<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.nasztomaszow.pl/rss/articles/pl/48/z-kraju-i-ze-swiata" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - Z kraju i ze świata - NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa ]]></title>
        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykuly/48/z-kraju-i-ze-swiata</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa]]></copyright>
        <lastBuildDate>Thu, 06 Aug 2026 07:10:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56097,rok-wojny-pozycyjnej-nawrocki-wetuje-buduje-wlasny-oboz-i-stawia-na-sojusz-z-usa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56097,rok-wojny-pozycyjnej-nawrocki-wetuje-buduje-wlasny-oboz-i-stawia-na-sojusz-z-usa</guid>
            <pubDate>Thu, 06 Aug 2026 07:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rok-wojny-pozycyjnej-nawrocki-wetuje-buduje-wlasny-oboz-i-stawia-na-sojusz-z-usa-1785993566.png</url>
                        <title>Rok wojny pozycyjnej. Nawrocki wetuje, buduje własny obóz i stawia na sojusz z USA</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56097,rok-wojny-pozycyjnej-nawrocki-wetuje-buduje-wlasny-oboz-i-stawia-na-sojusz-z-usa</link>
                    </image><description>Pierwsze dwanaście miesięcy Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim trudno opisać słowem „kohabitacja”. Bardziej pasuje polityczna wojna pozycyjna: 41 wet, spór o miliardy z programu SAFE, zamrożone nominacje ambasadorskie, starcie o sądy i coraz wyraźniejsze ambicje stworzenia wokół prezydenta własnego ośrodka prawicy. Jednocześnie Nawrocki konsekwentnie inwestował w relacje z administracją Donalda Trumpa, nawet za cenę rosnącego dystansu wobec Ukrainy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Z tego tekstu dowiesz się</h2><ul><li data-list-item-id="e65c1a415cdea11054321866b50ff803f">dlaczego 41 wet stało się symbolem pierwszego roku prezydentury,</li><li data-list-item-id="e6a39dfa9e2638426d0a460184ae69a03">o co Pałac Prezydencki spiera się z rządem w sprawie SAFE i sądów,</li><li data-list-item-id="ecd0f0c9abff2a8da22cbd5cf3eea4f2a">jak Nawrocki buduje własne zaplecze po prawej stronie sceny politycznej,</li><li data-list-item-id="e81a6320637dac97c29eb241dc0fe3182">dlaczego stawia na bliskie relacje z Donaldem Trumpem,</li><li data-list-item-id="e7f767b42c67aeb3c2ba9153609575d8e">jak w wyborach głosowali mieszkańcy powiatu tomaszowskiego.</li></ul><p>Dokładnie rok temu, <strong>6 sierpnia 2025 roku</strong>, Karol Nawrocki złożył przysięgę przed Zgromadzeniem Narodowym. W czwartek ma podsumować pierwszych dwanaście miesięcy urzędowania podczas wydarzenia przed Pałacem Prezydenckim. Kancelaria przedstawia ten czas jako okres aktywnej obrony bezpieczeństwa, suwerenności i interesów obywateli. Rząd widzi go zupełnie inaczej: jako rok blokowania reform i prowadzenia permanentnej kampanii politycznej.</p><h2>Prezydent, który nie odkłada pióra</h2><p>Bilans przedstawiony przez Kancelarię Prezydenta jest imponujący liczbowo: <strong>22 własne inicjatywy ustawodawcze, 255 podpisanych ustaw oraz 41 wet</strong>. Nawrocki odbył również 29 wizyt zagranicznych, w tym cztery w Stanach Zjednoczonych. Zastosował prawo łaski wobec siedmiu osób, a odmówił jego zastosowania w pięciu przypadkach.</p><p>To właśnie liczba wet stała się najważniejszym politycznym symbolem pierwszego roku. Według zestawienia Polskiego Radia 24 żaden prezydent III Rzeczypospolitej nie blokował ustaw tak często w tak krótkim czasie. Nawrocki już po dwunastu miesiącach przekroczył liczbę wet zastosowanych przez każdego ze swoich poprzedników podczas całej kadencji.</p><p>Konstytucja daje prezydentowi prawo odmowy podpisania ustawy i przekazania jej Sejmowi do ponownego rozpatrzenia. Do odrzucenia weta potrzebna jest większość trzech piątych głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Obecna koalicja taką większością nie dysponuje. W praktyce oznacza to, że podpis Nawrockiego stał się jedną z najważniejszych zapór na drodze rządowych projektów.</p><h2>SAFE – weto, które stało się polityczną linią frontu</h2><p>Najostrzejsze starcie dotyczyło unijnego mechanizmu <strong>SAFE</strong>, z którego Polska ma pozyskać wielomiliardowe finansowanie na obronność i rozwój przemysłu zbrojeniowego. Prezydent zawetował ustawę tworzącą krajowy instrument obsługi pożyczki, argumentując, że mechanizm uzależnia bezpieczeństwo Polski od decyzji instytucji unijnych i może pozostawić państwo z obowiązkiem spłaty długu nawet po wstrzymaniu części finansowania.</p><p>Rząd oskarżył prezydenta o uderzenie w bezpieczeństwo państwa. Ostatecznie umowa dotycząca SAFE została podpisana inną drogą, a rząd zapowiedział znalezienie rozwiązania umożliwiającego finansowanie nie tylko wojska, ale również Policji, Straży Granicznej i Państwowej Straży Pożarnej. Zapowiedziana zaliczka wyniosła 6,5 mld euro.</p><p>W sensie praktycznym program nie został więc zatrzymany. W sensie politycznym weto pozostawiło jednak głęboką bruzdę. Premier Donald Tusk uznał właśnie sprawę SAFE za jeden z trzech najbardziej charakterystycznych punktów pierwszego roku prezydentury — obok ułaskawienia Piotra „Starucha” Staruchowicza i odrzucenia ustawy o statusie osoby najbliższej.</p><h2>Status osoby najbliższej, kryptoaktywa i ustawy społeczne</h2><p>Prezydent zawetował ustawę umożliwiającą dwóm pełnoletnim osobom zawarcie rejestrowanej umowy regulującej m.in. kwestie majątkowe, alimentacyjne, mieszkaniowe oraz dostęp do informacji medycznej. Nawrocki przekonywał, że rozwiązanie mogłoby osłabić szczególną konstytucyjną pozycję małżeństwa rozumianego jako związek kobiety i mężczyzny.</p><p>Trzykrotnie odmówił również podpisania przepisów regulujących rynek kryptoaktywów. Kancelaria twierdziła, że projekty były zbyt restrykcyjne i mogły wypychać firmy z Polski. Prezydent przedstawił własną propozycję, lecz nie została ona uwzględniona przez większość parlamentarną.</p><p>Na liście wet znalazły się także przepisy dotyczące reformy oświaty, Krajowej Rady Sądownictwa, likwidacji Centralnego Biura Antykorupcyjnego, rozwodów pozasądowych, języka śląskiego, ochrony zwierząt, energetyki odnawialnej oraz zmian podatkowych. Pałac przekonywał, że chroni obywateli przed niedopracowanym prawem. Rząd odpowiadał, że prezydent blokuje rozwiązania z powodów politycznych. Rzecznik rządu Adam Szłapka nazwał pierwszy rok Nawrockiego „złym czasem” i „bardzo słabym rokiem” dla urzędu prezydenckiego.</p><h2>Sądy, ambasadorowie i spór o granice władzy</h2><p>Konflikt nie ograniczył się do ustaw. Nawrocki odmówił powołania części sędziów, zapowiadając, że nie będzie awansował osób kwestionujących — w jego ocenie — konstytucyjny porządek państwa. Równocześnie prezydent sprzeciwiał się rządowym próbom różnicowania statusu sędziów powołanych przy udziale obecnej Krajowej Rady Sądownictwa.</p><p>Drugim nierozwiązanym polem walki pozostają ambasadorowie. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i prezydent nie osiągnęli porozumienia w sprawie obsady placówek. Konstytucja stanowi, że prezydent jest najwyższym przedstawicielem państwa, ale w polityce zagranicznej ma współdziałać z premierem i właściwym ministrem. Gdy współdziałanie zamienia się w przeciąganie liny, państwo traci możliwość prowadzenia spójnej polityki.</p><p>Nawrocki nie ukrywa przy tym, że obecny model ustrojowy uważa za dysfunkcjonalny. Powołał <strong>Radę Nowej Konstytucji</strong>, która ma przygotować rozwiązania możliwe do przyjęcia około 2030 roku. Prezydent sugeruje wybór bardziej jednoznacznego systemu — kanclerskiego albo prezydenckiego — samemu wyraźnie skłaniając się ku silniejszej prezydenturze.</p><p>To jeden z najważniejszych, choć wciąż niedokończonych wątków tej kadencji. Spór nie dotyczy już tylko poszczególnych ustaw. Dotyczy odpowiedzi na pytanie, kto w Polsce ma rzeczywiście kierować państwem.</p><h2>Własne zaplecze na prawicy</h2><p>Karol Nawrocki przez pierwszy rok nie zachowywał się jak polityk zadowalający się rolą reprezentacyjną. Spotkania z liderami Konfederacji, udział w Marszu Niepodległości, obecność na wydarzeniach kibicowskich i konsekwentne podkreślanie związków ze światem sportu budowały wizerunek prezydenta bliskiego środowiskom, które nie zawsze czują się reprezentowane przez tradycyjne elity.</p><p>To także próba wyjścia poza rolę kandydata wspieranego przez Prawo i Sprawiedliwość. Nawrocki buduje własną markę — bardziej bezpośrednią, narodowo-konserwatywną, mocno opartą na haśle <strong>„Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”</strong>. Kancelaria przedstawia tę strategię jako wierność wyborczym zobowiązaniom. Polityczni przeciwnicy widzą w niej przygotowanie własnego obozu na wybory parlamentarne i kolejną walkę o Pałac.</p><p>Nie oznacza to jeszcze otwartej wojny z PiS. Oznacza jednak, że na prawicy pojawił się nowy ośrodek grawitacji. Prezydent ma własny mandat, własne narzędzia i pięć lat, by przekonać wyborców, że nie jest jedynie lokatorem Pałacu wyłonionym przez partyjne zaplecze.</p><h2>Waszyngton jako główny kierunek</h2><p>Najbardziej czytelnym elementem polityki zagranicznej Nawrockiego stał się sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Prezydent czterokrotnie odwiedził USA, rozmawiał z Donaldem Trumpem o obecności wojsk amerykańskich, bezpieczeństwie i zakupach uzbrojenia. Z pierwszej wizyty przywiózł zapewnienie, że Stany Zjednoczone nie planują redukcji swoich sił w Polsce, oraz zaproszenie do udziału w szczycie G20.</p><p>W maju 2026 roku Donald Trump zapowiedział wysłanie do Polski kolejnych pięciu tysięcy żołnierzy. Nawrocki określił sojusz polsko-amerykański jako jeden z podstawowych filarów bezpieczeństwa Polski i Europy.</p><p>Dobre osobiste relacje z prezydentem USA są największym kapitałem międzynarodowym Nawrockiego. Pozostaje jednak pytanie, czy polityka oparta tak mocno na więzi z jednym przywódcą będzie równie skuteczna, gdy interesy Warszawy i Waszyngtonu przestaną układać się harmonijnie.</p><h2>Chłodniej wobec Ukrainy</h2><p>Inaczej rozwijały się relacje z Kijowem. Nawrocki deklarował dalsze wsparcie dla Ukrainy walczącej z rosyjską agresją, ale jednocześnie zapowiadał „urealnienie” wzajemnych stosunków oraz twardszą obronę polskiej pamięci historycznej.</p><p>Kulminacją napięcia była decyzja o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego po nadaniu jednej z jednostek ukraińskich imienia „Bohaterów UPA”. Prezydent podkreślał, że nie jest to decyzja wymierzona w naród ukraiński ani odejście od strategicznego wspierania bezpieczeństwa Ukrainy.</p><p>Ten gest pokazał jednak, że polityka historyczna pozostanie jednym z fundamentów prezydentury byłego szefa Instytutu Pamięci Narodowej. Dla jego zwolenników oznacza to odzyskanie podmiotowości. Krytycy ostrzegają, że demonstracyjne gesty mogą ułatwiać Rosji rozbijanie jedności państw wspierających Ukrainę.</p><h2>Tomaszów i powiat dały Nawrockiemu mocny mandat</h2><p>Pierwszy rok prezydentury ma również wyraźny lokalny kontekst. W drugiej turze wyborów <strong>w powiecie tomaszowskim Karol Nawrocki otrzymał 38 058 głosów, a Rafał Trzaskowski 23 918</strong>. Oznacza to poparcie na poziomie około 61,4 proc. ważnych głosów.</p><p>Mieszkańcy naszego regionu w większości opowiedzieli się więc za prezydentem zapowiadającym aktywną politykę, większy nacisk na suwerenność, konserwatywne wartości i silny sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.</p><p>Po roku warto jednak pytać nie tylko o symbole i partyjne starcia. Dla Tomaszowa liczą się także sprawy bardziej przyziemne: ceny energii, dostęp do leczenia, pieniądze na samorządy, bezpieczeństwo miejsc pracy i inwestycje infrastrukturalne. To według nich — a nie według liczby konferencji i politycznych ciosów — mieszkańcy ostatecznie ocenią tę prezydenturę.</p><h2>Aktywny prezydent czy patron politycznego paraliżu?</h2><p>Karol Nawrocki nie stał się prezydentem ceremonialnym. Jest aktywny, zdecydowany i gotowy wykorzystywać pełnię swoich konstytucyjnych możliwości. Dla zwolenników to dowód niezależności oraz skutecznego powstrzymywania rządu. Dla przeciwników — metoda na blokowanie państwa i prowadzenie kolejnej kampanii wyborczej z Pałacu Prezydenckiego.</p><p>Najnowsze badania pokazują Polskę niemal przeciętą na pół. W jednym z sondaży 47 proc. badanych dobrze oceniło pierwszy rok Nawrockiego, 43 proc. wystawiło mu ocenę negatywną, a pozostali nie mieli zdania.</p><p>Pierwszy akt tej prezydentury kończy się więc bez pojednania. Pałac i rząd stoją po przeciwnych stronach barykady, a konstytucyjna kohabitacja coraz częściej przypomina serial polityczny pisany według reguły: każdy odcinek musi zakończyć się konfliktem.</p><p>Tyle że państwo nie jest serialem. A obywatele wcześniej czy później pytają nie o to, kto wygrał kolejną konferencję prasową, lecz czy w wyniku tej walki żyje im się bezpieczniej, spokojniej i lepiej.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56083,polska-chce-produkowac-rakiety-do-systemow-patriot-tomczyk-jestesmy-gotowi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56083,polska-chce-produkowac-rakiety-do-systemow-patriot-tomczyk-jestesmy-gotowi</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 07:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polska-chce-produkowac-rakiety-do-systemow-patriot-tomczyk-jestesmy-gotowi-1785909387.png</url>
                        <title>Polska chce produkować rakiety do systemów Patriot. Tomczyk: „Jesteśmy gotowi”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56083,polska-chce-produkowac-rakiety-do-systemow-patriot-tomczyk-jestesmy-gotowi</link>
                    </image><description>Polska nie chce już wyłącznie kupować amerykańskiego uzbrojenia. Chce wejść do grona państw, które uczestniczą w jego produkcji, serwisowaniu i rozwoju technologii. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk ujawnił, że Warszawa przekazała Amerykanom gotowość do uruchomienia w Polsce produkcji rakiet przechwytujących wykorzystywanych w systemach Patriot.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To deklaracja, która może oznaczać dla polskiego przemysłu zbrojeniowego przejście z roli klienta do roli partnera. Droga do celu będzie jednak długa – strzeżona amerykańskimi procedurami, ograniczeniami eksportowymi i interesami koncernów posiadających kluczowe technologie.</p><h2>Rakiety powinny powstawać w bezpiecznym miejscu</h2><p>W rozmowie opublikowanej przez „Gazetę Wyborczą” Cezary Tomczyk odniósł się do ukraińskich zabiegów o pozyskanie kolejnych systemów Patriot oraz możliwości produkowania rakiet do nich.</p><p>– <strong>Chcemy być pełnoprawnym uczestnikiem procesu</strong> – oświadczył wiceszef MON. Jak podkreślił, Polska przekazała stronie amerykańskiej, że jednym z bezpiecznych miejsc dla takiej produkcji mogłoby być właśnie nasze państwo.</p><p>Za deklaracją stoją nie tylko potrzeby Polski. Wojna w Ukrainie pokazała, że nawet najnowocześniejszy system obrony powietrznej staje się bezużyteczny, gdy brakuje do niego rakiet. Pociski przechwytujące są produkowane długo, kosztują fortunę, a liczba państw oczekujących na dostawy stale rośnie. Lockheed Martin zapowiedział zwiększenie zdolności produkcyjnych rakiet <strong>PAC-3 MSE</strong>, odpowiadając na szybko rosnące zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników.</p><h2>Najpierw serwis, później produkcja</h2><p>Pierwszym krokiem nie będzie jednak natychmiastowe otwarcie fabryki. Podczas lipcowego szczytu NATO w Ankarze Polska, Stany Zjednoczone, Niemcy, Holandia i Szwecja podpisały porozumienie dotyczące stworzenia w Europie zaplecza serwisowego dla pocisków PAC-3.</p><p>Dotychczas część rakiet wymagających poważniejszych przeglądów trzeba było wysyłać do Stanów Zjednoczonych. Według MON cały proces – wraz z transportem, naprawą i ponowną certyfikacją – mógł trwać nawet dwa lata. Europejskie centrum ma skrócić ten czas i zwiększyć gotowość bojową systemów Patriot znajdujących się na kontynencie.</p><p>Serwis nie jest jednak tym samym co produkcja. Pozwala szkolić kadry, budować zaplecze techniczne oraz zdobywać doświadczenie, ale nie oznacza automatycznego przekazania technologii potrzebnych do samodzielnego wytwarzania rakiet.</p><p>Tomczyk traktuje centrum serwisowe jako etap otwierający następne drzwi. Polska chce, by za obsługą pocisków przyszło włączenie krajowych przedsiębiorstw w ich montaż, a docelowo – możliwie szeroka produkcja.</p><h2>Część Patriotów już powstaje w Polsce</h2><p>Nie byłby to start od zera. Polski przemysł uczestniczy już w programie <strong>Wisła</strong>, w ramach którego wojsko pozyskuje baterie Patriot wraz z systemem dowodzenia IBCS.</p><p>W Polsce ma powstać między innymi 48 wyrzutni M903 przeznaczonych dla drugiej fazy programu. W przedsięwzięciu uczestniczą Polska Grupa Zbrojeniowa, Huta Stalowa Wola i PIT-RADWAR, współpracujące z amerykańskim Raytheonem.</p><p>Wojskowe Zakłady Elektroniczne przeprowadziły również walidację linii związanych z produkcją elementów rakiet PAC-3 MSE. Oznacza to, że polskie przedsiębiorstwa są już częścią amerykańskiego łańcucha dostaw, chociaż na razie nie produkują kompletnego pocisku przechwytującego.</p><p>Dlatego hasło <strong>„produkcja Patriotów w Polsce”</strong> wymaga doprecyzowania. System Patriot składa się z radarów, wyrzutni, stanowisk dowodzenia, systemów łączności i różnych typów rakiet. Warszawa zabiega przede wszystkim o możliwość znacznie głębszego udziału w produkcji pocisków, nie o samodzielne wytwarzanie całego systemu od pierwszej do ostatniej śruby.</p><h2>Amerykańska licencja nie przychodzi z dnia na dzień</h2><p>Tomczyk studził oczekiwania dotyczące możliwości szybkiego przekazania Ukrainie licencji. Podobnie wygląda sytuacja Polski. Decyzja polityczna może rozpocząć proces, ale nie zastąpi wieloletnich negocjacji technicznych i prawnych.</p><p>Amerykańskie technologie wojskowe podlegają rygorystycznym regulacjom eksportowym <strong>ITAR</strong>. Produkcja uzbrojenia poza Stanami Zjednoczonymi wymaga między innymi pisemnej zgody amerykańskiej Dyrekcji Kontroli Handlu Obronnego. Odrębnie ustalane są zakres przekazywanej dokumentacji, dostęp do danych technicznych, możliwość eksportowania gotowych produktów oraz udział konkretnych przedsiębiorstw.</p><p>W praktyce najważniejsze pytanie nie brzmi więc: czy rakiety będą produkowane w Polsce, lecz <strong>jak duża część technologii zostanie udostępniona polskim zakładom</strong>. Możliwy jest zarówno montaż pocisków z importowanych podzespołów, jak i stopniowe zwiększanie udziału krajowych komponentów. Pełna samodzielność technologiczna pozostaje scenariuszem najbardziej ambitnym i najtrudniejszym.</p><h2>Ukraiński pilot zatrzymał się przed granicą</h2><p>W rozmowie poruszono także niedawny incydent, podczas którego ukraiński myśliwiec ścigał rosyjską rakietę, ale przerwał pościg przed wlotem do polskiej przestrzeni powietrznej.</p><p>Według Tomczyka decyzja wynikała między innymi z ryzyka, że ukraińska maszyna mogłaby zostać błędnie uznana przez polską obronę za zagrożenie. Wpuszczenie uzbrojonych ukraińskich samolotów nad terytorium NATO wymagałoby wcześniejszych ustaleń politycznych, prawnych i operacyjnych. Pojedynczy incydent nie może automatycznie zmienić procedur obowiązujących cały Sojusz.</p><p>Nie jest to filmowy pościg, w którym pilot przekracza granicę, ponieważ cel znajduje się kilkanaście sekund przed nim. Polska posiada całkowite i wyłączne zwierzchnictwo nad swoją przestrzenią powietrzną. Obce samoloty wojskowe nie mogą prowadzić nad nią uzbrojonych działań bez zgody polskich władz i odpowiednich ustaleń sojuszniczych.</p><p>Tomczyk przekonywał również, że rosyjski pocisk był przez cały czas obserwowany. Miał zmierzać w stronę terenu niezabudowanego. Gdyby zmienił kurs i zagroził ludziom lub infrastrukturze, według wiceministra zostałby zestrzelony. Resort zwraca jednak uwagę, że samo strącenie rakiety także tworzy ryzyko – szczątki mogą spaść na domy, drogi albo przypadkowych ludzi.</p><h2>Nowa stała baza amerykańska</h2><p>Drugim strategicznym tematem rozmowy była budowa kolejnej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Tomczyk twierdzi, że projekt uzyskał polityczne zielone światło, choć jego realizacja potrwa co najmniej kilka lat.</p><p>Najbardziej prawdopodobnymi lokalizacjami mają być <strong>Wielkopolska lub Dolny Śląsk</strong>. To regiony posiadające rozwiniętą infrastrukturę wojskową, transportową i logistyczną, przygotowywaną od lat do przyjęcia sojuszniczych oddziałów.</p><p>Trzeba przy tym pamiętać, że w Polsce działa już stały garnizon amerykańskiej armii z dowództwem w Poznaniu. Obsługuje on instalacje między innymi w Wielkopolsce, Powidzu, Żaganiu i Świętoszowie. Zapowiadany projekt oznaczałby jednak dalsze rozszerzenie trwałej obecności – wraz z nową infrastrukturą, zapleczem dla żołnierzy i wieloletnim finansowaniem.</p><p>Wiceszef MON zapewnia jednocześnie, że ewentualne ograniczanie liczebności wojsk USA w Europie nie powinno objąć Polski. Warszawa chce wykorzystać swój status państwa frontowego NATO i przekonać Waszyngton, że trwała obecność nad Wisłą leży również w interesie Amerykanów</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56082,5-sierpnia-dzien-traugutta-rzezi-woli-i-pytan-o-polske-historia-wciaz-domaga-sie-odpowiedzi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56082,5-sierpnia-dzien-traugutta-rzezi-woli-i-pytan-o-polske-historia-wciaz-domaga-sie-odpowiedzi</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 07:06:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-5-sierpnia-dzien-traugutta-rzezi-woli-i-pytan-o-polske-historia-wciaz-domaga-sie-odpowiedzi-1785907127.png</url>
                        <title>5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56082,5-sierpnia-dzien-traugutta-rzezi-woli-i-pytan-o-polske-historia-wciaz-domaga-sie-odpowiedzi</link>
                    </image><description>Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>środa, 5 sierpnia</strong>, 217. dzień 2026 roku. Do jego końca pozostaje 148 dni. Słońce wschodzi około godziny 5.00, a zachodzi po godz. 20.20. Imieniny obchodzą: Abel, Kasjan, Kasjana, Maria, Parys, Wenancjusz, Wenanty, Wenancja i Wirginia.</p><h2>Aleksander Jagiellończyk – król pozostający w cieniu wielkiej dynastii</h2><p><strong>565 lat temu, 5 sierpnia 1461 roku, w Krakowie urodził się Aleksander Jagiellończyk</strong>, syn Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Od 1492 roku był wielkim księciem litewskim, a od 1501 roku królem Polski.</p><p>Nie zapisał się w powszechnej świadomości tak wyraźnie jak Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk czy Zygmunt Stary. Jego panowanie przypadło jednak na czas narastającego zagrożenia ze strony Moskwy i wzrostu znaczenia szlachty. To za jego rządów uchwalono konstytucję <strong>„Nihil novi”</strong>, zgodnie z którą król nie mógł stanowić nowych praw bez zgody Sejmu i Senatu. Był to jeden z kamieni milowych ustroju dawnej Rzeczypospolitej — państwa, które coraz wyraźniej stawało się monarchią parlamentarną.</p><h2>Zygmunt III Waza rusza po szwedzką koronę</h2><p><strong>W 1598 roku Zygmunt III Waza wypłynął z Helu do Szwecji</strong>, aby odzyskać kontrolę nad krajem i stłumić bunt księcia Karola Sudermańskiego. Polski monarcha był jednocześnie dziedzicznym królem Szwecji, jednak jego katolicyzm i polityka dynastyczna budziły tam coraz większy sprzeciw.</p><p>Wyprawa zakończyła się klęską pod Linköping. Zygmunt stracił szwedzką koronę, ale nie zrezygnował z pretensji do niej, wciągając Rzeczpospolitą w trwający dziesięciolecia konflikt. Historia po raz kolejny pokazała, że prywatne ambicje dynastii potrafią wystawić państwu rachunek, który płacą całe pokolenia.</p><h2>Pierwszy rozbiór – początek końca dawnej Rzeczypospolitej</h2><p><strong>5 sierpnia 1772 roku Rosja, Prusy i Austria podpisały w Petersburgu traktaty rozbiorowe.</strong> Trzy sąsiednie mocarstwa odebrały Rzeczypospolitej około jednej trzeciej terytorium i ponad jedną trzecią ludności.</p><p>Nie był to nagły cios zadany państwu znajdującemu się u szczytu siły. Rozbiór poprzedziły lata rosyjskich ingerencji, walk wewnętrznych, konfederacji barskiej i ustrojowego paraliżu. Sąsiedzi nie „ratowali porządku”, jak przedstawiała to ich propaganda. Wykorzystali słabość państwa i zalegalizowali grabież przy użyciu dyplomatycznych pieczęci.</p><p>Pierwszy rozbiór jest jedną z tych historycznych lekcji, które nie powinny być zamykane w szkolnej gablocie. Suwerenność traci się nie tylko na polu bitwy. Można ją również roztrwonić przez brak reform, polityczną krótkowzroczność i przekonanie elit, że państwo jakoś przetrwa kolejną burzę.</p><h2>Traugutt i czterej współpracownicy straceni na stokach Cytadeli</h2><p><strong>162 lata temu rosyjskie władze zaborcze dokonały egzekucji Romualda Traugutta</strong>, ostatniego dyktatora Powstania Styczniowego. Razem z nim na stokach warszawskiej Cytadeli straceni zostali <strong>Rafał Krajewski, Józef Toczyski, Roman Żuliński i Jan Jeziorański</strong>.</p><p>Traugutt, były oficer armii rosyjskiej, długo nie wierzył w powodzenie zbrojnego powstania. Kiedy jednak podjął się jego prowadzenia, uczynił to z niemal ascetycznym poczuciem obowiązku. Próbował przekształcić rozproszone oddziały partyzanckie w regularną armię, zabiegał o wsparcie zagraniczne i konsekwentne przeprowadzenie uwłaszczenia chłopów.</p><p>Egzekucję obserwował wielotysięczny tłum. Zaborca chciał publicznie zamknąć historię powstania. Osiągnął skutek odwrotny — Traugutt stał się symbolem służby, która nie jest drogą do zaszczytów, lecz zgodą na poniesienie odpowiedzialności do końca.</p><h3>Tomaszowskie ślady Powstania Styczniowego</h3><p>Ta historia biegnie również przez <strong>Tomaszów Mazowiecki i ziemię tomaszowską</strong>. W maju 1863 roku z miasta wymaszerował liczący około 66 osób oddział złożony głównie z rzemieślników i robotników. Dowodził nim miejscowy aptekarz <strong>Aleksander Lange</strong>. Tomaszowianie dotarli do Białobrzegów, gdzie w kościele św. Marcina złożyli powstańczą przysięgę przed księdzem Ludwikiem Żmudowskim.</p><p>Nie byli ludźmi z pomników. Mieli warsztaty, rodziny, codzienne obowiązki i świadomość przewagi rosyjskiego imperium. Mimo to wyszli z miasta, by walczyć. Dzięki takim historiom Powstanie Styczniowe przestaje być odległą planszą z podręcznika, a staje się częścią pamięci naszych ulic i rodzin.</p><h2>Ludwik Hirszfeld – człowiek, który pomagał odczytać tajemnice krwi</h2><p><strong>W 1884 roku urodził się Ludwik Hirszfeld</strong>, wybitny lekarz, mikrobiolog, immunolog i serolog. Prowadził badania nad dziedziczeniem grup krwi, chorobami zakaźnymi i odpornością organizmu. W czasie okupacji niemieckiej znalazł się w warszawskim getcie, gdzie organizował pomoc medyczną, wykłady i walkę z epidemiami.</p><p>Po wojnie współtworzył polskie instytucje naukowe we Wrocławiu. W jego biografii nauka nie była chłodnym laboratorium odciętym od świata. Była formą służby człowiekowi — także wtedy, gdy za oknem triumfowało barbarzyństwo.</p><h2>Ludzie polskiego kina: Buczkowski i Majewski</h2><p><strong>W 1900 roku urodził się Leonard Buczkowski</strong>, twórca filmów, które pomagały Polakom odzyskać po wojnie poczucie wspólnoty. Jego „Zakazane piosenki” były pierwszym pełnometrażowym filmem fabularnym zrealizowanym w Polsce po II wojnie światowej. Z kolei „Przygoda na Mariensztacie” zapisała się jako pierwszy polski pełnometrażowy film barwny.</p><p><strong>W 1931 roku we Lwowie urodził się Janusz Majewski</strong>, autor „Zaklętych rewirów”, „Lekcji martwego języka”, serialu „Królowa Bona” oraz kultowych „C.K. Dezerterów”. Majewski potrafił mówić o historii bez nadęcia: z ironią, melancholią i czułością dla ludzi uwięzionych w absurdalnych mechanizmach wielkiej polityki. Zmarł w 2024 roku.</p><h2>Warszawa zamienia jednego okupanta na drugiego</h2><p><strong>5 sierpnia 1915 roku do opuszczonej przez wojska rosyjskie Warszawy wkroczyła armia Cesarstwa Niemieckiego.</strong> Kończyło się ponad stuletnie rosyjskie panowanie nad miastem, ale nie rozpoczynała się jeszcze niepodległość. Warszawa znalazła się pod kolejną okupacją.</p><p>Wycofujący się Rosjanie wysadzili przeprawy przez Wisłę, w tym część mostu Poniatowskiego. Dla mieszkańców był to czas niepewności, niedoborów i przymusowych rekwizycji, ale także stopniowego odradzania polskiego życia publicznego i szkolnictwa. Stara władza znikała, nowa obejmowała ulice, a niepodległość pozostawała jeszcze obietnicą.</p><h2>Polska armia u boku Wielkiej Brytanii</h2><p><strong>W 1940 roku premierzy Władysław Sikorski i Winston Churchill podpisali polsko-brytyjską umowę wojskową.</strong> Regulowała ona status Polskich Sił Zbrojnych formowanych na terenie Wielkiej Brytanii. Polskie oddziały pozostawały częścią sił zbrojnych Rzeczypospolitej, choć operacyjnie podlegały brytyjskiemu dowództwu.</p><p>Umowa została podpisana w chwili, gdy po klęsce Francji Wielka Brytania pozostawała niemal sama wobec III Rzeszy. Wkrótce polscy lotnicy mieli odegrać jedną z najważniejszych ról w bitwie o Anglię.</p><h2>5 sierpnia 1944 roku. Piekło Woli i cud Gęsiówki</h2><p>Piąty dzień <strong>Powstania Warszawskiego</strong> przyniósł dwa obrazy, które trudno pomieścić w jednej opowieści o człowieku.</p><p>Na Woli oddziały niemieckie pod dowództwem generała Heinza Reinefartha rozpoczęły masowe mordowanie ludności cywilnej. Zabijano pacjentów szpitali, lekarzy, dzieci, osoby starsze i całe rodziny wypędzane z domów. W ciągu kolejnych dni zamordowano dziesiątki tysięcy ludzi. Nie była to uboczna konsekwencja walk, lecz zaplanowana akcja terroru i eksterminacji mieszkańców stolicy.</p><p>Tego samego dnia żołnierze batalionu <strong>„Zośka” zdobyli niemiecki obóz KL Warschau na Gęsiówce</strong>. W ataku wykorzystano zdobyczny czołg Panther nazwany „Magda”. Uwolniono 348 więźniów — 324 mężczyzn i 24 kobiety, przede wszystkim Żydów pochodzących z wielu państw Europy. Część oswobodzonych niemal natychmiast przyłączyła się do powstańców.</p><p>W samym środku miasta zamienianego w cmentarz dokonano rzeczy wydającej się niemożliwą: wyrwano ludzi z miejsca zagłady. Była to jedna z najbardziej spektakularnych i moralnie doniosłych operacji Powstania Warszawskiego.</p><p>Także <strong>tomaszowianie uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim</strong>. Ich losy, oddziały i wojenne biografie dokumentuje Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Lokalna pamięć o powstaniu nie ogranicza się więc do syren uruchamianych 1 sierpnia. Ma nazwiska, rodzinne fotografie i groby.</p><h2>Andrzej Lepper – trybun gniewnej Polski</h2><p><strong>15 lat temu, 5 sierpnia 2011 roku, zmarł Andrzej Lepper</strong>, założyciel i przewodniczący Samoobrony, były wicepremier, minister rolnictwa oraz wicemarszałek Sejmu. Śledczy przyjęli, że popełnił samobójstwo.</p><p>Lepper wszedł do wielkiej polityki z blokad dróg i rolniczych protestów. Mówił językiem gniewu ludzi, którzy po transformacji ustrojowej czuli się pominięci albo oszukani. Jedni widzieli w nim populistę przekraczającego granice debaty publicznej, inni — reprezentanta prowincji, której elity III Rzeczypospolitej długo nie chciały słuchać.</p><p>Bez względu na ocenę jego działalności, nie sposób pisać historii polskiej polityki przełomu XX i XXI wieku bez Samoobrony oraz społecznego buntu, który wyniósł jej lidera na stanowisko wicepremiera.</p><h2>Rio 2016. Jedenaście polskich medali</h2><p><strong>Dziesięć lat temu rozpoczęły się igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro.</strong> Polska reprezentacja zdobyła 11 medali: dwa złote, trzy srebrne i sześć brązowych.</p><p>Na najwyższym stopniu podium stanęli młociarka <strong>Anita Włodarczyk</strong> oraz wioślarska dwójka podwójna <strong>Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj</strong>. Były to pierwsze igrzyska olimpijskie zorganizowane w Ameryce Południowej.</p><p>Dziś w kraju: Senat zdecyduje o referendum i prezesie IPN</p><p>W środę rozpoczyna się <strong>trzydniowe, 64. posiedzenie Senatu</strong>. Izba ma rozpatrzyć 15 ustaw, projekt uchwały okolicznościowej oraz dwie sprawy o dużym ciężarze politycznym: zgodę na zarządzenie referendum dotyczącego polityki klimatycznej Unii Europejskiej i zgodę na powołanie prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.</p><p>Prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> zwrócił się do Senatu o zgodę na referendum z pytaniem: <strong>„Czy jest Pani/Pan za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?”</strong>. W projekcie postanowienia wskazano termin głosowania na <strong>27 września 2026 roku</strong>.</p><p>Warto podkreślić prawną różnicę: senatorowie nie decydują dzisiaj bezpośrednio o poparciu lub odrzuceniu unijnej polityki klimatycznej. Rozstrzygają, czy prezydent będzie mógł zarządzić referendum. Zgodnie z <strong>art. 125 ust. 2 Konstytucji RP</strong> zgoda Senatu musi zostać wyrażona bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Wynik ewentualnego referendum będzie wiążący, gdy weźmie w nim udział więcej niż połowa uprawnionych.</p><h2>Mateusz Szpytma kandydatem na prezesa IPN</h2><p>Senat ma również zdecydować o wyrażeniu zgody na powołanie <strong>dr. Mateusza Szpytmy</strong> na prezesa IPN. Sejm poparł jego kandydaturę 17 lipca stosunkiem głosów 226 do 194, przy czterech głosach wstrzymujących się. Szpytma jest historykiem, dotychczasowym zastępcą prezesa Instytutu i byłym dyrektorem Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej.</p><p>Do skutecznego objęcia stanowiska potrzebna jest jednak zgoda Senatu. Premier Donald Tusk zapowiedział, że senatorowie Koalicji Obywatelskiej kandydatury nie poprą. Oznacza to, że głosowanie będzie nie tylko decyzją personalną, ale także kolejną odsłoną sporu o kierunek działania IPN i sposób prowadzenia państwowej polityki historycznej.</p><p>Wśród rozpatrywanych ustaw znalazły się również przepisy dotyczące nadzoru sądowego nad kontrolą operacyjną służb, pilotażu państwowego eDziennika w roku szkolnym 2026/2027, zrównoważonego lotnictwa oraz zmian w kontroli jakości żywności, w tym wprowadzenia prawnej definicji <strong>„oszustwa żywnościowego”</strong>.</p><h2>Pielgrzymi wyruszają na Jasną Górę</h2><p>Ze stolicy wychodzą dzisiaj duże piesze pielgrzymki zmierzające na Jasną Górę. <strong>Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna</strong> rozpocznie drogę po mszy w kościele akademickim św. Anny. Tegoroczne hasło brzmi <strong>„Moc w słabości”</strong>.</p><p>Z katedry polowej Wojska Polskiego wyruszy Pielgrzymka Wojskowa, a z warszawskiej Pragi — pielgrzymka diecezjalna oraz Ogólnopolska Piesza Pielgrzymka Strażaków i ich Rodzin. Pątnicy pójdą pod hasłem <strong>„Pan mój i Bóg mój”</strong>.</p><p>W drogę wyruszy także 35. Pielgrzymka Osób Niepełnosprawnych i Rodzin. Jej hasło — <strong>„Jesteśmy”</strong> — jest krótkie, ale mówi więcej niż niejedno rozbudowane kazanie: o obecności ludzi, których społeczeństwo zbyt często nie dostrzega, dopóki nie trzeba pokonać razem kilkuset kilometrów.</p><p>Na świecie: Tajwan ćwiczy obronę, papież wraca na audiencję</p><p>Na Tajwanie rozpoczynają się manewry <strong>Han Kuang 42</strong>, które potrwają do 14 sierpnia. To największe doroczne ćwiczenia obronne wyspy. Scenariusze obejmują mobilizację rezerwistów, ochronę infrastruktury krytycznej, obronę wybrzeża, walki w miastach, zabezpieczenie logistyki i przejście państwa z funkcjonowania pokojowego do wojennego.</p><p>Tajwańska armia przygotowuje się do wariantu, w którym chińskie ćwiczenia wojskowe stają się osłoną dla rzeczywistego ataku. W regionie, gdzie każde poderwanie samolotu i każdy ruch okrętu może zostać odczytany jako sygnał polityczny, manewry są nie tylko szkoleniem żołnierzy, ale także komunikatem wysyłanym Pekinowi i sojusznikom Tajwanu.</p><p>W Watykanie papież <strong>Leon XIV</strong> ma poprowadzić pierwszą po lipcowej przerwie audiencję generalną. Spotkanie zaplanowano na godz. 10.00 w Bazylice św. Piotra.</p><h2>Muzyczny 5 sierpnia – od Johnny’ego Casha do Beastie Boys</h2><p>Muzyczne kalendarium tego dnia rozciąga się od eleganckiego kina Alfreda Hitchcocka po punkowo-hiphopowy Nowy Jork.</p><p>W 1956 roku przebojem była piosenka Doris Day <strong>„Whatever Will Be, Will Be (Que Sera, Sera)”</strong>, wykonywana w filmie Hitchcocka „Człowiek, który wiedział za dużo”. Wbrew powtarzanej niekiedy informacji nie była jednak 5 sierpnia na pierwszym miejscu brytyjskiej listy. Na szczyt weszła dopiero w zestawieniu z 16 sierpnia.</p><p><strong>W 1963 roku urodziła się Anna Jurksztowicz</strong>, piosenkarka znana z „Diamentowego kolczyka” oraz utworów wykonywanych w filmach i serialach, między innymi „Kingsajz” i „Na dobre i na złe”.</p><p><strong>W 1964 roku urodził się Adam Yauch</strong>, znany jako MCA — wokalista, basista, reżyser i współtwórca Beastie Boys. Grupa zaczynała jako formacja hardcore punkowa, by później stać się jednym z zespołów, które otworzyły hip-hopowi drogę do światowego mainstreamu. Yauch reżyserował teledyski pod pseudonimem Nathaniel Hornblower i angażował się w działania na rzecz Tybetu. Zmarł w 2012 roku.</p><p><strong>W 1968 roku zmarł Luther Perkins</strong>, gitarzysta współtworzący charakterystyczne brzmienie Johnny’ego Casha. Dwa dni wcześniej został ciężko poparzony w pożarze domu, który miał rozpocząć się po zaśnięciu z zapalonym papierosem.</p><p>W sierpniu 1975 roku zaczęła się historia <strong>The Runaways</strong>, żeńskiej formacji hardrockowej, w której występowały między innymi Joan Jett, Cherie Currie i Lita Ford. Zespół nie działał długo, ale otworzył drzwi kolejnym pokoleniom kobiet grających głośnego, bezkompromisowego rocka.</p><p><strong>5 sierpnia 1978 roku „Miss You” zespołu The Rolling Stones znalazło się na pierwszym miejscu amerykańskiego zestawienia Billboard Hot 100.</strong> Utwór, mocno zanurzony w rytmie disco, był ósmym i ostatnim amerykańskim numerem jeden Stonesów w ich pierwotnej historii wydawniczej.</p><p><strong>W 1989 roku „Swing the Mood” projektu Jive Bunny and the Mastermixers objęło prowadzenie na brytyjskiej liście przebojów.</strong> Muzyczny kolaż dawnych rockandrollowych hitów pozostał na szczycie przez pięć tygodni.</p><p><strong>W 1992 roku zmarł Jeff Porcaro</strong>, wybitny perkusista grupy Toto i ceniony muzyk sesyjny. Nagrywał między innymi z Michaelem Jacksonem, Paulem McCartneyem, Paulem Simonem i Steely Dan. Początkowo podejrzewano reakcję alergiczną na pestycyd używany w ogrodzie. Późniejszy komunikat koronera wskazywał jednak na chorobę tętnic związaną z długotrwałym używaniem kokainy; w organizmie muzyka nie wykryto pestycydu.</p><p><strong>W 1995 roku Take That zdobyło pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii singlem „Never Forget”.</strong> Piosenka przez trzy tygodnie otwierała oficjalne zestawienie. Był to moment szczególny — kilka tygodni wcześniej z zespołu odszedł Robbie Williams, a grupa próbowała udowodnić, że może istnieć bez swojej najbardziej nieprzewidywalnej gwiazdy.</p><p>Historia 5 sierpnia nie poddaje się pogodnemu „que sera, sera”. To nie los samodzielnie pisze kolejne rozdziały. Piszą je decyzje władców, głosowania parlamentarzystów, odwaga ludzi wychodzących z Tomaszowa do powstania, zbrodnicze rozkazy wydawane na Woli i determinacja tych, którzy sforsowali mury Gęsiówki.</p><p>A później przychodzi pamięć. I to ona rozstrzyga, czy wydarzenia pozostaną żywą przestrogą, czy zmienią się jedynie w kolejną kartkę odrywaną z kalendarza.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56078,polski-tenis-na-dwoch-biegunach-milan-krolem-sprintu-a-swiat-zegna-legende-milanu-sportowy-wtorek-pelen-emocji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56078,polski-tenis-na-dwoch-biegunach-milan-krolem-sprintu-a-swiat-zegna-legende-milanu-sportowy-wtorek-pelen-emocji</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 23:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polski-tenis-na-dwoch-biegunach-milan-krolem-sprintu-a-swiat-zegna-legende-milanu-sportowy-wtorek-1785878241.png</url>
                        <title>Polski tenis na dwóch biegunach, Milan królem sprintu, a świat żegna legendę Milanu. Sportowy wtorek pełen emocji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56078,polski-tenis-na-dwoch-biegunach-milan-krolem-sprintu-a-swiat-zegna-legende-milanu-sportowy-wtorek-pelen-emocji</link>
                    </image><description>Iga Świątek nie zostawiła rywalce złudzeń, Hubert Hurkacz wygrał trzysetowy pojedynek, a Magda Linette odwróciła losy trudnego meczu. W kolarskim peletonie Jonathan Milan znów pokazał potęgę sprinterskich nóg, Katarzyna Niewiadoma-Phinney walczyła z czasem we Francji, zaś świat futbolu pożegnał Franco Baresiego. Wtorek, 4 sierpnia, przyniósł sport, w którym radość mieszała się z rozczarowaniem, a triumfy z chwilami zadumy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Świątek urządziła tenisowy koncert</h2><p>Nie był to mecz, lecz demonstracja siły. <strong>Iga Świątek</strong>, rozstawiona z numerem siódmym w turnieju <strong>WTA Masters 1000 w Toronto</strong>, pokonała Czeszkę Sarę Bejlek 6:0, 6:3. Spotkanie trwało godzinę i 35 minut, ale już po pierwszym secie można było odnieść wrażenie, że zwyciężczyni jest znana.</p><p>Pierwsza partia przypominała tenisowy monolog. Świątek poruszała się po korcie pewnie, uderzała głęboko i odbierała rywalce czas na reakcję. Wynik 6:0 mówi sam za siebie — Czeszka została zepchnięta do defensywy i długo nie potrafiła znaleźć odpowiedzi na intensywność gry Polki.</p><p>W drugim secie Bejlek podjęła walkę, lecz Świątek nie pozwoliła, by spotkanie zamieniło się w nerwową opowieść z niespodziewanym finałem. Kolejną przeciwniczką Polki będzie <strong>Viktorija Golubic</strong>. Szwajcarka wyeliminowała Chorwatkę Donnę Vekić po trzysetowym meczu 5:7, 6:2, 6:3.</p><h2>Hurkacz wraca zwycięstwem</h2><p>Powody do zadowolenia ma również <strong>Hubert Hurkacz</strong>, który udanie rozpoczął udział w turnieju <strong>ATP Masters 1000 w Montrealu</strong>. Polak pokonał Amerykanina Marcosa Girona 7:5, 4:6, 6:2.</p><p>Mecz trwał godzinę i 55 minut i nie należał do spacerów. Hurkacz wygrał wyrównanego pierwszego seta, w drugim pozwolił rywalowi wrócić do gry, ale w decydującej partii odzyskał kontrolę. Trzeci set był już pokazem większej stabilności Polaka, który nie pozwolił, by spotkanie wymknęło mu się z rąk.</p><p>W następnej rundzie Hurkacz zmierzy się z Chilijczykiem <strong>Alejandro Tabilo</strong>. Będzie to pojedynek wymagający, szczególnie pod względem fizycznym, ale zwycięstwo nad Gironem może dać Polakowi potrzebny spokój i pewność siebie.</p><h2>Linette odwróciła losy meczu</h2><p>Do drugiej rundy turnieju w Toronto awansowała również <strong>Magda Linette</strong>. Poznanianka pokonała reprezentantkę gospodarzy Carol Zhao 4:6, 6:1, 6:4.</p><p>Początek nie zapowiadał szczęśliwego zakończenia. Polka przegrała pierwszego seta, ale zamiast rozpamiętywać błędy, ruszyła do ataku. Drugą partię wygrała zdecydowanie, oddając przeciwniczce tylko jednego gema. W decydującym secie musiała już wykazać się nie tylko umiejętnościami, lecz także odpornością psychiczną.</p><p>Linette znalazła drogę do zwycięstwa i potwierdziła, że nawet po trudnym początku potrafi przebudować mecz niczym reżyser zmieniający scenariusz tuż przed finałem.</p><h2>Majchrzak zatrzymany przez Monfilsa</h2><p>Znacznie mniej powodów do radości miał <strong>Kamil Majchrzak</strong>, który pożegnał się z turniejem w Montrealu już w pierwszej rundzie. Polak przegrał z Gaelem Monfilsem 4:6, 4:6.</p><p>Francuz ma 39 lat i zbliża się do końca kariery, ale wciąż potrafi grać tenis efektowny, nieprzewidywalny i skuteczny. Monfils od lat porusza się po korcie jak bohater kina akcji — czasem balansuje na granicy ryzyka, lecz nawet w późnym etapie kariery potrafi wykorzystać doświadczenie przeciwko młodszym przeciwnikom.</p><p>Majchrzak walczył, ale nie zdołał znaleźć sposobu na Francuza. Dwa identycznie przegrane sety oznaczają szybki koniec kanadyjskiego turnieju.</p><h2>Jonathan Milan znów najszybszy</h2><p>Na trasie <strong>83. Tour de Pologne</strong> ponownie błysnął Jonathan Milan. Włoski kolarz z zespołu Lidl-Trek wygrał drugi etap z metą w Szczecinie i odniósł już drugie zwycięstwo w tegorocznej edycji wyścigu.</p><p>Milan potwierdził, że w sprinterskiej rozgrywce jest obecnie człowiekiem, którego wszyscy obserwują, ale którego niewielu potrafi zatrzymać. Włoch dobrze wykorzystał pracę drużyny, a na ostatnich metrach ponownie uruchomił moc, z którą rywale nie byli w stanie się zmierzyć.</p><p>Drugie etapowe zwycięstwo pozwoliło mu umocnić się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej. Prawdziwe góry i trudniejsze próby dopiero jednak nadejdą. Wyścig będzie stopniowo zmieniał charakter — sprinterska szosa zacznie ustępować miejsca walce zawodników specjalizujących się w podjazdach.</p><h2>Reusser wygrała z czasem, Niewiadoma-Phinney szósta</h2><p>W kobiecym <strong>Tour de France</strong> nie ścigano się ramię w ramię. Rywalką był zegar, a w takiej walce najmniejszy błąd może kosztować kilka miejsc.</p><p>Czwarty etap, czyli jazdę indywidualną na czas z Gevrey-Chambertin do Dijon na dystansie 21 kilometrów, wygrała <strong>Marlen Reusser</strong>. Szwajcarka reprezentująca Movistar nie tylko odniosła etapowy triumf, lecz także została nową liderką wyścigu.</p><p><strong>Katarzyna Niewiadoma-Phinney</strong> zajęła 13. miejsce. Polka pozostaje jednak wysoko w klasyfikacji generalnej — po czasówce zajmuje szóstą pozycję. Straty poniesione podczas samotnej walki z czasem nie przekreślają jej szans. Przed peletonem kolejne etapy, na których większą rolę mogą odegrać górskie umiejętności, wytrzymałość i zespołowa taktyka.</p><h2>Rosja nie zagra na siatkarskich mistrzostwach świata</h2><p>Jedna z najważniejszych informacji dnia nadeszła ze świata siatkówki. <strong>Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej poinformowała, że reprezentacja Rosji nie wystąpi w przyszłorocznych mistrzostwach świata w Polsce.</strong></p><p>Rosjanie zostali przywróceni do międzynarodowej rywalizacji i będą mogli wystąpić w Lidze Narodów, ale nie oznacza to automatycznego udziału w najważniejszej imprezie globu.</p><p>Decyzja FIVB pokazuje, że powrót Rosji na sportowe areny będzie procesem stopniowym i pełnym politycznych napięć. Sport od dawna próbuje przedstawiać się jako przestrzeń oddzielona od geopolityki, lecz historia wielokrotnie udowadniała, że taka granica bywa cienka jak linia boiska.</p><h2>Siatkarscy mistrzowie utknęli w podróży</h2><p>Polscy siatkarze triumfowali w Lidze Narodów w chińskim Ningbo, lecz ich droga do domu okazała się znacznie trudniejsza, niż pierwotnie zakładano.</p><p>Reprezentacja miała wylądować w Warszawie we wtorek rano. Opóźnienia samolotów sprawiły jednak, że powrót części kadry nastąpi dopiero w środę. Informację przekazał Polski Związek Piłki Siatkowej.</p><p>Po złotym finale zawodnicy zamiast szybkiego powitania z kibicami otrzymali dodatkowy rozdział podróżniczej odysei. Lotnicze komplikacje nie zmieniają jednak najważniejszego faktu — polscy siatkarze wracają do kraju jako zwycięzcy Ligi Narodów.</p><h2>Polacy z medalami mistrzostw Europy w heyball</h2><p>Dwa medale zdobyli reprezentanci Polski podczas rozgrywanych w Kielcach <strong>mistrzostw Europy w bilardzie heyball</strong>.</p><p>Wśród mężczyzn srebrny medal wywalczył <strong>Radosław Babica</strong>, natomiast w rywalizacji kobiet brąz zdobyła <strong>Dalia Alska</strong>. To kolejny dowód na to, że polski bilard ma zawodników zdolnych do walki o najwyższe miejsca w międzynarodowej konkurencji.</p><p>Heyball jest odmianą bilardu, która zyskuje coraz większą popularność, szczególnie w Azji, ale coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność także w Europie. Sukcesy odniesione w Kielcach mogą pomóc tej dyscyplinie zdobyć nowych kibiców również w Polsce.</p><h2>Mediolan pożegnał Franco Baresiego</h2><p>Sportowy wtorek miał również swój smutny, niemal filmowy finał. Tysiące osób uczestniczyły w Mediolanie w uroczystościach pogrzebowych <strong>Franco Baresiego</strong>, legendarnego piłkarza reprezentacji Włoch i AC Milan. Baresi zmarł 31 lipca w wieku 66 lat.</p><p>Pożegnali go dawni koledzy klubowi, reprezentanci włoskiego futbolu oraz kibice. W stolicy Lombardii ogłoszono dzień żałoby.</p><p>Baresi był kimś więcej niż obrońcą. Był symbolem epoki, w której włoska defensywa przypominała sztukę strategiczną — chłodną, precyzyjną i bezlitosną. Przez lata stanowił fundament Milanu i reprezentacji Włoch. Nie potrzebował dziesiątek bramek, by budować legendę. Jego językiem były ustawienie, przewidywanie i odwaga.</p><p>Mediolan pożegnał jednego z ludzi, którzy współtworzyli tożsamość klubu. W świecie piłki, w którym nazwiska coraz częściej zmieniają barwy szybciej niż sezony, Baresi pozostał symbolem wierności jednemu miejscu.</p><h2>Wielki powrót sióstr Williams</h2><p>Jedna z najbardziej elektryzujących informacji tenisowego dnia napłynęła z Cincinnati. <strong>Venus i Serena Williams otrzymały dziką kartę do turnieju deblowego WTA 1000.</strong></p><p>Będzie to pierwszy wspólny występ sióstr od powrotu 44-letniej Sereny do zawodowego tenisa. Ich ponowne pojawienie się po tej samej stronie siatki niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny.</p><p>Siostry Williams przez lata zmieniały kobiecy tenis, narzucając mu nową dynamikę, siłę i sposób myślenia o sportowej dominacji. Wspólnie zdobywały najważniejsze trofea i reprezentowały Stany Zjednoczone. Ich powrót w deblu to nie tylko wydarzenie sportowe, lecz także spotkanie z historią dyscypliny.</p><h2>Renard przejmuje reprezentację Wybrzeża Kości Słoniowej</h2><p>Francuz <strong>Herve Renard</strong> został nowym selekcjonerem reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej. Informację ogłosiła tamtejsza federacja piłkarska.</p><p>Renard zastąpił Emerse’a Fae. Francuski trener doskonale zna afrykański futbol i jego specyfikę. W przeszłości prowadził już reprezentacje z tego kontynentu, zdobywając reputację szkoleniowca, który potrafi wygrywać turnieje i budować drużyny odporne na presję.</p><p>Powrót Renarda do pracy w Afryce może być jednym z najciekawszych ruchów trenerskich tego lata. Wybrzeże Kości Słoniowej ma ogromny potencjał, lecz — jak wielokrotnie pokazywała historia — same nazwiska nie zdobywają trofeów. Potrzebna jest drużyna. Renard ma spróbować ją stworzyć.</p><h2>Wtorek należał do Polaków, sprinterów i legend</h2><p>Sportowy dzień miał wiele twarzy. Świątek była bezwzględna, Hurkacz cierpliwy, Linette waleczna, a Majchrzak musiał uznać wyższość doświadczonego przeciwnika. Milan wygrał kolejny etap Tour de Pologne, Niewiadoma-Phinney utrzymała się w czołówce Tour de France, a polscy bilardziści sięgnęli po medale.</p><p>Była też polityka obecna w decyzji dotyczącej rosyjskich siatkarzy, wielki tenisowy powrót sióstr Williams i cisza Mediolanu żegnającego Franco Baresiego.</p><p>Taki właśnie jest sport. Jednego wieczoru potrafi zmieścić w sobie dziecięcą radość po zwycięstwie, gorzki smak porażki i pamięć o tych, którzy pozostawili po sobie coś znacznie trwalszego niż wynik zapisany na tablicy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56077,wtorek-ktory-przypomnial-jak-kruchy-jest-swiat-morozowski-wojna-upaly-i-cyberatak</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56077,wtorek-ktory-przypomnial-jak-kruchy-jest-swiat-morozowski-wojna-upaly-i-cyberatak</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 22:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wtorek-ktory-przypomnial-jak-kruchy-jest-swiat-morozowski-wojna-upaly-i-cyberatak-1785876766.png</url>
                        <title>Wtorek, który przypomniał, jak kruchy jest świat. Morozowski, wojna, upały i cyberatak</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56077,wtorek-ktory-przypomnial-jak-kruchy-jest-swiat-morozowski-wojna-upaly-i-cyberatak</link>
                    </image><description>Wtorek, 4 sierpnia 2026 roku, przyniósł wiadomości, obok których trudno przejść obojętnie. Zmarł Andrzej Morozowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich dziennikarzy politycznych. W Ukrainie rosyjski atak zabił polskiego wolontariusza. Europa walczy z rekordowym upałem, suszą i pożarami, a niski poziom Dunaju zagraża produkcji energii. Nad Bałtykiem polskie myśliwce ponownie przechwyciły rosyjski samolot rozpoznawczy. Do tego cyberatak na system Żabki i brutalna napaść we Wrocławiu. To był dzień, w którym każda kolejna wiadomość brzmiała jak ostrzeżenie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Niektóre dni przypominają spokojnie redagowaną kronikę. Inne wpadają do newsroomu jak pociąg bez hamulców. <strong>Przegląd najważniejszych informacji z 4 sierpnia</strong> należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.</p><p>Śmierć znanego dziennikarza spotkała się z wiadomością o śmierci człowieka niosącego pomoc ofiarom wojny. Rekordowe temperatury zaczęły wpływać nie tylko na zdrowie ludzi, ale także na pracę urzędów, funkcjonowanie elektrowni i bezpieczeństwo energetyczne państw. W tle trwały wojskowe prowokacje nad Bałtykiem, negocjacje dotyczące cieśniny Ormuz i walka z przestępczością — zarówno tą dokonywaną z nożem w ręku, jak i tą prowadzoną zza ekranu komputera.</p><h2>Andrzej Morozowski nie żyje. Odeszła jedna z twarzy polskiego dziennikarstwa</h2><p>We wtorek zmarł <strong>Andrzej Morozowski</strong>, publicysta, reporter i wieloletni dziennikarz TVN24. Miał 69 lat. Ze stacją był związany od początku jej istnienia, przez blisko ćwierć wieku. Wcześniej pracował m.in. w Radiu Zet i Telewizji Polskiej, gdzie był reporterem sejmowym „Teleexpressu”. W ostatnich latach prowadził program „Tak jest”. Widzowie pamiętają go również z „Teraz my!”, który współtworzył z Tomaszem Sekielskim. Dziennikarz zmarł po długiej chorobie nowotworowej.</p><p>Morozowski należał do pokolenia reporterów, którzy politykę obserwowali nie tylko ze studia telewizyjnego, ale również z sejmowych korytarzy. Potrafił być ironiczny, lecz nie zamieniał rozmowy w internetową awanturę. W 2021 roku mówił o swojej pracy: „Muszę wysłuchać każdego, muszę każdemu zadać pytanie”. To zdanie brzmi dziś niemal jak testament zawodu, który coraz częściej przegrywa z krzykiem, plemiennością i błyskawicznym osądem.</p><p>Za swoją działalność otrzymał m.in. nagrodę Grand Press dla Dziennikarza Roku, Wiktora, Telekamery oraz Nagrodę im. Andrzeja Woyciechowskiego. Jego odejście jest nie tylko osobistą stratą dla rodziny, przyjaciół i redakcji. To również zamknięcie ważnego rozdziału w historii polskiej telewizji informacyjnej.</p><h2>Polski wolontariusz zginął w Ukrainie</h2><p>Kilka godzin później Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło śmierć <strong>polskiego wolontariusza działającego w Ukrainie</strong>. Jak przekazał rzecznik resortu Maciej Wewiór, Polak zginął w wyniku rosyjskich działań zbrojnych. MSZ zadeklarowało rodzinie pomoc konsularną i zaapelowało o uszanowanie jej prywatności.</p><p>Z informacji opublikowanych przez grupę pomocową, z którą związany był wolontariusz, wynika, że regularnie przewoził do Ukrainy ładunki humanitarne. Pomoc trafiała także do miejscowości położonych w pobliżu linii frontu. Według medialnych doniesień mężczyzna został trafiony przez rosyjskiego drona w rejonie Charkowa pod koniec lipca.</p><p>Ta śmierć po raz kolejny przypomina, że wojna nie kończy się na mapach pokazywanych w telewizyjnym studiu. Giną nie tylko żołnierze. Giną kierowcy, lekarze, ratownicy, dziennikarze i wolontariusze, którzy próbują dotrzeć z żywnością lub lekami tam, gdzie normalne państwo i normalne życie zostały rozbite przez rosyjskie rakiety oraz drony.</p><h2>Europa płonie i wysycha. Upał przestaje być tylko pogodą</h2><p>Jednym z najważniejszych tematów dnia pozostała <strong>fala ekstremalnych upałów w Europie</strong>. Rekordowe temperatury, susza oraz pożary dotykają kolejne państwa. W południowej części kontynentu płoną lasy, a w Europie Środkowej dramatycznie obniża się poziom największych rzek.</p><p>Niski stan Dunaju zaczął zagrażać energetyce Węgier i Rumunii. Woda z rzeki jest potrzebna do chłodzenia elektrowni jądrowych. Na Węgrzech elektrownia Paks znalazła się na granicy całkowitego zatrzymania, a w Rumunii wyłączono jeden z bloków elektrowni Cernavodă. Susza ogranicza również żeglugę, transport towarów i pracę hydroelektrowni.</p><p>Komisja Europejska zapewnia, że na razie nie występuje bezpośrednie zagrożenie dla ciągłości dostaw energii. Europejska sieć operatorów przesyłowych pozostaje jednak w kontakcie z władzami państw dotkniętych kryzysem. Bruksela deklaruje gotowość do zwołania grupy koordynacyjnej, jeżeli sytuacja się pogorszy.</p><p>To ważny moment również dla polskiej dyskusji o bezpieczeństwie energetycznym. Atom, elektrownie wodne i transport rzeczny przez lata przedstawiano jako elementy stabilnego systemu. Tymczasem zmiany klimatu pokazują, że nawet najpotężniejsza infrastruktura zależy od czegoś tak podstawowego jak odpowiednia ilość wody w rzece.</p><p>Klimat przestał być tłem wydarzeń. Wszedł na scenę i coraz częściej przejmuje rolę głównego bohatera.</p><h2>Urzędy zaczynają pracę wcześniej. Administracja ucieka przed żarem</h2><p>Upały wpływają również na codzienne funkcjonowanie administracji. Część samorządów zdecydowała się otwierać urzędy już o godzinie 6 rano, inne skracają czas pracy lub przesuwają godziny obsługi mieszkańców. Urzędnicy apelują, aby przed wizytą sprawdzać aktualne komunikaty publikowane przez poszczególne miasta i gminy.</p><p>Zmiana organizacji pracy nie jest kaprysem urzędników, ale próbą ochrony ludzi przed wielogodzinnym przebywaniem w przegrzanych pomieszczeniach. W lipcu podpisano rozporządzenie wprowadzające maksymalne progi temperatur w miejscu pracy. Po wejściu nowych zasad w życie czasowe wstrzymanie pracy ma być wymagane po przekroczeniu 35 stopni Celsjusza w pomieszczeniu, a przy ciężkich pracach fizycznych na zewnątrz — 32 stopni. Nowe przepisy mają zacząć obowiązywać w styczniu 2027 roku.</p><p>Problem dotyczy także naszego regionu. <strong>Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski znalazły się w obszarze ostrzeżeń przed upałem</strong>. Prognozy wskazywały na temperatury sięgające od 33 do 38 stopni, przy bardzo ciepłych nocach, które nie pozwalają organizmowi odpocząć.</p><p>W takich warunkach szczególnie zagrożone są osoby starsze, dzieci, pacjenci z chorobami serca oraz ludzie pracujący na zewnątrz. Warto pamiętać o wodzie, ograniczeniu wysiłku w godzinach największego nasłonecznienia i sprawdzaniu, czy samotnie mieszkający sąsiedzi nie potrzebują pomocy.</p><h2>Rosyjski samolot rozpoznawczy nad Bałtykiem</h2><p>Niepokojące informacje napłynęły również znad Bałtyku. Polska para dyżurna samolotów F-16 przechwyciła rosyjski samolot rozpoznawczy <strong>Ił-20</strong>, który pojawił się około 60 kilometrów na północny zachód od Łeby.</p><p>Rosyjska maszyna poruszała się w przestrzeni międzynarodowej bez złożonego planu lotu i z wyłączonym transponderem. Nie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej, ale samolot został zidentyfikowany i był monitorowany przez polskich pilotów.</p><p>Był to kolejny podobny przypadek w krótkim czasie. Zaledwie kilka dni wcześniej polskie F-16 przechwyciły rosyjskiego Iła-20 w rejonie położonym na północ od Kołobrzegu. Formalnie Rosjanie nie przekroczyli granicy, ale kolejne loty trudno uznać za przypadkowe. Są elementem nieustannego sprawdzania reakcji NATO, czasu poderwania maszyn oraz gotowości systemów obrony powietrznej.</p><p>Wojna nerwów nad Bałtykiem trwa. Nie słychać strzałów, ale radary pracują bez przerwy.</p><h2>Rozmowy o cieśninie Ormuz. Nadzieja wystarczyła, by spadły ceny ropy</h2><p>Sekretarz stanu USA <strong>Marco Rubio</strong> poinformował o postępach w rozmowach dotyczących Iranu i cieśniny Ormuz. Zastrzegł jednak, że nie osiągnięto jeszcze konkretnych ustaleń.</p><p>W negocjacjach pośredniczą m.in. Katar, Oman i Pakistan. Sama informacja o możliwym porozumieniu wystarczyła, aby ceny ropy na światowych rynkach zaczęły spadać. Według doniesień agencyjnych po wypowiedziach katarskiej dyplomacji zniżka wynosiła około 4,5 procent.</p><p>Cieśnina Ormuz jest jednym z najważniejszych punktów światowego handlu surowcami. Przed ostatnim konfliktem przepływała przez nią około jedna piąta światowego eksportu ropy i gazu. Dlatego każdy komunikat płynący z Teheranu, Waszyngtonu lub Dohy niemal natychmiast dociera także na europejskie stacje paliw.</p><p>Dyplomacja w tym regionie przypomina chodzenie po linie zawieszonej nad beczką ropy. Jeden fałszywy krok może podpalić nie tylko Bliski Wschód, ale również światową gospodarkę.</p><h2>Cyberatak na Żabkę. Wykorzystano konto zewnętrznego dostawcy</h2><p>We wtorek sieć Żabka poinformowała o wykryciu <strong>nieautoryzowanego dostępu do zasobów technicznych</strong>, które służyły do wymiany informacji między franczyzodawcą a właścicielami sklepów.</p><p>Według komunikatu spółki cyberprzestępcy wykorzystali konto należące do zewnętrznego dostawcy usług. Dostęp został zablokowany, a sprawę zgłoszono prezesowi Urzędu Ochrony Danych Osobowych, organom ścigania, Centralnemu Biuru Zwalczania Cyberprzestępczości oraz CERT Polska.</p><p>Firma zapewnia, że dane transakcyjne, działalność sklepów, usługi konsumenckie oraz poufność informacji przechowywanych w aplikacji Żappka pozostały nienaruszone. Trwa jednak szczegółowe wyjaśnianie zakresu incydentu.</p><p>Atak pokazuje jedną z największych słabości współczesnych systemów informatycznych. Nawet dobrze zabezpieczona firma może zostać zaatakowana przez boczne drzwi — konto kontrahenta, dostawcy oprogramowania lub zewnętrznego administratora. Łańcuch cyfrowego zaufania jest bowiem tak mocny, jak jego najsłabsze ogniwo.</p><h2>Areszt dla 18-latka podejrzanego o usiłowanie zabójstwa</h2><p>Sąd we Wrocławiu zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące 18-letniego mężczyzny podejrzanego o usiłowanie zabójstwa młodej kobiety.</p><p>Do napaści doszło 1 sierpnia w godzinach wieczornych. Według policji napastnik zaatakował kobietę nożem. Poszkodowana trafiła do szpitala, natomiast podejrzany został zatrzymany krótko po zdarzeniu przez funkcjonariuszy Komisariatu Policji Wrocław-Fabryczna.</p><p>Prokuratura zarzuciła mu usiłowanie zabójstwa. Podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Sąd uznał, że zachodzi obawa ucieczki oraz konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania. Należy przy tym podkreślić, że tymczasowe aresztowanie nie jest wyrokiem, a podejrzanemu do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia przysługuje domniemanie niewinności.</p><h2>Jeden dzień, wiele ostrzeżeń</h2><p>Śmierć Andrzeja Morozowskiego, rosyjski atak na polskiego wolontariusza, lot samolotu rozpoznawczego nad Bałtykiem, wysychający Dunaj i cyberatak na wielką sieć handlową pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego.</p><p>Łączy je jednak jedno słowo: <strong>kruchość</strong>.</p><p>Kruche jest ludzkie życie. Kruche jest bezpieczeństwo granic. Krucha okazuje się energetyka zależna od poziomu wody w rzekach. Kruche są cyfrowe systemy, przez które codziennie przepływają miliony informacji. Kruchy bywa też spokój społeczeństwa, który może rozbić pojedynczy akt brutalnej przemocy.</p><p>Wtorek, 4 sierpnia, nie przyniósł jednej wiadomości dominującej nad wszystkimi pozostałymi. Przyniósł za to całą serię sygnałów ostrzegawczych.</p><p>Świat nie zatrzymał się ani na moment. Ale na pożegnanie Andrzeja Morozowskiego — człowieka, który przez lata próbował widzom tłumaczyć, „jak jest” — warto zatrzymać się choć na chwilę.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56073,edukacja-zdrowotna-przed-trybunalem-konstytucyjnym-o-co-naprawde-chodzi-w-sporze-pis-z-men</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56073,edukacja-zdrowotna-przed-trybunalem-konstytucyjnym-o-co-naprawde-chodzi-w-sporze-pis-z-men</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 20:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-edukacja-zdrowotna-przed-trybunalem-konstytucyjnym-o-co-naprawde-chodzi-w-sporze-pis-z-men-1785867697.png</url>
                        <title>Edukacja zdrowotna przed Trybunałem Konstytucyjnym. O co naprawdę chodzi w sporze PiS z MEN?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56073,edukacja-zdrowotna-przed-trybunalem-konstytucyjnym-o-co-naprawde-chodzi-w-sporze-pis-z-men</link>
                    </image><description>Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zapowiedzieli skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosków dotyczących nowych zasad nauczania edukacji zdrowotnej. Politycy PiS twierdzą, że obowiązkowy przedmiot naruszy prawa rodziców i konstytucyjną ochronę rodziny. Ministerstwo Edukacji odpowiada konstrukcją przepisów: zagadnienia związane ze zdrowiem seksualnym zostały wydzielone do osobnych, nieobowiązkowych zajęć. Prawny spór nie sprowadza się jednak wyłącznie do pytania, czego dzieci będą uczyły się w szkołach. Dotyczy także tego, czy tak istotną zmianę można było wprowadzić rozporządzeniami ministra.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Od <strong>1 września 2026 roku edukacja zdrowotna ma stać się przedmiotem obowiązkowym</strong> w klasach IV–VIII szkoły podstawowej oraz przez dwa lata nauki w szkołach ponadpodstawowych. Dotyczy to również szkół działających w Tomaszowie Mazowieckim i na terenie powiatu tomaszowskiego.</p><p>Jednocześnie zagadnienia dotyczące zdrowia seksualnego zostały wyodrębnione jako osobne zajęcia pod nazwą <strong>„edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”</strong>. Mają być one nieobowiązkowe, ale rezygnacja z udziału dziecka wymaga złożenia przez rodziców pisemnego oświadczenia dyrektorowi szkoły. Pełnoletni uczeń będzie mógł zrezygnować samodzielnie.</p><h2>Dwa przedmioty zamiast jednego</h2><p>W debacie publicznej często używa się określenia „moduł zdrowia seksualnego”. Z prawnego punktu widzenia nowe przepisy tworzą jednak <strong>dwa odrębne rodzaje zajęć</strong>.</p><p>Obowiązkowa edukacja zdrowotna ma obejmować między innymi zdrowie fizyczne i psychiczne, aktywność fizyczną, odżywianie, higienę cyfrową, przeciwdziałanie uzależnieniom, zdrowie społeczne, bezpieczeństwo oraz funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia. W szkołach podstawowych pozostaną także zagadnienia związane z dojrzewaniem.</p><p>W klasach IV–VIII szkoły podstawowej przedmiot ma być prowadzony zasadniczo przez jedną godzinę tygodniowo. W szkołach ponadpodstawowych będzie realizowany w dwóch klasach wybranych przez dyrektora – na przykład w pierwszej i drugiej albo w drugiej i trzeciej.</p><p>Zajęcia dotyczące zdrowia seksualnego będą miały znacznie mniejszy wymiar: jedną godzinę rocznie w klasach IV–VI, dwie godziny rocznie w klasach VII–VIII oraz po trzy godziny rocznie w dwóch klasach szkoły ponadpodstawowej. Przed rozpoczęciem tych zajęć szkoła ma obowiązek zorganizować spotkanie informacyjne dla rodziców i pełnoletnich uczniów.</p><h2>PiS powołuje się na ochronę rodziny i prawa rodziców</h2><p>Podczas konferencji przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego wiceprezes PiS <strong>Przemysław Czarnek</strong> zapowiedział zaskarżenie zarówno przepisów wprowadzających obowiązkowość edukacji zdrowotnej, jak i regulacji dotyczących zajęć z zakresu zdrowia seksualnego.</p><p>Politycy PiS odwołują się przede wszystkim do <strong>art. 18 Konstytucji RP</strong>, zgodnie z którym małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo oraz rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką państwa.</p><p>Istotniejsze z punktu widzenia prawnego mogą się jednak okazać dwa inne przepisy. <strong>Art. 48 Konstytucji</strong> gwarantuje rodzicom prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Z kolei art. 53 ust. 3 przyznaje im prawo do zapewnienia dzieciom wychowania oraz nauczania moralnego i religijnego zgodnego z ich przekonaniami. Konstytucja zastrzega jednocześnie, że wychowanie powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, jego wolność sumienia i wyznania oraz jego własne przekonania.</p><p>Zdaniem posłów PiS obowiązkowy charakter przedmiotu może prowadzić do sytuacji, w której państwo będzie przekazywało uczniom określone treści światopoglądowe bez możliwości sprzeciwu rodziców. Politycy partii twierdzą również, że nowa podstawa programowa nie stawia małżeństwa i rodziny w tak centralnym miejscu, jak robiło to wcześniejsze <strong>wychowanie do życia w rodzinie</strong>.</p><p>Są to jednak na razie argumenty strony składającej wniosek, a nie prawomocne rozstrzygnięcie dotyczące zgodności przepisów z Konstytucją.</p><h2>Czy taką zmianę można było wprowadzić rozporządzeniem?</h2><p>Senator PiS Anna Bogucka przekonywała, że tak znacząca reforma powinna zostać uchwalona przez parlament w formie ustawy. To właśnie ten zarzut może stać się jednym z najważniejszych elementów postępowania.</p><p>Nie oznacza to jednak, że samo zastosowanie rozporządzenia automatycznie przesądza o niekonstytucyjności reformy. <strong>Prawo oświatowe wyraźnie upoważnia ministra edukacji do określania w rozporządzeniach podstaw programowych oraz ramowych planów nauczania</strong>, w tym tygodniowego wymiaru godzin obowiązkowych zajęć edukacyjnych.</p><p>Oddzielna podstawa prawna istnieje także dla treści związanych z życiem seksualnym, odpowiedzialnym rodzicielstwem, wartością rodziny, życiem prenatalnym i świadomą prokreacją. Art. 4 ust. 3 ustawy o planowaniu rodziny upoważnia ministra właściwego do spraw oświaty do określenia sposobu nauczania i zakresu tych zagadnień w drodze rozporządzenia.</p><p>Pytanie prawne brzmi więc nie tyle: <strong>„ustawa czy rozporządzenie?”</strong>, ile raczej: <strong>czy minister pozostał w granicach upoważnienia udzielonego mu przez ustawodawcę</strong>.</p><p>Zgodnie z art. 92 Konstytucji rozporządzenie może być wydane jedynie na podstawie szczegółowego upoważnienia ustawowego i w celu wykonania ustawy. Minister nie może za pomocą aktu wykonawczego samodzielnie tworzyć rozwiązań wykraczających poza zakres przekazanych mu kompetencji.</p><p>Argumentem MEN będzie zatem to, że Prawo oświatowe wprost pozwala ministrowi określać zarówno podstawę programową, jak i katalog oraz wymiar obowiązkowych zajęć. PiS może natomiast przekonywać, że wprowadzenie przedmiotu ingerującego – w ocenie partii – w konstytucyjne prawa rodziców jest zmianą na tyle doniosłą, iż jej podstawowe zasady powinien określić bezpośrednio parlament.</p><h2>Prawo rodziców nie jest jedyną wartością konstytucyjną</h2><p>Trybunał, rozpoznając sprawę, musiałby uwzględnić nie tylko prawa rodziców, lecz także obowiązki państwa wobec dzieci.</p><p>Konstytucja nakłada na władze publiczne obowiązek zapewnienia dzieciom szczególnej opieki zdrowotnej. Właśnie na <strong>art. 68 ust. 3 Konstytucji</strong> powoływał się Rzecznik Praw Obywatelskich, wskazując, że edukacja zdrowotna może realizować obowiązek państwa dotyczący profilaktyki, zdrowia psychicznego, przeciwdziałania przemocy, uzależnieniom i kryzysom emocjonalnym młodych ludzi. RPO oceniał, że pożądane byłoby objęcie taką edukacją możliwie dużej liczby uczniów.</p><p>Konstytucyjny spór polega więc na konieczności znalezienia równowagi między <strong>prawem rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami</strong> a prawem dziecka do edukacji, ochrony zdrowia i otrzymywania rzetelnej wiedzy.</p><p>Sam art. 18 Konstytucji nie przesądza automatycznie, że szkoła nie może informować uczniów o istnieniu różnych form życia rodzinnego i społecznego. Trybunał musiałby ocenić, czy program jedynie opisuje rzeczywistość i przekazuje wiedzę, czy też promuje określony model życia w sposób pozostający w sprzeczności z konstytucyjną ochroną małżeństwa i rodziny.</p><h2>Czy Trybunał może zatrzymać przepisy przed 1 września?</h2><p>Przemysław Czarnek zapowiedział również złożenie <strong>wniosku o zabezpieczenie</strong>, które miałoby uniemożliwić stosowanie nowych rozporządzeń od początku roku szkolnego.</p><p>Samo skierowanie sprawy do Trybunału nie zawiesza jednak obowiązywania zaskarżonych przepisów. Do wystąpienia z wnioskiem o kontrolę aktu normatywnego potrzebna jest grupa co najmniej 50 posłów, ale złożenie podpisów nie powoduje automatycznego zatrzymania reformy.</p><p>Dodatkowo ustawa regulująca postępowanie przed TK przewiduje wprost możliwość wydania postanowienia tymczasowego przede wszystkim w sprawach wszczętych <strong>skargą konstytucyjną</strong>, gdy wykonanie konkretnego wyroku lub decyzji mogłoby spowodować nieodwracalne skutki dla skarżącego. Wniosek grupy posłów jest natomiast formą abstrakcyjnej kontroli przepisów. Dopuszczalność zastosowania podobnego zabezpieczenia wobec całego rozporządzenia może więc sama stać się przedmiotem sporu proceduralnego.</p><p>Do czasu ewentualnego orzeczenia albo innej skutecznej zmiany prawa szkoły muszą przygotowywać się do realizacji przepisów ogłoszonych w Dzienniku Ustaw.</p><h2>Co spór oznacza dla rodziców z Tomaszowa i powiatu?</h2><p>Na obecnym etapie sytuacja prawna jest jasna: <strong>od 1 września obowiązkowa ma być ogólna edukacja zdrowotna</strong>. Rodzice nie będą mogli zrezygnować z udziału dziecka w tym przedmiocie.</p><p>Rezygnacja będzie możliwa wyłącznie z osobnych zajęć <strong>„edukacja zdrowotna – zdrowie seksualne”</strong>. Przed ich rozpoczęciem rodzice powinni otrzymać informacje o terminie, programie, podręcznikach i materiałach wykorzystywanych przez nauczyciela. Następnie będą mogli złożyć pisemną rezygnację.</p><p>Pełną ocenę zarzutów PiS będzie można przeprowadzić dopiero po opublikowaniu treści wniosków, wskazaniu konkretnych zaskarżonych paragrafów oraz przedstawieniu wzorców kontroli konstytucyjnej. Na razie mamy do czynienia z wyraźnym konfliktem politycznym, za którym stoi jednak rzeczywisty problem prawny: <strong>gdzie kończy się prawo państwa do ustalania obowiązkowego programu szkoły, a zaczyna chroniona przez Konstytucję autonomia rodziny</strong>.</p><p>Odpowiedź nie wynika ani z jednego hasła wyborczego, ani z jednego artykułu ustawy zasadniczej. Będzie wymagała zważenia kilku konkurujących ze sobą praw i wartości – praw rodziców, podmiotowości dziecka, ochrony zdrowia, wolności światopoglądowej oraz kompetencji państwa do kształtowania systemu edukacji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[4 sierpnia 2026: Gombrowicz, Baczyński, Mont Blanc i „Purple Rain”. Rząd o sankcjach, Europa o kryzysie w Ceucie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56061,4-sierpnia-2026-gombrowicz-baczynski-mont-blanc-i-purple-rain-rzad-o-sankcjach-europa-o-kryzysie-w-ceucie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56061,4-sierpnia-2026-gombrowicz-baczynski-mont-blanc-i-purple-rain-rzad-o-sankcjach-europa-o-kryzysie-w-ceucie</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 08:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-4-sierpnia-2026-gombrowicz-baczynski-mont-blanc-i-purple-rain-rzad-o-sankcjach-europa-o-kryzy-1785824868.png</url>
                        <title>4 sierpnia 2026: Gombrowicz, Baczyński, Mont Blanc i „Purple Rain”. Rząd o sankcjach, Europa o kryzysie w Ceucie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56061,4-sierpnia-2026-gombrowicz-baczynski-mont-blanc-i-purple-rain-rzad-o-sankcjach-europa-o-kryzysie-w-ceucie</link>
                    </image><description>Dziś jest wtorek, 4 sierpnia, dwieście szesnasty dzień 2026 roku. Słońce wzeszło o godz. 4.59, a zajdzie o godz. 20.24. Imieniny obchodzą Franciszek, Fryderyk, Jan, Krescencjusz i Maria.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To jedna z tych dat, które wyglądają jak wielka, nieco szalona powieść. Na jej kartach spotykają się dominikanie urządzający jarmark w średniowiecznym Gdańsku, król idący na wojnę, poeta wspinający się na Mont Blanc, generał projektujący Kanał Augustowski, Gombrowicz walczący z polską „gębą” i Baczyński ginący w płonącej Warszawie.</p><p>A w tle grają Klaus Schulze, Prince, John Lennon, Budgie i Mariah Carey. Współczesność dopisuje własny, niespokojny rozdział: polski rząd zajmuje się sankcjami, sądami, więziennictwem i reklamą aptek, a ministrowie Unii Europejskiej spotykają się nadzwyczajnie w sprawie kryzysu migracyjnego w hiszpańskiej Ceucie.</p><h2>Papieska bulla, gdański jarmark i tradycja trwająca ponad siedem wieków</h2><p><strong>4 sierpnia 1260 roku papież Aleksander IV wydał bullę pozwalającą gdańskim dominikanom na organizowanie dorocznego jarmarku związanego z dniem św. Dominika.</strong> Tak rozpoczęła się historia Jarmarku Dominikańskiego — wydarzenia, które przez stulecia było nie tylko miejscem handlu, lecz także spotkania języków, kultur, obyczajów i ludzkich interesów.</p><p>Średniowieczny jarmark nie przypominał dzisiejszej imprezy turystycznej z kolorowymi stoiskami i pamiątkami. Był jednym z najważniejszych elementów gospodarczego krwiobiegu miasta. Przypływali kupcy, przyjeżdżali rzemieślnicy, występowali kuglarze, śpiewacy i wędrowni artyści. Handel mieszał się z religią, a modlitwa z interesem.</p><p>Dzisiejszy <strong>Jarmark św. Dominika w Gdańsku</strong> jest więc nie tyle rekonstrukcją przeszłości, ile jej żywym przedłużeniem. W zmienionych dekoracjach wciąż działa ten sam mechanizm: człowiek chce sprzedać, kupić, zobaczyć coś nowego i przez chwilę poczuć się częścią większego świata.</p><h2>Warneńczyk rusza na Turcję. Historia, która nie znała szczęśliwego zakończenia</h2><p>W 1444 roku <strong>Władysław III Warneńczyk, król Polski i Węgier, ogłosił wznowienie wojny z Imperium Osmańskim</strong>. Młody władca miał zaledwie dwadzieścia lat. Był otoczony przez duchownych, dowódców i polityków przekonujących go, że nadszedł moment wielkiej chrześcijańskiej ofensywy.</p><p>Wyprawa zakończyła się 10 listopada 1444 roku pod Warną. Wojska chrześcijańskie poniosły klęskę, a król poległ podczas desperackiego ataku na pozycje janczarów. Jego ciała nigdy nie odnaleziono.</p><p>Śmierć Warneńczyka szybko obrosła legendą. Pojawiały się pogłoski, że przeżył bitwę i ukrył się gdzieś na krańcach Europy. Historia lubi takie opowieści, szczególnie wtedy, gdy rzeczywistość jest zbyt bolesna i zbyt ostateczna.</p><p>Za decyzjami o wojnie zawsze stoją wielkie słowa: honor, wiara, bezpieczeństwo, dziejowa konieczność. Umierają jednak nie słowa, lecz ludzie. Bitwa pod Warną pozostaje jednym z najbardziej wymownych polskich przykładów polityki, w której ambicja i religijny entuzjazm okazały się silniejsze od chłodnej oceny sił.</p><h2>Antoni Malczewski na dachu Europy Zachodniej</h2><p><strong>4 sierpnia 1818 roku Antoni Malczewski jako pierwszy Polak zdobył Mont Blanc.</strong> Był ósmym człowiekiem, który stanął na wierzchołku najwyższego szczytu Alp.</p><p>Warto przy tym sprostować często powtarzaną informację: Mont Blanc jest najwyższym szczytem Alp i Europy Zachodniej. Za najwyższy szczyt całej Europy uznaje się zazwyczaj Elbrus, jeżeli granicę kontynentu prowadzi się głównym grzbietem Kaukazu.</p><p>Malczewski nie był jeszcze wtedy autorem słynnej „Marii”. Był młodym arystokratą, podróżnikiem i człowiekiem poszukującym doświadczeń, które wykraczały poza codzienność jego epoki. Jego wyprawa była czynem pionierskim — dokonanym na długo przed erą profesjonalnego sprzętu, prognoz satelitarnych i górskich kolejek.</p><p>W jego życiu góry i literatura miały wspólny mianownik: samotność. Malczewski przeszedł do historii jako <strong>prekursor polskiego romantyzmu</strong>, ale również człowiek, który dosłownie stanął ponad światem, zanim opisał jego mrok.</p><h2>Generał, który potrafił wygrywać bitwy i projektować kanały</h2><p>W 1850 roku zmarł <strong>Ignacy Prądzyński</strong>, jeden z najwybitniejszych polskich strategów XIX wieku. Walczył w wojnach napoleońskich, otrzymał Krzyż Virtuti Militari i Legię Honorową, a podczas Powstania Listopadowego przygotowywał plany operacyjne, które mogły zmienić los całej kampanii.</p><p>Największą sławę przyniosło mu zwycięstwo pod Iganiami w kwietniu 1831 roku. Było to jedno z najświetniejszych polskich zwycięstw w czasie powstania, osiągnięte dzięki szybkości działania, zaskoczeniu przeciwnika i doskonałemu wykorzystaniu terenu.</p><p>Prądzyński był jednocześnie inżynierem. To on opracował projekt <strong>Kanału Augustowskiego</strong>, który miał uniezależnić polski handel od pruskich ceł. Jego biografia przypomina, że dziewiętnastowieczny oficer nie musiał być wyłącznie człowiekiem szabli. Mógł być również matematykiem, konstruktorem i administratorem.</p><p>Paradoks polegał na tym, że Prądzyński potrafił projektować zwycięstwa, ale nie potrafił przekonać do swoich planów politycznych i wojskowych zwierzchników. Polska historia pełna jest podobnych postaci: ludzi wybitnych, których przegrywały nie brak talentu, lecz chaos, spory i ambicje innych.</p><h2>Witold Gombrowicz. Pisarz, który rozebrał polskość na części</h2><p><strong>4 sierpnia 1904 roku w Małoszycach urodził się Witold Gombrowicz</strong>, autor „Ferdydurke”, „Trans-Atlantyku”, „Pornografii”, „Kosmosu”, „Ślubu”, „Operetki” oraz słynnych „Dzienników”.</p><p>Był jednym z najważniejszych polskich pisarzy XX wieku, tłumaczonym na dziesiątki języków i czytanym daleko poza granicami kraju.</p><p>Gombrowicz nie stawiał Polsce pomników. Raczej zaglądał pod ich cokoły. Interesowała go niedojrzałość, forma, społeczna poza i rola, którą człowiek przyjmuje pod naciskiem innych. Jego „gęba” stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych pojęć polskiej literatury.</p><p>Czytany współcześnie, brzmi zaskakująco aktualnie. W epoce mediów społecznościowych, politycznego teatru i starannie budowanych wizerunków niemal każdy próbuje przyprawić „gębę” komuś innemu. Polityk przeciwnikowi, dziennikarz rozmówcy, użytkownik internetu przypadkowemu człowiekowi, którego nigdy nie spotkał.</p><p>Gombrowicz prawdopodobnie doskonale odnalazłby się w obserwowaniu dzisiejszej debaty publicznej. Nie dlatego, że byłaby mu bliska, lecz dlatego, że dostarczałaby mu niewyczerpanego materiału do opisywania zbiorowej minoderii.</p><h2>Kazimierz Świtoń i opór rodzący się przed „Solidarnością”</h2><p>W 1931 roku urodził się <strong>Kazimierz Świtoń</strong>, działacz opozycyjny, współpracownik Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela oraz współzałożyciel pierwszych w PRL Wolnych Związków Zawodowych.</p><p>Tworzenie niezależnych struktur pracowniczych pod koniec lat 70. wymagało odwagi. Państwo komunistyczne odpowiadało na podobną aktywność inwigilacją, przesłuchaniami, rewizjami i represjami. Świtoń należał do ludzi, którzy podejmowali działalność opozycyjną jeszcze przed narodzinami masowej „Solidarności”.</p><p>Jego późniejsza działalność budziła już znacznie większe kontrowersje, szczególnie w związku z konfliktem wokół krzyży na oświęcimskim żwirowisku. Nie zmienia to faktu, że w historii opozycji antykomunistycznej zajmuje miejsce ważne — choć dalekie od jednoznaczności.</p><h2>Żabotyński ostrzegał przed katastrofą</h2><p>W 1940 roku w Nowym Jorku zmarł <strong>Włodzimierz Żabotyński</strong>, pisarz, publicysta i jeden z najważniejszych działaczy ruchu syjonistycznego. Był inicjatorem utworzenia Legionu Żydowskiego podczas I wojny światowej oraz przywódcą syjonizmu rewizjonistycznego.</p><p>Już w latach 30. XX wieku przekonywał, że europejskim Żydom grozi katastrofa. Domagał się masowej ewakuacji z Europy Wschodniej do Palestyny. Jego ostrzeżenia wielu współczesnym wydawały się przesadne. Kilka lat później rozpoczęła się Zagłada.</p><p>Historia Żabotyńskiego przypomina, że politycznych ostrzeżeń nie wolno oceniać wyłącznie według tego, czy brzmią umiarkowanie i uspokajająco. Czasami najbardziej niewygodny głos okazuje się najbliższy prawdy.</p><h2>Czwarty dzień Powstania Warszawskiego. Ginie Krzysztof Kamil Baczyński</h2><p><strong>4 sierpnia 1944 roku, czwartego dnia Powstania Warszawskiego, w Pałacu Blanka poległ Krzysztof Kamil Baczyński.</strong> Miał 23 lata. Był poetą i żołnierzem batalionu „Parasol”, używającym pseudonimu „Krzyś”.</p><p>Jego śmierć stała się jednym z symboli zagłady pokolenia Kolumbów. Baczyński pozostawił wiersze, w których niemal proroczo opisywał własny los: młodość wciśniętą między miłość, obowiązek i śmierć.</p><p>Tego samego dnia Warszawa coraz głębiej zanurzała się w piekle. Na Ochocie rosyjscy kolaboranci z brygady RONA mordowali cywilów, między innymi na terenie Kolonii Staszica. Rozpoczynał się terror, który w kolejnych dniach przybrał postać masowych egzekucji, gwałtów, rabunków i podpaleń.</p><p>Równocześnie z południowych Włoch ruszała pomoc lotnicza dla walczącej stolicy. Samoloty RAF-u, południowoafrykańskiego lotnictwa oraz polskich załóg startowały między innymi z rejonu Brindisi. Trasa liczyła około 2600 kilometrów i prowadziła nad obszarami kontrolowanymi przez Niemców. Operacja zrzutów rozpoczęła się właśnie 4 sierpnia.</p><p>Pomoc była dramatycznie niewystarczająca, a straty załóg ogromne. Powstańcy walczyli, obserwując spadające zasobniki, z których część trafiała na pozycje niemieckie. Był to obraz heroizmu, ale też politycznej i militarnej samotności Warszawy.</p><h2>Stanisław Pyjas. Śmierć, która obudziła studentów</h2><p>W 1953 roku urodził się <strong>Stanisław Pyjas</strong>, student Uniwersytetu Jagiellońskiego i współpracownik Komitetu Obrony Robotników.</p><p>7 maja 1977 roku jego ciało znaleziono w bramie kamienicy przy ul. Szewskiej w Krakowie. Okoliczności śmierci do dziś budzą spory. Oficjalne wyjaśnienia władz PRL od początku spotykały się z niedowierzaniem środowiska akademickiego.</p><p>Śmierć Pyjasa doprowadziła do bojkotu juwenaliów i zorganizowania Czarnego Marszu. Stała się również bezpośrednim impulsem do powstania Studenckiego Komitetu Solidarności.</p><p>Czasami system polityczny nie upada od jednego wielkiego uderzenia. Najpierw pojawia się pęknięcie. Jedna śmierć, jedno kłamstwo, jeden moment, w którym ludzie przestają wierzyć oficjalnym komunikatom.</p><h2>„Ostatni dzień lata” – kino zrobione z ciszy</h2><p>W 1958 roku odbyła się premiera filmu <strong>„Ostatni dzień lata” Tadeusza Konwickiego</strong>. To jeden z najbardziej niezwykłych obrazów polskiej szkoły filmowej — kameralny, surowy, niemal pozbawiony fabuły w tradycyjnym znaczeniu.</p><p>Na pustej plaży spotykają się kobieta i młodszy mężczyzna. Jest morze, piasek, cisza i wspomnienie wojny, której nie da się po prostu zostawić za sobą. Konwicki nie potrzebował wielkich dekoracji. Pokazał, że historia może mieszkać w geście, spojrzeniu i lęku przed bliskością.</p><p>To film krótki, ale pozostawiający po sobie długi cień.</p><p>Kalendarium muzyczne. Od kosmicznych syntezatorów do „Purple Rain”</p><h2>Klaus Schulze i muzyka, która miała własny kosmos</h2><p>W 1947 roku w Berlinie urodził się <strong>Klaus Schulze</strong>, jeden z pionierów europejskiej muzyki elektronicznej. Grał we wczesnym składzie Tangerine Dream i współtworzył Ash Ra Tempel, zanim rozpoczął imponującą karierę solową.</p><p>Albumy „Timewind” i „Mirage” były czymś więcej niż kolekcją utworów. Przypominały podróże przez przestrzeń, w której czas zwalniał, a dźwięk stawał się pejzażem. Bez Schulzego trudno wyobrazić sobie późniejszy ambient, muzykę trance, elektroniczne ścieżki filmowe i całe pokolenia artystów tworzących za pomocą syntezatorów.</p><h2>Głos Clannad i pierwsza rocznica po śmierci Moyi Brennan</h2><p>W 1952 roku urodziła się <strong>Máire, znana później jako Moya Brennan</strong>, wokalistka i harfistka grupy Clannad, starsza siostra Enyi.</p><p>Jej głos można było usłyszeć w utworze „Theme from Harry’s Game” oraz muzyce do serialu „Robin z Sherwood”. Clannad połączył tradycję irlandzką z popem, elektroniką i niemal mistyczną atmosferą.</p><p>Tegoroczna rocznica ma szczególny charakter. Moya Brennan zmarła 13 kwietnia 2026 roku. Pozostał głos, który dla kilku pokoleń słuchaczy był dźwiękiem deszczowej Irlandii, dawnych legend i świata znajdującego się gdzieś pomiędzy historią a snem.</p><h2>Narodziny listy Billboard Hot 100</h2><p>W 1958 roku magazyn „Billboard” opublikował pierwsze notowanie <strong>Hot 100</strong>, zestawienia, które miało stać się najważniejszą amerykańską listą przebojów. Na pierwszym miejscu znalazł się Ricky Nelson z piosenką „Poor Little Fool”.</p><p>Od tego momentu muzyczny sukces można było coraz łatwiej przeliczyć na pozycję, liczbę tygodni i sprzedane egzemplarze. Popkultura otrzymała własną tabelę ligową.</p><h2>Beatlesi „popularniejsi niż Jezus”</h2><p>W 1966 roku w Stanach Zjednoczonych rozpętała się burza wokół słów <strong>Johna Lennona</strong>, który stwierdził, że Beatlesi stali się popularniejsi niż Jezus.</p><p>Sama wypowiedź padła wcześniej i została opublikowana w Wielkiej Brytanii w marcu 1966 roku. Dopiero jej przedruk w amerykańskiej prasie wywołał protesty, bojkoty rozgłośni radiowych oraz publiczne palenie płyt zespołu.</p><p>Była to jedna z pierwszych wielkich wojen kulturowych epoki masowych mediów. Zdanie wyrwane z szerszej wypowiedzi zaczęło żyć własnym życiem, a artysta przekonał się, że sława może w jednej chwili zmienić się w proces publiczny.</p><p>Brzmi znajomo? Dziś zamiast stosów płyt mielibyśmy internetowy hashtag i kilka milionów komentarzy.</p><h2>Wypadek Roberta Planta i zatrzymana machina Led Zeppelin</h2><p>W 1975 roku <strong>Robert Plant i jego żona Maureen mieli poważny wypadek samochodowy na greckiej wyspie Rodos</strong>. Wokalista Led Zeppelin doznał licznych złamań, a planowana trasa koncertowa zespołu została odwołana.</p><p>Led Zeppelin znajdował się wówczas na szczycie. Wypadek przypomniał jednak, że nawet największa rockowa machina może zatrzymać się na jednym zakręcie drogi.</p><h2>Lennon rozpoczyna ostatni album</h2><p>W 1980 roku John Lennon wszedł do nowojorskiego studia The Hit Factory i rozpoczął pracę nad albumem <strong>„Double Fantasy”</strong>.</p><p>Na płycie znalazły się „Woman”, „Watching the Wheels” i „(Just Like) Starting Over”. Album miał być opowieścią o powrocie Lennona do muzyki i do zwyczajnego życia rodzinnego. Stał się jego ostatnią płytą wydaną za życia. 8 grudnia 1980 roku artysta został zastrzelony przed budynkiem Dakota w Nowym Jorku.</p><h2>Budgie przyjeżdża do Polski</h2><p>W 1982 roku walijska grupa <strong>Budgie rozpoczęła trasę koncertową po Polsce</strong>. Dla polskich fanów ciężkiego rocka było to wydarzenie niemal legendarne. Zachodnie zespoły nie przyjeżdżały wtedy nad Wisłę często, a ich płyty zdobywało się dzięki prywatnym kontaktom, nagraniom z radia i wielokrotnie przegrywanym kasetom.</p><p>Budgie zagrało szesnaście koncertów. W programie znalazły się zarówno utwory z płyt „Power Supply” i „Nightflight”, jak i klasyczne „Crash Course in Brain Surgery”, „Parents” czy „Napoleon Bona-Part One”.</p><h2>Prince maluje świat na fioletowo</h2><p>W 1984 roku album <strong>„Purple Rain” Prince’a znalazł się na pierwszym miejscu amerykańskiej listy przebojów</strong>. Pozostał tam przez 24 tygodnie. Płyta sprzedała się w ponad 20 milionach egzemplarzy i stała się jednym z najważniejszych soundtracków w historii muzyki popularnej.</p><p>„When Doves Cry”, „Let’s Go Crazy” i tytułowe „Purple Rain” połączyły rock, funk, pop i teatralną ekspresję. Prince nie tyle nagrał album, ile stworzył własny świat — fioletowy, erotyczny, melancholijny i całkowicie rozpoznawalny od pierwszych dźwięków.</p><p>W kolejnych muzycznych kartkach 4 sierpnia odnajdziemy również urodzonego w 1969 roku <strong>Maxa Cavalerę</strong>, współtwórcę potęgi Sepultury i późniejszego lidera Soulfly, pierwszy brytyjski numer jeden grupy The Troggs z piosenką „With a Girl Like You”, debiutancki triumf Mariah Carey z „Vision of Love” oraz „7 Days” Craiga Davida.</p><p>Dziś w kraju. Sankcje, mediatorzy, więzienia i reklama aptek</p><p>O godz. 12.00 zbierze się <strong>Rada Ministrów</strong>. Rząd zajmie się między innymi ustawami dotyczącymi sankcji międzynarodowych, mediatorów sądowych, dozoru elektronicznego, rynku farmaceutycznego oraz deregulacji.</p><p>Projekt ustawy o środkach ograniczających ma uporządkować przepisy dotyczące wykonywania sankcji nakładanych przez Unię Europejską i Organizację Narodów Zjednoczonych. Obecnie odpowiednie regulacje są rozproszone po różnych ustawach. Projekt ma również wdrożyć unijną dyrektywę dotyczącą odpowiedzialności karnej za naruszanie sankcji.</p><p>W czasach wojny Rosji przeciwko Ukrainie sankcje nie są już abstrakcyjnym elementem polityki zagranicznej. Dotyczą przepływu pieniędzy, handlu, własności spółek, zamrażania majątków oraz odpowiedzialności firm i osób pomagających w obchodzeniu ograniczeń.</p><p>Ministrowie zajmą się również projektem ustawy o <strong>mediatorach sądowych i Krajowym Rejestrze Mediatorów</strong>. Celem ma być uporządkowanie zasad szkolenia, kwalifikacji i funkcjonowania osób prowadzących mediacje. Projekt znajduje się obecnie na etapie rozpatrywania przez Radę Ministrów.</p><p>Dobrze działająca mediacja może oznaczać szybsze zakończenie sporu, niższe koszty i uniknięcie wieloletniej batalii sądowej. Dotyczy to spraw rodzinnych, gospodarczych, pracowniczych i sąsiedzkich. Także w Tomaszowie Mazowieckim nie jest to zagadnienie akademickie. Każdy, kto miesiącami czekał na termin rozprawy, wie, że wymiar sprawiedliwości potrzebuje nie tylko kolejnych przepisów, lecz również sprawnych dróg rozwiązywania konfliktów.</p><p>Na posiedzeniu pojawi się także nowelizacja <strong>Kodeksu karnego wykonawczego</strong>, która ma poszerzać możliwość odbywania kary w systemie dozoru elektronicznego. Uzasadnieniem jest między innymi ograniczenie przepełnienia jednostek penitencjarnych i umożliwienie części skazanych odbywania kary poza zakładem karnym.</p><p>To rozwiązanie ma sens tylko wtedy, gdy dozór pozostaje realną karą, a nie symboliczną bransoletką. Państwo musi umieć odróżnić sprawców stwarzających poważne zagrożenie od tych, których izolowanie w więzieniu generuje wysokie koszty, niszczy więzi rodzinne i nie przynosi społecznej korzyści.</p><p>Rząd zajmie się ponadto zmianą <strong>Prawa farmaceutycznego</strong>. Polska musi zmienić całkowity zakaz reklamy aptek, zakwestionowany przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-200/24. Projekt zakłada dopuszczenie reklamy w określonych ramach, przy jednoczesnym zachowaniu ograniczeń mających chronić pacjentów przed nadmiernym spożyciem leków. Maksymalna kara administracyjna za naruszenie nowych zasad ma wynosić 100 tys. zł.</p><p>To materia szczególnie delikatna. Apteka nie jest zwykłym sklepem, a lek nie jest proszkiem do prania. Z drugiej strony całkowity zakaz informowania pacjentów o cenach, usługach czy dostępności produktów trudno pogodzić z zasadami rynku oraz prawem unijnym.</p><p>Dzisiejsze posiedzenie pokaże, czy rządowi uda się znaleźć granicę pomiędzy informacją a agresywnym marketingiem zdrowia.</p><p>Europa patrzy na Ceutę</p><p>Ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości państw Unii Europejskiej spotkają się dziś na nadzwyczajnej wideokonferencji poświęconej sytuacji w <strong>Ceucie — hiszpańskiej eksklawie położonej w Afryce Północnej</strong>. Posiedzenie zwołała sprawująca od 1 lipca półroczną prezydencję w Radzie UE Irlandia.</p><p>W ostatnich dniach granicę Ceuty przekroczyło w sposób nieregularny około 50–60 tys. osób. Według dostępnych danych do 31 lipca około 48,3 tys. wróciło do Maroka. Co najmniej 57 ludzi zginęło podczas prób przedostania się na terytorium hiszpańskie.</p><p>Te liczby łatwo zamienić w polityczne hasła. Jedni będą mówić wyłącznie o ochronie granicy, inni wyłącznie o prawach migrantów. Tymczasem państwo ma obowiązek wykonywać obie te rzeczy naraz: bronić granic i chronić ludzkie życie.</p><p>Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wezwała do zatrzymania niebezpiecznych przepraw, rozbijania siatek przemytniczych oraz szybkiego odsyłania osób niemających prawa pobytu. Zapowiedziała także wsparcie operacyjne, w tym możliwość zaangażowania Frontexu.</p><p>Kryzys w Ceucie po raz kolejny pokazuje, że południowa granica Hiszpanii jest jednocześnie granicą całej Unii. Nie można oczekiwać, że państwa położone na obrzeżach Europy będą samotnie radziły sobie z migracją, przemytem ludzi i presją wywieraną przez państwa sąsiednie.</p><p>Solidarność europejska nie może jednak polegać wyłącznie na wspólnym finansowaniu płotów. Musi oznaczać również wspólną politykę powrotową, legalne kanały migracji, pomoc humanitarną oraz konsekwentną walkę z przemytnikami zarabiającymi na ludzkiej desperacji.</p><h2>Jedna data, wiele opowieści</h2><p><strong>4 sierpnia</strong> prowadzi nas przez ponad siedem stuleci historii. Od papieskiej bulli pozwalającej handlować w Gdańsku, przez młodego króla ginącego pod Warną, pierwszego Polaka na Mont Blanc, Gombrowicza, Baczyńskiego i Pyjasa, aż po elektroniczne pejzaże Klausa Schulzego i fioletowy deszcz Prince’a.</p><p>Każda z tych historii mówi o przekraczaniu granic. Granic państw, górskich szczytów, języka, muzyki, odwagi i ludzkiej wytrzymałości.</p><p>Dzisiejsze wiadomości także dotyczą granic. Tych dosłownych w Ceucie, prawnych w ustawach o sankcjach, moralnych w polityce karnej i ekonomicznych w reklamie aptek.</p><p>Historia nie jest magazynem zakurzonych dat. Jest lustrem. Czasami pokazuje nam twarz Baczyńskiego, czasami Gombrowiczowską gębę, a czasami tłum stojący przed granicznym ogrodzeniem.</p><p>Najważniejsze pytanie brzmi nie tylko: co wydarzyło się 4 sierpnia?</p><p>Znacznie ważniejsze jest inne: <strong>czego przez te wszystkie lata naprawdę się nauczyliśmy?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Przegląd najważniejszych informacji dnia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56060,przeglad-najwazniejszych-informacji-dnia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56060,przeglad-najwazniejszych-informacji-dnia</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 23:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-przeglad-najwazniejszych-informacji-dnia-1785822842.png</url>
                        <title>Przegląd najważniejszych informacji dnia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56060,przeglad-najwazniejszych-informacji-dnia</link>
                    </image><description>Poniedziałek, 3 sierpnia 2026 roku, upłynął pod znakiem wojny, zbrojeń i coraz bardziej napiętej sytuacji międzynarodowej. Donald Trump przekonywał, że Stany Zjednoczone rozmawiają z Iranem, polskie samoloty przechwyciły nad Bałtykiem kolejną rosyjską maszynę rozpoznawczą, a Ukraina rozpoczęła budowę europejskiej koalicji, która ma stworzyć nowy system obrony antyrakietowej. W kraju uwagę przyciągnęły decyzje prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące prawa łaski oraz historyczny rekord indeksu WIG20.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Trump: rozmowy z Iranem trwają, choć Teheran zaprzecza</h2><p>Prezydent Stanów Zjednoczonych <strong>Donald Trump zapewnił, że amerykańska administracja prowadzi rozmowy z przedstawicielami Iranu</strong>, mimo oficjalnych zaprzeczeń płynących z Teheranu.</p><p>Trump zarzucił irańskim władzom dwulicowość. Według niego przedstawiciele Iranu zabiegają o spotkania, a jednocześnie publicznie twierdzą, że prowadzą rozmowy wyłącznie za pośrednictwem Omanu. Amerykański prezydent ponownie podkreślił, że Iran nie może uzyskać dostępu do broni jądrowej.</p><p>Władze w Teheranie odpowiadają, że bezpośrednich negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi obecnie nie ma. Spór dotyczy między innymi irańskiego programu nuklearnego oraz zasad funkcjonowania strategicznej cieśniny Ormuz.&nbsp;</p><h2>Rosyjski samolot rozpoznawczy przechwycony nad Bałtykiem</h2><p>Przed południem, około <strong>60 kilometrów na północny zachód od Łeby</strong>, dyżurna para polskich samolotów przechwyciła rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20.</p><p>Maszyna znajdowała się w międzynarodowej przestrzeni powietrznej. Jak poinformował minister obrony narodowej <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong>, rosyjski samolot leciał bez złożonego planu lotu i z wyłączonym transponderem. Nie doszło jednak do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej.</p><p>Był to kolejny podobny przypadek w ciągu zaledwie kilku tygodni. Rosyjskie samoloty rozpoznawcze regularnie pojawiają się nad Bałtykiem, badając reakcje systemów obronnych państw NATO. Jest to swoista wojna nerwów – rozgrywana wysoko nad morzem, bez strzałów, ale z bardzo wyraźnym politycznym przesłaniem.</p><h2>Produkcja Patriotów nadal bez ostatecznej decyzji</h2><p>Ambasador Stanów Zjednoczonych przy NATO <strong>Matthew Whitaker</strong> poinformował, że rozmowy dotyczące ewentualnej produkcji pocisków przechwytujących do systemów Patriot przez Ukrainę i europejskich partnerów nadal trwają.</p><p>Nie zawarto jednak ostatecznego porozumienia. Whitaker przypomniał, że eksport technologii związanej z pociskami PAC-3 podlega wyjątkowo ścisłej kontroli. Dopuszczane są natomiast różne formy współprodukcji, które mogłyby zwiększyć możliwości przemysłu zbrojeniowego USA i Europy.</p><p>Amerykański dyplomata zaznaczył, że długoterminowa umowa produkcyjna nie zacznie obowiązywać przed najbliższą zimą. Pierwszeństwo ma obecnie szybkie przekazywanie Ukrainie istniejących pocisków i zwiększanie produkcji w amerykańskich zakładach. Prezydent Karol&nbsp;</p><h2>Nawrocki ułaskawił trzy osoby</h2><p>Prezydent <strong>Karol Nawrocki zastosował prawo łaski wobec trzech skazanych</strong>. Kancelaria Prezydenta poinformowała, że decyzje podjęto między innymi ze względów humanitarnych, zdrowotnych oraz sprawiedliwościowych.</p><p>Pierwsza osoba została skazana za zniesławienie dokonane przy użyciu środków masowego komunikowania. Prezydent darował jej karę pozbawienia wolności i zarządził zatarcie skazania.</p><p>Druga decyzja dotyczyła osoby skazanej za przebywanie podczas imprezy masowej w sektorze innym niż wskazany na bilecie. W tym przypadku darowano zakaz wstępu na imprezy masowe.</p><p>Najpoważniejsza była trzecia sprawa. Prezydent zastosował warunkowe przedterminowe zwolnienie wobec osoby odbywającej karę dożywotniego pozbawienia wolności za zabójstwo połączone z rozbojem. Okres próby ustalono na pięć lat, a ułaskawionego objęto dozorem kuratora.</p><p>Podstawę konstytucyjną decyzji stanowi art. 139 Konstytucji RP. Łącznie Karol Nawrocki zastosował dotychczas prawo łaski wobec siedmiu osób, a odmówił jego zastosowania w pięciu przypadkach.&nbsp;</p><h2>Ukraina buduje europejski system antyrakietowy Freja</h2><p>Prezydent Ukrainy <strong>Wołodymyr Zełenski poinformował o rozmowach z dziesięcioma państwami i dwunastoma przedsiębiorstwami zbrojeniowymi</strong> dotyczących rozwoju nowego europejskiego systemu obrony przeciwrakietowej Freja.</p><p>W przedsięwzięciu uczestniczą między innymi Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Szwecja i Wielka Brytania. Ukraina miałaby odpowiadać za produkcję pocisku i wyrzutni, natomiast europejscy partnerzy dostarczaliby radary, czujniki oraz pozostałe elementy systemu.</p><p>Zełenski nazwał Freję jednym z najbardziej ambitnych ukraińskich projektów. System ma być stosunkowo szybki w produkcji i rozwijany na podstawie doświadczeń zdobytych podczas realnych działań wojennych.&nbsp;</p><h2>Prawie 1250 małoletnich migrantów w Ceucie i Melilli</h2><p>Hiszpańskie enklawy położone na północnym wybrzeżu Afryki mierzą się z dramatycznymi konsekwencjami gwałtownego kryzysu migracyjnego.</p><p>W ośrodkach w <strong>Ceucie przebywa około 900 dzieci z Maroka</strong>, natomiast w Melilli opieką objęto 344 małoletnich. Lokalne władze podejrzewają, że część dzieci i nastolatków nadal ukrywa się na ulicach i nie zgłosiła się po pomoc.</p><p>Możliwości ośrodków zostały wielokrotnie przekroczone. Władze Melilli zażądały od rządu centralnego przejęcia odpowiedzialności za część podopiecznych i przeniesienia ich do innych regionów Hiszpanii.</p><p>Kryzys jest następstwem masowego przekroczenia granicy przez dziesiątki tysięcy migrantów z Maroka. Większość z nich wróciła już na terytorium tego kraju, lecz w hiszpańskich enklawach pozostały setki dzieci pozbawionych opieki dorosłych.&nbsp;</p><h2>Jay Clayton stanął na czele amerykańskiego wywiadu</h2><p><strong>Jay Clayton został zaprzysiężony na dyrektora Wywiadu Narodowego Stanów Zjednoczonych</strong>. Będzie koordynował działalność 18 amerykańskich instytucji tworzących wspólnotę wywiadowczą.</p><p>Clayton zapowiedział, że jego priorytetami będą bezpieczeństwo obywateli, odbudowanie zaufania do służb oraz zwiększenie przejrzystości ich działania. Podkreślił również, że struktury wywiadowcze nie powinny być wykorzystywane do prowadzenia bieżącej walki politycznej.</p><p>Nominację Donalda Trumpa Senat zatwierdził stosunkiem głosów 51 do 47. Clayton był wcześniej między innymi przewodniczącym amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd oraz prokuratorem federalnym dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku.&nbsp;</p><h2>Wasyl Bodnar kończy misję ambasadora w Polsce</h2><p>Ambasador Ukrainy w Polsce <strong>Wasyl Bodnar zakończył swoją misję dyplomatyczną w Warszawie</strong>. Wraca do Kijowa, gdzie ma objąć stanowisko wiceministra spraw zagranicznych.</p><p>Bodnar kierował ukraińską ambasadą w Polsce od 2024 roku. Wcześniej był wiceministrem spraw zagranicznych oraz ambasadorem Ukrainy w Turcji.</p><p>Wśród potencjalnych kandydatów na jego następcę wymieniani są Iryna Wereszczuk, zastępczyni szefa kancelarii prezydenta Ukrainy, oraz obecny wiceszef ukraińskiego MSZ Ołeksandr Miszczenko.&nbsp;</p><h2>Generał Piotr Błazeusz przedstawicielem Polski przy NATO i UE</h2><p>Generał broni <strong>Piotr Błazeusz rozpoczął pełnienie obowiązków polskiego przedstawiciela wojskowego przy Komitetach Wojskowych NATO i Unii Europejskiej</strong>.</p><p>Stanowisko to jest jednym z najważniejszych, jakie polski oficer może zajmować w międzynarodowych strukturach wojskowych. Komitety Wojskowe są łącznikiem pomiędzy politycznymi władzami NATO i Unii Europejskiej a dowództwami i siłami zbrojnymi państw członkowskich.</p><p>Generał Błazeusz ma za sobą ponad trzy dekady służby. Był między innymi pierwszym zastępcą szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, służył w strukturach NATO i dowodził polskim kontyngentem w Afganistanie. Na stanowisku zastąpił generała Sławomira Wojciechowskiego.&nbsp;</p><h2>Historyczny rekord indeksu WIG20</h2><p>Poniedziałkowa sesja na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych przyniosła wydarzenie, na które inwestorzy czekali niemal 19 lat. <strong>WIG20 przebił historyczny rekord z 29 października 2007 roku</strong>.</p><p>W trakcie sesji indeks największych spółek osiągnął poziom 3963,21 punktu. Ostatecznie zakończył notowania na poziomie 3943,04 punktu, rosnąc o 0,58 proc. Było to drugie z rzędu rekordowe zamknięcie WIG20.</p><p>Od jesieni 2022 roku indeks zwiększył swoją wartość o blisko 200 proc. W poniedziałek rosły przede wszystkim spółki energetyczne, odzieżowe, banki oraz przedsiębiorstwa związane z budownictwem i nowymi technologiami.&nbsp;</p><h2>Jonathan Milan pierwszym liderem Tour de Pologne</h2><p>Sportowym wydarzeniem dnia był początek <strong>83. edycji Tour de Pologne</strong>. Pierwszy etap, prowadzący z Gdyni do Koszalina, wygrał Włoch Jonathan Milan z zespołu Lidl-Trek.</p><p>Po liczącym ponad 230 kilometrów etapie o zwycięstwie zdecydował finisz z peletonu. Milan wyprzedził Francuza Paula Magniera oraz Brytyjczyka Noaha Hobbsa i założył żółtą koszulkę lidera klasyfikacji generalnej.</p><p>Najlepszym z Polaków na mecie był Marceli Bogusławski, który zajął 12. miejsce. Kamil Małecki został natomiast liderem klasyfikacji najaktywniejszego zawodnika, a w klasyfikacji generalnej zajmuje drugie miejsce, tracąc do Milana dwie sekundy.&nbsp;</p><p>***</p><p>Poniedziałek przyniósł wiadomości, które układają się w niepokojąco spójny obraz. Nad Europą nieustannie unosi się cień wojny – od rosyjskiego samolotu nad Bałtykiem po dramatyczne poszukiwania skutecznej ochrony przed pociskami balistycznymi. Jednocześnie giełdowy rekord i emocje Tour de Pologne przypominają, że codzienne życie toczy się dalej, czasami jak peleton: szybko, nerwowo i z ciągłą walką o najlepszą pozycję.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Stary duopol pękł. PiS ma 16,9 proc., ale jego wyborcy nie idą do KO]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56055,stary-duopol-pekl-pis-ma-16-9-proc-ale-jego-wyborcy-nie-ida-do-ko</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56055,stary-duopol-pekl-pis-ma-16-9-proc-ale-jego-wyborcy-nie-ida-do-ko</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 20:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-stary-duopol-pekl-pis-ma-16-9-proc-ale-jego-wyborcy-nie-ida-do-ko-1785783359.png</url>
                        <title>Stary duopol pękł. PiS ma 16,9 proc., ale jego wyborcy nie idą do KO</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56055,stary-duopol-pekl-pis-ma-16-9-proc-ale-jego-wyborcy-nie-ida-do-ko</link>
                    </image><description>Najnowszy sondaż IBRiS nie pokazuje zwykłego przesunięcia kilku punktów procentowych. Pokazuje rozpad politycznego świata, który znaliśmy przez ostatnie dwie dekady. Prawo i Sprawiedliwość spada do 16,9 proc., Konfederacja depcze mu po piętach, Mateusz Morawiecki buduje własną partię, a Koalicja Obywatelska — choć wygrywa — nie przejmuje niemal niczego z pisowskiego odwrotu. Jak u Yeatsa: centrum przestaje trzymać.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, wygrałaby je <strong>Koalicja Obywatelska z wynikiem 27,5 proc.</strong> Na drugim miejscu znalazłoby się Prawo i Sprawiedliwość — zaledwie 16,9 proc. Trzecia byłaby Konfederacja z poparciem 14,4 proc. Dalej znalazłyby się Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna — 9,4 proc., przyszła partia Mateusza Morawieckiego Rozwój Plus — 7,8 proc. oraz Lewica — 7,6 proc.</p><p>To jednak nie tabela ligowa, w której ktoś awansował o jedno miejsce, a ktoś inny spadł. <strong>To zapis politycznego trzęsienia ziemi.</strong></p><h2>PiS straciło partię, ale prawica nie straciła wyborców</h2><p>Najbardziej efektowną liczbą jest oczywiście <strong>spadek PiS aż o 7,2 punktu procentowego</strong> w porównaniu z czerwcowym badaniem. Wtedy ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego uzyskało 24,1 proc. Teraz ma 16,9 proc. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak katastrofa, ewakuacja z tonącego okrętu i polityczny pogrzeb przy akompaniamencie marsza Chopina.</p><p>Tyle że wyborcy PiS nie przeszli masowo do Donalda Tuska.</p><p>Jeżeli do obecnego wyniku Prawa i Sprawiedliwości dodamy 7,8 proc. deklarowane dla Rozwoju Plus Mateusza Morawieckiego, otrzymamy <strong>24,7 proc.</strong> To niemal dokładnie tyle, ile PiS miało w czerwcu.</p><p>Oznacza to, że <strong>nie rozpada się prawicowy elektorat. Rozpada się partyjna konstrukcja, która dotąd ten elektorat kontrolowała</strong>.</p><p>Jarosław Kaczyński nie traci wyborców na rzecz KO. Traci ich na rzecz własnego byłego premiera, Konfederacji Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka oraz bardziej radykalnego ugrupowania Grzegorza Brauna. Z punktu widzenia prezesa PiS jest to zapewne jeszcze gorsza wiadomość. Wyborca, który przeszedł do politycznego przeciwnika, może kiedyś wrócić. Wyborca, który znalazł sobie bardziej odpowiadającą mu prawicową partię, może już nie widzieć powodu, by wracać do starego szyldu.</p><p>Podobny wynik przyniosło badanie IBRiS przeprowadzone kilka dni wcześniej dla „Rzeczpospolitej”. PiS otrzymało w nim 17,3 proc., a hipotetyczne ugrupowanie Morawieckiego 7,4 proc. Nie mamy więc do czynienia wyłącznie z jednym przypadkowym pomiarem, lecz z powtarzającym się sygnałem poważnego pęknięcia po prawej stronie.</p><h2>KO wygrywa, ale nie ma czego świętować</h2><p>Koalicja Obywatelska jest pierwsza. Jej przewaga nad PiS wynosi aż 10,6 punktu procentowego. W partyjnej centrali można więc otwierać szampana, rozdawać medale i opowiadać o skuteczności Donalda Tuska.</p><p>Problem w tym, że <strong>KO uzyskała 27,5 proc., czyli o pół punktu mniej niż w czerwcu</strong>. Nie rośnie. Nie przejmuje wyborców odpływających od PiS. Nie buduje wielkiej społecznej większości. Stoi w miejscu i obserwuje, jak przeciwnik dzieli się na kilka części.</p><p>To zwycięstwo podobne do wygrania meczu dlatego, że rywal pokłócił się w szatni i wystawił na boisko trzy oddzielne drużyny.</p><p>Koalicja Obywatelska może dziś być największą partią w Polsce, ale wynik poniżej 30 proc. trudno uznać za dowód politycznej hegemonii. To raczej <strong>pozycja lidera w coraz bardziej rozdrobnionej lidze</strong>, w której niemal każdy gra przeciwko każdemu.</p><p>Tusk nie pokonał PiS programem, świeżością ani społeczną mobilizacją. Na razie korzysta z wojny Kaczyńskiego z Morawieckim. A wojny domowe przeciwników mają to do siebie, że kiedyś się kończą albo przekształcają w nowe sojusze.</p><h2>Cztery prawice zamiast jednej</h2><p>PiS, Konfederacja, Konfederacja Korony Polskiej i Rozwój Plus mają łącznie <strong>48,5 proc. deklarowanego poparcia</strong>. To oczywiście czysta arytmetyka, a nie gotowa koalicja. Grzegorz Braun, Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński i liderzy Konfederacji różnią się ambicjami, temperamentem oraz politycznym interesem.</p><p>Jednak liczby pokazują coś, czego liberalna część opinii publicznej nie powinna ignorować: <strong>Polska nie przesuwa się wyraźnie w lewo ani do politycznego centrum. Polska prawica się rozpada, różnicuje i radykalizuje, zachowując przy tym ogromną siłę społeczną</strong>.</p><p>Konfederacja ma już tylko 2,5 punktu procentowego mniej niż PiS. Ugrupowanie Grzegorza Brauna zdobywa 9,4 proc. Sam Morawiecki — zanim zbudował pełnoprawną partię, struktury terenowe i listy kandydatów — otrzymuje 7,8 proc.</p><p>To nie jest jeszcze nowy stabilny porządek. To polityczny Dziki Zachód. Każdy zakłada własny szyld, każdy chce zostać szeryfem, a wyborcy dawnego PiS przebierają w ofertach niczym klienci na targowisku.</p><h2>Morawiecki przestał być sondażową hipotezą</h2><p>Badanie IBRiS zostało przeprowadzone w dniach od 29 lipca do 2 sierpnia, gdy Rozwój Plus był jeszcze przede wszystkim stowarzyszeniem i hipotetycznym projektem wyborczym. Wieczorem 3 sierpnia Mateusz Morawiecki oficjalnie zapowiedział jednak, że <strong>nowa partia polityczna powstanie najpóźniej 15 października</strong>. Wcześniej jego środowisko utworzyło w Sejmie własny, liczący 40 posłów klub parlamentarny.</p><p>Sondaż wyprzedził zatem wydarzenia zaledwie o kilkadziesiąt godzin. Projekt, który ankieterzy przedstawiali respondentom jako możliwość, stał się realnym planem politycznym.</p><p>Jeszcze ciekawsze są odpowiedzi dotyczące partii „drugiego wyboru”. Rozwój Plus wskazało 17,5 proc. badanych. Wśród wyborców PiS gotowość poparcia Morawieckiego w sytuacji braku ich pierwszej partii zadeklarowało aż 40,6 proc. Łącznie 21 proc. respondentów odpowiedziało, że zdecydowanie lub raczej rozważa głosowanie na przyszłą partię byłego premiera.</p><p>Morawiecki ma więc potencjał większy niż obecne 7,8 proc. Ma rozpoznawalność, doświadczenie rządowe, parlamentarzystów, pieniądze, kontakty i dostęp do mediów.</p><p>Ma jednak również poważny elektorat negatywny. W tym samym badaniu 49,3 proc. respondentów odpowiedziało, że zdecydowanie nie zagłosowałoby na jego partię, a kolejnych 15,4 proc. wybrało odpowiedź „raczej nie”. Rozwój Plus może więc stać się wpływowym ugrupowaniem, ale nie musi być polityczną rakietą. Może równie dobrze okazać się <strong>szalupą ratunkową dla części byłych działaczy PiS</strong>, która zabierze im wyborców, lecz nie dopłynie do władzy.</p><h2>Polityczne centrum właśnie znika</h2><p>Największym przegranym badania nie musi być nawet PiS. Może nim być szeroko rozumiane centrum.</p><p>PSL uzyskuje 4 proc. Polska 2050 zaledwie 1,4 proc. Razem — 2,3 proc. Wszystkie te ugrupowania, gdyby wystartowały samodzielnie, znalazłyby się poza Sejmem.</p><p>Projekt Trzeciej Drogi, który jeszcze niedawno miał rozbijać duopol PiS–PO, praktycznie przestał istnieć jako samodzielna polityczna opowieść. Polska 2050 wygląda dziś jak dekoracja pozostawiona na scenie po zakończonym przedstawieniu. PSL broni ostatnich przyczółków, ale wynik 4 proc. oznacza, że samodzielny start mógłby zakończyć się dla ludowców największą katastrofą w ich współczesnej historii.</p><p>Wyborcy nie nagradzają dziś umiarkowania. Nagradzają wyrazistość, konflikt i jasne wskazanie wroga. Polityka coraz mniej przypomina debatę o podatkach, szpitalach, szkołach i mieszkaniach, a coraz bardziej casting do kolejnego sezonu serialu, w którym liczy się przede wszystkim to, kto mocniej krzyczy i komu uda się zawładnąć emocjami widowni.</p><h2>Lewica płaci za własne podziały</h2><p>Lewica otrzymuje 7,6 proc. i przekracza próg wyborczy. Razem z wynikiem 2,3 proc. zostaje poza Sejmem. Łącznie oba środowiska mają 9,9 proc., ale startując oddzielnie, mogą doprowadzić do zmarnowania znacznej części głosów własnego elektoratu.</p><p>To kolejny paradoks polskiej polityki. Prawica dzieli się na cztery ugrupowania, z których każde przekracza próg. Lewica dzieli się na dwa, z których jedno pozostaje pod progiem.</p><p>Nie jest to wyłącznie wynik niesprawiedliwego losu. To również rezultat wieloletniej niezdolności lewicowych polityków do zbudowania opowieści wykraczającej poza spory personalne, tożsamościowe rytuały i walkę o kilka miejsc na listach.</p><h2>Wyborcza matematyka będzie bezlitosna</h2><p>Zgodnie z art. 196 Kodeksu wyborczego w podziale mandatów uczestniczą listy partii, które w skali kraju uzyskają przynajmniej 5 proc. głosów. Dla koalicyjnych komitetów wyborczych próg wynosi 8 proc.</p><p>Według sondażu poniżej progu znalazłyby się PSL, Razem i Polska 2050. Łącznie daje to 7,7 proc. głosów, które nie uczestniczyłyby w podziale mandatów. Taka sytuacja premiowałaby ugrupowania przekraczające próg, szczególnie te największe.</p><p>Nie można jednak na podstawie ogólnopolskich wyników wiarygodnie wyliczyć dokładnego podziału 460 mandatów. O mandatach decydują wyniki w poszczególnych okręgach, liczba głosów oddanych na listy oraz lokalny układ konkurencji.</p><p>Można natomiast powiedzieć jedno: <strong>w tak rozdrobnionym Sejmie stworzenie stabilnej większości byłoby wyjątkowo trudne</strong>. KO i Lewica mają razem 35,1 proc. PiS i Rozwój Plus — 24,7 proc. Nawet dodanie Konfederacji nie rozwiązuje automatycznie problemu, ponieważ między ugrupowaniami istnieją zarówno różnice programowe, jak i konflikty ambicjonalne.</p><p>Po wyborach moglibyśmy więc otrzymać parlament, w którym niemal każdy posiada zdolność blokowania, lecz niewielu ma zdolność rządzenia.</p><h2>Tomaszów też odczuje ten wstrząs</h2><p>Rozłam na prawicy nie zatrzyma się na drzwiach warszawskich gabinetów. Jeżeli projekt Morawieckiego utrzyma poparcie i zacznie budować struktury terenowe, lokalni działacze związani dotąd z PiS staną przed bardzo konkretnym wyborem.</p><p>Zostać przy Jarosławie Kaczyńskim czy przejść do byłego premiera? Bronić starego szyldu czy szukać miejsca na listach nowej partii? Zachować lojalność czy ratować własną polityczną przyszłość?</p><p>Takie pytania pojawią się również w Tomaszowie Mazowieckim i całym regionie. W lokalnej polityce wielkie ideologie zazwyczaj szybko ustępują miejsca znacznie bardziej przyziemnym sprawom: miejscom na listach, wpływom w samorządzie, stanowiskom oraz kontroli nad partyjnymi strukturami.</p><p>Jeżeli prawica wystawi w przyszłych wyborach kilka konkurujących list, dotychczasowe układy personalne mogą rozsypać się jak domek z kart. Ludzie, którzy jeszcze niedawno stali obok siebie na partyjnych konferencjach, mogą wkrótce walczyć o tych samych wyborców.</p><h2>To nie jest sondaż nadziei. To sondaż rozpadu</h2><p>Badanie przeprowadzono metodą telefonicznych wywiadów CATI na próbie 1000 osób. Sondaż nie jest wynikiem wyborów, a różnice wynoszące kilka dziesiątych punktu procentowego należy traktować ostrożnie. Deklarowana frekwencja wyniosła 64,4 proc., a 8,8 proc. respondentów nie potrafiło wskazać partii, na którą oddałoby głos.</p><p>Mimo tych zastrzeżeń głównego obrazu nie da się łatwo zignorować.</p><p><strong>Koalicja Obywatelska jest pierwsza, ale nie rośnie. PiS dramatycznie słabnie, lecz jego wyborcy pozostają przede wszystkim po prawej stronie. Morawiecki buduje własną partię. Konfederacja zbliża się do PiS. Braun utrzymuje wysokie poparcie. Centrum znika, a lewica ponownie dzieli się sama ze sobą.</strong></p><p>Nie jesteśmy świadkami narodzin jednego nowego hegemona. Jesteśmy świadkami rozpadu starego porządku.</p><p>Przez lata polska polityka przypominała pojedynek dwóch ciężkich okrętów — PO i PiS. Dziś jeden z nich stoi niemal w miejscu, a drugi rozpadł się na kilka jednostek, które płyną w podobnym kierunku, ale każda chce mieć własnego kapitana.</p><p>Największym zagrożeniem nie jest więc samo zwycięstwo tej czy innej partii. Jest nim powstanie Sejmu bardziej rozdrobnionego, bardziej radykalnego i niemal niezdolnego do podejmowania długofalowych decyzji.</p><p><strong>Stary duopol umiera. Problem polega na tym, że z jego ruin nie wyłania się jeszcze nic stabilniejszego ani mądrzejszego.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tylko skrzywdzone dziecko pamiętało wszystko]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56050,tylko-skrzywdzone-dziecko-pamietalo-wszystko</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56050,tylko-skrzywdzone-dziecko-pamietalo-wszystko</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 12:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tylko-skrzywdzone-dziecko-pamietalo-wszystko-1785752094.png</url>
                        <title>Tylko skrzywdzone dziecko pamiętało wszystko</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56050,tylko-skrzywdzone-dziecko-pamietalo-wszystko</link>
                    </image><description>Kardynał Stanisław Dziwisz stanął przed Sądem Okręgowym w Krakowie i przez blisko godzinę wyjaśniał, że nie znał sprawy, nie interesował się sytuacją w archidiecezji, nie pamięta ludzi ze zdjęć i dopiero niedawno dowiedział się o „niegodnych zachowaniach” księdza Jana W. Trudno oprzeć się wrażeniu, że oto po raz kolejny oglądamy ten sam ponury spektakl: wysoko postawieni kościelni hierarchowie nie widzieli, nie słyszeli i nie wiedzieli. Wiedziała jedynie ofiara. I przez dziesięciolecia musiała żyć z tą wiedzą sama.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przed krakowskim sądem toczy się proces, w którym <strong>Janusz Szymik domaga się 20 mln zł zadośćuczynienia od Archidiecezji Krakowskiej oraz parafii w Międzybrodziu Bialskim</strong>. Mężczyzna wskazuje, że w latach 1984–1989, jako dziecko i ministrant, był wielokrotnie wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza, ks. Jana W.</p><p>Proces nie dotyczy już wyłącznie pytania, czy krzywda miała miejsce. W poprzednim postępowaniu Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej nie miał wątpliwości, że Janusz Szymik został wielokrotnie wykorzystany seksualnie. Przyznał mu 400 tys. zł zadośćuczynienia od Diecezji Bielsko-Żywieckiej za brak właściwej reakcji na jego zawiadomienia. Sąd wskazał jednocześnie, że odpowiedzialność za czyny duchownego z okresu, gdy parafia należała do Archidiecezji Krakowskiej, powinna być badana właśnie w odniesieniu do tej archidiecezji.</p><p>Dzisiejsze pytanie brzmi zatem inaczej: <strong>kto odpowiada za to, że człowiek występujący w sutannie, wyposażony w kościelny autorytet i władzę nad dzieckiem, mógł przez lata dopuszczać się przestępczych zachowań?</strong></p><h2>„Miałem inne sprawy”</h2><p>Kardynał Stanisław Dziwisz zeznał, że przez 27 lat był osobistym sekretarzem Jana Pawła II i nie interesował się tym, co działo się w Archidiecezji Krakowskiej, ponieważ miał inne obowiązki. Przyznał, że ks. Jana W. kojarzył, lecz nie utrzymywał z nim osobistych ani towarzyskich kontaktów. Twierdził również, że o sprawie Janusza Szymika dowiedział się z prasy, a o zarzutach dotyczących duchownego usłyszał dopiero w 2022 roku.</p><p>Formalnie takie zeznania mogą być prawdziwe. Można przecież rzeczywiście nie wiedzieć, nie pamiętać albo nie mieć bezpośredniego dostępu do informacji.</p><p>Problem polega na tym, że w sprawach kościelnych nadużyć seksualnych <strong>„nie wiedziałem” przestało być niewinnym zdaniem</strong>. Stało się częścią całego systemu obronnego. Konstrukcją, w której każdy znał tylko fragment, nikt nie widział całości, dokumenty krążyły w zamkniętym obiegu, sprawców przenoszono, a skrzywdzeni ludzie odbijali się od kolejnych drzwi.</p><p>Jeden biskup nie wiedział, co robił proboszcz. Drugi nie wiedział, dlaczego księdza przeniesiono. Sekretarz nie wiedział, co wiedział metropolita. Metropolita nie pytał, co wiedział sekretarz. Kuria nie wiedziała, co wie bezpieka. A kiedy po kilkudziesięciu latach pojawia się sąd, wszyscy pamiętają przede wszystkim to, czego nie pamiętają.</p><p>To nie jest już tylko kwestia osobistej pamięci kardynała. To pytanie o <strong>kulturę instytucji</strong>, w której brak wiedzy przez dziesięciolecia działał na korzyść sprawców, nigdy zaś na korzyść ofiar.</p><h2>Ofiara chciała spotkania. Kardynał nie chciał adwokata</h2><p>Szczególnie wymowny jest fragment zeznań dotyczący próby spotkania Janusza Szymika z kardynałem Dziwiszem. Hierarcha miał zgodzić się na rozmowę „jako duszpasterz”, lecz wycofał zgodę, gdy dowiedział się, że pokrzywdzony chce przyjść z adwokatem.</p><p>To zdarzenie jest niemal symbolicznym obrazem stosunku Kościoła do ofiar.</p><p><strong>Rozmowa religijna – tak. Rozmowa w obecności prawnika – nie.</strong></p><p>Ofiara może przyjść jako penitent, człowiek szukający duchowego pocieszenia, może opowiedzieć o bólu i traumie. Kiedy jednak pojawia się pełnomocnik, dokumenty, odpowiedzialność prawna i pytanie o pieniądze, kończy się duszpasterska otwartość.</p><p>A przecież człowiek skrzywdzony przez osobę duchowną ma pełne prawo nie ufać kościelnym gabinetom. Ma prawo przyjść z adwokatem. Ma prawo oczekiwać, że rozmowa nie rozpłynie się w zapewnieniach o modlitwie, współczuciu i pojednaniu.</p><p>Adwokat nie jest przeszkodą w rozmowie. Jest gwarancją, że słabsza strona nie pozostanie ponownie sama wobec potężnej instytucji.</p><h2>Plaża sprzed pół wieku i pamięć wybiórcza</h2><p>Pełnomocnicy Janusza Szymika pokazali kardynałowi archiwalne fotografie przedstawiające księży wypoczywających na plaży. Dziwisz odpowiedział, że nie był tam z ks. Janem W., choć duchowny mógł znajdować się w grupie kleryków. Dodał, że pytanie o rozpoznawanie ludzi po 50 latach jest zaskakujące.</p><p>Trudno nie przyznać, że po pół wieku pamięć bywa zawodna. Samo zdjęcie z grupowego wyjazdu nie jest również dowodem wiedzy o przestępstwach.</p><p>Jednocześnie fotografia burzy wygodny obraz całkowicie obcych sobie ludzi. Pokazuje środowisko, które znało się, spotykało, wspólnie pracowało i odpoczywało. Nie przesądza o odpowiedzialności, ale przypomina, że Kościół nie był zbiorem samotnych wysp. Był zwartą strukturą, w której kariery duchownych, przeniesienia, nominacje i relacje osobiste miały ogromne znaczenie.</p><p>Dlatego sąd ma prawo pytać. Nawet po 50 latach. Zwłaszcza że ofiara od 50 lat nie może zapomnieć tego, co ją spotkało.</p><h2>Nagle pojawia się bezpieka</h2><p>Pełnomocnicy pozwanych podnieśli również kwestię współpracy ks. Jana W. ze Służbą Bezpieczeństwa. Złożyli wniosek o przypozwanie Skarbu Państwa, argumentując, że komunistyczne służby mogły posiadać wiedzę o skłonnościach i czynach księdza, lecz zamiast go ścigać, wykorzystały te informacje do szantażu i werbunku.</p><p>Jeśli aparat bezpieczeństwa rzeczywiście wiedział o przestępstwach seksualnych wobec dziecka i wykorzystywał tę wiedzę operacyjnie, byłoby to zachowanie odrażające i wymagające pełnego wyjaśnienia.</p><p>Nie może ono jednak stać się <strong>wygodnym wehikułem do przerzucenia odpowiedzialności</strong>.</p><p>Nawet gdyby bezpieka chroniła duchownego ze względu na jego agenturalną przydatność, nie odpowiada to na podstawowe pytanie: co robiły władze kościelne? Kto mianował księdza proboszczem? Kto sprawował nad nim nadzór? Kto przyjmował informacje o jego zachowaniu? Kto miał obowiązek chronić dzieci znajdujące się pod opieką parafii?</p><p>Służba Bezpieczeństwa nie mianowała proboszczów i nie prowadziła parafii. Nie odbierała też Kościołowi odpowiedzialności za własnych duchownych.</p><p>Próba sprowadzenia sporu do opowieści o komunistycznej prowokacji byłaby więc kolejnym aktem znanej sztuki: <strong>Kościół zawsze okazuje się ofiarą, nawet wtedy, gdy przed sądem stoi człowiek skrzywdzony przez księdza.</strong></p><h2>Sutanna nie może być tarczą od odpowiedzialności</h2><p>Podstawą odpowiedzialności instytucji kościelnych mogą być między innymi przepisy Kodeksu cywilnego dotyczące odpowiedzialności zwierzchnika za szkodę wyrządzoną przez podwładnego przy wykonywaniu powierzonych mu czynności. Zgodnie z art. 430 Kodeksu cywilnego ten, kto na własny rachunek powierza wykonanie czynności osobie podlegającej jego kierownictwu, może odpowiadać za szkodę wyrządzoną z winy tej osoby.</p><p>W orzecznictwie Sądu Najwyższego dopuszczano możliwość uznania podmiotów kościelnych za odpowiedzialne za działania duchownego, choć dokładny zakres tej odpowiedzialności i związek czynu z powierzonymi obowiązkami pozostają przedmiotem sporów prawniczych.</p><p>To właśnie dlatego krakowski proces jest tak ważny. Nie chodzi wyłącznie o 20 mln zł, choć kwota przykuwa uwagę. Chodzi o zasadę: <strong>czy instytucja może korzystać z autorytetu księdza, posyłać go do dzieci, powierzać mu parafię i władzę duszpasterską, a później twierdzić, że jego czyny były wyłącznie prywatną sprawą sprawcy?</strong></p><p>Gdy ksiądz zbiera pieniądze, naucza, organizuje życie parafii i reprezentuje Kościół, instytucja nie ma wątpliwości, że działa on w jej imieniu. Kiedy ten sam ksiądz krzywdzi dziecko, nagle staje się samotnym człowiekiem, za którego nikt nie odpowiada.</p><p>Taka logika jest nie tylko moralnie odrażająca. Jest również coraz częściej kwestionowana przez sądy.</p><h2>Dwadzieścia milionów to nie cena dzieciństwa</h2><p>Zapewne pojawią się głosy, że 20 mln zł to kwota przesadzona. Że próbuje się „zarobić na Kościele”. Że zadośćuczynienie powinno mieć rozsądne granice.</p><p>Warto więc jasno powiedzieć: <strong>zadośćuczynienie nie jest nagrodą ani wygraną na loterii</strong>. Nie przywraca dzieciństwa. Nie usuwa traumy. Nie cofa lat milczenia, bezradności, wstydu i życia z pamięcią o przemocy.</p><p>Sąd oceni rozmiar krzywdy, jej skutki oraz adekwatną wysokość świadczenia. Może zasądzić całą żądaną sumę, jej część albo oddalić roszczenie wobec konkretnego pozwanego. Tego dziś nie wiemy.</p><p>Wiemy natomiast, że przez dziesięciolecia cenę płaciła przede wszystkim ofiara. Instytucje mogły milczeć, przekładać dokumenty, zmieniać ordynariuszy i czekać, aż sprawa zniknie wraz z pamięcią świadków. Janusz Szymik nie miał takiego komfortu.</p><h2>Największym skandalem nie jest to, że kardynał nie pamięta</h2><p>Największym skandalem nie jest nawet to, że kardynał Dziwisz odpowiadał przed sądem: „nie wiem”, „nie pamiętam”, „nie interesowałem się”.</p><p>Największym skandalem jest to, że przez dziesięciolecia <strong>brak wiedzy był w Kościele traktowany jak usprawiedliwienie</strong>, a nie jak dowód katastrofalnego braku nadzoru.</p><p>Jeżeli hierarchowie naprawdę niczego nie wiedzieli, oznacza to, że system ochrony dzieci praktycznie nie istniał.</p><p>Jeżeli wiedzieli i milczeli, odpowiedzialność jest jeszcze cięższa.</p><p>W obu przypadkach rachunek moralny pozostaje ten sam.</p><p>Kościół przez lata żądał od wiernych rachunku sumienia. Dziś sam musi go zdać przed świeckim sądem – nie w konfesjonale, nie za zamkniętymi drzwiami kurii i nie podczas „rozmowy religijnej” bez obecności adwokata.</p><p>Tym razem nie wystarczy powiedzieć: <strong>nie wiedziałem</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[3 sierpnia w historii. Od „Boże, coś Polskę” po „Inkę”, Conrada i Powstanie Warszawskie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56043,3-sierpnia-w-historii-od-boze-cos-polske-po-inke-conrada-i-powstanie-warszawskie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56043,3-sierpnia-w-historii-od-boze-cos-polske-po-inke-conrada-i-powstanie-warszawskie</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 08:06:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-3-sierpnia-w-historii-od-boze-cos-polske-po-inke-conrada-i-powstanie-warszawskie-1785737651.png</url>
                        <title>3 sierpnia w historii. Od „Boże, coś Polskę” po „Inkę”, Conrada i Powstanie Warszawskie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56043,3-sierpnia-w-historii-od-boze-cos-polske-po-inke-conrada-i-powstanie-warszawskie</link>
                    </image><description>Dziś jest poniedziałek, 3 sierpnia, dwieście piętnasty dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 150 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.57, a zajdzie o godz. 20.25. Imieniny obchodzą dziś Augustyn, Lidia, Miłosław, Nikodem, Piotr i Szczepan. W kalendarzu historii spotykają się tego dnia wielka polityka, literatura, narodowa pamięć oraz dramatyczne losy ludzi, którym przyszło żyć w czasach pogardy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Inflanty między Koroną a Litwą</h2><p>3 sierpnia 1569 roku, niedługo po zawarciu unii lubelskiej, <strong>Inflanty zostały przyłączone jako wspólna własność do Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego</strong>.</p><p>Był to jeden z elementów porządkowania ustroju nowo powstałej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Inflanty miały ogromne znaczenie strategiczne. Dostęp do Bałtyku, kontrola szlaków handlowych i rywalizacja z Moskwą oraz Szwecją sprawiały, że ten obszar stał się na wiele dziesięcioleci areną wojen, układów i politycznych ambicji.</p><p>Historia po raz kolejny pokazywała, że granice nie są jedynie liniami nanoszonymi na mapy. Za każdą z nich kryją się porty, pieniądze, wojsko i ludzie zmuszani do życia pod zmieniającymi się sztandarami.</p><h2>Pieśń dla cara, która stała się modlitwą narodu</h2><p>210 lat temu, 3 sierpnia 1816 roku, w Warszawie odbyło się prawykonanie <strong>„Pieśni narodowej za pomyślność króla”</strong>. Muzykę napisał Jan Nepomucen Piotr Kaszewski, a słowa Alojzy Feliński.</p><p>Królem wspomnianym w pierwotnym tekście był rosyjski car Aleksander I, będący jednocześnie królem Królestwa Polskiego. Utwór miał więc początkowo charakter oficjalny i lojalistyczny. Historia zrobiła jednak z nim coś, czego zapewne nie przewidzieli jego twórcy.</p><p>Po zmianie słów pieśń zaczęła funkcjonować jako <strong>„Boże, coś Polskę”</strong>. Zamiast hymnu ku czci monarchy stała się religijną i patriotyczną modlitwą. W czasach niewoli narodowej śpiewano ją ze słowami: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”. Po odzyskaniu niepodległości pojawiła się wersja: „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”.</p><p>To jeden z najbardziej wymownych przykładów tego, jak naród potrafi odebrać władzy jej symbole i nadać im zupełnie inne znaczenie. Pieśń pisana dla cara stała się głosem tych, którzy chcieli wyrwać się spod jego panowania.</p><h2>Prymas, który nie uklęknął przed państwem</h2><p>3 sierpnia 1901 roku w Zuzeli nad Bugiem urodził się <strong>Stefan Wyszyński</strong>, późniejszy kardynał, arcybiskup gnieźnieński i warszawski oraz prymas Polski.</p><p>Przez ponad trzy dekady pozostawał jednym z najważniejszych duchowych i społecznych przywódców Polaków. Po II wojnie światowej przyszło mu kierować Kościołem w kraju podporządkowanym Związkowi Radzieckiemu, w którym komunistyczne państwo próbowało kontrolować nie tylko instytucje, lecz także sumienia.</p><p>Wyszyński był więziony i izolowany przez władze w latach 1953–1956. Nie został jednak złamany. Później odegrał ogromną rolę w przygotowaniu obchodów milenium chrztu Polski oraz w kształtowaniu postaw społecznych, które po latach umożliwiły narodziny „Solidarności”.</p><p>Nazywany <strong>Prymasem Tysiąclecia</strong>, zmarł 28 maja 1981 roku. Jego życie pozostaje opowieścią o twardej polityce prowadzonej językiem wiary, cierpliwości i społecznej odpowiedzialności.</p><h2>Joseph Conrad. Polak, który pisał po angielsku o mroku ludzkiej duszy</h2><p>102 lata temu, 3 sierpnia 1924 roku, zmarł <strong>Joseph Conrad</strong>, czyli Józef Teodor Konrad Korzeniowski. Urodzony w 1857 roku pisarz przeszedł do historii literatury angielskiej, choć języka angielskiego zaczął uczyć się dopiero jako dorosły człowiek.</p><p>Jego życie samo przypominało powieść. Syn polskich zesłańców, marynarz, kapitan statków, podróżnik i emigrant opisywał świat kolonializmu, oceanów, portów oraz ludzi wystawionych na próbę samotności i strachu.</p><p>W „Lordzie Jimie” pytał o winę i możliwość odkupienia. W „Smudze cienia” opowiadał o dojrzewaniu do odpowiedzialności. W „Jądrze ciemności” zajrzał za fasadę europejskiej cywilizacji i pokazał przemoc, chciwość oraz moralne barbarzyństwo kolonializmu.</p><p>Conrad wiedział, że najgroźniejsza ciemność nie czeka na człowieka gdzieś w afrykańskiej dżungli. Człowiek nosi ją w sobie.</p><h2>Archiwum ukryte pod gruzami getta</h2><p>3 sierpnia 1942 roku w piwnicy domu przy ulicy Nowolipki 68 w Warszawie ukryto część <strong>podziemnego archiwum getta warszawskiego</strong>.</p><p>Dokumentacja była gromadzona przez grupę Oneg Szabat, kierowaną przez historyka Emanuela Ringelbluma. W blaszanych skrzyniach i bańkach na mleko ukrywano relacje mieszkańców getta, listy, dzienniki, rysunki, fotografie, dokumenty urzędowe i świadectwa niemieckich zbrodni.</p><p>Ludzie, którzy tworzyli archiwum, wiedzieli, że prawdopodobnie nie przeżyją. Próbowali jednak ocalić prawdę. Nie chcieli, by historia getta została napisana wyłącznie przez morderców albo sprowadzona do bezimiennych statystyk.</p><p>W świecie zaplanowanego ludobójstwa samo zapisywanie nazwisk, emocji i codziennych wydarzeń stało się aktem oporu. Archiwum Ringelbluma jest dziś jednym z najważniejszych świadectw Zagłady.</p><h2>Trzeci dzień Powstania Warszawskiego</h2><p>3 sierpnia 1944 roku trwał <strong>trzeci dzień Powstania Warszawskiego</strong>. Oddziały powstańcze zdobyły między innymi Arsenał, Pałac Blanka, Dworzec Pocztowy i Pałac Mostowskich.</p><p>Były to jeszcze dni, w których sukcesy budowały wiarę, że stolica może zostać wyzwolona. Na wielu ulicach pojawiały się biało-czerwone flagi. Powstawały barykady, punkty opatrunkowe i powstańcze placówki. Jednocześnie rosła liczba zabitych, rannych i zniszczonych budynków.</p><p>W rejonie Gęsiówki poległ 21-letni podporucznik <strong>Andrzej Długoszowski</strong>, bratanek generała Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego.</p><p>Za mapami wojskowymi i nazwami zdobytych obiektów zawsze kryją się konkretne twarze. Powstanie było wielką narodową epopeją, ale też sumą tysięcy przerwanych życiorysów młodych ludzi, którzy zamiast planować studia, miłość i przyszłość, ruszyli z butelkami zapalającymi przeciwko czołgom.</p><h2>„Inka” skazana przez komunistyczny sąd</h2><p>3 sierpnia 1946 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał na śmierć niespełna 18-letnią <strong>Danutę Siedzikównę „Inkę”</strong>, sanitariuszkę i łączniczkę 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej.</p><p>Oskarżano ją o udział w działalności oddziału antykomunistycznego. Podczas brutalnego śledztwa nie wydała swoich towarzyszy. Nie udowodniono jej osobistego udziału w zabójstwach, mimo to zapadł wyrok śmierci.</p><p>Została rozstrzelana 28 sierpnia 1946 roku w więzieniu w Gdańsku. Nie miała jeszcze 18 lat. Jej los stał się symbolem powojennych represji wymierzonych w ludzi, którzy nie zgodzili się uznać narzuconej Polsce władzy.</p><p>Historia „Inki” boli również dlatego, że zbrodnia została ubrana w togę, pieczęcie i urzędowe formuły. Bezprawie nie zawsze przychodzi z pistoletem w dłoni. Czasem siada za sędziowskim stołem i nazywa siebie prawem.</p><h2>Dowódca Dywizjonu 303</h2><p>3 sierpnia 1980 roku w Toronto zmarł <strong>Zdzisław Krasnodębski</strong>, polski pilot i pierwszy dowódca legendarnego Dywizjonu 303.</p><p>W przesłanym materiale błędnie podano, że urodził się w 1953 roku. W rzeczywistości przyszedł na świat w 1904 roku. Brał udział w kampanii wrześniowej, a następnie walczył w Wielkiej Brytanii.</p><p>Dywizjon 303 stał się jednym z symboli polskiego udziału w bitwie o Anglię. Jego piloci należeli do najskuteczniejszych lotników alianckich, choć po wojnie wielu z nich nie mogło bezpiecznie wrócić do podporządkowanej komunistom Polski.</p><p>Krasnodębski przeżył zestrzelenie i ciężkie poparzenia. Po wojnie zamieszkał w Kanadzie. Jego biografia przypomina los tysięcy polskich żołnierzy: zwycięzców pozostawionych bez ojczyzny.</p><h2>Muzyczne kalendarium 3 sierpnia</h2><p>W historii muzyki 3 sierpnia zapisał się przede wszystkim jako dzień urodzin dwóch artystów reprezentujących skrajnie różne światy.</p><p>W 1926 roku w Nowym Jorku urodził się <strong>Tony Bennett</strong>, jeden z najwybitniejszych amerykańskich wokalistów jazzowych i interpretatorów standardów. Jego kariera trwała ponad siedem dekad. Potrafił śpiewać dla publiczności pamiętającej Franka Sinatrę, a później nagrywać z Lady Gagą, nie udając przy tym kogoś, kim nie był. Zmarł w 2023 roku.</p><p>3 sierpnia 1963 roku urodził się natomiast <strong>James Hetfield</strong>, współzałożyciel, wokalista i gitarzysta rytmiczny Metalliki. Jego głos i charakterystyczna gra na gitarze stały się jednym ze znaków rozpoznawczych ciężkiego metalu. W 2026 roku muzyk kończy 63 lata.</p><h2>Prezydent wręczy sztandar warszawskim terytorialsom</h2><p>W poniedziałek, 3 sierpnia 2026 roku, o godz. 12 na Placu Zamkowym w Warszawie prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong>, jako zwierzchnik Sił Zbrojnych, wręczy sztandar wojskowy 18 Stołecznej Brygadzie Obrony Terytorialnej. Zaplanowano również wystąpienie prezydenta.</p><p>Na sztandarze znajdą się symbole związane z Warszawą i historią jej mieszkańców, w tym znak Polski Walczącej oraz elementy nawiązujące do tradycji brygady.</p><h2>Zielona Złota zamiast parkingowego chaosu</h2><p>O godz. 10 prezydent Warszawy <strong>Rafał Trzaskowski</strong> ma uczestniczyć w otwarciu ulicy Złotej po kompleksowej przebudowie.</p><p>Dawna przestrzeń zdominowana przez samochody i chaotyczne parkowanie została przekształcona w zielony deptak. Na ulicy posadzono 81 wiązów, pojawiły się ławki i przestrzeń dla pieszych oraz rowerzystów. W całym przebudowywanym kwartale ma znaleźć się blisko 200 drzew i około 3 tys. metrów kwadratowych zieleni.</p><p>Inwestycja jest częścią programu Nowe Centrum Warszawy, obejmującego również ulice Zgoda, Jasną i otoczenie Filharmonii Narodowej.</p><h2>Tour de Pologne rusza znad Bałtyku</h2><p>W Gdyni rozpoczyna się dziś <strong>83. Tour de Pologne</strong>. Wyścig wraca na Pomorze po dwunastu latach, a pierwszy etap poprowadzi z Gdyni do Koszalina.</p><p>Kolarze będą mieli do pokonania 234 kilometry. To najdłuższy etap tegorocznej edycji, prowadzący przez Pomorze i Kaszuby. W całym wyścigu zawodnicy przejadą ponad 1100 kilometrów podzielonych na siedem etapów.</p><p>W kolejnych dniach peleton dotrze między innymi do Szczecina, Zielonej Góry, Karpacza, Kocierz Resortu i Bukowiny Tatrzańskiej. Rywalizację zakończy 12,5-kilometrowa jazda indywidualna na czas w rejonie Kopalni Soli w Wieliczce.</p><p>Na starcie pojawi się 21 drużyn. Wyścig, który zaczyna się nad Bałtykiem, zakończy się w cieniu Karpat. To sportowa podróż przez Polskę — od szumu portowych dźwigów po górskie serpentyny, na których zwykle kończą się kalkulacje, a zaczyna prawdziwe ściganie.</p><h2>Dzień pamięci, odpowiedzialności i niełatwych pytań</h2><p>3 sierpnia prowadzi nas od unii polsko-litewskiej i dawnej walki o Bałtyk, przez narodową pieśń, która przestała służyć carowi, aż po Conrada, Wyszyńskiego, Ringelbluma i „Inkę”.</p><p>To dzień opowieści o ludziach, którzy próbowali ocalić coś większego niż własne bezpieczeństwo: prawdę, godność, pamięć, wiarę albo wolność.</p><p>Historia nie jest elegancką salą pełną nieruchomych portretów. Przypomina raczej conradowskie morze — zmienne, ciemne i bezlitosne. Dopiero kiedy patrzymy na nie uważnie, zaczynamy rozumieć, dlaczego jedni płynęli z prądem, a inni, choć wiedzieli, jak wiele ryzykują, wybierali kurs pod wiatr.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Odpust Porcjunkuli 2 sierpnia. Czym jest i dlaczego ma szczególne znaczenie dla wiernych?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56031,odpust-porcjunkuli-2-sierpnia-czym-jest-i-dlaczego-ma-szczegolne-znaczenie-dla-wiernych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56031,odpust-porcjunkuli-2-sierpnia-czym-jest-i-dlaczego-ma-szczegolne-znaczenie-dla-wiernych</guid>
            <pubDate>Sun, 02 Aug 2026 09:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-daf3a4024afa4630c84ab565418b3016.png</url>
                        <title>Odpust Porcjunkuli 2 sierpnia. Czym jest i dlaczego ma szczególne znaczenie dla wiernych?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56031,odpust-porcjunkuli-2-sierpnia-czym-jest-i-dlaczego-ma-szczegolne-znaczenie-dla-wiernych</link>
                    </image><description>W niedzielę 2 sierpnia katolicy mogą uzyskać odpust zupełny Porcjunkuli, nazywany także „Przebaczeniem z Asyżu”. Nie jest to jednak automatyczne anulowanie grzechów ani religijny przywilej działający bez osobistego zaangażowania. W katolickim rozumieniu odpust ma być zwieńczeniem spowiedzi, pojednania z Bogiem i świadomego zerwania z grzechem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Święto Matki Bożej Anielskiej od stuleci jest związane z jednym z najważniejszych miejsc w historii franciszkanizmu — niewielkim kościółkiem Porcjunkuli, znajdującym się dziś wewnątrz monumentalnej bazyliki Matki Bożej Anielskiej pod Asyżem.</p><p>Nazwa świątyni pochodzi od łacińskiego określenia <i>portiuncula</i>, oznaczającego <strong>niewielką część ziemi albo skrawek gruntu</strong>. Kontrast pomiędzy rozmiarami budowli a jej znaczeniem jest niezwykły. To właśnie ten skromny kościółek stał się jednym z duchowych centrów średniowiecznej Europy i kolebką ruchu franciszkańskiego.</p><h2>Mały kościół, od którego zaczęła się wielka historia</h2><p>Porcjunkula powstała prawdopodobnie w IX wieku. Kilkaset lat później była już częściowo zrujnowana. Na początku XIII wieku odbudował ją własnymi rękami <strong>św. Franciszek z Asyżu</strong>.</p><p>Franciszek nie był jeszcze wówczas postacią z obrazów, pomników i kościelnych sztandarów. Był synem zamożnego kupca, który porzucił dotychczasowe życie, bogactwo oraz społeczne ambicje. Szukał prostoty, modlitwy i dosłownego wypełniania Ewangelii.</p><p>Porcjunkula stała się dla niego domem, miejscem modlitwy oraz przestrzenią, w której dojrzewała wspólnota pierwszych braci mniejszych. W pobliżu tej świątyni Franciszek zakończył również swoje życie w październiku 1226 roku.</p><p>Według franciszkańskiej tradycji w 1216 roku święty miał doświadczyć w Porcjunkuli objawienia Chrystusa i Maryi otoczonych aniołami. Franciszek miał wówczas poprosić o szczególną łaskę dla ludzi, którzy szczerze żałują za grzechy i nawiedzą ten kościół.</p><p>Przywilej, nazywany później <strong>Przebaczeniem z Asyżu</strong>, miał zatwierdzić papież Honoriusz III. Początkowo związany był z samą Porcjunkulą, następnie obejmował kościoły franciszkańskie, a z czasem został rozszerzony również na świątynie parafialne.</p><h2>Czym właściwie jest odpust?</h2><p>Wokół odpustów narosło wiele nieporozumień. Czasem są one przedstawiane niemal jak duchowy dokument kasujący wszystkie przewinienia. Takie rozumienie jest jednak błędne.</p><p>Według Katechizmu Kościoła Katolickiego <strong>odpust jest darowaniem przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, których wina została już zgładzona w sakramencie pokuty</strong>. Nie zastępuje więc spowiedzi i sam w sobie nie oznacza odpuszczenia grzechów.</p><p>Kościół rozróżnia bowiem winę grzechu i jego konsekwencje. Można to porównać do rozbitego okna. Sprawcy może zostać wybaczone, ale pozostaje jeszcze szkoda wymagająca naprawienia. W perspektywie religijnej odpust odnosi się właśnie do tych następstw grzechu, które pozostają mimo uzyskanego przebaczenia.</p><p>Nie jest zatem nagrodą za jednorazowe wejście do kościoła. Ma wyrażać <strong>rzeczywiste nawrócenie człowieka</strong>, jego pragnienie pojednania oraz gotowość do zmiany życia.</p><h2>Jak uzyskać odpust Porcjunkuli?</h2><p>W niedzielę 2 sierpnia 2026 roku odpust Porcjunkuli można uzyskać po nawiedzeniu kościoła franciszkańskiego lub parafialnego. Podczas nawiedzenia należy odmówić modlitwy <strong>„Ojcze nasz” oraz „Wierzę w Boga”</strong>.</p><p>Samo przekroczenie progu świątyni nie wystarcza. Konieczne jest również spełnienie zwykłych warunków odpustu zupełnego: przystąpienie do sakramentalnej spowiedzi, przyjęcie Komunii Świętej, modlitwa w intencjach papieża oraz brak przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet powszedniego. Takie warunki przypominają zarówno dokumenty Penitencjarii Apostolskiej, jak i współczesne komunikaty franciszkańskich parafii.</p><p>Spowiedź nie musi odbyć się dokładnie 2 sierpnia. Zgodnie z kościelnymi normami może zostać odbyta kilka dni wcześniej lub później. Komunia i modlitwa powinny jednak być związane z konkretnym odpustem.</p><p>Odpust zupełny można ofiarować <strong>za samego siebie albo za osobę zmarłą</strong>. Nie można natomiast przekazać go innej żyjącej osobie.</p><p>Najtrudniejszym warunkiem pozostaje wewnętrzna wolność od przywiązania do grzechu. Nie oznacza ona, że człowiek ma być bezgrzeszny i doskonały. Chodzi o to, aby nie usprawiedliwiał świadomie zła i nie zachowywał sobie — niczym klucza w kieszeni — zgody na powrót do niego.</p><p>Jeżeli wszystkie warunki zostaną spełnione poza pełnym oderwaniem od grzechu, odpust nie jest zupełny, lecz częściowy.</p><h2>To nie religijna „droga na skróty”</h2><p>Znaczenie Porcjunkuli nie polega na stworzeniu łatwej procedury zdobywania duchowych korzyści. Odpust ma prowadzić człowieka przez spowiedź, Eucharystię, modlitwę i rachunek sumienia. Jest więc nie tyle nagrodą, ile <strong>wezwaniem do odbudowania więzi z Bogiem</strong>.</p><p>W tym sensie historia odpustu przypomina historię samego kościółka. Franciszek najpierw odbudował kamienne mury, a następnie rozpoczął dzieło odnowy życia religijnego. Porcjunkula stała się symbolem przekonania, że wielkie zmiany mogą rozpoczynać się od rzeczy niewielkich — od modlitwy, wyznania winy, pojednania z drugim człowiekiem albo decyzji o naprawieniu wyrządzonej krzywdy.</p><p>Dla wierzących odpust nie powinien zatem kończyć się wraz z wyjściem ze świątyni. Jego naturalnym następstwem powinna być zmiana postępowania: przebaczenie, oddanie długu, pojednanie w rodzinie, pomoc potrzebującemu czy zerwanie z nałogiem.</p><p>Bez takiej przemiany obrzęd może pozostać jedynie zewnętrznym gestem.</p><h2>Rok św. Franciszka i dodatkowa możliwość uzyskania odpustu</h2><p>Tegoroczne obchody mają szczególny charakter. Od 10 stycznia 2026 roku do 10 stycznia 2027 roku trwa <strong>Rok Świętego Franciszka</strong>, ogłoszony z okazji 800. rocznicy jego śmierci.</p><p>Penitencjaria Apostolska postanowiła, że w tym czasie odpust zupełny mogą uzyskać wierni, którzy — po spełnieniu zwykłych warunków — nawiedzą w formie pielgrzymki kościół franciszkański albo inne miejsce związane ze św. Franciszkiem. Powinni tam uczestniczyć w obchodach jubileuszowych lub poświęcić odpowiedni czas na modlitwę i medytację, prosząc między innymi o pokój, zgodę i chrześcijańską miłość bliźniego.</p><p>Specjalne rozwiązania przewidziano dla osób starszych, chorych, ich opiekunów oraz ludzi, którzy z poważnych powodów nie mogą opuścić domu. Mogą oni duchowo połączyć się z obchodami, ofiarując Bogu modlitwę, cierpienie i trud własnego życia, z zamiarem spełnienia pozostałych warunków, kiedy będzie to możliwe.</p><h2>Franciszek i pokój, który trzeba budować każdego dnia</h2><p>Papież Leon XIV w liście otwierającym obchody 800. rocznicy śmierci św. Franciszka przypomniał, że pokój nie jest wyłącznie wynikiem politycznych negocjacji czy ludzkich strategii. W chrześcijańskim rozumieniu jest darem Boga, ale jednocześnie darem wymagającym codziennego przyjęcia i współpracy człowieka.</p><p>Franciszkańska wizja pokoju obejmuje nie tylko relacje między ludźmi. Dotyczy również stosunku człowieka do Boga i całego stworzenia. Dlatego Leon XIV wskazał, że <strong>pokój z Bogiem, pokój między ludźmi oraz pokój ze stworzeniem tworzą jedno wezwanie do powszechnego pojednania</strong>.</p><p>To właśnie w tym kontekście warto odczytywać odpust Porcjunkuli. Nie jako magiczne wymazanie duchowego rachunku, ale jako zaproszenie do rozpoczęcia od nowa.</p><p>Franciszek z Asyżu nie proponował ludziom wygodnej religijności. Jego życie było radykalnym wyborem ubóstwa, miłosierdzia i pokoju. Odpust związany z Porcjunkulą ma przypominać, że Boże przebaczenie nie jest nagrodą dla bezbłędnych, lecz szansą dla tych, którzy potrafią uznać własną słabość i rzeczywiście chcą się zmienić.</p><p><strong>Mały kościół pod Asyżem ponownie staje się więc 2 sierpnia symbolem wielkiej nadziei: człowiek nie musi pozostać więźniem własnej przeszłości. Może się zatrzymać, pojednać i rozpocząć odbudowę — czasem od bardzo niewielkiego skrawka własnego życia.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[2 sierpnia. Dzień pamięci, wielkich klęsk, poetów i świata, który musi nauczyć się rozpoznawać sztuczną inteligencję]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56030,2-sierpnia-dzien-pamieci-wielkich-klesk-poetow-i-swiata-ktory-musi-nauczyc-sie-rozpoznawac-sztuczna-inteligencje</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56030,2-sierpnia-dzien-pamieci-wielkich-klesk-poetow-i-swiata-ktory-musi-nauczyc-sie-rozpoznawac-sztuczna-inteligencje</guid>
