<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.nasztomaszow.pl/rss/articles/pl/48/z-kraju-i-ze-swiata" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - Z kraju i ze świata - NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa ]]></title>
        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykuly/48/z-kraju-i-ze-swiata</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa]]></copyright>
        <lastBuildDate>Sun, 21 Jun 2026 10:54:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformac-1782032439.png</url>
                        <title>Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</link>
                    </image><description>Najgroźniejsze kłamstwa nie przychodzą dziś w stroju szaleńca z aluminiową czapką. Przychodzą w estetycznym filmiku, w miękkim świetle, z uśmiechniętą twarzą influencera, wykresem wyrwanym z kontekstu i obietnicą, że „lekarze o tym nie mówią”. Od picia boraksu po porzucanie terapii onkologicznych – medyczna dezinformacja dawno przestała być tylko internetową ciekawostką. Stała się realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia pacjentów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ekspertki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, autorki raportu <strong>„Dezinformacja medyczna”</strong>, ostrzegają, że fałszywe informacje o zdrowiu coraz częściej prowadzą ludzi do decyzji, których skutki widzą potem lekarze w gabinetach, szpitalach i na oddziałach ratunkowych. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wskazuje, że współczesna dezinformacja medyczna coraz rzadziej wygląda jak klasyczna teoria spiskowa, a coraz częściej jak poradnik: co jeść, czym się suplementować, jak „oczyścić organizm” i dlaczego nie ufać lekarzom.</p><h2>Kłamstwo, które udaje troskę</h2><p>Dr Dorota Sikora, badaczka dezinformacji i dyrektorka Biura Rankingów Akademickich i Komunikacji Naukowej UMW, zwraca uwagę, że wokół zdrowia powstał cały rynek oparty na prostych odpowiedziach na bardzo złożone problemy. To rynek idealny dla czasów zmęczenia, lęku i nieufności. Człowiek chory, przestraszony albo rozczarowany długą kolejką do specjalisty jest łatwym celem. Wystarczy podsunąć mu opowieść: „jest naturalny sposób”, „oni to ukrywają”, „wystarczy odkwasić organizm”, „ta dieta zatrzyma raka”.</p><p>– Najgroźniejsze kłamstwa medyczne nie wyglądają jak kłamstwa. Wykorzystują pojedyncze badania, półprawdy i wyrwane z kontekstu fakty – powiedziały PAP autorki raportu.</p><p>To jest właśnie sedno problemu. Dawna dezinformacja była często toporna. Dzisiejsza ma makijaż nauki. Posługuje się terminami medycznymi, cytuje publikacje, pokazuje wykresy, mówi o „badaniach”, „toksyczności”, „stanach zapalnych”, „mikrobiomie” i „detoksie”. Tyle że z nauką ma tyle wspólnego, ile scenografia szpitala w serialu z prawdziwym dyżurem na SOR-ze.</p><h2>Suplement zamiast terapii, influencer zamiast lekarza</h2><p>Wioletta Samborska, dyrektorka Centrum Odkryć Medycznych UMW, podkreśla, że szczególnie popularne są dziś treści dotyczące diet, suplementów, „oczyszczania organizmu” i rzekomo cudownych terapii. Największe niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy pacjent pod wpływem takich przekazów rezygnuje z leczenia zaleconego przez lekarza.</p><p>To już nie jest tylko kwestia tego, że ktoś kupi drogi proszek, kapsułki albo „naturalny preparat” bez udowodnionej skuteczności. Problem zaczyna się w chwili, gdy fałszywa nadzieja wypycha z życia pacjenta medycynę opartą na dowodach. Kiedy chory odkłada chemioterapię. Kiedy pacjent po zawale odmawia szczepienia. Kiedy rodzic uznaje, że film z internetu jest bardziej wiarygodny niż pediatra.</p><p>Najwyższa Izba Kontroli już kilka lat temu alarmowała, że w sieci wykrywano suplementy diety zawierające niedozwolone składniki mogące stanowić zagrożenie dla zdrowia, a liczba zgłoszeń nowych suplementów do GIS rosła lawinowo. W latach 2017–2020 zgłoszono ich ponad 62 tysiące, podczas gdy w latach 2013–2015 było to łącznie od 9 do 12 tysięcy.</p><h2>Japonia jako ostrzeżenie: plotka znika, skutki zostają</h2><p>Ekspertki przywołują przykład Japonii, gdzie po nagłośnieniu historii o rzekomych powikłaniach po szczepieniach przeciw HPV poziom wyszczepialności spadł z około 80 proc. do mniej niż 1 proc. Zarzutów wobec szczepionki nie potwierdzono, ale skutki paniki okazały się dramatyczne.</p><p>Polski portal Szczepienia.info, prowadzony przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – PIB, przypomina wyniki modelowania opublikowanego w 2020 roku: załamanie szczepień przeciw HPV w Japonii w latach 2013–2019 mogło oznaczać około 25 tysięcy przypadków raka szyjki macicy i do 5700 zgonów, których można było uniknąć.</p><p>To jest ten moment, w którym internetowa plotka przestaje być „opinią”. Staje się czynnikiem ryzyka. Jak zanieczyszczona woda, niesprawne hamulce albo źle oznakowane przejście dla pieszych.</p><h2>Polska też nie jest odporna</h2><p>Podobne zjawiska obserwowane są również w Polsce. Samborska powołała się na dane przytoczone przez prof. Piotra Ponikowskiego: spośród 174 pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiej niewydolności serca lub po zawale aż 100 odmówiło przyjęcia zalecanych szczepień ochronnych.</p><p>To brzmi jak paradoks, ale jest znakiem czasu. Pacjent, który doświadczył realnego zagrożenia życia, potrafi jednocześnie odrzucać profilaktykę, bo wcześniej usłyszał, przeczytał lub zobaczył coś, co skutecznie podważyło jego zaufanie do medycyny.</p><p>Rzecznik Praw Pacjenta także zwracał uwagę na nowe formy medycznej dezinformacji, w tym fałszywe nagrania tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji, fikcyjne autorytety i wykorzystanie wizerunku znanych osób do promowania płatnych pseudousług. W jednej ze spraw RPP wystąpił do organów ścigania, wskazując na potrzebę ochrony pacjentów przed fałszywymi treściami zdrowotnymi.</p><h2>Dlaczego młodzi dorośli są tak podatni?</h2><p>Zdaniem dr Sikory szczególnie niepokojące jest to, że na <strong>dezinformację zdrowotną</strong> coraz częściej podatni są młodzi dorośli. To pokolenie, które ogromną część informacji konsumuje w mediach społecznościowych. Tam zaś wygrywa niekoniecznie ten, kto ma rację, ale ten, kto szybciej przyciąga uwagę.</p><p>Algorytm nie ma przysięgi Hipokratesa. Nie pyta, czy film jest odpowiedzialny. Pyta, czy zatrzyma użytkownika na ekranie. A strach, skandal, cudowna obietnica i teoria „ukrywanej prawdy” zatrzymują skutecznie.</p><p>Tu zaczyna się dramat współczesnej komunikacji zdrowotnej. Lekarz mówi: „to zależy”, „trzeba wykonać badania”, „ryzyko jest takie i takie”, „proszę przyjmować lek regularnie”. Internetowy guru mówi: „mam prostą odpowiedź”. I często wygrywa, bo brzmi jak bohater filmu, który jednym ruchem rozbraja bombę. Medycyna tymczasem rzadko jest filmem akcji. Bardziej przypomina długi, mozolny reportaż z pola bitwy.</p><h2>Prawo próbuje nadążyć, ale problem jest szybszy</h2><p>W Polsce reklama produktów zdrowotnych, wyrobów medycznych i suplementów diety podlega ograniczeniom, ale praktyka internetu jest znacznie szybsza niż urzędowe procedury. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych przypomina, że reklama wyrobów medycznych kierowana do publicznej wiadomości musi m.in. jasno wskazywać producenta, podmiot prowadzący reklamę i zawierać wymagane ostrzeżenia.</p><p>UOKiK już wcześniej wskazywał, że w reklamach suplementów problemem bywa przypisywanie im właściwości leków, sugerowanie szybkiej poprawy zdrowia czy wykorzystywanie autorytetu osób, które mają wzbudzać zaufanie odbiorców.</p><p>Nie wystarczy jednak samo prawo. Bo dezinformacja nie zawsze przychodzi jako reklama. Czasem jest „osobistą historią”, „opinią”, „testem produktu”, „niezależną recenzją”, „rozmową z ekspertem”, który ekspertem jest tylko w opisie profilu.</p><h2>Lokalny wymiar: Tomaszów też nie żyje poza internetem</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to nie jest odległa debata akademicka. Te same filmiki, te same reklamy suplementów, te same antyszczepionkowe narracje i te same „cudowne terapie” trafiają na telefony rodziców, seniorów, młodych matek, pacjentów po diagnozie i ludzi czekających miesiącami na wizytę u specjalisty.</p><p>W sprawach profilaktyki i bezpieczeństwa zdrowotnego lokalnym punktem odniesienia pozostają placówki publiczne, lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, Tomaszowskie Centrum Zdrowia oraz Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Tomaszowie Mazowieckim, która udostępnia m.in. informacje dotyczące szczepień przeciw HPV w szkołach i materiały Ministerstwa Zdrowia.</p><p>Ministerstwo Zdrowia przypomina, że szczepienia przeciw HPV są elementem profilaktyki chorób wywoływanych przez wirusa brodawczaka ludzkiego, w tym raka szyjki macicy i innych nowotworów.</p><h2>„Szczepionka przeciw dezinformacji”</h2><p>Autorki raportu podkreślają, że odpowiedzią na problem nie mogą być wyłącznie regulacje. Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu powstaje <strong>Centrum Odkryć Medycznych</strong> – przestrzeń edukacyjna mająca popularyzować wiedzę o szczepionkach, antybiotykach, transplantologii i współczesnej medycynie. Samborska określa ten pomysł jako próbę stworzenia „szczepionki przeciw dezinformacji”.</p><p>To trafna metafora. Bo odporność społeczna nie bierze się z zakazów, lecz z wiedzy, zaufania i umiejętności odróżnienia lekarza od sprzedawcy cudów.</p><p>Najprostszy test brzmi: jeśli ktoś obiecuje szybkie wyleczenie wszystkiego, straszy lekarzami, sprzedaje preparat i jednocześnie twierdzi, że „system nie chce, żebyś o tym wiedział” – powinna zapalić się czerwona lampka. Nie ma medycyny bez wątpliwości, bez badań, bez procedur i bez odpowiedzialności. Jest za to wielki rynek fałszywej nadziei. A fałszywa nadzieja, jak każdy dobrze opakowany produkt, potrafi sprzedać się znakomicie.</p><p>Tyle że rachunek bardzo często płaci pacjent.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[John Lee Hooker. Bluesman, który jednym riffem potrafił uleczyć samotność]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55599,john-lee-hooker-bluesman-ktory-jednym-riffem-potrafil-uleczyc-samotnosc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55599,john-lee-hooker-bluesman-ktory-jednym-riffem-potrafil-uleczyc-samotnosc</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-john-lee-hooker-bluesman-ktory-jednym-riffem-potrafil-uleczyc-samotnosc-1782031604.png</url>
                        <title>John Lee Hooker. Bluesman, który jednym riffem potrafił uleczyć samotność</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55599,john-lee-hooker-bluesman-ktory-jednym-riffem-potrafil-uleczyc-samotnosc</link>
                    </image><description>Są artyści, których muzyka brzmi jak zapis nutowy. I są tacy, których muzyka brzmi jak życie: kurz drogi, stukot pociągu, zmęczenie po pracy, nocne światło w oknie i głos człowieka, który więcej przeżył, niż chciałby opowiedzieć. John Lee Hooker należał do tej drugiej kategorii. Nie potrzebował orkiestry, popisów technicznych ani długich solówek. Wystarczały gitara, tupot stopy i głos głęboki jak stara studnia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>21 czerwca 2001 roku zmarł John Lee Hooker</strong>, jeden z najważniejszych bluesmanów XX wieku. Ćwierć wieku później jego muzyka nie brzmi jak muzealny eksponat. Przeciwnie – nadal chodzi własnym krokiem. Trochę bokiem, trochę pod prąd, nie zawsze zgodnie z metronomem, ale zawsze prosto w nerw.</p><p>Jak przypomina dziennikarz muzyczny <strong>Jan Chojnacki</strong>, przez ponad 45 lat prowadzący radiowy „Bielszy odcień bluesa”, wystarczyło kilka dźwięków gitary, charakterystyczny rytm i niski, spiżowy głos, by od razu rozpoznać autora <strong>„Boom Boom”</strong> i <strong>„Boogie Chillen’”</strong>. Hooker był jednym z tych muzyków, którzy stworzyli nie tylko repertuar, ale własny język.</p><h2>Z Missisipi do Detroit. Blues wielkiej migracji</h2><p>John Lee Hooker urodził się <strong>22 sierpnia 1917 roku</strong> w pobliżu Clarksdale w stanie Missisipi. Wyrósł w świecie, z którego narodził się blues Delty: świecie ciężkiej pracy, rasowych napięć, biedy, religii, rodzinnych opowieści i muzyki granej nie dla eleganckich sal, lecz dla ludzi, którzy potrzebowali przetrwać kolejny dzień.</p><p>W grę na gitarze wprowadzał go ojczym, <strong>William Moore</strong>, muzyk bluesowy. Później Hooker, jak wielu Afroamerykanów z Południa, ruszył na Północ. Trafił do <strong>Detroit</strong>, miasta fabryk, samochodów i przemysłowego huku. W dzień pracował m.in. jako stróż, nocą grał na domowych przyjęciach. Tam właśnie jego surowy, hipnotyczny styl zaczął przyciągać uwagę.</p><p>W 1948 roku nagrał <strong>„Boogie Chillen’”</strong>. Utwór stał się jednym z kamieni milowych elektrycznego bluesa. Rock and Roll Hall of Fame przypomina, że Hooker rozpoczął karierę w latach 40., a jego brzmienie — grube, chropowate, „toczące się” — było natychmiast rozpoznawalne. Do Rock and Roll Hall of Fame został wprowadzony w 1991 roku jako wykonawca.</p><h2>Muzyka, która nie kłaniała się metronomowi</h2><p>Hooker nie grał bluesa jak szkolnego ćwiczenia. Jego frazy nie zawsze mieściły się w klasycznym schemacie dwunastu taktów. Potrafił wydłużyć wers, skrócić zwrotkę, wejść obok rytmu i wrócić wtedy, kiedy chciał. Dla muzyków akompaniujących bywało to wyzwaniem, ale dla słuchacza miało siłę zaklęcia.</p><p>Jan Chojnacki trafnie zauważa, że <strong>boogie Hookera</strong> przypominało stukot pociągu. Było surowe, transowe, czasem niemal pierwotne. Gdy inni gitarzyści budowali efektowną architekturę solówek, Hooker stawiał jedną ścianę dźwięku i kazał jej drżeć. To dlatego jego muzyka tak mocno oddziałała na rockmanów. Uczyła, że <strong>jeden riff może mieć większą siłę niż najbardziej skomplikowana figura</strong>.</p><p>Ten trop widać u The Rolling Stones, The Animals, The Doors, ZZ Top, George’a Thorogooda, a później także u takich artystów jak Gary Clark Jr., Joe Bonamassa, The Black Keys czy Christone „Kingfish” Ingram. Hooker nie był tylko bluesmanem dla bluesmanów. Był źródłem, z którego pił rock.</p><h2>Bohater Jaggera, uzdrowiciel Santany</h2><p>Mick Jagger wspominał Hookera jako jednego z bohaterów swojej młodości. Carlos Santana mówił o nim z jeszcze większą czułością. Dla Santany blues Hookera miał wymiar terapeutyczny. Nieprzypadkowo najważniejszy późny album artysty nosił tytuł <strong>„The Healer”</strong> – „Uzdrowiciel”.</p><p>Wydana w 1989 roku płyta była dla 72-letniego Hookera wielkim powrotem do centrum muzycznego świata. Oficjalna biografia artysty przypomina, że album zgromadził gości takich jak <strong>Bonnie Raitt, Carlos Santana, Los Lobos i George Thorogood</strong>, zdobył Grammy i sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy.</p><p>To był piękny paradoks. W epoce coraz bardziej wypolerowanej produkcji płytowej nagle zwyciężył człowiek brzmiący tak, jakby nagrywał w zadymionym pokoju, z podłogą zamiast perkusji i z pamięcią zamiast partytury. Hooker nie udawał nowoczesności. To nowoczesność musiała przyjść do niego.</p><h2>Blues Brothers, Grammy i miejsce w historii</h2><p>Dla szerokiej publiczności jednym z najbardziej znanych filmowych śladów Hookera pozostaje jego występ w <strong>„Blues Brothers”</strong> z 1980 roku. To scena krótka, ale symboliczna. W filmie pełnym muzycznych legend Hooker pojawia się jak żywy pomnik ulicznego bluesa – bez patosu, bez muzealnego kurzu, z naturalnością człowieka, który nie musi nikomu udowadniać, kim jest.</p><p>Lista wyróżnień przyszła później, choć na dobrą sprawę historia przyznała mu rację znacznie wcześniej. <strong>John Lee Hooker został wprowadzony do Blues Hall of Fame w 1980 roku</strong>, a w 1991 roku do <strong>Rock and Roll Hall of Fame</strong>. Otrzymał także gwiazdę w Hollywood Walk of Fame oraz Grammy za całokształt twórczości. Grammy odnotowuje jego liczne nominacje i nagrody, w tym wyróżnienia dla nagrań bluesowych i współprac z innymi artystami.</p><p>Encyklopedia Britannica przypomina, że w dorobku Hookera znajdują się m.in. <strong>„The Healer”</strong>, <strong>„Don’t Look Back”</strong> i <strong>„The Best of Friends”</strong>, a jego muzyka oddziaływała na takich wykonawców jak The Rolling Stones i The Animals.</p><h2>Cierpienie, które nie pogrążało</h2><p>Największa tajemnica Hookera polegała na tym, że śpiewał o samotności, zawodach miłosnych, trudach życia i biedzie, ale jego muzyka nie wciągała słuchacza w rozpacz. Raczej pomagała ją oswoić. Jakby mówiła: tak, świat potrafi przycisnąć człowieka do ściany, ale dopóki jest rytm, dopóki stopa wybija puls, dopóki głos może wydobyć z siebie choćby jedno „boom”, człowiek jeszcze nie przegrał.</p><p>To dlatego słowo „uzdrowiciel” tak dobrze do niego pasuje. Hooker nie leczył łatwym pocieszeniem. Nie sprzedawał złudzeń. Jego muzyka była jak stary przyjaciel, który nie mówi: „wszystko będzie dobrze”, tylko siada obok i zostaje. Czasem to wystarcza.</p><h2>Blues, którego echo słychać także dziś</h2><p>W Polsce blues ma swoją wierną, osobną publiczność. Od dużych festiwali po małe koncerty klubowe, od radiowych audycji po domowe kolekcje płyt — ta muzyka nigdy nie była wyłącznie amerykańską ciekawostką. W miastach takich jak Tomaszów Mazowiecki również żyje ten sam mechanizm: ludzie wracają do muzyki, która nie jest sezonową dekoracją, lecz sposobem opowiadania o codzienności.</p><p>Hooker był mistrzem takiego opowiadania. Nie potrzebował wielkiej metafory. W jego muzyce gitara bywała pociągiem, głos — nocną rozmową, a rytm — dowodem, że mimo wszystko idziemy dalej.</p><p><strong>John Lee Hooker zmarł 21 czerwca 2001 roku</strong> w Kalifornii. Według ówczesnych depesz odszedł we śnie, w wieku 83 lat. Ostatni koncert zagrał zaledwie tydzień wcześniej. Jakby do końca chciał robić to, co robił najlepiej: zamieniać cierpienie w puls, a samotność w muzykę.</p><p>Ćwierć wieku później jego boogie nadal się toczy. Nie pędzi, nie ogląda się na listy przebojów, nie prosi o zgodę. Po prostu idzie. Noga wybija rytm. Gitara odpowiada. A głos Johna Lee Hookera znów przypomina, że blues nie jest muzyką przegranych. Jest muzyką tych, którzy przetrwali.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[21 czerwca w historii. Machiavelli, Sartre, Proces Szesnastu, socrealizm i rockowy oddech przesilenia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55598,21-czerwca-w-historii-machiavelli-sartre-proces-szesnastu-socrealizm-i-rockowy-oddech-przesilenia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55598,21-czerwca-w-historii-machiavelli-sartre-proces-szesnastu-socrealizm-i-rockowy-oddech-przesilenia</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:19:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-21-czerwca-w-historii-machiavelli-sartre-proces-szesnastu-socrealizm-i-rockowy-oddech-przesileni-1782030271.png</url>
                        <title>21 czerwca w historii. Machiavelli, Sartre, Proces Szesnastu, socrealizm i rockowy oddech przesilenia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55598,21-czerwca-w-historii-machiavelli-sartre-proces-szesnastu-socrealizm-i-rockowy-oddech-przesilenia</link>
                    </image><description>Dziś jest niedziela, 21 czerwca, 172. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 21.00. Imieniny obchodzą: Alicja, Alojzy, Marta, Rajmund, Rudolf, Alban, Marcja, Terencjusz oraz Demetria.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dzień szczególny — na granicy światła i cienia. W kalendarzu przypomina trochę scenę z dobrego filmu: na jednym planie Niccolò Machiavelli pochylony nad mechaniką władzy, obok Jean-Paul Sartre z papierosem i pytaniem o wolność, dalej moskiewska sala procesu przywódców Polskiego Państwa Podziemnego, a w tle gitara Raya Daviesa, blues Johna Lee Hookera i letni puls festiwalu pod Stonehenge. Historia 21 czerwca pokazuje, że polityka, kultura i muzyka potrafią iść obok siebie jak trzy równoległe melodie — czasem harmonijnie, częściej w ostrym, niepokojącym kontraście.</p><h3><strong>Machiavelli, czyli polityka bez złudzeń</strong></h3><p><strong>499 lat temu, w 1527 roku, we Florencji zmarł Niccolò Machiavelli</strong> — dyplomata, historyk, myśliciel polityczny i autor traktatów, które do dziś wracają w debatach o państwie, władzy i moralności. Jego „Książę” nie był podręcznikiem cynizmu, choć przez wieki tak go czytano. Był raczej chłodnym spojrzeniem człowieka, który widział, jak państwa upadają nie tylko przez brak cnót, ale również przez brak skuteczności.</p><p>Machiavelli wprowadził do refleksji politycznej realizm. Pisał o świecie takim, jakim jest, a nie takim, jakim chcieliby go widzieć kaznodzieje i poeci. Władca miał być cnotliwy, ale kiedy wymagała tego racja państwa — musiał działać skutecznie. To dlatego jego nazwisko stało się symbolem polityki twardej, bez sentymentów, często bez skrupułów. Od Florencji renesansowych intryg do współczesnych kampanii wyborczych prowadzi dłuższa droga, ale echo Machiavellego wciąż słychać w gabinetach, sztabach i kuluarach władzy.</p><h3><strong>Pierwsze zręby nowoczesnej administracji</strong></h3><p><strong>235 lat temu, w 1791 roku, powołano Komisję Policji Obojga Narodów.</strong> Była jednym z organów reformowanego państwa czasów Sejmu Wielkiego. Jej zadaniem było nadzorowanie miast królewskich, porządku publicznego, bezpieczeństwa, a w praktyce także wielu spraw administracyjnych, które dziś nazwalibyśmy samorządowymi i komunalnymi.</p><p>To ważny moment, bo Rzeczpospolita próbowała wtedy wydobyć się z ustrojowej niemocy. Po Konstytucji 3 maja reformowano nie tylko wielką politykę, ale też codzienne funkcjonowanie państwa. Miasta miały przestać być wyłącznie tłem dla szlacheckiej Rzeczypospolitej. Miały stać się żywym organizmem obywatelskim. W tym sensie Komisja Policji była nie tylko instytucją porządkową, lecz także jednym z symboli spóźnionej, lecz ambitnej modernizacji.</p><h3><strong>Sartre: wolność jako ciężar</strong></h3><p><strong>121 lat temu, w 1905 roku, w Paryżu urodził się Jean-Paul Sartre</strong> — filozof, pisarz, krytyk literacki i jeden z najważniejszych przedstawicieli egzystencjalizmu. Autor „Bytu i nicości”, „Egzystencjalizm jest humanizmem”, „Mdłości” i cyklu „Drogi do wolności” uczynił z ludzkiej wolności nie ozdobę, lecz dramatyczne zobowiązanie.</p><p>Sartre powtarzał, że człowiek jest skazany na wolność. To zdanie brzmi jak paradoks, ale dobrze oddaje jego myślenie: nie możemy uciec od odpowiedzialności za wybory, nawet wtedy, gdy chcielibyśmy schować się za systemem, religią, partią, obyczajem albo wygodnym milczeniem. W 1964 roku przyznano mu Literacką Nagrodę Nobla, której nie przyjął. Nie chciał, by pisarz stał się instytucją. Był w tym geście upór, pycha, konsekwencja i teatr — dokładnie tyle, ile trzeba, by Sartre pozostał Sartre’em.</p><h3><strong>Edward Abramowski i polska idea spółdzielcza</strong></h3><p><strong>108 lat temu, w 1918 roku, w Warszawie zmarł Edward Abramowski</strong> — socjolog, psycholog, działacz społeczny, teoretyk spółdzielczości, człowiek, który wierzył, że społeczeństwo można przebudowywać nie tylko ustawą i rewolucją, ale również codzienną współpracą ludzi.</p><p>Abramowski należał do tych postaci polskiej myśli społecznej, które nie mieszczą się łatwo w prostych szufladach. Był związany z ruchem socjalistycznym, współtworzył PPS, ale najważniejsze było dla niego budowanie oddolnych więzi, stowarzyszeń, kooperatyw, wspólnot samopomocy. W epoce, w której wielu polityków marzyło o wielkim przewrocie, on przypominał, że państwo zaczyna się często od sklepu spółdzielczego, wzajemnego zaufania i pracy u podstaw.</p><h3><strong>Proces Szesnastu. Cień Moskwy nad polską niepodległością</strong></h3><p><strong>81 lat temu, w 1945 roku, Kolegium Wojskowe Sądu Najwyższego ZSRR w Moskwie ogłosiło wyrok w sprawie przywódców Polskiego Państwa Podziemnego.</strong> Był to finał tzw. Procesu Szesnastu — pokazowego procesu ludzi, którzy w czasie wojny reprezentowali legalne struktury podziemnego państwa polskiego.</p><p>Oskarżono ich o działania przeciw Armii Czerwonej i ZSRR oraz o rzekomą współpracę z Niemcami. W rzeczywistości był to brutalny polityczny komunikat: Polska, która wychodziła z wojny zwycięska moralnie, ale zrujnowana i osamotniona, miała zostać podporządkowana nowemu porządkowi narzuconemu ze Wschodu. Proces Szesnastu należy do najciemniejszych kart powojennej historii. To moment, w którym za kulisami wielkiej dyplomacji rozstrzygał się los ludzi wiernych Rzeczypospolitej.</p><h3><strong>Socrealizm w architekturze: kamień, ideologia i plac Konstytucji</strong></h3><p><strong>77 lat temu, w 1949 roku, podczas Konferencji Architektów Partyjnych w Warszawie ogłoszono, że realizm socjalistyczny będzie obowiązującą doktryną w architekturze.</strong> Od tej pory architektura miała nie tylko służyć ludziom, ale przede wszystkim mówić językiem władzy.</p><p>Socrealizm chciał być monumentalny, zrozumiały i ideologicznie jednoznaczny. W Warszawie jego symbolem stała się Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa i plac Konstytucji. W Nowej Hucie — całe miasto projektowane jako wzorcowa przestrzeń robotnicza. Była w tym ambicja odbudowy, ale też ciężar propagandy. Kamień i kolumnada miały przekonywać, że nowy ustrój jest wieczny. Historia szybko pokazała, że nawet najbardziej monumentalna fasada nie zatrzyma pęknięć w systemie.</p><h3><strong>Granica zachodnia Polski uznana przez parlamenty RFN i NRD</strong></h3><p><strong>36 lat temu, w 1990 roku, parlamenty RFN i NRD uznały nienaruszalność zachodniej granicy Polski.</strong> W roku zjednoczenia Niemiec była to sprawa o fundamentalnym znaczeniu dla bezpieczeństwa Polski i całej Europy Środkowej.</p><p>Granica na Odrze i Nysie Łużyckiej była po II wojnie światowej jednym z najważniejszych tematów polityki międzynarodowej. Dla milionów Polaków oznaczała nie tylko linię na mapie, lecz także pamięć przesiedleń, odbudowy, nowego początku i lęku przed rewizją powojennego ładu. Uznanie jej nienaruszalności było krokiem w stronę nowej Europy — tej po zimnej wojnie, budowanej już nie na czołgach i strefach wpływów, ale na traktatach, dyplomacji i mozolnym pojednaniu.</p><h3><strong>Trzęsienie ziemi w Iranie</strong></h3><p><strong>36 lat temu, w 1990 roku, północny Iran nawiedziło katastrofalne trzęsienie ziemi o magnitudzie 7,7.</strong> Najbardziej ucierpiała prowincja Gilan. Według szacunków zginęło około 40 tysięcy ludzi.</p><p>Była to jedna z największych katastrof naturalnych końca XX wieku. Takie rocznice przypominają, że historia to nie tylko wojny, traktaty, wybory i wielkie biografie. To także nagłe pęknięcia ziemi, które w kilka chwil zamieniają codzienność w ruinę. Wobec kataklizmu człowiek, ze wszystkimi swoimi ideologiami i sporami, okazuje się kruchy jak porcelana.</p><h3><strong>Pierwsze Orły dla polskiego kina</strong></h3><p><strong>27 lat temu, w 1999 roku, w warszawskim kinie Capitol po raz pierwszy przyznano Orły — Polskie Nagrody Filmowe.</strong> Dziś to jedne z najważniejszych wyróżnień w polskim kinie, często porównywane do francuskich Cezarów czy amerykańskich Oscarów.</p><p>Orły pojawiły się w czasie, gdy polskie kino szukało nowego języka po transformacji ustrojowej. Z jednej strony wciąż żywa była wielka tradycja Wajdy, Kieślowskiego, Zanussiego czy Holland, z drugiej — nadchodziło pokolenie twórców próbujących opowiadać o Polsce po 1989 roku. Nagrody miały nie tylko honorować najlepszych, ale też porządkować filmową pamięć kraju.</p><h3><strong>Danuta Kobylińska-Walas. Kobieta, która wyszła na wielkie morze</strong></h3><p><strong>Rok temu, 21 czerwca 2025 roku, zmarła Danuta Kobylińska-Walas</strong>, pierwsza w Polsce kobieta z uprawnieniami kapitana żeglugi wielkiej. Dowodziła między innymi masowcami „Bieszczady” i „Kopalnia Wujek”.</p><p>Jej biografia brzmi jak morska opowieść o przełamywaniu granic. W świecie, który przez dekady uznawał mostek kapitański za przestrzeń niemal wyłącznie męską, ona udowodniła, że kompetencje nie mają płci. Wyszła na morze nie jako ciekawostka, lecz jako profesjonalistka. I została legendą polskiej żeglugi.</p><h3><strong>Muzyczny 21 czerwca: od The Kinks po Lanę Del Rey</strong></h3><p>W muzycznym kalendarzu 21 czerwca brzmi jak dobrze ułożona składanka — trochę brytyjskiego rocka, trochę bluesa, trochę popu, trochę letniego szaleństwa.</p><p><strong>W 1944 roku w Londynie urodził się Ray Davies</strong>, lider The Kinks, autor piosenek, które stały się częścią DNA brytyjskiego rocka. „You Really Got Me”, „All Day and All of the Night”, „Waterloo Sunset” czy „Lola” to utwory, w których energia gitar spotyka się z ironią i opowieścią o zwykłym życiu. Davies miał dar obserwacji godny prozaika. Potrafił z krótkiej piosenki zrobić miniaturę społeczną.</p><p><strong>W 1953 roku urodził się Nils Lofgren</strong>, gitarzysta i multiinstrumentalista, znany ze współpracy z Neilem Youngiem oraz z E Street Band Bruce’a Springsteena. To muzyk z tej szlachetnej kategorii artystów, którzy potrafią stać kilka kroków od reflektora, a mimo to decydować o brzmieniu całej sceny.</p><p><strong>W 1959 roku w Kędzierzynie-Koźlu urodził się Marek Raduli</strong> — gitarzysta, kompozytor, muzyk sesyjny, związany między innymi z Bandą i Wandą, Bajmem, Budką Suflera, a także projektami autorskimi. To jeden z tych instrumentalistów, których nazwisko może nie zawsze pojawia się na pierwszej stronie okładki, ale których brzmienie pamiętają miliony słuchaczy.</p><p><strong>W 1952 roku urodziła się Marcella Detroit</strong>, właściwie Marcella Levy, wokalistka znana z Shakespears Sister. Jej głos współtworzył charakter jednego z najbardziej rozpoznawalnych przebojów lat 90. — „Stay”. Wcześniej współpracowała między innymi z Erikiem Claptonem, dla którego współtworzyła „Lay Down Sally”.</p><p><strong>W 1966 roku doszło do jednej z najbardziej ponurych historii w dziejach pirackich rozgłośni radiowych.</strong> Reg Calvert, menedżer The Fortunes i właściciel Radio City, został zastrzelony przez Williama Smedleya, związanego z konkurencyjną stacją Radio Caroline. W tle była kłótnia o nadajnik. Rock’n’roll bywał romantyczny, ale historia pirackiego radia miała również mroczne rozdziały.</p><p><strong>W 1972 roku przy Stonehenge odbyła się pierwsza edycja rockowego festiwalu związanego z letnim przesileniem.</strong> W kolejnych latach pojawiali się tam między innymi Hawkwind, Wishbone Ash czy Roy Harper. Była to muzyka, kontrkultura i mitologia słońca w jednym — coś pomiędzy koncertem, rytuałem a snem hipisa śpiącego na mokrej trawie.</p><p><strong>W 1975 roku singiel „Love Will Keep Us Together” duetu Captain &amp; Tennille trafił na szczyt listy przebojów w USA.</strong> W tym samym roku <strong>Ritchie Blackmore opuścił Deep Purple</strong>, by stworzyć Rainbow. Tak historia jednego dnia potrafi połączyć słoneczny pop z hardrockową zmianą warty.</p><p><strong>W 1985 roku urodziła się Lana Del Rey</strong>, czyli Elizabeth Woolridge Grant. Jej muzyka zbudowana jest z nostalgii, kina drogi, amerykańskich mitów i melancholii w stylu retro. Sama określała kiedyś swoją estetykę jako „gangsta Nancy Sinatra” — i trudno o lepszą etykietę dla tej mieszanki smutku, glamouru i popkulturowej mgły.</p><p><strong>W 1986 roku Genesis zdobył szczyt brytyjskiej listy płytą „Invisible Touch”.</strong> To był największy komercyjny sukces zespołu, już daleki od progresywnych labiryntów z czasów Petera Gabriela, ale pełen radiowej precyzji Phila Collinsa.</p><p><strong>W 1994 roku George Michael przegrał proces z Sony Records</strong>, próbując wyrwać się z kontraktu, który uważał za krzywdzący. To jedna z ważnych historii o relacji artysty z wielkim przemysłem muzycznym — opowieść o wolności twórczej, pieniądzach i granicach kontroli.</p><p><strong>W 2001 roku zmarł John Lee Hooker</strong>, legenda bluesa. „Boom Boom”, „Dimples”, „I’m in the Mood” — te utwory brzmią jak kurz drogi, dym klubu i stukot obcasa wystukującego rytm. Hooker był jednym z tych muzyków, którzy nie musieli grać wielu dźwięków, by powiedzieć wszystko.</p><p><strong>W 2011 roku Maroon 5 wydali „Moves Like Jagger” z udziałem Christiny Aguilery.</strong> Pop wrócił tam do starego rockowego mitu — do scenicznej charyzmy Micka Jaggera, który od dekad udowadnia, że taniec może być równie ważny jak tekst piosenki.</p><h3><strong>Dziś w kraju: Malta Festival w Poznaniu</strong></h3><p>Dziś w Poznaniu rozpoczyna się <strong>36. Malta Festival</strong>. W programie znalazły się spektakle, performanse, koncerty, warsztaty, spotkania, dyskusje, literatura i seanse filmowe. Wydarzenie potrwa do 28 czerwca.</p><p>Malta od lat jest jednym z najważniejszych polskich festiwali sztuk performatywnych. To przestrzeń, w której teatr wychodzi poza budynek, muzyka miesza się z debatą, a miasto staje się sceną. W czasach, gdy kultura często musi walczyć o uwagę z krótkim filmikiem i nerwowym przewijaniem ekranu, takie festiwale przypominają, że spotkanie na żywo wciąż ma siłę.</p><h3><strong>Dziś za granicą: druga tura wyborów w Kolumbii</strong></h3><p>Dziś w Kolumbii odbywa się <strong>druga tura wyborów prezydenckich</strong>. O urząd prezydenta ubiegają się <strong>Iván Cepeda</strong> oraz <strong>Abelardo de la Espriella</strong>. To wybory opisywane jako starcie dwóch radykalnie odmiennych wizji państwa: kontynuacji rozmów pokojowych i reform społecznych z jednej strony oraz twardej polityki bezpieczeństwa z drugiej.</p><p>Kolumbia od dekad żyje w cieniu przemocy politycznej, konfliktu zbrojnego, narkobiznesu i trudnego procesu pokojowego po porozumieniu z FARC. Dlatego wynik tych wyborów będzie miał znaczenie nie tylko dla samego kraju, ale także dla całego regionu. To nie jest wyłącznie głosowanie o programach. To pytanie o to, czy państwo ma leczyć rany rozmową, czy zaciskać pięść.</p><h3><strong>Tego dnia warto zapamiętać</strong></h3><p>21 czerwca splata w sobie różne odcienie historii: zimną polityczną kalkulację Machiavellego, egzystencjalny niepokój Sartre’a, dramat polskich przywódców sądzonych w Moskwie, architekturę podporządkowaną ideologii, muzykę buntu i popkulturowe refreny lata. To dzień, w którym widać, że historia nigdy nie jest tylko datą. Jest głosem, budynkiem, werdyktem, riffem gitarowym i decyzją podjętą w chwili, gdy światło zaczyna powoli ustępować nocy.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Konfederacja przygląda się Ruchowi Biało-Czerwonych. Jedni widzą konkurencję, inni „miejsce do służby Polsce”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55592,konfederacja-przyglada-sie-ruchowi-bialo-czerwonych-jedni-widza-konkurencje-inni-miejsce-do-sluzby-polsce</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55592,konfederacja-przyglada-sie-ruchowi-bialo-czerwonych-jedni-widza-konkurencje-inni-miejsce-do-sluzby-polsce</guid>
            <pubDate>Sat, 20 Jun 2026 12:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-konfederacja-przyglada-sie-ruchowi-bialo-czerwonych-jedni-widza-konkurencje-inni-miejsce-do-sluzb-1781950763.png</url>
                        <title>Konfederacja przygląda się Ruchowi Biało-Czerwonych. Jedni widzą konkurencję, inni „miejsce do służby Polsce”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55592,konfederacja-przyglada-sie-ruchowi-bialo-czerwonych-jedni-widza-konkurencje-inni-miejsce-do-sluzby-polsce</link>
                    </image><description>W Konfederacji znów słychać skrzypienie wewnętrznych zawiasów. Tym razem nie chodzi o program, głosowanie w Sejmie czy kampanię wyborczą, lecz o nowe stowarzyszenie europosłanki Ewy Zajączkowskiej-Hernik. Ruch Biało-Czerwoni, zarejestrowany 3 czerwca, miał być — według deklaracji założycielki — przestrzenią działania dla ludzi, którym zależy na Polsce i na pomocy obywatelom pozostawionym samym sobie w sporach z urzędami, instytucjami i państwem. W praktyce inicjatywa stała się kolejnym testem dla delikatnej konstrukcji Konfederacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Bo Konfederacja od lat przypomina polityczny zespół grający na jednej scenie, ale nie zawsze według tej samej partytury. Są wolnościowcy z Nowej Nadziei, narodowcy z Ruchu Narodowego, są ambicje, frakcje, osobowości i własne polityczne zaplecza. A teraz dochodzi jeszcze stowarzyszenie prowadzone przez europosłankę, która w ostatnich miesiącach i tak znalazła się w centrum wewnętrznych napięć.</p><h2>Ruch Biało-Czerwoni: pomoc obywatelom czy polityczne zaplecze?</h2><p>Ewa Zajączkowska-Hernik, informując o powstaniu stowarzyszenia, przekonywała, że chce budować środowisko ludzi gotowych do „konkretnego działania dla dobra rodaków”. W jej deklaracji pojawił się mocny społeczny ton: pomoc osobom, które w trudnych sprawach są zdane na decyzje urzędów, nagłaśnianie problemów, wspieranie w kontaktach z instytucjami oraz działanie na rzecz — jak to ujęto — sprawiedliwych i rozsądnych rozwiązań.</p><p>Brzmi to jak klasyczna formuła organizacji obywatelskiej. Ale w polityce, zwłaszcza tej partyjnej, nic nie jest całkiem niewinne. Stowarzyszenie zakładane przez rozpoznawalną europosłankę nie jest zwykłym klubem dyskusyjnym. Może być zapleczem społecznym, narzędziem mobilizacji sympatyków, laboratorium przyszłych kadr, a czasem — choć oficjalnie nikt nie musi tego mówić — także łodzią ratunkową na wypadek politycznych sztormów.</p><h2>Nowa Nadzieja patrzy chłodno</h2><p>Najbardziej ostrożnie, a miejscami wręcz nieufnie, na inicjatywę patrzą przedstawiciele Nowej Nadziei. Grzegorz Płaczek, szef klubu poselskiego Konfederacji i polityk partii Sławomira Mentzena, podkreślił w rozmowie z PAP, że Ruch Biało-Czerwoni jest prywatną inicjatywą Ewy Zajączkowskiej-Hernik, a nie organizacją składową Konfederacji.</p><p>Płaczek zauważył też, że w polityce pojawiła się moda na tworzenie nowych stowarzyszeń — wskazując przy tym przykład byłego premiera Mateusza Morawieckiego i jego aktywności poza strukturą PiS. W jego ocenie projekt Zajączkowskiej-Hernik może być „pewnego rodzaju konkurencją” dla Nowej Nadziei.</p><p>To ważne zdanie. Nie pada tu jeszcze słowo „rozłam”, ale pojawia się polityczny kod ostrzegawczy. W partiach słowo „konkurencja” wypowiedziane o inicjatywie koleżanki z szerokiego obozu zwykle nie oznacza spokojnej wymiany poglądów przy kawie. Oznacza pytanie o lojalność, wpływy i kontrolę nad ludźmi.</p><h2>Ruch Narodowy widzi sprawę inaczej</h2><p>Zupełnie inny ton słychać po stronie Ruchu Narodowego. Krzysztof Tuduj, poseł Konfederacji i wiceprezes Ruchu Narodowego, powiedział PAP, że inicjatywę Zajączkowskiej-Hernik „przyjmuje ciepło”. Według niego stowarzyszenie może być miejscem działania dla osób, które nie chcą należeć do partii politycznej, ale chcą pracować społecznie i ideowo.</p><p>Tuduj wyraźnie rozdziela partię od stowarzyszenia. Co więcej, nie tylko nie widzi w tym zagrożenia, ale spodziewa się, że podobnych inicjatyw w środowisku Konfederacji może być więcej. W jego ocenie mogą one wzmacniać cele zgodne z postulatami Konfederacji.</p><p>To z kolei pokazuje różnicę kultury organizacyjnej między dwoma głównymi nurtami Konfederacji. Nowa Nadzieja wydaje się czytać sytuację przez pryzmat dyscypliny i spójności partyjnej. Ruch Narodowy — przynajmniej w tej sprawie — przedstawia się jako środowisko bardziej przyzwyczajone do działalności w wielu organizacjach równolegle: stowarzyszeniach, fundacjach, inicjatywach patriotycznych i społecznych.</p><h2>Sprawa Doroty Spalony i pytanie o granice lojalności</h2><p>Najbardziej konkretny spór dotyczy Doroty Spalony, działaczki Nowej Nadziei, która poinformowała publicznie, że została „wyrzucona” z partii po przystąpieniu do stowarzyszenia Ewy Zajączkowskiej-Hernik. Jak napisała, usłyszała, że według interpretacji statutu sama wykluczyła się z ugrupowania, ponieważ przystąpiła do organizacji uznanej za sprzeczną z celami partii.</p><p>Przedstawiciele Nowej Nadziei przedstawiają sprawę inaczej: nie jako wyrzucenie, lecz jako skutek zapisów statutowych. Wskazywany przepis mówi o utracie członkostwa w razie samowolnego przystąpienia do innej partii politycznej albo organizacji, której cele, metody działania i interesy są sprzeczne z celami, metodami działania i interesem partii.</p><p>Tu pojawia się sedno sporu. Czy stowarzyszenie deklarujące promocję patriotyzmu, przedsiębiorczości, tradycji i historii narodowej rzeczywiście można uznać za organizację sprzeczną z interesem Nowej Nadziei? Czy decydują zapisy w dokumentach, czy realny kontekst polityczny: osoby, frakcje, europarlamentarne wybory i przesuwanie się Zajączkowskiej-Hernik w stronę środowiska narodowego?</p><p>W polityce statut bywa jak nóż w teatrze Czechowa: jeśli wisi na ścianie w pierwszym akcie, prędzej czy później ktoś po niego sięgnie.</p><h2>Europejski epizod, który wrócił krajowym echem</h2><p>Sprawa stowarzyszenia nie pojawiła się w próżni. Pod koniec marca Zajączkowska-Hernik poinformowała o dołączeniu do frakcji Patrioci dla Europy w Parlamencie Europejskim. Opuściła tym samym grupę Europy Suwerennych Narodów, z którą związani są europosłowie Nowej Nadziei: Marcin Sypniewski i Stanisław Tyszka.</p><p>Formalnie europosłanka zapewniała, że nie rezygnuje z członkostwa w Nowej Nadziei i nie została poinformowana o wykluczeniu. Później jednak rzecznik Konfederacji Wojciech Machulski mówił, że sama wykluczyła się z partii, ponieważ nie skonsultowała przejścia do innej grupy w PE. Zajączkowska-Hernik odpowiadała, że narracja o „samowykreśleniu” jest nieprawdziwa i że została wykreślona z listy członków Nowej Nadziei.</p><p>To nie jest wyłącznie techniczny spór o regulamin partyjny. To pytanie o to, kto w Konfederacji wyznacza granice samodzielności politycznej. Czy europoseł może zmienić frakcję w Parlamencie Europejskim bez zgody macierzystej partii? Czy działacz może należeć do stowarzyszenia prowadzonego przez polityka tego samego obozu? I wreszcie: czy Konfederacja jest federacją środowisk, czy coraz bardziej partią wymagającą jednolitej dyscypliny?</p><h2>Cień Morawieckiego i moda na ruchy obok partii</h2><p>Nieprzypadkowo Grzegorz Płaczek przywołał przykład Mateusza Morawieckiego. W polskiej polityce stowarzyszenia zakładane „obok” partii rzadko są tylko obywatelskimi dodatkami. Bywają zapleczem eksperckim, kadrowym, medialnym i terenowym. Czasami pozwalają politykowi poszerzyć wpływy bez formalnej wojny z partią. Czasami są pierwszym etapem budowy nowego projektu.</p><p>Historia III RP zna wiele podobnych konstrukcji: ruchy społeczne, kluby, fundacje, komitety i inicjatywy, które zaczynały jako zaplecze ideowe, a kończyły jako realne narzędzie polityczne. Nie zawsze prowadziło to do rozłamu, ale zawsze wprowadzało nowy układ sił.</p><p>W przypadku Konfederacji napięcie jest szczególne, bo ugrupowanie od początku opiera się na sojuszu różnych środowisk. Ta różnorodność bywała jego siłą — pozwalała łączyć wyborców wolnorynkowych, narodowych, antysystemowych i konserwatywnych. Ale ta sama różnorodność może stać się słabością, gdy zaczyna się walka o pierwszeństwo w marszu.</p><h2>Co dalej?</h2><p>Na razie Ruch Biało-Czerwoni jest stowarzyszeniem, nie partią. Jego liderka deklaruje działalność społeczną i obywatelską, a politycy Ruchu Narodowego nie ukrywają życzliwości wobec tej inicjatywy. Nowa Nadzieja zachowuje dystans, a w tle pojawia się już praktyka wyciągania konsekwencji wobec osób, które do stowarzyszenia przystąpiły.</p><p>To sytuacja, w której każde kolejne nazwisko będzie miało znaczenie. Jeżeli do Ruchu Biało-Czerwonych zaczną dołączać rozpoznawalni działacze Konfederacji, sprawa przestanie być epizodem. Stanie się testem lojalności i realnej pozycji Ewy Zajączkowskiej-Hernik po jej politycznym przesunięciu w stronę narodowców.</p><p>Konfederacja na zewnątrz nadal mówi jednym głosem o walce o Polskę. Wewnątrz jednak coraz wyraźniej słychać kilka melodii. Pytanie brzmi, czy uda się z nich złożyć marsz, czy raczej kakofonię, w której każdy instrument gra już pod własną przyszłą kampanię.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[20 czerwca: dzień królów, komediopisarzy, śląskiej pamięci i muzyki, która wraca jak refren]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55589,20-czerwca-dzien-krolow-komediopisarzy-slaskiej-pamieci-i-muzyki-ktora-wraca-jak-refren</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55589,20-czerwca-dzien-krolow-komediopisarzy-slaskiej-pamieci-i-muzyki-ktora-wraca-jak-refren</guid>
            <pubDate>Sat, 20 Jun 2026 10:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-20-czerwca-dzien-krolow-komediopisarzy-slaskiej-pamieci-i-muzyki-ktora-wraca-jak-refren-1781943829.png</url>
                        <title>20 czerwca: dzień królów, komediopisarzy, śląskiej pamięci i muzyki, która wraca jak refren</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55589,20-czerwca-dzien-krolow-komediopisarzy-slaskiej-pamieci-i-muzyki-ktora-wraca-jak-refren</link>
                    </image><description>Są takie daty, które wyglądają jak stary, wielowątkowy film. W jednej scenie rodzi się przyszły król Polski, w drugiej na Kremlu rozgrywa się krwawy dramat Dymitriad, dalej Aleksander Fredro ostrzy pióro, Górny Śląsk wraca do Polski, a z gramofonu płyną Beach Boys, Lionel Richie, Lady Pank i Kombi. 20 czerwca to dzień, w którym historia nie idzie równym marszem. Raczej tańczy — czasem poloneza, czasem żałobny marsz, czasem rockowy numer z lat 80.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>sobota, 20 czerwca</strong>, 171. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.13, zajdzie o 21.00. Imieniny obchodzą: <strong>Bożena, Bogna, Bogumiła, Jan, Tomasz, Rafał, Michał i Franciszek</strong>.</p><h2><strong>Zygmunt III Waza: król urodzony w cieniu więziennych murów</strong></h2><p><strong>460 lat temu, w 1566 roku</strong>, w więzieniu na zamku Gripsholm w Szwecji urodził się <strong>Zygmunt III Waza</strong>, syn Katarzyny Jagiellonki i Jana Wazy. Już sam początek jego życia brzmi jak rozdział z powieści historycznej: królewskie dziecko przychodzi na świat nie w blasku dworu, lecz w murach zamku, gdzie polityka mieszała się z rodzinnym dramatem.</p><p>Zygmunt III miał później stać się jedną z najważniejszych, ale i najbardziej dyskutowanych postaci polskiej historii. To za jego panowania przeniesiono centrum władzy z Krakowa do Warszawy. Był królem, którego ambicje sięgały Szwecji i Moskwy, a decyzje polityczne do dziś bywają oceniane skrajnie — od obrony katolicyzmu i majestatu Rzeczypospolitej po zarzuty o wikłanie kraju w wyniszczające konflikty dynastyczne.</p><h2><strong>Kreml, Dymitriady i polityka jak z Szekspira</strong></h2><p><strong>421 lat temu, w 1605 roku</strong>, podczas Dymitriad na Kremlu zwolennicy wspieranego przez część polskiej szlachty <strong>Dymitra Samozwańca</strong> zamordowali obalonego cara Rosji <strong>Fiodora II</strong> i jego matkę Marię Skuratową-Bielską.</p><p>To jeden z tych momentów, gdy polityka w Europie Wschodniej przypominała krwawy dramat — trochę Szekspir, trochę Dostojewski, trochę mroczna kronika o tym, jak władza potrafi pożerać własne dzieci. Dymitriady były nie tylko epizodem awanturniczym. Pokazywały też, jak bardzo Rzeczpospolita próbowała wtedy wpływać na losy Moskwy i jak wysoką cenę można zapłacić za grę prowadzoną na cudzym tronie.</p><h2><strong>Aleksander Fredro: śmiech, który ocala rozsądek</strong></h2><p><strong>233 lata temu, w 1793 roku</strong>, w Surochowie koło Przemyśla urodził się <strong>Aleksander Fredro</strong>, autor <strong>„Zemsty”</strong>, <strong>„Ślubów panieńskich”</strong> i jeden z największych mistrzów polskiej komedii.</p><p>Fredro pisał o ludzkich przywarach z taką precyzją, jakby patrzył przez szkło powiększające, ale bez pogardy. Cześnik, Rejent, Papkin — to przecież nie tylko figury z lektury szkolnej. To typy, które wciąż spotykamy w urzędach, na zebraniach, w polityce i przy rodzinnych stołach. Fredro miał tę rzadką umiejętność, że potrafił śmiać się z narodowych wad, nie odmawiając narodowi serca.</p><p>I może dlatego jego słynne „Niech się dzieje wola Nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba” brzmi do dziś jak ironiczna modlitwa człowieka, który wie, że historia często pisze scenariusze bardziej absurdalne niż komedia.</p><h2><strong>Królestwo Polskie: państwo z nadzieją i kajdanami</strong></h2><p><strong>211 lat temu, w 1815 roku</strong>, w Warszawie uroczyście ogłoszono powstanie <strong>Królestwa Polskiego</strong>. Po klęsce Napoleona i decyzjach kongresu wiedeńskiego Polacy otrzymali namiastkę państwowości, ale w unii personalnej z rosyjskim carem.</p><p>Było w tym coś z politycznego paradoksu: konstytucja, wojsko, administracja, język polski w urzędach — a jednocześnie coraz mocniejszy cień Petersburga. Królestwo Polskie stało się przestrzenią nadziei i rozczarowania, które po latach doprowadziły do wybuchu Powstania Listopadowego. Historia po raz kolejny pokazała, że wolność reglamentowana przez zaborcę wcześniej czy później zaczyna dusić.</p><h2><strong>Górny Śląsk wraca do Polski</strong></h2><p><strong>104 lata temu, w 1922 roku</strong>, Wojsko Polskie pod dowództwem gen. <strong>Stanisława Szeptyckiego</strong> przejęło część Górnego Śląska przyznaną Polsce decyzją Konferencji Ambasadorów.</p><p>To wydarzenie ma dziś szczególną wagę, bo <strong>20 czerwca obchodzony jest Narodowy Dzień Powstań Śląskich</strong>. Święto ustanowiono ustawą z 12 maja 2022 roku; zgodnie z jej art. 1 dzień 20 czerwca ustanowiono Narodowym Dniem Powstań Śląskich, a art. 2 nadał mu rangę święta państwowego.&nbsp;</p><p>Śląskie powstania z lat 1919–1921 były walką nie tylko o granice, lecz także o język, dom, szkołę, kościół, kopalnię, rodzinny krajobraz. W 2026 roku prezydent Karol Nawrocki ma odwiedzić Grabówkę w gminie Lubomia, gdzie zaplanowano odsłonięcie tablicy pamięci Powstańców Śląskich i spotkanie z mieszkańcami.&nbsp;</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego to także dobra okazja, by przypomnieć, że polska niepodległość nie była jednym aktem z 11 listopada. Była procesem: zrywów, plebiscytów, dyplomacji, kolei wojskowych transportów, lokalnych komitetów i tysięcy rodzin, które wybierały polskość nie z podręcznika, ale z codziennego doświadczenia.</p><h2><strong>Palmiry: ciemna karta czerwca</strong></h2><p><strong>86 lat temu, 20–21 czerwca 1940 roku</strong>, Niemcy rozstrzelali w Palmirach 378 więźniów Pawiaka i aresztu przy al. Szucha. Wśród zamordowanych byli m.in. <strong>Maciej Rataj</strong>, <strong>Mieczysław Niedziałkowski</strong> i <strong>Janusz Kusociński</strong>.</p><p>Palmiry są jednym z najbardziej przejmujących symboli niemieckiej polityki terroru wobec polskich elit. Zamordowano ludzi nauki, polityki, sportu, kultury i społecznego autorytetu. Kusociński — mistrz olimpijski, człowiek biegnący kiedyś po złoto — został zatrzymany przez historię w najbrutalniejszy możliwy sposób. Jakby ktoś przerwał film w chwili, gdy bohater powinien jeszcze długo żyć.</p><p>Tego samego dnia w 1940 roku premier <strong>Władysław Sikorski</strong> opuścił Francję i udał się do Londynu. Po klęsce Francji polskie władze emigracyjne musiały ocalić ciągłość państwa. Londyn stał się wtedy nie tyle miejscem ucieczki, ile nowym posterunkiem.</p><h2><strong>Glinciszki, Ruch i obywatelski wybór</strong></h2><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku</strong>, litewska policja współpracująca z Niemcami dokonała pacyfikacji polskiej wsi <strong>Glinciszki</strong> na Wileńszczyźnie, mordując 38 Polaków. To wydarzenie należy do tych bolesnych rozdziałów wojny, w których lokalne konflikty, okupacyjna przemoc i nacjonalizmy tworzyły mieszankę śmiercionośną.</p><p><strong>56 lat temu, w 1970 roku</strong>, SB aresztowała działaczy organizacji <strong>„Ruch”</strong>, oskarżonych o próbę obalenia ustroju i planowanie wysadzenia pomnika oraz Muzeum Lenina w Poroninie. Wśród zatrzymanych byli m.in. <strong>Andrzej Czuma</strong> i <strong>Stefan Niesiołowski</strong>. Był to jeden z przykładów oporu wobec PRL jeszcze przed narodzinami wielkiej fali „Solidarności”.</p><p><strong>24 lata temu, w 2002 roku</strong>, Sejm RP przyjął ustawę wprowadzającą <strong>bezpośredni wybór wójtów, burmistrzów i prezydentów miast</strong>. Dla samorządów była to zmiana ustrojowa o ogromnym znaczeniu. Od tej pory mieszkańcy mogli bezpośrednio wskazywać gospodarza gminy lub miasta. W lokalnej demokracji — także w takich miastach jak Tomaszów Mazowiecki — był to moment przełomowy, bo odpowiedzialność władzy wykonawczej stała się bardziej czytelna dla obywateli.</p><h2><strong>Zofia Hertz, ojciec Medard i Sprawiedliwy z Warszawy</strong></h2><p><strong>23 lata temu, w 2003 roku</strong>, w Maisons-Laffitte zmarła <strong>Zofia Hertz</strong>, współzałożycielka Instytutu Literackiego i „Kultury”, najbliższa współpracowniczka Jerzego Giedroycia. Bez takich osób polska emigracyjna myśl polityczna po wojnie wyglądałaby zupełnie inaczej. „Kultura” była dla wielu czytelników czymś więcej niż pismem — była intelektualnym azylem i mapą Polski, której nie można było znaleźć w oficjalnych gazetach PRL.</p><p><strong>13 lat temu, w 2013 roku</strong>, zmarł kapucyn <strong>ojciec Medard</strong>, czyli Stanisław Parysz, ostatni żyjący kapelan Powstania Warszawskiego. Niósł pomoc duchową żołnierzom i ludności cywilnej w szpitalach, kościołach i schronach. Był świadkiem tego, jak wiara, strach i odwaga spotykały się pod gruzami miasta.</p><p><strong>4 lata temu, w 2022 roku</strong>, zmarł <strong>Józef Władysław Walaszczyk</strong>, uhonorowany tytułem <strong>Sprawiedliwego wśród Narodów Świata</strong>. W czasie wojny uratował 53 Żydów. Takie biografie nie potrzebują patosu. Wystarczy liczba i świadomość, że za każdą z tych 53 osób stało życie, rodzina, przyszłość.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: Offenbach, Brian Wilson, Lionel Richie i polski rock</strong></h2><p>20 czerwca ma także mocny rytm muzyczny. <strong>W 1819 roku urodził się Jacques Offenbach</strong>, kompozytor, którego operetki niosły w sobie lekkość, ironię i paryski blask. Gdyby Fredro pisał muzyką, być może czasem brzmiałby właśnie jak Offenbach.</p><p><strong>W 1942 roku urodził się Brian Wilson</strong>, lider i geniusz The Beach Boys, współtwórca słonecznego mitu Kalifornii, ale też artysta, którego życie pokazało, że za najjaśniejszą harmonią potrafi ukrywać się cień. Zmarł 11 czerwca 2025 roku.</p><p><strong>W 1943 roku urodził się Wojciech Gąssowski</strong>, którego głos wielu słuchaczom kojarzy się z elegancją polskiej piosenki i epoką, w której przebój miał melodię, frazę i styl. <strong>W 1949 roku urodził się Lionel Richie</strong>, najpierw związany z Commodores, potem gwiazda solowa, autor ballad, które potrafiły zamieniać radiowy wieczór w scenę z filmu.</p><p>Polskie akcenty są dziś szczególnie mocne. <strong>20 czerwca 1983 roku ukazał się debiutancki album Lady Pank</strong> — płyta, która dla wielu była ścieżką dźwiękową młodości, trzaskiem gitary w szarej rzeczywistości PRL. Rok później, <strong>w 1984 roku</strong>, Kombi wydało album <strong>„Nowy rozdział”</strong>, idealnie zatytułowany jak na zespół, który wprowadzał syntezatorowe brzmienia do polskiej wyobraźni popowej.</p><p>A w 1998 roku zadebiutowała Reni Jusis albumem <strong>„Zakręcona”</strong> — tytułem, który dobrze oddawał energię końca lat 90., gdy polska scena muzyczna odważnie przestawiała zwrotnice w stronę nowoczesnego popu.</p><h2><strong>Dziś w kraju: Śląsk i samorządowcy</strong></h2><p>W kraju głównym wydarzeniem dnia są obchody <strong>Narodowego Dnia Powstań Śląskich</strong>. Prezydent Karol Nawrocki odwiedza Grabówkę w gminie Lubomia w powiecie wodzisławskim, gdzie zaplanowano uroczystość odsłonięcia tablicy pamięci Powstańców Śląskich i spotkanie z mieszkańcami.&nbsp;</p><p>W Warszawie zapowiedziano także konwencję partii <strong>Nowa Polska</strong>. Ugrupowanie budowane jest przez środowisko samorządowców; jako jego liderzy wskazywani są m.in. Zygmunt Frankiewicz, Wadim Tyszkiewicz i Andrzej Dziuba. Oficjalna strona formacji informowała, że 28 stycznia 2026 roku koło senackie „Niezależni i Samorządni” zmieniło nazwę na koło senackie „NOWA Polska”. &nbsp;</p><p>To ciekawy polityczny kontrapunkt do rocznicy ustawy z 2002 roku o bezpośrednich wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Historia znów puszcza oko: tego samego dnia mówimy i o powstaniach, i o samorządności, i o lokalnej odpowiedzialności. A ta — jak dobrze wiedzą mieszkańcy każdego miasta — zaczyna się nie w telewizyjnym studiu, lecz na ulicy, w szkole, przychodni, urzędzie i na sesji rady.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[19 czerwca: od „Daru Pomorza” i Pawiaka po Opole, Faras i sejmowe głosowania. Co mówi nam historia?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55582,19-czerwca-od-daru-pomorza-i-pawiaka-po-opole-faras-i-sejmowe-glosowania-co-mowi-nam-historia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55582,19-czerwca-od-daru-pomorza-i-pawiaka-po-opole-faras-i-sejmowe-glosowania-co-mowi-nam-historia</guid>
            <pubDate>Fri, 19 Jun 2026 07:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-19-czerwca-od-daru-pomorza-i-pawiaka-po-opole-faras-i-sejmowe-glosowania-co-mowi-nam-historia-1781856888.png</url>
                        <title>19 czerwca: od „Daru Pomorza” i Pawiaka po Opole, Faras i sejmowe głosowania. Co mówi nam historia?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55582,19-czerwca-od-daru-pomorza-i-pawiaka-po-opole-faras-i-sejmowe-glosowania-co-mowi-nam-historia</link>
                    </image><description>Dziś jest piątek, 19 czerwca, sto siedemdziesiąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.13, zajdzie o godz. 21.00. Imieniny obchodzą: Bonifacy, Gerwazy, Julianna, Michalina i Romuald.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie dni w kalendarzu, które nie układają się w prostą opowieść. Raczej przypominają wielogłosową partyturę: trochę jak festiwal w Opolu, trochę jak ciemny korytarz Pawiaka, trochę jak pokład „Daru Pomorza”, który po latach burz wraca do portu. <strong>19 czerwca</strong> prowadzi nas od średniowiecznej polityki miecza i sojuszy, przez dramat XX wieku, po kulturę, prawa człowieka, muzykę i dzisiejsze spory o państwo, pracę, zdrowie oraz bezpieczeństwo.</p><h2>Krzyżacy, Świdrygiełło i stara lekcja o cenie sojuszy</h2><p><strong>595 lat temu, w 1431 roku, zakon krzyżacki zawarł przymierze ze Świdrygiełłą</strong>, wielkim księciem litewskim buntującym się przeciwko Polsce. Układ stał się jednym z zapalników wojny polsko-krzyżackiej, która trwała cztery lata.</p><p>To epizod, który brzmi jak fragment kroniki Jana Długosza, ale jego sens jest bardzo współczesny. Polityka w Europie Środkowej nigdy nie była grą samotnych rycerzy. Zawsze była siecią zależności, urażonych ambicji, kalkulacji i map przesuwanych po stole. Świdrygiełło chciał władzy i większej niezależności Litwy, Krzyżacy szukali sposobu na osłabienie Polski, a Korona musiała kolejny raz udowadniać, że zwycięstwo pod Grunwaldem nie zamknęło historii raz na zawsze.</p><h2>„Dar Pomorza” wpływa do Gdyni. Biała fregata II Rzeczypospolitej</h2><p><strong>96 lat temu, w 1930 roku, do portu w Gdyni wpłynął żaglowiec szkolny „Dar Pomorza”</strong>, zakupiony we Francji. Wcześniej jednostka była niemieckim statkiem szkolnym, ale w polskiej historii stała się czymś znacznie większym niż tylko żaglowcem.</p><p>„Dar Pomorza” był jednym z symboli morskich ambicji II Rzeczypospolitej. Gdynia rosła wtedy jak miasto z mitu — z rybackiej osady w nowoczesny port. W tym samym duchu budowano Centralny Okręg Przemysłowy, magistralę węglową, szkoły, instytucje, administrację. Polska, która po zaborach wróciła na mapę, chciała mówić światu: mamy własne morze, własną flotę, własny kurs.</p><p>Dla kolejnych pokoleń marynarzy „Dar Pomorza” był szkołą dyscypliny, odwagi i pracy zespołowej. Nie bez powodu nazywano go „Białą Fregatą”. W jego historii jest coś z romantyzmu Conrada i coś z pozytywistycznej wiary w państwo budowane codziennym wysiłkiem.</p><h2>Pawiak i śmierć Delegata Rządu na Kraj</h2><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku, na Pawiaku zmarł Jan Piekałkiewicz</strong>, ekonomista, działacz Stronnictwa Ludowego, od 1942 roku Delegat Rządu RP na Kraj. Został zakatowany przez Niemców.</p><p>Pawiak był jednym z najczarniejszych adresów okupowanej Warszawy. Miejsce śledztw, tortur, egzekucji, oczekiwania na wyrok, który często już zapadł, zanim ktokolwiek zdążył usłyszeć akt oskarżenia. Piekałkiewicz należał do tych ludzi Polskiego Państwa Podziemnego, którzy nie działali dla pomnika. Działali, bo państwo — choć okupowane — miało istnieć nadal: w strukturach, decyzjach, łączności, odpowiedzialności.</p><p>Jego śmierć jest przypomnieniem, że podziemna Polska nie była tylko zbrojną legendą. Była też administracją, prawem, polityką, szkołą obywatelskiej ciągłości. Państwem bez terytorium, ale z sumieniem.</p><h2>Złoto Funduszu Obrony Narodowej i powojenne pęknięcie</h2><p><strong>79 lat temu, w 1947 roku, w ambasadzie polskiej w Londynie zdeponowano ponad 200 kilogramów złota pochodzącego z przedwojennego Funduszu Obrony Narodowej.</strong> Przekazali je gen. Stanisław Tatar i płk Marian Utnik — wbrew stanowisku rządu RP na uchodźstwie. Wkrótce obaj wrócili do kraju.</p><p>To historia, w której metal szlachetny waży mniej niż moralny ciężar decyzji. Fundusz Obrony Narodowej powstał przed wojną jako gest społecznej mobilizacji. Obywatele oddawali pieniądze, kosztowności, biżuterię, rodzinne pamiątki — wszystko po to, by wzmocnić obronność państwa.</p><p>Po wojnie spór o złoto stał się sporem o legalność, lojalność i przyszłość Polski. Londyn reprezentował ciągłość II Rzeczypospolitej. Warszawa — nową władzę zależną od Moskwy. Ten konflikt nie mieści się w prostym rachunku księgowym. To raczej dramat z pogranicza „Popiołu i diamentu”: wojna niby się skończyła, ale wybory wciąż miały cenę życia, honoru i pamięci.</p><h2>Gomułka, Marzec ’68 i język, który otwierał drzwi wykluczeniu</h2><p><strong>59 lat temu, w 1967 roku, Władysław Gomułka podczas VI Kongresu Związków Zawodowych wygłosił przemówienie odnoszące się do wojny na Bliskim Wschodzie.</strong> Padły wówczas słowa o obywatelach polskich narodowości żydowskiej i „jednej ojczyźnie” — Polsce Ludowej.</p><p>To wystąpienie stało się jednym z ważnych etapów narastającej kampanii antysemickiej, która eksplodowała rok później w Marcu 1968 roku. Propaganda PRL ubierała wykluczenie w język lojalności państwowej. Mechanizm był znany z wielu epok: najpierw wskazuje się „obcych”, potem każe im udowadniać swoją przynależność, a na końcu wypycha się ich poza wspólnotę.</p><p>Warto o tym pamiętać szczególnie dziś, kiedy debata publiczna znowu bywa brutalna, a słowa potrafią działać jak zapałka rzucona na suchą trawę.</p><h2>Trebunie-Tutki, Faras i polska kultura bez kompleksów</h2><p><strong>56 lat temu, w 1970 roku, w Zakopanem urodził się Krzysztof Trebunia-Tutka</strong>, muzyk, architekt, lider zespołu Trebunie-Tutki. To artysta, który pokazał, że tradycja góralska nie musi stać w muzealnej gablocie. Może spotykać się z reggae, jazzem, muzyką świata i nie tracić swojej tożsamości.</p><p><strong>54 lata temu, w 1972 roku, w Muzeum Narodowym w Warszawie otwarto stałą ekspozycję fresków z Faras.</strong> To jedno z najważniejszych osiągnięć polskiej archeologii i konserwacji zabytków. Freski uratowane podczas misji kierowanej przez prof. Kazimierza Michałowskiego są świadectwem chrześcijańskiej Nubii — świata odległego geograficznie, ale zadziwiająco bliskiego w swoim artystycznym pięknie.</p><p>Oba wydarzenia pokazują coś ważnego: kultura żyje wtedy, gdy nie boi się dialogu. Góralska muzyka może rozmawiać z Jamajką, a polskie muzeum może stać się domem dla sztuki znad Nilu.</p><h2>Lidia Zamkow, samorząd i Halina Bortnowska</h2><p><strong>44 lata temu, w 1982 roku, zmarła Lidia Zamkow</strong>, aktorka, reżyserka teatralna i pedagog. Należała do pokolenia ludzi teatru, dla których scena była miejscem ryzyka intelektualnego, nie tylko dekoracją dla poprawnych gestów. Teatr w jej rozumieniu miał boleć, pytać, rozcinać społeczne złudzenia.</p><p><strong>32 lata temu, w 1994 roku, w Polsce odbyły się wybory samorządowe.</strong> Dla lokalnych wspólnot był to jeden z ważnych etapów dojrzewania demokracji po 1989 roku. Samorząd nie jest może tak efektowny jak wielka polityka sejmowa, ale to właśnie on decyduje o szkole, drodze, chodniku, domu kultury, planie zagospodarowania, komunikacji i jakości codziennego życia.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to szczególnie ważna perspektywa. Wielka historia często przychodzi w mundurze albo z przemówieniem z trybuny. Lokalna historia przychodzi częściej z uchwałą rady miejskiej, budżetem, decyzją o remoncie ulicy, konkursem na dyrektora szkoły czy sporem o to, jak ma wyglądać najbliższe podwórko.</p><p><strong>2 lata temu, w 2024 roku, zmarła Halina Bortnowska</strong> — publicystka, redaktorka „Znaku”, współzałożycielka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, założycielka pierwszego w Polsce hospicjum, w stanie wojennym internowana. Była z tych osób, które nie potrzebowały wielkich haseł, żeby bronić człowieka. Wystarczyła konsekwencja, empatia i odwaga.</p><h2>Muzyczny 19 czerwca: od Opola po Heart, Camel i Carole King</h2><p><strong>19 czerwca ma także mocny puls muzyczny.</strong> W 1914 roku urodził się Lester Flatt, gitarzysta i mandolinista, jedna z ważnych postaci bluegrassu. W 1945 roku przyszedł na świat Peter Bardens, współzałożyciel i klawiszowiec grupy Camel — zespołu, który w rocku progresywnym szukał przestrzeni, nastroju i długiej opowieści.</p><p>W 1950 roku urodziła się Ann Wilson, głos zespołu Heart. Wystarczy przypomnieć „Barracuda”, by usłyszeć rockową siłę, która nie prosi o miejsce przy stole, tylko je sobie bierze. W 1962 roku urodziła się Paula Abdul — tancerka, piosenkarka i jedna z ikon popkultury przełomu lat 80. i 90.</p><p>Szczególne miejsce w polskim kalendarzu zajmuje jednak <strong>19 czerwca 1963 roku</strong>, kiedy w Opolu odbył się pierwszy Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej. Opole stało się dla polskiej piosenki tym, czym Cannes dla kina — miejscem debiutów, triumfów, sporów, czasem skandali, ale przede wszystkim sceną, na której odbijała się historia kraju. Od elegancji Ewy Demarczyk, przez bunt Czesława Niemena, po popowe refreny kolejnych dekad.</p><p>Tego dnia wspominamy również m.in. Simona Wrighta, perkusistę AC/DC i Dio, Briana Welcha z grupy Korn, Gerry’ego Goffina — autora tekstów współtworzącego z Carole King takie klasyki jak „Will You Love Me Tomorrow” czy „The Loco-Motion” — oraz Jamesa Prime’a, klawiszowca Deacon Blue, zmarłego w 2025 roku.</p><h2>Dziś w kraju: Sejm, medycy, mobbing, paliwa i fajerwerki</h2><p>Dzisiejszy dzień polityczny w Polsce upływa pod znakiem sejmowych głosowań. Posłowie mają zająć się m.in. rządowym projektem dotyczącym zbierania informacji o zarobkach medyków w powiązaniu z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu.</p><p>Temat wrócił z dużą siłą po doniesieniach o lekarzu w trakcie specjalizacji, radnym Koalicji Obywatelskiej, który w 2025 roku miał zarobić 1,6 mln złotych, pracując m.in. w Warszawskim Szpitalu Południowym. Sprawa szybko przekroczyła granice zwykłej debaty płacowej. Stała się pytaniem o transparentność finansów publicznych, organizację ochrony zdrowia i granice społecznej akceptacji dla bardzo wysokich wynagrodzeń w systemie, w którym pacjenci nadal często czekają miesiącami na wizytę.</p><p>Sejm ma też głosować nad podatkiem od nadzwyczajnych zysków z tytułu wytwarzania i obrotu niektórymi paliwami ciekłymi w 2026 roku. Wpływy z tzw. windfall tax mają pomóc w finansowaniu działań osłonowych na rynku paliw. To klasyczny polityczny dylemat: gdy ceny paliw stają się społeczną gorączką, państwo próbuje znaleźć instrument, który pokaże obywatelom, że ktoś trzyma rękę na pulsie.</p><p>W planie są również głosowania nad zmianami w Kodeksie pracy i Kodeksie postępowania cywilnego, określanymi jako ustawa antymobbingowa. Projekt dotyka obszarów związanych z równym traktowaniem, wynagradzaniem i prawem do zadośćuczynienia. W praktyce to sprawa tysięcy miejsc pracy, także lokalnych — urzędów, szkół, firm, zakładów i instytucji, w których formalny regulamin często przegrywa z codzienną kulturą zarządzania.</p><p>Na stole jest także projekt dotyczący ochrony zwierząt i wyrobów pirotechnicznych. Zakaz używania określonych widowiskowych materiałów pirotechnicznych miałby ograniczyć cierpienie zwierząt, a jednocześnie pozostawić samorządom możliwość wskazania wyjątków, m.in. 31 grudnia i 1 stycznia. To temat, który co roku wraca także w lokalnych społecznościach: między potrzebą świętowania a odpowiedzialnością za psy, koty, dzikie ptaki, osoby starsze i ludzi z nadwrażliwością na huk.</p><h2>Obrona, odzyskane zabytki i Puszcza Białowieska</h2><p>W Warszawie rozpoczyna się pierwsza edycja Warszawskich Targów Obronnych. To wydarzenie poświęcone bezpieczeństwu, obronności i odporności państwa. Wśród uczestników paneli mają znaleźć się m.in. przedstawiciele rządu, samorządów, wojska, służb oraz branży zbrojeniowej.</p><p>W stolicy zaplanowano także prezentację dóbr kultury odzyskanych z Niemiec. Chodzi m.in. o fragment średniowiecznego rękopisu z hymnem „Gaude Mater Polonia”, pierścień króla Zygmunta I Starego oraz miniaturowe eksponaty kolejowe z przedwojennego Muzeum Komunikacji w Warszawie. Każdy taki powrót jest czymś więcej niż muzealną formalnością. To jak odzyskanie zdania wyrwanego z narodowej książki.</p><p>Minister klimatu i środowiska ma natomiast podpisać plan zarządzania obiektem światowego dziedzictwa Puszcza Białowieska. Dokument jest wymagany przez UNESCO i ma określać zasady ochrony jednego z najcenniejszych kompleksów leśnych Europy. Puszcza Białowieska to nie tylko drzewa. To spór o model ochrony przyrody, o granice gospodarki leśnej, o miejsce człowieka w świecie, który nie zawsze powinien być podporządkowany piłom, tabelom i doraźnym interesom.</p><h2>Dziś za granicą: budżet Unii, ekstradycja i kruchy rozejm</h2><p>W Brukseli trwa drugi dzień posiedzenia Rady Europejskiej. Jednym z najważniejszych tematów jest nowa perspektywa budżetowa Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Dla Polski to sprawa zasadnicza, bo unijne pieniądze od lat wpływają na inwestycje infrastrukturalne, regionalne i społeczne. Również samorządy — od wielkich metropolii po mniejsze miasta — dobrze wiedzą, że za hasłem „budżet UE” kryją się drogi, szkoły, oczyszczalnie, transport, cyfryzacja i projekty społeczne.</p><p>Londyński sąd ma dziś rozstrzygnąć sprawę ekstradycji do Polski Michała Kuczmierowskiego, byłego szefa Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Polska prokuratura zarzuca mu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. To kolejna odsłona sprawy, która pokazuje, jak ważna jest kontrola nad instytucjami zarządzającymi publicznymi pieniędzmi i rezerwami państwa.</p><p>Na świecie trwa również napięcie wokół konfliktu USA i Izraela z Iranem. Według zapowiedzi w szwajcarskim Buergenstocku mają spotkać się zespoły negocjacyjne USA i Iranu po wstępnym porozumieniu o zawieszeniu broni. Jak w zimnowojennym kinie politycznym, najważniejsze rozmowy często odbywają się nie na froncie, ale przy stołach, gdzie każde słowo waży więcej niż stal.</p><h2>19 czerwca — dzień pamięci, odpowiedzialności i głosu</h2><p>Dzisiejsze kalendarium nie daje jednej łatwej puenty. Jest w nim <strong>„Dar Pomorza”</strong>, który przypomina o ambicjach państwa. Jest <strong>Pawiak</strong>, który każe milknąć. Jest <strong>Opole</strong>, które śpiewa historię Polski mniej pomnikową, ale równie prawdziwą. Są freski z Faras, Puszcza Białowieska, debata o pracy, płacach, paliwach, zwierzętach i prawach obywatelskich.</p><p>Historia nie jest muzealną gablotą. Bardziej przypomina radio ustawione między stacjami: czasem słychać marsz, czasem pieśń, czasem krzyk, czasem głos spikera z dzisiejszymi wiadomościami. Naszym zadaniem jest nie tylko słuchać, ale rozumieć, z czego składa się ten szum. Bo jutro ktoś inny otworzy kalendarz i zapyta, co zrobiliśmy z własnym dniem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[LexisNexis wprowadza LexisNexis Protégé™ Poland i przyspiesza automatyzację zadań prawnych dla polskich prawników]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55566,lexisnexis-wprowadza-lexisnexis-protegetm-poland-i-przyspiesza-automatyzacje-zadan-prawnych-dla-polskich-prawnikow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55566,lexisnexis-wprowadza-lexisnexis-protegetm-poland-i-przyspiesza-automatyzacje-zadan-prawnych-dla-polskich-prawnikow</guid>
            <pubDate>Thu, 18 Jun 2026 14:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lexisnexis-wprowadza-lexisnexis-protegetm-poland-i-przyspiesza-automatyzacje-zadan-prawnych-dla-polsk-1781786441.png</url>
                        <title>LexisNexis wprowadza LexisNexis Protégé™ Poland i przyspiesza automatyzację zadań prawnych dla polskich prawników</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55566,lexisnexis-wprowadza-lexisnexis-protegetm-poland-i-przyspiesza-automatyzacje-zadan-prawnych-dla-polskich-prawnikow</link>
                    </image><description>LexisNexis Protégé™ Poland pomaga polskim prawniczkom i prawnikom sprawniej realizować złożone czynności prawne dzięki intuicyjnej automatyzacji i odpowiedzialnej sztucznej inteligencji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wiedeń, Austria – LexisNexis Austria &amp; Central and Eastern Europe (CEE) ogłasza dziś wprowadzenie LexisNexis Protégé™ w Polsce. LexisNexis Protégé™ Poland został opracowany z myślą o wspieraniu prawniczek i prawników w sprawniejszym, bardziej uporządkowanym i spójnym wykonywaniu złożonych&nbsp;<i>czynności&nbsp;</i>prawnych.</p><p>Nowe rozwiązanie zaprojektowano specjalnie do pracy w języku polskim. Dzięki doświadczeniu użytkownika i interfejsowi zoptymalizowanemu pod kątem przetwarzania, wprowadzania i generowania dokumentów w języku polskim LexisNexis Protégé™ Poland jeszcze bardziej ułatwia użytkownikom w Polsce dostęp do niezawodnej automatyzacji prawniczej opartej na AI.</p><p>Funkcje automatyzacji LexisNexis Protégé™ zostały stworzone, aby upraszczać pracę prawniczą poprzez przekształcanie kluczowych zadań w ustrukturyzowane, powtarzalne i wspierane przez AI etapy procesu. W prywatnym i bezpiecznym środowisku LexisNexis Workspace, zaprojektowanym specjalnie dla prawników, użytkownicy mogą korzystać z wieloetapowych workflow - od codziennych zadań po złożone czynności prawne.</p><p>Poza Polską funkcjonalność automatyzacji wspieranej przez AI jest również wprowadzana w Szwajcarii i Austrii. Podkreśla to zaangażowanie LexisNexis Austria &amp; CEE w udostępnianie w Europie Środkowo-Wschodniej rzetelnych, godnych zaufania i merytorycznie ugruntowanych rozwiązań AI.</p><p>Susanne Mortimore, CEO LexisNexis Austria &amp; CEE, wyjaśnia: „Naszym celem jest udostępnienie globalnej siły innowacyjnej LexisNexis w całym regionie CEE. Polska i Szwajcaria to kolejne kroki na tej drodze. Cieszymy się, że w przyszłości będziemy mogli udostępniać także zaufane treści LexisNexis, precyzyjnie dostosowane do lokalnych systemów prawnych”.</p><p><strong>Funkcje produktu</strong></p><p>LexisNexis Protégé™ zapewnia również bezpieczny dostęp do uniwersalnych modeli AI od różnych dostawców. W miarę jak praca prawnicza w coraz większym stopniu opiera się na AI, LexisNexis Protégé™ oferuje wyjątkowe, szyfrowane rozwiązanie zgodne z wymogami ochrony danych, które eliminuje potrzebę przełączania się między różnymi narzędziami. Klienci mogą rozszerzać swoje zastosowania i realizować szerszy zakres zadań - od zaawansowanego wnioskowania i wyszukiwania internetowego przy szczególnie złożonych zagadnieniach prawnych, po prosty research tematyczny, codzienne zadania i burze mózgów. Użytkownicy mogą przy tym wybierać spośród różnych modeli, w tym Claude firmy Anthropic oraz GPT firmy OpenAI.</p><p>Sejf LexisNexis Protégé™ to prywatny i bezpieczny obszar, w którym użytkownicy mogą przechowywać kluczowe informacje na potrzeby przyszłych zadań wspieranych przez AI. Dzięki temu prawniczki i prawnicy mogą szybko udostępniać odpowiedni kontekst do dalszego przetwarzania - od najlepszych praktyk w zakresie tworzenia tekstów i sprawdzonych sformułowań po informacje specyficzne dla klientów. Nowa funkcja została zaprojektowana tak, aby pomagać użytkownikom pracować z AI sprawniej i bardziej spójnie. Wszystkie informacje są przetwarzane w pełnej zgodności z RODO i bezpiecznie hostowane w Europie.</p><p><strong>Więcej informacji o LexisNexis Protégé™ można znaleźć na stronie:&nbsp;</strong><a href="https://protect.checkpoint.com/v2/r02/___https:/www.lexisnexis.at/protege-poland/___.YzJlOnBhcDpjOm9mZmljZTM2NV9lbWFpbHNfYXR0YWNobWVudDozNTEwYTBiOGM0MTFlOTk2NjMxZTc0YzhmNWQ5NDhmMzo3OmIxMTM6ZmNiMGZkMzE4ZDBmZTBjYjc5OTcxZGIwNjJmYTY3YTdhYTUzYTRjYzJmMjNiYWEzOTY4YTYzZDIzNGVmMzdmNzpwOkY6Rg"><strong>https://www.lexisnexis.at/protege-poland/</strong></a>.</p><p><strong>LexisNexis Austria &amp; CEE&nbsp;</strong>jest dostawcą inteligentnych informacji prawnych. Jako pionier nowych technologii LexisNexis łączy wysokiej jakości informacje z obszaru prawa i biznesu z przyszłościowymi rozwiązaniami cyfrowymi, aby pomagać swoim klientom w Austrii oraz w Europie Środkowo-Wschodniej uzyskiwać szybsze i trafniejsze odpowiedzi, podejmować lepsze decyzje i dzięki temu zyskiwać przewagę w codziennej pracy zawodowej.</p><p><strong>LexisNexis® Legal &amp; Professional</strong> oferuje wspierane przez AI informacje prawne, regulacyjne i biznesowe, analizy oraz workflow, które pomagają klientom zwiększać produktywność, podejmować bardziej świadome decyzje, osiągać lepsze rezultaty i wspierać praworządność na całym świecie. Jako pionier cyfrowy LexisNexis® Legal &amp; Professional udostępnił informacje prawne i biznesowe online za pośrednictwem usług Lexis® i Nexis®. Firma obsługuje klientów w ponad 150 krajach, zatrudnia 11900 pracowników na całym świecie i jest częścią RELX, globalnego dostawcy opartych na informacji narzędzi analitycznych i decyzyjnych dla profesjonalnych użytkowników i przedsiębiorstw.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[18 czerwca: od Zieleńców i Waterloo po McCartneya, „Solidarność” i wielką politykę w Brukseli]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55563,18-czerwca-od-zielencow-i-waterloo-po-mccartneya-solidarnosc-i-wielka-polityke-w-brukseli</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55563,18-czerwca-od-zielencow-i-waterloo-po-mccartneya-solidarnosc-i-wielka-polityke-w-brukseli</guid>
            <pubDate>Thu, 18 Jun 2026 13:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-18-czerwca-od-zielencow-i-waterloo-po-mccartneya-solidarnosc-i-wielka-polityke-w-brukseli-1781782524.png</url>
                        <title>18 czerwca: od Zieleńców i Waterloo po McCartneya, „Solidarność” i wielką politykę w Brukseli</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55563,18-czerwca-od-zielencow-i-waterloo-po-mccartneya-solidarnosc-i-wielka-polityke-w-brukseli</link>
                    </image><description>Są daty, które nie przechodzą przez kalendarz po cichu. 18 czerwca należy właśnie do nich. To dzień bitew, procesów, wyborów, wielkich artystów i politycznych decyzji, które potrafiły zmieniać bieg historii. Od szarży pod Zieleńcami, przez klęskę Napoleona pod Waterloo, po czerwcowe wybory 1989 roku — historia znów zagląda nam przez ramię. A w tle grają Paul McCartney, King Crimson, Wawele, Maanam i Vera Lynn.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>czwartek, 18 czerwca</strong>, sto sześćdziesiąty dziewiąty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.13, zajdzie o godz. 20.59. Imieniny obchodzą: <strong>Paula, Amanda, Elżbieta, Emil i Marek</strong>.</p><h2><strong>Zieleńce: zwycięstwo, które dało Polsce Virtuti Militari</strong></h2><p>18 czerwca 1792 roku pod Zieleńcami wojska polskie dowodzone przez księcia <strong>Józefa Poniatowskiego</strong> pokonały armię rosyjską. Był to jeden z najważniejszych momentów wojny w obronie Konstytucji 3 maja — tej samej wojny, w której młode państwo reform próbowało ocalić swoją podmiotowość przed imperialną przemocą i zdradą konfederacji targowickiej.</p><p>Kilka dni później, 22 czerwca 1792 roku, król <strong>Stanisław August Poniatowski</strong> ustanowił Order Wojenny <strong>Virtuti Militari</strong> — najwyższe polskie odznaczenie wojskowe. Jego dewiza, „Honor i Ojczyzna”, brzmi dziś jak fraza wykuta nie tylko w metalu orderu, ale i w polskiej pamięci.</p><p>To wydarzenie ma szczególne znaczenie także dla regionu łódzkiego i Tomaszowa Mazowieckiego, bo historia wojskowości, pamięci i niepodległości wraca tu nie tylko podczas szkolnych akademii. Wraca w nazwach ulic, w lokalnych uroczystościach, w opowieściach rodzinnych i w pytaniu, które każde pokolenie musi sobie zadać od nowa: ile jesteśmy gotowi zrobić dla własnej wolności?</p><h2><strong>Waterloo: kiedy kończy się legenda</strong></h2><p>18 czerwca 1815 roku pod Waterloo zakończył się sen Napoleona o powrocie do wielkiej gry. Cesarz Francuzów został pokonany przez połączone siły brytyjsko-pruskie dowodzone przez księcia Wellingtona i marszałka Gebharda von Blüchera. Cztery dni później Napoleon ponownie abdykował.</p><p>Waterloo stało się symbolem ostatecznego upadku człowieka, który przez lata przesuwał granice Europy jak figury na szachownicy. Dla Polaków Napoleon pozostawał postacią niejednoznaczną — był nadzieją, mitem, politycznym złudzeniem i pieśnią. Wystarczy przypomnieć słowa „Mazurka Dąbrowskiego”: „Dał nam przykład Bonaparte, jak zwyciężać mamy”. Historia dopisała do nich gorzką pointę.</p><h2><strong>Erwin Sówka i śląski kosmos codzienności</strong></h2><p>W 1936 roku w Giszowcu, dziś dzielnicy Katowic, urodził się <strong>Erwin Sówka</strong> — górnik, malarz, członek legendarnej <strong>Grupy Janowskiej</strong>. Jego obrazy były jak sen Nikiszowca: trochę robotniczy realizm, trochę metafizyka, trochę mitologia podwórka, gdzie kopalniany pył miesza się z kolorem i erotyką.</p><p>Sówka pokazał, że sztuka nie musi wychodzić z akademickiej sali. Może wyjść z familoka, z cechowni, z kuchni, z szybu kopalnianego. Może być jak śląski blues — ciężka, ciemna, ale rozświetlona od środka.</p><h2><strong>Muzeum Narodowe: wielka świątynia sztuki otwarta tuż przed burzą</strong></h2><p>18 czerwca 1938 roku prezydent <strong>Ignacy Mościcki</strong> otworzył nowy gmach <strong>Muzeum Narodowego w Warszawie</strong>. Budynek zaprojektowali Tadeusz Tołwiński i Antoni Dygat. Był to jeden z symboli ambicji II Rzeczypospolitej — państwa, które chciało być nowoczesne, europejskie, świadome własnej kultury.</p><p>Rok później przyszła wojna. Sztuka, archiwa, biblioteki i muzea stały się częścią frontu. Nie tylko militarnego, ale cywilizacyjnego. Bo okupant doskonale wiedział, że naród można niszczyć nie tylko przez armaty, lecz także przez kradzież pamięci.</p><h2><strong>Proces Szesnastu: zdrada ubrana w togę</strong></h2><p>18 czerwca 1945 roku w Moskwie rozpoczął się proces przywódców <strong>Polskiego Państwa Podziemnego</strong>, podstępnie aresztowanych przez NKWD. Był to pokazowy proces polityczny, w którym sowiecka władza sądziła ludzi reprezentujących legalną, walczącą Polskę.</p><p>Wśród oskarżonych byli m.in. gen. <strong>Leopold Okulicki</strong>, ostatni komendant główny Armii Krajowej, oraz delegat rządu na kraj <strong>Jan Stanisław Jankowski</strong>. Proces Szesnastu pozostaje jednym z najbardziej gorzkich symboli powojennego porządku: Polska, która walczyła z Hitlerem, została postawiona przed sądem przez drugiego totalitarnego zwycięzcę.</p><h2><strong>18 czerwca 1949: bracia Kaczyńscy</strong></h2><p>W 1949 roku urodzili się <strong>Lech i Jarosław Kaczyńscy</strong> — politycy, którzy przez dekady współtworzyli najważniejsze spory III Rzeczypospolitej. Lech Kaczyński był prezydentem Warszawy, a następnie prezydentem RP. Zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie smoleńskiej. Jarosław Kaczyński pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci polskiej sceny politycznej po 1989 roku.</p><p>Bez względu na polityczne sympatie, trudno opowiadać najnowszą historię Polski bez tego nazwiska. To nazwisko jest częścią sporu o państwo, pamięć, transformację, suwerenność i kształt polskiej demokracji.</p><h2><strong>Pożyczka, propaganda i państwo, które sięgało do kieszeni obywateli</strong></h2><p>W 1951 roku premier <strong>Józef Cyrankiewicz</strong> ogłosił zasady Narodowej Pożyczki Rozwoju Sił Polski. W rzeczywistości była to forma przymusowej mobilizacji finansowej społeczeństwa w realiach państwa komunistycznego. Oficjalnie mówiono o rozwoju kraju, patriotycznym obowiązku i odbudowie. W praktyce obywatele funkcjonowali w systemie, w którym granica między dobrowolnością a presją była często czysto papierowa.</p><p>To ważne przypomnienie, zwłaszcza wtedy, gdy współczesne państwo sięga po nowe podatki, daniny i nadzwyczajne mechanizmy finansowe. Historia uczy, że język „konieczności” bywa używany zarówno do realnej ochrony wspólnoty, jak i do uzasadniania nadmiernej kontroli.</p><h2><strong>18 czerwca 1989: druga tura wyborów i koniec starego świata</strong></h2><p>18 czerwca 1989 roku odbyła się druga tura wyborów parlamentarnych. Frekwencja wyniosła około 25 procent, ale polityczne znaczenie tych wyborów było ogromne. Kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” zdobyli wszystkie możliwe mandaty w Sejmie przeznaczone dla strony solidarnościowej oraz 99 ze 100 mandatów w Senacie.</p><p>To był moment, gdy stary system jeszcze stał, ale już wiedział, że pękają mu fundamenty. Jak w filmie, w którym bohater przez chwilę nie rozumie, że został śmiertelnie trafiony. Polska nie była jeszcze wolna w pełni, ale czerwcowy werdykt społeczeństwa był jasny: PRL utracił moralny mandat.</p><h2><strong>Ustawa lustracyjna: cień akt nad III RP</strong></h2><p>18 czerwca 1997 roku prezydent <strong>Aleksander Kwaśniewski</strong> podpisał ustawę lustracyjną. Weszła w życie 1 sierpnia 1997 roku. Lustracja była jednym z najtrudniejszych tematów III RP — dotykała agentury, odpowiedzialności, pamięci, ale też zemsty, politycznych rozliczeń i prawa do prawdy.</p><p>To był spór o fundamenty nowego państwa. Czy demokracja może budować przyszłość bez poznania przeszłości? A jeśli poznaje przeszłość — jak uniknąć zamiany sprawiedliwości w polityczny teatr?</p><h2><strong>Jolanta Wadowska-Król: lekarka, która usłyszała dzieci</strong></h2><p>W 2023 roku zmarła <strong>Jolanta Wadowska-Król</strong>, lekarka pediatra nazywana „Matką Boską Szopienicką”. To ona zwróciła uwagę władz na dramat dzieci chorujących na ołowicę w rejonie oddziaływania przemysłu ołowiowego. Dzięki jej determinacji chore dzieci wysłano do sanatoriów, a rodziny mieszkające najbliżej huty przesiedlono.</p><p>Jej historia przypomina, że czasem największa odwaga nie nosi munduru. Czasem ma biały fartuch, kartotekę pacjenta i upór człowieka, który nie chce odwrócić wzroku. Na kanwie tej historii powstał serial „Ołowiane dzieci”.</p><h2><strong>Muzyczny 18 czerwca: McCartney, Carrà, King Crimson i głosy, które zostają</strong></h2><p>18 czerwca to także mocna data w historii muzyki. W 1942 roku urodził się <strong>Paul McCartney</strong>, współtwórca The Beatles — zespołu, który przewrócił muzykę popularną jak stolik w klubie po zbyt długiej nocy. McCartney to nie tylko bas, melodie i „Yesterday”. To część kodu kulturowego XX wieku.</p><p>Tego dnia urodzili się także m.in. <strong>Leszek Długosz</strong>, poeta, kompozytor i artysta Piwnicy pod Baranami, <strong>Raffaella Carrà</strong>, włoska ikona estrady i telewizji, <strong>Jan Wojdak</strong>, lider zespołu Wawele, <strong>Alison Moyet</strong>, głos synthpopowego Yazoo, oraz <strong>Aleksander Klepacz</strong>, lider Formacji Nieżywych Schabuff.</p><p>18 czerwca przypomina również o odejściach. W 1989 roku zmarł <strong>Jacek Zwoźniak</strong>, bard i artysta kabaretowy. W 1992 roku odszedł <strong>Janusz Kruk</strong>, lider zespołu 2 plus 1. W 2020 roku zmarła <strong>Vera Lynn</strong>, brytyjska piosenkarka, której głos niósł otuchę żołnierzom i rodzinom podczas II wojny światowej. W 2023 roku zmarł <strong>Krzysztof Olesiński</strong>, basista związany z Maanamem.</p><p>Na liście płytowych rocznic są dziś m.in. „Beat” King Crimson, „Love Hurts” Cher, „Secrets” Toni Braxton i „Outrospective” Faithless. Jeden dzień, a tyle brzmień: od Beatlesów po elektronikę, od kabaretu po rock progresywny.</p><h2><strong>Dziś w kraju: Sejm, paliwa, zdrowie, artyści i onkologia</strong></h2><p>W krajowej polityce 18 czerwca upływa pod znakiem prac Sejmu. Posłowie kontynuują obrady nad rządowym projektem ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków z tytułu wytwarzania niektórych paliw ciekłych i ich obrotu osiągniętych w 2026 roku. Wpływy z tej daniny mają posłużyć m.in. finansowaniu działań osłonowych na rynku paliw, w tym pakietu „Ceny Paliwa Niżej”. Proponowana stawka podatku ma wynieść 60 procent.</p><p>Sejm zajmie się także projektem dotyczącym danych o wynagrodzeniach w systemie ochrony zdrowia, ustawą o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny oraz zmianami w Krajowej Sieci Onkologicznej. Szczególnie ten ostatni temat jest ważny także lokalnie — bo dostęp do diagnostyki, koordynacji leczenia i terminowej terapii onkologicznej nie jest abstrakcją z warszawskich sal, ale sprawą życia mieszkańców każdego powiatu, także tomaszowskiego.</p><p>Projekt dotyczący artystów również dotyka realnego problemu: twórcy często żyją poza klasycznym modelem etatu, z nieregularnymi dochodami, bez stabilnego zaplecza ubezpieczeniowego. Państwo próbuje więc odpowiedzieć na pytanie, które kultura zna od dawna: jak chronić ludzi, którzy tworzą wspólnotową wyobraźnię, ale sami często zostają bez zabezpieczenia?</p><h2><strong>Dziś za granicą: Bruksela, NATO, Londyn i Kazachstan</strong></h2><p>Premier <strong>Donald Tusk</strong> udaje się do Brukseli na dwudniowe posiedzenie Rady Europejskiej. Przywódcy Unii mają rozmawiać m.in. o Ukrainie, Bliskim Wschodzie, bezpieczeństwie, migracji, polityce antynarkotykowej, konkurencyjności gospodarki i nowym wieloletnim budżecie Unii po 2027 roku. W tle jest pytanie fundamentalne: czy Europa potrafi działać jak wspólnota strategiczna, czy pozostanie tylko eleganckim klubem dyskusyjnym w świecie, który coraz mniej ceni elegancję?</p><p>W Brukseli przebywa także wicepremier i szef MON <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong>, który bierze udział w spotkaniu ministrów obrony państw NATO. To spotkanie odbywa się przed szczytem Sojuszu w Ankarze i wpisuje się w dyskusję o zwiększaniu wydatków obronnych, produkcji zbrojeniowej, wsparciu Ukrainy i roli Europy w NATO.</p><p>Wicepremier, szef MSZ <strong>Radosław Sikorski</strong> rozpoczyna dwudniową wizytę w Wielkiej Brytanii. W Londynie ma rozmawiać m.in. o współpracy polsko-brytyjskiej w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności, wsparciu Ukrainy oraz sytuacji na Bliskim Wschodzie.</p><p>Marszałek Senatu <strong>Małgorzata Kidawa-Błońska</strong> udaje się natomiast z wizytą do Kazachstanu, gdzie weźmie udział w spotkaniach politycznych oraz uroczystościach związanych z 90. rocznicą deportacji Polaków do Kazachstanu. To jedna z tych historii, które w polskiej pamięci długo były szeptane ciszej, niż powinny. A przecież deportacje, step, utracone domy i polskie groby rozsiane daleko od kraju są częścią naszego XX wieku.</p><h2><strong>18 czerwca: dzień, w którym historia mówi wieloma głosami</strong></h2><p>18 czerwca łączy bitewny kurz Zieleńców, huk armat Waterloo, ciszę moskiewskiej sali sądowej, wyborczą kartkę z 1989 roku i melodię basu Paula McCartneya. To data, która pokazuje, że historia nie jest muzealną gablotą. Jest raczej wielką płytą winylową: czasem trzeszczy, czasem gra czysto, ale zawsze wraca refrenem.</p><p>A my, także tu — w Tomaszowie Mazowieckim i regionie — słuchamy jej codziennie. Bo lokalność nie oznacza małości. Lokalność to miejsce, z którego patrzymy na świat.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[17 czerwca: dzień trzech królów, „Pana Tadeusza”, Strawińskiego i traktatu, który miał zamknąć powojenny rozdział]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55556,17-czerwca-dzien-trzech-krolow-pana-tadeusza-strawinskiego-i-traktatu-ktory-mial-zamknac-powojenny-rozdzial</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55556,17-czerwca-dzien-trzech-krolow-pana-tadeusza-strawinskiego-i-traktatu-ktory-mial-zamknac-powojenny-rozdzial</guid>
            <pubDate>Wed, 17 Jun 2026 07:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-17-czerwca-dzien-trzech-krolow-pana-tadeusza-strawinskiego-i-traktatu-ktory-mial-zamknac-powoj-1781675167.png</url>
                        <title>17 czerwca: dzień trzech królów, „Pana Tadeusza”, Strawińskiego i traktatu, który miał zamknąć powojenny rozdział</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55556,17-czerwca-dzien-trzech-krolow-pana-tadeusza-strawinskiego-i-traktatu-ktory-mial-zamknac-powojenny-rozdzial</link>
                    </image><description>Są takie daty, które wyglądają jak rozłożona na stole talia historii. Jedna karta pachnie pergaminem pierwszych Piastów, druga prowadzi do Wilanowa i zwycięstwa pod Wiedniem, trzecia szeleszcze kartami pierwszego wydania „Pana Tadeusza”, a kolejna brzmi jak gwałtowny, niepokojący akord Igora Strawińskiego. 17 czerwca to właśnie taki dzień — niepozorny w kalendarzu, a jednak pełen zdarzeń, które wciąż pracują pod skórą naszej pamięci.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Dziś jest środa, <strong>168. dzień roku</strong>. Słońce wstało o godz. <strong>4.13</strong>, zajdzie o <strong>20.59</strong>. Imieniny obchodzą: <strong>Agnieszka, Alina, Daria, Laura, Albert, Franciszek oraz Piotr</strong>.</p><h2><strong>Trzech królów jednego dnia: Chrobry, Olbracht i Sobieski</strong></h2><p>17 czerwca w polskiej historii ma wymiar niemal symboliczny. Tego dnia wspominamy śmierć aż trzech monarchów: <strong>Bolesława I Chrobrego</strong>, <strong>Jana I Olbrachta</strong> i <strong>Jana III Sobieskiego</strong>. Gdyby ktoś chciał ułożyć z tego filmową sekwencję, miałby trzy różne obrazy państwa: narodziny królestwa, późnośredniowieczne ambicje Jagiellonów i barokową Rzeczpospolitą, która jeszcze potrafiła zatrząść Europą.</p><p><strong>1001 lat temu, w 1025 roku, zmarł Bolesław I Chrobry</strong>, pierwszy koronowany król Polski. Rządził od 992 roku, a kilka tygodni przed śmiercią został koronowany, pieczętując wysiłek całego pokolenia budowniczych państwa. Jego panowanie to nie tylko wojny, dyplomacja i wyprawa kijowska, ale także wielka polityczna wyobraźnia. Chrobry rozumiał, że państwo potrzebuje nie tylko miecza, lecz także symbolu. Korona była właśnie takim znakiem — deklaracją, że Polska nie jest już jedynie pogranicznym księstwem, lecz pełnoprawnym uczestnikiem europejskiej gry.</p><p><strong>525 lat temu, w 1501 roku, w Toruniu zmarł król Jan I Olbracht</strong>, syn Kazimierza Jagiellończyka. Jego panowanie zostało zapamiętane przede wszystkim przez pryzmat wyprawy mołdawskiej i gorzkiego powiedzenia: „Za króla Olbrachta wyginęła szlachta”. Historycy dodają jednak do tej opowieści więcej odcieni. Był władcą ambitnym, próbującym wzmacniać pozycję Korony w regionie, choć jego czas przypadł na epokę, w której potęga Jagiellonów zaczynała coraz mocniej zależeć od układów stanowych, sejmów i kompromisów.</p><p><strong>330 lat temu, w 1696 roku, w Wilanowie zmarł Jan III Sobieski</strong>, król zwycięstwa wiedeńskiego. W polskiej pamięci pozostał przede wszystkim jako dowódca spod Wiednia, ten, który w 1683 roku zatrzymał armię Kara Mustafy i stał się bohaterem europejskich kronik. Ale Sobieski to również człowiek listów, namiętności i rodzinnych dramatów. Jego korespondencja z Marysieńką bywa czytana jak barokowa powieść o miłości, władzy i zmęczeniu. Wilanów, miejsce jego śmierci, do dziś pozostaje jednym z najpiękniejszych materialnych świadectw tamtej epoki.</p><h2><strong>„Pan Tadeusz” wychodzi z druku. Polska zapisana w trzynastozgłoskowcu</strong></h2><p><strong>192 lata temu, w 1834 roku, w Paryżu ukończono druk pierwszego wydania „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza</strong>. Emigracyjny Paryż był wtedy miejscem gorzkim, pełnym politycznych sporów i tęsknot. Po klęsce powstania listopadowego Polacy na obczyźnie kłócili się o przyszłość, o winy, o sens kolejnego zrywu. Mickiewicz odpowiedział im poematem, który zaczyna się od słów znanych niemal każdemu: „Litwo! Ojczyzno moja!”.</p><p>„Pan Tadeusz” nie jest tylko arkadyjskim obrazem Soplicowa. To dzieło pisane z bólu, pamięci i politycznej bezradności. W tej epopei stół, las, polowanie, zajazd i koncert Jankiela są czymś więcej niż literacką dekoracją. Są próbą uratowania świata, którego już nie było. Dziś, gdy lokalność znów staje się ważnym językiem opowiadania o świecie, Mickiewicz przypomina, że wielka historia często zaczyna się od małej ojczyzny — od drogi, dworu, rzeki, rodzinnego sporu i pamięci przekazywanej przy stole.</p><h2><strong>Igor Strawiński. Muzyka, po której świat nie brzmiał już tak samo</strong></h2><p><strong>144 lata temu, w 1882 roku, w Oranienbaumie w Rosji urodził się Igor Strawiński</strong>, jeden z największych kompozytorów XX wieku. Miał polskie korzenie — jego przodkiem był Stanisław Strawiński, oficer konfederacji barskiej. Sam Igor Strawiński stał się jednak artystą ponad granicami, człowiekiem, który muzykę wyrwał z wygodnych salonów i wprowadził w epokę nerwu, rytmu i nowoczesnego niepokoju.</p><p>Jego <strong>„Święto wiosny”</strong> podczas paryskiej premiery w 1913 roku wywołało skandal. Publiczność, przyzwyczajona do innych reguł piękna, usłyszała coś, co brzmiało jak pęknięcie starego świata. Dla jednych była to barbarzyńska prowokacja, dla innych początek muzyki współczesnej. I właśnie na tym polega siła wielkiej sztuki: najpierw drażni, potem zmienia słuch, a po latach okazuje się, że wyprzedziła epokę.</p><h2><strong>Biblioteka Polska w Rzymie: księgozbiór jako ambasada pamięci</strong></h2><p><strong>105 lat temu, w 1921 roku, powstała Biblioteka Polska PAN w Rzymie</strong>. Jej początkiem było przekazanie przez Józefa Michałowskiego prywatnego księgozbioru Ośrodkowi Polskich Studiów Akademii Umiejętności. To jedno z tych wydarzeń, które nie mają huku bitew ani blasku koronacji, ale budują długie trwanie kultury.</p><p>Biblioteki są cichymi twierdzami. Nie potrzebują armat, by bronić języka, dokumentów, świadectw i pamięci. Polska instytucja naukowa w Rzymie wpisywała się w szerszą tradycję obecności naszej kultury poza granicami kraju — od emigracyjnych drukarni po archiwa, które przechowywały to, czego nie dało się ocalić w kraju.</p><h2><strong>Ignacy Gogolewski i Krzysztof Zanussi. Dwie twarze polskiego ekranu</strong></h2><p><strong>95 lat temu, w 1931 roku, w Ciechanowie urodził się Ignacy Gogolewski</strong>, aktor teatralny i filmowy, przez lata związany z Teatrem Polskim w Warszawie i Teatrem Narodowym. Dla wielu widzów pozostał przede wszystkim Antkiem Boryną z ekranizacji <strong>„Chłopów”</strong>. Występował także w takich produkcjach jak „Żołnierz Królowej Madagaskaru”, „Szyfry”, „Jowita”, „Hrabina Cosel”, „Samotność we dwoje”, „Bolesław Śmiały” czy serial „Stawka większa niż życie”. W latach 2005–2006 był prezesem ZASP-u.</p><p><strong>87 lat temu, w 1939 roku, w Warszawie urodził się Krzysztof Zanussi</strong>, reżyser, scenarzysta i wieloletni szef Studia Filmowego TOR. Jego kino nigdy nie było łatwą rozrywką. „Struktura kryształu”, „Iluminacja”, „Barwy ochronne”, „Constans”, „Rok spokojnego słońca” czy „Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową” to filmy pytań granicznych: o moralność, karierę, kompromis, wiarę, przypadek i cenę wyborów.</p><p>Zanussi należy do tych twórców, którzy nie bali się ciszy. W jego filmach często ważniejsze od efektu jest spojrzenie, rozmowa, zawahanie. To kino bliższe eseju niż fajerwerkom — czasem surowe, czasem chłodne, ale konsekwentne jak dobrze poprowadzony wykład z etyki.</p><h2><strong>Bereza Kartuska. Ciemny rozdział II Rzeczypospolitej</strong></h2><p><strong>92 lata temu, w 1934 roku, ukazał się dekret prezydenta Ignacego Mościckiego o utworzeniu obozu izolacyjnego w Berezie Kartuskiej</strong>. To jedno z najbardziej kontrowersyjnych miejsc w historii II RP. Obóz powstał po zabójstwie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego i miał służyć izolowaniu osób uznanych przez władze za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.</p><p>Z dzisiejszej perspektywy Bereza Kartuska pozostaje ostrzeżeniem przed logiką państwa, które w imię bezpieczeństwa zaczyna omijać zwykłe gwarancje prawne. Dekret otwierał drogę do administracyjnego pozbawienia wolności bez klasycznego procesu sądowego. To ważny kontekst także dla współczesnych debat o granicach władzy, prawach obywatelskich i tym, jak łatwo wyjątkowe środki mogą stać się politycznym narzędziem.</p><h2><strong>Miron Białoszewski. Powstanie bez pomnika z brązu</strong></h2><p><strong>43 lata temu, w 1983 roku, w Warszawie zmarł Miron Białoszewski</strong>, poeta, prozaik, twórca teatralny, autor <strong>„Pamiętnika z powstania warszawskiego”</strong>. Białoszewski odarł opowieść o powstaniu z patosu, ale nie z godności. Pokazał cywilów, piwnice, strach, język łamany przez katastrofę. Jego Warszawa nie jest spiżowym monumentem, lecz labiryntem ludzi próbujących przeżyć.</p><p>To właśnie dlatego jego „Pamiętnik” pozostaje tak mocny. Białoszewski nie odbiera historii wielkości, lecz przesuwa kamerę. Zamiast defilady — oddech w piwnicy. Zamiast hasła — szept. Zamiast pomnika — człowiek.</p><h2><strong>Traktat polsko-niemiecki. 35 lat od próby zamknięcia bolesnego rozdziału</strong></h2><p><strong>35 lat temu, w 1991 roku, w Bonn premier Jan Krzysztof Bielecki i kanclerz Helmut Kohl podpisali polsko-niemiecki Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy</strong>. Był to jeden z najważniejszych dokumentów w relacjach Warszawy i Berlina po II wojnie światowej. Traktat miał nadać nowy kształt sąsiedztwu, które przez dekady było obciążone wojną, okupacją, przesiedleniami, granicą i propagandą zimnej wojny.</p><p>Dziś, po 35 latach, rocznica traktatu wraca w szczególnym momencie. Polska i Niemcy rozmawiają o bezpieczeństwie, obronności, mobilności wojskowej, cyberprzestrzeni i odpowiedzialności za wschodnią flankę NATO. Historia znów nie jest muzealną gablotą. Stoi przy stole negocjacyjnym.</p><h2><strong>Jacek Kuroń. Polityka jako służba drugiemu człowiekowi</strong></h2><p><strong>22 lata temu, w 2004 roku, w Warszawie zmarł Jacek Kuroń</strong> — więzień polityczny PRL, współtwórca Komitetu Obrony Robotników, doradca „Solidarności”, uczestnik obrad Okrągłego Stołu, parlamentarzysta, minister pracy i polityki socjalnej, publicysta i społecznik.</p><p>Kuroń zostawił po sobie nie tylko biografię opozycjonisty, ale także pewien styl myślenia o państwie. Polityka miała dla niego sens wtedy, gdy dotykała człowieka najsłabszego, zagubionego, wyrzuconego na margines przemian. W latach transformacji, kiedy wielu zachłysnęło się językiem rynku, Kuroń przypominał, że wspólnota nie może kończyć się na bilansie zysków i strat.</p><h2><strong>Muzyczny 17 czerwca: od Strawińskiego po Kendricka Lamara</strong></h2><p>17 czerwca mocno wybrzmiewa również w muzyce popularnej. Tego dnia urodzili się m.in. <strong>Barry Manilow</strong>, <strong>Jello Biafra</strong>, <strong>Piotr Wieteska</strong>, <strong>Eric Stefani</strong>, <strong>Maciej Molęda</strong> i <strong>Kendrick Lamar</strong>. To zestawienie niemal niemożliwe: od amerykańskiej piosenki środka, przez punkowy bunt Dead Kennedys, po rapera, który z hip-hopu uczynił narzędzie społecznej diagnozy.</p><p>W 1983 roku ukazał się ostatni album The Police — <strong>„Synchronicity”</strong>. Dwa lata później, 17 czerwca 1985 roku, muzyczny świat dostał aż trzy ważne płyty: <strong>„Crush” OMD</strong>, <strong>„Misplaced Childhood” Marillion</strong> oraz solowy debiut Stinga <strong>„The Dream of the Blue Turtles”</strong>. To był czas, gdy pop, rock progresywny i nowa fala szukały własnych dróg po erze punkowego przełomu.</p><p>W 1987 roku urodził się <strong>Kendrick Lamar</strong>, artysta, który w XXI wieku pokazał, że rap może być jednocześnie literaturą ulicy, politycznym manifestem, spowiedzią i kroniką wspólnoty. Jego twórczość przypomina, że muzyka — jak kiedyś poezja Mickiewicza czy teatr romantyczny — potrafi być głosem epoki.</p><h2><strong>Sejm zaczyna trzydniowe posiedzenie. Podatek od nadzwyczajnych zysków i ustawa antymobbingowa</strong></h2><p>W bieżącej polityce krajowej dzień zapowiada się intensywnie. <strong>Sejm rozpoczyna trzydniowe posiedzenie</strong>, podczas którego posłowie zajmą się m.in. rządowym projektem ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków z tytułu wytwarzania niektórych paliw ciekłych i ich obrotu w 2026 roku. Wpływy z tzw. <strong>windfall tax</strong> mają posłużyć m.in. finansowaniu działań osłonowych na rynku paliw, w tym pakietu „Ceny Paliwa Niżej”.</p><p>Proponowana stawka podatku ma wynosić <strong>60 procent</strong>. Podatnikami mają być przedsiębiorcy, którzy od 1 marca do 31 grudnia 2026 roku będą producentami lub sprzedawcami paliw ciekłych. Opodatkowana ma być nadwyżka przychodów ponad poziom wynikający z marży referencyjnej. Ministerstwo Finansów szacuje wpływy na około <strong>4 mld zł</strong>.</p><p>W czwartek Sejm ma wrócić do projektu nowelizacji ustawy o <strong>Krajowej Sieci Onkologicznej</strong>. Zakładane zmiany obejmują m.in. elektroniczną kartę diagnostyki i leczenia onkologicznego, uproszczenie obowiązków administracyjnych szpitali oraz doprecyzowanie roli koordynatora opieki onkologicznej.</p><p>Posłowie mają też zająć się projektem ustawy o zabezpieczeniu socjalnym osób wykonujących zawód artystyczny. To temat szczególnie ważny w środowiskach twórczych, gdzie nieregularne dochody, umowy krótkoterminowe i brak stabilnego zabezpieczenia społecznego od lat są codziennością. Projekt przewiduje dopłaty do składek ZUS dla artystów o niskich dochodach, dostęp do świadczeń chorobowych i macierzyńskich oraz pomoc przy zmianie zawodu.</p><p>W piątek zaplanowano głosowania m.in. nad projektem nowelizacji <strong>Kodeksu pracy</strong> i <strong>Kodeksu postępowania cywilnego</strong>, określanym jako ustawa antymobbingowa. Według rządowej propozycji mobbingiem mają być zachowania nawracające, powtarzające się lub stałe, pochodzące nie tylko od przełożonych, lecz także od współpracowników, podwładnych, pojedynczych osób lub grup.</p><h2><strong>Bezpieczeństwo, wojsko i polsko-niemiecka współpraca obronna</strong></h2><p>Prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> odwiedzi dziś żołnierzy uczestniczących w ćwiczeniu taktycznym <strong>„Dzielny Dzik-26”</strong> na terenie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych Orzysz. Ćwiczenie jest jednym z kluczowych przedsięwzięć szkoleniowych 16 Dywizji Zmechanizowanej i odbywa się w ramach federacji ćwiczeń <strong>„Bursztynowy Obrońca”</strong>. Bierze w nim udział około <strong>6,5 tysiąca żołnierzy</strong>.</p><p>Równolegle w Warszawie odbędzie się spotkanie ministrów obrony Polski i Niemiec: <strong>Władysława Kosiniaka-Kamysza</strong> oraz <strong>Borisa Pistoriusa</strong>. Ministrowie mają podpisać umowę o współpracy w dziedzinie obronności. Dokument ma dotyczyć m.in. wspólnych ćwiczeń, mobilności wojskowej, infrastruktury logistycznej, współpracy na Morzu Bałtyckim, cyberbezpieczeństwa i przestrzeni kosmicznej. Według zapowiedzi MON umowa nie będzie zawierała dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza zobowiązania wynikające z NATO i Unii Europejskiej, ani regulacji dotyczących stałej obecności wojsk niemieckich w Polsce.</p><p>Nieprzypadkowo spotkanie odbywa się dokładnie w 35. rocznicę podpisania polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie. Historia znów dopisuje przypis do samej siebie.</p><h2><strong>Sztuczna inteligencja w edukacji. Laboratoria AI dla szkół</strong></h2><p>Dziś w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów premier <strong>Donald Tusk</strong>, minister edukacji <strong>Barbara Nowacka</strong> oraz sekretarz stanu w Ministerstwie Cyfryzacji <strong>Paweł Olszewski</strong> wezmą udział w wydarzeniu <strong>„Sztuczna inteligencja w edukacji — inwestycje i perspektywy”</strong>.</p><p>Do szkół podstawowych i ponadpodstawowych w całym kraju ma trafić <strong>12 tysięcy zestawów laboratoriów sztucznej inteligencji</strong>. Dostawy już się rozpoczęły i mają zakończyć się w drugiej połowie lipca. Ministerstwo Cyfryzacji przeznaczy na ten cel <strong>1,86 mld zł</strong> ze środków KPO i budżetu państwa.</p><p>Dla lokalnych szkół, również tych w Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim, to temat wart obserwowania. Cyfrowe wyposażenie nie jest już dodatkiem do edukacji, lecz jednym z pól, na których rozstrzyga się przyszła pozycja uczniów — zarówno na rynku pracy, jak i w świecie informacji.</p><h2><strong>Forum Polsko-Niemieckie i powrót zrabowanych dóbr kultury</strong></h2><p>W Berlinie odbędzie się dziś <strong>Forum Polsko-Niemieckie</strong> z udziałem szefów dyplomacji obu krajów: <strong>Radosława Sikorskiego</strong> i <strong>Johanna Wadephula</strong>. Wydarzenie również wpisuje się w 35. rocznicę podpisania traktatu o dobrym sąsiedztwie.</p><p>Jednym z najważniejszych punktów ma być uroczystość przekazania Polsce odzyskanych dóbr kultury, w tym zrabowanego podczas II wojny światowej <strong>Pierścienia Jagiellonów</strong>. W wydarzeniu weźmie udział ministra kultury i dziedzictwa narodowego <strong>Marta Cienkowska</strong>.</p><p>To mocny symbol. W relacjach polsko-niemieckich pamięć o wojnie, zniszczeniach i grabieży kultury nie jest zamkniętym rozdziałem. Każdy odzyskany obiekt to nie tylko muzealny eksponat, lecz fragment opowieści wyrwany kiedyś przemocą z własnego miejsca.</p><h2><strong>17 czerwca zostawia nam pytanie</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium prowadzi od królewskich grobów przez emigracyjny druk „Pana Tadeusza”, od Strawińskiego po Kendricka Lamara, od Berezy Kartuskiej po traktat polsko-niemiecki. To dzień, który pokazuje, że historia nie idzie prostą linią. Raczej wraca motywami — jak muzyka, która najpierw brzmi obco, a po czasie okazuje się refrenem.</p><p>I może właśnie dlatego warto ją codziennie czytać. Nie po to, by zamieszkać w przeszłości, ale by rozpoznać, kiedy ta przeszłość znów puka do drzwi współczesności.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polska i Niemcy podpiszą umowę wojskową. Bez dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa i bez stałych wojsk Bundeswehry w Polsce]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55537,polska-i-niemcy-podpisza-umowe-wojskowa-bez-dodatkowych-gwarancji-bezpieczenstwa-i-bez-stalych-wojsk-bundeswehry-w-polsc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55537,polska-i-niemcy-podpisza-umowe-wojskowa-bez-dodatkowych-gwarancji-bezpieczenstwa-i-bez-stalych-wojsk-bundeswehry-w-polsc</guid>
