potrafi natomiast zbudować przestrzeń, w której gitara Stolta osiąga niemal symfoniczny rozmach. Holenderski krytyk <strong>Tom de Val z Dutch Progressive Rock Page</strong> szczególnie docenił finałową partię gitarową, porównując jej emocjonalny charakter do Pink Floyd. Uznał również „Love Supreme” za jedną z najlepszych długich kompozycji zespołu. Trudno nie przyznać mu racji. Choć niektóre instrumentalne rozwinięcia mogłyby być krótsze, powracający temat główny nadaje całości dramaturgiczną jedność. To właśnie odróżnia prawdziwą suitę progresywną od przypadkowego zbioru muzycznych pomysłów.</p><p>Po monumentalnym otwarciu następuje pogodny <strong>„Cosmic Circus”</strong>, trzyminutowa kompozycja przypominająca bardziej przystępne nagrania Yes, 10cc czy Electric Light Orchestra. Wokalne harmonie i lekki rytm tworzą atmosferę niemal kosmicznej zabawy. Tytułowy cyrk można potraktować jako metaforę ludzkiej cywilizacji, niewielkiego widowiska odgrywanego na planecie wirującej pośród obojętnego wszechświata. Douglas Adams w „Autostopem przez Galaktykę” potrafił zamienić podobną perspektywę w absurdalną komedię. Stolt proponuje wersję znacznie bardziej pogodną. Krótkie instrumentalne <strong>„Babylon”</strong>, skomponowane przez Bodina, przywołuje natomiast ducha Keitha Emersona i Ricka Wakemana. Jest lekkie, niemal teatralne i znakomicie spełnia funkcję oddechu pomiędzy rozbudowanymi utworami. Po dwudziestu minutach muzycznego rozmachu kilka minut prostszych melodii okazuje się wręcz koniecznością.</p><h2>„A Vampire’s View”. Daniel Gildenlöw gasi światło w rajskim ogrodzie</h2><p>Jeżeli „Love Supreme” reprezentuje jasną, pełną nadziei stronę The Flower Kings, <strong>„A Vampire’s View” pokazuje ich najbardziej mroczne oblicze</strong>. Ośmiominutowa kompozycja przenosi słuchacza z rozświetlonego ogrodu Stolta do gotyckiego pałacu, którego mieszkańcy od dawna nie widzieli słońca. Centralną postacią muzycznego dramatu jest <strong>Daniel Gildenlöw z Pain of Salvation</strong>, wokalista obdarzony niezwykłą skalą emocjonalnej ekspresji. Jego głos potrafi przejść od intymnego szeptu do niemal rozpaczliwego krzyku, od ironii do autentycznego cierpienia. W świecie Flower Kings, zdominowanym zwykle przez ciepłe harmonie i melodyjny idealizm, brzmi to niczym pojawienie się nieproszonego gościa, który podczas rodzinnego obiadu zaczyna opowiadać o śmierci.</p><p>Inspiracją utworu była literatura <strong>Anne Rice</strong>, szczególnie świat przedstawiony w „Wywiadzie z wampirem”. Jej nieśmiertelni bohaterowie nie są wyłącznie potworami. To istoty rozdarte pomiędzy pragnieniem życia a świadomością własnego przekleństwa. Nieśmiertelność okazuje się nie tyle zwycięstwem nad śmiercią, ile wyrokiem samotności. Gildenlöw znakomicie oddaje ten paradoks. Muzyka narasta powoli, niemal jak bolero, a kolejne instrumenty stopniowo zagęszczają atmosferę. Nie ma tutaj pośpiesznych gitarowych popisów ani zbędnych zmian tempa. Wszystko zostaje podporządkowane dramatycznej narracji. Można odnaleźć w tym coś z Petera Hammilla i Van der Graaf Generator, szczególnie z ich zdolności zamieniania rockowej kompozycji w psychologiczny dramat.</p><p>Tom de Val z Dutch Progressive Rock Page uznał interpretację Gildenlöwa za znakomicie dopasowaną do charakteru utworu. Podobnie <strong>BATRIC z francuskiego Music Waves</strong> wyróżnił „A Vampire’s View” jako jeden z najmocniejszych fragmentów wydawnictwa. W moim przekonaniu jest to najważniejsza kompozycja albumu, choć niekoniecznie najbardziej efektowna instrumentalnie. Jej wielkość wynika ze świadomej powściągliwości. The Flower Kings przestają na chwilę opowiadać o harmonii wszechświata i zaczynają interesować się ciemnością ludzkiej duszy. Okazuje się, że potrafią to robić znakomicie. Krótkie fortepianowe <strong>„Days Gone By”</strong> pełni następnie funkcję melancholijnego epilogu, przypominając muzykę do starego niemego filmu, w którym wszyscy bohaterowie opuścili już scenę, lecz światła nadal pozostają zapalone.</p><h2>„Adam &amp; Eve”. Grzech pierworodny w czasach elektrycznych gitar</h2><p>Tytułowy <strong>„Adam &amp; Eve”</strong> ponownie eksponuje dramatyczny głos Daniela Gildenlöwa, ale tym razem muzyka jest bardziej agresywna, rytmicznie niespokojna i zdecydowanie bliższa progresywnemu hard rockowi. Pojawiają się cięższe gitary, nagłe zmiany nastroju i fragmenty niemal groteskowe, przywołujące skojarzenia z Frankiem Zappą. Nie chodzi o dosłowne naśladownictwo, lecz o przewrotny sposób traktowania muzycznej konstrukcji. Kompozycja nieustannie zmienia kierunek, jakby jej bohaterowie nie potrafili zdecydować, czy pozostają jeszcze w raju, czy właśnie rozpoczynają długą drogę przez świat grzechu i odpowiedzialności.</p><p>Biblijna historia Adama i Ewy należy do najważniejszych opowieści europejskiej kultury. Można interpretować ją jako historię grzechu pierworodnego, ale również jako metaforę utraty niewinności i narodzin świadomości. Człowiek zdobywa wiedzę, lecz wraz z nią odkrywa cierpienie, odpowiedzialność i własną śmiertelność. John Milton w „Raju utraconym” nadał tej historii monumentalny wymiar literacki, ukazując napięcie pomiędzy wolnością a konsekwencjami wyboru. The Flower Kings podejmują podobną tematykę, choć nie tworzą dosłownej adaptacji poematu. <strong>Steve Alspach z Music Street Journal</strong> zwrócił uwagę na konflikt pomiędzy duchowością a cielesnymi pokusami, dostrzegając w utworze obraz współczesnego człowieka uwikłanego w seksualność, uzależnienia i społeczne sprzeczności.</p><p>Muzycznie „Adam &amp; Eve” posiada znakomite fragmenty, ale nie osiąga spójności „A Vampire’s View”. Chwilami można odnieść wrażenie, że Stolt zgromadził kilka bardzo dobrych pomysłów i nie zdecydował, który powinien pełnić funkcję najważniejszego. To jedna z charakterystycznych słabości jego twórczości. Wyobraźnia jest tak bogata, że artysta nie zawsze potrafi odmówić sobie kolejnej melodii, zmiany rytmu czy instrumentalnego rozwinięcia. A przecież wielka kompozycja wymaga nie tylko umiejętności dodawania, ale również sztuki rezygnacji. W tym sensie tytułowy utwór stanowi małą metaforę całej dyskografii Flower Kings: zachwyca pomysłowością, ale chwilami potrzebuje bardziej zdecydowanego redaktora.</p><h2>„Starlight Man”, „Timelines” i „Driver’s Seat”. Człowiek za kierownicą własnego losu</h2><p><strong>„Starlight Man”</strong> jest krótką, pogodną kompozycją, której melodyjność i wokalne harmonie przywołują najbardziej przystępne nagrania Yes. To pięknie wykonana piosenka, lecz trudno uznać ją za szczególnie odkrywczą. Znacznie ciekawszy pozostaje <strong>„Timelines”</strong>, rozwijający się pomiędzy jazzrockową swobodą, bluesem i symfonicznym rockiem. Początkowe rytmiczne napięcie ustępuje spokojniejszej narracji, a gitara Stolta znakomicie wykorzystuje przestrzeń pozostawioną przez instrumenty klawiszowe. Można usłyszeć tutaj coś ze Steely Dan, zwłaszcza w sposobie łączenia jazzowych harmonii z rockową melodyjnością. Sam tytuł prowokuje do refleksji nad przemijaniem. W „Czarodziejskiej górze” Thomas Mann pokazywał, jak subiektywne jest ludzkie doświadczenie czasu. Chwile nudy mogą wydawać się wiecznością, a całe lata przemijają niemal niezauważalnie. Muzyka Flower Kings działa podobnie, prowadząc słuchacza przez fragmenty rozwijające się w odmiennym tempie i pozostawiające różne emocjonalne ślady.</p><p>Drugim monumentalnym filarem albumu pozostaje <strong>„Driver’s Seat”</strong>, ponad osiemnastominutowa suita, która chwilami dorównuje otwierającemu „Love Supreme”, a pod względem dramaturgii może nawet go przewyższa. Tytułowe miejsce za kierownicą symbolizuje przecież kontrolę nad własnym życiem. Lubimy wierzyć, że podejmowane decyzje są świadome, a przyszłość rozwija się według starannie przygotowanego planu. Tymczasem wystarczy przypadkowe spotkanie, choroba albo polityczna katastrofa, aby cała konstrukcja zaczęła się rozpadać. Milan Kundera wielokrotnie pokazywał, jak ogromną rolę w ludzkich biografiach odgrywa przypadek. The Flower Kings proponują muzyczną wersję podobnej refleksji, prowadząc słuchacza przez nieustannie zmieniające się krajobrazy.</p><p>W „Driver’s Seat” pojawiają się echa Kansas, Deep Purple, Queen i klasycznego rocka symfonicznego. Roine Stolt oraz Tomas Bodin prowadzą rozbudowany dialog gitarowo-klawiszowy, a sekcja rytmiczna nadaje całości niezwykłą ruchliwość. Szczególnie piękny jest środkowy fragment, w którym muzyka zwalnia, pojawia się niemal bluesowa improwizacja, a następnie zespół stopniowo odbudowuje napięcie. <strong>Lothien z polskiego ArtRock.pl uznała „Driver’s Seat” za najlepszy utwór albumu</strong>, wyróżniając jego spójność oraz bluesowy charakter późniejszych fragmentów. Trudno mi się z nią nie zgodzić. To kompozycja pokazująca, że The Flower Kings potrafią znakomicie łączyć różnorodne inspiracje, kiedy podporządkowują je jednej narracji. Oczywiście osiemnaście minut to dużo, a część rozwinięć można byłoby skrócić. Ale niemal każda zmiana posiada tutaj dramaturgiczne uzasadnienie. To jedna z najważniejszych suit w historii zespołu z tamtego okresu.</p><h2>„The Blade of Cain”. Kain powraca z gitarą Andy’ego Latimera</h2><p>Album kończy instrumentalny <strong>„The Blade of Cain”</strong>, pięciominutowa kompozycja będąca jednym z najbardziej poruszających fragmentów całej płyty. Tytuł odwołuje się do biblijnej historii Kaina i Abla, pierwszej wielkiej opowieści o bratobójstwie, zazdrości i przemocy. Kain staje się symbolem człowieka, który nie potrafi zaakceptować własnych ograniczeń ani odmienności drugiego człowieka. Muzyka nie jest jednak ilustracją brutalności. Przeciwnie. Rozpoczyna się delikatnie, niemal elegijnie, a następnie rozwija w jedną z najpiękniejszych gitarowych wypowiedzi Roine Stolta. Nie ma tu potrzeby szybkich przebiegów ani technicznych fajerwerków. Wystarczy kilka długich fraz, aby powstało niezwykłe poczucie melancholii.</p><p>Lothien z ArtRock.pl przywołała w swojej recenzji nazwisko <strong>Andy’ego Latimera z Camel</strong>, dostrzegając podobieństwo jego gitarowej wrażliwości do finału „Adam &amp; Eve”. To wyjątkowo trafne porównanie. Stolt, podobnie jak Latimer, potrafi sprawić, że gitara zaczyna opowiadać historię bardziej sugestywnie niż ludzki głos. Co istotne, zakończenie nawiązuje również do muzycznych motywów otwierającego „Love Supreme”, tworząc symboliczną klamrę. Album rozpoczyna się celebracją miłości, przechodzi przez samotność, pokusę, przemijanie i przemoc, aby zakończyć refleksją nad możliwością pojednania. Nawet kiedy The Flower Kings opowiadają o ciemności, nie rezygnują całkowicie ze światła.</p><h2>Krytycy o „Adam &amp; Eve”. Arcydzieło czy muzyka zbyt dobrze znana?</h2><p><strong>Recenzje albumu „Adam &amp; Eve” były wyraźnie podzielone</strong>, choć niemal wszyscy autorzy podkreślali znakomity poziom instrumentalny. Szczególnie interesujące okazały się trzy niezależne oceny opublikowane przez <strong>Dutch Progressive Rock Page</strong>. Chris Meeker wystawił maksymalne <strong>10/10</strong>, Tom de Val <strong>8,5/10</strong>, a Joris Donkel <strong>8/10</strong>. Meeker uznał album za jedno z najważniejszych osiągnięć zespołu i zakończył recenzję słowami <strong>„Highly recommended”</strong>, czyli „Zdecydowanie polecam”. De Val docenił większą dyscyplinę kompozycyjną oraz „Love Supreme”, „Driver’s Seat” i „A Vampire’s View”, wskazując jednocześnie na słabszą konstrukcję utworu tytułowego. Donkel zauważył natomiast, że płyta jest znakomita warsztatowo, ale niekoniecznie równie odkrywcza jak wcześniejsze dokonania Szwedów.</p><p>Znacznie bardziej krytyczna była <strong>Lothien z ArtRock.pl, która przyznała wydawnictwu 6/10</strong>. Doceniła klasę muzyków, udział Daniela Gildenlöwa i „Driver’s Seat”, lecz stwierdziła: <strong>„Adam &amp; Eve nie jest przełomem w karierze The Flower Kings”</strong>. Podobne zastrzeżenia zgłosił BATRIC z francuskiego Music Waves, oceniając album na <strong>3/5</strong>. Jego zdaniem muzycy zbyt mocno ograniczyli eksperymentalność, proponując bardzo dobre, ale przewidywalne kompozycje. Znacznie bardziej entuzjastyczny był Steve Alspach z Music Street Journal, który podkreślał bogactwo szczegółów oraz fakt, że płyta potrzebuje kilku odsłuchań, aby w pełni ujawnić swoje zalety.</p><p>Ta rozbieżność prowadzi do fundamentalnego pytania o sens rocka progresywnego. Czy jego największą wartością pozostaje nieustanne przekraczanie granic? Czy równie ważne może być doskonalenie istniejących form? <strong>The Flower Kings na „Adam &amp; Eve” wybierają przede wszystkim drugą drogę.</strong> Nie nagrywają muzycznej rewolucji, ale tworzą dzieło pełne znakomitych melodii i instrumentalnego mistrzostwa. Nie każda powieść musi wynajdywać nowy język literacki, nie każdy obraz powinien burzyć zasady perspektywy. Z drugiej strony sztuka całkowicie pozbawiona ryzyka może stopniowo zamieniać się w perfekcyjne rzemiosło. I właśnie pomiędzy tymi dwoma biegunami rozgrywa się historia albumu.</p><h2>Zamiast zakończenia. Człowiek opuścił raj, ale zabrał ze sobą muzykę</h2><p>W „Raju utraconym” Johna Miltona Adam i Ewa opuszczają Eden, wiedząc, że świat poza ogrodem nie będzie już przestrzenią niewinności. Czekają ich cierpienie, praca, przemijanie i śmierć. Jednocześnie otwiera się przed nimi historia ludzkiego doświadczenia, pełna wyborów, błędów i nowych możliwości. To jeden z najpiękniejszych paradoksów europejskiej literatury. Utrata raju staje się tragedią, ale zarazem początkiem samodzielności.</p><p><strong>„Adam &amp; Eve” The Flower Kings można odczytywać w podobnym duchu.</strong> Album rozpoczyna się od niemal mistycznej celebracji miłości, przechodzi przez kosmiczny cyrk, doświadcza wampirzej samotności, konfrontuje człowieka z pokusą, przemijaniem i odpowiedzialnością, a następnie kończy instrumentalną refleksją nad Kainem. Nie jest to ścisła adaptacja biblijnej opowieści, ale tematycznie tworzy zaskakująco spójną całość. O człowieku zdolnym do tworzenia niezwykłego piękna, który równocześnie nieustannie niszczy własny świat. O miłości jako sile pojednania. O wolności, której nie można oddzielić od odpowiedzialności.</p><p>Roine Stolt pozostaje artystą głęboko idealistycznym. Jego muzyka nie jest cyniczna ani nie opiera się na przekonaniu, że świat został ostatecznie pozbawiony sensu. Czasami ten idealizm bywa naiwny, wokalne harmonie są zbyt słodkie, a melodie przewidywalne. Ale czy naprawdę musimy zawsze oczekiwać od sztuki rozpaczy? W epoce, w której melancholia stała się niemal obowiązkowym składnikiem ambitnego rocka, The Flower Kings proponują wiarę, że piękno nadal istnieje. Że wielka melodia może przynieść pocieszenie. I że dwudziestominutowa suita nie musi być wyłącznie pokazem instrumentalnej sprawności.</p><p>Najbardziej fascynuje mnie jednak obecność <strong>Daniela Gildenlöwa</strong>, którego dramatyczny głos wnosi do tego muzycznego ogrodu prawdziwy niepokój. Bez niego „Adam &amp; Eve” mógłby pozostać kolejnym pięknym albumem retroprogresywnym. Z nim staje się opowieścią o napięciu pomiędzy rajem a światem po utracie niewinności. To różnica zasadnicza. Świat złożony wyłącznie z harmonii byłby może piękny, ale niekoniecznie interesujący. Człowiek potrzebuje również pytań, wątpliwości i momentów, w których muzyka przestaje go uspokajać.</p><p>Ostatecznie album przypomina ogród, w którym rosną zarówno piękne kwiaty, jak i rośliny posiadające ciernie. Nie wszystkie ścieżki prowadzą w interesujące miejsca, część krajobrazów wydaje się znajoma, a niektóre fragmenty można byłoby staranniej przyciąć. Ale kiedy docieramy do najpiękniejszych zakątków, rozumiemy, dlaczego warto było rozpocząć podróż.</p><p><strong>Adam i Ewa opuścili raj, ale nie zabrali z niego wyłącznie pamięci o utraconej niewinności. Być może wynieśli również zdolność tworzenia piękna. Roine Stolt przypomina, że muzyka jest jednym z najdoskonalszych sposobów korzystania z tego daru.</strong></p><h3>Ocena końcowa: 8,5/10</h3><p><strong>„Adam &amp; Eve” to znakomity album The Flower Kings i jedna z najciekawszych płyt melodyjnego rocka progresywnego pierwszej dekady XXI wieku.</strong> Największymi atutami są monumentalne suity <strong>„Love Supreme” i „Driver’s Seat”</strong>, mroczny <strong>„A Vampire’s View”</strong>, finałowy <strong>„The Blade of Cain”</strong>, instrumentalne mistrzostwo Roine Stolta i Tomasa Bodina oraz niezwykła ekspresja Daniela Gildenlöwa. Słabszą stroną pozostaje nadmierna długość niektórych fragmentów, przewidywalność części melodii i nie zawsze spójna konstrukcja utworu tytułowego. Nie jest to dzieło rewolucyjne, lecz album, który znakomicie przypomina, dlaczego szwedzki zespół odegrał tak ważną rolę w odrodzeniu rocka progresywnego.</p><p><i>The Flower Kings – „Adam &amp; Eve” (InsideOut Music, 2004). Dziesięć kompozycji, około 78 minut. Przywołane opinie pochodzą z Dutch Progressive Rock Page, ArtRock.pl, Music Waves i Music Street Journal. Cytaty krytyków zachowano w oryginale, a porównania muzyczne, analogie literackie oraz ocena 8,5/10 mają charakter autorskiego komentarza.</i></p><p>Skróć wstęp i mocniej zarysuj tezęUsuń powtórzenia o raju i muzyce</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Most na Legionów prawie gotowy. Czy uda się zakończyć inwestycję do końca roku?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57285,most-na-legionow-prawie-gotowy-czy-uda-sie-zakonczyc-inwestycje-do-konca-roku</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57285,most-na-legionow-prawie-gotowy-czy-uda-sie-zakonczyc-inwestycje-do-konca-roku</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 12:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-most-na-legionow-prawie-gotowy-czy-uda-sie-zakonczyc-inwestycje-do-konca-roku-1793185780.png</url>
                        <title>Most na Legionów prawie gotowy. Czy uda się zakończyć inwestycję do końca roku?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57285,most-na-legionow-prawie-gotowy-czy-uda-sie-zakonczyc-inwestycje-do-konca-roku</link>
                    </image><description>Most nad Wolbórką w ciągu ulicy Legionów w Tomaszowie Mazowieckim jest już na ostatnim etapie budowy. Konstrukcja przeprawy została praktycznie ukończona, a wykonawcy pozostały przede wszystkim roboty wykończeniowe. Mimo to kierowcy nie powinni jeszcze planować powrotu na swoją dawną trasę. Choć zasadnicze prace mogą zakończyć się przed końcem roku, na otwarcie mostu trzeba będzie poczekać co najmniej do stycznia 2027 roku. Powód? Nie tylko sama budowa, ale również formalności i przebudowa układu drogowego po obu stronach przeprawy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Most stoi, ale przejazdu nadal nie ma</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego zamknięty most na ulicy Legionów stał się symbolem komunikacyjnych problemów miasta. Objazdy, korki, wydłużony czas dojazdu do pracy, szkół i sklepów – to codzienność, z którą kierowcy zmagają się od listopada ubiegłego roku. Przeprawa nad Wolbórką jest bowiem jednym z ważniejszych elementów układu drogowego Tomaszowa, łączącym części miasta rozdzielone rzeką.</p><p>Teraz pojawiły się informacje, na które wielu kierowców czekało od miesięcy. Konstrukcja nowego mostu jest praktycznie gotowa. Wykonawcy pozostały między innymi roboty związane z wykonaniem dojazdów, chodników, nawierzchni jezdni oraz instalacji elektrycznych.</p><p><i>– Do końca roku powinniśmy skończyć. Później potrzebne będzie jeszcze pozwolenie na użytkowanie. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to pod koniec stycznia most będzie otwarty dla ruchu – </i>mówi Sebastian Kosonóg, kierownik budowy,&nbsp;</p><p>To ważna deklaracja, ale trzeba ją właściwie odczytać. Zakończenie robót budowlanych nie jest równoznaczne z otwarciem drogi. Zanim na przeprawę wjadą pierwsze samochody, konieczne będzie zakończenie wymaganych procedur i dopuszczenie obiektu do użytkowania.</p><p>Jeżeli harmonogram uda się utrzymać, ruch mógłby zostać przywrócony pod koniec stycznia przyszłego roku. Nie jest to jednak jeszcze data ostateczna.</p><h2>Od rozbiórki do nowego mostu. Nie obyło się bez problemów</h2><p>Historia inwestycji pokazuje, że przebudowa przeprawy nad Wolbórką nie była przedsięwzięciem pozbawionym komplikacji. Jesienią 2025 roku, ze względu na pogarszający się stan techniczny starego mostu, najpierw ograniczono dopuszczalny tonaż pojazdów do 3,5 tony, a następnie całkowicie zamknięto obiekt.</p><p>17 listopada 2025 roku most przestał być dostępny dla ruchu samochodowego. Rozpoczął się okres objazdów, który odczuli mieszkańcy nie tylko bezpośredniego sąsiedztwa ulicy Legionów, ale również innych części miasta.</p><p>W marcu 2026 roku podpisano umowę na realizację inwestycji z firmą BUDREM-1 z Radomia. Wartość kontraktu wyniosła 6 671 520 zł, z czego 85 procent stanowi dofinansowanie ze środków unijnych w ramach programu Fundusze Europejskie dla Łódzkiego 2021–2027</p><p>Roboty rozpoczęły się od rozbiórki starego mostu. Już na tym etapie pojawiły się jednak komplikacje. Konieczne było przełożenie gazociągu przebiegającego w rejonie konstrukcji. Problemem okazała się dostępność odpowiednich rur osłonowych, a później nieprzewidziane kolizje podziemne.</p><p>Jak informowaliśmy wcześniej, prace rozbiórkowe wymagały również interwencji służb wodnych po tym, jak fragmenty starej konstrukcji zaczęły trafiać do Wolbórki.</p><p>Teraz najbardziej skomplikowane roboty konstrukcyjne należą już do przeszłości. Jednak finał inwestycji nadal wymaga cierpliwości.</p><h2>Przebudowa dojazdów. Miasto chce wykorzystać zamknięcie mostu</h2><p>Przebudowa mostu nie jest jedyną inwestycją prowadzoną w tym rejonie. Równolegle rozpoczęły się przygotowania do modernizacji ulicy Legionów i jej połączenia z sąsiednimi drogami. To przedsięwzięcie realizowane przez miasto, które chce wykorzystać okres zamknięcia przeprawy, aby uniknąć ponownych poważnych utrudnień w przyszłości.</p><p>Prace prowadzone są w ramach odrębnego zadania obejmującego między innymi przebudowę odcinka ulicy Legionów od strony skrzyżowania z ulicami Barlickiego i Orzeszkowej. W kolejnym etapie planowane są roboty w rejonie ronda generała Andersa.</p><p>Jak informowało Radio Łódź, miasto pozyskało na przebudowę ulicy Legionów blisko 7 mln zł dofinansowania. Samorząd tłumaczył, że równoległe prowadzenie inwestycji pozwoli ograniczyć konieczność kolejnego zamykania tej ważnej arterii.</p><p>Ze screenu udostępnionego przez redakcję wynika, że przez ostatnie tygodnie wykonywano głównie roboty związane z podbudową drogi, w tym prace fundamentowe i betonowe. Wcześniej pojawiły się problemy związane z koniecznością przełożenia infrastruktury podziemnej.</p><p>– Najgorsze mamy już za sobą. Konstrukcja nowego mostu jest już gotowa. Niebawem rozpoczniemy budowę dróg dojazdowych, jezdni, chodników, oświetlenia. Wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli nie pojawią się żadne problemy, to wyrobimy się w terminie – deklaruje Sebastian Kosonóg na łamach „Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego”.</p><h2>Piesi i rowerzyści też muszą poczekać</h2><p>Nieco mniej optymistyczną informację mamy dla mieszkańców, którzy liczyli, że przed oficjalnym otwarciem mostu będzie można przynajmniej przejść przez Wolbórkę pieszo albo przejechać rowerem.</p><p>Wykonawca nie przewiduje wcześniejszego udostępnienia nowej przeprawy pieszym i rowerzystom.</p><p>Jak wyjaśnia kierownik budowy w cytowanym materiale prasowym, teren pozostaje placem budowy, a przechodzenie przez niego byłoby niebezpieczne. Wprowadzenie zakazu wejścia nie jest więc wyłącznie kwestią formalną, ale wynika z prowadzonych prac i obowiązujących zasad bezpieczeństwa.</p><p>Oznacza to, że również piesi i rowerzyści muszą uzbroić się w cierpliwość do czasu oficjalnego otwarcia obiektu.</p><h2>Styczeń 2027 roku realny, ale nie gwarantowany</h2><p>Najważniejsze pytanie brzmi dzisiaj nie tyle, kiedy wykonawca zakończy układanie nawierzchni, ile kiedy mieszkańcy faktycznie odzyskają możliwość przejazdu ulicą Legionów.</p><p>Zgodnie z deklaracjami kierownika budowy, prace przy moście powinny zakończyć się do końca 2026 roku, natomiast otwarcie przewidywane jest na koniec stycznia 2027 roku.</p><p>Warto jednak pamiętać, że ostateczny termin będzie zależał od zakończenia wszystkich robót, ich odbiorów, uzyskania wymaganych zgód oraz zapewnienia bezpiecznego połączenia przeprawy z układem drogowym.</p><p>Z punktu widzenia mieszkańców szczególnie ważne będzie skoordynowanie prac powiatowych i miejskich. Powiat odpowiada za przebudowę przeprawy, natomiast miasto prowadzi własne inwestycje drogowe w jej sąsiedztwie. Nawet gotowy most nie rozwiąże problemu komunikacyjnego, jeżeli przejazd do niego pozostanie ograniczony.</p><p>Przy inwestycji wartej ponad 6,6 mln zł, współfinansowanej ze środków europejskich, równie istotna jak terminowe zakończenie prac jest rzetelna informacja o harmonogramie i rzeczywistym terminie przywrócenia ruchu.</p><h2>Mieszkańcy czekają na koniec komunikacyjnego maratonu</h2><p>Gdy w listopadzie 2025 roku zamykano most na Legionów, wielu tomaszowian przekonało się, jak wielkie znaczenie ma jedna przeprawa w codziennym funkcjonowaniu miasta. Ruch przeniósł się na inne ulice, a dodatkowe samochody pojawiły się między innymi w centrum Tomaszowa.</p><p>Już wówczas Radio Łódź przytaczało wypowiedzi mieszkańców skarżących się na korki i konieczność znacznie wcześniejszego wyjeżdżania z domu.</p><p>Dzisiaj widać już wyraźnie efekty wielomiesięcznych prac. Zamiast wysłużonej konstrukcji nad Wolbórką stoi nowy most. Jest to jednak wciąż obiekt budowlany, a nie dostępna dla kierowców droga.</p><p>Pozostaje mieć nadzieję, że styczeń rzeczywiście okaże się ostatnim miesiącem utrudnień. Dla mieszkańców nie ma bowiem większego znaczenia, czy inwestycja została ukończona w grudniu, jeżeli nadal muszą jeździć objazdami.</p><p>Most jest już niemal gotowy. Teraz czas, by równie sprawnie zakończyć pozostałe roboty i formalności. Tomaszów czeka na otwarcie przeprawy, nie na kolejne obietnice.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[39 nowych mieszkań przy Barlickiego. Inwestycja za blisko 19 mln zł nabiera kształtów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57284,39-nowych-mieszkan-przy-barlickiego-inwestycja-za-blisko-19-mln-zl-nabiera-ksztaltow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57284,39-nowych-mieszkan-przy-barlickiego-inwestycja-za-blisko-19-mln-zl-nabiera-ksztaltow</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 11:21:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-39-nowych-mieszkan-przy-barlickiego-inwestycja-za-blisko-19-mln-zl-nabiera-ksztaltow-1793183209.png</url>
                        <title>39 nowych mieszkań przy Barlickiego. Inwestycja za blisko 19 mln zł nabiera kształtów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57284,39-nowych-mieszkan-przy-barlickiego-inwestycja-za-blisko-19-mln-zl-nabiera-ksztaltow</link>
                    </image><description>Przy ulicy Barlickiego w Tomaszowie Mazowieckim trwa jedna z największych obecnie inwestycji mieszkaniowych realizowanych przez miejską spółkę. W zabytkowej kamienicy pod numerem 20 powstanie 17 mieszkań, a obok, przy Barlickiego 22, kolejnych 22. Łącznie będzie ich więc 39. Kontrakt na wykonanie robót opiewa na niemal 19 mln zł, a miasto pozyskało na przedsięwzięcie ponad 16 mln zł z Funduszu Dopłat BGK. Na początku listopada prace odczują jednak także kierowcy – przez kilka dni na Barlickiego obowiązywać będzie ruch wahadłowy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Inwestycja określana jest jako <strong>II etap Projektu Mieszkanie TM Plus</strong>. Jej historia sięga ostatniego kwartału 2023 roku, kiedy Gmina – Miasto Tomaszów Mazowiecki złożyła do Banku Gospodarstwa Krajowego dwa wnioski o dofinansowanie. Pierwszy dotyczył <strong>budowy nowego budynku wielorodzinnego przy ul. Barlickiego 22</strong>, w którym zaplanowano 22 lokale mieszkalne. Drugi obejmował <strong>remont i przebudowę kamienicy przy ul. Barlickiego 20</strong>, gdzie powstanie kolejnych 17 mieszkań.</p><p>Na decyzję w sprawie pieniędzy trzeba było czekać ponad rok. W lutym 2025 roku miasto otrzymało informację o przyznaniu dofinansowania, a w kwietniu podpisało z BGK umowę o finansowym wsparciu obu przedsięwzięć. Na <strong>Barlickiego 22 przyznano 7,133 mln zł</strong>, natomiast na przebudowę kamienicy przy <strong>Barlickiego 20 – 9,052 mln zł</strong>. Łącznie daje to <strong>16,185 mln zł z Funduszu Dopłat</strong>, czyli 80 procent kosztów inwestycji oszacowanych na etapie składania wniosków.</p><p>Pierwotnie koszt budowy nowego bloku oceniano na <strong>8,916 mln zł</strong>, a przebudowy i termomodernizacji kamienicy na <strong>11,315 mln zł</strong>. W sumie było to ponad <strong>20,3 mln zł</strong>. Przetarg pokazał jednak, że zasadnicze roboty budowlane udało się zakontraktować taniej. Postępowanie ogłoszono 7 maja 2025 roku, oferty otwarto 9 czerwca. Wpłynęły trzy propozycje. Ostatecznie wybrano <strong>Grupę AMB Budownictwo Sp. z o.o.</strong>, która zaoferowała wykonanie zadania za <strong>18,982 mln zł</strong>. Umowę podpisano 8 lipca 2025 roku.</p><h2>Kamienica przy Barlickiego 20 zmienia się od fundamentów po dach</h2><p>Przy <strong>Barlickiego 20 powstanie 17 mieszkań</strong> o powierzchni od 32,65 do około 77,5 mkw. Najmniejsze będą lokalami z pokojem, aneksem kuchennym i łazienką. Największe otrzymają trzy pokoje z aneksem kuchennym i łazienką. Szczególnie interesujące będą cztery mieszkania dwupoziomowe na najwyższych kondygnacjach, o powierzchni od 57 do ponad 77 mkw. Łączna powierzchnia użytkowa mieszkań wyniesie <strong>1031,62 mkw.</strong></p><p>W przypadku starej kamienicy określenie „remont” nie oddaje już właściwie skali prowadzonych prac. Budynek przechodzi głęboką przebudowę. Zakończono wszystkie prace rozbiórkowe, a stare drewniane stropy zastąpiły <strong>nowe stropy stalowo-żelbetowe typu WPS</strong>. Rozebrano również dawną klatkę schodową i wykonano nową w technologii żelbetowej. Powstał także murowany szyb windowy.</p><p>Zaawansowane są już prace wewnętrzne. Wykonawca prowadzi roboty tynkarskie, posadzkarskie i instalacyjne. Większość instalacji elektrycznych podtynkowych oraz instalacji wodno-kanalizacyjnych i wentylacyjnych została już zamontowana. Sukcesywnie wykonywane są instalacje podposadzkowe. Ułożono warstwy izolacyjne stropów ze styrobetonu, a <strong>prace tynkarskie wykonane są w około 80 procentach</strong>. Posadzki wykonano już na pierwszym, drugim i trzecim piętrze.</p><p>Duże zmiany widać również z zewnątrz. Zamontowana została nowa drewniana konstrukcja dachu, pokryta membraną oraz docelową blachą. W dach wkomponowano <strong>panele fotowoltaiczne</strong>. Od strony ulicy pojawiła się drewniana stolarka okienna i drzwiowa, natomiast od podwórza zastosowano okna PCV i aluminiową stolarkę drzwiową.</p><p>Wykonano także izolacje przeciwwilgociowe ścian fundamentowych. Renowacja elewacji frontowej znajduje się już w końcowej fazie, a od strony podwórza trwa montaż izolacji termicznej. Docieplone zostały również ściany i sufity pomieszczeń technicznych oraz gospodarczych sąsiadujących z lokalami mieszkalnymi. Elementy stalowych belek stropowych zabezpieczono przeciwpożarowo.</p><p><strong>Zgodnie z harmonogramem prace przy Barlickiego 20 mają zakończyć się w marcu 2027 roku.</strong></p><h2>Przy Barlickiego 22 nowy budynek rośnie piętro po piętrze</h2><p>Równolegle obok starej kamienicy powstaje zupełnie nowy budynek wielorodzinny. Przy <strong>Barlickiego 22 zaplanowano 22 mieszkania</strong> o powierzchni od 26,97 do 53,52 mkw. Najmniejsze lokale będą składały się z pokoju z aneksem kuchennym i łazienki, natomiast największe z trzech pokoi, aneksu kuchennego i łazienki. Łączna powierzchnia użytkowa mieszkań wyniesie <strong>943,65 mkw.</strong></p><p>Tutaj budowa osiągnęła już wysokość kilku kondygnacji. Wykonawca wymurował ściany konstrukcyjne i działowe na parterze oraz pierwszym i drugim piętrze. Obecnie powstają ściany konstrukcyjne trzeciego piętra. Kolejnym etapem będzie szalowanie i zbrojenie stropu nad tą kondygnacją.</p><p>Wykonane zostały już prefabrykowane stropy typu S-Panel nad parterem, pierwszym i drugim piętrem. Gotowa jest także klatka schodowa wraz z szybem windowym prowadzącym od parteru do trzeciego piętra. Zamontowano ponadto <strong>prefabrykowane balkony na pierwszym, drugim i trzecim piętrze</strong>.</p><p>W tym przypadku harmonogram jest dłuższy. <strong>Zakończenie budowy przy Barlickiego 22 planowane jest na listopad 2027 roku.</strong></p><p>Prowadzone są też roboty związane z infrastrukturą obsługującą oba budynki. Wzdłuż budynku przy ul. Borek 22/24A ułożono już okablowanie zasilające oraz przewody instalacji niskoprądowych, które będą służyć m.in. do obsługi domofonów i monitoringu.</p><h2>Od 3 do 8 listopada ruch wahadłowy na Barlickiego</h2><p>Budowa będzie miała w najbliższych dniach również bezpośredni wpływ na ruch samochodowy w tej części Tomaszowa.</p><p>W związku z przebudową kamienicy przy Barlickiego 20 konieczne jest <strong>wykonanie przyłącza kanalizacji sanitarnej do istniejącej sieci znajdującej się w pasie drogowym</strong>.</p><p>Dlatego <strong>od 3 do 8 listopada 2026 roku jedna strona jezdni na wysokości prowadzonych robót zostanie czasowo wyłączona z ruchu</strong>. Samochody będą poruszały się wahadłowo, a przejazdem sterować ma sygnalizacja świetlna.</p><p>Kierowcy powinni więc w pierwszym tygodniu listopada liczyć się z możliwością powstawania zatorów oraz dłuższym czasem przejazdu ulicą Barlickiego.</p><h2>Stara kamienica i nowy blok. 39 mieszkań w jednym projekcie</h2><p>Całe przedsięwzięcie jest interesujące również dlatego, że łączy dwa zupełnie różne podejścia do miejskiego budownictwa mieszkaniowego. Z jednej strony <strong>rewitalizowana jest istniejąca kamienica</strong>, która otrzymuje praktycznie nowe wnętrze, instalacje, stropy, windę i dach. Z drugiej – na sąsiedniej działce od podstaw powstaje współczesny blok.</p><p>Po zakończeniu obu inwestycji zasób mieszkaniowy powiększy się o <strong>39 lokali o łącznej powierzchni blisko 2 tys. mkw.</strong></p><p>Prace nie zakończą się jednak w jednym terminie. Jeśli wykonawca utrzyma obecny harmonogram, pierwsza gotowa będzie kamienica przy Barlickiego 20 – w marcu 2027 roku. Na zakończenie budowy sąsiedniego obiektu trzeba będzie poczekać do listopada tego samego roku.</p><p>Dla tej części centrum miasta oznacza to zmianę znacznie większą niż sam remont dwóch adresów. Przez kolejne miesiące <strong>Barlickiego pozostanie jednym z największych placów miejskich inwestycji mieszkaniowych w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[ASF tuż za miedzą. Jak hodowcy spod Tomaszowa mogą chronić stado]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57283,asf-tuz-za-miedza-jak-hodowcy-spod-tomaszowa-moga-chronic-stado</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57283,asf-tuz-za-miedza-jak-hodowcy-spod-tomaszowa-moga-chronic-stado</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 11:16:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-asf-tuz-za-miedza-jak-hodowcy-spod-tomaszowa-moga-chronic-stado-1793182740.jpg</url>
                        <title>ASF tuż za miedzą. Jak hodowcy spod Tomaszowa mogą chronić stado</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57283,asf-tuz-za-miedza-jak-hodowcy-spod-tomaszowa-moga-chronic-stado</link>
                    </image><description>Od grudnia 2025 roku wirus afrykańskiego pomoru świń krąży wśród dzików w sąsiednim powiecie piotrkowskim. W 2026 roku obszary objęte ograniczeniami objęły także część gminy Wolbórz, która graniczy z gminami Tomaszów Mazowiecki, Ujazd i Będków. Dla hodowców świń z naszej okolicy to wyraźny sygnał, że zagrożenie jest dosłownie tuż za miedzą i warto jeszcze raz przyjrzeć się zabezpieczeniom gospodarstwa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Czy wirus zatrzyma się na granicy powiatu? Dziki jej nie znają, a człowiek, który przenosi ASF najdalej i najszybciej, tym bardziej. Dobra wiadomość jest taka, że gospodarstwo da się skutecznie chronić, a dwie najważniejsze linie obrony leżą przy bramie wjazdowej i przy drzwiach do chlewni. Wyjaśniamy, co mówią przepisy, jak dobrać sprzęt i jakich błędów unikać.</p><h2>Od jednego dzika do kilkudziesięciu ognisk</h2><p>Wszystko zaczęło się 23 listopada 2025 roku od anonimowej informacji przekazanej policji. W gminie Rozprza, w odludnym miejscu nad Luciążą, z dala od dróg i pól, znaleziono szczątki dzika – niekompletne, oskórowane, z liną przywiązaną do tylnej nogi. 28 listopada laboratorium wykryło w nich materiał genetyczny wirusa ASF, a 1 grudnia wynik potwierdziło krajowe laboratorium referencyjne w Puławach. Sprawą zajęły się ABW i policja.</p><p>Na tym się nie skończyło. 5 grudnia Powiatowy Lekarz Weterynarii w Piotrkowie Trybunalskim ustanowił obszar zakażony z zakazem polowań i ograniczeniami dla rolników, a w drugiej połowie grudnia Komisja Europejska wyznaczyła strefę objętą zakażeniem. Według odpowiedzi resortu rolnictwa na interpelację poselską <strong>do 27 kwietnia 2026 roku znaleziono 153 padłe dziki, z czego 65 miało wynik dodatni</strong>.</p><p>Strefy w tym czasie rozszerzono. Według stanu opisanego przez ministerstwo w maju 2026 roku obejmowały całe gminy Rozprza, Sulejów, Wola Krzysztoporska, Gorzkowice, Łęki Szlacheckie, Ręczno i Aleksandrów oraz części gmin Moszczenica, Grabica i Wolbórz. Wzdłuż Luciąży postawiono ok. 15-kilometrowe ogrodzenie. Do końca kwietnia nie stwierdzono ognisk u świń, a stawka jest wysoka – powiat piotrkowski to blisko <strong>449 tys. świń</strong>.</p><p>George Santayana ostrzegał: „Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na jej powtarzanie”. A przeszłość ASF w Polsce jest długa – pierwszy przypadek u dzika stwierdzono w lutym 2014 roku na Podlasiu, ok. 10 km od granicy z Białorusią. Województwo łódzkie przechodziło już ten scenariusz także w chlewniach: w czerwcu 2021 roku ogniska wykryto w gospodarstwach w Świątkowicach (gm. Lututów) i Kruszowie (gm. Tuszyn).</p><p>Według resortu rolnictwa do Kruszowa wirus trafił wtedy wraz z zakupionymi, zakażonymi świniami. To dobry przykład na to, że ASF wędruje przede wszystkim z ludźmi i ich decyzjami. Warto przy tym pamiętać, że <strong>choroba nie jest groźna dla człowieka</strong>. Jej skutki są jednak dotkliwe dla hodowców: likwidacja całego stada w ognisku oraz ograniczenia w przemieszczaniu i sprzedaży świń w strefach.</p><h2>Wirus jedzie na gapę – na oponach i podeszwach</h2><p>Wśród dzików wirus rozprzestrzenia się stopniowo, od stada do stada. Dalekie skoki ASF, jak ogniska w zachodnich Niemczech, daleko od zakażonych terenów przy granicy z Polską, eksperci przypisują ludziom. Paul Sundberg, dyrektor amerykańskiego Centrum Informacji o Zdrowiu Świń (SHIC), wskazywał w 2022 roku, że na duże odległości wirus przenosi się wraz z przemieszczaniem ludzi i produktów.</p><p>W pojedynczym gospodarstwie wygląda to bardzo prozaicznie. Wirus jedzie jak pasażer na gapę – na kołach samochodu, który przywiózł paszę albo odbierał tuczniki z innych gospodarstw, na oponach własnego ciągnika wracającego z pola przy lesie czy na butach kogoś, kto był w lesie, na polowaniu albo w innej chlewni. Dlatego tak ważne jest, co dzieje się przy bramie i przy drzwiach budynku ze zwierzętami.</p><h2>Maty i dezynfekcja obuwia w przepisach</h2><p>Od 18 marca 2026 roku obowiązuje nowe rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie środków zwalczania afrykańskiego pomoru świń. Część wymagań dotyczy <strong>wszystkich gospodarstw utrzymujących świnie w Polsce</strong>, część – tylko tych położonych w obszarach objętych ograniczeniami. Podobne zasady wprowadzono dla drobiu w rozporządzeniu w sprawie środków zwalczania chorób u drobiu.</p><figure class="table"><table><thead><tr><th>Kogo dotyczy</th><th>Gdzie</th><th>Co trzeba zapewnić</th></tr></thead><tbody><tr><td>Każde gospodarstwo utrzymujące świnie, także na własny użytek</td><td>przed wejściami i wyjściami z pomieszczeń ze świniami</td><td>urządzenie zapewniające skuteczną dezynfekcję lub mata dezynfekcyjna (szerokość co najmniej szerokości wejścia, długość min. 1 m); oczyszczanie i odkażanie obuwia; odzież i obuwie ochronne tylko do obsługi świń</td></tr><tr><td>Gospodarstwa ze świniami w obszarach objętych ograniczeniami I, II i III (poza utrzymującymi świnie na własny użytek)</td><td>przy wejściach i wjazdach do gospodarstwa oraz przy wyjściach i wyjazdach</td><td>urządzenia, niecki lub maty; przy wjazdach szerokość co najmniej szerokości wjazdu, a długość co najmniej obwodu największego koła pojazdu</td></tr><tr><td>Zakłady sprzedające lub przemieszczające drób albo jaja oraz wylęgarnie</td><td>przed wejściami do budynków z drobiem i przy wjazdach</td><td>maty lub inne rozwiązania do oczyszczania i odkażania obuwia; niecki lub maty dla pojazdów (zasada obwodu koła); zapas środków dezynfekcyjnych na co najmniej 7 dni</td></tr></tbody></table></figure><p>Czy przepisy obejmują też kogoś, kto trzyma dwie świnie na własne potrzeby? W dużej części tak. Takie gospodarstwa zwolniono z prowadzenia rejestru pojazdów i osób oraz spisu świń, a w strefach – z obowiązku mat przy wejściach i wjazdach do gospodarstwa. <strong>Dezynfekcja przed wejściem do pomieszczeń ze świniami, oczyszczanie i odkażanie obuwia oraz osobne obuwie ochronne obowiązują jednak także ich.</strong></p><p>Granice stref są regularnie aktualizowane, zależnie od nowych przypadków u dzików. Aktualny zasięg obszarów objętych ograniczeniami warto sprawdzać na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii lub w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii w Tomaszowie Mazowieckim. Zabezpieczenia lepiej jednak przygotować wcześniej, zanim strefa obejmie gospodarstwo.</p><h2>Mata przejazdowa – ile metrów naprawdę potrzeba?</h2><p>Najczęstszy błąd przy bramie to zbyt krótka mata. Koło, które przetoczy się po niej tylko kawałkiem obwodu, wjedzie na podwórze z nieodkażoną częścią bieżnika. Dlatego przepisy dla gospodarstw w strefach wymagają, by <a href="https://asfbioasekuracja.pl/kp/bioasekuracja-dezynfekcja/maty-dezynfekcyjne-arkin/">mata przejazdowa</a> miała <strong>długość nie mniejszą niż obwód największego koła</strong> wjeżdżającego pojazdu, a szerokość – nie mniejszą niż szerokość wjazdu.</p><p>Obwód koła to jego średnica pomnożona przez 3,14. Poniższe wartości wyliczono na podstawie danych technicznych typowych opon i są przybliżone, bo zależą od modelu oraz zużycia bieżnika. Najpewniej zmierzyć wysokość największego koła w pojazdach, które faktycznie wjeżdżają do gospodarstwa.</p><figure class="table"><table><thead><tr><th>Pojazd</th><th>Przykładowy rozmiar opony</th><th>Średnica zewnętrzna</th><th>Obwód, czyli minimalna długość maty</th></tr></thead><tbody><tr><td>Samochód osobowy</td><td>205/55 R16</td><td>ok. 63 cm</td><td>ok. 2,0 m</td></tr><tr><td>Ciężarówka, np. paszowóz</td><td>315/80 R22.5</td><td>ok. 108 cm</td><td>ok. 3,4 m</td></tr><tr><td>Ciągnik – koło przednie</td><td>420/70 R24</td><td>ok. 125 cm</td><td>ok. 3,9 m</td></tr><tr><td>Ciągnik – koło tylne</td><td>520/70 R38</td><td>ok. 175–177 cm</td><td>ok. 5,5 m</td></tr><tr><td>Duży ciągnik – koło tylne</td><td>650/65 R38</td><td>ok. 182 cm</td><td>ok. 5,7 m</td></tr></tbody></table></figure><p>Jeśli więc do gospodarstwa wjeżdża ciągnik z dużymi tylnymi kołami, <strong>mata o długości 3 m nie spełni wymogu – potrzeba 5,5–6 m</strong>. Dla ciężarówki 3 m to również za mało. Przy szerokiej bramie można ułożyć kilka mat obok siebie albo zwęzić przejazd tak, by nie dało się ominąć strefy dezynfekcji. Po co komu mata, którą kierowcy objeżdżają bokiem po trawniku?</p><p>Równie ważna jest codzienna obsługa. Przepisy mówią o macie stale utrzymywanej w stanie zapewniającym skuteczność działania środka dezynfekcyjnego. W praktyce oznacza to uzupełnianie roztworu zgodnie z instrukcją producenta, dolewanie środka po ulewie, która rozcieńcza roztwór, i kontrolę zimą, bo zamarznięta mata niczego nie odkaża.</p><h2>Buty – najpierw szczotka, potem dezynfekcja</h2><p>Przy drzwiach do chlewni zasada jest podobna, ale z jednym zastrzeżeniem. Czy wystarczy przejść przez matę w ubłoconych butach? Badanie opublikowane w 2000 roku w czasopiśmie „Swine Health and Production” (Amass i współpracownicy) wykazało, że <strong>samo przejście przez kąpiel dezynfekcyjną nie zmniejszało liczby bakterii</strong> na podeszwach zabrudzonych obornikiem.</p><p>Wyraźny spadek liczby bakterii dawało natomiast 30-sekundowe szorowanie podeszew, a czyste buty zanurzone na 5 minut w roztworze środka dezynfekcyjnego spełniły przyjęte przez badaczy kryterium dezynfekcji. Liczyła się też świeżość roztworu – wanienka użyta dziesięć razy działała gorzej niż czysta. Obornik i błoto osłaniają drobnoustroje i osłabiają działanie preparatu.</p><p>Stąd zapis w przepisach o „oczyszczaniu i odkażaniu obuwia” – to dwa osobne etapy. Dobrze sprawdza się tu <a href="https://asfbioasekuracja.pl/kp/bioasekuracja-dezynfekcja/dezynfekcja-obuwia/">urządzenie do dezynfekcji obuwia</a> ze szczotkami, które mechanicznie usuwają błoto i obornik, a w modelach zasilanych wodą lub roztworem środka dezynfekcyjnego od razu nanoszą preparat. Przepisy dotyczące drobiu wprost dopuszczają takie „inne rozwiązania techniczne”.</p><p>Najpewniejszy układ przy wejściu do budynku inwentarskiego wygląda więc tak: oczyszczenie butów szczotkami, dezynfekcja, a potem zmiana na obuwie przeznaczone wyłącznie do pracy przy zwierzętach. Zajmuje to chwilę, a w przypadku świń osobne obuwie ochronne do obsługi stada jest i tak wymogiem prawnym.</p><h2>Codzienna rutyna, która robi różnicę</h2><p>Sprzęt to połowa sukcesu. Drugą połowę stanowią nawyki, które w gospodarstwie powinny być tak oczywiste jak zamykanie bramy na noc. Bioasekuracja działa jak zamek z dwiema bramami – wjazdową i wejściową – i obie muszą być pilnowane każdego dnia. Najważniejsze zasady są proste:</p><ul><li data-list-item-id="e2c97ccd2d23fb35f7309f67ea55f9e4d">jeden kontrolowany wjazd i jedno wejście do strefy ze zwierzętami, zawsze przez matę,</li><li data-list-item-id="e9380640ac98890a7df3cfa370287d235">obce pojazdy tylko tam, gdzie to konieczne – samochód z paszą czy odbierający zwierzęta nie musi podjeżdżać pod drzwi chlewni,</li><li data-list-item-id="ecb37eae5b533c12bd9d0155f53934774">osobna odzież i obuwie do obsługi świń, zostawiane przy wejściu do budynku,</li><li data-list-item-id="e0017956ca053d9cce5748817788ab6c7">mata stale nasączona, a roztwór wymieniany zgodnie z instrukcją producenta,</li><li data-list-item-id="e776471d2999d4055d06d748e1bb914eb">pasza i ściółka zabezpieczone przed dostępem dzików, zwierząt domowych i gryzoni,</li><li data-list-item-id="efef6290c3a7718e5575f6b00b347f291">po wizycie w lesie, polowaniu lub kontakcie z dzikami – mycie rąk, dezynfekcja obuwia i zmiana odzieży przed wejściem do świń.</li></ul><p>Kto znajdzie padłego dzika, nie powinien go dotykać. Główny Inspektorat Weterynarii zaleca oznaczyć miejsce i zgłosić znalezisko powiatowemu lekarzowi weterynarii, najbliższej lecznicy weterynaryjnej, straży miejskiej lub kołu łowieckiemu, podając lokalizację, liczbę i stan zwłok. Osoba, która znalazła padłego dzika, <strong>przez 72 godziny nie powinna wchodzić do pomieszczeń ze świniami</strong>.</p><h2>Brama i próg pod kontrolą</h2><p>Sytuacja w powiecie piotrkowskim pokazuje, jak szybko jeden dzik może zamienić spokojną okolicę w strefę ograniczeń. Dla hodowców spod Tomaszowa to dobry moment, by sprawdzić bramę i próg: czy mata ma odpowiednią długość i jest nasączona, czy buty są czyszczone i odkażane, a obuwie do chlewni – osobne.</p><p>W hodowli świń nie warto być mądrym Polakiem po szkodzie. Likwidacja stada i miesiące ograniczeń kosztują nieporównanie więcej niż mata przy bramie i urządzenie do czyszczenia butów przy drzwiach. A wirus, który nie wjedzie na podwórze ani nie wejdzie do chlewni, nie wyrządzi stadu żadnej szkody.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Suche ubrania w krótkim czasie? QuickCare delikatnie i równomiernie suszy do 4 kg odzieży w zaledwie 75 minut]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57282,suche-ubrania-w-krotkim-czasie-quickcare-delikatnie-i-rownomiernie-suszy-do-4-kg-odziezy-w-zaledwie-75-minut</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57282,suche-ubrania-w-krotkim-czasie-quickcare-delikatnie-i-rownomiernie-suszy-do-4-kg-odziezy-w-zaledwie-75-minut</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 11:14:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-suche-ubrania-w-krotkim-czasie-quickcare-delikatnie-i-rownomiernie-suszy-do-4-kg-odziezy-w-zaledwie-1793182561.jpg</url>
                        <title>Suche ubrania w krótkim czasie? QuickCare delikatnie i równomiernie suszy do 4 kg odzieży w zaledwie 75 minut</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57282,suche-ubrania-w-krotkim-czasie-quickcare-delikatnie-i-rownomiernie-suszy-do-4-kg-odziezy-w-zaledwie-75-minut</link>
                    </image><description>Nie każde suszenie wymaga wykorzystania pełnej pojemności bębna. Kilka koszul, komplet ubrań sportowych czy lekka odzież codzienna mogą potrzebować krótszego cyklu niż grube ręczniki lub pościel. Znaczenie ma jednak nie tylko czas, ale również rodzaj materiałów oraz poziom wilgotności wsadu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Program QuickCare w suszarkach Electrolux 600 GentleCare DryAssist umożliwia wysuszenie do 4 kg odpowiednich tkanin syntetycznych w 75 minut¹. Technologia DryAssist monitoruje wilgotność i temperaturę podczas suszenia, a GentleCare wspiera pielęgnację odzieży w niższej, kontrolowanej temperaturze. Rozwiązania te pomagają dopasować przebieg cyklu do potrzeb codziennych tkanin.</p><h2>QuickCare – do 4 kg odzieży wysuszonej w 75 minut</h2><p>Gdy do wysuszenia pozostaje mniejsza partia ubrań, nie zawsze potrzebny jest długi program przeznaczony do większych wsadów. W takich sytuacjach przydatny może być cykl dostosowany do lekkiej, codziennej odzieży.</p><p>QuickCare umożliwia wysuszenie do 4 kg odpowiednich tkanin syntetycznych w zaledwie 75 minut¹.</p><p>Program sprawdza się przy odpowiednich koszulach, ubraniach sportowych i lekkiej odzieży wykonanej z materiałów syntetycznych, których oznaczenia pielęgnacyjne dopuszczają suszenie bębnowe.</p><p>Krótki cykl ułatwia przygotowanie wybranych ubrań do ponownego użycia, szczególnie gdy nie ma potrzeby suszenia większej ilości tekstyliów.</p><p>Deklarowany czas 75 minut dotyczy określonych warunków: wsadu o masie 4 kg, wykonanego z tkanin syntetycznych, o początkowej wilgotności 40%¹. Rzeczywisty czas suszenia może różnić się w zależności od rodzaju materiału, ilości odzieży i poziomu wilgotności po praniu.</p><h2>Suszenie lekkich tkanin – dlaczego dobór programu ma znaczenie?</h2><p>Koszule, bluzki i ubrania sportowe często wykonane są z cieńszych materiałów niż ręczniki, koce czy gruba bawełna. Różnią się nie tylko strukturą, ale również ilością zatrzymywanej wilgoci i wymaganiami dotyczącymi temperatury.</p><p>Wybór odpowiedniego programu pozwala dostosować sposób suszenia do charakterystyki wsadu.</p><p>QuickCare jest przeznaczony do odpowiednich, lżejszych tkanin, dlatego nie należy traktować go jako uniwersalnego cyklu do każdego rodzaju odzieży.</p><p>Przed umieszczeniem ubrań w bębnie warto sprawdzić oznaczenia na metkach. Niektóre delikatne materiały wymagają suszenia w niskiej temperaturze, a inne nie nadają się do suszenia bębnowego.</p><p>Znaczenie ma także dopuszczalna wielkość załadunku. Limit 4 kg dotyczy programu QuickCare i nie powinien być przekraczany, nawet jeśli całkowita pojemność suszarki jest większa.</p><h2>DryAssist – inteligentne dostosowanie czasu suszenia</h2><p>Odpowiedni program to jeden z elementów pielęgnacji odzieży. Równie ważne jest dostosowywanie przebiegu cyklu do aktualnego poziomu wilgotności ubrań.</p><p>Technologia DryAssist wykorzystuje czujniki temperatury i wilgotności, które monitorują warunki wewnątrz bębna podczas pracy suszarki.</p><p>Na podstawie odczytów system automatycznie dopasowuje czas suszenia do stopnia wysuszenia wsadu.</p><p>Rozwiązanie ogranicza konieczność samodzielnego określania, jak długo ubrania powinny pozostawać w suszarce. Pomaga również zmniejszać ryzyko nadmiernego przesuszenia tkanin.</p><p>DryAssist jest przydatny szczególnie przy wsadach różniących się początkową wilgotnością. Ubrania po intensywniejszym wirowaniu mogą zawierać mniej wody niż te odwirowane z niższą prędkością, co wpływa na przebieg suszenia.</p><h2>GentleCare – delikatne suszenie w kontrolowanej temperaturze</h2><p>Nie wszystkie materiały dobrze znoszą intensywne działanie wysokiej temperatury. W codziennej pielęgnacji odzieży znaczenie ma więc nie tylko czas cyklu, ale również sposób dostarczania ciepła.</p><p>Technologia GentleCare w <a href="https://tech.wp.pl/potrzebujesz-suchych-ubran-w-ekspresowym-tempie-program-quickcare-delikatnie-i-rownomiernie-wysuszy-do-4-kg-ubran-w-zaledwie-75-minut,7307754663524800a">suszarkach Electrolux 600</a> wykorzystuje pompę ciepła, umożliwiając suszenie w niższej, kontrolowanej temperaturze.</p><p>Ciepłe powietrze przepływa przez bęben, wspierając równomierne odprowadzanie wilgoci z odpowiednio dobranych tkanin.</p><p>Rozwiązanie pomaga ograniczać narażenie materiałów na nadmierne ciepło podczas suszenia.</p><p>W połączeniu z technologią DryAssist, która monitoruje wilgotność wsadu, GentleCare wspiera codzienną pielęgnację odzieży wykonanej z materiałów wymagających odpowiednich warunków termicznych.</p><p>Wybór cyklu nadal powinien uwzględniać oznaczenia na metkach, ponieważ nie każda tkanina może być suszona w suszarce bębnowej.</p><h2>Suszarka z pompą ciepła – jak przebiega suszenie odzieży?</h2><p>W suszarkach wyposażonych w pompę ciepła powietrze krąży w obiegu, w którym wykorzystywane jest do odbierania wilgoci z ubrań.</p><p>Podczas pracy ciepłe powietrze przepływa przez tkaniny, a następnie wilgoć jest z niego usuwana. Powietrze ponownie trafia do układu suszenia.</p><p>Takie rozwiązanie umożliwia utrzymywanie kontrolowanych warunków termicznych i suszenie w niższej temperaturze niż w wielu tradycyjnych konstrukcjach.</p><p>W suszarkach Electrolux 600 GentleCare pompa ciepła współpracuje z rozwiązaniami odpowiadającymi za monitorowanie przebiegu cyklu.</p><p>Ma to znaczenie zarówno przy codziennych ubraniach, jak i odpowiednich materiałach, które wymagają łagodniejszego suszenia.</p><h2>MixCare – suszenie bawełny i syntetyków w jednym cyklu</h2><p>Nie zawsze wsad składa się wyłącznie z jednego rodzaju materiału. Codzienna odzież może obejmować zarówno bawełniane koszulki, jak i spodnie czy bluzy z dodatkiem włókien syntetycznych.</p><p>Program MixCare umożliwia wspólne suszenie odpowiednich tkanin bawełnianych i syntetycznych, bez konieczności dzielenia ich na oddzielne wsady wyłącznie ze względu na skład materiału.</p><p>Cykl został opracowany z myślą o mieszanej odzieży codziennej, która może być suszona w podobnych warunkach.</p><p>Rozwiązanie ułatwia pielęgnację ubrań po standardowym praniu mieszanych tkanin.</p><p>Przed uruchomieniem MixCare należy jednak sprawdzić metki wszystkich rzeczy. Wspólne suszenie jest odpowiednie tylko wtedy, gdy poszczególne materiały dopuszczają suszenie bębnowe i warunki przewidziane dla programu.</p><h2>Pościel XL – suszenie większych tekstyliów</h2><p>Pościel, poszwy, koce i inne duże tekstylia różnią się od codziennej odzieży nie tylko rozmiarem, ale również sposobem układania się w bębnie.</p><p>Większe materiały mogą zawijać się wokół siebie, utrudniając równomierne odprowadzanie wilgoci.</p><p>Program Pościel XL został przeznaczony do suszenia odpowiednich większych tekstyliów domowych.</p><p>Jego parametry uwzględniają charakterystykę takich wsadów, wspierając równomierne suszenie materiałów o większej powierzchni.</p><p>Rozwiązanie jest przydatne podczas pielęgnacji odpowiednich kompletów pościeli, narzut i innych tekstyliów, które mogą wymagać odmiennych ustawień niż lekka odzież.</p><p>Przygotowując wsad, należy przestrzegać maksymalnej pojemności przewidzianej dla programu oraz zaleceń dotyczących rodzaju materiałów.</p><h2>Jak przygotować ubrania do programu QuickCare?</h2><p>Aby korzystać z krótkiego programu zgodnie z jego przeznaczeniem, warto odpowiednio przygotować odzież do suszenia.</p><p>Przed uruchomieniem QuickCare należy pamiętać o kilku zasadach:</p><ul><li data-list-item-id="e0a5c77f28e7970c8b45833b8325228be">Sprawdzić metki odzieży – upewnić się, że materiały nadają się do suszenia bębnowego.</li><li data-list-item-id="e22a2cc4b616ca4d3600091b168d5f4ba">Dobrać odpowiedni wsad – QuickCare jest przeznaczony do maksymalnie 4 kg właściwych tkanin.</li><li data-list-item-id="e115aa71e0be76a2f98cbe949c95b8b20">Uwzględnić wilgotność ubrań – poziom wilgoci po praniu i wirowaniu wpływa na czas suszenia.</li><li data-list-item-id="e15a2398d49cc1e3a08cd75fef2fe5b36">Nie przepełniać bębna – tkaniny powinny mieć przestrzeń do swobodnego przemieszczania się.</li><li data-list-item-id="e6e63ea84453bc92cb18d5096b5f5accf">Zadbać o czystość filtrów – regularna konserwacja wspiera prawidłowy przepływ powietrza.</li><li data-list-item-id="ebbf5094e2be78eb1333b7a053d015d8e">Wyjąć ubrania po zakończeniu cyklu – pomaga to ograniczyć powstawanie dodatkowych zagnieceń.</li></ul><p>Właściwe przygotowanie wsadu pozwala dopasować przebieg suszenia do rodzaju materiałów i ich aktualnej wilgotności.</p><h2>Pralka i suszarka Electrolux – wygodna organizacja pielęgnacji odzieży</h2><p>Suszenie jest kolejnym etapem pielęgnacji ubrań po praniu i wirowaniu. W codziennym użytkowaniu znaczenie ma więc również odpowiednie rozmieszczenie urządzeń.</p><p>Kompatybilną pralkę i suszarkę Electrolux można ustawić obok siebie lub w słupku, wykorzystując odpowiedni zestaw łączący.</p><p>Ustawienie urządzeń jedno nad drugim pozwala zagospodarować przestrzeń w pionie, co jest przydatne szczególnie w mniejszych łazienkach i pomieszczeniach gospodarczych.</p><p>W przypadku montażu w słupku należy sprawdzić kompatybilność konkretnych modeli oraz zastosować zestaw montażowy przewidziany przez producenta.</p><p>Takie rozwiązanie ułatwia organizację kolejnych etapów pielęgnacji ubrań – od prania i wirowania po suszenie.</p><hr><p>¹ Na podstawie testu wewnętrznego przeprowadzonego dla 4 kg tkanin syntetycznych o początkowej wilgotności 40%. Rzeczywisty czas suszenia zależy od rodzaju, wielkości i wilgotności wsadu.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Prezent dla myśliwego i strzelca. Co kupić, a czego unikać]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57281,prezent-dla-mysliwego-i-strzelca-co-kupic-a-czego-unikac</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57281,prezent-dla-mysliwego-i-strzelca-co-kupic-a-czego-unikac</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 11:08:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prezent-dla-mysliwego-i-strzelca-co-kupic-a-czego-unikac-1793182203.jpg</url>
                        <title>Prezent dla myśliwego i strzelca. Co kupić, a czego unikać</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57281,prezent-dla-mysliwego-i-strzelca-co-kupic-a-czego-unikac</link>
                    </image><description>Trafiony prezent dla myśliwego lub strzelca sportowego to sprzęt, który zwiększa jego bezpieczeństwo i komfort: ochronniki słuchu, dobra lornetka, latarka, nóż albo akcesoria skórzane dopasowane do jego broni. Samej broni ani amunicji nie da się kupić w prezencie, bo wymagają uprawnień po stronie kupującego i obdarowanego. Przed listopadowym Hubertusem i świętami zebraliśmy praktyczne wskazówki dla rodzin i przyjaciół.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Najpierw kilka pytań do obdarowanego</strong></h2><p>Sprzęt strzelecki i myśliwski jest bardzo osobisty. To, co sprawdza się u jednej osoby, u innej trafi do szuflady. Zanim pójdziesz do sklepu, warto dyskretnie ustalić kilka rzeczy:</p><ul><li data-list-item-id="e72b00859418e3258437d435c175d55c8">czy dana osoba poluje, strzela sportowo, czy jedno i drugie,</li><li data-list-item-id="e24a396cc94414dd88f58f829bd883786">jakiej broni używa (marka i dokładna nazwa modelu),</li><li data-list-item-id="e918bf84e479c93af8ddde0c73cb03677">czy jest prawo- czy leworęczna,</li><li data-list-item-id="e06f3ccf86cc66fa001fb002be206e477">czy woli wyposażenie klasyczne, ze skóry i drewna, czy nowoczesne, z tworzyw,</li><li data-list-item-id="ecde0e1f4db545aac88a96d8567d1cbc1">czego jej ostatnio brakowało w lesie lub na strzelnicy.</li></ul><p>Najprościej zapytać kogoś z koła łowieckiego albo klubu, z kim obdarowany jeździ na polowania czy zawody. Koledzy zwykle wiedzą, o jakim sprzęcie ostatnio rozmawiał.</p><h2><strong>Czego nie da się podarować?</strong></h2><p>W Polsce broń palną i amunicję może nabyć wyłącznie osoba z pozwoleniem, a każdy egzemplarz trzeba zarejestrować na policji. Nie można więc kupić pistoletu czy sztucera „na prezent” dla kogoś innego, nawet jeśli obdarowany ma pozwolenie. Przekazanie broni między posiadaczami pozwoleń jest możliwe, ale wymaga formalności i rejestracji, dlatego to decyzja dla samego zainteresowanego, a nie niespodzianka pod choinką.</p><p>To samo dotyczy amunicji. Sklep sprzeda ją tylko po okazaniu legitymacji posiadacza broni, więc osoba bez uprawnień jej nie kupi. Lepszym pomysłem jest bon do sklepu myśliwskiego lub strzeleckiego, który obdarowany wykorzysta sam.</p><h2><strong>Ochrona słuchu i wzroku</strong></h2><p>Ochronniki słuchu to prezent, który przydaje się każdemu strzelcowi. Huk wystrzału przekracza 140 dB, a pojedyncza ekspozycja bez ochrony może trwale uszkodzić słuch. Nauszniki pasywne o tłumieniu SNR 25–30 dB kosztują kilkadziesiąt złotych, a modele elektroniczne, które wyciszają strzał i jednocześnie wzmacniają mowę oraz odgłosy otoczenia, kilkaset. Myśliwi cenią te drugie, bo pozwalają słyszeć zwierzynę i komendy prowadzącego polowanie.</p><p>Drugim elementem są okulary ochronne. Na strzelnicy są obowiązkowe, a podczas polowania chronią przed gałęziami i łuskami. Warto szukać modeli z oznaczeniem normy EN 166, z wymiennymi szybkami: przezroczystą na pochmurne dni i żółtą, która poprawia kontrast o zmierzchu.</p><h2><strong>Lornetka, latarka i nóż</strong></h2><p>Lornetka to podstawowe narzędzie myśliwego, a jej dobór zależy od pory polowania. Model 8x42 jest uniwersalny i lekki, natomiast 8x56 zbiera więcej światła i sprawdza się podczas zasiadek o świcie i zmierzchu. Dobra lornetka służy kilkadziesiąt lat, dlatego lepiej kupić jedną porządną niż dwie przeciętne.</p><p>Latarka czołowa z trybem czerwonego światła pozwala poruszać się po lesie w nocy bez oślepiania siebie i bez płoszenia zwierząt. Przydaje się też podczas patroszenia i transportu zwierzyny po zmroku.</p><p>Nóż myśliwski z ostrzem długości 9–12 cm i stałą głownią to klasyczny prezent na Hubertusa. W tradycji łowieckiej nie daje się go jednak „za darmo”: obdarowany wręcza symboliczną monetę, by nóż nie „przeciął” przyjaźni. To drobny zwyczaj, który warto znać.</p><h2><strong>Odzież na długie godziny w lesie</strong></h2><p>Jesienne i zimowe polowania oznaczają wiele godzin bez ruchu na ambonie, często w temperaturze poniżej zera. Dlatego myśliwi doceniają ciepłą, cichą odzież. Kurtka czy spodnie z polaru lub wełny nie szeleszczą przy ruchu, co ma znaczenie, gdy zwierzyna jest blisko. Do tego dochodzą rękawice z odpinanymi końcówkami palców, ciepła czapka i skarpety z wełny merino, które grzeją nawet po zawilgoceniu.</p><p>Na polowania zbiorowe obowiązkowym elementem stroju są jaskrawe, zwykle pomarańczowe elementy, na przykład czapka, opaska lub kamizelka. To dobry, niedrogi dodatek do większego prezentu. Przy odzieży warto znać rozmiar i ulubiony krój, bo myśliwi mają tu wyraźne preferencje.</p><h2><strong>Prezent dla strzelca sportowego</strong></h2><p>Strzelcy sportowi potrzebują nieco innego wyposażenia niż myśliwi. Przydaje się zamykana walizka lub futerał na broń z pianką dopasowaną do jej kształtu, bo przepisy wymagają przewożenia broni rozładowanej i zabezpieczonej przed dostępem osób postronnych. Strzelcy precyzyjni ucieszą się z lunety obserwacyjnej, dzięki której widać przestrzeliny na tarczy z odległości 50 czy 100 metrów, a zawodnicy strzelectwa dynamicznego z timera strzeleckiego, który mierzy czas reakcji i kolejnych strzałów.</p><p>Ciekawym pomysłem jest też opłacenie startu w zawodach lub udziału w obozie szkoleniowym z doświadczonym trenerem. Taki prezent rozwija umiejętności i daje okazję do spotkania ludzi o podobnych zainteresowaniach.</p><h2><strong>Akcesoria skórzane dopasowane do broni</strong></h2><p>Wiele osób szuka prezentu, który będzie trwały i osobisty. Tu dobrze sprawdzają się wyroby ze skóry naturalnej: pas, futerał na nóż, etui na lornetkę albo ładownica. Dla posiadacza broni krótkiej, na przykład myśliwego z pistoletem do dostrzeliwania zwierzyny czy strzelca sportowego, dobrym pomysłem jest ręcznie szyta <a href="https://kajman.com.pl/kategoria-produktu/wszystkie/kabury-skorzane/"><u>kabura na broń</u></a> dopasowana do jego modelu, prawej lub lewej ręki i preferowanego sposobu noszenia. Takiego zakupu nie robi się w ciemno: potrzebna jest dokładna nazwa broni, a najlepiej rozmowa z producentem, który doradzi wybór między kaburą na pas a modelem na szelkach.</p><p>Przy akcesoriach skórzanych zwróć uwagę na kilka rzeczy:</p><ul><li data-list-item-id="e43957416269b83d79539771ba66d9a0f">dopasowanie do konkretnej broni, a nie „uniwersalny rozmiar”,</li><li data-list-item-id="e2f11cc1b107fef952356add1348eee30">kolor zgodny z resztą wyposażenia (brąz pasuje do stroju myśliwskiego, czerń do munduru),</li><li data-list-item-id="e6ae6c5842e9d8a3a38ff2f70b53f1f2d">warunki zwrotu, bo produkt dopasowany do modelu nie zawsze podlega wymianie,</li><li data-list-item-id="ecb3e39aa8edd2bb4aa84743a77333b7c">czas realizacji, jeśli wyrób powstaje na zamówienie, bo przed świętami pracownie mają więcej zleceń.</li></ul><p>Skórzana kabura czy pas to przedmiot, który przy podstawowej pielęgnacji przetrwa lata i z czasem nabierze charakteru. Dla wielu myśliwych takie wyposażenie ma też wartość sentymentalną i bywa przekazywane w rodzinie.</p><h2><strong>Prezenty dla tych, którzy dopiero zaczynają</strong></h2><p>Jeśli bliska osoba interesuje się strzelectwem, ale nie ma jeszcze żadnych uprawnień, nie kupuj sprzętu, który przyda się dopiero po uzyskaniu pozwolenia. Znacznie lepiej sprawdzi się:</p><ul><li data-list-item-id="e9d93bab7a148962eedef070aa27e03dd">voucher na strzelnicę z instruktorem, który pozwala spróbować różnych rodzajów broni bez uprawnień,</li><li data-list-item-id="e2e28df79eecf4942fd5ea5ca1bccce65">opłacone pierwsze miesiące członkostwa w klubie strzeleckim,</li><li data-list-item-id="e52a30035d1e6bf840d752a7a7b54e7f4">kurs pierwszej pomocy, przydatny każdemu, kto bywa w lesie lub na strzelnicy,</li><li data-list-item-id="e5788947f8f1a58e5fa2f43f832d12a8a">książka o historii łowiectwa, przyrodzie lub technice strzelania.</li></ul><p>Taki prezent pozwala sprawdzić, czy zainteresowanie jest trwałe, zanim pojawią się większe wydatki.</p><h2><strong>Krótka ściąga przed zakupem</strong></h2><p>Zanim zapakujesz prezent, sprawdź jeszcze raz:</p><ul><li data-list-item-id="e1e4068cebca28c765c8bd7a6f37ce418">czy znasz model broni, rękę wiodącą i preferencje obdarowanego,</li><li data-list-item-id="e25c8e61013dd820128258073019d20cf">czy wybrany produkt nie wymaga uprawnień, których nie masz ty albo obdarowany,</li><li data-list-item-id="e451183178a359d5a08395bf9e9a2498e">czy sklep przyjmie zwrot lub wymianę,</li><li data-list-item-id="e621f0e8d391da4b3a9b6ab5565637bea">czy zamówienie dotrze przed Hubertusem (3 listopada) lub przed świętami.</li></ul><p>Przemyślany prezent dla myśliwego czy strzelca nie musi być drogi. Ważniejsze, by był dopasowany i bezpieczny, a wtedy będzie używany przez lata, a nie tylko odpakowany.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Filmowa jesień w kinach Helios]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57280,filmowa-jesien-w-kinach-helios</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57280,filmowa-jesien-w-kinach-helios</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 10:58:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-filmowa-jesien-w-kinach-helios-1793181628.png</url>
                        <title>Filmowa jesień w kinach Helios</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57280,filmowa-jesien-w-kinach-helios</link>
                    </image><description>Nadchodzący tydzień upłynie pod znakiem wielkich filmowych hitów! Na ekranach pojawi się zaskakujący tytuł „Clayface”, jak też nie zabraknie najchętniej oglądanych produkcji ostatnich tygodni, takich jak „Inna mamusia”, „Jak żyć, żeby nie zwariować” oraz „Lalka”. W repertuarze znajdzie się również maraton filmowy w klimacie zbliżającego się Halloween oraz przedpremierowy pokaz filmu „Nasza rewolucja”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;"><span style="color:#3B3838;">Od piątku, 30 października na wielkich ekranach we wszystkich miastach sieci pojawi się tytuł <strong>„Wyspa pająków”</strong>. To propozycja na nadchodzące Halloween, łącząca grozę z dawką humoru.&nbsp;</span><span style="color:#262626;">Grupa influencerów trafia na rajską wyspę, by uczestniczyć w otwarciu Pearl Haven – najbardziej luksusowego hotelu świata. Ich zadaniem jest przygotowanie materiałów, które staną się popularne w mediach społecznościowych, jednak sytuacja na miejscu szybko się zmienia. Wyspę opanowują śmiertelnie niebezpieczne pająki, a uczestnicy wydarzenia zostają zmuszeni do desperackiej walki o przetrwanie…</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:#262626;">Inną nowością w repertuarze jest psychologiczny horror <strong>„Clayface”</strong>. Błyskawiczna kariera&nbsp;Matta Hagena&nbsp;od dzieciaka z ulic Gotham do gwiazdy Hollywood zostaje brutalnie przerwana, gdy działania lokalnego bossa przestępczego pozostawiają go trwale oszpeconym. Odrzucony przez otoczenie i&nbsp;pozbawiony wszystkiego, sięga po przełomową terapię, która przywraca mu dawny wygląd. Jednak wraz z odzyskaną twarzą przychodzą nieoczekiwane konsekwencje. Zaburzone postrzeganie rzeczywistości popycha&nbsp;Matta&nbsp;na ścieżkę wyniszczającej zemsty, która stopniowo przejmuje kontrolę nad jego życiem…&nbsp;</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:#262626;">Widzowie kin Helios będą mogli również wybrać się na najpopularniejsze produkcje ostatnich tygodni. Należy do nich&nbsp;</span><span style="color:#3B3838;">polska komedia <strong>„Jak żyć, żeby nie zwariować”&nbsp;</strong>w gwiazdorskiej obsadzie.<strong>&nbsp;</strong>Anka ma pozornie poukładane życie – kochającego męża, dzieci, dobrą pracę i mieszkanie w centrum Warszawy. W&nbsp;krótkim czasie wszystko jednak zaczyna się komplikować. Bohaterka postanawia wykorzystać kryzys jako okazję do rozpoczęcia życia na własnych zasadach.&nbsp;</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:#3B3838;">Na wielkich ekranach nie może zabraknąć jesiennego hitu<strong> „Lalka”</strong> na podstawie powieści Bolesława Prusa. Stanisław Wokulski, dzięki fortunie zdobytej podczas wojny, wkracza do świata wyższych sfer, by zdobyć względy Izabeli Łęckiej. W&nbsp;rolach głównych występują Marcin Dorociński, Kamila Urzędowska i Marek Kondrat, a w obsadzie znalazły się także legendy polskiego kina.</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:#3B3838;">Z racji Halloween, w nadchodzącym tygodniu w kinach Helios znajdą się liczne propozycje dla fanów horrorów. Wśród nich znajdzie się tytuł <strong>„Inna mamusia”</strong> z Jessicą Chastain w&nbsp;roli głównej. Ośmioletnia Bela dorasta w cieniu konfliktów między rodzicami. Wkrótce dziewczynka odkrywa, że w&nbsp;jej domu pojawiła się tajemnicza istota, która do złudzenia przypomina jej mamę. To, co początkowo może wydawać się dziecięcą wyobraźnią, szybko przeradza się w&nbsp;przerażające doświadczenie…&nbsp;</span><span style="color:#262626;">Ponadto w&nbsp;piątek i sobotę, w dniach 30-31 października do wszystkich kin sieci zawitają nocne projekcje horrorów w ramach <strong>Maratonu Halloween</strong>. Wydarzenie od lat gromadzi fanów mocnych filmowych emocji, a&nbsp;w&nbsp;tym roku zostaną wyświetlone dwa zestawy filmów – pierwszy z samymi premierowymi propozycjami, natomiast drugi z jedną nowością oraz trzema popularnymi horrorami ostatnich lat.</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:#3B3838;">W repertuarze swój czas będą miały również animacje dla widzów w każdym wieku. Film „<strong>Supermocni”</strong> opowiada o Zośce – energicznej nastolatce, która nie wyobraża sobie życia bez swoich ukochanych zwierzaków. Niespodziewanie, w wyniku wypadku w laboratorium jej mamy, cała ekipa zyskuje niezwykłe moce, a przemiana ma także niebezpieczne konsekwencje. Inną produkcją dla najmłodszych będzie<strong> „Baranek Shaun i kudłata bestia”</strong>. W wieczór Halloween niezdarny Farmer przypadkowo niszczy pole dyniowe. Shaun postanawia naprawić szkody, wykorzystując do tego eksperymenty naukowe. Jego działania przynoszą jednak nieoczekiwane skutki…</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:#3B3838;">W poniedziałkowe popołudnie, 2 listopada, do wybranych lokalizacji zawita cykl Kino Konesera z&nbsp;cieszącym się ogromnym zainteresowaniem dokumentem <strong>„Zobaczysz wszystko”</strong>. Elizabeth Holmes, skazana za oszustwa założycielka firmy Theranos, na 34 dni przed odbyciem kary zaprasza do swojego domu ekipę filmową Nathana Fieldera – bezkompromisowego komika i prowokatora.&nbsp;</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:#3B3838;">W czwartek, 5 listopada odbędzie się kolejna edycja cyklu Salon Kultury Helios, skierowanego dla dojrzałych widzów, poszukujących wartościowych filmowych propozycji. Tym razem wyświetlony przedpremierowo zostanie tytuł <strong>„Nasza rewolucja”</strong>, opowiadający o Grażynie i Jacku Kuroniach, których życie rodzinne splata się z&nbsp;działalnością demokratycznej opozycji w realiach Polski lat 80. Obraz ukazuje zarówno walkę o wolność, jak też osobistą relację dwojga ludzi wystawioną na próbę przez burzliwe czasy. W rolach głównych występują Magdalena Popławska i Arkadiusz Jakubik.</span></p><p style="text-align:justify;"><span style="color:#262626;"><strong>Bilety na jesienne seanse dostępne są w kasach kin Helios, w aplikacji mobilnej oraz na stronie:&nbsp;</strong></span><a href="https://helios.pl/tomaszow-mazowiecki/kino-helios/"><span style="color:#262626;"><strong>www.helios.pl</strong></span></a><span style="color:#262626;"><strong>. Dokonując zakupu wcześniej, można wybrać najlepsze miejsca, a&nbsp;także zaoszczędzić w ramach oferty „Wcześniej kupujesz, więcej zyskujesz”.</strong></span><span style="color:#3B3838;"><i><br></i></span>&nbsp;</p><p style="text-align:justify;"><span style="background-color:white;color:#3B3838;"><i>Helios jest największą siecią multipleksów w Polsce - to 52 obiekty w całym kraju, oddające do dyspozycji widzów aż 293 ekrany i niemal 52 tys. miejsc. Spółka skupia swoją działalność głównie w miastach małej i średniej wielkości, ale jej kina są również obecne w największych aglomeracjach Polski, m.in. w Łodzi, Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu. Helios S.A. jest częścią Grupy Agora, jednej z największych grup medialnych w&nbsp;Polsce, działającej m.in. w segmencie prasy (wydawca m.in. „Gazety Wyborczej”), reklamy zewnętrznej (lider rynku - AMS), internetu (portal Gazeta.pl) oraz radia (9 stacji radiowych z portfolio Grupy Eurozet).</i></span></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Miłość nie zna wieku. Seniorzy zagrali w MCK Tkacz i przypomnieli, że na marzenia nigdy nie jest za późno]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57279,milosc-nie-zna-wieku-seniorzy-zagrali-w-mck-tkacz-i-przypomnieli-ze-na-marzenia-nigdy-nie-jest-za-pozno</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57279,milosc-nie-zna-wieku-seniorzy-zagrali-w-mck-tkacz-i-przypomnieli-ze-na-marzenia-nigdy-nie-jest-za-pozno</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 10:46:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-milosc-nie-zna-wieku-seniorzy-zagrali-w-mck-tkacz-i-przypomnieli-ze-na-marzenia-nigdy-nie-jest-za-1793180925.jpg</url>
                        <title>Miłość nie zna wieku. Seniorzy zagrali w MCK Tkacz i przypomnieli, że na marzenia nigdy nie jest za późno</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57279,milosc-nie-zna-wieku-seniorzy-zagrali-w-mck-tkacz-i-przypomnieli-ze-na-marzenia-nigdy-nie-jest-za-pozno</link>
                    </image><description>27 października w MCK Tkacz odbył się spektakl „Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia”, zorganizowany w ramach cyklu „Popołudnie z teatrem”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przedstawienie opowiadało o miłości, relacjach, samotności i nowych początkach, przypominając, że na marzenia, pasję i życiowe zmiany nigdy nie jest za późno.</p><p><span style="background-color:transparent;">Seniorzy występujący na scenie podzielili się z publicznością swoim talentem, energią i zaangażowaniem. Spektakl dostarczył widzom wielu wzruszeń i uśmiechu, a także pokazał, że scena jest miejscem dla każdego – niezależnie od wieku.</span></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Z Tomaszowa do literatury. Joanna Kordula spotka się z czytelnikami w rodzinnych stronach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57278,z-tomaszowa-do-literatury-joanna-kordula-spotka-sie-z-czytelnikami-w-rodzinnych-stronach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57278,z-tomaszowa-do-literatury-joanna-kordula-spotka-sie-z-czytelnikami-w-rodzinnych-stronach</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 09:42:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-z-tomaszowa-do-literatury-joanna-kordula-spotka-sie-z-czytelnikami-w-rodzinnych-stronach-1793177011.jpg</url>
                        <title>Z Tomaszowa do literatury. Joanna Kordula spotka się z czytelnikami w rodzinnych stronach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57278,z-tomaszowa-do-literatury-joanna-kordula-spotka-sie-z-czytelnikami-w-rodzinnych-stronach</link>
                    </image><description>Są powroty, które odbywają się pociągiem, samochodem albo dobrze znaną drogą prowadzącą do rodzinnego miasta. Są też takie, które prowadzą przez książki. Joanna Kordula, urodzona w Tomaszowie Mazowieckim autorka powieści „Dobranoc” i „Coś mi się śniło”, spotka się 5 listopada z czytelnikami w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Będzie rozmowa o przyjaźni, miłości, dorastaniu, stracie i decyzjach, których konsekwencje czasem ciągną się za człowiekiem przez całe życie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Joanna Kordula wraca do rodzinnego Tomaszowa Mazowieckiego już jako pisarka.</strong> Miejska Biblioteka Publiczna zaprasza na spotkanie autorskie, które odbędzie się <strong>w czwartek, 5 listopada, o godz. 17.00 w tymczasowej siedzibie MBP przy ul. Browarnej 7</strong>. Wstęp jest bezpłatny.</p><p>Kordula urodziła się w Tomaszowie Mazowieckim. Jest absolwentką Wydziału Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie mieszka z rodziną w Warszawie. Wydawnictwo Mięta przedstawia ją jako miłośniczkę książek, długich rozmów, poznawania ludzi i wędrówek.</p><h3>„Dobranoc”. Przyjaźń, która przestaje być prosta</h3><p>Literacki debiut Joanny Korduli, powieść <strong>„Dobranoc”</strong>, ukazał się 20 maja 2026 roku. To pierwsza część planowanej trylogii i jednocześnie historia oparta na jednym z najbardziej klasycznych, a zarazem najbardziej bolesnych ludzkich konfliktów: kiedy przyjaźń spotyka miłość, nic nie musi pozostać takie jak wcześniej.</p><p>W centrum opowieści znajdują się <strong>Basia, Kamil i Michał</strong>. Troje przyjaciół dorasta razem w niewielkim mieście. Dziecięca bliskość z czasem przestaje jednak wystarczać, bo pojawiają się uczucia, których nie da się już schować pod prostym słowem „przyjaźń”. Kamil kocha Basię, Basia odwzajemnia jego uczucie, ale zakochany jest w niej również Michał. Milczenie, tajemnice i próba ochronienia innych przed zranieniem prowadzą ostatecznie do wydarzeń, które rozdzielają bohaterów na lata.</p><p>To właśnie ten moment — przechodzenie z młodości w dorosłość i odkrywanie, że niektórych decyzji nie można później po prostu wykreślić z życiorysu — stanie się jednym z tematów tomaszowskiego spotkania.</p><h3>„Coś mi się śniło”. Życie po stracie</h3><p>Druga powieść, <strong>„Coś mi się śniło”</strong>, miała premierę 14 października 2026 roku, zaledwie kilka tygodni przed spotkaniem autorki w Tomaszowie. Jest bezpośrednią kontynuacją „Dobranoc”. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się Kamil próbujący odbudować swoje życie po śmierci przyjaciela. Bohater rusza w podróż, podczas której wracają wspomnienia, odsłaniają się kolejne tajemnice, a przeszłość okazuje się znacznie mniej zamknięta, niż mogłoby się wydawać.</p><p>To już nie tylko historia o miłosnym trójkącie. <strong>W obu książkach Kordula dotyka pytań o odpowiedzialność za drugiego człowieka, lojalność, żałobę, pamięć i możliwość rozpoczęcia życia od nowa.</strong> Jest w tym coś bardzo znajomego: przekonanie, że człowiek może wyjechać z miasta, zmienić otoczenie i zbudować nowe życie, ale nie zawsze potrafi zostawić za sobą ludzi i zdarzenia, które go ukształtowały.</p><p>I właśnie dlatego spotkanie z autorką może zainteresować nie tylko czytelników klasycznych romansów. Organizatorzy zapowiadają rozmowę także o <strong>psychologicznej warstwie obu powieści</strong>: dorastaniu, pierwszych życiowych wyborach, emocjonalnych zobowiązaniach wobec innych oraz wydarzeniach, które potrafią wpłynąć na całe dorosłe życie.</p><h3>Autorka z Tomaszowa spotka się z tomaszowskimi czytelnikami</h3><p>W lokalnym wymiarze będzie to również spotkanie z osobą, która właśnie tutaj zaczynała własną życiową historię. <strong>Joanna Kordula urodziła się w Tomaszowie Mazowieckim</strong>, choć zawodowe i rodzinne życie związała później z Warszawą.</p><p>5 listopada będzie więc okazja nie tylko do rozmowy o bohaterach „Dobranoc” i „Coś mi się śniło”, ale także o samym pisaniu: o tym, skąd biorą się bohaterowie, ile autora pozostaje w literackiej fikcji i dlaczego pewne historie przez lata domagają się, by zostały opowiedziane.</p><p>Podczas wydarzenia będzie można <strong>kupić książki Joanny Korduli, otrzymać autograf oraz osobistą dedykację</strong>.</p><p>Spotkanie odbędzie się <strong>5 listopada o godz. 17.00 w tymczasowej siedzibie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Browarnej 7</strong>.</p><p><strong>Udział jest bezpłatny.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dyrektor COS-OPO w Zakopanem o hali lodowej: prace postępują, głównym wyzwaniem system wentylacji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57277,dyrektor-cos-opo-w-zakopanem-o-hali-lodowej-prace-postepuja-glownym-wyzwaniem-system-wentylacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57277,dyrektor-cos-opo-w-zakopanem-o-hali-lodowej-prace-postepuja-glownym-wyzwaniem-system-wentylacji</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 09:36:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dyrektor-cos-opo-w-zakopanem-o-hali-lodowej-prace-postepuja-glownym-wyzwaniem-system-wentylacji-1793176657.jpg</url>
                        <title>Dyrektor COS-OPO w Zakopanem o hali lodowej: prace postępują, głównym wyzwaniem system wentylacji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57277,dyrektor-cos-opo-w-zakopanem-o-hali-lodowej-prace-postepuja-glownym-wyzwaniem-system-wentylacji</link>
                    </image><description>Rafał Tataruch, dyrektor COS-OPO w Zakopanem, przyznał, że główne wyzwanie, które wpływa na zakończenie budowy hali lodowej, to system wentylacji. - Czekamy na projekt, ale inne prace trwają — zapewnił. W listopadzie zaplanowano pierwsze próby mrożenia tafli torów. Opóźnienie inwestycji sięga trzech lat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>- Te niespełna dwa miesiące mojej pracy w Zakopanem to było i wciąż jest poznawanie specyfiki działania Ośrodka, z jego najbardziej newralgicznym punktem, czyli halą lodową na czele. Tu roboty cały czas trwają, a ktoś patrząc z zewnątrz widzi właściwie gotowy obiekt. Pozostaje tylko zadbanie o otoczenie, typu położenie kostki czy, już na wiosnę,&nbsp;wysianie trawy — powiedział PAP&nbsp;szef zakopiańskiego Centralnego Ośrodka Sportu - Ośrodka Przygotowań Olimpijskich.</p><p>Co zatem&nbsp;wpływa na dalsze opóźnienie&nbsp;oddanie obiektu do użytku?</p><p>- Właściwie jedyne wyzwanie, które&nbsp;wpływa na termin zakończenia inwestycji, to system wentylacji. Czekamy na projekt zgodny z wytycznymi Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego i jeżeli tylko ten dokument będzie gotowy, to&nbsp;poznamy finalny koszt i określimy datę zakończenia realizacji. Mam ogromną nadzieję, że to będzie najdalej pod koniec przyszłego roku — podkreślił.</p><p>Oczekiwanie na projekt nie oznacza, że w środku hali nie są prowadzone żadne prace.</p><p>- &nbsp;Przed zalaniem betonem były już przeprowadzone próby szczelności dużej&nbsp;płyty dla łyżwiarstwa szybkiego i short tracku, czyli 400-metrowej i tej 40 x&nbsp;60 metrów. Teraz wykonawca czeka na specjalistę z Finlandii, który w listopadzie przeprowadzi pierwsze próby ich mrożenia, na razie&nbsp;„na sucho”, oraz sprawdzi, czy wszystkie urządzenia będą prawidłowo działać — tłumaczył Tataruch.</p><p>Prace przy budowie hali ruszyły blisko pięć&nbsp;lat temu. Wtedy wszystkie urządzenia i rozwiązania techniczne zaplanowane do wyposażenia hali były najnowocześniejszymi w Europie, a nawet - jak mówił ówczesny dyrektor ośrodka Sebastian Danikiewicz - na świecie. Czy wciąż tak jest?</p><p>- Nie wymyślono jeszcze nic lepszego, więc jesteśmy „na topie”. Mało tego,&nbsp;o ile wiem, to jest jedyna hala na świecie, której budowa się teraz kończy. Są oczywiście planowane remonty znanych obiektów, np. hali w Calgary, ale według mojej wiedzy właśnie nasza, zakopiańska będzie tą najnowocześniejszą i pozwalającą na organizowanie zawodów łyżwiarskich najwyższej rangi — podsumował dyrektor podtatrzańskiego ośrodka.</p><p>W podobnym tonie wypowiedział się obecny szef PZŁS Konrad Niedźwiedzki, choć potwierdził, że opóźnienie sięga trzech lat, a koszty budowy przekroczyły 100 mln złotych, to widzi już horyzont oddania obiektu do użytku.</p><p>- Idzie to w dobrym kierunku. Prace nabrały tempa. Wszystko dookoła jest przygotowane. Niedługo będą testy&nbsp;mrożenia i maszyn. Za około rok wszystko powinno być gotowe — powiedział&nbsp;PAP&nbsp;Niedźwiedzki.&nbsp;</p><p>- Sierpień-wrzesień 2027 jako termin przenosin na obiekt zawodników&nbsp;jest realny — dodał i także wskazał, że inwestycję wstrzymuje obecnie tylko kwestia wentylacji.</p><p>- Ona musi być lekko zmieniona — przekazał.</p><p>Minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki&nbsp;po objęciu urzędu&nbsp;nie ukrywał, że opóźnienie w realizacji inwestycji jest bardzo duże i ocenił, że sposób, w jaki była prowadzona, „woła o pomstę do nieba”.</p><p>W piątek w Zawierciu pytany przez PAP o zakopiańską halę powiedział, że&nbsp;poprawienie błędów&nbsp;po poprzednikach wymaga&nbsp;czasu, ale i zastanowienia, by końcowe projekty były bardzo dobrze przygotowane.</p><p>- Mam nadzieję, że jesteśmy już na końcowym etapie, bo ten&nbsp;obiekt – można powiedzieć – w 85-90 procentach jest gotowy. Jest kwestia techniczna dotycząca systemu wentylacji. My chcemy, aby ten obiekt był najnowocześniejszym i jednym z najszybszych na świecie,&nbsp;żeby dzięki niemu rzeczywiście nasi reprezentanci mieli najlepsze warunki szkoleniowe, ale też, by&nbsp;cały świat przyjeżdżał do Zakopanego — wskazał.</p><p>- Zdaję sobie sprawę&nbsp;z tego, że to się&nbsp;przedłuża, ale jestem też przekonany, iż&nbsp;to już etap&nbsp;konkretnych działań, które zakończą ten proces inwestycyjny — dodał.</p><p>Wyraził też zadowolenie ze zmian personalnych w COS.</p><p>-&nbsp;Bardzo się cieszę, że dokonaliśmy zmian personalnych, jeżeli chodzi o dyrekcję COS w Zakopanem. Pan Tataruch to wybitny specjalista, człowiek, który na temat łyżwiarstwa szybkiego, procesów inwestycyjnych, szkoleniowych wie bardzo dużo — wspomniał.</p><p>Pierwszy przetarg na budowę hali lodowej w Zakopanem został ogłoszony w&nbsp;2021 roku. Ówczesny dyrektor ośrodka Sebastian Danikiewicz powiedział wtedy PAP, że w zamówieniu znalazła się kwota niespełna 58 milionów, a&nbsp;oszacowana została&nbsp;według tego, że pierwszy w Polsce kryty tor zbudowany w 2017 roku w Tomaszowie Mazowieckim kosztował ponad 47,5 mln. Spłynęło pięć ofert, a sumy w nich zawarte wahały się od blisko 117 do ponad 204 mln&nbsp;zł.</p><p>Ówczesny harmonogram zakładał, że zakopiańska hala powinna być oddana w czerwcu 2023. Miała służyć wyłącznie panczenistom i specjalistom od short tracku. Częścią inwestycji mają być także nowoczesne zaplecze administracyjno-szatniowe oraz trybuny na ok. 2-3 tys. miejsc.</p><p>Przetarg jednak&nbsp;wykazał, że koszty inwestycji będą znacznie wyższe, więc zanim zapadły decyzje o złożeniu wniosku do ówczesnego Ministerstwa Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu o zwiększenie środków, przeprowadzono konsultacje ze związkami sportowymi. Dotyczyły one poszerzenia funkcji obiektu. W planach ujęto też sale do prowadzenia badań wydolności sportowców, wspinaczki sportowej czy podnoszenia ciężarów. Pomyślano również o bieżniach lekkoatletycznych - wewnętrznej trzytorowej oraz zewnętrznej czterotorowej wraz ze stumetrową i sześciotorową prostą.</p><p>Resort środki przyznał, a szacowane koszty budowy wciąż rosły - początkowo do 90, a ostatecznie do ponad 119 mln złotych.</p><p>W międzyczasie ogłoszono kolejny przetarg i po jego rozstrzygnięciu wybrano wykonawcę - konsorcjum firm Przedsiębiorstwo Kamieniarskie Wolski oraz P.H.U. Potoczak. Prace budowlane rozpoczęły się wiosną 2022 roku i,&nbsp;zgodnie z odnowionym&nbsp;harmonogramem, miały zakończyć w pierwszej połowie 2024.</p><p>Inwestycja początkowo prowadzona była zgodnie z planem, potem pojawiły się jednak opóźnienia. To z kolei skutkowało przesunięciem terminu na przełom października i listopada 2024. Tymczasem w połowie 2024 okazało się, że generalny wykonawca domaga się waloryzacji i jednocześnie nie wypłaca należności podwykonawcom.</p><p>W 2025 roku budowę przerwano, a po dziewięciu latach pełnienia obowiązków szefa zakopiańskiego ośrodka Danikiewicz został odwołany.&nbsp;Funkcję przejął wtedy tymczasowo ówczesny zastępca dyrektora centrali COS Sławomir Luliński.</p><p>Pod koniec września 2025&nbsp;Centralny Ośrodek Sportu poinformował, że dyrektorką OPO w Zakopanem została pochodząca z Nowego Bystrego, rodowita góralka Bogusława Stępień. Ona piastowała funkcję przez rok. Z&nbsp;dniem 1 września zastąpił ją Tataruch, który w latach 2018-26 kierował Polskim&nbsp;Związkiem&nbsp;Łyżwiarstwa Szybkiego.</p><p>Joanna Chmiel, Piotr Girczys (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Złoto w Arenie, teraz Kanada! Zofia Marszałek i Miłosz Ślusarski z kwalifikacją do Pucharu Świata Juniorów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57276,zloto-w-arenie-teraz-kanada-zofia-marszalek-i-milosz-slusarski-z-kwalifikacja-do-pucharu-swiata-juniorow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57276,zloto-w-arenie-teraz-kanada-zofia-marszalek-i-milosz-slusarski-z-kwalifikacja-do-pucharu-swiata-juniorow</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 09:28:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zloto-w-arenie-teraz-kanada-zofia-marszalek-i-milosz-slusarski-z-kwalifikacja-do-pucharu-swiata-ju-1793176284.png</url>
                        <title>Złoto w Arenie, teraz Kanada! Zofia Marszałek i Miłosz Ślusarski z kwalifikacją do Pucharu Świata Juniorów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57276,zloto-w-arenie-teraz-kanada-zofia-marszalek-i-milosz-slusarski-z-kwalifikacja-do-pucharu-swiata-juniorow</link>
                    </image><description>Jeszcze niedawno ścigali się na tomaszowskiej Arenie Lodowej, zdobywając medale mistrzostw Polski w rywalizacji z najlepszymi seniorami. Teraz przed nimi znacznie większe wyzwanie – międzynarodowa rywalizacja za oceanem. Zofia Marszałek i Miłosz Ślusarski, młodzi panczeniści KS Pilica Tomaszów Mazowiecki i uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego im. Jarosława Dąbrowskiego, wywalczyli kwalifikację do Pucharu Świata Juniorów w kanadyjskim Québecu. Informację potwierdziła szkoła, do której uczęszczają oboje zawodnicy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Z Tomaszowa na światowe lodowiska</h2><p>Sport ma w sobie coś z dobrej powieści. Są długie przygotowania, chwile zwątpienia, codzienna praca, której nie widzą kibice, i momenty, kiedy wszystko zaczyna nabierać sensu. Dla Zofii Marszałek i Miłosza Ślusarskiego takim momentem mogą okazać się najbliższe tygodnie. Młodzi zawodnicy tomaszowskiej Pilicy otrzymali szansę sprawdzenia swoich umiejętności wśród najlepszych juniorów świata.</p><p>O sukcesie poinformowało 27 października I LO w Tomaszowie Mazowieckim. Szkoła potwierdziła, że rozegrane w dniach 22–25 października mistrzostwa Polski seniorów na dystansach były jednocześnie zawodami kwalifikacyjnymi do juniorskiego Pucharu Świata. Oboje tomaszowian uzyskali kwalifikację do startów w Kanadzie.</p><p>To szczególnie ważna wiadomość dla miejscowego środowiska łyżwiarskiego. Tomaszów Mazowiecki od lat buduje swoją sportową tożsamość wokół panczenów, a Arena Lodowa staje się miejscem, w którym dorastają kolejne pokolenia zawodników. Obok utytułowanych reprezentantów Polski pojawiają się młodzi sportowcy gotowi podążyć ich śladem.</p><h2>Zofia Marszałek. Złoto drużynowe i dwa ósme miejsca</h2><p>Zofia Marszałek, uczennica klasy 2A, podczas mistrzostw Polski seniorów pokazała, że mimo młodego wieku potrafi skutecznie rywalizować z bardziej doświadczonymi zawodniczkami.</p><p>W biegach na 500 i 1000 metrów zajęła ósme miejsca. Największy sukces odniosła jednak w konkurencji drużynowej. Wspólnie z Karoliną Bosiek i Natalią Jabrzyk zdobyła złoty medal mistrzostw Polski.</p><p>Wspólny występ z doświadczonymi reprezentantkami kraju to nie tylko medal, ale również bezcenna lekcja sportowego rzemiosła. W łyżwiarstwie szybkim liczą się przecież nie tylko mocne nogi. Równie ważne są technika, wyczucie tempa, koncentracja i umiejętność wytrzymania presji.</p><h2>Miłosz Ślusarski. Dwa medale i miejsce wśród najlepszych</h2><p>Równie udany występ zanotował Miłosz Ślusarski, uczeń klasy 4F. Wraz z Erykiem Marciniakiem i Szymonem Kwapiszem zdobył złoty medal w biegu drużynowym. Do tego dołożył brąz w sprincie drużynowym, startując z Franciszkiem Jabłońskim i Michałem Kopaczem.</p><p>W konkurencjach indywidualnych Miłosz zajął siódme miejsce na 5000 metrów oraz dziewiąte lokaty na 1000 i 1500 metrów.</p><p>Takie wyniki pokazują wszechstronność młodego panczenisty. Rywalizacja na pięciu kilometrach wymaga wytrzymałości i właściwego rozłożenia sił, podczas gdy sprint drużynowy premiuje dynamikę, precyzję i doskonałą współpracę</p><h2>Québec czeka na młodych panczenistów</h2><p>Québec w Kanadzie będzie gospodarzem dwóch pierwszych etapów juniorskiego Pucharu Świata sezonu 2026/2027.</p><p>I etap Pucharu Świata Juniorów</p><p>28–29 listopada 2026</p><p>II etap Pucharu Świata Juniorów</p><p>5–6 grudnia 2026</p><p>Terminy i miejsce zawodów potwierdza Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU).</p><p>Oba etapy odbędą się w kanadyjskim Québecu. W rywalizacji spotkają się młodzi zawodnicy z różnych krajów, dla których pucharowe starty są ważnym etapem drogi do seniorskiego sportu.</p><p>Zofia Marszałek i Miłosz Ślusarski figurują również w oficjalnej kadrze juniorsko-młodzieżowej Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego na sezon 2026/2027. Potwierdza to ich miejsce w krajowym systemie szkolenia</p><p>Warto jednak zaznaczyć, że szkolna informacja o uzyskaniu kwalifikacji nie jest jeszcze równoznaczna z opublikowaniem ostatecznej listy zgłoszeń na oba kanadyjskie etapy. Dokładne konkurencje, w których wystąpią tomaszowianie, oraz formalne potwierdzenie nominacji przez PZŁS wymagają jeszcze weryfikacji.</p><h2>Arena Lodowa wychowuje następne pokolenie</h2><p>Sukces młodych panczenistów to również dobra wiadomość dla całego Tomaszowa Mazowieckiego. Sportowe tradycje Pilicy, doświadczenie trenerów i dostęp do profesjonalnego toru tworzą warunki, w których utalentowana młodzież może rozwijać swoje umiejętności bez konieczności codziennego poszukiwania lodu w odległych ośrodkach.</p><p>Oczywiście sama infrastruktura nie zdobywa medali. Za każdym wynikiem kryją się lata treningów, wyrzeczenia, podporządkowanie codziennego życia sportowemu kalendarzowi i konieczność pogodzenia nauki z wymagającym szkoleniem.</p><p>W przypadku Zofii i Miłosza dochodzi jeszcze jeden element – reprezentowanie Polski na międzynarodowych zawodach. To odpowiedzialność, ale również powód do dumy dla ich rodzin, trenerów, klubowych kolegów i całej szkolnej społeczności.</p><p>Złote medale zdobyte w Tomaszowie były ważnym sukcesem. Puchar Świata Juniorów może być początkiem kolejnego, jeszcze ciekawszego rozdziału ich sportowej historii.</p><p>Za kilka tygodni oczy tomaszowskich kibiców skierują się więc ku Kanadzie. Pozostaje trzymać kciuki, aby nazwiska Marszałek i Ślusarski coraz częściej pojawiały się wysoko w międzynarodowych wynikach.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Sześć nieprawidłowości, zmiana dyrekcji i kolejna kontrola. Co ustaliła Komisja Rewizyjna w tomaszowskim ŚDS?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57275,szesc-nieprawidlowosci-zmiana-dyrekcji-i-kolejna-kontrola-co-ustalila-komisja-rewizyjna-w-tomaszowskim-sds</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57275,szesc-nieprawidlowosci-zmiana-dyrekcji-i-kolejna-kontrola-co-ustalila-komisja-rewizyjna-w-tomaszowskim-sds</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 09:09:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szesc-nieprawidlowosci-zmiana-dyrekcji-i-kolejna-kontrola-co-ustalila-komisja-rewizyjna-w-tomaszow-1793175622.png</url>
                        <title>Sześć nieprawidłowości, zmiana dyrekcji i kolejna kontrola. Co ustaliła Komisja Rewizyjna w tomaszowskim ŚDS?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57275,szesc-nieprawidlowosci-zmiana-dyrekcji-i-kolejna-kontrola-co-ustalila-komisja-rewizyjna-w-tomaszowskim-sds</link>
                    </image><description>Najpierw sześć nieprawidłowości wykazanych przez wojewodę, później konflikt pracowniczy, specjalny zespół powołany przez starostę, odejście dyrektorki i kolejna kontrola. Środowiskowy Dom Samopomocy w Tomaszowie Mazowieckim przeszedł w ostatnich latach prawdziwą burzę. Teraz poznaliśmy ustalenia zespołu kontrolnego Komisji Rewizyjnej Rady Powiatu Tomaszowskiego. Ocena jest zdecydowanie pozytywna. Tyle że w dokumentach pozostają pytania, na które wciąż nie otrzymaliśmy odpowiedzi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Sześć nieprawidłowości. Od tego zaczęła się historia</h2><p>Aby zrozumieć dzisiejszą sytuację Środowiskowego Domu Samopomocy przy ulicy Majowej w Tomaszowie Mazowieckim, trzeba cofnąć się do 9 lipca 2024 roku. Wtedy wojewoda łódzki przedstawił zalecenia po kontroli obejmującej organizację placówki, poziom świadczonych usług oraz kwalifikacje pracowników.</p><p>Kontrolerzy wskazali sześć nieprawidłowości i uchybień. Jedna z osób zatrudnionych jako terapeuta-psycholog nie posiadała wymaganych kwalifikacji na tym stanowisku. W indywidualnych planach wspierająco-aktywizujących brakowało diagnoz uczestników, a sposób organizacji treningów umiejętności praktycznych budził wątpliwości dotyczące skuteczności terapii. Stwierdzono również nieprawidłowości w prowadzeniu ewidencji uczestników, brak dokumentów potwierdzających wymagane przygotowanie części personelu oraz brak dokumentacji treningów umiejętności społecznych przewidzianych w planie pracy.</p><p>Wojewoda wskazał ponadto na niewystarczającą współpracę zespołu i potrzebę poprawy organizacji pracy. Zalecił usunięcie większości uchybień niezwłocznie, a w jednym przypadku wyznaczył termin do 30 listopada 2024 roku.</p><p>Nie były to zatem wyłącznie zastrzeżenia do dokumentacji. Dotyczyły także fundamentów działalności placówki, której zadaniem jest wspieranie osób wymagających szczególnej troski.</p><h2>Konflikt, specjalny zespół i zmiana dyrekcji</h2><p>Wiosną 2026 roku ŚDS ponownie znalazł się w centrum zainteresowania opinii publicznej. Tym razem za sprawą konfliktu pracowniczego i zarzutów dotyczących zarządzania placówką. Sprawę wielokrotnie opisywał portal NaszTomaszow.pl.</p><p>18 marca starosta Dariusz Kowalczyk powołał pięcioosobowy zespół do oceny organizacji pracy i przestrzegania zasad współżycia społecznego. W zarządzeniu nr 21/2026 wskazano wprost, że chodzi o wyjaśnienie zgłoszeń pracowników dotyczących niewłaściwych zachowań dyrektora oraz ich możliwego wpływu na uczestników placówki. Samo powołanie zespołu nie przesądzało jednak o prawdziwości zarzutów.</p><p>Zespół miał przygotować protokół końcowy, wnioski i rekomendacje dla starosty. Jego ustalenia pozostają istotnym elementem pozwalającym ocenić, czy kryzys został rzeczywiście wyjaśniony.</p><p>21. Zarządzenie 21_2026 z 18.03.2026r.pdf</p><p>W kolejnych miesiącach nastąpiła zmiana kierownictwa. Stanowisko opuściła Marzanna Popławska, a po okresie tymczasowego kierowania jednostką i konkursie dyrektorką została Marta Ulikowska.</p><h2>Komisja Rewizyjna: placówka jest dobrze zarządzana</h2><p>29 września 2026 roku kontrolę ŚDS przeprowadził zespół Komisji Rewizyjnej Rady Powiatu Tomaszowskiego. W jego skład weszli Wacława Bąk, Alicja Zwolak-Plichta, Rafał Wolniewicz i Cezary Żegota, przy czym Alicja Zwolak-Plichta nie uczestniczyła w czynnościach z przyczyn osobistych.</p><p>Kontrola obejmowała rekrutację uczestników, kontrolę zarządczą, strukturę zatrudnienia, funkcjonowanie placówki i zmiany związane z nowym kierownictwem.</p><p>Ustalenia, zawarte w protokole skierowanym pod obrady Komisji Rewizyjnej 28 października, są jednoznacznie pozytywne. Kontrolujący uznali, że zadania związane z kontrolą zarządczą są realizowane prawidłowo, planowo i terminowo. W placówce pracuje 11 osób na 10,5 etatu. Zespół potwierdził zgodność stanowisk z regulaminem organizacyjnym.</p><p>Jeszcze lepiej oceniono codzienne funkcjonowanie ośrodka. W protokole znalazły się pochwały dotyczące bezpieczeństwa uczestników, warunków lokalowych, wyposażenia pracowni, kwalifikacji personelu i atmosfery pracy.</p><p>Kontrolujący stwierdzili, że ŚDS jest obecnie placówką stabilną organizacyjnie, dobrze zarządzaną, ciepłą i przyjazną.</p><p>To ważna ocena po miesiącach napięć. Szczególnie że dokument pozytywnie odnosi się do relacji między pracownikami, wcześniej będących jednym z najpoważniejszych problemów jednostki.</p><p>Nie jest to jednak pełna odpowiedź na wszystkie pytania.</p><h2>Co z sześcioma nieprawidłowościami wojewody?</h2><p>W nowym protokole nie przedstawiono szczegółowego rozliczenia sześciu uchybień stwierdzonych przez wojewodę w 2024 roku. Nie wskazano osobno, kiedy i w jaki sposób wykonano każde z zaleceń.</p><p>Pozytywna ocena aktualnego funkcjonowania ŚDS nie jest automatycznie dowodem wykonania wszystkich wcześniejszych zaleceń pokontrolnych. Zwłaszcza że kontrola Komisji Rewizyjnej miała inny zakres niż kontrola wojewody.</p><p>Nie znajdziemy również w protokole szczegółowego odniesienia do rezultatów prac zespołu powołanego przez starostę w marcu 2026 roku. Czy wszystkie zgłoszenia pracowników wyjaśniono? Jakie działania naprawcze zalecono? Czy zostały zrealizowane?</p><p>To pytania, które warto postawić Zarządowi Powiatu.</p><h2>Dwieście metrów kwadratowych na lepszą terapię</h2><p>Kontrolujący dostrzegli także konkretną potrzebę. Dyrektor Marta Ulikowska zwróciła uwagę na brak odpowiednio zagospodarowanej przestrzeni zewnętrznej, która umożliwiałaby uczestnikom prowadzenie zajęć ogrodniczych, rekreacyjnych i terapeutycznych.</p><p>Zespół Komisji Rewizyjnej skierował więc do Zarządu Powiatu wniosek o wydzielenie około 200 m² terenu pozostającego w zarządzie Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego, położonego w bezpośrednim sąsiedztwie ŚDS.</p><p>Teren miałby służyć uczestnikom placówki do zajęć terapeutyczno-rekreacyjnych.</p><p>To konkretna propozycja, którą można zweryfikować przy kolejnych decyzjach samorządu. Na razie nie wiadomo, czy Zarząd Powiatu ją zaakceptuje.</p><h2>Po burzy przychodzi spokój. Ale czy także odpowiedzi?</h2><p>Protokół kontroli z 29 września trafił do materiałów 32. posiedzenia Komisji Rewizyjnej, zaplanowanego na 28 października. Dokument zawiera pozytywną ocenę placówki i jeden formalny wniosek dotyczący terenu. W udostępnionym egzemplarzu nie ma uzupełnionej daty podpisania ani podpisów członków zespołu. Na moment przygotowania artykułu nie mieliśmy również potwierdzenia przyjęcia protokołu przez komisję.</p><p>Środowiskowy Dom Samopomocy nie jest instytucją powołaną do produkowania sprawozdań, protokołów i dobrych ocen. Jest miejscem, od którego zależy codzienność ludzi szczególnie potrzebujących wsparcia. Dlatego pozytywne ustalenia ostatniej kontroli powinny cieszyć.</p><p>Nie powinny jednak zamykać dyskusji.</p><p>Po dwóch latach od zaleceń wojewody i kilku miesiącach od poważnego konfliktu pracowniczego mieszkańcy mają prawo wiedzieć nie tylko, że dzisiaj jest lepiej, ale również co konkretnie naprawiono, kto odpowiadał za wcześniejsze nieprawidłowości i czy wyciągnięto z nich trwałe wnioski.</p><p>Bo w administracji publicznej nie wystarczy zakończyć trudny rozdział. Trzeba jeszcze uczciwie wyjaśnić, co wydarzyło się na jego kartach.</p><h2>&nbsp;</h2> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57274,28-pazdziernika-w-historii-ostatnie-dni-tomaszowskiego-getta-wielki-krach-i-narodziny-metalliki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57274,28-pazdziernika-w-historii-ostatnie-dni-tomaszowskiego-getta-wielki-krach-i-narodziny-metalliki</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 07:45:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-28-pazdziernika-w-historii-ostatnie-dni-tomaszowskiego-getta-wielki-krach-i-narodziny-metalliki-1793170590.png</url>
                        <title>28 października w historii. Ostatnie dni tomaszowskiego getta, wielki krach i narodziny Metalliki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57274,28-pazdziernika-w-historii-ostatnie-dni-tomaszowskiego-getta-wielki-krach-i-narodziny-metalliki</link>
                    </image><description>Historia nie zawsze zapowiada katastrofę hukiem armat. Czasem zaczyna się od zamkniętej ulicy, żołnierzy stojących przed domem albo decyzji polityków, którzy jednym podpisem odbierają ludziom oszczędności całego życia. W październiku 1942 roku nad tomaszowskim gettem zaciskała się pętla. Siedem lat później, w 1950 roku, polski Sejm przyjął ustawę, która dramatycznie uszczupliła prywatne zasoby pieniężne. Tego samego dnia w różnych epokach odsłaniano Statuę Wolności, kończono kryzys kubański i tworzono muzykę, która miała zmienić historię rocka. Co wydarzyło się 28 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 28 października prowadzi od „Podróży Guliwera” do Metalliki, od walki o niepodległość Polski po dramat żydowskich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Środa, 28 października 2026 roku. Kartka z kalendarza</h2><p>Dziś mamy środę, 28 października 2026 roku. Jest to 301. dzień roku, a do jego zakończenia pozostały 64 dni.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godziny 6.26, natomiast zachodzi około 16.20. Dzień trwa niespełna dziesięć godzin. Jesienna zmiana czasu jest już za nami, a listopadowy zmierzch coraz wyraźniej daje o sobie znać.</p><p>Imieniny obchodzą przede wszystkim Szymon, Tadeusz i Wszeciech, a także Juda i Wszechsław.</p><p>28 października jest świętem państwowym w Czechach, upamiętniającym powstanie niepodległej Czechosłowacji w 1918 roku. W Grecji obchodzony jest natomiast Dzień Ochi, przypominający odrzucenie włoskiego ultimatum w 1940 roku.</p><p>Na całym świecie przypada również Międzynarodowy Dzień Animacji, ustanowiony przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Filmu Animowanego ASIFA. Data upamiętnia publiczny pokaz animacji Émile’a Reynauda w Paryżu, który odbył się 28 października 1892 roku.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Kalendarium historyczne</u></strong></span></h3><h2>300 lat temu (1726). Guliwer rozpoczyna podróż. Literatura otrzymuje jedno ze swoich najważniejszych dzieł</h2><p>28 października 1726 roku w Londynie ukazały się „Podróże Guliwera” Jonathana Swifta, powieść, która z czasem została uznana za jedno z najważniejszych dzieł literatury angielskiej. Dzisiaj często kojarzy się ją przede wszystkim z opowieścią o olbrzymie wśród Liliputów i człowieku zagubionym w świecie gigantów. W rzeczywistości Jonathan Swift stworzył znacznie bardziej gorzką i bezlitosną satyrę na ludzką naturę, politykę oraz społeczne przyzwyczajenia.</p><p>Pisarz przyglądał się światu z dystansu, jaki daje fantastyczna podróż. Opisując wyimaginowane krainy, kpił z rzeczywistych monarchów, wojennych ambicji, filozoficznych sporów i politycznych absurdów swojej epoki. W tym sensie Guliwer jest nie tylko literackim podróżnikiem, ale także niewygodnym świadkiem ludzkiej pychy. Trzysta lat po premierze „Podróże Guliwera” nadal pozostają aktualne, ponieważ mechanizmy władzy, zbiorowych uprzedzeń i społecznej hipokryzji zmieniają się znacznie wolniej niż kostiumy historyczne.</p><h2>140 lat temu (1886). Statua Wolności. Ameryka odsłania swój najsłynniejszy symbol</h2><p>28 października 1886 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Grover Cleveland uczestniczył w uroczystym odsłonięciu Statuy Wolności w Nowym Jorku. Monument był darem narodu francuskiego dla Amerykanów i miał symbolizować przyjaźń obu państw oraz wspólne ideały wolności. Projekt opracował rzeźbiarz Frédéric Auguste Bartholdi, a przy konstrukcji metalowej współpracował zespół Gustave’a Eiffla.</p><p>Olbrzymia postać kobiety z pochodnią w dłoni szybko stała się czymś więcej niż pomnikiem. Dla milionów emigrantów przybywających do Nowego Jorku oznaczała nadzieję na nowe życie, choć rzeczywistość amerykańskiego społeczeństwa nie zawsze odpowiadała wyobrażeniom o wolności i równości. Statua Wolności znalazła się z czasem w niezliczonych filmach, książkach, fotografiach i politycznych przemówieniach. Jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Stanów Zjednoczonych, ale również przypomnieniem, że deklarowane wartości trzeba nieustannie konfrontować z rzeczywistością.</p><h2>134 lata temu (1892). Narodziny animacji. Zanim powstał film Disneya</h2><p>28 października 1892 roku francuski wynalazca Émile Reynaud zaprezentował publiczności w paryskim Musée Grévin pokaz animowanych obrazów, wykorzystując opracowany przez siebie teatr optyczny. Działo się to jeszcze przed słynnymi seansami kinematografu braci Lumière, które rozpoczęły nową epokę kina.</p><p>Reynaud nie dysponował komputerami, cyfrowymi kamerami ani technologiami, które współcześnie kojarzymy z animacją. Posługiwał się ręcznie przygotowanymi obrazami i systemem projekcyjnym pozwalającym uzyskać złudzenie ruchu. Jego przedsięwzięcie pokazywało, jak niezwykłą siłę ma połączenie techniki i wyobraźni.</p><p>Z tego doświadczenia rozwinął się świat, który później stworzył Myszkę Miki, „Królewnę Śnieżkę”, animacje japońskiego Studia Ghibli i współczesne produkcje komputerowe. Międzynarodowy Dzień Animacji przypomina więc nie tylko historię rozrywki dla dzieci, lecz także narodziny osobnego języka artystycznego, zdolnego opowiadać o sprawach równie poważnych jak kino aktorskie.</p><h2>108 lat temu (1918). Polska Komisja Likwidacyjna. Niepodległość rodzi się w Krakowie</h2><p>28 października 1918 roku w krakowskim Hotelu Saskim powołano Polską Komisję Likwidacyjną, która miała przejąć władzę na ziemiach polskich pozostających dotąd pod panowaniem Austro-Węgier. Wśród polityków zaangażowanych w jej utworzenie znaleźli się przedstawiciele różnych środowisk ideowych, od socjalistów i ludowców po narodowych demokratów.</p><p>Był to czas rozpadu wielonarodowej monarchii Habsburgów. Wojna dobiegała końca, a narody Europy Środkowej coraz śmielej podejmowały działania na rzecz własnej państwowości. Polscy politycy z Galicji nie zamierzali czekać, aż przyszłość kraju zostanie ustalona wyłącznie na konferencjach dyplomatycznych.</p><p>Ważną rolę w komisji odgrywał Wincenty Witos, późniejszy trzykrotny premier II Rzeczypospolitej. Powołanie PKL było jednym z kroków, które pozwoliły przejąć administrację, zapewnić bezpieczeństwo i rozpocząć budowanie polskich instytucji jeszcze przed 11 listopada.</p><p>Odzyskanie niepodległości Polski w 1918 roku nie było pojedynczym wydarzeniem, lecz procesem rozgrywającym się równocześnie w wielu miejscach. Kraków, Lublin, Cieszyn, Warszawa i inne ośrodki tworzyły polityczne fundamenty odradzającego się państwa.</p><h2>108 lat temu (1918). Powstaje Czechosłowacja. Nowa mapa Europy</h2><p>Tego samego dnia, 28 października 1918 roku, w Pradze ogłoszono powstanie niepodległej Czechosłowacji. Narodowy Komitet Czechosłowacki przejął inicjatywę polityczną w momencie rozpadu Austro-Węgier i przyjął pierwszą ustawę ustanawiającą nowe państwo.</p><p>Jednym z najważniejszych architektów niepodległości był Tomáš Garrigue Masaryk, późniejszy pierwszy prezydent republiki. Czechosłowacja stała się w dwudziestoleciu międzywojennym jednym z najważniejszych państw Europy Środkowej. Musiała jednak mierzyć się z napięciami narodowościowymi, problemami granicznymi i rosnącym zagrożeniem ze strony nazistowskich Niemiec.</p><p>Po II wojnie światowej znalazła się w radzieckiej strefie wpływów, a w 1989 roku odzyskała demokrację w wyniku aksamitnej rewolucji. Ostatecznie w 1993 roku pokojowo podzieliła się na Czechy i Słowację. 28 października – rocznica powstania Czechosłowacji – pozostaje jednym z najważniejszych świąt państwowych naszych południowych sąsiadów.</p><h2>97 lat temu (1929). Czarny Poniedziałek. Wall Street pogrąża się w panice</h2><p>28 października 1929 roku nowojorska giełda przeżyła jeden z najbardziej dramatycznych dni w swojej historii. Indeks Dow Jones Industrial Average stracił niemal 13 procent wartości, a na rynku zapanowała panika. Dzień przeszedł do historii jako Czarny Poniedziałek 1929 roku.</p><p>Przez znaczną część lat dwudziestych amerykańska gospodarka rozwijała się dynamicznie. Rosła produkcja samochodów, rozwijały się nowe technologie, a coraz więcej obywateli inwestowało na giełdzie. Problem polegał na tym, że wzrost cen akcji zaczął odrywać się od rzeczywistej kondycji części przedsiębiorstw. Wielu inwestorów kupowało papiery wartościowe za pożyczone pieniądze, wierząc, że ceny będą rosły bez końca.</p><p>Kiedy zaufanie zaczęło się załamywać, sprzedaż akcji gwałtownie przyspieszyła. Nazajutrz, podczas Czarnego Wtorku, rynek ponownie zanotował katastrofalne spadki. Krach na Wall Street nie był jedyną przyczyną Wielkiego Kryzysu, ale stał się jego najbardziej rozpoznawalnym początkiem.</p><p>Skutki kryzysu odczuły gospodarki na całym świecie, również II Rzeczpospolita. Spadek produkcji, bezrobocie i osłabienie handlu międzynarodowego zmieniły życie milionów ludzi. Lekcja z 1929 roku pozostaje aktualna: gospodarka oparta na nieograniczonym kredycie i przekonaniu o wiecznym wzroście może załamać się szybciej, niż oczekują nawet doświadczeni inwestorzy.</p><h2>86 lat temu (1940). Greckie „nie” dla Mussoliniego. Początek nowego frontu wojny</h2><p>28 października 1940 roku Grecja odrzuciła ultimatum faszystowskich Włoch, domagających się zgody na wkroczenie wojsk i zajęcie strategicznych pozycji. Premier Joanis Metaksas, stojący na czele autorytarnego rządu, nie przyjął włoskich warunków. Tego samego dnia włoska armia rozpoczęła inwazję z terytorium okupowanej Albanii.</p><p>Benito Mussolini oczekiwał szybkiego zwycięstwa, które umocniłoby jego pozycję w obozie państw Osi. Stało się jednak inaczej. Grecka armia stawiła skuteczny opór, a następnie przeszła do kontrofensywy. Włosi ponieśli poważne porażki, a ich niepowodzenia stały się jednym z powodów późniejszej niemieckiej interwencji na Bałkanach.</p><p>W kwietniu 1941 roku III Rzesza zaatakowała Grecję i Jugosławię. Walki oraz późniejsza okupacja przyniosły ogromne cierpienia ludności cywilnej.</p><p>Dzień Ochi, czyli grecki Dzień „Nie”, upamiętnia odmowę podporządkowania się włoskim żądaniom. Jest to święto narodowej pamięci, przypominające, że nawet państwo słabsze militarnie może podjąć decyzję o oporze wobec agresji.</p><h2>76 lat temu (1950). Reforma walutowa. Polakom zabrano znaczną część oszczędności</h2><p>28 października 1950 roku Sejm PRL uchwalił ustawę o zmianie systemu pieniężnego. Oficjalnie reforma miała wzmocnić złotego i uporządkować gospodarkę. W praktyce była również instrumentem polityki gospodarczej władz komunistycznych, wymierzonym w prywatne oszczędności obywateli.</p><p>Zasady wymiany pieniędzy były wyjątkowo niekorzystne dla osób posiadających gotówkę. Za 100 starych złotych otrzymywano jednego nowego złotego, podczas gdy ceny i wynagrodzenia przeliczano zasadniczo według relacji 100 do 3. Oznaczało to utratę około dwóch trzecich realnej wartości gotówkowych oszczędności. Nieco inne zasady stosowano wobec części depozytów bankowych.</p><p>Reformę przeprowadzono z zaskoczenia. Wymiana rozpoczęła się 30 października i trwała do 8 listopada. Obywatele mieli niewiele czasu na dostosowanie się do nowych przepisów.</p><p>Dla rodzin przechowujących oszczędności w domach była to prawdziwa katastrofa finansowa. Szczególnie dotkliwe skutki odczuli drobni przedsiębiorcy, rzemieślnicy i rolnicy indywidualni.</p><p>Reforma walutowa w Polsce w 1950 roku przypomina, że decyzja administracyjna może mieć konsekwencje porównywalne z największymi kryzysami gospodarczymi. W tym przypadku państwo nie tylko zmieniło wygląd banknotów. Zdecydowało również, ile warte będą pieniądze zgromadzone przez obywateli.</p><h2>70 lat temu (1956). Prymas Wyszyński wraca do Warszawy</h2><p>28 października 1956 roku kardynał Stefan Wyszyński powrócił do Warszawy po ponad trzech latach internowania przez władze komunistyczne. Prymasa zatrzymano we wrześniu 1953 roku, a następnie przetrzymywano w kilku miejscach odosobnienia, między innymi w Rywałdzie, Stoczku Warmińskim, Prudniku i Komańczy.</p><p>Jego uwolnienie było jednym z symboli przemian politycznych Polskiego Października. Po objęciu przywództwa PZPR przez Władysława Gomułkę władze próbowały złagodzić napięcia społeczne i ułożyć na nowo stosunki z Kościołem katolickim.</p><p>Wyszyński nie zamierzał jednak wracać wyłącznie na warunkach narzuconych przez państwo. Domagał się między innymi zmian dotyczących swobody obsadzania stanowisk kościelnych i funkcjonowania seminariów duchownych.</p><p>Powrót prymasa Stefana Wyszyńskiego 28 października 1956 roku nie zakończył konfliktu między Kościołem a władzami PRL, ale przywrócił ważny punkt odniesienia dla milionów wiernych. W następnych latach Wyszyński odegrał fundamentalną rolę w przygotowaniach do obchodów Milenium Chrztu Polski.</p><h2>68 lat temu (1958). Jan XXIII zostaje papieżem. Człowiek, który otworzył okna Kościoła</h2><p>28 października 1958 roku kardynał Angelo Giuseppe Roncalli został wybrany papieżem, przyjmując imię Jan XXIII. Miał już niemal 77 lat, dlatego wielu obserwatorów uważało jego pontyfikat za przejściowy. Historia pokazała, jak bardzo się mylili.</p><p>Jan XXIII stał się jednym z najważniejszych papieży XX wieku. W 1959 roku zapowiedział zwołanie soboru powszechnego, a w 1962 roku rozpoczął się Sobór Watykański II. Jego celem było odnowienie życia Kościoła i podjęcie dialogu ze współczesnym światem.</p><p>Sobór przyniósł zmiany dotyczące liturgii, ekumenizmu, relacji Kościoła z innymi religiami i roli świeckich. Nie wszystkie dyskusje zakończyły się za życia Jana XXIII, ale kierunek przemian został wyznaczony.</p><p>Papież zmarł w 1963 roku, a w 2014 roku został kanonizowany. Jego pontyfikat pozostaje symbolem przekonania, że nawet instytucja o wielowiekowej tradycji musi umieć rozmawiać ze zmieniającym się światem.</p><h2>64 lata temu (1962). Kryzys kubański. Chruszczow wycofuje rakiety</h2><p>28 października 1962 roku Nikita Chruszczow ogłosił, że Związek Radziecki wycofa rakiety nuklearne z Kuby. Była to przełomowa decyzja kończąca najbardziej niebezpieczną fazę kryzysu kubańskiego 1962 roku.</p><p>Od kilkunastu dni Stany Zjednoczone i ZSRR znajdowały się na skraju konfliktu atomowego. Amerykańskie samoloty zwiadowcze wykryły radzieckie instalacje rakietowe na wyspie, położonej zaledwie około 150 kilometrów od wybrzeży Florydy. Prezydent John F. Kennedy zdecydował się na morską blokadę, określaną oficjalnie mianem kwarantanny.</p><p>Dzień wcześniej, 27 października, nad Kubą zestrzelono amerykański samolot U-2. Zginął jego pilot, major Rudolf Anderson. W Waszyngtonie coraz poważniej rozważano odpowiedź militarną.</p><p>Porozumienie przewidywało wycofanie radzieckich rakiet i amerykańskie zobowiązanie do nieprzeprowadzania inwazji na Kubę. Tajne ustalenia dotyczyły również amerykańskich pocisków Jupiter rozmieszczonych w Turcji.</p><p>Zakończenie kryzysu kubańskiego miało wielkie znaczenie dla dalszej zimnej wojny. Przyczyniło się między innymi do ustanowienia bezpośredniej linii komunikacyjnej między Waszyngtonem a Moskwą, mającej ograniczyć ryzyko katastrofalnych nieporozumień.</p><p>Wydarzenia te przypominają, że w epoce broni nuklearnej najważniejszym zwycięstwem bywa nie pokonanie przeciwnika, ale uniknięcie wojny.</p><h2>31 lat temu (1995). Pożar metra w Baku. Jedna z największych katastrof komunikacyjnych</h2><p>28 października 1995 roku w metrze w Baku, stolicy Azerbejdżanu, wybuchł pożar, który doprowadził do śmierci setek pasażerów. Ogień pojawił się w pociągu jadącym pomiędzy stacjami Ulduz i Nəriman Nərimanov.</p><p>Według oficjalnych danych zginęło 289 osób, a setki zostały ranne. Wielu pasażerów poniosło śmierć wskutek zatrucia dymem w tunelu, z którego trudno było się wydostać.</p><p>Przyczyn katastrofy doszukiwano się w awarii instalacji elektrycznej i problemach technicznych pojazdu. Tragedia wywołała również pytania o procedury ewakuacyjne i bezpieczeństwo podziemnego transportu.</p><p>Pożar metra w Baku w 1995 roku pozostaje jedną z najtragiczniejszych katastrof w historii kolei podziemnej. Jego znaczenie wykracza poza Azerbejdżan, ponieważ stał się przestrogą dla operatorów metra na całym świecie.</p><h2>12 lat temu (2014). Muzeum POLIN otwiera wystawę tysiąca lat historii polskich Żydów</h2><p>28 października 2014 roku w Warszawie otwarto wystawę stałą Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Uroczystość odbyła się z udziałem prezydentów Polski i Izraela oraz przedstawicieli instytucji naukowych i kulturalnych.</p><p>Wystawa pokazuje tysiąc lat obecności Żydów na ziemiach polskich. Nie ogranicza się do historii Zagłady, choć ta zajmuje w niej niezwykle ważne miejsce. Opowiada również o codziennym życiu, religii, kulturze, gospodarce, literaturze i współtworzeniu polskiego społeczeństwa.</p><p>To szczególnie istotna rocznica także z perspektywy historii Tomaszowa Mazowieckiego, którego przedwojenny rozwój gospodarczy i społeczny był nierozerwalnie związany z obecnością mieszkańców żydowskiego pochodzenia.</p><p>Muzeum POLIN przypomina, że historia polskich Żydów nie rozpoczęła się w 1939 roku. Przez całe stulecia była integralną częścią dziejów Polski, jej miast i miasteczek.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Urodzili się tego dnia</u></strong></span></h3><h2>Jonas Salk (1914–1995). Lekarz, który pomógł pokonać polio</h2><p>28 października 1914 roku urodził się Jonas Salk, amerykański lekarz i naukowiec, twórca jednej z pierwszych skutecznych szczepionek przeciwko chorobie Heinego-Medina. W połowie XX wieku polio wywoływało ogromny strach wśród rodziców, ponieważ mogło prowadzić do trwałego porażenia, a nawet śmierci dzieci. Prace Salka miały przełomowe znaczenie dla ograniczenia liczby zachorowań i rozwoju światowych programów szczepień.</p><h2>Jan Domarski (1946). Człowiek, który uciszył Wembley</h2><p>28 października 1946 roku urodził się Jan Domarski, były reprezentant Polski i jeden z bohaterów najbardziej pamiętnego meczu w historii polskiej piłki nożnej. To właśnie on 17 października 1973 roku zdobył bramkę przeciwko Anglii na Wembley, zapewniając Polsce remis 1:1 i awans na mistrzostwa świata 1974. Tam drużyna Kazimierza Górskiego zajęła trzecie miejsce. Domarski obchodzi dzisiaj 80. urodziny.</p><h2>Bill Gates (1955). Człowiek, który zmienił sposób korzystania z komputerów</h2><p>28 października 1955 roku urodził się Bill Gates, współzałożyciel Microsoftu, przez wiele lat jeden z najbogatszych ludzi świata. Rozwój systemów operacyjnych i oprogramowania firmy miał ogromny wpływ na upowszechnienie komputerów osobistych. W późniejszych latach Gates skoncentrował znaczną część działalności na filantropii, wspierając między innymi projekty związane z ochroną zdrowia i edukacją.</p><h2>Eros Ramazzotti (1963). Włoski głos romantycznego popu</h2><p>28 października 1963 roku urodził się Eros Ramazzotti, jeden z najbardziej rozpoznawalnych włoskich wokalistów muzyki popularnej. Jego charakterystyczny głos oraz melodyjne kompozycje przyniosły mu sukces międzynarodowy. Piosenki „Più bella cosa”, „Cose della vita” czy „Un'emozione per sempre” przez lata należały do najczęściej odtwarzanych włoskich przebojów.</p><h2>Julia Roberts (1967). Od „Pretty Woman” do Oscara</h2><p>28 października 1967 roku urodziła się Julia Roberts, amerykańska aktorka, której popularność przyniósł film „Pretty Woman”. Później udowodniła, że potrafi odnaleźć się również w rolach dramatycznych. Za kreację w filmie „Erin Brockovich” otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Jej kariera należy do najbardziej udanych w Hollywood ostatnich kilkudziesięciu lat.</p><h2>Joaquin Phoenix (1974). Aktor, który nie boi się trudnych postaci</h2><p>28 października 1974 roku urodził się Joaquin Phoenix, aktor znany z intensywnych i psychologicznie złożonych ról. Wystąpił między innymi w filmach „Gladiator”, „Spacer po linie”, „Mistrz” i „Joker”. Za tytułową rolę w „Jokerze” otrzymał Oscara. Jego aktorstwo często opiera się na ukazywaniu bohaterów rozbitych wewnętrznie, niejednoznacznych moralnie i pozostających w konflikcie ze światem.