            <pubDate>Sun, 02 Aug 2026 09:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-2-sierpnia-dzien-pamieci-wielkich-klesk-poetow-i-swiata-ktory-musi-nauczyc-sie-rozpoznawac-sztuc-1785655079.png</url>
                        <title>2 sierpnia. Dzień pamięci, wielkich klęsk, poetów i świata, który musi nauczyć się rozpoznawać sztuczną inteligencję</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56030,2-sierpnia-dzien-pamieci-wielkich-klesk-poetow-i-swiata-ktory-musi-nauczyc-sie-rozpoznawac-sztuczna-inteligencje</link>
                    </image><description>Historia rzadko układa się w prostą linię. Częściej przypomina płytę puszczoną na przypadkowym odtwarzaniu: po bitewnym huku pojawia się wiersz, po marszu dyktatora — dziecięca rymowanka, a po wspomnieniu komór gazowych — informacja o nowych technologiach i cyfrowych obrazach, których prawdziwości nie można już ufać. Niedziela, 2 sierpnia, prowadzi nas od bitwy pod Sokalem, przez śmierć Henryka Walezego i Adama Asnyka, po Powstanie Warszawskie, zagładę Romów i Sinti, finał siatkarskiej Ligi Narodów oraz europejskie przepisy mające okiełznać sztuczną inteligencję.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>niedziela, 2 sierpnia</strong>, dwieście czternasty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.56, zajdzie o godz. 20.27. Imieniny obchodzą Alfreda, Gustaw, Karina, Maksym, Maria i Stefan.</p><p>To dzień, w którym pamięć domaga się czegoś więcej niż odnotowania kolejnych rocznic. Historia 2 sierpnia opowiada bowiem przede wszystkim o skutkach ludzkiej pychy — wojskowej, politycznej, ideologicznej i technologicznej.</p><h2>Klęska pod Sokalem. Odwaga bez rozsądku</h2><p>W 1519 roku wojska polsko-litewskie poniosły dotkliwą klęskę w bitwie pod Sokalem. Przeciwko liczącej około siedmiu tysięcy ludzi armii polsko-litewskiej stanęły znacznie liczniejsze oddziały tatarskie.</p><p>Hetman Konstanty Ostrogski miał doradzać, aby nie podejmować walki w niekorzystnym terenie i zaczekać na dogodniejszy moment. Górę wzięła jednak chęć natychmiastowego starcia. Ciężka jazda nie mogła właściwie rozwinąć szyków, wojska zostały zasypane strzałami, a następnie oskrzydlone.</p><p>Po stronie polsko-litewskiej zginęło około 1200 żołnierzy. Była to jedna z tych bitew, w których nie zabrakło odwagi, zabrakło natomiast posłuchu dla rozsądku. Historia zna wiele podobnych przypadków: dowódcy ruszają do walki nie dlatego, że mogą wygrać, ale dlatego, że nie chcą wyglądać na ostrożnych.</p><h2>Król, który uciekł z Polski</h2><p>W 1589 roku, w Saint-Cloud pod Paryżem, zmarł <strong>Henryk III Walezy</strong>. Śmierć była skutkiem ran zadanych podczas zamachu.</p><p>W polskiej historii zapisał się jako pierwszy monarcha wybrany w wyniku wolnej elekcji. Jego panowanie nad Wisłą trwało jednak wyjątkowo krótko. Gdy dowiedział się o śmierci brata i możliwości objęcia francuskiego tronu, nocą opuścił Kraków.</p><p>Z polskiej perspektywy pozostał symbolem monarchy, który potraktował Rzeczpospolitą jak poczekalnię. Francuska korona okazała się dla niego ważniejsza niż zobowiązania przyjęte wobec polskiej szlachty. Jego historia przypomina, że polityczna przysięga bywa trwała tylko do chwili pojawienia się korzystniejszej propozycji.</p><h2>Generał, którego nazwisko śpiewamy w hymnie</h2><p>W 1755 roku w Pierzchowcu koło Bochni urodził się <strong>Jan Henryk Dąbrowski</strong> — uczestnik Insurekcji Kościuszkowskiej, twórca Legionów Polskich we Włoszech i generał armii Księstwa Warszawskiego.</p><p>Dąbrowski należy do tych postaci, które z podręczników przeszły do zbiorowej wyobraźni. Jego nazwisko wybrzmiewa w pierwszych słowach refrenu „Mazurka Dąbrowskiego”. Nie jest więc jedynie bohaterem pomników i akademii szkolnych. Towarzyszy Polakom podczas uroczystości państwowych, wydarzeń sportowych i chwil narodowego wzruszenia.</p><p>W 1847 roku w Berlinie rozpoczął się natomiast proces 247 uczestników powstania wielkopolskiego z 1846 roku. Była to kolejna odsłona polskich dążeń niepodległościowych i kolejny dowód na to, jak wysoką cenę płacili ludzie próbujący podważyć porządek ustanowiony przez zaborców.</p><h2>„Trzeba z żywymi naprzód iść”</h2><p>W 1897 roku w Krakowie zmarł <strong>Adam Asnyk</strong>, poeta, dramatopisarz i członek Rządu Narodowego w czasie Powstania Styczniowego.</p><p>Asnyk potrafił pisać o przemijaniu bez łatwego sentymentalizmu. W jego poezji pamięć o przeszłości nie miała być kotwicą zatrzymującą człowieka w miejscu. Miała raczej pomagać w zrozumieniu, że każde pokolenie musi podjąć własne obowiązki.</p><p>Jego słynne wezwanie, aby „z żywymi naprzód iść”, nie było pochwałą zapomnienia. Przeciwnie — było próbą pogodzenia szacunku dla przeszłości z odpowiedzialnością za przyszłość. To myśl szczególnie potrzebna w czasach, gdy historię coraz częściej traktuje się jak magazyn rekwizytów wykorzystywanych w bieżących politycznych sporach.</p><h2>Nowela sierpniowa, czyli droga ku silnej władzy</h2><p>Sto lat temu, w 1926 roku, Sejm przyjął tzw. <strong>nowelę sierpniową</strong>, wzmacniającą pozycję prezydenta i władzy wykonawczej.</p><p>Prezydent otrzymał możliwość rozwiązania Sejmu i Senatu na wniosek Rady Ministrów, a także wydawania rozporządzeń z mocą ustawy. Zmiany były następstwem przewrotu majowego i oznaczały stopniowe odchodzenie od parlamentarnego modelu państwa.</p><p>Nie doszło jeszcze do pełnego demontażu demokracji. Kierunek został jednak wyznaczony. Władza, która wcześniej przekonywała, że chce jedynie uzdrowić państwo, zaczęła ograniczać znaczenie parlamentu. To mechanizm dobrze znany również z innych epok: instytucje demokratyczne rzadko znikają w jednej chwili. Najpierw są przedstawiane jako nieskuteczne, później ograniczane, a na końcu pozostaje po nich fasada.</p><h2>Hitler przejmuje pełnię władzy</h2><p>W 1934 roku, po śmierci prezydenta Paula von Hindenburga, Adolf Hitler połączył funkcje prezydenta i kanclerza, ogłaszając się führerem Rzeszy Niemieckiej.</p><p>Państwo niemieckie zostało całkowicie podporządkowane jednemu człowiekowi i jednej partii. Zlikwidowano polityczną konkurencję, wolne media i niezależność instytucji. Terror przestał być narzędziem stosowanym wyjątkowo — stał się fundamentem systemu.</p><p>Dziesięć lat później skutki tej ideologii można było zobaczyć w ruinach Warszawy i komorach gazowych Auschwitz-Birkenau.</p><h2>Drugi dzień Powstania Warszawskiego</h2><p>2 sierpnia 1944 roku trwał drugi dzień Powstania Warszawskiego. Powstańcy zdobyli między innymi budynki Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych oraz elektrownię na Powiślu. Przejęli również dwa niemieckie czołgi i działo pancerne.</p><p>Był to czas pierwszych sukcesów, entuzjazmu i wiary, że stolica może zostać wyzwolona. Jeszcze nie było wiadomo, jak straszliwą cenę zapłacą Warszawa i jej mieszkańcy.</p><p>Tego dnia, w wyniku ran odniesionych podczas walk, zmarła <strong>Krystyna Krahelska</strong> — poetka, harcerka i sanitariuszka, autorka pieśni „Hej chłopcy, bagnet na broń!”. Jej postać łączy romantyczny mit powstania z jego najokrutniejszą prawdą. Za słowami o odwadze i walce stali bardzo młodzi ludzie, którzy ginęli na ulicach własnego miasta.</p><h2>Poczdam i powojenna mapa Europy</h2><p>W 1945 roku zakończyła się konferencja poczdamska z udziałem przywódców zwycięskich mocarstw: Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego.</p><p>Podczas rozmów ustalano zasady powojennego porządku, przebieg polskiej granicy zachodniej oraz przesiedlenia ludności niemieckiej. Decyzje podejmowane przy stole konferencyjnym oznaczały w praktyce wędrówkę milionów ludzi, utratę rodzinnych domów i całkowitą zmianę mapy Europy Środkowej.</p><p>Polska przesunęła się na zachód. Utraciła Kresy, otrzymała ziemie należące wcześniej do Niemiec i znalazła się w radzieckiej strefie wpływów. Wojna się skończyła, ale prawdziwa suwerenność nie wróciła.</p><h2>Pamięć o zagładzie Romów i Sinti</h2><p>Najważniejszym współczesnym wymiarem 2 sierpnia jest <strong>Dzień Pamięci o Zagładzie Romów i Sinti</strong>.</p><p>W nocy z 2 na 3 sierpnia 1944 roku Niemcy zlikwidowali w Auschwitz II-Birkenau tzw. rodzinny obóz dla Romów. W komorach gazowych zamordowano około 4,3 tysiąca dzieci, kobiet i mężczyzn — ostatnich więźniów przebywających w tej części obozu.</p><p>W niedzielę o godz. 12 przy pomniku na terenie byłego obozu Auschwitz II-Birkenau rozpoczną się uroczystości rocznicowe. Mają w nich uczestniczyć przedstawiciele społeczności romskiej i sinti oraz reprezentanci władz i instytucji europejskich.</p><p>Do Auschwitz deportowano blisko 23 tysiące Romów i Sinti. Około 21 tysięcy z nich zginęło. Zagłada tej społeczności przez dziesięciolecia pozostawała na marginesie publicznej pamięci.</p><p>Dzisiejsze obchody są więc nie tylko wspomnieniem ofiar. Stanowią również sprzeciw wobec obojętności, która pozwala dzielić ofiary na bardziej i mniej godne pamięci. Ludobójstwo zaczyna się bowiem dużo wcześniej niż w komorze gazowej. Zaczyna się od języka pogardy, od stereotypu, od żartu, od odmowy uznania drugiego człowieka za równego sobie.</p><h2>Wanda Chotomska i świat dziecięcej wyobraźni</h2><p>W 2017 roku zmarła <strong>Wanda Chotomska</strong>, pisarka i autorka literatury dziecięcej, znana między innymi z utworów „Dziesięć bałwanków” i „Gdyby kózka nie skakała” oraz telewizyjnego cyklu „Jacek i Agatka”.</p><p>Jej twórczość przypomina, że dobra literatura dziecięca nie jest uproszczoną wersją literatury dla dorosłych. Wymaga wyobraźni, językowej dyscypliny i szacunku dla młodego odbiorcy.</p><p>Chotomska potrafiła opowiadać lekko, bez infantylizowania dzieci. W świecie pełnym patosu, bitew i politycznych katastrof jej obecność w kalendarium 2 sierpnia jest jak otwarte okno.</p><h2>Europa nakazuje oznaczać sztuczną inteligencję</h2><p>2 sierpnia 2026 roku zaczynają być stosowane kolejne przepisy unijnego <strong>Aktu o sztucznej inteligencji</strong>, dotyczące przejrzystości systemów AI.</p><p>Użytkownik powinien zostać poinformowany, że rozmawia z systemem sztucznej inteligencji, jeżeli nie wynika to jasno z okoliczności. Oznaczane mają być również treści wygenerowane lub istotnie zmodyfikowane przez AI, w tym realistyczne obrazy, nagrania i materiały określane jako deepfake.</p><p>W przypadku treści syntetycznych przewidziano stosowanie oznaczeń możliwych do odczytania przez maszyny. Szczególne obowiązki dotyczą deepfake’ów oraz tekstów odnoszących się do spraw publicznych, jeżeli zostały wygenerowane przez AI bez odpowiedniej kontroli redakcyjnej.</p><p>Za naruszenia przepisów mogą grozić kary sięgające 15 mln euro lub 3 procent całkowitego światowego rocznego obrotu przedsiębiorstwa. Część starszych systemów otrzymała okres przejściowy na dostosowanie się do nowych zasad.</p><p>To ważna zmiana również dla mediów. Internet coraz częściej przypomina wielką scenę z filmu „Truman Show”, na której trudno rozstrzygnąć, co zostało nagrane, co wygenerowane, a co celowo zmanipulowane.</p><p>Samo oznaczenie treści nie rozwiąże problemu dezinformacji. Może jednak przywrócić jedną podstawową zasadę: odbiorca ma prawo wiedzieć, czy patrzy na dokument, czy na cyfrową imitację rzeczywistości.</p><h2>Polska zagra o triumf w Lidze Narodów</h2><p>O godz. 13.30 w chińskim Ningbo reprezentacja Polski siatkarzy zmierzy się ze Stanami Zjednoczonymi w finale Ligi Narodów.</p><p>Polacy w półfinale zdecydowanie pokonali Słowenię 3:0. Amerykanie potrzebowali pięciu setów, aby wygrać z niepokonaną wcześniej Japonią.</p><p>W fazie zasadniczej biało-czerwoni pokonali USA 3:0. Finał będzie jednak zupełnie nowym spotkaniem. Reprezentacja Polski walczy o trzeci triumf w Lidze Narodów i drugi z rzędu.</p><p>Sport znów daje chwilę wspólnoty, której na co dzień tak często nam brakuje. Przez kilka godzin polityczne spory i codzienne pretensje zejdą na drugi plan. Zostaną zagrywka, blok, obrona i pytanie, czy biało-czerwoni ponownie staną na najwyższym stopniu podium.</p><h2>Od Dylana do Steczkowskiej</h2><p>Muzyczne kalendarium 2 sierpnia brzmi jak wielka, nieco chaotyczna playlista, na której spotykają się rock, pop, reggae, grunge i hip-hop.</p><p>W 1950 roku urodził się <strong>Andy Fairweather-Low</strong>, założyciel zespołu Amen Corner, znany później ze współpracy między innymi z Erikiem Claptonem, Rogerem Watersem i Bobem Dylanem.</p><p>Rok później przyszedł na świat <strong>Andrew Gold</strong>, autor przebojów „Lonely Boy”, „Thank You for Being a Friend” i „Never Let Her Slip Away”.</p><p>W 1957 roku urodził się <strong>Butch Vig</strong> — producent, którego nazwisko na zawsze związane zostało z albumem „Nevermind” Nirvany. Vig współpracował również z Sonic Youth, Green Day i The Smashing Pumpkins, a jako muzyk współtworzył grupę Garbage.</p><p>W 1960 roku Johnny Kidd and The Pirates znaleźli się na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów z utworem „Shakin’ All Over”. Piosenka przetrwała swojego wykonawcę i była później nagrywana przez wielu artystów.</p><p>Dwa lata później Robert Allen Zimmerman prawnie przyjął nazwisko <strong>Bob Dylan</strong>. Była to nie tylko urzędowa zmiana danych. Narodziła się jedna z najważniejszych artystycznych tożsamości XX wieku.</p><p>W 1968 roku grupa The Doors rozpoczęła dwutygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z piosenką „Hello, I Love You”. Rok później na brytyjskie listy trafił utwór „Wet Dream” Maxa Romeo, mimo zakazu emisji w BBC. Wokalista przekonywał, że tekst dotyczył przeciekającego dachu — co do dziś pozostaje jednym z bardziej zabawnych tłumaczeń w historii muzyki popularnej.</p><h2>Justyna Steczkowska i „Dziewczyna szamana”</h2><p>W 1972 roku w Rzeszowie urodziła się <strong>Justyna Steczkowska</strong>.</p><p>Ogólnopolską popularność przyniósł jej występ w programie „Szansa na sukces”, gdzie wykonała „Boskie Buenos” z repertuaru Maanamu. Później reprezentowała Polskę na Konkursie Piosenki Eurowizji i nagrała takie przeboje jak „Dziewczyna szamana”, „Oko za oko, słowo za słowo” oraz „Za karę”.</p><p>Steczkowska od początku wyróżniała się nie tylko skalą głosu, lecz także świadomie budowanym wizerunkiem. W polskim popie, często wybierającym bezpieczną przewidywalność, konsekwentnie próbowała tworzyć własny teatr muzyczny.</p><h2>Orły, kobieta w czerwieni i międzygalaktyczny rap</h2><p>W 1975 roku zespół <strong>Eagles</strong> zdobył pierwsze miejsce w Stanach Zjednoczonych singlem „One of These Nights”. Sukces piosenki pomógł również albumowi o tym samym tytule wejść na szczyt list sprzedaży.</p><p>W 1986 roku Peter Cetera rozpoczął dwutygodniowe panowanie na amerykańskiej liście z utworem „Glory of Love”, znanym z filmu „Karate Kid II”. W tym samym roku Chris de Burgh zdobył pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii balladą „The Lady in Red”.</p><p>W 1998 roku Beastie Boys rozpoczęli trzytygodniowe panowanie na amerykańskiej liście albumów z płytą „Hello Nasty”. Krążek przyniósł między innymi przeboje „Intergalactic” i „Body Movin’”, łącząc rap z muzycznym absurdem, ironią i nieograniczoną zabawą formą.</p><p>W 2000 roku w wypadku na placu budowy zginął Jerome Smith, gitarzysta zespołu KC and the Sunshine Band, współtwórca brzmienia ery disco.</p><h2>Między pamięcią a przyszłością</h2><p>2 sierpnia prowadzi nas przez kilka stuleci ludzkiej historii. Widzimy klęskę wynikającą z lekkomyślności, króla uciekającego od zobowiązań, poetę próbującego pogodzić tradycję z postępem, dyktatora przejmującego pełnię władzy i młodych ludzi ginących w powstańczej Warszawie.</p><p>Widzimy też Auschwitz — miejsce, w którym język nienawiści został zamieniony w przemysł zagłady.</p><p>Na końcu tej opowieści pojawia się sztuczna inteligencja. Nowe narzędzie, które może pomagać, tworzyć i uczyć, ale może również fałszować obraz rzeczywistości. Europa próbuje dziś postawić pierwszą czytelną granicę: człowiek powinien wiedzieć, kiedy ma do czynienia z maszyną.</p><p>Historia 2 sierpnia podpowiada, że żadna technologia i żadna instytucja nie zastąpią odpowiedzialności. Prawo może nakazać oznaczanie deepfake’ów, ale nie nauczy społeczeństwa krytycznego myślenia. Pomnik może przypominać o ofiarach, lecz nie powstrzyma nienawiści, jeśli obok niego przejdziemy obojętnie.</p><p>Pamięć nie jest patrzeniem wstecz. Jest systemem ostrzegawczym. I tylko od nas zależy, czy usłyszymy alarm.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[1 sierpnia – godzina „W”, wielka historia i dzień, w którym wystartowała MTV]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56019,1-sierpnia-godzina-w-wielka-historia-i-dzien-w-ktorym-wystartowala-mtv</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56019,1-sierpnia-godzina-w-wielka-historia-i-dzien-w-ktorym-wystartowala-mtv</guid>
            <pubDate>Sat, 01 Aug 2026 09:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-1-sierpnia-godzina-w-wielka-historia-i-dzien-w-ktorym-wystartowala-mtv-1785571654.png</url>
                        <title>1 sierpnia – godzina „W”, wielka historia i dzień, w którym wystartowała MTV</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56019,1-sierpnia-godzina-w-wielka-historia-i-dzien-w-ktorym-wystartowala-mtv</link>
                    </image><description>Dziś, w sobotę 1 sierpnia, przypada 213. dzień roku. Wschód słońca nastąpił o godz. 4.54, a zachód przewidywany jest o godz. 20.29. Imieniny obchodzą Aleksander, Justyna, Konrad i Piotr. To jednak przede wszystkim dzień naznaczony pamięcią o Powstaniu Warszawskim – jednym z najbardziej tragicznych i heroicznych wydarzeń w polskiej historii.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>O godzinie 17 miasta w całej Polsce zatrzymają się choćby na minutę. Zawyją syreny, zamilkną rozmowy, przystaną przechodnie i kierowcy. W tej krótkiej chwili powróci Warszawa z sierpnia 1944 roku – miasto młodych ludzi z biało-czerwonymi opaskami, barykad, kanałów i nadziei, która musiała zmierzyć się z bezwzględnością niemieckiej machiny wojennej.</p><h2>82 lata od wybuchu Powstania Warszawskiego</h2><p><strong>1 sierpnia 1944 roku o godzinie 17 rozpoczęło się Powstanie Warszawskie</strong>, największy zryw zbrojny podziemia w okupowanej przez Niemców Europie. Już pierwszego dnia walk zginęło około dwóch tysięcy powstańców, a także wielu mieszkańców stolicy.</p><p>Powstańcom nie udało się zdobyć mostów na Wiśle ani opanować najważniejszych strategicznych punktów miasta. Walki, planowane pierwotnie na kilka dni, trwały 63 dni. Warszawa zapłaciła za nie straszliwą cenę – śmiercią żołnierzy i ludności cywilnej oraz niemal całkowitym zniszczeniem miasta.</p><p>W sobotę główne uroczystości rocznicowe w Warszawie odbędą się przy pomniku Gloria Victis na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Punktualnie o godz. 17 rozlegną się syreny alarmowe. Wieczorem, o godz. 20.30, na placu Piłsudskiego po raz dwudziesty odbędzie się koncert <strong>„Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”</strong>.</p><p>O godz. 21 na Kopcu Powstania Warszawskiego zapłonie „Ogień pamięci”, przyniesiony przez Sztafetę Pokoleń z Grobu Nieznanego Żołnierza.</p><blockquote><h2>Tomaszów Mazowiecki również pamięta</h2><p>O godzinie 17 syreny zabrzmią także w Tomaszowie Mazowieckim. Minutowy, ciągły sygnał będzie jednocześnie treningiem systemu ostrzegania oraz symbolicznym hołdem dla uczestników Powstania Warszawskiego.</p><p>Lokalne obchody będą miały również wymiar muzyczny. O godz. 19.30 w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej przy ul. Farbiarskiej 20/24 rozpocznie się koncert <strong>„Śpiewamy (nie)zakazane piosenki”</strong>.</p><p>Na scenie wystąpią studenci Akademii Muzycznej w Łodzi oraz uczestnicy sekcji muzycznej PCAS. Pieśniom patriotycznym towarzyszyć będą poetyckie wprowadzenia oraz fragmenty filmu „Miasto 44”. Publiczność będzie mogła włączyć się do wspólnego śpiewania, ponieważ teksty utworów zostaną wyświetlone na dużym ekranie.</p><p>To ważne, bo pamięć nie może być jedynie szkolną datą zapisaną kredą na tablicy. Musi brzmieć – czasem głosem syreny, czasem pieśnią śpiewaną wspólnie przez kilka pokoleń.</p></blockquote><h2>Król, pamiętnikarz i poeta Tatr</h2><p>Kalendarium 1 sierpnia prowadzi nas także przez wcześniejsze stulecia.</p><p>W 1520 roku w Krakowie urodził się <strong>Zygmunt II August</strong>, ostatni król Polski z dynastii Jagiellonów. To za jego panowania zawarto unię lubelską, która w 1569 roku połączyła Koronę Królestwa Polskiego oraz Wielkie Księstwo Litewskie w Rzeczpospolitą Obojga Narodów.</p><p>W 1701 roku zmarł <strong>Jan Chryzostom Pasek</strong> – żołnierz, szlachcic i autor słynnych „Pamiętników”. Jego dzieło jest jednym z najbardziej barwnych zapisów życia polskiej szlachty XVII wieku. Pasek opisywał wojny, sejmiki, uczty, podróże i awantury językiem pełnym humoru, przechwałek, łacińskich wtrętów i sarmackiego temperamentu.</p><p>Sto lat temu, 1 sierpnia 1926 roku, w Zakopanem zmarł <strong>Jan Kasprowicz</strong>, jeden z najważniejszych poetów Młodej Polski. Autor „Krzaku dzikiej róży”, „Hymnów” oraz „Księgi ubogich” ostatnie lata życia spędził na Harendzie. Tatry były dla niego nie tylko pejzażem, lecz również przestrzenią duchowego uspokojenia – miejscem, w którym poetycki bunt stopniowo ustępował pokorze i zachwytowi nad światem.</p><h2>Zwycięstwo pod Słonimem i Virtuti Militari</h2><p>W 1794 roku pod Słonimem rozpoczęła się dwudniowa bitwa wojsk insurekcji kościuszkowskiej dowodzonych przez generała Karola Sierakowskiego z oddziałami rosyjskimi. Starcie zakończyło się zwycięstwem sił polsko-litewskich.</p><p>W 1919 roku Sejm Rzeczypospolitej uchwalił ustawy dotyczące godła i barw państwowych oraz orderu Virtuti Militari. Najwyższe polskie odznaczenie wojskowe, ustanowione jeszcze przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, stało się symbolem odwagi i szczególnych zasług na polu walki.</p><p>Rok później, podczas wojny polsko-bolszewickiej, Armia Czerwona zdobyła Brześć nad Bugiem. Wojska bolszewickie zbliżały się wówczas do Warszawy, gdzie kilkanaście dni później rozstrzygnęła się jedna z najważniejszych bitew w historii Europy.</p><h2>Od Helsinek do walki o prawa człowieka</h2><p>W 1975 roku w Helsinkach podpisano Akt Końcowy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Przywódcy 35 państw – 33 europejskich, a także Stanów Zjednoczonych i Kanady – zobowiązali się między innymi do pokojowego rozwiązywania sporów, poszanowania granic oraz przestrzegania praw człowieka.</p><p>Choć dokument powstawał w samym środku zimnej wojny, jego zapisy stały się później ważnym argumentem dla opozycji demokratycznej w państwach bloku wschodniego. Władze komunistyczne podpisywały deklaracje o wolności, których we własnych krajach nie zamierzały respektować. Słowa zapisane w Helsinkach zaczęły jednak żyć własnym życiem.</p><h2>Polscy strażacy ruszają do Hiszpanii</h2><p>Dziś rozpoczyna się również misja polskich strażaków w Hiszpanii. <strong>Łącznie 105 ratowników będzie przez sierpień wspierać tamtejsze służby w walce z pożarami lasów.</strong></p><p>Strażacy będą pracować w trzech zmianach, po 35 osób każda, na terenie Kastylii-La Manchy. Moduł GFFF Poland specjalizuje się w gaszeniu pożarów na obszarach trudno dostępnych, gdzie użycie ciężkich samochodów gaśniczych jest utrudnione lub niemożliwe.</p><p>To kolejny przykład praktycznego działania Unijnego Mechanizmu Ochrony Ludności. W 2026 roku w zagrożonych pożarami częściach Europy rozmieszczonych ma zostać 777 strażaków z 14 krajów.</p><h2>Biało-Czerwoni walczą o finał</h2><p>Sportowych emocji dostarczą polscy siatkarze. O godz. 9 czasu polskiego reprezentacja prowadzona przez Nikolę Grbicia rozpoczęła półfinał Ligi Narodów ze Słowenią.</p><p>Turniej finałowy rozgrywany jest w chińskim Ningbo. Polacy bronią tytułu i walczą o trzeci triumf w historii rozgrywek. W drugim półfinale Stany Zjednoczone zmierzą się z Japonią.</p><h2>Jerry Garcia, Deep Purple i „Gangsta’s Paradise”</h2><p>Muzyczne kalendarium 1 sierpnia przypomina o narodzinach artystów należących do zupełnie różnych światów.</p><p>W 1942 roku urodził się <strong>Jerry Garcia</strong>, gitarzysta i wokalista Grateful Dead – zespołu, który połączył rock, folk, blues, country, jazz oraz psychodelię. Garcia stał się ikoną amerykańskiej kontrkultury, a koncerty Grateful Dead obrastały legendą i tworzyły wokół grupy wielką społeczność wiernych fanów.</p><p>W 1951 roku urodził się <strong>Tommy Bolin</strong>, znakomity gitarzysta związany z zespołami Zephyr i James Gang. W 1975 roku zastąpił Ritchiego Blackmore’a w Deep Purple i nagrał z grupą album „Come Taste the Band”. Bolin zmarł w grudniu 1976 roku – miał zaledwie 25 lat.</p><p>W 1963 roku urodził się <strong>Coolio</strong>, właściwie Artis Leon Ivey Jr. Jego największym przebojem było „Gangsta’s Paradise”, wykorzystane w filmie „Młodzi gniewni”. Utwór stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych nagrań hip-hopowych lat 90.</p><h2>Pierwszy dzień MTV</h2><p>1 sierpnia 1981 roku rozpoczęła nadawanie telewizja MTV. Pierwszym pokazanym teledyskiem był – zgodnie z ironiczną logiką historii – <strong>„Video Killed the Radio Star”</strong> grupy The Buggles.</p><p>Początkowo MTV emitowała niemal wyłącznie teledyski. Kanał zmienił sposób promowania muzyki i sprawił, że obraz stał się równie ważny jak dźwięk. Bez MTV trudno wyobrazić sobie globalną popularność wideoklipów Michaela Jacksona, Madonny, Prince’a czy zespołów rockowych lat 80.</p><p>Tego samego dnia w 1971 roku w Madison Square Garden odbył się <strong>Koncert dla Bangladeszu</strong>, zorganizowany przez George’a Harrisona. Wystąpili między innymi Bob Dylan, Ringo Starr, Eric Clapton, Billy Preston i Ravi Shankar. Było to jedno z pierwszych tak wielkich charytatywnych przedsięwzięć w historii muzyki popularnej.</p><h2>Od Beatlesów do „La Bamby”</h2><p>1 sierpnia zapisał się także w historii list przebojów.</p><p>W 1964 roku Beatlesi zdobyli pierwsze miejsce w Stanach Zjednoczonych piosenką „A Hard Day’s Night”. W 1981 roku Rick Springfield rozpoczął panowanie na amerykańskiej liście z utworem „Jessie’s Girl”, a Shakin’ Stevens triumfował w Wielkiej Brytanii piosenką „Green Door”.</p><p>W 1987 roku szczyty list po obu stronach Atlantyku zdobyła „La Bamba” w wykonaniu Los Lobos. Nagranie promowało film opowiadający historię Ritchiego Valensa, który zginął w katastrofie lotniczej razem z Buddym Hollym i J.P. Richardsonem.</p><p>W 1998 roku Spice Girls umieściły na pierwszym miejscu brytyjskiej listy „Viva Forever”, natomiast rok później swój pierwszy solowy numer jeden zdobył Ronan Keating dzięki balladzie „When You Say Nothing at All”.</p><h2>Minuta, która mówi więcej niż długie przemówienia</h2><p>Pierwszy dzień sierpnia łączy historię państwa, literaturę, muzykę i współczesne wydarzenia. Nad wszystkim dominuje jednak godzina „W”.</p><p>O godz. 17 warto przystanąć. Nie po to, by zamienić historię w wygodny mit bez pytań i wątpliwości. Nie po to, by urządzać wyścig na patriotyczne deklaracje. Lecz po to, by pamiętać o konkretnych ludziach – często bardzo młodych – którzy znaleźli się w sytuacji, w której każda decyzja prowadziła ku tragedii.</p><p>Syrena będzie wyła tylko przez minutę. Czasem jednak jedna minuta ciszy mówi więcej niż najdłuższe oficjalne przemówienie</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[31 lipca w historii. Złoto Konopackiej i Kusocińskiego, światło Łukasiewicza oraz trudna pamięć Akcji „Wisła”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56010,31-lipca-w-historii-zloto-konopackiej-i-kusocinskiego-swiatlo-lukasiewicza-oraz-trudna-pamiec-akcji-wisla</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56010,31-lipca-w-historii-zloto-konopackiej-i-kusocinskiego-swiatlo-lukasiewicza-oraz-trudna-pamiec-akcji-wisla</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 11:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-31-lipca-w-historii-zloto-konopackiej-i-kusocinskiego-swiatlo-lukasiewicza-oraz-trudna-pamiec-akcj-1785491654.png</url>
                        <title>31 lipca w historii. Złoto Konopackiej i Kusocińskiego, światło Łukasiewicza oraz trudna pamięć Akcji „Wisła”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56010,31-lipca-w-historii-zloto-konopackiej-i-kusocinskiego-swiatlo-lukasiewicza-oraz-trudna-pamiec-akcji-wisla</link>
                    </image><description>Ostatni dzień lipca prowadzi nas przez historię pełną gwałtownych zwrotów. Od rokoszu Lubomirskiego i kapitulacji królewskich planów reform, przez pierwsze lampy naftowe Ignacego Łukasiewicza, aż po olimpijskie triumfy Haliny Konopackiej i Janusza Kusocińskiego. W kalendarzu zapisały się również wydarzenia bolesne: przymusowe wysiedlenia ludności ukraińskiej i łemkowskiej oraz nierozliczona przez dziesięciolecia zbrodnia na 17-letniej Iwonie Cygan. Muzycznie 31 lipca brzmi natomiast głosem Grzegorza Turnaua, syntezatorami C.C. Catch i filmową energią „Eye of the Tiger”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>piątek, 31 lipca</strong>, dwieście dwunasty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.52, a zajdzie o godz. 20.30. Imieniny obchodzą <strong>Adam, Helena, Ignacy, Iga i Jan</strong>.</p><h2>Król ustąpił, państwo zostało bez reform</h2><p>W 1666 roku w Łęgonicach podpisano ugodę kończącą <strong>rokosz Jerzego Sebastiana Lubomirskiego</strong>. Był to bunt części szlachty przeciwko królowi Janowi Kazimierzowi i jego planom wzmocnienia państwa.</p><p>Monarcha chciał między innymi przeprowadzić elekcję następcy jeszcze za swojego życia oraz ograniczyć paraliżujący wpływ szlacheckich sporów na funkcjonowanie Rzeczypospolitej. Ostatecznie musiał jednak ustąpić. Wycofał się z planów reform, a uczestnicy rokoszu zostali objęci amnestią.</p><p>Było to zwycięstwo politycznej krótkowzroczności. Rzeczpospolita przypominała wówczas statek, którego załoga wolała kłócić się o miejsce przy stole kapitańskim, niż naprawić przeciekający kadłub. Kilkadziesiąt lat później skutki ustrojowej niemocy stawały się już coraz bardziej dramatyczne.</p><h2>Ignacy Domeyko – Polak, który odkrywał Chile</h2><p>31 lipca 1802 roku urodził się <strong>Ignacy Domeyko</strong> – geolog, mineralog, inżynier górnictwa i jeden z najbardziej niezwykłych polskich uczonych XIX wieku.</p><p>W młodości należał do filomatów, środowiska skupiającego między innymi Adama Mickiewicza. Po upadku powstania listopadowego znalazł się na emigracji. W 1838 roku wyjechał do Chile, gdzie rozpoczął pracę naukową, badając bogactwa naturalne kraju i reformując tamtejsze szkolnictwo.</p><p>Został profesorem, a następnie rektorem uniwersytetu w Santiago. Jego nazwisko do dziś noszą minerały, pasma górskie i miejscowości. Domeyko należał do tych emigrantów, którzy utracili ojczyznę, lecz nie utracili zdolności służenia ludziom. Zmarł 23 stycznia 1889 roku w Santiago.</p><h2>Lampy Łukasiewicza rozświetliły lwowski szpital</h2><p>W 1853 roku na sali operacyjnej szpitala miejskiego we Lwowie po raz pierwszy wykorzystano <strong>lampy naftowe skonstruowane według projektu Ignacego Łukasiewicza</strong>.</p><p>Nie był to tylko techniczny eksperyment. Nowe źródło światła pozwalało lekarzom operować także po zmroku, w warunkach znacznie bezpieczniejszych niż przy świecach czy lampach olejowych.</p><p>Historia wielkich wynalazków często zaczyna się bez fanfar. Nie ma czerwonych dywanów ani orkiestry. Jest noc, szpitalna sala, pacjent i człowiek, który znalazł sposób, by w ciemności zapalić światło. Łukasiewicz stworzył później podstawy przemysłu naftowego, ale właśnie ta lwowska noc stała się jednym z symbolicznych początków jego dzieła.</p><h2>Polska ratyfikuje traktat wersalski</h2><p>W 1919 roku Sejm Ustawodawczy ratyfikował <strong>traktat wersalski</strong>, jeden z najważniejszych dokumentów kończących I wojnę światową.</p><p>Dla odrodzonej Polski traktat oznaczał międzynarodowe potwierdzenie jej powrotu na mapę Europy. Określał również część zachodnich granic państwa oraz przewidywał przeprowadzenie plebiscytów na terenach spornych.</p><p>Nie rozwiązał wszystkich problemów. Granice młodej Rzeczypospolitej wciąż wykuwano w walkach, powstaniach i politycznych negocjacjach. Był jednak pieczęcią postawioną pod faktem, który jeszcze kilka lat wcześniej wydawał się marzeniem romantyków: Polska ponownie istniała.</p><h2>Pierwsze olimpijskie złoto dla Polski</h2><p>31 lipca 1928 roku <strong>Halina Konopacka</strong> zdobyła podczas igrzysk olimpijskich w Amsterdamie złoty medal w rzucie dyskiem. Było to pierwsze olimpijskie złoto w historii Polski.</p><p>Konopacka nie tylko zwyciężyła, ale ustanowiła również rekord świata. Stała się symbolem nowoczesnej, ambitnej II Rzeczypospolitej. Była sportsmenką, poetką i kobietą, która wyprzedzała swoją epokę.</p><p>Cztery lata później, 31 lipca 1932 roku, kolejny rozdział polskiej historii olimpijskiej napisał <strong>Janusz Kusociński</strong>. Podczas igrzysk w Los Angeles zdobył złoty medal w biegu na 10 000 metrów.</p><p>Jego triumf był czymś więcej niż sportowym sukcesem. Kusociński stał się narodowym bohaterem. Podczas okupacji działał w konspiracji. Został aresztowany przez Niemców i zamordowany w 1940 roku w Palmirach.</p><h2>Stefan Starzyński obejmuje Warszawę</h2><p>W 1934 roku <strong>Stefan Starzyński</strong> został mianowany komisarycznym prezydentem Warszawy.</p><p>W kolejnych latach modernizował stolicę i snuł ambitne plany jej rozwoju. Do historii przeszedł jednak przede wszystkim jako prezydent walczącej Warszawy we wrześniu 1939 roku.</p><p>Jego radiowe przemówienia podtrzymywały mieszkańców na duchu podczas niemieckich bombardowań. Starzyński pozostał w mieście mimo możliwości ewakuacji. Został aresztowany przez Gestapo, a okoliczności jego śmierci przez lata pozostawały przedmiotem sporów i badań.</p><h2>Akcja „Wisła”. Historia, która nadal boli</h2><p>31 lipca 1947 roku zakończyła się <strong>Akcja „Wisła”</strong>. W jej trakcie z południowo-wschodniej Polski przymusowo wysiedlono ponad 140 tysięcy Ukraińców, Łemków oraz członków rodzin mieszanych.</p><p>Ludzi przewożono przede wszystkim na ziemie zachodnie i północne. Oficjalnym celem operacji było rozbicie zaplecza Ukraińskiej Powstańczej Armii. W praktyce zastosowano odpowiedzialność zbiorową, wysiedlając całe rodziny i rozpraszając społeczności, które od pokoleń żyły na terenach Beskidu Niskiego, Bieszczadów i Lubelszczyzny.</p><p>Pozostały puste wsie, zrujnowane cerkwie i pamięć przekazywana w rodzinach. To jeden z tych rozdziałów historii, których nie da się zamknąć prostym podziałem na bohaterów i zdrajców. Państwo walczyło z podziemiem, ale cenę zapłacili również ludzie, którym nigdy nie udowodniono żadnego przestępstwa.</p><h2>Most Gdański i muzeum, które przywróciło pamięć</h2><p>W 1959 roku w Warszawie otwarto <strong>most Gdański</strong>, stanowiący ważne połączenie komunikacyjne między lewobrzeżną i prawobrzeżną częścią miasta.</p><p>Z kolei w 2004 roku otwarto <strong>Muzeum Powstania Warszawskiego</strong>. Placówka szybko stała się jednym z najczęściej odwiedzanych polskich muzeów historycznych. Zmieniła również sposób opowiadania o przeszłości – zamiast chłodnych gablot zaoferowała dźwięk, obraz, relacje świadków i emocjonalne zetknięcie z losem walczącego miasta.</p><p>Tegoroczne uroczystości poprzedzające 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego rozpoczęły się właśnie 31 lipca. Na Placu Krasińskich zaplanowano polową mszę świętą i Apel Pamięci. Udział w wydarzeniu zapowiedział prezydent Karol Nawrocki.</p><h2>Od Turnaua do Fatboy Slima</h2><p>Muzyczne kalendarium 31 lipca jest wyjątkowo bogate.</p><p>W 1953 roku urodził się <strong>Hugh McDowell</strong>, wiolonczelista zespołu Electric Light Orchestra. Charakterystyczne połączenie rocka, muzyki pop i instrumentów smyczkowych stało się znakiem rozpoznawczym grupy Jeffa Lynne’a.</p><p>W 1959 roku <strong>Neil Sedaka</strong> nagrał przebój „Oh! Carol”. Piosenkę zadedykował swojej dawnej szkolnej sympatii Carol Klein, która później jako <strong>Carole King</strong> została jedną z najważniejszych autorek piosenek w historii amerykańskiej muzyki.</p><p>Tego samego roku Cliff Richard dotarł na szczyt brytyjskiej listy przebojów z utworem „Living Doll”.</p><p>W 1963 roku urodził się <strong>Norman Cook</strong>. Zaczynał w grupie The Housemartins, później działał w Beats International, aż wreszcie jako <strong>Fatboy Slim</strong> stał się jedną z największych gwiazd muzyki elektronicznej lat 90.</p><p>W 1964 roku w katastrofie lotniczej zginął amerykański wokalista country <strong>Jim Reeves</strong>. Tego samego dnia urodziła się <strong>C.C. Catch</strong>, której piosenki produkowane przez Dietera Bohlena stały się częścią ścieżki dźwiękowej lat 80.</p><h2>„Cichosza” i krakowska poezja</h2><p>31 lipca 1967 roku w Krakowie urodził się <strong>Grzegorz Turnau</strong> – kompozytor, pianista, wokalista i jeden z najbardziej rozpoznawalnych wykonawców polskiej poezji śpiewanej.</p><p>„Bracka”, „Cichosza”, „Między ciszą a ciszą” czy „Naprawdę nie dzieje się nic” to utwory, które stworzyły osobny muzyczny świat. Świat piwnic, krakowskich ulic, półmroku, inteligentnego słowa i melodii, która nie potrzebuje krzyku, by zostać zapamiętana.</p><p>Turnau współpracował między innymi z Anną Marią Jopek, Andrzejem Sikorowskim, Stanisławem Soyką, Justyną Steczkowską i Janem Kantym Pawluśkiewiczem.</p><h2>„Mony Mony”, Carole King i oko tygrysa</h2><p>W 1968 roku Tommy James and the Shondells zdobyli szczyt brytyjskiego zestawienia piosenką „Mony Mony”. Tytuł nie pochodził od słowa „money”, lecz od neonu firmy Mutual of New York, widocznego z okna apartamentu Tommy’ego Jamesa.</p><p>W 1971 roku James Taylor dotarł na pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów z utworem Carole King „You’ve Got a Friend”. Piosenka stała się jednym z hymnów przyjaźni i bliskości w muzyce popularnej.</p><p>W 1982 roku album „Eye of the Tiger” zespołu Survivor wspiął się na szczyt amerykańskiej listy płyt. Tytułową piosenkę Sylvester Stallone wykorzystał w filmie „Rocky III”. Do dziś pierwsze gitarowe takty utworu brzmią jak wezwanie do wejścia na ring – nawet wtedy, gdy tym ringiem jest zwyczajny poniedziałkowy poranek.</p><p>W 1991 roku Bryan Adams kontynuował rekordowe panowanie na brytyjskiej liście przebojów z balladą „(Everything I Do) I Do It for You”. Osiem lat później pierwsze miejsce w Stanach Zjednoczonych zdobyła Christina Aguilera z „Genie in a Bottle”.</p><h2>Ostatni dzień obrad przed wakacyjną przerwą</h2><p>31 lipca jest również ostatnim dniem sejmowego posiedzenia przed wakacyjną przerwą. Posłowie zajmują się między innymi zmianami w opodatkowaniu papierosów elektronicznych i urządzeń do waporyzacji, przepisami dotyczącymi praw pacjentów, transportu publicznego oraz opieki nad dziećmi do lat trzech. Kolejne posiedzenie Sejmu ma rozpocząć się 2 września.</p><p>W Warszawie odbywa się także spotkanie środowiska <strong>Rozwój Plus</strong> Mateusza Morawieckiego. Wydarzenie nabrało szczególnego znaczenia po powstaniu nowego klubu parlamentarnego, skupiającego 40 posłów. Do inicjatywy należy również senator, a wspiera ją trzech europosłów związanych wcześniej z PiS. Polityczny konflikt przestał więc być wewnętrznym sporem personalnym i doprowadził do formalnego pęknięcia na polskiej prawicy.</p><h2>Wszyscy oskarżeni uniewinnieni w sprawie Iwony Cygan</h2><p>W piątek rano Sąd Okręgowy w Rzeszowie ogłosił wyrok w jednym z najgłośniejszych procesów kryminalnych ostatnich dekad. <strong>Wszystkich 17 oskarżonych w sprawie zabójstwa Iwony Cygan uniewinniono. Wyrok nie jest prawomocny.</strong></p><p>Proces trwał osiem lat. Wśród oskarżonych znajdowali się Paweł K., jego ojciec oraz byli i emerytowani funkcjonariusze policji, którym zarzucano między innymi niedopełnienie obowiązków i utrudnianie śledztwa.</p><p>Sąd uznał, że przeprowadzone postępowanie nie wykazało ponad wszelką wątpliwość, iż oskarżeni dopuścili się zarzucanych czynów. To rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji, a sprawa może trafić do postępowania apelacyjnego.</p><h2>Historia nie zamyka się wraz z kartką kalendarza</h2><p>31 lipca przypomina, że historia nie jest równym szeregiem dat i nazwisk. Jest raczej wielkim nagraniem, na którym słychać naraz sejmowe spory, stadionowy doping, szpitalne kroki, huk samolotu i cichy fortepian Grzegorza Turnaua.</p><p>Jednego dnia świętujemy olimpijskie medale, innego wracamy do wysiedleń i zbrodni, których nie udało się jednoznacznie osądzić nawet po dziesięcioleciach. Kalendarz przewraca kartkę. Pamięć nie robi tego nigdy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55989,polowa-wyborcow-pis-chce-morawieckiego-zamiast-kaczynskiego-sondaz-to-sukces-ale-droga-do-wladzy-w-partii-wciaz-jest-dal</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55989,polowa-wyborcow-pis-chce-morawieckiego-zamiast-kaczynskiego-sondaz-to-sukces-ale-droga-do-wladzy-w-partii-wciaz-jest-dal</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 12:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polowa-wyborcow-pis-chce-morawieckiego-zamiast-kaczynskiego-sondaz-to-sukces-ale-droga-do-wladzy-w-1785321953.png</url>
                        <title>Połowa wyborców PiS chce Morawieckiego zamiast Kaczyńskiego. Sondaż to sukces, ale droga do władzy w partii wciąż jest daleka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55989,polowa-wyborcow-pis-chce-morawieckiego-zamiast-kaczynskiego-sondaz-to-sukces-ale-droga-do-wladzy-w-partii-wciaz-jest-dal</link>
                    </image><description>Mateusz Morawiecki ma za sobą połowę elektoratu Prawa i Sprawiedliwości, grupę lojalnych parlamentarzystów, doświadczenie premiera i rozpoznawalność, której może mu zazdrościć większość polityków prawicy. Nie ma jednak tego, co w PiS nadal pozostaje najważniejsze: kontroli nad aparatem partii i politycznego błogosławieństwa Jarosława Kaczyńskiego. Najnowszy sondaż pokazuje, że były premier jest poważnym kandydatem do sukcesji. Nie oznacza jednak, że może dziś po prostu wejść do gabinetu prezesa i przejąć klucze.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Według sondażu IBRiS dla Radia ZET 38,1 proc. wszystkich badanych uważa, że Mateusz Morawiecki powinien zastąpić Jarosława Kaczyńskiego na stanowisku prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Przeciwnego zdania jest 31,3 proc., a aż 30,6 proc. ankietowanych nie potrafi zająć stanowiska.</p><p>Znacznie ciekawsze są jednak odpowiedzi osób, które w wyborach parlamentarnych z 15 października 2023 roku głosowały na PiS. Dokładnie 50 proc. z nich chciałoby, aby Morawiecki przejął kierowanie partią. Przeciwko takiej zmianie jest 46 proc., a niezdecydowanych pozostaje zaledwie 4 proc. Badanie przeprowadzono 24 i 25 lipca 2026 roku na reprezentatywnej próbie tysiąca osób.</p><p>To wynik niemal remisowy, ale politycznie bardzo znaczący. Pokazuje bowiem, że w elektoracie PiS skończył się czas, w którym pytanie o następcę Jarosława Kaczyńskiego było odbierane jako zdrada albo zamach na jedność partii. Dziś połowa wyborców jest gotowa zaakceptować zmianę przywództwa — i wskazuje konkretne nazwisko.</p><h2>Elektorat widzi następcę. Partia nadal widzi buntownika</h2><p>Sondaż jest dla Morawieckiego mocnym argumentem. Były premier może powiedzieć swoim przeciwnikom: nie jestem politykiem bez zaplecza, którego ambicje istnieją wyłącznie w sejmowych kuluarach. Mam poparcie znaczącej części wyborców PiS.</p><p>Problem polega na tym, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią, w której lidera wybiera się w prawyborach organizowanych wśród sympatyków. O przywództwie decydują struktury, delegaci, działacze oraz ludzie posiadający wpływy w partyjnym aparacie. Zgodnie ze statutowymi zasadami najwyższą władzą ugrupowania jest kongres, ale rzeczywisty układ sił przez lata opierał się na niepodważalnym autorytecie Jarosława Kaczyńskiego.</p><p>Morawiecki jest silny wśród części wyborców, posłów i polityków młodszego pokolenia. Znacznie słabsza pozostaje jednak jego pozycja wśród partyjnych struktur, które przez lata budowano wokół lojalności wobec prezesa. Dla wielu działaczy były premier jest człowiekiem, który do PiS przyszedł stosunkowo późno, zrobił błyskawiczną karierę, a następnie stworzył własne środowisko polityczne.</p><p>To właśnie zaplecze zgromadzone wokół stowarzyszenia Rozwój Plus stało się bezpośrednią przyczyną obecnego konfliktu. Kierownictwo PiS zażądało od parlamentarzystów deklaracji lojalności i rezygnacji z aktywności w konkurencyjnych organizacjach. Po upływie terminu Jarosław Kaczyński mówił o politykach, którzy znaleźli się poza partią. Ostatecznie Komitet Polityczny nie podjął jednak natychmiastowej decyzji o ich usunięciu. Lista 44 osób została przekazana rzecznikowi dyscyplinarnemu, który ma rozpatrywać poszczególne przypadki.</p><p>Sam Morawiecki uznał tę decyzję za przeciąganie „kiepskiego serialu” i zadeklarował, że przyjmuje, iż on i jego zwolennicy zostali z PiS usunięci.</p><p>W takich warunkach sondaż nie jest zwykłym badaniem popularności. Staje się elementem wewnętrznej wojny.</p><h2>Morawiecki ma kapitał, którego nie można zlekceważyć</h2><p>Atutem byłego premiera jest przede wszystkim rozpoznawalność. Przez sześć lat stał na czele rządu, reprezentował Polskę podczas spotkań międzynarodowych i był twarzą najważniejszych programów gospodarczych oraz społecznych obozu Zjednoczonej Prawicy.</p><p>Dla części wyborców pozostaje politykiem kompetentnym, sprawnym w debacie ekonomicznej i zdolnym rozmawiać zarówno z tradycyjnym elektoratem PiS, jak i z wyborcami bardziej centrowymi, przedsiębiorcami czy mieszkańcami dużych miast. Jego środowisko jest opisywane jako bardziej prorynkowe, umiarkowane i nastawione na gospodarczy rozwój niż twarde skrzydło partii.</p><p>To może być istotne przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. PiS musi dziś walczyć na dwóch frontach. Z jednej strony konkuruje z Koalicją Obywatelską o część wyborców centrum, z drugiej — traci głosy na rzecz ugrupowań znajdujących się jeszcze dalej na prawo.</p><p>Morawiecki mógłby próbować odwrócić partię w stronę centrum i odbudować wizerunek ugrupowania zdolnego nie tylko mobilizować wiernych zwolenników, lecz także zdobywać nowych. Właśnie tutaj znajduje się jego największa polityczna szansa.</p><p>Sondaż pokazuje, że dla połowy dawnych wyborców PiS zmiana prezesa nie oznaczałaby końca partii. Mogłaby zostać odebrana jako nowe otwarcie.</p><h2>Czarnek zajmuje miejsce przeznaczone kiedyś dla Morawieckiego</h2><p>Największym rywalem Morawieckiego nie jest jednak wyłącznie Jarosław Kaczyński. Jest nim również Przemysław Czarnek, przedstawiany jako kandydat PiS na premiera po wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Decyzję w tej sprawie ogłosił sam Kaczyński podczas marcowej konwencji partii.</p><p>Wskazanie Czarnka było czytelnym sygnałem: kierownictwo PiS nie zamierzało budować kolejnej kampanii wokół Morawieckiego. Partia wybrała polityka reprezentującego twardszy, bardziej ideologiczny kurs, dobrze przyjmowanego przez najbardziej konserwatywną część elektoratu.</p><p>Dla byłego premiera była to nie tylko osobista porażka. Oznaczała odsunięcie od roli naturalnego następcy i faktyczne przekazanie politycznej inicjatywy konkurencyjnemu środowisku.</p><p>Morawiecki może mieć większe zdolności koalicyjne i szerszą rozpoznawalność, ale Czarnek posiada atut, którego w PiS nie da się przecenić: został wskazany przez prezesa. Dopóki Jarosław Kaczyński kontroluje partię, takie poparcie waży więcej niż dobry wynik jednego sondażu.</p><h2>Paradoks Kaczyńskiego</h2><p>Jarosław Kaczyński przez lata pełnił w PiS podwójną rolę. Był nie tylko liderem, lecz także arbitrem rozstrzygającym spory pomiędzy frakcjami. To on decydował, kto awansuje, kto zostaje przesunięty na boczny tor i kto otrzyma możliwość budowania własnej pozycji.</p><p>Dzięki temu partia zachowywała jedność nawet wtedy, gdy wewnątrz niej ścierały się sprzeczne interesy polityczne, gospodarcze i personalne.</p><p>Ten model ma jednak swoją cenę. PiS nie wypracowało mechanizmu pokojowej sukcesji. Nie istnieje wyraźnie wskazany następca, który posiadałby jednocześnie poparcie wyborców, struktur, parlamentarzystów i obecnego prezesa.</p><p>Morawiecki jest silny wśród części elektoratu i parlamentarzystów. Czarnek ma poparcie twardego skrzydła oraz decyzję Kaczyńskiego w sprawie kandydatury na premiera. Mariusz Błaszczak przez lata uchodził natomiast za polityka najbardziej lojalnego wobec prezesa i akceptowalnego dla partyjnego aparatu.</p><p>Żaden z nich nie ma jednak pozycji porównywalnej z Kaczyńskim.</p><p>To paradoks obecnego prezesa: jego siła przez lata scalała PiS, ale jednocześnie uniemożliwiała wykreowanie następcy, który mógłby bezkonfliktowo przejąć władzę.</p><h2>Sondaż wzmacnia Morawieckiego, ale nie daje mu partii</h2><p>Wynik badania dla Radia ZET może pomóc byłemu premierowi na kilka sposobów.</p><p>Po pierwsze, utrudnia przedstawianie go jako polityka pozbawionego społecznego zaplecza. Po drugie, może powstrzymywać część władz PiS przed szybkim usunięciem jego zwolenników. Wyrzucenie grupy reprezentującej poglądy połowy elektoratu byłoby politycznie ryzykowne.</p><p>Po trzecie, sondaż zwiększa zdolność Morawieckiego do negocjowania — zarówno wewnątrz PiS, jak i w przypadku powstania nowego ugrupowania lub klubu parlamentarnego.</p><p>Jednocześnie badanie ujawnia ograniczenia jego pozycji. Aż 46 proc. wyborców PiS nie chce, aby zastąpił Kaczyńskiego. To niemal połowa partyjnego elektoratu. Morawiecki nie jest więc kandydatem jednoczącym. Jest kandydatem dzielącym wyborców niemal dokładnie na pół.</p><p>Co więcej, wśród ogółu badanych popiera go 38,1 proc. respondentów. To wynik wyższy niż odsetek przeciwników, ale nadal daleki od społecznego mandatu pozwalającego mówić o bezdyskusyjnym liderze prawicy.</p><h2>Trzy możliwe scenariusze</h2><p>Pierwszy zakłada pojednanie. Kierownictwo PiS mogłoby zatrzymać procedury dyscyplinarne, a Morawiecki ograniczyć autonomiczną aktywność swojego środowiska. Były premier zachowałby miejsce w partii, ale prawdopodobnie musiałby zaakceptować pierwszoplanową rolę Czarnka w wyborach 2027 roku.</p><p>Drugi scenariusz to otwarta wojna o sukcesję. Morawiecki pozostałby formalnie w PiS i czekał na osłabienie Kaczyńskiego, próbując stopniowo zdobywać poparcie struktur. Byłaby to jednak długa i wyniszczająca walka, której wynik trudno przewidzieć.</p><p>Trzeci wariant oznacza rozłam i budowę osobnego ugrupowania. Taki ruch pozwoliłby Morawieckiemu uzyskać pełną kontrolę nad własnym środowiskiem, ale jednocześnie pozbawiłby go struktur, marki i lojalnego elektoratu PiS. Podział prawicy mógłby zaś utrudnić jej zdobycie większości w wyborach parlamentarnych. Analitycy cytowani przez zagraniczne media wskazują, że rozdrobnienie pomiędzy PiS, środowisko Morawieckiego i ugrupowania bardziej radykalne może zwiększyć szanse obecnego obozu rządzącego na utrzymanie władzy.</p><h2>Morawiecki może odziedziczyć PiS, ale nie może go zdobyć szturmem</h2><p>Najnowszy sondaż pokazuje, że Mateusz Morawiecki jest dziś jednym z najpoważniejszych kandydatów do przejęcia przywództwa na polskiej prawicy. Posiada polityczne doświadczenie, rozpoznawalność, własne środowisko i poparcie połowy wyborców PiS z 2023 roku.</p><p>Nie oznacza to jednak, że ma realną możliwość natychmiastowego zastąpienia Jarosława Kaczyńskiego.</p><p>PiS pozostaje partią zbudowaną pionowo, w której władza nie wypływa wyłącznie z popularności społecznej. Wynika również z kontroli nad strukturami, listami wyborczymi, finansami, nominacjami i aparatem organizacyjnym.</p><p>Morawiecki może wygrać sondaż. Może zgromadzić kilkudziesięciu parlamentarzystów. Może nawet stworzyć własną formację. Dopóki jednak Jarosław Kaczyński utrzymuje kontrolę nad głównym nurtem PiS, były premier nie jest następcą, lecz konkurentem.</p><p>Jego szansa nadejdzie dopiero wtedy, gdy w partii powstanie rzeczywista próżnia przywództwa. Wtedy okaże się, czy połowa wyborców wskazana w sondażu będzie początkiem większości, czy tylko jedną z dwóch armii stojących naprzeciw siebie w bitwie o polityczne dziedzictwo Kaczyńskiego.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55988,nawrocki-pozostaje-na-szczycie-ale-polityczne-trzesienie-ziemi-wywoluje-bosak-prawica-zmienia-uklad-sil</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55988,nawrocki-pozostaje-na-szczycie-ale-polityczne-trzesienie-ziemi-wywoluje-bosak-prawica-zmienia-uklad-sil</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 11:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nawrocki-pozostaje-na-szczycie-ale-polityczne-trzesienie-ziemi-wywoluje-bosak-prawica-zmienia-ukla-1785318227.png</url>
                        <title>Nawrocki pozostaje na szczycie, ale polityczne trzęsienie ziemi wywołuje Bosak. Prawica zmienia układ sił</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55988,nawrocki-pozostaje-na-szczycie-ale-polityczne-trzesienie-ziemi-wywoluje-bosak-prawica-zmienia-uklad-sil</link>
                    </image><description>Karol Nawrocki nadal jest politykiem, któremu Polacy ufają najbardziej. Jednak najważniejsza wiadomość z lipcowego rankingu zaufania IBRiS dla Onetu kryje się nie na pierwszym, lecz na czwartym miejscu. Krzysztof Bosak w ciągu miesiąca zyskał aż 10 punktów procentowych. To sygnał, że Konfederacja przestaje być wyłącznie partią protestu i zaczyna budować własne centrum politycznej grawitacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Prezydent Karol Nawrocki utrzymuje pozycję lidera rankingu zaufania. Ufa mu 51,3 proc. badanych, choć jest to wynik o 3,5 punktu procentowego słabszy niż miesiąc wcześniej. Brak zaufania do głowy państwa deklaruje 41,6 proc. respondentów.</p><p>To nadal bardzo mocny rezultat. Potwierdza go również lipcowe badanie CBOS, w którym Nawrockiemu ufało 55 proc. ankietowanych. Oznacza to, że wysoka pozycja prezydenta nie jest przypadkowym efektem jednego pomiaru, lecz stosunkowo trwałym zjawiskiem.</p><p>Nawrocki nie jest już wyłącznie politykiem wyniesionym do Pałacu Prezydenckiego przez elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Staje się osobnym ośrodkiem politycznej siły — z własnym mandatem, zapleczem społecznym i możliwością wpływania na kształt całej prawicy.</p><h2>Prezydent ponad partią</h2><p>Wynik Nawrockiego pokazuje, że urząd prezydenta nadal daje możliwość wychodzenia poza partyjne okopy. W rankingu zaufania głowa państwa wyprzedza liderów wszystkich najważniejszych ugrupowań. Jarosławowi Kaczyńskiemu ufa 26 proc. respondentów, Mateuszowi Morawieckiemu 32,3 proc., a Donaldowi Tuskowi 35,5 proc.</p><p>Prezydent ma więc zaufanie niemal dwukrotnie większe niż prezes PiS. To różnica, która musi mieć polityczne znaczenie.</p><p>Prawo i Sprawiedliwość poparło kandydaturę Nawrockiego, ale dziś to nie partia kontroluje jego popularność. Coraz bardziej prawdopodobny staje się odwrotny mechanizm: to politycy PiS będą próbowali korzystać z autorytetu prezydenta i przedstawiać się jako część jego obozu.</p><p>Dla Jarosława Kaczyńskiego jest to sytuacja niewygodna. Przez lata to on był niekwestionowanym centrum polskiej prawicy. Dziś obok niego funkcjonuje polityk dysponujący większym zaufaniem społecznym, konstytucyjnym urzędem i własną zdolnością mobilizowania wyborców.</p><p>Tym bardziej że PiS przeżywa poważne napięcia wewnętrzne. Konflikt między kierownictwem partii a środowiskiem Mateusza Morawieckiego może prowadzić do dalszego rozdrobnienia konserwatywnego elektoratu przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.</p><h2>Bosak wyrasta na głównego zwycięzcę</h2><p>Największe wrażenie robi jednak wynik Krzysztofa Bosaka. Wicemarszałkowi Sejmu ufa 39,9 proc. badanych — aż o 10 punktów procentowych więcej niż miesiąc wcześniej.</p><p>To największy wzrost w całym zestawieniu.</p><p>Bosak zbliżył się do podium i wyprzedził Donalda Tuska, Mateusza Morawieckiego, Jarosława Kaczyńskiego oraz Sławomira Mentzena. Nie jest już politykiem rozpoznawalnym wyłącznie przez twardy elektorat narodowej prawicy. Zaczyna być postrzegany jako jedna z głównych postaci państwowej sceny politycznej.</p><p>To jakościowa zmiana.</p><p>Przez lata Konfederacja korzystała przede wszystkim z gniewu wobec politycznego establishmentu. Była partią buntu, internetu i ostrego języka. Bosak próbuje do tego dodać powagę urzędu, spokojniejszą narrację i wizerunek polityka przewidywalnego.</p><p>W efekcie może trafiać nie tylko do najbardziej radykalnych wyborców, ale również do części konserwatywnej klasy średniej, przedsiębiorców oraz ludzi rozczarowanych konfliktem wewnątrz PiS.</p><p>Lipiec przyniósł Konfederacji również wzrost w badaniach partyjnych. W sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” ugrupowanie uzyskało 13,3 proc., podczas gdy PiS zanotował 23,2 proc. Jednocześnie Konfederacja Korony Polskiej osiągnęła 11 proc. Łącznie obie formacje znajdujące się na prawo od PiS skupiają już znaczną część elektoratu.</p><p>To właśnie ten proces może zadecydować o przyszłym układzie parlamentarnym.</p><h2>Dwie Konfederacje i jedno słabnące PiS</h2><p>Jeszcze kilka lat temu niemal każdy wyborca prawicy miał przed sobą jedną realną ofertę władzy — Prawo i Sprawiedliwość. Dzisiaj ten monopol się kończy.</p><p>Konfederacja Bosaka i Mentzena buduje pozycję partii zdolnej do współrządzenia. Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna przyciąga wyborców najbardziej radykalnych i antysystemowych. Karol Nawrocki tworzy natomiast osobny, prezydencki punkt odniesienia.</p><p>W tej układance PiS pozostaje największą partią po prawej stronie, ale nie jest już jej bezdyskusyjnym właścicielem.</p><p>Szczególnie groźna dla partii Kaczyńskiego może być rosnąca popularność Bosaka. Jarosław Kaczyński budzi zaufanie 26 proc. ankietowanych, Bosak — prawie 40 proc. Różnica nie oznacza jeszcze, że wyborcy masowo przeniosą głosy z PiS do Konfederacji. Pokazuje jednak, kto posiada większy potencjał poszerzania własnego elektoratu.</p><p>Bosak ma znacznie mniejszy bagaż negatywnych emocji niż starsi liderzy prawicy. Nie jest jeszcze kojarzony z wieloletnim sprawowaniem władzy, konfliktami instytucjonalnymi ani odpowiedzialnością za decyzje rządowe. Daje mu to polityczną świeżość, choć z czasem może się ona okazać trudna do utrzymania.</p><h2>Kosiniak-Kamysz wraca do gry</h2><p>Drugie miejsce Władysława Kosiniaka-Kamysza również nie jest bez znaczenia. Wicepremierowi i ministrowi obrony ufa 42,3 proc. badanych, czyli o 7,4 punktu procentowego więcej niż w czerwcu. To jego najlepszy rezultat od października 2025 roku.</p><p>Problem polega na tym, że osobiste zaufanie do lidera nie musi automatycznie oznaczać poparcia dla jego partii.</p><p>Kosiniak-Kamysz od dawna osiąga wyniki lepsze niż Polskie Stronnictwo Ludowe. Jest postrzegany jako polityk umiarkowany, przewidywalny i mniej konfliktowy niż liderzy największych ugrupowań. Taki wizerunek sprzyja rankingom zaufania, ale nie zawsze przekłada się na decyzję przy urnie.</p><p>Dla PSL wynik lidera jest jednak ostatnią deską ratunku. Pokazuje, że w centrum sceny politycznej nadal istnieje zapotrzebowanie na spokojniejszy język oraz dystans wobec wojny prowadzonej przez największe partie.</p><h2>Sikorski mocniejszy od Tuska</h2><p>Na trzecim miejscu znalazł się Radosław Sikorski z wynikiem 41,5 proc. zaufania. Choć stracił 1,1 punktu procentowego, nadal wyprzedza premiera Donalda Tuska o sześć punktów.</p><p>To kolejny sygnał, że w obozie władzy osobista pozycja premiera nie jest już tak silna, jak w chwili przejęcia rządów. Tuskowi ufa 35,5 proc. ankietowanych, a jego wynik spadł w ciągu miesiąca o 2,6 punktu.</p><p>Sikorski korzysta z roli ministra spraw zagranicznych. Polityka międzynarodowa pozwala mu występować w roli reprezentanta państwa, a nie wyłącznie uczestnika krajowej wojny partyjnej. Jednocześnie niemal połowa badanych deklaruje wobec niego nieufność, co pokazuje, że pozostaje politykiem mocno polaryzującym.</p><p>Donald Tusk znajduje się w trudniejszym położeniu. Jako premier odpowiada za całość polityki rządu: gospodarkę, ochronę zdrowia, bezpieczeństwo, podatki i konflikty wewnątrz koalicji. To on płaci polityczną cenę za niezrealizowane obietnice oraz zmęczenie wyborców permanentną konfrontacją.</p><h2>Zandberg rośnie, Czarnek gwałtownie traci</h2><p>Wyraźny wzrost zanotował także Adrian Zandberg. Ufa mu 24,5 proc. respondentów, o 6,1 punktu procentowego więcej niż miesiąc wcześniej.</p><p>To może oznaczać, że na lewicy pojawia się przestrzeń dla polityka krytycznego zarówno wobec prawicy, jak i wobec rządu Donalda Tuska. Zandberg od dawna próbuje przekonywać, że lewica nie powinna być jedynie liberalnym dodatkiem do Koalicji Obywatelskiej.</p><p>Przeciwne zjawisko dotyczy Przemysława Czarnka. Zaufanie do niego spadło o 6,4 punktu procentowego, do poziomu 21,6 proc. To najpoważniejsza strata w rankingu.</p><p>Czarnek może skutecznie mobilizować najbardziej ideowy elektorat PiS, ale ma ograniczoną zdolność zdobywania poparcia poza nim. Wynik ten stawia pod znakiem zapytania kreowanie go na przyszłego kandydata partii na premiera. Polityk może być popularny wśród własnych zwolenników, a jednocześnie niezdolny do stworzenia szerszej większości.</p><h2>Hołownia i Pełczyńska-Nałęcz na marginesie</h2><p>Na końcu rankingu znaleźli się Szymon Hołownia oraz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Marszałkowi Sejmu ufa 18,4 proc. badanych, minister funduszy zaledwie 10,4 proc.</p><p>Dla Polski 2050 to polityczny alarm.</p><p>Partia, która miała przełamać podział między PO i PiS, coraz wyraźniej traci własną tożsamość. Jej lider nie jest już symbolem nowości, a ministrowie nie budują rozpoznawalności wystarczającej do samodzielnego prowadzenia kampanii.</p><p>W polityce pustka długo nie istnieje. Miejsce centrowej, antysystemowej Polski 2050 może przejąć częściowo PSL, ale równie dobrze Konfederacja, przedstawiająca się jako jedyna realna alternatywa wobec starego układu.</p><h2>Ranking zaufania to nie sondaż wyborczy</h2><p>Wyników nie należy czytać jak prognozy wyborczej. Zaufanie do polityka nie oznacza automatycznie gotowości do głosowania na jego partię. Można ufać ministrowi obrony, a jednocześnie nie popierać PSL. Można pozytywnie oceniać prezydenta, ale w wyborach parlamentarnych wybrać Konfederację albo PiS.</p><p>Ranking pokazuje jednak coś równie ważnego: zdolność polityków do przekraczania granic własnego elektoratu.</p><p>Pod tym względem zwycięzcami są Nawrocki, Bosak i Kosiniak-Kamysz. Przegranymi — Tusk, Kaczyński, Czarnek oraz liderzy Polski 2050.</p><p>Badanie zostało przeprowadzone przez IBRiS dla Onetu w dniach 24–25 lipca 2026 roku metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów wspomaganych komputerowo na próbie 1100 dorosłych Polaków.</p><h2>Prawica bez jednego wodza</h2><p>Najważniejszy wniosek z sondażu jest prosty: polska scena polityczna pozostaje podzielona, ale oś tego podziału zaczyna się zmieniać.</p><p>Przez lata polityka obracała się wokół dwóch nazwisk — Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Dzisiaj obaj przegrywają w rankingu zaufania z młodszymi lub mniej zużytymi politykami.</p><p>Karol Nawrocki pozostaje na szczycie, lecz to Krzysztof Bosak wykonał największy skok. Jeżeli ten trend się utrzyma, przyszłe wybory nie będą jedynie kolejnym starciem PiS z Koalicją Obywatelską.</p><p>Mogą stać się pierwszymi od wielu lat wyborami, w których o przywództwo na prawicy walczyć będą co najmniej trzy ośrodki: PiS, Konfederacja i Pałac Prezydencki.</p><p>Stary duopol wciąż stoi. Ale w jego murach słychać już wyraźne pęknięcia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55984,29-lipca-od-narodzin-lodzi-po-jazz-stanki-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55984,29-lipca-od-narodzin-lodzi-po-jazz-stanki-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 10:48:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-29-lipca-od-narodzin-lodzi-po-jazz-stanki-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia-1785315370.png</url>
                        <title>29 lipca: od narodzin Łodzi po jazz Stańki. Historia, muzyka i polityka jednego dnia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55984,29-lipca-od-narodzin-lodzi-po-jazz-stanki-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</link>
                    </image><description>29 lipca prowadzi nas przez sześć stuleci historii: od królewskiego przywileju, który otworzył drogę do rozwoju Łodzi, przez wymarsz Jana III Sobieskiego pod Wiedeń, dramatyczne wezwania poprzedzające Powstanie Warszawskie, aż po śmierć Tomasza Stańki. W muzycznym kalendarzu spotykają się dziś Rush, Elvis Presley, The Beatles, Bob Dylan i The Doors. Tymczasem współczesność dopisuje kolejne rozdziały — w Sejmie, wokół praw obywatelskich i za oceanem, gdzie decyzje amerykańskiego banku centralnego mogą poruszyć światowe rynki.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest środa, 29 lipca, dwieście dziesiąty dzień 2026 roku. Do jego końca pozostaje 155 dni. Słońce wschodzi o godz. 4.49, a zachodzi o godz. 20.34. Imieniny obchodzą Feliks, Flora, Konstantyn, Maria, Marta i Olaf.</p><h2>Jagiełło daje Łodzi miejskie życie</h2><p>Najważniejszy regionalny akcent dzisiejszego kalendarium prowadzi nas do 1423 roku. <strong>603 lata temu król Władysław II Jagiełło nadał Łodzi prawa miejskie.</strong></p><p>Akt wystawiono 29 lipca w Przedborzu. Królewski dokument nie stworzył od razu miasta fabryk, kominów i robotniczych osiedli, które znamy z kart „Ziemi obiecanej”. Dał jednak niewielkiej osadzie podstawy prawne do organizowania targów, rozwijania handlu i tworzenia samorządu miejskiego. Co ciekawe, historia lokacji Łodzi jest bardziej skomplikowana — wcześniejszy akt pochodził z 1414 roku, ale to dokument Jagiełły z 1423 roku uznawany jest za właściwe nadanie praw miejskich.</p><p>Wówczas nikt nie mógł przypuszczać, że kilka stuleci później Łódź stanie się jednym z największych ośrodków przemysłowych Europy, miastem wielkich fortun, fabrycznych murów, społecznych kontrastów i kultury, która nauczyła się opowiadać o sobie językiem Reymonta, Wajdy i kina.</p><h2>Sobieski przed drogą ku Wiedniowi</h2><p>343 lata temu, w 1683 roku, <strong>król Jan III Sobieski przybył z Wilanowa do Krakowa</strong>, gdzie oczekiwał na ostateczną mobilizację i koncentrację wojsk koronnych.</p><p>Europa wstrzymywała wówczas oddech. Armia Imperium Osmańskiego oblegała Wiedeń, a upadek miasta mógł otworzyć Turkom drogę w głąb kontynentu. Kraków stał się jednym z ostatnich przystanków przed wyprawą, która zakończyła się 12 września zwycięską bitwą pod Wiedniem.</p><p>Historia zapamiętała Sobieskiego jako wodza husarii i autora słów „Venimus, vidimus, Deus vicit” — „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył”. W lipcu 1683 roku triumf nie był jednak jeszcze pewny. Były tylko rozkazy, mobilizacja, pieniądze, konie, żołnierze i świadomość, że zegar Europy tyka coraz głośniej.</p><h2>Pokój zapisany na papierze</h2><p>W 1899 roku w Hadze zakończyła się pierwsza międzynarodowa konferencja pokojowa z udziałem przedstawicieli 26 państw. Jej uczestnicy przyjęli konwencje dotyczące pokojowego rozwiązywania sporów, praw i zwyczajów wojny lądowej oraz stosowania zasad konwencji genewskiej podczas działań morskich.</p><p>Była to jedna z pierwszych poważnych prób ograniczenia wojennego barbarzyństwa przy pomocy prawa międzynarodowego. XX wiek szybko i brutalnie pokazał jednak, że podpis pod konwencją nie zawsze powstrzymuje armaty.</p><p>A jednak bez podobnych prób nie byłoby późniejszych międzynarodowych trybunałów, regulacji chroniących jeńców i ludność cywilną ani przekonania, że nawet wojna nie daje nieograniczonego prawa do przemocy.</p><h2>Wojciech Kossak — historia malowana szarżą</h2><p>84 lata temu, 29 lipca 1942 roku, w Krakowie zmarł <strong>Wojciech Kossak</strong>, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich malarzy batalistycznych.</p><p>Był współautorem „Panoramy Racławickiej”, malował konie, szarże, mundury i wielkie momenty narodowej historii. Jego obrazy nie były chłodnym zapisem wydarzeń. Były widowiskiem — pełnym kurzu, ruchu, napięcia i patriotycznego mitu.</p><p>Kossak należał do niezwykłej artystycznej rodziny. Był ojcem malarza Jerzego Kossaka, poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz pisarki Magdaleny Samozwaniec. W jednym domu spotkały się więc batalistyczne płótna, liryka miłosna i obyczajowa ironia.</p><h2>Moskwa wzywa Warszawę do walki</h2><p>82 lata temu, w 1944 roku, <strong>Związek Patriotów Polskich za pośrednictwem radia moskiewskiego wezwał mieszkańców Warszawy do rozpoczęcia walki przeciwko Niemcom</strong>.</p><p>Wezwania te należą do najbardziej gorzkich elementów historii poprzedzającej wybuch Powstania Warszawskiego. Padały w chwili, gdy Armia Czerwona zbliżała się do stolicy, a mieszkańcy Warszawy mogli oczekiwać, że rozpoczęta walka otrzyma z zewnątrz realne wsparcie.</p><p>Powstanie wybuchło 1 sierpnia. Zakończyło się po 63 dniach klęską, śmiercią dziesiątek tysięcy cywilów i niemal całkowitym zniszczeniem miasta. Do dziś trwa spór o polityczne i wojskowe decyzje, które doprowadziły do rozpoczęcia walki. Nie ma jednak sporu o bohaterstwo ludzi, którzy w warunkach niemal beznadziejnych stanęli przeciwko okupantowi.</p><h2>Olimpijczycy wracają po wojnie</h2><p>78 lat temu w Londynie rozpoczęły się XIV Letnie Igrzyska Olimpijskie — pierwsze po dwunastoletniej przerwie spowodowanej II wojną światową.</p><p>Polska zdobyła dwa medale. Bokser Aleksy Antkiewicz wywalczył brąz w wadze piórkowej, natomiast Zbigniew Turski otrzymał złoty medal w Olimpijskim Konkursie Sztuki za „Symfonię Olimpijską”.</p><p>Dziś informacja o medalu za kompozycję muzyczną może brzmieć zaskakująco. Konkursy sztuki były jednak przez wiele lat częścią programu olimpijskiego. Nagrody przyznawano między innymi za dzieła architektoniczne, literackie, muzyczne, malarskie i rzeźbiarskie związane ze sportem.</p><h2>Ruch Młodej Polski i pokolenie szukające innej drogi</h2><p>W 1979 roku ogłoszono powstanie <strong>Ruchu Młodej Polski</strong> — organizacji opozycyjnej odwołującej się do myśli narodowej, konserwatywnej i katolickiej.</p><p>Było to środowisko młodych ludzi, którzy odrzucali komunizm, ale nie chcieli ograniczać politycznej refleksji wyłącznie do bieżącego sprzeciwu wobec władz. Szukali odpowiedzi na pytanie, jak powinna wyglądać Polska po odzyskaniu suwerenności.</p><p>Ruch Młodej Polski odegrał ważną rolę w tworzeniu intelektualnego zaplecza opozycji. Po 1989 roku osoby związane z tym środowiskiem znalazły się w różnych miejscach sceny politycznej. To także przypomnienie, że wspólna walka z systemem nie oznaczała wspólnej wizji państwa.</p><h2>Edward Gierek — pamięć o dekadzie na kredyt</h2><p>25 lat temu, w 2001 roku, w Cieszynie zmarł <strong>Edward Gierek</strong>, I sekretarz KC PZPR w latach 1970–1980.</p><p>Jego dekada pozostaje jednym z najbardziej niejednoznacznie ocenianych okresów PRL. Dla jednych jest wspomnieniem mieszkań, dróg, fabryk i otwarcia Polski na Zachód. Dla innych — symbolem życia ponad stan, zadłużania państwa, propagandy sukcesu i kryzysu, który pod koniec lat 70. uderzył w zwykłych obywateli pustymi półkami oraz rosnącymi cenami.</p><p>Mit Gierka przetrwał dłużej niż jego system. Być może dlatego, że zbiorowa pamięć chętnie zachowuje moment konsumpcyjnej nadziei, a znacznie gorzej pamięta rachunek, który przyszedł później.</p><h2>Tomasz Stańko — trąbka, która nie znała granic</h2><p>Osiem lat temu, 29 lipca 2018 roku, zmarł <strong>Tomasz Stańko</strong>, jeden z najwybitniejszych polskich muzyków jazzowych.</p><p>Jego trąbka nie była jedynie instrumentem. Brzmiała czasem jak krzyk, czasem jak szept, a czasem jak samotny głos dobiegający z końca pustej ulicy. Stańko potrafił łączyć awangardę z melancholią, wolność improwizacji z żelazną dyscypliną artystyczną.</p><p>Nagrał około czterdziestu albumów i komponował muzykę filmową oraz teatralną. Współpracował z najważniejszymi muzykami światowego jazzu, a w 2003 roku jako pierwszy Polak otrzymał Europejską Nagrodę Jazzową.</p><p>Nie grał muzyki łatwej, ale pozostawał rozpoznawalny od pierwszych dźwięków. To cecha największych: nie muszą się przedstawiać.</p><h2>Muzyczny 29 lipca: od Geddy’ego Lee do The Doors</h2><p>29 lipca 1953 roku urodził się <strong>Geddy Lee</strong>, właściwie Gary Lee Weinrib — wokalista, basista i klawiszowiec kanadyjskiego tria Rush.</p><p>Rush był zespołem, który uczynił z rocka progresywnego niemal dziedzinę matematyki stosowanej. Skomplikowane rytmy, długie formy, filozoficzne teksty i instrumentalna wirtuozeria sprawiły, że albumy „A Farewell to Kings”, „Moving Pictures” czy „Counterparts” do dziś mają status klasyki. W 2013 roku grupa została wprowadzona do Rock and Roll Hall of Fame.</p><p>W 1956 roku na brytyjskiej liście przebojów znajdował się utwór <strong>„Blue Suede Shoes” Carla Perkinsa</strong>. Wbrew często powtarzanej informacji piosenka nie zdobyła jednak pierwszego miejsca — najwyżej dotarła do pozycji dziesiątej. Sam utwór stał się jednym z fundamentów rockabilly, a światową sławę nadało mu również wykonanie Elvisa Presleya.</p><p>W 1963 roku Elvis znalazł się na szczycie brytyjskiej listy z piosenką <strong>„Devil in Disguise”</strong>. John Lennon miał ocenić nagranie wyjątkowo surowo, twierdząc, że Presley brzmi w nim jak Bing Crosby. Nawet królowie rock and rolla nie mogli więc liczyć na taryfę ulgową ze strony Beatlesów.</p><p>Dwa lata później w Londynie odbyła się premiera filmu <strong>„Help!”</strong> z udziałem The Beatles. Obraz był barwną, surrealistyczną komedią, ale sami muzycy po latach przyznawali, że okres jego realizacji należał do najbardziej chaotycznych w ich karierze.</p><p>W 1966 roku <strong>Bob Dylan miał wypadek motocyklowy</strong> w pobliżu Woodstock. Do dziś część okoliczności zdarzenia pozostaje niejasna. Pewne jest, że artysta na dłuższy czas wycofał się z życia publicznego. Wypadek stał się symboliczną granicą między Dylanem — gwiazdą nieustannie koncertującą — a Dylanem poszukującym ciszy, rodziny i nowych muzycznych dróg.</p><p>Rok później grupa <strong>The Doors</strong> rozpoczęła trzytygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z „Light My Fire”. Albumowa wersja trwała niemal siedem minut, ale na singlu została skrócona na potrzeby radia. Niektóre stacje emitowały jednak pełne nagranie, bo instrumentalna podróż Raya Manzarka i Robbiego Kriegera była zbyt dobra, by odcinać ją radiowymi nożyczkami.</p><p>W 1972 roku numerem jeden w Stanach Zjednoczonych został <strong>Gilbert O’Sullivan</strong> z przejmującym utworem „Alone Again (Naturally)”. Pod pogodną melodią kryła się historia samotności, utraty i rozpaczy — dowód, że największe popowe przeboje nie zawsze opowiadają o szczęśliwej miłości.</p><h2>Cass Elliot i legenda, która przesłoniła prawdę</h2><p>W 1974 roku zmarła <strong>Cass Elliot</strong>, wokalistka zespołu The Mamas &amp; The Papas, znana między innymi z wykonania „Dream a Little Dream of Me”.</p><p>Przez dziesięciolecia powtarzano historię, jakoby artystka zadławiła się kanapką. Była to nieprawdziwa i krzywdząca legenda. Cass Elliot zmarła na skutek niewydolności serca. Opowieść o kanapce została rozpowszechniona bezpośrednio po jej śmierci i stała się jednym z najbardziej uporczywych mitów w historii muzyki popularnej.</p><p>Ta historia pokazuje także coś szerszego: jak łatwo człowiek może zostać zapamiętany nie przez swój talent, lecz przez plotkę powtarzaną dostatecznie długo.</p><h2>Elton John wybiera życie</h2><p>W 1990 roku <strong>Elton John rozpoczął w klinice w Chicago terapię uzależnienia od alkoholu i narkotyków oraz leczenie bulimii</strong>.</p><p>Był to jeden z najważniejszych momentów w jego życiu. Artysta znajdował się na szczycie kariery, ale prywatnie zmierzał ku katastrofie. Decyzja o leczeniu przerwała ten marsz.</p><p>Historia Eltona Johna jest opowieścią nie tylko o uzależnieniu, lecz także o tym, że pomoc nie jest oznaką słabości. Czasem największą sceną, na jaką trzeba wejść, jest gabinet terapeutyczny. I nie ma tam oklasków.</p><h2>Miłość na jachcie i rozwód po czterech miesiącach</h2><p>W 2006 roku na jachcie w Saint-Tropez <strong>Pamela Anderson poślubiła Kida Rocka</strong>. Małżeństwo przetrwało zaledwie kilka miesięcy.</p><p>Był to jeden z tych związków, które bardziej przypominały odcinek serialu niż spokojną historię dwojga ludzi. Media śledziły każdy gest, a rozwód okazał się niemal równie widowiskowy jak ślub.</p><p>Rok później pierwsze miejsce brytyjskiej listy zdobył utwór <strong>„The Way I Are” Timbalanda i Keri Hilson</strong>. Piosenka pochodziła z albumu „Shock Value”, a nie — jak czasem błędnie podawano — z wydanej dwa lata później płyty „Shock Value II”.</p><h2>Sejm przed wakacyjną przerwą</h2><p>Dzisiejsza polityczna rzeczywistość także nie zamierza być jedynie przypisem do historii. Sejm rozpoczyna trzydniowe posiedzenie — ostatnie przed wakacyjną przerwą.</p><p>Jednym z jego symbolicznych momentów ma być ślubowanie nowej Rzecznik Praw Obywatelskich Sylwii Gregorczyk-Abram, która zastąpi Marcina Wiącka. Zmiana na stanowisku RPO ma znaczenie większe niż personalna roszada. Rzecznik jest jednym z nielicznych organów państwa, do których obywatel może zwrócić się wtedy, gdy czuje się bezsilny wobec urzędu, sądu, służb czy administracji.</p><p>Posłowie mają zająć się również projektem wzmacniającym sądową kontrolę nad stosowaniem przez służby kontroli operacyjnej — podsłuchów, obserwacji i innych niejawnych metod działania.</p><p>To temat, który nie powinien dzielić się według prostego schematu „władza kontra opozycja”. Państwo musi mieć narzędzia do walki z przestępczością, ale obywatel musi mieć pewność, że narzędzia te nie stają się cyfrowym wytrychem otwierającym każde prywatne drzwi.</p><p>W agendzie znalazły się ponadto zmiany dotyczące odnawialnych źródeł energii, biometanu i magazynów energii, analiza wykonania budżetu państwa za 2025 rok, projekt bezpłatnego e-Dziennika dla szkół oraz nowe zasady opodatkowania papierosów elektronicznych i urządzeń do waporyzacji.</p><p>W piątek ma się odbyć blok głosowań, obejmujący między innymi wniosek PiS o odwołanie wicemarszałek Sejmu Moniki Wielichowskiej.</p><p>Parlament przed wakacjami przypomina dworzec przed odjazdem ostatniego pociągu. Każdy chce jeszcze wnieść swój bagaż, zamknąć sprawę, przeprowadzić ustawę albo przynajmniej wygłosić przemówienie, które da się później pociąć na krótkie fragmenty do mediów społecznościowych.</p><h2>Waszyngton patrzy na stopy procentowe</h2><p>Uwaga światowych rynków kieruje się dziś również na Waszyngton, gdzie kończy się dwudniowe posiedzenie Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku.</p><p>Przewodniczący Rezerwy Federalnej Kevin Warsh ma przedstawić decyzję dotyczącą amerykańskich stóp procentowych i wystąpić na konferencji prasowej. Oficjalny kalendarz Fed potwierdza, że posiedzenie trwa 28 i 29 lipca, a konferencję zaplanowano po ogłoszeniu komunikatu.</p><p>Decyzje amerykańskiego banku centralnego nie pozostają wyłącznie wewnętrzną sprawą Stanów Zjednoczonych. Wpływają na kurs dolara, ceny surowców, giełdy, koszty finansowania państw i decyzje inwestorów na całym świecie.</p><p>Donald Trump ponownie naciska na obniżenie stóp. Fed musi jednak ważyć polityczne oczekiwania, ryzyko inflacji i kondycję gospodarki. Bank centralny powinien być jak sternik w sztormie: słyszeć krzyki z pokładu, ale nie oddawać koła temu, kto krzyczy najgłośniej.</p><h2>Jeden dzień, wiele ostrzeżeń</h2><p>29 lipca jest dniem niezwykle pojemnym. Jagiełło pokazuje, że jeden dokument może rozpocząć wielowiekową historię miasta. Sobieski przypomina, że wielkie zwycięstwa zaczynają się od żmudnej mobilizacji. Konferencja haska mówi o ludzkim pragnieniu ograniczenia wojny, choć historia wielokrotnie udowodniła, jak kruche bywają traktaty.</p><p>Warszawa 1944 roku ostrzega przed politycznymi wezwaniami, za którymi nie idzie realna pomoc. Edward Gierek przypomina, że rachunek za życie na kredyt zawsze trafia w końcu do społeczeństwa. Tomasz Stańko pokazuje natomiast, że wolność może mieć dźwięk trąbki.</p><p>A współczesność? Nadal zmaga się z tymi samymi pytaniami: ile wolności można oddać państwu w imię bezpieczeństwa, jak kontrolować władzę, jak chronić prywatność i czy politycy potrafią myśleć dalej niż do następnego głosowania.</p><p>Zmieniają się dekoracje, mundury, instrumenty i nazwiska. Człowiek pozostaje ten sam — ze swoją odwagą, pychą, talentem, lękiem i nieustanną nadzieją, że tym razem historia nauczy nas czegoś więcej.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55983,polacy-coraz-chlodniej-patrza-na-ukraine-ten-sondaz-moze-zmienic-jezyk-calej-sceny-politycznej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55983,polacy-coraz-chlodniej-patrza-na-ukraine-ten-sondaz-moze-zmienic-jezyk-calej-sceny-politycznej</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 09:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polacy-coraz-chlodniej-patrza-na-ukraine-ten-sondaz-moze-zmienic-jezyk-calej-sceny-politycznej-1785310750.png</url>
                        <title>Polacy coraz chłodniej patrzą na Ukrainę. Ten sondaż może zmienić język całej sceny politycznej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55983,polacy-coraz-chlodniej-patrza-na-ukraine-ten-sondaz-moze-zmienic-jezyk-calej-sceny-politycznej</link>
                    </image><description>Nie jest to jeszcze społeczne odwrócenie się od Ukrainy ani zgoda na zwycięstwo Rosji. Wyniki badania Opinia24 dla „Polityki” pokazują jednak wyraźnie, że dotychczasowa polityka oparta na niemal bezwarunkowym poparciu dla Kijowa przestała odpowiadać nastrojom znacznej części Polaków. Najwięcej politycznie zyskuje dziś prezydent Karol Nawrocki. Najtrudniejsze zadanie stoi przed rządem, który musi jednocześnie bronić strategicznego sojuszu z Ukrainą i nie lekceważyć społecznego gniewu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wyniki badania nie pozostawiają większych wątpliwości: sympatia wobec Ukrainy została zastąpiona przez ostrożność, rozczarowanie, a w części społeczeństwa także otwartą niechęć.</p><p>Aż <strong>55 proc. ankietowanych popiera decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego</strong>. Przeciwnego zdania jest 27 proc. badanych. Jednocześnie 44 proc. respondentów opowiada się za wstrzymaniem pomocy wojskowej w reakcji na upamiętnianie UPA w Ukrainie, podczas gdy 41 proc. uważa, że Polska powinna nadal wspierać sąsiada walczącego z Rosją.</p><p>Jeszcze wyraźniejszy sprzeciw dotyczy członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej oraz ewentualnego udziału polskich żołnierzy w przyszłej misji pokojowej. Przeciwko wspieraniu ukraińskich aspiracji unijnych opowiada się 52 proc. badanych, a za – 33 proc. Wysłania polskich wojsk do nadzorowania rozejmu nie chce 65 proc. respondentów. Popiera ten pomysł tylko 18 proc.</p><p>Badanie Opinia24 przeprowadzono w dniach 13–15 lipca 2026 roku na grupie tysiąca dorosłych Polaków.</p><h2>Nawrocki wygrał pierwsze polityczne starcie</h2><p>Najbardziej bezpośrednim beneficjentem nowych nastrojów jest Karol Nawrocki. Jego decyzja dotycząca Orderu Orła Białego była krytykowana jako gest ryzykowny, mogący zaszkodzić relacjom polsko-ukraińskim. Społecznie okazała się jednak skuteczna.</p><p>Prezydent trafił w emocję, która narastała od dłuższego czasu: przekonanie, że polska pomoc została potraktowana przez stronę ukraińską jako coś oczywistego, podczas gdy kwestie historyczne nadal są odkładane, relatywizowane albo przedstawiane w sposób nieakceptowalny dla znacznej części Polaków.</p><p>Co szczególnie ważne, poparcie dla działania Nawrockiego wykracza poza jego naturalny elektorat. Według danych opisanych przez „Politykę” decyzję prezydenta zaakceptowała również część wyborców PSL, Polski 2050, a nawet Koalicji Obywatelskiej. Najsilniejsze poparcie odnotowano wśród wyborców Sławomira Mentzena, a następnie Karola Nawrockiego i Grzegorza Brauna.</p><p>Oznacza to, że sprawa Ukrainy może stać się dla prezydenta narzędziem poszerzania politycznego zaplecza. Nawrocki nie musi przy tym nawoływać do zerwania współpracy z Kijowem. Wystarczy, że będzie konsekwentnie przedstawiał się jako polityk stawiający Ukrainie warunki i broniący polskiej pamięci historycznej.</p><p>Sam prezydent podkreślał, że odebranie orderu nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa ani wycofania poparcia dla Ukrainy w wojnie z Rosją. Taka konstrukcja jest politycznie wygodna: pozwala łączyć twardy język historyczny z deklaracją odpowiedzialności za bezpieczeństwo państwa.</p><h2>PiS i Konfederacja będą zaostrzać przekaz</h2><p>Sondaż stanowi czytelny sygnał dla partii prawicowych. W kampaniach wyborczych łatwo będzie teraz połączyć kilka tematów: Wołyń, pomoc wojskową, świadczenia dla obywateli Ukrainy, konkurencję na rynku pracy oraz sprzeciw wobec szybkiego przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej.</p><p>Najwięcej może zyskać Konfederacja, która od dawna twierdzi, że polskie władze prowadzą wobec Ukrainy politykę zbyt uległą. Problemem tego ugrupowania pozostaje jednak granica między krytyką władz w Kijowie a przekazem, który może zostać odebrany jako korzystny dla Rosji.</p><p>PiS znajduje się w łatwiejszej sytuacji. Może przypominać własne zaangażowanie w pomoc Ukrainie po rosyjskiej napaści, a równocześnie przekonywać, że nadszedł czas bardziej stanowczej obrony polskich interesów. Prezydent Nawrocki dostarczył tej narracji mocnego symbolu.</p><p>Prawica nie ma dziś politycznego powodu, aby tonować przekaz. Wręcz przeciwnie — wyniki badania pokazują, że twarde stanowisko może przynosić dodatkowe poparcie także poza jej tradycyjnym elektoratem.</p><h2>Rząd między bezpieczeństwem a społecznym gniewem</h2><p>Największy problem ma obóz rządzący. Polska nie może ignorować znaczenia Ukrainy dla własnego bezpieczeństwa. Trwająca wojna wiąże rosyjskie siły zbrojne, a niepodległa Ukraina pozostaje strategicznym buforem między Polską a Rosją.</p><p>Jednocześnie rząd nie może zachowywać się tak, jakby społeczna atmosfera nadal przypominała pierwsze miesiące po rosyjskiej inwazji z 2022 roku. Tamten emocjonalny kredyt wyraźnie się wyczerpuje.</p><p>Politycy Koalicji Obywatelskiej będą musieli coraz częściej rozdzielać dwa komunikaty: pomoc Ukrainie służy bezpieczeństwu Polski, ale nie oznacza zgody na przemilczanie trudnych spraw historycznych ani automatycznego poparcia dla każdego żądania Kijowa.</p><p>Brak takiego rozróżnienia będzie wzmacniał oskarżenia o prowadzenie polityki bezwarunkowego poparcia. Z kolei zbyt gwałtowne przejęcie języka prawicy mogłoby osłabić wiarygodność rządu na arenie międzynarodowej i pogłębić konflikt między Warszawą a Kijowem.</p><p>Sondaż zmusza więc rząd do zmiany sposobu komunikowania polityki ukraińskiej. Samo odwoływanie się do rosyjskiego zagrożenia może już nie wystarczyć.</p><h2>Polacy nie chcą polskich żołnierzy w Ukrainie</h2><p>Najbardziej jednoznaczny jest wynik dotyczący ewentualnej misji pokojowej. Sprzeciw 65 proc. ankietowanych oznacza, że każdy rząd rozważający wysłanie polskich wojsk do Ukrainy musiałby liczyć się z bardzo wysokim kosztem politycznym.</p><p>Nie ma przy tym większego znaczenia, czy żołnierze mieliby uczestniczyć w walkach, czy jedynie nadzorować zawieszenie broni. W społecznym odbiorze byłoby to wejście Polski bezpośrednio w obszar konfliktu i ryzyko konfrontacji z Rosją.</p><p>Taki rezultat daje wszystkim najważniejszym partiom silny argument za zachowaniem ostrożności. Ewentualna misja bez szerokiego społecznego i parlamentarnego porozumienia mogłaby stać się jednym z najbardziej konfliktogennych tematów politycznych.</p><h2>Ukraina w Unii? Coraz więcej znaków zapytania</h2><p>Sprzeciw wobec wspierania wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej ma inne podłoże niż niechęć do wysłania wojska. Tu dochodzą obawy gospodarcze: konkurencja ukraińskiego rolnictwa, koszty odbudowy państwa, przepływ unijnych funduszy oraz możliwe konsekwencje dla polskich przedsiębiorców i pracowników.</p><p>Dla PSL i ugrupowań zabiegających o głosy mieszkańców wsi ten wynik powinien być szczególnie ważny. Bez przedstawienia konkretnych warunków członkostwa Ukrainy w UE ogólne deklaracje poparcia mogą stawać się politycznym obciążeniem.</p><p>Poparcie dla członkostwa nie musi oczywiście oznaczać zgody na natychmiastowe przyjęcie Ukrainy. Jednak to właśnie taki uproszczony obraz może dominować w debacie publicznej. Partie, które nie zdołają przedstawić własnych warunków akcesji, oddadzą ten temat ugrupowaniom eurosceptycznym.</p><h2>Gniew nie oznacza poparcia dla Rosji</h2><p>Wyników badania nie należy interpretować jako dowodu na masowy zwrot Polaków w stronę Rosji. Inne lipcowe badanie CBOS pokazało, że 75 proc. respondentów uważa, iż Polska i Ukraina powinny przede wszystkim współpracować wobec rosyjskiego zagrożenia. Aż 80 proc. badanych oceniło również, że na sporach polsko-ukraińskich korzysta Rosja.</p><p>To pozorna sprzeczność, ale w rzeczywistości dość spójna postawa. Polacy mogą jednocześnie uważać Rosję za największe zagrożenie, popierać istnienie niepodległej Ukrainy i domagać się bardziej stanowczej polityki wobec władz w Kijowie.</p><p>Społeczny komunikat brzmi więc nie tyle: „przestańmy pomagać Ukrainie”, ile raczej: „pomagajmy na własnych warunkach i nie rezygnujmy z polskich interesów”.</p><h2>Nowy język polskiej polityki</h2><p>Badanie dla „Polityki” może stać się punktem zwrotnym nie dlatego, że przynosi całkowicie nowe emocje. Ono raczej mierzy zjawisko, które było widoczne już wcześniej: zmęczenie wojną, spory o historię, poczucie niewdzięczności oraz rosnące obawy gospodarcze i społeczne.</p><p>Polityczne skutki są dość czytelne. Prezydent Nawrocki otrzymuje potwierdzenie, że jego twarda linia ma społeczne poparcie. PiS i Konfederacja będą mocniej podnosić kwestie historyczne oraz warunkowość pomocy. Rząd zostanie zmuszony do bardziej precyzyjnego określenia, czego oczekuje od Ukrainy w zamian za dalsze wsparcie.</p><p>Największym ryzykiem pozostaje licytacja na radykalizm. Historia stosunków polsko-ukraińskich dostarcza wystarczająco dużo prawdziwych dramatów. Nie trzeba dopisywać do niej nowych. Państwo może jednocześnie bronić pamięci swoich obywateli, stawiać warunki sąsiadowi i prowadzić politykę, która nie wzmacnia Kremla.</p><p>Sondaż pokazuje jednak wyraźnie: czas polityki opartej na samych deklaracjach solidarności dobiegł końca. Nadchodzi okres chłodnej kalkulacji, twardych warunków i coraz bardziej wymagającego polskiego społeczeństwa.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55979,przeglad-najwazniejszych-informacji-wtorek-28-lipca-2026-roku</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55979,przeglad-najwazniejszych-informacji-wtorek-28-lipca-2026-roku</guid>
            <pubDate>Tue, 28 Jul 2026 21:36:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-przeglad-najwazniejszych-informacji-wtorek-28-lipca-2026-roku-1785268008.png</url>
                        <title>Przegląd najważniejszych informacji – wtorek, 28 lipca 2026 roku</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55979,przeglad-najwazniejszych-informacji-wtorek-28-lipca-2026-roku</link>
                    </image><description>Polityczne trzęsienie ziemi w PiS, rezygnacja Mateusza Morawieckiego z kierowania europejskimi konserwatystami, kolejny etap sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego, ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz gwałtowne zaostrzenie napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Tak wygląda informacyjny bilans wtorku, 28 lipca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>PiS kieruje sprawę 44 działaczy do rzecznika dyscypliny</h2><p>Komitet Polityczny Prawa i Sprawiedliwości zatwierdził listę <strong>44 osób</strong>, które nie złożyły w wymaganym terminie oświadczeń o braku przynależności do stowarzyszeń o charakterze politycznym albo posłużyły się niewłaściwym formularzem.</p><p>Rzecznik PiS Rafał Bochenek poinformował, że sprawa zostanie teraz skierowana do rzecznika dyscypliny partyjnej. Postępowanie jest kolejną odsłoną wewnętrznego konfliktu w partii, związanego między innymi ze środowiskiem skupionym wokół Mateusza Morawieckiego i stowarzyszenia Rozwój Plus.</p><h2>Mateusz Morawiecki rezygnuje z kierowania EKR</h2><p>Były premier Mateusz Morawiecki złożył rezygnację z funkcji przewodniczącego Partii Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Informację potwierdził europoseł Piotr Müller.</p><p>Decyzja ma związek z gwałtownymi zmianami na polskiej scenie politycznej i konfliktem Morawieckiego z dotychczasowym kierownictwem Prawa i Sprawiedliwości. Sam były premier przekazał, że zamierza skoncentrować się na wyzwaniach politycznych stojących przed Polską.</p><h2>Premier po pobiciu Ukraińca: bandyci nie mogą dyktować zasad</h2><p>Donald Tusk odniósł się do brutalnego ataku we Wrocławiu na obywatela Ukrainy i jego partnerkę. Szef rządu podkreślił, że państwo nie może pozwolić na bezkarne bicie ludzi tylko dlatego, że mówią z innym akcentem lub pochodzą z innego kraju.</p><p>Premier zapowiedział zdecydowaną reakcję wobec przemocy motywowanej nienawiścią.</p><p>– <strong>Bandyci i patologia, która nabrała tupetu przez swój polityczny patronat, nie mogą czuć się bezkarnie</strong> – oświadczył Donald Tusk przed posiedzeniem Rady Ministrów.</p><h2>Spór o małżeństwa jednopłciowe i status orzeczeń TK</h2><p>Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjne przepisy umożliwiające transkrypcję zagranicznych aktów małżeństwa dotyczących par jednopłciowych.</p><p>Rzecznik rządu Adam Szłapka zakwestionował jednak znaczenie tego rozstrzygnięcia. Stwierdził, że ze względu na wadliwy – w ocenie rządu – skład i sposób funkcjonowania Trybunału, wydany komunikat nie powinien być traktowany jako skuteczne orzeczenie TK.</p><p>Sprawa wpisuje się w trwający od lat spór o legalność obsady Trybunału, publikowanie jego orzeczeń oraz zakres, w jakim administracja publiczna powinna je wykonywać.</p><h2>Sędzia Sławomir Patyra nie będzie na razie orzekał</h2><p>Profesor Sławomir Patyra złożył ślubowanie przed prezydentem Karolem Nawrockim i formalnie objął stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego.</p><p>Jednocześnie zapowiedział, że nie będzie uczestniczył w orzekaniu ani w sprawach organizacyjnych TK do czasu dopuszczenia do pracy czterech sędziów wybranych przez Sejm w marcu. Patyra podkreślił, że solidaryzuje się z nimi i uważa ich odsunięcie od orzekania za bezprawne.</p><h2>Ekshumacje na Wołyniu. Odnaleziono szczątki 49 ofiar</h2><p>Polsko-ukraiński zespół specjalistów prowadzący prace w Woli Ostrowieckiej i Ostrówkach wydobył szczątki <strong>49 ofiar zbrodni wołyńskiej</strong>.</p><p>Badania dotyczą mieszkańców polskich miejscowości zamordowanych w sierpniu 1943 roku przez ukraińskich nacjonalistów. W pracach uczestniczą eksperci Instytutu Pamięci Narodowej oraz przedstawiciele strony ukraińskiej.</p><p>Każda odnaleziona mogiła to nie tylko materiał do badań. To powrót imion, rodzinnych historii i pamięci ludzi, których przez dziesięciolecia próbowano pozostawić bez grobu.</p><h2>Trump rozmawiał z Zełenskim i Netanjahu</h2><p>Biały Dom poinformował, że spotkania Donalda Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim oraz premierem Izraela Benjaminem Netanjahu były „pozytywne i produktywne”.</p><p>Rozmowy z Zełenskim dotyczyły nowych propozycji zmierzających do zakończenia wojny na Ukrainie. Spotkanie z Netanjahu koncentrowało się przede wszystkim na sytuacji na Bliskim Wschodzie i konflikcie z Iranem.</p><p>Oba spotkania odbyły się za zamkniętymi drzwiami, a administracja USA nie ujawniła szczegółowych ustaleń.</p><h2>Referendum w Krakowie ważne. Możliwe przedterminowe wybory</h2><p>Sąd Apelacyjny w Krakowie oddalił zażalenie dotyczące ważności referendum, w którym mieszkańcy opowiedzieli się za odwołaniem prezydenta miasta.</p><p>Orzeczenie jest prawomocne. Oznacza to, że premier może wyznaczyć termin przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa.</p><p>Referendum przeprowadzone 24 maja zakończyło się odwołaniem Aleksandra Miszalskiego. Wtorkowa decyzja sądu kończy spór prawny dotyczący prawidłowości głosowania.</p><h2>Iran grozi zamknięciem dostępu do cieśniny Ormuz</h2><p>Irańskie wojsko zapowiedziało, że państwa i przedsiębiorstwa, które otrzymają odszkodowania wypłacone z zamrożonych irańskich aktywów, nie będą mogły korzystać z cieśniny Ormuz.</p><p>To jeden z najważniejszych szlaków transportowych świata. Przed obecną fazą konfliktu przechodziło nim około 20 procent światowego eksportu ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego.</p><p>Groźba Teheranu może zatem uderzyć nie tylko w państwa bezpośrednio zaangażowane w konflikt, ale również w światowe ceny paliw i bezpieczeństwo energetyczne Europy.</p><h2>Trump grozi zniszczeniem irańskiego obiektu nuklearnego</h2><p>Donald Trump oświadczył, że jeśli nie dojdzie do porozumienia z Iranem, amerykańskie siły mogą zniszczyć podziemny obiekt nuklearny Pickaxe Mountain.</p><p>Prezydent USA zagroził również atakami na irańskie mosty, elektrownie i inną strategiczną infrastrukturę. Jednocześnie zaznaczył, że wolałby uniknąć dalszej eskalacji.</p><p>Pickaxe Mountain ma być rozległym kompleksem ukrytym głęboko pod ziemią, w którym Iran mógł rozmieścić wirówki służące do wzbogacania uranu.</p><h2>Andrzej Poczobut zamieszka z rodziną w Białymstoku</h2><p>Dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi Andrzej Poczobut złożył wniosek o wynajem mieszkania z zasobów Komunalnego Towarzystwa Budownictwa Społecznego w Białymstoku.</p><p>Lokal ma służyć Poczobutowi i jego rodzinie. Władze miasta przychyliły się do prośby, podkreślając jego działalność na rzecz Polaków na Białorusi.</p><p>Poczobut zaznaczył jednocześnie, że jego miejscem pozostaje Grodno. Białystok ma stać się przede wszystkim bezpiecznym domem dla jego najbliższych.</p><p><strong>Wtorek przyniósł wydarzenia, które jeszcze długo będą miały swoje polityczne i międzynarodowe konsekwencje. W Polsce pogłębia się konflikt wewnątrz PiS i spór o Trybunał Konstytucyjny. Na świecie zaś dyplomacja coraz częściej ustępuje językowi ultimatum, sankcji i otwartej groźby użycia siły.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55961,wiekszosc-polakow-nie-wierzy-w-kolejna-kadencje-rzadu-tuska-koalicja-ma-coraz-mniej-czasu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55961,wiekszosc-polakow-nie-wierzy-w-kolejna-kadencje-rzadu-tuska-koalicja-ma-coraz-mniej-czasu</guid>
            <pubDate>Sun, 26 Jul 2026 14:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wiekszosc-polakow-nie-wierzy-w-kolejna-kadencje-rzadu-tuska-koalicja-ma-coraz-mniej-czasu-1785070057.png</url>
                        <title>Większość Polaków nie wierzy w kolejną kadencję rządu Tuska. Koalicja ma coraz mniej czasu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55961,wiekszosc-polakow-nie-wierzy-w-kolejna-kadencje-rzadu-tuska-koalicja-ma-coraz-mniej-czasu</link>
                    </image><description>Blisko sześciu na dziesięciu Polaków uważa, że obecna koalicja rządząca nie utrzyma władzy po kolejnych wyborach parlamentarnych. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski nie przesądza jeszcze wyniku wyborów, ale pokazuje coś dla rządu Donalda Tuska znacznie groźniejszego: utratę społecznej wiary w powodzenie całego politycznego projektu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Badanych zapytano, czy koalicja rządząca z premierem Donaldem Tuskiem na czele utrzyma władzę po kolejnych wyborach. <strong>Przecząco odpowiedziało łącznie 58,3 proc. respondentów</strong>. Odpowiedź „zdecydowanie nie” wybrało 31,3 proc. ankietowanych, natomiast „raczej nie” – 27 proc.</p><p>W utrzymanie władzy przez obecny obóz rządzący wierzy jedynie 22,9 proc. badanych. Odpowiedź „zdecydowanie tak” wskazało 7,2 proc., a „raczej tak” – 15,7 proc. Zdania w tej sprawie nie ma 18,8 proc. respondentów.</p><p>Badanie United Surveys by IBRiS przeprowadzono dla Wirtualnej Polski w dniach 10–12 lipca 2026 roku metodą mieszaną CATI i CAWI, na reprezentatywnej próbie tysiąca pełnoletnich mieszkańców Polski.</p><h2>Nawet wyborcy koalicji nie są jednomyślni</h2><p>Najbardziej niepokojące dla rządu mogą być wyniki uzyskane wśród jego własnych sympatyków. Choć 64 proc. wyborców obozu rządzącego wierzy w utrzymanie władzy, aż 19 proc. przewiduje porażkę, a kolejne 17 proc. nie potrafi ocenić sytuacji.</p><p>Oznacza to, że ponad jedna trzecia sympatyków koalicji albo nie wierzy w jej zwycięstwo, albo przynajmniej ma poważne wątpliwości. W polityce taki brak pewności jest zwykle pierwszym sygnałem erozji mobilizacji. Wyborcy głosują nie tylko na programy i kandydatów, ale także na tych, których uznają za zdolnych do skutecznego sprawowania władzy.</p><p>Zupełnie inaczej wygląda sytuacja po stronie opozycyjnej. <strong>Aż 95 proc. sympatyków opozycji uważa, że obecna koalicja przegra następne wybory.</strong></p><p>Jeszcze większy optymizm panuje wśród wyborców Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej. W tej grupie 96 proc. respondentów spodziewa się zmiany władzy. Tylko 3 proc. zakłada utrzymanie obecnego rządu.</p><h2>KO może wygrać sondaż, ale przegrać władzę</h2><p>Największym problemem obecnej koalicji nie musi być nawet wynik samej Koalicji Obywatelskiej. KO może pozostać największym ugrupowaniem, a mimo to stracić możliwość zbudowania większości parlamentarnej.</p><p>W czerwcowym badaniu IBRiS dla Wirtualnej Polski Koalicja Obywatelska prowadziła z wynikiem 29,7 proc., przed Prawem i Sprawiedliwością, które uzyskało 24,1 proc. Układ poparcia wskazywał jednak, że o przyszłej większości mogą decydować ugrupowania prawicowe, a zwłaszcza Konfederacja.</p><p>To zasadnicza różnica pomiędzy wygraniem wyborów a zdobyciem władzy. Polska ordynacja wyborcza nie nagradza wyłącznie partii z pierwszego miejsca. Liczy się zdolność do przekroczenia progu przez sojuszników oraz stworzenia większości liczącej co najmniej 231 posłów.</p><p>Donald Tusk może więc wygrać kolejną noc wyborczą w telewizyjnym studiu, a jednocześnie przegrać negocjacje koalicyjne następnego dnia.</p><h2>Słabość koalicjantów może przesądzić o porażce</h2><p>Koalicja rządząca powstała jako sojusz ugrupowań bardzo różnych ideowo: od konserwatywnego PSL, przez Polskę 2050 i Koalicję Obywatelską, po Lewicę. W 2023 roku wspólnym mianownikiem był przede wszystkim sprzeciw wobec dalszych rządów Prawa i Sprawiedliwości.</p><p>Taki fundament wystarczył do zdobycia władzy. Może jednak okazać się niewystarczający do jej utrzymania.</p><p>Najpoważniejsze zagrożenie dla obecnego obozu stanowi kondycja mniejszych partnerów KO. Jeżeli część z nich nie przekroczy progu wyborczego, głosy oddane na te partie nie przełożą się na mandaty. Wówczas nawet relatywnie dobry wynik Koalicji Obywatelskiej może nie wystarczyć do stworzenia większości.</p><p>Właśnie dlatego wzrost znaczenia Konfederacji zmienia polityczną matematykę. Ugrupowanie to może zostać języczkiem u wagi, bez którego ani PiS, ani KO nie będą w stanie samodzielnie zbudować stabilnego rządu. Już wcześniejsze sondaże wskazywały, że ewentualny powrót PiS do władzy zależałby od porozumienia z Konfederacją.</p><h2>Rząd płaci za rozczarowanie, nie tylko za błędy</h2><p>Najnowszego badania nie należy czytać jako zwykłego sondażu partyjnego. Ankietowani nie odpowiadali przecież, na kogo zagłosują, ale oceniali, kto ich zdaniem będzie zdolny do utrzymania władzy.</p><p>To pytanie o polityczną skuteczność.</p><p>Rząd Donalda Tuska coraz wyraźniej płaci za różnicę pomiędzy ogromnymi oczekiwaniami z końca 2023 roku a codzienną praktyką sprawowania władzy. Obietnice szybkich zmian zderzyły się z koalicyjnymi sporami, wetami, konfliktami personalnymi i trudnością w realizowaniu sztandarowych zapowiedzi.</p><p>Wyborcy nie muszą znać szczegółów każdego projektu ustawy. Widzą natomiast chaos, wzajemne oskarżenia koalicjantów i brak spójnej odpowiedzi na pytanie, dokąd właściwie zmierza państwo.</p><p>Koalicja miała być sprawną drużyną demokratycznej odbudowy. Coraz częściej przypomina jednak orkiestrę, w której każdy gra inny utwór, a dyrygent próbuje przekonać publiczność, że właśnie tak miała brzmieć symfonia.</p><h2>Anty-PiS może już nie wystarczyć</h2><p>W wyborach parlamentarnych w 2023 roku Donald Tusk potrafił skutecznie zmobilizować znaczną część społeczeństwa hasłem odsunięcia PiS od władzy. Był to cel czytelny, emocjonalny i dla wielu wyborców wystarczający.</p><p>Po kilku latach rządzenia samo ostrzeganie przed powrotem Jarosława Kaczyńskiego może jednak nie wystarczyć.</p><p>Partia rządząca musi w końcu odpowiadać za własne decyzje, nie za decyzje poprzedników. Im bliżej wyborów, tym mniej skuteczna będzie opowieść, że wszystkie niepowodzenia wynikają z ośmiu lat rządów PiS, działań prezydenta, Trybunału Konstytucyjnego albo trudnych koalicjantów.</p><p>W pewnym momencie wyborcy pytają już tylko: co zostało zrobione?</p><p>Jeżeli odpowiedź nie będzie przekonująca, nawet słabość Prawa i Sprawiedliwości nie uratuje obecnej większości.</p><h2>Prawica ma szansę, ale nie ma jeszcze zwycięstwa</h2><p>Sondaż jest niewątpliwie dobrym sygnałem dla partii prawicowych, ale nie oznacza, że powrót prawicy do władzy został przesądzony.</p><p>Prawo i Sprawiedliwość nadal musi rozwiązać problem przywództwa, poszerzyć swój elektorat i odzyskać wyborców, którzy po 2023 roku przeszli do Konfederacji albo pozostali w domach. Konfederacja z kolei będzie musiała odpowiedzieć na pytanie, czy chce być partią protestu, czy ugrupowaniem gotowym ponosić odpowiedzialność za państwo.</p><p>Ewentualna współpraca PiS i Konfederacji nie jest automatyczna. Obie formacje konkurują o część tego samego elektoratu, różnią się gospodarczo i mają własne ambicje personalne. Ich łączny wynik może dać większość, ale równie dobrze powyborcze negocjacje mogą zakończyć się konfliktem.</p><p>Przed prawicą otwiera się zatem realna szansa. Byłoby jednak błędem uznać ją za gwarancję zwycięstwa.</p><h2>Czerwona lampka na biurku premiera</h2><p>Do regularnych wyborów parlamentarnych pozostał jeszcze ponad rok, a ich dokładna data nie została dotąd wyznaczona. Zgodnie z czteroletnią kadencją obecnego Sejmu powinny się one odbyć jesienią 2027 roku.</p><p>W polityce to zarówno dużo, jak i bardzo mało.</p><p>Donald Tusk wciąż ma czas, aby odbudować zaufanie. Musiałby jednak przestać traktować wyborców jak publiczność niekończącej się kampanii przeciwko PiS i przedstawić spójną opowieść o efektach własnych rządów. Musiałby również zdyscyplinować koalicjantów i przekonać Polaków, że obecny obóz jest czymś więcej niż tylko tymczasowym porozumieniem ludzi, którzy nie lubią Jarosława Kaczyńskiego.</p><p>Dziś większość społeczeństwa w to nie wierzy.</p><p><strong>Sondaż IBRiS nie jest jeszcze wyrokiem. Jest jednak donośnym dzwonkiem alarmowym. Jeżeli 58,3 proc. Polaków zakłada zmianę władzy, oznacza to, że obecna koalicja przestała być postrzegana jako naturalny faworyt kolejnych wyborów.</strong></p><p>A w demokracji władza zaczyna się kończyć nie wtedy, gdy zostaną policzone głosy, lecz wtedy, gdy ludzie przestają wierzyć, że rządzący są w stanie ponownie wygrać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55942,22-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-od-konstytucji-ksiestwa-warszawskiego-po-pamiec-o-ofiarach-zaglady</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55942,22-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-od-konstytucji-ksiestwa-warszawskiego-po-pamiec-o-ofiarach-zaglady</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 07:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-22-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-od-konstytucji-ksiestwa-warszawskiego-po-pamiec-o-ofiarach-zaglady-1784700427.png</url>
                        <title>22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55942,22-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-od-konstytucji-ksiestwa-warszawskiego-po-pamiec-o-ofiarach-zaglady</link>
                    </image><description>Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Data 22 lipca przez dziesięciolecia była w Polsce obciążona polityczną symboliką PRL. To właśnie tego dnia uchwalono konstytucję Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, otwarto Pałac Kultury i Nauki oraz Stadion Dziesięciolecia. Jednak historia 22 lipca jest znacznie szersza. Prowadzi od Napoleona i Księstwa Warszawskiego, przez dramat warszawskiego getta, aż po rekordowy zjazd Andrzeja Bargiela z K2.</p><h2>Napoleon nadaje konstytucję Księstwu Warszawskiemu</h2><p><strong>219 lat temu, w 1807 roku, Napoleon Bonaparte nadał konstytucję Księstwu Warszawskiemu</strong>, państwu utworzonemu z części ziem odebranych Prusom.</p><p>Dokument wprowadzał m.in. formalną równość obywateli wobec prawa, znosił poddaństwo chłopów i ustanawiał nowoczesny, jak na ówczesne warunki, system administracyjny. Choć Księstwo Warszawskie istniało zaledwie kilka lat i pozostawało uzależnione od Francji, dla Polaków stało się namiastką własnej państwowości po rozbiorach.</p><h2>Janusz Korczak – człowiek, który stanął po stronie dziecka</h2><p><strong>148 lat temu, w 1878 roku, urodził się Janusz Korczak</strong> – lekarz, pedagog, pisarz i jeden z najważniejszych w historii obrońców praw dziecka.</p><p>Korczak sprzeciwiał się traktowaniu najmłodszych jak niedojrzałej własności dorosłych. Domagał się uznania ich godności, uczuć, prawa do błędu, tajemnicy i własnego zdania. Stworzył zakłady wychowawcze oparte na samorządności dzieci, a swoje poglądy popularyzował zarówno w publikacjach pedagogicznych, jak i w książkach, takich jak „Król Maciuś I”, „Bankructwo Małego Dżeka” czy „Kajtuś czarodziej”.</p><p>W 1942 roku odmówił opuszczenia wychowanków prowadzonego przez siebie Domu Sierot. Razem z dziećmi został wywieziony do niemieckiego obozu zagłady w Treblince.</p><h2>Pierwsze pogotowie ratunkowe w Warszawie</h2><p><strong>129 lat temu, w 1897 roku, rozpoczęła działalność pierwsza stacja pogotowia ratunkowego w Warszawie.</strong></p><p>Jej powstanie było odpowiedzią na gwałtowny rozwój miasta, rosnącą liczbę wypadków oraz potrzebę stworzenia zorganizowanego systemu szybkiej pomocy medycznej. Był to jeden z najważniejszych kroków w historii nowoczesnego ratownictwa medycznego na ziemiach polskich.</p><h2>Piłsudski i Sosnkowski trafiają do Magdeburga</h2><p><strong>109 lat temu, w 1917 roku, po kryzysie przysięgowym w Legionach Polskich władze niemieckie aresztowały Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego.</strong></p><p>Obaj zostali osadzeni w twierdzy magdeburskiej. Kryzys był skutkiem odmowy złożenia przysięgi na wierność cesarzom Niemiec i Austro-Węgier przez część polskich legionistów. Internowanie Piłsudskiego paradoksalnie wzmocniło jego pozycję polityczną. Gdy w listopadzie 1918 roku wrócił do Warszawy, stał się centralną postacią odradzającej się Rzeczypospolitej.</p><h2>Autor pomnika Chopina</h2><p><strong>96 lat temu, w 1930 roku, zmarł Wacław Szymanowski</strong>, rzeźbiarz i malarz, autor jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich pomników – monumentu Fryderyka Chopina w warszawskich Łazienkach.</p><p>Szymanowski zaprojektował również pomnik Juliusza Słowackiego, który pierwotnie stanął w Krzemieńcu, a po latach został odtworzony we Wrocławiu.</p><h2>Początek wielkiej deportacji z warszawskiego getta</h2><p>Najtragiczniejsza karta dzisiejszego kalendarium została zapisana <strong>22 lipca 1942 roku</strong>. Tego dnia Niemcy rozpoczęli wielką akcję deportacyjną z warszawskiego getta.</p><p>Przez dwa miesiące około 254 tys. ludzi wywieziono do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Kolejnych 11 tys. skierowano do obozów pracy, a około 6 tys. zamordowano na miejscu. W getcie oficjalnie pozostawiono około 35 tys. osób. Kolejne 25 tys. ukrywało się poza niemiecką ewidencją.</p><p>Był to początek systematycznej likwidacji największego getta w okupowanej Europie.</p><p>W środę ulicami Warszawy przejdzie <strong>15. Marsz Pamięci</strong>, organizowany przez Żydowski Instytut Historyczny. Tegoroczne wydarzenie poświęcone jest kobietom warszawskiego getta: matkom, córkom, żonom, opiekunkom, działaczkom społecznym i gospodyniom, które w warunkach głodu, terroru i postępującej Zagłady próbowały podtrzymać życie rodzinne oraz społeczne.</p><p>Marsz rozpocznie się o godz. 18.00 przed pomnikiem Umschlagplatz. Jego uczestnicy przejdą ulicami Stawki, Smoczą i Dzielną na skwer im. Racheli Auerbach.</p><h2>Powojenna Warszawa zmieniała się właśnie 22 lipca</h2><p>Władze komunistyczne uczyniły z 22 lipca najważniejsze święto państwowe PRL. Datę tę wybierano więc na uroczyste otwieranie kolejnych inwestycji i oddawanie do użytku odbudowywanych części stolicy.</p><p><strong>77 lat temu, w 1949 roku</strong>, otwarto Trasę W-Z oraz most Śląsko-Dąbrowski. Na placu Zamkowym ponownie stanęła kolumna Zygmunta III Wazy.</p><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku</strong>, oddano do użytku Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową. Tego samego dnia Sejm uchwalił Konstytucję PRL, zastępującą konstytucję marcową z 1921 roku. Ustawa zasadnicza była wzorowana na rozwiązaniach sowieckich i sankcjonowała polityczny system państwa podporządkowanego komunistycznej partii.</p><p><strong>73 lata temu, w 1953 roku</strong>, zakończono pierwszy etap odbudowy warszawskiego Starego Miasta. Mieszkańcom przekazano Rynek oraz część budynków przy ulicach Piwnej i Zapiecek.</p><p><strong>71 lat temu, w 1955 roku</strong>, otwarto Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina oraz Stadion Dziesięciolecia PRL. Pałac, nazywany przez jednych symbolem sowieckiej dominacji, a przez innych nieodłącznym elementem panoramy Warszawy, do dziś pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych budynków stolicy.</p><h2>Bargiel zjeżdża na nartach z K2</h2><p><strong>Osiem lat temu, w 2018 roku, Andrzej Bargiel jako pierwszy człowiek w historii zjechał na nartach ze szczytu K2.</strong></p><p>Polski skialpinista dokonał tego bez użycia dodatkowego tlenu. Jego wyczyn uznano za jedno z największych osiągnięć w historii światowego himalaizmu i narciarstwa wysokogórskiego.</p><p>Dziś w kraju</p><h2>Senat o Rzeczniku Praw Obywatelskich i „lex szarlatan”</h2><p>Przed południem rozpocznie się dwudniowe, 63. posiedzenie Senatu. Senatorowie mają zdecydować, czy wyrażą zgodę na powołanie <strong>Sylwii Gregorczyk-Abram na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich</strong>.</p><p>W porządku posiedzenia nie znalazło się natomiast głosowanie nad wyborem Mateusza Szpytmy na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Jego kandydaturę poparł wcześniej Sejm, jednak premier Donald Tusk zapowiedział, że senatorowie Koalicji Obywatelskiej jej nie zaakceptują.</p><p>Senatorowie wysłuchają także informacji ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza dotyczącej realizacji europejskiego programu SAFE. Polska ma otrzymać w jego ramach środki na modernizację i dozbrojenie armii.</p><p>Ważnym punktem posiedzenia będzie nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określana jako <strong>„lex szarlatan”</strong>. Nowe przepisy mają ułatwić eliminowanie z rynku oraz internetu usług medycznych i paramedycznych sprzecznych z aktualną wiedzą naukową.</p><p>Rzecznik Praw Pacjenta ma zyskać możliwość wydawania publicznych ostrzeżeń oraz decyzji tymczasowych nakazujących natychmiastowe przerwanie działań zagrażających zdrowiu. Za naruszenie zbiorowych praw pacjentów ma grozić kara do miliona złotych, a za brak współpracy z rzecznikiem – do 100 tys. zł.</p><p>Senat zajmie się również regulacjami dotyczącymi energetyki jądrowej oraz ustawą wprowadzającą od 2027 roku Osobiste Konta Inwestycyjne. Oficjalny harmonogram potwierdza, że posiedzenie Senatu potrwa 22 i 23 lipca.</p><h2>Rząd zapowie kolejowe inwestycje</h2><p>O godz. 10.00 na dworcu Warszawa Zachodnia odbędzie się wydarzenie pod hasłem <strong>„Najnowocześniejsza w Europie – #NaszaKolej!”</strong>.</p><p>Wezmą w nim udział premier Donald Tusk, minister infrastruktury Dariusz Klimczak oraz wiceminister Piotr Malepszak, pełnomocnik rządu do spraw Centralnego Portu Komunikacyjnego.</p><p>Spotkanie ma dotyczyć przywracania połączeń kolejowych likwidowanych w poprzednich latach, inwestycji infrastrukturalnych i zakupów nowoczesnego taboru. Według rządowych zapowiedzi program kolejowy ma służyć przede wszystkim walce z wykluczeniem komunikacyjnym oraz zwiększeniu liczby miejscowości posiadających dostęp do regularnych połączeń.</p><p>W połowie czerwca przedstawiono projekt Zintegrowanej Sieci Kolejowej, będący długofalowym planem rozwoju kolei po 2035 roku. Zakłada on budowę około 4,7 tys. kilometrów nowych linii oraz modernizację kolejnych 5,6 tys. kilometrów istniejących tras.</p><p>Dziś na świecie</p><h2>Norwegia pamięta o ofiarach zamachów</h2><p>W Norwegii przypada dziś <strong>15. rocznica zamachów w Oslo i na wyspie Utøya</strong>.</p><p>22 lipca 2011 roku skrajnie prawicowy terrorysta zdetonował bombę w dzielnicy rządowej w centrum Oslo. Zginęło osiem osób, a około 210 zostało rannych.</p><p>Następnie napastnik udał się na wyspę Utøya, gdzie odbywał się obóz młodzieżówki norweskiej Partii Pracy. Otworzył ogień do uczestników spotkania. Łącznie w obu atakach zamordował 77 osób, a ponad sto zostało rannych.</p><p>W Oslo i na Utøyi zaplanowano dziś państwowe uroczystości. O godz. 9.00 rozpocznie się ceremonia przed siedzibą norweskiego rządu, o godz. 11.00 nabożeństwo w katedrze w Oslo, a wieczorem obchody na wyspie.</p><p>Piętnaście lat po zamachach Norwegowie ponownie będą mówić o pamięci, demokracji i niebezpieczeństwie politycznego fanatyzmu. To ostrzeżenie pozostaje aktualne nie tylko w Norwegii. Historia raz jeszcze pokazuje, że słowa pełne pogardy mogą z czasem przestać być jedynie słowami.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55926,morawiecki-mowi-tutaj-jest-moje-miejsce-problem-w-tym-ze-pis-wlasnie-ustala-ile-tego-miejsca-mu-pozostawic</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55926,morawiecki-mowi-tutaj-jest-moje-miejsce-problem-w-tym-ze-pis-wlasnie-ustala-ile-tego-miejsca-mu-pozostawic</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 13:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-morawiecki-mowi-tutaj-jest-moje-miejsce-problem-w-tym-ze-pis-wlasnie-ustala-ile-tego-miejsca-m-1784632084.png</url>
                        <title>Morawiecki mówi: „Tutaj jest moje miejsce”. Problem w tym, że PiS właśnie ustala, ile tego miejsca mu pozostawić</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55926,morawiecki-mowi-tutaj-jest-moje-miejsce-problem-w-tym-ze-pis-wlasnie-ustala-ile-tego-miejsca-mu-pozostawic</link>
                    </image><description>Mateusz Morawiecki zapewnia, że nie zamierza odchodzić z Prawa i Sprawiedliwości. Deklaruje lojalność wobec partii, Jarosława Kaczyńskiego i całego „obozu patriotycznego”. Jednocześnie nie chce rezygnować ze stowarzyszenia „Rozwój Plus”, które kierownictwo PiS najwyraźniej uznało za potencjalne centrum niezależnej działalności politycznej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Były premier próbuje więc dokonać rzeczy trudnej: pozostać wewnątrz partyjnej twierdzy, a równocześnie zachować własny sztandar, ludzi i polityczne zaplecze. To nie jest już wyłącznie dyskusja o jednym stowarzyszeniu. To spór o to, czy Prawo i Sprawiedliwość ma być szerokim ruchem prawicy, czy partią podporządkowaną jednemu centrum dowodzenia.</p><h2>Deklaracja lojalności, która brzmi jak manifest</h2><p>„Jestem w Prawie i Sprawiedliwości. Chcę być w tej naszej drużynie i w naszym obozie patriotycznym. Tutaj jest moje miejsce” — oświadczył Mateusz Morawiecki.</p><p>Na pierwszy rzut oka są to słowa uspokajające. Były premier nie ogłasza rozłamu, nie rzuca legitymacją partyjną na stół i nie buduje otwarcie konkurencyjnego ugrupowania. Jednak całość jego wystąpienia brzmi nie tyle jak akt bezwarunkowej lojalności, ile jak polityczny manifest własnej wizji PiS.</p><p>Morawiecki mówi o partii zdolnej rozmawiać nie tylko z najbardziej przekonanym elektoratem, ale również z przedsiębiorcami, młodymi, pracownikami, samorządowcami, organizacjami społecznymi i mieszkańcami dużych miast. Ostrzega przed zamknięciem się w „coraz mniejszym kręgu” i przed utratą zdolności do zdobywania większości.</p><p>To diagnoza, która z pozoru dotyczy strategii wyborczej. W praktyce jest jednak również krytyką obecnego kierunku partii. Jeżeli Morawiecki przestrzega przed hermetycznością, wsobnością i mówieniem wyłącznie do już przekonanych, to trudno nie zauważyć, że jego słowa mają konkretnego adresata. Jest nim kierownictwo PiS.</p><h2>Jedna partia, dwa pomysły na zwycięstwo</h2><p>Spór w Prawie i Sprawiedliwości nie dotyczy dziś jedynie osobistych ambicji byłego premiera. Jego sednem są dwa odmienne pomysły na odzyskanie władzy.</p><p>Pierwszy zakłada konsolidację twardego elektoratu, jednoznaczny język ideowy, silne przywództwo i ograniczenie wewnętrznej autonomii poszczególnych środowisk. Partia ma maszerować jak zwarta kolumna, bez bocznych ścieżek, osobnych stowarzyszeń i politycznych półksiężyców krążących wokół głównej planety.</p><p>Drugi wariant, przedstawiany przez Morawieckiego, zakłada budowę szerokiego obozu. W takim modelu różni politycy mieliby docierać do różnych grup społecznych. Jedni do wyborców bardziej radykalnej prawicy, inni do centrum, przedsiębiorców, samorządowców czy młodych mieszkańców miast.</p><p>To koncepcja bardziej elastyczna, lecz dla partyjnej centrali także bardziej ryzykowna. Szeroki obóz oznacza bowiem nie tylko szerszy elektorat. Oznacza również powstawanie wewnętrznych liderów, środowisk, struktur i ośrodków wpływu. A każda taka struktura może pewnego dnia uznać, że nie chce już jedynie wspierać partii, ale również współdecydować o jej kierunku.</p><h2>Stowarzyszenie jako pretekst i symbol</h2><p>Formalnie punktem zapalnym jest „Rozwój Plus”. Morawiecki przekonuje, że organizacja powstała po to, aby bronić dorobku rządów PiS i poszerzać obóz polityczny prawicy. Kierownictwo partii zobowiązało jednak swoich działaczy do wystąpienia ze stowarzyszeń prowadzących działalność polityczną, grożąc w przeciwnym razie wykluczeniem.</p><p>Można oczywiście argumentować, że każda partia ma prawo pilnować własnej spójności. Politycy działający pod jednym szyldem nie mogą bez końca zakładać kolejnych organizacji, które z czasem zamieniają się w partie wewnątrz partii. W takim układzie formalna jedność szybko staje się fikcją, a prawdziwe decyzje zapadają podczas spotkań poszczególnych frakcji.</p><p>Jednak uchwała kierownictwa PiS pokazuje również coś więcej: brak zaufania. Gdyby „Rozwój Plus” był postrzegany wyłącznie jako zaplecze eksperckie i środowisko wspierające partię, zapewne nikt nie stawiałby jego członków przed ultimatum. Skoro ultimatum się pojawiło, partyjna centrala najwyraźniej uznała, że stowarzyszenie może stać się narzędziem budowania politycznej samodzielności Morawieckiego.</p><p>W tej sytuacji nie chodzi już o statut organizacji. Chodzi o pytanie, kto naprawdę kontroluje ludzi, struktury i przyszłe listy wyborcze.</p><h2>„Rywalizacja” czy już wojna o sukcesję?</h2><p>Morawiecki apeluje, aby odróżniać rywalizację od wojny domowej. Samo użycie takiego określenia wiele mówi o temperaturze konfliktu.</p><p>W dojrzałej partii politycznej rywalizacja jest czymś naturalnym. Politycy mają różne ambicje, koncepcje gospodarcze, język i zaplecze społeczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy każdy przejaw niezależności jest traktowany jako zagrożenie, a każde osobne środowisko jako potencjalna zdrada.</p><p>Prawo i Sprawiedliwość przez lata funkcjonowało dzięki niepodważalnej pozycji Jarosława Kaczyńskiego. To on rozstrzygał spory, budował równowagę pomiędzy frakcjami i decydował, kto rośnie, a kto zostaje odsunięty na boczny tor.</p><p>Jednocześnie partia coraz wyraźniej wchodzi w czas pytań o przyszłe przywództwo. Nawet jeżeli nikt oficjalnie nie ogłasza walki o sukcesję, politycy budują swoje pozycje, środowiska i narracje. W tym sensie spór o „Rozwój Plus” jest jedynie widocznym fragmentem większego procesu.</p><p>Morawiecki chce pozostać lojalnym członkiem PiS, ale nie zamierza zrezygnować z roli jednego z głównych kandydatów do kształtowania przyszłości prawicy. Partyjna centrala chce natomiast jedności, która nie będzie podlegała negocjacjom.</p><h2>Morawiecki ma argumenty, ale ma też problem</h2><p>Były premier słusznie zauważa, że wybory wygrywa się poprzez poszerzanie poparcia, a nie wyłącznie mobilizację najwierniejszych wyborców. Partia, która mówi tylko do własnego politycznego chóru, może długo słyszeć donośny śpiew, lecz nie zauważyć, że sala stopniowo pustoszeje.</p><p>Morawiecki może być dla PiS politykiem użytecznym w środowiskach gospodarczych, samorządowych i w części centroprawicowego elektoratu. Ma doświadczenie premiera, rozpoznawalność oraz własną sieć kontaktów. Z punktu widzenia wyborczej arytmetyki jego argument o potrzebie różnorodności nie jest pozbawiony sensu.</p><p>Jego problem polega jednak na tym, że szeroka formuła polityczna może być odczytywana jako próba budowy osobistego zaplecza. Były premier mówi o wielkim obozie, lecz działacze partyjni mogą pytać, czy w tym obozie powstaje już osobny namiot z nazwiskiem Morawieckiego nad wejściem.</p><p>Nie pomaga również fakt, że polityka rzadko zna organizacje całkowicie niewinne. Stowarzyszenia skupiające posłów, senatorów i eurodeputowanych niemal zawsze stają się czymś więcej niż klubami dyskusyjnymi. Tworzą relacje, lojalności, kanały komunikacji i potencjalne listy zwolenników.</p><h2>Ultimatum może uporządkować partię. Może też ją osłabić</h2><p>Decyzja władz PiS może krótkoterminowo wzmocnić dyscyplinę. Działacze otrzymują prosty komunikat: partia jest jedna, kierownictwo jest jedno, a polityczna działalność odbywa się w ramach oficjalnych struktur.</p><p>Taki model ma jednak cenę. Jeżeli lojalność będzie rozumiana jako rezygnacja z wszelkiej samodzielności, PiS może utracić polityków zdolnych docierać poza najtwardszy elektorat. Partia stanie się bardziej zwarta, lecz zarazem mniej elastyczna.</p><p>W polityce zwartość nie zawsze oznacza siłę. Niekiedy przypomina ona szczelnie zamknięty wagon, w którym wszyscy jadą w tym samym kierunku, ale coraz mniej osób może do niego wsiąść.</p><p>Morawiecki proponuje model bardziej otwarty, lecz nie daje pełnej odpowiedzi na pytanie, jak pogodzić różnorodność z dyscypliną. Kierownictwo PiS proponuje porządek, ale ryzykuje, że porządek zamieni się w polityczną sterylność.</p><h2>„Tutaj jest moje miejsce” — ale na czyich warunkach?</h2><p>Najważniejsze w wystąpieniu Morawieckiego nie jest zapewnienie, że pozostaje w PiS. Najważniejsze jest to, że chce pozostać w partii na zasadach pozwalających mu zachować własną polityczną podmiotowość.</p><p>„Tutaj jest moje miejsce” brzmi jak deklaracja przywiązania. Jednocześnie jest to także komunikat do Jarosława Kaczyńskiego i partyjnego aparatu: nie zamierzam odchodzić, ale nie zamierzam również zniknąć.</p><p>Dlatego najbliższe decyzje nie rozstrzygną jedynie losu „Rozwoju Plus”. Pokażą, czy PiS potrafi pomieścić różne wizje prawicy, czy też uzna każdą próbę budowania skrzydeł za przygotowanie do odlotu.</p><p>Jarosław Kaczyński wezwał swoich polityków do „chwili oddechu i łyku zimnej wody”, przypominając, że przeciwnik znajduje się poza partią. To wezwanie rozsądne, choć samo uspokojenie emocji nie usunie źródła konfliktu.</p><p>PiS musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce wygrać kolejne wybory jako szeroki obóz, czy przetrwać jako coraz bardziej jednolita partia. Mateusz Morawiecki udzielił już własnej odpowiedzi. Teraz ruch należy do Jarosława Kaczyńskiego.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55918,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-21-lipca-hemingway-armstrong-i-the-wall-w-berlinie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55918,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-21-lipca-hemingway-armstrong-i-the-wall-w-berlinie</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 09:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-21-lipca-hemingway-armstrong-i-the-wall-w-berlinie-1784618739.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. 21 lipca – Hemingway, Armstrong i „The Wall” w Berlinie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55918,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-21-lipca-hemingway-armstrong-i-the-wall-w-berlinie</link>
                    </image><description>Dziś jest wtorek, 21 lipca, dwieście drugi dzień 2026 roku. Do końca roku pozostały 163 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.38, a zajdzie o godz. 20.45. Imieniny obchodzą Andrzej, Benedykt, Daniel, Ignacy, Jan, Julia i Wiktor.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W historycznym kalendarzu dzisiejsza data łączy królewskie sukcesje, dramatyczne wydarzenia z czasów zaborów, narodziny jednego z najważniejszych amerykańskich pisarzy oraz pierwszy krok człowieka na Księżycu. Muzyczne kalendarium prowadzi natomiast od Cata Stevensa i Guns N’ Roses po monumentalny koncert Rogera Watersa na placu Poczdamskim.</p><h2>Kalendarium historyczne</h2><p><strong>684 lata temu, w 1342 roku, Ludwik Węgierski zasiadł na tronie Węgier i Chorwacji.</strong> W przyszłości został również królem Polski. Koronowano go w 1370 roku, po śmierci Kazimierza Wielkiego, ostatniego polskiego monarchy z głównej linii dynastii Piastów.</p><p><strong>219 lat temu, w 1807 roku, uroczyście proklamowano Wolne Miasto Gdańsk.</strong> Powstało ono w wyniku klęski Prus w wojnie z napoleońską Francją. Formalnie pozostawało pod protektoratem Francji, Prus i Saksonii, ale w praktyce jego los był ściśle związany z polityką Napoleona Bonaparte.</p><p><strong>127 lat temu, w 1899 roku, w Oak Park w stanie Illinois urodził się Ernest Hemingway.</strong> Amerykański pisarz i dziennikarz stworzył charakterystyczny, oszczędny styl, który wywarł ogromny wpływ na literaturę XX wieku. Jest autorem m.in. „Starego człowieka i morza”, „Komu bije dzwon”, „Pożegnania z bronią” oraz „Słońce też wschodzi”. W 1953 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera, a rok później Literacką Nagrodę Nobla. Zmarł w 1961 roku.</p><p><strong>121 lat temu, w 1905 roku, na stokach warszawskiej Cytadeli stracono Stefana Okrzeję.</strong> Działacz socjalistyczny i współtwórca Organizacji Bojowej Polskiej Partii Socjalistycznej został aresztowany po zamachu na oberpolicmajstra Warszawy Karla Nolkena. Miał zaledwie 19 lat. W następnych latach stał się jednym z symboli walki z carskim aparatem represji.</p><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku, wydano rozkaz Naczelnego Wodza o utworzeniu 2. Korpusu Polskiego.</strong> Formację zorganizowano z Armii Polskiej na Wschodzie, a jej dowództwo objął generał Władysław Anders. Żołnierze korpusu przeszli później szlak bojowy przez Włochy. Najbardziej znanym rozdziałem ich historii stało się zdobycie Monte Cassino w maju 1944 roku.</p><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku, w Moskwie, pod politycznym patronatem Józefa Stalina, utworzono Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego.</strong> PKWN miał stanowić konkurencyjny wobec legalnego rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie ośrodek władzy. Następnego dnia ogłoszono Manifest PKWN, którego oficjalnym miejscem publikacji miał być Chełm.</p><p>Tego samego dnia <strong>Krajowa Rada Narodowa powołała Ludowe Wojsko Polskie</strong>. W jego skład weszły oddziały utworzonej w Związku Sowieckim Armii Polskiej oraz podporządkowane komunistom formacje Armii Ludowej.</p><p><strong>76 lat temu, w 1950 roku, Sejm uchwalił ustawę o Planie Sześcioletnim.</strong> Był to jeden z najważniejszych projektów gospodarczych okresu stalinowskiego. Zakładał forsowną industrializację kraju, rozwój przemysłu ciężkiego i centralne sterowanie gospodarką. Realizacja planu odbywała się kosztem poziomu życia ludności, produkcji dóbr konsumpcyjnych oraz tradycyjnego rolnictwa.</p><p><strong>71 lat temu, w 1955 roku, premier Józef Cyrankiewicz i ambasador ZSRS Pantelejmon Ponomarienko podpisali protokół przekazania Polsce Pałacu Kultury i Nauki im. Józefa Stalina.</strong> Następnego dnia budynek został oficjalnie otwarty. Monumentalny gmach, wzniesiony jako „dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego”, do dziś pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych, ale i najbardziej kontrowersyjnych symboli Warszawy.</p><p><strong>57 lat temu, w 1969 roku, Neil Armstrong jako pierwszy człowiek postawił stopę na Księżycu.</strong> Stało się to o godz. 2.56 czasu uniwersalnego, a więc już 21 lipca według czasu obowiązującego w Polsce. Kilkanaście minut później na powierzchnię Księżyca wyszedł Edwin „Buzz” Aldrin. Misja Apollo 11 stała się jednym z największych osiągnięć naukowych i technologicznych w dziejach ludzkości.</p><h2>Muzyczne kalendarium</h2><p><strong>W 1947 roku w Londynie urodził się Cat Stevens</strong>, właściwie Stephen Demetre Georgiou. Wokalista i kompozytor zdobył popularność dzięki takim utworom jak „Matthew and Son”, „Morning Has Broken”, „Wild World” oraz „The First Cut Is the Deepest”. Jego piosenki wykonywali później między innymi Rod Stewart, Sheryl Crow i zespół Mr. Big. W 1977 roku artysta odszedł z branży muzycznej, przeszedł na islam i przyjął imię Yusuf Islam. Po latach powrócił do nagrywania i koncertowania.</p><p><strong>W 1966 roku pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów zajmowali Georgie Fame i grupa The Blue Flames z piosenką „Get Away”.</strong> Utwór początkowo powstał na potrzeby telewizyjnej reklamy benzyny National Benzole, ale szybko rozpoczął samodzielne życie i stał się jednym z największych przebojów artysty.</p><p><strong>W 1973 roku Jim Croce rozpoczął dwutygodniowe przewodzenie amerykańskiej liście przebojów z piosenką „Bad, Bad Leroy Brown”.</strong> Zaledwie dwa miesiące później, 20 września, znajdujący się u szczytu kariery wokalista zginął w katastrofie lotniczej. Miał 30 lat.</p><p><strong>W 1979 roku zespół Tubeway Army po raz pierwszy znalazł się na szczycie brytyjskiej listy albumów z płytą „Replicas”.</strong> Formacja kierowana przez Gary’ego Numana była jedną z pierwszych grup postpunkowych, które wprowadziły chłodne, elektroniczne brzmienie syntezatorów do głównego nurtu muzyki popularnej. Z albumu pochodził przebój „Are ‘Friends’ Electric?”.</p><p><strong>W 1980 roku w Tworkowie urodziła się Anna Wyszkoni.</strong> Karierę rozpoczynała w zespole Łzy, z którym nagrała takie przeboje jak „Agnieszka już dawno…”, „Narcyz się nazywam” oraz „Oczy szeroko zamknięte”. W 2009 roku rozpoczęła działalność solową albumem „Pan i Pani”. Współpracowała również z grupą Video, Piotrem Cugowskim oraz Markiem Jackowskim.</p><p><strong>W 1981 roku urodziła się Paloma Faith</strong>, właściwie Paloma Faith Blomfield. Brytyjska wokalistka, kompozytorka i aktorka zdobyła popularność dzięki debiutanckiej płycie „Do You Want the Truth or Something Beautiful?”. Kolejne albumy, „Fall to Grace” i „A Perfect Contradiction”, przyniosły jej utwory „Picking Up the Pieces”, „30 Minute Love Affair” oraz „Only Love Can Hurt Like This”.</p><p><strong>W 1987 roku grupa Guns N’ Roses wydała debiutancki album „Appetite for Destruction”.</strong> Na płycie znalazły się utwory, które weszły do kanonu rocka: „Welcome to the Jungle”, „Sweet Child o’ Mine” i „Paradise City”. Album początkowo sprzedawał się umiarkowanie, ale z czasem stał się jednym z największych sukcesów komercyjnych w historii muzyki rockowej.</p><p><strong>W 1990 roku na placu Poczdamskim w Berlinie odbył się koncert „The Wall” Rogera Watersa.</strong> Monumentalne widowisko zorganizowano dla upamiętnienia upadku muru berlińskiego. Koncert obejrzało na miejscu ponad 350 tysięcy osób, a transmisja dotarła do widzów na całym świecie. Na scenie pojawili się m.in. Van Morrison, Bryan Adams, Joni Mitchell, Scorpions, Cyndi Lauper i Sinéad O’Connor.</p><p><strong>W 1996 roku Alanis Morissette rozpoczęła ośmiotygodniowe przewodzenie brytyjskiej liście albumów z płytą „Jagged Little Pill”.</strong> Krążek sprzedał się na świecie w ponad 30 milionach egzemplarzy. Znalazły się na nim takie utwory jak „You Oughta Know”, „You Learn”, „Hand in My Pocket” oraz „Ironic”.</p><p><strong>W 2001 roku koncertem w Filadelfii Madonna rozpoczęła amerykańską część światowej trasy „Drowned World Tour”.</strong> Było to pierwsze tournée artystki od ośmiu lat. Poprzednio koncertowała w 1993 roku w ramach „The Girlie Show”. Kilkadziesiąt koncertów nowej trasy obejrzało ponad 700 tysięcy widzów.</p><p><strong>W 2008 roku w amfiteatrze Red Rocks w Morrison w stanie Kolorado zespół The Police zagrał jeden z ostatnich koncertów trasy „Reunion Tour”.</strong> Sting, Stewart Copeland i Andy Summers reaktywowali grupę po ponad dwóch dekadach przerwy. W ramach tournée zagrali ponad 150 koncertów, a wpływy ze sprzedaży biletów przekroczyły 340 milionów dolarów.</p><h2>Rząd o akcyzie, bezpłatnym eDzienniku i ochronie zdrowia</h2><p>We wtorek w południe ma zebrać się Rada Ministrów. Zgodnie z zapowiedzią PAP rząd zajmie się m.in. projektem nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym oraz Kodeksu karnego skarbowego.</p><p>Projekt przewiduje podniesienie akcyzy na urządzenia do waporyzacji oraz zestawy części do takich urządzeń z 40 do 50 zł. Stawka obejmująca płyn do papierosów elektronicznych ma natomiast wzrosnąć z 1,80 zł do 2,20 zł za każdy mililitr.</p><p>Ministrowie mają także rozpatrzyć projekt zapewniający osobom głuchym bezpłatną pomoc tłumacza języka migowego w postępowaniu sądowym. Pomoc miałaby być udzielana na takich samych zasadach jak wsparcie tłumacza języka obcego dla osoby, która nie posługuje się językiem polskim. Projekt ma również zapoczątkować przygotowywane od lat zmiany dotyczące funkcjonowania biegłych sądowych.</p><p>Kolejnym punktem posiedzenia będzie projekt bezpłatnego, państwowego eDziennika dla publicznych i niepublicznych szkół podstawowych, ponadpodstawowych oraz szkół artystycznych. W roku szkolnym 2026/2027 planowany jest pilotaż systemu w wybranych placówkach. Pełne udostępnienie rozwiązania przewidziano na rok szkolny 2027/2028.</p><p>Rząd ma również wysłuchać informacji minister zdrowia dotyczącej pakietu zmian w systemie ochrony zdrowia i stanu prac nad ich realizacją. W konsultacjach publicznych znajdują się projekty czterech rozporządzeń przygotowanych przez resort. Premier Donald Tusk oczekiwał przedstawienia konkretnych propozycji, zapowiadając możliwość podjęcia decyzji personalnych. Polecenie miało związek z medialnymi doniesieniami o nieprawidłowościach w systemie ochrony zdrowia.</p><h2>Polska w europejskim systemie łączności satelitarnej</h2><p>W Warszawie ma odbyć się uroczystość podpisania umowy dotyczącej udziału Polski w budowie europejskiej konstelacji satelitarnej IRIS². W wydarzeniu mają uczestniczyć m.in. minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński oraz unijny komisarz do spraw obrony i przestrzeni kosmicznej Andrius Kubilius.</p><p>IRIS² jest trzecim dużym programem satelitarnym Unii Europejskiej. Jego celem jest zwiększenie bezpieczeństwa, odporności i strategicznej autonomii wspólnoty w zakresie łączności.</p><p>System ma wykorzystywać satelity umieszczone na niskiej i średniej orbicie okołoziemskiej. Powinien zapewnić bezpieczną komunikację instytucjom Unii Europejskiej i administracjom państw członkowskich. Projekt ma również poprawić dostęp przedsiębiorców i mieszkańców do szerokopasmowego internetu, szczególnie na obszarach, na których rozwój tradycyjnej infrastruktury jest utrudniony.</p><h2>Posiedzenie komitetu do spraw bezpieczeństwa</h2><p>We wtorek odbędzie się również posiedzenie Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego. Po jego zakończeniu wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz ma wystąpić na konferencji prasowej w siedzibie MON.</p><p>Komitet jest organem pomocniczym rządu. W jego cotygodniowych posiedzeniach uczestniczą m.in. ministrowie obrony narodowej, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i spraw zagranicznych, a także koordynator służb specjalnych. Zależnie od tematyki zapraszani są dowódcy wojskowi i szefowie służb. W skład komitetu wchodzi także przedstawiciel prezydenta.</p><h2>Ochrona ludności zaczyna się w gminie i powiecie</h2><p>Rola państwa, samorządów i obywateli w budowaniu nowoczesnego systemu ochrony ludności i obrony cywilnej będzie tematem konferencji eksperckiej organizowanej w Pałacu Prezydenckim przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.</p><p>W programie wydarzenia znalazły się wystąpienia m.in. szefa Gabinetu Prezydenta RP Pawła Szefernakera oraz szefa BBN Bartosza Grodeckiego.</p><p>Konferencja pod hasłem „Odporność społeczna i bezpieczeństwo lokalne – rola samorządów, obywateli i państwa w budowie nowoczesnego systemu ochrony ludności i obrony cywilnej” ma służyć ocenie pierwszych doświadczeń związanych z wdrażaniem nowych rozwiązań.</p><p>Rozmowy mają dotyczyć działań administracji publicznej, służb, organizacji społecznych i lokalnych wspólnot. Ich efektem powinny być rekomendacje dotyczące wzmacniania odporności państwa, w tym większego włączenia obywateli w przygotowania z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej.</p><h2>Donald Trump spotka się z prezydentem Libanu</h2><p>Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ma spotkać się w Waszyngtonie z prezydentem Libanu Josephem Aounem.</p><p>Spotkanie odbywa się w czasie wdrażania ustaleń dotyczących sytuacji na południu Libanu. Departament Stanu USA poinformował o rozpoczęciu działań w pierwszych strefach pilotażowych w kilku miejscowościach regionu.</p><p>Zgodnie z trójstronnymi ustaleniami Izrael ma wycofać ze wskazanych obszarów swoje wojska, a kontrolę nad nimi ma przejąć armia libańska. Proces ten ma ograniczyć ryzyko kolejnej eskalacji i wzmocnić instytucje państwa libańskiego.</p><h2>Dwie polskie drużyny walczą o Ligę Mistrzów</h2><p>Lech Poznań i Górnik Zabrze rozpoczynają udział w drugiej rundzie eliminacji piłkarskiej Ligi Mistrzów. Po raz pierwszy w historii na tym etapie najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek klubowych występują dwie polskie drużyny.</p><p>Możliwość wystawienia dwóch zespołów jest konsekwencją poprawy pozycji Polski w rankingu UEFA. Lech, jako mistrz kraju, rywalizuje w ścieżce mistrzowskiej. Jego pierwszym przeciwnikiem będzie najlepsza drużyna poprzedniego sezonu w Danii – Aarhus GF.</p><p>Górnik Zabrze, który zakończył sezon ekstraklasy na drugim miejscu, wystąpi w ścieżce ligowej. Śląski zespół zmierzy się z Fenerbahçe Stambuł.</p><p>Obydwie polskie drużyny rozpoczną rywalizację od spotkań wyjazdowych. Rewanże zostaną rozegrane tydzień później na stadionach w Poznaniu i Zabrzu. Aby dostać się do fazy ligowej Champions League, zespoły muszą wyeliminować trzech kolejnych rywali.</p><p>Dotychczas Polska miała przedstawiciela w zasadniczej części Ligi Mistrzów zaledwie trzykrotnie. Po raz ostatni dokonała tego Legia Warszawa w 2016 roku.</p><p><strong>Źródło informacji bieżących: Newsroom PAP</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55910,cbos-karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-spadki-tuska-i-trzaskowskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55910,cbos-karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-spadki-tuska-i-trzaskowskiego</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 14:06:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-cbos-karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-spadki-tuska-i-trzaskowskiego-1784549434.png</url>
                        <title>CBOS: Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania; spadki Tuska i Trzaskowskiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55910,cbos-karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-spadki-tuska-i-trzaskowskiego</link>
                    </image><description>Prezydent Karol Nawrocki pozostaje w lipcu liderem rankingu zaufania do polityków, ufa mu 55 proc. badanych - wynika z sondażu CBOS. Najwięcej - po 6 pkt proc. - stracili w tym miesiącu premier Donald Tusk i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Premierowi ufa 32 proc., prezydentowi stolicy - 34 proc.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>CBOS podkreśla, że prezydent Nawrocki jest „niekwestionowanym” liderem rankingu zaufania do polityków. Ufa mu 53 proc. badanych, nieufność wobec niego wyraża 33 proc. badanych, 9 proc. deklaruje obojętność. „Jego notowania umacniają się już drugi miesiąc z kolei” - zaznacza CBOS. W porównaniu z czerwcem zaufanie do prezydenta wzrosło o 2 pkt proc., a poziom nieufności spadł o 1 pkt proc.</p><p>Na kolejnych miejscach rankingu w lipcu plasują się wicepremierzy Władysław Kosiniak-Kamysz i Radosław Sikorski. Szefowi MON ufa 41 proc. ankietowanych, 32 proc. wyraża nieufność, 16 proc. obojętność. Szefowi MSZ podobnie ufa 41 proc., nieufność wyrażą 26 proc., a 12 proc. deklaruje obojętność. W tych przypadkach w ostatnim miesiącu poziom zaufania do tych polityków spadł odpowiednio o 4 i 1 pkt proc. Nieufność do Kosiniaka-Kamysza wzrosła o 3 pkt proc., a do Sikorskiego o 2 pkt proc.</p><p>„Do czołówki zalicza się także wicemarszałek Sejmu, jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość, Krzysztof Bosak, również mający przewagę społecznego zaufania nad nieufnością - 38 proc. wobec 31 proc.” - zauważył CBOS. Bosakowi zaufanie spadło o jeden punkt procentowy i o tyle samo spadła wobec niego nieufność.</p><p>Jak zaznacza CBOS politycy, których łączy w lipcu wyraźne pogorszenie notowań, to premier Donald Tusk i prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Szefa rządu darzy zaufaniem 32 proc. badanych - spadek w porównaniu z czerwcem o 6 pkt proc. Nieufność wobec Tuska wyraziło 53 proc. badanych - o 5 pkt proc. więcej niż przed miesiącem.</p><p>Wobec prezydenta Warszawy zaufanie wyraża 34 proc. ankietowanych - także o 6 pkt proc. mniej niż w czerwcu. Nieufność do Trzaskowskiego deklaruje 48 proc. badanych, również o 5 proc. więcej w porównaniu z czerwcem.</p><p>Według CBOS pogorszenie notowań w przypadku tych dwóch polityków „prawdopodobnie ma tę samą przyczynę - aferę w Warszawskim Szpitalu Południowym”.</p><p>Wzrost zaufania o 4 pkt proc. i analogiczny spadek nieufności - w porównaniu z czerwcem - odnotował lider Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun. W lipcu zaufanie do niego zadeklarowało 25 proc. ankietowanych, nieufność - 51 proc.</p><p>CBOS zauważa, że lider partii Razem Adrian Zandberg jest jednym z sześciu polityków w zestawieniu, wobec których istotnie więcej osób wyraża zaufanie niż nieufność – ufa mu 32 proc. respondentów (wzrost o 2 punkty procentowe), 26 proc. obdarza go nieufnością (wzrost o jeden punkt procentowy).</p><p>Na tym samym miejscu pod względem poziomu zaufania lokuje się lider Konfederacji Wolność i Niepodległość Sławomir Mentzen, któremu wprawdzie ufa niemal co trzeci badany - 32 proc., spadek o 2 pkt proc., jednak spotyka się on z wyraźnie większą, bo deklarowaną przez 40 proc. badanych, wzrost o 1 pkt proc. - nieufnością.</p><p>Marszałka Sejmu, współprzewodniczącego Nowej Lewicy Włodzimierza Czarzastego darzy zaufaniem 29 proc. respondentów, a 39 proc. mu nie ufa. Marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska cieszy się zaufaniem 25 proc. badanych, zaś nieufność wobec niej wyraża 35 proc.</p><p>Zaufanie do byłego premiera, wiceprezesa PiS Mateusza Morawieckiego deklaruje 29 proc. (spadek o jeden punkt procentowy), a 50 proc. deklaruje brak zaufania (bez zmian). Nieznacznie mniej osób 27 proc. (wzrost o 1 pkt proc.) ufa prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu. „Wprawdzie w ciągu ostatniego miesiąca zmniejszył się odsetek osób, które nie ufają temu politykowi - spadek o 3 pkt proc., do 54 proc. - jednak nadal jest on pod tym względem liderem rankingu” - wskazał CBOS.</p><p>Wiceprezes PiS Przemysław Czarnek, którego w marcu ogłoszono kandydatem partii na przyszłego premiera, cieszy się zaufaniem 24 proc. badanych, zaś nieufność wobec niego deklaruje 51 proc. Jego notowania w ostatnim miesiącu pozostały bardzo zbliżone - o 1 pkt proc. wrosła grupa ankietowanych deklarujących zaufanie.</p><p>Spośród ministrów - jak ocenił CBOS - „postacią polaryzującą” jest szef resortu sprawiedliwości Waldemar Żurek. Zaufaniem darzy go 26 proc., zaś nieufnością 28 proc. Poziom deklaracji zaufania spadł w tym przypadku o 2 pkt proc. Jednak 31 proc. badanych zadeklarowało nieznajomość tego ministra.</p><p>Obniżenie zaufania dotyczy także innych przedstawicieli rządzącej koalicji: ministra finansów i gospodarki Andrzeja Domańskiego (spadek zaufania o 4 pkt proc., do 19 proc., nieufność bez zmian – 18 proc.), szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego (spadek zaufania o 3 pkt proc., do 21 proc. i wzrost nieufności o 1 pkt proc., do 30 proc.), szefowej MFiPR Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz (spadek zaufania o 3 pkt proc., do 17 proc. i wzrost nieufności o 1 pkt proc., do 25 proc.) i ministry klimatu Pauliny Hennig-Kloski (spadek zaufania o 3 pkt proc. do 16 proc., nieufność bez zmian – 30 proc.).</p><p>Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL, liczącej 938 osób i zrealizowano je od 2 do 12 lipca br. (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. Od „Mazurka Dąbrowskiego” po lądowanie człowieka na Księżycu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55902,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-od-mazurka-dabrowskiego-po-ladowanie-czlowieka-na-ksiezycu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55902,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-od-mazurka-dabrowskiego-po-ladowanie-czlowieka-na-ksiezycu</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 08:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-od-mazurka-dabrowskiego-po-ladowanie-czlowieka-na-ksiezycu-1784528671.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. Od „Mazurka Dąbrowskiego” po lądowanie człowieka na Księżycu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55902,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-od-mazurka-dabrowskiego-po-ladowanie-czlowieka-na-ksiezycu</link>
                    </image><description>Dziś jest poniedziałek, 201. dzień roku. Do jego końca pozostały 164 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.37, a zajdzie o godz. 20.46.