            <pubDate>Tue, 16 Jun 2026 09:56:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polska-i-niemcy-podpisza-umowe-wojskowa-bez-dodatkowych-gwarancji-bezpieczenstwa-i-bez-stalych-wojs-1781602164.png</url>
                        <title>Polska i Niemcy podpiszą umowę wojskową. Bez dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa i bez stałych wojsk Bundeswehry w Polsce</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55537,polska-i-niemcy-podpisza-umowe-wojskowa-bez-dodatkowych-gwarancji-bezpieczenstwa-i-bez-stalych-wojsk-bundeswehry-w-polsc</link>
                    </image><description>W środę, 17 czerwca, w Warszawie ma zostać podpisana nowa umowa o współpracy wojskowej między Polską a Niemcami. Dokument parafują ministrowie obrony obu państw: Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius. Politycznie moment jest symboliczny, bo przypada w 35. rocznicę zawarcia polsko-niemieckiego Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Militarnie jednak — jak wynika z informacji PAP oraz odpowiedzi Ministerstwa Obrony Narodowej — nie będzie to przełom na miarę nowych gwarancji bezpieczeństwa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Umowa ma porządkować i rozwijać współpracę wojskową, ale <strong>nie będzie zawierała wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa wykraczających poza NATO i Unię Europejską</strong>. Nie przewiduje również <strong>stałej obecności wojsk niemieckich w Polsce</strong>. Innymi słowy: nie powstaje żaden „polsko-niemiecki artykuł piąty”, żaden osobny parasol obronny poza istniejącymi mechanizmami sojuszniczymi. Będzie raczej praktyczna mapa współdziałania — mniej traktat wersalski, bardziej instrukcja obsługi wspólnego bezpieczeństwa w epoce wojny hybrydowej, cyberataków i rosyjskiej presji na wschodnią flankę.</p><h2>Umowa ministerialna, nie traktat</h2><p>Z informacji PAP wynika, że strona niemiecka była gotowa na szersze porozumienie, obejmujące zapisy podobne do tych, jakie Polska zawierała w ostatnich latach z Francją i Wielką Brytanią. Ostatecznie Warszawa zdecydowała się jednak na niższą rangę dokumentu — umowę zawieraną na poziomie ministerstw obrony.</p><p>Szef MSZ Radosław Sikorski, pytany wcześniej o obniżenie rangi porozumienia z traktatu do umowy, wskazywał na napięcia polityczne wokół relacji z Niemcami i możliwość prezydenckiego weta. W jego ocenie traktat polsko-niemiecki mógłby stać się w kraju paliwem dla ostrego sporu politycznego.</p><p>To ważne, bo w polskiej debacie Niemcy nigdy nie są zwykłym sąsiadem. Historia stoi tu w drzwiach jak cień z filmu Wajdy: nawet gdy rozmowa dotyczy logistyki, mostów, cyberbezpieczeństwa i wojsk inżynieryjnych, w tle pojawiają się pamięć wojny, reparacje, nieufność wobec Berlina i pytanie, czy Niemcy rzeczywiście rozumieją wschodnią flankę NATO.</p><h2>Co znajdzie się w dokumencie?</h2><p>Według MON nowa umowa ma odpowiadać na współczesne wyzwania bezpieczeństwa i zachęcać do dalszego rozwoju dwustronnych relacji obronnych. Jej główne obszary to:</p><p>mobilność wojskowa, rozwój infrastruktury logistycznej, współpraca na Morzu Bałtyckim, cyberbezpieczeństwo, przestrzeń kosmiczna oraz możliwość wspólnych zakupów określonych rodzajów uzbrojenia i sprzętu wojskowego.</p><p>Dokument ma zastąpić wcześniejsze porozumienie z 2011 roku. Tamta umowa miała wyższą rangę, bo była zawarta między rządami, ale również nie ustanawiała ani stałego stacjonowania wojsk, ani dodatkowych gwarancji wzajemnej obrony.</p><p>W praktyce chodzi więc nie o stworzenie nowego sojuszu, lecz o ułatwienie współpracy w ramach istniejących struktur — przede wszystkim NATO i Unii Europejskiej.</p><h2>Gwarancje pozostają w NATO i UE</h2><p>Najważniejsza informacja brzmi: bezpieczeństwo Polski nadal opiera się przede wszystkim na art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego. To zasada zbiorowej obrony, zgodnie z którą atak na jednego członka NATO traktowany jest jako atak na wszystkich.</p><p>Drugim filarem pozostaje art. 42 ust. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, czyli unijna klauzula wzajemnej pomocy. Ma ona znaczenie polityczne i prawne, choć w praktyce ciężar twardej obrony militarnej Europy wciąż spoczywa głównie na NATO.</p><p>Nowa umowa z Niemcami nie tworzy więc dodatkowego mechanizmu podobnego do osobnego paktu obronnego. Nie zobowiązuje Berlina do automatycznych działań ponad to, co już wynika z członkostwa obu państw w NATO i UE.</p><h2>Bundeswehra przy Tarczy Wschód?</h2><p>Jednym z najbardziej wrażliwych punktów umowy może być możliwość działania niemieckich wojsk inżynieryjnych na terytorium Polski w ramach programu <strong>Tarcza Wschód</strong>. Według wcześniejszych informacji niemieckich mediów chodziłoby o kilkudziesięciu żołnierzy Bundeswehry, którzy mogliby wspierać prace inżynieryjne — m.in. przy budowie umocnień, zapór, rowów, barier przeciwpancernych czy infrastruktury ochronnej.</p><p>Dla Berlina ma to być misja techniczna, niewymagająca zgody Bundestagu, ponieważ nie zakłada bezpośredniego udziału żołnierzy w działaniach bojowych. Dla polskiej opinii publicznej temat jest jednak politycznie delikatny. Stała obecność wojsk niemieckich w Polsce nie jest przewidziana, ale sama obecność Bundeswehry nad Wisłą, nawet inżynieryjna i czasowa, będzie przez część sceny politycznej czytana przez pryzmat historii.</p><h2>Niemieckie wojska już były w Polsce</h2><p>Warto przypomnieć, że obecność niemieckich żołnierzy w Polsce nie jest czymś zupełnie nowym. Niemieckie samoloty Eurofighter były rozlokowane pod Malborkiem i uczestniczyły w patrolach przestrzeni powietrznej. Niemieckie systemy Patriot zabezpieczały także okolice lotniska Rzeszów-Jasionka, kluczowego hubu pomocy wojskowej i humanitarnej dla Ukrainy. Wojsko niemieckie pomagało również po powodzi na Dolnym Śląsku i Opolszczyźnie.</p><p>Nie chodzi więc o nagłe otwarcie drzwi, których wcześniej nie było. Raczej o dopisanie kolejnego rozdziału do współpracy, która już trwa, choć często pozostaje poza pierwszym planem politycznej awantury.</p><h2>Bałtyk, cyberprzestrzeń i logistyka — wojna XXI wieku nie zaczyna się od czołgów</h2><p>Szczególnie istotne są zapisy dotyczące Morza Bałtyckiego i cyberbezpieczeństwa. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę Bałtyk stał się jednym z najważniejszych akwenów bezpieczeństwa w Europie. To tutaj krzyżują się interesy energetyczne, wojskowe, transportowe i infrastrukturalne. To także przestrzeń narażona na sabotaż, działania hybrydowe i presję ze strony Rosji.</p><p>Wojna XXI wieku często nie zaczyna się od kolumn pancernych, lecz od awarii kabli, sparaliżowanych systemów informatycznych, ataku na infrastrukturę krytyczną i dezinformacji. Dlatego współpraca z Niemcami w cyberprzestrzeni i logistyce ma znaczenie praktyczne — również dla takich regionów jak województwo łódzkie, położonych w głębi kraju, ale ważnych dla transportu, zaplecza i przemieszczania sił sojuszniczych.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i okolic bezpieczeństwo nie jest abstrakcją z map sztabowych. Przez region przebiegają ważne szlaki komunikacyjne, a bliskość centralnej Polski sprawia, że tematy infrastruktury, transportu, obrony cywilnej i odporności państwa powinny być traktowane poważnie. W nowoczesnym systemie bezpieczeństwa front nie zawsze jest na granicy. Czasem jest nim serwerownia, węzeł kolejowy, most, droga ekspresowa albo lokalna administracja, która musi działać także wtedy, gdy świat zewnętrzny zaczyna się chwiać.</p><h2>Polityka i pamięć</h2><p>Roderich Kiesewetter, deputowany CDU zajmujący się polityką zagraniczną, ocenił w rozmowie z PAP, że Polska zachowuje nieufność wobec Niemiec z powodów historycznych i dostrzega sygnały wysyłane przez Berlin wobec Moskwy. Jego zdaniem również po stronie niemieckiej brakuje woli politycznej, by podnieść relacje z Polską na wyższy poziom.</p><p>To zdanie dobrze oddaje temperaturę stosunków polsko-niemieckich. Z jednej strony mamy wspólnotę NATO, Unię Europejską, współpracę wojskową i wspólny interes w powstrzymywaniu Rosji. Z drugiej — ciężar historii, spory o reparacje, różnice w polityce wobec Moskwy i nieufność, która wraca jak refren w starym rockowym utworze: raz ciszej, raz głośniej, ale nigdy całkiem nie znika.</p><h2>Symboliczna rocznica, ostrożny dokument</h2><p>Podpisanie umowy w 35. rocznicę traktatu z 1991 roku ma wymiar symboliczny. Tamten dokument był jednym z fundamentów nowego ładu po zimnej wojnie. Dzisiejsza umowa powstaje już w zupełnie innym świecie — po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, w czasie odbudowy europejskiej obronności i dyskusji o roli Stanów Zjednoczonych w bezpieczeństwie Europy.</p><p>Ale właśnie dlatego jej ograniczony charakter jest tak znaczący. Polska i Niemcy zacieśniają współpracę, lecz bez wielkich deklaracji. Warszawa nie zdecydowała się na traktat z dodatkowymi gwarancjami. Berlin nie otrzyma stałej obecności wojskowej w Polsce. Zamiast politycznego fajerwerku mamy dokument techniczny, sojuszniczy, praktyczny.</p><p>Można powiedzieć: mniej patosu, więcej logistyki. A w dzisiejszym świecie to czasem więcej znaczy, niż brzmi.</p><h2>&nbsp;</h2> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[16 czerwca w historii: od stańczyków i Powstania Warszawskiego po Ziggy’ego Stardusta oraz aktualne decyzje rządu i UE]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55531,16-czerwca-w-historii-od-stanczykow-i-powstania-warszawskiego-po-ziggy-ego-stardusta-oraz-aktualne-decyzje-rzadu-i-ue</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55531,16-czerwca-w-historii-od-stanczykow-i-powstania-warszawskiego-po-ziggy-ego-stardusta-oraz-aktualne-decyzje-rzadu-i-ue</guid>
            <pubDate>Tue, 16 Jun 2026 08:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-16-czerwca-w-historii-od-stanczykow-i-powstania-warszawskiego-po-ziggy-ego-stardusta-oraz-aktualne-1781594255.png</url>
                        <title>16 czerwca w historii: od stańczyków i Powstania Warszawskiego po Ziggy’ego Stardusta oraz aktualne decyzje rządu i UE</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55531,16-czerwca-w-historii-od-stanczykow-i-powstania-warszawskiego-po-ziggy-ego-stardusta-oraz-aktualne-decyzje-rzadu-i-ue</link>
                    </image><description>16 czerwca: od stańczyków i Powstania Warszawskiego po Ziggy’ego Stardusta. Dzień, w którym historia znów zagląda nam przez ramię</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Dziś jest wtorek, 16 czerwca, sto sześćdziesiąty siódmy dzień roku.</strong> Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 20.58. Imieniny obchodzą: <strong>Aneta, Jan, Judyta, Julita i Justyna</strong>.</p><p>Są takie daty, które nie krzyczą jednym wielkim wydarzeniem, lecz układają się w wielogłos — trochę jak partytura, w której obok patosu historii słychać jazzową improwizację, teatralny szept zza kulis i elektryczny trzask rockowej gitary. <strong>16 czerwca</strong> przynosi opowieść o polskiej pamięci, polityce, wojnie, teatrze, muzyce i świecie, który — jak u Szekspira — wciąż wystawia nam tę samą sztukę, tylko zmienia dekoracje.</p><h2>Historyczna pamięć: Szujski, „Monter”, teatr Hanuszkiewicza i cień Lwowa</h2><p><strong>191 lat temu, w 1835 roku, w Tarnowie urodził się Józef Szujski</strong> — historyk, publicysta, polityk, jeden z filarów krakowskiej szkoły historycznej i współtwórca środowiska stańczyków. To postać, której nie da się zamknąć w szkolnym przypisie. Szujski należał do tych intelektualistów, którzy po klęskach powstańczych zadawali Polakom pytanie bolesne, ale konieczne: czy samo romantyczne uniesienie wystarczy, by budować państwo? Stańczycy, konserwatyści krakowscy, odpowiadali: potrzebne są instytucje, odpowiedzialność, rachunek sił i chłodny rozum. W czasach, gdy polityka często przypomina raczej widowisko niż służbę publiczną, ta lekcja brzmi zaskakująco aktualnie.</p><p><strong>131 lat temu, w 1895 roku, urodził się Antoni Chruściel</strong>, znany pod pseudonimem „Monter” — oficer Wojska Polskiego, komendant Okręgu Warszawa ZWZ-AK, dowódca oddziałów walczących w <strong>Powstaniu Warszawskim</strong>. Jego biografia należy do najtrudniejszych kart polskiego XX wieku: tam, gdzie patriotyzm nie był hasłem na plakacie, lecz decyzją podejmowaną w cieniu śmierci. Powstanie Warszawskie do dziś pozostaje jednym z najboleśniejszych sporów polskiej pamięci — między heroizmem a rachunkiem strat, między legendą a grozą miasta obracanego w gruzy.</p><p><strong>103 lata temu, w 1923 roku, urodził się Henryk Czyż</strong> — dyrygent, kompozytor, pedagog, jeden z ważnych twórców polskiego życia muzycznego po wojnie. Był związany z czołowymi orkiestrami symfonicznymi, ale jego życiorys, jak u wielu ludzi tego pokolenia, miał też wojenny rozdział: służbę w Armii Krajowej, akcję „Burza”, aresztowanie i wywózkę do obozu w Kałudze. W jego biografii muzyka nie unieważnia historii — raczej staje się odpowiedzią na jej brutalność.</p><p><strong>102 lata temu, w 1924 roku, we Lwowie urodził się Adam Hanuszkiewicz</strong> — aktor, reżyser, współtwórca i pierwszy reżyser naczelny Teatru Telewizji. Był człowiekiem sceny w pełnym znaczeniu tego słowa: odważnym, czasem kontrowersyjnym, zawsze gotowym potrząsnąć kurzem z narodowej klasyki. Jego inscenizacje „Balladyny” czy „Dziadów” bywały jak elektryczne spięcie między Mickiewiczem a współczesnością. Hanuszkiewicz przypominał, że klasyka nie jest muzealną gablotą, lecz żywym organizmem — jeśli nie oddycha naszym powietrzem, zamienia się w martwy eksponat.</p><p>Najciemniejszy cień tej daty pada jednak na <strong>Lwów</strong>. <strong>83 lata temu, w 1943 roku, Niemcy zakończyli ostatnią akcję wysiedleńczą w getcie lwowskim</strong>, mordując lub wywożąc do obozów pracy ponad 20 tysięcy Żydów. W czasie akcji doszło do zbrojnego wystąpienia żydowskiego ruchu oporu. To jedna z tych historii, przy których język staje się bezradny. Lwów — miasto poetów, kawiarni, uniwersytetu, Ossolineum, wielokulturowej pamięci — stał się miejscem Zagłady. I dlatego każde kalendarium, jeśli ma być czymś więcej niż listą dat, musi zatrzymać się tutaj choć na chwilę.</p><h2>Jan Paweł II w Polsce i koniec stanu wojennego</h2><p><strong>43 lata temu, 16 czerwca 1983 roku, rozpoczęła się druga pielgrzymka Jana Pawła II do Polski.</strong> Był to czas stanu wojennego, złamanych nadziei, internowań, milicyjnych pałek i społecznego zmęczenia. Papież przyjechał do kraju, który wciąż słyszał echo „Solidarności”, ale żył pod ciężkim butem systemu.</p><p>W mszach i spotkaniach z Janem Pawłem II uczestniczyło około 8 milionów osób. Miesiąc po zakończeniu pielgrzymki władze PRL zniosły stan wojenny. Oczywiście historia nie działa jak prosty mechanizm zegarka: jedno kazanie nie obala systemu, jedna pielgrzymka nie zamyka epoki. Ale bywają wydarzenia, które przesuwają niewidzialną granicę strachu. Ta pielgrzymka właśnie do takich należała.</p><h2>Odeszli: Igor Śmiałowski, Sławomir Petelicki, Hanna Zembrzuska</h2><p><strong>20 lat temu, w 2006 roku, zmarł Igor Śmiałowski</strong> — aktor teatralny i filmowy, przez lata związany m.in. z Teatrem Narodowym, Teatrem Komedia i Teatrem Polskim w Warszawie. Widzowie pamiętają go z filmów „Miasto nieujarzmione”, „Młodość Chopina”, „Znachor”, a także z seriali „Stawka większa niż życie”, „Chłopi” i „Kariera Nikodema Dyzmy”. Należał do pokolenia aktorów, którzy potrafili nadać drugoplanowej roli ciężar całej sceny.</p><p><strong>14 lat temu, w 2012 roku, zmarł gen. Sławomir Petelicki</strong>, pomysłodawca i pierwszy dowódca jednostki wojskowej 2305 GROM. Jego nazwisko pozostaje związane z budową polskich wojsk specjalnych po 1989 roku, z wejściem Polski w nową architekturę bezpieczeństwa i z epoką, w której państwo musiało nauczyć się działać według standardów Zachodu.</p><p><strong>3 lata temu, w 2023 roku, zmarła Hanna Zembrzuska</strong> — aktorka filmowa i teatralna, związana z warszawskimi scenami: Ateneum, Narodowym, Polskim, Na Woli i Kwadratem. Przez ponad 60 lat była żoną Jana Kobuszewskiego. W jej biografii jest coś cichego, pięknego i bardzo teatralnego: lojalność wobec sceny, wobec ludzi, wobec wspólnego życia, które nie potrzebowało fleszy, by mieć wartość.</p><h2>Muzyczne kalendarium: Motown, Marillion, 2Pac i narodziny Ziggy’ego Stardusta</h2><p><strong>16 czerwca</strong> w muzyce brzmi wyjątkowo mocno. To dzień, w którym spotykają się Motown, folk rock, pop, progresywny rock, hip-hop i kosmiczny glam Davida Bowiego.</p><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku, urodził się Lamont Dozier</strong> — autor tekstów i producent muzyczny, który razem z braćmi Brianem i Edwardem Hollandami stworzył jeden z najważniejszych zespołów kompozytorsko-producenckich w historii muzyki popularnej. Holland–Dozier–Holland to właściwie osobny rozdział dziejów Motown: fabryka melodii, emocji i soulowej elegancji, dzięki której lata 60. miały swój rytm, blask i puls.</p><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku, urodził się Iain Matthews</strong>, wokalista związany z Fairport Convention, później twórca Matthews Southern Comfort. Jego głos należy do tej tradycji brytyjskiego folk rocka, w której gitara brzmi jak stara mapa, a piosenka przypomina drogę przez mglisty krajobraz.</p><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku, urodził się Gino Vannelli</strong> — piosenkarz, kompozytor i autor tekstów, artysta łączący pop, jazz, soul i rockową ekspresję. <strong>73 lata temu urodził się Ian Mosley</strong>, perkusista Marillion, zespołu, który w latach 80. udowodnił, że rock progresywny może przeżyć drugą młodość, jeśli znajdzie własny język i własną dramaturgię.</p><p>Polski akcent przynosi <strong>Marcin Ciurapiński</strong>, urodzony <strong>56 lat temu</strong>, współzałożyciel, basista, kompozytor i autor tekstów zespołu Big Day. To część historii polskiego pop-rocka lat 90., kolorowego, melodyjnego, trochę radiowego, trochę festiwalowego, zapisanego w pamięci pokolenia dorastającego już po przełomie ustrojowym.</p><p><strong>55 lat temu, w 1971 roku, urodził się Tupac Shakur</strong> — 2Pac, Makaveli, raper, poeta ulicy, ikona hip-hopu, artysta, którego legenda urosła po tragicznej śmierci w 1996 roku. Tupac był czymś więcej niż wykonawcą. Był głosem gniewu, społecznego pęknięcia, czarnej Ameryki, która nie mieściła się w eleganckich raportach i telewizyjnych komentarzach.</p><p>A <strong>54 lata temu, w 1972 roku, ukazał się album Davida Bowiego „The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars”</strong>. Ta płyta nie była tylko albumem. Była teatralnym wejściem na scenę nowej tożsamości, kosmiczną maską, rockową operą o sławie, samotności i autodestrukcji. Bowie stworzył postać, która wyglądała, jakby spadła z innej planety, ale mówiła bardzo ziemskie rzeczy o pragnieniu miłości, lęku przed końcem i cenie bycia kimś innym niż wszyscy.</p><p>W muzycznym kalendarium 16 czerwca znajdziemy też śmierć Jamesa Honeymana-Scotta z The Pretenders, singiel Madonny „This Used to Be My Playground”, debiutancki album Anastacii „Not That Kind”, płytę „The Bright Side” Lenki, soundtrack do „Suicide Squad” i rocznicę śmierci Buzza Casona. Jedna data, a tyle gatunków, głosów i śladów — jak półka z winylami, na której Motown stoi obok Bowiego, a 2Pac patrzy z okładki wprost na świat, który wciąż nie rozwiązał problemów, o których rapował.</p><h2>Dziś w kraju: bezpieczeństwo, paliwa, hotele i inwestycje</h2><p>Dzisiejszy dzień w polskiej polityce ma wyraźnie strategiczny charakter. Rano zaplanowano specjalne posiedzenie <strong>Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego</strong>, prowadzone przez premiera Donalda Tuska. Posiedzenie zwołano na wniosek wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza. Tematem mają być gwarancje finansowe, infrastrukturalne i logistyczne dla zwiększenia amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce.</p><p>To temat, który dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego nie jest abstrakcją. Polska centralna od lat znajduje się na mapie transportowej, logistycznej i wojskowej jako przestrzeń ważna dla przemieszczania ludzi, sprzętu i zasobów. W dobie wojny za wschodnią granicą bezpieczeństwo nie zaczyna się już na linii frontu. Zaczyna się przy infrastrukturze, drogach, kolei, magazynach, energetyce i odporności państwa na kryzys.</p><p>W południe rząd ma zająć się m.in. projektem ustawy wprowadzającej <strong>podatek od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych</strong>. Projekt zakłada daninę od nadwyżki przychodów osiągniętych od marca do grudnia 2026 roku przez przedsiębiorców prowadzących działalność w zakresie wytwarzania i obrotu paliwami pozyskanymi poza terytorium Polski. Stawka podatku ma wynosić 60 procent.</p><p>Politycznie to temat gorący jak czerwcowy asfalt. Zwolennicy powiedzą: skoro nadzwyczajne zyski powstają w czasie nadzwyczajnego kryzysu, państwo ma prawo sięgnąć po część tych pieniędzy. Krytycy odpowiedzą: każda dodatkowa danina może uderzyć w inwestycje, przewidywalność rynku i ostatecznie w konsumenta. Dla zwykłego kierowcy z Tomaszowa Mazowieckiego, Rawy Mazowieckiej czy Opoczna najważniejsze pytanie jest prostsze: czy to pomoże utrzymać ceny paliw w ryzach, czy stanie się kolejnym rozdziałem podatkowej układanki bez widocznego efektu przy dystrybutorze?</p><p>Rząd ma też omówić projekt nowelizacji ustawy o usługach hotelarskich, wprowadzający definicję <strong>najmu krótkoterminowego</strong> jako usługi hotelarskiej świadczonej przez okres krótszy niż 30 dni. Ministerstwo Sportu i Turystyki argumentuje, że przepisy mają przeciwdziałać nielegalnej działalności na rynku noclegowym. To sprawa ważna nie tylko dla wielkich miast i turystycznych kurortów. Także lokalne samorządy coraz częściej mierzą się z pytaniem, jak odróżnić legalną działalność gospodarczą od szarej strefy i jak nie dusić drobnej przedsiębiorczości nadmiarem formalności.</p><p>Kolejnym punktem obrad ma być deregulacyjna nowelizacja Kodeksu spółek handlowych, umożliwiająca szersze stosowanie komunikacji elektronicznej w spółkach. W tle pozostaje pytanie, które wraca jak refren: czy państwo potrafi naprawdę upraszczać życie przedsiębiorcom, czy tylko dopisuje kolejne instrukcje obsługi do już istniejącego labiryntu?</p><p>Premier Donald Tusk oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański mają także wziąć udział w wydarzeniu <strong>„Polska Inwestuje”</strong>, organizowanym w budynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Symbolika miejsca jest oczywista: giełda to nie tylko notowania i wykresy, lecz także nerw gospodarki. To tam najbardziej bezlitośnie widać, czy państwo budzi zaufanie, czy tylko produkuje komunikaty.</p><h2>Dziś za granicą: Polonia w USA, G7 w Évian i europejskie spory o budżet</h2><p>Prezydent Karol Nawrocki, przebywający z wizytą w USA, ma spotkać się we wtorek z Polakami w Centrum Jana Pawła II w Clearwater na Florydzie. Spotkania z Polonią zawsze mają podwójny wymiar. Z jednej strony są dyplomacją pamięci i tożsamości, z drugiej — przypominają, że polskość od dawna nie mieści się wyłącznie w granicach państwa. Jest językiem, rodzinną opowieścią, parafią, szkołą sobotnią, klubem, wspólnotą i czasem łzą przy hymnie śpiewanym tysiące kilometrów od kraju.</p><p>We francuskim <strong>Évian-les-Bains</strong> trwa szczyt G7. Według zapowiedzi i relacji medialnych jednym z najważniejszych punktów ma być spotkanie Donalda Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim. Tegoroczne rozmowy liderów najbogatszych państw świata toczą się w cieniu wojny w Ukrainie, napięć na Bliskim Wschodzie, konfliktu USA i Izraela z Iranem, problemów gospodarczych, surowców krytycznych i globalnych nierównowag.</p><p>Évian, położone nad Jeziorem Genewskim, samo w sobie wygląda jak scenografia do spokojnego europejskiego filmu. Ale za elegancką fasadą dyplomacji kryją się twarde interesy. Ukraina chce gwarancji i realnego wsparcia, Europa obawia się kosztów destabilizacji, Stany Zjednoczone prowadzą własną grę, a światowa gospodarka z niepokojem patrzy na surowce, transport morski i ceny energii.</p><p>W Luksemburgu ministrowie do spraw europejskich mają zająć się m.in. projektem budżetu Unii Europejskiej na lata 2028–2034. Polskę reprezentować ma wiceminister spraw zagranicznych Ignacy Niemczycki. W centrum dyskusji znajduje się polityka spójności, czyli pieniądze, które przez lata zmieniały polskie miasta, drogi, kanalizacje, szkoły, domy kultury i lokalną infrastrukturę. Dla samorządów to nie jest abstrakcyjny „brukselski worek”. To często różnica między inwestycją możliwą a odkładaną na wieczne później.</p><h2>Lokalny sens kalendarium</h2><p>Po co nam takie daty? Po co wracać do Szujskiego, Chruściela, Lwowa, Hanuszkiewicza, Bowiego i 2Paca jednego dnia, w jednym tekście?</p><p>Bo lokalność nie oznacza małości. Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski nie żyją poza historią, poza kulturą, poza polityką i gospodarką. Każda decyzja o bezpieczeństwie państwa, każda zmiana podatkowa, każda dyskusja o unijnym budżecie, każda opowieść o pamięci i wolności prędzej czy później dociera również tutaj — do szkół, domów, firm, instytucji, portfeli i rodzinnych rozmów przy stole.</p><p>16 czerwca przypomina, że historia nie jest zamkniętą księgą. To raczej stara płyta, która co jakiś czas zaczyna grać od nowa. Czasem brzmi jak marsz, czasem jak requiem, czasem jak rockowy hymn z kosmosu. Ważne, żebyśmy umieli słuchać.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>Grafika 1:1</strong></p><p>Kwadratowa grafika social media, mocna i czytelna. Centralnie wielki napis „16 czerwca” na tle starej gazety i rozświetlonej sceny. Wokół cztery symboliczne kadry: Stańczyk i księga historii, Powstanie Warszawskie z opaską AK, teatralna maska Hanuszkiewicza, kosmiczny Bowie/Ziggy z winylem i mikrofonem. Dodać drobny akcent współczesny: kontur Europy, G7, bezpieczeństwo Polski. Kolory optymistyczne: złoto, błękit, ciepła biel, czerwone akcenty. Oficjalny logotyp NaszTomaszow.pl w prawym górnym rogu, nieprzerysowany, niezmieniony, na delikatnej jasnej mgiełce.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[15 czerwca: od Wielkiej Karty Swobód po cyberwojny XXI wieku. Historia, muzyka i polityka jednego dnia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55517,15-czerwca-od-wielkiej-karty-swobod-po-cyberwojny-xxi-wieku-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55517,15-czerwca-od-wielkiej-karty-swobod-po-cyberwojny-xxi-wieku-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</guid>
            <pubDate>Mon, 15 Jun 2026 13:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-15-czerwca-od-wielkiej-karty-swobod-po-cyberwojny-xxi-wieku-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dn-1781521833.png</url>
                        <title>15 czerwca: od Wielkiej Karty Swobód po cyberwojny XXI wieku. Historia, muzyka i polityka jednego dnia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55517,15-czerwca-od-wielkiej-karty-swobod-po-cyberwojny-xxi-wieku-historia-muzyka-i-polityka-jednego-dnia</link>
                    </image><description>Poniedziałek, 15 czerwca 2026 roku. Sto sześćdziesiąty szósty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.14, zajdzie o godz. 20.58. Imieniny obchodzą dziś Bernard, Jolanta, Nikifor, Wisława, Wit i Witold. A kalendarz? Jak zwykle nie jest tylko kartką z datą. To raczej stara taśma filmowa, na której obok siebie przesuwają się królowie, agenci, piłkarze, muzycy, politycy i ci wszyscy, którzy w różnych epokach próbowali zmienić bieg świata.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>15 czerwca przypomina, że historia potrafi zaczynać się od pergaminu, kończyć na serwerach, a po drodze zahaczyć o boisko, salę sądową, klub jazzowy i gabinet dyplomatyczny.</p><h2>Magna Carta: dokument, który przykrócił władzę króla</h2><p><strong>811 lat temu, w 1215 roku, król Anglii Jan bez Ziemi wydał Wielką Kartę Swobód — Magna Carta Libertatum.</strong> Dokument podpisany pod naciskiem zbuntowanych baronów nie był jeszcze demokracją w dzisiejszym znaczeniu. Nie pachniał powszechnym głosowaniem ani równością wszystkich wobec prawa. Był raczej pierwszą głęboką rysą na monarszym absolutum dominium.</p><p>Magna Carta ograniczała samowolę królewską, potwierdzała prawa możnych i Kościoła, a z czasem stała się jednym z fundamentów angielskiego konstytucjonalizmu. W jej cieniu rosła później idea, że władza nie jest dana raz na zawsze i że nawet król musi liczyć się z prawem. To myślenie, przez wieki rozwijane w Anglii, Stanach Zjednoczonych i Europie, prowadzi nas aż do współczesnych konstytucji, sądów administracyjnych i zasady legalizmu.</p><p>Dla polskiego czytelnika brzmi to znajomo. Rzeczpospolita także budowała własną opowieść o ograniczaniu władzy: od przywilejów szlacheckich, przez „Nihil novi”, po Konstytucję 3 maja. Inne realia, inne społeczeństwo, ale podobne napięcie: kto ma prawo powiedzieć władzy „nie”?</p><h2>Królowa, której życie przecięła polityka dynastyczna</h2><p><strong>481 lat temu, w 1545 roku, w Wilnie zmarła Elżbieta Habsburżanka</strong>, żona Zygmunta II Augusta i królowa Polski. Miała zaledwie 18 lat. Jej małżeństwo było częścią wielkiej gry dynastycznej Jagiellonów i Habsburgów, świata, w którym uczucia najczęściej musiały ustąpić przed racją stanu.</p><p>Elżbieta była pierwszą żoną ostatniego Jagiellona. Po jej śmierci życie Zygmunta Augusta potoczyło się ku jednej z najbardziej romantycznych i zarazem politycznie dramatycznych historii XVI-wiecznej Polski — związkowi z Barbarą Radziwiłłówną. Jak w najlepszej tragedii historycznej, na dworze mieszały się miłość, ambicje rodów, dyplomacja i lęk o przyszłość państwa.</p><h2>Saragossa i polscy żołnierze w napoleońskim ogniu</h2><p><strong>218 lat temu, w 1808 roku, rozpoczęło się oblężenie Saragossy przez wojska napoleońskie.</strong> W walkach uczestniczyli także żołnierze Legii Nadwiślańskiej, w tym ułani i piechurzy pod dowództwem płk. Józefa Chłopickiego.</p><p>Dla Polaków epoka napoleońska była czasem wielkiej nadziei i wielkich złudzeń. Mundur cesarza Francuzów wydawał się przepustką do niepodległości, ale prowadził często na pola bitew daleko od Wisły. Saragossa stała się symbolem wojny bez romantycznego połysku: miejskiej, brutalnej, pełnej cierpienia ludności cywilnej. Tu nie było miejsca na salonowe frazy. Był dym, kamień, bagnet i desperacja.</p><h2>Warszawa buduje świątynię dla cara</h2><p><strong>208 lat temu, w 1818 roku, wmurowano kamień węgielny pod budowę kościoła św. Aleksandra na Placu Trzech Krzyży w Warszawie.</strong> Świątynię wznoszono ku czci cara i króla Polski Aleksandra I.</p><p>Ten warszawski kościół do dziś jest jednym z ważnych punktów stolicy, ale jego geneza przypomina o skomplikowanej epoce Królestwa Polskiego po kongresie wiedeńskim. Była to Polska częściowo odtworzona, ale pod rosyjskim berłem; z własnymi instytucjami, lecz z wolnością obwarowaną politycznym cudzysłowem.</p><p>Takie miejsca są jak architektoniczne przypisy do podręcznika historii. Mówią nie tylko o wierze, ale też o władzy, wdzięczności wymuszonej geopolityką i pamięci, którą kolejne pokolenia próbowały czytać po swojemu.</p><h2>Archiwum Akt Dawnych: państwo zapisane w dokumentach</h2><p><strong>159 lat temu, w 1867 roku, w Warszawie utworzono Archiwum Akt Dawnych.</strong> Stało się ono jedną z najważniejszych instytucji przechowujących dokumenty dawnej Rzeczypospolitej.</p><p>Archiwa nie mają zwykle filmowego rozmachu. Nie strzelają, nie śpiewają, nie wygłaszają płomiennych mów. A jednak to właśnie tam często rozstrzyga się, kim byliśmy. Pergaminy, księgi grodzkie, akta sądowe, listy, mapy i urzędowe zapisy tworzą krwiobieg pamięci państwa.</p><p>Dla lokalnych społeczności, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski, archiwa są bezcenne. To dzięki nim można odtwarzać losy rodzin, majątków, parafii, dawnych zakładów, stowarzyszeń, szkół i ulic. Historia lokalna nie zaczyna się w podręczniku. Często zaczyna się od pożółkłej kartki, pieczęci i nazwiska, które ktoś ocalił od zapomnienia.</p><h2>Stanisław Thugutt: ludowiec, legionista, polityk niepodległości</h2><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku, w Sztokholmie zmarł Stanisław Thugutt</strong> — żołnierz Legionów Polskich, członek Polskiej Organizacji Wojskowej, działacz ruchu ludowego, prezes PSL „Wyzwolenie”, wicepremier, poseł na Sejm i jeden z ważnych polityków II Rzeczypospolitej.</p><p>Thugutt należał do pokolenia, które weszło w politykę z doświadczeniem zaborów, konspiracji i walki o państwo. Ruch ludowy, z którym był związany, niósł w sobie ambicję emancypacji wsi — tej wielkiej, często niedocenianej części społeczeństwa, która przez dekady była bardziej przedmiotem polityki niż jej podmiotem.</p><p>W powiecie tomaszowskim, podobnie jak w całej centralnej Polsce, historia ruchu ludowego i spółdzielczości nie jest abstrakcją. To część dziejów wsi, samorządności, oświaty i lokalnych sporów o to, kto naprawdę ma głos w państwie.</p><h2>Krystyna Skarbek: agentka, która wyprzedzała własną legendę</h2><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku, w Londynie zmarła Krystyna Skarbek</strong>, jedna z najwybitniejszych agentek brytyjskiego Special Operations Executive w czasie II wojny światowej. Polka, która dla aliantów była bezcenna, po wojnie nie doczekała się życia na miarę swojej legendy.</p><p>Jej biografia brzmi jak gotowy scenariusz filmu szpiegowskiego: odwaga, ryzyko, Bałkany, Francja, konspiracja, fałszywe dokumenty, ucieczki i operacje specjalne. Ale za tą opowieścią nie stoi papierowa bohaterka z plakatu, tylko kobieta z krwi i kości, której wojna zabrała normalność, a pokój nie umiał jej właściwie przyjąć.</p><p>Skarbek bywa łączona z inspiracjami dla postaci kobiecych w literaturze szpiegowskiej. I trudno się dziwić. Miała w sobie coś z bondowskiej brawury, ale bez luksusowej dekoracji. Raczej zimny peron, fałszywe nazwisko, napięcie w gardle i świadomość, że jeden błąd może kosztować życie.</p><h2>UEFA, wojna futbolowa i polski triumf nad Argentyną</h2><p><strong>72 lata temu, w 1954 roku, w Bazylei powstała UEFA — Unia Europejskich Związków Piłkarskich.</strong> Dziś trudno wyobrazić sobie europejski futbol bez tej instytucji: bez mistrzostw Europy, europejskich pucharów, rankingów, regulaminów i wielkiego przemysłu sportowych emocji.</p><p>Ale futbol potrafi być czymś więcej niż grą. <strong>57 lat temu, w 1969 roku, w San Salwador rozegrano mecz eliminacji mistrzostw świata Salwador–Honduras</strong>, po którym doszło do starć kibiców. Wydarzenia te stały się jedną z bezpośrednich przyczyn konfliktu zbrojnego między oboma państwami, opisanego później przez Ryszarda Kapuścińskiego w książce „Wojna futbolowa”. Kapuściński pokazał, że piłka nie wywołuje wojen sama z siebie, ale potrafi stać się zapałką rzuconą na beczkę prochu: nierówności, migracji, nacjonalizmów i politycznej frustracji.</p><p>Jest też jaśniejszy polski akcent. <strong>52 lata temu, w 1974 roku, reprezentacja Polski pokonała Argentynę 3:2 podczas mistrzostw świata w RFN.</strong> Bramki zdobyli Grzegorz Lato — dwie — oraz Andrzej Szarmach. To był jeden z tych meczów, które polski kibic wspomina jak refren dobrej piosenki: zna wynik, zna emocje, a i tak wraca.</p><p>Drużyna Kazimierza Górskiego miała w sobie coś, czego nie da się zamknąć w tabeli statystyk. Była szybkość Laty, inteligencja Deyny, skuteczność Szarmacha i pewność, że Polska może grać z największymi bez kompleksów.</p><h2>Proces KPN: PRL przeciwko opozycji</h2><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku, rozpoczął się proces przywódców Konfederacji Polski Niepodległej.</strong> Na ławie oskarżonych zasiedli m.in. Tadeusz Jandziszak, Leszek Moczulski, Tadeusz Stański i Romuald Szeremietiew. Zarzucono im dążenie do obalenia ustroju PRL.</p><p>Proces KPN był jednym z tych wydarzeń, w których system komunistyczny odsłaniał własny lęk przed słowem „niepodległość”. W państwie, które w konstytucyjnych dekoracjach mówiło o ludzie i demokracji, realna opozycja była traktowana jak zagrożenie ustrojowe.</p><p>Współczesny czytelnik może tu dostrzec ważną różnicę. Dzisiejsze prawo karne również chroni konstytucyjny ustrój państwa — m.in. poprzez przepisy dotyczące zamachu na konstytucyjny organ lub ustrój Rzeczypospolitej. Ale demokratyczne państwo prawa musi odróżniać przemoc i realny zamach od działalności politycznej, krytyki władzy i prawa do opozycji. To granica, której PRL nie chciał uznać.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od Nilssona po Metallicę</h2><p>15 czerwca ma też swoją ścieżkę dźwiękową. I jest to playlista wyjątkowo barwna.</p><p>W 1941 roku w Nowym Jorku urodził się <strong>Harry Nilsson</strong>, wokalista, pianista i gitarzysta, artysta o głosie miękkim jak światło starego kina. Światową popularność przyniosły mu „Everybody’s Talkin’” z filmu „Nocny kowboj” oraz przejmująca interpretacja „Without You”. Nilsson był jednym z pierwszych wykonawców, którzy osiągnęli wielki sukces bez regularnego koncertowania — jakby studio nagraniowe było jego naturalnym żywiołem.</p><p>W 1943 roku w Paryżu urodził się <strong>Johnny Hallyday</strong>, nazywany „francuskim Elvisem”. Sprzedał dziesiątki milionów płyt i dla Francuzów był kimś więcej niż piosenkarzem: scenicznym mitem, głosem pokolenia, symbolem rockandrollowego snu nad Sekwaną.</p><p>W 1946 roku urodził się <strong>Noddy Holder</strong>, charakterystyczny wokalista i gitarzysta Slade. Jego głos — donośny, chropawy, niemal stadionowy — stał się znakiem firmowym brytyjskiego glam rocka. „Far Far Away” czy „Merry Xmas Everybody” do dziś brzmią jak migawka z epoki brokatu, gitar i bezczelnie chwytliwych refrenów.</p><p>W 1947 roku w Aleksandrii urodził się <strong>Demis Roussos</strong>, grecki wokalista, kompozytor i dawny członek Aphrodite’s Child, zespołu, w którym działał także Vangelis. Roussos zachwycał głosem rozpoznawalnym od pierwszych sekund. „Forever And Ever” i „Goodbye My Love, Goodbye” były jak pocztówki z muzycznego świata pełnego melodii, nostalgii i śródziemnomorskiego światła.</p><p>W 1951 roku urodził się <strong>Steve Walsh</strong>, wokalista grupy Kansas. To on współtworzył brzmienie, w którym rock spotykał się z symfonicznym rozmachem, skrzypcami i progresywną wyobraźnią. „Dust In The Wind” do dziś brzmi jak filozoficzna miniatura o przemijaniu.</p><p>W 1963 roku <strong>Kyu Sakamoto</strong> rozpoczął trzytygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z piosenką „Sukiyaki”. Był pierwszym japońskim artystą, który zdobył szczyt listy w USA. Warto poprawić częsty błąd: Sakamoto zginął w katastrofie samolotu Japan Airlines w 1985 roku, nie w 1980.</p><p>W 1974 roku album <strong>„Waterloo” zespołu ABBA</strong> wszedł na brytyjską listę płyt. Tytułowa piosenka wygrała wcześniej Eurowizję w Brighton, otwierając Szwedom drogę do globalnej kariery. ABBA udowodniła, że pop może być jednocześnie lekki, perfekcyjnie skonstruowany i odporny na czas.</p><p>W 1985 roku <strong>Dire Straits</strong> zdobyli pierwsze miejsce amerykańskiej listy albumów płytą „Brothers In Arms”. „Money For Nothing”, „Walk Of Life” i utwór tytułowy stały się częścią kanonu lat 80. To był rock epoki MTV, cyfrowych nagrań i gitar Marka Knopflera, które nie musiały krzyczeć, żeby hipnotyzować.</p><p>W 1989 roku w USA ukazał się <strong>„Bleach”, debiutancki album Nirvany</strong>. Jeszcze brudny, surowy, daleki od globalnej eksplozji „Nevermind”, ale już zapowiadający zmianę klimatu. Kurt Cobain wnosił do muzyki napięcie, które za chwilę miało rozsadzić wypolerowany popmetal końca dekady.</p><p>W 1991 roku <strong>Paula Abdul</strong> rozpoczęła pięciotygodniowe panowanie na amerykańskiej liście singlem „Rush Rush”. W 1996 roku zmarła <strong>Ella Fitzgerald</strong>, „Pierwsza Dama Piosenki”, zdobywczyni trzynastu nagród Grammy, artystka, której głos miał klasę, ciepło i techniczną precyzję najwyższej próby.</p><p>W 2003 roku <strong>Metallica</strong> zdobyła pierwsze miejsce amerykańskiej listy albumów płytą „St. Anger”, jedną z najbardziej dyskutowanych w dorobku zespołu. W 2005 roku <strong>Coldplay</strong> trafił na szczyt listy albumów w USA z płytą „X&amp;Y”. A w 2007 roku podczas 44. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu <strong>Patrycja Markowska</strong> zdobyła główną nagrodę w koncercie premier za utwór „Świat się pomylił”.</p><h2>Dziś w kraju: cyberbezpieczeństwo, dezinformacja i odporność państwa</h2><p>W Senacie rozpoczyna się dziś konferencja <strong>„Digital Skills Summit 2026”</strong> pod hasłem „Kompetencje cyfrowe społeczeństwa a rozwój odporności informacyjnej państwa w obliczu zagrożeń hybrydowych”. Wydarzenie ma otworzyć marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.</p><p>Tematyka konferencji jest wyjątkowo aktualna. Dezinformacja nie jest już dodatkiem do polityki. Stała się jednym z jej narzędzi. Fałszywe narracje, zmanipulowane obrazy, deepfake’i, boty i presja informacyjna są współczesnymi odpowiednikami dawnych ulotek propagandowych, tylko szybszymi, bardziej masowymi i trudniejszymi do zatrzymania.</p><p>To ważne także lokalnie. Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i regionu codziennie korzystają z mediów społecznościowych, komunikatorów, lokalnych grup i portali informacyjnych. Odporność informacyjna nie zaczyna się w wielkich ministerstwach. Zaczyna się przy telefonie w ręku, przy kliknięciu „udostępnij” i przy pytaniu: kto to napisał, po co i czy to prawda?</p><p>W Katowicach rusza natomiast <strong>CYBERSEC EXPO &amp; FORUM 2026</strong>, jedno z największych wydarzeń poświęconych cyberbezpieczeństwu w Europie Środkowo-Wschodniej. W Międzynarodowym Centrum Kongresowym debatować będą przedstawiciele administracji, biznesu, nauki i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa. W programie są m.in. odporność infrastruktury energetycznej, ochrona danych medycznych, bezpieczeństwo systemów przemysłowych, sektor finansowy, sztuczna inteligencja i dezinformacja.</p><p>Cyberbezpieczeństwo brzmi technicznie, ale w praktyce dotyczy każdego. Przychodni, szkoły, urzędu, banku, lokalnej firmy, wodociągów, komunikacji i danych mieszkańców. XXI wiek ma swoje twierdze i swoje bramy. Tyle że dziś bardzo często są nimi serwery, hasła i systemy informatyczne.</p><h2>Dziś za granicą: G7, Ukraina, Mołdawia i europejska dyplomacja</h2><p>Prezydent Karol Nawrocki przebywa z nieoficjalną wizytą w USA. Według zapowiedzi ma dziś rozmawiać na Kapitolu z liderem większości w Senacie Johnem Thunem, a we wtorek spotkać się z Polonią w Centrum Jana Pawła II w Clearwater na Florydzie. Wcześniej wziął udział w gali MMA federacji UFC przy Białym Domu, zorganizowanej w czasie obchodów 80. urodzin Donalda Trumpa.</p><p>We francuskim Évian-les-Bains rozpoczyna się dziś szczyt <strong>G7</strong>. Spotkanie liderów najbogatszych demokracji Zachodu odbywa się w cieniu wojny w Ukrainie, napięć na Bliskim Wschodzie, rywalizacji gospodarczej z Chinami i sporów o przyszłość globalnego bezpieczeństwa. Do rozmów zaproszono także przedstawicieli państw spoza ścisłej grupy G7, m.in. Brazylii, Indii, Kenii i Korei Południowej.</p><p>Dziś odbędzie się również posiedzenie unijnej Rady do Spraw Zagranicznych z udziałem wicepremiera i szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Ministrowie mają rozmawiać o rosyjskiej agresji przeciw Ukrainie, sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz relacjach UE z Chinami. W agendzie znalazł się także kolejny pakiet sankcji wobec Rosji.</p><p>Symboliczny i politycznie ciężki krok wykonają Ukraina i Mołdawia, które rozpoczynają formalne rozmowy akcesyjne z Unią Europejską. Otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego obejmuje kwestie fundamentalne: praworządność, instytucje demokratyczne i reformę administracji publicznej. To etap żmudny, techniczny i pełen politycznych napięć, ale dla Kijowa i Kiszyniowa ma wymiar znacznie większy niż urzędowa procedura. To deklaracja kierunku cywilizacyjnego.</p><p>Parlament Europejski rozpoczyna natomiast czterodniowe posiedzenie. W programie znalazła się m.in. debata dotycząca umowy celnej ze Stanami Zjednoczonymi i regulacji wdrażających wcześniejsze porozumienie handlowe. Ekonomia, jak zwykle, spotyka się tu z polityką. Cła są liczbami w tabelach, ale ich skutki odczuwają producenci, kierowcy, rolnicy, konsumenci i całe regiony.</p><h2>15 czerwca: data, która łączy pergamin, piłkę i cyberfront</h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w zaskakująco spójną opowieść. Zaczynamy od Magna Carta, dokumentu ograniczającego władzę króla. Potem przechodzimy przez dynastyczne małżeństwa Jagiellonów, napoleońską Saragossę, archiwa, agentkę SOE, narodziny UEFA, „Wojnę futbolową”, proces KPN i muzykę, która od Nilssona po Nirvanę opowiadała o samotności, buncie, sławie i przemijaniu.</p><p>A współczesność dopisuje własny rozdział: cyberbezpieczeństwo, dezinformację, G7, Ukrainę, Mołdawię i politykę globalną prowadzoną w świecie, w którym wojny toczą się jednocześnie na froncie, w sieci, w mediach i w głowach ludzi.</p><p>15 czerwca przypomina więc, że historia nie jest muzealną gablotą. Jest raczej rzeką, do której codziennie wchodzimy — czasem nieświadomie, czasem po kolana, a czasem po szyję.</p><p><strong>Źródło podstawowe: PAP / opracowanie własne</strong></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Abp Górzyński zapowiada peregrynację obrazu i możliwą wizytę papieża]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55512,abp-gorzynski-zapowiada-peregrynacje-obrazu-i-mozliwa-wizyte-papieza</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55512,abp-gorzynski-zapowiada-peregrynacje-obrazu-i-mozliwa-wizyte-papieza</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Jun 2026 11:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-abp-gorzynski-zapowiada-peregrynacje-obrazu-i-mozliwa-wizyte-papieza-1781429914.png</url>
                        <title>Abp Górzyński zapowiada peregrynację obrazu i możliwą wizytę papieża</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55512,abp-gorzynski-zapowiada-peregrynacje-obrazu-i-mozliwa-wizyte-papieza</link>
                    </image><description>Gietrzwałd szykuje się na wielki jubileusz. Abp Józef Górzyński mówi o roku przygotowań, peregrynacji obrazu i nadziei na wizytę papieża</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Archidiecezja warmińska rozpoczyna duchowe i organizacyjne przygotowania do 150. rocznicy objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.</strong> Metropolita warmiński abp Józef Górzyński zapowiada peregrynację kopii gietrzwałdzkiego obrazu, materiały duszpasterskie dla parafii i rozbudowę infrastruktury sanktuarium. W tle pojawia się także wielkie pragnienie wiernych: możliwa wizyta papieża Leona XIV.</p><p>Gietrzwałd znów staje się miejscem, ku któremu zwraca się uwaga całej Polski. Nie z powodu politycznej deklaracji, nie z powodu kolejnej debaty, która gaśnie szybciej niż zapalona zapałka, ale z powodu historii, która trwa od 1877 roku. To wtedy — według przekazu wizjonerek Barbary Samulowskiej i Justyny Szafryńskiej — Matka Boża miała przemówić do dzieci po polsku, w czasie, gdy Warmia doświadczała presji germanizacyjnej. Objawienia trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. &nbsp;</p><h2>Najpierw przygotowanie, potem jubileusz</h2><p>Abp Józef Górzyński w rozmowie z PAP podkreślił, że obecny etap ma być przede wszystkim czasem przygotowań. Nie chodzi jedynie o organizację wielkich uroczystości, lecz o pracę duchową w parafiach archidiecezji warmińskiej.</p><p>Metropolita warmiński zapowiedział, że kapłani otrzymują materiały duszpasterskie, które będą mogli wykorzystywać we wspólnotach parafialnych. Przygotowywana jest także specjalna książeczka kolędowa, przeznaczona do przekazywania wiernym podczas wizyt duszpasterskich.</p><p>Od kilku lat w parafiach archidiecezji 27. dnia każdego miesiąca odprawiana jest <strong>nowenna gietrzwałdzka</strong>. Ma ona prowadzić wiernych ku jubileuszowi nie przez wielkie hasła, lecz przez rytm modlitwy, powtarzalność i cierpliwość — jak w dawnych pieśniach pielgrzymich, które bardziej przypominają marsz niż koncert.</p><h2>Kopia obrazu odwiedzi parafie archidiecezji</h2><p>Jednym z najważniejszych wydarzeń przygotowujących do jubileuszu będzie <strong>peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej</strong>. Oryginalny obraz znajduje się w głównym ołtarzu kościoła w Gietrzwałdzie, a specjalnie przygotowana kopia ma odwiedzić parafie archidiecezji warmińskiej.</p><p>Zgodnie z zapowiedziami abp. Górzyńskiego obraz zostanie poświęcony 13 września przez nuncjusza apostolskiego w Polsce abp. Antonio Guido Filipazziego, który ma przewodniczyć tegorocznym uroczystościom odpustowym w Gietrzwałdzie. Po wrześniowym odpuście rozpocznie się peregrynacja.</p><p>Dla wielu parafii będzie to coś więcej niż religijna ceremonia. W polskiej tradycji nawiedzenie obrazu zawsze miało charakter wspólnotowy: gromadziło rodziny, sąsiadów, strażaków, koła różańcowe, lokalne stowarzyszenia. To wydarzenie, które potrafiło na chwilę zatrzymać codzienność — jak dzwon bijący nad wsią w scenach z Reymonta.</p><h2>Papież Leon XIV w Gietrzwałdzie? Jest nadzieja, nie ma decyzji</h2><p>Najwięcej emocji budzi oczywiście pytanie o możliwą wizytę papieża Leona XIV. Abp Józef Górzyński przyznał, że w obecnym roku przyjazd papieża nie jest możliwy ze względu na brak wolnych terminów, a rok 2027 będzie w Polsce rokiem wyborczym. Według metropolity Stolica Apostolska unika składania wizyt w takich okresach. Dlatego realnie rozważany miałby być rok 2028.</p><p>Warto podkreślić jasno: <strong>nie ma jeszcze oficjalnej decyzji Stolicy Apostolskiej o papieskiej wizycie w Gietrzwałdzie</strong>. Jest zaproszenie, nadzieja i przygotowania prowadzone tak, jakby taka wizyta mogła się wydarzyć. Już wcześniej media kościelne informowały, że abp Górzyński mówił o papieskiej obecności jako o „pięknym geście” wobec wiernych w związku z jubileuszem. &nbsp;</p><h2>Sanktuarium musi sprostać tłumom</h2><p>Metropolita warmiński nie ukrywa, że Gietrzwałd potrzebuje lepszego zaplecza. Chodzi o miejsca noclegowe, parkingi, sanitariaty, gastronomię i dostępność dla osób z niepełnosprawnościami.</p><p>Abp Górzyński zwrócił uwagę, że do sanktuarium docierają sygnały od rodzin, które przyjeżdżały z osobami poruszającymi się na wózkach i miały problem z dotarciem do najważniejszych miejsc, w tym w okolice kapliczki objawień. To bardzo konkretny, ludzki wymiar przygotowań: jubileusz nie może być świętem tylko dla sprawnych, zdrowych i silnych.</p><p>W sanktuarium prowadzone są obecnie prace przy osuszaniu fundamentów i renowacji murów. Trwa też rozbudowa domów pielgrzyma. Ważnym elementem ma być nowy <strong>ołtarz polowy</strong>, powstający na błoniach przy drodze do źródełka. Ma służyć podczas największych uroczystości, gdy wierni nie mieszczą się już w kościele.</p><p>Jak wynika z informacji regionalnych, rok 2027 został ustanowiony przez sejmik województwa warmińsko-mazurskiego <strong>Rokiem 150-lecia Objawień Maryjnych w Gietrzwałdzie</strong>, a samorząd zapowiedział wsparcie działań upamiętniających jubileusz. &nbsp;</p><h2>Objawienia, które miały znaczenie religijne i narodowe</h2><p>Gietrzwałd zajmuje szczególne miejsce w historii polskiego katolicyzmu. To jedno z najważniejszych sanktuariów maryjnych w kraju, a same objawienia z 1877 roku miały — według historyków — znaczenie nie tylko religijne, ale również narodowe. W czasie zaborów, na Warmii poddawanej germanizacji, przekaz o Matce Bożej mówiącej po polsku nabrał wymiaru symbolu.</p><p>Sanktuarium przypomina, że objawienia gietrzwałdzkie miały miejsce dziewiętnaście lat po Lourdes, a głównymi wizjonerkami były trzynastoletnia Justyna Szafryńska i dwunastoletnia Barbara Samulowska. Kult maryjny w Gietrzwałdzie istniał jednak wcześniej — miejscowy obraz Matki Bożej był czczony już w XVI wieku. &nbsp;</p><p>W przesłaniu objawień powracały wezwania do pokuty, nawrócenia, trzeźwości, codziennej modlitwy różańcowej i życia sakramentalnego. To słowa proste, ale w historii Polski nieraz właśnie prostota okazywała się najmocniejsza. Nie manifest, nie traktat, nie partyjny program — tylko różaniec, język i pamięć.</p><h2>Gietrzwałd daleko od Tomaszowa, ale blisko polskiej pamięci</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego Gietrzwałd może wydawać się odległym punktem na mapie. Ale duchowo i historycznie wpisuje się w ten sam pejzaż, który znamy z lokalnych pielgrzymek, parafialnych uroczystości i rodzinnych opowieści o sanktuariach — od Jasnej Góry po mniejsze miejsca kultu rozsiane po Polsce.</p><p>W polskiej historii sanktuaria często były czymś więcej niż przestrzenią religijną. Były archiwum pamięci, miejscem języka, tożsamości i wspólnoty. Tak jak w literaturze droga bywa ważniejsza od celu, tak w pielgrzymowaniu liczy się nie tylko dotarcie do kaplicy czy ołtarza, ale także wspólna droga, rozmowa, śpiew i cisza.</p><p>Jubileusz gietrzwałdzki może więc stać się nie tylko wydarzeniem Warmii, lecz także ogólnopolską opowieścią o tym, jak przeszłość potrafi wrócić nie jako muzealny eksponat, ale jako żywe pytanie: co dziś robimy z wiarą, językiem, wspólnotą i pamięcią?&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[86 lat temu ruszył pierwszy transport Polaków do Auschwitz. 728 nazwisk, od których zaczęła się historia niemieckiego obozu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55511,86-lat-temu-ruszyl-pierwszy-transport-polakow-do-auschwitz-728-nazwisk-od-ktorych-zaczela-sie-historia-niemieckiego-oboz</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55511,86-lat-temu-ruszyl-pierwszy-transport-polakow-do-auschwitz-728-nazwisk-od-ktorych-zaczela-sie-historia-niemieckiego-oboz</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Jun 2026 10:26:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-86-lat-temu-ruszyl-pierwszy-transport-polakow-do-auschwitz-728-nazwisk-od-ktorych-zaczela-sie-hist-1781425693.png</url>
                        <title>86 lat temu ruszył pierwszy transport Polaków do Auschwitz. 728 nazwisk, od których zaczęła się historia niemieckiego obozu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55511,86-lat-temu-ruszyl-pierwszy-transport-polakow-do-auschwitz-728-nazwisk-od-ktorych-zaczela-sie-historia-niemieckiego-oboz</link>
                    </image><description>14 czerwca 1940 roku Niemcy deportowali z więzienia w Tarnowie do KL Auschwitz 728 polskich więźniów politycznych. To oni stali się pierwszymi więźniami obozu, który początkowo utworzono przede wszystkim z myślą o represjonowaniu Polaków. W niedzielę, 14 czerwca 2026 roku, przypada 86. rocznica tamtego transportu oraz Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są daty, które nie mieszczą się w kalendarzu. Nie są tylko kartką wyrwaną z historii, numerem rocznicy, notatką w podręczniku. Wracają jak ciężki dźwięk pociągu na torach. 14 czerwca 1940 roku z Tarnowa do Oświęcimia ruszył transport 728 mężczyzn. Wśród nich byli żołnierze kampanii wrześniowej, członkowie konspiracji, gimnazjaliści, studenci, ludzie młodzi, często jeszcze z tym rodzajem odwagi, który każe wierzyć, że granicę można przekroczyć, do wojska się przedrzeć, a Polskę odzyskać.</p><p>Nie wiedzieli, że jadą do miejsca, którego nazwa stanie się jednym z najstraszniejszych słów XX wieku.</p><h2>Auschwitz nie był „polskim obozem”. Był niemieckim narzędziem terroru</h2><p>Obóz koncentracyjny na peryferiach Oświęcimia powstał z decyzji niemieckiego aparatu terroru. Miasto, którego nazwę okupanci zmienili na Auschwitz, leżało w miejscu dogodnym strategicznie: blisko linii kolejowych, na styku Śląska i Małopolski, w przestrzeni pozwalającej izolować więźniów i rozbudowywać obóz.</p><p>Pod koniec 1939 roku pomysł utworzenia obozu przedstawił niemiecki oficer SS Arpad Wigand. Niemieckie więzienia na Górnym Śląsku i w Zagłębiu Dąbrowskim były przepełnione, a okupant coraz brutalniej odpowiadał na rodzący się polski opór. Wiosną 1940 roku rozkaz założenia obozu wydał Heinrich Himmler. Organizację powierzono Rudolfowi Hössowi, późniejszemu komendantowi Auschwitz.</p><p>To ważne, by te fakty powtarzać bez skrótów i bez fałszywych kalk językowych. <strong>Auschwitz był niemieckim nazistowskim obozem koncentracyjnym i zagłady</strong>. Nie był „polski”, choć powstał na okupowanej polskiej ziemi. Nie był abstrakcyjną machiną bez sprawców. Miał niemieckich decydentów, niemiecką administrację, niemiecką załogę SS i niemiecki cel: złamać, wyzyskać, zniszczyć.</p><h2>728 mężczyzn. Numery od 31 do 758</h2><p>Za początek funkcjonowania KL Auschwitz uznaje się właśnie <strong>14 czerwca 1940 roku</strong>. Tego dnia Niemcy przywieźli z więzienia w Tarnowie 728 polskich więźniów politycznych. Otrzymali numery od 31 do 758. Numery od 1 do 30 nadano wcześniej niemieckim więźniom kryminalnym z KL Sachsenhausen, których sprowadzono do Auschwitz jako zalążek obozowej kadry funkcyjnej.</p><p>W pierwszym transporcie byli ludzie, których okupant uważał za szczególnie niebezpiecznych: żołnierze, konspiratorzy, uczniowie, studenci, osoby próbujące przedostać się przez Węgry do formujących się polskich oddziałów. Wśród nich znajdowała się także niewielka grupa polskich Żydów.</p><p>Najniższy numer w tym transporcie — 31 — otrzymał <strong>Stanisław Ryniak</strong>. Dla obozowej administracji był wpisem w systemie. Dla historii stał się jednym z symboli początku Auschwitz.</p><p>Po przybyciu więźniów umieszczono nie od razu w gotowym obozie, lecz w budynkach dawnego Polskiego Monopolu Tytoniowego. Auschwitz dopiero nabierał kształtu. Zanim stał się ogromnym kompleksem śmierci, był miejscem chaotycznie organizowanego, lecz od początku bezwzględnego terroru.</p><h2>„Wyjście stąd prowadzi tylko przez komin”</h2><p>Jednym z więźniów pierwszego transportu był <strong>Kazimierz Albin</strong>, który po wojnie wspominał słowa Karla Fritzscha, kierownika obozu. Ich sens brzmiał jak wyrok: więźniowie mieli być internowani do końca wojny, bunt miał być tłumiony bezwzględnie, a zdrowi i młodzi mieli przeżyć najwyżej kilka miesięcy. Najbardziej przerażające zdanie zapamiętano na zawsze: <strong>„Wyjście stąd prowadzi tylko przez komin krematorium”</strong>.</p><p>To nie była metafora. To był program. Auschwitz od początku był miejscem, w którym człowieka pozbawiano imienia, ubrania, prywatności, snu, jedzenia, godności — wszystkiego, co stanowi o ludzkim istnieniu. Zostawał numer. Zostawała praca ponad siły. Zostawał strach.</p><p>Z 728 więźniów pierwszego transportu wojnę przeżyło 325. Zginęło 292. Los 111 pozostaje nieznany.</p><p>Te liczby nie są statystyką. Każda z nich oznacza twarz, rodzinę, niedokończone życie, list, którego nigdy nie wysłano, matkę, która czekała, narzeczoną, która nie doczekała powrotu, dzieciństwo przerwane hukiem historii.</p><h2>Najpierw Polacy, potem fabryka masowej zagłady</h2><p>W pierwszym okresie istnienia obozu to <strong>Polacy stanowili największą grupę więźniów Auschwitz</strong>. Niemcy kierowali tam przedstawicieli polskiej elity: nauczycieli, lekarzy, prawników, duchownych, oficerów, ludzi nauki i kultury, działaczy społecznych, urzędników, osoby podejrzewane o działalność konspiracyjną, a także tych, których schwytano podczas ulicznych łapanek.</p><p>Obóz był elementem szerszej polityki okupacyjnej: zastraszenia społeczeństwa, niszczenia elit, łamania ducha oporu i stopniowego wyniszczania narodu polskiego na terenach, które III Rzesza traktowała jako przyszłą „niemiecką przestrzeń życiową”.</p><p>Od 1942 roku, wraz z nasileniem deportacji Żydów z okupowanej Europy, Auschwitz stał się przede wszystkim symbolem Zagłady. Od 1943 roku Żydzi stanowili już większość więźniów. W całym kompleksie Auschwitz-Birkenau Niemcy zamordowali co najmniej 1,1 mln ludzi, głównie Żydów. Ginęli tam także Polacy, Romowie, sowieccy jeńcy wojenni i więźniowie innych narodowości.</p><h2>Pamięć nie jest rytuałem. Jest obowiązkiem</h2><p>14 czerwca obchodzimy w Polsce <strong>Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady</strong>. Święto ustanowiono uchwałą Sejmu z 8 czerwca 2006 roku, w 66. rocznicę pierwszego transportu więźniów do KL Auschwitz. W 2015 roku zmieniono jego nazwę, aby mocniej i precyzyjniej wybrzmiała prawda historyczna: sprawcami byli Niemcy, a obozy były częścią niemieckiego nazistowskiego systemu terroru.</p><p>To nie jest drobiazg językowy. W epoce internetowych skrótów, uproszczeń i świadomego fałszowania historii słowa są jak kamienie graniczne. Przesunięte o kilka centymetrów dziś, jutro mogą zmienić całą mapę pamięci.</p><p>Dlatego trzeba mówić jasno: 14 czerwca 1940 roku <strong>Niemcy deportowali pierwszych Polaków do Auschwitz</strong>. Polacy byli pierwszymi więźniami tego obozu. Później miejsce to stało się największym cmentarzem Europy bez grobów, symbolem Holokaustu i jednym z najważniejszych ostrzeżeń, jakie historia zostawiła ludzkości.</p><h2>Także nasza lokalna pamięć</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu ta rocznica nie jest odległą lekcją z Małopolski. Niemiecki terror nie omijał żadnego polskiego miasta. W bazach ofiar Auschwitz odnaleźć można również osoby urodzone w Tomaszowie Mazowieckim i okolicach. To przypomnienie, że wielka historia prawie zawsze ma lokalny adres: ulicę, dom, rodzinne nazwisko, fotografię w szufladzie.</p><p>Dlatego warto, by 14 czerwca był dniem nie tylko oficjalnych przemówień, ale także rodzinnych rozmów. Może ktoś z naszych bliskich był więźniem niemieckiego obozu. Może ktoś pomagał ukrywającym się. Może ktoś został wywieziony, zginął, wrócił milczący albo nie wrócił nigdy. Pamięć zaczyna się często nie w archiwum, lecz przy kuchennym stole.</p><p>Auschwitz nie skończył się wraz z wyzwoleniem obozu. Pozostał w świadectwach ocalałych, w nazwiskach ofiar, w dokumentach, w ciszy baraków, w popiele, którego nie da się oddzielić od ziemi. Pozostał także jako zobowiązanie.</p><p>Bo pamięć nie polega na tym, by raz w roku pochylić głowę. Pamięć polega na tym, by nie pozwolić kłamstwu zająć miejsca prawdy..pl zgodnie z oficjalnym znakiem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[14 czerwca: pamięć Auschwitz, cień pogromu, Słowacki wraca na Wawel i muzyka, która gra mimo historii]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55510,14-czerwca-pamiec-auschwitz-cien-pogromu-slowacki-wraca-na-wawel-i-muzyka-ktora-gra-mimo-historii</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55510,14-czerwca-pamiec-auschwitz-cien-pogromu-slowacki-wraca-na-wawel-i-muzyka-ktora-gra-mimo-historii</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Jun 2026 09:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-14-czerwca-pamiec-auschwitz-cien-pogromu-slowacki-wraca-na-wawel-i-muzyka-ktora-gra-mimo-histori-1781424401.png</url>
                        <title>14 czerwca: pamięć Auschwitz, cień pogromu, Słowacki wraca na Wawel i muzyka, która gra mimo historii</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55510,14-czerwca-pamiec-auschwitz-cien-pogromu-slowacki-wraca-na-wawel-i-muzyka-ktora-gra-mimo-historii</link>
                    </image><description>14 czerwca w polskim kalendarzu łączy pamięć o pierwszym transporcie do Auschwitz, rocznicę pogromu w Białymstoku i powrót Juliusza Słowackiego na Wawel. To także dzień Hłaski, Barei i muzyki, która przypomina, że historia nigdy nie milknie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Dziś w kraju i na świecie, niedziela 14 czerwca.</strong> To sto sześćdziesiąty piąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.14, zajdzie o godz. 20.57. Imieniny obchodzą: Eliza, Konstancja, Alojzy, Anastazy, Feliks, Michał, Ryszard i Walery.</p><p>Są takie daty, które nie mieszczą się w zwykłym kalendarzu. Nie są tylko kratką między sobotą a poniedziałkiem. 14 czerwca należy właśnie do nich. To dzień, w którym historia mówi głosem wagonów jadących z Tarnowa do <strong>Auschwitz</strong>, krzykiem pogromu w Białymstoku, poezją Słowackiego wracającą z paryskiego Montmartre na Wawel, gorzkim śmiechem Barei i papierosowym cieniem Marka Hłaski. A gdzieś obok, jak w radiu grającym w pustej kuchni po północy, brzmią Four Tops, Yes, Culture Club, Faithless, Jamiroquai, Henry Mancini i Rory Gallagher.</p><h2><strong>Narodowy Dzień Pamięci. 14 czerwca zaczął się Auschwitz</strong></h2><p>Najważniejszym akcentem dzisiejszego dnia w Polsce jest <strong>Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady</strong>. Data nie jest przypadkowa. <strong>14 czerwca 1940 roku Niemcy skierowali z Tarnowa do KL Auschwitz pierwszy transport więźniów politycznych</strong>. Było ich 728. Przeważali Polacy, wśród nich członkowie konspiracji niepodległościowej, ludzie zatrzymani w obławach i łapankach, młodzi, bardzo młodzi, których biografie miały dopiero nabrać rozpędu.</p><p>Ten dzień uznawany jest za początek funkcjonowania obozu <strong>Auschwitz.</strong> Początkowo niemiecki aparat terroru tworzył go przede wszystkim z myślą o więzieniu Polaków. Później Auschwitz stał się jednym z najstraszniejszych symboli Zagłady Żydów europejskich, miejscem śmierci Romów, jeńców sowieckich i więźniów wielu narodowości. Niemcy zamordowali tam około 1,1 mln ludzi.</p><p>Dziś w Oświęcimiu i Harmężach odbywają się <strong>obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu</strong>. W programie znalazło się złożenie hołdu ofiarom przed Ścianą Straceń na terenie byłego obozu Auschwitz I, upamiętnienie więźniów pierwszego transportu oraz msza święta w Centrum św. Maksymiliana w Harmężach. W uroczystościach uczestniczyć mają byli więźniowie oraz przedstawiciele władz państwowych.</p><p>To nie jest pamięć muzealna, zamknięta za szkłem. To pamięć żywa. Także dla lokalnych społeczności, takich jak Tomaszów Mazowiecki i cały powiat tomaszowski, gdzie wojna, okupacja, wywózki, niemieckie represje i utrata sąsiadów wciąż są częścią rodzinnych opowieści. W takich dniach warto przypominać, że historia nie zaczyna się w podręczniku. Zaczyna się w nazwisku, fotografii, adresie, ciszy po kimś, kto nie wrócił.</p><h2><strong>Białystok 1906. Pogrom, który odsłonił truciznę imperium</strong></h2><p>120 lat temu, 14 czerwca 1906 roku, rozpoczął się trzydniowy <strong>pogrom w Białymstoku</strong>. W wyniku zamieszek inspirowanych przez zaborcze władze rosyjskie zginęło 82 Żydów. Pretekstem miał być wybuch bomby na trasie katolickiej procesji Bożego Ciała.</p><p>To był czas rewolucyjnego wrzenia po 1905 roku, strachu władzy przed społeczną energią i starych mechanizmów imperialnej polityki: skłócić, wskazać winnego, wypuścić nienawiść z klatki, a potem udawać, że była żywiołem. Pogromy w Imperium Rosyjskim nie były tylko „zamieszkami”. Były polityczną technologią przemocy. W Białymstoku uderzyły w społeczność żydowską, ale mówiły także coś strasznego o państwie, które własną słabość próbowało przykryć cudzą krwią.</p><h2><strong>Słowacki wraca na Wawel. Poezja jako akt państwowy</strong></h2><p>99 lat temu, 14 czerwca 1927 roku, na paryskim Cmentarzu Montmartre przeprowadzono <strong>ekshumację szczątków Juliusza Słowackiego</strong>. Na polecenie marszałka Józefa Piłsudskiego sprowadzono je do Polski i uroczyście złożono na Wawelu.</p><p>Ten gest był czymś więcej niż ceremonią pogrzebową. II Rzeczpospolita budowała własną symbolikę, własny mit założycielski, własny rytuał państwowy., <strong>Słowacki</strong> poeta „Kordiana”, samotności, ironii i wielkiego dramatu ducha, wracał do kraju, który powstał po latach zaborów. Piłsudski miał podczas wawelskiej uroczystości wypowiedzieć słynne słowa o tym, że w imieniu rządu Rzeczypospolitej poleca odnieść trumnę poety do krypty królewskiej, „bo królom był równy”.</p><p>W tym zdaniu jest cała polska wyobraźnia: przekonanie, że słowo może mieć rangę korony, a poeta — miejsce obok władców.</p><h2><strong>Żbik, Cat-Mackiewicz i indeks ksiąg zakazanych</strong></h2><p>95 lat temu, w 1931 roku, w stoczni w Caen zwodowano okręt podwodny <strong>ORP „Żbik”</strong>, zbudowany dla polskiej Marynarki Wojennej. Na początku II wojny światowej wraz z innymi polskimi jednostkami został internowany w Szwecji. Po wojnie wrócił do kraju i służył do 1955 roku. To fragment tej mniej widowiskowej, ale ważnej opowieści o II RP: państwie, które po latach niewoli chciało mieć własną flotę, własną technikę, własny język nowoczesności.</p><p>70 lat temu, w 1956 roku, do Polski powrócił z emigracji <strong>Stanisław Cat-Mackiewicz</strong> — publicysta, pisarz, polityk konserwatywny, dawny redaktor naczelny wileńskiego „Słowa”, poseł BBWR, więzień Berezy Kartuskiej, premier rządu RP na emigracji w latach 1954–1955. Jego powrót do PRL, poprzedzony kontaktami ze służbami specjalnymi, do dziś pozostaje jednym z tych epizodów, które nie pozwalają historii zamienić się w prostą laurkę. Cat był człowiekiem wielkiego talentu, ostrego pióra i dramatycznych wyborów. Jak bohater powieści politycznej, w której nikt nie wychodzi całkiem czysty.</p><p>60 lat temu, w 1966 roku, Watykańska Kongregacja Nauki Wiary zniosła obowiązujący w Kościele katolickim od XVI wieku <strong>Indeks Ksiąg Zakazanych</strong>. Przez stulecia trafiały na niego dzieła uznawane za niebezpieczne dla wiary lub moralności. Zniesienie indeksu było znakiem epoki po Soborze Watykańskim II — czasu, w którym Kościół próbował inaczej rozmawiać ze światem, kulturą i nowoczesnością.</p><h2><strong>Hłasko i Bareja. Dwaj kronikarze polskiego nerwu</strong></h2><p>57 lat temu, 14 czerwca 1969 roku, w Wiesbaden zmarł <strong>Marek Hłasko</strong>. Był jednym z tych pisarzy, których legenda zaczęła biec szybciej niż biografia. „Piękni dwudziestoletni”, „Baza Sokołowska”, „Następny do raju” — to literatura szorstka, zaciśnięta jak pięść, podszyta rozczarowaniem, ale też potrzebą wolności. Hłasko pisał tak, jakby każde zdanie było ostatnim papierosem przed odjazdem nocnego pociągu.</p><p>39 lat temu, w 1987 roku, zmarł <strong>Stanisław Bareja</strong>, reżyser, który potrafił opisać absurd PRL celniej niż niejeden traktat socjologiczny. „Miś”, „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”, „Poszukiwana, poszukiwany”, „Alternatywy 4”, „Zmiennicy” — to nie tylko komedie. To kroniki państwa, w którym rzeczywistość sama pisała dialogi. Bareja pokazywał system jako wielką maszynę do produkcji nonsensu, ale robił to tak, że śmialiśmy się, choć często był to śmiech przez zęby.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: od Four Tops do Jamiroquai</strong></h2><p>14 czerwca ma także mocny rytm muzyczny. W 1936 roku urodził się <strong>Renaldo „Obie” Benson</strong>, wokalista Four Tops, jednego z najważniejszych zespołów związanych z brzmieniem Motown. Trzy lata później, w 1939 roku, przyszli na świat <strong>Czesław Majewski</strong>, kompozytor i pianista znany polskiej publiczności także z telewizji, oraz <strong>Marek Gaszyński</strong>, dziennikarz muzyczny, autor tekstów piosenek i książek o historii polskiej muzyki rozrywkowej.</p><p>W 1945 roku urodził się <strong>Rod Argent</strong>, klawiszowiec i założyciel The Zombies, grupy, która wprowadziła do rocka elegancję, psychodelię i melancholię brytyjskich lat 60. Rok później urodził się <strong>Janusz Stefański</strong>, perkusista jazzowy, kompozytor i pedagog. W 1949 roku na świat przyszli <strong>Jim Lea</strong> ze Slade oraz <strong>Alan White</strong>, perkusista Yes, związany z progresywnym rockiem, w którym każdy utwór mógł być osobną katedrą dźwięku.</p><p>Wśród dzisiejszych solenizantów muzycznych są także <strong>Gianna Nannini</strong>, <strong>Maxi Jazz</strong> z Faithless, <strong>Nick Van Eede</strong> z Cutting Crew, <strong>Marcus Miller</strong>, <strong>Laurent Boutonnat</strong>, współtwórca sukcesów Mylène Farmer, oraz <strong>Boy George</strong>, głos Culture Club i jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury lat 80.</p><p>14 czerwca to również data premier płytowych i pożegnań. W 1993 roku ukazał się debiutancki album Jamiroquai <strong>„Emergency on Planet Earth”</strong>, który połączył acid jazz, funk, soul i ekologiczną wrażliwość początku lat 90. Rok później zmarł <strong>Henry Mancini</strong>, kompozytor muzyki filmowej, twórca tematów, które weszły do zbiorowej wyobraźni jak dobrze zapamiętana scena z kina. W 1995 roku odszedł <strong>Rory Gallagher</strong>, gitarzysta bluesowy — jeden z tych muzyków, którzy nie musieli udawać ognia, bo mieli go w palcach.</p><h2><strong>Dziś w kraju: pamięć i państwowe uroczystości</strong></h2><p>W Oświęcimiu i Harmężach odbywają się dziś obchody 86. rocznicy pierwszej deportacji Polaków do niemieckiego obozu Auschwitz. To centralny punkt krajowego kalendarza pamięci. Uroczystości mają przypominać nie tylko o pierwszym transporcie z Tarnowa, ale również o wszystkich ofiarach niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i obozów zagłady.</p><p>Warto, by tego dnia pamięć nie kończyła się na oficjalnych przemówieniach. Dla lokalnych redakcji, szkół, rodzin i samorządów to także impuls, by wracać do nazwisk ludzi z własnych miast i wsi. Bo wielka historia zawsze ma lokalny adres.</p><h2><strong>Świat: Ormuz, Waszyngton i szwajcarskie referendum</strong></h2><p>Na świecie uwaga skupia się dziś między innymi na doniesieniach dotyczących możliwego porozumienia USA–Iran. Prezydent Donald Trump zapowiedział, że może dojść do podpisania dokumentu, który miałby otworzyć cieśninę Ormuz. Jednocześnie napływają sygnały ostrożności ze strony irańskiej dyplomacji. W tej sprawie trzeba więc zachować dystans: mamy do czynienia raczej z polityczną rozgrywką na wysokim napięciu niż z zakończonym procesem pokojowym.</p><p>Dziś prezydent Karol Nawrocki udaje się z wizytą do Waszyngtonu na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa. Wizyta ma charakter roboczy, a w programie znalazły się rozmowy dotyczące bezpieczeństwa i relacji dwustronnych. Prezydent RP ma również uczestniczyć w gali UFC Freedom 250 organizowanej w Białym Domu przy okazji obchodów 250. rocznicy podpisania Deklaracji Niepodległości USA oraz urodzin amerykańskiego prezydenta.</p><p>W Szwajcarii odbywa się natomiast referendum dotyczące inicjatywy Szwajcarskiej Partii Ludowej, która chce ograniczyć wzrost liczby mieszkańców kraju do 10 mln przed 2050 rokiem. Zwolennicy mówią o presji migracji na mieszkalnictwo, usługi publiczne i bezpieczeństwo. Przeciwnicy ostrzegają przed uderzeniem w gospodarkę, relacje z Unią Europejską i tradycję humanitarną Szwajcarii.</p><h2><strong>14 czerwca. Data, która nie pozwala przejść obojętnie</strong></h2><p>W jednym dniu spotykają się dziś Auschwitz, Białystok, Słowacki, Hłasko, Bareja, Cat-Mackiewicz, Henry Mancini i Rory Gallagher. Pamięć narodowa, literatura, polityka, muzyka i popkultura tworzą dziwny, ale prawdziwy chór. Nie zawsze harmonijny. Czasem brzmi jak requiem, czasem jak jazzowa improwizacja, czasem jak gorzka komedia Barei.</p><p>Ale właśnie takie jest kalendarium. Nie porządkuje świata do końca. Raczej pokazuje, że każdy dzień ma swoją warstwę światła i cienia. 14 czerwca przypomina przede wszystkim, że pamięć nie jest dodatkiem do życia publicznego. Jest jego kręgosłupem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Amerykańskie wojska w Polsce. Rząd szykuje infrastrukturę, logistykę i pieniądze przed rozmowami w Waszyngtonie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55506,amerykanskie-wojska-w-polsce-rzad-szykuje-infrastrukture-logistyke-i-pieniadze-przed-rozmowami-w-waszyngtonie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55506,amerykanskie-wojska-w-polsce-rzad-szykuje-infrastrukture-logistyke-i-pieniadze-przed-rozmowami-w-waszyngtonie</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 12:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-amerykanskie-wojska-w-polsce-rzad-szykuje-infrastrukture-logistyke-i-pieniadze-przed-rozmowami-w-w-1781345261.png</url>
                        <title>Amerykańskie wojska w Polsce. Rząd szykuje infrastrukturę, logistykę i pieniądze przed rozmowami w Waszyngtonie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55506,amerykanskie-wojska-w-polsce-rzad-szykuje-infrastrukture-logistyke-i-pieniadze-przed-rozmowami-w-waszyngtonie</link>
                    </image><description>Premier Donald Tusk poinformował, że we wtorek Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego zajmie się przygotowaniami do możliwej zwiększonej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Chodzi o miejsca, infrastrukturę, logistykę i finansowanie. Sprawa nabiera politycznej temperatury przed wizytą prezydenta Karola Nawrockiego w Waszyngtonie, gdzie jednym z kluczowych tematów ma być bezpieczeństwo Polski i stała obecność żołnierzy USA.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest już wyłącznie dyplomatyczna rozmowa przy flagach, uściskach dłoni i kamerach ustawionych jak reflektory na planie filmu politycznego. W tle są konkretne decyzje: koszary, lotniska, drogi dojazdowe, magazyny, zabezpieczenie logistyczne, pieniądze i pytanie, które od lat wraca w polskiej debacie jak refren z płyty odtwarzanej w niespokojnych czasach: <strong>czy obecność wojsk amerykańskich w Polsce będzie trwała, większa i bardziej zakorzeniona?</strong></p><p>Premier Donald Tusk, pytany w sobotę przez dziennikarzy w Łomży o wizytę prezydenta Karola Nawrockiego w Stanach Zjednoczonych, zadeklarował, że życzy głowie państwa powodzenia. Jednocześnie poinformował, że na wniosek ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza <strong>Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego</strong> we wtorek rano zajmie się przygotowaniami pod kątem obecności wojsk USA w Polsce.</p><p>— Bardzo chcemy, żeby Polska była konkretnie, precyzyjnie przygotowana do zapowiedzi, jaką usłyszeliśmy od prezydenta Trumpa — powiedział premier.</p><h2>Polska chce być gotowa, zanim zapadną decyzje</h2><p>Jak wynika ze słów szefa rządu, prace mają dotyczyć przygotowania <strong>miejsc, infrastruktury, logistyki i pieniędzy</strong>. W praktyce oznacza to przejście z poziomu politycznej deklaracji na poziom państwowej układanki, w której każdy element ma znaczenie: od zdolności przyjęcia żołnierzy, przez zaplecze techniczne, po transport sprzętu i współpracę z samorządami.</p><p>To szczególnie ważne dla regionów położonych w centralnej Polsce, w tym dla województwa łódzkiego. Tomaszów Mazowiecki nie leży na politycznej mapie Waszyngtonu, ale leży na realnej mapie bezpieczeństwa kraju — między ważnymi szlakami komunikacyjnymi, niedaleko dużych węzłów logistycznych, w regionie, który w razie kryzysu może mieć znaczenie transportowe, zapleczowe i organizacyjne. Współczesne bezpieczeństwo nie kończy się na granicy państwa. Zaczyna się także przy drogach, mostach, bocznicach kolejowych, magazynach, stacjach paliw i szpitalach.</p><h2>Wizyta prezydenta Nawrockiego w USA</h2><p>Prezydent Karol Nawrocki udaje się w niedzielę do Waszyngtonu na zaproszenie prezydenta USA Donalda Trumpa. W programie wizyty znalazł się m.in. udział w gali mieszanych sztuk walki UFC Freedom 250, organizowanej w Białym Domu z okazji 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych i w dzień urodzin amerykańskiego prezydenta.</p><p>Premier Tusk odniósł się do tego z charakterystyczną ironią, apelując, by prezydent „nie dał się zaciągnąć do klatki”. Polityczny żart ma jednak bardzo poważne tło. Wizyta Nawrockiego ma dotyczyć przede wszystkim <strong>bezpieczeństwa, stosunków dwustronnych, współpracy energetycznej i gospodarczej</strong>, a przede wszystkim — obecności amerykańskich żołnierzy na terytorium Polski.</p><p>Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz zapowiadał, że rozmowy w Waszyngtonie obejmą najważniejsze kwestie polskiego bezpieczeństwa, w tym temat stałej obecności wojsk USA.</p><h2>Stała baza USA w Polsce? MON złożył propozycję</h2><p>Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz informował wcześniej, że przekazał sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia <strong>nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce</strong>.</p><p>To kolejny etap dyskusji, która toczy się od lat. Polska po rosyjskiej agresji na Ukrainę stała się jednym z kluczowych państw wschodniej flanki NATO. Obecność wojsk USA ma nie tylko wymiar wojskowy, ale również psychologiczny i polityczny. To sygnał odstraszania wysłany w stronę Moskwy: atak na Polskę nie byłby konfliktem lokalnym, lecz uderzeniem w państwo sojusznicze, na którego terytorium znajdują się siły największego mocarstwa NATO.</p><p>Donald Trump miał zapowiedzieć wysłanie do Polski kolejnych 5 tysięcy żołnierzy. Jak podkreślał, decyzja ta miała być związana z relacjami z prezydentem Karolem Nawrockim, którego wsparł przed wyborami w 2025 roku.</p><h2>Bezpieczeństwo nie jest abstrakcją</h2><p>W polskim prawie sprawy obecności wojsk obcych nie są pozostawione politycznej improwizacji. Reguluje je ustawa o zasadach pobytu wojsk obcych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Określa ona m.in. zasady pobytu, przemieszczania się oraz udzielania pomocy wojskom sojuszniczym i organizacjom międzynarodowym.</p><p>Z kolei Konstytucja RP w art. 26 wskazuje, że Siły Zbrojne służą ochronie niepodległości państwa, niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności granic. To zapis krótki, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej brzmi jak polityczny dzwon alarmowy.</p><p>Od 2022 roku, czyli od pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę, Polska żyje w zupełnie innym rytmie bezpieczeństwa. Słowa „wojsko”, „logistyka”, „NATO”, „obrona cywilna” czy „infrastruktura krytyczna” przestały należeć wyłącznie do języka sztabowców. Stały się częścią codziennego słownika mieszkańców miast i powiatów.</p><h2>Co to może oznaczać dla Polski lokalnej?</h2><p>Choć decyzje zapadają w Warszawie i Waszyngtonie, ich skutki mogą być odczuwalne w wielu regionach. Większa obecność wojsk sojuszniczych to nie tylko żołnierze i sprzęt. To również inwestycje infrastrukturalne, modernizacja dróg, rozwój zaplecza logistycznego, większe znaczenie kolei, lotnisk, magazynów i systemów zabezpieczenia.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego temat może wydawać się odległy, ale tylko pozornie. Centralna Polska odgrywa ważną rolę jako zaplecze transportowe i logistyczne kraju. W razie zwiększonej obecności wojsk sojuszniczych znaczenie będą miały nie tylko wielkie bazy, ale również mniejsze elementy sieci: drogi krajowe, linie kolejowe, tereny przemysłowe, służby ratownicze, energetyka i administracja lokalna.</p><p>Bezpieczeństwo państwa przypomina dobrze skomponowaną orkiestrę. Na pierwszym planie widać dyrygentów i solistów, ale bez sekcji rytmicznej — tej lokalnej, infrastrukturalnej, codziennej — nawet największa partytura może się rozsypać.</p><h2>Polityka ponad podziałami?</h2><p>Premier Tusk zapowiedział, że liczy na to, iż prezydent Nawrocki przypomni Donaldowi Trumpowi jego obietnicę dotyczącą zwiększenia obecności wojsk USA w Polsce. W tej sprawie rząd i prezydent, mimo politycznych różnic, mogą być skazani na współpracę.</p><p>I dobrze. Są momenty, w których państwo nie może zachowywać się jak scena niekończącego się politycznego pojedynku. W sprawach bezpieczeństwa liczy się chłodna kalkulacja, przewidywalność i ciągłość. Amerykańscy żołnierze w Polsce to nie temat na partyjną przepychankę, ale element architektury bezpieczeństwa całego regionu.</p><p>We wtorek Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego ma zająć się przygotowaniami. Wizyta prezydenta w Waszyngtonie ma nadać sprawie dyplomatyczny ciężar. A Polska — jak wynika z deklaracji premiera — chce pokazać, że nie tylko czeka na decyzje, ale potrafi przygotować dla nich konkretne miejsce na mapie.</p><p>Bo w polityce bezpieczeństwa, jak w dobrym thrillerze Johna le Carré, najważniejsze często dzieje się nie w błysku fleszy, lecz w dokumentach, planach, korytarzach i decyzjach, które wcześniej ktoś musiał starannie przygotować.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[13 czerwca: od Smoleńska i Rokitnej po V1, Solidarność Walczącą i pierwsze eurowybory]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55501,13-czerwca-od-smolenska-i-rokitnej-po-v1-solidarnosc-walczaca-i-pierwsze-eurowybory</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55501,13-czerwca-od-smolenska-i-rokitnej-po-v1-solidarnosc-walczaca-i-pierwsze-eurowybory</guid>
            <pubDate>Sat, 13 Jun 2026 09:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-13-czerwca-od-smolenska-i-rokitnej-po-v1-solidarnosc-walczaca-i-pierwsze-eurowybory-1781336240.png</url>
                        <title>13 czerwca: od Smoleńska i Rokitnej po V1, Solidarność Walczącą i pierwsze eurowybory</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55501,13-czerwca-od-smolenska-i-rokitnej-po-v1-solidarnosc-walczaca-i-pierwsze-eurowybory</link>
                    </image><description>Sprawdziłem najważniejsze punkty. Jedna rzecz wymaga poprawki przed publikacją: Bronisław Baczko zmarł 29 sierpnia 2016 roku w Genewie, nie w 2026 roku. To warto poprawić, bo inaczej czytelnik od razu złapie tekst za gardło. Źródła potwierdzają też datę pierwszych polskich wyborów do Parlamentu Europejskiego — 13 czerwca 2004 r., 54 mandaty i bardzo niską frekwencję — oraz dzisiejszy kontekst Komisji Weneckiej i powrotu kolei do Łomży.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>sobota, 13 czerwca 2026 roku</strong>, sto sześćdziesiąty czwarty dzień roku. Do końca roku pozostało 201 dni. Słońce wzeszło o godz. 04.14, a zajdzie o godz. 20.56. Imieniny obchodzą: <strong>Grzegorz, Olga, Tobiasz, Gerard, Herman, Gracja, Antoni oraz Lucjan</strong>.</p><p>Są takie daty, które nie mieszczą się w jednej rubryce kalendarza. <strong>13 czerwca</strong> prowadzi nas przez mury Smoleńska, pola Rokitnej, Londyn pod ostrzałem niemieckich pocisków V1, podziemny druk „Solidarności Walczącej” i pierwsze polskie wybory do Parlamentu Europejskiego. A potem, jakby historia chciała złapać oddech, przenosi nas na scenę: do świata Michała Bajora, Antoniny Krzysztoń, Kasi Kowalskiej, Anity Lipnickiej, Benny’ego Goodmana i Alanis Morissette.</p><p>To data, w której słychać i szablę, i klarinet. I może właśnie dlatego tak dobrze nadaje się do kalendarium — bo przypomina, że historia nigdy nie jest tylko spisem dat. Jest raczej wielogłosem: czasem marszem, czasem requiem, czasem rockową balladą, która wraca po latach z nowym znaczeniem.</p><h3><strong>Wojska polskie zdobywają Smoleńsk</strong></h3><p><strong>415 lat temu, 13 czerwca 1611 roku, wojska polskie zdobyły Smoleńsk</strong>. Był to jeden z najważniejszych momentów wojny Rzeczypospolitej z państwem moskiewskim w okresie wielkiej smuty. Oblężenie trwało długo i pochłonęło ogromne siły. Smoleńsk, twierdza o strategicznym znaczeniu, był bramą do Moskwy, ale też symbolem rywalizacji o wpływy na wschodzie Europy.</p><p>Dla Rzeczypospolitej zwycięstwo miało wymiar polityczny i prestiżowy. W tle tej historii pobrzmiewa jednak także gorzka nuta. XVII wiek, tak często malowany w polskiej wyobraźni barwami tryumfu husarii, był jednocześnie początkiem wielkiego wyczerpywania państwa. Potęga wyglądała imponująco, lecz pod jej zbroją coraz mocniej pracowały pęknięcia.</p><h3><strong>Antoni Henryk Radziwiłł — arystokrata, kompozytor i mecenas</strong></h3><p><strong>251 lat temu, w 1775 roku, w Wilnie urodził się Antoni Henryk Radziwiłł</strong> — kompozytor, mecenas sztuki, polityk, a w latach 1815–1831 namiestnik Wielkiego Księstwa Poznańskiego.</p><p>Radziwiłł należał do świata, w którym polityka, salon, muzyka i literatura przenikały się naturalnie. Był człowiekiem epoki przejścia: między końcem dawnej Rzeczypospolitej a nową Europą, którą po rewolucji francuskiej i wojnach napoleońskich układano na kongresowych mapach. Jego pasja muzyczna nie była dodatkiem do biografii, lecz jednym z jej głównych tonów. Komponował, wspierał artystów, współtworzył atmosferę, w której kultura stawała się azylem pamięci narodowej.</p><h3><strong>Henryk Dembiński — generał emigracji i niespokojnej Europy</strong></h3><p><strong>162 lata temu, w 1864 roku, w Paryżu zmarł gen. Henryk Dembiński</strong> — uczestnik wojen napoleońskich, generał dywizji w Powstaniu Listopadowym, gubernator Warszawy, działacz emigracyjny, a w czasie rewolucji węgierskiej dowódca Armii Północnej, szef sztabu i przejściowo wódz naczelny armii węgierskiej.</p><p>Dembiński był postacią charakterystyczną dla polskiego XIX wieku: żołnierzem bez własnego państwa, oficerem, którego los rzucał od jednej europejskiej sprawy do drugiej. Takich ludzi romantyzm lubił portretować z patosem, ale za legendą kryło się życie trudne, często pełne sporów, porażek i emigracyjnej samotności. Europa, w której walczył, była kontynentem rewolucji, niespełnionych konstytucji i narodów czekających na swój moment.</p><h3><strong>Szarża pod Rokitną — mit, odwaga i cena legendy</strong></h3><p><strong>111 lat temu, w 1915 roku, pod Rokitną ułani II Brygady Legionów Polskich przeprowadzili szarżę na rosyjskie okopy</strong>. Poległ dowódca szwadronu, rotmistrz <strong>Zbigniew Dunin-Wąsowicz</strong>. Szarża stała się jednym z symboli walk o niepodległość, tematem obrazów, pieśni i utworów poetyckich.</p><p>W polskiej pamięci Rokitna ma w sobie coś z „Somosierry” XX wieku — jest jednocześnie czynem wojskowym i opowieścią o narodowej wyobraźni. Ułańska szarża na pozycje przeciwnika brzmi dziś jak scena z filmu, w którym kamera pędzi razem z końmi, a muzyka narasta jak u Kilara. Tyle że za romantycznym obrazem zawsze stoją konkretne nazwiska, rany i śmierć. Legenda bywa piękna, ale nigdy nie jest bezpłatna.</p><h3><strong>Bronisław Baczko — filozof, który wyszedł z dogmatu</strong></h3><p><strong>102 lata temu, w 1924 roku, urodził się Bronisław Baczko</strong>, filozof i historyk idei, współtwórca warszawskiej szkoły historyków idei. Początkowo związany z marksizmem, z czasem stał się jednym z jego krytycznych interpretatorów. Po wydarzeniach Marca 1968 roku został usunięty z Uniwersytetu Warszawskiego i zmuszony do emigracji. Związał się następnie z Uniwersytetem Genewskim.</p><p>Baczko pisał m.in. o Rousseau, rewolucji francuskiej, terrorze i wyobrażeniach społecznych. W jego biografii jak w soczewce widać dramat polskiej inteligencji XX wieku: fascynację wielkimi projektami ideologicznymi, rozczarowanie, wykluczenie i konieczność budowania własnego głosu poza krajem. Zmarł 29 sierpnia 2016 roku w Genewie.</p><h3><strong>Pierwsze pociski V1 spadają na Londyn</strong></h3><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku, na Londyn spadły pierwsze niemieckie pociski V1</strong>. Była to nowa faza wojny: terror technologiczny, wojna prowadzona nie tylko armiami, ale też strachem, dźwiękiem silnika i oczekiwaniem na ciszę, po której następowała eksplozja.</p><p>V1, nazywane latającymi bombami, miały złamać morale Brytyjczyków. Londyn znał już naloty Luftwaffe z czasów Blitz, ale broń odwetowa III Rzeszy wprowadzała nową jakość grozy. W tej historii jest zimny cień przyszłości — zapowiedź epoki rakiet, systemów dalekiego rażenia i wojny, w której cywil coraz częściej stawał się celem.</p><h3><strong>„Solidarność Walcząca” — podziemny druk przeciwko imperium</strong></h3><p><strong>44 lata temu, w 1982 roku, we Wrocławiu ukazał się pierwszy numer podziemnego pisma „Solidarność Walcząca”</strong>. Był to tygodnik antykomunistycznej organizacji, która powstała po rozłamie we wrocławskim Regionalnym Komitecie Strajkowym. Jej inicjatorem i przewodniczącym był <strong>Kornel Morawiecki</strong>.</p><p>„Solidarność Walcząca” należała do najbardziej radykalnych nurtów opozycji antykomunistycznej. Nie chciała tylko złagodzenia systemu, lecz jego demontażu. W czasach stanu wojennego podziemna prasa była czymś więcej niż informacją. Była aktem obywatelskiego oporu. Kartka papieru, powielacz, konspiracyjny kolportaż — to były narzędzia walki w kraju, w którym prawda musiała chodzić bocznymi drzwiami.</p><h3><strong>Karol Małcużyński — głos kroniki i świadek Norymbergi</strong></h3><p><strong>42 lata temu, w 1984 roku, w Warszawie zmarł Karol Małcużyński</strong> — dziennikarz, publicysta, korespondent na procesie zbrodniarzy wojennych w Norymberdze, autor komentarzy do Polskiej Kroniki Filmowej, poseł na Sejm w okresie PRL.</p><p>Małcużyński należał do pokolenia dziennikarzy, które widziało historię z bardzo bliska. Proces norymberski był jednym z najważniejszych momentów XX-wiecznego rozliczenia z nazizmem. Z dzisiejszej perspektywy warto pamiętać, że dokumentowanie zbrodni było nie tylko pracą reporterską, ale też budowaniem pamięci prawnej i moralnej świata po katastrofie.</p><h3><strong>Jan Paweł II beatyfikuje 108 męczenników II wojny światowej</strong></h3><p><strong>27 lat temu, w 1999 roku, w Warszawie papież Jan Paweł II beatyfikował 108 męczenników II wojny światowej</strong>. Byli wśród nich duchowni, zakonnicy, zakonnice i świeccy, którzy ponieśli śmierć z rąk niemieckiego okupanta.</p><p>Ta beatyfikacja była jednym z najważniejszych religijnych i symbolicznych gestów papieskiej pielgrzymki. Przypominała, że II wojna światowa nie jest tylko historią frontów, konferencji i map. To także historia sumienia, wierności, cierpienia i wyborów podejmowanych w sytuacjach granicznych. W polskiej pamięci martyrologia bywa czasem słowem zużytym, ale za nim kryją się konkretni ludzie — nie pomniki, lecz biografie przerwane przemocą.</p><h3><strong>Pierwsze polskie wybory do Parlamentu Europejskiego</strong></h3><p><strong>22 lata temu, 13 czerwca 2004 roku, w Polsce po raz pierwszy odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego</strong>. Wygrała je Platforma Obywatelska, uzyskując 24,10 proc. głosów. Drugie miejsce zajęła Liga Polskich Rodzin, trzecie Prawo i Sprawiedliwość. Frekwencja wyniosła 20,87 proc., a w Parlamencie Europejskim zasiadło 54 polskich posłów.</p><p>Był to moment świeżo po wejściu Polski do Unii Europejskiej. Entuzjazm integracji mieszał się z nieufnością, niewiedzą i polityczną kalkulacją. Niska frekwencja pokazała, że Europa była wtedy dla wielu obywateli bardziej hasłem niż codziennym doświadczeniem. Dziś, po ponad dwóch dekadach, widać wyraźnie, że decyzje podejmowane w Brukseli i Strasburgu dotykają lokalnych spraw znacznie mocniej, niż wielu wyborcom wydawało się w 2004 roku.</p><h3><strong>Dziś w kraju: pociągi wracają do Łomży</strong></h3><p>W kraju uwagę przyciąga dziś zapowiedziana wizyta premiera <strong>Donalda Tuska</strong> i ministra infrastruktury <strong>Dariusza Klimczaka</strong> na trasie Ostrołęka–Łomża. Od 14 czerwca mieszkańcy Łomży mają ponownie korzystać z regularnych połączeń kolejowych z Białymstokiem, Ostrołęką i Olsztynem. Pociągi wracają do miasta po 33 latach przerwy.</p><p>To nie tylko informacja komunikacyjna. W kraju, w którym wiele średnich miast przez lata wypadało z kolejowej mapy, powrót połączeń ma znaczenie społeczne i symboliczne. Kolej to praca, szkoła, lekarz, uczelnia, kultura, a czasem po prostu poczucie, że państwo nie odwróciło się plecami. W Tomaszowie Mazowieckim i regionie łódzkim dobrze wiemy, jak ważna jest dostępność transportowa — bo lokalność bez komunikacji potrafi zmienić się w wyspę.</p><h3><strong>Za granicą: Komisja Wenecka i polski spór o sądy</strong></h3><p>Za granicą istotnym punktem dnia są obrady Komisji Weneckiej, organu doradczego Rady Europy do spraw prawa konstytucyjnego. Komisja ma zająć się opinią dotyczącą prezydenckiego projektu ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.</p><p>W tle pozostaje jeden z najważniejszych sporów ustrojowych ostatnich lat: spór o sądownictwo, niezależność sędziów, Krajową Radę Sądownictwa i prawo obywatela do rzetelnego procesu. W polskim porządku prawnym podstawą jest tu m.in. art. 45 Konstytucji RP, zgodnie z którym każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Podobną zasadę wyraża art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.</p><p>Prawo do sądu brzmi sucho tylko na papierze. W życiu oznacza coś bardzo konkretnego: czy obywatel może dochodzić swoich racji bez lęku, że trafi na instytucję politycznie ustawioną, przewlekłą albo pozbawioną zaufania. To fundament państwa prawa — mniej widowiskowy niż kampanie wyborcze, ale ważniejszy od większości politycznych fajerwerków.</p><h2><strong>Kalendarium muzyczne: 13 czerwca</strong></h2><h3><strong>Howard Leese — gitarowy filar Heart</strong></h3><p><strong>75 lat temu, w 1951 roku, urodził się Howard Leese</strong>, wokalista i multiinstrumentalista, najbardziej znany jako wieloletni członek zespołu <strong>Heart</strong>. Grał również z <strong>Bad Company</strong>. W historii rocka Leese należy do tych muzyków, którzy nie zawsze stoją na pierwszym planie, ale bez nich brzmienie zespołu traci kręgosłup.</p><p>Heart, prowadzone przez siostry Ann i Nancy Wilson, zapisało się w historii rocka jako grupa łącząca siłę hard rocka z melodyjnością i emocjonalnym rozmachem. Leese współtworzył ten pejzaż gitar, klawiszy i scenicznej elegancji.</p><h3><strong>Antonina Krzysztoń — głos poezji, modlitwy i ciszy</strong></h3><p><strong>72 lata temu, w 1954 roku, urodziła się Antonina Krzysztoń</strong> — piosenkarka, kompozytorka i autorka tekstów. Jej twórczość wyrasta z poezji śpiewanej, ballady, duchowości i intymnej rozmowy z odbiorcą.</p><p>Krzysztoń nie potrzebuje wielkiego huku. Jej piosenki działają inaczej: jak światło zapalone późnym wieczorem w pokoju, w którym ktoś jeszcze czuwa. W polskiej muzyce jest głosem osobnym — dalekim od estradowej krzykliwości, bliższym skupieniu i słowu.</p><h3><strong>Michał Bajor — teatr piosenki</strong></h3><p><strong>69 lat temu, w 1957 roku, urodził się Michał Bajor</strong>, aktor i piosenkarz. Jego kariera to rzadki przykład konsekwentnie budowanego teatru piosenki. Bajor śpiewa tak, jak aktor wypowiada monolog: z dykcją, dramaturgią i precyzją emocji.</p><p>W jego wykonaniach tekst ma wagę. Nie jest dodatkiem do melodii, ale osią utworu. To tradycja bliska francuskiej chanson, polskiej piosence literackiej i scenicznej elegancji, której dziś coraz mniej w świecie szybkich refrenów.</p><h3><strong>David Gray — „White Ladder” i melancholia przełomu wieków</strong></h3><p><strong>58 lat temu, w 1968 roku, urodził się David Gray</strong>, brytyjski piosenkarz i autor tekstów. Światową popularność przyniósł mu album <strong>„White Ladder”</strong>, z przebojami takimi jak „Babylon” czy „This Year’s Love”.</p><p>Gray uchwycił coś charakterystycznego dla końcówki lat 90. i początku XXI wieku: miejską melancholię, intymność głosu i elektroniczno-akustyczne brzmienie, które nie chciało już być ani czystym folkiem, ani typowym popem.</p><h3><strong>Rivers Cuomo — ironia, szkolne swetry i Weezer</strong></h3><p><strong>56 lat temu, w 1970 roku, urodził się Rivers Cuomo</strong>, wokalista, gitarzysta i autor tekstów grupy <strong>Weezer</strong>. Zespół stał się jednym z symboli alternatywnego rocka lat 90., a jego debiutancki „Blue Album” do dziś pozostaje płytą kultową.</p><p>Cuomo stworzył bohatera antyrockowego: neurotycznego, autoironicznego, nieco nerdowskiego, a przy tym zdolnego pisać refreny, które wchodzą do głowy jak najlepsze power-popowe zaklęcia.</p><h3><strong>Kasia Kowalska — głos pokolenia lat 90.</strong></h3><p><strong>53 lata temu, w 1973 roku, urodziła się Katarzyna Kowalska</strong>, wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów i producentka. Dla polskiej muzyki lat 90. była jednym z głosów najważniejszych — mocnym, rozpoznawalnym, emocjonalnym.</p><p>Jej debiutanckie lata przypadły na czas, gdy polski pop i rock szukały nowego języka po transformacji. Kowalska potrafiła połączyć przebojowość z ciemniejszym tonem, osobistym tekstem i sceniczną charyzmą. To głos, który nie udawał słodyczy, gdy chciał mówić o bólu.</p><h3><strong>Anita Lipnicka — od Varius Manx do własnej drogi</strong></h3><p><strong>51 lat temu, w 1975 roku, urodziła się Anita Lipnicka</strong>, piosenkarka i autorka tekstów. Popularność zdobyła jako wokalistka <strong>Varius Manx</strong>, później współpracowała z Johnem Porterem i rozwinęła karierę solową.</p><p>Jej droga jest ciekawa, bo pokazuje wyjście z zespołowego sukcesu w stronę bardziej autorskiej, dojrzałej wypowiedzi. Od przebojów śpiewanych przez całą Polskę po kameralne piosenki, w których więcej jest półcienia niż stadionowego światła.</p><h3><strong>Justin Hayward i „Night Flight”</strong></h3><p><strong>46 lat temu, w 1980 roku, ukazał się solowy album Justina Haywarda „Night Flight”</strong>. Hayward, znany przede wszystkim z The Moody Blues, należał do muzyków łączących rock progresywny, popową melodyjność i nastrojową balladę.</p><p>„Night Flight” to płyta z epoki, w której wielu artystów lat 60. i 70. próbowało odnaleźć się w nowym brzmieniu początku lat 80. Czasem zderzały się tam syntezatory, romantyczna fraza i echo dawnych hippisowskich marzeń.</p><h3><strong>Radek Łukasiewicz — Pustki, Bisz/Radex i inteligentna alternatywa</strong></h3><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku, urodził się Radek Łukasiewicz</strong>, wokalista, autor tekstów, kompozytor i realizator dźwięku. Założyciel i lider zespołu <strong>Pustki</strong>, członek duetu <strong>Bisz/Radex</strong>.</p><p>Łukasiewicz reprezentuje nurt polskiej alternatywy, która nie boi się literackości, brudu gitar, eksperymentu i rozmowy z tradycją. Pustki potrafiły korzystać z poezji, a jednocześnie nie zamieniać muzyki w szkolną akademię. To rzadkie i cenne.</p><h3><strong>Donna Summer pracuje ciężko za pieniądze</strong></h3><p><strong>43 lata temu, w 1983 roku, ukazał się album Donny Summer „She Works Hard for the Money”</strong>. Tytułowy utwór stał się jednym z jej najbardziej rozpoznawalnych przebojów i hymnem codziennej pracy kobiet.</p><p>Donna Summer, królowa disco, w latach 80. pokazała, że potrafi wyjść poza parkietową euforię. „She Works Hard for the Money” ma w sobie społeczną energię — opowieść o wysiłku, dumie i niewidzialnej pracy, którą pop potrafił czasem opowiedzieć lepiej niż niejeden manifest.</p><h3><strong>Benny Goodman — król swingu</strong></h3><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku, zmarł Benny Goodman</strong>, klarnecista jazzowy, nazywany królem swingu. Urodził się 30 maja 1909 roku.</p><p>Goodman był jednym z tych muzyków, którzy zmienili jazz w zjawisko masowe. Jego koncert w Carnegie Hall w 1938 roku przeszedł do historii jako symboliczny moment wejścia jazzu na salony amerykańskiej kultury. Swing w jego wykonaniu miał elegancję, tempo i nerw wielkiego miasta.</p><h3><strong>Måns Zelmerlöw — pop ze szwedzkim szlifem</strong></h3><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku, urodził się Måns Zelmerlöw</strong>, szwedzki piosenkarz, zwycięzca Konkursu Piosenki Eurowizji 2015 z utworem „Heroes”.</p><p>Szwecja od dekad jest jednym z laboratoriów europejskiego popu. Zelmerlöw wpisuje się w tę tradycję: produkcyjna precyzja, chwytliwy refren, sceniczna dyscyplina i umiejętność budowania piosenki tak, by działała jednocześnie w radiu, telewizji i wielkiej hali koncertowej.</p><h3><strong>Kim Wilde i album „Close”</strong></h3><p><strong>38 lat temu, w 1988 roku, Kim Wilde wydała album „Close”</strong>. Była to jedna z jej najważniejszych płyt, zawierająca przeboje, które umocniły jej pozycję w europejskim popie końca lat 80.</p><p>Kim Wilde miała w sobie charakterystyczne połączenie chłodu new wave, popowej przebojowości i wizerunkowej wyrazistości. „Close” to muzyka epoki kaset magnetofonowych, neonów i teledysków, które MTV zamieniało w globalne sny.</p><h3><strong>Sarsa — charakterystyczny głos współczesnego popu</strong></h3><p><strong>37 lat temu, w 1989 roku, urodziła się Sarsa, czyli Marta Markiewicz</strong> — piosenkarka, autorka tekstów i kompozytorka. Jej rozpoznawalność przyniósł utwór „Naucz mnie”, który stał się jednym z dużych polskich przebojów ostatniej dekady.</p><p>Sarsa należy do artystek, które wypracowały charakterystyczny znak rozpoznawczy — nie tylko w głosie, ale też w wizerunku i sposobie prowadzenia melodii. W popie, gdzie łatwo zniknąć w produkcyjnej masie, to wartość nie do przecenienia.</p><h3><strong>„Jagged Little Pill” — album, który krzyczał za całe pokolenie</strong></h3><p><strong>31 lat temu, w 1995 roku, ukazał się album Alanis Morissette „Jagged Little Pill”</strong>. To jedna z najważniejszych płyt lat 90., łącząca rock alternatywny, popową siłę i bezkompromisową emocjonalność.</p><p>„You Oughta Know”, „Ironic”, „Hand in My Pocket”, „You Learn” — te utwory brzmiały jak dziennik pokolenia, które miało dość udawania, że wszystko jest w porządku. Alanis Morissette wniosła do mainstreamu gniew, ironię, ranę i samoświadomość. Nie śpiewała jak grzeczna gwiazda pop. Śpiewała jak ktoś, kto właśnie otworzył okno w dusznym pokoju.</p><h3><strong>Jacek Skubikowski — autor piosenek, które znała cała Polska</strong></h3><p><strong>19 lat temu, w 2007 roku, zmarł Jacek Skubikowski</strong> — piosenkarz, gitarzysta, kompozytor i autor tekstów. Pisał dla siebie, ale również dla wielu znanych artystów i zespołów, m.in. Lombardu, Lady Pank, Martyny Jakubowicz, Krystyny Prońko, Ewy Bem i Majki Jeżowskiej.</p><p>Skubikowski był jednym z tych twórców, których nazwisko nie zawsze pojawia się na pierwszym planie, choć ich piosenki żyją w zbiorowej pamięci. To osobny rodzaj muzycznej nieśmiertelności: niekoniecznie stać w świetle reflektora, ale zostawić refren, który ktoś nuci po latach w samochodzie, kuchni albo na szkolnym korytarzu.</p><h2><strong>13 czerwca — historia jak partytura</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się jak szeroka partytura. Są w nim fanfary zwycięstwa pod Smoleńskiem, ułański galop Rokitnej, mrok Londynu pod ostrzałem V1, szelest podziemnej prasy, papieska modlitwa za męczenników i pierwsze polskie głosy oddane do Parlamentu Europejskiego.</p><p>A obok tego wszystkiego muzyka — od swingu Benny’ego Goodmana po emocjonalny krzyk Alanis Morissette, od literackiej piosenki Michała Bajora po rockową drogę Anity Lipnickiej i Kasi Kowalskiej. Historia i muzyka mają ze sobą więcej wspólnego, niż się wydaje. Jedna i druga wraca. Czasem jako lekcja, czasem jako ostrzeżenie, czasem jako refren, którego nie da się zapomnieć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 10:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-w-1781254536.png</url>
                        <title>Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</link>