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Odeszli tego dnia</u></strong></span></h3><h2>Tadeusz Mazowiecki (1927–2013). Pierwszy premier wolnej Polski</h2><p>28 października 2013 roku zmarł Tadeusz Mazowiecki, pierwszy niekomunistyczny premier Polski po II wojnie światowej. Jego rząd, powołany w 1989 roku, rozpoczął proces zasadniczych przemian politycznych i gospodarczych.</p><p>Mazowiecki był działaczem opozycji demokratycznej, współpracownikiem „Solidarności” i uczestnikiem obrad Okrągłego Stołu. Należał do polityków opowiadających się za dialogiem oraz poszukiwaniem kompromisów w sprawach fundamentalnych dla państwa.</p><p>Jego rządy przypadły na wyjątkowo trudny okres. Polska przechodziła od gospodarki centralnie planowanej do gospodarki rynkowej, a kolejne reformy przynosiły zarówno nadzieję, jak i poważne koszty społeczne.</p><p>Tadeusz Mazowiecki pozostaje jedną z najważniejszych postaci polskiej transformacji ustrojowej. Niezależnie od sporów dotyczących oceny konkretnych decyzji jego rządu, odegrał kluczową rolę w pokojowym przejściu od PRL do demokratycznej Rzeczypospolitej.</p><h2>Matthew Perry (1969–2023). Chandler z „Przyjaciół”</h2><p>28 października 2023 roku zmarł Matthew Perry, amerykański aktor, którego największą popularność przyniosła rola Chandlera Binga w serialu „Przyjaciele”. Jego charakterystyczne poczucie humoru i sposób prowadzenia dialogów uczyniły z Chandlera jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci telewizyjnych lat dziewięćdziesiątych.</p><p>Perry otwarcie mówił również o własnych problemach z uzależnieniem. Jego śmierć w wieku 54 lat wywołała ogromne poruszenie wśród widzów na całym świecie, a także ponownie skierowała uwagę na problemy zdrowia psychicznego i uzależnień w środowisku artystycznym.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w muzyce</u></strong></span></h3><h2>49 lat temu (1977). Queen i Sex Pistols. Dwie płyty, dwa światy i jeden dzień</h2><p>28 października 1977 roku ukazały się w Wielkiej Brytanii dwa albumy, które w zupełnie odmienny sposób zapisały się w historii rocka: „News of the World” zespołu Queen oraz „Never Mind the Bollocks, Here's the Sex Pistols”.</p><p>Trudno wyobrazić sobie bardziej wyrazisty kontrast.</p><p>Queen reprezentował wówczas bogato aranżowany rock, w którym teatralność, harmonia wokalna i rozmach produkcyjny odgrywały niezwykle ważną rolę. Sex Pistols stanowili natomiast symbol punkowej rewolty: muzyki krótkiej, agresywnej, prowokacyjnej i demonstracyjnie odrzucającej konwenanse.</p><p>Obie formacje znalazły się w tym samym momencie historii, ale patrzyły na niego z zupełnie różnych perspektyw.</p><h3>Queen – „News of the World”. Stadionowe hymny, które zna cały świat</h3><p>Szósty album studyjny Queen – „News of the World” był reakcją zespołu na zmieniającą się scenę muzyczną. Po rozbudowanych produkcjach z wcześniejszych płyt muzycy postanowili częściowo uprościć brzmienie i nadać kompozycjom bardziej bezpośrednią formę.</p><p>Album otwierają dwa utwory, które z czasem stały się niemal obowiązkowym elementem największych wydarzeń sportowych: „We Will Rock You” i „We Are the Champions”.</p><p>Pierwszy, napisany przez Briana Maya, opiera się na niezwykle prostym rytmie wybijanym przez tupanie i klaskanie. Drugi, autorstwa Freddiego Mercury’ego, jest pełnym rozmachu hymnem zwycięstwa.</p><p>Na albumie znalazły się również „Spread Your Wings”, „It's Late”, „All Dead, All Dead” oraz „My Melancholy Blues”.</p><p>„News of the World” nie był próbą całkowitego porzucenia charakterystycznego stylu Queen. Pokazywał raczej, że zespół potrafi odnaleźć nową energię, rezygnując z części rozbudowanych rozwiązań aranżacyjnych.</p><p>Album osiągnął czwarte miejsce brytyjskiej listy sprzedaży i trzecie w Stanach Zjednoczonych. Z perspektywy czasu jego znaczenie jest jednak znacznie większe niż same wyniki komercyjne.</p><p>„We Will Rock You” i „We Are the Champions” przekroczyły granice muzyki rockowej i stały się częścią światowej kultury sportowej.</p><h3>Sex Pistols – „Never Mind the Bollocks”. Płyta, która stała się manifestem pokolenia</h3><p>Tego samego dnia świat poznał jedyny album studyjny Sex Pistols – „Never Mind the Bollocks, Here's the Sex Pistols”.</p><p>Wydawnictwo było czymś więcej niż kolekcją punkowych piosenek. Stanowiło muzyczny manifest sprzeciwu wobec brytyjskiego establishmentu, społecznych hierarchii i konformizmu przemysłu rozrywkowego.</p><p>Na płycie znalazły się między innymi „Anarchy in the U.K.”, „God Save the Queen”, „Pretty Vacant”, „Holidays in the Sun” oraz „Bodies”.</p><p>Wokalista Johnny Rotten, czyli John Lydon, nie próbował śpiewać w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Jego głos był szorstki, pełen ironii i gniewu. Gitarzysta Steve Jones budował ciężkie, zwarte brzmienie, a Paul Cook nadawał kompozycjom dynamiczny rytm.</p><p>Album wywołał skandal ze względu na tytuł, teksty i wizerunek zespołu. Część sklepów odmawiała jego sprzedaży, a muzycy regularnie prowokowali konserwatywne środowiska.</p><p>Jednak Sex Pistols nie potrzebowali długiej kariery, aby zmienić historię rocka. Ich płyta stała się jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla punka, post-punka i całej muzyki niezależnej.</p><p>Paradoks polega na tym, że Queen i Sex Pistols, choć niemal wszystko ich różniło, wprowadzili do historii muzyki utwory, których znaczenie okazało się ponadczasowe.</p><h2>45 lat temu (1981). Powstaje Metallica. Początek nowej epoki ciężkiego grania</h2><p>28 października 1981 roku rozpoczęła się historia zespołu Metallica. W Los Angeles spotkali się Lars Ulrich, młody duński perkusista, oraz James Hetfield, gitarzysta i wokalista zainteresowany ciężkim brzmieniem brytyjskiego heavy metalu.</p><p>Początek był niezwykle skromny. Ulrich zamieścił ogłoszenie w lokalnej gazecie muzycznej, poszukując osób chętnych do wspólnego grania. Z tego spotkania narodziła się jedna z najważniejszych formacji w historii metalu.</p><p>Do wczesnego składu dołączyli między innymi Dave Mustaine i Ron McGovney, a później Cliff Burton oraz Kirk Hammett. W 1983 roku ukazał się debiutancki album „Kill 'Em All”, stanowiący jeden z fundamentów thrash metalu.</p><p>Kolejne wydawnictwa, „Ride the Lightning”, „Master of Puppets” i „...And Justice for All”, rozwijały charakterystyczną mieszankę szybkości, agresji, ciężkich riffów i rozbudowanych kompozycji.</p><p>W 1991 roku ukazał się album „Metallica”, powszechnie znany jako „Black Album”. Zawierał między innymi „Enter Sandman”, „The Unforgiven” i „Nothing Else Matters”.</p><p>Dzięki niemu Metallica osiągnęła sukces komercyjny wykraczający daleko poza środowisko fanów heavy metalu.</p><p>45. rocznica powstania Metalliki to również okazja, by przypomnieć, że wielkie zespoły nie rodzą się w salach konferencyjnych ani podczas kampanii marketingowych. Czasami wystarczy ogłoszenie w gazecie i spotkanie dwóch muzyków, którzy mają podobne marzenia.</p><h2>4 lata temu (2022). Umiera Jerry Lee Lewis. Koniec epoki pionierów rock and rolla</h2><p>28 października 2022 roku zmarł Jerry Lee Lewis, jeden z najważniejszych pionierów rock and rolla. Miał 87 lat.</p><p>Nazywany „The Killer”, Lewis należał do muzyków, którzy w latach pięćdziesiątych zmienili sposób, w jaki publiczność słuchała muzyki rozrywkowej.</p><p>Jego fortepian nie był eleganckim instrumentem koncertowym. W rękach Lewisa stawał się niemal perkusją, z której artysta wydobywał szaleńczy rytm i niezwykłą energię.</p><p>Utwory „Great Balls of Fire” oraz „Whole Lotta Shakin' Goin' On” weszły do kanonu rock and rolla.</p><p>Lewis był jednak postacią bardzo kontrowersyjną. Jego życie prywatne, skandale i destrukcyjne zachowania wielokrotnie przesłaniały dokonania artystyczne.</p><p>Mimo to jego wpływ na rozwój muzyki pozostaje niepodważalny. Inspirował kolejne pokolenia pianistów, wokalistów i rockowych muzyków. Jego śmierć była symbolicznym pożegnaniem epoki, w której rock and roll dopiero uczył się swojej niezwykłej siły.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w sporcie</u></strong></span></h3><h2>45 lat temu (1981). Polska pokonuje mistrzów świata. Boniek rozstrzyga mecz w Buenos Aires</h2><p>28 października 1981 roku reprezentacja Polski pokonała Argentynę 2:1 w meczu towarzyskim rozegranym w Buenos Aires. Biało-Czerwoni mierzyli się z aktualnymi mistrzami świata, którzy trzy lata wcześniej triumfowali na mundialu rozgrywanym we własnym kraju.</p><p>Argentyńczycy prowadzili od 42. minuty po bramce Daniela Passarelli. W drugiej połowie Polacy odwrócili jednak losy spotkania. Najpierw wyrównał Andrzej Buncol, a w 70. minucie zwycięskiego gola zdobył Zbigniew Boniek.</p><p>Drużynę prowadził Antoni Piechniczek, który przygotowywał reprezentację do mistrzostw świata w Hiszpanii. Zwycięstwo nad Argentyną było ważnym sprawdzianem możliwości zespołu i zapowiedzią sukcesu odniesionego rok później.</p><p>Na mundialu w 1982 roku Polacy zdobyli trzecie miejsce, powtarzając osiągnięcie legendarnej drużyny Kazimierza Górskiego z 1974 roku.</p><p>Polska – Argentyna 2:1 w 1981 roku pozostaje jednym z bardziej efektownych zwycięstw polskiej reprezentacji w tamtym okresie.</p><h2>8 lat temu (2018). Lewis Hamilton zdobywa piąty tytuł mistrza świata Formuły 1</h2><p>28 października 2018 roku Lewis Hamilton zapewnił sobie piąty tytuł mistrza świata Formuły 1 podczas Grand Prix Meksyku.</p><p>Brytyjski kierowca Mercedesa ukończył wyścig na czwartym miejscu, co wystarczyło mu do przypieczętowania mistrzostwa przed zakończeniem sezonu.</p><p>Sam wyścig wygrał Max Verstappen, przed Sebastianem Vettelem i Kimim Räikkönenem.</p><p>Dla Hamiltona był to kolejny etap niezwykłej kariery, która uczyniła go jednym z najbardziej utytułowanych kierowców w historii sportów motorowych.</p><p>Jego piąty tytuł oznaczał wyrównanie osiągnięcia Juana Manuela Fangio, legendarnego argentyńskiego kierowcy z lat pięćdziesiątych.</p><h2>3 lata temu (2023). Republika Południowej Afryki mistrzem świata w rugby</h2><p>28 października 2023 roku reprezentacja Republiki Południowej Afryki pokonała Nową Zelandię 12:11 w finale Pucharu Świata w rugby.</p><p>Spotkanie rozegrano na Stade de France pod Paryżem. Był to jeden z najbardziej zaciętych finałów w historii tych rozgrywek.</p><p>O zwycięstwie zdecydowały przede wszystkim skuteczne kopnięcia Handré Pollarda, który zdobył wszystkie punkty dla RPA.</p><p>Nowozelandczycy mimo gry w osłabieniu do końca walczyli o odwrócenie wyniku. Ostatecznie jednak minimalna przewaga rywali wystarczyła do zwycięstwa.</p><p>Republika Południowej Afryki zdobyła czwarty tytuł mistrza świata, zostając pierwszą reprezentacją, która osiągnęła ten wynik w męskim rugby.</p><h3>Sport dziś. Puchar Polski – trzy mecze w środę</h3><p>28 października 2026 roku kibiców piłkarskich czekają kolejne spotkania 1/16 finału STS Pucharu Polski. Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na trzy zaplanowane transmisje telewizyjne.</p><p>O godzinie 12.30 Siarka Tarnobrzeg podejmie Lecha Poznań. Dla gospodarzy będzie to okazja do sprawienia niespodzianki w starciu z jednym z najbardziej utytułowanych polskich klubów.</p><p>O godzinie 17.30 Puszcza Niepołomice zagra z Wisłą Płock. Rywalizacja zapowiada się interesująco szczególnie ze względu na różnicę ligowych doświadczeń zespołów i pucharową nieprzewidywalność.</p><p>O godzinie 20.30 Lechia Gdańsk zmierzy się z Jagiellonią Białystok. Będzie to jedno z najciekawszych spotkań tej fazy Pucharu Polski. Obie drużyny spotkały się już w finale rozgrywek w 2019 roku, kiedy lepsza okazała się Lechia.</p><p>Transmisje zaplanowano w TVP Sport i serwisie internetowym stacji.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tomaszów Mazowiecki – lokalny ślad historii</u></strong></span></h3><h2>84 lata temu (1942). Nad tomaszowskim gettem zaciska się pętla. Ostatnie dni przed deportacjami do Treblinki</h2><p>28 października 1942 roku trwały przygotowania do jednego z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii żydowskich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Niemieckie władze okupacyjne przygotowywały ostateczną likwidację getta, a zamknięta dzielnica znalazła się pod coraz ściślejszą kontrolą formacji policyjnych.</p><p>O tych wydarzeniach zachowały się szczegółowe świadectwa. W tomaszowskiej Księdze Pamięci, udostępnionej przez organizację JewishGen, znajduje się relacja mówiąca o przybyciu 28 października specjalnego oddziału SS złożonego z funkcjonariuszy pochodzenia ukraińskiego. Według tego świadectwa oddział szybko otoczył getto, a niemieckie władze poinformowały jego administrację o planowanym wysiedleniu mieszkańców na wschód.</p><p>Historyczne relacje nie są całkowicie zgodne co do daty rozpoczęcia otaczania dzielnicy. Fundacja Pasaże Pamięci przywołuje świadectwo wskazujące na 23 października jako dzień instalowania oświetlenia i otoczenia getta przez formacje policyjne. Z kolei inne opracowania wskazują 28 października jako moment wkroczenia kolejnych oddziałów i zacieśnienia kordonu.</p><p>Nie zmienia to zasadniczego obrazu wydarzeń. W ostatnich dniach października 1942 roku niemiecki aparat terroru rozpoczął bezpośrednie przygotowania do deportacji tysięcy żydowskich mieszkańców Tomaszowa do obozu zagłady w Treblince.</p><h2>Miasto, którego już nie ma. Żydowski Tomaszów przed Zagładą</h2><p>Przed II wojną światową Tomaszów Mazowiecki był miastem wielokulturowym i wielowyznaniowym. Obok siebie żyli Polacy, Żydzi, Niemcy i przedstawiciele innych społeczności. Miasto rozwijało się dzięki przemysłowi włókienniczemu, handlowi i rzemiosłu, a żydowscy przedsiębiorcy odgrywali w tym procesie znaczącą rolę.</p><p>Rodziny Landsbergów, Bornsteinów i Steinmanów należały do najbardziej znanych w historii tomaszowskiego przemysłu. Żydowscy mieszkańcy prowadzili sklepy, warsztaty, zakłady rzemieślnicze, drukarnie i przedsiębiorstwa handlowe. Uczestniczyli również w życiu kulturalnym, politycznym i społecznym.</p><p>Przedwojenny Tomaszów nie był jednak miastem pozbawionym napięć. Istniały różnice narodowościowe, religijne i społeczne, a nastroje antysemickie stawały się coraz bardziej widoczne w latach trzydziestych. Mimo to żydowska społeczność była integralną częścią miasta.</p><p>W 1939 roku w Tomaszowie Mazowieckim mieszkało około 13 tysięcy Żydów. Ich obecność tworzyła historię ulic, kamienic, sklepów i zakładów, których ślady można odnaleźć również dzisiaj.</p><p>Niemiecka okupacja doprowadziła do niemal całkowitego zniszczenia tej społeczności.</p><h2>Getto przy ulicach Jerozolimskiej, Polnej i Wschodniej</h2><p>Niemieckie władze okupacyjne utworzyły getto w Tomaszowie Mazowieckim w 1940 roku. Początkowo obejmowało ono kilka oddzielnych części miasta, między innymi rejony ulic Wschodniej, Jerozolimskiej, Polnej, Zgorzeleckiej i Legionów.</p><p>W kolejnych miesiącach jego teren ograniczano, a warunki życia mieszkańców stawały się coraz trudniejsze. Do getta przywożono również Żydów z innych miejscowości, co powodowało coraz większe przeludnienie.</p><p>Brakowało żywności, lekarstw i opału. Rozprzestrzeniały się choroby zakaźne, a niemieckie represje obejmowały przymusową pracę, rabunek majątku, aresztowania i egzekucje.</p><p>Ludzie próbowali ratować się, organizując nielegalny handel żywnością i pomoc sąsiedzką. Wśród najbardziej zagrożonych znajdowały się dzieci, osoby starsze i chorzy.</p><p>Na przełomie października i listopada 1942 roku przyszedł jednak moment, który miał oznaczać koniec istniejącej od pokoleń żydowskiej społeczności Tomaszowa Mazowieckiego.</p><h2>31 października rozpoczyna się deportacja. Pociągi jadą do Treblinki</h2><p>Główna akcja likwidacyjna tomaszowskiego getta rozpoczęła się 31 października 1942 roku i trwała do 2 listopada. Niemcy wypędzali mieszkańców z domów, gromadzili ich w wyznaczonych miejscach i poddawali selekcji.</p><p>Osoby uznane za zdolne do pracy mogły zostać skierowane do obozów pracy przymusowej. Pozostałych prowadzono do transportów kolejowych.</p><p>W wagonach towarowych umieszczano ogromne grupy ludzi. Transporty kierowano do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Treblinka II.</p><p>W trakcie akcji wywieziono około 15 tysięcy osób, choć liczby podawane w różnych opracowaniach mogą się różnić. Setki ludzi zamordowano również na terenie samego Tomaszowa.</p><p>Większość deportowanych zginęła w Treblince. Przetrwała jedynie niewielka część przedwojennej społeczności żydowskiej miasta.</p><p>Likwidacja getta w Tomaszowie Mazowieckim nie była zwykłą deportacją ani przesiedleniem ludności. Była częścią zaplanowanej przez nazistowskie Niemcy Zagłady europejskich Żydów.</p><h2>Tomaszów stracił ludzi i fragment swojej pamięci</h2><p>Zagłada tomaszowskich Żydów nie oznaczała wyłącznie śmierci tysięcy mieszkańców. Zniszczony został cały świat lokalnych wspomnień, rodzinnych historii, tradycji religijnych i codziennych relacji społecznych.</p><p>Zniknęli ludzie, którzy przez dziesięciolecia tworzyli gospodarcze i kulturalne życie miasta. Opustoszały mieszkania, warsztaty i sklepy. Wielu dawnych sąsiadów już nigdy nie wróciło do Tomaszowa.</p><p>Dzisiaj pamięć o tych wydarzeniach przechowują historycy, muzealnicy, organizacje społeczne oraz potomkowie tomaszowskich Żydów mieszkający w różnych częściach świata.</p><p>Ważną rolę odgrywają opracowania Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego, materiały Wirtualnego Sztetla, działalność Fundacji Pasaże Pamięci oraz zachowane świadectwa publikowane w tomaszowskiej Księdze Pamięci.</p><p>28 października 1942 roku zasługuje na szczególne miejsce w lokalnym kalendarium. Nie był jeszcze dniem rozpoczęcia głównych deportacji. Był jednak jednym z ostatnich dni przed zagładą większości żydowskich mieszkańców Tomaszowa.</p><p>Historia wymaga dokładności również w opowiadaniu o tragediach. Dlatego tak ważne jest rozróżnienie pomiędzy przygotowaniami do likwidacji getta a samą akcją deportacyjną.</p><p>Wspominając te wydarzenia, warto pamiętać, że za liczbami kryją się konkretne ludzkie losy. Rodziny, dzieci, rodzice, dziadkowie, sąsiedzi, nauczyciele, lekarze, rzemieślnicy i przedsiębiorcy.</p><p>Byli mieszkańcami naszego miasta.</p><p>I właśnie dlatego ich historia pozostaje również historią współczesnego Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>28 października pokazuje, jak różne mogą być oblicza ludzkiej historii. Jednego dnia powstaje wielka powieść literacka, innego państwo odzyskuje niepodległość. Giełdowy krach rujnuje życie milionów ludzi, a politycy uświadamiają sobie, że kolejna wojna może oznaczać zagładę całego świata.</p><p>Muzyka tworzy własne przełomy. Queen nagrywa hymny zwycięstwa, Sex Pistols prowokują brytyjskie społeczeństwo, a Metallica zaczyna drogę od niewielkich sal koncertowych do największych stadionów świata.</p><p>W Polsce wspominamy dziś Tadeusza Mazowieckiego, jednego z najważniejszych architektów transformacji ustrojowej, oraz decyzje sprzed dziesięcioleci, które pokazują, jak ogromny wpływ na codzienne życie obywateli może mieć polityka.</p><p>Ale dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego szczególne znaczenie ma wydarzenie z października 1942 roku.</p><p>Być może najważniejszym zadaniem lokalnego kalendarium nie jest przypominanie największej liczby dat. Jest nim również ocalanie pamięci o tych, których historia mogła zepchnąć na margines.</p><p>Bo wielka historia nie dzieje się wyłącznie w Warszawie, Londynie, Nowym Jorku czy Moskwie. Dzieje się także na tomaszowskich ulicach. I pozostawia po sobie ślady, których nie wolno nam przeoczyć.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[28 października odpoczywają zszargane nerwy. Tomaszowianie, spróbujmy przetrwać ten jeden dzień bez awantury!]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57270,28-pazdziernika-odpoczywaja-zszargane-nerwy-tomaszowianie-sprobujmy-przetrwac-ten-jeden-dzien-bez-awantury</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57270,28-pazdziernika-odpoczywaja-zszargane-nerwy-tomaszowianie-sprobujmy-przetrwac-ten-jeden-dzien-bez-awantury</guid>
            <pubDate>Wed, 28 Oct 2026 02:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-28-pazdziernika-odpoczywaja-zszargane-nerwy-tomaszowianie-sprobujmy-przetrwac-ten-jeden-dzien-bez-1793216753.png</url>
                        <title>28 października odpoczywają zszargane nerwy. Tomaszowianie, spróbujmy przetrwać ten jeden dzień bez awantury!</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57270,28-pazdziernika-odpoczywaja-zszargane-nerwy-tomaszowianie-sprobujmy-przetrwac-ten-jeden-dzien-bez-awantury</link>
                    </image><description>Są święta państwowe, kościelne, rodzinne, branżowe i takie, których istnienie człowiek zaczyna doceniać dopiero po otwarciu rachunku za prąd, przeczytaniu komentarzy na Facebooku albo przejechaniu przez Tomaszów Mazowiecki w godzinach szczytu. 28 października obchodzimy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów. Święto, które w naszym kraju powinno być nie tylko dniem wolnym od pracy, ale wręcz obowiązkowym elementem narodowego programu ochrony zdrowia psychicznego. Bo choć Polacy potrafią przetrwać wiele, to są trzy rzeczy, które wystawiają ich cierpliwość na szczególnie ciężką próbę: polityka, drogowe korki i człowiek, który w kolejce do kasy przypomina sobie, że zapomniał zważyć pomidory.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Według kalendarza świąt nietypowych <strong>Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów przypada 28 października</strong>. Jego przesłanie jest banalnie proste: zwolnić, uspokoić się, przestać martwić rzeczami, na które nie mamy wpływu, i przez chwilę zatroszczyć się o własny komfort psychiczny. Brzmi to niemal jak fragment poradnika Dalajlamy, tyle że rzeczywistość, zwłaszcza ta polska, ma wobec naszych nerwów zupełnie inne plany. Wystarczy bowiem rano włączyć wiadomości, sprawdzić stan konta, zajrzeć do skrzynki mailowej albo przypadkowo przeczytać dyskusję pod lokalnym artykułem. W ciągu pięciu minut jesteśmy gotowi do odegrania głównej roli w filmie „Dzień świra”, a Marek Koterski mógłby jedynie przyglądać się z uznaniem. Dlatego tegoroczne święto potraktujmy poważnie, choć z odpowiednią dawką ironii. <strong>Może uda się nam przeżyć przynajmniej jedną dobę bez podnoszenia ciśnienia sobie i innym?</strong></p><h3>Facebook, czyli laboratorium ludzkiej cierpliwości</h3><p>Zacznijmy od najtrudniejszego. Od internetu, który miał połączyć ludzi, a czasami sprawia wrażenie, jakby jego podstawowym zadaniem było skłócenie sąsiadów, rodzin i przypadkowych przechodniów. Szczególnie niebezpieczne są lokalne grupy na Facebooku, gdzie niewinne pytanie o to, dlaczego przy jednej z ulic pojawił się nowy znak drogowy, potrafi wywołać dyskusję o stanie polskiej demokracji, odpowiedzialności kolejnych rządów i moralnym upadku cywilizacji zachodniej. Po kilkunastu minutach jeden z komentujących żąda dymisji prezydenta miasta, drugi rozwiązania Rady Miejskiej, trzeci przekonuje, że „za komuny takich rzeczy nie było”, czwarty twierdzi, że właśnie były, ale gorsze, a piąty publikuje zdjęcie dziury w jezdni sprzed siedmiu lat, opatrując je komentarzem: „I co wy na to?”. Kiedy dyskusja osiąga osiemdziesiąt odpowiedzi, nikt już nie pamięta, od czego się zaczęła. Wszyscy są jednak zgodni co do jednego: przeciwnik nie ma pojęcia, o czym pisze.</p><p><strong>Dlatego 28 października proponujemy wyjątkowo radykalne rozwiązanie: czytajmy komentarze, ale nie odpowiadajmy na każdy z nich.</strong> Jeżeli ktoś napisze, że Tomaszów Mazowiecki leży nad Bałtykiem, nie musimy natychmiast przedstawiać mu mapy Polski, danych geograficznych i historii podziału administracyjnego kraju. Jeżeli inny internauta stwierdzi, że kiedyś wszystko było tańsze, wystarczy przyjąć do wiadomości, że właśnie przeżywa nostalgiczną podróż do czasów, gdy benzyna kosztowała mniej, ale zarobki też nie przypominały dzisiejszych. Najważniejsze, aby nie wdawać się w internetowe pojedynki, w których jedyną nagrodą jest podniesione ciśnienie i utrata dwóch godzin życia. <strong>Nie każda głupota opublikowana w internecie wymaga natychmiastowej reakcji. Niektóre całkiem dobrze radzą sobie bez naszego udziału.</strong></p><h3>Tomaszowskie ulice. Test cierpliwości dla zaawansowanych</h3><p>Drugim obszarem, na którym można sprawdzić skuteczność Dnia Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów, są miejskie drogi. Każdy kierowca zna ten szczególny moment, kiedy samochód przed nim nie rusza dokładnie w tej samej milisekundzie, w której zapala się zielone światło. Ręka niemal automatycznie wędruje w kierunku klaksonu, a w głowie pojawiają się słowa, których nie wypada cytować w portalu rodzinnym. Tymczasem kierowca przed nami może właśnie zastanawiać się, czy wyłączył żelazko, odebrał telefon od żony albo przypomniał sobie, że miał kupić chleb. Nie wiemy. Wiemy natomiast, że trzysekundowe opóźnienie nie jest wystarczającym powodem do rozpoczynania drogowej wojny.</p><p>W Tomaszowie, gdzie remonty, objazdy i zmiany organizacji ruchu potrafią wystawiać cierpliwość mieszkańców na próbę, eksperyment może okazać się szczególnie wymagający. Wyobraźmy sobie jednak, że przez jeden dzień nikt nie trąbi na skrzyżowaniu, nikt nie wygraża pięścią innemu kierowcy, a pieszy przechodzący przez jezdnię nie jest traktowany jak osobisty wróg motoryzacji. Brzmi jak scenariusz filmu science fiction? Być może, ale przecież kiedyś równie nieprawdopodobne wydawały się samochody elektryczne i możliwość płacenia telefonem za bułki. <strong>Spróbujmy więc 28 października potraktować innych uczestników ruchu jak ludzi, a nie przeszkody terenowe.</strong> Jeśli ktoś zajedzie nam drogę, zamiast wykonywać gesty znane z filmów Quentina Tarantino, możemy powiedzieć: „Życzę panu spokojnego dnia”. Najlepiej jednak przy zamkniętej szybie. Nie ma sensu prowokować losu.</p><h3>Urzędy, radni i uchwały. Tu nerwy powinny otrzymywać dodatek za warunki szkodliwe</h3><p>Szczególną ochroną w tym dniu należałoby objąć osoby zawodowo zajmujące się samorządem. Radnych, dziennikarzy, urzędników, społeczników i wszystkich tych, którzy z własnej woli albo wskutek wyjątkowo niefortunnego zbiegu okoliczności muszą czytać dokumenty publikowane w Biuletynie Informacji Publicznej. Człowiek otwiera komputer z zamiarem spokojnego przejrzenia porządku obrad najbliższej sesji, a tam czeka na niego projekt uchwały „zmieniającej uchwałę w sprawie zmiany uchwały dotyczącej zmian w uchwale”. Dalej jest tylko ciekawiej. W załączniku numer trzy znajdujemy tabelę, w której jedna kwota została zwiększona, druga zmniejszona, trzecia przeniesiona, a czwarta – najwyraźniej zawstydzona całym zamieszaniem – zniknęła bez wyjaśnienia. Po dwóch godzinach lektury człowiek zaczyna rozumieć bohatera „Procesu” Franza Kafki. Różnica polega na tym, że Józef K. przynajmniej nie musiał analizować wieloletniej prognozy finansowej.</p><p>Z myślą o zdrowiu psychicznym proponujemy więc samorządowy system pracy inspirowany skandynawską filozofią równowagi. Jedna uchwała, łyk kawy, spojrzenie przez okno. Druga uchwała, dwa głębokie oddechy i krótka refleksja nad sensem istnienia. Po trzeciej uchwale obowiązkowy spacer, a po czwartej rozmowa z człowiekiem, który nie wie, czym jest autopoprawka do projektu budżetu. <strong>Szczególny zakaz powinien dotyczyć czytania załączników finansowych tuż przed snem.</strong> To może prowadzić do koszmarów, w których człowieka gonią paragrafy klasyfikacji budżetowej, a jedyną drogę ucieczki blokuje przewodniczący komisji z pytaniem: „Czy są jeszcze jakieś uwagi?”. Oczywiście nie namawiamy nikogo do rezygnacji z kontroli samorządu. Wręcz przeciwnie. Tyle że demokracja potrzebuje nie tylko aktywnych obywateli, lecz także obywateli, którzy od czasu do czasu śpią.</p><h3>Polityka na jeden dzień do szuflady? Eksperyment graniczący z cudem</h3><p>Największym wyzwaniem tegorocznego święta może okazać się jednak próba przeżycia dwudziestu czterech godzin bez kłótni o politykę. W kraju, w którym poglądy polityczne potrafią podzielić rodziny, sąsiadów, znajomych, a niekiedy nawet uczestników wspólnego grillowania, byłoby to osiągnięcie porównywalne z lądowaniem człowieka na Marsie. Wyobraźmy sobie niedzielny obiad, podczas którego nikt nie wspomina o rządzie, opozycji, prezydencie, podatkach ani najnowszym sondażu. Zamiast tego rozmawiamy o książkach, muzyce, sporcie, jesiennych spacerach i tym, czy „Alternatywy 4” Stanisława Barei są lepsze od „Zmienników”. Chociaż nawet ostatni temat może okazać się niebezpieczny, ponieważ polska skłonność do sporów nie zna granic.</p><p>Jeżeli przy rodzinnym stole ktoś rozpocznie zdanie: „A widzieliście, co dzisiaj powiedział…”, proponujemy natychmiastową zmianę tematu. Można zapytać, czy ziemniaki są już miękkie, przypomnieć o urodzinach cioci albo pochwalić jakość surówki. W sytuacjach krytycznych dopuszczalne jest nawet zainteresowanie pogodą, choć i tutaj istnieje ryzyko, że rozmowa płynnie przejdzie do zmian klimatu, polityki energetycznej i cen węgla. <strong>Najbezpieczniej porozmawiać o psach.</strong> Pod warunkiem że nikt nie zacznie dyskusji o obowiązku sprzątania po czworonogach, bo wtedy cały eksperyment może zakończyć się przed deserem.</p><h3>Przycisk „Odpowiedz” powinien mieć zabezpieczenie jak wyrzutnia rakiet</h3><p>Warto również przyjrzeć się współczesnym metodom komunikacji. Nigdy wcześniej w historii ludzkości nie mieliśmy tak wielu możliwości natychmiastowego poinformowania drugiego człowieka, co o nim myślimy. Dawniej, żeby obrazić sąsiada, trzeba było wyjść z domu, przejść przez ulicę i powiedzieć mu coś prosto w oczy. Wymagało to wysiłku, czasu i pewnej odwagi. Dzisiaj wystarczy telefon, dwie wolne minuty i palec wskazujący. Technologia zlikwidowała niemal wszystkie bariery, które kiedyś chroniły nas przed pochopnym ujawnianiem własnych przemyśleń. W rezultacie możemy uczestniczyć jednocześnie w sporze o politykę międzynarodową, remont chodnika, cenę jajek i sposób przygotowywania rosołu.</p><p>Z okazji Dnia Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów proponujemy więc prostą zasadę: <strong>każda odpowiedź napisana pod wpływem silnych emocji powinna odczekać dziesięć minut przed opublikowaniem.</strong> Ktoś nas zdenerwował? Piszemy. Przywołujemy Konstytucję, Szekspira, statystyki GUS, dorobek europejskiej filozofii i wszystkie argumenty, jakie jesteśmy w stanie znaleźć. Tworzymy odpowiedź tak miażdżącą, że przeciwnik – przynajmniej w naszej wyobraźni – powinien natychmiast wycofać się z życia publicznego. Następnie odkładamy telefon, robimy herbatę i wychodzimy na balkon. Po dziesięciu minutach może się okazać, że świat nadal istnieje, Polska nie upadła, Tomaszów stoi nad Pilicą, a człowiek, z którym mieliśmy właśnie rozpocząć internetową wojnę trzydziestoletnią, zdążył już zapomnieć o całej sprawie. Czasami największym zwycięstwem w dyskusji jest nieprzystąpienie do niej.</p><h3>Życie w trybie alarmowym. Od rana do wieczora</h3><p>Za całym tym żartobliwym zamieszaniem kryje się jednak problem znacznie poważniejszy. Współczesny człowiek żyje w stanie niemal nieustannej gotowości. Budzi go alarm w telefonie, przy śniadaniu bombardują wiadomości, w pracy czekają maile oznaczone jako pilne, później przychodzą rachunki, terminy, obowiązki rodzinne i informacje o kolejnych wydarzeniach, którymi koniecznie powinien się zainteresować. Gdy wreszcie wieczorem siada w fotelu, zamiast odpocząć, bierze do ręki telefon i zaczyna przeglądać wiadomości. Algorytmy bardzo dobrze wiedzą, że spokojny człowiek nie jest idealnym odbiorcą treści. Znacznie łatwiej przyciągnąć jego uwagę czymś, co wywołuje gniew, strach albo poczucie zagrożenia.</p><p>Nie trzeba być profesorem psychologii, by zauważyć, że taki styl życia trudno uznać za korzystny. <strong>Długotrwały stres może odbijać się na jakości snu, koncentracji, samopoczuciu i zdrowiu fizycznym.</strong> Człowiek przemęczony szybciej się irytuje, gorzej znosi codzienne trudności i często reaguje złością na sytuacje, które w innych okolicznościach wzruszyłby ramionami. Dlatego odpoczynek nie jest przejawem lenistwa, słabości ani braku ambicji. To jeden z podstawowych warunków zachowania równowagi psychicznej. Spacer po lesie, rozmowa z bliską osobą, dobra książka, ulubiona płyta czy zwykłe pół godziny ciszy mogą przynieść więcej pożytku niż kolejna godzina spędzona na analizowaniu cudzych wypowiedzi w internecie.</p><h3>Spała, Pilica, Niebieskie Źródła. Mamy gdzie uspokoić nerwy</h3><p>Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego znajdują się pod tym względem w całkiem uprzywilejowanej sytuacji. Nie trzeba wyjeżdżać w Himalaje ani zapisywać się na kosztowny kurs medytacji, by znaleźć miejsce pozwalające na chwilę oderwania się od codziennego hałasu. Wystarczy spacer nad Pilicą, wizyta w rezerwacie Niebieskie Źródła, wyprawa do Spały albo wędrówka po okolicznych lasach. Można usiąść na ławce i przez kilkanaście minut obserwować drzewa, wodę czy ptaki. Bez sprawdzania telefonu, bez fotografowania wszystkiego na potrzeby mediów społecznościowych, bez konieczności udowadniania znajomym, że właśnie fantastycznie odpoczywamy.</p><p>Jest w tym pewien paradoks naszych czasów. Potrafimy wydać niemałe pieniądze na urządzenia mierzące poziom stresu, monitorujące sen i przypominające, że powinniśmy się poruszać, a jednocześnie zapominamy o najprostszej czynności – wyjściu z domu i zwykłym spacerze. Dawniej człowiek szedł do lasu, żeby odpocząć. Dzisiaj idzie do lasu, uruchamia aplikację, włącza pomiar aktywności, sprawdza tętno, liczy kroki, fotografuje trasę i po powrocie analizuje, czy odpoczynek był wystarczająco efektywny. <strong>Nawet relaks potrafiliśmy zamienić w zadanie do wykonania.</strong> Może zatem 28 października warto spróbować czegoś naprawdę rewolucyjnego: pójść na spacer bez konieczności osiągnięcia jakiegokolwiek wyniku.</p><h3>Tomaszowianie, ogłaszamy jednodniowy rozejm!</h3><p>W związku z obchodami Dnia Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów proponujemy nieformalny, całkowicie dobrowolny i pozbawiony urzędowych procedur eksperyment społeczny. Przez jeden dzień nie wdajemy się w niepotrzebne kłótnie, nie trąbimy bez powodu na innych kierowców, nie komentujemy każdej politycznej wypowiedzi, nie odpowiadamy natychmiast na zaczepki i nie sprawdzamy telefonu co trzy minuty. Jeśli ktoś nas zdenerwuje, liczymy do dziesięciu. Jeżeli to nie wystarczy, liczymy do stu. A gdy po setce nadal mamy ochotę powiedzieć coś, czego następnego dnia moglibyśmy żałować, wychodzimy na spacer. Najlepiej długi. W skrajnych przypadkach można dojść nawet do Spały.</p><p>Nie łudźmy się jednak, że 28 października Tomaszów Mazowiecki zamieni się w oazę spokoju, mieszkańcy zaczną uśmiechać się do siebie na ulicach, a dyskusje w internecie będą przypominać filozoficzne debaty starożytnych Greków. Tego rodzaju przemiana wymagałaby prawdopodobnie znacznie więcej niż jednego nietypowego święta. Ale może uda nam się choć przez chwilę spojrzeć na codzienne problemy z dystansem. Zrozumieć, że nie każda różnica zdań jest wojną, nie każda niedogodność katastrofą, a nie każdy człowiek mający inne poglądy zasługuje na natychmiastową słowną egzekucję.</p><p><strong>Zresztą, jak mawiał Jan Tadeusz Stanisławski w swoim słynnym radiowym cyklu, „nie ma co się oszukiwać”. Nerwy mamy jedne, a powodów do ich szargania życie dostarcza nam każdego dnia w ilościach hurtowych.</strong> Warto więc chociaż raz w roku zrobić im wolne. Wyłączyć telewizor, odłożyć telefon, zaparzyć dobrą herbatę, posłuchać ulubionej muzyki i uznać, że świat może przez chwilę funkcjonować bez naszego nieustannego nadzoru.</p><p>A jeśli cały ten eksperyment się nie powiedzie? Jeśli ktoś jednak zatrąbi, napisze złośliwy komentarz, wyprowadzi nas z równowagi albo rozpocznie kolejną awanturę o politykę?</p><p>Trudno. Nie wszystko stracone.</p><p><strong>29 października będzie nowy dzień. W Tomaszowie odbędą się sesje rad, znów pojawią się polityczne spory, uchwały, komentarze i powody do zdenerwowania. Ale przynajmniej będziemy mogli powiedzieć, że próbowaliśmy.</strong></p><p>A na zakończenie mamy do mieszkańców jedno pytanie:</p><p><strong>Co w Tomaszowie Mazowieckim najbardziej szarga Wam nerwy? Korki, remonty, urzędy, politycy, sąsiedzi czy komentarze w internecie?</strong></p><p>Piszcie w komentarzach.</p><p>Tylko spokojnie.</p><p><strong>Przecież mamy Dzień Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów!</strong>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Within Temptation – „Bleed Out”. Kiedy anioły przestają śpiewać o raju, a zaczynają krzyczeć przeciwko piekłu na ziemi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57272,within-temptation-bleed-out-kiedy-anioly-przestaja-spiewac-o-raju-a-zaczynaja-krzyczec-przeciwko-pieklu-na-ziemi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57272,within-temptation-bleed-out-kiedy-anioly-przestaja-spiewac-o-raju-a-zaczynaja-krzyczec-przeciwko-pieklu-na-ziemi</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 23:37:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-within-temptation-bleed-out-kiedy-anioly-przestaja-spiewac-o-raju-a-zaczynaja-krzyczec-przeciw-1793127643.png</url>
                        <title>Within Temptation – „Bleed Out”. Kiedy anioły przestają śpiewać o raju, a zaczynają krzyczeć przeciwko piekłu na ziemi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57272,within-temptation-bleed-out-kiedy-anioly-przestaja-spiewac-o-raju-a-zaczynaja-krzyczec-przeciwko-pieklu-na-ziemi</link>
                    </image><description>Within Temptation wracają z „Bleed Out”, swoim najcięższym i najbardziej politycznym albumem. Holenderski zespół łączy metal, elektronikę i symfoniczny rozmach, by mówić o wojnie, represjach i wolności jednostki bez żadnych ozdobników.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <figure class="image image-style-align-left image_resized" style="width:25.67%;"><img style="aspect-ratio:1024/1024;" src="https://images.openai.com/static-rsc-4/kTLkBQUjUIpzbNi3hEotJCfo6dN37Xnp2soW1tuMHnol0iOSumtko9raMnHhN3h2u-nWmS5tJ4VmNoOFjLtfqxhUBwd2wPklFkZF7JDUWpvd4Re-psDHkPkCtIPb1D7VQzlSagKK3G1JnOQPP8lfKmWRYOKfXf2T1Rrqk3rJc0Y?purpose=inline" alt="Within Temptation - Album 2023                    Heavylaw" width="1024" height="1024"></figure><p>Są albumy, które pozwalają uciec od rzeczywistości. Są też takie, które brutalnie przypominają, że nie mamy dokąd uciekać. „Bleed Out” holenderskiego Within Temptation należy do tej drugiej kategorii. To muzyka nagrana w czasach, gdy wojna wróciła do Europy, kobiety na ulicach Iranu upominały się o elementarne prawa, a świat coraz częściej przypominał krajobraz z powieści George’a Orwella. Sharon den Adel i jej muzyczni towarzysze porzucili część baśniowych dekoracji, odsunęli na bok gotyckie romantyczne obrazy i postanowili spojrzeć rzeczywistości prosto w oczy.&nbsp;</p><p>Rezultat jest jednym z najcięższych, najbardziej bezpośrednich i politycznie zaangażowanych albumów w historii zespołu. Gitary chwilami przypominają stalowe maszyny, elektronika nadaje muzyce chłód współczesnych metropolii, a symfoniczne aranżacje nie służą już wyłącznie budowaniu piękna. Stają się częścią niepokojącego widowiska.</p><p>&nbsp;Nad wszystkim unosi się głos Sharon – niezwykle czysty, potężny, ale coraz częściej pozbawiony dawnej eterycznej niewinności. Jakby anioł z okładek pierwszych albumów Within Temptation zszedł na ziemię i odkrył, że ludzie potrafią być znacznie bardziej przerażający niż demony.</p><h3><strong>Od „Mother Earth” do „Bleed Out”. Koniec niewinności</strong></h3><p style="text-align:justify;">Historia Within Temptation jest jednym z najciekawszych przykładów ewolucji współczesnego metalu. Zespół założony w 1996 roku przez Sharon den Adel i Roberta Westerholta rozpoczynał od muzyki silnie związanej z gotyckim doom metalem. Debiutancki „Enter” z 1997 roku był mroczny, ciężki, pełen monumentalnych nastrojów i kontrastów pomiędzy kobiecym śpiewem a męskimi growlami. „Mother Earth” z 2000 roku przyniósł przełom w kierunku bardziej melodyjnego, symfonicznego grania, „The Silent Force” z 2004 roku rozwinął niemal filmowy rozmach, a „The Heart of Everything” z 2007 roku udowodnił, że Holendrzy potrafią połączyć metalową energię z przebojowością na poziomie największych rockowych widowisk.</p><p style="text-align:justify;">Później nastąpiły kolejne przemiany. „The Unforgiving” z 2011 roku zbliżył zespół do alternatywnego rocka i melodyjnego metalu, „Hydra” z 2014 roku otworzył drzwi dla stylistycznych eksperymentów i gościnnych występów, natomiast „Resist” z 2019 roku wprowadził rozbudowaną elektronikę oraz futurystyczną estetykę. Nie wszystkim wielbicielom pierwszych wydawnictw podobał się ten kierunek.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Dla części słuchaczy Within Temptation stali się zbyt popowi, dla innych właśnie dzięki tej ewolucji pozostali interesujący. „Bleed Out”, ósmy album studyjny zespołu, wydany 20 października 2023 roku, stanowi najbardziej zdecydowaną odpowiedź na oba stanowiska. To nie jest powrót do dawnego gotyckiego metalu. To połączenie współczesnej elektroniki, potężnych riffów i symfonicznej melodyjności, ale podporządkowane znacznie ostrzejszej ekspresji.</p><p style="text-align:justify;">Warto podkreślić, że album powstał w nietypowy sposób. Zamiast zamknąć się w studiu na kilka miesięcy i przygotować jedenaście całkowicie nowych kompozycji, Within Temptation zaczęli wcześniej publikować samodzielne single. Pandemia, przerwane trasy koncertowe i potrzeba szybkiego reagowania na wydarzenia sprawiły, że muzycy odeszli od tradycyjnego cyklu wydawniczego. Sharon tłumaczyła w rozmowie ze Steve'em Beebee z „Kerrang!”, że nie chcieli czekać kilku lat z publikacją piosenek dotyczących wydarzeń wymagających reakcji w danej chwili.</p><p style="text-align:justify;">W rezultacie „Bleed Out” jest jednocześnie regularnym albumem i rodzajem muzycznej kroniki kilku burzliwych lat.</p><p style="text-align:justify;">To jego zaleta, ale także potencjalna słabość. Płyta nie zawsze sprawia wrażenie jednolitej opowieści powstałej od początku do końca według jednego planu. Poszczególne kompozycje różnią się temperamentem i sposobem produkcji. Jednak łączy je temat przewodni: wolność jednostki, sprzeciw wobec przemocy oraz potrzeba obrony ludzkiej godności. I właśnie ta konsekwencja ideowa nadaje całości osobowość.</p><h3><strong>„We Go To War”. Wojna nie zaczyna się od bohaterów, ale od politycznych decyzji</strong></h3><p style="text-align:justify;">Album otwiera „<strong>We Go To War”</strong>, kompozycja, która od pierwszych chwil udowadnia, że Within Temptation nie zamierzają wracać do dawnej łagodności. Elektroniczne impulsy, chóralne tło, mocne uderzenia perkusji i ciężkie gitarowe riffy tworzą atmosferę militarnego zagrożenia. Nie jest to jednak tradycyjny metalowy hymn o bohaterstwie na polu bitwy. Utwór dotyczy tragedii wojny, przemocy i konsekwencji politycznych decyzji, których cenę płacą zwyczajni ludzie.</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie słychać tu nowoczesne rozwiązania charakterystyczne dla Architects oraz Bring Me The Horizon. Gitary wykorzystują ostre, synkopowane rytmy, a elektronika nadaje kompozycji niemal mechaniczną precyzję. Właśnie w takich fragmentach Within Temptation najbardziej oddalają się od stylistyki <i>„The Silent Force”.</i> Tam symfoniczne aranżacje przypominały romantyczne pejzaże; tutaj tworzą tło dla nadciągającej katastrofy. Można wyobrazić sobie „We Go To War” jako muzykę do filmu wojennego, w którym kamera nie pokazuje triumfalnego pochodu zwycięskiej armii, lecz zniszczone domy, uciekających cywilów i żołnierzy niepotrafiących już odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właściwie walczą.</p><p style="text-align:justify;">W literaturze podobną perspektywę odnajdujemy w<i> „Na Zachodzie bez zmian” </i>Ericha Marii Remarque’a, gdzie wojna stopniowo odbiera człowiekowi młodość, złudzenia i poczucie sensu. Remarque nie potrzebował wielkich patriotycznych deklaracji, aby ukazać jej okrucieństwo. Wystarczyły losy ludzi wciągniętych w machinę konfliktu. Within Temptation wykorzystują znacznie bardziej monumentalne środki, ale emocjonalny kierunek pozostaje podobny. Wojna nie jest tutaj przygodą ani romantyczną próbą charakteru. Jest katastrofą, wobec której muzyka próbuje zachować moralną wrażliwość.</p><p style="text-align:justify;">Nick Ruskell z „Kerrang!” zwrócił uwagę na charakterystyczne dla utworu połączenie ciężkich gitar, staccatowych rytmów i wielkiego refrenu.</p><p style="text-align:justify;">Trudno o lepszy początek albumu. W ciągu kilku minut zespół pokazuje, że nowa muzyczna tożsamość nie polega wyłącznie na zwiększeniu gitarowego przesterowania. Chodzi o nadanie dźwiękom większej dramaturgicznej ostrości.</p><h3><strong>„Bleed Out”. Mahsa Amini, Iran i krzyk, którego nie można uciszyć</strong></h3><p style="text-align:justify;">Tytułowy<strong> „Bleed Out”</strong> należy do najważniejszych kompozycji w historii zespołu, nie tylko ze względu na muzykę. Inspiracją stała się śmierć <strong>Mahsy Jiny Amini</strong>, młodej Kurdyjki z Iranu, która zmarła we wrześniu 2022 roku po zatrzymaniu przez tamtejszą policję obyczajową. Jej śmierć wywołała masowe protesty pod hasłem<i> „Kobieta, życie, wolność”.</i> Władze irańskie odpowiedziały na demonstracje represjami. Dla <strong>Sharon den Adel</strong> wydarzenia te miały również wymiar osobisty. W dzieciństwie mieszkała w Jemenie i wielokrotnie odwiedzała kraje Bliskiego Wschodu. W wywiadach podkreślała emocjonalny związek z regionem i podziw dla odwagi kobiet sprzeciwiających się przymusowi.</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie „Bleed Out” jest niemal doskonałym połączeniem współczesnego metalu alternatywnego z charakterystyczną dla Within Temptation symfoniczną dramaturgią. Ciężkie, nisko strojone gitary tworzą brutalny fundament, elektronika wprowadza napięcie, a Sharon prowadzi melodię z niezwykłą siłą. Jej głos nie jest już eterycznym instrumentem znanym z „Ice Queen”. To głos kobiety, która nie zamierza prosić o pozwolenie na zabranie głosu. Refren posiada ogromną emocjonalną intensywność, ale nie sprowadza się do łatwego stadionowego hasła.</p><p style="text-align:justify;">Przy słuchaniu tej kompozycji nasuwa mi się skojarzenie z <i>„Opowieścią podręcznej” </i>Margaret Atwood. W powieści tej kobiece ciało staje się obszarem politycznej kontroli, a indywidualna wolność zostaje podporządkowana ideologii. Podobnie jak u Atwood, w „Bleed Out” najważniejszy konflikt dotyczy prawa człowieka do decydowania o własnym życiu. Nie jest to oczywiście dosłowna adaptacja literacka, ale podobieństwo problematyki pozostaje uderzające.</p><p style="text-align:justify;">Co szczególnie istotne, Sharon nie traktuje tego tematu jak odległego problemu politycznego, o którym można napisać piosenkę, a następnie przejść do kolejnego repertuarowego punktu. W rozmowie z Radiem Łódź wyjaśniała okoliczności powstania utworu, podkreślając jego związek z tragedią Amini i protestami młodych Irańczyków.</p><p style="text-align:justify;">„Bleed Out” jest dla mnie jednym z najmocniejszych nagrań całej płyty. Muzyka nie służy tutaj wyłącznie budowaniu atmosfery. Staje się formą publicznego stanowiska. A kiedy Sharon osiąga kolejne wokalne kulminacje, trudno oprzeć się wrażeniu, że słuchamy nie tyle rockowej ballady o cierpieniu, ile dramatycznego wezwania, aby nie odwracać wzroku.</p><h3><strong>„Wireless”. Propaganda, która wysyła ludzi na śmierć</strong></h3><p style="text-align:justify;">W „<strong>Wireless”</strong> zespół podejmuje jeden z najbardziej niepokojących tematów współczesnej wojny: zdolność propagandy do przekształcania zwyczajnych ludzi w narzędzia politycznej przemocy. Sharon den Adel wyjaśniała w rozmowie z Radiem Łódź, że bohaterem utworu jest rosyjski żołnierz, który pod wpływem oficjalnego przekazu przekracza granicę Ukrainy, przekonany, że uczestniczy w słusznej misji. Dopiero później zaczyna rozumieć, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż przedstawiano mu ją przed wyjazdem.</p><p style="text-align:justify;">To temat niezwykle trudny, ponieważ wymaga rozróżnienia pomiędzy odpowiedzialnością za własne czyny a mechanizmami manipulacji, którym podlegają ludzie. W <i>„Roku 1984”</i> George Orwell pokazywał społeczeństwo, w którym język staje się narzędziem kontroli. Wojna może być pokojem, kłamstwo prawdą, a agresja koniecznością obrony. Podobny mechanizm odnajdujemy w „Wireless”: człowiek nie tyle przestaje rozumieć rzeczywistość, ile zaczyna widzieć ją poprzez opowieść przygotowaną przez władzę.</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie jest to jedna z najbardziej przekonujących kompozycji albumu. Elektroniczny puls łączy się z ciężkimi gitarami, a refren posiada charakterystyczny dla Within Temptation rozmach. Co ciekawe, Sharon nie próbuje przez cały czas dominować siłą głosu. Potrafi wprowadzać delikatniejsze frazy, a następnie przechodzić do zdecydowanej ekspresji, nadając całej kompozycji dramaturgię.</p><p style="text-align:justify;">Catherine Morris z „Metal Hammer” zwróciła uwagę na zachowaną w „Wireless” wrażliwość wokalną, przywołując skojarzenie z Kate Bush.</p><p style="text-align:justify;">To interesujące porównanie. Sharon nigdy nie posiadała ekscentrycznej teatralności autorki <i>„Wuthering Heights”</i>, ale obie artystki rozumieją, że głos może opowiadać historię nie tylko poprzez słowa, lecz również barwę, oddech i zmianę napięcia.</p><p style="text-align:justify;">„Wireless” jest jednym z tych utworów, które pokazują, że współczesny metal może być czymś więcej niż rozrywką. Nie zastąpi reportażu wojennego ani historycznej analizy. Może jednak przypomnieć, że pod wielkimi słowami o geopolityce kryją się indywidualne ludzkie losy.</p><h3><strong>„Worth Dying For”. Co jest naprawdę warte śmierci?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Czwarta kompozycja rozpoczyna się od bardziej nerwowej, rytmicznie skomplikowanej konstrukcji.<strong> „Worth Dying For”</strong> jest jednym z najciekawszych przykładów połączenia nowoczesnego metalu z symfonicznym dziedzictwem Within Temptation. Gitarowe riffy posiadają w sobie coś z Meshuggah, choć zostają podporządkowane znacznie bardziej melodyjnej formule. Perkusja nadaje całości energię, a refren należy do najbardziej efektownych na płycie.</p><p style="text-align:justify;">Najważniejsze jest jednak pytanie zapisane w tytule. Co jest warte śmierci? Ojczyzna? Wolność? Miłość? Przekonania? A może problem zaczyna się właśnie wtedy, kiedy politycy próbują przekonać ludzi, że pewne idee wymagają bezwarunkowego poświęcenia życia?</p><p style="text-align:justify;">W literaturze podobny dylemat powraca nieustannie. W „Komu bije dzwon” Ernest Hemingway przedstawił ludzi walczących w hiszpańskiej wojnie domowej, którzy próbują pogodzić własne przekonania z dramatem przemocy. U Alberta Camusa z kolei moralna wartość buntu wynika nie z samego zwycięstwa, ale z odmowy zaakceptowania niesprawiedliwości. Within Temptation nie proponują tak rozbudowanej filozoficznej analizy, lecz ich kompozycja zachęca do podobnych pytań.</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie „Worth Dying For” jest jednak przede wszystkim znakomitym metalowym utworem. Zespół pozwala sobie na bardziej skomplikowaną rytmikę, zachowując chwytliwość refrenu. Issy Herring z „Distorted Sound Magazine” szczególnie doceniła gitarowy fragment środkowej części nagrania, uznając go za jedno z najlepszych instrumentalnych rozwiązań albumu.</p><p style="text-align:justify;">To jeden z tych momentów, w których Holendrzy pokazują, że ciężar nie musi oznaczać monotonii. A przebojowość nie musi wykluczać muzycznej pomysłowości.</p><h3><strong>„Ritual”. Quentin Tarantino wkracza do gotyckiego pałacu</strong></h3><p style="text-align:justify;">Po czterech utworach podejmujących ciężkie społeczne tematy pojawia się <strong>„Ritual”</strong>, kompozycja, która niemal demonstracyjnie zmienia nastrój. Nagle opuszczamy pole bitwy i przestrzeń politycznego protestu, aby znaleźć się w świecie uwodzenia, seksualnej pewności siebie i filmowej groteski.</p><p style="text-align:justify;">Inspiracją był <i>„Od zmierzchu do świtu”</i> z 1996 roku, film wyreżyserowany przez Roberta Rodrigueza według scenariusza Quentina Tarantino. Jego akcja rozpoczyna się jak kryminalna opowieść drogi, aby niespodziewanie przeobrazić się w krwawe widowisko o wampirach. Sharon den Adel wyjaśniała, że „Ritual” dotyczy kobiety przejmującej inicjatywę w relacji i świadomie wykorzystującej własną siłę uwodzenia.</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie jest to jeden z najbardziej charakterystycznych utworów albumu. Etniczne rytmy, ciężkie gitary i niemal taneczna pulsacja tworzą mieszankę przypominającą gotycki klub nocny, w którym DJ pomylił playlistę <strong>Within Temptation </strong>z industrialnym remiksem Nine Inch Nails. Jest w tym coś z elektroniki, coś z metalowego groove'u i odrobina teatralnej przesady.</p><p style="text-align:justify;"><strong>„Ritual” </strong>budzi jednak pewne wątpliwości w kontekście dramaturgii całego wydawnictwa. Catherine Morris z „Metal Hammer” uznała go za jeden z nielicznych utworów, które niezupełnie pasują do całości.</p><p style="text-align:justify;">Rozumiem to zastrzeżenie, ale nie podzielam go w pełni.</p><p style="text-align:justify;">Po czterech poważnych kompozycjach taki oddech wydaje mi się potrzebny. Płyta o wojnie, represjach i społecznej niesprawiedliwości mogłaby szybko zamienić się w muzyczny manifest pozbawiony emocjonalnych kontrastów. „Ritual” przypomina, że człowiek walczący o wolność nie przestaje mieć prawa do przyjemności, erotyzmu i zwyczajnej zabawy.</p><p style="text-align:justify;">A przy okazji pokazuje, że Sharon den Adel potrafi być nie tylko romantyczną bohaterką symfonicznego dramatu.</p><p style="text-align:justify;">Potrafi również wejść na scenę jak postać z filmu Rodrigueza i przejąć kontrolę nad całym przedstawieniem.</p><h3><strong>„Cyanide Love”. Miłość, która zatruwa</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>„Cyanide Love”</strong> jest jednym z najbardziej mrocznych utworów na albumie. Już sam tytuł, odwołujący się do cyjanku, sugeruje miłość przekształconą w truciznę. Ale nie chodzi wyłącznie o toksyczną relację między dwojgiem ludzi. Kompozycję można odczytywać szerzej, jako obraz więzi opartej na przemocy, manipulacji i uzależnieniu od siły, która stopniowo niszczy człowieka.</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie otrzymujemy ciężki, powolniejszy riff, w którym pojawia się coś z doom metalu. Gitara nie spieszy się z kolejnymi dźwiękami, pozwalając im wybrzmiewać niczym kolejne uderzenia wielkiego mechanizmu. Elektroniczne efekty wprowadzają atmosferę niepokoju, a wokal Sharon chwilami staje się niemal hipnotyczny.</p><p style="text-align:justify;">Nick Ruskell z „Kerrang!” szczególnie docenił ciężar tego utworu, wskazując na jego posępny, niemal pogrzebowy charakter.</p><p style="text-align:justify;">Z kolei Sebastian Kessler z niemieckiego „Metal Hammer” zauważył kontrast pomiędzy mrocznym groove'em a zaskakującymi partiami chóralnymi, wykorzystującymi również język niemiecki.</p><p style="text-align:justify;">Dla mnie „Cyanide Love” jest jednym z najmocniejszych dowodów na to, że „Bleed Out” nie oznacza jedynie zwiększenia głośności gitar. Chodzi o ciężar emocjonalny i atmosferyczny. Zespół pozwala muzyce nabrać niepokojącego charakteru, zamiast natychmiast rozładowywać napięcie wielkim refrenem.</p><p style="text-align:justify;">To kierunek, w którym Within Temptation mogliby moim zdaniem podążać jeszcze odważniej. W ich muzyce zawsze istniał potencjał do tworzenia mrocznych, gotyckich pejzaży. „Cyanide Love” pokazuje, że można go wykorzystać bez powrotu do stylistyki debiutanckiego „Enter”.</p><h3><strong>„The Purge” i „Don't Pray For Me”. Wolność zaczyna się od odmowy podporządkowania</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>„The Purge”</strong> przynosi bardziej elektroniczne oblicze zespołu. Można odnaleźć tutaj wpływy rocka alternatywnego lat osiemdziesiątych i współczesnego synth metalu, a całość rozwija się wokół wyrazistej melodii i mocnego refrenu. Tematem jest wewnętrzne oczyszczenie: rozpoznanie własnych błędów, zaakceptowanie przeszłości i próba uwolnienia się od ciężaru doświadczeń.</p><p style="text-align:justify;">W tym sensie utwór przypomina mi psychologiczne rozważania <strong>Carla Gustava Junga</strong> o konieczności konfrontacji z własnym cieniem. Człowiek nie staje się dojrzalszy dzięki zaprzeczaniu istnieniu własnych słabości. Musi je najpierw rozpoznać. Within Temptation przedstawiają podobną ideę w znacznie prostszym, metalowo-popowym języku. „The Purge” jest efektowny, choć moim zdaniem nie należy do najbardziej odkrywczych utworów albumu. Przypomina raczej naturalne rozwinięcie kierunku zapoczątkowanego na „Resist”.</p><p style="text-align:justify;">Znacznie ciekawszy pod względem przekazu pozostaje <strong>„Don't Pray For Me”</strong>. Już sam tytuł jest prowokacyjny. „Nie módl się za mnie” może brzmieć jak odrzucenie religii, ale zasadniczy sens kompozycji jest bardziej złożony. Chodzi o prawo człowieka do podejmowania własnych decyzji i sprzeciw wobec narzucania mu przekonań przez innych.</p><p style="text-align:justify;">To bardzo ważne rozróżnienie. Wolność religijna obejmuje zarówno prawo do wyznawania wiary, jak i prawo do niepodzielania cudzych przekonań. W praktyce społecznej te dwie wartości nie zawsze bywają równie szanowane. Sharon śpiewa tutaj z wyjątkową stanowczością, a muzyka łączy gotycki mrok z nowoczesną produkcją i symfonicznym rozmachem.</p><p style="text-align:justify;">Można odnaleźć w niej coś z „The Heart of Everything”, szczególnie z okresu, kiedy Within Temptation zaczęli mocniej eksponować gitarowy ciężar. Ale elektronika przypomina, że nie mamy do czynienia z nostalgicznym powrotem.</p><p style="text-align:justify;">„Don't Pray For Me” jest moim zdaniem jednym z tych utworów, które mogą wywołać dyskusję również poza środowiskiem muzycznym. Stawia bowiem pytanie o granicę pomiędzy troską o drugiego człowieka a próbą podporządkowania go własnej wizji świata.</p><p style="text-align:justify;">I choć tekst nie jest szczególnie filozoficznie skomplikowany, jego siła wynika z bezpośredniości.</p><p style="text-align:justify;"><i>Nie proś o wolność dla mnie na własnych warunkach.</i></p><p style="text-align:justify;"><i>Pozwól mi samodzielnie zdecydować, kim chcę być.</i></p><h3><strong>„Shed My Skin”. Metalcore, który zmusza do zmiany skóry</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>„Shed My Skin”</strong> jest jedną z najodważniejszych stylistycznie kompozycji płyty. W nagraniu uczestniczy niemiecki zespół Annisokay, a szczególnie ważny okazuje się kontrast pomiędzy głosem <strong>Sharon den Adel</strong> a ekspresją <strong>Christopha Wieczorka</strong>. To spotkanie dwóch odmian współczesnego metalu, które na pierwszy rzut oka mogłyby wydawać się odległe.</p><p style="text-align:justify;">Within Temptation wychodzą z tradycji gotyckiego i symfonicznego metalu. <strong>Annisokay</strong> reprezentują nowoczesny metalcore, w którym ciężkie, nisko strojone gitary, elektronika i dynamiczne zmiany wokalne odgrywają zasadniczą rolę. Połączenie tych światów mogło zakończyć się zwykłą demonstracją stylistycznych różnic. Tymczasem powstała kompozycja zaskakująco naturalna.</p><p style="text-align:justify;">Tytułowe zrzucanie skóry można interpretować jako metaforę przemiany. Człowiek nieustannie przechodzi przez kolejne etapy życia, pozostawiając za sobą dawne przekonania, relacje i wyobrażenia o sobie. Nie każda zmiana jest przyjemna. Czasami wymaga bolesnego zerwania z przeszłością.</p><p style="text-align:justify;">W literaturze podobny motyw odnajdujemy u Hermanna Hessego, szczególnie w „Demianie”, gdzie dojrzewanie oznacza konieczność przekroczenia świata dotychczasowych wartości. U Franza Kafki przemiana może przyjąć postać koszmaru, ale u Hessego pozostaje możliwością narodzin nowej świadomości. „Shed My Skin” jest bliższy tej drugiej perspektywie.</p><p style="text-align:justify;">Sharon opowiadała w rozmowie z Radiem Łódź, że członkowie Within Temptation zainteresowali się Annisokay podczas pandemii, kiedy mieli więcej czasu na poznawanie nowych zespołów. Współpraca wynikała z autentycznej fascynacji metalcore'em, a nie wyłącznie z marketingowej kalkulacji.</p><p style="text-align:justify;">To ważny szczegół, ponieważ pokazuje, że nawet po kilkudziesięciu latach kariery Within Temptation potrafią zachować ciekawość muzyczną.</p><p style="text-align:justify;">Nie uważam jednak „Shed My Skin” za kompozycję całkowicie doskonałą. Issy Herring z „Distorted Sound Magazine” doceniła współpracę wokalną, ale uznała sam utwór za mniej zapadający w pamięć niż najlepsze fragmenty albumu.</p><p style="text-align:justify;">To rozsądne zastrzeżenie. Stylistyczny eksperyment jest interesujący, lecz nie każda jego melodia posiada równie dużą siłę. Mimo to trudno odmówić zespołowi odwagi. Holendrzy nie udają młodszych artystów. Po prostu pokazują, że muzyczne granice nadal można przekraczać.</p><h3><strong>„Unbroken” i „Entertain You”. Od osobistego wyznania do ostatniego protestu</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>„Unbroken”</strong> przynosi bardziej tradycyjne, melodyjne oblicze Within Temptation. To kompozycja, która mogłaby znaleźć miejsce na jednym z wcześniejszych albumów zespołu, choć jej produkcja pozostaje zdecydowanie współczesna. Dużą rolę odgrywa wokal Sharon, tym razem bardziej liryczny, a jednocześnie pozbawiony dawnej eterycznej lekkości.</p><p style="text-align:justify;">Tytuł można przetłumaczyć jako „Niezłamany” lub „Niezłomny”. Utwór mówi o zdolności przetrwania doświadczeń, które mogłyby człowieka zniszczyć. Muzycznie przypomina symfoniczną balladę, ale nie jest pozbawiony ciężaru i dramatyzmu. Wokalistka znakomicie kontroluje napięcie, przechodząc od delikatniejszych fraz do mocniejszych kulminacji.</p><p style="text-align:justify;">Można odnaleźć tutaj coś z dawnego Within Temptation, szczególnie z okresu „The Silent Force” i „The Heart of Everything”. Ale różnica jest istotna. Wówczas Sharon częściej śpiewała jak bohaterka romantycznej fantazji. Teraz przypomina kobietę, która wiele przeżyła i nie zamierza udawać, że świat jest prosty.</p><p style="text-align:justify;">Album kończy <strong>„Entertain You”</strong>, opublikowany pierwotnie już w 2020 roku. To utwór o odrzuceniu społecznej pogardy i próbach wykorzystywania cudzej odmienności jako rozrywki. Gitary są ciężkie, rytm niemal industrialny, a wokal posiada wyraźną agresję. Można odnaleźć tutaj inspiracje nu metalem i alternatywnym metalem początku XXI wieku.</p><p style="text-align:justify;">Sebastian Kessler z niemieckiego „Metal Hammer” zauważył, że „Entertain You” korzysta z dość wyraźnych schematów nu metalu, ale w zestawieniu z później napisanymi kompozycjami pokazuje drogę stylistycznej przemiany zespołu.</p><p style="text-align:justify;">W tym sensie finał jest bardzo interesujący. Album rozpoczyna się opowieścią o wojnie i politycznej przemocy, a kończy przypomnieniem, że również codzienna pogarda wobec innych ludzi może być formą przemocy. Oczywiście nie należy tych doświadczeń utożsamiać. Wojna i społeczna drwina różnią się skalą, skutkami i odpowiedzialnością. Ale łączy je pytanie o granice szacunku dla drugiego człowieka.</p><p style="text-align:justify;">„Entertain You” jest muzycznie prostszy niż wiele wcześniejszych fragmentów płyty, ale posiada niezwykłą energię. I choć nie uważam go za najlepszą kompozycję na albumie, zamyka całość z odpowiednią stanowczością.</p><p style="text-align:justify;">Within Temptation nie proponują finałowego pojednania.</p><p style="text-align:justify;">Nie zapewniają, że świat stanie się lepszy.</p><p style="text-align:justify;">Mówią jedynie, że człowiek ma prawo być sobą i nie powinien stawać się przedmiotem cudzej rozrywki tylko dlatego, że jest inny.</p><p style="text-align:justify;">To mocne zakończenie.</p><p><img src="https://images.openai.com/static-rsc-4/_PHETRo4vKhGWKODRkqw3YiwPxWMkCESNAMxLDKcaueZ0ZIRFfiP-Pgu3Sp_wdbouMWBnWm_HuxOtOVKM-oEtRjgepUoF2LPDXfdYXLJpNVaDWAj84bTmMYB1TPh6QMnSDgJRTNbyroCGNUFQA86Bmy1_T-u30_I2oyE98_O_XA?purpose=inline" alt="Within Temptation: Są na świecie rzeczy ważne, o których nie można milczeć [WYWIAD] - Muzyka w INTERIA.PL" width="1292" height="860"></p><h3><strong>Czy „Bleed Out” jest lepszy od „Hydra” i „Resist”?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Porównanie z dwoma wcześniejszymi albumami wydaje się szczególnie interesujące, ponieważ pokazuje różne sposoby rozumienia artystycznego rozwoju.</p><p style="text-align:justify;">„Hydra” z 2014 roku był dziełem opartym na stylistycznej różnorodności. Pojawili się goście reprezentujący różne światy muzyczne, między innymi <i>Tarja Turunen, Howard Jones, Dave Pirner i raper Xzibit.</i> Zespół próbował poszerzyć granice metalu symfonicznego, chwilami osiągając rezultaty zaskakujące, a niekiedy po prostu zbyt eklektyczne.</p><p style="text-align:justify;">„Resist” z 2019 roku przyniósł bardziej konsekwentne wykorzystanie elektroniki, futurystyczną estetykę i inspiracje nowoczesnym rockiem alternatywnym. Był albumem efektownym, ale miejscami sprawiającym wrażenie przesadnie wygładzonego. Symfoniczny metal coraz wyraźniej ustępował tam miejsca popowej przebojowości.</p><p style="text-align:justify;">„Bleed Out” stanowi logiczną kontynuację tych poszukiwań, ale przenosi punkt ciężkości z produkcyjnego rozmachu na większą agresję gitar i bezpośredniość tekstów. W mojej ocenie jest albumem bardziej przekonującym niż „Resist”, choć niekoniecznie bardziej oryginalnym niż „Hydra”. Posiada większą emocjonalną konsekwencję, ale mniejszą liczbę naprawdę zaskakujących pomysłów.</p><p style="text-align:justify;">Jego największą siłą pozostaje spójność przesłania. Wojna w Ukrainie, sytuacja kobiet w Iranie, propaganda, wolność sumienia i odrzucenie pogardy wobec odmienności tworzą obraz świata, w którym człowiek nieustannie musi bronić swojej podmiotowości.</p><p style="text-align:justify;">Jednak nawet najbardziej szlachetne intencje nie gwarantują artystycznej doskonałości.</p><p style="text-align:justify;">Część refrenów została skonstruowana według dobrze znanej formuły. Elektronika, choć efektowna, chwilami przypomina rozwiązania stosowane na wcześniejszym albumie. Nie wszystkie kompozycje posiadają jednakowo mocne melodie, a niektóre, zwłaszcza „The Purge” i „Shed My Skin”, mimo interesujących pomysłów nie dorównują emocjonalnej intensywności „Bleed Out” czy „Wireless”.</p><p style="text-align:justify;">Pewną słabością pozostaje również dramaturgia wynikająca z procesu powstawania albumu. Ponieważ znaczna część materiału ukazała się wcześniej jako samodzielne single, całość nie zawsze posiada płynność charakterystyczną dla najlepszych wydawnictw koncepcyjnych. Jest raczej zbiorem powiązanych tematycznie wypowiedzi niż jedną nieprzerwaną opowieścią.</p><p style="text-align:justify;">Ale to również część jego charakteru.</p><p style="text-align:justify;">Przypomina kronikę epoki, pisaną w chwili, kiedy kolejne wydarzenia jeszcze się rozgrywały.</p><p style="text-align:justify;">A takie kroniki rzadko bywają idealnie uporządkowane.</p><h2>Muzyka i polityka. Czy artyści powinni zabierać głos?</h2><p style="text-align:justify;">Wokół „Bleed Out” pojawiało się pytanie, czy zespół metalowy powinien tak otwarcie komentować współczesną politykę. Część słuchaczy oczekuje od muzyki ucieczki od rzeczywistości, a nie przypominania o wojnach, represjach i społecznych konfliktach.</p><p style="text-align:justify;">To zrozumiałe oczekiwanie, ale trudno uznać je za jedyną dopuszczalną definicję sztuki.</p><p style="text-align:justify;">Rock od dawna pozostaje przestrzenią społecznego protestu. Bob Dylan śpiewał o niesprawiedliwości, The Clash o przemocy i bezrobociu, U2 o konfliktach politycznych, a Rage Against the Machine uczynili z muzyki jeden z najważniejszych elementów swojej radykalnej krytyki społecznej. Nie każda artystyczna deklaracja była trafna. Nie wszystkie polityczne przekonania muzyków zasługują na bezkrytyczną akceptację. Ale trudno wyobrazić sobie historię rocka bez prawa do zabierania głosu w sprawach publicznych.</p><p style="text-align:justify;">Sharon den Adel odpowiedziała na takie zarzuty w wywiadzie dla FaceCulture, którego fragmenty przytoczył Blabbermouth. Przypominała, że muzyka od zawsze dotyczy myśli, filozofii i wielkich tematów inspirujących artystów.</p><p style="text-align:justify;">W jej przypadku zaangażowanie nie jest czymś całkowicie nowym. Już „Mother Earth” poruszał problem relacji człowieka z naturą, a późniejsze wydawnictwa wielokrotnie odwoływały się do wolności, społecznych podziałów i odpowiedzialności. Różnica polega na sposobie wypowiedzi. Dawniej kwestie te ukrywano częściej w metaforach i baśniowych obrazach. Teraz artystka mówi wprost.</p><p style="text-align:justify;">Czy taka bezpośredniość zawsze służy muzyce?</p><p style="text-align:justify;">Niekoniecznie.</p><p style="text-align:justify;">Sztuka potrafi zyskać na wieloznaczności. Metafora pozwala odbiorcy odnaleźć własny sens, podczas gdy jednoznaczny manifest może ograniczać pole interpretacji. „Bleed Out” chwilami zbliża się do tej granicy.</p><p style="text-align:justify;">Ale w najlepszych fragmentach udaje się jej nie przekroczyć.</p><p style="text-align:justify;">„Wireless” nie jest wyłącznie piosenką o rosyjskiej propagandzie. Jest również opowieścią o ludzkiej podatności na manipulację.</p><p style="text-align:justify;">„Bleed Out” nie dotyczy tylko konkretnej tragedii w Iranie. Mówi szerzej o prawie do decydowania o własnym życiu.</p><p style="text-align:justify;">„Don't Pray For Me” nie musi być odczytywane wyłącznie jako spór religijny. Dotyczy granic ingerowania w cudzą wolność.</p><p style="text-align:justify;">Właśnie dzięki takim możliwościom interpretacji album zachowuje wartość wykraczającą poza datę premiery.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Devilhead – „Your Ice Cream’s Dirty”. Brudne lody, rodzinne duchy i muzyka, której Seattle nie potrafiło oswoić]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57266,devilhead-your-ice-cream-s-dirty-brudne-lody-rodzinne-duchy-i-muzyka-ktorej-seattle-nie-potrafilo-oswoic</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57266,devilhead-your-ice-cream-s-dirty-brudne-lody-rodzinne-duchy-i-muzyka-ktorej-seattle-nie-potrafilo-oswoic</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 20:12:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-devilhead-your-ice-cream-s-dirty-brudne-lody-rodzinne-duchy-i-muzyka-ktorej-seattle-nie-potra-1793128284.png</url>
                        <title>Devilhead – „Your Ice Cream’s Dirty”. Brudne lody, rodzinne duchy i muzyka, której Seattle nie potrafiło oswoić</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57266,devilhead-your-ice-cream-s-dirty-brudne-lody-rodzinne-duchy-i-muzyka-ktorej-seattle-nie-potrafilo-oswoic</link>
                    </image><description>Wyobraźmy sobie, że Tom Waits otwiera niewielką lodziarnię na przedmieściach Seattle. Za ladą stoi Syd Barrett, który zamiast wydawać resztę, opowiada klientom o różowych słoniach. Marc Bolan próbuje naprawić zepsutą szafę grającą, a w piwnicy kilku muzyków urządza próbę, podczas której nikt nie jest pewien, czy powstaje rockowy przebój, czy właśnie rozpada się zespół. Nad wejściem wisi szyld „Your Ice Cream’s Dirty” – „Twoje lody są brudne”. Nikt nie wie, czy to ostrzeżenie, żart, czy może najuczciwsza reklama w historii muzyki alternatywnej. Tak właśnie wyobrażam sobie świat Devilhead, zespołu, który pojawił się w Seattle w chwili, gdy grunge przestawał być buntem, a zaczynał przynosić ogromne pieniądze. Bracia Brian i Kevin Wood mieli wszystkie powody, by nagrać album przypominający Mother Love Bone albo Pearl Jam. Zamiast tego stworzyli muzykę nieprzewidywalną, chwilami groteskową, miejscami irytującą, lecz pełną osobliwego uroku. Płytę, która brzmi raz jak punkowy napad złości, innym razem jak pijacka ballada albo zagubiony psychodeliczny singiel z 1967 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>Seattle po śmierci legendy. Trudno dorastać w cieniu Andrew Wooda</strong></h3><p style="text-align:justify;">Żeby zrozumieć <strong>„Your Ice Cream’s Dirty” zespołu Devilhead</strong>, trzeba cofnąć się do początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy Seattle nie było jeszcze światową stolicą gitarowego rocka, choć posiadało już niezwykle bogatą scenę muzyczną. Green River, Soundgarden, Mudhoney i Melvins rozwijali własne odmiany ciężkiego grania, łącząc punk, hard rock, metal i psychodelię. Szczególne miejsce zajmował w tym środowisku <strong>Andrew Wood, wokalista Malfunkshun i Mother Love Bone</strong>, postać ekstrawagancka, teatralna, zakochana w glam rocku, bliższa sceniczną osobowością Freddiemu Mercury’emu i Marcowi Bolanowi niż późniejszemu stereotypowi grunge'owego frontmana. Jego śmierć w marcu 1990 roku zakończyła historię Mother Love Bone, ale stała się również jednym z wydarzeń poprzedzających narodziny Pearl Jam. Stone Gossard i Jeff Ament rozpoczęli nowy rozdział, który miał całkowicie zmienić pejzaż amerykańskiego rocka. Znacznie rzadziej wspomina się jednak o dwóch braciach Andrew – Brianie i Kevinie Woodach.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Devilhead powstali w 1993 roku</strong>, a wydany 25 października 1994 roku <strong>„Your Ice Cream’s Dirty”</strong> stał się ich debiutanckim albumem. Płyta ukazała się dzięki Loosegroove Records, wytwórni współtworzonej między innymi przez Stone'a Gossarda i Regana Hagara. Kevin miał za sobą działalność w Malfunkshun, natomiast Brian związany był z Fire Ants i Hater. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nad muzyką braci od początku unosił się duch Andrew Wooda. Nie oznacza to bezpośredniego naśladownictwa, lecz ciężar rodzinnej historii i oczekiwań. Jak tworzyć własną muzykę, kiedy nazwisko natychmiast przypomina postać otoczoną legendą? To sytuacja przypominająca bohaterów powieści Williama Faulknera, próbujących wyrwać się z historii własnych rodzin. Przeszłość staje się niewidzialnym uczestnikiem każdej decyzji. A jednak Brian Wood nie próbował zostać drugim Andrew. Jego głos jest bardziej chropowaty, mniej efektowny, chwilami niemal demonstracyjnie niedoskonały. Tam, gdzie Andrew wkraczał na scenę jak bohater musicalu, Brian przypomina człowieka, który przypadkowo znalazł mikrofon w barze i postanowił sprawdzić, czy jeszcze pamięta melodię.</p><h3><strong>Grunge, psychodelia i muzyczny absurd. Devilhead wymykają się klasyfikacjom</strong></h3><p style="text-align:justify;">Określenie <strong>Devilhead jako zespołu grunge'owego z Seattle</strong> jest wygodne, ale niewystarczające. Owszem, gitary bywają ciężkie, produkcja szorstka, a rytmika korzysta z rozwiązań charakterystycznych dla rocka alternatywnego początku lat dziewięćdziesiątych. Jednak muzyka braci Wood znacznie szerzej sięga do amerykańskiej tradycji rockowej. Słychać tutaj punk, garażowy rock, psychodelię, blues, hard rock i coś, co najchętniej nazwałbym kabaretową odmianą muzycznego absurdu. To trochę tak, jakby Alice in Chains spotkali przy barze The Stooges, a właściciel lokalu uparł się, że pomiędzy kolejnymi utworami trzeba koniecznie zagrać balladę Kevina Ayersa. Pod tym względem Devilhead przypominają Royal Trux, Butthole Surfers czy chwilami Ween – zespoły traktujące historię rocka jak magazyn rekwizytów, z którego można wyjąć niemal dowolny element i wykorzystać go w sposób sprzeczny z pierwotnym przeznaczeniem.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Album „Your Ice Cream’s Dirty” nagrano w Soundhouse Recording w Seattle.</strong> W sesjach uczestniczyli między innymi gitarzysta John McBain, wcześniej współpracujący z Monster Magnet i Hater, basista John Waterman oraz Shawn Smith, którego partie fortepianu nadają wybranym kompozycjom melancholijną barwę. Ważną rolę w realizacji odegrał Rick Senechal, a mastering przygotował Bob Ludwig. Mimo obecności doświadczonych muzyków i realizatorów powstała płyta zaskakująco surowa, niekiedy sprawiająca wrażenie świadomie niedopracowanej. Nie jest to jednak wyłącznie kwestia technicznej jakości nagrania. Muzycy pozostawili w materiale pęknięcia, stylistyczne kolizje i niedoskonałości, które często nadają mu osobliwy charakter. Czasami tworzą wartość artystyczną, innym razem zwyczajnie przeszkadzają. Nie każda nieporadność jest bowiem świadomym eksperymentem, a granica pomiędzy artystyczną swobodą i zwykłym chaosem pozostaje tutaj wyjątkowo cienka.</p><h2>„Too Much Protection”, „Your Mistake” i „Don't Make Me”. Garażowy bunt bez kompromisów</h2><p style="text-align:justify;">Album otwiera <strong>„Too Much Protection”</strong>, kompozycja oparta na ciężkim, szorstkim gitarowym rytmie. To muzyka, która mogłaby powstać podczas wspólnej próby członków Soundgarden i Rollins Band, pod warunkiem że żaden nie zamierzałby podporządkować się pozostałym. Gitary poruszają się zdecydowanie, sekcja rytmiczna nadaje całości niemal fizyczny ciężar, a wokal Briana Wooda sprawia wrażenie prowokacyjnego i chwilami złośliwego. Nie znajdziemy tutaj elegancji „Ten” Pearl Jam ani monumentalnego smutku „Dirt” Alice in Chains. Devilhead interesuje energia, surowość i pewien rodzaj rockowej bezczelności. Początek zapowiada album agresywny, zanurzony w gitarowym hałasie i ironii.</p><p style="text-align:justify;">Jeszcze bardziej bezpośredni jest <strong>„Your Mistake”</strong>, trwający niewiele ponad dwie minuty wybuch punkowej nerwowości. Ostre riffy i gwałtowny rytm przywołują The Stooges oraz wczesną Nirvanę z okresu „Bleach”. Kevin Wood może tutaj swobodnie rozwinąć gitarową wyobraźnię, nieprzejmującą się nadmiernie muzyczną elegancją<strong>. „Don't Make Me” </strong>posiada natomiast bardziej tradycyjną konstrukcję punkrockowej piosenki, wyrazisty refren i energię mogącą kojarzyć się z Sex Pistols. W archiwalnych opiniach o albumie pojawiały się nawet porównania do „Pretty Vacant”. Te pierwsze kompozycje sugerują, że otrzymujemy kolejną odmianę gitarowego rocka z Seattle, trochę bardziej chaotyczną, mniej przebojową, ale zasadniczo mieszczącą się w estetyce epoki. Dopiero później okazuje się, że Devilhead mają znacznie bardziej osobliwe pomysły.</p><h3><strong>„There”, „Polly” i „Troubled Moon”. Tom Waits spotyka ducha Syda Barretta</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>„There” należy do najciekawszych utworów na „Your Ice Cream’s Dirty”</strong>, ponieważ niemal całkowicie podważa wyobrażenie o Devilhead jako tradycyjnym zespole grunge'owym. Muzyka zwalnia, gitarowy ciężar ustępuje miejsca sennej atmosferze, a głos Briana nagle staje się bardziej intymny. Zamiast agresywnego śpiewu otrzymujemy monolog człowieka siedzącego przy fortepianie w pustym barze, kiedy kelnerzy zaczynają już sprzątać stoliki. W takich chwilach Devilhead okazują się bliżsi Tomowi Waitsowi niż Pearl Jam. Włoski recenzent serwisu DeBaser porównał wokal Briana w tej kompozycji do spotkania słodyczy Marca Bolana z szorstkością pijanego Jima Morrisona. To wyjątkowo trafne skojarzenie. Jest tutaj coś z glamrockowej teatralności T. Rex, ale również z kruchości Syda Barretta, którego solowe albumy potrafiły przemieniać wokalną niedoskonałość w emocjonalną prawdę. „There” pokazuje, że Brian Wood potrafił być interesujący właśnie wtedy, kiedy rezygnował z rockowej agresji.</p><p style="text-align:justify;">Podobnie działa <strong>„Polly”</strong>, niemal sześciominutowa psychodeliczna ballada, której nie należy mylić z utworem Nirvany o identycznym tytule. Devilhead tworzą własną melancholijną opowieść, powolną, ciężką i chwilami niemal hipnotyczną. Problem polega na tym, że kompozycja nie zawsze potrafi uzasadnić własną długość. Muzycy posiadają interesujące pomysły, ale niekoniecznie rozpoznają moment, w którym należałoby zakończyć utwór. Nie każda atmosfera wymaga sześciu minut. Pete Crigler z „The Daily Vault” zarzucał „Polly” właśnie rozwlekłość, traktując ją jako przykład słabości całego wydawnictwa. Trudno całkowicie odrzucić tę uwagę, choć osobiście dostrzegam w utworze więcej uroku niż amerykański krytyk.</p><p style="text-align:justify;">Jeszcze piękniej wypada <strong>„Troubled Moon”</strong>, jedna z najbardziej melancholijnych kompozycji albumu. Fortepian, głos i spokojnie rozwijająca się melodia przywołują Kevina Ayersa, Syda Barretta oraz bardziej wyciszone fragmenty solowej twórczości Marka Lanegana. To muzyka przypominająca pożółkłą fotografię wyjętą z rodzinnego albumu. Rozpoznajemy emocje, choć nie znamy historii przedstawionych na niej ludzi. Trudno też całkowicie uwolnić się od wspomnienia Andrew Wooda. Nie ma podstaw, aby uznawać „Troubled Moon” za bezpośrednią opowieść o nim, ale rodzinny kontekst nadaje melancholii Briana dodatkowy wymiar. Przypomina to prozę Faulknera, w której wydarzenia sprzed lat nieustannie powracają w życiu kolejnych pokoleń, niezależnie od ich woli.</p><h3><strong>„Devilhead”, „Down on the Cow” i „Birthday”. Rockowy kabaret z uszkodzonym zegarem</strong></h3><p style="text-align:justify;">Utwór <strong>„Devilhead”</strong> przywraca groteskowe oblicze zespołu. Powolny, rozkołysany rytm i osobliwa interpretacja wokalna tworzą atmosferę niemal kabaretową. Wyobrażam sobie Toma Waitsa występującego w podrzędnym hotelowym salonie, gdzie nikt nie jest pewien, czy słucha oficjalnego koncertu, czy przypadkowo rozpoczętej imprezy. Ten rodzaj muzycznego humoru może fascynować, ale równie łatwo irytować. Kiedy wokalista świadomie rezygnuje z elegancji, powinien zaproponować coś więcej niż lekceważenie zasad. Brian Wood chwilami potrafi nadać temu zabiegowi wyrazistą osobowość. Innym razem sprawia wrażenie, jakby sam nie wiedział, czy traktuje własną kompozycję poważnie.</p><p style="text-align:justify;">„Down on the Cow” przenosi muzykę w spokojniejsze, bardziej melodyjne rejony. Można odnaleźć tutaj coś z twórczości Satchel czy Brad, zespołów wywodzących się z podobnego środowiska Seattle. Nie ma wielkich gitarowych deklaracji. Jest powściągliwość, lekko psychodeliczna atmosfera i melancholia. „Birthday” ponownie przypomina natomiast, że Devilhead nie zamierzają podporządkowywać albumu jednej stylistyce. To bardziej tradycyjna rockowa piosenka, ale również ona zdradza skłonność do muzycznego rozchwiania. Zespół zbliża się do chwytliwego refrenu, po czym nagle skręca w zupełnie innym kierunku. Jakby obawiał się, że nadmierna przebojowość będzie oznaczała artystyczną kapitulację.</p><p style="text-align:justify;">Właśnie tutaj widać zasadniczą różnicę pomiędzy Devilhead a największymi przedstawicielami <strong>sceny grunge Seattle lat dziewięćdziesiątych</strong>. Kurt Cobain potrafił połączyć brudne gitarowe brzmienie z niezwykłym talentem melodycznym, a Eddie Vedder i jego koledzy nadawali rockowym kompozycjom niemal stadionowy rozmach. Devilhead nie posiadają takiej konsekwencji. Ich największą siłą jest nieprzewidywalność, lecz właśnie ona staje się zarazem największym ograniczeniem. Nie każdy stylistyczny zwrot prowadzi do odkrycia czegoś wartościowego.</p><h3><strong>„We Like You”, „Cup of Tea” i „Funeral March”. Rockowa impreza dobiega końca</strong></h3><p style="text-align:justify;">„We Like You” ponownie przynosi garażową energię i gitarową bezczelność. Jest w nim coś z klasycznego amerykańskiego rocka, ale również punkowa skłonność do prowokowania słuchacza. Utwór nie jest szczególnie skomplikowany. Jego siłą pozostają rytm, bezpośredniość i atmosfera muzycznego żartu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy żart okazuje się mniej zabawny, niż oczekiwali autorzy. Devilhead potrafią przejść od znakomitej energii do fragmentów sprawiających wrażenie niedopracowanych, niekiedy nawet w obrębie tej samej kompozycji.</p><p style="text-align:justify;">„Cup of Tea” rozwija spokojniejszą stronę albumu. Sam tytuł wydaje się zabawnym przeciwieństwem rockowego mitu. Zamiast whiskey, bójek i hotelowych ekscesów mamy filiżankę herbaty. Można dostrzec w tym dystans wobec estetyki Seattle, która w połowie lat dziewięćdziesiątych zaczęła obrastać własną mitologią. Rockowy buntownik powinien przecież wyglądać odpowiednio ponuro, opowiadać o cierpieniu i demonstrować niechęć do świata. Devilhead sprawiają natomiast wrażenie muzyków, którzy w pewnym momencie uznali, że cała ta powaga jest zwyczajnie śmieszna.</p><p style="text-align:justify;"><strong>„Funeral March”</strong> jest jednym z najbardziej wymownych fragmentów końcowej części płyty. Tytuł przywołuje żałobny pochód, a muzyka posiada melancholijną atmosferę, w której dźwięki wydają się stopniowo opadać z sił. Nie ma tu klasycznego rockowego patosu ani wielkiej instrumentalnej kulminacji. Jest raczej zmęczenie, może rezygnacja, a może pogodzenie się z czymś, czego nie sposób już zmienić. W krótkich fragmentach finałowych pojawiają się również rozwiązania charakterystyczne dla epoki kompaktowej, kiedy zespoły chętnie ukrywały dodatkowy materiał za pozornym końcem albumu. Całość przypomina muzyczną imprezę, podczas której jedni uczestnicy dawno wyszli, inni zasnęli, a ostatni muzyk wciąż próbuje dokończyć swoją piosenkę.</p><h3><strong>Krytycy bez litości. Devilhead nie przekonali wszystkich</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>Recenzje „Your Ice Cream’s Dirty” były wyjątkowo podzielone</strong>, choć trudno mówić o dużej liczbie zachowanych, szeroko dostępnych analiz w najważniejszych magazynach rockowych. Znacznie łatwiej odnaleźć oceny w publikacjach zajmujących się muzyką alternatywną i recenzje retrospektywne. <strong>Ira Robbins z „Trouser Press”</strong> nie miał dla Devilhead większej wyrozumiałości. Określił album słowami <strong>„A witless meander”</strong>, czyli „Bezmyślna włóczęga”. Zarzucił zespołowi przypadkowe przemieszczanie się pomiędzy brytyjskim rockiem lat siedemdziesiątych, hardcore'em, country i jazzem bez wystarczająco przekonującego rezultatu. Jego zdaniem płyta pozostawała przede wszystkim ciekawostką dla kolekcjonerów historii sceny Seattle.</p><p style="text-align:justify;">Jeszcze bardziej bezlitosny okazał się <strong>Pete Crigler z „The Daily Vault”</strong>, który w 2014 roku wystawił albumowi najniższą ocenę, określając go jako <strong>„One of the worst records ever made!”</strong> – „Jedna z najgorszych płyt, jakie kiedykolwiek nagrano!”. Krytyk zarzucał Devilhead brak dyscypliny, słabą produkcję, rozwlekłość kompozycji i nieprzekonujący wokal Briana Wooda. Zupełnie inaczej spojrzał na album recenzent włoskiego DeBaser, który w 2008 roku przyznał mu <strong>3/5</strong>, dostrzegając wartość psychodelicznych ballad i charakterystycznej wokalnej osobowości lidera. Wyróżnił „There”, „Troubled Moon”, „Polly” oraz „Funeral March”.</p><p style="text-align:justify;">Te rozbieżności są zrozumiałe. Devilhead potrafią być irytujący, a stylistyczny chaos nie zawsze prowadzi do odkrycia interesujących rozwiązań. Ale trudno całkowicie zgodzić się z przekonaniem, że album nie posiada żadnej wartości. „There” i „Troubled Moon” pokazują, że Brian Wood potrafił stworzyć atmosferę kruchej melancholii, a gitarowe partie Kevina wykraczają poza odtwarzanie grunge'owych schematów. Największą słabością pozostaje moim zdaniem nie brak talentu, lecz niedostateczna selekcja pomysłów. Gdyby muzycy ograniczyli materiał do najbardziej przekonujących kompozycji i nadali mu większą dramaturgiczną dyscyplinę, mogliby nagrać znacznie lepszą płytę. Ale być może stracilibyśmy wtedy również część jej osobliwego charakteru.</p><h3><strong>Dlaczego Devilhead nie zostali kolejną gwiazdą Seattle?</strong></h3><p style="text-align:justify;">W 1994 roku grunge nadal stanowił jedno z najważniejszych zjawisk muzyki popularnej. Wytwórnie poszukiwały nowych zespołów mogących powtórzyć sukces Nirvany, Pearl Jam, Soundgarden i Alice in Chains. Dla formacji związanej rodzinnie i środowiskowo z historią tego ruchu istniały pozornie bardzo sprzyjające warunki. <strong>Devilhead nie wpisywali się jednak w oczekiwania rynku muzycznego.</strong> Nie mieli wokalisty o charyzmie Eddiego Veddera, nie dysponowali talentem Kurta Cobaina do tworzenia natychmiast zapamiętywanych refrenów ani monumentalną ekspresją Alice in Chains. Zamiast tego proponowali muzykę, w której punk spotykał psychodeliczny kabaret, a ciężki gitarowy riff mógł nagle ustąpić miejsca sennej balladzie.</p><p style="text-align:justify;">Można oczywiście stwierdzić, że większy sukces nie nadszedł, ponieważ piosenki nie były wystarczająco dobre. Byłaby to jednak tylko część prawdy. Równie istotne pozostaje to, że Devilhead nie oferowali łatwej do rozpoznania muzycznej osobowości, jakiej oczekiwał przemysł sprzedający rock alternatywny milionom odbiorców. To jeden z paradoksów całej epoki. Alternatywa miała być buntem przeciwko przewidywalności komercyjnego biznesu, ale kiedy sama stała się wielkim biznesem, zaczęto wymagać od niej równie przewidywalnych produktów. Devilhead nie potrafili – albo nie chcieli – takich produktów dostarczać. W 1996 roku wydali jeszcze drugi album, <strong>„Pest Control”</strong>, po czym ich historia stopniowo dobiegła końca. Nie powstała wielka legenda ani generacyjne hymny. Pozostały dwie płyty i muzyczna historia braci, których nazwisko nieustannie przypominało o jednym z najbardziej tragicznych rozdziałów dziejów Seattle.</p><h3><strong>Zamiast zakończenia. Nie każde dziecko Seattle musiało zostać królem grunge'u</strong></h3><p style="text-align:justify;">W „Wściekłości i wrzasku” William Faulkner przedstawia rodzinę, której historia staje się więzieniem dla kolejnych pokoleń. Przeszłość powraca w codziennych gestach, słowach i decyzjach, nawet wtedy, kiedy bohaterowie próbują się od niej uwolnić. Podobny cień można dostrzec w historii braci Wood. Andrew stał się legendą, której życie zakończyło się zbyt wcześnie. Brian i Kevin pozostali muzykami poszukującymi własnego miejsca w świecie nieustannie przypominającym im o zmarłym bracie. Mogli próbować kontynuować jego legendę, nagrać album pełen monumentalnych gitar, melancholijnych tekstów i wyraźnych odniesień do Mother Love Bone. Ale <strong>„Your Ice Cream’s Dirty” nie brzmi jak płyta stworzona po to, aby spełnić oczekiwania fanów grunge'u</strong>. Jest na to zbyt dziwna, chaotyczna i chwilami demonstracyjnie niepoważna.</p><p style="text-align:justify;">Nie każda sztuka musi powstawać z zamiarem stworzenia arcydzieła. Nie każdy zespół musi zostać głosem pokolenia. Czasami muzycy próbują po prostu odnaleźć własny język, nawet jeśli po drodze popełniają błędy. Devilhead popełniają ich niemało. Część kompozycji jest nadmiernie rozwlekła, inne nie posiadają wyrazistych melodii, a gitarowy hałas nie zawsze brzmi jak świadomy zabieg artystyczny. Wokal Briana potrafi irytować równie mocno, jak chwilami wzruszać. Ale są tutaj również utwory, których nie sposób łatwo zapomnieć: melancholijne „There”, nocne „Troubled Moon”, psychodeliczne „Polly”, punkowe „Your Mistake” i osobliwy „Funeral March”.</p><p style="text-align:justify;">W pewnym sensie <strong>debiut Devilhead przypomina bohaterów filmów Jima Jarmuscha</strong>. Nie są szczególnie skuteczni, nie realizują wielkich celów, często sprawiają wrażenie zagubionych. Ich życie składa się z przypadkowych spotkań, dziwnych rozmów i sytuacji, których sens pozostaje niejasny. Ale właśnie dlatego bywają bardziej interesujący niż perfekcyjni bohaterowie hollywoodzkich widowisk. Muzyka braci Wood posiada podobną niedoskonałość. Nie próbuje być piękna w tradycyjnym znaczeniu, czasami wręcz demonstracyjnie odrzuca elegancję. Ale pod warstwami hałasu, ironii i stylistycznego chaosu kryje się coś autentycznego. Może próba ucieczki od rodzinnej legendy, może niezgoda na oczekiwania rynku, a może po prostu radość muzyków, którzy spotykają się w studiu i robią dokładnie to, na co mają ochotę.</p><p style="text-align:justify;"><strong>„Your Ice Cream’s Dirty” nie wygrał wyścigu o miejsce w historii grunge'u. Ale przypomina, że nie każda wartościowa muzyka musi brać udział w takim wyścigu. Czasami najbardziej interesujące rzeczy można odnaleźć właśnie tam, gdzie przemysł muzyczny dawno przestał zaglądać.</strong></p><p>&nbsp;</p><h3>Ocena końcowa: 7/10</h3><p style="text-align:justify;"><strong>„Your Ice Cream’s Dirty” Devilhead to nierówny, dziwaczny, ale interesujący album rocka alternatywnego z 1994 roku.</strong> Łączy grunge, punk, psychodelię i garażową surowość, nie zawsze tworząc z tych elementów przekonującą całość. Największe atuty to <strong>„There”, „Troubled Moon”, „Your Mistake”, „Don't Make Me” i „Funeral March”</strong>, osobowość wokalna Briana Wooda oraz gitarowa energia Kevina Wooda. Największe słabości stanowią nierówny poziom kompozycji, rozwlekłość części utworów i brak konsekwentnej dramaturgii. Nie jest to zapomniane arcydzieło grunge'u, lecz wartościowa ciekawostka dla miłośników mniej znanych rozdziałów historii sceny Seattle.</p><p style="text-align:justify;"><i>Devilhead – „Your Ice Cream’s Dirty” (Loosegroove Records, 1994). Przywołane opinie krytyczne pochodzą z „Trouser Press”, „The Daily Vault” i DeBaser. Krótkie cytaty pozostawiono w oryginale, a polskie przekłady, porównania literackie i ocena albumu stanowią autorską interpretację.</i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Złote Gody w Czerniewicach. Jedenaście par świętowało 50 lat małżeństwa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57273,zlote-gody-w-czerniewicach-jedenascie-par-swietowalo-50-lat-malzenstwa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57273,zlote-gody-w-czerniewicach-jedenascie-par-swietowalo-50-lat-malzenstwa</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 20:04:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zlote-gody-w-czerniewicach-jedenascie-par-swietowalo-50-lat-malzenstwa-1793195991.jpg</url>
                        <title>Złote Gody w Czerniewicach. Jedenaście par świętowało 50 lat małżeństwa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57273,zlote-gody-w-czerniewicach-jedenascie-par-swietowalo-50-lat-malzenstwa</link>
                    </image><description>W Czerniewicach odbyła się uroczystość z okazji 50-lecia pożycia małżeńskiego. Jedenaście par z gminy świętowało jubileusz w gronie rodzin, samorządowców i lokalnych artystów, a wydarzenie miało wyjątkowo ciepły, rodzinny charakter.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Pół wieku razem</h2><p>Nie każdy jubileusz da się opisać samymi liczbami. <strong>Pięćdziesiąt lat wspólnego życia</strong> to przecież nie tylko data w akcie małżeństwa, ale tysiące zwykłych dni, wspólnych decyzji, rodzinnych obowiązków, radości i trosk. Właśnie taki wymiar miała uroczystość Złotych Godów, która 24 października odbyła się w Miejscu Spotkań i Rekreacji w gminie Czerniewice.</p><p>Podczas wydarzenia świętowano jubileusz par, które od pół wieku idą przez życie razem. W uroczystości uczestniczyli Jubilaci, ich rodziny i bliscy, a całość miała podniosły, ale jednocześnie bardzo serdeczny charakter. To właśnie takie spotkania przypominają, że samorząd to nie tylko inwestycje, drogi i budżety, lecz także pamięć o mieszkańcach oraz docenienie ich życiowych historii.</p><h2>Jedenaście par uhonorowanych podczas uroczystości</h2><p>Złote Gody świętowali: Izabela Dojlidko-Albán i José Albán Juárez z Dąbrówki, Ewa i Jan Deredasowie z Wólki Jagielczyńskiej, Zofia i Wiesław Goździkowie z Czerniewic, Zofia i Tadeusz Olejnikowie z Małej Woli, Krystyna i Andrzej Pasikowie z Czerniewic, Janina i Wiesław Rybakowie z Czerniewic, Halina i Zdzisław Rybakowie z Lipia, Halina i Jan Stefańscy z Czerniewic, Genowefa i Henryk Szczurowie z Gaju, Krystyna i Józef Szymczkowie z Zubek Dużych oraz Hanna i Stanisław Wójcikowie z Chociwia.</p><p>Zebranych powitała Emilia Wiśnik, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Czerniewicach. Jak podkreślono podczas spotkania, Jubilaci są przykładem trwałego i zgodnego pożycia małżeńskiego, a także przywiązania do rodzinnych wartości. Życzenia przekazali również wójt Andrzej Bednarek oraz przewodniczący Rady Gminy Czerniewice Jarosław Kępa.</p><p>Parom wręczono listy gratulacyjne i kwiaty. Ten symboliczny gest był formą uznania dla wieloletniego wspólnego życia, budowania trwałych relacji i rodzinnego zaplecza, które przez dekady staje się fundamentem lokalnej wspólnoty.</p><h2>Muzyka, tort i rodzinna atmosfera</h2><p>Uroczystość miała nie tylko oficjalny, ale też bardzo ciepły przebieg. O oprawę artystyczną zadbała Orkiestra Gminy Czerniewice pod batutą kapelmistrza Mirosława Murgrabiego. Przed publicznością wystąpiła także Wiktoria Chwalińska, określona jako utalentowana mieszkanka gminy.</p><p>Nie zabrakło jubileuszowego tortu, lampki szampana i poczęstunku, przy którym Jubilaci mogli świętować razem z rodzinami. Tego typu wydarzenia często mają większe znaczenie, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Są publicznym podziękowaniem dla mieszkańców, którzy przez lata tworzyli rodziny, sąsiedzkie więzi i codzienne życie swoich miejscowości.</p><h2>Dlaczego takie wydarzenia są ważne</h2><p>W lokalnych społecznościach jubileusze małżeńskie mają szczególną rangę. To nie tylko okazja do złożenia życzeń, ale również moment, w którym samorząd pokazuje, że dostrzega ludzi i ich osobiste historie. <strong>Złote Gody</strong> stają się dzięki temu świętem nie jednej pary, lecz całej wspólnoty.</p><p>W przypadku gmin takich jak Czerniewice podobne uroczystości budują także poczucie ciągłości między pokoleniami. Dla młodszych mieszkańców są przypomnieniem, że trwałość relacji, odpowiedzialność i rodzinne wsparcie nie są pustymi hasłami, lecz konkretnym doświadczeniem ludzi mieszkających tuż obok.</p><p>Na zakończenie Jubilatom ponownie przekazano gratulacje oraz życzenia zdrowia, pogody ducha, codziennej radości i kolejnych lat spędzonych razem. Wydarzenie pokazało, że nawet w świecie szybkich informacji wciąż najważniejsze pozostają historie ludzi, którzy przez pół wieku potrafili być po prostu razem.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dziesięć lat turnieju KGW. Grand Prix dla Dąbrowy, zwycięstwo Stasiolas]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57271,dziesiec-lat-turnieju-kgw-grand-prix-dla-dabrowy-zwyciestwo-stasiolas</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57271,dziesiec-lat-turnieju-kgw-grand-prix-dla-dabrowy-zwyciestwo-stasiolas</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 19:02:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dziesiec-lat-turnieju-kgw-grand-prix-dla-dabrowy-zwyciestwo-stasiolas-1793189726.jpg</url>
                        <title>Dziesięć lat turnieju KGW. Grand Prix dla Dąbrowy, zwycięstwo Stasiolas</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57271,dziesiec-lat-turnieju-kgw-grand-prix-dla-dabrowy-zwyciestwo-stasiolas</link>
                    </image><description>Kolorowe stroje, sporo humoru, rywalizacja, ale przede wszystkim spotkanie ludzi, którzy na co dzień animują życie swoich miejscowości. W sobotę, 24 października, w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie Mazowieckim odbył się jubileuszowy, 10. Regionalny Turniej Kół Gospodyń Wiejskich i Miejskich. Grand Prix tegorocznej edycji zdobyło KGW Dąbrowa z gminy Tomaszów Mazowiecki, a pierwsze miejsce w głównych konkurencjach turniejowych wywalczyło KGW Stasiolas z gminy Ujazd.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To wydarzenie, które przez dekadę zdążyło już na dobre wpisać się w lokalny kalendarz. Regionalny Turniej Kół Gospodyń Wiejskich i Miejskich nie jest klasycznym konkursem kulinarnym ani kolejnym przeglądem folklorystycznym. Jego formuła od początku stawia przede wszystkim na <strong>integrację środowisk wiejskich, pomysłowość, pracę zespołową i umiejętność spojrzenia na lokalną tradycję z przymrużeniem oka</strong>. Tegoroczna edycja była szczególna — turniej odbył się po raz dziesiąty.</p><p>Motyw przewodni jubileuszowej odsłony inspirowany był muzyką i kulturą romską. Organizatorzy wcześniej zapowiadali imprezę pod hasłem <strong>„Cygański tabor z KGW”</strong>. W programie znalazły się konkurencje modowa i sprawnościowa oraz test wiedzy dotyczący bezpieczeństwa na wsi. Przygotowano również specjalną konkurencję wspomnieniową, do której zaproszono laureatów Grand Prix wcześniejszych edycji.</p><p>I właśnie tej jubileuszowej atmosfery podczas imprezy nie brakowało. Było barwnie, głośno i momentami bardzo teatralnie. Stroje, muzyczne inspiracje i sceniczne pomysły sprawiły, że bardziej niż z tradycyjnym konkursem mieliśmy do czynienia z lokalnym widowiskiem, w którym poszczególne koła mogły pokazać nie tylko wiedzę czy sprawność, ale również <strong>dystans do siebie, poczucie humoru i zdolność wspólnego tworzenia czegoś dla publiczności</strong>.</p><p>Najlepiej w konkurencjach turniejowych poradziło sobie <strong>KGW Stasiolas z gminy Ujazd</strong>, które zajęło pierwsze miejsce. Specjalną konkurencję wspomnieniową wygrało <strong>KGW Kochanów z gminy Lubochnia</strong>.</p><p>Najważniejsze wyróżnienie wieczoru — <strong>Grand Prix 10. Regionalnego Turnieju Kół Gospodyń Wiejskich i Miejskich</strong> — przypadło natomiast <strong>KGW Dąbrowa z gminy Tomaszów Mazowiecki</strong>.</p><p>Swojego laureata wybrały także same uczestniczki. Nagrodę <strong>Fair Play</strong> otrzymało <strong>KGW Henryków</strong>. Wyróżnienie przekazało KGW Żelechlin. I być może właśnie ta nagroda najlepiej oddaje charakter całego przedsięwzięcia. Bo choć na scenie liczyły się punkty, miejsca i werdykt jury, poza nią znacznie ważniejsze były spotkania ludzi działających często w niewielkich miejscowościach, gdzie koło gospodyń jest nie tylko organizacją społeczną, ale jednym z głównych motorów lokalnej aktywności.</p><p>Jubileusz pokazuje zresztą, jak trwałą markę udało się przez lata zbudować. W ubiegłorocznej, dziewiątej edycji uczestnicy rywalizowali m.in. w konkurencjach kulinarnej, edukacyjnej, artystycznej, sportowej, modowej i teście wiedzy, a Grand Prix zdobyło wówczas <strong>KGW Leszczyny Duże</strong>. Nagrodę Fair Play otrzymało KGW Żelechlin, któremu wyróżnienie przekazało KGW z Brzustowa.</p><p>Tym razem oprawę artystyczną jubileuszu tworzyli m.in. <strong>zespół ludowy „Sami swoi” z Twardej</strong> oraz uczestnicy zajęć tanecznych. W zapowiedziach organizatorzy informowali również o występie zespołu <strong>Vasyl Junior &amp; Cygańskie Gwiazdy</strong>.</p><p>W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele władz Powiatu Tomaszowskiego: starosta <strong>Dariusz Kowalczyk</strong>, wicestarosta <strong>Sławomir Żegota</strong>, członkowie Zarządu Powiatu <strong>Michał Czechowicz i Grzegorz Glimasiński</strong>, przewodniczący Rady Powiatu <strong>Michał Jodłowski</strong> oraz radni. Gościem turnieju był także <strong>Dariusz Klimczak</strong>, minister infrastruktury i poseł związany z Tomaszowem Mazowieckim. Funkcję ministra infrastruktury Dariusz Klimczak pełni również obecnie.</p><p>Dziesięć edycji to już coś więcej niż seria imprez. To fragment współczesnej historii lokalnych organizacji społecznych. <strong>Koła gospodyń dawno przestały być kojarzone wyłącznie z kuchnią, haftowanym obrusem i dożynkowym wieńcem.</strong> Organizują wydarzenia, pozyskują środki, prowadzą akcje charytatywne, warsztaty, pikniki i przedsięwzięcia integrujące całe miejscowości. Często tam, gdzie oferta kulturalna jest niewielka, właśnie one tworzą przestrzeń do spotkania.</p><p>Jubileuszowy turniej w PCAS był więc trochę konkursem, trochę spektaklem, a trochę wielkim spotkaniem ludzi, którzy wiedzą, że życie niewielkiej społeczności nie dzieje się samo. Ktoś musi zapalić światło w świetlicy, przygotować scenę, zebrać ludzi, wymyślić program i przekonać sąsiadów, żeby zamiast zostać w domu, przyszli zrobić coś razem.</p><p>Po dziesięciu latach widać, że ta formuła nadal działa.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Milionowe zarobki lekarzy. Watchdog: 172 medyków przekroczyło milion. W Tomaszowie także były siedmiocyfrowe kontrakty]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57269,milionowe-zarobki-lekarzy-watchdog-172-medykow-przekroczylo-milion-w-tomaszowie-takze-byly-siedmiocyfrowe-kontrakty</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57269,milionowe-zarobki-lekarzy-watchdog-172-medykow-przekroczylo-milion-w-tomaszowie-takze-byly-siedmiocyfrowe-kontrakty</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 16:48:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-milionowe-zarobki-lekarzy-watchdog-172-medykow-przekroczylo-milion-w-tomaszowie-takze-byly-siedmi-1793116401.png</url>
                        <title>Milionowe zarobki lekarzy. Watchdog: 172 medyków przekroczyło milion. W Tomaszowie także były siedmiocyfrowe kontrakty</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57269,milionowe-zarobki-lekarzy-watchdog-172-medykow-przekroczylo-milion-w-tomaszowie-takze-byly-siedmiocyfrowe-kontrakty</link>
                    </image><description>Ponad milion złotych w ciągu jednego roku – według danych zebranych przez Sieć Obywatelską Watchdog Polska taki poziom wynagrodzenia osiągnęło w 2025 roku co najmniej 172 lekarzy. Rekordowa ujawniona kwota zbliżyła się do 3 mln zł. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego ta dyskusja nie jest jednak opowieścią z odległych klinik w Lublinie, Koszalinie czy Gorzowie. NaszTomaszow.pl już kilka miesięcy temu ujawnił, że również w Tomaszowskim Centrum Zdrowia indywidualne kontrakty lekarskie przekraczały milion złotych rocznie. Najwyższy sięgał ponad 1,42 mln zł.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f9f9; border-left: 5px solid #17a2b8; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #17a2b8; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Milionowe kontrakty lekarskie w Polsce</strong> – Według danych zebranych przez stowarzyszenie Watchdog Polska i przekazanych PAP, w 2025 roku co najmniej <strong>172 lekarzy</strong> otrzymało wynagrodzenie przekraczające 1 mln zł.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Specyfika danych i rekordów</strong> – Opublikowany raport zawiera łącznie 248 rekordów z kwotami powyżej miliona złotych. Organizacja zaznacza jednak, że ta sama osoba mogła figurować w zestawieniu wielokrotnie, jeśli realizowała kontrakty w różnych miejscach.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Tomaszowski ślad poza oficjalną listą</strong> – Choć Tomaszowskie Centrum Zdrowia (TCZ) nie zostało ujęte w publicznej tabeli obejmującej 161 placówek, wcześniejsze ustalenia portalu NaszTomaszow.pl wskazują, że również w tomaszowskim szpitalu dwa indywidualne roczne kontrakty przekroczyły próg miliona złotych.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Sejmowa próba ograniczenia zarobków</strong> – W odpowiedzi na wysokie koszty personelu medycznego, Sejm uchwalił 22 października ustawę mającą limitować część wynagrodzeń finansowanych ze środków NFZ. Przepisy te nie są jednak jeszcze obowiązującym prawem i czekają na dalszy proces legislacyjny.</li>    </ul></div><h2>Milion przestał być pojedynczym wyjątkiem</h2><p>Jeszcze kilka miesięcy temu dyskusję o zarobkach lekarzy można było sprowadzić do kilku spektakularnych historii. Jeden szpital, jeden kontrakt, jedna kwota, która zaczynała żyć własnym życiem w mediach społecznościowych.</p><p>Badanie <strong>Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska</strong> pokazuje jednak, że problem jest znacznie bardziej skomplikowany.</p><p>29 czerwca 2026 roku organizacja wysłała <strong>1358 wniosków o udostępnienie informacji publicznej</strong> do placówek medycznych w całej Polsce. Podstawą były art. 61 Konstytucji RP oraz przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej. Watchdog chciał otrzymać listy lekarzy wraz z łącznymi kwotami wypłaconymi im w 2025 roku, niezależnie od formy zatrudnienia.</p><p>Efekt okazał się równie interesujący jak same wynagrodzenia. Dane umożliwiające analizę uzyskano zaledwie od <strong>161 spośród 1358 placówek, czyli około 12 procent</strong>. Reszta szpitali albo odmówiła przekazania takich informacji, albo nie odpowiedziała.</p><p>To pierwsza ważna informacja płynąca z raportu: <strong>o zarobkach w publicznej ochronie zdrowia wciąż wiemy zaskakująco mało</strong>.</p><h2>2,98 miliona złotych w jednym szpitalu</h2><p>W zgromadzonym przez Watchdog materiale znalazło się <strong>18 647 rekordów z kwotami wynagrodzeń</strong>. Mediana wyniosła 172 594 zł, średnia 239 506 zł. Co najmniej pół miliona złotych pojawia się w 2316 rekordach, czyli w ponad 12 procentach całego materiału.</p><p>Jeszcze bardziej przyciąga uwagę górna część tabeli. <strong>248 rekordów przekracza milion złotych</strong>, a takie wartości pojawiły się w 56 placówkach.</p><p>Najwyższa pojedyncza kwota wynosi <strong>2 979 868 zł</strong> i pochodzi z 1 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Kolejne to m.in. 2,74 mln zł w szpitalu wojewódzkim w Zamościu oraz blisko 2,6 mln zł w Szpitalu Wojewódzkim im. Mikołaja Kopernika w Koszalinie.</p><p>Tu trzeba jednak postawić grubą kreskę pod słowem „rekord”.</p><p><strong>Raport Watchdog nie jest rankingiem najlepiej zarabiających lekarzy w Polsce.</strong></p><p>Sama organizacja ostrzega, że jeden lekarz może występować w zestawieniu więcej niż jeden raz – chociażby z powodu różnych form zatrudnienia. Poszczególne szpitale przekazywały również dane w różny sposób: brutto lub netto, dotyczące różnych wymiarów czasu pracy i okresów zatrudnienia. Część placówek nie podała nazwisk.</p><p>Dlatego przekazana PAP liczba <strong>172 lekarzy z wynagrodzeniem przekraczającym milion złotych</strong> nie musi być sprzeczna z 248 rekordami widocznymi w surowym raporcie. Rekord w bazie nie zawsze oznacza odrębną osobę.</p><p>To rozróżnienie jest kluczowe. Inaczej z danych mających uporządkować debatę bardzo łatwo stworzyć medialny spektakl.</p><h2>Tomaszów już zna milionowe kontrakty</h2><p>Dla mieszkańców powiatu tomaszowskiego najważniejsze pytanie brzmi jednak inaczej: <strong>jak na tle tej ogólnopolskiej dyskusji wygląda Tomaszowskie Centrum Zdrowia?</strong></p><p>TCZ nie znajduje się w tabeli 161 placówek, których zindywidualizowane dane zostały wykorzystane w raporcie Watchdog. Nie można więc dopisywać tomaszowskich lekarzy do 172 osób wskazywanych w materiale PAP ani do 248 rekordów znajdujących się w bazie organizacji.</p><p>Ale to nie znaczy, że w Tomaszowie takich wynagrodzeń nie było.</p><p>W czerwcu <strong>NaszTomaszow.pl ujawnił dane przekazane redakcji przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia dotyczące wynagrodzeń personelu medycznego w 2025 roku</strong>.</p><p>Wśród przedstawionych indywidualnych kwot kontraktów znalazły się między innymi:</p><p><strong>1 423 193 zł, 1 120 839 zł, 846 790 zł, 786 385 zł, 785 477 zł, 724 442 zł, 718 273 zł oraz 694 785 zł.</strong></p><p>Oznacza to, że <strong>co najmniej dwa indywidualne kontrakty lekarskie w tomaszowskim szpitalu przekraczały w 2025 roku milion złotych</strong>. Najwyższa ujawniona kwota odpowiada średnio niemal <strong>119 tys. zł miesięcznie</strong>, druga – ponad <strong>93 tys. zł miesięcznie</strong>.</p><p>To nie są wynagrodzenia całych zespołów czy oddziałów. Z informacji przekazanych wcześniej redakcji wynikało, że były to kwoty przypisane konkretnym lekarzom, choć ich nazwisk nie publikowaliśmy.</p><h2>Ponad 143 miliony dla personelu medycznego TCZ</h2><p>Skala wydatków jest większa, gdy spojrzymy na cały szpital.</p><p>Według informacji przekazanych wcześniej NaszTomaszow.pl przez TCZ w 2025 roku <strong>łączna wartość wynagrodzeń brutto personelu medycznego przekroczyła 143 mln zł</strong>. Ponad 78 mln zł przypadło na umowy o pracę, ponad 55 mln zł na kontrakty, a ponad 9 mln zł na umowy zlecenia.</p><p>Jednocześnie ze sprawozdania finansowego spółki wynika, że <strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zakończyło 2025 rok stratą netto przekraczającą 24,4 mln zł</strong>. Przychody ze sprzedaży wyniosły około 230,3 mln zł.</p><p>Nie wolno z tych liczb wyprowadzać prostego równania: wysokie kontrakty lekarzy równa się strata szpitala. To byłoby dziennikarskie nadużycie. Kondycja szpitala zależy od wycen świadczeń przez NFZ, kosztów leków, energii, sprzętu, inwestycji, struktury oddziałów, nadwykonań i dziesiątek innych elementów.</p><p>Ale <strong>przy stracie liczonej w dziesiątkach milionów złotych pytanie o strukturę największych kontraktów jest całkowicie zasadne</strong>. Szczególnie że właścicielem TCZ jest Powiat Tomaszowski, a działalność szpitala opiera się w ogromnej mierze na pieniądzach publicznych.</p><h2>Nie chodzi o polowanie na lekarzy</h2><p>Ta debata bardzo łatwo może skręcić w złą stronę.</p><p>Lekarz specjalista nie jest pracownikiem, którego wartość można ocenić jedną liczbą na pasku wynagrodzenia. W deficytowych specjalizacjach szpitale konkurują o niewielką grupę ludzi. Bez anestezjologa nie będzie operacji. Bez radiologa nie będzie części diagnostyki. Bez lekarza zabezpieczającego dyżury można stanąć przed koniecznością ograniczenia albo zamknięcia oddziału.</p><p><strong>Problemem nie jest więc to, że lekarze dobrze zarabiają. Problemem jest pytanie, czy publiczny system potrafi racjonalnie określić wartość ich pracy, kontrolować kontrakty oraz zagwarantować, że wysokość wynagrodzeń idzie w parze z dostępnością świadczeń dla pacjentów.</strong></p><p>Naczelna Rada Lekarska od miesięcy przestrzega przed sprowadzaniem kryzysu ochrony zdrowia do zarobków medyków. Samorząd lekarski argumentuje, że bardzo wysokie wynagrodzenia dotyczą niewielkiej części środowiska, często lekarzy pracujących znacznie ponad standardowy wymiar czasu, a sztywne ograniczenie stawek może szczególnie uderzyć w szpitale powiatowe mające problemy z obsadą dyżurów.</p><p>To argument, którego nie można zbyć machnięciem ręki. Jeżeli bowiem po ustawowym ograniczeniu stawki lekarz wybierze większy szpital w Łodzi, Warszawie albo prywatną placówkę, oszczędność na kontrakcie może szybko zamienić się w problem z utrzymaniem oddziału.</p><h2>Państwo chce wprowadzić limity</h2><p>Debata przestała jednak być akademicka.</p><p><strong>22 października 2026 roku Sejm uchwalił rządową nowelizację dotyczącą zasad zatrudniania i wynagradzania personelu medycznego.</strong> Za ustawą głosowało 229 posłów, przeciw było 144, a 67 wstrzymało się od głosu. Dokument trafił do dalszych prac parlamentarnych i nie jest jeszcze obowiązującym prawem.</p><p>Przyjęte przez Sejm rozwiązania zmierzają między innymi do wprowadzenia <strong>maksymalnych stawek godzinowych i miesięcznych za świadczenia finansowane przez NFZ</strong>, ograniczenia zawierania części umów poprzez spółki i spółdzielnie lekarskie oraz zakazu ustalania wynagrodzenia medyka jako procentu wartości kontraktu placówki z NFZ.</p><p>Rząd argumentuje, że system trzeba uporządkować.</p><p>Lekarze odpowiadają, że państwo próbuje regulować cenę pracy zamiast rozwiązać podstawowy problem – <strong>niedobór specjalistów i niedofinansowanie świadczeń</strong>.</p><p>I gdzieś pomiędzy tymi dwoma stanowiskami znajduje się pacjent.</p><h2>PESEL pokaże prawdziwy obraz</h2><p>Najważniejsza zmiana może jednak nadejść nie wraz z limitami, lecz z danymi.</p><p>Od <strong>5 sierpnia 2026 roku obowiązuje tzw. ustawa PESEL-owa</strong>, która pozwala Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji łączyć informacje o wynagrodzeniach konkretnego medyka na podstawie numeru PESEL albo numeru prawa wykonywania zawodu.</p><p>Pod koniec września AOTMiT rozpoczęła kolejną zbiórkę danych ze wszystkich podmiotów mających umowy z NFZ. Placówki przekazują informacje o wynagrodzeniach niezależnie od formy zatrudnienia, a dane mogą zostać przypisane do konkretnej osoby.</p><p>Dopiero wtedy będzie można zobaczyć coś, czego badanie Watchdog nie potrafi pokazać: <strong>ile naprawdę zarabia jeden lekarz, jeśli jednocześnie pracuje w trzech, czterech czy pięciu placówkach</strong>.</p><p>I być może dopiero wtedy skończy się dyskusja oparta na legendach, przeciekach i pojedynczych rekordach.</p><h2>A co z Tomaszowem?</h2><p>Dla Tomaszowa sprawa ma jeszcze jeden wymiar.</p><p>Jeżeli państwo zdecyduje się ostatecznie ograniczyć kontrakty lekarskie finansowane przez NFZ, trzeba będzie odpowiedzieć na bardzo praktyczne pytanie: <strong>co stanie się z obsadą lekarską Tomaszowskiego Centrum Zdrowia?</strong></p><p>Czy lekarze, których kontrakty dzisiaj przekraczają poziom przewidywanych ustawowych limitów, zaakceptują nowe warunki?</p><p>Czy TCZ będzie w stanie znaleźć innych specjalistów?</p><p>Czy zmiana rzeczywiście przyniesie szpitalowi oszczędności?</p><p>A może rachunek zostanie wystawiony w inny sposób – poprzez problemy z dyżurami, ograniczenie świadczeń i jeszcze dłuższe kolejki?</p><p>To są pytania ważniejsze niż samo hasło „lekarz zarabia milion”.</p><p>Bo milion złotych robi wrażenie. <strong>Ale dla pacjenta ostatecznie nie jest najważniejsze, ile zarabia lekarz. Najważniejsze jest, czy lekarz będzie w szpitalu wtedy, kiedy pacjent będzie go potrzebował.</strong></p><p>I właśnie z tej perspektywy powinna być oceniana zarówno sytuacja w Tomaszowskim Centrum Zdrowia, jak i przygotowywana przez państwo reforma całego systemu.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Tam, gdzie pracowały tysiące tomaszowian, historia znów przemówi. Otwarcie Szlaku Mazovii już 5 listopada]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57268,tam-gdzie-pracowaly-tysiace-tomaszowian-historia-znow-przemowi-otwarcie-szlaku-mazovii-juz-5-listopada</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57268,tam-gdzie-pracowaly-tysiace-tomaszowian-historia-znow-przemowi-otwarcie-szlaku-mazovii-juz-5-listopada</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 16:33:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tam-gdzie-pracowaly-tysiace-tomaszowian-historia-znow-przemowi-otwarcie-szlaku-mazovii-juz-5-list-1793115497.jpg</url>
                        <title>Tam, gdzie pracowały tysiące tomaszowian, historia znów przemówi. Otwarcie Szlaku Mazovii już 5 listopada</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57268,tam-gdzie-pracowaly-tysiace-tomaszowian-historia-znow-przemowi-otwarcie-szlaku-mazovii-juz-5-listopada</link>
                    </image><description>Przez dziesięciolecia rozlegał się tutaj stukot krosien, pracowały maszyny przędzalnicze, a fabryczne syreny wyznaczały rytm życia tysięcy mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Dziś w miejscu dawnych zakładów włókienniczych działa nowoczesne centrum handlowe. Jednak historia nie zniknęła wraz z ostatnimi maszynami i rozbiórką przemysłowych hal. W czwartek, 5 listopada 2026 roku, o godzinie 11.00 odbędzie się uroczyste otwarcie Szlaku Mazovii – wyjątkowej trasy historycznej, która przypomni dzieje jednego z najważniejszych zakładów przemysłowych miasta i ludzi, którzy tworzyli jego potęgę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #fbf8f8; border-left: 5px solid #b91c1c; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #b91c1c; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>        <p style="margin: 0 0 15px 0; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <strong>Włókiennicza historia powraca do Tomaszowa</strong> – Już w czwartek, <strong>5 listopada 2026 roku o godzinie 11:00</strong>, na terenie Galerii Tomaszów odbędzie się uroczyste i oficjalne otwarcie nowo powstałego „Szlaku Mazovii”.    </p>    <!-- Tabela: Szczegóły inauguracji Szlaku Mazovii -->    <table style="width: 100%; border-collapse: collapse; margin-bottom: 15px; font-size: 0.95em; background-color: #ffffff; border-radius: 4px; overflow: hidden; box-shadow: 0 1px 3px rgba(0,0,0,0.05);">        <thead>            <tr style="background-color: #b91c1c; color: #ffffff; text-align: left;">                <th style="padding: 10px 15px; font-weight: bold;">Plan uroczystości</th>                <th style="padding: 10px 15px; font-weight: bold;">Szczegóły wydarzenia</th>            </tr>        </thead>        <tbody>            <tr style="border-bottom: 1px solid #e0e0e0;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333; font-weight: bold;">Data i godzina</td>                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333;">Czwartek, 5 listopada 2026 r., godz. 11:00</td>            </tr>            <tr style="background-color: #f8f9fa; border-bottom: 1px solid #e0e0e0;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333; font-weight: bold;">Miejsce zbiórki</td>                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333;">Wejście od parkingu (wjazd od ul. Barlickiego)</td>            </tr>            <tr style="border-bottom: 1px solid #e0e0e0;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333; font-weight: bold;">Główny punkt</td>                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333;">Odsłonięcie pamiątkowej tablicy przy fabrycznym kominie</td>            </tr>            <tr style="background-color: #f8f9fa;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333; font-weight: bold;">Struktura szlaku</td>                <td style="padding: 10px 15px; font-weight: bold; color: #b91c1c;">23 tablice (8 ekspozycji + 15 galerii foto)</td>            </tr>        </tbody>    </table>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Ocalić od zapomnienia potęgę Mazovii</strong> – nowa ścieżka edukacyjna ma za zadanie przypomnieć niezwykłe dzieje lokalnego przemysłu włókienniczego i wielkich fabrykantów. W czasach świetności zakłady te tętniły życiem, dając zatrudnienie blisko 3600 pracownikom.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Pamięć pokoleń tomaszowian</strong> – inicjatywa ma ogromne znaczenie dla dawnej załogi fabryki oraz ich rodzin. Szlak udowadnia, że pod współczesną, komercyjną przestrzenią handlową kryje się fascynująca historia i tożsamość kilku pokoleń mieszkańców Tomaszowa.</li>    </ul></div><p>Są takie miejsca, w których przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Można zmienić ich przeznaczenie, wyburzyć stare zabudowania, postawić nowe ściany i witryny sklepowe. Nie sposób jednak usunąć ich z pamięci mieszkańców.</p><p>Dla wielu tomaszowian teren dzisiejszej Galerii Tomaszów nie jest wyłącznie przestrzenią zakupów i rozrywki. To miejsce, w którym pracowali ich rodzice, dziadkowie, sąsiedzi i znajomi. Tutaj rozpoczynali zawodowe życie, nawiązywali przyjaźnie, poznawali przyszłych małżonków. Tutaj spędzali niekiedy większą część dorosłego życia.</p><p><strong>Szlak Mazovii ma przywrócić tej przestrzeni historyczną tożsamość.</strong> Nie przez odbudowywanie nieistniejących fabryk, lecz przez opowieść o ludziach, wydarzeniach, przedsiębiorcach i przemianach, które kształtowały Tomaszów Mazowiecki.</p><h2>Od fabrykanckich fortun do przemysłowego miasta</h2><p>Historia tomaszowskiego włókiennictwa sięga pierwszych dziesięcioleci XIX wieku. Miasto, którego rozwój początkowo związany był z działalnością górniczą i hutniczą, z czasem stało się jednym z ważnych ośrodków przemysłu tekstylnego.</p><p>Nad miejscowymi rzekami powstawały przędzalnie, tkalnie, farbiarnie i wykończalnie. Rozwijające się fabryki przyciągały robotników, rzemieślników, kupców i przedsiębiorców. Tomaszów rozrastał się, zmieniał swoje oblicze i stopniowo nabierał charakteru miasta przemysłowego.</p><p>Na terenach związanych z dzisiejszą Galerią Tomaszów funkcjonowały przedsiębiorstwa włókiennicze, których historia sięga XIX stulecia. Wśród nazwisk związanych z tym przemysłowym dziedzictwem pojawiają się między innymi <strong>Jakub Halpern, Maurycy Piesch, Samuel Steinman i Artur Aronson</strong>.</p><p>To właśnie dzieje dawnych fabrykantów i ich przedsiębiorstw mają być jednym z tematów historycznych ekspozycji przygotowanych na Szlaku Mazovii.</p><p>Przemysł włókienniczy nie był jedynie gałęzią gospodarki. Zmienił strukturę społeczną miasta, jego architekturę, przestrzeń i codzienność. Wznoszono wielkie hale produkcyjne, charakterystyczne kominy, budynki administracyjne i fabrykanckie wille. Powstawał Tomaszów, którego obraz jeszcze kilkadziesiąt lat temu był nierozerwalnie związany z przemysłowym krajobrazem.</p><h2>Mazovia. Fabryka, która dawała pracę tysiącom ludzi</h2><p>Po II wojnie światowej nastąpiła zasadnicza reorganizacja tomaszowskiego przemysłu. Dawne prywatne przedsiębiorstwa zostały przejęte przez państwo i stopniowo łączone w większe organizmy gospodarcze.</p><p>Tak ukształtowały się między innymi Mazowieckie Zakłady Przemysłu Wełnianego „Mazovia”, których działalność stała się ważnym rozdziałem powojennej historii Tomaszowa.</p><p><strong>W szczytowym okresie Mazovia zatrudniała blisko 3600 pracowników.</strong> Ta liczba pokazuje skalę znaczenia przedsiębiorstwa. Za każdym stanowiskiem pracy stał człowiek, a za nim rodzina, domowe potrzeby, plany i marzenia.</p><p>Fabryka była wielkim organizmem, w którym funkcjonowały kolejne działy produkcji włókienniczej. Praca odbywała się w otoczeniu hałasu maszyn, pyłu, zapachu surowców, barwników i środków wykorzystywanych przy produkcji tkanin.</p><p>Ale historia Mazovii to nie tylko przemysłowe statystyki. To również codzienność zakładowych brygad, mistrzów, tkaczek, prządek, mechaników, pracowników administracji i osób odpowiedzialnych za utrzymanie ruchu.</p><p>W czasach, kiedy wielkie przedsiębiorstwa stanowiły podstawę lokalnej gospodarki, <strong>przynależność do zakładowej społeczności była ważną częścią życia mieszkańców</strong>.</p><p>Mazovia należała do przemysłowego świata, który tworzyły również Wistom, Tomtex, Weltom czy Pilica. Nazwy tych przedsiębiorstw przez dziesięciolecia były obecne niemal w każdym tomaszowskim domu.</p><h2>Gdy milkły maszyny, zmieniało się całe miasto</h2><p>Przemiany gospodarcze po 1989 roku przyniosły tomaszowskiemu przemysłowi trudny czas. Wielkie przedsiębiorstwa, które przez dziesięciolecia stanowiły fundament lokalnego rynku pracy, musiały odnaleźć się w nowych realiach ekonomicznych.</p><p>Nie wszystkim się to udało.</p><p>Kryzys tradycyjnego przemysłu oznaczał znacznie więcej niż zmiany właścicielskie i zamykanie zakładów. Dla wielu rodzin był doświadczeniem utraty stabilności, poczucia bezpieczeństwa i świata, który przez lata wydawał się trwały.</p><p>W przemysłowym krajobrazie Tomaszowa zaczęły pojawiać się opuszczone hale, nieczynne budynki produkcyjne i rozległe tereny wymagające nowego zagospodarowania.</p><p>Również dawna Mazovia przestała pełnić swoją historyczną funkcję.</p><p>Miejsce, które wcześniej żyło rytmem produkcji, stopniowo przygotowywano do zupełnie innego przeznaczenia. Wraz z kolejnymi inwestycjami znikały fragmenty zabudowy, z którą przez pokolenia identyfikowali się mieszkańcy.</p><p><strong>W takich chwilach miasto traci nie tylko fabryki. Traci także część materialnych świadków własnej historii.</strong></p><h2>Galeria Tomaszów. Nowe życie dawnej przestrzeni fabrycznej</h2><p>Pomysł zagospodarowania terenów po Mazovii jako centrum handlowego narodził się na długo przed rozpoczęciem właściwej budowy.</p><p>Inwestycja, początkowo znana pod nazwą Galeria Mazovia, przechodziła przez kolejne etapy przygotowań, zmian koncepcji, problemów administracyjnych i finansowych. Dopiero zaangażowanie nowych inwestorów pozwoliło doprowadzić przedsięwzięcie do realizacji.</p><p><strong>27 października 2016 roku Galeria Tomaszów została oficjalnie otwarta.</strong> Dokładnie dziesięć lat później, 27 października 2026 roku, centrum handlowe obchodzi więc swoją pierwszą okrągłą rocznicę.</p><p>Nowy obiekt zasadniczo zmienił charakter tej części miasta. Dawne przestrzenie produkcyjne zastąpiły sklepy, punkty usługowe, gastronomia i miejsca rozrywki.</p><p>Projekt architektoniczny przygotowany przez pracownię MOFO Architekci nawiązywał do przemysłowej historii terenu. Wykorzystano charakterystyczną ceglaną estetykę i rozwiązania przywołujące wygląd dawnej zabudowy fabrycznej.</p><p>Jednym z najbardziej rozpoznawalnych śladów dawnego krajobrazu pozostał również fabryczny komin.</p><p>To właśnie w jego otoczeniu odbędzie się uroczyste odsłonięcie pamiątkowej tablicy inaugurującej Szlak Mazovii.</p><h2>23 tablice, fotografie i opowieści o dawnym Tomaszowie</h2><p>Przedsięwzięcie jest efektem współpracy Galerii Tomaszów z instytucjami zajmującymi się historią i kulturą miasta.</p><p>W przygotowanie projektu zaangażowało się <strong>Muzeum w Tomaszowie Mazowieckim im. Antoniego hr. Ostrowskiego</strong>, a wsparcia merytorycznego udzieliły także Stowarzyszenie Fabrykancki Tomaszów i Archiwa Państwowe. W początkowej fazie przedsięwzięcia wśród partnerów wymieniano również Miejskie Centrum Kultury.</p><p>Według opublikowanych wcześniej założeń <strong>Szlak Mazovii ma obejmować 23 tablice</strong>, rozmieszczone w otoczeniu Galerii Tomaszów. Osiem z nich zaplanowano jako rozbudowane ekspozycje tematyczne.</p><p>Trasa ma prowadzić przez miejsca związane z historią zakładów, w tym przestrzeń przy wejściach do galerii i okolice rzeki Wolbórki.</p><p>Zwiedzający poznają historię dawnych przedsiębiorców, rozwój produkcji włókienniczej, powstanie Mazovii, a także dzieje willi rodziny Halpernów, przędzalni Batavia i przemian otaczającej przestrzeni miejskiej.</p><p>Wcześniejsze zapowiedzi przewidywały również wykorzystanie kodów QR, materiałów cyfrowych, fotografii, nagrań oraz dwujęzycznych opisów. Projekt ma zatem łączyć tradycyjną ekspozycję historyczną z nowoczesnymi formami poznawania przeszłości.</p><p>W ten sposób <strong>zwykły spacer po terenie centrum handlowego może stać się podróżą przez niemal dwa stulecia historii Tomaszowa</strong>.</p><h2>Uroczyste otwarcie 5 listopada. Organizatorzy zapraszają na pierwszy spacer</h2><p>Oficjalna inauguracja Szlaku Mazovii odbędzie się <strong>w czwartek, 5 listopada 2026 roku, o godzinie 11.00</strong>.</p><p>Miejscem zbiórki będzie wejście do Galerii Tomaszów od strony parkingu, z wjazdem od ulicy Barlickiego.</p><p>Uroczystość rozpocznie się od powitania gości i przejścia pod pamiątkową tablicę przy kominie. Następnie zaplanowano wystąpienia zaproszonych osób oraz twórców szlaku.</p><p>O godzinie 11.15 ma nastąpić uroczyste odsłonięcie tablicy, a pięć minut później uczestnicy wyruszą na pierwsze wspólne przejście historycznej trasy.</p><p>Spacer potrwa do godziny 12.00.</p><p>Spotkanie odbędzie się na zewnątrz, dlatego organizatorzy przypominają o konieczności dostosowania ubioru do warunków atmosferycznych.</p><h2>Pamięć, której nie wolno zamknąć w muzealnej gablocie</h2><p>Otwarcie Szlaku Mazovii może stać się czymś więcej niż kolejną uroczystością z odsłonięciem tablicy.</p><p>To okazja do ponownego odkrycia historii ludzi, którzy budowali gospodarczy i społeczny potencjał Tomaszowa Mazowieckiego. Nie tylko właścicieli fabryk i przemysłowych fortun, ale przede wszystkim zwyczajnych pracowników, bez których żadne przedsiębiorstwo nie mogłoby istnieć.</p><p>W świecie, w którym przestrzeń dawnych zakładów coraz częściej zajmują centra handlowe, biurowce i osiedla mieszkaniowe, zachowanie pamięci o przemysłowej przeszłości nabiera szczególnego znaczenia.</p><p>Bo historia miasta nie składa się wyłącznie z nazw ulic, dat i pomników. Tworzą ją również wspomnienia o pierwszym dniu pracy, fabrycznej zmianie, wypłacie przynoszonej do domu, zakładowych uroczystościach i ludziach spotykanych codziennie przy tych samych maszynach.</p><p><strong>5 listopada dawna Mazovia symbolicznie powróci do Tomaszowa. Nie jako fabryka, lecz jako historia opowiedziana następnym pokoleniom.</strong></p><p>I być może właśnie w tym tkwi największa wartość całego przedsięwzięcia: żeby ci, którzy dziś przychodzą tutaj na zakupy, dowiedzieli się, że kiedyś tysiące tomaszowian przychodziły w to samo miejsce do pracy.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57267,kto-i-na-jakiej-podstawie-ingerowal-w-grob-powstanca-styczniowego-rodzina-marcina-bakowskiego-domaga-sie-wyjasnien</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57267,kto-i-na-jakiej-podstawie-ingerowal-w-grob-powstanca-styczniowego-rodzina-marcina-bakowskiego-domaga-sie-wyjasnien</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 08:31:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kto-i-na-jakiej-podstawie-ingerowal-w-grob-powstanca-styczniowego-rodzina-marcina-bakowskiego-domag-1793090277.png</url>