Imieniny obchodzą: Czesław, Czesława, Hieronim, Małgorzata, Leon, Leona, Ludwika i Remigiusz.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzisiejsza kartka z kalendarza prowadzi nas od czasów Jagiellonów przez narodziny polskiego hymnu i dramatyczny zamach na Adolfa Hitlera aż po chwilę, gdy człowiek po raz pierwszy wylądował na Księżycu. W muzyce spotykają się natomiast Frank Sinatra, Carlos Santana, Grażyna Łobaszewska i Chris Cornell.</p><h2>KALENDARIUM HISTORYCZNE</h2><p><strong>534 lata temu, 20 lipca 1492 roku</strong>, Aleksander Jagiellończyk został wielkim księciem litewskim. Władzę objął po śmierci swojego ojca, Kazimierza IV Jagiellończyka. Dziewięć lat później został również królem Polski.</p><p><strong>229 lat temu, w 1797 roku</strong>, odbyło się pierwsze publiczne wykonanie „Pieśni Legionów Polskich we Włoszech”, napisanej przez Józefa Wybickiego podczas jego pobytu w Reggio Emilia. Utwór, znany później jako „Mazurek Dąbrowskiego”, stał się pieśnią nadziei dla pokoleń Polaków, a od 1927 roku jest hymnem państwowym Rzeczypospolitej Polskiej.</p><p><strong>100 lat temu, w 1926 roku</strong>, marszałek Józef Piłsudski powołał w Warszawie Kompanię Zamkową. Pododdział pełnił służbę wartowniczą w miejscu pobytu prezydenta Rzeczypospolitej i uczestniczył w uroczystościach reprezentacyjnych. Do tradycji tej jednostki nawiązuje obecnie Batalion Reprezentacyjny Wojska Polskiego.</p><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku</strong>, w Wilczym Szańcu niedaleko Kętrzyna doszło do najsłynniejszej próby zamachu na Adolfa Hitlera. Pułkownik Claus Schenk von Stauffenberg pozostawił w sali odpraw teczkę z ładunkiem wybuchowym. Eksplozja zabiła cztery osoby, ale Hitler przeżył. Zamachowcy planowali nie tylko śmierć dyktatora, lecz także przejęcie władzy w Niemczech w ramach operacji „Walkiria”. Spisek zakończył się klęską, a Stauffenberg i wielu jego współpracowników zostali straceni.</p><p><strong>81 lat temu, w 1945 roku</strong>, do Polski powrócił prymas August Hlond. Po latach wojennej tułaczki ponownie objął kierownictwo nad Kościołem katolickim w kraju, który dopiero podnosił się z ruin.</p><p><strong>61 lat temu, w 1965 roku</strong>, w Warszawie zapadł wyrok w procesie Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego, autorów „Listu otwartego do członków PZPR”. Dokument był ostrą krytyką systemu komunistycznego i uprzywilejowanej biurokracji partyjnej. Kuroń został skazany na trzy lata więzienia, a Modzelewski na trzy lata i sześć miesięcy pozbawienia wolności.</p><p><strong>58 lat temu, w 1968 roku</strong>, oddano do użytku Jezioro Solińskie — sztuczny zbiornik utworzony przez spiętrzenie wód Sanu i Solinki. Akwen o powierzchni przekraczającej 21 kilometrów kwadratowych stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc turystycznych w Bieszczadach.</p><p><strong>57 lat temu, 20 lipca 1969 roku</strong>, lądownik misji Apollo 11 osiadł na powierzchni Księżyca. Na pokładzie modułu „Eagle” znajdowali się Neil Armstrong i Buzz Aldrin, podczas gdy Michael Collins pozostał na orbicie w statku „Columbia”. Kilka godzin później Armstrong jako pierwszy człowiek postawił stopę na Srebrnym Globie.</p><p><strong>30 lat temu, w 1996 roku</strong>, w Atlancie rozpoczęły się XXVI Letnie Igrzyska Olimpijskie. Polscy sportowcy zdobyli podczas nich 17 medali: siedem złotych, pięć srebrnych i pięć brązowych.</p><p><strong>22 lata temu, w 2004 roku</strong>, zmarł Zdzisław Sierpiński — dziennikarz, krytyk muzyczny, żołnierz Armii Krajowej i uczestnik Powstania Warszawskiego. Brał udział w starciu na Żoliborzu, do którego doszło jeszcze przed oficjalną godziną rozpoczęcia powstania.</p><p><strong>10 lat temu, w 2016 roku</strong>, w Piasecznie zmarł Włodzimierz Odojewski, pisarz i wieloletni dziennikarz Radia Wolna Europa. Największą sławę przyniosła mu powieść „Zasypie wszystko, zawieje…”, podejmująca temat polskich doświadczeń na dawnych Kresach. Bywał nazywany „polskim Sołżenicynem”.</p><h2>KALENDARIUM MUZYCZNE</h2><p><strong>W 1940 roku</strong> ukazało się pierwsze zbiorcze zestawienie popularności utworów przygotowane przez magazyn „Billboard”. Na pierwszym miejscu znalazła się piosenka „I’ll Never Smile Again” w wykonaniu Tommy Dorsey Orchestra z wokalem Franka Sinatry.</p><p>Tego samego dnia urodził się <strong>Janusz Kondratowicz</strong>, dziennikarz i autor tekstów piosenek, posługujący się również pseudonimem Jan Krynicz. Pisał dla Czerwonych Gitar, Trzech Koron, Trubadurów, Anny Jantar, Krzysztofa Klenczona, Haliny Frąckowiak i Zdzisławy Sośnickiej. Spod jego pióra wyszły teksty takich przebojów jak „10 w skali Beauforta”, „Powiedz, stary, gdzieś ty był”, „Dwadzieścia lat, a może mniej”, „Krajobrazy” czy „Papierowy księżyc”.</p><p><strong>W 1945 roku</strong> urodził się John Lodge, basista, wokalista i kompozytor zespołu The Moody Blues. Był autorem lub współautorem wielu nagrań grupy, w tym „Ride My See-Saw”, „Isn’t Life Strange” i „I’m Just a Singer (In a Rock and Roll Band)”.</p><p>Także w 1945 roku przyszła na świat amerykańska wokalistka <strong>Kim Carnes</strong>. Jej największym przebojem pozostaje „Bette Davis Eyes”, nagrodzony Grammy. Współpracowała również z Kennym Rogersem, z którym nagrała utwór „Don’t Fall in Love with a Dreamer”.</p><p><strong>W 1947 roku</strong> urodził się Carlos Santana, meksykańsko-amerykański gitarzysta i pionier łączenia rocka z muzyką latynoamerykańską. Jego występ na festiwalu Woodstock w 1969 roku otworzył mu drogę do światowej kariery. Do największych przebojów Santany należą „Black Magic Woman”, „Oye Como Va”, „Samba Pa Ti”, „Europa” i „Smooth”. Album „Supernatural” przyniósł mu aż osiem nagród Grammy.</p><p><strong>W 1952 roku</strong> w Gdańsku urodziła się Grażyna Łobaszewska — wokalistka obdarzona charakterystycznym, lekko zachrypniętym głosem. Występowała m.in. z Ergo Band, zespołem Crash oraz triem Jarosława Śmietany. Publiczność zna ją z utworów „Czas nas uczy pogody”, „Gdybyś” i „Brzydcy”.</p><p><strong>W 1963 roku</strong> duet Jan and Dean rozpoczął dwutygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z utworem „Surf City”. Piosenkę współtworzył Brian Wilson z The Beach Boys. Był to pierwszy utwór o surfingu, który dotarł na szczyt listy Billboard Hot 100.</p><p><strong>W 1964 roku</strong> urodził się Chris Cornell, wokalista Soundgarden, Audioslave i Temple of the Dog. Jego potężny, czterooktawowy głos stał się jednym z symboli sceny grunge’owej z Seattle. Z Soundgarden nagrał m.in. albumy „Badmotorfinger” i „Superunknown”, a z Audioslave płyty „Audioslave” oraz „Out of Exile”. Artysta zmarł w maju 2017 roku po koncercie w Detroit.</p><p><strong>W 1968 roku</strong> grupa Cream rozpoczęła czterotygodniowe panowanie na amerykańskiej liście albumów z płytą „Wheels of Fire”. Podwójny album łączył nagrania studyjne z zapisem koncertów zespołu.</p><p>Tego samego dnia do amerykańskiego zestawienia trafił drugi album grupy Iron Butterfly — „In-A-Gadda-Da-Vida”. Jego drugą stronę wypełniała niemal siedemnastominutowa kompozycja tytułowa, która przeszła do historii psychodelicznego rocka.</p><p><strong>W 1976 roku</strong> zespół Buzzcocks wystąpił jako support Sex Pistols w Manchesterze. Koncert stał się jednym z wydarzeń założycielskich brytyjskiej sceny punkowej i postpunkowej. Wśród publiczności znajdowali się przyszli muzycy Joy Division, The Fall i The Smiths, a także Mick Hucknall, późniejszy lider Simply Red.</p><p><strong>W 1996 roku</strong> Gary Barlow zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów jako solowy wykonawca. Jego utwór „Forever Love” promował album „Open Road”. Barlow został pierwszym członkiem Take That, który po rozpoczęciu kariery solowej dotarł na szczyt zestawienia.</p><p><strong>W 2011 roku</strong> kolekcja zdjęć The Beatles z ich pierwszego amerykańskiego koncertu w Waszyngtonie została sprzedana na aukcji za blisko 362 tysiące dolarów. Fotografie wykonał osiemnastoletni wówczas Mike Mitchell, który przez wiele lat przechowywał negatywy w kartonie w piwnicy.</p><h2>DZIŚ W KRAJU</h2><p>W siedzibie Polskiej Agencji Prasowej odbędzie się debata <strong>„Prawdy i mity o zabezpieczeniu socjalnym artystów”</strong>. Dyskusja będzie dotyczyła projektu ustawy, który ma zapewnić artystom dostęp do systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych.</p><p>W spotkaniu wezmą udział była ministra kultury Hanna Wróblewska, pisarka i prawniczka Barbara Sadurska, aktor i reżyser Artur Barciś oraz krytyk sztuki Piotr Kosiewski. Debatę poprowadzi szef działu Kultury PAP Jacek Wakar. Początek o godz. 11.</p><p>W Opactwie Benedyktynów w Tyńcu odbędzie się natomiast uroczystość wręczenia promes potwierdzających przyznanie dotacji z programu <strong>„Ochrona zabytków 2026”</strong>. W wydarzeniu ma uczestniczyć wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Na prace przy zabytkach w Małopolsce przeznaczono łącznie ponad 14,3 mln zł.</p><p>We Wrocławiu minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska oraz wiceminister Mikołaj Dorożała przedstawią zasady zarządzania lasami społecznymi. Tereny te mają pełnić przede wszystkim funkcje rekreacyjne, edukacyjne i przyrodnicze, a gospodarka leśna ma w większym stopniu uwzględniać potrzeby mieszkańców dużych aglomeracji.</p><p>DZIŚ NA ŚWIECIE</p><h2>Andy Burnham obejmie urząd premiera Wielkiej Brytanii</h2><p>Nowy lider Partii Pracy Andy Burnham ma dziś oficjalnie objąć urząd premiera Wielkiej Brytanii, zastępując Keira Starmera. Ustępujący szef rządu wygłosi pożegnalne przemówienie przed siedzibą przy Downing Street, a następnie złoży rezygnację na ręce króla Karola III.</p><p>Po spotkaniu z monarchą Burnham otrzyma formalną misję utworzenia rządu. Były burmistrz Wielkiego Manchesteru został nowym przywódcą Partii Pracy po rezygnacji Starmera i zdobyciu zdecydowanego poparcia parlamentarzystów swojego ugrupowania.</p><h2>Zmiana na stanowisku prezydenta Węgier</h2><p>Przewodnicząca węgierskiego parlamentu Ágnes Forsthoffer ma tymczasowo przejąć obowiązki prezydenta kraju. Dotychczasowy prezydent Tamás Sulyok podpisał poprawkę do ustawy zasadniczej, która doprowadziła do skrócenia jego kadencji.</p><p>Zmiany domagał się rząd premiera Pétera Magyara, którego ugrupowanie przejęło władzę po tegorocznych wyborach parlamentarnych. Węgierski parlament powinien wybrać nowego prezydenta w ciągu 30 dni.</p><h2>Starship pozostaje na Ziemi</h2><p>Nie odbędzie się zapowiadany wcześniej na dzisiejszą noc 13. lot testowy rakiety Starship firmy SpaceX. Pierwsza próba startu została przerwana 16 lipca w ostatnich sekundach odliczania, gdy część silników rakiety nie uruchomiła się prawidłowo.</p><p>Według najnowszego komunikatu SpaceX kolejna próba może nastąpić najwcześniej <strong>w czwartek, 23 lipca</strong>. Dziewięćdziesięciominutowe okno startowe ma zostać otwarte o godz. 17.45 czasu lokalnego w Teksasie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 19 lipca]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55899,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-niedziela-19-lipca</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55899,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-niedziela-19-lipca</guid>
            <pubDate>Sun, 19 Jul 2026 14:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-niedziela-19-lipca-1784464495.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 19 lipca</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55899,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-niedziela-19-lipca</link>
                    </image><description>Dziś jest niedziela, 19 lipca – dwusetny dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 165 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.35, a zajdzie o godz. 20.47. Imieniny obchodzą dziś Wincenty, Marcin, Teodor i Ambroży.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dzień, w którym historia prowadzi nas od wawelskiej krypty królowej Jadwigi, przez początek potopu szwedzkiego i wybór Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta, aż po wielki finał piłkarskiego mundialu. Muzyczne kalendarium należy natomiast do Briana Maya, Elvisa Presleya, Beatlesów, Queen i Genesis.</p><h2>KALENDARIUM HISTORYCZNE</h2><p><strong>627 lat temu, w 1399 roku</strong>, w krypcie Katedry na Wawelu odbył się wspólny pogrzeb królowej Jadwigi Andegaweńskiej oraz jej nowo narodzonej córki Elżbiety Bonifacji. Królowa zmarła 17 lipca, cztery dni po śmierci dziecka. Odejście Jadwigi zakończyło jeden z najważniejszych rozdziałów w dziejach polskiego średniowiecza.</p><p><strong>457 lat temu, w 1569 roku</strong>, podczas sejmu w Lublinie książę pruski Albrecht Fryderyk Hohenzollern złożył hołd lenny królowi Zygmuntowi II Augustowi.</p><p><strong>371 lat temu, w 1655 roku</strong>, wojska szwedzkie wkroczyły na ziemie Rzeczypospolitej. Rozpoczynał się „potop szwedzki” – jedna z najbardziej wyniszczających wojen w historii państwa polsko-litewskiego. Najazd armii Karola X Gustawa przyniósł ogromne straty ludnościowe, gospodarcze i kulturalne.</p><p><strong>171 lat temu, w 1855 roku</strong>, w Kochaczynie pod Orszą zmarł Tomasz Zan – poeta, przyjaciel Adama Mickiewicza, współzałożyciel Towarzystwa Filomatów, twórca Związku Promienistych oraz prezes Zgromadzenia Filaretów. Za działalność patriotyczną został skazany przez władze carskie i przez kilkanaście lat przebywał na zesłaniu.</p><p><strong>92 lata temu, w 1934 roku</strong>, w Wilnie urodził się Janusz Christa – rysownik i scenarzysta komiksowy, twórca przygód Kajka i Kokosza. Jego bohaterowie, często nazywani słowiańską odpowiedzią na Asteriksa i Obeliksa, wychowali kilka pokoleń czytelników.</p><p><strong>87 lat temu, w 1939 roku</strong>, w Milanówku urodził się Bogdan Cywiński – historyk idei, publicysta, działacz opozycji antykomunistycznej, były redaktor naczelny miesięcznika „Znak” oraz zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność”.</p><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku</strong>, w Helsinkach rozpoczęły się XV Letnie Igrzyska Olimpijskie. Polacy zdobyli podczas nich cztery medale. Złoty medal w boksie wywalczył Zygmunt Chychła. Było to pierwsze olimpijskie złoto dla Polski po zakończeniu II wojny światowej.</p><p><strong>52 lata temu, w 1974 roku</strong>, o godz. 11.15 uruchomiono zegar na Wieży Zygmuntowskiej odbudowywanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Wskazówki ustawiono na godzinie, o której we wrześniu 1939 roku zegar zatrzymał się podczas niemieckiego bombardowania.</p><p><strong>41 lat temu, w 1985 roku</strong>, zmarł Janusz A. Zajdel – pisarz i jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiej fantastyki socjologicznej. Był autorem takich powieści jak „Limes inferior”, „Paradyzja” i „Cylinder van Troffa”. Jego nazwiskiem nazwano najważniejszą polską nagrodę literacką przyznawaną twórcom fantastyki.</p><p><strong>37 lat temu, w 1989 roku</strong>, Zgromadzenie Narodowe wybrało generała Wojciecha Jaruzelskiego na urząd prezydenta PRL. O wyniku zdecydował zaledwie jeden głos. Wybór był częścią politycznego układu powstałego po obradach Okrągłego Stołu i czerwcowych wyborach parlamentarnych.</p><p><strong>20 lat temu, w 2006 roku</strong>, Sejm udzielił wotum zaufania rządowi Jarosława Kaczyńskiego. Nowy premier wygłosił w parlamencie exposé, przedstawiając program swojego gabinetu.</p><h2>KALENDARIUM MUZYCZNE</h2><p><strong>W 1937 roku</strong> urodził się George Hamilton IV – amerykański wokalista country, znany z takich utworów jak „Abilene”, „Truck Drivin’ Man” i „Early Morning Rain”. W latach 70. koncertował również w Europie Wschodniej, w tym w Polsce, występując jako nieformalny „ambasador muzyki country”.</p><p><strong>W 1947 roku</strong> urodził się Brian May – gitarzysta, kompozytor i współtwórca potęgi zespołu Queen. To spod jego ręki wyszły między innymi „We Will Rock You”, „Tie Your Mother Down”, „Who Wants to Live Forever” i „The Show Must Go On”. May nie ograniczył się jednak do rockowej sceny. Zajmował się również astrofizyką, a w 2007 roku uzyskał stopień doktora.</p><p><strong>W 1952 roku</strong> urodził się Allen Collins, gitarzysta grupy Lynyrd Skynyrd, współtwórca takich klasyków southern rocka jak „Sweet Home Alabama” i „Free Bird”. Jego życie zakończyło się tragicznie – po wypadku samochodowym został sparaliżowany, a kilka lat później zmarł.</p><p><strong>W 1954 roku</strong> wytwórnia Sun Records wydała pierwszy singiel Elvisa Presleya – „That’s All Right”. Nagranie, zrealizowane w studiu Sama Phillipsa, stało się jednym z symbolicznych momentów narodzin rock and rolla. Na stronie B znalazł się utwór „Blue Moon of Kentucky”.</p><p><strong>W 1967 roku</strong> „All You Need Is Love” zespołu The Beatles dotarło na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów. Utwór Johna Lennona został wcześniej wykonany podczas pierwszej globalnej transmisji telewizyjnej realizowanej z wykorzystaniem łączy satelitarnych.</p><p><strong>W 1974 roku</strong> w Sedalii w stanie Missouri rozpoczął się Ozark Music Festival. Na terenie dawnych targów rolniczych zgromadziły się setki tysięcy ludzi. Wystąpili między innymi The Eagles, Aerosmith, Lynyrd Skynyrd, Blue Öyster Cult oraz Bachman-Turner Overdrive.</p><p><strong>W 1975 roku</strong> Paul McCartney i grupa Wings zdobyli pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów singlem „Listen to What the Man Said”. Na szczycie zestawienia albumów znalazła się jednocześnie płyta „Venus and Mars”.</p><p><strong>W 1976 roku</strong>, po zakończeniu brytyjskiej trasy koncertowej, rozpadł się zespół Deep Purple. David Coverdale rozpoczął później działalność z grupą Whitesnake, a muzycy klasycznego składu Deep Purple ponownie spotkali się w 1984 roku, nagrywając album „Perfect Strangers”.</p><p><strong>W 1980 roku</strong> album „The Game” zespołu Queen znalazł się na pierwszym miejscu brytyjskiej listy. Na płycie umieszczono między innymi „Another One Bites the Dust”, napisane przez basistę Johna Deacona.</p><p><strong>W 1986 roku</strong> Genesis zdobyło szczyt amerykańskiej listy przebojów utworem „Invisible Touch”. Na drugim miejscu znalazł się „Sledgehammer” Petera Gabriela, byłego wokalisty Genesis. Tydzień później Gabriel zepchnął dawnych kolegów z pierwszego miejsca.</p><p><strong>W 1996 roku</strong> Spice Girls zadebiutowały w programie „Top of the Pops”, wykonując „Wannabe”. Piosenka zapoczątkowała światową karierę zespołu i stała się pierwszym z dziewięciu brytyjskich przebojów numer jeden grupy.</p><p><strong>W 2005 roku</strong> James Blunt znalazł się na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów z balladą „You’re Beautiful”. Utwór pochodził z jego debiutanckiego albumu „Back to Bedlam” i przez pięć tygodni utrzymywał się na szczycie zestawienia.</p><h2>Obława Augustowska – pamięć o „Małym Katyniu”</h2><p>W Gibach na Podlasiu odbędą się dziś uroczystości związane z <strong>81. rocznicą Obławy Augustowskiej</strong>. Ich centralnym miejscem będzie Wzgórze Krzyży – symboliczny grób ofiar jednej z największych powojennych zbrodni dokonanych na Polakach. Obchody mają rozpocząć się w południe.</p><p>W lipcu 1945 roku oddziały NKWD, Smiersza oraz podporządkowane im formacje rozpoczęły na Suwalszczyźnie operację wymierzoną w polskie podziemie niepodległościowe. Zatrzymano tysiące ludzi. Co najmniej 592 osoby wywieziono w nieznanym kierunku i zamordowano. Miejsca pochówku ofiar do dziś nie zostały odnalezione.</p><p>Na Wzgórzu Krzyży znajduje się obelisk z napisem: <strong>„Zginęli, bo byli Polakami”</strong>, a na kamiennych tablicach wyryto nazwiska zaginionych. Obława Augustowska bywa nazywana „Małym Katyniem” – nie tylko ze względu na skalę zbrodni, lecz także mur tajemnicy, który przez dziesięciolecia otaczał los zamordowanych.</p><h2>Oslo pamięta o ofiarach Andersa Breivika</h2><p>W stolicy Norwegii rozpoczynają się wydarzenia związane z przypadającą w tym roku <strong>15. rocznicą zamachów dokonanych przez Andersa Breivika</strong>.</p><p>22 lipca 2011 roku terrorysta najpierw zdetonował bombę w dzielnicy rządowej w Oslo, a następnie zaatakował uczestników obozu młodzieżówki Norweskiej Partii Pracy na wyspie Utøya. W obu zamachach zginęło 77 osób.</p><p>Breivik został skazany na 21 lat pozbawienia wolności w systemie pozwalającym na dalsze przedłużanie izolacji, jeżeli sąd uzna, że nadal stanowi zagrożenie dla społeczeństwa.</p><h2>Wybory na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej</h2><p>Mieszkańcy Wysp Świętego Tomasza i Książęcej wybierają dziś prezydenta. O kolejną kadencję ubiega się Carlos Vila Nova, który startuje jako kandydat niezależny po konflikcie ze swoim dawnym politycznym zapleczem. Wybory odbywają się w cieniu sporów konstytucyjnych, problemów gospodarczych, inflacji, bezrobocia i przerw w dostawach energii.</p><p>Niewielkie państwo położone w Zatoce Gwinejskiej ma znaczenie większe, niż wskazywałyby jego rozmiary. Leży w pobliżu ważnych szlaków morskich i potencjalnych złóż ropy. O pogłębienie współpracy z władzami w São Tomé zabiegają między innymi Stany Zjednoczone, państwa Unii Europejskiej oraz Rosja.</p><h2>Hiszpania kontra Argentyna. Mundial czeka na ostatni akt</h2><p>Wieczorem poznamy piłkarskiego mistrza świata. W finale mundialu rozgrywanego w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku zmierzą się <strong>Hiszpania oraz broniąca tytułu Argentyna</strong>.</p><p>Spotkanie odbędzie się na stadionie w East Rutherford w stanie New Jersey. Początek meczu zaplanowano na <strong>godz. 21 czasu polskiego</strong>. Arbitrem głównym będzie Słoweniec Slavko Vinčić.</p><p>Hiszpania walczy o drugi tytuł mistrzowski po triumfie w 2010 roku. Argentyna może zostać mistrzem świata po raz czwarty i obronić trofeum zdobyte w 2022 roku.</p><p>Finał ma również wymiar symboliczny. Naprzeciw siebie staną dwaj piłkarze reprezentujący różne pokolenia futbolu – <strong>19-letni Lamine Yamal oraz 39-letni Lionel Messi</strong>. Jeden dopiero pisze pierwsze rozdziały swojej legendy, drugi być może zamyka najwspanialszą księgę w historii współczesnej piłki.</p><p>Po ponad pięciu tygodniach rywalizacji, 104 spotkaniach i turnieju rozgrywanym po raz pierwszy w formule z udziałem 48 reprezentacji zostanie już tylko jeden mecz. Jak w dobrym filmie – wszystkie wcześniejsze sceny prowadziły właśnie do tego finału.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55894,17-lipca-w-historii-od-brunona-jasienskiego-i-wojciecha-kilara-po-gps-misia-i-zolta-lodz-podwodna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55894,17-lipca-w-historii-od-brunona-jasienskiego-i-wojciecha-kilara-po-gps-misia-i-zolta-lodz-podwodna</guid>
            <pubDate>Fri, 17 Jul 2026 11:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-17-lipca-w-historii-od-brunona-jasienskiego-i-wojciecha-kilara-po-gps-misia-i-zolta-lodz-podwod-1784281198.png</url>
                        <title>17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55894,17-lipca-w-historii-od-brunona-jasienskiego-i-wojciecha-kilara-po-gps-misia-i-zolta-lodz-podwodna</link>
                    </image><description>Piątek, 17 lipca, jest 198. dniem 2026 roku. Do jego końca pozostaje 167 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.33, a zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą dziś: Aneta, Konstancja, Marcelina, Jadwiga, Andrzej, Bogdan, Feliks oraz Leon.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzisiejsze kalendarium układa się niemal jak wielogatunkowy film: jest w nim futuryzm Brunona Jasieńskiego, monumentalna muzyka Wojciecha Kilara, gorzki śmiech Stanisława Tyma, wojna domowa w Hiszpanii, olimpijskie emocje w Montrealu i technologia, bez której współczesny człowiek coraz częściej nie potrafi odnaleźć ani drogi, ani własnego samochodu na parkingu.</p><h2>Od futurystów do Ryszarda Ochódzkiego</h2><p><strong>125 lat temu, 17 lipca 1901 roku, w Klimontowie urodził się Bruno Jasieński</strong>, właściwie Wiktor Bruno Zysman – poeta, prozaik i jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiego futuryzmu.</p><p>Jego twórczość miała siłę manifestu, prowokacji i artystycznego wybuchu. Jasieński chciał wysadzić w powietrze stary język literatury, odrzucając zasady ortografii, tradycję i mieszczańskie przyzwyczajenia. Związał się później z ruchem komunistycznym i wyjechał do Związku Radzieckiego. Zginął w 1938 roku, zamordowany podczas stalinowskich czystek.</p><p><strong>94 lata temu, w 1932 roku, we Lwowie urodził się Wojciech Kilar</strong> – kompozytor, pianista i jeden z najwybitniejszych twórców polskiej muzyki współczesnej.</p><p>Tworzył dzieła symfoniczne, ale miliony słuchaczy poznały go przede wszystkim dzięki muzyce filmowej. Jego kompozycje rozbrzmiewały w takich filmach jak „Hubal”, „Ziemia obiecana”, „Pan Tadeusz”, „Pianista” czy hollywoodzki „Dracula” Francisa Forda Coppoli. Muzyka Kilara nie była jedynie tłem. Niejednokrotnie stawała się osobnym bohaterem filmu – jak wiatr, modlitwa albo nadchodzące przeznaczenie.</p><p><strong>89 lat temu, w 1937 roku, w Małkini urodził się Stanisław Tym</strong> – aktor, satyryk, scenarzysta, reżyser i felietonista.</p><p>Dla kilku pokoleń Polaków pozostanie przede wszystkim Ryszardem Ochódzkim, prezesem klubu sportowego „Tęcza”, którego życiowa filozofia sprowadzała się do przekonania, że prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.</p><p>Tym zagrał także niezapomnianego kaowca w „Rejsie” Marka Piwowskiego. Pisał dla Studenckiego Teatru Satyryków, kabaretu Dudek i kabaretu Owca. Jego humor, podobnie jak kino Stanisława Barei, śmieszył najbardziej wtedy, gdy widz odkrywał, że absurd na ekranie wcale nie jest większy od tego za oknem.</p><h2>Wojna, amnestia i narodziny GPS</h2><p><strong>90 lat temu, 17 lipca 1936 roku, rozpoczęła się rebelia wojskowa przeciwko władzom Republiki Hiszpańskiej</strong>, która doprowadziła do wybuchu wojny domowej w Hiszpanii.</p><p>Po jednej stronie znaleźli się republikanie, po drugiej nacjonaliści dowodzeni przez generała Francisco Franco. Konflikt trwał do 1939 roku, pochłonął setki tysięcy ofiar i stał się ponurym preludium II wojny światowej. Hiszpania była wówczas poligonem nie tylko dla armii, lecz także dla ideologii, propagandy i nowoczesnych metod prowadzenia wojny.</p><p><strong>65 lat temu, w 1961 roku, w Tatrach odkryto Jaskinię Czarną.</strong> To jeden z najważniejszych i najbardziej rozbudowanych systemów jaskiniowych polskich Tatr. Jej korytarze, studnie i komory przez kolejne lata stawały się celem wypraw speleologicznych.</p><p><strong>50 lat temu, w 1976 roku, w Montrealu rozpoczęły się XXI Letnie Igrzyska Olimpijskie.</strong> Polscy sportowcy zdobyli podczas nich 24 medale, w tym siedem złotych.</p><p>Do historii przeszedł przede wszystkim finał turnieju siatkarzy. Reprezentacja Polski prowadzona przez Huberta Wagnera pokonała Związek Radziecki i zdobyła złoty medal. Był to jeden z tych sportowych wieczorów, po których kraj zasypia później, a następnego dnia wszyscy znają wynik.</p><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku, Sejm PRL uchwalił ustawę amnestyjną</strong>, która umożliwiła uwolnienie wielu więźniów politycznych. Decyzja była jednym z sygnałów stopniowego słabnięcia represyjnej polityki władz komunistycznych wobec opozycji.</p><p><strong>31 lat temu, 17 lipca 1995 roku, amerykański system nawigacji satelitarnej GPS osiągnął pełną zdolność operacyjną.</strong></p><p>System powstał na potrzeby wojska, ale z czasem stał się fundamentem cywilnej nawigacji, transportu, ratownictwa, geodezji, bankowości i telefonii komórkowej. Dziś korzystamy z niego niemal bezwiednie – podczas jazdy samochodem, biegania, zamawiania przesyłki czy sprawdzania, gdzie utknął autobus.</p><p><strong>28 lat temu, w 1998 roku, podczas konferencji dyplomatycznej w Rzymie przyjęto Statut Rzymski Międzynarodowego Trybunału Karnego.</strong></p><p>Dokument stworzył podstawę prawną działania stałego sądu, którego zadaniem jest osądzanie osób odpowiedzialnych za ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne oraz – po późniejszych zmianach – zbrodnię agresji. Trybunał rozpoczął działalność w 2002 roku i ma siedzibę w Hadze.</p><h2>Urodziny Zbigniewa Zamachowskiego</h2><p><strong>65. urodziny obchodzi dziś Zbigniew Zamachowski</strong>, urodzony 17 lipca 1961 roku w Brzezinach koło Łodzi.</p><p>Aktor związany był m.in. z Teatrem Studio i Teatrem Narodowym. Widzowie znają go z filmów „Wielka majówka”, „Zabij mnie, glino”, „Ogniem i mieczem”, „Cześć, Tereska”, „Szczęśliwego Nowego Jorku” oraz z roli Karola Karola w „Trzech kolorach. Białym” Krzysztofa Kieślowskiego.</p><p>To aktor niezwykle wszechstronny – równie przekonujący w dramacie, komedii i repertuarze muzycznym.</p><p>Muzyczne kalendarium 17 lipca</p><h2>Spencer Davis i narodziny rockowego przeboju</h2><p>W 1941 roku w Swansea w Walii urodził się <strong>Spencer Davis</strong>, gitarzysta i założyciel The Spencer Davis Group.</p><p>Zespół odnosił sukcesy dzięki takim utworom jak „Keep On Running”, „Somebody Help Me” oraz „Gimme Some Lovin’”. W jego składzie występował Steve Winwood, który później współtworzył grupę Traffic i rozpoczął udaną karierę solową.</p><h2>Odeszła Billie Holiday</h2><p>W 1959 roku w Nowym Jorku zmarła <strong>Billie Holiday</strong>, jedna z największych wokalistek jazzowych XX wieku. Miała 44 lata.</p><p>Jej życie było naznaczone biedą, przemocą, uzależnieniami i konfliktami z prawem. W chwili śmierci była w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Pozostawiła jednak nagrania, które do dziś brzmią jak intymne wyznanie człowieka stojącego samotnie przed mikrofonem i całym światem.</p><p>Jej interpretacja „Strange Fruit”, utworu będącego protestem przeciwko rasistowskim mordom w Stanach Zjednoczonych, pozostaje jednym z najbardziej przejmujących nagrań w historii muzyki.</p><h2>Beatlesi odpływają „Żółtą łodzią podwodną”</h2><p>W 1968 roku w londyńskim teatrze Pavilion odbyła się premiera animowanego filmu Beatlesów <strong>„Żółta łódź podwodna”</strong>.</p><p>Choć film opowiadał o członkach zespołu, głosów animowanym postaciom użyczyli aktorzy. Sami Beatlesi pojawili się dopiero w krótkiej sekwencji aktorskiej. Na premierę przybyli John Lennon, Paul McCartney i George Harrison. Ringo Starr był nieobecny.</p><h2>Bob Marley śpiewa „No Woman, No Cry”</h2><p>W 1975 roku <strong>Bob Marley i The Wailers</strong> zagrali dwa koncerty w londyńskim Lyceum Theatre.</p><p>Występy zostały zarejestrowane, a ich fragmenty trafiły na album „Live!”. Pochodząca z niego koncertowa wersja „No Woman, No Cry” stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych nagrań Marleya i nieformalnym hymnem reggae.</p><h2>Darude rozpętuje „Sandstorm”</h2><p>W 1975 roku w Turku urodził się <strong>Darude</strong>, właściwie Ville Virtanen – fiński didżej i producent muzyki elektronicznej.</p><p>Światową popularność przyniósł mu utwór „Sandstorm”, wydany pod koniec lat 90. Charakterystyczny motyw syntezatorowy stał się jednym z symboli muzyki klubowej przełomu wieków, a po latach również internetowym fenomenem.</p><h2>Irene Cara i sława z ekranu</h2><p>W 1982 roku utwór <strong>„Fame” w wykonaniu Irene Cary</strong> znalazł się na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów.</p><p>Piosenka pochodziła z filmu o uczniach nowojorskiej szkoły artystycznej, w którym Cara zagrała Coco Hernandez. Utwór otrzymał Oscara za najlepszą piosenkę, jednak nagroda trafiła do jego twórców – Michaela Gore’a i Deana Pitchforda.</p><p>Sama Irene Cara zdobyła Oscara później, jako jedna z autorek przeboju „Flashdance... What a Feeling”.</p><h2>Guns N’ Roses zamykają pewien rozdział</h2><p>W 1993 roku Guns N’ Roses wystąpili na stadionie River Plate w Buenos Aires w ramach trasy „Use Your Illusion Tour”.</p><p>Koncert oglądało około 80 tysięcy osób. Był to ostatni pełny występ grupy ze Slashem i Duffem McKaganem przed wieloletnim rozpadem klasycznego składu. Muzycy ponownie pojawili się razem na scenie dopiero po reaktywacji w 2016 roku.</p><h2>Robbie Williams odchodzi z Take That</h2><p>W 1995 roku <strong>Robbie Williams opuścił Take That</strong>.</p><p>Pozostali członkowie grupy tłumaczyli, że wokalista nie jest już w stanie poświęcać zespołowi niezbędnego czasu i energii. Odejście okazało się początkiem jednej z najbardziej udanych karier solowych w historii brytyjskiego popu.</p><p>Tego samego dnia dwa lata wcześniej Take That zdobyli pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów utworem „Pray” – pierwszym z serii singli zespołu, które dotarły na sam szczyt zestawienia.</p><h2>Unia Europejska i prawa do starych nagrań</h2><p>W lipcu 2008 roku Komisja Europejska przedstawiła propozycję wydłużenia ochrony praw wykonawców i producentów nagrań muzycznych z 50 do 95 lat.</p><p>Ostatecznie Unia Europejska nie przyjęła proponowanego okresu 95 lat. Dyrektywa uchwalona w 2011 roku wydłużyła ochronę praw do wykonań utrwalonych na fonogramach i samych fonogramów z 50 do <strong>70 lat</strong>.</p><p>Dziś w kraju: Sejm wybierze Rzecznika Praw Obywatelskich</p><p>Jednym z najważniejszych punktów piątkowych obrad Sejmu będzie głosowanie w sprawie powołania nowego <strong>Rzecznika Praw Obywatelskich</strong>.</p><p>O urząd ubiegają się dwoje kandydatów. Grupa posłów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy zgłosiła adwokat Sylwię Gregorczyk-Abram. Kandydatem zgłoszonym przez posłów Prawa i Sprawiedliwości jest Adam Borowski, działacz opozycji antykomunistycznej represjonowany w czasach PRL.</p><p>Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka 15 lipca pozytywnie zaopiniowała kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram.</p><p>Kadencja obecnego rzecznika, prof. Marcina Wiącka, który sprawuje urząd od 2021 roku, kończy się 23 lipca.</p><p>Posłowie mają również głosować nad kandydaturą <strong>Mateusza Szpytmy na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej</strong>. Jego kandydaturę popierają przede wszystkim PiS i Konfederacja, a także PSL oraz część parlamentarzystów Polski 2050. Przeciwne są Koalicja Obywatelska i Lewica.</p><p>Izba ma ponadto zająć się prezydenckim projektem zmian w ustawie o IPN i Kodeksie karnym oraz wysłuchać informacji o działalności Krajowej Rady Sądownictwa w 2025 roku.</p><p>Porządek obrad może zostać rozszerzony o pierwsze czytanie prezydenckiego projektu dotyczącego obniżenia kosztów energii elektrycznej i wykorzystania środków pochodzących z handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla.</p><p>Komisja Europejska przedstawi plany dotyczące energetyki</p><p>Komisja Europejska ma przedstawić rozwiązania dotyczące europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji oraz plan dalszej elektryfikacji gospodarki.</p><p>Unijny system ETS działa na zasadzie „cap and trade”: określa maksymalną pulę emisji, a przedsiębiorstwa kupują lub otrzymują uprawnienia pozwalające na emisję określonej ilości gazów cieplarnianych. System funkcjonuje od 2005 roku.</p><p>Zmiany mają być powiązane z unijnym celem ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do 2040 roku o 90 procent w porównaniu z poziomem z 1990 roku. Cel obejmuje redukcję krajową na poziomie 85 procent oraz możliwość wykorzystania międzynarodowych jednostek węglowych w wysokości do 5 procent.</p><p>Plan elektryfikacji ma obejmować m.in. transport, przemysł i budynki, a także rozwój czystych źródeł energii, sieci oraz systemów magazynowania i elastycznego zarządzania zapotrzebowaniem.</p><p>Polska zabiega o rozwiązania, które ograniczyłyby koszty transformacji ponoszone przez przemysł energochłonny, w tym o większą liczbę bezpłatnych uprawnień oraz wzmocnienie Funduszu Modernizacyjnego.</p><p>Dzisiejszy dzień prowadzi nas więc od futurystów, przez Bareję i Kilara, aż po parlamentarne głosowania oraz europejską batalię o ceny energii. Historia raz brzmi jak symfonia, innym razem jak jazzowy lament Billie Holiday. Bywa też jak „Miś” – tylko nie zawsze wiadomo, czy jeszcze oglądamy film, czy już wiadomości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[16 lipca w historii. Od Henryka Sławika i Grzegorza Przemyka po Coldplay, Cream i wielkie pytania o polski wymiar sprawiedliwości]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55878,16-lipca-w-historii-od-henryka-slawika-i-grzegorza-przemyka-po-coldplay-cream-i-wielkie-pytania-o-polski-wymiar-sprawied</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55878,16-lipca-w-historii-od-henryka-slawika-i-grzegorza-przemyka-po-coldplay-cream-i-wielkie-pytania-o-polski-wymiar-sprawied</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 08:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-16-lipca-w-historii-od-henryka-slawika-i-grzegorza-przemyka-po-coldplay-cream-i-wielkie-pytania-o-1784184018.png</url>
                        <title>16 lipca w historii. Od Henryka Sławika i Grzegorza Przemyka po Coldplay, Cream i wielkie pytania o polski wymiar sprawiedliwości</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55878,16-lipca-w-historii-od-henryka-slawika-i-grzegorza-przemyka-po-coldplay-cream-i-wielkie-pytania-o-polski-wymiar-sprawied</link>
                    </image><description>Dziś jest czwartek, 16 lipca, sto dziewięćdziesiąty siódmy dzień 2026 roku. Słońce wzeszło o godz. 4.32, a zajdzie o 20.50. Imieniny obchodzą dziś między innymi Maria, Marika, Bartłomiej, Andrzej, Stefan, Benedykt, Walenty i Walentyn.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To data, w której historia mówi wieloma głosami. Jest w niej pamięć o bohaterach, którzy ratowali innych, o państwowych zbrodniach i sądowych farsach, o wielkich sportowcach, wspinaczach, politykach i muzykach. Jest też współczesność – z parlamentarnymi sporami, pytaniami o niezależność sędziów i oczekiwaniem na wyrok w jednej z najgłośniejszych spraw drogowych ostatnich lat.</p><h2>Od Andegawenów do wiedeńskiego triumfu</h2><p>16 lipca 1342 roku zmarł <strong>Karol Robert</strong>, król Węgier z dynastii andegaweńskiej. Był mężem Elżbiety Łokietkówny i dziadkiem Jadwigi Andegaweńskiej, która w 1384 roku została koronowana na króla Polski. To właśnie przez podobne dynastyczne związki średniowieczna Europa budowała sojusze, wyznaczała granice wpływów i przygotowywała grunt pod późniejsze polityczne przesilenia.</p><p>W 1683 roku król <strong>Jan III Sobieski</strong> położył kamień węgielny pod budowę zespołu klasztornego kapucynów w Warszawie. Po zwycięstwie pod Wiedniem kościół stał się wotum wdzięczności za triumf nad armią turecką. W polskiej pamięci historycznej Sobieski pozostał nie tylko jako monarcha, ale również jako wódz, którego nazwisko stało się symbolem jednego z ostatnich wielkich zwycięstw Rzeczypospolitej.</p><h2>Henryk Sławik – człowiek, który ratował innych</h2><p>W 1894 roku urodził się <strong>Henryk Sławik</strong>, działacz społeczny, uczestnik powstań śląskich i jeden z liderów Polskiej Partii Socjalistycznej na Górnym Śląsku.</p><p>W czasie II wojny światowej działał na Węgrzech, gdzie organizował pomoc dla polskich uchodźców, w tym dla obywateli polskich pochodzenia żydowskiego. Pomagał im zdobywać dokumenty, chronił dzieci i organizował miejsca schronienia. W 1944 roku został aresztowany przez Niemców i zamordowany w obozie koncentracyjnym.</p><p>Pośmiertnie został uhonorowany między innymi <strong>Orderem Orła Białego</strong>, Złotym Medalem Kongresu Stanów Zjednoczonych oraz tytułem <strong>Sprawiedliwego wśród Narodów Świata</strong>. Jego życiorys przypomina, że heroizm nie zawsze ma postać szarży czy bitwy. Czasem jest cichym, codziennym wyborem, by ratować drugiego człowieka mimo śmiertelnego ryzyka.</p><h2>Górny Śląsk wraca do Polski</h2><p>W 1922 roku w Katowicach podpisano <strong>Akt Objęcia Górnego Śląska przez Polskę</strong>. Był to jeden z najważniejszych momentów w procesie włączania części regionu do odrodzonego państwa polskiego.</p><p>Za tym aktem stały lata sporów, plebiscytów, powstań i dramatycznego ścierania się polskich oraz niemieckich interesów. Dla mieszkańców Górnego Śląska nie była to abstrakcyjna decyzja dyplomatyczna, lecz sprawa tożsamości, języka, pracy i przyszłości rodzin.</p><h2>Andrzej Zawada i polska szkoła zimowego himalaizmu</h2><p>W 1928 roku urodził się <strong>Andrzej Zawada</strong>, jeden z najwybitniejszych polskich alpinistów i pionier alpinizmu zimowego.</p><p>Był kierownikiem wyprawy, podczas której <strong>Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki</strong> dokonali pierwszego w historii zimowego wejścia na Mount Everest. Polski himalaizm zimowy stał się później zjawiskiem legendarnym, a nazwiska Wielickiego, Kukuczki, Rutkiewicz czy Berbeki przeszły do historii światowej wspinaczki.</p><p>Zawada należał do tych ludzi, którzy widzieli możliwość tam, gdzie inni widzieli ścianę nie do przejścia.</p><h2>Obława w Paryżu i droga do Auschwitz</h2><p>16 lipca 1942 roku w Paryżu rozpoczęła się największa obława na ludność pochodzenia żydowskiego. Zatrzymano ponad 13 tysięcy osób, w tym ponad cztery tysiące dzieci.</p><p>Ofiary wywożono później do niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Szczególnie bolesny pozostaje fakt, że w obławie uczestniczyła francuska policja działająca w warunkach kolaboracyjnego państwa Vichy.</p><p>To jedna z tych dat, przy których nie wystarcza sucha informacja. Każda liczba oznaczała człowieka, rodzinę, dziecięcy strach, przerwany życiorys i świat, który przestał istnieć.</p><h2>Włodzimierz Smolarek – legenda Widzewa i reprezentacji</h2><p>W 1957 roku urodził się <strong>Włodzimierz Smolarek</strong>, jeden z najlepszych polskich piłkarzy lat 80.</p><p>Z reprezentacją Polski zdobył trzecie miejsce na mistrzostwach świata w 1982 roku. Z Widzewem Łódź dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski, stając się jednym z symboli najlepszych lat łódzkiego klubu.</p><p>Był zawodnikiem walecznym, szybkim, nieustępliwym. Należał do pokolenia, które potrafiło grać bez respektu wobec największych futbolowych potęg.</p><h2>Lubelski Lipiec – zapowiedź Sierpnia</h2><p>W 1980 roku w Lublinie wybuchł strajk kolejarzy, do którego przyłączały się kolejne zakłady pracy.</p><p>Protesty Lubelskiego Lipca były jednym z najważniejszych sygnałów nadchodzącego przesilenia społecznego. Kilka tygodni później rozpoczęły się strajki na Wybrzeżu, a potem narodziła się „Solidarność”.</p><p>Historia często nie zaczyna się od wielkiej sali, przemówienia czy podpisu pod dokumentem. Czasami zaczyna się na bocznicy kolejowej, w hali fabrycznej albo wśród ludzi, którzy mówią po prostu: dość.</p><h2>Proces Grzegorza Przemyka – wyrok, który stał się symbolem systemowego kłamstwa</h2><p>W 1984 roku zapadł wyrok w sprawie zabójstwa <strong>Grzegorza Przemyka</strong>, 19-letniego maturzysty pobitego rok wcześniej przez milicjantów.</p><p>Sąd odrzucił zarzuty wobec funkcjonariuszy i skazał dwóch sanitariuszy pogotowia, którzy przewozili pobitego chłopaka z komisariatu do szpitala.</p><p>Proces stał się jednym z najbardziej przejmujących przykładów działania aparatu państwa komunistycznego. Władza nie tylko próbowała ukryć prawdę, ale również wskazać wygodnych winnych. Mechanizm był prosty: sprawca miał pozostać poza kadrem, odpowiedzialność należało przerzucić na innych, a społeczeństwu podać oficjalną wersję.</p><p>Jak w ponurym dramacie Kafki, winni byli chronieni przez instytucje, a niewinni wciągani w machinę państwowego oszustwa.</p><h2>Konstytucja podpisana przez prezydenta</h2><p>W 1997 roku prezydent <strong>Aleksander Kwaśniewski</strong> podpisał Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej.</p><p>Ustawa zasadnicza określiła fundamenty ustroju państwa, podział władz, prawa obywatelskie i zasady działania najważniejszych instytucji. Dziś, gdy spory o niezależność sądów, zakres kompetencji organów państwowych i standardy praworządności wracają niemal codziennie, konstytucyjne zapisy brzmią wyjątkowo aktualnie.</p><h2>Muzyczna podróż: od psa Nippera do „Parachutes”</h2><p>16 lipca ma również wyjątkowo bogatą historię muzyczną.</p><p>W 1900 roku w amerykańskim urzędzie patentowym zarejestrowano znak <strong>„His Master’s Voice”</strong>. Słynne logo przedstawiało psa o imieniu Nipper, który wsłuchiwał się w dźwięk dochodzący z tuby gramofonu. Obraz stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli w historii fonografii.</p><p>W 1952 roku urodził się <strong>Stewart Copeland</strong>, perkusista grupy The Police, wcześniej związany także z zespołem Curved Air. Poza działalnością rockową tworzył muzykę filmową, między innymi do „Wall Street”, „Rapa Nui” oraz „Nieśmiertelnego 2”.</p><p>W 1966 roku <strong>Eric Clapton, Jack Bruce i Ginger Baker</strong> utworzyli zespół Cream. Trio działało krótko, ale pozostawiło po sobie utwory, które weszły do kanonu rocka: „Sunshine of Your Love”, „White Room”, „Strange Brew” i „Badge”.</p><p>W 1971 roku urodził się <strong>Ed Kowalczyk</strong>, wokalista zespołu Live. Grupa odniosła ogromny sukces dzięki albumowi „Throwing Copper”, na którym znalazły się między innymi „Lightning Crashes” i „I Alone”.</p><p>W 1977 roku Shaun Cassidy dotarł na szczyt amerykańskiej listy przebojów z piosenką „Da Doo Ron Ron”, będącą nową wersją hitu grupy The Crystals.</p><p>W 1981 roku w wypadku samochodowym zginął <strong>Harry Chapin</strong>, autor takich utworów jak „Taxi” oraz „Cat’s in the Cradle”. Jego piosenki łączyły reporterską obserwację z melancholią i opowieścią o ludziach, którym życie wymknęło się z rąk.</p><h2>Coldplay zdobywa Wielką Brytanię</h2><p>W 2000 roku zespół <strong>Coldplay</strong> dotarł na pierwsze miejsce brytyjskiej listy albumów z debiutancką płytą „Parachutes”.</p><p>Na albumie znalazły się między innymi „Yellow”, „Shiver” i „Trouble”. Był to początek jednej z największych karier muzycznych XXI wieku. Dwa lata później płyta otrzymała nagrodę Grammy dla najlepszego albumu muzyki alternatywnej.</p><p>Rok później, w 2001 roku, na pierwsze miejsce brytyjskiej listy singli trafił <strong>Robbie Williams</strong> z utworami „Eternity” i „The Road to Mandalay”.</p><h2>Artyści dla Varius Manx</h2><p>W 2006 roku w Sopocie odbył się koncert <strong>„Artyści na rzecz Varius Manx”</strong>. Wydarzenie zorganizowano, by pomóc Monice Kuszyńskiej i Robertowi Jansonowi, którzy kilka miesięcy wcześniej odnieśli poważne obrażenia w wypadku samochodowym.</p><p>Na scenie wystąpili między innymi Maanam, Kasia Kowalska, Monika Brodka, Makowiecki Band, Kasia Stankiewicz i Anita Lipnicka.</p><p>Był to jeden z tych momentów, gdy środowisko muzyczne potrafiło odłożyć na bok rywalizację i zjednoczyć się wokół ludzi, których życie nagle zmieniło się w jednej dramatycznej chwili.</p><h2>Odeszli Jon Lord, Johnny Winter i Connie Francis</h2><p>W 2012 roku zmarł <strong>Jon Lord</strong>, współzałożyciel i klawiszowiec Deep Purple. Jego brzmienie organów Hammonda stało się jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu. Był współautorem wielu kompozycji grupy i muzykiem, który z niezwykłą swobodą łączył rock z muzyką klasyczną.</p><p>W 2014 roku w Zurychu zmarł <strong>Johnny Winter</strong>, wybitny gitarzysta bluesowy, producent i współpracownik Muddy’ego Watersa. Jego siwe włosy, charakterystyczny wygląd i bezkompromisowa gra uczyniły go jedną z ikon blues-rocka.</p><p>W 2025 roku zmarła <strong>Connie Francis</strong>, gwiazda amerykańskiej muzyki pop lat 50. i 60. Była pierwszą kobietą, która zdobyła pierwsze miejsce listy Billboard Hot 100. Do jej największych przebojów należały „Who’s Sorry Now”, „Stupid Cupid” i „Everybody’s Somebody’s Fool”.</p><h2>Dziś w Sejmie: pamięć historyczna, wybory, lasy i transport</h2><p>Podczas drugiego dnia posiedzenia Sejmu posłowie mają debatować nad projektami uchwał dotyczącymi upamiętnienia ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich. Projekty przygotowali posłowie PiS, Koalicji Obywatelskiej i PSL, przy czym projektem wiodącym został dokument zgłoszony przez ludowców.</p><p>Sejm ma również zająć się senackim projektem zmian w Kodeksie wyborczym i ustawie o referendum lokalnym. Nowelizacja dotyczy zasad działania komisji wyborczych, liczby komisarzy wyborczych oraz tworzenia obwodów głosowania.</p><p>W porządku obrad znalazł się także rządowy projekt nowelizacji ustawy o lasach, przygotowany w związku z orzeczeniem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.</p><p>Posłowie mają również debatować nad reformą publicznego transportu zbiorowego. Zgodnie z projektem marszałkowie województw mieliby przejąć rolę integratorów transportu i odpowiadać za koordynację połączeń autobusowych oraz kolejowych.</p><h2>Wyrok w sprawie tragedii na Trasie Łazienkowskiej</h2><p>W Warszawie ma dziś zapaść wyrok w procesie <strong>Łukasza Żaka</strong>, oskarżonego o spowodowanie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej.</p><p>Do tragedii doszło 15 września 2024 roku. W wyniku zderzenia Volkswagena i Forda zginął 37-letni pasażer Forda. Do szpitala trafiła jego żona, dwoje dzieci oraz kobieta podróżująca Volkswagenem.</p><p>Prokuratura domaga się dla oskarżonego 20 lat więzienia i ograniczenia możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. Sprawa od początku budziła ogromne emocje, nie tylko ze względu na tragiczny finał, ale również późniejsze zachowanie osób związanych z wypadkiem.</p><h2>TSUE o niezależności polskich sędziów</h2><p>Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma dziś wydać orzeczenia dotyczące tzw. testu bezstronności i niezawisłości sędziego.</p><p>Pytania polskiego Sądu Najwyższego odnoszą się między innymi do tego, czy sam sposób powołania sędziego może wystarczyć do zakwestionowania jego niezależności oraz czy w rozpoznawaniu podobnych wniosków mogą uczestniczyć sędziowie, których status jest kwestionowany.</p><p>Sprawy dotyczą również konsekwencji udziału w składzie orzekającym osób powołanych z udziałem nowej Krajowej Rady Sądownictwa.</p><p>To kolejny rozdział wieloletniego sporu o kształt polskiego wymiaru sprawiedliwości. Sporu, w którym ścierają się argumenty konstytucyjne, europejskie, polityczne i instytucjonalne, a którego skutki odczuwają nie tylko sędziowie, ale przede wszystkim obywatele oczekujący prawa do niezależnego sądu.</p><h2>Macron u Merza przed francusko-niemiecką Radą Ministrów</h2><p>Kanclerz Niemiec <strong>Friedrich Merz</strong> przyjmuje dziś prezydenta Francji <strong>Emmanuela Macrona</strong> w przededniu posiedzenia francusko-niemieckiej Rady Ministrów.</p><p>Organ ten został powołany w 2003 roku jako główny mechanizm koordynacji politycznej i gospodarczej obu państw. Spotkanie przywódców Francji i Niemiec ma znaczenie nie tylko dla relacji dwustronnych. Od kondycji osi Paryż–Berlin od lat zależy tempo i kierunek wielu europejskich decyzji.</p><p>16 lipca pokazuje więc historię w pełnym spektrum: od koronowanych głów i bohaterów ratujących ludzi, przez państwową przemoc, zdradę instytucji i wielkie sportowe osiągnięcia, aż po rockowe riffy, zimowy Everest i dzisiejsze spory o prawo, odpowiedzialność i pamięć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[15 lipca w kraju i na świecie. Grunwald, „Rota”, epidemia ospy i muzyka, która zmieniała epoki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55870,15-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-grunwald-rota-epidemia-ospy-i-muzyka-ktora-zmieniala-epoki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55870,15-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-grunwald-rota-epidemia-ospy-i-muzyka-ktora-zmieniala-epoki</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 07:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-15-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-grunwald-rota-epidemia-ospy-i-muzyka-ktora-zmieniala-epoki-1784095342.png</url>
                        <title>15 lipca w kraju i na świecie. Grunwald, „Rota”, epidemia ospy i muzyka, która zmieniała epoki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55870,15-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-grunwald-rota-epidemia-ospy-i-muzyka-ktora-zmieniala-epoki</link>
                    </image><description>Dziś jest środa, 15 lipca – sto dziewięćdziesiąty szósty dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 169 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.30, a zajdzie o 20.51. Imieniny obchodzą dziś: Henryk, Włodzimierz, Dawid, Roksana, Anna, Daniel, Ignacy oraz Włodzimir.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To jedna z tych dat, przy których historia nie przemawia szeptem. Rozlega się tętent konnicy spod Grunwaldu, dźwięk „Roty” wykonywanej po raz pierwszy publicznie w Krakowie, głos Aleksandra Fredry, mroczne brzmienie Joy Division i potężna ściana dźwięku Pink Floyd unosząca się nad wenecką laguną.</p><h2>Grunwald – dzień, który zmienił układ sił w Europie</h2><p><strong>616 lat temu, 15 lipca 1410 roku, wojska polsko-litewskie dowodzone przez króla Władysława Jagiełłę pokonały pod Grunwaldem armię Zakonu Krzyżackiego.</strong> Siły Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego wspierali wojownicy ruscy, czescy i tatarscy.</p><p>Była to jedna z największych bitew średniowiecznej Europy. Starcie zakończyło się niemal całkowitym rozbiciem głównych sił zakonu oraz śmiercią wielkiego mistrza Ulricha von Jungingena. Zwycięstwo nie doprowadziło wprawdzie do natychmiastowego upadku państwa krzyżackiego, lecz złamało jego militarną potęgę i polityczny prestiż.</p><p>Grunwald stał się później czymś więcej niż wydarzeniem militarnym. Przerodził się w narodowy symbol – opowieść o zwycięstwie odniesionym dzięki wspólnemu działaniu narodów, które potrafiły odłożyć różnice i stanąć przeciwko potężnemu przeciwnikowi.</p><h2>Królowa dwóch królów</h2><p><strong>380 lat temu, w 1646 roku, Maria Ludwika Gonzaga została koronowana na królową Polski.</strong> Francuska arystokratka była żoną dwóch polskich monarchów z dynastii Wazów – najpierw Władysława IV, a po jego śmierci Jana Kazimierza.</p><p>Nie zamierzała pełnić wyłącznie reprezentacyjnej roli u boku władcy. Była aktywna politycznie, prowadziła rozległą korespondencję i próbowała wpływać na kierunek reform państwa. Zabiegała między innymi o przeprowadzenie elekcji następcy tronu jeszcze za życia panującego monarchy. Jej plany spotkały się jednak z oporem znacznej części szlachty.</p><h2>Francuz, który malował Polskę</h2><p><strong>281 lat temu, w 1745 roku, urodził się Jean-Pierre Norblin, znany w Polsce jako Jan Piotr Norblin.</strong></p><p>Przez ponad trzy dekady mieszkał i tworzył w Rzeczypospolitej. Malował sceny dworskie, pejzaże, wydarzenia polityczne i codzienne życie mieszkańców. Dzięki jego szkicom i obrazom możemy dziś zajrzeć do Polski czasów stanisławowskich niemal tak, jakby artysta pozostawił nam serię reporterskich fotografii wykonanych na długo przed wynalezieniem aparatu.</p><p>Norblin dokumentował także wydarzenia insurekcji kościuszkowskiej. Jego twórczość była świadectwem epoki, w której elegancja dworskich salonów coraz częściej mieszała się z niepokojem nadchodzącego upadku państwa.</p><h2>Jacek Malczewski – malarz polskich niepokojów</h2><p><strong>172 lata temu, w 1854 roku, w Radomiu urodził się Jacek Malczewski – jeden z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego symbolizmu.</strong></p><p>W jego obrazach historia spotykała się z mitologią, patriotyzm z osobistym dramatem, a rzeczywistość z fantastycznymi postaciami. „Melancholia” i „Błędne koło” nie są jedynie obrazami do oglądania. Przypominają sny, w których powracają polskie klęski, ambicje, bohaterowie i niespełnione nadzieje.</p><p>Malczewski zmarł w 1929 roku. Został pochowany w Krypcie Zasłużonych na krakowskiej Skałce.</p><h2>Książę na emigracji</h2><p><strong>165 lat temu, w 1861 roku, zmarł Adam Jerzy Czartoryski – polityk, dyplomata i jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiej emigracji po powstaniu listopadowym.</strong></p><p>W młodości pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych Imperium Rosyjskiego. Później, podczas powstania listopadowego, został prezesem Rządu Narodowego. Po klęsce zrywu wyjechał do Francji, gdzie stanął na czele konserwatywnego obozu politycznego skupionego wokół paryskiego Hotelu Lambert.</p><p>Czartoryski wierzył, że niepodległość Polski można odzyskać dzięki międzynarodowej dyplomacji i konfliktowi europejskich mocarstw. Była to strategia cierpliwa, niekiedy beznadziejna, ale podtrzymująca polską sprawę w europejskich gabinetach.</p><h2>„Niech się dzieje wola nieba…”</h2><p><strong>150 lat temu, w 1876 roku, we Lwowie zmarł Aleksander Fredro – komediopisarz, poeta, pamiętnikarz i żołnierz armii Księstwa Warszawskiego.</strong></p><p>Autor „Zemsty”, „Ślubów panieńskich” i „Dożywocia” miał niezwykły talent do obserwowania ludzkich słabości. Jego bohaterowie kłócą się, knują, zakochują, obrażają i kompromitują z taką naturalnością, że mimo upływu niemal dwóch stuleci wciąż rozpoznajemy w nich naszych sąsiadów, krewnych, polityków, a czasem również samych siebie.</p><p>Fredro uczestniczył w wyprawie Napoleona na Rosję w 1812 roku. Swoje wojenne doświadczenia opisał później w pamiętniku „Trzy po trzy”.</p><h2>Pomnik Grunwaldzki i pierwsze publiczne wykonanie „Roty”</h2><p><strong>116 lat temu, 15 lipca 1910 roku, w Krakowie odsłonięto Pomnik Grunwaldzki, ufundowany przez Ignacego Jana Paderewskiego.</strong></p><p>Uroczystość odbywała się w atmosferze wielkiej manifestacji patriotycznej. Polska nadal nie istniała na mapie Europy, dlatego rocznica zwycięstwa nad zakonem krzyżackim nabierała szczególnego znaczenia.</p><p>Podczas obchodów po raz pierwszy publicznie wykonano „Rotę” – pieśń skomponowaną przez Feliksa Nowowiejskiego do słów Marii Konopnickiej. Utwór szybko stał się jednym z najważniejszych polskich hymnów patriotycznych. Pomnik ufundowany przez Paderewskiego odsłonięto dokładnie w 500. rocznicę bitwy.</p><h2>Samotnie dookoła świata</h2><p><strong>90 lat temu, w 1936 roku, urodziła się Krystyna Chojnowska-Liskiewicz – pierwsza kobieta, która samotnie opłynęła Ziemię.</strong></p><p>Wyruszyła w rejs w 1976 roku na jachcie „Mazurek”. Po dwóch latach i pokonaniu ponad 31 tysięcy mil morskich zamknęła pętlę wokół globu. Jej wyprawa była nie tylko wyczynem sportowym, lecz także dowodem niezwykłej odporności psychicznej, samodyscypliny i odwagi.</p><h2>Szkoła bez religii i ośmioletnia podstawówka</h2><p><strong>65 lat temu, w 1961 roku, Sejm przyjął ustawę o rozwoju systemu oświaty i wychowania.</strong></p><p>Reforma wprowadzała ośmioletnią szkołę podstawową i usuwała naukę religii ze szkół publicznych. Ustawa była jednym z elementów prowadzonej przez władze PRL polityki laicyzacji państwa i podporządkowania edukacji komunistycznej ideologii.</p><h2>Wrocław w cieniu ospy</h2><p><strong>63 lata temu, w lipcu 1963 roku, we Wrocławiu rozwijała się ostatnia w Polsce epidemia ospy prawdziwej.</strong></p><p>Chorobę przywiózł do miasta funkcjonariusz wracający z Azji. Początkowo lekarze nie rozpoznali ospy, co umożliwiło dalsze zakażenia. Ostatecznie zachorowało 99 osób, a siedem zmarło. Stan epidemii oficjalnie ogłoszono 17 lipca i odwołano 19 września. Miasto zostało objęte rygorystycznymi ograniczeniami, a przeciwko ospie zaszczepiono miliony ludzi.</p><p>Historia wrocławskiej epidemii pozostaje przypomnieniem, że w walce z chorobami zakaźnymi czas, prawidłowa diagnoza i sprawna organizacja służb sanitarnych mogą decydować o życiu tysięcy ludzi.</p><h2>Rzecznik na straży praw obywatelskich</h2><p><strong>39 lat temu, 15 lipca 1987 roku, uchwalono ustawę o Rzeczniku Praw Obywatelskich.</strong></p><p>Zgodnie z ustawą rzecznik stoi na straży wolności oraz praw człowieka i obywatela. Instytucja rozpoczęła działalność jeszcze w realiach PRL, lecz po 1989 roku stała się jednym z istotnych elementów demokratycznego systemu ochrony praw jednostki.</p><h2>Pierwszy Przystanek Woodstock</h2><p><strong>31 lat temu, w 1995 roku, w Czymanowie odbyła się pierwsza edycja Przystanku Woodstock.</strong></p><p>Festiwal zorganizowany przez Jerzego Owsiaka miał być podziękowaniem dla wolontariuszy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Z czasem wyrósł na jedno z największych bezpłatnych wydarzeń muzycznych w Europie. Później odbywał się między innymi w Żarach, Kostrzynie nad Odrą, a obecnie funkcjonuje pod nazwą Pol’and’Rock Festival.</p><p>Muzyczne kalendarium 15 lipca</p><h2>Linda Ronstadt – głos ponad gatunkami</h2><p><strong>W 1946 roku urodziła się Linda Ronstadt, amerykańska wokalistka i laureatka jedenastu nagród Grammy.</strong></p><p>Poruszała się między rockiem, country, popem i muzyką latynoamerykańską. Jej największe przeboje to między innymi „You’re No Good”, „Blue Bayou” oraz nagrany z Aaronem Neville’em utwór „Don’t Know Much”. W 2014 roku została wprowadzona do Rock and Roll Hall of Fame.</p><h2>Człowiek, który wynalazł lata osiemdziesiąte</h2><p><strong>W 1949 roku urodził się Trevor Horn – producent, kompozytor i muzyk związany z zespołami The Buggles, Yes oraz Art of Noise.</strong></p><p>To jego produkcyjna wyobraźnia stała za monumentalnym brzmieniem wielu przebojów lat 80. Pracował między innymi z Frankie Goes to Hollywood, ABC, Yes, Tiną Turner i Pet Shop Boys. Media nazywały go człowiekiem, który „wynalazł lata osiemdziesiąte” – i nie było w tym określeniu wielkiej przesady.</p><h2>Trzynastolatek na szczycie listy</h2><p><strong>W 1956 roku Frankie Lymon wraz z grupą The Teenagers zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów piosenką „Why Do Fools Fall in Love”.</strong></p><p>Miał zaledwie trzynaście lat i został najmłodszym wykonawcą, którego utwór dotarł wówczas na szczyt brytyjskiego zestawienia singli. Jego późniejsze życie potoczyło się jednak tragicznie. Zmarł w 1968 roku w wieku zaledwie 25 lat.</p><h2>Ian Curtis – ciemna poezja postpunku</h2><p><strong>W 1956 roku urodził się Ian Curtis, wokalista i autor tekstów Joy Division.</strong></p><p>Z grupą nagrał zaledwie dwa studyjne albumy – „Unknown Pleasures” i „Closer”. Wystarczyły, aby Joy Division stało się jednym z najważniejszych zespołów w historii postpunku.</p><p>Curtis pisał teksty pełne osamotnienia, lęku i poczucia rozpadu. Chorował na epilepsję i zmagał się z problemami psychicznymi. Zmarł śmiercią samobójczą w maju 1980 roku, tuż przed planowaną trasą koncertową zespołu po Stanach Zjednoczonych.</p><h2>Tragedia Johna Lennona</h2><p><strong>W 1958 roku Julia Lennon, matka Johna Lennona, została śmiertelnie potrącona przez samochód prowadzony przez policjanta po służbie.</strong></p><p>John miał wówczas siedemnaście lat. Choć przez większość dzieciństwa wychowywała go ciotka Mimi, utrata matki pozostawiła w nim głęboką ranę. Ból powracał później w jego twórczości, między innymi w przejmującym utworze „Mother”.</p><h2>Rolling Stones i skandaliczna okładka</h2><p><strong>W 1978 roku album „Some Girls” zespołu The Rolling Stones rozpoczął dwutygodniowe panowanie na szczycie amerykańskiej listy sprzedaży.</strong></p><p>Okładka przedstawiała twarze muzyków umieszczone obok wizerunków znanych kobiet. Część z nich zagroziła zespołowi procesami, dlatego projekt trzeba było zmienić. Sam album, zawierający między innymi przebój „Miss You”, stał się jednym z największych sukcesów komercyjnych grupy.</p><h2>Rok 1989: Simply Red, Soul II Soul i Pink Floyd nad Wenecją</h2><p><strong>W 1989 roku Simply Red zdobyło pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów utworem „If You Don’t Know Me by Now”.</strong> Była to nowa wersja piosenki nagranej wcześniej przez Harold Melvin &amp; the Blue Notes.</p><p>Tego samego roku brytyjską listę albumów zdominowała grupa <strong>Soul II Soul</strong> z płytą „Club Classics Vol. One”, zawierającą utwory „Keep on Movin’” i „Back to Life”.</p><p>Również 15 lipca 1989 roku <strong>Pink Floyd wystąpił na pływającej scenie w Wenecji</strong>. Koncert oglądało na miejscu około 200 tysięcy osób, a transmisja telewizyjna dotarła do kilkudziesięciu krajów. Monumentalne widowisko pozostawiło po sobie jednak nie tylko muzyczne wspomnienia, lecz również góry śmieci i zniszczenia w historycznym centrum miasta.</p><h2>Piętnaście tygodni miłości</h2><p><strong>W 1994 roku „Love Is All Around” zespołu Wet Wet Wet trwało na szczycie brytyjskiej listy przebojów.</strong></p><p>Piosenka, wykorzystana w filmie „Cztery wesela i pogrzeb”, spędziła na pierwszym miejscu aż piętnaście tygodni. Stała się jednym z największych hitów lat 90., choć po tak długiej dominacji część słuchaczy miała jej już zwyczajnie dość.</p><h2>Skradziony „Vertigo”</h2><p><strong>W 2004 roku muzycy U2 wezwali policję po kradzieży płyty zawierającej materiał z przygotowywanego albumu.</strong></p><p>Nośnik z nagraniami zniknął podczas sesji fotograficznej na południu Francji. Zespół obawiał się, że muzyka przed premierą trafi do internetu. Ostatecznie album „How to Dismantle an Atomic Bomb”, zawierający singiel „Vertigo”, ukazał się kilka miesięcy później.</p><h2>Policjant z Village People po niewłaściwej stronie prawa</h2><p><strong>W 2005 roku Victor Willis, znany z roli policjanta w grupie Village People, został zatrzymany przez prawdziwych funkcjonariuszy.</strong></p><p>W jego samochodzie znaleziono narkotyki oraz nielegalnie posiadaną broń. Historia miała w sobie gorzką ironię – człowiek kojarzony z scenicznym mundurem policjanta sam znalazł się w policyjnym areszcie.</p><h2>Odeszła gitarzystka Girlschool</h2><p><strong>W 2007 roku zmarła Kelly Johnson, gitarzystka brytyjskiego zespołu Girlschool. Miała 49 lat.</strong></p><p>Girlschool należał do najważniejszych żeńskich zespołów heavymetalowych. Grupa koncertowała między innymi z Motörhead, a Kelly Johnson była ceniona za charakterystyczny styl gry i sceniczną energię.</p><p>Co wydarzy się dziś w Polsce?</p><p>Sejm rozpoczyna trzydniowe obrady. Posłowie mają zająć się między innymi rządowym projektem zmian w przepisach dotyczących VAT. Projekt ma uprościć część obowiązków administracyjnych przedsiębiorców i ograniczyć obciążenia związane z rozliczeniami.</p><p>W porządku obrad znajdują się także projekty zmian w Prawie o adwokaturze, Prawie o notariacie, ustawie o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców oraz przepisach dotyczących jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Parlament ma również rozpatrzyć propozycje dotyczące opieki nad dziećmi do lat trzech oraz zasad reklamy politycznej.</p><p>Premier Donald Tusk ma spotkać się w Sejmie z parlamentarzystami Koalicji Obywatelskiej. Rozmowy mają dotyczyć podsumowania dotychczasowych działań, przygotowań do kolejnego politycznego sezonu oraz mobilizacji partii przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi.</p><p>W Ministerstwie Obrony Narodowej zaplanowano uroczystość wręczenia decyzji o wyznaczeniu żołnierzy na nowe stanowiska służbowe. W wydarzeniu ma uczestniczyć wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.</p><p>W warszawskim ratuszu Rafał Trzaskowski ma przedstawić osoby powołane na stanowiska jego zastępców. Zmiany następują po rezygnacji Renaty Kaznowskiej i Aldony Machnowskiej-Góry oraz medialnych doniesieniach dotyczących Warszawskiego Szpitala Południowego. Warszawski ratusz potwierdził zwołanie konferencji prezydenta miasta na godz. 9.30.</p><p>Świat: Turcja, Kalifornia i historyczna granica</p><p>Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski kontynuuje wizytę w Kalifornii. Pobyt ma potrwać do 18 lipca i obejmuje między innymi spotkania z przedstawicielami władz stanowych.</p><p>Turcja obchodzi dziś dziesiątą rocznicę nieudanej próby wojskowego zamachu stanu z 15 lipca 2016 roku. Władze w Ankarze oskarżyły o przygotowanie puczu środowisko związane z Fethullahem Gülenem. Po stłumieniu zamachu aresztowano lub usunięto z pracy dziesiątki tysięcy wojskowych, urzędników, nauczycieli, sędziów i naukowców. W kolejnych latach wprowadzono system prezydencki, znacząco wzmacniający władzę Recepa Tayyipa Erdoğana.</p><p>Zmienia się również sytuacja na granicy Hiszpanii z Gibraltarem. Porozumienie Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii przewiduje likwidację stałych kontroli na lądowym przejściu oraz przeniesienie kontroli granicznych na lotnisko i do portu w Gibraltarze. Symboliczny demontaż ogrodzenia rozpoczął się 14 lipca, a nowe rozwiązania zaczynają obowiązywać 15 lipca.</p><p>Anglia kontra Argentyna. Wieczór wielkiego futbolu</p><p>Wieczorem w Atlancie odbędzie się drugi półfinał piłkarskich mistrzostw świata. <strong>Broniąca tytułu Argentyna zmierzy się z Anglią.</strong></p><p>Dla Argentyńczyków będzie to szansa na drugi finał z rzędu. Lionel Messi może po raz trzeci w swojej karierze wystąpić w meczu o mistrzostwo świata.</p><p>Anglicy czekają na drugi mundialowy finał i kolejny tytuł od <strong>1966 roku</strong>, kiedy zdobyli jedyne w historii mistrzostwo świata. Drużynę prowadzi Niemiec Thomas Tuchel. Dotychczas żaden zespół nie zdobył Pucharu Świata pod wodzą selekcjonera pochodzącego z innego kraju.</p><p>Spotkanie zostanie rozegrane na klimatyzowanym stadionie w Atlancie. Początek zaplanowano na godz. 21 czasu polskiego. FIFA potwierdza, że zwycięzca meczu Anglia–Argentyna zmierzy się w finale z Hiszpanią, która pokonała Francję 2:0.</p><p><strong>15 lipca prowadzi nas więc od pól Grunwaldu przez krakowskie dźwięki „Roty”, epidemię ospy, fredrowskie spory i muzyczne rewolucje aż na stadion w Atlancie. Historia po raz kolejny przypomina, że wielkie wydarzenia nie zawsze od razu wyglądają jak wielkie wydarzenia. Czasami zaczynają się od jednego rozkazu, jednej pieśni, jednego obrazu albo pierwszego akordu</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polska gospodarzem ćwiczeń „koalicji chętnych”. Do kraju przyjadą głównie Francuzi i Brytyjczycy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55860,polska-gospodarzem-cwiczen-koalicji-chetnych-do-kraju-przyjada-glownie-francuzi-i-brytyjczycy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55860,polska-gospodarzem-cwiczen-koalicji-chetnych-do-kraju-przyjada-glownie-francuzi-i-brytyjczycy</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 19:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polska-gospodarzem-cwiczen-koalicji-chetnych-do-kraju-przyjada-glownie-francuzi-i-brytyjczycy-1784049576.png</url>
                        <title>Polska gospodarzem ćwiczeń „koalicji chętnych”. Do kraju przyjadą głównie Francuzi i Brytyjczycy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55860,polska-gospodarzem-cwiczen-koalicji-chetnych-do-kraju-przyjada-glownie-francuzi-i-brytyjczycy</link>
                    </image><description>Jesienią na terytorium Polski mają odbyć się międzynarodowe ćwiczenia wojskowe z udziałem przede wszystkim żołnierzy francuskich i brytyjskich. Jak zapowiedział premier Donald Tusk, ich celem będzie praktyczne przygotowanie tzw. koalicji chętnych do udzielania Ukrainie i państwom regionu realnych gwarancji bezpieczeństwa. Polska nie będzie jedynie miejscem manewrów – ma być ich gospodarzem i aktywnym uczestnikiem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Decyzja zapadła podczas spotkania przywódców państw należących do tzw. koalicji chętnych, które odbyło się w Paryżu. W rozmowach uczestniczyli przedstawiciele około 35 państw i organizacji międzynarodowych, w tym prezydent Francji Emmanuel Macron, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oraz sekretarz generalny NATO Mark Rutte.</p><p>Koalicja pracuje nad systemem gwarancji bezpieczeństwa, które miałyby zostać uruchomione po ewentualnym zawieszeniu broni lub zawarciu porozumienia pokojowego. W przyjętych wcześniej deklaracjach państwa uczestniczące w tym formacie wskazywały m.in. na możliwość utworzenia wielonarodowych sił dla Ukrainy oraz zapewnienia Kijowowi wielopoziomowego wsparcia politycznego i militarnego.</p><h2>Francuzi i Brytyjczycy będą ćwiczyć w Polsce</h2><p>Donald Tusk przekazał, że pierwsze ćwiczenia przygotowujące koalicję do realizacji jej zadań odbędą się w Polsce jesienią 2026 roku. Główny ciężar zagranicznego udziału mają wziąć na siebie wojska Francji i Wielkiej Brytanii.</p><p>– <strong>Założenie jest takie, że ćwiczenia będą miały charakter wspólny, wielonarodowy</strong> – mówił premier, podkreślając, że Polska będzie nie tylko uczestnikiem, ale również gospodarzem przedsięwzięcia.</p><p>Nie podano jeszcze dokładnego terminu manewrów, liczby żołnierzy ani miejsc, w których będą się one odbywały. Zapowiedź oznacza jednak, że Polska stanie się jednym z najważniejszych punktów operacyjnego przygotowania europejskich państw do ewentualnego zabezpieczenia przyszłego rozejmu w Ukrainie.</p><p>Nie chodzi już zatem wyłącznie o deklaracje wygłaszane przy stołach konferencyjnych. Ćwiczenia mają sprawdzić, czy państwa koalicji potrafią wspólnie przerzucać wojska, zabezpieczać logistykę, dowodzić wielonarodowymi oddziałami i reagować na sytuacje kryzysowe. W wojskowym słowniku to właśnie ten moment, w którym polityczne słowa muszą założyć hełm, wsiąść do transportera i zdać egzamin w terenie.</p><h2>Możliwa stała obecność większej liczby wojsk sojuszniczych</h2><p>Premier zapowiedział również przygotowania do zwiększenia stałej obecności wojsk sojuszniczych w Polsce. Obecnie fundamentem bezpieczeństwa kraju pozostaje obecność armii amerykańskiej, ale rząd chce stworzyć warunki także dla długoterminowego stacjonowania żołnierzy innych państw europejskich.</p><p>Polska ma przygotowywać odpowiednie zaplecze logistyczne i finansowe. Chodzi m.in. o koszary, poligony, magazyny, transport, systemy dowodzenia oraz możliwość szybkiego przyjęcia większych kontyngentów.</p><p>Warszawa i Paryż już wcześniej zacieśniły współpracę obronną. Podpisany w Nancy traktat polsko-francuski przewiduje wzajemne wsparcie w przypadku zagrożenia, w tym możliwość udzielenia pomocy militarnej.</p><h2>Polska poza koalicją obrony przeciwrakietowej</h2><p>Podczas paryskiego spotkania poinformowano także o utworzeniu odrębnej koalicji przemysłowej, która ma rozwijać europejskie możliwości obrony przed pociskami balistycznymi. Przystąpiły do niej Dania, Francja, Niemcy, Włochy, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania, Holandia oraz Ukraina.</p><p>Polski nie znalazło się wśród państw założycielskich. Donald Tusk wyjaśnił, że inicjatywa ma przede wszystkim charakter przemysłowy, a udział państw zależy od konkretnych propozycji przedstawianych przez przedsiębiorstwa sektora obronnego.</p><p>Według premiera polskie firmy analizują obecnie swoje możliwości. Polska miałaby dołączyć do projektu, gdy krajowe przedsiębiorstwa przygotują odpowiednią ofertę technologiczną i produkcyjną.</p><h2>Polska nie przekaże kolejnych pocisków Patriot</h2><p>Szef rządu poinformował też, że Polska nie planuje obecnie przekazywania Ukrainie kolejnych pocisków do systemu Patriot. Jak tłumaczył, krajowe zapasy są ograniczone, a podstawowym obowiązkiem władz pozostaje zabezpieczenie polskiej przestrzeni powietrznej.</p><p>Tusk odniósł się także do wcześniejszej donacji pięciu pocisków Patriot. Według premiera została ona uzgodniona ze Stanami Zjednoczonymi i NATO, ale w Polsce wywołała niepotrzebny polityczny spór.</p><p>– <strong>Póki będę premierem, Polska będzie aktywnie uczestniczyła, w miarę swoich możliwości i nie naruszając naszego bezpieczeństwa, w pomaganiu Ukrainie wobec wojny Rosji</strong> – zadeklarował.</p><p>Jednocześnie sprzeciwił się – jak to określił – „antyukraińskiej licytacji” prowadzonej przez część polskiej sceny politycznej. Stanowisko rządu zakłada dalszą pomoc dla Kijowa, ale bez podejmowania decyzji, które osłabiałyby zdolności obronne Polski.</p><h2>Zamiast pokoju może nadejść kolejna eskalacja</h2><p>Choć koalicja przygotowuje się przede wszystkim do działań po ewentualnym zakończeniu walk, Donald Tusk ocenił, że szybkie zawieszenie broni jest mało prawdopodobne.</p><p>Zdaniem premiera Rosja pozostaje nieustępliwa i może próbować przedłużać wojnę co najmniej do zimy. W najbliższych miesiącach bardziej realna od pokoju jest więc dalsza eskalacja rosyjskich działań.</p><p>Dlatego państwa europejskie przygotowują się jednocześnie do kilku scenariuszy: wzmacniają granice, rozwijają współpracę dronową, organizują wielonarodowe ćwiczenia oraz zwiększają zdolności logistyczne. Dotychczasowe deklaracje koalicji zakładają dalsze wspieranie Ukrainy, utrzymywanie presji na Rosję i budowę mechanizmów, które miałyby zabezpieczyć ewentualne przyszłe porozumienie pokojowe.</p><h2>Polskie F-16 nad Paryżem</h2><p>We wtorek przywódcy uczestniczący w paryskim spotkaniu wzięli również udział w obchodach francuskiego święta narodowego. Defilada z okazji rocznicy zdobycia Bastylii odbywała się pod hasłem <strong>„Strategiczne przebudzenie Europy”</strong>.</p><p>W uroczystościach uczestniczyli żołnierze Pułku Reprezentacyjnego Wojska Polskiego, a w części lotniczej nad Paryżem przeleciały dwa polskie samoloty F-16.</p><p>Symbolika obchodów była czytelna. Europa, która przez dziesięciolecia traktowała wojnę jako zamknięty rozdział podręcznika historii, coraz wyraźniej przygotowuje się na świat, w którym bezpieczeństwa nie zapewniają już same deklaracje, traktaty i konferencyjne fotografie. Potrzebne są żołnierze, infrastruktura, amunicja, przemysł oraz zdolność do wspólnego działania.</p><p>Jesienne manewry w Polsce mają być jednym z pierwszych sprawdzianów tej nowej europejskiej rzeczywistości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[14 lipca – od zdobycia Bastylii po mundialowy półfinał. Dziś historia znów spotyka się ze współczesnością]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55851,14-lipca-od-zdobycia-bastylii-po-mundialowy-polfinal-dzis-historia-znow-spotyka-sie-ze-wspolczesnoscia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55851,14-lipca-od-zdobycia-bastylii-po-mundialowy-polfinal-dzis-historia-znow-spotyka-sie-ze-wspolczesnoscia</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 09:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-14-lipca-od-zdobycia-bastylii-po-mundialowy-polfinal-dzis-historia-znow-spotyka-sie-ze-wspolczesn-1784013775.png</url>
                        <title>14 lipca – od zdobycia Bastylii po mundialowy półfinał. Dziś historia znów spotyka się ze współczesnością</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55851,14-lipca-od-zdobycia-bastylii-po-mundialowy-polfinal-dzis-historia-znow-spotyka-sie-ze-wspolczesnoscia</link>
                    </image><description>We wtorek, 14 lipca, Francja świętuje rocznicę zdobycia Bastylii, świat wspomina ofiary zamachu w Nicei, a piłkarscy kibice czekają na wielki półfinał mistrzostw świata Francja–Hiszpania. W Polsce rząd zajmie się m.in. najmem krótkoterminowym, energetyką i rewizją KPO, a w Sejmie odbędzie się publiczne przesłuchanie kandydatów na Rzecznika Praw Obywatelskich.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>wtorek, 14 lipca</strong>, sto dziewięćdziesiąty piąty dzień roku. Do jego końca pozostaje 170 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.29, a zajdzie o godz. 20.52.</p><p>Imieniny obchodzą: <strong>Kamil, Kamila, Marcel, Angelina, Stella, Henryk, Włodzimierz, Marcelina, Dawid, Izabela, Iga i Damian</strong>.</p><h2>Wiedeń, Bastylia i początek polskiej kolei</h2><p>14 lipca 1683 roku wojska tureckie rozpoczęły <strong>oblężenie Wiednia</strong>. Europa stanęła wówczas przed jednym z najpoważniejszych zagrożeń swojej epoki. Oblężenie zakończyła dopiero odsiecz wiedeńska, podczas której wojskami chrześcijańskiej koalicji dowodził król Polski <strong>Jan III Sobieski</strong>.</p><p>Słowa przypisywane królowi po zwycięstwie – „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył” – przeszły do historii, podobnie jak szarża husarii, która stała się symbolem polskiej potęgi militarnej.</p><p>Dokładnie 106 lat później, 14 lipca 1789 roku, mieszkańcy Paryża zdobyli <strong>Bastylię</strong> – królewską twierdzę i więzienie, uznawane za symbol absolutnej władzy monarchy. Wydarzenie to stało się początkiem rewolucji francuskiej.</p><p>Nie była to jedynie zmiana polityczna. Rewolucja przyniosła Europie hasła wolności, równości i braterstwa, ale również terror, gilotynę i krwawe rozliczenia. Była jak wielki historyczny akord – donośny, porywający i jednocześnie złowrogi.</p><p>W 1844 roku rozpoczęto natomiast w Warszawie budowę <strong>Dworca Wiedeńskiego</strong>, pierwszej stacji Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Autorem projektu był wybitny architekt <strong>Henryk Marconi</strong>. Kolej miała połączyć Warszawę z Zagłębiem Dąbrowskim, a następnie z siecią europejską. Dla mieszkańców Królestwa Polskiego była symbolem nowoczesności – żelazną drogą prowadzącą ku przemysłowej przyszłości.</p><h2>Esperanto – język, który miał połączyć ludzi</h2><p>W 1887 roku w Warszawie ukazała się pierwsza książka do nauki języka esperanto – <strong>„Język międzynarodowy”</strong>.</p><p>Jej autorem był Ludwik Zamenhof, lekarz okulista wychowany w wielokulturowym Białymstoku. Zamenhof wierzył, że wspólny, neutralny język może łagodzić konflikty między narodami.</p><p>Idea może dziś brzmieć utopijnie, niczym opowieść z książek Juliusza Verne’a, ale esperanto przetrwało. Nadal posługują się nim ludzie na całym świecie, a sam Zamenhof stał się symbolem wiary w możliwość porozumienia ponad granicami.</p><h2>Sześć minut, które rozpoczęły historię polskiego futbolu</h2><p>14 lipca 1894 roku we Lwowie drużyny „Sokoła” Lwów i „Sokoła” Kraków rozegrały pierwszy udokumentowany mecz piłkarski na ziemiach polskich.</p><p>Spotkanie trwało zaledwie sześć minut. Zakończono je natychmiast po zdobyciu pierwszej bramki, której autorem był <strong>Włodzimierz Chomicki</strong>.</p><p>Dzisiejsi kibice, przyzwyczajeni do systemu VAR, wielomilionowych kontraktów i transmisji oglądanych przez setki milionów ludzi, mogliby uznać taki mecz za ledwie rozgrzewkę. A jednak właśnie od tych sześciu minut rozpoczęła się historia polskiej piłki nożnej.</p><h2>Jan Krenz – między filharmonią a „Popiołem i diamentem”</h2><p>Sto lat temu, 14 lipca 1926 roku, urodził się <strong>Jan Krenz</strong>, jeden z najważniejszych polskich dyrygentów i kompozytorów XX wieku.</p><p>Przez piętnaście lat kierował Wielką Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia w Katowicach, dzisiejszą Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia. Był również dyrektorem artystycznym Teatru Wielkiego w Warszawie.</p><p>Dyrygował największymi orkiestrami Europy, w tym Berliner Philharmoniker, Filharmonią Narodową i Sinfonią Varsovia.</p><p>Krenz komponował także muzykę filmową. To jego utwory towarzyszyły obrazom Andrzeja Wajdy w filmach <strong>„Kanał”</strong> i <strong>„Popiół i diament”</strong>. Muzyka Krenza nie była jedynie tłem. Budowała napięcie, opowiadała o dramacie pokolenia wojny, dopowiadała to, czego nie mogły wyrazić słowa.</p><h2>Teresa Lipowska kończy 89 lat</h2><p>W 1937 roku w Warszawie urodziła się <strong>Teresa Lipowska</strong>, aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna.</p><p>Występowała m.in. w teatrach Ludowym, Nowym i Syrena, a także w legendarnym kabarecie „Dudek”. Widzowie pamiętają ją z filmów „Rzeczpospolita babska” i „Hasło KORN”, jednak największą popularność przyniosła jej rola Barbary Mostowiak w serialu <strong>„M jak miłość”</strong>.</p><p>Dla milionów Polaków stała się ekranowym symbolem matki i babci – ciepłej, troskliwej, ale też silnej i potrafiącej postawić na swoim.</p><h2>Zbrodnia wołyńska i dramat Kołodna</h2><p>14 lipca 1943 roku w miejscowościach <strong>Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko</strong> na Wołyniu oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii zamordowały od 320 do nawet 500 Polaków.</p><p>Ofiarami byli bezbronni mieszkańcy wsi – kobiety, dzieci i osoby starsze. Zbrodnia była częścią szeroko zakrojonej akcji eksterminacji ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.</p><p>Pamięć o ofiarach pozostaje obowiązkiem kolejnych pokoleń. Bez nienawiści, ale też bez przemilczania i relatywizowania historii.</p><h2>Aresztowanie Marcelego Handelsmana</h2><p>W 1944 roku, na skutek denuncjacji, Niemcy aresztowali ukrywającego się w Milanówku profesora <strong>Marcelego Handelsmana</strong>, jednego z najwybitniejszych polskich historyków.</p><p>Handelsman był pierwszym dyrektorem Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz dziekanem Wydziału Humanistycznego. W czasie okupacji współpracował z Biurem Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej.</p><p>Razem z nim zatrzymana została <strong>Halina Krahelska</strong>, pisarka, działaczka społeczna i autorka słów pieśni „Hej, chłopcy, bagnet na broń!”. Oboje trafili do niemieckich obozów koncentracyjnych i nie doczekali końca wojny.</p><h2>Jerzy Buzek na czele Parlamentu Europejskiego</h2><p>17 lat temu, 14 lipca 2009 roku, <strong>Jerzy Buzek</strong> został wybrany na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego.</p><p>Był pierwszym politykiem z państwa dawnego bloku wschodniego, który objął to stanowisko. Jego wybór miał znaczenie symboliczne – pokazywał, jak bardzo Europa zmieniła się od czasu upadku żelaznej kurtyny.</p><h2>Muzyczne kalendarium: Ritchie Blackmore, Beatlesi i Madonna</h2><p>14 lipca urodził się <strong>Tony Burrows</strong>, wokalista, który zapisał się w historii brytyjskiej muzyki wyjątkowym osiągnięciem. Wprowadził jednocześnie do pierwszej dziesiątki list przebojów cztery single, nagrane pod nazwami różnych zespołów.</p><p>Tego dnia urodził się również <strong>Ritchie Blackmore</strong>, gitarzysta Deep Purple i Rainbow, twórca jednego z najbardziej rozpoznawalnych riffów w historii rocka – motywu z utworu <strong>„Smoke on the Water”</strong>.</p><p>W 1967 roku ukazał się singiel Bee Gees <strong>„New York Mining Disaster 1941”</strong>, promowany hasłem zapowiadającym „najbardziej znaczący talent od czasów Beatlesów”.</p><p>Dwa lata później John Lennon i Paul McCartney nagrali utwór <strong>„The Ballad of John and Yoko”</strong>. W nagraniu nie uczestniczyli George Harrison ani Ringo Starr. McCartney zagrał na basie, pianinie i perkusji, a Lennon zaśpiewał i nagrał partie gitarowe.</p><p>W 1990 roku listy przebojów podbiła Madonna z piosenką <strong>„Vogue”</strong>. Utwór stał się jednym z symboli muzyki pop lat 90., a charakterystyczny taniec inspirowany pozami modelek z magazynu „Vogue” przeniknął do kultury masowej.</p><p>W 2009 roku <strong>George Harrison</strong> został pośmiertnie uhonorowany gwiazdą na hollywoodzkiej Alei Sław. Odsłonił ją Paul McCartney, a w uroczystości uczestniczyli m.in. Olivia i Dhani Harrisonowie, Tom Petty, Eric Idle oraz Tom Hanks.</p><h2>Rząd zajmie się najmem krótkoterminowym</h2><p>We wtorek po południu Rada Ministrów ma rozpatrzyć projekt zmian przepisów, zgodnie z którym <strong>najem krótkoterminowy zostanie objęty pojęciem usługi hotelarskiej</strong>.</p><p>Projekt zakłada również utworzenie Centralnego Wykazu Turystycznego Obiektów Noclegowych. Rejestr ma gromadzić informacje o obiektach, w których świadczone są usługi noclegowe, także poza tradycyjnymi hotelami i pensjonatami.</p><p>Zmiany mogą mieć znaczenie również dla właścicieli apartamentów i mieszkań wynajmowanych turystom w popularnych miejscowościach wypoczynkowych. Nowe przepisy mogą oznaczać dodatkowe obowiązki rejestracyjne, formalne i kontrolne.</p><p>Ministrowie mają również zająć się finansowaniem systemu ochrony przyrody, wdrożeniem unijnych przepisów ETS w lotnictwie, wsparciem dla biometanowni oraz ułatwieniami dotyczącymi inwestycji w lądową energetykę wiatrową.</p><p>Rząd rozpatrzy także uchwały dotyczące rewizji Krajowego Planu Odbudowy oraz zapewnienia dostępu do planowanej gigafabryki sztucznej inteligencji w Polsce.</p><h2>Kandydaci na Rzecznika Praw Obywatelskich przed Sejmem</h2><p>W Sejmie odbędzie się publiczne przesłuchanie kandydatów na stanowisko <strong>Rzecznika Praw Obywatelskich</strong>.</p><p>Zgłoszono dwie kandydatury: opozycjonisty z czasów PRL <strong>Adama Borowskiego</strong>, popieranego przez grupę posłów Prawa i Sprawiedliwości, oraz adwokatki i działaczki społecznej <strong>Sylwii Gregorczyk-Abram</strong>, zgłoszonej przez posłów Koalicji Obywatelskiej.</p><p>Kadencja obecnego RPO, profesora Marcina Wiącka, kończy się 23 lipca.</p><h2>Francja świętuje Dzień Bastylii</h2><p>W Paryżu odbędzie się tradycyjna defilada wojskowa z okazji francuskiego święta narodowego.</p><p>W uroczystościach, wraz z prezydentem Emmanuelem Macronem, mają uczestniczyć zagraniczni przywódcy. Polskę reprezentować będzie premier Donald Tusk.</p><p>W defiladzie weźmie udział około 500 żołnierzy z państw tworzących koalicję chętnych. Polskie Siły Zbrojne będą reprezentowane zarówno przez żołnierzy maszerujących ulicami Paryża, jak i przez dwa myśliwce <strong>F-16</strong>, które uczestniczyć mają w części lotniczej.</p><h2>Dziesięć lat od zamachu w Nicei</h2><p>14 lipca przypada dziesiąta rocznica zamachu terrorystycznego w Nicei.</p><p>W 2016 roku, podczas obchodów Dnia Bastylii, terrorysta wjechał ciężarówką w tłum spacerujący po Promenadzie Anglików. Zginęło 86 osób, a ponad 400 zostało rannych.</p><p>Ofiary pochodziły z 19 krajów. Wśród zabitych były dwie Polki. Najmłodsza ofiara miała dwa lata, najstarsza – 92.</p><p>Nicea, jeszcze chwilę wcześniej pełna muzyki, świateł i świątecznej atmosfery, w ciągu kilku sekund stała się sceną tragedii. Rocznicowe uroczystości będą czasem pamięci o tych, którzy wyszli świętować wolność, lecz nigdy nie wrócili do domów.</p><h2>Gibraltar bez granicznego ogrodzenia</h2><p>Unia Europejska i Wielka Brytania mają podpisać traktat regulujący sytuację Gibraltaru po brexicie.</p><p>Porozumienie przewiduje rozebranie ogrodzenia oddzielającego Gibraltar od Hiszpanii. Brytyjskie terytorium zamorskie ma zostać objęte unią celną z UE oraz zintegrowane ze strefą Schengen.</p><p>Zniesienie kontroli na granicy lądowej ma ułatwić codzienne funkcjonowanie około 15 tysięcy pracowników transgranicznych oraz 40 tysięcy mieszkańców Gibraltaru.</p><p>Kontrole unijne i brytyjskie pozostaną jednak na lotnisku i w porcie.</p><h2>Francja kontra Hiszpania. Wielki półfinał mundialu</h2><p>Wieczorem oczy piłkarskiego świata zwrócą się w stronę Arlington w Teksasie, gdzie w pierwszym półfinale mistrzostw świata <strong>Francja zmierzy się z Hiszpanią</strong>.</p><p>Będzie to pojedynek dwóch reprezentacji, które należą do najwyżej ocenianych drużyn turnieju. Szczególną uwagę przyciągnie starcie Kyliana Mbappé z Lamine’em Yamalem – gwiazd dwóch różnych pokoleń.</p><p>Spotkanie będzie również rewanżem za półfinał mistrzostw Europy i finałową fazę Ligi Narodów. W obu przypadkach lepsi byli Hiszpanie.</p><p>Początek meczu o godz. 21 czasu polskiego. Dzień później o drugie miejsce w finale zagrają Anglia i Argentyna.</p><h2>Robert Lewandowski rozpoczyna amerykański rozdział kariery</h2><p>We wtorek Robert Lewandowski ma zostać oficjalnie zaprezentowany jako zawodnik <strong>Chicago Fire</strong>.</p><p>Polski napastnik podpisał z klubem Major League Soccer dwuletni kontrakt. Dla blisko 38-letniego piłkarza może to być ostatni etap niezwykłej kariery klubowej.</p><p>Lewandowski zdobył dotychczas 33 trofea. Występował w Lechu Poznań, Borussii Dortmund, Bayernie Monachium i FC Barcelonie.</p><p>Chicago otwiera przed nim nowy rozdział – mniej europejski, bardziej hollywoodzki, lecz wciąż pisany językiem goli. A ten język Robert Lewandowski zna jak mało kto.</p><p><strong>Źródło informacji bieżących: Polska Agencja Prasowa</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Od Elvisa do Led Zeppelin. Dziś Międzynarodowy Dzień Rock and Rolla]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55832,od-elvisa-do-led-zeppelin-dzis-miedzynarodowy-dzien-rock-and-rolla</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55832,od-elvisa-do-led-zeppelin-dzis-miedzynarodowy-dzien-rock-and-rolla</guid>
            <pubDate>Mon, 13 Jul 2026 11:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-od-elvisa-do-led-zeppelin-dzis-miedzynarodowy-dzien-rock-and-rolla-1783937247.png</url>
                        <title>Od Elvisa do Led Zeppelin. Dziś Międzynarodowy Dzień Rock and Rolla</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55832,od-elvisa-do-led-zeppelin-dzis-miedzynarodowy-dzien-rock-and-rolla</link>
                    </image><description>Trzy akordy, elektryczna gitara i rytm, który kazał młodym ludziom wstać z krzeseł. 13 lipca obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Rock and Rolla – święto muzyki, która nie tylko zmieniła listy przebojów, ale też sposób ubierania się, tańczenia, myślenia i mówienia o wolności.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rock and roll nigdy nie był wyłącznie gatunkiem muzycznym. Był jak pierwszy motocykl, skórzana kurtka albo nocna audycja radiowa słuchana pod kołdrą. Dla jednych stanowił hałas i zagrożenie dla obyczajów, dla innych – pierwszy prawdziwy język młodości.</p><p><strong>13 lipca jest dziś okazją, by ponownie sięgnąć po nagrania Elvisa Presleya, Chucka Berry’ego, Little Richarda, The Rolling Stones, Led Zeppelin czy The Beatles</strong> i przypomnieć sobie czasy, gdy pojedynczy gitarowy riff potrafił wywołać większe poruszenie niż niejedno polityczne przemówienie.</p><h2>Muzyka, która narodziła się na skrzyżowaniu kultur</h2><p>Rock and roll pojawił się w Stanach Zjednoczonych w latach 50. XX wieku. Nie powstał jednak w jednym studiu ani za sprawą jednego artysty. Był mieszaniną afroamerykańskiego bluesa i rhythm and bluesa, muzyki gospel oraz białego country.</p><p>To właśnie z tego spotkania kultur narodziło się brzmienie, które błyskawicznie zaczęło zdobywać młodą publiczność. Charakterystyczny, mocno akcentowany rytm, proste melodie i gitarowe partie brzmiały zupełnie inaczej niż uporządkowana muzyka, której słuchali rodzice powojennego pokolenia.</p><p>Rock and roll od początku miał w sobie coś prowokacyjnego. Nie chodziło jedynie o teksty piosenek. Równie ważny był sposób poruszania się na scenie, fryzury, ubrania i atmosfera koncertów. Muzyka stawała się deklaracją: <strong>nie chcemy już żyć dokładnie tak samo jak poprzednie pokolenia</strong>.</p><h2>Król miał na imię Elvis</h2><p>Jedną z największych ikon rodzącego się gatunku został <strong>Elvis Presley</strong>. Młody kierowca ciężarówki z Tupelo połączył wpływy muzyki czarnych wykonawców z country i sceniczną charyzmą, która wywoływała zachwyt nastolatków oraz oburzenie konserwatywnej części Ameryki.</p><p>Jego ruchy sceniczne były uznawane za skandaliczne, a część programów telewizyjnych pokazywała go jedynie od pasa w górę. To, co miało ochronić widzów przed „demoralizacją”, jeszcze bardziej podsycało zainteresowanie młodym wokalistą.</p><p>Presley nie stworzył rock and rolla sam. Przed nim i obok niego działali wybitni czarnoskórzy artyści: <strong>Chuck Berry, Little Richard, Fats Domino, Bo Diddley czy Sister Rosetta Tharpe</strong>. To ich rytm, gitarowe pomysły i sceniczna energia zbudowały fundament muzycznej rewolucji.</p><p>Elvis stał się jednak jej najbardziej rozpoznawalną twarzą. Po jego śmierci prezydent USA Jimmy Carter stwierdził, że muzyka i osobowość Presleya zmieniły oblicze amerykańskiej kultury, a sam artysta stał się symbolem buntowniczego ducha narodu.</p><h2>Od rock and rolla do wielkich stadionów</h2><p>Pierwszy rock and roll był muzyką krótkich piosenek, tanecznego rytmu i młodzieżowych historii. Z czasem zaczął jednak dojrzewać. Pojawiły się bardziej rozbudowane kompozycje, mocniejsze brzmienia i teksty poruszające sprawy społeczne, polityczne oraz egzystencjalne.</p><p>W latach 60. świat zdobyli <strong>The Beatles i The Rolling Stones</strong>. Kolejna dekada należała między innymi do Led Zeppelin, Deep Purple, Black Sabbath, Pink Floyd i Queen. Rock rozrastał się niczym drzewo, z którego wyrastały kolejne gałęzie: hard rock, heavy metal, punk, rock progresywny, glam rock, a później także grunge i muzyka alternatywna.</p><p>Zmieniały się stroje, fryzury i technologie nagrywania, ale pozostała jedna zasada: <strong>rock miał brzmieć jak sprzeciw wobec ciszy i obojętności</strong>.</p><h2>Dlaczego właśnie 13 lipca?</h2><p>Data 13 lipca wiązana jest przede wszystkim z koncertem <strong>Live Aid</strong>, który odbył się 13 lipca 1985 roku na stadionach Wembley w Londynie i John F. Kennedy Stadium w Filadelfii. Charytatywne widowisko zorganizowane przez Boba Geldofa i Midge’a Ure’a miało pomóc ofiarom klęski głodu w Etiopii.</p><p>Na scenach pojawiły się największe gwiazdy epoki, między innymi Queen, David Bowie, U2, The Who, Dire Straits, Elton John, Madonna, Black Sabbath i Led Zeppelin. Szczególne miejsce w historii zajął występ Queen z Freddiem Mercurym, uznawany dziś za jeden z najbardziej pamiętnych koncertowych momentów w dziejach muzyki popularnej.</p><p>To właśnie rocznica Live Aid stała się podstawą obchodów Światowego Dnia Rocka, szczególnie popularnego w Brazylii. Określenie „międzynarodowe święto” bywa stosowane szerzej, choć nie jest to oficjalny dzień ustanowiony przez ONZ ani powszechnie obchodzone święto państwowe.</p><h2>Rock po polsku, czyli bigbit zamiast zakazanego słowa</h2><p>Do Polski rock and roll dotarł pod koniec lat 50. Pierwszą ważną formacją była grupa <strong>Rhythm and Blues</strong>, założona w 1959 roku. Władze PRL patrzyły jednak na zachodnią muzykę z podejrzliwością. Samo słowo „rock and roll” kojarzyło się z Ameryką, buntem i stylem życia niepasującym do socjalistycznej rzeczywistości.</p><p>Franciszek Walicki, nazywany później ojcem chrzestnym polskiego rocka, zaczął więc używać bardziej swojsko brzmiącego określenia <strong>„bigbit”</strong>, czyli „mocne uderzenie”. Pod tą nazwą rozwijała się muzyka Czerwono-Czarnych, Niebiesko-Czarnych, Czerwonych Gitar, Polan i Trubadurów.</p><p>Później przyszli Czesław Niemen, Breakout, SBB, Budka Suflera, Maanam, Perfect, TSA, Republika, Lady Pank i Kult. Polski rock coraz częściej nie tylko bawił, ale także opisywał rzeczywistość, której nie można było przedstawiać wprost.</p><p>„Dziwny jest ten świat” Niemena, „Chcemy być sobą” Perfectu, „Kocham cię, kochanie moje” Maanamu czy „Biała flaga” Republiki stały się czymś więcej niż przebojami. Były fragmentami zbiorowej biografii kilku pokoleń Polaków.</p><h2>Rock and roll nie przechodzi na emeryturę</h2><p>Można uznać, że czas wielkich rockowych rewolucji minął. Dzisiejsze listy przebojów należą częściej do popu, hip-hopu i muzyki elektronicznej. A jednak wystarczy kilka dźwięków „Johnny B. Goode”, „Satisfaction”, „Whole Lotta Love” albo „We Will Rock You”, żeby przekonać się, że ta muzyka wciąż działa.</p><p>Rock and roll przeżył kasety magnetofonowe, płyty winylowe, kasety VHS, MTV, płyty kompaktowe, serwisy streamingowe i media społecznościowe. Nadal pojawia się w filmach, reklamach, na stadionach i podczas lokalnych koncertów. Wciąż inspiruje młodych muzyków, którzy po raz pierwszy podłączają gitarę do wzmacniacza i odkrywają, że kilka prostych akordów może dać poczucie nieograniczonej wolności.</p><p><strong>Międzynarodowy Dzień Rock and Rolla to dobry moment, by odkurzyć stare płyty, podkręcić głośniki i przypomnieć sobie, że są melodie, których nie da się słuchać na siedząco.</strong></p><p>Bo rock and roll, jak mówił bohater filmu „Szkoła rocka”, nie polega wyłącznie na zdobywaniu dobrych ocen. Chodzi w nim o to, by sprzeciwić się człowiekowi, który próbuje odebrać nam głos.</p><p>A potem pozostaje już tylko odliczyć: <strong>raz, dwa, trzy, cztery…</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. Poniedziałek, 13 lipca]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55828,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-poniedzialek-13-lipca</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55828,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-poniedzialek-13-lipca</guid>
            <pubDate>Mon, 13 Jul 2026 08:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-poniedzialek-13-lipca-1783972605.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. Poniedziałek, 13 lipca</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55828,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-poniedzialek-13-lipca</link>
                    </image><description>Dziś jest poniedziałek, 13 lipca — sto dziewięćdziesiąty czwarty dzień 2026 roku. Do jego końca pozostało 171 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.28, a zajdzie o 20.53. Imieniny obchodzą Andrzej, Benedykt, Eugeniusz, Henryk, Małgorzata i Sara.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzisiejsza data prowadzi nas przez kilka stuleci polskiej historii — od bitew z Moskwą, przez insurekcję kościuszkowską, dramat żołnierzy Armii Krajowej i śmierć Jana Karskiego, aż po utworzenie jednostki GROM. W muzycznym kalendarium królują natomiast Live Aid, The Animals, Bryan Adams, Elton John i Duran Duran.</p><h2>Od Orszy po dzwon Zygmunta</h2><p><strong>518 lat temu, w 1508 roku</strong>, wojska polsko-litewskie dowodzone przez hetmana Konstantego Ostrogskiego i wojewodę Mikołaja Firleja pokonały pod Orszą armię moskiewską wielkiego księcia Wasyla III.</p><p><strong>505 lat temu, w 1521 roku</strong>, na wawelskiej Wieży Zygmuntowskiej po raz pierwszy zabrzmiał dzwon Zygmunt. Jego głos przez kolejne stulecia towarzyszył Polakom podczas najważniejszych chwil — koronacji, pogrzebów, narodowych triumfów i tragedii.</p><p><strong>360 lat temu, w 1666 roku</strong>, rokoszanie hetmana Jerzego Sebastiana Lubomirskiego zwyciężyli wojska królewskie w bitwie pod Mątwami. Starcie było jednym z najbardziej krwawych epizodów wewnętrznych walk w Rzeczypospolitej.</p><p><strong>232 lata temu, w 1794 roku</strong>, rozpoczęło się oblężenie Warszawy przez wojska rosyjskie i pruskie. Stolica broniła się w czasie insurekcji kościuszkowskiej, stając się jednym z najważniejszych punktów oporu przeciwko zaborcom.</p><h2>Haller, Wilno i polskie marzenie o Atlantyku</h2><p><strong>110 lat temu, w 1916 roku</strong>, pułkownik Józef Haller został mianowany dowódcą II Brygady Legionów Polskich. W kolejnych latach stworzył Błękitną Armię, która stała się jednym z symboli odbudowy polskiej państwowości.</p><p><strong>97 lat temu, w 1929 roku</strong>, podczas próby pierwszego polskiego przelotu przez Atlantyk zginął major pilot Ludwik Idzikowski. Jego samolot rozbił się na portugalskiej wyspie Faial. Nawigator wyprawy, kapitan Kazimierz Kubala, został ranny.</p><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku</strong>, Armia Czerwona wspólnie z oddziałami Armii Krajowej zajęła Wilno. Był to finał operacji „Ostra Brama”. Wkrótce potem Sowieci rozbroili polskich żołnierzy, a wielu z nich aresztowali i wywieźli w głąb ZSRR.</p><p>Historia po raz kolejny pokazała wówczas swoją najbardziej gorzką twarz: żołnierze, którzy wspólnie walczyli przeciwko Niemcom, niemal natychmiast zostali przez chwilowego sojusznika potraktowani jak wrogowie.</p><h2>Powstanie GROM-u i śmierć Jana Karskiego</h2><p><strong>36 lat temu, w 1990 roku</strong>, powstała Grupa Reagowania Operacyjno-Manewrowego, znana dziś jako Jednostka Wojskowa GROM. Jej twórcą i pierwszym dowódcą był generał Sławomir Petelicki.</p><p>Jednostka została powołana do wykonywania najbardziej wymagających operacji specjalnych, w tym działań antyterrorystycznych, odbijania zakładników i misji poza granicami kraju. Z czasem GROM zdobył międzynarodową renomę i zaczął być wymieniany obok najlepszych jednostek specjalnych świata.</p><p><strong>26 lat temu, w 2000 roku</strong>, w Waszyngtonie zmarł Jan Karski — legendarny kurier i emisariusz Polskiego Państwa Podziemnego. W czasie II wojny światowej przedostał się na Zachód, przekazując aliantom informacje o zagładzie Żydów.</p><p>Karski spotkał się między innymi z prezydentem Stanów Zjednoczonych Franklinem Delano Rooseveltem. Próbował przekonać zachodnich przywódców, że w okupowanej Polsce trwa systematyczna eksterminacja ludności żydowskiej. Świat słuchał, ale nie chciał uwierzyć — albo nie chciał działać.</p><p>Jan Karski został odznaczony Orderem Virtuti Militari i amerykańskim Medalem Wolności. Instytut Yad Vashem uhonorował go tytułem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.</p><p><strong>20 lat temu, w 2006 roku</strong>, wrocławska Hala Ludowa, obecnie nazywana Halą Stulecia, została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od TSA do Live Aid</h2><p><strong>W 1951 roku w Poznaniu urodził się Marek Piekarczyk</strong>, wokalista rockowy, przez lata związany z zespołem TSA. Występował również w grupach Monastyr, Sektor A i Ball’s Power. Zagrał także Jezusa w musicalu „Jesus Christ Superstar” wystawianym w Teatrze Muzycznym w Gdyni.</p><p><strong>W 1964 roku zespół The Animals zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów</strong> własną wersją tradycyjnego utworu „The House of the Rising Sun”. Nagranie zostało podobno zarejestrowane za pierwszym podejściem. Trwająca ponad cztery minuty piosenka przełamała obowiązującą wówczas radiową zasadę, według której przebój powinien kończyć się przed upływem trzeciej minuty.</p><p><strong>W 1967 roku w Mediolanie urodził się Benny Benassi</strong>, właściwie Marco Benassi, włoski DJ i producent muzyczny. Światową popularność przyniosła mu przede wszystkim muzyka elektroniczna oraz działalność projektu Benassi Bros.</p><p><strong>W 1969 roku ponad sto amerykańskich stacji radiowych odmówiło emisji piosenki Beatlesów „The Ballad of John and Yoko”.</strong> Powodem były słowa refrenu odwołujące się do Chrystusa. Kontrowersje podsycała wcześniejsza wypowiedź Johna Lennona, że Beatlesi stali się popularniejsi od Jezusa.</p><p><strong>W 1974 roku Elton John rozpoczął dwutygodniowe panowanie na brytyjskiej liście albumów</strong> ze swoją ósmą płytą „Caribou”. Na albumie znalazły się między innymi utwory „Don’t Let the Sun Go Down on Me” oraz „The Bitch Is Back”.</p><p>Tego samego dnia <strong>George McCrae znalazł się na szczycie amerykańskiej listy przebojów</strong> z piosenką „Rock Your Baby”, uznawaną za jeden z pierwszych wielkich hitów ery disco.</p><h2>Live Aid — dzień, w którym muzyka miała zmienić świat</h2><p><strong>13 lipca 1985 roku odbył się Live Aid</strong>, jeden z najsłynniejszych koncertów charytatywnych w historii muzyki.</p><p>Wydarzenie, zorganizowane przez Boba Geldofa i Midge’a Ure’a, odbywało się równocześnie na stadionie Wembley w Londynie oraz na stadionie im. Johna F. Kennedy’ego w Filadelfii.</p><p>Na scenach pojawili się między innymi Queen, U2, David Bowie, The Who, Elton John, Madonna, Tina Turner, Bob Dylan, Mick Jagger, Bryan Adams i Phil Collins. Ten ostatni wystąpił zarówno w Londynie, jak i w Filadelfii, przemieszczając się pomiędzy kontynentami samolotem Concorde.</p><p>Koncert otworzyła grupa Status Quo utworem „Rockin’ All Over the World”. Najbardziej legendarnym momentem wydarzenia stał się jednak trwający niewiele ponad 20 minut występ zespołu Queen. Freddie Mercury potrzebował zaledwie kilku taktów, by zamienić stadion Wembley w jeden potężny chór.</p><p>Dochód z wydarzenia został przeznaczony na pomoc ofiarom głodu w Afryce.</p><h2>James Bond, Bryan Adams i jeden album New Radicals</h2><p>Również <strong>13 lipca 1985 roku Duran Duran znalazł się na pierwszym miejscu amerykańskiej listy przebojów</strong> z piosenką „A View to a Kill”, przygotowaną do filmu o Jamesie Bondzie. Była to ostatnia część serii, w której rolę agenta 007 zagrał Roger Moore.</p><p><strong>W 1991 roku Bryan Adams zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów</strong> utworem „(Everything I Do) I Do It for You”. Piosenka, wykorzystana w filmie „Robin Hood: Książę złodziei”, pozostawała na szczycie przez rekordowe 16 tygodni.</p><p><strong>W 1997 roku Anthony Kiedis, wokalista Red Hot Chili Peppers, przeszedł pięciogodzinną operację</strong> po wypadku motocyklowym w Los Angeles. Muzyk doznał między innymi złamania nadgarstka i kości przedramienia.</p><p><strong>W 1999 roku zespół New Radicals ogłosił zakończenie działalności</strong> po nagraniu zaledwie jednego albumu. Grupa pozostawiła po sobie wielki przebój „You Get What You Give”, a jej lider Gregg Alexander zajął się później pisaniem piosenek i produkcją muzyczną.</p><p><strong>W 2007 roku Rod Stewart odebrał w Pałacu Buckingham Order Imperium Brytyjskiego</strong> z rąk księcia Karola. Artysta także podczas oficjalnej uroczystości pozostał wierny własnemu stylowi — zamiast klasycznego garnituru założył jasne spodnie, koszulę w paski oraz krawat ozdobiony motywem czaszki.</p><p><strong>W 2012 roku trasa „The Wall Live” Rogera Watersa została uznana za najbardziej dochodową trasę koncertową pierwszej połowy roku.</strong> Widowisko oparte na legendarnym albumie Pink Floyd przyniosło około 158 mln dolarów przychodu.</p><h2>Dziś w Polsce: poznamy lokalizację Centrum ESA</h2><p>Jednym z najważniejszych wydarzeń dnia będzie zaplanowane w Warszawie <strong>ogłoszenie lokalizacji nowego Centrum Europejskiej Agencji Kosmicznej w Polsce</strong>.</p><p>Ośrodek ma zajmować się bezpieczeństwem kosmicznym i odpornością infrastruktury. W uroczystości mają uczestniczyć premier Donald Tusk, minister finansów i gospodarki Andrzej Domański oraz dyrektor generalny ESA Josef Aschbacher. Oficjalne ogłoszenie lokalizacji zapowiedziano właśnie na 13 lipca 2026 roku.</p><p>Polska podczas spotkania Rady Ministerialnej ESA w Bremie zadeklarowała przeznaczenie łącznie 731 mln euro na realizację misji i programów Agencji. Nowe centrum ma być jednym z najważniejszych elementów rozwoju krajowego sektora kosmicznego.</p><h2>Rodziny ofiar z Puźnik otrzymają noty identyfikacyjne</h2><p>W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego odbędzie się uroczystość wręczenia rodzinom <strong>not identyfikacyjnych dotyczących ofiar zbrodni wołyńskiej w Puźnikach</strong>. Dokumenty wręczy minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska.</p><p>Puźniki były polską wsią położoną na terenie dzisiejszego obwodu tarnopolskiego w Ukrainie. W nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku oddziały ukraińskich nacjonalistów zamordowały tam — według różnych szacunków — od 50 do 120 Polaków.</p><p>Prace ekshumacyjne przeprowadzone w 2025 roku pozwoliły odnaleźć szczątki ponad 40 osób. Kolejny etap poszukiwań ma się rozpocząć w sierpniu.</p><h2>Górnicza inwestycja w Jaworznie</h2><p>W Jaworznie zaplanowano uroczyste zakończenie głębienia szybu Grzegorz w Zakładzie Górniczym Sobieski.</p><p>Szyb ma służyć do transportowania węgla przede wszystkim ze złoża Dąb, którego zasoby szacowane są na około 92 mln ton. Surowiec ma trafiać między innymi do bloku energetycznego Taurona o mocy 910 MW.</p><h2>Paryż: rozmowy koalicji chętnych</h2><p>W Paryżu rozpoczynają się rozmowy przywódców państw należących do tak zwanej <strong>koalicji chętnych</strong>, wspierającej Ukrainę.</p><p>Spotkanie zaplanowano na 13 i 14 lipca. Jego uczestnicy mają rozmawiać między innymi o dalszej pomocy wojskowej dla Kijowa, obronie przeciwlotniczej i antybalistycznej oraz przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa dla Ukrainy.</p><p>W rozmowach mają uczestniczyć między innymi prezydent Francji Emmanuel Macron, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, premier Donald Tusk, sekretarz generalny NATO Mark Rutte oraz przedstawiciele instytucji Unii Europejskiej.</p><h2>Dymisja premier Ukrainy</h2><p>W Kijowie oczekiwane są kolejne decyzje związane z zapowiedzianą rekonstrukcją ukraińskiego rządu.</p><p>Premier Julia Swyrydenko złożyła rezygnację po niespełna roku kierowania gabinetem. Prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział szersze zmiany kadrowe, które mają objąć także najważniejsze organy ścigania.</p><p>Według nieoficjalnych doniesień Swyrydenko może otrzymać stanowisko związane z reprezentowaniem interesów Ukrainy w Stanach Zjednoczonych. Wśród potencjalnych kandydatów na nowego szefa rządu wymieniani są między innymi Denys Szmyhal, Mychajło Fedorow i Serhij Korecki.</p><h2>Ministrowie spraw zagranicznych o sankcjach i Ukrainie</h2><p>W Brukseli odbędzie się posiedzenie ministrów spraw zagranicznych państw Unii Europejskiej. Polskę ma reprezentować wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.</p><p>Jednym z głównych tematów rozmów będzie kolejny pakiet sankcji wobec Rosji oraz dalsza pomoc dla Ukrainy. Ministrowie mają również omówić sytuację w Strefie Gazy, na Zachodnim Brzegu i w Libanie.</p><p><strong>Poniedziałek, 13 lipca, połączy więc przeszłość z wydarzeniami, które mogą decydować o przyszłości. Z jednej strony pamięć o Karskim, żołnierzach AK i ofiarach Puźnik. Z drugiej — kosmiczne ambicje Polski, wojna w Ukrainie i kolejne próby budowania europejskiego systemu bezpieczeństwa. Historia nie zawsze powtarza się dokładnie. Często jednak gra tę samą melodię, zmieniając jedynie instrumenty.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zabrali ich z domów i wymazali ze świata. 600 Polaków przepadło podczas Obławy Augustowskiej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55824,zabrali-ich-z-domow-i-wymazali-ze-swiata-600-polakow-przepadlo-podczas-oblawy-augustowskiej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55824,zabrali-ich-z-domow-i-wymazali-ze-swiata-600-polakow-przepadlo-podczas-oblawy-augustowskiej</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 10:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zabrali-ich-z-domow-i-wymazali-ze-swiata-600-polakow-przepadlo-podczas-oblawy-augustowskiej-1783844954.png</url>
                        <title>Zabrali ich z domów i wymazali ze świata. 600 Polaków przepadło podczas Obławy Augustowskiej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55824,zabrali-ich-z-domow-i-wymazali-ze-swiata-600-polakow-przepadlo-podczas-oblawy-augustowskiej</link>
                    </image><description>12 lipca 1945 roku rozpoczęła się jedna z najmroczniejszych operacji sowieckiego aparatu terroru na ziemiach polskich. Żołnierze Armii Czerwonej, funkcjonariusze NKWD i kontrwywiadu Smiersz przeczesywali wsie, lasy i miasteczka Suwalszczyzny. Zatrzymano tysiące ludzi. Około 600 z nich nigdy nie wróciło do swoich domów. Do dziś nie odnaleziono ich grobów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Obława Augustowska nazywana jest niekiedy <strong>„małym Katyniem”</strong>. Podobieństwo jest przerażające: tajna decyzja sowieckich władz, masowe aresztowania, przesłuchania, egzekucje i milczenie, które miało trwać wiecznie.</p><p>Minęło ponad 80 lat, a rodziny ofiar nadal nie mogą zapalić znicza nad mogiłami swoich bliskich.</p><h2>Wojna się skończyła, terror pozostał</h2><p>Latem 1945 roku Europa próbowała podnosić się z wojennych ruin. W Berlinie milczały już działa, Niemcy skapitulowały, a świat mówił o pokoju. Na Suwalszczyźnie wojna jednak się nie skończyła. Zmieniły się jedynie mundury okupantów.</p><p>W okolicach Augustowa, Suwałk, Sejn i Sokółki działały silne oddziały polskiego podziemia niepodległościowego. Żołnierze Armii Krajowej i Armii Krajowej Obywatelskiej nie godzili się na narzuconą Polsce władzę komunistyczną. Atakowali posterunki milicji, rozbijali więzienia i likwidowali struktury nowej administracji.</p><p>Do końca maja 1945 roku podziemie rozbiło niemal wszystkie posterunki milicji w powiecie suwalskim. Dla władz podporządkowanych Moskwie był to znak, że nad regionem faktycznie nie mają kontroli. Dla Stalina oznaczało to coś jeszcze groźniejszego — tuż przy nowej granicy Związku Sowieckiego działało zorganizowane, uzbrojone i cieszące się poparciem mieszkańców polskie podziemie.</p><h2>Czterdzieści tysięcy żołnierzy przeciwko mieszkańcom wsi</h2><p>Do operacji skierowano ogromne siły. W obławie uczestniczyły jednostki <strong>50. Armii 3. Frontu Białoruskiego</strong>, oddziały <strong>62. Dywizji Wojsk Wewnętrznych NKWD</strong>, funkcjonariusze kontrwywiadu wojskowego Smiersz, a także przedstawiciele polskiego komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, milicji i wojska.</p><p>Według historyków w działaniach mogło uczestniczyć nawet około 40 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy.</p><p>Była to skala całkowicie nieproporcjonalna do liczby działających w regionie partyzantów. Operacja nie przypominała zwykłej akcji wojskowej. Była pacyfikacją całego obszaru — demonstracją siły państwa, które chciało złamać nie tylko podziemie, ale również społeczeństwo udzielające mu pomocy.</p><p>Żołnierze otaczali wsie, zatrzymywali mężczyzn, kobiety, a nawet osoby niepełnoletnie. Ludzi wyciągano z domów, zatrzymywano podczas pracy w polu, na drogach i leśnych traktach. Przeszukiwano gospodarstwa, prowadzono rewizje i przesłuchania.</p><h2>Siedem tysięcy zatrzymanych</h2><p>W czasie operacji zatrzymano około siedmiu tysięcy osób. Więźniów gromadzono w prowizorycznych punktach przesłuchań — stodołach, piwnicach, budynkach gospodarczych i obozach otoczonych drutem kolczastym.</p><p>Przesłuchania prowadzone przez Smiersz były brutalne. Zatrzymanych bito, zastraszano i zmuszano do wskazywania członków podziemia oraz osób pomagających partyzantom.</p><p>Większość po pewnym czasie zwolniono. Ponad 600 osób nigdy jednak nie wróciło do domu. W oficjalnych opracowaniach przez lata najczęściej wskazywano liczbę <strong>592 zaginionych</strong>, choć Instytut Pamięci Narodowej zaznacza obecnie, że rzeczywista liczba ofiar mogła być większa.</p><p>Nie było procesów, wyroków ani informacji dla rodzin. Ludzie po prostu zniknęli.</p><p>Jak bohaterowie ponurej powieści Franza Kafki zostali wciągnięci w machinę państwa, w której nie obowiązywały żadne prawa, a człowiek mógł zostać skazany na śmierć bez dokumentów, świadków i grobu.</p><h2>Szyfrogram mówiący o „likwidacji”</h2><p>Jednym z najważniejszych dokumentów dotyczących losu zatrzymanych jest szyfrogram ujawniony przez rosyjskiego historyka Nikitę Pietrowa ze stowarzyszenia „Memoriał”.</p><p>Dokument został wysłany 21 lipca 1945 roku przez szefa Smiersza, generała Wiktora Abakumowa, do ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Ławrientija Berii.</p><p>Abakumow informował, że do Olecka skierowano grupę doświadczonych funkcjonariuszy, którzy mieli przeprowadzić <strong>„likwidację bandytów aresztowanych w lasach augustowskich”</strong>.</p><p>W szyfrogramie pojawiła się również liczba 592 zatrzymanych. To właśnie ona przez lata była uznawana za najbardziej wiarygodną liczbę osób wywiezionych i zamordowanych.</p><p>Słowo „likwidacja” nie pozostawia wiele miejsca na domysły. W języku sowieckiego aparatu bezpieczeństwa oznaczało fizyczne unicestwienie człowieka.</p><h2>Gdzie znajdują się doły śmierci?</h2><p>Do dziś nie udało się ustalić miejsca egzekucji i pochówku ofiar. Najczęściej wskazywane są okolice Grodna, dziś znajdujące się na terytorium Białorusi.</p><p>Historycy i śledczy analizowali również okolice wsi Kalety, położonej niedaleko obecnej granicy polsko-białoruskiej. Na podstawie zdjęć lotniczych i ekspertyz kartograficznych wytypowano dziesiątki miejsc, które mogą skrywać zbiorowe mogiły.</p><p>Dostęp do nich jest jednak praktycznie niemożliwy. Władze Białorusi odmawiały Polsce pomocy prawnej, podobnie jak Rosja, która nie udostępnia kluczowych dokumentów znajdujących się w archiwach dawnych służb sowieckich.</p><p>IPN podkreśla, że mimo wieloletnich badań wciąż nie znamy dokładnej liczby zamordowanych ani miejsca, w którym zostali pogrzebani.</p><h2>Jedna odnaleziona ofiara</h2><p>W 2019 roku w pobliżu Osowego Grądu odnaleziono szczątki Wacława Sobolewskiego, zatrzymanego podczas obławy. Badania wykazały, że mężczyzna został zastrzelony podczas próby ucieczki z konwoju.</p><p>Odkrycie nie doprowadziło jednak do odnalezienia głównego miejsca kaźni. Pozostali wywiezieni nadal spoczywają w nieznanych mogiłach.</p><p>Ich bliscy przez dziesięciolecia czekali na jakąkolwiek wiadomość. Matki wyglądały synów, żony mężów, dzieci ojców. W wielu domach przez lata nie wypowiadano słowa „śmierć”. Mówiono: „zaginął”, „nie wrócił”, „może żyje gdzieś na Wschodzie”.</p><p>Nadzieja umierała wolniej niż ludzie.</p><h2>Zbrodnia bez kary</h2><p>Żaden z głównych organizatorów Obławy Augustowskiej nie został osądzony za tę zbrodnię. Generał Iwan Gorgonow, kierujący operacją ze strony Smiersza, po śmierci Stalina został usunięty ze służby i zdegradowany, ale nie odpowiedział za los zatrzymanych Polaków.</p><p>Nie odpowiedzieli także inni dowódcy sowieccy ani funkcjonariusze uczestniczący w przesłuchaniach i egzekucjach.</p><p>Rosja konsekwentnie odmawia przekazania Polsce dokumentów mogących wskazać dokładny przebieg operacji, nazwiska sprawców i lokalizację grobów.</p><p>To milczenie nie jest wyłącznie sporem o historię. Jest dalszym ciągiem zbrodni — próbą odebrania ofiarom nie tylko życia, ale również nazwiska, mogiły i miejsca w pamięci.</p><h2>Dzień pamięci, którego nie wolno przemilczeć</h2><p>Od 2015 roku 12 lipca obchodzony jest jako <strong>Dzień Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej z lipca 1945 roku</strong>. W 2025 roku, w 80. rocznicę zbrodni, Sejm ponownie oddał hołd jej ofiarom, podkreślając konieczność dalszego poszukiwania prawdy.</p><p>Obława Augustowska pozostaje największą niewyjaśnioną zbrodnią dokonaną na Polakach po zakończeniu II wojny światowej.</p><p>Nie znamy miejsca egzekucji. Nie odnaleziono zbiorowych mogił. Nie odczytano wszystkich dokumentów. Nie osądzono sprawców.</p><p>Pozostały nazwiska, fotografie i puste miejsca przy rodzinnych stołach.</p><p>Pozostała również pamięć — jedyna rzecz, której sowieckim oprawcom nie udało się pogrzebać w bezimiennym dole.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[12 lipca. Pamięć o spalonych wsiach, ofiarach „Małego Katynia” i świecie Brunona Schulza]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55823,12-lipca-pamiec-o-spalonych-wsiach-ofiarach-malego-katynia-i-swiecie-brunona-schulza</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55823,12-lipca-pamiec-o-spalonych-wsiach-ofiarach-malego-katynia-i-swiecie-brunona-schulza</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 10:03:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-12-lipca-pamiec-o-spalonych-wsiach-ofiarach-malego-katynia-i-swiecie-brunona-schulza-1783843896.png</url>
                        <title>12 lipca. Pamięć o spalonych wsiach, ofiarach „Małego Katynia” i świecie Brunona Schulza</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55823,12-lipca-pamiec-o-spalonych-wsiach-ofiarach-malego-katynia-i-swiecie-brunona-schulza</link>
                    </image><description>Dziś jest niedziela, 12 lipca – 193. dzień 2026 roku. Słońce wzeszło o godz. 4.27, a zajdzie o 20.54. Imieniny obchodzą Bruno, Piotr, Weronika, Janina, Andrzej, Leon, Natan, Feliks, Brunon, Marcjanna, Bonifacy, Euzebiusz i Wera.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To data, w której historia nie przemawia szeptem. Wraca obraz płonącego Michniowa, rodzin czekających bezskutecznie na bliskich zabranych podczas Obławy Augustowskiej oraz polskiej wsi, która w czasie okupacji była jednocześnie spichlerzem, schronieniem, zapleczem podziemia i miejscem niemieckiego terroru.</p><h2>Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej</h2><p><strong>12 lipca obchodzimy Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej.</strong> Święto państwowe zostało ustanowione przez Sejm w 2017 roku jako wyraz hołdu dla mieszkańców wsi za ich patriotyczną postawę podczas II wojny światowej: walkę z okupantami, dostarczanie żywności, pomoc partyzantom, uciekinierom i osobom ukrywającym się przed prześladowaniami.</p><p>W latach 1939–1945 zniszczonych zostało 817 polskich wsi. Ich mieszkańców mordowano, wypędzano, pozbawiano majątku, wywożono do obozów koncentracyjnych, na roboty przymusowe oraz do sowieckich łagrów.</p><p>Centralnym symbolem tej pamięci pozostaje <strong>Michniów</strong>. To właśnie tam 12 i 13 lipca 1943 roku niemieckie oddziały przeprowadziły pacyfikację wsi, której mieszkańcy pomagali partyzantom Armii Krajowej ze zgrupowania dowodzonego przez por. Jana Piwnika „Ponurego”.</p><p>Niemcy zamordowali co najmniej 204 osoby: 102 mężczyzn, 54 kobiety i 48 dzieci. Wieś została spalona i zrównana z ziemią. Najmłodszą ofiarą był dziewięciodniowy Stefan Dąbrowa.</p><p>W niedzielę w Michniowie odbędą się obchody 83. rocznicy pacyfikacji oraz Dnia Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej. Uroczystości rozpoczną się o godz. 14.00 mszą polową w intencji ofiar. Honorowy patronat nad wydarzeniem objął prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki.</p><p>Hołd mieszkańcom polskiej wsi zostanie oddany także w Warszawie przy Pomniku Żołnierzy Batalionów Chłopskich i Ludowego Związku Kobiet.</p><h2>„Mały Katyń”. 81 lat od rozpoczęcia Obławy Augustowskiej</h2><p><strong>12 lipca jest również Dniem Pamięci Ofiar Obławy Augustowskiej.</strong></p><p>W 1945 roku, gdy w Europie milkły już działa, które nazywamy II wojną światową, na Suwalszczyźnie rozpoczynała się sowiecka operacja wymierzona w polskie podziemie niepodległościowe.</p><p>Oddziały Armii Czerwonej, NKWD i sowieckiego kontrwywiadu wojskowego Smiersz, wspierane przez funkcjonariuszy polskiego aparatu bezpieczeństwa, zatrzymały około 7 tys. osób. Co najmniej 592 ludzi uznanych za związanych z podziemiem zostało wywiezionych i zamordowanych. Miejsce ich pochówku do dziś pozostaje nieznane.</p><p>Historycy określają Obławę Augustowską mianem <strong>największej niewyjaśnionej zbrodni dokonanej na Polakach po zakończeniu II wojny światowej</strong>. Ze względu na sposób działania sprawców i ukrywanie losu ofiar nazywana jest także „Małym Katyniem”.</p><p>W niedzielę uroczystości odbędą się między innymi na Wzgórzu Krzyży w Gibach, symbolizującym grób ofiar, oraz w Domu Pamięci Obławy Augustowskiej w Augustowie. Instytut Pileckiego przygotował obchody pod hasłem <strong>„Lipcowi ’45”</strong>, obejmujące debaty, spotkania historyczne, spacery, koncert oraz publiczne odczytywanie nazwisk pomordowanych.</p><p>– Tragiczna historia ofiar Obławy Augustowskiej lokalnie jest dobrze znana, ponieważ prawie każda rodzina w regionie ma swojego „Lipcowego”. Jednak żadnego ludobójstwa nie można postrzegać jako tematu wyłącznie lokalnego – podkreślił Karol Madaj z Instytutu Pileckiego.</p><h2>Bruno Schulz – mistrz rzeczywistości, która pękała jak lustro</h2><p><strong>134 lata temu, 12 lipca 1892 roku, w Drohobyczu urodził się Bruno Schulz</strong> – pisarz, malarz, grafik i jeden z najbardziej niezwykłych twórców polskiej literatury XX wieku.</p><p>Był autorem „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą”. Z prowincjonalnych ulic, rodzinnego sklepu, zakurzonych poddaszy i drohobyckiego rynku stworzył świat niemal mityczny – pełen lęku, snu, erotyzmu, groteski i przedmiotów, które zdawały się posiadać własne życie.</p><p>Schulz został zamordowany 19 listopada 1942 roku przez niemieckiego funkcjonariusza Gestapo Karla Günthera. Zginął na ulicy rodzinnego Drohobycza.</p><h2>Od Nidzicy do powodzi tysiąclecia</h2><p>12 lipca 1410 roku, podczas marszu na Grunwald, wojska polsko-litewskie zajęły krzyżacki zamek w Nidzicy.</p><p>W 1606 roku rozpoczął się rokosz Zebrzydowskiego – zbrojny bunt części szlachty przeciwko królowi Zygmuntowi III Wazie.</p><p>W 1934 roku na mocy rozporządzenia prezydenta Ignacego Mościckiego utworzono obóz w Berezie Kartuskiej, oficjalnie nazywany „miejscem odosobnienia”. Bez wyroku sądowego osadzano tam przeciwników politycznych sanacji, działaczy komunistycznych, narodowych i ukraińskich.</p><p>12 lipca 1944 roku komendant Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór” wydał rozkaz o wcieleniu Batalionów Chłopskich do struktur AK.</p><p>W 1997 roku do Wrocławia dotarła wielka fala powodziowa. Katastrofa, nazwana później „powodzią tysiąclecia”, zalała znaczną część miasta i stała się jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń pierwszych lat III Rzeczypospolitej.</p><h2>Muzyka: dzień narodzin rockowej legendy</h2><p>12 lipca 1962 roku <strong>The Rolling Stones po raz pierwszy wystąpili publicznie</strong> w londyńskim klubie Marquee. Na afiszu pojawili się jeszcze jako The Rollin’ Stones – bez litery „g”. Za koncert otrzymali 20 funtów.</p><p>Osiem lat wcześniej, w 1954 roku, 19-letni Elvis Presley podpisał kontrakt z wytwórnią Sun Records. Początkowo Sam Phillips widział w nim jedynie wykonawcę nagrań demonstracyjnych. Szybko jednak zrozumiał, że młody kierowca ciężarówki i pracownik firmy elektrycznej ma w sobie coś, co za chwilę zmieni muzykę popularną.</p><p>W 1971 roku w Busku-Zdroju urodził się <strong>Piotr Marzec, czyli Liroy</strong>, jeden z prekursorów polskiego hip-hopu. Jego „Alboom” stał się jednym z najgłośniejszych wydawnictw lat 90.</p><p>W 1981 roku podczas koncertu Muzyki Młodej Generacji w Sopocie jako kwintet zadebiutowała grupa TSA w klasycznym składzie: Andrzej Nowak, Stefan Machel, Janusz Niekrasz, Marek Kapłon i Marek Piekarczyk.</p><p>Pięć lat później, 12 lipca 1986 roku, w wypadku samochodowym zginął pianista <strong>Wacław Kisielewski</strong>, współtworzący z Markiem Tomaszewskim słynny duet Marek i Wacek.</p><p>To także rocznica sukcesów Raya Charlesa, Olivii Newton-John i grupy Simply Red. Muzyczny 12 lipca prowadzi od rockandrollowego Memphis przez zadymiony londyński Marquee aż po scenę polskiego heavy metalu i rapowe ulice Kielc.</p><h2>Niedziela pamięci</h2><p>Dzisiejsze kalendarium nie jest jedynie szeregiem dat. To opowieść o państwie, które kilka razy zmieniało granice i ustroje, ale wciąż musiało upominać się o swoich zaginionych, pomordowanych i zapomnianych.</p><p>O spalonych wsiach. O ludziach zabranych nocą i pogrzebanych bez imienia. O pisarzu, który potrafił zamienić prowincjonalny sklep w osobny wszechświat. I o muzykach, którzy jednym koncertem albo jedną płytą otwierali kolejne epoki.</p><p><strong>12 lipca przypomina, że pamięć nie jest dodatkiem do historii. Jest jej ostatnią linią obrony.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wieś, która żywiła i walczyła. 12 lipca obchodzimy Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55822,wies-ktora-zywila-i-walczyla-12-lipca-obchodzimy-dzien-walki-i-meczenstwa-wsi-polskiej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55822,wies-ktora-zywila-i-walczyla-12-lipca-obchodzimy-dzien-walki-i-meczenstwa-wsi-polskiej</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 00:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wies-ktora-zywila-i-walczyla-12-lipca-obchodzimy-dzien-walki-i-meczenstwa-wsi-polskiej-1783808938.png</url>
                        <title>Wieś, która żywiła i walczyła. 12 lipca obchodzimy Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55822,wies-ktora-zywila-i-walczyla-12-lipca-obchodzimy-dzien-walki-i-meczenstwa-wsi-polskiej</link>
                    </image><description>Nie miała murów obronnych, schronów ani ciężkiej broni. Miała pola, stodoły i ludzi, którzy dzielili się ostatnim kawałkiem chleba. W czasie niemieckiej okupacji polska wieś stała się zapleczem podziemia, schronieniem dla prześladowanych, ale także celem brutalnych represji. 12 lipca obchodzimy Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To jedno z tych świąt państwowych, które nie powinno rozpływać się w kalendarzu między letnimi wyjazdami, festynami i niedzielnym obiadem. Za jego nazwą kryją się bowiem tysiące spalonych domów, przymusowe kontyngenty, wywózki, egzekucje oraz rodziny, które znikały w ogniu całymi pokoleniami.</p><h2>Michniów – wieś zamieniona w stos</h2><p>Data 12 lipca nie została wybrana przypadkowo. Nawiązuje do rozpoczętej <strong>12 lipca 1943 roku pacyfikacji Michniowa</strong> na Kielecczyźnie. Niemieckie oddziały otoczyły miejscowość i rozpoczęły mordowanie mieszkańców podejrzewanych o wspieranie polskiego podziemia.</p><p>Ludzi rozstrzeliwano, zabijano bagnetami i palono żywcem w stodołach oraz zabudowaniach gospodarczych. Tylko pierwszego dnia zamordowano 102 osoby. Terror trwał również następnego dnia. Michniów został niemal całkowicie spalony, a jego mieszkańcom zakazano odbudowy wsi.</p><p>Wieś stała się symbolem losu setek podobnych miejscowości. Symbolem Polski, która walczyła nie tylko w wielkich bitwach, ale także za płotem gospodarstwa, przy leśnej drodze i w stodole, gdzie nocą ukrywali się partyzanci.</p><h2>Chleb dla podziemia, schronienie dla prześladowanych</h2><p>Mieszkańcy wsi podczas okupacji dostarczali żywność oddziałom partyzanckim, ukrywali żołnierzy podziemia, Żydów, uciekinierów z transportów oraz osoby ścigane przez gestapo. Była to pomoc udzielana ze świadomością, że wykrycie choćby bochenka chleba przeznaczonego dla partyzantów mogło oznaczać śmierć całej rodziny.</p><p>Polska wieś była jednocześnie bezwzględnie eksploatowana przez okupanta. Rolników zmuszano do oddawania płodów rolnych i zwierząt w ramach kontyngentów. Za niewykonanie narzuconych obowiązków groziły konfiskaty, więzienie, pobicie, deportacja, a nawet egzekucja.</p><p>Według danych przywoływanych przez instytucje państwowe niemiecki terror dotknął tysiące polskich miejscowości. Co najmniej <strong>817 wsi zostało spacyfikowanych</strong>, a ich mieszkańców mordowano, wysyłano do obozów koncentracyjnych, na roboty przymusowe oraz pozbawiano całego dobytku.</p><h2>Święto ustanowione przez Sejm</h2><p>Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej został ustanowiony przez Sejm w 2017 roku. Ma być wyrazem hołdu dla mieszkańców polskich wsi za ich patriotyczną postawę podczas II wojny światowej, udział w walce z okupantem, pomoc udzielaną prześladowanym oraz zapewnianie żywności mieszkańcom miast i oddziałom podziemia.</p><p>Warto przy tym pamiętać, że pełna, ustawowa nazwa święta brzmi: <strong>Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej</strong>. Nie chodzi zatem wyłącznie o cierpienie i ofiarę. Chodzi również o opór. O tysiące często anonimowych ludzi, którzy bez mundurów i odznaczeń uczestniczyli w wojnie, karmiąc partyzantów, przenosząc meldunki i udostępniając własne domy jako punkty kontaktowe.</p><h2>Ziemia tomaszowska także zapłaciła wysoką cenę</h2><p>Historia okupacji nie ominęła Tomaszowa Mazowieckiego ani okolicznych wsi. Utworzony przez Niemców powiat tomaszowski znalazł się w granicach Dystryktu Radomskiego Generalnego Gubernatorstwa. Obejmował rozległy teren, w tym setki wsi poddanych polityce kontyngentów, pracy przymusowej i represji.</p><p>Dokumenty zachowane w Archiwum Państwowym pokazują, że mieszkańców powiatu masowo wywożono na roboty do Rzeszy. Niemieckie władze prowadziły również rabunkową politykę aprowizacyjną, ograniczały przydziały żywności i bezwzględnie egzekwowały obowiązkowe dostawy płodów rolnych.</p><p>Tutejsze lasy i wsie były jednocześnie naturalnym zapleczem konspiracji. Pomoc udzielana żołnierzom podziemia oznaczała jednak nieustanne ryzyko. Każda nocna wizyta, przekazany meldunek czy posiłek mogły sprowadzić na gospodarstwo niemiecką obławę.</p><p>Pamięć o ofiarach okupacji jest w naszym regionie obecna w mogiłach, pomnikach i rodzinnych opowieściach. Archiwalne materiały dotyczą także egzekucji członków ruchu oporu dokonanej przez Niemców w listopadzie 1943 roku przy murze tomaszowskiego browaru.</p><h2>Pamięć nie może być tylko rytuałem</h2><p>Dzień Walki i Męczeństwa Wsi Polskiej przypomina historię ludzi, którzy bardzo często nie trafili na pierwsze strony podręczników. Nie dowodzili armiami, nie przemawiali przez radio, nie podpisywali traktatów.</p><p>Orali ziemię, wychowywali dzieci i próbowali przeżyć. A kiedy przyszła wojna, ich domy stały się szpitalami, magazynami żywności, punktami konspiracyjnymi i schronieniem dla ściganych.</p><p>Za tę pomoc płacili najwyższą cenę.</p><p>Dlatego 12 lipca warto zatrzymać się choć na chwilę. Nie tylko przed pomnikiem czy tablicą. Także przy starym gospodarstwie, przy wiejskiej mogile i przy opowieści dziadków, której kiedyś mogliśmy słuchać nieuważnie.</p><p>Bo historia polskiej wsi nie była historią stojącą na uboczu wielkiej wojny. To właśnie przez jej podwórza, pola i lasy przechodził jeden z najważniejszych frontów walki o przetrwanie narodu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Krwawa niedziela. Dzień, w którym Wołyń spłynął polską krwią]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55810,krwawa-niedziela-dzien-w-ktorym-wolyn-splynal-polska-krwia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55810,krwawa-niedziela-dzien-w-ktorym-wolyn-splynal-polska-krwia</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 11:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-krwawa-niedziela-dzien-w-ktorym-wolyn-splynal-polska-krwia-1783762515.png</url>
                        <title>Krwawa niedziela. Dzień, w którym Wołyń spłynął polską krwią</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55810,krwawa-niedziela-dzien-w-ktorym-wolyn-splynal-polska-krwia</link>
                    </image><description>11 lipca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści rozpoczęli skoordynowany atak na polskie wsie i osady na Wołyniu. Mordowano całe rodziny, palono domy, niszczono kościoły. Ludzi zabijano także podczas niedzielnych nabożeństw. Krwawa niedziela stała się symbolem ludobójstwa, którego ofiarami padło około 100 tysięcy Polaków.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Była niedziela. Dzień, który powinien kojarzyć się z biciem kościelnych dzwonów, odświętnymi ubraniami i rodzinnym obiadem. Zamiast tego nad wołyńskimi wsiami rozległy się krzyki mordowanych ludzi, huk wystrzałów i trzask płonących domów.</p><p><strong>11 lipca 1943 roku nastąpiło apogeum zbrodni wołyńskiej</strong> – zaplanowanej i przeprowadzonej akcji masowego wyniszczenia polskiej ludności cywilnej.</p><h2>Atak rozpoczął się przed świtem</h2><p>Według ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej akcja rozpoczęła się około godziny 3 nad ranem od napadu na kolonię Gurów. Zamordowano tam ponad 200 Polaków. Niedługo później zaatakowana została Wygranka, gdzie zginęło około 150 osób.</p><p>Fala przemocy rozlewała się na kolejne wsie, kolonie i majątki. W zależności od przyjętej metodologii historycy wskazują około stu miejscowości zaatakowanych tego dnia, natomiast niektóre szersze opracowania mówią nawet o 150 osadach objętych akcją 11 lipca.</p><p>Nie był to spontaniczny wybuch sąsiedzkiej nienawiści. Ataki zostały skoordynowane. Ich termin wybrano z premedytacją – <strong>niedziela pozwalała zastać wielu Polaków zgromadzonych w kościołach</strong>.</p><h2>Mordowano w kościołach</h2><p>Do najbardziej znanych zbrodni doszło między innymi w Porycku i Kisielinie. Napastnicy atakowali ludzi uczestniczących w mszach. Świątynie, które przez pokolenia były miejscami modlitwy, stawały się pułapkami bez wyjścia.</p><p>Na Wołyniu spalono lub zniszczono dziesiątki kościołów. Mordowano mężczyzn, kobiety, dzieci i osoby starsze. Jedynym „przewinieniem” ofiar była ich narodowość.</p><p>Głównymi wykonawcami ludobójstwa były struktury <strong>Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii</strong>. W akcjach uczestniczyła również część miejscowej ludności ukraińskiej – dobrowolnie, pod wpływem propagandy albo przymuszona przez nacjonalistyczne podziemie.</p><h2>Zbrodnia rozpoczęła się wcześniej</h2><p>Krwawa niedziela nie była początkiem mordów. Była ich kulminacją.</p><p>Za pierwszy masowy mord dokonany przez oddział UPA na polskiej ludności Wołynia uznaje się zbrodnię w Parośli. <strong>9 lutego 1943 roku zamordowano tam 173 Polaków</strong>.</p><p>W kolejnych miesiącach liczba napadów rosła. Zbrodnie obejmowały następne powiaty i wsie. W Janowej Dolinie zginęło, według różnych szacunków, od 500 do 600 osób. W Woli Ostrowieckiej zamordowano ponad 600 Polaków, w kolonii Gaj około 600, w Ostrówkach ponad 500.</p><p>Według ustaleń historyków mordów na polskiej ludności dokonano w <strong>ponad 1800 miejscowościach na Wołyniu</strong>.</p><h2>Celem była ziemia bez Polaków</h2><p>Ukraińscy nacjonaliści liczyli, że po klęsce III Rzeszy i ponownym załamaniu sowieckiej władzy uda się stworzyć niepodległe państwo ukraińskie.</p><p>Warunkiem realizacji tego planu miało być usunięcie Polaków z terenów, do których zgłaszano pretensje. Nie chodziło jednak wyłącznie o wypędzenie ludności. Zastosowano terror, którego celem było wymordowanie mieszkańców i zniszczenie wszelkich śladów polskiej obecności.</p><p>OUN-UPA określała te działania mianem „akcji antypolskiej”. Propaganda próbowała uzasadniać mordy rzekomą współpracą Polaków z sowiecką partyzantką, a później z NKWD. Ofiarami padali jednak przede wszystkim bezbronni cywile – rolnicy, kobiety, dzieci, duchowni i całe wielopokoleniowe rodziny.</p><h2>Ukraińcy, którzy ratowali Polaków</h2><p>Pamięć o sprawcach nie może przesłonić pamięci o tych Ukraińcach, którzy odmówili udziału w zbrodni.</p><p>Niektórzy ostrzegali polskich sąsiadów, ukrywali całe rodziny, pomagali w ucieczce lub stawali w ich obronie. „Kresowa Księga Sprawiedliwych”, opracowana przez Romualda Niedzielkę i wydana przez IPN, opisuje przypadki uratowania <strong>2527 Polaków</strong>.</p><p>Za udzielenie pomocy co najmniej <strong>384 Ukraińców zapłaciło życiem</strong>.</p><p>To niezwykle ważna część tej historii. Pokazuje, że nawet w świecie ogarniętym przez ideologię nienawiści człowiek wciąż mógł dokonać wyboru. Jedni chwytali za siekiery i widły. Inni otwierali drzwi swoich domów przed ściganymi sąsiadami.</p><h2>Polacy próbowali się bronić</h2><p>W części miejscowości powstawały ośrodki samoobrony. Największym z nich było Przebraże, w którym chronili się nie tylko miejscowi Polacy, lecz także uchodźcy z niszczonych osad.</p><p>Mieszkańcy organizowali straże, budowali umocnienia i zdobywali broń. Dzięki temu Przebraże zdołało odeprzeć ataki UPA i stało się schronieniem dla tysięcy ludzi.</p><p>Był to jednak wyjątek. Większość polskich wsi pozostawała bezbronna i rozproszona, a napastnicy wykorzystywali zaskoczenie, przewagę liczebną oraz znajomość terenu.</p><h2>Liczby, za którymi stoją ludzie</h2><p>Dokładnej liczby ofiar ludobójstwa nigdy nie udało się ustalić. Ginęły całe rodziny, a razem z nimi świadkowie, którzy mogliby przekazać nazwiska pomordowanych. Wiele osad zniknęło z powierzchni ziemi.</p><p>Polscy historycy przyjmują, że w latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zamordowano około <strong>100 tysięcy Polaków</strong>. Sama krwawa niedziela mogła pochłonąć od 8 do 12 tysięcy ofiar.</p><p>Za każdą z tych liczb kryje się jednak konkretne życie: dziecko, które nie zdążyło dorosnąć, matka próbująca zasłonić własnym ciałem syna, ksiądz odprawiający ostatnią mszę, rodzina, po której nie pozostał nawet grób.</p><h2>Pamięć zamknięta w PRL</h2><p>Po zakończeniu wojny o zbrodni wołyńskiej przez dziesięciolecia nie można było publicznie mówić. Kresy znalazły się w granicach Związku Sowieckiego, a komunistyczne władze Polski unikały tematów, które mogłyby komplikować relacje z Moskwą i sowiecką Ukrainą.</p><p>Ocalałych wysiedlono na tereny powojennej Polski. Wielu zabrało ze sobą jedynie dokumenty, fotografie oraz wspomnienia domów, których już nie było.</p><p>Pamięć przetrwała w rodzinnych opowieściach, kresowych środowiskach i publikacjach ukazujących się poza oficjalnym obiegiem.</p><h2>Od uchwały Sejmu do święta państwowego</h2><p>W 2016 roku Sejm ustanowił 11 lipca <strong>Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej</strong>.</p><p>Od 2025 roku dzień ten ma jeszcze wyższą rangę. Na podstawie ustawy z 4 czerwca 2025 roku jest obchodzony jako <strong>Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej</strong>.</p><p>Jest to oficjalne święto państwowe. Ustawa podkreśla, że śmierć ludzi mordowanych z powodu ich przynależności do narodu polskiego wymaga corocznego hołdu ze strony państwa.</p><h2>Tomaszów również zachowuje pamięć</h2><p>Pamięć o ofiarach Wołynia obecna jest także w Tomaszowie Mazowieckim. Rada Miejska jednogłośnie przyjęła uchwałę o nadaniu rondu położonemu w rejonie Areny Lodowej nazwy <strong>„Rondo Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu”</strong>.</p><p>To lokalny, trwały znak pamięci. Nie kolejna karta zamknięta w podręczniku, lecz nazwa obecna w codziennym życiu miasta – na mapach, drogowskazach i w rozmowach mieszkańców.</p><h2>Prawda nie jest wymierzona we współczesnych Ukraińców</h2><p>Pamięć o ofiarach nie musi oznaczać wrogości wobec dzisiejszej Ukrainy ani odpowiedzialności zbiorowej współczesnych Ukraińców. Oznacza natomiast prawo do prawdy, godnego pochówku ofiar, prowadzenia ekshumacji i nazywania sprawców oraz ich organizacji.</p><p>Pojednania nie można budować na przemilczeniu. Nie da się go również stworzyć przez zamazywanie nazwisk, symboli i ideologii, które doprowadziły do ludobójstwa.</p><p><strong>11 lipca nie jest dniem zemsty. Jest dniem pamięci.</strong></p><p>Pamięci o wsiach, których nie ma. O kościołach, które spłonęły. O rodzinach, po których pozostały tylko nazwiska zapisane w księgach. I o tysiącach ludzi, którzy przez dziesięciolecia czekali, aby państwo polskie wypowiedziało głośno to, co oni wiedzieli od zawsze:</p><p><strong>to było ludobójstwo.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[11 lipca. Dzień pamięci o ofiarach Wołynia i rocznica urodzin Tomasza Stańki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55807,11-lipca-dzien-pamieci-o-ofiarach-wolynia-i-rocznica-urodzin-tomasza-stanki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55807,11-lipca-dzien-pamieci-o-ofiarach-wolynia-i-rocznica-urodzin-tomasza-stanki</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 10:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-11-lipca-dzien-pamieci-o-ofiarach-wolynia-i-rocznica-urodzin-tomasza-stanki-1783757413.png</url>
                        <title>11 lipca. Dzień pamięci o ofiarach Wołynia i rocznica urodzin Tomasza Stańki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55807,11-lipca-dzien-pamieci-o-ofiarach-wolynia-i-rocznica-urodzin-tomasza-stanki</link>
                    </image><description>Dziś jest sobota, 11 lipca — sto dziewięćdziesiąty drugi dzień 2026 roku. Słońce wzeszło o godz. 4.26, a zajdzie o godz. 20.55. Imieniny obchodzą Benedykt, Jan, Kalina, Olga i Pelagia. W kalendarzu data szczególna: dzień pamięci o Polakach zamordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, ale także rocznica urodzin Tomasza Stańki — artysty, którego trąbka potrafiła brzmieć jak samotny głos dochodzący z drugiego brzegu nocy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>11 lipca — pamięć, która nie może zamilknąć</h2><p>W sobotę obchodzony jest <strong>Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej</strong>.</p><p>Data nie została wybrana przypadkowo. <strong>11 lipca 1943 roku doszło do kulminacji zbrodni wołyńskiej</strong>, określanej jako „krwawa niedziela”. Oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii, wspierane w wielu miejscach przez miejscową ludność ukraińską, przeprowadziły skoordynowane ataki na polskie wsie, osady i majątki.</p><p>Według Instytutu Pamięci Narodowej fala terroru objęła tego dnia <strong>97 wsi i kolonii oraz 13 majątków</strong>. Ataki rozpoczynały się często o świcie, gdy mieszkańcy szli do kościołów. Mordowano całe rodziny, palono domy i niszczono ślady polskiej obecności.</p><p>Łącznie w latach 1943–1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej zginęło około <strong>100 tysięcy Polaków</strong>. Zbrodnia wywołała również polskie akcje odwetowe, w których śmierć poniosło od 10 do 12 tysięcy Ukraińców.</p><p>Nie są to jedynie liczby wyjęte z podręcznika. Za każdą z nich stał człowiek — dziecko, matka, ojciec, ksiądz, nauczyciel, sąsiad. Ludzie, którzy w jednej chwili stracili nie tylko życie, lecz także domy, groby przodków i rodzinny świat.</p><p>Ofiary — jak wielokrotnie przypominają ich bliscy — <strong>nie wołają o zemstę. Wołają o pamięć, prawdę, imiona na nagrobkach i możliwość godnego pochówku</strong>.</p><h2>Uroczystości w Polsce i na Ukrainie</h2><p>Obchody rocznicowe odbywają się 11 lipca w wielu polskich miastach. Instytut Pamięci Narodowej organizuje uroczystości m.in. w Krakowie i Wrocławiu. W Krakowie zaplanowano mszę świętą na Cmentarzu Rakowickim oraz złożenie kwiatów przy pomniku ofiar ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu.</p><p>Przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP mają wziąć udział w uroczystych obchodach Dnia Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA.</p><p>Nabożeństwo żałobne w intencji pomordowanych zaplanowano również na cmentarzu rzymskokatolickim w Ołyce na Wołyniu.</p><p>Wydarzenia rocznicowe są przypomnieniem, że pojednanie nie może zostać zbudowane na przemilczeniu. Prawda historyczna bywa bolesna, ale bez niej każde pojednanie przypomina dom postawiony na piasku.</p><h2>Od hutnictwa do wielkiej polityki. Tak zapisał się 11 lipca</h2><p><strong>254 lata temu, w 1772 roku</strong>, w szkockim Larbert niedaleko Edynburga urodził się <strong>John Baildon</strong> — przemysłowiec i pionier nowoczesnego hutnictwa na Śląsku. Przyczynił się do rozwoju przemysłu ciężkiego i budowy jednych z pierwszych nowoczesnych zakładów hutniczych na ziemiach polskich.</p><p><strong>106 lat temu, w 1920 roku</strong>, podczas wojny polsko-bolszewickiej Armia Czerwona zajęła Mińsk.</p><p>Tego samego dnia na Warmii, Mazurach i Powiślu odbył się plebiscyt dotyczący przynależności państwowej tych terenów. Zdecydowana większość głosujących opowiedziała się za pozostaniem w granicach Niemiec. Na wynik wpłynęły m.in. niemiecka przewaga organizacyjna i propagandowa, terror wobec polskich działaczy oraz dramatyczna sytuacja Polski walczącej z bolszewicką ofensywą.</p><p><strong>94 lata temu, w 1932 roku</strong>, wydane zostało rozporządzenie prezydenta Ignacego Mościckiego wprowadzające nowy kodeks karny, nazywany <strong>kodeksem Makarewicza</strong>. Był on uznawany za jedno z najnowocześniejszych osiągnięć polskiej myśli prawniczej okresu międzywojennego.</p><p><strong>84 lata temu, w 1942 roku</strong>, w Rzeszowie urodził się Tomasz Stańko — jeden z najwybitniejszych polskich muzyków jazzowych.</p><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku</strong>, rozpoczęła się „krwawa niedziela” na Wołyniu.</p><p><strong>46 lat temu, w 1980 roku</strong>, w Konstancinie zmarł generał Zygmunt Berling. Był żołnierzem Legionów Polskich i uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. Po agresji Związku Sowieckiego znalazł się w niewoli, a następnie podjął współpracę z władzami sowieckimi. Dowodził 1 Dywizją Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, a później 1 Armią Wojska Polskiego.</p><p><strong>38 lat temu, w 1988 roku</strong>, rozpoczęła się wizyta w Polsce sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego Michaiła Gorbaczowa. Był to czas, gdy system komunistyczny zaczynał już wyraźnie pękać, choć jego przywódcy wciąż próbowali sprawiać wrażenie, że kontrolują bieg historii.</p><p><strong>13 lat temu, w 2013 roku</strong>, w Warszawie odsłonięto pomnik upamiętniający ofiary zbrodni wołyńskiej.</p><p><strong>Pięć lat temu, w 2021 roku</strong>, zmarł profesor Włodzimierz Borodziej — historyk zajmujący się dziejami Polski, Niemiec oraz Europy Środkowo-Wschodniej.</p><h2>Kaszuby spotykają się w Gdyni</h2><p>W sobotę Gdynia stanie się stolicą kaszubskiej kultury. Odbędzie się tam <strong>XXVII Światowy Zjazd Kaszubów</strong>, będący jednym z najważniejszych wydarzeń obchodów stulecia miasta.</p><p>Zjazd wraca do Gdyni po dwudziestu latach. Organizatorzy zapowiadają przemarsz uczestników ze stumetrową flagą kaszubską, mszę świętą, koncerty, regionalne potrawy, rękodzieło i wspólne czytanie kaszubskich nut.</p><p>W wydarzeniu mają uczestniczyć przedstawiciele władz państwowych i samorządowych. Oficjalne otwarcie zjazdu zaplanowano na Skwerze Kościuszki.</p><p>To święto języka, tradycji i wspólnoty, która przez pokolenia potrafiła zachować własną tożsamość. Kaszuby przypominają bowiem, że regionalność nie jest prowincjonalnością. Przeciwnie — może być mocnym korzeniem, dzięki któremu człowiek nie przewraca się przy każdym podmuchu historii.</p><p>Kalendarium muzyczne</p><h2>Tomasz Stańko — trąbka pełna melancholii</h2><p><strong>11 lipca 1942 roku w Rzeszowie urodził się Tomasz Stańko</strong> — trębacz, kompozytor i jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów jazzowych na świecie.</p><p>W latach 60. współpracował z Krzysztofem Komedą. Brał udział w nagraniach, które weszły do kanonu polskiego jazzu, a jego charakterystyczne, surowe i pełne melancholii brzmienie z czasem stało się muzycznym znakiem rozpoznawczym.</p><p>Stańko współpracował również z Michałem Urbaniakiem, Edwardem Vesalą, Dave’em Hollandem, Chrisem Potterem i Garym Peacockiem. Nagrywał muzykę filmową, eksperymentował, szukał nowych form i nie zamykał się w jazzowej gablocie. Pojawiał się także w projektach związanych z muzyką rockową, m.in. z zespołem Maanam.</p><p>Culture.pl określa go jako jednego z najoryginalniejszych europejskich jazzmanów, zwracając uwagę na słowiańską melancholię i łatwo rozpoznawalny ton jego trąbki.</p><p>Stańko nie grał po prostu melodii. Jego trąbka potrafiła szeptać, krzyczeć, zawieszać głos w pół zdania. Brzmiała czasem jak nocne miasto, czasem jak wiatr na pustym peronie, a czasem jak wspomnienie, którego nie da się już dokładnie opowiedzieć.</p><h2>John Holt i piosenka, która wróciła jako przebój Blondie</h2><p><strong>W 1947 roku</strong> urodził się John Holt — jamajski wokalista reggae i kompozytor, znany z działalności w grupie The Paragons.</p><p>Był współtwórcą utworu <strong>„The Tide Is High”</strong>, który wiele lat później rozsławiła grupa Blondie. Piosenka stała się jednym z przykładów niezwykłej wędrówki melodii między pokoleniami i gatunkami muzycznymi.</p><h2>„Dziewczyna z uśmiechem w głosie”</h2><p><strong>W 1955 roku</strong> Alma Cogan wprowadziła na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów piosenkę „Dreamboat”.</p><p>Cogan była jedną z najpopularniejszych brytyjskich wokalistek lat 50., nazywaną „dziewczyną z uśmiechem w głosie”. W brytyjskiej Top 40 umieściła ponad dwadzieścia utworów. Zmarła w 1966 roku, mając zaledwie 34 lata.</p><h2>Richie Sambora — gitarowe serce Bon Jovi</h2><p><strong>W 1959 roku</strong> urodził się Richie Sambora, wieloletni gitarzysta zespołu Bon Jovi.</p><p>Wspólnie z Jonem Bon Jovim współtworzył największe przeboje grupy, m.in. „Livin’ on a Prayer”, „Wanted Dead or Alive” i „It’s My Life”. Wydał również albumy solowe, w tym „Stranger in This Town” oraz „Undiscovered Soul”.</p><h2>Suzanne Vega — poetka ulicy</h2><p>Tego samego dnia, <strong>11 lipca 1959 roku</strong>, w Santa Monica urodziła się Suzanne Vega — amerykańska wokalistka i autorka tekstów, określana niekiedy mianem „poetki ulicy”.</p><p>Największą popularność przyniosły jej utwory „Luka” oraz „Tom’s Diner”. Ten drugi, nagrany później w tanecznej wersji przez formację DNA, stał się jednym z najbardziej charakterystycznych przebojów początku lat 90.</p><h2>„Mama Told Me Not to Come”</h2><p><strong>W 1970 roku</strong> zespół Three Dog Night rozpoczął dwutygodniowe panowanie na szczycie amerykańskiej listy przebojów z własną wersją utworu Randy’ego Newmana „Mama Told Me Not to Come”.</p><p>Trzy dekady później piosenka powróciła w wykonaniu Toma Jonesa i grupy Stereophonics.</p><h2>Wojciech Cugowski i muzyczna rodzina</h2><p><strong>W 1976 roku w Lublinie urodził się Wojciech Cugowski</strong> — gitarzysta, syn Krzysztofa Cugowskiego, wokalisty Budki Suflera.</p><p>Razem z młodszym bratem Piotrem założył zespół Bracia, znany z utworów „Jeszcze raz”, „Wierzę w lepszy świat” i „Nad przepaścią”.</p><h2>Miasto duchów</h2><p><strong>W 1981 roku</strong> brytyjska grupa The Specials zdobyła pierwsze miejsce list przebojów piosenką „Ghost Town”.</p><p>Utwór opowiadał o kryzysie, bezrobociu i społecznej pustce brytyjskich miast początku lat 80. Choć jego tematem było Coventry, teledysk nakręcono na pustych ulicach Londynu.</p><h2>Heart na szczycie</h2><p><strong>W 1987 roku</strong> grupa Heart znalazła się na pierwszym miejscu amerykańskiej listy przebojów z piosenką „Alone”.</p><p>Kompozycja pochodziła z albumu „Bad Animals” i stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych rockowych utworów lat 80.</p><h2>Tragiczna noc Smashing Pumpkins</h2><p><strong>W 1996 roku</strong> zmarł Jonathan Melvoin, koncertowy klawiszowiec zespołu Smashing Pumpkins. Przyczyną śmierci było przedawkowanie narkotyków.</p><p>Obecny na miejscu perkusista Jimmy Chamberlin próbował ratować muzyka. Po tragedii został usunięty z zespołu.</p><h2>Piętnastoletnia Billie Piper podbija Wielką Brytanię</h2><p><strong>W 1998 roku</strong> Billie Piper zdobyła pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów piosenką „Because We Want To”.</p><p>Miała wówczas 15 lat i została jedną z najmłodszych wykonawczyń, które dotarły na szczyt zestawienia.</p><h2>„Livin’ la Vida Loca”</h2><p><strong>W 1999 roku</strong> Ricky Martin umieścił na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów singiel „Livin’ la Vida Loca”.</p><p>Utwór stał się symbolem światowego boomu na muzykę latynoską u schyłku lat 90. W Stanach Zjednoczonych przez pięć tygodni zajmował pierwsze miejsce listy Billboardu.</p><h2>McFly pobili rekord Beatlesów</h2><p><strong>W 2004 roku</strong> brytyjska grupa McFly zadebiutowała na pierwszym miejscu listy albumów płytą „Room on the 3rd Floor”.</p><p>Muzycy zostali wówczas najmłodszym zespołem, którego debiutancki album znalazł się na szczycie brytyjskiego zestawienia, poprawiając rekord należący wcześniej do Beatlesów.</p><h2>Czternaście tygodni dobrego przeczucia</h2><p><strong>W 2009 roku</strong> utwór „I Gotta Feeling” grupy The Black Eyed Peas rozpoczął czternastotygodniowy pobyt na pierwszym miejscu amerykańskiej listy przebojów.</p><p>Piosenka zastąpiła na szczycie inny singiel tego samego zespołu — „Boom Boom Pow”, który prowadził przez poprzednich dwanaście tygodni.</p><h2>Autor słów, które śpiewała cała Polska</h2><p>Także <strong>11 lipca 2009 roku</strong> w Holandii zmarł Andrzej Tylczyński — autor tekstów do ponad dwustu piosenek.</p><p>Napisał słowa m.in. do utworów „Augustowskie noce”, „Domek bez adresu”, „Kochać”, „Goniąc kormorany”, „Dzisiaj, jutro, zawsze” oraz „Motylem jestem”.</p><p>Pozostawił po sobie piosenki, które przetrwały swoich twórców i wykonawców. Tak właśnie działa muzyka — potrafi zmienić zwyczajny lipcowy wieczór w wehikuł czasu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[KO nadal prowadzi, ale wyraźnie traci. Nowy sondaż przynosi kilka zaskoczeń]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55804,ko-nadal-prowadzi-ale-wyraznie-traci-nowy-sondaz-przynosi-kilka-zaskoczen</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55804,ko-nadal-prowadzi-ale-wyraznie-traci-nowy-sondaz-przynosi-kilka-zaskoczen</guid>