                    </image><description>Porodówki w Polsce znikają jedna po drugiej. Od początku roku osiem oddziałów zostało zamkniętych, a działalność kolejnych ośmiu zawieszono. Ministerstwo Zdrowia zapowiada nowe rozwiązania: ryczałtowe finansowanie małych porodówek w szczególnych regionach, a także wprowadzenie do systemu publicznego porodów domowych i Domów Narodzin. Problem w tym, że dla kobiet w ciąży mapa nie jest tabelą Excela. To droga, czas, stres, nocny telefon, skurcze i pytanie: czy zdążymy?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Coraz mniej dzieci, coraz mniej porodówek</h2><p>Demografia działa jak zimny rachmistrz. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, a oddziały ginekologiczno-położnicze są rozliczane przede wszystkim za wykonane świadczenia. Kiedy porodów jest niewiele, utrzymanie zespołu, dyżurów, sal, sprzętu i zaplecza staje się dla zadłużonych szpitali coraz większym ciężarem.</p><p>W 2010 roku działało w Polsce 406 porodówek. W listopadzie 2025 roku było ich już 305. W tym roku NFZ otrzymał informacje o porodach z 283 oddziałów ginekologiczno-położniczych. To nie jest kosmetyczna korekta systemu, lecz głęboka zmiana mapy opieki okołoporodowej.</p><p>Według danych GUS w 2025 roku urodziło się 238 tysięcy dzieci. Rok wcześniej było ich prawie 252 tysiące, w 2023 roku – 272 tysiące, a w 2022 roku – 305 tysięcy. Dla porównania, w czasie wyżu demograficznego lat 80. w Polsce rodziło się ponad 700 tysięcy dzieci rocznie.</p><p>Tak wygląda demograficzny kadr w zwolnionym tempie: mniej dzieci, mniej porodów, mniej oddziałów. Ale między statystyką a życiem jest jeszcze człowiek.</p><h2>„Białe plamy” i godzina drogi do porodu</h2><p>Największy niepokój budzą tzw. białe plamy, czyli regiony, w których kobieta ma daleko do najbliższego oddziału położniczego. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski poinformował, że około 11 tysięcy kobiet w wieku rozrodczym ma do najbliższej porodówki ponad godzinę drogi. To 0,14 proc. Polek w wieku 15–49 lat.</p><p>Na papierze liczba może wydawać się niewielka. W praktyce wystarczy jedna kobieta, jedna noc, jedna źle odśnieżona droga, jedno powikłanie. W położnictwie czas bywa równie ważny jak kompetencje lekarza.</p><p>Dla mieszkańców mniejszych miast i powiatów, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i okoliczne gminy, ta dyskusja nie jest abstrakcją z ministerialnych gabinetów. To pytanie o to, czy lokalny szpital będzie tylko punktem na mapie, czy realnym miejscem bezpieczeństwa.</p><h2>Ryczałt dla małych porodówek</h2><p>Ministerstwo Zdrowia przygotowuje dwa główne rozwiązania. Pierwsze zakłada ryczałtowe finansowanie porodówek, które nie osiągają 400 porodów rocznie, ale znajdują się w miejscach istotnych z punktu widzenia dostępności. Dopiero powyżej tej liczby NFZ miałby rozliczać każdy poród oddzielnie.</p><p>Resort przyjmuje jednocześnie wskaźnik 700 porodów rocznie jako poziom, który – według analiz – pozwala zapewnić optymalne doświadczenie kliniczne zespołu. To średnio około dwa porody dziennie.</p><p>Wiceminister Tomasz Maciejewski tłumaczy, że liczba 400 wynika z analiz obejmujących liczbę procedur, położenie geograficzne szpitali i ogólnopolską tendencję demograficzną. Są bowiem placówki, które nigdy nie osiągną 700 porodów rocznie, ale ich zamknięcie oznaczałoby powstanie białej plamy.</p><p>To ważne rozróżnienie. Bo czym innym jest oddział nierentowny w dużym mieście, gdzie kilka innych szpitali działa w promieniu kilkunastu kilometrów, a czym innym porodówka w regionie, gdzie jej likwidacja oznacza dla pacjentek długą, stresującą i potencjalnie niebezpieczną podróż.</p><h2>Porody domowe i Domy Narodzin</h2><p>Druga propozycja dotyczy porodów domowych i Domów Narodzin. Obecnie NFZ nie finansuje porodów domowych, dlatego nie prowadzi też pełnych statystyk dotyczących liczby dzieci rodzących się poza szpitalami.</p><p>Ministerstwo rozważa wpisanie porodu domowego do koszyka świadczeń gwarantowanych. W grę wchodzi również tworzenie Domów Narodzin, czyli miejsc prowadzonych przez położne, zlokalizowanych w pobliżu zaplecza medycznego. Według zapowiedzi resortu miałyby one funkcjonować przy oddziałach ginekologii planowej, z dostępem do sali operacyjnej i lekarzy na wypadek komplikacji.</p><p>To nie jest pomysł z księżyca. W Europie podobne rozwiązania działają m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii, Danii, Niemczech i Francji. W Holandii system porodów domowych jest szczególnie rozwinięty – według wiceministra około 13–16 proc. porodów odbywa się tam w warunkach domowych.</p><h2>Mniej cesarskich cięć?</h2><p>Maciejewski zwraca uwagę, że w krajach, w których większą rolę w opiece porodowej odgrywają położne, wykonuje się mniej cesarskich cięć. W Polsce niemal połowa porodów odbywa się przez cesarskie cięcie, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że optymalny odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10–15 proc.</p><p>To jeden z najważniejszych punktów tej debaty. Poród nie zawsze musi być wydarzeniem medykalizowanym do granic możliwości. Ale też nie może być romantycznym eksperymentem bez zabezpieczenia. Między chłodnym szpitalnym korytarzem a ryzykiem porodu bez systemowego wsparcia jest przestrzeń, którą mogą wypełnić dobrze przygotowane położne, jasne procedury i szybki dostęp do lekarzy.</p><h2>Fundacja Rodzić po Ludzku: potrzebna strategia, nie chaos</h2><p>Joanna Pietrusiewicz, prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, ocenia, że zarówno finansowanie porodów domowych, jak i Domy Narodzin są potrzebne. Podkreśla jednak, że nie mogą być traktowane jako proteza po zamykanych porodówkach.</p><p>Fundacja od lat postuluje, by porody domowe były finansowane przez NFZ. Dziś są dostępne przede wszystkim dla kobiet, które mogą zapłacić za opiekę kilka tysięcy złotych. Koszt obejmuje m.in. pracę położnych i przygotowanie do porodu.</p><p>Pietrusiewicz zaznacza, że poród domowy wymaga kwalifikacji pacjentki, badań, przygotowania i obecności wykwalifikowanego personelu. Nie jest rozwiązaniem dla każdej ciąży. Może być bezpieczny wtedy, gdy odbywa się w przewidywalnych warunkach, przy niskim ryzyku i z możliwością szybkiej interwencji.</p><p>Jednocześnie szefowa Fundacji ostrzega, że ewentualne pozostawienie wyłącznie porodówek z liczbą ponad 700 porodów rocznie mogłoby oznaczać likwidację około 80 oddziałów. W niektórych województwach mapa porodówek zmieniłaby się radykalnie.</p><p>Jej słowa brzmią jak ostrzeżenie przed reformą prowadzoną metodą przesuwania pionków po planszy. Tyle że pionkami są kobiety, dzieci, położne, lekarze i całe lokalne społeczności.</p><h2>Szpitale pytają o kryteria</h2><p>Niepokój widać także po stronie dyrektorów szpitali. Jacek Walkowski, dyrektor szpitala w Starachowicach, podkreśla, że zarządzana przez niego porodówka od lat wysoko plasuje się w rankingu „Gdzie Rodzić po Ludzku”. Placówka przyjmuje około 570 porodów rocznie, ma wysoki odsetek porodów w znieczuleniu i niski odsetek cesarskich cięć.</p><p>Mimo tego jej przyszłość nie jest jasna. Dyrektor wystąpił z pismami do wojewody, centrali NFZ i ministra zdrowia, domagając się przedstawienia kryteriów. Pyta, czy poza liczbą porodów brane będą pod uwagę jakość opieki, pozycja w rankingach i realne znaczenie oddziału dla regionu.</p><p>To pytania, które powinny wybrzmieć głośno także w innych miastach. Bo liczba porodów jest ważna, ale nie może być jedyną miarą. Jakość, dostępność, bezpieczeństwo i zaufanie pacjentek również mają wartość.</p><h2>Prawo, pieniądze i realne życie</h2><p>Zmiany, o których mówi resort, dotykają systemu świadczeń gwarantowanych finansowanych ze środków publicznych. To obszar regulowany m.in. przez ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz rozporządzenia ministra zdrowia określające zakres świadczeń gwarantowanych.</p><p>Jeżeli poród domowy miałby trafić do koszyka świadczeń, potrzebne będą nie tylko pieniądze, ale też precyzyjne standardy: kto kwalifikuje kobietę, jakie badania są obowiązkowe, ile położnych uczestniczy w porodzie, jaki jest maksymalny czas transportu do szpitala, kto odpowiada za dokumentację i kiedy zapada decyzja o przewiezieniu pacjentki na oddział.</p><p>Bez tego łatwo stworzyć pięknie brzmiący pomysł, który w praktyce utknie między NFZ, szpitalem, samorządem i pacjentką.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki też powinien patrzeć na tę mapę</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim działa oddział ginekologiczno-położniczy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Dla powiatu tomaszowskiego to nie tylko kolejny oddział szpitalny. To część lokalnego bezpieczeństwa zdrowotnego.</p><p>Dlatego debata o przyszłości porodówek powinna interesować nie tylko duże miasta i wojewódzkie centra. Jeżeli państwo zaczyna na nowo rysować mapę porodów, lokalne samorządy, dyrektorzy szpitali, radni i parlamentarzyści z regionu powinni pytać o kryteria już teraz.</p><p>Bo gdy porodówka znika, nie znika tylko wpis w rejestrze. Znika poczucie bliskości pomocy. A w opiece okołoporodowej bliskość bywa równie ważna jak nowoczesny sprzęt.</p><h2>Rekomendacje mają być znane pod koniec czerwca</h2><p>Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że rekomendacje dotyczące przyszłości porodówek, porodów domowych i Domów Narodzin mają być gotowe pod koniec czerwca. Przy resorcie powołano już zespół ds. porodów domowych i Domów Narodzin, którym kieruje Grażyna Iwanowicz-Palus, krajowa konsultantka w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.</p><p>Na początku roku resort proponował także tworzenie pokoi narodzin. Z tej możliwości skorzystał dotąd jeden szpital – od 1 czerwca interwencyjny punkt położniczy działa w Wągrowcu w województwie wielkopolskim.</p><p>To pokazuje, że system szuka nowych form. Pytanie tylko, czy będą one odpowiedzią na realne potrzeby kobiet, czy jedynie eleganckim opisem odwrotu państwa z lokalnej opieki porodowej.</p><p>Bo poród to nie rubryka w arkuszu kalkulacyjnym. To jedno z tych wydarzeń, w których państwo powinno być blisko. Nie po godzinie drogi, nie po konsultacjach, nie po zamknięciu oddziału. Blisko wtedy, gdy jest naprawdę potrzebne.</p><p><strong>Opracowanie na podstawie PAP: Aneta Pawłowska-Krać</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55484,krakow-po-referendum-prof-piasecki-monika-piatkowska-moze-nawet-nie-wejsc-do-drugiej-tury</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55484,krakow-po-referendum-prof-piasecki-monika-piatkowska-moze-nawet-nie-wejsc-do-drugiej-tury</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 10:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-krakow-po-referendum-prof-piasecki-monika-piatkowska-moze-nawet-nie-wejsc-do-drugiej-tury-1781252531.png</url>
                        <title>Kraków po referendum. Prof. Piasecki: Monika Piątkowska może nawet nie wejść do drugiej tury</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55484,krakow-po-referendum-prof-piasecki-monika-piatkowska-moze-nawet-nie-wejsc-do-drugiej-tury</link>
                    </image><description>Kraków znów staje przed politycznym rozdrożem. Miasto, które przez lata kojarzyło się z długim panowaniem Jacka Majchrowskiego, a później z trudnym zwycięstwem Aleksandra Miszalskiego, musi wybrać nowego prezydenta po skutecznym referendum odwoławczym. Politolog prof. Andrzej Piasecki z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie ocenia, że na razie wśród kandydatów brakuje postaci, która wyszłaby poza partyjne szyldy i wzbudziła zaufanie mieszkańców jako samorządowy profesjonalista.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Referendum w Krakowie odbyło się 24 maja 2026 roku i zakończyło się odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Według informacji podawanych po ogłoszeniu wyników frekwencja w głosowaniu dotyczącym prezydenta wyniosła 29,99 proc., co pozwoliło przekroczyć ustawowy próg ważności. Jednocześnie Rada Miasta Krakowa nie została odwołana, ponieważ w tym głosowaniu zabrakło wymaganej frekwencji.</p><h2>„Brakuje samorządowego profesjonalisty”</h2><p>Prof. Andrzej Piasecki, komentując sytuację dla PAP, stwierdził, że obecne kandydatury mają przede wszystkim charakter partyjny albo wynikają z osobistych ambicji. Jak zauważył, w Krakowie nie widać dziś kandydata, który poza polityką zajmowałby się czymś na tyle ważnym i rozpoznawalnym, by zbudować wokół siebie szersze zaufanie mieszkańców.</p><p>To ważna diagnoza, bo Kraków ma własną polityczną mitologię. Tu profesor, ekspert, człowiek uniwersytetu albo doświadczony miejski menedżer nie jest tylko figurą z kampanijnego plakatu. W mieście Kopernika, Wyspiańskiego, Kantora i Miłosza taki kandydat mógłby zostać odebrany jako ktoś „z krakowskiego porządku rzeczy” — osoba zakorzeniona w instytucjach, debacie publicznej i lokalnej pamięci.</p><p>Politolog zwrócił jednak uwagę, że potencjalni kandydaci z takiego środowiska mogli nie chcieć uczestniczyć w „poreferendalnej licytacji na obietnice”. Innymi słowy: po politycznym trzęsieniu ziemi nie każdy chce wchodzić na scenę, na której kurz jeszcze nie opadł.</p><h2>Monika Piątkowska z trudnym startem</h2><p>Najostrzejsza część oceny prof. Piaseckiego dotyczy Moniki Piątkowskiej, kandydatki popieranej przez Koalicję Obywatelską i PSL. Jej kandydatura została ogłoszona 9 czerwca 2026 roku, a media podkreślały, że występuje jako wspólna kandydatka dwóch ugrupowań.&nbsp;</p><p>Zdaniem politologa problemem nie jest płeć kandydatki, lecz sposób jej politycznego wprowadzenia. Prof. Piasecki ocenił, że Monika Piątkowska została wskazana przez liderów w Warszawie, a taka nominacja może być dla krakowskiego elektoratu ciężarem, nie skrzydłami. W jego opinii kandydatka może mieć nawet problem z wejściem do drugiej tury, bo — jak wskazuje — zaliczyła słaby start, jest kojarzona z dwoma partiami i nie posiada własnego, wyraźnego elektoratu.</p><p>To szczególnie istotne w Krakowie, gdzie partyjne logo bywa biletem wstępu, ale rzadko wystarcza do finału. Prof. Piasecki przypomniał, że Platforma Obywatelska — mimo korzystnego dla siebie elektoratu w mieście — od 2002 roku nie potrafiła zbudować trwałej dominacji w wyborach prezydenckich. Stanisław Kracik wszedł do drugiej tury w 2010 roku, ale przegrał z Jackiem Majchrowskim. Aleksander Miszalski wygrał w 2024 roku bardzo ciasno, a jego prezydentura zakończyła się przed czasem.</p><h2>Gibała jako kandydat „antypartyjny”?</h2><p>W tej układance szczególne miejsce zajmuje Łukasz Gibała. Radny miejski i główny kontrkandydat Aleksandra Miszalskiego z wyborów samorządowych 2024 roku nie ogłosił jeszcze startu, ale — według prof. Piaseckiego — mógłby skorzystać na przesycie kandydaturami partyjnymi.</p><p>To polityczny paradoks dobrze znany z wielu polskich miast: im więcej partyjnych flag na rynku, tym więcej miejsca dla kandydata, który mówi wyborcom: „jestem stąd, nie z centrali”. Taki przekaz może mieć szczególne znaczenie w wyborach przedterminowych, gdzie frekwencja zwykle jest niższa, a kampania bardziej zależy od rozpoznawalności, pamięci wyborców i osobistej wiarygodności niż od wielkich konwencji.</p><h2>Prawo: kiedy wybory po referendum?</h2><p>Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym referendum w sprawie odwołania organu pochodzącego z wyborów bezpośrednich jest ważne, gdy udział w nim weźmie co najmniej 3/5 liczby osób uczestniczących w wyborze odwoływanego organu.</p><p>Po odwołaniu prezydenta miasta konieczne są wybory przedterminowe. Media wskazują, że głosowanie w Krakowie powinno odbyć się w ciągu 90 dni od ogłoszenia wyników referendum, co oznacza, że realny termin może przypaść na sierpień, a ewentualna druga tura na wrzesień 2026 roku. Sama konkretna data wyborów nie została jeszcze wskazana w przekazanym materiale PAP.&nbsp;</p><h2>Kraków jako ostrzeżenie dla partii</h2><p>Sprawa Krakowa wykracza poza lokalną politykę Małopolski. To także sygnał dla największych ugrupowań: w samorządach nie wystarczy nominacja z Warszawy, mocny konferencyjny kadr i partyjna maszyna. Miasta — także te duże, akademickie, bogate w lokalne elity — coraz częściej żądają od kandydatów czegoś więcej: kompetencji, obecności, cierpliwej pracy i zaufania budowanego wcześniej, a nie dopiero w kampanii.</p><p>Prof. Piasecki przewiduje, że frekwencja w wyborach może być niska. W takiej sytuacji o wyniku zdecydują elektoraty zdyscyplinowane oraz osobisty kapitał kandydatów. To nie musi być kampania wielkich billboardów. Bardziej może przypominać krakowski spacer po Plantach: wygra ten, kogo mieszkańcy naprawdę rozpoznają, a nie tylko miną wzrokiem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55482,12-czerwca-pamiec-brzezan-tajne-misje-retingera-f-35-nad-polska-i-muzyka-ktora-nie-zna-granic</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55482,12-czerwca-pamiec-brzezan-tajne-misje-retingera-f-35-nad-polska-i-muzyka-ktora-nie-zna-granic</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 09:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-12-czerwca-pamiec-brzezan-tajne-misje-retingera-f-35-nad-polska-i-muzyka-ktora-nie-zna-granic-1781250377.png</url>
                        <title>12 czerwca: pamięć Brzeżan, tajne misje Retingera, F-35 nad Polską i muzyka, która nie zna granic</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55482,12-czerwca-pamiec-brzezan-tajne-misje-retingera-f-35-nad-polska-i-muzyka-ktora-nie-zna-granic</link>
                    </image><description>Są takie daty, które nie układają się w spokojny szereg rocznic, lecz przypominają rozrzucone kadry z wielkiego, niespokojnego filmu. 12 czerwca prowadzi nas od tragicznej ciszy Brzeżan, gdzie niemiecki okupant mordował Żydów podczas likwidacji getta, przez polityczne salony i konspiracyjne misje Józefa Retingera, po dzisiejsze niebo nad Polską, na którym symbolicznie pojawiają się myśliwce F-35 „Husarz”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;To także dzień, w którym wraca pytanie o Europę: tę marzoną, negocjowaną przez wizjonerów integracji, i tę dzisiejszą — spierającą się o granice, migrację, bezpieczeństwo i solidarność. A w tle brzmi muzyka: Chick Corea, John Wetton, Robyn, Alicia Keys, Jarosław Kozidrak. Jakby ktoś postawił obok siebie jazzowy fortepian, progresywny bas, popowy refren i kronikę polityczną. I powiedział: słuchajcie uważnie, bo historia nigdy nie gra jednego tematu.</p><h2>12 czerwca w historii. Od Brzeżan po europejską integrację</h2><p><strong>83 lata temu, 12 czerwca 1943 roku, w Brzeżanach Niemcy zamordowali około 1,4 tysiąca Żydów</strong> podczas ostatecznej likwidacji getta i obozu pracy. To jedna z tych rocznic, przy których język staje się bezradny. Liczba jest konkretna, lecz za nią kryją się twarze, imiona, rodziny, domy, modlitwy, dziecięce głosy, niedokończone rozmowy. Brzeżany — dziś na Ukrainie, dawniej miasto wpisane w wielokulturową historię dawnej Rzeczypospolitej — stały się w czasie Zagłady miejscem śmierci tysięcy Żydów.</p><p>W lokalnym kalendarium warto takie daty przypominać bez pośpiechu. Nie po to, by budować muzeum smutku, ale dlatego, że pamięć jest jednym z ostatnich bastionów człowieczeństwa. W świecie, który coraz częściej przewija historię jak film na telefonie, takie rocznice mówią: zatrzymaj się.</p><p><strong>66 lat temu, w 1960 roku, w Londynie zmarł Józef Retinger</strong> — postać niemal gotowa na powieść Johna le Carré, choć jego życie było bardziej nieprawdopodobne niż wiele literackich fabuł. Polityk, negocjator, znawca literatury i sztuki, człowiek kontaktów, cichych rozmów i misji, które nie trafiają na pierwsze strony gazet. W czasie II wojny światowej był osobistym doradcą politycznym gen. Władysława Sikorskiego. W 1944 roku został przerzucony do okupowanej Polski jako emisariusz.</p><p>Po wojnie Retinger działał na rzecz integracji europejskiej. Należał do tych ludzi, którzy rozumieli, że Europa po katastrofie dwóch wojen światowych nie może być już tylko kontynentem rywalizujących ambicji. Musi stać się systemem naczyń połączonych, choćby trudnym, pełnym sporów i niedoskonałości. Dzisiejsze dyskusje o Unii Europejskiej, migracji, bezpieczeństwie i suwerenności dobrze jest czytać także przez ten retingerowski pryzmat: Europa nie jest dana raz na zawsze. Europa jest sporem, ale sporem, który ma nie dopuścić do powrotu katastrofy.</p><p><strong>59 lat temu, w 1967 roku, Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem.</strong> Decyzja zapadła po wojnie sześciodniowej, w logice zimnowojennego podziału świata. Państwa bloku wschodniego obciążyły Izrael odpowiedzialnością za konflikt, choć rzeczywisty przebieg wojny był bardziej złożony, a stroną inicjującą militarną presję były państwa arabskie. W Polsce decyzja ta wpisała się też w narastający klimat antyizraelski, który wkrótce znalazł ponury ciąg dalszy w kampanii antysemickiej Marca 1968 roku.</p><p><strong>58 lat temu odbyła się premiera filmu „Dziecko Rosemary” Romana Polańskiego.</strong> To jeden z tych obrazów, które weszły do kultury jak szept zza ściany. Nie epatował potworami, lecz niepokojem. Groza rodziła się tam z codzienności, z mieszkania, sąsiadów, uprzejmych uśmiechów i poczucia, że coś jest nie tak. Film Polańskiego do dziś pozostaje klasykiem psychologicznego horroru — bardziej dusznym snem niż prostą opowieścią o złu.</p><p><strong>47 lat temu, w 1979 roku, Henryk Jaskuła wypłynął z Gdyni w samotny rejs dookoła świata.</strong> Na jachcie „Dar Przemyśla” dokonał rzeczy niezwykłej: jako pierwszy Polak i trzeci żeglarz w historii samotnie, bez zawijania do portów, okrążył Ziemię. Do Gdyni wrócił po 344 dniach. W tej historii jest coś z Conrada, coś z Hemingwaya i coś bardzo polskiego: upór, samotność, ryzyko i cicha wiara, że horyzont nie jest końcem świata, ale zaproszeniem.</p><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku, Polska ponownie została członkiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego.</strong> Był to gest ekonomiczny, ale też polityczny. PRL, zadłużony i pogrążony w kryzysie, próbował szukać dróg kontaktu z zachodnimi instytucjami finansowymi. Kilka lat później kraj wszedł już w zupełnie inną epokę — transformacji, wolnego rynku, bolesnych reform i wielkich społecznych kosztów.</p><p><strong>22 lata temu, w 2004 roku, w Licheniu poświęcono bazylikę Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski.</strong> Największa świątynia w Polsce, z wieżą liczącą 141 metrów, stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc religijnych w kraju. Budzi zachwyt, ale też dyskusje o skali, estetyce i współczesnej religijności. Jak wiele wielkich budowli sakralnych — jest nie tylko miejscem modlitwy, ale również znakiem epoki, która ją wzniosła.</p><p><strong>10 lat temu zmarł Cezary Wodziński</strong>, filozof, eseista i tłumacz, znawca myśli Martina Heideggera. Należał do tych autorów, którzy przypominali, że filozofia nie jest ozdobą akademickiej półki, ale próbą wejścia w mrok pytań podstawowych: o byt, sens, obecność, nicość, człowieka.</p><p><strong>5 lat temu zmarł Witold Kieżun</strong>, ekonomista, żołnierz Armii Krajowej i powstaniec warszawski. Po wojnie więziony przez NKWD w Turkmenistanie. Jego biografia jest jak kondensat polskiego XX wieku: konspiracja, Powstanie Warszawskie, sowieckie represje, nauka, praca, spór o państwo i pamięć.</p><h2>Dziś w kraju: F-35 w Łasku, SOP i nowa odsłona KRS</h2><p>Najważniejszym wydarzeniem dnia w Polsce jest <strong>ceremonia przyjęcia pierwszych samolotów F-35 do Sił Zbrojnych RP</strong>, zaplanowana w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku. To szczególnie istotne także dla naszego regionu, bo Łask leży w województwie łódzkim, stosunkowo blisko Tomaszowa Mazowieckiego. Dla mieszkańców regionu to nie abstrakcyjna informacja z wojskowego komunikatu, ale wydarzenie dziejące się niemal po sąsiedzku.</p><p>Trzy pierwsze polskie F-35, nazwane <strong>„Husarzami”</strong>, przybyły do bazy w Łasku pod koniec maja. Polska zamówiła łącznie 32 maszyny piątej generacji, produkowane przez amerykański koncern Lockheed Martin. Całość dostaw ma zakończyć się w 2029 roku. Kontrakt wart 4,6 mld dolarów podpisano w 2020 roku.</p><p>Przed uroczystością samoloty mają zaprezentować się w przelocie nad Gdańskiem, Warszawą i Krakowem. To gest symboliczny: nowe maszyny nie tylko trafiają do armii, ale także do wyobraźni publicznej. W czasach wojny za wschodnią granicą, napięć NATO–Rosja i coraz bardziej bezwzględnej geopolityki, bezpieczeństwo przestaje być pojęciem z podręcznika. Staje się czymś realnym, słyszalnym, widocznym — czasem także na niebie.</p><p>W Warszawie odbędą się dziś również <strong>obchody Święta Służby Ochrony Państwa</strong>. W Łazienkach Królewskich zaplanowano uroczystości z udziałem przedstawicieli rządu, podczas których wręczone zostaną odznaczenia, awanse i ślubowanie nowo przyjętych funkcjonariuszy. SOP, powołana ustawą z 8 grudnia 2017 roku, zastąpiła Biuro Ochrony Rządu. Jej zadania obejmują ochronę najważniejszych osób w państwie, obiektów i placówek dyplomatycznych. To służba, o której opinia publiczna najczęściej słyszy dopiero wtedy, gdy dochodzi do kryzysu — a przecież jej istotą jest właśnie to, by do kryzysu nie doszło.</p><p>W siedzibie <strong>Krajowej Rady Sądownictwa</strong> zapowiedziano briefing nowo wybranego przewodniczącego KRS, sędziego <strong>Dariusza Zawistowskiego</strong>. KRS, zgodnie z art. 186 Konstytucji RP, stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. W ostatnich latach była jedną z centralnych instytucji sporu o praworządność w Polsce. Dlatego każda zmiana w jej składzie i kierownictwie ma znaczenie nie tylko personalne, ale ustrojowe. To jeden z tych tematów, w których prawo nie jest martwą literą — jest polem walki o kształt państwa.</p><h2>Dziś za granicą: pakt migracyjny, ECOFIN i papież Leon XIV</h2><p>Od dziś w całej Unii Europejskiej zaczyna obowiązywać <strong>pakt o migracji i azylu</strong>. Komisja Europejska przekonuje, że nowe przepisy mają wzmocnić ochronę granic zewnętrznych, uporządkować procedury azylowe i usprawnić powroty osób, które nie uzyskały prawa pobytu. Pakt przewiduje m.in. obowiązkową rejestrację i kontrole bezpieczeństwa osób nielegalnie przekraczających granice UE, szybsze procedury graniczne oraz mechanizm solidarnościowy między państwami członkowskimi.</p><p>Największe emocje budzi właśnie solidarność. Państwa UE mogą wybrać formę udziału: relokację osób ubiegających się o ochronę, wkład finansowy lub pomoc operacyjną. Polska została czasowo zwolniona z części zobowiązań, powołując się m.in. na przyjęcie milionów uchodźców z Ukrainy oraz koszty ochrony granicy z Białorusią. Rząd zapowiada jednocześnie, że nie wdroży paktu w pełni.</p><p>To temat, przy którym ścierają się dwa języki. Jeden mówi o granicach, bezpieczeństwie, kontroli i procedurach. Drugi — o człowieku uciekającym przed wojną, głodem, przemocą albo katastrofą państwa. Prawdziwa polityka zaczyna się tam, gdzie trzeba utrzymać oba te języki naraz, bez cynizmu i bez naiwności.</p><p>W Luksemburgu odbędzie się dziś posiedzenie <strong>Rady ds. Gospodarczych i Finansowych UE — ECOFIN</strong>. Ministrowie finansów państw członkowskich mają rozmawiać m.in. o reformie mechanizmu CBAM, czyli dostosowywania cen na granicach z uwzględnieniem emisji CO2, oraz o gospodarczych skutkach rosyjskiej agresji na Ukrainę. CBAM brzmi technicznie, lecz w praktyce dotyczy cen, konkurencyjności przemysłu, polityki klimatycznej i tego, kto zapłaci za zieloną transformację.</p><p>Papież <strong>Leon XIV</strong> kończy dziś wizytę w Hiszpanii. Na Teneryfie ma spotkać się z migrantami w ośrodku Las Raíces oraz z osobami zaangażowanymi w ich integrację. W porcie Santa Cruz de Tenerife odprawi mszę, po czym wyruszy w drogę powrotną do Rzymu. Wizyta na Wyspach Kanaryjskich ma mocny wymiar symboliczny — archipelag od lat jest jednym z punktów dramatycznych szlaków migracyjnych z Afryki do Europy.</p><h2>Kalendarium muzyczne: Corea, Wetton, Okudżawa i głosy, które zostają</h2><p><strong>12 czerwca 1941 roku urodził się Chick Corea</strong>, właściwie Armando Anthony Corea — pianista, kompozytor, jeden z gigantów jazzu i fusion. Był współtwórcą zespołu Return to Forever, grał z Milesem Davisem, eksperymentował z elektroniką, klasyką, rytmami latynoskimi i jazzową awangardą. Jego „Spain” należy do tych utworów, które brzmią jak światło odbite od wody: precyzyjne, ruchliwe, pełne radości grania. Corea zmarł 9 lutego 2021 roku. Pozostawił po sobie muzykę, która nie zamyka się w jednej szufladzie.</p><p>Tego samego dnia w 1941 roku urodził się <strong>Reg Presley</strong>, wokalista The Troggs. Jeśli ktoś mówi „Wild Thing”, natychmiast słychać garażową prostotę rocka lat 60., brudny riff i energię, która nie prosi o pozwolenie. The Troggs byli jak krótka wiadomość zapisana sprayem na murze: mało słów, dużo impulsu.</p><p><strong>12 czerwca 1943 roku urodził się László Benkő</strong>, klawiszowiec i trębacz węgierskiej Omegi. Dla słuchaczy z Europy Środkowo-Wschodniej Omega była czymś więcej niż zespołem rockowym. Była dowodem, że za żelazną kurtyną też można budować własne brzmienie — psychodeliczne, progresywne, pełne przestrzeni.</p><p><strong>12 czerwca 1949 roku urodził się John Wetton</strong>, basista, wokalista i gitarzysta związany m.in. z King Crimson, Roxy Music, Uriah Heep, U.K. i Asią. Jego głos i bas były częścią progresywnego rocka w najlepszym wydaniu: ambitnego, monumentalnego, czasem chłodnego jak stal, a czasem melodyjnego jak stadionowy refren. Z King Crimson współtworzył jedne z najbardziej wpływowych płyt lat 70., a z Asią wszedł do historii przebojem „Heat of the Moment”.</p><p><strong>12 czerwca 1951 roku urodził się Brad Delp</strong>, wokalista zespołu Boston. Jego głos w „More Than a Feeling” to jeden z tych momentów rocka, które brzmią jak młodość oglądana przez szybę samochodu jadącego nocą przez amerykańskie przedmieścia.</p><p><strong>12 czerwca 1952 roku urodził się Pete Farndon</strong>, współzałożyciel i basista The Pretenders. Tego samego dnia przyszła na świat <strong>Anna Treter</strong>, wokalistka i pianistka zespołu Pod Budą, artystka związana z piosenką poetycką i krakowskim klimatem, w którym słowo nie jest dodatkiem do melodii, lecz jej drugim sercem.</p><p>W 1957 roku zmarł <strong>Jimmy Dorsey</strong>, klarnecista, saksofonista i kompozytor jazzowy. W epoce swingu nazwisko Dorsey miało swoją wagę, jak dobrze skrojony garnitur i orkiestra gotowa wejść na scenę.</p><p><strong>12 czerwca 1979 roku urodziła się Robyn</strong>, szwedzka piosenkarka, autorka tekstów i producentka. Jej pop nie jest lukrowany. Często tańczy przez łzy, jak w „Dancing On My Own” — piosence, która zrobiła z samotności klubowy hymn.</p><p><strong>12 czerwca 1990 roku ukazał się debiutancki album Mariah Carey.</strong> Płyta otworzyła karierę jednej z największych wokalistek popu i R&amp;B, artystki o skali głosu, która stała się jej znakiem firmowym.</p><p><strong>12 czerwca 1997 roku zmarł Bułat Okudżawa</strong>, bard, poeta i kompozytor ballad. Jego twórczość była cicha, mądra, pełna melancholii i ironii. Okudżawa śpiewał tak, jakby siedział przy kuchennym stole z ludźmi, którzy za dużo widzieli, by wierzyć w wielkie hasła, ale wciąż wierzyli w człowieka.</p><p><strong>12 czerwca 2001 roku premierę miał debiutancki album Alicii Keys „Songs in A Minor”.</strong> To była płyta, która przypomniała mainstreamowi, że soul, fortepian i wielki głos nadal mogą wejść na listy przebojów bez utraty godności.</p><p><strong>12 czerwca 2018 roku zmarł Jarosław Kozidrak</strong>, współzałożyciel, wokalista, gitarzysta i kompozytor zespołu Bajm. To postać ważna dla polskiej muzyki popularnej, współtwórca zespołu, którego piosenki przez dekady towarzyszyły prywatnym historiom kilku pokoleń słuchaczy.</p><h2>Lokalny kontekst: Łask blisko Tomaszowa, wielka polityka blisko codzienności</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego dzisiejsze wydarzenie w Łasku ma szczególny wymiar. 32. Baza Lotnictwa Taktycznego nie jest odległym punktem na mapie, ale częścią wojskowego krajobrazu województwa łódzkiego. Przyjęcie F-35 pokazuje, że wielka geopolityka coraz częściej dzieje się nie tylko w Warszawie, Brukseli czy Waszyngtonie, ale także w miejscach, które znamy z tras, drogowskazów, rodzinnych wyjazdów i lokalnych wiadomości.</p><p>Podobnie pakt migracyjny, spór o KRS czy rozmowy ministrów finansów w Luksemburgu nie są tematami „gdzieś daleko”. One prędzej czy później dotykają samorządów, szkół, rynku pracy, bezpieczeństwa, granic administracji i domowych budżetów. Historia 12 czerwca uczy, że nic nie zostaje naprawdę osobno: pamięć, państwo, prawo, muzyka i codzienność tworzą jeden zapis. Czasem brzmi on jak jazzowa improwizacja. Czasem jak syrena alarmowa. Czasem jak cicha ballada Okudżawy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55478,sejm-uchwalil-ustawe-o-zakazie-patostreamingu-koniec-internetowych-widowisk-z-przemocy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55478,sejm-uchwalil-ustawe-o-zakazie-patostreamingu-koniec-internetowych-widowisk-z-przemocy</guid>
            <pubDate>Thu, 11 Jun 2026 20:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sejm-uchwalil-ustawe-o-zakazie-patostreamingu-koniec-internetowych-widowisk-z-przemocy-1781203566.png</url>
                        <title>Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Koniec internetowych widowisk z przemocy?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55478,sejm-uchwalil-ustawe-o-zakazie-patostreamingu-koniec-internetowych-widowisk-z-przemocy</link>
                    </image><description>Sejm uchwalił ustawę o zakazie patostreamingu. Za nowymi przepisami głosowało 419 posłów, 19 było przeciw, a jeden wstrzymał się od głosu. Ustawa trafi teraz do Senatu. Jeżeli wejdzie w życie, internetowe transmitowanie przemocy, poniżania, znęcania się nad zwierzętami czy pozorowania przestępstw dla zysku może oznaczać odpowiedzialność karną.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To próba postawienia tamy zjawisku, które przez lata rosło na oczach wszystkich: rodziców, nauczycieli, platform społecznościowych, policji i ustawodawców. <strong>Patostreaming</strong> stał się jednym z najbardziej ponurych produktów epoki smartfona — czymś pomiędzy tanim spektaklem przemocy, cyfrowym cyrkiem okrucieństwa a moralnym śmietnikiem internetu. Jak w „Mechanicznej pomarańczy” Stanleya Kubricka, przemoc przestała być tylko czynem. Stała się przedstawieniem.</p><h2>Co zakłada ustawa?</h2><p>Nowe przepisy mają kryminalizować <strong>publiczne rozpowszechnianie w internecie treści przedstawiających popełnienie czynu zabronionego</strong> albo pozorowanie takiego czynu — jeżeli odbywa się to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej.</p><p>Chodzi m.in. o materiały pokazujące czyny zagrożone karą pozbawienia wolności, przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, wolności, wolności seksualnej, obyczajności, rodzinie i opiece, a także zachowania z użyciem przemocy. Ustawa obejmuje również <strong>znęcanie się nad zwierzętami</strong>, zabicie zwierzęcia, poniżające traktowanie innej osoby — nawet za jej zgodą — oraz działania związane z organizacją gier hazardowych.</p><p>Szczególnie surowiej traktowane mają być sytuacje, w których treści dotyczą osoby małoletniej. W takim przypadku sprawcy może grozić kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.</p><h2>Patostreaming, czyli patologia na żywo</h2><p>Samo słowo „patostreaming” powstało z połączenia słów „patologia” i „stream”, czyli internetowa transmisja na żywo. W praktyce oznacza nagrywanie, publikowanie albo transmitowanie materiałów, w których pojawia się przemoc, poniżanie, wulgaryzmy, alkohol, obsceniczne zachowania, znęcanie się nad ludźmi lub zwierzętami.</p><p>Mechanizm jest prosty i brutalny. Im większy szok, tym większa oglądalność. Im większa oglądalność, tym większe pieniądze, rozpoznawalność i wpływy. To logika znana z ciemniejszej strony internetu: kliknięcie staje się walutą, a upokorzenie drugiego człowieka — towarem.</p><p>Dla dorosłych może to być odrażający margines sieci. Dla dzieci i młodzieży — często materiał, który trafia na ekran przypadkiem, przez algorytm, polecenie znajomych albo krótkie filmiki krążące po komunikatorach. I tu zaczyna się problem, którego nie da się zamknąć jednym głosowaniem w Sejmie.</p><h2>Prawo próbuje dogonić internet</h2><p>Do tej pory patostreaming był trudny do jednoznacznego ścigania jako osobne zjawisko. Odpowiedzialność karna mogła pojawiać się wtedy, gdy w materiale dochodziło do konkretnego przestępstwa: pobicia, znęcania, gróźb, naruszenia nietykalności, znieważenia, rozpijania małoletnich czy znęcania się nad zwierzętami. Problem polegał jednak na tym, że internetowa transmisja sama w sobie często funkcjonowała jako osobny model zarabiania na patologii.</p><p>Uchwalona przez Sejm ustawa ma uderzyć właśnie w ten mechanizm: nie tylko w sam czyn, ale również w jego publiczne rozpowszechnianie, monetyzowanie i zamienianie w widowisko.</p><p>W ustawie przewidziano jednak ważne wyłączenia. Przestępstwem nie mają być działania podejmowane w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, prasowej, naukowej albo w celu ochrony interesu publicznego. To istotne z punktu widzenia mediów, dokumentalistów, organizacji społecznych i osób nagłaśniających patologie po to, by je ujawnić, a nie promować.</p><h2>Nie tylko Warszawa. To także sprawa lokalnych szkół, rodzin i podwórek</h2><p>Choć ustawa powstaje w Sejmie, jej znaczenie nie kończy się przy Wiejskiej. <strong>Patostreaming dotyka także lokalnych społeczności</strong> — takich jak Tomaszów Mazowiecki, Spała, Smardzewice, Inowłódz, Ujazd czy Rzeczyca. Bo internet nie zna granic administracyjnych. Ten sam filmik może w ciągu kilku minut trafić do ucznia podstawówki, licealisty, rodzica i nauczyciela.</p><p>Dla szkół to kolejny argument, by poważnie traktować edukację medialną, cyberbezpieczeństwo i rozmowy o przemocy rówieśniczej. Dla rodziców — sygnał, że kontrola rodzicielska nie może polegać wyłącznie na kupieniu dziecku telefonu i nadziei, że „jakoś to będzie”. A dla lokalnych instytucji — przypomnienie, że bezpieczeństwo dzieci coraz częściej zaczyna się nie na przejściu dla pieszych, ale na ekranie smartfona.</p><p>Nie chodzi o moralną panikę. Internet nie jest złem wcielonym. Jest jak wielkie miasto: ma biblioteki, koncerty, kina, szkoły i place zabaw, ale ma też zaułki, w które dziecko nie powinno wchodzić samo. Problem w tym, że w sieci te zaułki potrafią same zapukać do ekranu.</p><h2>Polityczna zgoda ponad podziałami</h2><p>Prace nad przepisami zainicjowali posłowie zarówno koalicji rządzącej, jak i opozycji. Projekty w tej sprawie składali najpierw posłowie PiS, później także Koalicji Obywatelskiej. Poseł Michał Wójcik z PiS apelował o połączenie projektów i wspólne procedowanie.</p><p>W czasach, gdy polska polityka często przypomina bardziej ring niż parlament, tak szerokie poparcie dla ustawy jest warte odnotowania. W głosowaniu za ustawą opowiedziało się 419 posłów. To pokazuje, że w sprawie ochrony dzieci i walki z internetowym handlem przemocą możliwe jest porozumienie ponad partyjnymi szyldami.</p><h2>Czy sama ustawa wystarczy?</h2><p>Nie. I warto powiedzieć to wprost.</p><p>Nowe przepisy mogą dać policji i prokuraturze skuteczniejsze narzędzie, ale nie zastąpią rozmowy w domu, reakcji szkoły, odpowiedzialności platform internetowych i czujności dorosłych. Patostreaming żyje tam, gdzie przemoc staje się rozrywką, a widz udaje, że jest tylko widzem. Tymczasem każde kliknięcie, udostępnienie i wpłata podczas transmisji są częścią tego mechanizmu.</p><p>Ustawa może więc zamknąć część drzwi. Ale klucz do reszty nadal leży w rękach rodziców, nauczycieli, opiekunów, administratorów platform i samych użytkowników internetu.</p><p>Bo cyfrowy świat nie wychowuje się sam. Jeżeli zostawimy go algorytmom, dostaniemy to, co algorytmy potrafią robić najlepiej: więcej emocji, więcej skrajności, więcej krzyku. A przecież internet może być także miejscem wiedzy, kultury, muzyki, sportu, lokalnej wspólnoty i dobrej rozmowy.</p><p>Pytanie brzmi, którą wersję sieci będziemy dzieciom podsuwać pod nos.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55476,11-czerwca-od-polskich-termopil-po-mundial-od-gesiowki-po-dark-side-of-the-moon</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55476,11-czerwca-od-polskich-termopil-po-mundial-od-gesiowki-po-dark-side-of-the-moon</guid>
            <pubDate>Thu, 11 Jun 2026 02:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-11-czerwca-od-polskich-termopil-po-mundial-od-gesiowki-po-dark-side-of-the-moon-1781137903.png</url>
                        <title>11 czerwca: od polskich Termopil po mundial, od Gęsiówki po „Dark Side of the Moon”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55476,11-czerwca-od-polskich-termopil-po-mundial-od-gesiowki-po-dark-side-of-the-moon</link>
                    </image><description>Historia potrafi mówić szeptem i krzykiem. Dziś, 11 czerwca, przypomina o odwadze pod Hodowem, patriotycznej manifestacji w Warszawie, zbrodniach okupanta, wielkiej polityce, muzyce, która nie starzeje się nigdy, i świecie, który znów patrzy na piłkarski stadion jak na współczesną arenę narodów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>czwartek, 11 czerwca</strong>, sto sześćdziesiąty drugi dzień roku. Słońce wzeszło o godzinie 4.15, zajdzie o 20.55. Imieniny obchodzą między innymi <strong>Anastazy, Paula, Feliks, Jan i Radomił</strong>.</p><p>To jedna z tych dat, które przypominają, że kalendarz nie jest suchą tabelą. Jest raczej jak stara szafa z „Opowieści z Narnii”: otwieramy ją z rana, a za drewnianymi drzwiami czekają królowie, żołnierze, wdowy po bohaterach, kompozytorzy, szpiedzy, gitarzyści, parlamentarzyści, papieże i piłkarze. Jednego dnia obok siebie stoją Jan III Sobieski, husaria spod Hodowa, Maria Czapska, Jimmy Page, Pink Floyd i posłowie, którzy w Sejmie mają decydować o sprawach ustrojowych i pracowniczych.</p><h2>Jaworów, Hodów i polityka wielkich rachunków</h2><p><strong>351 lat temu, w 1675 roku</strong>, w Jaworowie król <strong>Jan III Sobieski</strong> zawarł tajny układ z królem Francji <strong>Ludwikiem XIV</strong>, wymierzony przeciwko elektorowi prusko-brandenburskiemu Fryderykowi Wilhelmowi. Był to jeden z tych momentów, w których Rzeczpospolita próbowała prowadzić politykę szerokiego oddechu, patrząc dalej niż najbliższa granica i najbliższy sejmik. Sobieski, którego powszechna pamięć kojarzy przede wszystkim z Wiedniem 1683 roku, był także graczem dyplomatycznym. Wiedział, że siła państwa nie rodzi się wyłącznie na polu bitwy. Czasem zaczyna się przy stole, nad mapą, między podpisami, których oficjalnie nie ma.</p><p><strong>332 lata temu, w 1694 roku</strong>, doszło do bitwy pod Hodowem, nazwanej później <strong>polskimi Termopilami</strong>. Niewielki, kilkusetosobowy oddział wojsk polskich, w tym husarii, powstrzymał najazd wielokrotnie liczniejszych Tatarów. Ta historia ma w sobie coś z westernu i z antycznej tragedii: garstka obrońców, przeważający przeciwnik, improwizowane umocnienia, dramatyczna walka i zwycięstwo, które nie polegało na podboju, lecz na zatrzymaniu katastrofy.</p><p>Warto o Hodowie pamiętać także lokalnie, w Tomaszowie Mazowieckim i w całym powiecie. Nie dlatego, że bitwa rozegrała się tuż za rogiem, ale dlatego, że ma wymiar obywatelski. Przypomina, że wspólnota trwa wtedy, gdy ktoś bierze odpowiedzialność za innych, nawet kiedy rachunek sił wygląda fatalnie. To lekcja aktualna również poza historią wojskowości — w samorządzie, w szkole, w zakładzie pracy, w zwykłej sąsiedzkiej solidarności.</p><h2>Pogrzeb, który stał się manifestacją</h2><p><strong>166 lat temu, w 1860 roku</strong>, w Warszawie odbył się pogrzeb <strong>Katarzyny Sowińskiej</strong>, wdowy po generale Józefie Sowińskim, bohaterze powstania listopadowego, który zginął podczas obrony Woli. Uroczystość przerodziła się w wielką manifestację patriotyczną.</p><p>W XIX wieku pogrzeby często bywały polityką prowadzoną pod czarnymi chorągwiami. Tam, gdzie nie można było swobodnie mówić, śpiewać i demonstrować, zbiorowa pamięć szukała szczelin. Trumna stawała się sztandarem, kondukt — pochodem, modlitwa — deklaracją. Tak było w latach poprzedzających powstanie styczniowe. Warszawa, pozornie milcząca, w takich chwilach mówiła głosem tłumu.</p><h2>Łódzki trop: Aleksander Tansman</h2><p><strong>129 lat temu, w 1897 roku</strong>, w Łodzi urodził się <strong>Aleksander Tansman</strong>, kompozytor i pianista, jeden z najwybitniejszych polskich twórców XX wieku związanych z muzyką światową. To postać szczególnie ważna dla naszego regionu. Łódź, tak bliska Tomaszowowi Mazowieckiemu geograficznie i kulturowo, była dla Tansmana punktem wyjścia do międzynarodowej kariery.</p><p>Jego los przypomina, że województwo łódzkie nie jest wyłącznie przestrzenią fabryk, rzek, kolei i przemysłu. To także mapa talentów, które wychodziły stąd w świat. Tansman tworzył muzykę elegancką, nowoczesną, zanurzoną w europejskim modernizmie. W tle słychać czasem Paryż, czasem jazz, czasem echo Polski, która po rozbiorach i wojnach wciąż szukała swojego tonu.</p><h2>Auschwitz, Gęsiówka i pamięć bez znieczulenia</h2><p><strong>84 lata temu, w 1942 roku</strong>, w niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau zamordowano 300 Polaków pracujących w karnej kompanii. Był to odwet za próbę buntu i ucieczki. Takie rocznice nie nadają się do lekkiej publicystyki. Tu każde słowo powinno iść wolniej, jak po żwirze pod obozowym murem.</p><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku</strong>, Reichsführer SS <strong>Heinrich Himmler</strong> wydał rozkaz utworzenia na terenie ruin getta warszawskiego obozu koncentracyjnego <strong>Konzentrationslager Warschau</strong>, zwanego potocznie <strong>Gęsiówką</strong>. To jedno z tych miejsc, które długo nie mieściły się w powszechnej świadomości tak mocno, jak powinny. Warszawa po likwidacji getta miała być nie tylko miastem ruin, ale również przestrzenią dalszej eksploatacji, terroru i śmierci.</p><p>W takich datach historia nie jest archiwum. Jest ostrzeżeniem. Nie po to, by żyć w ciągłej żałobie, ale po to, by rozpoznawać mechanizmy pogardy, zanim przybiorą mundur, język administracji albo pozornie niewinne hasło o „porządku”.</p><h2>Wildstein, Niepokólczycki, Czapska i Zacharski: różne twarze polskiego XX wieku</h2><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku</strong>, w Olsztynie urodził się <strong>Bronisław Wildstein</strong> — działacz opozycji antykomunistycznej, dziennikarz, publicysta i pisarz. W 2005 roku upublicznił spis katalogowy nazwisk funkcjonariuszy i tajnych współpracowników służb PRL oraz osób wytypowanych do współpracy. Był prezesem TVP w latach 2006–2007, a od 2016 roku zasiada w Kolegium IPN. Bez względu na oceny polityczne, jego nazwisko należy do debaty o pamięci, lustracji i o tym, jak państwo demokratyczne powinno rozliczać system niedemokratyczny.</p><p><strong>71 lat temu, w 1955 roku</strong>, w Gdyni powołano <strong>Wyższą Szkołę Marynarki Wojennej</strong>. Morze w polskiej historii jest czymś więcej niż krajobrazem. Jest marzeniem o oddechu, handlu, niezależności i bezpieczeństwie. Gdynia, budowana w II RP niemal jak filmowy symbol nowoczesności, po wojnie dalej była jednym z miejsc, gdzie państwo myślało o swojej obecności na Bałtyku.</p><p><strong>52 lata temu, w 1974 roku</strong>, w Warszawie zmarł <strong>Franciszek Niepokólczycki</strong>, pułkownik Wojska Polskiego, oficer ZWZ-AK, zastępca komendanta Kierownictwa Dywersji KG AK, a po wojnie prezes Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. To biografia z pokolenia, które dwa razy musiało zdawać egzamin z wolności: najpierw pod okupacją niemiecką, potem w starciu z komunistycznym aparatem represji.</p><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku</strong>, w Maisons-Laffitte zmarła <strong>Maria Czapska</strong>, eseistka, tłumaczka, współredaktorka paryskiej „Kultury”. Jej nazwisko prowadzi nas do środowiska Jerzego Giedroycia, do miejsca, które dla polskiej myśli emigracyjnej było czymś w rodzaju latarni morskiej. „Kultura” nie tylko komentowała rzeczywistość. Ona ją intelektualnie przygotowywała, zanim jeszcze polityczna historia dogoniła idee.</p><p><strong>41 lat temu, w 1985 roku</strong>, na moście Glienicke w Berlinie wymieniono <strong>Mariana Zacharskiego</strong>, agenta wywiadu PRL skazanego w USA na dożywocie, na osoby oskarżone o szpiegostwo na rzecz zachodnich służb. Most Glienicke, znany jako „most szpiegów”, brzmi jak gotowy tytuł filmu — i zresztą kino chętnie sięgało po tę symbolikę. Zimna wojna miała swoje gabinety, bunkry i ambasady, ale miała też właśnie takie miejsca: betonowe sceny, na których mocarstwa wymieniały ludzi jak figury w partii szachów.</p><h2>Kalendarium muzyczne: od twistu po kosmiczną stronę Księżyca</h2><p>11 czerwca ma także swój rytm. I to jaki.</p><p>W <strong>1940 roku</strong> urodził się <strong>Joseph DiNicola</strong>, wokalista grupy Joey Dee and The Starlighters. Formacja w 1962 roku trafiła na szczyt amerykańskiej listy singli z utworem <strong>„Peppermint Twist”</strong>. Przez krótki czas z zespołem związany był nawet <strong>Jimi Hendrix</strong>, późniejszy gitarowy kosmita rocka.</p><p>W <strong>1949 roku</strong> urodził się <strong>Frank Lee Beard</strong>, perkusista <strong>ZZ Top</strong>. Paradoks jego nazwiska przeszedł do historii rocka: „beard” znaczy broda, a on jako jedyny z klasycznego składu zespołu nie nosił charakterystycznej długiej brody. Rock lubi takie anegdoty, bo wie, że mitologia sceny składa się zarówno z riffów, jak i drobnych żartów losu.</p><p>W <strong>1951 roku</strong> w Londynie urodziła się <strong>Lynsey De Paul</strong>, brytyjska wokalistka i kompozytorka, pierwsza kobieta uhonorowana nagrodą Ivor Novello. Jej <strong>„Sugar Me”</strong> było jednym z tych przebojów, które potrafiły przykleić się do radia jak zapach lata do rozgrzanego asfaltu.</p><p>W <strong>1966 roku</strong> europejskie stacje radiowe podały fałszywą informację o śmierci <strong>Rogera Daltreya</strong>, wokalisty The Who. Plotka dotyczyła w rzeczywistości wypadku, w którym ucierpiał <strong>Pete Townshend</strong>. Historia mediów zna wiele takich przypadków: jedno niesprawdzone zdanie, a potem lawina. Dziś, w epoce internetu, ten mechanizm działa szybciej, ale jego natura wcale się nie zmieniła.</p><p>W <strong>1967 roku</strong> w „Melody Maker” ukazało się ogłoszenie <strong>Marca Bolana</strong>, który szukał muzyków do nowego zespołu. Tak zaczęła się droga formacji Tyrannosaurus Rex, późniejszego <strong>T. Rex</strong> — od undergroundowego folku po glamrockowy błysk sceny.</p><p>W <strong>1977 roku</strong> <strong>KC and The Sunshine Band</strong> po raz czwarty wprowadzili piosenkę na pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów. Tym razem był to utwór <strong>„I’m Your Boogie Man”</strong>. Disco, często lekceważone przez rockowych purystów, było wtedy językiem parkietów, klubów i wielkomiejskiej energii.</p><p>W <strong>2000 roku</strong> <strong>Aaliyah</strong> zdobyła pierwsze miejsce na amerykańskiej liście przebojów piosenką <strong>„Try Again”</strong>. Był to pierwszy singiel przeznaczony wyłącznie do emisji radiowej, niesprzedawany tradycyjnie w sklepach z płytami. To już zapowiadało epokę, w której muzyka coraz bardziej odklejała się od fizycznego nośnika.</p><p>W <strong>2002 roku</strong> w Krakowie zmarł <strong>Zbigniew Podgajny</strong>, pianista, kompozytor, członek Czerwono-Czarnych i Niebiesko-Czarnych, autor m.in. przeboju <strong>„Niedziela będzie dla nas”</strong>. Dla wielu słuchaczy to kawałek polskiej fonografii, który ma w sobie klimat dawnych dancingów, radia w kuchni i młodości zapisanej na czarnej płycie.</p><p>W <strong>2005 roku</strong> gitarzysta Led Zeppelin <strong>Jimmy Page</strong> został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. Podczas tej samej uroczystości wyróżnienie otrzymał również gitarzysta Queen <strong>Brian May</strong>. Dwie gitary, dwa różne kosmosy, jeden brytyjski panteon muzyki popularnej.</p><p>W <strong>2006 roku</strong> <strong>Sandi Thom</strong> zdobyła szczyt brytyjskiej listy albumów płytą <strong>„Smile… It Confuses People”</strong>, z przebojem <strong>„I Wish I Was A Punk Rocker (With Flowers In My Hair)”</strong>.</p><p>W <strong>2011 roku</strong> album <strong>„The Dark Side of the Moon”</strong> grupy <strong>Pink Floyd</strong> ponownie pojawił się na liście Billboardu, osiągając niezwykły wynik tysiąca tygodni w różnych zestawieniach. Są płyty, które się starzeją. I są takie, które raczej zmieniają orbitę, ale nie znikają z nieba.</p><h2>Dziś w kraju: Sejm, Trybunał Konstytucyjny i ustawa antymobbingowa</h2><p>W kraju uwagę przyciąga dziś Sejm. Izba ma wybrać sędziego <strong>Trybunału Konstytucyjnego</strong>, uzupełniając wakat po upływie kadencji sędziego Andrzeja Zielonackiego. Zgłoszono dwie kandydatury: <strong>Sławomira Patyrę</strong>, konstytucjonalistę z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, oraz <strong>Artura Kotowskiego</strong>, profesora nauk prawnych związanego z Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.</p><p>Sędziowie TK są wybierani indywidualnie na dziewięcioletnie kadencje. W praktyce każdy taki wybór ma znaczenie wykraczające poza personalia. Trybunał Konstytucyjny powinien być jednym z filarów kontroli zgodności prawa z Konstytucją, a więc instytucją, do której obywatel może patrzeć z poczuciem, że państwo ma swoje hamulce bezpieczeństwa. W polskich realiach ostatnich lat każda decyzja dotycząca TK brzmi jednak politycznie mocniej niż zwykłe głosowanie.</p><p>Posłowie mają też rozpatrywać rządowy projekt nowelizacji <strong>Kodeksu pracy</strong> oraz <strong>Kodeksu postępowania cywilnego</strong>, określany jako projekt antymobbingowy. To temat bardzo praktyczny również dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu. Mobbing nie jest pojęciem z akademickiego seminarium. To realny problem zakładów pracy, urzędów, szkół, spółek i małych firm.</p><p>Projekt przewiduje, że mobbingiem będą zachowania nawracające, powtarzające się lub stałe, pochodzące między innymi od przełożonego, współpracownika, podwładnego, pojedynczej osoby albo grupy. Mogą mieć charakter fizyczny, werbalny lub pozawerbalny. Istotne jest także odejście od konieczności wykazywania intencji sprawcy lub określonego skutku. Pracownik, który doznał mobbingu, miałby uzyskać prawo do zadośćuczynienia w wysokości nie niższej niż sześciokrotność minimalnego wynagrodzenia za pracę, a także możliwość dochodzenia odszkodowania.</p><p>Jeśli przepisy wejdą w życie, będą miały znaczenie nie tylko dla wielkich korporacji. Dotkną także lokalnych pracodawców. Będą wymagały procedur, szkoleń, większej odpowiedzialności kadry kierowniczej i lepszego dokumentowania reakcji na skargi. To może być trudne, ale potrzebne. Miejsce pracy nie powinno być dworem z kapryśnym panem ani sceną z „Folwarku zwierzęcego”, gdzie równość kończy się przy gabinecie przełożonego.</p><h2>Bezpieczeństwo i rezerwy osobowe</h2><p>Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego <strong>Bartosz Grodecki</strong> ma dziś uczestniczyć w konferencji „Rezerwy osobowe Sił Zbrojnych RP – doświadczenia, wyzwania i kierunki rozwoju” w Pałacu Prezydenckim. W tle jest pytanie fundamentalne: jaki jest rzeczywisty potencjał obronny państwa i jak szybko Polska potrafiłaby rozwinąć siły zbrojne w sytuacji zagrożenia?</p><p>Po doświadczeniach wojny w Ukrainie takie debaty przestały być tematem wyłącznie dla wojskowych. Obrona państwa obejmuje dziś logistykę, cyberbezpieczeństwo, odporność społeczną, samorządy, służby, edukację i rezerwy. To nie brzmi efektownie, ale właśnie w tych „nudnych” elementach często rozstrzyga się, czy państwo jest mocne tylko na defiladzie, czy także w chwili próby.</p><h2>Dziś na świecie: mundial, Huta Pieniacka, papież i Europa</h2><p>Dziś ruszają <strong>Mistrzostwa Świata w piłce nożnej 2026</strong> w Ameryce Północnej. Turniej organizują <strong>USA, Kanada i Meksyk</strong>, a udział weźmie rekordowa liczba <strong>48 reprezentacji</strong>. Zaplanowano <strong>104 mecze</strong>. Mecz otwarcia Meksyk–RPA rozpocznie się o godzinie 21.00 czasu polskiego na legendarnym Estadio Azteca.</p><p>To mundial większy niż wszystkie poprzednie, ale wraz z rozmachem rosną pytania. Więcej drużyn, więcej spotkań, dłuższy turniej, większe obciążenie zawodników, ogromne dystanse i wysokie temperatury — futbol staje się globalnym widowiskiem na skalę, której jeszcze niedawno nie znał. A jednocześnie, jak zwykle, piłka będzie próbowała przykryć politykę. Nie zawsze jej się to uda.</p><p>Na Ukrainie polskie i ukraińskie ekipy archeologiczne kontynuują poszukiwania miejsc pochówku polskich ofiar zbrodni w dawnej wsi <strong>Huta Pieniacka</strong>. 28 lutego 1944 roku zamordowano tam około 850 osób. To jedna z tych spraw, w których pamięć historyczna spotyka się z dyplomacją, bólem rodzin i potrzebą elementarnej sprawiedliwości. Szczątki ofiar nie są argumentem w sporze. Są ludźmi, którym należy się imię, modlitwa, grób i prawda.</p><p>Papież <strong>Leon XIV</strong> kontynuuje wizytę w Hiszpanii i ma udać się na Wyspy Kanaryjskie, gdzie spotka się między innymi z migrantami i osobami niosącymi im pomoc. Ten etap pielgrzymki ma szczególne znaczenie symboliczne. Wyspy Kanaryjskie są jednym z miejsc, w których Europa widzi dramat migracji nie w raportach, lecz na plażach, w portach i w oczach ratowników.</p><p>Rada Prezesów <strong>Europejskiego Banku Centralnego</strong> po posiedzeniu poinformuje o decyzji w sprawie stóp procentowych, a prezeska EBC <strong>Christine Lagarde</strong> wystąpi na konferencji prasowej. Dla mieszkańców Polski może się to wydawać odległe, ale decyzje EBC wpływają na kurs euro, nastroje inwestorów, koszty finansowania i gospodarczą temperaturę całej Europy. A ta temperatura, jak wiemy, prędzej czy później dociera również do lokalnych budżetów, firm i portfeli.</p><p>Trybunał Sprawiedliwości UE ma natomiast zajmować się sprawą dostępu do informacji o zakupie szczepionek przeciw COVID-19 przez Komisję Europejską. To temat z pogranicza prawa, zdrowia publicznego i zaufania do instytucji. Pandemia minęła jako codzienny lęk, ale pytania o jawność decyzji, kontrakty i odpowiedzialność nie zniknęły.</p><h2>11 czerwca: data, która nie daje prostych odpowiedzi</h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o państwie, pamięci i odpowiedzialności. Sobieski negocjuje z Francją. Husaria broni się pod Hodowem. Warszawa idzie za trumną Katarzyny Sowińskiej. Niemcy tworzą Gęsiówkę. Emigracyjna „Kultura” przypomina, że słowo też może być formą oporu. Sejm głosuje nad sprawami ustrojowymi i prawem pracy. Mundial zamienia stadion w globalne forum. A Pink Floyd, jakby z boku, podpowiadają, że każda epoka ma swoją ciemną stronę księżyca.</p><p>Historia nie jest od tego, by ją tylko wspominać. Jest od tego, by z niej korzystać — ostrożnie, uczciwie, bez taniego patosu. Bo 11 czerwca uczy, że wspólnota nie trwa dzięki wielkim hasłom. Trwa dzięki pamięci, odwadze, instytucjom, kulturze i ludziom, którzy w odpowiednim momencie potrafią powiedzieć: tu jest granica.&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55469,10-czerwca-od-regat-na-tamizie-po-anne-jantar-violette-villas-i-polityczny-dzien-w-sejmie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55469,10-czerwca-od-regat-na-tamizie-po-anne-jantar-violette-villas-i-polityczny-dzien-w-sejmie</guid>
            <pubDate>Wed, 10 Jun 2026 07:28:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-10-czerwca-od-regat-na-tamizie-po-anne-jantar-violette-villas-i-polityczny-dzien-w-sejmie-1781069758.png</url>
                        <title>10 czerwca: od regat na Tamizie po Annę Jantar, Violettę Villas i polityczny dzień w Sejmie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55469,10-czerwca-od-regat-na-tamizie-po-anne-jantar-violette-villas-i-polityczny-dzien-w-sejmie</link>
                    </image><description>Dziś jest środa, 10 czerwca, sto sześćdziesiąty pierwszy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.15, zajdzie o godz. 20.54. Imieniny obchodzą m.in. Bogumił, Bogumiła, Cecylia, Diana, Edgar, Henryk, Jan, Maksym, Małgorzata i Tymoteusz.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są w kalendarzu takie dni, które brzmią jak wielogłosowa partytura. <strong>10 czerwca</strong> zaczyna się od plusku wioseł na Tamizie, przechodzi przez namiętny akord Wagnerowskiego „Tristana i Izoldy”, zatrzymuje się przy głosach Violetty Villas i Anny Jantar, a potem gwałtownie skręca w stronę sal parlamentarnych, prokuratorskich korytarzy i europejskiej debaty o tym, jak ujarzmić sztuczną inteligencję, zanim ona zacznie pisać regulaminy dla nas.</p><p>To dzień, w którym historia znów pokazuje swój ulubiony trik: miesza wielkie symbole z codziennością. Trochę jak w filmie, w którym jedna kamera patrzy na sejmową mównicę, druga na bazylikę Sagrada Família, trzecia na dawną Hutę Pieniacką, a czwarta — na starą płytę winylową, z której płynie „Tyle słońca w całym mieście”.</p><h2><strong>Historia: Tamiza, Wagner, Szczecin i polska pamięć</strong></h2><p><strong>197 lat temu, w 1829 roku</strong>, na Tamizie rozegrano pierwsze regaty wioślarskie pomiędzy reprezentacjami uniwersytetów Cambridge i Oxford. Dziś to jedna z najbardziej rozpoznawalnych sportowych tradycji Wielkiej Brytanii, ale jej początek był niemal koleżeńskim wyzwaniem. Z czasem zamienił się w rytuał, w którym akademicki prestiż spotkał się z siłą mięśni, dyscypliną i tym charakterystycznym brytyjskim upodobaniem do ceremoniału.</p><p><strong>161 lat temu, w 1865 roku</strong>, w Monachium odbyła się premiera opery <strong>„Tristan i Izolda” Ryszarda Wagnera</strong>. To dzieło, które w muzyce otworzyło drzwi do nowoczesności. Słynny akord tristanowski stał się jednym z najczęściej omawianych momentów w historii muzyki — jak pęknięcie w starym porządku harmonii. Wagner stworzył operę o miłości, która nie mieści się w świecie rozsądku, prawa i społecznej konwencji. W tym sensie „Tristan i Izolda” brzmią nadal jak dramat ludzi, którzy bardziej należą do nocy niż do dnia.</p><p><strong>116 lat temu, w 1910 roku</strong>, urodził się <strong>Piotr Zaremba</strong>, architekt, urbanista i pierwszy polski prezydent Szczecina po II wojnie światowej. Jego nazwisko wiąże się z jednym z najtrudniejszych zadań powojennej Polski: organizacją życia w mieście, które po 1945 roku trzeba było nie tylko odbudować, ale też oswoić, nazwać, wypełnić polską administracją, szkołami, instytucjami i codziennością. Zaremba był jednym z tych ludzi, którzy po katastrofie wojny musieli zamieniać ruiny w miasto.</p><p><strong>88 lat temu, w 1938 roku</strong>, w Liège w Belgii urodziła się <strong>Violetta Villas</strong>, właściwie Czesława Cieślak. Jedna z najbardziej niezwykłych postaci polskiej estrady: głos o skali, która budziła zachwyt, sceniczna osobowość z pogranicza rewii, operetki i wielkiego widowiska. Śpiewała „Do ciebie, mamo”, „Nie ma miłości bez zazdrości”, „Przyjdzie na to czas”, „Szczęście” i „Oczi cziornyje”. Była artystką, która wyglądała tak, jakby przyszła z innego filmu — trochę z Las Vegas, trochę z melodramatu, trochę z baśni o cenie sławy.</p><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku</strong>, w Warszawie zmarł <strong>Ludwik Krzywicki</strong> — socjolog, pedagog, działacz socjalistyczny, więzień carski i współzałożyciel Głównego Urzędu Statystycznego. W polskiej myśli społecznej zajmuje miejsce szczególne. Był człowiekiem, który próbował opisywać społeczeństwo nie jak salonowy obserwator, lecz jak ktoś, kto widzi biedę, nierówność, pracę i struktury przemocy. W czasach, gdy statystyka dopiero budowała swój autorytet, Krzywicki rozumiał, że liczby nie są martwe — za nimi stoją ludzie.</p><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku</strong>, utworzono <strong>Wrocławskie Towarzystwo Naukowe</strong>. Powojenny Wrocław, podobnie jak Szczecin, był wtedy przestrzenią wielkiej zmiany. Nauka, uniwersytety, biblioteki i stowarzyszenia nie były luksusem — były narzędziem zakorzenienia. W mieście, które dopiero stawało się polskim Wrocławiem, nauka miała znaczenie niemal symboliczne: mówiła, że życie nie kończy się na gruzach.</p><p><strong>76 lat temu, w 1950 roku</strong>, w Poznaniu urodziła się <strong>Anna Jantar</strong>, jedna z najpopularniejszych polskich piosenkarek lat 70. Jej „Tyle słońca w całym mieście” do dziś działa jak kapsuła czasu. To piosenka jasna, lekka, niemal filmowa — a przecież cień późniejszej katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim sprawił, że w biografii Anny Jantar jasność i tragizm zostały nierozerwalnie splecione. Zginęła 14 marca 1980 roku w katastrofie samolotu lecącego z Nowego Jorku do Warszawy. Miała zaledwie 29 lat.</p><p><strong>47 lat temu, w 1979 roku</strong>, zakończyła się pierwsza pielgrzymka do Polski papieża <strong>Jana Pawła II</strong>. Jej polityczne i społeczne znaczenie trudno przecenić. Słowa wypowiedziane na placu Zwycięstwa w Warszawie — „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!” — stały się jednym z najważniejszych zdań polskiej historii najnowszej. Nie były programem partyjnym, ale uruchomiły wyobraźnię zbiorową. A od wyobraźni często zaczyna się polityczna zmiana.</p><p><strong>29 lat temu, w 1997 roku</strong>, w Krośnie Jan Paweł II kanonizował <strong>Jana z Dukli</strong>, franciszkanina, kaznodzieję i jednego z najbardziej rozpoznawalnych świętych związanych z Podkarpaciem. Ta kanonizacja była częścią szerszego procesu przywracania lokalnym wspólnotom ich duchowej pamięci — tej, która przez wieki żyła w sanktuariach, odpustach, pieśniach i rodzinnych opowieściach.</p><h2><strong>Kalendarium muzyczne: głosy, które nie milkną</strong></h2><p>10 czerwca to dzień wyjątkowo mocny dla historii muzyki. <strong>Violetta Villas</strong> i <strong>Anna Jantar</strong> tworzą tu dwa zupełnie różne, ale równie intensywne portrety polskiej estrady.</p><p>Villas była żywiołem scenicznym. Występowała nie tylko w Polsce, ale również za granicą, m.in. we Francji i Stanach Zjednoczonych. W opowieściach o jej karierze pojawiają się wielkie nazwiska światowej sceny: Frank Sinatra, Paul Anka, Charles Aznavour, Eartha Kitt czy Dean Martin. Jej legenda ma w sobie blask reflektorów, ale też samotność kulis. Jak u Felliniego — kiedy orkiestra gra, cekiny błyszczą, a za chwilę gasną światła.</p><p>Anna Jantar była z kolei głosem polskiej codzienności lat 70. Nie monumentalnym, lecz bliskim. „Najtrudniejszy pierwszy krok”, „Zawsze gdzieś czeka ktoś”, „Nic nie może wiecznie trwać” — te piosenki miały w sobie prostotę, którą najtrudniej podrobić. Jarosław Kukulski pisał dla niej melodie, które trafiały prosto w pamięć. Dziś, kiedy słyszymy „Tyle słońca w całym mieście”, wraca nie tylko piosenka, ale cała epoka: radio w kuchni, rodzinne magnetofony, festiwale, kolejki, marzenia i lato, które wydawało się dłuższe niż naprawdę było.</p><p>Tego dnia muzyczna historia przypomina też światowe przeboje. W 1972 roku <strong>Sammy Davis Jr.</strong> rozpoczął trzytygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z utworem „Candy Man” z filmu „Willy Wonka i fabryka czekolady”. W tym samym roku album <strong>The Rolling Stones „Exile On Main Street”</strong> dotarł do pierwszego miejsca brytyjskiej listy. To płyta brudna, bluesowa, rozedrgana — jakby nagrana w piwnicy, w której kurz miesza się z geniuszem.</p><p>W 1978 roku <strong>John Travolta i Olivia Newton-John</strong> zdobyli pierwsze miejsce w USA piosenką „You’re The One That I Want” z filmu „Grease”. Jeśli Villas była estradową diwą, a Jantar głosem polskiego radia, to „Grease” było popkulturową maszyną do produkcji młodości: skórzane kurtki, taniec, pastelowe sukienki i energia, która nie pyta o realizm.</p><p>10 czerwca wspominamy również <strong>Raya Charlesa</strong>, który zmarł w 2004 roku. Niewidomy od dzieciństwa, siedemnastokrotny laureat Grammy, twórca takich utworów jak „Georgia On My Mind”, „Hit The Road Jack” czy „I Can’t Stop Loving You”, był jednym z artystów, którzy zmienili język muzyki popularnej. Łączył gospel, blues, jazz, country i rhythm and bluesa tak, jakby granice gatunków były tylko sugestią.</p><h2><strong>Dziś w kraju: Sejm, MSWiA, patostreaming, AI i fajerwerki</strong></h2><p>Dzisiejszy dzień w polskiej polityce zapowiada się intensywnie. W drugim dniu posiedzenia <strong>Sejm ma zająć się wnioskiem PiS o odwołanie szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego</strong>. Wniosek jest polityczną konsekwencją wydarzeń z końca maja, gdy służby — po fałszywym alarmie — siłowo weszły do mieszkania matki prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku. Po zdarzeniu odbyła się pilna narada w MSWiA, a premier Donald Tusk zwołał odprawę z udziałem ministrów i przedstawicieli służb.</p><p>W takich sprawach polityka niemal zawsze gra na dwóch instrumentach jednocześnie. Jeden to realne pytanie o procedury, odpowiedzialność i granice działania państwa. Drugi to walka o obraz: kto jest gwarantem bezpieczeństwa, a kto — według przeciwników — traci kontrolę nad aparatem państwowym.</p><p>Sejm ma się także zająć <strong>projektami ustaw dotyczącymi zakazu patostreamingu</strong>. To temat, który od dawna woła o reakcję państwa, bo internetowa przemoc, upokarzanie ludzi, transmisje z libacji, pobić czy znęcania się nad słabszymi nie są już marginesem z ciemnego zaułka sieci. To bywa przemysł uwagi. Patostreaming zarabia na cudzym cierpieniu, a algorytmy zbyt często nie pytają o godność, tylko o klikalność.</p><p>W tle pojawia się pytanie, jak pisać prawo, by nie było martwe już w dniu uchwalenia. Projekty różnią się m.in. podejściem do promocji hazardu i zakresem odpowiedzialności karnej. Tu szczególnie ważne będą precyzyjne definicje. Zbyt wąskie przepisy pozwolą uciec sprawcom. Zbyt szerokie mogą uderzyć w treści dziennikarskie, edukacyjne czy interwencyjne.</p><p>Kolejny temat to <strong>ustawa o systemach sztucznej inteligencji</strong>. Rządowy projekt ma wprowadzić w Polsce krajowy system nadzoru nad AI, związany ze stosowaniem unijnego AI Actu. Za kontrolę i wspieranie rozwoju tych technologii ma odpowiadać <strong>Komisja Rozwoju i Bezpieczeństwa Sztucznej Inteligencji</strong>. Brzmi technicznie, ale sprawa dotyczy każdego: od obywatela, którego dane mogą być analizowane przez systemy automatyczne, po przedsiębiorców, urzędy, szkoły, media i samorządy.</p><p>Dla lokalnych społeczności, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski, ta debata nie jest abstrakcją. Sztuczna inteligencja będzie coraz częściej obecna w administracji, edukacji, ochronie zdrowia, monitoringu, rekrutacji i komunikacji z mieszkańcami. Pytanie brzmi nie tylko: czy AI działa szybko? Ważniejsze jest: czy działa uczciwie, przejrzyście i pod kontrolą człowieka?</p><p>W porządku obrad są również <strong>projekty zmian w ustawie o ochronie zwierząt</strong>, których celem jest ograniczenie stosowania petard i fajerwerków. Dla wielu mieszkańców to temat znany z własnych domów: psy chowające się pod łóżkiem, koty uciekające w panice, zwierzęta gospodarskie i dzikie ptaki reagujące stresem na sylwestrowe wybuchy. To już nie tylko spór o tradycję zabawy, ale o granice naszej odpowiedzialności za słabszych — tych, którzy nie napiszą petycji i nie wystąpią na komisji sejmowej.</p><p>Wieczorem posłowie mają zająć się także sprawozdaniem komisji w sprawie wniosku Policji o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności za wykroczenie <strong>Sławomira Mentzena</strong> z Konfederacji. Chodzi o odpalenie racy podczas Marszu Niepodległości mimo zakazu używania środków pirotechnicznych.</p><h2><strong>Senat: metropolia, akcyza i Europejski Nakaz Aresztowania</strong></h2><p>Dwudniowe posiedzenie rozpoczyna dziś <strong>Senat</strong>. Senatorowie mają zająć się m.in. ustawą wprowadzającą podstawę prawną do utworzenia związku metropolitalnego w województwie pomorskim. To ważne nie tylko dla Pomorza, bo debata o metropoliach wraca w Polsce regularnie: jak zarządzać transportem, planowaniem przestrzennym, inwestycjami i usługami publicznymi tam, gdzie rzeczywiste życie mieszkańców dawno przekroczyło granice administracyjne jednej gminy?</p><p>W porządku obrad znajduje się również ustawa zakładająca objęcie akcyzą e-papierosów działających na zasadzie indukcji elektromagnetycznej. To kolejny fragment większej układanki: państwo próbuje nadążyć za rynkiem nikotynowym, który potrafi zmieniać formę szybciej niż przepisy.</p><p>Senat rozpatrzy też nowelizację <strong>Kodeksu postępowania karnego</strong> związaną z Europejskim Nakazem Aresztowania oraz zmiany w <strong>Kodeksie karnym</strong> dotyczące przeciwdziałania atakom na systemy informatyczne. Cyberbezpieczeństwo przestało być tematem dla wąskiej grupy specjalistów. Dziś atak na system informatyczny może oznaczać paraliż szpitala, urzędu, firmy komunalnej albo szkoły.</p><h2><strong>Prokuratura i „dwie wieże”</strong></h2><p>Na dziś do <strong>Prokuratury Okręgowej w Warszawie</strong> wezwany został prezes PiS <strong>Jarosław Kaczyński</strong>. Ma być świadkiem w śledztwie dotyczącym tzw. sprawy dwóch wież — niedoszłej inwestycji na działce należącej do spółki Srebrna, powiązanej z PiS.</p><p>Śledztwo dotyczy podejrzenia doprowadzenia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości poprzez wprowadzenie go w błąd. Sprawa wróciła po latach. W 2019 roku, za rządów PiS, Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa. Później temat znalazł się w audycie Prokuratury Krajowej obejmującym postępowania z lat 2016–2023.</p><p>To jedna z tych spraw, które mają w sobie wszystko, co polska polityka lubi najbardziej i czego obywatele mają często najbardziej dość: wielkie pieniądze, wpływy, spółki, niedokończone inwestycje, nagrania, pełnomocników, wieloletnie procedury i wzajemne oskarżenia o polityczną zemstę lub zamiatanie spraw pod dywan.</p><h2><strong>Za granicą: Huta Pieniacka i pamięć, która domaga się grobów</strong></h2><p>Polskie i ukraińskie ekipy archeologiczne kontynuują poszukiwania miejsc pochówku szczątków polskich ofiar mordu w dawnej wsi <strong>Huta Pieniacka</strong>. Do zbrodni doszło 28 lutego 1944 roku. Według historyków polscy mieszkańcy wsi zostali zamordowani przez ukraińskich żołnierzy 4. Galicyjskiego Pułku Ochotniczego SS — Policyjnego, wydzielonego z 14. Dywizji Waffen SS „Galizien”, pod niemieckim dowództwem, przy udziale oddziału UPA i ukraińskich nacjonalistów. Zginęło około 850 osób.</p><p>To nie jest tylko sprawa archeologii. To sprawa imion, rodzin, modlitw i grobów. W polskiej pamięci Huta Pieniacka należy do najbardziej bolesnych symboli zbrodni na ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Poszukiwania prowadzone przez IPN z udziałem strony ukraińskiej mają znaczenie historyczne, ale też moralne. Bo państwo, które nie szuka swoich zamordowanych, z czasem samo traci część pamięci.</p><h2><strong>Barcelona: Sagrada Família, Gaudí i wieża ku niebu</strong></h2><p>W Hiszpanii papież <strong>Leon XIV</strong> kontynuuje wizytę apostolską. Rano ma odwiedzić zakład penitencjarny Brians 1 w Sant Esteve Sesrovires pod Barceloną, następnie udać się na modlitwę do opactwa Matki Bożej w Montserrat. Wieczorem odprawi mszę w bazylice <strong>Sagrada Família</strong>, podczas której zostanie zainaugurowana najwyższa wieża świątyni — Wieża Jezusa Chrystusa.</p><p>Data jest symboliczna: 10 czerwca przypada setna rocznica śmierci <strong>Antoniego Gaudíego</strong>, twórcy jednego z najbardziej rozpoznawalnych projektów architektonicznych świata. Sagrada Família to świątynia, która wygląda jak modlitwa wyrzeźbiona z kamienia, światła i organicznych kształtów. Budowana od XIX wieku, przez dekady była jednocześnie placem budowy, manifestem wiary, atrakcją turystyczną i pytaniem o to, czy wielkie dzieła muszą przekraczać jedno ludzkie życie.</p><h2><strong>Lokalny akcent: wielka historia zawsze wraca do małych ojczyzn</strong></h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic dzisiejsze kalendarium może wydawać się rozpięte daleko: Tamiza, Monachium, Szczecin, Warszawa, Barcelona, Huta Pieniacka. Ale w gruncie rzeczy wszystkie te tematy wracają do spraw bardzo bliskich.</p><p>Regaty przypominają o sile tradycji i sportowej dyscypliny — obecnej także w lokalnych klubach, szkołach i nadpilickiej rekreacji. Spory o fajerwerki dotyczą naszych osiedli, podwórek i zwierząt, które żyją obok nas. Debata o sztucznej inteligencji dotknie także lokalnych urzędów, firm, mediów i szkół. Pamięć o Hucie Pieniackiej jest częścią rodzinnych historii wielu Polaków, również tych, których przodkowie po wojnie trafiali do centralnej Polski z dawnych Kresów.</p><p>A muzyka? Muzyka jest najbardziej lokalna ze wszystkich sztuk. Bo choć Anna Jantar śpiewała dla całej Polski, każdy słyszy ją trochę po swojemu: w samochodzie, w domu, na festynie, w radiu, w letnim popołudniu. I może właśnie dlatego 10 czerwca nie jest tylko kolejną kartką w kalendarzu. Jest jak stara płyta: trochę trzeszczy, ale gdy igła dotknie rowka, historia znów zaczyna grać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55437,9-czerwca-krolewski-cien-wazy-ogien-we-wroclawiu-smiech-smolenia-i-rockowy-hammond-jona-lorda</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55437,9-czerwca-krolewski-cien-wazy-ogien-we-wroclawiu-smiech-smolenia-i-rockowy-hammond-jona-lorda</guid>
            <pubDate>Tue, 09 Jun 2026 08:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-9-czerwca-krolewski-cien-wazy-ogien-we-wroclawiu-smiech-smolenia-i-rockowy-hammond-jona-lorda-1780986309.png</url>
                        <title>9 czerwca: królewski cień Wazy, ogień we Wrocławiu, śmiech Smolenia i rockowy Hammond Jona Lorda</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55437,9-czerwca-krolewski-cien-wazy-ogien-we-wroclawiu-smiech-smolenia-i-rockowy-hammond-jona-lorda</link>
                    </image><description>Wtorek, 9 czerwca 2026 roku. Sto sześćdziesiąty dzień roku. Słońce wstało o 4.16, zajdzie o 20.53. Imieniny obchodzą dziś Anna, Felicjan, Józef, Maksymilian, Ryszard i Sylwester. W kalendarzu – jak w dobrze skomponowanej płycie winylowej – obok wielkiej historii państwa pojawia się kabaretowy błysk, muzyczna legenda, polityka, pamięć o ofiarach i zwykłe pytanie o to, jak państwo ma działać dla obywatela.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Od Władysława IV do mennicy, która biła monety nadziei</strong></h2><p>431 lat temu, w 1595 roku, w Łobzowie urodził się <strong>Władysław IV Waza</strong>, przyszły król Polski. Syn Zygmunta III Wazy i Anny Habsburżanki wyrastał w epoce, w której Rzeczpospolita była jeszcze jednym z wielkich graczy europejskiej polityki. Jego panowanie przypadło na czas ambicji dynastycznych, sporów religijnych, napięć wojennych i prób utrzymania równowagi w państwie, które już wtedy przypominało wielki, piękny, ale coraz trudniejszy do sterowania okręt.</p><p>Władysław IV bywał opisywany jako monarcha o szerokich horyzontach, zainteresowany sztuką, teatrem i wojskowością. To za jego czasów dwór królewski otwierał się na widowiska operowe, a Rzeczpospolita wciąż potrafiła myśleć o sobie w kategoriach europejskiego mocarstwa. Historia jednak, jak u Szekspira, nie lubi prostych triumfów. Za fasadą ceremonii i królewskich planów narastały konflikty, które po jego śmierci miały eksplodować z siłą niszczącą dawny porządek.</p><p>216 lat temu, w 1810 roku, po raz pierwszy od upadku Rzeczypospolitej wznowiła działalność <strong>Mennica Warszawska</strong>, bijąc monety Księstwa Warszawskiego. W czasach napoleońskich moneta była czymś więcej niż środkiem płatniczym. Była znakiem, że polska państwowość – choć okrojona, zależna i krucha – wraca do obiegu. Dosłownie i symbolicznie. Metalowy krążek z wybitym znakiem władzy mówił obywatelom więcej niż niejedna odezwa: jeszcze nie wszystko stracone.</p><h2><strong>„Cum primum” i dramat polskiego powstania</strong></h2><p>194 lata temu, w 1832 roku, papież Grzegorz XVI ogłosił encyklikę <strong>„Cum primum”</strong>, w której potępił Powstanie Listopadowe jako bunt przeciwko legalnej władzy. Dla Polaków, którzy po klęsce 1831 roku żyli w cieniu represji, konfiskat, zsyłek i emigracyjnej rozpaczy, był to cios szczególnie bolesny. Powstanie Listopadowe w polskiej pamięci stało się przecież jednym z tych romantycznych zrywów, które Mickiewiczowską frazą dopisywały narodowi własną liturgię cierpienia.</p><p>Ta data pokazuje, jak skomplikowana bywa polityka Stolicy Apostolskiej, kiedy ścierają się ze sobą zasada legitymizmu, geopolityka i dramat narodów pozbawionych własnego państwa. W XIX wieku Polacy bardzo często szukali w religii języka nadziei. Tym bardziej gorzko brzmiały słowa, które zdawały się stawiać po stronie porządku narzuconego przez zaborców.</p><h2><strong>Piotr Michałowski – romantyk pędzla, końskiego ruchu i ludzkiego losu</strong></h2><p>171 lat temu, w 1855 roku, w Krzyżtoporzycach koło Krakowa zmarł <strong>Piotr Michałowski</strong>, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli romantyzmu w polskim malarstwie. Był artystą osobnym. Malował konie, sceny batalistyczne, portrety chłopów, Żydów, dzieci i żołnierzy z taką intensywnością, jakby każdy obraz był zatrzymanym kadrem z filmu, który dopiero miał powstać.</p><p>Michałowski miał w sobie energię epoki napoleońskiej i wrażliwość człowieka, który rozumiał, że wielka historia nie dzieje się wyłącznie na tronach i w sztabach. Dzieje się też w twarzy prostego człowieka, w ruchu zwierzęcia, w błysku oka, w cieniu zmęczenia. Jego malarstwo jest romantyczne nie dlatego, że ucieka w patos, ale dlatego, że szuka prawdy w emocji.</p><h2><strong>Powstanie Styczniowe i pieniądze, które stały się amunicją wolności</strong></h2><p>163 lata temu, w 1863 roku, podczas <strong>Powstania Styczniowego</strong>, pracownicy Banku Polskiego przy placu Bankowym w Warszawie przekazali powstańcom dowodzonym przez Aleksandra Waszkowskiego depozyty Kasy Głównej Królestwa. Chodziło o ogromne środki: 3,6 miliona złotych, 500 tysięcy rubli rosyjskich oraz liczne listy zastawne.</p><p>Była to jedna z tych scen, które pokazują, że powstanie nie było wyłącznie romantycznym gestem z kosą na sztorc. Każdy zryw potrzebuje zaplecza, pieniędzy, kurierów, drukarzy, ludzi gotowych ryzykować nie tylko życie, ale też stanowisko, rodzinę i przyszłość. W tle tej historii stoi Warszawa konspiracyjna – miasto szeptów, bram, meldunków, ukrytych kas i decyzji podejmowanych przy zaciśniętym gardle.</p><h2><strong>Sławoj-Składkowski, sanacja i państwo budowane z dyscypliny</strong></h2><p>141 lat temu urodził się <strong>Felicjan Sławoj-Składkowski</strong>, lekarz, żołnierz Legionów Polskich, działacz Polskiej Organizacji Wojskowej, polityk sanacyjny i premier II Rzeczypospolitej w latach 1936–1939. Był jedną z najbardziej charakterystycznych postaci obozu piłsudczykowskiego. W pamięci potocznej często pozostał jako twórca słynnych „sławojek”, czyli wiejskich ustępów mających poprawić stan sanitarny kraju. To anegdota wdzięczna, lecz zbyt mała jak na biografię człowieka, który stał blisko centrum władzy w ostatnich latach przed katastrofą września 1939 roku.</p><p>Sławoj-Składkowski symbolizuje II RP pełną sprzeczności: ambitną, modernizującą się, ale też autorytarną; zapatrzoną w porządek, lecz nie zawsze zdolną do rozmowy z własnym społeczeństwem. Historia sanacji do dziś wraca w polskich debatach jak refren piosenki, której melodię wszyscy znają, ale każdy inaczej rozumie słowa.</p><h2><strong>Bohdan Smoleń – człowiek, który śmiechem rozbrajał absurd</strong></h2><p>79 lat temu, w 1947 roku, urodził się <strong>Bohdan Smoleń</strong>, artysta kabaretowy i aktor komediowy, którego publiczność pokochała przede wszystkim dzięki występom w kabarecie Tey u boku Zenona Laskowika. Smoleń miał rzadki talent: potrafił jednym spojrzeniem powiedzieć więcej niż cały skecz. Jego komizm był jak dobrze ustawione lustro – odbijał rzeczywistość PRL-u, małe cwaniackie rytuały, społeczną bezradność, codzienny absurd i ludzką potrzebę śmiechu mimo wszystko.</p><p>W czasach, gdy kabaret bywał dla Polaków drugim obiegiem emocji, Smoleń stał się kimś więcej niż wykonawcą. Był znakiem, że nawet w szarej rzeczywistości można znaleźć ton, który rozbraja strach i pozwala odetchnąć.</p><h2><strong>Wrocław 1976: ogień w bazylice św. Elżbiety</strong></h2><p>50 lat temu, w 1976 roku, doszło do katastrofalnego pożaru <strong>bazyliki św. Elżbiety we Wrocławiu</strong>, jednej z najstarszych świątyń miasta. Kościół, od czasów reformacji związany z ewangelikami, a po 1946 roku pełniący funkcję katolickiego kościoła garnizonowego, został poważnie zniszczony. Odbudowa trwała przez długie lata, aż do ponownej konsekracji dokonanej w 1997 roku przez papieża Jana Pawła II.</p><p>To jeden z tych pożarów, po których miasto przez lata nosi bliznę. Świątynie są nie tylko miejscami kultu. Są punktami orientacyjnymi pamięci. Kiedy płonie kościół, płonie część pejzażu, dzieciństwa, historii rodzinnej, miejskiego rytmu. Wrocław przeżył takich dramatów wiele, ale bazylika św. Elżbiety wróciła – jak bohater po ciężkiej chorobie.</p><h2><strong>CBA, służby i pytanie o państwo uczciwe</strong></h2><p>20 lat temu, w 2006 roku, Sejm uchwalił ustawę powołującą <strong>Centralne Biuro Antykorupcyjne</strong>, a także ustawy dotyczące <strong>Służby Kontrwywiadu Wojskowego</strong> i <strong>Służby Wywiadu Wojskowego</strong>. Był to jeden z ważniejszych momentów przebudowy instytucji bezpieczeństwa państwa po 1989 roku.</p><p>CBA od początku budziło emocje. Dla jednych było narzędziem walki z korupcją, dla innych – instytucją wymagającą szczególnej kontroli, bo każda służba specjalna działa na styku bezpieczeństwa, polityki i praw obywatelskich. W demokratycznym państwie prawa pytanie nie brzmi wyłącznie: czy państwo ma ścigać korupcję? Odpowiedź jest oczywista. Pytanie brzmi: jak to robić, by skuteczność nie zjadała standardów?</p><h2><strong>Beata Maksymow – „Kruszyna” z siłą mistrzyni</strong></h2><p>2 lata temu, w 2024 roku, zmarła <strong>Beata Maksymow</strong>, polska judoczka, znana jako „Kruszyna”. Przydomek brzmiał przewrotnie, bo za nim stała zawodniczka o ogromnej sile, determinacji i sportowym charakterze. Judo jest dyscypliną, w której ciało i psychika muszą pracować jak jeden mechanizm. Maksymow należała do tych sportowców, którzy pokazują, że medal zaczyna się znacznie wcześniej niż na macie – w codziennym treningu, bólu, dyscyplinie i samotnym powtarzaniu ruchu.</p><h2><strong>Muzyczny 9 czerwca: od soulu Jackie’ego Wilsona po Hammonda Deep Purple</strong></h2><p>Muzyczne kalendarium 9 czerwca brzmi jak audycja radiowa prowadzona nocą, kiedy za oknem jeszcze ciepłe powietrze, a w głośnikach spotykają się soul, rock, folk, disco i pop.</p><p>W 1934 roku urodził się <strong>Jackie Wilson</strong>, amerykański wokalista soulowy, którego „Reet Petite” do dziś niesie energię epoki, w której rhythm and blues torował drogę wielkim głosom muzyki popularnej. Wilson był jednym z tych artystów, którzy śpiewali całym ciałem – z elegancją, nerwem i sceniczną iskrą.</p><p>W 1941 roku w Leicester urodził się <strong>Jon Lord</strong>, klawiszowiec Deep Purple i wirtuoz organów Hammonda. Bez jego brzmienia trudno wyobrazić sobie rockową architekturę lat 70. Lord nie tylko grał – on budował dźwiękowe katedry. „Concerto for Group and Orchestra” było śmiałą próbą połączenia rocka z muzyką poważną, czymś w rodzaju mostu rzuconego między filharmonią a klubem, między partyturą a elektrycznym wzmacniaczem.</p><p>9 czerwca 1964 roku <strong>Bob Dylan</strong> podczas jednej wieczornej sesji nagrał „Mr. Tambourine Man” i trzynaście innych utworów, które trafiły później na album „Another Side of Bob Dylan”. Piosenka, później rozsławiona przez The Byrds, stała się jednym z hymnów folk-rockowej wrażliwości. To muzyka drogi, snu i niepokoju – jakby ktoś do poezji beatników dołożył gitarę i wiatr.</p><p>Tego samego dnia, w 1964 roku, urodził się <strong>Marcin Ciempiel</strong>, basista znany z Oddziału Zamkniętego, Wilków i Maanamu. To nazwisko prowadzi nas w stronę polskiego rocka: klubów, sal prób, kaset magnetofonowych, gitarowego brudu i refrenów, które przez lata były ścieżką dźwiękową dorastania kilku pokoleń.</p><p>W 1972 roku <strong>Elvis Presley</strong> zagrał ostatni z czterech wyprzedanych koncertów w nowojorskim Madison Square Garden. Na widowni pojawili się między innymi George Harrison, John Lennon, David Bowie, Bob Dylan i Art Garfunkel. Trudno o bardziej filmową scenę: król rock and rolla na scenie, a pod sceną galeria ludzi, którzy sami zmieniali historię muzyki.</p><p>W 1979 roku <strong>Bee Gees</strong> zdobyli pierwsze miejsce na amerykańskiej liście przebojów utworem „Love You Inside Out”. To czas, gdy disco było nie tylko muzyką, ale stylem życia – połyskiem parkietu, nocnym światłem miasta i rytmem, który miał przykryć zmęczenie końca dekady.</p><p>W 1984 roku <strong>Cyndi Lauper</strong> umieściła na szczycie amerykańskiej listy przebojów piosenkę „Time After Time”. To jedna z tych ballad, które nie starzeją się dlatego, że mówią prostym językiem o sprawach najtrudniejszych: bliskości, stracie, powrotach i pamięci.</p><p>W 1990 roku album <strong>M.C. Hammera „Please Hammer, Don’t Hurt ’Em”</strong> bił rekord długości przebywania na szczycie listy albumów. „U Can’t Touch This” stało się nie tylko przebojem, ale kulturowym memem zanim jeszcze świat poznał słowo „mem” w dzisiejszym znaczeniu.</p><p>W 1998 roku zespół <strong>The Ronettes</strong> stanął w sądzie przeciwko Philowi Spectorowi, domagając się należnych tantiem. To przypomnienie, że historia muzyki popularnej ma także mniej błyszczącą stronę: kontrakty, prawa autorskie, nierówność sił między artystami a producentami i długą walkę o zapłatę za własny głos.</p><p>W 2007 roku <strong>George Michael</strong> został pierwszym artystą, który wystąpił na nowym stadionie Wembley. Koncert w ramach trasy „25 Live Tour” przeszedł do historii także przez karę za przedłużenie występu. Trzynaście dodatkowych minut kosztowało go 130 tysięcy funtów. Cóż, czasem bis ma swoją cenę.</p><h2><strong>Dziś w kraju: płaca minimalna, emerytury, transport i cyfrowe państwo</strong></h2><p>Dzisiejszy dzień w polskiej polityce będzie pracowity. Rada Ministrów ma zająć się propozycjami dotyczącymi <strong>minimalnego wynagrodzenia</strong>, minimalnej stawki godzinowej oraz wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2027 roku. To temat, który brzmi technicznie tylko na papierze. W praktyce dotyka domowych budżetów, cen usług, kosztów pracy, kondycji małych firm i portfeli seniorów.</p><p>Rząd ma rozpatrzyć także projekt nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Jego cel jest szczególnie ważny również z perspektywy takich miejsc jak Tomaszów Mazowiecki i mniejsze miejscowości powiatu tomaszowskiego. <strong>Wykluczenie komunikacyjne</strong> nie jest pojęciem z eksperckiego seminarium. To codzienność człowieka, który nie może dojechać do lekarza, szkoły, pracy, urzędu albo na dworzec. Jeśli marszałkowie województw mają przejąć silniejszą rolę koordynatorów transportu, kluczowe będzie nie tylko zapisanie standardów, ale ich realne finansowanie i egzekwowanie.</p><p>Na stole rządu znajdzie się też projekt dotyczący jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych, w tym wdrożenia unijnych przepisów odnoszących się do produktów z sektora owoców i warzyw, bananów oraz niektórych suszonych owoców. Brzmi jak sprawa dla inspektorów i tabel, ale w rzeczywistości chodzi o zaufanie konsumenta: czy to, co kupujemy, jest tym, za co płacimy.</p><p>Kolejny projekt dotyczy równowagi płci we władzach spółek giełdowych. Zakłada on, że w zarządach lub radach nadzorczych takich firm 33 procent członków stanowiliby przedstawiciele płci niedostatecznie reprezentowanej. To temat, który w debacie publicznej szybko budzi emocje, ale jego sedno dotyczy dostępu do realnej władzy ekonomicznej i jakości nadzoru korporacyjnego.</p><p>Ministrowie mają też zająć się strategią informatyzacji państwa. W czasach, gdy obywatel oczekuje od administracji szybkości porównywalnej z bankowością internetową, cyfrowe państwo nie jest luksusem. Jest warunkiem sprawnego funkcjonowania usług publicznych.</p><h2><strong>Sejm: rolnictwo, inwestowanie, patostreaming i polityczny spór o MSWiA</strong></h2><p>Dziś rozpoczyna się trzydniowe posiedzenie Sejmu. Posłowie zajmą się między innymi projektem nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Projekt ma ułatwić dostęp do preferencyjnych ubezpieczeń oraz uprościć system dopłat do składek. W czasach coraz bardziej gwałtownej pogody, susz, gradobić i lokalnych podtopień rolnictwo coraz mocniej przypomina grę z naturą, w której państwo próbuje przynajmniej częściowo ograniczyć ryzyko.</p><p>W porządku obrad jest również projekt ustawy o <strong>Osobistych Kontach Inwestycyjnych</strong>. Zgodnie z założeniami każdy pełnoletni Polak będzie mógł zawrzeć umowę o prowadzenie takiego konta z instytucją finansową. W przypadku lokat i obligacji oszczędnościowych przewidziano zwolnienie podatkowe do 25 tysięcy złotych, a dla akcji, jednostek funduszy czy innych obligacji – do 100 tysięcy złotych. Państwo chce w ten sposób zachęcać do długofalowego oszczędzania i inwestowania, choć praktyka pokaże, czy Polacy zaufają nowemu instrumentowi.</p><p>W środę posłowie mają zająć się wnioskiem o odwołanie szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. To konsekwencja politycznego sporu po interwencji służb w domu matki prezydenta Karola Nawrockiego w Gdańsku, do której doszło po fałszywym alarmie. W tle pojawia się klasyczne pytanie demokracji: gdzie kończy się procedura bezpieczeństwa, a gdzie zaczyna polityczny teatr?</p><p>Sejm ma także debatować nad projektami dotyczącymi <strong>zakazu patostreamingu</strong>. To temat szczególnie ważny dla rodziców, szkół, psychologów i wszystkich, którzy obserwują, jak internet potrafi zamienić przemoc, upokorzenie i autodestrukcję w widowisko. Prawo karne zawsze biegnie za technologią z pewnym opóźnieniem. Pytanie brzmi, czy tym razem dogoni ją wystarczająco szybko.</p><h2><strong>Episkopat w Łomży i pytania o parafię, katechezę oraz odpowiedzialność</strong></h2><p>W Łomży trwa 405. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski. Biskupi zajmują się między innymi funkcjonowaniem parafii, katechezą oraz sprawą komisji niezależnych ekspertów do spraw wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele. W agendzie znajduje się też temat posynodalnej adhortacji apostolskiej <strong>„Amoris laetitia”</strong>.</p><p>Dla Kościoła w Polsce to nie są kwestie akademickie. Parafia w wielu miejscowościach, także tych mniejszych, wciąż pozostaje ważnym punktem życia społecznego. Jednocześnie zmienia się rzeczywistość: spada uczestnictwo młodych w praktykach religijnych, szkoła staje się polem sporów o katechezę, a sprawa rozliczeń nadużyć wymaga nie deklaracji, lecz wiarygodnych mechanizmów.</p><h2><strong>Huta Pieniacka: pamięć, która domaga się ziemi i imion</strong></h2><p>Dziś polskie i ukraińskie ekipy archeologiczne mają prowadzić prace związane z poszukiwaniem miejsc pochówku polskich ofiar zbrodni w dawnej wsi <strong>Huta Pieniacka</strong>. Do mordu doszło 28 lutego 1944 roku. Według historyków zginęło tam około 850 osób.</p><p>Huta Pieniacka jest jednym z najbardziej bolesnych symboli polskiej martyrologii na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Mówimy o nieistniejącej już wsi, ale nie o nieistniejącej pamięci. Każde odnalezione miejsce pochówku, każdy ślad, każdy dokument i każdy fragment prawdy ma znaczenie. Historia bez grobów jest raną, która nie chce się zabliźnić.</p><h2><strong>Europa cyfrowych portfeli i papież w Hiszpanii</strong></h2><p>W Luksemburgu odbywa się dziś posiedzenie ministrów państw Unii Europejskiej odpowiedzialnych za sprawy cyfryzacji. Jednym z głównych tematów jest projekt rozporządzenia w sprawie <strong>Europejskich Portfeli Biznesowych</strong>. Nowe rozwiązanie ma uprościć cyfrową identyfikację przedsiębiorstw i wymianę danych uznawaną we wszystkich krajach członkowskich. To kolejny krok w stronę administracji, która coraz bardziej przenosi się z okienka do aplikacji.</p><p>W Hiszpanii trwa natomiast podróż apostolska papieża <strong>Leona XIV</strong>. Dziś, w czwartym dniu wizyty, papież spotyka się z wolontariuszami w Madrycie, następnie udaje się do Barcelony, gdzie przewidziano modlitwę w katedrze Świętego Krzyża i Świętej Eulalii oraz wieczorne czuwanie na Stadionie Olimpijskim im. Lluísa Companysa.</p><p>Tak domyka się 9 czerwca: od królewskiego Łobzowa po Barcelonę, od mennicy Księstwa Warszawskiego po cyfrowe portfele Europy, od romantycznego pędzla Michałowskiego po Hammonda Jona Lorda. Historia, jak dobra muzyka, nie kończy się wybrzmieniem ostatniej nuty. Ona wraca – czasem jako pamięć, czasem jako ostrzeżenie, czasem jako refren, który dopiero po latach zaczynamy rozumieć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55436,placa-minimalna-emerytury-i-autobusy-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-sprawami-ktore-odczuja-takze-mieszkancy-tomaszowa-i-powia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55436,placa-minimalna-emerytury-i-autobusy-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-sprawami-ktore-odczuja-takze-mieszkancy-tomaszowa-i-powia</guid>
            <pubDate>Mon, 08 Jun 2026 23:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-placa-minimalna-emerytury-i-autobusy-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-sprawami-ktore-odczuja-takze-miesz-1780953789.png</url>
                        <title>Płaca minimalna, emerytury i autobusy. We wtorek rząd zajmie się sprawami, które odczują także mieszkańcy Tomaszowa i powiatu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55436,placa-minimalna-emerytury-i-autobusy-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-sprawami-ktore-odczuja-takze-mieszkancy-tomaszowa-i-powia</link>
                    </image><description>We wtorek, 9 czerwca 2026 roku, Rada Ministrów ma zająć się pakietem decyzji ważnych dla domowych budżetów i codziennego funkcjonowania mieszkańców. W porządku obrad znalazły się m.in. propozycje dotyczące płacy minimalnej w 2027 roku, minimalnej stawki godzinowej, waloryzacji emerytur i rent oraz zmian w publicznym transporcie zbiorowym. Ta ostatnia sprawa może być szczególnie istotna dla mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie autobus bywa nie luksusem, lecz ostatnią nicią łączącą z pracą, szkołą, lekarzem i urzędem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Minimalne wynagrodzenie w 2027 roku: propozycja to 4986 zł brutto</strong></h2><p>Rząd ma rozpatrzyć propozycję wysokości <strong>minimalnego wynagrodzenia za pracę w 2027 roku</strong>. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiedziało, że będzie rekomendować kwotę <strong>4986 zł brutto</strong> oraz <strong>minimalną stawkę godzinową 32,60 zł</strong>. Oznaczałoby to wzrost odpowiednio o <strong>180 zł</strong>, czyli <strong>3,7 proc.</strong>, oraz o <strong>1,20 zł</strong>, czyli <strong>3,8 proc.</strong> wobec obecnych stawek.</p><p>To jeszcze nie jest ostateczna decyzja. Zgodnie z ustawą o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, Rada Ministrów ma obowiązek do <strong>15 czerwca</strong> przedstawić Radzie Dialogu Społecznego propozycję wysokości płacy minimalnej i minimalnej stawki godzinowej na kolejny rok. Dopiero później rusza właściwa część rozmów między stroną rządową, związkami zawodowymi i pracodawcami.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to nie jest abstrakcyjna tabela z ministerialnego dokumentu. <strong>Minimalne wynagrodzenie</strong> wpływa na pensje w handlu, usługach, gastronomii, ochronie, sprzątaniu, opiece, części produkcji i wielu małych firmach. Z jednej strony oznacza wyższy dochód dla osób zarabiających najmniej. Z drugiej — dla lokalnych przedsiębiorców to kolejny element kosztów pracy, który trzeba będzie wpisać w ceny, grafiki, marże i decyzje kadrowe.</p><p>W tle jest jeszcze większa rozmowa o tym, czym ma być najniższa krajowa: kołem ratunkowym dla pracownika czy kamieniem dorzuconym do plecaka małych firm. Jak zwykle w takich sprawach, prawda nie stoi grzecznie po jednej stronie barykady.</p><h2><strong>Waloryzacja emerytur i rent. Propozycja: minimum ustawowe</strong></h2><p>Rada Ministrów ma zająć się również propozycją zwiększenia <strong>wskaźnika waloryzacji emerytur i rent w 2027 roku</strong>. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zaproponowało, aby wskaźnik został ustalony na poziomie <strong>20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w 2026 roku</strong>.</p><p>To najniższy ustawowo wymagany poziom zwiększenia. Zgodnie z art. 89 ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, wskaźnik waloryzacji opiera się na średniorocznym wskaźniku cen towarów i usług konsumpcyjnych, powiększonym o co najmniej 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia z poprzedniego roku.</p><p>Ostateczne dane będą znane dopiero po komunikatach prezesa GUS. Wskaźnik waloryzacji zostanie ogłoszony w lutym 2027 roku, a sama waloryzacja tradycyjnie obejmie świadczenia od marca. Od <strong>1 marca 2026 roku minimalna emerytura wynosi 1978,49 zł brutto</strong>.</p><p>Dla wielu seniorów to będzie wiadomość śledzona uważniej niż polityczne komentarze po posiedzeniu rządu. Bo emerytura, szczególnie ta minimalna, nie jest rubryką w arkuszu kalkulacyjnym. To opłacone rachunki, leki, żywność, opał, czasem pomoc dzieciom albo wnukom. W realnym życiu inflacja nie przychodzi jako wskaźnik. Przychodzi jako paragon.</p><h2><strong>Autobusy, kolej i walka z wykluczeniem komunikacyjnym</strong></h2><p>Jednym z ważniejszych punktów posiedzenia ma być projekt nowelizacji ustawy o <strong>publicznym transporcie zbiorowym</strong>. Reforma zakłada, że <strong>marszałkowie województw</strong> staną się regionalnymi integratorami transportu. Mają koordynować połączenia autobusowe i kolejowe oraz zarządzać środkami przeznaczonymi na walkę z wykluczeniem komunikacyjnym. Projekt ustawy widnieje w wykazie prac legislacyjnych jako nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym oraz niektórych innych ustaw.</p><p>Planowane są także ustawowe standardy dostępności, w tym minimalna częstotliwość kursów oraz obowiązek cyfrowej publikacji rozkładów jazdy. Reforma przewiduje też wykorzystanie systemów geolokalizacji w pojazdach i nowe uprawnienia kontrolne Inspekcji Transportu Drogowego.</p><p>W powiecie tomaszowskim ten temat ma wyjątkowo praktyczny wymiar. Mieszkaniec dużego miasta może narzekać na spóźniony tramwaj. Mieszkaniec małej miejscowości często nie ma nawet na co narzekać, bo kursu po prostu nie ma. <strong>Wykluczenie komunikacyjne</strong> oznacza problem z dojazdem do szkoły, pracy, lekarza, urzędu, na rehabilitację czy zakupy. To cicha forma nierówności, mniej widowiskowa niż wielkie polityczne spory, ale dla codziennego życia czasem znacznie bardziej dotkliwa.</p><p>Ustawa o publicznym transporcie zbiorowym reguluje zasady organizacji i finansowania regularnych przewozów osób na terytorium Polski, m.in. w transporcie drogowym i kolejowym. Jeżeli zapowiadane zmiany przejdą przez cały proces legislacyjny, samorządy wojewódzkie otrzymają większą rolę w układaniu regionalnej mapy połączeń.</p><h2><strong>Kontrolerzy biletów pod większą ochroną</strong></h2><p>Projekt przewiduje również nadanie <strong>kontrolerom biletów ochrony funkcjonariusza publicznego</strong>. Ma to zwiększyć bezpieczeństwo osób wykonujących tę pracę. W praktyce oznaczałoby to ostrzejszą reakcję państwa na agresję wobec kontrolerów podczas wykonywania obowiązków służbowych.</p><p>To rozwiązanie może budzić dyskusję, ale trudno udawać, że problem nie istnieje. Kontrola biletu coraz częściej bywa nie tylko czynnością administracyjną, lecz także sytuacją konfliktową. Państwo próbuje więc dopisać do transportowej codzienności coś, czego nie da się wyczytać z rozkładu jazdy: bezpieczeństwo pracownika.</p><h2><strong>Jakość żywności, spółki giełdowe i cyfrowe państwo</strong></h2><p>W porządku obrad znalazł się również projekt nowelizacji ustawy o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych. Celem jest wdrożenie przepisów Unii Europejskiej dotyczących jakości handlowej produktów z sektora owoców i warzyw, bananów oraz niektórych suszonych owoców, a także zwiększenie skuteczności nadzoru nad jakością artykułów rolno-spożywczych.</p><p>Rząd ma też zająć się projektem przepisów wdrażających unijną dyrektywę dotyczącą poprawy równowagi płci wśród dyrektorów spółek giełdowych. Regulacje mają dotyczyć spółek giełdowych z siedzibą w Polsce, których akcje są notowane na rynku regulowanym w jednym z państw Unii Europejskiej. Wyłączone mają być mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa.</p><p>Kolejnym punktem jest projekt uchwały w sprawie przyjęcia strategii informatyzacji państwa. Ministerstwo Cyfryzacji wskazuje, że <strong>Strategia Cyfryzacji Państwa</strong> ma określać cele i działania w najważniejszych obszarach cyfryzacji państwa, gospodarki i społeczeństwa, a jej nadrzędnym celem jest poprawa jakości życia obywateli dzięki cyfryzacji. Dokument ma obejmować perspektywę do 2035 roku.</p><h2><strong>Dlaczego to ważne lokalnie?</strong></h2><p>Wtorkowe posiedzenie rządu nie będzie medialnym fajerwerkiem w stylu kampanijnych konwencji. Raczej przypomina techniczną scenę z filmu politycznego, w której ktoś przesuwa dokumenty po stole, a widz dopiero po czasie rozumie, że właśnie tam zapadły decyzje wpływające na życie milionów ludzi.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego najważniejsze są trzy sprawy: <strong>ile wyniesie najniższa pensja</strong>, <strong>jak zostaną zwaloryzowane świadczenia seniorów</strong> i <strong>czy reforma transportu realnie poprawi dojazdy z mniejszych miejscowości</strong>. Reszta politycznego teatru jest głośna. Te decyzje są cichsze, ale znacznie bliższe portfela, przystanku i domowego stołu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[8 czerwca: Wawel, Chopin, Kora, Kubica i pytanie o pamięć, która nie daje się zamknąć w gablocie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55430,8-czerwca-wawel-chopin-kora-kubica-i-pytanie-o-pamiec-ktora-nie-daje-sie-zamknac-w-gablocie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55430,8-czerwca-wawel-chopin-kora-kubica-i-pytanie-o-pamiec-ktora-nie-daje-sie-zamknac-w-gablocie</guid>
            <pubDate>Mon, 08 Jun 2026 09:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-8-czerwca-wawel-chopin-kora-kubica-i-pytanie-o-pamiec-ktora-nie-daje-sie-zamknac-w-gablocie-1780905792.png</url>
                        <title>8 czerwca: Wawel, Chopin, Kora, Kubica i pytanie o pamięć, która nie daje się zamknąć w gablocie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55430,8-czerwca-wawel-chopin-kora-kubica-i-pytanie-o-pamiec-ktora-nie-daje-sie-zamknac-w-gablocie</link>
                    </image><description>Dziś jest poniedziałek, 8 czerwca, sto pięćdziesiąty dziewiąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.16, zajdzie o godz. 20.53. Imieniny obchodzą: Jakub, Maria, Wilhelm i Seweryn.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie daty, które wyglądają jak przypadkowo rozsypane kartki z wielkiej księgi historii. Jedna pachnie chłodem wawelskiego kamienia i renesansową precyzją włoskich mistrzów. Druga niesie paryski cień George Sand i fortepian Fryderyka Chopina. Trzecia brzmi jak riff Maanamu, chropawy głos Bonnie Tyler albo syntezatorowa melancholia lat 80. A potem nagle słychać ryk silników z Montrealu i biało-czerwony błysk bolidu Roberta Kubicy.</p><p><strong>8 czerwca to dzień, w którym historia mówi kilkoma głosami naraz: sztuką, polityką, muzyką, sportem i pamięcią.</strong> Niektóre z tych głosów są jak pieśń triumfu, inne brzmią jak wyrzut sumienia.</p><h2>Kaplica Zygmuntowska, czyli polski renesans zapisany w kamieniu</h2><p><strong>493 lata temu, w 1533 roku, poświęcono Kaplicę Zygmuntowską na Wawelu</strong> — dzieło, które do dziś uchodzi za jeden z najpiękniejszych przykładów renesansu po północnej stronie Alp. Jeżeli średniowieczny Wawel był twierdzą pamięci, to Kaplica Zygmuntowska stała się jej złotą szkatułą.</p><p>To nie jest tylko mauzoleum królewskie. To polityczny manifest dynastii Jagiellonów, kamienna deklaracja, że Rzeczpospolita potrafi mówić językiem Europy: językiem harmonii, proporcji, łacińskiej kultury i włoskiego piękna. Wawel w tej dacie przypomina scenę z filmu historycznego, w którym nie trzeba wielkiej bitwy, by zrozumieć potęgę państwa. Wystarczy światło padające na kopułę.</p><h2>George Sand: kobieta, która nie mieściła się w epoce</h2><p><strong>150 lat temu, w 1876 roku, w Paryżu zmarła George Sand</strong>, jedna z najbardziej niezwykłych postaci europejskiej literatury XIX wieku. Pisarka, buntowniczka, kobieta świadomie łamiąca społeczne konwenanse, przyjaciółka i towarzyszka życia <strong>Fryderyka Chopina</strong>.</p><p>W jej biografii jest coś z romantycznego filmu, ale bez lukru. Sand nie była tylko muzą wielkiego kompozytora. Była twórczynią osobną, silną, kontrowersyjną. Jej relacja z Chopinem, pobyt na Majorce, paryskie salony i dramatyczne rozstanie stały się częścią europejskiego imaginarium. Jak w dobrej powieści, miłość mieszała się tu z chorobą, sztuką, ambicją i codziennością, która rzadko bywa tak piękna, jak później opisują ją biografowie.</p><h2>Politechnika Warszawska: marzenie o nowoczesności</h2><p><strong>128 lat temu, w 1898 roku, car Mikołaj II powołał w Warszawie Instytut Politechniczny</strong>, z którego tradycji wyrosła później <strong>Politechnika Warszawska</strong>. Był to efekt zabiegów polskich przemysłowców i finansistów, między innymi <strong>Leopolda Kronenberga, Maurycego Poznańskiego i Edwarda Natansona</strong>.</p><p>W tle tej decyzji widać całą sprzeczność epoki zaborów. Z jednej strony zależność od rosyjskiej administracji, z drugiej — uporczywa polska praca organiczna. Fabryki, banki, szkoły techniczne, kolej, przemysł. To była ta część historii, która nie maszerowała z szablą, ale z suwakiem logarytmicznym, projektem mostu i planem maszyny.</p><p>Dla regionów takich jak <strong>Tomaszów Mazowiecki</strong>, którego nowoczesna tożsamość wyrastała z przemysłu, kolei, włókiennictwa i pracy inżynierskiej, ta rocznica nie jest odległą warszawską ciekawostką. To fragment tej samej opowieści: o Polsce, która chciała być nowoczesna, nawet gdy nie miała własnego państwa.</p><h2>Parada Zwycięstwa bez Polaków</h2><p><strong>80 lat temu, w 1946 roku, w Londynie odbyła się Parada Zwycięstwa</strong>, zorganizowana dla uczczenia zwycięstwa aliantów nad III Rzeszą i Japonią. W tym wielkim marszu triumfu zabrakło jednak polskich żołnierzy, w tym lotników, którzy walczyli w bitwie o Anglię.</p><p>To jedna z tych kart historii, które bolą bardziej niż niejedna klęska. Polacy byli na frontach II wojny światowej od pierwszego do ostatniego dnia, walczyli pod Narwikiem, Tobrukiem, Monte Cassino, Falaise, Arnhem, w powietrzu nad Anglią i na morzach. A jednak polityka wielkich mocarstw potrafiła wymazać ich z oficjalnego obrazu zwycięstwa.</p><p>W tej historii jest gorzki ton, który dobrze rozumie każdy, kto pamięta słowa z „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy: wojna się kończy, ale moralny niepokój zostaje.</p><h2>Uniwersytety, papież i polityczny projekt prawicy</h2><p><strong>58 lat temu, w 1968 roku, utworzono Uniwersytet Śląski w Katowicach oraz Politechnikę Koszalińską.</strong> Rok 1968 w Polsce pamiętamy głównie przez dramat Marca, antysemicką kampanię i studencki bunt, ale właśnie dlatego warto zauważać także instytucje, które budowały edukacyjny krwiobieg kraju.</p><p><strong>39 lat temu, w 1987 roku, rozpoczęła się III pielgrzymka Jana Pawła II do Polski.</strong> Papież odwiedził między innymi Warszawę, Lublin, Tarnów, Kraków, Szczecin, Gdynię, Gdańsk, Częstochowę i Łódź. Była to pielgrzymka w schyłkowym okresie PRL, w czasie gdy system wciąż stał, ale coraz bardziej przypominał scenografię trzymającą się już tylko na gwoździach i strachu.</p><p><strong>30 lat temu, w 1996 roku, pod egidą NSZZ „Solidarność” powstała Akcja Wyborcza Solidarność.</strong> Rok później AWS wygrała wybory parlamentarne. Był to jeden z najważniejszych projektów politycznych polskiej prawicy po 1989 roku — szeroki blok, który na chwilę zdołał zebrać różne nurty antykomunistyczne, konserwatywne, chrześcijańsko-demokratyczne i związkowe.</p><h2>Referendum unijne: Polska wybrała Zachód</h2><p><strong>23 lata temu zakończyło się dwudniowe referendum w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej.</strong> Za akcesją opowiedziało się <strong>77,45 proc. głosujących</strong>, przeciw było <strong>22,55 proc.</strong>, a frekwencja wyniosła <strong>58,85 proc.</strong> Dane Państwowej Komisji Wyborczej potwierdzają, że wynik był wiążący, bo w głosowaniu wzięła udział ponad połowa uprawnionych.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego wejście Polski do UE nie było abstrakcyjną decyzją geopolityczną. To późniejsze drogi, kanalizacje, rewitalizacje, projekty społeczne, szkolenia, dopłaty, nowe możliwości dla firm i samorządów. Można spierać się o Brukselę, politykę klimatyczną czy biurokrację, ale trudno udawać, że po 2004 roku lokalna Polska wygląda tak samo jak wcześniej.</p><h2>Kubica w Montrealu: dzień, w którym Polska usłyszała Mazurka w Formule 1</h2><p><strong>18 lat temu, 8 czerwca 2008 roku, Robert Kubica wygrał Grand Prix Kanady.</strong> Było to pierwsze i jak dotąd jedyne zwycięstwo Polaka w wyścigu Formuły 1. Kubica triumfował na torze im. Gillesa Villeneuve’a w Montrealu, a sukces BMW Sauber przeszedł do historii polskiego sportu.</p><p>To był moment, w którym polscy kibice, przyzwyczajeni do skoków narciarskich, piłki nożnej i lekkoatletyki, nagle zobaczyli biało-czerwoną flagę w świecie Formuły 1 — świecie pieniędzy, technologii, nerwów i prędkości. Jak w kinie akcji, tylko bez dublerów.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od Kory po „A Whiter Shade of Pale”</h2><p>8 czerwca ma też swoje mocne muzyczne brzmienie.</p><p><strong>W 1940 roku urodziła się Nancy Sinatra</strong>, córka Franka Sinatry, ale artystka z własnym scenicznym charakterem. Jej „These Boots Are Made for Walkin’” stało się hymnem kobiecej niezależności lat 60., a „Bang Bang” po latach wróciło do popkultury między innymi dzięki filmowemu światu Quentina Tarantino.</p><p><strong>W 1951 roku w Krakowie urodziła się Kora, czyli Olga Jackowska</strong> — głos Maanamu, jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci polskiej muzyki. Kora była jak neon rozświetlający szarą ulicę: ostra, osobna, niepodrabialna. „Boskie Buenos”, „Kocham cię, kochanie moje”, „O! Nie rób tyle hałasu” — to nie tylko przeboje, ale fragment języka kilku pokoleń.</p><p><strong>W 1953 roku urodziła się Bonnie Tyler</strong>, walijska wokalistka o charakterystycznym, zachrypniętym głosie. „Total Eclipse of the Heart” i „Holding Out for a Hero” brzmią jak ścieżka dźwiękowa do melodramatu pisanego wielkimi literami.</p><p><strong>W 1960 roku urodził się Mick Hucknall</strong>, lider Simply Red. Zespół sprzedał dziesiątki milionów płyt, a „Holding Back the Years”, „Stars” czy „If You Don’t Know Me by Now” należą do tych utworów, które nawet po latach brzmią jak nocna jazda przez miasto po deszczu.</p><p><strong>W 1967 roku Procol Harum zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów singlem „A Whiter Shade of Pale”.</strong> To utwór, który bardziej przypomina sen niż piosenkę: organy, melancholia, poetycki absurd i klimat, który zawisł gdzieś między barokiem a psychodelią.</p><p><strong>W 1974 roku Dolly Parton umieściła na szczycie listy country piosenkę „I Will Always Love You”.</strong> Później świat poznał ją w potężnym wykonaniu Whitney Houston, ale to Parton napisała ten utwór i obroniła prawa do niego, odmawiając Elvisowi Presleyowi, gdy warunkiem miało być oddanie części praw autorskich.</p><p><strong>W 1977 roku urodził się Kanye West</strong>, raper, producent i jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci współczesnej popkultury. Artysta wielkiego talentu i równie wielkich sporów, którego kariera pokazuje, jak cienka bywa granica między geniuszem, autokreacją i katastrofą wizerunkową.</p><p><strong>W 1985 roku Tears for Fears rozpoczęli dwutygodniowe panowanie na liście Billboardu utworem „Everybody Wants to Rule the World”.</strong> Trudno o lepszy refren do opisu polityki, korporacji i ludzkiej ambicji. Każdy chce rządzić światem — śpiewali Brytyjczycy — a historia codziennie dopisuje do tego nowe przypisy.</p><h2>Dziś w kraju: Order Orła Białego, egzamin ósmoklasisty i biskupi w Łomży</h2><p>Dziś przed południem ma odbyć się posiedzenie <strong>Kapituły Orderu Orła Białego</strong>. Według doniesień medialnych prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> zaproponował, aby jednym z punktów była sprawa pozbawienia prezydenta Ukrainy <strong>Wołodymyra Zełenskiego</strong> najwyższego polskiego odznaczenia państwowego. Powodem sporu jest nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”.</p><p>Zełenski został odznaczony Orderem Orła Białego w kwietniu 2023 roku przez ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudę. Sam order jest najstarszym i najważniejszym polskim odznaczeniem państwowym. Ustawa o orderach i odznaczeniach przewiduje możliwość pozbawienia orderu między innymi wtedy, gdy odznaczony dopuścił się czynu, wskutek którego stał się niegodny odznaczenia; decyzję podejmuje prezydent po zasięgnięciu opinii właściwej kapituły.</p><p>To temat bardzo wrażliwy także lokalnie. Pamięć o zbrodniach UPA, relacje polsko-ukraińskie, wojna za naszą wschodnią granicą i polska pomoc dla Ukrainy tworzą dziś jeden z najtrudniejszych węzłów polskiej polityki historycznej. Tu nie wystarczy dyplomatyczny frazes. Potrzebna jest uczciwość wobec ofiar i rozsądek wobec współczesnego bezpieczeństwa państwa.</p><p>Dziś rozpoczyna się również <strong>dodatkowa sesja egzaminu ósmoklasisty</strong>. Ministerstwo Edukacji Narodowej przypomina, że w 2026 roku uczniowie poznają wyniki egzaminu do <strong>3 lipca</strong>. Egzamin jest warunkiem ukończenia szkoły podstawowej i ma znaczenie w rekrutacji do szkół ponadpodstawowych.</p><p>W Łomży rozpoczyna się natomiast <strong>405. Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski</strong>, zaplanowane na dni 8–10 czerwca. Biskupi mają rozmawiać między innymi o parafii, katechezie oraz recepcji adhortacji „Amoris laetitia”.</p><h2>Dziś za granicą: transport, klimat i papież w Hiszpanii</h2><p>W Luksemburgu spotykają się ministrowie transportu państw Unii Europejskiej. Wśród tematów są działania na rzecz <strong>dekarbonizacji transportu po 2030 roku</strong> oraz przyspieszenie rozwoju transportu niskoemisyjnego. Polskę reprezentuje minister infrastruktury <strong>Dariusz Klimczak</strong>.</p><p>W Hiszpanii trwa wizyta <strong>papieża Leona XIV</strong>. Zgodnie z programem opublikowanym przez Vatican News, 8 czerwca papież ma spotkać się z premierem <strong>Pedro Sánchezem</strong>, przemówić do parlamentarzystów, spotkać się z hiszpańskimi biskupami, modlić się w katedrze Almudena i wieczorem uczestniczyć w spotkaniu z wiernymi na stadionie Santiago Bernabéu.</p><p>Hiszpańskie media podkreślają historyczny charakter wystąpienia w parlamencie — ma to być pierwszy taki przypadek w historii, gdy papież przemawia w hiszpańskiej izbie niższej.</p><h2>Puenta</h2><p>8 czerwca przypomina, że historia nie jest muzealną gablotą. To raczej wielki miks: Wawel i Paryż, Londyn i Montreal, Maanam i Formuła 1, papieska pielgrzymka i polityczny spór o najwyższe odznaczenie państwowe.</p><p>Jednego dnia można usłyszeć renesansową ciszę Kaplicy Zygmuntowskiej, chropawy głos Kory, elegancki refren Simply Red i huk silnika Kubicy. A między nimi pytanie, które wraca jak dobrze znany motyw muzyczny: <strong>co z naszej pamięci naprawdę rozumiemy, a co tylko odtwarzamy z przyzwyczajenia?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[7 czerwca: Jagiellończyk, powstanie śląskie, Papcio Chmiel, „Dzień świra” i fioletowy deszcz Prince’a]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55422,7-czerwca-jagiellonczyk-powstanie-slaskie-papcio-chmiel-dzien-swira-i-fioletowy-deszcz-prince-a</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55422,7-czerwca-jagiellonczyk-powstanie-slaskie-papcio-chmiel-dzien-swira-i-fioletowy-deszcz-prince-a</guid>