                        <title>Kto i na jakiej podstawie ingerował w grób powstańca styczniowego? Rodzina Marcina Bąkowskiego domaga się wyjaśnień</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57267,kto-i-na-jakiej-podstawie-ingerowal-w-grob-powstanca-styczniowego-rodzina-marcina-bakowskiego-domaga-sie-wyjasnien</link>
                    </image><description>Renowacja zabytkowych nagrobków to szlachetna inicjatywa, dzięki której można ocalić od zapomnienia historię miasta i jego mieszkańców. Co jednak, jeśli działania podejmowane w imię ochrony pamięci spotykają się ze stanowczym sprzeciwem rodziny pochowanej osoby? W Tomaszowie Mazowieckim pojawiły się poważne zarzuty dotyczące prac przy grobie Marcina Bąkowskiego, uczestnika powstania styczniowego. Jego potomkowie twierdzą, że ingerowano w rodzinny nagrobek bez ich wiedzy i zgody. Domagają się wyjaśnień, przywrócenia mogiły do poprzedniego stanu oraz zwrotu usuniętych przedmiotów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>– Zebrane środki zostaną przeznaczone na renowację pomnika Władysława Błaszczyka, żołnierza 8. kompanii 4. Pułku Piechoty Legionów Polskich, bohatera walk o niepodległość. Jest on ujęty na liście IPN. Planowane są tam prace obejmujące podniesienie i gruntowną renowację nagrobka. Planujemy także renowację zniszczonego pomnika ks. Jana Jakuba Benniego, pierwszego proboszcza parafii ewangelickiej w Tomaszowie, wybitnego duszpasterza, działacza społecznego i oświatowego – mówił Piotr Kucharski w rozmowie z dziennikarzem „Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego”, opublikowanej w ostatnim numerze pisma, w kontekście tegorocznej kwesty.</p><p>Artykuł stał się jednak punktem wyjścia do zupełnie innych poszukiwań, które podjęli potomkowie innego tomaszowskiego bohatera – <strong>Marcina Bąkowskiego, uczestnika powstania styczniowego z 1863 roku</strong>.</p><p>W trakcie poszukiwań natrafili na artykuł sprzed roku, dotyczący wcześniejszej zbiórki. Czytamy w nim:</p><blockquote><p>Tym razem celem zbiórki jest renowacja grobowca rodziny Chociszewskich i dra Jana Serafina Rodego, płk. Lucjana Bończy Ruszczewskiego oraz nagrobka Marcina Bąkowskiego, weterana powstania styczniowego 1863 r. W kwestę włączyło się dużo osób, wśród nich oczywiście organizatorzy – TPTM na czele z jego prezesem Piotrem Kucharskim oraz inni członkowie i sympatycy, młodzież szkolna, samorządowcy, społecznicy i oczywiście przedstawiciele naszej redakcji. Koordynatorem akcji był Piotr Kucharski.</p></blockquote><p>Właśnie ten fragment zwrócił uwagę członków rodziny Bąkowskiego, którzy postanowili wyjaśnić, jakie prace zaplanowano przy nagrobku, kto je wykonywał i na jakiej podstawie.</p><p>Jak wynika z przekazanych nam informacji, próbowali skontaktować się z Piotrem Kucharskim, a także skierowali pisma do kilku instytucji. Jedno z nich trafiło również do naszej redakcji.</p><h2>Rodzina: nikt nie pytał nas o zgodę</h2><p>W piśmie znalazły się poważne zarzuty dotyczące ingerencji w rodzinny nagrobek. Jego autorka twierdzi, że prace przeprowadzono bez jej wiedzy i zgody, mimo że to rodzina od lat zajmuje się utrzymaniem mogiły.</p><blockquote><p>Nie wiem o jakiej zeszłorocznej renowacji pomnika Marcina Bąkowskiego jest mowa. Nikt obcy w zeszłym roku nie wykonywał żadnych pracy przy tym nagrobku. Rzeczony pomnik jest opłacany przez rodzinę, nikt oprócz rodziny nie prowadził renowacji. Pomnik był zadbany aż do tego miesiąca, gdzie bez mojej wiedzy i zgody osoby związane z Towarzystwem Przyjaciół Tomaszowa Mazowieckiego wyrwały przepiękny bluszcz, który zarastał całą zabytkową mogiłę, wyrzucono/zabrano krzyż (widoczny nawet na tym plakacie dotyczącym kwesty), zabrano tabliczkę z datami narodzin i śmierci mojej Babci, usunięto znicze, zabrano wazon. Gdyby tego było mało to kilka dni temu jakimiś - jak sądzę- metalowymi szczotkami "czyszczono" nagrobek, zapominając, że taki nagrobek później powinien być impregnowany. Nie oczekiwałam aby ktoś to robił. Grobami, których jestem dysponentem zajmujemy się od zawsze ja i moja rodzina.</p></blockquote><p>To relacja osoby bezpośrednio zainteresowanej sprawą, która wymaga wyjaśnienia przez organizatorów prac. Szczególnie istotne pozostają pytania o zakres ingerencji w nagrobek, los usuniętych przedmiotów oraz ewentualną zgodę osób uprawnionych do opieki nad grobem.</p><p>Autorka pisma twierdzi również, że podczas kontaktu z Piotrem Kucharskim miała usłyszeć, iż grobem zarządza Instytut Pamięci Narodowej. Nie dysponujemy jednak niezależnym potwierdzeniem, że taka wypowiedź rzeczywiście padła.</p><p>Rodzina zapowiada podjęcie kroków prawnych.</p><blockquote><p>Dysponentem tego grobu jestem ja i nikt inny. O całej sprawie jest już powiadomiony mój adwokat! Nikt nie ma prawa bezcześcić grobu moich Przodków! A do tego jeszcze brać za to pieniądze!!! Jako dysponent tego nagrobka informuję, że aż do tegorocznej październikowej bezprawnej wizyty Panów z Towarzystwa Przyjaciół Tomaszowa Mazowieckiego miejsce to było zadbane! O całej sytuacji powiadamiam Panią z kancelarii cmentarnej!</p></blockquote><p>Emocje zawarte w tym piśmie trudno przeoczyć. Dla potomków Marcina Bąkowskiego nie jest to bowiem wyłącznie historyczny pomnik, lecz przede wszystkim miejsce spoczynku bliskich, nad którym – jak podkreślają – sprawują opiekę od pokoleń.</p><h2>Pytania do Towarzystwa Przyjaciół Tomaszowa Mazowieckiego</h2><p>W związku ze zgłoszonymi zarzutami skierowaliśmy do Piotra Kucharskiego, prezesa Towarzystwa Przyjaciół Tomaszowa Mazowieckiego, pytania dotyczące rozliczenia zbiórki oraz prac prowadzonych przy grobie Marcina Bąkowskiego.</p><p>Chcieliśmy przede wszystkim ustalić, czy TPTM kontaktowało się z rodziną lub osobami uprawnionymi do dysponowania miejscem pochówku, czy uzyskano zgodę na przeprowadzenie prac oraz jakie środki przeznaczono na ten cel.</p><p>Do chwili przygotowania artykułu <strong>nie otrzymaliśmy odpowiedzi na skierowane pytania</strong>.</p><p>Brak stanowiska organizatorów nie pozwala obecnie rozstrzygnąć, jak wyglądał proces podejmowania decyzji dotyczących prac przy nagrobku. Nie można także na tej podstawie przesądzać o bezprawności działań ani o sposobie wykorzystania środków pochodzących z kwesty.</p><p>Rodzina formułuje jednak swoje zarzuty bardzo stanowczo.</p><blockquote><p>Przypisywanie sobie zasług, zbieranie pieniędzy za coś czego się nie zrobiło nie jest tylko bezprawiem, ale zwykłym okłamywaniem Darczyńców!</p></blockquote><p>Autorzy pisma żądają <strong>przywrócenia grobu do stanu sprzed przeprowadzonych prac oraz zwrotu przedmiotów, które – według ich relacji – zostały z niego usunięte</strong>. Oczekują, że nastąpi to jeszcze przed uroczystością Wszystkich Świętych.</p><p>Podkreślają również, że to rodzina ponosi koszty utrzymania miejsca pochówku i reguluje opłaty cmentarne.</p><h2>Czy wpis do ewidencji IPN oznacza, że Instytut zarządza grobem?</h2><p>To jedno z najważniejszych pytań w całej sprawie.</p><p><strong>Grób Marcina Bąkowskiego w Tomaszowie Mazowieckim rzeczywiście znajduje się w Ewidencji grobów weteranów walk o wolność i niepodległość Polski, prowadzonej przez Instytut Pamięci Narodowej. Nie oznacza to jednak automatycznie, że IPN jest dysponentem grobu ani że wpis upoważnia dowolny podmiot do prowadzenia przy nim prac bez wymaganych zgód.</strong></p><p>Podstawą prawną jest ustawa z 22 listopada 2018 roku o grobach weteranów walk o wolność i niepodległość Polski.</p><p>Na jej podstawie IPN prowadzi oficjalną ewidencję miejsc pochówku osób zasłużonych dla odzyskania lub obrony niepodległości. Mogą się w niej znaleźć między innymi groby uczestników powstań narodowych, żołnierzy walczących o niepodległość oraz członków organizacji konspiracyjnych.</p><p>Wpis oznacza objęcie grobu ustawowym systemem ewidencji i ochrony pamięci historycznej. Nie jest jednak równoznaczny z przejęciem przez Instytut praw do miejsca pochówku.</p><p>Kwestie uprawnień do grobu, jego utrzymania i wykonywania prac wymagają odrębnej oceny, z uwzględnieniem przepisów prawa, regulaminu cmentarza oraz praw osób bliskich zmarłych.</p><p>Dotyczy to również grobów rodzinnych, w których spoczywają osoby wpisane do ewidencji IPN.</p><p>Szczególnie ważne jest rozróżnienie między <strong>objęciem grobu ochroną historyczną a prawem do decydowania o ingerencji w jego wygląd i wyposażenie</strong>. To dwie różne kwestie, których nie należy ze sobą utożsamiać.</p><h2>Jakie możliwości daje wpis do ewidencji IPN?</h2><p>Ujęcie grobu w ewidencji może stanowić podstawę do ubiegania się o wsparcie finansowe na jego remont, konserwację i utrzymanie. Możliwe jest również uzyskanie urzędowego oznaczenia potwierdzającego historyczny charakter miejsca pochówku.</p><p>W określonych przypadkach dofinansowanie może obejmować także koszty związane z utrzymaniem grobu, w tym opłaty cmentarne.</p><p>Wsparcie nie jest jednak przyznawane automatycznie. Wymaga przeprowadzenia odpowiedniej procedury, a zakres planowanych prac powinien odpowiadać obowiązującym przepisom i uzyskanym zgodom.</p><p><strong>Sam wpis do ewidencji IPN nie daje organizacji społecznej nieograniczonego prawa do ingerowania w rodzinny nagrobek.</strong></p><p>W przypadku grobu Marcina Bąkowskiego należałoby więc ustalić, kto był formalnym organizatorem prac, jaki był ich zakres, czy istniała stosowna dokumentacja i kto wyraził zgodę na ich przeprowadzenie.</p><p>Odrębnym zagadnieniem pozostaje ewentualna ochrona konserwatorska nagrobka. Jeżeli obiekt podlega szczególnym formom ochrony zabytków, zakres dopuszczalnych prac i wymaganych zezwoleń może być dodatkowo ograniczony.</p><h2>Marcin Bąkowski (1820–1893) – powstaniec styczniowy, którego grób przetrwał próbę czasu</h2><p><strong>Marcin Bąkowski (1820–1893)</strong> był uczestnikiem powstania styczniowego, związanym z Tomaszowem Mazowieckim. Należał do pokolenia Polaków, które w 1863 roku podjęło walkę z rosyjskim zaborcą, mimo niewielkich szans na militarne zwycięstwo.</p><p>Jego mogiła znajduje się na cmentarzu rzymskokatolickim przy ulicy Smutnej w Tomaszowie Mazowieckim, w <strong>kwaterze X (10)</strong>. Grób został wpisany do oficjalnej ewidencji grobów weteranów walk o wolność i niepodległość Polski, prowadzonej przez Instytut Pamięci Narodowej.</p><p>Marcin Bąkowski urodził się w 1820 roku, a więc w czasach, gdy państwo polskie od ćwierćwiecza nie istniało na mapie Europy. Dorastał w rzeczywistości ukształtowanej przez zabory, a jego młodość przypadła na okres nasilających się dążeń niepodległościowych.</p><p>Kiedy w styczniu 1863 roku wybuchło powstanie przeciwko Imperium Rosyjskiemu, miał około 43 lat. Nie był więc młodzieńcem, jak wielu uczestników narodowego zrywu, lecz człowiekiem dojrzałym, należącym do pokolenia pamiętającego skutki klęski powstania listopadowego.</p><p><strong>Udział Marcina Bąkowskiego w powstaniu styczniowym</strong> został odnotowany w opracowaniu historycznym Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim, zatytułowanym <i>Tomaszowianie w powstaniu styczniowym</i>.</p><p>Jego nazwisko wymieniono wśród mieszkańców związanych z wydarzeniami lat 1863–1864. Dostępne informacje nie pozwalają jednak ustalić, w którym oddziale walczył, jakie pełnił funkcje ani w jakich konkretnych potyczkach uczestniczył.</p><p>Powstanie styczniowe miało w Tomaszowie Mazowieckim i okolicach szczególny charakter. W maju 1863 roku powstał miejscowy oddział liczący 66 ochotników, przede wszystkim rzemieślników i robotników, dowodzony przez aptekarza Aleksandra Langego.</p><p>Powstańcy udali się do Białobrzegów, gdzie w kościele św. Marcina złożyli przysięgę. Wydarzenia te tworzą historyczne tło działalności Bąkowskiego, choć nie ma obecnie wystarczających podstaw źródłowych, aby jednoznacznie przypisać go do oddziału Langego.</p><p>Marcin Bąkowski przeżył upadek powstania i kolejne trzy dekady życia pod zaborem rosyjskim. Zmarł w <strong>1893 roku, w wieku około 73 lat</strong>, nie doczekawszy odzyskania przez Polskę niepodległości.</p><p>Został pochowany na cmentarzu katolickim przy ulicy Smutnej w Tomaszowie Mazowieckim. Jego nagrobek należy do zachowanych XIX-wiecznych pomników nekropolii.</p><p>Historyczne znaczenie miejsca pochówku potwierdza wpis w ewidencji IPN, gdzie znajduje się indywidualna karta grobu Marcina Bąkowskiego, wskazująca jego związek z powstaniem styczniowym oraz lokalizację mogiły w kwaterze X tomaszowskiego cmentarza.</p><p>Ponad 130 lat po śmierci powstańca jego nagrobek pozostaje materialnym świadectwem historii miasta i pokolenia, które nie doczekało wolnej Polski, lecz uczestniczyło w walce o jej odzyskanie.</p><h2>Pamięć o bohaterach nie może oznaczać pomijania praw ich rodzin</h2><p>Sprawa nagrobka Marcina Bąkowskiego wykracza poza spór dotyczący bluszczu, krzyża, tabliczki czy sposobu czyszczenia starego kamienia.</p><p>Dotyka znacznie ważniejszego problemu: <strong>kto ma prawo decydować o losie rodzinnego grobu, nawet jeśli spoczywa w nim osoba zasłużona dla historii Polski?</strong></p><p>Nie sposób kwestionować potrzeby ratowania zabytkowych nagrobków tomaszowskiego cmentarza. Wiele z nich niszczeje, a bez społecznego zaangażowania i zbiórek pieniędzy część historycznego dziedzictwa miasta mogłaby bezpowrotnie zniknąć.</p><p>Jednak nawet najbardziej szlachetna inicjatywa wymaga poszanowania obowiązujących zasad i praw osób związanych z miejscem pochówku.</p><p>Pozostają pytania, na które warto uzyskać jednoznaczne odpowiedzi. Czy rodzina została poinformowana o zamiarze przeprowadzenia prac? Czy uzyskano wymagane zgody? Co stało się z przedmiotami, które – według jej relacji – zniknęły z nagrobka? Jakie pieniądze przeznaczono na odnowienie mogiły i jakie czynności faktycznie wykonano?</p><p><strong>Wyjaśnienie tych okoliczności leży zarówno w interesie rodziny Marcina Bąkowskiego, jak i organizatorów kwesty oraz darczyńców, którzy przekazywali pieniądze w przekonaniu, że służą one ratowaniu historycznych pomników.</strong></p><p>Historia nie kończy się przecież na dacie wyrytej w kamieniu. Żyje również w pamięci potomków, którzy mają prawo oczekiwać szacunku dla miejsca spoczynku swoich bliskich.</p><p>Redakcja NaszTomaszow.pl pozostaje otwarta na przedstawienie stanowiska Towarzystwa Przyjaciół Tomaszowa Mazowieckiego i Piotra Kucharskiego oraz opublikowanie otrzymanych wyjaśnień.</p><p>Uwaga redakcyjna: Przed publikacją warto zweryfikować trzy kwestie: dokładne brzmienie wcześniejszego artykułu „TIT”, fakt i zakres wykonanych prac oraz status prawny nagrobka w dokumentacji cmentarnej. Szczególnie ważne jest, aby nie traktować zarzutów o kradzież, zbezczeszczenie grobu czy niewłaściwe wykorzystanie pieniędzy jako faktów ustalonych. W poprawionej wersji są one przypisane autorom pisma, a nie przedstawione jako rozstrzygnięcia redakcji.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57265,27-pazdziernika-w-historii-aresztowanie-starzynskiego-swiat-na-krawedzi-wojny-atomowej-i-list-z-auschwitz-do-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57265,27-pazdziernika-w-historii-aresztowanie-starzynskiego-swiat-na-krawedzi-wojny-atomowej-i-list-z-auschwitz-do-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 06:53:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-27-pazdziernika-w-historii-aresztowanie-starzynskiego-swiat-na-krawedzi-wojny-atomowej-i-list-z-au-1793183472.png</url>
                        <title>27 października w historii. Aresztowanie Starzyńskiego, świat na krawędzi wojny atomowej i list z Auschwitz do Tomaszowa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57265,27-pazdziernika-w-historii-aresztowanie-starzynskiego-swiat-na-krawedzi-wojny-atomowej-i-list-z-auschwitz-do-tomaszowa</link>
                    </image><description>Jednego dnia niemieccy funkcjonariusze wyprowadzili z warszawskiego ratusza prezydenta, który nie opuścił stolicy podczas jej oblężenia. W innym październiku amerykańskie i radzieckie czołgi stanęły naprzeciw siebie w Berlinie, a rok później świat znalazł się o krok od wojny nuklearnej. Tymczasem w 1943 roku z Auschwitz wysłano pocztówkę do Tomaszowa Mazowieckiego. Jej autorką była młoda więźniarka, której historia przetrwała w muzealnych zbiorach. Co wydarzyło się 27 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne opowiada również o narodzinach polskiej demokracji parlamentarnej, wielkich pisarzach, muzycznych przełomach i sportowych triumfach. Przede wszystkim jednak przypomina, że historia świata bywa zapisana na niewielkiej kartce papieru, zaadresowanej do zwyczajnego domu przy tomaszowskiej ulicy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Wtorek, 27 października 2026 roku. Kartka z kalendarza</h2><p>Dziś mamy wtorek, 27 października 2026 roku. Jest to 300. dzień roku, a do jego zakończenia pozostało 65 dni.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi około godziny 6.24, natomiast zachodzi około 16.22. Dzień trwa niespełna dziesięć godzin. Po niedzielnej zmianie czasu na zimowy jesienne wieczory stają się coraz dłuższe.</p><p>Imieniny obchodzą między innymi Iwona, Sabina i Wincenty.</p><p>Najważniejszym międzynarodowym świętem jest Światowy Dzień Dziedzictwa Audiowizualnego, obchodzony pod patronatem UNESCO. Przypomina o konieczności ochrony archiwalnych nagrań filmowych, radiowych i telewizyjnych, które są świadectwem historii społeczeństw. Współcześnie szczególne znaczenie ma zabezpieczanie zagrożonych zbiorów oraz ich digitalizacja.</p><p>Dziś przypada również Dzień Niepodległości Saint Vincent i Grenadyn, karaibskiego państwa, które uzyskało niepodległość od Wielkiej Brytanii 27 października 1979 roku.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Kalendarium historyczne</u></strong></span></h3><h2>473 lata temu (1553). Miguel Servet ginie na stosie. Cena niezależnego myślenia</h2><p>27 października 1553 roku w Genewie stracono Miguela Serveta, hiszpańskiego lekarza, teologa i uczonego, którego poglądy religijne uznano za heretyckie. Servet kwestionował tradycyjną naukę o Trójcy Świętej, czym naraził się zarówno katolickim, jak i protestanckim autorytetom. Po procesie został spalony na stosie, a jego śmierć stała się jednym z najbardziej znanych przykładów nietolerancji religijnej epoki reformacji.</p><p>Servet zapisał się również w historii medycyny dzięki opisowi krążenia krwi przez płuca. Jego prace wyprzedzały część późniejszych odkryć fizjologicznych, choć nie stworzył jeszcze kompletnej teorii krążenia krwi. Dzisiaj wspomina się go jako postać tragiczną: człowieka, którego niezależność intelektualna przyniosła zarówno ważne obserwacje naukowe, jak i śmierć z rąk religijnych przeciwników.</p><h2>220 lat temu (1806). Napoleon wkracza do Berlina. Prusy na kolanach</h2><p>27 października 1806 roku Napoleon Bonaparte wkroczył do Berlina, stolicy pokonanego Królestwa Prus. Zaledwie trzynaście dni wcześniej jego armia rozbiła wojska pruskie w bitwach pod Jeną i Auerstedt. Zwycięstwo było tak zdecydowane, że jeden z najważniejszych europejskich ośrodków militarnych został niemal pozbawiony możliwości dalszej skutecznej obrony.</p><p>Dla Prus porażka stała się początkiem głębokich reform państwowych i wojskowych. Dla Polaków oznaczała natomiast otwarcie zupełnie nowych możliwości politycznych. Wkrótce Napoleon wkroczył na ziemie polskie, a w 1807 roku powstało Księstwo Warszawskie. Nie było ono pełnym odrodzeniem Rzeczypospolitej, ale po latach rozbiorów przywracało polskie instytucje państwowe, administrację i armię. Tak więc wydarzenia w Berlinie miały konsekwencje odczuwalne również nad Wisłą.</p><h2>122 lata temu (1904). Nowy Jork schodzi pod ziemię. Narodziny metra</h2><p>27 października 1904 roku uruchomiono pierwszą linię metra nowojorskiego. Pociągi rozpoczęły kursowanie na trasie prowadzącej przez Manhattan, między stacjami City Hall i 145th Street. Było to przełomowe przedsięwzięcie inżynieryjne, które zmieniło sposób funkcjonowania wielkiego miasta.</p><p>Na początku XX wieku Nowy Jork zmagał się z zatłoczonymi ulicami i gwałtownym wzrostem liczby mieszkańców. Podziemna kolej dawała możliwość szybkiego przemieszczania tysięcy ludzi bez konieczności korzystania z zakorkowanych arterii. Z czasem jej sieć rozrosła się do jednego z najbardziej rozpoznawalnych systemów transportowych świata.</p><p>Dzisiaj nowojorskie metro jest nie tylko środkiem komunikacji, ale także ważnym elementem popkultury. Pojawia się w filmach, powieściach i piosenkach. Wystarczy przypomnieć, jak wiele scen amerykańskiego kina rozgrywa się na peronach i w wagonach tej niezwykłej miejskiej arterii.</p><h2>104 lata temu (1922). Faszyści ruszają po władzę. Początek końca włoskiej demokracji</h2><p>27 października 1922 roku rozpoczęła się decydująca faza faszystowskiej demonstracji siły, która przeszła do historii jako Marsz na Rzym. Oddziały zwolenników Benita Mussoliniego, nazywane czarnymi koszulami, przygotowywały przejęcie kontroli nad państwem, wykorzystując atmosferę politycznego kryzysu i wieloletnią falę przemocy wobec przeciwników.</p><p>Nie był to spontaniczny marsz niezadowolonych obywateli. Ruch faszystowski wcześniej brutalnie atakował organizacje robotnicze, działaczy lewicowych i niezależne instytucje społeczne. Kiedy premier Luigi Facta próbował przeciwdziałać zagrożeniu, król Wiktor Emanuel III nie zdecydował się na skuteczne użycie siły państwa przeciwko faszystom.</p><p>W następnych dniach Mussolini otrzymał misję utworzenia rządu. Wydarzenia października 1922 roku były początkiem procesu, który doprowadził do likwidacji włoskiej demokracji parlamentarnej i ustanowienia dyktatury. Marsz na Rzym przypomina, że system demokratyczny może zostać zniszczony nie tylko przez otwarte obalenie konstytucji, lecz również przez stopniowe oddawanie instytucji państwa w ręce sił odrzucających demokratyczne zasady.</p><h2>87 lat temu (1939). Gestapo aresztuje Stefana Starzyńskiego. Warszawa traci swojego prezydenta</h2><p>27 października 1939 roku funkcjonariusze niemieckiego gestapo aresztowali Stefana Starzyńskiego w warszawskim ratuszu. Prezydent miasta był jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli obrony stolicy we wrześniu 1939 roku. Nie opuścił Warszawy mimo bombardowań, zniszczeń i coraz trudniejszej sytuacji jej mieszkańców.</p><p>Starzyński organizował życie oblężonego miasta i przemawiał do ludności przez radio, dodając otuchy mieszkańcom oraz obrońcom. Jego wystąpienia stały się ważnym świadectwem atmosfery pierwszych tygodni wojny. Po kapitulacji Warszawy pozostał na stanowisku, próbując zapewnić podstawowe funkcjonowanie miasta pod niemiecką okupacją.</p><p>Niemcy najpierw osadzili go w więzieniu przy ulicy Daniłowiczowskiej, a później na Pawiaku. Przez dziesięciolecia okoliczności jego śmierci pozostawały przedmiotem sporów historycznych. Śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej, zakończone w 2014 roku, wykazało, że został zamordowany przez funkcjonariuszy gestapo w grudniu 1939 roku.</p><p>Jego historia stała się symbolem odpowiedzialności samorządowca za miasto w godzinie największej próby.</p><h2>65 lat temu (1961). Czołgi naprzeciw siebie. Berlin o krok od wojny</h2><p>27 października 1961 roku amerykańskie i radzieckie czołgi stanęły naprzeciw siebie przy Checkpoint Charlie w Berlinie. Kilka miesięcy wcześniej władze Niemieckiej Republiki Demokratycznej rozpoczęły budowę muru berlińskiego, oddzielającego wschodnią część miasta od zachodniej. Napięcie pomiędzy mocarstwami rosło, a spór o uprawnienia aliantów do swobodnego przemieszczania się przez granicę sektorów stał się szczególnie niebezpieczny.</p><p>Po obu stronach przejścia granicznego ustawiono wozy bojowe. Żołnierze znajdowali się w stanie gotowości, a pomyłka lub nieprzemyślany rozkaz mogły wywołać starcie o konsekwencjach znacznie poważniejszych niż lokalny incydent.</p><p>Kryzys zakończył się następnego dnia, kiedy obie strony stopniowo wycofały czołgi. Konfrontacja przy Checkpoint Charlie stała się jednym z najważniejszych obrazów zimnej wojny. Pokazywała, jak blisko siebie funkcjonowały dwa przeciwstawne systemy polityczne i jak niewiele niekiedy dzieliło dyplomatyczny konflikt od militarnej katastrofy.</p><h2>64 lata temu (1962). Czarna sobota kryzysu kubańskiego. Świat na krawędzi zagłady</h2><p>27 października 1962 roku świat przeżywał jeden z najniebezpieczniejszych dni zimnej wojny. Trwał kryzys kubański, wywołany rozmieszczeniem przez Związek Radziecki rakiet nuklearnych na Kubie. Stany Zjednoczone odpowiedziały blokadą morską wyspy, a prezydent John F. Kennedy i radziecki przywódca Nikita Chruszczow znajdowali się pod ogromną presją własnych dowódców i opinii publicznej.</p><p>Tego dnia nad Kubą zestrzelono amerykański samolot zwiadowczy U-2. Zginął jego pilot, major Rudolf Anderson. W Waszyngtonie rozważano możliwość odpowiedzi militarnej, która mogła uruchomić niekontrolowaną spiralę eskalacji.</p><p>Jednocześnie trwała wymiana propozycji dyplomatycznych. Ostatecznie osiągnięto porozumienie przewidujące wycofanie radzieckich rakiet z Kuby oraz amerykańskie zobowiązanie do nieatakowania wyspy. W tajnych ustaleniach znalazła się także sprawa wycofania amerykańskich rakiet Jupiter z Turcji.</p><p>Czarna sobota pozostała przestrogą dla kolejnych pokoleń polityków. W świecie broni atomowej zwykły błąd, nadmierna pewność siebie czy źle odczytana decyzja przeciwnika mogą zagrozić milionom ludzi.</p><h2>46 lat temu (1980). UNESCO staje w obronie ruchomych obrazów. Pamięć potrzebuje ochrony</h2><p>27 października 1980 roku podczas konferencji generalnej UNESCO w Belgradzie przyjęto zalecenie dotyczące ochrony i zachowania ruchomych obrazów. Dokument zwracał uwagę na wartość filmów i innych nagrań audiowizualnych jako części dziedzictwa kulturowego narodów.</p><p>W czasach, gdy telewizja była jednym z najważniejszych źródeł informacji, a archiwa filmowe przechowywały świadectwa historii XX wieku, stawało się coraz bardziej oczywiste, że nośniki obrazu i dźwięku nie są wieczne. Taśmy mogą ulec zniszczeniu, materiały mogą zostać źle przechowane, a całe kolekcje mogą zniknąć wskutek wojen, pożarów lub zaniedbań.</p><p>Właśnie do tej decyzji nawiązuje obchodzony dzisiaj Światowy Dzień Dziedzictwa Audiowizualnego UNESCO. Współcześnie jego znaczenie rozszerzyło się również na problemy digitalizacji i przechowywania dokumentów cyfrowych. Nie wystarczy bowiem nagrać wydarzenia. Trzeba jeszcze zadbać, aby zapis mogły zobaczyć przyszłe pokolenia.</p><h2>45 lat temu (1981). Radziecki okręt podwodny u wybrzeży Szwecji. „Whiskey on the rocks”</h2><p>W nocy z 27 na 28 października 1981 roku radziecki okręt podwodny S-363, znany w Szwecji jako U-137, osiadł na mieliźnie w pobliżu Karlskrony. Jednostka znalazła się na wodach terytorialnych neutralnej Szwecji, niedaleko ważnej bazy marynarki wojennej.</p><p>Incydent wywołał poważny kryzys dyplomatyczny. Szwedzkie władze domagały się wyjaśnień, a Związek Radziecki przedstawiał zdarzenie jako następstwo błędów nawigacyjnych. Zachodnie media szybko nadały sprawie ironiczny przydomek „Whiskey on the rocks”, nawiązujący do natowskiego oznaczenia klasy radzieckich okrętów.</p><p>Za dowcipnym określeniem kryło się jednak poważne pytanie o suwerenność neutralnego państwa i działalność radzieckich sił zbrojnych na Bałtyku. Wydarzenie pokazało, że zimna wojna obejmowała również państwa formalnie nieuczestniczące w dwóch głównych blokach wojskowych.</p><h2>35 lat temu (1991). Pierwsze całkowicie wolne wybory parlamentarne po wojnie</h2><p>27 października 1991 roku Polacy wybrali Sejm i Senat w pierwszych po II wojnie światowej w pełni wolnych wyborach parlamentarnych. Dwa lata wcześniej, 4 czerwca 1989 roku, odbyły się wybory częściowo wolne: obsada większości miejsc w Sejmie była zagwarantowana stronie rządowej na mocy ustaleń Okrągłego Stołu. W 1991 roku te ograniczenia już nie obowiązywały.</p><p>Wybory przyniosły jednak wynik, który szybko pokazał trudności rodzącego się systemu partyjnego. Zwycięska Unia Demokratyczna zdobyła zaledwie 12,32 procent głosów i 62 mandaty. Drugi był Sojusz Lewicy Demokratycznej, który uzyskał około 12 procent poparcia i 60 miejsc w Sejmie.</p><p>Frekwencja wyniosła 43,2 procent. W parlamencie pojawili się przedstawiciele wielu różnych środowisk politycznych, a stworzenie stabilnej większości stało się zadaniem niezwykle trudnym.</p><p>Wybory 27 października 1991 roku były wielkim sukcesem ustrojowym, ale jednocześnie pokazały, że odzyskanie demokratycznych procedur nie oznacza natychmiastowego powstania dojrzałego systemu politycznego. Kolejne lata przyniosły reformy prawa wyborczego i stopniowe porządkowanie sceny partyjnej.</p><h2>21 lat temu (2005). Śmierć dwóch nastolatków. Francję ogarniają zamieszki</h2><p>27 października 2005 roku w podparyskim Clichy-sous-Bois zginęli dwaj nastolatkowie, Zyed Benna i Bouna Traoré. Obaj zostali porażeni prądem, kiedy schronili się na terenie instalacji energetycznej podczas ucieczki przed policyjną kontrolą.</p><p>Tragedia stała się bezpośrednim impulsem do wielotygodniowych zamieszek na francuskich przedmieściach. Płonęły samochody, dochodziło do starć z policją, a władze wprowadzały nadzwyczajne środki bezpieczeństwa.</p><p>Za wydarzeniami kryły się jednak znacznie głębsze problemy społeczne: bezrobocie, segregacja przestrzenna, poczucie dyskryminacji i narastająca nieufność pomiędzy mieszkańcami części osiedli a instytucjami państwa.</p><p>Zamieszki we Francji w 2005 roku stały się ważnym punktem odniesienia w europejskich dyskusjach o integracji społecznej. Pokazały, jak dramatyczne skutki może przynieść wieloletnie zaniedbywanie problemów młodych ludzi i marginalizowanych społeczności.</p><h2>9 lat temu (2017). Katalonia ogłasza niepodległość. Hiszpania odpowiada</h2><p>27 października 2017 roku parlament Katalonii przyjął deklarację niepodległości od Hiszpanii. Decyzja była kulminacją wieloletniego konfliktu politycznego dotyczącego statusu regionu i wcześniejszego referendum, które hiszpańskie instytucje państwowe uznały za niezgodne z konstytucją.</p><p>Deklaracja nie doprowadziła do powstania powszechnie uznanego państwa katalońskiego. Tego samego dnia hiszpański Senat zatwierdził zastosowanie artykułu 155 konstytucji Hiszpanii, umożliwiającego podjęcie nadzwyczajnych działań wobec władz wspólnoty autonomicznej.</p><p>Madryt przejął kontrolę nad regionalną administracją, a konflikt wszedł w kolejny etap polityczny i prawny. W sprawie katalońskiej ścierały się dwie fundamentalne zasady: prawo narodów i społeczności do samostanowienia oraz konstytucyjna integralność państwa.</p><p>Wydarzenia 27 października 2017 roku pozostają jednym z najważniejszych współczesnych przykładów napięcia pomiędzy regionalną tożsamością a porządkiem konstytucyjnym państwa.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Urodzili się tego dnia</u></strong></span></h3><h2>Niccolò Paganini (1782–1840). Skrzypek, którego posądzano o pakt z diabłem</h2><p>27 października 1782 roku urodził się Niccolò Paganini, włoski wirtuoz skrzypiec i kompozytor. Jego technika gry była tak niezwykła, że współcześni próbowali tłumaczyć ją niemal nadprzyrodzonymi zdolnościami. „24 kaprysy na skrzypce solo” do dziś należą do najważniejszych prób technicznej i muzycznej sprawności skrzypków. Paganini stał się jednym z pierwszych europejskich muzycznych celebrytów, a jego legenda przetrwała znacznie dłużej niż epoka romantycznych wirtuozów.</p><h2>Theodore Roosevelt (1858–1919). Prezydent, który wierzył w siłę państwa</h2><p>27 października 1858 roku urodził się Theodore Roosevelt, 26. prezydent Stanów Zjednoczonych. Jego rządy w latach 1901–1909 wiązały się z rozwojem polityki ochrony środowiska, ograniczaniem potęgi niektórych monopoli i wzrostem międzynarodowego znaczenia USA. W 1906 roku otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za udział w zakończeniu wojny rosyjsko-japońskiej. Pozostaje jedną z najbardziej wyrazistych postaci amerykańskiej historii politycznej.</p><h2>Sylvia Plath (1932–1963). Poezja pisana z niezwykłą intensywnością</h2><p>27 października 1932 roku urodziła się Sylvia Plath, amerykańska poetka i pisarka. Jej twórczość, szczególnie tom „Ariel” oraz powieść „Szklany klosz”, weszła do kanonu literatury XX wieku. Plath potrafiła nadawać osobistym doświadczeniom niezwykłą siłę literacką, łącząc precyzję języka z emocjonalnym napięciem. Jej utwory do dziś są czytane zarówno jako wybitna literatura, jak i świadectwo przemian społecznych dotyczących miejsca kobiet w powojennym świecie.</p><h2>John Cleese (1939). Człowiek, który nauczył komedię chodzić bez sensu</h2><p>27 października 1939 roku urodził się John Cleese, brytyjski aktor, scenarzysta i komik, współtwórca legendarnej grupy Monty Python. Jego humor wyrastał z absurdu, językowej precyzji i umiejętności demaskowania społecznych konwenansów. Cleese współtworzył także serial „Hotel Zacisze” oraz wystąpił w filmie „Rybka zwana Wandą”. Jego dorobek wywarł ogromny wpływ na współczesną komedię telewizyjną i filmową.</p><h2>Roberto Benigni (1952). Humor wobec największej tragedii</h2><p>27 października 1952 roku urodził się Roberto Benigni, włoski aktor, reżyser i scenarzysta. Międzynarodową sławę przyniósł mu film „Życie jest piękne”, opowiadający o ojcu próbującym chronić syna przed świadomością grozy nazistowskiego obozu. Obraz zdobył trzy Oscary, w tym nagrodę dla Benigniego za najlepszą rolę pierwszoplanową. Jego twórczość pokazuje, jak trudnym i ryzykownym narzędziem artystycznym może być humor wykorzystywany do opowiadania o tragedii.</p><h2>Simon Le Bon (1958). Głos Duran Duran</h2><p>27 października 1958 roku urodził się Simon Le Bon, wokalista brytyjskiego zespołu Duran Duran. Jego charakterystyczny głos można usłyszeć w takich przebojach jak „Hungry Like the Wolf”, „Rio”, „Ordinary World” czy „The Reflex”. Grupa połączyła gitarowy pop, elektronikę i nowoczesną estetykę teledysków. Dzisiaj Le Bon obchodzi 68. urodziny, a zespół pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli muzyki popularnej lat osiemdziesiątych.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Odeszli tego dnia</u></strong></span></h3><h2>Lise Meitner (1878–1968). Uczona, bez której historia fizyki wyglądałaby inaczej</h2><p>27 października 1968 roku zmarła Lise Meitner, wybitna fizyczka związana z badaniami nad rozszczepieniem jądra atomowego. Wspólnie z innymi uczonymi przyczyniła się do zrozumienia jednego z najważniejszych procesów fizycznych XX wieku. Jako uczona żydowskiego pochodzenia musiała uciekać przed nazistowskimi prześladowaniami. Jej nazwisko pozostaje również symbolem dyskusji o niedocenianym wkładzie kobiet w rozwój nauki.</p><h2>Lou Reed (1942–2013). Muzyk, który opowiadał o świecie bez upiększeń</h2><p>27 października 2013 roku zmarł Lou Reed, współtwórca The Velvet Underground i jeden z najważniejszych artystów rocka alternatywnego. Jego muzyka nie unikała tematów uzależnienia, samotności, seksualności i życia na społecznych obrzeżach. Albumy „Transformer” oraz „Berlin” należą do najważniejszych dzieł jego kariery solowej. Reed wywarł ogromny wpływ na rozwój punk rocka, muzyki alternatywnej i niezależnej kultury gitarowej.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w muzyce</u></strong></span></h3><h2>12 lat temu (2014). Taylor Swift wydaje „1989”. Pop otrzymuje nową królową</h2><p>27 października 2014 roku ukazał się album „1989” Taylor Swift, piąta płyta studyjna amerykańskiej artystki. Był to jeden z najbardziej zdecydowanych zwrotów stylistycznych w muzyce popularnej tamtej dekady.</p><p>Swift zdobyła wcześniej popularność dzięki repertuarowi wywodzącemu się z country. Stopniowo jednak coraz śmielej sięgała po popowe brzmienia. Na „1989” zrezygnowała z prób zachowywania równowagi między gatunkami i postawiła na pełnowymiarowy pop inspirowany muzyką lat osiemdziesiątych.</p><p>Album powstawał we współpracy między innymi z Maxem Martinem, Shellbackiem, Jackiem Antonoffem i Ryanem Tedderem. Produkcja była nowoczesna, pełna syntezatorów, wyrazistych rytmów i starannie konstruowanych melodii.</p><p>Wśród najważniejszych kompozycji znalazły się „Shake It Off”, „Blank Space”, „Style”, „Bad Blood” i „Wildest Dreams”. Każda z nich pokazywała nieco inną stronę artystki, od ironicznej zabawy własnym wizerunkiem po melancholijne opowieści o relacjach.</p><p>Szczególne znaczenie miał utwór „Blank Space”, w którym Swift świadomie wykorzystała medialny obraz samej siebie. Zamiast uciekać przed karykaturalnymi wyobrażeniami na swój temat, zamieniła je w materiał na przebojową piosenkę.</p><p>„1989” zdobył nagrodę Grammy dla albumu roku i stał się jednym z najważniejszych popowych wydawnictw XXI wieku.</p><p>Co ciekawe, dokładnie dziewięć lat po premierze oryginału, 27 października 2023 roku, ukazała się ponownie nagrana wersja albumu – „1989 (Taylor’s Version)”. Była częścią szeroko komentowanego projektu odzyskiwania przez artystkę większej kontroli nad swoim katalogiem nagraniowym.</p><h2>9 lat temu (2017). Julien Baker i „Turn Out the Lights”. Wielka muzyka o ludzkiej kruchości</h2><p>27 października 2017 roku ukazał się album „Turn Out the Lights” amerykańskiej wokalistki i gitarzystki Julien Baker. Była to jej druga płyta studyjna, wydana przez wytwórnię Matador Records.</p><p>Debiutancki album „Sprained Ankle” pokazał artystkę posługującą się wyjątkowo oszczędnymi środkami. Gitara elektryczna, głos i subtelne efekty dźwiękowe wystarczały jej do budowania niezwykle intensywnej atmosfery.</p><p>Na nowej płycie Baker rozbudowała swoje brzmienie. Pojawiły się fortepian, smyczki i bogatsze aranżacje, ale najważniejszy pozostał głos artystki oraz szczerość tekstów.</p><p>Utwory „Appointments”, „Sour Breath”, „Turn Out the Lights” i „Claws in Your Back” opowiadały o samotności, poczuciu winy, trudnych relacjach i zmaganiach z samą sobą.</p><p>Nie jest to album, którego można słuchać wyłącznie jako tła do codziennych zajęć. Wymaga uwagi i emocjonalnego zaangażowania. Baker potrafi jednak uniknąć sztucznego dramatyzmu, ponieważ jej muzyka opiera się na precyzji i autentycznej powściągliwości.</p><p>„Turn Out the Lights” umocnił pozycję artystki jako jednej z najważniejszych przedstawicielek współczesnego niezależnego rocka i singer-songwriterskiej alternatywy.</p><h2>3 lata temu (2023). Duran Duran wydają „Danse Macabre”. Halloween w rytmie syntezatorów</h2><p>27 października 2023 roku ukazał się album „Danse Macabre” zespołu Duran Duran. Brytyjska grupa postanowiła stworzyć płytę inspirowaną atmosferą Halloween, gotycką estetyką oraz własną fascynacją mroczniejszą stroną muzyki popularnej.</p><p>Na wydawnictwie znalazły się nowe kompozycje, ponownie nagrane utwory z repertuaru zespołu oraz interpretacje piosenek innych artystów.</p><p>Wśród nich pojawiły się między innymi „Psycho Killer” Talking Heads, „Ghost Town” The Specials, „Spellbound” Siouxsie and the Banshees oraz „Paint It Black” The Rolling Stones.</p><p>Duran Duran nie próbowali tworzyć klasycznego albumu grozy. Raczej wykorzystali znaną estetykę jako pretekst do muzycznej zabawy, spotkania z własną historią i przypomnienia repertuaru artystów, którzy wpłynęli na ich twórczość.</p><p>W nagraniach uczestniczyli także muzycy związani z wcześniejszymi etapami kariery grupy, w tym gitarzysta Andy Taylor.</p><p>Album pokazał, że zespół istniejący od końca lat siedemdziesiątych może nadal zachowywać twórczą ciekawość i dystans do własnej legendy.</p><p>Dzisiejsza rocznica ma dodatkowy wymiar: Simon Le Bon obchodzi 68. urodziny, a „Danse Macabre” pozostaje jedną z najbardziej oryginalnych płyt późnego okresu działalności Duran Duran.</p><h2>3 lata temu (2023). OMD i „Bauhaus Staircase”. Elektroniczna muzyka patrzy w przyszłość</h2><p>Tego samego dnia swoją premierę miał album „Bauhaus Staircase” brytyjskiego zespołu Orchestral Manoeuvres in the Dark.</p><p>Grupa, która na początku lat osiemdziesiątych współtworzyła język nowoczesnego synth-popu, nie zdecydowała się na proste odtwarzanie dawnych przebojów.</p><p>Andy McCluskey i Paul Humphreys zaproponowali muzykę opartą na charakterystycznych elektronicznych brzmieniach, ale zainteresowaną również współczesnymi problemami.</p><p>Tytułowy utwór przywoływał artystyczną tradycję Bauhausu, natomiast inne kompozycje dotykały zagadnień technologii, kondycji człowieka i przemian świata.</p><p>„Bauhaus Staircase” pokazał, że muzyka elektroniczna może zachowywać rozpoznawalną tożsamość, a jednocześnie nie zamieniać się w muzealny eksponat.</p><p>To szczególnie ważne w przypadku zespołu, którego wcześniejsze nagrania, takie jak „Enola Gay” czy „Maid of Orleans”, na trwałe weszły do historii brytyjskiego popu.</p><h2>Lou Reed. Rockowy poeta Nowego Jorku</h2><p>27 października 2013 roku zmarł Lou Reed, ale jego znaczenie nie zamyka się w liczbie sprzedanych płyt czy popularności pojedynczych przebojów.</p><p>Wraz z The Velvet Underground Reed stworzył muzykę wyprzedzającą swój czas. Grupa nie odnosiła początkowo wielkich sukcesów komercyjnych, ale jej wpływ na późniejszych artystów okazał się olbrzymi.</p><p>Wystarczy posłuchać „Heroin”, „Venus in Furs” czy „I'm Waiting for the Man”, aby zrozumieć, jak dalece ten zespół odchodził od popularnych wówczas wyobrażeń o rockowej piosence.</p><p>Reed nie bał się tematów uznawanych za niewygodne. Opisywał świat nowojorskich outsiderów, ludzi żyjących poza konwencjonalnymi normami społecznymi, a czasem bohaterów uwikłanych we własne słabości.</p><p>Jego solowy album „Berlin” z 1973 roku pozostaje jedną z najbardziej przejmujących i bezkompromisowych opowieści w historii rocka.</p><p>Dzisiaj Reed jest postrzegany jako jeden z artystów, którzy pomogli zbudować fundamenty punka, post-punka i rocka alternatywnego. Jego twórczość przypomina, że muzyka popularna może być równie niewygodna i literacko ambitna jak najlepsza proza współczesna.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w sporcie</u></strong></span></h3><h2>35 lat temu (1991). Mecz, który przeszedł do legendy baseballu</h2><p>27 października 1991 roku Minnesota Twins pokonali Atlanta Braves 1:0 w siódmym, decydującym meczu World Series. Spotkanie zostało rozstrzygnięte dopiero w dziesiątej zmianie.</p><p>Jednym z głównych bohaterów był miotacz Jack Morris, który rozegrał komplet dziesięciu zmian, nie pozwalając rywalom zdobyć ani jednego punktu. W czasach współczesnego baseballu, w którym coraz większą rolę odgrywają zmiany miotaczy i wyspecjalizowani zawodnicy, taki występ wydaje się szczególnie niezwykły.</p><p>Decydujący punkt Minnesota zdobyła po uderzeniu Gene'a Larkina. Zwycięstwo zapewniło zespołowi mistrzostwo i zapisało finał w historii amerykańskiego sportu.</p><p>Mecz z 1991 roku do dziś jest przywoływany jako jeden z najlepszych siódmych finałów w historii World Series. Pokazał, że wielkie sportowe dramaty nie zawsze potrzebują wysokich wyników. Czasami wystarczy jeden punkt i dziesięć zmian walki.</p><h2>22 lata temu (2004). Koniec klątwy. Boston Red Sox mistrzami po 86 latach</h2><p>27 października 2004 roku Boston Red Sox zdobyli mistrzostwo MLB, pokonując St. Louis Cardinals 3:0 w czwartym meczu World Series i wygrywając całą serię 4:0.</p><p>Dla kibiców Bostonu była to chwila o ogromnym znaczeniu. Klub po raz ostatni zdobył mistrzostwo w 1918 roku. Wieloletnie niepowodzenia obrosły legendą tak zwanej klątwy Bambino, związanej ze sprzedażą Babe'a Rutha do New York Yankees.</p><p>Sezon 2004 przyniósł jednak niezwykłe odwrócenie losów. Red Sox najpierw odrobili stratę trzech meczów w rywalizacji z Yankees, czego wcześniej nie dokonała żadna drużyna w historii postseason MLB, a następnie pokonali Cardinals w finale.</p><p>Mistrzostwo Bostonu stało się symbolem sportowej wytrwałości i wiary, że nawet najbardziej utrwalona seria porażek może kiedyś się skończyć.</p><h2>13 lat temu (2013). Sebastian Vettel po raz czwarty mistrzem świata Formuły 1</h2><p>27 października 2013 roku Sebastian Vettel wygrał Grand Prix Indii, zapewniając sobie czwarty z rzędu tytuł mistrza świata Formuły 1.</p><p>Niemiec reprezentował zespół Red Bull Racing, który w tamtym okresie dominował w mistrzostwach dzięki znakomitemu połączeniu konstrukcji samochodu, pracy zespołu i umiejętności kierowcy.</p><p>Vettel miał wówczas zaledwie 26 lat, a już należał do najbardziej utytułowanych zawodników w historii dyscypliny. Cztery kolejne mistrzostwa zdobyte w latach 2010–2013 uczyniły go jednym z symboli nowoczesnej Formuły 1.</p><p>W późniejszych latach nie zdołał powtórzyć tych sukcesów, choć nadal odnosił zwycięstwa i walczył w czołówce. Grand Prix Indii 2013 pozostaje jednak jednym z najważniejszych momentów jego kariery.</p><h3>Sport dziś. Puchar Polski i wielkie emocje na piłkarskich boiskach</h3><p>We wtorek, 27 października 2026 roku, rozpoczyna się kolejna część rywalizacji w 1/16 finału STS Pucharu Polski.</p><p>O godzinie 17.30 na stadionie w Lublinie Motor Lublin podejmie Raków Częstochowa. Gospodarze spróbują wykorzystać atut własnego boiska, natomiast Raków będzie walczył o awans do kolejnej rundy. Transmisję zapowiedziała TVP Sport.</p><p>Wieczorem, o godzinie 20.30, dojdzie do derbowego spotkania Piasta Gliwice z Górnikiem Zabrze. Mecz będzie jedną z najbardziej interesujących konfrontacji tej fazy rozgrywek.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tomaszów Mazowiecki – lokalny ślad historii</u></strong></span></h3><h2>83 lata temu (1943). Pocztówka z Auschwitz do Tomaszowa. Irena Kańska pisała do matki przy ulicy Mireckiego</h2><p>Są dokumenty historyczne, które trudno czytać bez emocji. Nie dlatego, że zawierają wielkie deklaracje polityczne lub wojskowe rozkazy. Przeciwnie – swoją siłę zawdzięczają temu, że dotyczą zwyczajnych ludzi, ich domów, rodzin i prób zachowania nadziei.</p><p>27 października 1943 roku z niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz wysłano pocztówkę do Tomaszowa Mazowieckiego. Jej autorką była Irena Kańska, młoda mieszkanka naszego miasta. Adresatką była jej matka, Maria Kańska, zamieszkała przy ulicy Mireckiego.</p><p>Dokument zachował się w zbiorach Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim, pod numerem inwentarzowym MT/H/2332. Jego historię muzeum przedstawiło w opracowaniu przygotowanym w związku z 80. rocznicą wyzwolenia Auschwitz-Birkenau.</p><p>Więźniowie obozu mogli pisać do bliskich wyłącznie w języku niemieckim, a treść korespondencji podlegała cenzurze. Dlatego nie była to zwyczajna wiadomość od córki do matki. Każde słowo musiało mieścić się w narzuconych przez niemieckich oprawców ograniczeniach.</p><p>Trudno dziś odtworzyć, co czuła Maria Kańska, oczekując wiadomości o losach córki. Wiemy jednak, że zachowana pocztówka jest materialnym świadectwem ich więzi i dramatycznego losu młodej tomaszowianki.</p><h3>Z robót przymusowych do Auschwitz. Tragiczna droga młodej tomaszowianki</h3><p>Irena Kańska urodziła się 14 stycznia 1924 roku w Prużanie, na terenie ówczesnego województwa poleskiego. Wraz z rodzicami, Marianem i Marią, przeprowadziła się do Tomaszowa Mazowieckiego. Jej ojciec zmarł jeszcze przed wojną.</p><p>Podczas niemieckiej okupacji Irenę wywieziono na roboty przymusowe do Bawarii. Po około dwóch miesiącach zdecydowała się uciec. Została jednak aresztowana 19 marca 1943 roku i osadzona w więzieniu w Monachium.</p><p>24 kwietnia 1943 roku trafiła do Auschwitz, gdzie otrzymała numer obozowy 42820.</p><p>W październiku tego samego roku, gdy wysyłała pocztówkę do matki, była więc już od pół roku więźniarką niemieckiego obozu koncentracyjnego.</p><p>Jej dalsze losy okazały się równie dramatyczne. 24 lipca 1944 roku przewieziono ją do Ravensbrück, a następnie 27 sierpnia 1944 roku do systemu obozowego Buchenwald.</p><p>Przeżyła. 11 kwietnia 1945 roku została wyzwolona przez żołnierzy armii amerykańskiej. Po zakończeniu wojny powróciła do Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Irena Kańska zmarła 6 lutego 1988 roku. Została pochowana na cmentarzu katolickim przy ulicy Smutnej.</p><p>Jej życiorys to historia jednej osoby, lecz zarazem świadectwo losów tysięcy młodych Polaków wywożonych na roboty przymusowe, więzionych i deportowanych pomiędzy niemieckimi obozami koncentracyjnymi.</p><h3>Muzeum szukało świadków jej historii. Czy Tomaszów pamięta Irenę Kańską?</h3><p>W swoim opracowaniu tomaszowskie muzeum zwróciło się do mieszkańców z prośbą o informacje dotyczące Ireny Kańskiej. Poszukiwano osób, które mogły ją znać, posiadać jej fotografie lub przechowywać rodzinne wspomnienia.</p><p>To wezwanie ma znaczenie wykraczające poza losy jednej rodziny. Pokazuje, jak wiele historii naszego miasta nadal wymaga uzupełnienia, a czasami nawet ponownego odkrycia.</p><p>Dzisiaj, kiedy UNESCO obchodzi Światowy Dzień Dziedzictwa Audiowizualnego, warto spojrzeć szerzej na znaczenie archiwów. Sama pocztówka jest dokumentem pisanym, a nie audiowizualnym. Należy jednak do tego samego świata świadectw, które trzeba chronić przed zapomnieniem.</p><p>Fotografie, nagrania, listy, pamiętniki, rodzinne albumy i dokumenty urzędowe pozwalają odtworzyć historię miasta znacznie dokładniej niż same tablice pamiątkowe.</p><p>27 października 1943 roku nie wydarzyła się w Tomaszowie wielka bitwa ani uroczystość państwowa. Tego dnia z obozu Auschwitz wysłano jednak kartkę do kobiety mieszkającej przy ulicy Mireckiego.</p><p>I właśnie dlatego ta data zasługuje na miejsce w naszym lokalnym kalendarium.</p><h2>86 lat temu (1940). W Inowłodzu umiera Ignacy Harde. Powstaniec styczniowy, który pomagał „Hubalowi”</h2><p>27 października 1940 roku w Inowłodzu zmarł Ignacy Harde, jeden z ostatnich żyjących uczestników powstania styczniowego w regionie łódzkim.</p><p>Jego biografia niemal łączy dwa odległe światy polskiej historii: walkę przeciwko Imperium Rosyjskiemu w 1863 roku i opór przeciwko niemieckiemu okupantowi podczas II wojny światowej.</p><p>Harde brał udział w powstaniu styczniowym, walcząc między innymi w okolicach Dobrej i Ignacewa. Służył w oddziale Edmunda Taczanowskiego i był kilkakrotnie ranny.</p><p>Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości został uhonorowany oficerskim stopniem weterana oraz odznaczeniami państwowymi. Należał do powstańców darzonych szczególnym szacunkiem przez władze II Rzeczypospolitej.</p><p>Zapraszano go nawet na polowania do Spały, gdzie spotykał się z przedstawicielami najwyższych władz państwowych, w tym z prezydentem Ignacym Mościckim.</p><p>W ostatnich latach życia przebywał w rodzinnym majątku w okolicach Inowłodza, na terenie nazywanym Legnicą. To właśnie tam zastał go wybuch kolejnej wojny.</p><h3>Od powstania styczniowego do żołnierzy majora „Hubala”</h3><p>Historia Ignacego Harde nabiera szczególnego znaczenia w kontekście działalności majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”, którego oddział kontynuował walkę z Niemcami po zakończeniu kampanii wrześniowej.</p><p>Jak wynika z materiału opublikowanego przez Gminę Inowłódz, w majątku rodziny Harde znajdowali schronienie żołnierze majora. Otrzymywali tam żywność i konie.</p><p>Dla starego powstańca pomoc polskim żołnierzom nie była jedynie gestem solidarności. Można ją postrzegać jako kontynuację postawy, którą reprezentował już w młodości, gdy z bronią w ręku wystąpił przeciwko zaborcy.</p><p>Według opracowania gminnego Niemcy zaczęli poszukiwać Harde, gdy dowiedzieli się o pomocy udzielanej żołnierzom. Podczas ucieczki spadł z konia i doznał poważnego urazu. Nie odzyskał już pełni zdrowia.</p><p>Zmarł 27 października 1940 roku i został pochowany w Inowłodzu.</p><p>To historia szczególna również dlatego, że pokazuje, jak silne były związki pomiędzy pokoleniami polskich niepodległościowców. Człowiek pamiętający walki powstańcze z 1863 roku dożył kolejnej okupacji i raz jeszcze stanął po stronie tych, którzy odmawiali pogodzenia się z utratą wolności.</p><h3>Inowłódz, Spała, Tomaszów. Historia, którą warto ocalić</h3><p>Dzieje Ignacego Harde przypominają, że wielka historia Polski nie kończy się na nazwiskach osób obecnych w szkolnych podręcznikach.</p><p>Inowłódz był miejscem ostatnich lat jego życia. Spała wiązała się z jego kontaktami z władzami II Rzeczypospolitej. Okoliczne lasy i majątki stały się natomiast przestrzenią pomocy udzielanej żołnierzom majora „Hubala”.</p><p>Te miejsca są dzisiaj częścią krajobrazu powiatu tomaszowskiego, ale kryją opowieści o ludziach, którzy uczestniczyli w wydarzeniach obejmujących kilka epok polskiej historii.</p><p>27 października 1940 roku zmarł człowiek, który jako młody powstaniec walczył z wojskami carskimi, a jako starzec pomagał żołnierzom stawiającym opór niemieckiej okupacji.</p><p>Jest w tej biografii coś niezwykle poruszającego: niemal osiemdziesięcioletnia ciągłość polskiego doświadczenia walki o niepodległość, zamknięta w życiu jednego człowieka.</p><p>27 października to data niezwykłych kontrastów. W Genewie płonął stos Miguela Serveta, w Berlinie Napoleon świętował zwycięstwo nad Prusami, a w XX wieku dwa mocarstwa dwukrotnie w ciągu roku stanęły niebezpiecznie blisko militarnego starcia.</p><p>Polacy wybierali wolny parlament, choć szybko przekonali się, że demokracja nie jest rozwiązaniem prostym ani wolnym od konfliktów. Muzycy przesuwali granice swoich gatunków, a sportowcy udowadniali, że nawet najdłuższa seria niepowodzeń może doczekać się końca.</p><p>Ale w dzisiejszym kalendarium są również dwie historie, które zasługują na szczególną uwagę mieszkańców naszego regionu.</p><p>Jedna dotyczy Ireny Kańskiej, dziewczyny, która 83 lata temu wysłała z Auschwitz pocztówkę do matki w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Druga opowiada o Ignacym Harde, powstańcu styczniowym, który dożył niemieckiej okupacji i pomagał żołnierzom majora „Hubala”.</p><p>Obie przypominają, że historia nie zawsze jest zapisana w traktatach pokojowych czy wojskowych raportach. Czasami mieści się na obozowej pocztówce. Innym razem trwa w pamięci o starym powstańcu, który nawet pod koniec życia nie przestał wierzyć w sens walki o wolność.</p><p>Właśnie dlatego warto opowiadać historię Tomaszowa Mazowieckiego i jego okolic. Bo tutaj także żyli ludzie, których losy były częścią wielkiej historii Polski i Europy.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Laptop grzeje się i zwalnia? Co sprawdzić samemu, zanim trafi do serwisu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57264,laptop-grzeje-sie-i-zwalnia-co-sprawdzic-samemu-zanim-trafi-do-serwisu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57264,laptop-grzeje-sie-i-zwalnia-co-sprawdzic-samemu-zanim-trafi-do-serwisu</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 06:41:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-laptop-grzeje-sie-i-zwalnia-co-sprawdzic-samemu-zanim-trafi-do-serwisu-1793181951.jpg</url>
                        <title>Laptop grzeje się i zwalnia? Co sprawdzić samemu, zanim trafi do serwisu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57264,laptop-grzeje-sie-i-zwalnia-co-sprawdzic-samemu-zanim-trafi-do-serwisu</link>
                    </image><description>Wentylator wyje, obudowa parzy, a program zamyka się bez ostrzeżenia. Najczęściej winne są zatkane wloty powietrza albo kurz na radiatorze: pierwsze da się naprawić w domu, stawiając laptopa na twardym podłożu, drugie wymaga rozkręcenia obudowy w serwisie. Spuchnięta bateria, stuki dysku i zalanie to sygnały, żeby od razu oddać sprzęt fachowcom.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Gdzie laptop stoi i czym oddycha</h2><p>Najprostsza przyczyna przegrzewania leży pod laptopem. Większość modeli zasysa powietrze od spodu, więc koc, kołdra albo miękka kanapa zatykają wloty. Twarde podłoże, a przy dłuższej pracy podstawka z wentylatorem, potrafią obniżyć temperaturę bez żadnej naprawy.</p><p>Druga sprawa to kurz. Po roku, dwóch latach radiator i wentylator obrastają filcem z kurzu i sierści. Z zewnątrz da się co najwyżej przedmuchać kratki sprężonym powietrzem przy wyłączonym komputerze. Pełne czyszczenie wymaga rozkręcenia obudowy, a to w laptopie na gwarancji bywa ryzykowne.</p><h2>Co jeszcze można sprawdzić bez śrubokręta</h2><ul><li data-list-item-id="e101ce6151aac267111c801414680db2a">Menedżer zadań w Windows (Ctrl + Shift + Esc) pokazuje, który program zjada procesor. Czasem winna jest przeglądarka z trzydziestoma kartami, a nie sprzęt.</li><li data-list-item-id="ed21cf00f26b332d3958071fc4367f08e">Darmowe programy do odczytu temperatur pokazują, czy procesor dobija do granicy, przy której zaczyna zwalniać, żeby się nie spalić.</li><li data-list-item-id="e97bb91ed4b9ffe187493013868e16bb4">Ustawienia zasilania w trybie „najlepsza wydajność” grzeją laptop bardziej niż tryb zrównoważony.</li><li data-list-item-id="e926fd1b9d745687cab4d7ca085854e74">Stary dysk talerzowy potrafi spowolnić system bardziej niż słaby procesor. Wymiana na dysk SSD to jedna z najczęstszych i najbardziej odczuwalnych napraw.</li></ul><h2>Kiedy przestać kombinować</h2><p>Są objawy, przy których domowe metody się kończą. Pierwszy to spuchnięta bateria: unosząca się klawiatura albo touchpad, szpara w obudowie. Takiego laptopa nie należy ładować ani dalej używać, tylko oddać do serwisu. Drugi to wyschnięta pasta termoprzewodząca między procesorem a radiatorem, której wymiana wymaga rozebrania komputera. Trzeci to głośne stuki dysku albo komunikaty o błędach odczytu, bo wtedy liczy się każdy dzień dla danych.</p><p>Osobna historia to kawa albo herbata na klawiaturze. Laptop od razu wyłącza się przytrzymaniem przycisku zasilania, odłącza ładowarkę i odwraca klawiaturą w dół, żeby płyn nie spłynął na płytę główną. Suszenie suszarką do włosów i włączanie „na próbę” następnego dnia zwykle kończą się gorzej niż sama plama. Im szybciej sprzęt trafi do serwisu, tym większa szansa, że skończy się na czyszczeniu.</p><p>Comstar to serwis komputerowy z łódzkiej ul. Obszernej, który naprawia laptopy i komputery stacjonarne, m.in. Lenovo, HP, Dell, ASUS, Acer, MSI i Apple. Jako <a href="https://comstar.net.pl/">serwis komputerowy w Łodzi</a> dojeżdża do klienta na terenie miasta bezpłatnie: proste usterki naprawia na miejscu, a poważniejsze w serwisie, z odbiorem i zwrotem sprzętu.</p><h2>Zanim oddasz sprzęt</h2><p>Przed każdą naprawą zrób kopię najważniejszych plików, nawet jeśli serwis ma tylko wyczyścić wentylator. Wystarczy pendrive albo dysk w chmurze. Zapisz też hasło do systemu albo ustal z serwisem, jak sprawdzą działanie bez niego. W Comstarze telefon odbierają 7 dni w tygodniu, od 9:00 do 21:00, więc takie rzeczy można ustalić jeszcze przed przekazaniem laptopa.</p><h2>W skrócie</h2><p>Laptop przegrzewa się najczęściej przez zatkane wloty powietrza na miękkim podłożu albo przez kurz na radiatorze, którego pełne usunięcie wymaga rozkręcenia obudowy. Spuchnięta bateria, stuki dysku i zalanie to sygnały, żeby od razu oddać sprzęt do serwisu, a laptopa ze spuchniętą baterią nie należy ładować. Przed każdą naprawą robi się kopię najważniejszych plików.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Z Tomaszowa na samolot: kiedy Łódź wygrywa z Okęciem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57263,z-tomaszowa-na-samolot-kiedy-lodz-wygrywa-z-okeciem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57263,z-tomaszowa-na-samolot-kiedy-lodz-wygrywa-z-okeciem</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 06:32:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-z-tomaszowa-na-samolot-kiedy-lodz-wygrywa-z-okeciem-1793181704.jpg</url>
                        <title>Z Tomaszowa na samolot: kiedy Łódź wygrywa z Okęciem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57263,z-tomaszowa-na-samolot-kiedy-lodz-wygrywa-z-okeciem</link>
                    </image><description>Z Tomaszowa do Lublinka jest wyraźnie bliżej niż na Okęcie, więc gdy kierunek jest dostępny z obu lotnisk, Łódź zwykle wygrywa krótszym dojazdem bez korków na wjeździe do stolicy i małym terminalem z krótkimi dojściami do odprawy. Warszawa ma za to znacznie więcej połączeń i przesiadek.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Co porównać przed wyborem lotniska</h2><figure class="table"><table><thead><tr><th>Kryterium</th><th>Łódź-Lublinek</th><th>Warszawa-Okęcie</th></tr></thead><tbody><tr><td>Dojazd z Tomaszowa</td><td>Krótszy, bez wjazdu do dużego miasta w godzinach szczytu</td><td>Dłuższy, z ryzykiem korków na wjeździe do stolicy</td></tr><tr><td>Siatka połączeń</td><td>Mniej kierunków, głównie wakacyjne i tanie linie</td><td>Dużo więcej kierunków i przesiadek</td></tr><tr><td>Odprawa i terminal</td><td>Mały terminal, krótkie dojścia</td><td>Duży terminal, więcej czasu na kontrolę</td></tr><tr><td>Parking na tydzień</td><td>Kilka prywatnych parkingów blisko terminalu</td><td>Duży wybór, ale dalej od domu</td></tr></tbody></table></figure><h2>Gdzie zostawić auto</h2><p>Przy wyjeździe na tydzień albo dwa liczy się przede wszystkim to, czy parking jest pilnowany w nocy i czy auto może stać pod dachem. Parkingi samego portu w Łodzi są według informacji lotniska niestrzeżone i odkryte, więc część podróżnych szuka prywatnych placów w pobliżu.</p><p><a href="https://odlotowyparkinglodz.pl/">Odlotowy Parking Łódź</a> to ogrodzony i monitorowany całą dobę parking przy ul. Franciszka Plocka 5 w Łodzi, ok. 800 metrów od terminala Łódź-Lublinek, z transferem busem pod terminal w niecałe dwie minuty. W nocy teren pilnuje dodatkowo ochrona, a auto można zostawić w zadaszonej hali garażowej, więc po powrocie zimą nie trzeba odśnieżać szyb.</p><p>Dla tomaszowian, którzy latają kilka razy w roku, przydaje się karta stałego klienta: za każdy postój jest pieczątka, a szósty postój jest bezpłatny.</p><h2>Dokumenty i kontrola paszportowa</h2><p>Przy lotach w strefie Schengen polskim pasażerom wystarcza ważny dowód osobisty. Przy kierunkach poza nią, na przykład do Wielkiej Brytanii, potrzebny jest paszport, a do czasu na lotnisku trzeba doliczyć kontrolę paszportową. Przy porannym wylocie dobrze sprawdzić to dzień wcześniej, razem z godziną zamknięcia odprawy i zasadami przewoźnika dotyczącymi bagażu podręcznego.</p><h2>Powrót po nocnym locie</h2><p>Po nocnym lądowaniu przy parkingu z transferem wystarczy po odebraniu bagażu zadzwonić, a bus podjeżdża pod terminal. Przed drogą do Tomaszowa dobrze dać sobie kwadrans na rozgrzanie auta i krótki odpoczynek, zwłaszcza zimą i po locie ze zmianą strefy czasowej.</p><h2>FAQ</h2><h3>O której wyjechać z Tomaszowa na poranny lot z Łodzi?</h3><p>Licz czas dojazdu z zapasem na pogodę, kilkanaście minut na zostawienie auta i transfer oraz czas, w którym przewoźnik zamyka odprawę. Zimą lepiej dołożyć jeszcze kwadrans.</p><h3>Czy miejsce na parkingu trzeba rezerwować z wyprzedzeniem?</h3><p>W sezonie wakacyjnym, w ferie i w okolicach świąt lepiej zarezerwować miejsce kilka dni wcześniej, bo prywatne parkingi przy małych lotniskach mają ograniczoną liczbę miejsc, a miejsca w hali zajmują się najszybciej.</p><h3>Czy na parkingu przy lotnisku można zostawić auto w nocy przed wylotem?</h3><p>Tak, jeśli parking działa całą dobę. Odlotowy Parking przyjmuje i wydaje auta 24 godziny na dobę, przez cały rok.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57262,parlament-europejski-przyznal-nagrode-sacharowa-miedzynarodowemu-trybunalowi-karnemu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57262,parlament-europejski-przyznal-nagrode-sacharowa-miedzynarodowemu-trybunalowi-karnemu</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 06:25:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-parlament-europejski-przyznal-nagrode-sacharowa-miedzynarodowemu-trybunalowi-karnemu-1793078901.jpg</url>
                        <title>Parlament Europejski przyznał Nagrodę Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57262,parlament-europejski-przyznal-nagrode-sacharowa-miedzynarodowemu-trybunalowi-karnemu</link>
                    </image><description>Parlament Europejski przyznał Nagrodę im. Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu i jego przedstawicielom. Decyzję podjęli szefowie grup politycznych oraz przewodnicząca PE Roberta Metsola. Wyróżnienie jest wyrazem wsparcia dla instytucji, która pracuje na rzecz praworządności mimo nacisków, z którymi się spotyka.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ogłaszając laureata 2026 roku w sali plenarnej, przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola oświadczyła: „Unia Europejska opiera się na poszanowaniu multilateralizmu i instytucji międzynarodowych. Przyznając nagrodę im. Sacharowa Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu i jego urzędnikom, Parlament Europejski uznaje ważną pracę Trybunału na rzecz przestrzegania prawa międzynarodowego i sprawiedliwości” - powiedziała Metsola.</p><p>Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) prowadzi dochodzenia i, w uzasadnionych przypadkach, sądzi osoby oskarżone o najcięższe zbrodnie będące przedmiotem zainteresowania społeczności międzynarodowej: ludobójstwo, zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i zbrodnię agresji.</p><p>„W tym roku rzeczywiście ta nagroda ma wyraz niezwykle symboliczny i ważny, bo tutaj z serca Europy płynie bardzo jasny sygnał wobec Donalda Trumpa i wobec jego administracji, która nałożyła sankcje czy zapowiedziała nałożenie sankcji na cały Trybunał. Wcześniej nałożyła te sankcje na niektórych sędziów i prokuratorów Międzynarodowego Trybunału Karnego. Odpowiedź Europy jest jedna: my tutaj przestrzegamy porządku międzynarodowego” - powiedział Krzysztof Śmiszek, poseł do Parlamentu Europejskiego, Grupa Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów&nbsp;</p><p>W podobnym tonie wypowiedział się Michał Wawrykiewicz, poseł do Parlamentu Europejskiego, Grupa Europejskiej Partii Ludowej: „W Europie nie pozwalamy ruszać niezależności sądów i trybunałów, bo możemy sobie wyobrazić, że jeśli następuje atak na Międzynarodowy Trybunał Karny, którego orzeczenia się nie podobają, to mógłby również nastąpić atak na najważniejszy sąd unijny, czyli Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, jeśli jego wyroki nie podobałyby się administracji amerykańskiej. To jest też sygnał na przyszłość, że my tutaj nie pozwalamy na to, aby w ogóle dotykać kwestii niezależności, bezstronności sądów i trybunałów”.</p><p>Nazwana na cześć radzieckiego fizyka i dysydenta politycznego Andrieja Sacharowa, Nagroda Sacharowa za Wolność Myśli została ustanowiona w 1988 roku. Jest ona przyznawana corocznie przez Parlament osobom lub organizacjom w uznaniu ich pracy w jednej z następujących dziedzin: obrona praw człowieka i praw podstawowych, w szczególności wolności słowa, ochrona praw mniejszości, poszanowanie prawa międzynarodowego, rozwój demokracji i obrona praworządności.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Helios w Tomaszowie szykuje Maraton Halloween. Dwa zestawy i noc pełna horrorów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57261,helios-w-tomaszowie-szykuje-maraton-halloween-dwa-zestawy-i-noc-pelna-horrorow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57261,helios-w-tomaszowie-szykuje-maraton-halloween-dwa-zestawy-i-noc-pelna-horrorow</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 06:16:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-helios-w-tomaszowie-szykuje-maraton-halloween-dwa-zestawy-i-noc-pelna-horrorow-1793078453.jpg</url>
                        <title>Helios w Tomaszowie szykuje Maraton Halloween. Dwa zestawy i noc pełna horrorów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57261,helios-w-tomaszowie-szykuje-maraton-halloween-dwa-zestawy-i-noc-pelna-horrorow</link>
                    </image><description>Kino Helios w Tomaszowie Mazowieckim zaprasza 30 i 31 października na Maraton Halloween 2026. Widzowie będą mogli wybrać jeden z dwóch nocnych zestawów filmowych z premierami, przedpremierami i głośnymi tytułami grozy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dwie noce, dwa zestawy, jeden cel: porządnie przestraszyć widzów</h2><p>Koniec października w kinie Helios w Tomaszowie Mazowieckim zapowiada się wyjątkowo intensywnie. W piątek 30 października i w sobotę 31 października odbędzie się <strong>Maraton Halloween 2026</strong>, przygotowany z myślą o widzach, którzy lubią mocne filmowe emocje i długie seanse w nocnej atmosferze.</p><p>Tegoroczna odsłona wydarzenia opiera się na prostym, ale skutecznym pomyśle: uczestnicy mogą wybrać <strong>jeden z dwóch specjalnie przygotowanych zestawów</strong>. Każdy z nich obejmuje po cztery tytuły, ale różni się charakterem. Jeden stawia przede wszystkim na nowości i przedpremiery, drugi na mieszankę rozpoznawalnych horrorów i mrocznego napięcia.</p><p>Dla tomaszowskich widzów to propozycja, która wpisuje się w coraz popularniejszy model kinowych maratonów tematycznych. Zamiast pojedynczego seansu jest cała noc budowania napięcia, kolejne zwroty akcji i wspólne przeżywanie grozy na dużym ekranie.</p><h2>Pierwszy zestaw: premiery i przedpremiery dla tych, którzy chcą zobaczyć nowości jako pierwsi</h2><p><strong>Zestaw pierwszy</strong> został pomyślany jako propozycja dla kinomanów polujących na świeże tytuły. Seans otworzy premierowy <strong>„CLAYFACE”</strong>, zapowiadany jako thriller grozy od DC Studios. To właśnie ten tytuł ma być jedną z najmocniejszych kart całego maratonu.</p><p>Po nim widzowie zobaczą przedpremierowo film <strong>„ÒPI”</strong>, a następnie kolejną przedpremierę, czyli <strong>„Dziedzictwo krwi”</strong>. Finałem tego zestawu będzie <strong>„The Mortuary Assistant”</strong>, produkcja oparta na kultowej grze komputerowej. Taki układ pokazuje, że organizatorzy celują w odbiorców, którzy chcą być na bieżąco z nowościami i lubią odkrywać filmy jeszcze przed szerszą premierą.</p><p>To zestaw zbudowany na zasadzie stopniowania napięcia. Najpierw mocne otwarcie, później kolejne przedpremierowe odsłony, a na końcu tytuł odwołujący się do świata znanego graczom i fanom współczesnej grozy. <strong>Dla części widzów właśnie ten wariant może okazać się najciekawszy</strong>, bo łączy efekt nowości z nocnym klimatem maratonu.</p><h2>Drugi zestaw: James Wan, psychologiczne napięcie i powrót „Czarnego telefonu”</h2><p><strong>Zestaw drugi</strong> skierowano do miłośników bardziej klasycznie rozumianej uczty grozy. Na początek zaplanowano film <strong>„Inna mamusia”</strong>, opisywany jako nadprzyrodzona historia o rodzinie nawiedzanej przez złowrogą istotę. To tytuł firmowany nazwiskiem Jamesa Wana, twórcy kojarzonego z takimi seriami jak „Piła” czy „Obecność”, co dla fanów horroru jest wyraźnym sygnałem, jakiego rodzaju emocji mogą się spodziewać.</p><p>Dalej w programie znalazła się <strong>„Obsesja”</strong>, określana przez organizatorów jako jeden z najciekawszych horrorów ostatnich lat. Po krótkiej przerwie widzowie zobaczą dwie części jednej serii: <strong>„Czarny telefon”</strong> oraz <strong>„Czarny telefon 2”</strong>. To rozwiązanie powinno przypaść do gustu tym, którzy lubią spójny klimat i chcą zanurzyć się w jednej historii na dłużej.</p><p>Drugi wariant wydaje się nieco bardziej rozpoznawalny repertuarowo i może przyciągnąć osoby, które wolą tytuły już obecne w obiegu promocyjnym albo związane z twórcami o mocnej pozycji w kinie grozy. <strong>To propozycja dla tych, którzy chcą nie tylko się bać, ale też śledzić rozwój znanych filmowych światów</strong>.</p><h2>Nie tylko repertuar, ale też sposób na halloweenowy wieczór w Tomaszowie</h2><p>Maraton Halloween w tomaszowskim Heliosie to kolejna propozycja kulturalna, która może zainteresować mieszkańców miasta szukających pomysłu na nietypowe zakończenie października. Zamiast imprezy czy domowego seansu można wybrać wielogodzinne spotkanie z kinem grozy, w dodatku w formule pozwalającej dopasować repertuar do własnych upodobań.</p><p>Bilety na seanse są dostępne w kasach kin sieci Helios, na stronie internetowej operatora oraz w aplikacji mobilnej. Organizator przypomina, że wcześniejszy zakup daje szansę na wybór najlepszych miejsc i może oznaczać także korzystniejszą cenę.</p><p>Sama sieć Helios podkreśla swoją silną obecność w miastach małej i średniej wielkości, a Tomaszów Mazowiecki jest jednym z miejsc, gdzie tego typu wydarzenia mają znaczenie większe niż zwykły repertuar weekendowy. <strong>Dla lokalnej publiczności to okazja, by bez wyjazdu do większych ośrodków wziąć udział w ogólnopolskiej akcji kinowej</strong> i zobaczyć tytuły, o których w najbliższych tygodniach może być głośno.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Miłość nie wystarczy, gdy brakuje wiedzy. Tomaszowskie hospicjum uczy rodziny, jak opiekować się chorymi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57260,milosc-nie-wystarczy-gdy-brakuje-wiedzy-tomaszowskie-hospicjum-uczy-rodziny-jak-opiekowac-sie-chorymi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57260,milosc-nie-wystarczy-gdy-brakuje-wiedzy-tomaszowskie-hospicjum-uczy-rodziny-jak-opiekowac-sie-chorymi</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 05:54:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-milosc-nie-wystarczy-gdy-brakuje-wiedzy-tomaszowskie-hospicjum-uczy-rodziny-jak-opiekowac-sie-cho-1793180739.png</url>
                        <title>Miłość nie wystarczy, gdy brakuje wiedzy. Tomaszowskie hospicjum uczy rodziny, jak opiekować się chorymi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57260,milosc-nie-wystarczy-gdy-brakuje-wiedzy-tomaszowskie-hospicjum-uczy-rodziny-jak-opiekowac-sie-chorymi</link>
                    </image><description>Jak nakarmić osobę leżącą, jak bezpiecznie zmienić jej pozycję, jak wykonać codzienną toaletę, nie sprawiając bólu? Dla personelu medycznego to podstawowe czynności. Dla rodzin, które nagle muszą zmierzyć się z ciężką chorobą bliskiego człowieka, bywają źródłem ogromnego stresu, niepewności i bezradności. Fundacja „Dwa Skrzydła” oraz tomaszowskie hospicjum postanowiły pomóc opiekunom. Organizują bezpłatne, praktyczne szkolenia, podczas których można zdobyć wiedzę potrzebną w codziennej opiece nad chorymi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kiedy dom zamienia się w salę opieki</h2><p>Choroba nie pyta, czy jesteśmy na nią przygotowani. Przychodzi często niespodziewanie, wywracając rodzinny porządek do góry nogami. Jeszcze wczoraj wspólne śniadanie, rozmowy, codzienne obowiązki. Dziś łóżko, leki, środki higieniczne i pytania, na które nie zawsze znamy odpowiedzi.</p><p>Jak podnieść chorego, żeby nie zrobić mu krzywdy? Jak go umyć, kiedy nie potrafi samodzielnie usiąść? Co zrobić, żeby zapobiegać odleżynom? Jak poradzić sobie z karmieniem osoby, która większość dnia spędza w łóżku?</p><p>W takich sytuacjach sama troska i najlepsze intencje nie wystarczą. Potrzebna jest także wiedza.</p><p>Właśnie z myślą o rodzinach i osobach opiekujących się przewlekle chorymi Fundacja „Dwa Skrzydła” oraz hospicjum w Tomaszowie Mazowieckim przygotowały cykl bezpłatnych spotkań edukacyjnych.</p><h2>Praktyczna pomoc zamiast samych porad</h2><p>Szkolenia prowadzi Ewa Radzimierska. Ich tematyka obejmuje podstawowe czynności pielęgnacyjne i opiekuńcze, z którymi bliscy osób chorych mierzą się każdego dnia.</p><p>Uczestnicy dowiedzą się między innymi, jak prawidłowo karmić i poić osobę wymagającą opieki, jak wykonywać czynności higieniczne oraz jak bezpiecznie zmieniać pozycję chorego leżącego. Ważną częścią spotkań będzie również przekazywanie informacji o podstawowej obsłudze sprzętu medycznego wykorzystywanego w opiece domowej.</p><p>To zagadnienia, które pozornie mogą wydawać się proste. W rzeczywistości niewłaściwe wykonywanie niektórych czynności może powodować dyskomfort chorego, zwiększać ryzyko urazów lub prowadzić do przeciążenia fizycznego opiekuna.</p><p>Dlatego tak ważna jest możliwość zdobywania umiejętności pod okiem osoby prowadzącej szkolenie, a nie wyłącznie na podstawie przypadkowych porad znalezionych w internecie.</p><h2>Opiekun także potrzebuje wsparcia</h2><p>W dyskusjach o systemie ochrony zdrowia wiele mówi się o lekarzach, pielęgniarkach, szpitalach i dostępności świadczeń. Znacznie rzadziej dostrzega się ludzi, którzy każdego dnia wykonują ogromną pracę za drzwiami własnych mieszkań.</p><p>To małżonkowie opiekujący się chorymi partnerami, dorosłe dzieci pomagające niesamodzielnym rodzicom, osoby starsze opiekujące się jeszcze starszymi bliskimi.</p><p>Ich praca często trwa przez całą dobę. Bez dyżurów, bez wolnych weekendów, niekiedy bez możliwości spokojnego snu.</p><p>Co ważne, polskie przepisy przewidują również określone formy wsparcia dla opiekunów. Na podstawie art. 35d ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych pacjent objęty odpowiednim zakresem opieki może korzystać z wyrobów medycznych na zasadach refundacji. Z kolei świadczenia opieki długoterminowej i paliatywnej są regulowane odrębnymi przepisami. Warto pytać personel medyczny o dostępne świadczenia i możliwości wsparcia w konkretnej sytuacji.</p><p>Jednak żaden przepis nie zastąpi umiejętności spokojnego i bezpiecznego wykonania codziennych czynności przy łóżku chorego. Dlatego inicjatywy edukacyjne, takie jak ta organizowana w Tomaszowie, mają szczególną wartość.</p><h2>Hospicjum, które pomaga również rodzinom</h2><p>Tomaszowskie hospicjum stacjonarne im. św. Filipa Neri, związane z działalnością Fundacji „Dwa Skrzydła”, przyjęło pierwszego pacjenta 30 kwietnia 2025 roku. Jego powstanie poprzedziły lata starań i zaangażowania społecznego.</p><h2>Najbliższe szkolenia już w listopadzie</h2><p>Pierwsze z zapowiedzianych spotkań odbyło się 26 października. Kolejne zaplanowano na 2 i 16 listopada 2026 roku, o godzinie 16.30, w hospicjum stacjonarnym przy ul. Kępa 2/4 w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Udział jest bezpłatny, ale obowiązują wcześniejsze zapisy. Organizatorzy przyjmują zgłoszenia telefonicznie lub SMS-em.</p><blockquote><p>INFORMACJE DLA UCZESTNIKÓW</p><p>2 i 16 listopada 2026 r., godz. 16.30</p><p>Hospicjum, ul. Kępa 2/4, Tomaszów Mazowiecki</p><p>Prowadząca: Ewa Radzimierska</p><p>Zapisy: 501 603 314 — telefonicznie lub SMS-em</p><p>Udział bezpłatny</p></blockquote> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Amarok – „Hope”. Nadzieja na końcu cyfrowego świata. Kiedy człowiek odzyskuje prawo do własnej duszy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57256,amarok-hope-nadzieja-na-koncu-cyfrowego-swiata-kiedy-czlowiek-odzyskuje-prawo-do-wlasnej-duszy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57256,amarok-hope-nadzieja-na-koncu-cyfrowego-swiata-kiedy-czlowiek-odzyskuje-prawo-do-wlasnej-duszy</guid>
            <pubDate>Tue, 27 Oct 2026 03:00:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-amarok-hope-nadzieja-na-koncu-cyfrowego-swiata-kiedy-czlowiek-odzyskuje-prawo-do-wlasnej-duszy-1793080276.png</url>
                        <title>Amarok – „Hope”. Nadzieja na końcu cyfrowego świata. Kiedy człowiek odzyskuje prawo do własnej duszy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57256,amarok-hope-nadzieja-na-koncu-cyfrowego-swiata-kiedy-czlowiek-odzyskuje-prawo-do-wlasnej-duszy</link>
                    </image><description>Nadzieja jest jednym z najbardziej nadużywanych słów w historii ludzkości. Politycy rozdają ją podczas kampanii wyborczych, duchowni czynią z niej obietnicę lepszego świata, a reklamy przekonują, że wystarczy kupić odpowiedni produkt, aby życie nabrało sensu. Tymczasem prawdziwa nadzieja nie przypomina kolorowego plakatu ani pocieszającego hasła. Częściej rodzi się po nieprzespanej nocy, kiedy człowiek nie ma już pewności, czy kolejny dzień przyniesie cokolwiek dobrego. I właśnie o takiej nadziei opowiada „Hope” polskiego zespołu Amarok. To muzyka o człowieku otoczonym technologią, informacjami i cyfrowymi iluzjami, który nagle odkrywa, że najbardziej potrzebuje rzeczy najprostszych: bliskości, wolności, ciszy i poczucia własnej tożsamości. Michał Wojtas i jego muzyczni towarzysze stworzyli album, w którym melancholia Pink Floyd spotyka elektroniczny niepokój Radiohead, gitarowa ekspresja Stevena Wilsona miesza się z ambientem, a etniczne instrumenty przypominają o świecie istniejącym długo przed wynalezieniem komputerów. To jeden z najciekawszych polskich albumów rocka progresywnego ostatnich lat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>Od poszukiwania do nadziei. Trzeci rozdział muzycznej opowieści Amarok</strong></h3><p>W starożytnej Grecji opowiadano historię Pandory, która otworzyła naczynie zawierające nieszczęścia mające odtąd prześladować ludzkość. Kiedy zdołała je zamknąć, w środku pozostała nadzieja. Mit ten przez stulecia prowokował filozofów do zadawania pytania, czy nadzieja jest największym darem człowieka, czy może ostatnim złudzeniem pozwalającym mu znosić cierpienie. Friedrich Nietzsche potrafił patrzeć na nią podejrzliwie, Albert Camus proponował bunt wobec absurdu istnienia, a Viktor Frankl, który przeżył nazistowskie obozy koncentracyjne, wskazywał na fundamentalne znaczenie poczucia sensu. <strong>Amarok na albumie „Hope”</strong> nie piszą filozoficznej rozprawy, ale podejmują podobne problemy. Czy człowiek może zachować godność w świecie podważającym jego poczucie bezpieczeństwa? Czy rozwój technologii rzeczywiście oznacza większą wolność? Czy w rzeczywistości zdominowanej przez ekrany i nieustanną presję sukcesu pozostaje jeszcze miejsce na autentyczną wrażliwość?</p><p><strong>„Hope”, siódmy album studyjny zespołu Amarok, ukazał się 5 kwietnia 2024 roku nakładem Oskar Records.</strong> Dziesięć kompozycji, trwających łącznie niespełna godzinę, stanowi zamknięcie symbolicznej trylogii rozpoczętej przez „Hunt” z 2017 roku i kontynuowanej na „Hero” z 2021 roku. Pierwszą płytę można interpretować jako opowieść o poszukiwaniu, drugą jako konfrontację ze współczesnymi zagrożeniami, trzecią zaś jako próbę odzyskania sensu po doświadczeniu niepewności. To niemal klasyczna konstrukcja powieści rozwojowej, przypominająca opisywaną przez Josepha Campbella podróż bohatera. Ale współczesny bohater Amarok nie musi pokonywać smoków. Musi nauczyć się żyć w świecie, w którym algorytmy coraz częściej określają, czego powinien pragnąć.</p><p>Muzycznie grupa również przeszła długą drogę. <strong>Michał Wojtas</strong>, lider, gitarzysta, kompozytor i multiinstrumentalista, zaczynał od fascynacji Mike'em Oldfieldem i Pink Floyd, stopniowo rozwijając własny język oparty na połączeniu <strong>rocka progresywnego, ambientu, elektroniki i muzyki etnicznej</strong>. Na „Hope” te inspiracje przestają funkcjonować jako osobne elementy kolekcji. Zaczynają tworzyć jeden organizm. Ważne jest również to, że Amarok coraz wyraźniej stają się pełnoprawnym zespołem. <strong>Marta Wojtas, Kornel Popławski i Konrad Zieliński</strong> nie ograniczają się do odtwarzania muzycznej wizji lidera. Wnoszą własne pomysły, kompozycje, partie wokalne i instrumentalne osobowości.</p><h3><strong>„Hope Is” i „Stay Human”. Nadzieja w świecie maszyn</strong></h3><p>Album otwiera „Hope Is”, kompozycja, która od pierwszych sekund burzy oczekiwania wobec wydawnictwa noszącego tak optymistyczny tytuł. Zamiast delikatnego fortepianu pojawia się ciężki, niemal mechaniczny puls, przesterowane gitary i hipnotyczny głos Marty Wojtas. Muzyka jest bardziej niepokojąca niż pocieszająca. Właśnie dlatego działa tak skutecznie. Nadzieja nie zostaje przedstawiona jako pewność szczęśliwego zakończenia, lecz jako siła wyrywająca człowieka z bezruchu. Brzmieniowo utwór przywołuje mocniejsze fragmenty <strong>Porcupine Tree</strong> z okresu „Fear of a Blank Planet” oraz eksperymenty Stevena Wilsona. Głos Marty, oszczędny i chwilami niemal odczłowieczony, przypomina komunikat dobiegający z opuszczonego miasta przyszłości. Można odnaleźć w nim coś z artystycznej wrażliwości Björk i Laurie Anderson, choć bez ich radykalnych eksperymentów. Mariusz Danielak z ArtRock.pl podkreślał właśnie połączenie hipnotycznego wokalu z mocnymi gitarami, uznając „Hope” za album bardziej żywiołowy i rockowy niż wcześniejsze dokonania grupy.</p><p>Jeszcze mocniej współczesne niepokoje wybrzmiewają w „Stay Human”. <strong>„Pozostań człowiekiem” – te dwa słowa mogłyby stać się mottem całego albumu Amarok.</strong> Żyjemy przecież w rzeczywistości, w której technologia coraz skuteczniej naśladuje ludzką komunikację, algorytmy analizują zachowania, a media społecznościowe zamieniają osobiste doświadczenia w publiczny spektakl. Muzyka rozpoczyna się oszczędnie. Gitara, wokal i elektroniczne tło tworzą atmosferę niepewności, która stopniowo rozwija się w kierunku mocniejszych struktur. Charakterystyczny dźwięk thereminu doskonale współgra z futurystycznym nastrojem. W kompozycji słychać pokrewieństwo z <strong>Radiohead z okresu „OK Computer” i „Kid A”</strong>, kiedy Thom Yorke opowiadał o człowieku zagubionym w świecie technologii i korporacyjnej kontroli. Amarok pozostają jednak bardziej melodyjni i mniej zainteresowani formalną dekonstrukcją.</p><p>„Stay Human” prowokuje skojarzenia z powieścią Philipa K. Dicka „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”. Jej najważniejsze pytanie dotyczy przecież nie tylko możliwości stworzenia sztucznego człowieka, ale także cech, które czynią nas ludźmi. Empatia, pamięć, współczucie, zdolność do przeżywania cierpienia – czy rzeczywiście potrafimy je chronić? Amarok nie udzielają jednoznacznej odpowiedzi. Przypominają raczej, że człowieczeństwo nie jest przywilejem zagwarantowanym raz na zawsze. Trzeba o nie nieustannie dbać. Właśnie dlatego „Stay Human” należy do najważniejszych utworów <strong>„Hope” Amarok</strong>. Nie potrzebuje wielominutowej suity ani instrumentalnych fajerwerków, aby postawić pytanie o fundamentalnym znaczeniu.</p><h3><strong>„Insomnia” i „Trail”. Od nocnych lęków do nieustannego biegu</strong></h3><p>Bezsenność jest szczególnym doświadczeniem. W ciągu dnia można zagłuszać własne myśli pracą, obowiązkami i nieustannym strumieniem informacji. Noc odbiera nam te możliwości. Kiedy milkną telefony, pozostajemy sam na sam z problemami, których nie udało się rozwiązać. „Insomnia” jest muzycznym obrazem takiej właśnie nocy. Kompozycja rozpoczyna się melancholijną gitarą, przywołującą styl Davida Gilmoura i Marka Knopflera. Stopniowo pojawiają się instrumenty klawiszowe, bas i smyczki, tworząc atmosferę narastającego niepokoju. Wokal Wojtasa pozostaje spokojny, niemal wyciszony. To nie człowiek próbujący przekrzyczeć własny lęk, lecz ktoś, kto pozwala mu przemówić. W muzyce można odnaleźć coś z „The Division Bell” Pink Floyd, „Brave” Marillion oraz późnej Anathemy. Najważniejsza jest jednak dramaturgia. Amarok nie zamieniają bezsenności w teatralną rozpacz. Przedstawiają ją jako stan zawieszenia, oczekiwanie na poranek, który niekoniecznie przyniesie ulgę.</p><p>Zupełnie inaczej działa „Trail”. Elektroniczny puls, dynamiczna sekcja rytmiczna i mocniejsze gitarowe akcenty tworzą muzykę przypominającą podróż przez wielkie miasto, którego światła rozmazują się za szybą rozpędzonego samochodu. Tytułowa droga staje się metaforą ludzkiego życia. Nie chodzi wyłącznie o osiągnięcie celu, ale również o doświadczenia zdobywane podczas wędrówki. Można przywołać „Siddharthę” Hermanna Hessego, którego bohater przez lata poszukuje prawdy, zanim zacznie rozumieć znaczenie samego procesu poznawania świata. Podobną intuicję odnajduję w „Trail”. Muzyka porusza się pomiędzy elektronicznym transem, rockową energią i przestrzennymi fragmentami. Szczególnie imponująco wypada współpraca <strong>Konrada Zielińskiego na perkusji i Kornela Popławskiego na basie</strong>. Mariusz Danielak dostrzegł tutaj pokrewieństwo z Porcupine Tree. Dodałbym również pewne skojarzenia z Muse, szczególnie w sposobie łączenia elektronicznej motoryki z gitarową monumentalnością.</p><h3><strong>„Welcome” i „Queen”. Amarok stają się prawdziwym zespołem</strong></h3><p>W połowie albumu następuje jedna z najciekawszych zmian w historii Amarok. Michał Wojtas przestaje być jedyną centralną postacią kompozytorską. „Welcome” jest autorską wypowiedzią perkusisty Konrada Zielińskiego, natomiast „Queen” stworzył Kornel Popławski, który wykonuje również główną partię wokalną. Nie są to wyłącznie ciekawostki personalne. Zmienia się sposób opowiadania muzycznej historii. „Welcome” przynosi chłodną, niemal beznamiętną atmosferę, w której elektronika i oszczędny śpiew tworzą klimat bliski cold wave. Można odnaleźć tu coś z Clan of Xymox i niemieckiego Eloy, ale także ślady niepokojących filmowych światów Davida Lyncha. Sam tytuł – „Witaj” – nabiera niemal przewrotnego znaczenia. Muzyka przypomina zaproszenie do miejsca, w którym gościnność może okazać się pułapką.</p><p>„Queen” wprowadza jeszcze inną perspektywę. Jest wolniejszy, bardziej duszny i chwilami niemal trip-hopowy. Głos Popławskiego ma ciemniejszą barwę niż wokal Wojtasa, a rytm porusza się hipnotycznie, tworząc atmosferę bliską mroczniejszym fragmentom Massive Attack. Partie skrzypiec stanowią interesujący kontrast dla elektronicznego pulsu. Utwór można interpretować jako opowieść o człowieku uwiedzionym przez cyfrowy świat, który obiecuje władzę i poczucie znaczenia, lecz w zamian domaga się uwagi oraz podporządkowania. Marek Toma z Rock Area dostrzegł w wokalu Popławskiego coś z maniery Ozzy'ego Osbourne'a, zwracając również uwagę na ekspresję skrzypiec. Właśnie dzięki takim kompozycjom <strong>„Hope” okazuje się jednym z najbardziej różnorodnych albumów w dyskografii Amarok</strong>. Zespół coraz śmielej korzysta z talentów wszystkich swoich członków, a mimo to zachowuje rozpoznawalną muzyczną tożsamość.</p><h3><strong>„Perfect Run” i „Don't Surrender”. Między wyścigiem a wytrwałością</strong></h3><p>„Perfect Run” jest instrumentalną kompozycją opartą na elektronicznej motoryce, pulsującym basie i gitarowych akcentach. Sam tytuł można odczytać jako metaforę współczesnego życia podporządkowanego nieustannemu dążeniu do perfekcji. Doskonała praca, idealne ciało, perfekcyjnie zaplanowany dzień. Człowiek biegnie coraz szybciej, choć często nie potrafi powiedzieć, dokąd właściwie zmierza. Muzyka dobrze oddaje ten stan. Elektronika i perkusja tworzą niemal mechaniczny rytm, a gitarowe partie dodają mu organicznego ciężaru. Można odnaleźć w tym coś z Tangerine Dream oraz bardziej dynamicznych kompozycji God Is an Astronaut. Edwin Roosjen z Dutch Progressive Rock Page podkreślał przede wszystkim rytmiczną siłę utworu. Trudno się z nim nie zgodzić. „Perfect Run” nie jest najbardziej emocjonalnym fragmentem płyty, ale stanowi ważny element jej dramaturgii.</p><p>Po tym elektronicznym biegu nadchodzi jedna z najpiękniejszych kompozycji – <strong>„Don't Surrender”</strong>. Tytuł mógłby sugerować banalną piosenkę motywacyjną, ale Amarok unikają takiej pułapki. Fortepian, delikatna gitara i spokojny wokal tworzą atmosferę intymnej rozmowy, która stopniowo rozwija się w bardziej rozbudowaną formę progresywną. Nie chodzi o obietnicę zwycięstwa. Życie nie działa przecież według zasad reklamowego poradnika. Nie każdą stratę można odrobić, nie każdą trudność pokonać siłą woli. Prawdziwa wartość „Don't Surrender” polega raczej na przekonaniu, że pojedyncza porażka nie musi oznaczać klęski całego życia. Muzycznie można odnaleźć tutaj pokrewieństwo ze Stevenem Wilsonem, Blackfield i najbardziej refleksyjnymi fragmentami Marillion. Wojtas pozwala emocjom dojrzewać, a końcowe gitarowe frazy nadają kompozycji niemal oczyszczający charakter. To jeden z momentów, w których <strong>rock progresywny Amarok</strong> osiąga szczególną emocjonalną intensywność.</p><h3><strong>„Simple Pleasures” i „Dolina”. Najważniejsze rzeczy są najbliżej</strong></h3><p>„Simple Pleasures” przynosi refleksję nad czymś, o czym współczesna kultura zdaje się nieustannie zapominać – wartością zwyczajnego życia. Świat reklamy przekonuje nas, że szczęście wymaga kolejnych zakupów, doświadczeń i osiągnięć. Amarok proponują perspektywę odwrotną. Delikatny fortepian, naturalne odgłosy i przestrzenna aranżacja tworzą muzykę przypominającą poranek, podczas którego człowiek po raz pierwszy od dawna nie musi sprawdzać godziny. Jest w tym coś z późnego Talk Talk, Davida Sylviana i spokojniejszych fragmentów Pink Floyd. W literaturze podobną wrażliwość odnajdujemy u Henry'ego Davida Thoreau, który w „Waldenie” próbował odkryć wartość życia uwolnionego od nadmiaru materialnych potrzeb. Można również przypomnieć „Małego Księcia” Antoine'a de Saint-Exupéry'ego, gdzie najważniejsze prawdy o bliskości i odpowiedzialności zostają wypowiedziane językiem pozornej prostoty. Amarok nie ilustrują tych książek, ale prowokują do podobnego pytania: czy naprawdę potrzebujemy tak wiele, aby czuć się szczęśliwymi?</p><p>Album kończy „Dolina”, jedyny utwór z polskim tekstem. To krótka, kameralna kompozycja, oparta na instrumentach akustycznych, harmonium i subtelnych smyczkach. Po niemal godzinie muzycznej opowieści prowadzonej głównie po angielsku zespół nagle powraca do języka ojczystego. Ten gest nadaje finałowi szczególne znaczenie. Dolina może symbolizować miejsce schronienia, przestrzeń odpoczynku po długiej podróży, ale także metaforę ludzkiego życia, jego upadków i ponownych wzlotów. Można przywołać poezję Czesława Miłosza, w której rodzinne krajobrazy przechowują pamięć utraconego czasu, albo wyobraźnię Bolesława Leśmiana, nadającego naturze niemal metafizyczne znaczenie. „Dolina” jest zakończeniem niezwykle skromnym, ale właśnie dlatego trafnym. Po elektronicznym niepokoju, bezsenności i walce z przeciwnościami otrzymujemy muzykę przypominającą powrót do domu. <strong>Nadzieja nie potrzebuje wielkiej orkiestry. Czasami wystarczy cisza, znajomy krajobraz i poczucie, że nie jesteśmy sami.</strong></p><h3><strong>Krytycy o „Hope”. Polskie progrockowe brzmienie docenione za granicą</strong></h3><p><strong>Recenzje albumu „Hope” zespołu Amarok</strong> były wyjątkowo przychylne. Mariusz Danielak z ArtRock.pl przyznał wydawnictwu <strong>9/10</strong>, podkreślając jego rockową energię, różnorodność stylistyczną i coraz wyraźniejszą zespołową osobowość. Napisał: <strong>„Hope jest przede wszystkim żywy, momentami energetyczny, niezwykle rockowy”</strong>. Podobnie wysoko płytę ocenił Marek Toma z Rock Area, również wystawiając <strong>9/10</strong>. Zwrócił uwagę na bogactwo brzmienia, udział wszystkich muzyków w partiach wokalnych oraz inspiracje Stevenem Wilsonem, Eloy i Davidem Sylvianem. Szczególnie interesująca była jego obserwacja dotycząca odmiennych osobowości muzycznych poszczególnych członków zespołu. To właśnie ich spotkanie nadało albumowi świeżość.</p><p>Równie entuzjastycznie zareagowali zagraniczni recenzenci. <strong>Edwin Roosjen z Dutch Progressive Rock Page ocenił „Hope” na 9/10</strong>, uznając go za <strong>„One of the best albums of 2024”</strong>, czyli „Jeden z najlepszych albumów 2024 roku”. Docenił połączenie rocka progresywnego, ambientu i instrumentów etnicznych, wskazując na dojrzałość zespołu. Jeszcze mocniejszą rekomendację wystawił brytyjski krytyk <strong>Kev Rowland</strong>, którego opinię opublikował Mały Leksykon Wielkich Zespołów. Napisał: <strong>„If you have yet to discover Polish prog then start here”</strong> – „Jeżeli jeszcze nie odkryliście polskiego rocka progresywnego, zacznijcie tutaj”. Kevin Carmony z Prog Radio przyznał albumowi maksymalne <strong>5/5</strong>, a francuski Music Waves ocenił go na <strong>4/5</strong>. To znaczące uznanie, szczególnie dla zespołu działającego poza głównym nurtem komercyjnego przemysłu muzycznego.</p><p>Warto jednak pamiętać, że wysokie oceny nie czynią albumu automatycznie arcydziełem. <strong>„Hope” nie jest płytą pozbawioną słabości.</strong> Niektóre kompozycje mogłyby być krótsze, a starannie dopracowane elektroniczne aranżacje chwilami ograniczają spontaniczność. W porównaniu z „Hero” nowe wydawnictwo jest bardziej zróżnicowane i zespołowe, ale nieco mniej zwarte dramaturgicznie. „Hero” posiadało siedem kompozycji tworzących skoncentrowaną opowieść, podczas gdy „Hope” rozciąga ją na niemal godzinę. Nie zawsze wszystkie fragmenty okazują się jednakowo potrzebne. Z drugiej strony album przekonuje większą dojrzałością, bardziej zdecydowanym brzmieniem i odwagą oddania przestrzeni pozostałym muzykom. Nie słyszymy już wyłącznie artystycznej wizji Wojtasa. Słyszymy prawdziwy zespół.</p><h3><strong>Nadzieja nie jest obietnicą zwycięstwa</strong></h3><p>W „Drodze” Cormaca McCarthy'ego ojciec i syn przemierzają zniszczony świat, w którym niemal wszystko, co człowiek stworzył, obróciło się w ruinę. Nie mają gwarancji przeżycia ani pewności, że za kolejnym wzgórzem odnajdą bezpieczne miejsce. A jednak idą dalej. Ich podróż pozostaje jednym z najbardziej przejmujących literackich obrazów miłości, odpowiedzialności i nadziei w obliczu zagrożenia. <strong>„Hope” Amarok</strong> nie jest dziełem równie mrocznym, ale stawia podobne pytanie: dlaczego człowiek powinien kontynuować drogę, skoro nie wie, czy osiągnie cel? Odpowiedź wydaje się prosta. Nie dlatego, że zwycięstwo jest pewne, lecz dlatego, że sama decyzja o dalszym życiu i działaniu posiada wartość.</p><p>To właśnie najważniejsze przesłanie albumu. „Insomnia” nie ukrywa lęku, „Queen” pokazuje niebezpieczeństwo utraty własnej tożsamości, „Stay Human” przypomina o konieczności ochrony człowieczeństwa, „Don't Surrender” zachęca do wytrwałości, a „Simple Pleasures” uświadamia, że najważniejsze rzeczy mogą znajdować się znacznie bliżej, niż sądzimy. <strong>Michał Wojtas i Amarok nie proponują łatwego optymizmu.</strong> Ich muzyka nie udaje, że cierpienie nie istnieje, a wszystkie konflikty można rozwiązać kilkoma pocieszającymi słowami. Nadzieja oznacza raczej zachowanie zdolności dostrzegania sensu nawet wtedy, kiedy rzeczywistość nie daje powodów do zadowolenia.</p><p>W wierszu „Nadzieja” Czesław Miłosz przypominał, że świat może nadal posiadać znaczenie, choć człowiek nie potrafi wszystkiego zrozumieć. Podobną wrażliwość odnajduję w muzyce Amarok. Gitarowa melancholia Pink Floyd spotyka elektroniczny niepokój Radiohead, etniczne rytmy sąsiadują z nowoczesnym rockiem, a całość prowadzi do prostego pytania: czy mimo wszystkich doświadczeń nadal potrafimy wierzyć, że warto żyć? „Hope” nie udziela jednoznacznej odpowiedzi. Ale pozwala usłyszeć, że taka odpowiedź wciąż może istnieć.</p><p>Nie jest to album doskonały. Chwilami zbyt rozbudowany, niekiedy przesadnie dopracowany, a miejscami wyraźnie odwołujący się do znanych wzorców. Ale posiada coś, czego nie można zastąpić studyjną perfekcją: <strong>emocjonalną autentyczność i przekonanie, że muzyka nadal może mówić o rzeczach naprawdę ważnych</strong>. Amarok nagrali płytę dojrzałą, piękną i potrzebną. Nie tylko ze względu na jej instrumentalne bogactwo. Przede wszystkim dlatego, że w epoce nieustannej ironii i cynizmu odważyli się mówić o bliskości, przyzwoitości i nadziei.</p><p><strong>Bo prawdziwa nadzieja nie polega na przekonaniu, że świat stanie się lepszy. Polega na decyzji, że nawet w niedoskonałym świecie warto pozostać człowiekiem.</strong></p><h3>Ocena końcowa: 9,5/10</h3><p><strong>„Hope” Amarok to jeden z najdojrzalszych albumów współczesnego polskiego rocka progresywnego.</strong> Łączy melodyjność Pink Floyd, przestrzeń ambientu, nowoczesną elektronikę i etniczne instrumentarium z wyraźnym humanistycznym przesłaniem. Największymi atutami są kompozycje <strong>„Hope Is”, „Stay Human”, „Insomnia”, „Trail”, „Don't Surrender”, „Simple Pleasures” i „Dolina”</strong>, znakomita współpraca wszystkich muzyków oraz przestrzenna produkcja Michała Wojtasa. Drobne słabości dotyczą długości niektórych utworów i chwilami nadmiernie wygładzonego brzmienia. Mimo to <strong>„Hope” należy do najciekawszych polskich płyt art rockowych 2024 roku</strong> i stanowi znakomite świadectwo artystycznej dojrzałości zespołu.</p><p><i>Amarok – „Hope” (Oskar Records, 2024). Siódmy album studyjny grupy. Przywołane opinie krytyków pochodzą z ArtRock.pl, Rock Area, Dutch Progressive Rock Page, Małego Leksykonu Wielkich Zespołów, Prog Radio i Music Waves. Cytaty w języku angielskim zachowano w oryginale, a przekłady oraz interpretacje muzyczno-literackie mają charakter autorski.</i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Prognoza pogody na 26 i 27 października. Chłodna noc, lokalne przymrozki i gęste mgły]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57259,prognoza-pogody-na-26-i-27-pazdziernika-chlodna-noc-lokalne-przymrozki-i-geste-mgly</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57259,prognoza-pogody-na-26-i-27-pazdziernika-chlodna-noc-lokalne-przymrozki-i-geste-mgly</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 18:38:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prognoza-pogody-na-26-i-27-pazdziernika-chlodna-noc-lokalne-przymrozki-i-geste-mgly-1793036426.png</url>
                        <title>Prognoza pogody na 26 i 27 października. Chłodna noc, lokalne przymrozki i gęste mgły</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57259,prognoza-pogody-na-26-i-27-pazdziernika-chlodna-noc-lokalne-przymrozki-i-geste-mgly</link>
                    </image><description>Poniedziałkowy wieczór przyniesie sporo przejaśnień, ale miejscami pojawi się deszcz, a na wybrzeżu możliwe będą nawet burze. W nocy temperatura lokalnie spadnie poniżej zera. We wtorek zrobi się nieco cieplej – termometry pokażą przeważnie od 10 do 14 stopni Celsjusza. Problemem mogą być jednak poranne, gęste mgły.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak informuje <strong>Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej</strong>, zachodnia i południowa Europa znajdują się pod wpływem rozległego wyżu z centrami nad Austrią i Marokiem. Na wschodzie kontynentu oddziałuje wyż znad zachodniej Rosji. Na pozostałym obszarze pogodę kształtują niże znad Morza Norweskiego i północnego Atlantyku wraz z towarzyszącymi im frontami atmosferycznymi.</p><p>Północna Polska znajduje się w zasięgu zatoki niżu znad Morza Norweskiego, który stopniowo się wypełnia. Południowa połowa kraju pozostaje pod wpływem wyżu znad Austrii. <strong>Z zachodu napływa chłodne powietrze polarne morskie.</strong></p><p>Obecnie zachmurzenie jest przeważnie małe i umiarkowane. Na południowym wschodzie, południowym zachodzie oraz Pomorzu miejscami pojawia się więcej chmur i lokalnie pada przelotny deszcz.</p><p>Temperatura wynosi od <strong>6 do 9 stopni Celsjusza</strong>, a najcieplej – około 10–11 stopni – jest na Środkowym Wybrzeżu i Pomorzu Szczecińskim. Na Podhalu termometry pokazują od 1 do 4 stopni, w Bieszczadach od 3 do 6 stopni. Na Kasprowym Wierchu notowane są <strong>minus 4 stopnie</strong>, a na Śnieżce minus 2 stopnie.</p><h3>Poniedziałkowy wieczór: miejscami deszcz, nad morzem możliwe burze</h3><p>Wieczorem zachmurzenie będzie małe i umiarkowane, okresami wzrastające do dużego – przede wszystkim na wschodzie kraju. Lokalnie pojawią się opady deszczu.</p><p>Na wybrzeżu możliwe są burze. Wysoko w górach niewykluczone będą również opady deszczu ze śniegiem.</p><p>Temperatura wyniesie od <strong>6 do 11 stopni Celsjusza</strong>. Na Podhalu i w Bieszczadach będzie chłodniej – od 1 do 6 stopni.</p><p>Wiatr będzie słaby i umiarkowany, miejscami porywisty, głównie południowo-zachodni i zachodni. Na wybrzeżu może być dość silny, a jego porywy osiągną lokalnie około <strong>60 km/h</strong>. W Sudetach porywy mogą dochodzić do <strong>70 km/h</strong>, a w Bieszczadach do około 60 km/h.</p><h3>Noc z poniedziałku na wtorek: przymrozki i bardzo gęste mgły</h3><p>W nocy zachmurzenie pozostanie małe i umiarkowane, miejscami duże. Na Pomorzu i Podkarpaciu możliwe są słabe opady deszczu.</p><p>Najważniejszym zjawiskiem będą jednak <strong>mgły</strong>, szczególnie na południu, wschodzie i w centrum Polski. Widzialność może zostać ograniczona do około <strong>200 metrów, lokalnie nawet do 100 metrów</strong>.</p><p>Temperatura minimalna wyniesie od <strong>minus 1 stopnia miejscami na południu i około 0 stopni na wschodzie</strong>, przez około 2 stopnie w centrum, do 6 stopni na północnym zachodzie i około 8 stopni nad morzem.</p><p>Na Podhalu temperatura może spaść nawet do <strong>minus 3 stopni Celsjusza</strong>. Lokalnych przymrozków należy spodziewać się również we wschodniej części kraju.</p><p>Wiatr będzie słaby, na wybrzeżu umiarkowany i porywisty, głównie południowo-zachodni i południowy.</p><h3>Wtorek cieplejszy, ale poranek może być mglisty</h3><p>We wtorek zachmurzenie będzie małe i umiarkowane, miejscami duże – przede wszystkim na północy i południowym wschodzie Polski.</p><p>Początkowo lokalnie utrzymywać się będą <strong>mgły ograniczające widzialność do około 300 metrów</strong>.</p><p>Temperatura maksymalna wyniesie od <strong>10 do 14 stopni Celsjusza</strong>. Chłodniej będzie w rejonach podgórskich Karpat, gdzie termometry pokażą około 8 stopni.</p><p>Na południowym wschodzie i wschodzie kraju wiatr będzie słaby, zmienny lub wschodni. W pozostałych regionach – słaby i umiarkowany, a na Dolnym Śląsku i Pomorzu okresami porywisty.</p><h3>Warszawa: 12 stopni we wtorek</h3><p>W Warszawie temperatura wynosi obecnie około 9 stopni Celsjusza, przy umiarkowanym zachmurzeniu i słabym, chwilami umiarkowanym wietrze zachodnim oraz południowo-zachodnim.</p><p>W nocy z poniedziałku na wtorek zachmurzenie będzie małe i umiarkowane. <strong>Możliwe są gęste mgły ograniczające widzialność do około 200 metrów.</strong> Temperatura minimalna wyniesie około 3 stopni.</p><p>We wtorek w stolicy zachmurzenie będzie przeważnie małe i umiarkowane. Rano nadal mogą utrzymywać się zamglenia i mgły. Temperatura maksymalna osiągnie około <strong>12 stopni Celsjusza</strong>.</p><p>Ciśnienie w Warszawie w południe wyniesie około <strong>1013 hPa</strong> i będzie spadać.</p><p><strong>Źródło: PAP / IMGW</strong></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Colin Bass – „An Outcast of the Islands”. Wygnaniec z wysp, który odnalazł dom nad Wisłą]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57248,colin-bass-an-outcast-of-the-islands-wygnaniec-z-wysp-ktory-odnalazl-dom-nad-wisla</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57248,colin-bass-an-outcast-of-the-islands-wygnaniec-z-wysp-ktory-odnalazl-dom-nad-wisla</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 18:30:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-colin-bass-an-outcast-of-the-islands-wygnaniec-z-wysp-ktory-odnalazl-dom-nad-wisla-1793036213.png</url>
                        <title>Colin Bass – „An Outcast of the Islands”. Wygnaniec z wysp, który odnalazł dom nad Wisłą</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57248,colin-bass-an-outcast-of-the-islands-wygnaniec-z-wysp-ktory-odnalazl-dom-nad-wisla</link>
                    </image><description>Niektóre albumy zabierają nas w podróż. Inne sprawiają, że zaczynamy zastanawiać się, gdzie właściwie znajduje się nasz dom. „An Outcast of the Islands” Colina Bassa należy do tej drugiej kategorii. To muzyka człowieka, który przez większą część życia przemieszczał się pomiędzy krajami, kulturami i muzycznymi światami, a opowieść o wygnaniu postanowił nagrać nie w Londynie ani na egzotycznej wyspie, lecz w Polsce. W poznańskim studiu spotkali się brytyjski basista legendarnego Camel, znakomici muzycy polskiego rocka progresywnego, Andrew Latimer, Dave Stewart oraz instrumentaliści Filharmonii Poznańskiej. Powstał album, w którym angielska melancholia spotyka indonezyjskie wspomnienia, symfoniczny rozmach przeplata się z kameralną balladą, a gitara potrafi opowiadać historie równie poruszające jak najlepsze fragmenty prozy Josepha Conrada. To muzyka o tęsknocie, przemijaniu i potrzebie przynależności. I o tym, że czasami najdalsza podróż prowadzi człowieka nie do nowego miejsca, lecz do zrozumienia samego siebie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>Joseph Conrad i człowiek, który zgubił własny dom</strong></h3><p>W 1896 roku <i>Joseph Conrad</i>, właściwie <i>Józef Teodor Konrad Korzeniowski,</i> opublikował powieść <i>„An Outcast of the Islands”</i>, znaną w Polsce jako „Wyrzutek”. Jej bohater, Peter Willems, trafia do świata malajskiego archipelagu, gdzie stopniowo wikła się w konflikt pomiędzy własnymi ambicjami, namiętnościami i rzeczywistością, której nie potrafi zrozumieć. To opowieść o moralnym zagubieniu, wykorzenieniu i człowieku przekonanym o własnej wyższości, który okazuje się niezdolny do życia w obcej kulturze. Ponad sto lat później <strong>Colin Bass </strong>sięgnął po ten sam tytuł, tworząc jeden z najciekawszych albumów swojej kariery. Nie był to przypadek ani literacka dekoracja. W wywiadzie z kwietnia 1999 roku przyznał, że czytał Conrada podczas pracy nad materiałem. Fascynowały go przede wszystkim izolacja, utrata korzeni i niezdolność odnalezienia się w obcym świecie. Zastrzegał jednak, że płyta nie jest dosłowną adaptacją powieści ani klasycznym albumem koncepcyjnym. Literatura stanowiła punkt wyjścia do osobistej refleksji.</p><p>W tym miejscu warto przywołać również <strong>„Lorda Jima” </strong>i<strong> „Jądro ciemności”</strong>. U Conrada podróż geograficzna bardzo często staje się wyprawą w nieznane obszary ludzkiej świadomości. Człowiek wyrusza na koniec świata, a ostatecznie musi zmierzyć się z samym sobą. Bass wykorzystuje podobny motyw, ale nadaje mu znacznie łagodniejszy charakter. Tam, gdzie Conrad odkrywał moralne przepaście, muzyk częściej poszukuje możliwości pojednania. Tam, gdzie bohaterowie pisarza pozostawali samotni wobec konsekwencji własnych wyborów, Bass zdaje się wierzyć, że nawet po najdłuższej podróży istnieje droga powrotna. Dlatego „An Outcast of the Islands” jest albumem melancholijnym, ale nie rozpaczliwym. Refleksyjnym, lecz nie ponurym. I zaskakująco pełnym ciepła.</p><h3><strong>Z Camel do Poznania. Brytyjska melancholia spotyka polską wrażliwość</strong></h3><p><strong>Colin Bass</strong> był już wówczas od lat związany z <strong>Camel</strong>, jednym z najważniejszych zespołów brytyjskiego rocka progresywnego. Grupa <strong>Andrew Latimer'</strong>a stworzyła własny język muzyczny, oparty na melodyjnej gitarze, subtelnych instrumentach klawiszowych i charakterystycznym poczuciu melancholii. Wystarczy przypomnieć „Mirage”, „The Snow Goose”, „Moonmadness” czy „Harbour of Tears”, aby zrozumieć, jak ważną rolę odgrywały tam przestrzeń i instrumentalna narracja. Bass był jednak artystą o znacznie szerszych doświadczeniach. Występował także w<strong> 3 Mustaphas 3</strong>, zespole eksplorującym muzykę różnych regionów świata, a pod pseudonimem Sabah Habas Mustapha nagrywał materiał inspirowany Indonezją, szczególnie tamtejszym dangdutem. Był zatem nie tylko basistą progresywnego rocka, lecz prawdziwym muzycznym podróżnikiem.</p><p>Te doświadczenia spotkały się w Polsce. „An Outcast of the Islands”, wydany w 1998 roku, powstawał w dużej mierze w poznańskim studiu Giełda, przy współudziale muzyków<strong> Quidam </strong>i <strong>Abraxas</strong>. W nagraniach uczestniczyli między innymi gitarzyści <strong>Maciej Meller i Szymon Brzeziński</strong>, klawiszowcy <strong>Zbigniew Florek i Marcin Błaszczyk</strong>, a także <strong>Wojciech Karolak i Jacek Piskorz</strong>. Pojawili się<strong> Andrew Latimer</strong> oraz <strong>Dave Stewart</strong>, a muzyczne pejzaże wzbogacili instrumentaliści Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Kim Burton. To zestawienie miało znaczenie wykraczające poza zwykłą współpracę studyjną. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych polski neoprogresywny rock przeżywał niezwykle interesujący okres. Collage, Abraxas i Quidam budowali własne artystyczne światy, a ich współpraca z Bassem pokazała, że rodzimi muzycy mogą być pełnoprawnymi partnerami uznanych artystów brytyjskiej sceny progresywnej. Nie byli jedynie wykonawcami przygotowanych partii. Wnieśli własną wrażliwość i instrumentalną osobowość.</p><h3><strong>„Macassar” i „As Far As I Can See”. Między wielką podróżą a prostą melodią</strong></h3><p>Album otwiera <strong>„Macassar”</strong>, ponad sześciominutowa kompozycja instrumentalna, której tytuł przywołuje indonezyjski Makasar, portowe miasto na wyspie Celebes, znanej również jako Sulawesi. Od pierwszych chwil otrzymujemy muzykę przywodzącą na myśl najlepsze instrumentalne fragmenty Camel. Rozbudowane partie instrumentów klawiszowych, melodyjna gitara i spokojnie rozwijająca się dramaturgia tworzą pejzaż, którego nie interesuje pośpiech. Szczególnie wyraźnie słychać tu szkołę gitarowej ekspresji Andrew Latimera. Nie jest to wirtuozeria polegająca na demonstracji szybkości. Wystarczy kilka dźwięków, odpowiednie vibrato i starannie poprowadzona fraza, aby powstała melodia bardziej przejmująca niż wielominutowy techniczny popis. Można porównać Latimera z Davidem Gilmourem, choć ten drugi chętniej buduje monumentalne przestrzenie, podczas gdy gitarzysta Camel pozostaje bardziej kameralny, pastoralny i chwilami niemal baśniowy. „Macassar” ma w sobie coś z „The Snow Goose” i „Nude”, ale również osobisty charakter muzycznej podróży przez Ocean Indyjski. Nie otrzymujemy dokładnej mapy. Pozwalamy po prostu prowadzić się melodii.</p><p>Zupełnie inaczej działa<strong> „As Far As I Can See</strong>”, jedna z najbardziej przystępnych kompozycji wydawnictwa. To klasyczna rockowa ballada, spokojna, melodyjna, niemal radiowa. Miłośnik skomplikowanych struktur progresywnych może poczuć rozczarowanie, ale stworzenie naprawdę pięknej, prostej piosenki bywa przecież trudniejsze niż napisanie wielominutowej suity. Paul McCartney potrafił osiągać niezwykłą intensywność emocjonalną przy pomocy kilku akordów, a Nick Drake udowadniał, że delikatny głos i akustyczna gitara mogą zbudować świat bardziej złożony niż niejedna symfoniczna kompozycja. Bass należy do muzyków rozumiejących wartość prostoty. Jego wokal jest ciepły, miękki, pozbawiony teatralnego patosu. Nie posiada dramatycznej ekspresji Petera Gabriela ani charakterystycznej melancholii Steve’a Hogartha. Brzmi raczej jak człowiek, który nie próbuje udowadniać własnej wyjątkowości, lecz zwyczajnie opowiada historię. Zarazem właśnie w takich fragmentach pojawia się największe ryzyko albumu: nadmierna łagodność, chwilami zbliżająca muzykę do estetyki soft rocka lat osiemdziesiątych.</p><h3><strong>„Goodbye to Albion”. Pożegnanie kraju, którego nie da się zabrać ze sobą</strong></h3><p>Krótkie <strong>„First Quartet”</strong>, wykorzystujące brzmienie instrumentów smyczkowych, przygotowuje słuchacza do jednej z najpiękniejszych kompozycji albumu – <strong>„Goodbye to Albion”</strong>. Albion to stara, poetycka nazwa Wielkiej Brytanii, przywołująca obrazy białych klifów, zielonych wzgórz i kraju istniejącego nie tylko na mapie, lecz także w ludzkiej wyobraźni. Pożegnanie Albionu może więc oznaczać znacznie więcej niż zwykły wyjazd. To rozstanie z miejscem pochodzenia, dzieciństwem i krajobrazem, który przez lata budował poczucie przynależności. Właśnie tutaj melancholijna wrażliwość Colina Bassa ujawnia się najpełniej. Kompozycja rozwija emocje stopniowo, bez gwałtownych kontrastów i demonstracyjnego rozmachu. Jest w niej coś z późnego Camel, szczególnie z „Harbour of Tears”, albumu również poświęconego emigracji i bolesnym rozstaniom. Można odnaleźć także podobieństwo do atmosfery „Watermark” Enyi, choć nie ze względu na identyczne instrumentarium, lecz zdolność tworzenia muzycznej przestrzeni pełnej nostalgii.</p><p>W <strong>„Goodbye to Albion</strong>” tęsknota nie jest jednak rozpaczą. Nie mamy do czynienia z człowiekiem, który utracił wszystko. Raczej z kimś, kto wie, że wyruszając w drogę, zawsze pozostawia za sobą fragment własnego życia. To niezwykle dojrzałe spojrzenie. Piotr Michalski z serwisu Rock Area, opisując po latach koncertowe wykonania utworów Bassa, wyróżniał właśnie „Goodbye to Albion”, podkreślając jego nastrój, piękną melodię i rolę fletu Jacka Zasady. Trudno się dziwić. To jedna z tych kompozycji, które zatrzymują słuchacza nie dzięki niezwykłej technice czy monumentalnej aranżacji, ale dlatego, że pozwalają mu na chwilę pozostać sam na sam z własnymi wspomnieniami. Szczególnie przejmująco może zabrzmieć dla kogoś, kto sam doświadczył emigracji i wie, że powrót do kraju nie zawsze oznacza powrót do świata, który kiedyś pozostawiliśmy.</p><h3><strong>„The Straits of Malacca”, „Aïssa” i „Denpasar Moon”. Muzyczny archipelag</strong></h3><p><strong>„The Straits of Malacca”</strong> przenosi nas ponownie w świat instrumentalnych pejzaży. Cieśnina Malakka, oddzielająca Półwysep Malajski od Sumatry, od stuleci stanowi jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych świata. U Bassa geografia staje się jednak przede wszystkim źródłem nastroju. Nie jest to etnograficzna rekonstrukcja lokalnej muzyki, lecz osobiste wspomnienie podróży, przefiltrowane przez doświadczenia brytyjskiego muzyka znającego również indonezyjskie tradycje. W kompozycji odnajdziemy charakterystyczną delikatność gitary i klawiszowe przestrzenie bliskie Camel, ale atmosfera pozostaje bardziej egzotyczna. Nie w sensie taniej orientalnej dekoracji. Raczej jako poczucie oddalenia od znanego świata. Bass nie próbuje dokładnie opisać krajobrazu. Chce przywołać emocje towarzyszące jego oglądaniu.</p><p>Krótka <strong>„Aïssa” </strong>należy do najbardziej intymnych momentów albumu. Na pierwszy plan wysuwa się bas bezprogowy, instrument potrafiący w odpowiednich rękach zabrzmieć niemal jak ludzki głos. Charakterystyczne płynne przejścia pomiędzy dźwiękami nadają muzyce niezwykłą miękkość. Można przypomnieć Jaco Pastoriusa, który zrewolucjonizował sposób myślenia o gitarze basowej, udowadniając, że nie musi ona pozostawać wyłącznie rytmicznym fundamentem. Colin nie próbuje naśladować jego wirtuozerii. Interesuje go śpiewność instrumentu. Jakby muzyk, który przez lata towarzyszył wielkim gitarowym opowieściom Andrew Latimera, postanowił na chwilę sam zostać narratorem. I nie potrzebował do tego ani jednego słowa.</p><p>Jeszcze inne oblicze albumu przynosi<strong> „Denpasar Moon”</strong>, kompozycja związana z wcześniejszą działalnością Bassa pod pseudonimem Sabah Habas Mustapha. Jego zainteresowanie indonezyjskim dangdutem i lokalną kulturą muzyczną nie było powierzchowną modą. Wynikało z rzeczywistych podróży i doświadczeń. W rozmowie z 1999 roku artysta przyznał, że właśnie te inspiracje stanowiły jeden z punktów wyjścia do pracy nad „An Outcast of the Islands”. „Denpasar Moon” ma czytelną melodię, łagodny rytm i atmosferę pogodnej nostalgii. Można porównać go z niektórymi nagraniami Paula Simona z okresu „Graceland” czy „The Rhythm of the Saints”, gdzie spotkanie kultur stawało się inspiracją do tworzenia komunikatywnych piosenek. Bass korzysta z odmiennej tradycji, ale łączy ich przekonanie, że muzyczna podróż pozwala odkrywać nowe sposoby opowiadania o świecie. Nie każda wyspa na tym archipelagu musi posiadać wielkie góry. Czasami wystarczy niewielka plaża i światło księżyca.</p><h3><strong>„No Way Back” i „Burning Bridges”. Nie wszystkie mosty można odbudować</strong></h3><p>Po kolejnym kameralnym przerywniku, <strong>„Second Quartet”</strong>, album przechodzi do bardziej zdecydowanych kompozycji.<strong> „No Way Back”</strong> należy do utworów, w których progresywny rodowód wykonawców ujawnia się szczególnie wyraźnie. Muzyka rozwija się stopniowo, pojawiają się mocniejsze gitary, a dramaturgia nabiera rockowej energii. W recenzji opublikowanej w marcu 1999 roku na ArtRock.pl autor podpisujący się jako Polshaq wyróżnił przede wszystkim partie Szymona Brzezińskiego z Abraxas. To ważna obserwacja, ponieważ pokazuje, że polscy muzycy nie byli jedynie wykonawcami wcześniej przygotowanych aranżacji, lecz współtworzyli indywidualną osobowość albumu. W „No Way Back” można odnaleźć zarówno charakterystyczny dla Camel sposób prowadzenia melodii, jak i dramatyzm polskiego neoprogresywnego rocka. To muzyka, która rozwija się jak opowieść, a nie jak zbiór technicznych ćwiczeń.</p><p><strong>„Holding Out My Hand”</strong> przynosi bardziej refleksyjny nastrój. Już sam tytuł –<i> „Wyciągając dłoń” </i>– sugeruje próbę odbudowania więzi. W kontekście albumu inspirowanego historią wygnania gest ten nabiera szczególnego znaczenia. Wyciągnięta ręka staje się przeciwieństwem izolacji, możliwością porozumienia i powrotu do drugiego człowieka. Jeszcze wyraźniej temat odpowiedzialności i nieodwracalnych decyzji pojawia się w<strong> „The Outcast”</strong> oraz <strong>„Burning Bridges”.</strong> Pierwsza z tych kompozycji przywołuje tragizm tytułowego wyrzutka, druga wykorzystuje niezwykle czytelną metaforę palonych mostów. Człowiek może odejść, zerwać więzi, odrzucić przeszłość, ale co dzieje się wtedy, kiedy chciałby wrócić i odkrywa, że sam zniszczył drogę powrotną? To temat niemal gotowy na powieść Grahama Greene'a, u którego moralne wybory bardzo rzadko pozostają wolne od konsekwencji. Muzycznie „Burning Bridges” jest jednym z mocniejszych fragmentów płyty, pokazującym, że Bass potrafi wyjść poza bezpieczną estetykę łagodnego art rocka, nie sięgając przy tym po niepotrzebną agresję.</p><h3><strong>„Reap What You Sow”. Człowiek zbiera owoce własnych decyzji</strong></h3><p>Końcowa część albumu przynosi refleksję nad konsekwencjami życiowych wyborów. „<strong>Reap What You Sow” </strong>odwołuje się już w samym tytule do starej zasady, że człowiek zbiera to, co zasiał. To motyw obecny w kulturze od tragedii greckiej przez dramaty Szekspira aż po powieści Dostojewskiego. Bass nie potrzebuje jednak wielkiego teatralnego gestu. Jego interpretacja pozostaje spokojna, zakorzeniona w melodyjnym rocku, bluesie i delikatnych inspiracjach gospel. Nie śpiewa jak człowiek pragnący usprawiedliwić własne błędy. Raczej jak ktoś, kto rozumie, że doświadczenie ma swoją cenę. Szczególnie interesująco utwór koresponduje z wcześniejszym „Burning Bridges”. Najpierw pojawia się dramatyczny gest zerwania więzi, później refleksja nad jego konsekwencjami. Nie musi to oznaczać, że obie kompozycje tworzą zamierzoną, linearną historię. Album zachęca jednak do podobnych odczytań.</p><p>Finałowe <strong>„Trying to Get to You” </strong>zamyka całość w niemal kameralnej atmosferze. Akustyczna gitara, ciepły wokal i odgłosy tropikalnej przyrody przenoszą słuchacza do świata osobistych wspomnień Bassa. Po wszystkich podróżach, symfonicznych aranżacjach i instrumentalnych rozwinięciach pozostaje coś najprostszego: człowiek próbujący dotrzeć do drugiego człowieka. To zakończenie ma w sobie coś z późnych nagrań Nicka Drake’a, choć pozbawione jest ich głębokiej rozpaczy. Bass patrzy na rzeczywistość łagodniej. Nie oznacza to braku smutku, lecz zdolność zaakceptowania go jako części życia. Album rozpoczyna się wyprawą przez egzotyczne krajobrazy, a kończy niemal szeptem. Jakby jego bohater odkrył, że największą wartością podróży nie jest liczba odwiedzonych miejsc, lecz możliwość odnalezienia kogoś, do kogo naprawdę chciałby powrócić.</p><h2>Co napisali krytycy? Między zachwytem a zarzutem nadmiernej łagodności</h2><p>„An Outcast of the Islands” wywołał wśród recenzentów różne reakcje. Francuski magazyn „Big Bang” określił go jako <strong>„An album of rare elegance”</strong> – „Album o rzadko spotykanej elegancji”. Argentyński „Mellotron” użył słów <strong>„Magnificent... essential album”</strong>, czyli „Wspaniały... album niezbędny”. Obie opinie zostały przywołane w oficjalnych materiałach Colina Bassa i dobrze pokazują entuzjazm części zagranicznej prasy progresywnej. Z kolei Kristian Selm z niemieckiego „Progressive Newsletter” docenił melodyjne brzmienie bliskie Camel, ciepły wokal i różnorodność aranżacji, kończąc recenzję z maja 1999 roku słowami <strong>„Einfach schön!”</strong> – „Po prostu piękne!”. Zauważał jednak, że płyta może okazać się zbyt spokojna dla słuchaczy oczekujących bardziej dynamicznego rocka.</p><p>Równie interesujące były polskie reakcje. Recenzent podpisany jako „Naczelny” na ArtRock.pl przyznał albumowi <strong>9/10</strong>, uznając go za jedno z najważniejszych muzycznych wydarzeń 1998 roku i podkreślając poziom produkcji oraz udział rodzimych instrumentalistów. Pisał krótko: <strong>„Płyta jest wprost niesamowita”</strong>. Inny autor tego samego serwisu, Polshaq, ocenił wydawnictwo znacznie ostrożniej, na <strong>6/10</strong>. Zarzucał mu stylistyczne rozproszenie, nadmiar łagodnych ballad i niedostatek rozbudowanych form progresywnych, wyróżniając jednak „No Way Back”, „Holding Out My Hand” i „Burning Bridges”. Z kolei recenzenci Dutch Progressive Rock Page doceniali melodyjność albumu, umiejętności polskich muzyków oraz jego związek z najlepszą tradycją Camel. Te różnice pokazują, że spór nie dotyczył przede wszystkim jakości wykonania. Koncentrował się wokół pytania, czy rock progresywny musi wciąż udowadniać własną ambitność skomplikowanymi strukturami, czy może osiągać artystyczną dojrzałość również poprzez prostotę.</p><p>Sam skłaniam się ku drugiej odpowiedzi. „An Outcast of the Islands” nie jest nieoficjalną płytą Camel, choć obecność Andrew Latimera i Dave’a Stewarta prowokuje do takiego skojarzenia. Nie osiąga formalnej spójności „The Snow Goose” ani emocjonalnej jedności „Harbour of Tears”, ale proponuje znacznie szerszy wachlarz inspiracji. Obok instrumentalnych pejzaży znajdują się ballady, muzyka kameralna, folk i ślady indonezyjskich doświadczeń autora. Różnorodność jest zarówno jego siłą, jak i słabością. Część spokojniejszych kompozycji może sprawiać wrażenie zbyt podobnych do siebie, a symfoniczne miniatury nie zawsze są dramaturgicznie niezbędne. Jednak największą wartością pozostają melodie, naturalne brzmienie instrumentów i niezwykła muzyczna wrażliwość. To album artysty, który nie musi już nikomu udowadniać, że potrafi grać szybko, komponować skomplikowanie i tworzyć widowiskowe aranżacje.</p><h2>Zamiast zakończenia. Wygnaniec, który znalazł własny archipelag</h2><p>Wielką siłą prozy Josepha Conrada jest przekonanie, że podróż nie polega wyłącznie na przemieszczaniu się pomiędzy punktami na mapie. Czasami staje się próbą moralną, niekiedy ucieczką, a często sposobem odkrycia rzeczy, których człowiek wolałby o sobie nie wiedzieć. Colin Bass sięgnął po tę tradycję, ale nadał jej bardziej pogodną postać. „An Outcast of the Islands” nie jest opowieścią o człowieku skazanym na samotność. Jest raczej próbą połączenia rozproszonych fragmentów własnego życia. Indonezja, Wielka Brytania, Polska, Camel, 3 Mustaphas 3, blues, folk i rock progresywny – wszystkie te światy mogły pozostać osobnymi rozdziałami jego biografii. Bass połączył je w jedną muzyczną opowieść, w której tytułowy archipelag przestaje być miejscem wygnania, a staje się metaforą doświadczeń.</p><p>Nieprzypadkowo album powstał w Polsce, kraju, którego tradycja literacka i historyczna została naznaczona emigracją, utratą ojczyzny i tęsknotą za domem. Od Wielkiej Emigracji romantycznej, przez dramaty XX wieku, aż po współczesne migracje zarobkowe polska kultura nieustannie powraca do pytania o znaczenie miejsca pochodzenia. Jest w tym pewna piękna ironia: brytyjski muzyk inspiruje się powieścią pisarza urodzonego jako Polak, opowiadającego o europejskim wygnańcu w Azji, a następnie nagrywa album w Poznaniu z udziałem polskich instrumentalistów. Trudno o lepszą ilustrację świata, w którym kultura nie zna prostych granic.</p><p>Czy „An Outcast of the Islands” jest arcydziełem? Nie nazwałbym go dziełem całkowicie doskonałym. Zbyt wiele tutaj łagodnych ballad, aby utrzymać jednakowo silne napięcie przez cały czas trwania płyty. Nie wszystkie kompozycje posiadają taką samą siłę, a część aranżacji pozostaje nadmiernie zachowawcza. Ale są momenty, do których chce się wracać: „Macassar”, „Goodbye to Albion”, „The Straits of Malacca”, „Aïssa”, „No Way Back” i „Burning Bridges”. Nie olśniewają słuchacza za wszelką cenę. Zapraszają go do wspólnej podróży, bez pośpiechu i bez wielkich deklaracji. W „Wyrzutku” Conrada podróż prowadzi człowieka ku katastrofie, ponieważ nie potrafi on zrozumieć świata ani własnych słabości. U Colina Bassa staje się możliwością pojednania.</p><p><strong>Bo największym odkryciem podróżnika nie zawsze jest nowa wyspa. Czasami okazuje się nim człowiek, z którym warto na niej pozostać.</strong></p><h3>Ocena końcowa: 9/10</h3><p><strong>„An Outcast of the Islands” to jeden z najpiękniejszych albumów na pograniczu art rocka, rocka progresywnego i muzyki świata.</strong> Zachwyca melodyjnością, instrumentalną elegancją, ciepłym głosem Colina Bassa oraz niezwykłym spotkaniem brytyjskich i polskich muzyków. Największymi atutami są „Macassar”, „Goodbye to Albion”, „The Straits of Malacca”, „Aïssa”, „No Way Back” i „Burning Bridges”. Słabszą stroną pozostaje nadmiar spokojnych ballad i nie zawsze konsekwentna dramaturgia całości. Mimo tych zastrzeżeń to dzieło dojrzałe, pełne emocji i zaskakująco odporne na upływ czasu. Album, który przypomina, że muzyczna wielkość nie zawsze wymaga rewolucji. Czasami wystarczy piękna melodia i człowiek, który potrafi ją opowiedzieć.</p><p><i>Colin Bass – „An Outcast of the Islands” (Kartini Music, 1998). Przywołane opinie krytyków pochodzą z „Big Bang”, „Mellotron”, „Progressive Newsletter”, ArtRock.pl oraz Dutch Progressive Rock Page. Krótkie cytaty pozostawiono w oryginale, a polskie przekłady i interpretacje literacko-muzyczne są autorskie.</i></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Sukcesy tomaszowskich kolarzy. Miasto przypomina o mocnym akcencie na ogólnopolskiej gali]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57258,sukcesy-tomaszowskich-kolarzy-miasto-przypomina-o-mocnym-akcencie-na-ogolnopolskiej-gali</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57258,sukcesy-tomaszowskich-kolarzy-miasto-przypomina-o-mocnym-akcencie-na-ogolnopolskiej-gali</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 17:43:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sukcesy-tomaszowskich-kolarzy-miasto-przypomina-o-mocnym-akcencie-na-ogolnopolskiej-gali-1793128207.jpg</url>