            <pubDate>Fri, 10 Jul 2026 23:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ko-nadal-prowadzi-ale-wyraznie-traci-nowy-sondaz-przynosi-kilka-zaskoczen-1783923980.png</url>
                        <title>KO nadal prowadzi, ale wyraźnie traci. Nowy sondaż przynosi kilka zaskoczeń</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55804,ko-nadal-prowadzi-ale-wyraznie-traci-nowy-sondaz-przynosi-kilka-zaskoczen</link>
                    </image><description>Koalicja Obywatelska pozostaje liderem poparcia, jednak notuje wyraźny spadek. Zyskują natomiast ugrupowania z dalszych miejsc stawki. Według najnowszego sondażu pracowni Opinia24 dla Onetu do Sejmu weszłoby pięć ugrupowań, a największy wzrost odnotowała Lewica.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Z najnowszego badania wynika, że <strong>Koalicja Obywatelska</strong> może liczyć na <strong>31,3 proc.</strong> poparcia. To nadal najlepszy wynik spośród wszystkich ugrupowań, ale jednocześnie oznacza spadek o <strong>2,8 punktu procentowego</strong> w porównaniu z poprzednim sondażem tej samej pracowni.</p><p>Na drugim miejscu znalazło się <strong>Prawo i Sprawiedliwość</strong>, które uzyskało <strong>22,8 proc.</strong> wskazań. Partia Jarosława Kaczyńskiego również traci – o <strong>1,4 punktu procentowego</strong>.</p><p>Podium zamyka <strong>Konfederacja</strong> z wynikiem <strong>13,4 proc.</strong>, poprawiając swoje notowania o <strong>0,8 punktu procentowego</strong>.</p><p>Największym zwycięzcą badania jest jednak <strong>Lewica</strong>, która osiągnęła <strong>9,2 proc.</strong> poparcia. To wzrost aż o <strong>1,7 punktu procentowego</strong>, dzięki czemu ugrupowanie wyprzedziło <strong>Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna</strong>, która uzyskała <strong>8 proc.</strong> głosów i również zanotowała wzrost – o <strong>0,5 punktu procentowego</strong>.</p><h3>Partie poza Sejmem</h3><p>Gdyby wybory odbyły się dziś, poza parlamentem znalazłyby się:</p><ul><li data-list-item-id="e48b2a005fb45ea9c9b9c088fa266ac5d"><strong>Razem</strong> – 3,0 proc.,</li><li data-list-item-id="e6384583af9af6e9a6ef3f1f123e4be97"><strong>Polska 2050</strong> – 1,7 proc.,</li><li data-list-item-id="e0ddb7d18d788917ef42961efe7856997"><strong>Polskie Stronnictwo Ludowe</strong> – 1,6 proc.,</li><li data-list-item-id="e17e3d7c2c430aeca7036e4d83e5be36a"><strong>Inne partie</strong> – 0,9 proc.</li></ul><p>Jednocześnie aż <strong>8,1 proc. respondentów</strong> zadeklarowało, że nie wie jeszcze, na kogo oddałoby swój głos. To o <strong>3,1 punktu procentowego więcej</strong> niż w poprzednim badaniu.</p><p>Badanie <strong>Opinia24</strong> przeprowadzono w dniach <strong>6–8 lipca 2026 r.</strong> metodą mieszaną <strong>CATI i CAWI</strong> na reprezentatywnej próbie <strong>1000 dorosłych mieszkańców Polski</strong>.</p><p><i>Źródło: PAP / Onet.</i></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[9 lipca: od Wyszehradu i Katarzyny Wielkiej po NATO, Dylana, AC/DC i „Every Breath You Take”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55781,9-lipca-od-wyszehradu-i-katarzyny-wielkiej-po-nato-dylana-ac-dc-i-every-breath-you-take</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55781,9-lipca-od-wyszehradu-i-katarzyny-wielkiej-po-nato-dylana-ac-dc-i-every-breath-you-take</guid>
            <pubDate>Thu, 09 Jul 2026 08:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-9-lipca-od-wyszehradu-i-katarzyny-wielkiej-po-nato-dylana-ac-dc-i-every-breath-you-take-1783579519.png</url>
                        <title>9 lipca: od Wyszehradu i Katarzyny Wielkiej po NATO, Dylana, AC/DC i „Every Breath You Take”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55781,9-lipca-od-wyszehradu-i-katarzyny-wielkiej-po-nato-dylana-ac-dc-i-every-breath-you-take</link>
                    </image><description>Dziś jest czwartek, 9 lipca, sto dziewięćdziesiąty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.24, zajdzie o godz. 20.56. Imieniny obchodzą m.in. Weronika, Sylwia, Zenon, Aleksander, Adrian, Joanna, Jan, Antoni, Adrianna, Mikołaj, Łucja, Róża, Kornel, Augustyn i Cyryl.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie daty, które wyglądają jak kartka wyrwana z kilku ksiąg naraz. <strong>9 lipca</strong> prowadzi nas od średniowiecznej dyplomacji Kazimierza Wielkiego, przez mroczne mechanizmy władzy Katarzyny II, dramat wojennej odpowiedzialności Artura Greisera, aż po zimnowojenne wizyty amerykańskich prezydentów i decyzje NATO. A w tle — jak ścieżka dźwiękowa do filmu o XX wieku — grają Bob Dylan, AC/DC, Soft Cell, Simple Minds, The Police i Jack White.</p><h2>Od Wyszehradu do rozbiorów</h2><p><strong>687 lat temu, w 1339 roku</strong>, na zjeździe w Wyszehradzie król Kazimierz Wielki zawarł z królem Węgier Karolem Robertem układ dotyczący sukcesji tronu polskiego oraz sojuszu przeciw Krzyżakom. To była polityka w starym, dynastycznym stylu: małżeństwa, układy, granice, obietnice i zabezpieczenia. Historia pisana nie tyle mieczem, ile pieczęcią.</p><p><strong>264 lata temu, w 1762 roku</strong>, w Rosji w wyniku przewrotu władzę objęła Katarzyna II, później nazwana Wielką. Dla Polski ta „wielkość” miała gorzki smak. To właśnie za jej panowania rozpoczął się pierwszy rozbiór Rzeczypospolitej w 1772 roku. Z perspektywy naszej historii była to jedna z tych postaci, które dowodzą, że geopolityka nie ma sentymentów, a imperia najchętniej mówią językiem „porządku”, kiedy właśnie przesuwają cudze granice.</p><h2>Sztuka, literatura i pamięć</h2><p><strong>203 lata temu, w 1823 roku</strong>, we Lwowie urodził się Henryk Rodakowski, jeden z najwybitniejszych polskich portrecistów XIX wieku. Jego malarstwo nie było jedynie rejestrem twarzy. Było próbą uchwycenia charakteru, napięcia epoki i psychologii człowieka stojącego wobec historii.</p><p><strong>110 lat temu, w 1916 roku</strong>, w Krakowie urodził się Stanisław Pagaczewski, pisarz, autor utworów dla dzieci, twórca przygód Baltazara Gąbki. Dla kilku pokoleń była to literatura z innego świata: pogodna, fantastyczna, pełna humoru, ale też oparta na klasycznej opowieści o odwadze, przyjaźni i podróży.</p><p><strong>89 lat temu, w 1937 roku</strong>, w Krakowie zakończono prace nad Kopcem Piłsudskiego. To jeden z tych symboli, które w polskiej przestrzeni publicznej znaczą więcej niż ziemia, kamień i forma architektoniczna. Są zapisem pamięci zbiorowej — tej, która potrafi trwać mimo politycznych burz.</p><h2>Greiser przed Trybunałem</h2><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku</strong>, Najwyższy Trybunał Narodowy w Poznaniu skazał Artura Greisera, namiestnika III Rzeszy w tzw. Kraju Warty, na karę śmierci. Greiser odpowiadał m.in. za masowe deportacje ludności żydowskiej i polskiej, terror okupacyjny oraz udział w zbrodniach wobec cywilów i jeńców wojennych. Wyrok wykonano 21 lipca 1946 roku.</p><p>To jedna z tych rocznic, przy których historia przestaje być akademickim kalendarium. Staje się aktem oskarżenia. Przypomina, że okupacja nie była abstrakcyjnym „czasem wojny”, lecz systemem przemocy, rabunku, upokorzenia i śmierci.</p><h2>Bush w Polsce, NATO w Warszawie</h2><p><strong>37 lat temu, w 1989 roku</strong>, w Polsce rozpoczęła się wizyta prezydenta USA George’a Busha. Był to czas przełomu, kiedy stary porządek pękał jak skorupa, a Polska dopiero szukała języka dla swojej nowej wolności.</p><p><strong>10 lat temu, w 2016 roku</strong>, w Warszawie zakończył się dwudniowy szczyt NATO. Podjęto wtedy decyzję o powołaniu czterech batalionowych grup bojowych w państwach bałtyckich i w Polsce. Dziś, z perspektywy wojny za wschodnią granicą i napięć w Europie, tamte decyzje brzmią już nie jak dyplomatyczna formuła, ale jak ostrzeżenie zapisane odpowiednio wcześnie.</p><h2>W kraju: dyplomacja, obronność, zdrowie i sprawa szpiegowska</h2><p>Dziś wicepremier i szef polskiej dyplomacji <strong>Radosław Sikorski</strong> spotka się z ministrem spraw zagranicznych Francji <strong>Jean-Noëlem Barrotem</strong>, który będzie gościem honorowym Narady Kierowników Placówek Zagranicznych RP.</p><p>W Warszawie zaplanowano także konferencję dotyczącą <strong>Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności</strong>, czyli instrumentu wsparcia inwestycji istotnych dla bezpieczeństwa i odporności państwa. Samorządy oraz przedsiębiorstwa mogą ubiegać się o finansowanie przedsięwzięć wzmacniających bezpieczeństwo, a wartość uruchamianego programu liczona jest w miliardach złotych.</p><p>Minister zdrowia <strong>Jolanta Sobierańska-Grenda</strong> spotka się z przedstawicielami Naczelnej Izby Lekarskiej. Wśród tematów rozmów mają znaleźć się planowane zmiany w ochronie zdrowia, w tym ograniczenie czasu pracy lekarzy i limity wynagrodzeń medyków.</p><p>Z kolei w Sochaczewie wiceministrowie MON <strong>Cezary Tomczyk</strong> i <strong>Stanisław Wziątek</strong> wezmą udział w prezentacji linii produkcyjnej bezzałogowych powietrznych systemów uzbrojenia w zakładzie spółki Hornet – Polskie Drony. To kolejny sygnał, że drony z pola walki trafiły do centrum rozmowy o współczesnym bezpieczeństwie państwa.</p><p>Dziś Sąd Okręgowy w Sosnowcu ma ogłosić wyrok w sprawie dwojga Rosjan oskarżonych o szpiegostwo — Igora i Iriny R. Proces od początku toczył się za zamkniętymi drzwiami, co prokuratura uzasadniała bezpieczeństwem państwa.</p><h2>Zagranica: Iran żegna Chameneiego</h2><p>W Iranie kończą się uroczystości pogrzebowe Alego Chameneiego, najwyższego przywódcy duchowego i politycznego kraju, który — według przekazanych informacji — zginął 28 lutego, w pierwszym dniu wojny USA i Izraela z Iranem. Szczątki ajatollaha mają zostać pochowane w Meszhedzie.</p><p>Władze irańskie szacują, że w trzydniowym hołdzie narodowym w Teheranie uczestniczyło od 15 do 20 milionów osób. Takie ceremonie nigdy nie są wyłącznie żałobą. W państwach autorytarnych bywają również politycznym spektaklem jedności, siły i kontroli nad emocjami społecznymi.</p><h2>Sport: Francja kontra Maroko</h2><p>Dziś zostanie rozegrany pierwszy ćwierćfinał piłkarskich mistrzostw świata. <strong>Francja zmierzy się z Marokiem</strong> — to rewanż za półfinał mundialu w Katarze w 2022 roku, kiedy Francuzi wygrali 2:0. Spotkanie zaplanowano na godz. 22.00 czasu polskiego w Foxborough pod Bostonem.&nbsp;</p><p>W kolejnych ćwierćfinałach mają zagrać Hiszpania z Belgią, Norwegia z Anglią oraz Argentyna ze Szwajcarią.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od „Rock Around The Clock” do „Every Breath You Take”</h2><p>Muzycznie 9 lipca to prawdziwa szafa grająca, w której obok siebie stoją rock’n’roll, punk, synthpop, blues, gospel i pop lat 80.</p><p>W 1929 roku urodził się <strong>Lee Hazlewood</strong>, amerykański wokalista o ciepłym barytonie, znany m.in. ze współpracy z Nancy Sinatrą. To on współtworzył klimat takich utworów jak „Summer Wine” czy „These Boots Are Made For Walkin’”.</p><p>W 1946 roku urodził się <strong>Bon Scott</strong>, legendarny wokalista AC/DC. Z zespołem nagrał m.in. „High Voltage”, „Let There Be Rock” i „Highway To Hell”. Jego głos miał w sobie pył drogi, alkoholowy żar klubów i bezczelność rocka, który nie prosi o pozwolenie.</p><p>W 1955 roku Bill Haley and His Comets zdobyli pierwsze miejsce w USA utworem <strong>„Rock Around The Clock”</strong>. To był moment, w którym rock’n’roll przestał być tylko muzyką młodzieżowej gorączki, a stał się kulturowym trzęsieniem ziemi.</p><p>W 1957 roku urodził się <strong>Marc Almond</strong>, wokalista Soft Cell. „Tainted Love” z debiutanckiej płyty „Non-Stop Erotic Cabaret” pozostaje jednym z hymnów synthpopu — zimnym, klubowym, a jednocześnie pełnym melodramatu.</p><p>W 1959 roku urodził się <strong>Jim Kerr</strong>, lider Simple Minds, zespołu, który dał światu „Don’t You, Forget About Me”, „Belfast Child” i „Alive And Kicking”. To muzyka szerokich przestrzeni, stadionów, wielkich refrenów i lat 80., które do dziś wracają neonowym światłem.</p><p>W 1962 roku Bob Dylan w Columbia Recording Studio w Nowym Jorku nagrał <strong>„Blowin’ In The Wind”</strong>. Piosenkę, która stała się czymś więcej niż utworem. Była pytaniem pokolenia. A odpowiedź — jak śpiewał Dylan — wciąż unosiła się na wietrze.</p><p>W 1964 roku w Kaliszu urodził się <strong>Mieczysław Szcześniak</strong>, wokalista, laureat Fryderyków, artysta poruszający się między gospel, jazzem i piosenką chrześcijańską.</p><p>W 1965 roku urodziła się <strong>Courtney Love</strong>, wokalistka Hole, jedna z najbardziej wyrazistych i kontrowersyjnych postaci alternatywnego rocka lat 90.</p><p>W 1972 roku <strong>Paul McCartney i Wings</strong> zagrali pierwszy koncert we francuskim Chateauvillon. Był to pierwszy występ McCartneya od czasu, gdy The Beatles przestali koncertować w 1966 roku. Symboliczny nowy rozdział po końcu największej popkulturowej bajki XX wieku.</p><p>W 1975 roku urodził się <strong>Jack White</strong>, gitarzysta i wokalista The White Stripes, później także The Raconteurs i The Dead Weather. Minimalizm, brudne riffy, czerwono-biała estetyka i gitara brzmiąca tak, jakby ktoś podpalił garaż — to jego znak firmowy.</p><p>W 1983 roku The Police rozpoczęli ośmiotygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów singlem <strong>„Every Breath You Take”</strong>. Utwór Stinga, często mylnie brany za romantyczną balladę, w rzeczywistości ma w sobie chłód obsesji i niepokoju.</p><p>W 1988 roku Glenn Medeiros zdobył pierwsze miejsce na brytyjskiej liście przebojów piosenką <strong>„Nothing’s Gonna Change My Love For You”</strong>. Dla wielu to czysty sentymentalny pop końca lat 80.; dla innych — muzyczna pocztówka z epoki kaset magnetofonowych i szkolnych dyskotek.</p><p>W 2006 roku Lily Allen po raz pierwszy trafiła na pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii piosenką <strong>„Smile”</strong>, lekką tylko pozornie, bo pod słoneczną melodią kryła się złośliwa opowieść o rozstaniu.</p><p>A w 2010 roku Carlos Santana podczas koncertu w Tinley Park w Illinois oświadczył się na scenie perkusistce Cindy Blackman. Rock’n’roll zna różne finały — czasem kończy się gitarowym sprzężeniem, czasem ślubem.</p><p>Mogę też od razu zrobić krótszą, bardziej „facebookową” zapowiedź do tego kalendarium.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. 8 lipca: od pokoju kaliskiego po szczyt NATO w Ankarze]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55778,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-8-lipca-od-pokoju-kaliskiego-po-szczyt-nato-w-ankarze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55778,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-8-lipca-od-pokoju-kaliskiego-po-szczyt-nato-w-ankarze</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Jul 2026 10:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-8-lipca-od-pokoju-kaliskiego-po-szczyt-nato-w-ankarze-1783499151.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. 8 lipca: od pokoju kaliskiego po szczyt NATO w Ankarze</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55778,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-8-lipca-od-pokoju-kaliskiego-po-szczyt-nato-w-ankarze</link>
                    </image><description>Środa, 8 lipca, to 189. dzień roku. Słońce wzeszło dziś o godz. 4.23, a zajdzie o 20.57. Imieniny obchodzą: Elżbieta, Adrian, Prokop, Adrianna, Piotr, Jan, Eugeniusz, Adolf i Edgar.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzisiejsza kartka z kalendarza prowadzi nas przez kilka epok: od średniowiecznej polityki Kazimierza Wielkiego, przez patriotyczne ceremonie na Wawelu, po narodziny polskiego plakatu i gorące lato 1980 roku. W tle — muzyka: od Wandy Kwietniewskiej i The Beatles, po Billa Withersa, Led Zeppelin, Becka i Prince’a. A w bieżących wydarzeniach: Senat, matury, RPP, NATO i Ukraina.</p><h2>Historia: Kazimierz Wielki, Naruszewicz, Mehoffer i Lubelski Lipiec</h2><p><strong>683 lata temu</strong>, w 1343 roku, w Kaliszu król <strong>Kazimierz III Wielki</strong> zawarł z Zakonem Krzyżackim tzw. pokój wieczysty. Polska odzyskała <strong>Kujawy i ziemię dobrzyńską</strong>, choć król zrzekł się praw do ziemi chełmińskiej, michałowskiej i Pomorza Gdańskiego. Był to jeden z tych politycznych kompromisów, które nie brzmią efektownie w podręczniku, ale decydowały o oddechu państwa.</p><p><strong>230 lat temu</strong>, w 1796 roku, zmarł <strong>Adam Naruszewicz</strong> — biskup, poeta, historyk, twórca polskiego klasycyzmu i autor „Historii narodu polskiego”. Bliski współpracownik króla Stanisława Augusta, należał do grona ludzi Oświecenia, którzy wierzyli, że państwo można ratować nie tylko szablą, ale również rozumem, edukacją i reformą.</p><p><strong>157 lat temu</strong>, w 1869 roku, na Wawelu odbył się powtórny pogrzeb szczątków <strong>Kazimierza Wielkiego</strong>. Uroczystość przerodziła się w wielką manifestację patriotyczną. W czasach zaborów nawet ceremonia pogrzebowa mogła stać się politycznym manifestem — cichym, ale słyszalnym jak dzwon Zygmunta.</p><p><strong>96 lat temu</strong> urodził się <strong>Franciszek Starowieyski</strong>, ps. Jan Byk — malarz, grafik, scenograf, kolekcjoner, twórca Teatru Rysowania i jedna z najważniejszych postaci polskiej szkoły plakatu. Jego wyobraźnia była barokowa, ciemna, zmysłowa, czasem niepokojąca. Jakby Goya spotkał się z Witkacym przy stole pełnym starych rycin i czerwonego wina.</p><p><strong>82 lata temu</strong>, w 1944 roku, Niemcy dokonali ostatecznej likwidacji getta w Kownie. Około 7 tysięcy Żydów wywieziono do obozów koncentracyjnych Dachau i Stutthof, a blisko tysiąc osób zginęło podczas samej akcji likwidacyjnej. To jedna z tych dat, które nie powinny być wyłącznie punktem w kalendarium. Za każdą liczbą stał człowiek, dom, język, pamięć.</p><p><strong>80 lat temu</strong>, w 1946 roku, zmarł <strong>Józef Mehoffer</strong>, malarz, grafik i witrażysta, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli Młodej Polski. Autor słynnego „Dziwnego ogrodu” zostawił po sobie sztukę pełną światła, symbolu i secesyjnej dekoracyjności.</p><p><strong>46 lat temu</strong>, w 1980 roku, rozpoczął się strajk w Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego PZL-Świdnik. To właśnie on zapoczątkował falę protestów znanych jako <strong>Lubelski Lipiec ’80</strong>. Wzięło w nich udział około 150 zakładów. Był to prolog do historii, która chwilę później miała zabrzmieć już na całą Polskę — w Stoczni Gdańskiej, pod znakiem „Solidarności”.</p><p><strong>29 lat temu</strong>, w 1997 roku, podczas szczytu NATO w Madrycie podjęto decyzję o zaproszeniu Polski, Czech i Węgier do rozmów w sprawie członkostwa w Sojuszu. Dla Polski był to jeden z najważniejszych kroków na drodze powrotu do zachodniego systemu bezpieczeństwa.</p><p>W rocznicach odnotowujemy także powołanie <strong>Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa</strong> w 2005 roku oraz śmierć wybitnych postaci kultury: <strong>Juliusza Wiktora Gomulickiego</strong>, znawcy Norwida i varsavianisty, oraz <strong>Wieńczysława Glińskiego</strong>, aktora znanego m.in. z filmów „Kanał”, „Orzeł” i „Kapelusz pana Anatola”.</p><h2>Muzyka: Wanda, Beatlesi, Beck, Led Zeppelin i Prince</h2><p>W kalendarium muzycznym 8 lipca pojawia się <strong>Wanda Kwietniewska</strong>, urodzona w 1957 roku wokalistka Lombardu oraz zespołu Wanda i Banda. To jej głos kojarzymy z przebojami „Hi-Fi” i „Nie będę Julią” — piosenkami, w których polski pop lat 80. miał i pazur, i teatralny gest.</p><p>W 1958 roku amerykańska organizacja RIAA wręczyła pierwszą złotą płytę za ścieżkę dźwiękową do filmu <strong>„Oklahoma”</strong>. W tym samym roku pierwszym złotym singlem został „Catch A Falling Star” Perry’ego Como. Fonografia właśnie uczyła się mówić językiem wielkich liczb.</p><p>W 1962 roku urodziła się <strong>Joan Osborne</strong>, najbardziej znana z utworu „One Of Us”. Piosenka stała się globalnym przebojem, nominowanym do Grammy, choć sama artystka na zawsze została trochę uwięziona w szufladce „jednego wielkiego hitu”.</p><p>W 1966 roku <strong>The Beatles</strong> wydali singiel „Nowhere Man”, związany z materiałem z płyty „Rubber Soul” — albumu, na którym Beatlesi zaczęli już wychodzić poza prostą formułę przebojowego grania i kierować się w stronę bardziej dojrzałej, introspektywnej muzyki.</p><p>W 1970 roku urodził się <strong>Beck</strong>, artysta, który w latach 90. udowodnił, że można zbudować hit na ironii, chaosie, lo-fi i refrenie „Loser”. Dla jednych był głosem generacji, dla innych muzycznym kolażystą. W obu przypadkach — kimś nie do pomylenia.</p><p>8 lipca pojawia się też <strong>Bill Withers</strong> z „Lean On Me”, <strong>Led Zeppelin</strong> z albumem „Houses Of The Holy”, <strong>Gerry Rafferty</strong> z „City To City” i niezapomnianym „Baker Street”, a także <strong>Prince</strong>, którego w 2007 roku sprowadzono ze sceny w Minneapolis, bo koncert zaczął się niemal o godzinie zamknięcia klubu. Jak na Prince’a — brzmi to prawie jak scena napisana specjalnie dla niego.</p><h2>Kraj: Senat, matury i decyzja RPP</h2><p>Dziś rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie <strong>Senatu</strong>. Senatorowie mają zająć się m.in. tzw. <strong>ustawą antymobbingową</strong>, która upraszcza definicję mobbingu, zwiększa najniższe zadośćuczynienie oraz zobowiązuje pracodawców do określenia procedur przeciwdziałania takim zjawiskom.</p><p>Senat ma też pracować nad nowelizacją tzw. <strong>ustawy deweloperskiej</strong>, dotyczącą udostępniania danych o cenach i metrażu nieruchomości w portalu dane.gov.pl.</p><p>W programie obrad znajduje się również informacja szefa MON dotycząca programu <strong>SAFE</strong>, przewidującego ogromne środki dla Polski w formie europejskich pożyczek na inwestycje obronne, przede wszystkim sprzęt dla Wojska Polskiego.</p><p>Dziś <strong>Centralna Komisja Egzaminacyjna</strong> publikuje wstępne wyniki matur. Od godziny 8.30 maturzyści mogą sprawdzać swoje indywidualne wyniki w systemie ZIU. Aby zdać egzamin dojrzałości, trzeba uzyskać co najmniej 30 procent punktów z przedmiotów obowiązkowych na poziomie podstawowym.</p><p>Kończy się także dwudniowe posiedzenie <strong>Rady Polityki Pieniężnej</strong>. Ekonomiści przewidują, że stopy procentowe pozostaną bez zmian, a główna stopa referencyjna NBP nadal będzie wynosić <strong>3,75 procent</strong>.</p><h2>Świat: NATO, Ukraina i europejska odpowiedzialność za bezpieczeństwo</h2><p>W Ankarze trwa szczyt <strong>NATO</strong>. Drugiego dnia obrad odbywa się posiedzenie Rady Północnoatlantyckiej na szczeblu szefów państw i rządów. Oczekuje się potwierdzenia jedności Sojuszu, zobowiązania do wspólnej obrony w ramach artykułu 5 Traktatu Północnoatlantyckiego oraz dalszego wsparcia dla Ukrainy.</p><p>W kuluarach szczytu ma dojść do spotkania prezydenta USA <strong>Donalda Trumpa</strong> z prezydentem Ukrainy <strong>Wołodymyrem Zełenskim</strong>. Polskę reprezentują: prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong>, wicepremier i szef MON <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong> oraz wicepremier, minister spraw zagranicznych <strong>Radosław Sikorski</strong>.</p><p>W Strasburgu <strong>Parlament Europejski</strong> głosuje nad rezolucją dotyczącą postępów Ukrainy w procesie akcesyjnym do Unii Europejskiej. Wśród poprawek znalazły się odniesienia do polskiej wrażliwości historycznej związanej z rzezią wołyńską oraz decyzją władz Ukrainy dotyczącą nadania jednostce wojskowej imienia UPA.</p><p>Dzisiejszy dzień spina więc kilka porządków: historia państwa, pamięć o ofiarach, kultura, muzyka, bezpieczeństwo, edukacja i polityka. Jak w dobrze napisanej kronice — nic nie dzieje się osobno. Każda data ma swój cień, swoje echo i swoją melodię.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Miasta i regiony wzywają UE do zabezpieczenia środków na walkę ze zmianami klimatu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55770,miasta-i-regiony-wzywaja-ue-do-zabezpieczenia-srodkow-na-walke-ze-zmianami-klimatu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55770,miasta-i-regiony-wzywaja-ue-do-zabezpieczenia-srodkow-na-walke-ze-zmianami-klimatu</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 12:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-miasta-i-regiony-wzywaja-ue-do-zabezpieczenia-srodkow-na-walke-ze-zmianami-klimatu-1783420451.jpg</url>
                        <title>Miasta i regiony wzywają UE do zabezpieczenia środków na walkę ze zmianami klimatu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55770,miasta-i-regiony-wzywaja-ue-do-zabezpieczenia-srodkow-na-walke-ze-zmianami-klimatu</link>
                    </image><description>Podczas 172. posiedzenia plenarnego Europejskiego Komitetu Regionów (KR) miasta i regiony zaapelowały do Unii Europejskiej o zapewnienie w kolejnym długoterminowym budżecie środków na walkę ze skutkami zmian klimatu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Podczas środowych obrad Europejskiego Komitetu Regionów odbyła się debata nad opinią dotyczącą uwzględnienia priorytetów dotyczących klimatu, energii i środowiska w wieloletnich ramach finansowych.</p><p>Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który prezentował opinię na forum KR podkreślał, że proponowana struktura przyszłego budżetu UE może osłabić realizację celów UE w zakresie klimatu i pociągnąć za sobą dysproporcje terytorialne.</p><p>„Europa, która inwestuje w czystą energię, przystosowanie się do zmiany klimatu i innowacje w swoich regionach i miastach, będzie bezpieczniejsza, odporniejsza i lepiej prosperująca. Dlatego też krajowe plany odbudowy i zwiększania odporności muszą obejmować platformy wielopoziomowego sprawowania rządów oraz obowiązkowe rozdziały miejskie i regionalne, a Europejski Fundusz Konkurencyjności musi zapewniać bezpośrednie finansowanie lokalnych planów w dziedzinie energii i klimatu oraz uznawać infrastrukturę podwójnego zastosowania” – wyliczał Trzaskowski.</p><p>Obecna na debacie wiceprzewodnicząca wykonawcza Komisji Europejskiej ds. czystej, sprawiedliwej i konkurencyjnej transformacji Teresa Ribera podkreślała natomiast jak ważne jest wydatkowanie pieniędzy z unijnego budżetu do adaptacji do zmian klimatu. W jej ocenie to właśnie lokalność odgrywa kluczową rolę, gdyż to na poziomie regionów następuje odejście od paliw kopalnych, zwiększenie odporności na pomogę i zwrócenie się ku zielonej energii.</p><p><strong>„Zielone, zdrowe i odporne na zmiany klimatu miasta muszą zapewnić odpowiednie zarządzanie, dlatego plany regionalne i lokalne powinny być połączone z planami narodowymi po to, by to właśnie regiony odgrywały większą rolę” – mówiła Ribera.</strong></p><p>Ribera poinformowała też, że kluczowa powinna być dostępność dla wszystkich gospodarstw domowych do paneli słonecznych, pomp ciepła i lepszej izolacji.</p><p>W opinii zaprezentowanej na forum KR podkreślono, że ogólny cel 35 proc. wydatków związanych z klimatem i środowiskiem będzie trudny do osiągnięcia bez jasnego podziału obowiązków w regionach a także przewidywalnego finansowania strategii związanych ze zmianami klimatu.</p><p>Regiony i miasta wyraziły też zaniepokojenie brakiem specjalnego programu działań w zakresie środowiska w następstwie włączenia komponentu „Przyroda i różnorodność biologiczna” programu LIFE do szerszego wielopriorytetowego instrumentu UE.</p><p>„Władze lokalne i regionalne pozostają odpowiedzialne za realizację większości środków w zakresie przystosowania się do zmiany klimatu i łagodzenia jej skutków. Teraz pojawia się pytanie, czy nadal będą mieli środki, aby kontynuować. W następnym budżecie UE należy zachować długoterminową misję polityki spójności, inwestując w regiony, infrastrukturę, przyrodę i systemy energetyczne, zamiast stawać się stałym narzędziem reagowania kryzysowego. Nadal mamy czas na odwrócenie tej tendencji i głęboko doceniam zaangażowanie wiceprzewodniczącej wykonawczej Ribery na rzecz zapewnienia, by działania w dziedzinie klimatu i energii pozostały w programie UE” – mówiła przewodnicząca Europejskiego Komitetu Regionów Kata Tüttő.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ponad milion cudzoziemców pracuje w Polsce. GUS pokazuje, jak bardzo zmienił się rynek pracy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55767,ponad-milion-cudzoziemcow-pracuje-w-polsce-gus-pokazuje-jak-bardzo-zmienil-sie-rynek-pracy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55767,ponad-milion-cudzoziemcow-pracuje-w-polsce-gus-pokazuje-jak-bardzo-zmienil-sie-rynek-pracy</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 11:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ponad-milion-cudzoziemcow-pracuje-w-polsce-gus-pokazuje-jak-bardzo-zmienil-sie-rynek-pracy-1783417793.png</url>
                        <title>Ponad milion cudzoziemców pracuje w Polsce. GUS pokazuje, jak bardzo zmienił się rynek pracy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55767,ponad-milion-cudzoziemcow-pracuje-w-polsce-gus-pokazuje-jak-bardzo-zmienil-sie-rynek-pracy</link>
                    </image><description>Pod koniec stycznia w Polsce pracowało 1 mln 119 tys. cudzoziemców — wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. To o 7,1 procent więcej niż rok wcześniej, choć w porównaniu z końcem grudnia liczba ta spadła o 1,9 procent. Najliczniejszą grupą pozostają obywatele Ukrainy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jeszcze kilkanaście lat temu obecność cudzoziemców na polskim rynku pracy była tematem raczej wielkomiejskim, kojarzonym z Warszawą, Wrocławiem, Poznaniem czy zagłębiami przemysłowymi. Dziś to już nie egzotyka z ekonomicznego reportażu, ale codzienność. Także w miastach średnich, w powiatach, w lokalnych firmach, magazynach, produkcji, gastronomii, usługach i opiece.</p><p><strong>Rynek pracy w Polsce zmienił się po cichu, ale bardzo głęboko.</strong></p><h2>Cudzoziemcy nie są marginesem rynku pracy</h2><p>Według danych GUS na koniec stycznia liczba cudzoziemców wykonujących w Polsce pracę wyniosła <strong>1 mln 119 tys. osób</strong>. Oznacza to wzrost rok do roku o <strong>7,1 procent</strong>. W stosunku do końca grudnia odnotowano jednak spadek o <strong>1,9 procent</strong>, co może mieć związek m.in. z sezonowością części zatrudnienia oraz wygasaniem krótkich umów.</p><p>Szczególnie istotna jest struktura zatrudnienia. <strong>38 procent pracujących cudzoziemców</strong>, czyli <strong>425,2 tys. osób</strong>, wykonywało pracę wyłącznie na podstawie <strong>umów zlecenia i umów pokrewnych</strong>. To pokazuje, że znaczna część tego segmentu rynku nadal opiera się nie na stabilnych etatach, lecz na bardziej elastycznych formach zatrudnienia.</p><p>W skali roku liczba cudzoziemców pracujących na podstawie takich umów wzrosła o <strong>6,6 procent</strong>, ale w porównaniu z końcem grudnia spadła o <strong>3,3 procent</strong>.</p><h2>Ukraińcy nadal największą grupą</h2><p>Najliczniejszą grupą obcokrajowców wykonujących pracę w Polsce pozostają <strong>obywatele Ukrainy</strong>. Na koniec stycznia było ich <strong>757,7 tys. osób</strong>. To o <strong>55,9 tys. więcej niż rok wcześniej</strong>, czyli wzrost o <strong>8 procent</strong>. Jednocześnie w porównaniu z końcem grudnia ich liczba zmniejszyła się o <strong>14,1 tys. osób</strong>, czyli o <strong>1,8 procent</strong>.</p><p>Za tymi liczbami nie kryje się tylko statystyka. Kryją się konkretne życiorysy: ludzie, którzy po wybuchu wojny znaleźli w Polsce schronienie, ale też pracę; rodziny, które próbują układać codzienność od nowa; pracodawcy, którzy bez rąk do pracy nie byliby w stanie utrzymać produkcji, usług czy ciągłości zamówień.</p><p>Nie jest to już chwilowa fala. To trwała zmiana społeczna i gospodarcza.</p><h2>Co to oznacza dla takich miast jak Tomaszów?</h2><p>Dane GUS są ogólnopolskie, ale ich znaczenie widać również lokalnie. W miastach takich jak <strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> i w całym <strong>powiecie tomaszowskim</strong> obecność cudzoziemców na rynku pracy nie jest abstrakcją. Widać ją w zakładach pracy, firmach usługowych, handlu, transporcie, opiece, gastronomii czy wynajmie mieszkań.</p><p>Dla lokalnej gospodarki oznacza to kilka rzeczy naraz.</p><p>Po pierwsze, <strong>cudzoziemcy łagodzą niedobory pracowników</strong>. W wielu branżach polscy pracodawcy od lat mają problem ze znalezieniem chętnych do pracy, zwłaszcza tam, gdzie praca jest zmianowa, fizyczna, gorzej płatna albo wymaga dyspozycyjności.</p><p>Po drugie, migracja zarobkowa zmienia lokalne usługi. Osoby pracujące w Polsce korzystają z mieszkań, sklepów, przychodni, szkół, transportu publicznego, urzędów i pomocy prawnej. To oznacza dodatkowe wyzwania dla samorządów, ale też dodatkowy impuls dla lokalnej gospodarki.</p><p>Po trzecie, zmienia się sama tkanka społeczna miasta. Tak jak kiedyś kolejne fale migracji budowały Łódź przemysłową, tak dziś mniejsze miasta uczą się funkcjonować w bardziej wielojęzycznej, bardziej zróżnicowanej rzeczywistości. Nie zawsze jest to łatwe. Ale udawanie, że tego zjawiska nie ma, byłoby jak zasłanianie okna gazetą i twierdzenie, że za szybą nie pada deszcz.</p><h2>Praca cudzoziemców to także obowiązki pracodawców</h2><p>Warto pamiętać, że zatrudnianie cudzoziemców nie odbywa się w prawnej próżni. Pracodawca musi pilnować zarówno legalności pobytu, jak i legalności pracy. W praktyce oznacza to m.in. zezwolenia na pracę, oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi albo inne podstawy wynikające z przepisów.</p><p>Administracja publiczna przypomina, że oświadczenie o powierzeniu pracy cudzoziemcowi dotyczy m.in. obywateli Ukrainy, Armenii, Białorusi i Mołdawii, a sprawy w tym zakresie załatwia się elektronicznie przez portal praca.gov.pl. Z kolei zezwolenia na pracę wydawane są przez wojewodów, a zezwolenia sezonowe mogą być wydawane przez starostę. Cudzoziemiec musi też posiadać odpowiedni tytuł pobytowy, aby legalnie wykonywać pracę.</p><p>To ważne, bo w debacie publicznej często miesza się trzy różne porządki: pobyt, pracę i politykę migracyjną. A tu nie chodzi o hasła z transparentów, tylko o konkretne dokumenty, odpowiedzialność pracodawcy i bezpieczeństwo pracownika.</p><h2>Między lękiem a rozsądkiem</h2><p>Temat cudzoziemców w Polsce często staje się paliwem dla politycznych emocji. Jedni widzą wyłącznie zagrożenie. Inni wolą mówić tylko o korzyściach. Prawda, jak zwykle, jest mniej wygodna i bardziej skomplikowana.</p><p>Polska gospodarka potrzebuje pracowników. Jednocześnie państwo i samorządy muszą pilnować, by migracja zarobkowa nie oznaczała dumpingu płacowego, obchodzenia prawa pracy, wypychania ludzi na niestabilne umowy czy przerzucania kosztów integracji na szkoły, przychodnie i lokalne wspólnoty.</p><p>Bo liczba <strong>1 mln 119 tys. cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce</strong> nie jest już tylko informacją gospodarczą. To opowieść o kraju, który się zmienia. O rynku pracy, który bez cudzoziemców miałby w wielu miejscach poważny problem. I o lokalnych społecznościach, które muszą nauczyć się zarządzać tą zmianą mądrze — bez paniki, ale też bez naiwności.</p><p>W Tomaszowie i podobnych miastach pytanie nie brzmi już: czy cudzoziemcy są częścią lokalnego rynku pracy? Są. Pytanie brzmi: czy potrafimy tę obecność ułożyć tak, by była uczciwa dla pracowników, korzystna dla firm i bezpieczna dla lokalnej wspólnoty.</p><p><strong>Źródła do podparcia tekstu:</strong> GUS regularnie publikuje statystyki eksperymentalne dotyczące cudzoziemców wykonujących pracę w Polsce; dane za grudzień 2025 r. wskazywały 1 141,1 tys. osób, a wcześniejsze komunikaty pokazywały systematyczny wzrost rok do roku. Informacje o zasadach zatrudniania cudzoziemców, w tym oświadczeniach i zezwoleniach na pracę, publikują serwisy administracji publicznej Biznes.gov.pl oraz Publiczne Służby Zatrudnienia</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sikorski ostrzega Putina przed prowokacją. „Mam nadzieję, że nie naciśnie guzika”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55759,sikorski-ostrzega-putina-przed-prowokacja-mam-nadzieje-ze-nie-nacisnie-guzika</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55759,sikorski-ostrzega-putina-przed-prowokacja-mam-nadzieje-ze-nie-nacisnie-guzika</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 08:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sikorski-ostrzega-putina-przed-prowokacja-mam-nadzieje-ze-nie-nacisnie-guzika-1783407126.png</url>
                        <title>Sikorski ostrzega Putina przed prowokacją. „Mam nadzieję, że nie naciśnie guzika”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55759,sikorski-ostrzega-putina-przed-prowokacja-mam-nadzieje-ze-nie-nacisnie-guzika</link>
                    </image><description>Radosław Sikorski w rozmowie z CNN ostrzegł przed możliwą rosyjską prowokacją wymierzoną w Polskę lub państwa NATO. Szef polskiej dyplomacji mówił o scenariuszu „fałszywej flagi”, dronach i rosyjskiej grze, która ma stworzyć pretekst do eskalacji. To nie dyplomatyczna gra słów, lecz komunikat wysłany wprost do Kremla: wiemy, co możecie planować.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W polityce międzynarodowej są zdania, które brzmią jak chłodny komunikat prasowy, ale niosą w sobie ciężar całych rozdziałów historii. W poniedziałkowym wywiadzie dla CNN wicepremier i minister spraw zagranicznych <strong>Radosław Sikorski</strong> mówił właśnie takim językiem: oszczędnym, ostrzegawczym, podszytym pamięcią o tym, jak zaczynały się wojny, zanim jeszcze padły pierwsze oficjalne strzały.</p><p>Szef polskiej dyplomacji odniósł się do swoich wcześniejszych wypowiedzi o możliwych rosyjskich prowokacjach wobec Polski i NATO. Jego zdaniem Rosja nie ma dziś sił, by przeprowadzić frontalny atak na Sojusz Północnoatlantycki. Gdyby Moskwa przygotowywała klasyczne uderzenie militarne, byłoby to widoczne po ruchach wojsk, logistyce i koncentracji sprzętu.</p><p>Ale Rosja — jak mówił Sikorski — może sięgnąć po coś innego: <strong>operację pod fałszywą flagą</strong>.</p><h2><strong>Drony, fałszywy pretekst i rosyjska maskirowka</strong></h2><p>W rozmowie z CNN Sikorski wskazał, że możliwy scenariusz to prowokacja z wykorzystaniem dronów, być może nawet dronów udających ukraińskie. Mechanizm byłby stary jak propaganda wojenna: stworzyć fałszywy obraz ataku, przypisać go przeciwnikowi, a następnie ogłosić „odpowiedź”.</p><p>— To, do czego są zdolni, to jakiegoś rodzaju prowokacja z użyciem fałszywej flagi i dronów — mówił Sikorski.</p><p>W dyplomatycznym języku takie zdania nie padają przypadkiem. To nie jest publicystyczna metafora, lecz ostrzeżenie. Rosyjska <strong>maskirowka</strong>, czyli sztuka dezinformacji, pozorowania i mylenia przeciwnika, od lat pozostaje elementem rosyjskiej strategii. Współczesna wersja nie musi już oznaczać wyłącznie przebierańców, sfabrykowanych komunikatów czy kontrolowanych prowokacji na granicy. Dziś może oznaczać drony, cyberataki, podpalenia, fałszywe konta w mediach społecznościowych i narracje, które mają rozsadzać zaufanie społeczne od środka.</p><p>Sikorski przypomniał przy tym ostrzeżenia amerykańskiego wywiadu z 2022 roku. Przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę Waszyngton informował publicznie, że Rosja może szykować prowokacje mające posłużyć za <strong>casus belli</strong>, czyli pretekst do wojny. Publiczne ujawnienie tych planów miało — zdaniem Sikorskiego — odebrać Moskwie możliwość rozegrania fałszywego scenariusza.</p><p>— Mam nadzieję, że te ostrzeżenia oznaczają, że Putin nie naciśnie guzika prowokacji — powiedział szef MSZ.</p><h2><strong>Polska między Redzikowem a pytaniem o amerykańskie gwarancje</strong></h2><p>W rozmowie pojawił się także temat wiarygodności Stanów Zjednoczonych jako sojusznika. To pytanie nie jest dziś teoretyczne. Na szczycie NATO w Ankarze dyskutowane są większe wydatki obronne, rozbudowa przemysłu zbrojeniowego i rosnąca odpowiedzialność Europy za własne bezpieczeństwo. NATO oficjalnie wskazuje, że jednym z głównych tematów szczytu jest obronność, inwestycje i zwiększanie produkcji przemysłowej na potrzeby bezpieczeństwa Sojuszu.&nbsp;</p><p>Sikorski zapewnił, że Polska nadal ufa amerykańskim gwarancjom bezpieczeństwa. Przypomniał, że w Polsce stacjonują wojska USA, a Warszawa zabiega o <strong>drugą stałą bazę amerykańską</strong>. Pierwszym symbolicznym i strategicznym punktem odniesienia pozostaje baza obrony przeciwrakietowej w Redzikowie.</p><p>— Mamy zaufanie — powiedział Sikorski, pytany wprost, czy Polska podziela europejskie wątpliwości wobec amerykańskich gwarancji.</p><p>Jednocześnie szef MSZ przyznał, że dalsze redukcje amerykańskiej obecności wojskowej w Europie „wyraźnie nadchodzą”. To ważne zdanie. Oznacza ono, że Europa — także Polska — musi przyzwyczaić się do świata, w którym USA pozostają kluczowym sojusznikiem, ale coraz mocniej oczekują od Europejczyków własnych zdolności obronnych.</p><p>Associated Press informuje, że na szczycie NATO sekretarz generalny Mark Rutte domaga się od sojuszników wiarygodnych planów dojścia do nowych celów wydatków obronnych, obejmujących nie tylko same budżety wojskowe, lecz także infrastrukturę niezbędną dla bezpieczeństwa.</p><h2><strong>Nie tylko wielka polityka. To także sprawa Polski lokalnej</strong></h2><p>Można powiedzieć: Ankara, CNN, NATO, Waszyngton — wielki świat, wielkie nazwiska, marmurowe korytarze. Ale to złudzenie. Bezpieczeństwo nie kończy się na mapach sztabowych. Ono schodzi niżej: do powiatów, samorządów, jednostek OSP, szpitali, szkół, systemów alarmowych, infrastruktury krytycznej i zwykłej odporności społecznej.</p><p>Jeśli rosyjska strategia opiera się dziś nie tylko na czołgach, ale również na dezinformacji, chaosie, strachu i prowokacjach, to front przebiega także przez lokalne społeczności. Przez to, czy ludzie wierzą w sprawdzone komunikaty, czy w anonimowy wpis z internetu. Przez to, czy samorządy mają procedury kryzysowe, czy tylko segregatory z napisem „bezpieczeństwo”. Przez to, czy państwo potrafi jasno mówić obywatelom, co jest realnym zagrożeniem, a co tylko teatrem strachu.</p><p>W tym sensie słowa Sikorskiego nie są wyłącznie komunikatem dla Putina. Są również przypomnieniem dla nas: <strong>wojna hybrydowa zaczyna się często długo przed hukiem eksplozji</strong>. Zaczyna się od opowieści, od plotki, od spreparowanego nagrania, od drona, który ma pojawić się dokładnie tam, gdzie komuś opłaca się wywołać panikę.</p><h2><strong>NATO silniejsze, ale świat mniej przewidywalny</strong></h2><p>Sikorski przekonywał, że NATO jest dziś silniejsze niż przed rosyjską agresją na Ukrainę. Wskazywał na wejście Finlandii i Szwecji do Sojuszu oraz skokowy wzrost europejskich wydatków obronnych. To prawda: napaść Rosji na Ukrainę miała osłabić Zachód, a w praktyce popchnęła go do większej konsolidacji.</p><p>Ale jednocześnie Zachód jest dziś bardziej nerwowy, mniej pewny automatyzmów i bardziej świadomy, że bezpieczeństwa nie da się już traktować jak abonamentu opłaconego raz na zawsze. Europa słyszy z Waszyngtonu coraz wyraźniej: bierzcie większą odpowiedzialność. Amerykańskie wsparcie pozostaje kluczowe, zwłaszcza w zakresie logistyki, rozpoznania i technologii, ale polityczny klimat w USA zmienia się szybciej niż kiedyś.</p><p>„Kawaleria zza wzgórza” — jak obrazowo ujął to Sikorski — może przybyć. Ale Europa musi umieć utrzymać linię, zanim ta kawaleria w ogóle ruszy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[7 lipca w historii: bulla gnieźnieńska, kres Jagiellonów, „Tango” Mrożka i Ringo Starr]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55758,7-lipca-w-historii-bulla-gnieznienska-kres-jagiellonow-tango-mrozka-i-ringo-starr</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55758,7-lipca-w-historii-bulla-gnieznienska-kres-jagiellonow-tango-mrozka-i-ringo-starr</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 08:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-7-lipca-w-historii-bulla-gnieznienska-kres-jagiellonow-tango-mrozka-i-ringo-starr-1783405425.png</url>
                        <title>7 lipca w historii: bulla gnieźnieńska, kres Jagiellonów, „Tango” Mrożka i Ringo Starr</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55758,7-lipca-w-historii-bulla-gnieznienska-kres-jagiellonow-tango-mrozka-i-ringo-starr</link>
                    </image><description>Dziś jest wtorek, 7 lipca, sto osiemdziesiąty ósmy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.22, zajdzie o godz. 20.58. Imieniny obchodzą: Benedykt, Piotr, Józef, Lucjan, Antonin, Metody i Metoda.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To jedna z tych dat, w których historia układa się jak wielowątkowy film: od średniowiecznej walki o niezależność polskiego Kościoła, przez śmierć ostatniego Jagiellona, narodziny Księstwa Warszawskiego, wojenne Wilno, teatralny bunt Mrożka, aż po muzyczne ścieżki Beatlesów, Led Zeppelin, Prince’a, Springsteena i Pink Floyd.</p><h2>Bulla, która broniła polskiej niezależności</h2><p><strong>890 lat temu, w 1136 roku</strong>, papież Innocenty II wydał tzw. <strong>bullę gnieźnieńską</strong>. Dokument znosił zależność metropolitalną archidiecezji gnieźnieńskiej od arcybiskupstwa magdeburskiego. W praktyce oznaczało to coś znacznie więcej niż spór kościelny. Była to decyzja o wielkim znaczeniu politycznym: <strong>Kościół w Polsce został uniezależniony od wpływów niemieckich</strong>.</p><p>Bulla gnieźnieńska bywa nazywana jednym z najważniejszych dokumentów polskiego średniowiecza. Nie tylko porządkowała sprawy administracyjne Kościoła, ale też wzmacniała młode państwo Piastów w świecie, w którym religia, polityka i dyplomacja były splecione jak nici w średniowiecznym arrasie.</p><h2>Ostatni Jagiellon i koniec epoki</h2><p><strong>454 lata temu, w 1572 roku</strong>, w Knyszynie zmarł bezpotomnie <strong>król Zygmunt II August</strong>, ostatni męski przedstawiciel dynastii Jagiellonów na polskim tronie.</p><p>Jego śmierć zamknęła jedną z najważniejszych epok w dziejach Rzeczypospolitej. To był koniec świata budowanego przez Władysława Jagiełłę, Kazimierza Jagiellończyka, Zygmunta Starego i Bonę. Po Zygmuncie Auguście przyszła wolna elekcja — mechanizm fascynujący, demokratyczny jak na swoje czasy, ale też pełen ryzyka, ambicji magnackich i obcych wpływów. Historia Rzeczypospolitej wchodziła w nowy akt dramatu.</p><h2>Gdańsk, Tylża i narodziny Księstwa Warszawskiego</h2><p><strong>292 lata temu, w 1734 roku</strong>, podczas wojny o sukcesję polską wojska sasko-rosyjskie zdobyły <strong>Gdańsk</strong>, zmuszając mieszkańców do uznania władzy Augusta III Sasa. Z miasta uciekł wówczas Stanisław Leszczyński.</p><p><strong>219 lat temu, w 1807 roku</strong>, w Tylży podpisano traktat pokojowy między Rosją i Francją. Jeden z jego artykułów dotyczył utworzenia <strong>Księstwa Warszawskiego</strong>. Dla Polaków, którzy od rozbiorów żyli między pamięcią państwa a polityczną pustką, był to moment niezwykle ważny. Napoleon nie wskrzesił Polski w dawnym kształcie, ale dał jej namiastkę państwowości. W narodowej wyobraźni zaczęło bić serce nadziei.</p><h2>Warneńczyk bez grobu i filmowe Powstanie Styczniowe</h2><p><strong>120 lat temu, w 1906 roku</strong>, na Wawelu odsłonięto nagrobek króla <strong>Władysława Warneńczyka</strong>. Był to nagrobek pusty, ponieważ ciała władcy poległego w 1444 roku pod Warną nigdy nie odnaleziono. Monument wykonał z czerwonego marmuru i brązu Antoni Madeyski, a ufundował go kardynał Jan Puzyna.</p><p><strong>104 lata temu, w 1922 roku</strong>, odbyła się premiera filmu <strong>„Rok 1863”</strong> w reżyserii Edwarda Puchalskiego. Kino dopiero uczyło się wtedy mówić obrazem o historii, ale już rozumiało, że powstania, klęski i narodowe mity są dla polskiej wyobraźni tym, czym dla antyku były tragedie Sofoklesa.</p><h2>Ostra Brama. Wilno między dwoma okupantami</h2><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku</strong>, rozpoczęła się <strong>Operacja Ostra Brama</strong>. Żołnierze Wileńskiego i Nowogródzkiego Okręgu Armii Krajowej pod dowództwem płk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka” rozpoczęli walki z Niemcami o Wilno. Oddziały AK atakowały miasto wspólnie z Armią Czerwoną.</p><p>Ten rozdział historii ma w sobie tragiczny paradoks. Polscy żołnierze bili się o miasto, które było częścią ich świata, pamięci i kultury. Współdziałali chwilowo z Sowietami, choć za chwilę to właśnie sowiecki aparat represji zwrócił się przeciwko nim. Jak w wielu scenach polskiego XX wieku — zwycięstwo mieszało się tu z goryczą, a nadzieja z nadciągającym cieniem nowej niewoli.</p><h2>„Tango” Mrożka i prymas Glemp</h2><p><strong>61 lat temu, w 1965 roku</strong>, w warszawskim Teatrze Współczesnym odbyła się premiera <strong>„Tanga” Sławomira Mrożka</strong>. Spektakl wyreżyserował Erwin Axer. Dramat Mrożka stał się jednym z najważniejszych tekstów polskiego teatru powojennego — groteskową, ostrą diagnozą świata, w którym bunt traci sens, forma rozpada się na oczach widza, a chaos rodzi nową przemoc.</p><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku</strong>, papież Jan Paweł II mianował biskupa warmińskiego <strong>Józefa Glempa</strong> arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim. Tym samym Glemp został następcą zmarłego prymasa Stefana Wyszyńskiego. Działo się to w czasie wyjątkowym: Polska żyła jeszcze energią „Solidarności”, ale nad krajem wisiało już widmo stanu wojennego.</p><h2>Seweryna Szmaglewska i denominacja złotego</h2><p><strong>34 lata temu, w 1992 roku</strong>, w Warszawie zmarła <strong>Seweryna Szmaglewska</strong>, pisarka, więźniarka KL Auschwitz i świadek na procesie norymberskim. Jej twórczość pozostaje jednym z ważnych świadectw doświadczenia obozowego.</p><p><strong>32 lata temu, w 1994 roku</strong>, Sejm RP przyjął ustawę o <strong>denominacji złotego</strong>. Reforma weszła w życie 1 stycznia 1995 roku. Stare 10 000 złotych zamieniło się w 1 nowy złoty. Dla pokolenia transformacji była to nie tylko operacja finansowa, ale także symboliczny znak końca inflacyjnego chaosu początku lat 90.</p><h2>Muzyczny 7 lipca: Beatlesi, Kinks, Zeppelin, Prince i Pink Floyd</h2><p><strong>7 lipca 1940 roku</strong> w Liverpoolu urodził się <strong>Ringo Starr</strong>, właściwie Richard Starkey, perkusista The Beatles. Choć w zespole często pozostawał w cieniu Lennona, McCartneya i Harrisona, to bez jego charakterystycznego stylu Beatlesi brzmieliby inaczej. To on śpiewał m.in. „Yellow Submarine” i „Octopus’s Garden”, a po rozpadzie grupy prowadził własną karierę solową.</p><p><strong>W 1943 roku</strong> urodził się <strong>Toto Cutugno</strong>, włoski piosenkarz i kompozytor, autor niezapomnianego „L’italiano” i zwycięzca Eurowizji z piosenką „Insieme 1992”. Pisał także dla takich artystów jak Joe Dassin, Dalida czy Adriano Celentano.</p><p><strong>W 1964 roku</strong> w Gdańsku urodził się <strong>Krzysztof Skiba</strong>, muzyk, satyryk, autor tekstów i publicysta, współzałożyciel zespołu Big Cyc. Jego teksty z początku lat 90. były jak muzyczna kronika polskiej transformacji — ironiczna, uliczna, czasem kpiąca, ale zawsze celnie trafiająca w absurd czasu.</p><p><strong>W 1966 roku</strong> The Kinks zdobyli pierwsze miejsce na brytyjskiej liście singlem <strong>„Sunny Afternoon”</strong>. To był ich trzeci i ostatni numer jeden w Wielkiej Brytanii.</p><p><strong>W 1969 roku</strong> George Harrison nagrał w studiach Abbey Road piosenkę <strong>„Here Comes The Sun”</strong>. W nagraniu wzięli udział Paul McCartney i Ringo Starr. John Lennon dochodził wtedy do siebie po wypadku samochodowym w Szkocji.</p><p><strong>W 1971 roku</strong> Björn Ulvaeus i Agnetha Fältskog z ABBY pobrali się w Szwecji. Na ceremonię przybyły tysiące fanów, a zamieszanie było tak duże, że jeden z policyjnych koni nadepnął na stopę panny młodej.</p><p><strong>W 1980 roku</strong> Led Zeppelin zagrali w Berlinie ostatni koncert w oryginalnym składzie. W setliście znalazły się m.in. „Black Dog”, „Kashmir”, „Stairway To Heaven” i „Whole Lotta Love”. Kilka miesięcy później śmierć Johna Bonhama zamknęła historię jednej z największych rockowych formacji świata.</p><p><strong>W 1984 roku</strong> Bruce Springsteen zdobył szczyt amerykańskiej listy albumem <strong>„Born In The USA”</strong>. Tego samego dnia Prince rozpoczął pięciotygodniowe panowanie na liście w USA singlem <strong>„When Doves Cry”</strong>. Jeden dzień — dwa różne oblicza Ameryki: robotniczy mit Springsteena i elektryzująca, zmysłowa nowoczesność Prince’a.</p><p><strong>W 2006 roku</strong> zmarł <strong>Syd Barrett</strong>, współzałożyciel Pink Floyd. Był jedną z najbardziej tajemniczych postaci rocka. Odszedł z zespołu wcześnie, ale jego duch pozostał obecny w muzyce Pink Floyd, szczególnie w utworze „Wish You Were Here”.</p><h2>Dziś w kraju: rząd, konsumenci, związki zawodowe i cyberbezpieczeństwo</h2><p>Dziś Rada Ministrów ma zająć się m.in. projektem nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym oraz ustawy o prawach konsumenta. Projekt przygotowany przez UOKiK zakłada rozszerzenie katalogu tzw. czarnych praktyk rynkowych o 12 nowych zapisów.</p><p>Rząd omówi także projekt zmian w ustawie o związkach zawodowych oraz ustawie o informowaniu pracowników i przeprowadzaniu z nimi konsultacji. Nowe przepisy mają mieć charakter deregulacyjny i usprawnić komunikację między organizacją związkową a pracodawcą oraz między pracodawcą a radą pracowników.</p><p>W porządku obrad znalazł się również projekt nowelizacji Kodeksu postępowania karnego oraz ustawy o doręczeniach elektronicznych. Celem zmian ma być dostosowanie procedury karnej do obecnych realiów.</p><p>Dziś rozpoczyna się także dwudniowe posiedzenie <strong>Rady Polityki Pieniężnej</strong>. Według ekonomistów RPP nie zmieni stóp procentowych, a główna stopa referencyjna NBP ma pozostać na poziomie <strong>3,75 proc.</strong></p><p>Minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński weźmie natomiast udział w inauguracji cyklu szkoleń z zaawansowanych kompetencji cyfrowych dla funkcjonariuszy i pracowników Policji, Państwowej Straży Pożarnej oraz Straży Granicznej. Tematyka obejmuje sztuczną inteligencję, dezinformację, cyberbezpieczeństwo i cyberhigienę.</p><h2>Świat patrzy na Ankarę</h2><p>Dziś rozpoczyna się szczyt NATO w Ankarze. Oczekuje się, że przywódcy państw Sojuszu potwierdzą jedność i dalsze zobowiązania wobec wspólnej obrony wynikające z art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. Jednym z głównych tematów będzie również długoterminowe wsparcie wojskowe dla Ukrainy.</p><p>Według zapowiedzi państwa NATO mają potwierdzić także mechanizmy finansowania dostaw uzbrojenia dla Kijowa. W deklaracji końcowej ma znaleźć się odniesienie do Rosji jako długoterminowego zagrożenia dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego.</p><p>Polskę na szczycie reprezentować będą prezydent Karol Nawrocki z małżonką Martą Nawrocką, wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz oraz wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.</p><h2>Ukraina, Wołyń i europejska polityka pamięci</h2><p>W Parlamencie Europejskim odbędzie się debata dotycząca postępów Ukrainy w procesie akcesyjnym. Wśród proponowanych poprawek do rezolucji znalazły się zapisy krytykujące decyzję prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej imienia Bohaterów UPA.</p><p>Sprawa dotyka wyjątkowo wrażliwego obszaru polskiej pamięci historycznej — rzezi wołyńskiej i odpowiedzialności UPA za zbrodnie na ludności polskiej. Europejska debata o Ukrainie coraz częściej pokazuje, że solidarność wobec państwa napadniętego przez Rosję nie oznacza milczenia wobec trudnych kart historii.</p><h2>Marine Le Pen przed sądem apelacyjnym</h2><p>We Francji sąd apelacyjny rozpatrzy odwołanie Marine Le Pen od wyroku z marca 2025 roku. Sprawa dotyczy zatrudniania asystentów w Parlamencie Europejskim, którzy — według sądu niższej instancji — wykonywali zadania na rzecz partii, a nie europarlamentu.</p><p>Jeżeli sąd apelacyjny utrzyma wyrok, pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne może uniemożliwić Le Pen start w wyborach prezydenckich. Francuska prawica przygotowuje się już na wariant, w którym kandydatem zostałby Jordan Bardella.</p><p><strong>7 lipca</strong> przypomina więc, że historia nigdy nie stoi w miejscu. Jednego dnia zapisuje dokument, który broni polskiej niezależności. Innego zamyka dynastię, otwiera teatr absurdu, gra rockowy hymn na stadionie albo decyduje o układzie sił w Europie. A my, jak co dzień, próbujemy z tego zgiełku wydobyć sens.</p><p>Mogę od razu przygotować też krótką, mocną <strong>zapowiedź na Facebooka</strong> do tego kalendarium.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[6 lipca w historii: wojna o Wisłę, Szpilman, Jaruzelski, Beatlesi i rock’n’roll, który ruszył zegary świata]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55750,6-lipca-w-historii-wojna-o-wisle-szpilman-jaruzelski-beatlesi-i-rock-n-roll-ktory-ruszyl-zegary-swiata</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55750,6-lipca-w-historii-wojna-o-wisle-szpilman-jaruzelski-beatlesi-i-rock-n-roll-ktory-ruszyl-zegary-swiata</guid>
            <pubDate>Mon, 06 Jul 2026 07:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-6-lipca-w-historii-wojna-o-wisle-szpilman-jaruzelski-beatlesi-i-rock-n-roll-ktory-ruszyl-zegary-1783318205.png</url>
                        <title>6 lipca w historii: wojna o Wisłę, Szpilman, Jaruzelski, Beatlesi i rock’n’roll, który ruszył zegary świata</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55750,6-lipca-w-historii-wojna-o-wisle-szpilman-jaruzelski-beatlesi-i-rock-n-roll-ktory-ruszyl-zegary-swiata</link>
                    </image><description>Poniedziałek, 6 lipca. Sto osiemdziesiąty siódmy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.21, zajdzie o godz. 20.58. Imieniny obchodzą dziś: Dominik, Łucja, Maria, Piotr i Zuzanna.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ten dzień w kalendarzu ma w sobie coś z dobrze zmontowanego filmu historycznego. Najpierw huk dział nad Bałtykiem i szwedzki desant w Piławie. Potem gabinety władzy PRL, milczenie stanu wojennego i ciężar biografii Wojciecha Jaruzelskiego. Dalej Warszawa Władysława Szpilmana, której muzyka przetrwała getto, ruiny i okupacyjny koszmar. A gdy historia polityczna i wojskowa opada jak kurz po bitwie, z głośników uderza „Rock Around The Clock”, Beatlesi spotykają się po raz pierwszy, Queen wypuszcza debiutancki singiel, a Louis Armstrong odchodzi, zostawiając światu „What A Wonderful World”.</p><h3><strong>Wojna o ujście Wisły. Gustaw Adolf patrzy na Gdańsk</strong></h3><p><strong>400 lat temu, w 1626 roku, rozpoczęła się szwedzko-polska wojna o ujście Wisły.</strong> Król Szwecji Gustaw Adolf dokonał desantu w Piławie niedaleko Królewca, a później niemal bez walki zajął m.in. Malbork, Frombork, Elbląg, Tczew i Oliwę.</p><p>Celem była kontrola nad handlem wiślanym, czyli nad jednym z najważniejszych krwiobiegów Rzeczypospolitej. Wisła była wówczas nie tylko rzeką. Była autostradą zbożową, gospodarczym nerwem państwa, drogą do Gdańska i dalej — do Europy. Gustaw Adolf wiedział, że kto trzyma ujście Wisły, ten trzyma rękę na pulsie polskiego handlu.</p><p>Mimo wielomiesięcznych walk Szwedom nie udało się zdobyć Gdańska. Miasto, bogate i dumne, pozostało twierdzą, której nie dało się łatwo połknąć. Historia znów przypomniała, że wojny rzadko zaczynają się od wielkich haseł, a często od bardzo konkretnych interesów: portów, ceł, szlaków handlowych i pieniędzy.</p><h3><strong>Prymas, poeta i człowiek epoki przełomu</strong></h3><p><strong>273 lata temu, w 1753 roku, urodził się Jan Paweł Woronicz</strong>, arcybiskup warszawski, prymas Królestwa Polskiego i poeta.</p><p>Był postacią zanurzoną w epoce pęknięcia — między dawną Rzeczpospolitą a światem po rozbiorach. W jego biografii spotykały się Kościół, literatura, polityka i wielka narodowa melancholia. To jeden z tych ludzi, którzy próbowali ocalić język wspólnoty wtedy, gdy państwo znikało z mapy.</p><h3><strong>Jaruzelski. Biografia, której nie da się czytać bez sporu</strong></h3><p><strong>103 lata temu, w 1923 roku, urodził się Wojciech Jaruzelski</strong>, ostatni przywódca PRL, premier, minister obrony narodowej, I sekretarz KC PZPR, szef Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, a po 1989 roku — prezydent wybrany w wyniku politycznego kompromisu.</p><p>To jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci najnowszej historii Polski. Z jego nazwiskiem wiążą się decyzje o użyciu polskiego wojska podczas interwencji w Czechosłowacji w 1968 roku, podczas robotniczych protestów na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku oraz w czasie stanu wojennego, wprowadzonego 13 grudnia 1981 roku.</p><p>Dla jednych pozostaje człowiekiem, który próbował manewrować w cieniu Moskwy. Dla innych — symbolem przemocy państwa wobec własnych obywateli. W historii nie ma tu prostego kadru, nie ma łagodnego światła. Jest spór, odpowiedzialność i pytanie, które wraca jak refren z ponurej kroniki filmowej: ile waży decyzja władzy, gdy za jej skutkami stoją konkretni ludzie, konkretne rodziny, konkretne ofiary?</p><h3><strong>Krakowski ogród, Clinton w Polsce i śmierć Szpilmana</strong></h3><p><strong>97 lat temu, w 1929 roku, otwarto Ogród Zoologiczny w Krakowie.</strong> Dziś to miejsce kojarzone z rodzinnymi spacerami, ale jego historia jest także częścią szerszej opowieści o tym, jak miasta budowały nowoczesną przestrzeń publiczną — z parkami, ogrodami, instytucjami edukacji i odpoczynku.</p><p><strong>32 lata temu, w 1994 roku, prezydent USA Bill Clinton rozpoczął dwudniową wizytę w Polsce.</strong> Był to czas, gdy Polska dopiero układała swoją pozycję po przełomie 1989 roku, szukając trwałego miejsca w zachodnim systemie bezpieczeństwa. W tle tej wizyty pobrzmiewały rozmowy o NATO, geopolityce i kierunku, z którego Polska nie chciała już zawracać.</p><p><strong>26 lat temu, w 2000 roku, w Warszawie zmarł Władysław Szpilman</strong> — pianista, kompozytor, człowiek, którego losy stały się podstawą scenariusza filmu „Pianista” Romana Polańskiego. Jego historia jest jednym z najbardziej przejmujących świadectw okupowanej Warszawy.</p><p>Szpilman przeżył getto, zagładę miasta i samotność ruin. Jego muzyka nie była dekoracją. Była dowodem, że kultura potrafi przetrwać tam, gdzie człowiekowi odbiera się wszystko: dom, bezpieczeństwo, bliskich, nazwisko, a czasem nawet prawo do istnienia.</p><p><strong>6 lat temu, w 2020 roku, zmarła Barbara Pec-Ślesicka</strong>, kierowniczka produkcji filmowej, związana z wieloma ważnymi tytułami polskiego kina. Przez lata współpracowała z Andrzejem Wajdą, m.in. przy „Weselu”, „Człowieku z marmuru”, „Człowieku z żelaza”, „Pannach z Wilka” i „Dantonie”, nagrodzonym w 1983 roku nagrodą BAFTA.</p><p>To nazwisko z tej części kina, której często nie widać na afiszu wielkimi literami, ale bez której nie byłoby planu, zdjęć, rytmu pracy i filmowego porządku. Kino jest sztuką reżyserów i aktorów, ale także ludzi, którzy sprawiają, że wielkie wizje nie rozsypują się w chaosie.</p><h3><strong>Bill Haley i zegar, który wybił rock’n’rolla</strong></h3><p>W kalendarium muzycznym 6 lipca brzmi jak dzień, w którym ktoś podkręcił wzmacniacze i kazał światu ruszyć biodrami.</p><p><strong>W 1925 roku urodził się Bill Haley</strong>, właściwie William John Clifton Haley — wokalista i gitarzysta, jeden z pierwszych wielkich gwiazdorów rock and rolla. Wraz z grupą The Comets wprowadził w 1955 roku na szczyty list przebojów po obu stronach Atlantyku piosenkę <strong>„Rock Around The Clock”</strong>.</p><p>To był utwór, który nie prosił o pozwolenie. Wchodził do sal tanecznych, kin, domów i radiostacji jak młodość, która właśnie odkryła, że może mieć własny rytm. Haley sprzedał w trakcie kariery ponad 60 milionów płyt i stał się jednym z tych artystów, którzy pomogli zmienić muzykę popularną z eleganckiej rozrywki w pokoleniową deklarację.</p><h3><strong>Jacek Cygan i polskie piosenki, które znają wszyscy</strong></h3><p><strong>W 1950 roku w Sosnowcu urodził się Jacek Cygan</strong> — poeta, autor tekstów piosenek, człowiek, którego słowa nuciła i nadal nuci Polska.</p><p>Napisał teksty m.in. do utworów <strong>„Baw mnie”</strong> Seweryna Krajewskiego, <strong>„Diamentowy kolczyk”</strong> Anny Jurksztowicz, <strong>„Jaka róża, taki cierń”</strong> Edyty Geppert, <strong>„Wypijmy za błędy”</strong> Ryszarda Rynkowskiego czy <strong>„To nie ja”</strong> Edyty Górniak.</p><p>Cygan ma tę rzadką umiejętność pisania słów, które brzmią jednocześnie prosto i głęboko. Jakby piosenka była rozmową przy stole, ale w tle grała cała orkiestra wspomnień.</p><h3><strong>Grzegorz Skawiński. Gitara, Kombi i energia sceny</strong></h3><p><strong>W 1954 roku w Mławie urodził się Grzegorz Skawiński</strong>, gitarzysta, kompozytor i wokalista znany z zespołów Kombi, Skawalker oraz O.N.A.</p><p>Współpracował z Wandą Kwietniewską, Liroyem, Irą, Golden Life, Acid Drinkers i wieloma innymi wykonawcami. W 1993 roku w ankiecie pisma „Gitara i Bas” otrzymał tytuł najlepszego gitarzysty rockowego i gitarzysty roku.</p><p>To on skomponował takie utwory jak <strong>„Black and White”</strong>, <strong>„Kiedy powiem sobie dość”</strong> czy <strong>„Królowie życia”</strong>. A te tytuły nie są tylko hasłami z historii polskiego pop-rocka. To fragment ścieżki dźwiękowej lat 80., 90. i późniejszej muzycznej pamięci kilku pokoleń.</p><h3><strong>Dzień, w którym Lennon poznał McCartneya</strong></h3><p><strong>W 1957 roku John Lennon i Paul McCartney spotkali się po raz pierwszy</strong> podczas zabawy zorganizowanej przez parafię w Woolton. Zespół Lennona, The Quarry Men, grał tam do tańca.</p><p>McCartney zaimponował Lennonowi grą na gitarze i umiejętnością strojenia instrumentu. Niby drobiazg. Jedno spotkanie. Jeden lokalny występ. Kilka akordów. A przecież z tej chwili wyrosła jedna z najważniejszych historii muzyki XX wieku.</p><p>Czasem historia wygląda właśnie tak: nie jak fanfary, nie jak przemówienie, nie jak wielka scena. Raczej jak młodzieżowa potańcówka, na której dwóch chłopaków zaczyna rozmowę o muzyce.</p><h3><strong>James Brown, Beatlesi, Armstrong i Queen</strong></h3><p><strong>W 1963 roku James Brown zdobył drugie miejsce amerykańskiej listy albumem koncertowym „Live At The Apollo”.</strong> Płyta, nagrana 24 października 1962 roku na koszt samego Browna, spędziła 66 tygodni na liście Billboardu. W 2003 roku magazyn „Rolling Stone” umieścił ją na 24. miejscu listy największych albumów wszech czasów.</p><p><strong>W 1964 roku The Beatles zaprezentowali swój pierwszy film fabularny „A Hard Day’s Night”.</strong> Nakręcony w czasie beatlemanii obraz pokazywał zespół w lekkiej, pełnej humoru formule: występy telewizyjne, ucieczki przed fanami, zagubionego Ringo i piosenki, które dziś są częścią kanonu popkultury.</p><p><strong>W 1971 roku zmarł Louis Armstrong</strong>, trębacz jazzowy i wokalista, jedna z największych postaci muzyki XX wieku. Do jego największych przebojów należały <strong>„Hello, Dolly!”</strong>, <strong>„What A Wonderful World”</strong> i <strong>„We Have All The Time In The World”</strong>.</p><p>Armstrong zostawił po sobie nie tylko nagrania. Zostawił brzmienie, które potrafiło połączyć melancholię z uśmiechem, elegancję z ulicznym pulsem Nowego Orleanu.</p><p><strong>W 1973 roku Queen wydał w Wielkiej Brytanii debiutancki singiel „Keep Yourself Alive”</strong>, napisany przez Briana Maya. Początkowo utwór nie odniósł sukcesu na listach przebojów, ale później trafił na pierwszy album zespołu. Dziś brzmi jak zapowiedź czegoś ogromnego — jak pierwszy błysk reflektora przed wejściem Freddiego Mercury’ego na scenę.</p><h3><strong>Od 50 Centa do Beyoncé. Popkultura przyspiesza</strong></h3><p><strong>W 1975 roku urodził się 50 Cent</strong>, właściwie Curtis Jackson. Jego debiutancki album <strong>„Get Rich Or Die Tryin’”</strong> z 2003 roku zdobył sześciokrotną platynę i stał się jednym z największych komercyjnych sukcesów hip-hopu tamtego czasu. Singiel <strong>„In Da Club”</strong> przez dziewięć tygodni utrzymywał się na pierwszym miejscu listy Billboard Hot 100.</p><p><strong>W 1979 roku zmarł Van McCoy</strong>, amerykański wokalista, kompozytor i producent. Jego <strong>„The Hustle”</strong> z 1975 roku stał się jednym z najważniejszych utworów ery disco i sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy.</p><p><strong>W 1985 roku Phil Collins zdobył pierwsze miejsce amerykańskiej listy singlem „Sussudio”.</strong> Sam tytuł nic nie znaczył — Collins wymyślił słowo podczas programowania maszyny perkusyjnej. Brzmiało dobrze, pasowało do rytmu i zostało. Czasem pop nie potrzebuje definicji. Wystarczy groove.</p><p><strong>W 1999 roku zespół East 17 utracił kontrakt płytowy z wytwórnią Telstar Records</strong> po słabej sprzedaży ostatniego albumu. Wcześniej grupa miała na koncie takie przeboje jak <strong>„House Of Love”</strong>, <strong>„Deep”</strong>, <strong>„Steam”</strong> i <strong>„Stay Another Day”</strong>.</p><p><strong>W 2003 roku Beyoncé, z gościnnym udziałem Jaya-Z, zdobyła pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii singlem „Crazy In Love”.</strong> Utwór wykorzystał sample z kompozycji <strong>„Are You My Woman (Tell Me So)”</strong> grupy The Chi-Lites z 1970 roku i przez trzy tygodnie utrzymywał się na szczycie brytyjskiej listy.</p><p><strong>W 2007 roku Avril Lavigne została pozwana przez zespół The Rubinoos</strong>, którego członkowie twierdzili, że jej przebój <strong>„Girlfriend”</strong> zapożyczył motyw z ich utworu <strong>„I Wanna Be Your Boyfriend”</strong> z 1979 roku. To kolejny przykład, że muzyka popularna bywa nie tylko sztuką emocji, ale także polem sporów o autorstwo, inspirację i granice podobieństwa.</p><h3><strong>Dziś w kraju: polska produkcja pocisków manewrujących</strong></h3><p>W kraju uwagę przyciąga dziś Bydgoszcz. <strong>Premier Donald Tusk oraz wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz wezmą udział w uroczystym podpisaniu umowy o współpracy Polskiej Grupy Zbrojeniowej SA i Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 z firmą Anduril Industries.</strong></p><p>Porozumienie dotyczy rozwoju zdolności produkcyjnych niskokosztowych pocisków manewrujących w Polsce. Umowa przewiduje ulokowanie w naszym kraju montażu, a następnie produkcję autonomicznych rakietowych pocisków manewrujących dalekiego zasięgu <strong>Barracuda 500</strong>.</p><p>W tle jest rzecz zasadnicza: bezpieczeństwo Polski jako jednego z kluczowych państw wschodniej flanki NATO. W czasach, gdy wojna za wschodnią granicą nie jest już abstrakcją z podręcznika historii, każda decyzja dotycząca przemysłu obronnego ma znaczenie nie tylko wojskowe, ale także polityczne, gospodarcze i strategiczne.</p><h3><strong>Za granicą: proces Ekrema Imamoglu w Turcji</strong></h3><p>Za granicą jednym z najważniejszych wydarzeń będzie sprawa <strong>Ekrema Imamoglu</strong>, więzionego burmistrza Stambułu i kandydata największej partii opozycyjnej Turcji na prezydenta. Imamoglu stanie przed sądem w związku z trzema sprawami dotyczącymi jego dyplomu, zarządzania Stambułem oraz rzekomego szpiegostwa.</p><p>Grozi mu kara do 2352 lat więzienia. Pierwszy z procesów ma być kontynuowany w więzieniu Silivri, w którym opozycjonista przebywa od marca ubiegłego roku.</p><p>Sprawa ma znaczenie daleko wykraczające poza jedną salę sądową. Imamoglu jest głównym przeciwnikiem politycznym prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Prawomocne pozbawienie go dyplomu uniwersyteckiego mogłoby uniemożliwić mu start w wyborach prezydenckich zaplanowanych na 2028 rok.</p><p>To już nie tylko proces sądowy. To test dla tureckiej demokracji, państwa prawa i realnej konkurencji politycznej. W takich sprawach sala rozpraw bywa sceną, na której rozgrywa się przyszłość całego kraju.</p><h3><strong>6 lipca. Dzień, w którym historia mówi wieloma głosami</strong></h3><p>6 lipca jest jak wielka płyta winylowa, na której ktoś nagrał różne ścieżki: wojenną, polityczną, filmową, jazzową, rockandrollową, popową i współczesną.</p><p>Słychać tu szwedzkie działa nad Bałtykiem, fortepian Szpilmana w ruinach Warszawy, trąbkę Armstronga, gitarę Skawińskiego, głosy Lennona i McCartneya, puls disco, rapowy beat 50 Centa i radiowy refren Beyoncé.</p><p>Historia nie jest martwym zbiorem dat. Jest rozmową przeszłości z teraźniejszością. Czasem mówi przez traktaty i wojny, czasem przez filmy, czasem przez piosenkę, która zaczyna się niewinnie, a po chwili zmienia cały świat.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ponad połowa badanych chce dymisji Trzaskowskiego. Afera wokół Szpitala Południowego uderza w prezydenta Warszawy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55745,ponad-polowa-badanych-chce-dymisji-trzaskowskiego-afera-wokol-szpitala-poludniowego-uderza-w-prezydenta-warszawy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55745,ponad-polowa-badanych-chce-dymisji-trzaskowskiego-afera-wokol-szpitala-poludniowego-uderza-w-prezydenta-warszawy</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 20:52:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ponad-polowa-badanych-chce-dymisji-trzaskowskiego-afera-wokol-szpitala-poludniowego-uderza-w-prezyd-1783278044.png</url>
                        <title>Ponad połowa badanych chce dymisji Trzaskowskiego. Afera wokół Szpitala Południowego uderza w prezydenta Warszawy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55745,ponad-polowa-badanych-chce-dymisji-trzaskowskiego-afera-wokol-szpitala-poludniowego-uderza-w-prezydenta-warszawy</link>
                    </image><description>Afera wokół warszawskiego Szpitala Południowego przestaje być wyłącznie sprawą jednej placówki medycznej. Najnowszy sondaż United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski pokazuje, że polityczny rachunek za tę sprawę coraz częściej wystawiany jest Rafałowi Trzaskowskiemu. Według badania 51,2 proc. ankietowanych uważa, że prezydent Warszawy powinien podać się do dymisji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To już nie jest tylko historia o szpitalnym prosektorium, kontraktach, SOR-ze i radnym-lekarzu z rekordowymi zarobkami. To opowieść o zaufaniu do publicznej ochrony zdrowia. A kiedy w tle pojawiają się ciała zmarłych, usługi pogrzebowe, politycy przyjmowani bez kolejki i milionowe wynagrodzenia w miejskiej placówce, opinia publiczna reaguje gwałtownie. I trudno się temu dziwić.</p><p>Według opublikowanego przez Wirtualną Polskę sondażu <strong>38,1 proc. badanych odpowiedziało, że Rafał Trzaskowski „zdecydowanie” powinien odejść ze stanowiska</strong>, a kolejne <strong>13,1 proc. wskazało odpowiedź „raczej tak”</strong>. Łącznie daje to <strong>51,2 proc. respondentów opowiadających się za dymisją prezydenta Warszawy</strong>.</p><p>Przeciwnego zdania jest <strong>41,1 proc. ankietowanych</strong>. Odpowiedź „raczej nie” wybrało 18,8 proc., a „zdecydowanie nie” — 22,3 proc. Niezdecydowanych było 7,7 proc.</p><h2><strong>Polityczne plemiona widzą dwie różne afery</strong></h2><p>Badanie pokazuje również coś, co w polskiej polityce jest już niemal żelazną regułą: ocena skandalu zależy często od tego, po której stronie barykady stoi wyborca.</p><p>Wśród sympatyków obozu rządzącego — KO, Lewicy, PSL i Polski 2050 — za dymisją Trzaskowskiego opowiada się 9 proc. badanych, a przeciw jest 85 proc. Z kolei wśród wyborców opozycji, obejmującej PiS, Razem, Konfederację i Konfederację Korony Polskiej, za odejściem prezydenta Warszawy jest 82 proc. respondentów.</p><p>Najostrzej sprawę oceniają wyborcy Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna — w tej grupie za dymisją Trzaskowskiego ma być 91 proc. badanych.</p><p>To polityczny termometr rozgrzany do czerwoności. Jedni widzą próbę rozliczenia patologii w miejskiej placówce. Drudzy — symbol bezkarności układów, w których partyjność, stanowiska i publiczne pieniądze splatają się w węzeł gordyjski.</p><h2><strong>Prosektorium, SOR i pytania bez dobrych odpowiedzi</strong></h2><p>Sprawa Szpitala Południowego wybuchła po publikacjach medialnych dotyczących kilku wątków. Portal Zero.pl opisywał, że w prosektorium szpitala miało dochodzić do prowadzenia działalności związanej z usługami pogrzebowymi, promowania konkretnej firmy oraz utrudniania rodzinom wyboru konkurencyjnych zakładów pogrzebowych. W publikacjach pojawiły się też informacje o zdjęciach ciał i szczątków ludzkich publikowanych w mediach społecznościowych oraz o wykorzystywaniu prosektorium jako planu filmowego.&nbsp;</p><p>Drugim wątkiem jest sprawa lekarza Dawida Kacprzyka, byłego koordynatora SOR w Szpitalu Południowym i radnego KO w warszawskim Ursusie. Media informowały, że jako młody lekarz, w trakcie specjalizacji, miał osiągnąć w 2025 r. około <strong>1,6 mln zł dochodu</strong> z działalności medycznej. Po ujawnieniu sprawy Kacprzyk został zwolniony ze Szpitala Południowego, odszedł z KO, a sprawą zajęły się instytucje kontrolne i prokuratura. (<a href="https://zero.pl/news/ujawniamy-jak-pracowal-28-letni-lekarz-milioner-sprawa-dawida-kacprzyka?utm_source=chatgpt.com" title="Ujawniamy, jak pracował 28-letni lekarz milioner. Sprawa Dawida Kacprzyka">Zero.pl</a>)</p><p>Rzeczpospolita informowała również o sprawie zwrotu pół miliona złotych: według tych doniesień Kacprzyk miał najpierw przelać pieniądze szpitalowi, po czym placówka miała zwrócić tę samą kwotę na jego konto. Prokuratura potwierdzała zainteresowanie tym wątkiem.&nbsp;</p><h2><strong>Trzaskowski odpiera zarzuty, ale polityczna odpowiedzialność zostaje</strong></h2><p>Rafał Trzaskowski publicznie zapewniał, że miasto wyjaśnia sprawę, prowadzone są kontrole, audyt oraz działania personalne. Według doniesień medialnych po serii publikacji doszło m.in. do dymisji zarządu placówki i rady nadzorczej, a prezydent Warszawy zapowiedział usunięcie polityków z rad nadzorczych miejskich spółek medycznych.&nbsp;</p><p>Problem polega jednak na tym, że w polityce nie wystarczy powiedzieć: „nie wiedziałem”. Zwłaszcza gdy chodzi o szpital należący do miasta, o publiczne pieniądze i o instytucję, do której zwykły pacjent trafia często w najbardziej dramatycznym momencie życia.</p><p>W samorządzie odpowiedzialność ma dwa wymiary. Pierwszy jest formalny — kto podpisał dokumenty, kto nadzorował, kto miał wiedzę, kto zaniechał działania. Drugi jest polityczny — kto odpowiada za system, który dopuścił do takiego kryzysu.</p><p>I właśnie o ten drugi wymiar pyta dziś opinia publiczna.</p><h2><strong>Ta sprawa wykracza poza Warszawę</strong></h2><p>Choć mówimy o stołecznym szpitalu, sprawa ma wymiar ogólnopolski. W każdym mieście, także takim jak Tomaszów Mazowiecki, pacjenci zadają podobne pytania: czy publiczne szpitale są zarządzane dla dobra chorych, czy dla interesów grup wpływu? Czy kolejka jest naprawdę kolejką? Czy polityczne znajomości otwierają drzwi szybciej niż skierowanie? Czy w placówkach medycznych istnieją skuteczne mechanizmy kontroli?</p><p>To pytania niewygodne, ale konieczne. Bo ochrona zdrowia to nie scena z serialu politycznego, w którym po każdym skandalu można zmienić dekoracje i grać dalej. To miejsce, w którym człowiek oddaje w cudze ręce zdrowie, życie, ciało bliskiej osoby i ostatnie resztki zaufania do państwa.</p><p>A kiedy to zaufanie pęka, żaden komunikat prasowy nie skleja go szybko.</p><p>Badanie United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski przeprowadzono w dniach <strong>26–28 czerwca 2026 r.</strong> metodą mixed-mode, czyli wywiadów internetowych i telefonicznych CAWI/CATI, na próbie <strong>1000 osób</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[5 lipca. Od cenzury i VAT-u po bikini, Bauhaus, Hermaszewskiego i dźwięk, od którego zaczął się Elvis]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55737,5-lipca-od-cenzury-i-vat-u-po-bikini-bauhaus-hermaszewskiego-i-dzwiek-od-ktorego-zaczal-sie-elvis</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55737,5-lipca-od-cenzury-i-vat-u-po-bikini-bauhaus-hermaszewskiego-i-dzwiek-od-ktorego-zaczal-sie-elvis</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 09:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-5-lipca-od-cenzury-i-vat-u-po-bikini-bauhaus-hermaszewskiego-i-dzwiek-od-ktorego-zaczal-sie-elvi-1783237208.png</url>
                        <title>5 lipca. Od cenzury i VAT-u po bikini, Bauhaus, Hermaszewskiego i dźwięk, od którego zaczął się Elvis</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55737,5-lipca-od-cenzury-i-vat-u-po-bikini-bauhaus-hermaszewskiego-i-dzwiek-od-ktorego-zaczal-sie-elvis</link>
                    </image><description>Dziś jest niedziela, 5 lipca, sto osiemdziesiąty szósty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.20, zajdzie o godz. 20.59. Imieniny obchodzą: Maria, Marta, Telimena, Antoni, Jakub, Michał i Wilhelm.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dzień, w którym historia miesza się z kulturą, polityką, gospodarką i muzyką. Jakby ktoś przewracał kolejne karty wielkiej księgi XX wieku: prymas August Hlond, cenzura komunistycznego państwa, narodziny bikini, Bauhaus, rafineria w Gdańsku, powrót Hermaszewskiego z kosmosu, wejście VAT-u do polskiej codzienności. A w tle — Elvis Presley, Robbie Robertson, Pink Floyd, U2 i Michael Jackson.</p><h2>Od prymasa Hlonda po obserwatorium na Śnieżce</h2><p><strong>145 lat temu, w 1881 roku, w Brzęczkowicach, dziś dzielnicy Mysłowic, urodził się August Hlond</strong> — prymas Polski w latach 1926–1948, od 1927 roku kardynał. Był jedną z najważniejszych postaci polskiego Kościoła w dramatycznym czasie II Rzeczypospolitej, wojny i pierwszych lat powojennego zniewolenia.</p><p><strong>126 lat temu, w 1900 roku, uruchomiono obserwatorium na Śnieżce.</strong> Trzykondygnacyjny budynek, który przez dekady stał się symbolem górskiej meteorologii, został rozebrany w latach 70. XX wieku i zastąpiony nowym obiektem. Śnieżka, kapryśna i surowa, jakby wyjęta z romantycznej opowieści o granicy między ziemią a niebem, od dawna przypominała, że pogoda jest nie tylko zjawiskiem, ale i żywiołem.</p><h2>Cenzura, bikini i architekt nowoczesności</h2><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku, Krajowa Rada Narodowa wydała dekret o utworzeniu Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.</strong> Był to jeden z tych momentów, w których państwo zaczęło formalnie zakładać kaganiec słowu. Dla prasy, literatury, teatru, filmu i debaty publicznej oznaczało to wejście w epokę urzędowej pieczęci, czerwonego ołówka i decyzji podejmowanych poza czytelnikiem.</p><p>Tego samego dnia, <strong>80 lat temu, w 1946 roku, w Paryżu po raz pierwszy zaprezentowano bikini</strong> — dwuczęściowy damski kostium kąpielowy zaprojektowany przez francuskiego inżyniera Louisa Réarda. Historia potrafi mieć ironię godną najlepszych scenariuszy: jednego dnia jedni chcieli zakrywać myśli i słowa, inni odsłaniali nowy język mody, obyczaju i popkultury.</p><p><strong>57 lat temu, w 1969 roku, w Bostonie zmarł Walter Gropius</strong>, jeden z najwybitniejszych architektów XX wieku, przedstawiciel funkcjonalizmu i założyciel Bauhausu. Jego szkoła nowoczesnego projektowania zmieniła sposób myślenia o przestrzeni, przedmiotach, budynkach i codzienności. Bauhaus był czymś więcej niż stylem — był próbą uporządkowania świata po katastrofach i chaosie epoki.</p><h2>Ropa, kosmos i VAT</h2><p><strong>55 lat temu, w 1971 roku, zawarto umowę Ciechu z British Petroleum na budowę rafinerii w Gdańsku i dostawy ropy drogą morską.</strong> Była to jedna z decyzji o strategicznym znaczeniu dla polskiej gospodarki i energetyki.</p><p><strong>48 lat temu, w 1978 roku, zakończyła się ośmiodniowa misja kosmiczna Mirosława Hermaszewskiego.</strong> Polski kosmonauta, lecący razem z Piotrem Klimukiem, wylądował na stepie w Kazachstanie. Dla całego pokolenia był to obraz niemal filmowy: Polak wracający z orbity, z przestrzeni, która dla większości ludzi pozostawała bardziej domeną Stanisława Lema niż realnego życia.</p><p><strong>33 lata temu, w 1993 roku, w Polsce wszedł w życie podatek od towarów i usług, czyli VAT.</strong> Od tamtej pory stał się jednym z najważniejszych elementów systemu podatkowego i codziennego języka gospodarki. Faktura, stawka, odliczenie, zwrot — słowa, które brzmią sucho, ale dla przedsiębiorców i konsumentów stały się częścią ekonomicznej codzienności.</p><h2>Muzyczne 5 lipca: od Elvisa do U2</h2><p><strong>5 lipca 1943 roku w Toronto urodził się Robbie Robertson</strong>, gitarzysta i wokalista kultowego zespołu The Band. Był jednym z tych muzyków, którzy potrafili łączyć rock, folk, blues i opowieść o Ameryce tak, jakby każda piosenka była kadrem z filmu. Współpracował z Bobem Dylanem, a później pisał muzykę filmową, między innymi dla Martina Scorsese. Jego utwory pojawiały się w takich filmach jak „Wściekły byk”, „Kolor pieniędzy”, „Fenomen” czy „Infiltracja”.</p><p><strong>W 1950 roku urodził się Huey Lewis</strong>, właściwie Hugh Anthony Cregg III — wokalista, aktor i frontman zespołu The News. Świat zapamiętał go przede wszystkim dzięki przebojowi „The Power of Love” z filmu „Powrót do przyszłości”, ale także dzięki piosenkom „Stuck With You”, „Jacob’s Ladder” i „Hip to Be Square”. Lewis pojawił się również w nagraniu „We Are the World”.</p><p><strong>W 1954 roku Elvis Presley, pracując w studiu ze Scottym Moorem i Billem Blackiem, zaczął śpiewać przyspieszoną wersję „That’s All Right”.</strong> Producent Sam Phillips poprosił go o powtórzenie utworu i nagrał tę wersję. Tak powstał pierwszy singiel Presleya wydany przez Sun Records. Czasem historia zaczyna się od przypadku, od żartu, od kilku taktów zagranych niby od niechcenia. A potem świat już nigdy nie brzmi tak samo.</p><p><strong>W 1959 roku w Cleveland urodził się Marc Cohn</strong>, amerykański wokalista i kompozytor, znany przede wszystkim z piosenki „Walking in Memphis”. Własną wersję tego utworu nagrała później Cher.</p><p><strong>W 1965 roku Marty Balin i Paul Kantner stworzyli grupę, która przekształciła się w Jefferson Airplane</strong> — jedną z najważniejszych psychodelicznych formacji końca lat 60. To był dźwięk San Francisco, Haight-Ashbury, młodzieżowego buntu, kolorów i niepokoju, który nie mieścił się już w starych ramach.</p><p><strong>W 1975 roku Pink Floyd, Captain Beefheart, Steve Miller i Roy Harper wystąpili podczas festiwalu w Knebworth.</strong> Pink Floyd po raz pierwszy zagrał wtedy na żywo materiał z płyty „Wish You Were Here”. Scenie towarzyszyły efekty pirotechniczne, a nad publicznością przeleciał myśliwiec Spitfire. Rock potrafił wtedy być nie koncertem, ale widowiskiem — niemal operą dla epoki wzmacniaczy, świateł i dymu.</p><p><strong>W 1986 roku urodził się Adam Young</strong>, twórca projektu Owl City. Jego utwory, spopularyzowane w internecie, trafiły w 2009 roku na płytę „Ocean Eyes”, z której pochodzi światowy hit „Fireflies”.</p><p>Tego samego dnia, <strong>w 1986 roku Billy Ocean umieścił na pierwszym miejscu amerykańskiej listy przebojów balladę „There’ll Be Sad Songs (To Make You Cry)”</strong> z albumu „Love Zone”. Przypadkiem był to sześćsetny utwór, który dotarł na szczyt listy Billboardu od początku jej istnienia.</p><p><strong>W 1999 roku na pokładzie statku „Rainbow Warrior” organizacji Greenpeace duet Eurythmics zapowiedział pierwszą od dziesięciu lat światową trasę koncertową.</strong> Dochody z koncertów miały zostać przeznaczone na cele charytatywne.</p><p><strong>W 2003 roku „The Daily Star” opublikował informację o rzekomym znalezieniu ciała Richeya Edwardsa z Manic Street Preachers.</strong> Muzyk zaginął w 1995 roku, a jego samochód odnaleziono w pobliżu Severn Bridge, miejsca kojarzonego z samobójstwami. Historia Edwardsa do dziś pozostaje jedną z najbardziej przejmujących i mrocznych opowieści brytyjskiego rocka.</p><p><strong>W 2005 roku U2 wystąpiło na Stadionie Śląskim w Chorzowie przed 70 tysiącami fanów.</strong> Koncert był częścią trasy Vertigo/2005 promującej album „How to Dismantle an Atomic Bomb”. Był to drugi występ zespołu w Polsce — wcześniej, w 1997 roku, U2 zagrało na warszawskim Służewcu.</p><p><strong>W 2009 roku płyta „The Essential Michael Jackson” rozpoczęła pierwszy z siedmiu tygodni na szczycie brytyjskiej listy albumów.</strong> Po śmierci artysty aż osiem jego płyt trafiło do pierwszej dwudziestki list przebojów. Popkultura po raz kolejny pokazała, że żałoba potrafi wrócić przez głośniki, słuchawki i stare nagrania.</p><h2>Z kraju i ze świata</h2><p>W Iranie kontynuowane są uroczystości pogrzebowe ajatollaha Alego Chameneiego, który według irańskich mediów państwowych zginął 28 lutego 2026 roku podczas uderzeń amerykańsko-izraelskich. Ceremonie rozpoczęły się w Teheranie 4 lipca i mają potrwać kilka dni, obejmując również Kom i Meszhed, gdzie zaplanowano pochówek. Irańskie władze spodziewają się wielomilionowych tłumów, a uroczystości mają być nie tylko aktem żałoby, lecz także demonstracją politycznej jedności po wojnie. (<a href="https://www.cbsnews.com/live-updates/us-iran-war-trump-negotiations-pause-ayatollah-funeral/?utm_source=chatgpt.com" title="U.S.-Iran Latest: Mourners chant for revenge as Iran begins dayslong ...">CBS News</a>)</p><p>W Niemczech trwa federalny zjazd prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec. W pierwszym dniu kongresu w Erfurcie ponownie wybrano dotychczasowych współprzewodniczących partii — Alice Weidel i Tino Chrupallę. Zjazd odbywa się przy protestach przeciwników AfD i w atmosferze rosnącego znaczenia ugrupowania na niemieckiej scenie politycznej. (<a href="https://elpais.com/internacional/2026-07-04/la-ultraderecha-alemana-afd-reelige-a-su-cupula-en-medio-de-fuertes-protestas-contra-el-partido-y-rivalidades-internas.html?utm_source=chatgpt.com" title="La ultraderecha alemana AfD reelige a su cúpula en medio de fuertes protestas contra el partido y rivalidades internas">El País</a>)</p><h2>Dzień, który pokazuje napięcie epok</h2><p>5 lipca jest jak dobrze zmontowany film dokumentalny. W jednej scenie cenzor pochyla się nad tekstem, w drugiej projektant pokazuje bikini w powojennym Paryżu. Na Śnieżce rusza obserwatorium, Bauhaus uczy świat nowoczesnej formy, Hermaszewski wraca z kosmosu, a Elvis w studiu Sun Records wykonuje piosenkę, która za chwilę otworzy nowy rozdział muzyki.</p><p>Historia rzadko idzie prostą drogą. Częściej przypomina płytę winylową: są trzaski, przeskoki, nagłe wejścia gitar i chwile ciszy. Ale właśnie dlatego warto ją codziennie odczytywać na nowo.</p><p><strong>Opracowanie: NaszTomaszow.pl na podstawie kalendarium historycznego, muzycznego oraz doniesień agencyjnych.&nbsp;</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tusk stawia ultimatum w sprawie ochrony zdrowia. „W środę podejmę decyzje, także personalne”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55735,tusk-stawia-ultimatum-w-sprawie-ochrony-zdrowia-w-srode-podejme-decyzje-takze-personalne</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55735,tusk-stawia-ultimatum-w-sprawie-ochrony-zdrowia-w-srode-podejme-decyzje-takze-personalne</guid>
            <pubDate>Fri, 03 Jul 2026 21:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tusk-stawia-ultimatum-w-sprawie-ochrony-zdrowia-w-srode-podejme-decyzje-takze-personalne-1783106694.png</url>
                        <title>Tusk stawia ultimatum w sprawie ochrony zdrowia. „W środę podejmę decyzje, także personalne”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55735,tusk-stawia-ultimatum-w-sprawie-ochrony-zdrowia-w-srode-podejme-decyzje-takze-personalne</link>
                    </image><description>Premier Donald Tusk zapowiedział, że jeśli do wtorku nie otrzyma od Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia konkretnych rekomendacji dotyczących naprawy najbardziej bulwersujących praktyk w ochronie zdrowia, w środę podejmie decyzje — również personalne. Chodzi między innymi o tzw. saloniki VIP w szpitalach, omijanie kolejek oraz bardzo wysokie zarobki części medyków wynikające z wad systemu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Podczas konferencji prasowej szef rządu mówił o zjawiskach, które od dawna wywołują społeczne oburzenie. W kraju, w którym pacjent potrafi miesiącami czekać na specjalistę, a SOR-y i poradnie często przypominają sceny z filmu o systemie przeciążonym do granic, każda informacja o uprzywilejowanych ścieżkach leczenia działa jak iskra na suchą trawę.</p><p>Premier wskazał trzy obszary wymagające pilnej reakcji: <strong>uprzywilejowane miejsca obsługi pacjentów</strong>, określane jako saloniki VIP, <strong>omijanie kolejek do świadczeń</strong> oraz <strong>kominy płacowe</strong> w ochronie zdrowia.</p><h2>„To musi się skończyć”</h2><p>Donald Tusk podkreślił, że dostęp do publicznej ochrony zdrowia powinien być równy i zależeć od medycznej potrzeby oraz miejsca w kolejce, a nie od znajomości, układów czy dodatkowych możliwości.</p><p>— To zjawisko musi zniknąć zgodnie z prawem, z konstytucją i z przyzwoitością — mówił premier.</p><p>Szef rządu zapowiedział, że oczekuje od NFZ i resortu zdrowia nie ogólnych deklaracji, lecz precyzyjnych rozwiązań. Jeśli ich nie otrzyma, ma podjąć decyzje już w środę.</p><p>— Jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonujących, precyzyjnych rekomendacji, to w środę podejmę odpowiednie decyzje, także personalne — zadeklarował.</p><h2>Centralna e-rejestracja ma ukrócić „zeszyty” i ręczne sterowanie kolejką</h2><p>Jednym z głównych narzędzi naprawy systemu ma być <strong>centralna e-rejestracja</strong>, czyli rozwiązanie, które ma pokazywać wolne terminy świadczeń w całym kraju. Premier polecił przyspieszenie prac nad systemem.</p><p>Według jego zapowiedzi centralna e-rejestracja ma zacząć działać najpóźniej do końca roku. W praktyce oznaczałoby to większą przejrzystość kolejek i ograniczenie sytuacji, w których pacjent nie wie, gdzie realnie może uzyskać najszybszą pomoc.</p><p>Tusk mówił wprost o końcu „zeszytów” i nieformalnego zarządzania dostępem do świadczeń. To właśnie takie mechanizmy przez lata budowały poczucie, że w publicznej ochronie zdrowia jedni stoją w kolejce, a inni znajdują boczne wejście.</p><h2>Minister zdrowia pod presją</h2><p>Premier odniósł się również do pozycji minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Podkreślił, że jej apolityczność i brak partyjnego zaplecza miały być atutem, ale najbliższe dni pokażą, czy wystarczy jej determinacji i siły do przeprowadzenia zmian.</p><p>Tusk zaznaczył, że nie ma wątpliwości co do jej kompetencji. Jednocześnie przyznał, że kierowanie resortem zdrowia wymaga nie tylko wiedzy, ale też przebojowości i zdolności do starcia z systemem, w którym interesy różnych grup od lat splatają się jak węzeł gordyjski.</p><p>Szef rządu zapewnił też, że działania obecnej minister nie mają związku z tym, co działo się w Szpitalu Południowym.</p><h2>Kontrole NFZ pokazują skalę problemu</h2><p>Premier przywołał dane z kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia. W 2024 roku przeprowadzono 909 kontroli placówek ochrony zdrowia. Skutkowały one 25 zawiadomieniami do prokuratury na kwotę blisko 88 mln zł. Według przedstawionych informacji nieprawidłowości stwierdzono w 94 proc. skontrolowanych miejsc.</p><p>W 2025 roku przeprowadzono 798 kontroli. W ich wyniku skierowano 27 zawiadomień do prokuratury na kwotę 53 mln zł, a nieprawidłowości wykryto w 97 proc. przypadków.</p><p>W 2026 roku kontroli było 482. Do prokuratury trafiło 11 zawiadomień na kwotę 20 mln zł, a nieprawidłowości stwierdzono w 99 proc. skontrolowanych placówek.</p><p>Te dane pokazują, że problem nie dotyczy pojedynczych incydentów. To raczej obraz systemu, w którym kontrola zbyt często odkrywa błędy, nadużycia albo przynajmniej niechlujność w rozliczaniu świadczeń.</p><h2>Lekarze mają prawo dobrze zarabiać, ale system nie może być żerowiskiem</h2><p>Premier wyraźnie zaznaczył, że lekarze mają prawo do wysokich zarobków. Problemem nie są same wynagrodzenia, ale sytuacje, w których bardzo wysokie kwoty wynikają z wad systemu, nadużyć albo obchodzenia zasad.</p><p>— Atmosfera będzie nie do zniesienia, jeśli będzie się okazywało coraz częściej, że niektórzy zarabiają grube miliony, bo nadużywają tego systemu — mówił Tusk.</p><p>To ważne rozróżnienie. Ochrona zdrowia nie może być polem nagonki na lekarzy, pielęgniarki czy personel medyczny. Ale nie może też być miejscem, w którym pacjent czeka miesiącami, a równolegle wybrani potrafią znaleźć szybszą ścieżkę lub zbudować fortunę na lukach w systemie.</p><h2>Pacjent ma być w centrum, nie układ</h2><p>W publicznej ochronie zdrowia najważniejszy powinien być pacjent. Nie polityczna przepychanka, nie korporacyjna gra interesów, nie lokalne układy i nie „kto kogo zna”. Jeśli centralna e-rejestracja rzeczywiście ma pokazać wszystkie wolne terminy i uporządkować kolejki, może być jednym z ważniejszych narzędzi naprawy.</p><p>Na razie jednak premier postawił sprawę twardo: do wtorku mają być rekomendacje, w środę mogą być decyzje. Także personalne.</p><p>W ochronie zdrowia od lat słyszymy, że „trzeba coś zrobić”. Teraz padła zapowiedź, że czas na ogólniki się kończy. Pacjenci czekają nie na kolejną konferencję, ale na system, w którym drzwi do lekarza nie otwierają się szerzej dla tych, którzy mają znajomości, pieniądze albo dostęp do właściwego zeszytu.</p><p><strong>&nbsp;</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[1 lipca w historii: Warszawa odbita Szwedom, koniec Układu Warszawskiego i pół wieku „Lata z radiem”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55721,1-lipca-w-historii-warszawa-odbita-szwedom-koniec-ukladu-warszawskiego-i-pol-wieku-lata-z-radiem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55721,1-lipca-w-historii-warszawa-odbita-szwedom-koniec-ukladu-warszawskiego-i-pol-wieku-lata-z-radiem</guid>
            <pubDate>Wed, 01 Jul 2026 06:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-1-lipca-w-historii-warszawa-odbita-szwedom-koniec-ukladu-warszawskiego-i-pol-wieku-lata-z-radiem-1782882031.png</url>
                        <title>1 lipca w historii: Warszawa odbita Szwedom, koniec Układu Warszawskiego i pół wieku „Lata z radiem”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55721,1-lipca-w-historii-warszawa-odbita-szwedom-koniec-ukladu-warszawskiego-i-pol-wieku-lata-z-radiem</link>
                    </image><description>Pierwszy dzień lipca otwiera miesiąc wakacji, ale w kalendarzu historii nie ma tu miejsca na leniwe rozłożenie leżaka. To data, w której pobrzmiewa huk potopu szwedzkiego, emancypacyjny oddech kobiet sprzed ponad wieku, fortepian Chopinowski, blues Williego Dixona, new wave Blondie i radiowy sygnał, bez którego dla wielu Polaków lato przez dekady po prostu się nie zaczynało.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>środa, 1 lipca</strong>, sto osiemdziesiąty drugi dzień roku. Słońce wstało o godz. <strong>4:17</strong>, zajdzie o <strong>21:00</strong>. Imieniny obchodzą: <strong>Bogusław, Halina, Julian, Karolina, Marcin, Marian, Oliwer, Otto i Szymon</strong>.</p><h3><strong>Warszawa wraca z rąk Szwedów</strong></h3><p><strong>370 lat temu, w 1656 roku</strong>, podczas potopu szwedzkiego polskie wojska koronne oraz masy chłopskie odebrały Warszawę Szwedom. Był to jeden z tych momentów, kiedy historia nie pisała się wyłącznie w gabinetach dowódców, lecz także na błotnistych drogach, pod murami miast i w sercach ludzi, którzy mieli dość obcego buta na własnej ziemi.</p><p>Potop szwedzki do dziś pozostaje jedną z najbardziej dramatycznych kart XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. To czas spustoszenia, zdrad, heroizmu, ale i narodowego otrzeźwienia. W kulturze zbiorowej mocno utrwalił go Henryk Sienkiewicz, który w „Potopie” uczynił z historii opowieść niemal filmową: pełną szabel, przysiąg, upadków i powrotów. Odbicie Warszawy było właśnie takim powrotem — jeszcze nie końcem wojny, ale sygnałem, że Rzeczpospolita nie powiedziała ostatniego słowa.</p><h3><strong>Gerson, Wisłocka i Stawiński — trzy różne twarze polskiej kultury</strong></h3><p><strong>195 lat temu, w 1831 roku</strong>, w Warszawie urodził się <strong>Wojciech Gerson</strong>, malarz, historyk sztuki i pedagog. Należał do tych twórców, którzy nie tylko malowali, ale także uczyli patrzenia. A to w kulturze bywa czasem ważniejsze niż sama farba na płótnie.</p><p><strong>105 lat temu, w 1921 roku</strong>, w Łodzi przyszła na świat <strong>Michalina Wisłocka</strong> — ginekolog, cytolog i seksuolog, autorka pierwszych polskich popularnonaukowych książek poświęconych seksuologii. Dla wielu była postacią przełomową, bo mówiła o sprawach, o których przez lata kazano milczeć przy zamkniętych drzwiach, ściszonym głosem i z miną, jakby człowiek już samym pytaniem naruszał porządek świata.</p><p>Tego samego roku, w Zakręcie koło Otwocka, urodził się <strong>Jerzy Stefan Stawiński</strong> — scenarzysta, reżyser, prozaik, żołnierz Armii Krajowej i uczestnik Powstania Warszawskiego. Współtworzył polską szkołę filmową, a jego doświadczenie wojenne nie było literacką dekoracją, lecz raną, z której rodziły się opowieści. Był autorem powieści <strong>„Młodego warszawiaka zapiski z urodzin”</strong>, a jego nazwisko należy do tych, bez których trudno opowiadać o polskim kinie powojennym.</p><h3><strong>Prawo, które zdjęło z kobiet stary kaganiec</strong></h3><p>Również <strong>105 lat temu, w 1921 roku</strong>, zaczęły obowiązywać zmiany w prawie cywilnym, które uchyliły zapis nakazujący żonie posłuszeństwo mężowi. Zniesiono także przepis uzależniający działania prawne mężatki od zgody jej męża.</p><p>Dziś brzmi to jak relikt z muzeum patriarchalnych absurdów, ale był to realny zapis prawny, wpływający na codzienne życie kobiet. Zmiana z 1921 roku była więc czymś więcej niż korektą paragrafów. Była symbolicznym otwarciem okna w dusznym pokoju, w którym przez zbyt długi czas decydowano za kobiety, co mogą, czego nie mogą i kiedy muszą zapytać o zgodę.</p><h3><strong>„Lato z radiem” — sygnał wakacji</strong></h3><p><strong>55 lat temu, w 1971 roku</strong>, Polskie Radio rozpoczęło nadawanie audycji <strong>„Lato z radiem”</strong>. Dla kilku pokoleń Polaków był to nie tylko program radiowy, ale wakacyjny rytuał. Trochę jak zapach rozgrzanego asfaltu, smak oranżady z butelki, pociąg nad morze i niedzielny obiad słyszany przez otwarte okno.</p><p>„Lato z radiem” przez dekady towarzyszyło urlopom, pracom w polu, podróżom maluchem i porankom w kuchni. Miało w sobie lekkość, której nie da się zadekretować żadną ramówką. Takie rzeczy albo stają się częścią codzienności, albo przepadają. Ta audycja została.</p><h3><strong>Koniec Układu Warszawskiego i narodziny parków narodowych</strong></h3><p><strong>35 lat temu, w 1991 roku</strong>, w Pradze podpisano protokół o likwidacji <strong>Układu Warszawskiego</strong>. Był to jeden z symbolicznych końców epoki zimnej wojny. Z mapy politycznej znikała struktura, która przez dekady określała militarną rzeczywistość Europy Środkowo-Wschodniej. Historia zamykała ciężkie drzwi, choć echo kroków po dawnych korytarzach słychać było jeszcze długo.</p><p><strong>30 lat temu, w 1996 roku</strong>, utworzono <strong>Narwiański Park Narodowy</strong> oraz <strong>Park Narodowy „Bory Tucholskie”</strong>. Z kolei <strong>25 lat temu, w 2001 roku</strong>, powstał <strong>Park Narodowy „Ujście Warty”</strong>. To przypomnienie, że historia to nie tylko wojny, traktaty i wielka polityka. To także decyzje o ochronie rzek, mokradeł, ptaków, lasów i krajobrazów, które nie mają głosu, dopóki człowiek nie zechce go im użyczyć.</p><p>Tego samego dnia, <strong>25 lat temu</strong>, w Krakowie zmarła <strong>Halina Czerny-Stefańska</strong>, wybitna pianistka, laureatka pierwszej nagrody w Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w 1949 roku, którą zdobyła ex aequo z Bellą Dawidowicz. Jej gra przypominała, że Chopin to nie tylko nuty, ale także oddech, cisza i dramat ukryty między dźwiękami.</p><h3><strong>Muzyczny 1 lipca: od bluesa po Blondie</strong></h3><p>Muzyczne kalendarium 1 lipca zaczyna się od nazwiska, które w historii bluesa waży tyle, co dobry riff w zadymionym klubie. <strong>W 1915 roku urodził się Willie Dixon</strong>, wokalista, gitarzysta i kompozytor, autor ponad pięciuset utworów. To spod jego ręki wyszły m.in. <strong>„Hoochie Coochie Man”</strong>, <strong>„You Shook Me”</strong> i <strong>„I Can’t Quit You Baby”</strong>. Dixon był jednym z tych twórców, których słuchali potem The Rolling Stones, Cream i Led Zeppelin. Blues w jego wydaniu był jak rozmowa prowadzona po północy — trochę gorzka, trochę zmysłowa, zawsze prawdziwa.</p><p><strong>W 1945 roku w Miami urodziła się Deborah Harry</strong>, wokalistka zespołu <strong>Blondie</strong>. Jej głos i sceniczny wizerunek stały się ikoną nowej fali. <strong>„Heart Of Glass”</strong>, <strong>„Call Me”</strong> czy <strong>„The Tide Is High”</strong> to utwory, które nie tyle trafiały na listy przebojów, ile wchodziły do popkultury bocznymi drzwiami i zostawały tam na lata. Deborah Harry zagrała także w ponad 40 filmach kinowych i telewizyjnych.</p><p><strong>W 1949 roku</strong> w Dagenham pod Londynem urodził się <strong>John Farnham</strong>, wokalista i kompozytor, który po przenosinach do Australii rozpoczął karierę przebojem <strong>„Sadie (The Cleaning Lady)”</strong>. Później śpiewał w Little River Band, a jako solista wylansował m.in. <strong>„You’re The Voice”</strong>, <strong>„Age Of Reason”</strong> i <strong>„Two Strong Hearts”</strong>.</p><p><strong>W 1956 roku</strong> urodził się <strong>Phil Solem</strong>, członek formacji Great Buildings oraz duetu <strong>The Rembrandts</strong>. To właśnie The Rembrandts nagrali <strong>„I’ll Be There For You”</strong>, piosenkę, która stała się muzycznym znakiem rozpoznawczym serialu <strong>„Przyjaciele”</strong>.</p><h3><strong>Beatlesi, Slade, 10cc i polski akcent</strong></h3><p><strong>W 1967 roku</strong> The Beatles rozpoczęli piętnastotygodniowe panowanie na amerykańskiej liście albumów płytą <strong>„Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”</strong>. To krążek, który zmienił myślenie o albumie jako całości. Nie był już tylko zbiorem piosenek, ale osobnym światem. Znalazły się na nim m.in. <strong>„Lucy In The Sky With Diamonds”</strong>, <strong>„Being For The Benefit Of Mr. Kite!”</strong>, <strong>„When I’m Sixty Four”</strong> i <strong>„A Day In The Life”</strong>.</p><p><strong>W 1972 roku</strong> grupa <strong>Slade</strong> zdobyła pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii singlem <strong>„Take Me Bak ‘Ome”</strong>. Błędna pisownia tytułu nie była przypadkiem, lecz częścią rozpoznawalnego stylu zespołu.</p><p><strong>W 1975 roku</strong> zespół <strong>10cc</strong> trafił na szczyt brytyjskiej listy piosenką <strong>„I’m Not In Love”</strong>. Utwór zbudowany na wielowarstwowych partiach wokalnych do dziś brzmi jak eksperyment, który wymknął się laboratorium i został przebojem.</p><p>Tego samego roku, <strong>we Wrocławiu urodził się Łukasz Zagrobelny</strong>, wokalista i aktor musicalowy, znany m.in. z musicali <strong>„Miss Saigon”</strong>, <strong>„Grease”</strong> i <strong>„Koty”</strong>. Jako wokalista wypromował piosenki <strong>„Nieprawda”</strong>, <strong>„Życie na czekanie”</strong>, <strong>„Ja tu zostaję”</strong> i <strong>„Mówisz i Masz”</strong>.</p><h3><strong>Bon Jovi, Kylie, Happysad i pożegnania</strong></h3><p><strong>W 1983 roku</strong> rockowy kwintet z New Jersey, czyli <strong>Bon Jovi</strong>, podpisał kontrakt płytowy z wytwórnią Phonogram. Początkowo grupa miała nazywać się Johnny Electric, ale ostatecznie została przy nazwisku lidera, Johna Bongoviego, w zmienionej formie. Reszta to już stadionowy rock, miliony sprzedanych płyt i przeboje śpiewane przez tłumy.</p><p><strong>W 1999 roku</strong> w Las Vegas zmarł <strong>Guy Mitchell</strong>, amerykański wokalista, znany m.in. z piosenki <strong>„Singing The Blues”</strong>. Był jedną z gwiazd przełomu lat 50. i 60., kiedy muzyka popularna zmieniała skórę, a listy przebojów zaczynały pulsować nową energią.</p><p><strong>W 2000 roku</strong> na pierwszym miejscu brytyjskiej listy znalazła się <strong>Kylie Minogue</strong> z piosenką <strong>„Spinning Around”</strong>. Utwór pomógł jej dołączyć do elitarnego grona wykonawców, którzy zdobywali szczyt list w trzech kolejnych dekadach.</p><p><strong>W 2004 roku</strong> zespół <strong>Happysad</strong> wydał debiutancki album <strong>„Wszystko jedno”</strong>. Piosenka <strong>„Zanim pójdę”</strong> stała się jednym z najmocniejszych polskich radiowych śladów tamtych lat i przez 33 tygodnie utrzymywała się na Liście Przebojów Programu Trzeciego.</p><p><strong>W 2005 roku</strong> w New Jersey zmarł <strong>Luther Vandross</strong>, wokalista soulowy i rhythm and bluesowy, obdarzony ciepłym, charakterystycznym głosem. Pracował m.in. z Dianą Ross, Carly Simon, Donną Summer, Barbrą Streisand, Mariah Carey i Davidem Bowie. Jego piosenki <strong>„Never Too Much”</strong>, <strong>„Stop To Love”</strong> i <strong>„Any Love”</strong> należą do klasyki R&amp;B.</p><h3><strong>Dziś w kraju: Sejm, szkoły, pacjenci, cyfrowe usługi i polityczne napięcia</strong></h3><p>Dziś przed południem Sejm rozpocznie trzydniowe posiedzenie. Posłowie mają pracować m.in. nad rządowym projektem wprowadzającym <strong>zakaz korzystania z telefonów komórkowych przez uczniów szkół podstawowych</strong>. To temat, który wraca w debacie publicznej jak refren: między troską o koncentrację dzieci, a pytaniem, czy szkoła potrafi jeszcze wygrać walkę o uwagę z ekranem.</p><p>W porządku obrad znalazł się także projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określany jako <strong>lex szarlatan</strong>. Posłowie mają również rozpatrzyć wniosek rządu o zgodę na przedłużenie czasowego ograniczenia prawa do azylu na granicy z Białorusią.</p><p>Sejm przeprowadzi drugie czytanie projektu ustawy o <strong>osobistych kontach inwestycyjnych</strong>, które miałyby wejść w życie 1 stycznia 2027 roku. Projekt przewiduje zwolnienie z tzw. podatku Belki aktywów inwestycyjnych denominowanych w złotych do 100 tys. zł oraz aktywów oszczędnościowych do 25 tys. zł.</p><p>Posłowie zajmą się także projektem wdrażającym unijny akt <strong>DSA — Digital Services Act</strong>, który wyznacza prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej na koordynatora ds. usług cyfrowych.</p><p>W harmonogramie jest również pierwsze czytanie prezydenckiego projektu nowelizacji ustaw o IPN oraz Kodeksu karnego. Projekt uzupełnia przepis dotyczący karania za propagowanie totalitaryzmów i nawoływanie do nienawiści o odniesienie do ideologii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Bandery i Ukraińskiej Armii Powstańczej oraz ideologii nawołującej do użycia przemocy w celu wpływania na życie polityczne lub społeczne.</p><h3><strong>Spotkanie w MON i sprawa Zbigniewa Ziobry</strong></h3><p>Wicepremier i szef MON <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong> ma się dziś spotkać z prezydentem <strong>Karolem Nawrockim</strong>. Według wcześniejszych informacji głównym tematem rozmowy ma być szczyt NATO w Ankarze. Prawdopodobnie pojawi się również kwestia stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce.</p><p>W Sądzie Okręgowym w Warszawie zaplanowano na godz. 9.30 posiedzenie dotyczące zażaleń obrońców na zastosowanie aresztu wobec byłego ministra sprawiedliwości <strong>Zbigniewa Ziobry</strong>. Nie wiadomo jednak, czy decyzja zapadnie dziś, ponieważ wyznaczono także ewentualne kolejne terminy.</p><p>Sprawa dotyczy śledztwa związanego z funkcjonowaniem <strong>Funduszu Sprawiedliwości</strong> w czasach rządów PiS. Prokuratura zarzuca Ziobrze m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i wykorzystywanie stanowiska do działań o charakterze przestępczym. Według śledczych były minister miał popełnić łącznie 26 przestępstw.</p><h3><strong>Dziś za granicą: stal, cła i koniec tanich paczek bez granic</strong></h3><p>Komisja Europejska od dziś zaostrza ochronę unijnego rynku stali. Nowe przepisy zmniejszają bezcłowe limity importu i podnoszą do <strong>50 procent</strong> cło na stal sprowadzaną ponad wyznaczone kontyngenty. Regulacje mają obowiązywać maksymalnie przez sześć miesięcy.</p><p>Bruksela tłumaczy decyzję globalną nadwyżką mocy produkcyjnych, wysokimi kosztami energii, słabym popytem i rosnącą presją konkurencji spoza Unii Europejskiej. Komisja liczy, że nowe rozwiązania pomogą chronić miejsca pracy w europejskim hutnictwie oraz stworzą lepsze warunki do inwestycji w dekarbonizację i nowe technologie.</p><p>Od dziś w Unii Europejskiej wygasają także dotychczasowe zwolnienia celne dla paczek o wartości do 150 euro pochodzących spoza UE. Na przesyłki mają zostać nałożone tymczasowe cła w wysokości <strong>3 euro za przedmiot</strong>. Celem jest ograniczenie fali tanich produktów trafiających na wspólny rynek głównie z Chin, m.in. za pośrednictwem platform takich jak Temu, Shein czy AliExpress.</p><p>Komisja Europejska wskazuje, że skala zakupów internetowych całkowicie zmieniła realia, w których dawniej projektowano zwolnienia celne. Według danych KE tylko w 2025 roku do Unii trafiło <strong>5,9 mld</strong> tanich produktów z państw trzecich nieobjętych cłami. Wiele z nich miało nie spełniać standardów bezpieczeństwa, szczególnie w takich kategoriach jak kosmetyki, zabawki dziecięce, suplementy diety czy odzież ochronna.</p><h3><strong>Pierwszy dzień lipca, wiele tonów jednej opowieści</strong></h3><p>1 lipca to data, w której historia gra na wielu instrumentach. Jest tu szabla spod Warszawy, fortepian Chopina, bluesowy bas Williego Dixona, radiowy sygnał wakacji i chłodny język unijnych regulacji celnych. Trochę jak w dobrze zmontowanym filmie — zmieniają się sceny, epoki i bohaterowie, ale zostaje jedno pytanie: co z tych zdarzeń zostanie z nami dłużej niż tylko do końca dnia?</p><p>Bo kalendarium nie jest magazynem dat. Jest lustrem. Czasem pokazuje twarz zwycięstwa, czasem twarz odwagi, czasem ślad absurdu, z którego udało się wyjść. A czasem po prostu przypomina melodię, którą kiedyś wszyscy nuciliśmy, nawet jeśli dziś udajemy, że już jej nie pamiętamy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Miłość, Tinder i wojna hybrydowa. Ekspert ostrzega: portale randkowe mogą być wykorzystywane także w Polsce]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55719,milosc-tinder-i-wojna-hybrydowa-ekspert-ostrzega-portale-randkowe-moga-byc-wykorzystywane-takze-w-polsce</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55719,milosc-tinder-i-wojna-hybrydowa-ekspert-ostrzega-portale-randkowe-moga-byc-wykorzystywane-takze-w-polsce</guid>
            <pubDate>Tue, 30 Jun 2026 22:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-milosc-tinder-i-wojna-hybrydowa-ekspert-ostrzega-portale-randkowe-moga-byc-wykorzystywane-takze-w-1782850118.png</url>
                        <title>Miłość, Tinder i wojna hybrydowa. Ekspert ostrzega: portale randkowe mogą być wykorzystywane także w Polsce</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55719,milosc-tinder-i-wojna-hybrydowa-ekspert-ostrzega-portale-randkowe-moga-byc-wykorzystywane-takze-w-polsce</link>
                    </image><description>To brzmi jak scenariusz szpiegowskiego thrillera, gdzieś pomiędzy „Mostem szpiegów” a czarnym odcinkiem „Black Mirror”. Tyle że nie chodzi o kino, lecz o codzienność: aplikacje randkowe, prywatne rozmowy, zdjęcia, lokalizacje, samotność, emocje i dane. Eksperci ostrzegają, że portale randkowe mogą być wykorzystywane do operacji wpływu, werbunku, szantażu, a nawet działań sabotażowych. Także w Polsce.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wojna rosyjsko-ukraińska od dawna nie toczy się wyłącznie na froncie. Toczy się w telefonach, komunikatorach, mediach społecznościowych i aplikacjach, które miały służyć poznawaniu ludzi. Tam, gdzie użytkownik sam otwiera drzwi do swojego życia: pokazuje twarz, miejsce pobytu, styl życia, emocje, poglądy, słabości i potrzeby.</p><p>W maju portal <strong>EUvsDisinfo</strong> opisał przypadki wykorzystywania aplikacji randkowych przez rosyjskie operacje wpływu. Według tego serwisu platformy takie jak Tinder i ich lokalne odpowiedniki miały być używane od początku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę do zbierania informacji, manipulowania użytkownikami i typowania osób podatnych na nacisk. EUvsDisinfo przywołał m.in. sprawę 22-letniego mężczyzny zatrzymanego w styczniu 2026 roku po próbie podpalenia urzędu pocztowego; miał zostać zmanipulowany przez osobę poznaną przez platformę randkową i zmuszony do transmitowania działania na żywo.</p><h2>Fałszywy flirt, prawdziwy szantaż</h2><p>Ukraińskie służby ostrzegały, że rosyjscy operatorzy zakładali fałszywe profile kobiet albo podszywali się pod funkcjonariuszy organów ścigania. Najpierw zbierali dane osobowe i kompromitujące informacje. Potem pojawiał się szantaż: groźba ujawnienia rozmów, zdjęć, lokalizacji lub rzekomej współpracy z Rosją. W zamian za „załatwienie sprawy” ofiara miała wykonać proste zadanie: obserwować wskazaną osobę, zrobić zdjęcie obiektu, podłożyć ogień, przekazać informację. Ukraińska Służba Bezpieczeństwa informowała, że Rosjanie wykorzystywali fałszywe konta kobiet na portalach randkowych oraz osoby podszywające się pod funkcjonariuszy do werbowania ludzi do podpaleń, sabotażu i innych przestępstw.</p><p>To klasyczna technika <strong>„honey trap”</strong> — pułapka oparta na emocjach, relacji romantycznej lub seksualnej. Stara metoda w nowym opakowaniu. Kiedyś hotelowy bar, papieros, koniak i tajemnicza rozmowa przy półmroku. Dziś: zdjęcie profilowe, kilka wiadomości, emotikony, prywatny czat i pytanie: „A gdzie teraz jesteś?”.</p><p>Dr Łukasz Olejnik, niezależny konsultant i badacz z Department of War Studies w King’s College London, w rozmowie z PAP ocenił, że portale randkowe są atrakcyjnym narzędziem dla służb i operatorów wpływu. Użytkownik sam udostępnia informacje: zdjęcia, miejsce pobytu, styl życia, potrzeby emocjonalne, poglądy. Intymny charakter rozmowy obniża czujność. A zebrane dane mogą pozwolić na ustalenie miejsca pracy, domu, jednostki wojskowej, instytucji publicznej albo codziennej trasy.</p><p>Najmocniejsze zdanie eksperta brzmi jak ostrzeżenie, którego nie warto zamiatać pod dywan: <strong>prawdopodobieństwo takich działań w Polsce ocenia on na 100 procent</strong>. Nie dlatego, że każdy profil jest agentem. Nie dlatego, że każda rozmowa to operacja. Ale dlatego, że Polska jest państwem frontowym NATO, krajem wspierającym Ukrainę, z infrastrukturą krytyczną, wojskiem, administracją i lokalnymi strukturami, które dla obcych służb mogą być interesujące.</p><h2>To nie dotyczy tylko generałów</h2><p>Najłatwiej wzruszyć ramionami: „mnie to nie dotyczy”. I właśnie na tym polega słabość. Bo w operacjach hybrydowych nie zawsze szuka się Jamesa Bonda w mundurze. Czasem wystarczy pracownik samorządu, informatyk, kierowca, ochroniarz, urzędnik, dziennikarz, pracownik spółki komunalnej, osoba z dostępem do budynku, grafiku dyżurów, zdjęć, planów, kontaktów albo zwyczajnie — ktoś podatny na presję.</p><p>Niemiecka Służba Kontrwywiadu Wojskowego MAD już w 2023 roku potwierdzała, że rosyjscy agenci wykorzystywali media społecznościowe i aplikacje randkowe, w tym Tindera, do nawiązywania kontaktu z żołnierzami Bundeswehry i prób pozyskiwania informacji.&nbsp;</p><p>To ważny kontekst także dla Polski. W naszym kraju mamy jednostki wojskowe, zaplecze logistyczne, transporty, infrastrukturę energetyczną, wodociągową, kolejową, administrację publiczną, lokalne instytucje, media i ludzi, którzy często nawet nie wiedzą, że ich drobna informacja może być dla kogoś użyteczna. W czasach wojny hybrydowej zdjęcie parkingu, opowieść o grafiku pracy, informacja o awarii, remontach, dyżurach albo zabezpieczeniach potrafi być puzzlem w większej układance.</p><h2>Randka z algorytmem, rozmowa ze służbą</h2><p>Mechanizm jest prosty. Najpierw miły kontakt. Potem szybkie budowanie zaufania. Następnie pytania, które z pozoru brzmią niewinnie: „gdzie pracujesz?”, „masz dziś dyżur?”, „co widać z okna?”, „wyślij zdjęcie”, „a co to za budynek?”, „kiedy kończysz zmianę?”, „jesteś sam?”. Jeśli rozmówca zaczyna naciskać, ponaglać, prosić o zdjęcia dokumentów, lokalizację, informacje o pracy albo próbuje przenosić kontakt na inne komunikatory — powinna zapalić się czerwona lampka.</p><p>Łukasz Olejnik radzi, by w podejrzanych sytuacjach odpowiadać krótko, nie udostępniać nadmiaru informacji i traktować presję jako sygnał ostrzegawczy. Szczególnie ostrożne powinny być osoby związane z wojskiem, administracją publiczną, infrastrukturą krytyczną, dziennikarstwem, środowiskami eksperckimi oraz lokalnymi instytucjami.</p><p>Ale zwykli użytkownicy też nie są poza zasięgiem. W operacjach wpływu liczy się skala. Jedna osoba może zostać wykorzystana tylko raz. Do jednego zdjęcia. Jednego podpalenia. Jednego przekazania danych. Jednego „niewinnego” zadania.</p><h2>Nie tylko Rosja</h2><p>Takie metody nie są wyłącznie rosyjskie. W 2024 roku media opisywały przypadek Ukrainki, która miała zakładać profile na Tinderze w pobliżu granicy ukraińsko-rosyjskiej i dzięki analizie odległości z aplikacji szacować pozycje rosyjskich sił. Według relacji zgłosiła władzom ponad 70 takich lokalizacji.&nbsp;</p><p>Podobne mechanizmy wpływu przypisywane są również Chinom. NewsGuard opisał sieć 294 fałszywych kont na platformie Threads, stylizowanych na atrakcyjne Azjatki i kierowanych do mężczyzn z Tajwanu. Konta miały publikować w skoordynowany sposób i nosić znamiona operacji politycznej.&nbsp;</p><p>To pokazuje, że współczesna wojna informacyjna coraz rzadziej przypomina wielki plakat propagandowy, a coraz częściej prywatną wiadomość wysłaną późnym wieczorem. Nie krzyczy. Szepcze. Nie puka do drzwi. Wpada przez ekran.</p><h2>Lokalny wymiar sprawy</h2><p>Tomaszów Mazowiecki i okolice nie są samotną wyspą poza mapą świata. Mamy w regionie instytucje publiczne, szkoły, jednostki, zakłady, infrastrukturę, lokalne media, ludzi pracujących w administracji, służbach, ochronie zdrowia, transporcie i spółkach. Każdy z nich funkcjonuje także w świecie cyfrowym. I każdy może zostać zagadnięty przez kogoś, kto nie jest tym, za kogo się podaje.</p><p>Nie chodzi o to, by demonizować portale randkowe. Ludzie poznają się przez internet, zakochują, zakładają rodziny. To normalna część współczesności. Problem zaczyna się wtedy, gdy intymność staje się narzędziem. Gdy samotność jest wykorzystywana jak luka w systemie. Gdy prywatna rozmowa zamienia się w przesłuchanie prowadzone miękkim głosem.</p><p>W czasach, gdy telefon jest jednocześnie pamiętnikiem, portfelem, mapą, aparatem, archiwum zdjęć i przepustką do prywatnego życia, ostrożność nie jest paranoją. Jest higieną cyfrową.</p><h2>Czerwone flagi</h2><p>Warto zapamiętać kilka prostych zasad. Nie udostępniajmy w aplikacjach randkowych informacji o pracy, dyżurach, służbie, zabezpieczeniach, dokumentach, trasach przejazdu, miejscach pobytu innych osób czy obiektach publicznych. Nie wysyłajmy zdjęć dokumentów, identyfikatorów, wejściówek, wnętrz instytucji i miejsc, które mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa. Nie dajmy się wciągać w rozmowy, w których ktoś bardzo szybko przechodzi do intymności, a potem zaczyna wymagać przysług.</p><p>Sygnałem alarmowym powinny być naciski, pośpiech, groźby, szantaż, prośby o „drobne zadanie”, dziwne zainteresowanie wojskiem, urzędem, zakładem pracy, transportem, monitoringiem, ochroną albo lokalizacją. W takiej sytuacji najlepiej przerwać kontakt, zachować zrzuty ekranu i — jeśli pojawia się groźba, szantaż lub podejrzenie przestępstwa — zgłosić sprawę odpowiednim służbom.</p><p>Bo w tej historii najgroźniejsze jest właśnie to, że wygląda banalnie. Zaczyna się jak flirt. Kończy jak meldunek operacyjny.</p><p><strong>Aplikacja randkowa nie musi być polem bitwy. Ale w świecie wojny hybrydowej może stać się narzędziem rozpoznania. I warto o tym pamiętać, zanim komuś obcemu opowiemy za dużo — o sobie, swojej pracy, swoim mieście i swoim życiu.</strong></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polacy źle oceniają kierunek, w którym idzie kraj. Ale własny portfel widzą znacznie lepiej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55710,polacy-zle-oceniaja-kierunek-w-ktorym-idzie-kraj-ale-wlasny-portfel-widza-znacznie-lepiej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55710,polacy-zle-oceniaja-kierunek-w-ktorym-idzie-kraj-ale-wlasny-portfel-widza-znacznie-lepiej</guid>
            <pubDate>Tue, 30 Jun 2026 19:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polacy-zle-oceniaja-kierunek-w-ktorym-idzie-kraj-ale-wlasny-portfel-widza-znacznie-lepiej-1782841236.png</url>
                        <title>Polacy źle oceniają kierunek, w którym idzie kraj. Ale własny portfel widzą znacznie lepiej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55710,polacy-zle-oceniaja-kierunek-w-ktorym-idzie-kraj-ale-wlasny-portfel-widza-znacznie-lepiej</link>
                    </image><description>31 procent badanych uważa, że sytuacja w Polsce zmierza w dobrym kierunku, 48 procent jest przeciwnego zdania, a 21 procent nie ma w tej sprawie wyrobionej opinii — wynika z czerwcowego badania CBOS. To sondaż, który pokazuje ciekawy paradoks: Polacy coraz gorzej patrzą na politykę i ogólną sytuację w kraju, ale jednocześnie bardzo dobrze oceniają własne warunki materialne.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kraj na zakręcie, dom jeszcze stabilny</h2><p>Z najnowszego badania CBOS wynika, że w czerwcu nastroje społeczne pogorszyły się w porównaniu z majem. Miesiąc wcześniej <strong>35 procent ankietowanych</strong> uważało, że sprawy w Polsce idą w dobrym kierunku, a <strong>43 procent</strong> twierdziło, że w złym. Teraz optymistów ubyło o 4 punkty procentowe, a krytyków przybyło o 5 punktów.</p><p>To nie jest gwałtowne załamanie nastrojów, raczej przesunięcie wajchy. Takie, które w polityce słychać jak skrzypnięcie drzwi w pustym korytarzu. Jeszcze nie alarm, ale już sygnał, że część społeczeństwa traci cierpliwość.</p><p>CBOS wskazuje, że ocena sytuacji w kraju silnie zależy od sympatii politycznych. Zwolennicy ugrupowań koalicyjnych — przede wszystkim <strong>Koalicji Obywatelskiej i Nowej Lewicy</strong> — częściej oceniają kierunek zmian pozytywnie. Po stronie opozycji, zwłaszcza wśród sympatyków prawicowych formacji, dominuje krytycyzm. Szczególnie silne niezadowolenie widać w elektoracie <strong>Konfederacji Korony Polskiej</strong>.</p><h2>Polityka ciąży bardziej niż gospodarka</h2><p>Najgorzej wypada ocena sytuacji politycznej. <strong>45 procent badanych</strong> ocenia ją negatywnie, podczas gdy tylko <strong>13 procent</strong> uważa, że jest dobra. Ponad jedna trzecia ankietowanych — <strong>36 procent</strong> — wybiera odpowiedź pośrednią: ani dobra, ani zła.</p><p>Również przewidywania na najbliższy rok nie napawają optymizmem. <strong>26 procent respondentów</strong> spodziewa się pogorszenia sytuacji politycznej, tylko <strong>10 procent</strong> liczy na poprawę, a większość — <strong>55 procent</strong> — uważa, że większych zmian nie będzie.</p><p>W praktyce oznacza to społeczne zmęczenie. Nie tyle jedną konkretną decyzją, ile całym spektaklem politycznym: awanturami, ostrymi komunikatami, wiecznym przeciąganiem liny i atmosferą, w której obywatel coraz częściej czuje się nie uczestnikiem demokracji, lecz widzem kolejnego sezonu serialu, którego scenarzyści dawno przestali słuchać publiczności.</p><h2>Gospodarka bez paniki</h2><p>Co ciekawe, oceny gospodarki pozostają stabilne. <strong>37 procent badanych</strong> uważa sytuację gospodarczą za dobrą, <strong>27 procent</strong> za złą, a <strong>32 procent</strong> określa ją jako przeciętną. W porównaniu z majem zmiany są minimalne.</p><p>Jeszcze ciekawsze są prognozy. Pesymizm gospodarczy nieco spadł. Pogorszenia sytuacji gospodarczej w ciągu najbliższego roku obawia się <strong>24 procent ankietowanych</strong>, czyli o 3 punkty procentowe mniej niż miesiąc wcześniej. Poprawy spodziewa się <strong>21 procent</strong>, a <strong>47 procent</strong> zakłada, że sytuacja pozostanie bez większych zmian.</p><p>CBOS zauważa, że przewidywania dotyczące gospodarki są najlepsze w tym półroczu. To ważny szczegół, bo pokazuje, że negatywne oceny kraju nie wynikają wyłącznie z obaw o pieniądze. Bardziej z atmosfery politycznej, napięć społecznych i poczucia, że państwo jako całość nie działa tak, jak powinno.</p><h2>Własne życie? Tu Polacy są dużo spokojniejsi</h2><p>Największy kontrast pojawia się przy pytaniach o życie codzienne. <strong>66 procent badanych</strong> deklaruje, że im i ich rodzinom żyje się dobrze. Tylko <strong>4 procent</strong> ocenia poziom życia swojej rodziny źle, a <strong>29 procent</strong> mówi o poziomie średnim.</p><p>Jeszcze lepiej wyglądają oceny warunków materialnych gospodarstw domowych. <strong>68 procent ankietowanych</strong> określa je jako dobre, <strong>29 procent</strong> jako przeciętne, a tylko <strong>3 procent</strong> jako złe. Według CBOS czerwcowe oceny sytuacji materialnej gospodarstw domowych należą do najlepszych w historii badań prowadzonych od 1987 roku.</p><p>To właśnie tutaj widać największy paradoks: Polacy często mówią, że kraj idzie w złym kierunku, ale własny dom, własny budżet i własną codzienność oceniają znacznie lepiej. Jakby państwo było burzowym niebem za oknem, a mieszkanie — mimo wszystko — jeszcze dobrze ogrzanym pokojem.</p><h2>Młodzi i lepiej sytuowani patrzą z większym spokojem</h2><p>Zadowolenie z kierunku zmian w kraju częściej deklarują osoby o wyższym statusie społeczno-ekonomicznym: lepiej wykształcone, osiągające wyższe dochody i dobrze oceniające własne warunki bytowe. Lepsze nastroje częściej pojawiają się także wśród mieszkańców dużych miast.</p><p>Z kolei niezadowoleniu sprzyjają niższe dochody, słabsza ocena własnej sytuacji materialnej oraz starszy wiek. CBOS podkreśla jednak, że w zdecydowanej większości grup społecznych oceny złe przeważają nad dobrymi.</p><h2>Najbliższy rok bez wielkiej wiary w przełom</h2><p>Jeżeli chodzi o ogólną sytuację w kraju w perspektywie najbliższych 12 miesięcy, największa grupa badanych — <strong>44 procent</strong> — uważa, że nic istotnego się nie zmieni. <strong>29 procent</strong> spodziewa się pogorszenia, a <strong>18 procent</strong> liczy na poprawę.</p><p>W sprawach osobistych nastroje są spokojniejsze. Poprawy poziomu życia swojej rodziny spodziewa się <strong>18 procent respondentów</strong>, pogorszenia <strong>10 procent</strong>, a <strong>61 procent</strong> zakłada utrzymanie obecnej sytuacji.</p><p>W przypadku warunków materialnych gospodarstw domowych poprawy oczekuje <strong>20 procent badanych</strong>, pogorszenia <strong>13 procent</strong>, a dwie trzecie ankietowanych nie przewiduje zmian.</p><h2>Sondaż, który mówi więcej niż jedna liczba</h2><p>Czerwcowe badanie CBOS nie jest prostą opowieścią o kraju pogrążonym w pesymizmie. Jest raczej obrazem społeczeństwa podzielonego między prywatne poczucie stabilizacji a publiczne poczucie niepokoju.</p><p>Własny dom, pensja, rodzina, codzienne rachunki — tu wielu Polaków mówi: „nie jest źle”. Ale kiedy pytanie dotyczy państwa, polityki i kierunku, w którym idzie Polska, odpowiedź staje się dużo bardziej gorzka.</p><p>Badanie przeprowadzono w dniach <strong>11–21 czerwca 2026 roku</strong> na próbie <strong>991 pełnoletnich mieszkańców Polski</strong>, wylosowanej z rejestru PESEL. Respondenci mogli wybrać jedną z trzech metod udziału w badaniu: wywiad bezpośredni z ankieterem, wywiad telefoniczny albo samodzielne wypełnienie ankiety internetowej.</p><p>CBOS publikuje swoje komunikaty badawcze na stronie fundacji; w najnowszych materiałach widać też szerszy kontekst czerwcowego pogorszenia ocen rządu i nastrojów politycznych. &nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[30 czerwca w kraju i na świecie. Beresteczko, Miłosz, sfałszowane referendum i dzień pełen ważnych zapowiedzi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55699,30-czerwca-w-kraju-i-na-swiecie-beresteczko-milosz-sfalszowane-referendum-i-dzien-pelen-waznych-zapowiedzi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55699,30-czerwca-w-kraju-i-na-swiecie-beresteczko-milosz-sfalszowane-referendum-i-dzien-pelen-waznych-zapowiedzi</guid>
            <pubDate>Tue, 30 Jun 2026 11:28:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-30-czerwca-w-kraju-i-na-swiecie-beresteczko-milosz-sfalszowane-referendum-i-dzien-pelen-waznych-z-1782811894.png</url>
                        <title>30 czerwca w kraju i na świecie. Beresteczko, Miłosz, sfałszowane referendum i dzień pełen ważnych zapowiedzi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55699,30-czerwca-w-kraju-i-na-swiecie-beresteczko-milosz-sfalszowane-referendum-i-dzien-pelen-waznych-zapowiedzi</link>
                    </image><description>Wtorek, 30 czerwca, to sto osiemdziesiąty pierwszy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4:17, zajdzie o godz. 21:01. Imieniny obchodzą dziś Emilia, Jan, Leon, Lucyna, Milena i Władysław. W kalendarium dnia splatają się wielka historia Rzeczypospolitej, dramaty XX wieku, literatura Czesława Miłosza, narodziny spółdzielczości oraz muzyczne tropy prowadzące od Dead Can Dance po pierwszy polski „Idol”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>&nbsp;Beresteczko, czyli jedna z największych bitew dawnej Rzeczypospolitej</strong></h3><p>Dokładnie <strong>375 lat temu, w 1651 roku</strong>, wojska polskie odniosły zwycięstwo nad armią kozacko-tatarską pod Beresteczkiem. Było to jedno z największych starć powstania Chmielnickiego i jedna z tych bitew, które przez dziesięciolecia zapisywano w narodowej pamięci jako moment wielkiego militarnego wysiłku dawnej Rzeczypospolitej.</p><p>Historia lubi jednak stawiać obok siebie triumf i tragedię. <strong>232 lata temu, w 1794 roku, w Paryżu zgilotynowana została księżna Rozalia Lubomirska</strong>. Jakobini oskarżyli ją o udział w spisku przeciwko rewolucji. Jej śmierć stała się jednym z dramatycznych symboli czasu, w którym rewolucyjne hasła wolności potrafiły bardzo szybko zamienić się w ostrze spadającej gilotyny.</p><h3><strong>Franciszek Stefczyk i polska idea wspólnego oszczędzania</strong></h3><p><strong>102 lata temu, w 1924 roku, w Krakowie zmarł Franciszek Stefczyk</strong> — nauczyciel, społecznik i twórca pierwszej na ziemiach polskich wiejskiej spółdzielni oszczędnościowo-pożyczkowej. Jego nazwisko do dziś kojarzy się z ruchem spółdzielczym, pomocą wzajemną i przekonaniem, że rozwój lokalnych wspólnot nie musi zaczynać się od wielkiej polityki, lecz od zaufania, odpowiedzialności i wspólnej kasy.</p><p>To postać szczególnie ważna dla historii polskiej prowincji. Tam, gdzie państwo bywało daleko, gdzie banki nie zaglądały do chłopskich gospodarstw, pojawiała się idea Stefczyka: organizujmy się, pomagajmy sobie, budujmy siłę od dołu.</p><h3><strong>Sikorski mianuje „Grota”. Podziemne państwo nabiera kształtu</strong></h3><p><strong>86 lat temu, w 1940 roku, Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski mianował gen. Stefana Roweckiego „Grota” Komendantem Głównym Związku Walki Zbrojnej.</strong> Był to jeden z kluczowych momentów organizowania polskiego oporu pod okupacją niemiecką i sowiecką.</p><p>ZWZ, a później Armia Krajowa, stały się fenomenem w okupowanej Europie. To nie była tylko konspiracyjna armia. To był cały mechanizm podziemnego państwa: struktury wojskowe, cywilne, informacyjne, edukacyjne i sądownicze. W czasie, gdy okupanci próbowali wymazać Polskę z mapy i codzienności, Polacy budowali państwo w cieniu, pod ziemią, często za cenę życia.</p><h3><strong>Czesław Miłosz. Poeta, który nie mieścił się w łatwych szufladach</strong></h3><p><strong>115 lat temu, w 1911 roku, urodził się Czesław Miłosz</strong> — poeta, prozaik, eseista, laureat literackiej Nagrody Nobla z 1980 roku. Autor „Zniewolonego umysłu”, „Rodzinnej Europy” i „Doliny Issy” należał do tych pisarzy, którzy nie chcieli być wyłącznie ozdobą narodowego albumu.</p><p>Miłosz był niewygodny. Dla jednych zbyt emigracyjny, dla innych zbyt polski. Dla jednych za bardzo krytyczny wobec narodowych mitów, dla innych zbyt mocno zanurzony w polskiej historii. Piętnował nacjonalizm, pisał o duchowych chorobach XX wieku, przyglądał się człowiekowi uwikłanemu w ideologie, strach, pychę i pamięć. Po latach emigracji wrócił do Polski, zamieszkał w Krakowie i został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce.</p><p>Jego twórczość do dziś przypomina, że literatura nie jest od głaskania po głowie. Czasem jest lustrem, czasem oskarżeniem, a czasem ostatnim miejscem, w którym można jeszcze powiedzieć prawdę bez partyjnej instrukcji.</p><h3><strong>Referendum 1946. Próba generalna przed zniewoleniem państwa</strong></h3><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku, odbyło się referendum ludowe</strong>, którego wyniki zostały sfałszowane przez komunistyczne władze. Pytania dotyczyły m.in. zniesienia Senatu, reform gospodarczych i granicy zachodniej. W praktyce referendum stało się wielką próbą aparatu przemocy i propagandy przed wyborami parlamentarnymi w 1947 roku.</p><p>To jedna z tych dat, które pokazują, że demokrację można zniszczyć nie tylko czołgami. Można ją również udawać: drukować karty, stawiać urny, organizować komisje, a potem tak policzyć głosy, by wynik był zgodny z politycznym zamówieniem. Historia referendum z 1946 roku jest ostrzeżeniem, że procedury bez uczciwości stają się dekoracją.</p><h3><strong>Broad Peak i śmierć Jana Samsonowicza</strong></h3><p><strong>43 lata temu, w 1983 roku, Krystyna Palmowska jako pierwsza kobieta zdobyła Broad Peak w Karakorum.</strong> To wydarzenie zapisało się w historii polskiego himalaizmu, w którym kobiety nie były statystkami, lecz pełnoprawnymi bohaterkami najwyższych gór świata.</p><p>Ten sam dzień niesie jednak także mroczny cień. <strong>30 czerwca 1983 roku na ogrodzeniu Klubu Sportowego Stoczniowiec w Gdańsku znaleziono powieszone ciało Jana Samsonowicza</strong>, działacza NSZZ „Solidarność” i jednego z inicjatorów powstania Ruchu Młodej Polski. W 1989 roku Sejmowa Komisja Nadzwyczajna do Zbadania Działalności MSW umieściła jego nazwisko na liście potencjalnych ofiar działań bezpieki w czasie stanu wojennego.</p><p>To jedna z tych historii, które nie mieszczą się w suchym kalendarium. Bo za datą stoi człowiek, za nazwiskiem rodzina, środowisko, strach tamtego czasu i pytania, które długo nie znajdowały odpowiedzi.</p><h3><strong>Początki IPN i zmiana w polskiej dyplomacji</strong></h3><p><strong>26 lat temu, w 2000 roku, prof. Leon Kieres złożył ślubowanie przed Sejmem RP jako pierwszy prezes Instytutu Pamięci Narodowej i rozpoczął urzędowanie.</strong> IPN od początku miał być instytucją szczególną: archiwum pamięci, miejscem badań, edukacji i ścigania zbrodni totalitarnych.</p><p>Tego samego dnia <strong>Władysław Bartoszewski zastąpił Bronisława Geremka na stanowisku ministra spraw zagranicznych</strong>. Obaj należeli do pokolenia, dla którego polityka zagraniczna była czymś więcej niż techniką dyplomatyczną. Była także opowieścią o powrocie Polski do Europy po dekadach zniewolenia.</p><h3><strong>Muzyczne 30 czerwca: od Dead Can Dance po „Idola”</strong></h3><p>30 czerwca to również bogate kalendarium muzyczne. <strong>W 1959 roku w Londynie urodził się Brendan Perry</strong>, wokalista i multiinstrumentalista znany z duetu Dead Can Dance. Wspólnie z Lisą Gerrard stworzył muzykę osobną, wymykającą się prostym etykietom — między gotyckim mrokiem, muzyką dawną, etnicznym pulsem i filmową przestrzenią.</p><p><strong>W 1968 roku w Nowym Orleanie urodził się Phil Anselmo</strong>, wokalista grupy Pantera, jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów ciężkiego grania lat 90. Zespół, którego został frontmanem, na trwałe wpisał się w historię metalu, łącząc brutalność brzmienia z charakterystycznym groove’em.</p><p>30 czerwca przypomina także o lżejszej stronie list przebojów. <strong>W 1973 roku grupa Slade zdobyła szczyt brytyjskiej listy singlem „Skweeze Me Pleeze Me”</strong>, a <strong>w 1979 roku Tubeway Army z Garym Numanem rozpoczęli panowanie na liście utworem „Are ‘Friends’ Electric?”</strong> — jednym z pierwszych wielkich przebojów post-punkowej ery opartych na brzmieniu syntezatorów.</p><p>Swoje miejsce w kalendarium ma również pop. <strong>W 1983 roku urodziła się Cheryl Cole</strong>, późniejsza wokalistka Girls Aloud i solowa gwiazda brytyjskich list przebojów. <strong>W 1984 roku Huey Lewis &amp; The News dotarli na szczyt amerykańskiej listy z albumem „Sports”</strong>, a <strong>w 1990 roku New Kids On The Block rozpoczęli trzytygodniowe prowadzenie w USA piosenką „Step By Step”</strong>.</p><p>Nie brakuje też polskiego akcentu. <strong>W 2002 roku Alicja Janosz zwyciężyła w finale pierwszej polskiej edycji programu „Idol”</strong>. Drugie miejsce zajęła Ewelina Flinta, trzecie Szymon Wydra. Dla polskiej telewizji muzycznej był to moment przełomowy — początek ery talent show, w której popularność rodziła się już nie tylko na scenie, ale również przed kamerami i w głosowaniu widzów.</p><h3><strong>W kraju: posiedzenie rządu, inflacja i nowe zadania pełnomocnika</strong></h3><p>We wtorek w południe zbiera się rząd. Ministrowie mają zająć się m.in. projektem rozporządzenia znoszącym stanowisko pełnomocnika rządu do spraw programu SAFE. Decyzja ma mieć związek z osiągnięciem celów, dla których funkcję powołano.</p><p>Rada Ministrów rozpatrzy także projekt rozporządzenia ustanawiający nowego pełnomocnika do spraw wzmocnienia odporności państwa. Pełnomocniczką rządu do spraw SAFE jest Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, która w drugiej połowie czerwca objęła również stanowisko wiceminister obrony narodowej. Z nieoficjalnych informacji wynika, że to właśnie ona ma objąć nową funkcję.</p><p>Ministrowie zajmą się również projektem nowelizacji ustawy wdrażającej unijne przepisy dotyczące kontroli rybołówstwa. Projekt zakłada m.in. obowiązek prowadzenia przez kapitana każdego statku rybackiego — niezależnie od jego długości — dziennika połowowego oraz sporządzania deklaracji wyładunkowych i przeładunkowych w formie elektronicznej.</p><p>We wtorek Główny Urząd Statystyczny ma opublikować szybki szacunek inflacji za czerwiec. W maju inflacja wyniosła 3,1 procent.</p><h3><strong>Na świecie: rozmowy wokół Iranu, Sikorski w Namibii i raport GRECO</strong></h3><p>W wydarzeniach zagranicznych uwagę przyciągają zapowiedzi dotyczące możliwych rozmów Stanów Zjednoczonych z Iranem. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią prezydenta USA Donalda Trumpa, w stolicy Kataru, Dosze, na prośbę Iranu miałyby odbyć się dwustronne rozmowy z USA. Informacjom tym zaprzeczył jednak wiceszef irańskiej dyplomacji Kazem Gharibabadi, podkreślając, że doniesienia o rozmowach technicznych w Dosze nie są zgodne z prawdą. Jak dodał, pierwsza runda rozmów technicznych odbędzie się dopiero po ustaleniu warunków, daty i miejsca.</p><p>Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski udaje się dziś z wizytą do Namibii. Celem podróży jest rozwijanie współpracy dyplomatycznej między państwami. Szef polskiej dyplomacji ma spotkać się z prezydentką Netumbo Nandi-Ndaitwah oraz ministrą stosunków międzynarodowych i handlu Selmą Ashipalą-Musavyi. W programie jest również wizyta w europejskim obserwatorium astronomicznym High Energy Stereoscopic System, w którym Polska jest jednym z udziałowców.</p><p>W Londynie ma zostać opublikowany plan Wielkiej Brytanii dotyczący inwestycji w obronność w ramach strategii modernizacji brytyjskiej armii. Z kolei Grupa Państw Przeciwko Korupcji, czyli GRECO — antykorupcyjny organ Rady Europy — opublikuje raport za 2025 rok poświęcony walce z korupcją.</p><h3><strong>Gietrzwałd w Watykanie i rozmowy o przyszłości Gazy</strong></h3><p>W Ogrodach Watykańskich zostanie dziś odsłonięta mozaika z wizerunkiem Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Uroczystość zainauguruje obchody 150. rocznicy objawień w Gietrzwałdzie, przypadającej w przyszłym roku. To szczególne miejsce dla polskich wiernych — jedyne objawienia maryjne w Polsce uznane przez Kościół.</p><p>Według informacji przekazanych przez rząd Cypru, w Nikozji rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie Rady Pokoju, utworzonej z inicjatywy prezydenta USA Donalda Trumpa. Jej celem ma być m.in. odbudowa Strefy Gazy, rozbrojenie Hamasu i stworzenie warunków trwałego pokoju. Lista uczestników spotkania nie została podana.</p><h3><strong>Dzień, w którym historia mówi kilkoma głosami</strong></h3><p>30 czerwca pokazuje, jak różne warstwy pamięci potrafią spotkać się w jednej dacie. Jest tu Beresteczko i gilotyna rewolucyjnego Paryża, spółdzielczość Stefczyka i konspiracja „Grota”, Miłosz i sfałszowane referendum, Broad Peak i mroczna śmierć działacza opozycji.</p><p>Do tego dochodzi muzyka — od mrocznych pejzaży Dead Can Dance, przez metalową siłę Pantery, po telewizyjny fenomen „Idola”. A obok historii i kultury toczy się bieżąca polityka: rządowe decyzje, inflacja, dyplomacja, bezpieczeństwo, rozmowy o wojnie i pokoju.</p><p>Taki właśnie jest kalendarz. Nie zna ciszy. Każdego dnia otwiera kilka drzwi naraz — do przeszłości, teraźniejszości i spraw, które dopiero zapiszą się w historii.</p><p>Mogę też przygotować do tego <strong>krótką zapowiedź na Facebooka</strong> w bardziej klikalnym, lokalno-redakcyjnym tonie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[KO prowadzi, PiS goni, prawica rośnie. Najnowszy sondaż IBRiS pokazuje polityczną temperaturę przed wakacjami]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55695,ko-prowadzi-pis-goni-prawica-rosnie-najnowszy-sondaz-ibris-pokazuje-polityczna-temperature-przed-wakacjami</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55695,ko-prowadzi-pis-goni-prawica-rosnie-najnowszy-sondaz-ibris-pokazuje-polityczna-temperature-przed-wakacjami</guid>
            <pubDate>Mon, 29 Jun 2026 19:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ko-prowadzi-pis-goni-prawica-rosnie-najnowszy-sondaz-ibris-pokazuje-polityczna-temperature-przed-1782753864.png</url>
                        <title>KO prowadzi, PiS goni, prawica rośnie. Najnowszy sondaż IBRiS pokazuje polityczną temperaturę przed wakacjami</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55695,ko-prowadzi-pis-goni-prawica-rosnie-najnowszy-sondaz-ibris-pokazuje-polityczna-temperature-przed-wakacjami</link>