            <pubDate>Sun, 07 Jun 2026 10:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-7-czerwca-jagiellonczyk-powstanie-slaskie-papcio-chmiel-dzien-swira-i-fioletowy-deszcz-prince-1780821011.png</url>
                        <title>7 czerwca: Jagiellończyk, powstanie śląskie, Papcio Chmiel, „Dzień świra” i fioletowy deszcz Prince’a</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55422,7-czerwca-jagiellonczyk-powstanie-slaskie-papcio-chmiel-dzien-swira-i-fioletowy-deszcz-prince-a</link>
                    </image><description>Dziś jest niedziela, 7 czerwca 2026 roku, sto pięćdziesiąty ósmy dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.17, zajdzie o godz. 20.52. Imieniny obchodzą: Anna, Antoni, Jarosław, Jeremi, Lukrecja, Paweł i Piotr.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie daty, które wyglądają jak stara szuflada w redakcyjnym archiwum. Otwieramy ją, a tam obok królewskiej pieczęci leży komiks z Tytusem, kartka z dramatycznym meldunkiem ze Śląska, bilet do kina na „Dzień świra”, płyta Prince’a i wspomnienie papieskiej mszy odprawionej w cieniu drutów Auschwitz-Birkenau. <strong>7 czerwca</strong> nie jest więc tylko kolejnym dniem w kalendarzu. To dzień, w którym historia mówi kilkoma głosami naraz: państwowym, powstańczym, religijnym, filmowym i muzycznym.</p><h3><strong>Król, który budował potęgę Jagiellonów</strong></h3><p><strong>534 lata temu, 7 czerwca 1492 roku, w Grodnie zmarł król Kazimierz IV Jagiellończyk</strong>. Panował długo: 45 lat w Koronie i 52 lata na Litwie. Był jednym z tych władców, którzy nie tylko zasiadali na tronie, ale rzeczywiście przesuwali granice politycznej wyobraźni Europy Środkowej.</p><p>To za jego czasów Polska wyszła zwycięsko z wojny trzynastoletniej z zakonem krzyżackim, zakończonej <strong>II pokojem toruńskim w 1466 roku</strong>. Do Korony wróciło Pomorze Gdańskie, ziemia chełmińska i Warmia, a państwo zakonne stało się lennem Polski. Kazimierz IV nie był królem z marmurowego pomnika, lecz graczem cierpliwym, konsekwentnym i świadomym, że polityka czasem przypomina partię szachów, w której najważniejszy ruch wykonuje się po wielu latach.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i naszego regionu to także przypomnienie, że historia państwa nie zaczyna się w Warszawie ani nie kończy w podręcznikach. Łódzkie, położone między dawnymi centrami Królestwa Polskiego, przez wieki było częścią tej samej opowieści o państwowości, granicach, handlu i drogach, którymi wędrowali ludzie, towary, idee oraz władza.</p><h3><strong>Śląsk, który upomniał się o swoje miejsce</strong></h3><p><strong>105 lat temu, 7 czerwca 1921 roku, na wniosek Komisji Międzysojuszniczej przerwano walki III powstania śląskiego i ustalono linię demarkacyjną</strong>. To był moment, w którym karabiny milkły, ale polityczny spór o przyszłość Górnego Śląska trwał nadal.</p><p>III powstanie śląskie było jednym z najważniejszych zrywów w walce o granice odrodzonej Rzeczypospolitej. Nie miało romantycznej aury samotnego gestu, jak z płócien Grottgera. Było raczej twardą, robotniczą, plebiscytową i dyplomatyczną walką o kopalnie, huty, miasta, domy, język i przynależność. Z dzisiejszej perspektywy warto pamiętać, że powstania śląskie były nie tylko walką militarną, ale także zderzeniem prawa międzynarodowego, decyzji mocarstw i lokalnej determinacji.</p><p>W tle działały przepisy i mechanizmy wynikające z porządku wersalskiego po I wojnie światowej. O przyszłości regionu miały rozstrzygać plebiscyt i decyzje aliantów, ale rzeczywistość — jak często w historii — okazała się bardziej skomplikowana niż zapis traktatu.</p><h3><strong>Papcio Chmiel i komiks, który nauczył Polaków śmiać się inteligentnie</strong></h3><p><strong>103 lata temu, 7 czerwca 1923 roku, w Warszawie urodził się Henryk Jerzy Chmielewski, czyli Papcio Chmiel</strong>, autor kultowych komiksów o przygodach <strong>Tytusa, Romka i A’Tomka</strong>.</p><p>Jego bohaterowie byli czymś więcej niż zabawną trójką z papieru. Tytus de Zoo, uczłowieczany przez Romka i A’Tomka, stał się jedną z najważniejszych postaci polskiej popkultury. Papcio Chmiel stworzył świat, w którym absurd miał sens, edukacja nie bolała, a wyobraźnia wygrywała z szarzyzną. W PRL-u, gdzie oficjalny język często brzmiał jak źle nastrojony megafon, komiks Chmielewskiego był kolorowym wentylem bezpieczeństwa.</p><p>Dla wielu pokoleń to właśnie Tytus był pierwszym przewodnikiem po historii, technice, kosmosie, wojsku, teatrze i świecie dorosłych. Trochę jak polski kuzyn Asteriksa, tylko bardziej swojski, mniej galijski, za to z niepowtarzalnym humorem znad Wisły.</p><h3><strong>Cat-Mackiewicz, emigracja i polityka bez łatwych odpowiedzi</strong></h3><p><strong>72 lata temu, 7 czerwca 1954 roku, Stanisław Cat-Mackiewicz został premierem rządu emigracyjnego</strong>. Publicysta, pisarz, konserwatysta, człowiek ostrych sądów i jeszcze ostrzejszego pióra, należał do tych postaci, które trudno zamknąć w jednej politycznej szufladzie.</p><p>Rząd emigracyjny po II wojnie światowej był symbolem ciągłości państwa polskiego, ale także dramatycznym świadectwem epoki, w której mapa Europy została narysowana ponad głowami narodów. Londyn przechowywał legalistyczną pamięć II Rzeczypospolitej, podczas gdy w kraju instalował się system podporządkowany Moskwie.</p><p>Cat-Mackiewicz pozostawił po sobie nie tylko polityczny życiorys, ale także literaturę polityczną wysokiej próby. Jego pisanie bywało jak szabla: błyskotliwe, celne, czasem niebezpieczne nawet dla tego, kto ją trzymał.</p><h3><strong>Jan Paweł II w Auschwitz-Birkenau: modlitwa w miejscu, gdzie zawiodły słowa</strong></h3><p><strong>47 lat temu, 7 czerwca 1979 roku, podczas pierwszej pielgrzymki do Polski papież Jan Paweł II odwiedził Kalwarię Zebrzydowską i Wadowice, a na terenie dawnego niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau odprawił mszę świętą</strong>.</p><p>To był jeden z najbardziej przejmujących momentów tamtej pielgrzymki. Auschwitz-Birkenau nie jest zwykłym miejscem pamięci. To rana w historii Europy, dowód na to, jak daleko może zejść człowiek, gdy państwo, ideologia i pogarda dla bliźniego tworzą wspólny mechanizm śmierci.</p><p>Jan Paweł II mówił tam w przestrzeni, w której każde słowo musiało ważyć więcej niż zwykle. W tym miejscu spotkały się pamięć Żydów, Polaków, Romów, jeńców sowieckich i przedstawicieli wielu narodów zamordowanych przez niemiecki nazizm. Dla Polski pielgrzymka z 1979 roku stała się także duchowym preludium do narodzin Solidarności. Jak w dobrze skomponowanej symfonii, pierwszy temat pojawił się wcześniej, a jego pełne brzmienie przyszło dopiero po czasie.</p><h3><strong>Warszawskie metro: od umowy z Moskwą do codzienności wielkiego miasta</strong></h3><p><strong>44 lata temu, 7 czerwca 1982 roku, podpisano polsko-radziecką umowę o współpracy przy budowie warszawskiego metra</strong>.</p><p>Metro w Warszawie ma długą historię marzeń, projektów i opóźnień. Już przed wojną myślano o podziemnej kolei, ale dopiero druga połowa XX wieku przyniosła decyzje organizacyjne i techniczne. Umowa z 1982 roku wpisywała się w realia polityczne PRL-u i zależności od Związku Radzieckiego, ale sama potrzeba budowy metra wynikała z bardzo praktycznego problemu: stolica rosła, a komunikacja naziemna nie mogła w nieskończoność dźwigać wszystkiego na swoich barkach.</p><p>Dziś metro jest dla warszawiaków oczywistością, jak kawa w poniedziałek rano. Ale każda oczywistość ma kiedyś swój pierwszy podpis, pierwszą łopatę i pierwszą kłótnię o koszty.</p><h3><strong>„Dzień świra”: narodowy monolog wewnętrzny</strong></h3><p><strong>24 lata temu, 7 czerwca 2002 roku, odbyła się premiera filmu „Dzień świra” w reżyserii Marka Koterskiego</strong>.</p><p>Są filmy, które się ogląda, i są filmy, które człowiek rozpoznaje w sobie z niepokojącą dokładnością. „Dzień świra” należy do tej drugiej kategorii. Adaś Miauczyński, grany przez Marka Kondrata, stał się figurą polskiej frustracji, neurozy, niespełnienia i codziennego rozpadania się świata na drobiazgi.</p><p>Koterski stworzył tragikomedię, która śmieszy, ale śmiechem trochę gorzkim. To nie jest komedia do popcornu. To raczej filmowe lustro, w którym odbija się blokowisko, szkoła, samotność, hałas za ścianą, niespełnione ambicje i język, który zamiast porozumienia często staje się narzędziem rozpaczy.</p><p>Nieprzypadkowo wiele cytatów z filmu weszło do codziennego języka. „Dzień świra” jest jak polski blues miejski: rytmiczny, powtarzalny, śmieszny i smutny jednocześnie.</p><h3><strong>Wybory europejskie 2009: niska frekwencja i polityczny obraz epoki</strong></h3><p><strong>17 lat temu, 7 czerwca 2009 roku, w Polsce odbyły się wybory do Parlamentu Europejskiego</strong>. Platforma Obywatelska zdobyła 25 mandatów, Prawo i Sprawiedliwość 15, koalicja SLD-UP 7, a PSL 3. Frekwencja wyniosła zaledwie 24,53 proc.</p><p>To wynik, który do dziś przypomina, że europejska polityka długo była w Polsce traktowana jak odległy teatr, w którym aktorzy mówią ważne kwestie, ale publiczność nie zawsze czuje, że to spektakl także o niej. Tymczasem Parlament Europejski współdecyduje o sprawach, które później wracają do samorządów, firm, rolników, organizacji społecznych i zwykłych mieszkańców — również w takich miejscach jak Tomaszów Mazowiecki.</p><h3><strong>Kościół Wszystkich Świętych jako Dom Życia</strong></h3><p><strong>9 lat temu, 7 czerwca 2017 roku, warszawski Kościół Wszystkich Świętych został uhonorowany tytułem „House of Life” przyznawanym przez Międzynarodową Fundację Raoula Wallenberga</strong>. W czasie II wojny światowej świątynia znalazła się na terenie getta warszawskiego. Ówczesny proboszcz, ks. Marceli Godlewski, udzielał Żydom schronienia przed Niemcami i zorganizował jadłodajnię wydającą około 100 posiłków dziennie.</p><p>Ta historia ma szczególną siłę, bo pokazuje dramatyczną przemianę człowieka. Ks. Godlewski przed wojną bywał kojarzony z poglądami antyżydowskimi, ale w godzinie próby stanął po stronie ratowania życia. Historia nie zawsze jest czarno-biała. Czasem najważniejsze moralne zdanie człowiek pisze dopiero wtedy, gdy płonie świat.</p><h3><strong>Dziś w kraju: Święto Dziękczynienia w Warszawie</strong></h3><p>W Warszawie odbędzie się dziś <strong>XIX Święto Dziękczynienia</strong> pod hasłem <strong>„Dziękujemy za świadectwo wiary”</strong>. Główne uroczystości zaplanowano w Świątyni Opatrzności Bożej. Obchody rozpoczną się procesją z relikwiami bł. Bolesławy Lament, w 35. rocznicę jej beatyfikacji, oraz bł. Józefa Stanka, męczennika II wojny światowej.</p><p>Procesja wyruszy z Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego i przejdzie Traktem Królewskim do Świątyni Opatrzności Bożej. Relikwie zostaną uroczyście wniesione podczas mszy świętej o godz. 12. Liturgii z udziałem członków Episkopatu Polski będzie przewodniczył abp Tadeusz Wojda SAC.</p><p>W całym kraju prowadzona będzie także zbiórka do puszek na rzecz budowy Świątyni Opatrzności Bożej. Sama idea świątyni sięga czasów Sejmu Czteroletniego, który po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja chciał wznieść narodowe wotum wdzięczności. To jeden z tych projektów, w których historia religijna, państwowa i symboliczna splatają się jak trzy nici jednej tkaniny.</p><h3><strong>Dziś za granicą: napięty świat od Bliskiego Wschodu po Kaukaz</strong></h3><p>Na świecie uwaga skupia się m.in. na Bliskim Wschodzie. Mija 100. dzień wojny USA i Izraela z Iranem. Od 8 kwietnia obowiązuje chwiejny rozejm, ale rozmowy o trwałym pokoju utknęły w martwym punkcie. Równolegle trwa konflikt w Libanie, gdzie Izrael walczy ze wspieranym przez Iran Hezbollahem. Te konflikty układają się w niebezpieczną regionalną układankę, w której każdy ruch może uruchomić kolejne domino.</p><p>Papież Leon XIV kontynuuje wizytę w Hiszpanii. W Madrycie odprawia mszę na Plaza de Cibeles z okazji uroczystości Bożego Ciała, a po południu spotka się z augustianami oraz przedstawicielami świata kultury, sztuki, gospodarki i sportu.</p><p>W Armenii odbywają się wybory parlamentarne, postrzegane jako test prozachodniego kursu premiera Nikola Paszyniana. Stawką jest nie tylko układ sił w parlamencie, ale także kierunek państwa po utracie Górskiego Karabachu: bliżej Zachodu czy z powrotem w stronę Moskwy.</p><p>W Kosowie trwają kolejne wybory parlamentarne, trzecie w ciągu półtora roku. Powodem jest przedłużający się kryzys polityczny i brak porozumienia wokół wyboru następcy prezydentki Vjosy Osmani. Bałkany znów przypominają, że demokracja bez zdolności do kompromisu może zamienić się w polityczny labirynt bez wyjścia.</p><p>Na Cyprze spotkają się ministrowie obrony państw Unii Europejskiej. Rozmowy mają dotyczyć współpracy obronnej, rozwoju europejskiego przemysłu zbrojeniowego oraz dalszego wsparcia dla Ukrainy.</p><h3><strong>Kalendarium muzyczne: od Toma Jonesa do Prince’a</strong></h3><p><strong>7 czerwca 1940 roku w Pontypridd niedaleko Cardiff urodził się Tom Jones</strong>, właściwie Thomas Woodward. Głos miał taki, jakby Elvis spotkał walijskiego górnika, a potem obaj weszli na scenę w świetle reflektorów. „It’s Not Unusual”, „Delilah”, „She’s a Lady” czy „The Green, Green Grass of Home” uczyniły go jednym z najbardziej rozpoznawalnych wokalistów brytyjskiej sceny. Po słabszych latach powrócił z albumem „Reload”, a singiel „Sexbomb” przypomniał, że show-biznes czasem lubi drugie akty.</p><p><strong>W 1953 roku w Ostrawie urodził się Jaromir Nohavica</strong>, czeski bard, poeta codzienności, autor piosenek, które w Polsce śpiewali i tłumaczyli m.in. Andrzej Sikorowski, Krzysztof Daukszewicz, Artur Andrus, Wolna Grupa Bukowina i Edyta Geppert. Nohavica to ten typ artysty, który potrafi z prostego zdania zrobić balladę, a z lokalnej historii — uniwersalną przypowieść.</p><p><strong>W 1958 roku urodził się Prince Rogers Nelson</strong>, czyli Prince — kompozytor, wokalista, multiinstrumentalista, siedmiokrotny laureat Grammy, zdobywca Oscara i Złotego Globu. „Purple Rain”, „When Doves Cry” i „I Would Die 4 U” to nie tylko przeboje. To fragmenty osobnego muzycznego wszechświata, w którym funk, rock, pop, soul i erotyczna teatralność tworzyły styl niemożliwy do podrobienia.</p><p>Prince pisał także dla innych. To spod jego ręki wyszła piosenka „Nothing Compares 2 U”, rozsławiona później przez Sinéad O’Connor. Zmarł w kwietniu 2016 roku w Paisley Park w Minnesocie, zostawiając po sobie katalog nagrań, który wciąż brzmi jak wiadomość z przyszłości.</p><p><strong>W 1965 roku w Czeladzi urodził się Robert Janson</strong>, kompozytor, gitarzysta i producent, lider Varius Manx. „Zanim zrozumiesz”, „Orła cień”, „Ruchome piaski” czy „Małe szczęścia” to piosenki, które współtworzyły brzmienie polskiego radia lat 90. i późniejszych dekad.</p><p><strong>W 1967 roku w Santa Monica urodził się Dave Navarro</strong>, gitarzysta Jane’s Addiction, znany także z występów w Red Hot Chili Peppers. Jego gitara wnosiła do rocka nerw, mrok i teatralny pazur.</p><p><strong>W 1969 roku supergrupa Blind Faith zadebiutowała darmowym koncertem w londyńskim Hyde Parku</strong>. Eric Clapton, Ginger Baker, Rick Grech i Steve Winwood stworzyli projekt krótki, ale legendarny. Ich jedyny album przeszedł do historii także z powodu kontrowersyjnej okładki, którą wytwórnia szybko zastąpiła bezpieczniejszą wersją.</p><p><strong>W 1975 roku album Eltona Johna „Captain Fantastic and the Brown Dirt Cowboys” zdobył pierwsze miejsce w USA</strong>. Był to album konceptualny, opowiadający o pierwszych latach kariery Eltona Johna i Berniego Taupina. Muzyczna autobiografia, zanim autobiografie stały się modnym dodatkiem do kariery.</p><p><strong>W 1986 roku Madonna zdobyła szczyt amerykańskiej listy przebojów piosenką „Live to Tell”</strong>. To jeden z jej bardziej melancholijnych utworów, daleki od tanecznej powierzchowności, pokazujący artystkę bardziej filmową i dramatyczną.</p><p><strong>W 1987 roku David Bowie zagrał koncert w Zachodnim Berlinie przed Reichstagiem</strong>. Nagłośnienie ustawiono tak, by muzyka docierała również za Mur Berliński. Bowie nie zburzył muru gitarą, ale jego głos był jednym z tych dźwięków, które zapowiadały pęknięcie betonu.</p><p><strong>W 1990 roku urodziła się Iggy Azalea</strong>, australijska raperka, której singiel „Fancy” w 2014 roku dotarł na szczyt listy Billboard Hot 100.</p><p><strong>W 1997 roku grupa Hanson rozpoczęła trzytygodniowe prowadzenie na brytyjskiej liście przebojów piosenką „MMMbop”</strong>. Utwór stał się globalnym popowym fenomenem, choć jego refren do dziś potrafi przykleić się do pamięci jak guma do podeszwy.</p><p><strong>W 2002 roku Virgin Records zerwała kontrakt z Victorią Beckham</strong> po komercyjnym rozczarowaniu jej solowym debiutem. To przypomnienie, że nawet największa machina promocyjna nie zawsze zastąpi piosenkę, która naprawdę trafia do ludzi.</p><h3><strong>7 czerwca — data, która łączy majestat, bunt i popkulturę</strong></h3><p>Dzisiejsze kalendarium prowadzi nas od Jagiellonów przez Śląsk, Auschwitz, warszawskie metro i kino Koterskiego aż po Prince’a, Bowiego i Papcia Chmiela. To dość niezwykła podróż. Jakby ktoś w jednym kadrze połączył Matejkę, komiksowy dymek, filmową twarz Marka Kondrata i fioletowe światło sceny w Minneapolis.</p><p>Historia nie jest martwym katalogiem dat. Jest rozmową. Czasem mówi głosem króla, czasem powstańca, czasem księdza ratującego ludzi w getcie, czasem artysty, który jednym refrenem potrafi opisać epokę. I właśnie dlatego warto codziennie otwierać kalendarz nie jak terminarz obowiązków, ale jak książkę, która za każdym razem dopisuje nowy rozdział.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czarnek w Łódzkiem: „Ideologia klimatyczna prowadzi do zubożenia Europy”. PiS zapowiada walkę z ETS i broni lasów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55421,czarnek-w-lodzkiem-ideologia-klimatyczna-prowadzi-do-zubozenia-europy-pis-zapowiada-walke-z-ets-i-broni-lasow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55421,czarnek-w-lodzkiem-ideologia-klimatyczna-prowadzi-do-zubozenia-europy-pis-zapowiada-walke-z-ets-i-broni-lasow</guid>
            <pubDate>Sat, 06 Jun 2026 21:34:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czarnek-w-lodzkiem-ideologia-klimatyczna-prowadzi-do-zubozenia-europy-pis-zapowiada-walke-z-ets-1780774722.png</url>
                        <title>Czarnek w Łódzkiem: „Ideologia klimatyczna prowadzi do zubożenia Europy”. PiS zapowiada walkę z ETS i broni lasów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55421,czarnek-w-lodzkiem-ideologia-klimatyczna-prowadzi-do-zubozenia-europy-pis-zapowiada-walke-z-ets-i-broni-lasow</link>
                    </image><description>W Świętych Nowakach pod Skierniewicami PiS z Jarosławem Kaczyńskim i Przemysławem Czarnkiem wystąpił przeciw ETS, Zielonemu Ładowi i ograniczeniom w gospodarce leśnej. W centrum sporu znalazły się ceny energii, przyszłość przemysłu i dostęp do polskich lasów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pod Skierniewicami, wśród pól i lasów, Prawo i Sprawiedliwość rozstawiło w sobotę swój polityczny namiot. Nie był to jednak piknikowy parasol od słońca, ale scena kolejnego starcia o jeden z najważniejszych tematów najbliższych lat: <strong>energetykę, klimat, ceny prądu, przemysł i przyszłość polskich lasów</strong>. W debacie z cyklu <strong>„Myśląc Polska – Alternatywa 2.0”</strong>, zorganizowanej we wsi Święte Nowaki w powiecie skierniewickim, udział wzięli m.in. prezes PiS Jarosław Kaczyński oraz Przemysław Czarnek, przedstawiany przez partię jako kandydat na przyszłego premiera. Wydarzenie odbyło się pod hasłem: <strong>„Polska liderem zrównoważonego rozwoju – środowisko, klimat, polityka energetyczna”</strong>.</p><p>Dla mieszkańców województwa łódzkiego nie jest to temat abstrakcyjny. Region, choć nie kojarzy się z górniczym pejzażem Śląska, od lat żyje w cieniu wielkiej energetyki, przemysłu, transportu, cen ciepła systemowego i rachunków za prąd. Od Tomaszowa Mazowieckiego po Skierniewice, od Łodzi po Bełchatów, pytanie o to, skąd ma płynąć energia i ile będzie kosztować, nie jest akademickim sporem ekspertów. To sprawa domowych budżetów, samorządowych inwestycji i konkurencyjności lokalnych firm.</p><h3><strong>Kaczyński: Unia pomogła środowisku, ale nie wolno dusić gospodarki</strong></h3><p>Jarosław Kaczyński rozpoczął debatę od stwierdzenia, że Polska po 1989 roku wykonała ogromny postęp w ochronie środowiska. Przypomniał, że w okresie PRL stan powietrza i wód był — jak mówił — „kompletną katastrofą”. Zaznaczył przy tym, że w tej dziedzinie Unia Europejska realnie Polsce pomogła.</p><p>To ważny fragment wystąpienia, bo prezes PiS nie zanegował samej potrzeby ochrony środowiska. Postawił jednak granicę: czystsze powietrze i woda — tak, ale nie kosztem działań, które jego zdaniem „duszą gospodarkę”.</p><p>W tym miejscu debata weszła na teren dobrze znany z ostatnich kampanii wyborczych: <strong>Europejski Zielony Ład, system handlu emisjami EU ETS, transformacja energetyczna, przyszłość węgla oraz koszty, które ponoszą gospodarstwa domowe i przemysł</strong>.</p><h3><strong>Czarnek: „Jednym z największych oszustw jest teza o zanieczyszczaniu środowiska przez CO2”</strong></h3><p>Najostrzejszy ton nadał debacie Przemysław Czarnek. W swoim wystąpieniu przekonywał, że ochrona środowiska nie musi oznaczać hamowania przemysłu i gospodarki. Według niego europejska polityka klimatyczna stała się ideologicznym projektem, który uderza w rozwój państw takich jak Polska.</p><p>— <strong>To nie jest tak, że trzeba powstrzymywać przemysł i gospodarkę, żeby żyć w czystym środowisku. Jednym z największych oszustw jest teza o zanieczyszczaniu środowiska przez CO2, a europejska polityka klimatyczna jest szaleństwem</strong> — mówił Przemysław Czarnek.</p><p>To zdanie z pewnością stanie się jednym z najmocniej komentowanych fragmentów sobotniego spotkania. Warto jednak oddzielić język politycznej polemiki od naukowego i prawnego znaczenia pojęć. <strong>Dwutlenek węgla nie jest klasycznym zanieczyszczeniem powietrza w takim sensie jak pyły zawieszone, tlenki azotu czy benzo(a)piren</strong>, ale jest podstawowym gazem cieplarnianym objętym polityką klimatyczną Unii Europejskiej. Właśnie dlatego emisje CO2 znajdują się w centrum systemu EU ETS, czyli unijnego handlu uprawnieniami do emisji.</p><h3><strong>ETS na celowniku PiS</strong></h3><p>Przemysław Czarnek zapowiedział wprost, że PiS chce odrzucenia systemów ETS. Mówił, że Polska — jako kraj wciąż silnie oparty na węglu i gazie — ponosi szczególnie wysokie koszty polityki klimatycznej. Przywoływał ceny uprawnień do emisji CO2, które według niego wzrosły z poziomu kilku euro do około 75–80 euro.</p><p>Te dane mieszczą się w realiach ostatnich notowań. Według informacji KOBiZE, w styczniu 2026 roku ceny uprawnień EUA osiągały nawet około 90 euro, a późniejsze raporty wskazywały m.in. stabilizację w rejonie 70–76 euro oraz prognozy średniej ceny około 80 euro w III kwartale 2026 roku.</p><p>— <strong>Wychodzimy z ETS-ów. Zrobimy to nie dla siebie, ale dla przyszłych pokoleń Polaków i dla wszystkich Europejczyków. Ratujmy Europę przed szaleństwami, przed ekoterrorystami</strong> — mówił Czarnek.</p><p>Politycznie to zapowiedź bardzo mocna. Prawnie i gospodarczo — znacznie bardziej skomplikowana. EU ETS jest jednym z filarów unijnej polityki klimatycznej, a jego funkcjonowanie wynika z prawa UE. Ewentualna próba „wyjścia” z systemu oznaczałaby więc nie tylko decyzję polityczną, ale także konflikt prawny z instytucjami unijnymi albo konieczność renegocjacji całych zasad wspólnej polityki klimatycznej.</p><h3><strong>Globalne emisje rosną. Europa pyta, kto płaci rachunek</strong></h3><p>Czarnek argumentował, że Europa ogranicza własny przemysł, podczas gdy światowe emisje CO2 rosną. W tym punkcie jego wypowiedź dotyka realnego problemu globalnej polityki klimatycznej: emisje nie zatrzymują się na granicach państw, a wysiłek Unii Europejskiej nie wystarczy, jeśli podobnych działań nie podejmują najwięksi emitenci.</p><p>Dane międzynarodowe pokazują, że globalne emisje gazów cieplarnianych oraz CO2 pozostają na bardzo wysokim poziomie. Baza EDGAR Komisji Europejskiej wskazywała, że światowe emisje gazów cieplarnianych po pandemicznym spadku ponownie rosły, osiągając w 2022 roku poziom 53,8 Gt CO2 ekwiwalentu. Z kolei dane Global Carbon Project, prezentowane m.in. przez CO2.Earth, pokazują utrzymujący się globalny problem emisji CO2 z działalności człowieka.</p><p>To właśnie na tym napięciu PiS buduje swój przekaz: <strong>Europa zaciska pasa, przemysł przenosi się poza kontynent, a świat jako całość wcale nie przestaje emitować</strong>. Przeciwnicy tej narracji odpowiadają z kolei, że bez presji regulacyjnej i inwestycji w czyste technologie Europa stałaby się zakładnikiem paliw kopalnych, wysokich cen surowców i importu energii.</p><h3><strong>Polska energetyka między węglem a transformacją</strong></h3><p>Wystąpienie Czarnka szczególnie mocno wybrzmiewa w Polsce, gdzie transformacja energetyczna nie jest wykresem w prezentacji, lecz ogromnym procesem gospodarczym i społecznym. Polska energetyka nadal w dużej mierze opiera się na paliwach kopalnych, choć udział odnawialnych źródeł energii rośnie. Dane ARE prezentowane przez energy.instrat pokazują miesięczną strukturę produkcji energii elektrycznej w Polsce, z widocznym znaczeniem węgla kamiennego, węgla brunatnego, gazu, ale też wiatru i fotowoltaiki.</p><p>Dla województwa łódzkiego temat jest szczególnie czuły ze względu na kompleks energetyczny Bełchatów, jeden z najważniejszych punktów na mapie polskiej elektroenergetyki. To nie tylko elektrownia i kopalnia, ale cały ekosystem miejsc pracy, lokalnych budżetów i społecznych zależności. Każda debata o węglu, ETS i cenach energii ma więc w regionie łódzkim dodatkowy ciężar.</p><h3><strong>Lasy jako „zasób wolności”</strong></h3><p>Drugim mocnym tematem debaty były <strong>lasy</strong>. Przemysław Czarnek krytykował ograniczenia w pozyskiwaniu drewna oraz tworzenie nowych rezerwatów, które — jego zdaniem — mogą utrudniać dostęp do lasów i uderzać w gospodarkę leśną.</p><p>Jarosław Kaczyński mówił natomiast o lasach jako o „potężnym zasobie wolności”.</p><p>— <strong>Możliwość pójścia do lasu to jest część naszej wolności. Może sobie z tego zdajemy sprawę, ale to jest część naszej wolności, bardzo cenionej przez ludzi i chcę jasno powiedzieć — formacja polityczna, w której jestem szefem, była i jest przeciwko prywatyzacji lasów</strong> — powiedział prezes PiS.</p><p>To przekaz nośny, szczególnie w mniejszych miejscowościach i na terenach, gdzie las nie jest weekendową dekoracją, ale częścią codziennego krajobrazu. W okolicach Tomaszowa Mazowieckiego, Spały, Inowłodza czy Skierniewic lasy są jednocześnie przestrzenią rekreacji, turystyki, gospodarki i ochrony przyrody. Spór o to, ile w nich gospodarki, ile rezerwatu, a ile swobodnego dostępu, będzie wracał jak refren starej piosenki — raz nostalgiczny, raz bardzo polityczny.</p><h3><strong>Polityczny namiot przed kolejnymi wyborami</strong></h3><p>Sobotnia debata była dwunastym spotkaniem programowym PiS z cyklu „Myśląc Polska – Alternatywa 2.0”. Jarosław Kaczyński mówił, że z tych debat ma wyłonić się program „wielkiego politycznego namiotu polskich patriotów”.</p><p>To określenie nie było przypadkowe. Spotkanie odbyło się rzeczywiście pod namiotem, na polanie między lasami. Obrazek niemal filmowy: politycy, leśna scenografia, słowa o wolności, energetyce i Europie. Trochę jak polityczna wersja „Wesela” Wyspiańskiego, gdzie pod jednym dachem zbierają się różne lęki, ambicje i marzenia o Polsce. Tyle że zamiast chochoła — ETS. Zamiast złotego rogu — rachunek za energię.</p><h3><strong>Co z tego wynika dla mieszkańców regionu?</strong></h3><p>Dla mieszkańców województwa łódzkiego najważniejsze pytanie brzmi nie tylko: kto ma rację w sporze o klimat? Ważniejsze jest: <strong>ile będzie kosztować prąd, ciepło, transport, produkcja i utrzymanie miejsc pracy</strong>.</p><p>PiS próbuje zbudować wokół tych obaw programową opowieść: mniej unijnych obciążeń, więcej wykorzystania krajowych zasobów, większa rola węgla w okresie przejściowym, inwestycje w geotermię, elektrownie wodne, biogaz i nowoczesne technologie. Z kolei zwolennicy obecnej polityki klimatycznej odpowiedzą, że odwlekanie transformacji może kosztować jeszcze więcej — przez starzenie się bloków węglowych, rosnące koszty emisji i utratę konkurencyjności w gospodarce, która coraz szybciej przechodzi na niskoemisyjne technologie.</p><p>Jedno jest pewne: <strong>energetyka staje się jednym z głównych pól politycznej bitwy</strong>. Nie gdzieś daleko, w Brukseli czy Warszawie, ale także tutaj — w Łódzkiem, między lasem, elektrownią, domową kotłownią i fakturą za prąd.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[6 czerwca: Dąbrowski, Orzeszkowa, D-Day, Beatlesi i mały Fiat, który zmotoryzował Polskę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55419,6-czerwca-dabrowski-orzeszkowa-d-day-beatlesi-i-maly-fiat-ktory-zmotoryzowal-polske</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55419,6-czerwca-dabrowski-orzeszkowa-d-day-beatlesi-i-maly-fiat-ktory-zmotoryzowal-polske</guid>
            <pubDate>Sat, 06 Jun 2026 09:33:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-6-czerwca-dabrowski-orzeszkowa-d-day-beatlesi-i-maly-fiat-ktory-zmotoryzowal-polske-1780732749.png</url>
                        <title>6 czerwca: Dąbrowski, Orzeszkowa, D-Day, Beatlesi i mały Fiat, który zmotoryzował Polskę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55419,6-czerwca-dabrowski-orzeszkowa-d-day-beatlesi-i-maly-fiat-ktory-zmotoryzowal-polske</link>
                    </image><description>Sobota, 6 czerwca, sto pięćdziesiąty siódmy dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.17, zajdzie o godz. 20.51. Imieniny obchodzą dziś m.in. Dominika, Maria, Paulina, Aleksander, Filip, Klaudiusz, Norbert i Wawrzyniec. Dzisiejsze kalendarium brzmi jak wielka, wielowątkowa symfonia: jest w nim generał zapisany w polskim hymnie, pisarka znad Niemna, huk alianckich barek w Normandii, sceniczny temperament Romana Wilhelmiego, dźwięk silnika Fiata 126p, elektroniczne pejzaże Tangerine Dream, pierwszy studyjny krok Beatlesów i jarociński wybuch Maanamu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To data, która nie daje się zamknąć w jednej szufladzie. <strong>6 czerwca</strong> prowadzi nas przez historię wojenną, literaturę, kino, muzykę, religię, politykę pamięci i sport. Jakby ktoś położył na jednym stole stary wojskowy mundur, egzemplarz „Nad Niemnem”, płytę winylową, kluczyki od „malucha”, rakietę tenisową i taśmę z Abbey Road.</p><h3><strong>Generał, którego nazwisko śpiewamy w hymnie</strong></h3><p><strong>208 lat temu, 6 czerwca 1818 roku, w Winnej Górze w Wielkopolsce zmarł gen. Jan Henryk Dąbrowski</strong> — twórca Legionów Polskich we Włoszech, uczestnik insurekcji kościuszkowskiej, generał armii Księstwa Warszawskiego. W naszej pamięci pozostał nie tylko jako dowódca, ale jako człowiek, którego nazwisko weszło do narodowego hymnu.</p><p>Kiedy śpiewamy „Marsz, marsz, Dąbrowski”, nie przywołujemy jedynie postaci z podręcznika. Przywołujemy całą epokę: rozbiory, emigrację, nadzieję, wojskowy trud i wiarę, że Polska może wrócić nie tylko na mapę, ale także do codziennego języka ludzi. Dąbrowski stał się symbolem uporczywej, czasem niemal szalonej nadziei, że historia nie musi kończyć się klęską.</p><p>W lokalnej perspektywie, także tej tomaszowskiej, taka pamięć nie jest pustym ceremoniałem. Tomaszów Mazowiecki wyrósł przecież z pracy, migracji, przemysłu, ambicji i codziennego wysiłku. To miasto dobrze rozumie, że wolność nie rodzi się z jednego gestu. Często powstaje z tysięcy małych decyzji, z organizowania życia, z pilnowania języka, szkoły, kultury i wspólnoty.</p><h3><strong>Eliza Orzeszkowa — literatura jako sumienie społeczne</strong></h3><p><strong>185 lat temu, 6 czerwca 1841 roku, w Miłkowszczyźnie koło Grodna urodziła się Eliza Orzeszkowa</strong> — pisarka, publicystka, autorka „Nad Niemnem”, „Meira Ezofowicza” i „Marty”. Jedna z pierwszych polskich kobiet, które tak wyraźnie i publicznie zabierały głos w sprawie emancypacji, edukacji i społecznej odpowiedzialności.</p><p>Orzeszkowa pisała literaturę, która nie chciała być tylko ozdobą salonu. Jej książki były narzędziem sporu o Polskę po powstaniu styczniowym. Romantyczny zryw przegrał z carskim aparatem przemocy, więc pozytywiści musieli odpowiedzieć na pytanie: co dalej? Orzeszkowa odpowiadała: pracować, uczyć, organizować, nie odwracać wzroku od krzywdy. Zamiast łatwych westchnień — odpowiedzialność. Zamiast pięknych deklaracji — praca u podstaw.</p><p>W Tomaszowie i powiecie tomaszowskim ta lekcja nadal brzmi aktualnie. Lokalna wspólnota nie buduje się wyłącznie podczas wielkich rocznic. Buduje się w szkołach, bibliotekach, organizacjach społecznych, samorządach, redakcjach, domach kultury i zwykłych rozmowach mieszkańców. Orzeszkowa dobrze wiedziała, że społeczeństwo nie jest abstrakcją. Społeczeństwo to konkretni ludzie i ich losy.</p><h3><strong>Roman Wilhelmi — aktor, który grał jakby walczył</strong></h3><p><strong>90 lat temu, 6 czerwca 1936 roku, w Poznaniu urodził się Roman Wilhelmi</strong>. Aktor przez lata związany z warszawskim Teatrem Ateneum, później z Teatrem Nowym. Publiczność zapamiętała go z seriali „Czterej pancerni i pies”, „Alternatywy 4” oraz „Kariera Nikodema Dyzmy”, a także z filmów „Zaklęte rewiry”, „Dzieje grzechu”, „Aria dla atlety” i „Ćma”.</p><p>Wilhelmi był aktorem osobnym, gwałtownym, charyzmatycznym. Nie grał miękko. Nie przesuwał się po ekranie jak cień. Wchodził w rolę jak bokser do ringu. Było w nim coś z jazzu: improwizacja, nerw, cięcie, napięcie między ironią a dramatem.</p><p>Jako Nikodem Dyzma stworzył portret człowieka, który nie tyle awansuje społecznie, ile obnaża społeczeństwo gotowe klękać przed pozorem. Ta historia, choć napisana przed wojną, wraca co jakiś czas jak refren piosenki, której nikt nie chce pamiętać, ale wszyscy znają melodię. Z kolei Stanisław Anioł z „Alternatyw 4” stał się jedną z najbardziej gorzkich i zarazem komicznych figur PRL-u — twarzą małej władzy, która potrafi zatruć codzienność skuteczniej niż wielkie przemówienia.</p><h3><strong>D-Day. Kiedy historia wyszła z morza</strong></h3><p><strong>82 lata temu, 6 czerwca 1944 roku, siły zbrojne alianckich państw zachodnich rozpoczęły lądowanie w Normandii</strong>. Była to część operacji „Overlord”, otwierającej drugi front w Europie. D-Day przeszedł do historii jako największa operacja desantowa II wojny światowej i jeden z momentów przesądzających o losach hitlerowskich Niemiec.</p><p>W wyobraźni zbiorowej widzimy barki desantowe, stalowe hełmy, mokry piasek, chaos plaż Omaha, Utah, Gold, Juno i Sword. Ale za filmowym obrazem kryje się dramat tysięcy żołnierzy. Normandia nie była efektowną sceną z kina wojennego. Była krwawym początkiem końca III Rzeszy.</p><p>Warto pamiętać również o polskim wymiarze tej historii. Polscy żołnierze walczyli na wielu frontach: od Narwiku, przez Tobruk i Monte Cassino, po Falaise. Polska nie miała wtedy wolnego państwa, ale miała armię, która nie skapitulowała duchowo. W tej perspektywie D-Day nie jest tylko historią Zachodu. Jest także częścią opowieści o Europie, która musiała zostać odbita z rąk totalitaryzmu.</p><h3><strong>Profesor Izdebski i rozmowa o tym, o czym przez lata milczano</strong></h3><p><strong>70 lat temu, 6 czerwca 1956 roku, urodził się prof. Zbigniew Izdebski</strong> — jeden z najbardziej znanych polskich seksuologów, badacz zachowań społecznych, były przewodniczący Towarzystwa Rozwoju Rodziny. Autor publikacji takich jak „Kocha, lubi, szanuje. Wychowanie do życia w rodzinie”, „Seks po polsku. Zachowania seksualne jako element stylu życia Polaków” czy „Tajemnice inicjacji seksualnej. Zanim powiesz tak”.</p><p>Izdebski przez lata oswajał w Polsce tematy spychane do szeptu, żartu albo wstydu. Edukacja, zdrowie seksualne, relacje, odpowiedzialność — to obszary, w których język publiczny bywał u nas albo pruderyjny, albo brutalnie uproszczony. Jego praca przypominała, że rozmowa o seksualności nie musi być ani skandalem, ani tabloidową ciekawostką. Może być elementem wiedzy o człowieku, rodzinie, zdrowiu i społeczeństwie.</p><h3><strong>Fiat 126p — mały samochód, wielki mit PRL</strong></h3><p><strong>53 lata temu, 6 czerwca 1973 roku, w Fabryce Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej rozpoczęto produkcję Fiata 126p</strong>. „Maluch” był ciasny, głośny, kapryśny i niewygodny, a mimo to dla wielu polskich rodzin stał się pierwszym prywatnym biletem do wolności.</p><p>W PRL-u Fiat 126p był czymś więcej niż samochodem. Był obietnicą ruchu. Rodzinnym wehikułem wakacji, wyjazdów nad wodę, do rodziny, na działkę, na zakupy, czasem do mechanika częściej niż na urlop. W Tomaszowie i okolicach „maluch” pamięta trasy nad Pilicę, do Spały, Sulejowa, Smardzewic, nad Zalew, na wiejskie drogi i osiedlowe parkingi. Był małą kapsułą aspiracji. Trochę śmieszną, trochę wzruszającą, bardzo naszą.</p><h3><strong>Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki i współczesna pamięć męczenników</strong></h3><p><strong>16 lat temu, 6 czerwca 2010 roku, na placu Piłsudskiego w Warszawie odbyła się msza beatyfikacyjna ks. Jerzego Popiełuszki</strong> — kapelana „Solidarności”, zamordowanego w 1984 roku przez funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa.</p><p>Popiełuszko należy do tych postaci, których nie da się zamknąć wyłącznie w kościelnej narracji. Był kapłanem, ale stał się także symbolem sprzeciwu wobec przemocy państwa. Jego słowa „zło dobrem zwyciężaj” przeszły do polskiego języka moralnego. Brzmią prosto, ale ich prostota jest myląca. To jedno z najtrudniejszych zdań w polskiej historii najnowszej.</p><p>Dziś w Sanktuarium św. Jana Pawła II na krakowskich Białych Morzach odbywa się także <strong>beatyfikacja dziewięciu salezjanów — męczenników II wojny światowej</strong>, którzy zginęli w niemieckich nazistowskich obozach Auschwitz i Dachau. Ks. Jan Świerc, ks. Ignacy Antonowicz, ks. Karol Golda, ks. Włodzimierz Szembek, ks. Franciszek Harazim, ks. Ludwik Mroczek, ks. Ignacy Dobiasz, ks. Kazimierz Wojciechowski i ks. Franciszek Miśka ponieśli śmierć w latach 1941–1942.</p><p>Organizatorzy uroczystości podkreślają, że beatyfikacja jest publicznym uznaniem ich wierności Bogu, Kościołowi i salezjańskiemu powołaniu w realiach totalitarnej przemocy. To również przypomnienie, że II wojna światowa nie była abstrakcyjnym starciem systemów. Była codziennym miażdżeniem ludzi: duchownych, nauczycieli, robotników, Żydów, Romów, polskich elit i zwykłych rodzin.</p><h3><strong>Stefan Kuryłowicz i architektura, która zostaje po człowieku</strong></h3><p><strong>15 lat temu, 6 czerwca 2011 roku, w wypadku lotniczym w Hiszpanii zginął prof. Stefan Kuryłowicz</strong> — architekt, autor m.in. gmachu Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu. Był jedną z najważniejszych postaci współczesnej polskiej architektury.</p><p>Architektura ma szczególny rodzaj pamięci. Książkę można zamknąć, film wyłączyć, piosenkę zatrzymać. Budynek zostaje w mieście i codziennie rozmawia z ludźmi, nawet jeśli oni nie zawsze to zauważają. Kuryłowicz należał do twórców, którzy rozumieli, że nowoczesność nie musi być brutalnym gestem wobec przestrzeni. Może być próbą uporządkowania chaosu i nadania miastu nowego rytmu.</p><h3><strong>Wiktor Korcznoj — szachy jako zimnowojenny dramat</strong></h3><p><strong>10 lat temu, 6 czerwca 2016 roku, zmarł Wiktor Korcznoj</strong>, jeden z najlepszych szachistów XX wieku. Do 1976 roku reprezentował ZSRR, później uciekł na Zachód i zamieszkał w Szwajcarii. Jego pojedynki z Anatolijem Karpowem i mecze obserwowane przez miliony ludzi miały wymiar znacznie większy niż sportowy.</p><p>Szachownica w czasach zimnej wojny była teatrem ideologicznym. Figury przesuwane po planszy zdawały się czasem reprezentować całe systemy polityczne. Korcznoj był zawodnikiem wybitnym, ale też człowiekiem, którego biografia sama stała się częścią tej rozgrywki między Wschodem a Zachodem. Jego historia pokazuje, że nawet gra tak cicha jak szachy potrafi nieść hałas epoki.</p><h2>Kalendarium muzyczne: od Tangerine Dream do Maanamu</h2><p><strong>Muzycznie 6 czerwca jest datą wyjątkowo bogatą. Prowadzi od elektronicznych pejzaży Edgara Froesego i Tangerine Dream, przez złoty głos Binga Crosby’ego, gitarową pirotechnikę Steve’a Vaia, pierwszą sesję The Beatles przy Abbey Road, po jarociński wybuch Maanamu, taneczny triumf Whitney Houston i ostatnie akordy życia Billy’ego Prestona.</strong></p><h3><strong>Edgar Froese i sen o elektronicznej przyszłości</strong></h3><p><strong>W 1944 roku w Tylży, mieście położonym dziś w obwodzie kaliningradzkim, urodził się Edgar Froese</strong> — niemiecki multiinstrumentalista, kompozytor i współtwórca legendarnej formacji <strong>Tangerine Dream</strong>. To jedna z tych postaci, bez których trudno wyobrazić sobie historię muzyki elektronicznej.</p><p>Froese należał do artystów, którzy zamiast klasycznej piosenki wybrali pejzaż dźwiękowy: syntezatory, repetycje, przestrzeń, puls miasta przyszłości i kosmiczną melancholię. Wczesne albumy Tangerine Dream miały ogromne znaczenie dla rozwoju <strong>krautrocka</strong>, a późniejsze nagrania pomogły ukształtować brzmienie <strong>new age</strong>.</p><p>Ich muzyka była jak ścieżka dźwiękowa do nieistniejącego filmu Stanleya Kubricka: chłodna, hipnotyczna, a jednak dziwnie ludzka. Froese nagrywał także płyty solowe. Zmarł w styczniu 2015 roku w Wiedniu.</p><h3><strong>Bing Crosby — głos epoki radia, kina i wielkich nakładów</strong></h3><p><strong>W 1960 roku Bing Crosby otrzymał platynową płytę upamiętniającą sprzedaż 200 milionów płyt</strong>. Na tę liczbę składało się 2600 singli i 125 dużych płyt. W całym życiu Crosby sprzedał ponad 400 milionów nagrań.</p><p>Był kimś więcej niż piosenkarzem. Był głosem epoki radia, kina i wielkiej amerykańskiej rozrywki. Jego interpretacja „White Christmas” stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych nagrań XX wieku. Tam, gdzie Frank Sinatra wnosił dramat i nerw, Crosby dawał ciepło kominka, klubowy półmrok i uśmiech starego Hollywood.</p><h3><strong>Steve Vai — gitarzysta, który podpisał pakt z wyobraźnią</strong></h3><p><strong>Tego samego dnia, w 1960 roku, w Nowym Jorku urodził się Steve Vai</strong> — wirtuoz gitary, wokalista i kompozytor. Terminował u Franka Zappy, później grał w Alcatrazz, Whitesnake i grupie Davida Lee Rotha. Solową karierę budował albumami „Flex-Able”, „Passion and Warfare” czy „Sex and Religion”.</p><p>Vai to gitarzysta z gatunku tych, którzy nie tylko grają nuty, ale próbują z nich budować osobne światy. W filmie „Crossroads” wcielił się w demonicznego gitarzystę Jacka Butlera — i trudno o bardziej trafiony symbol. Jego technika bywała niemal nadnaturalna, ale największa siła Vaia tkwiła w wyobraźni: w umiejętności sprawienia, by gitara brzmiała jak głos, maszyna, krzyk albo sen.</p><h3><strong>Pierwsza sesja The Beatles przy Abbey Road</strong></h3><p><strong>W 1962 roku w studiach przy Abbey Road w Londynie odbyła się pierwsza sesja nagraniowa zespołu The Beatles</strong>. Grupa nagrała cztery piosenki, a jedną z nich był ich pierwszy singiel — „Love Me Do”. Za sesję każdy z muzyków otrzymał 7 funtów i 10 szylingów.</p><p>Z perspektywy historii muzyki wygląda to niemal jak scena otwierająca wielką powieść: kilku młodych chłopaków z Liverpoolu wchodzi do studia, jeszcze bez aureoli legendy, jeszcze bez stadionowego krzyku Beatlemanii, jeszcze bez „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” i „Abbey Road”. A jednak właśnie tam zaczyna się historia, która przestawiła zwrotnice popkultury.</p><h3><strong>„Yellow River” i przebój, którego nie chcieli The Tremeloes</strong></h3><p><strong>W 1970 roku zespół Christie zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów piosenką „Yellow River”</strong>. Utwór skomponował lider zespołu Jeff Christie. Początkowo został zaoferowany grupie The Tremeloes, która nagrała go z myślą o wydaniu jako singiel, ale później uznała, że brzmi zbyt popowo. Producent Mike Smith usunął więc ich partie wokalne i zastąpił je głosem Jeffa Christie.</p><p>Tak czasem działa muzyczna fortuna: jedni rezygnują z piosenki, inni dzięki niej trafiają na szczyt. „Yellow River” stała się jednym z tych przebojów, które natychmiast przyklejają się do pamięci — prosty refren, jasny rytm, wakacyjna lekkość, za którą stoi cała kuchnia fonograficznych decyzji.</p><h3><strong>Def Leppard — koncert, który otworzył drzwi do wielkiej kariery</strong></h3><p><strong>W 1979 roku Def Leppard zagrał koncert w klubie Crookes Workingman w Sheffield</strong>. Recenzja występu, opublikowana później w muzycznej gazecie „Sounds”, pomogła zespołowi zdobyć pierwszy kontrakt z wytwórnią Phonogram Records.</p><p>W latach 80. Def Leppard stał się jedną z największych rockowych marek świata, sprzedając miliony płyt, z multiplatynową „Hysterią” na czele. Ale zanim przyszły stadiony, teledyski i globalny sukces, była scena klubowa, pot, hałas wzmacniaczy i recenzja, która zadziałała jak zapalnik.</p><h3><strong>Maanam w Jarocinie — początek polskiej eksplozji</strong></h3><p><strong>W 1980 roku na I Ogólnopolskim Przeglądzie Muzyki Młodej Generacji w Jarocinie wystąpił Maanam</strong>, zespół założony pięć lat wcześniej przez Marka Jackowskiego i Milo Kurtisa. Na jarocińskiej scenie grupa wykonała „Boskie Buenos” i „Żądzę pieniądza”. Oba utwory stały się wielkimi przebojami i wkrótce ukazały się na singlu.</p><p>To był moment, w którym polski rock złapał inny oddech. <strong>Kora</strong> nie śpiewała jak grzeczna gwiazda estrady. Ona rzucała słowa jak iskry. Maanam brzmiał nowocześnie, nerwowo, miejsko. W kraju stojącym u progu Sierpnia ’80 ta muzyka miała w sobie coś z nadchodzącej zmiany — nie manifest wprost, ale napięcie, którego nie dało się już zamknąć w oficjalnej ramówce.</p><h3><strong>Kim Wilde i Whitney Houston — pop lat 80. w dwóch odsłonach</strong></h3><p><strong>W 1987 roku Kim Wilde zdobyła pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów singlem „You Keep Me Hanging On”</strong>. Był to cover hitu zespołu The Supremes z 1966 roku, nagrywany później także przez wielu innych artystów. Wersja Kim Wilde przeniosła soul-popowy klasyk Motown w erę syntezatorów, mocnych bębnów i telewizyjnego blasku lat 80.</p><p><strong>Tego samego roku Whitney Houston wprowadziła na pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii utwór „I Wanna Dance with Somebody (Who Loves Me)”</strong>. Singiel dotarł na szczyty zestawień w kilkunastu krajach i przyniósł artystce nagrodę Grammy w 1988 roku za najlepsze żeńskie wykonanie piosenki pop.</p><p>To jeden z tych utworów, które udają czystą radość, ale pod błyszczącą powierzchnią mają samotność. Whitney śpiewa o pragnieniu bliskości, a produkcja zamienia ten głód w taneczny fajerwerk. Pop najwyższej próby: emocjonalny, efektowny, natychmiast rozpoznawalny.</p><h3><strong>B*Witched, Boyzone i irlandzki pop końca lat 90.</strong></h3><p><strong>W 1998 roku grupa B*Witched umieściła na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów debiutancki singiel „C’est La Vie”</strong>. Irlandzki żeński kwartet stał się siódmym wykonawcą, którego pierwsza płytka zadebiutowała na szczycie brytyjskiego zestawienia. Tego samego dnia na pierwszym miejscu listy albumów znalazła się płyta „Where We Belong” zespołu Boyzone.</p><p>Był to czas, gdy pop końca lat 90. chodził w dżinsie, miał szeroki uśmiech, taneczny refren i energię telewizji muzycznych. Dziś te nagrania są kapsułą czasu: trochę niewinne, trochę plastikowe, ale dla wielu osób wciąż natychmiast otwierające drzwi do młodości.</p><h3><strong>Billy Preston — klawiszowiec, który rozświetlał cudze piosenki</strong></h3><p><strong>W 2006 roku w klinice w Malibu w Kalifornii zmarł Billy Preston</strong> — klawiszowiec, wokalista, laureat Grammy. Współpracował z gigantami muzyki rockowej, popowej i rhythm and bluesa: The Beatles, The Rolling Stones, Nat King Cole’em, Little Richardem, Rayem Charlesem, Eltonem Johnem, Erikiem Claptonem i Bobem Dylanem.</p><p>Preston był jednym z tych muzyków, którzy potrafili rozświetlić cudzą piosenkę kilkoma akordami. W historii The Beatles zapisał się szczególnie mocno — jego gra na elektrycznym pianinie w czasie sesji „Get Back” i „Let It Be” wniosła do zespołu świeżą energię w momencie, gdy grupa pękała już od środka. Nie bez powodu bywał nazywany „piątym Beatlesem”.</p><h3><strong>Dziś w kraju: beatyfikacja, Lednica i trudna rozmowa o pamięci</strong></h3><p>Dzisiejsza sobota przynosi także ważne wydarzenia bieżące. W Krakowie odbywa się beatyfikacja dziewięciu salezjanów — męczenników niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych Auschwitz i Dachau. Na Polach Lednickich trwa 30. Ogólnopolskie Spotkanie Młodych Lednica2000 pod hasłem „Genesis”. W Warszawie zapowiedziano rozmowy przedstawicieli polskich władz z Kyryłem Budanowem, szefem ukraińskiego wywiadu wojskowego.</p><p>Szczególnie delikatny jest wątek polsko-ukraiński. W tle znajduje się sprawa nazwy jednej z ukraińskich jednostek wojskowych odwołującej się do „bohaterów UPA”. To temat bolesny, bo dotyka pamięci o zbrodniach OUN-UPA na obywatelach II Rzeczypospolitej, zwłaszcza o ludobójstwie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.</p><p>Polska wspiera Ukrainę w wojnie obronnej przeciw Rosji, ale przyjaźń między narodami nie może być budowana na przemilczeniu. W relacjach polsko-ukraińskich potrzebne są dwa zdania wypowiadane równocześnie: Ukraina ma prawo do obrony przed imperialną agresją Rosji; Polska ma prawo do prawdy i pamięci o swoich ofiarach.</p><h3><strong>Lednica — młodzi pod Bramą-Rybą</strong></h3><p>Na Polach Lednickich w Wielkopolsce odbywa się dziś <strong>30. Ogólnopolskie Spotkanie Młodych Lednica2000</strong>. Jubileuszowe wydarzenie przebiega pod hasłem „Genesis”, które nawiązuje do powrotu do źródeł wiary, powołania i osobistej relacji z Chrystusem.</p><p>Spotkania odbywają się od 1997 roku. Ich twórcą był dominikanin o. Jan Góra. Przez lata Lednica stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych wydarzeń religijnych młodego pokolenia w Polsce. Jest tam modlitwa, muzyka, wspólnota, emocje i symboliczny gest przejścia przez Bramę-Rybę. Dla jednych to doświadczenie duchowe, dla innych ważny fenomen społeczny pokazujący, że religijność młodych zmienia swój język, rytm i formę.</p><h3><strong>Ze świata: papież Leon XIV w Hiszpanii</strong></h3><p>W sobotę papież Leon XIV wyrusza w siedmiodniową podróż do Hiszpanii. W planie wizyty znalazły się Madryt, Barcelona oraz dwie z Wysp Kanaryjskich — miejsca szczególnie mocno dotknięte europejskim kryzysem migracyjnym.</p><p>To pierwsza papieska wizyta w Hiszpanii od 15 lat. Poprzednio kraj ten odwiedził Benedykt XVI. Leon XIV przybywa do Hiszpanii w czasie politycznego napięcia, sporów wokół skandali korupcyjnych w rządzącej Hiszpańskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej premiera Pedra Sancheza oraz narastającej laicyzacji społeczeństwa.</p><p>Dla Kościoła będzie to podróż trudna i symboliczna. Hiszpania przez wieki była jednym z filarów europejskiego katolicyzmu, dziś mierzy się z gwałtownymi przemianami obyczajowymi, kryzysem zaufania po ujawnieniu przypadków pedofilii wśród duchownych i pytaniem, jak mówić o wierze w świecie, który coraz częściej wybiera milczenie albo dystans.</p><h3><strong>Sport: paryska bajka Mai Chwalińskiej</strong></h3><p>O godz. 15.00 na korcie centralnym im. Philippe’a Chatriera ma rozpocząć się finał singla kobiet wielkoszlemowego turnieju French Open. <strong>Maja Chwalińska zmierzy się z Mirrą Andriejewą</strong>.</p><p>24-letnia polska tenisistka, debiutująca w zasadniczej części zmagań w Paryżu, stała się jednym z największych odkryć tegorocznego turnieju. Rozpoczęła od kwalifikacji, wygrała dziewięć spotkań i osiągnęła życiowy sukces. W poniedziałkowym notowaniu rankingu WTA będzie co najmniej 21., choć startowała ze 114. pozycji.</p><p>Jej rywalka jest sześć lat młodsza, ale bardziej doświadczona i utytułowana. Również po raz pierwszy dotarła jednak do decydującego pojedynku w Wielkim Szlemie. Chwalińska ma szansę zostać drugą Polką, po Idze Świątek, która triumfuje w turnieju tej rangi w Paryżu.</p><p>To historia jak z dobrego filmu sportowego: kwalifikacje, samotność bocznych kortów, nagły awans, coraz większy stadion, coraz większa stawka i finał, w którym piłka zaczyna ważyć więcej niż zwykle.</p><h3><strong>6 czerwca — data, która gra na wielu instrumentach</strong></h3><p>Dzisiejsze kalendarium nie układa się w jedną prostą opowieść. Jest w nim <strong>Dąbrowski i hymn</strong>, <strong>Orzeszkowa i pozytywistyczna praca u podstaw</strong>, <strong>Wilhelmi i gorzka ironia polskiego ekranu</strong>, <strong>Normandia i huk największej operacji desantowej II wojny światowej</strong>, <strong>Fiat 126p i rodzinne marzenia upchnięte do małego bagażnika</strong>.</p><p>Ale jest też muzyka: <strong>Tangerine Dream</strong>, <strong>Bing Crosby</strong>, <strong>Steve Vai</strong>, <strong>The Beatles</strong>, <strong>Christie</strong>, <strong>Def Leppard</strong>, <strong>Maanam</strong>, <strong>Kim Wilde</strong>, <strong>Whitney Houston</strong>, <strong>B*Witched</strong>, <strong>Boyzone</strong> i <strong>Billy Preston</strong>. Jakby 6 czerwca ktoś ustawił na jednej scenie syntezatory, gitarowe wzmacniacze, fortepian elektryczny, jarociński mikrofon i stare radio z lat 60.</p><p>Historia ma dziś rytm orkiestry, w której obok werbli wojny słychać szelest kartek, silnik „malucha”, głos aktora przed wejściem na scenę, syntezator Froesego, gitarę Steve’a Vaia, refren Whitney Houston i piłkę odbitą na paryskiej mączce.</p><p><strong>6 czerwca przypomina, że pamięć nie jest muzealną ciszą. To rozmowa, którą każde pokolenie musi podjąć od nowa — czasem szeptem, czasem krzykiem, czasem piosenką.</strong>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[5 czerwca: Kraków dostaje miejskie serce, ziemia drży pod Wawelem, Miłosz wraca do Polski, a Europa patrzy na Bałkany]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55410,5-czerwca-krakow-dostaje-miejskie-serce-ziemia-drzy-pod-wawelem-milosz-wraca-do-polski-a-europa-patrzy-na-balkany</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55410,5-czerwca-krakow-dostaje-miejskie-serce-ziemia-drzy-pod-wawelem-milosz-wraca-do-polski-a-europa-patrzy-na-balkany</guid>
            <pubDate>Fri, 05 Jun 2026 11:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-5-czerwca-krakow-dostaje-miejskie-serce-ziemia-drzy-pod-wawelem-milosz-wraca-do-polski-a-europa-1780655385.png</url>
                        <title>5 czerwca: Kraków dostaje miejskie serce, ziemia drży pod Wawelem, Miłosz wraca do Polski, a Europa patrzy na Bałkany</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55410,5-czerwca-krakow-dostaje-miejskie-serce-ziemia-drzy-pod-wawelem-milosz-wraca-do-polski-a-europa-patrzy-na-balkany</link>
                    </image><description>Piątek, 5 czerwca 2026 roku. Sto pięćdziesiąty szósty dzień roku. Słońce wstało dziś o 4.18, zajdzie o 20.50. Imieniny obchodzą Bonifacy, Igor, Jakub, Ferdynand i Waleria. To dzień, w którym historia idzie przez Polskę szerokim traktem: od średniowiecznego Krakowa, przez wojny, okupację i powroty emigrantów, aż po współczesną Europę, która znowu spogląda ku Bałkanom jak na mapę pełną nierozwiązanych pytań.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kraków: miasto, które dostało swój rytm</h2><p>769 lat temu, 5 czerwca 1257 roku, Kraków otrzymał prawa miejskie na mocy dokumentu lokacyjnego wydanego przez księcia Bolesława Wstydliwego. Nie był to zwykły pergamin z pieczęcią. To był akt narodzin miasta w nowoczesnym, jak na XIII wiek, sensie: z prawem, samorządem, rynkiem, ulicami i gospodarczą logiką, która do dziś daje się odczytać w układzie starego Krakowa.</p><p>Lokacja na prawie magdeburskim była czymś więcej niż administracyjnym gestem. To był średniowieczny odpowiednik wielkiej reformy ustrojowej. Miasto otrzymywało organizm: rynek jako serce, ulice jako arterie, samorząd jako głowę i handel jako oddech. Kto spaceruje dziś po krakowskim Rynku, ten nie chodzi tylko po bruku. Chodzi po decyzji sprzed prawie ośmiu wieków.</p><p>Dla nas, mieszkańców miast średnich i mniejszych, także Tomaszowa Mazowieckiego, ta rocznica ma dodatkowy sens. Każde miasto żyje dzięki swojej wspólnocie, prawu lokalnemu, radzie, urzędowi, rynkowi spraw i codziennemu krzątaniu. Od średniowiecznych lokacji po współczesną ustawę o samorządzie gminnym z 8 marca 1990 roku ciągnie się ta sama myśl: mieszkańcy nie są tylko publicznością historii. Są jej współautorami.</p><h2>Gdy ziemia przemówiła pod Wawelem</h2><p>583 lata temu, 5 czerwca 1443 roku, wydarzyło się najsilniejsze znane trzęsienie ziemi w historii ziem polskich. W Krakowie zawaliło się sklepienie kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej i św. Małgorzaty. Kroniki takich chwil nie opisują językiem statystyk. Tam zawsze słychać huk kamienia, trzask belek, strach ludzi, którzy nagle odkrywają, że nawet mury świątyń nie są wieczne.</p><p>Dla Polski, która rzadko myśli o sobie jako o kraju sejsmicznych katastrof, to wydarzenie brzmi niemal jak apokaliptyczna scena z filmu. A jednak historia zna takie momenty: ziemia pęka, sklepienia lecą w dół, a człowiek zostaje sam ze swoją kruchością. Krakowski Kazimierz, Wawel, kościoły i kamienice stają się wówczas nie tylko zabytkami, ale świadkami lęku.</p><h2>Warszawskie muzeum przemysłu, czyli nauka przed katastrofą wieku XX</h2><p>151 lat temu, w 1875 roku, przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie otwarto Muzeum Przemysłu i Rolnictwa. Placówka gromadziła eksponaty, prowadziła działalność edukacyjną i naukową, popularyzowała wiedzę techniczną oraz rolniczą. Była jednym z tych miejsc, w których nowoczesność zaczynała mówić po polsku — mimo zaborów, bez własnego państwa, ale z uporem społeczeństwa, które wiedziało, że edukacja jest cichą formą niepodległości.</p><p>Muzeum wraz ze zbiorami zostało zniszczone we wrześniu 1939 roku. W tym jednym zdaniu mieści się dramat całego pokolenia: gromadzić, uczyć, budować, a potem patrzeć, jak wojna obraca dorobek w popiół. Warszawa znała tę lekcję aż za dobrze.</p><h2>Budionny przełamuje front</h2><p>106 lat temu, w 1920 roku, podczas wojny polsko-bolszewickiej oddziały 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego przerwały front polski. Był to jeden z momentów, w których wojna przestawała być mapą w sztabie, a stawała się rozpędzoną kawalerią, kurzem na drogach i dramatycznym pytaniem o granice dopiero odrodzonego państwa.</p><p>Rok 1920 nie był tylko wojną o terytorium. Był starciem dwóch wizji Europy. Po jednej stronie państwo, które dopiero składało się po zaborach jak rozbita porcelana. Po drugiej rewolucyjna fala, która chciała nieść swój ogień dalej na Zachód. W takich chwilach historia nie chodzi w kapciach. Wpada do domu z hukiem.</p><h2>Jan Dąbski i cena traktatu ryskiego</h2><p>95 lat temu, 5 czerwca 1931 roku, zmarł Jan Dąbski — polityk ruchu ludowego, działacz PSL „Piast”, założyciel i prezes Stronnictwa Chłopskiego, wicemarszałek Sejmu. Jako przewodniczący polskiej delegacji podpisał traktat ryski, kończący wojnę polsko-bolszewicką.</p><p>Traktat ryski do dziś budzi dyskusje historyków. Był pokojem po wielkiej wojnie, ale też dokumentem, który przeciął losy ludzi, rodzin, wspólnot i narodów na wschodnich rubieżach. Dąbski należał do polityków, którzy działali w epoce, gdy każde zdanie traktatu miało wagę granitu. W polityce czasem nie ma czystych zwycięstw. Są tylko decyzje, z którymi potem trzeba żyć.</p><h2>Barbara Brylska: polska twarz kina, którą pokochał Wschód</h2><p>85 lat temu, w Skotnikach koło Łęczycy, urodziła się Barbara Brylska. Dla polskich widzów to Kama z „Faraona” i Krzysia z „Pana Wołodyjowskiego”. Dla milionów widzów za wschodnią granicą — niezapomniana bohaterka filmu „Ironia losu”, aktorka, której twarz stała się częścią świątecznego rytuału w wielu domach.</p><p>Brylska należy do tego rzadkiego grona artystek, które przekroczyły granice języka. Kino czasem robi to, czego nie potrafią dyplomacje: przenosi emocję z jednego kraju do drugiego, zostawia obraz, spojrzenie, głos. I nagle aktorka z Polski staje się kimś bliskim dla ludzi, którzy nigdy nie byli nad Wisłą.</p><h2>Ślub pod lufami gestapo</h2><p>83 lata temu, w 1943 roku, w kościele św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży w Warszawie gestapo aresztowało 89 osób uczestniczących w ceremonii ślubnej. Wśród zatrzymanych byli nowożeńcy oraz członkowie oddziału dyspozycyjnego Kedywu Komendy Głównej AK „Osa-Kosa”.</p><p>Ta historia ma w sobie grozę sceny, której nie wymyśliłby żaden scenarzysta wojennego dramatu: kościół, ślub, przysięga, ludzie ubrani odświętnie — i nagle wejście okupacyjnej przemocy. Miłość i terror w jednym kadrze. Warszawa okupacyjna była właśnie taka: pod płaszczem codzienności biło serce konspiracji, a za drzwiami mogła czekać śmierć.</p><h2>Miłosz wraca po trzydziestu latach</h2><p>45 lat temu, w 1981 roku, do Polski po 30 latach nieobecności przyjechał Czesław Miłosz. Rok wcześniej otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Jego powrót miał wymiar symboliczny: oto poeta emigracji, autor „Zniewolonego umysłu”, człowiek, który opisywał mechanizmy ideologicznego uwodzenia, wracał do kraju rozgrzanego „Solidarnością”.</p><p>Miłosz nie był poetą łatwego pocieszenia. Bardziej przypominał surowego świadka, który nie pozwala zamienić historii w pocztówkę. Jego obecność w Polsce roku 1981 była jak głos z innego brzegu: ostrzeżenie, pamięć i nadzieja wypowiedziane jednym tonem.</p><h2>Pawlak desygnowany na premiera</h2><p>34 lata temu, w 1992 roku, Waldemar Pawlak został desygnowany na urząd premiera RP. Był to czas politycznej młodości III Rzeczypospolitej — gwałtowny, pełen napięć, krótkich rządów, ostrych sporów i budowania instytucji niemal w biegu.</p><p>Dla dzisiejszych czytelników może to brzmieć jak odległy serial polityczny z czasów, gdy telefony komórkowe były luksusem, a debaty sejmowe miały ciężar świeżo odzyskanej suwerenności. Ale właśnie wtedy kształtowały się mechanizmy państwa, które znamy dzisiaj: partie, koalicje, konflikty, kompromisy i cały ten demokratyczny teatr, czasem męczący, ale wciąż lepszy niż milczenie narzucone przez władzę bez kontroli.</p><h2>Jan Paweł II i najdłuższa pielgrzymka do ojczyzny</h2><p>27 lat temu, 5 czerwca 1999 roku, rozpoczęła się siódma pielgrzymka Jana Pawła II do Polski. Papież odwiedził wtedy 23 miejscowości: od Gdańska i Sopotu, przez Toruń, Ełk, Warszawę, Sandomierz i Zamość, po Kraków, Wadowice, Gliwice i Częstochowę.</p><p>Dla regionu łódzkiego szczególne znaczenie miała obecność papieża w Łowiczu, tak blisko Tomaszowa Mazowieckiego, że wielu mieszkańców środkowej Polski mogło czuć tę pielgrzymkę nie jako wydarzenie z telewizora, ale jako coś dziejącego się po sąsiedzku. Rok 1999 był też czasem wejścia Polski do NATO i wielkiego porządkowania miejsca kraju w nowej Europie. Papieska podróż splatała więc religię, pamięć i politykę w jeden wielki narodowy kadr.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od Orbisona do Pink Floyd, od U2 do McCartneya</h2><p>5 czerwca w muzyce brzmi jak playlista z radia, które nie zna granic gatunków. W 1950 roku w Okocimiu urodził się Jan Hnatowicz, gitarzysta i kompozytor związany między innymi z Wolną Grupą Bukowina, zespołem Pod Budą, Stanisławem Sojką i Martyną Jakubowicz. To artysta z tego nurtu, w którym gitara nie służy do hałasu, lecz do opowiadania historii przy stole, przy ognisku, na małej scenie.</p><p>W 1961 roku Roy Orbison zdobył pierwsze miejsce na amerykańskiej liście przebojów utworem „Running Scared”. Orbison śpiewał tak, jakby każda piosenka była małą operą o złamanym sercu. Kilka lat później, w 1965 roku, ścieżka dźwiękowa do filmu „The Sound of Music” rozpoczęła panowanie na brytyjskiej liście albumów. Ten musicalowy świat Alp, melodii i rodzinnej opowieści stał się jednym z najtrwalszych mitów popkultury.</p><p>W 1971 roku Paul McCartney z albumem „Ram” wszedł na pierwsze miejsce listy w Wielkiej Brytanii. Cztery lata później The Rolling Stones otrzymali pieniądze za album wydany w Związku Radzieckim — rzecz wcześniej niemal niewyobrażalną dla zachodniego wykonawcy. A tego samego dnia 1975 roku w studiu Abbey Road wydarzyła się jedna z najbardziej przejmujących scen w historii rocka: podczas nagrań „Wish You Were Here” pojawił się Syd Barrett, dawny członek Pink Floyd. Był tak odmieniony, że koledzy ledwo go poznali. Razem wysłuchali „Shine On You Crazy Diamond”, utworu napisanego właśnie z myślą o nim. Potem Barrett wyszedł i już nigdy więcej nie spotkał się z zespołem.</p><p>W 1983 roku U2 zagrało legendarny koncert w Red Rocks. Deszcz, skały, czerwone światło i Bono z białą flagą — obraz niemal biblijny, jakby rock spotkał się z kazaniem proroka. W 1988 roku Pet Shop Boys po raz pierwszy wystąpili na żywo przed publicznością, podczas koncertu przeciwko dyskryminującej ustawie Section 28. Pop także potrafił być polityczny — elegancko, syntetycznie, z refrenem ostrym jak neon.</p><p>5 czerwca to także data śmierci Conwaya Twitty’ego, ślubu Mariah Carey z Tommym Mottolą, sporu o płytę Janet Jackson w Singapurze oraz premiery albumu Paula McCartneya „Memory Almost Full”. Historia muzyki pokazuje tu pełną skalę: od country przez rock progresywny, od popu po politykę obyczajową.</p><h2>Dziś: Tusk w Czarnogórze, Europa rozmawia z Bałkanami</h2><p>Dziś premier Donald Tusk udaje się do Czarnogóry, gdzie bierze udział w szczycie UE–Bałkany Zachodnie w Tivacie. Tematy są ciężkie jak kamień na mapie: rozszerzenie Unii Europejskiej, stopniowa integracja gospodarcza regionu ze wspólnym rynkiem, bezpieczeństwo, cyberzagrożenia i dezinformacja.</p><p>Bałkany Zachodnie od lat stoją w europejskiej poczekalni. Albania, Bośnia i Hercegowina, Czarnogóra, Kosowo, Macedonia Północna i Serbia słyszą z Brukseli obietnice, ale droga do członkostwa jest długa, kręta i pełna politycznych min. Dziś, w cieniu wojny Rosji przeciwko Ukrainie oraz rywalizacji o wpływy w Europie Południowo-Wschodniej, rozszerzenie UE nie jest już tylko technokratycznym ćwiczeniem z rozdziałów negocjacyjnych. To kwestia geopolityki, bezpieczeństwa i tego, czy Europa potrafi mówić jednym głosem także wtedy, gdy historia nie podaje jej łatwych nut.</p><p>Szczyt prowadzi przewodniczący Rady Europejskiej António Costa, gospodarzem jest prezydent Czarnogóry Jakov Milatović, a w spotkaniu uczestniczą również przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas. Spotkania tego formatu odbywają się regularnie od 2018 roku, ale dziś mają szczególny ciężar: Europa próbuje zamknąć drzwi przed destabilizacją, zanim ktoś inny otworzy je kopniakiem.</p><h2>Sprawiedliwość, rodzicielstwo i granice prawa w UE</h2><p>Dziś trwa również drugi dzień posiedzenia Rady UE ds. wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych. Ministrowie sprawiedliwości zajmują się między innymi projektem rozporządzenia dotyczącym uznawania rodzicielstwa w sprawach transgranicznych. W praktyce chodzi o to, aby prawa dziecka i więzi rodzinne nie znikały po przekroczeniu granicy państwa członkowskiego.</p><p>To temat delikatny, bo dotyka nie tylko prawa rodzinnego, ale także sporów światopoglądowych, kompetencji Unii Europejskiej i konstytucyjnych porządków państw członkowskich. Na stole jest również program „Sprawiedliwość” na lata 2028–2034, współpraca sądowa, szkolenia kadr wymiaru sprawiedliwości, niezależność sądów, działalność Prokuratury Europejskiej oraz ściganie przestępstw popełnionych w związku z wojną Rosji przeciwko Ukrainie.</p><p>W języku urzędowym brzmi to sucho. W życiu obywatela oznacza jednak bardzo konkretne pytania: czy sąd w jednym kraju będzie rozumiał sytuację rodzinną uznaną w drugim? Czy ofiary przestępstw wojennych doczekają się sprawiedliwości? Czy europejskie państwa będą umiały chronić niezależność sądów nie tylko w deklaracjach, lecz także w praktyce?</p><h2>Edukacja przyszłości: dyplom czy umiejętności?</h2><p>W Sofii minister edukacji Barbara Nowacka bierze udział w Forum Młodzieży w Bułgarii, między innymi w panelu „Degrees or Skills? What Will Matter in 2035?”. Pytanie jest trafione w samo serce współczesnej szkoły. Co będzie ważniejsze: dyplom, certyfikat, papier z pieczątką — czy umiejętność uczenia się, współpracy, korzystania z technologii i krytycznego myślenia?</p><p>Dla lokalnych społeczności, także dla Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego, to nie jest abstrakcja. Rynek pracy zmienia się szybciej niż szkolne podręczniki. Przemysł, usługi, administracja, kultura, media lokalne — wszędzie potrzebni są ludzie, którzy potrafią łączyć kompetencje techniczne z wyobraźnią. Szkoła przyszłości nie może być muzeum kredy i dzwonka. Musi być warsztatem, biblioteką, laboratorium i sceną jednocześnie.</p><h2>5 czerwca: dzień pergaminu, pękniętej ziemi i otwartych granic</h2><p>Dzisiejsze kalendarium łączy sprawy pozornie odległe. Krakowski akt lokacyjny mówi o narodzinach miejskiej wspólnoty. Trzęsienie ziemi z 1443 roku przypomina, że nawet kamienne sklepienia mają swoje granice. Wojna 1920 roku i traktat ryski pokazują cenę państwowości. Ślub przerwany przez gestapo mówi o okupacyjnym terrorze. Miłosz wracający do Polski przypomina, że literatura bywa paszportem mocniejszym niż dokument z urzędu. A dzisiejszy szczyt w Tivacie pokazuje, że Europa wciąż pisze własny akt lokacyjny — tym razem nie dla jednego miasta, lecz dla całego kontynentu.</p><p>Historia nie jest zamkniętą księgą. To raczej stara płyta winylowa: czasem trzeszczy, czasem przeskakuje, ale gdy igła trafi we właściwe miejsce, słychać z niej głos, którego nie wolno zlekceważyć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert o typach osobowości: mamy w sobie mieszankę różnych cech, ale jeden wzorzec dominuje (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55408,ekspert-o-typach-osobowosci-mamy-w-sobie-mieszanke-roznych-cech-ale-jeden-wzorzec-dominuje-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55408,ekspert-o-typach-osobowosci-mamy-w-sobie-mieszanke-roznych-cech-ale-jeden-wzorzec-dominuje-wywiad</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 14:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-o-typach-osobowosci-mamy-w-sobie-mieszanke-roznych-cech-ale-jeden-wzorzec-dominuje-wywiad-1780576562.png</url>
                        <title>Ekspert o typach osobowości: mamy w sobie mieszankę różnych cech, ale jeden wzorzec dominuje (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55408,ekspert-o-typach-osobowosci-mamy-w-sobie-mieszanke-roznych-cech-ale-jeden-wzorzec-dominuje-wywiad</link>
                    </image><description>Większość z nas stanowi mieszankę różnych cech, choć zwykle jeden wzorzec pozostaje dominujący i to on w największym stopniu wpływa na nasze decyzje, emocje i relacje – powiedział PAP Marcin Cząba, współautor książki o dziewięciu typach osobowości.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Marcin Cząba jest badaczem komunikacji, scenarzystą i współautorem – wraz z Emilią Nadratowską-Cząbą – książki „Każdy z nas gra w inną grę. 9 typów osobowości i ukryte schematy, które nami rządzą”. Od ponad dwóch dekad zajmuje się analizą wzorców zachowań, relacji i mechanizmów psychologicznych wpływających na sposób postrzegania rzeczywistości.</p><p><strong>PAP: W książce opisujecie dziewięć typów osobowości. Muszę jednak zacząć od wyznania: nie odnajduję siebie w stu procentach w żadnym z nich. Czy to oznacza, że istnieją również „kundle” – wojownik z domieszką marzyciela albo dawca z cechami buntownika?</strong></p><p>M.Cz.: Oczywiście. Ludzie nie są figurami wyciętymi z kartonu. Każdy z nas nosi w sobie wiele wzorców zachowań, które nakładają się na siebie. Wpływają na nie doświadczenia z dzieciństwa, środowisko, w którym dorastaliśmy, relacje rodzinne czy schematy przejęte od rodziców.</p><p>Typy osobowości należy traktować raczej jak spektrum niż zamknięte szufladki. To trochę jak z kolorami tęczy. W podręczniku widzimy siedem barw, ale w rzeczywistości przejść między nimi jest znacznie więcej. Podobnie jest z ludźmi. Większość z nas stanowi mieszankę różnych cech, choć zwykle jeden wzorzec pozostaje dominujący i to on w największym stopniu wpływa na nasze decyzje, emocje oraz relacje.</p><p>Można powiedzieć, że dysponujemy ograniczoną liczbą podstawowych mechanizmów psychologicznych, ale używamy ich w niemal nieskończonej liczbie konfiguracji. Tak jak kilka figur na szachownicy pozwala rozegrać miliony różnych partii.</p><p><strong>PAP: Czyli chodzi o odnalezienie tego głównego wzorca?</strong></p><p>M.Cz.: Tak, ale paradoks polega na tym, że najtrudniej jest trafnie ocenić samego siebie. Każdy z nas patrzy na „swoje ja” przez filtr własnych przekonań, usprawiedliwień i wyobrażeń. Dlatego często więcej prawdy o nas potrafi powiedzieć ktoś bliski – partner, przyjaciel albo osoba, która obserwuje nas od lat.</p><p>Można być na przykład typem, którego nazywamy zwycięzcą, i jednocześnie nie mieć szczególnego talentu do zarządzania pieniędzmi. Kluczowa nie jest tutaj wysokość konta bankowego, lecz ambicja. Taka osoba chce osiągać cele, zdobywać pozycję, wspinać się po szczeblach hierarchii. Dla jednego będzie to sukces biznesowy, dla innego prestiż naukowy, pozycja społeczna albo autorytet w swojej dziedzinie.</p><p><strong>PAP: Każdy typ osobowości ma w waszej książce wersję dojrzałą i niedojrzałą. Co to oznacza?</strong></p><p>M.Cz.: Ta sama cecha może być zarówno źródłem siły, jak i problemów. Weźmy buntownika. W niedojrzałej formie buntuje się przeciwko wszystkiemu i wszystkim. Konfliktuje się z otoczeniem, prowokuje, walczy z każdym autorytetem. Taki człowiek często niszczy relacje, a czasem samego siebie.</p><p>Ale dokładnie ten sam potencjał może zostać wykorzystany w sposób konstruktywny. Dojrzały buntownik nie walczy już z ludźmi, lecz o ludzi. Staje po stronie słabszych, broni wykluczonych, sprzeciwia się niesprawiedliwości.</p><p>Mam przyjaciółkę hematolożkę. Każdego dnia walczy o swoich pacjentów, często mierzących się z chorobami zagrażającymi życiu. Ten sam upór, który w niedojrzałej wersji mógłby prowadzić do nieustannych konfliktów, u niej stał się źródłem siły i determinacji. Cecha pozostała ta sama. Zmienił się jedynie kierunek, w którym została wykorzystana.</p><p><strong>PAP: Czy któryś z typów jest lepszy od pozostałych?</strong></p><p>M.Cz.: Nie. To byłoby tak, jakbyśmy próbowali udowodnić, że jeden język obcy jest lepszy od drugiego. Każdy typ osobowości opisuje świat w nieco inny sposób.</p><p>Dla perfekcjonisty ogromną wartością będzie sumienność. To dzięki niej osiąga świetne rezultaty, dba o szczegóły i buduje poczucie bezpieczeństwa. Tymczasem dla osoby o typie, który nazywamy Piotrusiem Panem, ta sama sumienność może oznaczać więzienie. Kojarzy mu się z ograniczeniem wolności, nadmiarem zasad i utratą spontaniczności.</p><p>Znam kobietę o bardzo perfekcjonistycznym usposobieniu, która przyłapała się kiedyś na tym, że usuwała część maili jeszcze przed ich przeczytaniem, bo sama świadomość zaległości wywoływała u niej napięcie. Z drugiej strony mam znajomą reprezentującą niemal modelowy typ Piotrusia Pana. Tak długo nie otwierała rachunków, że pewnego dnia odłączono jej prąd. Jej pierwszą reakcją nie była panika, lecz stwierdzenie: „No trudno, przez kilka dni poczuję się jak w latach osiemdziesiątych”.</p><p>Obie osoby funkcjonują według zupełnie innych zasad. I żadna z nich nie jest z definicji lepsza od drugiej.</p><p><strong>PAP: Tytuł książki mówi, że każdy z nas gra w inną grę. Co to właściwie znaczy?</strong></p><p>M.Cz.: To metafora. Dziś często mówi się o bańkach informacyjnych. My posługujemy się pojęciem gry, ale chodzi bardziej o to, że każdy człowiek żyje w swojej „bańce logicznej”, przez którą interpretuje rzeczywistość.</p><p>Wyobraźmy sobie perfekcjonistę. Dla niego świat powinien działać jak precyzyjny mechanizm zegarka. Jeśli ograniczenie prędkości wynosi 50 km. na godzinę, pojedzie dokładnie 50. Nie 52, nie 55. Jest przekonany, że gdyby wszyscy przestrzegali ustalonych zasad, świat funkcjonowałby lepiej.</p><p>Osoba bardziej spontaniczna odbierze tę samą postawę jako sztywniactwo, totalny brak elastyczności. Obie patrzą na ten sam świat, ale widzą go przez zupełnie inne filtry.</p><p><strong>PAP: Piszecie również o „martwym punkcie” psychiki. Czym on jest?</strong></p><p>M.Cz.: To obszar, którego nie dostrzegamy właśnie dlatego, że jednostronnie rozwijamy pewne cechy naszego typu, a inne całkowicie zaniedbujemy, bo jesteśmy zbyt mocno skupieni na czymś innym. Można go porównać do martwego pola w samochodowym lusterku.</p><p>Przykładowo zwycięzca koncentruje się na wynikach, skuteczności i osiąganiu celów. To jego ogromna siła. Jednocześnie może nie zauważać ludzi stojących za liczbami i wskaźnikami. Jeśli ma przeprowadzić redukcję zatrudnienia, myśli o optymalizacji procesu, a nie o konkretnych rodzinach, które utracą źródło dochodu. Widzi las, ale przestaje dostrzegać pojedyncze drzewa.</p><p>Podobnie działa to w innych typach. Osoba niezwykle empatyczna, tzw. dawca, może mieć problem z wyznaczaniem granic. Pożycza pieniądze komuś, kto od lat ich nie oddaje, usprawiedliwia kolejne nadużycia i nie potrafi powiedzieć „nie”, ponieważ jej uwagę całkowicie pochłania cierpienie drugiego człowieka.</p><p>Każda mocna strona ma swoją cenę. Jeśli jesteśmy bardzo zdyscyplinowani, możemy zaniedbać spontaniczność. Jeśli jesteśmy niezwykle ambitni, możemy ignorować sygnały płynące z własnego ciała. Jeśli jesteśmy wyjątkowo opiekuńczy, możemy stać się bezbronni wobec manipulacji.</p><p><strong>PAP: Podajecie w książce informację, że zdecydowana większość konfliktów między ludźmi – 96 proc. - wynika z różnic w percepcji. Naprawdę możemy patrzeć na to samo i widzieć coś zupełnie innego?</strong></p><p>M.Cz.: Nie tylko możemy – robimy to codziennie. Inspirowaliśmy się między innymi pracami Edwarda de Bono dotyczącymi myślenia równoległego. Pokazują one, że ludzie interpretują te same wydarzenia przez pryzmat własnych wartości i doświadczeń.</p><p>Dla jednych konflikt jest zagrożeniem. Dla innych jest czymś oczyszczającym. Wyobraźmy sobie mediatora i wojownika. Mediator marzy o harmonii. Nawet niewielkie napięcie traktuje jako źródło stresu. Wojownik przeciwnie – uważa konflikt za coś ożywczego. Twierdzi wręcz, że dopiero podczas sporu ludzie pokazują swoją prawdziwą twarz.</p><p>Jeżeli takie osoby pracują razem, każda z nich będzie przeżywać tę samą sytuację zupełnie inaczej. Wyobraźmy sobie zebranie. Szef o usposobieniu wojownika podnosi głos, ostro krytykuje projekt i mówi: „to się nie nadaje, robimy od nowa”. Dla niego to normalna wymiana argumentów. Tymczasem mediator wraca do domu z poczuciem porażki i przez cały wieczór zastanawia się, czy nie został publicznie upokorzony. Obaj uczestniczyli w tej samej rozmowie, lecz każdy przeżył ją w innym świecie, całkiem inaczej. Ale to jeszcze nie wszystko – taki wojownik potrzebuje konfliktu, będzie go szukał, prowokował, bo traktuje go jak taki energetyczny prysznic. Dla mediatora, zwłaszcza niedojrzałego, każda scysja jest życiową katastrofą.</p><p><strong>PAP: Jak więc mediator powinien rozmawiać z szefem-wojownikiem, gdy chce go poprosić o podwyżkę?</strong></p><p>M.Cz.: Nie istnieje uniwersalna instrukcja obsługi człowieka. Możemy jednak nauczyć się rozumieć język typu osobowości drugiej osoby.</p><p>W przypadku kontaktów z wojownikiem niezwykle ważne jest wyznaczanie granic. Takie osoby często testują otoczenie. Sprawdzają, czy druga strona potrafi się obronić, czy raczej ustąpi przy pierwszej presji. Jeśli pokażemy wyłącznie lęk, możemy zostać uznani za kogoś, kto nie wierzy we własne racje, można go najpierw zlekceważyć, a potem upokorzyć.</p><p>Nie chodzi o to, by walczyć. Chodzi o spokojne i stanowcze komunikowanie własnych potrzeb. Wojownik często bardziej szanuje człowieka, który potrafi powiedzieć „nie zgadzam się”, niż takiego, który przytakuje dla świętego spokoju.</p><p><strong>PAP: Jakie połączenie osobowości w związku jest najbardziej ryzykowne?</strong></p><p>M.Cz.: Paradoksalnie nie zawsze te, które wydają się najbardziej skrajne. Weźmy perfekcjonistę i Piotrusia Pana. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak przepis na katastrofę.</p><p>Tymczasem bardzo często tworzą oni dobre związki właśnie dlatego, że wzajemnie się uzupełniają. Perfekcjonista daje związkowi strukturę i porządek. Piotruś Pan z kolei wnosi spontaniczność, lekkość i radość życia. Każde z nich posiada coś, czego brakuje drugiemu.</p><p>Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy obie strony pozostają na poziomie niedojrzałym i zaczynają traktować swoje różnice jako broń. Wówczas jedna osoba zarzuca drugiej chaos i nieodpowiedzialność, a druga odpowiada oskarżeniami o kontrolowanie i sztywność.</p><p><strong>PAP: Z książki płynie jednak optymistyczny wniosek: można się rozwijać i zmieniać.</strong></p><p>M.Cz.: To był jeden z głównych powodów, dla których ją napisaliśmy. Od ponad 25 lat obserwujemy ludzi i widzimy, że jest możliwa ogromna zmiana wtedy, gdy rozpoznajemy własne martwe punkty.</p><p>Pamiętam kobietę wychowaną w domu przypominającym małą jednostkę wojskową. Liczyła się tam wyłącznie dyscyplina, obowiązki i kontrola. Ta babka strzygła włosy na krótko, chodziła w glanach, jej ciuchy przypominały umundurowanie. Kiedy urodziła jej się córka, dziewczynka okazała się całkowitym przeciwieństwem – matki i całej rodziny.</p><p>Ta kobieta długo uważała córkę za ekscentryczkę i problem wychowawczy. Mówiła o niej per „dziwoląg”. Spotkaliśmy się na po tym, jak kiedyś rodzice zeszli rano do kuchni i odkryli, że mała udekorowało ją różowymi rysunkami. Na pytanie, dlaczego to zrobiła, odpowiedziała: „bo u nas jest za mało różowego”.</p><p>Trzeba było czasu, aby zaczęli dostrzegać, że dziewczynka pokazuje coś, czego im wszystkim w tym domu brakowało: spontaniczności, emocjonalności, otwartości i radości życia.</p><p>Co ciekawe, zmieniać zaczęła się również sama matka. Zaczęła bardziej dbać o siebie, pozwalać sobie na kobiecość, łatwiej nawiązywała relacje z ludźmi. To, co początkowo wydawało się problemem, okazało się lustrem pokazującym rodzinie jej zaniedbane potrzeby.</p><p><strong>PAP: A co z osobami, które przez całe życie pędzą za sukcesem?</strong></p><p>M.Cz.: Bardzo często zatrzymuje je dopiero kryzys - wypalenie zawodowe albo poważne problemy zdrowotne. Widzieliśmy wiele przypadków ludzi, którzy przez lata budowali karierę i ignorowali wszystko inne. Dopiero gdy pojawiał się sygnał alarmowy, np. w postaci zawału, zaczynali zadawać sobie pytania o sens, relacje i własne potrzeby. To bolesne doświadczenie, ale czasami właśnie kryzys pozwala zobaczyć to, czego wcześniej nie byliśmy w stanie dostrzec. Kiedyś usłyszałem od zaprzyjaźnionego księdza: „Marcin, wierz mi, nikt na łożu śmierci nie żałował, że nie pracował więcej, ale wielu płakało nad utraconymi relacjami”.</p><p><strong>PAP: Na koniec pytanie osobiste. Pisał pan tę książkę razem z żoną. Jakimi jesteście typami osobowości i czy różnice pomagały wam, czy przeszkadzały w pracy?</strong></p><p>M.Cz.: Tak naprawdę pracujemy nad tym tematem od ponad dwóch dekad. Książka była raczej próbą uporządkowania wiedzy niż początkiem wspólnej drogi.</p><p>Ja jestem typem, który nazywamy Piotrusiem Panem, wiecznym dzieckiem – wizjonerem o bardzo dywergencyjnym sposobie myślenia. Oznacza to skłonność do łączenia odległych idei i dostrzegania związków, których inni często nie zauważają. Problem w tym, że czasami odbywa się to kosztem spraw bardzo przyziemnych.</p><p>Kiedyś wyjechaliśmy z żoną na dwutygodniowy urlop. Po powrocie okazało się, że przez cały ten czas drzwi wejściowe do domu nie były zamknięte na klucz. Ale to nie wszystko - one były przez cały czas uchylone. Każdy mógł wejść do środka.</p><p>Dla wielu osób byłby to dowód skrajnej nieodpowiedzialności. Moja żona potraktowała to jednak jako kolejny przykład tego, że kiedy pochłonie mnie jakiś pomysł, potrafię całkowicie stracić kontakt z realnym życiem. Ważniejsze jest coś innego – choć nie jesteśmy idealni, przez te ćwierć wieku, kiedy jesteśmy razem, nigdy nie było pomiędzy nami jakiejś strasznej awantury. Bo wiemy, że to nie ma sensu i rozumiemy, skąd biorą się nasze zachowania. A zrozumienie rozbraja konflikty, zanim zdążą się pojawić.</p><p>&nbsp;</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sondaż IBRiS dla Polsat News: KO - 29,3 proc.; PiS - 23,7 proc.; Konfederacja - 13,4 proc.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55407,sondaz-ibris-dla-polsat-news-ko-29-3-proc-pis-23-7-proc-konfederacja-13-4-proc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55407,sondaz-ibris-dla-polsat-news-ko-29-3-proc-pis-23-7-proc-konfederacja-13-4-proc</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 14:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sondaz-ibris-dla-polsat-news-ko-29-3-proc-pis-23-7-proc-konfederacja-13-4-proc-1780575849.png</url>
                        <title>Sondaż IBRiS dla Polsat News: KO - 29,3 proc.; PiS - 23,7 proc.; Konfederacja - 13,4 proc.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55407,sondaz-ibris-dla-polsat-news-ko-29-3-proc-pis-23-7-proc-konfederacja-13-4-proc</link>
                    </image><description>Gdyby wybory parlamentarne odbywały się w najbliższą niedzielę, KO mogłaby liczyć na 29,3 proc. głosów, a PiS na 23,7 proc. - wynika z sondażu IBRiS dla Polsat News. Kolejne miejsce zajęła Konfederacja z wynikiem 13,4 proc. oraz Lewica (8,1 proc.).</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak wynika z opublikowanego w czwartek sondażu IBRiS dla Polsat News, gdyby wybory parlamentarne odbywały się w najbliższy weekend, wzięłoby w nich udział 64,7 proc. uprawnionych do głosowania. Udział w wyborach częściej deklarują kobiety niż mężczyźni - odpowiednio 66,2 proc. i 63,1 proc.</p><p>Na największe poparcie mogłaby liczyć Koalicja Obywatelska, która otrzymała poparcie 29,3 proc. badanych. W porównaniu z marcowym badaniem poparcie dla tego ugrupowania spadło o 1,8 pkt proc.</p><p>Drugie miejsce zajęło Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 23,7 proc., czyli o 1 pkt proc. więcej, niż w marcu.</p><p>Podium zamyka Konfederacja, na którą chce głosować 13,4 proc. respondentów(spadek o 0,2 pkt proc.). Na kolejnych miejscach znaleźli się: Lewica z wynikiem 8,1 proc. (wzrost o 2 pkt proc.) oraz Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna, na którą zagłosowałoby 8 proc. badanych (spadek o 0,2 pkt proc.).</p><p>Pod progiem wyborczym znalazłyby się natomiast Polskie Stronnictwo Ludowe z poparciem 4,2 proc. wyborców (spadek o 0,6 pkt proc.), Partia Razem, która otrzymałaby 2,9 proc. głosów (spadek o 0,3 pkt proc.) oraz Polska 2050 z wynikiem 1,5 proc. (wzrost o 0,1 pkt proc.).</p><p>W porównaniu z marcem o 1,9 pkt proc. wzrosła liczba wyborców niezdecydowanych - odpowiedź „nie wiem/trudno powiedzieć” wskazało 8,9 proc. respondentów.</p><p>„Najniższa gotowość do głosowania widoczna jest w grupie najmłodszych wyborców w wieku 18-29 lat, gdzie udział w wyborach deklaruje 47,3 proc. badanych. Najwyższa frekwencja pojawia się natomiast wśród osób w wieku 70 lat i więcej - 73,4 proc.” - czytamy na polsatnews.pl.</p><p>Jak dodano, największe różnice widać w strukturze wieku elektoratów. PiS ma najsilniejsze poparcie wśród starszych wyborców - w grupie 60-69 lat uzyskuje 42,7 proc., a wśród osób powyżej 70. roku życia 44,4 proc.</p><p>„KO również osiąga wysokie wyniki w starszych grupach wiekowych, ale jej poparcie jest mocne także w dużych miastach, gdzie wynosi 40,6 proc.” - przekazano. Jak wskazano, Konfederacja pozostaje ugrupowaniem szczególnie silnym wśród młodszych wyborców. W grupie 18-29 lat zdobywa 37,5 proc. wskazań, a wśród osób w wieku 30-39 lat - 20,1 proc. Dodatkowo 17,0 proc. wyborców w wieku 30-39 lat deklaruje poparcie dla Konfederacji Korony Polskiej.</p><p>Jeśli chodzi o podział ze względu na płeć, to 33,0 proc. kobiet wskazało na KO, a 22,9 proc. na PiS. Wśród mężczyzn różnice są mniejsze: PiS uzyskuje 24,6 proc., KO 25,8 proc., a Konfederacja 16,4 proc. Konfederacja Korony Polskiej ma wyższe poparcie wśród mężczyzn niż kobiet - odpowiednio 11,6 proc. i 4,3 proc.</p><p>Jak podaje polsatnews.pl na wsi prowadzi PiS z wynikiem 30,1 proc., przed KO z 22,7 proc. W małych miastach do 50 tys. mieszkańców najwyższe poparcie ma KO - 35,3 proc. W średnich miastach najlepszy wynik również uzyskuje KO, choć przewaga nad PiS jest mniejsza. W dużych miastach powyżej 250 tys. mieszkańców KO osiąga 40,6 proc., podczas gdy PiS - 20,8 proc.</p><p>„PiS najlepiej wypada wśród osób z wykształceniem podstawowym i zasadniczym zawodowym, gdzie ma 37,8 proc. KO ma najwyższe poparcie wśród osób z wykształceniem wyższym - 32,2 proc. W tej grupie wyraźnie lepszy wynik niż średnia ogólnopolska uzyskuje także Lewica, z poparciem 15,7 proc.” - czytamy.</p><p>Łączne poparcie dla Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej wynosi 21,4 proc., co czyni ten segment sceny politycznej jednym z kluczowych czynników w układzie sił.</p><p>Badanie przeprowadzono na ogólnopolskiej próbie 1000 osób w dniach 29 maja - 2 czerwca 2026 r.; metodą CATI (telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo). (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert: podczas IV pielgrzymki do Polski Jan Paweł II czuł się w ojczyźnie jak persona non grata]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55406,ekspert-podczas-iv-pielgrzymki-do-polski-jan-pawel-ii-czul-sie-w-ojczyznie-jak-persona-non-grata</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55406,ekspert-podczas-iv-pielgrzymki-do-polski-jan-pawel-ii-czul-sie-w-ojczyznie-jak-persona-non-grata</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 14:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-podczas-iv-pielgrzymki-do-polski-jan-pawel-ii-czul-sie-w-ojczyznie-jak-persona-non-grata-1780575505.png</url>
                        <title>Ekspert: podczas IV pielgrzymki do Polski Jan Paweł II czuł się w ojczyźnie jak persona non grata</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55406,ekspert-podczas-iv-pielgrzymki-do-polski-jan-pawel-ii-czul-sie-w-ojczyznie-jak-persona-non-grata</link>
                    </image><description>Mija 35. rocznica IV pielgrzymki Jana Pawła II do Polski poświęconej Dekalogowi. Była to jedyna wizyta w ojczyźnie, podczas której poczuł się jak persona non grata - powiedział PAP Ignacy Masny, historyk z Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W czerwcu mija 35 lat od IV wizyty Jana Pawła II w ojczyźnie, która odbyła się w dwóch turach: 1–9 czerwca oraz 13–16 sierpnia 1991 r. Była to pierwsza papieska pielgrzymka do Polski po transformacji ustrojowej i gospodarczej. Jej hasłem były słowa św. Pawła z I listu do Tesaloniczan „Bogu dziękujcie (…). Ducha nie gaście”. Papież poświęcił ją Dekalogowi, odnosząc go do wolności i budowania w kraju nowego ładu moralnego.</p><blockquote><p>- Zwykli obywatele oczekiwali przede wszystkim możliwości spotkania się z papieżem, którego postrzegali jako niekwestionowany autorytet moralny i duchowy. Natomiast część elit politycznych i medialnych uczestniczących wówczas w sporze o miejsce Kościoła w polskim życiu publicznym, oczekiwała, że Jan Paweł II przyjedzie do kraju, aby po prostu cieszyć się z rodakami odzyskaną wolnością i nie będzie odnosił się do kwestii politycznych i społecznych. Jednym z najgorętszych tematów w debacie publicznej był wtedy udział Kościoła w życiu politycznym kraju. Część liberalnie nastawionych środowisk uznawała, że Kościół, owszem, miał prawo brać udział w życiu politycznym PRL-u, ale już po 1989 r. w wolnym społeczeństwie powinien zostać go pozbawiony - powiedział PAP ekspert z Centrum Myśli Jana Pawła II.</p></blockquote><p>Zwrócił uwagę, że „wśród polskich elit po 1989 r. istniał strach przed państwem wyznaniowym, że po komunistach przyjdzie czas na rządy kleru, a więc, że czarni zastąpią czerwonych. Do tej kwestii papież najmocniej odniósł się 3 czerwca 1991 r. w Lubaczowie”.</p><p>Wskazał, że „postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopuszczać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością”. - Papież dodał, także „bardzo wielu spośród nas czułoby się nieswojo w państwie, z którego struktur wyrzucono by Boga, a to pod pozorem światopoglądowej neutralności” - wskazał ekspert.</p><p>Masny przyznał, że papież doskonale zdawał sobie sprawę z istniejących w Polsce napięć, ale postanowił konsekwentnie zrealizować zaplanowany wcześniej program pielgrzymki.</p><blockquote><p>- Największe emocje wzbudziły wówczas jego słowa o ochronie ludzkiego życia. W Kielcach podkreślił, że „każde dziecko jest darem Boga”. Mówił, że „dar to trudny niekiedy do przyjęcia, ale zawsze dar bezcenny”. Papież tłumaczył także rodakom, że „trzeba najpierw zmienić stosunek do dziecka poczętego. Nawet jeśli pojawiło się ono nieoczekiwanie”, bo „nigdy nie jest intruzem ani agresorem (...) Jest ludzką osobą, zatem ma prawo do tego, aby rodzice nie skąpili mu daru z samych siebie, choćby wymagało to od nich szczególnego poświęcenia” - powiedział historyk z Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie.</p></blockquote><p>Jeszcze mocniej kwestię ochrony życia papież zaakcentował w stolicy.</p><blockquote><p>- Podczas spotkania z korpusem dyplomatycznym 8 czerwca 1991 r. Jan Paweł II powiedział, że „państwa pluralistyczne nie mogą zrezygnować z norm etycznych w swoim prawodawstwie i w życiu publicznym, zwłaszcza tam, gdzie ochrony domaga się dobro podstawowe, jakim jest życie człowieka od momentu jego poczęcia aż po naturalną śmierć”. Z kolei 9 czerwca, spotykając się w stolicy z Konferencją Episkopatu Polski, zwrócił uwagę, że „to, co »legalne«, zostaje niestety bardzo łatwo przyjęte jako »moralnie dozwolone«” - przypomniał ekspert.</p></blockquote><p>Zaznaczył, że „w ten sposób Jan Paweł II zajął bardzo jednoznaczne stanowisko w sprawie, która miała wtedy ewidentny wymiar polityczny, i dzieliła polskie społeczeństwo chyba bardziej niż dzisiaj”.</p><p>Przyznał, że „mimo napięć atmosfera IV pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny nie była taka zła, jak niektóre wizyty w Europie Zachodniej, gdzie bardzo mocno dawano do zrozumienia, że prezentowana przez niego wizja Kościoła jest nie do przyjęcia dla społeczeństwa”. - Pojawiło się jednak wystarczająco dużo artykułów, które sprawiły, że poczuł się wówczas we własnym kraju jako persona non grata (łac. osoba niemile widziana). Świadectwem tego są jego słowa z wywiadu udzielonego Vittorio Messoriemu w książce „Przekroczyć próg nadziei” (1994), gdzie wyznał, że „kiedy podczas ostatnich odwiedzin w Polsce wybrałem jako temat homilii dekalog oraz przykazanie miłości, wszyscy polscy zwolennicy programu oświeceniowego poczytali mi to za złe” - zwrócił uwagę ekspert.</p><p>Jako przykład napiętej atmosfery wokół papieża w 1991 r. przytoczył kontrowersje w mediach i debacie publicznej wokół planów Jana Pawła II odpoczynku w Tatrach.</p><blockquote><p>- Wskazywano wówczas na wysokie koszty logistyczne i zabezpieczenia. Ostatecznie, w czerwcu 1991 r. papież zrezygnował z odwiedzenia Tatr - przypomniał ekspert.</p></blockquote><p>Powiedział, że kolejne wizyty Jana Pawła II w Polsce przebiegały już w dużo lepszej atmosferze. - Także wewnętrzne napięcia w kraju wokół roli Kościoła w życiu publicznym były dużo mniejsze - ocenił ekspert.</p><p>Zapytany, na ile z perspektywy lat prorocze okazały się słowa Następcy Świętego Piotra z 1991 r., ekspert ocenił, że ważne były zwłaszcza słowa dotyczące wartości rodziny oraz posiadania potomstwa.</p><blockquote><p>- Podczas mszy na lotnisku w Masłowie (Kielce) papież przestrzegał rodaków przed rozpadem małżeństw i spadkiem dzietności, którego konsekwencje dziś obserwujemy w postaci jednego z najniższych współczynników dzietności na świecie w Europie. Powiedział wówczas, że „świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdujący się w trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji; gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepotrzebny a kosztowny dodatek życiowy” - zwrócił uwagę ekspert.</p></blockquote><p>W czasie IV pielgrzymki do ojczyzny Jan Paweł II apelował także o złagodzenie skutków liberalizacji w gospodarce. W Lubaczowie podkreślił, że „reformie gospodarczej, jaka się dokonuje w naszej Ojczyźnie, powinien towarzyszyć wzrost zmysłu społecznego, coraz bardziej powszechna troska o dobro wspólne, zauważanie ludzi najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących, a również życzliwość dla cudzoziemców, którzy przyjeżdżają tutaj w poszukiwaniu chleba”.</p><p>Papież tłumaczył rodakom, że „łaknienie i pragnienie sprawiedliwości z pewnością oznacza dążenie do przezwyciężenia wszystkiego, co jest niesprawiedliwością i krzywdą”. W ten sposób nawiązał do protestu robotniczego z 1976 r. Złożył także kwiaty pod radomskim pomnikiem upamiętniającym protest robotniczy.</p><p>W Płocku odwiedził zakład karny i spotkał się z więźniami. „Bóg nikogo nie przekreśla, nawet tych, którzy chwilowo pobłądzili, i każdemu daje szansę poprawy i powrotu na właściwą drogę” - mówił do nich papież.</p><p>Ekspert zwrócił uwagę, że papieska pielgrzymka w 1991 r. skoncentrowana była na wschodniej Polsce. Jan Paweł II w czerwcu odwiedził Koszalin, Rzeszów, Przemyśl, Lubaczów, Kielce, Radom, Łomżę, Olsztyn, Włocławek, Płock, Białystok i Warszawę, z kolei od 13 do 16 sierpnia - Kraków, Wadowice i Częstochowę, w której wziął udział w VI Światowych Dniach Młodzieży.</p><blockquote><p>- Papieżowi zależało, żeby nowej sytuacji geopolitycznej doszło do pojednania z Ukraińcami i Litwinami, a wzajemne relacje były budowane na szacunku - powiedział ekspert.</p></blockquote><p>Z kolei podczas VI Światowych Dni Młodzieży w Częstochowie w dniach 10–15 sierpnia 1991 roku, które były pierwszym wielkim międzynarodowym spotkanie w Europie Środkowo-Wschodniej, mówił o jedności zjednoczonej Europy. W tym wydarzeniu wzięło wówczas udział ok. 1,5 mln młodych.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert: 4 czerwca bardziej dzieli politycznie niż historycznie (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55405,ekspert-4-czerwca-bardziej-dzieli-politycznie-niz-historycznie-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55405,ekspert-4-czerwca-bardziej-dzieli-politycznie-niz-historycznie-wywiad</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 13:08:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-4-czerwca-bardziej-dzieli-politycznie-niz-historycznie-wywiad-1780571589.png</url>
                        <title>Ekspert: 4 czerwca bardziej dzieli politycznie niż historycznie (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55405,ekspert-4-czerwca-bardziej-dzieli-politycznie-niz-historycznie-wywiad</link>
                    </image><description>Polacy pozytywnie oceniają wydarzenia z czerwca 1989 r., ale pamięć o nich pozostaje słabo zakorzeniona rytualnie i emocjonalnie – ocenił w rozmowie z PAP Antoni Głowacki z Narodowego Centrum Kultury. Jego zdaniem 4 czerwca łatwo staje się dziś pretekstem do bieżącego sporu politycznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>PAP: Jak to jest, że dla części klasy politycznej i mediów 4 czerwca 1989 r. to fundament nowoczesnej Polski i „święto wolności”, a z waszego badania wynika, że tylko 1 proc. Polaków wskazuje tę datę jako powód do dumy narodowej? Bardziej dumni – 24 proc. – jesteśmy z wygranej pod Grunwaldem.</strong></p><p><strong>Antoni Głowacki: </strong>Myślę, że przesadą byłoby powiedzieć, że 4 czerwca zupełnie nie działa na wyobraźnię społeczną. Problem polega raczej na tym, że Polacy nie postrzegają tej daty jako pojedynczego, wyizolowanego wydarzenia. Funkcjonuje ona przede wszystkim jako element znacznie szerszego procesu – upadku komunizmu i transformacji ustrojowej.</p><p>To był proces rozłożony w czasie i trudny do sprowadzenia do jednego symbolicznego momentu. Dlatego samo „wyciąganie” 4 czerwca z tego kontekstu może wydawać się sztuczne. Zresztą, kiedy pytamy szerzej o obalenie komunizmu, wskazań jest już znacznie więcej – około 13 proc. To pokazuje, że pamięć o transformacji istnieje, ale niekoniecznie skupia się wokół jednej daty.</p><p>Istotne jest też to, że sama rocznica pozostaje stosunkowo słabo obecna w debacie publicznej i mediach. Nawet w czasie obchodów zainteresowanie nią jest ograniczone, co wpływa na społeczne postrzeganie tego wydarzenia.</p><p><strong>PAP: W raporcie piszą państwo, że upadek komunizmu jest „rytualnie i narracyjnie jeszcze nie w pełni opracowany”. Co to znaczy?</strong></p><p>A.G.: Jesteśmy dziś w bardzo ciekawym momencie z perspektywy pamięci społecznej. Mija już ponad 35 lat od transformacji i zbliżamy się do symbolicznej granicy 40 lat. To zwykle moment, kiedy wydarzenia przestają być częścią pamięci bezpośredniej i zaczynają funkcjonować jako pamięć kulturowa – opowieść przekazywana kolejnym pokoleniom.</p><p>To oznacza, że dopiero teraz krystalizuje się odpowiedź na pytanie, o czym właściwie jest historia transformacji. O jakich wartościach opowiada? Czy to przede wszystkim opowieść o demokracji, wolności, kompromisie, społeczeństwie obywatelskim, a może o kosztach gospodarczych i społecznych zmian?</p><p>Nie wykształciliśmy też trwałych rytuałów związanych z 4 czerwca. W przeciwieństwie do 11 listopada nie mamy zakorzenionej tradycji obchodów. Takie święta buduje się przez dekady, konsekwentnie i wspólnotowo. Tego procesu w przypadku 4 czerwca właściwie nie było.</p><p><strong>PAP: Tymczasem młodsze pokolenia często silniej emocjonalnie reagują choćby na Powstanie Warszawskie niż na rok 1989. Dlaczego?</strong></p><p>A.G.: Paradoksalnie starsze wydarzenia bywają łatwiejsze do opowiadania, bo ich znaczenie jest już społecznie ustalone. Wiadomo, jakie wartości symbolizują i jaką rolę pełnią w pamięci zbiorowej.</p><p>W przypadku transformacji wciąż żyją ludzie, którzy pamiętają tamte wydarzenia osobiście. Dla młodszych pokoleń może to tworzyć poczucie, że „to jeszcze nie jest ich historia”, że należy ona bardziej do rodziców czy dziadków.</p><p>Do tego dochodzi sama złożoność procesu transformacji. To nie jest jedno dramatyczne wydarzenie z wyraźnym początkiem i końcem, ale wielowymiarowy proces polityczny, społeczny i gospodarczy. Trudniej go sprowadzić do prostego symbolu czy emocjonalnej narracji.</p><p><strong>PAP: W internecie wokół 4 czerwca bardzo często pojawiają się gniew, oskarżenia o zdradę i „Magdalenkę”. Na ile pamięć o tej dacie jest dziś spolaryzowana?</strong></p><p>A.G.: Trzeba pamiętać, że internet z natury wzmacnia emocje negatywne. Dlatego zależało nam, by badać to zjawisko różnymi metodami – nie tylko analizą dyskusji internetowych, ale też sondażem i wywiadami grupowymi.</p><p>Z badań wynika, że same wydarzenia z 1989 r. są przez większość Polaków oceniane pozytywnie. Spór dotyczy raczej dziedzictwa transformacji niż samego 4 czerwca.</p><p>Bardzo wyraźnie widzieliśmy podczas badań fokusowych, że rozmowa o historii szybko przechodziła w rozmowę o współczesnej polityce. To właśnie współczesne podziały polityczne są dziś bardziej polaryzujące niż sama ocena wydarzeń historycznych.</p><p>Drugim źródłem napięcia jest pamięć transformacji gospodarczej. To ona wywołuje rozczarowanie czy poczucie niesprawiedliwości związane z kosztami przemian społecznych i ekonomicznych lat 90.</p><p><strong>PAP: Jak opowiadać o 1989 roku młodym ludziom, dla których to już właściwie prehistoria?</strong></p><p>A.G.: Największy problem polega na tym, że transformacja często jawi się jako abstrakcyjny proces polityczny i geopolityczny, a nie historia konkretnych ludzi. Ta opowieść ma stosunkowo mało „ludzkiej twarzy”.</p><p>Dlatego ważne jest znalezienie takiego języka opowiadania o transformacji, który pokaże ją jako historię o wartościach i codziennym doświadczeniu ludzi. W naszych badaniach bardzo mocno wybrzmiewało to, że dla wielu osób dziedzictwem 1989 r. jest po prostu możliwość decydowania o własnym życiu, swoboda podróżowania, dostęp do świata, większa otwartość czy poprawa jakości życia.</p><p>To nie jest tylko opowieść o polityce. To także historia indywidualnej wolności i zmiany codziennego życia.</p><p><strong>PAP: Czy Polacy chcą dziś „Święta Wolności”?</strong></p><p>A.G.: W raporcie celowo nie dajemy jednoznacznej odpowiedzi. Widać, że Polacy dostrzegają znaczenie upadku komunizmu i potrzebę jego upamiętnienia, ale pytanie brzmi: czy właściwą datą jest właśnie 4 czerwca?</p><p>Ten proces był bardzo złożony i trudno sprowadzić go do jednego momentu. Zawsze można zapytać, dlaczego akurat 4 czerwca, a nie 31 sierpnia czy inna symboliczna data.</p><p>Nie mieliśmy w Polsce jednego takiego wydarzenia jak upadek muru berlińskiego. Dlatego każde upamiętnienie wymagałoby przekonującej odpowiedzi na pytanie, dlaczego właśnie ten moment ma symbolizować cały proces transformacji.</p><p><strong>PAP: Po co właściwie społeczeństwom rocznice i święta? Dlaczego one są tak ważne?</strong></p><p>A.G.: Rocznice i święta pełnią bardzo ważną funkcję społeczną, bo pomagają budować wspólnotę i opowieść o tym, kim jesteśmy jako społeczeństwo. To są momenty, w których nie tylko wspominamy historię, ale też symbolicznie określamy wartości, które uznajemy za ważne.</p><p>Święta państwowe działają trochę jak rytuały – porządkują pamięć zbiorową, nadają znaczenie wydarzeniom historycznym i pomagają przekazywać je kolejnym pokoleniom. Dzięki nim historia nie pozostaje tylko wiedzą z podręczników, ale staje się czymś żywym społecznie.</p><p>Pamięć o transformacji wciąż pozostaje w pewnym sensie „w budowie”. My dopiero ustalamy, jaką historię chcemy o tych wydarzeniach opowiadać i jakie miejsce mają one zajmować w naszej pamięci zbiorowej.</p><p># # #</p><p>4 czerwca 1989 r. odbyła się w Polsce pierwsza tura częściowo wolnych wyborów parlamentarnych, uznawana za jeden z kluczowych momentów upadku komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. Wybory były efektem porozumień Okrągłego Stołu zawartych między władzami PRL a opozycją solidarnościową.</p><p>Choć tylko część mandatów do Sejmu mogła zostać obsadzona w wolnej rywalizacji, kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” odnieśli zdecydowane zwycięstwo, zdobywając niemal wszystkie dostępne miejsca. Wybory otworzyły drogę do powstania pierwszego niekomunistycznego rządu w bloku wschodnim i rozpoczęły proces transformacji ustrojowej w Polsce.</p><p>Raport „Czy chcemy Święta Wolności? Pamięć 4 czerwca 1989 r.” został przygotowany przez Narodowe Centrum Kultury. Badanie realizowano od maja do sierpnia 2025 r. i objęło ono analizę prasy, internetu, sondaż opinii publicznej oraz wywiady fokusowe. Raport z badania jest dostępny na stronie internetowej NCK, a jego premierowa prezentacja odbędzie się 4 czerwca w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku w ramach Święta Wolności i Praw Obywatelskich.</p><p>Sondaż przeprowadzono metodą CATI na reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych Polaków. Autorzy badania analizowali m.in. stosunek Polaków do transformacji ustrojowej, pamięć o wydarzeniach 4 czerwca 1989 r. oraz społeczne poparcie dla ustanowienia tej daty świętem narodowym.</p><p>&nbsp;</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czerwona kartka dla komunistów. 4 czerwca 1989 roku Polska wybrała wolność]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55402,czerwona-kartka-dla-komunistow-4-czerwca-1989-roku-polska-wybrala-wolnosc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55402,czerwona-kartka-dla-komunistow-4-czerwca-1989-roku-polska-wybrala-wolnosc</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 11:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czerwona-kartka-dla-komunistow-4-czerwca-1989-roku-polska-wybrala-wolnosc-1780565916.png</url>