                        <title>Sukcesy tomaszowskich kolarzy. Miasto przypomina o mocnym akcencie na ogólnopolskiej gali</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57258,sukcesy-tomaszowskich-kolarzy-miasto-przypomina-o-mocnym-akcencie-na-ogolnopolskiej-gali</link>
                    </image><description>Tomaszowscy kolarze zostali wyróżnieni podczas gali jednego z największych cykli kolarskich maratonów w Polsce. To nie tylko sportowy sukces zawodników, ale też sygnał, że lokalne środowisko rowerowe potrafi zaznaczyć swoją obecność na ogólnopolskiej scenie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Tomaszów na kolarskiej scenie</h2><p>Na miejskim portalu pojawiła się informacja o <strong>sukcesach tomaszowskich kolarzy</strong>, którzy zostali wyróżnieni podczas gali dużego cyklu kolarskich maratonów w Polsce. Już sam fakt obecności zawodników z Tomaszowa Mazowieckiego na takim wydarzeniu ma znaczenie wykraczające poza pojedynczy wynik. To potwierdzenie, że lokalni sportowcy są w stanie rywalizować i być zauważani także poza własnym miastem.</p><p>Do przekazu dołączono fotografię z gali, na której wyróżnieni stoją na scenie z pucharami w ręku. Taki obraz mówi wiele: za jednym kadrem kryją się miesiące treningów, startów, wyjazdów i sportowej konsekwencji. Dla mieszkańców Tomaszowa to również powód do dumy, bo sukcesy indywidualne zawodników budują markę całego miasta.</p><h2>Znaczenie większe niż jeden puchar</h2><p>W lokalnym sporcie najłatwiej zatrzymać się na prostym komunikacie: ktoś wygrał, ktoś został nagrodzony, ktoś wrócił z trofeum. Tymczasem w takich historiach ważny jest także <strong>szerszy kontekst</strong>. Wyróżnienie podczas gali największego cyklu kolarskich maratonów w kraju oznacza, że tomaszowscy zawodnicy nie są jedynie uczestnikami imprez, ale potrafią zaznaczyć swoją pozycję w stawce o dużej skali i wysokim poziomie rywalizacji.</p><p>Dla lokalnego środowiska sportowego to cenna informacja także z innego powodu. Sukces jednych zawodników może działać jak impuls dla kolejnych: dzieci, młodzieży, amatorów i osób, które dopiero myślą o wejściu w sport. Kolarstwo pozostaje dyscypliną wymagającą nie tylko formy, ale też systematyczności, zaplecza i wsparcia organizacyjnego. Każde takie wyróżnienie pokazuje więc, że wysiłek podejmowany na co dzień ma realny finał.</p><h2>Co to oznacza dla miasta</h2><p>Tomaszów Mazowiecki od lat szuka sposobów, by wzmacniać swój wizerunek nie tylko przez inwestycje i wydarzenia miejskie, ale także przez ludzi, którzy promują miasto osiągnięciami. Sport jest jednym z najbardziej czytelnych języków takiej promocji. Gdy tomaszowianie odbierają nagrody na ogólnopolskiej gali, miasto zyskuje rozpoznawalność w środowisku, do którego trudno wejść samym hasłem promocyjnym.</p><p>To również przypomnienie, że lokalny sport nie kończy się na najbardziej medialnych dyscyplinach. Obok piłki nożnej, lekkoatletyki czy sportów halowych istnieją także te obszary, które rzadziej trafiają na pierwsze strony, ale regularnie przynoszą wartościowe rezultaty. <strong>Kolarstwo</strong> należy właśnie do takich dyscyplin: wymaga cierpliwości, daje widowisko i potrafi budować silną sportową tożsamość.</p><h2>Nie tylko komunikat, ale sygnał</h2><p>Informacja opublikowana przez miejski portal jest krótka, lecz jej wydźwięk jest czytelny. Sukcesy tomaszowskich kolarzy to nie jednorazowa ciekawostka, ale sygnał, że w mieście są zawodnicy zdolni do rywalizacji na wysokim poziomie. Warto, by za takim sygnałem szło także dalsze zainteresowanie lokalnych kibiców, instytucji i sponsorów.</p><p>Bo w sporcie lokalnym najważniejsze pytanie nie brzmi wyłącznie: kto zdobył puchar? Równie istotne jest to, czy za tym sukcesem pójdzie trwały efekt dla środowiska. Jeśli tak się stanie, gala z pucharami okaże się nie tylko miłym finałem sezonu, ale także początkiem kolejnych ambicji tomaszowskiego kolarstwa.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rodzinny trening bezpieczeństwa w Tomaszowie. Mieszkańcy ćwiczyli reakcje na zagrożenia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57257,rodzinny-trening-bezpieczenstwa-w-tomaszowie-mieszkancy-cwiczyli-reakcje-na-zagrozenia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57257,rodzinny-trening-bezpieczenstwa-w-tomaszowie-mieszkancy-cwiczyli-reakcje-na-zagrozenia</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 16:17:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rodzinny-trening-bezpieczenstwa-w-tomaszowie-mieszkancy-cwiczyli-reakcje-na-zagrozenia-1793125099.jpg</url>
                        <title>Rodzinny trening bezpieczeństwa w Tomaszowie. Mieszkańcy ćwiczyli reakcje na zagrożenia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57257,rodzinny-trening-bezpieczenstwa-w-tomaszowie-mieszkancy-cwiczyli-reakcje-na-zagrozenia</link>
                    </image><description>W hali II Liceum Ogólnokształcącego w Tomaszowie Mazowieckim odbył się Krajowy Trening Rodzinny w ramach Akademii Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. W centrum uwagi znalazły się pierwsza pomoc, zagrożenia w szkołach i bezpieczeństwo w sezonie zimowym.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Bezpieczeństwo zaczyna się od wiedzy</h2><p>Nie w chwili alarmu, lecz znacznie wcześniej buduje się realne bezpieczeństwo mieszkańców. Właśnie temu służył <strong>Krajowy Trening Rodzinny</strong>, który 24 października 2026 roku odbył się w hali sportowej II Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Wydarzenie zorganizowano w ramach Akademii Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej, a jego celem było nie tylko przekazanie wiedzy, ale też wzmacnianie nawyków, które mogą okazać się kluczowe w sytuacji zagrożenia.</p><p>Z informacji przekazanych przez Powiat Tomaszowski wynika, że spotkanie poświęcono edukacji i budowaniu świadomości, jak właściwie reagować w trudnych i nagłych sytuacjach. To ważny kierunek, bo w praktyce o skuteczności działań bardzo często decydują pierwsze minuty, opanowanie i znajomość podstawowych procedur.</p><h2>Od szkoły po sezon zimowy</h2><p>Program wydarzenia objął kilka obszarów, które z punktu widzenia mieszkańców mają bardzo praktyczne znaczenie. Uczestnicy mogli zdobyć wiedzę dotyczącą <strong>reagowania na zagrożenia w szkołach i placówkach</strong>, ochrony ludności i obrony cywilnej, a także bezpieczeństwa w sezonie zimowym.</p><p>Szczególną uwagę zwrócono na zagrożenia związane z <strong>czadem i ogniem</strong>. To tematy, które wracają co roku wraz ze spadkiem temperatur i rozpoczęciem sezonu grzewczego. W takich przypadkach nawet podstawowa wiedza o objawach zatrucia, zasadach ewakuacji czy konieczności kontroli urządzeń grzewczych może mieć bezpośredni wpływ na zdrowie i życie domowników.</p><p>Istotnym elementem treningu była również <strong>pierwsza pomoc przedmedyczna</strong>. To właśnie ten obszar najczęściej decyduje o tym, czy świadek zdarzenia stanie się biernym obserwatorem, czy osobą, która potrafi skutecznie pomóc przed przyjazdem służb.</p><h2>Wspólna lekcja służb i samorządu</h2><p>W wydarzeniu uczestniczył wicestarosta Sławomir Żegota, który podkreślał znaczenie wspólnych działań na rzecz bezpieczeństwa mieszkańców. Sam trening miał wyraźnie partnerski charakter. W jego organizację i przebieg zaangażowały się Komenda Powiatowa Policji w Tomaszowie Mazowieckim, Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Mazowieckim, Wydział Zarządzania Kryzysowego Starostwa Powiatowego oraz ratownicy medyczni z Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.</p><p>Taka współpraca nie jest jedynie elementem oficjalnej oprawy. W praktyce pokazuje, że bezpieczeństwo lokalnej społeczności nie zależy od jednej instytucji, lecz od sprawnego połączenia działań samorządu, służb i samych mieszkańców. Im lepiej te ogniwa się rozumieją, tym większa szansa na właściwą reakcję wtedy, gdy teoria zamienia się w realne zagrożenie.</p><h2>Dlaczego takie wydarzenia są ważne dla Tomaszowa</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tego typu inicjatywy mają wymiar znacznie szerszy niż jednorazowe spotkanie edukacyjne. To przypomnienie, że <strong>bezpieczeństwo nie kończy się na numerach alarmowych</strong>. Zaczyna się od codziennej czujności, znajomości zasad i gotowości do działania w domu, szkole, pracy czy na ulicy.</p><p>W czasach, gdy wiele informacji o zagrożeniach dociera do ludzi w formie krótkich komunikatów i internetowych ostrzeżeń, praktyczne ćwiczenia oraz bezpośredni kontakt ze służbami mają szczególną wartość. Pozwalają oswoić procedury, zadać pytania i lepiej zrozumieć, co naprawdę robić w kryzysowej sytuacji. A to oznacza, że podobne treningi mogą przełożyć się na coś najważniejszego: większe bezpieczeństwo rodzin i silniejszą, lepiej przygotowaną lokalną wspólnotę.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rondo na Spalskiej prawie gotowe. Dodatkowy wylot przygotowano pod przyszłą obwodnicę Tomaszowa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57254,rondo-na-spalskiej-prawie-gotowe-dodatkowy-wylot-przygotowano-pod-przyszla-obwodnice-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57254,rondo-na-spalskiej-prawie-gotowe-dodatkowy-wylot-przygotowano-pod-przyszla-obwodnice-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 15:20:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rondo-na-spalskiej-prawie-gotowe-dodatkowy-wylot-przygotowano-pod-przyszla-obwodnice-tomaszowa-1793024594.jpg</url>
                        <title>Rondo na Spalskiej prawie gotowe. Dodatkowy wylot przygotowano pod przyszłą obwodnicę Tomaszowa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57254,rondo-na-spalskiej-prawie-gotowe-dodatkowy-wylot-przygotowano-pod-przyszla-obwodnice-tomaszowa</link>
                    </image><description>Jeszcze kilka tygodni i kierowcy powinni w pełni korzystać z nowego ronda u zbiegu ulic Spalskiej i Luboszewskiej. Inwestycja za ponad 9,2 mln zł dobiega końca. Najciekawszy jest jednak element, którego na razie nie będzie można wykorzystać. Z ronda wykonano dodatkowy wylot, przygotowany z myślą o przyszłej obwodnicy Tomaszowa Mazowieckiego. Problem w tym, że sama obwodnica pozostaje na razie bardziej planem na przyszłość niż konkretną inwestycją z określonym terminem i zapewnionym finansowaniem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Główne prace przy przebudowie ulicy Luboszewskiej i skrzyżowania z ulicą Spalską zostały już wykonane. Jak podało 25 października Radio Łódź, wykonawcy pozostały poprawki, roboty związane z zagospodarowaniem terenu oraz procedury odbiorowe. Pełna przejezdność ma zostać przywrócona <strong>w połowie listopada 2026 roku</strong>.</p><p>Termin nie jest przypadkowy. Umowę z wykonawcą – tomaszowską spółką Binstal – zawarto 15 października 2024 roku na okres 25 miesięcy. Jej wartość wynosi <strong>9 274 800 zł</strong>, a na inwestycję miasto otrzymało 5 mln zł z Rządowego Funduszu Polski Ład w ramach programu rozwoju stref przemysłowych.</p><h2>Rondo nie tylko dla Spalskiej i Luboszewskiej</h2><p>To, co na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykła przebudowa miejskiego skrzyżowania, ma mieć znacznie większe znaczenie.</p><p>Adam Koziełek z Urzędu Miasta powiedział Radiu Łódź, że <strong>Luboszewska została rozbudowana do standardu drogi wojewódzkiej</strong>, aby w przyszłości mogła stać się fragmentem obwodnicy Tomaszowa. Właśnie z tego powodu na nowym rondzie przygotowany został dodatkowy wylot.</p><p>To ważna deklaracja. Oznacza bowiem, że przy projektowaniu obecnej inwestycji nie myślano wyłącznie o dzisiejszym ruchu pomiędzy Spalską a terenami dawnego Wistomu. Pozostawiono także możliwość dalszego poprowadzenia trasy.</p><p>Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy mogą już odliczać czas do rozpoczęcia budowy obwodnicy.</p><h2>Wylot jest. Obwodnicy jeszcze nie ma</h2><p>W dostępnych obecnie dokumentach dotyczących realizowanej inwestycji nie ma decyzji zezwalającej na budowę całej nowej obwodnicy miasta.</p><p>Starosta Tomaszowski wydał 26 stycznia 2026 roku decyzję ZRID nr 3/2026. Dotyczy ona <strong>rozbudowy ulicy Luboszewskiej oraz skrzyżowania Luboszewskiej i Spalskiej</strong>, wraz z instalacjami i urządzeniami budowlanymi. W decyzji wskazane zostały konkretne działki w Tomaszowie Mazowieckim oraz w obrębie Luboszewy w gminie Lubochnia. Nie jest to jednak decyzja obejmująca realizację pełnego ciągu obwodnicowego wokół miasta.</p><p>Dlatego dodatkowy wylot ronda należy dziś traktować przede wszystkim jako <strong>rezerwę przygotowaną pod następny etap układu drogowego</strong>.</p><p>To rozwiązanie rozsądne z punktu widzenia inżynierii. Lepiej przygotować rondo od razu, zamiast za kilka lat rozbierać fragment nowej infrastruktury, gdyby budowa kolejnego odcinka rzeczywiście stała się realna. Z punktu widzenia mieszkańców pozostaje jednak pytanie ważniejsze: <strong>dokąd dokładnie ma prowadzić ta droga i kiedy miałaby powstać?</strong></p><h2>Teren Wistomu i drogi do S8</h2><p>Historia tej inwestycji od początku związana była przede wszystkim z rozwojem terenów przemysłowych.</p><p>Już w październiku 2023 roku, informując o pozyskaniu 5 mln zł dofinansowania, prezydent Tomaszowa Mazowieckiego Marcin Witko wskazywał, że ulice Luboszewska i Spalska poprzez DK48 zapewniają połączenie z drogą ekspresową S8 i siecią TEN-T. Miasto podkreślało wtedy znaczenie przebudowy dla terenów inwestycyjnych oraz planowanych dróg na obszarze byłych Zakładów Włókien Chemicznych „Wistom”.</p><p>Warto przypomnieć, że pierwotnie w 2023 roku zakończenie inwestycji zapowiadano na 2025 rok. Później, po przeprowadzeniu postępowania przetargowego, podpisano umowę przewidującą 25 miesięcy realizacji, czyli praktycznie do połowy listopada 2026 roku.</p><p>Także obowiązujący od lipca tego roku miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla rejonu ulic Spalskiej, Luboszewskiej i Piaskowej pokazuje, że miasto przygotowuje ten obszar pod dalszy rozwój przemysłowy i komunikacyjny. W planie wyznaczono m.in. tereny dróg zbiorczych, lokalnych i dojazdowych oraz zapisano ich powiązanie z zewnętrznym układem dróg wojewódzkich i krajowych.</p><p>Nie jest to jednak równoznaczne z zatwierdzeniem konkretnej obwodnicy wraz z harmonogramem budowy.</p><h2>Najważniejsze pytanie zaczyna się za rondem</h2><p>Nowe skrzyżowanie na Spalskiej za kilka tygodni powinno więc przestać być placem budowy. Z punktu widzenia kierowców oznacza to przede wszystkim koniec wielomiesięcznych utrudnień, nową nawierzchnię, poprawę organizacji ruchu oraz ciągi pieszo-rowerowe.</p><p>Z punktu widzenia przyszłości Tomaszowa ciekawsze jest jednak to, co znajduje się na jednym z krańców ronda.</p><p><strong>Dodatkowy wylot jest materialnym śladem koncepcji większej niż sama przebudowa Luboszewskiej.</strong> Na razie prowadzi do przyszłości, której terminów jeszcze nie znamy.</p><p>Dlatego warto zapytać Urząd Miasta, czy istnieje już konkretny wariant przebiegu dalszego odcinka obwodnicy, jakie nieruchomości miałaby przecinać planowana droga, gdzie miałaby połączyć się z istniejącą siecią oraz czy prowadzone są rozmowy z samorządem województwa, Zarządem Dróg Wojewódzkich lub GDDKiA w sprawie przejęcia, finansowania bądź wspólnej realizacji takiego przedsięwzięcia.</p><p>Bo rondo jest już niemal gotowe. <strong>Teraz najciekawsze pytanie brzmi: co – i kiedy – powstanie za jego czwartym wylotem?</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Lechia rozbiła Spartę. Trzy sety, 75:50 w punktach i awans na siódme miejsce]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57255,lechia-rozbila-sparte-trzy-sety-75-50-w-punktach-i-awans-na-siodme-miejsce</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57255,lechia-rozbila-sparte-trzy-sety-75-50-w-punktach-i-awans-na-siodme-miejsce</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 12:44:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lechia-rozbila-sparte-trzy-sety-75-50-w-punktach-i-awans-na-siodme-miejsce-1793116119.jpg</url>
                        <title>Lechia rozbiła Spartę. Trzy sety, 75:50 w punktach i awans na siódme miejsce</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57255,lechia-rozbila-sparte-trzy-sety-75-50-w-punktach-i-awans-na-siodme-miejsce</link>
                    </image><description>Takiej Lechii Tomaszów Mazowiecki kibice chcą oglądać częściej. Bez tie-breaka, bez nerwowej końcówki i bez oglądania się na przeciwnika. Tomaszowianie pokonali Spartę Grodzisk Mazowiecki 3:0, a przewaga gospodarzy rosła z każdym kolejnym setem. MVP spotkania został Artur Brzostowicz. Lechia odniosła trzecie zwycięstwo w sezonie i awansowała na siódme miejsce w tabeli TAURON 1. Ligi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;To nie był kolejny siatkarski thriller, do jakich w ostatnich tygodniach Lechia zdążyła już przyzwyczaić swoich kibiców. Tym razem niedzielny wieczór w hali „Samochodówki” miał zupełnie inny scenariusz. Zamiast Hitchcocka był raczej koncert zespołu, który od pierwszej piłki wiedział, co chce zrobić, a później konsekwentnie realizował swój plan.</p><p>Lechia Tomaszów Mazowiecki pokonała KS Spartę Grodzisk Mazowiecki <strong>3:0 — 25:20, 25:16, 25:14</strong>. Oficjalne dane Polskiej Ligi Siatkówki pokazują skalę przewagi jeszcze wyraźniej: w małych punktach było <strong>75:50</strong>, a całe spotkanie trwało zaledwie <strong>74 minuty</strong>. Na trybunach hali ZSP nr 3 przy ul. Legionów zasiadło 380 widzów.</p><h2>Lechia zaczęła od 8:2</h2><p>Pierwsze minuty właściwie ustawiły całe spotkanie. Po skutecznym bloku Jędrzeja Gossa Lechia prowadziła już <strong>8:2</strong> i trener Sparty musiał ratować sytuację przerwą.</p><p>Goście na moment złapali oddech, ale gospodarze nie oddali inicjatywy. Artur Brzostowicz zdobywał kolejne punkty w ataku, dobrze funkcjonował tomaszowski blok, w którym wyróżniał się Jakub Zimoląg. Przy stanie 20:14 Lechia miała już bezpieczny zapas.</p><p>Sparta próbowała jeszcze wrócić do gry, ale gospodarze zamknęli pierwszą partię wynikiem 25:20.</p><p>I właśnie wtedy zaczęło się coś, czego w kilku wcześniejszych spotkaniach Lechii brakowało najbardziej: <strong>regularność</strong>.</p><p>Nie było chwilowego rozluźnienia, kilku błędów z rzędu ani zaproszenia przeciwnika z powrotem do meczu.</p><h2>Z każdym setem przewaga rosła</h2><p>W drugim secie początkowo było nieco ciaśniej. Po ataku Brzostowicza Lechia prowadziła 10:7. Kiedy Sparta zbliżyła się do gospodarzy, trener Kamil Czapnik poprosił o czas.</p><p>Reakcja zespołu była natychmiastowa.</p><p>Piotr Łukasik skutecznie kończył ataki, Jędrzej Goss dołożył asa serwisowego, a przewaga Lechii zaczęła rosnąć. Po kolejnej akcji Gossa było 19:14.</p><p>Od tego momentu Sparta zdobyła już tylko dwa punkty.</p><p><strong>25:16.</strong></p><p>Jeżeli drugi set był demonstracją przewagi, trzeci zamienił się już w pokaz siły gospodarzy.</p><p>Sparta brała przerwy przy stanie 1:4 oraz 3:7. Niewiele to zmieniło. Po ataku Gossa było 13:6, po akcji Jakuba Zimoląga — 20:11.</p><p>Mecz zakończył asem serwisowym Dawid Suski.</p><p><strong>25:14 i 3:0.</strong></p><p>Różnica między zespołami rosła z każdą partią. Najpierw pięć punktów, później dziewięć, na końcu jedenaście. W dwóch ostatnich setach Sparta zdobyła razem zaledwie <strong>30 punktów</strong>.</p><h2>Brzostowicz MVP. Ale Lechia miała kilka armat</h2><p>Nagrodę MVP otrzymał <strong>Artur Brzostowicz</strong>, który zdobył 15 punktów. Oficjalne statystyki PLS pokazują, że przyjmujący rozegrał bardzo kompletny mecz: zdobył <strong>11 punktów atakiem przy 52-procentowej skuteczności, trzy punkty zagrywką i jeden blokiem</strong>.</p><p>Ale tym razem nie była to Lechia jednego zawodnika.</p><p><strong>Jędrzej Goss zdobył 13 punktów. Tyle samo dołożył Piotr Łukasik. Jakub Zimoląg zakończył spotkanie z siedmioma punktami, Wiktor Przybyłek z czterema, a Dawid Suski z jednym — za to właśnie jego asem zakończyło się całe spotkanie.</strong></p><p>To ważne również dlatego, że przez pierwszą część sezonu bardzo wiele odpowiedzialności w ataku spoczywało właśnie na Gossie. Przed weekendową kolejką oficjalny ranking TAURON 1. Ligi klasyfikował go na <strong>drugim miejscu wśród najlepiej punktujących zawodników rozgrywek — ze 118 punktami</strong>.</p><p>W niedzielę nie musiał jednak ciągnąć drużyny samotnie.</p><p>I być może właśnie to jest najlepsza wiadomość płynąca z meczu ze Spartą.</p><h2>Październik pokazuje inną Lechię</h2><p>Początek sezonu był dla tomaszowian trudny. Lechia rozpoczęła rozgrywki od porażki 0:3 w Siedlcach, później również nie wszystko układało się zgodnie z oczekiwaniami.</p><p>W październiku obraz drużyny zaczął się jednak zmieniać.</p><p>Najpierw było wyjazdowe zwycięstwo <strong>3:2 z MCKiS Jaworzno</strong>. Później dramatyczna porażka <strong>2:3 z FORT-em Poznań</strong>, następnie bardzo ważne <strong>3:1 z SMS PZPS Spała</strong>. W Bydgoszczy Lechia znów przegrała dopiero po tie-breaku — i to zakończonym wynikiem 23:21. Teraz przyszło najbardziej przekonujące zwycięstwo: <strong>3:0 ze Spartą</strong>.</p><p>Bilans pięciu ostatnich spotkań wygląda więc znacznie lepiej, niż sugerował początek sezonu: <strong>trzy zwycięstwa i dwie porażki dopiero po pięciu setach</strong>.</p><p>To już nie pojedynczy przebłysk.</p><p>To zaczyna wyglądać jak drużyna, która łapie rytm.</p><h2>Lechia jest siódma</h2><p>Oficjalny serwis TAURON 1. Ligi po niedzielnym meczu poinformował, że było to <strong>trzecie zwycięstwo Lechii w sezonie</strong>, które pozwoliło tomaszowianom awansować na <strong>siódme miejsce</strong>. Liga zastrzega przy tym, że część zespołów ma rozegraną mniejszą liczbę spotkań.</p><p>Dlatego tabelę trzeba jeszcze czytać z pewną ostrożnością.</p><p>Znacznie ważniejsze jest jednak coś innego.</p><p>Lechia przestała jedynie przegrywać „po walce”. Zaczyna wygrywać mecze, które powinna wygrywać. A to w długim ligowym sezonie jest granicą oddzielającą drużynę błąkającą się po dolnej części tabeli od zespołu, który realnie może zacząć myśleć o pierwszej ósemce.</p><p>Ze Spartą nie było wielkiej dramaturgii.</p><p>I tym razem to właśnie jest największym komplementem.</p><p><strong>Lechia Tomaszów Mazowiecki – KS Sparta Grodzisk Mazowiecki 3:0 (25:20, 25:16, 25:14).</strong></p><p><strong>Lechia:</strong> Suski 1, Łukasik 13, Zimoląg 7, Goss 13, Brzostowicz 15, Przybyłek 4, Czyrek (libero) oraz Kukie i Lizińczyk. MVP: <strong>Artur Brzostowicz</strong>.</p><p>Kolejny ligowy mecz tomaszowianie mają rozegrać <strong>7 listopada u siebie z BBTS Bielsko-Biała</strong>.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Tragiczny wypadek w Osiedlu Niewiadów. Nie żyje 38-letni kierowca. Strażacy walczyli o życie poszkodowanych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57253,tragiczny-wypadek-w-osiedlu-niewiadow-nie-zyje-38-letni-kierowca-strazacy-walczyli-o-zycie-poszkodowanych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57253,tragiczny-wypadek-w-osiedlu-niewiadow-nie-zyje-38-letni-kierowca-strazacy-walczyli-o-zycie-poszkodowanych</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 12:17:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tragiczny-wypadek-w-osiedlu-niewiadow-nie-zyje-38-letni-kierowca-strazacy-walczyli-o-zycie-poszkod-1793013733.png</url>
                        <title>Tragiczny wypadek w Osiedlu Niewiadów. Nie żyje 38-letni kierowca. Strażacy walczyli o życie poszkodowanych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57253,tragiczny-wypadek-w-osiedlu-niewiadow-nie-zyje-38-letni-kierowca-strazacy-walczyli-o-zycie-poszkodowanych</link>
                    </image><description>Tragiczny finał niedzielnego wypadku w Osiedlu Niewiadów w gminie Ujazd. W wyniku czołowego zderzenia Renault i Opla śmierć poniósł mężczyzna. Strażacy musieli uwalniać poszkodowanych z rozbitych samochodów, wykorzystując sprzęt hydrauliczny i specjalistyczne techniki ratownicze. U jednego z uczestników prowadzono resuscytację krążeniowo-oddechową. Niestety, mimo wysiłków ratowników, życia mężczyzny nie udało się uratować.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do dramatycznego wypadku doszło w niedzielę, 25 października 2026 roku, przed godziną 19.00 w Osiedlu Niewiadów. Na drodze prowadzącej w kierunku Ujazdu zderzyły się dwa samochody osobowe – Renault, którym kierowała 50-letnia kobieta, oraz Opel prowadzony przez 38-letniego mężczyznę.</p><p>Według wstępnych ustaleń policji, przekazanych Radiu Łódź przez asp. sztab. Aleksandrę Cieślak z Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim, kierująca Renault podczas włączania się do ruchu nie ustąpiła pierwszeństwa kierowcy Opla, który poruszał się od strony Zaosia w kierunku Ujazdu. Doszło do gwałtownego zderzenia, którego skutki okazały się dramatyczne.</p><h3>Uwięzieni we wrakach samochodów</h3><p>Szczegóły akcji ratowniczej ujawnili w poniedziałek strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Ujeździe. Ich relacja pokazuje, jak poważna była sytuacja, z którą musiały zmierzyć się służby przybyłe na miejsce zdarzenia.</p><p>Do wypadku zadysponowano dwa zastępy OSP Ujazd – ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy Scania GCBA oraz lekki samochód ratowniczy Iveco GLBM-RT. Na miejscu działały również zastępy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej z Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Strażacy zastali dwa samochody osobowe po czołowym zderzeniu. W obu pojazdach znajdowali się poszkodowani, którzy na skutek odniesionych obrażeń i znacznej deformacji karoserii nie mogli samodzielnie opuścić samochodów.</p><p>Rozpoczęła się trudna akcja ratownictwa technicznego. Aby dotrzeć do kierującego Oplem, konieczne było wykorzystanie sprzętu hydraulicznego. Równocześnie strażacy podejmowali działania zmierzające do uwolnienia kobiety z Renault. W jej przypadku zastosowano technikę tunelowania, umożliwiającą ewakuację osoby poszkodowanej z uszkodzonego pojazdu.</p><p>Każda z tych czynności wymagała szczególnej ostrożności. Ratownicy musieli zapewnić dostęp do uwięzionych osób, jednocześnie ograniczając ryzyko pogłębienia odniesionych obrażeń.</p><h3>Dramatyczna walka o życie</h3><p>Po uwolnieniu poszkodowanych przekazano ich pod opiekę zespołów ratownictwa medycznego. Akcja nie zakończyła się jednak na wydobyciu kierowców z rozbitych samochodów.</p><p>Jak poinformowała OSP Ujazd, strażacy wspierali ratowników medycznych podczas prowadzenia resuscytacji krążeniowo-oddechowej jednego z uczestników wypadku. Była to walka o przywrócenie podstawowych czynności życiowych.</p><p>Niestety, pomimo podjętych działań ratowniczych, mężczyzna uczestniczący w wypadku zmarł. Informację o jego śmierci przekazali strażacy z Ujazdu w poniedziałkowym komunikacie.</p><p>Wcześniejsze doniesienia, opublikowane jeszcze w niedzielę wieczorem, mówiły o dwóch poważnie rannych osobach przewiezionych do Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Najnowsza relacja OSP Ujazd potwierdza jednak tragiczny bilans zdarzenia.</p><h3>Pięć godzin działań ratowniczych</h3><p>Na miejscu wypadku pracowali strażacy OSP Ujazd, Państwowej Straży Pożarnej z Tomaszowa Mazowieckiego, zespoły ratownictwa medycznego oraz policjanci.</p><p>Po zakończeniu czynności policyjnych strażacy usuwali z jezdni rozbite fragmenty samochodów oraz płyny eksploatacyjne. Konieczne było również zabezpieczenie uszkodzonych pojazdów i przywrócenie bezpieczeństwa na drodze.</p><p>Akcja trwała kilka godzin. Jak relacjonują druhowie z Ujazdu, do jednostki powrócili po około pięciu godzinach od wyjazdu do zdarzenia.</p><p>W niedzielę wieczorem droga była całkowicie zablokowana. Policja wyznaczyła objazd przez rondo w Ujeździe oraz Wykno. Nie ma obecnie potwierdzenia, aby te utrudnienia nadal obowiązywały.</p><h3>Co było przyczyną tragedii?</h3><p>Wstępne ustalenia policji wskazują na nieustąpienie pierwszeństwa podczas włączania się do ruchu. Kierująca Renault, jak przekazała tomaszowska policja Radiu Łódź, była trzeźwa. Ze względu na obrażenia kierowcy Opla nie przeprowadzono badania alkomatem bezpośrednio po zdarzeniu.</p><p>Zgodnie z art. 17 ust. 2 ustawy Prawo o ruchu drogowym kierujący pojazdem, włączając się do ruchu, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz ustąpić pierwszeństwa innemu pojazdowi lub uczestnikowi ruchu.</p><p>Ostateczne okoliczności i przyczyny niedzielnego wypadku będą jednak przedmiotem dalszych ustaleń prowadzonych przez właściwe służby. Na tym etapie nie można przesądzać o odpowiedzialności prawnej żadnego z uczestników zdarzenia.</p><p>Niedzielna tragedia jest kolejnym bolesnym przypomnieniem, jak dramatyczne konsekwencje może mieć zaledwie jeden niebezpieczny manewr na drodze. Za policyjnymi ustaleniami, liczbami i informacjami o działaniach ratowników kryje się przede wszystkim śmierć człowieka i tragedia jego bliskich.</p><p><i>Źródła: OSP Ujazd – komunikat z 26 października 2026 r.; Radio Łódź – informacja z 25 października 2026 r., oparta na ustaleniach KPP w Tomaszowie Mazowieckim</i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rola neurochirurga w diagnozowaniu i leczeniu schorzeń obwodowego układu nerwowego oraz kręgosłupa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57252,rola-neurochirurga-w-diagnozowaniu-i-leczeniu-schorzen-obwodowego-ukladu-nerwowego-oraz-kregoslupa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57252,rola-neurochirurga-w-diagnozowaniu-i-leczeniu-schorzen-obwodowego-ukladu-nerwowego-oraz-kregoslupa</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 11:59:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rola-neurochirurga-w-diagnozowaniu-i-leczeniu-schorzen-obwodowego-ukladu-nerwowego-oraz-kregoslupa-1793115528.jpg</url>
                        <title>Rola neurochirurga w diagnozowaniu i leczeniu schorzeń obwodowego układu nerwowego oraz kręgosłupa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57252,rola-neurochirurga-w-diagnozowaniu-i-leczeniu-schorzen-obwodowego-ukladu-nerwowego-oraz-kregoslupa</link>
                    </image><description>Neurochirurgia kojarzona jest przede wszystkim z operacjami mózgu, jednak ważną częścią praktyki neurochirurgicznej pozostaje diagnostyka i leczenie schorzeń kręgosłupa oraz nerwów obwodowych. Ocena dolegliwości i ubytków neurologicznych, które mogą wynikać z ucisku struktur nerwowych, wymaga specjalistycznej wiedzy. Sprawdź, kiedy wskazana jest konsultacja neurochirurgiczna.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Czym zajmuje się neurochirurg w codziennej praktyce?</h2><p>Neurochirurg zajmuje się rozpoznawaniem i leczeniem chorób ośrodkowego oraz obwodowego układu nerwowego, w tym kwalifikacją do operacji i opieką nad pacjentami leczonymi zachowawczo. W przypadku schorzeń kręgosłupa ocenia m.in. ucisk wywierany przez krążki międzykręgowe oraz zmienione struktury kostne i więzadłowe na rdzeń kręgowy lub korzenie nerwowe.</p><p><strong>Do schorzeń i stanów ocenianych przez neurochirurgów należą m.in.</strong>:</p><ul><li data-list-item-id="e27264deb66fdf42a9953e295dff1051d">Dyskopatia lędźwiowa i szyjna (przepuklina krążka międzykręgowego).</li><li data-list-item-id="e344346d59f5b00a56a51131bb195cda1">Stenoza kanału kręgowego (zwężenie przestrzeni dla rdzenia kręgowego lub korzeni nerwowych).</li><li data-list-item-id="e939f5c7038229150825007ee21d8c691">Kręgozmyk (przemieszczenie jednego kręgu względem sąsiedniego).</li><li data-list-item-id="eb3e96922ace5316eb0a96af8171d4b01">Guzy pierwotne i przerzutowe w obrębie kanału kręgowego.</li><li data-list-item-id="e4da6af97e6dea1a8a6735836d1c800c4">Zmiany pourazowe i niestabilności kręgosłupa.</li></ul><p>W zakresie nerwów obwodowych konsultacja neurochirurgiczna może być pomocna m.in. w zespołach uciskowych, takich jak zespół cieśni kanału nadgarstka czy zespół rowka nerwu łokciowego, zwłaszcza gdy rozważane jest leczenie operacyjne polegające na odbarczeniu nerwu.</p><h2>Jakie symptomy sugerują konieczność konsultacji neurochirurgicznej?</h2><p><strong>Ból kręgosłupa nie musi oznaczać ucisku na struktury nerwowe.</strong> Podejrzenie takiego ucisku pojawia się przede wszystkim wtedy, gdy dolegliwościom towarzyszą określone objawy neurologiczne.</p><p><strong>Do objawów sugerujących tło neurologiczne należą:</strong></p><ul><li data-list-item-id="ebbc1d895dcc9d84f635c5589d5f17514">Ból promieniujący wzdłuż kończyny, niekiedy zgodnie z przebiegiem korzenia nerwowego – np. rwa kulszowa lub rwa ramienna.</li><li data-list-item-id="e14a9591c500a3940959a417816fa76bf">Parestezje, czyli uczucie mrowienia, drętwienia lub pieczenia w dłoniach albo stopach.</li><li data-list-item-id="ee55675f2ccd88902652b9e815cd82a57">Ubytki neurologiczne, np. osłabienie siły mięśniowej, opadanie stopy lub osłabienie chwytu dłoni.</li><li data-list-item-id="e025817acdc4b4b0999b2dc766cc451b9">Osłabienie lub zniesienie odruchów ścięgnistych stwierdzane podczas badania neurologicznego.</li></ul><p>Szczególną uwagę należy zwrócić na objawy alarmowe (tzw. czerwone flagi): nowo powstałe zaburzenia oddawania moczu lub stolca, osłabienie czucia w okolicy krocza (zaburzenia czucia typu „siodłowego”) oraz szybko narastający niedowład kończyn. Mogą one wskazywać m.in. na zespół ogona końskiego lub ucisk rdzenia kręgowego i wymagają niezwłocznego zgłoszenia się do szpitalnego oddziału ratunkowego.</p><p>[obraz_1]</p><h2>Jak przebiega proces diagnostyczny u neurochirurga?</h2><p><strong>Ocena stanu zdrowia pacjenta rozpoczyna się od wywiadu i badania klinicznego.</strong> Lekarz ocenia m.in. czucie, siłę mięśniową i odruchy ścięgniste. W zależności od podejrzewanej przyczyny objawów może zlecić badania obrazowe lub elektrodiagnostyczne.</p><p>Jeśli konieczna jest szczegółowa ocena struktur nerwowych kręgosłupa, badaniem z wyboru jest najczęściej rezonans magnetyczny (MRI), uwidaczniający m.in. rdzeń kręgowy, korzenie nerwowe, krążki międzykręgowe i więzadła. Nie każda osoba z bólem kręgosłupa wymaga jednak MRI – obrazowanie wykonuje się wtedy, gdy istnieją wskazania kliniczne, a wynik może wpłynąć na dalsze postępowanie. W wybranych przypadkach wykonuje się <a href="https://miraiclinic.pl/specjalizacje/diagnostyka/obrazowa/tomograf-komputerowy/">tomografię komputerową</a> (CT) lub badania elektrodiagnostyczne (ENG/EMG), które pomagają ocenić przewodnictwo nerwowe i aktywność mięśni oraz różnicować przyczyny objawów.</p><p>Przykładem placówki łączącej konsultacje specjalistyczne z diagnostyką obrazową jest MIRAI Clinic; zakres opieki nad pacjentami ze schorzeniami kręgosłupa opisuje podstrona <a href="https://miraiclinic.pl/specjalizacje/neurochirurgia/">neurochirurg w Otwocku</a>.</p><h2>Jakie są współczesne metody leczenia w neurochirurgii kręgosłupa?</h2><p>Sama konsultacja neurochirurgiczna nie oznacza automatycznej kwalifikacji do operacji. <strong>W wielu przypadkach dolegliwości związane z dyskopatią można leczyć zachowawczo, np. poprzez odpowiednio dobraną fizjoterapię i leczenie objawowe.</strong></p><p>W wybranych przypadkach przepukliny krążka międzykręgowego w odcinku lędźwiowym operację można rozważyć po około 6–12 tygodniach nieskutecznego leczenia zachowawczego, jeśli dolegliwości i wyniki badań obrazowych są ze sobą zgodne. Nie jest to jednak sztywna reguła: postępujący niedowład, objawy mielopatii lub podejrzenie zespołu ogona końskiego wymagają szybszej oceny, a niekiedy pilnego leczenia. Współczesna neurochirurgia wykorzystuje w odpowiednio dobranych przypadkach techniki małoinwazyjne, takie jak mikrodiscektomia czy operacje endoskopowe. W innych sytuacjach konieczne mogą być klasyczne zabiegi odbarczające lub stabilizujące kręgosłup.</p><p>Utrzymujące się lub nasilające drętwienie, mrowienie czy osłabienie siły mięśniowej kończyn wymagają oceny lekarskiej w celu ustalenia przyczyny objawów i wyboru odpowiedniego postępowania.</p><h3><strong>Źródła:</strong></h3><ol><li data-list-item-id="e8de8e28c4be4def0c67b55db9af0e480">National Institute for Health and Care Excellence (NICE) – Low back pain and sciatica in over 16s: assessment and management, NG59, 2016, aktualizacja 2020.</li><li data-list-item-id="ec1bd2488b0a1cf80f3323b445d91e70b">World Federation of Neurosurgical Societies (WFNS) Spine Committee – Cauda equina, conus medullaris and syndromes mimicking sciatic pain: recommendations, 2024.</li><li data-list-item-id="eb59a44a3f60615ebf4e4848dcb1edf81">WFNS Spine Committee – Role of surgery in primary lumbar disk herniation: recommendations, 2024.</li></ol> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Jak dobrać rozmiar kasku motocyklowego, żeby nie uciskał?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57251,jak-dobrac-rozmiar-kasku-motocyklowego-zeby-nie-uciskal</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57251,jak-dobrac-rozmiar-kasku-motocyklowego-zeby-nie-uciskal</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 11:07:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jak-dobrac-rozmiar-kasku-motocyklowego-zeby-nie-uciskal-1793092454.jpg</url>
                        <title>Jak dobrać rozmiar kasku motocyklowego, żeby nie uciskał?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57251,jak-dobrac-rozmiar-kasku-motocyklowego-zeby-nie-uciskal</link>
                    </image><description>Rozmiar kasku dobiera się w dwóch krokach: najpierw pomiar obwodu głowy, potem przymiarka, która pokazuje, czy kształt skorupy pasuje do kształtu głowy. Sam obwód nie wystarczy, bo dwa kaski z tą samą literą na metce potrafią leżeć zupełnie inaczej. Dobrze dobrany kask obejmuje głowę ciasno i równo, ale nie zostawia czerwonych śladów ani bólu w jednym punkcie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Jak zmierzyć głowę, żeby rozmiar kasku wyszedł trafnie?</h2><p>Obwód mierzy się miękką miarką krawiecką w najszerszym miejscu głowy, około 2-2,5 cm nad brwiami, czyli mniej więcej na szerokość dwóch palców, i tuż nad uszami. Z tyłu miarka obejmuje najbardziej wystający punkt potylicy. Trzymaj ją poziomo i przylegającą, ale bez ściągania skóry.</p><p>Pomiar lepiej powtórzyć dwa lub trzy razy, najlepiej z pomocą drugiej osoby, która widzi tył głowy. Do tabeli producenta bierze się najwyższy wynik. Przedziały w tabelach kasków motocyklowych są wąskie, zwykle co około 2 cm, a granice między literami różnią się w zależności od marki. U większości marek M to 57-58 cm, ale tańsze kaski bywają opisane szerzej, na przykład M 55-58 cm. Dlatego liczba w centymetrach mówi więcej niż litera z poprzedniego kasku.</p><h2>Dlaczego kask o właściwym obwodzie potrafi uciskać?</h2><p>Najczęstszą przyczyną ucisku przy dobrym obwodzie jest niedopasowany kształt skorupy, a nie zły rozmiar. Głowy różnią się proporcją długości do szerokości. Najczęstszy jest kształt pośredni, trochę dłuższy niż szerszy. Rzadsze są głowy wydłużone i okrągłe.</p><p>Osoba z okrągłą głową w kasku zaprojektowanym pod owal czuje ból na skroniach, a jednocześnie ma luz przy czole. Głowa wydłużona w okrągłej skorupie daje odwrotny objaw: ucisk na czole i z tyłu, luz po bokach. Większy rozmiar tego nie naprawi, bo kask zacznie się kiwać, a punkt ucisku tylko się przesunie. Zdjęcie głowy zrobione z góry, przy włosach przygładzonych wodą, szybko pokazuje, który kształt masz.</p><h2>Przymiarka krok po kroku - co ocenić przed zakupem?</h2><p>Nowy kask powinien od razu leżeć ciasno, bo wyściółka z czasem się układa i robi się luźniejsza, a nigdy ciaśniejsza. Wkładki policzkowe mają wyraźnie dociskać policzki. Przy zaciśniętych zębach wnętrze policzków lekko dotyka zębów.</p><p>Lista kontrolna przymiarki:</p><ul><li data-list-item-id="e15445181aee8556809b5dc289b545a13">zapnij pasek pod brodą tak, żeby przylegał bez luzu, ale nie dusił przy przełykaniu,</li><li data-list-item-id="e6d1d86e011ddd285bd6cc8005a4e72c6">noś kask bez przerwy przez co najmniej 10 minut, bo część punktów ucisku ujawnia się dopiero z czasem,</li><li data-list-item-id="e53cb50b3dc42ca869ad83a7b377b60b9">po zdjęciu obejrzyj czoło i skronie w lustrze - czerwone pręgi oznaczają miejsce, w którym skorupa nie pasuje,</li><li data-list-item-id="ed8292f186d6cb093936cb2b0b3ac9a29">spróbuj wsunąć palec między czoło a wyściółkę - jeśli wchodzi swobodnie, kask jest za duży,</li><li data-list-item-id="e4a0593a2bfd17274b69067ffa00015fa">chwyć tylną krawędź zapiętego kasku i pchnij ją do góry i do przodu - kask nie może się zsunąć na oczy ani zejść z głowy.</li></ul><p>Kto dojeżdża do pracy, a <a href="https://iamelectric.pl/sklep/">elektryczny skuter</a> służy mu do kilku krótkich kursów dziennie, zakłada i zdejmuje kask wiele razy na dobę. Przy przymiarce zwróć więc uwagę także na to, czy kask wchodzi bez zawijania uszu i ocierania okularów, bo przy częstym zakładaniu to męczy najbardziej.</p><h2>Za luźny czy za ciasny kask - który błąd jest groźniejszy?</h2><p>Groźniejszy jest kask za luźny, bo przy uderzeniu może się obrócić albo zsunąć z głowy, zanim zdąży przyjąć energię. Normy badawcze, w tym obowiązująca w Unii Europejskiej ECE 22.06, zakładają, że kask jest dobrze dopasowany i prawidłowo zapięty. Luźna skorupa na głowie użytkownika nie zachowa się tak jak na manekinie w laboratorium.</p><p>Za ciasny kask nie spada, ale boli. Ból głowy po pół godzinie jazdy rozprasza, a kierowca zaczyna poprawiać kask jedną ręką lub skraca trasę. Przy jeździe terenowej, na przykład na lekkich crossach, jakimi są <a href="https://iamelectric.pl/tp/surron/">motocykle Surron</a>, kask dostaje wstrząsy na każdej muldzie i korzeniu. Luźna skorupa podskakuje wtedy na głowie i przesuwa gogle, a za ciasna szybko męczy. Na crossie margines błędu jest więc mniejszy niż na spokojnym asfalcie.</p><h2>Kiedy ucisk da się zlikwidować bez wymiany kasku?</h2><p>Ucisk policzków lub luz przy żuchwie często da się poprawić wymianą wkładek, bez zmiany całego kasku. Wielu producentów sprzedaje wkładki policzkowe i wyściółki o różnej grubości do tej samej skorupy. Nie tnij pianki samodzielnie, bo zmienisz sposób, w jaki wnętrze rozkłada nacisk.</p><p>Inaczej jest z bólem na czole lub skroniach. To zwykle sygnał złego kształtu skorupy, a cieńsza wkładka rzadko go usuwa. Wyjątkiem są kaski z fabrycznie zdejmowanymi warstwami pianki, ale ich regulację najlepiej zostawić serwisowi producenta. Pozycja za kierownicą też zmienia odczucia, bo pochylona głowa ustawia kask inaczej niż przed lustrem. Dlatego kask dobrze ocenić także w pozycji jazdy. Sklep <a href="https://iamelectric.pl/">iamelectric.pl</a> sprzedaje kaski razem z pojazdami, więc oba zakupy można zestawić od razu i sprawdzić kask na siedzeniu skutera.</p><p>Przy wyborze między dwoma rozmiarami, które oba leżą dobrze, wybierz mniejszy. Wyściółka po kilku jazdach ułoży się i zrobi luźniejsza, a za duży kask będzie się tylko luzował.</p><h2>O co pytają osoby kupujące pierwszy kask?</h2><h3>Czy kask się rozchodzi i przestanie uciskać?</h3><p>Wyściółka układa się po kilku pierwszych jazdach i daje trochę luzu. Ból w jednym punkcie po kilku minutach nie zniknie, bo wynika z kształtu skorupy, nie z pianki.</p><h3>Czy przy pomiarze na granicy rozmiarów brać większy kask?</h3><p>Decyduje przymiarka obu rozmiarów. Jeśli mniejszy nie zostawia czerwonych śladów po 10 minutach, jest lepszym wyborem.</p><h3>Czy okulary zmieniają dobór kasku?</h3><p>Rozmiar nie, ale wygodę tak. Przymierzaj kask w okularach, w których jeździsz, bo zauszniki dociskane przez wkładki potrafią boleć szybciej niż sam kask.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Mała bateria, wielki pożar. Eksperci ostrzegają przed niebezpieczeństwem ukrytym w naszych śmieciach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57250,mala-bateria-wielki-pozar-eksperci-ostrzegaja-przed-niebezpieczenstwem-ukrytym-w-naszych-smieciach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57250,mala-bateria-wielki-pozar-eksperci-ostrzegaja-przed-niebezpieczenstwem-ukrytym-w-naszych-smieciach</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 09:22:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-mala-bateria-wielki-pozar-eksperci-ostrzegaja-przed-niebezpieczenstwem-ukrytym-w-naszych-smieciach-1793003029.png</url>
                        <title>Mała bateria, wielki pożar. Eksperci ostrzegają przed niebezpieczeństwem ukrytym w naszych śmieciach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57250,mala-bateria-wielki-pozar-eksperci-ostrzegaja-przed-niebezpieczenstwem-ukrytym-w-naszych-smieciach</link>
                    </image><description>Wystarczy jedna zużyta szczoteczka elektryczna, bezprzewodowa słuchawka albo jednorazowy e-papieros wyrzucony do niewłaściwego pojemnika. Niewielka bateria, ukryta w plastikowej obudowie, może doprowadzić do pożaru całej sortowni odpadów. Eksperci alarmują, że takich zdarzeń przybywa, a przyczyną jest nie tylko rosnąca liczba urządzeń z akumulatorami litowo-jonowymi, lecz także nasza niewiedza dotycząca ich właściwej utylizacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Współczesny świat coraz bardziej przypomina wielki magazyn energii. Nosimy ją w kieszeniach, na nadgarstkach, w plecakach i torebkach. Zasilane akumulatorami urządzenia towarzyszą nam niemal nieustannie. Telefony, elektroniczne papierosy, golarki, elektryczne szczoteczki do zębów, bezprzewodowe słuchawki czy niewielkie zabawki stały się codziennością. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestają działać.</p><p>Dla przeciętnego użytkownika zepsuta szczoteczka elektryczna jest po prostu kawałkiem plastiku. Tymczasem wewnątrz znajduje się akumulator, który nawet po zakończeniu użytkowania urządzenia może przechowywać energię. Wystarczy jego mechaniczne uszkodzenie, aby doszło do gwałtownego wzrostu temperatury, a w konsekwencji do zapłonu.</p><p>O zagrożeniu przypomina Grupa Biosystem, która 21 października rozpoczęła kampanię edukacyjną pod honorowym patronatem Ministerstwa Klimatu i Środowiska.</p><h2>Szczoteczka do zębów może podpalić sortownię</h2><p>– Choć szczoteczka nie działa, to bateria w niej jeszcze żyje – przestrzega Henryk Buczak, wiceprezes zarządu Grupy Biosystem, w rozmowie z Polską Agencją Prasową.</p><p>Mechanizm powstawania pożaru jest stosunkowo prosty. Urządzenie zawierające akumulator trafia do żółtego pojemnika przeznaczonego na metale i tworzywa sztuczne. Następnie razem z innymi odpadami zostaje przewiezione do sortowni, gdzie poddawane jest działaniu urządzeń mechanicznych.</p><p>Podczas zgniatania lub rozdrabniania może dojść do uszkodzenia akumulatora litowo-jonowego, zwarcia wewnętrznego i niekontrolowanego wydzielania ciepła. Zjawisko określane jako <i>ucieczka termiczna</i> może zakończyć się pożarem. W otoczeniu łatwopalnych odpadów z tworzyw sztucznych ogień potrafi rozprzestrzeniać się bardzo szybko.</p><p>– Niewielka bateria może stać się zapalnikiem poważnego pożaru – podkreśla ekspert.</p><p>To zagrożenie nie jest wyłącznie teoretyczne. Jak przypomina Buczak, w 2025 roku w ten sposób miała spłonąć linia sortownicza w zakładzie komunalnym w Elblągu. Według jego informacji także w 2026 roku doszło do kolejnych dwóch podobnych zdarzeń w innych miastach.</p><p>Każdy taki pożar oznacza nie tylko straty materialne, ale również zagrożenie dla pracowników, strażaków oraz mieszkańców okolicznych terenów. Może powodować także przerwy w funkcjonowaniu instalacji przetwarzających odpady.</p><h2>Co czwarty Polak popełnia błąd</h2><p>Skala problemu rośnie wraz z liczbą urządzeń zasilanych akumulatorami. Z informacji przedstawionych przez Grupę Biosystem wynika, że na rynek Unii Europejskiej trafia rocznie ponad 230 tysięcy ton przenośnych baterii i akumulatorów różnych typów. Nie obejmuje to między innymi akumulatorów samochodowych.</p><p>Według danych przytoczonych przez eksperta w Unii Europejskiej zbieranych jest około 50 procent takich baterii i akumulatorów, natomiast w Polsce około 65 procent.</p><p>Jeszcze bardziej niepokojące są wyniki badania przeprowadzonego w sierpniu na zlecenie Biosystem. Wynika z niego, że niemal co czwarty respondent, pozbywając się ostatnio zużytego urządzenia elektronicznego, zrobił to nieprawidłowo.</p><p>Jednocześnie zaledwie 30 procent badanych prawidłowo rozpoznawało zagrożenie pożarem lub wybuchem związane z niewłaściwym postępowaniem z uszkodzonym urządzeniem zawierającym akumulator litowo-jonowy.</p><p>To pokazuje, że problem nie sprowadza się wyłącznie do lekceważenia zasad segregacji. Wielu ludzi po prostu nie zdaje sobie sprawy, że niewielki przedmiot, który przestał działać, nadal może być niebezpieczny.</p><h2>Żółty pojemnik nie jest miejscem na elektronikę</h2><p>Warto przypomnieć podstawową zasadę: zużytych urządzeń elektrycznych i elektronicznych nie wolno wyrzucać ani do pojemników na tworzywa sztuczne, ani do odpadów zmieszanych.</p><p>Dotyczy to również przedmiotów, których na pierwszy rzut oka nie traktujemy jako elektroniki. Elektryczna szczoteczka, bezprzewodowa słuchawka, niewielka lampka z akumulatorem czy elektroniczna zabawka to elektroodpady, nawet jeśli większość ich obudowy wykonano z plastiku.</p><p>Właściwym miejscem ich przekazania jest Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (PSZOK), punkt zbiórki elektroodpadów albo sklep przyjmujący zużyty sprzęt zgodnie z obowiązującymi zasadami.</p><p>W przypadku Tomaszowa Mazowieckiego i pozostałych gmin powiatu tomaszowskiego mieszkańcy powinni korzystać z punktów zbiórki wskazanych przez właściwy samorząd. Przed oddaniem odpadów warto sprawdzić aktualne zasady przyjmowania poszczególnych rodzajów urządzeń.</p><p>Osobno zbierane powinny być również zużyte baterie i akumulatory wyjmowane z urządzeń. Nie należy jednak samodzielnie rozbierać sprzętu z niewymiennym akumulatorem, ponieważ niewłaściwe otwieranie obudowy może doprowadzić do jego uszkodzenia.</p><h2>Nie tylko ogień. Wyrzucamy również cenne surowce</h2><p>Nieprawidłowe pozbywanie się akumulatorów oznacza również utratę wartościowych materiałów.</p><p>W bateriach litowo-jonowych znajdują się między innymi lit, a w części ich typów również kobalt. Są to surowce wykorzystywane w produkcji nowoczesnych akumulatorów, których pozyskiwanie wiąże się ze znacznym obciążeniem środowiska.</p><p>W wyspecjalizowanych instalacjach zużyte baterie mogą być bezpiecznie przetwarzane, a zawarte w nich materiały odzyskiwane i ponownie wykorzystywane.</p><p>Jak wyjaśnia Henryk Buczak, w odpowiednio przygotowanych zakładach akumulatory poddaje się kontrolowanym procesom, które ograniczają ryzyko zapłonu. W określonych technologiach obejmują one rozładowanie oraz rozdrabnianie w atmosferze gazu obojętnego.</p><p>Recykling jest więc nie tylko sposobem na ograniczenie ilości odpadów, ale także elementem gospodarki surowcami, których świat potrzebuje coraz więcej.</p><h2>Jeden niepozorny błąd może mieć poważne konsekwencje</h2><p>Problem baterii litowo-jonowych pokazuje, jak bardzo zmieniła się zawartość naszych domowych koszy na śmieci. Jeszcze kilkanaście lat temu niewielki plastikowy przedmiot zwykle nie zawierał źródła energii. Dziś akumulatory znajdują się nawet w urządzeniach, których nie kojarzymy z elektroniką.</p><p>Rosnąca liczba takich produktów wymaga zmiany codziennych przyzwyczajeń. Nie wystarczy już rozróżniać papieru, szkła, plastiku i odpadów zmieszanych. Trzeba również wiedzieć, które przedmioty, choć wyglądają niepozornie, wymagają szczególnego postępowania.</p><p>Bo czasem do wywołania wielkiego pożaru nie potrzeba otwartego ognia ani celowego podpalenia. Wystarczy niewielki akumulator, który zamiast trafić do punktu zbiórki elektroodpadów, znalazł się w zwykłym koszu.</p><p><strong>Źródło: Polska Agencja Prasowa (PAP), wypowiedź Henryka Buczaka, wiceprezesa Grupy Biosystem.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Jesień to dobry moment, by przyjrzeć się swojej skórze. Czerniak wcześnie wykryty daje ogromną szansę na wyleczenie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57249,jesien-to-dobry-moment-by-przyjrzec-sie-swojej-skorze-czerniak-wczesnie-wykryty-daje-ogromna-szanse-na-wyleczenie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57249,jesien-to-dobry-moment-by-przyjrzec-sie-swojej-skorze-czerniak-wczesnie-wykryty-daje-ogromna-szanse-na-wyleczenie</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 08:54:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jesien-to-dobry-moment-by-przyjrzec-sie-swojej-skorze-czerniak-wczesnie-wykryty-daje-ogromna-szans-1793080374.png</url>
                        <title>Jesień to dobry moment, by przyjrzeć się swojej skórze. Czerniak wcześnie wykryty daje ogromną szansę na wyleczenie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57249,jesien-to-dobry-moment-by-przyjrzec-sie-swojej-skorze-czerniak-wczesnie-wykryty-daje-ogromna-szanse-na-wyleczenie</link>
                    </image><description>Opalenizna powoli znika, a na skórze łatwiej dostrzec to, czego jeszcze kilka tygodni temu mogliśmy nie zauważyć. Lekarze przekonują, że właśnie jesień jest jednym z najlepszych momentów na dokładne obejrzenie znamion. Szczególną uwagę powinny zwrócić te, które zmieniły kolor, kształt lub wielkość. W przypadku czerniaka czas ma ogromne znaczenie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Po miesiącach większej ekspozycji na słońce warto poświęcić kilkanaście minut na dokładne obejrzenie skóry. Nie chodzi przy tym jedynie o osoby, które podczas wakacji doznały oparzeń słonecznych.</p><p>Promieniowanie UV działa również wtedy, gdy nie pozostawia po sobie czerwonej, bolesnej skóry. Jego wpływ kumuluje się przez całe życie.</p><p>– <strong>Jesień to naturalny moment na zdrowotny „przegląd skóry”</strong> – podkreśla prof. Piotr Rutkowski, specjalista chirurgii onkologicznej i kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii.</p><p>Kiedy opalenizna zaczyna blednąć, łatwiej zauważyć zarówno nowe znamiona, jak i zmiany zachodzące w tych istniejących od lat. Niepokojące powinny być przede wszystkim różnice w kolorze, kształcie i wielkości.</p><h2>ABCDE, czyli pięć sygnałów ostrzegawczych</h2><p>Eksperci przypominają prostą zasadę <strong>ABCDE</strong>, pomocną podczas samodzielnego oglądania skóry.</p><p><strong>A – asymetria</strong> – jedna połowa znamienia wyraźnie różni się od drugiej.<br><strong>B – brzegi</strong> – stają się nieregularne, poszarpane lub niewyraźne.<br><strong>C – kolor</strong> – jest niejednolity albo zmienia się z czasem.<br><strong>D – duży rozmiar</strong> – szczególną uwagę należy zwracać na zmiany mające ponad 6 mm średnicy.<br><strong>E – ewolucja</strong> – znamię zaczyna się zmieniać: rośnie, ciemnieje, przybiera inny kształt lub wygląda inaczej niż wcześniej.</p><p>Pojawienie się jednej z tych cech nie przesądza oczywiście o chorobie nowotworowej. Powinno jednak być sygnałem do konsultacji z dermatologiem lub innym specjalistą oceniającym zmiany skórne.</p><h2>Nie boli? To nie znaczy, że jest bezpieczne</h2><p>Wokół czerniaka wciąż funkcjonuje wiele mitów. Jednym z najgroźniejszych jest przekonanie, że niebezpieczna zmiana musi boleć, swędzieć albo krwawić.</p><p>Wczesny czerniak bardzo często <strong>nie daje żadnych dolegliwości</strong>. Człowiek czuje się dobrze, a jedynym sygnałem może być zmieniający się wygląd niewielkiego znamienia.</p><p>Mitem jest także przekonanie, że każdy czerniak powstaje z istniejącego wcześniej pieprzyka. W części przypadków pojawia się jako zupełnie nowa zmiana na skórze.</p><p>Ryzyko zachorowania jest większe m.in. u osób z jasną karnacją, dużą liczbą znamion oraz przypadkami czerniaka w rodzinie. Nie oznacza to jednak, że pozostali mogą o profilaktyce zapomnieć. Nowotwory skóry mogą wystąpić u każdego.</p><h2>Kilkanaście minut może mieć znaczenie</h2><p>Skuteczność profilaktyki pokazują doświadczenia programu „Skóra pod lupą – znamiona pod kontrolą”, prowadzonego w Kielcach przy współpracy ze Stowarzyszeniem Pomocy Chorym na Mięsaki i Czerniaki Sarcoma.</p><p>Podczas czterech weekendów profilaktycznych z konsultacji skorzystało blisko <strong>900 mieszkańców</strong>. Około <strong>co dziesiąta osoba została skierowana do dalszej diagnostyki</strong>.</p><p>Na kolejne edycje akcji wracali również pacjenci, u których wcześniej wykryto podejrzane zmiany. Część z nich dzięki temu rozpoczęła już leczenie.</p><p>To właśnie w przypadku czerniaka ma szczególne znaczenie. Jest on jednym z najbardziej agresywnych nowotworów skóry, ale jednocześnie chorobą, w której <strong>wczesne rozpoznanie daje bardzo wysoką szansę skutecznego leczenia</strong>.</p><p>Jesienny wieczór przed lustrem może więc okazać się czymś więcej niż zwykłym „przeglądem” skóry. Warto obejrzeć również miejsca, o których łatwo zapomnieć: plecy, skórę głowy, przestrzenie między palcami czy podeszwy stóp. Jeżeli coś wygląda inaczej niż kilka miesięcy temu, nie warto czekać do następnego lata.</p><p><strong>Źródło: PAP / Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Mięsaki i Czerniaki Sarcoma</strong></p><p>Jeśli chcesz, mogę też przygotować <strong>krótszą wersję do 3000 znaków</strong>, <strong>zapowiedź na Facebooka</strong> albo <strong>grafikę 1200×630 do publikacji na NaszTomaszow.pl</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57247,26-pazdziernika-w-historii-tomaszow-pod-niemiecka-okupacja-wolnosc-prymasa-wyszynskiego-i-muzyczna-legenda-queen</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57247,26-pazdziernika-w-historii-tomaszow-pod-niemiecka-okupacja-wolnosc-prymasa-wyszynskiego-i-muzyczna-legenda-queen</guid>
            <pubDate>Mon, 26 Oct 2026 08:01:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-26-pazdziernika-w-historii-tomaszow-pod-niemiecka-okupacja-wolnosc-prymasa-wyszynskiego-i-muzyczna-1793080198.png</url>
                        <title>26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57247,26-pazdziernika-w-historii-tomaszow-pod-niemiecka-okupacja-wolnosc-prymasa-wyszynskiego-i-muzyczna-legenda-queen</link>
                    </image><description>Historia potrafi być okrutna w swoim kalendarzowym porządku. Tego samego dnia, w którym przed laty tworzono administracyjne podstawy niemieckiej okupacji Polski, świat w innym stuleciu świętował zwycięstwo medycyny nad jedną z najgroźniejszych chorób ludzkości. W Warszawie rozpoczynał się proces polityczny, a ćwierć wieku później kardynał Stefan Wyszyński dowiadywał się o końcu swojego internowania. W muzyce 26 października należy między innymi do Queen, The Beatles i Krzesimira Dębskiego. Co wydarzyło się 26 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 26 października prowadzi również do Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 87 lat temu miasto znalazło się w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Ta administracyjna decyzja okupanta zapoczątkowała nowy rozdział tragedii jego mieszkańców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3>Poniedziałek, 26 października 2026 roku. Kartka z kalendarza</h3><p>Dziś mamy <strong>poniedziałek, 26 października 2026 roku</strong>. To <strong>299. dzień roku</strong>, a do jego zakończenia pozostało <strong>66 dni</strong>.</p><p>W <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong> słońce wschodzi o godzinie <strong>6.23</strong>, a zachodzi o <strong>16.24</strong>. Dzień trwa około <strong>10 godzin i 2 minut</strong>. Po wczorajszym przejściu na czas zimowy coraz wyraźniej odczuwamy jesienne skracanie dnia.</p><p>Imieniny obchodzą między innymi <strong>Lucjan, Ewaryst, Lucyna, Damian, Bernard i Amanda</strong>.</p><p><strong>26 października jest świętem narodowym Austrii.</strong> Upamiętnia uchwalenie w 1955 roku ustawy konstytucyjnej o trwałej neutralności państwa. Była to jedna z najważniejszych decyzji w powojennej historii Austrii, która odzyskała pełną suwerenność po dziesięciu latach alianckiej okupacji.</p><p>Dzisiaj przypada również <strong>Międzynarodowy Dzień Wiedzy o Interpłciowości (Intersex Awareness Day)</strong>. Jego celem jest zwracanie uwagi na prawa i doświadczenia osób interpłciowych, w tym na kwestie godności, ochrony zdrowia i świadomej zgody na interwencje medyczne. Nie jest to dzień ustanowiony przez ONZ, lecz inicjatywa organizacji społecznych i obrońców praw człowieka.</p><p>Trwa ponadto ustanowiony przez Organizację Narodów Zjednoczonych <strong>Tydzień Rozbrojenia</strong>, obchodzony od 24 do 30 października.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Kalendarium historyczne</u></strong></span></h3><h3>201 lat temu (1825). Kanał Erie. Ameryka odkrywa nową drogę do bogactwa</h3><p><strong>26 października 1825 roku otwarto Kanał Erie</strong>, łączący jezioro Erie z rzeką Hudson w stanie Nowy Jork. Była to jedna z najważniejszych inwestycji infrastrukturalnych w historii młodych Stanów Zjednoczonych. Budowę rozpoczęto w 1817 roku, gdy transport ogromnych ilości towarów na znaczne odległości pozostawał kosztowny i powolny. Nowy szlak wodny radykalnie obniżył koszty przewozu zboża, drewna i produktów przemysłowych pomiędzy Wielkimi Jeziorami a portem nowojorskim.</p><p>Głównym politycznym orędownikiem przedsięwzięcia był gubernator <strong>DeWitt Clinton</strong>, który przekonywał, że przyszłość gospodarki zależy od sprawnej komunikacji. Wielu przeciwników uważało inwestycję za zbyt kosztowną i nierealistyczną. Historia przyznała rację jej zwolennikom. Kanał przyspieszył rozwój Nowego Jorku jako centrum handlu, sprzyjał osadnictwu na zachodzie i przyczynił się do przemian gospodarczych całego kraju.</p><h3>145 lat temu (1881). Strzelanina w Tombstone. Narodziny legendy Dzikiego Zachodu</h3><p><strong>26 października 1881 roku w Tombstone w Arizonie doszło do słynnej strzelaniny w pobliżu zagrody O.K. Corral.</strong> Po jednej stronie stanęli przedstawiciele prawa, wśród nich <strong>Wyatt Earp</strong>, jego bracia i <strong>Doc Holliday</strong>. Po drugiej znajdowali się mężczyźni związani z grupą kowbojów, z którymi funkcjonariusze pozostawali w konflikcie. Wymiana ognia trwała bardzo krótko, ale zakończyła się śmiercią trzech uczestników.</p><p>Wydarzenie przeszło do amerykańskiej mitologii jako symbol walki prawa z bezprawiem. Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej skomplikowana niż filmowa opowieść o szeryfie i bandytach. Konflikt miał również podłoże polityczne, osobiste i gospodarcze. Dopiero literatura popularna, a później kino westernowe uczyniły z Wyatta Earpa niemal pomnikową postać.</p><p>Tombstone do dzisiaj przyciąga turystów zainteresowanych historią Dzikiego Zachodu. Strzelanina stała się również inspiracją dla wielu filmów, między innymi <strong>„Miasto bezprawia”</strong> oraz <strong>„Tombstone”</strong> z 1993 roku.</p><h3>117 lat temu (1909). Zamach w Harbinie. Koreański patriota zabija japońskiego polityka</h3><p><strong>26 października 1909 roku na dworcu kolejowym w Harbinie został zastrzelony Itō Hirobumi</strong>, jeden z najważniejszych japońskich polityków przełomu XIX i XX wieku. Czterokrotnie sprawował urząd premiera Japonii i należał do architektów modernizacji państwa. W Korei zapamiętano go jednak przede wszystkim jako przedstawiciela imperialnej polityki Japonii, ograniczającej koreańską niezależność.</p><p>Zamachu dokonał <strong>An Jung-geun</strong>, koreański działacz niepodległościowy. Uważał, że japońska ekspansja pozbawia jego naród prawa do samodzielnego decydowania o przyszłości. Został aresztowany i skazany na śmierć.</p><p>Zabójstwo Itō nie powstrzymało japońskich planów. W 1910 roku Japonia formalnie zaanektowała Koreę, rozpoczynając okres kolonialnych rządów, który trwał do 1945 roku. Historia zamachu pozostaje ważnym elementem pamięci narodowej Koreańczyków i przypomina o złożonych relacjach historycznych pomiędzy państwami Azji Wschodniej.</p><h3>95 lat temu (1931). Proces brzeski. Polska demokracja przed sądem</h3><p><strong>26 października 1931 roku w Warszawie rozpoczął się proces brzeski</strong>, jeden z najbardziej kontrowersyjnych procesów politycznych II Rzeczypospolitej. Na ławie oskarżonych zasiedli działacze antysanacyjnej opozycji, związani przede wszystkim z ugrupowaniami tworzącymi Centrolew. Wśród nich znajdował się <strong>Wincenty Witos</strong>, trzykrotny premier Polski, działacz ruchu ludowego i jeden z najważniejszych polityków okresu odzyskiwania niepodległości.</p><p>Władze zarzucały oskarżonym przygotowywanie działań zmierzających do obalenia rządu. Opozycjoniści twierdzili natomiast, że zostali poddani represjom ze względu na działalność polityczną. Wcześniej część z nich więziono w twierdzy brzeskiej, gdzie stosowano brutalne metody traktowania.</p><p>Proces zakończył się w styczniu 1932 roku. Większość oskarżonych skazano na kary więzienia, a niektórzy zdecydowali się na emigrację.</p><p><strong>Proces brzeski</strong> pozostaje jednym z najbardziej wymownych przykładów ograniczania demokracji parlamentarnej w międzywojennej Polsce. Jego znaczenie wykracza poza spór o ocenę rządów Józefa Piłsudskiego. Przypomina, że niezależność sądów i prawo do legalnej działalności opozycyjnej są podstawowymi warunkami funkcjonowania demokratycznego państwa</p><h3>88 lat temu (1938). Polenaktion. Tysiące ludzi wypędzonych z własnych domów</h3><p><strong>26 października 1938 roku Reinhard Heydrich, szef służby bezpieczeństwa III Rzeszy, wydał rozporządzenie nakazujące natychmiastowe wydalenie z Niemiec Żydów posiadających polskie obywatelstwo.</strong> Był to początek akcji, która przeszła do historii jako <strong>Polenaktion</strong>.</p><p>W ciągu następnych dni około 17 tysięcy osób zmuszono do opuszczenia miejsc zamieszkania. Deportowano całe rodziny, ludzi starszych, kobiety i dzieci. Wielu wysiedlonych przewieziono w kierunku polskiej granicy, gdzie powstał dramatyczny problem osób pozbawionych możliwości normalnego powrotu do kraju.</p><p>Najbardziej znanym miejscem związanym z tym wydarzeniem stał się <strong>Zbąszyń</strong>. Tysiące ludzi znalazły się tam w prowizorycznych warunkach, często bez środków do życia.</p><p>Polenaktion stanowiła rezultat niemieckiej polityki antysemickiej, ale w jej przebiegu istotną rolę odegrały również polskie przepisy dotyczące obywatelstwa i ważności paszportów. <strong>Żydowski Instytut Historyczny</strong> przypomina, że polskie władze podejmowały działania mające ograniczyć powrót obywateli żydowskiego pochodzenia z Niemiec.</p><p>Wydarzenia października 1938 roku były jednym z ostrzeżeń przed nadchodzącą katastrofą. Zaledwie kilkanaście dni później w Niemczech doszło do pogromów znanych jako <strong>noc kryształowa</strong>.</p><h3>87 lat temu (1939). Powstaje Generalne Gubernatorstwo. Tomaszów znajduje się w granicach okupacyjnej administracji</h3><p><strong>26 października 1939 roku rozpoczęło funkcjonowanie Generalne Gubernatorstwo dla okupowanych polskich obszarów.</strong> Jego powstanie wynikało z dekretu Adolfa Hitlera z 12 października, a administracją kierował <strong>Hans Frank</strong>. Część terytorium pokonanej Rzeczypospolitej Niemcy wcielili bezpośrednio do III Rzeszy, natomiast z pozostałych ziem utworzyli odrębną jednostkę okupacyjną.</p><p>Generalne Gubernatorstwo nie było samodzielnym polskim państwem ani formą polskiej autonomii. Stanowiło strukturę niemieckiej administracji okupacyjnej, służącą podporządkowaniu mieszkańców, eksploatacji gospodarczej oraz realizacji polityki terroru.</p><p>Na jego obszarze wprowadzano przepisy ograniczające prawa ludności, kontrolowano gospodarkę, organizowano roboty przymusowe i prześladowano osoby uznawane za przeciwników okupanta. Żydzi zostali poddani coraz bardziej brutalnym represjom, prowadzącym ostatecznie do Zagłady.</p><p><strong>Tomaszów Mazowiecki znalazł się w granicach Generalnego Gubernatorstwa</strong>, w dystrykcie radomskim. Ta decyzja oznaczała początek budowania nowego systemu administracyjnego również na ziemiach dzisiejszego powiatu tomaszowskiego.</p><p>Lokalne konsekwencje tego wydarzenia były dramatyczne. Do tej historii powracamy szerzej w końcowej części dzisiejszego kalendarium.&nbsp;</p><h3>81 lat temu (1945). Dekret Bieruta. Warszawiacy tracą własność gruntów</h3><p><strong>26 października 1945 roku wydano dekret o własności i użytkowaniu gruntów na obszarze miasta stołecznego Warszawy</strong>, powszechnie nazywany <strong>dekretem Bieruta</strong>.</p><p>Stolica była wówczas niemal całkowicie zniszczona. Władze komunistyczne uzasadniały konieczność przejęcia gruntów potrzebą sprawnej odbudowy miasta. Rozwiązanie miało umożliwić swobodne planowanie nowych ulic, osiedli i obiektów publicznych bez konieczności prowadzenia licznych postępowań z prywatnymi właścicielami.</p><p>Dekret przewidywał przejście gruntów na własność gminy Warszawa. Został wydany <strong>26 października</strong>, ale wszedł w życie <strong>21 listopada 1945 roku</strong>.</p><p>W praktyce stał się podstawą ogromnej ingerencji w stosunki własnościowe. Wielu dawnych właścicieli i ich spadkobierców przez dziesięciolecia bezskutecznie domagało się zwrotu nieruchomości lub odszkodowań.</p><p><strong>Skutki dekretu Bieruta</strong> pozostają jednym z najbardziej złożonych problemów prawnych współczesnej Warszawy. Sprawy reprywatyzacyjne wywoływały spory sądowe, konflikty społeczne i dyskusje dotyczące granic ochrony prawa własności.</p><p>To przykład wydarzenia historycznego, którego konsekwencje nie zakończyły się wraz z upadkiem systemu komunistycznego.</p><h3>81 lat temu (1945). Powstaje Polska Agencja Prasowa. Nowy rozdział historii polskich mediów</h3><p><strong>26 października 1945 roku powołano Polską Agencję Prasową.</strong> Jej zadaniem było dostarczanie informacji prasie i innym odbiorcom, w warunkach odbudowy państwa po II wojnie światowej.</p><p>Historia polskiego dziennikarstwa agencyjnego jest jednak znacznie starsza. Już w 1918 roku powstała Polska Agencja Telegraficzna, która przez okres II Rzeczypospolitej odgrywała ważną rolę w rozpowszechnianiu wiadomości krajowych i zagranicznych.</p><p>Powojenna PAP funkcjonowała w odmiennym systemie politycznym. W PRL przekaz informacyjny podlegał kontroli władz i cenzurze. Dopiero przemiany ustrojowe końca lat osiemdziesiątych otworzyły drogę do funkcjonowania agencji w warunkach demokratycznego państwa i wolnego rynku mediów.</p><p>Dla współczesnego dziennikarstwa rocznica ma szczególne znaczenie. Pokazuje, że <strong>rzetelna informacja</strong>, odpowiedzialność za słowo i weryfikacja źródeł są fundamentami wiarygodności prasy niezależnie od technologii, za pomocą której wiadomości trafiają do odbiorców.&nbsp;</p><h3>74 lata temu (1952). Wybory bez wyboru. Front Narodowy zdobywa wszystkie mandaty</h3><p><strong>26 października 1952 roku przeprowadzono wybory do Sejmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej I kadencji.</strong> Odbywały się w rzeczywistości politycznej, w której nie istniała możliwość swobodnej rywalizacji różnych ugrupowań.</p><p>Wszystkie mandaty zdobyli kandydaci <strong>Frontu Narodowego</strong>, podporządkowanego dominującej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Propaganda przedstawiała głosowanie jako potwierdzenie powszechnego poparcia społeczeństwa dla kierunku rozwoju kraju.</p><p>Nie były to jednak wolne wybory w demokratycznym rozumieniu. Obywatele nie mogli wybierać pomiędzy rzeczywiście konkurencyjnymi programami politycznymi, a aparat państwowy kontrolował przebieg całego procesu.</p><p>Wydarzenie stanowiło jeden z elementów umacniania systemu stalinowskiego w Polsce. <strong>Wybory 1952 roku</strong> przypominają, że samo istnienie parlamentu, kart do głosowania i lokali wyborczych nie gwarantuje demokracji. O jej rzeczywistym charakterze decydują przede wszystkim wolność wyboru, pluralizm polityczny i możliwość pokojowej zmiany władzy.</p><h3>70 lat temu (1956). Prymas Wyszyński odzyskuje wolność. Ale nie za wszelką cenę</h3><p><strong>26 października 1956 roku do przebywającego w Komańczy kardynała Stefana Wyszyńskiego przybyli przedstawiciele władz PRL – Zenon Kliszko i Władysław Bieńkowski.</strong> Przywieźli wiadomość o zakończeniu jego internowania oraz propozycję powrotu do Warszawy.</p><p>Prymas pozostawał pozbawiony wolności od września 1953 roku. Jego uwięzienie było jednym z najbardziej wymownych przykładów represji komunistycznego państwa wobec Kościoła katolickiego.</p><p>Jesienią 1956 roku sytuacja polityczna w Polsce gwałtownie się zmieniała. Po wydarzeniach Polskiego Października władzę w PZPR odzyskał <strong>Władysław Gomułka</strong>, a nowa ekipa próbowała uspokoić nastroje społeczne.</p><p><strong>Stefan Wyszyński</strong> nie zamierzał jednak przyjmować wolności bez rozmowy o zasadniczych problemach relacji państwa z Kościołem. Domagał się między innymi zmian dotyczących obsadzania stanowisk kościelnych.</p><p>Dopiero po uzgodnieniach zdecydował się wrócić do stolicy. <strong>Komańczę opuścił 28 października 1956 roku</strong>, a więc dwa dni po rozmowie z przedstawicielami władz.</p><p>Ta różnica dat jest istotna. <strong>26 października zakończono polityczne podstawy internowania</strong>, natomiast faktyczny powrót prymasa nastąpił później.</p><p>Wyszyński odzyskał możliwość wykonywania swoich obowiązków, a jego postawa przyczyniła się do odbudowania pozycji Kościoła w życiu publicznym. W następnych latach ponownie dochodziło jednak do poważnych konfliktów z władzami PRL.</p><h3>49 lat temu (1977). Ostatnia ospa prawdziwa. Medycyna odnosi jedno z największych zwycięstw w historii</h3><p><strong>26 października 1977 roku w Somalii wykryto ostatni znany przypadek ospy prawdziwej powstały wskutek naturalnego zakażenia.</strong> Pacjentem był <strong>Ali Maow Maalin</strong>, pracownik ochrony zdrowia z miejscowości Merca.</p><p>Ospa prawdziwa przez stulecia należała do najbardziej zabójczych chorób zakaźnych. Powodowała ogromne epidemie, pozostawiała trwałe blizny i prowadziła do śmierci milionów ludzi. Jej historia naznaczona była również rozwojem szczepień ochronnych, począwszy od przełomowych prac <strong>Edwarda Jennera</strong> pod koniec XVIII wieku.</p><p>W XX wieku Światowa Organizacja Zdrowia rozpoczęła szeroko zakrojoną kampanię eliminowania choroby. Obejmowała ona masowe szczepienia, intensywne poszukiwanie nowych przypadków oraz szybkie izolowanie ognisk zakażenia.</p><p>Ali Maow Maalin wyzdrowiał. Dalsze działania epidemiologiczne nie wykazały kolejnych naturalnych zakażeń. W maju 1980 roku Światowe Zgromadzenie Zdrowia oficjalnie potwierdziło globalną eradykację ospy prawdziwej.</p><p><strong>26 października 1977 roku</strong> pozostaje więc jednym z najważniejszych dni w dziejach medycyny. Pokazuje, że międzynarodowa współpraca naukowców, lekarzy i pracowników ochrony zdrowia może doprowadzić do osiągnięcia celu, który przez stulecia wydawał się niemożliwy.&nbsp;</p><h3>47 lat temu (1979). Zamach w Seulu. Ginie prezydent Korei Południowej</h3><p><strong>26 października 1979 roku został zamordowany Park Chung-hee</strong>, prezydent Korei Południowej, który rządził krajem przez osiemnaście lat.</p><p>Zamachu dokonał <strong>Kim Jae-gyu</strong>, szef południowokoreańskiej agencji wywiadowczej. Zabójstwo nastąpiło podczas spotkania z udziałem przedstawicieli najwyższych władz państwowych.</p><p>Park był postacią niezwykle kontrowersyjną. Z jednej strony jego rządy wiązały się z dynamiczną industrializacją Korei Południowej i rozwojem gospodarki. Z drugiej charakteryzowały się autorytaryzmem, ograniczaniem swobód obywatelskich i represjami wobec opozycji.</p><p>Śmierć prezydenta nie doprowadziła do natychmiastowego ustanowienia demokracji. Wkrótce nastąpiły kolejne przetasowania wojskowe i polityczne, a proces demokratyzacji kraju przyspieszył dopiero w następnej dekadzie.</p><p>Historia Park Chung-hee przypomina o napięciu pomiędzy gospodarczym rozwojem a prawami obywatelskimi. Pozostaje także jednym z najważniejszych punktów odniesienia w dyskusjach o współczesnej historii Korei Południowej</p><h3>32 lata temu (1994). Izrael i Jordania podpisują pokój</h3><p><strong>26 października 1994 roku Izrael i Jordania podpisały traktat pokojowy</strong>, kończący formalny stan wojny pomiędzy obydwoma państwami.</p><p>Porozumienie podpisano podczas uroczystości w dolinie Arawa, w pobliżu granicy izraelsko-jordańskiej. W wydarzeniu uczestniczyli między innymi izraelski premier <strong>Icchak Rabin</strong>, król Jordanii <strong>Husajn</strong> oraz prezydent Stanów Zjednoczonych <strong>Bill Clinton</strong>.</p><p>Traktat przewidywał normalizację stosunków dyplomatycznych, rozwiązania dotyczące bezpieczeństwa, przebiegu granicy i korzystania z zasobów wodnych.</p><p>Był to jeden z ważniejszych sukcesów procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie. Jordania stała się drugim po Egipcie państwem arabskim, które zawarło traktat pokojowy z Izraelem.</p><p>Porozumienie nie zakończyło jednak konfliktu izraelsko-palestyńskiego ani innych napięć regionalnych. Pokazało natomiast, że nawet wieloletnie konflikty mogą prowadzić do wypracowania formalnych mechanizmów współpracy i pokojowego współistnienia.</p><h3>25 lat temu (2001). Patriot Act. Ameryka po zamachach z 11 września wybiera większą kontrolę</h3><p><strong>26 października 2001 roku prezydent George W. Bush podpisał ustawę USA Patriot Act</strong>, przyjętą po zamachach terrorystycznych z 11 września.</p><p>Amerykańskie społeczeństwo znajdowało się wówczas pod ogromnym wrażeniem ataków na World Trade Center i Pentagon. Administracja przekonywała, że skuteczniejsze przeciwdziałanie terroryzmowi wymaga rozszerzenia uprawnień organów ścigania oraz służb wywiadowczych.</p><p>Nowe przepisy ułatwiały wymianę informacji pomiędzy instytucjami państwowymi, rozszerzały możliwości prowadzenia nadzoru i zmieniały zasady niektórych postępowań dotyczących bezpieczeństwa.</p><p>Ustawa od początku wywoływała kontrowersje. Organizacje obywatelskie ostrzegały przed nadmiernym ograniczaniem prywatności i praw jednostki. Zwolennicy podkreślali natomiast konieczność szybkiego reagowania na zagrożenie terrorystyczne.</p><p><strong>Patriot Act</strong> stał się jednym z najważniejszych symboli dylematu współczesnych demokracji: jak zapewnić bezpieczeństwo obywatelom, nie rezygnując z praw i wolności, które państwo ma obowiązek chronić.</p><h3>24 lata temu (2002). Dramat w moskiewskim teatrze. Operacja ratunkowa kończy się tragedią</h3><p><strong>26 października 2002 roku rosyjskie siły specjalne przeprowadziły szturm na moskiewski teatr na Dubrowce</strong>, gdzie czeczeńscy bojownicy przez kilka dni przetrzymywali setki zakładników.</p><p>Napastnicy zajęli budynek podczas przedstawienia musicalu <strong>„Nord-Ost”</strong>. Domagali się zakończenia rosyjskich działań wojennych w Czeczenii.</p><p>Władze zdecydowały się na operację z użyciem środka obezwładniającego, wprowadzonego do systemu wentylacyjnego. Następnie oddziały specjalne wkroczyły do budynku i zlikwidowały napastników.</p><p>Akcja doprowadziła jednak do śmierci również bardzo dużej liczby zakładników. Według oficjalnych rosyjskich danych zginęło około 130 osób cywilnych, choć niezależne organizacje i rodziny ofiar wskazywały na wyższe szacunki.</p><p>Tragedia wywołała poważne pytania dotyczące sposobu przygotowania operacji, udzielania pomocy medycznej i odpowiedzialności władz za życie przetrzymywanych osób.</p><p><strong>Dramat na Dubrowce</strong> stał się jednym z najbardziej wstrząsających wydarzeń związanych z konfliktem czeczeńskim. Pokazał, że nawet operacja zakończona pokonaniem terrorystów może oznaczać katastrofę humanitarną.&nbsp;</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Urodzili się tego dnia</u></strong></span></h3><h3>Ignacy Daszyński (1866–1936). 160. rocznica urodzin jednego z ojców polskiej niepodległości</h3><p><strong>26 października 1866 roku urodził się Ignacy Daszyński</strong>, polityk socjalistyczny, premier Tymczasowego Rządu Ludowego Republiki Polskiej powołanego w Lublinie w listopadzie 1918 roku. Należał do najważniejszych działaczy polskiego ruchu niepodległościowego, a później pełnił funkcję marszałka Sejmu. Opowiadał się za demokratycznymi reformami społecznymi i parlamentarnym ustrojem państwa. Jego życie przypomina, że polska niepodległość była dziełem środowisk o bardzo różnych poglądach politycznych.</p><h3>Mahalia Jackson (1911–1972). Głos, który niósł nadzieję i wolność</h3><p><strong>26 października 1911 roku urodziła się Mahalia Jackson</strong>, jedna z najwybitniejszych wokalistek gospel w historii amerykańskiej muzyki. Jej głos wyrastał z tradycji afroamerykańskich wspólnot religijnych, ale zyskał znaczenie wykraczające poza muzykę kościelną. Jackson była również związana z ruchem praw obywatelskich i wspierała działalność Martina Luthera Kinga. Jej wykonania, między innymi <strong>„Move On Up a Little Higher”</strong>, stały się fundamentem rozwoju współczesnej muzyki gospel.</p><h3>François Mitterrand (1916–1996). 110. rocznica urodzin francuskiego prezydenta</h3><p><strong>26 października 1916 roku urodził się François Mitterrand</strong>, prezydent Francji w latach 1981–1995. Był pierwszym socjalistą, który objął urząd prezydenta V Republiki. Jego rządy przypadły na okres zimnej wojny, europejskiej integracji i politycznych przemian po 1989 roku. Należał do najważniejszych zwolenników zacieśniania współpracy europejskiej, a jego prezydentura pozostaje jednym z najdłuższych i najbardziej wpływowych okresów w historii współczesnej Francji.&nbsp;</p><h3>Hillary Rodham Clinton (1947). Od Białego Domu do walki o prezydenturę</h3><p><strong>26 października 1947 roku urodziła się Hillary Rodham Clinton</strong>, amerykańska polityczka, była pierwsza dama Stanów Zjednoczonych, senator i sekretarz stanu. W 2016 roku została kandydatką Partii Demokratycznej w wyborach prezydenckich, jako pierwsza kobieta nominowana przez jedną z dwóch głównych amerykańskich partii politycznych. Jej kariera stała się ważnym elementem dyskusji o miejscu kobiet w polityce. Pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych, ale również budzących spory postaci amerykańskiego życia publicznego.&nbsp;<a href="https://apnews.com/article/efb6d43b2538965b746a4be88d6042c2?utm_source=chatgpt.com">&nbsp;</a></p><h3>Krzesimir Dębski (1953). Kompozytor, który połączył jazz z muzyką filmową</h3><p><strong>26 października 1953 roku w Wałbrzychu urodził się Krzesimir Dębski</strong>, kompozytor, skrzypek jazzowy, dyrygent i aranżer. Jako lider zespołu <strong>String Connection</strong> należał do najważniejszych postaci polskiego jazzu lat osiemdziesiątych. Zdobył również ogromną popularność jako twórca muzyki filmowej i telewizyjnej, między innymi do <strong>„Ogniem i mieczem”</strong>. Jego dorobek obejmuje także kompozycje symfoniczne, kameralne i rozrywkowe&nbsp;</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Odeszli tego dnia</u></strong></span></h3><h3>Olga Boznańska (1865–1940). Malarka, która potrafiła pokazać ludzką samotność</h3><p><strong>26 października 1940 roku w Paryżu zmarła Olga Boznańska</strong>, jedna z najwybitniejszych polskich malarek przełomu XIX i XX wieku.</p><p>Jej twórczość kojarzona jest z subtelnymi portretami, oszczędną kolorystyką i niezwykłą umiejętnością ukazywania psychologicznej głębi postaci. Najbardziej rozpoznawalnym dziełem artystki pozostaje <strong>„Dziewczynka z chryzantemami”</strong> z 1894 roku.</p><p>Boznańska osiągnęła międzynarodowe uznanie, wystawiała swoje prace w najważniejszych ośrodkach artystycznych Europy i została uhonorowana francuską Legią Honorową. Jej malarstwo do dziś pozostaje jednym z najbardziej oryginalnych zjawisk w historii polskiej sztuki.&nbsp;<a href="https://dzieje.pl/kalendarz-historyczny/26/10?utm_source=chatgpt.com">&nbsp;</a></p><h3>Alfred Tarski (1901–1983). Polski matematyk, który badał naturę prawdy</h3><p><strong>26 października 1983 roku w Berkeley zmarł Alfred Tarski</strong>, urodzony w Warszawie matematyk i filozof, jeden z najwybitniejszych logików XX wieku.</p><p>Tarski zasłynął przede wszystkim dzięki pracom nad semantyczną definicją prawdy oraz rozwojem teorii modeli. Jego badania miały fundamentalne znaczenie dla logiki matematycznej, filozofii języka i podstaw matematyki.</p><p>Był również współtwórcą słynnego paradoksu Banacha-Tarskiego, pokazującego, jak bardzo matematyczna abstrakcja potrafi rozmijać się z codzienną intuicją.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w muzyce</u></strong></span></h3><h3>61 lat temu (1965). The Beatles w Pałacu Buckingham. Rock and roll otrzymuje królewskie odznaczenia</h3><p><strong>26 października 1965 roku członkowie The Beatles odebrali w Pałacu Buckingham Order Imperium Brytyjskiego w klasie MBE.</strong></p><p><strong>John Lennon, Paul McCartney, George Harrison i Ringo Starr</strong> byli już wtedy międzynarodowymi gwiazdami. Ich piosenki podbijały listy przebojów, a koncertom towarzyszyła atmosfera zbiorowej fascynacji, określana mianem beatlemanii.</p><p>Odznaczenie miało jednak znaczenie wykraczające poza sukces muzyczny. Pokazywało, że kultura popularna zaczyna zajmować miejsce wcześniej zarezerwowane przede wszystkim dla tradycyjnych dziedzin sztuki oraz osiągnięć wojskowych, politycznych i społecznych.</p><p>Decyzja wywołała kontrowersje. Część wcześniejszych kawalerów odznaczeń protestowała przeciwko uhonorowaniu młodych muzyków rockowych.</p><p>Z dzisiejszej perspektywy brzmi to niemal niewiarygodnie. <strong>The Beatles</strong> są przecież powszechnie uznawani za jeden z najważniejszych zespołów w historii muzyki popularnej. Ich nagrania zmieniły sposób komponowania, produkowania i słuchania muzyki.</p><p>Wydarzenie z października 1965 roku symbolizuje moment, w którym rock przestał być traktowany wyłącznie jako rozrywka młodzieży. Stawał się częścią głównego nurtu kultury.</p><h3>45 lat temu (1981). Queen wydają „Greatest Hits”. Album, który stał się nieśmiertelny</h3><p><strong>26 października 1981 roku ukazał się album „Greatest Hits” zespołu Queen.</strong> Nie była to nowa płyta studyjna, lecz kolekcja największych przebojów grupy, nagranych w latach 1974–1980.</p><p>W tamtym czasie <strong>Freddie Mercury, Brian May, Roger Taylor i John Deacon</strong> należeli już do najważniejszych muzyków rockowych świata. Queen potrafił łączyć monumentalne brzmienie z popową melodyjnością, teatralną ekspresją i niezwykłymi pomysłami aranżacyjnymi.</p><p>Na albumie znalazły się między innymi <strong>„Bohemian Rhapsody”</strong>, <strong>„Killer Queen”</strong>, <strong>„Somebody to Love”</strong>, <strong>„We Will Rock You”</strong>, <strong>„We Are the Champions”</strong>, <strong>„Another One Bites the Dust”</strong> i <strong>„Crazy Little Thing Called Love”</strong>.</p><p>Trudno wskazać wiele innych kompilacji, na których zgromadzono tyle utworów rozpoznawalnych przez kilka pokoleń słuchaczy. Każda z piosenek reprezentowała nieco inną stronę muzycznej osobowości Queen.</p><p>„Bohemian Rhapsody” była eksperymentem łączącym rock z operową dramaturgią. „Another One Bites the Dust” pokazywało fascynację funkiem i muzyką taneczną. „We Will Rock You” oraz „We Are the Champions” stały się natomiast nieformalnymi hymnami wielkich wydarzeń sportowych.</p><p><strong>„Greatest Hits”</strong> osiągnął niezwykły sukces komercyjny. Według brytyjskiego Official Charts album pozostaje <strong>najlepiej sprzedającą się płytą w historii brytyjskiego rynku muzycznego</strong>.</p><p>To osiągnięcie szczególne, ponieważ kompilacja nie jest zwykle traktowana jako dzieło o takiej samej randze artystycznej jak album studyjny. W przypadku Queen okazało się jednak, że zestawienie przebojów może stać się osobnym symbolem epoki.</p><p><strong>45. rocznica premiery „Greatest Hits”</strong> przypomina również o niezwykłej sile repertuaru zespołu. Freddie Mercury zmarł w 1991 roku, ale jego głos nadal towarzyszy kolejnym pokoleniom słuchaczy</p><h3>Krzesimir Dębski. Od String Connection do „Dumki na dwa serca”</h3><p>Dzisiejsze urodziny <strong>Krzesimira Dębskiego</strong> są dobrą okazją, aby przypomnieć niezwykłą różnorodność jego muzycznego dorobku.</p><p>Dębski należy do artystów, którzy nigdy nie pozwolili zamknąć się w jednej stylistyce. Rozpoczynał karierę jako skrzypek jazzowy, a następnie stał się liderem zespołu <strong>String Connection</strong>, jednej z najciekawszych polskich formacji jazzowych lat osiemdziesiątych.</p><p>Jego muzyka łączyła wirtuozerię z otwartością na różne inspiracje. Dębski chętnie wykorzystywał elementy rocka, muzyki klasycznej i współczesnych technik kompozytorskich.</p><p>W 1983 roku zdobył pierwszą nagrodę na światowym konkursie jazzowym w belgijskim Hoeilaart. W połowie dekady znalazł się również wśród wysoko ocenianych skrzypków jazzowych w ankietach magazynu <strong>„DownBeat”</strong>.</p><p>Później coraz większe znaczenie w jego działalności zyskiwała muzyka filmowa. Kompozytor stworzył ścieżki dźwiękowe do wielu polskich produkcji, w tym do <strong>„Ogniem i mieczem”</strong> Jerzego Hoffmana.</p><p>Szczególną popularność zdobyła <strong>„Dumka na dwa serca”</strong>, wykonywana przez <strong>Edy­tę Górniak i Mietka Szcześniaka</strong>. Utwór stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich ballad filmowych końca XX wieku.</p><p>Dzisiaj Krzesimir Dębski obchodzi <strong>73. urodziny</strong>. Jego kariera jest dowodem, że granice pomiędzy muzyką poważną, jazzem i kulturą popularną bywają znacznie mniej wyraźne, niż sugerują tradycyjne podziały.</p><h3>8 lat temu (2018). Robyn wydaje „Honey”. Elektroniczna muzyka o ludzkiej kruchości</h3><p><strong>26 października 2018 roku ukazał się album „Honey” szwedzkiej wokalistki Robyn.</strong> Była to jej pierwsza pełnowymiarowa solowa płyta od ośmiu lat.</p><p>Artystka miała już na koncie sukcesy, które ugruntowały jej pozycję jako jednej z najważniejszych przedstawicielek nowoczesnego dance-popu. Tym razem zdecydowała się jednak odejść od części wcześniejszych rozwiązań.</p><p>„Honey” był albumem bardziej subtelnym, przestrzennym i emocjonalnie niejednoznacznym. Zamiast nieustannie dążyć do wielkich refrenów, Robyn budowała nastrój za pomocą rytmu, elektroniki i delikatnych zmian aranżacyjnych.</p><p>Wśród najważniejszych kompozycji znalazły się <strong>„Missing U”</strong>, <strong>„Honey”</strong>, <strong>„Because It's in the Music”</strong> oraz <strong>„Ever Again”</strong>.</p><p>Album opowiadał o stracie, tęsknocie, samotności i próbach odzyskiwania wewnętrznej równowagi. Nie proponował jednak prostych rozwiązań ani łatwego optymizmu.</p><p><strong>„Honey”</strong> spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem krytyków muzycznych. Według serwisu Metacritic otrzymał średnią ocen 89 punktów na 100, co oznaczało niemal powszechne uznanie.</p><p>Płyta stała się przykładem tego, że muzyka taneczna nie musi służyć wyłącznie rozrywce. Może również opowiadać o trudnych doświadczeniach z podobną intensywnością jak najbardziej osobiste ballady.</p><h3>8 lat temu (2018). Thom Yorke tworzy muzykę do „Suspirii”. Filmowy horror spotyka eksperyment</h3><p>Tego samego dnia, <strong>26 października 2018 roku</strong>, ukazała się muzyka <strong>Thoma Yorke’a</strong> do filmu <strong>„Suspiria”</strong> w reżyserii Luki Guadagnina.</p><p>Dla wokalisty <strong>Radiohead</strong> było to pierwsze tak rozbudowane przedsięwzięcie związane z pełnometrażową produkcją filmową.</p><p>Yorke musiał zmierzyć się z wyjątkowo trudnym zadaniem. Oryginalna „Suspiria” Daria Argenta z 1977 roku posiadała bowiem legendarną ścieżkę dźwiękową, stworzoną przez włoski zespół rocka progresywnego <strong>Goblin</strong>.</p><p>Zamiast próbować ją naśladować, Yorke stworzył własny świat dźwiękowy. Połączył elementy elektroniki, muzyki eksperymentalnej, chóralnej i bardziej tradycyjnych kompozycji wokalnych.</p><p>Na albumie znalazły się między innymi <strong>„Suspirium”</strong>, <strong>„Has Ended”</strong>, <strong>„Volk”</strong> i <strong>„Unmade”</strong>.</p><p>Muzyka nie była prostą ilustracją obrazu. Tworzyła osobną przestrzeń emocjonalną, w której piękno melodii sąsiadowało z niepokojem i grozą.</p><p><strong>„Suspiria” Thoma Yorke’a</strong> potwierdziła, że artysta znany z Radiohead potrafi z powodzeniem przenieść swoją eksperymentalną wyobraźnię do świata kina.</p><h3>8 lat temu (2018). Julia Holter wydaje „Aviary”. Muzyka jak labirynt pamięci</h3><p>Również <strong>26 października 2018 roku</strong> swoją premierę miał album <strong>„Aviary” Julii Holter</strong>, jednej z najbardziej oryginalnych amerykańskich artystek alternatywnych.</p><p>Płyta była przedsięwzięciem niezwykle rozbudowanym. Zawierała piętnaście kompozycji trwających łącznie niemal półtorej godziny.</p><p>Holter połączyła na niej muzykę eksperymentalną, pop kameralny, elementy klasyki, elektroniki i rozbudowane aranżacje instrumentalne. Inspiracją stały się między innymi teksty poetki i pisarki <strong>Etel Adnan</strong>.</p><p>Wśród najważniejszych utworów znalazły się <strong>„I Shall Love 2”</strong>, <strong>„Words I Heard”</strong> i <strong>„Turn the Light On”</strong>.</p><p>Album nie należał do łatwych w odbiorze. Wymagał skupienia i gotowości do wejścia w świat muzyki, która nie zawsze prowadzi słuchacza prostą drogą.</p><p><strong>„Aviary”</strong> spotkał się jednak z bardzo dobrym przyjęciem krytyków i potwierdził pozycję Julii Holter jako artystki, która potrafi łączyć ambitne eksperymenty z autentyczną emocjonalnością</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w sporcie</u></strong></span></h3><h2>163 lata temu (1863). Rodzi się nowoczesna piłka nożna</h2><p><strong>26 października 1863 roku w londyńskiej Freemasons’ Tavern powstała The Football Association</strong>, najstarsza organizacja zarządzająca piłką nożną na świecie.</p><p>W połowie XIX wieku futbol przypominał jeszcze zbiór różnych gier. Poszczególne szkoły i kluby stosowały odmienne przepisy, co utrudniało organizowanie spotkań pomiędzy drużynami.</p><p>Jednym z głównych inicjatorów zmian był <strong>Ebenezer Cobb Morley</strong>, prawnik i działacz sportowy. Uważał, że piłka nożna potrzebuje jednolitych zasad, podobnie jak inne dyscypliny sportowe.</p><p>Powstanie FA rozpoczęło proces porządkowania przepisów i wyodrębniania futbolu od odmian gry, z których rozwinęło się rugby.</p><p><strong>26 października 1863 roku</strong> jest więc jedną z najważniejszych dat w historii światowego sportu. Bez tych wydarzeń trudno wyobrazić sobie późniejsze powstanie wielkich rozgrywek ligowych, mistrzostw świata i współczesnego futbolu.</p><p>Także dzieje <strong>Lechii Tomaszów Mazowiecki</strong> i innych klubów naszego regionu stanowią odległą kontynuację przemian zapoczątkowanych przez angielskich pionierów piłki nożnej.</p><h3>29 lat temu (1997). Villeneuve mistrzem świata. Schumacher przekracza granicę sportowej rywalizacji</h3><p><strong>26 października 1997 roku na torze Jerez w Hiszpanii rozegrano Grand Prix Europy</strong>, ostatni wyścig sezonu Formuły 1.</p><p>Przed startem liderem klasyfikacji był <strong>Michael Schumacher</strong>, reprezentujący Ferrari. Niemiec miał zaledwie punkt przewagi nad <strong>Jacques’em Villeneuve’em</strong> z zespołu Williams.</p><p>Stawka była ogromna. Schumacher walczył o trzeci tytuł mistrza świata, a Villeneuve o pierwszy.</p><p>Podczas wyścigu doszło do dramatycznej sytuacji. Villeneuve próbował wyprzedzić Schumachera, a niemiecki kierowca doprowadził do kolizji. Ferrari wypadło z rywalizacji, natomiast Williams kontynuował jazdę.</p><p>Villeneuve ostatecznie zajął <strong>trzecie miejsce</strong>, co wystarczyło do zdobycia mistrzostwa. Wyścig wygrał <strong>Mika Häkkinen</strong>, odnosząc pierwsze zwycięstwo w swojej karierze.</p><p>Po zakończeniu sezonu <strong>FIA zdyskwalifikowała Michaela Schumachera z klasyfikacji mistrzostw świata 1997</strong>, uznając jego manewr za celowe działanie.</p><p>Wydarzenie pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych momentów w historii Formuły 1. Pokazało, że nawet największy talent i niezwykła sportowa determinacja nie zwalniają zawodnika z obowiązku przestrzegania zasad rywalizacji.<a href="https://www.formula1.com/en/latest/article/revealed-the-classic-f1-race-you-voted-to-watch-this-wednesday.4v787ZuyIcxz4cWQ6EbACV?utm_source=chatgpt.com"> Website</a></p><h3>26 lat temu (2000). Nowy Jork świętuje baseballowe mistrzostwo</h3><p><strong>26 października 2000 roku New York Yankees zdobyli mistrzostwo amerykańskiej ligi baseballowej MLB</strong>, pokonując w finale World Series lokalnych rywali z <strong>New York Mets</strong>.</p><p>Był to pierwszy od 1956 roku finał określany mianem <strong>„Subway Series”</strong>, ponieważ uczestniczyły w nim dwa zespoły z Nowego Jorku.</p><p>Yankees wygrali piąte spotkanie <strong>4:2</strong>, a całą serię <strong>4:1</strong>. Decydujące punkty zdobyli w dziewiątej zmianie po uderzeniu <strong>Luisa Sojo</strong>.</p><p>Dla drużyny było to trzecie mistrzostwo z rzędu i kolejne potwierdzenie dominacji na przełomie tysiącleci. Najbardziej wartościowym zawodnikiem finału został <strong>Derek Jeter</strong>.</p><p>Historia tego spotkania przypomina, że w sporcie wielkie rywalizacje często mają również wymiar lokalny. Dla mieszkańców Nowego Jorku finał nie był jedynie walką o mistrzostwo kraju, ale także symbolicznym pojedynkiem dwóch części miasta.</p><h3>7 lat temu (2019). Anglia zatrzymuje Nową Zelandię. Sensacja na mistrzostwach świata w rugby</h3><p><strong>26 października 2019 roku reprezentacja Anglii pokonała Nową Zelandię 19:7 w półfinale Pucharu Świata w rugby.</strong></p><p>Nowozelandzcy <strong>All Blacks</strong> byli obrońcami tytułu i jedną z najbardziej utytułowanych drużyn w historii dyscypliny. Ich słynna przedmeczowa haka i sportowa dominacja przez lata budowały atmosferę niemal niezwyciężonego zespołu.</p><p>Anglicy rozpoczęli jednak spotkanie znakomicie. Bardzo szybko zdobyli pierwsze punkty i konsekwentnie realizowali założenia taktyczne.</p><p>Nowa Zelandia nie potrafiła odzyskać kontroli nad meczem. Jej ataki napotykały skuteczną obronę, a Anglia wykorzystywała własne okazje.</p><p>Zwycięstwo <strong>19:7</strong> było jednym z największych sukcesów angielskiego rugby w ostatnich dekadach. Pokazało, że nawet najsilniejsze sportowe tradycje nie gwarantują zwycięstwa, gdy przeciwnik potrafi lepiej przygotować się do konkretnego spotkania.</p><p>Tomaszów Mazowiecki – lokalny ślad historii</p><h3>26 października 1939 roku. Tomaszów trafia do Generalnego Gubernatorstwa. Miasto pod rządami niemieckiego terroru</h3><p><strong>Dokładnie 87 lat temu rozpoczął się nowy etap niemieckiej okupacji Tomaszowa Mazowieckiego.</strong> Wraz z utworzeniem Generalnego Gubernatorstwa miasto znalazło się w granicach administracyjnej struktury okupacyjnej, która miała służyć podporządkowaniu i eksploatacji podbitych ziem polskich.</p><p>To wydarzenie ma szczególne znaczenie w historii naszego miasta. Nie chodziło bowiem jedynie o zmianę nazwy urzędu czy podporządkowanie Tomaszowa innemu ośrodkowi administracyjnemu.</p><p>Za decyzjami okupacyjnych władz krył się system, który w następnych latach doprowadził do śmierci tysięcy mieszkańców, zniszczenia znacznej części miejscowej społeczności żydowskiej, prześladowań politycznych, deportacji i pracy przymusowej.</p><p><strong>Archiwum Państwowe w Piotrkowie Trybunalskim</strong> przypomina, że po zajęciu Tomaszowa Niemcy utworzyli na okupowanych terenach nowy powiat tomaszowski, obejmujący obszary wcześniej należące do kilku jednostek administracyjnych.</p><p>Z kolei <strong>Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim</strong> wskazuje, że pojawiały się także projekty bezpośredniego wcielenia miasta do III Rzeszy i przemianowania go na <strong>Waldstadt</strong>. Ostatecznie nie zostały zrealizowane.</p><h3>Tomaszów przemysłowy staje się częścią niemieckiej machiny wojennej</h3><p>Przed wybuchem II wojny światowej Tomaszów Mazowiecki należał do ważnych ośrodków przemysłowych regionu łódzkiego. Rozwijały się zakłady włókiennicze, funkcjonowała <strong>Tomaszowska Fabryka Sztucznego Jedwabiu</strong>, a miasto było istotnym punktem komunikacyjnym i gospodarczym.</p><p>Wojna przerwała ten rozwój.</p><p>Już 1 września 1939 roku niemieckie lotnictwo bombardowało Tomaszów. Kolejne dni przyniosły walki w rejonie miasta, a 7 września wojska niemieckie opanowały jego teren.</p><p>Okupant rozpoczął podporządkowywanie gospodarki własnym potrzebom wojennym. Zakłady przemysłowe, zasoby surowcowe i siła robocza miały służyć niemieckiej machinie wojennej.</p><p>Archiwum Państwowe wskazuje, że już <strong>26 września 1939 roku</strong> w Tomaszowie uruchomiono filię niemieckiego urzędu pracy. Jego działalność stała się jednym z narzędzi kierowania mieszkańców do robót przymusowych.</p><p>W regionie funkcjonowały również obozy niemieckiej <strong>Służby Budowlanej (Baudienst)</strong>. Przymusowo zatrudniani młodzi Polacy wykonywali prace na potrzeby okupanta.</p><p>Takie działania prowadzono między innymi w związku z budową schronów kolejowych w <strong>Konewce i Jeleniu</strong> oraz późniejszych umocnień w rejonie Pilicy.</p><p>Dzisiaj schron w Konewce stanowi atrakcję historyczno-turystyczną. Warto jednak pamiętać, że jego powstanie było częścią wojennej infrastruktury III Rzeszy.</p><h3>Gestapo przy Zapiecku 8. Jeden z najtragiczniejszych adresów w historii miasta</h3><p>W czasie okupacji jednym z najbardziej przerażających miejsc w Tomaszowie stała się siedziba <strong>gestapo przy ulicy Zapiecek 8</strong>.</p><p>Według opracowania miejscowego muzeum przez tomaszowskie gestapo przewinęło się ponad <strong>5 tysięcy osób</strong>. Większość poddawano przesłuchaniom, podczas których stosowano brutalne tortury.</p><p>Dla wielu mieszkańców budynek przy Zapiecku był miejscem, z którego nie wracali do swoich rodzin. Inni trafiali później do obozów koncentracyjnych, między innymi <strong>Auschwitz, Ravensbrück i Sachsenhausen</strong>.</p><p>Muzeum podaje, że co najmniej <strong>700 osób zamordowano na terenie samego Tomaszowa Mazowieckiego</strong>.</p><p>Egzekucje odbywały się również w innych miejscach miasta i okolic, między innymi w rejonie stadionu wojskowego przy ulicy generała Bema oraz strzelnicy pod Brzustówką.</p><p>Te informacje przypominają, że okupacja nie była odległą historią rozgrywającą się wyłącznie w Warszawie, Krakowie czy na frontach wielkiej wojny.</p><p>Działa się tutaj, na ulicach Tomaszowa Mazowieckiego, w miejscach, obok których codziennie przechodzą współcześni mieszkańcy</p><h3>Zagłada tomaszowskich Żydów. Jesień 1942 roku</h3><p>Szczególnie dramatyczny rozdział okupacji dotyczy losów żydowskich mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Przed wojną społeczność żydowska stanowiła znaczną część ludności miasta. Jej przedstawiciele uczestniczyli w rozwoju handlu, rzemiosła, przemysłu i miejscowego życia społecznego.</p><p>Niemiecka okupacja przyniosła stopniowe odbieranie Żydom praw, ograniczanie możliwości poruszania się, konfiskaty majątku i przymusowe przesiedlenia.</p><p>W mieście utworzono getto, w którym znalazło się około <strong>15 tysięcy osób</strong>, w tym również Żydzi przywożeni z okolicznych miejscowości.</p><p>Początkowo getto składało się z kilku części. Później jego obszar ograniczano, a mieszkańców izolowano od pozostałej części miasta.</p><p>Najtragiczniejsze wydarzenia nastąpiły jesienią 1942 roku.</p><p><strong>Pod koniec października Niemcy rozpoczęli przygotowania do likwidacji getta.</strong> W kolejnych dniach mieszkańców wypędzano z domów i kierowano do transportów kolejowych.</p><p>Większość została wywieziona do niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady <strong>Treblinka</strong>, gdzie zostali zamordowani.</p><p>Wydarzenia te rozgrywały się zaledwie trzy lata po utworzeniu Generalnego Gubernatorstwa.</p><p>Zniszczenie tomaszowskiej społeczności żydowskiej oznaczało nie tylko śmierć tysięcy ludzi. Było również nieodwracalnym zerwaniem wielopokoleniowej historii miasta.</p><h2>Historia zapisana w dokumentach. Dlaczego warto wracać do 26 października 1939 roku?</h2><p>Współczesne pokolenia często postrzegają II wojnę światową przede wszystkim przez pryzmat wielkich bitew, kampanii wojskowych i decyzji politycznych.</p><p>Tymczasem <strong>26 października 1939 roku</strong> przypomina, że okupacja była również systemem przepisów, urzędów, rozporządzeń i codziennych decyzji administracyjnych.</p><p>To właśnie te mechanizmy umożliwiały kontrolowanie mieszkańców, organizowanie deportacji, przejmowanie majątku i prowadzenie gospodarczej eksploatacji podbitych terenów.</p><p>W zbiorach <strong>Archiwum Państwowego w Piotrkowie Trybunalskim</strong> zachowały się dokumenty okupacyjnego powiatu tomaszowskiego, obwieszczenia oraz materiały dotyczące pracy przymusowej, aprowizacji i administracji.</p><p>Są one niezwykle ważnym świadectwem historii miasta.</p><p>Pozwalają zobaczyć, że za wielkimi pojęciami, takimi jak <strong>Generalne Gubernatorstwo</strong>, kryły się konkretne ludzkie losy.</p><p>Historia Tomaszowa Mazowieckiego z czasów II wojny światowej nie jest bowiem wyłącznie historią okupanta.</p><p>Jest przede wszystkim opowieścią o mieszkańcach, którzy próbowali przetrwać, ratować swoich bliskich, zachować godność i niekiedy podejmowali walkę z niemieckim terrorem.</p><p><strong>To właśnie dlatego 26 października 1939 roku zasługuje na miejsce w lokalnym kalendarium historycznym.</strong></p><p>Więcej dokumentów dotyczących okupacyjnego powiatu tomaszowskiego udostępnia <a href="https://www.piotrkow-tryb.ap.gov.pl/art%2C484%2Cpowiat-tomaszowski-w-okresie-ii-wojny-swiatowej?utm_source=chatgpt.com">Archiwum Państwowe w Piotrkowie Trybunalskim</a>.&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Red Red Meat – „Bunny Gets Paid”. Piękno zepsutych instrumentów, czyli blues znaleziony na wysypisku amerykańskich snów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57245,red-red-meat-bunny-gets-paid-piekno-zepsutych-instrumentow-czyli-blues-znaleziony-na-wysypisku-amerykanskich-snow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57245,red-red-meat-bunny-gets-paid-piekno-zepsutych-instrumentow-czyli-blues-znaleziony-na-wysypisku-amerykanskich-snow</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 23:59:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-red-red-meat-bunny-gets-paid-piekno-zepsutych-instrumentow-czyli-blues-znaleziony-na-wysypisku-1793014024.png</url>
                        <title>Red Red Meat – „Bunny Gets Paid”. Piękno zepsutych instrumentów, czyli blues znaleziony na wysypisku amerykańskich snów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57245,red-red-meat-bunny-gets-paid-piekno-zepsutych-instrumentow-czyli-blues-znaleziony-na-wysypisku-amerykanskich-snow</link>
                    </image><description>Wyobraźmy sobie, że Tom Waits zaprasza do opuszczonego domu muzyków The Rolling Stones z okresu „Exile on Main St.”. Keith Richards przynosi gitarę, której struny pamiętają lepsze czasy, Captain Beefheart przesuwa meble wbrew wszelkim zasadom architektury, a Neil Young gdzieś na poddaszu próbuje nastroić wzmacniacz. Nagle gaśnie światło. Ktoś przypadkowo uruchamia magnetofon, który od lat uznawano za zepsuty. Zamiast chaosu zaczyna wyłaniać się muzyka. Brudna, powolna, chwilami niemal rozkładająca się na naszych oczach. A jednak niezwykle piękna. Tak właśnie wyobrażam sobie świat „Bunny Gets Paid” chicagowskiego Red Red Meat. Albumu, który ukazał się w 1995 roku, gdy rock alternatywny próbował otrząsnąć się po śmierci Kurta Cobaina, a przemysł muzyczny gorączkowo poszukiwał kolejnej Nirvany. Red Red Meat nie zamierzali nią zostać. Rozebrali amerykańskiego bluesa na części, wrzucili go do piwnicy pełnej starych taśm i uszkodzonych wzmacniaczy, a następnie sprawdzili, czy z tych szczątków można zbudować coś naprawdę żywego. Okazało się, że można. I że czasami muzyka najpiękniej brzmi właśnie wtedy, gdy sprawia wrażenie, jakby za chwilę miała się rozsypać.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Chicago, 1995. Alternatywa nie chciała być kolejnym produktem</h2><p>W połowie lat dziewięćdziesiątych amerykański rock znajdował się w szczególnym momencie. <strong>Nirvana </strong>zdążyła zburzyć dotychczasowy porządek muzycznego przemysłu, <strong>Pearl Jam </strong>wypełniali stadiony, a <strong>Smashing Pumpkins </strong>udowadniali, że alternatywa może łączyć monumentalne ambicje z komercyjnym sukcesem. Ale najciekawsze rzeczy działy się często daleko od reflektorów, w niewielkich studiach, klubach i mieszkaniach, gdzie muzycy bardziej interesowali się eksperymentowaniem z dźwiękiem niż planowaniem kariery. Chicago miało własną odpowiedź na grunge. <strong>Tortoise </strong>eksperymentowali z rytmem, jazzem i post-rockiem, <strong>Gastr del Sol </strong>rozbijali tradycyjne piosenki na awangardowe fragmenty, L<strong>iz Phair </strong>nadawała indie rockowi osobistą bezpośredniość, a <strong>Red Red Meat </strong>poruszali się po świecie bluesa, psychodelii i rocka lat siedemdziesiątych. Jakby ktoś próbował połączyć „Sticky Fingers” Rolling Stonesów z rozregulowaną wyobraźnią Captain Beefhearta, nagrywając wszystko na taśmie znalezionej w starej szafie.</p><p>Grupa skupiona wokół wokalisty i gitarzysty <strong>Tima Rutiliego </strong>miała już za sobą pierwsze wydawnictwa, ale dopiero trzeci album, „<strong>Bunny Gets Paid”</strong>, wydany 10 października 1995 roku przez <strong>Sub Pop</strong>, stał się prawdziwym artystycznym przełomem. Jedenaście kompozycji, niespełna pięćdziesiąt minut muzyki i brzmienie, którego nie sposób pomylić z żadnym innym. W kształtowaniu dźwiękowej osobowości płyty ważną rolę odegrał B<strong>rad Wood,</strong> producent współpracujący wcześniej między innymi z Liz Phair i Smashing Pumpkins. Nie próbował jednak wygładzać niedoskonałości Red Red Meat. Przeciwnie – pozwolił, aby przesterowania, szumy, naturalne pogłosy i pozornie przypadkowe odgłosy stały się częścią kompozycji. Rezultat przypomina bluesa, który przeszedł przez maszynę do mielenia dźwięków, a następnie został poskładany według nieznanego wcześniej planu.</p><p>W tradycyjnym bluesie najważniejszy pozostaje człowiek opowiadający o cierpieniu, rozczarowaniu i samotności. U Muddy'ego Watersa emocja jest bezpośrednia, u Howlin' Wolfa niemal fizyczna, a Robert Johnson nadaje jej metafizyczny wymiar, jakby za każdym gitarowym dźwiękiem czaił się diabeł oczekujący na spłatę dawnego długu. Red Red Meat przejmują tę tradycję, ale poddają ją szczególnemu procesowi rozkładu. Gitary brzmią, jakby ktoś pozostawił je na deszczu, perkusja nie zawsze porusza się idealnie równym krokiem, a głos Rutiliego często niknie pomiędzy instrumentami. To estetyka świadomie zniszczonego piękna. Przypomina obrazy Anselma Kiefera, gdzie rdza, popiół i spękana materia opowiadają o pamięci oraz przemijaniu. U Red Red Meat podobną funkcję pełnią zakłócenia, sprzężenia i szorstkość nagrań. Nie są technicznymi wadami, które należałoby usunąć. Stają się częścią artystycznego języka.</p><h3><strong>„Carpet of Horses”. Drzwi do domu, w którym ktoś zapomniał zgasić światło</strong></h3><p>Album rozpoczyna „<strong>Carpet of Horses”, </strong>ponad sześciominutowa kompozycja, która natychmiast pokazuje, że nie będziemy mieli do czynienia ze zwyczajnym rockowym wydawnictwem. Akustyczna gitara porusza się w sennym rytmie, pojawiają się elektroniczne szumy i odgłosy przypominające pracę uszkodzonej maszyny, a głos Rutiliego brzmi jak wypowiadany po nieprzespanej nocy monolog. Nie ma efektownego riffu ani refrenu zapowiadającego wielki przebój. Jest raczej atmosfera wejścia do opuszczonego domu, w którym przed chwilą wydarzyło się coś, czego nikt nie chce wyjaśnić. <i>Mark Richardson z „Pitchfork” porównywał początek albumu do otwierania ciężkich, skrzypiących drzwi, za którymi nie sposób rozpoznać tego, co czeka w ciemności.</i> To wyjątkowo trafny obraz. Muzyka przypomina fragment prozy <strong>Williama Faulknera</strong>, gdzie wydarzenia nie układają się w prosty porządek, lecz wyłaniają z urywków wspomnień, zapachów i niedopowiedzeń. Rutili nie prowadzi słuchacza za rękę. Pozostawia go w przestrzeni, gdzie znaczenia trzeba samodzielnie odnaleźć.</p><p>Po hipnotycznym otwarciu następuje <strong>„Chain Chain Chain”</strong>, jeden z najbardziej energetycznych utworów płyty. Gitarowy riff posiada coś z klasycznych Rolling Stonesów, szczególnie z okresu „Exile on Main St.”. Jest ciężki, lekko rozkołysany i niezwykle fizyczny. Perkusja nadaje mu zdecydowany puls, a przez chwilę można odnieść wrażenie, że Red Red Meat postanowili nagrać prawdziwy rockowy przebój. Ale nawet tutaj wszystko odbywa się na ich własnych zasadach. Tam, gdzie Mick Jagger wkroczyłby z pełną sceniczną pewnością siebie, Tim Rutili zdaje się śpiewać do ściany. Muzyka chce wybuchnąć, lecz wokal odmawia udziału w triumfie. Richardson zauważył, że riff mógłby znaleźć się w repertuarze Stonesów z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. To porównanie pokazuje, że eksperymentalność grupy nie wynikała z niezdolności do pisania chwytliwych melodii. Muzycy doskonale rozumieli, jak działa klasyczny rock. Po prostu nie chcieli podporządkować mu całej własnej wyobraźni.</p><h3><strong>„Rosewood, Wax, Voltz + Glitter”. Piękno popękanych luster</strong></h3><p><strong>„Rosewood, Wax, Voltz + Glitter” </strong>przynosi gwałtowne zagęszczenie atmosfery. Gitary stają się agresywne, rytm nabiera nerwowości, a pojawiające się odgłosy rozbijanego szkła sprawiają wrażenie, jakby ktoś urządził koncert w pomieszczeniu pełnym porcelanowych figurek i nie zamierzał przejmować się konsekwencjami. Pod tym pozornym chaosem ukryta jest jednak niemal klasyczna rockowa piosenka. Można odnaleźć tutaj coś z <strong>Sonic Youth,</strong> którzy uczynili gitarowy hałas pełnoprawnym narzędziem kompozytorskim, ale również z <strong>Royal Trux </strong>i <strong>Captain Beefhearta</strong>. Red Red Meat nie rozbijają muzyki tak radykalnie jak autor „Trout Mask Replica”, lecz świadomie naruszają tradycyjne wyobrażenia o harmonii i strukturze. Hałas nie jest dodatkiem. Stanowi część opowieści, podobnie jak pęknięcia na starym obrazie stają się po latach nieodłącznym elementem jego wyglądu.</p><p>Zupełnie inaczej działa następujący po nim <strong>„Buttered”.</strong> Po gwałtowności poprzedniej kompozycji otrzymujemy niemal bolesną powściągliwość. Rutili śpiewa jak człowiek powracający z miejsca, o którym nie chce nikomu opowiadać. Instrumenty poruszają się powoli, pozostawiając przestrzeń dla melancholii. Ta zmienność nastrojów jest jedną z największych zalet albumu. Red Red Meat nie próbują nieustannie zwiększać napięcia. Potrafią nagle wycofać się z hałasu i pozostawić słuchacza sam na sam z ciszą. A cisza po gitarowym wybuchu bywa znacznie bardziej przejmująca niż kolejna ściana przesterowania.</p><h3><strong>„Gauze”. Najpiękniejsza rana na całej płycie</strong></h3><p>Gdybym miał wskazać kompozycję najlepiej oddającą wielkość „Bunny Gets Paid”, wybrałbym <strong>„Gauze”.</strong> Sam tytuł, oznaczający gazę opatrunkową, prowokuje do interpretacji. Gaza chroni ranę, lecz jednocześnie przypomina o jej istnieniu. Jest symbolem próby leczenia czegoś, co nadal boli. Utwór rozpoczyna się delikatnie, niemal nieśmiało. Gitary tworzą melancholijną przestrzeń, rytm pozostaje powolny, a głos Rutiliego sprawia wrażenie dochodzącego z bardzo dużej odległości. Stopniowo muzyka nabiera emocjonalnej siły, nie zamieniając się jednak w tradycyjną rockową kulminację. To jedna z tych piosenek, które przypominają, że wielka muzyka nie musi być głośna. Można odnaleźć w niej coś z melancholii późniejszych nagrań Low, samotności Jasona Moliny czy delikatności Neila Younga z okresu „On the Beach”. Porównania te dotyczą przede wszystkim nastroju. Red Red Meat posiadają własny, niezwykle charakterystyczny język.</p><p>Mark Richardson z „Pitchfork” nazwał „Gauze” jednym z najwybitniejszych utworów zespołu, używając określenia<i> <strong>„Possibly the finest song in the band's catalog”</strong>, czyli „Być może najlepsza piosenka w dorobku zespołu”</i>. Trudno mi znaleźć argument przeciwko tej opinii. „Gauze” łączy piękną melodię, pozornie chaotyczną produkcję i emocjonalną prawdę, której nie trzeba tłumaczyć. Rutili nie opowiada historii w tradycyjnym znaczeniu. Jego tekst przypomina fragment snu, w którym zwyczajne przedmioty nabierają niepokojącego znaczenia. Można pomyśleć o surrealizmie, ale również o prozie Brunona Schulza, potrafiącego zamieniać codzienną rzeczywistość w świat o własnej, niemal sennej logice. Nie jest to sugestia bezpośredniej literackiej inspiracji, lecz podobieństwo wrażliwości. U obu twórców przedmiot przestaje być wyłącznie przedmiotem. Zaczyna przechowywać tajemnicę.</p><h3><strong>„Idiot Son”, „Oxtail” i „Sad Cadillac”. Ameryka widziana przez brudną szybę</strong></h3><p><strong>„Idiot Son” </strong>udowadnia, że Red Red Meat potrafili pisać chwytliwe rockowe piosenki, nawet jeśli natychmiast próbowali ukryć je pod warstwą dźwiękowych niedoskonałości. Gitary są szorstkie, wokal przytłumiony, a rytm sprawia wrażenie świadomie nieprecyzyjnego. Przypomina to niektóre nagrania <strong>Dinosaur Jr.</strong>, gdzie J Mascis ukrywał piękne melodie pod warstwami przesterowania. Rutili jest jednak znacznie mniej demonstracyjny. Mascis pozwala gitarze krzyczeć. Lider Red Red Meat częściej zmusza ją do mamrotania. Zupełnie odmienny charakter ma „Variations on Nadia's Theme”, kompozycja eksperymentalna, odwołująca się do znanej amerykańskiej melodii telewizyjnej, ale traktująca ją jak materiał do dźwiękowej dekonstrukcji. Można odnaleźć tu echo filozofii Briana Eno, dla którego studio nagraniowe stawało się instrumentem równie ważnym jak fortepian czy gitara. Nie każdy taki eksperyment jest równie przekonujący. Czasami metoda pracy okazuje się ciekawsza niż sam rezultat.</p><p><strong>„Oxtail” </strong>należy natomiast do najbardziej hipnotycznych fragmentów albumu. Rozwija się powoli, jak samochód przemierzający pustynny krajobraz w upalne popołudnie. Gitary prowadzą osobliwy dialog, wokal sprawia wrażenie zmęczonego, a następnie pojawia się refren, który niespodziewanie rozjaśnia całą kompozycję. To muzyka, którą można wyobrazić sobie jako ścieżkę dźwiękową do ekranizacji prozy Cormaca McCarthy'ego, szczególnie tych fragmentów, gdzie amerykański krajobraz staje się osobnym bohaterem. „<strong>Sad Cadillac</strong>” rozwija podobną melancholię, choć już tytuł zawiera przewrotną ironię. Cadillac jest jednym z klasycznych symboli amerykańskiego sukcesu, bogactwa i marzenia o awansie społecznym. Smutny Cadillac brzmi jak obietnica, której nie udało się spełnić. Samochód nadal stoi na podjeździe, może nawet błyszczy chromowanymi detalami, ale jego właściciel dawno przestał wierzyć, że podróż dokądkolwiek go zaprowadzi.</p><p>W tym sensie Red Red Meat przypominają <strong>Bruce'a Springsteena</strong> z jego najbardziej pesymistycznych opowieści o amerykańskim śnie. Różnica polega na sposobie narracji. Springsteen opowiedziałby nam historię właściciela samochodu, nadałby mu imię, pokazał rodzinę i miejsce pracy. Tim Rutili zostawia jedynie pojazd, pustą drogę i kilka obrazów, których nie sposób jednoznacznie wyjaśnić. Jego teksty są bliższe poetyckim fragmentom niż klasycznym rockowym historiom. Nie przekazują gotowego sensu. Tworzą przestrzeń, w której słuchacz może odnaleźć własną opowieść.</p><h3><strong>„Taxidermy Blues in Reverse”. Muzyka, która próbuje wskrzesić martwe rzeczy</strong></h3><p>Przedostatnia kompozycja, „<strong>Taxidermy Blues in Reverse”</strong>, posiada jeden z najbardziej osobliwych tytułów w całej dyskografii grupy. Taksydermia polega na preparowaniu martwych zwierząt w taki sposób, aby zachowały pozory życia. Odwrócenie tego procesu może stać się fascynującą metaforą całego albumu. Czy można przywrócić życie czemuś, co zostało już zamienione w eksponat? Czy tradycyjny blues i rock and roll mogą odzyskać pierwotną energię po rozbiciu ich ustalonych form? Red Red Meat zdają się odpowiadać twierdząco. Biorą dobrze znane elementy amerykańskiej muzyki korzeni, rozkładają je na części, a następnie składają w nową konstrukcję. Nie zawsze piękną w tradycyjnym znaczeniu, ale bez wątpienia żywą.</p><p>Album kończy <strong>„There's Always Tomorrow”</strong>, interpretacja melodii znanej z telewizyjnego filmu animowanego „Rudolph the Red-Nosed Reindeer”. Po kilkudziesięciu minutach gitarowych sprzężeń, sennego bluesa i eksperymentów taki finał wydaje się niemal absurdalny. Ale zespół nie traktuje go ironicznie. Przeciwnie, nadaje mu niezwykłą czułość. Nie ma tutaj szyderstwa ani prowokacyjnego mrugania do słuchacza. Jest melancholijna nadzieja. Właśnie ten moment pozwala zrozumieć emocjonalną naturę całego wydawnictwa. Pod zniszczonymi dźwiękami i surrealistycznymi obrazami kryje się zaskakująco łagodne spojrzenie na świat. Red Red Meat nie rozbijają muzyki po to, aby udowodnić jej bezsens. Rozbierają ją, ponieważ wierzą, że pod warstwami konwencji nadal istnieje coś autentycznego. Mark Richardson zakończył recenzję reedycji z 2009 roku prostym zdaniem: <strong>„It's got a huge heart”</strong> – „Ta płyta ma ogromne serce”. Po wysłuchaniu finałowej kompozycji trudno o lepsze podsumowanie.</p><h3><strong>Krytycy, kultowy status i przyszłość ukryta w Califone</strong></h3><p>Historia recepcji „Bunny Gets Paid” jest szczególnie interesująca, ponieważ album znacznie silniej zaistniał w świadomości słuchaczy po latach niż w chwili premiery. W 1995 roku Red Red Meat pozostawali zespołem kultowym, dalekim od komercyjnej popularności Nirvany czy Smashing Pumpkins. Dopiero kolejne dekady pozwoliły szerzej docenić ich artystyczną odwagę. Mark Richardson z „Pitchfork” przyznał rozszerzonej edycji albumu ocenę <strong>8,9/10</strong>, wcześniej określając go jako <strong>„One of the best pure rock albums of the 1990s”</strong>, czyli „Jeden z najlepszych czysto rockowych albumów lat dziewięćdziesiątych”. Paul Bullock z „Under the Radar” ocenił reedycję na <strong>8/10</strong>, nazywając ją <strong>„A great rambling mess of post-punk, blues, and lo-fi haze”</strong> – „Wspaniałym, rozchwianym chaosem post-punku, bluesa i zamglonego lo-fi”. Zdecydowanie ostrożniejszy był Mark Deming z AllMusic, który doceniał eksperymentalną śmiałość grupy, ale wskazywał również na fragmenty, w których muzycy nie potrafili nadać swoim pomysłom przekonującej formy.</p><p>Te rozbieżności są uzasadnione. „Bunny Gets Paid” nie jest albumem idealnie równym. Niektóre kompozycje rozwijają się zbyt długo, część eksperymentów bardziej fascynuje jako metoda pracy niż gotowy utwór, a świadomie rozbita forma czasami przestaje intrygować i zaczyna nużyć. Nie zmienia to jednak faktu, że zespół stworzył dzieło wyjątkowo oryginalne. Co więcej, album zapowiadał późniejszą działalność Califone, formacji założonej przez Tima Rutiliego i Bena Massarellę po zakończeniu historii Red Red Meat. Califone rozwinęli eksperymenty z amerykańską muzyką korzeni, elektroniką i technikami studyjnymi, tworząc własny język na pograniczu folku, bluesa i awangardy. „Bunny Gets Paid” można zatem traktować jako pomost pomiędzy tradycyjnym gitarowym rockiem a znacznie bardziej otwartym sposobem komponowania.</p><p>W tym sensie Red Red Meat przypominają nieco Talk Talk z okresu „Spirit of Eden” i „Laughing Stock”. Muzycznie są to odległe światy, ale łączy je przekonanie, że studio nagraniowe nie musi służyć wyłącznie utrwalaniu gotowych piosenek. Może być miejscem odkrywania muzyki, która przed rozpoczęciem sesji jeszcze nie istniała. Właśnie dlatego „Bunny Gets Paid” nie brzmi jak typowy dokument połowy lat dziewięćdziesiątych. Oczywiście można usłyszeć charakterystyczne gitarowe przesterowania, lo-fi i alternatywną melancholię, lecz nie jest to muzyka całkowicie zamknięta w estetyce własnej epoki. Jej największą wartością pozostaje artystyczna ciekawość, której nie da się łatwo przypisać do konkretnej mody.</p><h3><strong>Zamiast zakończenia. Najpiękniejsze rzeczy nie zawsze są nowe</strong></h3><p>„Bunny Gets Paid” nie jest albumem doskonałym. I być może właśnie dlatego tak bardzo pasuje do niego słowo „piękny”. Nie jest to piękno klasyczne, symetryczne, pozbawione wad. Nie przypomina starannie zaprojektowanego ogrodu, w którym każdy kwiat rośnie dokładnie tam, gdzie powinien. Bliżej mu do starego sadu, którego nikt od lat nie pielęgnował. Gałęzie splatają się ze sobą, ziemia jest nierówna, a pomiędzy drzewami leżą przedmioty pozostawione przez dawnych właścicieli. Ale kiedy przychodzi odpowiednia pora roku, całość zakwita w sposób, którego nie sposób zaplanować.</p><p>W prozie Cormaca McCarthy'ego amerykański krajobraz często przechowuje ślady ludzi, którzy dawno zniknęli. Opuszczone budynki, stare drogi i zniszczone przedmioty stają się milczącymi świadkami ich historii. Muzyka Red Red Meat działa podobnie. Każdy dźwięk zdaje się coś pamiętać. Gitary przypominają instrumenty, które zagrały już setki koncertów, perkusja brzmi jak serce człowieka próbującego odzyskać równowagę po ciężkiej nocy, a głos Rutiliego pojawia się niczym szept kogoś, kto nie jest pewien, czy warto jeszcze cokolwiek wyjaśniać. To muzyka o utracie, ale również o przetrwaniu. O rzeczach zepsutych, które nie straciły swojej wartości. O pięknie, którego nie da się odnaleźć w idealnie wypolerowanych powierzchniach.</p><p>Dlatego zakończenie albumu piosenką „There's Always Tomorrow” wydaje mi się tak poruszające. Po całym muzycznym chaosie Red Red Meat pozostawiają słuchacza z prostym przekonaniem, że istnieje jeszcze jutro. Nie obiecują, że będzie lepsze. Nie zapewniają, że wszystkie problemy znikną. Przypominają jedynie, że następny dzień może nadejść. I to wystarcza.</p><p><strong>„Bunny Gets Paid” przypomina stare zdjęcie znalezione po latach w zapomnianej szufladzie. Papier jest pożółkły, rogi zniszczone, a niektórych twarzy nie sposób rozpoznać. Można fotografię wyczyścić, wyostrzyć i cyfrowo poprawić. Ale wtedy stracilibyśmy właśnie to, co czyni ją wyjątkową: ślady czasu, życia i pamięci. Red Red Meat nie chcieli ich usuwać. Zbudowali z nich muzykę.</strong></p><h3>Ocena końcowa: 9/10</h3><p><strong>Wybitny album amerykańskiego rocka alternatywnego lat dziewięćdziesiątych.</strong> „Bunny Gets Paid” zachwyca atmosferą, dźwiękową wyobraźnią i niekonwencjonalnym podejściem do bluesowej tradycji. Największe atuty to „Carpet of Horses”, „Chain Chain Chain”, „Rosewood, Wax, Voltz + Glitter”, „Gauze”, „Oxtail” oraz finałowe „There's Always Tomorrow”. Największe słabości stanowią chwilami rozwlekłe kompozycje i eksperymenty, które nie zawsze prowadzą do równie przekonujących rezultatów. Nie jest to płyta dla każdego. Ale słuchacz gotowy zaakceptować dźwiękową niedoskonałość odnajdzie tutaj niezwykłą emocjonalną prawdę.</p><p><i>Red Red Meat – „Bunny Gets Paid” (Sub Pop, 1995). 11 utworów, około 49 minut. Przywołane opinie krytyków pochodzą z „Pitchfork”, „Under the Radar” i AllMusic. Krótkie cytaty zachowano w oryginale, a polskie przekłady i interpretacje literacko-muzyczne są autorskie.</i></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Cztery kompleksy gruntów przy S8 na sprzedaż. Czy to właśnie na nich Tomaszów planował zarobić miliony?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57246,cztery-kompleksy-gruntow-przy-s8-na-sprzedaz-czy-to-wlasnie-na-nich-tomaszow-planowal-zarobic-miliony</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57246,cztery-kompleksy-gruntow-przy-s8-na-sprzedaz-czy-to-wlasnie-na-nich-tomaszow-planowal-zarobic-miliony</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 20:15:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-cztery-kompleksy-gruntow-przy-s8-na-sprzedaz-czy-to-wlasnie-na-nich-tomaszow-planowal-zarobic-milio-1793171563.png</url>