                    </image><description>Koalicja Obywatelska pozostaje na pierwszym miejscu, ale najnowszy sondaż IBRiS dla Polsat News nie jest dla obozu rządzącego polityczną kołysanką. To raczej dźwięk alarmu słyszalny gdzieś zza sejmowych drzwi: KO ma 28 proc., PiS 24,1 proc., Konfederacja 13,7 proc., a Konfederacja Korony Polskiej aż 9 proc. Do tego 8,9 proc. wyborców nadal nie wie, na kogo oddałoby głos. W polskiej polityce to nie margines. To rezerwa prochu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>KO wygrywa, ale bez efektu triumfu</strong></h3><p>Według badania przeprowadzonego przez IBRiS dla Polsat News, gdyby wybory parlamentarne odbyły się w ostatni weekend, <strong>Koalicja Obywatelska mogłaby liczyć na 28 proc. poparcia</strong>. To nadal pierwsze miejsce, ale jednocześnie spadek o 1,3 pkt proc. względem poprzedniego badania z początku czerwca.</p><p>Za plecami KO znajduje się <strong>Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 24,1 proc.</strong> W przypadku PiS odnotowano niewielki wzrost — o 0,4 pkt proc. Niby niedużo, polityczna kosmetyka, ale w sondażowej wojnie pozycyjnej każdy metr okopu ma znaczenie.</p><p>Trzecia jest <strong>Konfederacja z wynikiem 13,7 proc.</strong>, a zaraz za nią <strong>Konfederacja Korony Polskiej</strong>, wskazana przez 9 proc. badanych. To właśnie ten fragment sondażu jest najciekawszy: prawa strona sceny politycznej nie tylko nie znika, ale coraz wyraźniej rozgałęzia się jak rzeka przed deltą.</p><h3><strong>Lewica nad progiem, Trzecia Droga w rozsypanych klockach</strong></h3><p><strong>Nowa Lewica uzyskała 8,2 proc. poparcia</strong>, co daje jej miejsce w Sejmie. Ale już wyniki dawnych koalicjantów z projektu Trzeciej Drogi wyglądają znacznie gorzej. <strong>Polskie Stronnictwo Ludowe ma 4,1 proc., Polska 2050 jedynie 0,8 proc.</strong>, a więc obie formacje znalazłyby się poniżej progu wyborczego, jeśli startowałyby samodzielnie.</p><p>Pod progiem jest również <strong>Partia Razem z wynikiem 3,1 proc.</strong> oraz <strong>Centrum z symbolicznym 0,1 proc.</strong> To pokazuje, że scena środka — ta, która jeszcze niedawno miała być nowym językiem polskiej polityki — zaczyna przypominać orkiestrę po koncercie: instrumenty jeszcze leżą na scenie, ale muzyka już ucichła.</p><h3><strong>Najważniejsza liczba? 8,9 proc. niezdecydowanych</strong></h3><p>W sondażu <strong>8,9 proc. ankietowanych nie wskazało partii, na którą oddałoby głos</strong>. To grupa większa niż elektorat Lewicy i prawie tak duża jak wynik Konfederacji Korony Polskiej. W praktyce może przesądzić o tym, czy przyszła większość będzie budowana po stronie obecnego obozu rządzącego, czy raczej przez układ prawicowy.</p><p>Deklarowana frekwencja wyniosłaby <strong>63 proc.</strong> Badanie przeprowadzono na ogólnopolskiej próbie 1000 osób w dniach <strong>24–27 czerwca 2026 roku</strong>, metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo, czyli CATI.</p><h3><strong>Polityczna puenta</strong></h3><p>Ten sondaż nie mówi jeszcze, kto będzie rządził. Mówi coś subtelniejszego i groźniejszego dla liderów: <strong>wyborcy nie stoją w miejscu</strong>. KO wciąż prowadzi, ale traci. PiS powoli odrabia dystans. Konfederacja i Korona budują własne pola wpływu. Lewica utrzymuje się nad wodą. PSL i Polska 2050 dryfują pod progiem.</p><p>To nie jest jeszcze polityczne trzęsienie ziemi. Raczej pierwsze pęknięcia na ścianie. Takie, które widać dopiero wtedy, gdy słońce pada pod odpowiednim kątem. A w polityce — jak w dobrym thrillerze — największy huk często poprzedza pozorna cisza.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. 29 czerwca: od Paderewskiego i Mrożka po Wimbledonu trawę, okręty podwodne i paliusze z Watykanu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55684,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-29-czerwca-od-paderewskiego-i-mrozka-po-wimbledonu-trawe-okrety-podwodne-i-paliusze-z-watykanu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55684,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-29-czerwca-od-paderewskiego-i-mrozka-po-wimbledonu-trawe-okrety-podwodne-i-paliusze-z-watykanu</guid>
            <pubDate>Mon, 29 Jun 2026 07:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-29-czerwca-od-paderewskiego-i-mrozka-po-wimbledonu-trawe-okrety-podwodn-1782712005.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. 29 czerwca: od Paderewskiego i Mrożka po Wimbledonu trawę, okręty podwodne i paliusze z Watykanu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55684,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-29-czerwca-od-paderewskiego-i-mrozka-po-wimbledonu-trawe-okrety-podwodne-i-paliusze-z-watykanu</link>
                    </image><description>Dziś jest poniedziałek, 29 czerwca, sto osiemdziesiąty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.16, zajdzie o 21.01. Imieniny obchodzą m.in. Benedykta, Beata, Piotr, Paweł, Maria, Kasja i Kasjusz.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To data, która łączy kilka wielkich opowieści naraz. Jest w niej śląski głos Józefa Lompy, europejski projekt Roberta Schumana, gorzki absurd Sławomira Mrożka, dramat sowieckich deportacji, cień niemieckiej akcji AB, polityczna legenda Ignacego Jana Paderewskiego i sportowa wielkość Ireny Szewińskiej. A obok tego muzyka: <strong>Little Eva</strong>, <strong>Deep Purple</strong>, <strong>Pink Floyd</strong>, <strong>David Bowie</strong>, <strong>Mick Jagger</strong> i <strong>Beyonce</strong>. Historia, jak dobrze zmontowany film, przechodzi dziś z archiwum do świata żywego: na Bałtyku rozmawia się o nowych okrętach podwodnych, w Watykanie o symbolach jedności Kościoła, a w Londynie zaczyna się Wimbledon.</p><h3>Kalendarium historyczne</h3><p><strong>229 lat temu, w 1797 roku, w Oleśnie urodził się Józef Lompa</strong> — śląski pisarz, nauczyciel i etnograf. Był jednym z tych ludzi, którzy nie potrzebują marmurowych pomników, bo ich praca wchodzi cicho w język, pamięć i lokalną tożsamość.</p><p><strong>140 lat temu, w 1886 roku, w Luksemburgu urodził się Robert Schuman</strong>, francuski polityk, premier Francji, uznawany za jednego z ojców założycieli zjednoczonej Europy. Wspólnie z Jeanem Monnetem i Konradem Adenauerem doprowadził do porozumienia francusko-niemieckiego w sprawie wspólnego zarządzania przemysłem węglowym i stalowym. Z tego porozumienia narodziła się <strong>Europejska Wspólnota Węgla i Stali</strong>, jeden z fundamentów późniejszej Unii Europejskiej.</p><p><strong>96 lat temu, w 1930 roku, w Borzęcinie urodził się Sławomir Mrożek</strong> — dramatopisarz, prozaik, satyryk, eseista i rysownik. Autor „Tanga”, „Emigrantów”, „Policji”, „Indyka”, „Miłości na Krymie”, „Słonia” czy „Wesela w Atomicach” potrafił opisać polski absurd tak, jakby pisał instrukcję obsługi świata po awarii. W jego tekstach śmiech bywał ostry jak brzytwa, a groteska często mówiła prawdę szybciej niż publicystyka.</p><p><strong>86 lat temu, w 1940 roku, NKWD rozpoczęło trzecią masową deportację polskich obywateli w głąb Związku Sowieckiego.</strong> Objęła ona około 80 tysięcy osób, które przed wrześniem 1939 roku nie mieszkały na ziemiach wcielonych do ZSRS. Według danych przywoływanych w kalendarium, <strong>84 procent deportowanych stanowili Żydzi</strong>.</p><p>Tego samego roku, <strong>86 lat temu, w lasku Brzask niedaleko Skarżyska-Kamiennej</strong>, Niemcy w ramach akcji AB rozstrzelali około <strong>760 Polaków</strong> z okolicznych miejscowości. To jedno z tych miejsc, gdzie las nie jest tylko lasem. Jest księgą, której nie wolno zamknąć.</p><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku, w Nowym Jorku zmarł Ignacy Jan Paderewski</strong> — pianista, kompozytor, działacz społeczny i mąż stanu. Człowiek, który potrafił być jednocześnie artystą światowego formatu i politykiem służącym sprawie polskiej. Jako premier i minister spraw zagranicznych podpisał w imieniu Polski <strong>Traktat Wersalski</strong>.</p><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku, w Wałbrzychu zmarła księżna Maria Teresa Oliwia Hochberg</strong>, znana jako księżna Daisy. Angielska arystokratka, żona Hansa Heinricha XV Hochberga, była związana z zamkiem w Pszczynie i zamkiem Książ. Jej życie przypomina opowieść z pogranicza arystokratycznego romansu, europejskiej historii i końca dawnego świata.</p><p><strong>70 lat temu, w 1956 roku</strong>, po pacyfikacji robotniczych protestów w Poznaniu, premier Józef Cyrankiewicz wygłosił radiowe przemówienie, w którym padły słowa o „odrąbywaniu ręki” podniesionej przeciw władzy ludowej. To zdanie przeszło do historii jako symbol brutalności języka komunistycznej władzy wobec ludzi pracy, którzy upomnieli się o godność.</p><p><strong>41 lat temu, w 1985 roku, zmarł Andrzej Kijowski</strong> — prozaik, eseista, krytyk literacki i scenarzysta filmowy. Należał do tych autorów, którzy potrafili myśleć literaturą o sprawach publicznych, a publicystyką dotykać spraw ducha.</p><p><strong>35 lat temu, w 1991 roku, w warszawskiej FSO zakończono produkcję Fiata 125p.</strong> Dla jednych był samochodem codzienności, dla innych symbolem PRL-owskich marzeń motoryzacyjnych. Dziś ma już status wehikułu pamięci — trochę z rodzinnego albumu, trochę z filmu Barei.</p><p><strong>33 lata temu, w 1993 roku, odbyło się uroczyste otwarcie Muzeum Katyńskiego.</strong> Jego pierwszą siedzibą był Fort Czerniaków. Obecnie muzeum znajduje się na warszawskiej Cytadeli i pozostaje jednym z najważniejszych miejsc pamięci o zbrodni katyńskiej.</p><p><strong>8 lat temu, w 2018 roku, zmarła Irena Szewińska</strong> — najwybitniejsza lekkoatletka w dziejach polskiego sportu. Zdobyła siedem medali olimpijskich, biła rekordy Polski, Europy i świata na 100, 200 i 400 metrów, w skoku w dal oraz w sztafetach. Była wiceprezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego i członkinią Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.</p><p><strong>6 lat temu, w 2020 roku, zmarł Marian Orzechowski</strong> — historyk, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego i Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR, były minister spraw zagranicznych oraz członek Biura Politycznego KC PZPR. Był także autorem m.in. biografii Wojciecha Korfantego.</p><h3>Kalendarium muzyczne</h3><p><strong>29 czerwca 1945 roku urodziła się Little Eva</strong>, czyli Eva Narcissus Boyd. Zanim została piosenkarką, była nianią w domu Carole King i Gerry’ego Goffina. Gdy poproszono ją o nagranie piosenki „The Loco-Motion”, powstał przebój, który trafił na pierwsze miejsce listy w Stanach Zjednoczonych. Później śpiewała m.in. „Keep Your Hands Off My Baby”, „Some Kinda Wonderful” i „Let’s Turkey Trot”.</p><p><strong>W 1948 roku w Nottingham urodził się Ian Paice</strong>, perkusista Deep Purple. To jeden z tych muzyków, których nie trzeba stawiać na pierwszym planie, by wiedzieć, że bez nich cała konstrukcja by się zawaliła. Grał także m.in. z Whitesnake, Garym Moorem, Paulem McCartneyem i grupą Pretty Maids.</p><p><strong>W 1953 roku urodził się Colin Hay</strong>, australijski wokalista i gitarzysta, lider Men At Work. Zespół, założony w Melbourne, zdobył świat takimi utworami jak „Down Under” i „Who Can It Be Now?”. Po rozpadzie grupy Hay kontynuował karierę solową, występował też w filmach i serialach.</p><p><strong>W 1961 roku Del Shannon zdobył szczyt brytyjskiej listy przebojów piosenką „Runaway”.</strong> W utworze pojawiła się charakterystyczna solówka zagrana przez Maxa Crooka na claviolinie, jednym z wczesnych analogowych instrumentów klawiszowych.</p><p><strong>W 1968 roku The Small Faces rozpoczęli sześciotygodniowe panowanie na brytyjskiej liście albumów płytą „Ogden’s Nut Gone Flake”.</strong> Był to album konceptualny z okrągłą okładką przypominającą puszkę na tytoń. Znalazł się na nim przebój „Lazy Sunday”, zaśpiewany przez Steve’a Marriotta londyńską gwarą cockney.</p><p>Tego samego dnia <strong>Pink Floyd wydali drugi album — „A Saucerful Of Secrets”</strong>. Była to ostatnia płyta zespołu z udziałem Syda Barretta. Okładkę przygotowała grupa Hipgnosis, która później stworzyła projekty dla takich wykonawców jak Led Zeppelin, Genesis, Black Sabbath, Yes czy The Alan Parsons Project.</p><p><strong>W 1974 roku Charles Aznavour zdobył brytyjską listę przebojów utworem „She”.</strong> Był to jego jedyny numer jeden na Wyspach. Miał wtedy 50 lat i został najstarszym wykonawcą, który do tamtego czasu zdobył szczyt brytyjskiego zestawienia.</p><p><strong>W 1978 roku Peter Frampton uczestniczył w wypadku samochodowym na Bahamach.</strong> Były gitarzysta i wokalista Humble Pie oraz The Herd doznał złamania ręki i pęknięcia żeber.</p><p>Również <strong>w 1978 roku w Honolulu urodziła się Nicole Scherzinger</strong>, późniejsza wokalistka Eden’s Crush i The Pussycat Dolls. Debiutancki singiel The Pussycat Dolls, „Don’t Cha”, zdobył w 2005 roku pierwsze miejsce na brytyjskiej liście przebojów. W 2007 roku Scherzinger rozpoczęła karierę solową.</p><p><strong>W 1985 roku David Bowie i Mick Jagger nagrali własną wersję „Dancing In The Street”</strong> na potrzeby Live Aid. Początkowo planowano wykonanie utworu jednocześnie na dwóch kontynentach, ale opóźnienie dźwięku nadawanego przez satelitę przekreśliło ten pomysł. Singiel i tak dotarł do pierwszego miejsca w Wielkiej Brytanii.</p><p><strong>W 1991 roku Jason Donovan po raz trzeci zdobył szczyt brytyjskiej listy przebojów singlem „Any Dream Will Do”.</strong> Piosenkę napisali Andrew Lloyd Webber i Tim Rice do musicalu „Józef i cudowny płaszcz snów w technikolorze”.</p><p><strong>W 1996 roku George Martin, producent i aranżer większości nagrań The Beatles, otrzymał tytuł szlachecki.</strong> Osiem lat wcześniej został komandorem Orderu Imperium Brytyjskiego.</p><p><strong>W 2003 roku Beyonce zdobyła pierwsze miejsce brytyjskiej listy albumów debiutancką solową płytą „Dangerously In Love”.</strong> Na krążku znalazły się m.in. „Crazy In Love”, „Naughty Girl” i „Baby Boy”.</p><h3>Kraj</h3><p>W Gdyni premierzy Polski i Szwecji — <strong>Donald Tusk i Ulf Kristersson</strong> — wezmą udział w pierwszych konsultacjach międzyrządowych między oboma państwami. Głównym punktem spotkania będzie podpisanie umowy na zakup trzech okrętów podwodnych <strong>A26</strong> dla Marynarki Wojennej RP w ramach programu <strong>Orka</strong>.</p><p>Nowe jednostki mają być wyposażone w napęd diesel-elektryczny z systemem AIP, czyli napędem niezależnym od powietrza. Pozwala on przez wiele dni pozostawać w zanurzeniu bez konieczności wynurzania się w celu ładowania akumulatorów. Okręty mają zastąpić wysłużony ORP „Orzeł”, obecnie jedyny okręt podwodny pozostający w służbie Marynarki Wojennej.</p><p>Rozmowy w Gdyni mają także dotyczyć bezpieczeństwa w Europie, współpracy w NATO i Unii Europejskiej, sytuacji na Morzu Bałtyckim oraz dalszego wsparcia dla Ukrainy. W konsultacjach uczestniczyć będzie również wicepremier, szef MON <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong>. Premierowi Szwecji towarzyszyć mają m.in. minister obrony <strong>Pal Jonson</strong>, szefowa dyplomacji <strong>Maria Malmer Stenergard</strong>, minister infrastruktury <strong>Andreas Carlson</strong>, ministra ds. UE <strong>Jessica Rosencrantz</strong> oraz ministra kultury <strong>Parisa Liljestrand</strong>.</p><p>W Kościele katolickim obchodzona jest dziś <strong>uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła</strong>. Tego dnia papież święci i wręcza paliusze nowym arcybiskupom metropolitom. W tym roku z Polski paliusz otrzymają: metropolita łódzki <strong>kard. Konrad Krajewski</strong>, metropolita krakowski <strong>kard. Grzegorz Ryś</strong> oraz metropolita katowicki <strong>abp Andrzej Przybylski</strong>.</p><p>Paliusz jest znakiem więzi arcybiskupów metropolitów z następcą św. Piotra. Ma formę wełnianego pasa ozdobionego sześcioma czarnymi krzyżami. W całym Kościele katolickim 29 czerwca odbywa się także zbiórka na działalność apostolską i charytatywną papieża, znana jako <strong>świętopietrze</strong> albo <strong>Obol św. Piotra</strong>.</p><h3>Zagranica</h3><p>W Luksemburgu odbędzie się posiedzenie Rady UE ds. Zatrudnienia, Polityki Społecznej, Zdrowia i Ochrony Konsumentów, czyli <strong>EPSCO</strong>, w formacie ministrów odpowiedzialnych za sprawy społeczne. Tematami obrad będą m.in. przeciwdziałanie przemocy cyfrowej wobec dziewcząt, polityka mieszkaniowa w kontekście zmian demograficznych, mobilność pracowników w Unii Europejskiej oraz wdrażanie unijnej Strategii Przeciwdziałania Ubóstwu.</p><p>Sekretarz generalny NATO <strong>Mark Rutte</strong> uda się do Wielkiej Brytanii, gdzie spotka się z premierem <strong>Keirem Starmerem</strong>, ministrą spraw zagranicznych <strong>Yvette Cooper</strong> oraz ministrem obrony <strong>Danem Jarvisem</strong>.</p><p>W Wielkiej Brytanii wystąpienie wygłosi poseł Partii Pracy <strong>Andy Burnham</strong>, wymieniany przez media jako jeden z potencjalnych następców Keira Starmera. To jego pierwsze ważne przemówienie od czasu uzyskania mandatu poselskiego w wyborach uzupełniających 18 czerwca. Oczekuje się, że Burnham przedstawi własną wizję rozwoju brytyjskiej gospodarki i położy nacisk na decentralizację władzy.</p><p>W Watykanie, podczas mszy w bazylice św. Piotra, papież <strong>Leon XIV</strong> pobłogosławi paliusze i nałoży je nowym metropolitom z całego świata, w tym trzem hierarchom z Polski. W południe spotka się z wiernymi na modlitwie Anioł Pański.</p><h3>Sport</h3><p>W południe na trawiastych kortach <strong>All England Lawn Tennis and Croquet Clubu</strong> rozpocznie się <strong>139. edycja Wimbledonu</strong> — najstarszego i najbardziej prestiżowego turnieju wielkoszlemowego.</p><p>W singlu wystąpi sześcioro reprezentantów Polski. Jako pierwsza z biało-czerwonych na kort wyjdzie <strong>Maja Chwalińska</strong>, która do głównej drabinki dostała się dzięki dzikiej karcie. Zmierzy się z Tajką <strong>Mananchayą Sawangkaew</strong>.</p><p>W poniedziałek zagrają również <strong>Magda Linette</strong> i <strong>Magdalena Fręch</strong>. Linette trafiła na <strong>Mirrę Andriejewą</strong>, triumfatorkę French Open, a Fręch zmierzy się z <strong>Anną Kalinską</strong>. Swój pojedynek pierwszej rundy rozegra też <strong>Hubert Hurkacz</strong>, którego rywalem będzie Norweg <strong>Casper Ruud</strong>.</p><p>We wtorek zmagania rozpoczną broniąca tytułu <strong>Iga Świątek</strong> oraz <strong>Kamil Majchrzak</strong>. Pula nagród tegorocznego Wimbledonu wynosi rekordowe <strong>64,2 mln funtów</strong>, a zwycięzcy singla otrzymają po <strong>3,6 mln funtów</strong>, czyli prawie 18 mln złotych.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. 28 czerwca – od Unii Lubelskiej po Poznański Czerwiec, od Wersalu po „OK Computer”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55666,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-28-czerwca-od-unii-lubelskiej-po-poznanski-czerwiec-od-wersalu-po-ok-computer</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55666,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-28-czerwca-od-unii-lubelskiej-po-poznanski-czerwiec-od-wersalu-po-ok-computer</guid>
            <pubDate>Sun, 28 Jun 2026 08:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-28-czerwca-od-unii-lubelskiej-po-poznanski-czerwiec-od-wersalu-po-ok-1782629990.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. 28 czerwca – od Unii Lubelskiej po Poznański Czerwiec, od Wersalu po „OK Computer”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55666,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-28-czerwca-od-unii-lubelskiej-po-poznanski-czerwiec-od-wersalu-po-ok-computer</link>
                    </image><description>Dziś jest niedziela, 28 czerwca, sto siedemdziesiąty dziewiąty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.16, zajdzie o godz. 21.01. Imieniny obchodzą m.in. Ireneusz, Józef, Leon, Lubomir i Paweł.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To jedna z tych dat, przy których historia nie mówi szeptem. Mówi głosem sejmu w Lublinie, hukiem strzałów w Sarajewie, chłodem wersalskich sal, krzykiem poznańskich robotników i muzyką, która raz brzmi jak rockowy manifest, raz jak dyskotekowy refren, raz jak melancholijna ścieżka dźwiękowa do filmu o miłości.</p><h2>Kalendarium historyczne</h2><p><strong>457 lat temu, 28 czerwca 1569 roku</strong>, sejm w Lublinie uchwalił akt realnej unii polsko-litewskiej. Tak powstała Rzeczpospolita Obojga Narodów – państwo wielkie, ambitne, wewnętrznie skomplikowane, ale przez długi czas będące jednym z najważniejszych organizmów politycznych Europy. Unia Lubelska nie była tylko dokumentem. Była wielką próbą pogodzenia interesów, tradycji i politycznych marzeń dwóch narodów.</p><p><strong>366 lat temu, w 1660 roku</strong>, pod Połonką wojska dowodzone przez hetmana wielkiego litewskiego Pawła Jana Sapiehę oraz wojewodę ruskiego Stefana Czarnieckiego pokonały rosyjskie oddziały księcia Iwana Chowańskiego. Był to jeden z ważnych momentów wojny Rzeczypospolitej z Rosją, przypominający, że XVII wiek był dla państwa polsko-litewskiego epoką nieustannego napięcia – między wielkością a wyczerpaniem.</p><p><strong>214 lat temu, w 1812 roku</strong>, sejm Księstwa Warszawskiego przekształcił się w Konfederację Generalną Królestwa Polskiego. Ogłoszono wskrzeszenie Polski i przyłączenie do niej prowincji zabranych. Był to czas napoleońskiej nadziei – tej wielkiej, romantycznej, która rozpalała wyobraźnię, ale miała też gorzki finał zapisany śniegiem rosyjskiej kampanii.</p><p><strong>112 lat temu, 28 czerwca 1914 roku</strong>, w Sarajewie zginął austriacki następca tronu arcyksiążę Franciszek Ferdynand wraz z małżonką Zofią. Strzały oddane przez serbskiego zamachowca Gawriłę Principa stały się bezpośrednim pretekstem do wybuchu I wojny światowej. Europa, która jeszcze chwilę wcześniej wierzyła w koncert mocarstw, nagle usłyszała marsz ku katastrofie. Świat znany z belle époque runął, a XX wiek pokazał swoje najciemniejsze oblicze.</p><p><strong>107 lat temu, w 1919 roku</strong>, w Pałacu Wersalskim podpisano traktat pokojowy z Niemcami – najważniejszy z układów kończących I wojnę światową. W imieniu Polski podpisy złożyli Roman Dmowski i Ignacy Jan Paderewski. Dla odrodzonego państwa polskiego był to moment o ogromnym znaczeniu symbolicznym i politycznym. Po latach zaborów Polska wracała na mapę Europy jako podmiot prawa międzynarodowego.</p><p>Tego samego dnia, <strong>107 lat temu</strong>, powstała <strong>Międzynarodowa Organizacja Pracy</strong>. Po wojnie, która pochłonęła miliony istnień, świat próbował nie tylko rysować nowe granice, ale także na nowo zdefiniować prawa pracowników, społeczną odpowiedzialność państw i sens godnej pracy.</p><p><strong>102 lata temu, w 1924 roku</strong>, prezydent RP wydał rozporządzenie o powołaniu przedsiębiorstwa <strong>Polskie Lasy Państwowe</strong>. To jedna z instytucji, które przetrwały wielkie polityczne przesilenia i do dziś pozostają ważnym elementem gospodarowania narodowym majątkiem przyrodniczym.</p><p><strong>99 lat temu, w 1927 roku</strong>, na Wawelu złożono prochy Juliusza Słowackiego, przeniesione z cmentarza Montmartre w Paryżu. Był to akt nie tylko państwowy, ale niemal liturgiczny – powrót romantycznego wieszcza do narodowego panteonu. Słowacki, za życia często nierozumiany i samotny, po śmierci wracał jako jeden z tych, którzy współtworzyli polski język wolności.</p><p><strong>81 lat temu, w 1945 roku</strong>, Krajowa Rada Narodowa powołała Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej. Premierem został Edward Osóbka-Morawski, wicepremierami Władysław Gomułka i Stanisław Mikołajczyk, który objął także funkcję ministra rolnictwa. Był to moment przejściowy tylko z nazwy. W rzeczywistości Polska wchodziła w nowy, dramatyczny rozdział zależności od Związku Sowieckiego.</p><p><strong>76 lat temu, w 1950 roku</strong>, sejm uchwalił ustawę o powszechnej elektryfikacji wsi i osiedli. Dla wielu miejscowości był to początek cywilizacyjnej zmiany. Elektryczność oznaczała nie tylko światło w domu, ale też nowy rytm życia, pracy i edukacji.</p><p><strong>70 lat temu, 28 czerwca 1956 roku</strong>, w Poznaniu doszło do robotniczych protestów, które przerodziły się w trzydniowe walki uliczne. Do ich stłumienia władze komunistyczne użyły wojska. Śmierć poniosło co najmniej 58 osób, a około 600 zostało rannych. Poznański Czerwiec był pierwszym tak wielkim buntem społecznym w Polsce Ludowej. Robotnicy wyszli po chleb, godność i sprawiedliwość, a naprzeciw nim stanęło państwo, które mówiło o ludzie, ale do ludu strzelało.</p><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku</strong>, w Poznaniu odsłonięto Pomnik Ofiar Czerwca 1956 – słynne Poznańskie Krzyże. Monument stał się jednym z najważniejszych znaków pamięci o ofiarach komunistycznej przemocy i o społecznej odwadze, która poprzedziła późniejsze wystąpienia wolnościowe.</p><p><strong>26 lat temu, w 2000 roku</strong>, w Krakowie zmarł ks. Józef Tischner – katolicki duchowny, filozof, teolog i pisarz. Autor m.in. „Etyki Solidarności”, „Myślenia według wartości”, „Nieszczęsnego daru wolności” oraz „Historii filozofii po góralsku”. Tischner potrafił mówić o sprawach najtrudniejszych językiem zrozumiałym, ciepłym, ale nigdy banalnym. W jego pisaniu było coś z kazania, rozmowy przy stole i filozoficznego eseju.</p><p><strong>6 lat temu, w 2020 roku</strong>, urzędujący prezydent Andrzej Duda wygrał pierwszą turę wyborów prezydenckich, uzyskując 43,50 proc. głosów. Do drugiej tury wszedł razem z Rafałem Trzaskowskim, który otrzymał 30,46 proc. głosów.</p><h2>Kalendarium muzyczne</h2><p><strong>W 1946 roku w Bytomiu urodził się Bogdan Olewicz</strong>, dziennikarz i autor tekstów wielu polskich przebojów. Pisał przede wszystkim dla zespołu Perfect – to spod jego pióra wyszły słowa takich utworów jak „Autobiografia” czy „Nie płacz Ewka”. Współpracował także z Lady Pank i Budką Suflera. Jego teksty śpiewali m.in. Zdzisława Sośnicka, Seweryn Krajewski, Krystyna Prońko, Anna Jantar i Urszula. Olewicz należy do tych autorów, którzy potrafili zamienić zwykłe zdanie w refren pokoleniowy.</p><p><strong>W 1959 roku</strong> na pierwszym miejscu listy przebojów w Wielkiej Brytanii znalazł się Bobby Darin z piosenką „Dream Lover”. Był to jego pierwszy brytyjski numer jeden. W nagraniu na fortepianie zagrał Neil Sedaka, a sam utwór doczekał się później wielu wersji, wykonywanych m.in. przez Bena E. Kinga, Dona McLeana, Jasona Donovana i grupę The Misfits.</p><p><strong>W 1969 roku</strong> Henry Mancini wprowadził na pierwsze miejsce amerykańskich list kompozycję Nino Roty, będącą tematem miłosnym z filmu „Romeo i Julia”. Kiedy do melodii dopisano słowa, utwór otrzymał tytuł „A Time For Us” i trafił do repertuaru wielu wykonawców, m.in. Johnny’ego Mathisa, Andy’ego Williamsa i Josha Grobana. To muzyka, która pokazuje, że wielki temat filmowy potrafi żyć dłużej niż sam ekranowy kadr.</p><p><strong>W 1971 roku w Amsterdamie urodził się Ray Slijngaard</strong>, wokalista belgijskiego duetu 2 Unlimited. Na początku lat 90. razem z Anitą Doth podbijał europejskie listy takimi utworami jak „No Limit”, „Maximum Overdrive” i „Tribal Dance”. Był to czas eurodance’u – muzyki prostej, energetycznej, stadionowej, która nie pytała o subtelność, tylko od razu włączała światła dyskoteki.</p><p><strong>W 1975 roku</strong> zespół The Eagles umieścił na pierwszym miejscu amerykańskiej listy albumów płytę „One Of These Nights”. Był to przełomowy krążek w historii grupy. Single „Lyin’ Eyes”, „Take It To The Limit” i tytułowy „One Of These Nights” dotarły wysoko na listach przebojów, zapowiadając wielki rozdział w historii amerykańskiego rocka.</p><p><strong>W 1985 roku</strong> grupa Sister Sledge zdobyła pierwsze miejsce listy w Wielkiej Brytanii piosenką „Frankie”. Producentem przeboju był Nile Rodgers z zespołu Chic. Utwór przez cztery tygodnie utrzymywał się na szczycie brytyjskiego zestawienia i stał się największym sukcesem zespołu na Wyspach.</p><p><strong>W 1986 roku</strong> na pierwszym miejscu listy w Wielkiej Brytanii znalazła się piosenka „The Edge Of Heaven” duetu Wham!. Tego samego dnia George Michael i Andrew Ridgeley zagrali swój ostatni koncert na stadionie Wembley w Londynie, przed około 80 tysiącami fanów. Był to finał jednej z najjaśniejszych popowych historii lat 80.</p><p><strong>W 1988 roku</strong> Krzysztof Krawczyk odniósł ciężkie obrażenia w wypadku samochodowym. Wokalista wracał z festiwalu w Kołobrzegu i zasnął za kierownicą. W samochodzie podróżowali także jego żona i syn. Dla artysty był to dramatyczny moment, po którym jego życie i kariera nabrały innego ciężaru.</p><p><strong>W 1997 roku</strong> Radiohead wprowadził na szczyt brytyjskiej listy albumów płytę „OK Computer”. Album uznano później za jedno z najważniejszych wydawnictw lat 90. – zimne, niepokojące, prorocze. To była muzyka epoki komputerów, samotności, wielkich systemów i małego człowieka, który coraz trudniej odnajduje siebie w świecie technologicznego hałasu.</p><p><strong>W 2007 roku</strong> wokalistki Spice Girls potwierdziły plany światowej trasy koncertowej w oryginalnym składzie. Trasa miała objąć m.in. Los Angeles, Pekin, Sydney i Kapsztad. Za przedsięwzięciem stał Simon Fuller, który dekadę wcześniej współtworzył globalny sukces zespołu.</p><p><strong>W 2009 roku</strong>, trzy dni po śmierci Michaela Jacksona, album „Number Ones” z jego największymi przebojami trafił na pierwsze miejsce listy w Wielkiej Brytanii. W kolejnym tygodniu na szczyt weszła kompilacja „The Essential Michael Jackson”, która utrzymała się tam przez siedem tygodni. Śmierć króla popu stała się jednym z największych wydarzeń medialnych XXI wieku.</p><h2>Kraj</h2><p>W Poznaniu odbędą się dziś główne uroczystości <strong>70. rocznicy Poznańskiego Czerwca 1956 roku</strong>. W obchodach weźmie udział prezydent Karol Nawrocki oraz głowy kilku państw europejskich.</p><p>28 czerwca 1956 roku robotnicy poznańskich Zakładów Cegielskiego, noszących wówczas imię Stalina, rozpoczęli strajk generalny i wyszli na ulice miasta. Demonstracja została krwawo stłumiona przez milicję i wojsko. Według ustaleń wciąż trwającego śledztwa zginęło 58 osób, a setki zostały ranne.</p><p>Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz przekazał, że uroczystości rocznicowe będą poprzedzone spotkaniem prezydenta Nawrockiego w nieformalnej grupie. W spotkaniu mają uczestniczyć m.in. prezydent Rumunii Nicușor Dan, prezydent Łotwy Edgars Rinkēvičs oraz prezydent Estonii Alar Karis. W uroczystościach w Poznaniu mają wziąć udział także prezydent Albanii Bajram Begaj i prezydent Węgier Tamás Sulyok.</p><p>Z powodu prognozowanych ekstremalnych upałów władze Poznania zdecydowały o przeniesieniu głównej części uroczystości do Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Tradycyjnie kulminacyjne obchody odbywały się na Placu Mickiewicza, przy Poznańskich Krzyżach.</p><p>Obchody Czerwca zaczynają się co roku o godz. 6 rano złożeniem kwiatów przed bramą Fabryki Pojazdów Szynowych H. Cegielski. To właśnie stamtąd w 1956 roku wyruszali strajkujący robotnicy.</p><p>O godz. 13.00 w 1. Bazie Lotnictwa Transportowego w Warszawie wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podsumuje dotychczasowe przygotowania MON do szczytu NATO w Ankarze.</p><p>W ostatnich dniach prezydent Karol Nawrocki przebywał z wizytą w Turcji, gdzie spotkał się z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoğanem. Jednym z głównych tematów rozmów były konsultacje przed szczytem NATO oraz kwestie współpracy w dziedzinie przemysłu obronnego.</p><p>Szczyt NATO w Ankarze odbędzie się w dniach 7–8 lipca. Turcja będzie gospodarzem spotkania przywódców Sojuszu po raz drugi w historii.</p><h2>Zagranica</h2><p>Trwa akcja ratownicza w Wenezueli, gdzie w wyniku dwóch silnych trzęsień ziemi zginęły – według najnowszych oficjalnych danych – setki osób, a kilka tysięcy zostało rannych. Eksperci ostrzegają, że ostateczny bilans może być znacznie wyższy, ponieważ wiele osób nadal uznaje się za zaginione. To jeden z tych dramatów, w których statystyka nie nadąża za ludzkim cierpieniem.</p><p>W południe papież Leon XIV spotka się z wiernymi na modlitwie Anioł Pański.</p><p>W przeddzień uroczystości Świętych Piotra i Pawła oraz mszy w Watykanie, podczas której papież wręczy paliusze metropolitom mianowanym w ciągu ostatniego roku, w polskim kościele w Rzymie odbędzie się czuwanie modlitewne z udziałem trzech nowych polskich metropolitów: kardynała Grzegorza Rysia z Krakowa, kardynała Konrada Krajewskiego z Łodzi oraz arcybiskupa katowickiego Andrzeja Przybylskiego.</p><p>W Serbii planowana jest kolejna antyrządowa demonstracja studentów, domagających się rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Protesty trwają od ponad roku i są reakcją na katastrofę budowlaną w Nowym Sadzie z 1 listopada 2024 roku, w której zginęło 16 osób. Studenci i popierający ich obywatele oskarżają władze o korupcję oraz zaniedbania, które miały doprowadzić do tragedii. Prezydent Aleksandar Vučić zapowiedział wcześniej, że głosowanie odbędzie się jesienią, choć planowo wybory powinny odbyć się dopiero pod koniec 2027 roku.</p><h2>Sport</h2><p>Meczem współgospodarzy – Kanady z Republiką Południowej Afryki – o godz. 21.00 czasu polskiego w Inglewood pod Los Angeles rozpocznie się faza pucharowa mistrzostw świata w piłce nożnej.</p><p>Na placu boju pozostały 32 z 48 reprezentacji, które przystąpiły do turnieju w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku. Od tej chwili nie ma już miejsca na kalkulację znaną z fazy grupowej. Przegrywający odpada. Jeśli po regulaminowym czasie gry nie będzie rozstrzygnięcia, kibiców czekają dogrywki i rzuty karne.</p><p>Do rozegrania pozostały 32 ze 104 meczów turnieju. Finał mistrzostw świata zaplanowano na 19 lipca.</p><p>Tak wygląda 28 czerwca: data, w której historia splata traktaty, powstania, robotniczy bunt, wielką muzykę i sportowe emocje. Dzień, w którym warto pamiętać, że kalendarz nie jest tylko tabelką z datami. To mapa ludzkich nadziei, klęsk, zwycięstw i powrotów.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kilometrowa planetoida przeleci dziś obok Ziemi. Blisko? Tak. Groźnie? Nie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55660,kilometrowa-planetoida-przeleci-dzis-obok-ziemi-blisko-tak-groznie-nie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55660,kilometrowa-planetoida-przeleci-dzis-obok-ziemi-blisko-tak-groznie-nie</guid>
            <pubDate>Sat, 27 Jun 2026 10:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kilometrowa-planetoida-przeleci-dzis-obok-ziemi-blisko-tak-groznie-nie-1782549792.png</url>
                        <title>Kilometrowa planetoida przeleci dziś obok Ziemi. Blisko? Tak. Groźnie? Nie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55660,kilometrowa-planetoida-przeleci-dzis-obok-ziemi-blisko-tak-groznie-nie</link>
                    </image><description>W sobotę, 27 czerwca, w pobliżu Ziemi przeleci duża planetoida 152637, znana także jako 1997 NC1. Obiekt ma według szacunków od 750 metrów do ponad 1,6 kilometra średnicy. Brzmi jak początek filmu katastroficznego, ale tym razem Bruce Willis może spokojnie zostać w domu. Europejska Agencja Kosmiczna potwierdza: przelot będzie bezpieczny.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Największe zbliżenie nastąpi około godziny <strong>13.14 czasu polskiego</strong>. Planetoida minie nas w odległości około <strong>2,56 miliona kilometrów</strong>, czyli mniej więcej <strong>6,66 średniego dystansu między Ziemią a Księżycem</strong>. W kosmicznej skali to sąsiedzki przejazd za płotem. W ludzkiej skali — dystans ogromny, wielokrotnie większy niż jakakolwiek trasa, którą potrafimy sobie wyobrazić bez mapy nieba i odrobiny pokory.</p><p>Obiekt porusza się względem Ziemi z prędkością około <strong>8,9 km/s</strong>. Gdyby chcieć ująć to bardziej obrazowo: w czasie, w którym człowiek czyta kilka zdań tego tekstu, planetoida pokonuje odległość, jaką samochód na trasie ekspresowej jechałby wiele minut.</p><h2>Kosmiczny gość z katalogu NASA</h2><p>Planetoida <strong>1997 NC1</strong> została odkryta <strong>5 lipca 1997 roku</strong> z obserwatorium GEODSS na wulkanie Haleakala na Hawajach. Od tamtej pory jest śledzona przez astronomów, a jej orbita została wyliczona bardzo precyzyjnie. Europejska Agencja Kosmiczna podaje, że odległość przelotu znana jest z dokładnością do kilku kilometrów, co przy dystansie liczonym w milionach kilometrów pokazuje, jak zaawansowana jest dziś astronomia obserwacyjna.</p><p>Warto zatrzymać się przy słowie „blisko”. Gdy media piszą, że asteroida przeleci blisko Ziemi, nie oznacza to, że zobaczymy ją za oknem nad Tomaszowem Mazowieckim niczym kometę z romantycznych rycin. To „blisko” oznacza blisko w języku astronomów. Tak jak u Lema: kosmos ma własną skalę absurdu, dystansu i ciszy.</p><h2>Czy będzie ją można zobaczyć?</h2><p>Teoretycznie tak, ale nie gołym okiem. ESA wskazuje, że w maksimum jasności obiekt może znaleźć się w zasięgu amatorskich teleskopów. Problemem będzie jednak jasny Księżyc, który utrudni obserwacje. Potrzebny będzie więc nie tylko sprzęt, ale też dobre warunki, ciemne niebo i cierpliwość.</p><p>Dla większości z nas 1997 NC1 pozostanie więc nie spektaklem na niebie, lecz wiadomością z wielkiej mapy Układu Słonecznego. Taką, która przypomina, że nad naszym codziennym światem — szkołami, drogami, sesjami rad, korkami i kolejkami do lekarzy — trwa ruch większy, starszy i obojętny wobec naszych spraw.</p><h2>Duża, ale nie niebezpieczna</h2><p>Szacowany rozmiar planetoidy wynosi od <strong>750 do 1650 metrów</strong>. Rozbieżność bierze się m.in. z niepewności dotyczącej albedo, czyli zdolności powierzchni obiektu do odbijania światła. Im jaśniejsza powierzchnia, tym mniejszy może być rzeczywisty rozmiar ciała niebieskiego. Niektóre raporty sugerują nawet wysokie albedo, co oznaczałoby, że obiekt jest mniejszy niż wynikałoby z bardziej ostrożnych wyliczeń.</p><p>NASA/JPL planuje obserwacje radarowe, które mają pomóc doprecyzować te dane. Takie przeloty są dla naukowców okazją, by lepiej poznać planetoidy bliskie Ziemi — ich kształt, rotację, powierzchnię i zachowanie na orbicie.</p><h2>Następne takie zbliżenie dopiero w 2088 roku</h2><p>Poprzedni wyraźny przelot tej planetoidy w pobliżu Ziemi miał miejsce <strong>29 czerwca 1993 roku</strong>. Kolejny podobny nastąpi dopiero <strong>27 czerwca 2088 roku</strong>. Dla wielu dzisiejszych obserwatorów to więc wydarzenie jednorazowe, choć bez fajerwerków, syren alarmowych i hollywoodzkiego odliczania.</p><p>ESA prowadzi także listę ryzyka, na której znajdują się obiekty z niezerowym prawdopodobieństwem uderzenia w Ziemię. Trzeba jednak czytać te dane rozsądnie. Wpisanie obiektu na taką listę nie oznacza, że katastrofa jest za rogiem. Często po kolejnych obserwacjach orbita zostaje doprecyzowana, a prawdopodobieństwo spada lub znika.</p><h2>Niebo przypomina o skali</h2><p>Ta historia ma w sobie coś z dobrego kina science fiction, ale bez katastroficznego finału. Wielka skała, odkryta prawie trzy dekady temu na Hawajach, przemknie obok Ziemi w bezpiecznej odległości. Nie przewróci nam stolików w ogródkach, nie zatrzyma wakacyjnego ruchu na S8, nie zmieni planów na sobotnie popołudnie.</p><p>A jednak warto o niej napisać. Bo takie wydarzenia przypominają, że Ziemia nie jest nieruchomą sceną, na której odgrywamy swoje lokalne dramaty. Jest planetą w ruchu, jednym z wielu aktorów kosmicznego teatru. I czasem, bardzo rzadko, obok tej sceny przelatuje skalny świadek sprzed miliardów lat.</p><p>Tym razem tylko przeleci.</p><p><strong>&nbsp;</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. 27 czerwca: od Trzciany i Kieślowskiego po Queen, Elvisa i pierwszy polski lot w kosmos]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55659,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-27-czerwca-od-trzciany-i-kieslowskiego-po-queen-elvisa-i-pierwszy-polski-lot-w-kosmos</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55659,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-27-czerwca-od-trzciany-i-kieslowskiego-po-queen-elvisa-i-pierwszy-polski-lot-w-kosmos</guid>
            <pubDate>Sat, 27 Jun 2026 10:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-27-czerwca-od-trzciany-i-kieslowskiego-po-queen-elvisa-i-pierwszy-polsk-1782548167.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. 27 czerwca: od Trzciany i Kieślowskiego po Queen, Elvisa i pierwszy polski lot w kosmos</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55659,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-27-czerwca-od-trzciany-i-kieslowskiego-po-queen-elvisa-i-pierwszy-polski-lot-w-kosmos</link>
                    </image><description>Dziś jest sobota, 27 czerwca, sto siedemdziesiąty ósmy dzień roku. Wschód słońca nastąpił o godz. 4.15, zachód o godz. 21.01. Imieniny obchodzą m.in. Władysław, Maria, Jan, Joanna, Teresa, Maryla i Cyryl.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dzień, w którym historia skrzypi jak stara taśma filmowa: raz prowadzi nas na pole bitwy pod Trzcianą, raz na plac kaźni w Wilnie, raz do mroku okupowanego Białegostoku, a raz — jak w kinie Krzysztofa Kieślowskiego — każe zapytać o przypadek, sumienie i kolor ludzkiego losu. W muzyce natomiast 27 czerwca brzmi gitarą Queen, skórzaną kurtką Elvisa, bluesowym pulsem Dżemu i popową machiną Michaela Jacksona.</p><h2>Kalendarium historyczne</h2><p><strong>397 lat temu, w 1629 roku</strong>, wojska polskie pod dowództwem hetmana polnego koronnego <strong>Stanisława Koniecpolskiego</strong> odniosły przygniatające zwycięstwo nad oddziałami szwedzkimi w <strong>bitwie pod Trzcianą</strong> na Pomorzu. Było to jedno z tych starć, w których Rzeczpospolita pokazała, że jej jazda potrafiła nie tylko imponować kronikarzom, ale i rozstrzygać losy kampanii.</p><p><strong>329 lat temu, w 1697 roku</strong>, na Woli odbyła się <strong>podwójna elekcja</strong>. Prymas Michał Radziejowski ogłosił królem Polski francuskiego księcia Contiego, natomiast biskup kujawski Stanisław Dąmbski — księcia Fryderyka Augusta, elektora saskiego. Rzeczpospolita znów stanęła między politycznym teatrem, magnackimi interesami i dramatem wolnej elekcji, która coraz częściej przypominała scenę z gorzkiej komedii historycznej.</p><p><strong>163 lata temu, w 1863 roku</strong>, na Placu Łukiskim w Wilnie z rozkazu władz carskich powieszony został <strong>Zygmunt Sierakowski</strong>, przywódca Powstania Styczniowego na Żmudzi. Była to jedna z tych śmierci, które imperium chciało zamienić w przestrogę, a naród zapamiętał jako świadectwo.</p><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku</strong>, po zajęciu Białegostoku Niemcy zamordowali około <strong>2 tysięcy Żydów</strong>. To jedna z najczarniejszych kart niemieckiej okupacji, przypominająca, że historia nie składa się wyłącznie z dat i nazwisk, ale przede wszystkim z ludzkich istnień przerwanych w sposób niewyobrażalny.</p><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku</strong>, w Warszawie urodził się <strong>Krzysztof Kieślowski</strong> — reżyser, scenarzysta, jeden z najwybitniejszych twórców polskiego i europejskiego kina. Autor <strong>„Dekalogu”</strong>, <strong>„Krótkiego filmu o zabijaniu”</strong>, <strong>„Amatora”</strong>, <strong>„Przypadku”</strong>, <strong>„Podwójnego życia Weroniki”</strong> oraz tryptyku <strong>„Trzy kolory: Niebieski”, „Biały”, „Czerwony”</strong>. Pierwsza część cyklu zdobyła Złotego Lwa na festiwalu w Wenecji. Kieślowski zmarł w 1996 roku, pozostawiając kino, które do dziś nie daje widzowi wygodnie usiąść w fotelu.</p><p><strong>76 lat temu, w 1950 roku</strong>, Sejm uchwalił <strong>Kodeks rodzinny</strong>, w którym m.in. obniżono wiek pełnoletniości z 21 do 18 lat.</p><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku</strong>, w Toruniu urodził się <strong>Bogusław Linda</strong> — jeden z najpopularniejszych polskich aktorów, reżyser, twarz kina lat przełomu, artysta o głosie i spojrzeniu, których nie da się pomylić z nikim innym. Wystąpił m.in. w filmach <strong>„Człowiek z żelaza”</strong>, <strong>„Przypadek”</strong>, <strong>„Kobieta samotna”</strong>, <strong>„Danton”</strong>, <strong>„Matka Królów”</strong>, <strong>„Magnat”</strong>, <strong>„Zabij mnie glino”</strong>, <strong>„Kroll”</strong>, <strong>„Psy”</strong>, <strong>„Tato”</strong>, <strong>„Szamanka”</strong>, <strong>„Szczęśliwego Nowego Jorku”</strong>, <strong>„Zabić Sekala”</strong>, <strong>„Pan Tadeusz”</strong>, <strong>„Quo vadis”</strong>, <strong>„1920 Bitwa Warszawska”</strong> i <strong>„Powidoki”</strong>.</p><p><strong>48 lat temu, w 1978 roku</strong>, z kosmodromu Bajkonur wystartował <strong>Sojuz 30</strong>. Na jego pokładzie znajdował się mjr <strong>Mirosław Hermaszewski</strong> — pierwszy Polak w kosmosie. Dla PRL był to wielki propagandowy obrazek, ale dla zbiorowej wyobraźni pozostał przede wszystkim momentem, w którym biało-czerwona flaga naprawdę poleciała ponad Ziemię.</p><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku</strong>, Polska została członkiem <strong>Banku Światowego</strong>.</p><p><strong>28 lat temu, w 1998 roku</strong>, w Piatichatkach pod Charkowem, z udziałem prezydenta Polski <strong>Aleksandra Kwaśniewskiego</strong> i prezydenta Ukrainy <strong>Leonida Kuczmy</strong>, odbyła się uroczystość poświęcenia i wmurowania kamienia węgielnego pod <strong>polsko-ukraiński Cmentarz Ofiar Totalitaryzmu</strong>.</p><h2>Kalendarium muzyczne</h2><p><strong>W 1951 roku</strong> w Katowicach urodził się <strong>Jan Benedykt Otręba</strong>, znany jako <strong>Beno Otręba</strong>, basista zespołu <strong>Dżem</strong>. Wraz z bratem Adamem i Pawłem Bergerem w 1973 roku założył grupę, która stała się jednym z najważniejszych zespołów polskiego rocka i bluesa. <strong>„Whisky”</strong>, <strong>„Cegła”</strong>, <strong>„List do M.”</strong> czy <strong>„Wehikuł czasu”</strong> do dziś brzmią jak osobny rozdział polskiej muzycznej mitologii.</p><p><strong>W 1964 roku</strong> duet <strong>Peter and Gordon</strong> zdobył pierwsze miejsce na amerykańskiej liście przebojów utworem <strong>„A World Without Love”</strong>, napisanym przez Johna Lennona i Paula McCartneya. Piosenka była także numerem jeden w Wielkiej Brytanii. Po rozpadzie duetu Peter Asher został menedżerem takich artystów jak James Taylor i Linda Ronstadt.</p><p><strong>W 1968 roku</strong> <strong>Elvis Presley</strong> pojawił się w programie telewizji NBC, dając koncert zapowiadany jako jego wielki powrót na scenę. Król rock and rolla wystąpił w czarnym skórzanym stroju, na niewielkiej scenie otoczonej publicznością, śpiewając największe przeboje z pierwszych lat kariery.</p><p><strong>W 1970 roku</strong> grupa <strong>The Jackson Five</strong> rozpoczęła dwutygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów piosenką <strong>„The Love You Save”</strong>. Był to już trzeci numer jeden braci Jackson w tym samym roku.</p><p><strong>W 1970 roku</strong> nowo powstała grupa <strong>Queen</strong>, w składzie: Freddie Bulsara jako wokalista, Brian May na gitarze, Roger Taylor na perkusji oraz Mike Grose na gitarze basowej, zagrała swój pierwszy koncert w Truro w Kornwalii. Na plakacie widniała jeszcze nazwa <strong>Smile</strong>, ponieważ pod nią zakontraktowano występ. Podczas koncertu zabrzmiała m.in. wczesna wersja utworu <strong>„Stone Cold Crazy”</strong>.</p><p><strong>W 1981 roku</strong> zespół <strong>Motörhead</strong> zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy albumów koncertowym krążkiem <strong>„No Sleep ’til Hammersmith”</strong>. Materiał nagrano podczas występów w Leeds i Newcastle w trakcie trasy <strong>„Short, Sharp Pain in the Neck”</strong>. Paradoksalnie, mimo tytułu, sala Hammersmith Odeon nie znalazła się w planie tej trasy.</p><p><strong>W 1987 roku</strong> <strong>Whitney Houston</strong> została pierwszą solową wykonawczynią w historii amerykańskiej listy przebojów, której album znalazł się na pierwszym miejscu. Jako pierwsza umieściła także cztery kolejne single na szczycie zestawienia, w tym przebój <strong>„I Wanna Dance with Somebody”</strong>.</p><p><strong>W 1992 roku</strong> w Monachium <strong>Michael Jackson</strong> rozpoczął światową trasę <strong>Dangerous World Tour</strong>. Obejmowała ona 69 koncertów na trzech kontynentach, a dochody z występów przeznaczono na cele charytatywne, w tym fundację Jacksona <strong>Heal the World</strong>.</p><p><strong>W 1994 roku</strong> firma <strong>CompuServe</strong> rozpoczęła tygodniową promocję, podczas której fani <strong>Aerosmith</strong> mogli za darmo pobrać z internetu utwór <strong>„Head First”</strong>. Był to pierwszy przypadek, gdy wielka wytwórnia płytowa zgodziła się na udostępnienie całej piosenki w sieci.</p><p><strong>W 1998 roku</strong>, po 30 tygodniach obecności na brytyjskiej liście przebojów, album <strong>„Talk on Corners”</strong> grupy <strong>The Corrs</strong> dotarł do pierwszego miejsca zestawienia. Łącznie płyta pozostawała na liście przez 142 tygodnie i stała się najlepiej sprzedającym się albumem roku w Wielkiej Brytanii.</p><p><strong>W 2002 roku</strong>, dzień przed rozpoczęciem amerykańskiej trasy koncertowej <strong>The Who</strong>, basista zespołu <strong>John Entwistle</strong> zmarł w pokoju hotelowym w wieku 57 lat. Koroner ustalił, że przyczyną śmierci był zawał serca spowodowany działaniem kokainy.</p><p><strong>W 2009 roku</strong> grupa <strong>Black Eyed Peas</strong> zdobyła szczyt listy albumów płytą <strong>„The E.N.D.”</strong>, piątym krążkiem w dyskografii. Promujący ją singiel <strong>„Boom Boom Pow”</strong> przez 12 tygodni nie schodził z pierwszego miejsca Billboard Hot 100. Następnie zastąpił go kolejny utwór zespołu — <strong>„I Gotta Feeling”</strong>, który utrzymał się na szczycie przez 14 tygodni.</p><h2>Za granicą</h2><p>Dziś przypada drugi, ostatni dzień <strong>nadzwyczajnego konsystorza</strong>, czyli zgromadzenia kardynałów z całego świata, zwołanego przez papieża <strong>Leona XIV</strong>. Podczas porannej sesji Kolegium Kardynalskiego odbędzie się debata zatytułowana <strong>„Budować dobro: warsztaty naszego czasu”</strong>, którą otworzy kardynał <strong>Stephen Brislin</strong>, metropolita Johannesburga w Republice Południowej Afryki.</p><p>Wśród tematów rozmów znalazły się pytania o to, <strong>jakie podziały najbardziej utrudniają budowanie dobra wspólnego</strong> oraz <strong>jakie oczekiwania i pytania pojawiają się wśród osób i narodów, których Kościół jest wezwany słuchać, a których być może nie słucha wystarczająco</strong>. Ostatnia sesja poświęcona będzie synodom biskupów w latach 2027–2028. Prace konsystorza zakończy dialog z Leonem XIV oraz jego podsumowujące wystąpienie.</p><p>W stolicy Norwegii odbędzie się dziś wielki finał festiwalu <strong>Oslo Pride</strong>, organizowanego corocznie w drugiej połowie czerwca. Punktem kulminacyjnym będzie <strong>Parada Równości</strong>, w której udział ma wziąć około 70 tysięcy osób.</p><p>Parada Równości odbędzie się także w <strong>Budapeszcie</strong>. W zeszłym roku marsz społeczności LGBTQ+ w stolicy Węgier został zakazany na podstawie uchwalonej w marcu 2025 roku nowelizacji ustawy o zgromadzeniach, której projekt złożyła partia Fidesz ówczesnego premiera Viktora Orbana. Gdy parada mimo zakazu się odbyła, wszczęto postępowanie przeciwko burmistrzowi Budapesztu <strong>Gergelyowi Karácsonyowi</strong>. Ubiegłoroczny pochód zgromadził, według organizatorów, rekordową liczbę około 200 tysięcy uczestników. Podczas marszu powszechnie pojawiały się transparenty i hasła wymierzone w rząd Orbana.</p><p>W tym roku policja oraz rząd nowego premiera <strong>Pétera Magyara</strong> zapewniły, że wydarzenie nie zostanie zakazane.</p><h2>Dzień w pigułce</h2><p>27 czerwca prowadzi nas przez wielką historię i popkulturę: od zwycięstwa Koniecpolskiego pod Trzcianą, przez dramat Powstania Styczniowego i tragedię Białegostoku, po kino Kieślowskiego, kosmiczny lot Hermaszewskiego i muzykę, która wciąż nie chce zejść ze sceny. To data, w której polityka, pamięć, film i rock and roll spotykają się przy jednym stole — trochę jak w dobrze zmontowanym filmie, w którym każda scena zostawia ślad.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[26 czerwca w kraju i na świecie. Od Batorego i „nocy paskiewiczowskiej” po ONZ, Teleexpress, The Clash i szkolne świadectwa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55641,26-czerwca-w-kraju-i-na-swiecie-od-batorego-i-nocy-paskiewiczowskiej-po-onz-teleexpress-the-clash-i-szkolne-swiadectwa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55641,26-czerwca-w-kraju-i-na-swiecie-od-batorego-i-nocy-paskiewiczowskiej-po-onz-teleexpress-the-clash-i-szkolne-swiadectwa</guid>
            <pubDate>Fri, 26 Jun 2026 08:23:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-26-czerwca-w-kraju-i-na-swiecie-od-batorego-i-nocy-paskiewiczowskiej-po-onz-teleexpress-the-cla-1782456577.png</url>
                        <title>26 czerwca w kraju i na świecie. Od Batorego i „nocy paskiewiczowskiej” po ONZ, Teleexpress, The Clash i szkolne świadectwa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55641,26-czerwca-w-kraju-i-na-swiecie-od-batorego-i-nocy-paskiewiczowskiej-po-onz-teleexpress-the-clash-i-szkolne-swiadectwa</link>
                    </image><description>Dziś jest piątek, 26 czerwca, sto siedemdziesiąty siódmy dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.15, zajdzie o 21.01. Imieniny obchodzą m.in. Dawid, Jan, Jeremi, Jeremiasz, Paweł i Pelagia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dzień, w którym historia układa się jak wielowarstwowa partytura: od wojennych decyzji Stefana Batorego, przez ciężką „noc paskiewiczowską”, podpisanie Karty Narodów Zjednoczonych, dramatyczny pożar rafinerii w Czechowicach-Dziedzicach, aż po pierwsze wydanie „Teleexpressu”. W kalendarium muzycznym pobrzmiewają dziś <strong>The Clash, Chris Isaak, The Beatles, The Byrds, Garou, Cher, AC/DC i Ariana Grande</strong>.</p><h2>Kalendarium historyczne</h2><p><strong>447 lat temu, w 1579 roku</strong>, król <strong>Stefan Batory</strong> wypowiedział wojnę Rosji i wyruszył do Świru, obecnie na Białorusi, gdzie nastąpiła koncentracja wojsk polsko-litewskich. Wojna o Inflanty i ziemię połocką trwała do 1582 roku. Był to czas, w którym Rzeczpospolita, niczym bohater z kronik Sienkiewicza, stawała do walki o wpływy na wschodnich rubieżach Europy.</p><p><strong>193 lata temu, w 1833 roku</strong>, w Królestwie Polskim wprowadzono stan wojenny, nazywany później <strong>„nocą paskiewiczowską”</strong>. Został zniesiony dopiero w 1856 roku. Był to jeden z najciemniejszych rozdziałów po klęsce Powstania Listopadowego — czas represji, cenzury i administracyjnego uścisku, który miał zdusić polskie dążenia wolnościowe.</p><p><strong>100 lat temu, w 1926 roku</strong>, w Druskiennikach urodził się <strong>Marian Turski</strong> — historyk, dziennikarz, świadek Zagłady. Od 1942 roku przebywał w łódzkim getcie, w sierpniu 1944 roku został deportowany przez Niemców do Auschwitz, a wiosną 1945 roku przeżył marsz śmierci z Auschwitz do obozu Buchenwald. Przez lata był kierownikiem działu historycznego tygodnika <strong>„Polityka”</strong>, działał w organizacjach żydowskich, był m.in. przewodniczącym Rady Muzeum Historii Żydów Polskich i wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie.</p><p><strong>88 lat temu, w 1938 roku</strong>, we Lwowie urodził się <strong>Krzysztof Baranowski</strong> — żeglarz, dziennikarz, pedagog, twórca <strong>Szkoły pod Żaglami</strong>. Jako pierwszy Polak dwukrotnie samotnie opłynął kulę ziemską. W jego biografii jest coś z Conrada: morze jako próba charakteru, samotność jako nauczyciel, horyzont jako obietnica.</p><p><strong>81 lat temu, w 1945 roku</strong>, w San Francisco przedstawiciele 50 rządów podpisali <strong>Kartę Narodów Zjednoczonych</strong>. Dokument stał się fundamentem powojennego ładu międzynarodowego i podstawą działania Organizacji Narodów Zjednoczonych.</p><p><strong>65 lat temu, w 1961 roku</strong>, w Gwatemali zmarł <strong>Andrzej Bobkowski</strong> — pisarz, autor dziennika <strong>„Szkice piórkiem”</strong>, nazywany „chuliganem wolności”. To właśnie on napisał: <strong>„Człowiek wolny, intelektualista, pisarz i poeta naprawdę wolny, który chce być wolny, będzie do końca tego świata miał coś z chuligana”</strong>. Zdanie ostre jak brzytwa, ale i pięknie niepokorne.</p><p><strong>60 lat temu, w 1966 roku</strong>, w Warszawie zakończono obchody <strong>Tysiąclecia Chrztu Polski</strong>. Pochód wiernych powracających z uroczystości kościelnych rozpędziła milicja. Był to jeden z symbolicznych momentów starcia państwa komunistycznego z Kościołem i pamięcią narodową.</p><p><strong>55 lat temu, w 1971 roku</strong>, doszło do wielkiego pożaru w rafinerii w <strong>Czechowicach-Dziedzicach</strong>. Zginęło 37 osób, w tym 26 strażaków. Ponad 100 osób zostało ciężko poparzonych. To jedna z największych tragedii w historii polskiego pożarnictwa.</p><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku</strong>, na antenie Programu Pierwszego Telewizji Polskiej wyemitowano premierowe wydanie <strong>„Teleexpressu”</strong>. Program, który miał być szybki, lekki i informacyjny, szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych formatów telewizyjnych w Polsce.</p><h2>Kalendarium muzyczne</h2><p><strong>W 1955 roku</strong> urodził się <strong>Mick Jones</strong>, gitarzysta i wokalista punkrockowej grupy <strong>The Clash</strong>, znanej z utworów <strong>„London Calling”</strong>, <strong>„Rock The Casbah”</strong> i <strong>„Should I Stay Or Should I Go”</strong>. Po rozstaniu z The Clash Jones związał się z zespołem <strong>Big Audio Dynamite</strong>, który w 1991 roku zdobył pierwsze miejsce amerykańskiej rockowej listy przebojów utworem <strong>„Rush”</strong>.</p><p><strong>W 1956 roku</strong>, w Stockton w Kalifornii, urodził się <strong>Chris Isaak</strong> — wokalista, kompozytor i aktor. Jego <strong>„Wicked Game”</strong> w 1990 roku dotarło do pierwszej dziesiątki hitów po obu stronach Atlantyku. Instrumentalna wersja piosenki pojawiła się w filmie <strong>„Dzikość serca”</strong> Davida Lyncha. Isaak występował również jako aktor drugoplanowy, m.in. w filmach <strong>„Mały Budda”</strong>, <strong>„Twin Peaks: Ogniu, krocz ze mną”</strong>, <strong>„Poślubiona mafii”</strong>, <strong>„Milczenie owiec”</strong> oraz <strong>„Szaleństwa młodości”</strong>.</p><p><strong>W 1961 roku</strong> Gary U.S. Bonds rozpoczął dwutygodniowe prowadzenie na amerykańskiej liście przebojów z piosenką <strong>„Quarter To Three”</strong>. Zanim utwór stał się wokalnym przebojem, funkcjonował jako instrumentalna kompozycja <strong>„A Night With Daddy G.”</strong>. Menedżer Bondsa dopisał tekst i polecił wokaliście nagranie piosenki. <strong>„Quarter To Three”</strong> często wykonywał także <strong>Bruce Springsteen</strong>, który wielokrotnie podkreślał, że jest wielkim fanem Bondsa.</p><p><strong>W 1963 roku</strong>, w pokoju hotelowym w Newcastle, <strong>John Lennon i Paul McCartney</strong> skomponowali <strong>„She Loves You”</strong> — jeden z wielkich przebojów <strong>The Beatles</strong>. Singiel ustanowił wiele rekordów na listach przebojów i został najlepiej sprzedającym się singlem całej dekady w Wielkiej Brytanii.</p><p><strong>W 1965 roku</strong> zespół <strong>The Byrds</strong> umieścił na szczycie amerykańskiej listy singiel <strong>„Mr. Tambourine Man”</strong>, napisany przez <strong>Boba Dylana</strong>. W nagraniu w Columbia Studios w Hollywood wzięli udział muzycy sesyjni, a jedynym instrumentalistą z zespołu był <strong>Roger McGuinn</strong>. Pozostali członkowie The Byrds dośpiewali partie wokalne.</p><p><strong>W 1972 roku</strong>, w Sherbrooke w Kanadzie, urodził się <strong>Pierre Garand</strong>, występujący jako <strong>Garou</strong>. Wokalista zdobył popularność dzięki roli Quasimodo w musicalu <strong>„Notre-Dame de Paris”</strong>, przebojom <strong>„Belle”</strong>, <strong>„Seul”</strong> oraz duetowi <strong>„Sous le vent”</strong> z <strong>Celine Dion</strong>.</p><p><strong>W 1974 roku</strong>, po dziesięciu latach małżeństwa, <strong>Cher</strong> rozwiodła się z <strong>Sonnym Bono</strong>. Cztery dni później poślubiła gitarzystę <strong>Gregga Allmana</strong>. Ich małżeństwo z początku trwało zaledwie dziesięć dni, ale po wyjaśnieniu nieporozumień para zeszła się ponownie i pozostała razem przez trzy lata. Owocem związku był syn <strong>Elijah Blue Allman</strong>, późniejszy muzyk rockowego zespołu <strong>Deadsy</strong>.</p><p><strong>W 1976 roku</strong> pochodzący z Liverpoolu zespół <strong>The Real Thing</strong> zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów piosenką <strong>„You To Me Are Everything”</strong>. Była to pierwsza grupa złożona z czarnoskórych muzyków, która umieściła swój singiel na szczycie brytyjskiego zestawienia. W Stanach Zjednoczonych utwór dotarł jednak tylko do 64. miejsca.</p><p><strong>W 1982 roku</strong> amerykańska wokalistka <strong>Charlene</strong> wprowadziła na pierwsze miejsce brytyjskiej listy swój jedyny wielki przebój <strong>„I’ve Never Been To Me”</strong>. Piosenka została nagrana sześć lat wcześniej i wydana ponownie przez wytwórnię Motown w 1982 roku. W tym czasie Charlene mieszkała już w Anglii, porzuciła show-biznes i prowadziła cukiernię we wschodnim Londynie.</p><p><strong>W 1993 roku</strong> <strong>Gabrielle</strong> rozpoczęła trzytygodniowe prowadzenie na brytyjskiej liście singlem <strong>„Dreams”</strong>. Płyta weszła na listę od razu na drugie miejsce, co wówczas było najwyższym awansem wśród debiutujących wykonawców. Na liście albumów królował wtedy zespół <strong>Jamiroquai</strong> z płytą <strong>„Emergency On Planet Earth”</strong>.</p><p><strong>W 1993 roku</strong> urodziła się <strong>Ariana Grande</strong>, amerykańska wokalistka i aktorka. Karierę zaczęła na Broadwayu w wieku 13 lat, później grała w serialu <strong>„Sam &amp; Cat”</strong>. Jej drugi album studyjny, <strong>„My Everything”</strong>, dotarł w USA do pierwszego miejsca i przyniósł jej przeboje <strong>„Problem”</strong> oraz <strong>„Break Free”</strong>.</p><p><strong>W 2007 roku</strong>, dzień po odebraniu prawa jazdy, <strong>Dorota Rabczewska</strong>, była wokalistka grupy <strong>Virgin</strong>, spowodowała stłuczkę jako kierowca. Doda obarczyła winą za zdarzenie dziennikarzy „Faktu”, którzy — według niej — mieli polować na „gorącego newsa” i zdezorientować wokalistkę. Policjanci uznali jednak, że winę ponosi Doda, i ukarali ją mandatem.</p><p><strong>W 2008 roku</strong> magazyn <strong>„Total Guitar”</strong> ogłosił, że wykonanie piosenki <strong>„You Shook Me All Night Long”</strong> grupy <strong>AC/DC</strong> przez kanadyjską wokalistkę <strong>Celine Dion</strong> jest najgorszym coverem w historii. Redaktor naczelny pisma nazwał je wręcz „świętokradztwem”. Za najlepszy cover uznano <strong>„All Along The Watchtower”</strong> Boba Dylana w wykonaniu <strong>Jimiego Hendrixa</strong>.</p><p><strong>W 2012 roku</strong> setki fanów grupy <strong>The Stone Roses</strong> nie dostały się na koncert ulubionej formacji w Manchesterze. Dwie strony internetowe, które rozprowadzały bilety na pierwszy po dłuższej przerwie występ zespołu, okazały się fałszywe. Po zgarnięciu pieniędzy za bilety zniknęły z internetu.</p><h2>Kraj</h2><p>W Gdańsku trwa drugi dzień dwudniowej <strong>Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy — Ukraine Recovery Conference 2026</strong>. Wydarzenie odbywa się w dniach <strong>25–26 czerwca 2026 roku</strong>, a jego współorganizatorami są Polska i Ukraina. Celem konferencji jest wzmocnienie międzynarodowego wsparcia dla odbudowy Ukrainy oraz pobudzenie inwestycji w ukraińską gospodarkę.</p><p>Tegoroczna edycja została oparta na pięciu filarach tematycznych: <strong>biznesie, bezpieczeństwie i obronności, integracji z Unią Europejską, rozwoju regionalnym oraz kapitale ludzkim</strong>. W tle rozmów pozostaje nie tylko odbudowa państwa niszczonego przez rosyjską agresję, ale też przyszłe miejsce Ukrainy w europejskiej architekturze bezpieczeństwa i gospodarki.</p><p>Dziś kończy się również <strong>rok szkolny 2025/2026</strong>. Dla uczniów to dzień świadectw, kwiatów, wzruszeń i pierwszego prawdziwego oddechu wakacji. Według kalendarza roku szkolnego zajęcia dydaktyczno-wychowawcze kończą się <strong>26 czerwca 2026 roku</strong>.</p><h2>Zagranica</h2><p>W Luksemburgu zaplanowano posiedzenie <strong>Rady UE ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii</strong> w części poświęconej energii. Ministrowie mają rozmawiać m.in. o cenach i dostawach energii oraz o koordynacji działań w związku ze skutkami sytuacji wokół cieśniny Ormuz. W agendzie znalazły się kwestie bezpieczeństwa energetycznego, przejrzystości rynku, współpracy państw członkowskich i zapobiegania fragmentacji rynku energii.</p><p>W Watykanie rozpoczyna się dwudniowy <strong>nadzwyczajny konsystorz</strong>, zwołany przez papieża <strong>Leona XIV</strong>. Jak informował Vatican News, jest to drugi konsystorz zwołany przez Leona XIV, po styczniowym spotkaniu kardynałów. W programie przewidziano m.in. medytację kard. Grzegorza Rysia, a uczestników poproszono o dyskrecję, by zachować atmosferę braterskiego dialogu.</p><p>Dzisiejsza data przypomina więc, że historia nie jest muzealną gablotą. To żywy organizm: czasem pachnie prochem bitewnym i dymem pożaru, czasem szkolną salą przed wakacjami, czasem morzem, muzyką i telewizyjnym sygnałem dobrze znanego programu. <strong>26 czerwca</strong> zostawia po sobie ślad — od wielkiej polityki po prywatne wspomnienia zapisane na świadectwach, płytach i kartach pamięci.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[24 czerwca w historii: Matejko, Czerwiec ’76, Orlęta Lwowskie i muzyczne legendy rocznicy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55628,24-czerwca-w-historii-matejko-czerwiec-76-orleta-lwowskie-i-muzyczne-legendy-rocznicy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55628,24-czerwca-w-historii-matejko-czerwiec-76-orleta-lwowskie-i-muzyczne-legendy-rocznicy</guid>
            <pubDate>Wed, 24 Jun 2026 09:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-24-czerwca-w-historii-matejko-czerwiec-76-orleta-lwowskie-i-muzyczne-legendy-rocznicy-1782288474.png</url>
                        <title>24 czerwca w historii: Matejko, Czerwiec ’76, Orlęta Lwowskie i muzyczne legendy rocznicy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55628,24-czerwca-w-historii-matejko-czerwiec-76-orleta-lwowskie-i-muzyczne-legendy-rocznicy</link>
                    </image><description>24 czerwca w historii. Matejko, protesty 1976 roku, Orlęta Lwowskie i dzień, w którym muzyka gra od Jeffa Becka po Tears For Fears</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są daty, które nie idą przez kalendarz cicho. <strong>24 czerwca</strong> należy właśnie do nich. W jednym miejscu spotykają się dziś płótna Jana Matejki, dramat robotniczych protestów po zapowiedzi podwyżek z 1976 roku, pamięć o Żołnierzach Wyklętych, Lwów — miasto legendy i bólu — oraz muzyka, która potrafi przeskoczyć z gitarowego ognia Jeffa Becka do chłodnej elegancji synth-popu OMD i hymnicznego „Everybody Wants To Rule The World” Tears For Fears.</p><p>Dziś jest <strong>środa, 24 czerwca</strong>, sto siedemdziesiąty piąty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.14, zajdzie o godz. 21.01. Imieniny obchodzą m.in. <strong>Danuta, Emilia, Jan, Janina, Janusz i Wilhelm</strong>.</p><h2>Matejko, czyli historia malowana jak narodowy teatr</h2><p>188 lat temu, <strong>24 czerwca 1838 roku</strong>, w Krakowie urodził się <strong>Jan Matejko</strong> — malarz, który polską historię zamienił w wielką scenę, niemal szekspirowską. W jego obrazach królowie, zdrajcy, prorocy, hetmani i statyści nie stoją spokojnie w muzealnym półmroku. Oni wciąż mówią, spierają się, oskarżają, czasem milczą tak głośno, że słychać to przez stulecia.</p><p>Autor <strong>„Bitwy pod Grunwaldem”</strong>, <strong>„Hołdu pruskiego”</strong>, <strong>„Rejtana”</strong>, <strong>„Kazania Skargi”</strong>, <strong>„Stańczyka”</strong>, <strong>„Unii lubelskiej”</strong>, <strong>„Konstytucji 3 Maja”</strong> i słynnego <strong>„Pocztu królów i książąt polskich”</strong> nie był tylko ilustratorem dziejów. Był reżyserem pamięci narodowej. Malował w czasach, gdy Polski nie było na mapie, więc jego obrazy stawały się czymś więcej niż sztuką — były lekcją historii, aktem oporu i zbiorowym lustrem.</p><p>Matejko rozumiał, że naród pozbawiony państwa potrzebuje symboli. Dlatego jego płótna są tak gęste od gestów, znaków i napięć. Jak w dobrym filmie historycznym, każdy szczegół ma znaczenie: spojrzenie Stańczyka, dramat Rejtana, majestat Jagiełły, chłód politycznej kalkulacji i cena wielkich decyzji.</p><h2>Od Wagabundy do prymasowskiej nominacji</h2><p>110 lat temu, <strong>24 czerwca 1916 roku</strong>, w Rogaczewie urodziła się <strong>Lidia Wysocka</strong> — aktorka, piosenkarka, reżyserka, jedna z twarzy polskiej kultury estradowej i założycielka kabaretu literacko-artystycznego <strong>„Wagabunda”</strong>. Była z tego pokolenia artystów, które potrafiło przechodzić między teatrem, filmem, piosenką i kabaretem bez poczucia, że trzeba wybierać jedną szufladę. Polska scena wiele zawdzięczała takim osobowościom: ruchliwym, błyskotliwym, eleganckim, ale też zdolnym do pracy w trudnych czasach, gdy kultura bywała jednym z ostatnich miejsc wolniejszego oddechu.</p><p>100 lat temu, <strong>24 czerwca 1926 roku</strong>, papież <strong>Pius XI</strong> mianował <strong>Augusta Hlonda</strong> arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim oraz <strong>prymasem Polski</strong>. Hlond stał się jedną z najważniejszych postaci Kościoła katolickiego II Rzeczypospolitej. Jego prymasostwo przypadło na okres budowania państwa po zaborach, gwałtownych sporów politycznych i narastających napięć w Europie, która coraz szybciej zbliżała się do katastrofy II wojny światowej.</p><h2>Łódzki ślad kina i śmierć „Orlika”</h2><p>90 lat temu, <strong>24 czerwca 1936 roku</strong>, w Łodzi urodził się <strong>Andrzej Kostenko</strong>, operator filmowy i reżyser. To nazwisko ważne dla polskiego kina, szczególnie dla tego nurtu, który nie bał się formalnych poszukiwań, ulicznej energii i młodzieżowego niepokoju lat 60. i 70. Łódź — miasto fabryk, szkół filmowych, podwórek i surowych kadrów — nieprzypadkowo wydała ludzi patrzących na rzeczywistość kamerą trochę jak reporter, trochę jak poeta.</p><p>80 lat temu, <strong>24 czerwca 1946 roku</strong>, we wsi <strong>Piotrówek na Mazowszu</strong> w wyniku obławy oddziałów m.in. KBW i UB zginął <strong>mjr Marian Bernaciak ps. „Orlik”</strong>, dowódca oddziałów partyzanckich Zrzeszenia <strong>„Wolność i Niezawisłość”</strong> na Lubelszczyźnie. To jeden z tych epizodów powojennej historii, w których słowo „wyzwolenie” boleśnie zderza się z doświadczeniem ludzi ściganych przez nową władzę.</p><p>Historia „Orlika” przypomina, że po 1945 roku dla wielu żołnierzy podziemia wojna nie skończyła się wraz z kapitulacją Niemiec. Zmienił się wróg, zmieniły się mundury, ale pozostały las, konspiracja, obławy, strach i pytanie, które do dziś wraca w debacie publicznej: gdzie kończy się walka o wolność, a gdzie zaczyna tragiczna spirala powojennej przemocy?</p><h2>1976: podwyżki, które uruchomiły bunt</h2><p>50 lat temu, <strong>24 czerwca 1976 roku</strong>, premier <strong>Piotr Jaroszewicz</strong> w wystąpieniu sejmowym transmitowanym przez radio i telewizję przedstawił informację o planowanych podwyżkach cen detalicznych. Mięso miało podrożeć średnio o 69 procent, masło i sery o 50 procent, cukier o 100 procent. Dla zwykłych rodzin nie były to suche procenty z urzędowej tabeli. To był nóż przyłożony do domowego budżetu.</p><p>Zapowiedź podwyżek wywołała falę strajków i protestów robotniczych, szczególnie w Radomiu, Ursusie i Płocku. Władza odpowiedziała represjami. Milicyjne pałki, ścieżki zdrowia, zwolnienia z pracy, procesy — wszystko to stało się częścią doświadczenia, które kilka lat później doprowadziło do powstania „Solidarności”. Czerwiec 1976 roku był jednym z tych momentów, gdy PRL pokazał swoją prawdziwą twarz: system mówił językiem robotników, ale gdy robotnicy wyszli na ulice, potraktował ich jak wrogów.</p><p>To także ważna data dla historii obywatelskiej odwagi. Po represjach wobec protestujących narodził się <strong>Komitet Obrony Robotników</strong>, a polska opozycja demokratyczna zaczęła budować most między inteligencją a światem pracy. W polskiej historii rzadko coś wybucha nagle. Częściej narasta — jak temat muzyczny u Pendereckiego, najpierw cichy, potem nie do zatrzymania.</p><h2>Lwów, pamięć i „Dar Młodzieży”</h2><p>21 lat temu, <strong>24 czerwca 2005 roku</strong>, we Lwowie, z udziałem prezydenta RP <strong>Aleksandra Kwaśniewskiego</strong> oraz prezydenta Ukrainy <strong>Wiktora Juszczenki</strong>, uroczyście otwarto odbudowany <strong>Cmentarz Obrońców Lwowa</strong>, zwany Cmentarzem Orląt. Nekropolia, zdewastowana w czasach Związku Sowieckiego, jest jednym z najważniejszych miejsc polskiej pamięci na dawnych Kresach.</p><p>Lwów w polskiej wyobraźni jest miastem mitycznym — trochę jak kadr z przedwojennego filmu, trochę jak elegia śpiewana półgłosem. Ale Cmentarz Orląt nie jest tylko symbolem nostalgii. To miejsce realnej śmierci młodych ludzi, którzy w latach 1918–1919 walczyli o miasto. Otwarcie odbudowanej nekropolii było gestem pamięci, ale też dyplomacji — trudnej, bo polsko-ukraińska historia bywa pełna ran, których nie da się przykryć jedną uroczystością.</p><p>16 lat temu, <strong>24 czerwca 2010 roku</strong>, w Gdyni zmarł <strong>Leszek Wiktorowicz</strong>, kapitan żeglugi wielkiej, przez 25 lat komendant <strong>„Daru Młodzieży”</strong>, żaglowca gdyńskiej Akademii Morskiej. Był człowiekiem morza w starym, pięknym sensie tego słowa: kapitanem, wychowawcą, symbolem polskiej szkoły żeglarskiej. „Dar Młodzieży” pod jego komendą był nie tylko jednostką szkolną, ale pływającą ambasadą kraju, który po dekadach zamknięcia coraz śmielej wychodził na świat.</p><h2>Muzyczne kalendarium: gitara Becka, puls Fleetwood Mac i zimna fala synth-popu</h2><p>24 czerwca ma wyjątkowo mocne brzmienie. W 1944 roku w Wallington urodził się <strong>Jeff Beck</strong>, gitarzysta i kompozytor, jeden z tych muzyków, którzy nie tyle grali na gitarze, ile prowadzili z nią nieustanny pojedynek. W <strong>The Yardbirds</strong> zastąpił Erica Claptona, a później zbudował własną legendę — od singla <strong>„Hi-Ho Silver Lining”</strong>, przez <strong>The Jeff Beck Group</strong> z Ronem Woodem i Rodem Stewartem, po album <strong>„Blow By Blow”</strong>, ważny dla rozwoju jazz rocka. Nagrywał z największymi: Jimmym Page’em, Robertem Plantem, Tiną Turner, Rogerem Watersem czy Stevie Wonderem.</p><p>W 1947 roku w Kornwalii urodził się <strong>Mick Fleetwood</strong>, perkusista <strong>Fleetwood Mac</strong>. Bez jego charakterystycznego pulsu trudno wyobrazić sobie album <strong>„Rumours”</strong>, jedną z najważniejszych płyt lat 70., z przebojem <strong>„Dreams”</strong>. Fleetwood Mac potrafili zamienić osobiste rozstania, napięcia i emocjonalny chaos w muzykę gładką jak kalifornijska autostrada o zachodzie słońca — piękną, ale pod spodem pełną pęknięć.</p><p>W 1959 roku urodził się <strong>Andy McCluskey</strong>, wokalista i gitarzysta synth-popowego zespołu <strong>Orchestral Manoeuvres In The Dark</strong>, czyli OMD. To zespół od <strong>„Enola Gay”</strong>, <strong>„Locomotion”</strong> i <strong>„If You Leave”</strong> — muzyki, która niosła taneczny rytm, ale często miała w sobie chłód zimnej wojny, neonów i technologicznego niepokoju. McCluskey później współtworzył także sukces grupy <strong>Atomic Kitten</strong>, komponując m.in. <strong>„Whole Again”</strong>.</p><p>W 1961 roku w Bath urodził się <strong>Curt Smith</strong>, wokalista i basista <strong>Tears For Fears</strong>, współtwórca takich przebojów jak <strong>„Everybody Wants To Rule The World”</strong>, <strong>„Shout”</strong> i <strong>„Head Over Heels”</strong>. Tears For Fears potrafili połączyć popową elegancję z psychologicznym napięciem. Ich muzyka brzmi, jakby Freud spotkał się z MTV, a lata 80. odbijały się w lustrze niepewności.</p><p>W 1963 roku w Paczkowie urodził się <strong>Paweł Kukiz</strong> — muzyk rockowy, aktor, lider zespołu <strong>Piersi</strong>, wcześniej związany m.in. z grupami <strong>Hak</strong>, <strong>Aya RL</strong>, <strong>Emigranci</strong> i projektem <strong>Yugoton</strong>. W polskiej muzyce zapisał się utworami takimi jak <strong>„Skóra”</strong>, <strong>„Nasza ściana”</strong> czy <strong>„Na falochronie”</strong>, a później przeszedł do polityki, czyniąc z postulatu jednomandatowych okręgów wyborczych swój znak rozpoznawczy. To przykład biografii, która pokazuje, jak rockowy bunt może wejść na sejmowe korytarze — z różnym skutkiem i różnymi ocenami.</p><p>Tego dnia warto też przypomnieć, że w 1965 roku <strong>The Hollies</strong> zdobyli pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów piosenką <strong>„I’m Alive”</strong>. W 1967 roku <strong>„A Whiter Shade Of Pale”</strong> grupy <strong>Procol Harum</strong> pojawił się na liście Billboardu, docierając później do piątego miejsca. W 1969 roku <strong>Led Zeppelin</strong> nagrali w studiach Maida Vale dla BBC m.in. <strong>„Whole Lotta Love”</strong> i <strong>„Communication Breakdown”</strong> — utwory, które brzmią jak młot spuszczony na porcelanową filiżankę brytyjskiej tradycji.</p><p>W 1970 roku w Honolulu urodził się <strong>Glenn Medeiros</strong>, którego wersja <strong>„Nothing’s Gonna Change My Love For You”</strong> stała się międzynarodowym przebojem. W 1989 roku <strong>Soul II Soul</strong> weszli na szczyt brytyjskiej listy z <strong>„Back To Life”</strong>. W 1991 roku <strong>Frank Zappa</strong> wystąpił w Pradze podczas koncertu <strong>„Adieu Soviet Army”</strong>, symbolicznie żegnającego ostatnich radzieckich żołnierzy opuszczających Czechosłowację. W 2007 roku <strong>The White Stripes</strong> zdobyli pierwsze miejsce brytyjskiej listy albumów płytą <strong>„Icky Thump”</strong>, a w 2012 roku magazyn „Billboard” uznał <strong>„Physical”</strong> Olivii Newton-John za jedną z najbardziej seksownych piosenek wszech czasów.</p><h2>Dziś w kraju: Senat, S6, GROT, kosmos i Ukraina</h2><p>W kraju dzień zapowiada się politycznie i gospodarczo gęsto. O godz. 11 Senat rozpoczyna trzydniowe posiedzenie. Senatorowie mają rozpatrzyć 14 ustaw, podjąć uchwałę okolicznościową w sprawie 100. rocznicy urodzin <strong>Tadeusza Konwickiego</strong>, a także zapoznać się z informacją ministra obrony narodowej o stanie realizacji programu SAFE.</p><p>W porządku obrad znalazły się m.in. ustawy dotyczące statusu osoby najbliższej w związku i umowy o wspólnym pożyciu, zakazu patostreamingu, bonu senioralnego, zakazu trzymania zwierząt na uwięzi, ochrony doktorantów, voucherów dla klientów biur podróży za odwołane wycieczki, usprawnienia spraw frankowych, zmian w leczeniu uzależnień od opioidów oraz regulacji rynku AI w Polsce. To szeroki pakiet spraw — od życia rodzinnego po cyfrowe bezpieczeństwo, od praw konsumentów po sądy i nowe technologie.</p><p>Premier <strong>Donald Tusk</strong> weźmie udział w wydarzeniu zapowiadającym otwarcie ostatniego odcinka drogi ekspresowej <strong>S6</strong> w województwie pomorskim. Chodzi o około 40-kilometrowy fragment między Leśnicami a Słupskiem, który ma zostać udostępniony kierowcom 26 czerwca. Po zakończeniu inwestycji Trójmiasto i Szczecin zyskają nieprzerwane połączenie ekspresowe, a czas przejazdu między Gdańskiem a Szczecinem ma skrócić się o około półtorej godziny.</p><p>W obecności wicepremiera, szefa MON <strong>Władysława Kosiniaka-Kamysza</strong>, oraz wiceszefowej resortu <strong>Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej</strong> zaplanowano podpisanie umowy między Skarbem Państwa — Agencją Uzbrojenia a Fabryką Broni <strong>„Łucznik” – Radom</strong> na dostawę karabinków <strong>MSBS GROT A3</strong>. Broń z Radomia od kilku lat jest jednym z podstawowych typów karabinka w Siłach Zbrojnych RP, a wersja A3 ma być kolejnym etapem jej rozwoju.</p><p>Szef MON spotka się także w Warszawie z ministrem obrony Republiki Czeskiej <strong>Jaromirem Zuną</strong>. W czasie, gdy Europa zbroi się szybciej niż jeszcze dekadę temu ktokolwiek zakładał, każde takie spotkanie ma znaczenie nie tylko protokolarne, ale praktyczne — od zakupów po wspólne ćwiczenia i logistykę.</p><p>W Gdańsku odbędzie się 15. Sesja Zgromadzenia Parlamentarnego Polski i Ukrainy. To wydarzenie poprzedza <strong>Ukraine Recovery Conference 2026</strong>, zaplanowaną na 25–26 czerwca. Gdańsk, miasto Solidarności i symbolicznego początku końca komunizmu w Europie Środkowej, staje się więc miejscem rozmowy o odbudowie Ukrainy, pomocy gospodarczej i bezpieczeństwie regionu.</p><p>W Poznaniu, na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, odbędzie się <strong>V Forum Sektora Kosmicznego</strong>. Wydarzenie ma zgromadzić przedstawicieli biznesu, nauki i administracji publicznej. Wśród gości zapowiadani są m.in. przedstawiciele Polskiej Agencji Kosmicznej oraz astronauta <strong>Sławosz Uznański-Wiśniewski</strong>. Polska rozmowa o kosmosie coraz rzadziej brzmi jak fantastyka naukowa, a coraz częściej jak realna gospodarka: technologie dual-use, bezpieczeństwo, łączność, obserwacja Ziemi, przemysł i kontrakty.</p><h2>Dziś za granicą: Turcja, Berlin i amerykański spektakl polityczny</h2><p>W drugim dniu oficjalnej wizyty w Turcji prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> odwiedzi żołnierzy Polskiego Kontyngentu Wojskowego w bazie <strong>İncirlik</strong>. To jedna z najważniejszych baz sojuszniczych w tej części świata, ważna dla NATO i bezpieczeństwa południowo-wschodniej flanki Sojuszu.</p><p>W Berlinie odbędzie się spotkanie przywódców państw formatu <strong>E5</strong> — Francji, Niemiec, Polski, Wielkiej Brytanii i Włoch — z udziałem premiera Donalda Tuska. Zdalnie z Waszyngtonu ma połączyć się sekretarz generalny NATO <strong>Mark Rutte</strong>. Rozmowy mają dotyczyć m.in. wyników szczytów G7 i Rady Europejskiej oraz przygotowań do lipcowego szczytu NATO w Ankarze. W tle jest pytanie, które wraca dziś w Europie jak refren z niepokojącej piosenki: ile bezpieczeństwa Stary Kontynent potrafi wziąć na własne barki?</p><p>W Waszyngtonie zaplanowano wiec polityczny prezydenta <strong>Donalda Trumpa</strong> związany z obchodami 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych. Amerykańska polityka znów miesza patriotyczny rytuał z widowiskiem kampanijnym. Jak w filmie Roberta Altmana, zbiorowa scena zaczyna żyć własnym życiem, a granica między państwową uroczystością a politycznym show staje się coraz cieńsza.</p><h2>24 czerwca: dzień pamięci, sztuki i napiętej teraźniejszości</h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o Polsce i świecie, które nigdy nie stoją w miejscu. Matejko przypomina, że historia potrzebuje obrazów. Czerwiec 1976 roku — że społeczeństwo ma granice cierpliwości. Cmentarz Orląt — że pamięć bywa trudna, ale nie można jej wymazać. Jeff Beck i Mick Fleetwood — że muzyka potrafi przechować emocje epoki lepiej niż niejedna kronika.</p><p>A bieżący dzień pokazuje, że kalendarz nie jest muzealną gablotą. To raczej partytura, w której obok dawnych tematów pojawiają się nowe: bezpieczeństwo, sztuczna inteligencja, prawa obywatelskie, odbudowa Ukrainy, inwestycje drogowe, obronność i kosmos. Historia nie kończy się na rocznicach. Ona codziennie dopisuje kolejne akapity.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[23 czerwca w historii. Od Jazdowa i Kościuszki po K2, Brexit i muzykę wolności]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55619,23-czerwca-w-historii-od-jazdowa-i-kosciuszki-po-k2-brexit-i-muzyke-wolnosci</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55619,23-czerwca-w-historii-od-jazdowa-i-kosciuszki-po-k2-brexit-i-muzyke-wolnosci</guid>
            <pubDate>Tue, 23 Jun 2026 07:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-23-czerwca-w-historii-od-jazdowa-i-kosciuszki-po-k2-brexit-i-muzyke-wolnosci-1782194074.png</url>
                        <title>23 czerwca w historii. Od Jazdowa i Kościuszki po K2, Brexit i muzykę wolności</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55619,23-czerwca-w-historii-od-jazdowa-i-kosciuszki-po-k2-brexit-i-muzyke-wolnosci</link>
                    </image><description>Dziś jest wtorek, 23 czerwca 2026 roku, sto siedemdziesiąty czwarty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 21.01. Imieniny obchodzą m.in. Anna, Jan, Józef, Maria, Wanda i Zenon.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Są daty, które wyglądają jak kartki wyrwane z różnych ksiąg i położone na jednym stole: średniowieczna kronika Mazowsza, dworski pamiętnik z Wersalu, polityczny raport z czasów upadku Rzeczypospolitej, wawelski ceremoniał narodowej żałoby, wojenne meldunki z bombardowanej Warszawy, lodowy zapis wyprawy na K2 i chłodna statystyka referendum, które odmieniło Europę. <strong>23 czerwca</strong> jest właśnie taką datą — nieoczywistą, gęstą, pełną napięcia.</p><p>To dzień, w którym historia mówi o cenie decyzji. O tym, że wolność może być zarówno wielkim słowem, jak i polityczną pułapką. Że pamięć narodowa potrzebuje symboli. Że odwaga czasem ma twarz samotnej kobiety na ośmiotysięczniku. I że piosenka, choć trwa trzy minuty, potrafi zostać z nami dłużej niż niejeden manifest.</p><h3><strong>Jazdów zdobyty przez Litwinów. Mazowsze w ogniu</strong></h3><p><strong>764 lata temu, w 1262 roku</strong>, podczas najazdu na Mazowsze Litwini zdobyli Jazdów. Znajdujący się w grodzie książę <strong>Siemowit I płocki</strong> został zabity, a jego syn Konrad uprowadzony do niewoli.</p><p>Nie była to jeszcze Warszawa z obrazów Canaletta, stolica sejmów, powstań i wielkiej polityki. To było Mazowsze pograniczne, drewniano-ziemne, wystawione na najazdy, dynastyczne konflikty i brutalną logikę średniowiecza. Jazdów, leżący w rejonie dzisiejszej Warszawy, był jednym z tych miejsc, gdzie kształtowała się mapa późniejszego państwa — nie w ciszy kancelarii, ale w huku napaści, pożarów i odbudowywanych grodów.</p><p>W lokalnej perspektywie warto pamiętać, że także ziemie dzisiejszego centralnego Mazowsza i pogranicza z regionem łódzkim przez stulecia żyły w rytmie szlaków, grodów, przepraw i politycznych zależności. Historia wielkich stolic zaczynała się bardzo często od miejsc, które najpierw trzeba było obronić.</p><h3><strong>Maria Leszczyńska. Polka na tronie Francji</strong></h3><p><strong>323 lata temu, w 1703 roku</strong>, w Trzebnicy na Dolnym Śląsku urodziła się <strong>Maria Leszczyńska</strong>, córka króla Stanisława Leszczyńskiego i Katarzyny Opalińskiej. W 1725 roku została żoną Ludwika XV i królową Francji.</p><p>Jej biografia ma w sobie coś z powieści historycznej: polska królewna, Wersal, wielka europejska polityka, małżeństwo jako element gry dyplomatycznej. Maria Leszczyńska nie należała do najbardziej wojowniczych postaci XVIII wieku, ale jej obecność na francuskim tronie przypomina, że nawet w czasach słabnięcia Rzeczypospolitej polskie nazwiska nadal pojawiały się w samym centrum europejskiego świata.</p><p>Była królową Francji przez ponad cztery dekady. W tym czasie Europa zmieniała się gwałtownie, a monarchiczne dwory, choć jeszcze pełne splendoru, powoli zbliżały się do epoki, która zakończy się rewolucyjnym przewrotem. Wersal błyszczał, lecz pod złotem zaczynało już pękać tło.</p><h3><strong>Konfederacja radomska. „Złota wolność” pod rosyjskim dyktatem</strong></h3><p><strong>259 lat temu, w 1767 roku</strong>, w Radomiu, z inspiracji rosyjskiego ambasadora <strong>Nikołaja Repnina</strong>, zawiązana została konfederacja w obronie „złotej wolności” szlacheckiej. Była skierowana przeciwko królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu i stronnictwu reform.</p><p>To jeden z tych momentów, przy których słowo „wolność” brzmi szczególnie gorzko. Formalnie broniono dawnych praw szlacheckich. W praktyce osłabiano państwo i otwierano je jeszcze szerzej na rosyjską kontrolę. Historia zna ten mechanizm doskonale: obce imperium nie zawsze potrzebuje armii stojącej na rynku. Czasem wystarczy ambasador, pieniądz, strach i grupa ludzi przekonanych, że bronią tradycji, choć faktycznie rozbierają własny dom belka po belce.</p><p>Konfederacja radomska prowadzi nas wprost ku dramatom końca XVIII wieku. Ku czasom, w których reformy były spóźnione, opór interesowny, a słabość państwa stała się zaproszeniem dla sąsiadów. To lekcja nie tylko historyczna, ale obywatelska: państwo, które traci zdolność naprawy, bardzo szybko staje się przedmiotem cudzej gry.</p><h3><strong>Kościuszko wraca na Wawel</strong></h3><p><strong>208 lat temu, w 1818 roku</strong>, w katedrze na Wawelu odbył się uroczysty pogrzeb <strong>Tadeusza Kościuszki</strong>. Jego szczątki, sprowadzone ze Szwajcarii, spoczęły w kryptach królewskich.</p><p>Był to pogrzeb nie tylko człowieka, ale i mitu. Kościuszko — naczelnik insurekcji, żołnierz dwóch kontynentów, symbol republikańskiej wolności i obywatelskiego obowiązku — wracał do kraju, którego na politycznej mapie Europy już nie było. Wawel stał się tego dnia czymś więcej niż miejscem pochówku. Był jak narodowa pamięć wykuta w kamieniu.</p><p>W czasach rozbiorów takie ceremonie miały znaczenie szczególne. Skoro nie było państwa, pozostawały symbole. Skoro nie było własnych instytucji, pozostawała pamięć. Kościuszko w kryptach królewskich mówił Polakom: historia nie została zakończona. Została tylko brutalnie przerwana.</p><h3><strong>Władysław Czartoryski i polityka pamięci</strong></h3><p><strong>132 lata temu, w 1894 roku</strong>, w Paryżu zmarł <strong>Władysław Czartoryski</strong>, syn Adama Jerzego Czartoryskiego. Po śmierci ojca w 1861 roku stanął na czele środowiska Hotelu Lambert. Był także założycielem Muzeum Czartoryskich w Krakowie.</p><p>Czartoryscy rozumieli, że naród pozbawiony państwa musi przechowywać siebie nie tylko w powstaniach i manifestach, ale również w obrazach, archiwach, bibliotekach i muzeach. To była polityka pamięci prowadzona cierpliwie, bez huku armat, ale z wielką świadomością celu.</p><p>Muzeum, kolekcja, dokument, portret — wszystko to stawało się w XIX wieku narzędziem przetrwania. Kultura była sejmem na emigracji, ambasadą bez granic, cichą redutą polskości. Władysław Czartoryski należał do tych, którzy rozumieli, że gdy nie można mieć państwa, trzeba przynajmniej ocalić jego duchową mapę.</p><h3><strong>Stefan Okrzeja. Rewolucja 1905 roku i cena buntu</strong></h3><p><strong>121 lat temu, w 1905 roku</strong>, rosyjski wojskowy sąd wojenny w Warszawie skazał na śmierć <strong>Stefana Okrzeję</strong>, działacza socjalistycznego i współtwórcę Organizacji Bojowej PPS. Został aresztowany po zamachu na oberpolicmajstra Karla Nolkena.</p><p>Rewolucja 1905 roku bywa w zbiorowej pamięci przykryta przez większe daty: powstania narodowe, rok 1918, wojny światowe. A przecież był to jeden z najważniejszych momentów przebudzenia społecznego pod zaborami. Robotnicy, inteligencja, młodzież, konspiratorzy — wszyscy oni znaleźli się w wielkim wirze strajków, demonstracji, represji i politycznej przemocy.</p><p>Dla regionu łódzkiego, a więc również dla przemysłowego kręgu, w którym rozwijał się Tomaszów Mazowiecki, rok 1905 miał szczególne znaczenie. Fabryczne miasta znały wtedy swój własny rytm: gwizdki zakładów, długie zmiany, ciasne mieszkania, biedę i narastające przekonanie, że historia nie może być pisana wyłącznie przez carskich urzędników i właścicieli fabryk.</p><p>Okrzeja stał się symbolem pokolenia, które nie chciało już tylko czekać. Można dyskutować o metodach, ale nie da się zignorować społecznego tła: gniewu, nierówności i pragnienia politycznej podmiotowości.</p><h3><strong>Sowieckie bomby nad okupowaną Warszawą</strong></h3><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku</strong>, miało miejsce pierwsze bombardowanie okupowanej przez Niemców Warszawy dokonane przez lotnictwo sowieckie. Celem miało być zniszczenie mostów na Wiśle, jednak bomby spadły m.in. na dom przy Krakowskim Przedmieściu 55 oraz na tramwaj na Pradze. Zginęło i zostało rannych kilkadziesiąt osób cywilnych.</p><p>Wojna bardzo rzadko mieści się w prostych zdaniach sztabowych komunikatów. „Cel strategiczny” na papierze wygląda chłodno i precyzyjnie. W rzeczywistości oznacza rozbite domy, rannych pasażerów tramwaju, płacz rodzin i ludzi, którzy nie mieli wpływu ani na decyzje dowódców, ani na kierunek nalotu.</p><p>Warszawa była już wtedy miastem zranionym przez niemiecką okupację. Sowiecki atak dodał kolejny rozdział do tragicznego doświadczenia mieszkańców. Szczególnie gorzki był kontekst polityczny: Związek Sowiecki, który jeszcze niedawno uczestniczył z III Rzeszą w rozbiorze Europy Środkowej, po ataku Hitlera na ZSRR znalazł się po drugiej stronie frontu. Dla zwykłych ludzi nie zmieniało to jednak faktu, że bomby spadały na ich ulice.</p><h3><strong>Jerzy Putrament. Talent i cień politycznej służalczości</strong></h3><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku</strong>, zmarł <strong>Jerzy Putrament</strong>, pisarz, przedwojenny członek wileńskiej awangardy poetyckiej, po wojnie działacz związany z komunistycznym aparatem władzy. W okresie stalinowskim był formalnie wiceprezesem Związku Literatów Polskich. Został oficerem politycznym w armii Berlinga, a do 1981 roku zasiadał we władzach PZPR.</p><p>To biografia, przy której nie wystarczy powiedzieć: pisarz. Trzeba dodać: człowiek uwikłany. Literatura zna wiele takich postaci — zdolnych, inteligentnych, czasem błyskotliwych, ale gotowych podpisać pakt z systemem, który łamał ludziom życiorysy.</p><p>Putrament pozostaje przykładem, że talent nie unieważnia odpowiedzialności. Można pisać sprawnie, można mieć miejsce w historii literatury, ale nie da się wymazać politycznych wyborów. Zwłaszcza wtedy, gdy słowo staje się narzędziem legitymizowania władzy.</p><h3><strong>Wanda Rutkiewicz na K2. Kobieta na szczycie niemożliwego</strong></h3><p><strong>40 lat temu, 23 czerwca 1986 roku</strong>, <strong>Wanda Rutkiewicz</strong> jako pierwsza kobieta na świecie zdobyła K2, drugi najwyższy szczyt Ziemi, mierzący 8611 metrów.</p><p>K2 nie jest górą romantyczną w pocztówkowym sensie. To raczej lodowa katedra ryzyka, miejsce bez czułości, gdzie każdy błąd może być ostatni. Rutkiewicz weszła tam z determinacją, która do dziś robi ogromne wrażenie. W jej biografii było coś z wielkiej literatury drogi: samotność, upór, przekraczanie granic i świadomość, że szczyt nigdy nie jest końcem. Jest tylko chwilą, po której trzeba jeszcze zejść.</p><p>Polski himalaizm lat 70. i 80. miał w sobie niemal filmowy wymiar. Był biedny sprzęt, wielkie ambicje, odwaga większa niż budżety wypraw i pokolenie ludzi, którzy w górach szukali nie tylko sportowego sukcesu, ale także wolności. Rutkiewicz była jedną z najważniejszych postaci tego świata.</p><h3><strong>Brexit. Referendum, które przecięło Europę</strong></h3><p><strong>10 lat temu, w 2016 roku</strong>, w Wielkiej Brytanii odbyło się referendum w sprawie dalszego członkostwa kraju w Unii Europejskiej. Frekwencja wyniosła 72,2 proc. Za opuszczeniem Unii opowiedziało się 51,9 proc. głosujących, za pozostaniem — 48,1 proc.</p><p>Brexit był jak polityczny riff zagrany za głośno: prosty, chwytliwy, ale z bardzo długim pogłosem. Wynik zaskoczył wielu obserwatorów i polityków, w tym premiera Davida Camerona, który trzy tygodnie później złożył rezygnację.</p><p>Dla milionów Europejczyków, także Polaków mieszkających i pracujących na Wyspach, ta decyzja nie była abstrakcją. Oznaczała nowe przepisy, nowe procedury, nowe granice administracyjne i koniec pewnej epoki, w której Londyn, Manchester czy Birmingham wydawały się naturalną częścią europejskiej codzienności.</p><h3><strong>Muzyczne 23 czerwca. Beatlesi, Danzig, Duran Duran i polska wolność</strong></h3><p><strong>23 czerwca</strong> w muzyce brzmi jak winyl położony na gramofonie, który nie chce trzymać się jednego gatunku. Jest tu rock and roll lat 50., beatlesowska legenda z hamburskiego półmroku, Broadway, popowa elegancja lat 80., brytyjska inwazja na Amerykę, walijski soul i polska piosenka, która do dziś nosi w sobie prostą definicję wolności.</p><p>W <strong>1940 roku</strong> w Acton urodził się <strong>Adam Faith</strong>, właściwie Terence Nelhams-Wright, brytyjski wokalista i aktor. Na przełomie lat 50. i 60. był idolem młodzieży. Jako pierwszy wykonawca umieścił siedem kolejnych singli w pierwszej piątce brytyjskiej listy, wśród nich przebój <strong>„What Do You Want”</strong> z 1959 roku. Zmarł w marcu 2003 roku.</p><p>Tego samego dnia, również w <strong>1940 roku</strong>, urodził się <strong>Stuart Sutcliffe</strong>, pierwszy basista <strong>The Beatles</strong>. To postać niemal filmowa: młody artysta, przyjaciel Johna Lennona, człowiek z hamburskiego rozdziału historii zespołu, kiedy Beatlesi byli jeszcze bardziej obietnicą niż światową religią popkultury. Po występach w Niemczech Sutcliffe pozostał w Hamburgu i poświęcił się malarstwu. Zmarł nagle 10 kwietnia 1962 roku w wieku 21 lat. W legendzie Beatlesów pozostał jak niedokończony szkic — krótki, jasny i bolesny.</p><p>W <strong>1960 roku</strong> Eddie Cochran zdobył pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii singlem <strong>„Three Steps To Heaven”</strong>. Sukces miał tragiczny cień: artysta zginął kilka tygodni wcześniej w wypadku samochodowym podczas trasy po Zjednoczonym Królestwie. Rock and roll, który w tamtym czasie pachniał wolnością, młodością i benzyną, pokazał tu swoją ciemną stronę.</p><p>W <strong>1955 roku</strong> urodził się <strong>Glenn Danzig</strong>, właściwie Glenn Allen Anzalone, wokalista obdarzony potężnym, charakterystycznym głosem. Najpierw stał na czele punk-rockowej formacji <strong>Misfits</strong>, później założył grupę <strong>Danzig</strong>, łącząc ciężkie riffy, mroczną symbolikę i melodykę, która potrafiła brzmieć jak gotycki teatr podłączony do wzmacniacza.</p><p>W <strong>1962 roku</strong> ścieżka dźwiękowa do filmu <strong>„West Side Story”</strong> po raz pierwszy zdobyła szczyt brytyjskiego zestawienia albumów. Musical z muzyką Leonarda Bernsteina, oparty na konflikcie przypominającym współczesną wersję historii Romea i Julii, połączył Broadway, kino, taniec i dramat ulicy.</p><p>W <strong>1973 roku</strong> zespół <strong>10cc</strong> umieścił na pierwszym miejscu brytyjskiej listy singiel <strong>„Rubber Bullets”</strong>. Był to pierwszy z trzech numerów jeden tej formacji na Wyspach, obok późniejszych <strong>„Dreadlock Holiday”</strong> i <strong>„I’m Not In Love”</strong>. 10cc byli zespołem nietypowym — grupą kompozytorów, multiinstrumentalistów i studyjnych alchemików, którzy potrafili z popowej piosenki zrobić mały mechanizm pełen ironii, melodii i produkcyjnych sztuczek.</p><p>Tego samego dnia w <strong>1973 roku</strong> <strong>George Harrison</strong> rozpoczął pięciotygodniowe panowanie na szczycie amerykańskiej listy albumów z płytą <strong>„Living In The Material World”</strong>. Krążek był następcą wielkiego <strong>„All Things Must Pass”</strong> i charytatywnego koncertu dla Bangladeszu. Harrison, najbardziej duchowy z Beatlesów, znów pokazywał, że rock może być nie tylko hałasem młodości, ale też modlitwą, komentarzem i próbą moralnego uporządkowania świata.</p><p>W <strong>1975 roku</strong> urodziła się <strong>KT Tunstall</strong>, szkocka wokalistka i gitarzystka. Szeroką popularność przyniósł jej występ w programie <strong>„Later… with Jools Holland”</strong>, gdzie wykonała <strong>„Black Horse And The Cherry Tree”</strong>. Później przyszły nagrody BRIT i Ivor Novello, nominacja do Grammy i piosenka <strong>„Suddenly I See”</strong>, która stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów pierwszej dekady XXI wieku.</p><p>W <strong>1984 roku</strong> grupa <strong>Duran Duran</strong> rozpoczęła dwutygodniowe prowadzenie na amerykańskiej liście przebojów piosenką <strong>„The Reflex”</strong>. Był to pierwszy numer jeden zespołu w USA i jeden z symboli tzw. drugiej brytyjskiej inwazji. Duran Duran byli wtedy czymś więcej niż zespołem: byli teledyskiem, modą, fryzurą, neonem i syntezatorowym snem epoki MTV.</p><p>Tego samego dnia w <strong>1984 roku</strong> urodziła się <strong>Aimee Anne Duffy</strong>, walijska wokalistka znana jako <strong>Duffy</strong>. Jej <strong>„Mercy”</strong> w 2008 roku zdobyło szczyt brytyjskiej listy przebojów, a album <strong>„Rockferry”</strong> przyniósł jej międzynarodowy sukces i nagrodę Grammy. W czasach cyfrowej produkcji Duffy przypomniała, że soulowy głos może brzmieć jak list znaleziony w starej szufladzie — trochę retro, trochę elegancko, ale bardzo prawdziwie.</p><p>W <strong>1990 roku</strong> <strong>Elton John</strong> po raz pierwszy zdobył pierwsze miejsce brytyjskiego zestawienia jako solowy artysta singlem z utworami <strong>„Sacrifice”</strong> i <strong>„Healing Hands”</strong>. Brzmi to niemal niewiarygodnie, biorąc pod uwagę skalę jego kariery. Wcześniej, nie licząc duetu <strong>„Don’t Go Breaking My Heart”</strong> z Kiki Dee, żadna jego solowa piosenka nie dotarła na Wyspach na sam szczyt.</p><p>W <strong>1996 roku</strong> <strong>Bryan Adams</strong> zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy albumów płytą <strong>„18 Til I Die”</strong>. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych triumfowała Metallica z albumem <strong>„Load”</strong>, co dobrze pokazuje muzyczny klimat połowy lat 90.: z jednej strony radiowy rock Adamsa, z drugiej cięższe brzmienia zespołu, który właśnie redefiniował własną legendę.</p><p>Najbardziej przejmujący polski akcent tej daty to <strong>23 czerwca 2000 roku</strong>. W wypadku samochodowym na trasie Warszawa–Gdańsk, koło Płońska, zginął <strong>Bogdan Łyszkiewicz</strong>, lider zespołu <strong>Chłopcy z Placu Broni</strong>. Ze względu na wygląd i fascynację Beatlesami bywał nazywany „polskim Lennonem”. Zostawił po sobie piosenki <strong>„O! Ela”</strong>, <strong>„Kocham Cię”</strong>, <strong>„Kiedy już będę dobrym człowiekiem”</strong> i przede wszystkim <strong>„Kocham wolność”</strong> — utwór, który po latach wciąż brzmi jak prosty manifest człowieka, który nie chciał wielkich deklaracji, tylko prawa do własnego oddechu.</p><p>W <strong>2009 roku</strong> Chris Brown został uznany winnym napaści na Rihannę. Sąd w Los Angeles skazał go na pięć lat warunkowego zwolnienia i sześć miesięcy prac społecznych, nakazując także zachowanie dystansu wobec pokrzywdzonej. To wydarzenie do dziś wraca w dyskusjach o przemocy w relacjach, odpowiedzialności celebrytów i granicach oddzielania artysty od czynów człowieka.</p><p>W muzycznym kalendarium 23 czerwca pojawiają się także inne ważne nazwiska: <strong>Yann Tiersen</strong>, kompozytor kojarzony szerokiej publiczności z filmową wrażliwością francuskiego kina; <strong>Jason Mraz</strong>, autor słonecznych, akustycznych piosenek; <strong>Ralph Stanley</strong>, legenda bluegrassu; oraz <strong>Wojciech Karolak</strong>, jeden z najważniejszych polskich muzyków jazzowych, wirtuoz organów Hammonda, kompozytor i aranżer, który zmarł 23 czerwca 2021 roku.</p><p>Tak brzmi <strong>23 czerwca</strong>: trochę jak Beatlesi w Hamburgu, trochę jak musical na nowojorskiej ulicy, trochę jak neonowy pop lat 80., a trochę jak polska piosenka śpiewana z serca, bez pozy i bez nadęcia. Bo czasem historia muzyki nie potrzebuje wielkich traktatów. Wystarczy refren, który zostaje z nami na całe życie.</p><h3><strong>Dziś w kraju. Powietrze, lasy i prawo obywatela do kontroli państwa</strong></h3><p>Dzisiaj rząd ma zająć się trzema projektami. Pierwszy dotyczy nowelizacji <strong>Prawa ochrony środowiska</strong>. Jego celem jest umożliwienie zaskarżania do sądu administracyjnego programów ochrony powietrza, ich aktualizacji oraz planów działań krótkoterminowych — w tym także ich braku — bez konieczności wykazywania naruszenia indywidualnego interesu prawnego.</p><p>To brzmi technicznie, ale w praktyce dotyka spraw bardzo codziennych. Powietrze nie jest abstrakcją z urzędowego dokumentu. To kaszel dziecka zimą, smog zawieszony nad osiedlem, rachunki za ogrzewanie, piec wymieniony albo niewymieniony, autobus, który jeździ lub którego brakuje. W miastach takich jak Tomaszów Mazowiecki temat jakości powietrza, niskiej emisji i lokalnej polityki środowiskowej nie jest akademickim sporem. To kwestia zdrowia mieszkańców.</p><p>Zmiana przepisów może wzmocnić kontrolę społeczną nad dokumentami, które do tej pory dla wielu obywateli były odległe i hermetyczne. Jeżeli program ochrony powietrza będzie można skuteczniej zaskarżyć, a brak działań krótkoterminowych poddać ocenie sądu, samorządy i administracja publiczna dostaną wyraźniejszy sygnał: ochrona środowiska to nie ozdobnik, ale obowiązek.</p><p>Drugi projekt dotyczy zmian w <strong>ustawie o lasach</strong>. Regulacja ma umożliwić zaskarżanie planów urządzenia lasu do sądów administracyjnych oraz rozszerzyć proces ich społecznych uzgodnień. To odpowiedź na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 2023 roku.</p><p>Las w Polsce od dawna jest czymś więcej niż zasobem drewna. Jest miejscem odpoczynku, retencją wody, osłoną przed upałem, przestrzenią przyrodniczą i emocjonalną. Dla lokalnych społeczności bywa częścią tożsamości miejsca. Dlatego spór o plany urządzenia lasu nie jest wyłącznie dyskusją specjalistów. To pytanie o to, kto ma prawo współdecydować o przestrzeni, z której korzystają mieszkańcy.</p><p>Rząd zajmie się również projektem zmiany rozporządzenia dotyczącego zakresu danych i wykazu rejestrów publicznych oraz systemów teleinformatycznych, z których użytkownik aplikacji <strong>mObywatel</strong> może pobrać dane. Cyfryzacja państwa przyspiesza, ale każde rozszerzenie dostępu do danych publicznych powinno iść w parze z troską o bezpieczeństwo, przejrzystość i zaufanie obywateli.</p><h3><strong>Dziś za granicą. Wyszehrad, Turcja, Hiszpania i wojskowe Schengen</strong></h3><p>Dziś po południu w Gödöllő niedaleko Budapesztu mają spotkać się premierzy Polski, Węgier, Czech i Słowacji: <strong>Donald Tusk, Peter Magyar, Andrej Babisz i Robert Fico</strong>. Będzie to pierwszy od ponad dwóch lat szczyt Grupy Wyszehradzkiej na poziomie szefów rządów.</p><p>Format V4 w ostatnich latach przypominał kwartet, w którym każdy muzyk grał z innej partytury. Różnice w podejściu do Rosji, wojny w Ukrainie, Unii Europejskiej i polityki bezpieczeństwa były zbyt wyraźne, by mówić o dawnej harmonii. Ale geografia ma swoje prawa. Polska, Czechy, Słowacja i Węgry leżą w tej samej części kontynentu i mają wiele wspólnych interesów: infrastrukturalnych, gospodarczych, energetycznych i bezpieczeństwa.</p><p>Według zapowiedzi rozmowy mają dotyczyć przyszłości współpracy regionalnej, najważniejszych kwestii unijnych, bezpieczeństwa oraz bieżących wyzwań geopolitycznych. Pytanie brzmi, czy Grupa Wyszehradzka odzyska polityczną sprawczość, czy pozostanie tylko dyplomatyczną dekoracją, do której wraca się wtedy, gdy trzeba wykonać gest w stronę Europy Środkowej.</p><p>Dzisiaj prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> udaje się z dwudniową wizytą do Turcji, gdzie ma spotkać się z prezydentem <strong>Recepem Tayyipem Erdoganem</strong>. W programie jest także wizyta w siedzibie <strong>Aselsan</strong>, największej tureckiej firmy elektroniki obronnej. W grudniu ubiegłego roku polski rząd zawarł z tą firmą umowę na systemy walki radioelektronicznej, będące elementem programu San, który ma uzupełniać rozwijany w Siłach Zbrojnych RP wielowarstwowy system obrony powietrznej. Wartość umowy to około 2 mld zł, a dostawy mają potrwać do 2035 roku.</p><p>To kolejny przykład tego, jak szybko zmienił się język europejskiej polityki. Jeszcze kilkanaście lat temu debaty o bezpieczeństwie często brzmiały jak specjalistyczne dyskusje wojskowych. Dziś obrona powietrzna, walka radioelektroniczna, drony, systemy rozpoznania i zakłócania są częścią publicznej rozmowy. Wojna za wschodnią granicą Europy sprawiła, że technologia wojskowa przestała być odległym tematem. Stała się jednym z warunków bezpieczeństwa państwa.</p><p>Trwa również drugi dzień wizyty wicepremiera, ministra obrony narodowej <strong>Władysława Kosiniaka-Kamysza</strong> w Hiszpanii. Szefowi MON towarzyszy wiceminister obrony <strong>Magdalena Sobkowiak-Czarnecka</strong>. Minister ma odwiedzić kompleks przemysłowy Airbus Defence and Space, a następnie spotkać się z szefową resortu obrony Hiszpanii <strong>Margaritą Robles</strong>. Planowane jest także wręczenie wyróżnień oficerom Sił Zbrojnych Hiszpanii za współdziałanie z Wojskiem Polskim podczas misji.</p><p>Ten punkt dzisiejszego kalendarium pokazuje, że bezpieczeństwo nie jest już wyłącznie sprawą granic. To także przemysł, technologie, wspólne ćwiczenia, logistyka, interoperacyjność i sojusze, które muszą działać nie na papierze, lecz w praktyce.</p><p>Komisje Parlamentu Europejskiego do spraw bezpieczeństwa i obrony oraz transportu mają dziś głosować nad pakietem legislacyjnym dotyczącym mobilności wojskowej. Chodzi o stworzenie podstaw dla tzw. <strong>wojskowego Schengen</strong> — uproszczenie procedur administracyjnych, cyfryzację zezwoleń i usprawnienie przemieszczania wojsk oraz sprzętu wojskowego na terenie Unii Europejskiej.</p><p>W czasie pokoju może to brzmieć jak nudna biurokracja. W czasie zagrożenia staje się sprawą fundamentalną. Czołg, system przeciwlotniczy czy kolumna zaopatrzenia nie mogą utknąć na granicy z powodu formularza, różnic w przepisach albo infrastruktury niedostosowanej do ciężkiego sprzętu. Mobilność wojskowa to dziś jeden z najważniejszych testów europejskiej powagi.</p><h3><strong>23 czerwca. Dzień, który pyta o odwagę</strong></h3><p>Od spalonego Jazdowa po wawelski pogrzeb Kościuszki, od konfederacji radomskiej po Brexit, od sowieckich bomb nad Warszawą po samotność Wandy Rutkiewicz na K2, od Beatlesów po Bogdana Łyszkiewicza — <strong>23 czerwca</strong> układa się w opowieść o odwadze i jej przeciwieństwach.</p><p>Czasem odwaga oznacza walkę. Czasem reformę. Czasem wejście na górę, z której nie ma łatwego zejścia. Czasem napisanie piosenki, która nie udaje wielkiej filozofii, a jednak mówi wszystko: „Kocham wolność”.</p><p>Historia nie jest muzealną gablotą. Jest sejsmografem. Każdego dnia pokazuje, gdzie ziemia pod naszymi stopami już kiedyś drżała. I ostrzega, że jeśli nie słuchamy przeszłości, przyszłość bardzo szybko zaczyna mówić podniesionym głosem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[22 czerwca w historii. Virtuti Militari, Hubal, Konwicki, Barbarossa i głos Cyndi Lauper]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55607,22-czerwca-w-historii-virtuti-militari-hubal-konwicki-barbarossa-i-glos-cyndi-lauper</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55607,22-czerwca-w-historii-virtuti-militari-hubal-konwicki-barbarossa-i-glos-cyndi-lauper</guid>
            <pubDate>Mon, 22 Jun 2026 08:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-22-czerwca-w-historii-virtuti-militari-hubal-konwicki-barbarossa-i-glos-cyndi-lauper-1782111027.png</url>
                        <title>22 czerwca w historii. Virtuti Militari, Hubal, Konwicki, Barbarossa i głos Cyndi Lauper</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55607,22-czerwca-w-historii-virtuti-militari-hubal-konwicki-barbarossa-i-glos-cyndi-lauper</link>
                    </image><description>22 czerwca to jedna z tych dat, w których historia nie idzie spokojnym krokiem przez kartki kalendarza, ale wchodzi na scenę jak orkiestra po pierwszym uderzeniu werbla. Jest tu królewski dokument i narodziny miasta, jest order za męstwo, który do dziś ma w polskiej pamięci ciężar większy niż metal, jest wojna, literatura, zimna wojna i muzyka, która raz brzmi jak country Krisa Kristoffersona, raz jak kolorowy manifest Cyndi Lauper z epoki MTV.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>poniedziałek, 22 czerwca</strong>, sto siedemdziesiąty trzeci dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.14, zajdzie o godz. 21.01. Imieniny obchodzą m.in. <strong>Jan, Paulina i Tomasz</strong>.</p><h2>Od Nowego Targu do Gdańska. Miasta, księgi i ambicje</h2><p><strong>680 lat temu, w 1346 roku, Nowy Targ otrzymał prawa miejskie od króla Kazimierza Wielkiego</strong>. Ten sam władca, którego szkolne podręczniki zamknęły w formule o Polsce „drewnianej” i „murowanej”, zostawił po sobie coś znacznie trwalszego niż kamień: sieć praw, miast, zamków, sądów i instytucji. Lokacje miejskie nie były wyłącznie aktem administracyjnym. Były obietnicą porządku, handlu, targu, samorządu i miejskiej energii.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu to przypomnienie brzmi znajomo. Nasze miasta również rosły dzięki skrzyżowaniu dróg, rzek, pracy, przemysłu i ambicji. Nowy Targ wyrósł w cieniu Tatr, Tomaszów nad Pilicą i Wolbórką — ale mechanizm był podobny: tam, gdzie spotykali się ludzie, towary i interesy, rodziła się miejskość.</p><p><strong>420 lat temu, w 1596 roku, uroczyście otwarto Bibliotekę Rady Miasta Gdańska</strong>, znaną jako Bibliotheca Senatus Gedanensis. Dziś jej tradycję kontynuuje Biblioteka Gdańska PAN. Gdańsk, miasto portu, kupców, druków i wielkiej polityki, rozumiał rzecz oczywistą: kto gromadzi książki, ten gromadzi pamięć. A kto ma pamięć, ten nie jest tylko przechodniem we własnej historii.</p><h2>Virtuti Militari. Order, który nie potrzebuje patosu, bo sam jest patosem</h2><p><strong>234 lata temu, 22 czerwca 1792 roku, król Stanisław August ustanowił Order Virtuti Militari</strong>, dla upamiętnienia zwycięstwa wojsk polskich nad Rosjanami pod Zieleńcami. Pierwsze odznaczenia otrzymało 44 żołnierzy wyróżniających się w bitwie.</p><p>To jedno z najważniejszych polskich odznaczeń wojskowych — znak męstwa na polu walki, ale też symbol państwa, które nawet w godzinie politycznej katastrofy próbowało zachować godność. Rok 1792 był przecież czasem dramatycznym: wojna w obronie Konstytucji 3 maja, rosyjska interwencja, konfederacja targowicka, pękanie nadziei. Virtuti Militari narodził się więc nie w spokojnym gabinecie, lecz w huku epoki, która przypominała finał antycznej tragedii.</p><p>W polskiej kulturze order ten bywa czymś więcej niż wojskowym znakiem. To skrót opowieści o tych, którzy w chwili próby nie pytali, czy historia będzie dla nich łaskawa. Podobnie jak w „Popiołach”, „Kolumbach” czy „Kamieniach na szaniec” — męstwo nie zawsze prowadzi do zwycięstwa, ale bez niego wspólnota traci kręgosłup.</p><h2>Mazzini i sen o wolnej Europie</h2><p><strong>221 lat temu, w 1805 roku, w Genui urodził się Giuseppe Mazzini</strong> — prawnik, rewolucjonista, jeden z ojców włoskiego ruchu niepodległościowego. Założył organizację Młode Włochy, a potem Młodą Europę. Marzył o kontynencie narodów wolnych, republikańskich, odpowiedzialnych za własny los.</p><p>Mazzini był człowiekiem idei, które nie mieściły się w granicach jednego państwa. W XIX wieku podobne emocje płynęły przez całą Europę: w Warszawie, Krakowie, Paryżu, Genui, Budapeszcie. Polacy doskonale rozumieli ten język. Po upadku powstań, po emigracyjnych tułaczkach i politycznych rozczarowaniach hasło wolności narodów brzmiało jak wspólny refren epoki.</p><h2>Hubal. Ostatni żołnierz września</h2><p><strong>129 lat temu, w 1897 roku, w Jaśle urodził się Henryk Dobrzański „Hubal”</strong> — żołnierz Legionów Polskich, kawalerzysta, olimpijczyk, major Wojska Polskiego. We wrześniu 1939 roku był zastępcą dowódcy rezerwowego 110. Pułku Ułanów. Po klęsce kampanii wrześniowej nie złożył broni. Na Kielecczyźnie utworzył Oddział Wydzielony Wojska Polskiego i prowadził walkę z Niemcami. Zginął w kwietniu 1940 roku pod Anielinem.</p><p>Hubal pozostaje jedną z najbardziej filmowych postaci polskiej historii. Jest w nim coś z westernowego samotnego jeźdźca, coś z romantycznego powstańca, ale też twarda żołnierska kalkulacja. Nie chciał być symbolem — a właśnie symbolem się stał. Bohaterem, wokół którego do dziś toczy się rozmowa o sensie oporu, cenie odwagi i odpowiedzialności dowódcy za ludzi oraz cywilów.</p><p>Dla regionu łódzkiego i świętokrzyskiego pamięć o Hubalu nie jest odległą legendą. To historia dróg, lasów, wsi i miejscowości, przez które przeszła wojna. Tomaszów Mazowiecki także zna ten ciężar: wrzesień 1939 roku, okupacja, konspiracja, niemieckie represje — to nie są abstrakcyjne hasła, ale fragment rodzinnych opowieści.</p><h2>Tadeusz Konwicki. Pisarz małych apokalips</h2><p><strong>100 lat temu, w 1926 roku, w Nowej Wilejce urodził się Tadeusz Konwicki</strong> — pisarz, reżyser i scenarzysta, autor m.in. „Rojstów”, „Sennika współczesnego”, „Wniebowstąpienia”, „Kompleksu polskiego”, „Małej Apokalipsy”, „Kroniki wypadków miłosnych” i „Bohini”. W kinie stworzył m.in. „Ostatni dzień lata”, „Salto”, „Jak daleko stąd, jak blisko”, „Dolinę Issy” i „Lawę”.</p><p>Konwicki był kronikarzem pamięci, ale nie tej pomnikowej, gładkiej i ceremonialnej. U niego pamięć miała zapach prowincji, wojny, utraconych Kresów, warszawskich ulic i moralnego kaca po historii. „Mała Apokalipsa” pozostaje jednym z najmocniejszych literackich portretów Polski dusznej, groteskowej, zmęczonej, a jednak wciąż zdolnej do ironii. Konwicki pisał tak, jakby w jednym pokoju siedzieli Miłosz, Gombrowicz, Bareja i ktoś, kto właśnie wrócił z długiego spaceru po Wilnie, którego już nie ma.</p><h2>Barbarossa. Gdy sojusznicy totalitaryzmów rzucili się sobie do gardeł</h2><p><strong>85 lat temu, 22 czerwca 1941 roku, rozpoczęła się operacja „Barbarossa” — atak III Rzeszy Niemieckiej na Związek Sowiecki</strong>. Była to jedna z największych operacji militarnych w dziejach świata i moment, który zmienił bieg II wojny światowej.</p><p>Warto pamiętać, że zanim Hitler uderzył na Stalina, oba totalitarne państwa wspólnie rozebrały Europę Środkowo-Wschodnią. Pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 roku otworzył drogę do agresji na Polskę, deportacji, okupacji i zbrodni. Barbarossa nie była więc starciem dobra ze złem, lecz wojną dwóch zbrodniczych systemów, które wcześniej cynicznie współpracowały.</p><p>Dla Polski miało to konsekwencje dramatyczne. Na ziemiach zajętych wcześniej przez Sowietów pojawiła się okupacja niemiecka, a za frontem szły Einsatzgruppen, masowe egzekucje i Zagłada. Historia 22 czerwca przypomina, że geopolityka bywa zapisywana nie tylko traktatami, lecz także grobami.</p><h2>Józef Oleksy i cień afery Olina</h2><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku, w Nowym Sączu urodził się Józef Oleksy</strong>, jeden z najważniejszych polityków polskiej lewicy po 1989 roku. Był marszałkiem Sejmu oraz premierem w latach 1995–1996. Ze stanowiska szefa rządu ustąpił w związku z oskarżeniami o działalność szpiegowską na rzecz Rosji, znanymi jako afera Olina. Zarzuty te nie zostały potwierdzone.</p><p>To jedna z tych historii III RP, w których polityka mieszała się z tajnymi służbami, medialnym spektaklem i nieufnością charakterystyczną dla państwa wychodzącego z komunizmu. Oleksy pozostał postacią niejednoznaczną: politykiem sprawnym, inteligentnym, ale naznaczonym cieniem sprawy, która przez lata wracała w publicznych debatach jak refren z niedokończonej piosenki.</p><h2>Checkpoint Charlie. Zamknięta brama zimnej wojny</h2><p><strong>36 lat temu, w 1990 roku, zamknięto Checkpoint Charlie w Berlinie</strong> — jedno z najsłynniejszych przejść granicznych między Berlinem Zachodnim a Wschodnim. Przez dekady było symbolem podzielonego świata: kapitalizmu i komunizmu, Zachodu i Wschodu, wolności i kontroli.</p><p>Kiedy zniknął mur berliński, historia nagle przyspieszyła. Europa wyglądała jak miasto po zdjęciu ciężkiej kurtyny. Dla Polaków był to czas szczególny — transformacja, pierwsze wolne wybory samorządowe, odbudowa lokalności, powrót odpowiedzialności do gmin, miast i powiatów. Także w Tomaszowie Mazowieckim lata 90. oznaczały koniec jednego świata i trudne narodziny następnego.</p><h2>Andrzej Kondratiuk. Kino osobne, trochę z kosmosu, trochę z podwórka</h2><p><strong>10 lat temu, w 2016 roku, w Warszawie zmarł Andrzej Kondratiuk</strong> — reżyser, scenarzysta i aktor, autor filmów „Hydrozagadka”, „Wniebowzięci”, „Big Bang”, „Wrzeciono czasu” i „Słoneczny zegar”.</p><p>Kondratiuk robił kino osobne. Nie wielkie manifesty, nie szkolne akademie, lecz filmy jak rozmowy prowadzone przy kuchennym stole, nagle skręcające w absurd, metafizykę i pogodną melancholię. „Hydrozagadka” do dziś pozostaje perłą polskiej komedii surrealistycznej — czymś pomiędzy komiksem, Bareją i snem o superbohaterze z czasów, gdy w kranie brakowało wody, ale wyobraźni nie brakowało nigdy.</p><h2>Kalendarium muzyczne. Od Kristoffersona do Coldplay</h2><p><strong>22 czerwca 1936 roku urodził się Kris Kristofferson</strong> — wokalista, kompozytor i aktor, członek The Highwaymen. Pisał piosenki, które brzmiały jak listy znalezione w kieszeni starej kurtki: „Me and Bobby McGee”, „Help Me Make It Through The Night”. Zagrał m.in. w filmach „Pat Garrett i Billy The Kid”, „Narodziny gwiazdy” i „Konwój”. Zmarł 28 września 2024 roku.</p><p><strong>W 1948 roku urodził się Todd Rundgren</strong>, gitarzysta, wokalista, producent, cudowne dziecko amerykańskiego popu. Jego „I Saw The Light” i „Hello It’s Me” należą do katalogu melodii, które udają lekkość, choć są zapisane z zegarmistrzowską precyzją.</p><p><strong>W 1953 roku urodziła się Cyndi Lauper</strong>, jedna z ikon popu lat 80. Jej album „She’s So Unusual” i single „Girls Just Want To Have Fun” oraz „Time After Time” stały się częścią kolorowego języka MTV. Lauper miała w sobie coś z komiksowej bohaterki, punkowej siostry Alicji z Krainy Czarów i dziewczyny, która weszła na salon w trampkach, mówiąc: teraz ja.</p><p><strong>W 1960 roku w gdańskim Jazz Klubie z inicjatywy Franciszka Walickiego powstał zespół Czerwono-Czarni</strong>. To ważna data w historii polskiej muzyki rozrywkowej. Walicki, nazywany ojcem chrzestnym polskiego rock and rolla, dobrze wiedział, że młodości nie da się zamknąć w regulaminie. Czerwono-Czarni byli jednym z tych zespołów, które otwierały drzwi dla nowego brzmienia w Polsce.</p><p><strong>W 1961 roku urodził się Jimmy Somerville</strong>, wokalista Bronski Beat i The Communards. Jego falset w „Smalltown Boy” był czymś więcej niż popowym znakiem rozpoznawczym — był głosem wykluczenia, ucieczki, odwagi i tożsamości.</p><p><strong>W 1963 roku 13-letni Stevie Wonder pojawił się na listach przebojów jako Little Stevie Wonder z piosenką „Fingertips”</strong>. W nagraniu na perkusji zagrał młody Marvin Gaye. To jeden z tych momentów, gdy historia muzyki wygląda jak początek filmu: dziecko, scena, rytm i talent, którego nie da się zatrzymać.</p><p><strong>W 1969 roku zmarła Judy Garland</strong>, aktorka i wokalistka, pamiętana szczególnie z „Czarnoksiężnika z Oz” i piosenki „Over The Rainbow”. Jej biografia była dramatem ukrytym za światłem reflektorów — przypomnieniem, że Hollywood potrafiło produkować sny i niszczyć ludzi jednocześnie.</p><p><strong>W 1987 roku zmarł Fred Astaire</strong>, tancerz, aktor i wokalista, człowiek, który sprawiał, że grawitacja wyglądała jak sugestia, nie prawo fizyki. Tego samego dnia ukazał się album „Clutching at Straws” grupy Marillion — jedna z ważnych płyt schyłku ery Fish’a w zespole.</p><p><strong>W 2008 roku Coldplay zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy singlem „Viva La Vida”</strong>. Utwór, z tytułem zapożyczonym od Fridy Kahlo, brzmiał jak popowa procesja przez ruiny dawnego imperium. Z kolei w 2013 roku „Blurred Lines” Robina Thicke’a stało się światowym hitem, ale też przykładem tego, jak przebój może po latach bardziej kojarzyć się z kontrowersją niż z samą melodią.</p><h2>Dziś w kraju i na świecie</h2><p>W kraju uwaga skupia się dziś m.in. na sprawach infrastrukturalnych i sądowych. W Ministerstwie Infrastruktury zaplanowano konferencję dotyczącą podpisania umowy na prace fundamentowe pod terminal Portu Polska, czyli inwestycję powiązaną z Centralnym Portem Komunikacyjnym. Według zapowiedzi budowa lotniska między Warszawą i Łodzią ma wejść w etap realizacyjny w 2026 roku, a oddanie portu do użytku planowane jest na 2032 rok.</p><p>W Szczecinie przed Sądem Okręgowym ma rozpocząć się proces posła PiS Dariusza Mateckiego i siedmiu innych oskarżonych w sprawie związanej z Funduszem Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca im m.in. udział w mechanizmach wyłudzania środków publicznych i prania pieniędzy. Poseł Matecki odrzuca zarzuty, nazywając je politycznymi.</p><p>Za granicą wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz udaje się z wizytą do Hiszpanii, gdzie ma spotkać się z minister obrony Margaritą Robles. W programie znalazły się rozmowy dotyczące współpracy wojskowej oraz spotkania w siedzibie Airbusa.</p><p>Ukraina z kolei przygotowuje się do gdańskiej Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski ma otrzymać raport dotyczący przygotowań i na tej podstawie zdecydować o swoim udziale. Gdańsk na kilka dni stanie się więc miejscem rozmów o wojnie, odbudowie i przyszłości kraju, który od ponad czterech lat żyje w cieniu rosyjskiej agresji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformac-1782032439.png</url>
                        <title>Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</link>
                    </image><description>Najgroźniejsze kłamstwa nie przychodzą dziś w stroju szaleńca z aluminiową czapką. Przychodzą w estetycznym filmiku, w miękkim świetle, z uśmiechniętą twarzą influencera, wykresem wyrwanym z kontekstu i obietnicą, że „lekarze o tym nie mówią”. Od picia boraksu po porzucanie terapii onkologicznych – medyczna dezinformacja dawno przestała być tylko internetową ciekawostką. Stała się realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia pacjentów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ekspertki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, autorki raportu <strong>„Dezinformacja medyczna”</strong>, ostrzegają, że fałszywe informacje o zdrowiu coraz częściej prowadzą ludzi do decyzji, których skutki widzą potem lekarze w gabinetach, szpitalach i na oddziałach ratunkowych. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wskazuje, że współczesna dezinformacja medyczna coraz rzadziej wygląda jak klasyczna teoria spiskowa, a coraz częściej jak poradnik: co jeść, czym się suplementować, jak „oczyścić organizm” i dlaczego nie ufać lekarzom.</p><h2>Kłamstwo, które udaje troskę</h2><p>Dr Dorota Sikora, badaczka dezinformacji i dyrektorka Biura Rankingów Akademickich i Komunikacji Naukowej UMW, zwraca uwagę, że wokół zdrowia powstał cały rynek oparty na prostych odpowiedziach na bardzo złożone problemy. To rynek idealny dla czasów zmęczenia, lęku i nieufności. Człowiek chory, przestraszony albo rozczarowany długą kolejką do specjalisty jest łatwym celem. Wystarczy podsunąć mu opowieść: „jest naturalny sposób”, „oni to ukrywają”, „wystarczy odkwasić organizm”, „ta dieta zatrzyma raka”.</p><p>– Najgroźniejsze kłamstwa medyczne nie wyglądają jak kłamstwa. Wykorzystują pojedyncze badania, półprawdy i wyrwane z kontekstu fakty – powiedziały PAP autorki raportu.</p><p>To jest właśnie sedno problemu. Dawna dezinformacja była często toporna. Dzisiejsza ma makijaż nauki. Posługuje się terminami medycznymi, cytuje publikacje, pokazuje wykresy, mówi o „badaniach”, „toksyczności”, „stanach zapalnych”, „mikrobiomie” i „detoksie”. Tyle że z nauką ma tyle wspólnego, ile scenografia szpitala w serialu z prawdziwym dyżurem na SOR-ze.</p><h2>Suplement zamiast terapii, influencer zamiast lekarza</h2><p>Wioletta Samborska, dyrektorka Centrum Odkryć Medycznych UMW, podkreśla, że szczególnie popularne są dziś treści dotyczące diet, suplementów, „oczyszczania organizmu” i rzekomo cudownych terapii. Największe niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy pacjent pod wpływem takich przekazów rezygnuje z leczenia zaleconego przez lekarza.</p><p>To już nie jest tylko kwestia tego, że ktoś kupi drogi proszek, kapsułki albo „naturalny preparat” bez udowodnionej skuteczności. Problem zaczyna się w chwili, gdy fałszywa nadzieja wypycha z życia pacjenta medycynę opartą na dowodach. Kiedy chory odkłada chemioterapię. Kiedy pacjent po zawale odmawia szczepienia. Kiedy rodzic uznaje, że film z internetu jest bardziej wiarygodny niż pediatra.</p><p>Najwyższa Izba Kontroli już kilka lat temu alarmowała, że w sieci wykrywano suplementy diety zawierające niedozwolone składniki mogące stanowić zagrożenie dla zdrowia, a liczba zgłoszeń nowych suplementów do GIS rosła lawinowo. W latach 2017–2020 zgłoszono ich ponad 62 tysiące, podczas gdy w latach 2013–2015 było to łącznie od 9 do 12 tysięcy.</p><h2>Japonia jako ostrzeżenie: plotka znika, skutki zostają</h2><p>Ekspertki przywołują przykład Japonii, gdzie po nagłośnieniu historii o rzekomych powikłaniach po szczepieniach przeciw HPV poziom wyszczepialności spadł z około 80 proc. do mniej niż 1 proc. Zarzutów wobec szczepionki nie potwierdzono, ale skutki paniki okazały się dramatyczne.</p><p>Polski portal Szczepienia.info, prowadzony przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – PIB, przypomina wyniki modelowania opublikowanego w 2020 roku: załamanie szczepień przeciw HPV w Japonii w latach 2013–2019 mogło oznaczać około 25 tysięcy przypadków raka szyjki macicy i do 5700 zgonów, których można było uniknąć.</p><p>To jest ten moment, w którym internetowa plotka przestaje być „opinią”. Staje się czynnikiem ryzyka. Jak zanieczyszczona woda, niesprawne hamulce albo źle oznakowane przejście dla pieszych.</p><h2>Polska też nie jest odporna</h2><p>Podobne zjawiska obserwowane są również w Polsce. Samborska powołała się na dane przytoczone przez prof. Piotra Ponikowskiego: spośród 174 pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiej niewydolności serca lub po zawale aż 100 odmówiło przyjęcia zalecanych szczepień ochronnych.</p><p>To brzmi jak paradoks, ale jest znakiem czasu. Pacjent, który doświadczył realnego zagrożenia życia, potrafi jednocześnie odrzucać profilaktykę, bo wcześniej usłyszał, przeczytał lub zobaczył coś, co skutecznie podważyło jego zaufanie do medycyny.</p><p>Rzecznik Praw Pacjenta także zwracał uwagę na nowe formy medycznej dezinformacji, w tym fałszywe nagrania tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji, fikcyjne autorytety i wykorzystanie wizerunku znanych osób do promowania płatnych pseudousług. W jednej ze spraw RPP wystąpił do organów ścigania, wskazując na potrzebę ochrony pacjentów przed fałszywymi treściami zdrowotnymi.</p><h2>Dlaczego młodzi dorośli są tak podatni?</h2><p>Zdaniem dr Sikory szczególnie niepokojące jest to, że na <strong>dezinformację zdrowotną</strong> coraz częściej podatni są młodzi dorośli. To pokolenie, które ogromną część informacji konsumuje w mediach społecznościowych. Tam zaś wygrywa niekoniecznie ten, kto ma rację, ale ten, kto szybciej przyciąga uwagę.</p><p>Algorytm nie ma przysięgi Hipokratesa. Nie pyta, czy film jest odpowiedzialny. Pyta, czy zatrzyma użytkownika na ekranie. A strach, skandal, cudowna obietnica i teoria „ukrywanej prawdy” zatrzymują skutecznie.</p><p>Tu zaczyna się dramat współczesnej komunikacji zdrowotnej. Lekarz mówi: „to zależy”, „trzeba wykonać badania”, „ryzyko jest takie i takie”, „proszę przyjmować lek regularnie”. Internetowy guru mówi: „mam prostą odpowiedź”. I często wygrywa, bo brzmi jak bohater filmu, który jednym ruchem rozbraja bombę. Medycyna tymczasem rzadko jest filmem akcji. Bardziej przypomina długi, mozolny reportaż z pola bitwy.</p><h2>Prawo próbuje nadążyć, ale problem jest szybszy</h2><p>W Polsce reklama produktów zdrowotnych, wyrobów medycznych i suplementów diety podlega ograniczeniom, ale praktyka internetu jest znacznie szybsza niż urzędowe procedury. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych przypomina, że reklama wyrobów medycznych kierowana do publicznej wiadomości musi m.in. jasno wskazywać producenta, podmiot prowadzący reklamę i zawierać wymagane ostrzeżenia.</p><p>UOKiK już wcześniej wskazywał, że w reklamach suplementów problemem bywa przypisywanie im właściwości leków, sugerowanie szybkiej poprawy zdrowia czy wykorzystywanie autorytetu osób, które mają wzbudzać zaufanie odbiorców.</p><p>Nie wystarczy jednak samo prawo. Bo dezinformacja nie zawsze przychodzi jako reklama. Czasem jest „osobistą historią”, „opinią”, „testem produktu”, „niezależną recenzją”, „rozmową z ekspertem”, który ekspertem jest tylko w opisie profilu.</p><h2>Lokalny wymiar: Tomaszów też nie żyje poza internetem</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to nie jest odległa debata akademicka. Te same filmiki, te same reklamy suplementów, te same antyszczepionkowe narracje i te same „cudowne terapie” trafiają na telefony rodziców, seniorów, młodych matek, pacjentów po diagnozie i ludzi czekających miesiącami na wizytę u specjalisty.</p><p>W sprawach profilaktyki i bezpieczeństwa zdrowotnego lokalnym punktem odniesienia pozostają placówki publiczne, lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, Tomaszowskie Centrum Zdrowia oraz Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Tomaszowie Mazowieckim, która udostępnia m.in. informacje dotyczące szczepień przeciw HPV w szkołach i materiały Ministerstwa Zdrowia.</p><p>Ministerstwo Zdrowia przypomina, że szczepienia przeciw HPV są elementem profilaktyki chorób wywoływanych przez wirusa brodawczaka ludzkiego, w tym raka szyjki macicy i innych nowotworów.</p><h2>„Szczepionka przeciw dezinformacji”</h2><p>Autorki raportu podkreślają, że odpowiedzią na problem nie mogą być wyłącznie regulacje. Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu powstaje <strong>Centrum Odkryć Medycznych</strong> – przestrzeń edukacyjna mająca popularyzować wiedzę o szczepionkach, antybiotykach, transplantologii i współczesnej medycynie. Samborska określa ten pomysł jako próbę stworzenia „szczepionki przeciw dezinformacji”.</p><p>To trafna metafora. Bo odporność społeczna nie bierze się z zakazów, lecz z wiedzy, zaufania i umiejętności odróżnienia lekarza od sprzedawcy cudów.</p><p>Najprostszy test brzmi: jeśli ktoś obiecuje szybkie wyleczenie wszystkiego, straszy lekarzami, sprzedaje preparat i jednocześnie twierdzi, że „system nie chce, żebyś o tym wiedział” – powinna zapalić się czerwona lampka. Nie ma medycyny bez wątpliwości, bez badań, bez procedur i bez odpowiedzialności. Jest za to wielki rynek fałszywej nadziei. A fałszywa nadzieja, jak każdy dobrze opakowany produkt, potrafi sprzedać się znakomicie.</p><p>Tyle że rachunek bardzo często płaci pacjent.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[John Lee Hooker. Bluesman, który jednym riffem potrafił uleczyć samotność]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55599,john-lee-hooker-bluesman-ktory-jednym-riffem-potrafil-uleczyc-samotnosc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55599,john-lee-hooker-bluesman-ktory-jednym-riffem-potrafil-uleczyc-samotnosc</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-john-lee-hooker-bluesman-ktory-jednym-riffem-potrafil-uleczyc-samotnosc-1782031604.png</url>
                        <title>John Lee Hooker. Bluesman, który jednym riffem potrafił uleczyć samotność</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55599,john-lee-hooker-bluesman-ktory-jednym-riffem-potrafil-uleczyc-samotnosc</link>
                    </image><description>Są artyści, których muzyka brzmi jak zapis nutowy. I są tacy, których muzyka brzmi jak życie: kurz drogi, stukot pociągu, zmęczenie po pracy, nocne światło w oknie i głos człowieka, który więcej przeżył, niż chciałby opowiedzieć. John Lee Hooker należał do tej drugiej kategorii. Nie potrzebował orkiestry, popisów technicznych ani długich solówek. Wystarczały gitara, tupot stopy i głos głęboki jak stara studnia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>21 czerwca 2001 roku zmarł John Lee Hooker</strong>, jeden z najważniejszych bluesmanów XX wieku. Ćwierć wieku później jego muzyka nie brzmi jak muzealny eksponat. Przeciwnie – nadal chodzi własnym krokiem. Trochę bokiem, trochę pod prąd, nie zawsze zgodnie z metronomem, ale zawsze prosto w nerw.</p><p>Jak przypomina dziennikarz muzyczny <strong>Jan Chojnacki</strong>, przez ponad 45 lat prowadzący radiowy „Bielszy odcień bluesa”, wystarczyło kilka dźwięków gitary, charakterystyczny rytm i niski, spiżowy głos, by od razu rozpoznać autora <strong>„Boom Boom”</strong> i <strong>„Boogie Chillen’”</strong>. Hooker był jednym z tych muzyków, którzy stworzyli nie tylko repertuar, ale własny język.</p><h2>Z Missisipi do Detroit. Blues wielkiej migracji</h2><p>John Lee Hooker urodził się <strong>22 sierpnia 1917 roku</strong> w pobliżu Clarksdale w stanie Missisipi. Wyrósł w świecie, z którego narodził się blues Delty: świecie ciężkiej pracy, rasowych napięć, biedy, religii, rodzinnych opowieści i muzyki granej nie dla eleganckich sal, lecz dla ludzi, którzy potrzebowali przetrwać kolejny dzień.</p><p>W grę na gitarze wprowadzał go ojczym, <strong>William Moore</strong>, muzyk bluesowy. Później Hooker, jak wielu Afroamerykanów z Południa, ruszył na Północ. Trafił do <strong>Detroit</strong>, miasta fabryk, samochodów i przemysłowego huku. W dzień pracował m.in. jako stróż, nocą grał na domowych przyjęciach. Tam właśnie jego surowy, hipnotyczny styl zaczął przyciągać uwagę.</p><p>W 1948 roku nagrał <strong>„Boogie Chillen’”</strong>. Utwór stał się jednym z kamieni milowych elektrycznego bluesa. Rock and Roll Hall of Fame przypomina, że Hooker rozpoczął karierę w latach 40., a jego brzmienie — grube, chropowate, „toczące się” — było natychmiast rozpoznawalne. Do Rock and Roll Hall of Fame został wprowadzony w 1991 roku jako wykonawca.</p><h2>Muzyka, która nie kłaniała się metronomowi</h2><p>Hooker nie grał bluesa jak szkolnego ćwiczenia. Jego frazy nie zawsze mieściły się w klasycznym schemacie dwunastu taktów. Potrafił wydłużyć wers, skrócić zwrotkę, wejść obok rytmu i wrócić wtedy, kiedy chciał. Dla muzyków akompaniujących bywało to wyzwaniem, ale dla słuchacza miało siłę zaklęcia.</p><p>Jan Chojnacki trafnie zauważa, że <strong>boogie Hookera</strong> przypominało stukot pociągu. Było surowe, transowe, czasem niemal pierwotne. Gdy inni gitarzyści budowali efektowną architekturę solówek, Hooker stawiał jedną ścianę dźwięku i kazał jej drżeć. To dlatego jego muzyka tak mocno oddziałała na rockmanów. Uczyła, że <strong>jeden riff może mieć większą siłę niż najbardziej skomplikowana figura</strong>.</p><p>Ten trop widać u The Rolling Stones, The Animals, The Doors, ZZ Top, George’a Thorogooda, a później także u takich artystów jak Gary Clark Jr., Joe Bonamassa, The Black Keys czy Christone „Kingfish” Ingram. Hooker nie był tylko bluesmanem dla bluesmanów. Był źródłem, z którego pił rock.</p><h2>Bohater Jaggera, uzdrowiciel Santany</h2><p>Mick Jagger wspominał Hookera jako jednego z bohaterów swojej młodości. Carlos Santana mówił o nim z jeszcze większą czułością. Dla Santany blues Hookera miał wymiar terapeutyczny. Nieprzypadkowo najważniejszy późny album artysty nosił tytuł <strong>„The Healer”</strong> – „Uzdrowiciel”.</p><p>Wydana w 1989 roku płyta była dla 72-letniego Hookera wielkim powrotem do centrum muzycznego świata. Oficjalna biografia artysty przypomina, że album zgromadził gości takich jak <strong>Bonnie Raitt, Carlos Santana, Los Lobos i George Thorogood</strong>, zdobył Grammy i sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy.</p><p>To był piękny paradoks. W epoce coraz bardziej wypolerowanej produkcji płytowej nagle zwyciężył człowiek brzmiący tak, jakby nagrywał w zadymionym pokoju, z podłogą zamiast perkusji i z pamięcią zamiast partytury. Hooker nie udawał nowoczesności. To nowoczesność musiała przyjść do niego.</p><h2>Blues Brothers, Grammy i miejsce w historii</h2><p>Dla szerokiej publiczności jednym z najbardziej znanych filmowych śladów Hookera pozostaje jego występ w <strong>„Blues Brothers”</strong> z 1980 roku. To scena krótka, ale symboliczna. W filmie pełnym muzycznych legend Hooker pojawia się jak żywy pomnik ulicznego bluesa – bez patosu, bez muzealnego kurzu, z naturalnością człowieka, który nie musi nikomu udowadniać, kim jest.</p><p>Lista wyróżnień przyszła później, choć na dobrą sprawę historia przyznała mu rację znacznie wcześniej. <strong>John Lee Hooker został wprowadzony do Blues Hall of Fame w 1980 roku</strong>, a w 1991 roku do <strong>Rock and Roll Hall of Fame</strong>. Otrzymał także gwiazdę w Hollywood Walk of Fame oraz Grammy za całokształt twórczości. Grammy odnotowuje jego liczne nominacje i nagrody, w tym wyróżnienia dla nagrań bluesowych i współprac z innymi artystami.</p><p>Encyklopedia Britannica przypomina, że w dorobku Hookera znajdują się m.in. <strong>„The Healer”</strong>, <strong>„Don’t Look Back”</strong> i <strong>„The Best of Friends”</strong>, a jego muzyka oddziaływała na takich wykonawców jak The Rolling Stones i The Animals.</p><h2>Cierpienie, które nie pogrążało</h2><p>Największa tajemnica Hookera polegała na tym, że śpiewał o samotności, zawodach miłosnych, trudach życia i biedzie, ale jego muzyka nie wciągała słuchacza w rozpacz. Raczej pomagała ją oswoić. Jakby mówiła: tak, świat potrafi przycisnąć człowieka do ściany, ale dopóki jest rytm, dopóki stopa wybija puls, dopóki głos może wydobyć z siebie choćby jedno „boom”, człowiek jeszcze nie przegrał.</p><p>To dlatego słowo „uzdrowiciel” tak dobrze do niego pasuje. Hooker nie leczył łatwym pocieszeniem. Nie sprzedawał złudzeń. Jego muzyka była jak stary przyjaciel, który nie mówi: „wszystko będzie dobrze”, tylko siada obok i zostaje. Czasem to wystarcza.</p><h2>Blues, którego echo słychać także dziś</h2><p>W Polsce blues ma swoją wierną, osobną publiczność. Od dużych festiwali po małe koncerty klubowe, od radiowych audycji po domowe kolekcje płyt — ta muzyka nigdy nie była wyłącznie amerykańską ciekawostką. W miastach takich jak Tomaszów Mazowiecki również żyje ten sam mechanizm: ludzie wracają do muzyki, która nie jest sezonową dekoracją, lecz sposobem opowiadania o codzienności.</p><p>Hooker był mistrzem takiego opowiadania. Nie potrzebował wielkiej metafory. W jego muzyce gitara bywała pociągiem, głos — nocną rozmową, a rytm — dowodem, że mimo wszystko idziemy dalej.</p><p><strong>John Lee Hooker zmarł 21 czerwca 2001 roku</strong> w Kalifornii. Według ówczesnych depesz odszedł we śnie, w wieku 83 lat. Ostatni koncert zagrał zaledwie tydzień wcześniej. Jakby do końca chciał robić to, co robił najlepiej: zamieniać cierpienie w puls, a samotność w muzykę.</p><p>Ćwierć wieku później jego boogie nadal się toczy. Nie pędzi, nie ogląda się na listy przebojów, nie prosi o zgodę. Po prostu idzie. Noga wybija rytm. Gitara odpowiada. A głos Johna Lee Hookera znów przypomina, że blues nie jest muzyką przegranych. Jest muzyką tych, którzy przetrwali.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[21 czerwca w historii. Machiavelli, Sartre, Proces Szesnastu, socrealizm i rockowy oddech przesilenia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55598,21-czerwca-w-historii-machiavelli-sartre-proces-szesnastu-socrealizm-i-rockowy-oddech-przesilenia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55598,21-czerwca-w-historii-machiavelli-sartre-proces-szesnastu-socrealizm-i-rockowy-oddech-przesilenia</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:19:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-21-czerwca-w-historii-machiavelli-sartre-proces-szesnastu-socrealizm-i-rockowy-oddech-przesileni-1782030271.png</url>
                        <title>21 czerwca w historii. Machiavelli, Sartre, Proces Szesnastu, socrealizm i rockowy oddech przesilenia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55598,21-czerwca-w-historii-machiavelli-sartre-proces-szesnastu-socrealizm-i-rockowy-oddech-przesilenia</link>
                    </image><description>Dziś jest niedziela, 21 czerwca, 172. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 21.00. Imieniny obchodzą: Alicja, Alojzy, Marta, Rajmund, Rudolf, Alban, Marcja, Terencjusz oraz Demetria.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dzień szczególny — na granicy światła i cienia. W kalendarzu przypomina trochę scenę z dobrego filmu: na jednym planie Niccolò Machiavelli pochylony nad mechaniką władzy, obok Jean-Paul Sartre z papierosem i pytaniem o wolność, dalej moskiewska sala procesu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, a w tle gitara Raya Daviesa, blues Johna Lee Hookera i letni puls festiwalu pod Stonehenge. Historia 21 czerwca pokazuje, że polityka, kultura i muzyka potrafią iść obok siebie jak trzy równoległe melodie — czasem harmonijnie, częściej w ostrym, niepokojącym kontraście.</p><h3><strong>Machiavelli, czyli polityka bez złudzeń</strong></h3><p><strong>499 lat temu, w 1527 roku, we Florencji zmarł Niccolò Machiavelli</strong> — dyplomata, historyk, myśliciel polityczny i autor traktatów, które do dziś wracają w debatach o państwie, władzy i moralności. Jego „Książę” nie był podręcznikiem cynizmu, choć przez wieki tak go czytano. Był raczej chłodnym spojrzeniem człowieka, który widział, jak państwa upadają nie tylko przez brak cnót, ale również przez brak skuteczności.</p><p>Machiavelli wprowadził do refleksji politycznej realizm. Pisał o świecie takim, jakim jest, a nie takim, jakim chcieliby go widzieć kaznodzieje i poeci. Władca miał być cnotliwy, ale kiedy wymagała tego racja państwa — musiał działać skutecznie. To dlatego jego nazwisko stało się symbolem polityki twardej, bez sentymentów, często bez skrupułów. Od Florencji renesansowych intryg do współczesnych kampanii wyborczych prowadzi dłuższa droga, ale echo Machiavellego wciąż słychać w gabinetach, sztabach i kuluarach władzy.</p><h3><strong>Pierwsze zręby nowoczesnej administracji</strong></h3><p><strong>235 lat temu, w 1791 roku, powołano Komisję Policji Obojga Narodów.</strong> Była jednym z organów reformowanego państwa czasów Sejmu Wielkiego. Jej zadaniem było nadzorowanie miast królewskich, porządku publicznego, bezpieczeństwa, a w praktyce także wielu spraw administracyjnych, które dziś nazwalibyśmy samorządowymi i komunalnymi.</p><p>To ważny moment, bo Rzeczpospolita próbowała wtedy wydobyć się z ustrojowej niemocy. Po Konstytucji 3 maja reformowano nie tylko wielką politykę, ale też codzienne funkcjonowanie państwa. Miasta miały przestać być wyłącznie tłem dla szlacheckiej Rzeczypospolitej. Miały stać się żywym organizmem obywatelskim. W tym sensie Komisja Policji była nie tylko instytucją porządkową, lecz także jednym z symboli spóźnionej, lecz ambitnej modernizacji.</p><h3><strong>Sartre: wolność jako ciężar</strong></h3><p><strong>121 lat temu, w 1905 roku, w Paryżu urodził się Jean-Paul Sartre</strong> — filozof, pisarz, krytyk literacki i jeden z najważniejszych przedstawicieli egzystencjalizmu. Autor „Bytu i nicości”, „Egzystencjalizm jest humanizmem”, „Mdłości” i cyklu „Drogi do wolności” uczynił z ludzkiej wolności nie ozdobę, lecz dramatyczne zobowiązanie.</p><p>Sartre powtarzał, że człowiek jest skazany na wolność. To zdanie brzmi jak paradoks, ale dobrze oddaje jego myślenie: nie możemy uciec od odpowiedzialności za wybory, nawet wtedy, gdy chcielibyśmy schować się za systemem, religią, partią, obyczajem albo wygodnym milczeniem. W 1964 roku przyznano mu Literacką Nagrodę Nobla, której nie przyjął. Nie chciał, by pisarz stał się instytucją. Był w tym geście upór, pycha, konsekwencja i teatr — dokładnie tyle, ile trzeba, by Sartre pozostał Sartre’em.</p><h3><strong>Edward Abramowski i polska idea spółdzielcza</strong></h3><p><strong>108 lat temu, w 1918 roku, w Warszawie zmarł Edward Abramowski</strong> — socjolog, psycholog, działacz społeczny, teoretyk spółdzielczości, człowiek, który wierzył, że społeczeństwo można przebudowywać nie tylko ustawą i rewolucją, ale również codzienną współpracą ludzi.</p><p>Abramowski należał do tych postaci polskiej myśli społecznej, które nie mieszczą się łatwo w prostych szufladach. Był związany z ruchem socjalistycznym, współtworzył PPS, ale najważniejsze było dla niego budowanie oddolnych więzi, stowarzyszeń, kooperatyw, wspólnot samopomocy. W epoce, w której wielu polityków marzyło o wielkim przewrocie, on przypominał, że państwo zaczyna się często od sklepu spółdzielczego, wzajemnego zaufania i pracy u podstaw.</p><h3><strong>Proces Szesnastu. Cień Moskwy nad polską niepodległością</strong></h3><p><strong>81 lat temu, w 1945 roku, Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR w Moskwie ogłosiło wyrok w sprawie przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.</strong> Był to finał tzw. Procesu Szesnastu — pokazowego procesu ludzi, którzy w czasie wojny reprezentowali legalne struktury podziemnego państwa polskiego.</p><p>Oskarżono ich o działania przeciw Armii Czerwonej i ZSRR oraz o rzekomą współpracę z Niemcami. W rzeczywistości był to brutalny polityczny komunikat: Polska, która wychodziła z wojny zwycięska moralnie, ale zrujnowana i osamotniona, miała zostać podporządkowana nowemu porządkowi narzuconemu ze Wschodu. Proces Szesnastu należy do najciemniejszych kart powojennej historii. To moment, w którym za kulisami wielkiej dyplomacji rozstrzygał się los ludzi wiernych Rzeczypospolitej.</p><h3><strong>Socrealizm w architekturze: kamień, ideologia i plac Konstytucji</strong></h3><p><strong>77 lat temu, w 1949 roku, podczas Konferencji Architektów Partyjnych w Warszawie ogłoszono, że realizm socjalistyczny będzie obowiązującą doktryną w architekturze.</strong> Od tej pory architektura miała nie tylko służyć ludziom, ale przede wszystkim mówić językiem władzy.</p><p>Socrealizm chciał być monumentalny, zrozumiały i ideologicznie jednoznaczny. W Warszawie jego symbolem stała się Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa i plac Konstytucji. W Nowej Hucie — całe miasto projektowane jako wzorcowa przestrzeń robotnicza. Była w tym ambicja odbudowy, ale też ciężar propagandy. Kamień i kolumnada miały przekonywać, że nowy ustrój jest wieczny. Historia szybko pokazała, że nawet najbardziej monumentalna fasada nie zatrzyma pęknięć w systemie.</p><h3><strong>Granica zachodnia Polski uznana przez parlamenty RFN i NRD</strong></h3><p><strong>36 lat temu, w 1990 roku, parlamenty RFN i NRD uznały nienaruszalność zachodniej granicy Polski.</strong> W roku zjednoczenia Niemiec była to sprawa o fundamentalnym znaczeniu dla bezpieczeństwa Polski i całej Europy Środkowej.</p><p>Granica na Odrze i Nysie Łużyckiej była po II wojnie światowej jednym z najważniejszych tematów polityki międzynarodowej. Dla milionów Polaków oznaczała nie tylko linię na mapie, lecz także pamięć przesiedleń, odbudowy, nowego początku i lęku przed rewizją powojennego ładu. Uznanie jej nienaruszalności było krokiem w stronę nowej Europy — tej po zimnej wojnie, budowanej już nie na czołgach i strefach wpływów, ale na traktatach, dyplomacji i mozolnym pojednaniu.</p><h3><strong>Trzęsienie ziemi w Iranie</strong></h3><p><strong>36 lat temu, w 1990 roku, północny Iran nawiedziło katastrofalne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,7.</strong> Najbardziej ucierpiała prowincja Gilan. Według szacunków zginęło około 40 tysięcy ludzi.</p><p>Była to jedna z największych katastrof naturalnych końca XX wieku. Takie rocznice przypominają, że historia to nie tylko wojny, traktaty, wybory i wielkie biografie. To także nagłe pęknięcia ziemi, które w kilka chwil zamieniają codzienność w ruinę. Wobec kataklizmu człowiek, ze wszystkimi swoimi ideologiami i sporami, okazuje się kruchy jak porcelana.</p><h3><strong>Pierwsze Orły dla polskiego kina</strong></h3><p><strong>27 lat temu, w 1999 roku, w warszawskim kinie Capitol po raz pierwszy przyznano Orły — Polskie Nagrody Filmowe.</strong> Dziś to jedne z najważniejszych wyróżnień w polskim kinie, często porównywane do francuskich Cezarów czy amerykańskich Oscarów.</p><p>Orły pojawiły się w czasie, gdy polskie kino szukało nowego języka po transformacji ustrojowej. Z jednej strony wciąż żywa była wielka tradycja Wajdy, Kieślowskiego, Zanussiego czy Holland, z drugiej — nadchodziło pokolenie twórców próbujących opowiadać o Polsce po 1989 roku. Nagrody miały nie tylko honorować najlepszych, ale też porządkować filmową pamięć kraju.</p><h3><strong>Danuta Kobylińska-Walas. Kobieta, która wyszła na wielkie morze</strong></h3><p><strong>Rok temu, 21 czerwca 2025 roku, zmarła Danuta Kobylińska-Walas</strong>, pierwsza w Polsce kobieta z uprawnieniami kapitana żeglugi wielkiej. Dowodziła między innymi masowcami „Bieszczady” i „Kopalnia Wujek”.</p><p>Jej biografia brzmi jak morska opowieść o przełamywaniu granic. W świecie, który przez dekady uznawał mostek kapitański za przestrzeń niemal wyłącznie męską, ona udowodniła, że kompetencje nie mają płci. Wyszła na morze nie jako ciekawostka, lecz jako profesjonalistka. I została legendą polskiej żeglugi.</p><h3><strong>Muzyczny 21 czerwca: od The Kinks po Lanę Del Rey</strong></h3><p>W muzycznym kalendarzu 21 czerwca brzmi jak dobrze ułożona składanka — trochę brytyjskiego rocka, trochę bluesa, trochę popu, trochę letniego szaleństwa.</p><p><strong>W 1944 roku w Londynie urodził się Ray Davies</strong>, lider The Kinks, autor piosenek, które stały się częścią DNA brytyjskiego rocka. „You Really Got Me”, „All Day and All of the Night”, „Waterloo Sunset” czy „Lola” to utwory, w których energia gitar spotyka się z ironią i opowieścią o zwykłym życiu. Davies miał dar obserwacji godny prozaika. Potrafił z krótkiej piosenki zrobić miniaturę społeczną.</p><p><strong>W 1953 roku urodził się Nils Lofgren</strong>, gitarzysta i multiinstrumentalista, znany ze współpracy z Neilem Youngiem oraz z E Street Band Bruce’a Springsteena. To muzyk z tej szlachetnej kategorii artystów, którzy potrafią stać kilka kroków od reflektora, a mimo to decydować o brzmieniu całej sceny.</p><p><strong>W 1959 roku w Kędzierzynie-Koźlu urodził się Marek Raduli</strong> — gitarzysta, kompozytor, muzyk sesyjny, związany między innymi z Bandą i Wandą, Bajmem, Budką Suflera, a także projektami autorskimi. To jeden z tych instrumentalistów, których nazwisko może nie zawsze pojawia się na pierwszej stronie okładki, ale których brzmienie pamiętają miliony słuchaczy.</p><p><strong>W 1952 roku urodziła się Marcella Detroit</strong>, właściwie Marcella Levy, wokalistka znana z Shakespears Sister. Jej głos współtworzył charakter jednego z najbardziej rozpoznawalnych przebojów lat 90. — „Stay”. Wcześniej współpracowała między innymi z Erikiem Claptonem, dla którego współtworzyła „Lay Down Sally”.</p><p><strong>W 1966 roku doszło do jednej z najbardziej ponurych historii w dziejach pirackich rozgłośni radiowych.</strong> Reg Calvert, menedżer The Fortunes i właściciel Radio City, został zastrzelony przez Williama Smedleya, związanego z konkurencyjną stacją Radio Caroline. W tle była kłótnia o nadajnik. Rock’n’roll bywał romantyczny, ale historia pirackiego radia miała również mroczne rozdziały.</p><p><strong>W 1972 roku przy Stonehenge odbyła się pierwsza edycja rockowego festiwalu związanego z letnim przesileniem.</strong> W kolejnych latach pojawiali się tam między innymi Hawkwind, Wishbone Ash czy Roy Harper. Była to muzyka, kontrkultura i mitologia słońca w jednym — coś pomiędzy koncertem, rytuałem a snem hipisa śpiącego na mokrej trawie.</p><p><strong>W 1975 roku singiel „Love Will Keep Us Together” duetu Captain &amp; Tennille trafił na szczyt listy przebojów w USA.</strong> W tym samym roku <strong>Ritchie Blackmore opuścił Deep Purple</strong>, by stworzyć Rainbow. Tak historia jednego dnia potrafi połączyć słoneczny pop z hardrockową zmianą warty.</p><p><strong>W 1985 roku urodziła się Lana Del Rey</strong>, czyli Elizabeth Woolridge Grant. Jej muzyka zbudowana jest z nostalgii, kina drogi, amerykańskich mitów i melancholii w stylu retro. Sama określała kiedyś swoją estetykę jako „gangsta Nancy Sinatra” — i trudno o lepszą etykietę dla tej mieszanki smutku, glamouru i popkulturowej mgły.</p><p><strong>W 1986 roku Genesis zdobył szczyt brytyjskiej listy płytą „Invisible Touch”.</strong> To był największy komercyjny sukces zespołu, już daleki od progresywnych labiryntów z czasów Petera Gabriela, ale pełen radiowej precyzji Phila Collinsa.</p><p><strong>W 1994 roku George Michael przegrał proces z Sony Records</strong>, próbując wyrwać się z kontraktu, który uważał za krzywdzący. To jedna z ważnych historii o relacji artysty z wielkim przemysłem muzycznym — opowieść o wolności twórczej, pieniądzach i granicach kontroli.</p><p><strong>W 2001 roku zmarł John Lee Hooker</strong>, legenda bluesa. „Boom Boom”, „Dimples”, „I’m in the Mood” — te utwory brzmią jak kurz drogi, dym klubu i stukot obcasa wystukującego rytm. Hooker był jednym z tych muzyków, którzy nie musieli grać wielu dźwięków, by powiedzieć wszystko.</p><p><strong>W 2011 roku Maroon 5 wydali „Moves Like Jagger” z udziałem Christiny Aguilery.</strong> Pop wrócił tam do starego rockowego mitu — do scenicznej charyzmy Micka Jaggera, który od dekad udowadnia, że taniec może być równie ważny jak tekst piosenki.</p><h3><strong>Dziś w kraju: Malta Festival w Poznaniu</strong></h3><p>Dziś w Poznaniu rozpoczyna się <strong>36. Malta Festival</strong>. W programie znalazły się spektakle, performanse, koncerty, warsztaty, spotkania, dyskusje, literatura i seanse filmowe. Wydarzenie potrwa do 28 czerwca.</p><p>Malta od lat jest jednym z najważniejszych polskich festiwali sztuk performatywnych. To przestrzeń, w której teatr wychodzi poza budynek, muzyka miesza się z debatą, a miasto staje się sceną. W czasach, gdy kultura często musi walczyć o uwagę z krótkim filmikiem i nerwowym przewijaniem ekranu, takie festiwale przypominają, że spotkanie na żywo wciąż ma siłę.</p><h3><strong>Dziś za granicą: druga tura wyborów w Kolumbii</strong></h3><p>Dziś w Kolumbii odbywa się <strong>druga tura wyborów prezydenckich</strong>. O urząd prezydenta ubiegają się <strong>Iván Cepeda</strong> oraz <strong>Abelardo de la Espriella</strong>. To wybory opisywane jako starcie dwóch radykalnie odmiennych wizji państwa: kontynuacji rozmów pokojowych i reform społecznych z jednej strony oraz twardej polityki bezpieczeństwa z drugiej.</p><p>Kolumbia od dekad żyje w cieniu przemocy politycznej, konfliktu zbrojnego, narkobiznesu i trudnego procesu pokojowego po porozumieniu z FARC. Dlatego wynik tych wyborów będzie miał znaczenie nie tylko dla samego kraju, ale także dla całego regionu. To nie jest wyłącznie głosowanie o programach. To pytanie o to, czy państwo ma leczyć rany rozmową, czy zaciskać pięść.</p><h3><strong>Tego dnia warto zapamiętać</strong></h3><p>21 czerwca splata w sobie różne odcienie historii: zimną polityczną kalkulację Machiavellego, egzystencjalny niepokój Sartre’a, dramat polskich przywódców sądzonych w Moskwie, architekturę podporządkowaną ideologii, muzykę buntu i popkulturowe refreny lata. To dzień, w którym widać, że historia nigdy nie jest tylko datą. Jest głosem, budynkiem, werdyktem, riffem gitarowym i decyzją podjętą w chwili, gdy światło zaczyna powoli ustępować nocy.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Konfederacja przygląda się Ruchowi Biało-Czerwonych. Jedni widzą konkurencję, inni „miejsce do służby Polsce”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55592,konfederacja-przyglada-sie-ruchowi-bialo-czerwonych-jedni-widza-konkurencje-inni-miejsce-do-sluzby-polsce</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55592,konfederacja-przyglada-sie-ruchowi-bialo-czerwonych-jedni-widza-konkurencje-inni-miejsce-do-sluzby-polsce</guid>