                        <title>Czerwona kartka dla komunistów. 4 czerwca 1989 roku Polska wybrała wolność</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55402,czerwona-kartka-dla-komunistow-4-czerwca-1989-roku-polska-wybrala-wolnosc</link>
                    </image><description>Polska 4 czerwca 1989 roku nie przypominała kraju gotowego do świętowania. Była raczej jak człowiek po długiej chorobie: wychudzona kryzysem, zmęczona kolejkami, reglamentacją, propagandą i strachem, ale wciąż z upartym błyskiem w oczach. W mieszkaniach pachniało nie rewolucją, lecz codziennym trudem. Na klatkach schodowych mówiło się półgłosem. W sklepach nadal brakowało więcej niż było. W telewizji wciąż pobrzmiewał język władzy, która przez dekady uczyła obywateli, że państwo należy do partii, a wybory są rytuałem potwierdzania tego, co już wcześniej zapisano w gabinetach.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>I wtedy przyszła kartka wyborcza. Mały, papierowy przedmiot, który tego dnia stał się czymś więcej niż dokumentem. Stał się narzędziem obywatelskiego odwetu — spokojnego, legalnego, ale bezlitosnego. Nie było szturmu na pałace, nie było barykad jak z „Nędzników” Victora Hugo, nie było dymu rewolucji znanego z filmowych kronik. Były lokale wyborcze, długopisy, skreślenia i cisza ludzi, którzy po latach upokorzeń postanowili powiedzieć władzy: dość.</p><p>Po latach Lech Wałęsa podsumował ten dzień słowami: „Wybraliśmy nową Polskę. Komuniści dostali czerwoną kartkę. Tym razem ten kolor nie mógł ich cieszyć. W zasadzie zostali wyrzuceni z boiska”. Trudno o bardziej trafną metaforę. Bo przecież system, który przez dekady sam pisał regulamin meczu, obsadzał sędziów, liczył punkty i decydował, kto może wejść na murawę, nagle zobaczył, że publiczność przestała się bać. A kiedy pokazano czerwoną kartkę, okazało się, że tym razem kolor czerwony nie oznacza zwycięstwa, lecz polityczne upokorzenie.</p><h2>Okrągły Stół, czyli kontrakt pod presją historii</h2><p><strong>Wybory 4 czerwca 1989 roku</strong> były rezultatem porozumień zawartych przy <strong>Okrągłym Stole</strong>. Po jednej stronie siedziała władza PRL, z Wojciechem Jaruzelskim i Czesławem Kiszczakiem jako symbolami systemu, który tracił oddech. Po drugiej — przedstawiciele opozycji solidarnościowej, ludzie Kościoła katolickiego i środowiska obywatelskie, które po stanie wojennym, internowaniach, szykanach i latach podziemia wracały do legalnej gry.</p><p>Prof. Andrzej Paczkowski nazwał porozumienie zawarte przy Okrągłym Stole „kontraktem stulecia”. To określenie dobrze pokazuje istotę tamtej konstrukcji. Nie była to pełna demokracja. Nie był to jeszcze wolny wybór w zachodnim sensie tego słowa. Była to umowa polityczna, zawarta w warunkach kryzysu gospodarczego, presji społecznej i niepewności geopolitycznej. Dlatego parlament wybrany w czerwcu 1989 roku przeszedł do historii jako <strong>Sejm kontraktowy</strong>.</p><p>Kontrakt miał swoją cenę. Dla jednych był dowodem realizmu, dzięki któremu Polska uniknęła rozlewu krwi. Dla innych — aktem zbyt daleko idącego kompromisu z ludźmi systemu. Ten spór nie skończył się do dziś. Wraca w rocznice, w publicystyce, w polityce, w rodzinnych rozmowach. Wraca, bo narodziny III RP nie były czystym początkiem zapisanym na białej kartce. Były raczej poprawianiem starego zeszytu, w którym część stron wyrwano, część przepisano, ale część dawnych zapisków nadal przebijała spod świeżego atramentu.</p><h2>System chciał zachować pakiet kontrolny</h2><p>Największy paradoks <strong>wyborów czerwcowych</strong> polegał na tym, że były one jednocześnie przełomem i konstrukcją głęboko ograniczoną. Wszystkie miejsca w Senacie oraz 35 procent miejsc w Sejmie miały zostać obsadzone w wolnej rywalizacji. Pozostałe 65 procent mandatów w Sejmie zagwarantowano PZPR i ugrupowaniom od niej zależnym, przede wszystkim Zjednoczonemu Stronnictwu Ludowemu i Stronnictwu Demokratycznemu.</p><p>Władza sądziła, że w ten sposób zachowa „kontrolny pakiet” państwa. Miała mieć większość sejmową, wpływ na wybór prezydenta i możliwość pilnowania transformacji tak, by stary system nie runął zbyt gwałtownie. W praktyce PZPR próbowała przejść przez historyczną bramkę z własnym bramkarzem, własnym regulaminem i przekonaniem, że wynik da się utrzymać pod kontrolą.</p><p>Tyle że społeczeństwo potraktowało te wybory nie jako ćwiczenie z kompromisu, ale jako pierwszy od dziesięcioleci realny plebiscyt nad PRL-em. I w tym plebiscycie partia przegrała z kretesem.</p><p>Czy kompromis Okrągłego Stołu był ceną konieczną za pokojowe przejście do wolności? Czy był początkiem długiego sporu o niedokończoną dekomunizację? Uczciwa odpowiedź wymaga uznania obu prawd naraz. Bez kompromisu być może nie byłoby tak spokojnego demontażu systemu. Ale kompromis sprawił też, że w wolną Polskę weszli ludzie, instytucje, interesy i nawyki wyniesione z PRL. Historia nie zamknęła drzwi z hukiem. Raczej uchyliła je skrzypiącymi zawiasami.</p><h2>Kampania Solidarności: Wałęsa, plakaty i ściągawki dla wyborców</h2><p>Obóz solidarnościowy nie dysponował aparatem państwa, telewizją, radiem ani większością gazet. Miał jednak coś, czego nie miała władza: społeczną energię i wiarygodność zrodzoną z oporu. Kampanię prowadził Komitet Obywatelski „Solidarność”. Ponieważ wielu kandydatów opozycji było szerzej nieznanych, postawiono na prosty i skuteczny znak rozpoznawczy: zdjęcie z Lechem Wałęsą.</p><p>Fotografie kandydatów z liderem <strong>Solidarności</strong> stały się jednym z najmocniejszych symboli tamtej kampanii. Jak w kinowym kadrze z epoki przełomu: zwykli ludzie, często bez wielkiej medialnej rozpoznawalności, stawali obok człowieka, który dla milionów Polaków był twarzą buntu przeciw systemowi.</p><p>Ogromne znaczenie miało również wydawanie od 8 maja 1989 roku „Gazety Wyborczej”, początkowo w nakładzie 150 tysięcy egzemplarzy. Do tego dochodziły pierwsze audycje telewizyjne Solidarności, emitowane od 9 maja. Opozycja nadrabiała brak dostępu do mediów pomysłowością, dyscypliną i prostym przekazem: głosować na kandydatów Solidarności, skreślać resztę, odrzucić listę krajową.</p><p>Trzeba pamiętać, że po dekadach fikcyjnych wyborów obywateli należało uczyć głosowania od podstaw. Kolportowano więc instrukcje, swoiste wyborcze ściągawki. W kraju, w którym przez lata obywatel miał tylko potwierdzać wolę władzy, nagle trzeba było wyjaśniać, jak skutecznie użyć karty do głosowania przeciwko tej władzy.</p><p>Solidarność wsparli również ludzie kultury, także z zagranicy, między innymi Jane Fonda, Yves Montand i Stevie Wonder. Brzmiało to niemal jak ironiczna puenta historii: system, który lubił mówić o internacjonalizmie i postępie, musiał patrzeć, jak światowa kultura symbolicznie staje po stronie polskiej opozycji.</p><h2>Wynik, który przewrócił stolik</h2><p>Pierwsza tura wyborów odbyła się w niedzielę, <strong>4 czerwca 1989 roku</strong>. Frekwencja wyniosła około 62 procent. Dziś można się dziwić, że nie była wyższa, skoro ważyły się losy państwa. Ale Polska była zmęczona. Po latach upokorzeń część ludzi nie wierzyła już w żadne wybory. Inni bali się, że to tylko kolejna dekoracja przygotowana przez władzę. Tym bardziej wynik okazał się ciosem.</p><p>W Senacie kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” zdobyli już w pierwszej turze 92 mandaty. Strona rządowa nie zdobyła ani jednego. W Sejmie Solidarność uzyskała 160 ze 161 możliwych do zdobycia miejsc. Kandydaci koalicji rządowej, mimo zagwarantowanej im puli mandatów, ponieśli kompromitującą porażkę tam, gdzie musieli realnie zmierzyć się z wyborcami.</p><p>Najbardziej spektakularna była klęska listy krajowej. Spośród 35 kandydatów umieszczonych na tej liście tylko dwóch uzyskało wymagane poparcie ponad 50 procent głosów: Mikołaj Kozakiewicz z ZSL oraz Adam Zieliński. Pozostali zostali wyeliminowani. A to oznaczało, że 33 mandaty poselskie pozostawały nieobsadzone.</p><p>To była polityczna katastrofa PZPR. Partia, która przez dziesięciolecia występowała jako jedyny reżyser sceny publicznej, nagle odkryła, że widownia wstała i wyszła z teatru. Albo inaczej: że mecz, który miał być ustawiony, wymknął się spod kontroli po pierwszym gwizdku.</p><h2>Panika w obozie władzy</h2><p>Po stronie rządowej nie było już pewności siebie. Była konsternacja, gniew i strach. W dzienniku Mieczysława F. Rakowskiego widać atmosferę narastającej paniki. Pod datą 16 maja 1989 roku zapisał: „Jest źle”. Zauważał, że w wielu miejscowościach Kościół jednoznacznie stanął po stronie opozycji, a opozycja nawołuje do skreślenia listy krajowej. Pada tam zdanie bardzo znamienne: „Jeśli 10 mln ludzi posłucha wezwań opozycji, to wszyscy przepadniemy”.</p><p>To nie jest język ludzi pewnych swojej historycznej misji. To język obozu, który nagle zobaczył, że fasada może runąć szybciej, niż przewidywano.</p><p>Po wyborach Czesław Kiszczak mówił, że „wybory do Senatu to nasza całkowita klęska”. Stanisław Ciosek przyznawał, że nie rozumie przyczyn porażki i zwracał uwagę na problem wyboru prezydenta, który zgodnie z umową Okrągłego Stołu miał przypaść obozowi rządowemu. Wojciech Jaruzelski oceniał z kolei, że PZPR była partią urzędników, kierowników i emerytów, której zabrakło instynktu samozachowawczego.</p><p>To niezwykle mocny obraz schyłku systemu. Partia, która przez 45 lat rządziła bez prawdziwej konkurencji, nie umiała walczyć w prawdziwej kampanii. Przyzwyczajona do monopolu, nie rozumiała mechanizmu obywatelskiego sprzeciwu. Jak bokser, który całe życie walczył tylko z cieniem, a potem po raz pierwszy dostał cios od realnego przeciwnika.</p><h2>Dekret po porażce, czyli prawo elastyczne jak partyjna potrzeba</h2><p>Kontekst prawny tamtych wydarzeń pokazuje, jak niezwykły i zarazem jak kruchy był to moment. 7 kwietnia 1989 roku Sejm przyjął ustawę o zmianie Konstytucji PRL, wprowadzającą między innymi Senat oraz urząd Prezydenta PRL. 13 kwietnia Rada Państwa wyznaczyła termin wyborów na 4 i 18 czerwca. 17 kwietnia zalegalizowano NSZZ „Solidarność”, a 20 kwietnia „Solidarność” Rolników Indywidualnych.</p><p>Ale najbardziej wymowny pozostaje 12 czerwca 1989 roku. Po klęsce listy krajowej Rada Państwa wydała dekret zmieniający ordynację wyborczą do Sejmu X kadencji. Na jego podstawie 33 mandaty z listy krajowej przekazano do okręgów, aby obsadzić je w drugiej turze.</p><p>Trudno o bardziej wyrazisty przykład tego, jak władza traktowała prawo, gdy obywatele powiedzieli coś innego, niż partia chciała usłyszeć. Prawo miało być stabilnym fundamentem państwa, ale w praktyce okazało się narzędziem dostosowywanym do politycznej potrzeby chwili. Gdy kartka wyborcza zadziałała zbyt skutecznie, system sięgnął po korektę reguł.</p><p>To właśnie ten moment sprawia, że opowieść o 4 czerwca nie może być wyłącznie rocznicową laurką. Tak, społeczeństwo zwyciężyło. Tak, <strong>upadek PRL</strong> stał się realny. Ale jednocześnie stary aparat nie zniknął natychmiast. Próbował negocjować, zabezpieczać się, poprawiać mechanizmy, ratować wpływy. Czerwona kartka została pokazana, ale zawodnik długo jeszcze schodził z boiska.</p><h2>Polska i Chiny: urny kontra czołgi</h2><p>Tego samego dnia, gdy Polacy głosowali przeciwko komunizmowi przy urnach, w Pekinie doszło do masakry na placu Tiananmen. Ten kontrast należy do najmocniejszych obrazów XX wieku. W Polsce system zaczął przegrywać wyborami. W Chinach został obroniony czołgami.</p><p>Timothy Garton Ash pisał, że niedziela 4 czerwca była punktem zwrotnym nie tylko dla powojennej historii Polski i Europy Wschodniej, lecz dla całego świata komunistycznego. A jednocześnie zauważał mieszaninę egzaltacji, niedowierzania i przerażenia po stronie przywódców Solidarności. Bo zwycięstwo nie oznaczało końca problemów. Oznaczało początek odpowiedzialności.</p><p>To ważne. Łatwo patrzeć na 4 czerwca z perspektywy szkolnego plakatu: data, flaga, hasło, uśmiechnięte twarze. Ale wtedy nikt nie miał pewności, dokąd to wszystko pójdzie. W Moskwie rządził Michaił Gorbaczow, który sygnalizował odejście od brutalnej ingerencji w sprawy państw bloku wschodniego, ale nikt nie mógł mieć stuprocentowej gwarancji, że historia nie cofnie się nagle jak źle puszczona taśma magnetofonowa.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki: wielka historia w lokalnym rytmie</h2><p>Także w takich miastach jak <strong>Tomaszów Mazowiecki wybory czerwcowe były czymś więcej niż aktem politycznym — były sprawdzianem pamięci, odwagi i społecznego zmęczenia systemem</strong>. Wielka historia nie działa przecież wyłącznie w Warszawie, przy okrągłych stołach, w gmachach komitetów i redakcjach gazet. Ona wchodzi do zakładów pracy, mieszkań, kolejek po mięso, rozmów przy kuchennym stole, autobusów jadących rano przez miasto.</p><p>Tomaszów, miasto o silnym robotniczym doświadczeniu, znał ciężar schyłkowego PRL nie z podręczników, lecz z codzienności. Zmęczenie systemem nie było abstrakcją. Miało twarz ludzi wracających z pracy, stojących w kolejkach, kombinujących, jak przeżyć od wypłaty do wypłaty, słuchających oficjalnych komunikatów i prywatnych rozmów, w których prawda brzmiała zupełnie inaczej niż w dzienniku telewizyjnym.</p><p>Dla wielu mieszkańców takich miast 4 czerwca nie był ideologicznym fajerwerkiem. Był raczej cichym westchnieniem: może wreszcie coś się zmieni. Może państwo przestanie traktować obywatela jak petenta. Może praca, godność i wolność przestaną być hasłami z przemówień, a staną się częścią zwykłego życia.</p><p>- Świętowanie tej rocznicy? To bardzo dyskusyjne zwycięstwo. Nie chodzi o samą zmianę ustroju i PZPR z jego wszystkimi patologiami, czy podległość Związkowi Radzieckiemu. Dla Tomaszowa to początek upadku przemysłu, szkolnictwa, ale też relacji społecznych. Kiedy spojrzymy na to szerzej, to bardzo szybko ludzie zaczęli tęsknić za komunistami i zaczęli głosować na nich w kolejnych wyborach. Stąd sukcesy Kwaśniewskiego i Millera - mówi działacz Solidarności z lat 80, pracujący w nieistniejącej już Mazovii.&nbsp;</p><p>Ten lokalny wymiar jest ważny, bo bez niego rocznice łatwo zamieniają się w akademie. A przecież <strong>4 czerwca 1989 roku</strong> dokonał się nie tylko w Warszawie. Dokonał się także w Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w mniejszych miejscowościach, w sercach ludzi, którzy może nie trafili do podręczników, ale poszli do lokalu wyborczego i zrobili swoje.</p><h2>Druga tura i gorzki smak kompromisu</h2><p>18 czerwca odbyła się druga tura wyborów. Frekwencja spadła do około 25 procent. Solidarność zdobyła jedyny brakujący mandat poselski oraz 7 z 8 pozostałych mandatów senatorskich. Ostatecznie kandydaci Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” uzyskali 260 miejsc w 560-osobowym Zgromadzeniu Narodowym.</p><p>Ale równolegle trwała gra o ciągłość państwa, o prezydenturę, o granice zmiany. Wybór Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta stał się jednym z najbardziej symbolicznych momentów tej epoki: generał stanu wojennego obejmujący najwyższy urząd w państwie, które właśnie zaczynało wychodzić z komunizmu. Dla jednych był to element politycznej konieczności. Dla innych — rana, która nigdy do końca się nie zabliźniła.</p><p>I właśnie dlatego 4 czerwca trzeba czytać w dwóch porządkach. W pierwszym — jako wielkie zwycięstwo obywateli. W drugim — jako początek trudnej transformacji, w której wolność mieszała się z kompromisem, nadzieja z rozczarowaniem, a historia z rachunkami, których nie wystawiono od razu.</p><h2>Czerwona kartka nie kończy meczu</h2><p>37 lat po tamtych wydarzeniach wciąż spieramy się o sens <strong>wyborów czerwcowych</strong>. I dobrze, że się spieramy, jeśli robimy to uczciwie. Narody, które nie rozmawiają o własnych przełomach, oddają je w ręce sloganów. A 4 czerwca nie zasługuje ani na slogan, ani na zapomnienie.</p><p>To był dzień wielkiego obywatelskiego zwycięstwa. Dzień, w którym kartka wyborcza okazała się mocniejsza niż partyjna legitymacja. Dzień, w którym system usłyszał z milionów gardeł nie krzyk, lecz skreślenie. Ciche, chłodne, precyzyjne. Jak podpis pod wyrokiem historii.</p><p>Ale nie był to koniec historii. Był początkiem długiej drogi. Polska wybrała wolność, lecz weszła w nią z bagażem kompromisów, dawnych układów, niezamkniętych rachunków i sporów, które wracają do dziś. 4 czerwca otworzył drzwi, ale nie posprzątał całego domu. Wpuścił świeże powietrze, lecz kurz PRL-u jeszcze długo unosił się w korytarzach.</p><p>Komuniści dostali czerwoną kartkę. Tym razem nie mogli jej zawiesić na sztandarze. Musieli ją zobaczyć taką, jaka była naprawdę: jako znak końca epoki, w której obywatel miał milczeć, a partia mówić za wszystkich. Tego dnia boisko zaczęło należeć do ludzi. I choć mecz o Polskę trwa do dziś, 4 czerwca 1989 roku padł gol, którego nie dało się już cofnąć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[4 czerwca: od Władysława Hermana po Moniuszkę, od wolności 1989 roku po tenisowy sen Mai Chwalińskiej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55401,4-czerwca-od-wladyslawa-hermana-po-moniuszke-od-wolnosci-1989-roku-po-tenisowy-sen-mai-chwalinskiej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55401,4-czerwca-od-wladyslawa-hermana-po-moniuszke-od-wolnosci-1989-roku-po-tenisowy-sen-mai-chwalinskiej</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 10:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-4-czerwca-od-wladyslawa-hermana-po-moniuszke-od-wolnosci-1989-roku-po-tenisowy-sen-mai-chwalinskie-1780569357.png</url>
                        <title>4 czerwca: od Władysława Hermana po Moniuszkę, od wolności 1989 roku po tenisowy sen Mai Chwalińskiej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55401,4-czerwca-od-wladyslawa-hermana-po-moniuszke-od-wolnosci-1989-roku-po-tenisowy-sen-mai-chwalinskiej</link>
                    </image><description>Dziś jest czwartek, 4 czerwca, sto pięćdziesiąty piąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.19, zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą: Franciszek, Karol, Dacjan, Kwiryn i Kwiryna.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie daty, które nie idą przez kalendarz cicho. <strong>4 czerwca</strong> brzmi w polskiej pamięci jak akord z Moniuszki, jak skrzypnięcie drzwi w starym teatrze, jak szelest wyborczej kartki z 1989 roku. To dzień śmierci Władysława Hermana i Stanisława Moniuszki, dzień prezydenckiej przysięgi Ignacego Mościckiego, rocznica traktatu w Trianon, ale też współczesny puls: <strong>Boże Ciało</strong>, obchody wolności w Gdańsku, europejskie rozmowy o granicach i bezpieczeństwie oraz sportowy sen Mai Chwalińskiej na paryskiej mączce.</p><h2><strong>Władysław Herman i średniowieczna Polska: państwo między siłą a słabością</strong></h2><p><strong>924 lata temu, w 1102 roku, w Płocku zmarł książę Władysław I Herman.</strong> To postać nie tak świetlista jak Bolesław Chrobry, nie tak legendarna jak Krzywousty, ale ważna dla zrozumienia polskiego średniowiecza. Jego rządy przypadły na czas, gdy władza monarsza nie była jeszcze marmurową kolumną, ale raczej drewnianą konstrukcją, którą każdy możny próbował podpiłować od swojej strony.</p><p>Władysław Herman kojarzony jest przede wszystkim z cieniem palatyna Sieciecha oraz z konfliktem z synami: Zbigniewem i Bolesławem Krzywoustym. Ten rodzinno-polityczny dramat miał wymiar większy niż domowy spór Piastów. Pokazywał, że monarchia w Polsce wymaga nie tylko dziedziczenia, ale także realnej siły, lojalności elit i umiejętności utrzymania równowagi między możnymi.</p><p>Dla mieszkańców naszego regionu to historia odległa, ale nie obca. Tomaszów Mazowiecki powstał wiele stuleci później, już w realiach przemysłowej nowoczesności, jednak ziemie środkowej Polski przez wieki pozostawały obszarem, na którym ścierały się interesy książąt, Kościoła, możnych i późniejszych właścicieli dóbr. Historia państwa nie zaczyna się w stolicy. Ona długo dojrzewała w takich właśnie przestrzeniach — między grodem, traktem, rzeką i lokalną wspólnotą.</p><h2><strong>Bulla Innocentego II: gdy Kościół był także mapą polityczną</strong></h2><p><strong>893 lata temu, w 1133 roku, papież Innocenty II wydał bullę „Sacrosanta Romana”.</strong> Dokument był niekorzystny dla Polski, ponieważ potwierdzał zwierzchność arcybiskupstwa magdeburskiego nad Kościołem w Polsce. Dziś może brzmieć to jak spór z zakurzonego pergaminu, ale w XII wieku kwestia podległości kościelnej była jednocześnie sprawą niezależności politycznej.</p><p>Kościół był wtedy nie tylko wspólnotą wiary, lecz także administracją, dyplomacją, edukacją i pamięcią. Kto kontrolował struktury kościelne, ten miał wpływ na język władzy. Dlatego średniowieczne bulle bywały równie ważne jak miecze i sojusze. Polska, broniąc samodzielności swojej organizacji kościelnej, broniła również podmiotowości państwowej.</p><h2><strong>Stara Warszawa otrzymuje prawa: początek wielkomiejskiej opowieści</strong></h2><p><strong>613 lat temu, w 1413 roku, książę mazowiecki Janusz I Starszy potwierdził i rozszerzył prawa miejskie Starej Warszawy.</strong> To jeden z tych momentów, które z perspektywy czasu wyglądają jak pierwsza scena filmu, którego finał znamy: małe mazowieckie miasto, książęcy dokument, lokalny porządek prawny — a potem stolica wielkiego państwa, królewskie elekcje, powstania, okupacje, odbudowa i dzisiejsza metropolia.</p><p>Prawa miejskie były w średniowieczu czymś więcej niż formalnością. Regulowały handel, sądownictwo, rzemiosło, podatki i obowiązki mieszkańców. Dawały przestrzeń do rozwoju mieszczaństwa — tej grupy, która z czasem stała się jednym z motorów modernizacji Europy. Tomaszów Mazowiecki także wyrósł dzięki energii miasta, choć już w epoce fabryk, sukna, mechanizacji i przemysłowego przyspieszenia. Inne czasy, podobna zasada: miasto żyje wtedy, gdy ma prawo, pracę i ludzi z ambicją.</p><h2><strong>Komisja Skarbowa Koronna: państwo liczy pieniądze</strong></h2><p><strong>262 lata temu, w 1764 roku, Sejm konwokacyjny powołał Komisję Skarbową Koronną.</strong> Jej zadaniem była troska o skarb Korony i rozwój gospodarczy. W XVIII wieku Rzeczpospolita wiedziała już, że bez sprawnych finansów państwo staje się piękną fasadą bez fundamentów.</p><p>Komisja była elementem reform podejmowanych w czasach, gdy kraj próbował wydobyć się z ustrojowego paraliżu. Można powiedzieć, że był to moment, gdy Rzeczpospolita zaczęła gorączkowo naprawiać dach, podczas gdy sąsiedzi już zaglądali przez okna z planami rozbiorów. Historia Komisji Skarbowej pokazuje prostą prawdę, aktualną także dziś: administracja finansowa nie jest nudnym zapleczem państwa. Jest jego krwiobiegiem.</p><h2><strong>Bogusławski i pierwsza szkoła teatralna: Polska uczy się sceny</strong></h2><p><strong>215 lat temu, w 1811 roku, przy Teatrze Narodowym w Warszawie z inicjatywy Wojciecha Bogusławskiego otwarto pierwszą w Polsce szkołę teatralną.</strong> Bogusławski, nazywany ojcem polskiego teatru, rozumiał, że scena może być czymś więcej niż rozrywką. W czasach zaborów teatr stawał się miejscem przechowywania języka, emocji i narodowego imaginarium.</p><p>Polski teatr zawsze był trochę jak tajne archiwum duszy. Od Bogusławskiego przez Wyspiańskiego, Osterwę, Dejmka, Kantora i Wajdę — scena bywała miejscem, gdzie naród mówił to, czego czasem nie dało się powiedzieć wprost na ulicy. W lokalnym wymiarze tę samą funkcję pełnią domy kultury, szkolne sceny, miejskie przeglądy i amatorskie teatry. Tam też rodzi się obywatelska wyobraźnia.</p><h2><strong>Ossolineum: biblioteka jako arka pamięci</strong></h2><p><strong>209 lat temu, w 1817 roku, cesarz austriacki Franciszek II zatwierdził statut Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie.</strong> Ossolineum stało się jedną z najważniejszych polskich instytucji kultury, miejscem przechowywania rękopisów, druków, map i dokumentów, bez których nasza pamięć byłaby jak książka z wyrwanymi rozdziałami.</p><p>Po II wojnie światowej, gdy granice przesunęły się jak dekoracje w tragicznym teatrze historii, część zbiorów trafiła do Wrocławia. Lwowski rodowód Ossolineum pozostał jednak żywy. To przypomnienie, że kultura często przeżywa państwa, granice i polityczne katastrofy. Biblioteka jest cichą formą oporu przeciw zapomnieniu.</p><h2><strong>Stanisław Moniuszko: narodowa opera i muzyka, która mówi po polsku</strong></h2><p><strong>154 lata temu, w 1872 roku, w Warszawie zmarł Stanisław Moniuszko, kompozytor i dyrygent, twórca polskiej opery narodowej.</strong> Autor „Halki” i „Strasznego dworu” stworzył muzykę, w której polskość nie była muzealną etykietą, lecz żywym językiem emocji.</p><p>Moniuszko potrafił połączyć wielką formę operową z rytmem tańców, melodią ludową, obyczajem szlacheckim i społecznym niepokojem. „Halka” była dramatem miłości i nierówności, „Straszny dwór” — opowieścią o honorze, domu, tradycji i humorze, ale także dziełem odczytywanym w czasach zaborów jako manifest narodowej tożsamości.</p><p>Dziś, gdy kultura często goni za szybkim efektem, Moniuszko przypomina, że muzyka może być domem. Nie tylko dźwiękiem w słuchawkach, ale wspólną przestrzenią pamięci.</p><h2><strong>Trianon: rana węgierskiej historii</strong></h2><p><strong>106 lat temu, w 1920 roku, podpisano traktat pokojowy w Trianon.</strong> Węgry, uznane za sukcesora pokonanych Austro-Węgier, utraciły ponad 70 procent terytorium dawnego Królestwa Węgierskiego, a około 30 procent Węgrów znalazło się poza granicami państwa.</p><p>Dla Węgrów Trianon pozostaje jedną z największych traum narodowych XX wieku. To nie jest wyłącznie data z podręcznika dyplomacji. To pamięć rodzin, miejscowości, szkół, cmentarzy i języka, który nagle znalazł się po drugiej stronie granicy. Europa Środkowa dobrze zna takie pęknięcia. Polska, Litwa, Ukraina, Czechy, Słowacja, Węgry — wszystkie te narody noszą w sobie mapy, których już nie ma, ale które nadal bolą.</p><h2><strong>Ignacy Mościcki: prezydentura po politycznym trzęsieniu ziemi</strong></h2><p><strong>100 lat temu, 4 czerwca 1926 roku, na Zamku Królewskim w Warszawie Ignacy Mościcki złożył przysięgę i objął urząd prezydenta Rzeczypospolitej.</strong> Stało się to krótko po zamachu majowym Józefa Piłsudskiego, który zmienił układ sił w II RP.</p><p>Mościcki był chemikiem, profesorem, wynalazcą, człowiekiem nauki wprowadzonym na najwyższy urząd państwowy w momencie politycznego przesilenia. Jego prezydentura przypadła na epokę sanacji, modernizacji, inwestycji, ale też narastających sporów o demokrację, autorytaryzm i granice władzy. W tle tej historii pobrzmiewa pytanie, które wraca w różnych epokach: czy stabilność może usprawiedliwiać ograniczanie politycznej konkurencji?</p><h2><strong>Józef Haller: błękitny generał i spór o Polskę</strong></h2><p><strong>66 lat temu, w 1960 roku, w Londynie zmarł gen. Józef Haller.</strong> Dowodził II Brygadą Legionów Polskich i Armią Polską we Francji, zwaną Błękitną Armią. W wojnie polsko-bolszewickiej był członkiem Rady Obrony Państwa i Generalnym Inspektorem Armii Ochotniczej. Podczas zamachu majowego opowiedział się po stronie legalnego rządu, a w czasie II wojny światowej był ministrem rządu RP na uchodźstwie.</p><p>Haller to postać z wielkiego fresku niepodległości. Jest w niej patriotyczny romantyzm, wojskowa dyscyplina, emigracyjny dramat i polityczny spór. Jego biografia przypomina, że II Rzeczpospolita nie była czarno-białą fotografią z akademii szkolnej. Była żywym, gwałtownym, często skonfliktowanym państwem ludzi, którzy różnili się wizją Polski, ale wielu z nich płaciło za nią najwyższą cenę.</p><h2><strong>Boże Ciało: wiara wychodzi na ulice</strong></h2><p>W Kościele katolickim dziś przypada <strong>uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa</strong>, potocznie nazywana <strong>Bożym Ciałem</strong>. W Polsce centralnym punktem obchodów są msze święte i procesje eucharystyczne do czterech ołtarzy. Dla wiernych to publiczne wyznanie wiary w obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, akt czci, wdzięczności i wspólnotowego świadectwa.</p><p>Święto dla całego Kościoła ustanowił w 1264 roku papież Urban IV bullą „Transiturus”. W Polsce jako pierwsza wprowadziła je diecezja krakowska w 1320 roku za biskupa Nankera.</p><p>W wymiarze społecznym Boże Ciało jest jednym z tych dni, gdy religia wychodzi poza mury świątyń. Ulice, zwykle oddane samochodom, zakupom i codziennemu pośpiechowi, zamieniają się w trasę procesji. W wielu miejscowościach — także w Tomaszowie Mazowieckim i okolicznych parafiach — to wydarzenie ma charakter nie tylko religijny, ale też wspólnotowy. Są dzieci sypiące kwiaty, strażacy, chorągwie, feretrony, sąsiedzi stojący przy oknach, starsi mieszkańcy pamiętający procesje sprzed pół wieku.</p><p>Warto też pamiętać, że <strong>Boże Ciało jest w Polsce dniem ustawowo wolnym od pracy</strong>, co wynika z ustawy o dniach wolnych od pracy. Dla jednych to czas modlitwy, dla innych początek długiego weekendu, ale w obu przypadkach jest to data mocno wpisana w polski rytm społeczny.</p><h2><strong>4 czerwca 1989: kartka wyborcza, która przesunęła historię</strong></h2><p>Dziś w Gdańsku odbywają się obchody <strong>Święta Wolności i Praw Obywatelskich</strong>, upamiętniające 37. rocznicę częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca 1989 roku. To jedna z najważniejszych dat współczesnej historii Polski.</p><p>Wybory kontraktowe nie były jeszcze pełną demokracją. Były kompromisem, półotwartymi drzwiami, polityczną szczeliną w murze. Ale przez tę szczelinę weszła historia. Wynik głosowania pokazał skalę społecznego sprzeciwu wobec systemu komunistycznego i otworzył drogę do powołania rządu Tadeusza Mazowieckiego.</p><p>4 czerwca ma w sobie coś z finałowej sceny filmu, w której bohaterowie jeszcze nie wiedzą, jak trudny będzie ciąg dalszy. Euforia mieszała się z niepewnością. Wolność nie przyszła jako gotowy prezent z instrukcją obsługi. Trzeba było ją dopiero urządzić: w samorządach, szkołach, gospodarce, mediach, sądach, zakładach pracy i rodzinnych rozmowach przy kuchennym stole.</p><p>Dla lokalnych wspólnot, takich jak Tomaszów Mazowiecki, przełom 1989 roku oznaczał także narodziny nowego samorządu, nowe reguły życia publicznego i powolne przejmowanie odpowiedzialności za własne miasto. Wolność nie mieszka tylko na wielkich placach. Ona mieszka też w budżecie gminy, w radzie miejskiej, w lokalnej gazecie, w stowarzyszeniu, w obywatelu, który pyta władzę: „dlaczego?”.</p><h2><strong>Europa rozmawia o granicach, migracji i bezpieczeństwie</strong></h2><p>W Brukseli ministrowie spraw wewnętrznych państw Unii Europejskiej spotykają się w ramach Rady ds. Wymiaru Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych. W programie są rozmowy o funkcjonowaniu <strong>strefy Schengen</strong>, interoperacyjnych systemach granicznych, systemie wjazdu/wyjazdu EES oraz systemie ETIAS.</p><p>Brzmi technicznie, ale dotyczy spraw bardzo konkretnych: przekraczania granic, migracji, bezpieczeństwa wewnętrznego, ochrony danych i odpowiedzi Europy na presję geopolityczną. Ministrowie mają też rozmawiać o wdrażaniu paktu o migracji i azylu, reformie Eurodac, współpracy migracyjnej z Somalią oraz sytuacji na Kanale La Manche.</p><p>W tle pozostaje również pytanie o przyszły status prawny osób wysiedlonych z Ukrainy. To temat szczególnie ważny dla Polski, także dla samorządów i lokalnych społeczności, które od 2022 roku przyjęły wielu uchodźców wojennych. W takich rozmowach wielka polityka europejska spotyka się z codziennością szkół, przychodni, rynku pracy i mieszkań.</p><h2><strong>Paweł Kowal w USA: rozmowy o stałej obecności wojsk amerykańskich</strong></h2><p>Przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Paweł Kowal kontynuuje wizytę w Stanach Zjednoczonych. Głównym tematem rozmów z amerykańskimi kongresmenami jest zwiększenie obecności wojsk USA w Polsce oraz przekształcenie jej charakteru z rotacyjnego na stały.</p><p>W obecnych realiach bezpieczeństwa nie jest to sprawa symboliczna. Wojna Rosji przeciw Ukrainie zmieniła strategiczne położenie całej Europy Środkowo-Wschodniej. Polska stała się jednym z kluczowych państw wschodniej flanki NATO, a obecność wojsk sojuszniczych jest nie tylko wojskowym, ale i politycznym sygnałem odstraszania.</p><h2><strong>Dopłaty rolnicze przed TSUE: gdy prawo pyta o granice obejścia przepisów</strong></h2><p>Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej zajmuje się dziś pytaniem prejudycjalnym skierowanym przez Naczelny Sąd Administracyjny w Polsce. Sprawa dotyczy interpretacji zasad przyznawania dopłat rolnych i tworzenia tak zwanych sztucznych warunków w celu uzyskania wyższego wsparcia.</p><p>Sednem problemu jest pytanie, czy w przypadku obejścia limitów płatności należy odmówić całej płatności, czy tylko tej części, którą uzyskano dzięki sztucznie stworzonej strukturze. To zagadnienie ważne nie tylko dla prawników i dużych gospodarstw. Dotyka także zasady sprawiedliwości w systemie wsparcia publicznego: pieniądze unijne mają pomagać rolnictwu, a nie premiować kreatywne obchodzenie reguł.</p><h2><strong>Maja Chwalińska: polski sen na Roland Garros</strong></h2><p>W sporcie dziś wielki dzień dla polskiego tenisa. <strong>Maja Chwalińska zagra w półfinale Roland Garros z Dianą Sznajder.</strong> Polka zaczynała turniej od kwalifikacji, a teraz stoi o krok od finału Wielkiego Szlema. To historia, która brzmi jak scenariusz napisany przez kogoś, kto za bardzo kocha kino sportowe — ale właśnie dlatego tak dobrze się ją ogląda.</p><p>Chwalińska, zawodniczka z Dąbrowy Górniczej, już osiągnęła sukces, który wykracza poza statystyki. Przeszła przez kwalifikacje, wygrała kolejne mecze w turnieju głównym i awansowała w okolice tenisowej elity. W świecie, w którym sport często opowiada się językiem rankingów, pieniędzy i kontraktów, jej występ przypomina, że najpiękniejsze historie zaczynają się czasem od bocznego wejścia.</p><p>Jej rywalka, Diana Sznajder, w ćwierćfinale wyeliminowała Arynę Sabalenkę. To oznacza, że po drugiej stronie siatki stanie zawodniczka rozpędzona, pewna siebie i niebezpieczna. Ale wielkie turnieje mają to do siebie, że czasem racjonalne przewidywania rozpadają się przy pierwszym mocnym returnie.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: od Capitol Records po Springsteena</strong></h2><p>4 czerwca ma także mocny rytm muzyczny.</p><p>W 1937 roku w San Benito w Teksasie urodził się <strong>Freddy Fender</strong>, właściwie Baldemar Huerta, piosenkarz pochodzenia meksykańskiego. Wylansował między innymi „Wasted Days and Wasted Nights” oraz „Before The Next Teardrop Falls”. Był przedstawicielem swamp popu — muzyki wyrastającej z bagiennych terenów Luizjany, gdzie blues, country, rock and roll i latynoska melancholia spotykały się jak ludzie przy barze po długiej podróży.</p><p>W 1942 roku Glenn Wallichs założył <strong>Capitol Records</strong>, wytwórnię, która wypromowała na rynku amerykańskim takich artystów jak Frank Sinatra, The Beatles, The Beach Boys, Bobby Darin, Glen Campbell, Tina Turner czy Heart. Wallichs miał też ogromny wpływ na promocję płyt poprzez wysyłanie singli prezenterom radiowym — dziś brzmi to jak oczywistość, ale wtedy było biznesową innowacją.</p><p>W 1953 roku w Glasgow urodził się <strong>Jimmy McCulloch</strong>, gitarzysta i kompozytor, związany między innymi z Thunderclap Newman, Stone The Crows i Wings Paula McCartneya. Zmarł tragicznie młodo, w 1979 roku, mając zaledwie 26 lat.</p><p>W 1977 roku debiutancki singiel <strong>The Jam</strong>, „In The City”, pojawił się na brytyjskiej liście przebojów. Zespół Paula Wellera stał się jednym z najważniejszych głosów brytyjskiego punku i mod revivalu — nerwowy, miejski, elegancki jak dobrze skrojony garnitur i ostry jak komentarz wypisany sprayem na murze.</p><p>W 1983 roku <strong>The Police</strong> rozpoczęli czterotygodniowe panowanie na brytyjskiej liście przebojów z „Every Breath You Take”. Utwór, często mylnie brany za romantyczną balladę, jest w rzeczywistości chłodną opowieścią o obsesji i kontroli. Sting napisał jedną z tych piosenek, które brzmią pięknie, dopóki człowiek naprawdę nie wsłucha się w tekst.</p><p>W 1984 roku ukazał się album <strong>Bruce’a Springsteena „Born In The U.S.A.”</strong>. Płyta stała się jednym z największych komercyjnych sukcesów lat 80. i najbardziej rozpoznawalnym wydawnictwem „Bossa”. Jej tytułowy utwór do dziś bywa błędnie odczytywany jako prosty hymn patriotyczny, choć w rzeczywistości jest gorzką opowieścią o weteranach, rozczarowaniu i amerykańskim śnie, który nie dla każdego kończy się happy endem.</p><p>W 1985 roku w Pszczynie urodziła się <strong>Alicja Janosz</strong>, zwyciężczyni pierwszej edycji programu „Idol”. Dla wielu widzów była jednym z symboli początku epoki telewizyjnych talent show w Polsce — czasu, gdy popkultura po transformacji gwałtownie uczyła się nowych formatów, emocji i sposobów kreowania gwiazd.</p><p>W 1994 roku grupa <strong>Wet Wet Wet</strong> zdobyła szczyt brytyjskiej listy przebojów utworem „Love Is All Around” z filmu „Cztery wesela i pogrzeb”. Piosenka panowała na liście przez piętnaście tygodni, stając się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przebojów lat 90.</p><p>W 2002 roku premierę miał album <strong>„Let Go” Avril Lavigne</strong>. „Complicated”, „Sk8er Boi” i „I’m With You” były ścieżką dźwiękową dla pokolenia, które nosiło trampki, pisało pierwsze statusy w internecie i uczyło się, że pop może mieć gitarowy pazur.</p><p>W 2013 roku zmarł <strong>Marcin Szyszko</strong>, były perkusista zespołu Wilki. Grał na płytach „Przedmieścia”, „Acousticus Rockus”, „4” i „Watra”. Jego historia jest też przypomnieniem o ciemniejszej stronie muzycznego świata — o uzależnieniach, które potrafią zniszczyć talent, relacje i życie.</p><h2><strong>4 czerwca: data, która nie daje zasnąć historii</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o władzy, pamięci, wierze, kulturze i wolności. Jest w nim średniowieczny Płock, papieska bulla, warszawskie prawa miejskie, sejmowe reformy XVIII wieku, Bogusławski otwierający drzwi teatru, Moniuszko zapisujący polską duszę nutami, Haller umierający na emigracji i wyborcy z 1989 roku wrzucający kartki do urn.</p><p>A obok tego wszystkiego — procesje Bożego Ciała, rozmowy o bezpieczeństwie Europy i młoda polska tenisistka, która w Paryżu udowadnia, że czasem historia naprawdę lubi niespodzianki.</p><p><strong>4 czerwca nie jest zwykłą kartką z kalendarza. To dzień, w którym Polska raz jeszcze przegląda się w swoich dawnych ranach, wielkich ambicjach i małych cudach codzienności.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania. Sikorski wraca na drugie miejsce, Tusk spada na trzecią pozycję]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55392,karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-sikorski-wraca-na-drugie-miejsce-tusk-spada-na-trzecia-pozycje</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55392,karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-sikorski-wraca-na-drugie-miejsce-tusk-spada-na-trzecia-pozycje</guid>
            <pubDate>Wed, 03 Jun 2026 19:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-sikorski-wraca-na-drugie-miejsce-tusk-spada-na-trzecia-po-1780508978.png</url>
                        <title>Karol Nawrocki liderem rankingu zaufania. Sikorski wraca na drugie miejsce, Tusk spada na trzecią pozycję</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55392,karol-nawrocki-liderem-rankingu-zaufania-sikorski-wraca-na-drugie-miejsce-tusk-spada-na-trzecia-pozycje</link>
                    </image><description>Prezydent Karol Nawrocki pozostaje liderem majowego rankingu zaufania do osób publicznych. Tak wynika z najnowszego sondażu IBRiS przeprowadzonego dla Onetu. Za głową państwa uplasowali się Radosław Sikorski i Donald Tusk. Badanie pokazuje jednak coś więcej niż tylko kolejność na podium. To polityczny termometr kraju, w którym zaufanie coraz częściej miesza się z nieufnością, a każdy punkt procentowy przypomina ruch tektoniczny pod sceną publiczną.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nawrocki na czele, ale przewaga nie jest dana raz na zawsze</h2><p>Według sondażu IBRiS <strong>Karolowi Nawrockiemu ufa 46,4 proc. badanych</strong>. W tej grupie 28,9 proc. deklaruje, że „zdecydowanie ufa” prezydentowi, a 17,5 proc. „raczej ufa”. To nadal najlepszy wynik w zestawieniu, choć w porównaniu z poprzednim miesiącem oznacza spadek o 2,7 pkt proc.</p><p>Nieufność wobec prezydenta deklaruje 42,8 proc. respondentów. Największą część tej grupy stanowią osoby, które wskazały odpowiedź „zdecydowanie nie ufam” — 33,8 proc.</p><p>To ważny sygnał. Lider rankingu nie jest politykiem powszechnej zgody, ale postacią, która — jak w dobrze znanym polskim dramacie politycznym — skupia wokół siebie zarówno nadzieje, jak i mocny sprzeciw. W polskiej polityce zaufanie rzadko bywa spokojnym portem. Częściej przypomina Wisłę po roztopach: płynie szeroko, ale niesie ze sobą sporo mułu.</p><h2>Sikorski wraca na drugie miejsce</h2><p>Na drugie miejsce wrócił <strong>Radosław Sikorski</strong>, wicepremier i minister spraw zagranicznych. Zaufanie do niego zadeklarowało 42,7 proc. badanych, z czego 22,2 proc. odpowiedziało „zdecydowanie ufam”, a 20,5 proc. „raczej ufam”.</p><p>To wzrost o 5,3 pkt proc. w porównaniu z kwietniem. Sikorski wyprzedził Donalda Tuska i — co istotne — należy do polityków, którym ufa więcej osób, niż im nie ufa. Brak zaufania wobec szefa MSZ deklaruje 40,9 proc. uczestników badania.</p><p>W czasie, gdy polityka zagraniczna coraz częściej trafia na pierwsze strony gazet — od bezpieczeństwa Europy, przez relacje z USA, po wojnę za wschodnią granicą — pozycja Sikorskiego może wynikać z oczekiwania części opinii publicznej na mocny, rozpoznawalny głos Polski za granicą.</p><h2>Donald Tusk trzeci. Premier z wysoką nieufnością</h2><p>Trzecie miejsce zajął <strong>premier Donald Tusk</strong>, któremu ufa 36,6 proc. ankietowanych. To wynik niższy o 2,6 pkt proc. niż miesiąc wcześniej. W przypadku szefa rządu szczególnie wyraźnie widać jednak skalę nieufności: aż 51,4 proc. badanych deklaruje, że mu nie ufa.</p><p>W polityce premierzy rzadko bywają ulubieńcami wszystkich. To oni odpowiadają za ceny, ustawy, spory koalicyjne, decyzje kadrowe i codzienną prozę rządzenia. Rządzenie, jak mawiał klasyk, nie jest poezją śpiewaną przy ognisku — bliżej mu czasem do „Procesu” Kafki, gdzie każdy dokument rodzi następny dokument, a każda decyzja natychmiast ma przeciwników.</p><h2>Morawiecki, Czarzasty i Bosak tuż za podium</h2><p>Za podium znalazł się <strong>Mateusz Morawiecki</strong>, były premier i obecny wiceprezes PiS, któremu ufa 35,7 proc. badanych. To spadek o 1,1 pkt proc. względem poprzedniego miesiąca.</p><p>Piąte miejsce zajął <strong>Włodzimierz Czarzasty</strong>, marszałek Sejmu, z wynikiem 35,2 proc. Tuż za nim znalazł się <strong>Krzysztof Bosak</strong>, jeden z liderów Konfederacji, któremu ufa 35 proc. respondentów.</p><p>Dalej w zestawieniu znaleźli się m.in. Władysław Kosiniak-Kamysz z wynikiem 34,2 proc., Jarosław Kaczyński — 29,7 proc., Piotr Zgorzelski — 28,8 proc., Krzysztof Gawkowski — 27,2 proc. oraz Przemysław Czarnek — 26,9 proc.</p><h2>Mentzen traci, Hołownia nisko w rankingu</h2><p>W najnowszym badaniu słabszy wynik zanotował <strong>Sławomir Mentzen</strong>. Drugiemu z liderów Konfederacji ufa 25,5 proc. respondentów, co oznacza spadek o 2,1 pkt proc.</p><p>Zaufanie do <strong>Adriana Zandberga</strong>, lidera Razem, zadeklarowało 23,6 proc. badanych. W końcówce rankingu znaleźli się natomiast <strong>Szymon Hołownia</strong> z wynikiem 18,4 proc., <strong>Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz</strong> — 16,4 proc. oraz <strong>Grzegorz Braun</strong>, któremu ufa 16,4 proc. ankietowanych.</p><p>W przypadku Hołowni to szczególnie wymowne, bo jeszcze niedawno był jednym z polityków budujących swój wizerunek właśnie na wiarygodności, świeżości i dystansie wobec starego konfliktu PO-PiS. Dziś ten kapitał wydaje się mocno uszczuplony.</p><h2>Ranking zaufania to nie wybory, ale pokazuje klimat</h2><p>Sondaże zaufania nie są prognozą wyborczą. Nie pokazują bezpośrednio, na kogo obywatele oddaliby głos. Pokazują raczej, kto budzi wiarygodność, kto mobilizuje sprzeciw, a kto znika z emocjonalnego radaru opinii publicznej.</p><p>W polskiej polityce, podzielonej jak scena z „Wesela” Wyspiańskiego, zaufanie stało się jednym z najcenniejszych zasobów. Można mieć rozpoznawalność, stanowisko, partię i medialny mikrofon, ale bez zaufania trudno wyjść poza własny obóz.</p><p>Majowy ranking IBRiS pokazuje więc trzy rzeczy: Karol Nawrocki nadal prowadzi, Radosław Sikorski wyraźnie wraca do gry, a Donald Tusk — choć pozostaje jednym z najważniejszych aktorów polskiej polityki — mierzy się z bardzo wysokim poziomem nieufności.</p><p>Sondaż IBRiS dla Onetu został przeprowadzony w dniach 22–23 maja 2026 roku metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo, czyli CATI, na próbie 1,1 tys. dorosłych Polaków.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[EKF’26: ARP wspieranie rozwoju polskich firm ma w swoim DNA]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55389,ekf-26-arp-wspieranie-rozwoju-polskich-firm-ma-w-swoim-dna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55389,ekf-26-arp-wspieranie-rozwoju-polskich-firm-ma-w-swoim-dna</guid>
            <pubDate>Wed, 03 Jun 2026 18:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekf-26-arp-wspieranie-rozwoju-polskich-firm-ma-w-swoim-dna-1780505335.jpg</url>
                        <title>EKF’26: ARP wspieranie rozwoju polskich firm ma w swoim DNA</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55389,ekf-26-arp-wspieranie-rozwoju-polskich-firm-ma-w-swoim-dna</link>
                    </image><description>Local content dotyczy całej polskiej gospodarki - chodzi o zwiększenie: udziału polskich firm w łańcuchach dostaw, poziomu marżowości, zdobywanie kompetencji i tym samym wzrost wartości dodanej, którą generują te firmy. „Agencja Rozwoju Przemysłu wspieranie rozwoju polskich firm ma w swoim DNA i aktywnie angażuje się w działania na rzecz zwiększenia udziału polskich firm w strategicznych projektach” - powiedział Krzysztof Telega, wiceprezes zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., podczas debaty „Local content w sektorze finansowym - między suwerennością a efektywnością” na 16. Europejskim Kongresie Finansowym w Sopocie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W debacie publicznej pojawiają się głosy wskazujące, że local content może nosić znamiona protekcjonizmu i stać w sprzeczności z regulacjami wspólnego europejskiego rynku. Prezes Telega powiedział, że ARP przeanalizowała systemy prawne czterech krajów: Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i Niemiec, które należą do Unii Europejskiej i działają w tym samym reżimie prawnym.</p><p>„Nasza kwerenda dała odpowiedź, że te kraje stosują ciekawe rozwiązania, które trzymają się ducha ustaw Unii Europejskiej, ale jednocześnie wzmacniają rolę lokalnych podmiotów. Na przykład konieczność świadczenia usług serwisowych w określonym czasie czy prowadzenia dokumentacji w języku krajowym i zatrudnienia kadry kierowniczej, która potrafi nim się posługiwać. Cały szereg tych elementów zostało przez ARP i Ministerstwo Aktywów Państwowych sformułowane w kodeks dobrych praktyk” - zaznaczył prezes Krzysztof Telega.</p><p>Dodał, że ARP traktuje local content jako wyrównywanie szans przedsiębiorstw w rywalizacji o kontrakty i w perspektywie przyczyni się do zwiększenia skali działalności polskich firm, transferu technologii i wzrostu kompetencji polskiego biznesu.</p><p>Gospodarzem debaty była redakcja PAP Biznes, a partnerami Alior Bank S.A. i Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. Wzięli w niej udział także: Ilona Wołyniec, dyrektor Pionu Relacji z Klientami Strategicznymi i Finansowania Projektów PKO BP, dr Tadeusz Białek, prezes Związku Banków Polskich, prof. Lech Kurkliński z Instytutu Finansów Korporacji i Inwestycji, Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie SGH i Wojciech Przybył, wiceprezes zarządu Alior Bank S.A.</p><p>W Sopocie trwa 16. Europejski Kongres Finansowy: jedno z najbardziej prestiżowych wydarzeń gospodarczych w UE i platforma debaty na temat stabilności europejskiego oraz polskiego systemu finansowego, a także miejsce wypracowania rekomendacji działań w kierunku osiągnięcia stabilnego, zrównoważonego rozwoju. Uczestnikami EKF są prezesi wiodących instytucji finansowych, polscy i zagraniczni politycy kształtujący politykę gospodarczą, uznani makroekonomiści i menedżerowie najwyższych szczebli z sektorów bankowości i rynku kapitałowego, ubezpieczeń, konsultingowego i prawnego, innowacji i IT, a także eksperci ze środowisk naukowych.</p><p>&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://youtu.be/OVe65Zf5XH0"></oembed></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[3 czerwca: Kopernik, Zamoyski, Aretha Franklin i nowe przepisy dla młodych rowerzystów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55384,3-czerwca-kopernik-zamoyski-aretha-franklin-i-nowe-przepisy-dla-mlodych-rowerzystow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55384,3-czerwca-kopernik-zamoyski-aretha-franklin-i-nowe-przepisy-dla-mlodych-rowerzystow</guid>
            <pubDate>Wed, 03 Jun 2026 09:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-3-czerwca-kopernik-zamoyski-aretha-franklin-i-nowe-przepisy-dla-mlodych-rowerzystow-1780565342.png</url>
                        <title>3 czerwca: Kopernik, Zamoyski, Aretha Franklin i nowe przepisy dla młodych rowerzystów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55384,3-czerwca-kopernik-zamoyski-aretha-franklin-i-nowe-przepisy-dla-mlodych-rowerzystow</link>
                    </image><description>Środa, 3 czerwca 2026 roku, przynosi dzień utkany z wielkich ambicji, ostrych sporów i dźwięków, które zmieniały świat. W kalendarium spotykają się Mikołaj Kopernik piszący z Fromborka naukową polemikę, Jan Zamoyski — polityk, hetman i budowniczy własnego miasta, deklaracja mocarstw zapowiadająca odrodzenie Polski, Aretha Franklin z hymnem „Respect”, The Doors rozpalający radiowe etery i współczesna Polska, w której od dziś zmieniają się przepisy dla najmłodszych uczestników ruchu drogowego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>środa, 154. dzień roku</strong>. Słońce wzeszło o godz. 4.20, zajdzie o godz. 20.48. Imieniny obchodzą: Andrzej, Ferdynand, Franciszek, Jan, Joachim, Karol, Leszek, Maciej, Paula, Tamara i Wawrzyniec.</p><h2>Kopernik przeciwko Wernerowi. Nauka jako sztuka odwagi</h2><p>502 lata temu, w 1524 roku, <strong>Mikołaj Kopernik</strong> napisał we Fromborku tak zwany <strong>„List przeciwko Wernerowi”</strong>. Nie był to list kurtuazyjny, wysłany z grzeczności do uczonego kolegi. Była to rzeczowa, stanowcza polemika z teoriami norymberskiego matematyka Johannesa Wernera dotyczącymi ruchu gwiazd.</p><p>Kopernik nie szukał efektu scenicznego. Nie był jeszcze autorem „De revolutionibus orbium coelestium” w jego późniejszej, przełomowej formie. Ale już w tym piśmie widać było człowieka, który nie przyjmował autorytetu tylko dlatego, że był autorytetem. W epoce, w której nauka wciąż musiała przechodzić przez gęste sito teologii, tradycji i akademickiej hierarchii, Kopernik robił coś, co do dziś pozostaje fundamentem uczciwego myślenia: sprawdzał, liczył, wątpił.</p><p>To jest dobry punkt startu dla 3 czerwca. Dzień zaczyna się od przypomnienia, że prawdziwa rewolucja nie zawsze przychodzi z hukiem. Czasem zaczyna się od kartki papieru, atramentu i zdania: „sprawdźmy to jeszcze raz”.</p><h2>Jan Zamoyski. Człowiek, który chciał zbudować państwo i miasto</h2><p>421 lat temu, w 1605 roku, zmarł <strong>Jan Zamoyski</strong>, kanclerz i hetman wielki koronny, jedna z najpotężniejszych postaci Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Urodzony w 1542 roku, wykształcony w Paryżu, Strasburgu i Padwie, był politykiem renesansowego formatu: człowiekiem pióra, urzędu, wojska i wielkiej ambicji.</p><p>Zamoyski zapisał się w historii jako współtwórca potęgi państwa za Stefana Batorego, obrońca interesów Rzeczypospolitej, ale też twórca <strong>Zamościa</strong> — miasta idealnego, zaprojektowanego niczym renesansowa partytura z kamienia. W jego biografii jest coś z wielkiego dramatu politycznego: bliskość tronu, konflikty z monarchami, rywalizacja magnacka, wielka wizja państwa i osobista potęga, która z czasem sama stawała się częścią problemu.</p><p>W lokalnym czytaniu historii Zamoyski przypomina, że samorząd, administracja i instytucje nie są abstrakcją. Kto buduje szkoły, drogi, urzędy, system bezpieczeństwa i przestrzeń publiczną, ten zostawia ślad trwalszy niż najgłośniejsze przemówienie. W Tomaszowie Mazowieckim i całym powiecie dobrze wiemy, że codzienność mieszkańców zależy właśnie od takich decyzji — mniej efektownych niż wielka polityka, ale odczuwalnych natychmiast.</p><h2>Wersal i polska niepodległość. Deklaracja, która brzmiała jak zapowiedź powrotu</h2><p>108 lat temu, 3 czerwca 1918 roku, premierzy Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch złożyli w Wersalu deklarację, że powstanie <strong>zjednoczonego i niepodległego państwa polskiego z wolnym dostępem do morza</strong> jest warunkiem trwałego pokoju w Europie.</p><p>Był to moment szczególny. Polska formalnie nie istniała na mapie od końca XVIII wieku, ale istniała w języku, kulturze, rodzinnych opowieściach, modlitwach, powstaniach, konspiracji, pracy organicznej i politycznej wyobraźni. Deklaracja wersalska nie stworzyła jeszcze państwa, ale nadała sprawie polskiej międzynarodową wagę. To był sygnał, że po dekadach zaborów Polska wraca do rozmowy mocarstw nie jako sentymentalne wspomnienie, lecz jako realny warunek europejskiego ładu.</p><p>Historia lubi gorzkie przypisy. Ten „trwały pokój” okazał się kruchy. Dwie dekady później Europa znów stanęła w ogniu. Ale dla pokolenia 1918 roku deklaracja była jak dźwięk dzwonu słyszany z daleka — jeszcze nie koniec drogi, ale już pewność, że droga istnieje.</p><h2>Bronisław Chromy i smok, który pilnuje wyobraźni</h2><p>101 lat temu, w 1925 roku, urodził się <strong>Bronisław Chromy</strong>, rzeźbiarz, autor jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich symboli miejskich: <strong>Smoka Wawelskiego</strong> stojącego u stóp Wawelu w Krakowie. Chromy tworzył także liczne pomniki, m.in. Jana Pawła II w Tarnowie, Żołnierza Polskiego w Katowicach oraz polsko-radzieckiego braterstwa broni w Riazaniu.</p><p>Jego twórczość pokazuje, że pomnik nigdy nie jest tylko bryłą. Jest rozmową z pamięcią. Czasem dziecięcą, jak przy krakowskim smoku. Czasem państwową, wojskową, ideologiczną lub religijną. Rzeźba w przestrzeni publicznej działa inaczej niż obraz w galerii — spotykamy ją przypadkiem, mijamy w pośpiechu, umawiamy się „pod pomnikiem”, fotografujemy, kłócimy się o nią, czasem przestajemy ją zauważać. A ona trwa.</p><h2>Katastrofa pod Garwolinem i pamięć o kolejarskiej służbie</h2><p>95 lat temu, w 1931 roku, wydarzyła się <strong>katastrofa kolejowa pod Garwolinem</strong>. Z powodu błędu zawiadowcy ruchu zderzyły się dwa pociągi towarowe, w tym jeden przewożący amunicję. Zginęło kilku kolejarzy i żołnierzy.</p><p>To jedno z tych wydarzeń, które nie trafiają zwykle na pierwsze strony podręczników, a jednak mówią bardzo wiele o epoce. Kolej była krwiobiegiem państwa: przewoziła ludzi, towary, wojsko, pocztę, gazety, nadzieje i lęki. Błąd jednej osoby mógł uruchomić tragedię. Tak było wtedy i tak — choć przy zupełnie innych technologiach — pozostaje dziś.</p><p>W powiecie tomaszowskim, gdzie przez lata kolej, przemysł i transport współtworzyły codzienny rytm życia, takie rocznice mają szczególny ciężar. Przypominają o pracy ludzi, których nazwisk często nie znamy, choć od ich odpowiedzialności zależało bezpieczeństwo tysięcy innych.</p><h2>Służewiec, Mława, PISM i Trasa Łazienkowska</h2><p>87 lat temu, w 1939 roku, w Warszawie na <strong>Torze Wyścigów Konnych na Służewcu</strong> odbyła się pierwsza gonitwa. Był to jeszcze świat eleganckich trybun, kapeluszy, zakładów i sportowej rywalizacji, który za kilka miesięcy brutalnie przerwie wojna.</p><p>81 lat temu, w nocy z 3 na 4 czerwca 1945 roku, oddział żołnierzy podziemia niepodległościowego zaatakował <strong>Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Mławie</strong>, uwalniając 40 więźniów, głównie żołnierzy AK, NSZ i BCh. To wydarzenie należy do dramatycznego rozdziału powojennej Polski, w której koniec okupacji niemieckiej nie oznaczał końca walki o wolność, bezpieczeństwo i prawo do własnego państwa.</p><p>79 lat temu, w 1947 roku, powstał <strong>Polski Instytut Spraw Międzynarodowych</strong> — instytucja ważna dla analizowania miejsca Polski w świecie, zwłaszcza wtedy, gdy polityka międzynarodowa przypomina szachownicę, na której każdy ruch ma konsekwencje daleko poza granicami jednego kraju.</p><p>55 lat temu, w 1971 roku, Biuro Polityczne KC PZPR podjęło decyzję o budowie <strong>Trasy Łazienkowskiej</strong> w Warszawie. Powstała w ciągu trzech lat i stała się jednym z symboli modernizacyjnych ambicji PRL. Jak wiele inwestycji tamtej epoki, była jednocześnie realnym ułatwieniem komunikacyjnym i elementem politycznej opowieści o sprawczości władzy.</p><p>18 lat temu, w 2008 roku, na emigracji w Kanadzie zmarł <strong>płk Tadeusz Kotz</strong>, znany także jako Tadeusz Koc, pilot, który w czasie II wojny światowej dowodził słynnym <strong>Dywizjonem 303</strong>. Jego biografia prowadzi przez historię polskiego lotnictwa, wojny, emigracji i pamięci o tych, którzy walczyli daleko od kraju, ale dla kraju.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od „Respect” do „Light My Fire”</h2><p>3 czerwca to także data mocno zapisana w historii muzyki popularnej. W 1950 roku w Detroit urodziła się <strong>Suzi Quatro</strong>, wokalistka i basistka, jedna z ikon glam rocka. Jej „Can The Can”, „48 Crash”, „Devil Gate Drive” czy duet z Chrisem Normanem „Stumblin’ In” należą do tej półki popkultury, gdzie skóra, bas i refren idą ramię w ramię.</p><p>W 1956 roku urodził się <strong>Danny Wilde</strong>, późniejszy współtwórca grupy The Rembrandts. Ich „I’ll Be There For You” stało się piosenką niemal automatycznie kojarzoną z serialem „Przyjaciele” — jednym z tych telewizyjnych motywów, które potrafią uruchomić pamięć całego pokolenia szybciej niż album rodzinnych zdjęć.</p><p>W 1967 roku <strong>Aretha Franklin</strong> umieściła na pierwszym miejscu amerykańskiej listy przebojów „Respect”. Cover utworu Otisa Reddinga w jej wykonaniu stał się czymś więcej niż piosenką. Stał się deklaracją godności, hymnem emancypacji, głosem, który mówił: „zobacz mnie, usłysz mnie, szanuj mnie”. Dwa miesiące później na szczyt list trafiło „Light My Fire” zespołu <strong>The Doors</strong> — utwór długi, hipnotyczny, rozpięty między rockiem, psychodelią i poezją Jima Morrisona.</p><p>W 1969 roku <strong>Elton John</strong> wydał debiutancki album „Empty Sky”. Świat nie wiedział jeszcze, że za chwilę pojawi się artysta, który będzie łączył popową teatralność z melodyjną elegancją, jakby fortepian był równocześnie sceną, konfesjonałem i rakietą.</p><p>Rok później Ray Davies z The Kinks musiał pokonać trasę z Nowego Jorku do Londynu, aby zmienić w „Lola” jedno słowo: „coca-cola” na „cherry cola”, bo BBC nie zgadzało się na reklamowy trop w piosence. Tego samego dnia w 1970 roku Deep Purple wydało <strong>„Deep Purple In Rock”</strong>, album z klasycznym składem: Ritchie Blackmore, Ian Gillan, Roger Glover, Jon Lord i Ian Paice. „Child In Time” do dziś brzmi jak skalny klif, o który rozbijają się kolejne fale rockowej historii.</p><p>Późniejsze daty też mają swój rytm: Fine Young Cannibals z „The Raw &amp; The Cooked”, Bryan Adams z filmową balladą „Have You Ever Really Loved A Woman”, Shaggy z „Angel” i Andrew Gold, którego piosenki przypominają, że pop bywa najtrwalszy wtedy, gdy nie udaje większego, niż jest.</p><h2>Kraj: nowe przepisy dla rowerzystów i hulajnóg</h2><p>Od dziś wchodzi w życie część nowelizacji <strong>Prawa o ruchu drogowym</strong>. Zgodnie z nowymi przepisami dzieci i młodzież do 16. roku życia muszą używać kasków ochronnych podczas jazdy rowerem, hulajnogą elektryczną oraz urządzeniem transportu osobistego. Odpowiedzialność za dopuszczenie małoletniego do jazdy bez wymaganego kasku ponosi osoba mająca obowiązek opieki lub nadzoru nad dzieckiem. Przewidziana kara grzywny wynosi do 100 zł.</p><p>W praktyce to ważna zmiana dla rodzin, szkół i samorządów. W Tomaszowie Mazowieckim oraz okolicznych miejscowościach, gdzie rower i hulajnoga są dla młodych ludzi codziennym środkiem przemieszczania się, przepis będzie widoczny natychmiast: na osiedlach, drogach rowerowych, przy szkołach, w parkach i na trasach rekreacyjnych.</p><p>Od dziś obowiązują także przepisy ograniczające możliwość redukowania punktów karnych na kursach reedukacyjnych za najpoważniejsze wykroczenia, w tym związane z alkoholem i skrajnym przekroczeniem prędkości. To kolejny element polityki, która ma przesuwać akcent z „odrabiania” konsekwencji na realne bezpieczeństwo na drogach.</p><h2>Wojsko, finanse i cyfrowa Europa</h2><p>Dziś o godz. 14 wicepremier i minister obrony narodowej <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong> ma wyznaczyć 10 oficerów na kluczowe stanowiska w Wojsku Polskim. Szef MON podkreśla, że resort realizuje transformację Sił Zbrojnych RP w sprzęcie, strukturach i dowodzeniu oraz rozwija przemysł obronny.</p><p>W Sopocie trwa trzeci dzień <strong>XVI Europejskiego Kongresu Finansowego</strong>. Główne hasła wydarzenia to bezpieczeństwo i konkurencyjność. W programie znalazły się debaty o finansach, stabilności sektora bankowego i sztucznej inteligencji. To nie są tematy odległe od zwykłego obywatela. Bezpieczny sektor finansowy, odporność cyfrowa i odpowiedzialne wykorzystanie AI coraz częściej decydują o tym, czy państwo działa sprawnie także w sytuacjach kryzysowych.</p><p>W Brukseli zbierze się kolegium komisarzy Unii Europejskiej. Komisja Europejska ma zająć się pakietem dotyczącym Europejskiego Semestru oraz zapowiedziami związanymi z suwerennością technologiczną UE. Równolegle Sąd UE w Luksemburgu ogłosi wyrok w sprawie skargi koncernu Meta przeciwko Komisji Europejskiej dotyczącej stosowania aktu o rynkach cyfrowych. Spór dotyczy tego, jak daleko Unia może i powinna regulować największe platformy internetowe, które dla milionów ludzi są dziś bramą do informacji, reklamy, handlu i debaty publicznej.</p><h2>Sport: Maja Chwalińska w Paryżu i jubileusz na Narodowym</h2><p>O godz. 11 na korcie centralnym kompleksu im. Rolanda Garrosa <strong>Maja Chwalińska</strong> rozpocznie pojedynek z Anną Kalinską w ćwierćfinale French Open. 24-letnia Polka jest jednym z największych odkryć turnieju. Do tej fazy dotarła z kwalifikacji i ze 114. miejsca w rankingu WTA. Już teraz może mówić o życiowym sukcesie.</p><p>Wieczorem, o godz. 20.45, w Warszawie polscy piłkarze zagrają towarzysko z Nigerią. Dla biało-czerwonych będzie to 50. występ na PGE Narodowym. Reprezentacja Jana Urbana będzie chciała zatrzeć złe wrażenie po porażce z Ukrainą 0:2 we Wrocławiu. Sport ma w sobie tę brutalną prostotę, której czasem brakuje polityce: po słabym meczu nie wystarczy konferencja prasowa. Trzeba wyjść na boisko i zagrać lepiej.</p><h2>3 czerwca — dzień polemik, decyzji i głosów, które zostają</h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o odpowiedzialności. Kopernik bierze odpowiedzialność za myślenie. Zamoyski — za państwo, choć nie bez własnych ambicji. Deklaracja wersalska — za prawo narodów do istnienia. Kolejarze spod Garwolina przypominają o odpowiedzialności służby. Nowe przepisy drogowe — o odpowiedzialności dorosłych za dzieci. Aretha Franklin śpiewa o szacunku, The Doors o ogniu, Deep Purple o rockowej sile, która nie prosi o pozwolenie.</p><p>Historia nie jest muzealną gablotą. Jest raczej jak dobrze ustawione radio: raz słychać z niej trzask dawnych archiwów, raz głos wielkiej artystki, raz komunikat o nowych przepisach, raz stadionowy szum przed meczem. Wystarczy się wsłuchać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ukraiński dziennikarz: Ukraina nie gloryfikuje sprawców zbrodni wołyńskiej (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55372,ukrainski-dziennikarz-ukraina-nie-gloryfikuje-sprawcow-zbrodni-wolynskiej-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55372,ukrainski-dziennikarz-ukraina-nie-gloryfikuje-sprawcow-zbrodni-wolynskiej-wywiad</guid>
            <pubDate>Tue, 02 Jun 2026 08:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ukrainski-dziennikarz-ukraina-nie-gloryfikuje-sprawcow-zbrodni-wolynskiej-wywiad-1780381504.png</url>
                        <title>Ukraiński dziennikarz: Ukraina nie gloryfikuje sprawców zbrodni wołyńskiej (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55372,ukrainski-dziennikarz-ukraina-nie-gloryfikuje-sprawcow-zbrodni-wolynskiej-wywiad</link>
                    </image><description>Nikt w Ukrainie nie gloryfikuje sprawców zbrodni wołyńskiej, ale wielu Ukraińców uważa UPA za część walki o niepodległość – powiedział PAP Roman Romaniuk, dziennikarz polityczny opiniotwórczego portalu „Ukraińska Prawda”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jego zdaniem źródłem obecnego sporu jest zasadnicza różnica między polską i ukraińską pamięcią historyczną.</p><p><strong>PAP: Dlaczego Ukraina odwołuje się dziś do postaci i organizacji, które budzą tak silne emocje w Polsce, jak przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów?</strong></p><p>Roman Romaniuk: Jeśli mówimy o Andriju Melnyku, Jewhenie Konowalcu czy Stepanie Banderze, to dla znacznej części Ukraińców są oni bohaterami narodowymi. Dlatego się do nich odwołujemy. Dlatego też podejmowane są działania, by ich szczątki spoczęły w ojczystej ziemi, o której niepodległość walczyli.</p><p>Nie jestem historykiem, lecz dziennikarzem politycznym. Mam jednak wrażenie, że źródłem wielu nieporozumień jest założenie obecne w części polskiej opinii publicznej, że gdy prezydent nadaje jednostce wojskowej nazwę „Bohaterów UPA”, to automatycznie gloryfikuje osoby odpowiedzialne za zbrodnie popełnione na Polakach na Wołyniu. To jest błędne założenie.</p><p>Nikt w Ukrainie nie gloryfikuje ludzi odpowiedzialnych za czystki etniczne czy inne zbrodnie. Naród, który sam przeżył Wielki Głód, represje sowieckie i deportacje, nie może czcić sprawców podobnych zbrodni.</p><p>Problem polega na tym, że przez wielu Polaków UPA jest postrzegana wyłącznie przez pryzmat zbrodni wołyńskiej. Tymczasem w Ukrainie pamięta się przede wszystkim tysiące ludzi, którzy walczyli w jej szeregach o niepodległość kraju.</p><p>W przypadku Andrija Melnyka – nie miał on żadnego związku z wydarzeniami na Wołyniu. Stepan Bandera w czasie kulminacji tych wydarzeń przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym.</p><p>Wielu Ukraińców uważa również, że skoro nie istnieją dokumenty świadczące o zaangażowaniu całego kierownictwa UPA czy całej organizacji w planowanie zbrodni, nie można automatycznie przypisywać odpowiedzialności wszystkim członkom tej formacji.</p><p>Nikt nie próbuje negować ani usprawiedliwiać zbrodni wołyńskiej. W Ukrainie panuje przekonanie, że były to tragiczne i zbrodnicze wydarzenia. Prosimy jedynie, by nie obarczać winą całej UPA za działania części jej członków oraz by nie przenosić odpowiedzialności za te wydarzenia na cały współczesny naród ukraiński.</p><p><strong>PAP: Pan sam pochodzi z Wołynia.</strong></p><p>R.R.: Tak, pochodzę z Wołynia i nie znam ludzi, którzy twierdziliby, że to, co wydarzyło się na Wołyniu, nie było zbrodnią.</p><p>Mam jednak wrażenie, że Polacy i Ukraińcy patrzą dziś na różne fragmenty tej samej historii. W Polsce UPA kojarzona jest przede wszystkim z ludźmi odpowiedzialnymi za zbrodnie. W Ukrainie pamięta się przede wszystkim walkę o niepodległość.</p><p>Zdarzały się przypadki przemocy wobec Ukraińców ze strony oddziałów Armii Krajowej. Ukraina nie domaga się z tego powodu, by Polacy przestali czcić AK. Podobnie dla wielu Ukraińców kontrowersyjną postacią jest Roman Dmowski, ale nikt nie żąda od Polaków usuwania jego pomników czy zmiany nazw miejsc związanych z jego pamięcią. To jest suwerenne prawo każdego narodu.</p><p>Ukraina wielokrotnie przepraszała Polaków za tragiczne wydarzenia na Wołyniu. Jednocześnie oczekujemy zrozumienia dla faktu, że wielu Ukraińców postrzega UPA nie przez pryzmat zbrodni, dokonanych przez jej oddzielne jednostki, lecz walki o niepodległość.</p><p>Jeżeli nawet Wołodymyr Zełenski, człowiek wychowany w rosyjskojęzycznym Krzywym Rogu, który przez lata był daleki od środowisk nacjonalistycznych, doszedł do przekonania, że w UPA było wielu ludzi zasługujących na szacunek, świadczy to o czymś szerszym. Nie jest to stanowisko jednej partii czy jednego środowiska, lecz szeroki społeczny konsensus. W Ukrainie panuje przekonanie, że w szeregach UPA było wielu ludzi, którzy poświęcili życie walce o wolność i niepodległość kraju. Ich właśnie się czci, a nie tych, którzy popełniali zbrodnie.</p><p><strong>PAP: Czy Ukraina jest zaskoczona skalą emocji, jakie ta sprawa wywołała w Polsce?</strong></p><p>R.R.: Szczerze mówiąc, o samej decyzji dotyczącej nazwy jednostki dowiedziałem się głównie dzięki polskim mediom. Prezydent regularnie nadaje jednostkom wojskowym honorowe nazwy, wręcza sztandary i podejmuje podobne decyzje. Takich wydarzeń są dziesiątki każdego miesiąca. W Ukrainie poza bezpośrednio zainteresowanymi osobami zazwyczaj nie przyciągają one większej uwagi.</p><p>Zobaczyłem natomiast bardzo gwałtowną reakcję w Polsce i niemal całkowity brak zainteresowania tą sprawą w Ukrainie. Rozumiem polskie emocje, ponieważ wynikają one z przekonania, że UPA jako całość ponosi odpowiedzialność za zbrodnie. Z ukraińskiej perspektywy jest to jednak założenie błędne. Trudno mi sobie wyobrazić, by ktoś celowo chciał wywołać konflikt z Polską w momencie, gdy po latach napięć udało się wznowić dialog historyczny, rozpocząć ekshumacje ofiar i poprawić atmosferę we wzajemnych relacjach. Nie widzę w tym żadnej świadomej prowokacji.</p><p>PAP: W Polsce pojawiają się także opinie, że Wołodymyr Zełenski chciał w ten sposób przypodobać się nacjonalistycznemu elektoratowi przed przyszłymi wyborami.</p><p>R.R.: Trzeba zacząć od podstawowego faktu: w Ukrainie istnieje szacunek dla UPA jako organizacji oraz dla wielu ludzi, którzy walczyli w jej szeregach o niepodległość państwa. Nie ma natomiast szacunku dla osób odpowiedzialnych za zbrodnie. To rozróżnienie jest dziś akceptowane praktycznie przez całe ukraińskie środowisko polityczne.</p><p>Kiedyś istniały prorosyjskie środowiska, które próbowały przedstawiać UPA wyłącznie jako organizację zbrodniczą. Dziś takich sił praktycznie już nie ma. Dominuje przekonanie, że ludzie ci walczyli o niepodległość Ukrainy i po dziesięcioleciach represji, deportacji oraz prześladowań mają prawo do upamiętnienia. I przede wszystkim: obecnie nie ma w Ukrainie żadnych wyborów. Po drugie, środowiska nacjonalistyczne nie stanowią elektoratu, który Zełenski mógłby w ten sposób zdobyć. Mają one własnych bohaterów współczesnej wojny, związanych z Azowstalą, Bachmutem i innymi miejscami walk.</p><p>Po trzecie, w Polsce jest to duże wydarzenie medialne, natomiast w Ukrainie niemal nikt nie zwrócił na nie uwagi. Twierdzenie, że decyzja o nazwie jednej jednostki wojskowej mogłaby wpłynąć na notowania prezydenta, świadczy raczej o niezrozumieniu tego, czym żyje dziś ukraińskie społeczeństwo.</p><p>* * *</p><p>Wołodymyr Zełenski 27 maja nadał jednej z jednostek sił zbrojnych swego kraju imię „Bohaterów UPA”, co wywołało falę krytyki w Polsce. Prezydent Ukrainy mówił, że chciał „przywrócić historyczne tradycje narodowego wojska”. Dodał, że decyzję powziął „uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych jej zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”.</p><p>Premier Tusk, komentując w miniony piątek sprawę, zaznaczył, że decyzja Zełenskiego jest niepokojąca z punktu widzenia relacji między oboma państwami, narusza polską wrażliwość historyczną, i „niepotrzebnie znowu wynosi na dość niepokojący poziom kwestie różnic historycznych”, a reakcja prezydenta Karola Nawrockiego „jest podobnym krokiem”. Dodał, że „bardzo by chciał, żeby prezydenci obu krajów mądrze dbali o to, żeby nasze relacje były jak najlepsze” i oczekiwałby od obu prezydentów, żeby potrafili wznieść się ponad historyczne emocje.</p><p>Sprzeciw wobec decyzji Zełenskiego wyraził Instytut Pamięci Narodowej, podkreślając, że Ukraińska Powstańcza Armia jest odpowiedzialna za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.</p><p>Ukraińska Powstańcza Armia pozostaje jednym z najbardziej spornych tematów w relacjach polsko-ukraińskich. Według polskich historyków, w lipcu 1943 r. oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane ataki na około 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków na Wołyniu, co stało się kulminacją zbrodni określanej w Polsce jako ludobójstwo wołyńskie. Za sprawców uznawani są członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów frakcji Stepana Bandery oraz podporządkowanej jej UPA.</p><p>Warszawa i Kijów od lat różnią się w ocenie tych wydarzeń. Polska uznaje zbrodnie popełnione na ludności polskiej za ludobójstwo, natomiast wielu ukraińskich historyków i polityków interpretuje je jako element szerszego konfliktu polsko-ukraińskiego, za który odpowiedzialność ponosiły obie strony. Jednocześnie w ukraińskiej pamięci historycznej OUN i UPA są często postrzegane jako symbole walki o niepodległość oraz powojennego oporu przeciwko Związkowi Sowieckiemu.</p><p>Rozmawiał w Kijowie Jarosław Junko (PAP)</p><p>jjk/ kj/ mhr/</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[2 czerwca: od Garibaldiego i Teatru Słowackiego po Jana Pawła II, telefony w szkołach i cyfrowe bezpieczeństwo dzieci]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55371,2-czerwca-od-garibaldiego-i-teatru-slowackiego-po-jana-pawla-ii-telefony-w-szkolach-i-cyfrowe-bezpieczenstwo-dzieci</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55371,2-czerwca-od-garibaldiego-i-teatru-slowackiego-po-jana-pawla-ii-telefony-w-szkolach-i-cyfrowe-bezpieczenstwo-dzieci</guid>
            <pubDate>Tue, 02 Jun 2026 07:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-2-czerwca-od-garibaldiego-i-teatru-slowackiego-po-jana-pawla-ii-telefony-w-szkolach-i-cyfrowe-bezp-1780467795.png</url>
                        <title>2 czerwca: od Garibaldiego i Teatru Słowackiego po Jana Pawła II, telefony w szkołach i cyfrowe bezpieczeństwo dzieci</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55371,2-czerwca-od-garibaldiego-i-teatru-slowackiego-po-jana-pawla-ii-telefony-w-szkolach-i-cyfrowe-bezpieczenstwo-dzieci</link>
                    </image><description>Dziś jest wtorek, 2 czerwca, sto pięćdziesiąty trzeci dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.20, zajdzie o godz. 20.46. Imieniny obchodzą: Maria, Marianna, Erazm, Eugeniusz, Mikołaj oraz Piotr.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie dni w kalendarzu, które układają się jak wielka, wielogłosowa partytura. 2 czerwca brzmi jednocześnie jak werbel Charliego Wattsa, jak dzwon z Westminsteru, jak huk silnika wyścigowego Bruce’a McLarena i jak cisza warszawskiego Placu Zwycięstwa, zanim Jan Paweł II wypowiedział słowa, które w polskiej pamięci brzmią do dziś: „Niech zstąpi Duch Twój! I odmieni oblicze ziemi. Tej ziemi!”.</p><p>Dzisiejsze kalendarium prowadzi nas przez Włochy Garibaldiego, Kraków młodopolskiego teatru, Monte Cassino, Księżyc, brytyjską monarchię, rockowe sceny i gabinety, w których ważą się współczesne decyzje dotyczące dzieci, szkoły, internetu, pieniędzy i bezpieczeństwa państwa. Historia znów nie jest muzealną gablotą. Jest lustrem podstawionym pod naszą codzienność.</p><h2><strong>Garibaldi: człowiek, który chciał złożyć Włochy jak rozdartą mapę</strong></h2><p>144 lata temu, w 1882 roku, na wyspie Caprera u wybrzeży Sardynii zmarł <strong>Giuseppe Garibaldi</strong> — demokrata, republikanin, rewolucjonista, człowiek, którego legenda dawno przekroczyła granice Italii. Był jednym z głównych bohaterów Risorgimenta, czyli procesu zjednoczenia Włoch. W europejskiej wyobraźni zapisał się jako romantyczny bojownik o wolność, trochę jak bohater powieści Dumasa, trochę jak polityczny korsarz XIX wieku.</p><p>Garibaldi miał w sobie ten typ energii, która nie mieści się w pałacach. Walczył w Ameryce Południowej, dowodził „czerwonymi koszulami”, a jego wyprawa tysiąca ochotników na Sycylię w 1860 roku stała się jednym z mitów założycielskich nowoczesnych Włoch. W Polsce postać Garibaldiego czytano przez własne doświadczenie rozbiorów. Był symbolem narodu, który — choć podzielony — nie rezygnuje z prawa do własnego państwa.</p><p>W lokalnym wymiarze warto pamiętać, że podobne idee wolnościowe przenikały również do ziem polskich, w tym do przemysłowych miast Królestwa Polskiego. Tomaszów Mazowiecki, budowany przez wiek XIX z pracy fabrykantów, robotników i przybyszów wielu narodowości, także dorastał w epoce, w której słowa „naród”, „wolność” i „obywatelstwo” nabierały nowego, coraz bardziej politycznego znaczenia.</p><h2><strong>Kamień pod teatr. Kraków buduje świątynię słowa</strong></h2><p>135 lat temu, w 1891 roku, w Krakowie położono kamień węgielny pod budowę <strong>Teatru im. Juliusza Słowackiego</strong>. Ten gmach nie był tylko inwestycją architektoniczną. Był manifestem. Kraków, miasto pamięci, grobów królewskich i inteligenckich sporów, stawiał teatr jak świątynię polskiego słowa.</p><p>To właśnie tam później pulsować będzie duch Młodej Polski. Tam scena stanie się miejscem, w którym literatura przestaje być szkolnym obowiązkiem, a zaczyna przypominać gorący seans zbiorowej wyobraźni. W tle słychać Wyspiańskiego, Słowackiego, Mickiewicza — cały ten polski chór, w którym patos miesza się z ironią, a narodowy dramat z prywatnym niepokojem.</p><p>Dla lokalnej kultury to ważne przypomnienie: teatr nie jest luksusem. Jest narzędziem wspólnoty. Także w Tomaszowie Mazowieckim i regionie każda scena, każdy dom kultury, każde szkolne przedstawienie i lokalna grupa teatralna uczestniczą w tym samym sporze o język, wrażliwość i pamięć. Bez kultury miasto staje się tylko zbiorem ulic. Z kulturą — zaczyna mówić własnym głosem.</p><h2><strong>Ojciec Adam Studziński: kapelan spod Monte Cassino</strong></h2><p>115 lat temu urodził się <strong>Adam Studziński</strong>, dominikanin, kapelan Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, uczestnik bitwy o Monte Cassino, odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Jego biografia ma w sobie ciężar całego polskiego XX wieku: wojna, emigracyjny szlak, front, klasztor, powrót do kraju i więzienie w latach stalinizmu.</p><p>Monte Cassino to nie tylko rozdział z podręcznika. To rana i pieśń zarazem. Czerwone maki, żołnierze Andersa, klasztorne wzgórze i cena, jaką płacono za możliwość powrotu Polski na mapę wolnych narodów. Studziński był tam, gdzie wojna dotykała człowieka najbardziej bezpośrednio — nie tylko na polu walki, ale też w lęku, modlitwie, ostatniej rozmowie, w próbie zachowania godności.</p><p>Warto przy tej okazji sięgnąć do rodzinnych archiwów mieszkańców powiatu tomaszowskiego. W wielu domach do dziś przechowywane są fotografie żołnierzy, listy, medale, wspomnienia frontowe. Historia II wojny światowej nie zaczyna się i nie kończy w wielkich stolicach. Często leży w szufladzie po dziadku.</p><h2><strong>Raul Hilberg i chłodna anatomia Zagłady</strong></h2><p>100 lat temu, w 1926 roku, w Wiedniu urodził się <strong>Raul Hilberg</strong>, amerykański historyk żydowskiego pochodzenia, jeden z najwybitniejszych badaczy Zagłady. Jego trzytomowe dzieło „Zagłada Żydów europejskich” należy do najważniejszych prac poświęconych mechanizmowi prześladowania i eksterminacji Żydów przez III Rzeszę.</p><p>Hilberg nie pisał historii krzykiem. Pisał ją z chirurgiczną precyzją. Pokazywał, że ludobójstwo nie było wyłącznie efektem furii, lecz także biurokracji, decyzji administracyjnych, formularzy, transportów, urzędów i ludzi, którzy wykonywali „procedury”. Właśnie dlatego jego prace są tak przejmujące. Zło nie zawsze przychodzi w teatralnej masce. Czasem ma pieczątkę, numer sprawy i urzędowy język.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego to temat szczególnie bliski. Przed wojną miasto było przestrzenią wielokulturową, a społeczność żydowska współtworzyła jego gospodarczy, społeczny i kulturalny krajobraz. Pamięć o Zagładzie nie jest dodatkiem do historii miasta. Jest jej koniecznym rozdziałem.</p><h2><strong>Koronacja Elżbiety II: telewizja, monarchia i nowy wiek obrazu</strong></h2><p>73 lata temu, w 1953 roku, w Opactwie Westminsterskim odbyła się koronacja <strong>Elżbiety II</strong>. Było to wydarzenie monarchiczne, ale także medialne. Dla milionów ludzi transmisja telewizyjna z koronacji stała się jednym z pierwszych doświadczeń globalnego spektaklu oglądanego niemal w czasie rzeczywistym.</p><p>Stara monarchia weszła w epokę telewizji. Korona, berło, opactwo, rytuał — wszystko to zostało przeniesione do salonów zwykłych ludzi. Władza zaczęła istnieć nie tylko w ceremoniale, ale i w kadrze. Od tamtego momentu polityka, monarchia i kultura popularna coraz mocniej zależały od obrazu.</p><p>Dziś, gdy rządy dyskutują o regulacji internetu, ochronie dzieci przed szkodliwymi treściami i odpowiedzialności platform, warto pamiętać, że każda epoka ma swoje medium, które zmienia społeczeństwo. W 1953 roku była to telewizja. Dziś — smartfon w dziecięcej dłoni.</p><h2><strong>Surveyor 1: Amerykanie miękko lądują na Księżycu</strong></h2><p>60 lat temu, w 1966 roku, amerykańska sonda <strong>Surveyor 1</strong> wylądowała na Księżycu. Było to pierwsze udane amerykańskie miękkie lądowanie na innym ciele niebieskim. Kilka miesięcy wcześniej, 3 lutego 1966 roku, podobnego wyczynu dokonał Związek Sowiecki dzięki sondzie Łuna 9.</p><p>Kosmiczny wyścig lat 60. był czymś więcej niż konkurencją naukową. Był zimnowojennym pojedynkiem systemów, propagandy, technologii i ambicji. Księżyc stał się wielkim ekranem, na którym mocarstwa wyświetlały swoje marzenia o potędze.</p><p>Dziś eksploracja kosmosu znów przyspiesza, ale obok państw pojawiają się prywatne firmy. Zmieniły się rakiety, zmienił się język, lecz nie zmieniła się jedna rzecz: człowiek wciąż patrzy w niebo z tym samym pytaniem, które zadawali sobie bohaterowie Lema — czy podbijamy kosmos, czy tylko próbujemy zrozumieć samych siebie?</p><h2><strong>Bruce McLaren: prędkość, ryzyko i legenda toru</strong></h2><p>56 lat temu, w 1970 roku, na torze Goodwood w Anglii zginął <strong>Bruce McLaren</strong>, nowozelandzki kierowca wyścigowy, inżynier i konstruktor. Jego nazwisko stało się później jedną z najważniejszych marek w świecie Formuły 1.</p><p>McLaren był przedstawicielem epoki, w której kierowca wyścigowy bywał jednocześnie wynalazcą, mechanikiem, ryzykantem i poetą prędkości. To był świat hałasu, benzyny, odwagi i śmierci stojącej tuż za zakrętem. Dzisiejsza Formuła 1 jest technologicznie znacznie bezpieczniejsza, ale jej mit wciąż wyrasta z tamtych czasów — z ludzi, którzy przekraczali granice maszyny i własnego ciała.</p><h2><strong>2 czerwca 1979: dzień, który zmienił temperaturę polskiej historii</strong></h2><p>47 lat temu rozpoczęła się pierwsza pielgrzymka <strong>Jana Pawła II do Polski</strong>. Trwała do 10 czerwca 1979 roku. W Warszawie, na ówczesnym Placu Zwycięstwa, padły słowa, które przeszły do historii: „Niech zstąpi Duch Twój! I odmieni oblicze ziemi. Tej ziemi!”.</p><p>Nie był to wyłącznie moment religijny. Był to także wielki moment społeczny i polityczny. Polska zobaczyła samą siebie jako wspólnotę liczniejszą, odważniejszą i głębszą niż oficjalny język PRL. Miliony ludzi zrozumiały, że nie są samotne. Rok później narodziła się Solidarność.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim, podobnie jak w wielu polskich miastach, pamięć tamtego czasu przenosiła się przez opowieści rodzinne, parafie, zakłady pracy, szkolne rozmowy i lokalne wspólnoty. Historia wielka miała tu swój codzienny oddech.</p><h2><strong>Andrzej Niemczyk: złotka i siatkarska wiara w zwycięstwo</strong></h2><p>10 lat temu, w 2016 roku, w Warszawie zmarł <strong>Andrzej Niemczyk</strong>, selekcjoner reprezentacji polskich siatkarek, które w 2003 i 2005 roku zdobyły mistrzostwo Europy. Tamta drużyna, nazywana „złotkami”, była czymś więcej niż sportowym projektem. Była emocją, która wyciągnęła polską siatkówkę kobiecą na pierwszy plan.</p><p>Niemczyk miał w sobie trenerską charyzmę starej szkoły: ostrą, bezpośrednią, czasem kontrowersyjną, ale skuteczną. Jego reprezentacja przypominała rockowy zespół na wielkiej trasie — mocne charaktery, napięcie, presja i refren, który wszyscy pamiętają: złoto.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: od Charliego Wattsa po Bo Diddleya</strong></h2><p>2 czerwca 1941 roku urodził się <strong>Charlie Watts</strong>, perkusista The Rolling Stones. Nie był showmanem w stylu Micka Jaggera, nie grał pierwszoplanowej roli Keitha Richardsa, ale bez niego Stonesi nie mieliby tego charakterystycznego pulsu. Watts był jak zegar ukryty w ścianie starego domu — dyskretny, elegancki, absolutnie niezbędny.</p><p>W 1966 roku Frank Sinatra zdobył brytyjskie listy przebojów piosenką „Strangers In The Night”. Utwór, lekki jak nocny spacer po bulwarze, stał się jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych nagrań. Z kolei w 1973 roku Paul McCartney świętował sukces albumu „Red Rose Speedway” i singla „My Love”, pokazując, że po Beatlesach wciąż potrafił pisać melodie, które wchodzą do głowy jak światło przez uchylone okno.</p><p>W 1978 roku Thin Lizzy wydali koncertowy album „Live And Dangerous”, jedną z tych płyt, które pachną sceną, potem i gitarowym napięciem. Rok później Donna Summer rozpoczęła panowanie na amerykańskiej liście przebojów z „Hot Stuff”, a w 1984 roku Wham! porwali Wielką Brytanię piosenką „Wake Me Up Before You Go-Go” — cukierkową, taneczną, ale genialnie skuteczną.</p><p>2 czerwca przypomina też o Bo Diddleyu, który zmarł w 2008 roku. Jego rytm, surowe brzmienie gitary i charakterystyczny puls stały się jednym z fundamentów rock and rolla. Bez niego inaczej brzmieliby The Animals, The Who, The Yardbirds, a nawet The Rolling Stones.</p><h2><strong>Dziś w kraju: dzieci, szkoła, internet i granice cyfrowej wolności</strong></h2><p>Dzisiejsze posiedzenie Rady Ministrów ma dotyczyć kilku projektów, które pokazują, że współczesna polityka coraz częściej przenosi się z sal sejmowych do dziecięcego pokoju, szkolnego korytarza i ekranu smartfona.</p><p>Rząd ma zająć się propozycją przepisów ograniczających dzieciom dostęp do pornografii w internecie. Projekt zakłada, że dostawcy treści pornograficznych będą odpowiedzialni za realną weryfikację wieku użytkowników, a nie za fikcyjną autodeklarację polegającą na kliknięciu okienka „mam 18 lat”. To temat wrażliwy, bo dotyka jednocześnie ochrony dzieci, prywatności, wolności internetu i odpowiedzialności platform.</p><p>W porządku obrad jest także projekt zmian w Prawie oświatowym dotyczący zakazu korzystania z telefonów komórkowych oraz innych urządzeń elektronicznych w publicznych szkołach podstawowych i szkołach artystycznych realizujących kształcenie ogólne na poziomie podstawówki. Zakaz miałby obejmować cały pobyt ucznia na terenie szkoły, nie tylko lekcje, ale również przerwy.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i całego powiatu to nie będzie abstrakcyjna regulacja z Warszawy. To będą konkretne decyzje dyrektorów, rady pedagogicznej, rodziców i uczniów. Pytania pojawią się natychmiast: co z bezpieczeństwem dziecka w drodze do szkoły? Co z uczniami ze szczególnymi potrzebami? Jak egzekwować zakaz bez zamieniania szkoły w depozyt telefonów? I wreszcie — czy sama ustawa zastąpi rozmowę o cyfrowych nawykach?</p><p>Rząd ma również rozpatrzyć projekt dotyczący opieki nad dziećmi do lat 3, wprowadzający punkty opieki dziennej jako nową formę opieki instytucjonalnej. Dla mniejszych miejscowości może to być ważne, bo dostęp do żłobków i opieki nad najmłodszymi często decyduje o tym, czy rodzice — zwłaszcza matki — mogą wrócić do pracy.</p><h2><strong>DSA, blokowanie treści i państwo w sieci</strong></h2><p>Na stole rządu mają znaleźć się także projekty wdrażające unijny <strong>akt o usługach cyfrowych</strong>, czyli Digital Services Act. To jedna z najważniejszych regulacji cyfrowych ostatnich lat. Jej sens można streścić krótko: internet nie jest już dzikim Zachodem, na którym największe platformy same ustalają reguły gry.</p><p>Według zapowiedzi jeden z projektów ma dawać możliwość składania wniosków o blokowanie w internecie treści naruszających prawo m.in. przez policję, prokuraturę i Krajową Administrację Skarbową. Drugi przewiduje, że Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej zostanie koordynatorem ds. usług cyfrowych i organem nadzorującym stosowanie DSA.</p><p>To obszar, w którym trzeba zachować szczególną precyzję. Z jednej strony państwo musi reagować na treści nielegalne, oszustwa, przemoc, wykorzystywanie dzieci czy zagrożenia bezpieczeństwa. Z drugiej — każda procedura blokowania treści musi być obudowana gwarancjami, żeby nie stała się narzędziem arbitralnej cenzury. W demokratycznym państwie prawnym diabeł naprawdę tkwi w procedurze.</p><h2><strong>RPP, inflacja i portfele mieszkańców</strong></h2><p>Dziś kończy się dwudniowe posiedzenie <strong>Rady Polityki Pieniężnej</strong>. To nie jest temat tylko dla ekonomistów. Decyzje RPP wpływają na raty kredytów, oprocentowanie lokat, koszt pieniądza dla firm, a pośrednio także na codzienne wybory mieszkańców.</p><p>Według szybkiego szacunku GUS inflacja w maju spadła do 3,1 proc. z 3,2 proc. Ekonomiści cytowani przez PAP oceniali, że taki odczyt zmniejsza prawdopodobieństwo rozmów o podwyżkach stóp. Obecnie główna stopa procentowa NBP — stopa referencyjna — wynosi 3,75 proc.</p><p>Dla lokalnych przedsiębiorców, samorządów i rodzin to konkret. Tańszy lub droższy pieniądz przekłada się na inwestycje, kredyty hipoteczne, zakupy mieszkań, rozwój firm i planowanie budżetów. Ekonomia, choć często mówi językiem wykresów, ostatecznie zawsze ląduje przy kuchennym stole.</p><h2><strong>Sopot: bezpieczeństwo i konkurencyjność na Europejskim Kongresie Finansowym</strong></h2><p>Dziś trwa drugi dzień <strong>XVI Europejskiego Kongresu Finansowego</strong> w Sopocie. Tegoroczne hasła — bezpieczeństwo i konkurencyjność — dobrze opisują moment, w którym znalazła się Europa. Wojna, cyberataki, presja gospodarcza, napięcia handlowe i wyścig technologiczny sprawiają, że finanse nie są już tylko sprawą banków. Są elementem odporności państwa.</p><p>We wtorek w kongresie ma uczestniczyć premier Donald Tusk. Zapowiedziano jego wystąpienie. To ważne, bo polska debata gospodarcza coraz wyraźniej splata się z debatą o bezpieczeństwie: energetycznym, militarnym, cyfrowym i społecznym.</p><h2><strong>Świat: wojska USA w Polsce, handel z Ameryką i napięcia na Bliskim Wschodzie</strong></h2><p>Za granicą uwagę zwraca kontynuacja wizyty Pawła Kowala w Stanach Zjednoczonych. Przewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych ma rozmawiać z amerykańskimi kongresmenami o zwiększeniu obecności wojsk USA w Polsce i zmianie ich statusu z rotacyjnego na stały. W cieniu wojny Rosji przeciwko Ukrainie to nie jest dyplomatyczny detal. To pytanie o architekturę bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej.</p><p>W Parlamencie Europejskim Komisja Handlu Międzynarodowego ma głosować nad wstępnym porozumieniem handlowym między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi. Według zapowiedzi USA utrzymają 15-procentowe taryfy m.in. na europejskie samochody, a UE zastosuje zerowe stawki wobec wybranych produktów amerykańskich. Brzmi technicznie, ale w praktyce dotyczy miejsc pracy, cen, konkurencyjności i politycznej równowagi między Brukselą a Waszyngtonem.</p><p>W Waszyngtonie ma rozpocząć się kolejna runda negocjacji libańsko-izraelskich, związanych z próbą zakończenia konfliktu Izraela z Hezbollahem. Bliski Wschód pozostaje jednym z tych miejsc, gdzie jedno pęknięcie może uruchomić lawinę daleko poza regionem.</p><p>Dziś zaplanowano także wybór nowego przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Organizacja, powstała w 1945 roku po katastrofie II wojny światowej, wciąż pozostaje forum, na którym świat próbuje rozmawiać nawet wtedy, gdy coraz częściej mówi do siebie podniesionym głosem.</p><h2><strong>Puenta dnia</strong></h2><p>2 czerwca prowadzi nas od Garibaldiego do cyfrowych regulacji, od Teatru Słowackiego do szkolnych smartfonów, od Monte Cassino do współczesnych rozmów o obecności wojsk USA w Polsce. Historia nie stoi za nami jak dekoracja. Idzie obok, czasem ostrzega, czasem dodaje odwagi, czasem uderza w stół jak perkusja Charliego Wattsa.</p><p>Dzisiejszy kalendarz mówi jasno: wolność bez odpowiedzialności bywa chaosem, bezpieczeństwo bez wolności staje się ciasną klatką, a pamięć bez działania — tylko ładnym cytatem. Dlatego warto czytać daty nie jak martwe rocznice, ale jak wiadomości wysyłane do nas z przeszłości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[1 czerwca w historii: od Jagiełły po in vitro, od Radia Wolna Europa po Rolling Stonesów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55357,1-czerwca-w-historii-od-jagielly-po-in-vitro-od-radia-wolna-europa-po-rolling-stonesow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55357,1-czerwca-w-historii-od-jagielly-po-in-vitro-od-radia-wolna-europa-po-rolling-stonesow</guid>
            <pubDate>Mon, 01 Jun 2026 08:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-1-czerwca-w-historii-od-jagielly-po-in-vitro-od-radia-wolna-europa-po-rolling-stonesow-1780295126.png</url>
                        <title>1 czerwca w historii: od Jagiełły po in vitro, od Radia Wolna Europa po Rolling Stonesów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55357,1-czerwca-w-historii-od-jagielly-po-in-vitro-od-radia-wolna-europa-po-rolling-stonesow</link>
                    </image><description>Dziś jest poniedziałek, 1 czerwca, sto pięćdziesiąty drugi dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.21, zajdzie o 20.45. Imieniny obchodzą: Alfons, Bernard, Eunika, Jakub, Konrad, Magdalena i Nikodem. W kalendarzu — Dzień Dziecka. W historii — dzień wielkich cezur, politycznych zwrotów, społecznych napięć i muzycznych refrenów, które potrafią wrócić po latach jak melodia zasłyszana z otwartego okna.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>1 czerwca w historii. Dzień, w którym Polska traciła królów, wybierała prezydentów i słuchała zakazanego radia</h2><p>Najdalszy punkt dzisiejszego kalendarium prowadzi nas do roku 1434. <strong>592 lata temu zmarł Władysław II Jagiełło</strong> — wielki książę litewski i król Polski, władca, który wszedł do podręczników przede wszystkim przez Grunwald, ale jego znaczenie wykracza daleko poza jedną bitwę. To za jego panowania unia polsko-litewska zaczęła nabierać realnego, politycznego kształtu. Unia w Horodle z 1413 roku nie była tylko dokumentem dyplomatycznym. Była próbą zbudowania wspólnoty ponad granicą języka, obyczaju i interesu. Historia Rzeczypospolitej często przypominała potem wielogłosowy chór — chwilami zgodny, chwilami dramatycznie rozstrojony.</p><p><strong>530 lat temu, w 1496 roku, król Jan Olbracht wydał statut piotrkowski.</strong> To jeden z tych aktów prawnych, których skutki były dłuższe niż życie ich autorów. Statut rozszerzał przywileje szlachty, ograniczał prawa chłopów do opuszczania wsi i zamykał mieszczanom drogę do swobodnego nabywania dóbr ziemskich. W praktyce był kolejnym krokiem w stronę państwa, w którym wolność jednej warstwy społecznej rosła kosztem innych. Brzmi jak odległa lekcja z historii ustroju, ale echo tych decyzji słychać jeszcze w późniejszych sporach o nowoczesność, mieszczaństwo, własność i społeczną mobilność. Polska przez stulecia płaciła rachunek za model, w którym polityczna scena była zarezerwowana głównie dla jednego stanu.</p><p><strong>257 lat temu urodził się Józef Elsner</strong>, kompozytor, pedagog i nauczyciel Fryderyka Chopina. W historii polskiej muzyki to postać cicha, ale fundamentalna. Nie każdy mistrz stoi w blasku sceny. Czasem jego największym dziełem jest uczeń. Elsner rozpoznał talent Chopina i potrafił zostawić mu przestrzeń. A to w pedagogice bywa trudniejsze niż stawianie ocen.</p><p><strong>131 lat temu urodził się Tadeusz Bór-Komorowski</strong>, Komendant Główny Armii Krajowej w latach 1943–1944. Jego nazwisko na zawsze związane zostało z dramatem Powstania Warszawskiego — jednym z najbardziej bolesnych i do dziś najgoręcej dyskutowanych wydarzeń w polskiej historii XX wieku. Po kapitulacji trafił do niemieckiej niewoli, po wojnie był premierem rządu RP na uchodźstwie. To biografia wpisana w polski los: honor, klęska, emigracja, spór o decyzje, których nie da się już cofnąć.</p><h2>Krajoznawstwo, czyli patriotyzm chodzony pieszo</h2><p><strong>120 lat temu powstało Polskie Towarzystwo Krajoznawcze</strong>, którego celem było poznawanie ziem polskich i budzenie patriotyzmu przez podróż, opis, mapę, przewodnik, fotografię i osobiste doświadczenie. To nie był patriotyzm z trybuny. Raczej z plecaka, notesu i wygodnych butów.</p><p>W 1950 roku PTK połączyło się z Polskim Towarzystwem Tatrzańskim, tworząc PTTK. Dla wielu pokoleń to właśnie wycieczki szkolne, rajdy, odznaki turystyczne i lokalne szlaki były pierwszą lekcją historii najbliższej. W Tomaszowie Mazowieckim i okolicach taka lekcja może zaczynać się choćby od Spały, Inowłodza, Pilicy, Grot Nagórzyckich, rezerwatu Niebieskie Źródła czy śladów dawnego przemysłowego miasta. Lokalna pamięć nie zawsze mieszka w muzealnej gablocie. Czasem leży przy starej drodze, na cmentarzu, w parku, nad rzeką.</p><h2>Jan Twardowski. Poeta, który umiał mówić prosto o rzeczach najtrudniejszych</h2><p><strong>111 lat temu, w 1915 roku, w Warszawie urodził się ks. Jan Twardowski</strong> — duchowny i poeta, autor między innymi tomów „Znaki ufności”, „Niebieskie okulary”, „Nie przyszedłem pana nawracać” i „Niecodziennik”. Jego wiersze miały w sobie coś, czego nie da się podrobić: prostotę bez banału. Potrafił pisać o wierze, miłości, przemijaniu i samotności językiem, który nie budował marmurowego pomnika, lecz siadał obok człowieka na ławce.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego to także patron obecny bardzo blisko — jego imię nosi Szkoła Podstawowa nr 9. To dobry przykład, jak wielka literatura i duchowość schodzą z podręcznika do codziennego życia lokalnej wspólnoty. Bo patron szkoły nie jest tylko tabliczką przy wejściu. Jest pytaniem, jakie wartości chcemy przekazywać dzieciom.</p><h2>Mościcki, Wolna Europa i stonka z propagandowego plakatu</h2><p><strong>100 lat temu, w 1926 roku, Zgromadzenie Narodowe wybrało Ignacego Mościckiego na prezydenta RP.</strong> Stało się to niedługo po przewrocie majowym, w czasie, gdy polska demokracja weszła w swój najtrudniejszy zakręt. Mościcki, chemik, wynalazca i polityk, przez lata był twarzą państwa sanacyjnego. Jego prezydentura przypomina, że konstytucyjne urzędy bywają nie tylko instytucjami prawa, ale też elementami politycznej układanki.</p><p><strong>77 lat temu, w 1949 roku, zebrał się Komitet Wolnej Europy.</strong> Z tej inicjatywy wyrosło Radio Wolna Europa — rozgłośnia, która dla milionów ludzi za żelazną kurtyną była czymś więcej niż stacją radiową. Była szelestem innego świata. W PRL słuchano jej często po cichu, przy przyciszonym odbiorniku, w kuchni albo pokoju z zasłoniętym oknem. Władza zagłuszała sygnał, bo bała się informacji. A skoro bała się informacji, sama najlepiej wystawiała świadectwo systemowi.</p><p>Rok później, <strong>76 lat temu, w 1950 roku, propaganda PRL ogłosiła absurdalny komunikat o zrzuceniu przez Amerykanów stonki ziemniaczanej na Polskę.</strong> Brzmi groteskowo, niemal jak scena z Barei, ale była to część zimnowojennej kampanii strachu. Stonka miała stać się owadem politycznym — małym, pasiastym żołnierzem imperializmu. Tak działa propaganda: bierze realny problem i przypina mu ideologiczne wąsy.</p><h2>1991: Jan Paweł II w Polsce po przełomie</h2><p><strong>35 lat temu, w 1991 roku, rozpoczęła się czwarta wizyta Jana Pawła II w Polsce.</strong> Była to już inna Polska niż ta z pielgrzymek lat 70. i 80. Nie kraj zamknięty w politycznym potrzasku, ale państwo po przełomie, uczące się demokracji, rynku, wolności słowa i odpowiedzialności. Papież przyjeżdżał do społeczeństwa, które odzyskało wolność, ale dopiero zaczynało rozumieć, że wolność nie jest końcem historii. Jest początkiem trudniejszego rozdziału.</p><h2>Rok temu: wybory prezydenckie i polityczny podział niemal na pół</h2><p><strong>Rok temu, 1 czerwca 2025 roku, odbyła się druga tura wyborów prezydenckich.</strong> Na urząd Prezydenta RP wybrany został Karol Nawrocki, który otrzymał 50,89 proc. głosów. Rafał Trzaskowski uzyskał 49,11 proc. Ten wynik pokazał Polskę przeciętą niemal idealnie na pół. Nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni.</p><p>Dla lokalnych wspólnot, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski, takie wybory są czymś więcej niż telewizyjnym wieczorem z paskami wyników. One schodzą do rodzinnych rozmów, sporów przy stole, komentarzy w pracy, napięć w mediach społecznościowych. Demokracja ma wielkie słowa: konstytucja, mandat, legitymacja. Ale w praktyce zaczyna się od najprostszej rzeczy — od zaufania, że mimo różnic nadal potrafimy mieszkać w jednym mieście.</p><h2>Dziś w kraju: in vitro, RPP, egzaminy zawodowe i matura dodatkowa</h2><p>1 czerwca to nie tylko historia. To także bieżące decyzje, które wpływają na życie rodzin, uczniów, kredytobiorców i przyszłych studentów.</p><p>Premier Donald Tusk ma dziś wziąć udział w wydarzeniu z okazji drugiej rocznicy przywrócenia państwowego programu in vitro. Program ruszył 1 czerwca 2024 roku. Zgodnie z informacjami Ministerstwa Zdrowia, do połowy maja 2026 roku dzięki niemu urodziło się już 14 362 dzieci, czyli blisko 15 tysięcy. Państwo przeznacza na ten cel co najmniej 500 mln zł rocznie, a program ma być realizowany do końca 2028 roku. To jeden z tych tematów, w których medycyna, prawo, etyka i polityka spotykają się przy jednym stole — często nie po to, by spokojnie rozmawiać, ale by spierać się o granice państwowego wsparcia, prawa do rodzicielstwa i definicję rodziny.</p><p>Rozpoczyna się także dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Ekonomiści nie spodziewają się zmiany stóp procentowych. Główna stopa NBP, czyli stopa referencyjna, pozostaje obecnie na poziomie 3,75 proc. Dla gospodarstw domowych to nie jest abstrakcja z tabeli banku centralnego. To rata kredytu, zdolność zakupowa, decyzja o remoncie, mieszkaniu, oszczędnościach albo wakacjach.</p><p>W szkołach zaczyna się letnia sesja egzaminów zawodowych i egzaminów potwierdzających kwalifikacje w zawodzie. Aby zdać część pisemną, trzeba uzyskać minimum 50 proc. punktów, a z części praktycznej — 75 proc. Wyniki zostaną ogłoszone 29 sierpnia. Tego samego dnia startuje dodatkowa sesja matur pisemnych — dla tych, którzy z przyczyn zdrowotnych lub losowych nie mogli przystąpić do egzaminów w maju. Dodatkowe egzaminy pisemne potrwają do 16 czerwca, ustne zaplanowano na 8–10 czerwca, a wyniki matur mają zostać podane 8 lipca.</p><h2>Z kraju za granicę: Barcelona, Etiopia i kultura w epoce AI</h2><p>Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski rozpoczyna wizytę w Barcelonie. W planie są rozmowy z szefem hiszpańskiej dyplomacji Jose Albaresem oraz udział w konferencji Cercle d’Economia poświęconej strategicznej autonomii Europy. Brzmi jak język gabinetów, ale w tle są sprawy bardzo konkretne: wojna Rosji przeciw Ukrainie, Bliski Wschód, relacje transatlantyckie i pytanie, czy Europa potrafi być czymś więcej niż tylko eleganckim kontynentem zależnym od cudzej siły.</p><p>W Etiopii mają odbyć się wybory powszechne — siódme od upadku reżimu wojskowego w 1991 roku. Głosowanie nie obejmie Tigraju, regionu nadal naznaczonego skutkami wojny domowej. Etiopia, kraj ogromny i wieloetniczny, pozostaje jednym z najważniejszych politycznych punktów Afryki. Premier Abiy Ahmed, laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 2019 roku, stoi dziś przed znacznie trudniejszym egzaminem niż odbiór międzynarodowej nagrody: przed próbą utrzymania państwa, w którym etniczne napięcia są nie tylko tematem analiz, ale codziennym doświadczeniem milionów ludzi.</p><p>W Nikozji rozpoczyna się nieformalne spotkanie ministrów kultury państw Unii Europejskiej. Tematem będzie kultura jako dobro publiczne, prawa kulturalne w epoce cyfrowej oraz wpływ sztucznej inteligencji na twórczość. To rozmowa, która dotyczy także lokalnych redakcji, bibliotek, domów kultury, szkół i artystów. AI nie jest już futurystycznym robotem z filmu science fiction. Jest narzędziem, które weszło do redakcji, pracowni graficznych, studiów muzycznych i klas szkolnych. Pytanie brzmi nie tylko: co potrafi? Ważniejsze jest: kto nad tym panuje i kto na tym zarabia?</p><h2>Kalendarium muzyczne: od Rosiewicza i Rolling Stonesów po Depeche Mode, Lennona i Alanis Morissette</h2><p>1 czerwca ma też mocny rytm muzyczny. <strong>W 1944 roku urodził się Andrzej Rosiewicz</strong> — piosenkarz, autor tekstów, tancerz, człowiek estrady w najlepszym, dawnym sensie tego słowa. „Najwięcej witaminy”, „Czy czuje pani czaczę”, „Zenek blues” czy „Chłopcy radarowcy” to piosenki, które weszły do popularnego obiegu. Rosiewicz zaśpiewał także „Czterdzieści lat minęło” z czołówki serialu „Czterdziestolatek” — jednego z tych utworów, które przykleiły się do polskiej wyobraźni jak refren do niedzielnego popołudnia.</p><p><strong>W 1947 roku urodził się Ronnie Wood</strong>, gitarzysta The Rolling Stones. Do zespołu dołączył w 1975 roku, po odejściu Micka Taylora. Stonesi są dowodem na to, że rock and roll bywa trwalszy niż niejedna doktryna polityczna. Rządy upadały, granice się zmieniały, a Keith Richards i Ronnie Wood nadal wyglądali, jakby dopiero co wyszli z zadymionego klubu.</p><p><strong>W 1959 roku urodził się Alan Wilder</strong>, klawiszowiec Depeche Mode, który dołączył do zespołu w 1982 roku. Dla fanów synth-popu i ciemniejszej elektroniki jego wkład był czymś więcej niż akompaniamentem. To on współtworzył brzmienie, które sprawiło, że Depeche Mode z grupy przebojowej stało się zespołem niemal kultowym.</p><p><strong>W 1961 roku Elvis Presley zdobył pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów piosenką „Surrender”</strong>, opartą na melodii włoskiej pieśni „Torna a Surriento”. Kilka lat później popkultura skręciła już w stronę Beatlesów, Stonesów i Dylana, ale Elvis nadal był królem — choć tron pod nim zaczynał drżeć.</p><p><strong>W 1968 roku Simon &amp; Garfunkel trafili na szczyt amerykańskiej listy z „Mrs. Robinson”</strong>, piosenką z filmu „Absolwent”. Dustin Hoffman błąkający się przez dorosłość i głos duetu śpiewający o pani Robinson stworzyli jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów końca lat 60. To była muzyka epoki, która zaczynała pytać rodziców: czy naprawdę wiecie, dokąd idziecie?</p><p><strong>W 1969 roku w hotelowym pokoju w Montrealu John Lennon i Plastic Ono Band nagrali „Give Peace A Chance”.</strong> W nagraniu uczestniczyli między innymi Phil Spector, Allen Ginsberg i Timothy Leary. Piosenka stała się hymnem ruchu antywojennego. Jej siła polegała na prostocie — jakby Lennon wiedział, że czasem największy manifest trzeba śpiewać tak, by mógł go powtórzyć tłum.</p><p><strong>W 1974 roku urodziła się Alanis Morissette.</strong> Jej „Jagged Little Pill” sprzedało się w ponad 30 milionach egzemplarzy i stało się płytą pokoleniową. „Ironic”, „You Oughta Know”, „Hand in My Pocket” — to był gniew, czułość i autoironia podane w formie gitarowego pamiętnika. Lata 90. miały wiele twarzy, ale Alanis była jedną z tych najbardziej szczerych.</p><p>Na polskim gruncie 1 czerwca ma też epizod skandaliczny. <strong>W 1986 roku podczas koncertu z okazji Dnia Dziecka na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu doszło do incydentu z udziałem Jana Borysewicza, lidera Lady Pank.</strong> Zespół zawiesił działalność, a muzyków objęto zakazem koncertowania. PRL, który potrafił tolerować brutalność systemu, nagle z moralną surowością odkrywał zgorszenie na scenie rockowej. Historia popkultury bywa pełna takich paradoksów.</p><h2>Puenta: 1 czerwca to nie tylko dzień dzieci. To dzień pytań o przyszłość</h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o Polsce i świecie, które stale wybierają między pamięcią a przyszłością. Jagiełło i Horodło przypominają o sile sojuszy. Statut piotrkowski ostrzega, że przywilej jednych może stać się krzywdą drugich. Radio Wolna Europa pokazuje, że prawda potrafi przedzierać się przez zagłuszarki. In vitro mówi o nadziei rodzin, dla których medycyna staje się drogą do rodzicielstwa. A muzyka — od Elvisa po Lennona i Alanis — przypomina, że historia nie jest tylko datą w podręczniku. Ma rytm, głos, refren i czasem bardzo ludzką chrypkę.</p><p>W Dzień Dziecka warto więc zapytać nie tylko o prezenty, festyny i cukrową watę. Warto zapytać, jaki świat zostawiamy tym, którzy dziś jeszcze trzymają nas za rękę, a jutro będą czytać własne kalendarium.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[30 maja: od „Nihil novi” do kontraktów dla armii. Historia, muzyka i wielka polityka w jednym kalendarium]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55350,30-maja-od-nihil-novi-do-kontraktow-dla-armii-historia-muzyka-i-wielka-polityka-w-jednym-kalendarium</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55350,30-maja-od-nihil-novi-do-kontraktow-dla-armii-historia-muzyka-i-wielka-polityka-w-jednym-kalendarium</guid>