                        <title>Cztery kompleksy gruntów przy S8 na sprzedaż. Czy to właśnie na nich Tomaszów planował zarobić miliony?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57246,cztery-kompleksy-gruntow-przy-s8-na-sprzedaz-czy-to-wlasnie-na-nich-tomaszow-planowal-zarobic-miliony</link>
                    </image><description>Cztery odrębne kompleksy miejskich gruntów przy trasie S8 mogą trafić na sprzedaż. W czwartek, 29 października, Rada Miejska Tomaszowa Mazowieckiego ma głosować nad czterema projektami uchwał przygotowanymi przez prezydenta miasta. Sprawa robi się szczególnie interesująca, gdy zestawić nowe dokumenty z Wieloletnią Prognozą Finansową. Miasto już wcześniej zapisało w niej sprzedaż około siedmiu hektarów przy S8. A w publicznych ofertach inwestycyjnych można znaleźć teren o niemal identycznej powierzchni – 7,15 ha.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>&nbsp;Cztery uchwały, jeden rejon miasta</h2><p>W porządku XL sesji Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego znalazły się cztery następujące po sobie punkty. Numery 10, 11, 12 i 13 dotyczą zgody na sprzedaż nieruchomości stanowiących własność miasta i położonych przy trasie S8. Każdy projekt obejmuje osobny kompleks – od numeru 1 do numeru 4.&nbsp;</p><p>Nie mówimy więc o pojedynczej działce za garażami ani o niewielkim fragmencie miejskiej parceli. Cztery uchwały procedowane jedna po drugiej sugerują większą operację dotyczącą miejskiego zasobu nieruchomości.</p><p>I właśnie tutaj zaczyna się ciekawsza część tej historii.</p><h2>Siedem hektarów było w planie już wcześniej</h2><p>Kiedy w grudniu 2025 roku przygotowywano Wieloletnią Prognozę Finansową Tomaszowa na rok 2026, w jej objaśnieniach pojawił się bardzo konkretny zapis.</p><p>Miasto zakładało, że dochody ze sprzedaży majątku będą wyższe niż w 2025 roku aż o <strong>10 496 216 zł</strong>. Jako jedno ze źródeł tych pieniędzy wskazano sprzedaż <strong>„kompleksu działek o powierzchni około 7 ha, zlokalizowanych bezpośrednio w sąsiedztwie trasy S8, w północno-zachodniej części miasta Tomaszowa Mazowieckiego”</strong>.</p><p>NaszTomaszow.pl pisał o tym już 30 września, analizując przygotowywaną przez magistrat sprzedaż kolejnych miejskich nieruchomości.</p><p>Minął niespełna miesiąc i na sesję trafiają cztery projekty dotyczące gruntów przy S8.</p><h2>Jest teren o powierzchni 7,15 ha. I należy do miasta</h2><p>W publicznym katalogu ofert inwestycyjnych prowadzonym dla Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego znajduje się oferta zatytułowana <strong>„Teren inwestycyjny nr 1 przy drodze ekspresowej S8”</strong>.</p><p>Lokalizacja: węzeł Tomaszów Mazowiecki–Centrum.</p><p>Powierzchnia: <strong>7,15 ha</strong>.</p><p>Właściciel: <strong>Gmina Miasto Tomaszów Mazowiecki</strong>.</p><p>W ofercie wskazano również numery nieruchomości: <strong>43/5, 44/5, 45/5, 46/5, 47/5, 48/5, 49/5, 50/5, 51/5, 52/5, 53/5, 54/5, 55/5, 56/5, 57/5, 58/5, 59/5, 60/5, 61/5, 62/5 i 63/5.</strong></p><p>Zbieżność powierzchni jest uderzająca.</p><p>WPF mówi o około siedmiu hektarach przy S8. Oferta inwestycyjna pokazuje 7,15 ha w tym samym rejonie i będących własnością miasta.</p><h2>Cztery kompleksy mogą być kluczem</h2><p>Szczególnie interesujące jest właśnie rozbicie sprzedaży na cztery uchwały.</p><p>Jeżeli okaże się, że dawny teren inwestycyjny został podzielony na cztery kompleksy przeznaczone do osobnych przetargów, będziemy mieli odpowiedź również na pytanie, dlaczego radni nie otrzymali jednego projektu uchwały dotyczącego siedmiu hektarów.</p><p>Taki podział może mieć sens ekonomiczny. Mniejszy teren jest dostępny dla szerszej grupy inwestorów niż jednorazowy zakup siedmiu hektarów. Z drugiej strony sprzedaż fragmentami oznacza, że rada powinna dokładnie wiedzieć, jaką strategię gospodarowania jednym z najbardziej atrakcyjnych terenów inwestycyjnych miasta przyjęto.</p><p>Bo ziemia przy węźle S8 nie jest zwyczajną pozycją w tabeli majątkowej.</p><p>W 2018 roku samorząd chwalił się zakończeniem budowy ponad dwukilometrowej drogi od węzła Tomaszów–Centrum w kierunku Łaziska. Inwestycja wraz z infrastrukturą kosztowała ponad <strong>11 mln zł</strong>, a jej celem było właśnie otwarcie nowych terenów dla przedsiębiorców.</p><p>Miasto przez lata inwestowało więc publiczne pieniądze w dostępność tego obszaru.</p><p>Teraz może przyjść czas sprzedaży.</p><h2>Ile może być warta ta ziemia?</h2><p>Stary katalog ofert inwestycyjnych podawał dla terenu 7,15 ha <strong>orientacyjną cenę 60 zł za metr kwadratowy, wraz z 23-procentowym VAT</strong>.</p><p>Proste przemnożenie 71 500 m² przez 60 zł daje około <strong>4,29 mln zł</strong>.</p><p>Tę liczbę trzeba jednak potraktować wyłącznie jako ciekawostkę historyczną. Nie jest to dzisiejsza wartość nieruchomości, nie jest to cena wywoławcza i – przede wszystkim – nie jest to aktualny operat rzeczoznawcy majątkowego.</p><p>Rynek gruntów inwestycyjnych, otoczenie S8 i zagospodarowanie tej części miasta przez lata się zmieniły.</p><p>W sąsiedztwie ekspresówki przygotowywane są również duże prywatne inwestycje handlowe. W sierpniu informowano o dwóch parkach handlowych Family Partners i Agile Development, które łącznie mają mieć około 37 tys. m² powierzchni najmu. Magistrat podkreślał wówczas, że ta konkretna inwestycja realizowana jest na gruntach prywatnych, a nie miejskich.</p><p>To dodatkowo pokazuje, że okolice węzła S8 stają się jednym z najważniejszych kierunków gospodarczego rozwoju Tomaszowa.</p><h2>W tegorocznym budżecie nadal są miliony ze sprzedaży majątku</h2><p>Na tej samej sesji, na której mają być rozpatrywane cztery uchwały dotyczące S8, radni będą głosowali również nad kolejną zmianą Wieloletniej Prognozy Finansowej.</p><p>W projekcie aktualnym na 29 października zapisano na 2026 rok <strong>15 010 213 zł dochodów ze sprzedaży majątku</strong>.</p><p>Sama najnowsza zmiana WPF nie przypisuje tej sumy bezpośrednio do nieruchomości przy S8. Nie wolno więc powiedzieć, że miasto chce uzyskać ze sprzedaży czterech kompleksów 15 mln zł.</p><p>Można jednak powiedzieć coś innego: <strong>sprzedaż majątku pozostaje istotnym składnikiem tegorocznego planu finansowego miasta, a teren przy S8 od początku był jednym z elementów tej strategii.</strong></p><p>To już nie jest pytanie jedynie o to, czy sprzedać cztery kawałki ziemi.</p><p>To pytanie o wykonanie planu finansowego miasta.</p><h2>Uchwała nie oznacza jeszcze sprzedaży</h2><p>Warto również jasno wyjaśnić mieszkańcom procedurę.</p><p>Nawet przyjęcie wszystkich czterech uchwał nie oznacza, że następnego dnia grunty zmienią właściciela. Zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami nieruchomości samorządowe co do zasady sprzedawane są w drodze przetargu. Wcześniej właściwy organ publikuje wykaz nieruchomości przeznaczonych do zbycia; ustawa przewiduje jego wywieszenie i publikację przez 21 dni.</p><p>Dopiero kolejne dokumenty pokażą cenę, warunki przetargu, wadium oraz ostatecznie zainteresowanie inwestorów.</p><p>Dlatego 29 października nie nastąpi finał tej historii.</p><p>To raczej podniesienie kurtyny.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57239,s12-przez-tomaszow-jednak-bez-odwrotu-ministerstwo-ujawnia-liczbe-rozbiorek-i-nowy-harmonogram</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57239,s12-przez-tomaszow-jednak-bez-odwrotu-ministerstwo-ujawnia-liczbe-rozbiorek-i-nowy-harmonogram</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 17:23:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-s12-przez-tomaszow-jednak-bez-odwrotu-ministerstwo-ujawnia-liczbe-rozbiorek-i-nowy-harmonogram-1792936837.png</url>
                        <title>S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57239,s12-przez-tomaszow-jednak-bez-odwrotu-ministerstwo-ujawnia-liczbe-rozbiorek-i-nowy-harmonogram</link>
                    </image><description>Ministerstwo Infrastruktury nie zamierza rezygnować z budowy drogi ekspresowej S12 pomiędzy węzłami Łódź Południe i Kozenin. Resort poinformował również, że nie jest prowadzona analiza, która miałaby doprowadzić do zastąpienia tej inwestycji odcinkiem przez Piotrków Trybunalski i Sulejów. W najnowszej odpowiedzi na interpelację poseł Anny Milczanowskiej pojawiają się także konkretne liczby dotyczące rozbiórek. W najbardziej kolizyjnym z analizowanych wariantów może ich być ponad sto. Wybór preferowanego przebiegu zaplanowano dopiero na III kwartał 2027 roku, a decyzja środowiskowa ma zostać wydana w pierwszej połowie 2029 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6fa; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>        <p style="margin: 0 0 15px 0; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <strong>S12 powstanie pomimo sprzeciwu</strong> – Ministerstwo Infrastruktury oficjalnie potwierdziło, że nie przewiduje rezygnacji z budowy strategicznej drogi ekspresowej na odcinku Łódź Południe – Kozenin. Klamka zapadła, a protesty nie zatrzymają inwestycji.    </p>    <!-- Tabela: Porównanie liczby rozbiórek w wariantach S12 -->    <table style="width: 100%; border-collapse: collapse; margin-bottom: 15px; font-size: 0.95em; background-color: #ffffff; border-radius: 4px; overflow: hidden; box-shadow: 0 1px 3px rgba(0,0,0,0.05);">        <thead>            <tr style="background-color: #0056b3; color: #ffffff; text-align: left;">                <th style="padding: 10px 15px; font-weight: bold;">Analizowany wariant trasy S12</th>                <th style="padding: 10px 15px; font-weight: bold; text-align: right;">Szacowana liczba rozbiórek</th>            </tr>        </thead>        <tbody>            <tr style="border-bottom: 1px solid #e0e0e0; background-color: #f8fff8;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #2e7d32; font-weight: bold;">Wariant Zielony</td>                <td style="padding: 10px 15px; text-align: right; font-weight: bold; color: #c62828;">nawet 106 obiektów</td>            </tr>            <tr style="border-bottom: 1px solid #e0e0e0; background-color: #fff5f5;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #c62828; font-weight: bold;">Wariant Czerwony</td>                <td style="padding: 10px 15px; text-align: right; color: #333333;">17 obiektów</td>            </tr>            <tr style="background-color: #f4f6fa;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #0056b3; font-weight: bold;">Wariant Niebieski</td>                <td style="padding: 10px 15px; text-align: right; color: #333333;">13 obiektów</td>            </tr>        </tbody>    </table>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Korekty w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego</strong> – po analizach skorygowano przebieg drogi w rejonie kluczowych punktów powiatu: Wiaderna, Wąwału, Małych Grot Nagórzyckich oraz samej kopalni Biała Góra.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Miliardowe koszty realizacji</strong> – samo przygotowanie dokumentacji projektowej pochłonie ponad <strong>103 mln zł</strong>, natomiast koszt fizycznej budowy całego dolnośląsko-łódzkiego łącznika szacuje się na znacznie ponad <strong>3 mld zł</strong>.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Sztywne terminy administracyjne</strong> – na ostateczny przebieg poczekamy. Wybór wariantu preferowanego nastąpi w <strong>III kwartale 2027 roku</strong>, a wydanie decyzji środowiskowej planowane jest na pierwszą połowę 2029 roku.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Uwagi tak, podważanie sensu nie</strong> – resort zapowiada dalsze konsultacje społeczne dla mieszkańców. Ludzie mogą zgłaszać wnioski korygujące, jednak resort wyklucza ponowne rozpatrywanie zasadności samej budowy S12.</li>    </ul></div><p>Spór o S12 przypomina od kilku lat układanie wielkiej drogowej układanki, w której każda przesunięta na mapie linia oznacza coś bardzo konkretnego: dom, gospodarstwo, pole, las albo drogę, którą ktoś codziennie jeździ do pracy. Teraz Ministerstwo Infrastruktury po raz kolejny jasno określiło, gdzie znajduje się granica tej dyskusji. Można rozmawiać o przebiegu trasy, ale sam scenariusz budowy pozostaje aktualny.</p><p>Interpelację nr 19344 złożyła poseł Anna Milczanowska. Do Sejmu wpłynęła 20 sierpnia 2026 roku. Posłanka powoływała się na stanowisko mieszkańców i władz samorządowych gminy Będków, którzy kwestionują zarówno ekonomiczną zasadność inwestycji, jak i jej skutki społeczne, środowiskowe oraz przestrzenne. Pytała między innymi, czy zamiast nowej trasy Łódź–Tomaszów–Kozenin nie należałoby skoncentrować środków na odcinku Piotrków Trybunalski–Sulejów–Kozenin.</p><p>Odpowiedź podpisał 21 października sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury Stanisław Bukowiec. Dokument został odnotowany w rejestrze sejmowym 22 października. Resort przypomina, że S12 Łódź Południe–Kozenin została ujęta w Rządowym Programie Budowy Dróg Krajowych do 2030 roku z perspektywą do 2033 roku i znajduje się obecnie na etapie prac przygotowawczych.</p><h2>Ministerstwo: nie ma planu rezygnacji z S12</h2><p>To najważniejszy fragment odpowiedzi.</p><p>Ministerstwo informuje, że przeprowadzone dotychczas analizy planistyczne, sieciowe, ruchowe, ekonomiczne i środowiskowe <strong>nie wykazały zasadności odstąpienia od budowy odcinka Łódź Południe–Kozenin</strong>. Resort traktuje go jako element docelowej sieci dróg szybkiego ruchu, który ma połączyć A1 i S8 z dalszym ciągiem S12 oraz S74.</p><p>Jednocześnie ministerstwo bardzo wyraźnie rozdziela dwie inwestycje: odcinek Łódź Południe–Kozenin oraz trasę Piotrków Trybunalski–Sulejów–Kozenin. Według odpowiedzi są to przedsięwzięcia o różnych, choć uzupełniających się funkcjach transportowych.</p><p>„Realizacja jednego z tych zadań nie zastępuje realizacji drugiego” – wskazuje resort.</p><p>Oznacza to, że postulowana przez część mieszkańców możliwość rezygnacji z nowej trasy w kierunku Tomaszowa i przeznaczenia środków wyłącznie na drogę przez Piotrków Trybunalski i Sulejów <strong>nie jest obecnie brana pod uwagę</strong>.</p><p>Co więcej, ministerstwo przyznaje, że wariant polegający na całkowitym zaniechaniu inwestycji nie został potraktowany podczas dalszych prac jako równorzędna alternatywa. Zdaniem resortu wcześniejsze analizy wykazały potrzebę realizacji S12, dlatego scenariusz „nie budować” nie był dalej analizowany. Nie przewiduje się również zlecenia dodatkowej, niezależnej analizy zasadności inwestycji poza procedurami związanymi z przygotowywaną dokumentacją i decyzją środowiskową.</p><h2>Od 13 do ponad 100 rozbiórek. Ogromna różnica między wariantami</h2><p>Po raz pierwszy w tak czytelnej formie ministerstwo podało liczbę obiektów przewidywanych obecnie do rozbiórki.</p><p>Dla odcinka pomiędzy węzłami Łódź Południe i Wolbórz/Studzianki wariant niebieski oznacza 13 rozbiórek, czerwony – 6, natomiast zielony aż 95.</p><p>Na drugim fragmencie, od Wolborza/Studzianek do Kozenina, dla wariantu niebieskiego nie wskazano obecnie żadnej rozbiórki. Wariant czerwony oznacza 11, podobnie jak zielony – również 11.</p><p>Jeżeli zsumować podane przez ministerstwo dane dla obu części trasy, otrzymujemy <strong>13 obiektów do rozbiórki w wariancie niebieskim, 17 w czerwonym i aż 106 w zielonym</strong>.</p><p>Trzeba jednak podkreślić, że resort posługuje się określeniem „obiekty przeznaczone do rozbiórki”. Nie oznacza to automatycznie 106 domów mieszkalnych.</p><p>W samej gminie Będków liczby są zdecydowanie mniejsze, ale dla konkretnych właścicieli oznaczają oczywiście problem o zupełnie innej skali. Ministerstwo wskazało tam odpowiednio <strong>3 budynki w wariancie niebieskim, 4 w czerwonym i 10 w zielonym</strong>. Resort zaznacza jednocześnie, że wszystkie warianty omijają zwartą zabudowę Będkowa.</p><p>Na obecnym etapie nie można jeszcze ustalić, ile gospodarstw rolnych i nieruchomości zostanie przeciętych lub objętych wykupem. Ostateczne granice pasa drogowego nie zostały bowiem wyznaczone.</p><h2>Koszt? Wiadomo tylko, że znacznie ponad 3 miliardy</h2><p>Kolejną interesującą odpowiedzią są dane finansowe.</p><p>Sam proces przygotowawczy oszacowano obecnie na <strong>103 494 200 zł brutto</strong>. Ministerstwo nie podaje natomiast jeszcze całkowitej wartości robót, ponieważ będzie ona zależała od wybranego przebiegu i ostatecznych rozwiązań technicznych.</p><p>Pada jednak znamienne zdanie: <strong>„łączny koszt inwestycji istotnie przekroczy 3 mld zł”</strong>.</p><p>Na razie nie można także wskazać wartości wykupów gruntów, odszkodowań ani kompensacji środowiskowych.</p><p>Aktualna karta inwestycji GDDKiA podaje, że odcinek Łódź Południe–Kozenin ma około 60 kilometrów, będzie drogą dwujezdniową po dwa pasy ruchu i ma być realizowany w systemie „projektuj i buduj”. Dyrekcja wskazuje obecnie lata <strong>2031–2034</strong> jako okres realizacji.</p><h2>Węzeł na granicy Będkowa i Rokicin</h2><p>W interpelacji pojawił się również argument, że gmina Będków poniesie koszty społeczne inwestycji, nie mając własnego bezpośredniego węzła.</p><p>Ministerstwo odpowiada na ten zarzut informacją, że <strong>węzeł drogowy przewidziano na granicy gmin Rokiciny i Będków</strong>. Według resortu ma on poprawić dostępność transportową, stworzyć warunki dla nowych inwestycji i działalności gospodarczej oraz wyprowadzić część ruchu tranzytowego z istniejących dróg.</p><p>To istotne doprecyzowanie wobec treści samej interpelacji.</p><h2>Zmiany także koło Wąwału, Wiaderna i Białej Góry</h2><p>Odpowiedź ministerstwa ma szczególne znaczenie dla Tomaszowa Mazowieckiego i najbliższych okolic, bo wymienia miejsca, w których po protestach i konsultacjach dokonano zmian.</p><p>Resort twierdzi, że uwagi mieszkańców nie trafiły do szuflady. Wszystkie trzy warianty zostały skorygowane w celu ograniczenia liczby rozbiórek. Warianty czerwony i niebieski w rejonie S8 przesunięto o około dwa kilometry na zachód, bliżej Wolborza. Dokonano także korekt w rejonie Noworybia i Bogusławic.</p><p>Z punktu widzenia Tomaszowa szczególnie istotne są dalsze zmiany. W rejonie Wiaderna skorygowano warianty czerwony i zielony, aby ograniczyć liczbę rozbiórek. Zielony przebieg został odsunięty od zabudowań w rejonie <strong>Małych Grot Nagórzyckich</strong>, a czerwony i zielony – od zabudowy <strong>Wąwału</strong>. Za kopalnią Biała Góra wszystkie trzy warianty skierowano na południe.</p><p>GDDKiA już wcześniej informowała, że planowane warianty przechodzą na południowy wschód od Tomaszowa, w pobliżu Grot Nagórzyckich, następnie pomiędzy Wąwałem i kopalnią Biała Góra. W tym rejonie przewidywany jest także węzeł Tomaszów Mazowiecki Południe.</p><p>Nie oznacza to jednak końca społecznego sporu. Przeciwko południowemu korytarzowi występowali również mieszkańcy miasta i gminy Tomaszów Mazowiecki. W petycjach kierowanych do GDDKiA wskazywano między innymi na bliskość terenów rekreacyjnych i przyrodniczych oraz argumentowano, że droga nie rozwiązuje wewnętrznych problemów komunikacyjnych Tomaszowa.</p><h2>Wariant dopiero w 2027 roku. Decyzja środowiskowa w 2029</h2><p>Odpowiedź ministerstwa przynosi też nowy, konkretny harmonogram.</p><p>Raport o oddziaływaniu przedsięwzięcia na środowisko ma powstać w II–III kwartale 2027 roku. Analiza wielokryterialna i wybór wariantu preferowanego planowane są na <strong>III kwartał 2027 roku</strong>. Wniosek o wydanie decyzji środowiskowej ma zostać złożony w drugiej połowie 2027 roku, natomiast uzyskanie decyzji przewidywane jest dopiero w <strong>pierwszej połowie 2029 roku</strong>. Ministerstwo zastrzega, że terminy mogą jeszcze ulec zmianie.</p><p>Warto przypomnieć, że kiedy we wrześniu 2024 roku oficjalnie rozpoczynano konsultacje dotyczące S12, minister infrastruktury Dariusz Klimczak mówił o planowanym złożeniu wniosku o decyzję środowiskową <strong>pod koniec 2025 roku</strong>.</p><p>Dzisiaj mowa jest już o drugiej połowie 2027 roku. To pokazuje, jak mocno wydłużył się etap przygotowawczy jednej z największych planowanych inwestycji drogowych w naszym regionie.</p><h2>S12 pozostaje na mapie</h2><p>Odpowiedź na interpelację nie kończy sporu o drogę, ale mocno porządkuje sytuację. Państwo nie rozważa obecnie rezygnacji z S12 Łódź Południe–Kozenin. Nie planuje także zastąpienia jej wyłącznie inwestycją Piotrków–Sulejów–Kozenin. Dyskusja będzie więc dotyczyć przede wszystkim tego, <strong>którędy droga ma przebiegać i jak ograniczyć jej społeczne oraz środowiskowe skutki</strong>, a nie tego, czy w ogóle zostanie wybudowana.</p><p>Jednocześnie żadna z trzech linii widocznych dziś na mapach nie jest jeszcze ostatecznym przebiegiem. Do wyboru wariantu pozostaje co najmniej kilkanaście miesięcy, a mieszkańcy i samorządy będą mogli składać dalsze uwagi w postępowaniu dotyczącym decyzji środowiskowej. Ministerstwo zapewnia, że kolejne głosy będą analizowane.</p><p>S12 jest więc nadal drogą narysowaną ołówkiem, nie asfaltem. Tyle że z najnowszej odpowiedzi ministerstwa wynika już wyraźnie, że <strong>gumka nie leży dziś na stole</strong>.</p><p></strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kamery także na komisjach Rady Powiatu? Projekt trafi pod opinię]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57244,kamery-takze-na-komisjach-rady-powiatu-projekt-trafi-pod-opinie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57244,kamery-takze-na-komisjach-rady-powiatu-projekt-trafi-pod-opinie</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 17:19:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kamery-takze-na-komisjach-rady-powiatu-projekt-trafi-pod-opinie-1793079533.png</url>
                        <title>Kamery także na komisjach Rady Powiatu? Projekt trafi pod opinię</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57244,kamery-takze-na-komisjach-rady-powiatu-projekt-trafi-pod-opinie</link>
                    </image><description>Czy mieszkańcy powiatu tomaszowskiego będą mogli w internecie oglądać nie tylko sesje Rady Powiatu, ale również posiedzenia jej komisji? We wtorek, 27 października, Komisja Skarg, Wniosków i Petycji zajmie się projektem uchwały dotyczącym wniosku o wprowadzenie obowiązku transmisji, nagrywania i publicznego udostępniania nagrań z komisji. Sprawa dotyka jednego z najważniejszych, a jednocześnie najmniej widowiskowych problemów samorządu: granic rzeczywistej jawności władzy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Posiedzenie Komisji Skarg, Wniosków i Petycji zaplanowano na <strong>wtorek, 27 października o godz. 13.45</strong> w Starostwie Powiatowym. Punkt czwarty porządku obrad brzmi: „Rozpatrzenie i zaopiniowanie projektu Uchwały Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim w sprawie rozpatrzenia wniosku o podjęcie uchwały w sprawie obowiązku transmisji, nagrywania i upubliczniania nagrań posiedzeń komisji Rady Powiatu”. Do punktu dołączono projekt datowany w nazwie pliku na 13 października.</p><p>Tu potrzebne jest istotne zastrzeżenie. <strong>Nie oznacza to jeszcze, że przed radnymi znajduje się projekt wprowadzający kamery na wszystkich komisjach.</strong> Przedmiotem procedowania jest projekt uchwały <i>rozpatrującej wniosek</i> o ustanowienie takiego obowiązku. Dopiero treść rozstrzygnięcia przesądzi, czy wniosek zostanie poparty, odrzucony albo potraktowany w inny sposób.</p><h2>Sprawa wraca po kilku tygodniach</h2><p>Nie jest to temat, który pojawił się w Starostwie nagle. Już <strong>28 września</strong> Komisja Skarg, Wniosków i Petycji analizowała wniosek dotyczący transmisji i nagrywania komisji.</p><p>Kolejny etap nastąpił <strong>6 października</strong>. Wniosek znalazł się w porządkach obrad szeregu komisji Rady Powiatu: między innymi Rewizyjnej, Bezpieczeństwa Publicznego i Transportu, Rolnictwa i Ochrony Środowiska, Edukacji, Kultury i Sportu, Zdrowia, Rodziny i Spraw Społecznych oraz Budżetu i Planowania Gospodarczego.</p><p>Teraz procedura dochodzi do następnego formalnego etapu — Komisja Skarg, Wniosków i Petycji ma zaopiniować przygotowany projekt uchwały.</p><h2>Sesja przed kamerami. Komisja już niekoniecznie</h2><p>Prawo rozróżnia sesję rady powiatu od posiedzenia jej komisji.</p><p>Art. 15 ust. 1a ustawy o samorządzie powiatowym stanowi, że obrady rady powiatu <strong>muszą być transmitowane i utrwalane za pomocą urządzeń rejestrujących obraz i dźwięk</strong>, a nagrania udostępnia się w BIP, na stronie internetowej powiatu oraz w inny zwyczajowo przyjęty sposób.</p><p>Dlatego sesje Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim można później obejrzeć w internecie. W publicznym portalu eSesja jako ostatnie nagrania widnieją między innymi LIII sesja z 6 października oraz wcześniejsze wrześniowe posiedzenia Rady.</p><p>W przypadku komisji ustawodawca poszedł jednak inną drogą. <strong>Nie wprowadził generalnego obowiązku transmisji i nagrywania ich posiedzeń.</strong></p><p>Nie oznacza to jednak, że komisje są tajne. Wręcz przeciwnie. Art. 8a ustawy o samorządzie powiatowym stanowi, że działalność organów powiatu jest jawna, a jawność obejmuje między innymi <strong>prawo obywateli do wstępu na posiedzenia komisji rady powiatu oraz dostępu do dokumentów, w tym protokołów tych posiedzeń</strong>.</p><p>I właśnie w tej przestrzeni pojawia się zasadnicze pytanie. Nie: <strong>czy nagrywanie jest obowiązkowe?</strong> Bo ustawowo nie jest. Pytanie brzmi: <strong>czy samorząd może i powinien zapewnić mieszkańcom więcej jawności, niż wynika z absolutnego minimum zapisanego w ustawie?</strong></p><h2>Bo najważniejsza rozmowa często odbywa się przed sesją</h2><p>Kto regularnie obserwuje samorząd, wie, że sesja bywa dopiero ostatnim aktem przedstawienia. Projekt uchwały trafiający pod głosowanie został wcześniej przeanalizowany, przedyskutowany i zaopiniowany. Pytania dotyczące kosztów inwestycji, funkcjonowania szpitala, szkół, dróg, bezpieczeństwa czy budżetu często padają właśnie na komisjach.</p><p>Na sesji pozostaje niekiedy kilkuminutowa prezentacja projektu i samo głosowanie.</p><p>Dlatego protokół z komisji, nawet prawidłowo sporządzony, nie zawsze pozwala mieszkańcowi odtworzyć rzeczywisty przebieg dyskusji: kto zadawał pytania, kto domagał się dodatkowych informacji, jakie argumenty przedstawiała władza i jakie zastrzeżenia mieli radni.</p><p>Transmisja albo choćby późniejsze udostępnienie nagrania zmieniałoby tę sytuację zasadniczo.</p><h2>Tomaszów nie jest wyjątkiem. W całej Polsce trwa podobna dyskusja</h2><p>Problem nie dotyczy wyłącznie powiatu tomaszowskiego.</p><p>Sieć Obywatelska Watchdog Polska przeprowadziła w 2026 roku ogólnopolski monitoring transmisji posiedzeń komisji. Badaniem objęto <strong>2809 jednostek samorządu terytorialnego</strong>, odpowiedzi udzieliło 2477, a do analizy zakwalifikowano 2400 samorządów.</p><p>Rezultat jest wymowny: <strong>zaledwie 22 jednostki, czyli mniej niż jeden procent badanych, transmitowały wszystkie posiedzenia komisji i archiwizowały nagrania</strong>. Watchdog zwraca uwagę, że mieszkańcy mają prawo przychodzić na jawne posiedzenia komisji, a także samodzielnie je nagrywać; organizacja rekomenduje jednak samorządom szersze wykorzystanie transmisji i archiwizacji.</p><p>Podobne wnioski są obecnie rozpatrywane lub były rozpatrywane także w innych częściach Polski. W październiku Rada Powiatu Chrzanowskiego odrzuciła propozycję nagrywania komisji. W tamtejszym uzasadnieniu pojawiały się argumenty dotyczące kosztów, organizacji pracy, ochrony danych osobowych oraz dostępności cyfrowej nagrań.</p><p>Wniosek dotyczący transmisji komisji pojawił się również między innymi w powiatach brodnickim, zamojskim i niżańskim. W tym ostatnim rada uznała go za bezzasadny.</p><p>To pokazuje, że Tomaszów uczestniczy dziś w znacznie szerszej dyskusji o tym, czym w XXI wieku ma być samorządowa jawność.</p><h2>RODO, koszty i technika</h2><p>Przeciwnicy nagrywania komisji wskazują zwykle kilka problemów: dodatkowe koszty, konieczność obsługi technicznej, przygotowywanie nagrań zgodnie z wymogami dostępności cyfrowej oraz ochronę danych osobowych w sytuacji, kiedy komisja zajmuje się sprawą konkretnego mieszkańca.</p><p>Są to problemy rzeczywiste, ale nie muszą automatycznie oznaczać rezygnacji z transmisji. Watchdog wskazuje między innymi na możliwość czasowego wyłączenia transmisji lub odpowiedniego zredagowania nagrania, jeżeli w konkretnej sprawie istnieje ustawowa podstawa do ograniczenia jawności.</p><p>Dlatego przed ostatecznym głosowaniem warto poznać konkretne odpowiedzi dotyczące Tomaszowa: <strong>ile kosztowałoby nagrywanie komisji, czy obecna infrastruktura Starostwa pozwala na jego prowadzenie, ile pracy wymagałaby obsługa nagrań i czy rozważano rozwiązania pośrednie — na przykład publikowanie zapisu po posiedzeniu zamiast transmisji na żywo.</strong></p><p>Bez takich danych argument „to będzie zbyt drogie” byłby bardziej intuicją niż rachunkiem.</p><h2>Jawność ustawowa czy jawność rzeczywista?</h2><p>Samorząd może działać w dwóch światach. W pierwszym spełnia dokładnie to, czego wymaga ustawa. Publikuje dokumenty, otwiera drzwi sali posiedzeń, sporządza protokoły. Wszystko się zgadza.</p><p>W drugim zadaje dodatkowe pytanie: <strong>czy przeciętny mieszkaniec rzeczywiście ma możliwość zobaczenia, jak podejmowane są decyzje?</strong></p><p>Posiedzenia komisji odbywają się najczęściej w godzinach pracy. Oczekiwanie, że mieszkaniec zainteresowany drogą, szkołą, szpitalem czy wydatkami powiatu weźmie wolny dzień i przyjdzie do Starostwa, jest w epoce transmisji internetowych rozwiązaniem coraz bardziej anachronicznym.</p><p>Dlatego wtorkowa dyskusja będzie czymś więcej niż rozmową o kamerze, mikrofonie i serwerze. Będzie odpowiedzią na znacznie prostsze pytanie: <strong>ile z pracy swoich przedstawicieli mieszkańcy powiatu tomaszowskiego powinni móc zobaczyć na własne oczy?</strong></p><p>Komisja Skarg, Wniosków i Petycji rozpocznie posiedzenie <strong>27 października o godz. 13.45</strong>. Jej opinia nie będzie jeszcze ostateczną decyzją całej Rady Powiatu, ale może wskazać, w jakim kierunku pójdzie sprawa.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Powiat znów powołał zespół ds. zdrowia psychicznego. Teraz czas zapytać o efekty]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57243,powiat-znow-powolal-zespol-ds-zdrowia-psychicznego-teraz-czas-zapytac-o-efekty</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57243,powiat-znow-powolal-zespol-ds-zdrowia-psychicznego-teraz-czas-zapytac-o-efekty</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 16:44:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-powiat-znow-powolal-zespol-ds-zdrowia-psychicznego-teraz-czas-zapytac-o-efekty-1793078446.png</url>
                        <title>Powiat znów powołał zespół ds. zdrowia psychicznego. Teraz czas zapytać o efekty</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57243,powiat-znow-powolal-zespol-ds-zdrowia-psychicznego-teraz-czas-zapytac-o-efekty</link>
                    </image><description>Zarząd Powiatu Tomaszowskiego 21 października powołał lokalny zespół koordynujący realizację Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2023–2030. Sama uchwała brzmi poważnie i dotyczy sprawy, której znaczenia trudno przecenić. Tyle że podobny zespół został powołany już we wrześniu 2025 roku. Powiat ma też własny program ochrony zdrowia psychicznego. Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi dziś: czy samorząd zacznie działać? Brzmi: co udało się zrobić do tej pory i co nowa uchwała rzeczywiście zmieni dla mieszkańców?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f9f9; border-left: 5px solid #17a2b8; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #17a2b8; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Nowa uchwała ws. zespołu koordynującego</strong> – Zarząd Powiatu przyjął **21 października 2026 roku** uchwałę nr 677/2026 powołującą zespół ds. realizacji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego. Dokument trafił do Biuletynu Informacji Publicznej (BIP) dwa dni później.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Procedury trwające od ubiegłego roku</strong> – nie jest to nowy temat w powiecie tomaszowskim. Uchwała o niemal identycznym przedmiocie i zadaniach została podjęta przez urzędników już 4 września 2025 roku.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Obowiązujący program powiatowy</strong> – ramy prawne dla tych działań wyznacza Powiatowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego dla Powiatu Tomaszowskiego, który został formalnie zatwierdzony uchwałą Rady Powiatu nr XXXI/170/2025 i obowiązuje od 28 listopada 2025 roku.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Czas na rozliczenie konkretnych efektów</strong> – po ponad roku od powołania pierwszych struktur koordynujących pojawia się przestrzeń do weryfikacji działań. Zamiast pytać o plany, warto zbadać liczbę odbytych posiedzeń, wydane środki budżetowe oraz realne zmiany w dostępności pomocy dla mieszkańców.</li>    </ul></div><h2>Zespół był już rok temu</h2><p>W piątek, 23 października, w Biuletynie Informacji Publicznej Starostwa Powiatowego pojawiła się uchwała nr 677/2026 z 21 października. Dotyczy ona powołania lokalnego zespołu koordynującego realizację Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na terenie powiatu tomaszowskiego.</p><p>Gdyby zatrzymać się wyłącznie na tej informacji, można byłoby odnieść wrażenie, że Powiat dopiero teraz tworzy strukturę odpowiedzialną za koordynację działań w tej dziedzinie.</p><p>Tak jednak nie jest.</p><p>W BIP znajduje się uchwała nr 361/2025 z 4 września 2025 roku zatytułowana niemal identycznie: również dotyczyła powołania lokalnego zespołu koordynującego realizację Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2023–2030.</p><p>Nowa uchwała może więc wynikać ze zmian personalnych, organizacyjnych albo potrzeby ponownego ukształtowania składu zespołu. Tego nie należy jednak zgadywać. Starostwo powinno wyjaśnić, dlaczego po nieco ponad roku konieczne było ponowne jego powołanie, czym skład z 2026 roku różni się od poprzedniego i co stało się z zespołem powołanym we wrześniu 2025 roku.</p><p>Jeszcze ważniejsze jest inne pytanie: <strong>ile razy poprzedni zespół się zebrał i co po tych spotkaniach pozostało poza protokołami i urzędową dokumentacją?</strong></p><h2>Ustawa mówi wyraźnie: to zadanie własne samorządu</h2><p>Zdrowie psychiczne nie jest dla samorządu kwestią dobrej woli czy dodatkowej aktywności podejmowanej wtedy, gdy pozostają pieniądze i czas.</p><p>Art. 2 ust. 4 pkt 1 ustawy o ochronie zdrowia psychicznego zalicza prowadzenie działań określonych w Narodowym Programie Ochrony Zdrowia Psychicznego do <strong>zadań własnych samorządów województw, powiatów i gmin</strong>. Ustawa wskazuje przy tym m.in. na potrzebę zapewnienia osobom z zaburzeniami psychicznymi zintegrowanej i dostępnej opieki oraz innych form pomocy niezbędnych do funkcjonowania w środowisku społecznym, rodzinnym i zawodowym.</p><p>Sam Narodowy Program idzie jeszcze dalej.</p><p>W części poświęconej powiatom zobowiązuje je nie tylko do powołania lub kontynuowania działalności lokalnego zespołu. Powiat ma również opracować albo aktualizować lokalny program ochrony zdrowia psychicznego zawierający <strong>szczegółowy plan zapewnienia mieszkańcom koordynowanych świadczeń medycznych i społecznych</strong>, następnie program realizować i monitorować, a także przygotowywać corocznie aktualizowany przewodnik po dostępnych formach pomocy.</p><p>W skład zespołu powinni wejść przedstawiciele samorządu, placówek realizujących zadania z zakresu ochrony zdrowia psychicznego oraz pozarządowych organizacji samopomocowych. Zarząd Powiatu ma natomiast zapewnić zespołowi obsługę administracyjną.</p><p>To już nie jest administracyjna dekoracja.</p><p>To mechanizm, który powinien łączyć szpital, pomoc społeczną, szkoły, poradnię psychologiczno-pedagogiczną, organizacje społeczne oraz instytucje odpowiedzialne za aktywizację zawodową.</p><h2>Program już istnieje. Można więc rozliczać jego wykonanie</h2><p>Powiat Tomaszowski nie znajduje się również na etapie pisania pierwszego dokumentu strategicznego.</p><p>28 listopada 2025 roku Rada Powiatu przyjęła uchwałę XXXI/170/2025 w sprawie <strong>Powiatowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego dla Powiatu Tomaszowskiego</strong>, przygotowanego w oparciu o program krajowy na lata 2023–2030. Dokument znajduje się na oficjalnej stronie samorządu.</p><p>A skoro program obowiązuje już niemal rok, naturalne stają się kolejne pytania.</p><p>Które jego zadania wykonano? Które rozpoczęto? Które pozostały na papierze? Czy sporządzono ocenę dostępności pomocy psychiatrycznej i psychologicznej? Czy wskazano miejsca, w których system ma największe braki? Czy zespół przedstawił Zarządowi Powiatu rekomendacje finansowe przed przygotowaniem budżetu na 2027 rok?</p><p>W ochronie zdrowia psychicznego bardzo łatwo zbudować imponującą architekturę dokumentów. Program prowadzi do harmonogramu, harmonogram do zespołu, zespół do protokołu, protokół do kolejnego sprawozdania. Mieszkaniec znajdujący się w kryzysie patrzy jednak na ten system z zupełnie innej perspektywy. Interesuje go nie numer uchwały, ale odpowiedź na znacznie prostsze pytanie: <strong>gdzie mogę otrzymać pomoc i jak długo będę na nią czekał?</strong></p><h2>Tomaszów nie zaczyna od zera</h2><p>W powiecie działa już Centrum Zdrowia Psychicznego Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Obejmuje dorosłych mieszkańców miasta i powiatu. Według informacji TCZ osoba znajdująca się w kryzysie może zgłosić się na pierwsze spotkanie <strong>bez skierowania</strong>. W strukturze centrum działają m.in. poradnia zdrowia psychicznego, zespół leczenia środowiskowego, oddział dzienny i całodobowy oraz Punkty Zgłoszeniowo-Koordynacyjne.</p><p>Punkty te pracują w dni robocze od godz. 8 do 18. Po ocenie potrzeb pacjenta ustalany jest wstępny plan dalszego postępowania, a w przypadkach uznanych za pilne TCZ deklaruje zapewnienie interwencji medycznej nie później niż w ciągu 72 godzin. Funkcjonuje również zespół środowiskowy mogący udzielać pomocy w domu pacjenta.</p><p>To ważne, bo pokazuje, że powiatowy system nie powstaje na pustyni. Są instytucje, specjaliści i procedury.</p><p>Problem polega na czymś innym: czy wszystkie elementy tej układanki rzeczywiście ze sobą współpracują?</p><h2>Młodzież pokazuje skalę wyzwania</h2><p>Szczególnie ważny jest tutaj system pomocy dzieciom i młodzieży.</p><p>Na początku października radny Cezary Żegota wystąpił o szczegółowe dane dotyczące pomocy psychologiczno-pedagogicznej w szkołach ponadpodstawowych prowadzonych przez Powiat Tomaszowski. W odpowiedziach szkół pojawiły się liczby, których trudno nie brać pod uwagę przy rozmowie o lokalnej polityce zdrowia psychicznego.</p><p>W ZSP nr 6 pomocą psychologiczno-pedagogiczną objętych było 130 spośród 409 uczniów. ZSP nr 8 wykazał natomiast 46 przypadków depresji lub jej podejrzenia — przy czym dokumentacja nie rozdzielała medycznie potwierdzonych diagnoz od podejrzeń zgłaszanych przez szkołę. Dane z poszczególnych placówek nie były też zbierane według całkowicie jednolitej metodologii.</p><p>Nie można więc z tych liczb budować prostego rankingu szkół ani wyciągać pochopnych wniosków epidemiologicznych.</p><p>Można natomiast powiedzieć jedno: <strong>potrzeba współpracy między szkołą, poradnią, pomocą społeczną i ochroną zdrowia nie jest abstrakcją zapisaną w rządowym rozporządzeniu. Dotyczy konkretnych młodych ludzi z Tomaszowa i powiatu.</strong></p><h2>Najważniejsza będzie odpowiedź na kilka prostych pytań</h2><p>Nowa uchwała może okazać się wartościowym początkiem kolejnego etapu pracy. Może również pozostać jedną z wielu decyzji, które dobrze wyglądają w wykazie uchwał, lecz nie zmieniają codzienności mieszkańców.</p><p>Granica między jednym a drugim jest bardzo łatwa do wyznaczenia.</p><p>Powiat powinien publicznie pokazać, kto tworzy obecny zespół, czym różni się on od składu powołanego w 2025 roku, ile posiedzeń odbył poprzedni zespół, jakie wypracował rekomendacje i w jakim stopniu wykonano Powiatowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Powinniśmy również wiedzieć, jakie środki przeznacza się na jego realizację oraz jakie mierzalne cele wyznaczono na rok 2027.</p><p>Bo zdrowie psychiczne jest jednym z tych obszarów, w których samorządowej aktywności nie powinno oceniać się liczbą uchwał.</p><p>Najważniejsze będzie to, czy człowiek, który pewnego dnia poczuje, że grunt usuwa mu się spod nóg, nie zostanie sam z numerem telefonu znalezionym w internecie i terminem odległym o kilka tygodni.</p><p><strong>Zespół już jest. Program również. Teraz mieszkańcy mają prawo zapytać o rezultaty.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dzień Kundelka 2026. 25 października uwaga powinna należeć do psów bez rodowodu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57242,dzien-kundelka-2026-25-pazdziernika-uwaga-powinna-nalezec-do-psow-bez-rodowodu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57242,dzien-kundelka-2026-25-pazdziernika-uwaga-powinna-nalezec-do-psow-bez-rodowodu</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 15:58:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzien-kundelka-2026-25-pazdziernika-uwaga-powinna-nalezec-do-psow-bez-rodowodu-1793077159.jpg</url>
                        <title>Dzień Kundelka 2026. 25 października uwaga powinna należeć do psów bez rodowodu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57242,dzien-kundelka-2026-25-pazdziernika-uwaga-powinna-nalezec-do-psow-bez-rodowodu</link>
                    </image><description>25 października przypada Dzień Kundelka, nieformalne święto psów nierasowych. To dobra okazja, by mówić nie tylko o sympatii do czworonogów, ale też o odpowiedzialności ludzi i problemie bezdomności zwierząt.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nieformalne święto z ważnym przesłaniem</h2><p><strong>Dzień Kundelka</strong> obchodzony jest co roku 25 października. W 2026 roku ta data wypada w niedzielę. Choć to święto ma nieformalny charakter, od lat przypomina o psach nierasowych, które dla wielu rodzin są pełnoprawnymi domownikami, a jednocześnie wciąż zbyt często bywają traktowane jak zwierzęta „drugiego wyboru”.</p><p>Data nie jest przypadkowa. Dzień Kundelka wiąże się z rocznicą uchwalenia ustawy o ochronie zwierząt. To symboliczne połączenie ma znaczenie: obok sympatycznego wymiaru święta pojawia się także temat obowiązków człowieka wobec zwierząt, ich ochrony oraz odpowiedzialnej opieki.</p><p>W praktyce to dzień, który może stać się czymś więcej niż internetową ciekawostką. To dobry moment, by przypomnieć, że pies nierasowy nie jest „gorszą wersją” rasowca, lecz często zwierzęciem jedynym w swoim rodzaju, o niepowtarzalnym wyglądzie, temperamencie i historii.</p><h2>Kundelek to nie to samo co mieszaniec</h2><p>W codziennym języku te pojęcia bywają używane zamiennie, ale z formalnego punktu widzenia nie oznaczają dokładnie tego samego. <strong>Mieszaniec</strong> to potomstwo dwóch odrębnych ras, natomiast klasyczny kundel jest wynikiem krzyżowania psów o nieokreślonym pochodzeniu. Ta różnica dla wielu osób może wydawać się drobiazgiem, jednak pokazuje, jak uproszczony bywa język używany wobec zwierząt.</p><p>Najważniejsze jest jednak coś innego. Psy nierasowe stanowią znaczną część populacji czworonogów na świecie. Nie mieszczą się w katalogach hodowlanych, nie mają wzorców rasy i certyfikatów, ale właśnie dlatego każdy z nich jest inny. Dla właściciela to zwykle nie wada, lecz największy urok.</p><p>Wokół kundelków przez lata narosło wiele stereotypów. Tymczasem dla większości opiekunów liczy się nie rodowód, ale więź, charakter psa i codzienne współistnienie. Święto psów nierasowych przypomina więc także o tym, że wartość zwierzęcia nie zależy od metryki.</p><h2>Za świętem stoi realny problem bezdomności</h2><p>Dzień Kundelka ma pogodny wydźwięk, ale jego tło jest poważne. W Polsce problem bezdomnych zwierząt wciąż pozostaje widoczny, a w schroniskach czekają tysiące psów, z których wiele trafiło tam nie z własnej winy, lecz przez ludzką nieodpowiedzialność. Porzucenia, nieprzemyślane adopcje, brak sterylizacji i lekceważenie obowiązków właściciela to wciąż najczęstsze źródła dramatu zwierząt.</p><p>Szacuje się, że w całym kraju bez domu pozostają dziesiątki tysięcy psów. Za każdą taką liczbą stoi konkretna historia: pies oddany po wakacjach, zwierzę wyrzucone po przeprowadzce, oswojony czworonóg, który nagle trafia za schroniskowe kraty. Dlatego 25 października powinien być nie tylko okazją do publikowania zdjęć pupili, ale też do stawiania prostego pytania: <strong>czy naprawdę umiemy brać odpowiedzialność za zwierzę na lata</strong>?</p><p>To pytanie ma również lokalny wymiar. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu temat nie jest abstrakcyjny, bo każda gmina mierzy się z kosztami opieki nad bezdomnymi zwierzętami, organizacją miejsc w schroniskach oraz edukacją mieszkańców. Im mniej odpowiedzialnych decyzji ludzi, tym większy problem społeczny i finansowy.</p><h2>Jak obchodzi się Dzień Kundelka</h2><p>Obchody najczęściej mają prosty, ale wartościowy charakter. Organizowane są wystawy, spotkania właścicieli psów, akcje promujące adopcję oraz dni otwarte w schroniskach. To właśnie tam święto nabiera najbardziej konkretnego sensu, bo z sympatycznej daty w kalendarzu może przełożyć się na realną pomoc.</p><p>Wiele placówek zachęca wtedy nie tylko do adopcji, ale także do wsparcia rzeczowego i finansowego. Karma, koce, akcesoria, środki czystości czy zwykła obecność wolontariuszy bywają dla takich miejsc równie ważne jak jednorazowe akcje promocyjne. Czasem najwięcej zmienia nie wielka kampania, lecz jedna świadoma decyzja o przygarnięciu psa.</p><p>Dzień Kundelka to również dobra okazja do rozmowy z dziećmi o empatii wobec zwierząt. Święto można potraktować jako pretekst do pokazania, że pies nie jest zabawką ani sezonowym kaprysem. To żywa istota, która potrzebuje opieki, leczenia, czasu i cierpliwości.</p><h2>Nie tylko sympatia, ale codzienna odpowiedzialność</h2><p>W świętach poświęconych zwierzętom łatwo zatrzymać się na wzruszeniu. Tymczasem najważniejszy sens Dnia Kundelka kryje się gdzie indziej. Chodzi o zmianę myślenia: od zachwytu nad uroczym pyskiem do codziennej odpowiedzialności za karmienie, leczenie, spacery, bezpieczeństwo i godne traktowanie.</p><p>To również przypomnienie, że każdy pies, bez względu na pochodzenie, zasługuje na szacunek. Ustawa o ochronie zwierząt nie jest tylko zapisem prawnym, ale deklaracją, że zwierzę nie jest rzeczą. Właśnie dlatego 25 października warto mówić nie tylko o kundelkach jako ulubieńcach rodzin, ale też o obowiązkach człowieka wobec tych, którzy sami o siebie nie zawalczą.</p><p>Jeśli więc Dzień Kundelka ma mieć prawdziwy sens, powinien prowadzić do prostego wniosku: <strong>najlepszym prezentem dla psa nie jest chwilowa uwaga, lecz bezpieczny dom i odpowiedzialny opiekun</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Cztery klasyfikacje i cztery zwycięstwa! Lubochnia zdominowała sportową rywalizację międzygminną]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57241,cztery-klasyfikacje-i-cztery-zwyciestwa-lubochnia-zdominowala-sportowa-rywalizacje-miedzygminna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57241,cztery-klasyfikacje-i-cztery-zwyciestwa-lubochnia-zdominowala-sportowa-rywalizacje-miedzygminna</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 15:52:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-cztery-klasyfikacje-i-cztery-zwyciestwa-lubochnia-zdominowala-sportowa-rywalizacje-miedzygminna-1793036280.png</url>
                        <title>Cztery klasyfikacje i cztery zwycięstwa! Lubochnia zdominowała sportową rywalizację międzygminną</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57241,cztery-klasyfikacje-i-cztery-zwyciestwa-lubochnia-zdominowala-sportowa-rywalizacje-miedzygminna</link>
                    </image><description>To nie był jeden udany turniej, jedna mocna drużyna ani przypadkowy błysk sportowego talentu. Szkoła Podstawowa w Lubochni zakończyła rok szkolny 2025/2026 kompletem zwycięstw w międzygminnym współzawodnictwie sportowym szkół podstawowych powiatu tomaszowskiego. Cztery klasyfikacje — i cztery pierwsze miejsca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sport ma swoje proste równania. Czasem wystarczy jedna bramka, kilka setnych sekundy albo centymetr przewagi. W przypadku uczniów z Lubochni równanie wygląda jeszcze prościej: cztery klasyfikacje, cztery zwycięstwa. I właśnie dlatego ten wynik zasługuje na coś więcej niż krótką wzmiankę w tabeli.</p><p>Podczas uroczystego podsumowania sportowego roku szkolnego 2025/2026, które odbyło się 21 października w Tomaszowie Mazowieckim, poznaliśmy najlepsze szkoły uczestniczące w rywalizacji organizowanej w ramach Igrzysk Dzieci, Igrzysk Młodzieży Szkolnej oraz Licealiady.</p><p>W klasyfikacji międzygminnej szkół podstawowych <strong>Szkoła Podstawowa w Lubochni nie oddała rywalom ani jednej z czterech pierwszych pozycji</strong>.</p><h2>Lubochnia cztery razy na pierwszym miejscu</h2><p>W Igrzyskach Dzieci reprezentantki Lubochni zwyciężyły w klasyfikacji dziewcząt, wyprzedzając Szkołę Podstawową w Ujeździe oraz Szkołę Podstawową w Żelechlinku. Wśród chłopców kolejność dwóch pierwszych miejsc była identyczna — Lubochnia przed Ujazdem — natomiast na trzeciej pozycji znalazła się Szkoła Podstawowa w Wiadernie.</p><p>Ten sam scenariusz powtórzył się w starszej kategorii wiekowej. W Igrzyskach Młodzieży Szkolnej zarówno wśród dziewcząt, jak i chłopców najlepsza była Lubochnia. Drugie miejsce w obu przypadkach zajęła Szkoła Podstawowa w Ujeździe. Trzecie miejsca przypadły uczniom z Żelechlinka.</p><p>Bilans Lubochni jest więc imponujący: <strong>pierwsze miejsce wśród młodszych dziewcząt, pierwsze wśród młodszych chłopców, pierwsze wśród starszych dziewcząt i pierwsze wśród starszych chłopców. Cztery na cztery.</strong></p><p>Takiego rezultatu trudno tłumaczyć przypadkiem. Jednorazowy sukces może być efektem wyjątkowo silnego rocznika albo talentu kilku zawodników. Zwycięstwa odniesione jednocześnie przez dziewczęta i chłopców, w dwóch kategoriach wiekowych, wskazują raczej na systematyczną pracę prowadzoną przez szkołę i nauczycieli wychowania fizycznego oraz na szerokie zainteresowanie uczniów sportem.</p><h2>Międzygminne to nie to samo co powiatowe</h2><p>Przy okazji podsumowania warto wyjaśnić istotną różnicę. Wynik Lubochni dotyczy <strong>współzawodnictwa międzygminnego</strong>. Nie należy go utożsamiać z końcową klasyfikacją zawodów powiatowych, w których rywalizowały również szkoły z Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Na poziomie powiatowym bardzo mocną pozycję miała Szkoła Podstawowa nr 1 im. Aleksandra Kamińskiego w Tomaszowie Mazowieckim. „Jedynka” zwyciężyła w Igrzyskach Dzieci zarówno w kategorii dziewcząt, jak i chłopców, a następnie powtórzyła ten rezultat w obu klasyfikacjach Igrzysk Młodzieży Szkolnej.</p><p>Lubochnia również zaznaczyła jednak swoją obecność na tym poziomie. W powiatowej klasyfikacji Igrzysk Dzieci dziewcząt zajęła drugie miejsce, ustępując jedynie tomaszowskiej SP nr 1.</p><p>To rozróżnienie jest ważne, ale w żaden sposób nie umniejsza osiągnięcia szkoły z gminy Lubochnia. W rywalizacji szkół spoza Tomaszowa jej reprezentanci byli po prostu bezkonkurencyjni.</p><h2>Ponad cztery tysiące zawodników</h2><p>Skala całego szkolnego współzawodnictwa pokazuje, że nie mówimy o kilku okazjonalnych zawodach. W imprezach powiatowych w roku szkolnym 2025/2026 uczestniczyło <strong>26 szkół podstawowych i osiem ponadpodstawowych</strong>. Łącznie wystartowało <strong>4045 zawodników — 1923 dziewczęta oraz 2122 chłopców</strong>.</p><p>Uczniowie mierzyli się m.in. w lekkiej atletyce, biegach przełajowych, pływaniu, tenisie stołowym, szachach oraz najpopularniejszych grach zespołowych: piłce nożnej, ręcznej, koszykówce i siatkówce.</p><p>Efekty tej pracy były widoczne również poza granicami powiatu. Powiat tomaszowski zajął <strong>drugie miejsce we współzawodnictwie międzypowiatowym województwa łódzkiego</strong>, w zestawieniu nieuwzględniającym miasta Łodzi.</p><h2>Za pucharami stoją ludzie</h2><p>Podczas uroczystego podsumowania puchary i dyplomy wręczali m.in. starosta tomaszowski Dariusz Kowalczyk, wicestarosta Sławomir Żegota, zastępca prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego Tomasz Migała oraz prezes Powiatowego Szkolnego Związku Sportowego w Tomaszowie Mazowieckim Leszek Dąbrowski.</p><p>Najważniejsi byli jednak tego dnia uczniowie i ich opiekunowie. Tabele wyników pokazują miejsca, punkty i kolejność. Nie pokazują godzin spędzonych na salach gimnastycznych, boiskach i stadionach. Nie pokazują treningów przed lekcjami albo po nich, nauczycieli przygotowujących kolejne reprezentacje i rodziców wożących dzieci na zawody.</p><p>Dlatego wynik szkoły z Lubochni jest ciekawy również poza sportową tabelą. W czasach, gdy tak wiele mówi się o coraz mniejszej aktywności fizycznej dzieci i młodzieży, cztery zwycięstwa w czterech różnych klasyfikacjach pokazują, że szkolny sport wciąż może być czymś więcej niż obowiązkową godziną wychowania fizycznego.</p><p>Teraz warto zapytać ludzi stojących za tym sukcesem, <strong>jak w Lubochni zbudowano zespół zdolny wygrać jednocześnie rywalizację dziewcząt i chłopców w dwóch kategoriach wiekowych</strong>. Bo za czterema pucharami najprawdopodobniej kryje się historia znacznie ciekawsza niż sama końcowa tabela.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Secret Rule – „UNInVERSE”. Kiedy wszechświat zaczyna przypominać ludzką duszę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57234,secret-rule-uninverse-kiedy-wszechswiat-zaczyna-przypominac-ludzka-dusze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57234,secret-rule-uninverse-kiedy-wszechswiat-zaczyna-przypominac-ludzka-dusze</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 15:35:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-secret-rule-uninverse-kiedy-wszechswiat-zaczyna-przypominac-ludzka-dusze-1792918803.png</url>
                        <title>Secret Rule – „UNInVERSE”. Kiedy wszechświat zaczyna przypominać ludzką duszę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57234,secret-rule-uninverse-kiedy-wszechswiat-zaczyna-przypominac-ludzka-dusze</link>
                    </image><description>Wszechświat jest podobno nieskończony. Przynajmniej na tyle, by człowiek mógł zgubić się w nim bez większego wysiłku. Wystarczy spojrzeć w nocne niebo, pomyśleć o miliardach galaktyk, a potem wrócić do własnego mieszkania, w którym od kilku dni nie potrafimy rozwiązać najprostszych problemów. Właśnie w tej sprzeczności – pomiędzy kosmiczną nieskończonością a ludzką bezradnością – włoski Secret Rule odnajduje inspirację dla „UNInVERSE”. To album, na którym ciężkie gitarowe riffy spotykają elektronikę, symfoniczna monumentalność zderza się z popową melodyjnością, a głos Angeli Di Vincenzo próbuje przeprowadzić słuchacza przez świat chaosu, rozpadu, pamięci i możliwego odrodzenia. Nie jest to dzieło doskonałe. Bywa przesadnie wygładzone, przewidywalne i nazbyt zainteresowane własnym rozmachem. Ale posiada coś, czego często brakuje współczesnemu metalowi melodycznemu: ambicję opowiedzenia o człowieku w perspektywie znacznie szerszej niż kolejny zawód miłosny. Secret Rule patrzą w gwiazdy, lecz tak naprawdę interesuje ich to, co dzieje się pod ludzką czaszką.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>Rzymski metal wyrusza na podbój kosmosu</strong></h3><p style="text-align:justify;">Oficjalny tytuł dziewiątego albumu studyjnego Secret Rule brzmi <strong>„UNInVERSE” </strong>– to celowa gra słów odwołująca się do wszechświata, odwrócenia dotychczasowego porządku i poszukiwania nowej rzeczywistości. Płyta ukazała się 24 listopada 2023 roku nakładem Lucky Bob Records. Grupa, założona w Rzymie w 2014 roku przez wokalistkę <strong>Angelę Di Vincenzo</strong> oraz gitarzystę i producenta<strong> Andy'ego Menario</strong>, przez kolejne lata konsekwentnie rozwijała styl oparty na połączeniu ciężkich gitar, elektronicznych faktur, symfonicznych aranżacji i wyrazistych melodii. Niełatwo uwolnić się przy tym od porównań z <strong>Within Temptation, Delain, Amaranthe czy Lacuna Coil</strong>. Wszystkie te zespoły poruszają się po częściowo wspólnym terytorium, lecz inaczej rozumieją proporcje pomiędzy metalowym ciężarem a przebojowością. Within Temptation budują monumentalne widowiska, Delain szczególnie starannie konstruują refreny, Amaranthe nie boją się niemal tanecznej elektroniki, a Lacuna Coil pozostają silniej zakorzenieni w mrocznym, alternatywnym brzmieniu. <strong>Secret Rule</strong> próbują pogodzić te światy. Czasami z imponującym skutkiem, niekiedy za cenę utraty indywidualności.</p><p style="text-align:justify;">„UNInVERSE” jest jednak przedsięwzięciem bardziej ambitnym niż kolejny zbiór efektownych metalowych piosenek. Według koncepcji przedstawionej przez muzyków <i>album opowiada o ewolucji wszechświata, przemianach ludzkości i możliwości uniknięcia cywilizacyjnego upadku</i>. To temat, wobec którego nawet Stephen Hawking potrzebowałby chwili zastanowienia. W warstwie symbolicznej kosmos nie jest jedynie dekoracją z filmu science fiction. Staje się obrazem ludzkiej świadomości, pamięci i wewnętrznych konfliktów. <strong>Angela Di Vincenzo</strong> wyjaśniała w rozmowach promujących wydawnictwo, że zespół interesuje poszukiwanie równowagi pomiędzy chaosem a porządkiem, zarówno w wymiarze kosmicznym, jak i osobistym. Można dostrzec w tym echo Heraklita, przekonanego o nieustannej zmienności świata, a także Nietzschego, dla którego życie pozostawało procesem przekraczania własnych ograniczeń. W zupełnie innym języku o miejscu człowieka we wszechświecie opowiadał Carl Sagan, przypominając, że materia, z której jesteśmy zbudowani, powstała w gwiazdach. Secret Rule próbują podobną perspektywę przenieść na język metalu. Problem polega jedynie na tym, czy muzyka zawsze potrafi udźwignąć ciężar tak wielkich idei.</p><h3><strong>Od chaosu do równowagi. „Disorder” i „Equilibrium”</strong></h3><p style="text-align:justify;">Album rozpoczyna <strong>„Disorder”</strong>, którego tytuł nie pozostawia większych wątpliwości. Wchodzimy do rzeczywistości pozbawionej dawnego porządku, świata, w którym chaos jest nie tylko zagrożeniem, lecz również punktem wyjścia do przemiany. Muzycznie otrzymujemy mocny rytm, wyraźnie zaznaczony bas, gitarowe riffy i nowoczesną produkcyjną precyzję. Andy Menario nie próbuje imponować szybkością ani technicznymi akrobacjami. Buduje ciężką, rytmiczną konstrukcję podporządkowaną głosowi Angeli. To charakterystyczny sposób komponowania <strong>Secret Rule</strong>: gitary tworzą architekturę, sekcja rytmiczna nadaje jej fundament, elektronika odpowiada za atmosferę, ale właściwa opowieść zostaje powierzona wokalistce. „<strong>Disorder”</strong> przypomina niektóre nagrania Amaranthe lub późniejszego Within Temptation – jest ciężki, dynamiczny i melodyjny. Pojawia się jednak pewien paradoks. Zespół opowiada o chaosie, podczas gdy sama muzyka pozostaje niemal perfekcyjnie uporządkowana. Każda zmiana dynamiki, każdy refren i instrumentalne przejście pojawiają się dokładnie tam, gdzie można ich oczekiwać. Gdyby Franz Kafka pisał piosenkę o rozpadzie rzeczywistości, prawdopodobnie nie pozwoliłby, aby wszystko odbywało się tak przewidywalnie.</p><p style="text-align:justify;">Znacznie bardziej interesujące okazuje się <strong>„Equilibrium”.</strong> Orkiestrowe wprowadzenie nadaje kompozycji niemal filmowy charakter, po czym wchodzą cięższe instrumenty, tworząc napięcie pomiędzy monumentalnością a melodyjną bezpośredniością. Angela Di Vincenzo ma tutaj znacznie więcej przestrzeni na emocjonalną interpretację. Potrafi być delikatna, a chwilę później stanowcza, nie tracąc przy tym charakterystycznej barwy. W muzyce słychać inspiracje <strong>Nightwish i Xandrią,</strong> lecz Secret Rule nie próbują tworzyć klasycznej metalowej opery. Bliżej im do współczesnego hymnu o odzyskiwaniu wewnętrznej równowagi. Albert Camus uważał, że człowiek musi konfrontować się z absurdem istnienia bez nadziei na ostateczne odpowiedzi. Włosi wybierają bardziej optymistyczną perspektywę: nawet w świecie pogrążonym w chaosie istnieje możliwość odrodzenia. <i>Thomas Kumke z „Metal Temple” szczególnie docenił „Equilibrium”, wskazując na emocjonalną siłę wokalu oraz rolę orkiestrowych aranżacji. </i>Trudno odmówić tej kompozycji urody, choć czasami chciałoby się mniej wielkiej symfonicznej deklaracji, a więcej dramatycznego niedopowiedzenia.</p><h3><strong>„Shards of Time”. Pamięć rozbita na tysiąc kawałków</strong></h3><p style="text-align:justify;">Jedną z kompozycji najpełniej realizujących filozoficzny zamysł albumu jest <strong>„Shards of Time”</strong>. Tytułowe odłamki czasu przywołują obraz ludzkiej pamięci rozpadającej się na fragmenty. Marcel Proust przez tysiące stron próbował pokazać, że przeszłość nie istnieje w naszej świadomości jako uporządkowane archiwum. Powraca nieoczekiwanie, poprzez obrazy, emocje i skojarzenia. Christopher Nolan w swoich filmach wielokrotnie traktował czas jako konstrukcję, którą można rozbić i oglądać z różnych perspektyw. Secret Rule wykorzystują podobną symbolikę do opowiedzenia o ludzkim przemijaniu. Muzycznie jest to jedna z bardziej przekonujących kompozycji na płycie. Ciężkie gitarowe riffy kontrastują z melodyjnym wokalem, subtelniejsze fragmenty pozwalają odpocząć od metalowego rozmachu, a melancholijny charakter refrenu nadaje całości emocjonalną głębię. Nie mamy tutaj wyłącznie kolejnego stadionowego hymnu. Pojawia się rzeczywiste poczucie utraty i nieodwracalności czasu.<strong> „Shards of Time”</strong> przypomina patrzenie w rozbite lustro: w każdym fragmencie dostrzegamy własną twarz, ale żaden nie pokazuje jej w całości.</p><p style="text-align:justify;">Podobne egzystencjalne napięcie pojawia się w <strong>„Gravity on Us”</strong>, choć muzyka staje się znacznie spokojniejsza. Grawitacja jest tutaj metaforą sił przyciągających człowieka do rzeczywistości, nawet kiedy pragnąłby się od niej uwolnić. To odwrócenie romantycznego marzenia o nieskrępowanej wolności. Chcielibyśmy wznieść się ponad codzienność, ale pozostajemy związani z pamięcią, doświadczeniami i relacjami. Orkiestrowe aranżacje, wyważona rytmika i balladowa atmosfera pozwalają Angeli rozwinąć bardziej liryczną interpretację. Jej głos przypomina chwilami <strong>Sharon den Adel</strong>, lecz jest mocniej osadzony w rockowej ekspresji, mniej eteryczny i bardziej bezpośredni. „Gravity on Us” jest emocjonalnie przekonujące, choć muzycznie nie wychodzi daleko poza sprawdzoną formułę. Zespół znakomicie rozumie mechanikę melodyjnego metalu, ale nie zawsze potrafi zaskoczyć słuchacza.</p><h3><strong>„UNInVERSE”. Wielki temat i mała prawda o człowieku</strong></h3><p style="text-align:justify;">Tytułowy <strong>„UNInVERSE”</strong> stanowi centralny punkt całego przedsięwzięcia. Łączy gitarowy ciężar, elektroniczne faktury i symfoniczne aranżacje z melodią, która niemal natychmiast zapada w pamięć.<strong> Angela Di Vincenzo </strong>prowadzi utwór z niezwykłą pewnością, a kolejne instrumentalne warstwy podporządkowane zostają jej interpretacji. Można odnieść wrażenie, że cała muzyczna machina powstała po to, aby przygotować przestrzeń dla jednej emocjonalnej historii. To skuteczny zabieg, choć chwilami niebezpiecznie zbliża się do produkcyjnego przepychu. Szczególnie interesująca pozostaje fortepianowo-wokalna wersja utworu, obecna jako dodatek w rozszerzonym wydaniu. Kiedy znikają ciężkie gitary, elektronika i rozbudowane orkiestracje, odsłania się najważniejszy element kompozycji – melodia. I nagle okazuje się, że muzyka nie potrzebuje aż tylu dekoracji, aby poruszać. W tym sensie Secret Rule przypominają reżysera, który przez cały film korzysta z efektów specjalnych, a najważniejszą scenę realizuje przy pomocy nieruchomej kamery i twarzy aktora. Paradoksalnie właśnie wtedy osiąga największą siłę.</p><p style="text-align:justify;">Po spokojniejszych fragmentach <strong>„I Am” </strong>przywraca cięższy charakter albumu. Zdecydowany gitarowy riff, elektroniczne akcenty i niemal mechaniczny rytm tworzą kompozycję przypominającą wcześniejsze dokonania <strong>Lacuna Coil,</strong> zwłaszcza z okresu „Comalies”. Tytuł jest deklaracją tożsamości. Po opowieściach o chaosie, utracie równowagi i rozpadzie czasu pojawia się człowiek próbujący odpowiedzieć na fundamentalne pytanie: kim właściwie jestem? W „Wilku stepowym” Hermann Hesse przedstawił bohatera rozdartego pomiędzy sprzecznymi wersjami własnej osobowości. U Dostojewskiego człowiek nieustannie konfrontuje się ze swoimi słabościami i moralnymi sprzecznościami. <strong>Secret Rule</strong> wybierają rozwiązanie prostsze – <i>afirmację własnego istnienia</i>. Jestem, istnieję, mam prawo określać swoją tożsamość. Muzycznie otrzymujemy bardzo skuteczny metalowy przebój, choć mniej interesujący psychologicznie, niż mógłby sugerować jego tytuł.</p><h3><strong>„Time Zero” i „Multiple Me”. Katastrofa oraz człowiek o wielu twarzach</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>„Time Zero”</strong> jest jednym z najmocniejszych punktów płyty. Bas i gitary tworzą ciężki, niemal bezlitosny fundament rytmiczny, a kompozycja posiada większą agresję niż większość wcześniejszego materiału. Można odnaleźć tutaj skojarzenia z melodyjniejszymi okresami In Flames, ale rozbudowane partie klawiszowe przypominają, że Secret Rule nadal pozostają zespołem mocno związanym z symfoniczną estetyką. Tytułowy punkt zerowy może oznaczać zarówno ostateczne zatrzymanie czasu, jak i możliwość rozpoczęcia wszystkiego od nowa. W literaturze postapokaliptycznej podobny motyw pojawia się nieustannie. Cormac McCarthy w „Drodze” uczynił z rzeczywistości po katastrofie przejmującą opowieść o moralności, miłości i przetrwaniu. Secret Rule nie sięgają po tak oszczędny język. Ich wizja przypomina raczej widowiskowy film science fiction, w którym zagłada starego świata staje się początkiem nowego porządku. „Time Zero” znakomicie łączy metalową energię z koncepcyjnymi ambicjami albumu i jest jedną z kompozycji, do których warto wracać.</p><p style="text-align:justify;">Jeszcze ciekawszy temat proponuje <strong>„Multiple Me</strong>”, czyli <i>„Wiele wersji mnie”.</i> Każdy człowiek funkcjonuje przecież w różnych rolach społecznych: inaczej zachowuje się w pracy, inaczej w domu, inaczej wobec przyjaciół. Nie oznacza to automatycznie fałszu, lecz kiedy poszczególne role zaczynają sobie przeczyć, pojawia się problem autentyczności. <strong>Robert Louis Stevenson</strong> w <i>„Doktorze Jekyllu i panu Hydzie”</i> uczynił z rozdwojenia osobowości jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów literackich. Secret Rule przekładają podobną ideę na język nowoczesnego metalu. Organowe wprowadzenie ustępuje miejsca ciężkim gitarom i orkiestrowemu tłu, pojawiają się bogatsze aranżacje, a głos Angeli pozostaje centrum dramaturgii. To jedna z bardziej interesujących kompozycji, choć można zastanawiać się, czy monumentalny refren rzeczywiście najlepiej oddaje wewnętrzne rozdarcie człowieka. Czasami bowiem największe dramaty rozgrywają się bez fanfar, w ciszy własnych myśli.</p><h3><strong>Z nicości do życia. A potem w czarną dziurę</strong></h3><p style="text-align:justify;">Końcowa część albumu prowadzi słuchacza przez kolejne obrazy przemiany i emocjonalnej pustki. „From Null to Life” rozpoczyna się elektroniczno-orkiestrowym wprowadzeniem, po którym rozwija się w kierunku nowoczesnego metalu melodycznego. Ważną rolę odgrywają instrumenty klawiszowe, chóralne tło i męskie akcenty wokalne Andy'ego Menario. Kompozycja jest efektowna, ale pozostawia pewien niedosyt. Jej idea wydaje się ciekawsza niż muzyczna realizacja. Początek zapowiada coś mniej oczywistego, być może progresywnego, lecz po chwili wszystko wraca do znajomego schematu: zwrotka, wielki refren, instrumentalne rozwinięcie i finałowa kulminacja. To jedna ze słabości „UNInVERSE”. Zespół przedstawia wielkie kosmiczne idee, ale nie zawsze znajduje dla nich równie odważną formę.</p><p style="text-align:justify;">„Black Hole” przynosi natomiast wyciszenie. Tytułowa czarna dziura staje się metaforą emocjonalnej pustki, utraty tożsamości albo doświadczenia, z którego trudno się wydostać. Spokojniejsze partie, akustyczne gitary i instrumenty klawiszowe pozwalają Angeli pokazać bardziej intymną stronę swojego talentu. Nie musi konkurować z potężnym riffem ani przebijać się przez orkiestracyjne warstwy. Może po prostu opowiadać. I właśnie w takich momentach Secret Rule są najbardziej przekonujący. „Black Hole” pokazuje, że muzyka zespołu niekoniecznie potrzebuje coraz większego rozmachu. Czasami jej największa siła ujawnia się wtedy, kiedy zostaje pozbawiona części metalowych dekoracji.</p><h3><strong>Angela Di Vincenzo i Andy Menario. Dwa filary muzycznej konstrukcji</strong></h3><p style="text-align:justify;">Największym atutem „UNInVERSE” pozostaje bez wątpienia <strong>Angela Di Vincenzo</strong>. Nie jest wokalistką operową w stylu <strong>Tarji Turunen </strong>ani nie próbuje naśladować teatralnej wszechstronności <strong>Floor Jansen</strong>. Jej śpiew jest bardziej rockowy, bezpośredni, chwilami niemal popowy, ale posiada znaczną emocjonalną elastyczność. W „Equilibrium” potrafi być delikatna, w „I Am” stanowcza, w „Time Zero” mierzy się z cięższym instrumentalnym tłem, a w „Black Hole” przekonuje subtelnością. Problem pojawia się wówczas, gdy produkcja zbyt wyraźnie podporządkowuje wszystkie instrumenty głównej melodii. Rock, a zwłaszcza metal, bywa najbardziej interesujący wtedy, kiedy poszczególne elementy prowadzą rzeczywisty dialog, a nie tylko budują dekorację dla wokalisty.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Andy Menario</strong> odpowiada za gitarową architekturę i znaczną część produkcyjnej tożsamości Secret Rule. Jego riffy są ciężkie, precyzyjne i nowoczesne, a elektronika oraz orkiestrowe aranżacje nadają kompozycjom filmowy rozmach. Na uznanie zasługują również basista N<strong>icola Pedron</strong> i perkusista <strong>Sebastiano Dolzani</strong>. Szczególnie bas odgrywa ważną rolę w tworzeniu masywnego brzmienia. Produkcja pozostaje przejrzysta, choć czasami nazbyt wygładzona. Wszystko brzmi potężnie, wszystkie instrumenty mają starannie wyznaczone miejsca, ale chwilami brakuje odrobiny niekontrolowanego życia. Tego, co sprawia, że najlepsze rockowe nagrania nie są jedynie perfekcyjnymi produktami studyjnymi, lecz zapisem prawdziwej muzycznej energii.</p><h3><strong>Krytycy podzieleni. Arcydzieło czy tylko sprawnie nagrany metal?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Recenzje „UNInVERSE” pokazują, jak różnie można oceniać ten sam album. <strong>Thomas Kumke</strong> z „Metal Temple” przyznał mu maksymalne <strong>10/10</strong>, określając płytę słowami <i>„An excellent melodic Metal album”</i>, czyli<i> „Znakomity album metalu melodycznego”.</i> Szczególnie docenił wokal Angeli, potężne riffy i orkiestrowe aranżacje. Zupełnie inaczej ocenił wydawnictwo <strong>Elio Ferrara</strong> z „Metalitalia”, wystawiając <strong>6/10</strong>. Dostrzegł umiejętności instrumentalistów, ale zarzucił zespołowi przesadną obecność elektroniki, chłodne brzmienie i przewidywalne rozwiązania. Wyróżnił jednak „I Am”, „Time Zero” oraz utwór tytułowy. Brytyjski recenzent JVB z „Scream Blast Repeat” zauważył natomiast, że muzycy potrafią dostarczać rozrywki bez rezygnacji z artystycznych ambicji. Napisał krótko: <i>„They entertain for the right reasons” – „Dostarczają rozrywki z właściwych powodów”.</i> Z kolei recenzent serwisu „Progressive Rock Central” wysoko ocenił przede wszystkim głos Angeli i bardziej melodyjne, refleksyjne fragmenty płyty.</p><p style="text-align:justify;">Ta rozbieżność opinii jest niezwykle pouczająca. Kumke podziwia profesjonalizm, potęgę brzmienia i melodyjność. Ferrara zwraca uwagę na przewidywalność i brak wystarczającej oryginalności. Moim zdaniem obaj dostrzegają istotną część prawdy. <strong>„UNInVERSE”</strong> jest płytą niezwykle sprawną warsztatowo, ale nie zawsze równie odkrywczą. Największym problemem współczesnego metalu symfonicznego nie jest przecież niedostatek dobrych muzyków. Scena dysponuje ogromną liczbą znakomitych instrumentalistów, wokalistek i producentów. Problem zaczyna się wtedy, gdy wszyscy korzystają z podobnych rozwiązań: ciężki riff, elektroniczne wprowadzenie, melodyjna zwrotka, potężny refren, orkiestrowa kulminacja i gitarowe solo. <strong>Secret Rule</strong> nie zawsze potrafią uwolnić się od tego schematu. A przecież wielkość artysty polega nie tylko na doskonałym opanowaniu języka, lecz również na odwadze jego zmieniania.</p><h3><strong>Zamiast zakończenia. Najdalsza podróż prowadzi do samego siebie</strong></h3><p style="text-align:justify;">W <i>„Solaris” </i>Stanisława Lema człowiek wyrusza w przestrzeń kosmiczną, aby spotkać obcą inteligencję, a ostatecznie zostaje skonfrontowany z własną pamięcią, winą i niemożnością zrozumienia samego siebie. To jeden z najpiękniejszych paradoksów literatury science fiction: im dalej podróżujemy w kosmos, tym częściej wracamy do najbardziej intymnych problemów ludzkiego istnienia. „UNInVERSE” opiera się na podobnym napięciu, choć nie osiąga oczywiście filozoficznej głębi powieści Lema. Chaos staje się symbolem zagubienia, grawitacja przypomina o ciężarze doświadczeń, odłamki czasu oznaczają pamięć, a czarna dziura – wewnętrzną pustkę. Punkt zerowy może być zarówno końcem, jak i początkiem.</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie album pozostaje bardziej tradycyjny, niż sugerowałaby jego ambitna koncepcja. Secret Rule nie wywracają zasad metalu melodycznego do góry nogami. Raczej doskonalą znaną formułę, dodając jej nowoczesny ciężar, elektroniczną precyzję i symfoniczny rozmach. Nie zawsze przynosi to oczekiwany rezultat. Niektóre kompozycje są przesadnie przewidywalne, a gęste aranżacje chwilami przesłaniają emocje, które powinny podkreślać. Ale znajdziemy tutaj również momenty naprawdę udane. „Equilibrium” zachwyca wokalną ekspresją, „Time Zero” udowadnia, że zespół potrafi grać ciężko, „I Am” jest bardzo skutecznym metalowym przebojem, „Multiple Me” przynosi interesującą dramaturgię, a „Black Hole” przypomina o wartości prostoty.</p><p style="text-align:justify;">Najważniejsza pozostaje jednak <strong>Angela Di Vincenzo</strong>. To ona spaja stylistyczne pomysły i nadaje im ludzki wymiar. Kiedy muzyka staje się przesadnie monumentalna, jej głos potrafi przywrócić emocjonalną równowagę. I być może właśnie w tym kryje się największa wartość wydawnictwa. Secret Rule chcieli opowiedzieć o nieskończonym wszechświecie, ale najlepsze chwile tej płyty nie dotyczą galaktyk, gwiazd ani czarnych dziur. Dotyczą człowieka – jego strachu, pamięci, pragnienia wolności i nadziei, że nawet po największej katastrofie można rozpocząć wszystko od początku.</p><p><strong>Bo najtrudniejsza podróż nie zawsze prowadzi przez kosmos. Czasami wystarczy zejść w głąb samego siebie.</strong></p><h3><strong>Ocena końcowa: 8/10</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>Bardzo dobry album, choć niepozbawiony słabości.</strong> „UNInVERSE” nie przynosi rewolucji w metalu melodycznym, ale stanowi dojrzałą próbę połączenia ciężkiego brzmienia, symfonicznej monumentalności i egzystencjalnych tematów. Największymi atutami są głos Angeli Di Vincenzo, nowoczesna produkcja oraz kompozycje „Equilibrium”, „UNInVERSE”, „I Am”, „Time Zero”, „Multiple Me” i „Black Hole”. Największy niedosyt pozostawiają przewidywalne struktury części utworów i nadmierna zależność od znanych rozwiązań gatunkowych. Secret Rule mają warsztat, ambicję i świetną wokalistkę. Aby nagrać prawdziwe arcydzieło, potrzebują jeszcze większej odwagi w przekraczaniu własnych przyzwyczajeń.</p><p style="text-align:justify;"><i>Secret Rule – „UNInVERSE” (Lucky Bob Records, 2023). Dziewiąty album studyjny zespołu. Przywołane wypowiedzi krytyków pochodzą z „Metal Temple”, „Metalitalia”, „Scream Blast Repeat” i „Progressive Rock Central”. Krótkie cytaty zachowano w oryginale, polskie przekłady oraz porównania literackie są autorskie.</i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Semirunnij zamknął mistrzostwa rekordem Areny]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57240,semirunnij-zamknal-mistrzostwa-rekordem-areny</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57240,semirunnij-zamknal-mistrzostwa-rekordem-areny</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 15:15:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-semirunnij-zamknal-mistrzostwa-rekordem-areny-1793036026.png</url>
                        <title>Semirunnij zamknął mistrzostwa rekordem Areny</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57240,semirunnij-zamknal-mistrzostwa-rekordem-areny</link>
                    </image><description>Tak kończy się mistrzostwa przed własną publicznością. Władimir Semirunnij z KS Pilica Tomaszów Mazowiecki zdobył w niedzielę trzeci indywidualny złoty medal mistrzostw Polski w łyżwiarstwie szybkim, a przy okazji jeszcze raz przepisał tabelę rekordów Areny Lodowej. Na 10 000 metrów uzyskał 12.35,57 i wyprzedził drugiego zawodnika o ponad minutę. Na koniec zawodów Pilica dołożyła jeszcze dwa złote medale w sprintach drużynowych kobiet i mężczyzn.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Cztery dni rywalizacji najlepszych polskich panczenistów w Tomaszowie Mazowieckim zakończyły się mocnym, niemal demonstracyjnym akcentem gospodarzy. Semirunnij nie pozostawił rywalom złudzeń na najdłuższym dystansie. Jechał właściwie przeciwko zegarowi, bo sportowej walki koło w koło tym razem nie było.</p><p>Czas <strong>12.35,57</strong> oznaczał poprawienie należącego do niego rekordu tomaszowskiego toru. Drugi <strong>Szymon Palka z AZS AWF Katowice</strong> osiągnął 13.38,21, a trzeci <strong>Kiryl Pishchala z AZS Zakopane</strong> – 13.48,85.</p><p>Różnica pomiędzy Semirunnijem a srebrnym medalistą wyniosła więc ponad minutę. W łyżwiarstwie szybkim na tym poziomie to nie przewaga. To przepaść.</p><p>– <strong>Jestem bardzo zadowolony, choć w tych zawodach toczyłem przede wszystkim walkę z samym sobą i czasem. Na 5000 i 10 000 m wykonałem pracę na sto procent. Teraz już dużo trudniej będzie pobić te rekordy toru</strong> – mówił po zawodach reprezentant Pilicy.</p><p>Jak podkreślał, podczas letnich przygotowań szczególną uwagę poświęcano technice pokonywania kolejnych okrążeń.</p><p>– Całe lato przygotowywaliśmy się z trenerem, żeby w końcu jechać dobre rundy pod względem technicznym. Jedynie z lepszym otwarciem mam jeszcze pewien problem – przyznał.</p><h2>Trzy starty, trzy złote medale</h2><p>Bilans Semirunnija w konkurencjach indywidualnych podczas mistrzostw robi wrażenie. Reprezentant tomaszowskiego klubu został mistrzem Polski na <strong>1500, 5000 i 10 000 metrów</strong>. Na dwóch najdłuższych dystansach ustanowił przy tym rekordy Areny Lodowej.</p><p>To znakomite otwarcie sezonu zawodnika, który już od dawna przestał być wyłącznie krajową gwiazdą. W Tomaszowie przede wszystkim potwierdził jednak, że przed rozpoczęciem rywalizacji międzynarodowej jego forma idzie w dobrym kierunku.</p><p>Mistrzostwa Polski były bowiem czymś więcej niż walką o medale. Stanowiły również kwalifikację do reprezentacji na pierwsze zawody Pucharu Świata. Polacy rozpoczną międzynarodową rywalizację w listopadzie w Pekinie, a tydzień później wystartują w japońskim Obihiro.</p><h2>Zofia Braun najlepsza na 5000 metrów</h2><p>W niedzielę poznaliśmy również mistrzynię Polski na najdłuższym kobiecym dystansie. Na 5000 metrów zwyciężyła zaledwie <strong>19-letnia Zofia Braun ze Stegien Warszawa</strong>.</p><p>Uzyskała czas <strong>7.11,68</strong> i wyraźnie pokonała broniącą tytułu Magdalenę Czyszczoń z AZS AWF Katowice – 7.18,12. Brąz zdobyła Emilia Zawisza z AZS Zakopane z wynikiem 7.39,12.</p><p>Dla Braun był to już drugi indywidualny tytuł podczas tomaszowskich mistrzostw. Wcześniej wygrała rywalizację na 3000 metrów.</p><p>– <strong>Nie ma na co narzekać. Zadanie na ten weekend zostało zrealizowane</strong> – podsumowała.</p><p>Łyżwiarka przyznała jednocześnie, że niedosyt pozostawił jej start na 1500 metrów, gdzie po dobrym początku potknięcie kosztowało ją utratę prędkości.</p><p>– Dziś jednak pokazałam, że takie błędy mnie nie załamują i te 5000 m przejechałam powyżej swoich oczekiwań – mówiła.</p><p>Braun ma być w tym sezonie jedyną reprezentantką Polski startującą w Pucharze Świata na długich dystansach.</p><h2>Pilica postawiła złotą kropkę</h2><p>Dla miejscowych kibiców bardzo dobrym zakończeniem mistrzostw były również wyścigi sprinterskie drużyn.</p><p>Wśród kobiet triumfowała <strong>Pilica Tomaszów Mazowiecki</strong> w składzie <strong>Natalia Fijałkowska, Natalia Jabrzyk i Karolina Bosiek</strong>. Tomaszowianki osiągnęły czas 1.30,83, wyprzedzając Koronę Wilanów oraz Akademię Rozwoju Sportowego Natalii Czerwonki.</p><p>Kilka chwil później zwycięstwo Pilicy powtórzyli mężczyźni. <strong>Mikołaj Bielas, Antoni Pluta i Szymon Wojtakowski</strong> uzyskali 1.23,77. Drugie miejsce zajęła Błyskawica Domaniewice, a trzecie – drugi zespół Pilicy Tomaszów Mazowiecki.</p><p>Tomaszowski klub zakończył więc ostatni dzień mistrzostw z trzema zwycięstwami: indywidualnym triumfem Semirunnija oraz dwoma złotymi medalami drużyn sprinterskich.</p><h2>Arena Lodowa znów centrum polskich panczenów</h2><p>Czterodniowe mistrzostwa otworzyły oficjalnie krajowy sezon w łyżwiarstwie szybkim. W Tomaszowie rozdano medale, ale jednocześnie rozpoczęło się znacznie poważniejsze odliczanie.</p><p>Pierwszy Puchar Świata odbędzie się <strong>13–15 listopada w Pekinie</strong>, kolejny tydzień później w <strong>Obihiro</strong>. Najważniejszymi punktami sezonu będą natomiast mistrzostwa Europy w Heerenveen w dniach <strong>8–10 stycznia</strong> oraz mistrzostwa świata w Pekinie, zaplanowane na <strong>25–28 lutego</strong>.</p><p>Po tym, co zobaczyliśmy przez cztery dni w Arenie Lodowej, najwięcej powodów do optymizmu daje właśnie forma Semirunnija. Trzy indywidualne tytuły, dwa rekordy toru i ponad minuta przewagi nad rywalami na 10 kilometrów to już nie tylko dobre otwarcie sezonu.</p><p>To sygnał wysłany rywalom.</p><p>A dla Tomaszowa dodatkowy powód do satysfakcji: zawodnik miejscowej Pilicy zamknął najważniejszą krajową imprezę dokładnie tak, jak sportowa publiczność lubi najbardziej – <strong>złotem i rekordem toru</strong>.</p><p><strong>Wyniki najważniejszych niedzielnych konkurencji:</strong><br>5000 m kobiet:&nbsp;</p><p>Zofia Braun – 7.11,68;&nbsp;</p><p>Magdalena Czyszczoń – 7.18,12;&nbsp;</p><p>Emilia Zawisza – 7.39,12.</p><p>10 000 m mężczyzn:&nbsp;</p><p>Władimir Semirunnij – 12.35,57;&nbsp;</p><p>Szymon Palka – 13.38,21;&nbsp;</p><p>Kiryl Pishchala – 13.48,85.</p><p>Sprint drużynowy kobiet: Pilica Tomaszów Mazowiecki – 1.30,83.<br>Sprint drużynowy mężczyzn: Pilica Tomaszów Mazowiecki – 1.23,77.</p><p><i>(PAP, red.)</i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Od dziś nowy rozkład ŁKA. W listopadzie trzy dni bez pociągów na trasie Tomaszów–Brzustów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57238,od-dzis-nowy-rozklad-lka-w-listopadzie-trzy-dni-bez-pociagow-na-trasie-tomaszow-brzustow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57238,od-dzis-nowy-rozklad-lka-w-listopadzie-trzy-dni-bez-pociagow-na-trasie-tomaszow-brzustow</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 12:18:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-od-dzis-nowy-rozklad-lka-w-listopadzie-trzy-dni-bez-pociagow-na-trasie-tomaszow-brzustow-1792927724.png</url>
                        <title>Od dziś nowy rozkład ŁKA. W listopadzie trzy dni bez pociągów na trasie Tomaszów–Brzustów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57238,od-dzis-nowy-rozklad-lka-w-listopadzie-trzy-dni-bez-pociagow-na-trasie-tomaszow-brzustow</link>
                    </image><description>Od niedzieli, 25 października, obowiązuje nowy rozkład jazdy Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Dla pasażerów z Tomaszowa Mazowieckiego najważniejsza zmiana nadejdzie jednak za niespełna dwa tygodnie. Od 6 do 8 listopada całkowicie wstrzymany zostanie ruch pociągów na odcinku Tomaszów Mazowiecki – Brzustów. Składy jadące z Łodzi w stronę Drzewicy i Radomia zakończą podróż w Tomaszowie, a dalej pasażerowie będą musieli przesiąść się do autobusów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nowy rozkład ŁKA obowiązuje od 25 października do 12 grudnia 2026 roku i obejmuje m.in. połączenia Łódź – Tomaszów Mazowiecki – Drzewica – Radom oraz Łódź – Spała. Przewoźnik zaznacza, że korekta związana jest przede wszystkim z pracami prowadzonymi przez PKP Polskie Linie Kolejowe.</p><h2>Trzy dni bez pociągów w kierunku Drzewicy</h2><p>Najpoważniejsze utrudnienia rozpoczną się <strong>6 listopada i potrwają do 8 listopada</strong>. W tym czasie z powodu prac remontowych całkowicie zamknięty dla ruchu kolejowego zostanie szlak Tomaszów Mazowiecki – Brzustów.</p><p>Oznacza to, że pociągi jadące z Łodzi Fabrycznej w stronę Drzewicy i Radomia zakończą bieg na tomaszowskim dworcu. Na dalszej części trasy uruchomiona zostanie zastępcza komunikacja autobusowa. Analogiczne rozwiązanie będzie obowiązywało dla podróżujących w przeciwnym kierunku.</p><p>W Tomaszowie autobusy ZKA będą zatrzymywały się <strong>przy stacji PKP na ul. Dworcowej</strong>. Dalej obsłużą przystanek w Białobrzegach przy ul. Radomskiej/Opoczyńskiej, Brzustów – Szkoła, Antoniów, Dębę Opoczyńską, Radzice i Drzewicę. Część autobusów będzie kontynuowała jazdę w stronę Przysuchy i Radomia.</p><h2>Remont mostu dodatkowo komplikuje trasę</h2><p>Na kolejowe zamknięcie nakłada się jeszcze jedno utrudnienie. Trwa remont mostu na rzece Słomiance w rejonie Brzustowa. Z tego powodu autobusy zastępcze muszą korzystać z objazdu.</p><p>Po obsłużeniu przystanku <strong>Brzustów – Szkoła</strong> pojazdy pojadą drogą wojewódzką nr 713 w stronę Szadkowic, następnie zatrzymają się w <strong>Antoniowie przy kapliczce</strong>, a dopiero później przy przystanku <strong>Dęba Opoczyńska – Wiadukt</strong>. Zmiana obowiązuje w obu kierunkach. ŁKA uprzedza, że objazd może powodować opóźnienia.</p><p>Dla pasażerów istotne jest również ograniczenie dotyczące bagażu: <strong>w autobusach zastępczych nie można przewozić rowerów ani nieskładanych wózków</strong>.</p><h2>ŁA13 nadal dowozi do pociągów</h2><p>Nowy rozkład objął także autobusową linię <strong>ŁA13 Budziszewice – Ujazd – Tomaszów Mazowiecki</strong>, ważną dla mieszkańców gmin Budziszewice i Ujazd oraz Niewiadowa.</p><p>Z opublikowanej tabeli wynika, że zachowano system przesiadek autobus–pociąg. Przykładowo autobus przyjeżdżający do Tomaszowa o godz. <strong>5.26</strong> pozwala przesiąść się na pociąg do Łodzi odjeżdżający o <strong>5.36</strong>. Kolejne skomunikowania przewidziano m.in. o <strong>7.42 i 8.01</strong>, <strong>11.16 i 11.35</strong> oraz <strong>21.08 i 21.22</strong>.</p><p>W przeciwnym kierunku również pozostawiono możliwość kontynuowania podróży autobusem. Pociąg przyjeżdżający do Tomaszowa od strony Opoczna lub Drzewicy o godz. <strong>12.33</strong> jest skomunikowany z autobusem ŁA13 o <strong>12.38</strong>, a wieczorem przewidziano m.in. układ <strong>20.14 – 20.24</strong> i <strong>22.10 – 22.25</strong>.</p><p>ŁKA apeluje jednak, aby przed każdą podróżą ponownie sprawdzać aktualny rozkład. Przy tak dużej liczbie prowadzonych remontów godziny kursowania poszczególnych pociągów mogą się zmieniać.</p><p>Dla tomaszowian szczególnie warto zapamiętać trzy daty: <strong>6, 7 i 8 listopada</strong>. W tych dniach podróż w stronę Drzewicy i Radomia będzie oznaczała przesiadkę z pociągu do autobusu już na dworcu w Tomaszowie Mazowieckim.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Woda w Spale i Inowłodzu tylko po przegotowaniu. Sanepid ostrzega mieszkańców i turystów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57237,woda-w-spale-i-inowlodzu-tylko-po-przegotowaniu-sanepid-ostrzega-mieszkancow-i-turystow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57237,woda-w-spale-i-inowlodzu-tylko-po-przegotowaniu-sanepid-ostrzega-mieszkancow-i-turystow</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 12:13:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-woda-w-spale-i-inowlodzu-tylko-po-przegotowaniu-sanepid-ostrzega-mieszkancow-i-turystow-1792926961.png</url>
                        <title>Woda w Spale i Inowłodzu tylko po przegotowaniu. Sanepid ostrzega mieszkańców i turystów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57237,woda-w-spale-i-inowlodzu-tylko-po-przegotowaniu-sanepid-ostrzega-mieszkancow-i-turystow</link>
                    </image><description>Mieszkańcy Spały, Inowłodza i pięciu innych miejscowości muszą zachować szczególną ostrożność podczas korzystania z wody wodociągowej. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Tomaszowie Mazowieckim wykrył przekroczenie parametrów mikrobiologicznych w wodociągu Teofilów. Woda nadaje się do spożycia dopiero po przegotowaniu. Tymczasem gmina przygotowuje modernizację hydroforni za ponad milion złotych. Czy oba wydarzenia mają ze sobą związek?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Siedem miejscowości objętych ostrzeżeniem</h2><p>22 października 2026 roku tomaszowski sanepid opublikował komunikat dotyczący jakości wody dostarczanej przez wodociąg Teofilów. Ostrzeżenie obejmuje Inowłódz, Liciążnę, Spałę, Teofilów, Zakościele, Żądłowice oraz Poświętne od numeru 1 do 7B.</p><p>W próbce pobranej 19 października stwierdzono ponad 300 jednostek tworzących kolonie mikroorganizmów w jednym mililitrze wody, przy zalecanej wartości nieprzekraczającej 100 jtk/ml. Oznacza to ponad trzykrotne przekroczenie zalecanego poziomu.</p><p>Jednocześnie nie wykryto bakterii Escherichia coli, enterokoków jelitowych ani bakterii grupy coli. Nie oznacza to jednak, że można zignorować ostrzeżenie.</p><p>Podwyższona liczba mikroorganizmów może świadczyć o nieprawidłowościach w procesie uzdatniania, magazynowania lub dystrybucji wody. Przyczyny konkretnego przekroczenia nie zostały dotąd publicznie wyjaśnione.</p><h2>Wodę trzeba gotować przez dwie minuty</h2><p>Sanepid zaleca gotowanie wody przez minimum dwie minuty, a następnie pozostawienie jej do ostygnięcia bez gwałtownego schładzania.</p><p>Przegotowania wymaga woda przeznaczona do picia, przygotowywania posiłków, mycia owoców i warzyw spożywanych na surowo, mycia zębów i naczyń oraz kąpieli noworodków i niemowląt.</p><p>Bez przegotowania można wykorzystywać ją do codziennego mycia, prania, sprzątania i spłukiwania toalet.</p><p>Sytuacja ma szczególne znaczenie dla Spały, gdzie funkcjonują hotele, pensjonaty, restauracje i obiekty sportowe. Ostrzeżenie dotyczy więc nie tylko mieszkańców, ale również turystów i przedsiębiorców.</p><h2>Hydrofornia za milion złotych. Przypadkowa zbieżność?</h2><p>Interesujący jest kontekst planowanej modernizacji infrastruktury wodociągowej w Teofilowie. Gmina Inowłódz przygotowała inwestycję o szacowanej wartości ponad 1,04 mln zł, obejmującą wzmocnienie systemu zaopatrzenia w wodę, między innymi na potrzeby ochrony ludności i obrony cywilnej.</p><p>Nie ma jednak dowodów, że obecne przekroczenie parametrów mikrobiologicznych wynika ze stanu technicznego hydroforni. Takiego związku nie można zakładać bez szczegółowych badań.</p><p>Pozostają natomiast pytania o kondycję sieci, działania naprawcze oraz termin przywrócenia prawidłowej jakości wody.</p><h2>Kiedy sytuacja wróci do normy?</h2><p>W komunikacie nie podano daty zakończenia ograniczeń. Według zweryfikowanych informacji z 25 października nie opublikowano jeszcze oficjalnego komunikatu znoszącego zalecenie przegotowywania wody.</p><p>Zgodnie z art. 5 ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków podmiot odpowiedzialny za dostawy powinien zapewnić należytą jakość wody.</p><p>Mieszkańcy mają więc prawo oczekiwać wyjaśnienia przyczyn nieprawidłowości, informacji o podjętych działaniach i wynikach kolejnych badań.</p><p>Do czasu wydania nowego komunikatu sanepidu zalecenie pozostaje jednoznaczne: wodę przed spożyciem należy gotować przez minimum dwie minuty.</p><p>Źródło: <a href="https://www.gov.pl/web/psse-tomaszow-mazowiecki/komunikat-panstwowego-powiatowego-inspektora-sanitarnego-w-tomaszowie-mazowieckim-z-22102026-r-w-sprawie-jakosci-wody-przeznaczonej-do-spozycia-przez-ludzi-pochodzacej-z-wodociagu-zbiorowego-zaopatrzenia-teofilow-zaopatrujacego-w-wode-do-spozycia-miejscowosci-inowlodz-liciazna-spala-teofilow-zakosciele-zadlowice-poswietne-od-nr-1-do-nr-7b?utm_source=chatgpt.com">PSSE Tomaszów Mazowiecki, komunikat z 22 października 2026 r.</a></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Semirunnij demoluje konkurencję na 10 kilometrów! Ponad minuta przewagi i trzecie indywidualne złoto mistrzostw Polski]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57236,semirunnij-demoluje-konkurencje-na-10-kilometrow-ponad-minuta-przewagi-i-trzecie-indywidualne-zloto-mistrzostw-polski</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57236,semirunnij-demoluje-konkurencje-na-10-kilometrow-ponad-minuta-przewagi-i-trzecie-indywidualne-zloto-mistrzostw-polski</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 11:56:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-semirunnij-demoluje-konkurencje-na-10-kilometrow-ponad-minuta-przewagi-i-trzecie-indywidualne-zloto-1793025491.jpg</url>
                        <title>Semirunnij demoluje konkurencję na 10 kilometrów! Ponad minuta przewagi i trzecie indywidualne złoto mistrzostw Polski</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57236,semirunnij-demoluje-konkurencje-na-10-kilometrow-ponad-minuta-przewagi-i-trzecie-indywidualne-zloto-mistrzostw-polski</link>
                    </image><description>To nie był po prostu zwycięski bieg. To była demonstracja siły. Vladimir Semirunnij z KS Pilica Tomaszów Mazowiecki zdobył w niedzielę złoty medal mistrzostw Polski na 10 000 metrów, pokonując najgroźniejszego rywala o ponad minutę. Czas 12:35,57 pokazuje przy tym, że forma wicemistrza olimpijskiego już na początku sezonu jest bardzo wysoka. To jego trzecie indywidualne złoto podczas czterodniowych zawodów w Arenie Lodowej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na dystansie dziesięciu kilometrów nie było niedzielnego przedpołudnia w Tomaszowie Mazowieckim żadnej dyskusji, kto jest najlepszy. Semirunnij przejechał 25 okrążeń w czasie <strong>12:35,57</strong>. Drugi Szymon Palka z AZS AWF Katowice uzyskał 13:38,21, a trzeci Kiryl Pishchala z AZS Zakopane – 13:48,85. Przewaga zawodnika Pilicy nad srebrnym medalistą wyniosła dokładnie <strong>1 minutę i 2,64 sekundy</strong>.</p><p>W łyżwiarstwie szybkim minuta to przepaść. Tym bardziej na poziomie mistrzostw kraju. Semirunnij od początku narzucił tempo, którego rywale nie byli w stanie utrzymać. Kolejne pełne okrążenia pokonywał przez większą część biegu w granicach około 30 sekund. Po 8000 metrów jego zegar wskazywał 10:03,92, a jeszcze na ostatnich okrążeniach utrzymywał bardzo równą jazdę. Nie było nerwowego bronienia przewagi. Była kontrola.</p><h2>Trzy starty, trzy złote medale</h2><p>Niedzielny triumf zamknął imponującą indywidualną serię zawodnika KS Pilica. Mistrzostwa rozpoczął od zwycięstwa na <strong>5000 metrów</strong>, gdzie uzyskał 6:09,98 i wyprzedził drugiego zawodnika o ponad 21 sekund. W sobotę dołożył złoto na <strong>1500 metrów</strong>, pokonując dystans w 1:46,82. W niedzielę przyszedł czas na najdłuższą konkurencję programu i najbardziej zdecydowane zwycięstwo.</p><p>Trzy indywidualne starty i trzy tytuły mistrza Polski są także odpowiedzią na pytanie, z jakiego miejsca Semirunnij rozpoczyna sezon 2026/2027. Jeszcze we wrześniu w rozmowie opublikowanej przez Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego mówił krótko: <strong>„zawsze liczy się dla mnie złoto”</strong>. W Tomaszowie słowa zamienił w wyniki.</p><p>Szczególnie interesujący jest czas osiągnięty na 10 kilometrów. <strong>12:35,57 jest wynikiem lepszym niż 12:39,08, które w lutym dało Semirunnijowi srebrny medal igrzysk olimpijskich w Mediolanie.</strong> Oczywiście nie wolno mechanicznie porównywać rezultatów uzyskiwanych na różnych torach i w różnych warunkach, ale liczby pokazują skalę niedzielnego występu. Rekord życiowy Polaka jest jeszcze lepszy – podczas marcowych mistrzostw świata w wieloboju w Heerenveen uzyskał 12:34,37.</p><p>To oznacza, że w Arenie Lodowej pojechał zaledwie <strong>1,20 sekundy wolniej</strong> od tamtego rezultatu.</p><p>Krajowa rywalizacja pozostaje oczywiście tylko pierwszym sprawdzianem. Prawdziwy test przyjdzie podczas Pucharu Świata i kolejnych imprez międzynarodowych. Sam Semirunnij zapowiadał przed sezonem, że jego ambicje sięgają nie tylko Pucharu Świata, ale także złotego medalu mistrzostw świata. Po tym, co pokazał w Tomaszowie, trudno te deklaracje traktować jako kurtuazję.</p><h2>Karolina Bosiek nie ukończyła 5000 metrów</h2><p>Niedzielny poranek przyniósł również mniej optymistyczną informację dotyczącą drugiej z gwiazd KS Pilica. <strong>Karolina Bosiek nie ukończyła biegu na 5000 metrów.</strong> Przy jej nazwisku w oficjalnym systemie wyników znajduje się oznaczenie DNF.</p><p>Bosiek rozpoczęła rywalizację normalnie, a system DomTel zarejestrował jej międzyczasy aż do 3000 metrów. Na tym punkcie miała wynik <strong>4:23,12</strong>. Późniejszych pomiarów już nie ma. Oficjalny protokół nie zawiera informacji o przyczynie przerwania biegu, dlatego na tym etapie nie należy wyciągać dalej idących wniosków.</p><p><i>Mistrzostwa Polski na Dystansach odbywają się od 22 do 25 października w Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim. Niedziela jest ostatnim dniem zawodów.</i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Lechia wraca z Mińska bez punktów. Mazovia skuteczniejsza od tomaszowian]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57235,lechia-wraca-z-minska-bez-punktow-mazovia-skuteczniejsza-od-tomaszowian</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57235,lechia-wraca-z-minska-bez-punktow-mazovia-skuteczniejsza-od-tomaszowian</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 10:28:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lechia-wraca-z-minska-bez-punktow-mazovia-skuteczniejsza-od-tomaszowian-1793014111.png</url>
                        <title>Lechia wraca z Mińska bez punktów. Mazovia skuteczniejsza od tomaszowian</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57235,lechia-wraca-z-minska-bez-punktow-mazovia-skuteczniejsza-od-tomaszowian</link>
                    </image><description>Nie udało się piłkarzom Lechii Tomaszów Mazowiecki powiększyć dorobku punktowego. Zielono-czerwoni przegrali na wyjeździe z Mazovią Mińsk Mazowiecki 1:3 w meczu 14. kolejki Betclic III ligi. Tomaszowianie mieli swoje okazje, ale gospodarze byli znacznie skuteczniejsi. Honorową bramkę dla Lechii zdobył w doliczonym czasie gry Kacper Popławski.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Mazovia Mińsk Mazowiecki – Lechia Tomaszów Mazowiecki 3:1 (2:0)</strong></p><p><strong>Bramki:</strong> Rafał Parobczyk 10, Michał Kobiałka 27, Adrian Szczutowski 72 – Kacper Popławski 90+2 (karny).</p><p>Początek spotkania wcale nie zapowiadał późniejszych problemów tomaszowian. Już w 5. minucie Marcin Pieńkowski zdecydował się na uderzenie zza pola karnego. Piłka trafiła jednak w poprzeczkę. Gdyby wpadła do siatki, mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej.</p><p>Dwie minuty później Lechia ponownie zagroziła bramce gospodarzy. Pieńkowski po udanym dryblingu dośrodkował na dalszy słupek, gdzie do piłki doszedł Daniel Chwałowski. Jego strzał głową obronił jednak Dawid Rosiak.</p><p>Niewykorzystane sytuacje szybko się zemściły.</p><p>W 10. minucie po dośrodkowaniu w pole karne defensywa Lechii wybiła piłkę zbyt krótko. Dopadł do niej Rafał Parobczyk i mocnym uderzeniem zza pola karnego pokonał Mateusza Awdziewicza.</p><p>Po stracie gola tempo nieco spadło, a gra przeniosła się głównie do środkowej części boiska. W 27. minucie gospodarze zadali jednak drugi cios. Michał Kobiałka podwyższył prowadzenie Mazovii na 2:0.</p><p>Lechia próbowała odpowiedzieć. Pięć minut później Bartosz Bogus otrzymał dobre podanie od Marcina Pieńkowskiego i znalazł się w dogodnej sytuacji, lecz ponownie górą był bramkarz gospodarzy. Do przerwy Mazovia prowadziła dwoma bramkami.</p><h3>Lechia naciskała, Mazovia kontrowała</h3><p>Po zmianie stron zielono-czerwoni ruszyli do odrabiania strat. Przejęli inicjatywę i przez dłuższe fragmenty utrzymywali się na połowie przeciwnika. Problem polegał na tym, że przewaga w posiadaniu piłki nie przekładała się na wystarczająco groźne sytuacje pod bramką Mazovii.</p><p>Gospodarze bronili się cierpliwie i czekali na możliwość wyprowadzenia szybkiej kontry.</p><p>W 67. minucie byli bliscy zdobycia kolejnej bramki. Po uderzeniu zza pola karnego i rykoszecie piłka trafiła w słupek. Pięć minut później Lechia nie miała już tyle szczęścia. Skuteczny kontratak Mazovii zakończył Adrian Szczutowski, podwyższając wynik na 3:0.</p><p>Tomaszowianie mimo wysokiej straty nie zrezygnowali z walki. W doliczonym czasie gry w polu karnym gospodarzy faulowany został Kacper Popławski. Sam poszkodowany podszedł do jedenastki i pewnym strzałem zdobył honorową bramkę dla Lechii.</p><p>Na odwrócenie losów spotkania było już jednak zdecydowanie za późno.</p><p>Lechia wraca więc z Mińska Mazowieckiego bez punktów. To jeden z tych meczów, po których najbardziej może boleć nie sama porażka, ale niewykorzystane okazje z początku spotkania. Futbol po raz kolejny przypomniał swoją starą, bezlitosną zasadę: sytuacji się nie liczy — liczy się to, co wpada do siatki.</p><h3>Skład Lechii</h3><p><strong>Lechia:</strong> Mateusz Awdziewicz – Maksym Rosiński, Krystian Kolasa, Marcin Orzechowski, Artur Czupryński (73. Szymon Warczyński) – Marcin Pieńkowski, Miłosz Pawlusiński (81. Miłosz Wojtaszek), Daniel Chwałowski (81. Eryk Kaproń), Bartłomiej Chyb – Łukasz Racis (62. Filip Zawadzki), Bartosz Bogus (62. Kacper Popławski).</p><p><strong>Żółte kartki:</strong> Michał Kobiałka, Michał Zwierz, Mateusz Bienias, Tomasz Wełna (Mazovia) – Artur Czupryński (Lechia).</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57233,wojna-bez-wypowiedzenia-rosja-testuje-nato-ponizej-progu-otwartego-konfliktu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57233,wojna-bez-wypowiedzenia-rosja-testuje-nato-ponizej-progu-otwartego-konfliktu</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 09:27:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wojna-bez-wypowiedzenia-rosja-testuje-nato-ponizej-progu-otwartego-konfliktu-1792917013.png</url>
                        <title>Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57233,wojna-bez-wypowiedzenia-rosja-testuje-nato-ponizej-progu-otwartego-konfliktu</link>
                    </image><description>Nie ma czołgów przekraczających granicę NATO ani formalnego wypowiedzenia wojny. Są za to drony, podpalenia, sabotaż, cyberataki, operacje wpływu i tysiące komunikatów mających wywołać strach, gniew albo nieufność. Rosja coraz intensywniej prowadzi przeciwko państwom Zachodu działania, których największą siłą jest właśnie niejednoznaczność. Kreml próbuje sprawdzić, jak daleko może się posunąć, nie prowokując NATO do otwartej odpowiedzi militarnej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To wojna, w której pierwszym celem nie musi być most, lotnisko ani magazyn amunicji. Czasami celem jest człowiek siedzący wieczorem przed telefonem. Jego strach. Jego przekonanie, że „to nie nasza wojna”, że pomoc Ukrainie kosztuje zbyt wiele albo że państwo nie potrafi zapewnić mu bezpieczeństwa.</p><p>W rosyjskiej strategii nie chodzi więc wyłącznie o zniszczenie infrastruktury. Chodzi również o <strong>niszczenie zaufania</strong>.</p><h2>Wojna, której oficjalnie nie ma</h2><p>Pełnoskalowa wojna Rosji z NATO pozostaje scenariuszem znacznie bardziej ryzykownym dla Moskwy niż działania prowadzone poniżej progu otwartego konfliktu. Rosja jest nadal zaangażowana militarnie przeciwko Ukrainie, ponosi straty i musiałaby liczyć się z reakcją całego Sojuszu.</p><p>Nie oznacza to jednak spokoju.</p><p>We wrześniu 2026 roku polski rząd mówił już otwarcie o eskalacji. Po rosyjskim ataku przeprowadzonym około dwóch kilometrów od polsko-ukraińskiej granicy premier Donald Tusk ostrzegał, że kolejne tygodnie i miesiące mogą przynieść wzrost liczby rosyjskich operacji oraz że nie można wykluczyć działań dotyczących również terytorium Polski.</p><p>Kilka dni wcześniej Ministerstwo Spraw Zagranicznych, odnosząc się do ustaleń dotyczących próby zamachu na lotnisku w Lipsku, pisało wprost o rosyjskich aktach sabotażu i atakach hybrydowych na terytorium państw NATO i Unii Europejskiej.</p><p>To już nie jest język teoretycznych analiz pisanych na przyszłość. To język opisujący zdarzenia, które rozgrywają się teraz.</p><h2>Zastraszyć, zmęczyć, podzielić</h2><p>Mechanizm jest stosunkowo prosty.</p><p>Rosja nie musi doprowadzić do zamknięcia wszystkich szlaków prowadzących z Zachodu na Ukrainę. Wystarczy, że ich ochrona stanie się coraz bardziej kosztowna, że każdy incydent będzie wymagał poderwania samolotów, uruchomienia systemów przeciwlotniczych, mobilizacji służb i kolejnych godzin nerwowego oczekiwania.</p><p>Ppłk rez. Maciej Korowaj zwraca uwagę, że celem Moskwy może być zmuszanie Polski do funkcjonowania w rytmie narzuconym przez przeciwnika. Nie trzeba zatrzymać transportu. Można sprawić, żeby jego utrzymanie stawało się coraz trudniejsze, droższe i politycznie bardziej obciążające.</p><p>Do tego dochodzi presja informacyjna.</p><p>Rosyjskie narracje próbują jednocześnie przekonywać, że NATO prowokuje wojnę, Ukraina usiłuje wciągnąć Polskę w konflikt, sankcje bardziej szkodzą Europie niż Rosji, a wydatki na obronność odbywają się kosztem zwykłych obywateli.</p><p>Wszystkie te przekazy mogą się wzajemnie wykluczać. Nie ma to większego znaczenia. Propaganda nie zawsze próbuje przekonać odbiorcę do jednej wersji wydarzeń. Czasem wystarczy sprawić, aby przestał wierzyć w jakąkolwiek.</p><p>Ministerstwo Cyfryzacji zwracało już uwagę, że po wcześniejszych przypadkach naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej rosyjskie i białoruskie kanały dezinformacyjne próbowały przerzucać odpowiedzialność na Ukrainę oraz podważać wiarygodność polskiego wojska i służb.</p><p>To klasyczna zasada operacji wpływu: zanim opadnie kurz, musi pojawić się kilkanaście różnych „wyjaśnień”.</p><h2>Dron może być również narzędziem propagandy</h2><p>Szczególnie niebezpieczne są incydenty, których pochodzenie nie jest natychmiast możliwe do jednoznacznego ustalenia.</p><p>18 października na Litwie eksplodował obiekt uznawany za drona, który wcześniej wleciał do litewskiej przestrzeni powietrznej od strony Polski. Władze Ukrainy wyraziły ubolewanie i wskazały możliwość, że bezzałogowiec mógł zostać sprowadzony z kursu przez rosyjskie systemy walki radioelektronicznej. Polska i Litwa podjęły działania wyjaśniające okoliczności zdarzenia.</p><p>I właśnie tutaj zaczyna się przestrzeń idealna dla wojny informacyjnej.</p><p>Kilka minut po wydarzeniu można już tworzyć narrację, że Ukraina świadomie wysłała drona nad państwo NATO. Kilka godzin później pojawiają się kolejne wersje. Każda podkopuje zaufanie pomiędzy sojusznikami.</p><p>Dlatego prowokacja XXI wieku nie musi przypominać incydentu gliwickiego z sierpnia 1939 roku. Nie potrzeba mundurów, sfingowanego napadu na radiostację i przygotowanej wcześniej scenografii. Wystarczy obiekt na radarze, kilkanaście kont w mediach społecznościowych i kilka tysięcy ludzi gotowych udostępnić sensacyjną wiadomość przed jej sprawdzeniem.</p><h2>Gdzie kończy się prowokacja, a zaczyna wojna?</h2><p>Granica nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać.</p><p>Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego kojarzymy przede wszystkim z klasycznym atakiem zbrojnym na jednego z sojuszników. NATO zaznacza jednak, że kwalifikacja konkretnego zdarzenia zależy od jego charakteru i skali. Sojusz oficjalnie dopuszcza możliwość uznania poważnego cyberataku albo ataku hybrydowego za „zbrojną napaść” mogącą prowadzić do zastosowania art. 5. Decyzja musiałaby być podejmowana indywidualnie w odniesieniu do konkretnego przypadku.</p><p>I właśnie ta nieostrość granicy jest jednym z najważniejszych pól rosyjskiej gry.</p><p>Moskwa może sprawdzać, ile Europa zaakceptuje. Jeden dron. Potem kolejny. Cyberatak. Sabotaż infrastruktury. Pożar magazynu. Przecięty kabel. Zakłócenia GPS.</p><p>Każde wydarzenie osobno może wydawać się niewystarczające do zdecydowanej reakcji.</p><p>Dopiero po pewnym czasie układają się w obraz przypominający mozaikę. Problem polega na tym, że gdy widzimy już cały obraz, część elementów dawno przestaliśmy traktować jako coś nadzwyczajnego.</p><h2>Tomaszów nie znajduje się poza tą mapą</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego cała ta dyskusja może wydawać się odległa: Bałtyk, Litwa, granica polsko-ukraińska, Estonia.</p><p>Tyle że Tomaszów jest miastem silnie związanym z wojskiem. Tutaj stacjonuje <strong>25 Brygada Kawalerii Powietrznej</strong>, której jednostki rozmieszczone są również w Nowym Glinniku i Leźnicy Wielkiej. Brygada jest przeznaczona do prowadzenia działań powietrzno-szturmowych i desantowo-szturmowych.</p><p>Nie oznacza to oczywiście, że należy budować atmosferę zagrożenia wokół miasta albo przedstawiać Tomaszów jako szczególny cel rosyjskich operacji. Nie ma podstaw do takich twierdzeń.</p><p>Jest jednak inny, znacznie bardziej konkretny wymiar bezpieczeństwa — <strong>odporność lokalnej społeczności</strong>.</p><p>Od 1 stycznia 2025 roku obowiązuje ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej. Nakłada ona konkretne obowiązki zarówno na gminy, jak i powiaty. Starosta ma m.in. koordynować współpracę służb, inspekcji i straży, pomagać gminom w pozyskiwaniu zasobów oraz wzmacniać lokalne inicjatywy dotyczące budowania społecznej odporności. Z kolei prezydent miasta kieruje realizacją zadań ochrony ludności na terenie gminy.</p><p>W Tomaszowie funkcjonuje również Wydział Zarządzania Kryzysowego i Monitoringu, odpowiedzialny m.in. za realizację zadań wynikających z przepisów o ochronie ludności i obronie cywilnej oraz przygotowanie miejskiego planu zarządzania kryzysowego.</p><p>Współczesne bezpieczeństwo zaczyna się więc dużo wcześniej niż w chwili ogłoszenia alarmu.</p><p>Od sprawnych systemów ostrzegania. Od zapasowych źródeł zasilania. Od przygotowania służb. Od wiedzy, gdzie znajdują się miejsca schronienia. Od umiejętności mieszkańców reagowania na komunikaty. I wreszcie — od zdolności odróżnienia informacji od manipulacji.</p><h2>Najtańszą bronią jest strach</h2><p>Rosja nie musi wygrać wojny z NATO na polu bitwy, jeśli udałoby jej się przekonać społeczeństwa Zachodu, że lepiej nie reagować.</p><p>Nie musi zmieniać polskiej polityki jednym spektakularnym uderzeniem. Może próbować zmieniać ją tysiącem drobnych nacisków.</p><p>Podpalenie. Awaria. Dron. Fałszywa informacja. Groźba atomowa w rosyjskiej telewizji. Kolejny wpis w mediach społecznościowych sugerujący, że sojusznicy nas porzucą.</p><p>Każde z tych zdarzeń może wyglądać niewinnie. Razem tworzą jednak strategię.</p><p>Dlatego najważniejszym pytaniem nie jest dzisiaj wyłącznie: <strong>czy Rosja zaatakuje NATO?</strong></p><p>Znacznie bardziej aktualne brzmi: <strong>jak długo i jak skutecznie będzie próbowała osłabiać NATO, nie przekraczając granicy, po której musiałaby rozpocząć wojnę, której sama nie jest pewna?</strong></p><p>I czy zachodnie społeczeństwa zrozumieją, że wojna hybrydowa zaczyna się znacznie wcześniej niż huk pierwszego wystrzału.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[113 lat temu rozbudowano tomaszowską remizę. Historia ukryta przy ulicy P.O.W. i koszt, który robił wrażenie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57232,113-lat-temu-rozbudowano-tomaszowska-remize-historia-ukryta-przy-ulicy-p-o-w-i-koszt-ktory-robil-wrazenie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57232,113-lat-temu-rozbudowano-tomaszowska-remize-historia-ukryta-przy-ulicy-p-o-w-i-koszt-ktory-robil-wrazenie</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 09:09:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-113-lat-temu-rozbudowano-tomaszowska-remize-historia-ukryta-przy-ulicy-p-o-w-i-koszt-ktory-robil-1792916124.png</url>
                        <title>113 lat temu rozbudowano tomaszowską remizę. Historia ukryta przy ulicy P.O.W. i koszt, który robił wrażenie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57232,113-lat-temu-rozbudowano-tomaszowska-remize-historia-ukryta-przy-ulicy-p-o-w-i-koszt-ktory-robil-wrazenie</link>
                    </image><description>113 lat temu zakończono rozbudowę tomaszowskiej remizy przy dzisiejszej ul. P.O.W. 5. Inwestycja kosztowała 25 tys. rubli i stała się ważnym symbolem rozwoju lokalnej straży oraz rosnącego znaczenia bezpieczeństwa w mieście.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>25 października 1913 roku zakończono rozbudowę budynku Tomaszowskiej Ochotniczej Straży Ogniowej przy ówczesnej ulicy Pałacowej, dzisiejszej ulicy Polskiej Organizacji Wojskowej 5.</strong> To jedna z tych lokalnych rocznic, które trudno znaleźć w popularnych internetowych kalendariach. Jej dokładną datę potwierdza jednak opracowanie historyczne opublikowane przez <strong>Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>W pracy <strong>Mariana Fronczkowskiego</strong> poświęconej zabudowie ulicy P.O.W. znajdujemy informację, że rozbudowa kosztowała <strong>25 tysięcy rubli</strong>. Była to znacząca kwota w realiach miasta należącego wówczas do Imperium Rosyjskiego.</p><p>Pierwotny budynek remizy powstał w <strong>1890 roku</strong>, według projektu inżyniera architekta <strong>Antoniego Tarnowskiego</strong>. Był murowany z cegły, parterowy, z poddaszem i dwuspadowym dachem.</p><p>Rozbudowa zakończona 25 października 1913 roku polegała na nadbudowaniu piętra. Na parterze urządzono garaże oraz magazyny sprzętu gaśniczego. Na piętrze znalazły się przestronna świetlica i sala posiedzeń.</p><p>Nowy układ budynku odpowiadał nie tylko potrzebom technicznym straży. Pokazywał również, że organizacja strażacka była ważnym elementem życia społecznego Tomaszowa Mazowieckiego.</p><h3>Tomaszów przemysłowy potrzebował ludzi, którzy potrafili walczyć z ogniem</h3><p>W XIX wieku Tomaszów Mazowiecki rozwijał się jako miasto przemysłowe. Powstawały zakłady włókiennicze, magazyny, warsztaty i kolejne domy mieszkalne. Rozwój gospodarczy oznaczał jednak również wzrost zagrożeń pożarowych.</p><p>W mieście, w którym wiele budynków wznoszono z drewna, a przemysł wykorzystywał łatwopalne materiały, ogień mógł w krótkim czasie zniszczyć dorobek całych rodzin. Pożary stanowiły zagrożenie nie tylko dla pojedynczych nieruchomości, ale także dla funkcjonowania fabryk i miejsc pracy.</p><p>Początki zorganizowanych działań przeciwpożarowych w Tomaszowie sięgają znacznie wcześniejszych lat. Już w <strong>1839 roku</strong> urządzono pierwszy skład sprzętu gaśniczego, a w 1845 roku w magistracie istniał plan postępowania na wypadek pożarów.</p><p><strong>Tomaszowskie Towarzystwo Pożarowe</strong> powstało w <strong>1877 roku</strong> dzięki staraniom władz miasta, przemysłowców i mieszkańców. Pierwszym komendantem został miejscowy fabrykant <strong>Maurycy Piesch</strong>.</p><p>Straż była więc od początku instytucją zakorzenioną w lokalnej społeczności. Łączyła interesy przedsiębiorców, potrzebę ochrony mieszkańców i obywatelskie zaangażowanie ludzi gotowych do niesienia pomocy</p><h3>Nie tylko pożary. Tomaszowscy strażacy ratowali także podczas powodzi</h3><p>Z opracowania muzealnego wynika, że w latach <strong>1877–1918 tomaszowska straż ogniowa uczestniczyła w 289 akcjach gaśniczo-ratowniczych</strong>.</p><p>Nie wszystkie dotyczyły pożarów. Strażacy wielokrotnie podejmowali również działania podczas powodzi wywoływanych przez <strong>wylewy Wolbórki</strong>.</p><p>To szczegół szczególnie ważny dla współczesnych mieszkańców Tomaszowa. Pokazuje, że lokalne bezpieczeństwo od dawna nie ograniczało się do walki z ogniem. Obejmowało również zagrożenia związane z wodą i infrastrukturą miejską.</p><p>Dzisiaj takie zadania wykonują wyspecjalizowane jednostki Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczych Straży Pożarnych, korzystające z nowoczesnych pojazdów i sprzętu ratowniczego.</p><p>W 1913 roku technologia była zupełnie inna, ale podstawowa idea pozostawała taka sama: <strong>gdy zagrożone jest ludzkie życie, ktoś musi przyjść z pomocą</strong>.</p><h3>Budynek, który pamięta również niemiecką okupację</h3><p>Losy remizy przy dzisiejszej ulicy P.O.W. nie zakończyły się wraz z rozbudową w 1913 roku. W kolejnych dziesięcioleciach budynek przechodził następne modernizacje.</p><p>W latach <strong>1932–1933 dobudowano zachodnie skrzydło</strong>, nadając gmachowi bardziej rozbudowaną formę architektoniczną. Na piętrze urządzono również mieszkania przeznaczone dla strażaków.</p><p>Najtragiczniejszy rozdział historii obiektu przypadł na okres II wojny światowej. <strong>W latach 1940–1945 część garaży i pomieszczeń piętra zajmowała niemiecka żandarmeria.</strong> W budynku funkcjonował także areszt przejściowy.</p><p>To sprawia, że dawna remiza jest miejscem o znacznie bardziej złożonej historii, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przypomina zarówno o obywatelskiej służbie i ratowaniu ludzkiego życia, jak i o przemocy niemieckiego aparatu okupacyjnego.</p><p>Po wojnie obiekt ponownie służył strażakom. <strong>Tomaszowska jednostka zawodowej straży pożarnej miała tam siedzibę do 2003 roku</strong>. Budynek pozostaje więc jednym z ważnych materialnych świadectw dziejów bezpieczeństwa publicznego w mieście.</p><h3>25 października 1913 roku. Dlaczego ta rocznica jest ważna?</h3><p>Rocznica zakończenia rozbudowy remizy nie należy do wydarzeń, które zmieniły bieg europejskiej historii. Nie towarzyszyły jej wielkie bitwy ani przemówienia słyszane na całym kontynencie.</p><p>Ma jednak inne znaczenie.</p><p>Przypomina, że rozwój miasta dokonuje się również przez decyzje dotyczące codziennego bezpieczeństwa. Przez budowę remizy, zakup sprzętu, stworzenie miejsca szkolenia i zapewnienie ludziom warunków do służby.</p><p>W 1913 roku Tomaszów znajdował się jeszcze pod zaborem rosyjskim. Mimo to mieszkańcy rozwijali własne instytucje, których znaczenie wykraczało poza doraźne potrzeby.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Depresja ma swój zegar. Naukowcy wskazują nowy podtyp choroby u niemal co czwartego badanego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57231,depresja-ma-swoj-zegar-naukowcy-wskazuja-nowy-podtyp-choroby-u-niemal-co-czwartego-badanego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57231,depresja-ma-swoj-zegar-naukowcy-wskazuja-nowy-podtyp-choroby-u-niemal-co-czwartego-badanego</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 08:52:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-depresja-ma-swoj-zegar-naukowcy-wskazuja-nowy-podtyp-choroby-u-niemal-co-czwartego-badanego-1792915023.png</url>