            <pubDate>Sat, 20 Jun 2026 12:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-konfederacja-przyglada-sie-ruchowi-bialo-czerwonych-jedni-widza-konkurencje-inni-miejsce-do-sluzb-1781950763.png</url>
                        <title>Konfederacja przygląda się Ruchowi Biało-Czerwonych. Jedni widzą konkurencję, inni „miejsce do służby Polsce”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55592,konfederacja-przyglada-sie-ruchowi-bialo-czerwonych-jedni-widza-konkurencje-inni-miejsce-do-sluzby-polsce</link>
                    </image><description>W Konfederacji znów słychać skrzypienie wewnętrznych zawiasów. Tym razem nie chodzi o program, głosowanie w Sejmie czy kampanię wyborczą, lecz o nowe stowarzyszenie europosłanki Ewy Zajączkowskiej-Hernik. Ruch Biało-Czerwoni, zarejestrowany 3 czerwca, miał być — według deklaracji założycielki — przestrzenią działania dla ludzi, którym zależy na Polsce i na pomocy obywatelom pozostawionym samym sobie w sporach z urzędami, instytucjami i państwem. W praktyce inicjatywa stała się kolejnym testem dla delikatnej konstrukcji Konfederacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Bo Konfederacja od lat przypomina polityczny zespół grający na jednej scenie, ale nie zawsze według tej samej partytury. Są wolnościowcy z Nowej Nadziei, narodowcy z Ruchu Narodowego, są ambicje, frakcje, osobowości i własne polityczne zaplecza. A teraz dochodzi jeszcze stowarzyszenie prowadzone przez europosłankę, która w ostatnich miesiącach i tak znalazła się w centrum wewnętrznych napięć.</p><h2>Ruch Biało-Czerwoni: pomoc obywatelom czy polityczne zaplecze?</h2><p>Ewa Zajączkowska-Hernik, informując o powstaniu stowarzyszenia, przekonywała, że chce budować środowisko ludzi gotowych do „konkretnego działania dla dobra rodaków”. W jej deklaracji pojawił się mocny społeczny ton: pomoc osobom, które w trudnych sprawach są zdane na decyzje urzędów, nagłaśnianie problemów, wspieranie w kontaktach z instytucjami oraz działanie na rzecz — jak to ujęto — sprawiedliwych i rozsądnych rozwiązań.</p><p>Brzmi to jak klasyczna formuła organizacji obywatelskiej. Ale w polityce, zwłaszcza tej partyjnej, nic nie jest całkiem niewinne. Stowarzyszenie zakładane przez rozpoznawalną europosłankę nie jest zwykłym klubem dyskusyjnym. Może być zapleczem społecznym, narzędziem mobilizacji sympatyków, laboratorium przyszłych kadr, a czasem — choć oficjalnie nikt nie musi tego mówić — także łodzią ratunkową na wypadek politycznych sztormów.</p><h2>Nowa Nadzieja patrzy chłodno</h2><p>Najbardziej ostrożnie, a miejscami wręcz nieufnie, na inicjatywę patrzą przedstawiciele Nowej Nadziei. Grzegorz Płaczek, szef klubu poselskiego Konfederacji i polityk partii Sławomira Mentzena, podkreślił w rozmowie z PAP, że Ruch Biało-Czerwoni jest prywatną inicjatywą Ewy Zajączkowskiej-Hernik, a nie organizacją składową Konfederacji.</p><p>Płaczek zauważył też, że w polityce pojawiła się moda na tworzenie nowych stowarzyszeń — wskazując przy tym przykład byłego premiera Mateusza Morawieckiego i jego aktywności poza strukturą PiS. W jego ocenie projekt Zajączkowskiej-Hernik może być „pewnego rodzaju konkurencją” dla Nowej Nadziei.</p><p>To ważne zdanie. Nie pada tu jeszcze słowo „rozłam”, ale pojawia się polityczny kod ostrzegawczy. W partiach słowo „konkurencja” wypowiedziane o inicjatywie koleżanki z szerokiego obozu zwykle nie oznacza spokojnej wymiany poglądów przy kawie. Oznacza pytanie o lojalność, wpływy i kontrolę nad ludźmi.</p><h2>Ruch Narodowy widzi sprawę inaczej</h2><p>Zupełnie inny ton słychać po stronie Ruchu Narodowego. Krzysztof Tuduj, poseł Konfederacji i wiceprezes Ruchu Narodowego, powiedział PAP, że inicjatywę Zajączkowskiej-Hernik „przyjmuje ciepło”. Według niego stowarzyszenie może być miejscem działania dla osób, które nie chcą należeć do partii politycznej, ale chcą pracować społecznie i ideowo.</p><p>Tuduj wyraźnie rozdziela partię od stowarzyszenia. Co więcej, nie tylko nie widzi w tym zagrożenia, ale spodziewa się, że podobnych inicjatyw w środowisku Konfederacji może być więcej. W jego ocenie mogą one wzmacniać cele zgodne z postulatami Konfederacji.</p><p>To z kolei pokazuje różnicę kultury organizacyjnej między dwoma głównymi nurtami Konfederacji. Nowa Nadzieja wydaje się czytać sytuację przez pryzmat dyscypliny i spójności partyjnej. Ruch Narodowy — przynajmniej w tej sprawie — przedstawia się jako środowisko bardziej przyzwyczajone do działalności w wielu organizacjach równolegle: stowarzyszeniach, fundacjach, inicjatywach patriotycznych i społecznych.</p><h2>Sprawa Doroty Spalony i pytanie o granice lojalności</h2><p>Najbardziej konkretny spór dotyczy Doroty Spalony, działaczki Nowej Nadziei, która poinformowała publicznie, że została „wyrzucona” z partii po przystąpieniu do stowarzyszenia Ewy Zajączkowskiej-Hernik. Jak napisała, usłyszała, że według interpretacji statutu sama wykluczyła się z ugrupowania, ponieważ przystąpiła do organizacji uznanej za sprzeczną z celami partii.</p><p>Przedstawiciele Nowej Nadziei przedstawiają sprawę inaczej: nie jako wyrzucenie, lecz jako skutek zapisów statutowych. Wskazywany przepis mówi o utracie członkostwa w razie samowolnego przystąpienia do innej partii politycznej albo organizacji, której cele, metody działania i interesy są sprzeczne z celami, metodami działania i interesem partii.</p><p>Tu pojawia się sedno sporu. Czy stowarzyszenie deklarujące promocję patriotyzmu, przedsiębiorczości, tradycji i historii narodowej rzeczywiście można uznać za organizację sprzeczną z interesem Nowej Nadziei? Czy decydują zapisy w dokumentach, czy realny kontekst polityczny: osoby, frakcje, europarlamentarne wybory i przesuwanie się Zajączkowskiej-Hernik w stronę środowiska narodowego?</p><p>W polityce statut bywa jak nóż w teatrze Czechowa: jeśli wisi na ścianie w pierwszym akcie, prędzej czy później ktoś po niego sięgnie.</p><h2>Europejski epizod, który wrócił krajowym echem</h2><p>Sprawa stowarzyszenia nie pojawiła się w próżni. Pod koniec marca Zajączkowska-Hernik poinformowała o dołączeniu do frakcji Patrioci dla Europy w Parlamencie Europejskim. Opuściła tym samym grupę Europy Suwerennych Narodów, z którą związani są europosłowie Nowej Nadziei: Marcin Sypniewski i Stanisław Tyszka.</p><p>Formalnie europosłanka zapewniała, że nie rezygnuje z członkostwa w Nowej Nadziei i nie została poinformowana o wykluczeniu. Później jednak rzecznik Konfederacji Wojciech Machulski mówił, że sama wykluczyła się z partii, ponieważ nie skonsultowała przejścia do innej grupy w PE. Zajączkowska-Hernik odpowiadała, że narracja o „samowykreśleniu” jest nieprawdziwa i że została wykreślona z listy członków Nowej Nadziei.</p><p>To nie jest wyłącznie techniczny spór o regulamin partyjny. To pytanie o to, kto w Konfederacji wyznacza granice samodzielności politycznej. Czy europoseł może zmienić frakcję w Parlamencie Europejskim bez zgody macierzystej partii? Czy działacz może należeć do stowarzyszenia prowadzonego przez polityka tego samego obozu? I wreszcie: czy Konfederacja jest federacją środowisk, czy coraz bardziej partią wymagającą jednolitej dyscypliny?</p><h2>Cień Morawieckiego i moda na ruchy obok partii</h2><p>Nieprzypadkowo Grzegorz Płaczek przywołał przykład Mateusza Morawieckiego. W polskiej polityce stowarzyszenia zakładane „obok” partii rzadko są tylko obywatelskimi dodatkami. Bywają zapleczem eksperckim, kadrowym, medialnym i terenowym. Czasami pozwalają politykowi poszerzyć wpływy bez formalnej wojny z partią. Czasami są pierwszym etapem budowy nowego projektu.</p><p>Historia III RP zna wiele podobnych konstrukcji: ruchy społeczne, kluby, fundacje, komitety i inicjatywy, które zaczynały jako zaplecze ideowe, a kończyły jako realne narzędzie polityczne. Nie zawsze prowadziło to do rozłamu, ale zawsze wprowadzało nowy układ sił.</p><p>W przypadku Konfederacji napięcie jest szczególne, bo ugrupowanie od początku opiera się na sojuszu różnych środowisk. Ta różnorodność bywała jego siłą — pozwalała łączyć wyborców wolnorynkowych, narodowych, antysystemowych i konserwatywnych. Ale ta sama różnorodność może stać się słabością, gdy zaczyna się walka o pierwszeństwo w marszu.</p><h2>Co dalej?</h2><p>Na razie Ruch Biało-Czerwoni jest stowarzyszeniem, nie partią. Jego liderka deklaruje działalność społeczną i obywatelską, a politycy Ruchu Narodowego nie ukrywają życzliwości wobec tej inicjatywy. Nowa Nadzieja zachowuje dystans, a w tle pojawia się już praktyka wyciągania konsekwencji wobec osób, które do stowarzyszenia przystąpiły.</p><p>To sytuacja, w której każde kolejne nazwisko będzie miało znaczenie. Jeżeli do Ruchu Biało-Czerwonych zaczną dołączać rozpoznawalni działacze Konfederacji, sprawa przestanie być epizodem. Stanie się testem lojalności i realnej pozycji Ewy Zajączkowskiej-Hernik po jej politycznym przesunięciu w stronę narodowców.</p><p>Konfederacja na zewnątrz nadal mówi jednym głosem o walce o Polskę. Wewnątrz jednak coraz wyraźniej słychać kilka melodii. Pytanie brzmi, czy uda się z nich złożyć marsz, czy raczej kakofonię, w której każdy instrument gra już pod własną przyszłą kampanię.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[20 czerwca: dzień królów, komediopisarzy, śląskiej pamięci i muzyki, która wraca jak refren]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55589,20-czerwca-dzien-krolow-komediopisarzy-slaskiej-pamieci-i-muzyki-ktora-wraca-jak-refren</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55589,20-czerwca-dzien-krolow-komediopisarzy-slaskiej-pamieci-i-muzyki-ktora-wraca-jak-refren</guid>
            <pubDate>Sat, 20 Jun 2026 10:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-20-czerwca-dzien-krolow-komediopisarzy-slaskiej-pamieci-i-muzyki-ktora-wraca-jak-refren-1781943829.png</url>
                        <title>20 czerwca: dzień królów, komediopisarzy, śląskiej pamięci i muzyki, która wraca jak refren</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55589,20-czerwca-dzien-krolow-komediopisarzy-slaskiej-pamieci-i-muzyki-ktora-wraca-jak-refren</link>
                    </image><description>Są takie daty, które wyglądają jak stary, wielowątkowy film. W jednej scenie rodzi się przyszły król Polski, w drugiej na Kremlu rozgrywa się krwawy dramat Dymitriad, dalej Aleksander Fredro ostrzy pióro, Górny Śląsk wraca do Polski, a z gramofonu płyną Beach Boys, Lionel Richie, Lady Pank i Kombi. 20 czerwca to dzień, w którym historia nie idzie równym marszem. Raczej tańczy — czasem poloneza, czasem żałobny marsz, czasem rockowy numer z lat 80.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>sobota, 20 czerwca</strong>, 171. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.13, zajdzie o 21.00. Imieniny obchodzą: <strong>Bożena, Bogna, Bogumiła, Jan, Tomasz, Rafał, Michał i Franciszek</strong>.</p><h2><strong>Zygmunt III Waza: król urodzony w cieniu więziennych murów</strong></h2><p><strong>460 lat temu, w 1566 roku</strong>, w więzieniu na zamku Gripsholm w Szwecji urodził się <strong>Zygmunt III Waza</strong>, syn Katarzyny Jagiellonki i Jana Wazy. Już sam początek jego życia brzmi jak rozdział z powieści historycznej: królewskie dziecko przychodzi na świat nie w blasku dworu, lecz w murach zamku, gdzie polityka mieszała się z rodzinnym dramatem.</p><p>Zygmunt III miał później stać się jedną z najważniejszych, ale i najbardziej dyskutowanych postaci polskiej historii. To za jego panowania przeniesiono centrum władzy z Krakowa do Warszawy. Był królem, którego ambicje sięgały Szwecji i Moskwy, a decyzje polityczne do dziś bywają oceniane skrajnie — od obrony katolicyzmu i majestatu Rzeczypospolitej po zarzuty o wikłanie kraju w wyniszczające konflikty dynastyczne.</p><h2><strong>Kreml, Dymitriady i polityka jak z Szekspira</strong></h2><p><strong>421 lat temu, w 1605 roku</strong>, podczas Dymitriad na Kremlu zwolennicy wspieranego przez część polskiej szlachty <strong>Dymitra Samozwańca</strong> zamordowali obalonego cara Rosji <strong>Fiodora II</strong> i jego matkę Marię Skuratową-Bielską.</p><p>To jeden z tych momentów, gdy polityka w Europie Wschodniej przypominała krwawy dramat — trochę Szekspir, trochę Dostojewski, trochę mroczna kronika o tym, jak władza potrafi pożerać własne dzieci. Dymitriady były nie tylko epizodem awanturniczym. Pokazywały też, jak bardzo Rzeczpospolita próbowała wtedy wpływać na losy Moskwy i jak wysoką cenę można zapłacić za grę prowadzoną na cudzym tronie.</p><h2><strong>Aleksander Fredro: śmiech, który ocala rozsądek</strong></h2><p><strong>233 lata temu, w 1793 roku</strong>, w Surochowie koło Przemyśla urodził się <strong>Aleksander Fredro</strong>, autor <strong>„Zemsty”</strong>, <strong>„Ślubów panieńskich”</strong> i jeden z największych mistrzów polskiej komedii.</p><p>Fredro pisał o ludzkich przywarach z taką precyzją, jakby patrzył przez szkło powiększające, ale bez pogardy. Cześnik, Rejent, Papkin — to przecież nie tylko figury z lektury szkolnej. To typy, które wciąż spotykamy w urzędach, na zebraniach, w polityce i przy rodzinnych stołach. Fredro miał tę rzadką umiejętność, że potrafił śmiać się z narodowych wad, nie odmawiając narodowi serca.</p><p>I może dlatego jego słynne „Niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba” brzmi do dziś jak ironiczna modlitwa człowieka, który wie, że historia często pisze scenariusze bardziej absurdalne niż komedia.</p><h2><strong>Królestwo Polskie: państwo z nadzieją i kajdanami</strong></h2><p><strong>211 lat temu, w 1815 roku</strong>, w Warszawie uroczyście ogłoszono powstanie <strong>Królestwa Polskiego</strong>. Po klęsce Napoleona i decyzjach kongresu wiedeńskiego Polacy otrzymali namiastkę państwowości, ale w unii personalnej z rosyjskim carem.</p><p>Było w tym coś z politycznego paradoksu: konstytucja, wojsko, administracja, język polski w urzędach — a jednocześnie coraz mocniejszy cień Petersburga. Królestwo Polskie stało się przestrzenią nadziei i rozczarowania, które po latach doprowadziły do wybuchu Powstania Listopadowego. Historia po raz kolejny pokazała, że wolność reglamentowana przez zaborcę wcześniej czy później zaczyna dusić.</p><h2><strong>Górny Śląsk wraca do Polski</strong></h2><p><strong>104 lata temu, w 1922 roku</strong>, Wojsko Polskie pod dowództwem gen. <strong>Stanisława Szeptyckiego</strong> przejęło część Górnego Śląska przyznaną Polsce decyzją Konferencji Ambasadorów.</p><p>To wydarzenie ma dziś szczególną wagę, bo <strong>20 czerwca obchodzony jest Narodowy Dzień Powstań Śląskich</strong>. Święto ustanowiono ustawą z 12 maja 2022 roku; zgodnie z jej art. 1 dzień 20 czerwca ustanowiono Narodowym Dniem Powstań Śląskich, a art. 2 nadał mu rangę święta państwowego.&nbsp;</p><p>Śląskie powstania z lat 1919–1921 były walką nie tylko o granice, lecz także o język, dom, szkołę, kościół, kopalnię, rodzinny krajobraz. W 2026 roku prezydent Karol Nawrocki ma odwiedzić Grabówkę w gminie Lubomia, gdzie zaplanowano odsłonięcie tablicy pamięci Powstańców Śląskich i spotkanie z mieszkańcami.&nbsp;</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego to także dobra okazja, by przypomnieć, że polska niepodległość nie była jednym aktem z 11 listopada. Była procesem: zrywów, plebiscytów, dyplomacji, kolei wojskowych transportów, lokalnych komitetów i tysięcy rodzin, które wybierały polskość nie z podręcznika, ale z codziennego doświadczenia.</p><h2><strong>Palmiry: ciemna karta czerwca</strong></h2><p><strong>86 lat temu, 20–21 czerwca 1940 roku</strong>, Niemcy rozstrzelali w Palmirach 378 więźniów Pawiaka i aresztu przy al. Szucha. Wśród zamordowanych byli m.in. <strong>Maciej Rataj</strong>, <strong>Mieczysław Niedziałkowski</strong> i <strong>Janusz Kusociński</strong>.</p><p>Palmiry są jednym z najbardziej przejmujących symboli niemieckiej polityki terroru wobec polskich elit. Zamordowano ludzi nauki, polityki, sportu, kultury i społecznego autorytetu. Kusociński — mistrz olimpijski, człowiek biegnący kiedyś po złoto — został zatrzymany przez historię w najbrutalniejszy możliwy sposób. Jakby ktoś przerwał film w chwili, gdy bohater powinien jeszcze długo żyć.</p><p>Tego samego dnia w 1940 roku premier <strong>Władysław Sikorski</strong> opuścił Francję i udał się do Londynu. Po klęsce Francji polskie władze emigracyjne musiały ocalić ciągłość państwa. Londyn stał się wtedy nie tyle miejscem ucieczki, ile nowym posterunkiem.</p><h2><strong>Glinciszki, Ruch i obywatelski wybór</strong></h2><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku</strong>, litewska policja współpracująca z Niemcami dokonała pacyfikacji polskiej wsi <strong>Glinciszki</strong> na Wileńszczyźnie, mordując 38 Polaków. To wydarzenie należy do tych bolesnych rozdziałów wojny, w których lokalne konflikty, okupacyjna przemoc i nacjonalizmy tworzyły mieszankę śmiercionośną.</p><p><strong>56 lat temu, w 1970 roku</strong>, SB aresztowała działaczy organizacji <strong>„Ruch”</strong>, oskarżonych o próbę obalenia ustroju i planowanie wysadzenia pomnika oraz Muzeum Lenina w Poroninie. Wśród zatrzymanych byli m.in. <strong>Andrzej Czuma</strong> i <strong>Stefan Niesiołowski</strong>. Był to jeden z przykładów oporu wobec PRL jeszcze przed narodzinami wielkiej fali „Solidarności”.</p><p><strong>24 lata temu, w 2002 roku</strong>, Sejm RP przyjął ustawę wprowadzającą <strong>bezpośredni wybór wójtów, burmistrzów i prezydentów miast</strong>. Dla samorządów była to zmiana ustrojowa o ogromnym znaczeniu. Od tej pory mieszkańcy mogli bezpośrednio wskazywać gospodarza gminy lub miasta. W lokalnej demokracji — także w takich miastach jak Tomaszów Mazowiecki — był to moment przełomowy, bo odpowiedzialność władzy wykonawczej stała się bardziej czytelna dla obywateli.</p><h2><strong>Zofia Hertz, ojciec Medard i Sprawiedliwy z Warszawy</strong></h2><p><strong>23 lata temu, w 2003 roku</strong>, w Maisons-Laffitte zmarła <strong>Zofia Hertz</strong>, współzałożycielka Instytutu Literackiego i „Kultury”, najbliższa współpracowniczka Jerzego Giedroycia. Bez takich osób polska emigracyjna myśl polityczna po wojnie wyglądałaby zupełnie inaczej. „Kultura” była dla wielu czytelników czymś więcej niż pismem — była intelektualnym azylem i mapą Polski, której nie można było znaleźć w oficjalnych gazetach PRL.</p><p><strong>13 lat temu, w 2013 roku</strong>, zmarł kapucyn <strong>ojciec Medard</strong>, czyli Stanisław Parysz, ostatni żyjący kapelan Powstania Warszawskiego. Niósł pomoc duchową żołnierzom i ludności cywilnej w szpitalach, kościołach i schronach. Był świadkiem tego, jak wiara, strach i odwaga spotykały się pod gruzami miasta.</p><p><strong>4 lata temu, w 2022 roku</strong>, zmarł <strong>Józef Władysław Walaszczyk</strong>, uhonorowany tytułem <strong>Sprawiedliwego wśród Narodów Świata</strong>. W czasie wojny uratował 53 Żydów. Takie biografie nie potrzebują patosu. Wystarczy liczba i świadomość, że za każdą z tych 53 osób stało życie, rodzina, przyszłość.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: Offenbach, Brian Wilson, Lionel Richie i polski rock</strong></h2><p>20 czerwca ma także mocny rytm muzyczny. <strong>W 1819 roku urodził się Jacques Offenbach</strong>, kompozytor, którego operetki niosły w sobie lekkość, ironię i paryski blask. Gdyby Fredro pisał muzyką, być może czasem brzmiałby właśnie jak Offenbach.</p><p><strong>W 1942 roku urodził się Brian Wilson</strong>, lider i geniusz The Beach Boys, współtwórca słonecznego mitu Kalifornii, ale też artysta, którego życie pokazało, że za najjaśniejszą harmonią potrafi ukrywać się cień. Zmarł 11 czerwca 2025 roku.</p><p><strong>W 1943 roku urodził się Wojciech Gąssowski</strong>, którego głos wielu słuchaczom kojarzy się z elegancją polskiej piosenki i epoką, w której przebój miał melodię, frazę i styl. <strong>W 1949 roku urodził się Lionel Richie</strong>, najpierw związany z Commodores, potem gwiazda solowa, autor ballad, które potrafiły zamieniać radiowy wieczór w scenę z filmu.</p><p>Polskie akcenty są dziś szczególnie mocne. <strong>20 czerwca 1983 roku ukazał się debiutancki album Lady Pank</strong> — płyta, która dla wielu była ścieżką dźwiękową młodości, trzaskiem gitary w szarej rzeczywistości PRL. Rok później, <strong>w 1984 roku</strong>, Kombi wydało album <strong>„Nowy rozdział”</strong>, idealnie zatytułowany jak na zespół, który wprowadzał syntezatorowe brzmienia do polskiej wyobraźni popowej.</p><p>A w 1998 roku zadebiutowała Reni Jusis albumem <strong>„Zakręcona”</strong> — tytułem, który dobrze oddawał energię końca lat 90., gdy polska scena muzyczna odważnie przestawiała zwrotnice w stronę nowoczesnego popu.</p><h2><strong>Dziś w kraju: Śląsk i samorządowcy</strong></h2><p>W kraju głównym wydarzeniem dnia są obchody <strong>Narodowego Dnia Powstań Śląskich</strong>. Prezydent Karol Nawrocki odwiedza Grabówkę w gminie Lubomia w powiecie wodzisławskim, gdzie zaplanowano uroczystość odsłonięcia tablicy pamięci Powstańców Śląskich i spotkanie z mieszkańcami.&nbsp;</p><p>W Warszawie zapowiedziano także konwencję partii <strong>Nowa Polska</strong>. Ugrupowanie budowane jest przez środowisko samorządowców; jako jego liderzy wskazywani są m.in. Zygmunt Frankiewicz, Wadim Tyszkiewicz i Andrzej Dziuba. Oficjalna strona formacji informowała, że 28 stycznia 2026 roku koło senackie „Niezależni i Samorządni” zmieniło nazwę na koło senackie „NOWA Polska”. &nbsp;</p><p>To ciekawy polityczny kontrapunkt do rocznicy ustawy z 2002 roku o bezpośrednich wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Historia znów puszcza oko: tego samego dnia mówimy i o powstaniach, i o samorządności, i o lokalnej odpowiedzialności. A ta — jak dobrze wiedzą mieszkańcy każdego miasta — zaczyna się nie w telewizyjnym studiu, lecz na ulicy, w szkole, przychodni, urzędzie i na sesji rady.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[19 czerwca: od „Daru Pomorza” i Pawiaka po Opole, Faras i sejmowe głosowania. Co mówi nam historia?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55582,19-czerwca-od-daru-pomorza-i-pawiaka-po-opole-faras-i-sejmowe-glosowania-co-mowi-nam-historia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55582,19-czerwca-od-daru-pomorza-i-pawiaka-po-opole-faras-i-sejmowe-glosowania-co-mowi-nam-historia</guid>
            <pubDate>Fri, 19 Jun 2026 07:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-19-czerwca-od-daru-pomorza-i-pawiaka-po-opole-faras-i-sejmowe-glosowania-co-mowi-nam-historia-1781856888.png</url>
                        <title>19 czerwca: od „Daru Pomorza” i Pawiaka po Opole, Faras i sejmowe głosowania. Co mówi nam historia?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55582,19-czerwca-od-daru-pomorza-i-pawiaka-po-opole-faras-i-sejmowe-glosowania-co-mowi-nam-historia</link>
                    </image><description>Dziś jest piątek, 19 czerwca, sto siedemdziesiąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.13, zajdzie o godz. 21.00. Imieniny obchodzą: Bonifacy, Gerwazy, Julianna, Michalina i Romuald.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie dni w kalendarzu, które nie układają się w prostą opowieść. Raczej przypominają wielogłosową partyturę: trochę jak festiwal w Opolu, trochę jak ciemny korytarz Pawiaka, trochę jak pokład „Daru Pomorza”, który po latach burz wraca do portu. <strong>19 czerwca</strong> prowadzi nas od średniowiecznej polityki miecza i sojuszy, przez dramat XX wieku, po kulturę, prawa człowieka, muzykę i dzisiejsze spory o państwo, pracę, zdrowie oraz bezpieczeństwo.</p><h2>Krzyżacy, Świdrygiełło i stara lekcja o cenie sojuszy</h2><p><strong>595 lat temu, w 1431 roku, zakon krzyżacki zawarł przymierze ze Świdrygiełłą</strong>, wielkim księciem litewskim buntującym się przeciwko Polsce. Układ stał się jednym z zapalników wojny polsko-krzyżackiej, która trwała cztery lata.</p><p>To epizod, który brzmi jak fragment kroniki Jana Długosza, ale jego sens jest bardzo współczesny. Polityka w Europie Środkowej nigdy nie była grą samotnych rycerzy. Zawsze była siecią zależności, urażonych ambicji, kalkulacji i map przesuwanych po stole. Świdrygiełło chciał władzy i większej niezależności Litwy, Krzyżacy szukali sposobu na osłabienie Polski, a Korona musiała kolejny raz udowadniać, że zwycięstwo pod Grunwaldem nie zamknęło historii raz na zawsze.</p><h2>„Dar Pomorza” wpływa do Gdyni. Biała fregata II Rzeczypospolitej</h2><p><strong>96 lat temu, w 1930 roku, do portu w Gdyni wpłynął żaglowiec szkolny „Dar Pomorza”</strong>, zakupiony we Francji. Wcześniej jednostka była niemieckim statkiem szkolnym, ale w polskiej historii stała się czymś znacznie większym niż tylko żaglowcem.</p><p>„Dar Pomorza” był jednym z symboli morskich ambicji II Rzeczypospolitej. Gdynia rosła wtedy jak miasto z mitu — z rybackiej osady w nowoczesny port. W tym samym duchu budowano Centralny Okręg Przemysłowy, magistralę węglową, szkoły, instytucje, administrację. Polska, która po zaborach wróciła na mapę, chciała mówić światu: mamy własne morze, własną flotę, własny kurs.</p><p>Dla kolejnych pokoleń marynarzy „Dar Pomorza” był szkołą dyscypliny, odwagi i pracy zespołowej. Nie bez powodu nazywano go „Białą Fregatą”. W jego historii jest coś z romantyzmu Conrada i coś z pozytywistycznej wiary w państwo budowane codziennym wysiłkiem.</p><h2>Pawiak i śmierć Delegata Rządu na Kraj</h2><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku, na Pawiaku zmarł Jan Piekałkiewicz</strong>, ekonomista, działacz Stronnictwa Ludowego, od 1942 roku Delegat Rządu RP na Kraj. Został zakatowany przez Niemców.</p><p>Pawiak był jednym z najczarniejszych adresów okupowanej Warszawy. Miejsce śledztw, tortur, egzekucji, oczekiwania na wyrok, który często już zapadł, zanim ktokolwiek zdążył usłyszeć akt oskarżenia. Piekałkiewicz należał do tych ludzi Polskiego Państwa Podziemnego, którzy nie działali dla pomnika. Działali, bo państwo — choć okupowane — miało istnieć nadal: w strukturach, decyzjach, łączności, odpowiedzialności.</p><p>Jego śmierć jest przypomnieniem, że podziemna Polska nie była tylko zbrojną legendą. Była też administracją, prawem, polityką, szkołą obywatelskiej ciągłości. Państwem bez terytorium, ale z sumieniem.</p><h2>Złoto Funduszu Obrony Narodowej i powojenne pęknięcie</h2><p><strong>79 lat temu, w 1947 roku, w ambasadzie polskiej w Londynie zdeponowano ponad 200 kilogramów złota pochodzącego z przedwojennego Funduszu Obrony Narodowej.</strong> Przekazali je gen. Stanisław Tatar i płk Marian Utnik — wbrew stanowisku rządu RP na uchodźstwie. Wkrótce obaj wrócili do kraju.</p><p>To historia, w której metal szlachetny waży mniej niż moralny ciężar decyzji. Fundusz Obrony Narodowej powstał przed wojną jako gest społecznej mobilizacji. Obywatele oddawali pieniądze, kosztowności, biżuterię, rodzinne pamiątki — wszystko po to, by wzmocnić obronność państwa.</p><p>Po wojnie spór o złoto stał się sporem o legalność, lojalność i przyszłość Polski. Londyn reprezentował ciągłość II Rzeczypospolitej. Warszawa — nową władzę zależną od Moskwy. Ten konflikt nie mieści się w prostym rachunku księgowym. To raczej dramat z pogranicza „Popiołu i diamentu”: wojna niby się skończyła, ale wybory wciąż miały cenę życia, honoru i pamięci.</p><h2>Gomułka, Marzec ’68 i język, który otwierał drzwi wykluczeniu</h2><p><strong>59 lat temu, w 1967 roku, Władysław Gomułka podczas VI Kongresu Związków Zawodowych wygłosił przemówienie odnoszące się do wojny na Bliskim Wschodzie.</strong> Padły wówczas słowa o obywatelach polskich narodowości żydowskiej i „jednej ojczyźnie” — Polsce Ludowej.</p><p>To wystąpienie stało się jednym z ważnych etapów narastającej kampanii antysemickiej, która eksplodowała rok później w Marcu 1968 roku. Propaganda PRL ubierała wykluczenie w język lojalności państwowej. Mechanizm był znany z wielu epok: najpierw wskazuje się „obcych”, potem każe im udowadniać swoją przynależność, a na końcu wypycha się ich poza wspólnotę.</p><p>Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, kiedy debata publiczna znowu bywa brutalna, a słowa potrafią działać jak zapałka rzucona na suchą trawę.</p><h2>Trebunie-Tutki, Faras i polska kultura bez kompleksów</h2><p><strong>56 lat temu, w 1970 roku, w Zakopanem urodził się Krzysztof Trebunia-Tutka</strong>, muzyk, architekt, lider zespołu Trebunie-Tutki. To artysta, który pokazał, że tradycja góralska nie musi stać w muzealnej gablocie. Może spotykać się z reggae, jazzem, muzyką świata i nie tracić swojej tożsamości.</p><p><strong>54 lata temu, w 1972 roku, w Muzeum Narodowym w Warszawie otwarto stałą ekspozycję fresków z Faras.</strong> To jedno z najważniejszych osiągnięć polskiej archeologii i konserwacji zabytków. Freski uratowane podczas misji kierowanej przez prof. Kazimierza Michałowskiego są świadectwem chrześcijańskiej Nubii — świata odległego geograficznie, ale zadziwiająco bliskiego w swoim artystycznym pięknie.</p><p>Oba wydarzenia pokazują coś ważnego: kultura żyje wtedy, gdy nie boi się dialogu. Góralska muzyka może rozmawiać z Jamajką, a polskie muzeum może stać się domem dla sztuki znad Nilu.</p><h2>Lidia Zamkow, samorząd i Halina Bortnowska</h2><p><strong>44 lata temu, w 1982 roku, zmarła Lidia Zamkow</strong>, aktorka, reżyserka teatralna i pedagog. Należała do pokolenia ludzi teatru, dla których scena była miejscem ryzyka intelektualnego, nie tylko dekoracją dla poprawnych gestów. Teatr w jej rozumieniu miał boleć, pytać, rozcinać społeczne złudzenia.</p><p><strong>32 lata temu, w 1994 roku, w Polsce odbyły się wybory samorządowe.</strong> Dla lokalnych wspólnot był to jeden z ważnych etapów dojrzewania demokracji po 1989 roku. Samorząd nie jest może tak efektowny jak wielka polityka sejmowa, ale to właśnie on decyduje o szkole, drodze, chodniku, domu kultury, planie zagospodarowania, komunikacji i jakości codziennego życia.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to szczególnie ważna perspektywa. Wielka historia często przychodzi w mundurze albo z przemówieniem z trybuny. Lokalna historia przychodzi częściej z uchwałą rady miejskiej, budżetem, decyzją o remoncie ulicy, konkursem na dyrektora szkoły czy sporem o to, jak ma wyglądać najbliższe podwórko.</p><p><strong>2 lata temu, w 2024 roku, zmarła Halina Bortnowska</strong> — publicystka, redaktorka „Znaku”, współzałożycielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, założycielka pierwszego w Polsce hospicjum, w stanie wojennym internowana. Była z tych osób, które nie potrzebowały wielkich haseł, żeby bronić człowieka. Wystarczyła konsekwencja, empatia i odwaga.</p><h2>Muzyczny 19 czerwca: od Opola po Heart, Camel i Carole King</h2><p><strong>19 czerwca ma także mocny puls muzyczny.</strong> W 1914 roku urodził się Lester Flatt, gitarzysta i mandolinista, jedna z ważnych postaci bluegrassu. W 1945 roku przyszedł na świat Peter Bardens, współzałożyciel i klawiszowiec grupy Camel — zespołu, który w rocku progresywnym szukał przestrzeni, nastroju i długiej opowieści.</p><p>W 1950 roku urodziła się Ann Wilson, głos zespołu Heart. Wystarczy przypomnieć „Barracuda”, by usłyszeć rockową siłę, która nie prosi o miejsce przy stole, tylko je sobie bierze. W 1962 roku urodziła się Paula Abdul — tancerka, piosenkarka i jedna z ikon popkultury przełomu lat 80. i 90.</p><p>Szczególne miejsce w polskim kalendarzu zajmuje jednak <strong>19 czerwca 1963 roku</strong>, kiedy w Opolu odbył się pierwszy Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej. Opole stało się dla polskiej piosenki tym, czym Cannes dla kina — miejscem debiutów, triumfów, sporów, czasem skandali, ale przede wszystkim sceną, na której odbijała się historia kraju. Od elegancji Ewy Demarczyk, przez bunt Czesława Niemena, po popowe refreny kolejnych dekad.</p><p>Tego dnia wspominamy również m.in. Simona Wrighta, perkusistę AC/DC i Dio, Briana Welcha z grupy Korn, Gerry’ego Goffina — autora tekstów współtworzącego z Carole King takie klasyki jak „Will You Love Me Tomorrow” czy „The Loco-Motion” — oraz Jamesa Prime’a, klawiszowca Deacon Blue, zmarłego w 2025 roku.</p><h2>Dziś w kraju: Sejm, medycy, mobbing, paliwa i fajerwerki</h2><p>Dzisiejszy dzień polityczny w Polsce upływa pod znakiem sejmowych głosowań. Posłowie mają zająć się m.in. rządowym projektem dotyczącym zbierania informacji o zarobkach medyków w powiązaniu z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu.</p><p>Temat wrócił z dużą siłą po doniesieniach o lekarzu w trakcie specjalizacji, radnym Koalicji Obywatelskiej, który w 2025 roku miał zarobić 1,6 mln złotych, pracując m.in. w Warszawskim Szpitalu Południowym. Sprawa szybko przekroczyła granice zwykłej debaty płacowej. Stała się pytaniem o transparentność finansów publicznych, organizację ochrony zdrowia i granice społecznej akceptacji dla bardzo wysokich wynagrodzeń w systemie, w którym pacjenci nadal często czekają miesiącami na wizytę.</p><p>Sejm ma też głosować nad podatkiem od nadzwyczajnych zysków z tytułu wytwarzania i obrotu niektórymi paliwami ciekłymi w 2026 roku. Wpływy z tzw. windfall tax mają pomóc w finansowaniu działań osłonowych na rynku paliw. To klasyczny polityczny dylemat: gdy ceny paliw stają się społeczną gorączką, państwo próbuje znaleźć instrument, który pokaże obywatelom, że ktoś trzyma rękę na pulsie.</p><p>W planie są również głosowania nad zmianami w Kodeksie pracy i Kodeksie postępowania cywilnego, określanymi jako ustawa antymobbingowa. Projekt dotyka obszarów związanych z równym traktowaniem, wynagradzaniem i prawem do zadośćuczynienia. W praktyce to sprawa tysięcy miejsc pracy, także lokalnych — urzędów, szkół, firm, zakładów i instytucji, w których formalny regulamin często przegrywa z codzienną kulturą zarządzania.</p><p>Na stole jest także projekt dotyczący ochrony zwierząt i wyrobów pirotechnicznych. Zakaz używania określonych widowiskowych materiałów pirotechnicznych miałby ograniczyć cierpienie zwierząt, a jednocześnie pozostawić samorządom możliwość wskazania wyjątków, m.in. 31 grudnia i 1 stycznia. To temat, który co roku wraca także w lokalnych społecznościach: między potrzebą świętowania a odpowiedzialnością za psy, koty, dzikie ptaki, osoby starsze i ludzi z nadwrażliwością na huk.</p><h2>Obrona, odzyskane zabytki i Puszcza Białowieska</h2><p>W Warszawie rozpoczyna się pierwsza edycja Warszawskich Targów Obronnych. To wydarzenie poświęcone bezpieczeństwu, obronności i odporności państwa. Wśród uczestników paneli mają znaleźć się m.in. przedstawiciele rządu, samorządów, wojska, służb oraz branży zbrojeniowej.</p><p>W stolicy zaplanowano także prezentację dóbr kultury odzyskanych z Niemiec. Chodzi m.in. o fragment średniowiecznego rękopisu z hymnem „Gaude Mater Polonia”, pierścień króla Zygmunta I Starego oraz miniaturowe eksponaty kolejowe z przedwojennego Muzeum Komunikacji w Warszawie. Każdy taki powrót jest czymś więcej niż muzealną formalnością. To jak odzyskanie zdania wyrwanego z narodowej książki.</p><p>Minister klimatu i środowiska ma natomiast podpisać plan zarządzania obiektem światowego dziedzictwa Puszcza Białowieska. Dokument jest wymagany przez UNESCO i ma określać zasady ochrony jednego z najcenniejszych kompleksów leśnych Europy. Puszcza Białowieska to nie tylko drzewa. To spór o model ochrony przyrody, o granice gospodarki leśnej, o miejsce człowieka w świecie, który nie zawsze powinien być podporządkowany piłom, tabelom i doraźnym interesom.</p><h2>Dziś za granicą: budżet Unii, ekstradycja i kruchy rozejm</h2><p>W Brukseli trwa drugi dzień posiedzenia Rady Europejskiej. Jednym z najważniejszych tematów jest nowa perspektywa budżetowa Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Dla Polski to sprawa zasadnicza, bo unijne pieniądze od lat wpływają na inwestycje infrastrukturalne, regionalne i społeczne. Również samorządy — od wielkich metropolii po mniejsze miasta — dobrze wiedzą, że za hasłem „budżet UE” kryją się drogi, szkoły, oczyszczalnie, transport, cyfryzacja i projekty społeczne.</p><p>Londyński sąd ma dziś rozstrzygnąć sprawę ekstradycji do Polski Michała Kuczmierowskiego, byłego szefa Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Polska prokuratura zarzuca mu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. To kolejna odsłona sprawy, która pokazuje, jak ważna jest kontrola nad instytucjami zarządzającymi publicznymi pieniędzmi i rezerwami państwa.</p><p>Na świecie trwa również napięcie wokół konfliktu USA i Izraela z Iranem. Według zapowiedzi w szwajcarskim Buergenstocku mają spotkać się zespoły negocjacyjne USA i Iranu po wstępnym porozumieniu o zawieszeniu broni. Jak w zimnowojennym kinie politycznym, najważniejsze rozmowy często odbywają się nie na froncie, ale przy stołach, gdzie każde słowo waży więcej niż stal.</p><h2>19 czerwca — dzień pamięci, odpowiedzialności i głosu</h2><p>Dzisiejsze kalendarium nie daje jednej łatwej puenty. Jest w nim <strong>„Dar Pomorza”</strong>, który przypomina o ambicjach państwa. Jest <strong>Pawiak</strong>, który każe milknąć. Jest <strong>Opole</strong>, które śpiewa historię Polski mniej pomnikową, ale równie prawdziwą. Są freski z Faras, Puszcza Białowieska, debata o pracy, płacach, paliwach, zwierzętach i prawach obywatelskich.</p><p>Historia nie jest muzealną gablotą. Bardziej przypomina radio ustawione między stacjami: czasem słychać marsz, czasem pieśń, czasem krzyk, czasem głos spikera z dzisiejszymi wiadomościami. Naszym zadaniem jest nie tylko słuchać, ale rozumieć, z czego składa się ten szum. Bo jutro ktoś inny otworzy kalendarz i zapyta, co zrobiliśmy z własnym dniem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[LexisNexis wprowadza LexisNexis Protégé™ Poland i przyspiesza automatyzację zadań prawnych dla polskich prawników]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55566,lexisnexis-wprowadza-lexisnexis-protegetm-poland-i-przyspiesza-automatyzacje-zadan-prawnych-dla-polskich-prawnikow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55566,lexisnexis-wprowadza-lexisnexis-protegetm-poland-i-przyspiesza-automatyzacje-zadan-prawnych-dla-polskich-prawnikow</guid>
            <pubDate>Thu, 18 Jun 2026 14:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lexisnexis-wprowadza-lexisnexis-protegetm-poland-i-przyspiesza-automatyzacje-zadan-prawnych-dla-polsk-1781786441.png</url>
                        <title>LexisNexis wprowadza LexisNexis Protégé™ Poland i przyspiesza automatyzację zadań prawnych dla polskich prawników</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55566,lexisnexis-wprowadza-lexisnexis-protegetm-poland-i-przyspiesza-automatyzacje-zadan-prawnych-dla-polskich-prawnikow</link>
                    </image><description>LexisNexis Protégé™ Poland pomaga polskim prawniczkom i prawnikom sprawniej realizować złożone czynności prawne dzięki intuicyjnej automatyzacji i odpowiedzialnej sztucznej inteligencji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wiedeń, Austria – LexisNexis Austria &amp; Central and Eastern Europe (CEE) ogłasza dziś wprowadzenie LexisNexis Protégé™ w Polsce. LexisNexis Protégé™ Poland został opracowany z myślą o wspieraniu prawniczek i prawników w sprawniejszym, bardziej uporządkowanym i spójnym wykonywaniu złożonych&nbsp;<i>czynności&nbsp;</i>prawnych.</p><p>Nowe rozwiązanie zaprojektowano specjalnie do pracy w języku polskim. Dzięki doświadczeniu użytkownika i interfejsowi zoptymalizowanemu pod kątem przetwarzania, wprowadzania i generowania dokumentów w języku polskim LexisNexis Protégé™ Poland jeszcze bardziej ułatwia użytkownikom w Polsce dostęp do niezawodnej automatyzacji prawniczej opartej na AI.</p><p>Funkcje automatyzacji LexisNexis Protégé™ zostały stworzone, aby upraszczać pracę prawniczą poprzez przekształcanie kluczowych zadań w ustrukturyzowane, powtarzalne i wspierane przez AI etapy procesu. W prywatnym i bezpiecznym środowisku LexisNexis Workspace, zaprojektowanym specjalnie dla prawników, użytkownicy mogą korzystać z wieloetapowych workflow - od codziennych zadań po złożone czynności prawne.</p><p>Poza Polską funkcjonalność automatyzacji wspieranej przez AI jest również wprowadzana w Szwajcarii i Austrii. Podkreśla to zaangażowanie LexisNexis Austria &amp; CEE w udostępnianie w Europie Środkowo-Wschodniej rzetelnych, godnych zaufania i merytorycznie ugruntowanych rozwiązań AI.</p><p>Susanne Mortimore, CEO LexisNexis Austria &amp; CEE, wyjaśnia: „Naszym celem jest udostępnienie globalnej siły innowacyjnej LexisNexis w całym regionie CEE. Polska i Szwajcaria to kolejne kroki na tej drodze. Cieszymy się, że w przyszłości będziemy mogli udostępniać także zaufane treści LexisNexis, precyzyjnie dostosowane do lokalnych systemów prawnych”.</p><p><strong>Funkcje produktu</strong></p><p>LexisNexis Protégé™ zapewnia również bezpieczny dostęp do uniwersalnych modeli AI od różnych dostawców. W miarę jak praca prawnicza w coraz większym stopniu opiera się na AI, LexisNexis Protégé™ oferuje wyjątkowe, szyfrowane rozwiązanie zgodne z wymogami ochrony danych, które eliminuje potrzebę przełączania się między różnymi narzędziami. Klienci mogą rozszerzać swoje zastosowania i realizować szerszy zakres zadań - od zaawansowanego wnioskowania i wyszukiwania internetowego przy szczególnie złożonych zagadnieniach prawnych, po prosty research tematyczny, codzienne zadania i burze mózgów. Użytkownicy mogą przy tym wybierać spośród różnych modeli, w tym Claude firmy Anthropic oraz GPT firmy OpenAI.</p><p>Sejf LexisNexis Protégé™ to prywatny i bezpieczny obszar, w którym użytkownicy mogą przechowywać kluczowe informacje na potrzeby przyszłych zadań wspieranych przez AI. Dzięki temu prawniczki i prawnicy mogą szybko udostępniać odpowiedni kontekst do dalszego przetwarzania - od najlepszych praktyk w zakresie tworzenia tekstów i sprawdzonych sformułowań po informacje specyficzne dla klientów. Nowa funkcja została zaprojektowana tak, aby pomagać użytkownikom pracować z AI sprawniej i bardziej spójnie. Wszystkie informacje są przetwarzane w pełnej zgodności z RODO i bezpiecznie hostowane w Europie.</p><p><strong>Więcej informacji o LexisNexis Protégé™ można znaleźć na stronie:&nbsp;</strong><a href="https://protect.checkpoint.com/v2/r02/___https:/www.lexisnexis.at/protege-poland/___.YzJlOnBhcDpjOm9mZmljZTM2NV9lbWFpbHNfYXR0YWNobWVudDozNTEwYTBiOGM0MTFlOTk2NjMxZTc0YzhmNWQ5NDhmMzo3OmIxMTM6ZmNiMGZkMzE4ZDBmZTBjYjc5OTcxZGIwNjJmYTY3YTdhYTUzYTRjYzJmMjNiYWEzOTY4YTYzZDIzNGVmMzdmNzpwOkY6Rg"><strong>https://www.lexisnexis.at/protege-poland/</strong></a>.</p><p><strong>LexisNexis Austria &amp; CEE&nbsp;</strong>jest dostawcą inteligentnych informacji prawnych. Jako pionier nowych technologii LexisNexis łączy wysokiej jakości informacje z obszaru prawa i biznesu z przyszłościowymi rozwiązaniami cyfrowymi, aby pomagać swoim klientom w Austrii oraz w Europie Środkowo-Wschodniej uzyskiwać szybsze i trafniejsze odpowiedzi, podejmować lepsze decyzje i dzięki temu zyskiwać przewagę w codziennej pracy zawodowej.</p><p><strong>LexisNexis® Legal &amp; Professional</strong> oferuje wspierane przez AI informacje prawne, regulacyjne i biznesowe, analizy oraz workflow, które pomagają klientom zwiększać produktywność, podejmować bardziej świadome decyzje, osiągać lepsze rezultaty i wspierać praworządność na całym świecie. Jako pionier cyfrowy LexisNexis® Legal &amp; Professional udostępnił informacje prawne i biznesowe online za pośrednictwem usług Lexis® i Nexis®. Firma obsługuje klientów w ponad 150 krajach, zatrudnia 11900 pracowników na całym świecie i jest częścią RELX, globalnego dostawcy opartych na informacji narzędzi analitycznych i decyzyjnych dla profesjonalnych użytkowników i przedsiębiorstw.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[18 czerwca: od Zieleńców i Waterloo po McCartneya, „Solidarność” i wielką politykę w Brukseli]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55563,18-czerwca-od-zielencow-i-waterloo-po-mccartneya-solidarnosc-i-wielka-polityke-w-brukseli</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55563,18-czerwca-od-zielencow-i-waterloo-po-mccartneya-solidarnosc-i-wielka-polityke-w-brukseli</guid>
            <pubDate>Thu, 18 Jun 2026 13:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-18-czerwca-od-zielencow-i-waterloo-po-mccartneya-solidarnosc-i-wielka-polityke-w-brukseli-1781782524.png</url>
                        <title>18 czerwca: od Zieleńców i Waterloo po McCartneya, „Solidarność” i wielką politykę w Brukseli</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55563,18-czerwca-od-zielencow-i-waterloo-po-mccartneya-solidarnosc-i-wielka-polityke-w-brukseli</link>
                    </image><description>Są daty, które nie przechodzą przez kalendarz po cichu. 18 czerwca należy właśnie do nich. To dzień bitew, procesów, wyborów, wielkich artystów i politycznych decyzji, które potrafiły zmieniać bieg historii. Od szarży pod Zieleńcami, przez klęskę Napoleona pod Waterloo, po czerwcowe wybory 1989 roku — historia znów zagląda nam przez ramię. A w tle grają Paul McCartney, King Crimson, Wawele, Maanam i Vera Lynn.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>czwartek, 18 czerwca</strong>, sto sześćdziesiąty dziewiąty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.13, zajdzie o godz. 20.59. Imieniny obchodzą: <strong>Paula, Amanda, Elżbieta, Emil i Marek</strong>.</p><h2><strong>Zieleńce: zwycięstwo, które dało Polsce Virtuti Militari</strong></h2><p>18 czerwca 1792 roku pod Zieleńcami wojska polskie dowodzone przez księcia <strong>Józefa Poniatowskiego</strong> pokonały armię rosyjską. Był to jeden z najważniejszych momentów wojny w obronie Konstytucji 3 maja — tej samej wojny, w której młode państwo reform próbowało ocalić swoją podmiotowość przed imperialną przemocą i zdradą konfederacji targowickiej.</p><p>Kilka dni później, 22 czerwca 1792 roku, król <strong>Stanisław August Poniatowski</strong> ustanowił Order Wojenny <strong>Virtuti Militari</strong> — najwyższe polskie odznaczenie wojskowe. Jego dewiza, „Honor i Ojczyzna”, brzmi dziś jak fraza wykuta nie tylko w metalu orderu, ale i w polskiej pamięci.</p><p>To wydarzenie ma szczególne znaczenie także dla regionu łódzkiego i Tomaszowa Mazowieckiego, bo historia wojskowości, pamięci i niepodległości wraca tu nie tylko podczas szkolnych akademii. Wraca w nazwach ulic, w lokalnych uroczystościach, w opowieściach rodzinnych i w pytaniu, które każde pokolenie musi sobie zadać od nowa: ile jesteśmy gotowi zrobić dla własnej wolności?</p><h2><strong>Waterloo: kiedy kończy się legenda</strong></h2><p>18 czerwca 1815 roku pod Waterloo zakończył się sen Napoleona o powrocie do wielkiej gry. Cesarz Francuzów został pokonany przez połączone siły brytyjsko-pruskie dowodzone przez księcia Wellingtona i marszałka Gebharda von Blüchera. Cztery dni później Napoleon ponownie abdykował.</p><p>Waterloo stało się symbolem ostatecznego upadku człowieka, który przez lata przesuwał granice Europy jak figury na szachownicy. Dla Polaków Napoleon pozostawał postacią niejednoznaczną — był nadzieją, mitem, politycznym złudzeniem i pieśnią. Wystarczy przypomnieć słowa „Mazurka Dąbrowskiego”: „Dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy”. Historia dopisała do nich gorzką pointę.</p><h2><strong>Erwin Sówka i śląski kosmos codzienności</strong></h2><p>W 1936 roku w Giszowcu, dziś dzielnicy Katowic, urodził się <strong>Erwin Sówka</strong> — górnik, malarz, członek legendarnej <strong>Grupy Janowskiej</strong>. Jego obrazy były jak sen Nikiszowca: trochę robotniczy realizm, trochę metafizyka, trochę mitologia podwórka, gdzie kopalniany pył miesza się z kolorem i erotyką.</p><p>Sówka pokazał, że sztuka nie musi wychodzić z akademickiej sali. Może wyjść z familoka, z cechowni, z kuchni, z szybu kopalnianego. Może być jak śląski blues — ciężka, ciemna, ale rozświetlona od środka.</p><h2><strong>Muzeum Narodowe: wielka świątynia sztuki otwarta tuż przed burzą</strong></h2><p>18 czerwca 1938 roku prezydent <strong>Ignacy Mościcki</strong> otworzył nowy gmach <strong>Muzeum Narodowego w Warszawie</strong>. Budynek zaprojektowali Tadeusz Tołwiński i Antoni Dygat. Był to jeden z symboli ambicji II Rzeczypospolitej — państwa, które chciało być nowoczesne, europejskie, świadome własnej kultury.</p><p>Rok później przyszła wojna. Sztuka, archiwa, biblioteki i muzea stały się częścią frontu. Nie tylko militarnego, ale cywilizacyjnego. Bo okupant doskonale wiedział, że naród można niszczyć nie tylko przez armaty, lecz także przez kradzież pamięci.</p><h2><strong>Proces Szesnastu: zdrada ubrana w togę</strong></h2><p>18 czerwca 1945 roku w Moskwie rozpoczął się proces przywódców <strong>Polskiego Państwa Podziemnego</strong>, podstępnie aresztowanych przez NKWD. Był to pokazowy proces polityczny, w którym sowiecka władza sądziła ludzi reprezentujących legalną, walczącą Polskę.</p><p>Wśród oskarżonych byli m.in. gen. <strong>Leopold Okulicki</strong>, ostatni komendant główny Armii Krajowej, oraz delegat rządu na kraj <strong>Jan Stanisław Jankowski</strong>. Proces Szesnastu pozostaje jednym z najbardziej gorzkich symboli powojennego porządku: Polska, która walczyła z Hitlerem, została postawiona przed sądem przez drugiego totalitarnego zwycięzcę.</p><h2><strong>18 czerwca 1949: bracia Kaczyńscy</strong></h2><p>W 1949 roku urodzili się <strong>Lech i Jarosław Kaczyńscy</strong> — politycy, którzy przez dekady współtworzyli najważniejsze spory III Rzeczypospolitej. Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy, a następnie prezydentem RP. Zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie smoleńskiej. Jarosław Kaczyński pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiej sceny politycznej po 1989 roku.</p><p>Bez względu na polityczne sympatie, trudno opowiadać najnowszą historię Polski bez tego nazwiska. To nazwisko jest częścią sporu o państwo, pamięć, transformację, suwerenność i kształt polskiej demokracji.</p><h2><strong>Pożyczka, propaganda i państwo, które sięgało do kieszeni obywateli</strong></h2><p>W 1951 roku premier <strong>Józef Cyrankiewicz</strong> ogłosił zasady Narodowej Pożyczki Rozwoju Sił Polski. W rzeczywistości była to forma przymusowej mobilizacji finansowej społeczeństwa w realiach państwa komunistycznego. Oficjalnie mówiono o rozwoju kraju, patriotycznym obowiązku i odbudowie. W praktyce obywatele funkcjonowali w systemie, w którym granica między dobrowolnością a presją była często czysto papierowa.</p><p>To ważne przypomnienie, zwłaszcza wtedy, gdy współczesne państwo sięga po nowe podatki, daniny i nadzwyczajne mechanizmy finansowe. Historia uczy, że język „konieczności” bywa używany zarówno do realnej ochrony wspólnoty, jak i do uzasadniania nadmiernej kontroli.</p><h2><strong>18 czerwca 1989: druga tura wyborów i koniec starego świata</strong></h2><p>18 czerwca 1989 roku odbyła się druga tura wyborów parlamentarnych. Frekwencja wyniosła około 25 procent, ale polityczne znaczenie tych wyborów było ogromne. Kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” zdobyli wszystkie możliwe mandaty w Sejmie przeznaczone dla strony solidarnościowej oraz 99 ze 100 mandatów w Senacie.</p><p>To był moment, gdy stary system jeszcze stał, ale już wiedział, że pękają mu fundamenty. Jak w filmie, w którym bohater przez chwilę nie rozumie, że został śmiertelnie trafiony. Polska nie była jeszcze wolna w pełni, ale czerwcowy werdykt społeczeństwa był jasny: PRL utracił moralny mandat.</p><h2><strong>Ustawa lustracyjna: cień akt nad III RP</strong></h2><p>18 czerwca 1997 roku prezydent <strong>Aleksander Kwaśniewski</strong> podpisał ustawę lustracyjną. Weszła w życie 1 sierpnia 1997 roku. Lustracja była jednym z najtrudniejszych tematów III RP — dotykała agentury, odpowiedzialności, pamięci, ale też zemsty, politycznych rozliczeń i prawa do prawdy.</p><p>To był spór o fundamenty nowego państwa. Czy demokracja może budować przyszłość bez poznania przeszłości? A jeśli poznaje przeszłość — jak uniknąć zamiany sprawiedliwości w polityczny teatr?</p><h2><strong>Jolanta Wadowska-Król: lekarka, która usłyszała dzieci</strong></h2><p>W 2023 roku zmarła <strong>Jolanta Wadowska-Król</strong>, lekarka pediatra nazywana „Matką Boską Szopienicką”. To ona zwróciła uwagę władz na dramat dzieci chorujących na ołowicę w rejonie oddziaływania przemysłu ołowiowego. Dzięki jej determinacji chore dzieci wysłano do sanatoriów, a rodziny mieszkające najbliżej huty przesiedlono.</p><p>Jej historia przypomina, że czasem największa odwaga nie nosi munduru. Czasem ma biały fartuch, kartotekę pacjenta i upór człowieka, który nie chce odwrócić wzroku. Na kanwie tej historii powstał serial „Ołowiane dzieci”.</p><h2><strong>Muzyczny 18 czerwca: McCartney, Carrà, King Crimson i głosy, które zostają</strong></h2><p>18 czerwca to także mocna data w historii muzyki. W 1942 roku urodził się <strong>Paul McCartney</strong>, współtwórca The Beatles — zespołu, który przewrócił muzykę popularną jak stolik w klubie po zbyt długiej nocy. McCartney to nie tylko bas, melodie i „Yesterday”. To część kodu kulturowego XX wieku.</p><p>Tego dnia urodzili się także m.in. <strong>Leszek Długosz</strong>, poeta, kompozytor i artysta Piwnicy pod Baranami, <strong>Raffaella Carrà</strong>, włoska ikona estrady i telewizji, <strong>Jan Wojdak</strong>, lider zespołu Wawele, <strong>Alison Moyet</strong>, głos synthpopowego Yazoo, oraz <strong>Aleksander Klepacz</strong>, lider Formacji Nieżywych Schabuff.</p><p>18 czerwca przypomina również o odejściach. W 1989 roku zmarł <strong>Jacek Zwoźniak</strong>, bard i artysta kabaretowy. W 1992 roku odszedł <strong>Janusz Kruk</strong>, lider zespołu 2 plus 1. W 2020 roku zmarła <strong>Vera Lynn</strong>, brytyjska piosenkarka, której głos niósł otuchę żołnierzom i rodzinom podczas II wojny światowej. W 2023 roku zmarł <strong>Krzysztof Olesiński</strong>, basista związany z Maanamem.</p><p>Na liście płytowych rocznic są dziś m.in. „Beat” King Crimson, „Love Hurts” Cher, „Secrets” Toni Braxton i „Outrospective” Faithless. Jeden dzień, a tyle brzmień: od Beatlesów po elektronikę, od kabaretu po rock progresywny.</p><h2><strong>Dziś w kraju: Sejm, paliwa, zdrowie, artyści i onkologia</strong></h2><p>W krajowej polityce 18 czerwca upływa pod znakiem prac Sejmu. Posłowie kontynuują obrady nad rządowym projektem ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków z tytułu wytwarzania niektórych paliw ciekłych i ich obrotu osiągniętych w 2026 roku. Wpływy z tej daniny mają posłużyć m.in. finansowaniu działań osłonowych na rynku paliw, w tym pakietu „Ceny Paliwa Niżej”. Proponowana stawka podatku ma wynieść 60 procent.</p><p>Sejm zajmie się także projektem dotyczącym danych o wynagrodzeniach w systemie ochrony zdrowia, ustawą o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny oraz zmianami w Krajowej Sieci Onkologicznej. Szczególnie ten ostatni temat jest ważny także lokalnie — bo dostęp do diagnostyki, koordynacji leczenia i terminowej terapii onkologicznej nie jest abstrakcją z warszawskich sal, ale sprawą życia mieszkańców każdego powiatu, także tomaszowskiego.</p><p>Projekt dotyczący artystów również dotyka realnego problemu: twórcy często żyją poza klasycznym modelem etatu, z nieregularnymi dochodami, bez stabilnego zaplecza ubezpieczeniowego. Państwo próbuje więc odpowiedzieć na pytanie, które kultura zna od dawna: jak chronić ludzi, którzy tworzą wspólnotową wyobraźnię, ale sami często zostają bez zabezpieczenia?</p><h2><strong>Dziś za granicą: Bruksela, NATO, Londyn i Kazachstan</strong></h2><p>Premier <strong>Donald Tusk</strong> udaje się do Brukseli na dwudniowe posiedzenie Rady Europejskiej. Przywódcy Unii mają rozmawiać m.in. o Ukrainie, Bliskim Wschodzie, bezpieczeństwie, migracji, polityce antynarkotykowej, konkurencyjności gospodarki i nowym wieloletnim budżecie Unii po 2027 roku. W tle jest pytanie fundamentalne: czy Europa potrafi działać jak wspólnota strategiczna, czy pozostanie tylko eleganckim klubem dyskusyjnym w świecie, który coraz mniej ceni elegancję?</p><p>W Brukseli przebywa także wicepremier i szef MON <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong>, który bierze udział w spotkaniu ministrów obrony państw NATO. To spotkanie odbywa się przed szczytem Sojuszu w Ankarze i wpisuje się w dyskusję o zwiększaniu wydatków obronnych, produkcji zbrojeniowej, wsparciu Ukrainy i roli Europy w NATO.</p><p>Wicepremier, szef MSZ <strong>Radosław Sikorski</strong> rozpoczyna dwudniową wizytę w Wielkiej Brytanii. W Londynie ma rozmawiać m.in. o współpracy polsko-brytyjskiej w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności, wsparciu Ukrainy oraz sytuacji na Bliskim Wschodzie.</p><p>Marszałek Senatu <strong>Małgorzata Kidawa-Błońska</strong> udaje się natomiast z wizytą do Kazachstanu, gdzie weźmie udział w spotkaniach politycznych oraz uroczystościach związanych z 90. rocznicą deportacji Polaków do Kazachstanu. To jedna z tych historii, które w polskiej pamięci długo były szeptane ciszej, niż powinny. A przecież deportacje, step, utracone domy i polskie groby rozsiane daleko od kraju są częścią naszego XX wieku.</p><h2><strong>18 czerwca: dzień, w którym historia mówi wieloma głosami</strong></h2><p>18 czerwca łączy bitewny kurz Zieleńców, huk armat Waterloo, ciszę moskiewskiej sali sądowej, wyborczą kartkę z 1989 roku i melodię basu Paula McCartneya. To data, która pokazuje, że historia nie jest muzealną gablotą. Jest raczej wielką płytą winylową: czasem trzeszczy, czasem gra czysto, ale zawsze wraca refrenem.</p><p>A my, także tu — w Tomaszowie Mazowieckim i regionie — słuchamy jej codziennie. Bo lokalność nie oznacza małości. Lokalność to miejsce, z którego patrzymy na świat.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[17 czerwca: dzień trzech królów, „Pana Tadeusza”, Strawińskiego i traktatu, który miał zamknąć powojenny rozdział]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55556,17-czerwca-dzien-trzech-krolow-pana-tadeusza-strawinskiego-i-traktatu-ktory-mial-zamknac-powojenny-rozdzial</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55556,17-czerwca-dzien-trzech-krolow-pana-tadeusza-strawinskiego-i-traktatu-ktory-mial-zamknac-powojenny-rozdzial</guid>
            <pubDate>Wed, 17 Jun 2026 07:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-17-czerwca-dzien-trzech-krolow-pana-tadeusza-strawinskiego-i-traktatu-ktory-mial-zamknac-powoj-1781675167.png</url>
                        <title>17 czerwca: dzień trzech królów, „Pana Tadeusza”, Strawińskiego i traktatu, który miał zamknąć powojenny rozdział</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55556,17-czerwca-dzien-trzech-krolow-pana-tadeusza-strawinskiego-i-traktatu-ktory-mial-zamknac-powojenny-rozdzial</link>
                    </image><description>Są takie daty, które wyglądają jak rozłożona na stole talia historii. Jedna karta pachnie pergaminem pierwszych Piastów, druga prowadzi do Wilanowa i zwycięstwa pod Wiedniem, trzecia szeleszcze kartami pierwszego wydania „Pana Tadeusza”, a kolejna brzmi jak gwałtowny, niepokojący akord Igora Strawińskiego. 17 czerwca to właśnie taki dzień — niepozorny w kalendarzu, a jednak pełen zdarzeń, które wciąż pracują pod skórą naszej pamięci.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Dziś jest środa, <strong>168. dzień roku</strong>. Słońce wstało o godz. <strong>4.13</strong>, zajdzie o <strong>20.59</strong>. Imieniny obchodzą: <strong>Agnieszka, Alina, Daria, Laura, Albert, Franciszek oraz Piotr</strong>.</p><h2><strong>Trzech królów jednego dnia: Chrobry, Olbracht i Sobieski</strong></h2><p>17 czerwca w polskiej historii ma wymiar niemal symboliczny. Tego dnia wspominamy śmierć aż trzech monarchów: <strong>Bolesława I Chrobrego</strong>, <strong>Jana I Olbrachta</strong> i <strong>Jana III Sobieskiego</strong>. Gdyby ktoś chciał ułożyć z tego filmową sekwencję, miałby trzy różne obrazy państwa: narodziny królestwa, późnośredniowieczne ambicje Jagiellonów i barokową Rzeczpospolitą, która jeszcze potrafiła zatrząść Europą.</p><p><strong>1001 lat temu, w 1025 roku, zmarł Bolesław I Chrobry</strong>, pierwszy koronowany król Polski. Rządził od 992 roku, a kilka tygodni przed śmiercią został koronowany, pieczętując wysiłek całego pokolenia budowniczych państwa. Jego panowanie to nie tylko wojny, dyplomacja i wyprawa kijowska, ale także wielka polityczna wyobraźnia. Chrobry rozumiał, że państwo potrzebuje nie tylko miecza, lecz także symbolu. Korona była właśnie takim znakiem — deklaracją, że Polska nie jest już jedynie pogranicznym księstwem, lecz pełnoprawnym uczestnikiem europejskiej gry.</p><p><strong>525 lat temu, w 1501 roku, w Toruniu zmarł król Jan I Olbracht</strong>, syn Kazimierza Jagiellończyka. Jego panowanie zostało zapamiętane przede wszystkim przez pryzmat wyprawy mołdawskiej i gorzkiego powiedzenia: „Za króla Olbrachta wyginęła szlachta”. Historycy dodają jednak do tej opowieści więcej odcieni. Był władcą ambitnym, próbującym wzmacniać pozycję Korony w regionie, choć jego czas przypadł na epokę, w której potęga Jagiellonów zaczynała coraz mocniej zależeć od układów stanowych, sejmów i kompromisów.</p><p><strong>330 lat temu, w 1696 roku, w Wilanowie zmarł Jan III Sobieski</strong>, król zwycięstwa wiedeńskiego. W polskiej pamięci pozostał przede wszystkim jako dowódca spod Wiednia, ten, który w 1683 roku zatrzymał armię Kara Mustafy i stał się bohaterem europejskich kronik. Ale Sobieski to również człowiek listów, namiętności i rodzinnych dramatów. Jego korespondencja z Marysieńką bywa czytana jak barokowa powieść o miłości, władzy i zmęczeniu. Wilanów, miejsce jego śmierci, do dziś pozostaje jednym z najpiękniejszych materialnych świadectw tamtej epoki.</p><h2><strong>„Pan Tadeusz” wychodzi z druku. Polska zapisana w trzynastozgłoskowcu</strong></h2><p><strong>192 lata temu, w 1834 roku, w Paryżu ukończono druk pierwszego wydania „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza</strong>. Emigracyjny Paryż był wtedy miejscem gorzkim, pełnym politycznych sporów i tęsknot. Po klęsce powstania listopadowego Polacy na obczyźnie kłócili się o przyszłość, o winy, o sens kolejnego zrywu. Mickiewicz odpowiedział im poematem, który zaczyna się od słów znanych niemal każdemu: „Litwo! Ojczyzno moja!”.</p><p>„Pan Tadeusz” nie jest tylko arkadyjskim obrazem Soplicowa. To dzieło pisane z bólu, pamięci i politycznej bezradności. W tej epopei stół, las, polowanie, zajazd i koncert Jankiela są czymś więcej niż literacką dekoracją. Są próbą uratowania świata, którego już nie było. Dziś, gdy lokalność znów staje się ważnym językiem opowiadania o świecie, Mickiewicz przypomina, że wielka historia często zaczyna się od małej ojczyzny — od drogi, dworu, rzeki, rodzinnego sporu i pamięci przekazywanej przy stole.</p><h2><strong>Igor Strawiński. Muzyka, po której świat nie brzmiał już tak samo</strong></h2><p><strong>144 lata temu, w 1882 roku, w Oranienbaumie w Rosji urodził się Igor Strawiński</strong>, jeden z największych kompozytorów XX wieku. Miał polskie korzenie — jego przodkiem był Stanisław Strawiński, oficer konfederacji barskiej. Sam Igor Strawiński stał się jednak artystą ponad granicami, człowiekiem, który muzykę wyrwał z wygodnych salonów i wprowadził w epokę nerwu, rytmu i nowoczesnego niepokoju.</p><p>Jego <strong>„Święto wiosny”</strong> podczas paryskiej premiery w 1913 roku wywołało skandal. Publiczność, przyzwyczajona do innych reguł piękna, usłyszała coś, co brzmiało jak pęknięcie starego świata. Dla jednych była to barbarzyńska prowokacja, dla innych początek muzyki współczesnej. I właśnie na tym polega siła wielkiej sztuki: najpierw drażni, potem zmienia słuch, a po latach okazuje się, że wyprzedziła epokę.</p><h2><strong>Biblioteka Polska w Rzymie: księgozbiór jako ambasada pamięci</strong></h2><p><strong>105 lat temu, w 1921 roku, powstała Biblioteka Polska PAN w Rzymie</strong>. Jej początkiem było przekazanie przez Józefa Michałowskiego prywatnego księgozbioru Ośrodkowi Polskich Studiów Akademii Umiejętności. To jedno z tych wydarzeń, które nie mają huku bitew ani blasku koronacji, ale budują długie trwanie kultury.</p><p>Biblioteki są cichymi twierdzami. Nie potrzebują armat, by bronić języka, dokumentów, świadectw i pamięci. Polska instytucja naukowa w Rzymie wpisywała się w szerszą tradycję obecności naszej kultury poza granicami kraju — od emigracyjnych drukarni po archiwa, które przechowywały to, czego nie dało się ocalić w kraju.</p><h2><strong>Ignacy Gogolewski i Krzysztof Zanussi. Dwie twarze polskiego ekranu</strong></h2><p><strong>95 lat temu, w 1931 roku, w Ciechanowie urodził się Ignacy Gogolewski</strong>, aktor teatralny i filmowy, przez lata związany z Teatrem Polskim w Warszawie i Teatrem Narodowym. Dla wielu widzów pozostał przede wszystkim Antkiem Boryną z ekranizacji <strong>„Chłopów”</strong>. Występował także w takich produkcjach jak „Żołnierz Królowej Madagaskaru”, „Szyfry”, „Jowita”, „Hrabina Cosel”, „Samotność we dwoje”, „Bolesław Śmiały” czy serial „Stawka większa niż życie”. W latach 2005–2006 był prezesem ZASP-u.</p><p><strong>87 lat temu, w 1939 roku, w Warszawie urodził się Krzysztof Zanussi</strong>, reżyser, scenarzysta i wieloletni szef Studia Filmowego TOR. Jego kino nigdy nie było łatwą rozrywką. „Struktura kryształu”, „Iluminacja”, „Barwy ochronne”, „Constans”, „Rok spokojnego słońca” czy „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” to filmy pytań granicznych: o moralność, karierę, kompromis, wiarę, przypadek i cenę wyborów.</p><p>Zanussi należy do tych twórców, którzy nie bali się ciszy. W jego filmach często ważniejsze od efektu jest spojrzenie, rozmowa, zawahanie. To kino bliższe eseju niż fajerwerkom — czasem surowe, czasem chłodne, ale konsekwentne jak dobrze poprowadzony wykład z etyki.</p><h2><strong>Bereza Kartuska. Ciemny rozdział II Rzeczypospolitej</strong></h2><p><strong>92 lata temu, w 1934 roku, ukazał się dekret prezydenta Ignacego Mościckiego o utworzeniu obozu izolacyjnego w Berezie Kartuskiej</strong>. To jedno z najbardziej kontrowersyjnych miejsc w historii II RP. Obóz powstał po zabójstwie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego i miał służyć izolowaniu osób uznanych przez władze za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.</p><p>Z dzisiejszej perspektywy Bereza Kartuska pozostaje ostrzeżeniem przed logiką państwa, które w imię bezpieczeństwa zaczyna omijać zwykłe gwarancje prawne. Dekret otwierał drogę do administracyjnego pozbawienia wolności bez klasycznego procesu sądowego. To ważny kontekst także dla współczesnych debat o granicach władzy, prawach obywatelskich i tym, jak łatwo wyjątkowe środki mogą stać się politycznym narzędziem.</p><h2><strong>Miron Białoszewski. Powstanie bez pomnika z brązu</strong></h2><p><strong>43 lata temu, w 1983 roku, w Warszawie zmarł Miron Białoszewski</strong>, poeta, prozaik, twórca teatralny, autor <strong>„Pamiętnika z powstania warszawskiego”</strong>. Białoszewski odarł opowieść o powstaniu z patosu, ale nie z godności. Pokazał cywilów, piwnice, strach, język łamany przez katastrofę. Jego Warszawa nie jest spiżowym monumentem, lecz labiryntem ludzi próbujących przeżyć.</p><p>To właśnie dlatego jego „Pamiętnik” pozostaje tak mocny. Białoszewski nie odbiera historii wielkości, lecz przesuwa kamerę. Zamiast defilady — oddech w piwnicy. Zamiast hasła — szept. Zamiast pomnika — człowiek.</p><h2><strong>Traktat polsko-niemiecki. 35 lat od próby zamknięcia bolesnego rozdziału</strong></h2><p><strong>35 lat temu, w 1991 roku, w Bonn premier Jan Krzysztof Bielecki i kanclerz Helmut Kohl podpisali polsko-niemiecki Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy</strong>. Był to jeden z najważniejszych dokumentów w relacjach Warszawy i Berlina po II wojnie światowej. Traktat miał nadać nowy kształt sąsiedztwu, które przez dekady było obciążone wojną, okupacją, przesiedleniami, granicą i propagandą zimnej wojny.</p><p>Dziś, po 35 latach, rocznica traktatu wraca w szczególnym momencie. Polska i Niemcy rozmawiają o bezpieczeństwie, obronności, mobilności wojskowej, cyberprzestrzeni i odpowiedzialności za wschodnią flankę NATO. Historia znów nie jest muzealną gablotą. Stoi przy stole negocjacyjnym.</p><h2><strong>Jacek Kuroń. Polityka jako służba drugiemu człowiekowi</strong></h2><p><strong>22 lata temu, w 2004 roku, w Warszawie zmarł Jacek Kuroń</strong> — więzień polityczny PRL, współtwórca Komitetu Obrony Robotników, doradca „Solidarności”, uczestnik obrad Okrągłego Stołu, parlamentarzysta, minister pracy i polityki socjalnej, publicysta i społecznik.</p><p>Kuroń zostawił po sobie nie tylko biografię opozycjonisty, ale także pewien styl myślenia o państwie. Polityka miała dla niego sens wtedy, gdy dotykała człowieka najsłabszego, zagubionego, wyrzuconego na margines przemian. W latach transformacji, kiedy wielu zachłysnęło się językiem rynku, Kuroń przypominał, że wspólnota nie może kończyć się na bilansie zysków i strat.</p><h2><strong>Muzyczny 17 czerwca: od Strawińskiego po Kendricka Lamara</strong></h2><p>17 czerwca mocno wybrzmiewa również w muzyce popularnej. Tego dnia urodzili się m.in. <strong>Barry Manilow</strong>, <strong>Jello Biafra</strong>, <strong>Piotr Wieteska</strong>, <strong>Eric Stefani</strong>, <strong>Maciej Molęda</strong> i <strong>Kendrick Lamar</strong>. To zestawienie niemal niemożliwe: od amerykańskiej piosenki środka, przez punkowy bunt Dead Kennedys, po rapera, który z hip-hopu uczynił narzędzie społecznej diagnozy.</p><p>W 1983 roku ukazał się ostatni album The Police — <strong>„Synchronicity”</strong>. Dwa lata później, 17 czerwca 1985 roku, muzyczny świat dostał aż trzy ważne płyty: <strong>„Crush” OMD</strong>, <strong>„Misplaced Childhood” Marillion</strong> oraz solowy debiut Stinga <strong>„The Dream of the Blue Turtles”</strong>. To był czas, gdy pop, rock progresywny i nowa fala szukały własnych dróg po erze punkowego przełomu.</p><p>W 1987 roku urodził się <strong>Kendrick Lamar</strong>, artysta, który w XXI wieku pokazał, że rap może być jednocześnie literaturą ulicy, politycznym manifestem, spowiedzią i kroniką wspólnoty. Jego twórczość przypomina, że muzyka — jak kiedyś poezja Mickiewicza czy teatr romantyczny — potrafi być głosem epoki.</p><h2><strong>Sejm zaczyna trzydniowe posiedzenie. Podatek od nadzwyczajnych zysków i ustawa antymobbingowa</strong></h2><p>W bieżącej polityce krajowej dzień zapowiada się intensywnie. <strong>Sejm rozpoczyna trzydniowe posiedzenie</strong>, podczas którego posłowie zajmą się m.in. rządowym projektem ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków z tytułu wytwarzania niektórych paliw ciekłych i ich obrotu w 2026 roku. Wpływy z tzw. <strong>windfall tax</strong> mają posłużyć m.in. finansowaniu działań osłonowych na rynku paliw, w tym pakietu „Ceny Paliwa Niżej”.</p><p>Proponowana stawka podatku ma wynosić <strong>60 procent</strong>. Podatnikami mają być przedsiębiorcy, którzy od 1 marca do 31 grudnia 2026 roku będą producentami lub sprzedawcami paliw ciekłych. Opodatkowana ma być nadwyżka przychodów ponad poziom wynikający z marży referencyjnej. Ministerstwo Finansów szacuje wpływy na około <strong>4 mld zł</strong>.</p><p>W czwartek Sejm ma wrócić do projektu nowelizacji ustawy o <strong>Krajowej Sieci Onkologicznej</strong>. Zakładane zmiany obejmują m.in. elektroniczną kartę diagnostyki i leczenia onkologicznego, uproszczenie obowiązków administracyjnych szpitali oraz doprecyzowanie roli koordynatora opieki onkologicznej.</p><p>Posłowie mają też zająć się projektem ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny. To temat szczególnie ważny w środowiskach twórczych, gdzie nieregularne dochody, umowy krótkoterminowe i brak stabilnego zabezpieczenia społecznego od lat są codziennością. Projekt przewiduje dopłaty do składek ZUS dla artystów o niskich dochodach, dostęp do świadczeń chorobowych i macierzyńskich oraz pomoc przy zmianie zawodu.</p><p>W piątek zaplanowano głosowania m.in. nad projektem nowelizacji <strong>Kodeksu pracy</strong> i <strong>Kodeksu postępowania cywilnego</strong>, określanym jako ustawa antymobbingowa. Według rządowej propozycji mobbingiem mają być zachowania nawracające, powtarzające się lub stałe, pochodzące nie tylko od przełożonych, lecz także od współpracowników, podwładnych, pojedynczych osób lub grup.</p><h2><strong>Bezpieczeństwo, wojsko i polsko-niemiecka współpraca obronna</strong></h2><p>Prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> odwiedzi dziś żołnierzy uczestniczących w ćwiczeniu taktycznym <strong>„Dzielny Dzik-26”</strong> na terenie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych Orzysz. Ćwiczenie jest jednym z kluczowych przedsięwzięć szkoleniowych 16 Dywizji Zmechanizowanej i odbywa się w ramach federacji ćwiczeń <strong>„Bursztynowy Obrońca”</strong>. Bierze w nim udział około <strong>6,5 tysiąca żołnierzy</strong>.</p><p>Równolegle w Warszawie odbędzie się spotkanie ministrów obrony Polski i Niemiec: <strong>Władysława Kosiniaka-Kamysza</strong> oraz <strong>Borisa Pistoriusa</strong>. Ministrowie mają podpisać umowę o współpracy w dziedzinie obronności. Dokument ma dotyczyć m.in. wspólnych ćwiczeń, mobilności wojskowej, infrastruktury logistycznej, współpracy na Morzu Bałtyckim, cyberbezpieczeństwa i przestrzeni kosmicznej. Według zapowiedzi MON umowa nie będzie zawierała dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza zobowiązania wynikające z NATO i Unii Europejskiej, ani regulacji dotyczących stałej obecności wojsk niemieckich w Polsce.</p><p>Nieprzypadkowo spotkanie odbywa się dokładnie w 35. rocznicę podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie. Historia znów dopisuje przypis do samej siebie.</p><h2><strong>Sztuczna inteligencja w edukacji. Laboratoria AI dla szkół</strong></h2><p>Dziś w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów premier <strong>Donald Tusk</strong>, minister edukacji <strong>Barbara Nowacka</strong> oraz sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji <strong>Paweł Olszewski</strong> wezmą udział w wydarzeniu <strong>„Sztuczna inteligencja w edukacji — inwestycje i perspektywy”</strong>.</p><p>Do szkół podstawowych i ponadpodstawowych w całym kraju ma trafić <strong>12 tysięcy zestawów laboratoriów sztucznej inteligencji</strong>. Dostawy już się rozpoczęły i mają zakończyć się w drugiej połowie lipca. Ministerstwo Cyfryzacji przeznaczy na ten cel <strong>1,86 mld zł</strong> ze środków KPO i budżetu państwa.</p><p>Dla lokalnych szkół, również tych w Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim, to temat wart obserwowania. Cyfrowe wyposażenie nie jest już dodatkiem do edukacji, lecz jednym z pól, na których rozstrzyga się przyszła pozycja uczniów — zarówno na rynku pracy, jak i w świecie informacji.</p><h2><strong>Forum Polsko-Niemieckie i powrót zrabowanych dóbr kultury</strong></h2><p>W Berlinie odbędzie się dziś <strong>Forum Polsko-Niemieckie</strong> z udziałem szefów dyplomacji obu krajów: <strong>Radosława Sikorskiego</strong> i <strong>Johanna Wadephula</strong>. Wydarzenie również wpisuje się w 35. rocznicę podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie.</p><p>Jednym z najważniejszych punktów ma być uroczystość przekazania Polsce odzyskanych dóbr kultury, w tym zrabowanego podczas II wojny światowej <strong>Pierścienia Jagiellonów</strong>. W wydarzeniu weźmie udział ministra kultury i dziedzictwa narodowego <strong>Marta Cienkowska</strong>.</p><p>To mocny symbol. W relacjach polsko-niemieckich pamięć o wojnie, zniszczeniach i grabieży kultury nie jest zamkniętym rozdziałem. Każdy odzyskany obiekt to nie tylko muzealny eksponat, lecz fragment opowieści wyrwany kiedyś przemocą z własnego miejsca.</p><h2><strong>17 czerwca zostawia nam pytanie</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium prowadzi od królewskich grobów przez emigracyjny druk „Pana Tadeusza”, od Strawińskiego po Kendricka Lamara, od Berezy Kartuskiej po traktat polsko-niemiecki. To dzień, który pokazuje, że historia nie idzie prostą linią. Raczej wraca motywami — jak muzyka, która najpierw brzmi obco, a po czasie okazuje się refrenem.</p><p>I może właśnie dlatego warto ją codziennie czytać. Nie po to, by zamieszkać w przeszłości, ale by rozpoznać, kiedy ta przeszłość znów puka do drzwi współczesności.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polska i Niemcy podpiszą umowę wojskową. Bez dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa i bez stałych wojsk Bundeswehry w Polsce]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55537,polska-i-niemcy-podpisza-umowe-wojskowa-bez-dodatkowych-gwarancji-bezpieczenstwa-i-bez-stalych-wojsk-bundeswehry-w-polsc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55537,polska-i-niemcy-podpisza-umowe-wojskowa-bez-dodatkowych-gwarancji-bezpieczenstwa-i-bez-stalych-wojsk-bundeswehry-w-polsc</guid>
            <pubDate>Tue, 16 Jun 2026 09:56:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polska-i-niemcy-podpisza-umowe-wojskowa-bez-dodatkowych-gwarancji-bezpieczenstwa-i-bez-stalych-wojs-1781602164.png</url>
                        <title>Polska i Niemcy podpiszą umowę wojskową. Bez dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa i bez stałych wojsk Bundeswehry w Polsce</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55537,polska-i-niemcy-podpisza-umowe-wojskowa-bez-dodatkowych-gwarancji-bezpieczenstwa-i-bez-stalych-wojsk-bundeswehry-w-polsc</link>
                    </image><description>W środę, 17 czerwca, w Warszawie ma zostać podpisana nowa umowa o współpracy wojskowej między Polską a Niemcami. Dokument parafują ministrowie obrony obu państw: Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius. Politycznie moment jest symboliczny, bo przypada w 35. rocznicę zawarcia polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Militarnie jednak — jak wynika z informacji PAP oraz odpowiedzi Ministerstwa Obrony Narodowej — nie będzie to przełom na miarę nowych gwarancji bezpieczeństwa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Umowa ma porządkować i rozwijać współpracę wojskową, ale <strong>nie będzie zawierała wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza NATO i Unię Europejską</strong>. Nie przewiduje również <strong>stałej obecności wojsk niemieckich w Polsce</strong>. Innymi słowy: nie powstaje żaden „polsko-niemiecki artykuł piąty”, żaden osobny parasol obronny poza istniejącymi mechanizmami sojuszniczymi. Będzie raczej praktyczna mapa współdziałania — mniej traktat wersalski, bardziej instrukcja obsługi wspólnego bezpieczeństwa w epoce wojny hybrydowej, cyberataków i rosyjskiej presji na wschodnią flankę.</p><h2>Umowa ministerialna, nie traktat</h2><p>Z informacji PAP wynika, że strona niemiecka była gotowa na szersze porozumienie, obejmujące zapisy podobne do tych, jakie Polska zawierała w ostatnich latach z Francją i Wielką Brytanią. Ostatecznie Warszawa zdecydowała się jednak na niższą rangę dokumentu — umowę zawieraną na poziomie ministerstw obrony.</p><p>Szef MSZ Radosław Sikorski, pytany wcześniej o obniżenie rangi porozumienia z traktatu do umowy, wskazywał na napięcia polityczne wokół relacji z Niemcami i możliwość prezydenckiego weta. W jego ocenie traktat polsko-niemiecki mógłby stać się w kraju paliwem dla ostrego sporu politycznego.</p><p>To ważne, bo w polskiej debacie Niemcy nigdy nie są zwykłym sąsiadem. Historia stoi tu w drzwiach jak cień z filmu Wajdy: nawet gdy rozmowa dotyczy logistyki, mostów, cyberbezpieczeństwa i wojsk inżynieryjnych, w tle pojawiają się pamięć wojny, reparacje, nieufność wobec Berlina i pytanie, czy Niemcy rzeczywiście rozumieją wschodnią flankę NATO.</p><h2>Co znajdzie się w dokumencie?</h2><p>Według MON nowa umowa ma odpowiadać na współczesne wyzwania bezpieczeństwa i zachęcać do dalszego rozwoju dwustronnych relacji obronnych. Jej główne obszary to:</p><p>mobilność wojskowa, rozwój infrastruktury logistycznej, współpraca na Morzu Bałtyckim, cyberbezpieczeństwo, przestrzeń kosmiczna oraz możliwość wspólnych zakupów określonych rodzajów uzbrojenia i sprzętu wojskowego.</p><p>Dokument ma zastąpić wcześniejsze porozumienie z 2011 roku. Tamta umowa miała wyższą rangę, bo była zawarta między rządami, ale również nie ustanawiała ani stałego stacjonowania wojsk, ani dodatkowych gwarancji wzajemnej obrony.</p><p>W praktyce chodzi więc nie o stworzenie nowego sojuszu, lecz o ułatwienie współpracy w ramach istniejących struktur — przede wszystkim NATO i Unii Europejskiej.</p><h2>Gwarancje pozostają w NATO i UE</h2><p>Najważniejsza informacja brzmi: bezpieczeństwo Polski nadal opiera się przede wszystkim na art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. To zasada zbiorowej obrony, zgodnie z którą atak na jednego członka NATO traktowany jest jako atak na wszystkich.</p><p>Drugim filarem pozostaje art. 42 ust. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli unijna klauzula wzajemnej pomocy. Ma ona znaczenie polityczne i prawne, choć w praktyce ciężar twardej obrony militarnej Europy wciąż spoczywa głównie na NATO.</p><p>Nowa umowa z Niemcami nie tworzy więc dodatkowego mechanizmu podobnego do osobnego paktu obronnego. Nie zobowiązuje Berlina do automatycznych działań ponad to, co już wynika z członkostwa obu państw w NATO i UE.</p><h2>Bundeswehra przy Tarczy Wschód?</h2><p>Jednym z najbardziej wrażliwych punktów umowy może być możliwość działania niemieckich wojsk inżynieryjnych na terytorium Polski w ramach programu <strong>Tarcza Wschód</strong>. Według wcześniejszych informacji niemieckich mediów chodziłoby o kilkudziesięciu żołnierzy Bundeswehry, którzy mogliby wspierać prace inżynieryjne — m.in. przy budowie umocnień, zapór, rowów, barier przeciwpancernych czy infrastruktury ochronnej.</p><p>Dla Berlina ma to być misja techniczna, niewymagająca zgody Bundestagu, ponieważ nie zakłada bezpośredniego udziału żołnierzy w działaniach bojowych. Dla polskiej opinii publicznej temat jest jednak politycznie delikatny. Stała obecność wojsk niemieckich w Polsce nie jest przewidziana, ale sama obecność Bundeswehry nad Wisłą, nawet inżynieryjna i czasowa, będzie przez część sceny politycznej czytana przez pryzmat historii.</p><h2>Niemieckie wojska już były w Polsce</h2><p>Warto przypomnieć, że obecność niemieckich żołnierzy w Polsce nie jest czymś zupełnie nowym. Niemieckie samoloty Eurofighter były rozlokowane pod Malborkiem i uczestniczyły w patrolach przestrzeni powietrznej. Niemieckie systemy Patriot zabezpieczały także okolice lotniska Rzeszów-Jasionka, kluczowego hubu pomocy wojskowej i humanitarnej dla Ukrainy. Wojsko niemieckie pomagało również po powodzi na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie.</p><p>Nie chodzi więc o nagłe otwarcie drzwi, których wcześniej nie było. Raczej o dopisanie kolejnego rozdziału do współpracy, która już trwa, choć często pozostaje poza pierwszym planem politycznej awantury.</p><h2>Bałtyk, cyberprzestrzeń i logistyka — wojna XXI wieku nie zaczyna się od czołgów</h2><p>Szczególnie istotne są zapisy dotyczące Morza Bałtyckiego i cyberbezpieczeństwa. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę Bałtyk stał się jednym z najważniejszych akwenów bezpieczeństwa w Europie. To tutaj krzyżują się interesy energetyczne, wojskowe, transportowe i infrastrukturalne. To także przestrzeń narażona na sabotaż, działania hybrydowe i presję ze strony Rosji.</p><p>Wojna XXI wieku często nie zaczyna się od kolumn pancernych, lecz od awarii kabli, sparaliżowanych systemów informatycznych, ataku na infrastrukturę krytyczną i dezinformacji. Dlatego współpraca z Niemcami w cyberprzestrzeni i logistyce ma znaczenie praktyczne — również dla takich regionów jak województwo łódzkie, położonych w głębi kraju, ale ważnych dla transportu, zaplecza i przemieszczania sił sojuszniczych.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i okolic bezpieczeństwo nie jest abstrakcją z map sztabowych. Przez region przebiegają ważne szlaki komunikacyjne, a bliskość centralnej Polski sprawia, że tematy infrastruktury, transportu, obrony cywilnej i odporności państwa powinny być traktowane poważnie. W nowoczesnym systemie bezpieczeństwa front nie zawsze jest na granicy. Czasem jest nim serwerownia, węzeł kolejowy, most, droga ekspresowa albo lokalna administracja, która musi działać także wtedy, gdy świat zewnętrzny zaczyna się chwiać.</p><h2>Polityka i pamięć</h2><p>Roderich Kiesewetter, deputowany CDU zajmujący się polityką zagraniczną, ocenił w rozmowie z PAP, że Polska zachowuje nieufność wobec Niemiec z powodów historycznych i dostrzega sygnały wysyłane przez Berlin wobec Moskwy. Jego zdaniem również po stronie niemieckiej brakuje woli politycznej, by podnieść relacje z Polską na wyższy poziom.</p><p>To zdanie dobrze oddaje temperaturę stosunków polsko-niemieckich. Z jednej strony mamy wspólnotę NATO, Unię Europejską, współpracę wojskową i wspólny interes w powstrzymywaniu Rosji. Z drugiej — ciężar historii, spory o reparacje, różnice w polityce wobec Moskwy i nieufność, która wraca jak refren w starym rockowym utworze: raz ciszej, raz głośniej, ale nigdy całkiem nie znika.</p><h2>Symboliczna rocznica, ostrożny dokument</h2><p>Podpisanie umowy w 35. rocznicę traktatu z 1991 roku ma wymiar symboliczny. Tamten dokument był jednym z fundamentów nowego ładu po zimnej wojnie. Dzisiejsza umowa powstaje już w zupełnie innym świecie — po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, w czasie odbudowy europejskiej obronności i dyskusji o roli Stanów Zjednoczonych w bezpieczeństwie Europy.</p><p>Ale właśnie dlatego jej ograniczony charakter jest tak znaczący. Polska i Niemcy zacieśniają współpracę, lecz bez wielkich deklaracji. Warszawa nie zdecydowała się na traktat z dodatkowymi gwarancjami. Berlin nie otrzyma stałej obecności wojskowej w Polsce. Zamiast politycznego fajerwerku mamy dokument techniczny, sojuszniczy, praktyczny.</p><p>Można powiedzieć: mniej patosu, więcej logistyki. A w dzisiejszym świecie to czasem więcej znaczy, niż brzmi.</p><h2>&nbsp;</h2> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[16 czerwca w historii: od stańczyków i Powstania Warszawskiego po Ziggy’ego Stardusta oraz aktualne decyzje rządu i UE]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55531,16-czerwca-w-historii-od-stanczykow-i-powstania-warszawskiego-po-ziggy-ego-stardusta-oraz-aktualne-decyzje-rzadu-i-ue</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55531,16-czerwca-w-historii-od-stanczykow-i-powstania-warszawskiego-po-ziggy-ego-stardusta-oraz-aktualne-decyzje-rzadu-i-ue</guid>
            <pubDate>Tue, 16 Jun 2026 08:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-16-czerwca-w-historii-od-stanczykow-i-powstania-warszawskiego-po-ziggy-ego-stardusta-oraz-aktualne-1781594255.png</url>
                        <title>16 czerwca w historii: od stańczyków i Powstania Warszawskiego po Ziggy’ego Stardusta oraz aktualne decyzje rządu i UE</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55531,16-czerwca-w-historii-od-stanczykow-i-powstania-warszawskiego-po-ziggy-ego-stardusta-oraz-aktualne-decyzje-rzadu-i-ue</link>
                    </image><description>16 czerwca: od stańczyków i Powstania Warszawskiego po Ziggy’ego Stardusta. Dzień, w którym historia znów zagląda nam przez ramię</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Dziś jest wtorek, 16 czerwca, sto sześćdziesiąty siódmy dzień roku.</strong> Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 20.58. Imieniny obchodzą: <strong>Aneta, Jan, Judyta, Julita i Justyna</strong>.</p><p>Są takie daty, które nie krzyczą jednym wielkim wydarzeniem, lecz układają się w wielogłos — trochę jak partytura, w której obok patosu historii słychać jazzową improwizację, teatralny szept zza kulis i elektryczny trzask rockowej gitary. <strong>16 czerwca</strong> przynosi opowieść o polskiej pamięci, polityce, wojnie, teatrze, muzyce i świecie, który — jak u Szekspira — wciąż wystawia nam tę samą sztukę, tylko zmienia dekoracje.</p><h2>Historyczna pamięć: Szujski, „Monter”, teatr Hanuszkiewicza i cień Lwowa</h2><p><strong>191 lat temu, w 1835 roku, w Tarnowie urodził się Józef Szujski</strong> — historyk, publicysta, polityk, jeden z filarów krakowskiej szkoły historycznej i współtwórca środowiska stańczyków. To postać, której nie da się zamknąć w szkolnym przypisie. Szujski należał do tych intelektualistów, którzy po klęskach powstańczych zadawali Polakom pytanie bolesne, ale konieczne: czy samo romantyczne uniesienie wystarczy, by budować państwo? Stańczycy, konserwatyści krakowscy, odpowiadali: potrzebne są instytucje, odpowiedzialność, rachunek sił i chłodny rozum. W czasach, gdy polityka często przypomina raczej widowisko niż służbę publiczną, ta lekcja brzmi zaskakująco aktualnie.</p><p><strong>131 lat temu, w 1895 roku, urodził się Antoni Chruściel</strong>, znany pod pseudonimem „Monter” — oficer Wojska Polskiego, komendant Okręgu Warszawa ZWZ-AK, dowódca oddziałów walczących w <strong>Powstaniu Warszawskim</strong>. Jego biografia należy do najtrudniejszych kart polskiego XX wieku: tam, gdzie patriotyzm nie był hasłem na plakacie, lecz decyzją podejmowaną w cieniu śmierci. Powstanie Warszawskie do dziś pozostaje jednym z najboleśniejszych sporów polskiej pamięci — między heroizmem a rachunkiem strat, między legendą a grozą miasta obracanego w gruzy.</p><p><strong>103 lata temu, w 1923 roku, urodził się Henryk Czyż</strong> — dyrygent, kompozytor, pedagog, jeden z ważnych twórców polskiego życia muzycznego po wojnie. Był związany z czołowymi orkiestrami symfonicznymi, ale jego życiorys, jak u wielu ludzi tego pokolenia, miał też wojenny rozdział: służbę w Armii Krajowej, akcję „Burza”, aresztowanie i wywózkę do obozu w Kałudze. W jego biografii muzyka nie unieważnia historii — raczej staje się odpowiedzią na jej brutalność.</p><p><strong>102 lata temu, w 1924 roku, we Lwowie urodził się Adam Hanuszkiewicz</strong> — aktor, reżyser, współtwórca i pierwszy reżyser naczelny Teatru Telewizji. Był człowiekiem sceny w pełnym znaczeniu tego słowa: odważnym, czasem kontrowersyjnym, zawsze gotowym potrząsnąć kurzem z narodowej klasyki. Jego inscenizacje „Balladyny” czy „Dziadów” bywały jak elektryczne spięcie między Mickiewiczem a współczesnością. Hanuszkiewicz przypominał, że klasyka nie jest muzealną gablotą, lecz żywym organizmem — jeśli nie oddycha naszym powietrzem, zamienia się w martwy eksponat.</p><p>Najciemniejszy cień tej daty pada jednak na <strong>Lwów</strong>. <strong>83 lata temu, w 1943 roku, Niemcy zakończyli ostatnią akcję wysiedleńczą w getcie lwowskim</strong>, mordując lub wywożąc do obozów pracy ponad 20 tysięcy Żydów. W czasie akcji doszło do zbrojnego wystąpienia żydowskiego ruchu oporu. To jedna z tych historii, przy których język staje się bezradny. Lwów — miasto poetów, kawiarni, uniwersytetu, Ossolineum, wielokulturowej pamięci — stał się miejscem Zagłady. I dlatego każde kalendarium, jeśli ma być czymś więcej niż listą dat, musi zatrzymać się tutaj choć na chwilę.</p><h2>Jan Paweł II w Polsce i koniec stanu wojennego</h2><p><strong>43 lata temu, 16 czerwca 1983 roku, rozpoczęła się druga pielgrzymka Jana Pawła II do Polski.</strong> Był to czas stanu wojennego, złamanych nadziei, internowań, milicyjnych pałek i społecznego zmęczenia. Papież przyjechał do kraju, który wciąż słyszał echo „Solidarności”, ale żył pod ciężkim butem systemu.</p><p>W mszach i spotkaniach z Janem Pawłem II uczestniczyło około 8 milionów osób. Miesiąc po zakończeniu pielgrzymki władze PRL zniosły stan wojenny. Oczywiście historia nie działa jak prosty mechanizm zegarka: jedno kazanie nie obala systemu, jedna pielgrzymka nie zamyka epoki. Ale bywają wydarzenia, które przesuwają niewidzialną granicę strachu. Ta pielgrzymka właśnie do takich należała.</p><h2>Odeszli: Igor Śmiałowski, Sławomir Petelicki, Hanna Zembrzuska</h2><p><strong>20 lat temu, w 2006 roku, zmarł Igor Śmiałowski</strong> — aktor teatralny i filmowy, przez lata związany m.in. z Teatrem Narodowym, Teatrem Komedia i Teatrem Polskim w Warszawie. Widzowie pamiętają go z filmów „Miasto nieujarzmione”, „Młodość Chopina”, „Znachor”, a także z seriali „Stawka większa niż życie”, „Chłopi” i „Kariera Nikodema Dyzmy”. Należał do pokolenia aktorów, którzy potrafili nadać drugoplanowej roli ciężar całej sceny.</p><p><strong>14 lat temu, w 2012 roku, zmarł gen. Sławomir Petelicki</strong>, pomysłodawca i pierwszy dowódca jednostki wojskowej 2305 GROM. Jego nazwisko pozostaje związane z budową polskich wojsk specjalnych po 1989 roku, z wejściem Polski w nową architekturę bezpieczeństwa i z epoką, w której państwo musiało nauczyć się działać według standardów Zachodu.</p><p><strong>3 lata temu, w 2023 roku, zmarła Hanna Zembrzuska</strong> — aktorka filmowa i teatralna, związana z warszawskimi scenami: Ateneum, Narodowym, Polskim, Na Woli i Kwadratem. Przez ponad 60 lat była żoną Jana Kobuszewskiego. W jej biografii jest coś cichego, pięknego i bardzo teatralnego: lojalność wobec sceny, wobec ludzi, wobec wspólnego życia, które nie potrzebowało fleszy, by mieć wartość.</p><h2>Muzyczne kalendarium: Motown, Marillion, 2Pac i narodziny Ziggy’ego Stardusta</h2><p><strong>16 czerwca</strong> w muzyce brzmi wyjątkowo mocno. To dzień, w którym spotykają się Motown, folk rock, pop, progresywny rock, hip-hop i kosmiczny glam Davida Bowiego.</p><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku, urodził się Lamont Dozier</strong> — autor tekstów i producent muzyczny, który razem z braćmi Brianem i Edwardem Hollandami stworzył jeden z najważniejszych zespołów kompozytorsko-producenckich w historii muzyki popularnej. Holland–Dozier–Holland to właściwie osobny rozdział dziejów Motown: fabryka melodii, emocji i soulowej elegancji, dzięki której lata 60. miały swój rytm, blask i puls.</p><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku, urodził się Iain Matthews</strong>, wokalista związany z Fairport Convention, później twórca Matthews Southern Comfort. Jego głos należy do tej tradycji brytyjskiego folk rocka, w której gitara brzmi jak stara mapa, a piosenka przypomina drogę przez mglisty krajobraz.</p><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku, urodził się Gino Vannelli</strong> — piosenkarz, kompozytor i autor tekstów, artysta łączący pop, jazz, soul i rockową ekspresję. <strong>73 lata temu urodził się Ian Mosley</strong>, perkusista Marillion, zespołu, który w latach 80. udowodnił, że rock progresywny może przeżyć drugą młodość, jeśli znajdzie własny język i własną dramaturgię.</p><p>Polski akcent przynosi <strong>Marcin Ciurapiński</strong>, urodzony <strong>56 lat temu</strong>, współzałożyciel, basista, kompozytor i autor tekstów zespołu Big Day. To część historii polskiego pop-rocka lat 90., kolorowego, melodyjnego, trochę radiowego, trochę festiwalowego, zapisanego w pamięci pokolenia dorastającego już po przełomie ustrojowym.</p><p><strong>55 lat temu, w 1971 roku, urodził się Tupac Shakur</strong> — 2Pac, Makaveli, raper, poeta ulicy, ikona hip-hopu, artysta, którego legenda urosła po tragicznej śmierci w 1996 roku. Tupac był czymś więcej niż wykonawcą. Był głosem gniewu, społecznego pęknięcia, czarnej Ameryki, która nie mieściła się w eleganckich raportach i telewizyjnych komentarzach.</p><p>A <strong>54 lata temu, w 1972 roku, ukazał się album Davida Bowiego „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars”</strong>. Ta płyta nie była tylko albumem. Była teatralnym wejściem na scenę nowej tożsamości, kosmiczną maską, rockową operą o sławie, samotności i autodestrukcji. Bowie stworzył postać, która wyglądała, jakby spadła z innej planety, ale mówiła bardzo ziemskie rzeczy o pragnieniu miłości, lęku przed końcem i cenie bycia kimś innym niż wszyscy.</p><p>W muzycznym kalendarium 16 czerwca znajdziemy też śmierć Jamesa Honeymana-Scotta z The Pretenders, singiel Madonny „This Used to Be My Playground”, debiutancki album Anastacii „Not That Kind”, płytę „The Bright Side” Lenki, soundtrack do „Suicide Squad” i rocznicę śmierci Buzza Casona. Jedna data, a tyle gatunków, głosów i śladów — jak półka z winylami, na której Motown stoi obok Bowiego, a 2Pac patrzy z okładki wprost na świat, który wciąż nie rozwiązał problemów, o których rapował.</p><h2>Dziś w kraju: bezpieczeństwo, paliwa, hotele i inwestycje</h2><p>Dzisiejszy dzień w polskiej polityce ma wyraźnie strategiczny charakter. Rano zaplanowano specjalne posiedzenie <strong>Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego</strong>, prowadzone przez premiera Donalda Tuska. Posiedzenie zwołano na wniosek wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza. Tematem mają być gwarancje finansowe, infrastrukturalne i logistyczne dla zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce.</p><p>To temat, który dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego nie jest abstrakcją. Polska centralna od lat znajduje się na mapie transportowej, logistycznej i wojskowej jako przestrzeń ważna dla przemieszczania ludzi, sprzętu i zasobów. W dobie wojny za wschodnią granicą bezpieczeństwo nie zaczyna się już na linii frontu. Zaczyna się przy infrastrukturze, drogach, kolei, magazynach, energetyce i odporności państwa na kryzys.</p><p>W południe rząd ma zająć się m.in. projektem ustawy wprowadzającej <strong>podatek od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych</strong>. Projekt zakłada daninę od nadwyżki przychodów osiągniętych od marca do grudnia 2026 roku przez przedsiębiorców prowadzących działalność w zakresie wytwarzania i obrotu paliwami pozyskanymi poza terytorium Polski. Stawka podatku ma wynosić 60 procent.</p><p>Politycznie to temat gorący jak czerwcowy asfalt. Zwolennicy powiedzą: skoro nadzwyczajne zyski powstają w czasie nadzwyczajnego kryzysu, państwo ma prawo sięgnąć po część tych pieniędzy. Krytycy odpowiedzą: każda dodatkowa danina może uderzyć w inwestycje, przewidywalność rynku i ostatecznie w konsumenta. Dla zwykłego kierowcy z Tomaszowa Mazowieckiego, Rawy Mazowieckiej czy Opoczna najważniejsze pytanie jest prostsze: czy to pomoże utrzymać ceny paliw w ryzach, czy stanie się kolejnym rozdziałem podatkowej układanki bez widocznego efektu przy dystrybutorze?</p><p>Rząd ma też omówić projekt nowelizacji ustawy o usługach hotelarskich, wprowadzający definicję <strong>najmu krótkoterminowego</strong> jako usługi hotelarskiej świadczonej przez okres krótszy niż 30 dni. Ministerstwo Sportu i Turystyki argumentuje, że przepisy mają przeciwdziałać nielegalnej działalności na rynku noclegowym. To sprawa ważna nie tylko dla wielkich miast i turystycznych kurortów. Także lokalne samorządy coraz częściej mierzą się z pytaniem, jak odróżnić legalną działalność gospodarczą od szarej strefy i jak nie dusić drobnej przedsiębiorczości nadmiarem formalności.</p><p>Kolejnym punktem obrad ma być deregulacyjna nowelizacja Kodeksu spółek handlowych, umożliwiająca szersze stosowanie komunikacji elektronicznej w spółkach. W tle pozostaje pytanie, które wraca jak refren: czy państwo potrafi naprawdę upraszczać życie przedsiębiorcom, czy tylko dopisuje kolejne instrukcje obsługi do już istniejącego labiryntu?</p><p>Premier Donald Tusk oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański mają także wziąć udział w wydarzeniu <strong>„Polska Inwestuje”</strong>, organizowanym w budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Symbolika miejsca jest oczywista: giełda to nie tylko notowania i wykresy, lecz także nerw gospodarki. To tam najbardziej bezlitośnie widać, czy państwo budzi zaufanie, czy tylko produkuje komunikaty.</p><h2>Dziś za granicą: Polonia w USA, G7 w Évian i europejskie spory o budżet</h2><p>Prezydent Karol Nawrocki, przebywający z wizytą w USA, ma spotkać się we wtorek z Polakami w Centrum Jana Pawła II w Clearwater na Florydzie. Spotkania z Polonią zawsze mają podwójny wymiar. Z jednej strony są dyplomacją pamięci i tożsamości, z drugiej — przypominają, że polskość od dawna nie mieści się wyłącznie w granicach państwa. Jest językiem, rodzinną opowieścią, parafią, szkołą sobotnią, klubem, wspólnotą i czasem łzą przy hymnie śpiewanym tysiące kilometrów od kraju.</p><p>We francuskim <strong>Évian-les-Bains</strong> trwa szczyt G7. Według zapowiedzi i relacji medialnych jednym z najważniejszych punktów ma być spotkanie Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim. Tegoroczne rozmowy liderów najbogatszych państw świata toczą się w cieniu wojny w Ukrainie, napięć na Bliskim Wschodzie, konfliktu USA i Izraela z Iranem, problemów gospodarczych, surowców krytycznych i globalnych nierównowag.</p><p>Évian, położone nad Jeziorem Genewskim, samo w sobie wygląda jak scenografia do spokojnego europejskiego filmu. Ale za elegancką fasadą dyplomacji kryją się twarde interesy. Ukraina chce gwarancji i realnego wsparcia, Europa obawia się kosztów destabilizacji, Stany Zjednoczone prowadzą własną grę, a światowa gospodarka z niepokojem patrzy na surowce, transport morski i ceny energii.</p><p>W Luksemburgu ministrowie do spraw europejskich mają zająć się m.in. projektem budżetu Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Polskę reprezentować ma wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki. W centrum dyskusji znajduje się polityka spójności, czyli pieniądze, które przez lata zmieniały polskie miasta, drogi, kanalizacje, szkoły, domy kultury i lokalną infrastrukturę. Dla samorządów to nie jest abstrakcyjny „brukselski worek”. To często różnica między inwestycją możliwą a odkładaną na wieczne później.</p><h2>Lokalny sens kalendarium</h2><p>Po co nam takie daty? Po co wracać do Szujskiego, Chruściela, Lwowa, Hanuszkiewicza, Bowiego i 2Paca jednego dnia, w jednym tekście?</p><p>Bo lokalność nie oznacza małości. Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski nie żyją poza historią, poza kulturą, poza polityką i gospodarką. Każda decyzja o bezpieczeństwie państwa, każda zmiana podatkowa, każda dyskusja o unijnym budżecie, każda opowieść o pamięci i wolności prędzej czy później dociera również tutaj — do szkół, domów, firm, instytucji, portfeli i rodzinnych rozmów przy stole.</p><p>16 czerwca przypomina, że historia nie jest zamkniętą księgą. To raczej stara płyta, która co jakiś czas zaczyna grać od nowa. Czasem brzmi jak marsz, czasem jak requiem, czasem jak rockowy hymn z kosmosu. Ważne, żebyśmy umieli słuchać.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Grafika 1:1</strong></p><p>Kwadratowa grafika social media, mocna i czytelna. Centralnie wielki napis „16 czerwca” na tle starej gazety i rozświetlonej sceny. Wokół cztery symboliczne kadry: Stańczyk i księga historii, Powstanie Warszawskie z opaską AK, teatralna maska Hanuszkiewicza, kosmiczny Bowie/Ziggy z winylem i mikrofonem. Dodać drobny akcent współczesny: kontur Europy, G7, bezpieczeństwo Polski. Kolory optymistyczne: złoto, błękit, ciepła biel, czerwone akcenty. Oficjalny logotyp NaszTomaszow.pl w prawym górnym rogu, nieprzerysowany, niezmieniony, na delikatnej jasnej mgiełce.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[15 czerwca: od Wielkiej Karty Swobód po cyberwojny XXI wieku. Historia, muzyka i polityka jednego dnia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55517,15-czerwca-od-wielkiej-karty-swobod-po-cyberwojny-xxi-wieku-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55517,15-czerwca-od-wielkiej-karty-swobod-po-cyberwojny-xxi-wieku-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</guid>
            <pubDate>Mon, 15 Jun 2026 13:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-15-czerwca-od-wielkiej-karty-swobod-po-cyberwojny-xxi-wieku-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dn-1781521833.png</url>
                        <title>15 czerwca: od Wielkiej Karty Swobód po cyberwojny XXI wieku. Historia, muzyka i polityka jednego dnia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55517,15-czerwca-od-wielkiej-karty-swobod-po-cyberwojny-xxi-wieku-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</link>
                    </image><description>Poniedziałek, 15 czerwca 2026 roku. Sto sześćdziesiąty szósty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.14, zajdzie o godz. 20.58. Imieniny obchodzą dziś Bernard, Jolanta, Nikifor, Wisława, Wit i Witold. A kalendarz? Jak zwykle nie jest tylko kartką z datą. To raczej stara taśma filmowa, na której obok siebie przesuwają się królowie, agenci, piłkarze, muzycy, politycy i ci wszyscy, którzy w różnych epokach próbowali zmienić bieg świata.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>15 czerwca przypomina, że historia potrafi zaczynać się od pergaminu, kończyć na serwerach, a po drodze zahaczyć o boisko, salę sądową, klub jazzowy i gabinet dyplomatyczny.</p><h2>Magna Carta: dokument, który przykrócił władzę króla</h2><p><strong>811 lat temu, w 1215 roku, król Anglii Jan bez Ziemi wydał Wielką Kartę Swobód — Magna Carta Libertatum.</strong> Dokument podpisany pod naciskiem zbuntowanych baronów nie był jeszcze demokracją w dzisiejszym znaczeniu. Nie pachniał powszechnym głosowaniem ani równością wszystkich wobec prawa. Był raczej pierwszą głęboką rysą na monarszym absolutum dominium.</p><p>Magna Carta ograniczała samowolę królewską, potwierdzała prawa możnych i Kościoła, a z czasem stała się jednym z fundamentów angielskiego konstytucjonalizmu. W jej cieniu rosła później idea, że władza nie jest dana raz na zawsze i że nawet król musi liczyć się z prawem. To myślenie, przez wieki rozwijane w Anglii, Stanach Zjednoczonych i Europie, prowadzi nas aż do współczesnych konstytucji, sądów administracyjnych i zasady legalizmu.</p><p>Dla polskiego czytelnika brzmi to znajomo. Rzeczpospolita także budowała własną opowieść o ograniczaniu władzy: od przywilejów szlacheckich, przez „Nihil novi”, po Konstytucję 3 maja. Inne realia, inne społeczeństwo, ale podobne napięcie: kto ma prawo powiedzieć władzy „nie”?</p><h2>Królowa, której życie przecięła polityka dynastyczna</h2><p><strong>481 lat temu, w 1545 roku, w Wilnie zmarła Elżbieta Habsburżanka</strong>, żona Zygmunta II Augusta i królowa Polski. Miała zaledwie 18 lat. Jej małżeństwo było częścią wielkiej gry dynastycznej Jagiellonów i Habsburgów, świata, w którym uczucia najczęściej musiały ustąpić przed racją stanu.</p><p>Elżbieta była pierwszą żoną ostatniego Jagiellona. Po jej śmierci życie Zygmunta Augusta potoczyło się ku jednej z najbardziej romantycznych i zarazem politycznie dramatycznych historii XVI-wiecznej Polski — związkowi z Barbarą Radziwiłłówną. Jak w najlepszej tragedii historycznej, na dworze mieszały się miłość, ambicje rodów, dyplomacja i lęk o przyszłość państwa.</p><h2>Saragossa i polscy żołnierze w napoleońskim ogniu</h2><p><strong>218 lat temu, w 1808 roku, rozpoczęło się oblężenie Saragossy przez wojska napoleońskie.</strong> W walkach uczestniczyli także żołnierze Legii Nadwiślańskiej, w tym ułani i piechurzy pod dowództwem płk. Józefa Chłopickiego.</p><p>Dla Polaków epoka napoleońska była czasem wielkiej nadziei i wielkich złudzeń. Mundur cesarza Francuzów wydawał się przepustką do niepodległości, ale prowadził często na pola bitew daleko od Wisły. Saragossa stała się symbolem wojny bez romantycznego połysku: miejskiej, brutalnej, pełnej cierpienia ludności cywilnej. Tu nie było miejsca na salonowe frazy. Był dym, kamień, bagnet i desperacja.</p><h2>Warszawa buduje świątynię dla cara</h2><p><strong>208 lat temu, w 1818 roku, wmurowano kamień węgielny pod budowę kościoła św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży w Warszawie.</strong> Świątynię wznoszono ku czci cara i króla Polski Aleksandra I.</p><p>Ten warszawski kościół do dziś jest jednym z ważnych punktów stolicy, ale jego geneza przypomina o skomplikowanej epoce Królestwa Polskiego po kongresie wiedeńskim. Była to Polska częściowo odtworzona, ale pod rosyjskim berłem; z własnymi instytucjami, lecz z wolnością obwarowaną politycznym cudzysłowem.</p><p>Takie miejsca są jak architektoniczne przypisy do podręcznika historii. Mówią nie tylko o wierze, ale też o władzy, wdzięczności wymuszonej geopolityką i pamięci, którą kolejne pokolenia próbowały czytać po swojemu.</p><h2>Archiwum Akt Dawnych: państwo zapisane w dokumentach</h2><p><strong>159 lat temu, w 1867 roku, w Warszawie utworzono Archiwum Akt Dawnych.</strong> Stało się ono jedną z najważniejszych instytucji przechowujących dokumenty dawnej Rzeczypospolitej.</p><p>Archiwa nie mają zwykle filmowego rozmachu. Nie strzelają, nie śpiewają, nie wygłaszają płomiennych mów. A jednak to właśnie tam często rozstrzyga się, kim byliśmy. Pergaminy, księgi grodzkie, akta sądowe, listy, mapy i urzędowe zapisy tworzą krwiobieg pamięci państwa.</p><p>Dla lokalnych społeczności, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski, archiwa są bezcenne. To dzięki nim można odtwarzać losy rodzin, majątków, parafii, dawnych zakładów, stowarzyszeń, szkół i ulic. Historia lokalna nie zaczyna się w podręczniku. Często zaczyna się od pożółkłej kartki, pieczęci i nazwiska, które ktoś ocalił od zapomnienia.</p><h2>Stanisław Thugutt: ludowiec, legionista, polityk niepodległości</h2><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku, w Sztokholmie zmarł Stanisław Thugutt</strong> — żołnierz Legionów Polskich, członek Polskiej Organizacji Wojskowej, działacz ruchu ludowego, prezes PSL „Wyzwolenie”, wicepremier, poseł na Sejm i jeden z ważnych polityków II Rzeczypospolitej.</p><p>Thugutt należał do pokolenia, które weszło w politykę z doświadczeniem zaborów, konspiracji i walki o państwo. Ruch ludowy, z którym był związany, niósł w sobie ambicję emancypacji wsi — tej wielkiej, często niedocenianej części społeczeństwa, która przez dekady była bardziej przedmiotem polityki niż jej podmiotem.</p><p>W powiecie tomaszowskim, podobnie jak w całej centralnej Polsce, historia ruchu ludowego i spółdzielczości nie jest abstrakcją. To część dziejów wsi, samorządności, oświaty i lokalnych sporów o to, kto naprawdę ma głos w państwie.</p><h2>Krystyna Skarbek: agentka, która wyprzedzała własną legendę</h2><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku, w Londynie zmarła Krystyna Skarbek</strong>, jedna z najwybitniejszych agentek brytyjskiego Special Operations Executive w czasie II wojny światowej. Polka, która dla aliantów była bezcenna, po wojnie nie doczekała się życia na miarę swojej legendy.</p><p>Jej biografia brzmi jak gotowy scenariusz filmu szpiegowskiego: odwaga, ryzyko, Bałkany, Francja, konspiracja, fałszywe dokumenty, ucieczki i operacje specjalne. Ale za tą opowieścią nie stoi papierowa bohaterka z plakatu, tylko kobieta z krwi i kości, której wojna zabrała normalność, a pokój nie umiał jej właściwie przyjąć.</p><p>Skarbek bywa łączona z inspiracjami dla postaci kobiecych w literaturze szpiegowskiej. I trudno się dziwić. Miała w sobie coś z bondowskiej brawury, ale bez luksusowej dekoracji. Raczej zimny peron, fałszywe nazwisko, napięcie w gardle i świadomość, że jeden błąd może kosztować życie.</p><h2>UEFA, wojna futbolowa i polski triumf nad Argentyną</h2><p><strong>72 lata temu, w 1954 roku, w Bazylei powstała UEFA — Unia Europejskich Związków Piłkarskich.</strong> Dziś trudno wyobrazić sobie europejski futbol bez tej instytucji: bez mistrzostw Europy, europejskich pucharów, rankingów, regulaminów i wielkiego przemysłu sportowych emocji.</p><p>Ale futbol potrafi być czymś więcej niż grą. <strong>57 lat temu, w 1969 roku, w San Salwador rozegrano mecz eliminacji mistrzostw świata Salwador–Honduras</strong>, po którym doszło do starć kibiców. Wydarzenia te stały się jedną z bezpośrednich przyczyn konfliktu zbrojnego między oboma państwami, opisanego później przez Ryszarda Kapuścińskiego w książce „Wojna futbolowa”. Kapuściński pokazał, że piłka nie wywołuje wojen sama z siebie, ale potrafi stać się zapałką rzuconą na beczkę prochu: nierówności, migracji, nacjonalizmów i politycznej frustracji.</p><p>Jest też jaśniejszy polski akcent. <strong>52 lata temu, w 1974 roku, reprezentacja Polski pokonała Argentynę 3:2 podczas mistrzostw świata w RFN.</strong> Bramki zdobyli Grzegorz Lato — dwie — oraz Andrzej Szarmach. To był jeden z tych meczów, które polski kibic wspomina jak refren dobrej piosenki: zna wynik, zna emocje, a i tak wraca.</p><p>Drużyna Kazimierza Górskiego miała w sobie coś, czego nie da się zamknąć w tabeli statystyk. Była szybkość Laty, inteligencja Deyny, skuteczność Szarmacha i pewność, że Polska może grać z największymi bez kompleksów.</p><h2>Proces KPN: PRL przeciwko opozycji</h2><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku, rozpoczął się proces przywódców Konfederacji Polski Niepodległej.</strong> Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. Tadeusz Jandziszak, Leszek Moczulski, Tadeusz Stański i Romuald Szeremietiew. Zarzucono im dążenie do obalenia ustroju PRL.</p><p>Proces KPN był jednym z tych wydarzeń, w których system komunistyczny odsłaniał własny lęk przed słowem „niepodległość”. W państwie, które w konstytucyjnych dekoracjach mówiło o ludzie i demokracji, realna opozycja była traktowana jak zagrożenie ustrojowe.</p><p>Współczesny czytelnik może tu dostrzec ważną różnicę. Dzisiejsze prawo karne również chroni konstytucyjny ustrój państwa — m.in. poprzez przepisy dotyczące zamachu na konstytucyjny organ lub ustrój Rzeczypospolitej. Ale demokratyczne państwo prawa musi odróżniać przemoc i realny zamach od działalności politycznej, krytyki władzy i prawa do opozycji. To granica, której PRL nie chciał uznać.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od Nilssona po Metallicę</h2><p>15 czerwca ma też swoją ścieżkę dźwiękową. I jest to playlista wyjątkowo barwna.</p><p>W 1941 roku w Nowym Jorku urodził się <strong>Harry Nilsson</strong>, wokalista, pianista i gitarzysta, artysta o głosie miękkim jak światło starego kina. Światową popularność przyniosły mu „Everybody’s Talkin’” z filmu „Nocny kowboj” oraz przejmująca interpretacja „Without You”. Nilsson był jednym z pierwszych wykonawców, którzy osiągnęli wielki sukces bez regularnego koncertowania — jakby studio nagraniowe było jego naturalnym żywiołem.</p><p>W 1943 roku w Paryżu urodził się <strong>Johnny Hallyday</strong>, nazywany „francuskim Elvisem”. Sprzedał dziesiątki milionów płyt i dla Francuzów był kimś więcej niż piosenkarzem: scenicznym mitem, głosem pokolenia, symbolem rockandrollowego snu nad Sekwaną.</p><p>W 1946 roku urodził się <strong>Noddy Holder</strong>, charakterystyczny wokalista i gitarzysta Slade. Jego głos — donośny, chropawy, niemal stadionowy — stał się znakiem firmowym brytyjskiego glam rocka. „Far Far Away” czy „Merry Xmas Everybody” do dziś brzmią jak migawka z epoki brokatu, gitar i bezczelnie chwytliwych refrenów.</p><p>W 1947 roku w Aleksandrii urodził się <strong>Demis Roussos</strong>, grecki wokalista, kompozytor i dawny członek Aphrodite’s Child, zespołu, w którym działał także Vangelis. Roussos zachwycał głosem rozpoznawalnym od pierwszych sekund. „Forever And Ever” i „Goodbye My Love, Goodbye” były jak pocztówki z muzycznego świata pełnego melodii, nostalgii i śródziemnomorskiego światła.</p><p>W 1951 roku urodził się <strong>Steve Walsh</strong>, wokalista grupy Kansas. To on współtworzył brzmienie, w którym rock spotykał się z symfonicznym rozmachem, skrzypcami i progresywną wyobraźnią. „Dust In The Wind” do dziś brzmi jak filozoficzna miniatura o przemijaniu.</p><p>W 1963 roku <strong>Kyu Sakamoto</strong> rozpoczął trzytygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z piosenką „Sukiyaki”. Był pierwszym japońskim artystą, który zdobył szczyt listy w USA. Warto poprawić częsty błąd: Sakamoto zginął w katastrofie samolotu Japan Airlines w 1985 roku, nie w 1980.</p><p>W 1974 roku album <strong>„Waterloo” zespołu ABBA</strong> wszedł na brytyjską listę płyt. Tytułowa piosenka wygrała wcześniej Eurowizję w Brighton, otwierając Szwedom drogę do globalnej kariery. ABBA udowodniła, że pop może być jednocześnie lekki, perfekcyjnie skonstruowany i odporny na czas.</p><p>W 1985 roku <strong>Dire Straits</strong> zdobyli pierwsze miejsce amerykańskiej listy albumów płytą „Brothers In Arms”. „Money For Nothing”, „Walk Of Life” i utwór tytułowy stały się częścią kanonu lat 80. To był rock epoki MTV, cyfrowych nagrań i gitar Marka Knopflera, które nie musiały krzyczeć, żeby hipnotyzować.</p><p>W 1989 roku w USA ukazał się <strong>„Bleach”, debiutancki album Nirvany</strong>. Jeszcze brudny, surowy, daleki od globalnej eksplozji „Nevermind”, ale już zapowiadający zmianę klimatu. Kurt Cobain wnosił do muzyki napięcie, które za chwilę miało rozsadzić wypolerowany popmetal końca dekady.</p><p>W 1991 roku <strong>Paula Abdul</strong> rozpoczęła pięciotygodniowe panowanie na amerykańskiej liście singlem „Rush Rush”. W 1996 roku zmarła <strong>Ella Fitzgerald</strong>, „Pierwsza Dama Piosenki”, zdobywczyni trzynastu nagród Grammy, artystka, której głos miał klasę, ciepło i techniczną precyzję najwyższej próby.</p><p>W 2003 roku <strong>Metallica</strong> zdobyła pierwsze miejsce amerykańskiej listy albumów płytą „St. Anger”, jedną z najbardziej dyskutowanych w dorobku zespołu. W 2005 roku <strong>Coldplay</strong> trafił na szczyt listy albumów w USA z płytą „X&amp;Y”. A w 2007 roku podczas 44. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu <strong>Patrycja Markowska</strong> zdobyła główną nagrodę w koncercie premier za utwór „Świat się pomylił”.</p><h2>Dziś w kraju: cyberbezpieczeństwo, dezinformacja i odporność państwa</h2><p>W Senacie rozpoczyna się dziś konferencja <strong>„Digital Skills Summit 2026”</strong> pod hasłem „Kompetencje cyfrowe społeczeństwa a rozwój odporności informacyjnej państwa w obliczu zagrożeń hybrydowych”. Wydarzenie ma otworzyć marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.</p><p>Tematyka konferencji jest wyjątkowo aktualna. Dezinformacja nie jest już dodatkiem do polityki. Stała się jednym z jej narzędzi. Fałszywe narracje, zmanipulowane obrazy, deepfake’i, boty i presja informacyjna są współczesnymi odpowiednikami dawnych ulotek propagandowych, tylko szybszymi, bardziej masowymi i trudniejszymi do zatrzymania.</p><p>To ważne także lokalnie. Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i regionu codziennie korzystają z mediów społecznościowych, komunikatorów, lokalnych grup i portali informacyjnych. Odporność informacyjna nie zaczyna się w wielkich ministerstwach. Zaczyna się przy telefonie w ręku, przy kliknięciu „udostępnij” i przy pytaniu: kto to napisał, po co i czy to prawda?</p><p>W Katowicach rusza natomiast <strong>CYBERSEC EXPO &amp; FORUM 2026</strong>, jedno z największych wydarzeń poświęconych cyberbezpieczeństwu w Europie Środkowo-Wschodniej. W Międzynarodowym Centrum Kongresowym debatować będą przedstawiciele administracji, biznesu, nauki i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa. W programie są m.in. odporność infrastruktury energetycznej, ochrona danych medycznych, bezpieczeństwo systemów przemysłowych, sektor finansowy, sztuczna inteligencja i dezinformacja.</p><p>Cyberbezpieczeństwo brzmi technicznie, ale w praktyce dotyczy każdego. Przychodni, szkoły, urzędu, banku, lokalnej firmy, wodociągów, komunikacji i danych mieszkańców. XXI wiek ma swoje twierdze i swoje bramy. Tyle że dziś bardzo często są nimi serwery, hasła i systemy informatyczne.</p><h2>Dziś za granicą: G7, Ukraina, Mołdawia i europejska dyplomacja</h2><p>Prezydent Karol Nawrocki przebywa z nieoficjalną wizytą w USA. Według zapowiedzi ma dziś rozmawiać na Kapitolu z liderem większości w Senacie Johnem Thunem, a we wtorek spotkać się z Polonią w Centrum Jana Pawła II w Clearwater na Florydzie. Wcześniej wziął udział w gali MMA federacji UFC przy Białym Domu, zorganizowanej w czasie obchodów 80. urodzin Donalda Trumpa.</p><p>We francuskim Évian-les-Bains rozpoczyna się dziś szczyt <strong>G7</strong>. Spotkanie liderów najbogatszych demokracji Zachodu odbywa się w cieniu wojny w Ukrainie, napięć na Bliskim Wschodzie, rywalizacji gospodarczej z Chinami i sporów o przyszłość globalnego bezpieczeństwa. Do rozmów zaproszono także przedstawicieli państw spoza ścisłej grupy G7, m.in. Brazylii, Indii, Kenii i Korei Południowej.</p><p>Dziś odbędzie się również posiedzenie unijnej Rady do Spraw Zagranicznych z udziałem wicepremiera i szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Ministrowie mają rozmawiać o rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie, sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz relacjach UE z Chinami. W agendzie znalazł się także kolejny pakiet sankcji wobec Rosji.</p><p>Symboliczny i politycznie ciężki krok wykonają Ukraina i Mołdawia, które rozpoczynają formalne rozmowy akcesyjne z Unią Europejską. Otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego obejmuje kwestie fundamentalne: praworządność, instytucje demokratyczne i reformę administracji publicznej. To etap żmudny, techniczny i pełen politycznych napięć, ale dla Kijowa i Kiszyniowa ma wymiar znacznie większy niż urzędowa procedura. To deklaracja kierunku cywilizacyjnego.</p><p>Parlament Europejski rozpoczyna natomiast czterodniowe posiedzenie. W programie znalazła się m.in. debata dotycząca umowy celnej ze Stanami Zjednoczonymi i regulacji wdrażających wcześniejsze porozumienie handlowe. Ekonomia, jak zwykle, spotyka się tu z polityką. Cła są liczbami w tabelach, ale ich skutki odczuwają producenci, kierowcy, rolnicy, konsumenci i całe regiony.</p><h2>15 czerwca: data, która łączy pergamin, piłkę i cyberfront</h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w zaskakująco spójną opowieść. Zaczynamy od Magna Carta, dokumentu ograniczającego władzę króla. Potem przechodzimy przez dynastyczne małżeństwa Jagiellonów, napoleońską Saragossę, archiwa, agentkę SOE, narodziny UEFA, „Wojnę futbolową”, proces KPN i muzykę, która od Nilssona po Nirvanę opowiadała o samotności, buncie, sławie i przemijaniu.</p><p>A współczesność dopisuje własny rozdział: cyberbezpieczeństwo, dezinformację, G7, Ukrainę, Mołdawię i politykę globalną prowadzoną w świecie, w którym wojny toczą się jednocześnie na froncie, w sieci, w mediach i w głowach ludzi.</p><p>15 czerwca przypomina więc, że historia nie jest muzealną gablotą. Jest raczej rzeką, do której codziennie wchodzimy — czasem nieświadomie, czasem po kolana, a czasem po szyję.</p><p><strong>Źródło podstawowe: PAP / opracowanie własne</strong></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Abp Górzyński zapowiada peregrynację obrazu i możliwą wizytę papieża]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55512,abp-gorzynski-zapowiada-peregrynacje-obrazu-i-mozliwa-wizyte-papieza</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55512,abp-gorzynski-zapowiada-peregrynacje-obrazu-i-mozliwa-wizyte-papieza</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Jun 2026 11:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-abp-gorzynski-zapowiada-peregrynacje-obrazu-i-mozliwa-wizyte-papieza-1781429914.png</url>
                        <title>Abp Górzyński zapowiada peregrynację obrazu i możliwą wizytę papieża</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55512,abp-gorzynski-zapowiada-peregrynacje-obrazu-i-mozliwa-wizyte-papieza</link>
                    </image><description>Gietrzwałd szykuje się na wielki jubileusz. Abp Józef Górzyński mówi o roku przygotowań, peregrynacji obrazu i nadziei na wizytę papieża</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Archidiecezja warmińska rozpoczyna duchowe i organizacyjne przygotowania do 150. rocznicy objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.</strong> Metropolita warmiński abp Józef Górzyński zapowiada peregrynację kopii gietrzwałdzkiego obrazu, materiały duszpasterskie dla parafii i rozbudowę infrastruktury sanktuarium. W tle pojawia się także wielkie pragnienie wiernych: możliwa wizyta papieża Leona XIV.</p><p>Gietrzwałd znów staje się miejscem, ku któremu zwraca się uwaga całej Polski. Nie z powodu politycznej deklaracji, nie z powodu kolejnej debaty, która gaśnie szybciej niż zapalona zapałka, ale z powodu historii, która trwa od 1877 roku. To wtedy — według przekazu wizjonerek Barbary Samulowskiej i Justyny Szafryńskiej — Matka Boża miała przemówić do dzieci po polsku, w czasie, gdy Warmia doświadczała presji germanizacyjnej. Objawienia trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. &nbsp;</p><h2>Najpierw przygotowanie, potem jubileusz</h2><p>Abp Józef Górzyński w rozmowie z PAP podkreślił, że obecny etap ma być przede wszystkim czasem przygotowań. Nie chodzi jedynie o organizację wielkich uroczystości, lecz o pracę duchową w parafiach archidiecezji warmińskiej.</p><p>Metropolita warmiński zapowiedział, że kapłani otrzymują materiały duszpasterskie, które będą mogli wykorzystywać we wspólnotach parafialnych. Przygotowywana jest także specjalna książeczka kolędowa, przeznaczona do przekazywania wiernym podczas wizyt duszpasterskich.</p><p>Od kilku lat w parafiach archidiecezji 27. dnia każdego miesiąca odprawiana jest <strong>nowenna gietrzwałdzka</strong>. Ma ona prowadzić wiernych ku jubileuszowi nie przez wielkie hasła, lecz przez rytm modlitwy, powtarzalność i cierpliwość — jak w dawnych pieśniach pielgrzymich, które bardziej przypominają marsz niż koncert.</p><h2>Kopia obrazu odwiedzi parafie archidiecezji</h2><p>Jednym z najważniejszych wydarzeń przygotowujących do jubileuszu będzie <strong>peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej</strong>. Oryginalny obraz znajduje się w głównym ołtarzu kościoła w Gietrzwałdzie, a specjalnie przygotowana kopia ma odwiedzić parafie archidiecezji warmińskiej.</p><p>Zgodnie z zapowiedziami abp. Górzyńskiego obraz zostanie poświęcony 13 września przez nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Antonio Guido Filipazziego, który ma przewodniczyć tegorocznym uroczystościom odpustowym w Gietrzwałdzie. Po wrześniowym odpuście rozpocznie się peregrynacja.</p><p>Dla wielu parafii będzie to coś więcej niż religijna ceremonia. W polskiej tradycji nawiedzenie obrazu zawsze miało charakter wspólnotowy: gromadziło rodziny, sąsiadów, strażaków, koła różańcowe, lokalne stowarzyszenia. To wydarzenie, które potrafiło na chwilę zatrzymać codzienność — jak dzwon bijący nad wsią w scenach z Reymonta.</p><h2>Papież Leon XIV w Gietrzwałdzie? Jest nadzieja, nie ma decyzji</h2><p>Najwięcej emocji budzi oczywiście pytanie o możliwą wizytę papieża Leona XIV. Abp Józef Górzyński przyznał, że w obecnym roku przyjazd papieża nie jest możliwy ze względu na brak wolnych terminów, a rok 2027 będzie w Polsce rokiem wyborczym. Według metropolity Stolica Apostolska unika składania wizyt w takich okresach. Dlatego realnie rozważany miałby być rok 2028.</p><p>Warto podkreślić jasno: <strong>nie ma jeszcze oficjalnej decyzji Stolicy Apostolskiej o papieskiej wizycie w Gietrzwałdzie</strong>. Jest zaproszenie, nadzieja i przygotowania prowadzone tak, jakby taka wizyta mogła się wydarzyć. Już wcześniej media kościelne informowały, że abp Górzyński mówił o papieskiej obecności jako o „pięknym geście” wobec wiernych w związku z jubileuszem. &nbsp;</p><h2>Sanktuarium musi sprostać tłumom</h2><p>Metropolita warmiński nie ukrywa, że Gietrzwałd potrzebuje lepszego zaplecza. Chodzi o miejsca noclegowe, parkingi, sanitariaty, gastronomię i dostępność dla osób z niepełnosprawnościami.</p><p>Abp Górzyński zwrócił uwagę, że do sanktuarium docierają sygnały od rodzin, które przyjeżdżały z osobami poruszającymi się na wózkach i miały problem z dotarciem do najważniejszych miejsc, w tym w okolice kapliczki objawień. To bardzo konkretny, ludzki wymiar przygotowań: jubileusz nie może być świętem tylko dla sprawnych, zdrowych i silnych.</p><p>W sanktuarium prowadzone są obecnie prace przy osuszaniu fundamentów i renowacji murów. Trwa też rozbudowa domów pielgrzyma. Ważnym elementem ma być nowy <strong>ołtarz polowy</strong>, powstający na błoniach przy drodze do źródełka. Ma służyć podczas największych uroczystości, gdy wierni nie mieszczą się już w kościele.</p><p>Jak wynika z informacji regionalnych, rok 2027 został ustanowiony przez sejmik województwa warmińsko-mazurskiego <strong>Rokiem 150-lecia Objawień Maryjnych w Gietrzwałdzie</strong>, a samorząd zapowiedział wsparcie działań upamiętniających jubileusz. &nbsp;</p><h2>Objawienia, które miały znaczenie religijne i narodowe</h2><p>Gietrzwałd zajmuje szczególne miejsce w historii polskiego katolicyzmu. To jedno z najważniejszych sanktuariów maryjnych w kraju, a same objawienia z 1877 roku miały — według historyków — znaczenie nie tylko religijne, ale również narodowe. W czasie zaborów, na Warmii poddawanej germanizacji, przekaz o Matce Bożej mówiącej po polsku nabrał wymiaru symbolu.</p><p>Sanktuarium przypomina, że objawienia gietrzwałdzkie miały miejsce dziewiętnaście lat po Lourdes, a głównymi wizjonerkami były trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Kult maryjny w Gietrzwałdzie istniał jednak wcześniej — miejscowy obraz Matki Bożej był czczony już w XVI wieku. &nbsp;</p><p>W przesłaniu objawień powracały wezwania do pokuty, nawrócenia, trzeźwości, codziennej modlitwy różańcowej i życia sakramentalnego. To słowa proste, ale w historii Polski nieraz właśnie prostota okazywała się najmocniejsza. Nie manifest, nie traktat, nie partyjny program — tylko różaniec, język i pamięć.</p><h2>Gietrzwałd daleko od Tomaszowa, ale blisko polskiej pamięci</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego Gietrzwałd może wydawać się odległym punktem na mapie. Ale duchowo i historycznie wpisuje się w ten sam pejzaż, który znamy z lokalnych pielgrzymek, parafialnych uroczystości i rodzinnych opowieści o sanktuariach — od Jasnej Góry po mniejsze miejsca kultu rozsiane po Polsce.</p><p>W polskiej historii sanktuaria często były czymś więcej niż przestrzenią religijną. Były archiwum pamięci, miejscem języka, tożsamości i wspólnoty. Tak jak w literaturze droga bywa ważniejsza od celu, tak w pielgrzymowaniu liczy się nie tylko dotarcie do kaplicy czy ołtarza, ale także wspólna droga, rozmowa, śpiew i cisza.</p><p>Jubileusz gietrzwałdzki może więc stać się nie tylko wydarzeniem Warmii, lecz także ogólnopolską opowieścią o tym, jak przeszłość potrafi wrócić nie jako muzealny eksponat, ale jako żywe pytanie: co dziś robimy z wiarą, językiem, wspólnotą i pamięcią?&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[86 lat temu ruszył pierwszy transport Polaków do Auschwitz. 728 nazwisk, od których zaczęła się historia niemieckiego obozu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55511,86-lat-temu-ruszyl-pierwszy-transport-polakow-do-auschwitz-728-nazwisk-od-ktorych-zaczela-sie-historia-niemieckiego-oboz</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55511,86-lat-temu-ruszyl-pierwszy-transport-polakow-do-auschwitz-728-nazwisk-od-ktorych-zaczela-sie-historia-niemieckiego-oboz</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Jun 2026 10:26:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-86-lat-temu-ruszyl-pierwszy-transport-polakow-do-auschwitz-728-nazwisk-od-ktorych-zaczela-sie-hist-1781425693.png</url>
                        <title>86 lat temu ruszył pierwszy transport Polaków do Auschwitz. 728 nazwisk, od których zaczęła się historia niemieckiego obozu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55511,86-lat-temu-ruszyl-pierwszy-transport-polakow-do-auschwitz-728-nazwisk-od-ktorych-zaczela-sie-historia-niemieckiego-oboz</link>
                    </image><description>14 czerwca 1940 roku Niemcy deportowali z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 728 polskich więźniów politycznych. To oni stali się pierwszymi więźniami obozu, który początkowo utworzono przede wszystkim z myślą o represjonowaniu Polaków. W niedzielę, 14 czerwca 2026 roku, przypada 86. rocznica tamtego transportu oraz Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są daty, które nie mieszczą się w kalendarzu. Nie są tylko kartką wyrwaną z historii, numerem rocznicy, notatką w podręczniku. Wracają jak ciężki dźwięk pociągu na torach. 14 czerwca 1940 roku z Tarnowa do Oświęcimia ruszył transport 728 mężczyzn. Wśród nich byli żołnierze kampanii wrześniowej, członkowie konspiracji, gimnazjaliści, studenci, ludzie młodzi, często jeszcze z tym rodzajem odwagi, który każe wierzyć, że granicę można przekroczyć, do wojska się przedrzeć, a Polskę odzyskać.</p><p>Nie wiedzieli, że jadą do miejsca, którego nazwa stanie się jednym z najstraszniejszych słów XX wieku.</p><h2>Auschwitz nie był „polskim obozem”. Był niemieckim narzędziem terroru</h2><p>Obóz koncentracyjny na peryferiach Oświęcimia powstał z decyzji niemieckiego aparatu terroru. Miasto, którego nazwę okupanci zmienili na Auschwitz, leżało w miejscu dogodnym strategicznie: blisko linii kolejowych, na styku Śląska i Małopolski, w przestrzeni pozwalającej izolować więźniów i rozbudowywać obóz.</p><p>Pod koniec 1939 roku pomysł utworzenia obozu przedstawił niemiecki oficer SS Arpad Wigand. Niemieckie więzienia na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim były przepełnione, a okupant coraz brutalniej odpowiadał na rodzący się polski opór. Wiosną 1940 roku rozkaz założenia obozu wydał Heinrich Himmler. Organizację powierzono Rudolfowi Hössowi, późniejszemu komendantowi Auschwitz.</p><p>To ważne, by te fakty powtarzać bez skrótów i bez fałszywych kalk językowych. <strong>Auschwitz był niemieckim nazistowskim obozem koncentracyjnym i zagłady</strong>. Nie był „polski”, choć powstał na okupowanej polskiej ziemi. Nie był abstrakcyjną machiną bez sprawców. Miał niemieckich decydentów, niemiecką administrację, niemiecką załogę SS i niemiecki cel: złamać, wyzyskać, zniszczyć.</p><h2>728 mężczyzn. Numery od 31 do 758</h2><p>Za początek funkcjonowania KL Auschwitz uznaje się właśnie <strong>14 czerwca 1940 roku</strong>. Tego dnia Niemcy przywieźli z więzienia w Tarnowie 728 polskich więźniów politycznych. Otrzymali numery od 31 do 758. Numery od 1 do 30 nadano wcześniej niemieckim więźniom kryminalnym z KL Sachsenhausen, których sprowadzono do Auschwitz jako zalążek obozowej kadry funkcyjnej.</p><p>W pierwszym transporcie byli ludzie, których okupant uważał za szczególnie niebezpiecznych: żołnierze, konspiratorzy, uczniowie, studenci, osoby próbujące przedostać się przez Węgry do formujących się polskich oddziałów. Wśród nich znajdowała się także niewielka grupa polskich Żydów.</p><p>Najniższy numer w tym transporcie — 31 — otrzymał <strong>Stanisław Ryniak</strong>. Dla obozowej administracji był wpisem w systemie. Dla historii stał się jednym z symboli początku Auschwitz.</p><p>Po przybyciu więźniów umieszczono nie od razu w gotowym obozie, lecz w budynkach dawnego Polskiego Monopolu Tytoniowego. Auschwitz dopiero nabierał kształtu. Zanim stał się ogromnym kompleksem śmierci, był miejscem chaotycznie organizowanego, lecz od początku bezwzględnego terroru.</p><h2>„Wyjście stąd prowadzi tylko przez komin”</h2><p>Jednym z więźniów pierwszego transportu był <strong>Kazimierz Albin</strong>, który po wojnie wspominał słowa Karla Fritzscha, kierownika obozu. Ich sens brzmiał jak wyrok: więźniowie mieli być internowani do końca wojny, bunt miał być tłumiony bezwzględnie, a zdrowi i młodzi mieli przeżyć najwyżej kilka miesięcy. Najbardziej przerażające zdanie zapamiętano na zawsze: <strong>„Wyjście stąd prowadzi tylko przez komin krematorium”</strong>.</p><p>To nie była metafora. To był program. Auschwitz od początku był miejscem, w którym człowieka pozbawiano imienia, ubrania, prywatności, snu, jedzenia, godności — wszystkiego, co stanowi o ludzkim istnieniu. Zostawał numer. Zostawała praca ponad siły. Zostawał strach.</p><p>Z 728 więźniów pierwszego transportu wojnę przeżyło 325. Zginęło 292. Los 111 pozostaje nieznany.</p><p>Te liczby nie są statystyką. Każda z nich oznacza twarz, rodzinę, niedokończone życie, list, którego nigdy nie wysłano, matkę, która czekała, narzeczoną, która nie doczekała powrotu, dzieciństwo przerwane hukiem historii.</p><h2>Najpierw Polacy, potem fabryka masowej zagłady</h2><p>W pierwszym okresie istnienia obozu to <strong>Polacy stanowili największą grupę więźniów Auschwitz</strong>. Niemcy kierowali tam przedstawicieli polskiej elity: nauczycieli, lekarzy, prawników, duchownych, oficerów, ludzi nauki i kultury, działaczy społecznych, urzędników, osoby podejrzewane o działalność konspiracyjną, a także tych, których schwytano podczas ulicznych łapanek.</p><p>Obóz był elementem szerszej polityki okupacyjnej: zastraszenia społeczeństwa, niszczenia elit, łamania ducha oporu i stopniowego wyniszczania narodu polskiego na terenach, które III Rzesza traktowała jako przyszłą „niemiecką przestrzeń życiową”.</p><p>Od 1942 roku, wraz z nasileniem deportacji Żydów z okupowanej Europy, Auschwitz stał się przede wszystkim symbolem Zagłady. Od 1943 roku Żydzi stanowili już większość więźniów. W całym kompleksie Auschwitz-Birkenau Niemcy zamordowali co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów. Ginęli tam także Polacy, Romowie, sowieccy jeńcy wojenni i więźniowie innych narodowości.</p><h2>Pamięć nie jest rytuałem. Jest obowiązkiem</h2><p>14 czerwca obchodzimy w Polsce <strong>Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady</strong>. Święto ustanowiono uchwałą Sejmu z 8 czerwca 2006 roku, w 66. rocznicę pierwszego transportu więźniów do KL Auschwitz. W 2015 roku zmieniono jego nazwę, aby mocniej i precyzyjniej wybrzmiała prawda historyczna: sprawcami byli Niemcy, a obozy były częścią niemieckiego nazistowskiego systemu terroru.</p><p>To nie jest drobiazg językowy. W epoce internetowych skrótów, uproszczeń i świadomego fałszowania historii słowa są jak kamienie graniczne. Przesunięte o kilka centymetrów dziś, jutro mogą zmienić całą mapę pamięci.</p><p>Dlatego trzeba mówić jasno: 14 czerwca 1940 roku <strong>Niemcy deportowali pierwszych Polaków do Auschwitz</strong>. Polacy byli pierwszymi więźniami tego obozu. Później miejsce to stało się największym cmentarzem Europy bez grobów, symbolem Holokaustu i jednym z najważniejszych ostrzeżeń, jakie historia zostawiła ludzkości.</p><h2>Także nasza lokalna pamięć</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu ta rocznica nie jest odległą lekcją z Małopolski. Niemiecki terror nie omijał żadnego polskiego miasta. W bazach ofiar Auschwitz odnaleźć można również osoby urodzone w Tomaszowie Mazowieckim i okolicach. To przypomnienie, że wielka historia prawie zawsze ma lokalny adres: ulicę, dom, rodzinne nazwisko, fotografię w szufladzie.</p><p>Dlatego warto, by 14 czerwca był dniem nie tylko oficjalnych przemówień, ale także rodzinnych rozmów. Może ktoś z naszych bliskich był więźniem niemieckiego obozu. Może ktoś pomagał ukrywającym się. Może ktoś został wywieziony, zginął, wrócił milczący albo nie wrócił nigdy. Pamięć zaczyna się często nie w archiwum, lecz przy kuchennym stole.</p><p>Auschwitz nie skończył się wraz z wyzwoleniem obozu. Pozostał w świadectwach ocalałych, w nazwiskach ofiar, w dokumentach, w ciszy baraków, w popiele, którego nie da się oddzielić od ziemi. Pozostał także jako zobowiązanie.</p><p>Bo pamięć nie polega na tym, by raz w roku pochylić głowę. Pamięć polega na tym, by nie pozwolić kłamstwu zająć miejsca prawdy..pl zgodnie z oficjalnym znakiem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[14 czerwca: pamięć Auschwitz, cień pogromu, Słowacki wraca na Wawel i muzyka, która gra mimo historii]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55510,14-czerwca-pamiec-auschwitz-cien-pogromu-slowacki-wraca-na-wawel-i-muzyka-ktora-gra-mimo-historii</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55510,14-czerwca-pamiec-auschwitz-cien-pogromu-slowacki-wraca-na-wawel-i-muzyka-ktora-gra-mimo-historii</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Jun 2026 09:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-14-czerwca-pamiec-auschwitz-cien-pogromu-slowacki-wraca-na-wawel-i-muzyka-ktora-gra-mimo-histori-1781424401.png</url>
                        <title>14 czerwca: pamięć Auschwitz, cień pogromu, Słowacki wraca na Wawel i muzyka, która gra mimo historii</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55510,14-czerwca-pamiec-auschwitz-cien-pogromu-slowacki-wraca-na-wawel-i-muzyka-ktora-gra-mimo-historii</link>
                    </image><description>14 czerwca w polskim kalendarzu łączy pamięć o pierwszym transporcie do Auschwitz, rocznicę pogromu w Białymstoku i powrót Juliusza Słowackiego na Wawel. To także dzień Hłaski, Barei i muzyki, która przypomina, że historia nigdy nie milknie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Dziś w kraju i na świecie, niedziela 14 czerwca.</strong> To sto sześćdziesiąty piąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 20.57. Imieniny obchodzą: Eliza, Konstancja, Alojzy, Anastazy, Feliks, Michał, Ryszard i Walery.</p><p>Są takie daty, które nie mieszczą się w zwykłym kalendarzu. Nie są tylko kratką między sobotą a poniedziałkiem. 14 czerwca należy właśnie do nich. To dzień, w którym historia mówi głosem wagonów jadących z Tarnowa do <strong>Auschwitz</strong>, krzykiem pogromu w Białymstoku, poezją Słowackiego wracającą z paryskiego Montmartre na Wawel, gorzkim śmiechem Barei i papierosowym cieniem Marka Hłaski. A gdzieś obok, jak w radiu grającym w pustej kuchni po północy, brzmią Four Tops, Yes, Culture Club, Faithless, Jamiroquai, Henry Mancini i Rory Gallagher.</p><h2><strong>Narodowy Dzień Pamięci. 14 czerwca zaczął się Auschwitz</strong></h2><p>Najważniejszym akcentem dzisiejszego dnia w Polsce jest <strong>Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady</strong>. Data nie jest przypadkowa. <strong>14 czerwca 1940 roku Niemcy skierowali z Tarnowa do KL Auschwitz pierwszy transport więźniów politycznych</strong>. Było ich 728. Przeważali Polacy, wśród nich członkowie konspiracji niepodległościowej, ludzie zatrzymani w obławach i łapankach, młodzi, bardzo młodzi, których biografie miały dopiero nabrać rozpędu.</p><p>Ten dzień uznawany jest za początek funkcjonowania obozu <strong>Auschwitz.</strong> Początkowo niemiecki aparat terroru tworzył go przede wszystkim z myślą o więzieniu Polaków. Później Auschwitz stał się jednym z najstraszniejszych symboli Zagłady Żydów europejskich, miejscem śmierci Romów, jeńców sowieckich i więźniów wielu narodowości. Niemcy zamordowali tam około 1,1 mln ludzi.</p><p>Dziś w Oświęcimiu i Harmężach odbywają się <strong>obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu</strong>. W programie znalazło się złożenie hołdu ofiarom przed Ścianą Straceń na terenie byłego obozu Auschwitz I, upamiętnienie więźniów pierwszego transportu oraz msza święta w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. W uroczystościach uczestniczyć mają byli więźniowie oraz przedstawiciele władz państwowych.</p><p>To nie jest pamięć muzealna, zamknięta za szkłem. To pamięć żywa. Także dla lokalnych społeczności, takich jak Tomaszów Mazowiecki i cały powiat tomaszowski, gdzie wojna, okupacja, wywózki, niemieckie represje i utrata sąsiadów wciąż są częścią rodzinnych opowieści. W takich dniach warto przypominać, że historia nie zaczyna się w podręczniku. Zaczyna się w nazwisku, fotografii, adresie, ciszy po kimś, kto nie wrócił.</p><h2><strong>Białystok 1906. Pogrom, który odsłonił truciznę imperium</strong></h2><p>120 lat temu, 14 czerwca 1906 roku, rozpoczął się trzydniowy <strong>pogrom w Białymstoku</strong>. W wyniku zamieszek inspirowanych przez zaborcze władze rosyjskie zginęło 82 Żydów. Pretekstem miał być wybuch bomby na trasie katolickiej procesji Bożego Ciała.</p><p>To był czas rewolucyjnego wrzenia po 1905 roku, strachu władzy przed społeczną energią i starych mechanizmów imperialnej polityki: skłócić, wskazać winnego, wypuścić nienawiść z klatki, a potem udawać, że była żywiołem. Pogromy w Imperium Rosyjskim nie były tylko „zamieszkami”. Były polityczną technologią przemocy. W Białymstoku uderzyły w społeczność żydowską, ale mówiły także coś strasznego o państwie, które własną słabość próbowało przykryć cudzą krwią.</p><h2><strong>Słowacki wraca na Wawel. Poezja jako akt państwowy</strong></h2><p>99 lat temu, 14 czerwca 1927 roku, na paryskim Cmentarzu Montmartre przeprowadzono <strong>ekshumację szczątków Juliusza Słowackiego</strong>. Na polecenie marszałka Józefa Piłsudskiego sprowadzono je do Polski i uroczyście złożono na Wawelu.</p><p>Ten gest był czymś więcej niż ceremonią pogrzebową. II Rzeczpospolita budowała własną symbolikę, własny mit założycielski, własny rytuał państwowy., <strong>Słowacki</strong> poeta „Kordiana”, samotności, ironii i wielkiego dramatu ducha, wracał do kraju, który powstał po latach zaborów. Piłsudski miał podczas wawelskiej uroczystości wypowiedzieć słynne słowa o tym, że w imieniu rządu Rzeczypospolitej poleca odnieść trumnę poety do krypty królewskiej, „bo królom był równy”.</p><p>W tym zdaniu jest cała polska wyobraźnia: przekonanie, że słowo może mieć rangę korony, a poeta — miejsce obok władców.</p><h2><strong>Żbik, Cat-Mackiewicz i indeks ksiąg zakazanych</strong></h2><p>95 lat temu, w 1931 roku, w stoczni w Caen zwodowano okręt podwodny <strong>ORP „Żbik”</strong>, zbudowany dla polskiej Marynarki Wojennej. Na początku II wojny światowej wraz z innymi polskimi jednostkami został internowany w Szwecji. Po wojnie wrócił do kraju i służył do 1955 roku. To fragment tej mniej widowiskowej, ale ważnej opowieści o II RP: państwie, które po latach niewoli chciało mieć własną flotę, własną technikę, własny język nowoczesności.</p><p>70 lat temu, w 1956 roku, do Polski powrócił z emigracji <strong>Stanisław Cat-Mackiewicz</strong> — publicysta, pisarz, polityk konserwatywny, dawny redaktor naczelny wileńskiego „Słowa”, poseł BBWR, więzień Berezy Kartuskiej, premier rządu RP na emigracji w latach 1954–1955. Jego powrót do PRL, poprzedzony kontaktami ze służbami specjalnymi, do dziś pozostaje jednym z tych epizodów, które nie pozwalają historii zamienić się w prostą laurkę. Cat był człowiekiem wielkiego talentu, ostrego pióra i dramatycznych wyborów. Jak bohater powieści politycznej, w której nikt nie wychodzi całkiem czysty.</p><p>60 lat temu, w 1966 roku, Watykańska Kongregacja Nauki Wiary zniosła obowiązujący w Kościele katolickim od XVI wieku <strong>Indeks Ksiąg Zakazanych</strong>. Przez stulecia trafiały na niego dzieła uznawane za niebezpieczne dla wiary lub moralności. Zniesienie indeksu było znakiem epoki po Soborze Watykańskim II — czasu, w którym Kościół próbował inaczej rozmawiać ze światem, kulturą i nowoczesnością.</p><h2><strong>Hłasko i Bareja. Dwaj kronikarze polskiego nerwu</strong></h2><p>57 lat temu, 14 czerwca 1969 roku, w Wiesbaden zmarł <strong>Marek Hłasko</strong>. Był jednym z tych pisarzy, których legenda zaczęła biec szybciej niż biografia. „Piękni dwudziestoletni”, „Baza Sokołowska”, „Następny do raju” — to literatura szorstka, zaciśnięta jak pięść, podszyta rozczarowaniem, ale też potrzebą wolności. Hłasko pisał tak, jakby każde zdanie było ostatnim papierosem przed odjazdem nocnego pociągu.</p><p>39 lat temu, w 1987 roku, zmarł <strong>Stanisław Bareja</strong>, reżyser, który potrafił opisać absurd PRL celniej niż niejeden traktat socjologiczny. „Miś”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, „Poszukiwana, poszukiwany”, „Alternatywy 4”, „Zmiennicy” — to nie tylko komedie. To kroniki państwa, w którym rzeczywistość sama pisała dialogi. Bareja pokazywał system jako wielką maszynę do produkcji nonsensu, ale robił to tak, że śmialiśmy się, choć często był to śmiech przez zęby.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: od Four Tops do Jamiroquai</strong></h2><p>14 czerwca ma także mocny rytm muzyczny. W 1936 roku urodził się <strong>Renaldo „Obie” Benson</strong>, wokalista Four Tops, jednego z najważniejszych zespołów związanych z brzmieniem Motown. Trzy lata później, w 1939 roku, przyszli na świat <strong>Czesław Majewski</strong>, kompozytor i pianista znany polskiej publiczności także z telewizji, oraz <strong>Marek Gaszyński</strong>, dziennikarz muzyczny, autor tekstów piosenek i książek o historii polskiej muzyki rozrywkowej.</p><p>W 1945 roku urodził się <strong>Rod Argent</strong>, klawiszowiec i założyciel The Zombies, grupy, która wprowadziła do rocka elegancję, psychodelię i melancholię brytyjskich lat 60. Rok później urodził się <strong>Janusz Stefański</strong>, perkusista jazzowy, kompozytor i pedagog. W 1949 roku na świat przyszli <strong>Jim Lea</strong> ze Slade oraz <strong>Alan White</strong>, perkusista Yes, związany z progresywnym rockiem, w którym każdy utwór mógł być osobną katedrą dźwięku.</p><p>Wśród dzisiejszych solenizantów muzycznych są także <strong>Gianna Nannini</strong>, <strong>Maxi Jazz</strong> z Faithless, <strong>Nick Van Eede</strong> z Cutting Crew, <strong>Marcus Miller</strong>, <strong>Laurent Boutonnat</strong>, współtwórca sukcesów Mylène Farmer, oraz <strong>Boy George</strong>, głos Culture Club i jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury lat 80.</p><p>14 czerwca to również data premier płytowych i pożegnań. W 1993 roku ukazał się debiutancki album Jamiroquai <strong>„Emergency on Planet Earth”</strong>, który połączył acid jazz, funk, soul i ekologiczną wrażliwość początku lat 90. Rok później zmarł <strong>Henry Mancini</strong>, kompozytor muzyki filmowej, twórca tematów, które weszły do zbiorowej wyobraźni jak dobrze zapamiętana scena z kina. W 1995 roku odszedł <strong>Rory Gallagher</strong>, gitarzysta bluesowy — jeden z tych muzyków, którzy nie musieli udawać ognia, bo mieli go w palcach.</p><h2><strong>Dziś w kraju: pamięć i państwowe uroczystości</strong></h2><p>W Oświęcimiu i Harmężach odbywają się dziś obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. To centralny punkt krajowego kalendarza pamięci. Uroczystości mają przypominać nie tylko o pierwszym transporcie z Tarnowa, ale również o wszystkich ofiarach niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i obozów zagłady.</p><p>Warto, by tego dnia pamięć nie kończyła się na oficjalnych przemówieniach. Dla lokalnych redakcji, szkół, rodzin i samorządów to także impuls, by wracać do nazwisk ludzi z własnych miast i wsi. Bo wielka historia zawsze ma lokalny adres.</p><h2><strong>Świat: Ormuz, Waszyngton i szwajcarskie referendum</strong></h2><p>Na świecie uwaga skupia się dziś między innymi na doniesieniach dotyczących możliwego porozumienia USA–Iran. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że może dojść do podpisania dokumentu, który miałby otworzyć cieśninę Ormuz. Jednocześnie napływają sygnały ostrożności ze strony irańskiej dyplomacji. W tej sprawie trzeba więc zachować dystans: mamy do czynienia raczej z polityczną rozgrywką na wysokim napięciu niż z zakończonym procesem pokojowym.</p><p>Dziś prezydent Karol Nawrocki udaje się z wizytą do Waszyngtonu na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa. Wizyta ma charakter roboczy, a w programie znalazły się rozmowy dotyczące bezpieczeństwa i relacji dwustronnych. Prezydent RP ma również uczestniczyć w gali UFC Freedom 250 organizowanej w Białym Domu przy okazji obchodów 250. rocznicy podpisania Deklaracji Niepodległości USA oraz urodzin amerykańskiego prezydenta.</p><p>W Szwajcarii odbywa się natomiast referendum dotyczące inicjatywy Szwajcarskiej Partii Ludowej, która chce ograniczyć wzrost liczby mieszkańców kraju do 10 mln przed 2050 rokiem. Zwolennicy mówią o presji migracji na mieszkalnictwo, usługi publiczne i bezpieczeństwo. Przeciwnicy ostrzegają przed uderzeniem w gospodarkę, relacje z Unią Europejską i tradycję humanitarną Szwajcarii.</p><h2><strong>14 czerwca. Data, która nie pozwala przejść obojętnie</strong></h2><p>W jednym dniu spotykają się dziś Auschwitz, Białystok, Słowacki, Hłasko, Bareja, Cat-Mackiewicz, Henry Mancini i Rory Gallagher. Pamięć narodowa, literatura, polityka, muzyka i popkultura tworzą dziwny, ale prawdziwy chór. Nie zawsze harmonijny. Czasem brzmi jak requiem, czasem jak jazzowa improwizacja, czasem jak gorzka komedia Barei.</p><p>Ale właśnie takie jest kalendarium. Nie porządkuje świata do końca. Raczej pokazuje, że każdy dzień ma swoją warstwę światła i cienia. 14 czerwca przypomina przede wszystkim, że pamięć nie jest dodatkiem do życia publicznego. Jest jego kręgosłupem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Amerykańskie wojska w Polsce. Rząd szykuje infrastrukturę, logistykę i pieniądze przed rozmowami w Waszyngtonie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55506,amerykanskie-wojska-w-polsce-rzad-szykuje-infrastrukture-logistyke-i-pieniadze-przed-rozmowami-w-waszyngtonie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55506,amerykanskie-wojska-w-polsce-rzad-szykuje-infrastrukture-logistyke-i-pieniadze-przed-rozmowami-w-waszyngtonie</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 12:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-amerykanskie-wojska-w-polsce-rzad-szykuje-infrastrukture-logistyke-i-pieniadze-przed-rozmowami-w-w-1781345261.png</url>