            <pubDate>Sat, 30 May 2026 08:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-30-maja-od-nihil-novi-do-kontraktow-dla-armii-historia-muzyka-i-wielka-polityka-w-jednym-kalend-1780140615.png</url>
                        <title>30 maja: od „Nihil novi” do kontraktów dla armii. Historia, muzyka i wielka polityka w jednym kalendarium</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55350,30-maja-od-nihil-novi-do-kontraktow-dla-armii-historia-muzyka-i-wielka-polityka-w-jednym-kalendarium</link>
                    </image><description>30 maja przypomina o narodzinach polskiego parlamentaryzmu, Mieczysławie Foggu, Alicji Majewskiej, Krzysztofie Cugowskim, tragedii górniczej w Sośnicy, protestach w Zielonej Górze oraz dzisiejszych wydarzeniach w kraju i na świecie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są dni, które wyglądają jak stara gazeta znaleziona na strychu: trochę pożółkła, trochę pachnąca kurzem, ale po rozłożeniu nagle okazuje się, że opisuje nie tylko przeszłość, lecz także nasze dzisiejsze lęki, wybory i nadzieje. <strong>30 maja</strong> jest właśnie takim dniem. Łączy wielką lekcję ustroju Rzeczypospolitej, głos Mieczysława Fogga płynący z przedwojennego radia, dramat górników z „Sośnicy”, protest mieszkańców Zielonej Góry w obronie Domu Katolickiego, a także współczesną politykę bezpieczeństwa, wybory na Malcie i finał Ligi Mistrzów.</p><p>Dziś jest <strong>sobota, 30 maja</strong>, sto pięćdziesiąty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. <strong>4.23</strong>, zajdzie o <strong>20.43</strong>. Imieniny obchodzą <strong>Anastazy, Feliks, Ferdynand i Joanna</strong>.</p><h2>„Nic nowego bez zgody wspólnej”. Wielka lekcja z Radomia</h2><p><strong>521 lat temu, w 1505 roku, sejm radomski przyjął konstytucję „Nihil novi”</strong>. Jej pełna łacińska formuła — <i>Nihil novi sine communi consensu</i> — oznaczała, że nic nowego w sprawach publicznych nie powinno być stanowione bez wspólnej zgody. W praktyce akt ograniczał samodzielność monarchy i wzmacniał rolę sejmu, zwłaszcza izby poselskiej. To jeden z kamieni milowych ustroju dawnej Rzeczypospolitej, choć jak wiele polskich wynalazków politycznych miał później także swoje ciemne konsekwencje. Demokracja szlachecka potrafiła być wielką szkołą obywatelskości, ale z czasem stała się również sceną paraliżu państwa.</p><p>Z perspektywy lokalnej ta rocznica nie jest muzealnym eksponatem. W samorządzie, w radzie miejskiej, w powiecie, w konsultacjach społecznych, w budżetach obywatelskich — wszędzie tam wraca pytanie zapisane między wersami „Nihil novi”: <strong>kto ma prawo decydować o wspólnych sprawach?</strong> I czy obywatel jest tylko widzem, czy jednak współautorem scenariusza?</p><h2>Mieczysław Fogg. Głos Warszawy i człowiek, który nie odwrócił wzroku</h2><p><strong>125 lat temu, w 1901 roku, w Warszawie urodził się Mieczysław Fogg</strong>, właściwie Mieczysław Fogiel. Dla wielu pozostaje głosem przedwojennej elegancji, tang, kabaretów i warszawskich podwórek. Śpiewał „Ostatnią niedzielę”, „Jesienne róże”, „Czy pamiętasz tę noc w Zakopanem”, „Piosenkę o mojej Warszawie”. Ale jego biografia nie kończy się na nutach.</p><p>W czasie okupacji Fogg pomagał artystom pochodzenia żydowskiego. Instytut Yad Vashem uhonorował go tytułem <strong>Sprawiedliwego wśród Narodów Świata</strong> 26 października 1989 roku. Według relacji przywoływanych przez serwis Polscy Sprawiedliwi, wspierał znajomych z warszawskiego getta, w tym pomagał rodzinie kapelmistrza związanego z kabaretem „Qui Pro Quo”.</p><p>To ważne przypomnienie, bo kultura nie jest tylko ornamentem. Czasem piosenka jest jak latarnia. A czasem człowiek, który śpiewa, musi jeszcze udowodnić, że nie traci głosu wtedy, gdy obok dzieje się krzywda.</p><h2>Legiony, Sulejówek i ciche wycofanie Marszałka</h2><p><strong>108 lat temu, w 1918 roku, powstał Związek Legionistów Polskich</strong>, organizacja kombatancka i niepodległościowa skupiająca weteranów Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego. Pierwszym komendantem związku był Edward Rydz-Śmigły.</p><p><strong>103 lata temu, w 1923 roku, Józef Piłsudski złożył dymisję ze stanowiska szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i przewodniczącego Ścisłej Rady Wojennej.</strong> Potem na trzy lata wycofał się z życia publicznego i zamieszkał z rodziną w Sulejówku. Ta scena ma w sobie coś z teatralnej pauzy przed kolejnym aktem. Marszałek schodzi ze sceny, ale cień kulis pozostaje długi.</p><p>W polskiej historii takich odejść nigdy nie czyta się dosłownie. Czasem wycofanie jest milczeniem. Czasem przygotowaniem. Czasem protestem wobec rzeczywistości, która rozchodzi się z własnym mitem.</p><h2>Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie. Scalenie w cieniu wojny</h2><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku, komendant główny Armii Krajowej wydał rozkaz określający zasady scalenia AK i Batalionów Chłopskich.</strong> To jeden z tych momentów, w których historia schodzi z pomników do konkretnych struktur, rozkazów i ludzi. W okupowanym kraju trzeba było łączyć siły, choć polityczne tradycje, zaplecza społeczne i emocje bywały różne.</p><p>Ten wątek warto czytać także przez pryzmat małych miejscowości i wsi. Polska konspiracja nie była wyłącznie historią wielkich miast. To także opowieść o lasach, plebaniach, szkołach, gospodarstwach, tajnych punktach kontaktowych i ludziach, którzy nie zawsze trafiali na pierwsze strony podręczników.</p><h2>Bolesław Miciński. Eseista na emigracyjnym brzegu</h2><p>Tego samego dnia, <strong>83 lata temu, w 1943 roku, w Laffrey koło Grenoble zmarł Bolesław Miciński</strong> — filozof, eseista i poeta. Należał do pokolenia, któremu wojna przerwała biografie jak niedokończone zdanie. W jego twórczości pobrzmiewał niepokój inteligencji międzywojennej: pytanie o sens kultury, odpowiedzialność myśli i granice europejskiej cywilizacji, która właśnie patrzyła na własną katastrofę.</p><h2>Majewska, Cugowski, Fredriksson i Morello. Muzyczne 30 maja</h2><p><strong>30 maja to także mocna data w kalendarium muzycznym.</strong> W 1948 roku we Wrocławiu urodziła się <strong>Alicja Majewska</strong>, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiej piosenki estradowej. Jej „Być kobietą” czy „Jeszcze się tam żagiel bieli” mają w sobie elegancję dawnych festiwali, ale też tę charakterystyczną opolską dramaturgię, w której piosenka bywa małym spektaklem.</p><p>W 1950 roku w Lublinie urodził się <strong>Krzysztof Cugowski</strong>, głos Budki Suflera. „Sen o dolinie”, „Cień wielkiej góry”, „Takie tango” czy „Bal wszystkich świętych” to nie tylko przeboje. To część pejzażu polskiego rocka, w którym gitara spotykała się z patosem, a wielkie refreny potrafiły brzmieć jak finał filmu.</p><p>W 1958 roku przyszła na świat <strong>Marie Fredriksson</strong>, wokalistka Roxette. W 1964 roku urodził się <strong>Tom Morello</strong>, gitarzysta Rage Against The Machine, którego gra przypominała, że gitara elektryczna może być nie tylko instrumentem, ale także narzędziem buntu. W 1968 roku The Beatles rozpoczęli nagrania do albumu znanego jako <strong>„Biały Album”</strong> — płyty, która była jak mapa zespołu rozpadającego się i jednocześnie wciąż genialnego.</p><h2>Tragedia w „Sośnicy” i protest w Zielonej Górze</h2><p><strong>71 lat temu, w 1955 roku, w pożarze w Kopalni Węgla Kamiennego „Sośnica” w Gliwicach zginęło 42 górników.</strong> To jedna z największych katastrof w powojennej historii polskiego górnictwa. Takie rocznice powinny wybrzmiewać mocniej, bo za każdą liczbą stoi dom, rodzina, stół, przy którym ktoś już nigdy nie usiadł.</p><p><strong>66 lat temu, w 1960 roku, w Zielonej Górze doszło do protestu w obronie Domu Katolickiego.</strong> Według materiałów Instytutu Pamięci Narodowej Dom Katolicki pełnił funkcje oświatowe, kulturalne i charytatywne, a jego przejęcie przez władze PRL stało się zapalnikiem społecznego sprzeciwu. IPN określa te wydarzenia jako jeden z dramatycznych momentów powojennej historii miasta.</p><p>To była historia o czymś większym niż jeden budynek. O granicy, za którą państwo mówi obywatelom: „to, co wasze, od dziś jest nasze”. I o ludziach, którzy odpowiadają: „nie”.</p><h2>Mistrz Mowy Polskiej. Język jako sprawa publiczna</h2><p><strong>25 lat temu, w 2001 roku, w Warszawie odbyła się pierwsza gala konkursu Mistrz Mowy Polskiej.</strong> Wśród laureatów byli m.in. Bohdan Tomaszewski, Krzysztof Zanussi i Jerzy Trela. W czasach, gdy debata publiczna często przypomina hałaśliwy dworzec, warto przypominać, że język nie jest tylko narzędziem komunikacji. Jest również formą odpowiedzialności.</p><p>Dobre słowo potrafi budować wspólnotę. Złe — rozcinać ją jak brzytwa. Wiedzieli to pisarze, wiedzieli aktorzy, wiedzieli reporterzy. I powinni wiedzieć politycy.</p><h2>Wojsko, przemysł i program SAFE. Dzisiejszy dzień kontraktów</h2><p>W kraju dzisiejszy dzień upływa pod znakiem <strong>kontraktów na sprzęt dla Wojska Polskiego finansowanych z unijnego programu SAFE</strong>. Jak wynika z wcześniejszych informacji PAP i komunikatów dotyczących programu, Polska ma otrzymać z SAFE nawet <strong>43,7 mld euro</strong>, a kontrakty zawierane przez pojedyncze państwa uczestniczące w programie muszą zostać podpisane do końca maja. Rząd deklarował też, że zdecydowana większość środków ma trafić do polskiego przemysłu obronnego.</p><p>Dziś zaplanowano podpisanie umów m.in. w zakładach <strong>Dezamet w Nowej Dębie</strong>, <strong>Hucie Stalowa Wola</strong> oraz w zakładach <strong>Rosomak w Siemianowicach Śląskich</strong>. Wśród zapowiadanych zakupów są amunicja artyleryjska 155 mm, samobieżne moździerze Rak, armatohaubice Krab, bojowe wozy piechoty Borsuk, wozy towarzyszące dla systemów Homar-K i haubic K9 oraz kolejne transportery Rosomak. Huta Stalowa Wola i Dezamet były już wcześniej wskazywane jako jedne z kluczowych zakładów, które mają skorzystać na impulsie inwestycyjnym związanym z programem SAFE.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego to temat nieodległy. Bezpieczeństwo państwa nie zaczyna się wyłącznie na poligonie. Zaczyna się także w fabrykach, transporcie, energetyce, szkołach technicznych, infrastrukturze krytycznej i lokalnych budżetach. Wojna w Ukrainie brutalnie przypomniała, że państwo odporne to nie tylko armia, ale cały organizm społeczny.</p><h2>Malta wybiera wcześniej, Watykan modli się o pokój</h2><p>Za granicą uwagę zwracają <strong>przedterminowe wybory parlamentarne na Malcie</strong>. Premier Robert Abela ogłosił je na 30 maja, niemal rok przed terminem, argumentując potrzebą stabilności w obliczu napięć międzynarodowych. Jego Partia Pracy zabiega o czwartą kadencję z rzędu.</p><p>Wieczorem w Ogrodach Watykańskich papież <strong>Leon XIV</strong> ma przewodniczyć modlitwie różańcowej w intencji pokoju na świecie. Do inicjatywy, według depeszy PAP, włączają się sanktuaria maryjne i miejsca pielgrzymkowe, w tym Jasna Góra. To symboliczna odpowiedź Kościoła na świat, w którym pokój coraz częściej brzmi nie jak stan naturalny, lecz jak zadanie do wykonania.</p><h2>Finał Ligi Mistrzów: PSG kontra Arsenal</h2><p>Sportowym wydarzeniem dnia jest finał <strong>Ligi Mistrzów</strong>. O godz. 18.00 w Budapeszcie Paris Saint-Germain zmierzy się z Arsenalem. UEFA wskazuje mecz <strong>Paris — Arsenal</strong> jako finał edycji 2025/26, a europejskie media podkreślają, że PSG broni trofeum, natomiast Arsenal walczy o pierwszy triumf w tych rozgrywkach.</p><p>To finał z mocnym literackim napięciem: z jednej strony paryski klub, który chce udowodnić, że zeszłoroczny sukces nie był jednorazowym błyskiem fajerwerku; z drugiej Arsenal, czyli drużyna z wielką historią, która w Lidze Mistrzów wciąż szuka własnego rozdziału pisanego złotymi literami.</p><h2>Słowo na dziś</h2><p><strong>30 maja</strong> mówi nam wiele o wspólnocie. „Nihil novi” przypomina, że bez zgody i rozmowy państwo łatwo zamienia się w monolog władzy. Fogg pokazuje, że artysta może być kimś więcej niż głosem z radia. Zielona Góra przypomina, że lokalna społeczność potrafi stanąć w obronie własnego miejsca. A dzisiejsze kontrakty obronne mówią, że bezpieczeństwo nie jest abstrakcją, lecz konkretną decyzją, podpisem, fabryką i odpowiedzialnością.</p><p>Historia znów układa się jak płyta winylowa: igła trafia w rowek, słychać trzask, a potem wraca melodia. Czasem jest to Fogg. Czasem Budka Suflera. Czasem ostrzejszy riff Toma Morello. Ale refren pozostaje ten sam: <strong>wspólnota wymaga pamięci, odwagi i głosu</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[40 skarbów na 40-lecie. Muzeum Kinematografii w Łodzi otwiera jubileuszową wystawę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55331,40-skarbow-na-40-lecie-muzeum-kinematografii-w-lodzi-otwiera-jubileuszowa-wystawe</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55331,40-skarbow-na-40-lecie-muzeum-kinematografii-w-lodzi-otwiera-jubileuszowa-wystawe</guid>
            <pubDate>Thu, 28 May 2026 18:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-40-skarbow-na-40-lecie-muzeum-kinematografii-w-lodzi-otwiera-jubileuszowa-wystawe-1779986273.png</url>
                        <title>40 skarbów na 40-lecie. Muzeum Kinematografii w Łodzi otwiera jubileuszową wystawę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55331,40-skarbow-na-40-lecie-muzeum-kinematografii-w-lodzi-otwiera-jubileuszowa-wystawe</link>
                    </image><description>Muzeum Kinematografii w Łodzi kończy 40 lat i zamiast akademii z datami w gablotach proponuje podróż przez najczulsze, najdziwniejsze i najważniejsze przedmioty polskiego kina. Na wystawie „40 skarbów na 40-lecie Muzeum Kinematografii” zobaczymy eksponaty wybrane przez twórców, filmoznawców i muzealników. Każdy z nich ma być osobną opowieścią o kinie, pamięci i ludziach, którzy budowali filmową legendę Łodzi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wystawa zostanie otwarta dla zwiedzających w piątek, 29 maja 2026 roku, w zabytkowym Pałacu Karola Scheiblera przy pl. Zwycięstwa 1 w Łodzi. To miejsce samo w sobie jest gotową scenografią: pałac fabrykanckiej potęgi, miasto Reymonta, cień „Ziemi obiecanej” i filmowa mitologia Łodzi, która po wojnie stała się jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiej kultury.</p><h2>Nie jubileusz w gablocie, ale skarbiec pamięci</h2><p>Muzeum Kinematografii zostało powołane 1 stycznia 1986 roku. Kilka miesięcy później jego pracownicy, z pierwszym dyrektorem Antonim Szramem, weszli do Pałacu Scheiblerów, aby przemienić zabytkowe wnętrza w przestrzeń opowieści o filmie. Pierwsza wystawa nosiła tytuł <strong>„Reymont – Ziemia obiecana – Wajda”</strong> i już wtedy wyznaczyła ton instytucji: kino miało być tu nie tylko sztuką projekcji, ale także pamięcią miasta, ludzi, kamer, scenariuszy, kostiumów i rekwizytów.</p><p>Dziś kolekcja Muzeum Kinematografii liczy ponad <strong>90 tysięcy obiektów</strong>. Są wśród nich zabytki techniki filmowej, dokumenty produkcyjne, scenariusze, plakaty, fotosy, lalki animacyjne, kostiumy, nagrody festiwalowe i prywatne pamiątki po twórcach. Z tego ogromnego archiwum wybrano 40 przedmiotów. Nie według chłodnego klucza encyklopedii, lecz przez osobiste wskazania ludzi kina.</p><p>Jak podkreśla dyrektorka muzeum Marzena Bomanowska, jubileuszowa ekspozycja ma być hołdem dla twórców kina, ale także dla tych, którzy przez cztery dekady budowali kolekcję. Muzeum nie chce opowiadać swojej historii wyłącznie datami i dokumentami. Chce pokazać przedmioty, które po otwarciu gabloty zaczynają mówić.</p><h2>Zanussi, Zaorski, Nehrebecka. Kto wybierał skarby?</h2><p>Do współtworzenia wystawy zaproszono wybitnych reżyserów, scenarzystów, scenografów, producentów, operatorów, montażystów, filmoznawców i muzealników. Wśród osób wskazujących eksponaty znaleźli się m.in. <strong>Krzysztof Zanussi, Janusz Zaorski, Daniel Olbrychski, Anna Nehrebecka, Jerzy Hoffman, Allan Starski, Ewa Puszczyńska, Juliusz Machulski, Dorota Kędzierzawska, Jan Jakub Kolski, Paweł Łoziński i Andrzej Pągowski</strong>.</p><p>To właśnie subiektywność wyboru ma być największą siłą tej ekspozycji. Każdy przedmiot jest tu jak kadr zatrzymany w pół ruchu. Dopiero opowieść dopisuje mu znaczenie.</p><p>Krzysztof Zanussi wybrał tablicę z pogrzebu Andrzeja Munka. To obiekt rzadko pokazywany, bardziej intymny niż efektowny, ale dotykający samego nerwu historii polskiego kina. Janusz Zaorski poprosił o dokument pokazujący wpływ polityki na kinematografię. Ostatecznie na wystawę trafiło pismo dotyczące zwolnienia prof. Jerzego Toeplitza z funkcji rektora łódzkiej Szkoły Filmowej.</p><p>To nie są muzealne drobiazgi. To świadectwa czasów, w których kamera bywała sztuką, narzędziem pamięci, ale też polem sporu z władzą.</p><h2>Od Nikifora do Wajdy. Kino zapisane w przedmiotach</h2><p>Na wystawie pojawi się m.in. akwarela Nikifora Krynickiego z lat 60., przedstawiająca scenę kręcenia filmu. Ten wybór zawdzięczamy Mieczysławowi Kuźmickiemu, byłemu dyrektorowi Muzeum Kinematografii. Dzięki wskazaniu niedawno zmarłego historyka kina Stanisława Janickiego publiczność zobaczy mundur Aleksandra Żabczyńskiego, gwiazdy przedwojennego polskiego filmu.</p><p>Obok niego pojawi się kostium z <strong>„Ziemi obiecanej”</strong>, w którym Wojciech Pszoniak zagrał Moryca Welta. Wybrała go Anna Nehrebecka. I trudno o bardziej łódzki symbol: Reymont, Wajda, fabryki, pieniądz, ambicja i moralny pył miasta, który wciąż osiada na polskiej wyobraźni.</p><p>Najwięcej prezentowanych skarbów związanych jest z Andrzejem Wajdą. Wśród nich znajdzie się jeden z najsilniejszych obrazów powojennego kina: <strong>rozstrzaskana figura Chrystusa z „Popiołu i diamentu”</strong>. Będzie także scenopis „Panien z Wilka” i prywatna kamera należąca do reżysera.</p><p>To przedmioty, które przypominają, że kino nie powstaje tylko na ekranie. Rodzi się wcześniej: w notatce, rekwizycie, kostiumie, geście operatora, w decyzji montażysty, w nerwowym świetle planu.</p><h2>Mały przedmiot, wielka historia</h2><p>Marzena Bomanowska sama wybrała niepozorną rzeźbę z brązu — nagrodę, którą Andrzej Munk otrzymał w Wenecji za 18-minutowy film <strong>„Spacerek staromiejski”</strong>. To przedmiot mały, ale wyjątkowy. Pochodzi z czasów, gdy w Wenecji funkcjonował osobny festiwal filmów dokumentalnych i krótkometrażowych, później wchłonięty przez wielkie biennale filmowe.</p><p>Takie eksponaty są istotą tej wystawy. Na pierwszy rzut oka mogą wyglądać skromnie. Dopiero historia odsłania ich wagę. Jak w dobrym filmie: znaczenie nie zawsze jest w zbliżeniu, czasem ukrywa się w tle kadru.</p><h2>Łódź filmowa — blisko Tomaszowa</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego ta wystawa może być także zaproszeniem do krótkiej podróży w miejsce, które współtworzy tożsamość całego województwa. Łódź filmowa nie jest abstrakcyjną marką z folderu turystycznego. To Szkoła Filmowa, Wytwórnia Filmów Fabularnych, Se-ma-for, pałace fabrykanckie, plenery, archiwa i nazwiska, które przez dekady zasilały polską kulturę.</p><p>Z Tomaszowa do Łodzi jedzie się tyle, ile trwa dobry film bez przerwy na reklamy. Warto więc potraktować jubileuszową ekspozycję jako kulturalny cel rodzinnej, szkolnej albo weekendowej wyprawy. Szczególnie że wystawa ma być dostępna do końca 2026 roku.</p><h2>Muzeum, które przechowuje światło</h2><p>Przez cztery dekady Muzeum Kinematografii zorganizowało blisko sto wystaw w kraju i za granicą, niezliczone spotkania, przeglądy filmowe i wydarzenia edukacyjne. Ale jego najważniejsza rola pozostaje cicha: chronić kruche ślady kina.</p><p>Taśma filmowa niszczeje. Papier żółknie. Kostiumy tracą kolor. Pamięć ludzka bywa zawodna. Muzeum jest więc czymś więcej niż magazynem. Jest montażownią zbiorowej pamięci, w której pojedyncze przedmioty układają się w większą opowieść.</p><p>Wystawa <strong>„40 skarbów na 40-lecie Muzeum Kinematografii”</strong> przypomina, że kino to nie tylko ekran i ciemna sala. To także rzeczy, które zostały po seansie: kamera, list, kostium, szkic, lalka, plakat, pęknięty rekwizyt. Każdy z nich nosi w sobie ślad ludzi, którzy wierzyli, że z ruchomego obrazu można zbudować coś trwalszego niż czas.</p><p><strong>Wystawa „40 skarbów na 40-lecie Muzeum Kinematografii” będzie prezentowana w Muzeum Kinematografii w Łodzi od 29 maja do 31 grudnia 2026 roku.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[KO wygrywa w sondażu, ale arytmetyka Sejmu układa własny scenariusz]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55330,ko-wygrywa-w-sondazu-ale-arytmetyka-sejmu-uklada-wlasny-scenariusz</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55330,ko-wygrywa-w-sondazu-ale-arytmetyka-sejmu-uklada-wlasny-scenariusz</guid>
            <pubDate>Thu, 28 May 2026 15:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ko-wygrywa-w-sondazu-ale-arytmetyka-sejmu-uklada-wlasny-scenariusz-1779975747.png</url>
                        <title>KO wygrywa w sondażu, ale arytmetyka Sejmu układa własny scenariusz</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55330,ko-wygrywa-w-sondazu-ale-arytmetyka-sejmu-uklada-wlasny-scenariusz</link>
                    </image><description>Polityka bywa czasem jak scena z „House of Cards”, tylko z bardziej swojską dekoracją: ktoś wygrywa pierwsze ujęcie, ktoś inny liczy krzesła przy stole. Najnowszy sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej pokazuje wyraźne prowadzenie Koalicji Obywatelskiej, ale gdy procenty zamieniają się w mandaty, obraz robi się znacznie mniej oczywisty. Według badania KO mogłaby liczyć na 38,89 proc. poparcia, PiS na 27,03 proc., a Konfederacja na 11,76 proc..</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>KO pierwsza, PiS daleko z tyłu, Konfederacja nadal mocna</strong></h2><p>Z opublikowanego w czwartek badania wynika, że <strong>Koalicja Obywatelska</strong> zwiększyła poparcie o 2 pkt proc. względem poprzedniego sondażu tej pracowni. <strong>Prawo i Sprawiedliwość</strong> również lekko zyskało — o 0,4 pkt proc. — ale dystans między dwiema największymi formacjami pozostaje duży.</p><p>Na trzecim miejscu znalazła się <strong>Konfederacja</strong> z wynikiem <strong>11,76 proc.</strong>, choć w jej przypadku OGB odnotowuje spadek o 1,3 pkt proc. Do Sejmu weszłaby także <strong>Konfederacja Korony Polskiej</strong> z poparciem <strong>9,32 proc.</strong> oraz <strong>Nowa Lewica</strong>, która uzyskała <strong>5,20 proc.</strong> głosów.</p><p>Pod progiem wyborczym znalazłyby się ugrupowania, które jeszcze niedawno współtworzyły lub współkształtowały rządową układankę: <strong>Partia Razem</strong> z wynikiem <strong>3,51 proc.</strong>, <strong>PSL</strong> z poparciem <strong>2,39 proc.</strong> oraz <strong>Polska 2050</strong>, na którą głos oddałoby <strong>1,90 proc.</strong> ankietowanych. To polityczny sygnał alarmowy, zwłaszcza dla formacji centrum, które po wyborach 2023 roku miały być języczkiem u wagi.</p><h2><strong>Najważniejsze są mandaty, nie same procenty</strong></h2><p>Według symulacji OGB taki wynik oznaczałby <strong>214 mandatów dla KO</strong>, <strong>143 dla PiS</strong>, <strong>53 dla Konfederacji</strong>, <strong>43 dla Konfederacji Korony Polskiej</strong> i <strong>7 dla Nowej Lewicy</strong>. To tutaj zaczyna się prawdziwa polityczna matematyka. KO, mimo wyraźnego zwycięstwa, razem z Lewicą miałaby <strong>221 mandatów</strong>, czyli za mało do większości. Większość sejmowa wymaga <strong>co najmniej 231 mandatów</strong>.</p><p>Z kolei suma mandatów <strong>PiS, Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej</strong> dawałaby <strong>239 miejsc w Sejmie</strong>. Innymi słowy: w tym wariancie zwycięzca sondażu nie miałby samodzielnej drogi do rządu, a klucz do większości leżałby po prawej stronie sceny politycznej.</p><h2><strong>Próg wyborczy znów staje się polityczną zapadnią</strong></h2><p>W polskich wyborach do Sejmu obowiązuje próg wyborczy: zasadniczo <strong>5 proc. dla komitetów partyjnych</strong> i <strong>8 proc. dla koalicji wyborczych</strong>. Komitety, które go nie przekroczą, nie uczestniczą w podziale mandatów.</p><p>To dlatego wynik PSL czy Polski 2050 ma znaczenie nie tylko symboliczne. Głosy oddane na ugrupowania pozostające pod progiem nie przekładają się na mandaty, a w praktyce wzmacniają tych, którzy próg przekraczają. Polska polityka zna już takie momenty: po wyborach 1993 roku próg wyborczy radykalnie zmienił skład Sejmu i zamknął drogę wielu mniejszym ugrupowaniom. W najnowszym sondażu widać podobny mechanizm — im słabsze centrum, tym większa premia dla dużych bloków.</p><h2><strong>Sondaż to nie wyrok, ale ostrzeżenie</strong></h2><p>Badanie OGB przeprowadzono metodą <strong>CATI</strong>, czyli telefonicznych wywiadów wspomaganych komputerowo, między <strong>12 a 23 maja</strong>, na reprezentatywnej próbie <strong>1000 osób</strong>.</p><p>Warto pamiętać, że sondaż nie jest wyborczą przepowiednią wyrytą w kamieniu. To raczej zdjęcie politycznej pogody: pokazuje kierunek wiatru, ale nie gwarantuje, że za kilka tygodni nie przyjdzie front burzowy. A jednak ten pomiar mówi dużo. KO jest dziś w nim liderem, PiS utrzymuje twardy elektorat, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej pozostają realnymi graczami, a ugrupowania środka i lewicy walczą o polityczny tlen.</p><p>Dla wyborców z Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego ten sondaż ma także wymiar lokalny. Jeżeli taki układ utrzymywałby się do wyborów, kampania w terenie nie byłaby już tylko starciem dwóch wielkich szyldów. Byłaby walką o każdy mandat, każdy powiat, każdą listę i każdy głos, który może zdecydować, czy po wyborach powstanie rząd zwycięzcy, czy rząd arytmetycznej większości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Łódzkie/ Ponad 170 oskarżonych w związku z nielegalnym obrotem paliwem LPG]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55328,lodzkie-ponad-170-oskarzonych-w-zwiazku-z-nielegalnym-obrotem-paliwem-lpg</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55328,lodzkie-ponad-170-oskarzonych-w-zwiazku-z-nielegalnym-obrotem-paliwem-lpg</guid>
            <pubDate>Thu, 28 May 2026 09:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lodzkie-ponad-170-oskarzonych-w-zwiazku-z-nielegalnym-obrotem-paliwem-lpg-1779952132.png</url>
                        <title>Łódzkie/ Ponad 170 oskarżonych w związku z nielegalnym obrotem paliwem LPG</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55328,lodzkie-ponad-170-oskarzonych-w-zwiazku-z-nielegalnym-obrotem-paliwem-lpg</link>
                    </image><description>Ponad 170 członków dwóch grup przestępczych obejmują akty oskarżenia, które trafiły do Sądu Okręgowego w Sieradzu w związku z nielegalnym obrotem 30 mln litrów paliwa LPG. Straty Skarbu Państwa w wyniku uszczuplenia podatku akcyzowego, opłaty paliwowej i VAT mogą sięgać ok. 24 mln zł.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dwa akty oskarżenia to efekt zakończonego właśnie przez Prokuraturę Regionalną w Łodzi przy współpracy z CBŚP śledztwa dotyczącego wielomilionowych uszczupleń podatkowych w związku z obrotem gazem.</p><p>Przestępczy proceder – jak poinformował rzecznik PR w Łodzi prok. Krzysztof Kopania - polegał na wystawianiu nierzetelnych faktur VAT sprzedaży paliwa LPG, w których zaniżano jego faktyczną ilość.</p><p>- W konsekwencji wprowadzonych do obrotu zostało co najmniej 30 mln litrów gazu, od którego nie uiszczono należnych podatków. Część nieujętego w fakturach paliwa była gazem grzewczym, którego przeznaczenie w nieuprawniony sposób zmieniono – tłumaczył.</p><p>Dodatkowo w przypadku gazu LPG naruszano procedury zawieszenia akcyzy. Polegało to na wskazywaniu Polski jedynie jako kraju tranzytowego, co było niezgodne z rzeczywistością.</p><p>- Paliwo kupowane było od podmiotów działających na terenie Łotwy i Litwy. Polskie cysterny jeździły do tych krajów i tam tankowały gaz LPG w procedurze zawieszonej akcyzy. W dokumentach wskazywano, że tranzytem przez Polskę będzie on przewożony do odbiorów słowackich lub czeskich. Faktycznie jednak trafiały tam jedynie dokumenty, natomiast nierozładowane cysterny wracały do Polski i niefakturowany gaz był dostarczany do stacji LPG – wyjaśnił działanie procederu prok. Kopania.</p><p>Część nieujętego w fakturach gazu miała pochodzić też z nieustalonych źródeł.</p><p>Według opracowanej na zlecenie prokuratury przez Łódzki Urząd Celno-Skarbowy ekspertyzy podatkowej, efektem przestępczej działalności było narażenie na uszczuplenia należności podatkowej w kwocie niemal 24 mln zł, w tym podatku akcyzowego w wysokości blisko 11 mln zł, opłaty paliwowej na ponad 2,5 mln zł oraz VAT - na ponad 10,3 mln zł.</p><p>Dwie rozbite grupy przestępcze działały na obszarze niemal całego kraju. W opinii śledczych były one złożonymi, wieloszczeblowymi strukturami, w ramach których poszczególne osoby realizowały ściśle wytyczone zdania, czerpiąc z nich zyski.</p><p>Akty oskarżenia obejmują 173 osoby. Przedstawione im zarzuty dotyczą m.in. przestępstw karno-skarbowych, poświadczania nieprawdy w dokumentacji, zbrodni fakturowej i prania brudnych pieniędzy. Łączą się one z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej. Zagrożenie karne jest zróżnicowane. Sięga nawet 25 lat więzienia.</p><p>W śledztwie zebrano materiał dowodowy w 350 tomach akt. (PAP)</p><p>bap/ agz/</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Prof. Skibiński: autorytet kard. Wyszyńskiego przekraczał granice instytucjonalne Kościoła (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55327,prof-skibinski-autorytet-kard-wyszynskiego-przekraczal-granice-instytucjonalne-kosciola-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55327,prof-skibinski-autorytet-kard-wyszynskiego-przekraczal-granice-instytucjonalne-kosciola-wywiad</guid>
            <pubDate>Thu, 28 May 2026 08:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prof-skibinski-autorytet-kard-wyszynskiego-przekraczal-granice-instytucjonalne-kosciola-wywiad-1779951569.png</url>
                        <title>Prof. Skibiński: autorytet kard. Wyszyńskiego przekraczał granice instytucjonalne Kościoła (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55327,prof-skibinski-autorytet-kard-wyszynskiego-przekraczal-granice-instytucjonalne-kosciola-wywiad</link>
                    </image><description>Przywództwo kard. Stefana Wyszyńskiego w Kościele wynikało z powszechnego zaufania, a jego autorytet przekraczał granice instytucjonalne – powiedział PAP historyk prof. Paweł Skibiński. Dodał, że po jego śmierci w 1981 r. zabrakło charyzmatycznego lidera i przenikliwego stratega.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>45 lat temu, 28 maja 1981 r., zmarł kard. Stefan Wyszyński, nazywany Prymasem Tysiąclecia. Od 1948 r. przewodził on Kościołowi katolickiemu w Polsce jako metropolita gnieźnieński i warszawski.</p><p><strong>PAP: Na czym polegała wyjątkowość kard. Stefana Wyszyńskiego?</strong></p><p><strong>Prof. Paweł Skibiński, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego:</strong> Mamy do czynienia z człowiekiem, który jako jedyny lider Kościoła lokalnego w skali globalnej potrafił stworzyć takie warunki dla swojej wspólnoty religijnej, aby nie tylko przetrwała dominację reżimu totalitarnego, w tym wypadku komunizmu, ale również wyszła z tej konfrontacji wzmocniona.</p><p>Kościół katolicki po II wojnie światowej był ważny z punktu widzenia całego życia społecznego w Polsce, ponieważ był jedyną silną instytucją społeczną, której reżim komunistyczny nie był w stanie w pełni kontrolować. Komuniści próbowali go infiltrować czy w rozmaity sposób dezorganizować jego działania, ale nie potrafili narzucić mu swego nadzoru i kontroli. I to jest niewątpliwie sukces epokowy zarówno z polskiego, jak i z katolickiego punktu widzenia.</p><p>Kard. Wyszyński miał kilka cech, które niewątpliwie go wyróżniały. Był osobą nieprzeciętnie inteligentną, wykształconą i potrafiącą wykorzystać swoje wykształcenie, a przy tym człowiekiem głębokiej wiary i modlitwy. Dodatkowo charakteryzował się niespożytą wręcz pracowitością. To rzadki zestaw cech.</p><p>Nieprzypadkowo funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (UB), a później Służby Bezpieczeństwa (SB), rozpracowaniu sprawy prymasa Wyszyńskiego nadali kryptonim „Prorok”. Prymas potrafił nie tylko tworzyć śmiałe koncepcje w postaci np. monumentalnych programów duszpasterskich, ale także konsekwentnie je realizować, mimo że często chronologicznie nakładały się na siebie. Nie miał przy tym optymalnej sytuacji społecznej, politycznej ani wewnątrzkościelnej.</p><p>Przykładem jego działań jest program Wielkiej Nowenny, na który nałożył się program peregrynacji kopii wizerunku jasnogórskiego po polskich parafiach oraz późniejszy program Społecznej Krucjaty Miłości. W tym samym czasie realizowano w Polsce na ogromną skalę czuwania w intencji Soboru Watykańskiego II.</p><p><strong>PAP: Czy pozycja Kościoła w społeczeństwie nie wynikała jednak z jego struktury i roli, jaką duchowni odgrywali w poprzednim stuleciu?</strong></p><p>Prof. M.S.: Kościół w Polsce był strukturalnie silny, kulturowo zakorzeniony i wyszedł moralnie zwycięsko z dwudziestowiecznych prób, w tym z II wojny światowej. Były to okoliczności, które umożliwiały działalność prymasowi Wyszyńskiemu.</p><p>Jednak jego aktywność była bez wątpienia wyjątkowa i w znacznej mierze obdarzona pewnymi znamionami geniuszu. Nikt inny na świecie nie potrafił w taki sposób jak on podjąć gry z władzami komunistycznymi i w tak trudnych warunkach zadbać o powierzoną sobie wspólnotę, co śledzono z uznaniem również w innych krajach.</p><p><strong>PAP: Czy już w czasie święceń kapłańskich Wyszyńskiego przełożeni widzieli jego potencjał?</strong></p><p>Prof. M.S.: Myślę, że tak. Świadczy o tym fakt, że mimo słabego zdrowia zainwestowali w jego studia. Przyszły prymas zrobił doktorat, odbył też podróż studyjną po całej Europie. Powierzano mu coraz bardziej odpowiedzialne zadania, w tym m.in. redakcję pisma formacyjnego dla księży „Ateneum Kapłańskie” czy profesurę w seminarium duchownym. Poza tym bardzo szybko stał się zaufanym człowiekiem ówczesnego prymasa Polski – kard. Augusta Hlonda. W okresie międzywojennym został najmłodszym członkiem Prymasowskiej Rady Społecznej, a tuż po wojnie został mianowany biskupem lubelskim i najmłodszym członkiem Episkopatu Polski. Ponadto w 1948 r. na osobistą prośbę umierającego kard. Hlonda został prymasem Polski, co musiało być głęboko przemyślaną decyzją odchodzącego lidera polskiego Kościoła.</p><p><strong>PAP: Jak udało mu się zyskać autorytet wśród mocno podzielonego w tamtym czasie duchowieństwa?</strong></p><p>Prof. M.S.: Prymas w swoich działaniach bazował na autorytetach wyższych niż on sam: na przywiązaniu do Kościoła jako całości, do papieża, Ojczyzny. Odwoływał się bowiem mocno do patriotyzmu duchownych. Poza tym on nie tylko był postrzegany jako sługa Kościoła i narodu, ale on faktycznie nim był. Identyfikował się z tym, o czym mówił, i dlatego był wiarygodny.</p><p>Stefan Wyszyński, o czym dziś rzadziej pamiętamy, był również wybitnym intelektualistą. Stworzył nowatorskie koncepcje teologiczne dotyczące pojmowania narodu i pracy w perspektywie wiary. Przetworzył indywidualny akt oddania się wiernego w niewolę duchową Maryi, zaczerpnięty od św. Ludwika Marii Grignion de Montforta, w oddanie wspólnotowe, czego wyrazem był Milenijny Akt Oddania Narodu z 3 maja 1966 r. Pokazuje to jego umysłową odwagę i głęboką duchowość.</p><p>Poza tym jego zapiski więzienne, powstałe w latach 1953-1956, gdy prymas był aresztowany przez władze komunistyczne, to jeden z bardziej rozpoznawalnych tekstów tego typu na świecie. Choć pierwsze ich wydanie ukazało się w 1982 r., to doczekały się one kilkunastu tłumaczeń na języki obce.</p><p>Jan Paweł II wymienił kard. Wyszyńskiego, obok kard. Adama Sapiehy, jako swojego mentora, jeśli chodzi o posługę biskupią w Kościele. Inspirację projektami duszpasterskimi Stefana Wyszyńskiego widać w charakterystycznym dla pierwszej dekady pontyfikatu papieża Wojtyły pomyśle realizacji jubileuszy historyczno-religijnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Było to przeniesienie doświadczeń z programu Milenium Chrztu Polski na forum globalne.</p><p>Bezdyskusyjnie był on człowiekiem wybitnym w perspektywie historycznej.</p><p><strong>PAP: Niektórzy twierdzą, że jego przywództwo w Kościele miało charakter autorytarny?</strong></p><p>Prof. M.S.: Stałą ideą przewodnią działań kard. Wyszyńskiego było zachowanie jedności Kościoła, zwłaszcza w kontakcie z wrogim państwem komunistycznym. Prymas uważał, że Kościół, aby wypełniać swoją misję, powinien mówić jednym głosem. Ten głos był jednak efektem dyskusji wewnątrz Episkopatu, przy czym miała ona swoje ograniczenia faktyczne, techniczne oraz związane z okolicznościami czy realnymi możliwościami, którymi dysponował Kościół.</p><p>Faktem jest, że po powrocie z uwięzienia kard. Wyszyński cieszył się wśród duchowieństwa i wiernych niekwestionowanym autorytetem. Nie oznacza to, że wszyscy się z nim zgadzali. W czasie większości wewnątrzkościelnych dyskusji miał sporą możliwość perswazji, ponieważ był człowiekiem integralnym, który dał świadectwo wierności swoim poglądom w postaci własnego uwięzienia.</p><p>Główni przeciwnicy Wyszyńskiego – komuniści – nazywali jego rządy autorytarnymi, bo postrzegali Kościół przez pryzmat stosunków panujących w swojej partii, w której autentycznej dyskusji właściwie nie było.</p><p><strong>PAP: Kogo zatem zabrakło Kościołowi w Polsce wraz ze śmiercią Stefana Wyszyńskiego?</strong></p><p>Prof. M.S.: Zabrakło nam charyzmatycznego lidera wspólnoty, którego przywództwo wynikało z powszechnego zaufania, a autorytet przekraczał granice instytucjonalne Kościoła. Zabrakło także największego umysłu i prawdopodobnie największego ducha wśród polskich biskupów, nie licząc Jana Pawła II. Zabrakło również przenikliwego stratega.</p><p>Dość szybko w jego rolę wszedł papież, ale przewodził on polskiemu Kościołowi z innej – papieskiej – pozycji, więc jego przywództwo miało inną specyfikę. Oczywiście dzięki temu w trudnym 1981 r. doraźny ciężar straty po prymasie był mniej dotkliwy.</p><p>Częściowo odpowiedzialność za Kościół w Polsce wziął na siebie także nowy prymas – kard. Józef Glemp, choć miał on zupełnie inną osobowość niż poprzednik. W związku z tym polscy katolicy, zwłaszcza po 2005 r. i śmierci papieża Polaka, czuli się w pewien sposób osieroceni. Brakowało im człowieka, którego się uważnie słuchało, który byłby dla nich niejako ojcem duchowym. I myślę, że w jakimś sensie w tym osieroceniu tkwimy do dzisiaj.</p><p><strong>PAP: Czy to oznacza, że Polacy jako naród potrzebują lidera?</strong></p><p>Prof. M.S.: Po śmierci Jana Pawła II mieliśmy ogromny kłopot z jakimkolwiek autentycznym autorytetem. Od wielu lat obserwujemy głęboki kryzys autorytetów także w dziedzinie życia społecznego, politycznego czy instytucjonalnego. To powoduje, że w ludziach w sposób naturalny rośnie poczucie osierocenia po człowieku, który sprawdził się w trudnych czasach.</p><p><strong>PAP: Z jakiego powodu Kościół w Polsce nie ma dziś lidera?</strong></p><p>Prof. M.S.: Nie ma tego rodzaju niekwestionowanego lidera. Zmieniła się także sytuacja prawno-kanoniczna Kościoła w Polsce. Ze względu na nadzwyczajną sytuację Kościoła w naszym kraju jeszcze kardynał Hlond otrzymał w 1945 r. od Ojca Świętego specjalne pełnomocnictwa, które sprawiały, że był niejako „papieżem w Polsce”. Oznaczało to, że w sytuacjach kryzysowych dysponował władzą normalnie przynależną Stolicy Apostolskiej, dotyczącą organizacji Kościoła, spraw etyczno-moralnych czy kwestii prawnokanonicznych, co ułatwiało sprawowanie przywództwa instytucjonalnego. Jedynie nominacje biskupie należały wówczas do wyłącznych kompetencji papieża. Oczywiście nie oznacza to, że prymasi korzystali ze wszystkich powierzonych sobie nadzwyczajnych kompetencji.</p><p>W latach 90. wróciliśmy do kościelnej normalności i we wszystkich kluczowych sprawach biskupi w Polsce muszą zwracać się do odpowiedniej dykasterii w Watykanie.</p><p>Poza tym wraz z transformacją zmieniło się również postrzeganie roli Kościoła w społeczeństwie. Biskupi szukają jakiegoś sposobu obecności Kościoła, który będzie powszechnie akceptowany i będzie harmonijnie komponował się z funkcjonowaniem innych instytucji publicznych: państwowych, samorządowych, społecznych. To oznacza, że kulturowo są w defensywie. Postrzegają swoją rolę liderów Kościoła jako obronę przed naciskiem dominującego kulturowo sekularyzmu.</p><p>Tymczasem prymas Wyszyński w swojej epoce, mimo że miał do czynienia z bardzo brutalną sekularyzacją na modłę komunistyczną, miał odmienne podejście. On przede wszystkim chciał w pełni wykonać zadania, które wynikały z misji Kościoła, przezwyciężając ograniczenia narzucane przez przemocowy system państwowy. Myślał w kategoriach szukania jak największego stopnia normalności, co dawało mu energię „ofensywną”. Kościół domagał się więc swoich praw, bo domagał się normalności.</p><p>Mam wrażenie, że kard. Wyszyński czuł się bardziej wewnętrznie wolny w swoich decyzjach niż współcześni biskupi działający paradoksalnie w warunkach społecznej wolności. Wydaje mi się, że jego odwagi i rozmachu brakuje czasami dzisiejszemu pokoleniu hierarchów. Oczywiście nie wiem, na ile prymas Wyszyński sprawdziłby się w warunkach wolnej Polski, ale na pewno prezentowałby nieco inne podejście.</p><p><strong>PAP: Czy to nie jest zatem kwestia braku lustracji w Kościele w naszym kraju?</strong></p><p>Prof. M. S.: Takie stwierdzenie to uproszczenie. Kard. Wyszyński funkcjonował w sytuacji, kiedy wokół siebie miał wielu agentów, a jeszcze więcej kolaborantów. Czy to przeszkodziło mu realizować swoje zadania? Moim zdaniem – nie.</p><p>Transparentność życia społecznego, także w Kościele, jest oczywiście bardzo ważna, ale chyba jeszcze ważniejsza jest integralność moralna przywódców i mądrość działania. To jest coś, czego możemy i powinniśmy się wszyscy uczyć od prymasa Stefana Wyszyńskiego – zarówno działając wewnątrz Kościoła, jak i poza nim.</p><p>Rozmawiała: Magdalena Gronek (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[28 maja: Wyszyński, Narvik, Radziwiłł Czarny i „Dark Side of the Moon” — historia nie bierze wolnego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55325,28-maja-wyszynski-narvik-radziwill-czarny-i-dark-side-of-the-moon-historia-nie-bierze-wolnego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55325,28-maja-wyszynski-narvik-radziwill-czarny-i-dark-side-of-the-moon-historia-nie-bierze-wolnego</guid>
            <pubDate>Thu, 28 May 2026 07:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-28-maja-wyszynski-narvik-radziwill-czarny-i-dark-side-of-the-moon-historia-nie-bierze-wolnego-1780033539.png</url>
                        <title>28 maja: Wyszyński, Narvik, Radziwiłł Czarny i „Dark Side of the Moon” — historia nie bierze wolnego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55325,28-maja-wyszynski-narvik-radziwill-czarny-i-dark-side-of-the-moon-historia-nie-bierze-wolnego</link>
                    </image><description>Czwartek, 28 maja, sto czterdziesty ósmy dzień roku. Słońce wstało o 4.25, zajdzie o 20.40. Imieniny obchodzą dziś Augustyn, Emil, Ignacy, Justyna, Lucjusz, Łucjusz, Wiktor i Wilhelm. To dzień, w którym historia mówi kilkoma głosami naraz: szeptem reformacji z Wilna, hukiem armat spod Narviku, surowym tonem sejmowej uchwały lustracyjnej, modlitwą za Prymasa Tysiąclecia i riffem Creedence Clearwater Revival. A w tle — jak w dobrze zmontowanym filmie — pojawiają się Pink Floyd, The Police, Kylie Minogue i „Flashdance”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dzień, w którym pamięć ma kilka twarzy</h2><p>Są daty, które nie dają się opowiedzieć jednym zdaniem. <strong>28 maja</strong> należy właśnie do nich. To nie jest kartka z kalendarza spokojna i grzeczna, odłożona między inne jak zakładka w książce. To raczej scena, na której raz po raz zmienia się światło: raz pada na magnacki Wilno XVI wieku, raz na lodowate fiordy Norwegii, raz na Warszawę czasów PRL, raz na salę sejmową III Rzeczypospolitej.</p><p>Tego dnia wspominamy <strong>Mikołaja Radziwiłła Czarnego</strong>, jednego z najpotężniejszych ludzi Wielkiego Księstwa Litewskiego. Kanclerz wielki litewski, wojewoda wileński, kalwin i protektor reformacji na Litwie był politykiem z epoki, w której religia, państwo i rodzinne ambicje splatały się mocniej niż w powieściach Dumasa. Radziwiłł nie był tylko magnatem. Był jednym z tych ludzi, którzy potrafili przesuwać granice wpływów, budować rodową potęgę i zostawiać po sobie cień dłuższy niż własne życie.</p><p>W tej samej dacie wraca także <strong>Bronisław Pieracki</strong> — legionista, oficer, polityk obozu sanacyjnego, minister spraw wewnętrznych II RP, zamordowany w 1934 roku przez członka Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Jego śmierć była jednym z tych wydarzeń, które pokazywały, jak napięta, krucha i niebezpieczna była polityka międzywojennej Europy Środkowej. Nie była to epoka czarno-biała. Raczej ciemny film polityczny, w którym idea państwa zderzała się z przemocą, radykalizmem i narodowymi ranami.</p><h2>Irena Krzywicka: kobieta, która nie mówiła półgłosem</h2><p>28 maja 1899 roku urodziła się <strong>Irena Krzywicka</strong> — pisarka, publicystka, jedna z najbardziej niepokornych kobiet polskiego dwudziestolecia międzywojennego. Pisała o edukacji seksualnej, świadomym macierzyństwie, równouprawnieniu kobiet, prawie do rozmowy o ciele i wolności. W czasach, gdy wiele tematów zamiatano pod dywan salonów, ona ten dywan podnosiła i mówiła: proszę bardzo, tu jest prawdziwe życie.</p><p>Dziś jej nazwisko brzmi inaczej niż w skandalizującej atmosferze międzywojennej Warszawy. Współczesna debata o prawach kobiet, zdrowiu, edukacji i odpowiedzialności państwa pokazuje, że pytania stawiane przez Krzywicką nie przeszły do muzeum. One wciąż wracają — w szkołach, parlamentach, gabinetach lekarskich, mediach i przy rodzinnych stołach. Literatura często wyprzedza ustawodawcę. Publicystyka — jeśli jest odważna — potrafi wyprzedzić całą epokę.</p><h2>Rząd Witosa i stara lekcja polskiej polityki</h2><p>103 lata temu, w 1923 roku, powstał rząd <strong>Wincentego Witosa</strong>, tworzony przez koalicję PSL „Piast”, Związek Ludowo-Narodowy i Chrześcijańską Demokrację. Był to czas polityki rozedrganej, trudnej, gęstej od sporów społecznych i gospodarczych. II Rzeczpospolita dopiero scalała organizm państwowy po zaborach, a jednocześnie musiała odpowiadać na inflację, napięcia klasowe, konflikty parlamentarne i pytanie fundamentalne: czy młode państwo potrafi rządzić samo sobą?</p><p>Dla lokalnych wspólnot, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski, ta historia nie jest odległą kroniką z Warszawy. Witos symbolizuje polityczną drogę chłopów i małych wspólnot do współdecydowania o państwie. To ważne także dziś, gdy debata o Polsce lokalnej, samorządzie i prowincji często rozgrywa się między wielkimi słowami a bardzo konkretnym pytaniem: kto naprawdę słyszy ludzi poza centrum?</p><h2>Narvik: polski żołnierz na końcu mapy</h2><p>86 lat temu, w 1940 roku, <strong>Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich</strong> walcząca u boku aliantów zdobyła Narvik. To jedna z tych wojennych historii, które mają w sobie coś niemal filmowego: śnieg, fiordy, góry, zimno, obce krajobrazy i polscy żołnierze, którzy po klęsce wrześniowej nie złożyli broni.</p><p>Narvik był czymś więcej niż operacją wojskową. Był komunikatem wysłanym światu: Polska nie zniknęła. Nie dała się wykreślić z mapy ani z pamięci. W czasie, gdy kraj był pod okupacją, polski mundur pojawiał się daleko na północy Europy. To opowieść o uporze, który w naszej historii powraca jak refren — czasem heroiczny, czasem tragiczny, ale zawsze rozpoznawalny.</p><h2>Kongres Polonii Amerykańskiej: Polska daleko od Polski</h2><p>82 lata temu, w 1944 roku, w Buffalo rozpoczęło się spotkanie polskich działaczy społecznych, podczas którego utworzono <strong>Kongres Polonii Amerykańskiej</strong>. Był to czas, gdy los powojennej Polski wciąż pozostawał dramatycznie niepewny. Polonia amerykańska próbowała mówić głosem tych, którzy nie mogli swobodnie mówić w kraju.</p><p>Ta historia dobrze pokazuje, że polskość nie zawsze mieściła się w granicach państwa. Czasem żyła w parafiach Chicago, stowarzyszeniach Buffalo, rodzinnych opowieściach, gazetach emigracyjnych i paczkach wysyłanych do kraju. Emigracja bywała dla Polski lustrem, wyrzutem sumienia i kołem ratunkowym jednocześnie.</p><h2>Prymas Tysiąclecia: człowiek, który nie klękał przed państwem</h2><p>45 lat temu, 28 maja 1981 roku, zmarł <strong>kardynał Stefan Wyszyński</strong>, Prymas Tysiąclecia. Kapelan Powstania Warszawskiego, biskup lubelski, arcybiskup gnieźnieński i warszawski, od 1948 roku prymas Polski — był jedną z najważniejszych postaci polskiego XX wieku.</p><p>Jego biografia to opowieść o sporze Kościoła z komunistycznym państwem, ale także o cierpliwości politycznej, której dziś często brakuje. Wyszyński nie był człowiekiem gestów pustych. Wiedział, kiedy milczenie jest formą oporu, a kiedy słowo musi wybrzmieć jak dzwon. Słynne „Non possumus” stało się symbolem granicy, której władza nie powinna przekraczać.</p><p>Warto pamiętać, że postać Prymasa Tysiąclecia pojawiała się również w lokalnej pamięci Tomaszowa Mazowieckiego. W 2021 roku, przy okazji Roku Stefana Kardynała Wyszyńskiego, w parafii Najświętszego Serca Jezusowego przygotowano program artystyczny „Stefan Kardynał Wyszyński. Jedna jest Polska”. To pokazuje, że wielka historia nie żyje wyłącznie w podręcznikach. Czasem wraca w szkolnej akademii, parafialnym spotkaniu, lokalnej uroczystości — bliżej ludzi niż marmurowe pomniki.</p><h2>Uchwała lustracyjna: państwo zagląda w swoje archiwa</h2><p>34 lata temu, w 1992 roku, Sejm przyjął <strong>uchwałę lustracyjną</strong>, zobowiązującą ministra spraw wewnętrznych do przedstawienia informacji o osobach pełniących funkcje publiczne, które w latach 1945–1990 miały współpracować z UB i SB. Był to jeden z najbardziej zapalnych momentów pierwszych lat III RP.</p><p>Lustracja stała się słowem, które przez dekady rozpalało polską politykę. Dotykała sprawy podstawowej: czy państwo po przełomie 1989 roku może budować zaufanie bez rozliczenia systemu, który opierał się na inwigilacji, donosach i aparacie represji? Ale dotykała też drugiego pytania: jak rozliczać, by nie zamienić sprawiedliwości w polityczny miecz?</p><p>Późniejsze ustawy lustracyjne próbowały nadać tej materii ramy prawne, ale emocje nigdy całkiem nie wygasły. W samorządach, również lokalnych, pamięć o PRL i pytanie o jawność życia publicznego wracały regularnie. Demokracja nie składa się wyłącznie z wyborów. Składa się także z zaufania, a zaufanie — jak dobrze wiemy — odbudowuje się znacznie trudniej niż buduje hasła wyborcze.</p><h2>Henryk Samsonowicz: historyk, który rozumiał średniowiecze i współczesność</h2><p>5 lat temu zmarł <strong>prof. Henryk Samsonowicz</strong>, wybitny historyk, znawca średniowiecza, rektor Uniwersytetu Warszawskiego, minister edukacji narodowej w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Był jednym z tych uczonych, którzy potrafili mówić o przeszłości bez akademickiego kurzu na ramionach. Dla niego średniowiecze nie było ciemną epoką z rycin. Było laboratorium państwa, miasta, handlu, prawa i społecznych przemian.</p><p>Dla lokalnych redakcji i regionalnych opowieści jego dorobek ma szczególne znaczenie. Samsonowicz przypominał, że historia Polski nie zaczyna się i nie kończy w stolicach. Jej prawdziwa tkanka to miasta, szlaki handlowe, rzemiosło, lokalne elity, wspólnoty i codzienność. Bez takiego spojrzenia trudno pisać także historię Tomaszowa Mazowieckiego — miasta młodszego, przemysłowego, ale przecież wyrastającego z tej samej logiki lokalnych przemian, pracy, migracji i społecznej energii.</p><h2>Granica, która boli: Mateusz Sitek</h2><p>2 lata temu, w 2024 roku, na granicy polsko-białoruskiej w rejonie Dubicz Cerkiewnych został ciężko ranny żołnierz <strong>Mateusz Sitek</strong>. Zmarł kilka dni później w szpitalu. Zdarzenie było jednym z najbardziej poruszających momentów kryzysu migracyjnego na granicy.</p><p>Ta historia pokazuje dramat, w którym spotykają się bezpieczeństwo państwa, prawo międzynarodowe, polityka migracyjna i zwykły ludzki strach. Granica nie jest abstrakcyjną linią na mapie. Jest miejscem, gdzie decyzje polityczne zmieniają się w realne ryzyko dla funkcjonariuszy, żołnierzy, migrantów i lokalnych społeczności. W polskim prawie nielegalne przekroczenie granicy może rodzić odpowiedzialność karną, ale debata publiczna nie kończy się na przepisach. Dotyczy także tego, jak państwo chroni własnych ludzi i jak zachowuje człowieczeństwo w sytuacjach granicznych — dosłownie i moralnie.</p><h2>Dziś w kraju: Sejm, gospodarka, książki i pamięć o Prymasie</h2><p>W Sejmie kontynuowane są prace nad projektami ustaw i uchwał. Posłowie mają zajmować się m.in. rządowym projektem ustawy o związku metropolitalnym w województwie pomorskim, projektami dotyczącymi dróg publicznych i opłat elektronicznych dla części pojazdów kempingowych, a także deregulacją w energetyce. Zmiany w tym ostatnim obszarze mają obejmować prostsze rachunki za energię, szybszą komunikację ze sprzedawcami oraz rozwiązania dotyczące ciepłownictwa i magazynów ciepła.</p><p>W porządku obrad pojawia się także projekt uchwały z okazji 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz sprawa wniosku o zgodę na pociągnięcie posła Zbigniewa Ziobry do odpowiedzialności karnej z oskarżenia prywatnego Doroty Schnepf.</p><p>Warszawa staje się dziś również miejscem debaty gospodarczej. Pod hasłem <strong>„Czas Przewagi”</strong> odbywa się Polski Kongres Gospodarczy. Organizatorzy akcentują konkurencyjność, bezpieczeństwo gospodarcze, energetykę, cyfryzację i inwestycje strategiczne. W czasach, gdy gospodarka coraz mocniej splata się z geopolityką, takie spotkania nie są już tylko rozmową o wykresach. To rozmowa o odporności państwa.</p><p>Także dziś rozpoczynają się <strong>Międzynarodowe Targi Książki w Warszawie</strong>. Wydarzenie potrwa do niedzieli, a gościem honorowym jest Szardża — jeden z emiratów Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Dla ludzi książki to święto, ale także przypomnienie, że czytanie jest jedną z ostatnich przestrzeni skupienia w epoce nerwowego przewijania ekranów.</p><p>W 45. rocznicę śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego odbywają się uroczystości religijne. Relikwie Prymasa Tysiąclecia mają zostać wprowadzone do kaplicy sejmowej, a modlitwy o jego kanonizację będą miały miejsce również poza Polską.</p><h2>Dziś za granicą: dyplomacja w cieniu bezpieczeństwa</h2><p>W Szwajcarii trwa oficjalna wizyta polskiej pary prezydenckiej. W programie są spotkania z przedstawicielami biznesu, wizyta w Politechnice Federalnej w Lozannie oraz w Muzeum Paderewskiego w Morges. Sam Paderewski jest tu patronem symbolicznym: artysta, polityk, dyplomata, człowiek, który rozumiał, że czasem fortepian i gabinet dyplomatyczny służą tej samej sprawie.</p><p>Na Cyprze trwa nieformalne spotkanie ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej w formule Gymnich. Rozmowy dotyczą m.in. agresji Rosji na Ukrainę, sytuacji na Bliskim Wschodzie i europejskiego bezpieczeństwa. W takich spotkaniach nie zawsze zapadają formalne decyzje, ale często testuje się język przyszłych działań. Dyplomacja, jak jazz, opiera się nie tylko na nutach, ale i na słuchaniu partnerów.</p><p>W Berlinie odbywa się inauguracja Polskiego Klubu Biznesu przy Ambasadzie RP, a także spotkania ministrów finansów w nieformalnym formacie E6. To kolejny sygnał, że gospodarka i polityka zagraniczna coraz częściej jadą jednym pociągiem.</p><h2>Sport: reprezentacja zaczyna zgrupowanie</h2><p>Piłkarska reprezentacja Polski rozpoczyna we Wrocławiu krótkie zgrupowanie przed meczami towarzyskimi z Ukrainą i Nigerią. Spotkanie z Ukrainą zaplanowano na 31 maja na Tarczyński Arenie we Wrocławiu, a z Nigerią — 3 czerwca na PGE Narodowym w Warszawie. Selekcjoner Jan Urban powołał 26 zawodników, w tym Roberta Lewandowskiego.</p><p>Dla kibiców to nie tylko sparingi. To test nastrojów, formy i odpowiedzi na pytanie, w którym miejscu jest reprezentacja po kolejnych latach sportowych turbulencji. Polska piłka potrafi przypominać dramat Szekspira grany na murawie: wielkie nadzieje, nerwowe akty, niespodziewane zwroty i publiczność, która zawsze chce wierzyć w happy end.</p><h2>Kalendarium muzyczne: od Fogerty’ego do Pink Floyd</h2><p>28 maja to także mocna data w muzyce. W 1945 roku urodził się <strong>John Fogerty</strong>, gitarzysta i wokalista Creedence Clearwater Revival, autor i wykonawca utworów, które brzmią jak Ameryka widziana z pobocza: „Bad Moon Rising”, „Green River”, „Down On The Corner”, „Fortunate Son”. Ten ostatni stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych protest songów epoki wojny w Wietnamie.</p><p>W 1959 roku urodził się <strong>Steve Strange</strong>, wokalista Visage, zapamiętany przede wszystkim dzięki chłodnemu, eleganckiemu i nieco dekadenckiemu „Fade To Grey”. Jeśli lata 80. miały swój neonowy cień, Strange był jednym z ludzi, którzy potrafili go ubrać w muzykę i styl.</p><p>W 1966 roku <strong>Percy Sledge</strong> rozpoczął dwutygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów utworem „When A Man Loves A Woman”. Są piosenki, które nie potrzebują dekoracji. Wystarczy głos, emocja i kilka nut, by przez dekady wracały do ludzi w momentach, gdy zwykłe zdania nie wystarczają.</p><p>W 1968 roku urodziła się <strong>Kylie Minogue</strong>, australijska wokalistka i aktorka. Od serialu „Neighbours” po światowe parkiety taneczne — jej kariera jest dowodem, że pop, jeśli jest robiony z wyczuciem, potrafi być równie trwały jak rockowe hymny.</p><p>W 1973 roku album <strong>„The Dark Side Of The Moon”</strong> grupy Pink Floyd wszedł na listy przebojów po obu stronach Atlantyku. To jedna z najważniejszych płyt w historii muzyki popularnej — album o czasie, pieniądzach, lęku, szaleństwie i przemijaniu. Krążek, który brzmi jak planetarium ustawione w ludzkiej głowie.</p><p>W 1977 roku w Paryżu na jednej scenie spotkali się Sting, Stewart Copeland i Andy Summers. Trzy miesiące później powstało <strong>The Police</strong>. Czasem historia muzyki zaczyna się nie od manifestu, lecz od jednego wspólnego koncertu, po którym wiadomo, że coś zaiskrzyło.</p><p>W 1983 roku Irene Cara rozpoczęła sześciotygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów piosenką <strong>„Flashdance… What A Feeling”</strong>. Utwór zdobył Oscara i Złoty Glob, a filmowy obraz tańca, potu, marzeń i neonów stał się jednym z symboli popkultury lat 80.</p><p>W 2006 roku pod Miliczem doszło do tragicznego wypadku samochodowego zespołu <strong>Varius Manx</strong>. Ciężko ranni zostali Monika Kuszyńska i Robert Janson. To jedno z tych wydarzeń, które w polskiej muzyce zapisały się nie tylko jako dramat artystów, ale także jako opowieść o życiu po katastrofie, sile i cenie, jaką czasem płaci się za powrót na scenę.</p><h2>Puenta</h2><p>28 maja przypomina, że historia nie jest archiwum martwych dat. Jest raczej wielogłosową partyturą. Radziwiłł Czarny, Krzywicka, Witos, żołnierze spod Narviku, Wyszyński, Samsonowicz, Mateusz Sitek, John Fogerty i Pink Floyd — każdy z nich gra inny motyw, ale wszystkie składają się na opowieść o wolności, państwie, pamięci, odwadze i przemijaniu.</p><p>A lokalnie? Dla Tomaszowa Mazowieckiego i okolic takie kalendarium ma sens szczególny. Bo wielka historia zawsze kończy się pytaniem najbliższym: co z niej zostało w nas — w naszym mieście, w naszych szkołach, kościołach, rodzinach, rozmowach i codziennych wyborach?</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Europoseł Janusz Lewandowski: w negocjacjach nad budżetem UE trzeba stale podkreślać strategiczną rolę naszej części Europy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55311,europosel-janusz-lewandowski-w-negocjacjach-nad-budzetem-ue-trzeba-stale-podkreslac-strategiczna-role-naszej-czesci-euro</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55311,europosel-janusz-lewandowski-w-negocjacjach-nad-budzetem-ue-trzeba-stale-podkreslac-strategiczna-role-naszej-czesci-euro</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 13:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-europosel-janusz-lewandowski-w-negocjacjach-nad-budzetem-ue-trzeba-stale-podkreslac-strategiczna-ro-1779880765.jpg</url>
                        <title>Europoseł Janusz Lewandowski: w negocjacjach nad budżetem UE trzeba stale podkreślać strategiczną rolę naszej części Europy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55311,europosel-janusz-lewandowski-w-negocjacjach-nad-budzetem-ue-trzeba-stale-podkreslac-strategiczna-role-naszej-czesci-euro</link>
                    </image><description>Szereg spotkań m.in. z szefami MSZ, MSWiA i Frontexu, a także odwiedzenie przygranicznych obiektów kluczowych z punktu widzenia odporności wschodniej flanki UE i NATO (na czele z lotniskiem w Jasionce) - to  program wizyty w Polsce sześcioosobowej delegacji Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego pod przewodnictwem Janusza Lewandowskiego. Jej analizy i obserwacje mają wzmocnić przyjęte w kwietniu tego roku stanowisko PE w sprawie budżetu Unii Europejskiej na lata 2028-2034.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W przyjętym 28 kwietnia stanowisku do negocjacji z państwami członkowskimi w sprawie wysokości i struktury wieloletnich ram finansowych na lata 2028-2034, europarlamentarzyści opowiedzieli się za zwiększeniem wspólnego budżetu o około 10 proc. w porównaniu z wnioskiem Komisji Europejskiej z lipca 2025 roku. Jednym z głównych obszarów mogących liczyć na dodatkowe środki jest bezpieczeństwo i odporność granic zewnętrznych UE.</p><p>„Dlatego wizyta delegacji Parlamentu Europejskiego właśnie w Polsce nie jest przypadkowa. Nasz kraj, jak i cały region Europy Środkowo-Wschodniej, mają dziś fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa i stabilności UE. Jesteśmy krajem przyfrontowym - pełniąc rolę zarówno hubu logistycznego dla walczącej z rosyjską agresją Ukrainy, jak i bariery powstrzymującej państwowy proceder szmuglu ludzi przez reżim białoruski” - podkreśla Janusz Lewandowski, poseł do Parlamentu Europejskiego z Europejskiej Partii Ludowej.</p><p>To właśnie wieloletni polski europoseł i były unijny komisarz przewodniczy sześcioosobowej delegacji PE (złożonej z przedstawicieli dwóch największych frakcji, czyli chadecji i socjaldemokracji), przyglądającej się w Polsce kwestiom budżetowym związanym ze wzmacnianiem bezpieczeństwa UE.</p><p>„Podczas naszej wizyty w Polsce mamy pełną świadomość, że odwiedzamy największego beneficjenta funduszy UE od 2004 roku. Doceniamy skuteczny sposób, w jaki Polska wykorzystuje unijne wsparcie, modernizując infrastrukturę transportową i środowiskową, a także ponosząc rekordowe wydatki na bezpieczeństwo oraz obronność. Nasza delegacja przedstawi swoje &gt;&gt;wstępne&lt;&lt; stanowisko w sprawie wieloletnich ram finansowych na lata 2028-2034, które jest korzystne dla krajów objętych polityką spójności, przy jednoczesnym dążeniu do zachowania równowagi geograficznej w podziale innych funduszy” - podkreśla poseł Lewandowski.</p><p>Podczas wizyty europosłowie spotkają się w Warszawie z przedstawicielami wysokiego szczebla polskich władz, w tym z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, ministrem spraw wewnętrznych Marcinem Kierwińskim, wicemarszałkiem Sejmu Szymonem Hołownią, przewodniczącą Komisji do Spraw Unii Europejskiej Agnieszką Pomaską oraz prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim. Program obejmuje również spotkanie z Hansem Leijtjensem, dyrektorem wykonawczym Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex), a także wizytę w centrum operacyjnym agencji.</p><p>W ramach drugiej części wizyty delegacja odwiedzi okolice Rzeszowa (w tym strategiczne lotnisko w Jasionce), aby przyjrzeć się innowacjom, przemysłowi lotniczemu oraz finansowanej przez UE infrastrukturze logistycznej wspierającej Ukrainę.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Janina Ochojska: bezpieczeństwo i obronę praw człowieka można pogodzić (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55309,janina-ochojska-bezpieczenstwo-i-obrone-praw-czlowieka-mozna-pogodzic-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55309,janina-ochojska-bezpieczenstwo-i-obrone-praw-czlowieka-mozna-pogodzic-wywiad</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 11:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-janina-ochojska-bezpieczenstwo-i-obrone-praw-czlowieka-mozna-pogodzic-wywiad-1779875093.png</url>
                        <title>Janina Ochojska: bezpieczeństwo i obronę praw człowieka można pogodzić (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55309,janina-ochojska-bezpieczenstwo-i-obrone-praw-czlowieka-mozna-pogodzic-wywiad</link>
                    </image><description>Nie wyobrażam sobie bezpieczeństwa bez ochrony praw każdego człowieka, ubogich, ofiar przemocy czy wojny - powiedziała PAP założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej Janina Ochojska. - Te wartości absolutnie można pogodzić - dodała.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>PAP: Globalna Flotylla Sumud nie dotarła z pomocą do Strefy Gazy, a aktywiści zostali zatrzymani. To fiasko?</strong></p><p>Janina Ochojska, założycielka i była szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej: Akcja udała się, bo ludzie znów zaczęli mówić o Strefie Gazy. Wysłanie kolejnego konwoju z pomocą humanitarną będzie aktem symbolicznym, bo wojska izraelskie znów nie pozwolą, by dotarł do Strefy Gazy. Ale takie akty symboliczne są niezwykle ważne, bo mówią o tym, że pamiętamy, że się solidaryzujemy i sprzeciwiamy się temu, co Izrael robi w Strefie Gazy. Jeśli jest to czyjaś przegrana, to Izraela, który nie dopuszcza pomocy humanitarnej i boi się tego, żeby ludzie przybywający do Strefy Gazy nie zobaczyli, z czym mierzy się tamtejsza ludność.</p><p><strong>PAP: Niezależni i neutralni pracownicy humanitarni stają się aktywistami i świadkami zbrodni. To dobrze?</strong></p><p>J.O.: Zadaniem Globalnej Flotylli Sumud jest nie tylko dostarczenie pomocy humanitarnej, ale też zwrócenie uwagi na Strefę Gazy i wywołanie dyskusji. Zapomnienie pozostawia ludzi w totalnej beznadziei. Obwinia tych, którzy są obojętni, członków rządów, którzy mogliby coś zrobić, ale nie robią, a także nas. Nie możemy powiedzieć, że skoro rząd nic nie robi, to my też nic nie możemy. Możemy jako społeczeństwo obywatelskie. Nie każda rodzina, nie każda osoba ma zasoby, żeby się w tę pomoc zaangażować, ale chodzi o to, żeby wiedzieć; żeby podpisać się pod protestem. Wierzę w siłę protestu, ona jest ulotna, ale ma znaczenie.</p><p><strong>PAP: Czy to zainteresowanie przełoży się na sytuację Palestyńczyków?</strong></p><p>J.O.: Dotychczasowe zabiegi dyplomatyczne niewiele dały, ale gdy jeszcze byłam w Parlamencie Europejskim, udało się przypomnieć o losach kilku osób i im pomóc. Dlatego zastanawiam się, czy nie wrócić do próby ewakuacji piątki dzieci ze Strefy Gazy, które wymagają leczenia. Polska jest w stanie sfinansować ich pobyt i leczenie przy udziale organizacji pozarządowych. Kilka miesięcy temu podjęliśmy taką próbę. Zabrakło jednak zgody na najwyższym szczeblu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Wierzę, że doprowadzimy do ewakuacji tych dzieci właśnie dzięki takim głośnym akcjom jak Globalna Flotylla Sumud. Popieram symboliczne akcje, bo chociaż mogą wydawać się pozbawione konkretnego wpływu, to jednak budują świadomość. Bardzo bliska jest mi filozofia Mariana Turskiego, który mówił, że obojętność zabija. Moja obojętność wobec sytuacji w Strefie Gazy przyczynia się do śmierci ludzi, dlatego staram się zawsze coś robić, nawet jeśli ogranicza się to jedynie do zdobywania wiedzy i świadomości.</p><p><strong>PAP: O granicy polsko-białoruskiej, o uchodźcach próbujących otrzymać azyl, jest cicho; czy to oznacza, że Polacy nie chcą już wiedzieć?</strong></p><p>J.O.: Rząd wykorzystał słowa: „bezpieczeństwo” i „szczelność”, żeby zbudować narrację wrogą migracji i migrantom. Rząd używa języka, który budzi niepokój w ludziach, a oprócz tego stworzył z migracji i migrantów narzędzie polityczne do uzyskiwania wyższych notowań. Nie mogłam startować kolejny raz w wyborach do Parlamentu Europejskiego z powodu moich opinii wygłaszanych na temat migracji i polityki rządu. To, że nie słychać o osobach, które próbują przekroczyć granicę, nie wynika z tego, że takich osób nie ma. Wiemy o młodej Somalijce, która była cofana przez Straż Graniczną na Białoruś, mimo że chciała złożyć w Polsce wniosek o ochronę międzynarodową. Skończyła się jej wiza białoruska i przebywa w areszcie deportacyjnym. Wróci do Somalii, chyba że uda jej się kupić bilet do bezpiecznego dla niej kraju afrykańskiego. Ponieśliśmy porażkę. Nie my, aktywiści, ale Straż Graniczna i rząd, bo wypchnęli za granicę osobę potrzebującą pomocy, po torturach. Takich przypadków trochę jest. Politycy, także europejscy, którzy przyjeżdżają na granicę polsko-białoruską, nie spotykają się z organizacjami pozarządowymi, z ludźmi, którzy tam działają albo z mieszkańcami. Nie pytają ich o to, jaki wpływ na ich życie ma świadomość, że ktoś ukrywający się w lesie lub tuż przy ich domu, może potrzebować pomocy. Mówię o tym z ogromną goryczą.</p><p><strong>PAP: Mogłoby być inaczej?</strong></p><p>J.O.: Polska miała szansę zbudować własną politykę migracyjną, która mogłaby być przykładem dla całej Europy. Jesteśmy na początku drogi, którą Francja albo Niemcy już przeszły i mogliśmy to wykorzystać, uczyć się na ich błędach. Tak się nie stało.</p><p><strong>PAP: Wartości wpisane w prawo międzynarodowe chwieją się? Czy z pani szerokiej pespektywy, udzielanie pomocy humanitarnej było kiedyś łatwiejsze?</strong></p><p>J.O.: Polska Akcja Humanitarna zaczęła być rozpoznawana międzynarodowo, bo Polacy chcieli włączyć się w pomoc dla mieszkańców krajów, w których toczyły się wojny. Polacy pokazali także, jak wiele mogą, gdy rozpoczął się konflikt na Ukrainie. Ta pomoc była niesamowita. W Parlamencie Europejskim gratulowano nam postawy narodu, postawy obywatelskiej, odwagi; a dziś dochodzi do pobić i przemocy tylko dlatego, że ktoś mówi po ukraińsku.</p><p><strong>PAP: Skąd wzięła się taka zmiana?</strong></p><p>J.O.: Chodzi o to, że zmieniły się postawy wobec obcych, migrantów. Poprzedni rząd budował kulturę nienawiści do obcych. Ten rząd buduje kulturę antyimigrancką, która może przekonywać młodych ludzi, że „trzeba się z tymi Ukraińcami rozprawić”, bo coś nam zabierają. Nie buduje pozytywnego wizerunku migracji, opowieści o ludziach, którzy muszą migrować i o tym, jak wspólnie możemy stworzyć bezpieczne warunki do ich życia tutaj. Rząd używa słowa „bezpieczeństwo” tak, że staje ono w sprzeczności z obroną praw człowieka. Te wartości absolutnie można pogodzić. Nie wyobrażam sobie bezpieczeństwa bez ochrony praw każdego człowieka, ubogich, ofiar przemocy czy wojny. Prawa człowieka są niezbywalne i pomagać należy tak, żeby ich nie naruszać. To złota zasada, a jeżeli coś się z nią nie zgadza, to wartości ulegają zachwianiu. „Bezpieczeństwo” w powiązaniu ze słowem „szczelność” jest kojarzone z ochroną przed migracjami i budowaniem coraz większej zapory na granicy polsko-białoruskiej. Obawiam się o aktywistów, bo ich działania nie są popierane, a w prasie czasem pisze się, że łamią prawo i współpracują z białoruskimi służbami.</p><p><strong>PAP: Czyli jest trudniej?</strong></p><p>J.O.: Na pewno jest trudno. Z drugiej strony świadomość Polaków jest o wiele większa niż lata temu. Polacy chętnie pomagają. Pytanie, czy polityka rządu nie doprowadzi do zniszczenia tej delikatnej tkanki.</p><p><strong>Rozmawiała Katarzyna Nocuń (PAP)</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Londyn i Warszawa zacieśniają wojskowy sojusz. W tle Rosja, drony, cyberataki i wschodnia flanka NATO]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55306,londyn-i-warszawa-zaciesniaja-wojskowy-sojusz-w-tle-rosja-drony-cyberataki-i-wschodnia-flanka-nato</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55306,londyn-i-warszawa-zaciesniaja-wojskowy-sojusz-w-tle-rosja-drony-cyberataki-i-wschodnia-flanka-nato</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 10:36:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-londyn-i-warszawa-zaciesniaja-wojskowy-sojusz-w-tle-rosja-drony-cyberataki-i-wschodnia-flanka-nat-1779871326.png</url>
                        <title>Londyn i Warszawa zacieśniają wojskowy sojusz. W tle Rosja, drony, cyberataki i wschodnia flanka NATO</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55306,londyn-i-warszawa-zaciesniaja-wojskowy-sojusz-w-tle-rosja-drony-cyberataki-i-wschodnia-flanka-nato</link>
                    </image><description>Polska i Wielka Brytania mają podpisać w środę w Londynie nowy traktat o współpracy w dziedzinie obrony i bezpieczeństwa. Premier Keir Starmer nazwał go „największym od pokolenia krokiem naprzód” w relacjach obu państw. W czasach, gdy Europa znów uczy się słownika zimnej wojny, a granica bezpieczeństwa zaczyna się nie tylko na mapie, lecz także w sieci, fabrykach zbrojeniowych i systemach antyrakietowych, to porozumienie ma znaczenie znacznie większe niż kolejny podpis pod dyplomatycznym dokumentem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Traktat mają podpisać premier Donald Tusk i premier Keir Starmer w Northolt, na zachodzie Londynu. Według brytyjskiego rządu porozumienie ma wzmocnić współpracę wojskową Polski i Wielkiej Brytanii, ochronę granic, walkę z przestępczością zorganizowaną oraz zdolności obronne w Europie. Downing Street podkreśla, że Polska jest jednym z najbliższych partnerów Zjednoczonego Królestwa w dziedzinie obronności i bezpieczeństwa, a także ważnym sojusznikiem Ukrainy.</p><h2>Pociski, drony i obrona powietrzna. Konkret zamiast kurtuazji</h2><p>Najważniejszym elementem zapowiadanego traktatu ma być współpraca w zakresie <strong>obrony powietrznej i przeciwrakietowej</strong>. Londyn zapowiada m.in. wspólną produkcję pocisku obrony powietrznej średniego zasięgu nowej generacji, rozwój tzw. efektorów obrony powietrznej, czyli nowoczesnej amunicji, oraz szeroko zakrojone ćwiczenia wojsk polskich i brytyjskich.</p><p>To brzmi technicznie, niemal jak język z katalogu przemysłu zbrojeniowego, ale jego sens jest bardzo prosty: po rosyjskiej agresji na Ukrainę Europa zobaczyła, że o bezpieczeństwie państw decydują nie tylko czołgi i samoloty, lecz także zdolność do strącania rakiet, dronów i pocisków zanim uderzą w miasta, elektrownie, dworce czy magazyny paliw. Już w styczniu 2026 roku rządy Polski i Wielkiej Brytanii informowały o pogłębianiu współpracy w zakresie zwalczania zagrożeń powietrznych i rakietowych oraz o analizie nowych zdolności produkcyjnych w Europie.</p><p>W praktyce oznacza to także szansę dla przemysłu obronnego i całego zaplecza technologicznego. W nowoczesnej wojnie nie ma już ostrego podziału na front i zaplecze. Fabryka, laboratorium, centrum danych, infrastruktura energetyczna i lotnisko wojskowe tworzą jeden organizm. Jak w filmach szpiegowskich z czasów Johna le Carrégo, tylko że zamiast podsłuchów w ambasadach mamy dziś cyberataki, drony i satelity.</p><h2>Wschodnia flanka NATO i lekcja z Ukrainy</h2><p>Wielka Brytania ma zaangażować się we wzmacnianie <strong>wschodniej flanki NATO</strong>, między innymi przez większe wykorzystanie systemów bezzałogowych. To szczególnie istotne dla Polski, która po 2022 roku stała się jednym z kluczowych państw zaplecza bezpieczeństwa Ukrainy i całego Sojuszu.</p><p>NATO przypomina, że art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego opiera się na zasadzie, iż atak na jednego sojusznika jest traktowany jako atak na wszystkich. Ale równie ważny jest art. 3, mówiący o odporności państw i ich zdolności do samodzielnego oraz wspólnego przeciwstawiania się zagrożeniom. Właśnie w tym miejscu spotykają się wojsko, logistyka, infrastruktura krytyczna, cyberbezpieczeństwo i odporność społeczeństwa.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego nie jest to abstrakcja z wielkiej polityki. W centrum Polski krzyżują się szlaki transportowe, znaczenie mają drogi krajowe, kolej, zaplecze logistyczne, infrastruktura energetyczna i przemysłowa. W razie kryzysu takie miejsca nie są dalekim tłem wydarzeń, lecz częścią systemu państwa. Bezpieczeństwo zaczyna się więc nie tylko na granicy z Białorusią czy Ukrainą, ale także przy lokalnej elektrociepłowni, węźle komunikacyjnym, szpitalu, urzędzie i serwerowni.</p><h2>Cyberataki i dezinformacja. Wojna, której nie widać z okna</h2><p>Traktat ma także przyspieszyć współpracę w zwalczaniu <strong>cyberataków i kampanii dezinformacyjnych</strong>. To jeden z tych obszarów, gdzie wojna nie przychodzi w mundurze. Przychodzi jako fałszywy profil, spreparowany film, zmanipulowany komunikat, wyciek danych albo atak na system informatyczny.</p><p>Downing Street zapowiada, że przywódcy mają rozmawiać również o wzroście liczby ataków hybrydowych. W brytyjskim komunikacie wymieniono m.in. podpalenia we wschodnim Londynie zlecane przez Rosję oraz pożary wywołane przez paczki kurierskie z urządzeniami samozapalającymi w Birmingham i kilku miejscach na kontynencie.</p><p>To już nie jest scenariusz z powieści Toma Clancy’ego. To codzienność Europy, która nauczyła się, że wróg nie zawsze przekracza granicę kolumną pancerną. Czasem wysyła paczkę, zakłada konto w mediach społecznościowych, inspiruje protest, wywołuje chaos informacyjny albo sprawdza, czy instytucje publiczne poradzą sobie z kryzysem.</p><h2>Migracja, przemytnicy ludzi i bezpieczeństwo granic</h2><p>Na liście tematów rozmów Donalda Tuska i Keira Starmera ma znaleźć się także wzmocnienie granic przed nielegalną migracją oraz wspólna walka z grupami przemytników ludzi. Brytyjski rząd przedstawia traktat jako element szerszego pakietu bezpieczeństwa: od wojskowości, przez zwalczanie przestępczości zorganizowanej, po ochronę granic.</p><p>To ważny sygnał polityczny. Londyn po brexicie szuka nowego języka rozmowy z Europą. Nie wraca do Unii Europejskiej, ale próbuje odbudowywać praktyczne więzi tam, gdzie interesy są wspólne i pilne. Bezpieczeństwo jest dziś takim właśnie polem. Nie pyta o partyjne slogany, tylko o zdolność do działania.</p><h2>Polska w nowej sieci europejskich porozumień</h2><p>Brytyjski traktat wpisuje się w szerszy proces. W ostatnim czasie Wielka Brytania zawierała podobne porozumienia z Niemcami i Francją, a Polska podpisała w Nancy traktat z Francją. Polski rząd informował, że traktat z Nancy obejmuje m.in. wzajemne gwarancje bezpieczeństwa oraz klauzulę pomocy wojskowej w razie ataku na jedną ze stron.</p><p>To pokazuje, że obok NATO i Unii Europejskiej powstaje gęsta sieć porozumień dwustronnych. Nie zastępują one Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale mogą go uzupełniać. Trochę jak dodatkowe przęsła w moście, który w czasie burzy musi wytrzymać więcej niż zwykle.</p><p>W przypadku Polski znaczenie jest oczywiste: im więcej realnych więzi wojskowych, przemysłowych i wywiadowczych z kluczowymi państwami Zachodu, tym trudniej traktować nasz region jak peryferie. A historia boleśnie uczy, że dla Polski najgorsze były zawsze te momenty, gdy o jej bezpieczeństwie mówiono pięknie, ale zbyt daleko od miejsca, gdzie naprawdę zapadały decyzje.</p><h2>Nie tylko symbol, ale test sprawczości</h2><p>Nowy traktat polsko-brytyjski będzie miał wartość dopiero wtedy, gdy za słowami pójdą ćwiczenia, zakupy, produkcja, procedury i realna wymiana informacji. Papier przyjmie wszystko. Bezpieczeństwo — nie.</p><p>Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi, czy podpis w Londynie będzie efektowny. Brzmi: czy Polska i Wielka Brytania zbudują dzięki temu szybszą reakcję na kryzysy, mocniejszą obronę powietrzną, odporniejsze systemy cyfrowe i przemysł zdolny produkować to, czego Europa potrzebuje nie za dekadę, lecz teraz.</p><p>Starmer mówi o największym kroku od pokolenia. Jeśli ten krok ma być naprawdę historyczny, musi prowadzić nie na dyplomatyczny bankiet, ale do magazynów amunicji, centrów dowodzenia, fabryk, poligonów i systemów, które działają wtedy, gdy gasną światła.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polskie drony mogą polecieć do Kanady. Warszawa i Ottawa zacieśniają współpracę obronną]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55305,polskie-drony-moga-poleciec-do-kanady-warszawa-i-ottawa-zaciesniaja-wspolprace-obronna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55305,polskie-drony-moga-poleciec-do-kanady-warszawa-i-ottawa-zaciesniaja-wspolprace-obronna</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 10:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polskie-drony-moga-poleciec-do-kanady-warszawa-i-ottawa-zaciesniaja-wspolprace-obronna-1779869899.png</url>
                        <title>Polskie drony mogą polecieć do Kanady. Warszawa i Ottawa zacieśniają współpracę obronną</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55305,polskie-drony-moga-poleciec-do-kanady-warszawa-i-ottawa-zaciesniaja-wspolprace-obronna</link>
                    </image><description>Polska i Kanada robią kolejny krok w stronę bliższej współpracy wojskowej i przemysłowej. Ministrowie obrony obu państw — Władysław Kosiniak-Kamysz i David McGuinty — podpisali w Ottawie list intencyjny dotyczący współpracy w ramach programu SAFE. W praktyce oznacza to nie tylko rozmowy o zakupie polskich systemów bezzałogowych, ale również wspólne ćwiczenia wojskowe, w tym manewry w Arktyce.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest zwykłe dyplomatyczne zdjęcie z podpisami pod dokumentem. W tle tej decyzji widać mapę znacznie większą niż trasa Warszawa–Ottawa. Jest na niej wojna Rosji przeciwko Ukrainie, wyścig zbrojeniowy, rosnące znaczenie Arktyki, bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO i coraz bardziej widoczna ambicja Polski, by nie tylko kupować broń, ale także ją sprzedawać.</p><p>Po podpisaniu listu intencyjnego szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział wprost:</p><blockquote><p>– Będziemy sprzedawać najlepszy polski sprzęt do Kanady.</p></blockquote><p>Jak wskazał, chodzi przede wszystkim o <strong>polskie drony i systemy bezzałogowe</strong>, w tym <strong>FlyEye</strong>, <strong>Warmate</strong> oraz <strong>Gladius</strong>, czyli rozwiązania kojarzone z Grupą WB. To sprzęt, który zyskał rozpoznawalność także dzięki doświadczeniom wojny w Ukrainie, gdzie bezzałogowce stały się jednym z symboli nowoczesnego pola walki.</p><h2>SAFE, czyli europejskie pieniądze na bezpieczeństwo</h2><p>Program <strong>SAFE — Security Action for Europe</strong> — to unijny instrument wart <strong>150 mld euro</strong>, którego celem jest wspieranie państw inwestujących w produkcję obronną i wspólne zakupy uzbrojenia. Rada UE wskazywała, że Kanada jest pierwszym państwem spoza Europy dopuszczonym do udziału w tym instrumencie.</p><p>W praktyce SAFE ma wzmacniać europejski przemysł obronny, skracać łańcuchy dostaw i pomagać państwom szybciej uzupełniać braki sprzętowe. Dla Polski to szansa podwójna: z jednej strony na finansowanie własnej modernizacji armii, z drugiej — na promocję krajowych firm zbrojeniowych za granicą.</p><p>Ministerstwo Obrony Narodowej informowało wcześniej, że Polska zabiegała o znaczną pulę środków z SAFE, a sam program był przedstawiany przez MON jako jeden z efektów polskiej aktywności podczas prezydencji w Radzie UE.</p><h2>Kanada patrzy na polskie drony</h2><p>Kosiniak-Kamysz podkreślał, że systemy FlyEye, Warmate i Gladius są symbolem rozwoju polskiej myśli technicznej oraz przemysłu zbrojeniowego. To ważny komunikat, bo przez lata Polska w debacie publicznej występowała głównie jako kupujący: czołgi, samoloty, wyrzutnie, systemy obrony powietrznej. Teraz rząd chce pokazać kraj jako producenta technologii, które mogą interesować sojuszników.</p><p>W tym sensie polskie drony są trochę jak bohaterowie filmu wojennego bez patosu: niewielkie, techniczne, czasem niewidoczne na pierwszy rzut oka, ale decydujące o tym, kto widzi dalej, reaguje szybciej i przeżywa dłużej.</p><p>Dla Kanady szczególnie istotna może być odporność sprzętu, zdolność działania w trudnym środowisku i kompatybilność z systemami NATO. Ottawa, podobnie jak wiele państw sojuszu, przyspiesza dziś modernizację armii i dywersyfikuje kierunki zakupów. Associated Press opisywała udział Kanady w SAFE jako element szerszego zwrotu w stronę europejskiej współpracy obronnej i ograniczania zależności zakupowej od USA.</p><h2>Polscy żołnierze pojadą na ćwiczenia w Arktyce</h2><p>Drugim ważnym elementem rozmów jest współpraca wojskowa. Szef MON zapowiedział udział polskich żołnierzy w polsko-kanadyjskich, szerzej — natowskich — manewrach w Arktyce.</p><blockquote><p>– Polska bierze odpowiedzialność za całe NATO, dlatego wyśle naszych żołnierzy na polsko-kanadyjskie, szerzej — NATO-wskie manewry w Arktyce. Nasze siły zbrojne będą w nich uczestniczyć już za kilka miesięcy – zapowiedział Kosiniak-Kamysz.</p></blockquote><p>Arktyka nie jest już tylko białą plamą z podręczników geografii. To coraz ważniejszy obszar rywalizacji strategicznej: militarnej, surowcowej, transportowej i klimatycznej. Rosja od lat rozbudowuje tam swoją obecność wojskową, a NATO uważnie śledzi zmiany na północy. Dla Polski udział w takich ćwiczeniach oznacza wejście w teatr działań odległy geograficznie, ale bliski politycznie — bo bezpieczeństwo sojuszu nie kończy się na Bugu, Bałtyku ani Suwalszczyźnie.</p><h2>CANSEC i MSPO. Dwie wystawy, jeden kierunek</h2><p>Kosiniak-Kamysz zapowiedział również udział w kanadyjskich targach obronnych <strong>CANSEC</strong>, gdzie Polska ma status państwa wiodącego tegorocznej edycji. To jedna z najważniejszych imprez branży obronnej w Kanadzie.</p><p>Z kolei we wrześniu Kanada ma być szczególnie widoczna podczas <strong>Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach</strong>. Według zapowiedzi MON, do Polski przyjedzie wówczas kanadyjska delegacja rządowa, a strony mają podpisać kolejne dokumenty dotyczące współpracy.</p><p>Wśród zapowiadanych porozumień są m.in. memorandum dotyczące współpracy wojsk obrony cyberprzestrzeni oraz umowa o gwarancjach obronnych. To istotne, bo współczesna wojna nie zaczyna się już wyłącznie od huku artylerii. Często najpierw pojawia się atak na sieci, systemy łączności, dane, energetykę i administrację.</p><h2>Co to oznacza dla Polski?</h2><p>Dla Polski porozumienie z Kanadą ma trzy wymiary.</p><p>Pierwszy jest militarny: pogłębia współpracę z ważnym sojusznikiem NATO, obecnym również na wschodniej flance.</p><p>Drugi jest przemysłowy: otwiera drzwi dla polskich firm zbrojeniowych na wymagający rynek północnoamerykański.</p><p>Trzeci jest polityczny: pokazuje, że Warszawa chce grać aktywnie nie tylko w regionie, ale też w szerszym układzie transatlantyckim.</p><p>Dla mieszkańców takich miast jak Tomaszów Mazowiecki może to brzmieć odlegle, ale bezpieczeństwo państwa nie jest abstrakcją z komunikatów ministerialnych. To także lokalne jednostki, rezerwy, logistyka, infrastruktura krytyczna, cyberbezpieczeństwo samorządów i odporność społeczna. Wojna w Ukrainie pokazała, że zaplecze kraju — drogi, kolej, magazyny, łączność, szpitale i lokalne wspólnoty — staje się częścią systemu obronnego szybciej, niż ktokolwiek chciałby sobie wyobrazić.</p><h2>Polska chce być nie tylko klientem, ale producentem</h2><p>Przez trzy dekady po 1989 roku polska armia modernizowała się często w rytmie wielkich zakupów zagranicznych. Dziś rząd próbuje budować opowieść odwrotną: Polska jako państwo, które ma własne technologie, własne doświadczenia i własną ofertę dla sojuszników.</p><p>Czy ta opowieść przełoży się na konkretne kontrakty? To pokażą dopiero kolejne miesiące. List intencyjny nie jest jeszcze umową sprzedaży, a droga od deklaracji do podpisanego kontraktu bywa długa. Ale sam fakt, że Kanada — państwo spoza UE, ale wewnątrz NATO — chce korzystać z mechanizmu SAFE i rozmawia z Polską o sprzęcie, jest sygnałem ważnym.</p><p>W świecie, w którym bezpieczeństwo coraz częściej mierzy się nie tylko liczbą żołnierzy, ale także odpornością przemysłu, dostępem do technologii i szybkością produkcji, polskie drony mogą stać się jednym z tych produktów, które mówią o kraju więcej niż oficjalne przemówienia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[27 maja w historii: Sankt Petersburg, Ogród Saski, „Człowiek z żelaza” i wybory, które oddały Polskę gminom]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55304,27-maja-w-historii-sankt-petersburg-ogrod-saski-czlowiek-z-zelaza-i-wybory-ktore-oddaly-polske-gminom</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55304,27-maja-w-historii-sankt-petersburg-ogrod-saski-czlowiek-z-zelaza-i-wybory-ktore-oddaly-polske-gminom</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 07:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-27-maja-w-historii-sankt-petersburg-ogrod-saski-czlowiek-z-zelaza-i-wybory-ktore-oddaly-polske-1779859858.png</url>
                        <title>27 maja w historii: Sankt Petersburg, Ogród Saski, „Człowiek z żelaza” i wybory, które oddały Polskę gminom</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55304,27-maja-w-historii-sankt-petersburg-ogrod-saski-czlowiek-z-zelaza-i-wybory-ktore-oddaly-polske-gminom</link>
                    </image><description>27 maja przypomina o wielkich datach: od śmierci Jana Kalwina i założenia Petersburga po otwarcie Ogrodu Saskiego i triumf „Człowieka z żelaza”. Dla Polski najważniejsza pozostaje rocznica pierwszych wolnych wyborów samorządowych z 1990 roku, które oddały władzę gminom i mieszkańcom.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Środa, 27 maja, sto czterdziesty siódmy dzień roku.</strong> Słońce wstało dziś o godz. <strong>4.26</strong>, zajdzie o <strong>20.39</strong>. Imieniny obchodzą m.in. <strong>Augustyn, Fryderyk, Jan, Julian, Magdalena i Małgorzata</strong>. To jedna z tych dat, które wyglądają jak rozłożona na stole stara mapa: Genewa Kalwina, Petersburg Piotra Wielkiego, Warszawa Ogrodu Saskiego, Nicea Paganiniego, Cannes Andrzeja Wajdy i Polska roku 1990, kiedy po czterech dekadach centralistycznego państwa obywatele znów mogli wybrać lokalną władzę.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego szczególnie mocno brzmi właśnie ta ostatnia rocznica. <strong>27 maja 1990 roku odbyły się pierwsze po II wojnie światowej wolne wybory samorządowe</strong>. To od nich zaczęła się III RP widziana z poziomu ulicy, szkoły, wodociągu, przystanku, lokalnej drogi i budżetu gminy. Nie z marmurów wielkiej polityki, lecz z sal obrad rad miejskich i gminnych. Z miejsc, gdzie demokracja przestaje być hasłem, a zaczyna być decyzją: czy remontować chodnik, jak utrzymać szkołę, gdzie budować kanalizację, jak chronić lokalną zieleń i co zrobić z pieniędzmi wspólnoty. Komitety Obywatelskie „Solidarność” zdobyły w tych wyborach ponad połowę głosów, a sama reforma samorządowa była skutkiem ustaw uchwalonych 8 marca 1990 roku, przywracających gminom realne znaczenie po likwidacji samorządu w 1950 roku.</p><h2>Genewa, Petersburg i Warszawa. Władza, wiara i miasto jako projekt</h2><p><strong>462 lata temu, w 1564 roku, w Genewie zmarł Jan Kalwin</strong> — reformator religijny, współtwórca Kościoła ewangelicko-reformowanego. Jego nazwisko do dziś oznacza jedną z wielkich dróg europejskiej reformacji. Kalwinizm nie był tylko sporem o dogmaty. Był także sporem o dyscyplinę wspólnoty, odpowiedzialność jednostki, organizację życia publicznego i miejsce religii w porządku politycznym. Europa XVI wieku przypominała wtedy rozgrzaną drukarską prasę: nowe idee wychodziły spod czcionek szybciej, niż monarchowie i biskupi potrafili je zatrzymywać.</p><p><strong>323 lata temu, w 1703 roku, car Piotr I założył Sankt Petersburg</strong>. Miasto miało być rosyjskim „oknem na Europę”, ale było też demonstracją władzy absolutnej: wzniesione na bagnach, okupione ogromnym wysiłkiem, zaprojektowane jako polityczny manifest. Petersburg stał się później sceną literatury, rewolucji i carskiego splendoru. To miasto Dostojewskiego i Puszkina, „Białych nocy” i „Zbrodni i kary”, ale też miejsce, w którym kamień, mgła i władza przez stulecia prowadziły ze sobą ponury dialog.</p><p><strong>299 lat temu, w 1727 roku, w Warszawie otwarto dla publiczności Ogród Saski</strong>. To ważny moment w historii polskiej przestrzeni miejskiej. Ogród, wcześniej związany z królewską rezydencją, stał się miejscem dostępnym dla mieszkańców. W epoce, gdy miasto dopiero uczyło się nowoczesności, publiczny park był czymś więcej niż zielenią. Był zapowiedzią obywatelskiej przestrzeni — tej samej, o którą dziś toczą się lokalne spory w każdym mieście: o drzewa, place, skwery, ławki, fontanny, deptaki i oddech między betonem.</p><h2>Paganini, Koch i pytanie o granice ludzkiego geniuszu</h2><p><strong>186 lat temu, w 1840 roku, w Nicei zmarł Niccolo Paganini</strong>, włoski skrzypek i kompozytor. W jego legendzie do dziś miesza się muzyka, teatr i niemal romantyczny demonizm. Publiczność słuchała go tak, jak później słuchano największych gwiazd rocka: z zachwytem, niedowierzaniem i podejrzeniem, że zwykły człowiek nie może grać w taki sposób. Paganini był jak Jimi Hendrix skrzypiec, artysta, który nie tylko wykonywał muzykę, lecz przesuwał granice instrumentu.</p><p><strong>116 lat temu, w 1910 roku, w Baden-Baden zmarł Robert Koch</strong>, niemiecki lekarz, jeden z twórców bakteriologii i nauki o chorobach zakaźnych. Odkrył m.in. prątek gruźlicy, a w 1905 roku otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny. W epoce po pandemii COVID-19 jego dorobek brzmi szczególnie aktualnie. Koch należy do tych uczonych, którzy zmienili sposób, w jaki ludzkość patrzy na niewidzialne zagrożenia. Pokazał, że choroba ma przyczynę, że można ją badać, izolować, rozumieć i zwalczać. To była rewolucja cicha, laboratoryjna, ale jej skutki odczuły miliony.</p><h2>Jan Kucharzewski i Polska, która próbowała wyjść z cienia imperiów</h2><p><strong>150 lat temu, w 1876 roku, w Wysokiem Mazowieckiem urodził się Jan Kucharzewski</strong> — polityk, historyk i publicysta, premier rządu Rady Regencyjnej w latach 1917–1918. To postać z czasu, gdy Polska jeszcze formalnie nie wróciła na mapę, ale już wykuwała zręby własnej państwowości. Rada Regencyjna była tworem epoki wojennej, uwikłanym w kalkulacje państw centralnych, ale jednocześnie stała się jednym z pomostów prowadzących do listopada 1918 roku.</p><p>Kucharzewski przypomina, że polska niepodległość nie spadła z nieba jak gotowy sztandar. Była rezultatem pracy polityków, żołnierzy, urzędników, społeczników, dyplomatów i ludzi pióra. Czasem heroicznej, czasem kompromisowej, czasem niejednoznacznej. Historia rzadko pisze się czystym atramentem.</p><h2>Hrubieszów 1946. Gorzka noc powojnia</h2><p><strong>80 lat temu, w nocy z 27 na 28 maja 1946 roku, doszło do wspólnego ataku polskich i ukraińskich partyzantów na posterunek milicji i siedzibę NKWD w Hrubieszowie.</strong> W akcji uczestniczyli żołnierze UPA oraz Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. To jeden z najbardziej nieoczywistych epizodów powojennej historii: ludzie, którzy często stali po przeciwnych stronach tragicznego konfliktu polsko-ukraińskiego, na moment znaleźli wspólnego przeciwnika w sowieckim aparacie represji.</p><p>Wysłany przeciw atakującym zwiad z miejscowych koszar prowadził porucznik Wojciech Jaruzelski, późniejszy generał i przywódca PRL. Ta historia pokazuje, jak powojenna Polska była krajem nie tyle wyzwolonym, ile rozdartym: między partyzantką a nową władzą, między pamięcią okupacji niemieckiej a presją sowiecką, między lokalnym dramatem a wielką geopolityką. To nie jest rozdział do prostych ocen. To rozdział do uważnego czytania.</p><h2>Wajda w Cannes. Kino jako sumienie epoki</h2><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku, film „Człowiek z żelaza” Andrzeja Wajdy zdobył Złotą Palmę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Cannes.</strong> Był to triumf artystyczny, ale też polityczny. Film Wajdy stał się jednym z najważniejszych obrazów czasu „Solidarności” — opowieścią o robotnikach, mediach, kłamstwie władzy i prawdzie, która próbuje przebić się przez beton systemu.</p><p>„Człowiek z żelaza” nie był tylko kontynuacją „Człowieka z marmuru”. Był zapisem momentu, w którym polskie kino stanęło bardzo blisko historii dziejącej się za oknem. Wajda potrafił wtedy uchwycić napięcie epoki: nadzieję, strach, euforię i cień nadchodzącego stanu wojennego. Jak u najlepszych reżyserów, kamera nie była ozdobą. Była świadkiem.</p><h2>27 maja 1990. Demokracja schodzi z pomnika i idzie do gminy</h2><p><strong>36 lat temu odbyły się pierwsze w pełni wolne wybory samorządowe w powojennej Polsce.</strong> To rocznica, którą warto przypominać nie tylko podczas akademii. Samorząd jest najbliższym obywatelowi poziomem państwa. To tutaj polityka staje się namacalna: w cenie śmieci, planie zagospodarowania, remoncie ulicy, jakości komunikacji, działaniu przedszkola, biblioteki i domu kultury.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego, Inowłodza, Ujazdu, Rzeczycy, Budziszewic, Rokicin, Lubochni, Będkowa, Czerniewic i Żelechlinka ta rocznica ma bardzo praktyczny sens. Bez samorządu lokalność byłaby tylko adresem. Dzięki samorządowi staje się wspólnotą decyzji — nie zawsze idealną, często sporną, czasem zmęczoną, ale własną.</p><p>Warto przy tej okazji przypomnieć, że <strong>ustawa o samorządzie gminnym</strong> należy do fundamentów III RP. To ona przywróciła gminie osobowość prawną, majątek, zadania publiczne i odpowiedzialność za lokalne sprawy. Demokracja nie zaczyna się od wielkich haseł. Zaczyna się od pytania, czy mieszkańcy mają wpływ na miejsce, w którym żyją.</p><h2>Małgorzata Dydek. Wielkość nie tylko w centymetrach</h2><p><strong>15 lat temu, w 2011 roku, w Brisbane zmarła Małgorzata Dydek</strong>, jedna z najlepszych polskich koszykarek w historii. Miała 218 cm wzrostu, ale sprowadzanie jej kariery do warunków fizycznych byłoby krzywdzące. Była symbolem polskiej koszykówki kobiecej, zawodniczką rozpoznawalną na świecie, grającą w WNBA i reprezentacji Polski.</p><p>Jej historia ma w sobie coś z klasycznego sportowego dramatu: talent, dyscyplinę, międzynarodową karierę i zbyt wczesne odejście. W lokalnym wymiarze warto ją wspominać także dlatego, że sportowe wzorce potrzebują nazwisk, twarzy i opowieści. Bez nich zostają tylko wyniki.</p><h2>Muzyczne kalendarium: od Buddy’ego Holly’ego do Sex Pistols</h2><p>27 maja mocno gra także w historii muzyki. <strong>W 1943 roku urodziła się Cilla Black</strong>, jedna z ikon brytyjskiej sceny lat 60., protegowana Briana Epsteina, menadżera Beatlesów. Jej „Anyone Who Had A Heart” było jednym z tych nagrań, w których pop miał jeszcze elegancję teatralnej kurtyny.</p><p><strong>W 1956 roku urodził się Neil Finn</strong>, lider Crowded House, autor utworów, które nie starzeją się tak łatwo, bo mają w sobie melancholię dobrej rozmowy po zmroku. „Don’t Dream It’s Over” do dziś brzmi jak piosenka dla ludzi, którzy próbują nie zgubić nadziei w świecie pełnym hałasu.</p><p><strong>W 1957 roku Buddy Holly z The Crickets wydał singiel „That’ll Be The Day”</strong>, inspirowany westernem „Poszukiwacze” z Johnem Wayne’em. To jeden z tych momentów, gdy kino przypadkiem podaje rękę rock’n’rollowi, a jedno zdanie z filmu zamienia się w refren pokolenia.</p><p>Tego samego dnia urodziła się <strong>Siouxsie Sioux</strong>, późniejsza wokalistka Siouxsie and The Banshees — postać, bez której trudno opowiadać historię post-punku, gotyckiego rocka i całej ciemniejszej, bardziej teatralnej strony brytyjskiej muzyki.</p><p><strong>W 1963 roku ukazał się album „The Freewheelin’ Bob Dylan”</strong>. To płyta, która uczyniła z Dylana głos młodego, kontestującego pokolenia. W muzyce popularnej rzadko zdarza się taki moment: gitara, harmonijka i słowa nagle zaczynają ważyć więcej niż wielka orkiestra.</p><p><strong>W 1977 roku Sex Pistols wydali „God Save The Queen”</strong>. Utwór zakazywany w mediach, odrzucany przez część sklepów i traktowany jak policzek wymierzony brytyjskiej monarchii, stał się jednym z manifestów punkowej rebelii. Jeśli Dylan mówił głosem poety na barykadzie, Sex Pistols krzyczeli jak wybita szyba.</p><p>Potem były kolejne muzyczne znaki czasu: <strong>The Smiths</strong> i ich „Hand In Glove”, <strong>Morcheeba</strong> ze Skye Edwards, <strong>OutKast</strong> z André 3000, popkulturowa eksplozja „Lady Marmalade” z filmu „Moulin Rouge” i wreszcie symboliczna decyzja sieci Woolworths o wycofywaniu płyt CD. Tak kończyła się epoka srebrnych krążków, a zaczynał świat plików, streamingu i muzyki bez pudełka.</p><h2>Dziś w kraju: Sejm, prawa uczniów, związki nieformalne i frankowicze</h2><p>Dzisiejsze posiedzenie Sejmu zapowiada się jako polityczna partytura grana na kilku bardzo różnych instrumentach. Posłowie mają zajmować się m.in. projektem <strong>ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu</strong>. Rządowy projekt przewiduje, że dwie pełnoletnie osoby, także tej samej płci, mogłyby zawrzeć u notariusza umowę rejestrowaną następnie w USC. Rozwiązania mają obejmować m.in. sprawy majątkowe, prawo do informacji medycznej, alimentację, korzystanie ze wspólnego mieszkania, ubezpieczenia, rentę rodzinną czy prawo do pochówku; projekt nie przewiduje wspólnej adopcji dzieci ani przysposobienia dziecka drugiej strony.</p><p>W porządku prac są także zmiany w ustawie o przeciwdziałaniu narkomanii, w tym zwiększenie dostępności <strong>leczenia substytucyjnego</strong> dla osób uzależnionych od opioidów. To temat mniej medialny niż polityczne spory światopoglądowe, ale bardzo ważny społecznie. Państwo, które chce realnie ograniczać skutki uzależnień, musi wybierać między moralizowaniem a terapią. Skuteczne prawo powinno stać po stronie leczenia, bezpieczeństwa i ograniczania szkód.</p><p>Sejm ma debatować również nad projektem dotyczącym spraw <strong>kredytów frankowych</strong>. Według wcześniejszych zapowiedzi rządu regulacje mają przyspieszyć rozpatrywanie tych spraw i zmniejszyć obciążenie sądów. Jednym z założeń jest wstrzymanie obowiązku spłacania rat z mocy prawa po doręczeniu bankowi pozwu — do czasu prawomocnego zakończenia postępowania. To temat o ogromnym znaczeniu dla tysięcy rodzin, ale też dla systemu sądownictwa, który od lat dźwiga ciężar sporów frankowych.</p><p>Posłowie mają kontynuować prace nad nowelizacją <strong>Prawa oświatowego</strong> i ustawy o systemie oświaty. Projekt przewiduje m.in. ustawowy katalog praw i obowiązków uczniów, prawo do kształtowania własnego wyglądu oraz system rzeczników praw uczniowskich z Krajowym Rzecznikiem Praw Uczniowskich i rzecznikami wojewódzkimi. To może być jedna z ciekawszych debat o polskiej szkole: czy szkoła ma być instytucją dyscypliny, czy wspólnotą praw i odpowiedzialności?</p><p>Do porządku wraca także sprawa <strong>zakazu trzymania psów na łańcuchach</strong>. Projekty nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt pokazują, że wrażliwość społeczna przesuwa się coraz mocniej w stronę ochrony dobrostanu zwierząt. W praktyce lokalnej — także w mniejszych miejscowościach i na terenach wiejskich — będzie to temat nie tylko prawny, ale również kulturowy.</p><h2>Trójmorze, sąd w Katowicach i edukacja zdrowotna</h2><p>W Lublinie rozpoczyna się <strong>VI Samorządowy Kongres Trójmorza</strong>, poświęcony współpracy Europy Środkowej i Wschodniej, relacjom polsko-ukraińskim, bezpieczeństwu, gospodarce, zdrowiu i nowym technologiom. Inicjatywa Trójmorza obejmuje dziś 13 państw regionu między Bałtykiem, Adriatykiem i Morzem Czarnym. W czasach wojny Rosji przeciw Ukrainie geografia znów stała się polityką, a infrastruktura, energetyka i bezpieczeństwo nie są już technicznym dodatkiem do dyplomacji, lecz jej kręgosłupem.</p><p>Sąd Apelacyjny w Katowicach ma ogłosić wyrok w procesie Mateusza H., skazanego w pierwszej instancji na dożywocie za zabójstwo i zgwałcenie 18-letniej Wiktorii z Bytomia. Sprawa jest jedną z tych, które wstrząsają opinią publiczną, bo dotykają fundamentalnego pytania o bezpieczeństwo, karę, możliwość izolacji sprawcy i granice sprawiedliwości. Prokuratura domaga się także środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia skazanego w zakładzie psychiatrycznym.</p><p>W Warszawie Konferencja Episkopatu Polski ma przedstawić stanowisko dotyczące propozycji podstawy programowej przedmiotu <strong>„Edukacja zdrowotna”</strong>. To kolejny punkt sporu o szkołę, wychowanie, rolę państwa, rodziny i Kościoła w edukacji młodych ludzi.</p><h2>Dziś za granicą: Polska i Wielka Brytania podpiszą traktat bezpieczeństwa</h2><p>Premier Donald Tusk składa dziś wizytę w Wielkiej Brytanii, gdzie wraz z premierem Keirem Starmerem ma podpisać <strong>Traktat o Partnerstwie w Zakresie Bezpieczeństwa i Obronności</strong>. Porozumienie ma obejmować m.in. współpracę wojskową, wspólne ćwiczenia, wymianę informacji, cyberbezpieczeństwo oraz kwestie bezpieczeństwa zdrowotnego. Według informacji podawanych przed wizytą, podpisanie traktatu zaplanowano w The Battle of Britain Bunker — miejscu symbolicznym także dla polskiej pamięci o lotnikach walczących w Bitwie o Anglię.</p><p>To istotny element szerszej układanki bezpieczeństwa. Polska rok wcześniej podpisała podobny traktat z Francją w Nancy, obejmujący m.in. współpracę obronną i klauzulę wsparcia militarnego. Widać więc wyraźnie, że Warszawa próbuje budować sieć dwustronnych gwarancji i partnerstw obok struktur NATO i Unii Europejskiej.</p><p>W Kanadzie wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz uczestniczy w targach obronnych <strong>CANSEC</strong> w Ottawie. Polska jest w tym roku krajem szczególnie eksponowanym, co ma znaczenie nie tylko polityczne, ale też przemysłowe. Obrona coraz bardziej przypomina dziś połączenie klasycznego wojska, technologii kosmicznych, sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa i przemysłu ciężkiego.</p><p>Na Cyprze rozpoczyna się nieformalne spotkanie ministrów spraw zagranicznych UE w formule <strong>Gymnich</strong>, z udziałem szefowej unijnej dyplomacji Kai Kallas. Tematami mają być rosyjska agresja na Ukrainę, Bliski Wschód i europejska strategia bezpieczeństwa.</p><p>Prezydent Karol Nawrocki wraz z małżonką rozpoczyna oficjalną wizytę w Szwajcarii. W planie są rozmowy o gospodarce, nauce, bezpieczeństwie Europy i polityce europejskiej. Papież Leon XIV przyjmie natomiast premiera Hiszpanii Pedro Sancheza — na krótko przed planowaną papieską wizytą w Hiszpanii.</p><h2>Puenta dnia</h2><p>27 maja to data rozpięta między wielką polityką i lokalną wspólnotą. Kalwin przypomina o sile idei. Piotr I — o ambicji władzy, która potrafi budować miasta na bagnach. Ogród Saski — o tym, że miasto potrzebuje przestrzeni dla ludzi. Paganini i Dylan — że sztuka czasem mówi więcej niż manifesty. Wajda — że kino może stać się sumieniem narodu. A wybory samorządowe z 1990 roku przypominają rzecz najprostszą i najważniejszą: wolność nie mieszka wyłącznie w konstytucjach. Mieszka także w gminie, w radzie miasta, w lokalnej gazecie, w pytaniu mieszkańca zadanym władzy.</p><p>I dlatego warto dziś spojrzeć na Tomaszów Mazowiecki nie tylko jak na punkt na mapie, ale jak na część tej samej historii. Historii, która codziennie sprawdza, czy wspólnota umie sama o sobie decydować.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[26 maja: historia gra dziś jazzem, polityka pisze nowe akty, a pamięć wraca jak echo starych werbli]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55292,26-maja-historia-gra-dzis-jazzem-polityka-pisze-nowe-akty-a-pamiec-wraca-jak-echo-starych-werbli</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55292,26-maja-historia-gra-dzis-jazzem-polityka-pisze-nowe-akty-a-pamiec-wraca-jak-echo-starych-werbli</guid>
            <pubDate>Tue, 26 May 2026 09:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-26-maja-historia-gra-dzis-jazzem-polityka-pisze-nowe-akty-a-pamiec-wraca-jak-echo-starych-werbli-1779858821.png</url>
                        <title>26 maja: historia gra dziś jazzem, polityka pisze nowe akty, a pamięć wraca jak echo starych werbli</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55292,26-maja-historia-gra-dzis-jazzem-polityka-pisze-nowe-akty-a-pamiec-wraca-jak-echo-starych-werbli</link>