                        <title>Depresja ma swój zegar. Naukowcy wskazują nowy podtyp choroby u niemal co czwartego badanego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57231,depresja-ma-swoj-zegar-naukowcy-wskazuja-nowy-podtyp-choroby-u-niemal-co-czwartego-badanego</link>
                    </image><description>Nie tylko ile śpimy, ale także kiedy zasypiamy, budzimy się i jak bardzo nasz biologiczny rytm rozmija się z codziennym życiem. Australijscy naukowcy opisali możliwy „okołodobowy” podtyp depresji. W badaniu obejmującym ponad 11 tysięcy osób z ciężką, nawracającą lub przewlekłą depresją jego cechy stwierdzono u blisko jednej czwartej uczestników. Wyniki mogą w przyszłości zmienić sposób dobierania terapii, ale badacze przestrzegają: na razie nie jest to nowa oficjalna diagnoza.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f9f9; border-left: 5px solid #17a2b8; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #17a2b8; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>        <p style="margin: 0 0 15px 0; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <strong>Depresja może mieć związek z rozregulowaniem zegara biologicznego.</strong> Australijscy naukowcy przeprowadzili przełomowe analizy i zidentyfikowali cechy możliwego nowego wariantu klinicznego u niemal 23 proc. spośród ponad 11 tysięcy badanych osób.    </p>    <p style="margin: 0 0 10px 0; color: #222222; font-weight: bold; font-size: 1em;">Co warto wiedzieć?</p>        <ul style="margin: 0 0 20px 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Cięższy przebieg schorzenia</strong> – permanentnie zaburzony dobowy rytm snu i czuwania może bezpośrednio wiązać się z o wiele cięższym przebiegiem epizodów depresyjnych.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Kluczowe sygnały ostrzegawcze</strong> – chroniczne późne zasypianie, silne poranne zmęczenie oraz nieregularny czas wypoczynku to najbardziej charakterystyczne symptomy tego profilu.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Oporność na standardową terapię</strong> – pacjenci wpisujący się w ten konkretny profil zgłaszali w wywiadach medycznych znacznie słabszą skuteczność niektórych popularnych leków przeciwdepresyjnych.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Droga do personalizacji medycyny</strong> – to biologiczne odkrycie otwiera zupełnie nowe perspektywy dla rozwoju bardziej indywidualnego leczenia pacjentów, choć wdrożenie procedur bezwzględnie wymaga jeszcze dalszych badań laboratoryjnych.</li>    </ul>    <p style="margin: 0 0 20px 0; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <strong>Najważniejszy wniosek:</strong> W skutecznej walce z depresją fundamentalne znaczenie może mieć nie tylko sama długość snu, lecz także jego codzienna regularność i pełna zgodność z naturalnym rytmem organizmu. Należy jednak pamiętać, że zebrane dane nie udowodniły, by zaburzenia zegara biologicznego były bezpośrednią i jedyną przyczyną wywołującą depresję.    </p>    <!-- Pasek ostrzeżenia medycznego -->    <div style="background-color: #fff3cd; border: 1px solid #ffeeba; color: #856404; padding: 15px; border-radius: 4px; font-size: 0.9em; line-height: 1.5;">        <strong>Ważne ostrzeżenie medyczne:</strong> Zaprezentowane informacje mają charakter wyłącznie ogólnoedukacyjny i nie mogą zastępować profesjonalnej porady medycznej, diagnozy ani leczenia. Wszelkie objawy depresji, zaburzeń nastroju lub przewlekłych problemów ze snem wymagają bezwzględnej konsultacji z lekarzem psychiatrą lub psychologiem w celu przeprowadzenia rzetelnego badania klinicznego.    </div></div><p>&nbsp;Zegar na ścianie można przestawić jednym ruchem wskazówki. Z zegarem ukrytym w ludzkim organizmie jest znacznie trudniej. Reguluje sen i czuwanie, temperaturę ciała, wydzielanie hormonów, metabolizm i wiele innych procesów, które przez tysiące lat podporządkowane były przede wszystkim następstwu światła i ciemności. Współczesne życie dorzuciło do tego światło ekranów, pracę zmianową, nieregularne godziny snu i weekendowe odsypianie.</p><p>Teraz naukowcy z University of Sydney przedstawiają kolejną część tej układanki. W pracy opublikowanej 20 października 2026 roku w „The British Journal of Psychiatry” opisali profil nazwany <strong>okołodobowym podtypem depresji</strong> – <i>circadian subtype of depression</i>.</p><h2>Nie tylko bezsenność</h2><p>Badacze wykorzystali dane <strong>11 380 osób</strong> uczestniczących w Australian Genetics of Depression Study. Byli to pacjenci z ciężką, nawracającą lub utrzymującą się depresją, a więc wyniku nie można automatycznie przenosić na całą populację osób cierpiących na zaburzenia depresyjne.</p><p>Za osoby odpowiadające proponowanemu profilowi uznano tych uczestników, którzy spełniali co najmniej trzy spośród sześciu kryteriów związanych z rytmem dobowym. Chodziło między innymi o silne zmęczenie po przebudzeniu, wieczorny chronotyp – potocznie bycie „nocnym markiem” – późniejsze pory snu, wydłużony sen podczas epizodów depresyjnych, sezonowość objawów oraz tzw. społeczny jet lag, czyli dużą różnicę między godzinami snu w dni pracy i w dni wolne.</p><p>Takie kryteria spełniły <strong>2604 osoby, czyli około 23 procent badanych</strong>. To właśnie stąd bierze się pojawiające się w mediach sformułowanie o „co czwartym przypadku”. Dotyczy ono jednak konkretnej grupy badawczej, a nie wszystkich osób z depresją.</p><p>W tym obrazie najważniejsze staje się nie samo pytanie: „czy śpisz dobrze?”, lecz: <strong>„czy twój organizm śpi wtedy, kiedy powinien?”</strong></p><h2>Inny przebieg choroby</h2><p>Różnice między grupami nie kończyły się na porze zasypiania.</p><p>Osoby zakwalifikowane do grupy okołodobowej częściej zgłaszały wcześniejszy początek depresji, większe nasilenie objawów, większy dystres psychiczny, dolegliwości somatyczne oraz bardziej złożony przebieg zaburzeń. Autorzy odnotowali również częstsze występowanie myśli i zachowań samobójczych oraz doświadczeń o charakterze hipomaniakalnym czy psychotycznym.</p><p>Analiza genetyczna również pokazała interesujące różnice. Profil okołodobowy wiązał się m.in. z wyższymi wielogenowymi wskaźnikami ryzyka ADHD, dużej depresji, zaburzeń lękowych i choroby afektywnej dwubiegunowej. Pojawiły się także powiązania z markerami dotyczącymi metabolizmu, masy ciała, triglicerydów, insulinooporności oraz procesów zapalnych.</p><p>To jeden z powodów, dla których autorzy przekonują, że nie mamy do czynienia jedynie z depresją połączoną ze „złym snem”.</p><h2>Leki mogą działać słabiej</h2><p>Szczególnie interesujący jest wątek leczenia. Uczestnicy z profilem okołodobowym zgłaszali przeciętnie słabszą odpowiedź na popularne leki przeciwdepresyjne z grup <strong>SSRI</strong> oraz <strong>SNRI</strong>, a także więcej działań niepożądanych. Trzeba jednak podkreślić ważne ograniczenie: skuteczność leków oceniano na podstawie relacji samych uczestników, a nie kontrolowanej próby klinicznej.</p><p>Naukowcy wskazują więc na możliwość przyszłego stosowania bardziej spersonalizowanego leczenia, uwzględniającego rytm dobowy – np. terapię światłem, regulację godzin snu czy rozwiązania farmakologiczne oddziałujące na układ melatoninowy. Nie oznacza to jednak, że osoba przyjmująca obecnie SSRI powinna samodzielnie zmieniać lub odstawiać lek. Autorzy badania wprost zalecają, by wszelkie decyzje terapeutyczne konsultować z lekarzem.</p><h2>Ciekawy trop, jeszcze nie nowa diagnoza</h2><p>Tu potrzebny jest chłodny język nauki. Badanie ma charakter przekrojowy. Wykazuje <strong>zależności</strong>, ale nie dowodzi prostego ciągu przyczynowego: rozregulowany zegar biologiczny → depresja.</p><p>Nie wiadomo też jeszcze, czy zaburzenie rytmu dobowego uruchamia chorobę u części pacjentów, czy przeciwnie – ciężka depresja prowadzi do coraz większego rozregulowania snu i aktywności. Możliwe jest również wzajemne napędzanie obu procesów.</p><p>Niezależni eksperci zwracają uwagę, że wyniki powinny zostać potwierdzone w kolejnych populacjach i badaniach prospektywnych, zanim „depresja okołodobowa” mogłaby zostać potraktowana jako odrębna kategoria kliniczna. Na obecnym etapie nie ma również podstaw do zmiany standardów przepisywania leków wyłącznie na podstawie tego badania.</p><h2>Zegarki właśnie przestawiliśmy. Organizm potrzebuje własnego rytmu</h2><p>Publikacja pojawia się w szczególnym momencie. <strong>W nocy z 24 na 25 października 2026 roku Polska przeszła z czasu letniego na środkowoeuropejski – zegary zostały cofnięte z godziny 3.00 na 2.00.</strong></p><p>Jednorazowa zmiana wskazówek oczywiście nie oznacza, że ktoś zachoruje na depresję. Badanie Australijczyków pokazuje jednak coś znacznie szerszego: rytm dobowy przestaje być traktowany wyłącznie jako dodatek do psychiatrii czy medycyny snu. Coraz częściej okazuje się jednym z elementów biologii, który może wpływać na przebieg choroby i odpowiedź na leczenie.</p><p>Być może więc w przyszłości obok pytań o obniżony nastrój, utratę zainteresowań, lęk czy apetyt lekarz będzie znacznie uważniej pytał pacjenta także o godziny snu, porę największej aktywności i różnice między dniami pracy a weekendami.</p><p>Bo czasem problem nie polega na tym, że człowiek śpi za krótko. Może polegać na tym, że jego wewnętrzny zegar od dawna pokazuje zupełnie inną godzinę niż świat wokół niego.</strong></p><p></strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57230,25-pazdziernika-w-historii-od-azincourt-po-narodziny-polskiej-telewizji-i-tomaszowska-remize</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57230,25-pazdziernika-w-historii-od-azincourt-po-narodziny-polskiej-telewizji-i-tomaszowska-remize</guid>
            <pubDate>Sun, 25 Oct 2026 08:21:00 +0100</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-25-pazdziernika-w-historii-od-azincourt-po-narodziny-polskiej-telewizji-i-tomaszowska-remize-1792914285.png</url>
                        <title>25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57230,25-pazdziernika-w-historii-od-azincourt-po-narodziny-polskiej-telewizji-i-tomaszowska-remize</link>
                    </image><description>Jednego dnia angielscy łucznicy rozbili francuską armię, dowodząc, że liczebna przewaga nie zawsze oznacza zwycięstwo. Kilka stuleci później w Warszawie uruchomiono pierwszą powojenną transmisję telewizyjną, którą mogły zobaczyć zaledwie nieliczne grupy widzów. W Krakowie kończono budowę kopca poświęconego Tadeuszowi Kościuszce, a Wojciech Korfanty domagał się w niemieckim parlamencie odbudowy Polski. Co wydarzyło się 25 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 25 października prowadzi przez wielkie bitwy, politykę, literaturę, muzykę i sport. Przynosi również odkrytą w muzealnych opracowaniach rocznicę z Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 113 lat temu zakończono tutaj rozbudowę remizy, która przez dziesięciolecia służyła miejscowym strażakom.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #fbf8f8; border-left: 5px solid #b91c1c; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #b91c1c; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w dużym skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Wielkie manifestacje narodowe i legendarna bitwa</strong> – mija dokładnie 611 lat od słynnej bitwy pod Azincourt, jednego z najważniejszych starć wojny stuletniej. W historii Polski wspominamy sfinalizowanie budowy Kopca Kościuszki w Krakowie (1823 r.) oraz odważne wystąpienie Wojciecha Korfantego w niemieckim Reichstagu sprzed 108 lat, w którym zażądał on zwrotu polskich ziem zaboru pruskiego.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Początki polskiej telewizji i jedność „Solidarności”</strong> – przypada 74. rocznica emisji pierwszego powojennego programu polskiej telewizji, który w 1952 roku oglądano na zaledwie 24 odbiornikach. Wspominamy również powołanie Krajowej Komisji Wykonawczej „Solidarności” w 1987 roku, jednoczącej podziemne kierownictwo związku.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Wyjątkowe rocznice w świecie muzyki</strong> – 25 października to dzień narodzin genialnych kompozytorów: Johanna Straussa II oraz Georgesa Bizeta, a także Jona Andersona z grupy Yes. W historii współczesnej popkultury data ta wiąże się z głośnymi premierami albumów Taylor Swift oraz legendarnej formacji Pixies.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Historyczna rocznica tomaszowskiej remizy</strong> – tomaszowski ślad dzisiejszej daty cofa nas o 113 lat. Wówczas oficjalnie zakończono rozbudowę remizy strażackiej zlokalizowanej przy dzisiejszej ulicy P.O.W., co jednoznacznie potwierdzają dokumenty archiwalne przywołane w opracowaniu Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego.</li>    </ul></div><h3>Niedziela, 25 października 2026 roku. Kartka z kalendarza</h3><p>Dziś mamy <strong>niedzielę, 25 października 2026 roku</strong>. Jest to <strong>298. dzień roku</strong>, a do jego zakończenia pozostało <strong>67 dni</strong>.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim słońce wschodzi o <strong>6.20</strong>, a zachodzi o <strong>16.26</strong>. Dzień trwa <strong>10 godzin i 5 minut</strong>. W nocy zakończył się czas letni. O godzinie 3.00 zegary cofnięto na 2.00, dlatego dzisiejsze godziny wschodu i zachodu słońca podawane są już według czasu środkowoeuropejskiego.</p><p>Imieniny obchodzą między innymi <strong>Daria, Kryspin, Inga i Bonifacy</strong>.</p><p>W Polsce <strong>25 października obchodzony jest Dzień Sztabu Generalnego Wojska Polskiego</strong>, nawiązujący do organizowania naczelnych władz wojskowych u progu odzyskania niepodległości w 1918 roku. To również nieformalny <strong>Dzień Kundelka</strong>, przypominający o wartości adopcji i odpowiedzialnej opieki nad zwierzętami.</p><p>Na świecie przypada <strong>Światowy Dzień Makaronu</strong>, obchodzony z inicjatywy międzynarodowego środowiska producentów żywności. Nie jest to święto ustanowione przez ONZ, lecz branżowa inicjatywa popularyzująca jeden z najbardziej rozpowszechnionych produktów spożywczych.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Kalendarium historyczne</u></strong></span></h3><h3>611 lat temu (1415). Azincourt. Anglicy zwyciężają, choć Francuzi mają przewagę</h3><p><strong>25 października 1415 roku rozegrała się bitwa pod Azincourt</strong>, znana również pod angielską nazwą Agincourt. Wojska króla <strong>Henryka V</strong> stanęły naprzeciw liczniejszej armii francuskiej. Anglicy byli wyczerpani wcześniejszą kampanią, a ich sytuacja daleka od komfortowej. Francuzi dysponowali potężnym rycerstwem i mogli oczekiwać, że stosunkowo niewielka armia przeciwnika nie zdoła stawić skutecznego oporu.</p><p>Stało się inaczej. Deszcz zamienił pole bitwy w błotnisty teren, utrudniający poruszanie się ciężkozbrojnej kawalerii i piechoty. Angielscy łucznicy, wykorzystujący długie łuki, odegrali istotną rolę w rozbiciu francuskich formacji. Stłoczeni i pozbawieni możliwości sprawnego manewrowania rycerze znaleźli się w sytuacji, w której ich uzbrojenie oraz liczebna przewaga przestały zapewniać oczekiwaną korzyść.</p><p><strong>Zwycięstwo Henryka V</strong> stało się jednym z najważniejszych momentów wojny stuletniej. Umocniło jego pozycję polityczną i otworzyło drogę do kolejnych sukcesów w kampanii francuskiej. Nie zakończyło jednak wieloletniego konfliktu między obydwoma monarchiami.</p><p>Bitwa przetrwała w europejskiej pamięci również dzięki literaturze. <strong>William Shakespeare</strong> uczynił ją centralnym wydarzeniem dramatu „Henryk V”, a słynna przemowa monarchy przed walką stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych tekstów o braterstwie żołnierzy. Trzeba jednak pamiętać, że jest to przede wszystkim literacka wizja, a nie stenogram rzeczywistych słów króla</p><h3>203 lata temu (1823). Kopiec Kościuszki. Polacy usypują pomnik z ziemi i pamięci</h3><p><strong>25 października 1823 roku zakończono budowę Kopca Kościuszki w Krakowie.</strong> Prace trwały od 1820 roku, a ich celem było uczczenie <strong>Tadeusza Kościuszki</strong>, zmarłego trzy lata wcześniej przywódcy insurekcji z 1794 roku.</p><p>Pomysł był niezwykły w swojej prostocie. Zamiast pomnika odlanego z brązu czy wykonanego z marmuru postanowiono usypać ogromny kopiec, nawiązujący do dawnych krakowskich tradycji. W budowie uczestniczyli przedstawiciele różnych warstw społecznych. Przychodzili mieszkańcy miasta, przybywali ludzie z innych ziem polskich, a przedsięwzięcie finansowano dzięki składkom.</p><p>W epoce zaborów <strong>Kopiec Kościuszki</strong> był czymś więcej niż miejscem upamiętnienia bohatera. Stanowił widoczny znak istnienia wspólnoty narodowej pozbawionej własnego państwa. Kościuszko uosabiał walkę o niepodległość, ale także przekonanie, że wolność powinna łączyć się z odpowiedzialnością społeczną.</p><p>Przez następne dwa stulecia kopiec przetrwał polityczne przemiany, wojny i kolejne próby odbudowy polskiej państwowości. Pozostał miejscem, w którym historia ma wyjątkowo materialny wymiar: została dosłownie usypana ludzkimi rękami.</p><h3>172 lata temu (1854). Bałakława. Bohaterstwo żołnierzy i katastrofa dowodzenia</h3><p><strong>25 października 1854 roku podczas wojny krymskiej doszło do bitwy pod Bałakławą</strong>, której najbardziej znanym epizodem stała się <strong>szarża lekkiej brygady brytyjskiej kawalerii</strong>.</p><p>W wyniku niejasnych rozkazów i błędów komunikacyjnych kawalerzyści ruszyli doliną w kierunku silnie bronionych rosyjskich pozycji artyleryjskich. Żołnierze wykonywali zadanie z wielką determinacją, choć teren i ustawienie nieprzyjacielskich baterii czyniły atak wyjątkowo niebezpiecznym.</p><p>Szarża przyniosła ogromne straty. Z wojskowego punktu widzenia nie była sukcesem odpowiadającym poniesionej cenie. W brytyjskiej opinii publicznej stała się jednak symbolem odwagi, dyscypliny i żołnierskiego poświęcenia.</p><p>Do utrwalenia tej legendy przyczynił się <strong>Alfred Tennyson</strong>, który napisał poemat „The Charge of the Light Brigade”. Literatura ocaliła pamięć o kawalerzystach, ale nie powinna przesłaniać podstawowej lekcji płynącej z wydarzenia: <strong>odwaga podwładnych nie zastępuje odpowiedzialności dowódców</strong>.</p><h3>108 lat temu (1918). Korfanty przemawia w Reichstagu. Polska upomina się o swoje ziemie</h3><p><strong>25 października 1918 roku Wojciech Korfanty wygłosił w niemieckim Reichstagu jedno ze swoich najważniejszych przemówień.</strong> I wojna światowa zbliżała się do końca, a państwa zaborcze przeżywały głęboki kryzys. Polacy przygotowywali się do odbudowy niepodległego państwa, ale sprawa jego granic pozostawała otwarta.</p><p>Korfanty, reprezentujący polskie interesy w niemieckim parlamencie, zażądał zjednoczenia ziem polskich pozostających pod panowaniem Prus, w tym <strong>Górnego Śląska</strong>, z odradzającą się Rzecząpospolitą. Domagał się również dostępu do morza. Nie były to postulaty wypowiadane w zaciszu organizacyjnego zebrania, lecz otwarte wystąpienie na forum parlamentu państwa, które przez dziesięciolecia prowadziło politykę germanizacyjną.</p><p>Wydarzenie miało znaczenie polityczne i symboliczne. Pokazywało, że Polacy nie zamierzają ograniczyć się do odzyskania części dawnego terytorium, lecz będą zabiegać również o ziemie zachodnie.</p><p>W kolejnych latach <strong>Wojciech Korfanty</strong> stał się jedną z najważniejszych postaci walki o polskość Górnego Śląska. Kierował działalnością plebiscytową, a w 1921 roku stanął na czele III powstania śląskiego.</p><p>Historyk <strong>Andrzej Sznajder</strong>, dyrektor katowickiego oddziału IPN, ocenił przemówienie Korfantego jako wydarzenie o fundamentalnym znaczeniu dla odbudowy państwa i kształtowania jego granic.&nbsp;</p><h3>108 lat temu (1918). Powstaje Sztab Generalny. Niepodległe państwo potrzebuje własnej armii</h3><p>Ten sam dzień przyniósł wydarzenie istotne dla organizacji polskich sił zbrojnych. <strong>25 października 1918 roku Rada Regencyjna podjęła decyzje związane z utworzeniem Sztabu Generalnego Wojsk Polskich</strong>, instytucji potrzebnej do kierowania powstającą armią.</p><p>Polska nie odzyskała jeszcze w pełni niepodległości. Na jej ziemiach nadal znajdowały się obce wojska, funkcjonowały różne ośrodki polityczne, a żołnierze wywodzili się z odmiennych tradycji wojskowych. Jedni służyli wcześniej w armiach zaborczych, inni w Legionach Polskich lub formacjach tworzonych poza krajem.</p><p>Budowa jednolitej armii wymagała nie tylko entuzjazmu i ludzi gotowych do służby. Potrzebny był także system dowodzenia, planowania, szkolenia i zaopatrzenia. Wkrótce jedną z kluczowych postaci tego procesu został generał <strong>Tadeusz Rozwadowski</strong>.</p><p>Dzisiejszy <strong>Dzień Sztabu Generalnego Wojska Polskiego</strong> nawiązuje do wydarzeń z października 1918 roku. Przypomina, że odzyskanie niepodległości nie było pojedynczą ceremonią ani jednym podpisem. Stanowiło skomplikowany proces tworzenia struktur państwa niemal od podstaw</p><h3>82 lata temu (1944). Leyte. Amerykanie i Japończycy walczą o panowanie na Pacyfiku</h3><p><strong>25 października 1944 roku doszło do najważniejszych starć wielkiej bitwy morskiej w rejonie zatoki Leyte na Filipinach.</strong> Cała operacja rozpoczęła się wcześniej, 23 października, lecz właśnie 25 października rozegrały się dramatyczne walki między innymi w cieśninie Surigao i u wybrzeży wyspy Samar.</p><p>Japonia próbowała rozbić amerykańskie siły osłaniające lądowanie na Filipinach. Dowództwo cesarskiej marynarki zdawało sobie sprawę, że utrata archipelagu oznaczać będzie ogromne zagrożenie dla japońskich szlaków komunikacyjnych i dostaw surowców.</p><p>Szczególnie dramatyczna była <strong>bitwa u wybrzeży Samar</strong>, gdzie stosunkowo niewielkie amerykańskie jednostki eskortowe znalazły się naprzeciw potężnych japońskich okrętów. Załogi niszczycieli i lotniskowców eskortowych walczyły z przeciwnikiem dysponującym znacznie większą siłą ognia.</p><p>Bitwa zakończyła się ciężkimi stratami japońskiej floty i pogłębiła proces utraty przez nią zdolności do prowadzenia wielkich operacji ofensywnych. Była też jednym z momentów, które pokazały, że o przyszłości wojny morskiej decydują już nie tylko pancerniki, lecz przede wszystkim lotnictwo, rozpoznanie i współdziałanie różnych rodzajów sił.</p><p><strong>Leyte</strong> pozostaje jednym z największych starć morskich w historii.</p><h3>74 lata temu (1952). Polska telewizja zaczyna nadawać. Na ekranach pojawia się pierwszy program</h3><p><strong>25 października 1952 roku o godzinie 19.00 wyemitowano pierwszy publiczny program powojennej polskiej telewizji.</strong> Przygotowała go Doświadczalna Stacja Telewizyjna Instytutu Łączności w Warszawie. Transmisja trwała około pół godziny i miała charakter artystyczny.</p><p>Dzisiejszemu widzowi, przyzwyczajonemu do tysięcy kanałów i platform streamingowych, trudno wyobrazić sobie skalę tego przedsięwzięcia. Program mogło oglądać zaledwie <strong>24 odbiorników marki Leningrad</strong>, rozmieszczonych w warszawskich zakładach pracy. Ekrany miały niewielkie rozmiary, a nadawanie wymagało ogromnego zaangażowania zespołu inżynierów.</p><p>Pierwszą spikerką była <strong>Maria Rosa-Krzyżanowska</strong>. W programie wystąpili między innymi <strong>Witold Gruca</strong>, <strong>Jerzy Michotek</strong>, <strong>Marta Nowosad</strong> i <strong>Jan Mroziński</strong>.</p><p>Warto pamiętać, że polskie eksperymenty z telewizją rozpoczęły się jeszcze przed wojną. Próby prowadzono w latach trzydziestych, ale niemiecka agresja przerwała rozwój technologii. Dopiero po wojnie można było powrócić do badań i organizowania regularnej emisji.</p><p>Przez następne dziesięciolecia telewizja stała się jednym z najważniejszych środków przekazu, choć w PRL podlegała ścisłej kontroli politycznej. Informowała, kształtowała kulturę, dostarczała rozrywki i jednocześnie służyła propagandzie.</p><p><strong>25 października 1952 roku</strong> jest więc rocznicą nie tylko technologiczną. Otwiera historię medium, które zmieniło sposób, w jaki Polacy poznawali świat</p><h3>64 lata temu (1962). Kryzys kubański. W ONZ pokazano dowody, a świat czekał na katastrofę</h3><p><strong>25 października 1962 roku amerykański ambasador przy ONZ Adlai Stevenson przedstawił w Radzie Bezpieczeństwa fotografie pokazujące radzieckie instalacje rakietowe na Kubie.</strong></p><p>Świat przeżywał jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów zimnej wojny. Stany Zjednoczone wykryły rozmieszczanie na wyspie rakiet zdolnych do przenoszenia głowic nuklearnych. Prezydent <strong>John F. Kennedy</strong> ogłosił morską kwarantannę Kuby, a radzieckie i amerykańskie siły zbrojne znalazły się w stanie podwyższonej gotowości.</p><p>Podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Stevenson zażądał od przedstawiciela Związku Radzieckiego <strong>Waleriana Zorina</strong> jednoznacznego stanowiska w sprawie rakiet. Następnie zaprezentował dokumentację fotograficzną. Scena stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych obrazów dyplomatycznej konfrontacji XX wieku.</p><p>Fotografie miały znaczenie polityczne, ale nie oznaczały rozwiązania konfliktu. Obie strony nadal obawiały się, że przeciwnik może zdecydować się na działania militarne. Dopiero pod koniec października osiągnięto porozumienie umożliwiające wycofanie radzieckich rakiet z Kuby.</p><p><strong>Kryzys kubański</strong> pozostaje przestrogą przed sytuacją, w której wzajemna nieufność i militaryzacja sporu mogą doprowadzić do katastrofy niezamierzonej przez żadną ze stron.</p><h3>55 lat temu (1971). Chiny wracają do ONZ. Decyzja zmienia układ sił w światowej polityce</h3><p><strong>25 października 1971 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło rezolucję nr 2758</strong>, uznając przedstawicieli rządu <strong>Chińskiej Republiki Ludowej</strong> za prawowitych reprezentantów Chin w Organizacji Narodów Zjednoczonych.</p><p>Była to decyzja o ogromnym znaczeniu dyplomatycznym. Od zakończenia chińskiej wojny domowej w 1949 roku władze komunistyczne kontrolowały Chiny kontynentalne, natomiast rząd Republiki Chińskiej działał na Tajwanie. Przez ponad dwie dekady miejsce Chin w ONZ zajmowali przedstawiciele władz w Tajpej.</p><p>Rezolucja doprowadziła do zmiany reprezentacji Chin w Zgromadzeniu Ogólnym i Radzie Bezpieczeństwa, gdzie państwo to posiada stałe miejsce.</p><p><strong>Decyzja z 1971 roku</strong> była jednym z symboli rosnącej pozycji Pekinu w polityce międzynarodowej. Wpisywała się także w proces zmiany relacji między Chinami a mocarstwami zachodnimi.</p><p>Warto jednak odróżnić kwestię reprezentacji Chin w ONZ od wszystkich współczesnych sporów dotyczących statusu Tajwanu. Samo przyjęcie rezolucji 2758 nie zakończyło tych sporów, które pozostają istotnym elementem sytuacji politycznej w Azji Wschodniej</p><h2>43 lata temu (1983). Grenada. Amerykanie przeprowadzają interwencję wojskową</h2><p><strong>25 października 1983 roku wojska Stanów Zjednoczonych wraz z siłami państw karaibskich rozpoczęły interwencję na Grenadzie</strong>, noszącą kryptonim <strong>„Urgent Fury”</strong>.</p><p>Niewielkie państwo karaibskie przeżywało wówczas głęboki kryzys polityczny. Kilka dni wcześniej w wyniku wewnętrznego konfliktu w lewicowym obozie władzy zamordowano premiera <strong>Maurice’a Bishopa</strong>. Sytuacja stała się niestabilna, a amerykańska administracja prezydenta <strong>Ronalda Reagana</strong> uznała, że zagrożeni mogą być również obywatele USA przebywający na wyspie.</p><p>Waszyngton przedstawiał interwencję jako operację służącą ochronie Amerykanów i przywróceniu stabilności. Krytycy wskazywali natomiast na naruszenie suwerenności Grenady oraz zagrożenie związane z jednostronnym stosowaniem siły.</p><p>Operacja zakończyła się szybkim zwycięstwem wojsk interwencyjnych, ale wywołała międzynarodowe kontrowersje. <strong>Grenada</strong> stała się kolejnym przykładem tego, jak zimnowojenna rywalizacja mocarstw wpływała na losy niewielkich państw.</p><h2>39 lat temu (1987). „Solidarność” odbudowuje wspólne kierownictwo</h2><p><strong>25 października 1987 roku powołano Krajową Komisję Wykonawczą NSZZ „Solidarność”</strong>, której zadaniem było uporządkowanie kierownictwa zdelegalizowanego związku.</p><p>Po wprowadzeniu stanu wojennego w grudniu 1981 roku wielu działaczy „Solidarności” zostało internowanych, a niezależna działalność związkowa była represjonowana. Struktury organizacji nie przestały jednak istnieć. Funkcjonowały w podziemiu, wydawały niezależną prasę, organizowały pomoc i podtrzymywały kontakty z zagranicą.</p><p>Z czasem pojawił się problem rozbieżności pomiędzy poszczególnymi ośrodkami kierowniczymi. Powołanie <strong>Krajowej Komisji Wykonawczej</strong> miało zakończyć tę sytuację i ułatwić podejmowanie wspólnych decyzji.</p><p>Dwa lata później Polska znalazła się na drodze do przełomu ustrojowego. Obrady Okrągłego Stołu i wybory z czerwca 1989 roku nie byłyby możliwe w takiej postaci bez wieloletniego wysiłku ludzi, którzy utrzymywali przy życiu niezależny ruch społeczny mimo represji.</p><p>Rocznica przypomina, że polityczne zwycięstwa mają często znacznie dłuższą historię niż wydarzenia, które widzimy później na archiwalnych fotografiach</p><h2>25 lat temu (2001). Windows XP. Komputer staje się urządzeniem codziennym</h2><p><strong>25 października 2001 roku Microsoft rozpoczął sprzedaż systemu operacyjnego Windows XP.</strong> Dla milionów użytkowników komputerów osobistych był to początek nowego etapu korzystania z technologii.</p><p>System łączył rozwiązania znane z wcześniejszych wersji Windows z architekturą opartą na rodzinie Windows NT. Oferował bardziej stabilne środowisko pracy, nowy interfejs oraz funkcje ułatwiające korzystanie z multimediów i internetu.</p><p>W kolejnych latach <strong>Windows XP</strong> stał się jednym z najpopularniejszych systemów operacyjnych w historii. Korzystano z niego w domach, szkołach, firmach i urzędach. Dla całego pokolenia użytkowników charakterystyczna zielona łąka na tapecie była niemal synonimem komputera.</p><p>Dzisiaj, w epoce smartfonów i usług działających w chmurze, łatwo zapomnieć, jak wielką zmianę oznaczała popularyzacja komputerów osobistych. Windows XP nie stworzył tej rewolucji, ale stał się jednym z jej najbardziej rozpoznawalnych symboli.</p><h2>11 lat temu (2015). Wybory parlamentarne. Polska rozpoczyna nowy okres polityczny</h2><p><strong>25 października 2015 roku odbyły się wybory do Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej</strong>, które przyniosły zwycięstwo <strong>Prawa i Sprawiedliwości</strong>.</p><p>Ugrupowanie zdobyło <strong>37,58 proc. głosów</strong> w wyborach do Sejmu i uzyskało <strong>235 mandatów</strong>, co pozwoliło mu samodzielnie utworzyć rząd. Był to pierwszy taki przypadek po wyborach parlamentarnych przeprowadzanych w Polsce od 1989 roku.</p><p>Druga pod względem liczby głosów była <strong>Platforma Obywatelska</strong>. Do Sejmu weszły również komitety Kukiz’15, Nowoczesnej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Poza parlamentem znalazła się między innymi Zjednoczona Lewica, która nie przekroczyła progu przewidzianego dla koalicji wyborczych.</p><p>Wynik głosowania rozpoczął okres znaczących zmian politycznych i instytucjonalnych. Kolejne lata przyniosły spory dotyczące reform wymiaru sprawiedliwości, relacji Polski z instytucjami Unii Europejskiej, polityki społecznej i sposobu sprawowania władzy.</p><p><strong>Wybory 25 października 2015 roku</strong> pozostają ważnym punktem odniesienia w analizach współczesnej polskiej polityki. Ich znaczenie wykracza daleko poza sam rezultat wyborczy.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Urodzili się tego dnia</u></strong></span></h3><h3>Johann Strauss II (1825–1899). Człowiek, który sprawił, że Wiedeń zaczął tańczyć</h3><p><strong>25 października 1825 roku urodził się Johann Strauss II</strong>, austriacki kompozytor nazywany królem walca. Jego twórczość nadała muzyce tanecznej niezwykłą popularność i artystyczną rangę. Do najsłynniejszych kompozycji Straussa należą walce <strong>„Nad pięknym modrym Dunajem”</strong> i <strong>„Opowieści Lasku Wiedeńskiego”</strong> oraz operetka <strong>„Zemsta nietoperza”</strong>. W jego muzyce można usłyszeć atmosferę XIX-wiecznego Wiednia – eleganckiego, pełnego balów, ale również miasta przeżywającego głębokie przemiany społeczne.&nbsp;</p><h3>Georges Bizet (1838–1875). Autor „Carmen”, który nie doczekał jej światowego triumfu</h3><p><strong>25 października 1838 roku urodził się Georges Bizet</strong>, francuski kompozytor, którego nazwisko na zawsze związało się z operą <strong>„Carmen”</strong>. Dzieło opowiadające o namiętności, zazdrości i tragicznych konsekwencjach obsesji początkowo spotkało się z chłodnym przyjęciem części publiczności. Bizet zmarł kilka miesięcy po premierze, nie doczekawszy późniejszego międzynarodowego sukcesu opery. Dzisiaj „Carmen” należy do najczęściej wystawianych dzieł operowych świata.</p><h3>Pablo Picasso (1881–1973). Malarz, który rozbił świat na geometryczne formy</h3><p><strong>25 października 1881 roku w Maladze urodził się Pablo Picasso</strong>, jeden z najwybitniejszych artystów XX wieku. Wspólnie z Georges’em Braque’em współtworzył kubizm, zmieniając sposób przedstawiania przestrzeni i przedmiotów. Jego <strong>„Guernica”</strong>, namalowana w 1937 roku, stała się jednym z najsłynniejszych artystycznych protestów przeciwko okrucieństwu wojny. Picasso pozostawił ogromny dorobek, obejmujący malarstwo, rysunek, grafikę, ceramikę i rzeźbę.</p><h3>Jon Anderson (1944). Głos, bez którego rock progresywny brzmiałby inaczej</h3><p><strong>25 października 1944 roku urodził się Jon Anderson</strong>, brytyjski wokalista i współtwórca grupy <strong>Yes</strong>. Jego charakterystyczny, wysoki głos stał się jednym ze znaków rozpoznawczych rocka progresywnego. Anderson współtworzył takie nagrania jak <strong>„Roundabout”</strong>, <strong>„Close to the Edge”</strong> czy <strong>„Awaken”</strong>. Jego działalność pokazuje, że rock może być przestrzenią dla niezwykle rozbudowanych kompozycji, muzycznych eksperymentów i poetyckiej wyobraźni.</p><h3>Katy Perry (1984). Popowa gwiazda epoki wielkich przebojów</h3><p><strong>25 października 1984 roku urodziła się Katy Perry</strong>, amerykańska wokalistka, która osiągnęła ogromny sukces dzięki takim przebojom jak <strong>„I Kissed a Girl”</strong>, <strong>„Firework”</strong>, <strong>„Roar”</strong> i <strong>„California Gurls”</strong>. Jej album <strong>„Teenage Dream”</strong> stał się jednym z symboli popu początku drugiej dekady XXI wieku. Perry należy do artystek, które znakomicie wykorzystały znaczenie teledysku, rozpoznawalnego wizerunku oraz widowiskowych koncertów w budowaniu globalnej kariery.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Odeszli tego dnia</u></strong></span></h3><h3>Abebe Bikila (1932–1973). Olimpijczyk, który przeszedł do historii maratonu</h3><p><strong>25 października 1973 roku zmarł Abebe Bikila</strong>, etiopski biegacz, dwukrotny mistrz olimpijski w maratonie. W 1960 roku wygrał igrzyska w Rzymie, biegnąc boso, a cztery lata później obronił tytuł w Tokio. Stał się jednym z najważniejszych symboli sukcesów afrykańskich lekkoatletów na światowych arenach. Jego życie zostało dramatycznie zmienione przez wypadek samochodowy, po którym poruszał się na wózku.</p><h3>Richard Harris (1930–2002). Ostatnia rola wielkiego aktora</h3><p><strong>25 października 2002 roku zmarł Richard Harris</strong>, irlandzki aktor, którego kariera obejmowała zarówno wielkie dramaty filmowe, jak i kino popularne. Wystąpił między innymi w <strong>„Sportowym życiu”</strong>, <strong>„Człowieku zwanym Koniem”</strong> oraz <strong>„Gladiatorze”</strong>. Dla młodszych widzów pozostał przede wszystkim pierwszym odtwórcą roli <strong>Albusa Dumbledore’a</strong> w filmowej serii o Harrym Potterze. Jego śmierć nastąpiła przed rozpoczęciem zdjęć do trzeciej części cyklu.</p><h3>Phil Lesh (1940–2024). Basista, który uczynił improwizację sztuką wspólnoty</h3><p><strong>25 października 2024 roku zmarł Phil Lesh</strong>, współzałożyciel i basista zespołu <strong>Grateful Dead</strong>. Muzyk wywodził się z tradycji klasycznej i jazzowej, dlatego traktował gitarę basową inaczej niż wielu rockowych instrumentalistów. Jego partie nie ograniczały się do podtrzymywania rytmu, lecz stawały się samodzielnymi liniami melodycznymi. Lesh współtworzył niepowtarzalne brzmienie grupy, która uczyniła wielogodzinne koncertowe improwizacje istotą swojej artystycznej tożsamości.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w muzyce</u></strong></span></h3><h3>62 lata temu (1964). The Rolling Stones podbijają amerykańską telewizję</h3><p><strong>25 października 1964 roku The Rolling Stones po raz pierwszy wystąpili w popularnym amerykańskim programie „The Ed Sullivan Show”.</strong> Dla brytyjskich muzyków była to niezwykle ważna okazja do dotarcia do masowej publiczności w Stanach Zjednoczonych.</p><p>Kilka miesięcy wcześniej podobny sukces odnieśli The Beatles. Stonesi postawili jednak na odmienny wizerunek. Zamiast starannie uporządkowanego popu prezentowali muzykę mocniej zakorzenioną w bluesie i rhythm and bluesie, a ich sceniczne zachowanie wydawało się bardziej prowokacyjne.</p><p>Podczas programu wykonali między innymi <strong>„Around and Around”</strong> Chucka Berry’ego oraz <strong>„Time Is on My Side”</strong>. Publiczność reagowała tak żywiołowo, że prowadzący miał trudności z kontynuowaniem zapowiedzi.</p><p>Występ pomógł zespołowi zdobyć kolejne rzesze amerykańskich fanów. Stał się jednym z etapów przemiany <strong>The Rolling Stones</strong> w światową rockową potęgę.</p><p>Dzisiaj trudno wyobrazić sobie historię muzyki bez charakterystycznej scenicznej osobowości <strong>Micka Jaggera</strong> i gitarowego brzmienia zespołu. W 1964 roku ich przyszłość nie była jednak jeszcze przesądzona. Właśnie tego rodzaju występy budowały legendę grupy.</p><h3>46 lat temu (1980). Barbra Streisand na szczycie brytyjskiej listy przebojów</h3><p><strong>25 października 1980 roku „Woman in Love” Barbry Streisand zajęło pierwsze miejsce brytyjskiej listy singli.</strong></p><p>Piosenka, napisana przez <strong>Barry’ego i Robina Gibbów</strong>, stała się jednym z największych sukcesów artystki. Łączyła charakterystyczną dla Streisand interpretacyjną ekspresję z melodyjnością kojarzoną z twórczością Bee Gees.</p><p>Utwór znalazł się na albumie <strong>„Guilty”</strong>, przy którego powstawaniu Barry Gibb odegrał bardzo ważną rolę. Współpraca pokazała, że pozornie odmienne muzyczne światy mogą stworzyć wyjątkowo udaną całość.</p><p>Streisand była już wtedy uznaną aktorką i wokalistką. „Woman in Love” pozwoliło jej jednak dotrzeć także do publiczności zainteresowanej współczesnym popem.</p><p>To jedna z tych piosenek, których popularność nie opiera się wyłącznie na modzie konkretnej epoki. Jej siła tkwi w kompozycji, interpretacji i emocjonalnej prostocie</p><h3>16 lat temu (2010). Taylor Swift wydaje „Speak Now”. Młoda artystka bierze odpowiedzialność za własne słowa</h3><p><strong>25 października 2010 roku ukazał się album „Speak Now” Taylor Swift</strong>, trzecia płyta studyjna amerykańskiej wokalistki.</p><p>Artystka miała już na koncie sukcesy, lecz wciąż była kojarzona przede wszystkim z muzyką country. Nowe wydawnictwo stało się ważnym etapem jej twórczego rozwoju. Swift samodzielnie napisała wszystkie utwory, budując album wokół osobistych doświadczeń, relacji i emocji.</p><p>Wśród najważniejszych kompozycji znalazły się <strong>„Mine”</strong>, <strong>„Back to December”</strong>, <strong>„Mean”</strong>, <strong>„Enchanted”</strong> oraz <strong>„Long Live”</strong>.</p><p>Muzycznie „Speak Now” wykraczało poza tradycyjne country. Pojawiały się rockowe gitary, bardziej rozbudowane aranżacje i wyraźne zainteresowanie popową melodyjnością. Jednocześnie teksty zachowywały charakterystyczną dla Swift skłonność do opowiadania konkretnych historii.</p><p><strong>„Back to December”</strong> wyróżniało się jako piosenka o przyjęciu odpowiedzialności za własne błędy. „Mean” było odpowiedzią na doświadczenie krytyki, natomiast „Long Live” brzmiało jak hymn poświęcony wspólnocie ludzi przeżywających razem ważny moment.</p><p>Album okazał się sukcesem komercyjnym i artystycznym. W kolejnych latach Swift coraz śmielej kierowała się ku muzyce pop, a „Speak Now” zaczęto postrzegać jako jeden z pomostów pomiędzy jej wczesną i późniejszą twórczością.</p><p>W 2023 roku wokalistka wydała ponownie nagraną wersję albumu, <strong>„Speak Now (Taylor’s Version)”</strong>. Projekt stanowił część jej działań związanych z odzyskiwaniem kontroli nad własnym katalogiem muzycznym.</p><p>Szesnaście lat po premierze oryginalna płyta pozostaje ważnym świadectwem momentu, w którym młoda artystka zaczynała świadomie kształtować własną tożsamość twórczą.</p><h3>7 lat temu (2019). Kanye West wydaje „Jesus Is King”. Hip-hop spotyka muzykę gospel</h3><p><strong>25 października 2019 roku ukazał się album „Jesus Is King” Kanye Westa</strong>, obecnie występującego również pod pseudonimem Ye.</p><p>Wydawnictwo stanowiło wyraźną zmianę w stosunku do wcześniejszej twórczości artysty. Dominowały na nim odniesienia religijne, inspiracje muzyką gospel oraz tematy związane z duchową przemianą.</p><p>Na płycie znalazły się między innymi <strong>„Follow God”</strong>, <strong>„Closed on Sunday”</strong> i <strong>„Use This Gospel”</strong>.</p><p>West od lat należał do najbardziej wpływowych producentów hip-hopowych. Jego wcześniejsze albumy wielokrotnie przesuwały granice gatunku, wykorzystując nietypowe sample, elektroniczne brzmienia i rozbudowane kompozycje.</p><p>„Jesus Is King” zostało przyjęte niejednoznacznie. Część słuchaczy doceniła odwagę artystycznej zmiany i wykorzystanie tradycji gospel. Inni wskazywali na nierówny poziom materiału oraz niedostateczne rozwinięcie niektórych pomysłów.</p><p>Niezależnie od ocen płyta była jednym z najgłośniejszych przykładów współczesnego połączenia hip-hopu i muzyki religijnej.</p><h3>2 lata temu (2024). Pixies wydają „The Night the Zombies Came”. Alternatywny rock wciąż potrafi zaskakiwać</h3><p><strong>25 października 2024 roku ukazał się album „The Night the Zombies Came” amerykańskiego zespołu Pixies.</strong></p><p>Grupa należy do najważniejszych przedstawicieli rocka alternatywnego. Jej muzyka z przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych wywarła ogromny wpływ na późniejsze pokolenia gitarowych zespołów, w tym na artystów związanych ze sceną grunge.</p><p>Nowy album pokazał Pixies w nieco odmienionej konfiguracji. Do zespołu dołączyła basistka <strong>Emma Richardson</strong>, znana wcześniej z Band of Skulls. Nad produkcją ponownie pracował <strong>Tom Dalgety</strong>.</p><p>Muzycznie płyta łączyła surowe, punkowe kompozycje z bardziej melodyjnymi, chwilami niemal westernowymi balladami. Wśród utworów znalazły się <strong>„You’re So Impatient”</strong>, <strong>„Chicken”</strong>, <strong>„Oyster Beds”</strong>, <strong>„Primrose”</strong> i <strong>„Jane (The Night the Zombies Came)”</strong>.</p><p><strong>Black Francis</strong> nie próbował odtwarzać jeden do jednego brzmienia klasycznych albumów grupy. Zamiast tego wykorzystał charakterystyczne elementy stylu Pixies: nagłe zmiany dynamiki, nietypowe historie, ostre gitary i melodie, które potrafią pojawić się w najmniej oczekiwanym momencie.</p><p>„The Night the Zombies Came” nie było próbą stworzenia drugiego „Doolittle”. Stanowiło raczej dowód, że zespół z tak długą historią może nadal poszukiwać nowych pomysłów, nie wyrzekając się własnej tożsamości.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w sporcie</u></strong></span></h3><h3>40 lat temu (1986). Jeden błąd zmienia historię World Series</h3><p><strong>25 października 1986 roku w szóstym meczu finału amerykańskiej ligi baseballowej MLB doszło do jednego z najbardziej pamiętnych zwrotów akcji w historii sportu.</strong></p><p><strong>Boston Red Sox</strong> byli bardzo blisko zdobycia mistrzostwa, na które czekali od 1918 roku. W dodatkowej, dziesiątej zmianie prowadzili z <strong>New York Mets</strong> 5:3 i potrzebowali już tylko ostatnich skutecznych zagrań.</p><p>Nowojorczycy zaczęli jednak odrabiać straty. Doprowadzili do remisu, a następnie nastąpił moment, który przeszedł do sportowej legendy.</p><p>Piłka odbita przez <strong>Mookiego Wilsona</strong> przeleciała między nogami pierwszobazowego Bostonu, <strong>Billa Bucknera</strong>. Błąd pozwolił zawodnikowi Mets zdobyć decydujący punkt. Nowy Jork wygrał <strong>6:5</strong>, a następnie zwyciężył również w siódmym spotkaniu finałowym.</p><p>Przez wiele lat Buckner był niesprawiedliwie przedstawiany jako jedyny winowajca porażki. Tymczasem do utraty przewagi doprowadziła cała seria wcześniejszych błędów drużyny.</p><p>Ta historia przypomina, jak łatwo sportowa pamięć sprowadza skomplikowane wydarzenie do jednego obrazu. I jak wielką cenę może zapłacić człowiek za pomyłkę popełnioną na oczach milionów widzów.</p><h3>11 lat temu (2015). Lewis Hamilton zdobywa trzeci tytuł mistrza świata Formuły 1</h3><p><strong>25 października 2015 roku Lewis Hamilton wygrał Grand Prix Stanów Zjednoczonych w Austin</strong>, zapewniając sobie trzeci tytuł mistrza świata Formuły 1.</p><p>Brytyjczyk reprezentujący zespół Mercedes należał wówczas do zdecydowanej czołówki światowych kierowców. Zwycięstwo w Stanach Zjednoczonych potwierdziło jego przewagę w sezonie i pozwoliło rozstrzygnąć walkę o mistrzostwo przed ostatnimi wyścigami.</p><p>Hamilton miał już na koncie tytuły z 2008 i 2014 roku. Trzeci sukces umocnił jego pozycję w historii dyscypliny.</p><p>W kolejnych latach Brytyjczyk zdobywał następne mistrzostwa, a jego rywalizacja z najlepszymi kierowcami epoki stała się jednym z głównych tematów współczesnej Formuły</p><h3>6 lat temu (2020). Hamilton bije rekord Schumachera. Dziewięćdziesiąte drugie zwycięstwo</h3><p><strong>25 października 2020 roku Lewis Hamilton wygrał Grand Prix Portugalii na torze Portimão</strong>, odnosząc <strong>92. zwycięstwo w karierze Formuły 1</strong>.</p><p>Tym samym pobił rekord <strong>Michaela Schumachera</strong>, który zakończył karierę z 91 wygranymi wyścigami.</p><p>Hamilton startował z pole position, ale początek wyścigu nie przebiegał dla niego idealnie. Miał problemy z osiągnięciem odpowiedniej temperatury opon i przez pewien czas stracił prowadzenie.</p><p>Później odzyskał jednak kontrolę nad rywalizacją. Minął linię mety z przewagą ponad 25 sekund nad kolegą z zespołu, <strong>Valtterim Bottasem</strong>.</p><p>Rekord był symbolem niezwykłej regularności i długowieczności sportowej Hamiltona. Pokazał także znaczenie współpracy kierowcy z zespołem, którego rozwój techniczny przez wiele lat pozwalał walczyć o najwyższe cele.</p><p><strong>92. zwycięstwo Hamiltona</strong> nie było ostatnim w jego karierze, ale to właśnie tego dnia przekroczył granicę, która przez lata wydawała się niemal nieosiągalna.&nbsp;</p><h3><strong>Sport dziś. Tomaszów kończy mistrzostwa Polski, a wieczorem wielkie El Clásico</strong></h3><p><strong>Niedziela, 25 października 2026 roku, jest ostatnim dniem Mistrzostw Polski na Dystansach w łyżwiarstwie szybkim</strong>, rozgrywanych w <strong>Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>Rywalizacja rozpocznie się zgodnie z programem o godzinie <strong>10.00</strong>. Zaplanowano <strong>bieg na 5000 metrów kobiet</strong>, <strong>10 000 metrów mężczyzn</strong> oraz <strong>sprinty drużynowe kobiet i mężczyzn</strong>. Organizator zastrzega możliwość korekt godzin w zależności od liczby zgłoszonych zawodników.</p><p>Dzisiaj na parkiecie pojawią się również siatkarze <strong>Lechii Tomaszów Mazowiecki</strong>, którzy podejmą <strong>Spartę Grodzisk Mazowiecki</strong> w ramach TAURON 1. Ligi. Oficjalny terminarz Sparty wskazuje godzinę <strong>18.00</strong>, choć część zewnętrznych serwisów meczowych podaje 17.00. Warto więc przed wyjściem do hali sprawdzić najnowszy komunikat organizatora</p><p>Wieczorem uwagę kibiców piłki nożnej przyciągnie natomiast <strong>El Clásico</strong>, czyli spotkanie <strong>FC Barcelony z Realem Madryt</strong>. Początek zaplanowano na <strong>21.00 czasu polskiego</strong>, a mecz odbędzie się na stadionie Spotify Camp Nou. Datę i godzinę potwierdził Real Madryt w oficjalnym komunikacie</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tomaszów Mazowiecki – lokalny ślad historii</u></strong></span></h3><h3>113 lat temu (1913). Za 25 tysięcy rubli rozbudowano tomaszowską remizę. Historia ukryta przy ulicy P.O.W.</h3><p><strong>25 października 1913 roku zakończono rozbudowę budynku Tomaszowskiej Ochotniczej Straży Ogniowej przy ówczesnej ulicy Pałacowej, dzisiejszej ulicy Polskiej Organizacji Wojskowej 5.</strong> To jedna z tych lokalnych rocznic, które trudno znaleźć w popularnych internetowych kalendariach. Jej dokładną datę potwierdza jednak opracowanie historyczne opublikowane przez <strong>Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>W pracy <strong>Mariana Fronczkowskiego</strong> poświęconej zabudowie ulicy P.O.W. znajdujemy informację, że rozbudowa kosztowała <strong>25 tysięcy rubli</strong>. Była to znacząca kwota w realiach miasta należącego wówczas do Imperium Rosyjskiego.</p><p>Pierwotny budynek remizy powstał w <strong>1890 roku</strong>, według projektu inżyniera architekta <strong>Antoniego Tarnowskiego</strong>. Był murowany z cegły, parterowy, z poddaszem i dwuspadowym dachem.</p><p>Rozbudowa zakończona 25 października 1913 roku polegała na nadbudowaniu piętra. Na parterze urządzono garaże oraz magazyny sprzętu gaśniczego. Na piętrze znalazły się przestronna świetlica i sala posiedzeń.</p><p>Nowy układ budynku odpowiadał nie tylko potrzebom technicznym straży. Pokazywał również, że organizacja strażacka była ważnym elementem życia społecznego Tomaszowa Mazowieckiego.</p><h3>Tomaszów przemysłowy potrzebował ludzi, którzy potrafili walczyć z ogniem</h3><p>W XIX wieku Tomaszów Mazowiecki rozwijał się jako miasto przemysłowe. Powstawały zakłady włókiennicze, magazyny, warsztaty i kolejne domy mieszkalne. Rozwój gospodarczy oznaczał jednak również wzrost zagrożeń pożarowych.</p><p>W mieście, w którym wiele budynków wznoszono z drewna, a przemysł wykorzystywał łatwopalne materiały, ogień mógł w krótkim czasie zniszczyć dorobek całych rodzin. Pożary stanowiły zagrożenie nie tylko dla pojedynczych nieruchomości, ale także dla funkcjonowania fabryk i miejsc pracy.</p><p>Początki zorganizowanych działań przeciwpożarowych w Tomaszowie sięgają znacznie wcześniejszych lat. Już w <strong>1839 roku</strong> urządzono pierwszy skład sprzętu gaśniczego, a w 1845 roku w magistracie istniał plan postępowania na wypadek pożarów.</p><p><strong>Tomaszowskie Towarzystwo Pożarowe</strong> powstało w <strong>1877 roku</strong> dzięki staraniom władz miasta, przemysłowców i mieszkańców. Pierwszym komendantem został miejscowy fabrykant <strong>Maurycy Piesch</strong>.</p><p>Straż była więc od początku instytucją zakorzenioną w lokalnej społeczności. Łączyła interesy przedsiębiorców, potrzebę ochrony mieszkańców i obywatelskie zaangażowanie ludzi gotowych do niesienia pomocy</p><h3>Nie tylko pożary. Tomaszowscy strażacy ratowali także podczas powodzi</h3><p>Z opracowania muzealnego wynika, że w latach <strong>1877–1918 tomaszowska straż ogniowa uczestniczyła w 289 akcjach gaśniczo-ratowniczych</strong>.</p><p>Nie wszystkie dotyczyły pożarów. Strażacy wielokrotnie podejmowali również działania podczas powodzi wywoływanych przez <strong>wylewy Wolbórki</strong>.</p><p>To szczegół szczególnie ważny dla współczesnych mieszkańców Tomaszowa. Pokazuje, że lokalne bezpieczeństwo od dawna nie ograniczało się do walki z ogniem. Obejmowało również zagrożenia związane z wodą i infrastrukturą miejską.</p><p>Dzisiaj takie zadania wykonują wyspecjalizowane jednostki Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczych Straży Pożarnych, korzystające z nowoczesnych pojazdów i sprzętu ratowniczego.</p><p>W 1913 roku technologia była zupełnie inna, ale podstawowa idea pozostawała taka sama: <strong>gdy zagrożone jest ludzkie życie, ktoś musi przyjść z pomocą</strong>.</p><h3>Budynek, który pamięta również niemiecką okupację</h3><p>Losy remizy przy dzisiejszej ulicy P.O.W. nie zakończyły się wraz z rozbudową w 1913 roku. W kolejnych dziesięcioleciach budynek przechodził następne modernizacje.</p><p>W latach <strong>1932–1933 dobudowano zachodnie skrzydło</strong>, nadając gmachowi bardziej rozbudowaną formę architektoniczną. Na piętrze urządzono również mieszkania przeznaczone dla strażaków.</p><p>Najtragiczniejszy rozdział historii obiektu przypadł na okres II wojny światowej. <strong>W latach 1940–1945 część garaży i pomieszczeń piętra zajmowała niemiecka żandarmeria.</strong> W budynku funkcjonował także areszt przejściowy.</p><p>To sprawia, że dawna remiza jest miejscem o znacznie bardziej złożonej historii, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Przypomina zarówno o obywatelskiej służbie i ratowaniu ludzkiego życia, jak i o przemocy niemieckiego aparatu okupacyjnego.</p><p>Po wojnie obiekt ponownie służył strażakom. <strong>Tomaszowska jednostka zawodowej straży pożarnej miała tam siedzibę do 2003 roku</strong>. Budynek pozostaje więc jednym z ważnych materialnych świadectw dziejów bezpieczeństwa publicznego w mieście. <a href="https://www.muzeumtomaszow.pl/wp-content/uploads/2022/04/06-P.O.W..pdf">Muzeum w Tomaszowie</a></p><h3>25 października 1913 roku. Dlaczego ta rocznica jest ważna?</h3><p>Rocznica zakończenia rozbudowy remizy nie należy do wydarzeń, które zmieniły bieg europejskiej historii. Nie towarzyszyły jej wielkie bitwy ani przemówienia słyszane na całym kontynencie.</p><p>Ma jednak inne znaczenie.</p><p>Przypomina, że rozwój miasta dokonuje się również przez decyzje dotyczące codziennego bezpieczeństwa. Przez budowę remizy, zakup sprzętu, stworzenie miejsca szkolenia i zapewnienie ludziom warunków do służby.</p><p>W 1913 roku Tomaszów znajdował się jeszcze pod zaborem rosyjskim. Mimo to mieszkańcy rozwijali własne instytucje, których znaczenie wykraczało poza doraźne potrzeby.</p><p>Dzisiejsza rocznica jest również dobrym pretekstem, aby przypomnieć nazwiska ludzi związanych z historią tomaszowskiego pożarnictwa i spojrzeć na znany budynek z zupełnie innej perspektywy.</p><p><strong>Historia Tomaszowa Mazowieckiego</strong> nie składa się wyłącznie z dziejów fabryk, kolei i wielkich rodów przemysłowych. Tworzą ją także strażacy, ratownicy i społecznicy, których praca pozwalała miastu bezpiecznie funkcjonować.</p><p>Właśnie dlatego <strong>25 października 1913 roku</strong> zasługuje na miejsce w lokalnym kalendarium historycznym.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Wyższy podatek od nieruchomości, sprzedaż gruntów przy S8 i zmiany w budżecie. Co zdecydują radni Tomaszowa?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57229,wyzszy-podatek-od-nieruchomosci-sprzedaz-gruntow-przy-s8-i-zmiany-w-budzecie-co-zdecyduja-radni-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57229,wyzszy-podatek-od-nieruchomosci-sprzedaz-gruntow-przy-s8-i-zmiany-w-budzecie-co-zdecyduja-radni-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 20:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wyzszy-podatek-od-nieruchomosci-sprzedaz-gruntow-przy-s8-i-zmiany-w-budzecie-co-zdecyduja-radni-to-1792912944.png</url>
                        <title>Wyższy podatek od nieruchomości, sprzedaż gruntów przy S8 i zmiany w budżecie. Co zdecydują radni Tomaszowa?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57229,wyzszy-podatek-od-nieruchomosci-sprzedaz-gruntow-przy-s8-i-zmiany-w-budzecie-co-zdecyduja-radni-tomaszowa</link>
                    </image><description>Podatki od nieruchomości, sprzedaż czterech kompleksów miejskich gruntów przy trasie S8, zmiany w budżecie, zasady wykupu mieszkań komunalnych, a także skargi na prezydenta miasta i dyrektora MOPS. Czwartkowa sesja Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego zapowiada się jako jedno z ważniejszych jesiennych posiedzeń samorządu. Na stole znajdą się decyzje, których konsekwencje mieszkańcy mogą odczuć nie tylko w przyszłorocznych rachunkach, ale również w sposobie gospodarowania miejskim majątkiem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W czwartek, 29 października 2026 roku, o godzinie 11.00, w Urzędzie Miasta przy ul. P.O.W. 10/16 rozpocznie się XL sesja Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego. W opublikowanym porządku znalazły się 23 punkty, w tym 13 projektów uchwał. Radni mają zająć się finansami miasta, nieruchomościami, komunikacją i sprawami społecznymi.</p><p>To będzie sesja, podczas której pozornie techniczne zapisy uchwał mogą mieć całkiem wymierne skutki. Bo za sformułowaniami o stawkach, zwolnieniach i gospodarowaniu mieniem kryją się pytania o koszty życia, przyszłość miejskich terenów i sposób wydawania publicznych pieniędzy.</p><h2>Podatki od nieruchomości. Ile zapłacą mieszkańcy w 2027 roku?</h2><p>Jednym z najważniejszych punktów będzie uchwała określająca wysokość stawek podatku od nieruchomości. Dla właścicieli domów, mieszkań, gruntów i przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą to jedna z tych decyzji, które potrafią przełożyć się bezpośrednio na domowy lub firmowy budżet.</p><p>Warto pamiętać, że ustawowe stawki maksymalne nie oznaczają automatycznie konieczności stosowania ich przez samorząd. Zgodnie z art. 5 ustawy o podatkach i opłatach lokalnych to rada gminy określa wysokość stawek w granicach wyznaczonych przepisami.</p><p>Podstawowe pytanie brzmi zatem: czy miasto zamierza zwiększyć podatki i o ile w porównaniu z obecnie obowiązującymi stawkami?</p><p>Radni rozpatrzą również osobny projekt dotyczący zwolnień z podatku od nieruchomości budynków mieszkalnych lub ich części podłączonych do instalacji fotowoltaicznych. To propozycja, która może zainteresować właścicieli nieruchomości inwestujących w odnawialne źródła energii. Kluczowe będą jednak szczegółowe warunki przyznawania ulg i ich wpływ na dochody miasta.</p><h2>Cztery kompleksy gruntów przy S8. Co miasto zamierza sprzedać?</h2><p>Drugim mocnym tematem będzie gospodarowanie miejskimi nieruchomościami. W porządku obrad znalazły się aż cztery odrębne projekty uchwał dotyczące zgody na sprzedaż gruntów położonych przy trasie ekspresowej S8.</p><p>Nie jest to pojedyncza nieruchomość, lecz cztery kompleksy, dla których przygotowano osobne projekty. Lokalizacja przy jednym z najważniejszych szlaków komunikacyjnych regionu może stanowić istotny atut gospodarczy.</p><p>Sprzedaż gruntów może oznaczać wpływy do miejskiej kasy, a w przyszłości także nowe inwestycje i miejsca pracy. Może jednak również oznaczać trwałą utratę kontroli nad częścią majątku komunalnego.</p><p>Dlatego przed głosowaniem warto poznać powierzchnię poszczególnych kompleksów, ich przeznaczenie planistyczne, szacunkową wartość oraz argumenty przemawiające za sprzedażą właśnie teraz.</p><p>Czy Tomaszów wykorzystuje potencjał gruntów przy S8, czy jedynie wyprzedaje nieruchomości, które za kilka lat mogłyby być znacznie cenniejsze? Tak postawione pytanie zasługuje na konkretną odpowiedź, popartą wycenami i analizą gospodarczą, a nie politycznymi deklaracjami.</p><h2>Budżet miasta. Ponad 41 milionów złotych planowanego deficytu</h2><p>Kolejna zmiana budżetu może wyglądać na niewielką korektę księgową. Projekt przewiduje zwiększenie dochodów o 63 053,87 zł i wydatków o 66 674,46 zł. Jednak w załącznikach znajdują się przesunięcia dotyczące konkretnych inwestycji i zadań społecznych.</p><p>Planowany deficyt miasta</p><p>41,32 mln zł</p><p>Kredyty na pokrycie deficytu</p><p>34,98 mln zł</p><p>Kwoty wynikające z projektu uchwały budżetowej na październikową sesję.</p><p>Szczególną uwagę zwraca propozycja zmniejszenia o 300 tys. zł planu wydatków na przebudowę ulicy Żwirowej. Jednocześnie o 115 tys. zł zwiększyć się ma plan finansowy zadania „EkoFrajda – plac zabaw z misją”, realizowanego w ramach Tomaszowskiego Budżetu Obywatelskiego. Po zmianie jego wartość wyniesie 515 tys. zł.</p><p>W projekcie zapisano także 80 tys. zł na modernizację kanalizacji deszczowej i zagospodarowanie podwórka przy placu Kościuszki 25 oraz dodatkowe 61 tys. zł na prace przy budynkach gospodarczych na ul. Piłsudskiego 1/3.</p><p>Jeszcze bardziej interesująco wyglądają przesunięcia w wydatkach społecznych. Plan wydatków na domy pomocy społecznej ma wzrosnąć o 200 tys. zł, na dodatki mieszkaniowe o 44 tys. zł, a na zasiłki okresowe i celowe o 30 tys. zł. Równocześnie projekt zakłada zmniejszenie planu na rodziny zastępcze o 200 tys. zł i na pomoc w zakresie dożywiania o 80 tys. zł.</p><p>Nie oznacza to automatycznie ograniczenia świadczeń. Może być rezultatem dostosowania planu do faktycznego zapotrzebowania. Tym bardziej jednak warto oczekiwać od władz miasta wyjaśnienia przyczyn tych przesunięć.</p><h2>Mieszkania komunalne. Zmiana ważna dla przesiedlonych lokatorów</h2><p>Znaczenie społeczne ma projekt zmieniający zasady sprzedaży mieszkań komunalnych w trybie bezprzetargowym.</p><p>Proponowana uchwała dotyczy osób, które musiały opuścić wcześniejsze mieszkania z przyczyn od siebie niezależnych. Dotychczasowe przepisy umożliwiały zaliczenie wcześniejszego okresu najmu w przypadku przesiedlenia z powodu rozbiórki budynku albo miejskiej inwestycji. Teraz katalog ten ma zostać rozszerzony również o przypadki, kiedy przyczyną przeprowadzki był zły stan techniczny budynku.</p><p>To ważna zmiana dla mieszkańców, którzy przez wiele lat wynajmowali lokal komunalny, ale zostali przeniesieni do innego mieszkania. Zachowanie ciągłości okresu najmu może mieć znaczenie przy ustalaniu warunków wykupu lokalu.</p><p>Projekt odwołuje się do przepisów ustawy o gospodarce nieruchomościami, a jego uzasadnienie wskazuje na potrzebę równego traktowania najemców</p><h2>Skarga na prezydenta i skarga na dyrektora MOPS</h2><p>Podczas czwartkowych obrad radni rozpatrzą również dwie skargi. Pierwsza dotyczy działalności prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego, druga – dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.</p><p>Samo umieszczenie skargi w porządku obrad nie przesądza o zasadności zarzutów. Zgodnie z art. 229 pkt 3 Kodeksu postępowania administracyjnego rada gminy jest co do zasady organem właściwym do rozpatrywania skarg na działalność wójta, burmistrza lub prezydenta miasta oraz kierowników gminnych jednostek organizacyjnych, z przewidzianymi w ustawie wyjątkami.</p><p>W tym przypadku istotne będzie, jakie zarzuty zostały przedstawione, jak oceniono je w postępowaniu wyjaśniającym i czy radni otrzymali wystarczające podstawy do podjęcia decyzji.</p><p>Obie sprawy mogą stać się okazją do szerszej dyskusji o odpowiedzialności organów wykonawczych i przejrzystości działania miejskich instytucji.</p><h2>Komunikacja, sport i oświadczenia majątkowe</h2><p>W porządku znalazła się również zmiana uchwały dotyczącej dofinansowania Kolejowej Komunikacji Autobusowej, uruchamianej przez Łódzką Kolej Aglomeracyjną na zlecenie samorządu województwa łódzkiego. Radni zdecydują także o zmianach zasad przyznawania dotacji i stypendiów sportowych oraz innych form wspierania tomaszowskiego sportu.</p><p>Przewidziano ponadto informacje dotyczące oświadczeń majątkowych radnych oraz osób zobowiązanych do ich składania, a także sprawozdanie Komisji Rewizyjnej z działalności w pierwszym półroczu roku.</p><p>Nie zabraknie informacji o działalności prezydenta miasta pomiędzy sesjami oraz realizacji wcześniejszych uchwał.</p><h2>Czwartkowa sesja pokaże, jakie priorytety ma Tomaszów</h2><p>Samorządowa polityka nie zawsze rozgrywa się w spektakularnych sporach. Niekiedy jej najważniejszy sens ukrywa się w tabeli budżetowej, stawce podatku albo numerze działki przeznaczonej do sprzedaży.</p><p>Październikowa sesja Rady Miejskiej będzie właśnie takim sprawdzianem. Z jednej strony pojawiają się propozycje dotyczące podatków i pozyskiwania pieniędzy ze sprzedaży miejskiego majątku. Z drugiej – wydatki na pomoc społeczną, inwestycje, transport i infrastrukturę.</p><p>Miasto potrzebuje dochodów, ale mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego mają płacić określone podatki, co otrzymują w zamian i jaki majątek samorząd zamierza pozostawić następnym pokoleniom.</p><p>Bo pytanie o przyszłość Tomaszowa nie zaczyna się od tego, czy budżetowe kolumny się zgadzają. Zaczyna się od tego, czy podejmowane decyzje służą mieszkańcom dzisiaj i czy będą im służyć za dziesięć lub dwadzieścia lat.</p><p>XL sesja Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego rozpocznie się w czwartek, 29 października 2026 roku, o godz. 11.00 w Urzędzie Miasta przy ul. P.O.W. 10/16.</p><p>Pełny porządek obrad i projekty uchwał są dostępne w <a href="https://rada.tomaszow-maz.pl/posiedzenie/246?utm_source=chatgpt.com">oficjalnym systemie Rady Miejskiej</a>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Działka przy Jana Pawła II 35 wraca na stół. W środę LIV sesja Rady Powiatu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57228,dzialka-przy-jana-pawla-ii-35-wraca-na-stol-w-srode-liv-sesja-rady-powiatu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57228,dzialka-przy-jana-pawla-ii-35-wraca-na-stol-w-srode-liv-sesja-rady-powiatu</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 19:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzialka-przy-jana-pawla-ii-35-wraca-na-stol-w-srode-liv-sesja-rady-powiatu-1792864821.png</url>
                        <title>Działka przy Jana Pawła II 35 wraca na stół. W środę LIV sesja Rady Powiatu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57228,dzialka-przy-jana-pawla-ii-35-wraca-na-stol-w-srode-liv-sesja-rady-powiatu</link>
                    </image><description>Sprawa działki przy ul. Jana Pawła II 35 powraca do sali obrad, ale w zupełnie nowej odsłonie. We wrześniu radni nie zgodzili się na przekazanie nieruchomości Tomaszowskiemu Centrum Zdrowia w formie aportu. Teraz mają zdecydować o jej bezprzetargowej dzierżawie. W dokumentach sesyjnych pojawia się nazwa NU-MED. To jednak tylko jeden z tematów LIV sesji Rady Powiatu Tomaszowskiego. Będą także zmiany w budżecie i wieloletniej prognozie finansowej, pieniądze z PFRON, transport publiczny oraz skarga na starostę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>LIV sesja Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim została zwołana na <strong>środę, 28 października 2026 roku, na godz. 11.00</strong>. Obrady odbędą się w Starostwie Powiatowym. W opublikowanym porządku znalazło się <strong>20 punktów</strong>, a w systemie eSesja udostępniono obecnie 21 dokumentów.</p><h3>Jana Pawła II 35. Ta historia jeszcze się nie skończyła</h3><p>Najciekawiej zapowiada się punkt dotyczący nieruchomości przy <strong>ul. Jana Pawła II 35 – działki nr 785/22</strong>. Zarząd chce uzyskać zgodę Rady na zawarcie <strong>umowy dzierżawy w trybie bezprzetargowym</strong>. Sam dokument zamieszczony w materiałach sesyjnych nosi nazwę „U.RP zgoda na dzierżawę NU-MED”.</p><p>To miejsce jest już dobrze znane Czytelnikom NaszTomaszow.pl.</p><p>Jeszcze we wrześniu ta sama działka o powierzchni <strong>747 metrów kwadratowych</strong> miała zostać wniesiona aportem do Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Na terenie planowano dwukondygnacyjny obiekt mieszczący pracownię PET-CT oraz aptekę szpitalną.</p><p>22 września Rada Powiatu powiedziała jednak „nie”. Za aportem zagłosowało pięciu radnych, przeciw było dziesięciu, czterech wstrzymało się od głosu. Projekt upadł.</p><p>Teraz historia wykonuje więc interesujący zwrot. Grunt nie ma być już przekazywany TCZ na własność. Na stole pojawia się <strong>dzierżawa</strong> i – sądząc po nazwie dokumentu – ponownie NU-MED.</p><p>To oznacza, że podczas środowej sesji warto będzie usłyszeć odpowiedź na kilka podstawowych pytań: na jaki okres planowana jest dzierżawa, na jakich warunkach finansowych, jaki dokładnie cel inwestycyjny ma zostać zrealizowany oraz jak obecny projekt ma się do wcześniejszej koncepcji budowy PET-CT i apteki szpitalnej.</p><p>Sprawa tym bardziej zasługuje na uwagę, że we wrześniu radna Paulina Socha pytała już oficjalnie o stan prawny i planistyczny działki 785/22, w tym o ewentualną decyzję o warunkach zabudowy.</p><h3>Budżet z autopoprawką i WPF aż do 2043 roku</h3><p>Drugi duży blok środowych obrad to pieniądze.</p><p>Radni mają głosować nad kolejnymi <strong>zmianami w budżecie Powiatu Tomaszowskiego na 2026 rok</strong>. Do pierwotnego projektu została już przygotowana autopoprawka. Analogiczna autopoprawka pojawiła się przy zmianach Wieloletniej Prognozy Finansowej obejmującej lata <strong>2026–2043</strong>.</p><p>W przypadku samorządu te dwa dokumenty bywają mniej widowiskowe niż polityczne spory przy mikrofonach, ale to właśnie w tabelach budżetowych najczęściej widać, które inwestycje przyspieszają, które wymagają dodatkowych pieniędzy i jakie wydatki trzeba przesuwać pod koniec roku.</p><p>Osobnym punktem będzie zmiana podziału środków <strong>Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych</strong> przeznaczonych na rehabilitację zawodową i społeczną. Wiosną Powiatowy Urząd Pracy informował, że tylko na zadania związane z aktywizacją zawodową osób z niepełnosprawnościami przeznaczono w 2026 roku 622 tys. zł.</p><h3>Transport, Kamieńsk i opłaty za odholowane samochody</h3><p>Rada ma również zdecydować o wyrażeniu zgody na zawarcie umowy dotyczącej <strong>publicznego transportu zbiorowego na linii komunikacyjnej funkcjonującej na terenie powiatu</strong>.</p><p>Kolejny projekt określi stawki obowiązujące w 2027 roku za usuwanie pojazdów z dróg, ich przechowywanie na parkingu strzeżonym oraz koszty ponoszone w sytuacji, kiedy rozpoczęta procedura odholowania zostanie przerwana.</p><p>Radni zajmą się także porozumieniem z <strong>Gminą Kamieńsk</strong>. Chodzi o możliwość objęcia mieszkańców tej gminy usługami świadczonymi przez Środowiskowy Dom Samopomocy w Tomaszowie Mazowieckim.</p><h3>Skarga na starostę. Projektu przy sesji na razie brak</h3><p>Politycznych emocji może dostarczyć punkt 13 porządku obrad: <strong>„Rozpatrzenie projektu i podjęcie uchwały w sprawie rozpatrzenia skargi na Starostę Tomaszowskiego”</strong>.</p><p>Co ciekawe, w chwili przygotowywania tej zapowiedzi przy tym punkcie sesji nie opublikowano jeszcze dokumentu.</p><p>Projekt ma natomiast wcześniej trafić pod obrady Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Komisja została zwołana na 27 października i w jej porządku widnieje zarówno skarga na starostę, jak i projekty dotyczące przekazania innych wniosków oraz skarg według właściwości.</p><p>Dopiero po posiedzeniu komisji będzie więc można szerzej ocenić, czego dokładnie dotyczy skarga i jakie stanowisko wobec niej zostanie zaproponowane całej Radzie.</p><h3>Sesja, na której wracają niedokończone historie</h3><p>Środowa sesja nie zapowiada się jak rewolucja. Bardziej przypomina kolejny rozdział kilku historii, które ciągną się już od tygodni.</p><p>Najważniejsza z nich prowadzi ponownie pod adres <strong>Jana Pawła II 35</strong>. We wrześniu był aport do TCZ i projekt PET-CT. W październiku na stole leży bezprzetargowa dzierżawa, a w nazwie dokumentu pojawia się NU-MED.</p><p>Zmieniła się forma prawna. Nie zmieniło się miejsce.</p><p>I właśnie dlatego punkt ten może okazać się znacznie ciekawszy, niż sugeruje chłodny urzędowy tytuł uchwały.</p><p><strong>LIV sesja Rady Powiatu Tomaszowskiego rozpocznie się w środę, 28 października, o godz. 11.00 w Starostwie Powiatowym w Tomaszowie Mazowieckim.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Handlowy gigant przy S8 z pierwszym zgrzytem. Decyzja środowiskowa zaskarżona, sprawa trafiła do SKO]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57227,handlowy-gigant-przy-s8-z-pierwszym-zgrzytem-decyzja-srodowiskowa-zaskarzona-sprawa-trafila-do-sko</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57227,handlowy-gigant-przy-s8-z-pierwszym-zgrzytem-decyzja-srodowiskowa-zaskarzona-sprawa-trafila-do-sko</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 19:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-handlowy-gigant-przy-s8-z-pierwszym-zgrzytem-decyzja-srodowiskowa-zaskarzona-sprawa-trafila-do-sko-1792861422.jpg</url>
                        <title>Handlowy gigant przy S8 z pierwszym zgrzytem. Decyzja środowiskowa zaskarżona, sprawa trafiła do SKO</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57227,handlowy-gigant-przy-s8-z-pierwszym-zgrzytem-decyzja-srodowiskowa-zaskarzona-sprawa-trafila-do-sko</link>
                    </image><description>Jeszcze 7 października Family Partners informowało, że przygotowywany w Tomaszowie Mazowieckim park handlowy o powierzchni blisko 23 tys. m² uzyskał decyzję środowiskową i że złożono już wniosek o pozwolenie na budowę. Teraz okazuje się, że wokół jednego z najważniejszych dokumentów pojawił się spór. Od decyzji środowiskowej dotyczącej zespołu budynków handlowo-usługowych na działce 263/1 wniesiono odwołanie. Akta pojechały do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Piotrkowie Trybunalskim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;21 października w Biuletynie Informacji Publicznej Urzędu Miasta Tomaszowa Mazowieckiego opublikowano obwieszczenie dotyczące decyzji nr 9/S/2026 z 30 września. Chodzi o budowę zespołu budynków handlowo-usługowych wraz z infrastrukturą techniczną, zagospodarowaniem terenu oraz pylonem reklamowym na działce nr 263/1 w obrębie 2. Inwestorem wskazanym w miejskich dokumentach jest <strong>BAXES sp. z o.o.</strong></p><p>Jedna ze stron postępowania odwołała się od decyzji. Miasto przekazało więc sprawę wraz z aktami do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Piotrkowie Trybunalskim. W publicznym obwieszczeniu nie ujawniono ani autora odwołania, ani zarzutów, jakie podniósł. Na tym etapie nie ma więc podstaw, by twierdzić, że spór dotyczy hałasu, ruchu samochodowego, odwodnienia, sąsiednich nieruchomości czy innych konkretnych elementów projektu.</p><p>Sprawa robi się jednak znacznie ciekawsza, gdy zestawić dokumenty urzędowe z informacjami branżowymi i komunikatami inwestora.</p><p>W sierpniu Family Partners i Agile Development zapowiedziały stworzenie przy trasie S8 gigantycznej strefy handlowej o łącznej powierzchni najmu blisko <strong>37 tys. m²</strong>. Część realizowana przez Family Partners ma mieć dokładnie <strong>22 906 m² powierzchni najmu, 20 lokali i 540 miejsc parkingowych</strong>. Otwarcie planowane jest na pierwszą połowę 2028 roku.</p><p>Branżowy serwis PREM informował przy tym wprost, że zezwolenia dotyczące sąsiedniego gruntu o powierzchni około <strong>5,5 ha</strong> uzyskuje właśnie <strong>BAXES</strong>, określany jako spółka zależna od Family Partners. Dodatkowo BAXES i Family Partners mają siedziby pod tym samym adresem w Przodkowie, a z publicznych danych rejestrowych wynika, że prezesem BAXES jest Wiesław Kleba, jednocześnie prezes Family Partners.</p><p>To pozwala z dużym prawdopodobieństwem łączyć zaskarżoną decyzję nr 9/S/2026 właśnie z przygotowywaną częścią wielkiej strefy handlowej Family Partners.</p><p>Tym bardziej znacząco brzmi komunikat samego dewelopera z 7 października. Family Partners informowało wówczas, że dla projektu w Tomaszowie „wcześniej projekt uzyskał decyzję środowiskową”, a spółka złożyła już wniosek o pozwolenie na budowę. Prace miały ruszyć wczesną wiosną, oczywiście po uzyskaniu wymaganych decyzji.</p><p>Dwa tygodnie później miejski BIP pokazuje, że środowiskowy etap tej procedury nie jest jeszcze definitywnie zamknięty.</p><h3>Co oznacza odwołanie?</h3><p>Nie oznacza ono, że inwestycja została zatrzymana na zawsze ani że park handlowy nie powstanie. Oznacza natomiast, że decyzja wydana przez prezydenta Tomaszowa podlega teraz kontroli drugiej instancji.</p><p>Zgodnie z art. 130 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego wniesienie odwołania w terminie co do zasady wstrzymuje wykonanie decyzji. Z kolei art. 72 ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku stanowi, że decyzję środowiskową uzyskuje się przed pozwoleniem na budowę.</p><p>SKO może utrzymać decyzję w mocy, uchylić ją w całości lub części i rozstrzygnąć sprawę, a w określonych sytuacjach także skierować ją do ponownego rozpatrzenia przez organ pierwszej instancji. Takie możliwości przewiduje art. 138 KPA.</p><p>Dla harmonogramu inwestycji kluczowe będzie więc nie samo istnienie odwołania, lecz <strong>jego treść oraz przyszłe rozstrzygnięcie Kolegium</strong>.</p><p>Co ciekawe, działka 263/1 pojawia się w tomaszowskich dokumentach inwestycyjnych nie po raz pierwszy. Już w maju 2022 roku wydano decyzję środowiskową dla planowanego tam zespołu magazynowo-produkcyjno-usługowego. Wnioskodawcą była wówczas Grupa Projektowa Port. Dzisiejsza koncepcja jest więc kolejnym rozdziałem kilkuletniej historii zagospodarowania tego dużego terenu.</p><p>Teraz najważniejsze pytanie brzmi: <strong>kto zakwestionował decyzję i dlaczego?</strong></p><p>To właśnie treść odwołania pokaże, czy mamy do czynienia z technicznym sporem dotyczącym pojedynczych warunków realizacji, czy z poważniejszym zakwestionowaniem sposobu przygotowania całej decyzji środowiskowej.</p><p>NaszTomaszow.pl będzie śledził postępowanie przed SKO. W przypadku inwestycji, która ma stworzyć niemal 23 tys. m² powierzchni handlowej i ponad pół tysiąca miejsc parkingowych, odpowiedź na to pytanie może mieć znaczenie nie tylko dla inwestora, ale dla całego przyszłego układu handlowego i komunikacyjnego tej części Tomaszowa.</p><p>W tekście celowo użyłem sformułowania <strong>„z dużym prawdopodobieństwem”</strong> przy połączeniu BAXES z konkretnym parkiem Family Partners. Źródła tworzą bardzo mocny łańcuch dowodowy, ale miejskie obwieszczenie samo nie używa nazwy Family Partners — warto zachować tę precyzję do czasu zdobycia odwołania lub pełnych akt sprawy.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Pioruny nad Bałtykiem. Żołnierze 25 Brygady z Tomaszowa ćwiczą zwalczanie dronów w Ustce]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57226,pioruny-nad-baltykiem-zolnierze-25-brygady-z-tomaszowa-cwicza-zwalczanie-dronow-w-ustce</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57226,pioruny-nad-baltykiem-zolnierze-25-brygady-z-tomaszowa-cwicza-zwalczanie-dronow-w-ustce</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 18:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pioruny-nad-baltykiem-zolnierze-25-brygady-z-tomaszowa-cwicza-zwalczanie-dronow-w-ustce-1792860513.jpg</url>
                        <title>Pioruny nad Bałtykiem. Żołnierze 25 Brygady z Tomaszowa ćwiczą zwalczanie dronów w Ustce</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57226,pioruny-nad-baltykiem-zolnierze-25-brygady-z-tomaszowa-cwicza-zwalczanie-dronow-w-ustce</link>
                    </image><description>Rakiety PIORUN, 23-milimetrowe armaty przeciwlotnicze i bezzałogowce jako cele. Żołnierze 25 Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego szkolą się na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce. Ćwiczenia prowadzone są w warunkach możliwie zbliżonych do realnego pola walki, a jednym z najważniejszych elementów jest dziś to, czego jeszcze kilka lat temu w wojskowych programach szkoleniowych nie było na taką skalę – wykrywanie i niszczenie dronów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na nadbałtyckim poligonie nie ma miejsca na teorię. Pododdziały przeciwlotnicze 25 Brygady Kawalerii Powietrznej realizują strzelania bojowe z przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych <strong>PIORUN</strong> oraz armat <strong>ZU-23-2K</strong>. Żołnierze ćwiczą wykrywanie, identyfikację i zwalczanie celów powietrznych, a także obsługę sprzętu w warunkach wymagających szybkiego podejmowania decyzji.</p><p>To szkolenie ma dziś szczególne znaczenie. Współczesne pole walki wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze dekadę temu. Drony rozpoznawcze i uderzeniowe potrafią pojawić się nad stanowiskiem wojsk w ciągu kilku minut, wykrywać cele, korygować ogień artylerii albo samodzielnie atakować żołnierzy i sprzęt. Obrona przeciwlotnicza bardzo krótkiego zasięgu przestała więc oznaczać wyłącznie walkę ze śmigłowcami czy nisko lecącymi samolotami.</p><h3>PIORUN kontra dron</h3><p>Jednym z podstawowych systemów wykorzystywanych podczas ćwiczeń jest produkowany w Polsce <strong>PPZR PIORUN</strong>. Zestaw przeznaczony jest do niszczenia samolotów, śmigłowców, bezzałogowych statków powietrznych oraz pocisków manewrujących. Według producenta może razić cele w odległości do około <strong>6,5 kilometra</strong>, znajdujące się na wysokości od 10 do 4000 metrów.</p><p>Drugim elementem ćwiczeń są podwójne armaty przeciwlotnicze <strong>ZU-23-2K kalibru 23 mm</strong>. Broń, której konstrukcja ma już swoje lata, nadal pozostaje wykorzystywana przez Wojsko Polskie w obronie przeciwlotniczej bardzo krótkiego zasięgu. Jej znaczenie zmieniło się wraz z pojawieniem się masowo używanych bezzałogowców. W wielu sytuacjach użycie amunicji artyleryjskiej przeciwko niewielkiemu dronowi może być rozwiązaniem bardziej racjonalnym niż odpalanie znacznie droższego pocisku rakietowego.</p><h3>Drony coraz mocniej obecne w 25 Brygadzie</h3><p>Szkolenie w Ustce nie jest przypadkowym epizodem. Zaledwie kilka dni wcześniej, <strong>14 października</strong>, na terenie 25 Brygady Kawalerii Powietrznej w Nowym Glinniku odbyło się ćwiczenie <strong>„Blue Eye-26”</strong>, poświęcone wykorzystaniu technologii bezzałogowych w Wojsku Polskim. Szkolenie obserwował minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.</p><p>Widać więc wyraźnie dwa równoległe kierunki zmian. Wojsko uczy się coraz szerzej <strong>wykorzystywać drony</strong>, ale równocześnie musi nauczyć się przed nimi skutecznie bronić. Operator bezzałogowca i żołnierz obsługujący PIORUNA są dzisiaj elementami tej samej układanki.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego to temat szczególnie bliski. 25 Brygada Kawalerii Powietrznej im. księcia Józefa Poniatowskiego stacjonuje w <strong>Tomaszowie Mazowieckim, Nowym Glinniku i Leźnicy Wielkiej</strong>. Jest związkiem taktycznym przeznaczonym przede wszystkim do prowadzenia działań powietrzno-szturmowych i desantowo-szturmowych.</p><p>Poligon w Ustce daje jej żołnierzom coś, czego nie da się w pełni odtworzyć w sali szkoleniowej ani na komputerowym symulatorze – <strong>huk wystrzałów, presję czasu, zmienne warunki atmosferyczne oraz konieczność wykrycia i zniszczenia rzeczywistego celu</strong>.</p><p>W wojnie, w której nad okopem coraz częściej najpierw słychać charakterystyczny dźwięk małego silnika elektrycznego, a dopiero później nadchodzi atak, właśnie takie umiejętności mogą decydować o życiu żołnierzy.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dzień Bezpiecznego Ruchu Drogowego w ZSP nr 2 w ramach projektu „Mobilni – Bezpieczni”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57225,dzien-bezpiecznego-ruchu-drogowego-w-zsp-nr-2-w-ramach-projektu-mobilni-bezpieczni</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57225,dzien-bezpiecznego-ruchu-drogowego-w-zsp-nr-2-w-ramach-projektu-mobilni-bezpieczni</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 17:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzien-bezpiecznego-ruchu-drogowego-w-zsp-nr-2-w-ramach-projektu-mobilni-bezpieczni-1792857316.jpg</url>
                        <title>Dzień Bezpiecznego Ruchu Drogowego w ZSP nr 2 w ramach projektu „Mobilni – Bezpieczni”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57225,dzien-bezpiecznego-ruchu-drogowego-w-zsp-nr-2-w-ramach-projektu-mobilni-bezpieczni</link>
                    </image><description>W ramach realizacji projektu „Mobilni – Bezpieczni. Edukacja komunikacyjna” w Zespole Szkolno – Przedszkolnym  nr 2 w Tomaszowie Mazowieckim odbył się Dzień Bezpiecznego Ruchu Drogowego – wydarzenie informacyjno-edukacyjne poświęcone poprawie bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu drogowego, ze szczególnym uwzględnieniem osób starszych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W programie znalazły się działania edukacyjne, pokazy, symulacje oraz miniwarsztaty pod hasłem „Senior na drodze”,&nbsp; prowadzone przez przedstawicieli Policji, ratowników medycznych i pracowników Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego.</p><p>Zaproszenie na wydarzenie przyjęli Słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku, którzy wzięli udział&nbsp;<br>w wykładzie dotyczącym zasad bezpiecznego poruszania się po drogach, zapobiegania wypadkom, korzystania z dróg i ścieżek rowerowych oraz znaczenia widoczności, zwłaszcza po zmroku. Omówiono również wpływ zmian psychofizycznych na bezpieczeństwo w ruchu drogowym związanych z wiekiem. Działania realizowano z uwzględnieniem zagadnień związanych z kwalifikowaną pierwszą pomocą (KPP).</p><p>Celem wydarzenia było zwiększenie świadomości w zakresie bezpieczeństwa drogowego, kształtowanie odpowiedzialnych postaw oraz promowanie dobrych praktyk wśród uczestników ruchu drogowego. Spotkanie pokazało, jak ważne są regularna edukacja, profilaktyka i współpraca różnych służb oraz instytucji na rzecz bezpieczeństwa na drodze.</p><p>Bezpieczeństwo zaczyna się od wiedzy, uważności i odpowiedzialnych decyzji – niezależnie od wieku i sposobu poruszania się po drodze Dziękujemy wszystkim za obecność.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Quidam – „Deep River”. Rzeka, która pamięta wszystko. Muzyka, do której wraca się po latach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57211,quidam-deep-river-rzeka-ktora-pamieta-wszystko-muzyka-do-ktorej-wraca-sie-po-latach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57211,quidam-deep-river-rzeka-ktora-pamieta-wszystko-muzyka-do-ktorej-wraca-sie-po-latach</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 17:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-quidam-deep-river-rzeka-ktora-pamieta-wszystko-muzyka-do-ktorej-wraca-sie-po-latach-1792857733.png</url>
                        <title>Quidam – „Deep River”. Rzeka, która pamięta wszystko. Muzyka, do której wraca się po latach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57211,quidam-deep-river-rzeka-ktora-pamieta-wszystko-muzyka-do-ktorej-wraca-sie-po-latach</link>
                    </image><description>Niektóre rzeki płyną przez miasta, inne przez ludzką pamięć. Zabierają ze sobą obrazy młodości, twarze ludzi, których dawno nie widzieliśmy, niespełnione obietnice i melodie, które rozpoznajemy po pierwszych kilku dźwiękach. „Deep River”, jubileuszowy album inowrocławskiego Quidam, jest właśnie taką rzeką. Nie próbuje udawać, że czas się zatrzymał. Przeciwnie – pozwala mu płynąć, a następnie zaprasza nas nad brzeg, abyśmy zobaczyli, co pozostało z dawnych marzeń. Trzydzieści pięć lat po narodzinach zespołu spotykają się jego dwie wokalne epoki: Emilia Nazaruk i Bartosz Kossowicz. Sześć kompozycji, sześć przystanków w podróży przez historię polskiego rocka progresywnego i jedna niezwykła rozmowa z własną przeszłością. To muzyka, która nie potrzebuje fajerwerków. Wystarczą jej melodie, instrumenty i świadomość, że najpiękniejszych chwil nie można powtórzyć, ale można nadać im nowe znaczenie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Powrót do rzeki, w której nie można zanurzyć się dwa razy</h2><p style="text-align:justify;">Heraklit z Efezu przekonywał, że nie można dwa razy wejść do tej samej rzeki. Woda nieustannie płynie, a człowiek, który powraca na jej brzeg, również nie jest już tym samym człowiekiem. Trudno znaleźć lepszy filozoficzny komentarz do<strong> „Deep River”</strong>. Album, wydany w sierpniu 2026 roku przez Farna Records, nie przynosi premierowych kompozycji. Zawiera sześć nowych interpretacji utworów pochodzących z różnych okresów działalności <strong>Quidam</strong> – od debiutu z 1996 roku aż po „Saiko” z 2012 roku. Materiał zarejestrowano podczas wspólnej sesji 12 kwietnia 2026 roku w Islands Studio w Inowrocławiu. Nie jest to więc zwyczajna składanka ani próba odtworzenia dawnych nagrań z muzealną dokładnością. To raczej spotkanie przyjaciół, którzy po wielu latach zasiadają przy jednym stole i zaczynają rozmawiać o sprawach, na które kiedyś zabrakło im czasu. Rozpoznają własne głosy, pamiętają wspólne historie, ale nie próbują udawać dwudziestolatków.</p><p style="text-align:justify;">Już sam tytuł ma znaczenie symboliczne. Zanim zespół przyjął nazwę <strong>Quidam</strong>, funkcjonował jako <strong>Deep River</strong>. Trudno zatem traktować wybór nazwy jubileuszowej płyty jako przypadek. To powrót do punktu wyjścia, kiedy przyszłość pozostawała jeszcze otwarta, a muzycy dopiero szukali własnego języka. W latach dziewięćdziesiątych polski rock progresywny przeżywał niezwykle interesujący okres. <strong>Collage</strong> nagrywali<strong> „Moonshine” </strong>i <strong>„Safe”</strong>, <strong>Abraxas</strong> budowali własny, teatralny świat, a <strong>Albion </strong>proponowali muzykę pełną melancholii i symfonicznego rozmachu. Quidam wnieśli do tego środowiska coś szczególnego: baśniową delikatność, flet, akustyczne przestrzenie i głos Emilii Derkowskiej, dziś Nazaruk, który nie próbował naśladować wielkich rockowych wokalistów. Był raczej przewodnikiem po świecie przypominającym krajobrazy z obrazów prerafaelitów – pełnym światła, tajemnicy i dyskretnego smutku.</p><p style="text-align:justify;">Debiutancki „Quidam” z 1996 roku pozostaje jednym z najważniejszych osiągnięć rodzimego neoprogresywnego rocka. Mariusz Danielak, recenzując jego reedycję dla ArtRock.pl, przyznał albumowi ocenę 10/10, przypominając przy okazji wyjątkowo wysoką opinię, jaką miał o nim Piotr Kosiński z Rock Serwisu. Inspiracje Genesis, Camel czy wczesnym Marillion były oczywiste, lecz grupa potrafiła przekształcić je we własną muzyczną osobowość. Tam, gdzie Brytyjczycy wznosili monumentalne rockowe katedry, muzycy Quidam częściej proponowali niewielkie kaplice ukryte pośród drzew. Na „Deep River” powracają do tej estetyki, ale po drodze wydarzyło się trzydzieści pięć lat życia. Tego doświadczenia nie można wymazać żadnym studyjnym zabiegiem. I całe szczęście.</p><h2>Dwa głosy, dwie epoki, jedna historia</h2><p style="text-align:justify;">Najważniejszym wydarzeniem jubileuszowego albumu jest spotkanie Emilii Nazaruk i Bartosza Kossowicza. Emilia była głosem pierwszego, najbardziej romantycznego okresu Quidam. Jej śpiew nadawał muzyce niezwykłą lekkość, chwilami przywodzącą na myśl folkową wrażliwość Loreeny McKennitt, delikatność Annie Haslam z Renaissance czy emocjonalne wokalizy Clare Torry. Bartosz Kossowicz, który dołączył do zespołu później, reprezentuje odmienny sposób interpretacji: bardziej rockowy, bezpośredni i związany z nowocześniejszą estetyką grupy. Można powiedzieć, że Emilia symbolizuje Quidam marzycielski, a Bartosz – Quidam dojrzalszy, bardziej świadomy przemijania i codzienności. To uproszczenie, ale pozwala zrozumieć znaczenie ich artystycznego spotkania.</p><p style="text-align:justify;">Największą zaletą przedsięwzięcia jest fakt, że oboje nie próbują ze sobą rywalizować. Nie chodzi o wskazanie lepszego wokalisty ani rozstrzygnięcie, która epoka zespołu była ważniejsza. Zamiast tego otrzymujemy dialog, przypominający scenę z powieści Marcela Prousta, w której człowiek odnajduje po latach dawną fotografię i nagle zaczyna rozmawiać z własną młodością. Takie spotkanie nie może być całkowicie spokojne. Pojawia się wzruszenie, odrobina żalu, ale również zaskoczenie, ponieważ rzeczy dawniej fundamentalne z perspektywy czasu wyglądają zupełnie inaczej. Właśnie dlatego obecność Emilii w kompozycjach pochodzących z późniejszego okresu działalności grupy jest pomysłem znacznie ciekawszym niż proste przypomnienie jej dawnych partii wokalnych. Nie zostaje strażniczką przeszłości. Staje się uczestniczką dalszej historii Quidam.</p><h2>„Głęboka rzeka”. Tam, gdzie wszystko się zaczęło</h2><p style="text-align:justify;">Album otwiera <strong>„Głęboka rzeka”</strong>, kompozycja pochodząca z debiutu z 1996 roku. Już sam tytuł zawiera niezwykłą wieloznaczność. Rzeka może symbolizować życie, przemijanie, oczyszczenie, ale także granicę pomiędzy światem żywych a krainą umarłych. W mitologii greckiej Styks oddzielał dwa porządki istnienia, w tradycji chrześcijańskiej Jordan oznaczał przejście i duchową przemianę. U Czesława Miłosza rzeczny krajobraz często przechowywał wspomnienia dzieciństwa, tworząc przestrzeń, w której człowiek próbował odnaleźć utracony czas. Muzyka Quidam prowokuje do podobnego odczytania. W 1996 roku „Głęboka rzeka” była utworem młodego zespołu poszukującego własnego języka. Trzy dekady później staje się listem wysłanym do siebie samego z przeszłości.</p><p style="text-align:justify;">Nowa interpretacja nie musi już udowadniać, że Quidam potrafią tworzyć wielkie progresywne kompozycje. Ich miejsce w historii gatunku zostało dawno ustalone. Teraz mogą pozwolić sobie na powściągliwość i zmianę proporcji między instrumentalnym rozmachem a emocją. Właśnie taki kierunek wydaje się najciekawszy w samym zamyśle albumu. Powrót Emilii nadaje kompozycji dodatkowe znaczenie, ponieważ to jej głos współtworzył pierwotny obraz utworu. Obecność Bartosza pozwala natomiast spojrzeć na tę samą historię z perspektywy innego doświadczenia. W relacji z jubileuszowego koncertu grupy w Warszawie, opublikowanej przez międzynarodowy serwis The Progspace, Jaak Geebelen podkreślał niezwykle entuzjastyczne przyjęcie „Głębokiej rzeki” przez publiczność. To ważny sygnał: kompozycja nie stała się muzealnym eksponatem, lecz nadal potrafi budzić emocje.</p><h2>„Łza” i „Jesteś”. Melancholia, która nie potrzebuje wielkich słów</h2><p style="text-align:justify;"><strong>„Łza”</strong> pochodzi ze <strong>„Snów aniołów”</strong> z 1998 roku, albumu szczególnie mocno związanego z romantycznym obliczem Quidam. Sam tytuł mógłby sugerować muzykę niebezpiecznie sentymentalną. Łza jest przecież jednym z najbardziej eksploatowanych symboli w sztuce. Wystarczy kilka fortepianowych akordów, łagodny głos i odpowiednio smutna melodia, aby stworzyć emocjonalny banał. Quidam zawsze jednak najciekawiej wypadał w momentach, kiedy melancholia nie zamieniała się w patos. Pod tym względem grupa przywodzi na myśl Camel z czasów „The Snow Goose” i „Moonmadness”. Andrew Latimer potrafił jedną gitarową frazą powiedzieć więcej niż inni muzycy za pomocą rozbudowanej orkiestracji. Maciej Meller należy do podobnej szkoły instrumentalnej wrażliwości. Nie interesuje go przede wszystkim szybkość. Ważniejszy pozostaje ton, długość wybrzmiewania dźwięku i cisza, która pojawia się pomiędzy kolejnymi frazami.</p><p style="text-align:justify;"><strong>„Jesteś (w labiryncie myśli)” </strong>pochodzi natomiast z<strong> „Pod niebem czas”</strong> z 2002 roku i reprezentuje moment przejścia ku bardziej dojrzałej estetyce zespołu. Już sam labirynt przywołany w tytule jest jednym z najstarszych motywów kultury europejskiej. Tezeusz potrzebował nici Ariadny, aby znaleźć drogę powrotną. Jorge Luis Borges uczynił z labiryntu symbol świadomości, pamięci i nieskończonego poszukiwania sensu. W muzyce Quidam taką nicią często pozostaje melodia, prowadząca słuchacza przez bardziej złożoną instrumentalną strukturę. To odróżnia ich od części zespołów progresywnych, dla których techniczny popis bywał celem samym w sobie. Quidam częściej podporządkowywali instrumentalną sprawność emocjonalnej opowieści. W jubileuszowym zestawie „Jesteś” staje się zatem nie tylko przypomnieniem konkretnego albumu, ale również świadectwem stopniowego dojrzewania grupy.</p><h2>„Not So Close” i „One Day We Find”. Kiedy przeszłość spotyka przyszłość</h2><p style="text-align:justify;"><strong>„Not So Close”</strong> z <strong>„surREvival” </strong>z 2005 roku pochodzi już z okresu Bartosza Kossowicza. Zmiana wokalisty zawsze jest dla rockowego zespołu wydarzeniem fundamentalnym. Genesis po odejściu Petera Gabriela stopniowo stali się inną grupą, choć zachowali wielu dawnych słuchaczy. Marillion po rozstaniu z Fishem musieli zbudować nową artystyczną osobowość, opartą na ekspresji Steve’a Hogartha. Quidam znaleźli się przed podobnym wyzwaniem. Kossowicz nie miał odtwarzać stylu Emilii. Musiał odnaleźć własny sposób funkcjonowania w muzycznym świecie zespołu. Dlatego jej udział w nowej interpretacji <strong>„Not So Close”</strong> posiada znaczenie symboliczne: dawna wokalistka wkracza w repertuar powstały już po jej odejściu, a dwie epoki zostają połączone bez konieczności unieważniania którejkolwiek z nich.</p><p style="text-align:justify;">Podobnie interesującym wyborem jest <strong>„One Day We Find” </strong>z<strong> „Alone Together” </strong>z 2007 roku. Już tytuł tamtej płyty – „Samotni razem” – zawierał paradoks doskonale opisujący współczesne relacje. Można przebywać wśród ludzi i pozostawać samotnym, można też żyć daleko od kogoś, zachowując niezwykłe poczucie bliskości. W kontekście jubileuszowego albumu „One Day We Find” nabiera niemal autobiograficznego charakteru. Pewnego dnia odnajdziemy. Ale co? Dawne przyjaźnie, utracony spokój, młodzieńcze marzenia? A może zdolność patrzenia na przeszłość bez żalu? W „Poszukiwaniu straconego czasu” Proust pokazał, że pamięć nie zawsze podlega naszej woli. Niekiedy wystarczy smak, zapach albo drobny szczegół, aby powrócił cały zapomniany świat. Muzyka posiada podobną moc. Jedna melodia może przywołać miejsce, w którym usłyszeliśmy ją po raz pierwszy. Przypomnieć twarz dawno niewidzianej osoby. Otworzyć wspomnienie, które wydawało się bezpowrotnie utracone.</p><h2>„sPotykanie”. Niektóre spotkania muszą poczekać kilkanaście lat</h2><p style="text-align:justify;">Finałowe <strong>„sPotykanie” </strong>pochodzi z <strong>„Saiko”</strong> z 2012 roku, ostatniego przed „Deep River” studyjnego albumu Quidam. To wybór szczególnie przemyślany. „Saiko” było dziełem wyraźnie odmiennym od romantycznego debiutu, bardziej alternatywnym, intymnym, chwilami eksperymentalnym. Grzegorz Dusza z magazynu „Audio” zwrócił uwagę na niemal trip-hopowy charakter „sPotykania”, podkreślając nowoczesność brzmienia i produkcyjną staranność całej płyty. Włączenie tej kompozycji do jubileuszowego wydawnictwa sprawia, że otrzymujemy nie tyle zamknięte koło, ile liniową opowieść o kolejnych etapach muzycznej podróży. Zespół rozpoczyna od 1996 roku, a kończy na 2012. Nie wraca na siłę do punktu wyjścia. Pozwala rzece płynąć dalej.</p><p style="text-align:justify;">Mariusz Danielak z ArtRock.pl, opisując jubileuszowy koncert Quidam w Łodzi w październiku 2026 roku, zwrócił uwagę na wyjątkowo intymny charakter wspólnego wykonania „sPotykania” przez Emilię i Bartosza. Z kolei Jaak Geebelen z The Progspace porównał emocjonalną siłę wokaliz Emilii do słynnego występu Clare Torry w „The Great Gig in the Sky” Pink Floyd. To odważne, ale interesujące zestawienie. Torry pokazała w 1973 roku, że ludzki głos nie potrzebuje słów, aby mówić o strachu, cierpieniu i śmierci. U Emilii podobna zdolność wyrażania emocji poprzez samą barwę i frazowanie była obecna od początku działalności Quidam. Dlatego jej powrót ma znaczenie większe niż nostalgiczny gest. Przypomina o jednym z najważniejszych elementów pierwotnej osobowości zespołu.</p><h2>Co dostrzegli krytycy? Między wzruszeniem a oczekiwaniem na nowe utwory</h2><p style="text-align:justify;">„Deep River” nie posiada jeszcze tak rozległej historii krytycznej jak klasyczne albumy Quidam. Najbardziej interesujące opinie pochodzą z polskich serwisów poświęconych muzyce progresywnej oraz z relacji z jubileuszowych koncertów. Rysiek Puciato z Małego Leksykonu Wielkich Zespołów zrezygnował z tradycyjnej punktowej oceny i przygotował osobiste omówienie albumu, nazywając je sześcioma westchnieniami. Szczególnie docenił wspólne nagranie muzyków i dialog wokalny Emilii oraz Bartosza. Napisał krótko: <strong>„A dwugłosy Bartka i Emilii po prostu… brzmią!”</strong>. Zwrócił również uwagę na emocjonalne znaczenie nowych interpretacji i wyraził nadzieję, że jubileuszowe spotkanie będzie początkiem dalszej działalności artystycznej.</p><p style="text-align:justify;">Podobne emocje pojawiały się w relacjach koncertowych. Mariusz Danielak podkreślał naturalność i ciepło zespołowego grania, a Jaak Geebelen zwracał uwagę na wyjątkową więź między muzykami i publicznością. Warto jednak zachować krytyczną ostrożność. Opinie o koncertach nie są automatycznie ocenami studyjnego brzmienia płyty. Pokazują natomiast, że zaproponowana na „Deep River” koncepcja spotkania dwóch wokalnych epok ma autentyczną siłę emocjonalną. Potwierdzają również coś, co od dawna wyróżnia Quidam: relację ze słuchaczami opartą na muzyce, a nie na spektakularnych skandalach czy agresywnej promocji.</p><h2>Czy nostalgia może stać się artystyczną pułapką?</h2><p style="text-align:justify;">Największą zaletą „Deep River” pozostaje zarazem jego najpoważniejsze ograniczenie. Album jest pięknym spojrzeniem w przeszłość, ale nie przynosi nowych kompozycji. Sześć utworów reprezentujących sześć kolejnych płyt studyjnych tworzy przemyślaną opowieść, jednak pozostawia niedosyt. Dlaczego tylko sześć? Dlaczego nie zdecydowano się na bardziej rozbudowane przedsięwzięcie? Dlaczego obok nowych interpretacji nie pojawił się choćby jeden premierowy utwór? Puciato przyznawał, że w jego wymarzonej wersji wydawnictwo obejmowałoby dwanaście kompozycji. Rozumiem tę tęsknotę, choć dostrzegam również zaletę krótszej formy. Zespół nie próbował zamienić jubileuszu w kilkugodzinny pomnik własnej historii. Wybrał materiał przekrojowy i nadał mu wspólną, kameralną perspektywę.</p><p style="text-align:justify;">Istotne znaczenie ma sposób nagrania. Materiał zarejestrowano podczas wspólnej sesji, co w epoce komputerowego składania muzyki z osobno przygotowanych ścieżek jest świadomą decyzją artystyczną. Muzycy mogą reagować na siebie w czasie rzeczywistym, zmieniać dynamikę i pozostawiać przestrzeń na naturalną interakcję. Nie oznacza to oczywiście braku późniejszej edycji czy obróbki studyjnej, ale punktem wyjścia pozostaje spotkanie, a nie techniczna rekonstrukcja. To filozofia bliska późnym nagraniom Johnny’ego Casha z serii „American Recordings”. Cash nie próbował udawać młodego buntownika. Pozwalał, aby wiek, doświadczenie i zmieniony głos stały się częścią interpretacji. Quidam proponują podobny sposób myślenia: czas nie jest wrogiem muzyki, lecz może stać się jej dodatkowym instrumentem.</p><p style="text-align:justify;">Pozostaje jednak pytanie, czy „Deep River” będzie prologiem nowego rozdziału, czy raczej eleganckim podsumowaniem dotychczasowej działalności. Historia rocka pokazuje, że dojrzałość nie musi oznaczać twórczego wyciszenia. David Bowie stworzył „Blackstar” u kresu życia, Peter Gabriel po latach powrócił z „i/o”, a Marillion nieustannie próbują opowiadać o świecie zmieniającym się razem z nimi. Quidam również mają potencjał, by wyjść poza własną legendę. Najbardziej interesowałoby mnie właśnie spotkanie melodyjnej wrażliwości dawnych albumów z doświadczeniem zdobytym przez muzyków w kolejnych dekadach. Nie próba napisania drugiej „Głębokiej rzeki”, lecz stworzenie czegoś, czego trzydzieści lat temu jeszcze nie potrafiliby sobie wyobrazić.</p><h2>Zamiast zakończenia. Rzeka nie pyta, czy chcemy wrócić</h2><p style="text-align:justify;">W filmie „Rzeka wspomnień” Roberta Redforda woda jest czymś więcej niż częścią krajobrazu. Staje się symbolem rodzinnej pamięci, przemijania i tajemnic, których człowiek nigdy do końca nie rozwiąże. Norman Maclean, autor literackiego pierwowzoru, uczynił rzekę milczącym świadkiem ludzkiego życia. Kiedy myślę o „Deep River” Quidam, powraca właśnie ten obraz. Rzeka przepływająca przez kolejne lata, zmieniająca brzegi i zabierająca ze sobą fragmenty krajobrazu, a jednak wciąż rozpoznawalna. Zespół również zmieniał się przez trzydzieści pięć lat. Zmieniały się głosy, kompozycyjne ambicje, instrumentalne proporcje i muzyczne inspiracje. Zmieniała się także Polska, w której powstawały kolejne albumy. W 1996 roku płyta kompaktowa była jednym z najważniejszych nośników muzyki. Dzisiaj winyl stał się przedmiotem kolekcjonerskim i symbolem bardziej uważnego słuchania. Ale pewne rzeczy pozostały niezmienne.</p><p style="text-align:justify;">Melodia wciąż potrafi wzruszać. Gitara może opowiedzieć historię bez jednego słowa. Flet przenieść słuchacza do świata, który być może nigdy nie istniał. A głos nadal pozostaje najbardziej niezwykłym instrumentem, jakim dysponuje człowiek. „Deep River” przypomina o tych prostych prawdach. Nie jest muzyczną rewolucją ani manifestem wyznaczającym nowe kierunki rozwoju rocka progresywnego. Jest czymś bardziej osobistym: rozmową z przeszłością, próbą zrozumienia, co pozostało z młodzieńczych marzeń, i być może cichą deklaracją, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.</p><p style="text-align:justify;">Nie chciałbym traktować tego albumu jak pożegnalnego zbioru rodzinnych fotografii. Wolałbym widzieć w nim początek nowej podróży. Quidam zasługują na przyszłość równie interesującą jak ich przeszłość, a polski rock progresywny potrzebuje zespołów, które pamiętają, że muzyczna ambicja nie musi oznaczać nieustannego demonstrowania technicznych umiejętności. Czasami najważniejsza jest cierpliwość, wrażliwość i umiejętność opowiedzenia czegoś prawdziwego. Heraklit miał rację: nie wejdziemy drugi raz do tej samej rzeki. Możemy jednak stanąć na jej brzegu, posłuchać płynącej wody i odkryć, że po latach słyszymy w niej zupełnie inne melodie.</p><p style="text-align:justify;"><strong>„Deep River” nie zatrzymuje czasu. Pozwala nam usłyszeć, jak pięknie potrafi on przemijać.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Czarny piątek, a ty znów klikasz w ciemno?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57224,czarny-piatek-a-ty-znow-klikasz-w-ciemno</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57224,czarny-piatek-a-ty-znow-klikasz-w-ciemno</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 16:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czarny-piatek-a-ty-znow-klikasz-w-ciemno-1792854151.png</url>
                        <title>Czarny piątek, a ty znów klikasz w ciemno?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57224,czarny-piatek-a-ty-znow-klikasz-w-ciemno</link>
                    </image><description>Zegar tyka, ostatnie sztuki, ukryte koszty, chwile nieuwagi, wyskakujące okienka nie dają spokoju, a witryny kuszą wysokimi rabatami to Black Friday, Black Week, albo Black Month nadchodzą wielkim krokami.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Czy wiesz na czym polega gra o twoją nieuwagę?</strong></p><p>Promocje i obniżki cen same w sobie nie są złe i nie zawsze jest to manipulacja. Problemy pojawiają się wtedy, kiedy jako konsument nie wiesz sam dlaczego, od kogo i co kupujesz, albo twoje prawa nie są respektowane.</p><p>O uwagę apelują już nie tylko rzecznicy konsumentów. Sztuczna inteligencja również podpowiada konsumentom na co powinni zwracać uwagę przed dokonaniem zakupu.</p><p>Główne ryzyka dla konsumentów podczas Black Friday to nie tylko pozorne promocje (żonglerka cenami), manipulacje psychologiczne (dark patterns) oraz zagrożenia cybernetyczne, takie jak phishing i fałszywe sklepy. Okres ten drastycznie zwiększa również ryzyko <strong>impulsywnych zakupów i wpadnięcia w pętlę zadłużenia</strong>.&nbsp;</p><p>Oto szczegółowy przegląd pułapek, na które trzeba uważać podczas listopadowego festiwalu wyprzedaży:</p><p><strong>🛑 1. Sztuczne zawyżanie cen i pozorne obniżki</strong></p><p>Jedną z najczęstszych praktyk jest podnoszenie ceny produktu na krótko przed Black Friday, aby w dniu wyprzedaży zaoferować „ogromny”, ale w rzeczywistości <strong>fałszywy rabat</strong>.&nbsp;</p><ul><li data-list-item-id="eec9198bbc678d11231289a3c46cd2e57"><strong>Jak się bronić:</strong> Sprzedawcy mają prawny obowiązek podawania przy cenie promocyjnej <strong>najniższej ceny danego towaru z ostatnich 30 dni</strong> przed wprowadzeniem obniżki. Jeśli najniższa cena z ostatnich 30 dni jest niższa niż cena „w promocji”, okazja jest pozorna. Warto też korzystać z niezależnych porównywarek cenowych i historycznych wykresów cen.&nbsp;</li></ul><p><strong>🧠 2. Manipulacje psychologiczne (Dark Patterns) i presja czasu</strong></p><p>Sklepy internetowe stosują tzw. <i>zwodnicze interfejsy</i> (dark patterns), które mają zmusić konsumenta do podjęcia natychmiastowej decyzji pod wpływem emocji.&nbsp;</p><ul><li data-list-item-id="eb3654ecfbed315868501eb649d6994ef"><strong>Liczniki czasu:</strong> Złowrogie zegary odliczające sekundy do końca oferty („Promocja wygasa za 02:15 min”).</li><li data-list-item-id="e49cca41c2bd8a5efb5076acae8772d2f"><strong>Sztuczny deficyt:</strong> Komunikaty typu „Tylko 2 sztuki w tej cenie!” lub „15 osób ogląda teraz ten produkt”.</li><li data-list-item-id="e6253e94cc56477f14aa295da36cd70bc"><strong>Skutek:</strong> Konsument traci kontrolę nad wydatkami, kupuje rzeczy niepotrzebne i rezygnuje z chłodnej kalkulacji.&nbsp;</li></ul><p><strong>💸 3. Pułapka odroczonych płatności (BNPL) i zadłużenie</strong></p><p>Usługi typu „Kup teraz, zapłać później” (np. Klarna, PayPo) są w okresie wyprzedaży promowane jako wyjątkowo wygodne.&nbsp;</p><ul><li data-list-item-id="e73f83347222e36c90130c9a96502b7a6"><strong>Ryzyko:</strong> Pozwalają na natychmiastowe dokonanie zakupów bez fizycznego posiadania gotówki, co <strong>drastycznie obniża próg bólu związanego z wydawaniem pieniędzy</strong>. Brak samodyscypliny prowadzi do nagromadzenia mikro-zobowiązań, które po 30 dniach stają się poważnym obciążeniem dla budżetu lub skutkują naliczeniem odsetek.&nbsp;</li></ul><p><strong>🕵️‍♂️ 4. Cyberprzestępczość i fałszywe sklepy</strong></p><p>Cyberprzestępcy masowo wykorzystują gorączkę zakupów do wyłudzania pieniędzy oraz danych osobowych i kart płatniczych.</p><ul><li data-list-item-id="e5e25fc0910e6a71589f01168b1479953"><strong>Klonowanie stron:</strong> Tworzenie fałszywych witryn łudząco przypominających znane elektromarkety lub marki odzieżowe.</li><li data-list-item-id="ee5fc96bab43b2421e9dc8d8def82b584"><strong>Phishing SMS/E-mail:</strong> Masowe wysyłanie wiadomości o „nieopłaconej paczce”, „wstrzymanej dostawie z powodu niedopłaty 1 zł” lub „bonie towarowym do odebrania”. Kliknięcie w link prowadzi do fałszywego panelu bankowości elektronicznej.</li></ul><p><strong>📦 5. Ryzykowne zakupy transgraniczne (Dropshipping)</strong></p><p>Część ofert w mediach społecznościowych kusi niewiarygodnie niskimi cenami, ale w rzeczywistości są to platformy dropshippingowe pośredniczące w wysyłce towarów bezpośrednio z Azji.</p><ul><li data-list-item-id="e8721c3a585aa0bd7773ff5587a71569b"><strong>Problemy:</strong> Bardzo długi czas dostawy (nawet kilka miesięcy), fatalna jakość towaru niezgodna z opisem oraz ogromne komplikacje przy próbie zwrotu lub reklamacji (często brak kontaktu ze sprzedawcą lub wymóg odesłania paczki do Azji na własny koszt).&nbsp;</li></ul><hr><p><strong>🛡️ Jak bezpiecznie kupować w Black Friday? – Szybka ściągawka</strong></p><ol><li data-list-item-id="ec91de647a9aec2737c6f9333dc9d5849"><strong>Zrób listę zakupów i określ budżet</strong> przed rozpoczęciem wyprzedaży.</li><li data-list-item-id="e7510fcfdaa696454db086bdce69c76ef"><strong>Zawsze weryfikuj najniższą cenę z ostatnich 30 dni</strong>.</li><li data-list-item-id="e3a72545bd33268cdc47c5e1aee014a59"><strong>Sprawdź sprzedawcę:</strong> Przed zakupem w nowym sklepie przeczytaj&nbsp; niezależne opinie dane rejestrowe (NIP, REGON, adres) i regulamin.</li><li data-list-item-id="e6282e9b1a0ef1e0cb0103e479238738b"><strong>Pamiętaj o swoich prawach:</strong> Kupując przez Internet w sklepie zarejestrowanym w UE, masz prawo do <strong>zwrotu towaru bez podania przyczyny w ciągu 14 dni</strong>. Wyjątkiem są m.in. produkty personalizowane czy rozpakowane artykuły higieniczne.&nbsp;</li></ol> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57223,rosja-nie-musi-wjechac-czolgami-najpierw-chce-wygrac-wojne-o-nasze-umysly</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57223,rosja-nie-musi-wjechac-czolgami-najpierw-chce-wygrac-wojne-o-nasze-umysly</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 16:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rosja-nie-musi-wjechac-czolgami-najpierw-chce-wygrac-wojne-o-nasze-umysly-1792852671.png</url>
                        <title>Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57223,rosja-nie-musi-wjechac-czolgami-najpierw-chce-wygrac-wojne-o-nasze-umysly</link>
                    </image><description>Współczesna wojna nie zawsze zaczyna się od wystrzału. Może rozpocząć się od filmu na TikToku, fałszywego wpisu, odpowiednio spreparowanego zdjęcia albo informacji, która w ciągu kilku godzin podzieli społeczeństwo na dwa wrogie obozy. Podczas Igrzysk Wolności w Łodzi politycy i eksperci przekonywali, że właśnie dlatego Polska potrzebuje dziś nie tylko czołgów, samolotów i żołnierzy, ale także społecznej odporności. Padło określenie „obrona totalna”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W sobotę, 24 października, podczas Igrzysk Wolności w Łodzi odbył się panel poświęcony wojnie hybrydowej, cyberbezpieczeństwu i odporności społecznej. W dyskusji uczestniczyli m.in. Aleksandra Uznańska-Wiśniewska, Michał Szczerba, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacek Siewiera, Mariusz Kaczmarek oraz Bożena Szubińska. Oficjalny program wydarzenia potwierdza, że jednym z głównych tematów debaty była właśnie odporność społeczeństwa na działania prowadzone poniżej progu otwartej wojny.</p><p>Najmocniej brzmiało ostrzeżenie dotyczące <strong>wojny kognitywnej</strong>, czyli walki nie o terytorium, lecz o sposób myślenia ludzi.</p><p>Aleksandra Uznańska-Wiśniewska zwracała uwagę, że pytanie, czy Rosja jest obecnie zdolna do konwencjonalnego zaatakowania państw NATO, może przesłaniać inne zagrożenie. Jej zdaniem Moskwa może próbować osiągać swoje cele poprzez wpływanie na europejskie społeczeństwa, wzmacnianie konfliktów, strachu i nieufności wobec instytucji państwa.</p><p>Posłanka wskazała nawet hipotetyczny scenariusz kampanii dezinformacyjnej poprzedzającej referendum dotyczące przyszłości Polski w Unii Europejskiej.</p><p>To przykład, który można uznać za politycznie dyskusyjny, ale sam mechanizm wykorzystywania dezinformacji jako narzędzia wpływu nie jest już jedynie przedmiotem akademickich debat. Ministerstwo Obrony Narodowej informowało w czerwcu o nasileniu działań dezinformacyjnych dotyczących bezpieczeństwa Polski, a 1 października powołano rządowe Centrum Walki z Dezinformacją, którego zadaniem ma być m.in. identyfikowanie i ujawnianie narracji wymierzonych w bezpieczeństwo państwa.</p><h2>Kiedy polityka staje się częścią wojny informacyjnej</h2><p>Europoseł Michał Szczerba zwracał natomiast uwagę na odpowiedzialność polityków. Jego zdaniem problem staje się szczególnie poważny wtedy, gdy przekazy zbieżne z dezinformacją zaczynają być rozpowszechniane nie przez anonimowe konta internetowe, lecz przez osoby posiadające realny wpływ na opinię publiczną.</p><p>Szczerba mówił o konieczności równoległego budowania trzech zdolności państwa: militarnej, cybernetycznej oraz społecznej. Ten trzeci element określił mianem <strong>„obrony totalnej”</strong>.</p><p>Nie oznacza ona oczywiście militaryzacji społeczeństwa. Chodzi raczej o przygotowanie obywateli do funkcjonowania podczas kryzysu: umiejętność rozpoznawania manipulacji, korzystania z wiarygodnych źródeł, znajomość zasad alarmowania, pierwszej pomocy i ewakuacji, a także świadomość tego, jak zachować się w przypadku przerw w dostawach prądu, wody czy problemów z łącznością.</p><p>W podobny sposób odporność społeczną definiuje Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. RCB podkreśla, że w przypadku zagrożeń hybrydowych kluczowe znaczenie ma zaufanie pomiędzy obywatelami a państwem oraz szybka i wiarygodna komunikacja. Dezinformacja może bowiem prowadzić nie tylko do politycznych sporów, ale także do paniki, chaosu i osłabienia zdolności państwa do reagowania na kryzys.</p><h2>NATO, Europa i Amerykanie</h2><p>W debacie pojawiło się również pytanie stare jak polskie dyskusje o bezpieczeństwie: na kim powinniśmy opierać własną obronę?</p><p>Jacek Siewiera podkreślał fundamentalne znaczenie NATO i relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Zwrócił uwagę, że Europa nie posiada obecnie samodzielnego potencjału odstraszania nuklearnego porównywalnego z amerykańskim. Jednocześnie jego zdaniem europejskie państwa powinny przejmować coraz większą odpowiedzialność za własne konwencjonalne zdolności obronne.</p><p>Aleksandra Uznańska-Wiśniewska ujęła tę kwestię jeszcze bardziej dosadnie: Polska powinna pogłębiać współpracę ze Stanami Zjednoczonymi, ale zbroić się tak, jak gdyby Ameryki nie było.</p><p>W praktyce oznacza to odejście od wygodnego przekonania, że bezpieczeństwo może zapewnić ktoś inny.</p><h2>Tomaszów również jest częścią tego systemu</h2><p>Ta dyskusja nie jest dla Tomaszowa Mazowieckiego odległą rozmową prowadzoną gdzieś w Warszawie czy Brukseli. <strong>25 Brygada Kawalerii Powietrznej stacjonuje właśnie w Tomaszowie Mazowieckim, Nowym Glinniku i Leźnicy Wielkiej</strong>, a wojsko pozostaje jednym z najbardziej widocznych elementów lokalnego systemu bezpieczeństwa.</p><p>W dokumentach dotyczących współpracy wojska z partnerami społecznymi na 2026 rok przewidziano również działania 25 BKPow i Wojskowego Centrum Rekrutacji w Tomaszowie skierowane do młodzieży klas mundurowych. To właśnie takie działania — obok szkoleń z pierwszej pomocy, przygotowania kryzysowego i edukacji medialnej — wpisują się w szersze rozumienie odporności społecznej.</p><p>Również samorządy otrzymały nowe obowiązki wynikające z ustawy z 5 grudnia 2024 roku o ochronie ludności i obronie cywilnej. W powiecie tomaszowskim prowadzone było w tym roku m.in. postępowanie dotyczące realizacji programu ochrony ludności w zakresie obiektów zbiorowej ochrony. Na zadanie zabezpieczono 310 tys. zł.</p><p>To pokazuje, że „obrona totalna” nie musi oznaczać efektownych defilad ani wielkich deklaracji. Zaczyna się znacznie bliżej domu.</p><p>Od sprawnej syreny alarmowej. Od wiedzy, gdzie szukać informacji. Od działającego telefonu kryzysowego. Od apteczki. Od przeszkolonego nauczyciela, urzędnika czy strażaka. A czasem od najprostszej rzeczy: <strong>od niewciśnięcia przycisku „udostępnij”, zanim sprawdzimy, kto i po co przygotował informację, którą właśnie przeczytaliśmy.</strong></p><p>Bo w wojnie o świadomość człowieka pierwszy front może przebiegać nie przez granicę państwa.</p><p>Może przebiegać przez ekran jego telefonu.</p><p>Ten temat ma też <strong>bardzo dobry potencjał lokalnego rozwinięcia</strong>. Można pójść krok dalej i sprawdzić, jak Tomaszów oraz powiat są faktycznie przygotowane do „obrony totalnej”: schrony i miejsca doraźnego schronienia, system syren, wydatki z programu ochrony ludności, szkolenia urzędników, współpracę z 25 BKPow, PSP i OSP oraz przygotowanie szkół. Z tego może powstać osobny, mocny materiał kontrolny.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[The Clash – „London Calling”. Kiedy punk przestał krzyczeć, a zaczął opowiadać o świecie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57222,the-clash-london-calling-kiedy-punk-przestal-krzyczec-a-zaczal-opowiadac-o-swiecie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57222,the-clash-london-calling-kiedy-punk-przestal-krzyczec-a-zaczal-opowiadac-o-swiecie</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 15:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-the-clash-london-calling-kiedy-punk-przestal-krzyczec-a-zaczal-opowiadac-o-swiecie-1792916539.png</url>
                        <title>The Clash – „London Calling”. Kiedy punk przestał krzyczeć, a zaczął opowiadać o świecie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57222,the-clash-london-calling-kiedy-punk-przestal-krzyczec-a-zaczal-opowiadac-o-swiecie</link>