                        <title>Amerykańskie wojska w Polsce. Rząd szykuje infrastrukturę, logistykę i pieniądze przed rozmowami w Waszyngtonie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55506,amerykanskie-wojska-w-polsce-rzad-szykuje-infrastrukture-logistyke-i-pieniadze-przed-rozmowami-w-waszyngtonie</link>
                    </image><description>Premier Donald Tusk poinformował, że we wtorek Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego zajmie się przygotowaniami do możliwej zwiększonej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Chodzi o miejsca, infrastrukturę, logistykę i finansowanie. Sprawa nabiera politycznej temperatury przed wizytą prezydenta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie, gdzie jednym z kluczowych tematów ma być bezpieczeństwo Polski i stała obecność żołnierzy USA.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest już wyłącznie dyplomatyczna rozmowa przy flagach, uściskach dłoni i kamerach ustawionych jak reflektory na planie filmu politycznego. W tle są konkretne decyzje: koszary, lotniska, drogi dojazdowe, magazyny, zabezpieczenie logistyczne, pieniądze i pytanie, które od lat wraca w polskiej debacie jak refren z płyty odtwarzanej w niespokojnych czasach: <strong>czy obecność wojsk amerykańskich w Polsce będzie trwała, większa i bardziej zakorzeniona?</strong></p><p>Premier Donald Tusk, pytany w sobotę przez dziennikarzy w Łomży o wizytę prezydenta Karola Nawrockiego w Stanach Zjednoczonych, zadeklarował, że życzy głowie państwa powodzenia. Jednocześnie poinformował, że na wniosek ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza <strong>Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego</strong> we wtorek rano zajmie się przygotowaniami pod kątem obecności wojsk USA w Polsce.</p><p>— Bardzo chcemy, żeby Polska była konkretnie, precyzyjnie przygotowana do zapowiedzi, jaką usłyszeliśmy od prezydenta Trumpa — powiedział premier.</p><h2>Polska chce być gotowa, zanim zapadną decyzje</h2><p>Jak wynika ze słów szefa rządu, prace mają dotyczyć przygotowania <strong>miejsc, infrastruktury, logistyki i pieniędzy</strong>. W praktyce oznacza to przejście z poziomu politycznej deklaracji na poziom państwowej układanki, w której każdy element ma znaczenie: od zdolności przyjęcia żołnierzy, przez zaplecze techniczne, po transport sprzętu i współpracę z samorządami.</p><p>To szczególnie ważne dla regionów położonych w centralnej Polsce, w tym dla województwa łódzkiego. Tomaszów Mazowiecki nie leży na politycznej mapie Waszyngtonu, ale leży na realnej mapie bezpieczeństwa kraju — między ważnymi szlakami komunikacyjnymi, niedaleko dużych węzłów logistycznych, w regionie, który w razie kryzysu może mieć znaczenie transportowe, zapleczowe i organizacyjne. Współczesne bezpieczeństwo nie kończy się na granicy państwa. Zaczyna się także przy drogach, mostach, bocznicach kolejowych, magazynach, stacjach paliw i szpitalach.</p><h2>Wizyta prezydenta Nawrockiego w USA</h2><p>Prezydent Karol Nawrocki udaje się w niedzielę do Waszyngtonu na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa. W programie wizyty znalazł się m.in. udział w gali mieszanych sztuk walki UFC Freedom 250, organizowanej w Białym Domu z okazji 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych i w dzień urodzin amerykańskiego prezydenta.</p><p>Premier Tusk odniósł się do tego z charakterystyczną ironią, apelując, by prezydent „nie dał się zaciągnąć do klatki”. Polityczny żart ma jednak bardzo poważne tło. Wizyta Nawrockiego ma dotyczyć przede wszystkim <strong>bezpieczeństwa, stosunków dwustronnych, współpracy energetycznej i gospodarczej</strong>, a przede wszystkim — obecności amerykańskich żołnierzy na terytorium Polski.</p><p>Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz zapowiadał, że rozmowy w Waszyngtonie obejmą najważniejsze kwestie polskiego bezpieczeństwa, w tym temat stałej obecności wojsk USA.</p><h2>Stała baza USA w Polsce? MON złożył propozycję</h2><p>Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz informował wcześniej, że przekazał sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia <strong>nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce</strong>.</p><p>To kolejny etap dyskusji, która toczy się od lat. Polska po rosyjskiej agresji na Ukrainę stała się jednym z kluczowych państw wschodniej flanki NATO. Obecność wojsk USA ma nie tylko wymiar wojskowy, ale również psychologiczny i polityczny. To sygnał odstraszania wysłany w stronę Moskwy: atak na Polskę nie byłby konfliktem lokalnym, lecz uderzeniem w państwo sojusznicze, na którego terytorium znajdują się siły największego mocarstwa NATO.</p><p>Donald Trump miał zapowiedzieć wysłanie do Polski kolejnych 5 tysięcy żołnierzy. Jak podkreślał, decyzja ta miała być związana z relacjami z prezydentem Karolem Nawrockim, którego wsparł przed wyborami w 2025 roku.</p><h2>Bezpieczeństwo nie jest abstrakcją</h2><p>W polskim prawie sprawy obecności wojsk obcych nie są pozostawione politycznej improwizacji. Reguluje je ustawa o zasadach pobytu wojsk obcych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Określa ona m.in. zasady pobytu, przemieszczania się oraz udzielania pomocy wojskom sojuszniczym i organizacjom międzynarodowym.</p><p>Z kolei Konstytucja RP w art. 26 wskazuje, że Siły Zbrojne służą ochronie niepodległości państwa, niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności granic. To zapis krótki, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej brzmi jak polityczny dzwon alarmowy.</p><p>Od 2022 roku, czyli od pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę, Polska żyje w zupełnie innym rytmie bezpieczeństwa. Słowa „wojsko”, „logistyka”, „NATO”, „obrona cywilna” czy „infrastruktura krytyczna” przestały należeć wyłącznie do języka sztabowców. Stały się częścią codziennego słownika mieszkańców miast i powiatów.</p><h2>Co to może oznaczać dla Polski lokalnej?</h2><p>Choć decyzje zapadają w Warszawie i Waszyngtonie, ich skutki mogą być odczuwalne w wielu regionach. Większa obecność wojsk sojuszniczych to nie tylko żołnierze i sprzęt. To również inwestycje infrastrukturalne, modernizacja dróg, rozwój zaplecza logistycznego, większe znaczenie kolei, lotnisk, magazynów i systemów zabezpieczenia.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego temat może wydawać się odległy, ale tylko pozornie. Centralna Polska odgrywa ważną rolę jako zaplecze transportowe i logistyczne kraju. W razie zwiększonej obecności wojsk sojuszniczych znaczenie będą miały nie tylko wielkie bazy, ale również mniejsze elementy sieci: drogi krajowe, linie kolejowe, tereny przemysłowe, służby ratownicze, energetyka i administracja lokalna.</p><p>Bezpieczeństwo państwa przypomina dobrze skomponowaną orkiestrę. Na pierwszym planie widać dyrygentów i solistów, ale bez sekcji rytmicznej — tej lokalnej, infrastrukturalnej, codziennej — nawet największa partytura może się rozsypać.</p><h2>Polityka ponad podziałami?</h2><p>Premier Tusk zapowiedział, że liczy na to, iż prezydent Nawrocki przypomni Donaldowi Trumpowi jego obietnicę dotyczącą zwiększenia obecności wojsk USA w Polsce. W tej sprawie rząd i prezydent, mimo politycznych różnic, mogą być skazani na współpracę.</p><p>I dobrze. Są momenty, w których państwo nie może zachowywać się jak scena niekończącego się politycznego pojedynku. W sprawach bezpieczeństwa liczy się chłodna kalkulacja, przewidywalność i ciągłość. Amerykańscy żołnierze w Polsce to nie temat na partyjną przepychankę, ale element architektury bezpieczeństwa całego regionu.</p><p>We wtorek Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego ma zająć się przygotowaniami. Wizyta prezydenta w Waszyngtonie ma nadać sprawie dyplomatyczny ciężar. A Polska — jak wynika z deklaracji premiera — chce pokazać, że nie tylko czeka na decyzje, ale potrafi przygotować dla nich konkretne miejsce na mapie.</p><p>Bo w polityce bezpieczeństwa, jak w dobrym thrillerze Johna le Carré, najważniejsze często dzieje się nie w błysku fleszy, lecz w dokumentach, planach, korytarzach i decyzjach, które wcześniej ktoś musiał starannie przygotować.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[13 czerwca: od Smoleńska i Rokitnej po V1, Solidarność Walczącą i pierwsze eurowybory]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55501,13-czerwca-od-smolenska-i-rokitnej-po-v1-solidarnosc-walczaca-i-pierwsze-eurowybory</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55501,13-czerwca-od-smolenska-i-rokitnej-po-v1-solidarnosc-walczaca-i-pierwsze-eurowybory</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 09:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-13-czerwca-od-smolenska-i-rokitnej-po-v1-solidarnosc-walczaca-i-pierwsze-eurowybory-1781336240.png</url>
                        <title>13 czerwca: od Smoleńska i Rokitnej po V1, Solidarność Walczącą i pierwsze eurowybory</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55501,13-czerwca-od-smolenska-i-rokitnej-po-v1-solidarnosc-walczaca-i-pierwsze-eurowybory</link>
                    </image><description>Sprawdziłem najważniejsze punkty. Jedna rzecz wymaga poprawki przed publikacją: Bronisław Baczko zmarł 29 sierpnia 2016 roku w Genewie, nie w 2026 roku. To warto poprawić, bo inaczej czytelnik od razu złapie tekst za gardło. Źródła potwierdzają też datę pierwszych polskich wyborów do Parlamentu Europejskiego — 13 czerwca 2004 r., 54 mandaty i bardzo niską frekwencję — oraz dzisiejszy kontekst Komisji Weneckiej i powrotu kolei do Łomży.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>sobota, 13 czerwca 2026 roku</strong>, sto sześćdziesiąty czwarty dzień roku. Do końca roku pozostało 201 dni. Słońce wzeszło o godz. 04.14, a zajdzie o godz. 20.56. Imieniny obchodzą: <strong>Grzegorz, Olga, Tobiasz, Gerard, Herman, Gracja, Antoni oraz Lucjan</strong>.</p><p>Są takie daty, które nie mieszczą się w jednej rubryce kalendarza. <strong>13 czerwca</strong> prowadzi nas przez mury Smoleńska, pola Rokitnej, Londyn pod ostrzałem niemieckich pocisków V1, podziemny druk „Solidarności Walczącej” i pierwsze polskie wybory do Parlamentu Europejskiego. A potem, jakby historia chciała złapać oddech, przenosi nas na scenę: do świata Michała Bajora, Antoniny Krzysztoń, Kasi Kowalskiej, Anity Lipnickiej, Benny’ego Goodmana i Alanis Morissette.</p><p>To data, w której słychać i szablę, i klarinet. I może właśnie dlatego tak dobrze nadaje się do kalendarium — bo przypomina, że historia nigdy nie jest tylko spisem dat. Jest raczej wielogłosem: czasem marszem, czasem requiem, czasem rockową balladą, która wraca po latach z nowym znaczeniem.</p><h3><strong>Wojska polskie zdobywają Smoleńsk</strong></h3><p><strong>415 lat temu, 13 czerwca 1611 roku, wojska polskie zdobyły Smoleńsk</strong>. Był to jeden z najważniejszych momentów wojny Rzeczypospolitej z państwem moskiewskim w okresie wielkiej smuty. Oblężenie trwało długo i pochłonęło ogromne siły. Smoleńsk, twierdza o strategicznym znaczeniu, był bramą do Moskwy, ale też symbolem rywalizacji o wpływy na wschodzie Europy.</p><p>Dla Rzeczypospolitej zwycięstwo miało wymiar polityczny i prestiżowy. W tle tej historii pobrzmiewa jednak także gorzka nuta. XVII wiek, tak często malowany w polskiej wyobraźni barwami tryumfu husarii, był jednocześnie początkiem wielkiego wyczerpywania państwa. Potęga wyglądała imponująco, lecz pod jej zbroją coraz mocniej pracowały pęknięcia.</p><h3><strong>Antoni Henryk Radziwiłł — arystokrata, kompozytor i mecenas</strong></h3><p><strong>251 lat temu, w 1775 roku, w Wilnie urodził się Antoni Henryk Radziwiłł</strong> — kompozytor, mecenas sztuki, polityk, a w latach 1815–1831 namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego.</p><p>Radziwiłł należał do świata, w którym polityka, salon, muzyka i literatura przenikały się naturalnie. Był człowiekiem epoki przejścia: między końcem dawnej Rzeczypospolitej a nową Europą, którą po rewolucji francuskiej i wojnach napoleońskich układano na kongresowych mapach. Jego pasja muzyczna nie była dodatkiem do biografii, lecz jednym z jej głównych tonów. Komponował, wspierał artystów, współtworzył atmosferę, w której kultura stawała się azylem pamięci narodowej.</p><h3><strong>Henryk Dembiński — generał emigracji i niespokojnej Europy</strong></h3><p><strong>162 lata temu, w 1864 roku, w Paryżu zmarł gen. Henryk Dembiński</strong> — uczestnik wojen napoleońskich, generał dywizji w Powstaniu Listopadowym, gubernator Warszawy, działacz emigracyjny, a w czasie rewolucji węgierskiej dowódca Armii Północnej, szef sztabu i przejściowo wódz naczelny armii węgierskiej.</p><p>Dembiński był postacią charakterystyczną dla polskiego XIX wieku: żołnierzem bez własnego państwa, oficerem, którego los rzucał od jednej europejskiej sprawy do drugiej. Takich ludzi romantyzm lubił portretować z patosem, ale za legendą kryło się życie trudne, często pełne sporów, porażek i emigracyjnej samotności. Europa, w której walczył, była kontynentem rewolucji, niespełnionych konstytucji i narodów czekających na swój moment.</p><h3><strong>Szarża pod Rokitną — mit, odwaga i cena legendy</strong></h3><p><strong>111 lat temu, w 1915 roku, pod Rokitną ułani II Brygady Legionów Polskich przeprowadzili szarżę na rosyjskie okopy</strong>. Poległ dowódca szwadronu, rotmistrz <strong>Zbigniew Dunin-Wąsowicz</strong>. Szarża stała się jednym z symboli walk o niepodległość, tematem obrazów, pieśni i utworów poetyckich.</p><p>W polskiej pamięci Rokitna ma w sobie coś z „Somosierry” XX wieku — jest jednocześnie czynem wojskowym i opowieścią o narodowej wyobraźni. Ułańska szarża na pozycje przeciwnika brzmi dziś jak scena z filmu, w którym kamera pędzi razem z końmi, a muzyka narasta jak u Kilara. Tyle że za romantycznym obrazem zawsze stoją konkretne nazwiska, rany i śmierć. Legenda bywa piękna, ale nigdy nie jest bezpłatna.</p><h3><strong>Bronisław Baczko — filozof, który wyszedł z dogmatu</strong></h3><p><strong>102 lata temu, w 1924 roku, urodził się Bronisław Baczko</strong>, filozof i historyk idei, współtwórca warszawskiej szkoły historyków idei. Początkowo związany z marksizmem, z czasem stał się jednym z jego krytycznych interpretatorów. Po wydarzeniach Marca 1968 roku został usunięty z Uniwersytetu Warszawskiego i zmuszony do emigracji. Związał się następnie z Uniwersytetem Genewskim.</p><p>Baczko pisał m.in. o Rousseau, rewolucji francuskiej, terrorze i wyobrażeniach społecznych. W jego biografii jak w soczewce widać dramat polskiej inteligencji XX wieku: fascynację wielkimi projektami ideologicznymi, rozczarowanie, wykluczenie i konieczność budowania własnego głosu poza krajem. Zmarł 29 sierpnia 2016 roku w Genewie.</p><h3><strong>Pierwsze pociski V1 spadają na Londyn</strong></h3><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku, na Londyn spadły pierwsze niemieckie pociski V1</strong>. Była to nowa faza wojny: terror technologiczny, wojna prowadzona nie tylko armiami, ale też strachem, dźwiękiem silnika i oczekiwaniem na ciszę, po której następowała eksplozja.</p><p>V1, nazywane latającymi bombami, miały złamać morale Brytyjczyków. Londyn znał już naloty Luftwaffe z czasów Blitz, ale broń odwetowa III Rzeszy wprowadzała nową jakość grozy. W tej historii jest zimny cień przyszłości — zapowiedź epoki rakiet, systemów dalekiego rażenia i wojny, w której cywil coraz częściej stawał się celem.</p><h3><strong>„Solidarność Walcząca” — podziemny druk przeciwko imperium</strong></h3><p><strong>44 lata temu, w 1982 roku, we Wrocławiu ukazał się pierwszy numer podziemnego pisma „Solidarność Walcząca”</strong>. Był to tygodnik antykomunistycznej organizacji, która powstała po rozłamie we wrocławskim Regionalnym Komitecie Strajkowym. Jej inicjatorem i przewodniczącym był <strong>Kornel Morawiecki</strong>.</p><p>„Solidarność Walcząca” należała do najbardziej radykalnych nurtów opozycji antykomunistycznej. Nie chciała tylko złagodzenia systemu, lecz jego demontażu. W czasach stanu wojennego podziemna prasa była czymś więcej niż informacją. Była aktem obywatelskiego oporu. Kartka papieru, powielacz, konspiracyjny kolportaż — to były narzędzia walki w kraju, w którym prawda musiała chodzić bocznymi drzwiami.</p><h3><strong>Karol Małcużyński — głos kroniki i świadek Norymbergi</strong></h3><p><strong>42 lata temu, w 1984 roku, w Warszawie zmarł Karol Małcużyński</strong> — dziennikarz, publicysta, korespondent na procesie zbrodniarzy wojennych w Norymberdze, autor komentarzy do Polskiej Kroniki Filmowej, poseł na Sejm w okresie PRL.</p><p>Małcużyński należał do pokolenia dziennikarzy, które widziało historię z bardzo bliska. Proces norymberski był jednym z najważniejszych momentów XX-wiecznego rozliczenia z nazizmem. Z dzisiejszej perspektywy warto pamiętać, że dokumentowanie zbrodni było nie tylko pracą reporterską, ale też budowaniem pamięci prawnej i moralnej świata po katastrofie.</p><h3><strong>Jan Paweł II beatyfikuje 108 męczenników II wojny światowej</strong></h3><p><strong>27 lat temu, w 1999 roku, w Warszawie papież Jan Paweł II beatyfikował 108 męczenników II wojny światowej</strong>. Byli wśród nich duchowni, zakonnicy, zakonnice i świeccy, którzy ponieśli śmierć z rąk niemieckiego okupanta.</p><p>Ta beatyfikacja była jednym z najważniejszych religijnych i symbolicznych gestów papieskiej pielgrzymki. Przypominała, że II wojna światowa nie jest tylko historią frontów, konferencji i map. To także historia sumienia, wierności, cierpienia i wyborów podejmowanych w sytuacjach granicznych. W polskiej pamięci martyrologia bywa czasem słowem zużytym, ale za nim kryją się konkretni ludzie — nie pomniki, lecz biografie przerwane przemocą.</p><h3><strong>Pierwsze polskie wybory do Parlamentu Europejskiego</strong></h3><p><strong>22 lata temu, 13 czerwca 2004 roku, w Polsce po raz pierwszy odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego</strong>. Wygrała je Platforma Obywatelska, uzyskując 24,10 proc. głosów. Drugie miejsce zajęła Liga Polskich Rodzin, trzecie Prawo i Sprawiedliwość. Frekwencja wyniosła 20,87 proc., a w Parlamencie Europejskim zasiadło 54 polskich posłów.</p><p>Był to moment świeżo po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Entuzjazm integracji mieszał się z nieufnością, niewiedzą i polityczną kalkulacją. Niska frekwencja pokazała, że Europa była wtedy dla wielu obywateli bardziej hasłem niż codziennym doświadczeniem. Dziś, po ponad dwóch dekadach, widać wyraźnie, że decyzje podejmowane w Brukseli i Strasburgu dotykają lokalnych spraw znacznie mocniej, niż wielu wyborcom wydawało się w 2004 roku.</p><h3><strong>Dziś w kraju: pociągi wracają do Łomży</strong></h3><p>W kraju uwagę przyciąga dziś zapowiedziana wizyta premiera <strong>Donalda Tuska</strong> i ministra infrastruktury <strong>Dariusza Klimczaka</strong> na trasie Ostrołęka–Łomża. Od 14 czerwca mieszkańcy Łomży mają ponownie korzystać z regularnych połączeń kolejowych z Białymstokiem, Ostrołęką i Olsztynem. Pociągi wracają do miasta po 33 latach przerwy.</p><p>To nie tylko informacja komunikacyjna. W kraju, w którym wiele średnich miast przez lata wypadało z kolejowej mapy, powrót połączeń ma znaczenie społeczne i symboliczne. Kolej to praca, szkoła, lekarz, uczelnia, kultura, a czasem po prostu poczucie, że państwo nie odwróciło się plecami. W Tomaszowie Mazowieckim i regionie łódzkim dobrze wiemy, jak ważna jest dostępność transportowa — bo lokalność bez komunikacji potrafi zmienić się w wyspę.</p><h3><strong>Za granicą: Komisja Wenecka i polski spór o sądy</strong></h3><p>Za granicą istotnym punktem dnia są obrady Komisji Weneckiej, organu doradczego Rady Europy do spraw prawa konstytucyjnego. Komisja ma zająć się opinią dotyczącą prezydenckiego projektu ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.</p><p>W tle pozostaje jeden z najważniejszych sporów ustrojowych ostatnich lat: spór o sądownictwo, niezależność sędziów, Krajową Radę Sądownictwa i prawo obywatela do rzetelnego procesu. W polskim porządku prawnym podstawą jest tu m.in. art. 45 Konstytucji RP, zgodnie z którym każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Podobną zasadę wyraża art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.</p><p>Prawo do sądu brzmi sucho tylko na papierze. W życiu oznacza coś bardzo konkretnego: czy obywatel może dochodzić swoich racji bez lęku, że trafi na instytucję politycznie ustawioną, przewlekłą albo pozbawioną zaufania. To fundament państwa prawa — mniej widowiskowy niż kampanie wyborcze, ale ważniejszy od większości politycznych fajerwerków.</p><h2><strong>Kalendarium muzyczne: 13 czerwca</strong></h2><h3><strong>Howard Leese — gitarowy filar Heart</strong></h3><p><strong>75 lat temu, w 1951 roku, urodził się Howard Leese</strong>, wokalista i multiinstrumentalista, najbardziej znany jako wieloletni członek zespołu <strong>Heart</strong>. Grał również z <strong>Bad Company</strong>. W historii rocka Leese należy do tych muzyków, którzy nie zawsze stoją na pierwszym planie, ale bez nich brzmienie zespołu traci kręgosłup.</p><p>Heart, prowadzone przez siostry Ann i Nancy Wilson, zapisało się w historii rocka jako grupa łącząca siłę hard rocka z melodyjnością i emocjonalnym rozmachem. Leese współtworzył ten pejzaż gitar, klawiszy i scenicznej elegancji.</p><h3><strong>Antonina Krzysztoń — głos poezji, modlitwy i ciszy</strong></h3><p><strong>72 lata temu, w 1954 roku, urodziła się Antonina Krzysztoń</strong> — piosenkarka, kompozytorka i autorka tekstów. Jej twórczość wyrasta z poezji śpiewanej, ballady, duchowości i intymnej rozmowy z odbiorcą.</p><p>Krzysztoń nie potrzebuje wielkiego huku. Jej piosenki działają inaczej: jak światło zapalone późnym wieczorem w pokoju, w którym ktoś jeszcze czuwa. W polskiej muzyce jest głosem osobnym — dalekim od estradowej krzykliwości, bliższym skupieniu i słowu.</p><h3><strong>Michał Bajor — teatr piosenki</strong></h3><p><strong>69 lat temu, w 1957 roku, urodził się Michał Bajor</strong>, aktor i piosenkarz. Jego kariera to rzadki przykład konsekwentnie budowanego teatru piosenki. Bajor śpiewa tak, jak aktor wypowiada monolog: z dykcją, dramaturgią i precyzją emocji.</p><p>W jego wykonaniach tekst ma wagę. Nie jest dodatkiem do melodii, ale osią utworu. To tradycja bliska francuskiej chanson, polskiej piosence literackiej i scenicznej elegancji, której dziś coraz mniej w świecie szybkich refrenów.</p><h3><strong>David Gray — „White Ladder” i melancholia przełomu wieków</strong></h3><p><strong>58 lat temu, w 1968 roku, urodził się David Gray</strong>, brytyjski piosenkarz i autor tekstów. Światową popularność przyniósł mu album <strong>„White Ladder”</strong>, z przebojami takimi jak „Babylon” czy „This Year’s Love”.</p><p>Gray uchwycił coś charakterystycznego dla końcówki lat 90. i początku XXI wieku: miejską melancholię, intymność głosu i elektroniczno-akustyczne brzmienie, które nie chciało już być ani czystym folkiem, ani typowym popem.</p><h3><strong>Rivers Cuomo — ironia, szkolne swetry i Weezer</strong></h3><p><strong>56 lat temu, w 1970 roku, urodził się Rivers Cuomo</strong>, wokalista, gitarzysta i autor tekstów grupy <strong>Weezer</strong>. Zespół stał się jednym z symboli alternatywnego rocka lat 90., a jego debiutancki „Blue Album” do dziś pozostaje płytą kultową.</p><p>Cuomo stworzył bohatera antyrockowego: neurotycznego, autoironicznego, nieco nerdowskiego, a przy tym zdolnego pisać refreny, które wchodzą do głowy jak najlepsze power-popowe zaklęcia.</p><h3><strong>Kasia Kowalska — głos pokolenia lat 90.</strong></h3><p><strong>53 lata temu, w 1973 roku, urodziła się Katarzyna Kowalska</strong>, wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów i producentka. Dla polskiej muzyki lat 90. była jednym z głosów najważniejszych — mocnym, rozpoznawalnym, emocjonalnym.</p><p>Jej debiutanckie lata przypadły na czas, gdy polski pop i rock szukały nowego języka po transformacji. Kowalska potrafiła połączyć przebojowość z ciemniejszym tonem, osobistym tekstem i sceniczną charyzmą. To głos, który nie udawał słodyczy, gdy chciał mówić o bólu.</p><h3><strong>Anita Lipnicka — od Varius Manx do własnej drogi</strong></h3><p><strong>51 lat temu, w 1975 roku, urodziła się Anita Lipnicka</strong>, piosenkarka i autorka tekstów. Popularność zdobyła jako wokalistka <strong>Varius Manx</strong>, później współpracowała z Johnem Porterem i rozwinęła karierę solową.</p><p>Jej droga jest ciekawa, bo pokazuje wyjście z zespołowego sukcesu w stronę bardziej autorskiej, dojrzałej wypowiedzi. Od przebojów śpiewanych przez całą Polskę po kameralne piosenki, w których więcej jest półcienia niż stadionowego światła.</p><h3><strong>Justin Hayward i „Night Flight”</strong></h3><p><strong>46 lat temu, w 1980 roku, ukazał się solowy album Justina Haywarda „Night Flight”</strong>. Hayward, znany przede wszystkim z The Moody Blues, należał do muzyków łączących rock progresywny, popową melodyjność i nastrojową balladę.</p><p>„Night Flight” to płyta z epoki, w której wielu artystów lat 60. i 70. próbowało odnaleźć się w nowym brzmieniu początku lat 80. Czasem zderzały się tam syntezatory, romantyczna fraza i echo dawnych hippisowskich marzeń.</p><h3><strong>Radek Łukasiewicz — Pustki, Bisz/Radex i inteligentna alternatywa</strong></h3><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku, urodził się Radek Łukasiewicz</strong>, wokalista, autor tekstów, kompozytor i realizator dźwięku. Założyciel i lider zespołu <strong>Pustki</strong>, członek duetu <strong>Bisz/Radex</strong>.</p><p>Łukasiewicz reprezentuje nurt polskiej alternatywy, która nie boi się literackości, brudu gitar, eksperymentu i rozmowy z tradycją. Pustki potrafiły korzystać z poezji, a jednocześnie nie zamieniać muzyki w szkolną akademię. To rzadkie i cenne.</p><h3><strong>Donna Summer pracuje ciężko za pieniądze</strong></h3><p><strong>43 lata temu, w 1983 roku, ukazał się album Donny Summer „She Works Hard for the Money”</strong>. Tytułowy utwór stał się jednym z jej najbardziej rozpoznawalnych przebojów i hymnem codziennej pracy kobiet.</p><p>Donna Summer, królowa disco, w latach 80. pokazała, że potrafi wyjść poza parkietową euforię. „She Works Hard for the Money” ma w sobie społeczną energię — opowieść o wysiłku, dumie i niewidzialnej pracy, którą pop potrafił czasem opowiedzieć lepiej niż niejeden manifest.</p><h3><strong>Benny Goodman — król swingu</strong></h3><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku, zmarł Benny Goodman</strong>, klarnecista jazzowy, nazywany królem swingu. Urodził się 30 maja 1909 roku.</p><p>Goodman był jednym z tych muzyków, którzy zmienili jazz w zjawisko masowe. Jego koncert w Carnegie Hall w 1938 roku przeszedł do historii jako symboliczny moment wejścia jazzu na salony amerykańskiej kultury. Swing w jego wykonaniu miał elegancję, tempo i nerw wielkiego miasta.</p><h3><strong>Måns Zelmerlöw — pop ze szwedzkim szlifem</strong></h3><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku, urodził się Måns Zelmerlöw</strong>, szwedzki piosenkarz, zwycięzca Konkursu Piosenki Eurowizji 2015 z utworem „Heroes”.</p><p>Szwecja od dekad jest jednym z laboratoriów europejskiego popu. Zelmerlöw wpisuje się w tę tradycję: produkcyjna precyzja, chwytliwy refren, sceniczna dyscyplina i umiejętność budowania piosenki tak, by działała jednocześnie w radiu, telewizji i wielkiej hali koncertowej.</p><h3><strong>Kim Wilde i album „Close”</strong></h3><p><strong>38 lat temu, w 1988 roku, Kim Wilde wydała album „Close”</strong>. Była to jedna z jej najważniejszych płyt, zawierająca przeboje, które umocniły jej pozycję w europejskim popie końca lat 80.</p><p>Kim Wilde miała w sobie charakterystyczne połączenie chłodu new wave, popowej przebojowości i wizerunkowej wyrazistości. „Close” to muzyka epoki kaset magnetofonowych, neonów i teledysków, które MTV zamieniało w globalne sny.</p><h3><strong>Sarsa — charakterystyczny głos współczesnego popu</strong></h3><p><strong>37 lat temu, w 1989 roku, urodziła się Sarsa, czyli Marta Markiewicz</strong> — piosenkarka, autorka tekstów i kompozytorka. Jej rozpoznawalność przyniósł utwór „Naucz mnie”, który stał się jednym z dużych polskich przebojów ostatniej dekady.</p><p>Sarsa należy do artystek, które wypracowały charakterystyczny znak rozpoznawczy — nie tylko w głosie, ale też w wizerunku i sposobie prowadzenia melodii. W popie, gdzie łatwo zniknąć w produkcyjnej masie, to wartość nie do przecenienia.</p><h3><strong>„Jagged Little Pill” — album, który krzyczał za całe pokolenie</strong></h3><p><strong>31 lat temu, w 1995 roku, ukazał się album Alanis Morissette „Jagged Little Pill”</strong>. To jedna z najważniejszych płyt lat 90., łącząca rock alternatywny, popową siłę i bezkompromisową emocjonalność.</p><p>„You Oughta Know”, „Ironic”, „Hand in My Pocket”, „You Learn” — te utwory brzmiały jak dziennik pokolenia, które miało dość udawania, że wszystko jest w porządku. Alanis Morissette wniosła do mainstreamu gniew, ironię, ranę i samoświadomość. Nie śpiewała jak grzeczna gwiazda pop. Śpiewała jak ktoś, kto właśnie otworzył okno w dusznym pokoju.</p><h3><strong>Jacek Skubikowski — autor piosenek, które znała cała Polska</strong></h3><p><strong>19 lat temu, w 2007 roku, zmarł Jacek Skubikowski</strong> — piosenkarz, gitarzysta, kompozytor i autor tekstów. Pisał dla siebie, ale również dla wielu znanych artystów i zespołów, m.in. Lombardu, Lady Pank, Martyny Jakubowicz, Krystyny Prońko, Ewy Bem i Majki Jeżowskiej.</p><p>Skubikowski był jednym z tych twórców, których nazwisko nie zawsze pojawia się na pierwszym planie, choć ich piosenki żyją w zbiorowej pamięci. To osobny rodzaj muzycznej nieśmiertelności: niekoniecznie stać w świetle reflektora, ale zostawić refren, który ktoś nuci po latach w samochodzie, kuchni albo na szkolnym korytarzu.</p><h2><strong>13 czerwca — historia jak partytura</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się jak szeroka partytura. Są w nim fanfary zwycięstwa pod Smoleńskiem, ułański galop Rokitnej, mrok Londynu pod ostrzałem V1, szelest podziemnej prasy, papieska modlitwa za męczenników i pierwsze polskie głosy oddane do Parlamentu Europejskiego.</p><p>A obok tego wszystkiego muzyka — od swingu Benny’ego Goodmana po emocjonalny krzyk Alanis Morissette, od literackiej piosenki Michała Bajora po rockową drogę Anity Lipnickiej i Kasi Kowalskiej. Historia i muzyka mają ze sobą więcej wspólnego, niż się wydaje. Jedna i druga wraca. Czasem jako lekcja, czasem jako ostrzeżenie, czasem jako refren, którego nie da się zapomnieć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 10:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-w-1781254536.png</url>
                        <title>Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</link>
                    </image><description>Porodówki w Polsce znikają jedna po drugiej. Od początku roku osiem oddziałów zostało zamkniętych, a działalność kolejnych ośmiu zawieszono. Ministerstwo Zdrowia zapowiada nowe rozwiązania: ryczałtowe finansowanie małych porodówek w szczególnych regionach, a także wprowadzenie do systemu publicznego porodów domowych i Domów Narodzin. Problem w tym, że dla kobiet w ciąży mapa nie jest tabelą Excela. To droga, czas, stres, nocny telefon, skurcze i pytanie: czy zdążymy?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Coraz mniej dzieci, coraz mniej porodówek</h2><p>Demografia działa jak zimny rachmistrz. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, a oddziały ginekologiczno-położnicze są rozliczane przede wszystkim za wykonane świadczenia. Kiedy porodów jest niewiele, utrzymanie zespołu, dyżurów, sal, sprzętu i zaplecza staje się dla zadłużonych szpitali coraz większym ciężarem.</p><p>W 2010 roku działało w Polsce 406 porodówek. W listopadzie 2025 roku było ich już 305. W tym roku NFZ otrzymał informacje o porodach z 283 oddziałów ginekologiczno-położniczych. To nie jest kosmetyczna korekta systemu, lecz głęboka zmiana mapy opieki okołoporodowej.</p><p>Według danych GUS w 2025 roku urodziło się 238 tysięcy dzieci. Rok wcześniej było ich prawie 252 tysiące, w 2023 roku – 272 tysiące, a w 2022 roku – 305 tysięcy. Dla porównania, w czasie wyżu demograficznego lat 80. w Polsce rodziło się ponad 700 tysięcy dzieci rocznie.</p><p>Tak wygląda demograficzny kadr w zwolnionym tempie: mniej dzieci, mniej porodów, mniej oddziałów. Ale między statystyką a życiem jest jeszcze człowiek.</p><h2>„Białe plamy” i godzina drogi do porodu</h2><p>Największy niepokój budzą tzw. białe plamy, czyli regiony, w których kobieta ma daleko do najbliższego oddziału położniczego. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski poinformował, że około 11 tysięcy kobiet w wieku rozrodczym ma do najbliższej porodówki ponad godzinę drogi. To 0,14 proc. Polek w wieku 15–49 lat.</p><p>Na papierze liczba może wydawać się niewielka. W praktyce wystarczy jedna kobieta, jedna noc, jedna źle odśnieżona droga, jedno powikłanie. W położnictwie czas bywa równie ważny jak kompetencje lekarza.</p><p>Dla mieszkańców mniejszych miast i powiatów, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i okoliczne gminy, ta dyskusja nie jest abstrakcją z ministerialnych gabinetów. To pytanie o to, czy lokalny szpital będzie tylko punktem na mapie, czy realnym miejscem bezpieczeństwa.</p><h2>Ryczałt dla małych porodówek</h2><p>Ministerstwo Zdrowia przygotowuje dwa główne rozwiązania. Pierwsze zakłada ryczałtowe finansowanie porodówek, które nie osiągają 400 porodów rocznie, ale znajdują się w miejscach istotnych z punktu widzenia dostępności. Dopiero powyżej tej liczby NFZ miałby rozliczać każdy poród oddzielnie.</p><p>Resort przyjmuje jednocześnie wskaźnik 700 porodów rocznie jako poziom, który – według analiz – pozwala zapewnić optymalne doświadczenie kliniczne zespołu. To średnio około dwa porody dziennie.</p><p>Wiceminister Tomasz Maciejewski tłumaczy, że liczba 400 wynika z analiz obejmujących liczbę procedur, położenie geograficzne szpitali i ogólnopolską tendencję demograficzną. Są bowiem placówki, które nigdy nie osiągną 700 porodów rocznie, ale ich zamknięcie oznaczałoby powstanie białej plamy.</p><p>To ważne rozróżnienie. Bo czym innym jest oddział nierentowny w dużym mieście, gdzie kilka innych szpitali działa w promieniu kilkunastu kilometrów, a czym innym porodówka w regionie, gdzie jej likwidacja oznacza dla pacjentek długą, stresującą i potencjalnie niebezpieczną podróż.</p><h2>Porody domowe i Domy Narodzin</h2><p>Druga propozycja dotyczy porodów domowych i Domów Narodzin. Obecnie NFZ nie finansuje porodów domowych, dlatego nie prowadzi też pełnych statystyk dotyczących liczby dzieci rodzących się poza szpitalami.</p><p>Ministerstwo rozważa wpisanie porodu domowego do koszyka świadczeń gwarantowanych. W grę wchodzi również tworzenie Domów Narodzin, czyli miejsc prowadzonych przez położne, zlokalizowanych w pobliżu zaplecza medycznego. Według zapowiedzi resortu miałyby one funkcjonować przy oddziałach ginekologii planowej, z dostępem do sali operacyjnej i lekarzy na wypadek komplikacji.</p><p>To nie jest pomysł z księżyca. W Europie podobne rozwiązania działają m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii, Danii, Niemczech i Francji. W Holandii system porodów domowych jest szczególnie rozwinięty – według wiceministra około 13–16 proc. porodów odbywa się tam w warunkach domowych.</p><h2>Mniej cesarskich cięć?</h2><p>Maciejewski zwraca uwagę, że w krajach, w których większą rolę w opiece porodowej odgrywają położne, wykonuje się mniej cesarskich cięć. W Polsce niemal połowa porodów odbywa się przez cesarskie cięcie, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że optymalny odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10–15 proc.</p><p>To jeden z najważniejszych punktów tej debaty. Poród nie zawsze musi być wydarzeniem medykalizowanym do granic możliwości. Ale też nie może być romantycznym eksperymentem bez zabezpieczenia. Między chłodnym szpitalnym korytarzem a ryzykiem porodu bez systemowego wsparcia jest przestrzeń, którą mogą wypełnić dobrze przygotowane położne, jasne procedury i szybki dostęp do lekarzy.</p><h2>Fundacja Rodzić po Ludzku: potrzebna strategia, nie chaos</h2><p>Joanna Pietrusiewicz, prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, ocenia, że zarówno finansowanie porodów domowych, jak i Domy Narodzin są potrzebne. Podkreśla jednak, że nie mogą być traktowane jako proteza po zamykanych porodówkach.</p><p>Fundacja od lat postuluje, by porody domowe były finansowane przez NFZ. Dziś są dostępne przede wszystkim dla kobiet, które mogą zapłacić za opiekę kilka tysięcy złotych. Koszt obejmuje m.in. pracę położnych i przygotowanie do porodu.</p><p>Pietrusiewicz zaznacza, że poród domowy wymaga kwalifikacji pacjentki, badań, przygotowania i obecności wykwalifikowanego personelu. Nie jest rozwiązaniem dla każdej ciąży. Może być bezpieczny wtedy, gdy odbywa się w przewidywalnych warunkach, przy niskim ryzyku i z możliwością szybkiej interwencji.</p><p>Jednocześnie szefowa Fundacji ostrzega, że ewentualne pozostawienie wyłącznie porodówek z liczbą ponad 700 porodów rocznie mogłoby oznaczać likwidację około 80 oddziałów. W niektórych województwach mapa porodówek zmieniłaby się radykalnie.</p><p>Jej słowa brzmią jak ostrzeżenie przed reformą prowadzoną metodą przesuwania pionków po planszy. Tyle że pionkami są kobiety, dzieci, położne, lekarze i całe lokalne społeczności.</p><h2>Szpitale pytają o kryteria</h2><p>Niepokój widać także po stronie dyrektorów szpitali. Jacek Walkowski, dyrektor szpitala w Starachowicach, podkreśla, że zarządzana przez niego porodówka od lat wysoko plasuje się w rankingu „Gdzie Rodzić po Ludzku”. Placówka przyjmuje około 570 porodów rocznie, ma wysoki odsetek porodów w znieczuleniu i niski odsetek cesarskich cięć.</p><p>Mimo tego jej przyszłość nie jest jasna. Dyrektor wystąpił z pismami do wojewody, centrali NFZ i ministra zdrowia, domagając się przedstawienia kryteriów. Pyta, czy poza liczbą porodów brane będą pod uwagę jakość opieki, pozycja w rankingach i realne znaczenie oddziału dla regionu.</p><p>To pytania, które powinny wybrzmieć głośno także w innych miastach. Bo liczba porodów jest ważna, ale nie może być jedyną miarą. Jakość, dostępność, bezpieczeństwo i zaufanie pacjentek również mają wartość.</p><h2>Prawo, pieniądze i realne życie</h2><p>Zmiany, o których mówi resort, dotykają systemu świadczeń gwarantowanych finansowanych ze środków publicznych. To obszar regulowany m.in. przez ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz rozporządzenia ministra zdrowia określające zakres świadczeń gwarantowanych.</p><p>Jeżeli poród domowy miałby trafić do koszyka świadczeń, potrzebne będą nie tylko pieniądze, ale też precyzyjne standardy: kto kwalifikuje kobietę, jakie badania są obowiązkowe, ile położnych uczestniczy w porodzie, jaki jest maksymalny czas transportu do szpitala, kto odpowiada za dokumentację i kiedy zapada decyzja o przewiezieniu pacjentki na oddział.</p><p>Bez tego łatwo stworzyć pięknie brzmiący pomysł, który w praktyce utknie między NFZ, szpitalem, samorządem i pacjentką.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki też powinien patrzeć na tę mapę</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim działa oddział ginekologiczno-położniczy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Dla powiatu tomaszowskiego to nie tylko kolejny oddział szpitalny. To część lokalnego bezpieczeństwa zdrowotnego.</p><p>Dlatego debata o przyszłości porodówek powinna interesować nie tylko duże miasta i wojewódzkie centra. Jeżeli państwo zaczyna na nowo rysować mapę porodów, lokalne samorządy, dyrektorzy szpitali, radni i parlamentarzyści z regionu powinni pytać o kryteria już teraz.</p><p>Bo gdy porodówka znika, nie znika tylko wpis w rejestrze. Znika poczucie bliskości pomocy. A w opiece okołoporodowej bliskość bywa równie ważna jak nowoczesny sprzęt.</p><h2>Rekomendacje mają być znane pod koniec czerwca</h2><p>Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że rekomendacje dotyczące przyszłości porodówek, porodów domowych i Domów Narodzin mają być gotowe pod koniec czerwca. Przy resorcie powołano już zespół ds. porodów domowych i Domów Narodzin, którym kieruje Grażyna Iwanowicz-Palus, krajowa konsultantka w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.</p><p>Na początku roku resort proponował także tworzenie pokoi narodzin. Z tej możliwości skorzystał dotąd jeden szpital – od 1 czerwca interwencyjny punkt położniczy działa w Wągrowcu w województwie wielkopolskim.</p><p>To pokazuje, że system szuka nowych form. Pytanie tylko, czy będą one odpowiedzią na realne potrzeby kobiet, czy jedynie eleganckim opisem odwrotu państwa z lokalnej opieki porodowej.</p><p>Bo poród to nie rubryka w arkuszu kalkulacyjnym. To jedno z tych wydarzeń, w których państwo powinno być blisko. Nie po godzinie drogi, nie po konsultacjach, nie po zamknięciu oddziału. Blisko wtedy, gdy jest naprawdę potrzebne.</p><p><strong>Opracowanie na podstawie PAP: Aneta Pawłowska-Krać</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55484,krakow-po-referendum-prof-piasecki-monika-piatkowska-moze-nawet-nie-wejsc-do-drugiej-tury</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55484,krakow-po-referendum-prof-piasecki-monika-piatkowska-moze-nawet-nie-wejsc-do-drugiej-tury</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 10:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-krakow-po-referendum-prof-piasecki-monika-piatkowska-moze-nawet-nie-wejsc-do-drugiej-tury-1781252531.png</url>
                        <title>Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55484,krakow-po-referendum-prof-piasecki-monika-piatkowska-moze-nawet-nie-wejsc-do-drugiej-tury</link>
                    </image><description>Kraków znów staje przed politycznym rozdrożem. Miasto, które przez lata kojarzyło się z długim panowaniem Jacka Majchrowskiego, a później z trudnym zwycięstwem Aleksandra Miszalskiego, musi wybrać nowego prezydenta po skutecznym referendum odwoławczym. Politolog prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ocenia, że na razie wśród kandydatów brakuje postaci, która wyszłaby poza partyjne szyldy i wzbudziła zaufanie mieszkańców jako samorządowy profesjonalista.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Referendum w Krakowie odbyło się 24 maja 2026 roku i zakończyło się odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Według informacji podawanych po ogłoszeniu wyników frekwencja w głosowaniu dotyczącym prezydenta wyniosła 29,99 proc., co pozwoliło przekroczyć ustawowy próg ważności. Jednocześnie Rada Miasta Krakowa nie została odwołana, ponieważ w tym głosowaniu zabrakło wymaganej frekwencji.</p><h2>„Brakuje samorządowego profesjonalisty”</h2><p>Prof. Andrzej Piasecki, komentując sytuację dla PAP, stwierdził, że obecne kandydatury mają przede wszystkim charakter partyjny albo wynikają z osobistych ambicji. Jak zauważył, w Krakowie nie widać dziś kandydata, który poza polityką zajmowałby się czymś na tyle ważnym i rozpoznawalnym, by zbudować wokół siebie szersze zaufanie mieszkańców.</p><p>To ważna diagnoza, bo Kraków ma własną polityczną mitologię. Tu profesor, ekspert, człowiek uniwersytetu albo doświadczony miejski menedżer nie jest tylko figurą z kampanijnego plakatu. W mieście Kopernika, Wyspiańskiego, Kantora i Miłosza taki kandydat mógłby zostać odebrany jako ktoś „z krakowskiego porządku rzeczy” — osoba zakorzeniona w instytucjach, debacie publicznej i lokalnej pamięci.</p><p>Politolog zwrócił jednak uwagę, że potencjalni kandydaci z takiego środowiska mogli nie chcieć uczestniczyć w „poreferendalnej licytacji na obietnice”. Innymi słowy: po politycznym trzęsieniu ziemi nie każdy chce wchodzić na scenę, na której kurz jeszcze nie opadł.</p><h2>Monika Piątkowska z trudnym startem</h2><p>Najostrzejsza część oceny prof. Piaseckiego dotyczy Moniki Piątkowskiej, kandydatki popieranej przez Koalicję Obywatelską i PSL. Jej kandydatura została ogłoszona 9 czerwca 2026 roku, a media podkreślały, że występuje jako wspólna kandydatka dwóch ugrupowań.&nbsp;</p><p>Zdaniem politologa problemem nie jest płeć kandydatki, lecz sposób jej politycznego wprowadzenia. Prof. Piasecki ocenił, że Monika Piątkowska została wskazana przez liderów w Warszawie, a taka nominacja może być dla krakowskiego elektoratu ciężarem, nie skrzydłami. W jego opinii kandydatka może mieć nawet problem z wejściem do drugiej tury, bo — jak wskazuje — zaliczyła słaby start, jest kojarzona z dwoma partiami i nie posiada własnego, wyraźnego elektoratu.</p><p>To szczególnie istotne w Krakowie, gdzie partyjne logo bywa biletem wstępu, ale rzadko wystarcza do finału. Prof. Piasecki przypomniał, że Platforma Obywatelska — mimo korzystnego dla siebie elektoratu w mieście — od 2002 roku nie potrafiła zbudować trwałej dominacji w wyborach prezydenckich. Stanisław Kracik wszedł do drugiej tury w 2010 roku, ale przegrał z Jackiem Majchrowskim. Aleksander Miszalski wygrał w 2024 roku bardzo ciasno, a jego prezydentura zakończyła się przed czasem.</p><h2>Gibała jako kandydat „antypartyjny”?</h2><p>W tej układance szczególne miejsce zajmuje Łukasz Gibała. Radny miejski i główny kontrkandydat Aleksandra Miszalskiego z wyborów samorządowych 2024 roku nie ogłosił jeszcze startu, ale — według prof. Piaseckiego — mógłby skorzystać na przesycie kandydaturami partyjnymi.</p><p>To polityczny paradoks dobrze znany z wielu polskich miast: im więcej partyjnych flag na rynku, tym więcej miejsca dla kandydata, który mówi wyborcom: „jestem stąd, nie z centrali”. Taki przekaz może mieć szczególne znaczenie w wyborach przedterminowych, gdzie frekwencja zwykle jest niższa, a kampania bardziej zależy od rozpoznawalności, pamięci wyborców i osobistej wiarygodności niż od wielkich konwencji.</p><h2>Prawo: kiedy wybory po referendum?</h2><p>Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym referendum w sprawie odwołania organu pochodzącego z wyborów bezpośrednich jest ważne, gdy udział w nim weźmie co najmniej 3/5 liczby osób uczestniczących w wyborze odwoływanego organu.</p><p>Po odwołaniu prezydenta miasta konieczne są wybory przedterminowe. Media wskazują, że głosowanie w Krakowie powinno odbyć się w ciągu 90 dni od ogłoszenia wyników referendum, co oznacza, że realny termin może przypaść na sierpień, a ewentualna druga tura na wrzesień 2026 roku. Sama konkretna data wyborów nie została jeszcze wskazana w przekazanym materiale PAP.&nbsp;</p><h2>Kraków jako ostrzeżenie dla partii</h2><p>Sprawa Krakowa wykracza poza lokalną politykę Małopolski. To także sygnał dla największych ugrupowań: w samorządach nie wystarczy nominacja z Warszawy, mocny konferencyjny kadr i partyjna maszyna. Miasta — także te duże, akademickie, bogate w lokalne elity — coraz częściej żądają od kandydatów czegoś więcej: kompetencji, obecności, cierpliwej pracy i zaufania budowanego wcześniej, a nie dopiero w kampanii.</p><p>Prof. Piasecki przewiduje, że frekwencja w wyborach może być niska. W takiej sytuacji o wyniku zdecydują elektoraty zdyscyplinowane oraz osobisty kapitał kandydatów. To nie musi być kampania wielkich billboardów. Bardziej może przypominać krakowski spacer po Plantach: wygra ten, kogo mieszkańcy naprawdę rozpoznają, a nie tylko miną wzrokiem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55482,12-czerwca-pamiec-brzezan-tajne-misje-retingera-f-35-nad-polska-i-muzyka-ktora-nie-zna-granic</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55482,12-czerwca-pamiec-brzezan-tajne-misje-retingera-f-35-nad-polska-i-muzyka-ktora-nie-zna-granic</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 09:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-12-czerwca-pamiec-brzezan-tajne-misje-retingera-f-35-nad-polska-i-muzyka-ktora-nie-zna-granic-1781250377.png</url>
                        <title>12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55482,12-czerwca-pamiec-brzezan-tajne-misje-retingera-f-35-nad-polska-i-muzyka-ktora-nie-zna-granic</link>
                    </image><description>Są takie daty, które nie układają się w spokojny szereg rocznic, lecz przypominają rozrzucone kadry z wielkiego, niespokojnego filmu. 12 czerwca prowadzi nas od tragicznej ciszy Brzeżan, gdzie niemiecki okupant mordował Żydów podczas likwidacji getta, przez polityczne salony i konspiracyjne misje Józefa Retingera, po dzisiejsze niebo nad Polską, na którym symbolicznie pojawiają się myśliwce F-35 „Husarz”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;To także dzień, w którym wraca pytanie o Europę: tę marzoną, negocjowaną przez wizjonerów integracji, i tę dzisiejszą — spierającą się o granice, migrację, bezpieczeństwo i solidarność. A w tle brzmi muzyka: Chick Corea, John Wetton, Robyn, Alicia Keys, Jarosław Kozidrak. Jakby ktoś postawił obok siebie jazzowy fortepian, progresywny bas, popowy refren i kronikę polityczną. I powiedział: słuchajcie uważnie, bo historia nigdy nie gra jednego tematu.</p><h2>12 czerwca w historii. Od Brzeżan po europejską integrację</h2><p><strong>83 lata temu, 12 czerwca 1943 roku, w Brzeżanach Niemcy zamordowali około 1,4 tysiąca Żydów</strong> podczas ostatecznej likwidacji getta i obozu pracy. To jedna z tych rocznic, przy których język staje się bezradny. Liczba jest konkretna, lecz za nią kryją się twarze, imiona, rodziny, domy, modlitwy, dziecięce głosy, niedokończone rozmowy. Brzeżany — dziś na Ukrainie, dawniej miasto wpisane w wielokulturową historię dawnej Rzeczypospolitej — stały się w czasie Zagłady miejscem śmierci tysięcy Żydów.</p><p>W lokalnym kalendarium warto takie daty przypominać bez pośpiechu. Nie po to, by budować muzeum smutku, ale dlatego, że pamięć jest jednym z ostatnich bastionów człowieczeństwa. W świecie, który coraz częściej przewija historię jak film na telefonie, takie rocznice mówią: zatrzymaj się.</p><p><strong>66 lat temu, w 1960 roku, w Londynie zmarł Józef Retinger</strong> — postać niemal gotowa na powieść Johna le Carré, choć jego życie było bardziej nieprawdopodobne niż wiele literackich fabuł. Polityk, negocjator, znawca literatury i sztuki, człowiek kontaktów, cichych rozmów i misji, które nie trafiają na pierwsze strony gazet. W czasie II wojny światowej był osobistym doradcą politycznym gen. Władysława Sikorskiego. W 1944 roku został przerzucony do okupowanej Polski jako emisariusz.</p><p>Po wojnie Retinger działał na rzecz integracji europejskiej. Należał do tych ludzi, którzy rozumieli, że Europa po katastrofie dwóch wojen światowych nie może być już tylko kontynentem rywalizujących ambicji. Musi stać się systemem naczyń połączonych, choćby trudnym, pełnym sporów i niedoskonałości. Dzisiejsze dyskusje o Unii Europejskiej, migracji, bezpieczeństwie i suwerenności dobrze jest czytać także przez ten retingerowski pryzmat: Europa nie jest dana raz na zawsze. Europa jest sporem, ale sporem, który ma nie dopuścić do powrotu katastrofy.</p><p><strong>59 lat temu, w 1967 roku, Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem.</strong> Decyzja zapadła po wojnie sześciodniowej, w logice zimnowojennego podziału świata. Państwa bloku wschodniego obciążyły Izrael odpowiedzialnością za konflikt, choć rzeczywisty przebieg wojny był bardziej złożony, a stroną inicjującą militarną presję były państwa arabskie. W Polsce decyzja ta wpisała się też w narastający klimat antyizraelski, który wkrótce znalazł ponury ciąg dalszy w kampanii antysemickiej Marca 1968 roku.</p><p><strong>58 lat temu odbyła się premiera filmu „Dziecko Rosemary” Romana Polańskiego.</strong> To jeden z tych obrazów, które weszły do kultury jak szept zza ściany. Nie epatował potworami, lecz niepokojem. Groza rodziła się tam z codzienności, z mieszkania, sąsiadów, uprzejmych uśmiechów i poczucia, że coś jest nie tak. Film Polańskiego do dziś pozostaje klasykiem psychologicznego horroru — bardziej dusznym snem niż prostą opowieścią o złu.</p><p><strong>47 lat temu, w 1979 roku, Henryk Jaskuła wypłynął z Gdyni w samotny rejs dookoła świata.</strong> Na jachcie „Dar Przemyśla” dokonał rzeczy niezwykłej: jako pierwszy Polak i trzeci żeglarz w historii samotnie, bez zawijania do portów, okrążył Ziemię. Do Gdyni wrócił po 344 dniach. W tej historii jest coś z Conrada, coś z Hemingwaya i coś bardzo polskiego: upór, samotność, ryzyko i cicha wiara, że horyzont nie jest końcem świata, ale zaproszeniem.</p><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku, Polska ponownie została członkiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego.</strong> Był to gest ekonomiczny, ale też polityczny. PRL, zadłużony i pogrążony w kryzysie, próbował szukać dróg kontaktu z zachodnimi instytucjami finansowymi. Kilka lat później kraj wszedł już w zupełnie inną epokę — transformacji, wolnego rynku, bolesnych reform i wielkich społecznych kosztów.</p><p><strong>22 lata temu, w 2004 roku, w Licheniu poświęcono bazylikę Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski.</strong> Największa świątynia w Polsce, z wieżą liczącą 141 metrów, stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc religijnych w kraju. Budzi zachwyt, ale też dyskusje o skali, estetyce i współczesnej religijności. Jak wiele wielkich budowli sakralnych — jest nie tylko miejscem modlitwy, ale również znakiem epoki, która ją wzniosła.</p><p><strong>10 lat temu zmarł Cezary Wodziński</strong>, filozof, eseista i tłumacz, znawca myśli Martina Heideggera. Należał do tych autorów, którzy przypominali, że filozofia nie jest ozdobą akademickiej półki, ale próbą wejścia w mrok pytań podstawowych: o byt, sens, obecność, nicość, człowieka.</p><p><strong>5 lat temu zmarł Witold Kieżun</strong>, ekonomista, żołnierz Armii Krajowej i powstaniec warszawski. Po wojnie więziony przez NKWD w Turkmenistanie. Jego biografia jest jak kondensat polskiego XX wieku: konspiracja, Powstanie Warszawskie, sowieckie represje, nauka, praca, spór o państwo i pamięć.</p><h2>Dziś w kraju: F-35 w Łasku, SOP i nowa odsłona KRS</h2><p>Najważniejszym wydarzeniem dnia w Polsce jest <strong>ceremonia przyjęcia pierwszych samolotów F-35 do Sił Zbrojnych RP</strong>, zaplanowana w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku. To szczególnie istotne także dla naszego regionu, bo Łask leży w województwie łódzkim, stosunkowo blisko Tomaszowa Mazowieckiego. Dla mieszkańców regionu to nie abstrakcyjna informacja z wojskowego komunikatu, ale wydarzenie dziejące się niemal po sąsiedzku.</p><p>Trzy pierwsze polskie F-35, nazwane <strong>„Husarzami”</strong>, przybyły do bazy w Łasku pod koniec maja. Polska zamówiła łącznie 32 maszyny piątej generacji, produkowane przez amerykański koncern Lockheed Martin. Całość dostaw ma zakończyć się w 2029 roku. Kontrakt wart 4,6 mld dolarów podpisano w 2020 roku.</p><p>Przed uroczystością samoloty mają zaprezentować się w przelocie nad Gdańskiem, Warszawą i Krakowem. To gest symboliczny: nowe maszyny nie tylko trafiają do armii, ale także do wyobraźni publicznej. W czasach wojny za wschodnią granicą, napięć NATO–Rosja i coraz bardziej bezwzględnej geopolityki, bezpieczeństwo przestaje być pojęciem z podręcznika. Staje się czymś realnym, słyszalnym, widocznym — czasem także na niebie.</p><p>W Warszawie odbędą się dziś również <strong>obchody Święta Służby Ochrony Państwa</strong>. W Łazienkach Królewskich zaplanowano uroczystości z udziałem przedstawicieli rządu, podczas których wręczone zostaną odznaczenia, awanse i ślubowanie nowo przyjętych funkcjonariuszy. SOP, powołana ustawą z 8 grudnia 2017 roku, zastąpiła Biuro Ochrony Rządu. Jej zadania obejmują ochronę najważniejszych osób w państwie, obiektów i placówek dyplomatycznych. To służba, o której opinia publiczna najczęściej słyszy dopiero wtedy, gdy dochodzi do kryzysu — a przecież jej istotą jest właśnie to, by do kryzysu nie doszło.</p><p>W siedzibie <strong>Krajowej Rady Sądownictwa</strong> zapowiedziano briefing nowo wybranego przewodniczącego KRS, sędziego <strong>Dariusza Zawistowskiego</strong>. KRS, zgodnie z art. 186 Konstytucji RP, stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. W ostatnich latach była jedną z centralnych instytucji sporu o praworządność w Polsce. Dlatego każda zmiana w jej składzie i kierownictwie ma znaczenie nie tylko personalne, ale ustrojowe. To jeden z tych tematów, w których prawo nie jest martwą literą — jest polem walki o kształt państwa.</p><h2>Dziś za granicą: pakt migracyjny, ECOFIN i papież Leon XIV</h2><p>Od dziś w całej Unii Europejskiej zaczyna obowiązywać <strong>pakt o migracji i azylu</strong>. Komisja Europejska przekonuje, że nowe przepisy mają wzmocnić ochronę granic zewnętrznych, uporządkować procedury azylowe i usprawnić powroty osób, które nie uzyskały prawa pobytu. Pakt przewiduje m.in. obowiązkową rejestrację i kontrole bezpieczeństwa osób nielegalnie przekraczających granice UE, szybsze procedury graniczne oraz mechanizm solidarnościowy między państwami członkowskimi.</p><p>Największe emocje budzi właśnie solidarność. Państwa UE mogą wybrać formę udziału: relokację osób ubiegających się o ochronę, wkład finansowy lub pomoc operacyjną. Polska została czasowo zwolniona z części zobowiązań, powołując się m.in. na przyjęcie milionów uchodźców z Ukrainy oraz koszty ochrony granicy z Białorusią. Rząd zapowiada jednocześnie, że nie wdroży paktu w pełni.</p><p>To temat, przy którym ścierają się dwa języki. Jeden mówi o granicach, bezpieczeństwie, kontroli i procedurach. Drugi — o człowieku uciekającym przed wojną, głodem, przemocą albo katastrofą państwa. Prawdziwa polityka zaczyna się tam, gdzie trzeba utrzymać oba te języki naraz, bez cynizmu i bez naiwności.</p><p>W Luksemburgu odbędzie się dziś posiedzenie <strong>Rady ds. Gospodarczych i Finansowych UE — ECOFIN</strong>. Ministrowie finansów państw członkowskich mają rozmawiać m.in. o reformie mechanizmu CBAM, czyli dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2, oraz o gospodarczych skutkach rosyjskiej agresji na Ukrainę. CBAM brzmi technicznie, lecz w praktyce dotyczy cen, konkurencyjności przemysłu, polityki klimatycznej i tego, kto zapłaci za zieloną transformację.</p><p>Papież <strong>Leon XIV</strong> kończy dziś wizytę w Hiszpanii. Na Teneryfie ma spotkać się z migrantami w ośrodku Las Raíces oraz z osobami zaangażowanymi w ich integrację. W porcie Santa Cruz de Tenerife odprawi mszę, po czym wyruszy w drogę powrotną do Rzymu. Wizyta na Wyspach Kanaryjskich ma mocny wymiar symboliczny — archipelag od lat jest jednym z punktów dramatycznych szlaków migracyjnych z Afryki do Europy.</p><h2>Kalendarium muzyczne: Corea, Wetton, Okudżawa i głosy, które zostają</h2><p><strong>12 czerwca 1941 roku urodził się Chick Corea</strong>, właściwie Armando Anthony Corea — pianista, kompozytor, jeden z gigantów jazzu i fusion. Był współtwórcą zespołu Return to Forever, grał z Milesem Davisem, eksperymentował z elektroniką, klasyką, rytmami latynoskimi i jazzową awangardą. Jego „Spain” należy do tych utworów, które brzmią jak światło odbite od wody: precyzyjne, ruchliwe, pełne radości grania. Corea zmarł 9 lutego 2021 roku. Pozostawił po sobie muzykę, która nie zamyka się w jednej szufladzie.</p><p>Tego samego dnia w 1941 roku urodził się <strong>Reg Presley</strong>, wokalista The Troggs. Jeśli ktoś mówi „Wild Thing”, natychmiast słychać garażową prostotę rocka lat 60., brudny riff i energię, która nie prosi o pozwolenie. The Troggs byli jak krótka wiadomość zapisana sprayem na murze: mało słów, dużo impulsu.</p><p><strong>12 czerwca 1943 roku urodził się László Benkő</strong>, klawiszowiec i trębacz węgierskiej Omegi. Dla słuchaczy z Europy Środkowo-Wschodniej Omega była czymś więcej niż zespołem rockowym. Była dowodem, że za żelazną kurtyną też można budować własne brzmienie — psychodeliczne, progresywne, pełne przestrzeni.</p><p><strong>12 czerwca 1949 roku urodził się John Wetton</strong>, basista, wokalista i gitarzysta związany m.in. z King Crimson, Roxy Music, Uriah Heep, U.K. i Asią. Jego głos i bas były częścią progresywnego rocka w najlepszym wydaniu: ambitnego, monumentalnego, czasem chłodnego jak stal, a czasem melodyjnego jak stadionowy refren. Z King Crimson współtworzył jedne z najbardziej wpływowych płyt lat 70., a z Asią wszedł do historii przebojem „Heat of the Moment”.</p><p><strong>12 czerwca 1951 roku urodził się Brad Delp</strong>, wokalista zespołu Boston. Jego głos w „More Than a Feeling” to jeden z tych momentów rocka, które brzmią jak młodość oglądana przez szybę samochodu jadącego nocą przez amerykańskie przedmieścia.</p><p><strong>12 czerwca 1952 roku urodził się Pete Farndon</strong>, współzałożyciel i basista The Pretenders. Tego samego dnia przyszła na świat <strong>Anna Treter</strong>, wokalistka i pianistka zespołu Pod Budą, artystka związana z piosenką poetycką i krakowskim klimatem, w którym słowo nie jest dodatkiem do melodii, lecz jej drugim sercem.</p><p>W 1957 roku zmarł <strong>Jimmy Dorsey</strong>, klarnecista, saksofonista i kompozytor jazzowy. W epoce swingu nazwisko Dorsey miało swoją wagę, jak dobrze skrojony garnitur i orkiestra gotowa wejść na scenę.</p><p><strong>12 czerwca 1979 roku urodziła się Robyn</strong>, szwedzka piosenkarka, autorka tekstów i producentka. Jej pop nie jest lukrowany. Często tańczy przez łzy, jak w „Dancing On My Own” — piosence, która zrobiła z samotności klubowy hymn.</p><p><strong>12 czerwca 1990 roku ukazał się debiutancki album Mariah Carey.</strong> Płyta otworzyła karierę jednej z największych wokalistek popu i R&amp;B, artystki o skali głosu, która stała się jej znakiem firmowym.</p><p><strong>12 czerwca 1997 roku zmarł Bułat Okudżawa</strong>, bard, poeta i kompozytor ballad. Jego twórczość była cicha, mądra, pełna melancholii i ironii. Okudżawa śpiewał tak, jakby siedział przy kuchennym stole z ludźmi, którzy za dużo widzieli, by wierzyć w wielkie hasła, ale wciąż wierzyli w człowieka.</p><p><strong>12 czerwca 2001 roku premierę miał debiutancki album Alicii Keys „Songs in A Minor”.</strong> To była płyta, która przypomniała mainstreamowi, że soul, fortepian i wielki głos nadal mogą wejść na listy przebojów bez utraty godności.</p><p><strong>12 czerwca 2018 roku zmarł Jarosław Kozidrak</strong>, współzałożyciel, wokalista, gitarzysta i kompozytor zespołu Bajm. To postać ważna dla polskiej muzyki popularnej, współtwórca zespołu, którego piosenki przez dekady towarzyszyły prywatnym historiom kilku pokoleń słuchaczy.</p><h2>Lokalny kontekst: Łask blisko Tomaszowa, wielka polityka blisko codzienności</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego dzisiejsze wydarzenie w Łasku ma szczególny wymiar. 32. Baza Lotnictwa Taktycznego nie jest odległym punktem na mapie, ale częścią wojskowego krajobrazu województwa łódzkiego. Przyjęcie F-35 pokazuje, że wielka geopolityka coraz częściej dzieje się nie tylko w Warszawie, Brukseli czy Waszyngtonie, ale także w miejscach, które znamy z tras, drogowskazów, rodzinnych wyjazdów i lokalnych wiadomości.</p><p>Podobnie pakt migracyjny, spór o KRS czy rozmowy ministrów finansów w Luksemburgu nie są tematami „gdzieś daleko”. One prędzej czy później dotykają samorządów, szkół, rynku pracy, bezpieczeństwa, granic administracji i domowych budżetów. Historia 12 czerwca uczy, że nic nie zostaje naprawdę osobno: pamięć, państwo, prawo, muzyka i codzienność tworzą jeden zapis. Czasem brzmi on jak jazzowa improwizacja. Czasem jak syrena alarmowa. Czasem jak cicha ballada Okudżawy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55478,sejm-uchwalil-ustawe-o-zakazie-patostreamingu-koniec-internetowych-widowisk-z-przemocy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55478,sejm-uchwalil-ustawe-o-zakazie-patostreamingu-koniec-internetowych-widowisk-z-przemocy</guid>
            <pubDate>Thu, 11 Jun 2026 20:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sejm-uchwalil-ustawe-o-zakazie-patostreamingu-koniec-internetowych-widowisk-z-przemocy-1781203566.png</url>
                        <title>Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55478,sejm-uchwalil-ustawe-o-zakazie-patostreamingu-koniec-internetowych-widowisk-z-przemocy</link>
                    </image><description>Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Za nowymi przepisami głosowało 419 posłów, 19 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. Ustawa trafi teraz do Senatu. Jeżeli wejdzie w życie, internetowe transmitowanie przemocy, poniżania, znęcania się nad zwierzętami czy pozorowania przestępstw dla zysku może oznaczać odpowiedzialność karną.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To próba postawienia tamy zjawisku, które przez lata rosło na oczach wszystkich: rodziców, nauczycieli, platform społecznościowych, policji i ustawodawców. <strong>Patostreaming</strong> stał się jednym z najbardziej ponurych produktów epoki smartfona — czymś pomiędzy tanim spektaklem przemocy, cyfrowym cyrkiem okrucieństwa a moralnym śmietnikiem internetu. Jak w „Mechanicznej pomarańczy” Stanleya Kubricka, przemoc przestała być tylko czynem. Stała się przedstawieniem.</p><h2>Co zakłada ustawa?</h2><p>Nowe przepisy mają kryminalizować <strong>publiczne rozpowszechnianie w internecie treści przedstawiających popełnienie czynu zabronionego</strong> albo pozorowanie takiego czynu — jeżeli odbywa się to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.</p><p>Chodzi m.in. o materiały pokazujące czyny zagrożone karą pozbawienia wolności, przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece, a także zachowania z użyciem przemocy. Ustawa obejmuje również <strong>znęcanie się nad zwierzętami</strong>, zabicie zwierzęcia, poniżające traktowanie innej osoby — nawet za jej zgodą — oraz działania związane z organizacją gier hazardowych.</p><p>Szczególnie surowiej traktowane mają być sytuacje, w których treści dotyczą osoby małoletniej. W takim przypadku sprawcy może grozić kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.</p><h2>Patostreaming, czyli patologia na żywo</h2><p>Samo słowo „patostreaming” powstało z połączenia słów „patologia” i „stream”, czyli internetowa transmisja na żywo. W praktyce oznacza nagrywanie, publikowanie albo transmitowanie materiałów, w których pojawia się przemoc, poniżanie, wulgaryzmy, alkohol, obsceniczne zachowania, znęcanie się nad ludźmi lub zwierzętami.</p><p>Mechanizm jest prosty i brutalny. Im większy szok, tym większa oglądalność. Im większa oglądalność, tym większe pieniądze, rozpoznawalność i wpływy. To logika znana z ciemniejszej strony internetu: kliknięcie staje się walutą, a upokorzenie drugiego człowieka — towarem.</p><p>Dla dorosłych może to być odrażający margines sieci. Dla dzieci i młodzieży — często materiał, który trafia na ekran przypadkiem, przez algorytm, polecenie znajomych albo krótkie filmiki krążące po komunikatorach. I tu zaczyna się problem, którego nie da się zamknąć jednym głosowaniem w Sejmie.</p><h2>Prawo próbuje dogonić internet</h2><p>Do tej pory patostreaming był trudny do jednoznacznego ścigania jako osobne zjawisko. Odpowiedzialność karna mogła pojawiać się wtedy, gdy w materiale dochodziło do konkretnego przestępstwa: pobicia, znęcania, gróźb, naruszenia nietykalności, znieważenia, rozpijania małoletnich czy znęcania się nad zwierzętami. Problem polegał jednak na tym, że internetowa transmisja sama w sobie często funkcjonowała jako osobny model zarabiania na patologii.</p><p>Uchwalona przez Sejm ustawa ma uderzyć właśnie w ten mechanizm: nie tylko w sam czyn, ale również w jego publiczne rozpowszechnianie, monetyzowanie i zamienianie w widowisko.</p><p>W ustawie przewidziano jednak ważne wyłączenia. Przestępstwem nie mają być działania podejmowane w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, prasowej, naukowej albo w celu ochrony interesu publicznego. To istotne z punktu widzenia mediów, dokumentalistów, organizacji społecznych i osób nagłaśniających patologie po to, by je ujawnić, a nie promować.</p><h2>Nie tylko Warszawa. To także sprawa lokalnych szkół, rodzin i podwórek</h2><p>Choć ustawa powstaje w Sejmie, jej znaczenie nie kończy się przy Wiejskiej. <strong>Patostreaming dotyka także lokalnych społeczności</strong> — takich jak Tomaszów Mazowiecki, Spała, Smardzewice, Inowłódz, Ujazd czy Rzeczyca. Bo internet nie zna granic administracyjnych. Ten sam filmik może w ciągu kilku minut trafić do ucznia podstawówki, licealisty, rodzica i nauczyciela.</p><p>Dla szkół to kolejny argument, by poważnie traktować edukację medialną, cyberbezpieczeństwo i rozmowy o przemocy rówieśniczej. Dla rodziców — sygnał, że kontrola rodzicielska nie może polegać wyłącznie na kupieniu dziecku telefonu i nadziei, że „jakoś to będzie”. A dla lokalnych instytucji — przypomnienie, że bezpieczeństwo dzieci coraz częściej zaczyna się nie na przejściu dla pieszych, ale na ekranie smartfona.</p><p>Nie chodzi o moralną panikę. Internet nie jest złem wcielonym. Jest jak wielkie miasto: ma biblioteki, koncerty, kina, szkoły i place zabaw, ale ma też zaułki, w które dziecko nie powinno wchodzić samo. Problem w tym, że w sieci te zaułki potrafią same zapukać do ekranu.</p><h2>Polityczna zgoda ponad podziałami</h2><p>Prace nad przepisami zainicjowali posłowie zarówno koalicji rządzącej, jak i opozycji. Projekty w tej sprawie składali najpierw posłowie PiS, później także Koalicji Obywatelskiej. Poseł Michał Wójcik z PiS apelował o połączenie projektów i wspólne procedowanie.</p><p>W czasach, gdy polska polityka często przypomina bardziej ring niż parlament, tak szerokie poparcie dla ustawy jest warte odnotowania. W głosowaniu za ustawą opowiedziało się 419 posłów. To pokazuje, że w sprawie ochrony dzieci i walki z internetowym handlem przemocą możliwe jest porozumienie ponad partyjnymi szyldami.</p><h2>Czy sama ustawa wystarczy?</h2><p>Nie. I warto powiedzieć to wprost.</p><p>Nowe przepisy mogą dać policji i prokuraturze skuteczniejsze narzędzie, ale nie zastąpią rozmowy w domu, reakcji szkoły, odpowiedzialności platform internetowych i czujności dorosłych. Patostreaming żyje tam, gdzie przemoc staje się rozrywką, a widz udaje, że jest tylko widzem. Tymczasem każde kliknięcie, udostępnienie i wpłata podczas transmisji są częścią tego mechanizmu.</p><p>Ustawa może więc zamknąć część drzwi. Ale klucz do reszty nadal leży w rękach rodziców, nauczycieli, opiekunów, administratorów platform i samych użytkowników internetu.</p><p>Bo cyfrowy świat nie wychowuje się sam. Jeżeli zostawimy go algorytmom, dostaniemy to, co algorytmy potrafią robić najlepiej: więcej emocji, więcej skrajności, więcej krzyku. A przecież internet może być także miejscem wiedzy, kultury, muzyki, sportu, lokalnej wspólnoty i dobrej rozmowy.</p><p>Pytanie brzmi, którą wersję sieci będziemy dzieciom podsuwać pod nos.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55476,11-czerwca-od-polskich-termopil-po-mundial-od-gesiowki-po-dark-side-of-the-moon</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55476,11-czerwca-od-polskich-termopil-po-mundial-od-gesiowki-po-dark-side-of-the-moon</guid>
            <pubDate>Thu, 11 Jun 2026 02:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-11-czerwca-od-polskich-termopil-po-mundial-od-gesiowki-po-dark-side-of-the-moon-1781137903.png</url>
                        <title>11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55476,11-czerwca-od-polskich-termopil-po-mundial-od-gesiowki-po-dark-side-of-the-moon</link>
                    </image><description>Historia potrafi mówić szeptem i krzykiem. Dziś, 11 czerwca, przypomina o odwadze pod Hodowem, patriotycznej manifestacji w Warszawie, zbrodniach okupanta, wielkiej polityce, muzyce, która nie starzeje się nigdy, i świecie, który znów patrzy na piłkarski stadion jak na współczesną arenę narodów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>czwartek, 11 czerwca</strong>, sto sześćdziesiąty drugi dzień roku. Słońce wzeszło o godzinie 4.15, zajdzie o 20.55. Imieniny obchodzą między innymi <strong>Anastazy, Paula, Feliks, Jan i Radomił</strong>.</p><p>To jedna z tych dat, które przypominają, że kalendarz nie jest suchą tabelą. Jest raczej jak stara szafa z „Opowieści z Narnii”: otwieramy ją z rana, a za drewnianymi drzwiami czekają królowie, żołnierze, wdowy po bohaterach, kompozytorzy, szpiedzy, gitarzyści, parlamentarzyści, papieże i piłkarze. Jednego dnia obok siebie stoją Jan III Sobieski, husaria spod Hodowa, Maria Czapska, Jimmy Page, Pink Floyd i posłowie, którzy w Sejmie mają decydować o sprawach ustrojowych i pracowniczych.</p><h2>Jaworów, Hodów i polityka wielkich rachunków</h2><p><strong>351 lat temu, w 1675 roku</strong>, w Jaworowie król <strong>Jan III Sobieski</strong> zawarł tajny układ z królem Francji <strong>Ludwikiem XIV</strong>, wymierzony przeciwko elektorowi prusko-brandenburskiemu Fryderykowi Wilhelmowi. Był to jeden z tych momentów, w których Rzeczpospolita próbowała prowadzić politykę szerokiego oddechu, patrząc dalej niż najbliższa granica i najbliższy sejmik. Sobieski, którego powszechna pamięć kojarzy przede wszystkim z Wiedniem 1683 roku, był także graczem dyplomatycznym. Wiedział, że siła państwa nie rodzi się wyłącznie na polu bitwy. Czasem zaczyna się przy stole, nad mapą, między podpisami, których oficjalnie nie ma.</p><p><strong>332 lata temu, w 1694 roku</strong>, doszło do bitwy pod Hodowem, nazwanej później <strong>polskimi Termopilami</strong>. Niewielki, kilkusetosobowy oddział wojsk polskich, w tym husarii, powstrzymał najazd wielokrotnie liczniejszych Tatarów. Ta historia ma w sobie coś z westernu i z antycznej tragedii: garstka obrońców, przeważający przeciwnik, improwizowane umocnienia, dramatyczna walka i zwycięstwo, które nie polegało na podboju, lecz na zatrzymaniu katastrofy.</p><p>Warto o Hodowie pamiętać także lokalnie, w Tomaszowie Mazowieckim i w całym powiecie. Nie dlatego, że bitwa rozegrała się tuż za rogiem, ale dlatego, że ma wymiar obywatelski. Przypomina, że wspólnota trwa wtedy, gdy ktoś bierze odpowiedzialność za innych, nawet kiedy rachunek sił wygląda fatalnie. To lekcja aktualna również poza historią wojskowości — w samorządzie, w szkole, w zakładzie pracy, w zwykłej sąsiedzkiej solidarności.</p><h2>Pogrzeb, który stał się manifestacją</h2><p><strong>166 lat temu, w 1860 roku</strong>, w Warszawie odbył się pogrzeb <strong>Katarzyny Sowińskiej</strong>, wdowy po generale Józefie Sowińskim, bohaterze powstania listopadowego, który zginął podczas obrony Woli. Uroczystość przerodziła się w wielką manifestację patriotyczną.</p><p>W XIX wieku pogrzeby często bywały polityką prowadzoną pod czarnymi chorągwiami. Tam, gdzie nie można było swobodnie mówić, śpiewać i demonstrować, zbiorowa pamięć szukała szczelin. Trumna stawała się sztandarem, kondukt — pochodem, modlitwa — deklaracją. Tak było w latach poprzedzających powstanie styczniowe. Warszawa, pozornie milcząca, w takich chwilach mówiła głosem tłumu.</p><h2>Łódzki trop: Aleksander Tansman</h2><p><strong>129 lat temu, w 1897 roku</strong>, w Łodzi urodził się <strong>Aleksander Tansman</strong>, kompozytor i pianista, jeden z najwybitniejszych polskich twórców XX wieku związanych z muzyką światową. To postać szczególnie ważna dla naszego regionu. Łódź, tak bliska Tomaszowowi Mazowieckiemu geograficznie i kulturowo, była dla Tansmana punktem wyjścia do międzynarodowej kariery.</p><p>Jego los przypomina, że województwo łódzkie nie jest wyłącznie przestrzenią fabryk, rzek, kolei i przemysłu. To także mapa talentów, które wychodziły stąd w świat. Tansman tworzył muzykę elegancką, nowoczesną, zanurzoną w europejskim modernizmie. W tle słychać czasem Paryż, czasem jazz, czasem echo Polski, która po rozbiorach i wojnach wciąż szukała swojego tonu.</p><h2>Auschwitz, Gęsiówka i pamięć bez znieczulenia</h2><p><strong>84 lata temu, w 1942 roku</strong>, w niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau zamordowano 300 Polaków pracujących w karnej kompanii. Był to odwet za próbę buntu i ucieczki. Takie rocznice nie nadają się do lekkiej publicystyki. Tu każde słowo powinno iść wolniej, jak po żwirze pod obozowym murem.</p><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku</strong>, Reichsführer SS <strong>Heinrich Himmler</strong> wydał rozkaz utworzenia na terenie ruin getta warszawskiego obozu koncentracyjnego <strong>Konzentrationslager Warschau</strong>, zwanego potocznie <strong>Gęsiówką</strong>. To jedno z tych miejsc, które długo nie mieściły się w powszechnej świadomości tak mocno, jak powinny. Warszawa po likwidacji getta miała być nie tylko miastem ruin, ale również przestrzenią dalszej eksploatacji, terroru i śmierci.</p><p>W takich datach historia nie jest archiwum. Jest ostrzeżeniem. Nie po to, by żyć w ciągłej żałobie, ale po to, by rozpoznawać mechanizmy pogardy, zanim przybiorą mundur, język administracji albo pozornie niewinne hasło o „porządku”.</p><h2>Wildstein, Niepokólczycki, Czapska i Zacharski: różne twarze polskiego XX wieku</h2><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku</strong>, w Olsztynie urodził się <strong>Bronisław Wildstein</strong> — działacz opozycji antykomunistycznej, dziennikarz, publicysta i pisarz. W 2005 roku upublicznił spis katalogowy nazwisk funkcjonariuszy i tajnych współpracowników służb PRL oraz osób wytypowanych do współpracy. Był prezesem TVP w latach 2006–2007, a od 2016 roku zasiada w Kolegium IPN. Bez względu na oceny polityczne, jego nazwisko należy do debaty o pamięci, lustracji i o tym, jak państwo demokratyczne powinno rozliczać system niedemokratyczny.</p><p><strong>71 lat temu, w 1955 roku</strong>, w Gdyni powołano <strong>Wyższą Szkołę Marynarki Wojennej</strong>. Morze w polskiej historii jest czymś więcej niż krajobrazem. Jest marzeniem o oddechu, handlu, niezależności i bezpieczeństwie. Gdynia, budowana w II RP niemal jak filmowy symbol nowoczesności, po wojnie dalej była jednym z miejsc, gdzie państwo myślało o swojej obecności na Bałtyku.</p><p><strong>52 lata temu, w 1974 roku</strong>, w Warszawie zmarł <strong>Franciszek Niepokólczycki</strong>, pułkownik Wojska Polskiego, oficer ZWZ-AK, zastępca komendanta Kierownictwa Dywersji KG AK, a po wojnie prezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. To biografia z pokolenia, które dwa razy musiało zdawać egzamin z wolności: najpierw pod okupacją niemiecką, potem w starciu z komunistycznym aparatem represji.</p><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku</strong>, w Maisons-Laffitte zmarła <strong>Maria Czapska</strong>, eseistka, tłumaczka, współredaktorka paryskiej „Kultury”. Jej nazwisko prowadzi nas do środowiska Jerzego Giedroycia, do miejsca, które dla polskiej myśli emigracyjnej było czymś w rodzaju latarni morskiej. „Kultura” nie tylko komentowała rzeczywistość. Ona ją intelektualnie przygotowywała, zanim jeszcze polityczna historia dogoniła idee.</p><p><strong>41 lat temu, w 1985 roku</strong>, na moście Glienicke w Berlinie wymieniono <strong>Mariana Zacharskiego</strong>, agenta wywiadu PRL skazanego w USA na dożywocie, na osoby oskarżone o szpiegostwo na rzecz zachodnich służb. Most Glienicke, znany jako „most szpiegów”, brzmi jak gotowy tytuł filmu — i zresztą kino chętnie sięgało po tę symbolikę. Zimna wojna miała swoje gabinety, bunkry i ambasady, ale miała też właśnie takie miejsca: betonowe sceny, na których mocarstwa wymieniały ludzi jak figury w partii szachów.</p><h2>Kalendarium muzyczne: od twistu po kosmiczną stronę Księżyca</h2><p>11 czerwca ma także swój rytm. I to jaki.</p><p>W <strong>1940 roku</strong> urodził się <strong>Joseph DiNicola</strong>, wokalista grupy Joey Dee and The Starlighters. Formacja w 1962 roku trafiła na szczyt amerykańskiej listy singli z utworem <strong>„Peppermint Twist”</strong>. Przez krótki czas z zespołem związany był nawet <strong>Jimi Hendrix</strong>, późniejszy gitarowy kosmita rocka.</p><p>W <strong>1949 roku</strong> urodził się <strong>Frank Lee Beard</strong>, perkusista <strong>ZZ Top</strong>. Paradoks jego nazwiska przeszedł do historii rocka: „beard” znaczy broda, a on jako jedyny z klasycznego składu zespołu nie nosił charakterystycznej długiej brody. Rock lubi takie anegdoty, bo wie, że mitologia sceny składa się zarówno z riffów, jak i drobnych żartów losu.</p><p>W <strong>1951 roku</strong> w Londynie urodziła się <strong>Lynsey De Paul</strong>, brytyjska wokalistka i kompozytorka, pierwsza kobieta uhonorowana nagrodą Ivor Novello. Jej <strong>„Sugar Me”</strong> było jednym z tych przebojów, które potrafiły przykleić się do radia jak zapach lata do rozgrzanego asfaltu.</p><p>W <strong>1966 roku</strong> europejskie stacje radiowe podały fałszywą informację o śmierci <strong>Rogera Daltreya</strong>, wokalisty The Who. Plotka dotyczyła w rzeczywistości wypadku, w którym ucierpiał <strong>Pete Townshend</strong>. Historia mediów zna wiele takich przypadków: jedno niesprawdzone zdanie, a potem lawina. Dziś, w epoce internetu, ten mechanizm działa szybciej, ale jego natura wcale się nie zmieniła.</p><p>W <strong>1967 roku</strong> w „Melody Maker” ukazało się ogłoszenie <strong>Marca Bolana</strong>, który szukał muzyków do nowego zespołu. Tak zaczęła się droga formacji Tyrannosaurus Rex, późniejszego <strong>T. Rex</strong> — od undergroundowego folku po glamrockowy błysk sceny.</p><p>W <strong>1977 roku</strong> <strong>KC and The Sunshine Band</strong> po raz czwarty wprowadzili piosenkę na pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów. Tym razem był to utwór <strong>„I’m Your Boogie Man”</strong>. Disco, często lekceważone przez rockowych purystów, było wtedy językiem parkietów, klubów i wielkomiejskiej energii.</p><p>W <strong>2000 roku</strong> <strong>Aaliyah</strong> zdobyła pierwsze miejsce na amerykańskiej liście przebojów piosenką <strong>„Try Again”</strong>. Był to pierwszy singiel przeznaczony wyłącznie do emisji radiowej, niesprzedawany tradycyjnie w sklepach z płytami. To już zapowiadało epokę, w której muzyka coraz bardziej odklejała się od fizycznego nośnika.</p><p>W <strong>2002 roku</strong> w Krakowie zmarł <strong>Zbigniew Podgajny</strong>, pianista, kompozytor, członek Czerwono-Czarnych i Niebiesko-Czarnych, autor m.in. przeboju <strong>„Niedziela będzie dla nas”</strong>. Dla wielu słuchaczy to kawałek polskiej fonografii, który ma w sobie klimat dawnych dancingów, radia w kuchni i młodości zapisanej na czarnej płycie.</p><p>W <strong>2005 roku</strong> gitarzysta Led Zeppelin <strong>Jimmy Page</strong> został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. Podczas tej samej uroczystości wyróżnienie otrzymał również gitarzysta Queen <strong>Brian May</strong>. Dwie gitary, dwa różne kosmosy, jeden brytyjski panteon muzyki popularnej.</p><p>W <strong>2006 roku</strong> <strong>Sandi Thom</strong> zdobyła szczyt brytyjskiej listy albumów płytą <strong>„Smile… It Confuses People”</strong>, z przebojem <strong>„I Wish I Was A Punk Rocker (With Flowers In My Hair)”</strong>.</p><p>W <strong>2011 roku</strong> album <strong>„The Dark Side of the Moon”</strong> grupy <strong>Pink Floyd</strong> ponownie pojawił się na liście Billboardu, osiągając niezwykły wynik tysiąca tygodni w różnych zestawieniach. Są płyty, które się starzeją. I są takie, które raczej zmieniają orbitę, ale nie znikają z nieba.</p><h2>Dziś w kraju: Sejm, Trybunał Konstytucyjny i ustawa antymobbingowa</h2><p>W kraju uwagę przyciąga dziś Sejm. Izba ma wybrać sędziego <strong>Trybunału Konstytucyjnego</strong>, uzupełniając wakat po upływie kadencji sędziego Andrzeja Zielonackiego. Zgłoszono dwie kandydatury: <strong>Sławomira Patyrę</strong>, konstytucjonalistę z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, oraz <strong>Artura Kotowskiego</strong>, profesora nauk prawnych związanego z Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.</p><p>Sędziowie TK są wybierani indywidualnie na dziewięcioletnie kadencje. W praktyce każdy taki wybór ma znaczenie wykraczające poza personalia. Trybunał Konstytucyjny powinien być jednym z filarów kontroli zgodności prawa z Konstytucją, a więc instytucją, do której obywatel może patrzeć z poczuciem, że państwo ma swoje hamulce bezpieczeństwa. W polskich realiach ostatnich lat każda decyzja dotycząca TK brzmi jednak politycznie mocniej niż zwykłe głosowanie.</p><p>Posłowie mają też rozpatrywać rządowy projekt nowelizacji <strong>Kodeksu pracy</strong> oraz <strong>Kodeksu postępowania cywilnego</strong>, określany jako projekt antymobbingowy. To temat bardzo praktyczny również dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu. Mobbing nie jest pojęciem z akademickiego seminarium. To realny problem zakładów pracy, urzędów, szkół, spółek i małych firm.</p><p>Projekt przewiduje, że mobbingiem będą zachowania nawracające, powtarzające się lub stałe, pochodzące między innymi od przełożonego, współpracownika, podwładnego, pojedynczej osoby albo grupy. Mogą mieć charakter fizyczny, werbalny lub pozawerbalny. Istotne jest także odejście od konieczności wykazywania intencji sprawcy lub określonego skutku. Pracownik, który doznał mobbingu, miałby uzyskać prawo do zadośćuczynienia w wysokości nie niższej niż sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia za pracę, a także możliwość dochodzenia odszkodowania.</p><p>Jeśli przepisy wejdą w życie, będą miały znaczenie nie tylko dla wielkich korporacji. Dotkną także lokalnych pracodawców. Będą wymagały procedur, szkoleń, większej odpowiedzialności kadry kierowniczej i lepszego dokumentowania reakcji na skargi. To może być trudne, ale potrzebne. Miejsce pracy nie powinno być dworem z kapryśnym panem ani sceną z „Folwarku zwierzęcego”, gdzie równość kończy się przy gabinecie przełożonego.</p><h2>Bezpieczeństwo i rezerwy osobowe</h2><p>Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego <strong>Bartosz Grodecki</strong> ma dziś uczestniczyć w konferencji „Rezerwy osobowe Sił Zbrojnych RP – doświadczenia, wyzwania i kierunki rozwoju” w Pałacu Prezydenckim. W tle jest pytanie fundamentalne: jaki jest rzeczywisty potencjał obronny państwa i jak szybko Polska potrafiłaby rozwinąć siły zbrojne w sytuacji zagrożenia?</p><p>Po doświadczeniach wojny w Ukrainie takie debaty przestały być tematem wyłącznie dla wojskowych. Obrona państwa obejmuje dziś logistykę, cyberbezpieczeństwo, odporność społeczną, samorządy, służby, edukację i rezerwy. To nie brzmi efektownie, ale właśnie w tych „nudnych” elementach często rozstrzyga się, czy państwo jest mocne tylko na defiladzie, czy także w chwili próby.</p><h2>Dziś na świecie: mundial, Huta Pieniacka, papież i Europa</h2><p>Dziś ruszają <strong>Mistrzostwa Świata w piłce nożnej 2026</strong> w Ameryce Północnej. Turniej organizują <strong>USA, Kanada i Meksyk</strong>, a udział weźmie rekordowa liczba <strong>48 reprezentacji</strong>. Zaplanowano <strong>104 mecze</strong>. Mecz otwarcia Meksyk–RPA rozpocznie się o godzinie 21.00 czasu polskiego na legendarnym Estadio Azteca.</p><p>To mundial większy niż wszystkie poprzednie, ale wraz z rozmachem rosną pytania. Więcej drużyn, więcej spotkań, dłuższy turniej, większe obciążenie zawodników, ogromne dystanse i wysokie temperatury — futbol staje się globalnym widowiskiem na skalę, której jeszcze niedawno nie znał. A jednocześnie, jak zwykle, piłka będzie próbowała przykryć politykę. Nie zawsze jej się to uda.</p><p>Na Ukrainie polskie i ukraińskie ekipy archeologiczne kontynuują poszukiwania miejsc pochówku polskich ofiar zbrodni w dawnej wsi <strong>Huta Pieniacka</strong>. 28 lutego 1944 roku zamordowano tam około 850 osób. To jedna z tych spraw, w których pamięć historyczna spotyka się z dyplomacją, bólem rodzin i potrzebą elementarnej sprawiedliwości. Szczątki ofiar nie są argumentem w sporze. Są ludźmi, którym należy się imię, modlitwa, grób i prawda.</p><p>Papież <strong>Leon XIV</strong> kontynuuje wizytę w Hiszpanii i ma udać się na Wyspy Kanaryjskie, gdzie spotka się między innymi z migrantami i osobami niosącymi im pomoc. Ten etap pielgrzymki ma szczególne znaczenie symboliczne. Wyspy Kanaryjskie są jednym z miejsc, w których Europa widzi dramat migracji nie w raportach, lecz na plażach, w portach i w oczach ratowników.</p><p>Rada Prezesów <strong>Europejskiego Banku Centralnego</strong> po posiedzeniu poinformuje o decyzji w sprawie stóp procentowych, a prezeska EBC <strong>Christine Lagarde</strong> wystąpi na konferencji prasowej. Dla mieszkańców Polski może się to wydawać odległe, ale decyzje EBC wpływają na kurs euro, nastroje inwestorów, koszty finansowania i gospodarczą temperaturę całej Europy. A ta temperatura, jak wiemy, prędzej czy później dociera również do lokalnych budżetów, firm i portfeli.</p><p>Trybunał Sprawiedliwości UE ma natomiast zajmować się sprawą dostępu do informacji o zakupie szczepionek przeciw COVID-19 przez Komisję Europejską. To temat z pogranicza prawa, zdrowia publicznego i zaufania do instytucji. Pandemia minęła jako codzienny lęk, ale pytania o jawność decyzji, kontrakty i odpowiedzialność nie zniknęły.</p><h2>11 czerwca: data, która nie daje prostych odpowiedzi</h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o państwie, pamięci i odpowiedzialności. Sobieski negocjuje z Francją. Husaria broni się pod Hodowem. Warszawa idzie za trumną Katarzyny Sowińskiej. Niemcy tworzą Gęsiówkę. Emigracyjna „Kultura” przypomina, że słowo też może być formą oporu. Sejm głosuje nad sprawami ustrojowymi i prawem pracy. Mundial zamienia stadion w globalne forum. A Pink Floyd, jakby z boku, podpowiadają, że każda epoka ma swoją ciemną stronę księżyca.</p><p>Historia nie jest od tego, by ją tylko wspominać. Jest od tego, by z niej korzystać — ostrożnie, uczciwie, bez taniego patosu. Bo 11 czerwca uczy, że wspólnota nie trwa dzięki wielkim hasłom. Trwa dzięki pamięci, odwadze, instytucjom, kulturze i ludziom, którzy w odpowiednim momencie potrafią powiedzieć: tu jest granica.&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55469,10-czerwca-od-regat-na-tamizie-po-anne-jantar-violette-villas-i-polityczny-dzien-w-sejmie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55469,10-czerwca-od-regat-na-tamizie-po-anne-jantar-violette-villas-i-polityczny-dzien-w-sejmie</guid>
            <pubDate>Wed, 10 Jun 2026 07:28:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-10-czerwca-od-regat-na-tamizie-po-anne-jantar-violette-villas-i-polityczny-dzien-w-sejmie-1781069758.png</url>
                        <title>10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55469,10-czerwca-od-regat-na-tamizie-po-anne-jantar-violette-villas-i-polityczny-dzien-w-sejmie</link>
                    </image><description>Dziś jest środa, 10 czerwca, sto sześćdziesiąty pierwszy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.15, zajdzie o godz. 20.54. Imieniny obchodzą m.in. Bogumił, Bogumiła, Cecylia, Diana, Edgar, Henryk, Jan, Maksym, Małgorzata i Tymoteusz.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są w kalendarzu takie dni, które brzmią jak wielogłosowa partytura. <strong>10 czerwca</strong> zaczyna się od plusku wioseł na Tamizie, przechodzi przez namiętny akord Wagnerowskiego „Tristana i Izoldy”, zatrzymuje się przy głosach Violetty Villas i Anny Jantar, a potem gwałtownie skręca w stronę sal parlamentarnych, prokuratorskich korytarzy i europejskiej debaty o tym, jak ujarzmić sztuczną inteligencję, zanim ona zacznie pisać regulaminy dla nas.</p><p>To dzień, w którym historia znów pokazuje swój ulubiony trik: miesza wielkie symbole z codziennością. Trochę jak w filmie, w którym jedna kamera patrzy na sejmową mównicę, druga na bazylikę Sagrada Família, trzecia na dawną Hutę Pieniacką, a czwarta — na starą płytę winylową, z której płynie „Tyle słońca w całym mieście”.</p><h2><strong>Historia: Tamiza, Wagner, Szczecin i polska pamięć</strong></h2><p><strong>197 lat temu, w 1829 roku</strong>, na Tamizie rozegrano pierwsze regaty wioślarskie pomiędzy reprezentacjami uniwersytetów Cambridge i Oxford. Dziś to jedna z najbardziej rozpoznawalnych sportowych tradycji Wielkiej Brytanii, ale jej początek był niemal koleżeńskim wyzwaniem. Z czasem zamienił się w rytuał, w którym akademicki prestiż spotkał się z siłą mięśni, dyscypliną i tym charakterystycznym brytyjskim upodobaniem do ceremoniału.</p><p><strong>161 lat temu, w 1865 roku</strong>, w Monachium odbyła się premiera opery <strong>„Tristan i Izolda” Ryszarda Wagnera</strong>. To dzieło, które w muzyce otworzyło drzwi do nowoczesności. Słynny akord tristanowski stał się jednym z najczęściej omawianych momentów w historii muzyki — jak pęknięcie w starym porządku harmonii. Wagner stworzył operę o miłości, która nie mieści się w świecie rozsądku, prawa i społecznej konwencji. W tym sensie „Tristan i Izolda” brzmią nadal jak dramat ludzi, którzy bardziej należą do nocy niż do dnia.</p><p><strong>116 lat temu, w 1910 roku</strong>, urodził się <strong>Piotr Zaremba</strong>, architekt, urbanista i pierwszy polski prezydent Szczecina po II wojnie światowej. Jego nazwisko wiąże się z jednym z najtrudniejszych zadań powojennej Polski: organizacją życia w mieście, które po 1945 roku trzeba było nie tylko odbudować, ale też oswoić, nazwać, wypełnić polską administracją, szkołami, instytucjami i codziennością. Zaremba był jednym z tych ludzi, którzy po katastrofie wojny musieli zamieniać ruiny w miasto.</p><p><strong>88 lat temu, w 1938 roku</strong>, w Liège w Belgii urodziła się <strong>Violetta Villas</strong>, właściwie Czesława Cieślak. Jedna z najbardziej niezwykłych postaci polskiej estrady: głos o skali, która budziła zachwyt, sceniczna osobowość z pogranicza rewii, operetki i wielkiego widowiska. Śpiewała „Do ciebie, mamo”, „Nie ma miłości bez zazdrości”, „Przyjdzie na to czas”, „Szczęście” i „Oczi cziornyje”. Była artystką, która wyglądała tak, jakby przyszła z innego filmu — trochę z Las Vegas, trochę z melodramatu, trochę z baśni o cenie sławy.</p><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku</strong>, w Warszawie zmarł <strong>Ludwik Krzywicki</strong> — socjolog, pedagog, działacz socjalistyczny, więzień carski i współzałożyciel Głównego Urzędu Statystycznego. W polskiej myśli społecznej zajmuje miejsce szczególne. Był człowiekiem, który próbował opisywać społeczeństwo nie jak salonowy obserwator, lecz jak ktoś, kto widzi biedę, nierówność, pracę i struktury przemocy. W czasach, gdy statystyka dopiero budowała swój autorytet, Krzywicki rozumiał, że liczby nie są martwe — za nimi stoją ludzie.</p><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku</strong>, utworzono <strong>Wrocławskie Towarzystwo Naukowe</strong>. Powojenny Wrocław, podobnie jak Szczecin, był wtedy przestrzenią wielkiej zmiany. Nauka, uniwersytety, biblioteki i stowarzyszenia nie były luksusem — były narzędziem zakorzenienia. W mieście, które dopiero stawało się polskim Wrocławiem, nauka miała znaczenie niemal symboliczne: mówiła, że życie nie kończy się na gruzach.</p><p><strong>76 lat temu, w 1950 roku</strong>, w Poznaniu urodziła się <strong>Anna Jantar</strong>, jedna z najpopularniejszych polskich piosenkarek lat 70. Jej „Tyle słońca w całym mieście” do dziś działa jak kapsuła czasu. To piosenka jasna, lekka, niemal filmowa — a przecież cień późniejszej katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim sprawił, że w biografii Anny Jantar jasność i tragizm zostały nierozerwalnie splecione. Zginęła 14 marca 1980 roku w katastrofie samolotu lecącego z Nowego Jorku do Warszawy. Miała zaledwie 29 lat.</p><p><strong>47 lat temu, w 1979 roku</strong>, zakończyła się pierwsza pielgrzymka do Polski papieża <strong>Jana Pawła II</strong>. Jej polityczne i społeczne znaczenie trudno przecenić. Słowa wypowiedziane na placu Zwycięstwa w Warszawie — „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” — stały się jednym z najważniejszych zdań polskiej historii najnowszej. Nie były programem partyjnym, ale uruchomiły wyobraźnię zbiorową. A od wyobraźni często zaczyna się polityczna zmiana.</p><p><strong>29 lat temu, w 1997 roku</strong>, w Krośnie Jan Paweł II kanonizował <strong>Jana z Dukli</strong>, franciszkanina, kaznodzieję i jednego z najbardziej rozpoznawalnych świętych związanych z Podkarpaciem. Ta kanonizacja była częścią szerszego procesu przywracania lokalnym wspólnotom ich duchowej pamięci — tej, która przez wieki żyła w sanktuariach, odpustach, pieśniach i rodzinnych opowieściach.</p><h2><strong>Kalendarium muzyczne: głosy, które nie milkną</strong></h2><p>10 czerwca to dzień wyjątkowo mocny dla historii muzyki. <strong>Violetta Villas</strong> i <strong>Anna Jantar</strong> tworzą tu dwa zupełnie różne, ale równie intensywne portrety polskiej estrady.</p><p>Villas była żywiołem scenicznym. Występowała nie tylko w Polsce, ale również za granicą, m.in. we Francji i Stanach Zjednoczonych. W opowieściach o jej karierze pojawiają się wielkie nazwiska światowej sceny: Frank Sinatra, Paul Anka, Charles Aznavour, Eartha Kitt czy Dean Martin. Jej legenda ma w sobie blask reflektorów, ale też samotność kulis. Jak u Felliniego — kiedy orkiestra gra, cekiny błyszczą, a za chwilę gasną światła.</p><p>Anna Jantar była z kolei głosem polskiej codzienności lat 70. Nie monumentalnym, lecz bliskim. „Najtrudniejszy pierwszy krok”, „Zawsze gdzieś czeka ktoś”, „Nic nie może wiecznie trwać” — te piosenki miały w sobie prostotę, którą najtrudniej podrobić. Jarosław Kukulski pisał dla niej melodie, które trafiały prosto w pamięć. Dziś, kiedy słyszymy „Tyle słońca w całym mieście”, wraca nie tylko piosenka, ale cała epoka: radio w kuchni, rodzinne magnetofony, festiwale, kolejki, marzenia i lato, które wydawało się dłuższe niż naprawdę było.</p><p>Tego dnia muzyczna historia przypomina też światowe przeboje. W 1972 roku <strong>Sammy Davis Jr.</strong> rozpoczął trzytygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z utworem „Candy Man” z filmu „Willy Wonka i fabryka czekolady”. W tym samym roku album <strong>The Rolling Stones „Exile On Main Street”</strong> dotarł do pierwszego miejsca brytyjskiej listy. To płyta brudna, bluesowa, rozedrgana — jakby nagrana w piwnicy, w której kurz miesza się z geniuszem.</p><p>W 1978 roku <strong>John Travolta i Olivia Newton-John</strong> zdobyli pierwsze miejsce w USA piosenką „You’re The One That I Want” z filmu „Grease”. Jeśli Villas była estradową diwą, a Jantar głosem polskiego radia, to „Grease” było popkulturową maszyną do produkcji młodości: skórzane kurtki, taniec, pastelowe sukienki i energia, która nie pyta o realizm.</p><p>10 czerwca wspominamy również <strong>Raya Charlesa</strong>, który zmarł w 2004 roku. Niewidomy od dzieciństwa, siedemnastokrotny laureat Grammy, twórca takich utworów jak „Georgia On My Mind”, „Hit The Road Jack” czy „I Can’t Stop Loving You”, był jednym z artystów, którzy zmienili język muzyki popularnej. Łączył gospel, blues, jazz, country i rhythm and bluesa tak, jakby granice gatunków były tylko sugestią.</p><h2><strong>Dziś w kraju: Sejm, MSWiA, patostreaming, AI i fajerwerki</strong></h2><p>Dzisiejszy dzień w polskiej polityce zapowiada się intensywnie. W drugim dniu posiedzenia <strong>Sejm ma zająć się wnioskiem PiS o odwołanie szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego</strong>. Wniosek jest polityczną konsekwencją wydarzeń z końca maja, gdy służby — po fałszywym alarmie — siłowo weszły do mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Po zdarzeniu odbyła się pilna narada w MSWiA, a premier Donald Tusk zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb.</p><p>W takich sprawach polityka niemal zawsze gra na dwóch instrumentach jednocześnie. Jeden to realne pytanie o procedury, odpowiedzialność i granice działania państwa. Drugi to walka o obraz: kto jest gwarantem bezpieczeństwa, a kto — według przeciwników — traci kontrolę nad aparatem państwowym.</p><p>Sejm ma się także zająć <strong>projektami ustaw dotyczącymi zakazu patostreamingu</strong>. To temat, który od dawna woła o reakcję państwa, bo internetowa przemoc, upokarzanie ludzi, transmisje z libacji, pobić czy znęcania się nad słabszymi nie są już marginesem z ciemnego zaułka sieci. To bywa przemysł uwagi. Patostreaming zarabia na cudzym cierpieniu, a algorytmy zbyt często nie pytają o godność, tylko o klikalność.</p><p>W tle pojawia się pytanie, jak pisać prawo, by nie było martwe już w dniu uchwalenia. Projekty różnią się m.in. podejściem do promocji hazardu i zakresem odpowiedzialności karnej. Tu szczególnie ważne będą precyzyjne definicje. Zbyt wąskie przepisy pozwolą uciec sprawcom. Zbyt szerokie mogą uderzyć w treści dziennikarskie, edukacyjne czy interwencyjne.</p><p>Kolejny temat to <strong>ustawa o systemach sztucznej inteligencji</strong>. Rządowy projekt ma wprowadzić w Polsce krajowy system nadzoru nad AI, związany ze stosowaniem unijnego AI Actu. Za kontrolę i wspieranie rozwoju tych technologii ma odpowiadać <strong>Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji</strong>. Brzmi technicznie, ale sprawa dotyczy każdego: od obywatela, którego dane mogą być analizowane przez systemy automatyczne, po przedsiębiorców, urzędy, szkoły, media i samorządy.</p><p>Dla lokalnych społeczności, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski, ta debata nie jest abstrakcją. Sztuczna inteligencja będzie coraz częściej obecna w administracji, edukacji, ochronie zdrowia, monitoringu, rekrutacji i komunikacji z mieszkańcami. Pytanie brzmi nie tylko: czy AI działa szybko? Ważniejsze jest: czy działa uczciwie, przejrzyście i pod kontrolą człowieka?</p><p>W porządku obrad są również <strong>projekty zmian w ustawie o ochronie zwierząt</strong>, których celem jest ograniczenie stosowania petard i fajerwerków. Dla wielu mieszkańców to temat znany z własnych domów: psy chowające się pod łóżkiem, koty uciekające w panice, zwierzęta gospodarskie i dzikie ptaki reagujące stresem na sylwestrowe wybuchy. To już nie tylko spór o tradycję zabawy, ale o granice naszej odpowiedzialności za słabszych — tych, którzy nie napiszą petycji i nie wystąpią na komisji sejmowej.</p><p>Wieczorem posłowie mają zająć się także sprawozdaniem komisji w sprawie wniosku Policji o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności za wykroczenie <strong>Sławomira Mentzena</strong> z Konfederacji. Chodzi o odpalenie racy podczas Marszu Niepodległości mimo zakazu używania środków pirotechnicznych.</p><h2><strong>Senat: metropolia, akcyza i Europejski Nakaz Aresztowania</strong></h2><p>Dwudniowe posiedzenie rozpoczyna dziś <strong>Senat</strong>. Senatorowie mają zająć się m.in. ustawą wprowadzającą podstawę prawną do utworzenia związku metropolitalnego w województwie pomorskim. To ważne nie tylko dla Pomorza, bo debata o metropoliach wraca w Polsce regularnie: jak zarządzać transportem, planowaniem przestrzennym, inwestycjami i usługami publicznymi tam, gdzie rzeczywiste życie mieszkańców dawno przekroczyło granice administracyjne jednej gminy?</p><p>W porządku obrad znajduje się również ustawa zakładająca objęcie akcyzą e-papierosów działających na zasadzie indukcji elektromagnetycznej. To kolejny fragment większej układanki: państwo próbuje nadążyć za rynkiem nikotynowym, który potrafi zmieniać formę szybciej niż przepisy.</p><p>Senat rozpatrzy też nowelizację <strong>Kodeksu postępowania karnego</strong> związaną z Europejskim Nakazem Aresztowania oraz zmiany w <strong>Kodeksie karnym</strong> dotyczące przeciwdziałania atakom na systemy informatyczne. Cyberbezpieczeństwo przestało być tematem dla wąskiej grupy specjalistów. Dziś atak na system informatyczny może oznaczać paraliż szpitala, urzędu, firmy komunalnej albo szkoły.</p><h2><strong>Prokuratura i „dwie wieże”</strong></h2><p>Na dziś do <strong>Prokuratury Okręgowej w Warszawie</strong> wezwany został prezes PiS <strong>Jarosław Kaczyński</strong>. Ma być świadkiem w śledztwie dotyczącym tzw. sprawy dwóch wież — niedoszłej inwestycji na działce należącej do spółki Srebrna, powiązanej z PiS.</p><p>Śledztwo dotyczy podejrzenia doprowadzenia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości poprzez wprowadzenie go w błąd. Sprawa wróciła po latach. W 2019 roku, za rządów PiS, Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa. Później temat znalazł się w audycie Prokuratury Krajowej obejmującym postępowania z lat 2016–2023.</p><p>To jedna z tych spraw, które mają w sobie wszystko, co polska polityka lubi najbardziej i czego obywatele mają często najbardziej dość: wielkie pieniądze, wpływy, spółki, niedokończone inwestycje, nagrania, pełnomocników, wieloletnie procedury i wzajemne oskarżenia o polityczną zemstę lub zamiatanie spraw pod dywan.</p><h2><strong>Za granicą: Huta Pieniacka i pamięć, która domaga się grobów</strong></h2><p>Polskie i ukraińskie ekipy archeologiczne kontynuują poszukiwania miejsc pochówku szczątków polskich ofiar mordu w dawnej wsi <strong>Huta Pieniacka</strong>. Do zbrodni doszło 28 lutego 1944 roku. Według historyków polscy mieszkańcy wsi zostali zamordowani przez ukraińskich żołnierzy 4. Galicyjskiego Pułku Ochotniczego SS — Policyjnego, wydzielonego z 14. Dywizji Waffen SS „Galizien”, pod niemieckim dowództwem, przy udziale oddziału UPA i ukraińskich nacjonalistów. Zginęło około 850 osób.</p><p>To nie jest tylko sprawa archeologii. To sprawa imion, rodzin, modlitw i grobów. W polskiej pamięci Huta Pieniacka należy do najbardziej bolesnych symboli zbrodni na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Poszukiwania prowadzone przez IPN z udziałem strony ukraińskiej mają znaczenie historyczne, ale też moralne. Bo państwo, które nie szuka swoich zamordowanych, z czasem samo traci część pamięci.</p><h2><strong>Barcelona: Sagrada Família, Gaudí i wieża ku niebu</strong></h2><p>W Hiszpanii papież <strong>Leon XIV</strong> kontynuuje wizytę apostolską. Rano ma odwiedzić zakład penitencjarny Brians 1 w Sant Esteve Sesrovires pod Barceloną, następnie udać się na modlitwę do opactwa Matki Bożej w Montserrat. Wieczorem odprawi mszę w bazylice <strong>Sagrada Família</strong>, podczas której zostanie zainaugurowana najwyższa wieża świątyni — Wieża Jezusa Chrystusa.</p><p>Data jest symboliczna: 10 czerwca przypada setna rocznica śmierci <strong>Antoniego Gaudíego</strong>, twórcy jednego z najbardziej rozpoznawalnych projektów architektonicznych świata. Sagrada Família to świątynia, która wygląda jak modlitwa wyrzeźbiona z kamienia, światła i organicznych kształtów. Budowana od XIX wieku, przez dekady była jednocześnie placem budowy, manifestem wiary, atrakcją turystyczną i pytaniem o to, czy wielkie dzieła muszą przekraczać jedno ludzkie życie.</p><h2><strong>Lokalny akcent: wielka historia zawsze wraca do małych ojczyzn</strong></h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic dzisiejsze kalendarium może wydawać się rozpięte daleko: Tamiza, Monachium, Szczecin, Warszawa, Barcelona, Huta Pieniacka. Ale w gruncie rzeczy wszystkie te tematy wracają do spraw bardzo bliskich.</p><p>Regaty przypominają o sile tradycji i sportowej dyscypliny — obecnej także w lokalnych klubach, szkołach i nadpilickiej rekreacji. Spory o fajerwerki dotyczą naszych osiedli, podwórek i zwierząt, które żyją obok nas. Debata o sztucznej inteligencji dotknie także lokalnych urzędów, firm, mediów i szkół. Pamięć o Hucie Pieniackiej jest częścią rodzinnych historii wielu Polaków, również tych, których przodkowie po wojnie trafiali do centralnej Polski z dawnych Kresów.</p><p>A muzyka? Muzyka jest najbardziej lokalna ze wszystkich sztuk. Bo choć Anna Jantar śpiewała dla całej Polski, każdy słyszy ją trochę po swojemu: w samochodzie, w domu, na festynie, w radiu, w letnim popołudniu. I może właśnie dlatego 10 czerwca nie jest tylko kolejną kartką w kalendarzu. Jest jak stara płyta: trochę trzeszczy, ale gdy igła dotknie rowka, historia znów zaczyna grać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55437,9-czerwca-krolewski-cien-wazy-ogien-we-wroclawiu-smiech-smolenia-i-rockowy-hammond-jona-lorda</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55437,9-czerwca-krolewski-cien-wazy-ogien-we-wroclawiu-smiech-smolenia-i-rockowy-hammond-jona-lorda</guid>
            <pubDate>Tue, 09 Jun 2026 08:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-9-czerwca-krolewski-cien-wazy-ogien-we-wroclawiu-smiech-smolenia-i-rockowy-hammond-jona-lorda-1780986309.png</url>
                        <title>9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55437,9-czerwca-krolewski-cien-wazy-ogien-we-wroclawiu-smiech-smolenia-i-rockowy-hammond-jona-lorda</link>
                    </image><description>Wtorek, 9 czerwca 2026 roku. Sto sześćdziesiąty dzień roku. Słońce wstało o 4.16, zajdzie o 20.53. Imieniny obchodzą dziś Anna, Felicjan, Józef, Maksymilian, Ryszard i Sylwester. W kalendarzu – jak w dobrze skomponowanej płycie winylowej – obok wielkiej historii państwa pojawia się kabaretowy błysk, muzyczna legenda, polityka, pamięć o ofiarach i zwykłe pytanie o to, jak państwo ma działać dla obywatela.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Od Władysława IV do mennicy, która biła monety nadziei</strong></h2><p>431 lat temu, w 1595 roku, w Łobzowie urodził się <strong>Władysław IV Waza</strong>, przyszły król Polski. Syn Zygmunta III Wazy i Anny Habsburżanki wyrastał w epoce, w której Rzeczpospolita była jeszcze jednym z wielkich graczy europejskiej polityki. Jego panowanie przypadło na czas ambicji dynastycznych, sporów religijnych, napięć wojennych i prób utrzymania równowagi w państwie, które już wtedy przypominało wielki, piękny, ale coraz trudniejszy do sterowania okręt.</p><p>Władysław IV bywał opisywany jako monarcha o szerokich horyzontach, zainteresowany sztuką, teatrem i wojskowością. To za jego czasów dwór królewski otwierał się na widowiska operowe, a Rzeczpospolita wciąż potrafiła myśleć o sobie w kategoriach europejskiego mocarstwa. Historia jednak, jak u Szekspira, nie lubi prostych triumfów. Za fasadą ceremonii i królewskich planów narastały konflikty, które po jego śmierci miały eksplodować z siłą niszczącą dawny porządek.</p><p>216 lat temu, w 1810 roku, po raz pierwszy od upadku Rzeczypospolitej wznowiła działalność <strong>Mennica Warszawska</strong>, bijąc monety Księstwa Warszawskiego. W czasach napoleońskich moneta była czymś więcej niż środkiem płatniczym. Była znakiem, że polska państwowość – choć okrojona, zależna i krucha – wraca do obiegu. Dosłownie i symbolicznie. Metalowy krążek z wybitym znakiem władzy mówił obywatelom więcej niż niejedna odezwa: jeszcze nie wszystko stracone.</p><h2><strong>„Cum primum” i dramat polskiego powstania</strong></h2><p>194 lata temu, w 1832 roku, papież Grzegorz XVI ogłosił encyklikę <strong>„Cum primum”</strong>, w której potępił Powstanie Listopadowe jako bunt przeciwko legalnej władzy. Dla Polaków, którzy po klęsce 1831 roku żyli w cieniu represji, konfiskat, zsyłek i emigracyjnej rozpaczy, był to cios szczególnie bolesny. Powstanie Listopadowe w polskiej pamięci stało się przecież jednym z tych romantycznych zrywów, które Mickiewiczowską frazą dopisywały narodowi własną liturgię cierpienia.</p><p>Ta data pokazuje, jak skomplikowana bywa polityka Stolicy Apostolskiej, kiedy ścierają się ze sobą zasada legitymizmu, geopolityka i dramat narodów pozbawionych własnego państwa. W XIX wieku Polacy bardzo często szukali w religii języka nadziei. Tym bardziej gorzko brzmiały słowa, które zdawały się stawiać po stronie porządku narzuconego przez zaborców.</p><h2><strong>Piotr Michałowski – romantyk pędzla, końskiego ruchu i ludzkiego losu</strong></h2><p>171 lat temu, w 1855 roku, w Krzyżtoporzycach koło Krakowa zmarł <strong>Piotr Michałowski</strong>, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli romantyzmu w polskim malarstwie. Był artystą osobnym. Malował konie, sceny batalistyczne, portrety chłopów, Żydów, dzieci i żołnierzy z taką intensywnością, jakby każdy obraz był zatrzymanym kadrem z filmu, który dopiero miał powstać.</p><p>Michałowski miał w sobie energię epoki napoleońskiej i wrażliwość człowieka, który rozumiał, że wielka historia nie dzieje się wyłącznie na tronach i w sztabach. Dzieje się też w twarzy prostego człowieka, w ruchu zwierzęcia, w błysku oka, w cieniu zmęczenia. Jego malarstwo jest romantyczne nie dlatego, że ucieka w patos, ale dlatego, że szuka prawdy w emocji.</p><h2><strong>Powstanie Styczniowe i pieniądze, które stały się amunicją wolności</strong></h2><p>163 lata temu, w 1863 roku, podczas <strong>Powstania Styczniowego</strong>, pracownicy Banku Polskiego przy placu Bankowym w Warszawie przekazali powstańcom dowodzonym przez Aleksandra Waszkowskiego depozyty Kasy Głównej Królestwa. Chodziło o ogromne środki: 3,6 miliona złotych, 500 tysięcy rubli rosyjskich oraz liczne listy zastawne.</p><p>Była to jedna z tych scen, które pokazują, że powstanie nie było wyłącznie romantycznym gestem z kosą na sztorc. Każdy zryw potrzebuje zaplecza, pieniędzy, kurierów, drukarzy, ludzi gotowych ryzykować nie tylko życie, ale też stanowisko, rodzinę i przyszłość. W tle tej historii stoi Warszawa konspiracyjna – miasto szeptów, bram, meldunków, ukrytych kas i decyzji podejmowanych przy zaciśniętym gardle.</p><h2><strong>Sławoj-Składkowski, sanacja i państwo budowane z dyscypliny</strong></h2><p>141 lat temu urodził się <strong>Felicjan Sławoj-Składkowski</strong>, lekarz, żołnierz Legionów Polskich, działacz Polskiej Organizacji Wojskowej, polityk sanacyjny i premier II Rzeczypospolitej w latach 1936–1939. Był jedną z najbardziej charakterystycznych postaci obozu piłsudczykowskiego. W pamięci potocznej często pozostał jako twórca słynnych „sławojek”, czyli wiejskich ustępów mających poprawić stan sanitarny kraju. To anegdota wdzięczna, lecz zbyt mała jak na biografię człowieka, który stał blisko centrum władzy w ostatnich latach przed katastrofą września 1939 roku.</p><p>Sławoj-Składkowski symbolizuje II RP pełną sprzeczności: ambitną, modernizującą się, ale też autorytarną; zapatrzoną w porządek, lecz nie zawsze zdolną do rozmowy z własnym społeczeństwem. Historia sanacji do dziś wraca w polskich debatach jak refren piosenki, której melodię wszyscy znają, ale każdy inaczej rozumie słowa.</p><h2><strong>Bohdan Smoleń – człowiek, który śmiechem rozbrajał absurd</strong></h2><p>79 lat temu, w 1947 roku, urodził się <strong>Bohdan Smoleń</strong>, artysta kabaretowy i aktor komediowy, którego publiczność pokochała przede wszystkim dzięki występom w kabarecie Tey u boku Zenona Laskowika. Smoleń miał rzadki talent: potrafił jednym spojrzeniem powiedzieć więcej niż cały skecz. Jego komizm był jak dobrze ustawione lustro – odbijał rzeczywistość PRL-u, małe cwaniackie rytuały, społeczną bezradność, codzienny absurd i ludzką potrzebę śmiechu mimo wszystko.</p><p>W czasach, gdy kabaret bywał dla Polaków drugim obiegiem emocji, Smoleń stał się kimś więcej niż wykonawcą. Był znakiem, że nawet w szarej rzeczywistości można znaleźć ton, który rozbraja strach i pozwala odetchnąć.</p><h2><strong>Wrocław 1976: ogień w bazylice św. Elżbiety</strong></h2><p>50 lat temu, w 1976 roku, doszło do katastrofalnego pożaru <strong>bazyliki św. Elżbiety we Wrocławiu</strong>, jednej z najstarszych świątyń miasta. Kościół, od czasów reformacji związany z ewangelikami, a po 1946 roku pełniący funkcję katolickiego kościoła garnizonowego, został poważnie zniszczony. Odbudowa trwała przez długie lata, aż do ponownej konsekracji dokonanej w 1997 roku przez papieża Jana Pawła II.</p><p>To jeden z tych pożarów, po których miasto przez lata nosi bliznę. Świątynie są nie tylko miejscami kultu. Są punktami orientacyjnymi pamięci. Kiedy płonie kościół, płonie część pejzażu, dzieciństwa, historii rodzinnej, miejskiego rytmu. Wrocław przeżył takich dramatów wiele, ale bazylika św. Elżbiety wróciła – jak bohater po ciężkiej chorobie.</p><h2><strong>CBA, służby i pytanie o państwo uczciwe</strong></h2><p>20 lat temu, w 2006 roku, Sejm uchwalił ustawę powołującą <strong>Centralne Biuro Antykorupcyjne</strong>, a także ustawy dotyczące <strong>Służby Kontrwywiadu Wojskowego</strong> i <strong>Służby Wywiadu Wojskowego</strong>. Był to jeden z ważniejszych momentów przebudowy instytucji bezpieczeństwa państwa po 1989 roku.</p><p>CBA od początku budziło emocje. Dla jednych było narzędziem walki z korupcją, dla innych – instytucją wymagającą szczególnej kontroli, bo każda służba specjalna działa na styku bezpieczeństwa, polityki i praw obywatelskich. W demokratycznym państwie prawa pytanie nie brzmi wyłącznie: czy państwo ma ścigać korupcję? Odpowiedź jest oczywista. Pytanie brzmi: jak to robić, by skuteczność nie zjadała standardów?</p><h2><strong>Beata Maksymow – „Kruszyna” z siłą mistrzyni</strong></h2><p>2 lata temu, w 2024 roku, zmarła <strong>Beata Maksymow</strong>, polska judoczka, znana jako „Kruszyna”. Przydomek brzmiał przewrotnie, bo za nim stała zawodniczka o ogromnej sile, determinacji i sportowym charakterze. Judo jest dyscypliną, w której ciało i psychika muszą pracować jak jeden mechanizm. Maksymow należała do tych sportowców, którzy pokazują, że medal zaczyna się znacznie wcześniej niż na macie – w codziennym treningu, bólu, dyscyplinie i samotnym powtarzaniu ruchu.</p><h2><strong>Muzyczny 9 czerwca: od soulu Jackie’ego Wilsona po Hammonda Deep Purple</strong></h2><p>Muzyczne kalendarium 9 czerwca brzmi jak audycja radiowa prowadzona nocą, kiedy za oknem jeszcze ciepłe powietrze, a w głośnikach spotykają się soul, rock, folk, disco i pop.</p><p>W 1934 roku urodził się <strong>Jackie Wilson</strong>, amerykański wokalista soulowy, którego „Reet Petite” do dziś niesie energię epoki, w której rhythm and blues torował drogę wielkim głosom muzyki popularnej. Wilson był jednym z tych artystów, którzy śpiewali całym ciałem – z elegancją, nerwem i sceniczną iskrą.</p><p>W 1941 roku w Leicester urodził się <strong>Jon Lord</strong>, klawiszowiec Deep Purple i wirtuoz organów Hammonda. Bez jego brzmienia trudno wyobrazić sobie rockową architekturę lat 70. Lord nie tylko grał – on budował dźwiękowe katedry. „Concerto for Group and Orchestra” było śmiałą próbą połączenia rocka z muzyką poważną, czymś w rodzaju mostu rzuconego między filharmonią a klubem, między partyturą a elektrycznym wzmacniaczem.</p><p>9 czerwca 1964 roku <strong>Bob Dylan</strong> podczas jednej wieczornej sesji nagrał „Mr. Tambourine Man” i trzynaście innych utworów, które trafiły później na album „Another Side of Bob Dylan”. Piosenka, później rozsławiona przez The Byrds, stała się jednym z hymnów folk-rockowej wrażliwości. To muzyka drogi, snu i niepokoju – jakby ktoś do poezji beatników dołożył gitarę i wiatr.</p><p>Tego samego dnia, w 1964 roku, urodził się <strong>Marcin Ciempiel</strong>, basista znany z Oddziału Zamkniętego, Wilków i Maanamu. To nazwisko prowadzi nas w stronę polskiego rocka: klubów, sal prób, kaset magnetofonowych, gitarowego brudu i refrenów, które przez lata były ścieżką dźwiękową dorastania kilku pokoleń.</p><p>W 1972 roku <strong>Elvis Presley</strong> zagrał ostatni z czterech wyprzedanych koncertów w nowojorskim Madison Square Garden. Na widowni pojawili się między innymi George Harrison, John Lennon, David Bowie, Bob Dylan i Art Garfunkel. Trudno o bardziej filmową scenę: król rock and rolla na scenie, a pod sceną galeria ludzi, którzy sami zmieniali historię muzyki.</p><p>W 1979 roku <strong>Bee Gees</strong> zdobyli pierwsze miejsce na amerykańskiej liście przebojów utworem „Love You Inside Out”. To czas, gdy disco było nie tylko muzyką, ale stylem życia – połyskiem parkietu, nocnym światłem miasta i rytmem, który miał przykryć zmęczenie końca dekady.</p><p>W 1984 roku <strong>Cyndi Lauper</strong> umieściła na szczycie amerykańskiej listy przebojów piosenkę „Time After Time”. To jedna z tych ballad, które nie starzeją się dlatego, że mówią prostym językiem o sprawach najtrudniejszych: bliskości, stracie, powrotach i pamięci.</p><p>W 1990 roku album <strong>M.C. Hammera „Please Hammer, Don’t Hurt ’Em”</strong> bił rekord długości przebywania na szczycie listy albumów. „U Can’t Touch This” stało się nie tylko przebojem, ale kulturowym memem zanim jeszcze świat poznał słowo „mem” w dzisiejszym znaczeniu.</p><p>W 1998 roku zespół <strong>The Ronettes</strong> stanął w sądzie przeciwko Philowi Spectorowi, domagając się należnych tantiem. To przypomnienie, że historia muzyki popularnej ma także mniej błyszczącą stronę: kontrakty, prawa autorskie, nierówność sił między artystami a producentami i długą walkę o zapłatę za własny głos.</p><p>W 2007 roku <strong>George Michael</strong> został pierwszym artystą, który wystąpił na nowym stadionie Wembley. Koncert w ramach trasy „25 Live Tour” przeszedł do historii także przez karę za przedłużenie występu. Trzynaście dodatkowych minut kosztowało go 130 tysięcy funtów. Cóż, czasem bis ma swoją cenę.</p><h2><strong>Dziś w kraju: płaca minimalna, emerytury, transport i cyfrowe państwo</strong></h2><p>Dzisiejszy dzień w polskiej polityce będzie pracowity. Rada Ministrów ma zająć się propozycjami dotyczącymi <strong>minimalnego wynagrodzenia</strong>, minimalnej stawki godzinowej oraz wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2027 roku. To temat, który brzmi technicznie tylko na papierze. W praktyce dotyka domowych budżetów, cen usług, kosztów pracy, kondycji małych firm i portfeli seniorów.</p><p>Rząd ma rozpatrzyć także projekt nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Jego cel jest szczególnie ważny również z perspektywy takich miejsc jak Tomaszów Mazowiecki i mniejsze miejscowości powiatu tomaszowskiego. <strong>Wykluczenie komunikacyjne</strong> nie jest pojęciem z eksperckiego seminarium. To codzienność człowieka, który nie może dojechać do lekarza, szkoły, pracy, urzędu albo na dworzec. Jeśli marszałkowie województw mają przejąć silniejszą rolę koordynatorów transportu, kluczowe będzie nie tylko zapisanie standardów, ale ich realne finansowanie i egzekwowanie.</p><p>Na stole rządu znajdzie się też projekt dotyczący jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych, w tym wdrożenia unijnych przepisów odnoszących się do produktów z sektora owoców i warzyw, bananów oraz niektórych suszonych owoców. Brzmi jak sprawa dla inspektorów i tabel, ale w rzeczywistości chodzi o zaufanie konsumenta: czy to, co kupujemy, jest tym, za co płacimy.</p><p>Kolejny projekt dotyczy równowagi płci we władzach spółek giełdowych. Zakłada on, że w zarządach lub radach nadzorczych takich firm 33 procent członków stanowiliby przedstawiciele płci niedostatecznie reprezentowanej. To temat, który w debacie publicznej szybko budzi emocje, ale jego sedno dotyczy dostępu do realnej władzy ekonomicznej i jakości nadzoru korporacyjnego.</p><p>Ministrowie mają też zająć się strategią informatyzacji państwa. W czasach, gdy obywatel oczekuje od administracji szybkości porównywalnej z bankowością internetową, cyfrowe państwo nie jest luksusem. Jest warunkiem sprawnego funkcjonowania usług publicznych.</p><h2><strong>Sejm: rolnictwo, inwestowanie, patostreaming i polityczny spór o MSWiA</strong></h2><p>Dziś rozpoczyna się trzydniowe posiedzenie Sejmu. Posłowie zajmą się między innymi projektem nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Projekt ma ułatwić dostęp do preferencyjnych ubezpieczeń oraz uprościć system dopłat do składek. W czasach coraz bardziej gwałtownej pogody, susz, gradobić i lokalnych podtopień rolnictwo coraz mocniej przypomina grę z naturą, w której państwo próbuje przynajmniej częściowo ograniczyć ryzyko.</p><p>W porządku obrad jest również projekt ustawy o <strong>Osobistych Kontach Inwestycyjnych</strong>. Zgodnie z założeniami każdy pełnoletni Polak będzie mógł zawrzeć umowę o prowadzenie takiego konta z instytucją finansową. W przypadku lokat i obligacji oszczędnościowych przewidziano zwolnienie podatkowe do 25 tysięcy złotych, a dla akcji, jednostek funduszy czy innych obligacji – do 100 tysięcy złotych. Państwo chce w ten sposób zachęcać do długofalowego oszczędzania i inwestowania, choć praktyka pokaże, czy Polacy zaufają nowemu instrumentowi.</p><p>W środę posłowie mają zająć się wnioskiem o odwołanie szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. To konsekwencja politycznego sporu po interwencji służb w domu matki prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku, do której doszło po fałszywym alarmie. W tle pojawia się klasyczne pytanie demokracji: gdzie kończy się procedura bezpieczeństwa, a gdzie zaczyna polityczny teatr?</p><p>Sejm ma także debatować nad projektami dotyczącymi <strong>zakazu patostreamingu</strong>. To temat szczególnie ważny dla rodziców, szkół, psychologów i wszystkich, którzy obserwują, jak internet potrafi zamienić przemoc, upokorzenie i autodestrukcję w widowisko. Prawo karne zawsze biegnie za technologią z pewnym opóźnieniem. Pytanie brzmi, czy tym razem dogoni ją wystarczająco szybko.</p><h2><strong>Episkopat w Łomży i pytania o parafię, katechezę oraz odpowiedzialność</strong></h2><p>W Łomży trwa 405. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski. Biskupi zajmują się między innymi funkcjonowaniem parafii, katechezą oraz sprawą komisji niezależnych ekspertów do spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele. W agendzie znajduje się też temat posynodalnej adhortacji apostolskiej <strong>„Amoris laetitia”</strong>.</p><p>Dla Kościoła w Polsce to nie są kwestie akademickie. Parafia w wielu miejscowościach, także tych mniejszych, wciąż pozostaje ważnym punktem życia społecznego. Jednocześnie zmienia się rzeczywistość: spada uczestnictwo młodych w praktykach religijnych, szkoła staje się polem sporów o katechezę, a sprawa rozliczeń nadużyć wymaga nie deklaracji, lecz wiarygodnych mechanizmów.</p><h2><strong>Huta Pieniacka: pamięć, która domaga się ziemi i imion</strong></h2><p>Dziś polskie i ukraińskie ekipy archeologiczne mają prowadzić prace związane z poszukiwaniem miejsc pochówku polskich ofiar zbrodni w dawnej wsi <strong>Huta Pieniacka</strong>. Do mordu doszło 28 lutego 1944 roku. Według historyków zginęło tam około 850 osób.</p><p>Huta Pieniacka jest jednym z najbardziej bolesnych symboli polskiej martyrologii na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Mówimy o nieistniejącej już wsi, ale nie o nieistniejącej pamięci. Każde odnalezione miejsce pochówku, każdy ślad, każdy dokument i każdy fragment prawdy ma znaczenie. Historia bez grobów jest raną, która nie chce się zabliźnić.</p><h2><strong>Europa cyfrowych portfeli i papież w Hiszpanii</strong></h2><p>W Luksemburgu odbywa się dziś posiedzenie ministrów państw Unii Europejskiej odpowiedzialnych za sprawy cyfryzacji. Jednym z głównych tematów jest projekt rozporządzenia w sprawie <strong>Europejskich Portfeli Biznesowych</strong>. Nowe rozwiązanie ma uprościć cyfrową identyfikację przedsiębiorstw i wymianę danych uznawaną we wszystkich krajach członkowskich. To kolejny krok w stronę administracji, która coraz bardziej przenosi się z okienka do aplikacji.</p><p>W Hiszpanii trwa natomiast podróż apostolska papieża <strong>Leona XIV</strong>. Dziś, w czwartym dniu wizyty, papież spotyka się z wolontariuszami w Madrycie, następnie udaje się do Barcelony, gdzie przewidziano modlitwę w katedrze Świętego Krzyża i Świętej Eulalii oraz wieczorne czuwanie na Stadionie Olimpijskim im. Lluísa Companysa.</p><p>Tak domyka się 9 czerwca: od królewskiego Łobzowa po Barcelonę, od mennicy Księstwa Warszawskiego po cyfrowe portfele Europy, od romantycznego pędzla Michałowskiego po Hammonda Jona Lorda. Historia, jak dobra muzyka, nie kończy się wybrzmieniem ostatniej nuty. Ona wraca – czasem jako pamięć, czasem jako ostrzeżenie, czasem jako refren, który dopiero po latach zaczynamy rozumieć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55436,placa-minimalna-emerytury-i-autobusy-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-sprawami-ktore-odczuja-takze-mieszkancy-tomaszowa-i-powia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55436,placa-minimalna-emerytury-i-autobusy-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-sprawami-ktore-odczuja-takze-mieszkancy-tomaszowa-i-powia</guid>
            <pubDate>Mon, 08 Jun 2026 23:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-placa-minimalna-emerytury-i-autobusy-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-sprawami-ktore-odczuja-takze-miesz-1780953789.png</url>
                        <title>Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55436,placa-minimalna-emerytury-i-autobusy-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-sprawami-ktore-odczuja-takze-mieszkancy-tomaszowa-i-powia</link>
                    </image><description>We wtorek, 9 czerwca 2026 roku, Rada Ministrów ma zająć się pakietem decyzji ważnych dla domowych budżetów i codziennego funkcjonowania mieszkańców. W porządku obrad znalazły się m.in. propozycje dotyczące płacy minimalnej w 2027 roku, minimalnej stawki godzinowej, waloryzacji emerytur i rent oraz zmian w publicznym transporcie zbiorowym. Ta ostatnia sprawa może być szczególnie istotna dla mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie autobus bywa nie luksusem, lecz ostatnią nicią łączącą z pracą, szkołą, lekarzem i urzędem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Minimalne wynagrodzenie w 2027 roku: propozycja to 4986 zł brutto</strong></h2><p>Rząd ma rozpatrzyć propozycję wysokości <strong>minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2027 roku</strong>. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedziało, że będzie rekomendować kwotę <strong>4986 zł brutto</strong> oraz <strong>minimalną stawkę godzinową 32,60 zł</strong>. Oznaczałoby to wzrost odpowiednio o <strong>180 zł</strong>, czyli <strong>3,7 proc.</strong>, oraz o <strong>1,20 zł</strong>, czyli <strong>3,8 proc.</strong> wobec obecnych stawek.</p><p>To jeszcze nie jest ostateczna decyzja. Zgodnie z ustawą o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, Rada Ministrów ma obowiązek do <strong>15 czerwca</strong> przedstawić Radzie Dialogu Społecznego propozycję wysokości płacy minimalnej i minimalnej stawki godzinowej na kolejny rok. Dopiero później rusza właściwa część rozmów między stroną rządową, związkami zawodowymi i pracodawcami.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to nie jest abstrakcyjna tabela z ministerialnego dokumentu. <strong>Minimalne wynagrodzenie</strong> wpływa na pensje w handlu, usługach, gastronomii, ochronie, sprzątaniu, opiece, części produkcji i wielu małych firmach. Z jednej strony oznacza wyższy dochód dla osób zarabiających najmniej. Z drugiej — dla lokalnych przedsiębiorców to kolejny element kosztów pracy, który trzeba będzie wpisać w ceny, grafiki, marże i decyzje kadrowe.</p><p>W tle jest jeszcze większa rozmowa o tym, czym ma być najniższa krajowa: kołem ratunkowym dla pracownika czy kamieniem dorzuconym do plecaka małych firm. Jak zwykle w takich sprawach, prawda nie stoi grzecznie po jednej stronie barykady.</p><h2><strong>Waloryzacja emerytur i rent. Propozycja: minimum ustawowe</strong></h2><p>Rada Ministrów ma zająć się również propozycją zwiększenia <strong>wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2027 roku</strong>. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zaproponowało, aby wskaźnik został ustalony na poziomie <strong>20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w 2026 roku</strong>.</p><p>To najniższy ustawowo wymagany poziom zwiększenia. Zgodnie z art. 89 ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, wskaźnik waloryzacji opiera się na średniorocznym wskaźniku cen towarów i usług konsumpcyjnych, powiększonym o co najmniej 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego roku.</p><p>Ostateczne dane będą znane dopiero po komunikatach prezesa GUS. Wskaźnik waloryzacji zostanie ogłoszony w lutym 2027 roku, a sama waloryzacja tradycyjnie obejmie świadczenia od marca. Od <strong>1 marca 2026 roku minimalna emerytura wynosi 1978,49 zł brutto</strong>.</p><p>Dla wielu seniorów to będzie wiadomość śledzona uważniej niż polityczne komentarze po posiedzeniu rządu. Bo emerytura, szczególnie ta minimalna, nie jest rubryką w arkuszu kalkulacyjnym. To opłacone rachunki, leki, żywność, opał, czasem pomoc dzieciom albo wnukom. W realnym życiu inflacja nie przychodzi jako wskaźnik. Przychodzi jako paragon.</p><h2><strong>Autobusy, kolej i walka z wykluczeniem komunikacyjnym</strong></h2><p>Jednym z ważniejszych punktów posiedzenia ma być projekt nowelizacji ustawy o <strong>publicznym transporcie zbiorowym</strong>. Reforma zakłada, że <strong>marszałkowie województw</strong> staną się regionalnymi integratorami transportu. Mają koordynować połączenia autobusowe i kolejowe oraz zarządzać środkami przeznaczonymi na walkę z wykluczeniem komunikacyjnym. Projekt ustawy widnieje w wykazie prac legislacyjnych jako nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym oraz niektórych innych ustaw.</p><p>Planowane są także ustawowe standardy dostępności, w tym minimalna częstotliwość kursów oraz obowiązek cyfrowej publikacji rozkładów jazdy. Reforma przewiduje też wykorzystanie systemów geolokalizacji w pojazdach i nowe uprawnienia kontrolne Inspekcji Transportu Drogowego.</p><p>W powiecie tomaszowskim ten temat ma wyjątkowo praktyczny wymiar. Mieszkaniec dużego miasta może narzekać na spóźniony tramwaj. Mieszkaniec małej miejscowości często nie ma nawet na co narzekać, bo kursu po prostu nie ma. <strong>Wykluczenie komunikacyjne</strong> oznacza problem z dojazdem do szkoły, pracy, lekarza, urzędu, na rehabilitację czy zakupy. To cicha forma nierówności, mniej widowiskowa niż wielkie polityczne spory, ale dla codziennego życia czasem znacznie bardziej dotkliwa.</p><p>Ustawa o publicznym transporcie zbiorowym reguluje zasady organizacji i finansowania regularnych przewozów osób na terytorium Polski, m.in. w transporcie drogowym i kolejowym. Jeżeli zapowiadane zmiany przejdą przez cały proces legislacyjny, samorządy wojewódzkie otrzymają większą rolę w układaniu regionalnej mapy połączeń.</p><h2><strong>Kontrolerzy biletów pod większą ochroną</strong></h2><p>Projekt przewiduje również nadanie <strong>kontrolerom biletów ochrony funkcjonariusza publicznego</strong>. Ma to zwiększyć bezpieczeństwo osób wykonujących tę pracę. W praktyce oznaczałoby to ostrzejszą reakcję państwa na agresję wobec kontrolerów podczas wykonywania obowiązków służbowych.</p><p>To rozwiązanie może budzić dyskusję, ale trudno udawać, że problem nie istnieje. Kontrola biletu coraz częściej bywa nie tylko czynnością administracyjną, lecz także sytuacją konfliktową. Państwo próbuje więc dopisać do transportowej codzienności coś, czego nie da się wyczytać z rozkładu jazdy: bezpieczeństwo pracownika.</p><h2><strong>Jakość żywności, spółki giełdowe i cyfrowe państwo</strong></h2><p>W porządku obrad znalazł się również projekt nowelizacji ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Celem jest wdrożenie przepisów Unii Europejskiej dotyczących jakości handlowej produktów z sektora owoców i warzyw, bananów oraz niektórych suszonych owoców, a także zwiększenie skuteczności nadzoru nad jakością artykułów rolno-spożywczych.</p><p>Rząd ma też zająć się projektem przepisów wdrażających unijną dyrektywę dotyczącą poprawy równowagi płci wśród dyrektorów spółek giełdowych. Regulacje mają dotyczyć spółek giełdowych z siedzibą w Polsce, których akcje są notowane na rynku regulowanym w jednym z państw Unii Europejskiej. Wyłączone mają być mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa.</p><p>Kolejnym punktem jest projekt uchwały w sprawie przyjęcia strategii informatyzacji państwa. Ministerstwo Cyfryzacji wskazuje, że <strong>Strategia Cyfryzacji Państwa</strong> ma określać cele i działania w najważniejszych obszarach cyfryzacji państwa, gospodarki i społeczeństwa, a jej nadrzędnym celem jest poprawa jakości życia obywateli dzięki cyfryzacji. Dokument ma obejmować perspektywę do 2035 roku.</p><h2><strong>Dlaczego to ważne lokalnie?</strong></h2><p>Wtorkowe posiedzenie rządu nie będzie medialnym fajerwerkiem w stylu kampanijnych konwencji. Raczej przypomina techniczną scenę z filmu politycznego, w której ktoś przesuwa dokumenty po stole, a widz dopiero po czasie rozumie, że właśnie tam zapadły decyzje wpływające na życie milionów ludzi.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego najważniejsze są trzy sprawy: <strong>ile wyniesie najniższa pensja</strong>, <strong>jak zostaną zwaloryzowane świadczenia seniorów</strong> i <strong>czy reforma transportu realnie poprawi dojazdy z mniejszych miejscowości</strong>. Reszta politycznego teatru jest głośna. Te decyzje są cichsze, ale znacznie bliższe portfela, przystanku i domowego stołu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[8 czerwca: Wawel, Chopin, Kora, Kubica i pytanie o pamięć, która nie daje się zamknąć w gablocie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55430,8-czerwca-wawel-chopin-kora-kubica-i-pytanie-o-pamiec-ktora-nie-daje-sie-zamknac-w-gablocie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55430,8-czerwca-wawel-chopin-kora-kubica-i-pytanie-o-pamiec-ktora-nie-daje-sie-zamknac-w-gablocie</guid>
            <pubDate>Mon, 08 Jun 2026 09:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-8-czerwca-wawel-chopin-kora-kubica-i-pytanie-o-pamiec-ktora-nie-daje-sie-zamknac-w-gablocie-1780905792.png</url>
                        <title>8 czerwca: Wawel, Chopin, Kora, Kubica i pytanie o pamięć, która nie daje się zamknąć w gablocie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55430,8-czerwca-wawel-chopin-kora-kubica-i-pytanie-o-pamiec-ktora-nie-daje-sie-zamknac-w-gablocie</link>
                    </image><description>Dziś jest poniedziałek, 8 czerwca, sto pięćdziesiąty dziewiąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.16, zajdzie o godz. 20.53. Imieniny obchodzą: Jakub, Maria, Wilhelm i Seweryn.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie daty, które wyglądają jak przypadkowo rozsypane kartki z wielkiej księgi historii. Jedna pachnie chłodem wawelskiego kamienia i renesansową precyzją włoskich mistrzów. Druga niesie paryski cień George Sand i fortepian Fryderyka Chopina. Trzecia brzmi jak riff Maanamu, chropawy głos Bonnie Tyler albo syntezatorowa melancholia lat 80. A potem nagle słychać ryk silników z Montrealu i biało-czerwony błysk bolidu Roberta Kubicy.</p><p><strong>8 czerwca to dzień, w którym historia mówi kilkoma głosami naraz: sztuką, polityką, muzyką, sportem i pamięcią.</strong> Niektóre z tych głosów są jak pieśń triumfu, inne brzmią jak wyrzut sumienia.</p><h2>Kaplica Zygmuntowska, czyli polski renesans zapisany w kamieniu</h2><p><strong>493 lata temu, w 1533 roku, poświęcono Kaplicę Zygmuntowską na Wawelu</strong> — dzieło, które do dziś uchodzi za jeden z najpiękniejszych przykładów renesansu po północnej stronie Alp. Jeżeli średniowieczny Wawel był twierdzą pamięci, to Kaplica Zygmuntowska stała się jej złotą szkatułą.</p><p>To nie jest tylko mauzoleum królewskie. To polityczny manifest dynastii Jagiellonów, kamienna deklaracja, że Rzeczpospolita potrafi mówić językiem Europy: językiem harmonii, proporcji, łacińskiej kultury i włoskiego piękna. Wawel w tej dacie przypomina scenę z filmu historycznego, w którym nie trzeba wielkiej bitwy, by zrozumieć potęgę państwa. Wystarczy światło padające na kopułę.</p><h2>George Sand: kobieta, która nie mieściła się w epoce</h2><p><strong>150 lat temu, w 1876 roku, w Paryżu zmarła George Sand</strong>, jedna z najbardziej niezwykłych postaci europejskiej literatury XIX wieku. Pisarka, buntowniczka, kobieta świadomie łamiąca społeczne konwenanse, przyjaciółka i towarzyszka życia <strong>Fryderyka Chopina</strong>.</p><p>W jej biografii jest coś z romantycznego filmu, ale bez lukru. Sand nie była tylko muzą wielkiego kompozytora. Była twórczynią osobną, silną, kontrowersyjną. Jej relacja z Chopinem, pobyt na Majorce, paryskie salony i dramatyczne rozstanie stały się częścią europejskiego imaginarium. Jak w dobrej powieści, miłość mieszała się tu z chorobą, sztuką, ambicją i codziennością, która rzadko bywa tak piękna, jak później opisują ją biografowie.</p><h2>Politechnika Warszawska: marzenie o nowoczesności</h2><p><strong>128 lat temu, w 1898 roku, car Mikołaj II powołał w Warszawie Instytut Politechniczny</strong>, z którego tradycji wyrosła później <strong>Politechnika Warszawska</strong>. Był to efekt zabiegów polskich przemysłowców i finansistów, między innymi <strong>Leopolda Kronenberga, Maurycego Poznańskiego i Edwarda Natansona</strong>.</p><p>W tle tej decyzji widać całą sprzeczność epoki zaborów. Z jednej strony zależność od rosyjskiej administracji, z drugiej — uporczywa polska praca organiczna. Fabryki, banki, szkoły techniczne, kolej, przemysł. To była ta część historii, która nie maszerowała z szablą, ale z suwakiem logarytmicznym, projektem mostu i planem maszyny.</p><p>Dla regionów takich jak <strong>Tomaszów Mazowiecki</strong>, którego nowoczesna tożsamość wyrastała z przemysłu, kolei, włókiennictwa i pracy inżynierskiej, ta rocznica nie jest odległą warszawską ciekawostką. To fragment tej samej opowieści: o Polsce, która chciała być nowoczesna, nawet gdy nie miała własnego państwa.</p><h2>Parada Zwycięstwa bez Polaków</h2><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku, w Londynie odbyła się Parada Zwycięstwa</strong>, zorganizowana dla uczczenia zwycięstwa aliantów nad III Rzeszą i Japonią. W tym wielkim marszu triumfu zabrakło jednak polskich żołnierzy, w tym lotników, którzy walczyli w bitwie o Anglię.</p><p>To jedna z tych kart historii, które bolą bardziej niż niejedna klęska. Polacy byli na frontach II wojny światowej od pierwszego do ostatniego dnia, walczyli pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte Cassino, Falaise, Arnhem, w powietrzu nad Anglią i na morzach. A jednak polityka wielkich mocarstw potrafiła wymazać ich z oficjalnego obrazu zwycięstwa.</p><p>W tej historii jest gorzki ton, który dobrze rozumie każdy, kto pamięta słowa z „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy: wojna się kończy, ale moralny niepokój zostaje.</p><h2>Uniwersytety, papież i polityczny projekt prawicy</h2><p><strong>58 lat temu, w 1968 roku, utworzono Uniwersytet Śląski w Katowicach oraz Politechnikę Koszalińską.</strong> Rok 1968 w Polsce pamiętamy głównie przez dramat Marca, antysemicką kampanię i studencki bunt, ale właśnie dlatego warto zauważać także instytucje, które budowały edukacyjny krwiobieg kraju.</p><p><strong>39 lat temu, w 1987 roku, rozpoczęła się III pielgrzymka Jana Pawła II do Polski.</strong> Papież odwiedził między innymi Warszawę, Lublin, Tarnów, Kraków, Szczecin, Gdynię, Gdańsk, Częstochowę i Łódź. Była to pielgrzymka w schyłkowym okresie PRL, w czasie gdy system wciąż stał, ale coraz bardziej przypominał scenografię trzymającą się już tylko na gwoździach i strachu.</p><p><strong>30 lat temu, w 1996 roku, pod egidą NSZZ „Solidarność” powstała Akcja Wyborcza Solidarność.</strong> Rok później AWS wygrała wybory parlamentarne. Był to jeden z najważniejszych projektów politycznych polskiej prawicy po 1989 roku — szeroki blok, który na chwilę zdołał zebrać różne nurty antykomunistyczne, konserwatywne, chrześcijańsko-demokratyczne i związkowe.</p><h2>Referendum unijne: Polska wybrała Zachód</h2><p><strong>23 lata temu zakończyło się dwudniowe referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.</strong> Za akcesją opowiedziało się <strong>77,45 proc. głosujących</strong>, przeciw było <strong>22,55 proc.</strong>, a frekwencja wyniosła <strong>58,85 proc.</strong> Dane Państwowej Komisji Wyborczej potwierdzają, że wynik był wiążący, bo w głosowaniu wzięła udział ponad połowa uprawnionych.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego wejście Polski do UE nie było abstrakcyjną decyzją geopolityczną. To późniejsze drogi, kanalizacje, rewitalizacje, projekty społeczne, szkolenia, dopłaty, nowe możliwości dla firm i samorządów. Można spierać się o Brukselę, politykę klimatyczną czy biurokrację, ale trudno udawać, że po 2004 roku lokalna Polska wygląda tak samo jak wcześniej.</p><h2>Kubica w Montrealu: dzień, w którym Polska usłyszała Mazurka w Formule 1</h2><p><strong>18 lat temu, 8 czerwca 2008 roku, Robert Kubica wygrał Grand Prix Kanady.</strong> Było to pierwsze i jak dotąd jedyne zwycięstwo Polaka w wyścigu Formuły 1. Kubica triumfował na torze im. Gillesa Villeneuve’a w Montrealu, a sukces BMW Sauber przeszedł do historii polskiego sportu.</p><p>To był moment, w którym polscy kibice, przyzwyczajeni do skoków narciarskich, piłki nożnej i lekkoatletyki, nagle zobaczyli biało-czerwoną flagę w świecie Formuły 1 — świecie pieniędzy, technologii, nerwów i prędkości. Jak w kinie akcji, tylko bez dublerów.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od Kory po „A Whiter Shade of Pale”</h2><p>8 czerwca ma też swoje mocne muzyczne brzmienie.</p><p><strong>W 1940 roku urodziła się Nancy Sinatra</strong>, córka Franka Sinatry, ale artystka z własnym scenicznym charakterem. Jej „These Boots Are Made for Walkin’” stało się hymnem kobiecej niezależności lat 60., a „Bang Bang” po latach wróciło do popkultury między innymi dzięki filmowemu światu Quentina Tarantino.</p><p><strong>W 1951 roku w Krakowie urodziła się Kora, czyli Olga Jackowska</strong> — głos Maanamu, jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiej muzyki. Kora była jak neon rozświetlający szarą ulicę: ostra, osobna, niepodrabialna. „Boskie Buenos”, „Kocham cię, kochanie moje”, „O! Nie rób tyle hałasu” — to nie tylko przeboje, ale fragment języka kilku pokoleń.</p><p><strong>W 1953 roku urodziła się Bonnie Tyler</strong>, walijska wokalistka o charakterystycznym, zachrypniętym głosie. „Total Eclipse of the Heart” i „Holding Out for a Hero” brzmią jak ścieżka dźwiękowa do melodramatu pisanego wielkimi literami.</p><p><strong>W 1960 roku urodził się Mick Hucknall</strong>, lider Simply Red. Zespół sprzedał dziesiątki milionów płyt, a „Holding Back the Years”, „Stars” czy „If You Don’t Know Me by Now” należą do tych utworów, które nawet po latach brzmią jak nocna jazda przez miasto po deszczu.</p><p><strong>W 1967 roku Procol Harum zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów singlem „A Whiter Shade of Pale”.</strong> To utwór, który bardziej przypomina sen niż piosenkę: organy, melancholia, poetycki absurd i klimat, który zawisł gdzieś między barokiem a psychodelią.</p><p><strong>W 1974 roku Dolly Parton umieściła na szczycie listy country piosenkę „I Will Always Love You”.</strong> Później świat poznał ją w potężnym wykonaniu Whitney Houston, ale to Parton napisała ten utwór i obroniła prawa do niego, odmawiając Elvisowi Presleyowi, gdy warunkiem miało być oddanie części praw autorskich.</p><p><strong>W 1977 roku urodził się Kanye West</strong>, raper, producent i jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci współczesnej popkultury. Artysta wielkiego talentu i równie wielkich sporów, którego kariera pokazuje, jak cienka bywa granica między geniuszem, autokreacją i katastrofą wizerunkową.</p><p><strong>W 1985 roku Tears for Fears rozpoczęli dwutygodniowe panowanie na liście Billboardu utworem „Everybody Wants to Rule the World”.</strong> Trudno o lepszy refren do opisu polityki, korporacji i ludzkiej ambicji. Każdy chce rządzić światem — śpiewali Brytyjczycy — a historia codziennie dopisuje do tego nowe przypisy.</p><h2>Dziś w kraju: Order Orła Białego, egzamin ósmoklasisty i biskupi w Łomży</h2><p>Dziś przed południem ma odbyć się posiedzenie <strong>Kapituły Orderu Orła Białego</strong>. Według doniesień medialnych prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> zaproponował, aby jednym z punktów była sprawa pozbawienia prezydenta Ukrainy <strong>Wołodymyra Zełenskiego</strong> najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. Powodem sporu jest nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”.</p><p>Zełenski został odznaczony Orderem Orła Białego w kwietniu 2023 roku przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę. Sam order jest najstarszym i najważniejszym polskim odznaczeniem państwowym. Ustawa o orderach i odznaczeniach przewiduje możliwość pozbawienia orderu między innymi wtedy, gdy odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny odznaczenia; decyzję podejmuje prezydent po zasięgnięciu opinii właściwej kapituły.</p><p>To temat bardzo wrażliwy także lokalnie. Pamięć o zbrodniach UPA, relacje polsko-ukraińskie, wojna za naszą wschodnią granicą i polska pomoc dla Ukrainy tworzą dziś jeden z najtrudniejszych węzłów polskiej polityki historycznej. Tu nie wystarczy dyplomatyczny frazes. Potrzebna jest uczciwość wobec ofiar i rozsądek wobec współczesnego bezpieczeństwa państwa.</p><p>Dziś rozpoczyna się również <strong>dodatkowa sesja egzaminu ósmoklasisty</strong>. Ministerstwo Edukacji Narodowej przypomina, że w 2026 roku uczniowie poznają wyniki egzaminu do <strong>3 lipca</strong>. Egzamin jest warunkiem ukończenia szkoły podstawowej i ma znaczenie w rekrutacji do szkół ponadpodstawowych.</p><p>W Łomży rozpoczyna się natomiast <strong>405. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski</strong>, zaplanowane na dni 8–10 czerwca. Biskupi mają rozmawiać między innymi o parafii, katechezie oraz recepcji adhortacji „Amoris laetitia”.</p><h2>Dziś za granicą: transport, klimat i papież w Hiszpanii</h2><p>W Luksemburgu spotykają się ministrowie transportu państw Unii Europejskiej. Wśród tematów są działania na rzecz <strong>dekarbonizacji transportu po 2030 roku</strong> oraz przyspieszenie rozwoju transportu niskoemisyjnego. Polskę reprezentuje minister infrastruktury <strong>Dariusz Klimczak</strong>.</p><p>W Hiszpanii trwa wizyta <strong>papieża Leona XIV</strong>. Zgodnie z programem opublikowanym przez Vatican News, 8 czerwca papież ma spotkać się z premierem <strong>Pedro Sánchezem</strong>, przemówić do parlamentarzystów, spotkać się z hiszpańskimi biskupami, modlić się w katedrze Almudena i wieczorem uczestniczyć w spotkaniu z wiernymi na stadionie Santiago Bernabéu.</p><p>Hiszpańskie media podkreślają historyczny charakter wystąpienia w parlamencie — ma to być pierwszy taki przypadek w historii, gdy papież przemawia w hiszpańskiej izbie niższej.</p><h2>Puenta</h2><p>8 czerwca przypomina, że historia nie jest muzealną gablotą. To raczej wielki miks: Wawel i Paryż, Londyn i Montreal, Maanam i Formuła 1, papieska pielgrzymka i polityczny spór o najwyższe odznaczenie państwowe.</p><p>Jednego dnia można usłyszeć renesansową ciszę Kaplicy Zygmuntowskiej, chropawy głos Kory, elegancki refren Simply Red i huk silnika Kubicy. A między nimi pytanie, które wraca jak dobrze znany motyw muzyczny: <strong>co z naszej pamięci naprawdę rozumiemy, a co tylko odtwarzamy z przyzwyczajenia?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[7 czerwca: Jagiellończyk, powstanie śląskie, Papcio Chmiel, „Dzień świra” i fioletowy deszcz Prince’a]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55422,7-czerwca-jagiellonczyk-powstanie-slaskie-papcio-chmiel-dzien-swira-i-fioletowy-deszcz-prince-a</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55422,7-czerwca-jagiellonczyk-powstanie-slaskie-papcio-chmiel-dzien-swira-i-fioletowy-deszcz-prince-a</guid>