                    </image><description>Są takie daty, które nie idą spokojnie przez kalendarz. Raczej wchodzą na scenę jak Miles Davis: najpierw półtonem, potem ostrym cięciem trąbki. 26 maja to właśnie taki dzień. Zaczyna się jeszcze w średniowiecznych Chęcinach, gdzie Władysław Łokietek zwołuje możnych na zjazd uznawany za jeden z pierwszych przejawów kształtowania się polskiego Sejmu. Potem prowadzi przez wawelskie ostrze katowskiego miecza, legionowe okopy pod Konarami, morską walkę ORP „Piorun” z „Bismarckiem”, aż po krakowską Piwnicę pod Baranami, w której polska kultura nauczyła się śmiać, nawet gdy historia zaciskała gardło.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>A obok tej wielkiej opowieści biegnie teraźniejszość. Rząd zajmuje się dziś m.in. zmianami w <strong>Prawie bankowym</strong>, <strong>Krajowej Sieci Onkologicznej</strong>, regulacjami dotyczącymi modernizacji farm wiatrowych oraz ustawą o zabezpieczeniu socjalnym artystów. To nie są sprawy odległe od Tomaszowa Mazowieckiego. Banki, szpitale, energetyka, pacjenci onkologiczni, rolnicy, twórcy i lokalne instytucje kultury — wszystko to składa się na codzienność mieszkańców powiatu tomaszowskiego.</p><h2>Od Chęcin do Sejmu. Gdy Polska uczyła się mówić jednym głosem</h2><p><strong>695 lat temu, w 1331 roku, w Chęcinach rozpoczął się zjazd możnych zwołany przez króla Władysława Łokietka.</strong> Jan Długosz określał go jako „walny zjazd wszystkich ziem polskich”. Nie był to jeszcze Sejm w znanym nam, nowożytnym sensie. Był raczej jak pierwszy szkic wielkiego obrazu — niepełny, miejscami surowy, ale już zapowiadający instytucję, która przez wieki miała decydować o losie Rzeczypospolitej.</p><p>W polskiej historii parlamentaryzm ma twarz zmienną. Bywał dumą, gdy prowadził do budowy wolności szlacheckiej i konstytucyjnego myślenia. Bywał też dramatem, gdy liberum veto zamieniało politykę w teatr niemocy. Ale 26 maja 1331 roku przypomina, że państwo nie rodzi się wyłącznie z miecza. Rodzi się także z rozmowy, sporu i próby ułożenia wspólnego porządku.</p><p>Dla lokalnej wspólnoty to lekcja wcale nie muzealna. Samorząd, rada miejska, powiat, konsultacje społeczne — wszystko to jest dalekim echem dawnych zjazdów, na których uczono się, że państwo nie może być tylko wolą jednego człowieka.</p><h2>Samuel Zborowski. Wawel, miecz i polityka, która pachniała prochem</h2><p><strong>442 lata temu, w 1584 roku, na Wawelu stracono Samuela Zborowskiego.</strong> Rotmistrz królewski, magnat, banita, człowiek gwałtowny i symboliczny. Jego egzekucja stała się jedną z najbardziej gorących spraw politycznych epoki Stefana Batorego i Jana Zamoyskiego.</p><p>Zborowski wcześniej został skazany na banicję za zabicie kasztelana przemyskiego Andrzeja Wapowskiego. Gdy wrócił do kraju, najpierw korzystał z politycznej protekcji, później znalazł się po stronie przeciwników kanclerza i króla. Schwytany jako banita, został ścięty także pod zarzutem planowania zamachu na monarchę.</p><p>To historia jak z Szekspira, tyle że pisana po polsku: honor, ambicja, ród, państwo, prawo i zemsta. Do dziś pozostaje pytanie, które wraca przy wielu sprawach publicznych: gdzie kończy się sprawiedliwość, a zaczyna polityczny pokaz siły?</p><h2>Konary, Mościcki i wojna, która stała już za drzwiami</h2><p><strong>111 lat temu, w 1915 roku, I Brygada Legionów Polskich zakończyła ciężkie walki pod Konarami.</strong> Zginęło ponad 150 legionistów, a ponad 600 zostało rannych. To jedna z tych bitew, które nie zawsze trafiają na pierwsze strony szkolnych podręczników, ale bez których trudno zrozumieć drogę do niepodległości.</p><p>Legioniści walczyli jeszcze w rzeczywistości imperiów, ale ich wyobraźnia polityczna była już po stronie Polski, której formalnie nie było na mapie. Pod Konarami widać ten paradoks naszej historii: państwo najpierw istniało w głowach, sercach i pieśniach, a dopiero potem wróciło na mapy.</p><p><strong>87 lat temu, w 1939 roku, prezydent Ignacy Mościcki otrzymał od Sejmu uprawnienia do wydawania dekretów w zakresie obrony państwa.</strong> Był koniec maja, ale politycznie czuć było już wrzesień. Europa stała nad przepaścią, a państwa próbowały przyspieszać procedury, wzmacniać obronę i udawać, że historia da im jeszcze trochę czasu.</p><h2>ORP „Piorun” kontra „Bismarck”. Mały okręt wobec stalowego potwora</h2><p><strong>85 lat temu, w 1941 roku, polski niszczyciel ORP „Piorun” podjął walkę z niemieckim pancernikiem „Bismarck”.</strong> W symbolicznej warstwie ta scena jest niemal filmowa: polski niszczyciel, mniejszy od morskiego giganta, wychodzi naprzeciw jednej z najpotężniejszych jednostek Kriegsmarine.</p><p>„Piorun” nie zatopił „Bismarcka” sam, ale przyczynił się do operacji, która zakończyła się zniszczeniem niemieckiego pancernika. W polskiej pamięci ta historia ma szczególne miejsce, bo jest opowieścią o odwadze nieproporcjonalnej do sił. Trochę jak u Conrada: morze, ciemność, obowiązek i człowiek wobec żywiołu.</p><p>W tym samym wojennym cieniu mieści się także rocznica sprzed <strong>82 lat</strong>, gdy rząd RP, na żądanie władz brytyjskich, oddał Brygadę Spadochronową do dyspozycji alianckiego dowództwa. Dla polskich żołnierzy na Zachodzie wojna była nie tylko walką z Niemcami. Była również nieustanną próbą udowodnienia sojusznikom, że sprawa Polski nie może zostać zamieciona pod dywan wielkiej dyplomacji.</p><h2>Konstytucja PRL. Prawo jako dekoracja władzy</h2><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku, w prasie opublikowano projekt Konstytucji PRL.</strong> To moment ważny nie dlatego, że dokument otwierał epokę wolności, ale dlatego, że pokazywał mechanizm państwa podporządkowanego jednej partii i sowieckiemu modelowi ustrojowemu.</p><p>Konstytucja, która w demokratycznym państwie powinna być tarczą obywatela przed samowolą władzy, w PRL często bywała raczej fasadą. Piękne słowa o prawach społecznych zderzały się z cenzurą, więzieniami politycznymi i brakiem realnej suwerenności. To dobry moment, by przypomnieć: samo istnienie przepisów nie wystarczy. Liczy się to, czy obywatel może się na nie skutecznie powołać.</p><h2>Piwnica pod Baranami. Polska kultura schodzi do podziemia, żeby mówić prawdę</h2><p><strong>70 lat temu, w 1956 roku, oficjalnie otwarto w Krakowie Piwnicę pod Baranami.</strong> Założył ją Piotr Skrzynecki i studenci krakowskich uczelni. Z czasem miejsce to stało się jednym z najważniejszych kabaretów literackich w Polsce.</p><p>Piwnica była czymś więcej niż lokalem. Była azylem wyobraźni. W kraju, w którym oficjalny język często brzmiał jak komunikat z fabrycznej świetlicy, Piwnica potrafiła mówić półszeptem, metaforą, absurdem i piosenką. Jej duch był bliski najlepszej tradycji polskiej kultury: tam, gdzie władza chce prostych haseł, sztuka odpowiada ironią.</p><p>Dziś, gdy rząd wraca do tematu zabezpieczenia socjalnego artystów, ta rocznica brzmi szczególnie mocno. Projekt ustawy ma włączać osoby wykonujące zawód artystyczny do systemu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych oraz przewidywać dopłaty do składek dla twórców o najniższych dochodach. To ważne również dla lokalnych środowisk kultury — instruktorów, muzyków, animatorów i twórców, którzy często żyją między sceną, zleceniami i niepewnością jutra.</p><h2>Matka Polka. Łódzki szpital i sprawa bliska regionowi</h2><p><strong>38 lat temu, w 1988 roku, w Łodzi otwarto Szpital Centrum Zdrowia Matki Polki.</strong> Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic Łódź nie jest odległym punktem na mapie. To często naturalny kierunek specjalistycznego leczenia, konsultacji i dramatycznych rodzinnych podróży po zdrowie.</p><p>Dzisiejsze prace nad <strong>Krajową Siecią Onkologiczną</strong> mają więc bardzo praktyczny wymiar. Projekt nowelizacji, jak wskazuje Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, ma odpowiadać na postulaty placówek uczestniczących we wdrażaniu sieci, ograniczać nadmiarowe obowiązki administracyjne i porządkować przepisy organizujące leczenie onkologiczne.</p><p>To nie jest temat wyłącznie dla ministerialnych gabinetów. Dla pacjenta liczy się prosta rzecz: szybka diagnostyka, jasna ścieżka leczenia i ktoś, kto nie zostawi go samego z kartą DiLO, terminami, skierowaniami i strachem. Konstytucyjna zasada prawa do ochrony zdrowia nie może być piękną frazą. Musi przekładać się na realną dostępność terapii.</p><h2>Benedykt XVI w Warszawie. Pamięć placu, który widział historię</h2><p><strong>20 lat temu, w 2006 roku, papież Benedykt XVI odprawił mszę na Placu Piłsudskiego w Warszawie.</strong> To miejsce ma w polskiej pamięci ciężar szczególny. Widział je Józef Piłsudski, widziały je defilady, państwowe uroczystości, tłumy żegnające Jana Pawła II, i właśnie Benedykt XVI — papież teolog, bardziej skupiony niż teatralny, bardziej profesor niż aktor wielkich gestów.</p><p>Plac Piłsudskiego jest jednym z tych miejsc, gdzie Polska sama sobie patrzy w oczy. I często widzi tam zarówno dumę, jak i niepokój.</p><h2>Muzyczne kalendarium: Miles Davis, Kukulski, Kravitz i pokój w łóżku</h2><p><strong>26 maja 1926 roku urodził się Miles Davis</strong>, jeden z największych muzycznych rewolucjonistów XX wieku. Gdyby jazz był literaturą, Davis byłby jednocześnie Schulzem, Gombrowiczem i futurystą — człowiekiem, który rozbija formę, żeby z jej odłamków zbudować nowy język. „Kind of Blue”, „Bitches Brew”, „On The Corner” czy „Tutu” to nie tylko płyty. To stacje przesiadkowe w historii muzyki.</p><p>Tego dnia wspominamy też <strong>Jarosława Kukulskiego</strong>, kompozytora przebojów Anny Jantar, autora melodii, które w Polsce weszły pod skórę kilku pokoleniom. „Tyle słońca w całym mieście” brzmi dziś niemal jak pocztówka z kraju, który chciał być lżejszy, pogodniejszy, bardziej kolorowy niż jego codzienność.</p><p>Urodziny obchodziliby dziś także Marian Gold z Alphaville, Tomasz Zeliszewski z Budki Suflera, Colin Vearncombe znany jako Black oraz <strong>Lenny Kravitz</strong> — artysta, który z rocka, funku i soulu zrobił własny, rozpoznawalny szyld.</p><p>26 maja 1969 roku John Lennon i Yoko Ono rozpoczęli w Montrealu słynną akcję <strong>„bed-in”</strong>, promując pokój bez wychodzenia z łóżka. Dla jednych był to happening naiwny, dla innych genialny. Ale Lennon rozumiał coś, co dziś nadal działa: w epoce mediów gest bywa równie ważny jak manifest.</p><h2>Dzisiejsza polityka: banki, onkologia, wiatraki i artyści</h2><p>Wtorkowe posiedzenie rządu ma ciężar kilku równoległych opowieści. Pierwsza dotyczy finansów i nadzoru. Projekt zmian w <strong>Prawie bankowym</strong> ma wdrażać do polskiego prawa unijne regulacje związane z pakietem CRD VI/CRR III, dotyczącym m.in. wymogów kapitałowych dla instytucji finansowych. Projekt przewiduje również zmiany w kompetencjach Komisji Nadzoru Finansowego.</p><p>Druga opowieść dotyczy zdrowia. Z jednej strony mamy Krajową Sieć Onkologiczną, z drugiej — debatę o tzw. <strong>lex szarlatan</strong>, czyli przepisach mających chronić pacjentów przed pseudomedycyną i usługami o niepotwierdzonej skuteczności. Rząd informował wcześniej, że projekt nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta ma dać skuteczniejsze narzędzia do walki z osobami podszywającymi się pod specjalistów medycznych oraz firmami wykorzystującymi niewiedzę pacjentów.</p><p>Trzecia sprawa to energetyka i środowisko. Projekt zmian dotyczących przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko odnosi się do usprawnienia procesów inwestycyjnych, w tym modernizacji instalacji wiatrowych. W oficjalnym opisie projektu wskazano redukcję obciążeń i usprawnienie procesu inwestycyjnego jako podstawową przyczynę zmian.</p><p>Dla powiatu tomaszowskiego takie przepisy mają znaczenie nie tylko abstrakcyjne. Każda inwestycja energetyczna — czy chodzi o wiatr, fotowoltaikę, sieci przesyłowe czy lokalne konflikty przestrzenne — dotyka pytania o równowagę między rozwojem, krajobrazem, przyrodą i głosem mieszkańców.</p><h2>Europa rozmawia o pieniądzach i rolnictwie</h2><p>W Brukseli ministrowie do spraw europejskich mają debatować o wieloletnich ramach finansowych Unii Europejskiej na lata <strong>2028–2034</strong> oraz o relacjach UE z Wielką Brytanią. To rozmowy, które brzmią technicznie, ale w praktyce dotyczą pieniędzy na drogi, kolej, rolnictwo, bezpieczeństwo, transformację energetyczną i rozwój regionów.</p><p>Równolegle ministrowie rolnictwa państw UE rozmawiają o dostępności i cenach nawozów oraz o handlu produktami rolnymi z krajami trzecimi. Komisja Europejska przyjęła 19 maja plan działań dotyczący nawozów, który ma wzmacniać bezpieczeństwo dostaw, ograniczać zależność od importu i wspierać europejskich rolników w warunkach wysokich kosztów produkcji.</p><p>To temat szczególnie ważny także dla rolników z naszego regionu. Cena nawozów to nie rubryka w tabeli ekonomistów. To koszt chleba, mleka, ziemniaków, warzyw i decyzji, czy gospodarstwo domknie sezon bez finansowej zadyszki.</p><h2>Bezpieczeństwo: Kanada, SAFE i przemysł obronny</h2><p>Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz kontynuuje wizytę w Kanadzie. W Ottawie ma rozmawiać z ministrem obrony Davidem McGuintym m.in. o udziale Kanady w programie SAFE, a także odwiedzić targi obronne CANSEC. Według Defence24 CANSEC odbywa się w Ottawie w dniach 26–28 maja i jest jednym z najważniejszych kanadyjskich wydarzeń sektora obronnego i bezpieczeństwa.</p><p>W tle jest większa historia: Europa zbroi się po latach wiary, że pokój jest stanem naturalnym. Polska, ze swoim doświadczeniem geograficznym i historycznym, wie aż za dobrze, że bezpieczeństwo nie jest dane raz na zawsze.</p><h2>26 maja — data, która łączy pamięć z codziennością</h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o państwie, które ciągle musi się uczyć odpowiedzialności. W Chęcinach — rozmowy i zalążki parlamentaryzmu. Na Wawelu — prawo i polityczna siła. Pod Konarami — ofiara żołnierzy. Na morzu — odwaga ORP „Piorun”. W Krakowie — kultura, która śmiechem rozbrajała strach. W Brukseli, Warszawie i Ottawie — decyzje, które dopiero zapiszą swoje skutki.</p><p>Historia nie jest gablotą. Jest bardziej jak stara płyta winylowa: czasem trzeszczy, czasem przeskakuje, ale gdy przyłożyć ucho, nadal słychać rytm. 26 maja ten rytm brzmi jazzowo, wojennie, politycznie i bardzo współcześnie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[OTOMOTO na Impact’26: w erze nowego handlu wygrają ci, którzy potrafią mądrze wykorzystać dane, technologię i sztuczną inteligencję]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55282,otomoto-na-impact-26-w-erze-nowego-handlu-wygraja-ci-ktorzy-potrafia-madrze-wykorzystac-dane-technologie-i-sztuczna-inte</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55282,otomoto-na-impact-26-w-erze-nowego-handlu-wygraja-ci-ktorzy-potrafia-madrze-wykorzystac-dane-technologie-i-sztuczna-inte</guid>
            <pubDate>Mon, 25 May 2026 15:48:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-otomoto-na-impact-26-w-erze-nowego-handlu-wygraja-ci-ktorzy-potrafia-madrze-wykorzystac-dane-tech-1779716953.jpg</url>
                        <title>OTOMOTO na Impact’26: w erze nowego handlu wygrają ci, którzy potrafią mądrze wykorzystać dane, technologię i sztuczną inteligencję</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55282,otomoto-na-impact-26-w-erze-nowego-handlu-wygraja-ci-ktorzy-potrafia-madrze-wykorzystac-dane-technologie-i-sztuczna-inte</link>
                    </image><description>Sprzedaż samochodów przenosi się do sieci - około 80 proc. kontaktów z klientami odbywa się online. Większość dealerów inwestuje w rozwiązania oparte na danych i sztucznej inteligencji, by skuteczniej zarządzać sprzedażą i relacjami z klientami. „Dziś ścieżka zakupowa nowych i używanych samochodów zaczyna się w internecie” - podkreśliła Agnieszka Czajka, Vice President Motors Professionals Europe w Grupie OLX/OTOMOTO, podczas Impact’26 w Poznaniu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Uczestnicy panelu „The View from the Boardroom. Transakcje, ekosystemy i kto wygrywa w erze nowego handlu”, który odbył się drugiego dnia kongresu, zgodzili się, że internet dawno przestał był dodatkiem do tradycyjnej sprzedaży i stał się jej nieodłącznym elementem.&nbsp;</p><p>Agnieszka Czajka wskazała, że podczas zakupów w sieci - niezależnie od rodzaju platformy internetowej i branży - klienci oczekują tych samych wysokich standardów, a Grupa OLX/OTOMOTO robi wszystko, żeby je zapewnić.</p><p>„Zależy nam na tym, żeby budować ekosystemy, które są związane przede wszystkim z bezpieczeństwem, świadomą decyzją zakupową, transparentnością, wygodą. Bez względu na to, czy kupujemy obiad, samochód czy coś innego, te wartości są dla nas jako klientów takie same” - argumentowała ekspertka.</p><p>Jej zdaniem w erze handlu internetowego wygrają te firmy, które nie będą budować zbyt wyspecjalizowanych rozwiązań, tylko „ekosystemy skupione wokół transakcji”.</p><p>„Bardzo dobrze to widać w OTOMOTO. My dziś już nie tylko jesteśmy portalem ogłoszeniowym, ale dostarczamy komplementarną wiedzę na temat rynku motoryzacyjnego, zarówno dla naszych kupujących i sprzedających: prywatnych i profesjonalnych” - powiedziała Agnieszka Czajka.</p><p>Dodała, że na rynku sprzedaży internetowej większe szanse będą mieli ci, którzy potrafią pracować z danymi oraz mądrze wykorzystują technologię i sztuczną inteligencję - po to, by skracać ścieżkę dostępu do kupujących, uwiarygadniać swój biznes, budować renomę.</p><p>Ekspertka stwierdziła, że rozwój internetowych kanałów sprzedaży idzie w dobrym kierunku.</p><p>„Będziemy łączyć kupujących i sprzedających w znacznie szybszy sposób. Wyrównamy asymetrię wiedzy - to jest nasza misja, aby kupujący i sprzedający w momencie zawiązywania transakcji wiedzieli o samochodzie dokładnie tyle samo. Będziemy budować ekosystemy, które pozwolą wyszukać samochód, podjąć decyzję, sfinansować, ubezpieczyć i wreszcie spotkać się po to, żeby go dotknąć, odebrać kluczyki i ruszyć w swoją podróż” - wskazała Agnieszka Czajka.</p><p>90&nbsp;godzin debat, wystąpień i&nbsp;spotkań, 650&nbsp;mówców, 25&nbsp;ścieżek tematycznych - w Poznaniu odbyła się 11. edycja Impact, jednego z najważniejszych kongresów gospodarczo-technologicznych w naszej części Europy. W stolicy Wielkopolski gościli m.in. premier RP Donald Tusk, były premier Kanady Justin Trudeau, dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kristalina Georgiewa, laureatka literackiej Nagrody Nobla Olga Tokarczuk. Impact’26 to tętniąca życiem przestrzeń do prezentowania różnych perspektyw oraz nawiązywania relacji biznesowych.&nbsp;</p><p>Źródło informacji: PAP MediaRoom</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Miles Davis, nocny Paryż i trąbka, która zatrzymała windę. „Windą na szafot” wraca w setną rocznicę urodzin legendy jazzu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55277,miles-davis-nocny-paryz-i-trabka-ktora-zatrzymala-winde-winda-na-szafot-wraca-w-setna-rocznice-urodzin-legendy-jazzu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55277,miles-davis-nocny-paryz-i-trabka-ktora-zatrzymala-winde-winda-na-szafot-wraca-w-setna-rocznice-urodzin-legendy-jazzu</guid>
            <pubDate>Mon, 25 May 2026 08:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-miles-davis-nocny-paryz-i-trabka-ktora-zatrzymala-winde-winda-na-szafot-wraca-w-setna-rocznice-1779692362.png</url>
                        <title>Miles Davis, nocny Paryż i trąbka, która zatrzymała windę. „Windą na szafot” wraca w setną rocznicę urodzin legendy jazzu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55277,miles-davis-nocny-paryz-i-trabka-ktora-zatrzymala-winde-winda-na-szafot-wraca-w-setna-rocznice-urodzin-legendy-jazzu</link>
                    </image><description>W 100. rocznicę urodzin Milesa Davisa Warszawa pokaże „Windą na szafot” Louisa Malle’a — klasyk noir z improwizowaną ścieżką dźwiękową trąbki, która stała się legendą jazzu i kina. Pokaz przypomni, jak nocny Paryż i muzyka Davisa stworzyły jedną z najbardziej hipnotycznych filmowych scen.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie filmy, które nie tylko się ogląda. One wchodzą pod skórę jak chłodne powietrze po deszczu, jak papieros wypalony pod neonem, jak samotny krok na pustej ulicy. <strong>„Windą na szafot” Louisa Malle’a</strong> należy właśnie do tej rodziny obrazów. A właściwie — obrazów i dźwięków, bo bez trąbki <strong>Milesa Davisa</strong> ten film byłby inną opowieścią. Nadal mroczną, nadal elegancką, ale pozbawioną tego nerwu, który sprawia, że nocny Paryż z 1958 roku brzmi jak zapis czyjegoś sumienia.</p><p>26 maja 2026 roku przypada <strong>100. rocznica urodzin Milesa Davisa</strong>, jednego z najważniejszych muzyków XX wieku. Z tej okazji w Warszawie zaplanowano pokaz filmu <strong>„Windą na szafot”</strong>, legendarnego kryminału Louisa Malle’a z Jeanne Moreau w roli głównej i jedną z najsłynniejszych jazzowych ścieżek dźwiękowych w historii kina. Informacje o pokazach rocznicowych pojawiły się m.in. w zapowiedziach wydarzeń kulturalnych związanych z setną rocznicą urodzin Davisa.</p><h4><strong>Urodził się 26 maja. Reszta była już historią jazzu</strong></h4><p>Miles Dewey Davis III urodził się <strong>26 maja 1926 roku</strong> w Alton w stanie Illinois. Oficjalna strona artysty przypomina tę datę jako początek biografii muzyka, który przez kolejne dekady nie tyle uczestniczył w historii jazzu, ile wielokrotnie ją przestawiał na nowe tory.</p><p>Był trębaczem, kompozytorem, liderem, ale też kimś więcej — ikoną stylu. Człowiekiem ciszy, skupienia i dystansu. Gdy wielu muzyków szukało efektu w nadmiarze, Davis potrafił jednym dźwiękiem powiedzieć więcej niż inni całą kaskadą nut. Jego trąbka miała w sobie chłód nocnego miasta, zmęczenie po rozmowie, której nie da się cofnąć, i elegancję kogoś, kto nigdy nie prosi o uwagę, bo wie, że i tak ją dostanie.</p><p>W jego dorobku są płyty, które stały się kamieniami milowymi muzyki: <strong>„Kind of Blue”</strong>, <strong>„Sketches of Spain”</strong>, <strong>„In a Silent Way”</strong>, <strong>„Bitches Brew”</strong>, <strong>„On the Corner”</strong>, <strong>„Tutu”</strong>. Ale zanim świat dostał „Kind of Blue”, Davis wszedł do paryskiego studia i nagrał muzykę do filmu, który pachniał deszczem, zdradą i papierosem wypalanym w bramie.</p><h4><strong>Trzy godziny, kilka scen i jazz grany do obrazu</strong></h4><p>Ścieżka dźwiękowa do <strong>„Windą na szafot”</strong> powstała w grudniu 1957 roku w Paryżu. Davis oglądał sceny filmu i improwizował muzykę razem z zespołem. W nagraniach uczestniczyli m.in. perkusista <strong>Kenny Clarke</strong>, saksofonista <strong>Barney Wilen</strong>, pianista <strong>René Urtreger</strong> i kontrabasista <strong>Pierre Michelot</strong>. Album został nagrany w paryskim studiu Le Poste Parisien 4 i 5 grudnia 1957 roku.</p><p>To nie była klasyczna praca nad muzyką filmową, gdzie kompozytor przychodzi z gotową partyturą, orkiestra dostaje nuty, a reżyser sprawdza, czy emocje są odpowiednio „podkręcone”. Tutaj wydarzyło się coś bardziej ryzykownego i przez to bardziej prawdziwego. Muzycy reagowali na obraz. Trąbka Davisa nie ilustrowała filmu jak tapeta przyklejona do ściany. Ona oddychała razem z nim.</p><p>Oficjalna strona Milesa Davisa przypomina, że muzyka do <strong>„Ascenseur pour l’Échafaud”</strong> — bo taki jest oryginalny francuski tytuł filmu — do dziś uchodzi za jeden z najlepszych przykładów nowoczesnego jazzu w kinie. Sam Louis Malle miał nazwać tę ścieżkę dźwiękową „prezentem”.</p><h4><strong>Jeanne Moreau idzie przez noc, a Davis gra jej samotność</strong></h4><p>Najbardziej pamiętna scena filmu to samotny spacer <strong>Jeanne Moreau</strong> po nocnych Polach Elizejskich. Kamera śledzi kobietę zanurzoną w mroku miasta, a trąbka Davisa nie tyle jej towarzyszy, ile wypowiada to, czego bohaterka nie mówi. To muzyka napięcia, pragnienia, winy i osamotnienia. Jakby Raymond Chandler spotkał Alberta Camusa, a w tle ktoś grał bluesa dla ludzi, którzy wiedzą, że pewne decyzje zapadają tylko raz.</p><p>Film Malle’a opowiada o zbrodni zaplanowanej niemal doskonale. Niemal — bo w kinie noir właśnie to „niemal” bywa najważniejsze. Jeden szczegół, jeden błąd, jedna zatrzymana winda i cały plan zaczyna przypominać mechanizm, który z precyzyjnego zegarka zamienia się w pułapkę.</p><p>Richard Brody z „The New Yorker” pisał o filmie jako o dziele ważnym historycznie, wskazując, że jego największą siłą pozostaje właśnie muzyka Davisa — nagrana spontanicznie, w bezpośredniej reakcji na obraz.</p><h4><strong>Paryż, wolność i cień Ameryki</strong></h4><p>Dla Davisa Paryż nie był tylko miastem koncertów. Był doświadczeniem wolności. W autobiografii wspominał, że we Francji po raz pierwszy poczuł się traktowany jak człowiek pełnoprawny, a nie jak obywatel drugiej kategorii. To ważny kontekst, bez którego trudno zrozumieć jego emocjonalny związek z Europą.</p><p>W Stanach Zjednoczonych Davis dorastał i tworzył w cieniu segregacji rasowej. We Francji spotkał inny świat: artystyczny, intelektualny, otwarty. Przyjaźnił się z pisarzem <strong>Borisem Vianem</strong>, znał <strong>Jeana-Paula Sartre’a</strong>, związał się uczuciowo z <strong>Juliette Gréco</strong> — jedną z ikon powojennego Paryża. To były lata, gdy jazz nie był tylko muzyką klubów, lecz językiem wolności, nowoczesności i buntu przeciwko skostniałym formom.</p><p>Nieprzypadkowo właśnie tam powstała muzyka do filmu Malle’a. W Paryżu Davis mógł grać nie tylko dźwięki, ale i ciszę pomiędzy nimi. A ta cisza w „Windą na szafot” bywa bardziej dramatyczna niż krzyk.</p><h4><strong>Przed „Kind of Blue” była winda</strong></h4><p>Muzyka do filmu Louisa Malle’a powstała tuż przed największym przełomem w karierze Davisa. W 1959 roku ukazał się album <strong>„Kind of Blue”</strong>, jedno z najważniejszych nagrań w historii jazzu. Już w pracy nad „Windą na szafot” słychać było odejście od rozedrganego be-bopu w stronę bardziej przestrzennego, skupionego, modalnego grania.</p><p>Współczesne omówienia setnej rocznicy urodzin Davisa także przypominają, że soundtrack do filmu Malle’a był jednym z tych momentów, w których jego muzyka zaczęła wyraźnie skręcać ku otwartej, oszczędnej, niemal hipnotycznej formie.</p><p>To dlatego „Windą na szafot” pozostaje czymś więcej niż filmowym dodatkiem w biografii Davisa. To zapis chwili, gdy kino i jazz spotkały się nie na zasadzie dekoracji, lecz pełnoprawnego dialogu. Obraz dawał rytm, muzyka dawała duszę.</p><h4><strong>Miles Davis nie grał tła. Grał przeznaczenie</strong></h4><p>Davis zmarł <strong>28 września 1991 roku</strong> w wieku 65 lat. Zostawił po sobie muzykę, która nie pozwala się zamknąć w jednej epoce ani jednym stylu. Był jednym z tych artystów, którzy nie tyle szli z duchem czasu, ile czasem ten duch wyglądał, jakby próbował ich dogonić.</p><p>Setna rocznica jego urodzin to nie tylko data w kalendarzu. To zaproszenie, by wrócić do momentu, gdy w paryskim studiu kilku muzyków patrzyło na ekran i grało tak, jakby noc miała zaraz skończyć się katastrofą. I może właśnie dlatego ta muzyka nadal działa. Bo każdy z nas zna jakąś windę, która zatrzymała się w najgorszym możliwym momencie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[25 maja: od Mieszka I po Pileckiego, od ołtarza Wita Stwosza po „Wind of Change”. Historia przypomina, że państwo, wolność i pamięć nigdy nie są dane raz na zawsze]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55276,25-maja-od-mieszka-i-po-pileckiego-od-oltarza-wita-stwosza-po-wind-of-change-historia-przypomina-ze-panstwo-wolnosc-i-pa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55276,25-maja-od-mieszka-i-po-pileckiego-od-oltarza-wita-stwosza-po-wind-of-change-historia-przypomina-ze-panstwo-wolnosc-i-pa</guid>
            <pubDate>Mon, 25 May 2026 06:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-25-maja-od-mieszka-i-po-pileckiego-od-oltarza-wita-stwosza-po-wind-of-change-historia-przypomin-1779815057.png</url>
                        <title>25 maja: od Mieszka I po Pileckiego, od ołtarza Wita Stwosza po „Wind of Change”. Historia przypomina, że państwo, wolność i pamięć nigdy nie są dane raz na zawsze</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55276,25-maja-od-mieszka-i-po-pileckiego-od-oltarza-wita-stwosza-po-wind-of-change-historia-przypomina-ze-panstwo-wolnosc-i-pa</link>
                    </image><description>Są takie daty, które nie mieszczą się w kalendarzu jak zwykłe kartki z notesu. 25 maja prowadzi nas od śmierci Mieszka I, twórcy państwa polskiego, przez narodziny arcydzieła Wita Stwosza, dramat wojny chemicznej pod Ypres, aż po egzekucję rotmistrza Witolda Pileckiego i śmierć generała Wojciecha Jaruzelskiego. To dzień, w którym polska historia brzmi jak wielogłos: trochę jak średniowieczny chorał, trochę jak sądowa cisza więzienia mokotowskiego, trochę jak gitarowy riff Scorpionsów niosący przez Europę wiatr zmian.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś, w poniedziałek, 25 maja, obchodzimy 145. dzień roku. Słońce wstało o 4.29, zajdzie o 20.36. Imieniny obchodzą: <strong>Grzegorz, Joanna, Leon, Magda, Magdalena i Mariusz</strong>.</p><h2><strong>Mieszko I: początek opowieści o państwie</strong></h2><p>1034 lata temu, w 992 roku, zmarł <strong>Mieszko I</strong> — książę Polan, twórca pierwszego trwałego organizmu państwowego na ziemiach polskich. To od niego zaczyna się ta wielka opowieść, którą później będą dopisywać kronikarze, królowie, buntownicy, powstańcy, robotnicy, opozycjoniści i zwykli ludzie.</p><p>Chrzest przyjęty w 966 roku nie był wyłącznie aktem religijnym. Był decyzją geopolityczną, cywilizacyjną, a mówiąc językiem współczesnym — wejściem do zachodniego systemu instytucji, sojuszy i symboli. Mieszko rozumiał to, co później powtarzała historia: państwo nie istnieje tylko dzięki granicom. Istnieje dzięki uznaniu, organizacji, pamięci i zdolności do trwania.</p><p>Przed śmiercią podzielił swoje państwo pomiędzy synów: Bolesława, Mieszka, Świętopełka i Lamberta. Ten gest pokazuje, jak młoda była jeszcze piastowska konstrukcja. Państwo dopiero uczyło się dziedziczenia, jedności, ciągłości. A jednak przetrwało.</p><h2><strong>Wit Stwosz i ołtarz, który stał się drewnianą Biblią Krakowa</strong></h2><p>549 lat temu, w 1477 roku, <strong>Wit Stwosz</strong> rozpoczął prace nad ołtarzem w kościele Mariackim w Krakowie. To jedno z tych dzieł, przy których słowo „zabytek” wydaje się za małe. Ołtarz Mariacki jest teatrem, modlitwą, dramatem i rzeźbiarską operą w jednym.</p><p>W drewnie lipowym Stwosz zamknął ruch, cierpienie, napięcie i duchowość późnego średniowiecza. Gdy patrzymy na jego figury, mamy wrażenie, że zaraz przemówią — jak bohaterowie wielkiej sceny, tylko zamiast desek teatru mają za sobą sklepienia świątyni. To sztuka, która nie potrzebowała ekranu, mikrofonu ani reklamy. Miała kolor, gest i wiarę.</p><p>Dla lokalnego czytelnika z Tomaszowa Mazowieckiego to także przypomnienie, że kultura nie jest luksusem dla wielkich metropolii. Każde miasto, także nasze, żyje swoimi symbolami: kościołami, cmentarzami, starymi fotografiami, fabrycznymi murami, wspomnieniami ludzi. Historia sztuki zaczyna się w Krakowie, ale pamięć zawsze wraca do własnej ulicy.</p><h2><strong>Kawaleria, wojna i oficerowie, których los przerwał wiek XX</strong></h2><p>25 maja przypomina także postacie polskich wojskowych, których biografie noszą ślady dwóch wojen, niepodległości i powojennego dramatu.</p><p>135 lat temu, w 1891 roku, urodził się <strong>Zygmunt Podhorski</strong>, generał Wojska Polskiego, komendant Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu, uczestnik kampanii 1939 roku i bitwy pod Kockiem. To nazwisko przywołuje świat polskiej kawalerii — nie filmowy mit szarży na czołgi, lecz realną szkołę dowodzenia, dyscypliny i mobilności.</p><p>122 lata temu, w 1904 roku, urodził się <strong>Józef Kuropieska</strong>, oficer Wojska Polskiego, uczestnik kampanii 1939 roku, po wojnie zastępca szefa Sztabu Generalnego. W 1950 roku został aresztowany i oskarżony o próbę obalenia ustroju Polski Ludowej. Jego życiorys pokazuje jeden z najciemniejszych mechanizmów powojennego państwa: ludzi, którzy walczyli o Polskę, system potrafił uznać za wrogów Polski</p><h2><strong>Ypres: kiedy wojna przekroczyła kolejną granicę</strong></h2><p>111 lat temu zakończyła się <strong>II bitwa pod Ypres</strong>. To właśnie tam niemiecka armia użyła gazów trujących na skalę, która wstrząsnęła Europą. Straty alianckie wyniosły około 70 tysięcy ludzi, niemieckie — 35–40 tysięcy.</p><p>Wielka Wojna miała być wojną honoru, marszów i mundurów. Stała się laboratorium śmierci. Gaz bojowy był symbolem nowoczesności pozbawionej sumienia. Tak jak później XX wiek miał poznać obozy koncentracyjne, naloty dywanowe i broń atomową, tak pod Ypres człowiek zobaczył, że technika może zejść pod ziemię okopów i zatruć samo powietrze.</p><p>Warto o tym pamiętać również dziś, gdy tyle mówi się o bezpieczeństwie ludności, odporności społecznej i obronie cywilnej. Historia nie powtarza się jak refren, ale często wraca jak niepokojący motyw muzyczny.</p><h2><strong>Witold Pilecki: człowiek, który wszedł do piekła z własnej woli</strong></h2><p>78 lat temu, 25 maja 1948 roku, w więzieniu mokotowskim w Warszawie wykonano wyrok śmierci na <strong>rotmistrzu Witoldzie Pileckim</strong>.</p><p>To jedna z najbardziej poruszających postaci polskiego XX wieku. Oficer ZWZ-AK, człowiek, który w 1940 roku dobrowolnie dał się aresztować, aby trafić do Auschwitz i zdobyć informacje o niemieckim obozie. Tam organizował konspirację, tworzył raporty, próbował powiedzieć światu, czym jest fabryka śmierci. Po ucieczce z obozu walczył w Powstaniu Warszawskim.</p><p>Po wojnie nie doczekał wdzięczności państwa. Został aresztowany przez komunistyczne władze, skazany po brutalnym śledztwie i zamordowany strzałem w tył głowy. Jego los jest raną, ale też moralnym punktem odniesienia. Bo Pilecki nie jest tylko bohaterem z pomnika. Jest pytaniem: ile człowiek potrafi zrobić, gdy nie zgadza się na kłamstwo?</p><h2><strong>Jan Józef Lipski: opozycja, literatura i odpowiedzialność za słowo</strong></h2><p>100 lat temu, w 1926 roku, urodził się <strong>Jan Józef Lipski</strong> — historyk literatury, żołnierz Szarych Szeregów i Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, później działacz opozycji demokratycznej.</p><p>Lipski należał do ludzi, którzy wierzyli, że słowo nie jest ozdobą. Jest narzędziem odpowiedzialności. W polskiej kulturze takich postaci nie brakuje: od Norwida, przez Żeromskiego, po Miłosza i Herberta. Ale Lipski miał w sobie szczególny rys: łączył precyzję literaturoznawcy z odwagą obywatelską.</p><p>W epoce, w której publicystyka bywa mylona z krzykiem, warto wracać do takich biografii. Zwłaszcza lokalnie. Bo życie publiczne w małym i średnim mieście także potrzebuje ludzi, którzy pilnują sensu słów: „wspólnota”, „odpowiedzialność”, „pamięć”, „prawo”.</p><h2><strong>Jaruzelski: biografia, która do dziś dzieli Polaków</strong></h2><p>12 lat temu, w 2014 roku, zmarł <strong>gen. Wojciech Jaruzelski</strong>, ostatni przywódca PRL, współtwórca Okrągłego Stołu, wybrany w 1989 roku przez Zgromadzenie Narodowe na prezydenta. To także człowiek, który 13 grudnia 1981 roku wprowadził w Polsce stan wojenny.</p><p>Jego biografia do dziś jest jednym z najbardziej spornych rozdziałów polskiej pamięci. Dla jednych — polityk, który w określonych realiach geopolitycznych próbował ograniczyć katastrofę. Dla innych — twarz systemu, który użył wojska przeciwko własnym obywatelom. W tej sprawie nie ma neutralnej ciszy. Są dokumenty, są ofiary, są internowani, są złamane życiorysy i są pytania, które Polska zadaje sobie od dekad.</p><p>Warto pamiętać, że stan wojenny nie był abstrakcją z podręcznika. Dotykał również takich miejsc jak Tomaszów Mazowiecki: zakładów pracy, rodzin, kościołów, szkolnych rozmów, lokalnych środowisk „Solidarności”. Wielka historia zawsze przechodzi przez małe mieszkania.</p><h2><strong>Kraj: obrona cywilna wraca do centrum rozmowy o państwie</strong></h2><p>Dziś w Krakowie, w Centrum Kongresowym ICE, rozpoczyna się II Ogólnopolski Kongres i Forum Samorządowe <strong>„Bezpieczna Polska i Obywatele. Nowy System Obrony Cywilnej w Polsce”</strong>. W wydarzeniu zapowiedziano udział wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza. Kongres odbywa się 25–26 maja i ma koncentrować się na praktycznym przygotowaniu administracji rządowej, samorządów, spółek komunalnych, ochrony zdrowia i infrastruktury krytycznej do nowych zadań bezpieczeństwa.</p><p>To nie jest temat wyłącznie dla Warszawy, Krakowa czy wojewodów. <strong>Ustawa z 5 grudnia 2024 roku o ochronie ludności i obronie cywilnej</strong> wprowadziła konkretne zadania dla administracji publicznej i samorządów: przygotowanie organów państwa do działania w czasie zagrożeń, szkolenia, edukację ludności, planowanie ewakuacji, miejsca doraźnego schronienia, budowle ochronne, zabezpieczenie dostaw i uwzględnianie zagrożeń klimatycznych.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to temat praktyczny, nie teoretyczny. Pytania brzmią prosto: gdzie mieszkańcy mają szukać informacji w razie kryzysu? Jak wygląda lokalny system ostrzegania? Czy szkoły, jednostki miejskie, spółki komunalne i placówki medyczne wiedzą, jak działać w sytuacji przerwania dostaw prądu, skażenia, powodzi, cyberataku albo masowej ewakuacji? Nowoczesna obrona cywilna nie zaczyna się od wielkich haseł. Zaczyna się od planu, telefonu alarmowego, sprawnej komunikacji i sąsiada, który wie, komu pomóc w pierwszej kolejności.</p><p>Równolegle w Warszawie zapowiedziano spotkanie poświęcone przyrodniczemu komponentowi programu <strong>„Tarcza Wschód”</strong>. W jego kontekście mają zostać przedstawione zmiany w gospodarce leśnej na terenach przygranicznych oraz nabór z programu FEnIKS na inwestycje środowiskowe. Sam program FEnIKS jest największym krajowym programem finansowanym ze środków UE i obejmuje m.in. projekty klimatyczne, środowiskowe, energetyczne i infrastrukturalne.</p><h2><strong>Świat: pierwsza encyklika Leona XIV i pytanie o człowieka w epoce sztucznej inteligencji</strong></h2><p>W Watykanie zapowiedziano dziś prezentację pierwszej encykliki papieża <strong>Leona XIV</strong> zatytułowanej <strong>„Magnifica humanitas”</strong>. Dokument, według komunikatów watykańskich, poświęcony jest trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji, a jego publiczna prezentacja ma odbyć się z udziałem papieża.</p><p>Symbolika jest mocna. Encyklika została powiązana z 135. rocznicą <strong>„Rerum novarum”</strong> Leona XIII — dokumentu, który stał się jednym z fundamentów katolickiej nauki społecznej i odpowiedzią Kościoła na wyzwania rewolucji przemysłowej. Dziś analogicznym wyzwaniem jest rewolucja cyfrowa: sztuczna inteligencja, automatyzacja, praca, prywatność, kontrola informacji i pytanie, czy technologia służy człowiekowi, czy człowiek staje się dodatkiem do technologii.</p><p>To temat bardzo lokalny, choć brzmi globalnie. AI dotyka szkół, urzędów, mediów, firm, pracy biurowej, edukacji dzieci i bezpieczeństwa danych. W Tomaszowie także będziemy musieli rozmawiać o tym, jak korzystać z technologii bez utraty człowieka z pola widzenia.</p><h2><strong>Włochy głosują w samorządach</strong></h2><p>We Włoszech trwa drugi i ostatni dzień wyborów samorządowych w prawie 750 gminach, w tym w 18 miastach, między innymi w Wenecji, Reggio Calabria i Mesynie. Uprawnionych do głosowania jest ponad 6,6 mln osób. Tam, gdzie pierwsza tura nie przyniesie rozstrzygnięcia, druga odbędzie się 7 i 8 czerwca.</p><p>Samorząd — czy we Włoszech, czy w Polsce — pozostaje tym poziomem polityki, gdzie wielkie hasła muszą przejść test chodnika, szkoły, kanalizacji, bezpieczeństwa i komunikacji. Demokracja najczęściej zaczyna się nie w parlamencie, ale pod drzwiami urzędu gminy.</p><h2><strong>Sport: Iga Świątek znów zaczyna paryski marsz</strong></h2><p>W Paryżu rusza kolejny rozdział polskich emocji na Roland Garros. <strong>Iga Świątek</strong> rozpoczyna występ w turnieju od meczu z 17-letnią Australijką <strong>Emerson Jones</strong>. Oficjalny serwis Roland Garros wskazuje spotkanie na korcie Philippe’a Chatriera od godziny 12.00.</p><p>W poniedziałkowym planie są również mecze Mai Chwalińskiej z Qinwen Zheng oraz Huberta Hurkacza z Jaume Munarem; zestaw par polskich tenisistów w pierwszej rundzie potwierdzały zapowiedzi TVP Sport po losowaniu drabinki.</p><p>Roland Garros ma dla polskiego sportu smak szczególny. Mączka paryskich kortów stała się dla Świątek czymś, czym dla skoczków była kiedyś skocznia w Zakopanem, a dla kibiców piłki Wembley — miejscem, gdzie narodowe emocje spotykają się z indywidualnym talentem.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: od Łucji Prus po Tinę Turner</strong></h2><p>25 maja ma też swój mocny rytm muzyczny.</p><p>W 1942 roku w Białymstoku urodziła się <strong>Łucja Prus</strong>, artystka o głosie delikatnym, ale natychmiast rozpoznawalnym. „W żółtych płomieniach liści” czy „Dookoła noc się stała” należą do tej szkoły polskiej piosenki, w której tekst, melodia i interpretacja nie walczyły o pierwszeństwo, lecz prowadziły rozmowę.</p><p>W 1948 roku urodził się <strong>Klaus Meine</strong>, wokalista Scorpionsów. „Wind of Change” stało się jednym z hymnów końca zimnej wojny. Gwizdany motyw z tego utworu brzmi dziś jak dźwięk przejścia przez bramę historii — z Berlina podzielonego do Berlina zjednoczonego, z Europy strachu do Europy nadziei.</p><p>W 1958 roku urodził się <strong>Paul Weller</strong>, lider The Jam i Style Council, ikona brytyjskiego mod revival. W 1960 roku przyszła na świat <strong>Majka Jeżowska</strong>, której piosenki dla dzieci znają całe pokolenia. W 1961 roku urodził się <strong>Robert Brylewski</strong>, legenda polskiego punk rocka, reggae i alternatywy — człowiek Kryzysu, Brygady Kryzys, Izraela i Armii.</p><p>25 maja to także dzień muzycznych premier i sukcesów: „A Whiter Shade of Pale” Procol Harum, „Bookends” Simona i Garfunkela, „Tubular Bells” Mike’a Oldfielda i „Brothers in Arms” Dire Straits. Każda z tych płyt jest inną definicją epoki. Procol Harum brzmiał jak Bach spotkany w klubie psychodelicznym. Simon i Garfunkel śpiewali Amerykę niepewną samej siebie. Oldfield udowodnił, że instrumentalny album może stać się globalnym fenomenem. Dire Straits zrobili z cyfrowego brzmienia lat 80. elegancki, chłodny pejzaż gitary Marka Knopflera.</p><p>W 2023 roku zmarła <strong>Tina Turner</strong>, jedna z największych artystek w historii muzyki popularnej. Jej „The Best” przez lata było nie tylko przebojem, ale manifestem scenicznej siły. Tina Turner była jak żywioł: głos, ruch, przetrwanie. Rock and roll w jej wykonaniu miał twarz kobiety, która przeszła przez ciemność i wyszła na scenę mocniejsza.</p><h2><strong>Dlaczego warto pamiętać o 25 maja?</strong></h2><p>Bo ta data pokazuje całą rozpiętość naszej historii. Z jednej strony Mieszko I i narodziny państwa. Z drugiej — Pilecki, czyli dramat państwa, które po wojnie zabija własnego bohatera. Między nimi Wit Stwosz, Ypres, Lipski, Jaruzelski, muzyka, sport, Watykan i współczesne pytania o bezpieczeństwo.</p><p>Kalendarz nie jest tylko zbiorem rocznic. To lustro. Czasem pokazuje twarz dumną, czasem poranioną, czasem zawstydzoną. Ale jeśli umiemy patrzeć, uczy więcej niż niejeden podręcznik.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[24 maja: Kopernik zatrzymał Słońce, Prus domknął „Lalkę”, Dylan zmienił ton epoki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55265,24-maja-kopernik-zatrzymal-slonce-prus-domknal-lalke-dylan-zmienil-ton-epoki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55265,24-maja-kopernik-zatrzymal-slonce-prus-domknal-lalke-dylan-zmienil-ton-epoki</guid>
            <pubDate>Sun, 24 May 2026 09:33:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-24-maja-kopernik-zatrzymal-slonce-prus-domknal-lalke-dylan-zmienil-ton-epoki-1779609137.png</url>
                        <title>24 maja: Kopernik zatrzymał Słońce, Prus domknął „Lalkę”, Dylan zmienił ton epoki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55265,24-maja-kopernik-zatrzymal-slonce-prus-domknal-lalke-dylan-zmienil-ton-epoki</link>
                    </image><description>24 maja przypomina, że historia lubi przesuwać centrum świata. Od Kopernika i Prusa po Raszyn, Katyń i Dylana — to dzień wielkich zwrotów, a dziś ważny także dla Krakowa, gdzie mieszkańcy głosują w referendum.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Niedziela, 24 maja, to 144. dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.30, zajdzie o 20.35. Imieniny obchodzą dziś m.in. Amalia, Dagmara, Dawid, Franciszek, Jan, Joanna, Ludwik, Maria, Milena, Wincenty i Zuzanna. W kalendarzu spotykają się dziś wielka polityka średniowiecznej Europy, naukowa rewolucja Mikołaja Kopernika, literacki cień „Lalki”, warszawskie decyzje Zygmunta III Wazy, dramat Katynia, jazz Duke’a Ellingtona i chropowaty głos Boba Dylana.</strong></p><p>To jeden z tych dni, w których historia nie idzie równym marszem. Raczej przypomina wielką orkiestrę, w której obok trąbki Ellingtona słychać skrzypienie pióra Bolesława Prusa, trzask radiowego nadajnika w Raszynie, huk politycznych decyzji i cichy szelest dokumentów, które przez lata leżały w archiwach jak dowody w sprawie, której świat zbyt długo nie chciał wysłuchać.</p><h2><strong>Pokój w Merseburgu: Chrobry przy stole cesarza</strong></h2><p><strong>1013 lat temu, w 1013 roku, w Merseburgu cesarz Henryk II Święty i Bolesław Chrobry zawarli traktat pokojowy kończący wojnę polsko-niemiecką.</strong> Był to czas, gdy młode państwo Piastów walczyło o miejsce w europejskim porządku nie tylko mieczem, ale i dyplomacją. Chrobry doskonale rozumiał, że granice buduje się nie tylko na polach bitew, lecz także przy stołach negocjacyjnych.</p><p>Merseburg był więc czymś więcej niż rozejmem. Był sceną, na której Polska wchodziła do politycznej gry Zachodu — nie jako statysta, ale jako aktor z własnym interesem, pamięcią i ambicją. W historii naszych ziem takie momenty wracają jak refren: od piastowskich traktatów po współczesne samorządy, od wielkiej dyplomacji po lokalne decyzje mieszkańców.</p><h2><strong>Kopernik: człowiek, który przesunął Ziemię</strong></h2><p><strong>483 lata temu, w 1543 roku, we Fromborku zmarł Mikołaj Kopernik — astronom, kanonik, prawnik, matematyk, lekarz i ekonomista.</strong> Człowiek, który w największym skrócie zrobił z kosmosem to, co wielka literatura robi z ludzkim losem: przestawił punkt widzenia.</p><p>Jego teoria heliocentryczna była intelektualnym trzęsieniem ziemi. Kopernik nie tylko „wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię”, jak zapamiętała go szkolna fraza. On zakwestionował wygodny porządek, w którym człowiek chciał widzieć siebie w samym centrum stworzenia. W tym sensie był nie tylko uczonym, ale także patronem odwagi myślenia.</p><p>Dla lokalnego czytelnika z Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego ten wątek ma bardzo praktyczny sens. Każde miasto potrzebuje ludzi, którzy potrafią spojrzeć szerzej: poza najbliższą kadencję, poza jeden konflikt, poza codzienny szum. Kopernik uczy, że czasem największa zmiana zaczyna się od prostego pytania: „a jeśli patrzymy na to źle?”.</p><h2><strong>Z Wawelu do Warszawy: decyzja Zygmunta III Wazy</strong></h2><p><strong>417 lat temu, w 1609 roku, król Zygmunt III Waza wraz z rodziną i dworem ostatecznie opuścił Wawel i przeniósł się do Warszawy.</strong> W symbolicznej geografii Polski był to ruch ogromny. Kraków pozostawał sercem pamięci, miejscem koron, grobów i wielkiej historii. Warszawa stawała się centrum bieżącej polityki.</p><p>Nie była to jedna decyzja administracyjna, ale długi proces przesuwania ciężaru państwa. Trochę jak zmiana światła w teatrze: scena ta sama, ale nagle najważniejsze postaci stoją gdzie indziej. Od tego momentu Warszawa coraz mocniej rosła jako polityczne centrum Rzeczypospolitej.</p><p>Dziś, gdy mówimy o stołeczności, centrum i prowincji, warto pamiętać, że każde centrum kiedyś było peryferią. Także dlatego lokalne media, takie jak nasz portal, mają swoją rolę: przypominać, że historia nie dzieje się wyłącznie „tam”, w Warszawie czy Krakowie. Ona odbija się również w Tomaszowie, Spale, Inowłodzu, Lubochni czy Czerniewicach.</p><h2><strong>„Lalka”: ostatni odcinek powieści, która nadal patrzy nam w oczy</strong></h2><p><strong>137 lat temu, w 1889 roku, w „Kurierze Codziennym” ukazał się ostatni odcinek „Lalki” Bolesława Prusa.</strong> Powieść, która często wraca w szkolnych ławkach jako obowiązek, w dorosłym życiu okazuje się jedną z najbardziej przenikliwych książek o Polsce.</p><p>Prus napisał historię miłości, awansu, rozczarowania i społecznego rozwarstwienia. Wokulski mógłby dziś spacerować po centrach handlowych, przetargach, radach nadzorczych i kampaniach wyborczych. Izabela Łęcka miałaby profil w mediach społecznościowych, a Rzecki nadal wierzyłby w wielkie idee, choć codzienność podsuwałaby mu rachunki, plotki i cudze interesy.</p><p>„Lalka” jest wciąż aktualna, bo pokazuje społeczeństwo zapatrzone w pozory, klasę średnią rozpiętą między ambicją a samotnością i ludzi, którzy próbują znaleźć sens w świecie, gdzie pieniądz coraz częściej mówi głośniej niż charakter. Prus nie pisał publicystyki lokalnej, ale gdyby dziś usiadł w redakcji, pewnie rozpoznałby wiele naszych tematów od pierwszego akapitu.</p><h2><strong>Warszawska Krochmalna: robotnicy przeciwko kryminalistom</strong></h2><p><strong>121 lat temu, w 1905 roku, w Warszawie kilkusetosobowa grupa robotników zaatakowała przy ul. Krochmalnej kryminalistów terroryzujących okolicę. Walki trwały dwa dni i przeniosły się do Śródmieścia oraz na Stare i Nowe Miasto.</strong></p><p>Rok 1905 był czasem społecznego wrzenia. Rewolucja, strajki, bieda, napięcia narodowe i klasowe tworzyły mieszaninę łatwopalną jak stara taśma filmowa. W tym wydarzeniu widać coś więcej niż uliczną bójkę. To opowieść o społeczności, która uznała, że państwo — zwłaszcza państwo zaborcze — nie daje jej ochrony.</p><p>W lokalnym wymiarze brzmi to znajomo także dziś, choć oczywiście w innych realiach. Bezpieczeństwo nie jest abstrakcją z urzędowych dokumentów. To pytanie, czy można spokojnie wrócić do domu, czy starsza osoba czuje się pewnie na osiedlu, czy rodzice puszczają dziecko samo do szkoły. Historia Krochmalnej przypomina, że tam, gdzie instytucje zawodzą, rośnie gniew ulicy.</p><h2><strong>Raszyn: głos, który miał objąć całą Polskę</strong></h2><p><strong>95 lat temu, w 1931 roku, w Raszynie uruchomiono najsilniejszą w Europie stację radiową o mocy 120 kW. Jej sygnał obejmował całe terytorium Polski.</strong></p><p>To był moment, w którym II Rzeczpospolita mówiła do obywateli jednym głosem — przez eter. Radio miało w sobie magię, której dzisiejszy świat streamingu i powiadomień często już nie rozumie. Dźwięk płynący z odbiornika był jak list od państwa, teatru, orkiestry i świata naraz.</p><p>Dla miejscowości takich jak Tomaszów Mazowiecki radio było oknem. Przynosiło muzykę, wiadomości, komunikaty, transmisje i poczucie uczestnictwa w czymś większym. Raszyn przypomina, że media są nie tylko technologią, ale wspólnotą słuchania. Dziś tę rolę przejęły portale lokalne, które codziennie układają mapę najbliższej rzeczywistości.</p><h2><strong>Brückner, Katyń i dokumenty, które nie chciały milczeć</strong></h2><p><strong>87 lat temu, w 1939 roku, w Berlinie zmarł prof. Aleksander Brückner, wybitny slawista i historyk kultury, autor m.in. „Dziejów literatury polskiej w zarysie”, „Dziejów kultury polskiej”, „Dziejów języka polskiego” i „Encyklopedii Staropolskiej”.</strong> Był jednym z tych uczonych, którzy traktowali język jak archiwum narodu. Bo język pamięta więcej, niż chcemy mu czasem przyznać.</p><p><strong>83 lata temu, w 1943 roku, ambasador Wielkiej Brytanii przy rządzie RP Owen O’Malley przesłał do ministra spraw zagranicznych Anthony’ego Edena tajny raport o zbrodni katyńskiej.</strong> Wskazywał w nim na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia zbrodni przez ZSRS.</p><p>Katyń pozostaje jedną z najciemniejszych ran polskiej historii XX wieku. Nie tylko dlatego, że zamordowano elity państwa, oficerów, policjantów, urzędników, lekarzy, nauczycieli. Także dlatego, że po zbrodni przyszło kłamstwo — systemowe, cyniczne, pilnowane przez dyplomację, propagandę i strach.</p><p>Raport O’Malleya jest przypomnieniem, że prawda czasem istnieje w dokumentach długo przed tym, zanim wolno ją wypowiedzieć publicznie. Jak w dobrym, ponurym filmie politycznym — akta leżą na biurku, ludzie wiedzą, ale historia czeka na moment, w którym milczenie pęknie.</p><h2><strong>Odbudowa stolicy i „Pianista” w Cannes</strong></h2><p><strong>81 lat temu, w 1945 roku, wydano dekret Krajowej Rady Narodowej o odbudowie stolicy.</strong> Warszawa była wtedy miastem-ruiną, wielkim pogorzeliskiem pamięci. Odbudowa miała wymiar urbanistyczny, polityczny i symboliczny. Była próbą odpowiedzi na pytanie, czy można podnieść miasto, któremu odebrano nie tylko mury, ale i ludzi.</p><p><strong>24 lata temu, w 2002 roku, na festiwalu w Cannes odbyła się prapremiera filmu „Pianista” Romana Polańskiego.</strong> Film oparty na wspomnieniach Władysława Szpilmana pokazał okupowaną Warszawę przez pryzmat jednostkowego przetrwania. Nie przez wielką mapę frontów, ale przez głód, ciszę, fortepian i człowieka, który próbuje nie zniknąć.</p><p>W tym zestawieniu — dekret o odbudowie i film Polańskiego — jest szczególne napięcie. Najpierw ruina, potem pamięć. Najpierw cegła, potem opowieść. Miasta odbudowuje się murami, ale naprawdę żyją dopiero wtedy, gdy ktoś potrafi opowiedzieć, co się w nich stało.</p><h2><strong>Kąkolewski i wybory 2015 roku</strong></h2><p><strong>11 lat temu, w 2015 roku, w Warszawie zmarł Krzysztof Kąkolewski, reportażysta i pisarz, autor m.in. książki „Co u pana słychać”, zawierającej rozmowy ze zbrodniarzami III Rzeszy.</strong> Jego twórczość pozostaje przykładem reportażu, który nie boi się patrzeć w twarz złu, nawet gdy ono mówi spokojnym, codziennym językiem.</p><p>Tego samego dnia, <strong>24 maja 2015 roku, odbyła się druga tura wyborów prezydenckich</strong>, w której Andrzej Duda zdobył 51,55 proc. głosów, pokonując Bronisława Komorowskiego, który uzyskał 48,45 proc. Frekwencja wyniosła 55,34 proc. Był to polityczny zwrot, którego skutki przez kolejne lata mocno kształtowały polskie życie publiczne.</p><h2><strong>Kraj: Kraków głosuje, rząd odprawia służby</strong></h2><p>W kraju niedziela upływa pod znakiem polityki i samorządu. W Krakowie odbywa się dziś referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta Krakowa. Lokale wyborcze są czynne w godz. 7.00–21.00, a głosowanie odbywa się w 453 obwodach, w tym w 412 stałych i 41 odrębnych. Według zapowiedzi Delegatury Krajowego Biura Wyborczego w Krakowie wyniki mają być znane w poniedziałek rano.</p><p>Warto tu przypomnieć kontekst prawny. Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym, referendum w sprawie odwołania organu pochodzącego z wyborów bezpośrednich jest ważne, jeżeli udział weźmie w nim nie mniej niż 3/5 liczby osób uczestniczących w wyborze odwoływanego organu. W przypadku Krakowa media samorządowe wskazują, że próg ważności to ok. 27 proc. uprawnionych.</p><p>To wydarzenie ma znaczenie daleko wykraczające poza Kraków. Dla każdego miasta — także Tomaszowa Mazowieckiego — jest przypomnieniem, że samorząd nie jest dekoracją do kampanii, lecz codziennym mechanizmem odpowiedzialności. Władza lokalna żyje bliżej ludzi niż parlament. Decyduje o drogach, szkołach, zieleni, inwestycjach, mieszkaniach, komunikacji i jakości zwykłego dnia.</p><p>Zapowiedziano również odprawę premiera Donalda Tuska z udziałem ministrów i przedstawicieli służb oraz wypowiedź szefa rządu.</p><h2><strong>Świat: Bliski Wschód w cieniu zablokowanej cieśniny</strong></h2><p>Za granicą uwagę nadal przyciąga sytuacja wokół konfliktu USA i Izraela z Iranem. Według najnowszych analiz pełnoskalowe działania wojenne są formalnie wstrzymane, ale rozmowy o trwałym pokoju pozostają w impasie, a sytuacja w rejonie Cieśniny Ormuz — kluczowego szlaku dla transportu ropy i gazu — jest wciąż napięta. OSW wskazuje, że ruch przez cieśninę pozostaje mocno ograniczony, a strony nadal prowadzą działania presyjne wobec żeglugi.</p><p>To konflikt, którego konsekwencje nie kończą się na mapach Bliskiego Wschodu. Ceny energii, bezpieczeństwo transportu, decyzje rządów, koszty produkcji i domowe rachunki — wszystko to bywa połączone niewidzialną nicią z miejscami, które na pierwszy rzut oka wydają się odległe jak plan filmowy z politycznego thrillera.</p><h2><strong>Zjazd Niemców Sudeckich w Czechach: pamięć, spór i pojednanie</strong></h2><p>Drugiego dnia zjazdu Ziomkostwa Niemców Sudeckich, który po raz pierwszy odbywa się w Czechach, zaplanowano główny wiec, imprezy plenerowe i protesty. Ważnym elementem wydarzenia był sobotni marsz pojednania, upamiętniający dramatyczny marsz śmierci wypędzonych Niemców z Brna do Pohorelic w 1945 roku.</p><p>Historia Europy Środkowej jest pełna takich miejsc, gdzie pamięć jednej wspólnoty spotyka się z bólem drugiej. Nie da się jej opowiadać czarno-biało bez ryzyka fałszu. Trzeba raczej, jak w najlepszych książkach Hrabala czy filmach Formana, słuchać półtonów: krzywd, win, strachu, zemsty i późnych prób pojednania.</p><h2><strong>Sport: Roland Garros rusza w Paryżu</strong></h2><p>Na kortach im. Rolanda Garrosa rozpoczyna się turniej główny <strong>French Open 2026</strong>, który potrwa od 24 maja do 7 czerwca. W singlu zobaczymy reprezentantów Polski z Igą Świątek na czele. Zweryfikowane zapowiedzi wskazują na pięcioro Polaków w turnieju głównym: Igę Świątek, Magdę Linette, Magdalenę Fręch, Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka.</p><p>Warto skorygować jedną rzecz z materiału depeszowego: aktualne zapowiedzi sportowe podają, że tytułów bronią Coco Gauff i Carlos Alcaraz, a nie że Hiszpana zabraknie z powodu kontuzji. Turniej ma pulę nagród przekraczającą 58 mln euro, a zwycięzcy singla otrzymają po 2,8 mln euro.</p><p>Dla polskich kibiców Roland Garros od kilku lat nie jest już tylko majowo-czerwcowym rytuałem z paryską mączką w tle. To scena, na której Iga Świątek zbudowała część swojej legendy. Cztery triumfy w Paryżu sprawiły, że dla wielu widzów kort Philippe’a Chatriera brzmi niemal jak polski stadion narodowy — tylko zamiast murawy jest ceglana czerwień.</p><h2><strong>Kalendarium muzyczne: Bob Dylan, Patti LaBelle, Stonesi i dźwięk samotności</strong></h2><p><strong>W 1941 roku urodził się Bob Dylan</strong>, właściwie Robert Allen Zimmerman — pieśniarz, który udowodnił, że piosenka może być literaturą, manifestem i gazetą uliczną jednocześnie. „Blowin’ in the Wind”, „The Times They Are a-Changin’”, „Knockin’ on Heaven’s Door” czy „Like a Rolling Stone” weszły do kanonu nie dlatego, że były przebojami, ale dlatego, że mówiły językiem epoki. Dylan śpiewał tak, jakby kurz amerykańskich dróg osiadał na strunach gitary.</p><p><strong>W 1944 roku urodziła się Patti LaBelle</strong>, jedna z wielkich postaci soulu i R&amp;B. Jej głos ma w sobie sceniczną siłę, która potrafi zamienić prostą frazę w emocjonalny wybuch. Od „Lady Marmalade” po solowe nagrania z lat 80. Patti LaBelle była dowodem, że pop może mieć blask, ale soul musi mieć ogień.</p><p><strong>W 1968 roku The Rolling Stones wydali w Wielkiej Brytanii singiel „Jumpin’ Jack Flash”.</strong> To był powrót do ostrzejszego, bardziej brudnego brzmienia Stonesów. Gitara Keitha Richardsa brzmiała jak silnik odpalony w garażu o drugiej nad ranem, a Mick Jagger śpiewał z tą charakterystyczną mieszaniną bezczelności i teatralnego wdzięku.</p><p><strong>W 1969 roku urodził się Rich Robinson</strong>, gitarzysta i współzałożyciel The Black Crowes. Zespół na początku lat 90. przywrócił do mainstreamu zapach blues-rocka amerykańskiego Południa — nieco zakurzonego, nieco buntowniczego, z gitarami, które brzmiały jak droga przez Georgię po burzy.</p><p><strong>W 1974 roku zmarł Duke Ellington</strong>, jeden z największych kompozytorów i dyrygentów jazzu. Pracował z Louisem Armstrongiem, Ellą Fitzgerald, Dizzy Gillespiem i Billie Holiday. Jego muzyka miała elegancję smokingu i puls nocnego miasta. Jeśli jazz jest rozmową wolnych ludzi, Ellington był jednym z jego najważniejszych mówców.</p><p><strong>W 1980 roku muzycy Genesis — Phil Collins, Tony Banks i Mike Rutherford — sami sprzedawali bilety fanom w klubie Roxy w Los Angeles.</strong> To jeden z tych obrazków, które dziś, w epoce wielkich platform sprzedażowych, brzmią niemal jak legenda. Gwiazdy rocka po drugiej stronie okienka kasowego — scena bardziej z komedii muzycznej niż z realiów stadionowego biznesu.</p><p><strong>W 1991 roku zmarł Gene Clark</strong>, współzałożyciel The Byrds, autor m.in. „I’ll Feel a Whole Lot Better” i współtwórca „Eight Miles High”. Tego samego dnia Guns N’ Roses rozpoczęli trasę „Use Your Illusion”, jedną z największych rockowych wypraw początku lat 90.</p><p><strong>W 1997 roku Hanson rozpoczął trzytygodniowe panowanie na amerykańskich listach przebojów singlem „MMMBop”.</strong> Piosenka była kolorowa, lekka i natychmiast rozpoznawalna — jak oranżada w świecie grunge’owych resztek i popowego przełomu.</p><p><strong>W 1999 roku Freddie Mercury został uhonorowany przez brytyjską pocztę znaczkiem o nominale 19 pensów.</strong> Piękny paradoks: artysta, który na scenie był żywiołem, trafił na mały filatelistyczny prostokąt. Mercury sam był kolekcjonerem znaczków, więc ten gest miał w sobie coś bardzo osobistego.</p><p><strong>W 2000 roku podczas Fryderyków w Sali Kongresowej zespół Myslovitz odebrał statuetki za album „Miłość w czasach popkultury”, piosenkę „Długość dźwięku samotności” oraz jako grupa roku.</strong> Ten album stał się jednym z najważniejszych polskich zapisów końca lat 90. — melancholijnym, miejskim, trochę filmowym. Jakby ktoś połączył śląskie niebo, kasetę magnetofonową i samotność młodych ludzi po transformacji.</p><p><strong>W 2003 roku Paul McCartney po raz pierwszy wystąpił w Rosji, grając na Placu Czerwonym.</strong> Dwa dni wcześniej były Beatles wystąpił na warszawskim Torwarze. Dla pokolenia wychowanego na muzyce Beatlesów zza żelaznej kurtyny miało to wymiar niemal symboliczny: piosenki, które kiedyś krążyły na przegrywanych taśmach, zabrzmiały w miejscach oficjalnych, wielkich i historycznych.</p><h2><strong>24 maja — dzień zmiany punktu widzenia</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o przesunięciach. Kopernik przesunął Ziemię z centrum wszechświata. Zygmunt III Waza przesunął ciężar państwa z Krakowa do Warszawy. Prus przesunął uwagę literatury z salonów na społeczeństwo. Raszyn przesunął głos radia na całą Polskę. Dylan przesunął piosenkę w stronę poezji i protestu.</p><p>A współczesność? Ona też przesuwa akcenty. W Krakowie mieszkańcy decydują o przyszłości władz miasta. W Paryżu polscy tenisiści zaczynają walkę na kortach Rolanda Garrosa. Na świecie dyplomaci próbują utrzymać pokój tam, gdzie wystarczy jedna iskra, by zapłonęła ropa, polityka i ludzkie życie.</p><p>Historia nie jest muzealną gablotą. Jest raczej radiową falą z Raszyna: czasem czystą, czasem zaszumioną, ale wciąż docierającą do naszych domów.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Łatwogang jedzie przez Polskę dla Maksa. Prof. Nęcki: to fenomen, który zaskakuje psychologię społeczną]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55252,latwogang-jedzie-przez-polske-dla-maksa-prof-necki-to-fenomen-ktory-zaskakuje-psychologie-spoleczna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55252,latwogang-jedzie-przez-polske-dla-maksa-prof-necki-to-fenomen-ktory-zaskakuje-psychologie-spoleczna</guid>
            <pubDate>Sat, 23 May 2026 17:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-latwogang-jedzie-przez-polske-dla-maksa-prof-necki-to-fenomen-ktory-zaskakuje-psychologie-spolec-1779549210.png</url>
                        <title>Łatwogang jedzie przez Polskę dla Maksa. Prof. Nęcki: to fenomen, który zaskakuje psychologię społeczną</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55252,latwogang-jedzie-przez-polske-dla-maksa-prof-necki-to-fenomen-ktory-zaskakuje-psychologie-spoleczna</link>
                    </image><description>Łatwogang jedzie przez Polskę, by zebrać pieniądze na leczenie 8-letniego Maksa chorego na DMD. Prof. Zbigniew Nęcki tłumaczy, skąd bierze się wyjątkowa mobilizacja internautów i dlaczego ta akcja tak skutecznie porusza ludzi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie chwile, kiedy internet przestaje być tylko szumem, scrollowaniem i targowiskiem próżności. Nagle przypomina bardziej wielką, pulsującą rzekę ludzi, którzy — każdy z osobna, a jednak razem — niosą komuś ratunek. Tak właśnie wygląda akcja Piotra Hancke, znanego jako <strong>Łatwogang</strong>, który wsiadł na rower i ruszył z Zakopanego do Gdańska, by pomóc 8-letniemu Maksowi Tockiemu choremu na <strong>dystrofię mięśniową Duchenne’a</strong>.</p><p>W sobotę influencer kontynuował charytatywny przejazd przez Polskę. Jak podała PAP, podczas postoju w gminie Dłutów w województwie łódzkim Hancke przyznał, że ze względu na dolegliwości zdrowotne rezygnuje z wcześniejszego planu powrotu rowerem do Zakopanego. Zamierza dojechać do Gdańska. Do celu pozostawało około 380 kilometrów, a licznik zbiórki około godz. 15.30 pokazywał już 7,5 mln zł.</p><h2><strong>Dziecko, choroba i miliony, których nie da się udźwignąć samemu</strong></h2><p>Maks Tocki ma osiem lat. Choruje na <strong>DMD</strong>, czyli dystrofię mięśniową Duchenne’a — ciężką chorobę genetyczną prowadzącą do postępującego zaniku mięśni. Rodzina i organizatorzy zbiórki wskazują, że potrzebna terapia genowa kosztuje około <strong>15 mln zł</strong>. To kwota, która dla jednej rodziny brzmi jak mur z betonu. Dla setek tysięcy ludzi w internecie — jak zadanie do wykonania. Oficjalna zbiórka na rzecz Maksa prowadzona jest m.in. na portalu Siepomaga, gdzie opisano koszt leczenia i dramatyczny charakter choroby.</p><p>Łatwogang wyruszył w piątek po południu z Zakopanego. Cel jest prosty, choć fizycznie morderczy: przejechać przez Polskę, transmitować wyprawę na żywo i sprawić, by jak najwięcej osób dołożyło swoją cegiełkę. Według wcześniejszych zapowiedzi przejazd miał rozpocząć się w piątek o godz. 16 i prowadzić z Tatr nad Bałtyk.</p><p>Na trasie pojawiają się mieszkańcy, dzieci, młodzież, rowerzyści i całe grupy kibicujące influencerowi. To już nie tylko zbiórka. To spektakl obywatelskiej mobilizacji, trochę jak współczesna wersja pospolitego ruszenia — tyle że zamiast chorągwi są smartfony, zamiast trąbki hejnałowej powiadomienia z transmisji, a zamiast listów gończych linki do wpłat.</p><h2><strong>Prof. Nęcki: fenomen, który zaskakuje nauki społeczne</strong></h2><p>Psycholog społeczny prof. Zbigniew Nęcki w rozmowie z PAP ocenił, że popularność i skuteczność akcji organizowanych przez Łatwoganga jest zjawiskiem wyjątkowym. Podkreślił, że jeden młody człowiek, sprawnie posługujący się mediami społecznościowymi, potrafi stworzyć atmosferę, dzięki której zbierane są ogromne pieniądze.</p><p>Ekspert zwraca uwagę na kilka elementów: emocjonalny cel, autentyczność przekazu i poczucie wspólnoty. W przypadku Maksa nie chodzi o abstrakcyjną kampanię społeczną, lecz o konkretne dziecko, konkretną chorobę i konkretną kwotę, którą trzeba zebrać, zanim będzie za późno.</p><p>To mechanizm znany psychologii społecznej, ale w tej skali nadal zdumiewający. Ludzie chętniej pomagają, gdy widzą twarz, historię i sens działania. Łatwogang dorzuca do tego jeszcze własny wysiłek — bolące mięśnie, zmęczenie, trasę przez kraj. Widz nie ogląda statycznego apelu. Ogląda drogę. A droga, od Homera po Kieślowskiego, zawsze była opowieścią o próbie.</p><h2><strong>Województwo łódzkie na trasie wielkiej internetowej mobilizacji</strong></h2><p>Dla mieszkańców naszego regionu ważne jest także to, że przejazd Łatwoganga nie dzieje się gdzieś „w internecie”, poza mapą. Jednym z punktów sobotniej trasy była gmina <strong>Dłutów w województwie łódzkim</strong>. To niedaleko naszego codziennego świata: dróg, którymi jeździmy, miejscowości, które mijamy, ludzi, którzy podobne akcje śledzą z telefonem w ręku między zakupami, pracą i domem.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim także wielokrotnie widzieliśmy, jak lokalne zbiórki potrafią poruszyć całe środowiska: szkoły, kluby sportowe, OSP, parafie, firmy, grupy sąsiedzkie. Różni się skala, ale nie zmienia się istota. Gdy choruje dziecko, znika wiele codziennych podziałów. Zostaje pytanie: czy można pomóc?</p><h2><strong>Po rekordowej akcji dla Cancer Fighters internet znów patrzy na Łatwoganga</strong></h2><p>To nie pierwsza wielka akcja charytatywna Łatwoganga. W kwietniu 2026 roku o jego streamie mówiły media w Polsce i za granicą. Według PAP poprzednia akcja zakończyła się zebraniem ponad <strong>251 mln zł</strong> na rzecz fundacji Cancer Fighters. Część późniejszych publikacji podawała jeszcze wyższe kwoty, sięgające ponad 276 mln zł lub 282 mln zł, co pokazuje zarówno skalę przedsięwzięcia, jak i dynamikę rozliczania takich internetowych akcji.</p><p>W finale tamtej transmisji udział miało brać ponad 1,5 mln widzów. Zagraniczne media pisały o rekordowym wymiarze wydarzenia i o tym, że polski twórca przebił wcześniejsze wyniki wielkich charytatywnych streamów.</p><p>Fenomen Łatwoganga pokazuje coś więcej niż popularność jednego influencera. Pokazuje zmianę w sposobie budowania zaufania. Dawniej wielkie społeczne emocje niosły telewizja, radio, gazety i koncerty charytatywne. Dziś ten sam impuls może wyjść z transmisji na żywo, z mieszkania, z roweru, z telefonu. Nie zawsze to świat piękny. Ale czasem — jak tutaj — potrafi zagrać czysto.</p><h2><strong>Zbiórki internetowe a prawo. O czym warto pamiętać</strong></h2><p>Przy tak wielkich emocjach warto przypomnieć także ramy prawne. Ustawa o zasadach prowadzenia zbiórek publicznych reguluje zbiórki prowadzone w przestrzeni publicznej, zwłaszcza w formie gotówki lub darów. Przewiduje m.in. obowiązek zgłoszenia zbiórki i publikacji informacji na ogólnopolskim portalu zbiórek publicznych.</p><p>Internetowe wpłaty prowadzone przez wyspecjalizowane serwisy działają jednak w innym modelu niż klasyczna puszka na ulicy. Dlatego przy każdej zbiórce warto sprawdzać organizatora, cel, regulamin platformy, aktualizacje oraz sposób rozliczenia środków. To nie jest brak zaufania. To odpowiedzialność — ta sama, która każe zapalić światło przed wejściem do nieznanego pokoju.</p><h2><strong>Entuzjazm ma też swoją ciemniejszą stronę: bezpieczeństwo na trasie</strong></h2><p>Wokół przejazdu pojawiają się tłumy. To piękne, ale i ryzykowne. Media informowały w sobotę, że Łatwogang apelował do fanów o ostrożność, bo na trasie dochodziło do niebezpiecznych sytuacji. Przy drodze gromadziły się osoby chcące zobaczyć influencera, zrobić zdjęcie lub przybić „piątkę”.</p><p>Tu emocje trzeba trzymać na wodzy. Pomoc nie może zamienić się w chaos. Najlepszym gestem wsparcia nie zawsze jest wybiegnięcie na drogę. Czasem jest nim przelew, udostępnienie zbiórki, spokojne kibicowanie z bezpiecznego miejsca i przypomnienie dzieciom, że żadna fotografia nie jest warta ryzyka.</p><h2><strong>Nowy typ bohatera?</strong></h2><p>Prof. Nęcki mówi o społecznym zapotrzebowaniu na pozytywnych bohaterów. I trudno się z tym nie zgodzić. Po latach sporów, zmęczenia, agresji w debacie publicznej i nieufności wobec instytucji ludzie chcą zobaczyć kogoś, kto po prostu robi coś dobrego. Bez marmurowego pomnika. Bez fanfar. W kasku, na rowerze, z kamerą i bólem nóg.</p><p>Łatwogang stał się dla wielu takim bohaterem popkultury — trochę jak Forrest Gump biegnący przez Amerykę, trochę jak współczesny bard z transmisją live zamiast gitary. Ale prawdziwym centrum tej historii nie jest influencer. Jest nim Maks. Dziecko, które potrzebuje leczenia. I tysiące ludzi, którzy uznali, że kliknięcie może być czymś więcej niż odruchem palca.</p><p>Na tym polega siła tej akcji. W świecie, który często przypomina rozbity ekran telefonu, nagle widać wspólny obraz.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[23 maja: Batory na Wawelu, Norwid w paryskim cieniu, Konopnicka, „Orzeł”, Moog i ostatni taniec Lewandowskiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55247,23-maja-batory-na-wawelu-norwid-w-paryskim-cieniu-konopnicka-orzel-moog-i-ostatni-taniec-lewandowskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55247,23-maja-batory-na-wawelu-norwid-w-paryskim-cieniu-konopnicka-orzel-moog-i-ostatni-taniec-lewandowskiego</guid>
            <pubDate>Sat, 23 May 2026 10:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-23-maja-batory-na-wawelu-norwid-w-paryskim-cieniu-konopnicka-orzel-moog-i-ostatni-taniec-lewa-1779526249.png</url>
                        <title>23 maja: Batory na Wawelu, Norwid w paryskim cieniu, Konopnicka, „Orzeł”, Moog i ostatni taniec Lewandowskiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55247,23-maja-batory-na-wawelu-norwid-w-paryskim-cieniu-konopnicka-orzel-moog-i-ostatni-taniec-lewandowskiego</link>
                    </image><description>Dziś jest sobota, 23 majaSobota, 143. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.31, zajdzie o godz. 20.32. Imieniny obchodzą: Iwona, Emilia, Jan, Julian, Lucjusz oraz Michał.Są takie dni w kalendarzu, które</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Dziś jest sobota, 23 maja</strong></h2><p>Sobota, 143. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.31, zajdzie o godz. 20.32. Imieniny obchodzą: <strong>Iwona, Emilia, Jan, Julian, Lucjusz oraz Michał</strong>.</p><p>Są takie dni w kalendarzu, które brzmią jak stara, wielowątkowa suita. Zaczynają się od dzwonów Wawelu i królewskiego pogrzebu, przechodzą przez oceaniczną przygodę Maurycego Beniowskiego, zatrzymują się przy paryskich biednych pokojach Norwida, przy barykadach Komuny Paryskiej, przy dysku Haliny Konopackiej lecącym w warszawskie niebo, a kończą dźwiękiem syntezatora Mooga i finałowym gwizdkiem na stadionach.</p><p><strong>23 maja</strong> to dzień pamięci, literatury, sportu, muzyki i politycznych sporów, które nie zamknęły się w podręcznikach. To także dzień, w którym historia ma kilka twarzy: królewską, emigracyjną, wojenną, rockową i piłkarską.</p><h2><strong>Królewski cień Wawelu. Pogrzeb Stefana Batorego</strong></h2><p><strong>438 lat temu, w 1588 roku</strong>, w krypcie katedry na Wawelu odbył się pogrzeb <strong>króla Stefana Batorego</strong>. W polskiej pamięci pozostał jako władca energiczny, wojskowy, surowy, a zarazem jeden z tych monarchów, którzy rozumieli znaczenie silnego państwa. Jego panowanie było krótkie, ale intensywne — jak mocny akord w dziejach Rzeczypospolitej.</p><p>Batory był królem czasów wielkiej polityki i wielkich napięć. W epoce, gdy Rzeczpospolita musiała ważyć ambicje magnaterii, interesy szlachty i zagrożenia ze wschodu, próbował narzucić państwu rytm bardziej zdecydowany. Jego pogrzeb na Wawelu był więc nie tylko ceremonią pożegnania monarchy, ale też symbolicznym domknięciem pewnej wizji Polski: dumnej, wojennej, europejskiej.</p><h2><strong>Maurycy Beniowski. Polak, którego Madagaskar nazwał władcą</strong></h2><p><strong>240 lat temu, w 1786 roku</strong>, na Madagaskarze zginął <strong>Maurycy Beniowski</strong> — podróżnik, konfederat barski, zesłaniec, uciekinier z Kamczatki, człowiek o życiorysie tak barwnym, że Hollywood mogłoby go uznać za przesadę.</p><p>Beniowski należał do ludzi, którzy nie mieścili się w granicach własnej epoki. Walczył, uciekał, negocjował, pisał pamiętniki, szukał wolności na mapach świata. W imieniu Francji prowadził działania na Madagaskarze, a miejscowa ludność miała ogłosić go władcą wyspy. W polskiej tradycji pozostał trochę jak bohater romantycznej powieści przygodowej: pomiędzy konfederacją barską, carskim zesłaniem i egzotyczną legendą.</p><h2><strong>Maria Konopnicka. Poetka, która nie pisała z wieży z kości słoniowej</strong></h2><p><strong>184 lata temu, w 1842 roku</strong>, w Suwałkach urodziła się <strong>Maria Konopnicka</strong> — poetka, nowelistka, publicystka, krytyczka literacka, kobieta pióra i społecznego niepokoju.</p><p>Nie była autorką zamkniętą w salonie. Jej twórczość i działalność wyrastały z realnych sporów epoki: walki o język, godność, prawa kobiet, los dzieci, więźniów politycznych, ludzi wypychanych poza margines. Współorganizowała protest przeciwko pruskim represjom wobec dzieci polskich we Wrześni, wspierała działania społeczne i emancypacyjne.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim jej nazwisko także jest obecne w przestrzeni miasta — <strong>ulica Marii Konopnickiej</strong> przypomina, że literatura nie kończy się na bibliotekach i szkolnych akademiach, lecz zostaje z nami w codziennym pejzażu, między domem, pracą i drogą do szkoły.</p><h2><strong>Jarosław Dąbrowski. Polski generał na barykadzie Paryża</strong></h2><p><strong>155 lat temu, w 1871 roku</strong>, na barykadzie w Paryżu zginął <strong>Jarosław Dąbrowski</strong>, naczelny wódz wojsk Komuny Paryskiej, działacz niepodległościowy i rewolucyjny.</p><p>Jego biografia pokazuje, jak silnie XIX-wieczna sprawa polska była spleciona z europejskimi ruchami wolnościowymi. Polacy walczyli nie tylko „za naszą”, ale także — jak głosiło hasło epoki — „za waszą wolność”. Dąbrowski stał się jednym z tych bohaterów, których nie da się łatwo zamknąć w prostych kategoriach. Dla jednych był rewolucjonistą, dla innych żołnierzem sprawy wolności, dla jeszcze innych symbolem polskiej obecności w europejskich konfliktach społecznych.</p><h2><strong>Norwid. Genialny, spóźniony, samotny</strong></h2><p><strong>143 lata temu, w 1883 roku</strong>, w Paryżu zmarł <strong>Cyprian Kamil Norwid</strong> — poeta, prozaik, dramatopisarz, malarz, rysownik i rzeźbiarz. Jeden z największych, a zarazem najbardziej samotnych twórców polskiej literatury.</p><p>Za życia był niezrozumiany, często lekceważony, materialnie upokorzony. Po śmierci — jak wielu artystów, którzy przyszli za wcześnie — został odkryty na nowo. Autor <strong>„Promethidiona”</strong>, <strong>„Bema pamięci żałobnego rapsodu”</strong>, <strong>„Fortepianu Szopena”</strong> i <strong>„Vade-mecum”</strong> do dziś brzmi zaskakująco nowocześnie. Jego zdania potrafią być jak rzeźba: twarde, skrótowe, nieraz trudne, ale kiedy pękną — odsłaniają światło.</p><p>Norwid pisał o sztuce, pracy, godności, narodzie i pamięci. Dobrze pasuje do dnia, w którym wspominamy także Konopnicką. Ona mówiła mocno do wspólnoty. On często mówił jak ktoś, kto stoi obok wspólnoty i widzi więcej, niż ona sama chce zobaczyć.</p><h2><strong>Halina Konopacka. Dysk, który poleciał po rekord świata</strong></h2><p><strong>100 lat temu, w 1926 roku</strong>, <strong>Halina Konopacka</strong> ustanowiła w Warszawie pierwszy polski lekkoatletyczny rekord świata, rzucając dyskiem na odległość <strong>34,15 m</strong>.</p><p>To ważna rocznica nie tylko sportowa. Konopacka była symbolem nowoczesnej kobiecości II Rzeczypospolitej: silnej, eleganckiej, wykształconej, odważnej. Uprawiała wiele dyscyplin, była wszechstronnie utalentowana, a kilka lat później została pierwszą polską złotą medalistką olimpijską. Polski Komitet Olimpijski przypomina, że Konopacka nie ograniczała się do dysku — próbowała sił także w sprintach, pchnięciu kulą, oszczepie, skoku wzwyż, grała w koszykówkę i interesowała się automobilizmem.</p><p>Z perspektywy regionu łódzkiego warto dodać, że Konopacka urodziła się w Rawie Mazowieckiej — niedaleko Tomaszowa. To kolejny dowód, że wielka historia sportu nie zawsze zaczyna się w metropoliach.</p><h2><strong>ORP „Orzeł”. Patrol, z którego nie było powrotu</strong></h2><p><strong>86 lat temu, w 1940 roku</strong>, ORP <strong>„Orzeł”</strong> wypłynął z Rosyth na ostatni patrol. Okręt zaginął bez wieści, a miejsce jego zatonięcia do dziś pozostaje jedną z największych tajemnic polskiej Marynarki Wojennej.</p><p>„Orzeł” był czymś więcej niż jednostką bojową. Po brawurowej ucieczce z Tallinna stał się symbolem odwagi, determinacji i wojennej legendy, która żyje mimo braku grobu. Muzeum Historii Polski przypomina, że okręt budowano w holenderskim Vlissingen jako jedną z dwóch jednostek zamówionych dla polskiej floty podwodnej, a imię „Orzeł” nadano mu jeszcze przed wojną, w 1937 roku.</p><p>W tej historii najbardziej przejmujące jest właśnie niedopowiedzenie. Morze zabrało okręt, ludzi i odpowiedź. Została pamięć.</p><h2><strong>Ryszard Kukliński. Wyrok, który po latach wrócił jak akt oskarżenia wobec PRL</strong></h2><p><strong>42 lata temu, w 1984 roku</strong>, w tajnym procesie Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego zaocznie skazał na karę śmierci <strong>płk. Ryszarda Kuklińskiego</strong>, uznając go za winnego zdrady państwa i dezercji.</p><p>To jedna z najbardziej spornych biografii polskiej historii najnowszej. Kukliński od początku lat 70. współpracował z CIA, przekazując informacje dotyczące Układu Warszawskiego i przygotowań do wprowadzenia stanu wojennego. Dla jednych był zdrajcą przysięgi wojskowej, dla innych człowiekiem, który działał przeciwko sowieckiej dominacji i realnemu zagrożeniu dla Polski.</p><p>Ważny jest tu kontekst prawny. Wyrok śmierci został później uchylony. Według PAP/Dzieje.pl, w 1995 roku Izba Wojskowa Sądu Najwyższego uchyliła wyrok wobec Kuklińskiego, a w 1997 roku śledztwo umorzono; w praktyce oznaczało to jego rehabilitację.</p><p>Historia Kuklińskiego przypomina, że III RP długo rozliczała się z cieniem PRL — nie tylko politycznie, ale także sądownie, moralnie i językowo. Bo czasem najtrudniejsze pytanie brzmi: kto zdradził państwo, a kto zdradził system, który państwo zawłaszczył?</p><h2><strong>Kazimierz Górski. Trener, który nauczył Polskę wierzyć w piłkę</strong></h2><p><strong>20 lat temu, w 2006 roku</strong>, w Warszawie zmarł <strong>Kazimierz Górski</strong> — piłkarz, trener reprezentacji Polski, człowiek, którego nazwisko do dziś wypowiada się z szacunkiem nawet wtedy, gdy kibice kłócą się o wszystko inne.</p><p>To za jego kadencji Polska zdobyła złoty medal olimpijski w Monachium w 1972 roku, srebro w Montrealu w 1976 roku i trzecie miejsce na mistrzostwach świata w RFN w 1974 roku. Górski miał w sobie coś z mądrego nauczyciela i starego boiskowego filozofa. Nie potrzebował krzyku, by mieć autorytet. Wystarczało zdanie, spojrzenie, prosta prawda.</p><p>W Tomaszowie i regionie piłka nożna także ma swój codzienny rytm. Lokalna Lechia Tomaszów Mazowiecki w sezonie 2025/2026 rywalizuje w III lidze, a klubowa tabela pokazuje, że piłka poza stadionami Ekstraklasy nadal jest częścią lokalnej tożsamości — tej bardziej kameralnej, ale często prawdziwszej.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: od Mooga do Chylińskiej i Podsiadły</strong></h2><p>23 maja ma także mocny puls muzyczny.</p><p>W <strong>1934 roku</strong> urodził się <strong>Robert Moog</strong>, wynalazca syntezatora, człowiek, który pomógł zmienić brzmienie XX wieku. Bez jego instrumentów inaczej brzmiałyby płyty Emersona, Wakemana, Kraftwerk, Depeche Mode, Tangerine Dream czy Jeana-Michela Jarre’a. Syntezator Mooga był dla muzyki popularnej tym, czym kamera dla kina nowej fali — narzędziem wyobraźni.</p><p>W <strong>1960 roku</strong> The Everly Brothers rozpoczęli panowanie na amerykańskiej liście przebojów z <strong>„Cathy’s Clown”</strong>. W <strong>1967 roku</strong> urodził się <strong>Philip Selway</strong>, perkusista Radiohead — zespołu, który po „Creep” poszedł dalej, aż do monumentalnego <strong>„OK Computer”</strong>. W <strong>1970 roku</strong> album <strong>„Let It Be”</strong> The Beatles wszedł na pierwsze miejsce brytyjskiej listy, stając się łabędzim śpiewem zespołu, choć nagrywanym w atmosferze napięć i zmęczenia.</p><p>W <strong>1976 roku</strong> w Gdańsku urodziła się <strong>Agnieszka Chylińska</strong> — głos ostry jak szkło, kojarzony najpierw z O.N.A., później z solową karierą i sceniczną przemianą. W <strong>1993 roku</strong> urodził się <strong>Dawid Podsiadło</strong>, jeden z najważniejszych polskich artystów młodego pokolenia, który z telewizyjnego talent show przeszedł drogę do stadionów i wielkich tras.</p><p>Ten muzyczny 23 maja jest jak playlista bez jednego gatunku: rock, elektronika, pop, alternatywa, bunt i melancholia.</p><h2><strong>Cannes 2026. Pawlikowski w grze o Złotą Palmę</strong></h2><p>W sobotę wieczorem poznamy rozstrzygnięcie konkursu głównego <strong>79. Festiwalu Filmowego w Cannes</strong>. Jury przewodniczy południowokoreański reżyser <strong>Park Chan-wook</strong>, twórca kina eleganckiego, mrocznego i precyzyjnego jak nóż w dobrze oświetlonej scenie. W konkursie jest film Pawła Pawlikowskiego <strong>„Ojczyzna”</strong>, funkcjonujący w obiegu anglojęzycznym jako <strong>„Fatherland”</strong>. Agencja AP wskazuje, że obraz Pawlikowskiego należy do tytułów, które wyróżniły się w konkursie, obok filmów Ryusuke Hamaguchiego czy hiszpańskiego <strong>„The Black Ball”</strong> Javiera Calvo i Javiera Ambrossiego.</p><p>To ważny powrót Pawlikowskiego do Cannes po sukcesie <strong>„Zimnej wojny”</strong>, za którą w 2018 roku otrzymał nagrodę za reżyserię. Polskie kino znów czeka więc na werdykt z napięciem, jak przed ostatnią sceną filmu, w której jeszcze wszystko może się zdarzyć.</p><h2><strong>Sportowa sobota: Ekstraklasa kończy sezon, Lewandowski żegna Barcelonę</strong></h2><p>Sobotnie popołudnie przyniesie również finał sezonu piłkarskiej Ekstraklasy. Ostatnia, 34. kolejka została zaplanowana na <strong>23 maja</strong>, a wszystkie mecze mają rozpocząć się o godz. 17.30. Według zapowiedzi TVP Sport, to właśnie ta kolejka ma rozstrzygnąć ostatnie kwestie sezonu.</p><p>Wieczorem oczy polskich kibiców zwrócą się też ku Hiszpanii. Robert Lewandowski, który zapowiedział odejście z FC Barcelony po zakończeniu sezonu, ma zamknąć czteroletni rozdział w klubie. Doniesienia z ostatnich dni wskazują, że kontrakt kapitana reprezentacji Polski nie zostanie przedłużony, a sam piłkarz mówił o zakończeniu misji w Katalonii.</p><p>Jeżeli rzeczywiście będzie to jego ostatni mecz w barwach „Dumy Katalonii”, symboliczna klamra jest mocna: dzień poświęcony Kazimierzowi Górskiemu kończy się obrazem najwybitniejszego polskiego napastnika XXI wieku, który schodzi z wielkiej europejskiej sceny klubowej.</p><h2><strong>Puenta</strong></h2><p>23 maja prowadzi nas przez królewskie krypty, paryskie barykady, emigracyjne pokoje poetów, oceaniczne legendy, wojenne tajemnice, sądowe archiwa PRL, stadiony i sceny koncertowe. To dzień, w którym historia nie układa się w prostą linię. Bardziej przypomina winylową płytę: igła wraca, trzaski pamięci są słyszalne, ale melodia wciąż działa.</p><p>I może właśnie po to jest kalendarium — żeby w codziennym pośpiechu zatrzymać się na chwilę i zobaczyć, że dzisiejsza data nie jest pusta. Ona już kiedyś płonęła, śpiewała, walczyła, pisała i żegnała.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Trump zapowiada dodatkowych żołnierzy dla Polski. Nawrocki dziękuje: „Stoję na straży sojuszu polsko-amerykańskiego”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55225,trump-zapowiada-dodatkowych-zolnierzy-dla-polski-nawrocki-dziekuje-stoje-na-strazy-sojuszu-polsko-amerykanskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55225,trump-zapowiada-dodatkowych-zolnierzy-dla-polski-nawrocki-dziekuje-stoje-na-strazy-sojuszu-polsko-amerykanskiego</guid>
            <pubDate>Fri, 22 May 2026 07:48:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-trump-zapowiada-dodatkowych-zolnierzy-dla-polski-nawrocki-dziekuje-stoje-na-strazy-sojuszu-polsko-1779430226.png</url>
                        <title>Trump zapowiada dodatkowych żołnierzy dla Polski. Nawrocki dziękuje: „Stoję na straży sojuszu polsko-amerykańskiego”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55225,trump-zapowiada-dodatkowych-zolnierzy-dla-polski-nawrocki-dziekuje-stoje-na-strazy-sojuszu-polsko-amerykanskiego</link>
                    </image><description>Prezydent Karol Nawrocki podziękował Donaldowi Trumpowi za zapowiedź wysłania do Polski kolejnych pięciu tysięcy amerykańskich żołnierzy. Decyzja prezydenta USA wybrzmiała szczególnie mocno po wcześniejszych doniesieniach o wstrzymaniu rotacji amerykańskiej brygady pancernej do naszego kraju. W tle są bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, wojna za polską granicą i pytanie, czy Waszyngton rzeczywiście wzmacnia obecność w Polsce, czy jedynie przestawia wojskowe figury na europejskiej szachownicy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Donald Trump ogłosił, że <strong>Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowych 5 tysięcy żołnierzy</strong>. Amerykański prezydent powiązał tę decyzję ze zwycięstwem wyborczym Karola Nawrockiego oraz — jak sam zasugerował — z relacją łączącą obu polityków. Informację o zapowiedzi Trumpa podały w czwartek amerykańskie i polskie media, podkreślając jednocześnie, że Biały Dom i Pentagon nie przedstawiły jeszcze szczegółów planowanej operacji.</p><p>Na słowa Trumpa w nocy zareagował prezydent Karol Nawrocki. We wpisie opublikowanym w serwisie X zaznaczył, że <strong>sojusz polsko-amerykański pozostaje jednym z filarów bezpieczeństwa Polski i Europy</strong>.</p><blockquote><p>„Stoję i będę stać na straży sojuszu polsko-amerykańskiego – ważnego filaru bezpieczeństwa każdego polskiego domu i całej Europy. Dobre sojusze to sojusze oparte na współpracy, wzajemnym szacunku i dbaniu o nasze wspólne bezpieczeństwo” — napisał prezydent.</p></blockquote><p>Nawrocki podziękował również prezydentowi USA za — jak to określił — „przyjaźń wobec Polski” oraz za decyzje, których praktyczny wymiar „widzimy dziś bardzo wyraźnie”. Dodał, że <strong>bezpieczeństwo Polski i Polaków jest dla niego najważniejsze</strong>.</p><h2><strong>Polska między deklaracją a wojskową logistyką</strong></h2><p>Sprawa ma jednak więcej warstw niż prosty komunikat o przysłaniu dodatkowych żołnierzy. Jeszcze kilka dni wcześniej Reuters informował, że Pentagon anulował plan rotacyjnego przemieszczenia około 4 tysięcy amerykańskich żołnierzy do Polski. Według doniesień medialnych chodziło o brygadę pancerną, a decyzja miała wpisywać się w szerszy przegląd obecności wojsk USA w Europie.</p><p>CNN wskazywał z kolei, że działania Pentagonu mogą być częścią szerszego procesu ograniczania amerykańskich sił na kontynencie europejskim. Wcześniej pojawiały się także informacje o planach redukcji części wojsk USA w Niemczech. Agencja AP zwraca uwagę, że najnowsza deklaracja Trumpa wywołała pewne zamieszanie wśród sojuszników, bo nastąpiła po sygnałach o możliwym zmniejszaniu amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.</p><p>To właśnie dlatego obecna zapowiedź ma znaczenie nie tylko militarne, ale również polityczne. W świecie bezpieczeństwa nie liczą się same słowa. Liczą się daty, rozkazy, jednostki, infrastruktura, transport, magazyny, rotacje, łańcuch dowodzenia. Dopóki Waszyngton nie pokaże konkretów, mówimy o ważnej deklaracji politycznej, ale nie o pełnym obrazie operacyjnym.</p><h2><strong>Prezydenccy ministrowie: efekt dyplomacji</strong></h2><p>Do decyzji Trumpa odnieśli się również współpracownicy prezydenta Nawrockiego. Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej, podkreślił, że bezpieczeństwo Polski opiera się zarówno na sile własnej, jak i na współpracy sojuszniczej.</p><p>Według Przydacza obecna deklaracja pokazuje, że „spokojna praca dyplomatyczna i konsekwentne budowanie relacji przynosi efekty”. W rozmowie z PAP zaznaczył, że jest to rezultat działań prezydenta oraz jego zespołu.</p><p>Jeszcze mocniej polityczny wymiar sprawy zaakcentował Paweł Szefernaker, szef gabinetu prezydenta. Napisał, że poważna polityka nie rodzi się w medialnym zgiełku, lecz w rozmowach prowadzonych konsekwentnie, często poza kamerami. Jego wpis był również wyraźną szpilką wobec politycznych przeciwników, którym zarzucił działanie pod chwilowy poklask.</p><h2><strong>Rząd uspokajał: kontyngent w Polsce nie zostanie zmniejszony</strong></h2><p>Wcześniejsze doniesienia o możliwych zmianach w amerykańskiej obecności wojskowej wywołały w Polsce sporo pytań. Przedstawiciele rządu, w tym wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, dementowali jednak informacje, jakoby liczba żołnierzy USA w Polsce miała zostać zmniejszona. Minister obrony wskazywał, że może dojść do reorganizacji i zmian w rotacjach poszczególnych brygad, ale ogólna liczebność amerykańskich sił w Polsce ma pozostać na dotychczasowym poziomie około 10 tysięcy. Podobną informację podał Axios, przypominając, że w Polsce stacjonuje obecnie około 10 tysięcy amerykańskich wojskowych.</p><p>W czwartek wiceminister obrony Paweł Zalewski, przebywający w Waszyngtonie, przekazał, że otrzymał jednoznaczną deklarację: choć USA prowadzą proces redukcji sił w Europie, Polska ma zostać potraktowana inaczej — z uwzględnieniem wcześniejszych zapowiedzi Trumpa o niezmniejszaniu amerykańskiego zaangażowania nad Wisłą.</p><p>Dzień wcześniej Biuro Bezpieczeństwa Narodowego informowało po rozmowie szefa BBN Bartosza Grodeckiego z zastępcą szefa Pentagonu Elbridge’em Colbym, że Polska może liczyć na utrzymanie silnego wojskowego zaangażowania Stanów Zjednoczonych.</p><h2><strong>Sojusz, który ma konkretną wagę</strong></h2><p>Polsko-amerykańska współpraca wojskowa nie jest abstrakcją z dyplomatycznych depesz. To realna obecność żołnierzy, sprzętu, baz logistycznych i dowództw. To także element szerszego systemu, którego fundamentem pozostaje <strong>art. 5 Traktatu Północnoatlantyckiego</strong> — zasada, że atak na jednego członka NATO jest traktowany jako atak na cały Sojusz.</p><p>Dla Polski, położonej na wschodniej flance NATO, ta zasada nie jest ozdobnym zapisem w traktacie. To polityczna i wojskowa kotwica. Szczególnie po rosyjskiej agresji na Ukrainę, gdy bezpieczeństwo Europy Środkowo-Wschodniej przestało być tematem dla ekspertów, a stało się codziennym pytaniem milionów ludzi: czy nasze granice są bezpieczne, czy sojusze są trwałe, czy Zachód mówi jednym głosem?</p><p>W tym sensie zapowiedź Trumpa ma znaczenie symboliczne i praktyczne. Symboliczne — bo pokazuje, że Polska pozostaje ważnym punktem amerykańskiej mapy bezpieczeństwa. Praktyczne — bo każdy dodatkowy żołnierz, każda jednostka i każda bateria sprzętu wojskowego wzmacniają odstraszanie.</p><p>Ale diabeł, jak zawsze w polityce międzynarodowej, siedzi w szczegółach. A tych na razie brakuje. Biały Dom i Pentagon nie podały jeszcze, kiedy żołnierze mieliby trafić do Polski, skąd zostaną przerzuceni, czy będzie to nowe wzmocnienie, czy przesunięcie sił już obecnych w Europie.</p><h2><strong>Nie tylko Warszawa. Takie decyzje czuje cała Polska</strong></h2><p>Choć wielka polityka dzieje się w Waszyngtonie, Warszawie i Brukseli, jej skutki odczuwają również mniejsze miasta. Tomaszów Mazowiecki i region łódzki nie leżą na pierwszej linii wschodniej flanki, ale są częścią państwa, którego bezpieczeństwo zależy od sprawnych sojuszy, infrastruktury transportowej, gotowości armii i odporności społeczeństwa.</p><p>W czasach, gdy wojna w Ukrainie przypomina Europie najciemniejsze kadry XX wieku, każda decyzja dotycząca obecności wojsk USA w Polsce ma ciężar większy niż zwykły komunikat polityczny. To nie jest tylko dyplomatyczna depesza. To fragment większej opowieści o tym, czy Zachód potrafi być wiarygodny wtedy, gdy historia znów sprawdza jego kręgosłup.</p><p>Na razie prezydent Nawrocki mówi o wzmocnieniu sojuszu i dziękuje Donaldowi Trumpowi. Rząd zapewnia, że amerykański kontyngent w Polsce nie zostanie zmniejszony. Media przypominają wcześniejsze informacje o wstrzymanych rotacjach. A obywatele czekają na konkrety.</p><p>Bo w sprawach bezpieczeństwa państwa najważniejsze nie jest to, kto pierwszy napisze wpis w mediach społecznościowych. Najważniejsze jest to, ilu żołnierzy rzeczywiście stanie tam, gdzie mają stać — i czy będą tam wtedy, gdy Polska będzie ich potrzebować.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[22 maja: od Lindleya i harcerskiej iskry po Wodeckiego, Aznavoura i polityczne napięcia wokół Trybunału]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55224,22-maja-od-lindleya-i-harcerskiej-iskry-po-wodeckiego-aznavoura-i-polityczne-napiecia-wokol-trybunalu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55224,22-maja-od-lindleya-i-harcerskiej-iskry-po-wodeckiego-aznavoura-i-polityczne-napiecia-wokol-trybunalu</guid>
            <pubDate>Fri, 22 May 2026 07:19:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-22-maja-od-lindleya-i-harcerskiej-iskry-po-wodeckiego-aznavoura-i-polityczne-napiecia-wokol-trybun-1779427988.png</url>
                        <title>22 maja: od Lindleya i harcerskiej iskry po Wodeckiego, Aznavoura i polityczne napięcia wokół Trybunału</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55224,22-maja-od-lindleya-i-harcerskiej-iskry-po-wodeckiego-aznavoura-i-polityczne-napiecia-wokol-trybunalu</link>
                    </image><description>Dziś w kraju i na świecie — piątek, 22 maja. To 142. dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.33, a zajdzie o godz. 20.32. Imieniny obchodzą: Dorian, Emil, Helena, Jan, Julia, Rita, Roman, Wiesław, Wiesława i Wisława.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są dni, które przypominają dobrze zmontowany film dokumentalny: kilka mocnych kadrów, nagła zmiana planu, muzyka wchodząca tam, gdzie historia milknie. <strong>22 maja</strong> prowadzi nas od Londynu, gdzie zmarł inżynier nowoczesnej Warszawy William Lindley, przez Lwów, gdzie Andrzej Małkowski dał impuls polskiemu harcerstwu, aż po sceny muzyczne Paryża, Manchesteru i Warszawy. W tle są wojny, granice, traktaty, pamięć o Katyniu, zimnowojenne doktryny i pytania o bezpieczeństwo Europy, które — jak w starym refrenie — wracają do nas z niepokojącą regularnością.</p><h2><strong>Miasto potrzebuje wody, państwo potrzebuje pamięci</strong></h2><p><strong>126 lat temu, 22 maja 1900 roku, w Londynie zmarł William Lindley</strong>, jeden z tych ludzi, którzy nie muszą stać na pomnikach, by odcisnąć ślad na życiu milionów. Inżynier, projektant wodociągów warszawskich, człowiek epoki pary, kanałów, rur i wiary w to, że cywilizacja zaczyna się tam, gdzie kończy się brudna woda w wiadrze.</p><p>Warszawskie wodociągi Lindleya były czymś więcej niż inwestycją techniczną. Były znakiem nowoczesności — takiej samej, która w XIX wieku odmieniała Londyn, Paryż i Berlin. W realiach zaborów miały też wymiar symboliczny: polskie miasto, choć pozbawione państwowości, nadal mogło myśleć w kategoriach wielkiej urbanistyki, zdrowia publicznego i przyszłości. To historia, która powinna brzmieć znajomo również lokalnie. Tomaszów Mazowiecki, miasto zbudowane na przemysłowej energii XIX wieku, także zna wagę infrastruktury: fabryk, rzek, mostów, dróg, osiedli i sieci, które decydują o codziennym życiu mieszkańców bardziej niż niejeden uroczysty manifest.</p><h2><strong>Lwów, harcerstwo i wychowanie do służby</strong></h2><p><strong>115 lat temu, w 1911 roku, Andrzej Małkowski wydał rozkaz powołujący pierwsze cztery drużyny harcerskie we Lwowie.</strong> Ta data uznawana jest za początek polskiego harcerstwa. Z dzisiejszej perspektywy brzmi to niemal romantycznie: młodzi ludzie, mundury, ogniska, przyrzeczenie, służba, braterstwo. Ale za tym obrazem kryła się poważna idea wychowawcza.</p><p>Harcerstwo powstało w czasie, gdy Polski nie było na mapie. Miało uczyć samodzielności, odpowiedzialności i pracy dla wspólnoty. Było szkołą charakteru, ale też — w pewnym sensie — szkołą obywatelstwa na długo przed odzyskaniem niepodległości. W Tomaszowie Mazowieckim i całym regionie tradycje harcerskie także zapisały się w lokalnej pamięci. Drużyny, zbiórki, obozy, wartownicy pamięci przy pomnikach i grobach — to nie jest tylko folklor młodości. To jedna z tych cichych instytucji, które przez dekady podtrzymywały więź między historią a codziennością.</p><h2><strong>Ludomir Mączka — człowiek, który słyszał ocean</strong></h2><p><strong>100 lat temu, w 1926 roku, urodził się Ludomir Mączka</strong> — geolog, podróżnik i żeglarz, człowiek jak wyjęty z książek Conrada, choć bardziej współczesny, bardziej szorstki, bliższy mapom niż literackim salonikom. Badał Mongolię i Andy, przemierzył na jachtach około 170 tysięcy mil morskich, wielokrotnie pokonując wszystkie oceany.</p><p>Pochodził ze Lwowa, był żołnierzem Armii Krajowej, a po wojnie związał się ze Szczecinem. Jego biografia przypomina, że XX wiek niektórym ludziom nie pozwalał żyć tylko jednym życiem. Byli jednocześnie świadkami wojny, badaczami, tułaczami, żeglarzami i kronikarzami własnej wolności. Mączka miał w sobie coś z bohaterów „Smugi cienia” — przekonanie, że granice istnieją po to, by je poznawać, ale niekoniecznie po to, by się im poddawać.</p><h2><strong>Pakt stalowy i ciemna mechanika Europy</strong></h2><p><strong>87 lat temu, w 1939 roku, III Rzesza i Włochy podpisały tzw. pakt stalowy.</strong> Sojusz polityczno-militarny Berlina i Rzymu miał nazwę jak z fabryki broni i taką też miał naturę. Kilka miesięcy później Europa znalazła się w ogniu wojny.</p><p>Pakt Hitlera i Mussoliniego był jednym z tych dokumentów, które pokazują, że historia rzadko zaczyna się od huku armat. Najpierw są podpisy, deklaracje, dyplomatyczne fotografie, wspólne komunikaty. Dopiero potem przychodzą granice przesuwane czołgami, wysiedlenia, egzekucje i ruiny. Dla Polski rok 1939 nie jest datą z podręcznika, ale początkiem doświadczenia, które przeniknęło rodzinne opowieści niemal w każdym mieście i każdej wsi.</p><h2><strong>Bryńce Zagórne — pamięć bez łatwego ukojenia</strong></h2><p><strong>82 lata temu, w 1944 roku, w Bryńcach Zagórnych w Galicji Wschodniej UPA zamordowała od 120 do 145 Polaków.</strong> To jedna z tych rocznic, przy których język powinien zwolnić. Nie dlatego, że brakuje słów, ale dlatego, że każde z nich musi być odpowiedzialne.</p><p>Wołyń i Galicja Wschodnia pozostają raną polskiej pamięci. W takich miejscach jak Bryńce Zagórne historia przestaje być abstrakcją. Staje się nazwiskiem, spalonym domem, ostatnim świadectwem, krzyżem postawionym po latach. Pamięć o ofiarach nie musi oznaczać nienawiści. Ale zapomnienie byłoby drugim wyrokiem — wydanym już nie przez sprawców, lecz przez obojętność.</p><h2><strong>Doktryna Trumana i początek zimnej wojny</strong></h2><p><strong>79 lat temu, w 1947 roku, prezydent USA Harry Truman zatwierdził program polityki zagranicznej, który przeszedł do historii jako doktryna Trumana.</strong> Stany Zjednoczone zadeklarowały pomoc krajom zagrożonym komunizmem. Tak zaczynał się jeden z najważniejszych rozdziałów zimnej wojny.</p><p>Doktryna Trumana była politycznym sygnałem: Waszyngton nie zamierza wracać do izolacjonizmu. Europa, podzielona po II wojnie światowej, stawała się areną rywalizacji dwóch systemów. Dla Polski, która znalazła się po wschodniej stronie żelaznej kurtyny, był to początek długich dekad zależności od Moskwy. I kolejny dowód, że decyzje podejmowane w gabinetach wielkich mocarstw potrafią wpływać na życie zwykłych ludzi w miastach oddalonych o tysiące kilometrów.</p><h2><strong>Michał Karaszewicz-Tokarzewski — pierwszy rozkaz oporu</strong></h2><p><strong>62 lata temu, w 1964 roku, w Casablance zmarł gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski</strong>, jeden z twórców Polskiego Państwa Podziemnego. Po klęsce wrześniowej stanął na czele Służby Zwycięstwu Polski — organizacji, która była pierwszym fundamentem późniejszej konspiracji wojskowej.</p><p>Jego biografia należy do tych polskich losów, które trudno streścić bez poczucia, że dotykamy materiału na powieść historyczną: niepodległość, wojna, konspiracja, więzienie sowieckie, tułaczka, emigracja. Karaszewicz-Tokarzewski symbolizuje moment, w którym państwo przestaje istnieć formalnie, ale nie znika duchowo. Zostaje w przysiędze, rozkazie, meldunku, w cichym „jeszcze nie koniec”.</p><h2><strong>Granice, traktaty i trudna geografia pojednania</strong></h2><p><strong>37 lat temu, w 1989 roku, podpisano umowę o wytyczeniu granicy między Polską a NRD w Zatoce Pomorskiej.</strong> Z kolei <strong>34 lata temu, w 1992 roku, w Moskwie podpisano polsko-rosyjski traktat o przyjaznej i dobrosąsiedzkiej współpracy.</strong></p><p>Obie daty należą do epoki przełomu. Kończył się świat zimnej wojny, Polska odzyskiwała realną suwerenność, a mapa Europy zaczynała oddychać inaczej. Dokumenty graniczne i traktaty są często mało widowiskowe. Nie mają dramaturgii ulicznych demonstracji ani teatralności wielkich przemówień. Ale to właśnie one regulują codzienność państw: bezpieczeństwo, handel, dyplomację, sposób, w jaki sąsiedzi patrzą sobie w oczy.</p><p>Dziś, po agresji Rosji na Ukrainę, traktaty z początku lat 90. czyta się już inaczej. Z większą ostrożnością, z większą świadomością, że polityczne deklaracje bywają kruche, jeśli nie stoją za nimi realne gwarancje i wspólnota wartości.</p><h2><strong>Jan Paweł II w Skoczowie, Bielsku-Białej i Żywcu</strong></h2><p><strong>31 lat temu, w 1995 roku, papież Jan Paweł II przybył z jednodniową wizytą do Polski.</strong> Odwiedził Skoczów, Bielsko-Białą i Żywiec przy okazji kanonizacji Jana Sarkandra w Ołomuńcu.</p><p>To była jedna z tych krótszych pielgrzymek, ale zapamiętana mocno. Papieskie wizyty w Polsce w latach 90. miały już inny charakter niż te z czasów PRL. Nie były tylko wielkim narodowym oddechem wolności. Coraz częściej stawały się pytaniem o to, co Polacy zrobią z wolnością, którą odzyskali. Jan Paweł II przypominał wtedy o sumieniu, odpowiedzialności i wymagającej demokracji. Brzmiało to mniej efektownie niż hasła ulicznych przemian, ale było równie ważne.</p><h2><strong>Stanisław Swianiewicz — świadek, który ocalał z Katynia</strong></h2><p><strong>29 lat temu, w 1997 roku, w Londynie zmarł Stanisław Swianiewicz</strong> — ekonomista, prawnik, sowietolog, jeden z nielicznych, którzy znaleźli się blisko mechanizmu zbrodni katyńskiej i przeżyli. Dzięki jego relacji znamy szczegóły transportu polskich jeńców na stację Gniezdowo, skąd przewożono ich do Lasu Katyńskiego.</p><p>Swianiewicz był świadkiem granicznym — człowiekiem, który ocalał niemal przypadkiem, a potem przez lata niósł ciężar wiedzy. W historii Katynia jego relacja ma znaczenie szczególne, bo pokazuje chwilę przed ciszą. Jeszcze wagony, jeszcze komendy, jeszcze ruch. Za moment — las, doły śmierci i kłamstwo, które miało trwać dziesięciolecia.</p><h2><strong>Kopernik wraca do Fromborka</strong></h2><p><strong>16 lat temu, w 2010 roku, sarkofag ze szczątkami Mikołaja Kopernika został złożony w grobie w archikatedrze we Fromborku.</strong> Symboliczny powrót astronoma miał w sobie coś z późnego domknięcia opowieści.</p><p>Kopernik jest jedną z tych postaci, które tak mocno weszły do kultury, że czasem przestajemy widzieć człowieka. Zostaje hasło: „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię”. A przecież był także kanonikiem, lekarzem, administratorem, człowiekiem epoki renesansu, w której nauka, wiara, polityka i codzienność nie były jeszcze oddzielone grubymi murami specjalizacji.</p><h2><strong>Zbigniew Wodecki — elegancja, która nie udawała prostoty</strong></h2><p><strong>9 lat temu, w 2017 roku, w Warszawie zmarł Zbigniew Wodecki</strong> — piosenkarz, skrzypek, trębacz, kompozytor, artysta o niezwykłej muzycznej klasie. Zostawił po sobie utwory, które zna kilka pokoleń: <strong>„Zacznij od Bacha”</strong>, <strong>„Lubię wracać tam, gdzie byłem”</strong>, <strong>„Opowiadaj mi tak”</strong>, <strong>„Chałupy Welcome To”</strong>, <strong>„Pszczółka Maja”</strong>.</p><p>Wodecki miał w sobie rzadki dar: potrafił być popularny, nie tracąc muzycznej jakości. Łączył lekkość z warsztatem, estradę z filharmonią, żart z melancholią. Był jak dobrze nastrojony instrument — niby znany, a zawsze trochę zaskakujący. Jego piosenki wracają dziś nie tylko jako sentyment, ale jako przypomnienie, że polska muzyka rozrywkowa potrafiła mieć elegancję bez pozy.</p><h2><strong>Muzyczny 22 maja: Aznavour, Morrissey, McCartney i Fleetwood Mac</strong></h2><p>W muzycznym kalendarium <strong>22 maja</strong> brzmi jak audycja nocna w dobrym radiu, gdzie obok siebie mogą pojawić się Paryż, Manchester, Nowy Orlean i Los Angeles.</p><p>W <strong>1924 roku w Paryżu urodził się Charles Aznavour</strong>, francuski aktor i piosenkarz ormiańskiego pochodzenia. Pomagała mu Édith Piaf, a on sam z czasem stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów francuskiej piosenki. Nazywany francuskim Frankiem Sinatrą, śpiewał tak, jakby każda historia miłosna miała własną ulicę, własne światło i własną porę deszczu. Jego <strong>„La Bohème”</strong> do dziś brzmi jak wspomnienie młodości, która nigdy nie umie odejść bez teatralnego gestu.</p><p>W <strong>1959 roku urodził się Steven Morrissey</strong>, frontman The Smiths. Jego głos i teksty stały się jednym z najważniejszych znaków brytyjskiej muzyki alternatywnej lat 80. <strong>„This Charming Man”</strong> i <strong>„Heaven Knows I’m Miserable Now”</strong> to utwory, w których melancholia nosi marynarkę, ironię i bukiet zwiędłych kwiatów. Morrissey bywał kontrowersyjny, ale jego wpływ na muzykę indie pozostaje trudny do przecenienia.</p><p>W <strong>1961 roku Ernie K-Doe zdobył pierwsze miejsce w USA piosenką „Mother In Law”</strong>, napisaną przez Allena Toussainta. Siedem lat później, w <strong>1968 roku</strong>, Gary Puckett &amp; The Union Gap trafili na szczyt brytyjskiej listy z utworem <strong>„Young Girl”</strong> — piosenką, która dziś budzi więcej dyskusji niż zachwytów, ale pozostaje świadectwem obyczajowych napięć epoki.</p><p>W <strong>1971 roku w Łasku urodziła się Magdalena Pokora</strong>, znana jako <strong>Magda Femme</strong>, przez kilka lat związana z zespołem Ich Troje, później rozwijająca karierę solową. Natomiast w <strong>1976 roku Wings rozpoczęli pięciotygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z „Silly Love Songs”</strong>. Paul McCartney napisał ten utwór z przekory — odpowiadając tym, którzy zarzucali mu zbyt lekkie piosenki o miłości. Jak często w popkulturze, lekkość okazała się trwalsza niż niejedna poważna deklaracja.</p><p>22 maja przypomina też ciemniejsze tony muzycznej historii. W <strong>1991 roku Wil Sinnott z grupy The Shamen utonął u wybrzeży La Gomery</strong>. Zespół przebywał na Wyspach Kanaryjskich, przygotowując materiał do teledysku <strong>„Move Any Mountain”</strong>. Z kolei w <strong>2000 roku Travis triumfował podczas Ivor Novello Awards</strong>, a Fran Healy został doceniony za <strong>„Why Does It Always Rain On Me”</strong> i album <strong>„The Man Who”</strong> — jedną z płyt, które na przełomie wieków grały w tle wielu prywatnych historii.</p><p>W <strong>2003 roku Ruben Studdard wygrał drugą edycję American Idol</strong>, pokonując Claya Aikena w finale śledzonym przez miliony widzów. Rok później Morrissey wrócił na scenę Manchester Arena w dniu swoich 45. urodzin. Bilety sprzedały się błyskawicznie, a artysta wykonał także utwory The Smiths — jakby po latach znów otworzył drzwi do pokoju, który jego fani dobrze znali, choć nigdy w nim naprawdę nie mieszkali.</p><p>W <strong>2014 roku Christine McVie z Fleetwood Mac otrzymała nagrodę Ivor Novello za życiowe dokonania</strong>. To ona współtworzyła takie przeboje jak <strong>„Don’t Stop”</strong> i <strong>„Little Lies”</strong> — piosenki, w których kalifornijskie światło miesza się z osobistym pęknięciem.</p><h2><strong>Kraj: wezwanie szefa Kancelarii Prezydenta do Prokuratury Krajowej</strong></h2><p>W wydarzeniach krajowych uwagę przyciąga sprawa dotycząca Trybunału Konstytucyjnego. <strong>Szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki ma stawić się dziś w Prokuraturze Krajowej</strong>, gdzie został wezwany w charakterze świadka w sprawie nieodebrania przez prezydenta Karola Nawrockiego ślubowań od czworga sędziów Trybunału Konstytucyjnego.</p><p>Według przekazanych informacji, pod koniec kwietnia w Prokuraturze Krajowej wszczęto śledztwo dotyczące ułatwienia prezydentowi nieodebrania ślubowania od części sędziów oraz niedopuszczenia ich do orzekania w TK. Rzeczniczka Prokuratora Generalnego, prok. Anna Adamiak, wskazywała, że podstawą działań były ustalenia postępowania sprawdzającego oraz zawiadomienie złożone przez sędziów TK Magdalenę Bentkowską i Dariusza Szostka.</p><p>Sprawa dotyka samego nerwu państwa prawa. Konstytucja RP w art. 194 stanowi, że Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów wybieranych indywidualnie przez Sejm na dziewięcioletnią kadencję. Wokół procedury objęcia urzędu przez sędziów TK od lat toczy się jednak polityczny i prawny spór, którego kolejne odsłony przypominają dramat w kilku aktach: Sejm, Pałac Prezydencki, Trybunał, prokuratura — i obywatele obserwujący, jak instytucje państwa mierzą się z własnym cieniem.</p><p>13 marca Sejm wybrał sześcioro sędziów TK. Dwoje z nich złożyło ślubowanie w Pałacu Prezydenckim. W przypadku czworga pozostałych Kancelaria Prezydenta wskazywała na potrzebę analizy, powołując się na domniemane błędy w procedurze sejmowej. 9 kwietnia w Sali Kolumnowej Sejmu sędziowie złożyli ślubowanie z formułą, że czynią to „wobec prezydenta”, a następnie przekazali pisemne roty ślubowań do Kancelarii Prezydenta.</p><p>Dwoje sędziów — Dariusz Szostek i Magdalena Bentkowska — objęło urzędy w TK. Prezes Trybunału Bogdan Święczkowski uznał jednak, że cztery pozostałe osoby: Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda i Anna Korwin-Piotrowska, urzędów nie objęły, ponieważ wydarzeń w Sejmie nie można traktować jako ślubowania „wobec prezydenta”.</p><p>To spór prawny, ale także polityczny i symboliczny. Dotyczy bowiem nie tylko konkretnych nazwisk, lecz także pytania, gdzie kończy się formalizm, a gdzie zaczyna blokowanie działania organu konstytucyjnego. W demokracji procedura bywa nudna tylko na pierwszy rzut oka. W rzeczywistości jest jak zapis nutowy: gdy ktoś zaczyna grać poza nim, cały utwór może się rozsypać.</p><h2><strong>Zagranica: GLOBSEC w Pradze i pytanie, czy Zachód może przetrwać sam</strong></h2><p>W Pradze trwa drugi dzień międzynarodowej konferencji <strong>GLOBSEC</strong>, poświęconej bezpieczeństwu europejskiemu. W debatach mają uczestniczyć także przedstawiciele Polski. Wicepremier i minister spraw zagranicznych <strong>Radosław Sikorski</strong> ma wystąpić w dyskusji dotyczącej polityki Europy Środkowej, wraz z szefową węgierskiej dyplomacji Anitą Orban oraz ministrem spraw zagranicznych Niemiec Johanem Wadephulem.</p><p>Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP <strong>Marcin Przydacz</strong> ma rozmawiać o relacjach amerykańsko-europejskich z analitykami i politykami z Holandii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych. Hasło debaty brzmi jak pytanie z okładki politycznego thrillera: <strong>czy Zachód sam może przetrwać?</strong></p><p>W tle jest wojna w Ukrainie, napięcia transatlantyckie, rosnąca rola Chin, niepewność wokół polityki USA oraz pytanie, czy Europa potrafi mówić jednym głosem wtedy, gdy historia przyspiesza. Dla Polski, położonej na wschodniej flance NATO, to nie jest akademicka rozmowa. To kwestia bezpieczeństwa, budżetów obronnych, sojuszy i tego, czy słowo „solidarność” wciąż oznacza coś więcej niż ładny cytat w przemówieniu.</p><h2><strong>Stany Zjednoczone: Kevin Warsh na czele Rezerwy Federalnej</strong></h2><p>W Stanach Zjednoczonych prezydent <strong>Donald Trump</strong> ma zaprzysiąc <strong>Kevina Warsha</strong> na stanowisko przewodniczącego Rezerwy Federalnej. Warsh zastąpi Jerome’a Powella, którego kadencja wygasła w piątek. Po objęciu funkcji zostanie 11. przewodniczącym Fed w historii.</p><p>Rezerwa Federalna to instytucja, która dla przeciętnego obywatela może brzmieć odlegle, ale jej decyzje potrafią wpływać na kredyty, kursy walut, inflację, inwestycje i nastroje na światowych rynkach. Gdy Fed podnosi lub obniża stopy procentowe, echo słychać nie tylko na Wall Street, ale także w portfelach ludzi daleko poza Ameryką. To jedna z tych współczesnych świątyń ekonomii, w których zamiast kadzidła unosi się zapach danych, wykresów i oczekiwań inwestorów.</p><h2><strong>UE–Meksyk: nowa umowa i stare spory o handel</strong></h2><p>W Meksyku odbywa się <strong>ósmy szczyt Unia Europejska–Meksyk</strong> z udziałem przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy, przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen oraz prezydentki Meksyku Claudii Sheinbaum. Jednym z najważniejszych punktów spotkania ma być podpisanie zmodernizowanej umowy globalnej UE–Meksyk oraz przejściowej umowy handlowej.</p><p>Dla Unii Europejskiej Meksyk jest jednym z kluczowych partnerów w Ameryce Łacińskiej. Dla Meksyku bliższa współpraca z Europą może oznaczać większą niezależność od Stanów Zjednoczonych. Ale jak zwykle przy wielkich umowach handlowych, obok języka korzyści pojawia się język obaw. Organizacje ekologiczne i część rolników w Europie wskazują na ryzyko zwiększonego importu produktów rolnych oraz możliwe konsekwencje środowiskowe.</p><p>Globalizacja dawno przestała być hasłem z podręczników ekonomii. Jest codziennością: ceną żywności, miejscem pracy, normą produkcji, śladem węglowym i politycznym wyborem, który czasem zaczyna się w Meksyku, a kończy na sklepowej półce w europejskim mieście.</p><h2><strong>22 maja — dzień rur, mundurów, traktatów i piosenek</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium układa się w opowieść o konstrukcji i kruchości. Lindley budował systemy, które miały służyć ludziom. Małkowski tworzył ruch, który miał kształtować charaktery. Mączka szukał wolności na oceanach. Truman budował doktrynę powstrzymywania komunizmu. Swianiewicz ocalił świadectwo z miejsca, z którego niemal nikt nie wracał. Wodecki zostawił piosenki, które potrafią rozświetlić nawet najbardziej pochmurny dzień.</p><p>Historia 22 maja mówi nam jedno: świat trzyma się nie tylko na wielkich decyzjach polityków. Trzyma się także na pracy inżynierów, odwadze świadków, melodii, która zostaje w pamięci, i na ludziach, którzy — choć czasem bez rozgłosu — próbują przesunąć granicę ciemności choćby o kilka kroków.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[21 maja: Sobieski na polu elekcyjnym, „Non possumus”, Góra św. Anny i taniec Bowiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55213,21-maja-sobieski-na-polu-elekcyjnym-non-possumus-gora-sw-anny-i-taniec-bowiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55213,21-maja-sobieski-na-polu-elekcyjnym-non-possumus-gora-sw-anny-i-taniec-bowiego</guid>