                    </image><description>Są płyty, które powstają z buntu. Są takie, które rodzą się z rozczarowania. I wreszcie są albumy nagrywane w chwili, gdy świat zaczyna przypominać dom, którego fundamenty właśnie pękają, a mieszkańcy zamiast uciekać, włączają radio, próbując zagłuszyć odgłos nadciągającej katastrofy. „London Calling” The Clash należy do tej ostatniej kategorii. To dziewiętnaście utworów, w których punk spotyka reggae, rockabilly flirtuje z jazzem, a polityczny gniew ustępuje czasami miejsca intymnej opowieści o samotności. Joe Strummer, Mick Jones, Paul Simonon i Topper Headon stworzyli album będący kroniką rozpadającej się epoki, ale jednocześnie pełen życia, humoru i niepohamowanej radości odkrywania nowych dźwięków. Zaczyna się jak ostrzeżenie przed końcem świata, a kończy wyznaniem człowieka proszącego, żeby ktoś przy nim pozostał. I właśnie pomiędzy tymi momentami mieści się cała jego wielkość.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Londyn, 1979. Miasto, w którym przyszłość wyglądała jak groźba</h2><p style="text-align:justify;">Aby zrozumieć <strong>„London Calling”,</strong> trzeba przypomnieć sobie Wielką Brytanię końca lat siedemdziesiątych. Nie tę z turystycznych folderów, czerwonymi autobusami i eleganckimi ulicami Mayfair, lecz Londyn robotniczych dzielnic, zamykanych fabryk, napięć rasowych, demonstracji i młodych ludzi, którzy coraz częściej mieli wrażenie, że nikt nie przygotował dla nich przyszłości. W maju 1979 roku władzę objęła Margaret Thatcher. Nadchodziła epoka głębokich przemian gospodarczych i społecznych. Punk rock, który narodził się kilka lat wcześniej jako reakcja na podobną rzeczywistość, zdążył tymczasem stać się modą. Agrafki, podarte ubrania i prowokacyjne fryzury można było kupić niemal tak samo łatwo jak kolejną płytę. Rewolucja trafiła do sklepu, a The Clash znaleźli się wobec paradoksu znanego niemal każdemu artyście deklarującemu bunt przeciwko systemowi: co zrobić, kiedy system zaczyna sprzedawać twój bunt?</p><p style="text-align:justify;">Zespół postanowił przekroczyć granice gatunku. Wydany w Wielkiej Brytanii 14 grudnia 1979 roku dwupłytowy „London Calling” zawierał dziewiętnaście utworów łączących punk, reggae, ska, rockabilly, rhythm and blues, soul i jazzowe inspiracje. Materiał nagrano w londyńskim Wessex Studios pod kierunkiem Guya Stevensa. To było coś więcej niż stylistyczny eksperyment. The Clash udowodnili, że punk nie musi być regulaminem ograniczającym muzykę do trzech akordów i gniewnego refrenu. Może być sposobem myślenia o świecie. Okładka albumu znakomicie oddaje ten zamiar. Fotografia Pennie Smith przedstawia Paula Simonona rozbijającego gitarę basową podczas koncertu w nowojorskim Palladium, a typografia Raya Lowry'ego odwołuje się do debiutu Elvisa Presleya. Jakby zespół chciał jednocześnie oddać hołd narodzinom rock and rolla i roztrzaskać pomnik, który przemysł rozrywkowy zdążył mu wystawić.</p><h2>„London Calling”. Radio nadaje komunikat o końcu świata</h2><p style="text-align:justify;">Pierwsze sekundy tytułowego utworu należą do najbardziej rozpoznawalnych otwarć w historii rocka. Gitarowy motyw Micka Jonesa, pulsujący bas Simonona i niemal marszowa perkusja Toppera Headona tworzą atmosferę alarmu. Potem pojawia się Joe Strummer. Jego głos nie jest piękny w tradycyjnym znaczeniu. Jest chropowaty, nerwowy, momentami zachrypnięty. Brzmi jak człowiek, który od kilku godzin próbuje przekrzyczeć uliczny hałas, a teraz dotarł do radiowego mikrofonu i zamierza powiedzieć wszystkim, co naprawdę się dzieje. <strong>„London Calling”</strong> nie jest zwyczajną piosenką protestu. To apokaliptyczny reportaż, w którym pojawiają się lęk przed katastrofą nuklearną, społeczne napięcia i przeczucie końca znanego porządku. Obrazy bywają gwałtowne, chwilami niemal surrealistyczne. Przypominają „Ziemię jałową” T.S. Eliota, gdzie europejska cywilizacja jawi się jako przestrzeń rozpadu i duchowego wyczerpania. Ale Eliot pisał z perspektywy intelektualisty obserwującego ruinę kultury. Strummer przemawia głosem ulicy. Nie interesuje go akademicka analiza kryzysu. Chce obudzić słuchacza.</p><p style="text-align:justify;">Tom Carson, recenzując album dla „Rolling Stone” w 1980 roku, scharakteryzował jego charakter słowami: <strong>„Merry and tough, passionate and large-spirited”</strong> – „Radosny i twardy, namiętny i wielkoduszny”. To trafne rozpoznanie paradoksu całej płyty. The Clash opowiadają o katastrofie, ale nie tracą energii życia. Po apokaliptycznym otwarciu następuje <strong>„Brand New Cadillac”</strong>, żywiołowa interpretacja rockabilly Vince’a Taylora. Następnie „Jimmy Jazz” przenosi słuchacza do zadymionego baru, w którym Tom Waits mógłby właśnie zamawiać kolejnego drinka. Saksofon, rozkołysany rytm i niemal nonszalancki wokal pokazują, że muzycy nie zamierzają ograniczać się do punkowej ortodoksji. Charles Shaar Murray z „New Musical Express” porównał atmosferę tego utworu do przejęcia przez The Clash ulubionego baru Waitsa. Trudno znaleźć lepszy obraz ich muzycznej przemiany. Punkowcy odkrywają własnych dziadków i dochodzą do wniosku, że historia rocka jest zbyt interesująca, aby ją odrzucać.</p><h2>„Rudie Can't Fail” i „Spanish Bombs”. Kiedy taniec staje się polityką</h2><p style="text-align:justify;">Jednym z największych osiągnięć „London Calling” jest umiejętność opowiadania o poważnych sprawach za pomocą muzyki, która nie zawsze brzmi poważnie.<strong> „Rudie Can't Fail” </strong>wykorzystuje tradycję jamajskiego ska, rozkołysany rytm i niemal karnawałową energię. Ale za pogodną melodią kryje się historia kulturowej tożsamości. Tytułowy rude boy to postać zakorzeniona w jamajskiej kulturze młodzieżowej, która wywarła ogromny wpływ na brytyjską scenę muzyczną. W kraju zmagającym się z napięciami rasowymi takie inspiracje miały znaczenie wykraczające poza estetykę. The Clash konsekwentnie sprzeciwiali się rasizmowi, pokazując, że brytyjska kultura nie jest jednolita. Powstaje ze spotkań, migracji i wzajemnego przenikania tradycji. Właśnie dlatego „Rudie Can't Fail” należy do najbardziej politycznych utworów albumu, choć brzmi jak zaproszenie do tańca.</p><p style="text-align:justify;">Jeszcze ciekawsza jest <strong>„Spanish Bombs”</strong>, jedna z najpiękniejszych kompozycji całego wydawnictwa. Mick Jones proponuje melodię niemal wakacyjną, ale Strummer przywołuje hiszpańską wojnę domową, antyfaszystowski opór i postać Federica Garcíi Lorki, poety zamordowanego w 1936 roku. Z jednej strony otrzymujemy obraz turystycznej Hiszpanii, kraju słonecznych plaż i hoteli. Z drugiej pamięć przemocy, represji i ludzi, którzy zginęli w obronie swoich przekonań. Można odnaleźć tu echo „W hołdzie Katalonii” George’a Orwella, ale również poezji samego Lorki, łączącej piękno andaluzyjskiego krajobrazu z przeczuciem śmierci. Robin Denselow w „The Guardian” szczególnie docenił tę kompozycję, wskazując na umiejętność połączenia historycznej pamięci ze współczesną perspektywą. I rzeczywiście, „Spanish Bombs” pokazuje, że polityczna piosenka nie musi być krzykiem. Może być melodyjna, niemal pogodna, a jednocześnie przywracać historii jej emocjonalny wymiar.</p><h2>„Lost in the Supermarket”. Samotność na półce z promocjami</h2><p style="text-align:justify;">Jeżeli miałbym wskazać kompozycję najbardziej aktualną w XXI wieku, wybrałbym<strong> „Lost in the Supermarket”</strong>. To jeden z najbardziej przejmujących utworów albumu, choć pozbawiony gwałtownej energii „Clampdown” i apokaliptycznego ciężaru tytułowej piosenki. Mick Jones śpiewa o człowieku zagubionym w świecie konsumpcji. Supermarket staje się metaforą społeczeństwa, w którym niemal wszystko można kupić, ale coraz trudniej odnaleźć własną tożsamość. Erich Fromm w książce „Mieć czy być?” analizował napięcie pomiędzy posiadaniem a autentycznym istnieniem. Zygmunt Bauman wiele lat później opisywał społeczeństwo konsumpcyjne, w którym człowiek coraz częściej definiuje siebie poprzez nabywane rzeczy. The Clash opowiadali o podobnym doświadczeniu już w 1979 roku. I nie potrzebowali filozoficznej terminologii. Wystarczyła historia samotności pośród sklepowych półek.</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie jest to niemal doskonały poprockowy utwór. Melodyjny refren, subtelna rytmika i melancholijny wokal Jonesa budują atmosferę, której próżno szukać w najbardziej agresywnych nagraniach punkowych. Można wyobrazić sobie bohatera „Obcego” Alberta Camusa przeniesionego do współczesnego centrum handlowego. Otaczają go kolorowe reklamy i ludzie przekonani, że szczęście znajduje się na końcu następnej alejki, a on nadal nie wie, po co właściwie tam przyszedł. To niezwykle trafna metafora świata, który utożsamia wolność z możliwością wyboru kolejnego produktu. The Clash potrafili pisać o wielkich konfliktach politycznych, ale rozumieli również małe, codzienne dramaty. Właśnie dlatego ich muzyka przetrwała.</p><h2>„Clampdown” i „The Guns of Brixton”. Gniew, który ma konkretne adresy</h2><p style="text-align:justify;"><strong>„Clampdown”</strong> należy do najbardziej bezpośrednich politycznych manifestów albumu. Ostry gitarowy riff, zdecydowany rytm i głos Strummera przypominający przemówienie na robotniczym wiecu tworzą kompozycję wyjątkowo energetyczną. Ale tekst nie ogranicza się do protestu przeciwko władzy. To opowieść o mechanizmach podporządkowania, o człowieku pełnym ideałów, który stopniowo zostaje włączony do systemu wcześniej przez siebie krytykowanego. Dostaje pracę, przyjmuje reguły, korzysta z niewielkich przywilejów, aż odkrywa, że sam stał się częścią mechanizmu ucisku. Orwell w „Folwarku zwierzęcym” pokazywał, jak rewolucjoniści potrafią upodobnić się do dawnych ciemiężycieli. Strummer opisuje podobny proces językiem ulicznego rocka. I zmusza do niewygodnych pytań: kiedy rozsądek zamienia się w konformizm? Ile razy rezygnujemy z przekonań w zamian za wygodę? Kiedy konieczność zarabiania na życie zaczyna usprawiedliwiać obojętność wobec krzywdy innych?</p><p style="text-align:justify;"><strong>„The Guns of Brixton” </strong>jest równie mocnym utworem, choć działa zupełnie innymi środkami. Napisany i zaśpiewany przez Paula Simonona, opiera się na hipnotycznym pulsie reggae. Bas prowadzi melodię z niezwykłą pewnością, perkusja pozostawia przestrzeń, a wokal brzmi chłodno, niemal groźnie. To muzyczny odpowiednik nocnej sceny filmowej: mokry asfalt, policyjne samochody, światła odbijające się od sklepowych witryn i człowiek, który wie, że spotkanie z funkcjonariuszami może zakończyć się źle. Brixton, londyńska dzielnica związana z karaibską społecznością, stała się symbolem napięć społecznych i rasowych. Utwór powstał przed zamieszkami z 1981 roku, ale jego atmosfera nieufności wobec policji nabrała w świetle późniejszych wydarzeń szczególnej wymowy. Simonon nie przewidywał przyszłości. Wystarczyło, że uważnie obserwował rzeczywistość.</p><h2>Od „Death or Glory” do „Train in Vain”. Rewolucjoniści też potrzebują miłości</h2><p style="text-align:justify;">Druga część „London Calling” przynosi kolejne stylistyczne niespodzianki. „<strong>Wrong 'Em Boyo”</strong> wykorzystuje historię Stagger Lee, obecną w amerykańskiej tradycji bluesowej, przefiltrowaną przez jamajskie ska. „<strong>Death or Glory”</strong> jest gorzką opowieścią o młodzieńczych ideałach, starzeniu się i nieuchronności kompromisów. <strong>„The Card Cheat”, </strong>z rozbudowaną aranżacją fortepianową, przypomina niemal teatralną balladę o człowieku próbującym oszukać własne przeznaczenie. Można odnaleźć w niej coś z Toma Waitsa, Brechta, a nawet filmowego romantyzmu „Casablanki”. Z kolei krótkie „Koka Kola” bezlitośnie rozprawia się ze światem reklamy, korporacyjnych ambicji i kariery zawodowej podporządkowanej bezwzględnemu sukcesowi. Strummer potrafi być tutaj równie zjadliwy jak autorzy najlepszych politycznych karykatur.</p><p>A potem przychodzi<strong> „Train in Vain”</strong>, jeden z najbardziej przewrotnych finałów w historii rocka. Po kilkunastu piosenkach o wojnie, polityce, przemocy, konsumpcjonizmie i społecznej niesprawiedliwości The Clash kończą album historią osobistego rozczarowania. Nie ma wielkich ideologicznych deklaracji. Nie ma wezwania do rewolucji. Jest człowiek, który czuje się opuszczony. Mick Jones śpiewa z emocjonalną bezpośredniością, a niemal popowa melodia natychmiast zapada w pamięć. To piękne przypomnienie, że człowiek nie jest wyłącznie istotą polityczną. Może sprzeciwiać się rasizmowi, protestować przeciwko wojnie i walczyć o prawa pracownicze, a jednocześnie potrzebować najprostszej rzeczy na świecie: bliskości drugiego człowieka. Po całym hałasie zostaje pragnienie, żeby ktoś przy nas pozostał. I właśnie dlatego „London Calling” jest znacznie bardziej ludzkim albumem niż wiele innych manifestów kontrkultury.</p><h2>Co dostrzegli krytycy? Między zachwytem a zarzutem nadmiaru</h2><p style="text-align:justify;">„London Calling” należy dziś do kanonu rocka, lecz w chwili premiery nie wszyscy recenzenci oceniali go jednakowo. Tom Carson z „Rolling Stone” zachwycał się połączeniem politycznej pasji, instrumentalnej energii i niezwykłej różnorodności. Greil Marcus określił album słowami <strong>„Rough. Funny. Expansive”</strong> – „Surowy. Zabawny. Rozległy”. Stephen Thomas Erlewine z AllMusic uznał go za olśniewającą deklarację artystycznych zamiarów zespołu, doceniając szczególnie wyjście poza punkową ortodoksję. Robin Denselow z „The Guardian” dostrzegał natomiast również słabości, określając wydawnictwo jako <strong>„a low-priced uneven double album”</strong>, czyli „niedrogi, nierówny album dwupłytowy”. Wyróżniał jednak „Spanish Bombs”, „Lost in the Supermarket” i „Death or Glory”. Te różnice są interesujące, ponieważ pokazują, że wielkość dzieła nie zawsze oznacza jego całkowitą doskonałość.</p><p style="text-align:justify;">Sam podzielam część zastrzeżeń Denselowa. „Lover's Rock” nie dorównuje emocjonalnej intensywności „Lost in the Supermarket”, „Four Horsemen” pozostaje raczej przeciętnym fragmentem płyty, a „Revolution Rock” może nużyć rozciągniętą formą. Gdyby usunąć kilka słabszych kompozycji, otrzymalibyśmy album bardziej zwarty. Ale czy naprawdę lepszy? Nie jestem przekonany. Podobnie jak „The White Album” Beatlesów czy „Exile on Main St.” Rolling Stonesów, „London Calling” jest wielki nie dlatego, że każda piosenka stanowi arcydzieło. Jego siła wynika z całości. To muzyczny obraz wielkiego miasta, w którym za jednym rogiem znajduje się klub jazzowy, za drugim karaibski bar, dalej uliczna demonstracja, a jeszcze dalej samotny człowiek zagubiony w supermarkecie. Taki świat nie może być idealnie uporządkowany. I właśnie dlatego tak bardzo przypomina rzeczywistość.</p><p style="text-align:justify;">Nie sposób również pominąć roli producenta Guya Stevensa. Jego niekonwencjonalne metody pracy miały wydobywać z muzyków spontaniczność i energię, a nie doprowadzać każde nagranie do laboratoryjnej perfekcji. Dzięki współpracy z inżynierem dźwięku Billem Price'em udało się połączyć żywiołowość z przejrzystością. „London Calling” przypomina pod tym względem najlepsze nagrania Rolling Stonesów: nie wszystko jest idealnie wygładzone, ale całość oddycha, pulsuje i zachowuje naturalną siłę. Robert A. Hull w „The Washington Post” porównywał album właśnie z „Exile on Main St.” oraz eksperymentalnym „Trout Mask Replica” Captain Beefhearta. Nie chodziło o stylistyczną identyczność, lecz o odwagę artystów podejmujących ryzyko na niemal każdym kroku.</p><h2>Zamiast zakończenia. Rewolucja nie zawsze potrzebuje barykad</h2><p style="text-align:justify;">Joe Strummer nie należał do wielkich wokalistów w tradycyjnym znaczeniu. Nie miał techniki Freddiego Mercury'ego ani skali Roberta Planta. Ale posiadał coś, czego nie można nauczyć się na żadnym kursie śpiewu: wiarygodność. Kiedy śpiewał o bezrobociu, przemocy czy społecznej niesprawiedliwości, nie brzmiał jak artysta odczytujący tekst przygotowany przez specjalistów od politycznego marketingu. Przypominał człowieka, który naprawdę przejmuje się światem. W literaturze podobną moralną wrażliwość odnajdujemy u Johna Steinbecka, zwłaszcza w „Gronach gniewu”, gdzie losy rodziny Joadów stają się opowieścią o godności ludzi pozbawianych ekonomicznego bezpieczeństwa. Strummer był spadkobiercą podobnej tradycji – nie w sensie literackiej doskonałości, lecz przekonania, że historia społeczeństwa jest przede wszystkim historią konkretnych ludzi.</p><p style="text-align:justify;">W 1977 roku The Clash chcieli zmieniać świat za pomocą gitarowego hałasu. Dwa lata później zrozumieli, że sam hałas nie wystarczy. Trzeba jeszcze mieć coś do powiedzenia i znaleźć język, który pozwoli dotrzeć do ludzi żyjących po różnych stronach społecznych i kulturowych granic. „London Calling” jest próbą odnalezienia właśnie takiego języka. Nie proponuje jednej ideologicznej recepty na wszystkie problemy. Nie przedstawia rzeczywistości w czarno-białych barwach. Nie udaje, że każda rewolucja kończy się zwycięstwem. To kronika ludzkich nadziei, lęków i sprzeczności. W pewnym sensie przypomina wielką powieść społeczną, jaką mógłby napisać Steinbeck, gdyby wychował się w robotniczym Londynie i zamiast maszyny do pisania wybrał gitarę elektryczną.</p><p style="text-align:justify;">Być może najważniejsza pozostaje właśnie ostatnia scena tej muzycznej opowieści. Po wszystkich politycznych manifestach, po gniewie i ostrzeżeniach przed katastrofą zostaje człowiek proszący o miłość. I może to jest najważniejsza odpowiedź, jaką The Clash mogli dać światu. Bo rewolucja, która zapomina o pojedynczym człowieku, bardzo szybko zaczyna przypominać system, przeciwko któremu występowała. „London Calling” pozostaje albumem o świecie stojącym na krawędzi, ale przede wszystkim opowiada o ludziach, którzy mimo wszystko nie zamierzają przestać żyć, kochać, tańczyć i walczyć o własną godność.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Kiedy z głośników rozlega się charakterystyczny gitarowy alarm otwierający płytę, nie mam wrażenia, że słucham historycznego dokumentu z 1979 roku. Mam wrażenie, że ktoś właśnie nadaje pilny komunikat. Adresowany również do nas.</strong>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Odblask, pierwsza pomoc i jedna właściwa decyzja. „Mobilni i Bezpieczni” uczą tomaszowskie dzieci bezpieczeństwa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57221,odblask-pierwsza-pomoc-i-jedna-wlasciwa-decyzja-mobilni-i-bezpieczni-ucza-tomaszowskie-dzieci-bezpieczenstwa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57221,odblask-pierwsza-pomoc-i-jedna-wlasciwa-decyzja-mobilni-i-bezpieczni-ucza-tomaszowskie-dzieci-bezpieczenstwa</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 14:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-odblask-pierwsza-pomoc-i-jedna-wlasciwa-decyzja-mobilni-i-bezpieczni-ucza-tomaszowskie-dzieci-be-1792845680.jpg</url>
                        <title>Odblask, pierwsza pomoc i jedna właściwa decyzja. „Mobilni i Bezpieczni” uczą tomaszowskie dzieci bezpieczeństwa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57221,odblask-pierwsza-pomoc-i-jedna-wlasciwa-decyzja-mobilni-i-bezpieczni-ucza-tomaszowskie-dzieci-bezpieczenstwa</link>
                    </image><description>Na drodze czasem wystarczy kilka sekund. Źle oceniona odległość, chwila nieuwagi, niewidoczny pieszy albo brak wiedzy, jak zachować się, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Dlatego w Tomaszowie Mazowieckim kolejne grupy dzieci i młodzieży uczą się bezpieczeństwa nie tylko z podręczników. W ramach projektu „Mobilni i Bezpieczni – Edukacja Komunikacyjna” odbyły się następne praktyczne spotkania ze służbami.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tym razem zajęcia zorganizowano w <strong>Przedszkolu nr 14 oraz Szkole Podstawowej nr 1 im. Aleksandra Kamińskiego</strong>, tworzących Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 4 w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Nie była to klasyczna pogadanka o tym, że na czerwonym świetle należy stać, a przed przejściem spojrzeć w lewo i w prawo. Organizatorzy postawili przede wszystkim na praktykę. Dzieci i młodzież rozmawiały o przewidywaniu niebezpiecznych sytuacji, odpowiedzialnym zachowaniu w ruchu drogowym oraz sposobach reagowania, kiedy dochodzi do zdarzenia wymagającego udzielenia pomocy.</p><p>W zajęciach uczestniczyli przedstawiciele Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim, ratownik medyczny, przedstawiciel Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Piotrkowie Trybunalskim oraz funkcjonariusze Straży Miejskiej.</p><p>Szczególne miejsce poświęcono <strong>pierwszej pomocy</strong>. Bo bezpieczeństwo na drodze nie kończy się w momencie, gdy uda się uniknąć wypadku. Równie ważna może okazać się umiejętność zachowania zimnej krwi, wezwania służb i podjęcia podstawowych czynności ratunkowych.</p><h3>Jesień sprawdza naszą widoczność</h3><p>Podczas spotkań powrócił także temat odblasków. Jesienią ma on znaczenie szczególne. Dzień staje się coraz krótszy, częściej pada deszcz, a pieszy ubrany w ciemną kurtkę może zostać zauważony przez kierowcę znacznie później niż osoba posiadająca element odblaskowy.</p><p>Prawo nakłada obowiązek używania odblasków na pieszego poruszającego się <strong>po zmierzchu drogą poza obszarem zabudowanym</strong>, z określonymi w ustawie wyjątkami. Wynika to z art. 11 ustawy Prawo o ruchu drogowym.</p><p>W mieście obowiązek ten nie jest tak szeroki, ale zdrowy rozsądek bywa ważniejszy od kodeksowego minimum. Odblask przypięty do plecaka czy kurtki może zdecydować o tym, czy kierowca zobaczy dziecko odpowiednio wcześnie.</p><h3>Projekt za ponad 175 tysięcy złotych</h3><p>„Mobilni i Bezpieczni” to większe przedsięwzięcie realizowane przez Miasto Tomaszów Mazowiecki. Jego całkowita wartość wynosi <strong>175,5 tys. zł</strong>, z czego <strong>120 tys. zł stanowi dofinansowanie z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji</strong>, a 55,5 tys. zł wkład własny miasta. Projekt otrzymał pieniądze w ramach rządowego programu „Razem bezpieczniej im. Władysława Stasiaka na lata 2025–2028”.</p><p>Jednym z jego elementów jest remont miasteczka ruchu drogowego przy ZSP nr 2. Zaplanowano tam odnowienie około 1100 metrów kwadratowych nawierzchni, odtworzenie oznakowania oraz montaż 56 znaków pionowych. Kupowane są również rowerki, hulajnogi, mobilny sygnalizator świetlny i materiały służące do praktycznej nauki bezpieczeństwa.</p><p>Jednak, jak pokazują kolejne spotkania, projekt wychodzi również poza teren jednej placówki. Jego najważniejszym „wyposażeniem” nie są bowiem znaki, rowery ani sygnalizatory, lecz wiedza, która ma zostać w głowie młodego człowieka wtedy, kiedy naprawdę będzie potrzebna.</p><p>Bo bezpieczeństwo na drodze bardzo często zaczyna się od drobiazgu: założonego odblasku, zdjęcia słuchawek przed przejściem przez jezdnię, spojrzenia znad telefonu. A czasami od jednej właściwej decyzji podjętej kilka sekund wcześniej.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Karolina Bosiek znów królową 1500 metrów! Złoto dla zawodniczki Pilicy, Tomaszów mocny także w drużynach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57220,karolina-bosiek-znow-krolowa-1500-metrow-zloto-dla-zawodniczki-pilicy-tomaszow-mocny-takze-w-druzynach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57220,karolina-bosiek-znow-krolowa-1500-metrow-zloto-dla-zawodniczki-pilicy-tomaszow-mocny-takze-w-druzynach</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 14:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-karolina-bosiek-znow-krolowa-1500-metrow-zloto-dla-zawodniczki-pilicy-tomaszow-mocny-takze-w-druzy-1792845215.jpg</url>
                        <title>Karolina Bosiek znów królową 1500 metrów! Złoto dla zawodniczki Pilicy, Tomaszów mocny także w drużynach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57220,karolina-bosiek-znow-krolowa-1500-metrow-zloto-dla-zawodniczki-pilicy-tomaszow-mocny-takze-w-druzynach</link>
                    </image><description>Karolina Bosiek po czterech latach ponownie została mistrzynią Polski na 1500 metrów. Zawodniczka Pilicy Tomaszów Mazowiecki triumfowała w sobotę w Arenie Lodowej, jako jedyna schodząc poniżej granicy dwóch minut. Tomaszowski klub miał tego dnia jeszcze więcej powodów do radości – jego zawodniczki i zawodnicy wygrali także oba biegi drużynowe.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Trzeci dzień mistrzostw Polski w łyżwiarstwie szybkim rozgrywanych w Tomaszowie Mazowieckim przyniósł kibicom gospodarzy to, na co czekali najbardziej. Karolina Bosiek, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskich panczenów, ponownie stanęła na najwyższym stopniu podium na dystansie 1500 metrów.</p><p>Zawodniczka Pilicy uzyskała czas <strong>1.59,86</strong>. Była jedyną łyżwiarką w stawce, która pokonała królewski dystans w czasie poniżej dwóch minut. Drugie miejsce zajęła znakomicie spisująca się podczas tomaszowskich mistrzostw Wiktoria Dąbrowska z Korony Wilanów – <strong>2.00,66</strong>, a trzecie Emilia Zawisza z AZS Zakopane – <strong>2.03,07</strong>.</p><p>Dla Bosiek był to powrót na mistrzowski tron po czterech latach. Poprzednio po złoto MP na 1500 metrów sięgnęła w 2022 roku.</p><p>– <strong>Cieszę się, że na nowo polubiłam się z 1500 m. Mam nadzieję, że ten złoty medal to dobry prognostyk na starcie tego sezonu</strong> – mówiła po zawodach 26-letnia tomaszowianka, która podkreślała, że właśnie ten dystans ma być jednym z najważniejszych elementów jej sportowego planu na rozpoczęty sezon.</p><h3>Semirunnij z drugim złotem</h3><p>Wśród mężczyzn po tytuł mistrza Polski na 1500 metrów sięgnął <strong>Władimir Semirunnij</strong>, również reprezentujący Pilicę Tomaszów Mazowiecki.</p><p>Uzyskał wynik <strong>1.46,82</strong>, wyraźnie wyprzedzając Mateusza Śliwkę z UKS 3 Milanówek – 1.49,28 oraz Jerzego Stadnickiego ze Stegien Warszawa – 1.50,46.</p><p>Było to już drugie indywidualne złoto Semirunnija podczas tegorocznych mistrzostw w Tomaszowie. Wcześniej zwyciężył na dystansie 5000 metrów. W niedzielę zapowiada kolejną próbę – tym razem na 10 000 metrów, gdzie chce zaatakować rekord Areny Lodowej.</p><h3>Pilica zdominowała biegi drużynowe</h3><p>Sobotnie zawody zakończyły się kolejnymi sukcesami gospodarzy.</p><p>W biegu drużynowym kobiet zwyciężyły <strong>Zofia Marszałek, Natalia Jabrzyk i Karolina Bosiek</strong>, uzyskując czas <strong>3.15,16</strong>.</p><p>Także wśród mężczyzn triumfowała Pilica. <strong>Eryk Marciniak, Szymon Kwapisz i Miłosz Ślusarski</strong> zwyciężyli z wynikiem <strong>4.04,54</strong>. Na drugim miejscu znalazła się druga drużyna tomaszowskiego klubu, w której wystąpili Władimir Semirunnij, Michał Kopacz i Szymon Wojtakowski.</p><p>Dla Pilicy był to więc wyjątkowo udany dzień – złoto Bosiek, złoto Semirunnija oraz dwa zwycięstwa drużynowe sprawiły, że gospodarze mocno zaznaczyli swoją obecność podczas mistrzostw rozgrywanych na własnym torze.</p><h3>W niedzielę ostatnie medale</h3><p>Mistrzostwa Polski w Arenie Lodowej zakończą się w niedzielę. Kobiety wystartują na dystansie <strong>5000 metrów</strong>, mężczyźni zmierzą się na <strong>10 000 metrów</strong>, rozegrane zostaną również sprinty drużynowe.</p><p>Stawką nie są wyłącznie medale mistrzostw kraju. Tomaszowskie zawody są jednym z najważniejszych sprawdzianów przed rozpoczęciem międzynarodowej części sezonu i walką o miejsca w reprezentacji Polski na pierwsze zawody Pucharu Świata. Te odbędą się w dniach <strong>13–15 listopada w Pekinie</strong>, a tydzień później panczeniści przeniosą się do japońskiego Obihiro.</p><p>Dla Karoliny Bosiek sobotnie złoto może być czymś więcej niż kolejnym medalem w bogatej kolekcji. 1500 metrów znów stało się jej dystansem. A najlepsza wiadomość dla tomaszowskich kibiców jest taka, że sezon dopiero się zaczyna.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Projektowanie zieleni w biurach – jak stworzyć przyjazną i funkcjonalną przestrzeń do pracy?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57219,projektowanie-zieleni-w-biurach-jak-stworzyc-przyjazna-i-funkcjonalna-przestrzen-do-pracy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57219,projektowanie-zieleni-w-biurach-jak-stworzyc-przyjazna-i-funkcjonalna-przestrzen-do-pracy</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 09:48:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-projektowanie-zieleni-w-biurach-jak-stworzyc-przyjazna-i-funkcjonalna-przestrzen-do-pracy-1792828206.png</url>
                        <title>Projektowanie zieleni w biurach – jak stworzyć przyjazną i funkcjonalną przestrzeń do pracy?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57219,projektowanie-zieleni-w-biurach-jak-stworzyc-przyjazna-i-funkcjonalna-przestrzen-do-pracy</link>
                    </image><description>Rośliny coraz częściej stają się integralnym elementem aranżacji przestrzeni biurowych. Odpowiednio dobrana zieleń może przełamać surowy charakter wnętrza, poprawić jego estetykę i stworzyć bardziej przyjazne warunki do codziennej pracy. Nie wystarczy jednak ustawić kilku przypadkowych doniczek. Projektowanie zieleni w biurach wymaga uwzględnienia układu pomieszczeń, dostępności światła, potrzeb pracowników oraz możliwości późniejszej pielęgnacji roślin.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dlaczego zieleń w biurze to coś więcej niż dekoracja?</h2><p>Przestrzeń, w której spędzamy wiele godzin dziennie, wpływa na nasze samopoczucie i komfort wykonywania obowiązków. Naturalne elementy wyposażenia mogą sprawić, że biuro stanie się mniej monotonne i bardziej przyjazne dla użytkowników. Zieleń dobrze komponuje się zarówno z nowoczesnymi, minimalistycznymi aranżacjami, jak i z wnętrzami o bardziej klasycznym charakterze.</p><p>Obecność roślin wpisuje się również w koncepcję projektowania biofilicznego, zakładającą wprowadzanie do wnętrz elementów nawiązujących do natury. Kontakt wzrokowy z zielenią może sprzyjać odprężeniu i ograniczaniu odczuwanego napięcia. Żywe rośliny uczestniczą także w procesie transpiracji, choć ich rzeczywisty wpływ na wilgotność i jakość powietrza zależy od wielu czynników, w tym liczby roślin i parametrów pomieszczenia.</p><h2>Jak dopasować rośliny do warunków panujących w biurze?</h2><p>Dobór gatunków powinien zaczynać się od analizy warunków środowiskowych. Znaczenie mają przede wszystkim dostęp do naturalnego światła, temperatura, wilgotność powietrza oraz sposób działania klimatyzacji i ogrzewania. Rośliny umieszczone bezpośrednio przy nasłonecznionych przeszkleniach mają inne potrzeby niż te znajdujące się w głębi pomieszczenia.</p><p>W przestrzeniach biurowych często wykorzystuje się zamiokulkasy, sansewierie, epipremnum, draceny czy skrzydłokwiaty. Poszczególne gatunki różnią się wymaganiami, dlatego ich wybór powinien uwzględniać konkretne miejsce ekspozycji. Nawet rośliny uznawane za odporne potrzebują odpowiednich warunków, a w pomieszczeniach całkowicie pozbawionych światła dziennego może być konieczne zastosowanie oświetlenia do uprawy roślin.</p><p>Istotna jest również wielkość kompozycji. Rozłożyste rośliny mogą dobrze prezentować się w recepcji lub strefie wypoczynku, ale w wąskim ciągu komunikacyjnym będą utrudniały poruszanie się. Dlatego aranżacja powinna uwzględniać nie tylko aktualne rozmiary roślin, lecz także ich przyszły wzrost.</p><h2>Zielone ściany i ogrody wertykalne – sposób na wykorzystanie przestrzeni</h2><p>W biurach, w których powierzchnia użytkowa jest ograniczona, ciekawym rozwiązaniem mogą być instalacje pionowe. Zielone ściany pozwalają wprowadzić większą liczbę roślin bez konieczności ustawiania wielu donic na podłodze. Mogą stanowić element recepcji, sali konferencyjnej, strefy relaksu czy reprezentacyjnego holu.</p><p>Ogrody wertykalne tworzy się z roślin umieszczonych w specjalnych modułach lub systemach konstrukcyjnych. W zależności od przyjętego rozwiązania mogą być wyposażone w automatyczne nawadnianie, które ułatwia utrzymanie odpowiedniego poziomu wilgotności podłoża. Ich projektowanie wymaga jednak uwzględnienia warunków oświetleniowych, dostępu serwisowego oraz zabezpieczenia otoczenia przed wilgocią.</p><p>Przy większych realizacjach pomocne jest profesjonalne <a href="https://jukogreendesign.pl/uslugi/aranzacja-zieleni/">projektowanie i aranżacja zieleni w biurach</a>. Takimi pracami zajmuje się między innymi JUKO green design, firma oferująca dobór roślin, przygotowanie projektów, realizację kompozycji oraz ich późniejszą pielęgnację. Pozwala to uwzględnić wymagania roślin już na etapie planowania wystroju wnętrza.</p><h2>Jak rozmieścić zieleń, aby nie ograniczała funkcjonalności biura?</h2><p>Nawet efektowna aranżacja może okazać się niepraktyczna, jeśli nie zostanie dostosowana do codziennego sposobu użytkowania przestrzeni. Rośliny nie powinny zasłaniać przejść, utrudniać dostępu do stanowisk pracy ani ograniczać widoczności w miejscach wymagających swobodnej komunikacji.</p><p>Dobrym rozwiązaniem jest podzielenie biura na strefy o różnym charakterze. W recepcji można wykorzystać większą kompozycję stanowiącą element identyfikacji wizualnej wnętrza. W strefach pracy sprawdzą się mniejsze rośliny, które nie zajmują powierzchni roboczej i nie przeszkadzają użytkownikom. Z kolei w miejscach przeznaczonych do odpoczynku można zastosować bardziej rozbudowane aranżacje, tworzące przytulną atmosferę.</p><p>Zieleń może również pełnić funkcję wizualnej przegrody pomiędzy poszczególnymi obszarami biura. Wysokie donice lub mobilne konstrukcje roślinne pomagają wyznaczać granice stref bez konieczności budowania stałych ścianek działowych.</p><h2>Pielęgnacja roślin jako część planowania aranżacji</h2><p>Projekt zieleni powinien uwzględniać nie tylko wygląd roślin w dniu montażu, ale również sposób ich utrzymania przez kolejne miesiące i lata. Podlewanie, nawożenie, przycinanie oraz kontrola kondycji liści wymagają regularności. Zaniedbane kompozycje stosunkowo szybko tracą walory estetyczne, a ich odtworzenie może generować dodatkowe koszty.</p><p>Przy większej liczbie roślin dobrym rozwiązaniem jest opracowanie harmonogramu pielęgnacji lub powierzenie jej wyspecjalizowanej firmie. W przypadku ogrodów wertykalnych konieczne może być również okresowe sprawdzanie działania instalacji nawadniającej.</p><p>Dobrze zaplanowana zieleń biurowa łączy estetykę z funkcjonalnością. Odpowiedni dobór gatunków, przemyślane rozmieszczenie kompozycji oraz zapewnienie właściwej pielęgnacji pozwalają stworzyć przestrzeń, która pozostaje przyjazna dla pracowników i zachowuje atrakcyjny wygląd przez długi czas.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Nowa hala w Będkowie za ponad 10 mln zł. Kluczowe pytanie: czy po lekcjach będzie służyć mieszkańcom?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57218,nowa-hala-w-bedkowie-za-ponad-10-mln-zl-kluczowe-pytanie-czy-po-lekcjach-bedzie-sluzyc-mieszkancom</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57218,nowa-hala-w-bedkowie-za-ponad-10-mln-zl-kluczowe-pytanie-czy-po-lekcjach-bedzie-sluzyc-mieszkancom</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 09:36:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nowa-hala-w-bedkowie-za-ponad-10-mln-zl-kluczowe-pytanie-czy-po-lekcjach-bedzie-sluzyc-mieszkancom-1792827448.jpg</url>
                        <title>Nowa hala w Będkowie za ponad 10 mln zł. Kluczowe pytanie: czy po lekcjach będzie służyć mieszkańcom?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57218,nowa-hala-w-bedkowie-za-ponad-10-mln-zl-kluczowe-pytanie-czy-po-lekcjach-bedzie-sluzyc-mieszkancom</link>
                    </image><description>Nowa hala sportowa przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Będkowie to jedna z największych inwestycji sportowych ostatnich lat w tej części powiatu tomaszowskiego. W piątek, 23 października, miało odbyć się jej uroczyste otwarcie. Obiekt robi wrażenie rozmachem. Pozostaje jednak pytanie najważniejsze z punktu widzenia mieszkańców: czy po ostatnim szkolnym dzwonku hala nadal będzie żyła?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Uroczyste otwarcie obiektu zaplanowano na piątek, 23 października, na godz. 15.00. Termin znalazł się w kalendarzu wydarzeń „Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego”. Do sobotniego poranka na oficjalnych stronach Gminy Będków i Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nie pojawiła się jednak relacja z uroczystości, dlatego na tym etapie nie przesądzamy jej przebiegu.</p><p>Wiemy natomiast znacznie więcej o samej inwestycji. Gmina podpisała 28 sierpnia 2024 roku umowę z Przedsiębiorstwem Remontowo-Budowlanym ZAWISZA z Radomia. Jej wartość wyniosła <strong>10 221 801,08 zł</strong>, a okres realizacji określono na 23 miesiące. Co ciekawe, wcześniej samorząd wskazywał, że zamierza przeznaczyć na sfinansowanie zamówienia <strong>8 888 000 zł</strong>. W przetargu wpłynęło pięć ofert.</p><p>Nie jest to zwykła szkolna sala gimnastyczna. Budynek ma <strong>1145,6 mkw. powierzchni użytkowej</strong>. Sama hala ma około 32,9 na 20,75 metra. Zaprojektowano w niej pełnowymiarowe boisko do koszykówki, możliwość podziału przestrzeni kotarą na dwa mniejsze pola treningowe oraz <strong>teleskopowe trybuny dla 150 widzów</strong>. Są też siłownia, sala wielofunkcyjna, szatnie z natryskami, pomieszczenia dla trenerów i zaplecze techniczne. Obiekt wyposażono w pompę ciepła, wentylację mechaniczną, monitoring, nagłośnienie oraz instalację fotowoltaiczną o mocy 39 kW.</p><p>W dokumentach BZP zaznaczono, że zamówienie nie było projektem współfinansowanym ze środków Unii Europejskiej. W odnalezionych przez nas materiałach nie ma natomiast pełnej informacji, z jakich źródeł pokryto ostateczny koszt budowy i w jaki sposób zabezpieczono środki ponad kwotę pierwotnie przeznaczoną na zamówienie.</p><p>I tu zaczyna się drugi rozdział tej inwestycji. Zgodnie z art. 7 ust. 1 pkt 10 ustawy o samorządzie gminnym kultura fizyczna, tereny rekreacyjne i urządzenia sportowe należą do zadań własnych gminy. Sam przepis nie oznacza jednak, że każda szkolna hala musi być bezpłatnie dostępna dla wszystkich. O zasadach korzystania, godzinach otwarcia czy ewentualnych opłatach decyduje sposób zarządzania obiektem.</p><p>Dlatego po przecięciu wstęgi pozostają bardzo konkretne pytania: <strong>czy mieszkańcy Będkowa będą mogli wynajmować halę wieczorami i w weekendy, czy skorzystają z niej lokalne kluby i stowarzyszenia, ile będzie kosztowała godzina oraz kto będzie zarządzał obiektem?</strong></p><p>Bo hala za ponad 10 milionów złotych może być albo świetną szkolną salą, albo prawdziwym sportowym centrum całej gminy. O tym zdecyduje już nie beton, parkiet i stal, lecz regulamin oraz godziny, w których drzwi pozostaną otwarte.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dodatkowa godzina snu to nie prezent. Zmiana czasu rozstraja organizm. Ekspertka ostrzega]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57217,dodatkowa-godzina-snu-to-nie-prezent-zmiana-czasu-rozstraja-organizm-ekspertka-ostrzega</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57217,dodatkowa-godzina-snu-to-nie-prezent-zmiana-czasu-rozstraja-organizm-ekspertka-ostrzega</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 09:28:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dodatkowa-godzina-snu-to-nie-prezent-zmiana-czasu-rozstraja-organizm-ekspertka-ostrzega-1792827031.png</url>
                        <title>Dodatkowa godzina snu to nie prezent. Zmiana czasu rozstraja organizm. Ekspertka ostrzega</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57217,dodatkowa-godzina-snu-to-nie-prezent-zmiana-czasu-rozstraja-organizm-ekspertka-ostrzega</link>
                    </image><description>W nocy z soboty na niedzielę cofniemy zegarki o godzinę. O godz. 3.00 ponownie będzie 2.00. Można powiedzieć: dostajemy sześćdziesiąt minut snu w prezencie. Nasz organizm nie patrzy jednak na zegarek wiszący na ścianie. Ma własny. I właśnie ten biologiczny czasomierz nie zawsze nadąża za decyzją, którą człowiek podejmuje jednym ruchem wskazówki. Prof. Marta Jackowska z Uniwersytetu SWPS przypomina, że sezonowa zmiana czasu zaburza rytm dobowy, może pogarszać sen i samopoczucie, a naukowa dyskusja o sensie dalszego przestawiania zegarów trwa od lat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;W nocy z <strong>24 na 25 października 2026 roku</strong> Polska przejdzie z czasu letniego na zimowy. Dokładnie o godzinie 3.00 cofniemy zegarki na 2.00. Śpimy więc teoretycznie godzinę dłużej, ale od niedzieli wcześniej zapadać będzie również zmrok. Dla ludzi wychodzących rano do pracy i wracających późnym popołudniem oznacza to czasem całe dni przeżywane niemal bez kontaktu ze światłem słonecznym.</p><p>I właśnie światło jest jednym z najważniejszych dyrygentów naszej biologicznej orkiestry.</p><h2>Człowiek ma zegar, którego nie da się przestawić pokrętłem</h2><p>Prof. Marta Jackowska, psycholożka zdrowia z Wydziału Psychologii w Sopocie Uniwersytetu SWPS, zwraca uwagę, że nasz zegar biologiczny reguluje znacznie więcej niż tylko porę zasypiania.</p><p>Wpływa na rytm snu i czuwania, temperaturę ciała, trawienie czy nastrój. Jego funkcjonowanie jest mocno związane z naturalnym cyklem światła i ciemności. Dlatego ingerowanie w godziny naszej aktywności nie jest dla organizmu zupełnie obojętne.</p><p>Samo przestawienie zegarka trwa kilka sekund. Adaptacja organizmu może być zdecydowanie dłuższa. Według prof. Jackowskiej dostosowanie się do nowych godzin może zajmować około tygodnia, a u części osób nawet dwóch. Szczególnie podatne mogą być osoby o skrajnych chronotypach – zarówno „skowronki”, jak i „sowy”.</p><p>Jesienna zmiana jest przy tym zwykle łagodniejsza. Cofnięcie wskazówek daje nam dodatkową godzinę i oznacza powrót do czasu standardowego właściwego dla naszej strefy. Znacznie więcej problemów badacze obserwują po wiosennym przejściu na czas letni, kiedy jedna godzina zostaje niejako zabrana.</p><h2>Zawały i wypadki. Tutaj potrzebna jest ostrożność</h2><p>W dyskusji o zmianie czasu często pojawiają się informacje o wzroście liczby zawałów serca czy wypadków komunikacyjnych. Są ku temu podstawy naukowe, ale nie należy wrzucać wszystkich zmian czasu do jednego worka.</p><p>Opublikowany w 2026 roku przegląd obejmujący <strong>157 badań z 36 państw</strong> wskazuje, że teza o jednoznacznie szkodliwym wpływie czasu letniego i każdej sezonowej zmiany nie znajduje potwierdzenia dla wszystkich analizowanych skutków zdrowotnych. Jednocześnie autorzy odnotowali związek <strong>wiosennego przejścia na czas letni</strong> ze zwiększeniem ryzyka ostrych zawałów mięśnia sercowego oraz śmiertelnych wypadków komunikacyjnych.</p><p>To ważne rozróżnienie. Jesienne cofnięcie zegarów nie jest biologicznie obojętne, ale nie oznacza automatycznie takiego samego zagrożenia jak utrata godziny snu na wiosnę.</p><p>Najczęstsze problemy są znacznie bardziej prozaiczne: senność, rozdrażnienie, trudności z koncentracją, pogorszenie nastroju czy poczucie „rozregulowania”. Dla kierowcy, pracownika obsługującego maszyny albo osoby wykonującej odpowiedzialną pracę nawet taki zestaw objawów może jednak mieć znaczenie.</p><h2>Paradoks jesieni. Jasny poranek, ciemne popołudnie</h2><p>Zmiana na czas zimowy przynosi wcześniejszy świt. Problem w tym, że życie społeczne od dawna nie jest podporządkowane wschodom i zachodom słońca.</p><p>Pracujemy w biurach, sklepach, halach, szkołach i zakładach. Dzieci spędzają dużą część dnia w klasach. Kiedy wychodzimy z pracy, jesienne słońce często znajduje się już za horyzontem.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim będzie tak samo jak w całym kraju: od niedzieli wieczór zacznie przychodzić według zegarka godzinę wcześniej. Dla wielu mieszkańców będzie to najbardziej odczuwalny skutek całej operacji.</p><p>Dlatego w pierwszych dniach po zmianie warto szczególnie pilnować stałych godzin snu, korzystać z naturalnego światła w ciągu dnia i nie próbować nadrabiać wieczornego zmęczenia kolejną kawą czy wielogodzinnym patrzeniem w ekran.</p><h2>Mieliśmy już przestać przestawiać zegarki</h2><p>Zmiana czasu od dawna znajduje się również na politycznej agendzie Unii Europejskiej. Komisja Europejska już w <strong>2018 roku</strong> przedstawiła projekt zakończenia obowiązkowych, odbywających się dwa razy w roku zmian czasu.</p><p>Do dziś sprawa nie została jednak ostatecznie rozstrzygnięta. Rada Unii Europejskiej potwierdza, że nie zapadła końcowa decyzja i nie ustalono terminu zakończenia obecnego systemu. Dopóki państwa członkowskie nie osiągną porozumienia, zegarki nadal będziemy przestawiać.</p><p>W Polsce sezonowa zmiana czasu stosowana jest nieprzerwanie od 1977 roku, natomiast obecny rytm – ostatnia niedziela marca i ostatnia niedziela października – obowiązuje od 1996 roku.</p><p>Kiedy ją wprowadzano, jednym z najważniejszych argumentów były oszczędności energii wynikające z lepszego wykorzystania światła dziennego. Świat od tamtej pory zmienił się jednak niemal nie do poznania. Fabryki, biura, centra handlowe, serwerownie i nasze mieszkania funkcjonują niezależnie od zachodu słońca.</p><p>Pozostał za to człowiek ze swoim biologicznym zegarem – mechanizmem znacznie starszym niż elektryczne światło, kolej, komputery i rozporządzenia urzędników.</p><p><strong>W nocy wystarczy więc przesunąć wskazówki z trzeciej na drugą. Organizmowi warto dać nieco więcej czasu.</strong></p><p>Mogę z tego od razu przygotować także <strong>krótką, mocną zapowiedź na Facebooka</strong> albo grafikę 1200×630 px.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kobiety, które wiedzą, ile warte jest zdrowie. Tomaszowskie Amazonki spotkały się z mieszkańcami Niewiadowa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57216,kobiety-ktore-wiedza-ile-warte-jest-zdrowie-tomaszowskie-amazonki-spotkaly-sie-z-mieszkancami-niewiadowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57216,kobiety-ktore-wiedza-ile-warte-jest-zdrowie-tomaszowskie-amazonki-spotkaly-sie-z-mieszkancami-niewiadowa</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 09:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kobiety-ktore-wiedza-ile-warte-jest-zdrowie-tomaszowskie-amazonki-spotkaly-sie-z-mieszkancami-nie-1792826594.jpg</url>
                        <title>Kobiety, które wiedzą, ile warte jest zdrowie. Tomaszowskie Amazonki spotkały się z mieszkańcami Niewiadowa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57216,kobiety-ktore-wiedza-ile-warte-jest-zdrowie-tomaszowskie-amazonki-spotkaly-sie-z-mieszkancami-niewiadowa</link>
                    </image><description>O profilaktyce można mówić językiem statystyk, zaleceń lekarzy i kolejnych kampanii społecznych. Można też inaczej – poprzez historie kobiet, które same musiały zmierzyć się z chorobą, strachem i leczeniem. Właśnie dlatego jednym z najważniejszych punktów spotkania „W trosce o zdrowie – razem możemy więcej” w Niewiadowie była obecność przedstawicielek Tomaszowskiego Stowarzyszenia Amazonek.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Wydarzenie odbyło się 21 października w Akademii Sportu w Niewiadowie. Jego organizatorzy postawili na połączenie edukacji zdrowotnej, konsultacji ze specjalistami oraz aktywności fizycznej. Było więc trochę wiedzy, trochę ruchu, ale przede wszystkim przypomnienie, że o własnym zdrowiu warto myśleć wcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy pojawia się diagnoza.</p><p>Szczególne znaczenie miała obecność Tomaszowskich Amazonek. Październik jest miesiącem świadomości raka piersi, a różowa wstążka pojawia się wtedy na plakatach, budynkach i w mediach. Za tym symbolem stoją jednak prawdziwe kobiety i prawdziwe historie – niepewność przed wynikiem badania, operacje, leczenie, rehabilitacja, ale także powrót do zwyczajnego życia. Amazonki od lat pokazują, że po chorobie nie musi pozostać samotność. Jest rozmowa, doświadczenie innych kobiet i wsparcie tych, które przeszły podobną drogę.</p><p>Podczas spotkania o zdrowiu kobiet i znaczeniu regularnych badań mówiła również położna z Miejskiego Centrum Zdrowia w Ujeździe. Uczestnicy mogli skorzystać także z porad dietetycznych. Kinga Skrzypczyk-Mercik wykonywała analizę składu ciała i udzielała indywidualnych wskazówek dotyczących żywienia.</p><p>Nie zabrakło ruchu. Zajęcia fitness prowadzili Justyna Trela i Sebastian Kowalski. W ten sposób organizatorzy połączyli trzy elementy, o których w codziennym zabieganiu łatwo zapominamy: badania profilaktyczne, właściwe odżywianie i aktywność fizyczną.</p><p>Spotkanie w Niewiadowie miało jednak znaczenie większe niż program zapisany w harmonogramie. Profilaktyka zaczyna się bowiem często od zwyczajnej rozmowy. Od przypomnienia matce, żonie, siostrze czy przyjaciółce: „zbadaj się”. Od telefonu do przychodni, którego nie odkładamy na kolejny miesiąc. Od decyzji, że lepiej wiedzieć wcześniej.</p><p>Tomaszowskie Amazonki wiedzą o tym szczególnie dużo. Wiedzą również, jak wiele znaczy obecność drugiego człowieka, kiedy życie nagle przestaje biec według dotychczasowego scenariusza.</p><p>I być może właśnie to było najważniejszym przesłaniem spotkania w Niewiadowie: zdrowie nie jest czymś danym raz na zawsze. Trzeba o nie dbać, badać się i nie bać się prosić o pomoc. Bo czasem jedno badanie wykonane we właściwym momencie może znaczyć więcej niż tysiąc późniejszych słów.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Małe Czerniewice, wielkie ambicje! Bilardziści Promyka ruszają w pościg za liderem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57215,male-czerniewice-wielkie-ambicje-bilardzisci-promyka-ruszaja-w-poscig-za-liderem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57215,male-czerniewice-wielkie-ambicje-bilardzisci-promyka-ruszaja-w-poscig-za-liderem</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 09:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-male-czerniewice-wielkie-ambicje-bilardzisci-promyka-ruszaja-w-poscig-za-liderem-1792826260.png</url>
                        <title>Małe Czerniewice, wielkie ambicje! Bilardziści Promyka ruszają w pościg za liderem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57215,male-czerniewice-wielkie-ambicje-bilardzisci-promyka-ruszaja-w-poscig-za-liderem</link>
                    </image><description>Nie trzeba wielkich stadionów, milionowych budżetów ani tłumów na trybunach, by tworzyć sportową historię. Czasem wystarczy stół pokryty zielonym suknem, kij bilardowy, precyzyjne oko i charakter. Właśnie tak swoją pozycję na sportowej mapie Polski buduje UKS Promyk Czerniewice. Drużyna zajmuje drugie miejsce w tabeli III ligi bilardowej, a już dziś, 24 października, przed własną publicznością zmierzy się z Tago Łódź. Stawką są kolejne punkty w walce o ligową czołówkę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Bilard bywa nazywany grą cierpliwości. Nie wybacza pośpiechu, błędów w ocenie sytuacji ani braku koncentracji. Przypomina nieco szachy, tyle że zamiast figur po planszy poruszają się kolorowe bile, a każda decyzja wymaga nie tylko przemyślanej strategii, lecz również niemal chirurgicznej precyzji. Zawodnicy Promyka udowadniają, że tę trudną sztukę można opanować również z dala od wielkich ośrodków sportowych.</p><h2>Sześć punktów do lidera</h2><p>Po ośmiu kolejkach rozgrywek grupy piątej III ligi bilardowej Promyk zgromadził 34 punkty w 16 spotkaniach. Przed zespołem z Czerniewic znajduje się jedynie Trytago Łódź z dorobkiem 40 punktów. Trzecie miejsce zajmuje Frame II Łódź, mający 28 punktów. Oznacza to, że Promyk traci do lidera sześć punktów, ale identyczną przewagę ma nad najbliższym rywalem w tabeli.</p><p>Tak wysoka pozycja nie jest dziełem przypadku. W poprzedniej kolejce czerniewiczanie dwukrotnie pokonali Frame Łódź, wygrywając 3:0 oraz 2:1. Wyniki potwierdziły, że młoda drużyna potrafi zachować zimną krew również w spotkaniach, w których każdy pojedynek ma znaczenie dla końcowej klasyfikacji.</p><h2>Młodość, ambicja i sportowy charakter</h2><p>Siłą Promyka jest połączenie doświadczenia z młodzieńczą ambicją. Kapitanem zespołu jest Jakub Wiśnik, a w drużynie występują również Piotr Łysoniewski, Bartosz Tracz i Krzysztof Olejnik. Ważną częścią kadry są młode zawodniczki: Marta Staroń, Julia Przeorska, Liliana Pasik oraz Nikola Świderek.</p><p>Ich obecność pokazuje, że bilard w Czerniewicach nie jest wyłącznie sposobem spędzania wolnego czasu. To systematyczna praca szkoleniowa, sportowa rywalizacja i możliwość rozwijania talentów, które w przyszłości mogą przynieść kolejne sukcesy.</p><h2>Dziś dwa mecze. Każdy punkt ma znaczenie</h2><p>W sobotę, 24 października, UKS Promyk podejmie Tago Łódź, czwarty zespół tabeli, mający dotychczas 18 punktów. Pierwsze spotkanie rozpocznie się o godzinie 12.00, drugie zaplanowano na 14.00. Areną rywalizacji będzie sala gier Promyka przy ulicy Mazowieckiej 88 w Czerniewicach.</p><p>Choć gospodarze przystąpią do dwumeczu z wyższej pozycji w tabeli, lekceważenie przeciwnika byłoby poważnym błędem. W bilardzie jeden nieudany ruch może odmienić przebieg pojedynku, a zwycięstwo wymaga koncentracji od pierwszego do ostatniego uderzenia.</p><p>Dla Czerniewic będzie to kolejna okazja, by przypomnieć, że wielki sport nie zawsze rodzi się w wielkich miastach. Czasem jego światło zapala się w niewielkiej sali, nad zielonym stołem, gdzie marzenia mają kolor bilardowych bil.</p><p>I oby dziś szczęście, choć w bilardzie najważniejsze są umiejętności, również zagrało po stronie Promyka.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Nie złożyli broni. Stu żołnierzy Hubala z Tomaszowa i okolic wraca dziś do pamięci]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57214,nie-zlozyli-broni-stu-zolnierzy-hubala-z-tomaszowa-i-okolic-wraca-dzis-do-pamieci</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57214,nie-zlozyli-broni-stu-zolnierzy-hubala-z-tomaszowa-i-okolic-wraca-dzis-do-pamieci</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 09:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nie-zlozyli-broni-stu-zolnierzy-hubala-z-tomaszowa-i-okolic-wraca-dzis-do-pamieci-1792825827.jpg</url>
                        <title>Nie złożyli broni. Stu żołnierzy Hubala z Tomaszowa i okolic wraca dziś do pamięci</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57214,nie-zlozyli-broni-stu-zolnierzy-hubala-z-tomaszowa-i-okolic-wraca-dzis-do-pamieci</link>
                    </image><description>W wielkiej historii najczęściej zostaje jedno nazwisko. Dowódca. Bohater. Legenda. Za nim stoją jednak dziesiątki ludzi, o których pamięć bywa znacznie bardziej krucha. W sobotę, 24 października, w Tomaszowie Mazowieckim ma zostać przypomnianych stu żołnierzy Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”, pochodzących z Tomaszowa i okolic. To szczególna uroczystość także dlatego, że właśnie z ziemią tomaszowską związane były ostatnie godziny życia majora i pierwsze godziny jego pośmiertnej tajemnicy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Uroczystość rozpocznie się <strong>dzisiaj o godz. 12.00 w kościele pw. św. Jadwigi Królowej przy ul. Warszawskiej 75/81 w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Według opublikowanej zapowiedzi przewidziano odsłonięcie tablic poświęconych majorowi Henrykowi Dobrzańskiemu oraz stu żołnierzom jego oddziału związanym z Tomaszowem Mazowieckim i okolicami, apel pamięci, złożenie kwiatów, mszę świętą oraz koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu zespołu „Hubal” z Hrubieszowa. Organizatorem jest Stowarzyszenie „Hubalowa Rodzina”, a współorganizatorami Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 1 i parafia św. Jadwigi Królowej.</p><h2>Za legendą stało wojsko</h2><p>Henryk Dobrzański nie planował zostać legendą. Był zawodowym kawalerzystą, żołnierzem Legionów, uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, znakomitym jeźdźcem i olimpijczykiem. We wrześniu 1939 roku został zmobilizowany jako zastępca dowódcy 110. Rezerwowego Pułku Ułanów. Po rozbiciu regularnego Wojska Polskiego nie pogodził się jednak z myślą, że polski mundur powinien zniknąć z pola walki.</p><p>W październiku 1939 roku wraz z grupą żołnierzy znalazł się na Kielecczyźnie. Tam powstał Oddział Wydzielony Wojska Polskiego. W szczytowym okresie liczył ponad 300 ludzi. Dobrzański przyjął pseudonim „Hubal”, tworzył także terenowe struktury konspiracyjne i przygotowywał się na spodziewaną ofensywę Francji i Wielkiej Brytanii przeciwko Niemcom. Historia miała jednak pójść zupełnie inną drogą.</p><p>Warto przy tym unikać łatwego określenia Hubala mianem „pierwszego polskiego partyzanta”. Dobrzański i jego ludzie długo postrzegali siebie przede wszystkim jako <strong>żołnierzy regularnego Wojska Polskiego, które nie zakończyło walki</strong>. Nosili mundury, zachowywali wojskową organizację i symbolicznie podtrzymywali ciągłość armii pokonanej we wrześniu, ale niekapitulującej w sensie moralnym. Także współczesne opracowania historyczne zwracają uwagę, że sprowadzanie Hubala wyłącznie do roli partyzanta jest uproszczeniem.</p><h2>Cena dalszej walki była straszliwa</h2><p>Historia Oddziału Wydzielonego nie jest jednak prostą opowieścią z pomnika. Jest w niej heroizm, ale jest również dramatyczne pytanie o cenę walki prowadzonej w warunkach okupacyjnego terroru.</p><p>30 marca 1940 roku pod Huciskiem hubalczycy rozbili niemiecki batalion policji. Niemcy odpowiedzieli brutalnymi represjami wobec ludności cywilnej. Według danych przytaczanych przez Instytut Pamięci Narodowej w pacyfikacjach przeprowadzonych na szlaku oddziału zamordowano <strong>711 mieszkańców 31 wsi</strong>. Szczególnie tragiczny los spotkał mieszkańców Skłobów, Gałek, Huciska i Szałasu Starego.</p><p>To właśnie ten wymiar historii sprawia, że opowieść o Hubalu jest czymś więcej niż legendą o człowieku na koniu. Jest historią wyboru dokonywanego w sytuacji, w której właściwie każda decyzja prowadziła do tragedii. W marcu 1940 roku do oddziału przybył płk Leopold Okulicki „Miller” z poleceniem jego rozwiązania. Dobrzański pozostawił swoim ludziom wybór. Część odeszła do konspiracji. Inni pozostali przy majorze.</p><p>I właśnie o tych ludziach przypomina dzisiejsza uroczystość.</p><h2>Tomaszów na ostatniej drodze Hubala</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego historia Oddziału Wydzielonego nie jest historią odległą. Jej ostatnie sceny rozgrywały się niemal za progiem miasta.</p><p>30 kwietnia 1940 roku, po wielu dniach niemieckiej obławy, wyczerpany oddział zatrzymał się w zagajniku pod Anielinem. Niemcy zaskoczyli żołnierzy podczas postoju. W pierwszym uderzeniu zginął major Henryk Dobrzański oraz jego luzak, <strong>kapral Antoni Kossowski „Ryś”</strong>. Ciało dowódcy zostało zabrane przez Niemców. Po wykonaniu fotografii przewieziono je przez Studziannę <strong>do niemieckich koszar w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. I właśnie tutaj ślad po Hubalu właściwie się urywa. Do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić miejsca jego pochówku.</p><p>Jest jeszcze jeden lokalny szczegół tej historii. Ci, którzy wydostali się z niemieckiego okrążenia pod Anielinem, <strong>zebrali się później w Rzeczycy</strong>. Kilka dni później ogłosili śmierć dowódcy i zapowiedzieli dalszą walkę. Dopiero po klęsce Francji latem 1940 roku ostatnia, 24-osobowa grupa żołnierzy ukryła broń i rozeszła się, by kontynuować działalność konspiracyjną w innych strukturach.</p><p>Tomaszów pojawia się więc w tej historii dwukrotnie: jako miejsce, do którego Niemcy przywieźli ciało zabitego majora, oraz jako ziemia rodzinna wielu jego żołnierzy.</p><h2>Brajer, „Ryś”, „Zemsta”, Kuczera…</h2><p>Tomaszowskie związki z oddziałem Hubala badano już wiele lat temu. W 2009 roku Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego wydało książkę Jana Zaborowskiego <strong>„Oddział majora Hubala i jego tomaszowscy żołnierze”</strong>. Samo Muzeum podkreślało, że publikację poprzedziły rozległe poszukiwania źródłowe, a jej celem było właśnie wydobycie z cienia ludzi stojących za legendą dowódcy.</p><p>W materiale opublikowanym wcześniej na NaszTomaszow.pl, przygotowanym na podstawie tej publikacji, wskazano czterech tomaszowian, którzy walczyli przy Hubalu aż do ostatnich dni: <strong>ułana Romana Brajera, kpr. Antoniego Kossowskiego „Rysia”, kpr. Antoniego Lisieckiego „Zemstę” oraz Mariana Kuczerę</strong>.</p><p>Dzisiaj perspektywa ma być znacznie szersza. Mowa bowiem o <strong>stu żołnierzach związanych z Tomaszowem Mazowieckim i okolicami</strong>. W dostępnej zapowiedzi uroczystości nie podano jednak pełnego wykazu tych osób. Publikacja takiej listy wraz z miejscami urodzenia, losami wojennymi i powojennymi mogłaby stać się niezwykle cennym materiałem dla rodzin, regionalistów oraz lokalnych historyków.</p><h2>Film dał legendzie twarz. Tablice mogą oddać ludziom nazwiska</h2><p>Przez dziesięciolecia pamięć o Hubalu żyła również dzięki literaturze i kinu. Ważną rolę odegrali „Hubalczycy” Melchiora Wańkowicza, opublikowani w 1959 roku. Potem przyszedł film <strong>„Hubal” Bohdana Poręby z 1973 roku</strong>, z Ryszardem Filipskim w roli majora i muzyką Wojciecha Kilara. Obraz obejrzały miliony Polaków i dla kilku pokoleń to właśnie twarz Filipskiego stała się niemal twarzą samego Dobrzańskiego.</p><p>Ale kino ma swoje prawa. Potrzebuje bohatera pierwszego planu.</p><p>Historia potrzebuje czegoś jeszcze — nazwisk.</p><p>Bo obok majora byli wachmistrzowie, kaprale, ułani, piechurzy, łącznicy. Ludzie mający rodziców, żony, narzeczone, dzieci. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej pracowali, uczyli się, chodzili ulicami swoich miejscowości. Wojna odebrała im zwyczajne życie, a później czas niejednemu odebrał także pamięć potomnych.</p><p>Dlatego odsłonięcie w Tomaszowie tablic poświęconych stu miejscowym hubalczykom może mieć znaczenie większe niż kolejna oficjalna uroczystość z apelem, sztandarami i kwiatami.</p><p>Może być próbą przywrócenia historii właściwych proporcji.</p><p><strong>Hubal był jeden. Ale legendę Hubala tworzyli ludzie. Także ludzie stąd.</strong></p><p>Uroczystość w kościele św. Jadwigi Królowej przy ul. Warszawskiej 75/81 rozpocznie się <strong>w sobotę, 24 października, o godz. 12.00</strong>.</p><p>Najmocniejszym dalszym materiałem byłoby zdobycie <strong>pełnej listy stu upamiętnionych żołnierzy</strong>. Z niej można później zrobić osobny cykl „Hubalczycy z ziemi tomaszowskiej” — nazwisko po nazwisku, rodzina po rodzinie.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Zegary cofniemy, ale pozostanie. W nocy śpimy godzinę dłużej, a Europa wciąż nie potrafi zatrzymać czasu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57213,zegary-cofniemy-ale-pozostanie-w-nocy-spimy-godzine-dluzej-a-europa-wciaz-nie-potrafi-zatrzymac-czasu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57213,zegary-cofniemy-ale-pozostanie-w-nocy-spimy-godzine-dluzej-a-europa-wciaz-nie-potrafi-zatrzymac-czasu</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 08:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zegary-cofniemy-ale-pozostanie-w-nocy-spimy-godzine-dluzej-a-europa-wciaz-nie-potrafi-zatrzymac-c-1792823386.png</url>
                        <title>Zegary cofniemy, ale pozostanie. W nocy śpimy godzinę dłużej, a Europa wciąż nie potrafi zatrzymać czasu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57213,zegary-cofniemy-ale-pozostanie-w-nocy-spimy-godzine-dluzej-a-europa-wciaz-nie-potrafi-zatrzymac-czasu</link>
                    </image><description>W nocy z 24 na 25 października znów wykonamy rytuał, który od lat budzi więcej pytań niż entuzjazmu. O godzinie 3.00 wskazówki zegarów cofniemy na 2.00, zyskując dodatkową godzinę snu. Tyle że za tym pozornie niewinnym zabiegiem kryje się znacznie poważniejsza historia: spór o nasze zdrowie, koszty gospodarcze i polityczną niemoc Unii Europejskiej. Bruksela od ośmiu lat dyskutuje o zakończeniu zmian czasu, ale zamiast pożegnania z przestawianiem zegarków mamy kolejny harmonogram. Tym razem aż do 2031 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie chwile, kiedy człowiek chciałby zatrzymać czas. Ocalić ulotną chwilę, przedłużyć szczęście, powrócić do tego, co bezpowrotnie minęło. Literatura uczyniła z tego pragnienia jeden ze swoich najpiękniejszych tematów. Marcel Proust szukał utraconego czasu w zakamarkach pamięci, a bohaterowie filmów podróżowali przez epoki, próbując naprawić własne błędy. Tymczasem współczesna Europa dwa razy w roku dokonuje czegoś znacznie bardziej prozaicznego. Administracyjną decyzją przesuwa wskazówki zegarów, jakby czas był urzędowym formularzem, który można poprawić jednym podpisem.</p><p>W najbliższą niedzielę, 25 października 2026 roku, o godzinie trzeciej nad ranem ponownie wybije druga. Dla większości mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i całej Polski będzie to oznaczało możliwość dłuższego snu. Dla pracujących nocą, kierowców, pracowników ochrony zdrowia, transportu i służb ratunkowych może oznaczać jednak dodatkowe komplikacje. A dla polityków unijnych będzie przypomnieniem sprawy, której mimo upływu lat wciąż nie udało się rozwiązać.</p><h2>Godzina, która wydarzy się dwa razy</h2><p>Zasada jest prosta. W ostatnią niedzielę października kończy się czas letni środkowoeuropejski (CEST), a zaczyna czas środkowoeuropejski (CET), potocznie nazywany zimowym. O godzinie 3.00 cofamy zegarki na 2.00. W praktyce oznacza to, że noc z soboty na niedzielę będzie trwała godzinę dłużej, a doba kalendarzowa 25 października będzie miała 25 godzin.</p><p>Nie wszystkie urządzenia wymagają ręcznej korekty. Smartfony, komputery i większość współczesnych urządzeń połączonych z siecią powinny przestawić się automatycznie. Trzeba jednak pamiętać o tradycyjnych zegarach, niektórych urządzeniach gospodarstwa domowego czy starszych systemach elektronicznych.</p><p>Zmiana czasu wpływa również na sposób odczuwania długości dnia. W niedzielę słońce będzie zachodziło według wskazań zegara mniej więcej godzinę wcześniej niż dzień przed zmianą, choć sam ruch Ziemi i rzeczywista długość dnia pozostaną oczywiście niezmienione. Zyskamy jaśniejsze poranki kosztem wcześniejszego zapadania wieczornego mroku.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego oznacza to powrót do dobrze znanego jesienno-zimowego krajobrazu. Coraz krótsze popołudnia, ciemniejsze ulice podczas powrotów z pracy i szkoły, spacery nad Pilicą, które trzeba będzie planować nieco wcześniej. Nie zmienia się natura, lecz sposób, w jaki odczytujemy jej rytm.</p><h2>Bruksela rozpisała zmiany aż do 2031 roku</h2><p>Najciekawsza informacja tegorocznej jesieni nie dotyczy jednak samego przestawiania zegarków. Komisja Europejska opublikowała 18 marca 2026 roku oficjalny harmonogram zmian czasu na kolejnych pięć lat, obejmujący okres od 2027 do 2031 roku.</p><p>Dokument oznaczony numerem C/2026/1660 został ogłoszony w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej i wskazuje konkretne daty rozpoczynania oraz kończenia czasu letniego. Wynikają one z dyrektywy 2000/84/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z 19 stycznia 2001 roku.</p><p>Zgodnie z harmonogramem zegarki będziemy przestawiać w następujących terminach:</p><figure class="table"><table><thead><tr><th>Rok</th><th>Początek czasu letniego</th><th>Powrót do czasu zimowego</th></tr></thead><tbody><tr><td>2027</td><td>28 marca</td><td>31 października</td></tr><tr><td>2028</td><td>26 marca</td><td>29 października</td></tr><tr><td>2029</td><td>25 marca</td><td>28 października</td></tr><tr><td>2030</td><td>31 marca</td><td>27 października</td></tr><tr><td>2031</td><td>30 marca</td><td>26 października</td></tr></tbody></table></figure><p>Nie oznacza to, że Unia Europejska podjęła nową polityczną decyzję o utrzymaniu zmian czasu przez następne pięć lat. Harmonogram stanowi wykonanie obecnie obowiązujących przepisów. Gdyby państwa członkowskie porozumiały się w sprawie zniesienia sezonowego przestawiania zegarków, prawo mogłoby zostać zmienione.</p><p>Na razie jednak takiego porozumienia nie ma.</p><p>Co istotne, również polski rząd przygotowuje nowe przepisy. W wykazie prac legislacyjnych pojawił się projekt rozporządzenia Prezesa Rady Ministrów dotyczącego wprowadzania i odwoływania czasu letniego w latach 2027–2031. Obecnie obowiązujące polskie rozporządzenie z 4 marca 2022 roku obejmuje bowiem jedynie lata 2022–2026.</p><h2>Osiem lat obietnic. I ani jednej rozstrzygającej decyzji</h2><p>Historia prób likwidacji zmian czasu w Unii Europejskiej przypomina serial, którego scenarzyści od dawna nie mają pomysłu na zakończenie.</p><p>W 2018 roku Komisja Europejska przedstawiła propozycję rezygnacji z dwukrotnego przestawiania zegarków. Wcześniej przeprowadzono konsultacje społeczne, które przyniosły wyjątkowo jednoznaczny rezultat. Spośród 4,6 miliona uczestników aż 84 procent opowiedziało się za zakończeniem sezonowych zmian czasu.</p><p>Wynik robił wrażenie. Trzeba jednak pamiętać, że były to dobrowolne konsultacje internetowe, a nie reprezentatywny sondaż wszystkich mieszkańców Unii Europejskiej.</p><p>W 2019 roku Parlament Europejski poparł projekt zniesienia zmian czasu. Wydawało się wówczas, że sprawa zmierza do szczęśliwego finału. Jednak propozycja utknęła w Radzie Unii Europejskiej, gdzie konieczne jest uzgodnienie stanowisk państw członkowskich.</p><p>Problem okazał się bardziej złożony niż samo przestawianie zegarków. Poszczególne kraje musiałyby zdecydować, czy chcą na stałe pozostać przy czasie letnim, czy standardowym, a następnie skoordynować te wybory z sąsiadami. Bez takiego porozumienia Europa mogłaby stać się mozaiką stref czasowych utrudniającą transport, handel i funkcjonowanie wspólnego rynku.</p><p>Do sprawy powróciła polska prezydencja w Radzie UE w pierwszej połowie 2025 roku, podejmując rozmowy techniczne z państwami członkowskimi. Nie doprowadziły one jednak do przełomu.</p><p>Według informacji Rady UE, aktualnych w sierpniu 2026 roku, nie zapadła ostateczna decyzja i nie określono terminu jej podjęcia.</p><p>Osiem lat po rozpoczęciu wielkiej europejskiej dyskusji pozostajemy więc dokładnie tam, gdzie byliśmy. Dwa razy w roku przestawiamy zegarki, chociaż sam sens tej operacji coraz częściej jest kwestionowany.</p><h2>Organizm nie ma przycisku „przestaw zegar”</h2><p>Zwolennicy zmian czasu przez dziesięciolecia przekonywali, że pozwalają one lepiej wykorzystywać naturalne światło i oszczędzać energię. Argument ten nabrał szczególnego znaczenia w XX wieku, zwłaszcza podczas wojen i kryzysów energetycznych. Współczesny świat wygląda jednak zupełnie inaczej. Oświetlenie stanowi dziś tylko część zapotrzebowania na energię, a klimatyzacja, ogrzewanie, przemysł i całodobowa gospodarka sprawiają, że bilans korzyści jest znacznie bardziej skomplikowany.</p><p>Coraz więcej uwagi poświęca się natomiast skutkom zdrowotnym przestawiania zegarków. Problem polega na tym, że ludzki organizm nie funkcjonuje według urzędowych rozporządzeń. Nasz wewnętrzny zegar biologiczny jest zsynchronizowany z rytmem światła i ciemności, regulując sen, czuwanie, temperaturę ciała, wydzielanie hormonów oraz szereg procesów metabolicznych.</p><p>Eksperci z Amerykańskiej Akademii Medycyny Snu (American Academy of Sleep Medicine) wskazują, że sezonowe zmiany czasu mogą zakłócać rytm dobowy. Szczególnie niekorzystne konsekwencje wiążą się z wiosennym przesunięciem zegarków o godzinę do przodu, kiedy tracimy część nocnego odpoczynku. Badacze zwracają uwagę na związki tego przejścia ze zwiększonym ryzykiem niektórych zdarzeń sercowo-naczyniowych, zaburzeń nastroju i wypadków komunikacyjnych.</p><p>Jesienne cofnięcie zegarków jest zazwyczaj łagodniejsze, ponieważ pozwala na dodatkową godzinę snu. Nie oznacza to jednak, że dla wszystkich pozostaje obojętne. Osoby pracujące w systemie zmianowym, dzieci przyzwyczajone do określonych godzin zasypiania czy ludzie z zaburzeniami snu mogą potrzebować czasu, aby dostosować się do nowego rozkładu dnia.</p><p>Naukowcy zajmujący się medycyną snu coraz częściej opowiadają się za pozostawieniem czasu standardowego przez cały rok. Ich argumentacja opiera się przede wszystkim na znaczeniu porannego światła dla prawidłowego funkcjonowania rytmu biologicznego. Dla wielu osób bardziej atrakcyjna wydaje się jednak wizja stałego czasu letniego, zapewniającego dłuższe, jasne popołudnia.</p><p>I właśnie w tym miejscu zaczyna się kolejny spór. Bo to, co przyjemne dla naszego życia towarzyskiego, nie zawsze musi być najkorzystniejsze dla zdrowia.</p><h2>Godzina więcej w pracy. Co z transportem i nocnymi zmianami?</h2><p>Zmiana czasu nie jest wyłącznie sprawą zegarka stojącego na nocnym stoliku. Jej konsekwencje odczuwają również przedsiębiorstwa, instytucje publiczne i pracownicy.</p><p>W nocy z 24 na 25 października szczególne znaczenie będzie miała organizacja pracy w zakładach funkcjonujących przez całą dobę. Dotyczy to między innymi szpitali, placówek opiekuńczych, zakładów produkcyjnych, firm ochroniarskich, transportu i służb ratowniczych.</p><p>Pracownik, którego zmiana obejmuje moment cofnięcia zegarów, może faktycznie przepracować godzinę dłużej, niż wynikałoby to z prostego odczytu godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy. Rodzi to obowiązek prawidłowego rozliczenia rzeczywistego czasu pracy, z uwzględnieniem zasad dotyczących norm czasu pracy, wynagrodzenia i ewentualnych nadgodzin.</p><p>Nie można jednak automatycznie przyjmować, że każda dodatkowa godzina wynikająca z jesiennej zmiany czasu jest w każdym przypadku godziną nadliczbową. Jej kwalifikacja zależy od obowiązującego pracownika systemu i rozkładu czasu pracy oraz okoliczności konkretnej zmiany.</p><p>Problemy mogą pojawiać się również w transporcie kolejowym i autobusowym. Rozkłady jazdy muszą uwzględniać fakt, że pewien przedział czasu wystąpi dwukrotnie. Systemy informatyczne obsługujące rezerwacje, płatności, monitoring czy rejestrowanie zdarzeń również powinny poprawnie odróżniać oba przedziały między godziną drugą a trzecią.</p><p>Dla mieszkańców powiatu tomaszowskiego, korzystających z połączeń dalekobieżnych czy rozpoczynających pracę wcześnie rano, najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie sprawdzenie aktualnego rozkładu jazdy bezpośrednio u przewoźnika.</p><h2>Czy naprawdę oszczędzamy energię?</h2><p>To pytanie powraca przy każdej kolejnej zmianie czasu. Historycznie odpowiedź wydawała się oczywista. Przesunięcie aktywności ludzi na jaśniejszą część dnia miało ograniczać zużycie energii potrzebnej do oświetlania domów, biur i fabryk.</p><p>Dziś sytuacja jest znacznie bardziej złożona. Korzyści energetyczne są zależne od położenia geograficznego, klimatu, stylu życia społeczeństwa i struktury zużycia energii. Potencjalne oszczędności na oświetleniu mogą być częściowo równoważone przez inne potrzeby energetyczne.</p><p>Nie ma więc podstaw, by bez dodatkowych zastrzeżeń twierdzić, że każda zmiana czasu przynosi gospodarce wymierne korzyści. Nie oznacza to również, że w każdym państwie bilans musi być ujemny.</p><p>Do rachunku należałoby dopisać koszty organizacyjne, aktualizację systemów informatycznych, dostosowanie rozkładów jazdy i planowania pracy. To wydatki mniej widowiskowe niż rachunek za prąd, ale jak najbardziej realne.</p><p>W tym sensie dyskusja o zmianie czasu jest także dyskusją o efektywności państwa. O tym, czy instytucje powinny podtrzymywać rozwiązania, których pierwotne uzasadnienie straciło część znaczenia, tylko dlatego, że przez lata zdążyliśmy się do nich przyzwyczaić.</p><h2>Czas zimowy czy letni? Oto prawdziwy problem</h2><p>Samo zniesienie przestawiania zegarków nie rozwiązuje jeszcze wszystkich dylematów. Europa musi bowiem odpowiedzieć na pytanie znacznie ważniejsze: przy którym czasie pozostać?</p><p>Stały czas letni oznaczałby jaśniejsze wieczory przez większą część roku, ale zimą słońce wschodziłoby według zegara później. W okresie najkrótszych dni dzieci mogłyby rozpoczynać zajęcia szkolne jeszcze przed świtem, a wielu pracowników wyruszałoby do pracy w głębokich ciemnościach.</p><p>Stały czas standardowy, czyli potocznie zimowy, byłby lepiej dostosowany do naturalnego rytmu dnia i nocy, ale latem oznaczałby wcześniejsze wschody i zachody słońca według wskazań zegara. Część wieczornego światła, szczególnie cenionego przez osoby aktywne po pracy, zostałaby przesunięta na bardzo wczesne godziny poranne.</p><p>Nie sposób też pominąć różnic geograficznych. Potrzeby mieszkańców Hiszpanii, Polski czy Finlandii nie są identyczne. Inaczej wygląda doba słoneczna na północy Europy, inaczej nad Morzem Śródziemnym.</p><p>Dodatkowo sąsiednie państwa powinny uzgadniać swoje decyzje, aby nie tworzyć niepotrzebnych barier dla komunikacji i gospodarki.</p><p>Być może właśnie dlatego europejska debata trwa tak długo. Łatwo zgodzić się, że przestawianie zegarków jest uciążliwe. Znacznie trudniej uzgodnić, jaki porządek powinien je zastąpić.</p><h2>Co możemy zrobić, żeby łagodniej przejść na czas zimowy?</h2><p>Choć tej jesieni otrzymujemy dodatkową godzinę snu, warto potraktować zmianę jako moment uporządkowania codziennego rytmu. Specjaliści od medycyny snu zalecają przede wszystkim regularność godzin zasypiania i wstawania, korzystanie z naturalnego światła w ciągu dnia oraz ograniczenie intensywnego światła i korzystania z ekranów bezpośrednio przed snem.</p><p>W niedzielę dobrze będzie wyjść na poranny spacer. Światło dzienne pomaga organizmowi dostosować zegar biologiczny do nowego rozkładu aktywności. Warto też pamiętać, że godzina dodatkowego snu nie zastąpi systematycznego wypoczynku, którego często brakuje nam w ciągu całego tygodnia.</p><p>Osoby przyjmujące leki o ściśle określonych porach, szczególnie w przypadku terapii wymagających precyzyjnych odstępów między dawkami, powinny stosować indywidualne zalecenia lekarza lub farmaceuty.</p><h2>W marcu zrobimy to ponownie</h2><p>Czas zimowy rozpocznie się w Polsce w niedzielę 25 października 2026 roku i potrwa do 28 marca 2027 roku. Wtedy, w ostatnią niedzielę marca, przesuniemy wskazówki w przeciwną stronę: z godziny 2.00 na 3.00. Stracimy godzinę snu, ale ponownie zyskamy jaśniejsze wieczory.</p><p>O ile oczywiście do tego czasu nie nastąpi nieoczekiwany przełom legislacyjny.</p><p>Na razie nic nie wskazuje na szybkie zakończenie wieloletniego sporu. Unijni urzędnicy opublikowali harmonogram do 2031 roku, a państwa członkowskie nadal nie wypracowały wspólnego stanowiska w sprawie przyszłości sezonowych zmian czasu.</p><p>I jest w tym coś symbolicznego. Europa, która potrafi budować skomplikowane systemy prawne, regulować międzynarodowy handel i projektować politykę gospodarczą na dziesięciolecia, od ośmiu lat nie potrafi uzgodnić, co zrobić z jedną godziną.</p><p>W niedzielny poranek większość z nas nie będzie jednak zaprzątać sobie głowy politycznymi sporami. Ktoś wypije drugą kawę, ktoś wykorzysta dodatkową godzinę na sen, a ktoś będzie musiał pozostać dłużej na nocnym dyżurze.</p><p>Zegary posłusznie wykonają swoje zadanie.</p><p>Tylko czas, jak zwykle, popłynie dalej.</p><p><i>Opracowanie własne NaszTomaszow.pl na podstawie materiału PAP oraz dokumentów Komisji Europejskiej, Rady UE, Parlamentu Europejskiego, polskiego rozporządzenia z 4 marca 2022 r. i stanowisk American Academy of Sleep Medicine.</i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dwa medale dla Pilicy. Bosiek srebrna, Kwapisz z brązem. Dąbrowska i Kania zdominowali sprinty]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57212,dwa-medale-dla-pilicy-bosiek-srebrna-kwapisz-z-brazem-dabrowska-i-kania-zdominowali-sprinty</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57212,dwa-medale-dla-pilicy-bosiek-srebrna-kwapisz-z-brazem-dabrowska-i-kania-zdominowali-sprinty</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 08:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dwa-medale-dla-pilicy-bosiek-srebrna-kwapisz-z-brazem-dabrowska-i-kania-zdominowali-sprinty-1792821818.jpg</url>
                        <title>Dwa medale dla Pilicy. Bosiek srebrna, Kwapisz z brązem. Dąbrowska i Kania zdominowali sprinty</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57212,dwa-medale-dla-pilicy-bosiek-srebrna-kwapisz-z-brazem-dabrowska-i-kania-zdominowali-sprinty</link>
                    </image><description>Drugi dzień Mistrzostw Polski na Dystansach rozgrywanych w Arenie Lodowej przyniósł kolejne medale dla gospodarzy. Karolina Bosiek wywalczyła srebro na 1000 metrów, a Szymon Kwapisz stanął na najniższym stopniu podium w biegu ze startu wspólnego. Bohaterami sprinterskiej części mistrzostw pozostają jednak Wiktoria Dąbrowska i Marek Kania. Oboje po dwóch dniach rywalizacji mają już po dwa złote medale.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tomaszowski tor ponownie okazał się miejscem szybkiego ścigania, rekordów życiowych i – co dla miejscowych kibiców najważniejsze – sukcesów zawodników Pilicy Tomaszów Mazowiecki. Po czwartkowym triumfie Vladimira Semirunnija na 5000 metrów w piątek do medalowego dorobku gospodarzy dołożyli swoje krążki Karolina Bosiek oraz Szymon Kwapisz.</p><p>Największe wrażenie drugiego dnia mistrzostw zrobiła jednak zaledwie 20-letnia <strong>Wiktoria Dąbrowska z Korony Wilanów</strong>. Zawodniczka, która dzień wcześniej została mistrzynią Polski na 500 metrów, tym razem nie pozostawiła rywalkom złudzeń na dystansie dwukrotnie dłuższym.</p><p>Dąbrowska przejechała 1000 metrów w czasie <strong>1:15,05</strong>, ustanawiając swój rekord życiowy. Jej przewaga nad drugą Karoliną Bosiek wyniosła aż 2,07 sekundy – na tym dystansie to różnica bardzo wyraźna. Trzecie miejsce zajęła Iga Wojtasik z AZS AWF Katowice z wynikiem 1:18,36.</p><h3>Bosiek ze srebrem przed własną publicznością</h3><p>Dla tomaszowskich kibiców najważniejszą informacją jest jednak kolejny medal <strong>Karoliny Bosiek</strong>. Reprezentantka Pilicy ukończyła wyścig z wynikiem <strong>1:17,12</strong>, zdobywając srebrny medal mistrzostw Polski.</p><p>Dzień wcześniej Bosiek również stanęła na podium – była trzecia na 500 metrów. Oznacza to, że po dwóch dniach mistrzostw jedna z najbardziej rozpoznawalnych zawodniczek tomaszowskiego klubu ma już dwa krążki krajowego czempionatu.</p><p>To szczególnie istotne w kontekście początku sezonu i zbliżających się zawodów Pucharu Świata. Mistrzostwa Polski nie są bowiem wyłącznie walką o krajowe medale. Dla wielu zawodników to także najważniejszy sprawdzian formy i element rywalizacji o miejsca w reprezentacji na pierwsze międzynarodowe starty sezonu. Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego już przed rozpoczęciem imprezy podkreślał, że wyniki uzyskane w Tomaszowie będą miały znaczenie przy ustalaniu kadry.</p><h3>Dąbrowska jak w transie</h3><p>Dla Wiktorii Dąbrowskiej piątkowy start był czymś więcej niż kolejnym zwycięstwem. Wynik 1:15,05 potwierdza, że młoda zawodniczka bardzo szybko próbuje odnaleźć swoje miejsce w seniorskiej czołówce. Jeszcze przed mistrzostwami PZŁS wymieniał ją wśród zawodników młodego pokolenia mogących w tym sezonie znacząco przesunąć się w reprezentacyjnej hierarchii.</p><p>Sama zawodniczka po biegu przyznawała, że niemal nie pamięta tego, co wydarzyło się na torze.</p><p>– <strong>Nic nie pamiętam ze swojego biegu, bo byłam jak w transie. Wciąż chyba jestem w szoku</strong> – mówiła Dąbrowska po zdobyciu mistrzostwa.</p><p>Dwa starty i dwa złote medale – początek zawodów w wykonaniu 20-latki trudno więc określić inaczej niż imponujący.</p><h3>Kania także ma dublet</h3><p>Niemal identyczny scenariusz realizuje w Tomaszowie <strong>Marek Kania</strong>. 27-letni sprinter w czwartek zwyciężył na 500 metrów z czasem 35,15 s, a dzień później dołożył złoto na 1000 metrów.</p><p>Tym razem uzyskał <strong>1:10,34</strong>. Drugi był Mateusz Śliwka z UKS 3 Milanówek – 1:11,19, a brązowy medal zdobył zaledwie 16-letni Krystian Milczarek z Błyskawicy Domaniewice, który uzyskał 1:11,43 i poprawił rekord życiowy.</p><p>Różnice za zwycięzcą były niewielkie. Śliwka stracił do Kani 0,85 sekundy, natomiast za podium zrobiło się już niezwykle ciasno. Czwartego Mateusza Mikołajuka, piątego Szymona Wojtakowskiego i szóstego Vladimira Semirunnija dzieliło zaledwie siedem setnych sekundy.</p><p>Kania przyznał po biegu, że jego występ na kilometrze był lepszy niż czwartkowy start na 500 metrów. Dwukrotny mistrz Polski nie zamierza jednak na tym kończyć rywalizacji – w sobotę czeka go jeszcze dystans 1500 metrów.</p><h3>Nowa formuła mass startu. Kwapisz z medalem dla Pilicy</h3><p>Dużo emocji dostarczyły również biegi ze startu wspólnego rozgrywane według zmienionej formuły. To konkurencja znacznie bardziej przypominająca sportową partię szachów rozgrywaną przy ogromnej prędkości niż klasyczną walkę z zegarem. Liczy się nie tylko przygotowanie fizyczne, ale pozycja w grupie, umiejętność czytania rywali, zachowanie sił i właściwy moment ataku.</p><p>Wśród kobiet mistrzowski tytuł obroniła <strong>18-letnia Hanna Mazur z Orlicy Duszniki-Zdrój</strong>. Po świetnym finiszu zgromadziła 25 punktów i uzyskała czas 10:12,14. Druga była Zofia Braun ze Stegien Warszawa, a trzecia Emilia Zawisza z AZS Zakopane.</p><p>W rywalizacji mężczyzn triumfował <strong>Szymon Palka z AZS AWF Katowice</strong>. Zwycięzca zdobył 25 punktów i pokonał pełny dystans w czasie 8:37,72. Srebro wywalczył Jerzy Stadnicki ze Stegien Warszawa.</p><p>Na trzecim miejscu finiszował natomiast <strong>Szymon Kwapisz z Pilicy Tomaszów Mazowiecki</strong>. Reprezentant gospodarzy uzyskał czas 8:38,58 i zgromadził 17 punktów. To drugi medal dla Pilicy podczas piątkowej części mistrzostw i kolejny dowód, że zawodnicy gospodarzy potrafią wykorzystać znajomość własnego toru.</p><h3>Pilica już z medalową kolekcją</h3><p>Po dwóch dniach zawodów tomaszowski klub ma kilka powodów do satysfakcji. W czwartek jednym z najmocniejszych wydarzeń całych mistrzostw był spektakularny występ <strong>Vladimira Semirunnija</strong>, który wygrał bieg na 5000 metrów w czasie 6:09,98. Za nim finiszowali Mateusz Śliwka oraz Szymon Palka.</p><p>Tego samego dnia Karolina Bosiek zdobyła brąz na 500 metrów. W piątek dołożyła srebro na kilometrze, a Szymon Kwapisz zdobył brąz w mass starcie.</p><p>Gospodarze mają więc już swoją wyraźną obecność w medalowej tabeli, a mistrzostwa dopiero przekroczyły półmetek.</p><h3>W sobotę 1500 metrów i drużyny</h3><p>Rywalizacja w Arenie Lodowej potrwa do niedzieli. <strong>W sobotę, 24 października, zawody rozpoczną się o godz. 10.00</strong>. W programie trzeciego dnia znalazły się biegi kobiet i mężczyzn na 1500 metrów oraz biegi drużynowe.</p><p>W niedzielę panczeniści pojadą na najdłuższych dystansach – kobiety na 5000, a mężczyźni na 10 000 metrów. Mistrzostwa zakończą sprinty drużynowe. Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego potwierdza, że zawody w Arenie Lodowej trwają od 22 do 25 października, a <strong>wstęp na trybuny jest bezpłatny</strong>.</p><p>Dla kibiców z Tomaszowa jest więc jeszcze czas, by zobaczyć na żywo krajową czołówkę. A stawka jest znacznie większa niż komplet medali. Nad tomaszowskim lodem wisi już cień pierwszych zawodów Pucharu Świata – każde okrążenie może być nie tylko walką o mistrzostwo Polski, ale również biletem do reprezentacji.</p><p><strong>Wyniki drugiego dnia Mistrzostw Polski</strong></p><p><strong>1000 m kobiet:</strong></p><ol><li data-list-item-id="e90fa47c45c44adffbf5bc74ff7da13c1">Wiktoria Dąbrowska – Korona Wilanów – 1:15,05</li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="ef51d5f18a589a88090e6ed414379119b"><strong>Karolina Bosiek – Pilica Tomaszów Mazowiecki – 1:17,12</strong></li><li data-list-item-id="e5fff352b0612217ab1c7f58ca62237b6">Iga Wojtasik – AZS AWF Katowice – 1:18,36</li></ol><p><strong>1000 m mężczyzn:</strong></p><ol><li data-list-item-id="eb39978f2574574e697fad95e60e08e66">Marek Kania – Fundacja ŁiSW Legia Warszawa – 1:10,34</li><li data-list-item-id="e3fbb0d1d19ec37cce5d219a95fb23f1d">Mateusz Śliwka – UKS 3 Milanówek – 1:11,19</li><li data-list-item-id="edd9245906e006481e99f1e95ca9964c3">Krystian Milczarek – Błyskawica Domaniewice – 1:11,43</li></ol><p><strong>Mass start kobiet:</strong></p><ol><li data-list-item-id="e3379ffd73939b49ea1d6717a2994b981">Hanna Mazur – Orlica Duszniki-Zdrój</li><li data-list-item-id="ef5aeff878ca45429807920998c96e17d">Zofia Braun – Stegny Warszawa</li><li data-list-item-id="e2facee2d202cf9d45bb501cc2a6f7b1b">Emilia Zawisza – AZS Zakopane</li></ol><p><strong>Mass start mężczyzn:</strong></p><ol><li data-list-item-id="e1c188fb13012b483be2cdd935e90a81e">Szymon Palka – AZS AWF Katowice</li><li data-list-item-id="ed0f7cf03696a69d13854705da20ebac6">Jerzy Stadnicki – Stegny Warszawa</li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e60a4b936d70014ab489e4e268f156a4a"><strong>Szymon Kwapisz – Pilica Tomaszów Mazowiecki</strong></li></ol><p><i>Źródła: PAP, Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego.</i></p><p>Mogę też przygotować do tego <strong>mocny tytuł SEO, lead na Facebooka i grafikę 1200×630 z Bosiek oraz motywem Areny Lodowej</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57210,24-pazdziernika-w-historii-czarny-czwartek-na-wall-street-walka-solidarnosci-i-narodziny-onz</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57210,24-pazdziernika-w-historii-czarny-czwartek-na-wall-street-walka-solidarnosci-i-narodziny-onz</guid>
            <pubDate>Sat, 24 Oct 2026 07:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-24-pazdziernika-w-historii-czarny-czwartek-na-wall-street-walka-solidarnosci-i-narodziny-onz-1792820267.png</url>
                        <title>24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57210,24-pazdziernika-w-historii-czarny-czwartek-na-wall-street-walka-solidarnosci-i-narodziny-onz</link>
                    </image><description>Jednego dnia świat finansów zobaczył, jak milionowe fortuny zamieniają się w papier bez wartości, a kilka dziesięcioleci później narody próbowały stworzyć organizację, która miała uchronić ludzkość przed kolejną wojną. W Polsce robotnicza „Solidarność” przekonała się, że nawet zwycięstwo w sądzie może zostać wykorzystane przeciwko wolności. A przecież 24 października to także wielka muzyka, legendarny pojedynek kierowców Formuły 1 i niezwykłe historie odwagi. Co wydarzyło się 24 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 24 października przypomina wydarzenia, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Zaglądamy również do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie właśnie dzisiaj zostanie przypomniana historia majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” i jego żołnierzy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3>Sobota, 24 października 2026 roku. Kartka z kalendarza</h3><p>Dziś mamy <strong>sobotę, 24 października 2026 roku</strong>. To <strong>297. dzień roku</strong>, a do jego końca pozostało <strong>68 dni</strong>.</p><p>W <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong> słońce wschodzi o godzinie <strong>7.19</strong>, a zachodzi o <strong>17.28</strong>. Dzień trwa zatem <strong>10 godzin i 9 minut</strong>. Jesień coraz wyraźniej odbiera nam światło, choć już najbliższej nocy zyskamy dodatkową godzinę snu. W niedzielę, <strong>25 października</strong>, o godzinie 3.00 cofniemy zegarki na 2.00, przechodząc z czasu letniego na zimowy</p><p>Imieniny obchodzą między innymi <strong>Rafał, Marcin, Antoni, Marek i Filip</strong>.</p><p><strong>24 października obchodzony jest Dzień Narodów Zjednoczonych.</strong> Upamiętnia wejście w życie Karty Narodów Zjednoczonych w 1945 roku. Tego samego dnia przypada ustanowiony przez ONZ <strong>Światowy Dzień Informacji na temat Rozwoju</strong>, a także rozpoczyna się <strong>Tydzień Rozbrojenia</strong>, poświęcony problemom ograniczania zbrojeń i zapobiegania konfliktom.</p><p>Data ma również szczególne znaczenie dla mieszkańców <strong>Zambii</strong>, którzy obchodzą rocznicę uzyskania niepodległości w 1964 roku.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Kalendarium historyczne</u></strong></span></h3><h3>378 lat temu (1648). Pokój westfalski. Europa próbuje nauczyć się życia bez niekończącej się wojny</h3><p><strong>24 października 1648 roku podpisano traktaty pokojowe w Münster i Osnabrück</strong>, które przeszły do historii pod wspólną nazwą <strong>pokoju westfalskiego</strong>. Zakończyły one wojnę trzydziestoletnią, jeden z najbardziej wyniszczających konfliktów w historii Europy. Przez trzy dekady wojska przemierzały ziemie niemieckie, niszcząc miasta, wsie i pola uprawne. Setki tysięcy ludzi ginęły nie tylko podczas bitew, lecz także wskutek głodu, chorób i przemocy towarzyszącej działaniom wojennym.</p><p>Wojna rozpoczęła się jako konflikt religijny i polityczny wewnątrz Świętego Cesarstwa Rzymskiego, ale szybko przekształciła się w walkę o dominację na kontynencie. Uczestniczyły w niej największe europejskie potęgi, a podziały wyznaniowe nie zawsze odpowiadały rzeczywistym interesom państw. Katolicka Francja występowała przecież przeciwko katolickim Habsburgom, wspierając ich protestanckich przeciwników.</p><p><strong>Pokój westfalski</strong> nie stworzył od razu współczesnego porządku międzynarodowego, ale stał się jednym z jego fundamentów. Umocnił znaczenie państw i ich uprawnień, zmienił układ sił w Europie oraz potwierdził określone rozwiązania dotyczące współistnienia wyznań chrześcijańskich. Ograniczył również możliwość narzucania jednolitego porządku politycznego całemu cesarstwu.</p><p>Historia tego porozumienia przypomina, że najbardziej trwały pokój nie rodzi się wyłącznie z wojskowego zwycięstwa. Wymaga również uznania, że przeciwnik będzie nadal istniał, a bezpieczeństwo trzeba budować w świecie pełnym sprzecznych interesów.</p><h3>165 lat temu (1861). Pierwszy telegraf łączy amerykańskie wybrzeża. Odległość przestaje być przeszkodą</h3><p><strong>24 października 1861 roku ukończono pierwszą transkontynentalną linię telegraficzną w Stanach Zjednoczonych.</strong> Sieci komunikacyjne wschodniej i zachodniej części kraju połączono w rejonie Salt Lake City. Było to osiągnięcie niezwykłe, zważywszy na ogromne przestrzenie, góry, pustynie i trudności logistyczne, z jakimi musieli mierzyć się budowniczowie.</p><p>Jeszcze niedawno wiadomości przewożono konno lub dyliżansami, a informacje o wydarzeniach na drugim końcu kontynentu docierały po wielu dniach. Telegraf skrócił ten czas do godzin, a niekiedy minut. Jeden z pierwszych komunikatów skierowano do prezydenta <strong>Abrahama Lincolna</strong>, zapewniając go o lojalności Kalifornii wobec Unii podczas trwającej wojny secesyjnej.</p><p>Nowa technologia zmieniła sposób prowadzenia polityki, handlu i działań wojennych. Przyspieszyła również obieg wiadomości prasowych, przyczyniając się do narodzin nowoczesnego dziennikarstwa informacyjnego. W pewnym sensie był to odległy przodek współczesnego internetu: świat po raz pierwszy przekonał się, że informacja może podróżować znacznie szybciej niż człowiek</p><h3>125 lat temu (1901). Kobieta w beczce spada z wodospadu Niagara. Niezwykły wyczyn Annie Edson Taylor</h3><p><strong>24 października 1901 roku Annie Edson Taylor została pierwszą osobą, która przeżyła spływ przez wodospad Niagara w specjalnie przygotowanej beczce.</strong> Amerykanka miała 63 lata i zdecydowała się na przedsięwzięcie, które dziś trudno sobie wyobrazić. W tamtej epoce widowiskowe wyczyny i publiczne pokazy odwagi mogły przynieść sławę, a niekiedy również pieniądze.</p><p>Taylor przygotowała drewnianą beczkę z odpowiednim zabezpieczeniem wewnętrznym i zdecydowała się pokonać potężną kaskadę wodospadu Horseshoe Falls. Jej podróż trwała krótko, ale groziła natychmiastową śmiercią. Kobieta przeżyła, odnosząc stosunkowo niewielkie obrażenia.</p><p>Wyczyn przyniósł jej rozgłos, ale nie zapewnił oczekiwanego bogactwa. Historia Annie Edson Taylor pokazuje, jak niebezpieczna bywa pogoń za sławą, zwłaszcza gdy świat mediów poszukuje kolejnych sensacji. Z czasem podobne próby zostały objęte restrykcjami, a Niagara pozostała miejscem, w którym natura nieustannie przypomina człowiekowi o jego ograniczeniach.</p><h3>109 lat temu (1917). Caporetto. Armia włoska ponosi jedną z największych klęsk I wojny światowej</h3><p><strong>24 października 1917 roku rozpoczęła się bitwa pod Caporetto</strong>, znana również jako dwunasta bitwa nad Isonzo. Wojska niemieckie i austro-węgierskie uderzyły na włoskie pozycje w rejonie dzisiejszej granicy włosko-słoweńskiej. Od wielu miesięcy front pozostawał miejscem niezwykle krwawych walk, podczas których kolejne ofensywy przynosiły ogromne straty i niewielkie zdobycze terytorialne.</p><p>Tym razem atakujący wykorzystali zaskoczenie, odpowiednio przygotowane natarcie artyleryjskie i taktykę szybkiego przenikania przez słabsze punkty obrony. Włoskie linie zostały przełamane, a odwrót przerodził się w rozległy kryzys wojskowy. Dowodzona przez generała <strong>Luigiego Cadornę</strong> armia poniosła potężne straty i została zmuszona do wycofania się nad rzekę Piave.</p><p>Klęska doprowadziła do zmian w dowództwie oraz konieczności gruntownej reorganizacji włoskich sił zbrojnych. Nie przesądziła jednak o przegranej Włoch w wojnie. Rok później ich armia uczestniczyła w ofensywie, która zakończyła się klęską Austro-Węgier.</p><p><strong>Caporetto</strong> weszło do włoskiego języka jako symbol katastrofalnej porażki. Jego cień odnajdziemy również w literaturze, między innymi w powieści <strong>Ernesta Hemingwaya „Pożegnanie z bronią”</strong>, gdzie odwrót wojsk staje się tłem opowieści o wojnie, miłości i utracie złudzeń.&nbsp;</p><h3>97 lat temu (1929). Czarny czwartek. Wall Street odkrywa, że pieniądze mogą zniknąć</h3><p><strong>24 października 1929 roku na nowojorskiej giełdzie wybuchła panika</strong>, która przeszła do historii jako <strong>czarny czwartek</strong>. Wcześniejsze lata były okresem dynamicznego wzrostu cen akcji, spekulacji i przekonania, że gospodarcza prosperity będzie trwała niemal bez końca. Wielu inwestorów kupowało papiery wartościowe za pożyczone pieniądze, licząc na dalszy wzrost ich wartości.</p><p>Tego dnia coraz większa liczba uczestników rynku próbowała pozbyć się akcji. Ceny gwałtownie spadały, a przed siedzibą giełdy gromadziły się tłumy ludzi oczekujących wiadomości o swoich oszczędnościach. Obrót sięgnął niemal <strong>13 milionów akcji</strong>, co stanowiło wówczas rekord. Najwięksi bankierzy podjęli próbę ustabilizowania sytuacji, kupując akcje i starając się zahamować panikę.</p><p>Na krótko wydawało się, że kryzys został opanowany. Było to jednak złudzenie. W poniedziałek 28 października i wtorek 29 października nastąpiły kolejne gwałtowne spadki. Giełdowa katastrofa przyczyniła się do pogłębienia problemów gospodarczych Stanów Zjednoczonych i świata.</p><p><strong>Wielki Kryzys</strong> nie był spowodowany jednym dniem spadków na giełdzie. Jego przyczyny były znacznie bardziej złożone i obejmowały między innymi problemy systemu bankowego, nadmierne zadłużenie i błędy polityki gospodarczej. Krach stał się jednak symbolem chwili, w której zakończyła się epoka beztroskiej wiary w nieograniczony wzrost.</p><p>W kolejnych latach miliony ludzi straciły pracę i oszczędności, a gospodarcze załamanie przyczyniło się do wzrostu napięć społecznych oraz politycznych. W Europie kryzys stworzył warunki sprzyjające radykalizacji części społeczeństw i umacnianiu ruchów ekstremistycznych.&nbsp;</p><h3>81 lat temu (1945). Powstaje Organizacja Narodów Zjednoczonych. Świat składa obietnicę pokoju</h3><p><strong>24 października 1945 roku weszła w życie Karta Narodów Zjednoczonych</strong>, a tym samym oficjalnie rozpoczęła działalność <strong>Organizacja Narodów Zjednoczonych</strong>. Kilka miesięcy wcześniej delegaci państw uczestniczących w konferencji w San Francisco opracowali dokument, który miał stać się podstawą nowego systemu bezpieczeństwa międzynarodowego.</p><p>Świat dopiero podnosił się z ruin II wojny światowej. Europa była zniszczona, miliony ludzi nie miały domów, a ujawniana skala zbrodni nazistowskich pokazywała, do czego może doprowadzić państwowa ideologia oparta na przemocy i pogardzie dla człowieka. Ataki atomowe na Hiroszimę i Nagasaki uświadomiły dodatkowo, że kolejny globalny konflikt może zagrozić istnieniu cywilizacji.</p><p>ONZ miała zapobiegać wojnom, wspierać pokojowe rozstrzyganie sporów i rozwijać współpracę między państwami. Jej struktura od początku zawierała jednak zasadnicze napięcie: z jednej strony odwoływała się do suwerennej równości państw, z drugiej przyznawała szczególne uprawnienia pięciu stałym członkom Rady Bezpieczeństwa.</p><p><strong>Polska należała do 51 państw założycielskich ONZ</strong>, choć nie uczestniczyła w konferencji założycielskiej w San Francisco i podpisała Kartę później.</p><p>Osiemdziesiąt jeden lat historii organizacji to zarówno sukcesy w zakresie pomocy humanitarnej, zdrowia publicznego i rozwoju prawa międzynarodowego, jak i bolesne niepowodzenia w zapobieganiu wojnom. Dzień Narodów Zjednoczonych pozostaje więc nie tylko świętem instytucji, ale również przypomnieniem obietnicy, której realizacja wciąż napotyka przeszkody.</p><h3>64 lata temu (1962). Kryzys kubański. Amerykańskie okręty czekają na radzieckie statki</h3><p><strong>24 października 1962 roku weszła w życie amerykańska morska kwarantanna Kuby</strong>, ogłoszona przez prezydenta <strong>Johna F. Kennedy'ego</strong> w związku z rozmieszczaniem na wyspie radzieckich rakiet. Był to jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów zimnej wojny.</p><p>Dwa dni wcześniej Kennedy poinformował opinię publiczną o wykryciu instalacji rakietowych. Związek Radziecki próbował zmienić strategiczną równowagę sił, rozmieszczając uzbrojenie nuklearne w bezpośrednim sąsiedztwie Stanów Zjednoczonych. Waszyngton odpowiedział groźbą zatrzymywania transportów z ofensywną bronią.</p><p>Teraz decyzje polityczne miały przełożyć się na działania okrętów wojennych. Amerykańscy dowódcy przygotowywali się do przechwytywania jednostek zmierzających w kierunku Kuby. W trakcie posiedzenia specjalnego zespołu doradców Kennedy otrzymał informacje, że część radzieckich statków prawdopodobnie zatrzymała się lub zawróciła. Prezydent nakazał wstrzymać przechwytywanie jednostek, aby wyjaśnić sytuację.</p><p>Nie oznaczało to końca kryzysu. Na Kubie znajdowały się już rakiety, a obie strony obawiały się działań przeciwnika. Dopiero kilka dni później osiągnięto porozumienie umożliwiające stopniowe rozładowanie konfrontacji.</p><p>Zachowane dokumenty administracji Kennedy'ego pokazują, że <strong>24 października 1962 roku</strong> o przyszłości świata mogły decydować pojedyncze komunikaty radiowe, interpretacje danych wywiadowczych i decyzje podejmowane pod ogromną presją.&nbsp;</p><h3>62 lata temu (1964). Zambia odzyskuje niepodległość. Kolejny rozdział końca kolonializmu</h3><p><strong>24 października 1964 roku niepodległość uzyskała Zambia</strong>, wcześniej funkcjonująca jako brytyjska Rodezja Północna. Pierwszym prezydentem nowego państwa został <strong>Kenneth Kaunda</strong>, jeden z najważniejszych przywódców afrykańskich ruchów niepodległościowych.</p><p>Proces dekolonizacji Afryki przyspieszył po II wojnie światowej. Kolejne społeczeństwa domagały się zakończenia europejskiej dominacji i prawa do samodzielnego decydowania o własnej przyszłości. Zambia była częścią tego szerokiego procesu, który zmieniał polityczną mapę świata.</p><p>Niepodległość nie oznaczała jednak natychmiastowego rozwiązania problemów gospodarczych i społecznych. Państwo musiało budować własne instytucje, rozwijać infrastrukturę i mierzyć się z zależnością od eksportu miedzi. Kaunda przez wiele lat pozostawał centralną postacią polityki krajowej.</p><p>Wybór daty 24 października zyskał dodatkowe symboliczne znaczenie, ponieważ był to również <strong>Dzień Narodów Zjednoczonych</strong>. Rocznica Zambii przypomina o epoce, w której idea samostanowienia narodów coraz silniej wpływała na międzynarodowy porządek.&nbsp;</p><h3>51 lat temu (1975). Islandzkie kobiety zatrzymują kraj. Rewolucja bez przemocy</h3><p><strong>24 października 1975 roku kobiety w Islandii przeprowadziły masową akcję protestacyjną</strong>, która przeszła do historii jako <strong>Dzień Wolny Kobiet</strong>. Nie był to zwyczajny strajk pracowniczy. Uczestniczki nie tylko rezygnowały z wykonywania pracy zawodowej, ale także odmawiały w tym dniu nieodpłatnej pracy domowej i opiekuńczej.</p><p>Organizatorzy chcieli zwrócić uwagę na problem nierówności wynagrodzeń, ograniczonego udziału kobiet w życiu publicznym i niedoceniania pracy wykonywanej w gospodarstwach domowych. Według powszechnie przytaczanych szacunków w akcji uczestniczyło około <strong>90 procent islandzkich kobiet</strong>.</p><p>Skutki okazały się natychmiastowe. Zamykano lub ograniczano działalność szkół, sklepów, zakładów pracy i instytucji. Wiele rodzin musiało zorganizować codzienność w zupełnie inny sposób. W Reykjavíku na wielkim zgromadzeniu spotkały się dziesiątki tysięcy uczestniczek.</p><p>Protest nie obalił żadnego rządu. Nie potrzebował przemocy ani spektakularnych starć z policją. Pokazał natomiast, że społeczeństwo nie jest w stanie normalnie funkcjonować bez pracy kobiet, zarówno tej wynagradzanej, jak i pozostającej poza formalnym rynkiem zatrudnienia.</p><p><strong>Islandzki strajk kobiet</strong> stał się jednym z najważniejszych wydarzeń w historii europejskiego ruchu na rzecz równouprawnienia. Jego wpływ był widoczny w późniejszych reformach i kolejnych mobilizacjach społecznych. W 2025 roku, podczas obchodów pięćdziesięciolecia protestu, ponownie przypominano, że historia równouprawnienia to także historia pracy, której przez długi czas nie uznawano za pełnoprawny wkład w gospodarkę.</p><h3>46 lat temu (1980). „Solidarność” zostaje zarejestrowana. Ale władza próbuje odebrać jej prawo do strajku</h3><p><strong>24 października 1980 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie wpisał do rejestru Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”.</strong> Pozornie była to decyzja, na którą czekały miliony ludzi po sierpniowych protestach robotniczych. Rzeczywistość okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana.</p><p>Władze komunistyczne zdawały sobie sprawę, że powstanie niezależnego związku zawodowego stanowi zagrożenie dla dotychczasowego sposobu sprawowania władzy. Związek był bowiem czymś więcej niż organizacją reprezentującą interesy pracowników. Stawał się wielkim ruchem społecznym, którego uczestnicy domagali się godności, praw obywatelskich i możliwości niezależnego działania.</p><p>Sąd zdecydował o rejestracji, ale <strong>samowolnie zmienił statut „Solidarności”</strong>. Usunięto między innymi zapisy dotyczące prawa do strajku oraz dodano stwierdzenie odnoszące się do kierowniczej roli PZPR w państwie. Była to próba podporządkowania niezależnej organizacji regułom obowiązującym w systemie komunistycznym.</p><p><strong>Lech Wałęsa</strong> i pozostali przedstawiciele związku nie zamierzali zaakceptować takiego rozstrzygnięcia. Delegacja oprotestowała decyzję i zapowiedziała odwołanie do Sądu Najwyższego. Narastała groźba kolejnego ogólnopolskiego protestu.</p><p>Konflikt zakończył się dopiero <strong>10 listopada 1980 roku</strong>, kiedy Sąd Najwyższy uchylił zmiany wprowadzone przez sąd wojewódzki. Uzgodniono również dołączenie aneksu do statutu.</p><p>To ważna rocznica, ponieważ pokazuje, że nawet po podpisaniu Porozumień Sierpniowych nie zakończyła się walka o rzeczywistą niezależność społeczną. Każdy nowy obszar wolności trzeba było dopiero wynegocjować, a następnie bronić.</p><p>Niecałe czternaście miesięcy później, <strong>13 grudnia 1981 roku</strong>, władze PRL wprowadziły stan wojenny. Historia pokazała, jak nietrwałe były ówczesne kompromisy i jak duże znaczenie miała determinacja osób, które nie chciały wyrzec się prawa do niezależnego działania.&nbsp;</p><h3>23 lata temu (2003). Ostatni lot pasażerski Concorde’a. Koniec epoki podróżowania szybciej niż dźwięk</h3><p><strong>24 października 2003 roku odbył się ostatni komercyjny lot pasażerski samolotu Concorde</strong>, jednego z najbardziej niezwykłych osiągnięć cywilnego lotnictwa. Maszyna linii British Airways przyleciała z Nowego Jorku na londyńskie Heathrow, gdzie zgromadzili się miłośnicy lotnictwa i przedstawiciele mediów.</p><p>Concorde był symbolem technologicznego optymizmu drugiej połowy XX wieku. Konstrukcja opracowana wspólnie przez Francuzów i Brytyjczyków umożliwiała podróżowanie z prędkością ponaddźwiękową. Przelot przez Atlantyk zajmował około trzech i pół godziny, a pasażerowie mogli doświadczyć czegoś, co wcześniej należało do świata eksperymentalnego lotnictwa wojskowego.</p><p>Była to jednak technologia niezwykle kosztowna. Utrzymanie floty, zużycie paliwa i ograniczenia związane z hałasem sprawiały, że trudno było uczynić takie podróże masowym środkiem transportu. Dodatkowym ciosem okazała się katastrofa Concorde’a linii Air France w 2000 roku.</p><p><strong>Ostatni lot Concorde’a</strong> zamknął epokę, w której szybkość była jednym z najważniejszych symboli postępu. W następnych latach cywilne lotnictwo koncentrowało się przede wszystkim na ekonomice, efektywności i zwiększaniu dostępności podróży.</p><p>Concorde pozostał jednak legendą. Przypomina o czasach, gdy inżynierowie próbowali nie tylko udoskonalać istniejące rozwiązania, ale również radykalnie zmieniać wyobrażenie o tym, co jest możliwe</p><h3>12 lat temu (2014). Alan Eustace skacze z ponad 41 kilometrów. Człowiek na granicy przestrzeni kosmicznej</h3><p><strong>24 października 2014 roku Alan Eustace wykonał rekordowy skok spadochronowy ze stratosfery</strong>, rozpoczynając opadanie z wysokości ponad 41 kilometrów nad powierzchnią Ziemi.</p><p>Eustace był informatykiem i menedżerem związanym z Google, ale przedsięwzięcie miało charakter technicznego eksperymentu wymagającego wieloletnich przygotowań. Zamiast korzystać z dużej kapsuły, jak Felix Baumgartner podczas swojego słynnego skoku dwa lata wcześniej, Eustace wznosił się pod specjalnym balonem w odpowiednio zaprojektowanym kombinezonie ciśnieniowym.</p><p>Po osiągnięciu zaplanowanej wysokości odłączył się od konstrukcji i rozpoczął swobodne spadanie. Podczas lotu przekroczył prędkość dźwięku, osiągając ponad 1300 kilometrów na godzinę. Następnie otworzył spadochron i bezpiecznie wylądował.</p><p>Wyczyn miał znaczenie nie tylko sportowe. Rozwiązania zastosowane w kombinezonie i systemach podtrzymywania życia mogły być wykorzystane w pracach nad technologiami lotniczymi i kosmicznymi.</p><p><strong>Skok Alana Eustace’a</strong> przypomina, że historia wielkich osiągnięć technicznych nie zawsze toczy się przy świetle reflektorów. Czasami za przełomem stoją niewielkie zespoły inżynierów, których nazwisk opinia publiczna nigdy nie poznaje.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Urodzili się tego dnia</u></strong></span></h3><h3>Bill Wyman (1936). Dziewięćdziesiąte urodziny basisty The Rolling Stones</h3><p><strong>24 października 1936 roku urodził się Bill Wyman</strong>, brytyjski muzyk, przez trzy dekady związany z <strong>The Rolling Stones</strong>. Jego gra na gitarze basowej stanowiła istotną część charakterystycznego brzmienia grupy w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Wyman nie należał do najbardziej ekspresyjnych członków zespołu, ale potrafił tworzyć rytmiczne fundamenty, bez których trudno wyobrazić sobie wiele klasycznych nagrań Stonesów. Dzisiaj obchodzi <strong>90. urodziny</strong></p><h3>F. Murray Abraham (1939). Salieri, który opowiadał o zazdrości i genialności</h3><p><strong>24 października 1939 roku urodził się F. Murray Abraham</strong>, amerykański aktor, laureat Oscara za rolę Antonia Salieriego w filmie <strong>„Amadeusz”</strong> Miloša Formana. Jego kreacja stała się jedną z najbardziej przejmujących opowieści o zazdrości wobec talentu. Abraham pokazał człowieka przekonanego o własnej wartości, którego spotkanie z geniuszem Mozarta doprowadza do wewnętrznej katastrofy. Występował również w „Imieniu róży” i wielu innych produkcjach filmowych oraz telewizyjnych.</p><h3>Kevin Kline (1947). Aktor, który potrafi śmieszyć i wzruszać</h3><p><strong>24 października 1947 roku urodził się Kevin Kline</strong>, amerykański aktor teatralny i filmowy. W jego dorobku znalazły się między innymi <strong>„Wybór Zofii”</strong>, <strong>„Rybka zwana Wandą”</strong> i <strong>„Francuski pocałunek”</strong>. Za rolę w „Rybce zwanej Wandą” otrzymał Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego. Kline należy do artystów, którzy potrafią z równą swobodą odnaleźć się w komedii, dramacie i klasycznym repertuarze teatralnym.</p><h3>Wayne Rooney (1985). Piłkarz, który stał się symbolem Manchesteru United</h3><p><strong>24 października 1985 roku urodził się Wayne Rooney</strong>, jeden z najbardziej rozpoznawalnych angielskich piłkarzy XXI wieku. Przez wiele lat reprezentował <strong>Manchester United</strong>, z którym zdobywał krajowe i międzynarodowe trofea. W historii klubu zapisał się jako jego najlepszy strzelec. Jego kariera łączyła niezwykłą energię, technikę i skuteczność, choć nie brakowało w niej również kontrowersji.</p><h3>Drake (1986). Czterdzieste urodziny jednego z największych artystów współczesnego hip-hopu</h3><p><strong>24 października 1986 roku urodził się Aubrey Drake Graham</strong>, kanadyjski raper, wokalista i producent muzyczny znany jako <strong>Drake</strong>. Jego twórczość przyczyniła się do zatarcia granic między hip-hopem, współczesnym R&amp;B i popem. Artysta wielokrotnie zajmował najwyższe miejsca na światowych listach przebojów. Dzisiaj obchodzi <strong>40. urodziny</strong>, a jego kariera pozostaje jednym z przykładów ogromnej przemiany przemysłu muzycznego w epoce streamingu.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Odeszli tego dnia</u></strong></span></h3><h3>Gene Roddenberry (1921–1991). Człowiek, który wymyślił przyszłość bez granic</h3><p><strong>24 października 1991 roku zmarł Gene Roddenberry</strong>, amerykański scenarzysta i producent, twórca <strong>„Star Treka”</strong>. Jego serial science fiction, którego pierwsza odsłona zadebiutowała w 1966 roku, opowiadał o przyszłości, w której ludzie różnych narodowości i kultur wspólnie badają kosmos.</p><p>W epoce zimnej wojny była to wizja zaskakująco optymistyczna. Roddenberry wyobrażał sobie świat, w którym ludzkość potrafi przezwyciężyć część dawnych podziałów, a odkrywanie nieznanego nie musi oznaczać podboju. Jego dzieło stało się jedną z najbardziej wpływowych opowieści w historii telewizji i popkultury.</p><h3>Rosa Parks (1913–2005). Kobieta, której odmowa zmieniła historię praw obywatelskich</h3><p><strong>24 października 2005 roku zmarła Rosa Parks</strong>, jedna z najbardziej znanych działaczek amerykańskiego ruchu praw obywatelskich.</p><p>Jej nazwisko zapisało się w historii dzięki wydarzeniom z <strong>1 grudnia 1955 roku</strong>, kiedy odmówiła ustąpienia miejsca białemu pasażerowi w autobusie w Montgomery w stanie Alabama. Została aresztowana, a jej postawa przyczyniła się do rozpoczęcia wielkiego bojkotu miejskiej komunikacji. Protest stał się jednym z najważniejszych momentów walki z segregacją rasową w Stanach Zjednoczonych.</p><p>Parks nie była przypadkową uczestniczką wydarzeń. Już wcześniej angażowała się w działalność społeczną na rzecz równych praw. Jej historia przypomina, że odwaga obywatelska nie musi oznaczać wielkich przemówień. Czasem zaczyna się od spokojnego odmówienia podporządkowania niesprawiedliwemu nakazowi.</p><h3>Fats Domino (1928–2017). Pianista, który pomógł narodzić się rock and rollowi</h3><p><strong>24 października 2017 roku zmarł Fats Domino</strong>, amerykański wokalista i pianista, jedna z najważniejszych postaci wczesnego rock and rolla. Jego muzyka wyrastała z tradycji Nowego Orleanu, łącząc rhythm and blues, boogie-woogie i charakterystyczny sposób prowadzenia melodii.</p><p>Przeboje <strong>„Blueberry Hill”</strong>, <strong>„Ain't That a Shame”</strong> oraz <strong>„I'm Walkin'”</strong> weszły do kanonu muzyki popularnej. Domino należał do artystów, którzy stworzyli fundamenty gatunku, zanim rock and roll stał się globalnym fenomenem kulturowym. Dziewiąta rocznica jego śmierci przypomina, że muzyczna rewolucja lat pięćdziesiątych nie miała jednego ojca, lecz wielu niezwykle utalentowanych twórców.&nbsp;</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w muzyce</u></strong></span></h3><h3>31 lat temu (1995). The Smashing Pumpkins wydają „Mellon Collie and the Infinite Sadness”. Rockowa melancholia rozpisana na dwa albumy</h3><p><strong>24 października 1995 roku ukazał się album „Mellon Collie and the Infinite Sadness” zespołu The Smashing Pumpkins.</strong> Było to przedsięwzięcie niezwykle ambitne nawet jak na czasy, gdy wielkie rockowe wydawnictwa wciąż mogły liczyć na ogromne zainteresowanie słuchaczy.</p><p><strong>Billy Corgan</strong> postanowił stworzyć dzieło, które nie będzie jedynie zbiorem przebojów. Powstał rozbudowany album, obejmujący różne nastroje i muzyczne światy: od ciężkich gitarowych kompozycji po kameralne ballady, od gwałtownej frustracji po melancholijne rozważania o przemijaniu.</p><p>Wśród najważniejszych utworów znalazły się <strong>„Bullet with Butterfly Wings”</strong>, <strong>„1979”</strong>, <strong>„Tonight, Tonight”</strong>, <strong>„Zero”</strong> oraz <strong>„Thirty-Three”</strong>.</p><p>„Bullet with Butterfly Wings” było pełnym gniewu rockowym manifestem, podczas gdy „1979” przynosiło nostalgiczną opowieść o młodości i poczuciu nieuchwytności czasu. „Tonight, Tonight” z monumentalną aranżacją i słynnym teledyskiem inspirowanym dawnym kinem fantastycznym pokazywało natomiast niemal filmową wyobraźnię Corgana.</p><p><strong>„Mellon Collie and the Infinite Sadness”</strong> stał się jednym z najbardziej charakterystycznych wydawnictw lat dziewięćdziesiątych. Album pokazał, że rock alternatywny może być jednocześnie hałaśliwy, intymny, pretensjonalny w najlepszym znaczeniu tego słowa i autentycznie poruszający.</p><p>Nieprzypadkowo płyta przetrwała próbę czasu. W jej muzyce znajduje się coś, co trudno zamknąć w jednej epoce: doświadczenie młodości, w której każda emocja wydaje się ostateczna.</p><p>Dokładną datę premiery, <strong>24 października 1995 roku</strong>, potwierdza oficjalna dyskografia zespołu.</p><h3>31 lat temu (1995). Ozzy Osbourne nagrywa „Ozzmosis”. Książę Ciemności pokazuje bardziej osobiste oblicze</h3><p>Tego samego dnia, <strong>24 października 1995 roku</strong>, ukazał się album <strong>„Ozzmosis” Ozzy’ego Osbourne’a</strong>.</p><p>Wokalista znany z Black Sabbath miał za sobą dekady muzycznej kariery, burzliwego życia i kolejnych artystycznych przemian. W latach dziewięćdziesiątych próbował odnaleźć własne miejsce na scenie, której brzmienie zmieniało się pod wpływem grunge'u i rocka alternatywnego.</p><p>„Ozzmosis” łączył ciężar charakterystyczny dla Osbourne’a z bardziej melodyjnymi i refleksyjnymi kompozycjami. Album otwierał <strong>„Perry Mason”</strong>, utwór z wyrazistym gitarowym riffem i mrocznym nastrojem. Znalazły się na nim również <strong>„I Just Want You”</strong>, <strong>„See You on the Other Side”</strong> oraz <strong>„Old L.A. Tonight”</strong>.</p><p>Dużą rolę odegrali znakomici muzycy, w tym gitarzysta <strong>Zakk Wylde</strong>, którego styl stał się jednym z charakterystycznych elementów solowej twórczości Ozzy’ego.</p><p>Album odniósł sukces komercyjny, docierając do <strong>czwartego miejsca listy Billboard 200</strong> i uzyskując w Stanach Zjednoczonych status podwójnej platynowej płyty.</p><p><strong>„Ozzmosis”</strong> nie zmienił historii heavy metalu tak radykalnie jak pierwsze albumy Black Sabbath. Pokazał jednak, że Osbourne potrafił wciąż nagrywać muzykę interesującą, ciężką i emocjonalnie wiarygodną.&nbsp;</p><h3>26 lat temu (2000). Linkin Park wydają „Hybrid Theory”. Rock wchodzi w nową epokę</h3><p><strong>24 października 2000 roku ukazał się debiutancki album „Hybrid Theory” amerykańskiego zespołu Linkin Park.</strong> Nikt nie mógł jeszcze przypuszczać, że sześciu muzyków stworzy jedno z najważniejszych wydawnictw rockowych początku XXI wieku.</p><p>Grupa połączyła elementy metalu, hip-hopu, elektroniki i rocka alternatywnego. Rapowane partie <strong>Mike’a Shinody</strong> spotykały się z melodyjnym, niezwykle emocjonalnym wokalem <strong>Chestera Benningtona</strong>. Ta muzyczna kombinacja miała ogromną siłę oddziaływania na słuchaczy dorastających na przełomie tysiącleci.</p><p>Album zawierał utwory, które bardzo szybko stały się klasyką: <strong>„In the End”</strong>, <strong>„Crawling”</strong>, <strong>„One Step Closer”</strong> oraz <strong>„Papercut”</strong>.</p><p>W tekstach dominowały tematy alienacji, konfliktów wewnętrznych, frustracji i trudności w komunikowaniu własnych emocji. Linkin Park potrafił opowiadać o nich w sposób przystępny, ale jednocześnie intensywny. Wiele osób odnajdywało w tej muzyce doświadczenia, o których nie rozmawiało z nikim innym.</p><p><strong>„Hybrid Theory”</strong> odniósł ogromny sukces komercyjny. Stał się jednym z najlepiej sprzedających się debiutanckich albumów rockowych swojej epoki, a jego wpływ na późniejsze zespoły był trudny do przecenienia.</p><p>Z perspektywy czasu szczególnie przejmująco brzmią kompozycje śpiewane przez Benningtona, który zmarł w 2017 roku. Nie należy jednak sprowadzać całej jego twórczości do późniejszej tragedii. „Hybrid Theory” pozostaje przede wszystkim dokumentem niezwykłego muzycznego talentu i energii, dzięki którym Linkin Park na trwałe wszedł do historii światowego rocka.</p><p>Datę premiery potwierdza oficjalna dyskografia zespołu.</p><h3>20 lat temu (2006). Taylor Swift wydaje pierwszy album. Początek historii, która zmieni przemysł muzyczny</h3><p><strong>24 października 2006 roku ukazał się debiutancki album „Taylor Swift”</strong>, nagrany przez zaledwie szesnastoletnią wówczas artystkę.</p><p>Dzisiaj nazwisko Swift jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w świecie muzyki popularnej. Dwadzieścia lat temu była jednak młodą wokalistką próbującą odnaleźć własne miejsce na amerykańskiej scenie country.</p><p>Jej debiut opierał się na prostych, melodyjnych kompozycjach, gitarach akustycznych i tekstach opowiadających o szkolnych doświadczeniach, pierwszych zauroczeniach i rozczarowaniach. Swift wyróżniała się umiejętnością budowania piosenek przypominających krótkie opowiadania.</p><p>Wśród najważniejszych utworów znalazły się <strong>„Tim McGraw”</strong>, <strong>„Teardrops on My Guitar”</strong>, <strong>„Our Song”</strong> oraz <strong>„Picture to Burn”</strong>.</p><p>Piosenki były mocno zakorzenione w tradycji country, ale zdradzały również popową intuicję młodej wykonawczyni. Swift potrafiła tworzyć chwytliwe melodie i jednocześnie zachowywać wrażenie osobistej szczerości.</p><p><strong>Album „Taylor Swift”</strong> rozpoczął drogę artystki, która w kolejnych latach zaczęła przekraczać granice gatunków muzycznych. Od country przez pop po bardziej kameralne, folkowe brzmienia – jej kariera stała się opowieścią o nieustannej przemianie.</p><p>Jubileusz dwudziestolecia debiutu w 2026 roku ponownie kieruje uwagę na tę pierwszą płytę. Jest to również okazja, by zastanowić się, jak zmienił się przemysł muzyczny: od sprzedaży płyt CD po streaming, globalne trasy koncertowe i nowe sposoby zarządzania prawami do nagrań.</p><h3>15 lat temu (2011). Coldplay wydają „Mylo Xyloto”. Muzyka staje się kolorowym widowiskiem</h3><p><strong>24 października 2011 roku ukazał się album „Mylo Xyloto” brytyjskiego zespołu Coldplay.</strong></p><p>Po bardziej refleksyjnych i melancholijnych nagraniach wcześniejszych lat <strong>Chris Martin</strong> i jego koledzy zdecydowali się stworzyć muzyczny świat pełen kolorów, energii i wielkich melodii. Album był pomyślany jako rozbudowana opowieść o miłości, wolności i sprzeciwie wobec opresyjnej rzeczywistości.</p><p>Pod względem brzmienia grupa coraz śmielej sięgała po elektronikę, popową produkcję i stadionowy rozmach. Ważną rolę w przygotowaniu materiału odegrali między innymi <strong>Brian Eno</strong> oraz współpracujący z zespołem producenci.</p><p>Największą popularność zdobyły utwory <strong>„Paradise”</strong>, <strong>„Every Teardrop Is a Waterfall”</strong>, <strong>„Charlie Brown”</strong> i <strong>„Princess of China”</strong>, nagrane z udziałem Rihanny.</p><p>Coldplay postanowił przenieść również ideę albumu na scenę. Koncerty stały się wielkimi widowiskami świetlnymi, w których publiczność była częścią spektaklu. Szczególne znaczenie miały świecące opaski rozdawane uczestnikom występów.</p><p><strong>„Mylo Xyloto”</strong> zapoczątkował kolejny etap kariery zespołu, który coraz wyraźniej odchodził od skromniejszego brzmienia swoich pierwszych płyt na rzecz globalnego pop-rockowego widowiska.</p><p>Nie wszyscy krytycy przyjęli tę przemianę z entuzjazmem. Jedni podkreślali melodyjność i rozmach nowych utworów, inni zarzucali grupie nadmierne podporządkowanie muzyki stadionowej efektowności.</p><p>Z dzisiejszej perspektywy album pozostaje jednak ważnym dokumentem przemiany Coldplay w jeden z największych koncertowych zespołów XXI wieku.</p><h3><span style="color:#c0392b;"><strong><u>Tego dnia w sporcie</u></strong></span></h3><h3>169 lat temu (1857). Powstaje Sheffield FC. Narodziny najstarszego klubu piłkarskiego świata</h3><p><strong>24 października 1857 roku Nathaniel Creswick i William Prest założyli Sheffield Football Club</strong>, uznawany przez FIFA i angielską federację piłkarską za najstarszy istniejący klub piłkarski na świecie.</p><p>W połowie XIX wieku piłka nożna nie miała jeszcze jednolitych zasad. W różnych szkołach i środowiskach obowiązywały odmienne reguły gry. Dopiero powstawanie stałych klubów i organizacji sportowych doprowadziło do uporządkowania przepisów.</p><p>Sheffield FC odegrał istotną rolę w tym procesie. Jego członkowie uczestniczyli w tworzeniu zasad, które z czasem stały się fundamentem współczesnego futbolu.</p><p>Dzisiaj piłka nożna jest globalnym przemysłem, a największe kluby dysponują budżetami liczonymi w setkach milionów euro. Trudno jednak wyobrazić sobie cały ten świat bez inicjatywy kilku entuzjastów, którzy niemal 170 lat temu postanowili stworzyć własną drużynę.</p><h3>50 lat temu (1976). James Hunt mistrzem świata Formuły 1. Finał godny najlepszego filmu</h3><p><strong>24 października 1976 roku na torze Fuji w Japonii rozegrano ostatni wyścig sezonu Formuły 1.</strong> Jego stawką był tytuł mistrza świata, a głównymi bohaterami pozostawali <strong>James Hunt</strong> i <strong>Niki Lauda</strong>.</p><p>Ich rywalizacja należała do najbardziej dramatycznych w historii sportów motorowych. Lauda, reprezentujący Ferrari, miał za sobą niemal śmiertelny wypadek na Nürburgringu. Austriak doznał ciężkich oparzeń, ale powrócił do ścigania po zaledwie kilku tygodniach.</p><p>Hunt był jego przeciwieństwem pod względem wizerunku: ekstrawagancki, impulsywny, żyjący intensywnie poza torem. Jednocześnie należał do najszybszych kierowców swojego pokolenia.</p><p>Finałowy wyścig odbywał się w dramatycznych warunkach atmosferycznych. Deszcz ograniczał widoczność, a kierowcy mieli poważne wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa.</p><p><strong>Niki Lauda zdecydował się wycofać z rywalizacji</strong>, uznając, że warunki są zbyt niebezpieczne. James Hunt kontynuował jazdę i mimo problemów technicznych zajął <strong>trzecie miejsce</strong>.</p><p>Wyścig wygrał <strong>Mario Andretti</strong>, ale mistrzem świata został Hunt. Zdobył tytuł z przewagą zaledwie <strong>jednego punktu</strong>.</p><p>Ta historia stała się później inspiracją dla filmu <strong>„Wyścig” („Rush”)</strong> w reżyserii Rona Howarda. W kinowym obrazie rywalizacja dwóch niezwykłych sportowców otrzymała dramaturgię, której żaden scenarzysta nie musiał wymyślać.</p><p><strong>24 października 1976 roku</strong> pozostaje jednym z najważniejszych dni w historii Formuły 1. Przypomina również, że czasami największym przejawem odwagi jest podjęcie decyzji o rezygnacji z dalszej walki.</p><h3>22 lata temu (2004). Manchester United zatrzymuje niezwyciężony Arsenal</h3><p><strong>24 października 2004 roku Manchester United pokonał Arsenal Londyn 2:0</strong>, kończąc niezwykłą serię <strong>49 kolejnych meczów ligowych bez porażki</strong> drużyny Arsène’a Wengera.</p><p>Arsenal był wówczas jednym z najbardziej imponujących zespołów w historii angielskiej Premier League. Sezon 2003/2004 zakończył bez jednej porażki, zdobywając przydomek <strong>„The Invincibles”</strong>, czyli Niezwyciężeni.</p><p>Mecz na Old Trafford miał ogromne znaczenie prestiżowe. Rywalizacja Manchesteru United z Arsenalem należała do najgorętszych konfliktów sportowych angielskiego futbolu.</p><p>W 73. minucie <strong>Ruud van Nistelrooy</strong> wykorzystał rzut karny, a wynik ustalił <strong>Wayne Rooney</strong>, zdobywając bramkę w doliczonym czasie gry. Co ciekawe, Rooney obchodził tego dnia <strong>19. urodziny</strong>.</p><p>Koniec serii Arsenalu pokazał, jak niewiele czasem dzieli wielkie osiągnięcie od jeszcze większej legendy. Londyńczycy nie zdołali przedłużyć passy do pięćdziesięciu spotkań, ale ich 49 meczów bez porażki nadal należy do najbardziej pamiętnych osiągnięć w dziejach Premier League.</p><h3>Sport dziś. Tomaszów Mazowiecki gospodarzem mistrzostw Polski, Lechia jedzie do Mińska Mazowieckiego</h3><p><strong>Sobota, 24 października 2026 roku, to trzeci dzień Mistrzostw Polski na Dystansach w łyżwiarstwie szybkim</strong>, rozgrywanych w Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Zawody rozpoczęły się w czwartek i potrwają do niedzieli. Dzisiaj rywalizacja rozpocznie się o godzinie <strong>10.00</strong>. W programie przewidziano <strong>biegi na 1500 metrów kobiet i mężczyzn</strong> oraz <strong>biegi drużynowe kobiet i mężczyzn</strong>.</p><p>Dla miejscowych kibiców będzie to kolejna okazja do oglądania czołowych polskich panczenistów na tomaszowskim torze. Program zawodów potwierdzają informacje Tomaszowskiego Centrum Sportu.</p><p>Również dzisiaj piłkarze <strong>Lechii Tomaszów Mazowiecki</strong> rozegrają wyjazdowe spotkanie w ramach <strong>14. kolejki III ligi</strong>. Ich rywalem będzie <strong>Mazovia Mińsk Mazowiecki</strong>, a pierwszy gwizdek zaplanowano na godzinę <strong>13.00</strong>.</p><p>Mecz odbędzie się na Stadionie Miejskim przy ul. Sportowej 1 w Mińsku Mazowieckim. Oba kluby potwierdzają datę i godzinę spotkania w swoich oficjalnych terminarzach</p><h3><span style="color:#c0392b;"><u>Tomaszów Mazowiecki – lokalny ślad historii</u></span></h3><h3>Dzisiaj w Tomaszowie upamiętnią Hubala i jego żołnierzy. Historia wciąż czeka na rozwiązanie jednej tajemnicy</h3><p><strong>24 października 2026 roku w kościele pw. Świętej Jadwigi Królowej w Tomaszowie Mazowieckim odbędą się uroczystości poświęcone majorowi Henrykowi Dobrzańskiemu „Hubalowi” oraz żołnierzom jego oddziału.</strong></p><p>W programie zaplanowano odsłonięcie pamiątkowych tablic poświęconych dowódcy i <strong>stu żołnierzom Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego pochodzącym z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic</strong>. Uroczystości obejmą również apel pamięci, złożenie kwiatów, Mszę świętą oraz koncert pieśni patriotycznych.</p><p><strong>Początek wydarzenia zaplanowano na godzinę 12.00.</strong></p><p>Organizatorem uroczystości jest <strong>Stowarzyszenie „Hubalowa Rodzina”</strong>, a współorganizatorami Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 1 oraz parafia Świętej Jadwigi Królowej.</p><p>To nie jest wyłącznie kolejna patriotyczna uroczystość. Historia Hubala ma bowiem bardzo silne związki z Tomaszowem Mazowieckim, Spałą, Inowłodzem i Rzeczycą.</p><h3>Major, który nie chciał zdjąć munduru</h3><p><strong>Henryk Dobrzański „Hubal”</strong> należał do tych polskich oficerów, którzy po klęsce kampanii wrześniowej 1939 roku nie pogodzili się z zakończeniem walki. Wraz z grupą żołnierzy kontynuował działalność zbrojną przeciwko niemieckiemu okupantowi.</p><p>Jego oddział stał się jednym z symboli przejścia od regularnej kampanii wojskowej do zbrojnego oporu na terenach okupowanej Polski. Dobrzański wierzył w możliwość dalszej walki i liczył na zmianę sytuacji militarnej w Europie.</p><p>Działalność oddziału była jednak coraz trudniejsza. Niemcy organizowali kolejne obławy, a żołnierze musieli nieustannie zmieniać miejsca postoju.</p><p>Pod koniec kwietnia 1940 roku oddział znalazł się w <strong>Lasach Spalskich</strong>. Nad ranem <strong>30 kwietnia 1940 roku w rejonie Anielina</strong> niemieckie siły zaatakowały biwakujących żołnierzy. W walce poległ major Dobrzański oraz jego ordynans, kapral <strong>Antoni Kossowski „Ryś”</strong>.</p><p>Niemcy przewieźli ciało Hubala najpierw do Studziannej, a następnie do koszar w <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Według ustaleń historyków miejsce jego pochówku pozostaje nieznane.</p><p>Pozostali żołnierze zdołali wydostać się z okrążenia. Zebrali się między innymi w <strong>Rzeczycy</strong>, a następnie próbowali kontynuować działalność konspiracyjną.</p><p>Nie jest więc przypadkiem, że historia Hubala zajmuje szczególne miejsce w pamięci mieszkańców naszego regionu. Wydarzenia te rozgrywały się na terenach, które dziś odwiedzamy podczas spacerów, wycieczek i rodzinnych podróży.</p><h3>Hubal w literaturze, filmie i lokalnej pamięci</h3><p>Postać majora Dobrzańskiego stała się bohaterem książek, opracowań historycznych i filmu <strong>„Hubal”</strong> w reżyserii Bohdana Poręby z 1973 roku.</p><p>Jego historia ma wszystkie elementy dramatycznej opowieści: żołnierską wierność, konflikt między rozkazem a własnym przekonaniem, samotność dowódcy oraz tragiczny finał. Jest jednak czymś znacznie więcej niż gotowym scenariuszem filmowym.</p><p>Dobrzański i jego żołnierze podejmowali decyzje w niezwykle trudnych warunkach okupacji. Ich działalność niosła konsekwencje nie tylko dla samych żołnierzy, lecz także dla okolicznej ludności cywilnej, która padała ofiarą niemieckich represji.</p><p>Dlatego pamięć o Hubalu wymaga zarówno szacunku dla odwagi, jak i rzetelnej refleksji historycznej. Nie powinna ograniczać się do tworzenia pomnikowego obrazu pozbawionego dramatycznych pytań.</p><p><strong>Dzisiejsze odsłonięcie tablic w Tomaszowie Mazowieckim</strong> ma szczególne znaczenie również dlatego, że przypomina o ludziach pochodzących z naszego miasta i okolic. Wielka historia nie była tworzona wyłącznie przez dowódców. Współtworzyli ją także szeregowi żołnierze, których nazwiska przez lata pozostawały znane przede wszystkim rodzinom i lokalnym historykom.</p><p>Właśnie takim osobom służą miejsca pamięci. Przywracają imiona i nazwiska tam, gdzie upływ czasu pozostawił już tylko ogólne określenia: oddział, żołnierze, polegli.&nbsp;</p><h2>Bezpieczeństwo zaczyna się od wiedzy. Dzisiaj także Krajowy Trening Rodzinny</h2><p><strong>24 października o godzinie 10.00 w hali sportowej II Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego przy ul. Jałowcowej 10 w Tomaszowie Mazowieckim odbędzie się Krajowy Trening Rodzinny.</strong></p><p>Wydarzenie organizowane jest w ramach działań Akademii Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.</p><p>Jego celem jest przygotowanie dzieci, młodzieży i dorosłych do reagowania w sytuacjach kryzysowych. Uczestnicy mają zdobywać wiedzę dotyczącą właściwego zachowania po usłyszeniu sygnałów alarmowych oraz sposobów postępowania w razie zagrożenia.</p><p><strong>Udział w treningu jest bezpłatny.</strong></p><p>W kontekście dzisiejszego Dnia Narodów Zjednoczonych wydarzenie nabiera dodatkowego znaczenia. Bezpieczeństwo nie jest przecież wyłącznie domeną polityków, dowódców wojskowych i międzynarodowych organizacji. Zaczyna się również na poziomie rodziny, szkoły, osiedla i lokalnej społeczności.</p><p>Wiedza dotycząca pierwszej pomocy, komunikatów alarmowych czy postępowania podczas ewakuacji może pewnego dnia okazać się równie ważna jak najbardziej zaawansowane systemy techniczne.</p><h2>Dziesiąty Turniej Kół Gospodyń. Tomaszowskie tradycje spotykają się z muzyką i dobrą zabawą</h2><p><strong>Dzisiaj o godzinie 16.00 w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej przy ul. Farbiarskiej 20/24 rozpocznie się 10. Regionalny Turniej Kół Gospodyń Wiejskich i Miejskich.</strong></p><p>Jubileuszowa edycja wydarzenia będzie okazją do przypomnienia tradycji społecznych, kulturalnych i kulinarnych naszego regionu.</p><p>Uczestniczące koła zmierzą się w konkurencjach modowych, sprawnościowych oraz w teście wiedzy o bezpieczeństwie na wsi. Organizatorzy przygotowali również konkurs wspomnieniowy z udziałem laureatów Grand Prix poprzednich edycji.</p><p>Na scenie zaprezentuje się zespół ludowy <strong>„Sami Swoi” z Twardej</strong>, a około godziny <strong>20.00</strong> rozpocznie się koncert zespołu <strong>Vasyl Junior &amp; Cygańskie Gwiazdy</strong>.</p><p>Wstęp jest bezpłatny, ale obowiązują wejściówki, które można odebrać w sekretariacie PCAS.</p><p>Turniej pokazuje, że lokalna kultura nie jest wyłącznie wspomnieniem dawnych zwyczajów. Wciąż rozwija się dzięki ludziom, którzy poświęcają swój czas na organizowanie wydarzeń, podtrzymywanie tradycji i budowanie więzi pomiędzy mieszkańcami różnych miejscowości.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>24 października</strong> to data, która każe zastanowić się nad granicami ludzkiej pewności.</p><p>W 1929 roku inwestorzy przekonali się, że gospodarcza potęga może runąć w ciągu kilku dni. W 1945 roku państwa próbowały stworzyć system, który miał uchronić świat przed powtórzeniem tragedii wojny. W 1980 roku polscy robotnicy musieli bronić nawet tego zwycięstwa, które formalnie już odnieśli.</p><p>Islandzkie kobiety pokazały, że pokojowy protest potrafi zatrzymać kraj i zmienić sposób myślenia o społeczeństwie. James Hunt udowodnił, że mistrzowski tytuł może rozstrzygnąć się jednym punktem, a Niki Lauda przypomniał, że sportowa ambicja nie jest ważniejsza od życia.</p><p>Muzyka również dopisała do tej daty własny rozdział. Od monumentalnej melancholii The Smashing Pumpkins przez ciężkie brzmienie Ozzy’ego Osbourne’a i Linkin Park po popowe światy Taylor Swift i Coldplay.</p><p>A w Tomaszowie Mazowieckim dzisiejszy dzień staje się okazją do przypomnienia żołnierzy Hubala, zdobywania wiedzy o bezpieczeństwie i wspólnego świętowania lokalnych tradycji.</p><p><strong>Historia nie jest bowiem wyłącznie tym, co zapisano w podręcznikach. Jest również tym, co potrafimy ocalić od zapomnienia.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Within Temptation – „Hydra”. Bestia o wielu głowach, czyli jak symfoniczny metal nauczył się mówić różnymi językami]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57209,within-temptation-hydra-bestia-o-wielu-glowach-czyli-jak-symfoniczny-metal-nauczyl-sie-mowic-roznymi-jezykami</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57209,within-temptation-hydra-bestia-o-wielu-glowach-czyli-jak-symfoniczny-metal-nauczyl-sie-mowic-roznymi-jezykami</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 22:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-within-temptation-hydra-bestia-o-wielu-glowach-czyli-jak-symfoniczny-metal-nauczyl-sie-mowic-r-1792787030.png</url>