            <pubDate>Sun, 07 Jun 2026 10:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-7-czerwca-jagiellonczyk-powstanie-slaskie-papcio-chmiel-dzien-swira-i-fioletowy-deszcz-prince-1780821011.png</url>
                        <title>7 czerwca: Jagiellończyk, powstanie śląskie, Papcio Chmiel, „Dzień świra” i fioletowy deszcz Prince’a</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55422,7-czerwca-jagiellonczyk-powstanie-slaskie-papcio-chmiel-dzien-swira-i-fioletowy-deszcz-prince-a</link>
                    </image><description>Dziś jest niedziela, 7 czerwca 2026 roku, sto pięćdziesiąty ósmy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.17, zajdzie o godz. 20.52. Imieniny obchodzą: Anna, Antoni, Jarosław, Jeremi, Lukrecja, Paweł i Piotr.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie daty, które wyglądają jak stara szuflada w redakcyjnym archiwum. Otwieramy ją, a tam obok królewskiej pieczęci leży komiks z Tytusem, kartka z dramatycznym meldunkiem ze Śląska, bilet do kina na „Dzień świra”, płyta Prince’a i wspomnienie papieskiej mszy odprawionej w cieniu drutów Auschwitz-Birkenau. <strong>7 czerwca</strong> nie jest więc tylko kolejnym dniem w kalendarzu. To dzień, w którym historia mówi kilkoma głosami naraz: państwowym, powstańczym, religijnym, filmowym i muzycznym.</p><h3><strong>Król, który budował potęgę Jagiellonów</strong></h3><p><strong>534 lata temu, 7 czerwca 1492 roku, w Grodnie zmarł król Kazimierz IV Jagiellończyk</strong>. Panował długo: 45 lat w Koronie i 52 lata na Litwie. Był jednym z tych władców, którzy nie tylko zasiadali na tronie, ale rzeczywiście przesuwali granice politycznej wyobraźni Europy Środkowej.</p><p>To za jego czasów Polska wyszła zwycięsko z wojny trzynastoletniej z zakonem krzyżackim, zakończonej <strong>II pokojem toruńskim w 1466 roku</strong>. Do Korony wróciło Pomorze Gdańskie, ziemia chełmińska i Warmia, a państwo zakonne stało się lennem Polski. Kazimierz IV nie był królem z marmurowego pomnika, lecz graczem cierpliwym, konsekwentnym i świadomym, że polityka czasem przypomina partię szachów, w której najważniejszy ruch wykonuje się po wielu latach.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i naszego regionu to także przypomnienie, że historia państwa nie zaczyna się w Warszawie ani nie kończy w podręcznikach. Łódzkie, położone między dawnymi centrami Królestwa Polskiego, przez wieki było częścią tej samej opowieści o państwowości, granicach, handlu i drogach, którymi wędrowali ludzie, towary, idee oraz władza.</p><h3><strong>Śląsk, który upomniał się o swoje miejsce</strong></h3><p><strong>105 lat temu, 7 czerwca 1921 roku, na wniosek Komisji Międzysojuszniczej przerwano walki III powstania śląskiego i ustalono linię demarkacyjną</strong>. To był moment, w którym karabiny milkły, ale polityczny spór o przyszłość Górnego Śląska trwał nadal.</p><p>III powstanie śląskie było jednym z najważniejszych zrywów w walce o granice odrodzonej Rzeczypospolitej. Nie miało romantycznej aury samotnego gestu, jak z płócien Grottgera. Było raczej twardą, robotniczą, plebiscytową i dyplomatyczną walką o kopalnie, huty, miasta, domy, język i przynależność. Z dzisiejszej perspektywy warto pamiętać, że powstania śląskie były nie tylko walką militarną, ale także zderzeniem prawa międzynarodowego, decyzji mocarstw i lokalnej determinacji.</p><p>W tle działały przepisy i mechanizmy wynikające z porządku wersalskiego po I wojnie światowej. O przyszłości regionu miały rozstrzygać plebiscyt i decyzje aliantów, ale rzeczywistość — jak często w historii — okazała się bardziej skomplikowana niż zapis traktatu.</p><h3><strong>Papcio Chmiel i komiks, który nauczył Polaków śmiać się inteligentnie</strong></h3><p><strong>103 lata temu, 7 czerwca 1923 roku, w Warszawie urodził się Henryk Jerzy Chmielewski, czyli Papcio Chmiel</strong>, autor kultowych komiksów o przygodach <strong>Tytusa, Romka i A’Tomka</strong>.</p><p>Jego bohaterowie byli czymś więcej niż zabawną trójką z papieru. Tytus de Zoo, uczłowieczany przez Romka i A’Tomka, stał się jedną z najważniejszych postaci polskiej popkultury. Papcio Chmiel stworzył świat, w którym absurd miał sens, edukacja nie bolała, a wyobraźnia wygrywała z szarzyzną. W PRL-u, gdzie oficjalny język często brzmiał jak źle nastrojony megafon, komiks Chmielewskiego był kolorowym wentylem bezpieczeństwa.</p><p>Dla wielu pokoleń to właśnie Tytus był pierwszym przewodnikiem po historii, technice, kosmosie, wojsku, teatrze i świecie dorosłych. Trochę jak polski kuzyn Asteriksa, tylko bardziej swojski, mniej galijski, za to z niepowtarzalnym humorem znad Wisły.</p><h3><strong>Cat-Mackiewicz, emigracja i polityka bez łatwych odpowiedzi</strong></h3><p><strong>72 lata temu, 7 czerwca 1954 roku, Stanisław Cat-Mackiewicz został premierem rządu emigracyjnego</strong>. Publicysta, pisarz, konserwatysta, człowiek ostrych sądów i jeszcze ostrzejszego pióra, należał do tych postaci, które trudno zamknąć w jednej politycznej szufladzie.</p><p>Rząd emigracyjny po II wojnie światowej był symbolem ciągłości państwa polskiego, ale także dramatycznym świadectwem epoki, w której mapa Europy została narysowana ponad głowami narodów. Londyn przechowywał legalistyczną pamięć II Rzeczypospolitej, podczas gdy w kraju instalował się system podporządkowany Moskwie.</p><p>Cat-Mackiewicz pozostawił po sobie nie tylko polityczny życiorys, ale także literaturę polityczną wysokiej próby. Jego pisanie bywało jak szabla: błyskotliwe, celne, czasem niebezpieczne nawet dla tego, kto ją trzymał.</p><h3><strong>Jan Paweł II w Auschwitz-Birkenau: modlitwa w miejscu, gdzie zawiodły słowa</strong></h3><p><strong>47 lat temu, 7 czerwca 1979 roku, podczas pierwszej pielgrzymki do Polski papież Jan Paweł II odwiedził Kalwarię Zebrzydowską i Wadowice, a na terenie dawnego niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau odprawił mszę świętą</strong>.</p><p>To był jeden z najbardziej przejmujących momentów tamtej pielgrzymki. Auschwitz-Birkenau nie jest zwykłym miejscem pamięci. To rana w historii Europy, dowód na to, jak daleko może zejść człowiek, gdy państwo, ideologia i pogarda dla bliźniego tworzą wspólny mechanizm śmierci.</p><p>Jan Paweł II mówił tam w przestrzeni, w której każde słowo musiało ważyć więcej niż zwykle. W tym miejscu spotkały się pamięć Żydów, Polaków, Romów, jeńców sowieckich i przedstawicieli wielu narodów zamordowanych przez niemiecki nazizm. Dla Polski pielgrzymka z 1979 roku stała się także duchowym preludium do narodzin Solidarności. Jak w dobrze skomponowanej symfonii, pierwszy temat pojawił się wcześniej, a jego pełne brzmienie przyszło dopiero po czasie.</p><h3><strong>Warszawskie metro: od umowy z Moskwą do codzienności wielkiego miasta</strong></h3><p><strong>44 lata temu, 7 czerwca 1982 roku, podpisano polsko-radziecką umowę o współpracy przy budowie warszawskiego metra</strong>.</p><p>Metro w Warszawie ma długą historię marzeń, projektów i opóźnień. Już przed wojną myślano o podziemnej kolei, ale dopiero druga połowa XX wieku przyniosła decyzje organizacyjne i techniczne. Umowa z 1982 roku wpisywała się w realia polityczne PRL-u i zależności od Związku Radzieckiego, ale sama potrzeba budowy metra wynikała z bardzo praktycznego problemu: stolica rosła, a komunikacja naziemna nie mogła w nieskończoność dźwigać wszystkiego na swoich barkach.</p><p>Dziś metro jest dla warszawiaków oczywistością, jak kawa w poniedziałek rano. Ale każda oczywistość ma kiedyś swój pierwszy podpis, pierwszą łopatę i pierwszą kłótnię o koszty.</p><h3><strong>„Dzień świra”: narodowy monolog wewnętrzny</strong></h3><p><strong>24 lata temu, 7 czerwca 2002 roku, odbyła się premiera filmu „Dzień świra” w reżyserii Marka Koterskiego</strong>.</p><p>Są filmy, które się ogląda, i są filmy, które człowiek rozpoznaje w sobie z niepokojącą dokładnością. „Dzień świra” należy do tej drugiej kategorii. Adaś Miauczyński, grany przez Marka Kondrata, stał się figurą polskiej frustracji, neurozy, niespełnienia i codziennego rozpadania się świata na drobiazgi.</p><p>Koterski stworzył tragikomedię, która śmieszy, ale śmiechem trochę gorzkim. To nie jest komedia do popcornu. To raczej filmowe lustro, w którym odbija się blokowisko, szkoła, samotność, hałas za ścianą, niespełnione ambicje i język, który zamiast porozumienia często staje się narzędziem rozpaczy.</p><p>Nieprzypadkowo wiele cytatów z filmu weszło do codziennego języka. „Dzień świra” jest jak polski blues miejski: rytmiczny, powtarzalny, śmieszny i smutny jednocześnie.</p><h3><strong>Wybory europejskie 2009: niska frekwencja i polityczny obraz epoki</strong></h3><p><strong>17 lat temu, 7 czerwca 2009 roku, w Polsce odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego</strong>. Platforma Obywatelska zdobyła 25 mandatów, Prawo i Sprawiedliwość 15, koalicja SLD-UP 7, a PSL 3. Frekwencja wyniosła zaledwie 24,53 proc.</p><p>To wynik, który do dziś przypomina, że europejska polityka długo była w Polsce traktowana jak odległy teatr, w którym aktorzy mówią ważne kwestie, ale publiczność nie zawsze czuje, że to spektakl także o niej. Tymczasem Parlament Europejski współdecyduje o sprawach, które później wracają do samorządów, firm, rolników, organizacji społecznych i zwykłych mieszkańców — również w takich miejscach jak Tomaszów Mazowiecki.</p><h3><strong>Kościół Wszystkich Świętych jako Dom Życia</strong></h3><p><strong>9 lat temu, 7 czerwca 2017 roku, warszawski Kościół Wszystkich Świętych został uhonorowany tytułem „House of Life” przyznawanym przez Międzynarodową Fundację Raoula Wallenberga</strong>. W czasie II wojny światowej świątynia znalazła się na terenie getta warszawskiego. Ówczesny proboszcz, ks. Marceli Godlewski, udzielał Żydom schronienia przed Niemcami i zorganizował jadłodajnię wydającą około 100 posiłków dziennie.</p><p>Ta historia ma szczególną siłę, bo pokazuje dramatyczną przemianę człowieka. Ks. Godlewski przed wojną bywał kojarzony z poglądami antyżydowskimi, ale w godzinie próby stanął po stronie ratowania życia. Historia nie zawsze jest czarno-biała. Czasem najważniejsze moralne zdanie człowiek pisze dopiero wtedy, gdy płonie świat.</p><h3><strong>Dziś w kraju: Święto Dziękczynienia w Warszawie</strong></h3><p>W Warszawie odbędzie się dziś <strong>XIX Święto Dziękczynienia</strong> pod hasłem <strong>„Dziękujemy za świadectwo wiary”</strong>. Główne uroczystości zaplanowano w Świątyni Opatrzności Bożej. Obchody rozpoczną się procesją z relikwiami bł. Bolesławy Lament, w 35. rocznicę jej beatyfikacji, oraz bł. Józefa Stanka, męczennika II wojny światowej.</p><p>Procesja wyruszy z Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego i przejdzie Traktem Królewskim do Świątyni Opatrzności Bożej. Relikwie zostaną uroczyście wniesione podczas mszy świętej o godz. 12. Liturgii z udziałem członków Episkopatu Polski będzie przewodniczył abp Tadeusz Wojda SAC.</p><p>W całym kraju prowadzona będzie także zbiórka do puszek na rzecz budowy Świątyni Opatrzności Bożej. Sama idea świątyni sięga czasów Sejmu Czteroletniego, który po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja chciał wznieść narodowe wotum wdzięczności. To jeden z tych projektów, w których historia religijna, państwowa i symboliczna splatają się jak trzy nici jednej tkaniny.</p><h3><strong>Dziś za granicą: napięty świat od Bliskiego Wschodu po Kaukaz</strong></h3><p>Na świecie uwaga skupia się m.in. na Bliskim Wschodzie. Mija 100. dzień wojny USA i Izraela z Iranem. Od 8 kwietnia obowiązuje chwiejny rozejm, ale rozmowy o trwałym pokoju utknęły w martwym punkcie. Równolegle trwa konflikt w Libanie, gdzie Izrael walczy ze wspieranym przez Iran Hezbollahem. Te konflikty układają się w niebezpieczną regionalną układankę, w której każdy ruch może uruchomić kolejne domino.</p><p>Papież Leon XIV kontynuuje wizytę w Hiszpanii. W Madrycie odprawia mszę na Plaza de Cibeles z okazji uroczystości Bożego Ciała, a po południu spotka się z augustianami oraz przedstawicielami świata kultury, sztuki, gospodarki i sportu.</p><p>W Armenii odbywają się wybory parlamentarne, postrzegane jako test prozachodniego kursu premiera Nikola Paszyniana. Stawką jest nie tylko układ sił w parlamencie, ale także kierunek państwa po utracie Górskiego Karabachu: bliżej Zachodu czy z powrotem w stronę Moskwy.</p><p>W Kosowie trwają kolejne wybory parlamentarne, trzecie w ciągu półtora roku. Powodem jest przedłużający się kryzys polityczny i brak porozumienia wokół wyboru następcy prezydentki Vjosy Osmani. Bałkany znów przypominają, że demokracja bez zdolności do kompromisu może zamienić się w polityczny labirynt bez wyjścia.</p><p>Na Cyprze spotkają się ministrowie obrony państw Unii Europejskiej. Rozmowy mają dotyczyć współpracy obronnej, rozwoju europejskiego przemysłu zbrojeniowego oraz dalszego wsparcia dla Ukrainy.</p><h3><strong>Kalendarium muzyczne: od Toma Jonesa do Prince’a</strong></h3><p><strong>7 czerwca 1940 roku w Pontypridd niedaleko Cardiff urodził się Tom Jones</strong>, właściwie Thomas Woodward. Głos miał taki, jakby Elvis spotkał walijskiego górnika, a potem obaj weszli na scenę w świetle reflektorów. „It’s Not Unusual”, „Delilah”, „She’s a Lady” czy „The Green, Green Grass of Home” uczyniły go jednym z najbardziej rozpoznawalnych wokalistów brytyjskiej sceny. Po słabszych latach powrócił z albumem „Reload”, a singiel „Sexbomb” przypomniał, że show-biznes czasem lubi drugie akty.</p><p><strong>W 1953 roku w Ostrawie urodził się Jaromir Nohavica</strong>, czeski bard, poeta codzienności, autor piosenek, które w Polsce śpiewali i tłumaczyli m.in. Andrzej Sikorowski, Krzysztof Daukszewicz, Artur Andrus, Wolna Grupa Bukowina i Edyta Geppert. Nohavica to ten typ artysty, który potrafi z prostego zdania zrobić balladę, a z lokalnej historii — uniwersalną przypowieść.</p><p><strong>W 1958 roku urodził się Prince Rogers Nelson</strong>, czyli Prince — kompozytor, wokalista, multiinstrumentalista, siedmiokrotny laureat Grammy, zdobywca Oscara i Złotego Globu. „Purple Rain”, „When Doves Cry” i „I Would Die 4 U” to nie tylko przeboje. To fragmenty osobnego muzycznego wszechświata, w którym funk, rock, pop, soul i erotyczna teatralność tworzyły styl niemożliwy do podrobienia.</p><p>Prince pisał także dla innych. To spod jego ręki wyszła piosenka „Nothing Compares 2 U”, rozsławiona później przez Sinéad O’Connor. Zmarł w kwietniu 2016 roku w Paisley Park w Minnesocie, zostawiając po sobie katalog nagrań, który wciąż brzmi jak wiadomość z przyszłości.</p><p><strong>W 1965 roku w Czeladzi urodził się Robert Janson</strong>, kompozytor, gitarzysta i producent, lider Varius Manx. „Zanim zrozumiesz”, „Orła cień”, „Ruchome piaski” czy „Małe szczęścia” to piosenki, które współtworzyły brzmienie polskiego radia lat 90. i późniejszych dekad.</p><p><strong>W 1967 roku w Santa Monica urodził się Dave Navarro</strong>, gitarzysta Jane’s Addiction, znany także z występów w Red Hot Chili Peppers. Jego gitara wnosiła do rocka nerw, mrok i teatralny pazur.</p><p><strong>W 1969 roku supergrupa Blind Faith zadebiutowała darmowym koncertem w londyńskim Hyde Parku</strong>. Eric Clapton, Ginger Baker, Rick Grech i Steve Winwood stworzyli projekt krótki, ale legendarny. Ich jedyny album przeszedł do historii także z powodu kontrowersyjnej okładki, którą wytwórnia szybko zastąpiła bezpieczniejszą wersją.</p><p><strong>W 1975 roku album Eltona Johna „Captain Fantastic and the Brown Dirt Cowboys” zdobył pierwsze miejsce w USA</strong>. Był to album konceptualny, opowiadający o pierwszych latach kariery Eltona Johna i Berniego Taupina. Muzyczna autobiografia, zanim autobiografie stały się modnym dodatkiem do kariery.</p><p><strong>W 1986 roku Madonna zdobyła szczyt amerykańskiej listy przebojów piosenką „Live to Tell”</strong>. To jeden z jej bardziej melancholijnych utworów, daleki od tanecznej powierzchowności, pokazujący artystkę bardziej filmową i dramatyczną.</p><p><strong>W 1987 roku David Bowie zagrał koncert w Zachodnim Berlinie przed Reichstagiem</strong>. Nagłośnienie ustawiono tak, by muzyka docierała również za Mur Berliński. Bowie nie zburzył muru gitarą, ale jego głos był jednym z tych dźwięków, które zapowiadały pęknięcie betonu.</p><p><strong>W 1990 roku urodziła się Iggy Azalea</strong>, australijska raperka, której singiel „Fancy” w 2014 roku dotarł na szczyt listy Billboard Hot 100.</p><p><strong>W 1997 roku grupa Hanson rozpoczęła trzytygodniowe prowadzenie na brytyjskiej liście przebojów piosenką „MMMbop”</strong>. Utwór stał się globalnym popowym fenomenem, choć jego refren do dziś potrafi przykleić się do pamięci jak guma do podeszwy.</p><p><strong>W 2002 roku Virgin Records zerwała kontrakt z Victorią Beckham</strong> po komercyjnym rozczarowaniu jej solowym debiutem. To przypomnienie, że nawet największa machina promocyjna nie zawsze zastąpi piosenkę, która naprawdę trafia do ludzi.</p><h3><strong>7 czerwca — data, która łączy majestat, bunt i popkulturę</strong></h3><p>Dzisiejsze kalendarium prowadzi nas od Jagiellonów przez Śląsk, Auschwitz, warszawskie metro i kino Koterskiego aż po Prince’a, Bowiego i Papcia Chmiela. To dość niezwykła podróż. Jakby ktoś w jednym kadrze połączył Matejkę, komiksowy dymek, filmową twarz Marka Kondrata i fioletowe światło sceny w Minneapolis.</p><p>Historia nie jest martwym katalogiem dat. Jest rozmową. Czasem mówi głosem króla, czasem powstańca, czasem księdza ratującego ludzi w getcie, czasem artysty, który jednym refrenem potrafi opisać epokę. I właśnie dlatego warto codziennie otwierać kalendarz nie jak terminarz obowiązków, ale jak książkę, która za każdym razem dopisuje nowy rozdział.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czarnek w Łódzkiem: „Ideologia klimatyczna prowadzi do zubożenia Europy”. PiS zapowiada walkę z ETS i broni lasów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55421,czarnek-w-lodzkiem-ideologia-klimatyczna-prowadzi-do-zubozenia-europy-pis-zapowiada-walke-z-ets-i-broni-lasow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55421,czarnek-w-lodzkiem-ideologia-klimatyczna-prowadzi-do-zubozenia-europy-pis-zapowiada-walke-z-ets-i-broni-lasow</guid>
            <pubDate>Sat, 06 Jun 2026 21:34:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czarnek-w-lodzkiem-ideologia-klimatyczna-prowadzi-do-zubozenia-europy-pis-zapowiada-walke-z-ets-1780774722.png</url>
                        <title>Czarnek w Łódzkiem: „Ideologia klimatyczna prowadzi do zubożenia Europy”. PiS zapowiada walkę z ETS i broni lasów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55421,czarnek-w-lodzkiem-ideologia-klimatyczna-prowadzi-do-zubozenia-europy-pis-zapowiada-walke-z-ets-i-broni-lasow</link>
                    </image><description>W Świętych Nowakach pod Skierniewicami PiS z Jarosławem Kaczyńskim i Przemysławem Czarnkiem wystąpił przeciw ETS, Zielonemu Ładowi i ograniczeniom w gospodarce leśnej. W centrum sporu znalazły się ceny energii, przyszłość przemysłu i dostęp do polskich lasów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pod Skierniewicami, wśród pól i lasów, Prawo i Sprawiedliwość rozstawiło w sobotę swój polityczny namiot. Nie był to jednak piknikowy parasol od słońca, ale scena kolejnego starcia o jeden z najważniejszych tematów najbliższych lat: <strong>energetykę, klimat, ceny prądu, przemysł i przyszłość polskich lasów</strong>. W debacie z cyklu <strong>„Myśląc Polska – Alternatywa 2.0”</strong>, zorganizowanej we wsi Święte Nowaki w powiecie skierniewickim, udział wzięli m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz Przemysław Czarnek, przedstawiany przez partię jako kandydat na przyszłego premiera. Wydarzenie odbyło się pod hasłem: <strong>„Polska liderem zrównoważonego rozwoju – środowisko, klimat, polityka energetyczna”</strong>.</p><p>Dla mieszkańców województwa łódzkiego nie jest to temat abstrakcyjny. Region, choć nie kojarzy się z górniczym pejzażem Śląska, od lat żyje w cieniu wielkiej energetyki, przemysłu, transportu, cen ciepła systemowego i rachunków za prąd. Od Tomaszowa Mazowieckiego po Skierniewice, od Łodzi po Bełchatów, pytanie o to, skąd ma płynąć energia i ile będzie kosztować, nie jest akademickim sporem ekspertów. To sprawa domowych budżetów, samorządowych inwestycji i konkurencyjności lokalnych firm.</p><h3><strong>Kaczyński: Unia pomogła środowisku, ale nie wolno dusić gospodarki</strong></h3><p>Jarosław Kaczyński rozpoczął debatę od stwierdzenia, że Polska po 1989 roku wykonała ogromny postęp w ochronie środowiska. Przypomniał, że w okresie PRL stan powietrza i wód był — jak mówił — „kompletną katastrofą”. Zaznaczył przy tym, że w tej dziedzinie Unia Europejska realnie Polsce pomogła.</p><p>To ważny fragment wystąpienia, bo prezes PiS nie zanegował samej potrzeby ochrony środowiska. Postawił jednak granicę: czystsze powietrze i woda — tak, ale nie kosztem działań, które jego zdaniem „duszą gospodarkę”.</p><p>W tym miejscu debata weszła na teren dobrze znany z ostatnich kampanii wyborczych: <strong>Europejski Zielony Ład, system handlu emisjami EU ETS, transformacja energetyczna, przyszłość węgla oraz koszty, które ponoszą gospodarstwa domowe i przemysł</strong>.</p><h3><strong>Czarnek: „Jednym z największych oszustw jest teza o zanieczyszczaniu środowiska przez CO2”</strong></h3><p>Najostrzejszy ton nadał debacie Przemysław Czarnek. W swoim wystąpieniu przekonywał, że ochrona środowiska nie musi oznaczać hamowania przemysłu i gospodarki. Według niego europejska polityka klimatyczna stała się ideologicznym projektem, który uderza w rozwój państw takich jak Polska.</p><p>— <strong>To nie jest tak, że trzeba powstrzymywać przemysł i gospodarkę, żeby żyć w czystym środowisku. Jednym z największych oszustw jest teza o zanieczyszczaniu środowiska przez CO2, a europejska polityka klimatyczna jest szaleństwem</strong> — mówił Przemysław Czarnek.</p><p>To zdanie z pewnością stanie się jednym z najmocniej komentowanych fragmentów sobotniego spotkania. Warto jednak oddzielić język politycznej polemiki od naukowego i prawnego znaczenia pojęć. <strong>Dwutlenek węgla nie jest klasycznym zanieczyszczeniem powietrza w takim sensie jak pyły zawieszone, tlenki azotu czy benzo(a)piren</strong>, ale jest podstawowym gazem cieplarnianym objętym polityką klimatyczną Unii Europejskiej. Właśnie dlatego emisje CO2 znajdują się w centrum systemu EU ETS, czyli unijnego handlu uprawnieniami do emisji.</p><h3><strong>ETS na celowniku PiS</strong></h3><p>Przemysław Czarnek zapowiedział wprost, że PiS chce odrzucenia systemów ETS. Mówił, że Polska — jako kraj wciąż silnie oparty na węglu i gazie — ponosi szczególnie wysokie koszty polityki klimatycznej. Przywoływał ceny uprawnień do emisji CO2, które według niego wzrosły z poziomu kilku euro do około 75–80 euro.</p><p>Te dane mieszczą się w realiach ostatnich notowań. Według informacji KOBiZE, w styczniu 2026 roku ceny uprawnień EUA osiągały nawet około 90 euro, a późniejsze raporty wskazywały m.in. stabilizację w rejonie 70–76 euro oraz prognozy średniej ceny około 80 euro w III kwartale 2026 roku.</p><p>— <strong>Wychodzimy z ETS-ów. Zrobimy to nie dla siebie, ale dla przyszłych pokoleń Polaków i dla wszystkich Europejczyków. Ratujmy Europę przed szaleństwami, przed ekoterrorystami</strong> — mówił Czarnek.</p><p>Politycznie to zapowiedź bardzo mocna. Prawnie i gospodarczo — znacznie bardziej skomplikowana. EU ETS jest jednym z filarów unijnej polityki klimatycznej, a jego funkcjonowanie wynika z prawa UE. Ewentualna próba „wyjścia” z systemu oznaczałaby więc nie tylko decyzję polityczną, ale także konflikt prawny z instytucjami unijnymi albo konieczność renegocjacji całych zasad wspólnej polityki klimatycznej.</p><h3><strong>Globalne emisje rosną. Europa pyta, kto płaci rachunek</strong></h3><p>Czarnek argumentował, że Europa ogranicza własny przemysł, podczas gdy światowe emisje CO2 rosną. W tym punkcie jego wypowiedź dotyka realnego problemu globalnej polityki klimatycznej: emisje nie zatrzymują się na granicach państw, a wysiłek Unii Europejskiej nie wystarczy, jeśli podobnych działań nie podejmują najwięksi emitenci.</p><p>Dane międzynarodowe pokazują, że globalne emisje gazów cieplarnianych oraz CO2 pozostają na bardzo wysokim poziomie. Baza EDGAR Komisji Europejskiej wskazywała, że światowe emisje gazów cieplarnianych po pandemicznym spadku ponownie rosły, osiągając w 2022 roku poziom 53,8 Gt CO2 ekwiwalentu. Z kolei dane Global Carbon Project, prezentowane m.in. przez CO2.Earth, pokazują utrzymujący się globalny problem emisji CO2 z działalności człowieka.</p><p>To właśnie na tym napięciu PiS buduje swój przekaz: <strong>Europa zaciska pasa, przemysł przenosi się poza kontynent, a świat jako całość wcale nie przestaje emitować</strong>. Przeciwnicy tej narracji odpowiadają z kolei, że bez presji regulacyjnej i inwestycji w czyste technologie Europa stałaby się zakładnikiem paliw kopalnych, wysokich cen surowców i importu energii.</p><h3><strong>Polska energetyka między węglem a transformacją</strong></h3><p>Wystąpienie Czarnka szczególnie mocno wybrzmiewa w Polsce, gdzie transformacja energetyczna nie jest wykresem w prezentacji, lecz ogromnym procesem gospodarczym i społecznym. Polska energetyka nadal w dużej mierze opiera się na paliwach kopalnych, choć udział odnawialnych źródeł energii rośnie. Dane ARE prezentowane przez energy.instrat pokazują miesięczną strukturę produkcji energii elektrycznej w Polsce, z widocznym znaczeniem węgla kamiennego, węgla brunatnego, gazu, ale też wiatru i fotowoltaiki.</p><p>Dla województwa łódzkiego temat jest szczególnie czuły ze względu na kompleks energetyczny Bełchatów, jeden z najważniejszych punktów na mapie polskiej elektroenergetyki. To nie tylko elektrownia i kopalnia, ale cały ekosystem miejsc pracy, lokalnych budżetów i społecznych zależności. Każda debata o węglu, ETS i cenach energii ma więc w regionie łódzkim dodatkowy ciężar.</p><h3><strong>Lasy jako „zasób wolności”</strong></h3><p>Drugim mocnym tematem debaty były <strong>lasy</strong>. Przemysław Czarnek krytykował ograniczenia w pozyskiwaniu drewna oraz tworzenie nowych rezerwatów, które — jego zdaniem — mogą utrudniać dostęp do lasów i uderzać w gospodarkę leśną.</p><p>Jarosław Kaczyński mówił natomiast o lasach jako o „potężnym zasobie wolności”.</p><p>— <strong>Możliwość pójścia do lasu to jest część naszej wolności. Może sobie z tego zdajemy sprawę, ale to jest część naszej wolności, bardzo cenionej przez ludzi i chcę jasno powiedzieć — formacja polityczna, w której jestem szefem, była i jest przeciwko prywatyzacji lasów</strong> — powiedział prezes PiS.</p><p>To przekaz nośny, szczególnie w mniejszych miejscowościach i na terenach, gdzie las nie jest weekendową dekoracją, ale częścią codziennego krajobrazu. W okolicach Tomaszowa Mazowieckiego, Spały, Inowłodza czy Skierniewic lasy są jednocześnie przestrzenią rekreacji, turystyki, gospodarki i ochrony przyrody. Spór o to, ile w nich gospodarki, ile rezerwatu, a ile swobodnego dostępu, będzie wracał jak refren starej piosenki — raz nostalgiczny, raz bardzo polityczny.</p><h3><strong>Polityczny namiot przed kolejnymi wyborami</strong></h3><p>Sobotnia debata była dwunastym spotkaniem programowym PiS z cyklu „Myśląc Polska – Alternatywa 2.0”. Jarosław Kaczyński mówił, że z tych debat ma wyłonić się program „wielkiego politycznego namiotu polskich patriotów”.</p><p>To określenie nie było przypadkowe. Spotkanie odbyło się rzeczywiście pod namiotem, na polanie między lasami. Obrazek niemal filmowy: politycy, leśna scenografia, słowa o wolności, energetyce i Europie. Trochę jak polityczna wersja „Wesela” Wyspiańskiego, gdzie pod jednym dachem zbierają się różne lęki, ambicje i marzenia o Polsce. Tyle że zamiast chochoła — ETS. Zamiast złotego rogu — rachunek za energię.</p><h3><strong>Co z tego wynika dla mieszkańców regionu?</strong></h3><p>Dla mieszkańców województwa łódzkiego najważniejsze pytanie brzmi nie tylko: kto ma rację w sporze o klimat? Ważniejsze jest: <strong>ile będzie kosztować prąd, ciepło, transport, produkcja i utrzymanie miejsc pracy</strong>.</p><p>PiS próbuje zbudować wokół tych obaw programową opowieść: mniej unijnych obciążeń, więcej wykorzystania krajowych zasobów, większa rola węgla w okresie przejściowym, inwestycje w geotermię, elektrownie wodne, biogaz i nowoczesne technologie. Z kolei zwolennicy obecnej polityki klimatycznej odpowiedzą, że odwlekanie transformacji może kosztować jeszcze więcej — przez starzenie się bloków węglowych, rosnące koszty emisji i utratę konkurencyjności w gospodarce, która coraz szybciej przechodzi na niskoemisyjne technologie.</p><p>Jedno jest pewne: <strong>energetyka staje się jednym z głównych pól politycznej bitwy</strong>. Nie gdzieś daleko, w Brukseli czy Warszawie, ale także tutaj — w Łódzkiem, między lasem, elektrownią, domową kotłownią i fakturą za prąd.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[6 czerwca: Dąbrowski, Orzeszkowa, D-Day, Beatlesi i mały Fiat, który zmotoryzował Polskę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55419,6-czerwca-dabrowski-orzeszkowa-d-day-beatlesi-i-maly-fiat-ktory-zmotoryzowal-polske</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55419,6-czerwca-dabrowski-orzeszkowa-d-day-beatlesi-i-maly-fiat-ktory-zmotoryzowal-polske</guid>
            <pubDate>Sat, 06 Jun 2026 09:33:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-6-czerwca-dabrowski-orzeszkowa-d-day-beatlesi-i-maly-fiat-ktory-zmotoryzowal-polske-1780732749.png</url>
                        <title>6 czerwca: Dąbrowski, Orzeszkowa, D-Day, Beatlesi i mały Fiat, który zmotoryzował Polskę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55419,6-czerwca-dabrowski-orzeszkowa-d-day-beatlesi-i-maly-fiat-ktory-zmotoryzowal-polske</link>
                    </image><description>Sobota, 6 czerwca, sto pięćdziesiąty siódmy dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.17, zajdzie o godz. 20.51. Imieniny obchodzą dziś m.in. Dominika, Maria, Paulina, Aleksander, Filip, Klaudiusz, Norbert i Wawrzyniec. Dzisiejsze kalendarium brzmi jak wielka, wielowątkowa symfonia: jest w nim generał zapisany w polskim hymnie, pisarka znad Niemna, huk alianckich barek w Normandii, sceniczny temperament Romana Wilhelmiego, dźwięk silnika Fiata 126p, elektroniczne pejzaże Tangerine Dream, pierwszy studyjny krok Beatlesów i jarociński wybuch Maanamu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To data, która nie daje się zamknąć w jednej szufladzie. <strong>6 czerwca</strong> prowadzi nas przez historię wojenną, literaturę, kino, muzykę, religię, politykę pamięci i sport. Jakby ktoś położył na jednym stole stary wojskowy mundur, egzemplarz „Nad Niemnem”, płytę winylową, kluczyki od „malucha”, rakietę tenisową i taśmę z Abbey Road.</p><h3><strong>Generał, którego nazwisko śpiewamy w hymnie</strong></h3><p><strong>208 lat temu, 6 czerwca 1818 roku, w Winnej Górze w Wielkopolsce zmarł gen. Jan Henryk Dąbrowski</strong> — twórca Legionów Polskich we Włoszech, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, generał armii Księstwa Warszawskiego. W naszej pamięci pozostał nie tylko jako dowódca, ale jako człowiek, którego nazwisko weszło do narodowego hymnu.</p><p>Kiedy śpiewamy „Marsz, marsz, Dąbrowski”, nie przywołujemy jedynie postaci z podręcznika. Przywołujemy całą epokę: rozbiory, emigrację, nadzieję, wojskowy trud i wiarę, że Polska może wrócić nie tylko na mapę, ale także do codziennego języka ludzi. Dąbrowski stał się symbolem uporczywej, czasem niemal szalonej nadziei, że historia nie musi kończyć się klęską.</p><p>W lokalnej perspektywie, także tej tomaszowskiej, taka pamięć nie jest pustym ceremoniałem. Tomaszów Mazowiecki wyrósł przecież z pracy, migracji, przemysłu, ambicji i codziennego wysiłku. To miasto dobrze rozumie, że wolność nie rodzi się z jednego gestu. Często powstaje z tysięcy małych decyzji, z organizowania życia, z pilnowania języka, szkoły, kultury i wspólnoty.</p><h3><strong>Eliza Orzeszkowa — literatura jako sumienie społeczne</strong></h3><p><strong>185 lat temu, 6 czerwca 1841 roku, w Miłkowszczyźnie koło Grodna urodziła się Eliza Orzeszkowa</strong> — pisarka, publicystka, autorka „Nad Niemnem”, „Meira Ezofowicza” i „Marty”. Jedna z pierwszych polskich kobiet, które tak wyraźnie i publicznie zabierały głos w sprawie emancypacji, edukacji i społecznej odpowiedzialności.</p><p>Orzeszkowa pisała literaturę, która nie chciała być tylko ozdobą salonu. Jej książki były narzędziem sporu o Polskę po powstaniu styczniowym. Romantyczny zryw przegrał z carskim aparatem przemocy, więc pozytywiści musieli odpowiedzieć na pytanie: co dalej? Orzeszkowa odpowiadała: pracować, uczyć, organizować, nie odwracać wzroku od krzywdy. Zamiast łatwych westchnień — odpowiedzialność. Zamiast pięknych deklaracji — praca u podstaw.</p><p>W Tomaszowie i powiecie tomaszowskim ta lekcja nadal brzmi aktualnie. Lokalna wspólnota nie buduje się wyłącznie podczas wielkich rocznic. Buduje się w szkołach, bibliotekach, organizacjach społecznych, samorządach, redakcjach, domach kultury i zwykłych rozmowach mieszkańców. Orzeszkowa dobrze wiedziała, że społeczeństwo nie jest abstrakcją. Społeczeństwo to konkretni ludzie i ich losy.</p><h3><strong>Roman Wilhelmi — aktor, który grał jakby walczył</strong></h3><p><strong>90 lat temu, 6 czerwca 1936 roku, w Poznaniu urodził się Roman Wilhelmi</strong>. Aktor przez lata związany z warszawskim Teatrem Ateneum, później z Teatrem Nowym. Publiczność zapamiętała go z seriali „Czterej pancerni i pies”, „Alternatywy 4” oraz „Kariera Nikodema Dyzmy”, a także z filmów „Zaklęte rewiry”, „Dzieje grzechu”, „Aria dla atlety” i „Ćma”.</p><p>Wilhelmi był aktorem osobnym, gwałtownym, charyzmatycznym. Nie grał miękko. Nie przesuwał się po ekranie jak cień. Wchodził w rolę jak bokser do ringu. Było w nim coś z jazzu: improwizacja, nerw, cięcie, napięcie między ironią a dramatem.</p><p>Jako Nikodem Dyzma stworzył portret człowieka, który nie tyle awansuje społecznie, ile obnaża społeczeństwo gotowe klękać przed pozorem. Ta historia, choć napisana przed wojną, wraca co jakiś czas jak refren piosenki, której nikt nie chce pamiętać, ale wszyscy znają melodię. Z kolei Stanisław Anioł z „Alternatyw 4” stał się jedną z najbardziej gorzkich i zarazem komicznych figur PRL-u — twarzą małej władzy, która potrafi zatruć codzienność skuteczniej niż wielkie przemówienia.</p><h3><strong>D-Day. Kiedy historia wyszła z morza</strong></h3><p><strong>82 lata temu, 6 czerwca 1944 roku, siły zbrojne alianckich państw zachodnich rozpoczęły lądowanie w Normandii</strong>. Była to część operacji „Overlord”, otwierającej drugi front w Europie. D-Day przeszedł do historii jako największa operacja desantowa II wojny światowej i jeden z momentów przesądzających o losach hitlerowskich Niemiec.</p><p>W wyobraźni zbiorowej widzimy barki desantowe, stalowe hełmy, mokry piasek, chaos plaż Omaha, Utah, Gold, Juno i Sword. Ale za filmowym obrazem kryje się dramat tysięcy żołnierzy. Normandia nie była efektowną sceną z kina wojennego. Była krwawym początkiem końca III Rzeszy.</p><p>Warto pamiętać również o polskim wymiarze tej historii. Polscy żołnierze walczyli na wielu frontach: od Narwiku, przez Tobruk i Monte Cassino, po Falaise. Polska nie miała wtedy wolnego państwa, ale miała armię, która nie skapitulowała duchowo. W tej perspektywie D-Day nie jest tylko historią Zachodu. Jest także częścią opowieści o Europie, która musiała zostać odbita z rąk totalitaryzmu.</p><h3><strong>Profesor Izdebski i rozmowa o tym, o czym przez lata milczano</strong></h3><p><strong>70 lat temu, 6 czerwca 1956 roku, urodził się prof. Zbigniew Izdebski</strong> — jeden z najbardziej znanych polskich seksuologów, badacz zachowań społecznych, były przewodniczący Towarzystwa Rozwoju Rodziny. Autor publikacji takich jak „Kocha, lubi, szanuje. Wychowanie do życia w rodzinie”, „Seks po polsku. Zachowania seksualne jako element stylu życia Polaków” czy „Tajemnice inicjacji seksualnej. Zanim powiesz tak”.</p><p>Izdebski przez lata oswajał w Polsce tematy spychane do szeptu, żartu albo wstydu. Edukacja, zdrowie seksualne, relacje, odpowiedzialność — to obszary, w których język publiczny bywał u nas albo pruderyjny, albo brutalnie uproszczony. Jego praca przypominała, że rozmowa o seksualności nie musi być ani skandalem, ani tabloidową ciekawostką. Może być elementem wiedzy o człowieku, rodzinie, zdrowiu i społeczeństwie.</p><h3><strong>Fiat 126p — mały samochód, wielki mit PRL</strong></h3><p><strong>53 lata temu, 6 czerwca 1973 roku, w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej rozpoczęto produkcję Fiata 126p</strong>. „Maluch” był ciasny, głośny, kapryśny i niewygodny, a mimo to dla wielu polskich rodzin stał się pierwszym prywatnym biletem do wolności.</p><p>W PRL-u Fiat 126p był czymś więcej niż samochodem. Był obietnicą ruchu. Rodzinnym wehikułem wakacji, wyjazdów nad wodę, do rodziny, na działkę, na zakupy, czasem do mechanika częściej niż na urlop. W Tomaszowie i okolicach „maluch” pamięta trasy nad Pilicę, do Spały, Sulejowa, Smardzewic, nad Zalew, na wiejskie drogi i osiedlowe parkingi. Był małą kapsułą aspiracji. Trochę śmieszną, trochę wzruszającą, bardzo naszą.</p><h3><strong>Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki i współczesna pamięć męczenników</strong></h3><p><strong>16 lat temu, 6 czerwca 2010 roku, na placu Piłsudskiego w Warszawie odbyła się msza beatyfikacyjna ks. Jerzego Popiełuszki</strong> — kapelana „Solidarności”, zamordowanego w 1984 roku przez funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa.</p><p>Popiełuszko należy do tych postaci, których nie da się zamknąć wyłącznie w kościelnej narracji. Był kapłanem, ale stał się także symbolem sprzeciwu wobec przemocy państwa. Jego słowa „zło dobrem zwyciężaj” przeszły do polskiego języka moralnego. Brzmią prosto, ale ich prostota jest myląca. To jedno z najtrudniejszych zdań w polskiej historii najnowszej.</p><p>Dziś w Sanktuarium św. Jana Pawła II na krakowskich Białych Morzach odbywa się także <strong>beatyfikacja dziewięciu salezjanów — męczenników II wojny światowej</strong>, którzy zginęli w niemieckich nazistowskich obozach Auschwitz i Dachau. Ks. Jan Świerc, ks. Ignacy Antonowicz, ks. Karol Golda, ks. Włodzimierz Szembek, ks. Franciszek Harazim, ks. Ludwik Mroczek, ks. Ignacy Dobiasz, ks. Kazimierz Wojciechowski i ks. Franciszek Miśka ponieśli śmierć w latach 1941–1942.</p><p>Organizatorzy uroczystości podkreślają, że beatyfikacja jest publicznym uznaniem ich wierności Bogu, Kościołowi i salezjańskiemu powołaniu w realiach totalitarnej przemocy. To również przypomnienie, że II wojna światowa nie była abstrakcyjnym starciem systemów. Była codziennym miażdżeniem ludzi: duchownych, nauczycieli, robotników, Żydów, Romów, polskich elit i zwykłych rodzin.</p><h3><strong>Stefan Kuryłowicz i architektura, która zostaje po człowieku</strong></h3><p><strong>15 lat temu, 6 czerwca 2011 roku, w wypadku lotniczym w Hiszpanii zginął prof. Stefan Kuryłowicz</strong> — architekt, autor m.in. gmachu Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu. Był jedną z najważniejszych postaci współczesnej polskiej architektury.</p><p>Architektura ma szczególny rodzaj pamięci. Książkę można zamknąć, film wyłączyć, piosenkę zatrzymać. Budynek zostaje w mieście i codziennie rozmawia z ludźmi, nawet jeśli oni nie zawsze to zauważają. Kuryłowicz należał do twórców, którzy rozumieli, że nowoczesność nie musi być brutalnym gestem wobec przestrzeni. Może być próbą uporządkowania chaosu i nadania miastu nowego rytmu.</p><h3><strong>Wiktor Korcznoj — szachy jako zimnowojenny dramat</strong></h3><p><strong>10 lat temu, 6 czerwca 2016 roku, zmarł Wiktor Korcznoj</strong>, jeden z najlepszych szachistów XX wieku. Do 1976 roku reprezentował ZSRR, później uciekł na Zachód i zamieszkał w Szwajcarii. Jego pojedynki z Anatolijem Karpowem i mecze obserwowane przez miliony ludzi miały wymiar znacznie większy niż sportowy.</p><p>Szachownica w czasach zimnej wojny była teatrem ideologicznym. Figury przesuwane po planszy zdawały się czasem reprezentować całe systemy polityczne. Korcznoj był zawodnikiem wybitnym, ale też człowiekiem, którego biografia sama stała się częścią tej rozgrywki między Wschodem a Zachodem. Jego historia pokazuje, że nawet gra tak cicha jak szachy potrafi nieść hałas epoki.</p><h2>Kalendarium muzyczne: od Tangerine Dream do Maanamu</h2><p><strong>Muzycznie 6 czerwca jest datą wyjątkowo bogatą. Prowadzi od elektronicznych pejzaży Edgara Froesego i Tangerine Dream, przez złoty głos Binga Crosby’ego, gitarową pirotechnikę Steve’a Vaia, pierwszą sesję The Beatles przy Abbey Road, po jarociński wybuch Maanamu, taneczny triumf Whitney Houston i ostatnie akordy życia Billy’ego Prestona.</strong></p><h3><strong>Edgar Froese i sen o elektronicznej przyszłości</strong></h3><p><strong>W 1944 roku w Tylży, mieście położonym dziś w obwodzie kaliningradzkim, urodził się Edgar Froese</strong> — niemiecki multiinstrumentalista, kompozytor i współtwórca legendarnej formacji <strong>Tangerine Dream</strong>. To jedna z tych postaci, bez których trudno wyobrazić sobie historię muzyki elektronicznej.</p><p>Froese należał do artystów, którzy zamiast klasycznej piosenki wybrali pejzaż dźwiękowy: syntezatory, repetycje, przestrzeń, puls miasta przyszłości i kosmiczną melancholię. Wczesne albumy Tangerine Dream miały ogromne znaczenie dla rozwoju <strong>krautrocka</strong>, a późniejsze nagrania pomogły ukształtować brzmienie <strong>new age</strong>.</p><p>Ich muzyka była jak ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu Stanleya Kubricka: chłodna, hipnotyczna, a jednak dziwnie ludzka. Froese nagrywał także płyty solowe. Zmarł w styczniu 2015 roku w Wiedniu.</p><h3><strong>Bing Crosby — głos epoki radia, kina i wielkich nakładów</strong></h3><p><strong>W 1960 roku Bing Crosby otrzymał platynową płytę upamiętniającą sprzedaż 200 milionów płyt</strong>. Na tę liczbę składało się 2600 singli i 125 dużych płyt. W całym życiu Crosby sprzedał ponad 400 milionów nagrań.</p><p>Był kimś więcej niż piosenkarzem. Był głosem epoki radia, kina i wielkiej amerykańskiej rozrywki. Jego interpretacja „White Christmas” stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych nagrań XX wieku. Tam, gdzie Frank Sinatra wnosił dramat i nerw, Crosby dawał ciepło kominka, klubowy półmrok i uśmiech starego Hollywood.</p><h3><strong>Steve Vai — gitarzysta, który podpisał pakt z wyobraźnią</strong></h3><p><strong>Tego samego dnia, w 1960 roku, w Nowym Jorku urodził się Steve Vai</strong> — wirtuoz gitary, wokalista i kompozytor. Terminował u Franka Zappy, później grał w Alcatrazz, Whitesnake i grupie Davida Lee Rotha. Solową karierę budował albumami „Flex-Able”, „Passion and Warfare” czy „Sex and Religion”.</p><p>Vai to gitarzysta z gatunku tych, którzy nie tylko grają nuty, ale próbują z nich budować osobne światy. W filmie „Crossroads” wcielił się w demonicznego gitarzystę Jacka Butlera — i trudno o bardziej trafiony symbol. Jego technika bywała niemal nadnaturalna, ale największa siła Vaia tkwiła w wyobraźni: w umiejętności sprawienia, by gitara brzmiała jak głos, maszyna, krzyk albo sen.</p><h3><strong>Pierwsza sesja The Beatles przy Abbey Road</strong></h3><p><strong>W 1962 roku w studiach przy Abbey Road w Londynie odbyła się pierwsza sesja nagraniowa zespołu The Beatles</strong>. Grupa nagrała cztery piosenki, a jedną z nich był ich pierwszy singiel — „Love Me Do”. Za sesję każdy z muzyków otrzymał 7 funtów i 10 szylingów.</p><p>Z perspektywy historii muzyki wygląda to niemal jak scena otwierająca wielką powieść: kilku młodych chłopaków z Liverpoolu wchodzi do studia, jeszcze bez aureoli legendy, jeszcze bez stadionowego krzyku Beatlemanii, jeszcze bez „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” i „Abbey Road”. A jednak właśnie tam zaczyna się historia, która przestawiła zwrotnice popkultury.</p><h3><strong>„Yellow River” i przebój, którego nie chcieli The Tremeloes</strong></h3><p><strong>W 1970 roku zespół Christie zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów piosenką „Yellow River”</strong>. Utwór skomponował lider zespołu Jeff Christie. Początkowo został zaoferowany grupie The Tremeloes, która nagrała go z myślą o wydaniu jako singiel, ale później uznała, że brzmi zbyt popowo. Producent Mike Smith usunął więc ich partie wokalne i zastąpił je głosem Jeffa Christie.</p><p>Tak czasem działa muzyczna fortuna: jedni rezygnują z piosenki, inni dzięki niej trafiają na szczyt. „Yellow River” stała się jednym z tych przebojów, które natychmiast przyklejają się do pamięci — prosty refren, jasny rytm, wakacyjna lekkość, za którą stoi cała kuchnia fonograficznych decyzji.</p><h3><strong>Def Leppard — koncert, który otworzył drzwi do wielkiej kariery</strong></h3><p><strong>W 1979 roku Def Leppard zagrał koncert w klubie Crookes Workingman w Sheffield</strong>. Recenzja występu, opublikowana później w muzycznej gazecie „Sounds”, pomogła zespołowi zdobyć pierwszy kontrakt z wytwórnią Phonogram Records.</p><p>W latach 80. Def Leppard stał się jedną z największych rockowych marek świata, sprzedając miliony płyt, z multiplatynową „Hysterią” na czele. Ale zanim przyszły stadiony, teledyski i globalny sukces, była scena klubowa, pot, hałas wzmacniaczy i recenzja, która zadziałała jak zapalnik.</p><h3><strong>Maanam w Jarocinie — początek polskiej eksplozji</strong></h3><p><strong>W 1980 roku na I Ogólnopolskim Przeglądzie Muzyki Młodej Generacji w Jarocinie wystąpił Maanam</strong>, zespół założony pięć lat wcześniej przez Marka Jackowskiego i Milo Kurtisa. Na jarocińskiej scenie grupa wykonała „Boskie Buenos” i „Żądzę pieniądza”. Oba utwory stały się wielkimi przebojami i wkrótce ukazały się na singlu.</p><p>To był moment, w którym polski rock złapał inny oddech. <strong>Kora</strong> nie śpiewała jak grzeczna gwiazda estrady. Ona rzucała słowa jak iskry. Maanam brzmiał nowocześnie, nerwowo, miejsko. W kraju stojącym u progu Sierpnia ’80 ta muzyka miała w sobie coś z nadchodzącej zmiany — nie manifest wprost, ale napięcie, którego nie dało się już zamknąć w oficjalnej ramówce.</p><h3><strong>Kim Wilde i Whitney Houston — pop lat 80. w dwóch odsłonach</strong></h3><p><strong>W 1987 roku Kim Wilde zdobyła pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów singlem „You Keep Me Hanging On”</strong>. Był to cover hitu zespołu The Supremes z 1966 roku, nagrywany później także przez wielu innych artystów. Wersja Kim Wilde przeniosła soul-popowy klasyk Motown w erę syntezatorów, mocnych bębnów i telewizyjnego blasku lat 80.</p><p><strong>Tego samego roku Whitney Houston wprowadziła na pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii utwór „I Wanna Dance with Somebody (Who Loves Me)”</strong>. Singiel dotarł na szczyty zestawień w kilkunastu krajach i przyniósł artystce nagrodę Grammy w 1988 roku za najlepsze żeńskie wykonanie piosenki pop.</p><p>To jeden z tych utworów, które udają czystą radość, ale pod błyszczącą powierzchnią mają samotność. Whitney śpiewa o pragnieniu bliskości, a produkcja zamienia ten głód w taneczny fajerwerk. Pop najwyższej próby: emocjonalny, efektowny, natychmiast rozpoznawalny.</p><h3><strong>B*Witched, Boyzone i irlandzki pop końca lat 90.</strong></h3><p><strong>W 1998 roku grupa B*Witched umieściła na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów debiutancki singiel „C’est La Vie”</strong>. Irlandzki żeński kwartet stał się siódmym wykonawcą, którego pierwsza płytka zadebiutowała na szczycie brytyjskiego zestawienia. Tego samego dnia na pierwszym miejscu listy albumów znalazła się płyta „Where We Belong” zespołu Boyzone.</p><p>Był to czas, gdy pop końca lat 90. chodził w dżinsie, miał szeroki uśmiech, taneczny refren i energię telewizji muzycznych. Dziś te nagrania są kapsułą czasu: trochę niewinne, trochę plastikowe, ale dla wielu osób wciąż natychmiast otwierające drzwi do młodości.</p><h3><strong>Billy Preston — klawiszowiec, który rozświetlał cudze piosenki</strong></h3><p><strong>W 2006 roku w klinice w Malibu w Kalifornii zmarł Billy Preston</strong> — klawiszowiec, wokalista, laureat Grammy. Współpracował z gigantami muzyki rockowej, popowej i rhythm and bluesa: The Beatles, The Rolling Stones, Nat King Cole’em, Little Richardem, Rayem Charlesem, Eltonem Johnem, Erikiem Claptonem i Bobem Dylanem.</p><p>Preston był jednym z tych muzyków, którzy potrafili rozświetlić cudzą piosenkę kilkoma akordami. W historii The Beatles zapisał się szczególnie mocno — jego gra na elektrycznym pianinie w czasie sesji „Get Back” i „Let It Be” wniosła do zespołu świeżą energię w momencie, gdy grupa pękała już od środka. Nie bez powodu bywał nazywany „piątym Beatlesem”.</p><h3><strong>Dziś w kraju: beatyfikacja, Lednica i trudna rozmowa o pamięci</strong></h3><p>Dzisiejsza sobota przynosi także ważne wydarzenia bieżące. W Krakowie odbywa się beatyfikacja dziewięciu salezjanów — męczenników niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Dachau. Na Polach Lednickich trwa 30. Ogólnopolskie Spotkanie Młodych Lednica2000 pod hasłem „Genesis”. W Warszawie zapowiedziano rozmowy przedstawicieli polskich władz z Kyryłem Budanowem, szefem ukraińskiego wywiadu wojskowego.</p><p>Szczególnie delikatny jest wątek polsko-ukraiński. W tle znajduje się sprawa nazwy jednej z ukraińskich jednostek wojskowych odwołującej się do „bohaterów UPA”. To temat bolesny, bo dotyka pamięci o zbrodniach OUN-UPA na obywatelach II Rzeczypospolitej, zwłaszcza o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.</p><p>Polska wspiera Ukrainę w wojnie obronnej przeciw Rosji, ale przyjaźń między narodami nie może być budowana na przemilczeniu. W relacjach polsko-ukraińskich potrzebne są dwa zdania wypowiadane równocześnie: Ukraina ma prawo do obrony przed imperialną agresją Rosji; Polska ma prawo do prawdy i pamięci o swoich ofiarach.</p><h3><strong>Lednica — młodzi pod Bramą-Rybą</strong></h3><p>Na Polach Lednickich w Wielkopolsce odbywa się dziś <strong>30. Ogólnopolskie Spotkanie Młodych Lednica2000</strong>. Jubileuszowe wydarzenie przebiega pod hasłem „Genesis”, które nawiązuje do powrotu do źródeł wiary, powołania i osobistej relacji z Chrystusem.</p><p>Spotkania odbywają się od 1997 roku. Ich twórcą był dominikanin o. Jan Góra. Przez lata Lednica stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń religijnych młodego pokolenia w Polsce. Jest tam modlitwa, muzyka, wspólnota, emocje i symboliczny gest przejścia przez Bramę-Rybę. Dla jednych to doświadczenie duchowe, dla innych ważny fenomen społeczny pokazujący, że religijność młodych zmienia swój język, rytm i formę.</p><h3><strong>Ze świata: papież Leon XIV w Hiszpanii</strong></h3><p>W sobotę papież Leon XIV wyrusza w siedmiodniową podróż do Hiszpanii. W planie wizyty znalazły się Madryt, Barcelona oraz dwie z Wysp Kanaryjskich — miejsca szczególnie mocno dotknięte europejskim kryzysem migracyjnym.</p><p>To pierwsza papieska wizyta w Hiszpanii od 15 lat. Poprzednio kraj ten odwiedził Benedykt XVI. Leon XIV przybywa do Hiszpanii w czasie politycznego napięcia, sporów wokół skandali korupcyjnych w rządzącej Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej premiera Pedra Sancheza oraz narastającej laicyzacji społeczeństwa.</p><p>Dla Kościoła będzie to podróż trudna i symboliczna. Hiszpania przez wieki była jednym z filarów europejskiego katolicyzmu, dziś mierzy się z gwałtownymi przemianami obyczajowymi, kryzysem zaufania po ujawnieniu przypadków pedofilii wśród duchownych i pytaniem, jak mówić o wierze w świecie, który coraz częściej wybiera milczenie albo dystans.</p><h3><strong>Sport: paryska bajka Mai Chwalińskiej</strong></h3><p>O godz. 15.00 na korcie centralnym im. Philippe’a Chatriera ma rozpocząć się finał singla kobiet wielkoszlemowego turnieju French Open. <strong>Maja Chwalińska zmierzy się z Mirrą Andriejewą</strong>.</p><p>24-letnia polska tenisistka, debiutująca w zasadniczej części zmagań w Paryżu, stała się jednym z największych odkryć tegorocznego turnieju. Rozpoczęła od kwalifikacji, wygrała dziewięć spotkań i osiągnęła życiowy sukces. W poniedziałkowym notowaniu rankingu WTA będzie co najmniej 21., choć startowała ze 114. pozycji.</p><p>Jej rywalka jest sześć lat młodsza, ale bardziej doświadczona i utytułowana. Również po raz pierwszy dotarła jednak do decydującego pojedynku w Wielkim Szlemie. Chwalińska ma szansę zostać drugą Polką, po Idze Świątek, która triumfuje w turnieju tej rangi w Paryżu.</p><p>To historia jak z dobrego filmu sportowego: kwalifikacje, samotność bocznych kortów, nagły awans, coraz większy stadion, coraz większa stawka i finał, w którym piłka zaczyna ważyć więcej niż zwykle.</p><h3><strong>6 czerwca — data, która gra na wielu instrumentach</strong></h3><p>Dzisiejsze kalendarium nie układa się w jedną prostą opowieść. Jest w nim <strong>Dąbrowski i hymn</strong>, <strong>Orzeszkowa i pozytywistyczna praca u podstaw</strong>, <strong>Wilhelmi i gorzka ironia polskiego ekranu</strong>, <strong>Normandia i huk największej operacji desantowej II wojny światowej</strong>, <strong>Fiat 126p i rodzinne marzenia upchnięte do małego bagażnika</strong>.</p><p>Ale jest też muzyka: <strong>Tangerine Dream</strong>, <strong>Bing Crosby</strong>, <strong>Steve Vai</strong>, <strong>The Beatles</strong>, <strong>Christie</strong>, <strong>Def Leppard</strong>, <strong>Maanam</strong>, <strong>Kim Wilde</strong>, <strong>Whitney Houston</strong>, <strong>B*Witched</strong>, <strong>Boyzone</strong> i <strong>Billy Preston</strong>. Jakby 6 czerwca ktoś ustawił na jednej scenie syntezatory, gitarowe wzmacniacze, fortepian elektryczny, jarociński mikrofon i stare radio z lat 60.</p><p>Historia ma dziś rytm orkiestry, w której obok werbli wojny słychać szelest kartek, silnik „malucha”, głos aktora przed wejściem na scenę, syntezator Froesego, gitarę Steve’a Vaia, refren Whitney Houston i piłkę odbitą na paryskiej mączce.</p><p><strong>6 czerwca przypomina, że pamięć nie jest muzealną ciszą. To rozmowa, którą każde pokolenie musi podjąć od nowa — czasem szeptem, czasem krzykiem, czasem piosenką.</strong>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[5 czerwca: Kraków dostaje miejskie serce, ziemia drży pod Wawelem, Miłosz wraca do Polski, a Europa patrzy na Bałkany]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55410,5-czerwca-krakow-dostaje-miejskie-serce-ziemia-drzy-pod-wawelem-milosz-wraca-do-polski-a-europa-patrzy-na-balkany</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55410,5-czerwca-krakow-dostaje-miejskie-serce-ziemia-drzy-pod-wawelem-milosz-wraca-do-polski-a-europa-patrzy-na-balkany</guid>
            <pubDate>Fri, 05 Jun 2026 11:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-5-czerwca-krakow-dostaje-miejskie-serce-ziemia-drzy-pod-wawelem-milosz-wraca-do-polski-a-europa-1780655385.png</url>
                        <title>5 czerwca: Kraków dostaje miejskie serce, ziemia drży pod Wawelem, Miłosz wraca do Polski, a Europa patrzy na Bałkany</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55410,5-czerwca-krakow-dostaje-miejskie-serce-ziemia-drzy-pod-wawelem-milosz-wraca-do-polski-a-europa-patrzy-na-balkany</link>
                    </image><description>Piątek, 5 czerwca 2026 roku. Sto pięćdziesiąty szósty dzień roku. Słońce wstało dziś o 4.18, zajdzie o 20.50. Imieniny obchodzą Bonifacy, Igor, Jakub, Ferdynand i Waleria. To dzień, w którym historia idzie przez Polskę szerokim traktem: od średniowiecznego Krakowa, przez wojny, okupację i powroty emigrantów, aż po współczesną Europę, która znowu spogląda ku Bałkanom jak na mapę pełną nierozwiązanych pytań.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kraków: miasto, które dostało swój rytm</h2><p>769 lat temu, 5 czerwca 1257 roku, Kraków otrzymał prawa miejskie na mocy dokumentu lokacyjnego wydanego przez księcia Bolesława Wstydliwego. Nie był to zwykły pergamin z pieczęcią. To był akt narodzin miasta w nowoczesnym, jak na XIII wiek, sensie: z prawem, samorządem, rynkiem, ulicami i gospodarczą logiką, która do dziś daje się odczytać w układzie starego Krakowa.</p><p>Lokacja na prawie magdeburskim była czymś więcej niż administracyjnym gestem. To był średniowieczny odpowiednik wielkiej reformy ustrojowej. Miasto otrzymywało organizm: rynek jako serce, ulice jako arterie, samorząd jako głowę i handel jako oddech. Kto spaceruje dziś po krakowskim Rynku, ten nie chodzi tylko po bruku. Chodzi po decyzji sprzed prawie ośmiu wieków.</p><p>Dla nas, mieszkańców miast średnich i mniejszych, także Tomaszowa Mazowieckiego, ta rocznica ma dodatkowy sens. Każde miasto żyje dzięki swojej wspólnocie, prawu lokalnemu, radzie, urzędowi, rynkowi spraw i codziennemu krzątaniu. Od średniowiecznych lokacji po współczesną ustawę o samorządzie gminnym z 8 marca 1990 roku ciągnie się ta sama myśl: mieszkańcy nie są tylko publicznością historii. Są jej współautorami.</p><h2>Gdy ziemia przemówiła pod Wawelem</h2><p>583 lata temu, 5 czerwca 1443 roku, wydarzyło się najsilniejsze znane trzęsienie ziemi w historii ziem polskich. W Krakowie zawaliło się sklepienie kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej i św. Małgorzaty. Kroniki takich chwil nie opisują językiem statystyk. Tam zawsze słychać huk kamienia, trzask belek, strach ludzi, którzy nagle odkrywają, że nawet mury świątyń nie są wieczne.</p><p>Dla Polski, która rzadko myśli o sobie jako o kraju sejsmicznych katastrof, to wydarzenie brzmi niemal jak apokaliptyczna scena z filmu. A jednak historia zna takie momenty: ziemia pęka, sklepienia lecą w dół, a człowiek zostaje sam ze swoją kruchością. Krakowski Kazimierz, Wawel, kościoły i kamienice stają się wówczas nie tylko zabytkami, ale świadkami lęku.</p><h2>Warszawskie muzeum przemysłu, czyli nauka przed katastrofą wieku XX</h2><p>151 lat temu, w 1875 roku, przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie otwarto Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Placówka gromadziła eksponaty, prowadziła działalność edukacyjną i naukową, popularyzowała wiedzę techniczną oraz rolniczą. Była jednym z tych miejsc, w których nowoczesność zaczynała mówić po polsku — mimo zaborów, bez własnego państwa, ale z uporem społeczeństwa, które wiedziało, że edukacja jest cichą formą niepodległości.</p><p>Muzeum wraz ze zbiorami zostało zniszczone we wrześniu 1939 roku. W tym jednym zdaniu mieści się dramat całego pokolenia: gromadzić, uczyć, budować, a potem patrzeć, jak wojna obraca dorobek w popiół. Warszawa znała tę lekcję aż za dobrze.</p><h2>Budionny przełamuje front</h2><p>106 lat temu, w 1920 roku, podczas wojny polsko-bolszewickiej oddziały 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego przerwały front polski. Był to jeden z momentów, w których wojna przestawała być mapą w sztabie, a stawała się rozpędzoną kawalerią, kurzem na drogach i dramatycznym pytaniem o granice dopiero odrodzonego państwa.</p><p>Rok 1920 nie był tylko wojną o terytorium. Był starciem dwóch wizji Europy. Po jednej stronie państwo, które dopiero składało się po zaborach jak rozbita porcelana. Po drugiej rewolucyjna fala, która chciała nieść swój ogień dalej na Zachód. W takich chwilach historia nie chodzi w kapciach. Wpada do domu z hukiem.</p><h2>Jan Dąbski i cena traktatu ryskiego</h2><p>95 lat temu, 5 czerwca 1931 roku, zmarł Jan Dąbski — polityk ruchu ludowego, działacz PSL „Piast”, założyciel i prezes Stronnictwa Chłopskiego, wicemarszałek Sejmu. Jako przewodniczący polskiej delegacji podpisał traktat ryski, kończący wojnę polsko-bolszewicką.</p><p>Traktat ryski do dziś budzi dyskusje historyków. Był pokojem po wielkiej wojnie, ale też dokumentem, który przeciął losy ludzi, rodzin, wspólnot i narodów na wschodnich rubieżach. Dąbski należał do polityków, którzy działali w epoce, gdy każde zdanie traktatu miało wagę granitu. W polityce czasem nie ma czystych zwycięstw. Są tylko decyzje, z którymi potem trzeba żyć.</p><h2>Barbara Brylska: polska twarz kina, którą pokochał Wschód</h2><p>85 lat temu, w Skotnikach koło Łęczycy, urodziła się Barbara Brylska. Dla polskich widzów to Kama z „Faraona” i Krzysia z „Pana Wołodyjowskiego”. Dla milionów widzów za wschodnią granicą — niezapomniana bohaterka filmu „Ironia losu”, aktorka, której twarz stała się częścią świątecznego rytuału w wielu domach.</p><p>Brylska należy do tego rzadkiego grona artystek, które przekroczyły granice języka. Kino czasem robi to, czego nie potrafią dyplomacje: przenosi emocję z jednego kraju do drugiego, zostawia obraz, spojrzenie, głos. I nagle aktorka z Polski staje się kimś bliskim dla ludzi, którzy nigdy nie byli nad Wisłą.</p><h2>Ślub pod lufami gestapo</h2><p>83 lata temu, w 1943 roku, w kościele św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży w Warszawie gestapo aresztowało 89 osób uczestniczących w ceremonii ślubnej. Wśród zatrzymanych byli nowożeńcy oraz członkowie oddziału dyspozycyjnego Kedywu Komendy Głównej AK „Osa-Kosa”.</p><p>Ta historia ma w sobie grozę sceny, której nie wymyśliłby żaden scenarzysta wojennego dramatu: kościół, ślub, przysięga, ludzie ubrani odświętnie — i nagle wejście okupacyjnej przemocy. Miłość i terror w jednym kadrze. Warszawa okupacyjna była właśnie taka: pod płaszczem codzienności biło serce konspiracji, a za drzwiami mogła czekać śmierć.</p><h2>Miłosz wraca po trzydziestu latach</h2><p>45 lat temu, w 1981 roku, do Polski po 30 latach nieobecności przyjechał Czesław Miłosz. Rok wcześniej otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Jego powrót miał wymiar symboliczny: oto poeta emigracji, autor „Zniewolonego umysłu”, człowiek, który opisywał mechanizmy ideologicznego uwodzenia, wracał do kraju rozgrzanego „Solidarnością”.</p><p>Miłosz nie był poetą łatwego pocieszenia. Bardziej przypominał surowego świadka, który nie pozwala zamienić historii w pocztówkę. Jego obecność w Polsce roku 1981 była jak głos z innego brzegu: ostrzeżenie, pamięć i nadzieja wypowiedziane jednym tonem.</p><h2>Pawlak desygnowany na premiera</h2><p>34 lata temu, w 1992 roku, Waldemar Pawlak został desygnowany na urząd premiera RP. Był to czas politycznej młodości III Rzeczypospolitej — gwałtowny, pełen napięć, krótkich rządów, ostrych sporów i budowania instytucji niemal w biegu.</p><p>Dla dzisiejszych czytelników może to brzmieć jak odległy serial polityczny z czasów, gdy telefony komórkowe były luksusem, a debaty sejmowe miały ciężar świeżo odzyskanej suwerenności. Ale właśnie wtedy kształtowały się mechanizmy państwa, które znamy dzisiaj: partie, koalicje, konflikty, kompromisy i cały ten demokratyczny teatr, czasem męczący, ale wciąż lepszy niż milczenie narzucone przez władzę bez kontroli.</p><h2>Jan Paweł II i najdłuższa pielgrzymka do ojczyzny</h2><p>27 lat temu, 5 czerwca 1999 roku, rozpoczęła się siódma pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Papież odwiedził wtedy 23 miejscowości: od Gdańska i Sopotu, przez Toruń, Ełk, Warszawę, Sandomierz i Zamość, po Kraków, Wadowice, Gliwice i Częstochowę.</p><p>Dla regionu łódzkiego szczególne znaczenie miała obecność papieża w Łowiczu, tak blisko Tomaszowa Mazowieckiego, że wielu mieszkańców środkowej Polski mogło czuć tę pielgrzymkę nie jako wydarzenie z telewizora, ale jako coś dziejącego się po sąsiedzku. Rok 1999 był też czasem wejścia Polski do NATO i wielkiego porządkowania miejsca kraju w nowej Europie. Papieska podróż splatała więc religię, pamięć i politykę w jeden wielki narodowy kadr.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od Orbisona do Pink Floyd, od U2 do McCartneya</h2><p>5 czerwca w muzyce brzmi jak playlista z radia, które nie zna granic gatunków. W 1950 roku w Okocimiu urodził się Jan Hnatowicz, gitarzysta i kompozytor związany między innymi z Wolną Grupą Bukowina, zespołem Pod Budą, Stanisławem Sojką i Martyną Jakubowicz. To artysta z tego nurtu, w którym gitara nie służy do hałasu, lecz do opowiadania historii przy stole, przy ognisku, na małej scenie.</p><p>W 1961 roku Roy Orbison zdobył pierwsze miejsce na amerykańskiej liście przebojów utworem „Running Scared”. Orbison śpiewał tak, jakby każda piosenka była małą operą o złamanym sercu. Kilka lat później, w 1965 roku, ścieżka dźwiękowa do filmu „The Sound of Music” rozpoczęła panowanie na brytyjskiej liście albumów. Ten musicalowy świat Alp, melodii i rodzinnej opowieści stał się jednym z najtrwalszych mitów popkultury.</p><p>W 1971 roku Paul McCartney z albumem „Ram” wszedł na pierwsze miejsce listy w Wielkiej Brytanii. Cztery lata później The Rolling Stones otrzymali pieniądze za album wydany w Związku Radzieckim — rzecz wcześniej niemal niewyobrażalną dla zachodniego wykonawcy. A tego samego dnia 1975 roku w studiu Abbey Road wydarzyła się jedna z najbardziej przejmujących scen w historii rocka: podczas nagrań „Wish You Were Here” pojawił się Syd Barrett, dawny członek Pink Floyd. Był tak odmieniony, że koledzy ledwo go poznali. Razem wysłuchali „Shine On You Crazy Diamond”, utworu napisanego właśnie z myślą o nim. Potem Barrett wyszedł i już nigdy więcej nie spotkał się z zespołem.</p><p>W 1983 roku U2 zagrało legendarny koncert w Red Rocks. Deszcz, skały, czerwone światło i Bono z białą flagą — obraz niemal biblijny, jakby rock spotkał się z kazaniem proroka. W 1988 roku Pet Shop Boys po raz pierwszy wystąpili na żywo przed publicznością, podczas koncertu przeciwko dyskryminującej ustawie Section 28. Pop także potrafił być polityczny — elegancko, syntetycznie, z refrenem ostrym jak neon.</p><p>5 czerwca to także data śmierci Conwaya Twitty’ego, ślubu Mariah Carey z Tommym Mottolą, sporu o płytę Janet Jackson w Singapurze oraz premiery albumu Paula McCartneya „Memory Almost Full”. Historia muzyki pokazuje tu pełną skalę: od country przez rock progresywny, od popu po politykę obyczajową.</p><h2>Dziś: Tusk w Czarnogórze, Europa rozmawia z Bałkanami</h2><p>Dziś premier Donald Tusk udaje się do Czarnogóry, gdzie bierze udział w szczycie UE–Bałkany Zachodnie w Tivacie. Tematy są ciężkie jak kamień na mapie: rozszerzenie Unii Europejskiej, stopniowa integracja gospodarcza regionu ze wspólnym rynkiem, bezpieczeństwo, cyberzagrożenia i dezinformacja.</p><p>Bałkany Zachodnie od lat stoją w europejskiej poczekalni. Albania, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Kosowo, Macedonia Północna i Serbia słyszą z Brukseli obietnice, ale droga do członkostwa jest długa, kręta i pełna politycznych min. Dziś, w cieniu wojny Rosji przeciwko Ukrainie oraz rywalizacji o wpływy w Europie Południowo-Wschodniej, rozszerzenie UE nie jest już tylko technokratycznym ćwiczeniem z rozdziałów negocjacyjnych. To kwestia geopolityki, bezpieczeństwa i tego, czy Europa potrafi mówić jednym głosem także wtedy, gdy historia nie podaje jej łatwych nut.</p><p>Szczyt prowadzi przewodniczący Rady Europejskiej António Costa, gospodarzem jest prezydent Czarnogóry Jakov Milatović, a w spotkaniu uczestniczą również przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. Spotkania tego formatu odbywają się regularnie od 2018 roku, ale dziś mają szczególny ciężar: Europa próbuje zamknąć drzwi przed destabilizacją, zanim ktoś inny otworzy je kopniakiem.</p><h2>Sprawiedliwość, rodzicielstwo i granice prawa w UE</h2><p>Dziś trwa również drugi dzień posiedzenia Rady UE ds. wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Ministrowie sprawiedliwości zajmują się między innymi projektem rozporządzenia dotyczącym uznawania rodzicielstwa w sprawach transgranicznych. W praktyce chodzi o to, aby prawa dziecka i więzi rodzinne nie znikały po przekroczeniu granicy państwa członkowskiego.</p><p>To temat delikatny, bo dotyka nie tylko prawa rodzinnego, ale także sporów światopoglądowych, kompetencji Unii Europejskiej i konstytucyjnych porządków państw członkowskich. Na stole jest również program „Sprawiedliwość” na lata 2028–2034, współpraca sądowa, szkolenia kadr wymiaru sprawiedliwości, niezależność sądów, działalność Prokuratury Europejskiej oraz ściganie przestępstw popełnionych w związku z wojną Rosji przeciwko Ukrainie.</p><p>W języku urzędowym brzmi to sucho. W życiu obywatela oznacza jednak bardzo konkretne pytania: czy sąd w jednym kraju będzie rozumiał sytuację rodzinną uznaną w drugim? Czy ofiary przestępstw wojennych doczekają się sprawiedliwości? Czy europejskie państwa będą umiały chronić niezależność sądów nie tylko w deklaracjach, lecz także w praktyce?</p><h2>Edukacja przyszłości: dyplom czy umiejętności?</h2><p>W Sofii minister edukacji Barbara Nowacka bierze udział w Forum Młodzieży w Bułgarii, między innymi w panelu „Degrees or Skills? What Will Matter in 2035?”. Pytanie jest trafione w samo serce współczesnej szkoły. Co będzie ważniejsze: dyplom, certyfikat, papier z pieczątką — czy umiejętność uczenia się, współpracy, korzystania z technologii i krytycznego myślenia?</p><p>Dla lokalnych społeczności, także dla Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego, to nie jest abstrakcja. Rynek pracy zmienia się szybciej niż szkolne podręczniki. Przemysł, usługi, administracja, kultura, media lokalne — wszędzie potrzebni są ludzie, którzy potrafią łączyć kompetencje techniczne z wyobraźnią. Szkoła przyszłości nie może być muzeum kredy i dzwonka. Musi być warsztatem, biblioteką, laboratorium i sceną jednocześnie.</p><h2>5 czerwca: dzień pergaminu, pękniętej ziemi i otwartych granic</h2><p>Dzisiejsze kalendarium łączy sprawy pozornie odległe. Krakowski akt lokacyjny mówi o narodzinach miejskiej wspólnoty. Trzęsienie ziemi z 1443 roku przypomina, że nawet kamienne sklepienia mają swoje granice. Wojna 1920 roku i traktat ryski pokazują cenę państwowości. Ślub przerwany przez gestapo mówi o okupacyjnym terrorze. Miłosz wracający do Polski przypomina, że literatura bywa paszportem mocniejszym niż dokument z urzędu. A dzisiejszy szczyt w Tivacie pokazuje, że Europa wciąż pisze własny akt lokacyjny — tym razem nie dla jednego miasta, lecz dla całego kontynentu.</p><p>Historia nie jest zamkniętą księgą. To raczej stara płyta winylowa: czasem trzeszczy, czasem przeskakuje, ale gdy igła trafi we właściwe miejsce, słychać z niej głos, którego nie wolno zlekceważyć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert o typach osobowości: mamy w sobie mieszankę różnych cech, ale jeden wzorzec dominuje (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55408,ekspert-o-typach-osobowosci-mamy-w-sobie-mieszanke-roznych-cech-ale-jeden-wzorzec-dominuje-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55408,ekspert-o-typach-osobowosci-mamy-w-sobie-mieszanke-roznych-cech-ale-jeden-wzorzec-dominuje-wywiad</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 14:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-o-typach-osobowosci-mamy-w-sobie-mieszanke-roznych-cech-ale-jeden-wzorzec-dominuje-wywiad-1780576562.png</url>
                        <title>Ekspert o typach osobowości: mamy w sobie mieszankę różnych cech, ale jeden wzorzec dominuje (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55408,ekspert-o-typach-osobowosci-mamy-w-sobie-mieszanke-roznych-cech-ale-jeden-wzorzec-dominuje-wywiad</link>
                    </image><description>Większość z nas stanowi mieszankę różnych cech, choć zwykle jeden wzorzec pozostaje dominujący i to on w największym stopniu wpływa na nasze decyzje, emocje i relacje – powiedział PAP Marcin Cząba, współautor książki o dziewięciu typach osobowości.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Marcin Cząba jest badaczem komunikacji, scenarzystą i współautorem – wraz z Emilią Nadratowską-Cząbą – książki „Każdy z nas gra w inną grę. 9 typów osobowości i ukryte schematy, które nami rządzą”. Od ponad dwóch dekad zajmuje się analizą wzorców zachowań, relacji i mechanizmów psychologicznych wpływających na sposób postrzegania rzeczywistości.</p><p><strong>PAP: W książce opisujecie dziewięć typów osobowości. Muszę jednak zacząć od wyznania: nie odnajduję siebie w stu procentach w żadnym z nich. Czy to oznacza, że istnieją również „kundle” – wojownik z domieszką marzyciela albo dawca z cechami buntownika?</strong></p><p>M.Cz.: Oczywiście. Ludzie nie są figurami wyciętymi z kartonu. Każdy z nas nosi w sobie wiele wzorców zachowań, które nakładają się na siebie. Wpływają na nie doświadczenia z dzieciństwa, środowisko, w którym dorastaliśmy, relacje rodzinne czy schematy przejęte od rodziców.</p><p>Typy osobowości należy traktować raczej jak spektrum niż zamknięte szufladki. To trochę jak z kolorami tęczy. W podręczniku widzimy siedem barw, ale w rzeczywistości przejść między nimi jest znacznie więcej. Podobnie jest z ludźmi. Większość z nas stanowi mieszankę różnych cech, choć zwykle jeden wzorzec pozostaje dominujący i to on w największym stopniu wpływa na nasze decyzje, emocje oraz relacje.</p><p>Można powiedzieć, że dysponujemy ograniczoną liczbą podstawowych mechanizmów psychologicznych, ale używamy ich w niemal nieskończonej liczbie konfiguracji. Tak jak kilka figur na szachownicy pozwala rozegrać miliony różnych partii.</p><p><strong>PAP: Czyli chodzi o odnalezienie tego głównego wzorca?</strong></p><p>M.Cz.: Tak, ale paradoks polega na tym, że najtrudniej jest trafnie ocenić samego siebie. Każdy z nas patrzy na „swoje ja” przez filtr własnych przekonań, usprawiedliwień i wyobrażeń. Dlatego często więcej prawdy o nas potrafi powiedzieć ktoś bliski – partner, przyjaciel albo osoba, która obserwuje nas od lat.</p><p>Można być na przykład typem, którego nazywamy zwycięzcą, i jednocześnie nie mieć szczególnego talentu do zarządzania pieniędzmi. Kluczowa nie jest tutaj wysokość konta bankowego, lecz ambicja. Taka osoba chce osiągać cele, zdobywać pozycję, wspinać się po szczeblach hierarchii. Dla jednego będzie to sukces biznesowy, dla innego prestiż naukowy, pozycja społeczna albo autorytet w swojej dziedzinie.</p><p><strong>PAP: Każdy typ osobowości ma w waszej książce wersję dojrzałą i niedojrzałą. Co to oznacza?</strong></p><p>M.Cz.: Ta sama cecha może być zarówno źródłem siły, jak i problemów. Weźmy buntownika. W niedojrzałej formie buntuje się przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Konfliktuje się z otoczeniem, prowokuje, walczy z każdym autorytetem. Taki człowiek często niszczy relacje, a czasem samego siebie.</p><p>Ale dokładnie ten sam potencjał może zostać wykorzystany w sposób konstruktywny. Dojrzały buntownik nie walczy już z ludźmi, lecz o ludzi. Staje po stronie słabszych, broni wykluczonych, sprzeciwia się niesprawiedliwości.</p><p>Mam przyjaciółkę hematolożkę. Każdego dnia walczy o swoich pacjentów, często mierzących się z chorobami zagrażającymi życiu. Ten sam upór, który w niedojrzałej wersji mógłby prowadzić do nieustannych konfliktów, u niej stał się źródłem siły i determinacji. Cecha pozostała ta sama. Zmienił się jedynie kierunek, w którym została wykorzystana.</p><p><strong>PAP: Czy któryś z typów jest lepszy od pozostałych?</strong></p><p>M.Cz.: Nie. To byłoby tak, jakbyśmy próbowali udowodnić, że jeden język obcy jest lepszy od drugiego. Każdy typ osobowości opisuje świat w nieco inny sposób.</p><p>Dla perfekcjonisty ogromną wartością będzie sumienność. To dzięki niej osiąga świetne rezultaty, dba o szczegóły i buduje poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem dla osoby o typie, który nazywamy Piotrusiem Panem, ta sama sumienność może oznaczać więzienie. Kojarzy mu się z ograniczeniem wolności, nadmiarem zasad i utratą spontaniczności.</p><p>Znam kobietę o bardzo perfekcjonistycznym usposobieniu, która przyłapała się kiedyś na tym, że usuwała część maili jeszcze przed ich przeczytaniem, bo sama świadomość zaległości wywoływała u niej napięcie. Z drugiej strony mam znajomą reprezentującą niemal modelowy typ Piotrusia Pana. Tak długo nie otwierała rachunków, że pewnego dnia odłączono jej prąd. Jej pierwszą reakcją nie była panika, lecz stwierdzenie: „No trudno, przez kilka dni poczuję się jak w latach osiemdziesiątych”.</p><p>Obie osoby funkcjonują według zupełnie innych zasad. I żadna z nich nie jest z definicji lepsza od drugiej.</p><p><strong>PAP: Tytuł książki mówi, że każdy z nas gra w inną grę. Co to właściwie znaczy?</strong></p><p>M.Cz.: To metafora. Dziś często mówi się o bańkach informacyjnych. My posługujemy się pojęciem gry, ale chodzi bardziej o to, że każdy człowiek żyje w swojej „bańce logicznej”, przez którą interpretuje rzeczywistość.</p><p>Wyobraźmy sobie perfekcjonistę. Dla niego świat powinien działać jak precyzyjny mechanizm zegarka. Jeśli ograniczenie prędkości wynosi 50 km. na godzinę, pojedzie dokładnie 50. Nie 52, nie 55. Jest przekonany, że gdyby wszyscy przestrzegali ustalonych zasad, świat funkcjonowałby lepiej.</p><p>Osoba bardziej spontaniczna odbierze tę samą postawę jako sztywniactwo, totalny brak elastyczności. Obie patrzą na ten sam świat, ale widzą go przez zupełnie inne filtry.</p><p><strong>PAP: Piszecie również o „martwym punkcie” psychiki. Czym on jest?</strong></p><p>M.Cz.: To obszar, którego nie dostrzegamy właśnie dlatego, że jednostronnie rozwijamy pewne cechy naszego typu, a inne całkowicie zaniedbujemy, bo jesteśmy zbyt mocno skupieni na czymś innym. Można go porównać do martwego pola w samochodowym lusterku.</p><p>Przykładowo zwycięzca koncentruje się na wynikach, skuteczności i osiąganiu celów. To jego ogromna siła. Jednocześnie może nie zauważać ludzi stojących za liczbami i wskaźnikami. Jeśli ma przeprowadzić redukcję zatrudnienia, myśli o optymalizacji procesu, a nie o konkretnych rodzinach, które utracą źródło dochodu. Widzi las, ale przestaje dostrzegać pojedyncze drzewa.</p><p>Podobnie działa to w innych typach. Osoba niezwykle empatyczna, tzw. dawca, może mieć problem z wyznaczaniem granic. Pożycza pieniądze komuś, kto od lat ich nie oddaje, usprawiedliwia kolejne nadużycia i nie potrafi powiedzieć „nie”, ponieważ jej uwagę całkowicie pochłania cierpienie drugiego człowieka.</p><p>Każda mocna strona ma swoją cenę. Jeśli jesteśmy bardzo zdyscyplinowani, możemy zaniedbać spontaniczność. Jeśli jesteśmy niezwykle ambitni, możemy ignorować sygnały płynące z własnego ciała. Jeśli jesteśmy wyjątkowo opiekuńczy, możemy stać się bezbronni wobec manipulacji.</p><p><strong>PAP: Podajecie w książce informację, że zdecydowana większość konfliktów między ludźmi – 96 proc. - wynika z różnic w percepcji. Naprawdę możemy patrzeć na to samo i widzieć coś zupełnie innego?</strong></p><p>M.Cz.: Nie tylko możemy – robimy to codziennie. Inspirowaliśmy się między innymi pracami Edwarda de Bono dotyczącymi myślenia równoległego. Pokazują one, że ludzie interpretują te same wydarzenia przez pryzmat własnych wartości i doświadczeń.</p><p>Dla jednych konflikt jest zagrożeniem. Dla innych jest czymś oczyszczającym. Wyobraźmy sobie mediatora i wojownika. Mediator marzy o harmonii. Nawet niewielkie napięcie traktuje jako źródło stresu. Wojownik przeciwnie – uważa konflikt za coś ożywczego. Twierdzi wręcz, że dopiero podczas sporu ludzie pokazują swoją prawdziwą twarz.</p><p>Jeżeli takie osoby pracują razem, każda z nich będzie przeżywać tę samą sytuację zupełnie inaczej. Wyobraźmy sobie zebranie. Szef o usposobieniu wojownika podnosi głos, ostro krytykuje projekt i mówi: „to się nie nadaje, robimy od nowa”. Dla niego to normalna wymiana argumentów. Tymczasem mediator wraca do domu z poczuciem porażki i przez cały wieczór zastanawia się, czy nie został publicznie upokorzony. Obaj uczestniczyli w tej samej rozmowie, lecz każdy przeżył ją w innym świecie, całkiem inaczej. Ale to jeszcze nie wszystko – taki wojownik potrzebuje konfliktu, będzie go szukał, prowokował, bo traktuje go jak taki energetyczny prysznic. Dla mediatora, zwłaszcza niedojrzałego, każda scysja jest życiową katastrofą.</p><p><strong>PAP: Jak więc mediator powinien rozmawiać z szefem-wojownikiem, gdy chce go poprosić o podwyżkę?</strong></p><p>M.Cz.: Nie istnieje uniwersalna instrukcja obsługi człowieka. Możemy jednak nauczyć się rozumieć język typu osobowości drugiej osoby.</p><p>W przypadku kontaktów z wojownikiem niezwykle ważne jest wyznaczanie granic. Takie osoby często testują otoczenie. Sprawdzają, czy druga strona potrafi się obronić, czy raczej ustąpi przy pierwszej presji. Jeśli pokażemy wyłącznie lęk, możemy zostać uznani za kogoś, kto nie wierzy we własne racje, można go najpierw zlekceważyć, a potem upokorzyć.</p><p>Nie chodzi o to, by walczyć. Chodzi o spokojne i stanowcze komunikowanie własnych potrzeb. Wojownik często bardziej szanuje człowieka, który potrafi powiedzieć „nie zgadzam się”, niż takiego, który przytakuje dla świętego spokoju.</p><p><strong>PAP: Jakie połączenie osobowości w związku jest najbardziej ryzykowne?</strong></p><p>M.Cz.: Paradoksalnie nie zawsze te, które wydają się najbardziej skrajne. Weźmy perfekcjonistę i Piotrusia Pana. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak przepis na katastrofę.</p><p>Tymczasem bardzo często tworzą oni dobre związki właśnie dlatego, że wzajemnie się uzupełniają. Perfekcjonista daje związkowi strukturę i porządek. Piotruś Pan z kolei wnosi spontaniczność, lekkość i radość życia. Każde z nich posiada coś, czego brakuje drugiemu.</p><p>Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy obie strony pozostają na poziomie niedojrzałym i zaczynają traktować swoje różnice jako broń. Wówczas jedna osoba zarzuca drugiej chaos i nieodpowiedzialność, a druga odpowiada oskarżeniami o kontrolowanie i sztywność.</p><p><strong>PAP: Z książki płynie jednak optymistyczny wniosek: można się rozwijać i zmieniać.</strong></p><p>M.Cz.: To był jeden z głównych powodów, dla których ją napisaliśmy. Od ponad 25 lat obserwujemy ludzi i widzimy, że jest możliwa ogromna zmiana wtedy, gdy rozpoznajemy własne martwe punkty.</p><p>Pamiętam kobietę wychowaną w domu przypominającym małą jednostkę wojskową. Liczyła się tam wyłącznie dyscyplina, obowiązki i kontrola. Ta babka strzygła włosy na krótko, chodziła w glanach, jej ciuchy przypominały umundurowanie. Kiedy urodziła jej się córka, dziewczynka okazała się całkowitym przeciwieństwem – matki i całej rodziny.</p><p>Ta kobieta długo uważała córkę za ekscentryczkę i problem wychowawczy. Mówiła o niej per „dziwoląg”. Spotkaliśmy się na po tym, jak kiedyś rodzice zeszli rano do kuchni i odkryli, że mała udekorowało ją różowymi rysunkami. Na pytanie, dlaczego to zrobiła, odpowiedziała: „bo u nas jest za mało różowego”.</p><p>Trzeba było czasu, aby zaczęli dostrzegać, że dziewczynka pokazuje coś, czego im wszystkim w tym domu brakowało: spontaniczności, emocjonalności, otwartości i radości życia.</p><p>Co ciekawe, zmieniać zaczęła się również sama matka. Zaczęła bardziej dbać o siebie, pozwalać sobie na kobiecość, łatwiej nawiązywała relacje z ludźmi. To, co początkowo wydawało się problemem, okazało się lustrem pokazującym rodzinie jej zaniedbane potrzeby.</p><p><strong>PAP: A co z osobami, które przez całe życie pędzą za sukcesem?</strong></p><p>M.Cz.: Bardzo często zatrzymuje je dopiero kryzys - wypalenie zawodowe albo poważne problemy zdrowotne. Widzieliśmy wiele przypadków ludzi, którzy przez lata budowali karierę i ignorowali wszystko inne. Dopiero gdy pojawiał się sygnał alarmowy, np. w postaci zawału, zaczynali zadawać sobie pytania o sens, relacje i własne potrzeby. To bolesne doświadczenie, ale czasami właśnie kryzys pozwala zobaczyć to, czego wcześniej nie byliśmy w stanie dostrzec. Kiedyś usłyszałem od zaprzyjaźnionego księdza: „Marcin, wierz mi, nikt na łożu śmierci nie żałował, że nie pracował więcej, ale wielu płakało nad utraconymi relacjami”.</p><p><strong>PAP: Na koniec pytanie osobiste. Pisał pan tę książkę razem z żoną. Jakimi jesteście typami osobowości i czy różnice pomagały wam, czy przeszkadzały w pracy?</strong></p><p>M.Cz.: Tak naprawdę pracujemy nad tym tematem od ponad dwóch dekad. Książka była raczej próbą uporządkowania wiedzy niż początkiem wspólnej drogi.</p><p>Ja jestem typem, który nazywamy Piotrusiem Panem, wiecznym dzieckiem – wizjonerem o bardzo dywergencyjnym sposobie myślenia. Oznacza to skłonność do łączenia odległych idei i dostrzegania związków, których inni często nie zauważają. Problem w tym, że czasami odbywa się to kosztem spraw bardzo przyziemnych.</p><p>Kiedyś wyjechaliśmy z żoną na dwutygodniowy urlop. Po powrocie okazało się, że przez cały ten czas drzwi wejściowe do domu nie były zamknięte na klucz. Ale to nie wszystko - one były przez cały czas uchylone. Każdy mógł wejść do środka.</p><p>Dla wielu osób byłby to dowód skrajnej nieodpowiedzialności. Moja żona potraktowała to jednak jako kolejny przykład tego, że kiedy pochłonie mnie jakiś pomysł, potrafię całkowicie stracić kontakt z realnym życiem. Ważniejsze jest coś innego – choć nie jesteśmy idealni, przez te ćwierć wieku, kiedy jesteśmy razem, nigdy nie było pomiędzy nami jakiejś strasznej awantury. Bo wiemy, że to nie ma sensu i rozumiemy, skąd biorą się nasze zachowania. A zrozumienie rozbraja konflikty, zanim zdążą się pojawić.</p><p>&nbsp;</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sondaż IBRiS dla Polsat News: KO - 29,3 proc.; PiS - 23,7 proc.; Konfederacja - 13,4 proc.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55407,sondaz-ibris-dla-polsat-news-ko-29-3-proc-pis-23-7-proc-konfederacja-13-4-proc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55407,sondaz-ibris-dla-polsat-news-ko-29-3-proc-pis-23-7-proc-konfederacja-13-4-proc</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 14:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sondaz-ibris-dla-polsat-news-ko-29-3-proc-pis-23-7-proc-konfederacja-13-4-proc-1780575849.png</url>
                        <title>Sondaż IBRiS dla Polsat News: KO - 29,3 proc.; PiS - 23,7 proc.; Konfederacja - 13,4 proc.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55407,sondaz-ibris-dla-polsat-news-ko-29-3-proc-pis-23-7-proc-konfederacja-13-4-proc</link>
                    </image><description>Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w najbliższą niedzielę, KO mogłaby liczyć na 29,3 proc. głosów, a PiS na 23,7 proc. - wynika z sondażu IBRiS dla Polsat News. Kolejne miejsce zajęła Konfederacja z wynikiem 13,4 proc. oraz Lewica (8,1 proc.).</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak wynika z opublikowanego w czwartek sondażu IBRiS dla Polsat News, gdyby wybory parlamentarne odbywały się w najbliższy weekend, wzięłoby w nich udział 64,7 proc. uprawnionych do głosowania. Udział w wyborach częściej deklarują kobiety niż mężczyźni - odpowiednio 66,2 proc. i 63,1 proc.</p><p>Na największe poparcie mogłaby liczyć Koalicja Obywatelska, która otrzymała poparcie 29,3 proc. badanych. W porównaniu z marcowym badaniem poparcie dla tego ugrupowania spadło o 1,8 pkt proc.</p><p>Drugie miejsce zajęło Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 23,7 proc., czyli o 1 pkt proc. więcej, niż w marcu.</p><p>Podium zamyka Konfederacja, na którą chce głosować 13,4 proc. respondentów(spadek o 0,2 pkt proc.). Na kolejnych miejscach znaleźli się: Lewica z wynikiem 8,1 proc. (wzrost o 2 pkt proc.) oraz Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, na którą zagłosowałoby 8 proc. badanych (spadek o 0,2 pkt proc.).</p><p>Pod progiem wyborczym znalazłyby się natomiast Polskie Stronnictwo Ludowe z poparciem 4,2 proc. wyborców (spadek o 0,6 pkt proc.), Partia Razem, która otrzymałaby 2,9 proc. głosów (spadek o 0,3 pkt proc.) oraz Polska 2050 z wynikiem 1,5 proc. (wzrost o 0,1 pkt proc.).</p><p>W porównaniu z marcem o 1,9 pkt proc. wzrosła liczba wyborców niezdecydowanych - odpowiedź „nie wiem/trudno powiedzieć” wskazało 8,9 proc. respondentów.</p><p>„Najniższa gotowość do głosowania widoczna jest w grupie najmłodszych wyborców w wieku 18-29 lat, gdzie udział w wyborach deklaruje 47,3 proc. badanych. Najwyższa frekwencja pojawia się natomiast wśród osób w wieku 70 lat i więcej - 73,4 proc.” - czytamy na polsatnews.pl.</p><p>Jak dodano, największe różnice widać w strukturze wieku elektoratów. PiS ma najsilniejsze poparcie wśród starszych wyborców - w grupie 60-69 lat uzyskuje 42,7 proc., a wśród osób powyżej 70. roku życia 44,4 proc.</p><p>„KO również osiąga wysokie wyniki w starszych grupach wiekowych, ale jej poparcie jest mocne także w dużych miastach, gdzie wynosi 40,6 proc.” - przekazano. Jak wskazano, Konfederacja pozostaje ugrupowaniem szczególnie silnym wśród młodszych wyborców. W grupie 18-29 lat zdobywa 37,5 proc. wskazań, a wśród osób w wieku 30-39 lat - 20,1 proc. Dodatkowo 17,0 proc. wyborców w wieku 30-39 lat deklaruje poparcie dla Konfederacji Korony Polskiej.</p><p>Jeśli chodzi o podział ze względu na płeć, to 33,0 proc. kobiet wskazało na KO, a 22,9 proc. na PiS. Wśród mężczyzn różnice są mniejsze: PiS uzyskuje 24,6 proc., KO 25,8 proc., a Konfederacja 16,4 proc. Konfederacja Korony Polskiej ma wyższe poparcie wśród mężczyzn niż kobiet - odpowiednio 11,6 proc. i 4,3 proc.</p><p>Jak podaje polsatnews.pl na wsi prowadzi PiS z wynikiem 30,1 proc., przed KO z 22,7 proc. W małych miastach do 50 tys. mieszkańców najwyższe poparcie ma KO - 35,3 proc. W średnich miastach najlepszy wynik również uzyskuje KO, choć przewaga nad PiS jest mniejsza. W dużych miastach powyżej 250 tys. mieszkańców KO osiąga 40,6 proc., podczas gdy PiS - 20,8 proc.</p><p>„PiS najlepiej wypada wśród osób z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym, gdzie ma 37,8 proc. KO ma najwyższe poparcie wśród osób z wykształceniem wyższym - 32,2 proc. W tej grupie wyraźnie lepszy wynik niż średnia ogólnopolska uzyskuje także Lewica, z poparciem 15,7 proc.” - czytamy.</p><p>Łączne poparcie dla Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej wynosi 21,4 proc., co czyni ten segment sceny politycznej jednym z kluczowych czynników w układzie sił.</p><p>Badanie przeprowadzono na ogólnopolskiej próbie 1000 osób w dniach 29 maja - 2 czerwca 2026 r.; metodą CATI (telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo). (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert: podczas IV pielgrzymki do Polski Jan Paweł II czuł się w ojczyźnie jak persona non grata]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55406,ekspert-podczas-iv-pielgrzymki-do-polski-jan-pawel-ii-czul-sie-w-ojczyznie-jak-persona-non-grata</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55406,ekspert-podczas-iv-pielgrzymki-do-polski-jan-pawel-ii-czul-sie-w-ojczyznie-jak-persona-non-grata</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 14:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-podczas-iv-pielgrzymki-do-polski-jan-pawel-ii-czul-sie-w-ojczyznie-jak-persona-non-grata-1780575505.png</url>
                        <title>Ekspert: podczas IV pielgrzymki do Polski Jan Paweł II czuł się w ojczyźnie jak persona non grata</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55406,ekspert-podczas-iv-pielgrzymki-do-polski-jan-pawel-ii-czul-sie-w-ojczyznie-jak-persona-non-grata</link>
                    </image><description>Mija 35. rocznica IV pielgrzymki Jana Pawła II do Polski poświęconej Dekalogowi. Była to jedyna wizyta w ojczyźnie, podczas której poczuł się jak persona non grata - powiedział PAP Ignacy Masny, historyk z Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W czerwcu mija 35 lat od IV wizyty Jana Pawła II w ojczyźnie, która odbyła się w dwóch turach: 1–9 czerwca oraz 13–16 sierpnia 1991 r. Była to pierwsza papieska pielgrzymka do Polski po transformacji ustrojowej i gospodarczej. Jej hasłem były słowa św. Pawła z I listu do Tesaloniczan „Bogu dziękujcie (…). Ducha nie gaście”. Papież poświęcił ją Dekalogowi, odnosząc go do wolności i budowania w kraju nowego ładu moralnego.</p><blockquote><p>- Zwykli obywatele oczekiwali przede wszystkim możliwości spotkania się z papieżem, którego postrzegali jako niekwestionowany autorytet moralny i duchowy. Natomiast część elit politycznych i medialnych uczestniczących wówczas w sporze o miejsce Kościoła w polskim życiu publicznym, oczekiwała, że Jan Paweł II przyjedzie do kraju, aby po prostu cieszyć się z rodakami odzyskaną wolnością i nie będzie odnosił się do kwestii politycznych i społecznych. Jednym z najgorętszych tematów w debacie publicznej był wtedy udział Kościoła w życiu politycznym kraju. Część liberalnie nastawionych środowisk uznawała, że Kościół, owszem, miał prawo brać udział w życiu politycznym PRL-u, ale już po 1989 r. w wolnym społeczeństwie powinien zostać go pozbawiony - powiedział PAP ekspert z Centrum Myśli Jana Pawła II.</p></blockquote><p>Zwrócił uwagę, że „wśród polskich elit po 1989 r. istniał strach przed państwem wyznaniowym, że po komunistach przyjdzie czas na rządy kleru, a więc, że czarni zastąpią czerwonych. Do tej kwestii papież najmocniej odniósł się 3 czerwca 1991 r. w Lubaczowie”.</p><p>Wskazał, że „postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością”. - Papież dodał, także „bardzo wielu spośród nas czułoby się nieswojo w państwie, z którego struktur wyrzucono by Boga, a to pod pozorem światopoglądowej neutralności” - wskazał ekspert.</p><p>Masny przyznał, że papież doskonale zdawał sobie sprawę z istniejących w Polsce napięć, ale postanowił konsekwentnie zrealizować zaplanowany wcześniej program pielgrzymki.</p><blockquote><p>- Największe emocje wzbudziły wówczas jego słowa o ochronie ludzkiego życia. W Kielcach podkreślił, że „każde dziecko jest darem Boga”. Mówił, że „dar to trudny niekiedy do przyjęcia, ale zawsze dar bezcenny”. Papież tłumaczył także rodakom, że „trzeba najpierw zmienić stosunek do dziecka poczętego. Nawet jeśli pojawiło się ono nieoczekiwanie”, bo „nigdy nie jest intruzem ani agresorem (...) Jest ludzką osobą, zatem ma prawo do tego, aby rodzice nie skąpili mu daru z samych siebie, choćby wymagało to od nich szczególnego poświęcenia” - powiedział historyk z Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie.</p></blockquote><p>Jeszcze mocniej kwestię ochrony życia papież zaakcentował w stolicy.</p><blockquote><p>- Podczas spotkania z korpusem dyplomatycznym 8 czerwca 1991 r. Jan Paweł II powiedział, że „państwa pluralistyczne nie mogą zrezygnować z norm etycznych w swoim prawodawstwie i w życiu publicznym, zwłaszcza tam, gdzie ochrony domaga się dobro podstawowe, jakim jest życie człowieka od momentu jego poczęcia aż po naturalną śmierć”. Z kolei 9 czerwca, spotykając się w stolicy z Konferencją Episkopatu Polski, zwrócił uwagę, że „to, co »legalne«, zostaje niestety bardzo łatwo przyjęte jako »moralnie dozwolone«” - przypomniał ekspert.</p></blockquote><p>Zaznaczył, że „w ten sposób Jan Paweł II zajął bardzo jednoznaczne stanowisko w sprawie, która miała wtedy ewidentny wymiar polityczny, i dzieliła polskie społeczeństwo chyba bardziej niż dzisiaj”.</p><p>Przyznał, że „mimo napięć atmosfera IV pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny nie była taka zła, jak niektóre wizyty w Europie Zachodniej, gdzie bardzo mocno dawano do zrozumienia, że prezentowana przez niego wizja Kościoła jest nie do przyjęcia dla społeczeństwa”. - Pojawiło się jednak wystarczająco dużo artykułów, które sprawiły, że poczuł się wówczas we własnym kraju jako persona non grata (łac. osoba niemile widziana). Świadectwem tego są jego słowa z wywiadu udzielonego Vittorio Messoriemu w książce „Przekroczyć próg nadziei” (1994), gdzie wyznał, że „kiedy podczas ostatnich odwiedzin w Polsce wybrałem jako temat homilii dekalog oraz przykazanie miłości, wszyscy polscy zwolennicy programu oświeceniowego poczytali mi to za złe” - zwrócił uwagę ekspert.</p><p>Jako przykład napiętej atmosfery wokół papieża w 1991 r. przytoczył kontrowersje w mediach i debacie publicznej wokół planów Jana Pawła II odpoczynku w Tatrach.</p><blockquote><p>- Wskazywano wówczas na wysokie koszty logistyczne i zabezpieczenia. Ostatecznie, w czerwcu 1991 r. papież zrezygnował z odwiedzenia Tatr - przypomniał ekspert.</p></blockquote><p>Powiedział, że kolejne wizyty Jana Pawła II w Polsce przebiegały już w dużo lepszej atmosferze. - Także wewnętrzne napięcia w kraju wokół roli Kościoła w życiu publicznym były dużo mniejsze - ocenił ekspert.</p><p>Zapytany, na ile z perspektywy lat prorocze okazały się słowa Następcy Świętego Piotra z 1991 r., ekspert ocenił, że ważne były zwłaszcza słowa dotyczące wartości rodziny oraz posiadania potomstwa.</p><blockquote><p>- Podczas mszy na lotnisku w Masłowie (Kielce) papież przestrzegał rodaków przed rozpadem małżeństw i spadkiem dzietności, którego konsekwencje dziś obserwujemy w postaci jednego z najniższych współczynników dzietności na świecie w Europie. Powiedział wówczas, że „świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdujący się w trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji; gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepotrzebny a kosztowny dodatek życiowy” - zwrócił uwagę ekspert.</p></blockquote><p>W czasie IV pielgrzymki do ojczyzny Jan Paweł II apelował także o złagodzenie skutków liberalizacji w gospodarce. W Lubaczowie podkreślił, że „reformie gospodarczej, jaka się dokonuje w naszej Ojczyźnie, powinien towarzyszyć wzrost zmysłu społecznego, coraz bardziej powszechna troska o dobro wspólne, zauważanie ludzi najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących, a również życzliwość dla cudzoziemców, którzy przyjeżdżają tutaj w poszukiwaniu chleba”.</p><p>Papież tłumaczył rodakom, że „łaknienie i pragnienie sprawiedliwości z pewnością oznacza dążenie do przezwyciężenia wszystkiego, co jest niesprawiedliwością i krzywdą”. W ten sposób nawiązał do protestu robotniczego z 1976 r. Złożył także kwiaty pod radomskim pomnikiem upamiętniającym protest robotniczy.</p><p>W Płocku odwiedził zakład karny i spotkał się z więźniami. „Bóg nikogo nie przekreśla, nawet tych, którzy chwilowo pobłądzili, i każdemu daje szansę poprawy i powrotu na właściwą drogę” - mówił do nich papież.</p><p>Ekspert zwrócił uwagę, że papieska pielgrzymka w 1991 r. skoncentrowana była na wschodniej Polsce. Jan Paweł II w czerwcu odwiedził Koszalin, Rzeszów, Przemyśl, Lubaczów, Kielce, Radom, Łomżę, Olsztyn, Włocławek, Płock, Białystok i Warszawę, z kolei od 13 do 16 sierpnia - Kraków, Wadowice i Częstochowę, w której wziął udział w VI Światowych Dniach Młodzieży.</p><blockquote><p>- Papieżowi zależało, żeby nowej sytuacji geopolitycznej doszło do pojednania z Ukraińcami i Litwinami, a wzajemne relacje były budowane na szacunku - powiedział ekspert.</p></blockquote><p>Z kolei podczas VI Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie w dniach 10–15 sierpnia 1991 roku, które były pierwszym wielkim międzynarodowym spotkanie w Europie Środkowo-Wschodniej, mówił o jedności zjednoczonej Europy. W tym wydarzeniu wzięło wówczas udział ok. 1,5 mln młodych.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert: 4 czerwca bardziej dzieli politycznie niż historycznie (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55405,ekspert-4-czerwca-bardziej-dzieli-politycznie-niz-historycznie-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55405,ekspert-4-czerwca-bardziej-dzieli-politycznie-niz-historycznie-wywiad</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 13:08:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-4-czerwca-bardziej-dzieli-politycznie-niz-historycznie-wywiad-1780571589.png</url>
                        <title>Ekspert: 4 czerwca bardziej dzieli politycznie niż historycznie (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55405,ekspert-4-czerwca-bardziej-dzieli-politycznie-niz-historycznie-wywiad</link>
                    </image><description>Polacy pozytywnie oceniają wydarzenia z czerwca 1989 r., ale pamięć o nich pozostaje słabo zakorzeniona rytualnie i emocjonalnie – ocenił w rozmowie z PAP Antoni Głowacki z Narodowego Centrum Kultury. Jego zdaniem 4 czerwca łatwo staje się dziś pretekstem do bieżącego sporu politycznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>PAP: Jak to jest, że dla części klasy politycznej i mediów 4 czerwca 1989 r. to fundament nowoczesnej Polski i „święto wolności”, a z waszego badania wynika, że tylko 1 proc. Polaków wskazuje tę datę jako powód do dumy narodowej? Bardziej dumni – 24 proc. – jesteśmy z wygranej pod Grunwaldem.</strong></p><p><strong>Antoni Głowacki: </strong>Myślę, że przesadą byłoby powiedzieć, że 4 czerwca zupełnie nie działa na wyobraźnię społeczną. Problem polega raczej na tym, że Polacy nie postrzegają tej daty jako pojedynczego, wyizolowanego wydarzenia. Funkcjonuje ona przede wszystkim jako element znacznie szerszego procesu – upadku komunizmu i transformacji ustrojowej.</p><p>To był proces rozłożony w czasie i trudny do sprowadzenia do jednego symbolicznego momentu. Dlatego samo „wyciąganie” 4 czerwca z tego kontekstu może wydawać się sztuczne. Zresztą, kiedy pytamy szerzej o obalenie komunizmu, wskazań jest już znacznie więcej – około 13 proc. To pokazuje, że pamięć o transformacji istnieje, ale niekoniecznie skupia się wokół jednej daty.</p><p>Istotne jest też to, że sama rocznica pozostaje stosunkowo słabo obecna w debacie publicznej i mediach. Nawet w czasie obchodów zainteresowanie nią jest ograniczone, co wpływa na społeczne postrzeganie tego wydarzenia.</p><p><strong>PAP: W raporcie piszą państwo, że upadek komunizmu jest „rytualnie i narracyjnie jeszcze nie w pełni opracowany”. Co to znaczy?</strong></p><p>A.G.: Jesteśmy dziś w bardzo ciekawym momencie z perspektywy pamięci społecznej. Mija już ponad 35 lat od transformacji i zbliżamy się do symbolicznej granicy 40 lat. To zwykle moment, kiedy wydarzenia przestają być częścią pamięci bezpośredniej i zaczynają funkcjonować jako pamięć kulturowa – opowieść przekazywana kolejnym pokoleniom.</p><p>To oznacza, że dopiero teraz krystalizuje się odpowiedź na pytanie, o czym właściwie jest historia transformacji. O jakich wartościach opowiada? Czy to przede wszystkim opowieść o demokracji, wolności, kompromisie, społeczeństwie obywatelskim, a może o kosztach gospodarczych i społecznych zmian?</p><p>Nie wykształciliśmy też trwałych rytuałów związanych z 4 czerwca. W przeciwieństwie do 11 listopada nie mamy zakorzenionej tradycji obchodów. Takie święta buduje się przez dekady, konsekwentnie i wspólnotowo. Tego procesu w przypadku 4 czerwca właściwie nie było.</p><p><strong>PAP: Tymczasem młodsze pokolenia często silniej emocjonalnie reagują choćby na Powstanie Warszawskie niż na rok 1989. Dlaczego?</strong></p><p>A.G.: Paradoksalnie starsze wydarzenia bywają łatwiejsze do opowiadania, bo ich znaczenie jest już społecznie ustalone. Wiadomo, jakie wartości symbolizują i jaką rolę pełnią w pamięci zbiorowej.</p><p>W przypadku transformacji wciąż żyją ludzie, którzy pamiętają tamte wydarzenia osobiście. Dla młodszych pokoleń może to tworzyć poczucie, że „to jeszcze nie jest ich historia”, że należy ona bardziej do rodziców czy dziadków.</p><p>Do tego dochodzi sama złożoność procesu transformacji. To nie jest jedno dramatyczne wydarzenie z wyraźnym początkiem i końcem, ale wielowymiarowy proces polityczny, społeczny i gospodarczy. Trudniej go sprowadzić do prostego symbolu czy emocjonalnej narracji.</p><p><strong>PAP: W internecie wokół 4 czerwca bardzo często pojawiają się gniew, oskarżenia o zdradę i „Magdalenkę”. Na ile pamięć o tej dacie jest dziś spolaryzowana?</strong></p><p>A.G.: Trzeba pamiętać, że internet z natury wzmacnia emocje negatywne. Dlatego zależało nam, by badać to zjawisko różnymi metodami – nie tylko analizą dyskusji internetowych, ale też sondażem i wywiadami grupowymi.</p><p>Z badań wynika, że same wydarzenia z 1989 r. są przez większość Polaków oceniane pozytywnie. Spór dotyczy raczej dziedzictwa transformacji niż samego 4 czerwca.</p><p>Bardzo wyraźnie widzieliśmy podczas badań fokusowych, że rozmowa o historii szybko przechodziła w rozmowę o współczesnej polityce. To właśnie współczesne podziały polityczne są dziś bardziej polaryzujące niż sama ocena wydarzeń historycznych.</p><p>Drugim źródłem napięcia jest pamięć transformacji gospodarczej. To ona wywołuje rozczarowanie czy poczucie niesprawiedliwości związane z kosztami przemian społecznych i ekonomicznych lat 90.</p><p><strong>PAP: Jak opowiadać o 1989 roku młodym ludziom, dla których to już właściwie prehistoria?</strong></p><p>A.G.: Największy problem polega na tym, że transformacja często jawi się jako abstrakcyjny proces polityczny i geopolityczny, a nie historia konkretnych ludzi. Ta opowieść ma stosunkowo mało „ludzkiej twarzy”.</p><p>Dlatego ważne jest znalezienie takiego języka opowiadania o transformacji, który pokaże ją jako historię o wartościach i codziennym doświadczeniu ludzi. W naszych badaniach bardzo mocno wybrzmiewało to, że dla wielu osób dziedzictwem 1989 r. jest po prostu możliwość decydowania o własnym życiu, swoboda podróżowania, dostęp do świata, większa otwartość czy poprawa jakości życia.</p><p>To nie jest tylko opowieść o polityce. To także historia indywidualnej wolności i zmiany codziennego życia.</p><p><strong>PAP: Czy Polacy chcą dziś „Święta Wolności”?</strong></p><p>A.G.: W raporcie celowo nie dajemy jednoznacznej odpowiedzi. Widać, że Polacy dostrzegają znaczenie upadku komunizmu i potrzebę jego upamiętnienia, ale pytanie brzmi: czy właściwą datą jest właśnie 4 czerwca?</p><p>Ten proces był bardzo złożony i trudno sprowadzić go do jednego momentu. Zawsze można zapytać, dlaczego akurat 4 czerwca, a nie 31 sierpnia czy inna symboliczna data.</p><p>Nie mieliśmy w Polsce jednego takiego wydarzenia jak upadek muru berlińskiego. Dlatego każde upamiętnienie wymagałoby przekonującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie ten moment ma symbolizować cały proces transformacji.</p><p><strong>PAP: Po co właściwie społeczeństwom rocznice i święta? Dlaczego one są tak ważne?</strong></p><p>A.G.: Rocznice i święta pełnią bardzo ważną funkcję społeczną, bo pomagają budować wspólnotę i opowieść o tym, kim jesteśmy jako społeczeństwo. To są momenty, w których nie tylko wspominamy historię, ale też symbolicznie określamy wartości, które uznajemy za ważne.</p><p>Święta państwowe działają trochę jak rytuały – porządkują pamięć zbiorową, nadają znaczenie wydarzeniom historycznym i pomagają przekazywać je kolejnym pokoleniom. Dzięki nim historia nie pozostaje tylko wiedzą z podręczników, ale staje się czymś żywym społecznie.</p><p>Pamięć o transformacji wciąż pozostaje w pewnym sensie „w budowie”. My dopiero ustalamy, jaką historię chcemy o tych wydarzeniach opowiadać i jakie miejsce mają one zajmować w naszej pamięci zbiorowej.</p><p># # #</p><p>4 czerwca 1989 r. odbyła się w Polsce pierwsza tura częściowo wolnych wyborów parlamentarnych, uznawana za jeden z kluczowych momentów upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. Wybory były efektem porozumień Okrągłego Stołu zawartych między władzami PRL a opozycją solidarnościową.</p><p>Choć tylko część mandatów do Sejmu mogła zostać obsadzona w wolnej rywalizacji, kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” odnieśli zdecydowane zwycięstwo, zdobywając niemal wszystkie dostępne miejsca. Wybory otworzyły drogę do powstania pierwszego niekomunistycznego rządu w bloku wschodnim i rozpoczęły proces transformacji ustrojowej w Polsce.</p><p>Raport „Czy chcemy Święta Wolności? Pamięć 4 czerwca 1989 r.” został przygotowany przez Narodowe Centrum Kultury. Badanie realizowano od maja do sierpnia 2025 r. i objęło ono analizę prasy, internetu, sondaż opinii publicznej oraz wywiady fokusowe. Raport z badania jest dostępny na stronie internetowej NCK, a jego premierowa prezentacja odbędzie się 4 czerwca w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku w ramach Święta Wolności i Praw Obywatelskich.</p><p>Sondaż przeprowadzono metodą CATI na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych Polaków. Autorzy badania analizowali m.in. stosunek Polaków do transformacji ustrojowej, pamięć o wydarzeniach 4 czerwca 1989 r. oraz społeczne poparcie dla ustanowienia tej daty świętem narodowym.</p><p>&nbsp;</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czerwona kartka dla komunistów. 4 czerwca 1989 roku Polska wybrała wolność]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55402,czerwona-kartka-dla-komunistow-4-czerwca-1989-roku-polska-wybrala-wolnosc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55402,czerwona-kartka-dla-komunistow-4-czerwca-1989-roku-polska-wybrala-wolnosc</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 11:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czerwona-kartka-dla-komunistow-4-czerwca-1989-roku-polska-wybrala-wolnosc-1780565916.png</url>
                        <title>Czerwona kartka dla komunistów. 4 czerwca 1989 roku Polska wybrała wolność</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55402,czerwona-kartka-dla-komunistow-4-czerwca-1989-roku-polska-wybrala-wolnosc</link>
                    </image><description>Polska 4 czerwca 1989 roku nie przypominała kraju gotowego do świętowania. Była raczej jak człowiek po długiej chorobie: wychudzona kryzysem, zmęczona kolejkami, reglamentacją, propagandą i strachem, ale wciąż z upartym błyskiem w oczach. W mieszkaniach pachniało nie rewolucją, lecz codziennym trudem. Na klatkach schodowych mówiło się półgłosem. W sklepach nadal brakowało więcej niż było. W telewizji wciąż pobrzmiewał język władzy, która przez dekady uczyła obywateli, że państwo należy do partii, a wybory są rytuałem potwierdzania tego, co już wcześniej zapisano w gabinetach.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>I wtedy przyszła kartka wyborcza. Mały, papierowy przedmiot, który tego dnia stał się czymś więcej niż dokumentem. Stał się narzędziem obywatelskiego odwetu — spokojnego, legalnego, ale bezlitosnego. Nie było szturmu na pałace, nie było barykad jak z „Nędzników” Victora Hugo, nie było dymu rewolucji znanego z filmowych kronik. Były lokale wyborcze, długopisy, skreślenia i cisza ludzi, którzy po latach upokorzeń postanowili powiedzieć władzy: dość.</p><p>Po latach Lech Wałęsa podsumował ten dzień słowami: „Wybraliśmy nową Polskę. Komuniści dostali czerwoną kartkę. Tym razem ten kolor nie mógł ich cieszyć. W zasadzie zostali wyrzuceni z boiska”. Trudno o bardziej trafną metaforę. Bo przecież system, który przez dekady sam pisał regulamin meczu, obsadzał sędziów, liczył punkty i decydował, kto może wejść na murawę, nagle zobaczył, że publiczność przestała się bać. A kiedy pokazano czerwoną kartkę, okazało się, że tym razem kolor czerwony nie oznacza zwycięstwa, lecz polityczne upokorzenie.</p><h2>Okrągły Stół, czyli kontrakt pod presją historii</h2><p><strong>Wybory 4 czerwca 1989 roku</strong> były rezultatem porozumień zawartych przy <strong>Okrągłym Stole</strong>. Po jednej stronie siedziała władza PRL, z Wojciechem Jaruzelskim i Czesławem Kiszczakiem jako symbolami systemu, który tracił oddech. Po drugiej — przedstawiciele opozycji solidarnościowej, ludzie Kościoła katolickiego i środowiska obywatelskie, które po stanie wojennym, internowaniach, szykanach i latach podziemia wracały do legalnej gry.</p><p>Prof. Andrzej Paczkowski nazwał porozumienie zawarte przy Okrągłym Stole „kontraktem stulecia”. To określenie dobrze pokazuje istotę tamtej konstrukcji. Nie była to pełna demokracja. Nie był to jeszcze wolny wybór w zachodnim sensie tego słowa. Była to umowa polityczna, zawarta w warunkach kryzysu gospodarczego, presji społecznej i niepewności geopolitycznej. Dlatego parlament wybrany w czerwcu 1989 roku przeszedł do historii jako <strong>Sejm kontraktowy</strong>.</p><p>Kontrakt miał swoją cenę. Dla jednych był dowodem realizmu, dzięki któremu Polska uniknęła rozlewu krwi. Dla innych — aktem zbyt daleko idącego kompromisu z ludźmi systemu. Ten spór nie skończył się do dziś. Wraca w rocznice, w publicystyce, w polityce, w rodzinnych rozmowach. Wraca, bo narodziny III RP nie były czystym początkiem zapisanym na białej kartce. Były raczej poprawianiem starego zeszytu, w którym część stron wyrwano, część przepisano, ale część dawnych zapisków nadal przebijała spod świeżego atramentu.</p><h2>System chciał zachować pakiet kontrolny</h2><p>Największy paradoks <strong>wyborów czerwcowych</strong> polegał na tym, że były one jednocześnie przełomem i konstrukcją głęboko ograniczoną. Wszystkie miejsca w Senacie oraz 35 procent miejsc w Sejmie miały zostać obsadzone w wolnej rywalizacji. Pozostałe 65 procent mandatów w Sejmie zagwarantowano PZPR i ugrupowaniom od niej zależnym, przede wszystkim Zjednoczonemu Stronnictwu Ludowemu i Stronnictwu Demokratycznemu.</p><p>Władza sądziła, że w ten sposób zachowa „kontrolny pakiet” państwa. Miała mieć większość sejmową, wpływ na wybór prezydenta i możliwość pilnowania transformacji tak, by stary system nie runął zbyt gwałtownie. W praktyce PZPR próbowała przejść przez historyczną bramkę z własnym bramkarzem, własnym regulaminem i przekonaniem, że wynik da się utrzymać pod kontrolą.</p><p>Tyle że społeczeństwo potraktowało te wybory nie jako ćwiczenie z kompromisu, ale jako pierwszy od dziesięcioleci realny plebiscyt nad PRL-em. I w tym plebiscycie partia przegrała z kretesem.</p><p>Czy kompromis Okrągłego Stołu był ceną konieczną za pokojowe przejście do wolności? Czy był początkiem długiego sporu o niedokończoną dekomunizację? Uczciwa odpowiedź wymaga uznania obu prawd naraz. Bez kompromisu być może nie byłoby tak spokojnego demontażu systemu. Ale kompromis sprawił też, że w wolną Polskę weszli ludzie, instytucje, interesy i nawyki wyniesione z PRL. Historia nie zamknęła drzwi z hukiem. Raczej uchyliła je skrzypiącymi zawiasami.</p><h2>Kampania Solidarności: Wałęsa, plakaty i ściągawki dla wyborców</h2><p>Obóz solidarnościowy nie dysponował aparatem państwa, telewizją, radiem ani większością gazet. Miał jednak coś, czego nie miała władza: społeczną energię i wiarygodność zrodzoną z oporu. Kampanię prowadził Komitet Obywatelski „Solidarność”. Ponieważ wielu kandydatów opozycji było szerzej nieznanych, postawiono na prosty i skuteczny znak rozpoznawczy: zdjęcie z Lechem Wałęsą.</p><p>Fotografie kandydatów z liderem <strong>Solidarności</strong> stały się jednym z najmocniejszych symboli tamtej kampanii. Jak w kinowym kadrze z epoki przełomu: zwykli ludzie, często bez wielkiej medialnej rozpoznawalności, stawali obok człowieka, który dla milionów Polaków był twarzą buntu przeciw systemowi.</p><p>Ogromne znaczenie miało również wydawanie od 8 maja 1989 roku „Gazety Wyborczej”, początkowo w nakładzie 150 tysięcy egzemplarzy. Do tego dochodziły pierwsze audycje telewizyjne Solidarności, emitowane od 9 maja. Opozycja nadrabiała brak dostępu do mediów pomysłowością, dyscypliną i prostym przekazem: głosować na kandydatów Solidarności, skreślać resztę, odrzucić listę krajową.</p><p>Trzeba pamiętać, że po dekadach fikcyjnych wyborów obywateli należało uczyć głosowania od podstaw. Kolportowano więc instrukcje, swoiste wyborcze ściągawki. W kraju, w którym przez lata obywatel miał tylko potwierdzać wolę władzy, nagle trzeba było wyjaśniać, jak skutecznie użyć karty do głosowania przeciwko tej władzy.</p><p>Solidarność wsparli również ludzie kultury, także z zagranicy, między innymi Jane Fonda, Yves Montand i Stevie Wonder. Brzmiało to niemal jak ironiczna puenta historii: system, który lubił mówić o internacjonalizmie i postępie, musiał patrzeć, jak światowa kultura symbolicznie staje po stronie polskiej opozycji.</p><h2>Wynik, który przewrócił stolik</h2><p>Pierwsza tura wyborów odbyła się w niedzielę, <strong>4 czerwca 1989 roku</strong>. Frekwencja wyniosła około 62 procent. Dziś można się dziwić, że nie była wyższa, skoro ważyły się losy państwa. Ale Polska była zmęczona. Po latach upokorzeń część ludzi nie wierzyła już w żadne wybory. Inni bali się, że to tylko kolejna dekoracja przygotowana przez władzę. Tym bardziej wynik okazał się ciosem.</p><p>W Senacie kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” zdobyli już w pierwszej turze 92 mandaty. Strona rządowa nie zdobyła ani jednego. W Sejmie Solidarność uzyskała 160 ze 161 możliwych do zdobycia miejsc. Kandydaci koalicji rządowej, mimo zagwarantowanej im puli mandatów, ponieśli kompromitującą porażkę tam, gdzie musieli realnie zmierzyć się z wyborcami.</p><p>Najbardziej spektakularna była klęska listy krajowej. Spośród 35 kandydatów umieszczonych na tej liście tylko dwóch uzyskało wymagane poparcie ponad 50 procent głosów: Mikołaj Kozakiewicz z ZSL oraz Adam Zieliński. Pozostali zostali wyeliminowani. A to oznaczało, że 33 mandaty poselskie pozostawały nieobsadzone.</p><p>To była polityczna katastrofa PZPR. Partia, która przez dziesięciolecia występowała jako jedyny reżyser sceny publicznej, nagle odkryła, że widownia wstała i wyszła z teatru. Albo inaczej: że mecz, który miał być ustawiony, wymknął się spod kontroli po pierwszym gwizdku.</p><h2>Panika w obozie władzy</h2><p>Po stronie rządowej nie było już pewności siebie. Była konsternacja, gniew i strach. W dzienniku Mieczysława F. Rakowskiego widać atmosferę narastającej paniki. Pod datą 16 maja 1989 roku zapisał: „Jest źle”. Zauważał, że w wielu miejscowościach Kościół jednoznacznie stanął po stronie opozycji, a opozycja nawołuje do skreślenia listy krajowej. Pada tam zdanie bardzo znamienne: „Jeśli 10 mln ludzi posłucha wezwań opozycji, to wszyscy przepadniemy”.</p><p>To nie jest język ludzi pewnych swojej historycznej misji. To język obozu, który nagle zobaczył, że fasada może runąć szybciej, niż przewidywano.</p><p>Po wyborach Czesław Kiszczak mówił, że „wybory do Senatu to nasza całkowita klęska”. Stanisław Ciosek przyznawał, że nie rozumie przyczyn porażki i zwracał uwagę na problem wyboru prezydenta, który zgodnie z umową Okrągłego Stołu miał przypaść obozowi rządowemu. Wojciech Jaruzelski oceniał z kolei, że PZPR była partią urzędników, kierowników i emerytów, której zabrakło instynktu samozachowawczego.</p><p>To niezwykle mocny obraz schyłku systemu. Partia, która przez 45 lat rządziła bez prawdziwej konkurencji, nie umiała walczyć w prawdziwej kampanii. Przyzwyczajona do monopolu, nie rozumiała mechanizmu obywatelskiego sprzeciwu. Jak bokser, który całe życie walczył tylko z cieniem, a potem po raz pierwszy dostał cios od realnego przeciwnika.</p><h2>Dekret po porażce, czyli prawo elastyczne jak partyjna potrzeba</h2><p>Kontekst prawny tamtych wydarzeń pokazuje, jak niezwykły i zarazem jak kruchy był to moment. 7 kwietnia 1989 roku Sejm przyjął ustawę o zmianie Konstytucji PRL, wprowadzającą między innymi Senat oraz urząd Prezydenta PRL. 13 kwietnia Rada Państwa wyznaczyła termin wyborów na 4 i 18 czerwca. 17 kwietnia zalegalizowano NSZZ „Solidarność”, a 20 kwietnia „Solidarność” Rolników Indywidualnych.</p><p>Ale najbardziej wymowny pozostaje 12 czerwca 1989 roku. Po klęsce listy krajowej Rada Państwa wydała dekret zmieniający ordynację wyborczą do Sejmu X kadencji. Na jego podstawie 33 mandaty z listy krajowej przekazano do okręgów, aby obsadzić je w drugiej turze.</p><p>Trudno o bardziej wyrazisty przykład tego, jak władza traktowała prawo, gdy obywatele powiedzieli coś innego, niż partia chciała usłyszeć. Prawo miało być stabilnym fundamentem państwa, ale w praktyce okazało się narzędziem dostosowywanym do politycznej potrzeby chwili. Gdy kartka wyborcza zadziałała zbyt skutecznie, system sięgnął po korektę reguł.</p><p>To właśnie ten moment sprawia, że opowieść o 4 czerwca nie może być wyłącznie rocznicową laurką. Tak, społeczeństwo zwyciężyło. Tak, <strong>upadek PRL</strong> stał się realny. Ale jednocześnie stary aparat nie zniknął natychmiast. Próbował negocjować, zabezpieczać się, poprawiać mechanizmy, ratować wpływy. Czerwona kartka została pokazana, ale zawodnik długo jeszcze schodził z boiska.</p><h2>Polska i Chiny: urny kontra czołgi</h2><p>Tego samego dnia, gdy Polacy głosowali przeciwko komunizmowi przy urnach, w Pekinie doszło do masakry na placu Tiananmen. Ten kontrast należy do najmocniejszych obrazów XX wieku. W Polsce system zaczął przegrywać wyborami. W Chinach został obroniony czołgami.</p><p>Timothy Garton Ash pisał, że niedziela 4 czerwca była punktem zwrotnym nie tylko dla powojennej historii Polski i Europy Wschodniej, lecz dla całego świata komunistycznego. A jednocześnie zauważał mieszaninę egzaltacji, niedowierzania i przerażenia po stronie przywódców Solidarności. Bo zwycięstwo nie oznaczało końca problemów. Oznaczało początek odpowiedzialności.</p><p>To ważne. Łatwo patrzeć na 4 czerwca z perspektywy szkolnego plakatu: data, flaga, hasło, uśmiechnięte twarze. Ale wtedy nikt nie miał pewności, dokąd to wszystko pójdzie. W Moskwie rządził Michaił Gorbaczow, który sygnalizował odejście od brutalnej ingerencji w sprawy państw bloku wschodniego, ale nikt nie mógł mieć stuprocentowej gwarancji, że historia nie cofnie się nagle jak źle puszczona taśma magnetofonowa.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki: wielka historia w lokalnym rytmie</h2><p>Także w takich miastach jak <strong>Tomaszów Mazowiecki wybory czerwcowe były czymś więcej niż aktem politycznym — były sprawdzianem pamięci, odwagi i społecznego zmęczenia systemem</strong>. Wielka historia nie działa przecież wyłącznie w Warszawie, przy okrągłych stołach, w gmachach komitetów i redakcjach gazet. Ona wchodzi do zakładów pracy, mieszkań, kolejek po mięso, rozmów przy kuchennym stole, autobusów jadących rano przez miasto.</p><p>Tomaszów, miasto o silnym robotniczym doświadczeniu, znał ciężar schyłkowego PRL nie z podręczników, lecz z codzienności. Zmęczenie systemem nie było abstrakcją. Miało twarz ludzi wracających z pracy, stojących w kolejkach, kombinujących, jak przeżyć od wypłaty do wypłaty, słuchających oficjalnych komunikatów i prywatnych rozmów, w których prawda brzmiała zupełnie inaczej niż w dzienniku telewizyjnym.</p><p>Dla wielu mieszkańców takich miast 4 czerwca nie był ideologicznym fajerwerkiem. Był raczej cichym westchnieniem: może wreszcie coś się zmieni. Może państwo przestanie traktować obywatela jak petenta. Może praca, godność i wolność przestaną być hasłami z przemówień, a staną się częścią zwykłego życia.</p><p>- Świętowanie tej rocznicy? To bardzo dyskusyjne zwycięstwo. Nie chodzi o samą zmianę ustroju i PZPR z jego wszystkimi patologiami, czy podległość Związkowi Radzieckiemu. Dla Tomaszowa to początek upadku przemysłu, szkolnictwa, ale też relacji społecznych. Kiedy spojrzymy na to szerzej, to bardzo szybko ludzie zaczęli tęsknić za komunistami i zaczęli głosować na nich w kolejnych wyborach. Stąd sukcesy Kwaśniewskiego i Millera - mówi działacz Solidarności z lat 80, pracujący w nieistniejącej już Mazovii.&nbsp;</p><p>Ten lokalny wymiar jest ważny, bo bez niego rocznice łatwo zamieniają się w akademie. A przecież <strong>4 czerwca 1989 roku</strong> dokonał się nie tylko w Warszawie. Dokonał się także w Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w mniejszych miejscowościach, w sercach ludzi, którzy może nie trafili do podręczników, ale poszli do lokalu wyborczego i zrobili swoje.</p><h2>Druga tura i gorzki smak kompromisu</h2><p>18 czerwca odbyła się druga tura wyborów. Frekwencja spadła do około 25 procent. Solidarność zdobyła jedyny brakujący mandat poselski oraz 7 z 8 pozostałych mandatów senatorskich. Ostatecznie kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” uzyskali 260 miejsc w 560-osobowym Zgromadzeniu Narodowym.</p><p>Ale równolegle trwała gra o ciągłość państwa, o prezydenturę, o granice zmiany. Wybór Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta stał się jednym z najbardziej symbolicznych momentów tej epoki: generał stanu wojennego obejmujący najwyższy urząd w państwie, które właśnie zaczynało wychodzić z komunizmu. Dla jednych był to element politycznej konieczności. Dla innych — rana, która nigdy do końca się nie zabliźniła.</p><p>I właśnie dlatego 4 czerwca trzeba czytać w dwóch porządkach. W pierwszym — jako wielkie zwycięstwo obywateli. W drugim — jako początek trudnej transformacji, w której wolność mieszała się z kompromisem, nadzieja z rozczarowaniem, a historia z rachunkami, których nie wystawiono od razu.</p><h2>Czerwona kartka nie kończy meczu</h2><p>37 lat po tamtych wydarzeniach wciąż spieramy się o sens <strong>wyborów czerwcowych</strong>. I dobrze, że się spieramy, jeśli robimy to uczciwie. Narody, które nie rozmawiają o własnych przełomach, oddają je w ręce sloganów. A 4 czerwca nie zasługuje ani na slogan, ani na zapomnienie.</p><p>To był dzień wielkiego obywatelskiego zwycięstwa. Dzień, w którym kartka wyborcza okazała się mocniejsza niż partyjna legitymacja. Dzień, w którym system usłyszał z milionów gardeł nie krzyk, lecz skreślenie. Ciche, chłodne, precyzyjne. Jak podpis pod wyrokiem historii.</p><p>Ale nie był to koniec historii. Był początkiem długiej drogi. Polska wybrała wolność, lecz weszła w nią z bagażem kompromisów, dawnych układów, niezamkniętych rachunków i sporów, które wracają do dziś. 4 czerwca otworzył drzwi, ale nie posprzątał całego domu. Wpuścił świeże powietrze, lecz kurz PRL-u jeszcze długo unosił się w korytarzach.</p><p>Komuniści dostali czerwoną kartkę. Tym razem nie mogli jej zawiesić na sztandarze. Musieli ją zobaczyć taką, jaka była naprawdę: jako znak końca epoki, w której obywatel miał milczeć, a partia mówić za wszystkich. Tego dnia boisko zaczęło należeć do ludzi. I choć mecz o Polskę trwa do dziś, 4 czerwca 1989 roku padł gol, którego nie dało się już cofnąć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[4 czerwca: od Władysława Hermana po Moniuszkę, od wolności 1989 roku po tenisowy sen Mai Chwalińskiej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55401,4-czerwca-od-wladyslawa-hermana-po-moniuszke-od-wolnosci-1989-roku-po-tenisowy-sen-mai-chwalinskiej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55401,4-czerwca-od-wladyslawa-hermana-po-moniuszke-od-wolnosci-1989-roku-po-tenisowy-sen-mai-chwalinskiej</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 10:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-4-czerwca-od-wladyslawa-hermana-po-moniuszke-od-wolnosci-1989-roku-po-tenisowy-sen-mai-chwalinskie-1780569357.png</url>
                        <title>4 czerwca: od Władysława Hermana po Moniuszkę, od wolności 1989 roku po tenisowy sen Mai Chwalińskiej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55401,4-czerwca-od-wladyslawa-hermana-po-moniuszke-od-wolnosci-1989-roku-po-tenisowy-sen-mai-chwalinskiej</link>
                    </image><description>Dziś jest czwartek, 4 czerwca, sto pięćdziesiąty piąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.19, zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą: Franciszek, Karol, Dacjan, Kwiryn i Kwiryna.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie daty, które nie idą przez kalendarz cicho. <strong>4 czerwca</strong> brzmi w polskiej pamięci jak akord z Moniuszki, jak skrzypnięcie drzwi w starym teatrze, jak szelest wyborczej kartki z 1989 roku. To dzień śmierci Władysława Hermana i Stanisława Moniuszki, dzień prezydenckiej przysięgi Ignacego Mościckiego, rocznica traktatu w Trianon, ale też współczesny puls: <strong>Boże Ciało</strong>, obchody wolności w Gdańsku, europejskie rozmowy o granicach i bezpieczeństwie oraz sportowy sen Mai Chwalińskiej na paryskiej mączce.</p><h2><strong>Władysław Herman i średniowieczna Polska: państwo między siłą a słabością</strong></h2><p><strong>924 lata temu, w 1102 roku, w Płocku zmarł książę Władysław I Herman.</strong> To postać nie tak świetlista jak Bolesław Chrobry, nie tak legendarna jak Krzywousty, ale ważna dla zrozumienia polskiego średniowiecza. Jego rządy przypadły na czas, gdy władza monarsza nie była jeszcze marmurową kolumną, ale raczej drewnianą konstrukcją, którą każdy możny próbował podpiłować od swojej strony.</p><p>Władysław Herman kojarzony jest przede wszystkim z cieniem palatyna Sieciecha oraz z konfliktem z synami: Zbigniewem i Bolesławem Krzywoustym. Ten rodzinno-polityczny dramat miał wymiar większy niż domowy spór Piastów. Pokazywał, że monarchia w Polsce wymaga nie tylko dziedziczenia, ale także realnej siły, lojalności elit i umiejętności utrzymania równowagi między możnymi.</p><p>Dla mieszkańców naszego regionu to historia odległa, ale nie obca. Tomaszów Mazowiecki powstał wiele stuleci później, już w realiach przemysłowej nowoczesności, jednak ziemie środkowej Polski przez wieki pozostawały obszarem, na którym ścierały się interesy książąt, Kościoła, możnych i późniejszych właścicieli dóbr. Historia państwa nie zaczyna się w stolicy. Ona długo dojrzewała w takich właśnie przestrzeniach — między grodem, traktem, rzeką i lokalną wspólnotą.</p><h2><strong>Bulla Innocentego II: gdy Kościół był także mapą polityczną</strong></h2><p><strong>893 lata temu, w 1133 roku, papież Innocenty II wydał bullę „Sacrosanta Romana”.</strong> Dokument był niekorzystny dla Polski, ponieważ potwierdzał zwierzchność arcybiskupstwa magdeburskiego nad Kościołem w Polsce. Dziś może brzmieć to jak spór z zakurzonego pergaminu, ale w XII wieku kwestia podległości kościelnej była jednocześnie sprawą niezależności politycznej.</p><p>Kościół był wtedy nie tylko wspólnotą wiary, lecz także administracją, dyplomacją, edukacją i pamięcią. Kto kontrolował struktury kościelne, ten miał wpływ na język władzy. Dlatego średniowieczne bulle bywały równie ważne jak miecze i sojusze. Polska, broniąc samodzielności swojej organizacji kościelnej, broniła również podmiotowości państwowej.</p><h2><strong>Stara Warszawa otrzymuje prawa: początek wielkomiejskiej opowieści</strong></h2><p><strong>613 lat temu, w 1413 roku, książę mazowiecki Janusz I Starszy potwierdził i rozszerzył prawa miejskie Starej Warszawy.</strong> To jeden z tych momentów, które z perspektywy czasu wyglądają jak pierwsza scena filmu, którego finał znamy: małe mazowieckie miasto, książęcy dokument, lokalny porządek prawny — a potem stolica wielkiego państwa, królewskie elekcje, powstania, okupacje, odbudowa i dzisiejsza metropolia.</p><p>Prawa miejskie były w średniowieczu czymś więcej niż formalnością. Regulowały handel, sądownictwo, rzemiosło, podatki i obowiązki mieszkańców. Dawały przestrzeń do rozwoju mieszczaństwa — tej grupy, która z czasem stała się jednym z motorów modernizacji Europy. Tomaszów Mazowiecki także wyrósł dzięki energii miasta, choć już w epoce fabryk, sukna, mechanizacji i przemysłowego przyspieszenia. Inne czasy, podobna zasada: miasto żyje wtedy, gdy ma prawo, pracę i ludzi z ambicją.</p><h2><strong>Komisja Skarbowa Koronna: państwo liczy pieniądze</strong></h2><p><strong>262 lata temu, w 1764 roku, Sejm konwokacyjny powołał Komisję Skarbową Koronną.</strong> Jej zadaniem była troska o skarb Korony i rozwój gospodarczy. W XVIII wieku Rzeczpospolita wiedziała już, że bez sprawnych finansów państwo staje się piękną fasadą bez fundamentów.</p><p>Komisja była elementem reform podejmowanych w czasach, gdy kraj próbował wydobyć się z ustrojowego paraliżu. Można powiedzieć, że był to moment, gdy Rzeczpospolita zaczęła gorączkowo naprawiać dach, podczas gdy sąsiedzi już zaglądali przez okna z planami rozbiorów. Historia Komisji Skarbowej pokazuje prostą prawdę, aktualną także dziś: administracja finansowa nie jest nudnym zapleczem państwa. Jest jego krwiobiegiem.</p><h2><strong>Bogusławski i pierwsza szkoła teatralna: Polska uczy się sceny</strong></h2><p><strong>215 lat temu, w 1811 roku, przy Teatrze Narodowym w Warszawie z inicjatywy Wojciecha Bogusławskiego otwarto pierwszą w Polsce szkołę teatralną.</strong> Bogusławski, nazywany ojcem polskiego teatru, rozumiał, że scena może być czymś więcej niż rozrywką. W czasach zaborów teatr stawał się miejscem przechowywania języka, emocji i narodowego imaginarium.</p><p>Polski teatr zawsze był trochę jak tajne archiwum duszy. Od Bogusławskiego przez Wyspiańskiego, Osterwę, Dejmka, Kantora i Wajdę — scena bywała miejscem, gdzie naród mówił to, czego czasem nie dało się powiedzieć wprost na ulicy. W lokalnym wymiarze tę samą funkcję pełnią domy kultury, szkolne sceny, miejskie przeglądy i amatorskie teatry. Tam też rodzi się obywatelska wyobraźnia.</p><h2><strong>Ossolineum: biblioteka jako arka pamięci</strong></h2><p><strong>209 lat temu, w 1817 roku, cesarz austriacki Franciszek II zatwierdził statut Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie.</strong> Ossolineum stało się jedną z najważniejszych polskich instytucji kultury, miejscem przechowywania rękopisów, druków, map i dokumentów, bez których nasza pamięć byłaby jak książka z wyrwanymi rozdziałami.</p><p>Po II wojnie światowej, gdy granice przesunęły się jak dekoracje w tragicznym teatrze historii, część zbiorów trafiła do Wrocławia. Lwowski rodowód Ossolineum pozostał jednak żywy. To przypomnienie, że kultura często przeżywa państwa, granice i polityczne katastrofy. Biblioteka jest cichą formą oporu przeciw zapomnieniu.</p><h2><strong>Stanisław Moniuszko: narodowa opera i muzyka, która mówi po polsku</strong></h2><p><strong>154 lata temu, w 1872 roku, w Warszawie zmarł Stanisław Moniuszko, kompozytor i dyrygent, twórca polskiej opery narodowej.</strong> Autor „Halki” i „Strasznego dworu” stworzył muzykę, w której polskość nie była muzealną etykietą, lecz żywym językiem emocji.</p><p>Moniuszko potrafił połączyć wielką formę operową z rytmem tańców, melodią ludową, obyczajem szlacheckim i społecznym niepokojem. „Halka” była dramatem miłości i nierówności, „Straszny dwór” — opowieścią o honorze, domu, tradycji i humorze, ale także dziełem odczytywanym w czasach zaborów jako manifest narodowej tożsamości.</p><p>Dziś, gdy kultura często goni za szybkim efektem, Moniuszko przypomina, że muzyka może być domem. Nie tylko dźwiękiem w słuchawkach, ale wspólną przestrzenią pamięci.</p><h2><strong>Trianon: rana węgierskiej historii</strong></h2><p><strong>106 lat temu, w 1920 roku, podpisano traktat pokojowy w Trianon.</strong> Węgry, uznane za sukcesora pokonanych Austro-Węgier, utraciły ponad 70 procent terytorium dawnego Królestwa Węgierskiego, a około 30 procent Węgrów znalazło się poza granicami państwa.</p><p>Dla Węgrów Trianon pozostaje jedną z największych traum narodowych XX wieku. To nie jest wyłącznie data z podręcznika dyplomacji. To pamięć rodzin, miejscowości, szkół, cmentarzy i języka, który nagle znalazł się po drugiej stronie granicy. Europa Środkowa dobrze zna takie pęknięcia. Polska, Litwa, Ukraina, Czechy, Słowacja, Węgry — wszystkie te narody noszą w sobie mapy, których już nie ma, ale które nadal bolą.</p><h2><strong>Ignacy Mościcki: prezydentura po politycznym trzęsieniu ziemi</strong></h2><p><strong>100 lat temu, 4 czerwca 1926 roku, na Zamku Królewskim w Warszawie Ignacy Mościcki złożył przysięgę i objął urząd prezydenta Rzeczypospolitej.</strong> Stało się to krótko po zamachu majowym Józefa Piłsudskiego, który zmienił układ sił w II RP.</p><p>Mościcki był chemikiem, profesorem, wynalazcą, człowiekiem nauki wprowadzonym na najwyższy urząd państwowy w momencie politycznego przesilenia. Jego prezydentura przypadła na epokę sanacji, modernizacji, inwestycji, ale też narastających sporów o demokrację, autorytaryzm i granice władzy. W tle tej historii pobrzmiewa pytanie, które wraca w różnych epokach: czy stabilność może usprawiedliwiać ograniczanie politycznej konkurencji?</p><h2><strong>Józef Haller: błękitny generał i spór o Polskę</strong></h2><p><strong>66 lat temu, w 1960 roku, w Londynie zmarł gen. Józef Haller.</strong> Dowodził II Brygadą Legionów Polskich i Armią Polską we Francji, zwaną Błękitną Armią. W wojnie polsko-bolszewickiej był członkiem Rady Obrony Państwa i Generalnym Inspektorem Armii Ochotniczej. Podczas zamachu majowego opowiedział się po stronie legalnego rządu, a w czasie II wojny światowej był ministrem rządu RP na uchodźstwie.</p><p>Haller to postać z wielkiego fresku niepodległości. Jest w niej patriotyczny romantyzm, wojskowa dyscyplina, emigracyjny dramat i polityczny spór. Jego biografia przypomina, że II Rzeczpospolita nie była czarno-białą fotografią z akademii szkolnej. Była żywym, gwałtownym, często skonfliktowanym państwem ludzi, którzy różnili się wizją Polski, ale wielu z nich płaciło za nią najwyższą cenę.</p><h2><strong>Boże Ciało: wiara wychodzi na ulice</strong></h2><p>W Kościele katolickim dziś przypada <strong>uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa</strong>, potocznie nazywana <strong>Bożym Ciałem</strong>. W Polsce centralnym punktem obchodów są msze święte i procesje eucharystyczne do czterech ołtarzy. Dla wiernych to publiczne wyznanie wiary w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, akt czci, wdzięczności i wspólnotowego świadectwa.</p><p>Święto dla całego Kościoła ustanowił w 1264 roku papież Urban IV bullą „Transiturus”. W Polsce jako pierwsza wprowadziła je diecezja krakowska w 1320 roku za biskupa Nankera.</p><p>W wymiarze społecznym Boże Ciało jest jednym z tych dni, gdy religia wychodzi poza mury świątyń. Ulice, zwykle oddane samochodom, zakupom i codziennemu pośpiechowi, zamieniają się w trasę procesji. W wielu miejscowościach — także w Tomaszowie Mazowieckim i okolicznych parafiach — to wydarzenie ma charakter nie tylko religijny, ale też wspólnotowy. Są dzieci sypiące kwiaty, strażacy, chorągwie, feretrony, sąsiedzi stojący przy oknach, starsi mieszkańcy pamiętający procesje sprzed pół wieku.</p><p>Warto też pamiętać, że <strong>Boże Ciało jest w Polsce dniem ustawowo wolnym od pracy</strong>, co wynika z ustawy o dniach wolnych od pracy. Dla jednych to czas modlitwy, dla innych początek długiego weekendu, ale w obu przypadkach jest to data mocno wpisana w polski rytm społeczny.</p><h2><strong>4 czerwca 1989: kartka wyborcza, która przesunęła historię</strong></h2><p>Dziś w Gdańsku odbywają się obchody <strong>Święta Wolności i Praw Obywatelskich</strong>, upamiętniające 37. rocznicę częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca 1989 roku. To jedna z najważniejszych dat współczesnej historii Polski.</p><p>Wybory kontraktowe nie były jeszcze pełną demokracją. Były kompromisem, półotwartymi drzwiami, polityczną szczeliną w murze. Ale przez tę szczelinę weszła historia. Wynik głosowania pokazał skalę społecznego sprzeciwu wobec systemu komunistycznego i otworzył drogę do powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego.</p><p>4 czerwca ma w sobie coś z finałowej sceny filmu, w której bohaterowie jeszcze nie wiedzą, jak trudny będzie ciąg dalszy. Euforia mieszała się z niepewnością. Wolność nie przyszła jako gotowy prezent z instrukcją obsługi. Trzeba było ją dopiero urządzić: w samorządach, szkołach, gospodarce, mediach, sądach, zakładach pracy i rodzinnych rozmowach przy kuchennym stole.</p><p>Dla lokalnych wspólnot, takich jak Tomaszów Mazowiecki, przełom 1989 roku oznaczał także narodziny nowego samorządu, nowe reguły życia publicznego i powolne przejmowanie odpowiedzialności za własne miasto. Wolność nie mieszka tylko na wielkich placach. Ona mieszka też w budżecie gminy, w radzie miejskiej, w lokalnej gazecie, w stowarzyszeniu, w obywatelu, który pyta władzę: „dlaczego?”.</p><h2><strong>Europa rozmawia o granicach, migracji i bezpieczeństwie</strong></h2><p>W Brukseli ministrowie spraw wewnętrznych państw Unii Europejskiej spotykają się w ramach Rady ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. W programie są rozmowy o funkcjonowaniu <strong>strefy Schengen</strong>, interoperacyjnych systemach granicznych, systemie wjazdu/wyjazdu EES oraz systemie ETIAS.</p><p>Brzmi technicznie, ale dotyczy spraw bardzo konkretnych: przekraczania granic, migracji, bezpieczeństwa wewnętrznego, ochrony danych i odpowiedzi Europy na presję geopolityczną. Ministrowie mają też rozmawiać o wdrażaniu paktu o migracji i azylu, reformie Eurodac, współpracy migracyjnej z Somalią oraz sytuacji na Kanale La Manche.</p><p>W tle pozostaje również pytanie o przyszły status prawny osób wysiedlonych z Ukrainy. To temat szczególnie ważny dla Polski, także dla samorządów i lokalnych społeczności, które od 2022 roku przyjęły wielu uchodźców wojennych. W takich rozmowach wielka polityka europejska spotyka się z codziennością szkół, przychodni, rynku pracy i mieszkań.</p><h2><strong>Paweł Kowal w USA: rozmowy o stałej obecności wojsk amerykańskich</strong></h2><p>Przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Paweł Kowal kontynuuje wizytę w Stanach Zjednoczonych. Głównym tematem rozmów z amerykańskimi kongresmenami jest zwiększenie obecności wojsk USA w Polsce oraz przekształcenie jej charakteru z rotacyjnego na stały.</p><p>W obecnych realiach bezpieczeństwa nie jest to sprawa symboliczna. Wojna Rosji przeciw Ukrainie zmieniła strategiczne położenie całej Europy Środkowo-Wschodniej. Polska stała się jednym z kluczowych państw wschodniej flanki NATO, a obecność wojsk sojuszniczych jest nie tylko wojskowym, ale i politycznym sygnałem odstraszania.</p><h2><strong>Dopłaty rolnicze przed TSUE: gdy prawo pyta o granice obejścia przepisów</strong></h2><p>Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zajmuje się dziś pytaniem prejudycjalnym skierowanym przez Naczelny Sąd Administracyjny w Polsce. Sprawa dotyczy interpretacji zasad przyznawania dopłat rolnych i tworzenia tak zwanych sztucznych warunków w celu uzyskania wyższego wsparcia.</p><p>Sednem problemu jest pytanie, czy w przypadku obejścia limitów płatności należy odmówić całej płatności, czy tylko tej części, którą uzyskano dzięki sztucznie stworzonej strukturze. To zagadnienie ważne nie tylko dla prawników i dużych gospodarstw. Dotyka także zasady sprawiedliwości w systemie wsparcia publicznego: pieniądze unijne mają pomagać rolnictwu, a nie premiować kreatywne obchodzenie reguł.</p><h2><strong>Maja Chwalińska: polski sen na Roland Garros</strong></h2><p>W sporcie dziś wielki dzień dla polskiego tenisa. <strong>Maja Chwalińska zagra w półfinale Roland Garros z Dianą Sznajder.</strong> Polka zaczynała turniej od kwalifikacji, a teraz stoi o krok od finału Wielkiego Szlema. To historia, która brzmi jak scenariusz napisany przez kogoś, kto za bardzo kocha kino sportowe — ale właśnie dlatego tak dobrze się ją ogląda.</p><p>Chwalińska, zawodniczka z Dąbrowy Górniczej, już osiągnęła sukces, który wykracza poza statystyki. Przeszła przez kwalifikacje, wygrała kolejne mecze w turnieju głównym i awansowała w okolice tenisowej elity. W świecie, w którym sport często opowiada się językiem rankingów, pieniędzy i kontraktów, jej występ przypomina, że najpiękniejsze historie zaczynają się czasem od bocznego wejścia.</p><p>Jej rywalka, Diana Sznajder, w ćwierćfinale wyeliminowała Arynę Sabalenkę. To oznacza, że po drugiej stronie siatki stanie zawodniczka rozpędzona, pewna siebie i niebezpieczna. Ale wielkie turnieje mają to do siebie, że czasem racjonalne przewidywania rozpadają się przy pierwszym mocnym returnie.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: od Capitol Records po Springsteena</strong></h2><p>4 czerwca ma także mocny rytm muzyczny.</p><p>W 1937 roku w San Benito w Teksasie urodził się <strong>Freddy Fender</strong>, właściwie Baldemar Huerta, piosenkarz pochodzenia meksykańskiego. Wylansował między innymi „Wasted Days and Wasted Nights” oraz „Before The Next Teardrop Falls”. Był przedstawicielem swamp popu — muzyki wyrastającej z bagiennych terenów Luizjany, gdzie blues, country, rock and roll i latynoska melancholia spotykały się jak ludzie przy barze po długiej podróży.</p><p>W 1942 roku Glenn Wallichs założył <strong>Capitol Records</strong>, wytwórnię, która wypromowała na rynku amerykańskim takich artystów jak Frank Sinatra, The Beatles, The Beach Boys, Bobby Darin, Glen Campbell, Tina Turner czy Heart. Wallichs miał też ogromny wpływ na promocję płyt poprzez wysyłanie singli prezenterom radiowym — dziś brzmi to jak oczywistość, ale wtedy było biznesową innowacją.</p><p>W 1953 roku w Glasgow urodził się <strong>Jimmy McCulloch</strong>, gitarzysta i kompozytor, związany między innymi z Thunderclap Newman, Stone The Crows i Wings Paula McCartneya. Zmarł tragicznie młodo, w 1979 roku, mając zaledwie 26 lat.</p><p>W 1977 roku debiutancki singiel <strong>The Jam</strong>, „In The City”, pojawił się na brytyjskiej liście przebojów. Zespół Paula Wellera stał się jednym z najważniejszych głosów brytyjskiego punku i mod revivalu — nerwowy, miejski, elegancki jak dobrze skrojony garnitur i ostry jak komentarz wypisany sprayem na murze.</p><p>W 1983 roku <strong>The Police</strong> rozpoczęli czterotygodniowe panowanie na brytyjskiej liście przebojów z „Every Breath You Take”. Utwór, często mylnie brany za romantyczną balladę, jest w rzeczywistości chłodną opowieścią o obsesji i kontroli. Sting napisał jedną z tych piosenek, które brzmią pięknie, dopóki człowiek naprawdę nie wsłucha się w tekst.</p><p>W 1984 roku ukazał się album <strong>Bruce’a Springsteena „Born In The U.S.A.”</strong>. Płyta stała się jednym z największych komercyjnych sukcesów lat 80. i najbardziej rozpoznawalnym wydawnictwem „Bossa”. Jej tytułowy utwór do dziś bywa błędnie odczytywany jako prosty hymn patriotyczny, choć w rzeczywistości jest gorzką opowieścią o weteranach, rozczarowaniu i amerykańskim śnie, który nie dla każdego kończy się happy endem.</p><p>W 1985 roku w Pszczynie urodziła się <strong>Alicja Janosz</strong>, zwyciężczyni pierwszej edycji programu „Idol”. Dla wielu widzów była jednym z symboli początku epoki telewizyjnych talent show w Polsce — czasu, gdy popkultura po transformacji gwałtownie uczyła się nowych formatów, emocji i sposobów kreowania gwiazd.</p><p>W 1994 roku grupa <strong>Wet Wet Wet</strong> zdobyła szczyt brytyjskiej listy przebojów utworem „Love Is All Around” z filmu „Cztery wesela i pogrzeb”. Piosenka panowała na liście przez piętnaście tygodni, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przebojów lat 90.</p><p>W 2002 roku premierę miał album <strong>„Let Go” Avril Lavigne</strong>. „Complicated”, „Sk8er Boi” i „I’m With You” były ścieżką dźwiękową dla pokolenia, które nosiło trampki, pisało pierwsze statusy w internecie i uczyło się, że pop może mieć gitarowy pazur.</p><p>W 2013 roku zmarł <strong>Marcin Szyszko</strong>, były perkusista zespołu Wilki. Grał na płytach „Przedmieścia”, „Acousticus Rockus”, „4” i „Watra”. Jego historia jest też przypomnieniem o ciemniejszej stronie muzycznego świata — o uzależnieniach, które potrafią zniszczyć talent, relacje i życie.</p><h2><strong>4 czerwca: data, która nie daje zasnąć historii</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o władzy, pamięci, wierze, kulturze i wolności. Jest w nim średniowieczny Płock, papieska bulla, warszawskie prawa miejskie, sejmowe reformy XVIII wieku, Bogusławski otwierający drzwi teatru, Moniuszko zapisujący polską duszę nutami, Haller umierający na emigracji i wyborcy z 1989 roku wrzucający kartki do urn.</p><p>A obok tego wszystkiego — procesje Bożego Ciała, rozmowy o bezpieczeństwie Europy i młoda polska tenisistka, która w Paryżu udowadnia, że czasem historia naprawdę lubi niespodzianki.</p><p><strong>4 czerwca nie jest zwykłą kartką z kalendarza. To dzień, w którym Polska raz jeszcze przegląda się w swoich dawnych ranach, wielkich ambicjach i małych cudach codzienności.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania. Sikorski wraca na drugie miejsce, Tusk spada na trzecią pozycję]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55392,karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-sikorski-wraca-na-drugie-miejsce-tusk-spada-na-trzecia-pozycje</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55392,karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-sikorski-wraca-na-drugie-miejsce-tusk-spada-na-trzecia-pozycje</guid>
            <pubDate>Wed, 03 Jun 2026 19:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-sikorski-wraca-na-drugie-miejsce-tusk-spada-na-trzecia-po-1780508978.png</url>
                        <title>Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania. Sikorski wraca na drugie miejsce, Tusk spada na trzecią pozycję</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55392,karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-sikorski-wraca-na-drugie-miejsce-tusk-spada-na-trzecia-pozycje</link>
                    </image><description>Prezydent Karol Nawrocki pozostaje liderem majowego rankingu zaufania do osób publicznych. Tak wynika z najnowszego sondażu IBRiS przeprowadzonego dla Onetu. Za głową państwa uplasowali się Radosław Sikorski i Donald Tusk. Badanie pokazuje jednak coś więcej niż tylko kolejność na podium. To polityczny termometr kraju, w którym zaufanie coraz częściej miesza się z nieufnością, a każdy punkt procentowy przypomina ruch tektoniczny pod sceną publiczną.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nawrocki na czele, ale przewaga nie jest dana raz na zawsze</h2><p>Według sondażu IBRiS <strong>Karolowi Nawrockiemu ufa 46,4 proc. badanych</strong>. W tej grupie 28,9 proc. deklaruje, że „zdecydowanie ufa” prezydentowi, a 17,5 proc. „raczej ufa”. To nadal najlepszy wynik w zestawieniu, choć w porównaniu z poprzednim miesiącem oznacza spadek o 2,7 pkt proc.</p><p>Nieufność wobec prezydenta deklaruje 42,8 proc. respondentów. Największą część tej grupy stanowią osoby, które wskazały odpowiedź „zdecydowanie nie ufam” — 33,8 proc.</p><p>To ważny sygnał. Lider rankingu nie jest politykiem powszechnej zgody, ale postacią, która — jak w dobrze znanym polskim dramacie politycznym — skupia wokół siebie zarówno nadzieje, jak i mocny sprzeciw. W polskiej polityce zaufanie rzadko bywa spokojnym portem. Częściej przypomina Wisłę po roztopach: płynie szeroko, ale niesie ze sobą sporo mułu.</p><h2>Sikorski wraca na drugie miejsce</h2><p>Na drugie miejsce wrócił <strong>Radosław Sikorski</strong>, wicepremier i minister spraw zagranicznych. Zaufanie do niego zadeklarowało 42,7 proc. badanych, z czego 22,2 proc. odpowiedziało „zdecydowanie ufam”, a 20,5 proc. „raczej ufam”.</p><p>To wzrost o 5,3 pkt proc. w porównaniu z kwietniem. Sikorski wyprzedził Donalda Tuska i — co istotne — należy do polityków, którym ufa więcej osób, niż im nie ufa. Brak zaufania wobec szefa MSZ deklaruje 40,9 proc. uczestników badania.</p><p>W czasie, gdy polityka zagraniczna coraz częściej trafia na pierwsze strony gazet — od bezpieczeństwa Europy, przez relacje z USA, po wojnę za wschodnią granicą — pozycja Sikorskiego może wynikać z oczekiwania części opinii publicznej na mocny, rozpoznawalny głos Polski za granicą.</p><h2>Donald Tusk trzeci. Premier z wysoką nieufnością</h2><p>Trzecie miejsce zajął <strong>premier Donald Tusk</strong>, któremu ufa 36,6 proc. ankietowanych. To wynik niższy o 2,6 pkt proc. niż miesiąc wcześniej. W przypadku szefa rządu szczególnie wyraźnie widać jednak skalę nieufności: aż 51,4 proc. badanych deklaruje, że mu nie ufa.</p><p>W polityce premierzy rzadko bywają ulubieńcami wszystkich. To oni odpowiadają za ceny, ustawy, spory koalicyjne, decyzje kadrowe i codzienną prozę rządzenia. Rządzenie, jak mawiał klasyk, nie jest poezją śpiewaną przy ognisku — bliżej mu czasem do „Procesu” Kafki, gdzie każdy dokument rodzi następny dokument, a każda decyzja natychmiast ma przeciwników.</p><h2>Morawiecki, Czarzasty i Bosak tuż za podium</h2><p>Za podium znalazł się <strong>Mateusz Morawiecki</strong>, były premier i obecny wiceprezes PiS, któremu ufa 35,7 proc. badanych. To spadek o 1,1 pkt proc. względem poprzedniego miesiąca.</p><p>Piąte miejsce zajął <strong>Włodzimierz Czarzasty</strong>, marszałek Sejmu, z wynikiem 35,2 proc. Tuż za nim znalazł się <strong>Krzysztof Bosak</strong>, jeden z liderów Konfederacji, któremu ufa 35 proc. respondentów.</p><p>Dalej w zestawieniu znaleźli się m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz z wynikiem 34,2 proc., Jarosław Kaczyński — 29,7 proc., Piotr Zgorzelski — 28,8 proc., Krzysztof Gawkowski — 27,2 proc. oraz Przemysław Czarnek — 26,9 proc.</p><h2>Mentzen traci, Hołownia nisko w rankingu</h2><p>W najnowszym badaniu słabszy wynik zanotował <strong>Sławomir Mentzen</strong>. Drugiemu z liderów Konfederacji ufa 25,5 proc. respondentów, co oznacza spadek o 2,1 pkt proc.</p><p>Zaufanie do <strong>Adriana Zandberga</strong>, lidera Razem, zadeklarowało 23,6 proc. badanych. W końcówce rankingu znaleźli się natomiast <strong>Szymon Hołownia</strong> z wynikiem 18,4 proc., <strong>Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz</strong> — 16,4 proc. oraz <strong>Grzegorz Braun</strong>, któremu ufa 16,4 proc. ankietowanych.</p><p>W przypadku Hołowni to szczególnie wymowne, bo jeszcze niedawno był jednym z polityków budujących swój wizerunek właśnie na wiarygodności, świeżości i dystansie wobec starego konfliktu PO-PiS. Dziś ten kapitał wydaje się mocno uszczuplony.</p><h2>Ranking zaufania to nie wybory, ale pokazuje klimat</h2><p>Sondaże zaufania nie są prognozą wyborczą. Nie pokazują bezpośrednio, na kogo obywatele oddaliby głos. Pokazują raczej, kto budzi wiarygodność, kto mobilizuje sprzeciw, a kto znika z emocjonalnego radaru opinii publicznej.</p><p>W polskiej polityce, podzielonej jak scena z „Wesela” Wyspiańskiego, zaufanie stało się jednym z najcenniejszych zasobów. Można mieć rozpoznawalność, stanowisko, partię i medialny mikrofon, ale bez zaufania trudno wyjść poza własny obóz.</p><p>Majowy ranking IBRiS pokazuje więc trzy rzeczy: Karol Nawrocki nadal prowadzi, Radosław Sikorski wyraźnie wraca do gry, a Donald Tusk — choć pozostaje jednym z najważniejszych aktorów polskiej polityki — mierzy się z bardzo wysokim poziomem nieufności.</p><p>Sondaż IBRiS dla Onetu został przeprowadzony w dniach 22–23 maja 2026 roku metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo, czyli CATI, na próbie 1,1 tys. dorosłych Polaków.</p> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