                        <title>Within Temptation – „Hydra”. Bestia o wielu głowach, czyli jak symfoniczny metal nauczył się mówić różnymi językami</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57209,within-temptation-hydra-bestia-o-wielu-glowach-czyli-jak-symfoniczny-metal-nauczyl-sie-mowic-roznymi-jezykami</link>
                    </image><description>„Hydra” Within Temptation to album, na którym symfoniczny metal zyskuje wiele twarzy: od monumentalnych hymnów po odważne eksperymenty z gośćmi i stylami. Holenderski zespół pokazuje tu zarówno potęgę, jak i melodie, choć nie każda muzyczna głowa tej bestii brzmi równie przekonująco.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #fbfbfe; border-left: 5px solid #6b21a8; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #6b21a8; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Wielowymiarowy eksperyment stylistyczny</strong> – album „Hydra” (2014) to odważne wydawnictwo, na którym holenderski zespół Within Temptation z powodzeniem łączy metal symfoniczny, gotyk, rock alternatywny, metalcore, a nawet elementy hip-hopu.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Głośne duety z polskim akcentem</strong> – na płycie usłyszymy plejadę gwiazd: Tarję Turunen, Howarda Jonesa, Xzibita oraz Dave'a Pirnera. Co niezwykle istotne dla rodzimych słuchaczy, w polskiej wersji utworu „Whole World Is Watching” gościnnie zaśpiewał Piotr Rogucki.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Sharon den Adel w najwyższej formie</strong> – wokalistka grupy po raz kolejny udowadnia klasę. Jej unikalny i potężny głos pozostaje absolutnie największym atutem formacji, bezbłędnie spajając ze sobą odważne, gatunkowe eksperymenty.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Najjaśniejsze punkty na trackliście</strong> – do miana największych muzycznych perełek tego zróżnicowanego krążka bez wątpienia zaliczają się kompozycje: „Paradise (What About Us?)”, „Silver Moonlight”, „Dog Days” oraz intrygujące „Edge of the World”.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Podzielone opinie recenzentów</strong> – wydawnictwo mocno spolaryzowało branżę. Magazyny takie jak „Metal Hammer” czy „Record Collector” doceniły album, jednak część krytyków zarzuciła zespołowi zbyt mocne pójście w stronę komercjalizacji.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Nasza ocena: 8/10</strong> – Bardzo dobra, solidna pozycja. Muzyczna różnorodność i wielogłosowość „Hydry” stanowią w tym samym stopniu jej największą zaletę, jak i główną słabość, rozmywającą momentami spójną tożsamość artystyczną zespołu.</li>    </ul></div><figure class="image image-style-align-left image_resized" style="width:21.28%;"><img style="aspect-ratio:750/750;" src="https://images.openai.com/static-rsc-4/ScmDJOYKJwWZb7VNcsy4Kvh3DSb12vylBRs0OO3Sj4MAVhxz4C2ixaRS15p6huVgJDz_o-aqOgwVojL7HZuSyvYb7qN4xvbZeM8AacqQ8hwHE0s-gMLA7iB7UfovTWfXTo78qLvps04oz_Anh0CUksvvFXnPTPsimdZ4lBV2NU8?purpose=inline" alt="Within Temptation - Hydra (Black Vinyl) – Within Temptation Music Store" width="750" height="750"></figure><p style="text-align:justify;">W mitologii greckiej Hydra była potworem, którego nie sposób było pokonać zwyczajnym mieczem. Gdy Herakles odcinał jedną z jej głów, w jej miejscu wyrastały następne. Holenderski <strong>Within Temptation </strong>postanowił uczynić z tego stworzenia patrona swojego szóstego albumu. I trudno o trafniejszy symbol. Na <strong>„Hydra” </strong>zespół pokazuje bowiem kilka różnych twarzy: raz jest monumentalną, symfoniczną machiną, za chwilę ciężką metalową formacją, następnie flirtuje z hip-hopem, a w finale proponuje niemal klasyczną rockową balladę. Jednych słuchaczy zachwyci ta odwaga. Inni zobaczą w niej artystyczne rozproszenie. Jedno jednak pozostaje bezsporne: <strong>Sharon den Adel </strong>śpiewa tutaj tak, jakby powierzono jej zadanie oswojenia wszystkich potworów zamieszkujących ludzką duszę. I choć nie każda głowa Hydry okazuje się równie piękna, cała bestia jest fascynująca.</p><h3><strong>Kiedy gotycki mrok zaczął ustępować światłom wielkich stadionów</strong></h3><p style="text-align:justify;">W historii rocka istnieje wiele zespołów, które musiały odpowiedzieć sobie na jedno zasadnicze pytanie: czy pozostać wiernym muzyce, dzięki której zdobyły pierwszych fanów, czy rozpocząć poszukiwanie szerszej publiczności? To konflikt niemal tak stary jak sam rock and roll. Metallica stanęła przed nim podczas nagrywania „Black Album”. Paradise Lost przeszli przez podobne doświadczenie, gdy od doommetalowej surowości zaczęli zmierzać ku gotyckiej melancholii i elektronicznym eksperymentom. Genesis po odejściu Petera Gabriela stopniowo zamienili rozbudowane progresywne opowieści na perfekcyjnie skonstruowane piosenki. Within Temptation przez lata podążali podobną drogą.</p><p style="text-align:justify;">Założona w 1996 roku holenderska grupa rozpoczynała od muzyki głęboko zakorzenionej w gotyckim i doom metalu. Debiutancki <strong>„Enter”</strong> z 1997 roku był albumem mrocznym, ciężkim, chwilami wręcz przytłaczającym. Sharon den Adel śpiewała wówczas niczym postać wyłaniająca się z mgły nad średniowiecznym cmentarzem, a growling Roberta Westerholta dodawał kompozycjom demonicznego charakteru</p><p style="text-align:justify;">Potem przyszła <strong>„Mother Earth”</strong>. Zespół odkrył symfoniczny rozmach, celtyckie inspiracje i niemal baśniową atmosferę. <strong>„The Silent Force”</strong> z 2004 roku wprowadził jeszcze więcej monumentalności, chórów i melodii zdolnych wypełnić największe sale koncertowe. <strong>„The Heart of Everything” </strong>z 2007 roku rozwinął tę formułę, łącząc metalową energię z niemal filmowym rozmachem. Wreszcie <strong>„The Unforgiving” </strong>z 2011 roku przyniósł fascynację komiksem, rockiem lat osiemdziesiątych i znacznie prostszą, przebojową konstrukcją utworów. Każdy kolejny album oddalał Within Temptation od pierwotnego gotyckiego mroku.</p><p style="text-align:justify;">I każdy wywoływał dyskusję. Czy to jeszcze metal? Czy raczej rock z orkiestrowymi dekoracjami? Czy zespół dojrzewa, czy stopniowo rezygnuje z własnej tożsamości?</p><p style="text-align:justify;"><strong>„Hydra”</strong>, wydana w Europie 31 stycznia 2014 roku, miała być odpowiedzią na te pytania. Szósty album studyjny grupy zawiera dziesięć podstawowych kompozycji, a wśród zaproszonych gości znaleźli się Tarja Turunen, Howard Jones, Xzibit oraz Dave Pirner. Zespół nie próbował już przekonywać słuchaczy, że każda jego kompozycja musi należeć do jednego muzycznego świata. Postanowił udowodnić coś zupełnie innego. Że rozmaite światy mogą spotkać się na jednej płycie. Tylko czy takie spotkanie zawsze kończy się artystycznym sukcesem?</p><h3><strong>Hydra, Herakles i problem własnej tożsamości</strong></h3><p style="text-align:justify;">Wybór tytułu nie był przypadkowy. Robert Westerholt tłumaczył, że mityczna Hydra doskonale symbolizuje wielość muzycznych oblicz zespołu. W oficjalnych materiałach promocyjnych mówił: <i>„Hydra to idealny tytuł naszego nowego albumu”. </i>Muzyk wyjaśniał następnie, że podobnie jak mitologiczny potwór płyta reprezentuje wiele różnych stron twórczości Within Temptation.</p><p style="text-align:justify;">Warto jednak przypomnieć sobie mit nieco dokładniej. Hydra lernejska była potomkiem Tyfona i Echidny, stworzeniem zamieszkującym bagna w pobliżu Lerny. Jej oddech był zabójczy, a odcinanie głów nie przynosiło zwycięstwa, ponieważ w miejscu jednej wyrastały kolejne. Dopiero Herakles, wspomagany przez Jolaosa, zdołał pokonać bestię, wypalając miejsca po odciętych głowach. Jest w tym micie coś, co wyjątkowo dobrze pasuje do historii zespołów rockowych.</p><p style="text-align:justify;">Im bardziej artysta próbuje ostatecznie określić własny styl, tym więcej nowych możliwości zaczyna przed nim wyrastać. Muzyczna tożsamość nigdy nie jest przecież całkowicie zamknięta. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy liczba nowych pomysłów staje się większa niż zdolność ich uporządkowania. I właśnie pomiędzy bogactwem a chaosem porusza się „Hydra”.</p><p style="text-align:justify;">Z jednej strony znajdziemy tutaj znakomite melodie, potężne gitary, symfoniczne aranżacje i jeden z najlepszych występów wokalnych Sharon den Adel. Z drugiej pojawiają się rozwiązania, które nie zawsze wynikają z wewnętrznej logiki muzyki. Momentami odnoszę wrażenie, że Within Temptation bardziej chcieli pokazać, ile różnych rzeczy potrafią zrobić, niż zastanowić się, które z nich rzeczywiście powinny znaleźć się na albumie.To jednak zarzut, który można postawić wielu ambitnym twórcom. Czasami nadmiar talentu bywa równie niebezpieczny jak jego niedostatek.</p><h3><strong>„Let Us Burn”. Kiedy ogień staje się obietnicą oczyszczenia</strong></h3><p style="text-align:justify;">Album rozpoczyna <strong>„Let Us Burn”.</strong> I już pierwsze minuty pokazują, że Within Temptation nie zamierzają przepraszać za własną monumentalność. Potężne instrumenty klawiszowe, ciężkie gitarowe riffy, orkiestrowe tło i niemal natychmiast rozpoznawalny głos Sharon den Adel tworzą kompozycję zaprojektowaną do wykonywania przed tysiącami słuchaczy. To nie jest muzyka do małego klubu. To dźwiękowa architektura wielkiej hali koncertowej.</p><p style="text-align:justify;">Sharon śpiewa z niezwykłą pewnością siebie. Jej głos jest czysty, mocny, a jednocześnie zachowuje charakterystyczną delikatność. Nie próbuje konkurować z gitarami brutalną siłą. Unosi się ponad nimi. Przypomina to nieco sposób, w jaki Kate Bush potrafiła dominować nad rozbudowanymi aranżacjami, nie rezygnując z własnej wokalnej osobowości. Oczywiście stylistycznie obie artystki dzieli ogromna odległość. Łączy je jednak zdolność nadawania muzyce niemal teatralnego wymiaru.</p><p style="text-align:justify;"><strong>„Let Us Burn”</strong> można odczytywać jako manifest emocjonalnego oczyszczenia. Ogień nie jest tutaj jedynie symbolem zniszczenia. Staje się również możliwością rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Takie obrazy pojawiają się od stuleci w literaturze europejskiej. Od oczyszczającego ognia Dantego po romantyczne wizje przemiany, w których człowiek musi symbolicznie spłonąć, aby narodzić się ponownie&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Muzycznie jednak Within Temptation nie komplikują tej idei. Proponują bardzo czytelny, niemal hymniczny utwór. Refren jest wielki. Gitary są ciężkie. Dramaturgia rozwija się dokładnie tak, jak można oczekiwać. I tu pojawia się pierwsza uwaga krytyczna. „Let Us Burn” jest świetnie wykonane, ale niezbyt zaskakujące. Zespół nie odkrywa nowego języka. Raczej doprowadza do perfekcji formułę, którą rozwijał od wielu lat.</p><p style="text-align:justify;">To trochę tak, jakby oglądać nowy film Ridleya Scotta i od pierwszych minut rozpoznawać charakterystyczną monumentalność jego obrazów. Wciąż można być zachwyconym. Ale trudno mówić o artystycznej rewolucji.</p><h3><strong>„Dangerous”. Howard Jones otwiera drzwi do metalcore'u</strong></h3><p style="text-align:justify;">Druga kompozycja przynosi jeden z najbardziej interesujących eksperymentów albumu. <strong>„Dangerous”</strong> powstało z udziałem Howarda Jonesa, znanego między innymi z <strong>Killswitch Engage</strong>. To zestawienie mogło wydawać się ryzykowne. Sharon den Adel reprezentuje bowiem zupełnie inną filozofię śpiewania niż Jones. Jej wokal jest elegancki, melodyjny, niemal eteryczny. Jones potrafi natomiast łączyć potężną, metalcore'ową ekspresję z bardzo emocjonalnym czystym śpiewem.</p><p style="text-align:justify;">W „Dangerous” oba światy spotykają się zaskakująco naturalnie. Cięższy riff nadaje kompozycji energię, a dynamiczna sekcja rytmiczna niemal nie pozwala słuchaczowi złapać oddechu. Refren jest przy tym jednym z najbardziej przebojowych momentów całej płyty. Mam wrażenie, że gdyby „Dangerous” nagrali Evanescence z gościnnym udziałem wokalisty metalcore'owego zespołu, otrzymalibyśmy utwór o podobnym dramatycznym potencjale.</p><p style="text-align:justify;">Ale Within Temptation mają własny sposób budowania napięcia. Nie chodzi wyłącznie o kontrast kobiecego i męskiego głosu. Chodzi o zestawienie dwóch odmiennych rodzajów siły. Sharon brzmi jak ktoś, kto próbuje zachować kontrolę nad sytuacją. Jones wnosi nerwowość, niepokój i potrzebę natychmiastowego działania. To muzyczny dialog pomiędzy rozsądkiem a instynktem. Pomiędzy Apollinem a Dionizosem, gdyby posłużyć się filozoficznym przeciwstawieniem Nietzschego.</p><p style="text-align:justify;">Szczególnie interesujące jest to, że utwór nie rezygnuje z radiowej komunikatywności. Mimo mocniejszego brzmienia pozostaje przebojem. I właśnie tutaj widać jedną z największych umiejętności Within Temptation. Potrafią opakować ciężką muzykę w melodie, które natychmiast zapadają w pamięć. Nie jest to łatwe. I nie zawsze spotyka się z uznaniem ortodoksyjnych fanów metalu. Ale muzyka nie powinna być egzaminem z gatunkowej czystości. Powinna przede wszystkim działać na słuchacza. <strong>„Dangerous”</strong> działa znakomicie.</p><h3><strong>„And We Run”. Kiedy raper wchodzi do gotyckiej katedry</strong></h3><p style="text-align:justify;">To najbardziej kontrowersyjna kompozycja albumu. I zarazem jedna z najciekawszych. Gościnny udział amerykańskiego rapera<strong> Xzibita</strong> wywołał wśród słuchaczy niemałe poruszenie. W końcu czego można oczekiwać po spotkaniu symfonicznego metalu z hip-hopem? W najgorszym przypadku otrzymujemy nieudany eksperyment, w którym dwa odmienne światy próbują za wszelką cenę udawać, że doskonale do siebie pasują. W najlepszym — powstaje coś nowego.</p><p style="text-align:justify;"><strong>„And We Run”</strong> znajduje się pomiędzy tymi skrajnościami. Utwór rozpoczyna się w sposób typowy dla późniejszego Within Temptation. Mamy melodyjne instrumenty klawiszowe, gitarową energię i charakterystyczny wokal Sharon. Potem pojawia się Xzibit. I nagle muzyka zmienia perspektywę. Rap wprowadza rytmiczną bezpośredniość, która kontrastuje z rozległymi, melodyjnymi frazami den Adel. Przypomina to sytuację, w której do gotyckiej katedry wchodzi człowiek ubrany w sportową bluzę i zaczyna opowiadać własną historię. Wszyscy obecni spoglądają na niego z zaskoczeniem. Ale po chwili okazuje się, że jego opowieść również zasługuje na wysłuchanie.</p><p style="text-align:justify;">Nie jest to oczywiście pierwsze spotkanie metalu i hip-hopu. Public Enemy współpracowali z Anthrax. Run-D.M.C. z Aerosmith. Linkin Park uczynili połączenie rapu i gitarowego rocka jednym z fundamentów swojej popularności. Ale Within Temptation działają w zupełnie innym estetycznym świecie. Ich muzyka opiera się na symfonicznej monumentalności, a nie na nu-metalowym rytmicznym ciężarze.</p><p style="text-align:justify;">Dlatego eksperyment z Xzibitem jest bardziej ryzykowny. Czy udany? Częściowo. Rap wnosi energię i nieoczekiwany kontrast. Jednocześnie trudno oprzeć się wrażeniu, że kompozycja mogłaby funkcjonować równie dobrze bez tego fragmentu. Gość nie zawsze staje się integralną częścią muzycznej narracji. Czasami przypomina element dodany po to, aby udowodnić otwartość zespołu.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">I właśnie tutaj zaczynam dostrzegać największy problem „Hydry”. Różnorodność nie zawsze oznacza spójność. Mimo to nie odrzucam „And We Run”. Przeciwnie. Wolę artystów, którzy czasami podejmują nieudane ryzyko, niż takich, którzy przez całe życie powtarzają bezpieczne formuły. A „And We Run” przynajmniej nie pozwala pozostać obojętnym.</p><h3><strong>„Paradise (What About Us?)”. Dwie królowe, jedno królestwo</strong></h3><p>&nbsp;<img src="https://images.openai.com/static-rsc-4/NucWbH68dBQtQxy9TL9kSvP_gwAy-5XXGvO0p8oXcVJKVs2WOpKedRyqIS5oWuU4UzsccFDU47XOEUGGewXDFgtQk84GghD_nwJPimYU__zwG0CFYXCFJIWKk2xfZtcsrPZgfOP0I58V35V7xBQ7y5bM61mKnUZxAmqjPXWcf_M?purpose=inline" alt="Within Temptation and Tarja's Paradise (What About Us): the story behind the song | Louder" width="1280" height="720"></p><p style="text-align:justify;">Jeżeli na „Hydra” istnieje utwór, który można bez większego wahania nazwać wydarzeniem, jest nim<strong> „Paradise (What About Us?)”</strong>. Spotkanie <strong>Sharon den Adel i Tarji Turunen</strong> ma niemal symboliczne znaczenie dla historii symfonicznego metalu. Przez lata obie wokalistki należały do najbardziej rozpoznawalnych postaci gatunku. Tarja, związana wcześniej z Nightwish, reprezentowała jego bardziej operowe, majestatyczne oblicze. Sharon rozwijała własny styl, oparty na połączeniu delikatności, melodyjności i rockowej ekspresji. Ich wspólny utwór jest zatem czymś więcej niż marketingowym pomysłem.</p><p style="text-align:justify;">Przypomina spotkanie dwóch wybitnych aktorek, które przez lata występowały na różnych scenach, a teraz otrzymały role w tym samym dramacie. I co najważniejsze — nie próbują się wzajemnie zagłuszać. Tarja wnosi wokalny majestat. Sharon odpowiada miękkością, emocjonalnym ciepłem i doskonałym wyczuciem melodii. Ich głosy kontrastują, ale zarazem znakomicie się uzupełniają.</p><p style="text-align:justify;">Słuchając „Paradise”, myślę o symfonicznych rockowych widowiskach Jima Steinmana. O monumentalności „Total Eclipse of the Heart” Bonnie Tyler, ale także o teatralnej estetyce „Bat Out of Hell” Meat Loafa. W obu przypadkach emocje zostają powiększone do rozmiarów niemal mitologicznych. Nie ma tutaj miejsca na subtelne półsłówka. Każde uczucie musi zabrzmieć tak, jakby rozstrzygało się właśnie przeznaczenie całego świata. Podobnie jest u Within Temptation.</p><p style="text-align:justify;">Orkiestracje, ciężkie gitary i dramatyczny refren tworzą przestrzeń, w której obie wokalistki mogą zaprezentować pełnię swoich możliwości. A jednak utwór nie jest tylko popisem wokalnym. Jego temat dotyczy utraconego raju, niespełnionych obietnic i ludzkiego rozczarowania światem. Tytułowe pytanie o raj można rozumieć jako oskarżenie skierowane przeciwko rzeczywistości, która tak daleko odeszła od naszych oczekiwań. Czy współczesny świat jest jeszcze miejscem, w którym można odnaleźć harmonię? Czy idea lepszego jutra nie stała się jedynie kolejną piękną deklaracją?</p><p style="text-align:justify;">To pytania przypominające niektóre rozważania obecne w „Raju utraconym” Johna Miltona, choć oczywiście Within Temptation nie podejmują tak rozbudowanego filozoficznego przedsięwzięcia. Wykorzystują raczej uniwersalną symbolikę utraconej niewinności. „Paradise” jest moim zdaniem jednym z najlepszych utworów w całej późniejszej dyskografii zespołu. Ma znakomity refren. Doskonałą dramaturgię. Prawdziwą siłę emocjonalną. I coś jeszcze.</p><p style="text-align:justify;">Nie sprawia wrażenia kompozycji stworzonej tylko po to, żeby dwóch znanych wykonawców mogło pojawić się obok siebie na okładce singla. Tutaj spotkanie rzeczywiście ma muzyczny sens. Nieprzypadkowo również późniejsze, bardziej krytyczne podsumowania dyskografii Within Temptation wyróżniały właśnie „Paradise” jako jeden z najważniejszych utworów albumu.</p><h3><strong>„Edge of the World”. Kiedy metalowa katedra zamienia się w pusty krajobraz</strong></h3><p style="text-align:justify;">Po serii bardzo dynamicznych, monumentalnych kompozycji <strong>„Edge of the World”</strong> przynosi zmianę perspektywy. To jeden z najbardziej interesujących momentów albumu. Początek jest spokojniejszy, niemal ambientowy. Sharon śpiewa z niezwykłą delikatnością, a instrumenty klawiszowe tworzą atmosferę samotności. Można odnieść wrażenie, że nagle opuściliśmy wielką koncertową arenę i znaleźliśmy się na brzegu morza, gdzie poza szumem fal nie słychać niczego. Właśnie takie fragmenty przypominają mi, dlaczego przed laty Within Temptation potrafili tak skutecznie przyciągać słuchaczy niekoniecznie zainteresowanych ciężkim metalem.</p><p style="text-align:justify;">Ich muzyka posiadała bowiem coś z baśniowej melancholii. Nie była wyłącznie demonstracją siły. Potrafiła również opowiadać o kruchości. W „Edge of the World” można odnaleźć skojarzenia z twórczością Enyi i Loreeny McKennitt, ale także z bardziej nastrojowymi fragmentami dorobku Kate Bush. Nie chodzi oczywiście o identyczną estetykę. Raczej o sposób budowania przestrzeni przy pomocy głosu i subtelnego akompaniamentu.</p><p style="text-align:justify;">Potem jednak kompozycja stopniowo nabiera rozmachu. Wchodzą mocniejsze instrumenty. Pojawia się napięcie. Muzyka zaczyna przypominać fale uderzające o skalisty brzeg. To bardzo dobrze zaprojektowany proces. Nie ma tutaj gwałtownego przejścia od ciszy do hałasu. Wszystko narasta stopniowo.</p><p style="text-align:justify;">Adam Brennan z Metal Hammer zwracał uwagę właśnie na ambientowo-gotycki początek utworu i jego celtyckie odcienie, które prowadzą ku coraz bardziej dramatycznej kulminacji Podzielam tę opinię. „Edge of the World” pokazuje, że Within Temptation są najciekawsi nie wtedy, kiedy grają najgłośniej, lecz wtedy, kiedy potrafią kontrolować napięcie.</p><h3><strong>„Silver Moonlight”. Stara bestia przypomina o swoim istnieniu</strong></h3><p style="text-align:justify;">To jeden z najważniejszych utworów na „Hydra”. I jednocześnie kompozycja, która powinna szczególnie zainteresować wielbicieli wczesnego Within Temptation. W <strong>„Silver Moonlight”</strong> zespół wraca do cięższego, bardziej gotyckiego brzmienia. Pojawiają się mocniejsze riffy, mroczniejsza atmosfera i growling Roberta Westerholta. Ten ostatni element ma znaczenie niemal historyczne.</p><p style="text-align:justify;">Charakterystyczny, niski, agresywny wokal przypomina czasy debiutanckiego „Enter”, kiedy Within Temptation znacznie silniej związani byli z doommetalową tradycją. W 2014 roku był to rodzaj spotkania z własną przeszłością. Nie nostalgicznego powrotu. Raczej konfrontacji. Bo „Silver Moonlight” nie brzmi jak utwór wyjęty z 1997 roku.</p><p style="text-align:justify;">Ma nowoczesną produkcję, znacznie bardziej chwytliwy refren i charakterystyczny dla późniejszego Within Temptation symfoniczny rozmach. To przeszłość przefiltrowana przez doświadczenie kolejnych kilkunastu lat. Szczególnie podoba mi się kontrast pomiędzy delikatnym głosem Sharon a agresywniejszymi partiami wokalnymi Westerholta. Przypomina to gotycką tradycję zestawiania piękna i grozy. Zabieg obecny w literaturze od czasów romantyzmu.</p><p style="text-align:justify;">Adam Brennan w Metal Hammer uznał „Silver Moonlight” za jedną z najbardziej kompletnych kompozycji zespołu, szczególnie doceniając prosty motyw gitarowy, operowe tło i mocny refren. Moim zdaniem nie jest to przesada. Gdybym miał wskazać jeden utwór najlepiej reprezentujący ideę „Hydry”, wybrałbym właśnie „Silver Moonlight”. Jest w nim bowiem zarówno przeszłość, jak i przyszłość Within Temptation.</p><h3><strong>„Covered by Roses”. Piękno, które rośnie na ruinach</strong></h3><p style="text-align:justify;">„<strong>Covered by Roses”</strong> przynosi kompozycję bardziej bezpośrednią i melodyjną. To klasyczny Within Temptation z okresu największej popularności. Rozbudowany refren, mocna sekcja rytmiczna, orkiestracje i wokal, który prowadzi słuchacza przez kolejne emocjonalne kulminacje. Ale pod efektowną powierzchnią kryje się ciekawsza symbolika. Róże należą do najbardziej wieloznacznych obrazów w kulturze europejskiej. Mogą oznaczać miłość. Piękno. Namiętność. Ale także przemijanie i śmierć. W poezji romantycznej kwiat często staje się symbolem czegoś, co właśnie dlatego jest tak piękne, że nie może istnieć wiecznie.</p><p style="text-align:justify;">Within Temptation wykorzystują podobną estetykę. <strong>„Covered by Roses</strong>” można odczytywać jako opowieść o pamięci, stracie i emocjach, które próbujemy zachować, mimo że rzeczywistość nieustannie je zmienia. Muzycznie jest to jeden z najbardziej radiowych fragmentów albumu. Refren wchodzi niemal natychmiast do pamięci. I właśnie tutaj odczuwam pewien niedosyt. Zespół dysponuje przecież ogromnym potencjałem instrumentalnym. Potrafi budować złożone struktury. Ale w „Covered by Roses” wybiera bardzo bezpieczną drogę.</p><p style="text-align:justify;">Piosenka jest znakomicie wykonana, lecz trudno mówić o szczególnie odważnym eksperymencie. Przypomina pięknie zaprojektowany ogród. Wszystko znajduje się na swoim miejscu. Każdy kwiat ma odpowiedni kolor. Żadna gałąź nie wyrasta poza wyznaczoną przestrzeń. Czasami jednak najbardziej fascynujące ogrody są właśnie tymi, w których natura wymyka się spod kontroli.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1292/860;" src="https://images.openai.com/static-rsc-4/XKsg5mj1UEWTkfZMTnTL0SSGbtyy9njNKJeCVmgL7_zJgT8edLEMj-VmBnK6ZQrXqUJjhOvyc_H-Y0S-zqGi46vyfI--h3wl3h_dMYv7njSmN1pBUGJ5oavVUFv6JpVcisB6r6mi7_f9lL-wlFZtKiwsf7wZnLPIDSxmooNwOz2kzZ5p5uMgcow8enNP7sLH?purpose=inline" alt="Within Temptation Performs At The Club Nokia" width="1292" height="860"></figure><h3><strong>„Dog Days”. Gdy cień zaczyna mówić</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>„Dog Days”</strong> należy do moich ulubionych kompozycji na albumie.' Ma w sobie coś bardziej niepokojącego niż większość pozostałych utworów. Początek tworzy atmosferę napięcia. Instrumenty klawiszowe wprowadzają niemal filmowy niepokój, a rytm stopniowo nabiera ciężaru. Sharon śpiewa z większą stanowczością. Nie jest już wyłącznie eteryczną przewodniczką po symfonicznych krajobrazach. Staje się narratorką opowieści o emocjonalnym konflikcie.</p><p style="text-align:justify;">Największą zaletą „Dog Days” jest dramaturgia. Utwór nie odsłania wszystkich kart od pierwszych sekund. Stopniowo rozwija napięcie. Zmienia proporcje pomiędzy melodią a ciężarem instrumentalnym. Pozwala gitarom zabrać głos w odpowiednim momencie. Można tutaj odnaleźć coś z muzyki Evanescence, szczególnie z okresu „The Open Door”.</p><p style="text-align:justify;">Ale Within Temptation pozostają bardziej symfoniczni i mniej skupieni na osobistym, niemal konfesyjnym charakterze tekstów. „Dog Days” brzmi jak muzyka do filmu psychologicznego, w którym bohaterka stopniowo odkrywa prawdę o człowieku, któremu dotąd ufała. Nie potrzeba dosłownego scenariusza. Wystarczy odpowiednia atmosfera. To jeden z momentów, gdy kompozytorzy rzeczywiście wykorzystują pełne możliwości zespołu. Nie tylko zdolność pisania wielkich refrenów. Również umiejętność budowania mroku.</p><h3><strong>„Tell Me Why”. Sześć minut pytań, na które nie ma łatwych odpowiedzi</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>„Tell Me Why”</strong> jest najdłuższą kompozycją podstawowej wersji albumu. Trwa ponad sześć minut i próbuje połączyć ciężar, dramatyzm, symfoniczny rozmach oraz refleksyjny charakter tekstu. Utwór rozwija się z wyczuwalną ambicją. Gitary są mocne. Sekcja rytmiczna wyrazista. Sharon prowadzi melodię w sposób niemal teatralny. Pojawiają się zmiany dynamiki, które pozwalają uniknąć zwyczajnej zwrotkowo-refrenowej monotonii. Ale paradoksalnie jest to również kompozycja, w której najwyraźniej słychać największą słabość późniejszego Within Temptation.</p><p style="text-align:justify;">Zespół znakomicie potrafi tworzyć napięcie. Nie zawsze jednak potrafi je rozwiązać w sposób naprawdę nieoczekiwany. Wielkie refreny stają się rozwiązaniem niemal każdego problemu dramaturgicznego. Niezależnie od tego, jak skomplikowane emocje pojawiają się w tekście, muzyka ostatecznie zmierza ku monumentalnej kulminacji. To skuteczna metoda. Ale po kilku utworach można zacząć przewidywać kolejne kroki.</p><p style="text-align:justify;">„Tell Me Why” jest zatem świetnym przykładem zarówno talentu, jak i ograniczeń zespołu. Wirtuozeria kompozycyjna zostaje podporządkowana rozpoznawalnej formule. Można ją podziwiać. Trudniej jednak się nią zaskoczyć.</p><h3><strong>„Whole World Is Watching”. A na końcu zostaje człowiek</strong></h3><p style="text-align:justify;">Finał podstawowej wersji „Hydry” przynosi najbardziej wyraźną zmianę stylistyczną. <strong>„Whole World Is Watching” </strong>zostało nagrane z udziałem <i>Dave’a Pirnera</i>, wokalisty <i>Soul Asylum</i>. To nazwisko może zaskakiwać fanów symfonicznego metalu. Pirner należy przecież do zupełnie innej muzycznej tradycji. Jego głos kojarzy się przede wszystkim z amerykańskim rockiem alternatywnym lat dziewięćdziesiątych, z „Runaway Train” i emocjonalną bezpośredniością piosenek opowiadających o samotności, zagubieniu oraz potrzebie odnalezienia własnego miejsca.</p><p style="text-align:justify;">W „Whole World Is Watching” ta estetyka spotyka się z wokalną elegancją Sharon den Adel. Efekt jest zaskakująco piękny. Nie mamy tutaj wielkiej symfonicznej bitwy. Nie ma potrzeby, aby każda emocja została podkreślona potężną orkiestracją. Najważniejsze stają się głosy. I melodia. To jeden z tych utworów, które przypominają, że nawet najbardziej monumentalny zespół powinien czasami pozwolić sobie na prostotę.</p><p>Piosenka ma niemal filmową konstrukcję. Można wyobrazić sobie ją w finałowej scenie dramatu, kiedy bohater po latach walki z samym sobą wreszcie decyduje się rozpocząć nowe życie. Nie ma w tym nic szczególnie odkrywczego. Ale emocjonalnie działa znakomicie.</p><h3><strong>Polski głos Hydry. Piotr Rogucki spotyka Sharon den Adel</strong></h3><p style="text-align:justify;">Dla polskich słuchaczy „Whole World Is Watching” ma dodatkowe znaczenie. W polskiej wersji kompozycji zaśpiewał Piotr Rogucki, związany z zespołem Coma. Było to spotkanie dwóch różnych wrażliwości. Sharon reprezentuje elegancką, melodyjną ekspresję symfonicznego rocka. Rogucki — teatralność, emocjonalną intensywność i charakterystyczną dla polskiego rocka skłonność do dramatycznego interpretowania tekstu. W jego głosie można odnaleźć coś z tradycji rockowej poezji śpiewanej. Nie jest on technicznie podobny do Dave’a Pirnera. Ma bardziej chropowatą barwę, mocniej eksponuje emocje i często nadaje frazom osobisty charakter.</p><p style="text-align:justify;">Dlatego polska wersja nie jest jedynie ciekawostką przygotowaną na lokalny rynek. Otrzymujemy nieco inną interpretację tej samej muzycznej historii. Czy lepszą od oryginału? Nie podejmowałbym się jednoznacznej odpowiedzi. Pirner wnosi naturalność i melancholię. Rogucki — dramatyzm i ekspresję. Wybór zależy od tego, czego słuchacz oczekuje od tej kompozycji. Fakt nagrania polskiej wersji potwierdzają zarówno dyskografia zespołu, jak i dokumentacja kolejnych edycji albumu.</p><p style="text-align:justify;">Finał „Hydry” ma dzięki temu również pewien szczególny wymiar. Pokazuje, jak daleko Within Temptation odeszli od własnych początków.</p><p style="text-align:justify;">Zespół, który w 1997 roku nagrywał mroczny, gotycko-doommetalowy „Enter”, kilkanaście lat później potrafił zakończyć album melodyjną rockową balladą. Można uznać to za zdradę pierwotnych ideałów. Można także dostrzec naturalną artystyczną ewolucję. Ja skłaniam się ku drugiej interpretacji. Pod jednym warunkiem. Że zmiana wynika z autentycznej potrzeby tworzenia, a nie wyłącznie z kalkulacji marketingowej.</p><h3>&nbsp;</h3><p>&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57208,polityka-coraz-mniej-przyciaga-mlode-kobiety-cbos-pokazuje-wyrazny-podzial-pokoleniowy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57208,polityka-coraz-mniej-przyciaga-mlode-kobiety-cbos-pokazuje-wyrazny-podzial-pokoleniowy</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 22:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polityka-coraz-mniej-przyciaga-mlode-kobiety-cbos-pokazuje-wyrazny-podzial-pokoleniowy-1792785813.png</url>
                        <title>Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57208,polityka-coraz-mniej-przyciaga-mlode-kobiety-cbos-pokazuje-wyrazny-podzial-pokoleniowy</link>
                    </image><description>Siedem na dziesięć Polek deklaruje, że polityką interesuje się tylko w średnim lub niewielkim stopniu. Zaledwie 15 proc. kobiet mówi o dużym lub bardzo dużym zainteresowaniu życiem politycznym, a kolejne 15 proc. przyznaje wprost: polityka nie interesuje ich wcale. Najnowsze dane CBOS pokazują jednak coś jeszcze – coraz mocniejszy podział pokoleniowy oraz wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami, jeśli chodzi o deklarowane poglądy polityczne.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Polityka jest wszędzie. W telewizji, telefonie, mediach społecznościowych, rozmowach przy rodzinnym stole. Algorytmy podsuwają kolejne awantury, konferencje prasowe i polityczne pojedynki, często zanim zdążymy wypić poranną kawę. A jednak – jak wynika z danych Centrum Badania Opinii Społecznej – znaczna część kobiet pozostaje wobec tego świata zdystansowana.</p><p>Obecnie <strong>45 proc. kobiet określa swoje zainteresowanie polityką jako średnie</strong>, a kolejnych <strong>25 proc. jako niewielkie</strong>. Razem daje to 70 proc. badanych. Następne <strong>15 proc. deklaruje całkowity brak zainteresowania polityką</strong>.</p><p>Po drugiej stronie tej statystyki pozostaje stosunkowo niewielka grupa: 12 proc. kobiet interesuje się polityką w dużym stopniu, a 3 proc. – w bardzo dużym.</p><p>Wśród mężczyzn zainteresowanie polityką jest wyraźnie większe. Łącznie 27 proc. deklaruje duże lub bardzo duże zainteresowanie życiem politycznym. To niemal dwukrotnie więcej niż w przypadku kobiet.</p><h2>Im młodsze kobiety, tym większy dystans</h2><p>Jednym z najciekawszych wniosków płynących z badania jest zależność między wiekiem a zainteresowaniem polityką.</p><p>Najbardziej zaangażowane okazują się kobiety najstarsze. W grupie osób w wieku 65 lat i więcej <strong>21 proc. kobiet deklaruje duże lub bardzo duże zainteresowanie polityką</strong>.</p><p>W grupie 25–44 lata jest to już tylko 10 proc.</p><p>Wśród kobiet w wieku 18–24 lata – 14 proc.</p><p>Jeszcze bardziej wymowna jest dynamika zmian. W 2026 roku w najmłodszych grupach wiekowych zwiększyła się liczba kobiet mówiących wprost, że polityka ich nie interesuje.</p><p>Wśród Polek w wieku 18–24 lata odsetek takich odpowiedzi wzrósł z 14 do <strong>19 proc.</strong> W grupie 25–34 lata skok był jeszcze większy: z 13 do <strong>20 proc.</strong></p><p>Można oczywiście zapytać, czy młode kobiety rzeczywiście odwracają się od spraw publicznych, czy tylko od tego, co tradycyjnie nazywamy polityką.</p><p>To niekoniecznie to samo.</p><p>Aktywność społeczna, protesty, akcje dotyczące praw kobiet, ochrony środowiska, mieszkalnictwa czy praw pracowniczych często angażują ludzi, którzy jednocześnie deklarują niewielkie zainteresowanie codzienną partyjną polityką.</p><p>Dla części młodego pokolenia polityka parlamentarna może być po prostu czymś innym niż „sprawy, które naprawdę mnie dotyczą”.</p><h2>Mniejsze zainteresowanie nie oznacza niższej frekwencji</h2><p>To jeden z ważniejszych fragmentów badania.</p><p>CBOS zwraca uwagę, że <strong>mniejsze deklarowane zainteresowanie kobiet polityką nie przekłada się automatycznie na mniejszą gotowość do udziału w wyborach</strong>.</p><p>W ostatnich latach deklaracje uczestnictwa w głosowaniu wśród kobiet i mężczyzn utrzymują się na porównywalnym poziomie.</p><p>Można więc nie oglądać codziennie politycznych debat, nie śledzić każdego sondażu i nie znać nazwisk wszystkich wiceministrów, a mimo to w dniu wyborów pójść do lokalu wyborczego.</p><p>To ważne także z punktu widzenia samorządów. W miastach takich jak Tomaszów Mazowiecki decyzje dotyczące szkół, komunikacji, żłobków, ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, dróg czy polityki społecznej bezpośrednio dotykają codziennego życia kobiet. Nie zawsze jednak są postrzegane jako „polityka”, choć zapadają właśnie w wyniku procesów politycznych.</p><h2>Wykształcenie ma znaczenie</h2><p>CBOS wskazuje także na trwałą zależność pomiędzy zainteresowaniem polityką a poziomem wykształcenia.</p><p>Im wyższe wykształcenie, tym częściej kobiety deklarują zainteresowanie życiem politycznym.</p><p>Kobiety z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym <strong>ponad trzykrotnie częściej deklarują całkowity brak zainteresowania polityką niż kobiety z wyższym wykształceniem</strong>.</p><p>W 2026 roku dodatkowo wzrosła liczba takich deklaracji wśród kobiet z wykształceniem podstawowym, gimnazjalnym oraz zasadniczym zawodowym – w obu grupach o 4 punkty procentowe.</p><p>Różnica może mieć znaczenie znacznie wykraczające poza same wyborcze statystyki. Polityczne zainteresowanie oznacza bowiem również większą wiedzę o mechanizmach państwa, działalności samorządu, prawach obywatelskich czy możliwościach wpływania na decyzje władz.</p><h2>Wielkie miasta patrzą na politykę częściej</h2><p>Znaczenie ma również miejsce zamieszkania.</p><p>Według CBOS najbardziej zainteresowane polityką są kobiety żyjące w największych miastach – liczących ponad pół miliona mieszkańców.</p><p>W latach 2022–2026 ponad jedna czwarta mieszkanek największych aglomeracji deklarowała duże lub bardzo duże zainteresowanie polityką.</p><p>Odwrotny trend widoczny jest na wsiach i w najmniejszych miastach.</p><p>Według danych za pierwszą połowę 2026 roku <strong>47 proc. mieszkanek wsi oraz 44 proc. kobiet z najmniejszych miast deklarowało niewielkie lub całkowicie zerowe zainteresowanie polityką</strong>.</p><p>To szczególnie ciekawa informacja z perspektywy miast średniej wielkości oraz powiatów takich jak tomaszowski.</p><p>Debata publiczna od lat koncentruje się bowiem przede wszystkim na Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku czy Poznaniu. Tymczasem codzienność mieszkańców mniejszych miejscowości jest często zupełnie inna. Tu polityka oznacza nie tyle wielkie ideologiczne spory, ile dostępność lekarza, likwidowaną linię autobusową, cenę wywozu odpadów, remont drogi albo przyszłość miejscowej szkoły.</p><h2>Kobiety częściej wybierają lewicę</h2><p>Badanie CBOS pokazuje również różnice dotyczące deklarowanych poglądów politycznych.</p><p>Kobiety <strong>rzadziej niż mężczyźni określają swoje poglądy jako prawicowe, a częściej deklarują orientację lewicową</strong>.</p><p>Najbardziej widoczne jest to wśród najmłodszych kobiet, osób z wyższym wykształceniem oraz mieszkanek największych miast.</p><p>Szczególny moment nastąpił w latach 2020–2021.</p><p>Wtedy wśród kobiet w wieku 18–24 lata odsetek deklarujących poglądy lewicowe przekraczał 40 proc.</p><p>CBOS wiąże ten wzrost między innymi z reakcją na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z <strong>22 października 2020 roku</strong>, dotyczący przepisów regulujących dopuszczalność przerwania ciąży.</p><p>W następnych latach liczba młodych kobiet deklarujących poglądy lewicowe nieco spadła, ale pozostała wysoka – na poziomie około <strong>36–38 proc.</strong></p><p>To pokazuje, że wydarzenia społeczne mogą pozostawiać trwały ślad w politycznych postawach całych pokoleń.</p><h2>Nieobecność czy zmiana języka polityki?</h2><p>Wyniki CBOS można odczytywać na dwa sposoby.</p><p>Pierwszy jest prosty: kobiety mniej interesują się polityką niż mężczyźni, a szczególnie niepokojący spadek zainteresowania widać wśród młodych Polek.</p><p>Jest jednak także druga możliwość.</p><p>Być może zmienia się samo rozumienie słowa „polityka”.</p><p>Dla pokolenia wychowanego w świecie TikToka, Instagrama i nieustannego przepływu informacji wielogodzinne parlamentarne debaty czy partyjne konferencje mogą przypominać teatr, którego scenariusz od dawna jest znany. Walter Cronkite powiedział kiedyś, że w demokracji najważniejszym obowiązkiem obywatela jest poinformowanie się przed podjęciem decyzji. Problem zaczyna się wtedy, gdy informacja zostaje zastąpiona politycznym widowiskiem.</p><p>I być może właśnie tutaj kryje się jedno z najważniejszych pytań wynikających z danych CBOS.</p><p>Czy młode kobiety rzeczywiście tracą zainteresowanie sprawami publicznymi?</p><p>Czy może po prostu coraz mniej interesuje je <strong>polityka w takiej formie, w jakiej przedstawiają ją partie, telewizje i media społecznościowe</strong>?</p><p>To już nie jest pytanie wyłącznie do socjologów.</p><p>To pytanie także do polityków.</p><p>Bo demokracja zaczyna mieć problem nie wtedy, gdy obywatele wybierają inną partię. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przestają uważać, że warto w ogóle słuchać tego, co politycy mają im do powiedzenia.</p><p><strong>Źródło danych: Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS), PAP.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Teatr Piosenki oczarował publiczność koncertem „Grande Amore”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57207,teatr-piosenki-oczarowal-publicznosc-koncertem-grande-amore</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57207,teatr-piosenki-oczarowal-publicznosc-koncertem-grande-amore</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 21:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-teatr-piosenki-oczarowal-publicznosc-koncertem-grande-amore-1792785126.jpg</url>
                        <title>Teatr Piosenki oczarował publiczność koncertem „Grande Amore”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57207,teatr-piosenki-oczarowal-publicznosc-koncertem-grande-amore</link>
                    </image><description>23 października 2026 r. w MCK Tkacz odbył się koncert „GRANDE AMORE – wieczór piosenek włoskich i nie tylko” w wykonaniu Teatru Piosenki prowadzonego pod kierunkiem Katarzyny Goljat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Podczas koncertu publiczność miała okazję wysłuchać znanych i lubianych utworów o miłości. W repertuarze dominowała muzyka włoska – pełna emocji, temperamentu i romantycznych melodii, które wprowadziły słuchaczy w klimat słonecznej Italii.</p><p><span style="background-color:transparent;">Muzyczną oprawę wydarzenia dopełniła teatralna scenografia, tworząc spójną i nastrojową przestrzeń dla prezentowanych utworów. Był to wieczór pełen muzyki, emocji i wzruszeń, a artyści Teatru Piosenki zabrali publiczność w wyjątkową muzyczną podróż.</span></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rynek wtórny czy nowe budownictwo – co porównać przed zakupem?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57206,rynek-wtorny-czy-nowe-budownictwo-co-porownac-przed-zakupem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57206,rynek-wtorny-czy-nowe-budownictwo-co-porownac-przed-zakupem</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 19:24:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rynek-wtorny-czy-nowe-budownictwo-co-porownac-przed-zakupem-1793086087.jpg</url>
                        <title>Rynek wtórny czy nowe budownictwo – co porównać przed zakupem?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57206,rynek-wtorny-czy-nowe-budownictwo-co-porownac-przed-zakupem</link>
                    </image><description>Szukasz własnego M i stoisz przed odwiecznym dylematem: pachnący nowością lokal od dewelopera czy lokum z drugiej ręki? Obie opcje kuszą innymi zaletami, ale też stawiają przed Tobą zupełnie inne wyzwania finansowe i organizacyjne. Zanim podejmiesz decyzję na lata, przeanalizuj najważniejsze parametry rynku. Co musisz wiedzieć, zanim podpiszesz umowę?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2 style="text-align:justify;"><strong>Finanse na starcie – cena za metr to nie wszystko</strong></h2><p style="text-align:justify;"><strong>Zanim wybierzesz konkretną opcję, spójrz szerzej na zestawienie kosztów.&nbsp;</strong>Standardowo porównujesz samą kwotę z ogłoszenia, jednak wykończenie lub remont przecież także wpływa na ostateczny rachunek. Rynek pierwotny wymaga sporego nakładu pracy i środków na wykończenie stanu deweloperskiego. Z kolei lokal używany często pozwala na szybkie zamieszkanie, choć czasem trzeba liczyć się z koniecznością przeprowadzenia remontu lub wymiany starych instalacji.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Przeglądając aktualne ogłoszenia, szybko dostrzeżesz, że różnice cenowe dotyczą wielu regionów. Niezależnie od tego, czy planujesz&nbsp;<a href="https://gratka.pl/nieruchomosci/mieszkania/tomaszow-mazowiecki" rel="nofollow"><span style="color:#1155CC;">kupić mieszkanie w Tomaszowie Mazowieckim</span></a> w serwisie Gratka, czy celujesz w metropolie, uwzględnij w kalkulacji dodatkowe opłaty. <strong>Należą do nich m.in. prowizje, podatek PCC czy koszty prac adaptacyjnych.</strong></p><p style="text-align:justify;"><strong>Ciekawe wnioski płyną z twardych danych rynkowych.&nbsp;</strong>Spójrzmy na Warszawę z września 2026 roku. Mediana cen mieszkań wyniosła tam 850 000 zł, a cena za metr kwadratowy osiągnęła 17 222 zł. Co ciekawe, na rynku wtórnym mediana za metr wyniosła 17 663 zł, podczas gdy deweloperzy proponowali średnio 16 900 zł. Mieszkania z drugiej ręki okazały się więc droższe o około 4,3% w przeliczeniu na metr kwadratowy. Skąd wynika ta różnica?&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Rynek wtórny oferuje gotowe lokale w dobrze skomunikowanych dzielnicach, gdzie grunt osiąga najwyższe wartości – przykładowo <strong>na Woli mediana cen dochodzi do 22 200 zł/m², a na Mokotowie do 19 500 zł/m², gdy na obrzeżach, takich jak Białołęka, zapłacisz około 14 130 zł/m².</strong></p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Czas realizacji i dostępność – gdzie szybciej odbierzesz klucze?</strong></h2><p style="text-align:justify;">Czas to kolejny czynnik, który decyduje o wyborze. Zastanów się, jak szybko chcesz wprowadzić się do nowego domu. Odpowiedź na to pytanie wprost wskazuje właściwy segment rynku.</p><ul><li data-list-item-id="ecd5b88147475a1414239058fc9a41b57"><p style="text-align:justify;"><strong>mieszkania z rynku wtórnego</strong> – przeciętnie czekają na nabywcę jedynie 35 dni. Wchodzisz do wykończonego wnętrza zaraz po dopełnieniu formalności u notariusza, omijając stres związany z pracami wykończeniowymi;</p></li><li data-list-item-id="ef343789c3cb4076fe40d52b90aa3f4ca"><p style="text-align:justify;"><strong>nowe budownictwo od dewelopera</strong> – oferty widnieją w serwisach średnio przez 100 dni. Czasem kupujesz projekt w trakcie realizacji, co wydłuża oczekiwanie na odbiór kluczy nawet o kilkanaście miesięcy.</p></li></ul><h2 style="text-align:justify;"><strong>Najważniejsze obszary do porównania – checklista kupującego</strong></h2><p style="text-align:justify;">Zanim zdecydujesz się na konkretną lokalizację, zestaw ze sobą istotne obszary. Pomogą Ci one ocenić koszty oraz wygodę codziennego życia w nowym miejscu. Są to:&nbsp;</p><ul><li data-list-item-id="ea68d086bf4c461eeb195f479345ea1a0"><p style="text-align:justify;"><strong>lokalizacja i infrastruktura</strong> – rynek wtórny wygrywa dojrzałą okolicą, bliskością szkół, punktów usługowych i przemyślanym transportem. Nowe osiedla często powstają na obrzeżach, co generuje dłuższe codzienne dojazdy;</p></li><li data-list-item-id="ea4fe3fde2efa7d421e0edae526273f7a"><p style="text-align:justify;"><strong>standard budynku i koszty utrzymania</strong> – nowe budownictwo oferuje z reguły nowoczesne windy, garaże podziemne, fotowoltaikę i niski pobór energii. W starszym budynku musisz uwzględnić wyższe wpłaty na fundusz remontowy;</p></li><li data-list-item-id="e43b906f42f2827ce26a9de7d8ba441dd"><p style="text-align:justify;"><strong>możliwości aranżacyjne</strong> – deweloper umożliwia wprowadzenie zmian lokatorskich jeszcze na etapie budowy. W używanym lokalu zmiana układu pomieszczeń wymaga wyburzania ścian i generuje znaczne wydatki.</p></li></ul><p style="text-align:justify;">Wybór między rynkiem pierwotnym a wtórnym zależy od Twoich możliwości finansowych, cierpliwości oraz preferencji życiowych. Przeanalizuj dokładnie wszystkie koszty towarzyszące transakcji i nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji. Odwiedź sprawdzone serwisy z ogłoszeniami, zestaw najciekawsze oferty i znajdź przestrzeń, w której od razu poczujesz się doskonale!</p><p style="text-align:justify;"><i><strong>Artykuł sponsorowany</strong></i></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Pokazowa ewakuacja w SP nr 10. Miasto chce tak szkolić także inne tomaszowskie szkoły]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57205,pokazowa-ewakuacja-w-sp-nr-10-miasto-chce-tak-szkolic-takze-inne-tomaszowskie-szkoly</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57205,pokazowa-ewakuacja-w-sp-nr-10-miasto-chce-tak-szkolic-takze-inne-tomaszowskie-szkoly</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 19:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pokazowa-ewakuacja-w-sp-nr-10-miasto-chce-tak-szkolic-takze-inne-tomaszowskie-szkoly-1792914514.jpg</url>
                        <title>Pokazowa ewakuacja w SP nr 10. Miasto chce tak szkolić także inne tomaszowskie szkoły</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57205,pokazowa-ewakuacja-w-sp-nr-10-miasto-chce-tak-szkolic-takze-inne-tomaszowskie-szkoly</link>
                    </image><description>W Szkole Podstawowej nr 10 w Tomaszowie Mazowieckim przeprowadzono pokazowe ćwiczenia ewakuacyjne na wypadek alarmu zagrożenia z powietrza. To nie ma być jednorazowa akcja, lecz element szerszego przygotowania placówek oświatowych w mieście.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Alarm, syrena i zejście do bezpiecznych miejsc</h2><p>Szkolny korytarz, odprawa kadry, obecność służb i wyraźny sygnał alarmowy – tak wyglądały pokazowe ćwiczenia ewakuacyjne przeprowadzone w Szkole Podstawowej nr 10 w Tomaszowie Mazowieckim. Jak wynika z informacji opublikowanych przez miejski portal, scenariusz dotyczył <strong>alarmu zagrożenia z powietrza</strong>, a uczestnicy ćwiczyli procedury, które w realnej sytuacji mają pomóc w sprawnym i bezpiecznym działaniu.</p><p>Na zdjęciach towarzyszących materiałowi widać m.in. odprawę z udziałem kadry kierowniczej i dydaktycznej szkoły, służb mundurowych oraz przedstawicieli miasta. W trakcie ćwiczeń wykorzystano także ręczną syrenę alarmową, a sama ewakuacja prowadzona była przez szkolne piwnice i szatnie. To ważny szczegół, bo w takich działaniach liczy się nie tylko sam sygnał, ale również <strong>wybór bezpiecznej drogi przemieszczania</strong> i jasny podział ról.</p><h2>Nie jednorazowy pokaz, ale model dla kolejnych placówek</h2><p>Najważniejsza informacja dla mieszkańców jest taka, że ćwiczenia w SP nr 10 mają być punktem odniesienia także dla innych tomaszowskich szkół. Już sam tytuł miejskiej publikacji wskazuje, że chodzi o rozwiązanie, które ma zostać wykorzystane szerzej, a nie o pojedyncze wydarzenie o wyłącznie pokazowym charakterze.</p><p>Z perspektywy miasta to sygnał, że temat bezpieczeństwa w szkołach jest traktowany systemowo. W praktyce oznacza to potrzebę przeszkolenia dyrektorów, nauczycieli i pracowników placówek, a także wypracowania procedur zrozumiałych dla dzieci i młodzieży. W takich sytuacjach nie wystarczy dokument schowany w segregatorze. Potrzebne są działania, które pozwalają przećwiczyć reakcję w warunkach zbliżonych do rzeczywistych.</p><p>W materiałach zdjęciowych widać również, że po zakończeniu ćwiczeń ich przebieg był omawiany przez przedstawicieli miasta, szkoły i służb. Tego typu podsumowanie ma znaczenie praktyczne. To właśnie wtedy można wychwycić, co zadziałało sprawnie, gdzie pojawiły się opóźnienia i które elementy procedur wymagają dopracowania.</p><h2>Dlaczego takie ćwiczenia są ważne dla Tomaszowa</h2><p>Temat może wydawać się odległy, dopóki alarm pozostaje tylko scenariuszem. Właśnie dlatego takie ćwiczenia mają sens. Szkoła to miejsce, w którym jednocześnie przebywają setki osób, a każda niejasność, chaos lub brak przygotowania może w krytycznym momencie oznaczać cenne minuty straty.</p><p>Dla rodziców najważniejsze jest to, czy placówka potrafi działać spokojnie i według ustalonego planu. Dla nauczycieli kluczowe jest, by wiedzieć, <strong>co robić natychmiast po ogłoszeniu alarmu</strong>, jak poprowadzić dzieci i gdzie skierować poszczególne grupy. Dla samorządu to z kolei sprawdzian organizacyjny: czy szkoły mają warunki do wdrażania procedur i czy współpraca z odpowiednimi służbami przebiega bez zakłóceń.</p><p>Jeśli zapowiadany model ma objąć także inne tomaszowskie szkoły, mieszkańcy mogą oczekiwać kolejnych podobnych działań w placówkach oświatowych. Warto, by za pokazem poszły konkretne rozwiązania organizacyjne, regularne powtórki i jasna informacja dla rodziców, jak szkoły są przygotowywane na sytuacje nadzwyczajne. Bo w bezpieczeństwie najważniejsze nie jest samo ogłoszenie ćwiczeń, lecz to, czy po ich zakończeniu miasto i szkoły są rzeczywiście lepiej przygotowane niż wcześniej.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Pierwszy taki mecz w historii. Lechia jedzie do rewelacyjnego beniaminka z Mińska Mazowieckiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57204,pierwszy-taki-mecz-w-historii-lechia-jedzie-do-rewelacyjnego-beniaminka-z-minska-mazowieckiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57204,pierwszy-taki-mecz-w-historii-lechia-jedzie-do-rewelacyjnego-beniaminka-z-minska-mazowieckiego</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 18:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pierwszy-taki-mecz-w-historii-lechia-jedzie-do-rewelacyjnego-beniaminka-z-minska-mazowieckiego-1792773808.png</url>
                        <title>Pierwszy taki mecz w historii. Lechia jedzie do rewelacyjnego beniaminka z Mińska Mazowieckiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57204,pierwszy-taki-mecz-w-historii-lechia-jedzie-do-rewelacyjnego-beniaminka-z-minska-mazowieckiego</link>
                    </image><description>W sobotę, 24 października, piłkarzy Lechii Tomaszów Mazowiecki czeka zupełnie nowy rozdział w trzecioligowej historii. Zielono-czerwoni po raz pierwszy zmierzą się z Mazovią Mińsk Mazowiecki – beniaminkiem, który jesienią wszedł do III ligi bez kompleksów i po trzynastu kolejkach znajduje się w ścisłej czołówce tabeli. Początek spotkania o godz. 13.00.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To będzie mecz dwóch drużyn, które z różnych powodów bardzo potrzebują punktów. Mazovia po znakomitym początku sezonu wyraźnie zwolniła, Lechia natomiast wciąż próbuje wydostać się z dolnej części tabeli. Można więc spodziewać się spotkania dalekiego od piłkarskich szachów. W sobotnie popołudnie przy Sportowej w Mińsku Mazowieckim remis może nie satysfakcjonować nikogo.</p><p>Oficjalny kalendarz Lechii potwierdza, że spotkanie 14. kolejki rozpocznie się <strong>24 października o godz. 13.00</strong>. Gospodarze również wskazują tę samą datę i godzinę, a mecz rozegrany zostanie na Stadionie Miejskim przy ul. Sportowej 1.</p><h2>Beniaminek, który nie zamierza się nikogo bać</h2><p>Mazovia nie zachowuje się w III lidze jak drużyna, która dopiero uczy się nowych realiów. Po trzynastu spotkaniach ma <strong>21 punktów i zajmuje piąte miejsce</strong>. Bilans 30 zdobytych i 25 straconych bramek mówi o niej chyba więcej niż długie analizy: ten zespół chce grać ofensywnie, potrafi atakować, ale pozostawia też rywalom sporo miejsca.</p><p>Lechia przystępuje do spotkania z 14. pozycji i dorobkiem 14 punktów. W ostatniej kolejce tomaszowianie zremisowali u siebie 1:1 z rezerwami Widzewa Łódź, przerywając serię dwóch porażek. Na wyjazdach podopieczni Bartosza Grzelaka wygrywali w tym sezonie w Mławie i Elblągu.</p><p>To właśnie wyniki poza Tomaszowem mogą być przed sobotą źródłem umiarkowanego optymizmu. Lechia pokazała już, że potrafi wracać z trudnych terenów z kompletem punktów.</p><p>Mazovia z kolei znalazła się w pierwszym poważniejszym dołku sezonu. Nie wygrała czterech ostatnich spotkań. Po porażce 0:2 z Wigrami Suwałki przyszedł remis 1:1 z Wartą Sieradz, następnie przegrana 1:4 z Pelikanem Łowicz i ostatnio 2:3 z KTS Weszło Warszawa. W Warszawie beniaminek przegrywał już 0:2, próbował wrócić do meczu, ale ostatecznie znów został bez punktów.</p><p>To czyni sobotnie spotkanie jeszcze ciekawszym. Mazovia będzie grała pod presją przerwania złej serii. Lechia – pod presją tabeli.</p><h2>Cezary Sauczek – człowiek, którego trzeba zatrzymać</h2><p>Jeśli przed meczem trener Bartosz Grzelak miałby czerwonym flamastrem zakreślić jedno nazwisko w notesie, zapewne byłoby nim <strong>Cezary Sauczek</strong>.</p><p>Napastnik Mazovii zdobył już <strong>dziewięć bramek</strong> i jest najskuteczniejszym zawodnikiem zespołu. W klasyfikacji kanadyjskiej ma 12 punktów. Ogromne znaczenie dla ofensywy gospodarzy mają również Michał Janota, który zanotował osiem asyst, oraz Mateusz Augustyniak z sześcioma ostatnimi podaniami.</p><p>Po stronie Lechii najskuteczniejszy jest <strong>Kacper Popławski</strong>, autor sześciu ligowych trafień. Tomaszowianie będą więc potrzebowali nie tylko dobrej organizacji w defensywie, ale również zdecydowanie większej skuteczności pod bramką przeciwnika.</p><p>Mazovia jest bowiem zespołem, którego nie wolno dopuścić do wymiany ciosów. Trzydzieści bramek zdobytych w trzynastu kolejkach to wynik, który musi budzić respekt. Jednocześnie 25 straconych goli pokazuje, że defensywa beniaminka bywa daleka od szczelności.</p><p>Dla Lechii właśnie tam może znajdować się droga do punktów.</p><h2>Na III ligę czekali latami</h2><p>Historia sobotniego przeciwnika Lechii jest długa, ale awans do III ligi przyszedł dopiero po wielu niespełnionych próbach.</p><p>Mazovia powstała w 1925 roku i przez dziesięciolecia była jednym z ważnych elementów sportowego życia Mińska Mazowieckiego. Klub przechodził wojenną przerwę, powojenną odbudowę, fuzję z wojskową Iskrą i kolejne zmiany organizacyjne. W różnych okresach prowadził nie tylko sekcję piłkarską, ale także m.in. rugby, piłki ręcznej, kolarstwa, lekkiej atletyki czy siatkówki.</p><p>W ostatnich latach jedno marzenie wracało jednak z wyjątkową regularnością: <strong>III liga</strong>.</p><p>Mazovia była blisko już w sezonie 2014/2015, ale w barażach lepszy okazał się Oskar Przysucha. Kilka lat później drogę zamknęła jej Broń Radom. W sezonie 2022/2023 klub z Mińska zakończył rozgrywki z taką samą liczbą punktów jak Victoria Sulejówek, ale przegrał walkę o pierwsze miejsce bilansem bezpośrednich spotkań.</p><p>Dopiero poprzedni sezon przyniósł upragniony awans. Mazovia najpierw w barażu rozbiła na wyjeździe Sokół Aleksandrów Łódzki <strong>4:0</strong>, a następnie pokonała u siebie Stomil Olsztyn <strong>1:0</strong>.</p><p>Po latach pukania do drzwi III ligi wreszcie je wyważono.</p><p>I jak pokazuje obecny sezon – nie po to, żeby po kilku miesiącach grzecznie wracać na niższy poziom.</p><h2>Lechia ma doświadczenie. Mazovia – impet beniaminka</h2><p>Jest w tym spotkaniu interesujący kontrast.</p><p>Mazovia dopiero poznaje III ligę. Lechia zna ją niemal na pamięć.</p><p>Tomaszowianie nieprzerwanie występują na tym poziomie od sezonu 2012/2013. Najbliżej awansu byli w rozgrywkach 2017/2018, kiedy zakończyli sezon na drugim miejscu z taką samą liczbą punktów jak Widzew Łódź. O awansie łodzian przesądził bilans bezpośrednich spotkań.</p><p>Dziś cele i realia są inne. Lechia walczy przede wszystkim o poprawienie swojej sytuacji w tabeli i złapanie stabilności. Młody zespół Bartosza Grzelaka potrzebuje punktów, ale być może jeszcze bardziej potrzebuje meczu, który da mu przekonanie, że potrafi regularnie wygrywać również z drużynami z górnej części tabeli.</p><p>Sobota byłaby do tego znakomitą okazją.</p><p>Mazovia jest piąta, ale nie wygrała od czterech kolejek. Lechia jest czternasta, ale ostatnio zatrzymała rezerwy Widzewa.</p><p>Jedni chcą zakończyć kryzys. Drudzy – rozpocząć marsz w górę tabeli.</p><h2>Pierwszy raz przeciwko sobie</h2><p>Dodatkowego smaku spotkaniu dodaje fakt, że będzie to <strong>pierwszy ligowy mecz Mazovii i Lechii w historii</strong>.</p><p>Nie ma więc statystyk bezpośrednich spotkań, serii zwycięstw czy rachunków krzywd sprzed lat. Piłkarska karta jest czysta.</p><p>Można ją zapisać tylko raz po raz pierwszy.</p><p>Dla Lechii zwycięstwo miałoby znaczenie znacznie większe niż zwykłe trzy punkty. Przy tak ciasnej lidze jeden dobry weekend potrafi zmienić perspektywę całej jesieni. Porażka oznaczałaby natomiast dalsze oglądanie się za siebie.</p><p>Mazovia również nie może pozwolić sobie na kolejne potknięcie, jeśli chce pozostać w grupie drużyn znajdujących się tuż za ligową czołówką.</p><p>Dlatego sobotni mecz zapowiada się trochę jak pojedynek dwóch bokserów, którzy weszli do ringu z zupełnie różnych narożników, ale dokładnie z tym samym zamiarem: <strong>wreszcie zadać skuteczny cios</strong>.</p><h2>Informacje dla kibiców</h2><p>Mecz <strong>Mazovia Mińsk Mazowiecki – Lechia Tomaszów Mazowiecki</strong> rozpocznie się w sobotę, <strong>24 października o godz. 13.00</strong> na Stadionie Miejskim przy ul. Sportowej 1.</p><p>Gospodarze poinformowali, że bramy stadionu zostaną otwarte już o godz. 12.00. Kibicom przyjeżdżającym samochodami klub zaleca korzystanie z parkingów przy ul. Mirosza oraz w rejonie dworca PKP. W sobotę oba mają być bezpłatne.</p><p>Spotkanie poprowadzi <strong>Michał Chmarycz z Jonkowa</strong>, a na liniach pomagać mu będą Krystian Mucha i Marcin Chyl.</p><p><strong>Mazovia Mińsk Mazowiecki – Lechia Tomaszów Mazowiecki</strong><br><strong>Sobota, 24 października 2026 r., godz. 13.00</strong><br><strong>Stadion Miejski, ul. Sportowa 1, Mińsk Mazowiecki</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[13 autobusów elektrycznych za ponad 41 mln zł. Tomaszów przesuwa termin wielkiego przetargu o dwa tygodnie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57203,13-autobusow-elektrycznych-za-ponad-41-mln-zl-tomaszow-przesuwa-termin-wielkiego-przetargu-o-dwa-tygodnie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57203,13-autobusow-elektrycznych-za-ponad-41-mln-zl-tomaszow-przesuwa-termin-wielkiego-przetargu-o-dwa-tygodnie</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 18:24:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-13-autobusow-elektrycznych-za-ponad-41-mln-zl-tomaszow-przesuwa-termin-wielkiego-przetargu-o-dwa-ty-1792915113.png</url>
                        <title>13 autobusów elektrycznych za ponad 41 mln zł. Tomaszów przesuwa termin wielkiego przetargu o dwa tygodnie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57203,13-autobusow-elektrycznych-za-ponad-41-mln-zl-tomaszow-przesuwa-termin-wielkiego-przetargu-o-dwa-tygodnie</link>
                    </image><description>Oferty miały zostać otwarte już w poniedziałek, 26 października. Nie zostaną. Tomaszów Mazowiecki przesunął o dwa tygodnie termin jednego z największych tegorocznych przetargów miasta. Chodzi o zakup 13 autobusów elektrycznych oraz siedmiu stacji ładowania. Szacunkowa wartość zamówienia to 41,45 mln zł netto. Nowa data otwarcia ofert to 9 listopada. Wciąż jednak nie wiadomo, co dokładnie sprawiło, że wykonawcy otrzymali dodatkowe 14 dni.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6fa; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w dużym skrócie</h4>        <p style="margin: 0 0 15px 0; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <strong>Duże zmiany w przetargu na „elektryki”</strong> – Urzędnicy podjęli decyzję o wydłużeniu czasu na przygotowanie ofert w kluczowym postępowaniu na zakup ekologicznego taboru autobusowego dla regionu.    </p>    <!-- Tabela: Szczegóły przetargu na autobusy elektryczne -->    <table style="width: 100%; border-collapse: collapse; margin-bottom: 15px; font-size: 0.95em; background-color: #ffffff; border-radius: 4px; overflow: hidden; box-shadow: 0 1px 3px rgba(0,0,0,0.05);">        <thead>            <tr style="background-color: #0056b3; color: #ffffff; text-align: left;">                <th style="padding: 10px 15px; font-weight: bold;">Parametr zamówienia</th>                <th style="padding: 10px 15px; font-weight: bold; text-align: right;">Szczegóły / Wartość</th>            </tr>        </thead>        <tbody>            <tr style="border-bottom: 1px solid #e0e0e0;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333;"><strong>Przedmiot kontraktu</strong></td>                <td style="padding: 10px 15px; text-align: right; color: #333333;">13 autobusów elektrycznych + 7 stacji ładowania</td>            </tr>            <tr style="background-color: #f8f9fa; border-bottom: 1px solid #e0e0e0;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333;"><strong>Szacunkowa wartość projektu</strong></td>                <td style="padding: 10px 15px; text-align: right; font-weight: bold; color: #2e7d32;">41,45 mln zł netto</td>            </tr>            <tr style="border-bottom: 1px solid #e0e0e0;">                <td style="padding: 10px 15px; color: #333333;"><strong>Podział pojazdów</strong></td>                <td style="padding: 10px 15px; text-align: right; color: #333333;">12 dla Tomaszowa, 1 dla Gminy Lubochnia</td>            </tr>            <tr style="background-color: #fff5f5;">                <td style="padding: 10px 15px; font-weight: bold; color: #c62828;">Nowy termin składania ofert</td>                <td style="padding: 10px 15px; text-align: right; font-weight: bold; color: #c62828;">9 listopada 2026 r., godz. 09:30</td>            </tr>        </tbody>    </table>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Dwutygodniowe opóźnienie procedury</strong> – pierwotny termin otwarcia ofert wyznaczony na 26 października został unieważniony. Nowe otwarcie nastąpi 9 listopada o godzinie 10:00.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Lakoniczne uzasadnienie urzędników</strong> – oficjalna dokumentacja przetargowa jako bezpośrednią przyczynę przesunięcia terminów wskazuje jedynie „aktualizację informacji”. W specyfikacji nie doprecyzowano jednak, jakie konkretnie powody techniczne lub formalne wymusiły tę korektę.</li>    </ul></div><h2>26 października już nieaktualny. Teraz 9 listopada</h2><p>Jeszcze miesiąc temu kalendarz był jasny. Wielki przetarg taborowy Tomaszowa i Lubochni miał wejść w decydującą fazę 26 października. Do godziny 9.30 producenci mieli składać swoje oferty, a o godz. 10.00 zamawiający planował ich otwarcie.</p><p>Takiego scenariusza już nie będzie.</p><p>W opublikowanej 22 października zmianie ogłoszenia wyznaczono nowy termin: <strong>9 listopada 2026 roku, godz. 9.30</strong>. Otwarcie ofert ma nastąpić tego samego dnia o godz. 10.00. Tym samym potencjalni dostawcy autobusów otrzymali dodatkowych 14 dni.</p><p>Zmienił się również termin związania ofertą. W pierwotnej dokumentacji wykonawcy mieli pozostawać związani złożonymi ofertami do <strong>23 stycznia 2027 roku</strong>. Po zmianie termin ten przesunięto na <strong>6 lutego 2027 roku</strong>. To również dokładnie dwa tygodnie.</p><p>Samo przesunięcie terminu nie jest w zamówieniach publicznych wydarzeniem nadzwyczajnym. Przy inwestycji tej skali znacznie ciekawsze jest pytanie: <strong>co spowodowało zmianę?</strong></p><p>I tu oficjalny komunikat pozostawia niedosyt. W części dotyczącej przyczyn korekty znajduje się jedynie lakoniczne określenie: <strong>„Aktualizacja informacji”</strong>.</p><h2>Prawo pozwala wydłużyć termin. Ale powód powinien być widoczny w dokumentacji</h2><p>Prawo zamówień publicznych przewiduje sytuacje, w których zamawiający powinien dać wykonawcom dodatkowy czas.</p><p>Zgodnie z <strong>art. 137 ust. 6 ustawy Prawo zamówień publicznych</strong>, jeżeli zmiany Specyfikacji Warunków Zamówienia są istotne dla przygotowania oferty albo wymagają od wykonawców dodatkowego czasu na zapoznanie się z nimi, zamawiający przedłuża termin składania ofert.</p><p>Inny mechanizm opisuje <strong>art. 135 Pzp</strong>. Wykonawcy mogą zwracać się o wyjaśnienia treści SWZ, a jeżeli zamawiający nie zdąży udzielić wymaganych wyjaśnień w ustawowym terminie, termin składania ofert również może zostać wydłużony. Co istotne, samo przedłużenie terminu składania ofert nie powoduje automatycznie ponownego otwarcia wcześniejszego ustawowego terminu na zadawanie pytań.</p><p>Możliwości prawnych jest więc kilka. Nie oznacza to jednak, że którakolwiek z nich była przyczyną zmiany właśnie w tomaszowskim postępowaniu.</p><p>Dopóki nie zostaną przeanalizowane wszystkie opublikowane modyfikacje SWZ, odpowiedzi na pytania wykonawców i ewentualne korekty załączników technicznych, <strong>nie należy dopisywać przetargowi historii, której dokumenty jeszcze nie potwierdzają</strong>.</p><h2>41,45 mln zł. Ale to nie jest jeszcze cena autobusów</h2><p>To jeden z najważniejszych przetargów miasta w 2026 roku.</p><p>Szacunkowa wartość zamówienia wynosi <strong>41 450 000 zł netto</strong>. To jednak kwota szacunkowa ustalona na potrzeby postępowania, a nie cena, którą Tomaszów już zgodził się zapłacić.</p><p>Ostateczny rachunek poznamy dopiero po otwarciu ofert, a później po wyborze wykonawcy i podpisaniu umowy.</p><p>Nie można również podzielić 41,45 mln zł przez 13 i uznać otrzymanego wyniku za cenę jednego autobusu.</p><p>Przetarg obejmuje bowiem znacznie więcej.</p><p>Dwanaście autobusów elektrycznych i siedem stacji ładowania otrzyma Tomaszów Mazowiecki. Jeden autobus przeznaczony jest dla Gminy Lubochnia. W zakres kontraktu wchodzą ponadto m.in. szkolenia pracowników, specjalistyczne narzędzia i urządzenia, elektronika, oprogramowanie, systemy potrzebne do obsługi pojazdów oraz dokumentacja techniczna. Użytkownikiem tomaszowskich pojazdów będzie Miejski Zakład Komunikacyjny. Okres realizacji zamówienia określono na <strong>17 miesięcy</strong>, a wadium wynosi <strong>350 tys. zł</strong>.</p><h2>48,44 mln zł za cały projekt. Ponad 28 mln z Unii</h2><p>Jest jeszcze drugi rachunek i właśnie on czyni całe postępowanie szczególnie interesującym.</p><p>Oficjalna strona Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego podaje, że wartość całego projektu <strong>„Transport niskoemisyjny/bezemisyjny” wynosi 48 437 290,98 zł</strong>, natomiast wkład Funduszy Europejskich to <strong>28 073 935,96 zł</strong>. Projekt obejmuje 13 autobusów elektrycznych, siedem mobilnych ładowarek dwustanowiskowych oraz dwa elementy Systemu Informacji Pasażerskiej.</p><p>Już we wrześniu zwracaliśmy na NaszTomaszow.pl uwagę na ciekawą relację pomiędzy tymi liczbami.</p><p>Szacunkowe <strong>41,45 mln zł netto</strong>, po czysto arytmetycznym doliczeniu 23 proc. VAT, daje około <strong>50,98 mln zł brutto</strong>. Tymczasem publikowana wartość całego projektu to około 48,44 mln zł.</p><p>Nie oznacza to automatycznie, że projekt jest niedoszacowany albo że miastu brakuje pieniędzy. W grę mogą wchodzić zasady kwalifikowalności VAT, różne zakresy kosztów, aktualizacja budżetu projektu czy sposób rozliczenia poszczególnych partnerów. Nadal jednak jest to różnica wymagająca wyjaśnienia. Pisaliśmy o niej już przy ogłoszeniu przetargu 21 września.</p><p>Dofinansowanie europejskie przekracza 28 mln zł. Pozostała część wartości projektu musi mieć inne źródła finansowania, ale bez szczegółowego aktualnego montażu finansowego nie należy automatycznie przedstawiać całej różnicy jako wydatku z budżetu Tomaszowa. W przedsięwzięciu uczestniczy również Lubochnia.</p><h2>Cena to tylko 60 procent punktów</h2><p>Przetarg nie jest prostą aukcją pod hasłem „kto taniej”.</p><p>Cena stanowi <strong>60 proc. oceny oferty</strong>. Pozostałe 40 punktów zależy od parametrów autobusów i warunków gwarancyjnych.</p><p>Punktowane są m.in. długość gwarancji całopojazdowej, gwarancja na elektryczny układ napędowy, pojemność magazynów energii, zużycie prądu w teście SORT-2, rozwiązania aerodynamiczne oraz okres gwarancji na ładowarki. Pierwotne ogłoszenie przewidywało nawet 10 punktów za autobusy dysponujące pojemnością magazynu energii od 600 do 630 kWh.</p><p>Z porównania opublikowanych wersji ogłoszeń nie wynika, aby sama podstawowa konstrukcja systemu punktowego została wraz z przesunięciem terminu zasadniczo przebudowana. Wciąż jednak kluczowe znaczenie mają załączniki techniczne i kolejne modyfikacje SWZ.</p><p>To właśnie tam może kryć się odpowiedź na pytanie o dodatkowe 14 dni.</p><h2>Elektryczna rewolucja w MZK będzie znacznie większa niż dotychczas</h2><p>Tomaszów nie zaczyna przygody z autobusami elektrycznymi od zera.</p><p>MZK ma już dwa Solarisy Urbino 12 electric, kupione wraz z mobilną ładowarką za <strong>7,995 mln zł brutto</strong>. Autobusy wyposażono w baterie o pojemności 420 kWh, a wymagany zasięg wynosił co najmniej 300 kilometrów. Pojazdy pojawiły się na tomaszowskich ulicach latem 2026 roku.</p><p>Nowe zamówienie oznacza jednak zupełnie inną skalę. Do miasta ma trafić kolejnych <strong>12 elektryków</strong>.</p><p>Jeżeli obecne dwa pojazdy pozostaną w eksploatacji, Tomaszów będzie dysponował co najmniej 14 autobusami elektrycznymi. To już nie eksperyment ani pojedynczy zakup. To zasadnicza zmiana struktury miejskiego taboru, która będzie miała konsekwencje dla energetyki zajezdni, organizacji serwisu, zapotrzebowania na moc, kosztów energii oraz przyszłych wydatków związanych z bateriami.</p><p>Dlatego w tym postępowaniu równie ważne jak cena zakupu będą koszty następnych dziesięciu lat.</p><h2>Dlaczego dodatkowe dwa tygodnie?</h2><p>Na razie odpowiedź brzmi: <strong>nie wiemy</strong>.</p><p>Wiemy, że termin zmieniono. Wiemy, że zmianę przesłano do publikacji 21 października, a dzień później ukazała się w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej. Wiemy również, że nowy termin składania ofert wyznaczono na 9 listopada, a związania ofertą – na 6 lutego 2027 roku.</p><p>Nie ma natomiast podstaw do stwierdzenia, że postępowanie znalazło się w kłopotach. Dwa tygodnie przy siedemnastomiesięcznym kontrakcie nie muszą oznaczać poważnego opóźnienia.</p><p>Przy zamówieniu wartym dziesiątki milionów złotych warto jednak wiedzieć, <strong>czy termin przesunięto wskutek pytań producentów, zmiany parametrów technicznych autobusów lub ładowarek, korekty warunków przetargu czy z zupełnie innego powodu</strong>.</p><p>Istotne jest także, czy przesunięcie otwarcia ofert będzie miało jakikolwiek wpływ na datę zakończenia projektu i terminy wynikające z umowy o unijne dofinansowanie.</p><p>To pytania, które warto skierować do Urzędu Miasta.</p><h2>9 listopada poznamy pierwszy prawdziwy test rynku</h2><p>Wielkie publiczne inwestycje przez wiele miesięcy istnieją przede wszystkim w prezentacjach, uchwałach, tabelach i komunikatach prasowych. Ich prawdziwy test przychodzi dopiero wtedy, gdy rynek mówi: <strong>„za tyle jesteśmy gotowi to zrobić”</strong>.</p><p>Dla tomaszowskich autobusów takim dniem miał być 26 października.</p><p>Teraz będzie nim <strong>9 listopada 2026 roku</strong>.</p><p>Dopiero po otwarciu ofert dowiemy się, ilu producentów chce walczyć o kontrakt, czy szacunek 41,45 mln zł okaże się realistyczny i czy największy od lat program wymiany tomaszowskiego taboru zmieści się w finansowych ramach przygotowanych przez samorządy.</p><p>A wcześniej pozostaje jeszcze jedno, pozornie proste pytanie: <strong>co wydarzyło się pomiędzy 21 września a 22 października, że przetarg potrzebował dodatkowych dwóch tygodni?</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Lechia wygrała derby w Spale. Goss zdobył 26 punktów, a już w niedzielę tomaszowian czeka kolejny mecz]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57202,lechia-wygrala-derby-w-spale-goss-zdobyl-26-punktow-a-juz-w-niedziele-tomaszowian-czeka-kolejny-mecz</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57202,lechia-wygrala-derby-w-spale-goss-zdobyl-26-punktow-a-juz-w-niedziele-tomaszowian-czeka-kolejny-mecz</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 18:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lechia-wygrala-derby-w-spale-goss-zdobyl-26-punktow-a-juz-w-niedziele-tomaszowian-czeka-kolejny-me-1792772136.jpg</url>
                        <title>Lechia wygrała derby w Spale. Goss zdobył 26 punktów, a już w niedzielę tomaszowian czeka kolejny mecz</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57202,lechia-wygrala-derby-w-spale-goss-zdobyl-26-punktow-a-juz-w-niedziele-tomaszowian-czeka-kolejny-mecz</link>
                    </image><description>To nie był mecz Dawida z Goliatem, choć różnica doświadczenia była widoczna. Bardziej przypominał pojedynek młodości, która jeszcze nie zna swoich granic, z zespołem wiedzącym, że najważniejsze piłki w siatkówce wygrywa się nie tylko skokiem i siłą, ale także chłodną głową. W derbach powiatu tomaszowskiego Lechia Tomaszów Mazowiecki pokonała w Spale SMS PZPS 3:1. Bohaterem zwycięzców został Jędrzej Goss, który zdobył aż 26 punktów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do spotkania rozegranego <strong>14 października</strong> warto dziś wrócić. Nie dlatego, że jego rezultat jest nowością — od derbów minęło już kilka dni — ale dlatego, że dopiero szczegółowe statystyki i opis przebiegu rywalizacji pokazują, jak niewiele brakowało, by spotkanie potoczyło się zupełnie inaczej.</p><p>Lechia wygrała w hali COS w Spale <strong>3:1, w setach 25:23, 26:24, 19:25 i 25:18</strong>. Mecz rozpoczął się o godz. 16.00 i został rozegrany awansem w ramach ósmej kolejki TAURON 1. Ligi.</p><h2>Pierwsze dwa sety na ostrzu noża</h2><p>Sam końcowy wynik może być dla spalskiej młodzieży krzywdzący. Przez znaczną część spotkania Lechia nie miała bowiem prawa czuć się bezpiecznie.</p><p>Już pierwszy set pokazał, że gospodarze nie zamierzają oddawać pola bardziej doświadczonym rywalom. Gra długo toczyła się punkt za punkt. Przy stanie 21:21 tomaszowianie zdobyli dwa kolejne punkty i to właśnie końcówka zdecydowała o zwycięstwie Lechii 25:23.</p><p>Jeszcze więcej emocji przyniosła druga partia. SMS prowadził <strong>23:21</strong>. Młodzi zawodnicy ze Spały byli bardzo blisko wyrównania stanu meczu. W takich chwilach siatkówka zamienia się jednak w sport nerwów. Jeden błąd, jedna źle przyjęta zagrywka, jeden spóźniony blok potrafią ważyć więcej niż kilkanaście wcześniejszych udanych akcji.</p><p>Lechia doprowadziła do gry na przewagi, a w decydujących fragmentach zachowała więcej spokoju. Wygrała 26:24 i zamiast remisu 1:1 zrobiło się 2:0 dla gości.</p><p>To mógł być moment, w którym młodzież ze Spały pęknie. Nie pękła.</p><h2>SMS odpowiedział</h2><p>Trzeci set należał już do gospodarzy. Po początkowo wyrównanej grze podopieczni Jacka Nawrockiego odskoczyli rywalom. Od wyniku 9:9 zbudowali przewagę 15:10 i nie pozwolili jej sobie odebrać.</p><p>SMS wygrał <strong>25:19</strong>.</p><p>Był to najlepszy fragment meczu w wykonaniu gospodarzy. Młodzi zawodnicy pokazali dokładnie to, czego oczekuje się od Szkoły Mistrzostwa Sportowego: odwagę, dynamikę i brak respektu dla nazwisk po drugiej stronie siatki.</p><p>Dopiero czwarta partia przyniosła wyraźniejsze rozstrzygnięcie. Lechia szybko zbudowała przewagę, kontrolowała przebieg seta i zwyciężyła 25:18, zamykając spotkanie wynikiem 3:1.</p><h2>Goss był nie do zatrzymania</h2><p>Liczby nie zawsze opowiadają całą historię meczu, ale w przypadku <strong>Jędrzeja Gossa</strong> mówią bardzo wiele. Zawodnik Lechii zdobył <strong>26 punktów</strong> i był zdecydowanie najskuteczniejszym graczem tomaszowskiej drużyny.</p><p><strong>Artur Brzostowicz</strong> dołożył 12 punktów, a <strong>Piotr Łukasik</strong> osiem. W SMS najlepiej punktował <strong>Cezary Ślusarz</strong>, który zakończył spotkanie z dorobkiem 11 punktów. Adam Potempa zdobył 10.</p><p>Pełny wynik:</p><p><strong>SMS PZPS Spała – Lechia Tomaszów Mazowiecki 1:3<br>(23:25, 24:26, 25:19, 18:25)</strong>.</p><p>Derby miały przy tym szczególny charakter. Po jednej stronie stanęła drużyna seniorska, budowana po to, by walczyć o wynik w jednej z najmocniejszych lig zaplecza PlusLigi. Po drugiej — szkoła, której podstawowym zadaniem pozostaje szkolenie kolejnych pokoleń polskich siatkarzy.</p><p>Jedni grają przede wszystkim o punkty. Drudzy również chcą wygrywać, ale każdy taki mecz jest dla nich jednocześnie kolejną lekcją.</p><p>I właśnie dlatego wynik 1:3 nie opowiada wszystkiego.</p><h2>Po derbach obie drużyny poszły w swoją stronę</h2><p>Kilka dni później zespoły z powiatu tomaszowskiego wysłały dwa zupełnie różne sygnały.</p><p>SMS PZPS Spała <strong>16 października pokonał Avię Sędziszów Małopolski 3:1</strong>, zdobywając pierwszy w sezonie komplet punktów. Młodzież ze Spały wygrała 25:19, 23:25, 25:17 i 25:21.</p><p>Lechia dzień później stoczyła w Bydgoszczy prawdziwy pięciosetowy maraton. Tomaszowianie przegrali z BKS-em <strong>2:3</strong>, a tie-break zakończył się niezwykłym wynikiem 23:21. Lechia miała w piątej partii swoje szanse na zakończenie spotkania, ale ostatecznie dwa punkty zostały w Bydgoszczy.</p><p>Derbowe zwycięstwo w Spale ma więc dziś dla tomaszowian dodatkową wartość. Pokazało, że Lechia potrafi wygrywać trudne końcówki. A właśnie takich meczów w tym sezonie prawdopodobnie będzie jeszcze wiele.</p><h2>Teraz Sparta. Lechia wraca do „Samochodówki”</h2><p>Na rozpamiętywanie derbów nie ma jednak czasu.</p><p>Już <strong>w niedzielę, 25 października, o godz. 17.00 Lechia Tomaszów Mazowiecki podejmie Spartę Grodzisk Mazowiecki</strong>. Spotkanie zostanie rozegrane w hali Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 3 przy ul. Legionów 47, czyli w dobrze znanej kibicom „Samochodówce”. Termin meczu potwierdza oficjalny terminarz TAURON 1. Ligi.</p><p>Sparta przyjedzie do Tomaszowa po bolesnej porażce z Czarnymi Radom. Grodziszczanie przegrali tamto spotkanie 0:3, choć pierwszy set zakończył się dopiero wynikiem 27:29.</p><p>Dla Lechii niedzielny mecz będzie okazją, by przede wszystkim zacząć regularniej punktować. Derby pokazały bowiem dwie twarze tomaszowskiego zespołu: drużynę potrafiącą zachować zimną krew w końcówkach, ale też ekipę, która w kolejnych spotkaniach wciąż szuka stabilności.</p><p>SMS PZPS Spała w tej kolejce nie zagra. Jego spotkanie wyjazdowe z Czarnymi Radom zostało przełożone.</p><h3>Derby, które mogą jeszcze zaprocentować</h3><p>Wynik pozostanie w tabeli prostym zapisem: <strong>SMS PZPS Spała – Lechia Tomaszów Mazowiecki 1:3</strong>.</p><p>Ale lokalne derby rzadko są wyłącznie czterema setami i kilkudziesięcioma zapisanymi w protokole punktami.</p><p>Dla Lechii było to zwycięstwo potrzebne w walce o ligowe punkty i potwierdzenie ogromnej wartości Jędrzeja Gossa. Dla SMS-u — dowód, że młody zespół jest w stanie zmusić do nerwowej gry bardziej doświadczonego rywala.</p><p>A dla kibiców z powiatu tomaszowskiego jest jeszcze jedna dobra wiadomość: w rozgrywkach centralnych mamy dwie drużyny, które mogą spotkać się po przeciwnych stronach siatki.</p><p>To jeden z tych lokalnych sportowych luksusów, których nie warto traktować jako czegoś oczywistego.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Zagraniczne radiowozy na ulicach Tomaszowa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57201,zagraniczne-radiowozy-na-ulicach-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57201,zagraniczne-radiowozy-na-ulicach-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 18:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zagraniczne-radiowozy-na-ulicach-tomaszowa-1792771603.jpg</url>
                        <title>Zagraniczne radiowozy na ulicach Tomaszowa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57201,zagraniczne-radiowozy-na-ulicach-tomaszowa</link>
                    </image><description>Przez kilka dni Tomaszów Mazowiecki i jego okolice mogły przypominać plan europejskiego thrillera sensacyjnego. Na ulicach pojawiły się radiowozy z zagranicznymi oznaczeniami, w pociągach dochodziło do starć agresywnych pseudokibiców, funkcjonariusze poszukiwali uzbrojonych napastników, ratowali rannych, a część działań przeniesiono do ciemnych wnętrz kolejowego bunkra w Jeleniu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na szczęście tym razem wszystko było tylko scenariuszem. Bardzo realistycznym.</p><p>W naszym regionie odbyła się <strong>IX edycja międzynarodowych ćwiczeń RAILEX 2026</strong>, organizowanych pod egidą europejskiej sieci RAILPOL. Po raz pierwszy gospodarzem i organizatorem przedsięwzięcia była polska <strong>Straż Ochrony Kolei</strong>. Oficjalne informacje opublikowane w piątek, 23 października, pozwalają już dokładniej odtworzyć skalę oraz przebieg manewrów.</p><h2>Sześć zespołów i ponad 90 uczestników</h2><p>Ćwiczenia oficjalnie rozpoczęto <strong>20 października w Spale</strong>. RAILPOL informował o ponad 90 uczestnikach oraz zespołach z pięciu krajów: <strong>Polski, Wielkiej Brytanii, Słowacji, Czech i Niemiec</strong>. Komenda Główna SOK podaje natomiast, że w praktycznych działaniach uczestniczyło sześć zespołów reprezentujących Straż Ochrony Kolei, Policję oraz zagraniczne służby.</p><p>W uroczystym otwarciu uczestniczyli m.in. <strong>Komendant Główny Straży Ochrony Kolei Jarosław Garstka</strong> i <strong>Sekretarz Generalny RAILPOL Olaf Sacherer</strong>. Ćwiczenia obserwowali także przedstawiciele kierownictwa SOK, w tym zastępca komendanta głównego Sylwester Wesołowski oraz komendanci regionalni SOK z Warszawy i Łodzi.</p><p>RAILEX nie był jednak konferencją, podczas której o bezpieczeństwie mówi się przy stoliku z mikrofonem i butelką wody. Funkcjonariuszy wysłano tam, gdzie stres, ograniczona przestrzeń i niepełna informacja potrafią w ciągu kilku sekund zmienić rutynową interwencję w walkę o ludzkie życie.</p><h2>Napastnik z bronią. Noże. Ranni funkcjonariusze</h2><p>Jedna z sytuacji zakładała <strong>zatrzymanie uzbrojonego napastnika</strong>. Funkcjonariusze musieli opanować zagrożenie, zabezpieczyć miejsce zdarzenia i przeprowadzić ewakuację rannych.</p><p>W innym scenariuszu poszukiwano dwóch niebezpiecznych mężczyzn podejrzewanych o udział w poważnym przestępstwie z użyciem noży. Ćwiczono również udzielanie pomocy rannym funkcjonariuszom SOK w warunkach ratownictwa taktycznego.</p><p>Był też zadymiony tunel. W jego wnętrzu funkcjonariusze mieli odnaleźć ukrywające się osoby i pomóc poszkodowanym z ciężkimi oparzeniami.</p><p>To już nie jest klasyczne szkolenie, podczas którego instruktor zatrzymuje akcję i spokojnie tłumaczy kolejny ruch. W realnym zadymieniu, przy ograniczonej widoczności, hałasie, krzykach i konieczności podejmowania decyzji pod presją każda sekunda działa przeciwko uczestnikom.</p><p>I właśnie o to chodziło.</p><h2>Pseudokibice zaatakowali w pociągu</h2><p>Osobnym elementem RAILEX 2026 były scenariusze dotyczące bezpieczeństwa w pociągach.</p><p>W jednym z nich grupa agresywnych kibiców zaatakowała kierownika pociągu. Najbardziej rozbudowany scenariusz przewidywał natomiast <strong>bójkę pomiędzy dwiema grupami pseudokibiców w pociągu pasażerskim</strong>.</p><p>Funkcjonariusze musieli rozdzielić walczących, zatrzymać najbardziej agresywne osoby i jednocześnie zapewnić pomoc poszkodowanym. Wykorzystywali łączność radiową, środki przymusu bezpośredniego oraz tarcze przeciwuderzeniowe.</p><p>Wagon kolejowy jest przy tym wyjątkowo niewygodnym miejscem prowadzenia interwencji. Wąskie przejścia, drzwi, siedzenia, ograniczona możliwość obejścia napastnika, obecność przypadkowych pasażerów i praktycznie zerowa przestrzeń do manewru powodują, że rozwiązania sprawdzające się na ulicy mogą okazać się zupełnie nieprzydatne.</p><p>Dlatego RAILPOL określa te ćwiczenia nie tylko jako trening interwencji taktycznej, ale również <strong>zarządzania tłumem</strong>. Zadaniem funkcjonariuszy nie jest bowiem wyłącznie obezwładnienie agresora. Muszą jeszcze ochronić pasażerów, personel kolejowy i siebie samych, a użyte środki powinny być proporcjonalne do zagrożenia.</p><h2>Bunkier w Jeleniu stał się poligonem</h2><p>Z punktu widzenia mieszkańców powiatu tomaszowskiego najciekawszym miejscem ćwiczeń był jednak <strong>kolejowy schron w Jeleniu w gminie Tomaszów Mazowiecki</strong>.</p><p>Ten potężny betonowy obiekt, zwykle kojarzony przede wszystkim z historią II wojny światowej, eksploratorami i militarną przeszłością okolic Spały, tym razem stał się naturalnym poligonem dla współczesnych służb.</p><p>SOK oficjalnie potwierdziła, że właśnie tam realizowano część scenariuszy RAILEX 2026. Drugim głównym obszarem działań był tabor kolejowy <strong>PKP Intercity Remtrak w Opocznie</strong>. Ćwiczono również interwencję w nieczynnej nastawni kolejowej.</p><p>Trudno o bardziej symboliczne zestawienie. Obiekt powstały w epoce, w której o bezpieczeństwie kolei myślano w kategoriach wojny totalnej, osiemdziesiąt kilka lat później służy do ćwiczenia reakcji na zupełnie współczesne zagrożenia.</p><p>Historia zatoczyła tu osobliwe koło.</p><h2>Dlaczego właśnie kolej?</h2><p>RAILEX odbywa się w okresie, w którym bezpieczeństwo transportu kolejowego nie jest już problemem interesującym wyłącznie specjalistów.</p><p>Kolej przewozi każdego dnia ogromną liczbę ludzi, ale jest również elementem systemu transportowego państwa wykorzystywanym do przewozu towarów, zaopatrzenia i — w określonych sytuacjach — transportów o znaczeniu strategicznym.</p><p>Nieprzypadkowo <strong>do 30 listopada 2026 roku do godz. 23.59 na obszarach linii kolejowych zarządzanych przez PKP Polskie Linie Kolejowe oraz PKP Linię Hutniczą Szerokotorową obowiązuje trzeci stopień alarmowy CHARLIE</strong>. Na pozostałym terytorium kraju obowiązuje drugi stopień BRAVO oraz BRAVO-CRP.</p><p>Podstawą wprowadzenia stopni alarmowych jest ustawa z 10 czerwca 2016 roku o działaniach antyterrorystycznych. W przypadku obecnego okresu obowiązywania stopnia CHARLIE chodzi o zarządzenie nr 48 Prezesa Rady Ministrów z 25 sierpnia 2026 roku.</p><p>Trzeba jednak bardzo wyraźnie zaznaczyć: <strong>nie ma informacji, aby ćwiczenia w Jeleniu, Spale i Opocznie były reakcją na konkretne zagrożenie dotyczące Tomaszowa Mazowieckiego albo naszego regionu</strong>. RAILEX jest przedsięwzięciem szkoleniowym i elementem międzynarodowej współpracy służb kolejowych.</p><h2>SOK ma znacznie szersze zadania niż pilnowanie torów</h2><p>Warto przy tej okazji przypomnieć, że Straż Ochrony Kolei nie jest zwykłą „ochroną” dworców.</p><p>Zgodnie z <strong>art. 60 ustawy o transporcie kolejowym</strong> do jej ustawowych zadań należy m.in. ochrona życia i zdrowia ludzi oraz mienia na obszarze kolejowym, w pociągach, innych pojazdach kolejowych oraz — na określonych zasadach — w pomieszczeniach przeznaczonych do obsługi podróżnych na dworcach. Formacja kontroluje również przestrzeganie przepisów porządkowych.</p><p>Scenariusze takie jak zatrzymanie uzbrojonego napastnika, ratowanie rannych czy tłumienie brutalnej bójki w wagonie nie są więc jedynie widowiskowym dodatkiem do szkolenia. Dotykają sytuacji, z którymi funkcjonariusze mogą rzeczywiście zostać skonfrontowani.</p><h2>A co z Rumunią?</h2><p>W pierwszych zapowiedziach wydarzenia pojawiła się pewna rozbieżność.</p><p>Urząd Miejski w Opocznie, informując 19 października o planowanych na 20–21 października ćwiczeniach w zakładzie PKP Intercity Remtrak, zapowiadał udział funkcjonariuszy z Polski oraz m.in. Wielkiej Brytanii, <strong>Rumunii</strong>, Czech i Niemiec.</p><p>Po zakończeniu RAILEX zarówno Komenda Główna Straży Ochrony Kolei, jak i sam RAILPOL wymieniają jednak <strong>Polskę, Wielką Brytanię, Słowację, Czechy i Niemcy</strong>. Rumunii w ostatecznym zestawieniu nie ma.</p><p>Najbardziej prawdopodobne jest więc, że pomiędzy zapowiedzią a rozpoczęciem przedsięwzięcia zmienił się skład zagranicznych delegacji.</p><h2>Zagraniczne radiowozy nie oznaczały alarmu</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa najbardziej widocznym śladem RAILEX były jednak po prostu samochody służb z innych państw.</p><p>W normalny październikowy dzień taki widok musi zwracać uwagę. Zwłaszcza kiedy z radiowozu wysiadają umundurowani funkcjonariusze, a na pojeździe zamiast polskiej szachownicy widnieją oznaczenia zagranicznej służby.</p><p>Tym razem nie było jednak powodów do niepokoju.</p><p>Za nietypowym ruchem służb stało jedno z większych międzynarodowych przedsięwzięć szkoleniowych dotyczących bezpieczeństwa na kolei. Polska Straż Ochrony Kolei po raz pierwszy wystąpiła w roli organizatora RAILEX.</p><p>A stary kolejowy bunkier w Jeleniu, który przez dziesięciolecia był niemym świadkiem historii, na kilka godzin znów wypełniły komendy, odgłosy biegnących ludzi i działania uzbrojonych formacji.</p><p>Tym razem na szczęście była to tylko próba.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[MP w łyżwiarstwie szybkim – Semirunnij: wróciłem na tor z chłodną głową]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57200,mp-w-lyzwiarstwie-szybkim-semirunnij-wrocilem-na-tor-z-chlodna-glowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57200,mp-w-lyzwiarstwie-szybkim-semirunnij-wrocilem-na-tor-z-chlodna-glowa</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 15:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-mp-w-lyzwiarstwie-szybkim-semirunnij-wrocilem-na-tor-z-chlodna-glowa-1792764028.png</url>
                        <title>MP w łyżwiarstwie szybkim – Semirunnij: wróciłem na tor z chłodną głową</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57200,mp-w-lyzwiarstwie-szybkim-semirunnij-wrocilem-na-tor-z-chlodna-glowa</link>
                    </image><description>Wicemistrz olimpijski Władimir Semirunnij już na początku nowego sezonu jest w bardzo dobrej formie. – Wróciłem na tor z chłodną głową, ale dalej chcę wygrywać i z takim celem będę startował w każdych zawodach – powiedział PAP panczenista.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Semirunnij od zdobycia złotego medalu mistrzostw Polski zaczął oficjalne starty w poolimpijskim sezonie. W czwartek, w pierwszym&nbsp;dniu&nbsp;mistrzostw kraju w tomaszowskiej Arenie Lodowej, był bezkonkurencyjny na 5000 m. O ponad 20 sekund wyprzedził Mateusza&nbsp;Śliwkę&nbsp;i poprawił&nbsp;własny rekord toru – 6.09,98.</p><p>Tym wynikiem potwierdził dobrą formę, choć - jak przyznał - liczył na jeszcze lepszy rezultat.</p><blockquote><p>- Bardziej niż o rekordzie toru&nbsp;myślałem o moim rekordzie Polski&nbsp;z Inzell (6.07,71 – PAP), bo na początku sezonu czuję się dużo lepiej niż przed rokiem. Nie zabrakło tak dużo, ale „siadłem” na ostatniej rundzie. Biorąc pod uwagę, jak czuję się teraz na lodzie i jak wygląda moja technika, myślę, że gdyby nogi&nbsp;były&nbsp;trochę świeższe, byłoby to do zrobienia. Ale dopiero rozpoczynamy sezon, więc będzie jeszcze sporo okazji do pobicia tego rekordu – zaznaczył srebrny medalista tegorocznych igrzysk na dystansie 10 000 m.</p></blockquote><p>W rozmowie z PAP dodał, że wrócił na tor z chłodną głową, ale taką samą motywacją do wygrywania.</p><blockquote><p>- Chcę mieć wszystko pod lepszą&nbsp;kontrolą, bo dzięki doświadczeniu mam też coraz większą świadomość swojego ciała. Dlatego staram się każdy start zaczynać z chłodną głową, na torze być bardziej pewnym siebie, poczuć prędkość, dołożyć do tego technikę i jechać po kolejne zwycięstwa, bo to jest zawsze mój cel – tłumaczył.</p></blockquote><p>Poolimpijski sezon dla zawodników i sztabu szkoleniowego to dobra okazja do wprowadzenia modyfikacji w planie treningowym oraz sprzęcie. Semirunnij wskazał, że jeździ&nbsp;na coraz krótszych&nbsp;płozach, a podczas przygotowań dużo czasu spędził w pokojach hipoksyjnych, w których panują warunki wysokogórskie, o obniżonej zawartości tlenu, oraz na wysokogórskich zgrupowaniach w Font-Romeu oraz w Livigno.</p><blockquote><p>- Robimy to, żebym nie miał już takich problemów, jak w poprzednim sezonie podczas startów na torze w Salt Lake City i żeby być jeszcze lepszym. Czuję, że to działa. Jestem jeszcze młodym zawodnikiem i cały czas mogę się rozwijać w każdym elemencie:&nbsp;szybkości, techniki i wytrzymałości – przekonywał&nbsp;23-letni łyżwiarz.</p></blockquote><p>Semirunnij zapewnił, że choć zdobycie olimpijskiego medalu przysporzyło mu popularności i wiąże się z uczestniczeniem&nbsp;w różnego rodzaju wydarzeniach, to zawsze na pierwszym miejscu stawia trening.</p><blockquote><p>- Dla mnie zawsze trening jest na pierwszym miejscu. Fajnie jest gdzieś być i pogadać, ale nigdy kosztem&nbsp;treningów. Bo to jest moja pasja, praca i całe życie. Nie brakuje mi motywacji zarówno do dalszego wysiłku&nbsp;na treningach, jak i do wygrywania. Zawsze mówiłem, że chcę być pierwszy na każdych zawodach i to się nie zmieniło. W tym sezonie chciałbym stawać&nbsp;na podium Pucharu Świata i zdobyć medale mistrzostwach Europy i świata – podkreślił.</p></blockquote><p>W kolejnych dniach MP w Arenie Lodowej wystartuje jeszcze na 1000, 1500 i 10&nbsp;000 m oraz w biegu drużynowym. (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dziewczęta z Czerniewic wicemistrzyniami makroregionu! Anna Kołek najlepszą zawodniczką turnieju]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57199,dziewczeta-z-czerniewic-wicemistrzyniami-makroregionu-anna-kolek-najlepsza-zawodniczka-turnieju</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57199,dziewczeta-z-czerniewic-wicemistrzyniami-makroregionu-anna-kolek-najlepsza-zawodniczka-turnieju</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 15:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dziewczeta-z-czerniewic-wicemistrzyniami-makroregionu-anna-kolek-najlepsza-zawodniczka-turnieju-1792763145.jpg</url>
                        <title>Dziewczęta z Czerniewic wicemistrzyniami makroregionu! Anna Kołek najlepszą zawodniczką turnieju</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57199,dziewczeta-z-czerniewic-wicemistrzyniami-makroregionu-anna-kolek-najlepsza-zawodniczka-turnieju</link>
                    </image><description>Nie trzeba wielkiego stadionu, tysięcy kibiców na trybunach i świateł telewizyjnych kamer, żeby przeżyć prawdziwą piłkarską historię. Czasem wystarczy mokry od październikowego deszczu Orlik, drużyna, która wierzy w siebie, i dziewczęta, które nie zamierzają ustępować rywalkom z większych miast. Młode piłkarki reprezentujące Relax Czerniewice zajęły drugie miejsce w finale makroregionalnym ogólnopolskiego turnieju „Z Orlika na Stadion” w kategorii U-14. A Anna Kołek została uznana za najlepszą zawodniczkę całych zawodów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To jeden z najciekawszych młodzieżowych sukcesów sportowych ostatnich tygodni w powiecie tomaszowskim.</p><h2>Deszczowy finał w Zduńskiej Woli</h2><p>Finał makroregionalny rozegrano w czwartek, <strong>22 października</strong>, na Orliku przy ul. Stefana Okrzei 5 w Zduńskiej Woli. Na boisku spotkały się cztery drużyny dziewcząt U-14 reprezentujące województwa łódzkie i mazowieckie w ścieżce <strong>Junior Pro</strong>, przeznaczonej dla klubów i akademii piłkarskich. Oficjalny harmonogram turnieju potwierdza zarówno termin zawodów, jak i lokalizację rywalizacji dla tego makroregionu.</p><p>Pogoda nie rozpieszczała młodych piłkarek. Zawody rozgrywano w deszczu, ale najwyraźniej nikomu z Czerniewic nie przeszkadzało to w walce o miejsce na podium.</p><p>Najlepsza okazała się drużyna <strong>Diamonds Warszawa</strong>, która dzięki zwycięstwu uzyskała awans do finału ogólnopolskiego. <strong>Drugie miejsce zajął Relax Czerniewice.</strong> Za zawodniczkami z naszego powiatu uplasowały się Naprzód Skórzec oraz Kaja Opoczno. Taką kolejność końcową podał 23 października portal Łódzki Futbol.</p><p>Dla Czerniewic to wynik, obok którego trudno przejść obojętnie. Młody zespół z niewielkiej miejscowości stanął naprzeciw rywalek reprezentujących kluby z dwóch województw i zakończył turniej tuż za zwycięzcą.</p><h2>Anna Kołek najlepszą zawodniczką całego turnieju</h2><p>Srebrne miejsce Relaxu nie było jedynym powodem do radości.</p><p><strong>Anna Kołek z Relaxu Czerniewice została wybrana najlepszą zawodniczką całego turnieju U-14 w Zduńskiej Woli.</strong> Indywidualne wyróżnienie trafiło więc właśnie do reprezentantki drużyny, która przyjechała z powiatu tomaszowskiego.</p><p>To nagroda szczególna. W futbolu młodzieżowym tabela pokazuje wynik drużyny, ale wyróżnienie dla najlepszej zawodniczki mówi coś jeszcze: ktoś zwrócił uwagę na jej grę, umiejętności i wpływ na postawę zespołu.</p><p>Dziś nazwisko <strong>Anny Kołek</strong> warto więc zapamiętać.</p><p>Nie dlatego, że każdy młody człowiek odnoszący sukces na boisku musi później zostać zawodowym sportowcem. Sport nie daje takich gwarancji. Ale właśnie podobne turnieje są miejscem, w którym talent po raz pierwszy wychodzi poza granice własnego klubu, szkoły czy gminy i zostaje zauważony przez ludzi oglądających młodzieżową piłkę z szerszej perspektywy.</p><h2>Z Czerniewic na jeden z największych młodzieżowych turniejów w Polsce</h2><p>Skala zawodów sprawia, że drugiego miejsca Relaxu nie należy traktować jak kolejnego weekendowego turnieju.</p><p>Do trzeciej edycji „Z Orlika na Stadion” zgłosiło się <strong>ponad 15 tysięcy drużyn</strong> w kategoriach U-13, U-14 i U-15. Po etapach lokalnych i regionalnych do finałów makroregionalnych dotarło 576 zespołów. Wcześniej na 865 boiskach rozegrano około 3,5 tysiąca turniejów i ponad 20,5 tysiąca spotkań.</p><p>To pokazuje skalę drogi, jaką trzeba było pokonać, by znaleźć się na tym etapie rywalizacji.</p><p>Turniej organizowany jest przez <strong>Fundację Orły Sportu</strong> w ramach programu „Aktywna Szkoła” i finansowany ze środków budżetu państwa, których dysponentem jest Minister Sportu i Turystyki. Partnerem strategicznym przedsięwzięcia jest ORLEN.</p><p>Najlepsze drużyny tegorocznej edycji walczą o udział w ogólnopolskim finale w Gdańsku. Dla zwycięzców całego turnieju przewidziano także wyjątkową nagrodę – zgrupowanie szkoleniowe w <strong>FC Porto</strong>, jednej z najbardziej znanych europejskich akademii piłkarskich.</p><p>Relax zatrzymał się o jeden stopień przed awansem dalej. Ale właśnie dlatego srebro z Zduńskiej Woli ma swoją wagę.</p><h2>Powiat tomaszowski znowu zaznacza swoją obecność</h2><p>Co ciekawe, nie jest to pierwszy mocny tomaszowski akcent w historii „Z Orlika na Stadion”.</p><p>W materiałach promujących trzecią edycję organizatorzy przypominali między innymi zawodników <strong>Prime Team Tomaszów Mazowiecki</strong>, zwycięzców poprzedniej edycji turnieju. Młodzi tomaszowianie znaleźli się później w gronie osób będących twarzami kolejnej odsłony ogólnopolskich rozgrywek.</p><p>Teraz swoją historię dopisują dziewczęta z Czerniewic.</p><p>I właśnie ten element wydaje się w całej historii najbardziej interesujący. Kobieca piłka nożna przez lata rozwijała się przede wszystkim w większych ośrodkach. Dziś coraz częściej okazuje się, że talent nie pyta o kod pocztowy. Może pojawić się w Warszawie, Łodzi czy Gdańsku, ale równie dobrze może trenować kilka razy w tygodniu na boisku w Czerniewicach.</p><p>Potrzebuje tylko miejsca, ludzi gotowych poświęcić czas na szkolenie i kogoś, kto powie młodej zawodniczce: próbuj dalej.</p><h2>Teraz warto poznać ich historię</h2><p>Samo drugie miejsce jest bardzo dobrym newsem. Jeszcze ciekawsza może być jednak historia stojąca za tym wynikiem.</p><p>Warto dowiedzieć się, <strong>kto tworzy drużynę Relaxu Czerniewice</strong>, jak wyglądała jej droga przez wcześniejsze etapy turnieju i jakie wyniki osiągnęły dziewczęta w poszczególnych spotkaniach w Zduńskiej Woli.</p><p>Osobną historią pozostaje Anna Kołek.</p><p>Jak długo gra w piłkę? Kto pierwszy zauważył jej talent? Na jakiej pozycji występuje? Komu kibicuje? Czy ma swoją piłkarską idolkę? I wreszcie — czy czwartkowe wyróżnienie jest dla niej tylko piękną pamiątką z młodzieżowego turnieju, czy może jednym z pierwszych rozdziałów znacznie dłuższej sportowej opowieści?</p><p>Na te pytania będziemy chcieli odpowiedzieć.</p><p>Jedno wiemy już dzisiaj.</p><p><strong>22 października w Zduńskiej Woli dziewczęta z Relaxu Czerniewice wywalczyły drugie miejsce w makroregionalnym finale jednego z największych młodzieżowych turniejów piłkarskich w Polsce. A najlepszą zawodniczką zawodów została Anna Kołek.</strong></p><p>W sporcie młodzieżowym trudno przewidzieć, dokąd prowadzi droga rozpoczynająca się na małym boisku.</p><p>Czasem jednak warto zapamiętać jej początek.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Powiat wynajął 70 komputerów za 378 tys. zł. Jedna oferta, trzyletnia umowa i pytanie: dlaczego nie zakup?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57197,powiat-wynajal-70-komputerow-za-378-tys-zl-jedna-oferta-trzyletnia-umowa-i-pytanie-dlaczego-nie-zakup</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57197,powiat-wynajal-70-komputerow-za-378-tys-zl-jedna-oferta-trzyletnia-umowa-i-pytanie-dlaczego-nie-zakup</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 15:28:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-powiat-wynajal-70-komputerow-za-378-tys-zl-jedna-oferta-trzyletnia-umowa-i-pytanie-dlaczego-nie-1792915228.png</url>
                        <title>Powiat wynajął 70 komputerów za 378 tys. zł. Jedna oferta, trzyletnia umowa i pytanie: dlaczego nie zakup?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57197,powiat-wynajal-70-komputerow-za-378-tys-zl-jedna-oferta-trzyletnia-umowa-i-pytanie-dlaczego-nie-zakup</link>
                    </image><description>378 151,20 zł za trzy lata użytkowania 70 komputerów typu All-in-One. Powiat Tomaszowski podpisał umowę na długoterminowy najem sprzętu komputerowego dla urzędu. Do przetargu wpłynęła tylko jedna oferta. W cenie są jednak nie tylko urządzenia, lecz także licencje, akcesoria oraz trzyletni serwis. Po zakończeniu umowy samorząd będzie miał możliwość wykupienia sprzętu. Pozostaje zasadnicze pytanie: dlaczego wybrano najem, a nie zakup i czy przed podjęciem decyzji porównano koszty obu rozwiązań?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>23 października 2026 roku w Biuletynie Zamówień Publicznych ukazało się ogłoszenie o wyniku postępowania prowadzonego przez Powiat Tomaszowski pod numerem <strong>ZP.272.15.2026</strong>. Samorząd szukał firmy, która zapewni mu <strong>70 fabrycznie nowych komputerów stacjonarnych typu All-in-One na okres 36 miesięcy</strong>.</p><p>Postępowanie zakończyło się podpisaniem umowy z firmą <strong>DKS sp. z o.o. z Kowal w województwie pomorskim</strong>. Jej wartość wynosi <strong>378 151,20 zł</strong>. Umowę zawarto już 16 października, natomiast informację o wyniku opublikowano tydzień później, 23 października.</p><p>Do postępowania wpłynęła <strong>jedna oferta</strong>. Nie została odrzucona. W dokumentach BZP ta sama kwota – 378 151,20 zł – figuruje więc jednocześnie jako cena najniższa, najwyższa i cena oferty wybranej.</p><h2>To nie jest po prostu zakup 70 komputerów</h2><p>Pierwsze skojarzenie może być proste: prawie 380 tys. zł za 70 komputerów oznacza ponad 5 tys. zł za sztukę. Tyle że takie porównanie byłoby zbyt daleko idącym uproszczeniem.</p><p>Powiat komputerów <strong>nie kupuje</strong>. Zawarta została umowa na usługę długoterminowego najmu. Oprócz sprzętu wykonawca ma zapewnić odpowiednie akcesoria, licencje, dokumentację oraz obsługę serwisową i gwarancyjną przez pełne trzy lata. Dokumentacja przetargowa wskazuje także na serwis typu <strong>On-Site Next Business Day</strong>, a więc wykonywany u użytkownika z założonym szybkim czasem reakcji.</p><p>Sprzęt ma mieć konstrukcję All-in-One, czyli komputer i monitor umieszczone w jednej obudowie. W wymaganiach znalazły się m.in. regulowana podstawa i możliwość beznarzędziowego dostępu do pamięci RAM.</p><p>Dlatego zestawianie wartości całej trzyletniej umowy z ceną przypadkowego komputera znalezionego w sklepie internetowym byłoby metodologicznie błędne.</p><p>Ale rachunek nadal jest interesujący.</p><p>Jeżeli czysto arytmetycznie podzielimy <strong>378 151,20 zł przez 70 stanowisk i 36 miesięcy</strong>, otrzymamy około <strong>150 zł miesięcznie za jedno stanowisko komputerowe</strong>. W całym okresie trzech lat na jedno urządzenie przypada około <strong>5402 zł</strong>.</p><p>To jednak koszt pakietu: sprzętu, finansowania jego użytkowania, wymaganych licencji i akcesoriów oraz trzyletniej obsługi technicznej.</p><p>I właśnie dlatego najważniejszego pytania nie powinno się formułować: „dlaczego komputer kosztuje 5400 zł?”, lecz inaczej:</p><p><strong>czy trzyletni koszt najmu z serwisem jest korzystniejszy dla podatników od zakupu sprzętu na własność i samodzielnego utrzymywania go przez urząd?</strong></p><h2>Po trzech latach sprzęt nadal nie musi należeć do Powiatu</h2><p>W opisie zamówienia znalazło się prawo wykupu komputerów po zakończeniu trzyletniego najmu. Oficjalne ogłoszenie o wyniku potwierdza zarówno 36-miesięczny okres umowy, jak i sam charakter najmu.</p><p>To bardzo istotny element całej układanki.</p><p>Jeżeli po zapłaceniu 378 tys. zł Powiat zechce zatrzymać urządzenia, znaczenie będzie miała <strong>cena wykupu</strong>. Dopiero suma rat najmu oraz ewentualnej końcowej ceny przejęcia sprzętu pokaże rzeczywisty koszt uzyskania własności 70 komputerów.</p><p>W dostępnej treści ogłoszenia o wyniku postępowania <strong>nie podano wartości przyszłego wykupu</strong>. Nie można więc na obecnym etapie odpowiedzialnie twierdzić, że po trzech latach urządzenia staną się własnością Powiatu bez dodatkowej opłaty.</p><p>To jedna z informacji, o którą warto zapytać Starostwo Powiatowe.</p><h2>Jedna oferta. Czy to problem?</h2><p>Do przetargu zgłosiła się tylko jedna firma.</p><p>Sam ten fakt <strong>nie oznacza nieprawidłowości</strong> i nie jest podstawą do automatycznego unieważnienia postępowania.</p><p>Prawo zamówień publicznych przewiduje obowiązek unieważnienia m.in. wtedy, gdy nie złożono żadnej oferty albo gdy wszystkie złożone oferty podlegają odrzuceniu. Jedna prawidłowa oferta może zatem wystarczyć do zawarcia umowy.</p><p>Problem jest inny: przy jednym oferencie znika możliwość rzeczywistego porównania cen zaproponowanych przez konkurujące ze sobą firmy.</p><p>W tym postępowaniu ma to szczególne znaczenie, ponieważ <strong>cena stanowiła 100 proc. kryterium wyboru oferty</strong>. Nie przyznawano dodatkowych punktów np. za wydłużony serwis czy inne parametry. Co więcej, przed wszczęciem postępowania zamawiający wskazał, że <strong>nie przeprowadzał konsultacji rynkowych</strong>.</p><p>Żadna z tych okoliczności nie przesądza oczywiście, że Powiat przepłaca. Powodują jednak, że odpowiedź na pytanie o sposób wcześniejszego oszacowania kosztów staje się tym bardziej interesująca.</p><h2>Wynajem komputerów nie jest pomysłem pozbawionym sensu</h2><p>Model wybrany przez Powiat ma również swoje zalety.</p><p>Urząd nie musi jednorazowo wydawać dużej kwoty na zakup urządzeń, ma przez trzy lata zapewnioną obsługę gwarancyjną i serwisową, a część ryzyka związanego z awariami sprzętu zostaje przeniesiona na wykonawcę.</p><p>W dokumentach przewidziano nawet kary związane z obsługą techniczną. Za przekroczenie określonego czasu reakcji serwisowej czy przedłużającą się przerwę w działaniu urządzenia wykonawcy mogą grozić kary naliczane godzinowo.</p><p>W administracji ma to znaczenie. Zepsuty komputer nie jest tylko niedogodnością pracownika. Może oznaczać opóźnienie w obsłudze mieszkańców, wydawaniu decyzji albo dostępie do systemów informatycznych.</p><p>Najem sprzętu komputerowego przypomina więc trochę leasing samochodów: płaci się nie tylko za przedmiot, ale także za przewidywalność kosztów, dostępność i ograniczenie części ryzyka.</p><p>Tyle że w przypadku samorządu rachunek płaci mieszkaniec.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Mieszkańcy złożyli się na urządzenie ratujące życie. W Smardzewicach pojawił się defibrylator AED]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57193,mieszkancy-zlozyli-sie-na-urzadzenie-ratujace-zycie-w-smardzewicach-pojawil-sie-defibrylator-aed</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57193,mieszkancy-zlozyli-sie-na-urzadzenie-ratujace-zycie-w-smardzewicach-pojawil-sie-defibrylator-aed</guid>
            <pubDate>Fri, 23 Oct 2026 15:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-mieszkancy-zlozyli-sie-na-urzadzenie-ratujace-zycie-w-smardzewicach-pojawil-sie-defibrylator-aed-1792761544.png</url>
                        <title>Mieszkańcy złożyli się na urządzenie ratujące życie. W Smardzewicach pojawił się defibrylator AED</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/57193,mieszkancy-zlozyli-sie-na-urzadzenie-ratujace-zycie-w-smardzewicach-pojawil-sie-defibrylator-aed</link>
                    </image><description>Czasem społeczność lokalną budują wielkie inwestycje, nowe drogi i budynki. A czasem niewielkie urządzenie wiszące przy wejściu do szkoły. Oby nigdy nie musiało zostać użyte. Jeśli jednak przyjdzie taki dzień, może zdecydować o tym, czy czyjeś serce zacznie bić ponownie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Przy Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Smardzewicach zamontowano automatyczny defibrylator zewnętrzny AED. Urządzenie zostało kupione dzięki społecznej zbiórce pieniędzy i – co szczególnie ważne – ma służyć nie tylko uczniom i pracownikom szkoły, ale również mieszkańcom Smardzewic.</strong></p><p>Defibrylator oficjalnie zaprezentowano w piątek, <strong>16 października</strong>, podczas Europejskiego Dnia Przywracania Czynności Serca. Tego samego dnia szkoła zamieniła się w miejsce praktycznej nauki ratowania życia.</p><h2>Mundurowi pokazali dzieciom, jak ratować człowieka</h2><p>Do Smardzewic przyjechali żołnierze z <strong>Powietrznej Jednostki Ewakuacji Medycznej 25. Brygady Kawalerii Powietrznej</strong>, strażacy z <strong>OSP Smardzewice</strong> oraz funkcjonariusze <strong>Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>Nie chodziło jednak o oglądanie mundurów i sprzętu. Dzieci same ćwiczyły czynności, które kiedyś mogą okazać się ważniejsze niż niejeden szkolny sprawdzian.</p><p>Uczniowie uczyli się resuscytacji krążeniowo-oddechowej, zasad pierwszej pomocy oraz postępowania przy zadławieniu. Do ćwiczeń wykorzystywana była m.in. specjalna kamizelka treningowa. Szkolenia przygotowano również dla rodziców i mieszkańców.</p><p>– <strong>Dzieci mogły ćwiczyć resuscytację krążeniowo-oddechową, poznać zasady udzielania pierwszej pomocy oraz ćwiczyć z kamizelką do nauki postępowania w przypadku zadławienia. Takie szkolenia ratownicy przeprowadzili również dla rodziców i mieszkańców</strong> – mówiła „Tomaszowskiemu Informatorowi Tygodniowemu” Katarzyna Wosińska, dyrektorka Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Smardzewicach.</p><p>Tego dnia oficjalnie zaprezentowano też AED kupione dzięki wcześniej prowadzonej zbiórce. Urządzenie zamontowano przy głównym wejściu do szkoły.</p><h2>„Serce bije w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Smardzewicach”</h2><p>Historia defibrylatora zaczęła się wcześniej.</p><p>Dyrektorka placówki Katarzyna Wosińska uruchomiła internetową zbiórkę pod znamiennym hasłem <strong>„Serce bije w Zespole Szkolno-Przedszkolnym w Smardzewicach”</strong>.</p><p>Cel od początku był jasno określony: szkoła chciała zdobyć urządzenie, które będzie mogło służyć nie tylko jej pracownikom czy uczniom.</p><p>„AED będzie dostępne dla każdego potrzebującego” – deklarowali organizatorzy zbiórki, podkreślając, że sprzęt ma zwiększać bezpieczeństwo całej lokalnej społeczności.</p><p>To ważne, bo w Smardzewicach nie kupiono wyłącznie samego defibrylatora.</p><p>Zbiórka zakładała stworzenie właściwie niewielkiego punktu ratowniczego. W planowanym zestawie znalazł się <strong>Philips HeartStart FRx</strong>, zewnętrzna kapsuła ochronna Rotaid z alarmem, oznaczenie informujące o obecności AED, apteczka modułowa oraz sprzęt służący do prowadzenia szkoleń z pierwszej pomocy, m.in. trenażer i kamizelka do ćwiczenia postępowania przy zadławieniach.</p><p>I właśnie ten element może być najważniejszy. Bo defibrylator na ścianie jest potrzebny. Ale jeszcze potrzebniejszy jest człowiek, który w krytycznej chwili <strong>nie będzie bał się podejść, zadzwonić pod 112, rozpocząć uciskania klatki piersiowej i sięgnąć po AED.</strong></p><h2>AED nie jest sprzętem tylko dla lekarzy</h2><p>Wokół defibrylatorów wciąż funkcjonuje przekonanie, że to urządzenia przeznaczone dla ratowników medycznych albo lekarzy. Tymczasem idea publicznego dostępu do defibrylacji jest dokładnie odwrotna.</p><p>AED zostało zaprojektowane właśnie po to, żeby w nagłej sytuacji mogła skorzystać z niego także osoba bez wykształcenia medycznego.</p><p>Po uruchomieniu urządzenie wydaje polecenia głosowe i wizualne, prowadząc pomagającego przez kolejne etapy działania. Państwowa Straż Pożarna podkreśla, że defibrylatory AED mogą być obsługiwane przez osoby bez przygotowania medycznego.</p><p>I tu zaczyna się dramatyczny wyścig z czasem.</p><p>Przy nagłym zatrzymaniu krążenia samo wezwanie karetki może nie wystarczyć. Zanim zespół ratownictwa medycznego dotrze na miejsce, mijają kolejne minuty. Dlatego tak ważne są natychmiast rozpoczęte uciski klatki piersiowej oraz szybkie użycie dostępnego AED.</p><p>Komenda Główna PSP wskazuje, że skuteczność bardzo wczesnej defibrylacji może być niezwykle wysoka, natomiast wraz z każdą kolejną minutą opóźnienia szanse na przywrócenie prawidłowego rytmu serca wyraźnie spadają.</p><p>W takich chwilach różnica pomiędzy defibrylatorem oddalonym o kilkaset metrów a urządzeniem znajdującym się na budynku obok może oznaczać coś znacznie więcej niż kilka minut.</p><p>Może oznaczać różnicę pomiędzy życiem a śmiercią.</p><h2>Smardzewice razem z ponad 200 tysiącami osób</h2><p>Data prezentacji urządzenia również nie była przypadkowa.</p><p>16 października obchodzony jest <strong>Europejski Dzień Przywracania Czynności Serca</strong>. W całym kraju odbywały się wówczas szkolenia oraz organizowana przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy próba bicia Rekordu w Pierwszej Pomocy.</p><p>Tegoroczna skala akcji była imponująca.</p><p>Według danych WOŚP w jednoczesnej nauce i prowadzeniu RKO uczestniczyło <strong>203 487 osób z 1688 instytucji</strong>, a ćwiczenia wykonywano na <strong>10 002 fantomach</strong>. Program „Ratujemy i Uczymy Ratować” prowadzony jest przez Fundację WOŚP od 2006 roku, a podstawowe zasady pierwszej pomocy poznały dzięki niemu już ponad trzy miliony dzieci.</p><p>Smardzewice dołożyły do tej wielkiej liczby swoją część. Ale tutaj ogólnopolska akcja otrzymała dodatkowy, bardzo konkretny wymiar: po zakończeniu ćwiczeń AED nie zniknęło razem z fantomami i prowadzącymi zajęcia.</p><p><strong>Zostało na miejscu.</strong></p><h2>Pomóc może zwykły przechodzień</h2><p>Polskie prawo nie wymaga od przypadkowego świadka wypadku wiedzy lekarza czy ratownika. Wymaga jednak reakcji.</p><p>Zgodnie z <strong>art. 162 § 1 Kodeksu karnego</strong>, osoba, która nie udziela pomocy człowiekowi znajdującemu się w bezpośrednim niebezpieczeństwie utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, mimo że może zrobić to bez narażania siebie lub innych, może podlegać karze pozbawienia wolności do trzech lat.</p><p>Ministerstwo Zdrowia przypomina jednocześnie o podstawowej zasadzie: kiedy widzimy osobę w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego, należy <strong>niezwłocznie powiadomić służby pod numerem 112 lub 999 i – w granicach swoich możliwości – rozpocząć udzielanie pierwszej pomocy.</strong></p><p>AED właśnie w takiej sytuacji ma pomagać zwykłemu człowiekowi.</p><p>Nie trzeba samodzielnie rozpoznawać rodzaju zaburzenia rytmu serca. Nie trzeba być kardiologiem. Trzeba uruchomić urządzenie i wykonywać wydawane przez nie polecenia.</p><p>Największym przeciwnikiem bywa wtedy nie brak medycznego wykształcenia, lecz strach.</p><h2>Oby nigdy nie był potrzebny</h2><p>Nowy defibrylator w Smardzewicach można potraktować jak kolejny element wyposażenia budynku. Zielona kapsuła, urządzenie, kilka elektrod.</p><p>Byłoby to jednak ogromne uproszczenie.</p><p>Za tym niewielkim sprzętem stoją ludzie, którzy wpłacali pieniądze, udostępniali zbiórkę, organizowali przedsięwzięcie, szkolili dzieci i poświęcili swój czas. W efekcie przy szkole znalazło się urządzenie, z którego w dramatycznym momencie będzie mógł skorzystać ktoś idący ulicą, rodzic odbierający dziecko, nauczyciel, sąsiad czy przypadkowy świadek zdarzenia.</p><p>To jeden z tych zakupów, przy których można życzyć tylko jednego:</p><p><strong>oby przez wiele lat wisiał nieużywany.</strong></p><p>Ale jeśli któregoś dnia ktoś będzie musiał rozbić ciszę alarmem kapsuły i sięgnąć po AED, mieszkańcy Smardzewic będą mieli coś, czego w przypadku nagłego zatrzymania krążenia kupić już się nie da.</p><p><strong>Czas.</strong></p> ]]></content:encoded></item></channel>
</rss>