            <pubDate>Thu, 21 May 2026 12:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-21-maja-sobieski-na-polu-elekcyjnym-non-possumus-gora-sw-anny-i-taniec-bowiego-1779360348.png</url>
                        <title>21 maja: Sobieski na polu elekcyjnym, „Non possumus”, Góra św. Anny i taniec Bowiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55213,21-maja-sobieski-na-polu-elekcyjnym-non-possumus-gora-sw-anny-i-taniec-bowiego</link>
                    </image><description>21 maja łączy w sobie królewską elekcję Sobieskiego, walki o Górę św. Anny, „Non possumus” i losy zesłańców, artystów oraz sportowców. To dzień, który przypomina, jak historia, kultura i pamięć splatają się w jeden opowieściowy chór.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Czwartek, 21 maja. Sto czterdziesty pierwszy dzień roku.</strong> Słońce wstało dziś o <strong>4.34</strong>, zajdzie o <strong>20.31</strong>. Imieniny obchodzą <strong>Tymoteusz, Wiktor, Krzysztof i Lena</strong>. W kalendarzu — jak w dobrze skomponowanej symfonii — spotykają się dziś królewska elekcja, śląski bój, dramat deportacji, odwaga Prymasa Tysiąclecia, morska samotność Leonida Teligi, wielka scena Idy Kamińskiej, głos Stanisławy Celińskiej i gitarowy błysk Jimiego Hendrixa.</p><h2><strong>Jan Sobieski: hetman, który wszedł na tron</strong></h2><p><strong>352 lata temu, 21 maja 1674 roku</strong>, na sejmie elekcyjnym hetman wielki koronny <strong>Jan Sobieski</strong> został wybrany królem Polski. Był to wybór człowieka, który nie przychodził z salonowej próżni, ale z pól bitewnych. Rok wcześniej rozbił Turków pod Chocimiem, a jego sława wojskowa niosła się po Rzeczypospolitej jak werbel przed bitwą.</p><p>Sobieski został królem w państwie trudnym, rozdartym sporami magnackimi, zmęczonym wojnami, ale wciąż zdolnym do wielkich gestów. Dziewięć lat później, pod Wiedniem, jego imię zapisze się już nie tylko w polskiej, lecz także europejskiej pamięci. To jeden z tych momentów, gdy historia przypomina scenę z wielkiego kina: chorągwie, kurz, modlitwa przed szarżą i ciężar decyzji, od której zależy los kontynentu.</p><h2><strong>Niemcewicz — człowiek epoki, która nie chciała odejść</strong></h2><p><strong>185 lat temu, w 1841 roku</strong>, w Paryżu zmarł <strong>Julian Ursyn Niemcewicz</strong> — poeta, dramaturg, pamiętnikarz, polityk, świadek czasów od schyłku Rzeczypospolitej szlacheckiej po Wielką Emigrację. Był jak bohater powieści pisanej przez samą historię: uczestnik Sejmu Wielkiego, współpracownik Tadeusza Kościuszki, więzień twierdzy pietropawłowskiej, emigrant.</p><p>Jego „Powrót posła” pozostaje jednym z ważniejszych tekstów polskiego oświecenia — utworem, w którym teatr stał się narzędziem reformy, niemal publicystyką w kostiumie komedii. Niemcewicz należał do pokolenia, które przegrało państwo, ale nie chciało przegrać pamięci.</p><h2><strong>Nikifor — święty naiwny polskiego malarstwa</strong></h2><p><strong>131 lat temu, w 1895 roku</strong>, w Krynicy urodził się <strong>Nikifor</strong>, właściwie <strong>Epifaniusz Drowniak</strong>, malarz łemkowskiego pochodzenia, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli prymitywizmu, nazywanego też sztuką naiwną. Malował cerkwie, uzdrowiskowe wille, dworce, autoportrety i miasta, które wyglądały jak zapamiętane ze snu.</p><p>Nikifor przez lata był lekceważony, wyśmiewany, traktowany jak uliczny dziwak z kartką papieru. A jednak jego twórczość zwyciężyła. Jak w filmie Krzysztofa Krauzego „Mój Nikifor” — z ciszy, ubóstwa i społecznego odrzucenia wyłania się sztuka mocniejsza od oficjalnych akademii.</p><h2><strong>Góra Świętej Anny: śląski bój o granice</strong></h2><p><strong>105 lat temu, w 1921 roku</strong>, podczas <strong>III Powstania Śląskiego</strong> rozpoczęły się zacięte walki o <strong>Górę Świętej Anny</strong>. To jedno z najważniejszych miejsc pamięci o powstaniach śląskich — dramatycznych zrywach, w których pytanie o granice było jednocześnie pytaniem o język, rodzinę, pracę, kościół, szkołę i codzienną tożsamość.</p><p>Śląsk nie był abstrakcyjną kreską na mapie. Był domem ludzi rozpiętych między polskością i niemieckością, między przemysłem a wsią, między pamięcią przodków a decyzjami mocarstw. Góra Świętej Anny stała się symbolem ceny, jaką płaci się za prawo do własnego miejsca w historii.</p><h2><strong>„Przegląd Sportowy” — gazeta od wielkich zwycięstw i bolesnych porażek</strong></h2><p>Tego samego dnia, <strong>105 lat temu</strong>, ukazał się pierwszy numer <strong>„Przeglądu Sportowego”</strong>. Przez dekady gazeta towarzyszyła polskim kibicom jak radiowy głos w kuchni, zapach druku na dworcu i emocje, których nie da się zamknąć w tabeli wyników.</p><p>Na jej łamach żyli lekkoatleci, piłkarze, bokserzy, kolarze, siatkarze i olimpijczycy. Sport w Polsce zawsze był czymś więcej niż sportem — bywał zastępczą polityką, narodową terapią, a czasem krótką chwilą wspólnej radości. Wiedzą o tym także kibice z Tomaszowa Mazowieckiego, miasta łyżew, siatkówki, lokalnych stadionów i hal, gdzie niejedna sportowa historia zaczynała się od treningu po lekcjach.</p><h2><strong>Deportacje 1941 roku: noc, która przyszła po ludzi</strong></h2><p><strong>85 lat temu, w nocy z 21 na 22 maja 1941 roku</strong>, władze sowieckie rozpoczęły <strong>czwartą masową deportację ludności polskiej</strong> z ziem wschodnich Rzeczypospolitej w głąb Związku Sowieckiego.</p><p>To była historia bez fanfar i bez sądu. Nocne łomotanie do drzwi, kilka minut na spakowanie rzeczy, płacz dzieci, wagony bydlęce, Sybir, Kazachstan, głód, choroby, rozdzielone rodziny. W takich datach kalendarz przestaje być kartką, a staje się aktem oskarżenia. Warto je przypominać szczególnie dziś, gdy Europa znów uczy się, że imperializm nie jest pojęciem z muzeum.</p><h2><strong>„Non possumus”: słowa, które zatrzymały strach</strong></h2><p><strong>73 lata temu, w 1953 roku</strong>, Prymas <strong>Stefan Wyszyński</strong> wysłał do Bolesława Bieruta memoriał <strong>„Non possumus”</strong>. Była to odpowiedź Episkopatu na próby podporządkowania Kościoła komunistycznej władzy.</p><p>Te dwa łacińskie słowa — „nie możemy” — ważyły więcej niż niejedno przemówienie. Oznaczały granicę, za którą kończy się kompromis, a zaczyna utrata sumienia. Kilka miesięcy później Prymas został aresztowany. W polskiej historii „Non possumus” brzmi jak fraza z dramatu romantycznego, ale nie była literaturą. Była politycznym i duchowym ryzykiem podjętym w świecie, w którym państwo chciało regulować nawet przestrzeń sumienia.</p><h2><strong>Leonid Teliga — samotność na oceanie</strong></h2><p><strong>56 lat temu, w 1970 roku</strong>, w Warszawie zmarł <strong>Leonid Teliga</strong> — żeglarz, lotnik, pierwszy Polak, który samotnie opłynął świat na jachcie <strong>„Opty”</strong>. W czasie II wojny światowej walczył m.in. w 300 Dywizjonie Bombowym „Ziemi Mazowieckiej”.</p><p>Jego rejs z lat 1967–1969 był wyczynem sportowym, ale też opowieścią o charakterze. Samotny człowiek na oceanie, łódź, wiatr, choroba, zmęczenie i uporczywe trzymanie kursu — to materiał nie tylko na kronikę żeglarską, lecz także na przypowieść o wolności. Teliga udowodnił, że geografia bywa mniej ograniczająca niż lęk.</p><h2><strong>Ida Kamińska — wielka dama teatru żydowskiego</strong></h2><p><strong>46 lat temu, w 1980 roku</strong>, w Nowym Jorku zmarła <strong>Ida Kamińska</strong> — aktorka, reżyserka, pedagog, tłumaczka, przez lata dyrektorka Państwowego Teatru Żydowskiego w Warszawie. W 1967 roku otrzymała nominację do Oscara za rolę w filmie <strong>„Sklep przy głównej ulicy”</strong>.</p><p>Kamińska była artystką z tego pokolenia, które niosło w sobie pamięć świata unicestwionego przez Zagładę. Jej teatr był nie tylko sceną, lecz także archiwum języka, obyczaju, humoru, cierpienia i godności. Po Marcu ’68 wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych — jak wielu twórców wypchniętych z Polski przez antysemicką kampanię władz PRL.</p><h2><strong>Polska i Ukraina: pojednanie jako trudna praca pamięci</strong></h2><p><strong>29 lat temu, w 1997 roku</strong>, prezydenci <strong>Aleksander Kwaśniewski</strong> i <strong>Leonid Kuczma</strong> podpisali w Kijowie wspólne oświadczenie o porozumieniu i pojednaniu.</p><p>Relacje polsko-ukraińskie nigdy nie były prostą opowieścią. Są w nich wspólne zwycięstwa i bolesne rany, są Kresy, Wołyń, deportacje, migracje, są też Majdan, wojna i pomoc udzielana Ukrainie po rosyjskiej agresji. Dokument z 1997 roku był próbą powiedzenia, że pamięć nie musi być murem. Może być mostem — trudnym, czasem chwiejnym, ale koniecznym.</p><h2><strong>Penderecki w Lusławicach — muzyka jako architektura pamięci</strong></h2><p><strong>13 lat temu, w 2013 roku</strong>, w Lusławicach otwarto <strong>Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego</strong>. To miejsce szczególne: nie tylko instytucja koncertowa, ale przestrzeń formowania młodych muzyków, spotkań mistrzów i uczniów, pracy nad dźwiękiem.</p><p>Penderecki był kompozytorem, który potrafił połączyć awangardę z wielką tradycją. Jego muzyka bywała jak katedra zbudowana z niepokoju. W Lusławicach ta katedra zyskała swój realny adres.</p><h2><strong>Dziś w kraju: ostatni dzień pisemnych matur i pożegnanie Stanisławy Celińskiej</strong></h2><p>Dziś kończy się pisemna część tegorocznych matur. Przewidziano egzaminy z języków mniejszości narodowych na poziomie podstawowym oraz egzaminy z chemii, fizyki, biologii i historii zdawane w językach obcych przez absolwentów klas dwujęzycznych.</p><p>Dla maturzystów to moment osobliwy: po tygodniach stresu, arkuszy, długopisów, ciszy sal egzaminacyjnych i nerwowego sprawdzania odpowiedzi przychodzi pierwszy oddech. Jeszcze nie koniec całej drogi, ale już widać światło za drzwiami szkoły. Także w Tomaszowie Mazowieckim i okolicach maj od lat ma ten sam rytm — kasztany, eleganckie stroje, komisje egzaminacyjne i pytanie, które wraca w każdej rodzinie: „Jak poszło?”.</p><p>Dziś Warszawa żegna <strong>Stanisławę Celińską</strong>. Uroczystości pogrzebowe zaplanowano w Kościele Środowisk Twórczych na Placu Teatralnym, a pochówek na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Aktorka i wokalistka zmarła 12 maja w wieku 79 lat. Media relacjonują, że wśród żegnających artystkę byli m.in. przedstawiciele świata filmu i teatru.</p><p>Celińska była głosem osobnym. W filmie, teatrze i piosence miała w sobie ten rodzaj prawdy, którego nie da się podrobić. Debiutowała u Andrzeja Wajdy w <strong>„Krajobrazie po bitwie”</strong>, występowała na najważniejszych scenach Warszawy, ale dla wielu widzów pozostała kimś jeszcze bliższym — artystką, która potrafiła śpiewać tak, jakby mówiła do konkretnego człowieka, nie do sali.</p><h2><strong>Dziś za granicą: Bałtyk, NATO i bezpieczeństwo Europy</strong></h2><p>Wicepremier, szef MON <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong> udaje się dziś do Estonii, gdzie ma spotkać się ze swoim odpowiednikiem <strong>Hanno Pevkurem</strong>. W programie jest także udział w konferencji poświęconej polityce obronnej oraz spotkanie z dowódcą i załogą ORP <strong>„Xawery Czernicki”</strong>. Wcześniej zapowiadano, że Polska i Estonia chcą wzmacniać współpracę bezpieczeństwa, a rozmowy mają dotyczyć m.in. wspólnych zdolności obronnych.</p><p>To nie jest dyplomatyczna rutyna. Estonia, podobnie jak Polska, patrzy na bezpieczeństwo Europy z perspektywy państwa granicznego — nie z wygodnego fotela, lecz z okna wychodzącego na niespokojny Wschód. ORP „Xawery Czernicki”, działający w ramach sił NATO, jest w tej opowieści znakiem polskiej obecności tam, gdzie Bałtyk staje się jednym z najważniejszych akwenów europejskiej obrony.</p><p>Dziś także wicepremier, szef MSZ <strong>Radosław Sikorski</strong> rozpoczyna dwudniową wizytę w Szwecji. W Helsingborgu weźmie udział w nieformalnym spotkaniu szefów dyplomacji państw NATO. Rozmowy mają dotyczyć wsparcia dla Ukrainy, wzmacniania europejskiego filaru Sojuszu i przygotowań do lipcowego szczytu NATO w Ankarze. Oficjalne komunikaty po wcześniejszych spotkaniach NATO wskazywały, że Polska podkreśla znaczenie wschodniej flanki, odstraszania Rosji i dalszej pomocy Ukrainie.</p><p>W Pradze rozpoczyna się natomiast trzydniowe forum <strong>GLOBSEC 2026</strong>, jedno z ważniejszych europejskich spotkań poświęconych bezpieczeństwu. Organizatorzy zapowiadają udział liderów politycznych, ekspertów i przedstawicieli wielu państw, a wydarzenie odbywa się pod auspicjami prezydenta Czech <strong>Petra Pavla</strong>. Już pierwsze wystąpienia niosą mocny ton: Pavel ostrzega, że pokój w Europie nie jest dziś stanem danym raz na zawsze, a wsparcie Ukrainy to inwestycja w bezpieczeństwo całego kontynentu.</p><h2><strong>Muzyczne kalendarium: od Hendrixa do Adele</strong></h2><p>21 maja ma również swój rytm — nie tylko marszowy i historyczny, ale także radiowy, klubowy, stadionowy.</p><p>W <strong>1948 roku</strong> urodził się <strong>Leo Sayer</strong>, wokalista, którego przeboje <strong>„You Make Me Feel Like Dancing”</strong> i <strong>„When I Need You”</strong> należą do klasyki lat 70. W <strong>1967 roku</strong> <strong>Jimi Hendrix</strong> podpisał kontrakt z Reprise Records — wytwórnią, która wydała później albumy <strong>„Are You Experienced”</strong>, <strong>„Axis: Bold as Love”</strong> i <strong>„Electric Ladyland”</strong>. To moment, po którym gitara elektryczna zaczęła brzmieć tak, jakby ktoś otworzył drzwi do innego wymiaru.</p><p>W <strong>1970 roku</strong> Crosby, Stills, Nash &amp; Young wydali <strong>„Ohio”</strong>, protest song napisany po tragedii na Kent State University, gdzie Gwardia Narodowa zastrzeliła czterech nieuzbrojonych studentów demonstrujących przeciw wojnie. Muzyka znów stała się gazetą, manifestem i krzykiem.</p><p>W <strong>1979 roku</strong> <strong>Elton John</strong> jako pierwszy brytyjski artysta wystąpił w Związku Radzieckim. W <strong>1983 roku</strong> <strong>David Bowie</strong> zdobył szczyt amerykańskiej listy przebojów piosenką <strong>„Let’s Dance”</strong> — elegancką, taneczną, chłodną jak neon i gorącą jak klubowy parkiet. W <strong>1988 roku</strong> <strong>Prince</strong> podbił Wielką Brytanię albumem <strong>„Lovesexy”</strong>, którego okładka wywołała obyczajowe kontrowersje.</p><p>A w <strong>2011 roku</strong> <strong>Adele</strong> dotarła na pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów utworem <strong>„Rolling In The Deep”</strong>. To jedna z tych piosenek, które brzmią jak prywatny dramat zamieniony w hymn. Głos Adele uniósł rozstanie do skali stadionu — i chyba dlatego świat tak szybko rozpoznał w nim własne pęknięcia.</p><h2><strong>21 maja — dzień wyborów, pamięci i głosu</strong></h2><p>Dzisiejsza data przypomina, że historia nie składa się wyłącznie z rocznic. To raczej wielki chór: królowie i zesłańcy, prymas i malarz z Krynicy, żeglarz samotny na oceanie, aktorka żegnana na Powązkach, maturzyści wychodzący z sal egzaminacyjnych, ministrowie rozmawiający o bezpieczeństwie Europy.</p><p>21 maja mówi nam coś bardzo prostego: wolność, kultura i pamięć nie są dekoracją życia publicznego. Są jego kręgosłupem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polska nie może opierać bezpieczeństwa wyłącznie na USA. Eksperci wskazują na własne zdolności i tarczę antydronową]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55209,polska-nie-moze-opierac-bezpieczenstwa-wylacznie-na-usa-eksperci-wskazuja-na-wlasne-zdolnosci-i-tarcze-antydronowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55209,polska-nie-moze-opierac-bezpieczenstwa-wylacznie-na-usa-eksperci-wskazuja-na-wlasne-zdolnosci-i-tarcze-antydronowa</guid>
            <pubDate>Wed, 20 May 2026 21:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polska-nie-moze-opierac-bezpieczenstwa-wylacznie-na-usa-eksperci-wskazuja-na-wlasne-zdolnosci-i-tar-1779307197.png</url>
                        <title>Polska nie może opierać bezpieczeństwa wyłącznie na USA. Eksperci wskazują na własne zdolności i tarczę antydronową</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55209,polska-nie-moze-opierac-bezpieczenstwa-wylacznie-na-usa-eksperci-wskazuja-na-wlasne-zdolnosci-i-tarcze-antydronowa</link>
                    </image><description>Po doniesieniach o możliwym wstrzymaniu rotacji części wojsk USA do Polski eksperci alarmują: bezpieczeństwo nie może opierać się wyłącznie na sojuszu z Waszyngtonem. Wskazują na własne zdolności obronne i pilną potrzebę budowy tarczy antydronowej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dyskusja o przyszłości <strong>wojsk USA w Europie</strong> i doniesieniach dotyczących możliwego wstrzymania rotacji części amerykańskich sił do Polski ponownie otworzyła jedno z najważniejszych pytań polskiej polityki bezpieczeństwa: jak mocno możemy opierać się na sojusznikach, a jak szybko musimy budować własną odporność?</p><p>Dyrektor <strong>Instytutu Europy Środkowej</strong>, dr <strong>Grzegorz Gil</strong>, ocenił w środę, że <strong>polska kultura strategiczna</strong> nie może opierać się wyłącznie na <strong>gwarancjach supermocarstwa wojskowego</strong>. W jego opinii, w kontekście zagrożenia ze strony <strong>Rosji</strong>, Polska powinna rozwijać m.in. <strong>tarczę antydronową</strong> — rozwiązanie adekwatne, ekonomicznie uzasadnione i dopasowane do realnych potrzeb bezpieczeństwa.</p><h2>Doniesienia o wojskach USA i reakcja MON</h2><p>Sprawa nabrała tempa po informacji agencji Reutera, która — powołując się na dwóch anonimowych amerykańskich urzędników — podała, że <strong>Pentagon</strong> miał anulować plany rotacyjnego przemieszczenia <strong>4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski</strong>.</p><p>Do tych doniesień odniósł się wicepremier i szef MON <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong>. Jak przekazał, rozmawiał na ten temat z szefem Pentagonu <strong>Pete’em Hegsethem</strong>. Minister obrony podkreślił, że <strong>nie ma decyzji o zmniejszeniu zaangażowania Amerykanów w Polsce</strong>.</p><p>Szef MON zapewnił, że Polska prowadzi z USA spokojną, racjonalną i strategiczną politykę współpracy, której nie powinien zakłócić bieżący <strong>szum informacyjny</strong>.</p><h2>„Granie na dwóch fortepianach”</h2><p>Podczas konferencji prasowej w ramach <strong>Lublin Forum 2026 – Russian Aggression: Roots and Forms</strong> zastępca szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów <strong>Jakub Stefaniak</strong> również podkreślił, że <strong>amerykańska obecność w Polsce nie zostanie ograniczona</strong>.</p><p>W jego ocenie Polska powinna kontynuować politykę, którą określił jako <strong>„granie na dwóch fortepianach”</strong>. Z jednej strony chodzi o utrzymanie <strong>silnego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi</strong>, z drugiej — o rozwijanie i finansowanie <strong>europejskich sił zbrojnych</strong>.</p><p>To podejście dobrze oddaje dylemat, przed którym stoi dziś Europa. Amerykański parasol bezpieczeństwa pozostaje ważny, ale coraz trudniej udawać, że wystarczy sam parasol, gdy na horyzoncie zbierają się burzowe chmury.</p><h2>Ekspert: same gwarancje nie wystarczą</h2><p>Dr <strong>Grzegorz Gil</strong> zwrócił uwagę, że Polska nie może budować bezpieczeństwa wyłącznie na zewnętrznych gwarancjach. Wskazał, że w obliczu rosyjskiej agresji i zmiany charakteru współczesnych konfliktów konieczne jest rozwijanie konkretnych zdolności obronnych.</p><p>Jedną z nich powinna być <strong>tarcza antydronowa</strong>. To szczególnie istotne po doświadczeniach wojny w Ukrainie, gdzie drony stały się jednym z podstawowych narzędzi walki — tanim, masowym, trudnym do neutralizowania tradycyjnymi metodami i niezwykle groźnym dla infrastruktury, wojska oraz ludności cywilnej.</p><h2>Dezinformacja wokół obecności USA</h2><p>Politolog z <strong>Uniwersytetu Gdańskiego</strong>, <strong>Aleksander Kazak</strong>, w rozmowie z PAP ocenił, że trwające od kilku dni dyskusje o <strong>amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce</strong> wywołały ogromny natłok informacji. Ten chaos — jego zdaniem — wykorzystują przeciwnicy <strong>NATO</strong>, aby wzmacniać <strong>dezinformację</strong> i budować atmosferę braku zaufania oraz konfliktu.</p><p>Ekspert przyznał, że działania administracji USA i wypowiedzi prezydenta <strong>Donalda Trumpa</strong> mogą budzić niepokój, a na niepewności korzysta <strong>rosyjska propaganda</strong>. Zaznaczył jednak, że do takich sygnałów należy podchodzić bez emocji i odróżniać realne decyzje od wypowiedzi będących elementem polityki wizerunkowej.</p><h2>Amerykański zwrot ku Pacyfikowi</h2><p>Według Aleksandra Kazaka działania administracji USA należy widzieć w szerszym kontekście <strong>nowej strategii bezpieczeństwa USA z 2025 roku</strong>. Ma ona być kontynuacją wcześniejszego kierunku, zapoczątkowanego jeszcze za prezydentury Baracka Obamy, czyli tzw. <strong>pivotu na Pacyfik</strong>.</p><p>Oznacza to wzmacnianie amerykańskiej obecności wojskowej na <strong>Dalekim Wschodzie</strong>, w rejonie potencjalnego konfliktu z <strong>Chinami</strong>. Europa, choć nadal ważna, przestaje być dla Waszyngtonu jedynym strategicznym centrum uwagi.</p><p>Kazak zwrócił też uwagę, że dokument z 2025 roku zakłada inne niż dotąd podejście USA do Europy. Amerykańska polityka ma w większym stopniu wspierać rządy określane jako pronarodowe, co oznacza odejście od wcześniejszego modelu silniejszego wspierania ruchów demokratycznych i przemian prodemokratycznych.</p><h2>Polska musi wzmacniać własny przemysł zbrojeniowy</h2><p>W ocenie politologa z Uniwersytetu Gdańskiego wnioski dla Polski są jasne: należy rozwijać <strong>własne siły zbrojne</strong>, wzmacniać <strong>polski przemysł zbrojeniowy</strong>, inwestować w technologie obronne i wspierać współpracę europejską.</p><p>Jako przykład wskazał <strong>Ukrainę</strong>, gdzie w rozwój przemysłu obronnego zaangażowane są zarówno firmy państwowe, jak i prywatne. Zdaniem eksperta Polska również powinna mocniej wspierać lokalne firmy i <strong>startupy zbrojeniowe</strong>, bo to bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo „tu i teraz”.</p><p>Nie oznacza to zerwania z USA. Oznacza raczej koniec luksusu myślenia, że ktoś inny zawsze będzie trzymał za nas tarczę. Sojusze są potrzebne, ale własne zdolności są tym, co odróżnia państwo przygotowane od państwa liczącego na szczęście.</p><h2>Lublin Forum o rosyjskiej agresji</h2><p>Dyskusja odbyła się podczas <strong>Lublin Forum 2026 – Russian Aggression: Roots and Forms</strong>, z udziałem ponad 40 ekspertów i akademików z 20 państw. Uczestnicy rozmawiali m.in. o korzeniach i współczesnych przejawach <strong>rosyjskiej polityki imperialnej</strong>, <strong>wojnie informacyjnej</strong>, polityce pamięci, państwach globalnego Południa oraz wyzwaniach geopolitycznych Europy.</p><p>Organizatorem wydarzenia był <strong>Instytut Europy Środkowej</strong>, a <strong>Polska Agencja Prasowa</strong> była patronem medialnym forum.</p><p>Instytut Europy Środkowej w Lublinie działa od 2018 roku. Jego misją jest wspieranie polskiej polityki zagranicznej poprzez badania, analizy i przekazywanie wiedzy o procesach politycznych, społecznych, gospodarczych i kulturowych w <strong>Europie Środkowej</strong> oraz jej sąsiedztwie.</p><p>Źródło: PAP.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Premierzy Polski i Węgier w Warszawie o współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej, energetyce i Ukrainie (opis)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55206,premierzy-polski-i-wegier-w-warszawie-o-wspolpracy-w-ramach-grupy-wyszehradzkiej-energetyce-i-ukrainie-opis</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55206,premierzy-polski-i-wegier-w-warszawie-o-wspolpracy-w-ramach-grupy-wyszehradzkiej-energetyce-i-ukrainie-opis</guid>
            <pubDate>Wed, 20 May 2026 16:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-premierzy-polski-i-wegier-w-warszawie-o-wspolpracy-w-ramach-grupy-wyszehradzkiej-energetyce-i-ukrai-1779286532.png</url>
                        <title>Premierzy Polski i Węgier w Warszawie o współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej, energetyce i Ukrainie (opis)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55206,premierzy-polski-i-wegier-w-warszawie-o-wspolpracy-w-ramach-grupy-wyszehradzkiej-energetyce-i-ukrainie-opis</link>
                    </image><description>Premierzy Polski i Węgier Donald Tusk i Peter Magyar oświadczyli po spotkaniu w Warszawie, że należy odbudować współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Tusk zadeklarował pomoc w uniezależnieniu się Węgier od dostaw rosyjskich surowców. Magyar zapowiedział spotkanie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Peter Magyar, który po zwycięstwie jego ugrupowania TISZA w kwietniowych wyborach parlamentarnych, od 9 maja stoi na czele węgierskiego rządu, składa od wtorku wizytę w Polsce. W środę spotkał się w Warszawie z premierem Tuskiem.</p><p>Po wspólnych rozmowach szef polskiego rządu podkreślił, że wyborcze zwycięstwo Magyara „to nie tylko powrót Węgier do Europy i prawdziwej demokracji, ale też znak nadziei, że rządy prawa i przyzwoitość w polityce, to nie są przegrane sprawy”. Dodał, że po zmianie władzy na Węgrzech Budapeszt i Warszawa będą działać razem w Brukseli, w sprawach geopolitycznych i w załatwianiu wspólnych interesów.</p><p>Tusk podziękował Magyarowi za deklarację odnowienia Grupy Wyszehradzkiej. - Rewitalizacja V4 to szerszy projekt. Mamy tutaj identyczny pogląd z panem premierem. I mamy też wspólny interes jako oba narody, aby Europa Środkowo-Wschodnia (...) ze względów geopolitycznych, ze względu na wspólne poglądy, wspólne działania wobec nielegalnej migracji, stała się miejscem, gdzie rozstrzygają się także losy Europy - podkreślił.</p><p>Polski premier podziękował też za deklaracje współpracy Magyara ws. polityków PiS: Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego, którzy do niedawna przebywali na Węgrzech. Prokuratura zarzuca im nieprawidłowości w wykorzystaniu środków w ramach Funduszu Sprawiedliwości.</p><p>Tusk zapowiedział, że Polska będzie gotowa do pomocy i współpracy z Węgrami w zakresie bezpieczeństwa energetycznego, „jeśli będzie taka potrzeba”. Wskazał, że zależność dostaw od jednego państwa „czyni suwerenność trochę iluzoryczną”. Przypomniał, że Polska zdołała uniezależnić się od dostaw rosyjskiej ropy i gazu i zaoferował Węgrom pomoc w osiągnięciu podobnego celu. - Będę oferował, jeśli będzie taka potrzeba, współpracę, pomoc, inwestycje w infrastrukturę tak, by cały region był naprawdę autonomiczny i możliwie samodzielny, jeśli chodzi o dostawy energii i źródła energii - zadeklarował Tusk.</p><p>Pytany o stanowisko ws. kupowania przez Węgry rosyjskiej ropy i gazu, polski premier stwierdził, że kwestia źródła dostaw energii jest suwerenną decyzją węgierskiego rządu. - Moją rolą, i to robię, jest zaoferowanie Węgrom możliwości zdywersyfikowania źródeł energii. Dla mnie najważniejsze jest to, by cały region był tak niezależny pod względem energetycznym, jak to tylko możliwe - dodał szef polskiego rządu.</p><p>Przekazał też, że obaj z węgierskim premierem będą pracować nad wspólnym europejskim stanowiskiem w kwestii Ukrainy. Jak zauważył, Ukraina jest bardzo zainteresowana przyspieszeniem negocjacji akcesyjnych. Podkreślił, że Polska jest w pełni życzliwa tym planom, przy przestrzeganiu „wszystkich reguł" wstępowania do UE. Podkreślił, że liczy na „życzliwą i krytyczną, kiedy trzeba” współpracę z rządem węgierskim w tej kwestii.</p><p>Tusk poinformował też, że przekazał szefowi rządu Węgier przypinkę w kształcie serca w barwach węgierskich - na wzór tej, którą noszą politycy Koalicji Obywatelskiej.</p><p>Na potrzebę odnowienia i wzmocnienia Grupy Wyszehradzkiej zwracał też uwagę Peter Magyar. Zapewnił, że Węgry będą krajem partnerskim dla Polski, Słowacji i Czech w ramach tego formatu. – Aby Czwórka Wyszehradzka odzyskała swoją witalność, blask i wpływ w Unii Europejskiej – dodał. Magyar zapowiedział, że zaprosi do Budapesztu premierów Polski, Słowacji i Czech na szczyt Grupy Wyszehradzkiej do Budapesztu pod koniec czerwca.</p><p>Wskazał, że jest gotów na to, aby wyszehradzką współpracę rozszerzyć o inne kraje. – Być może kraje skandynawskie, Austrię, Chorwację, Słowenię, Rumunię, albo o kraje Zachodnich Bałkanów, które jeszcze nie przyłączyły się do Unii Europejskiej – dodał Magyar. Jak podkreślił, „serce Europy bije w Europie Środkowo-Wschodniej”.</p><p>Odnosząc się do kwestii bezpieczeństwa energetycznego Magyar zaznaczył, że Węgry chętnie skorzystają z doświadczenia Polski w tej sprawie. Dodał, że oba kraje mogą zacieśniać współpracę ws. bezpieczeństwa, w tym energetyki.</p><p>Odpowiadając na pytanie o zakupy rosyjskiej ropy i gazu, premier Węgier nawiązując do słów Tuska, podkreślił że państwa UE mają suwerenne prawo do podejmowania decyzji w różnych tematach.</p><p>Magyar przyznał również, że jego rząd może skorzystać z doświadczeń gabinetu Donalda Tuska w kwestii przywracania praworządności, odzyskania funduszy unijnych i ich dobrego, skutecznego wykorzystania, czy w walce z korupcją.</p><p>Szef węgierskiego rządu podkreślił również, że Ukraina jest ofiarą w wojnie prowadzonej przez Rosję i ma prawo bronić się wszelkimi sposobami, żeby zachować swoją integralność i suwerenność terytorialną. Wskazał też, że należy jak najszybciej wywalczyć zawieszenie broni, a docelowo zawrzeć trwały pokój.</p><p>Jak dodał, Budapeszt i Kijów prowadzą na szczeblu roboczym uzgodnienia ws. praw mniejszości węgierskiej na Ukrainie. Zaznaczył, że uzależnia od tego poparcie Węgier w procesie akcesji Ukrainy do UE. Zapowiedział, że prawdopodobnie spotka się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w czerwcu na Zakarpaciu na zachodzie Ukrainy.</p><p>Na Zakarpaciu żyje ponad 100-tysięczna mniejszość węgierska. Pod koniec kwietnia Magyar wezwał, by „Ukraina zniosła ograniczenia, które istnieją od ponad dekady, a Węgrzy z Zakarpacia odzyskali wszystkie swoje prawa kulturalne, językowe, administracyjne oraz w zakresie szkolnictwa wyższego i ponownie stali się równoprawnymi, szanowanymi obywatelami Ukrainy”.</p><p>Polska jest pierwszym zagranicznym krajem, który Magyar odwiedził po objęciu urzędu premiera. W ramach wizyty premier Węgier rozmawiał też z prezydentem Karolem Nawrockim, marszałkami Sejmu i Senatu Włodzimierzem Czarzastym i Małgorzatą Kidawą-Błońską. W środę po południu, razem z premierem Tuskiem odwiedzi Gdańsk, gdzie spotka się z byłym prezydentem Lechem Wałęsą.</p><p>W czwartek rano Magyar udaje się z Warszawy do Wiednia, a stamtąd pociągiem wróci do Budapesztu.(PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Inflacja schodzi z pierwszego planu. Polacy bardziej boją się choroby bliskich niż wzrostu cen]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55200,inflacja-schodzi-z-pierwszego-planu-polacy-bardziej-boja-sie-choroby-bliskich-niz-wzrostu-cen</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55200,inflacja-schodzi-z-pierwszego-planu-polacy-bardziej-boja-sie-choroby-bliskich-niz-wzrostu-cen</guid>
            <pubDate>Wed, 20 May 2026 10:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-inflacja-schodzi-z-pierwszego-planu-polacy-bardziej-boja-sie-choroby-bliskich-niz-wzrostu-cen-1779265951.png</url>
                        <title>Inflacja schodzi z pierwszego planu. Polacy bardziej boją się choroby bliskich niż wzrostu cen</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55200,inflacja-schodzi-z-pierwszego-planu-polacy-bardziej-boja-sie-choroby-bliskich-niz-wzrostu-cen</link>
                    </image><description>Polacy coraz mniej boją się inflacji, choć wciąż wskazuje ją 21,7 proc. badanych. Najnowszy raport UCE Research pokazuje, że dziś silniej niż wzrost cen niepokoi nas choroba bliskich, utrata zdrowia i bezpieczeństwo.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jeszcze niedawno <strong>inflacja</strong> była słowem, które brzmiało w polskich domach jak refren złej piosenki: w sklepie, przy rachunkach, przy ratach kredytów, przy każdej rozmowie o tym, „ile znowu wszystko kosztuje”. Dziś ten lęk nie zniknął, ale wyraźnie stracił pozycję głównego straszaka. Z najnowszego badania UCE Research i platformy ePsycholodzy.pl wynika, że <strong>utratę wartości pieniądza jako jeden z najważniejszych powodów do obaw wskazuje 21,7 proc. Polaków</strong>.</p><p>To znacząca zmiana. W 2022 roku, po rosyjskiej inwazji na Ukrainę i gwałtownym skoku cen surowców, inflacji najbardziej bało się ponad 50 proc. badanych. Dziś Polacy częściej niż drożyzny obawiają się choroby, utraty zdrowia i zagrożeń związanych z bezpieczeństwem.</p><h2>Zdrowie najbliższych na pierwszym miejscu</h2><p>Z raportu „Bieżące lęki i obawy Polaków”, przekazanego PAP, wynika, że największy niepokój budzi obecnie <strong>ryzyko zachorowania najbliższych</strong>. Taką odpowiedź wskazało <strong>46,6 proc. respondentów</strong>. Na drugim miejscu znalazła się <strong>utrata własnego zdrowia</strong> — 39,5 proc. wskazań. Dalej pojawił się <strong>atak terrorystyczny</strong>, którego obawia się 30 proc. badanych, oraz <strong>ekstremalne zjawiska pogodowe</strong>, wymienione przez 19,7 proc. uczestników badania.</p><p>Respondenci mogli wybrać pięć zagrożeń z listy 53 pozycji. Co setny ankietowany zadeklarował, że nie odczuwa żadnych obaw. Również 1 proc. wskazał lęk przed zagrożeniem nieuwzględnionym na liście, a 2,3 proc. nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi.</p><h2>Choroba to także problem ekonomiczny</h2><p>Psycholog Michał Murgrabia, współautor badania, zwraca uwagę, że lęk o zdrowie własne i bliskich nie jest wyłącznie sprawą emocji. Ma również bardzo konkretny wymiar finansowy.</p><p>Jak podkreśla ekspert, choroba oznacza nie tylko cierpienie i dezorganizację codziennego życia, ale także możliwe koszty leczenia, rehabilitacji i spadek dochodów. W praktyce więc strach o zdrowie bywa jednocześnie strachem o domowy budżet. To ten sam mechanizm, który sprawia, że prywatna tragedia natychmiast zamienia się w ekonomiczne równanie z wieloma niewiadomymi.</p><p>Drugi ze współautorów badania, psycholog Michał Pajdak, wskazuje, że Polacy coraz częściej boją się kilku zagrożeń jednocześnie. W przypadku ataku terrorystycznego chodzi nie tylko o bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, ale także o skutki pośrednie: paraliż komunikacyjny, zniszczenie miejsca pracy, ograniczenia działalności firm czy nagłe wydatki przy zmniejszonych możliwościach zarobkowania.</p><h2>Inflacja już nie paraliżuje tak jak po wybuchu wojny</h2><p>Odsetek badanych, którzy wskazują inflację jako źródło największych obaw, spadł w ciągu roku o blisko 8 punktów procentowych. W ubiegłorocznej edycji badania inflacji obawiało się 29,8 proc. respondentów, obecnie — 21,7 proc.</p><p>Analitycy UCE Research zauważają, że poziom społecznego lęku przed inflacją w dużej mierze pokrywa się z jej rzeczywistym poziomem. Według danych GUS w kwietniu tego roku ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 3,2 proc. rok do roku. Dla porównania, w 2023 roku inflacja wynosiła 11,4 proc., a jako najważniejsze źródło niepokoju wskazywało ją 45,2 proc. ankietowanych.</p><p>Najwyższy poziom obaw odnotowano w 2022 roku. Po inwazji Rosji na Ukrainę, skoku cen gazu i ropy oraz gwałtownym wzroście kosztów życia inflacji bało się 50,8 proc. badanych. Wtedy nie była już tylko abstrakcyjnym terminem z komunikatów ekonomicznych. Stała się codziennym doświadczeniem: droższym chlebem, wyższym rachunkiem, cięższą ratą kredytu i poczuciem, że pensja topnieje szybciej niż śnieg w marcowym słońcu.</p><h2>Polacy oswoili drożyznę?</h2><p>Michał Pajdak ocenia, że w kolejnych latach społeczeństwo zaczęło stopniowo przyzwyczajać się do wyższych kosztów życia. W psychologii ekonomicznej określa się to jako przesunięcie punktu odniesienia. Ludzie zaczynają traktować nową, trudniejszą rzeczywistość jako coś normalnego, nawet jeśli obiektywnie jest mniej korzystna niż wcześniej.</p><p>To gorzka diagnoza. Nie tyle przestaliśmy odczuwać skutki inflacji, ile nauczyliśmy się z nimi żyć. Jak bohaterowie filmu, którzy po pierwszym akcie katastrofy nie krzyczą już na widok ruin, tylko próbują urządzić w nich kuchnię, sypialnię i miejsce do pracy.</p><p>Badanie zostało przeprowadzone przez <strong>UCE Research</strong> i platformę <strong>ePsycholodzy.pl</strong> na ogólnopolskiej próbie <strong>1015 dorosłych Polaków</strong> w wieku od 18 do 80 lat. Respondentów dobrano metodą kwotowo-losową z uwzględnieniem wieku, płci i regionu. Źródło: PAP.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pentagon: zapadła decyzja o zmniejszeniu liczby Brygadowych Zespołów Bojowych w Europie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55199,pentagon-zapadla-decyzja-o-zmniejszeniu-liczby-brygadowych-zespolow-bojowych-w-europie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55199,pentagon-zapadla-decyzja-o-zmniejszeniu-liczby-brygadowych-zespolow-bojowych-w-europie</guid>
            <pubDate>Wed, 20 May 2026 10:08:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pentagon-zapadla-decyzja-o-zmniejszeniu-liczby-brygadowych-zespolow-bojowych-w-europie-1779265130.png</url>
                        <title>Pentagon: zapadła decyzja o zmniejszeniu liczby Brygadowych Zespołów Bojowych w Europie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55199,pentagon-zapadla-decyzja-o-zmniejszeniu-liczby-brygadowych-zespolow-bojowych-w-europie</link>
                    </image><description>Resort obrony USA zdecydował o zmniejszeniu liczby tzw. Brygadowych Zespołów Bojowych sił stacjonujących w Europie z czterech do trzech, tj. stanu z 2021 r. – poinformował rzecznik Pentagonu Sean Parnell. Dodał, że oznacza to m.in. opóźnienie rozmieszczenia sił amerykańskich w Polsce.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>„<strong>Ministerstwo Wojny</strong> zmniejszyło łączną liczbę <strong>Brygadowych Zespołów Bojowych (BCT)</strong> przydzielonych do <strong>Europy</strong> z czterech do trzech. To przywróciło liczbę <strong>BCT w Europie</strong> do poziomu z 2021 roku. Decyzja ta była wynikiem kompleksowego, wielowarstwowego procesu skoncentrowanego na <strong>obecności sił zbrojnych USA w Europie</strong>. Skutkuje to tymczasowym <strong>opóźnieniem rozmieszczenia sił zbrojnych USA w Polsce</strong>, która jest modelowym <strong>sojusznikiem USA</strong>” - napisał <strong>Parnell</strong> w oświadczeniu na platformie X.</p><p>Dodał, że podstawą ostatecznego rozkładu tych i innych <strong>sił amerykańskich w Europie</strong> będzie „dalsza analiza strategicznych i operacyjnych potrzeb <strong>USA</strong>, a także możliwości naszych <strong>sojuszników</strong> w zakresie zaangażowania sił na rzecz <strong>obrony Europy</strong>”. Zaznaczył, że celem <strong>Pentagonu</strong> jest realizacja programu prezydenta <strong>Donalda Trumpa „America First”</strong>. W jego ramach <strong>Waszyngton</strong> będzie zachęcać <strong>sojuszników z NATO</strong> do wzięcia na siebie głównej odpowiedzialności za <strong>konwencjonalną obronę Europy</strong>.</p><p><strong>Parnell</strong> wspomniał również o rozmowie z polskim wicepremierem, ministrem obrony <strong>Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem</strong> i zapowiedział pozostawanie w dalszym kontakcie z <strong>Polską</strong>, „w tym w celu zapewnienia utrzymania silnej <strong>obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Polsce</strong>”.</p><p>„<strong>Polska</strong> okazała zarówno zdolności, jak i determinację do samoobrony. Inni <strong>sojusznicy NATO</strong> powinni pójść w jej ślady” - zaznaczył rzecznik <strong>Pentagonu</strong>.</p><p>Wypowiedź <strong>Parnella</strong> jest jak dotąd najbardziej klarownym wyjaśnieniem sytuacji o wstrzymaniu rozmieszczenia w <strong>Polsce brygady pancernej</strong> w ramach planowanej <strong>rotacji</strong>. Dochodzi do niej po pięciu dniach informacyjnego chaosu ze strony <strong>administracji USA</strong> i pogłoskach o nagłym wstrzymaniu przez <strong>Pentagon rotacji brygady pancernej z Teksasu do Polski</strong>.</p><p>We własnym oświadczeniu po rozmowie z szefem <strong>Pentagonu Pete’em Hegsethem</strong>, <strong>Kosiniak-Kamysz</strong> przekazał we wtorek, że „żadna decyzja o zmniejszeniu zdolności <strong>wojsk amerykańskich w Polsce</strong> nie zapadła”. <strong>Hegseth</strong> miał też potwierdzić, że „<strong>Polska może liczyć na Stany Zjednoczone</strong>”.</p><p>Wiceprezydent <strong>USA J.D. Vance</strong> oświadczył natomiast we wtorek, że wstrzymanie <strong>rotacji brygady pancernej do Polski</strong> to „jedynie <strong>opóźnienie rotacji</strong>”. Zaznaczył, że nie podjęto decyzji o ostatecznym przeznaczeniu tych wojsk.</p><p>Z <strong>Waszyngtonu</strong> Oskar Górzyński (<strong>PAP</strong>)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[20 maja: od artykułów henrykowskich po „Umbrellę”. Dzień, w którym Polska pytała o wolność, pamięć i odpowiedzialność]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55197,20-maja-od-artykulow-henrykowskich-po-umbrelle-dzien-w-ktorym-polska-pytala-o-wolnosc-pamiec-i-odpowiedzialnosc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55197,20-maja-od-artykulow-henrykowskich-po-umbrelle-dzien-w-ktorym-polska-pytala-o-wolnosc-pamiec-i-odpowiedzialnosc</guid>
            <pubDate>Wed, 20 May 2026 07:33:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-20-maja-od-artykulow-henrykowskich-po-umbrelle-dzien-w-ktorym-polska-pytala-o-wolnosc-pamiec-i-1779255867.png</url>
                        <title>20 maja: od artykułów henrykowskich po „Umbrellę”. Dzień, w którym Polska pytała o wolność, pamięć i odpowiedzialność</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55197,20-maja-od-artykulow-henrykowskich-po-umbrelle-dzien-w-ktorym-polska-pytala-o-wolnosc-pamiec-i-odpowiedzialnosc</link>
                    </image><description>20 maja w polskiej historii łączy artykuły henrykowskie, śmierć Władysława IV, Powązki, muzeum narodowe i pamięć o Wrześni. To także dzień Herlinga-Grudzińskiego, Hanny Krall, Poczobuta i pytań o to, jak dziś rozumiemy wolność oraz odpowiedzialność.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Środa, 20 maja</strong>, to sto czterdziesty dzień roku. Słońce wstało dziś o <strong>4.35</strong>, zajdzie o <strong>20.29</strong>. Imieniny obchodzą: <strong>Bernardyn, Aleksander, Dawid, Józefa, Karol, Teodor i Wiktoria</strong>.</p><p>Są takie daty, które brzmią jak rozdział z wielkiej księgi — trochę Sienkiewicz, trochę Herling-Grudziński, trochę reportaż Hanny Krall. <strong>20 maja</strong> należy właśnie do nich. Tego dnia w polskiej historii pojawiają się jednocześnie: konstytucyjna ostrożność szlachty wobec króla, królewska śmierć, narodziny wielkiej nekropolii, powołanie muzeum, pamięć o dzieciach z Wrześni, samotny żeglarz na oceanie i muzyka, która od Beatlesów prowadzi aż do Rihanny.</p><h2><strong>Artykuły henrykowskie: król pod kontrolą prawa</strong></h2><p><strong>453 lata temu, w 1573 roku</strong>, na sejmie elekcyjnym spisano <strong>artykuły henrykowskie</strong> — jeden z najważniejszych dokumentów ustrojowych dawnej Rzeczypospolitej. Były warunkiem objęcia tronu przez Henryka Walezego, ale w istocie mówiły o czymś większym: że monarcha w Polsce nie ma być właścicielem państwa, lecz jego strażnikiem.</p><p>Dokument określał zasady wolnej elekcji, obowiązek zwoływania sejmu, kontrolę podatków i polityki zagranicznej, a także — co szczególnie mocne — prawo oporu wobec króla, gdyby naruszył prawa Rzeczypospolitej. Muzeum Historii Polski przypomina, że artykuły składały się z <strong>21 punktów</strong>, a pierwszy dotyczył właśnie gwarancji wolnej elekcji.</p><p>Można powiedzieć, że <strong>20 maja 1573 roku</strong> polska szlachta napisała królowi regulamin pracy. Nie był to jeszcze nowoczesny konstytucjonalizm, ale duch tego dokumentu brzmi znajomo: władza ma granice, a obywatel — choć wtedy przede wszystkim szlachcic — nie jest poddanym bez głosu.</p><h2><strong>Śmierć Władysława IV Wazy i koniec epoki złudzeń</strong></h2><p><strong>378 lat temu, w 1648 roku</strong>, w Mereczu zmarł <strong>król Władysław IV Waza</strong>, panujący od 1632 roku. Był monarchą ambitnym, wychowanym w cieniu wielkich planów dynastycznych Wazów. Marzył o wojnach, sojuszach, prestiżu i koronie, która świeciłaby mocniej niż pozwalała na to polityczna rzeczywistość Rzeczypospolitej.</p><p>Jego śmierć przypadła na moment dramatyczny. Rok 1648 otwierał czas burz: powstanie Chmielnickiego, kryzys państwa, wojny i pęknięcia, które później Henryk Sienkiewicz przemienił w literacki żywioł „Ogniem i mieczem”. Z perspektywy historii śmierć Władysława IV wygląda jak zamknięcie drzwi przed epoką względnej stabilności i otwarcie bramy do wieku katastrof.</p><h2><strong>Powązki: narodowa księga pamięci pod gołym niebem</strong></h2><p><strong>234 lata temu, w 1792 roku</strong>, w Warszawie poświęcono <strong>Cmentarz Powązkowski</strong>. Dziś to nie tylko nekropolia, ale jedna z najważniejszych polskich przestrzeni pamięci. Miejsce, w którym kamień mówi głosami poetów, aktorów, żołnierzy, uczonych, polityków i zwykłych warszawiaków.</p><p>Powązki są najstarszym istniejącym warszawskim cmentarzem, a według szacunków spoczywa tam około miliona osób. Od dekad odbywają się tam także kwesty na rzecz ratowania zabytkowych nagrobków, kojarzone m.in. z Jerzym Waldorffem.</p><p>Dla lokalnych czytelników z Tomaszowa Mazowieckiego i regionu łódzkiego ta rocznica ma też cichszy, bardzo bliski wymiar. Każde miasto ma swoje Powązki — cmentarze, stare groby, zapomniane nazwiska, nagrobki wymagające opieki. Historia narodowa zaczyna się często nie w podręczniku, lecz przy rodzinnej mogile.</p><h2><strong>Muzeum Sztuk Pięknych, czyli początek Muzeum Narodowego</strong></h2><p><strong>164 lata temu, w 1862 roku</strong>, na podstawie <strong>Ustawy o Wychowaniu Publicznym w Królestwie Polskim</strong> powołano w Warszawie <strong>Muzeum Sztuk Pięknych</strong>, późniejsze <strong>Muzeum Narodowe</strong>. Był to jeden z tych momentów, gdy kultura stawała się formą trwania narodu pod zaborami.</p><p>Oficjalna historia Muzeum Narodowego w Warszawie wskazuje, że instytucję powołano właśnie ustawą z <strong>20 maja 1862 roku</strong>, obok takich instytucji jak Szkoła Główna czy Biblioteka Główna.</p><p>W czasach, gdy polityczna niezależność była ograniczona, obraz, rzeźba, biblioteka i muzeum stawały się czymś więcej niż zbiorem eksponatów. Były jak przechowalnia pamięci — trochę jak szkatuła z „Pana Tadeusza”, w której zamknięto świat, zanim rozproszyły go imperia.</p><h2><strong>Władysław Sikorski: generał, premier, symbol wojennego państwa</strong></h2><p><strong>145 lat temu, w 1881 roku</strong>, urodził się <strong>Władysław Sikorski</strong> — żołnierz, polityk, premier rządu RP na uchodźstwie i Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w latach 1939–1943. Zginął w katastrofie lotniczej pod Gibraltarem w nocy z 3 na 4 lipca 1943 roku.</p><p>Sikorski należy do tych postaci, wokół których historia nigdy nie cichnie całkowicie. Był symbolem państwa, które po klęsce wrześniowej nie skapitulowało, tylko przeniosło swoją ciągłość do Londynu, na fronty Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. Jego śmierć do dziś pobudza wyobraźnię, rodzi pytania, hipotezy i spory — jakby historia wciąż nie chciała zamknąć tej teczki.</p><h2><strong>Herling-Grudziński i Krall: świadkowie ciemnego wieku</strong></h2><p><strong>107 lat temu, w 1919 roku</strong>, w Kielcach urodził się <strong>Gustaw Herling-Grudziński</strong>, autor „Innego świata”, więzień sowieckich łagrów, żołnierz 2 Korpusu Polskiego i uczestnik bitwy pod Monte Cassino. Jego pisarstwo było jak zimne światło latarki skierowane w ciemność totalitaryzmu. Bez patosu, bez ornamentów, z moralną precyzją.</p><p><strong>91 lat temu, w 1935 roku</strong>, urodziła się <strong>Hanna Krall</strong>, jedna z najwybitniejszych polskich reporterek, autorka „Zdążyć przed Panem Bogiem” — rozmowy z Markiem Edelmanem. Krall nauczyła polski reportaż szeptu. Pokazała, że o Zagładzie, śmierci i pamięci nie trzeba krzyczeć, by głos został w czytelniku na całe życie.</p><p>W tym samym kalendarium pojawia się także <strong>Israel Gutman</strong>, urodzony <strong>103 lata temu</strong>, uczestnik powstania w getcie warszawskim, więzień Majdanka, Auschwitz i Mauthausen-Gusen, później historyk Holokaustu i świadek w procesie Adolfa Eichmanna. To kolejny znak, że 20 maja prowadzi nas przez pamięć najtrudniejszą — taką, której nie wolno zamieniać w rocznicową dekorację.</p><h2><strong>Zbigniew Preisner, Henryk Jaskuła i sześcioraczki z Krakowa</strong></h2><p><strong>71 lat temu, w 1955 roku</strong>, w Bielsku-Białej urodził się <strong>Zbigniew Preisner</strong>, kompozytor muzyki filmowej i teatralnej, nierozerwalnie kojarzony z kinem Krzysztofa Kieślowskiego. Jego muzyka do „Podwójnego życia Weroniki” czy cyklu „Trzy kolory” nie ilustruje filmów — ona oddycha razem z nimi.</p><p><strong>46 lat temu, w 1980 roku</strong>, do Gdyni dopłynął <strong>Henryk Jaskuła</strong>, pierwszy Polak i trzeci żeglarz w historii, który samotnie i bez zawijania do portów opłynął Ziemię. Rejs na „Darze Przemyśla” trwał <strong>344 dni</strong>. W epoce bez satelitarnej codzienności, bez internetowego śledzenia trasy, było w tym coś z Conrada: człowiek, łódź, ocean i granica własnej wytrzymałości.</p><p><strong>7 lat temu, w 2019 roku</strong>, w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie przyszły na świat prawdopodobnie pierwsze w historii Polski <strong>sześcioraczki</strong>. W dniu pełnym wielkiej polityki i wielkiej historii to przypomnienie brzmi prawie jak finał z jasnym światłem: życie zawsze dopisuje własny rozdział.</p><h2><strong>Muzyczne 20 maja: Joe Cocker, Cher, Beatlesi, Rihanna i The Doors</strong></h2><p>Kalendarium muzyczne 20 maja ma rytm dobrej składanki z radia, którego słucha się w samochodzie między Tomaszowem a Piotrkowem.</p><p>W <strong>1944 roku</strong> urodził się <strong>Joe Cocker</strong>, głos chropowaty jak żwir na poboczu, a zarazem zdolny unieść piosenkę Beatlesów „With A Little Help From My Friends” na zupełnie inny poziom emocji. W <strong>1946 roku</strong> przyszła na świat <strong>Cher</strong>, artystka, która kilka razy wymyślała siebie od nowa — od duetu Sonny &amp; Cher po solowe „Believe”, od estrady po Oscara za rolę w filmie „Wpływ księżyca”.</p><p>W <strong>1967 roku</strong> album <strong>„Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band”</strong> The Beatles został przedpremierowo zaprezentowany w audycji BBC. Jednej piosenki — „A Day In The Life” — nie zagrano z powodu radiowego zakazu. Dziś brzmi to jak przypis z dawnych czasów, ale dobrze pokazuje, jak mocno muzyka potrafiła wtedy drażnić instytucje.</p><p>Tego dnia wspominamy też <strong>Rudy’ego Lewisa</strong> z The Drifters, sukces T Rex z „Metal Guru”, charytatywny singiel <strong>„Ferry ’Cross The Mersey”</strong> nagrany po tragedii na Hillsborough, album Foo Fighters <strong>„The Colour And The Shape”</strong>, walkę Kylie Minogue z chorobą, globalny triumf <strong>„Umbrella”</strong> Rihanny i Jay-Z, śmierć <strong>Robina Gibba</strong> z Bee Gees oraz <strong>Raya Manzarka</strong>, klawiszowca The Doors. Manzarek był tym muzykiem, który sprawił, że organy w rocku mogły brzmieć jak otwierające się drzwi do innego wymiaru.</p><h2><strong>Dziś w kraju: Senat, kryptoaktywa, antySLAPP i referendum</strong></h2><p>W Warszawie rozpoczyna się dziś kolejne posiedzenie <strong>Senatu</strong>. Izba ma zająć się m.in. ustawą o rynku kryptoaktywów, przewidującą nadzór Komisji Nadzoru Finansowego nad tym rynkiem. To trzecie podejście do tej regulacji po wcześniejszych wetach prezydenckich. Zapowiedź 59. posiedzenia Senatu potwierdza, że jednym z punktów obrad będzie także wyrażenie zgody na zarządzenie przez prezydenta ogólnokrajowego referendum.</p><p>W porządku obrad znalazła się również tzw. <strong>ustawa antySLAPP</strong>, dotycząca ochrony osób uczestniczących w debacie publicznej. Chodzi o mechanizm obrony przed pozwami, które nie mają służyć dochodzeniu sprawiedliwości, ale zastraszeniu krytyków, dziennikarzy, aktywistów czy uczestników debaty publicznej. To temat ważny także dla mediów lokalnych, bo lokalny dziennikarz, społecznik czy mieszkaniec pytający o sprawy publiczne bywa znacznie bardziej narażony na presję niż redakcje ogólnopolskie.</p><p>Senat ma również rozpatrywać nowelizacje ustaw podatkowych, ustawę o kuratorach sądowych oraz inne projekty, które — choć mniej widowiskowe niż polityczny spór o referendum — bezpośrednio dotykają codziennego działania państwa.</p><h2><strong>Péter Magyar w Polsce: Warszawa, Gdańsk i polityczna symbolika</strong></h2><p>W środę w Polsce przebywa premier Węgier <strong>Péter Magyar</strong>. W Warszawie zaplanowano spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem, prezydentem Karolem Nawrockim oraz marszałkami Sejmu i Senatu. PAP informowała, że wizyta ma odbyć się 20 maja, a węgierski premier ma spotkać się m.in. z Donaldem Tuskiem i prezydentem Karolem Nawrockim.</p><p>Po rozmowach w Warszawie przewidziano także wizytę w Gdańsku, spacer ulicą Długą oraz spotkanie z byłym prezydentem RP <strong>Lechem Wałęsą</strong>. To gest nie tylko dyplomatyczny, ale również symboliczny. Gdańsk w politycznej wyobraźni Europy pozostaje miastem „Solidarności”, miejscem, w którym słowo „wolność” nie jest dekoracją, lecz doświadczeniem.</p><h2><strong>Andrzej Poczobut w Senacie</strong></h2><p>Marszałek Senatu <strong>Małgorzata Kidawa-Błońska</strong> spotka się dziś z <strong>Andrzejem Poczobutem</strong>, dziennikarzem i działaczem mniejszości polskiej na Białorusi, więzionym od 2021 do kwietnia 2026 roku. Poczobut ma wziąć udział w posiedzeniu Senatu i otrzymać akt powołania do <strong>Polonijnej Rady Konsultacyjnej przy Marszałku Senatu RP</strong>.</p><p>To jedna z tych informacji, które powinny wybrzmieć mocniej niż rutynowy komunikat. Za wschodnią granicą słowo nadal bywa traktowane jak przestępstwo, a polskość — jak akt oskarżenia. Poczobut stał się symbolem człowieka, który nie zrezygnował z prawdy, choć cena była dramatyczna.</p><h2><strong>Szczyrk: sąd apelacyjny i pamięć o ofiarach eksplozji gazu</strong></h2><p>Sąd Apelacyjny w Katowicach ma ogłosić wyrok w procesie dotyczącym wybuchu gazu w Szczyrku z grudnia 2019 roku. W eksplozji zginęło osiem osób, w tym czworo dzieci. Według ustaleń śledczych do tragedii doprowadziło przewiercenie gazociągu pod ulicą.</p><p>Ta sprawa wraca jak ostrzeżenie. Inwestycje infrastrukturalne, dokumentacja, nadzór, odpowiedzialność wykonawców — to nie są suche rubryki w urzędowych aktach. Za błędem technicznym może stać ludzka tragedia. Także w miastach takich jak Tomaszów Mazowiecki każda większa inwestycja podziemna, każda przebudowa ulicy, każdy gazociąg i wodociąg wymagają czegoś więcej niż tempa robót. Wymagają odpowiedzialności.</p><h2><strong>Września pamięta o dzieciach, które broniły języka</strong></h2><p>We Wrześni odbędą się uroczystości związane ze <strong>125. rocznicą strajku dzieci wrzesińskich</strong>. Najbardziej dramatyczne wydarzenia rozegrały się <strong>20 maja 1901 roku</strong>, gdy dzieci odmawiające odpowiadania po niemiecku na lekcji religii zostały ukarane chłostą. Według relacji historycznych ukarano wtedy 14 uczniów, a przed szkołą zebrał się wzburzony tłum.</p><p>Symboliczną postacią protestu została <strong>Bronisława Śmidowiczówna</strong>, która miała zwrócić niemiecki katechizm, trzymając go przez fartuszek. W tym geście jest cała siła polskiej pamięci: bez wielkich słów, bez pomników, bez armii — dziecko, książka i odmowa przyjęcia przemocy jako normy.</p><p>Strajk dzieci wrzesińskich uruchomił falę podobnych protestów w Wielkopolsce. Dzisiejsze obchody są nie tylko lekcją historii, lecz także przypomnieniem, że język nie jest dodatkiem do tożsamości. Język jest domem.</p><h2><strong>Matura z języka polskiego na poziomie rozszerzonym</strong></h2><p>Dziś maturzyści piszą egzamin z <strong>języka polskiego na poziomie rozszerzonym</strong>. Po południu zaplanowano egzaminy z języka włoskiego na poziomie rozszerzonym i dwujęzycznym. Dla jednych będzie to spotkanie z romantyzmem, dla innych z reportażem, dramatem, poezją współczesną albo prozą, która jak zwykle pyta o rzeczy najprostsze i najtrudniejsze: kim jesteśmy, co pamiętamy, komu jesteśmy wierni.</p><p>Warto dziś trzymać kciuki także za maturzystów z Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego. Rozszerzony polski bywa egzaminem nie tylko z wiedzy, ale też z dojrzałości myślenia. A tej — jak pokazuje całe dzisiejsze kalendarium — historia wymaga od nas nieustannie.</p><h2><strong>Świat: Putin w Pekinie i gazociąg Siła Syberii 2</strong></h2><p>Za granicą uwagę przyciąga kolejny dzień wizyty <strong>Władimira Putina w Pekinie</strong>. W planach znalazły się rozmowy z przywódcą Chin <strong>Xi Jinpingiem</strong>, m.in. o dostawach energii i projekcie gazociągu <strong>Siła Syberii 2</strong>.</p><p>To spotkanie pokazuje, jak bardzo energetyka stała się językiem geopolityki. Gaz, ropa, rurociągi i kontrakty bywają dziś tym, czym kiedyś były twierdze i floty: narzędziem wpływu, nacisku i budowania zależności.</p><h2><strong>Sport: Matty Cash może zagrać o europejski puchar</strong></h2><p>Wieczorem w Stambule odbędzie się finał <strong>Ligi Europy</strong>. Niemiecki <strong>SC Freiburg</strong> zmierzy się z angielską <strong>Aston Villą</strong>, której piłkarzem jest reprezentant Polski <strong>Matty Cash</strong>. Spotkanie zaplanowano na godzinę 21. Polskie media sportowe zapowiadają finał jako szansę Casha na europejskie trofeum z klubem z Birmingham.</p><p>Dla polskich kibiców to mecz z dodatkowym napięciem. Piłka nożna lubi takie wieczory: światła stadionu, hymn rozgrywek, jeden błąd, jeden strzał, jedna interwencja, po której nazwisko trafia do historii albo do kroniki niewykorzystanych szans.</p><h2><strong>20 maja — dzień pamięci, odwagi i głosu</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium łączy sprawy pozornie odległe: artykuły henrykowskie, Powązki, Muzeum Narodowe, Wrześnię, Herlinga-Grudzińskiego, Hannę Krall, Joe Cockera, Cher, Poczobuta i maturzystów pochylonych nad arkuszem z języka polskiego.</p><p>A jednak wszystkie te historie układają się w jeden motyw: <strong>głos</strong>. Głos szlachty ograniczającej króla. Głos dzieci z Wrześni, które nie chciały mówić cudzym językiem modlitwy. Głos reportera, pisarza i świadka. Głos muzyka na scenie. Głos dziennikarza, który za prawdę zapłacił więzieniem. I głos młodych ludzi, którzy dziś próbują opisać świat własnymi słowami.</p><p>20 maja przypomina, że historia nie jest martwym kalendarzem. To codzienna rozmowa między tym, co było, a tym, co dopiero zrobimy z pamięcią.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[19 maja: dzień kronikarzy, pisarzy, sportowych mistrzów i niepokojów wielkiej polityki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55182,19-maja-dzien-kronikarzy-pisarzy-sportowych-mistrzow-i-niepokojow-wielkiej-polityki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55182,19-maja-dzien-kronikarzy-pisarzy-sportowych-mistrzow-i-niepokojow-wielkiej-polityki</guid>
            <pubDate>Tue, 19 May 2026 08:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-19-maja-dzien-kronikarzy-pisarzy-sportowych-mistrzow-i-niepokojow-wielkiej-polityki-1779171570.png</url>
                        <title>19 maja: dzień kronikarzy, pisarzy, sportowych mistrzów i niepokojów wielkiej polityki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55182,19-maja-dzien-kronikarzy-pisarzy-sportowych-mistrzow-i-niepokojow-wielkiej-polityki</link>
                    </image><description>19 maja łączy kronikarzy, pisarzy, sportowe legendy i ciężar wielkiej polityki. W Tomaszowie Mazowieckim szczególnie pamięta się Wiesława Gawłowskiego, a kalendarium dnia prowadzi od Długosza i Prusa po wizytę premiera Węgier i ważne decyzje rządu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong><u>Dziś w kraju i na świecie — wtorek, 19 maja.</u></strong></h3><p>To sto trzydziesty dziewiąty dzień roku. Słońce wstało o godz. 4.37, zajdzie o 20.28. Imieniny obchodzą m.in. Augustyn, Iwo, Iwona, Jan, Mikołaj i Piotr.</p><p>Są takie daty, które układają się jak wielogłosowa partytura. 19 maja brzmi jednocześnie jak szelest kart średniowiecznej kroniki, jak stuk pióra Bolesława Prusa o warszawski bruk, jak milczenie tysięcy ludzi idących za trumną Grzegorza Przemyka i jak sportowy okrzyk radości z Montrealu, gdzie polscy siatkarze sięgnęli po olimpijskie złoto. Dla Tomaszowa Mazowieckiego to data szczególna: <strong>19 maja 1950 roku urodził się Wiesław Gawłowski</strong>, jeden z tych sportowców, o których nie mówi się tylko „medalista”, lecz „człowiek z legendy”.</p><h2><strong>Rząd o priorytetach, KNF i kontroli handlu złotem</strong></h2><p>W krajowej polityce dzień zapowiada się technicznie, ale pod tą urzędową powierzchnią kryją się sprawy, które dotykają realnego funkcjonowania państwa. Rada Ministrów ma zająć się raportem dotyczącym realizacji w pierwszym kwartale 2026 roku <strong>58 priorytetów rządu</strong>. Chodzi o zadania wyznaczone w czterech dużych obszarach: bezpieczeństwie, konkurencyjnej i innowacyjnej gospodarce, sprawnym państwie oraz cyfryzacji. Raport ma przedstawić minister ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciej Berek. Porządek posiedzenia rządu na 19 maja obejmuje także projekt zmian ustaw dotyczących opłat na rzecz Komisji Nadzoru Finansowego oraz projekt nowelizacji <strong>Prawa probierczego</strong> i <strong>Prawa o miarach</strong>.</p><p>Ten ostatni punkt brzmi jak materiał dla wąskiego grona specjalistów, ale w praktyce dotyczy każdego, kto kupuje biżuterię, monety, srebro czy złoto przez internet. Państwo chce skuteczniej kontrolować sprzedaż wyrobów z metali szlachetnych, szczególnie w sieci. W czasach, gdy handel przenosi się do portali aukcyjnych, sklepów internetowych i mediów społecznościowych, znak probierczy przestaje być tylko drobnym symbolem wybitym na obrączce. Staje się gwarancją, że klient nie kupuje pozoru luksusu w cenie prawdziwego kruszcu.</p><h2><strong>Premier Węgier w Polsce. Wawel, Warszawa i Gdańsk</strong></h2><p>Polska będzie dziś także miejscem wizyty premiera Węgier Petera Magyara. Pierwszym punktem podróży ma być Kraków, gdzie szef węgierskiego rządu odwiedzi katedrę wawelską i spotka się z metropolitą krakowskim kard. Grzegorzem Rysiem. W programie przewidziano również złożenie wieńców m.in. przy pomniku św. Jana Pawła II oraz przy grobowcu króla Stefana Batorego. Według zapowiedzi Magyar ma odwiedzić Kraków, Warszawę i Gdańsk, a w Warszawie spotkać się m.in. z premierem Donaldem Tuskiem i prezydentem Karolem Nawrockim.</p><p>W tej podróży jest symbolika, której trudno nie zauważyć. Wawel to nie tylko zamek i katedra, ale polityczny teatr pamięci Europy Środkowej. Grób Batorego, króla z Siedmiogrodu, przypomina, że historia polsko-węgierska nie jest pocztówką z hasłem „Polak, Węgier — dwa bratanki”, lecz siecią realnych sojuszy, konfliktów, interesów i nadziei. W tle współczesnej wizyty pobrzmiewa pytanie o przyszłość regionu, który od wieków leży między wielkimi ambicjami Wschodu i Zachodu.</p><h2><strong>Maturzyści piszą fizykę i hiszpański</strong></h2><p>Dziś rano maturzyści przystępują do pisemnego egzaminu z fizyki. Po południu zaplanowano egzaminy z języka hiszpańskiego na poziomie rozszerzonym i dwujęzycznym. To przedmioty dodatkowe, wybierane przez chętnych, ale ich wyniki mogą zadecydować o rekrutacji na studia.</p><p>Fizyka na maturze ma w sobie coś z literatury science fiction i szkolnej próby charakteru. Tu nie wystarczy zapamiętać wzoru. Trzeba zrozumieć ruch, energię, siłę, światło. Trzeba zobaczyć, że za liczbami stoją prawa opisujące ten sam świat, w którym spada jabłko Newtona, startuje rakieta i działa telefon w kieszeni ucznia wychodzącego z sali egzaminacyjnej.</p><h2><strong>Waszyngton, Warszawa i pytanie o amerykańską obecność</strong></h2><p>Za granicą ważnym polskim wątkiem jest wizyta wiceministrów obrony Cezarego Tomczyka i Pawła Zalewskiego w Stanach Zjednoczonych. Przedstawiciele MON mają rozmawiać m.in. w Pentagonie. W tle tych rozmów pojawiły się doniesienia Reutersa o anulowaniu planów rotacyjnego przemieszczenia około 4 tys. amerykańskich żołnierzy do Polski. Informacje te podawały również polskie media, powołując się na źródła amerykańskie.</p><p>To temat znacznie szerszy niż wojskowa logistyka. Dla Polski obecność żołnierzy USA jest jednym z filarów odstraszania na wschodniej flance NATO. Każda zmiana rotacji, każda decyzja Pentagonu, każda korekta planów w Europie czy Niemczech natychmiast trafia więc do kategorii spraw strategicznych. W czasach wojny Rosji przeciwko Ukrainie liczby żołnierzy przestają być suchą statystyką. Stają się językiem polityki bezpieczeństwa.</p><h2><strong>Putin w Pekinie. Gazociąg jako mapa zależności</strong></h2><p>Władimir Putin rozpoczyna dziś dwudniową wizytę w Pekinie. Według informacji Kremla rozmowy rosyjsko-chińskie mają dotyczyć m.in. energetyki, w tym projektu gazociągu <strong>Siła Syberii 2</strong>. Financial Times pisał, że sprawa tego gazociągu ma być jednym z ważnych tematów rozmów, bo Rosja po utracie znacznej części europejskiego rynku szuka dla swoich surowców nowego kierunku eksportu.</p><p>Gazociąg bywa w polityce czymś więcej niż rurą w ziemi. To linia zależności, mapa wpływów, długoterminowy podpis pod sojuszem interesów. Moskwa chce sprzedawać, Pekin chce kupować na własnych warunkach, a Europa patrzy na ten układ z pamięcią o tym, jak boleśnie kończy się uzależnienie od rosyjskiej energii.</p><h2><strong>Jan Długosz. Ten, który pisał Polskę</strong></h2><p>19 maja 1480 roku w Krakowie zmarł <strong>Jan Długosz</strong>, kronikarz, historyk, kanonik krakowski, autor monumentalnych „Roczników, czyli kronik sławnego Królestwa Polskiego”. Gdyby średniowieczna Polska miała swojego wielkiego reportera, byłby nim właśnie Długosz. Pisał z rozmachem, ambicją i świadomością, że słowo może przedłużyć życie państwa bardziej niż kamień.</p><p>Jego „Roczniki” nie są tylko katalogiem dat. To próba opowiedzenia wspólnoty. W czasach, gdy pamięć przechowywano w klasztorach, kancelariach i rodowych opowieściach, Długosz układał z nich narodową narrację. Można go czytać krytycznie, można spierać się z jego ocenami, ale trudno nie uznać, że bez niego polska wyobraźnia historyczna wyglądałaby inaczej.</p><p>W 1880 roku, w 400. rocznicę jego śmierci, prochy Długosza przeniesiono do nowo powstałej <strong>Krypty Zasłużonych na Skałce</strong> w Krakowie. To miejsce, gdzie Polska chowa nie tylko ludzi, ale także symbole. Skałka jest jak kamienna antologia — obok siebie spoczywają tam twórcy, uczeni, artyści i ci, którzy współtworzyli duchowy alfabet kraju.</p><h2><strong>Jan Łaski i ciężar prymasowskiej pieczęci</strong></h2><p>19 maja 1531 roku w Kaliszu zmarł <strong>Jan Łaski</strong>, kanclerz wielki koronny, arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski. Był człowiekiem instytucji w epoce, gdy instytucje były splecione z osobistym autorytetem, rodową pozycją i kościelną hierarchią. Jego nazwisko prowadzi nas do czasów, w których Polska Jagiellonów była jednym z najważniejszych państw Europy Środkowej, a prymas nie był tylko dostojnikiem kościelnym, lecz także jednym z filarów politycznego porządku.</p><h2><strong>Rozwadowski, Kopański i długa pamięć polskiego wojska</strong></h2><p>19 maja przypomina także o dwóch generałach. W 1866 roku urodził się <strong>gen. Tadeusz Rozwadowski</strong>, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w czasie wojny polsko-bolszewickiej. To jedna z tych postaci, które historia przez lata traktowała niesprawiedliwie, jakby wielkie spory polityczne miały prawo zasłonić kompetencję i zasługi. Rozwadowski odegrał ważną rolę w najtrudniejszych miesiącach walki o przetrwanie państwa, a podczas zamachu majowego w 1926 roku stanął po stronie wojsk rządowych.</p><p>W 1895 roku w Petersburgu urodził się <strong>gen. Stanisław Kopański</strong>, dowódca Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, uczestniczącej w obronie Tobruku. Nazwa Tobruk brzmi w polskiej historii wojskowej jak suchy wiatr pustyni, ale też jak znak uporu. Żołnierze Kopańskiego bronili twierdzy w warunkach, które mogłyby złamać mniej zdeterminowanych. Później generał był szefem sztabu Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.</p><h2><strong>Bolesław Prus. Kronikarz Warszawy i chirurg polskich złudzeń</strong></h2><p>19 maja 1912 roku zmarł w Warszawie <strong>Bolesław Prus</strong>, właściwie Aleksander Głowacki, autor „Lalki”, „Faraona” i „Emancypantek”. Prus był pisarzem, który potrafił opisać społeczeństwo z precyzją lekarza i czułością człowieka, który wie, że pacjent cierpi, nawet jeśli sam tego nie rozumie.</p><p>„Lalka” pozostaje jedną z największych polskich powieści nie dlatego, że opowiada o nieszczęśliwej miłości Wokulskiego do Izabeli Łęckiej. To byłoby zbyt proste. Prus napisał powieść o pęknięciu modernizującego się świata, o niespełnionej energii mieszczaństwa, o arystokracji żyjącej jak dekoracja w teatrze, o samotności człowieka, który wyprzedza własne społeczeństwo. Wokulski mógłby dziś siedzieć w pociągu Intercity, przeglądać notowania giełdowe, inwestować w technologie i nadal boleśnie nie pasować do epoki.</p><h2><strong>Wiesław Gawłowski. Tomaszowianin, który sięgnął po złoto</strong></h2><p>Najważniejszy lokalny akcent dzisiejszego kalendarium prowadzi do Tomaszowa Mazowieckiego. <strong>19 maja 1950 roku urodził się Wiesław Gawłowski</strong>, siatkarz, trener, reprezentant Polski, mistrz świata z Meksyku z 1974 roku i złoty medalista olimpijski z Montrealu z 1976 roku. Polski Komitet Olimpijski przypomina, że Gawłowski, ps. „Mały”, był siatkarzem rodem z Tomaszowa Mazowieckiego, mistrzem świata i mistrzem olimpijskim, który w reprezentacji rozegrał 366 spotkań.</p><p>To nazwisko w Tomaszowie powinno brzmieć tak, jak w Liverpoolu brzmią nazwiska Beatlesów, a w Chicago nazwisko Jordana. Nie chodzi o porównanie dyscyplin czy skali popkultury, lecz o prostą zasadę pamięci: miasto potrzebuje swoich bohaterów. Gawłowski był częścią złotej drużyny Huberta Jerzego Wagnera — zespołu, który nie tylko wygrywał, ale zmienił sposób myślenia o polskiej siatkówce.</p><p>Montreal 1976 to dla polskiego sportu scena niemal filmowa. Jest napięcie, pot, rywale z najwyższej półki i drużyna, która idzie po swoje. Gdy dziś mówimy o potędze polskiej siatkówki, o pełnych halach, transmisjach, Ligach Narodów i medalach, warto pamiętać, że fundament pod tę opowieść kładli właśnie tacy zawodnicy jak Gawłowski. Z Tomaszowa do świata — ta droga nie jest metaforą. Ona naprawdę została przebiegnięta, wyskakana i wywalczona przy siatce.</p><h2><strong>Sygietyński, Dąbrowska, Janczarski. Polska czuła i śpiewająca</strong></h2><p>19 maja 1955 roku zmarł <strong>Tadeusz Sygietyński</strong>, kompozytor, dyrygent, założyciel i wieloletni dyrektor Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze”. Jeśli ktoś chce zrozumieć, jak ludowość stawała się w Polsce sceną, choreografią i narodowym kostiumem, musi wrócić do Sygietyńskiego. „Mazowsze” było i jest czymś więcej niż zespołem. To teatralna wizja polskiej kultury ludowej — czasem idealizowana, czasem krytykowana, ale bez wątpienia rozpoznawalna na świecie.</p><p>W 1965 roku zmarła <strong>Maria Dąbrowska</strong>, autorka „Nocy i dni” oraz „Dzienników”. Jej proza miała w sobie rytm życia, które nie zawsze daje się zamknąć w dramatycznych zwrotach akcji. Czasem największy dramat rozgrywa się przy stole, w spojrzeniu, w źle wypowiedzianym zdaniu, w milczeniu między ludźmi. „Noce i dnie” to polska epopeja codzienności, mniej efektowna niż szarża kawalerii, ale równie prawdziwa.</p><p>W 1971 roku zmarł <strong>Czesław Janczarski</strong>, pisarz, poeta, autor utworów dla dzieci, w tym „Misia Uszatka”. Ten miś z klapniętym uszkiem należy do polskiej wyobraźni dziecięcej tak samo jak dobranocka, ciepła herbata i głos z telewizora, który zamykał dzień. W epoce nadmiaru bodźców warto pamiętać, że dziecięca literatura Janczarskiego działała inaczej — spokojem, prostotą i czułością.</p><h2><strong>Pogrzeb Grzegorza Przemyka. Milczenie, które oskarżało</strong></h2><p>19 maja 1983 roku w Warszawie kilkadziesiąt tysięcy osób uczestniczyło w pogrzebie <strong>Grzegorza Przemyka</strong>, 19-letniego maturzysty śmiertelnie pobitego przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej. Instytut Pamięci Narodowej przypomina, że pogrzeb odbył się 19 maja 1983 roku i stał się jedną z największych manifestacji społecznych przeciwko władzy PRL.</p><p>To była procesja bólu i gniewu, ale gniewu zdyscyplinowanego. Nie było potrzeby wielkich haseł. Sam marsz tysięcy ludzi mówił więcej niż transparenty. Śmierć Przemyka stała się jednym z najciemniejszych symboli stanu wojennego i późnego PRL — symbolem przemocy państwa wobec bezbronnego człowieka oraz cynicznego mechanizmu tuszowania winy.</p><p>W historii są momenty, które działają jak klatka zatrzymana w filmie. Matka, Barbara Sadowska. Maturzysta. Milicjanci. Szpital. Pogrzeb. Tłum. I pytanie, które wraca mimo upływu lat: jak długo państwo może uciekać przed prawdą?</p><h2><strong>Muzyka 19 maja: od The Who po Madonnę</strong></h2><p>Muzyczne kalendarium 19 maja jest jak dobra playlista w nocnym radiu. W 1945 roku urodził się <strong>Pete Townshend</strong>, gitarzysta The Who, autor ponad stu piosenek zespołu, twórca rockowych oper „Tommy” i „Quadrophenia”. To on współtworzył gitarowy język buntu, w którym akord był czasem ważniejszy niż przemówienie.</p><p>W 1949 roku w Dallas urodził się <strong>Dusty Hill</strong>, basista i wokalista ZZ Top. Długie brody, ciemne okulary, blues-rockowy groove i utwory takie jak „Gimme All Your Lovin’” czy „Legs” stworzyły wizerunek zespołu, którego nie dało się pomylić z żadnym innym.</p><p>W 1952 roku w Kingston przyszła na świat <strong>Grace Jones</strong> — modelka, wokalistka, aktorka, osobowość totalna. Jej „I’ve Seen That Face Before (Libertango)” brzmi jak nocny spacer przez film noir, klubowy dym i latynoski cień Astora Piazzolli. Jones zagrała również w bondowskim „A View to a Kill”, stając się jedną z ikon popkultury lat 80.</p><p>19 maja przypomina też o Martynie Ware z Human League i Heaven 17, o Yazz i jej „The Only Way Is Up”, o Alexii, Jenny Berggren z Ace of Base, Stevie Wonderze i jego „You Are The Sunshine Of My Life”, o The Rubettes i „Sugar Baby Love”, o debiutanckim singlu Dire Straits „Sultans Of Swing”, nagranym za skromne pieniądze, ale z gitarowym brzmieniem Marka Knopflera, którego nie da się podrobić.</p><p>W 1990 roku Madonna rozpoczęła trzytygodniowe panowanie na amerykańskiej liście przebojów z utworem <strong>„Vogue”</strong>. Piosenka, która miała być stroną B singla, stała się jednym z najważniejszych popowych manifestów stylu. Jak często w historii muzyki, przypadek wszedł na scenę w świetle reflektorów i udawał, że od początku był planem.</p><p>A w 2010 roku <strong>„Stairway To Heaven” Led Zeppelin</strong> została ogłoszona ulubionym utworem słuchaczy rockowych stacji radiowych na Wyspach Brytyjskich. Są piosenki, które się kończą. Są też takie, które trwają jak mit. „Schody do nieba” należą do tej drugiej kategorii.</p><h2><strong>19 maja — data, która łączy pamięć i współczesność</strong></h2><p>Dzisiejsze kalendarium prowadzi nas przez kilka pięter polskiej i światowej historii. Od Jana Długosza, który pisał dzieje Królestwa Polskiego, przez Prusa, który rozebrał na części społeczne złudzenia swoich czasów, po Grzegorza Przemyka, którego śmierć odsłoniła brutalność systemu. Z Tomaszowa Mazowieckiego prowadzi nas zaś ślad Wiesława Gawłowskiego — człowieka, który z lokalnego miasta dotarł na najwyższy sportowy szczyt.</p><p>19 maja nie jest więc tylko kartką z kalendarza. Jest przypomnieniem, że historia dzieje się na wielu scenach naraz: w sali rządu, w katedrze na Wawelu, w Pekinie, w szkolnej sali maturalnej, na warszawskich Powązkach, w literaturze, w muzyce i na siatkarskim parkiecie. Czasem wielka historia przychodzi w mundurze generała, czasem w piórze pisarza, czasem w riffie gitary, a czasem w nazwisku chłopaka z Tomaszowa, który zdobył olimpijskie złoto.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[PiS chce „uczciwego rachunku za prąd”. Czarnek zapowiada ustawę i uderza w unijną politykę klimatyczną]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55170,pis-chce-uczciwego-rachunku-za-prad-czarnek-zapowiada-ustawe-i-uderza-w-unijna-polityke-klimatyczna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55170,pis-chce-uczciwego-rachunku-za-prad-czarnek-zapowiada-ustawe-i-uderza-w-unijna-polityke-klimatyczna</guid>
            <pubDate>Mon, 18 May 2026 10:23:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pis-chce-uczciwego-rachunku-za-prad-czarnek-zapowiada-ustawe-i-uderza-w-unijna-polityke-klimatycz-1779092849.png</url>
                        <title>PiS chce „uczciwego rachunku za prąd”. Czarnek zapowiada ustawę i uderza w unijną politykę klimatyczną</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55170,pis-chce-uczciwego-rachunku-za-prad-czarnek-zapowiada-ustawe-i-uderza-w-unijna-polityke-klimatyczna</link>
                    </image><description>Przemysław Czarnek, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, zapowiedział w poniedziałek projekt ustawy pod nazwą „uczciwy rachunek za prąd”. Nowe przepisy miałyby zobowiązać dostawców energii do bardziej szczegółowego pokazywania odbiorcom, z czego składa się rachunek za prąd — w tym, jaka jego część wynika z kosztów związanych z Europejskim Systemem Handlu Emisjami, czyli ETS.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To propozycja polityczna, ale uderzająca w temat, który dawno wyszedł poza sejmowe sale i konferencyjne pulpity. Rachunki za energię elektryczną są dziś jedną z tych kopert, które mieszkańcy otwierają z niepokojem — w domach, firmach, sklepach, warsztatach, gospodarstwach rolnych. Także w Tomaszowie Mazowieckim i okolicach cena prądu nie jest abstrakcją z telewizyjnego paska, ale realnym kosztem prowadzenia życia i działalności.</p><h3><strong>Czarnek: pokażcie Polakom, z czego składają się rachunki</strong></h3><p>Podczas konferencji prasowej w Warszawie Przemysław Czarnek zwrócił się do polityków innych ugrupowań, aby — jak mówił — pokazali Polakom, dlaczego rachunki za energię są tak wysokie.</p><p>— <strong>Pokażcie składową tych rachunków i pokażcie, ile wynosi w tym rachunku za prąd dla zwykłego Polaka koszt absurdalnej, lewicowej polityki klimatycznej Unii Europejskiej, czyli ile wynoszą opłaty dotyczące ETS-u. Tego wymaga uczciwość</strong> — mówił polityk PiS.</p><p>Czarnek ocenił również, że ceny energii elektrycznej w Polsce należą obecnie do najwyższych w Unii Europejskiej. Wypowiedź ta wpisuje się w szerszą strategię PiS, które od miesięcy buduje przekaz wokół krytyki unijnej polityki klimatycznej, Zielonego Ładu oraz kosztów transformacji energetycznej.</p><p>W praktyce projekt „uczciwego rachunku za prąd” miałby działać jak swoista lupa przyłożona do faktury. Odbiorca miałby zobaczyć nie tylko końcową kwotę, ale również poszczególne elementy składające się na cenę energii — w tym te, które PiS wiąże z europejskim systemem ETS.</p><h3><strong>Spór o ETS wraca na polityczną scenę</strong></h3><p>Europejski System Handlu Emisjami, znany jako <strong>ETS</strong>, to mechanizm, w ramach którego przedsiębiorstwa emitujące dwutlenek węgla muszą posiadać odpowiednie uprawnienia do emisji. W założeniu system ma ograniczać emisje gazów cieplarnianych i przyspieszać transformację energetyczną. W praktyce stał się jednym z najbardziej spornych punktów między zwolennikami ambitnej polityki klimatycznej a jej krytykami.</p><p>Prawo i Sprawiedliwość argumentuje, że koszty ETS zbyt mocno obciążają polską gospodarkę, zwłaszcza że krajowa energetyka nadal w dużej mierze opiera się na węglu. Czarnek przypomniał także o innym projekcie PiS, dotyczącym <strong>wyjścia Polski z systemu ETS</strong>.</p><p>— <strong>Nie wychodząc z ETS-u, doprowadzimy do deindustrializacji Polski, czyli potężnego bezrobocia i potężnej biedy w Polsce</strong> — mówił wiceprezes PiS, oskarżając rząd Donalda Tuska o brak skutecznego sprzeciwu wobec polityki Brukseli.</p><p>W ostrych słowach odniósł się także do unijnych polityków, wymieniając m.in. Ursulę von der Leyen, Fransa Timmermansa i Věrę Jourovą. Zdaniem Czarnka, jeśli Polska nie powie unijnej polityce klimatycznej „stop”, krajowi grozi gospodarcze cofnięcie i utrata konkurencyjności.</p><h3><strong>Energia jako temat lokalny, nie tylko europejski</strong></h3><p>Choć spór o ETS brzmi jak debata prowadzona gdzieś między Warszawą a Brukselą, jego skutki najłatwiej zauważyć lokalnie. Wystarczy spojrzeć na rachunki za prąd w małych firmach, szkołach, instytucjach publicznych, zakładach usługowych czy domach jednorodzinnych. Dla samorządów energia to koszt oświetlenia ulic, pracy placówek, ogrzewania budynków, funkcjonowania infrastruktury.</p><p>Dla przedsiębiorców z Tomaszowa Mazowieckiego, Spały, Inowłodza, Rokicin czy Lubochni wysokie ceny energii oznaczają często prosty rachunek: mniej pieniędzy na inwestycje, wyższe ceny usług, ostrożniejsze plany rozwoju. Dla gospodarstw domowych — kolejne napięcie w domowym budżecie, obok cen żywności, paliwa i ogrzewania.</p><p>Dlatego propozycja PiS ma również wymiar psychologiczny. „Uczciwy rachunek” nie obniża sam z siebie ceny energii, ale może pokazać odbiorcy, za co płaci. A w polityce, jak w filmie „Rashomon” Kurosawy, często najważniejsze jest to, kto i jak opowiada historię tych samych faktów.</p><h3><strong>Poparcie dla referendum klimatycznego</strong></h3><p>Przemysław Czarnek wyraził także poparcie dla inicjatywy referendalnej prezydenta <strong>Karola Nawrockiego</strong>. Prezydent poinformował na początku maja o skierowaniu do Senatu wniosku w sprawie przeprowadzenia referendum dotyczącego polityki klimatycznej Unii Europejskiej.</p><p>Proponowane pytanie referendalne ma brzmieć:</p><p><strong>„Czy jest pan/pani za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”</strong></p><p>Aby referendum mogło się odbyć, zgodę musi wyrazić Senat — bezwzględną większością głosów, przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Z kolei aby wynik referendum był wiążący, frekwencja musi przekroczyć 50 procent uprawnionych do głosowania.</p><h3><strong>Rachunek za prąd jako nowa linia politycznego frontu</strong></h3><p>Zapowiedź projektu ustawy pokazuje, że <strong>energia elektryczna</strong> staje się jednym z głównych tematów politycznego sporu. PiS chce przenieść debatę o ETS z poziomu unijnych dokumentów i eksperckich analiz na poziom zwykłej faktury, którą co miesiąc dostaje odbiorca.</p><p>Rządzący będą zapewne odpowiadać, że transformacja energetyczna jest konieczna, a Polska musi modernizować energetykę, inwestować w odnawialne źródła, sieci przesyłowe i bezpieczeństwo dostaw. Opozycja będzie wskazywać na koszty unijnej polityki klimatycznej i pytać, kto za nie faktycznie płaci.</p><p>Jedno jest pewne: prąd przestał być tylko sprawą techniczną. Stał się polityką, gospodarką i codziennym doświadczeniem. A rachunek za energię — ten zwykły, papierowy albo elektroniczny — coraz częściej przypomina nie tylko fakturę, ale także dokument epoki, w której transformacja klimatyczna spotyka się z portfelem obywatela.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[18 maja: Monte Cassino, Jan Paweł II, Orzeszkowa i dzień, w którym historia znów mówi pełnym głosem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55164,18-maja-monte-cassino-jan-pawel-ii-orzeszkowa-i-dzien-w-ktorym-historia-znow-mowi-pelnym-glosem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55164,18-maja-monte-cassino-jan-pawel-ii-orzeszkowa-i-dzien-w-ktorym-historia-znow-mowi-pelnym-glosem</guid>
            <pubDate>Mon, 18 May 2026 07:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-18-maja-monte-cassino-jan-pawel-ii-orzeszkowa-i-dzien-w-ktorym-historia-znow-mowi-pelnym-glosem-1779082609.png</url>
                        <title>18 maja: Monte Cassino, Jan Paweł II, Orzeszkowa i dzień, w którym historia znów mówi pełnym głosem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55164,18-maja-monte-cassino-jan-pawel-ii-orzeszkowa-i-dzien-w-ktorym-historia-znow-mowi-pelnym-glosem</link>
                    </image><description>Poniedziałek, 18 maja, sto trzydziesty ósmy dzień roku. Słońce wstało dziś o 4.38, a zajdzie o 20.26. Imieniny obchodzą m.in. Aleksandra, Alicja, Eryk, Eryka, Feliks, Jan, Julita, Klaudia i Sandra. To dzień, który w polskim kalendarzu ma ciężar szczególny: od wojny w obronie Konstytucji 3 Maja, przez narodziny Karola Wojtyły, aż po biało-czerwone maki na Monte Cassino.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dzień, w którym Rzeczpospolita musiała stanąć do walki</h2><p><strong>234 lata temu, 18 maja 1792 roku</strong>, wojska rosyjskie przekroczyły granice Rzeczypospolitej. Tak rozpoczęła się <strong>wojna w obronie Konstytucji 3 Maja</strong> — dramatyczna próba ocalenia reform, które miały wyrwać państwo z politycznego bezwładu. Konstytucja 3 Maja była jak gwałtowny oddech po długim duszeniu się w ciasnym gorsecie liberum veto, magnackich interesów i obcej kurateli.</p><p>Rosyjska interwencja była odpowiedzią na reformy Sejmu Wielkiego i działalność konfederacji targowickiej. W tle majaczyła już tragedia kolejnych rozbiorów. Historia Polski znów pokazała swoje żelazne prawo: kiedy państwo próbowało się podnieść, sąsiedzi woleli widzieć je na kolanach.</p><h2>Władysław Hańcza — Kargul, Boryna i Radziwiłł w jednym życiorysie</h2><p><strong>121 lat temu, w 1905 roku, w Łodzi urodził się Władysław Hańcza</strong> — aktor o głosie, którego nie dało się pomylić z żadnym innym. Dla wielu widzów pozostanie przede wszystkim <strong>Władysławem Kargulem</strong> z komedii Sylwestra Chęcińskiego. „Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie” — ta filmowa fraza przeszła do języka potocznego, jakby była przysłowiem starszym niż sama polska kinematografia.</p><p>Ale Hańcza nie był wyłącznie bohaterem kresowej komedii. Był także <strong>Maciejem Boryną</strong> w ekranizacji „Chłopów” Jana Rybkowskiego i <strong>księciem Januszem Radziwiłłem</strong> w „Potopie” Jerzego Hoffmana. Umiał grać ludowość, pychę, autorytet i upór. Miał w sobie coś z dębu: mocny pień, twardą korę, cień, pod którym mieściła się cała opowieść o polskim charakterze.</p><h2>Eliza Orzeszkowa — nad Niemnem, nad pamięcią, nad sumieniem</h2><p><strong>116 lat temu, w 1910 roku, w Grodnie zmarła Eliza Orzeszkowa</strong>, jedna z najważniejszych pisarek polskiego pozytywizmu. Autorka <strong>„Nad Niemnem”</strong>, <strong>„Meira Ezofowicza”</strong> i <strong>„Marty”</strong> pisała o tym, o czym polska literatura często mówiła szeptem: o pracy, odpowiedzialności, wykluczeniu, losie kobiet, pamięci powstania styczniowego i moralnym obowiązku wspólnoty.</p><p>Jej „Nad Niemnem” to nie tylko lektura szkolna. To wielka powieść o ziemi, która pamięta więcej niż ludzie, i o grobach, które potrafią mówić mocniej niż polityczne manifesty. W tej prozie jest coś z cichego nurtu rzeki: pozornie spokojnego, ale niosącego cały dramat narodu po klęsce.</p><h2>Karol Wojtyła — chłopak z Wadowic, który wszedł na balkon historii</h2><p><strong>106 lat temu, 18 maja 1920 roku, w Wadowicach urodził się Karol Wojtyła</strong>, późniejszy papież <strong>Jan Paweł II</strong>. Zanim został biskupem Rzymu, był chłopakiem z małego galicyjskiego miasta, robotnikiem w Solvayu, aktorem Teatru Rapsodycznego, poetą, księdzem, biskupem i metropolitą krakowskim.</p><p>Jego pontyfikat, trwający od 1978 do 2005 roku, przypadł na epokę, w której świat pękał na oczach milionów: komunizm tracił oddech, Europa Środkowa szukała wolności, a Polska przechodziła przez doświadczenie Solidarności, stanu wojennego i transformacji. Dla jednych pozostał duchowym przywódcą, dla innych postacią wymagającą historycznej rozmowy także o trudnych sprawach Kościoła. Ale nie da się zaprzeczyć: 18 maja w polskim kalendarzu jego nazwisko brzmi jak dzwon.</p><h2>Lot Tadeusza Góry — szybowiec nad mapą dawnej Rzeczypospolitej</h2><p><strong>88 lat temu, w 1938 roku, Tadeusz Góra ustanowił rekord długości lotu szybowcem</strong>, pokonując <strong>577,8 km</strong> z Bezmiechowej w Bieszczadach do Małych Solecznik pod Wilnem. Za przekroczenie bariery 500 km w locie swobodnym, jako pierwszy pilot na świecie otrzymał <strong>Medal Lilienthala</strong> przyznawany przez Międzynarodową Federację Lotniczą.</p><p>To była epoka, w której lotnictwo miało jeszcze romantyczny blask pionierstwa. Szybowiec nie był tylko maszyną. Był obietnicą przekroczenia ziemskich ograniczeń. Nad Polską końca lat 30. leciał więc człowiek, który mierzył się z powietrzem, nie wiedząc, że za chwilę cała Europa zostanie wciągnięta w burzę znacznie groźniejszą niż jakikolwiek front atmosferyczny.</p><h2>Monte Cassino — czerwone maki i biała flaga klasztoru</h2><p><strong>82 lata temu, 18 maja 1944 roku, oddziały 2. Korpusu Polskiego zdobyły wzgórze Monte Cassino</strong>. W czasie walk zginęło <strong>923 polskich żołnierzy</strong>, <strong>2931 zostało rannych</strong>, a <strong>345 uznano za zaginionych</strong>. Kilka dni później alianci przełamali Linię Gustawa, a 4 czerwca 1944 roku do Rzymu wkroczyły oddziały amerykańskie.</p><p>Monte Cassino jest jednym z tych miejsc, gdzie historia nie potrzebuje patosu, bo sama nim oddycha. Klasztor benedyktynów, niemieckie pozycje obronne, kamienne zbocza, nocne natarcia, rozkaz gen. Władysława Andersa i pieśń, która stała się niemal świeckim hymnem polskiej pamięci: <strong>„Czerwone maki na Monte Cassino”</strong>.</p><p>Dziś we Włoszech odbywają się uroczystości 82. rocznicy bitwy. Centralnym punktem obchodów ma być uroczystość na <strong>Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino</strong>, z udziałem weteranów, rodzin żołnierzy, harcerzy, środowisk polonijnych oraz przedstawicieli władz Polski i Włoch. Prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> wraz z małżonką Martą Nawrocką rozpoczyna dwudniową wizytę we Włoszech; w planie są m.in. spotkania z prezydentem Włoch Sergio Mattarellą i premier Giorgią Meloni oraz udział w obchodach rocznicowych.</p><h2>Ślepy Maks, Pałac Lubomirskich i kino wielkiej historii</h2><p><strong>66 lat temu, w 1960 roku, w Łodzi zmarł Menachem Bornsztajn</strong>, znany jako <strong>„Ślepy Maks”</strong> — legenda i antylegenda przedwojennych Bałut, nazywany łódzkim Alem Capone. Jego życiorys przypomina mroczną balladę miejską: półświatki, bieda, mit ulicy, przemoc i opowieść, która przez dekady obrastała sensacją.</p><p><strong>56 lat temu, w 1970 roku, zakończyła się operacja obracania Pałacu Lubomirskich w Warszawie</strong>. Brzmi to jak scenariusz filmu Stanisława Barei albo surrealistyczna fantazja architektoniczna, ale wydarzyło się naprawdę. Pałac obrócono tak, aby zasłaniał halę Gwardii, a jego kolumnada zamknęła perspektywę głównej alei Ogrodu Saskiego. W PRL-u nawet zabytki potrafiły zmieniać kierunek patrzenia.</p><p><strong>45 lat temu, w 1981 roku, odbyła się premiera filmu „Polonia Restituta”</strong> w reżyserii Bohdana Poręby, z Januszem Zakrzeńskim w roli Józefa Piłsudskiego. Film wpisywał się w wielką opowieść o odzyskiwaniu niepodległości, ale jego premiera przypadła na czas szczególny: kilka miesięcy przed stanem wojennym, gdy Polska znów stała na historycznym rozdrożu.</p><p><strong>15 lat temu, w 2011 roku, w Chislehurst pod Londynem zmarła Włada Majewska</strong> — aktorka, pieśniarka, legenda przedwojennej <strong>„Wesołej Lwowskiej Fali”</strong>, działaczka emigracyjna i wieloletnia pracowniczka Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Jej życiorys to los polskiego XX wieku zapisany w głosie: Lwów, wojna, emigracja, radio i pamięć o świecie, którego nie ma, ale który ciągle brzmi.</p><h2>Muzyczne kalendarium: Hammond, Wakeman, Sandra, Curtis, Jackowski i Cornell</h2><p>18 maja ma także swoje mocne brzmienie. <strong>W 1944 roku urodził się Albert Hammond</strong>, brytyjski wokalista wychowany na Gibraltarze, autor i wykonawca takich piosenek jak <strong>„It Never Rains In Southern California”</strong> i <strong>„The Free Electric Band”</strong>. Pisał również dla wielkich nazwisk światowej sceny, m.in. Whitney Houston, Tiny Turner, Diany Ross i grupy Starship.</p><p><strong>W 1949 roku urodził się Rick Wakeman</strong>, klawiszowiec Strawbs i Yes, jeden z mistrzów progresywnego rocka. Jego solowe albumy, w tym <strong>„The Six Wives Of Henry VIII”</strong> i <strong>„Journey To The Centre Of The Earth”</strong>, były jak muzyczne katedry: pełne rozmachu, patosu i instrumentalnego szaleństwa.</p><p><strong>W 1954 roku w Mławie urodził się Waldemar Tkaczyk</strong>, basista zespołów Kombi, O.N.A. i Kombii. Współtworzył polski pop-rockowy krajobraz lat 80. i 90., a jego nazwisko pojawia się przy tekstach takich przebojów Kombi jak <strong>„Nasze rendez-vous”</strong>, <strong>„Kochać cię za późno”</strong> czy <strong>„Nie ma zysku”</strong>.</p><p><strong>W 1962 roku urodziła się Sandra Ann Lauer</strong>, znana po prostu jako Sandra. Jej <strong>„Maria Magdalena”</strong>, <strong>„In The Heat Of The Night”</strong> i <strong>„Secret Land”</strong> to dźwiękowa pocztówka z lat 80., epoki syntezatorów, teledysków i klubowego magnetyzmu. Później, wraz z Michaelem Cretu, związała się także z projektem <strong>Enigma</strong>, który wprowadził muzykę new age na światowe listy przebojów.</p><p><strong>W 1964 roku podczas trasy The Rolling Stones po Szkocji w Hamilton doszło do zamieszek</strong>, gdy tysiące fanów z podrobionymi biletami próbowało dostać się na koncert. Rock and roll dawno przestał być już tylko muzyką — stawał się zjawiskiem społecznym, młodzieżowym żywiołem, który starsze pokolenia obserwowały z niepokojem.</p><p><strong>W 1968 roku odbyła się pierwsza edycja festiwalu Miami Pop</strong>, z udziałem m.in. The Jimi Hendrix Experience, Steppenwolf, Blue Cheer i The Mothers of Invention. To był czas, gdy muzyka gitarowa przypominała otwarte drzwi do innego świata: głośniejszego, bardziej kolorowego, często niebezpiecznego, ale porywającego.</p><p><strong>W 1975 roku Tammy Wynette z utworem „Stand By Your Man” trafiła na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów</strong>. Piosenka stała się klasykiem country, choć życie samej artystki — pięć małżeństw i burzliwe relacje — bywało bardziej skomplikowane niż prosty refren o wierności.</p><p><strong>W 1980 roku Ian Curtis, wokalista Joy Division, popełnił samobójstwo w swoim domu w Macclesfield</strong>. Miał zaledwie 23 lata. Joy Division pozostawili po sobie tylko dwa albumy studyjne, ale ich cień pada na całą muzykę postpunkową. <strong>„Unknown Pleasures”</strong> i <strong>„Closer”</strong> brzmią jak zapis chłodu, lęku i samotności nowoczesnego miasta. Po śmierci Curtisa pozostali muzycy utworzyli New Order.</p><p><strong>W 1984 roku Simple Minds dotarli na szczyt amerykańskiej listy z piosenką „Don’t You Forget About Me”</strong>, znaną z filmu <strong>„Klub winowajców”</strong> Johna Hughesa. To jeden z tych utworów, które zamieniają kino młodzieżowe w pokoleniową kapsułę czasu.</p><p><strong>W 1999 roku w Vancouver zmarł Bruce Fairbairn</strong>, producent nagrań Bon Jovi, Aerosmith, Van Halen, KISS i AC/DC. To on współtworzył brzmienie stadionowego rocka lat 80., gdzie gitary spotykały się z potężną produkcją i charakterystycznymi partiami instrumentów dętych.</p><p><strong>W 2003 roku The Isley Brothers wrócili na szczyt amerykańskiej listy z albumem „Body Kiss”</strong>, po ponad trzydziestoletniej przerwie od poprzedniego numeru jeden. Historia muzyki lubi takie powroty — jakby czas nagle cofał wskazówki.</p><p><strong>W 2013 roku we Włoszech zmarł Marek Jackowski</strong>, gitarzysta, kompozytor i współzałożyciel Maanamu. To on skomponował m.in. <strong>„Oprócz”</strong>, <strong>„Szare miraże”</strong>, <strong>„Kocham Cię, kochanie moje”</strong> i <strong>„To tylko tango”</strong>. Bez Jackowskiego i Kory polski rock lat 80. byłby jak nocne miasto bez neonów.</p><p><strong>W 2017 roku po koncercie Soundgarden w Detroit życie odebrał sobie Chris Cornell</strong>. Był jednym z najpotężniejszych głosów grunge’u, wokalistą Soundgarden i Audioslave. Jego śmierć była dla fanów ciosem podobnym do odejścia Kurta Cobaina — przypomnieniem, że nawet głos zdolny wypełnić stadion może nie przebić się przez prywatną ciemność.</p><h2>Dziś w kraju: Abramsy, Dęblin i maturalna historia</h2><p>W Polsce uwagę przyciąga dziś <strong>Dęblin</strong>, gdzie w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 zaplanowano podpisanie umowy pomiędzy WZL Nr 1 a firmą <strong>Honeywell</strong> w sprawie <strong>Autoryzowanego Centrum Serwisowego Silników AGT1500 do czołgów M1 Abrams</strong>. W uroczystości mają wziąć udział premier Donald Tusk oraz wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Kancelaria Premiera zapowiedziała wydarzenie na 18 maja, godz. 13.30, w Dęblinie przy ul. Lotników Polskich 4.</p><p>To nie jest zwykła informacja gospodarcza. To element wojskowej układanki, w której serwis, logistyka i części zamienne są równie ważne jak same czołgi. Centrum w Dęblinie ma być jedynym takim ośrodkiem w Europie i jednym z trzech na świecie, posiadającym uprawnienia do serwisowania silników AGT1500 Abramsów.</p><p>Dziś również maturzyści piszą <strong>egzamin z historii</strong>. Po południu zaplanowano egzaminy z <strong>języka francuskiego</strong> na poziomie rozszerzonym i dwujęzycznym. Według harmonogramu CKE sesja maturalna 2026 obejmuje egzaminy pisemne i ustne, a dzisiejsze przedmioty należą do egzaminów wybieranych przez chętnych.</p><p>Jest w tym pewna symbolika: 18 maja uczniowie piszą historię w dniu, w którym historia sama puka do drzwi — Konstytucją 3 Maja, Monte Cassino, Janem Pawłem II i Orzeszkową.</p><h2>Dziś za granicą: Europa rozmawia o bezpieczeństwie, stali i miastach</h2><p>W Bratysławie marszałek Sejmu <strong>Włodzimierz Czarzasty</strong> ma spotkać się z przewodniczącym Rady Narodowej Republiki Słowackiej <strong>Richardem Rzimem</strong>. W planie jest rozmowa w cztery oczy oraz złożenie kwiatów pod Bramą Wolności przy Zamku Devin.</p><p>Szef MSZ <strong>Radosław Sikorski</strong> udaje się dziś do Paryża na spotkanie z ministrem spraw zagranicznych Francji <strong>Jean-Noëlem Barrotem</strong>. Rozmowy mają dotyczyć współpracy gospodarczej, dalszego wsparcia dla Ukrainy oraz zbliżającego się szczytu NATO w Ankarze. Ministrowie wezmą także udział w otwarciu odnowionej siedziby Instytutu Polskiego w Paryżu przy rue Jean Goujon 31.</p><p>W Baku rozpoczyna się <strong>13. sesja Światowego Forum Miejskiego WUF13</strong>, jednej z najważniejszych konferencji poświęconych polityce miejskiej. Polska ma tam prezentować m.in. rozwiązania laureatów programu <strong>GreenEvo</strong>, promującego innowacyjne zielone technologie.</p><p>W Strasburgu rusza sesja plenarna <strong>Parlamentu Europejskiego</strong>. W agendzie znalazły się m.in. debaty o wpływie globalnej nadprodukcji na europejski rynek stali, przyszłości Funduszu Badawczego Węgla i Stali, planowaniu przestrzennym obszarów morskich, rybołówstwie oraz dostępie do leków. Oficjalny kalendarz PE wskazuje 18 maja jako dzień najbliższej sesji plenarnej w Strasburgu.</p><p>W Brukseli spotkają się ministrowie ds. rozwoju państw UE. Obradom ma przewodniczyć szefowa unijnej dyplomacji <strong>Kaja Kallas</strong>. W centrum rozmów znajdą się działania zewnętrzne UE, współpraca rozwojowa, inicjatywa <strong>Global Gateway</strong> oraz skutki wojny z Iranem dla gospodarki, transportu, energetyki, bezpieczeństwa żywnościowego i migracji.</p><p>W Paryżu rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie ministrów finansów i szefów banków centralnych państw <strong>G7</strong>. W Mediolanie natomiast zapowiedziano antyimigracyjny protest skrajnie prawicowej partii <strong>Patrioci dla Europy</strong>, z udziałem m.in. Matteo Salviniego, Geerta Wildersa, Andreja Babisza i Jordana Bardelii.</p><h2>18 maja — pamięć, która nie jest muzeum</h2><p>Dzisiejszy dzień układa się jak wielogłosowa partytura. Jest w niej Orzeszkowa i Jan Paweł II, Monte Cassino i Joy Division, Dęblin i Strasburg, matura z historii i europejskie rozmowy o bezpieczeństwie. To kalendarium nie jest zbiorem martwych dat. Bardziej przypomina stary film, w którym kolejne kadry nagle zaczynają mówić do nas współczesnym językiem.</p><p>Bo historia — jak pisał Faulkner — nie umarła. Ona nawet nie przeminęła. 18 maja pokazuje to aż nadto wyraźnie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nawrocki do prawników: kryzys wymiaru sprawiedliwości wymaga zdecydowanych działań naprawczych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55156,nawrocki-do-prawnikow-kryzys-wymiaru-sprawiedliwosci-wymaga-zdecydowanych-dzialan-naprawczych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55156,nawrocki-do-prawnikow-kryzys-wymiaru-sprawiedliwosci-wymaga-zdecydowanych-dzialan-naprawczych</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 15:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nawrocki-do-prawnikow-kryzys-wymiaru-sprawiedliwosci-wymaga-zdecydowanych-dzialan-naprawczych-1779025717.png</url>
                        <title>Nawrocki do prawników: kryzys wymiaru sprawiedliwości wymaga zdecydowanych działań naprawczych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55156,nawrocki-do-prawnikow-kryzys-wymiaru-sprawiedliwosci-wymaga-zdecydowanych-dzialan-naprawczych</link>
                    </image><description>Prezydent Karol Nawrocki w liście skierowanym w niedzielę do prawników podkreślił, że kryzys wymiaru sprawiedliwości wymaga zdecydowanych działań naprawczych, które powinny być oparte na konsensusie znawców prawa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>List został skierowany do uczestników XXIII Święta Prawników, które w niedzielę odbywa się w Krakowie. Punktem wydarzenia był panel dyskusyjny poświęcony propozycjom rozwiązań kryzysu wymiaru sprawiedliwości. Wzięli w nim udział: wiceprezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Themis” SSO Beata Morawiec, sędzia SN prof. Adam Redzik, SSO Łukasz Zawadzki i prof. Fryderyk Zoll.</p><p>Nawiązując do tematyki tego panelu, prezydent ocenił, że „bez wątpienia kryzys ten pogłębił się i zaognił tak dalece, że wymaga nie tylko trafnej diagnozy i oceny przyczyn, lecz także zdecydowanych działań naprawczych”. Wskazał, że działania te należy oprzeć na „prawdziwym konsensie znawców prawa w Polsce”.</p><p>„Zgadzam się z opinią, że niezależna i rzetelna diagnoza tego problemu powinna prowadzić do wypracowania rekomendacji wolnych od emocji politycznych – i że najlepiej posłuży temu debata ekspertów reprezentujących różne środowiska i poglądy polityczne. Mówimy tu o zagadnieniach ściśle związanych z racją stanu, z dobrem państwa i całego narodu” – napisał Nawrocki.</p><p>W liście przypomniał, że powołał Radę Nowej Konstytucji i planuje powołać Radę ds. Naprawy Ustroju Państwa, które mają stać się forami „swobodnej i otwartej dyskusji licznego grona specjalistów”. Zdaniem prezydenta, „należy ustalić, czy ustrój naszego państwa jest źle unormowany w Konstytucji z 2 kwietnia 1997 roku, czy jedynie nieprawidłowo funkcjonuje w praktyce instytucjonalnej, czy też może występują równocześnie obie te okoliczności”.</p><p>Jako negatywne zjawiska w obszarze ustrojowym wymienił dwie kwestie: niejasne rozgraniczenia kompetencyjne organów władzy wykonawczej oraz tryby i praktykę powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego, członków Krajowej Rady Sądownictwa, niektórych izb Sądu Najwyższego i blisko 3 tys. sędziów.</p><p>„Szczególnie w obliczu wyzwań związanych z bezpieczeństwem zewnętrznym oraz wynikających z przemian geopolitycznych, gospodarczych i technologicznych nie sposób dłużej tolerować sytuacji, w której nieustanne kontrowersje wokół niektórych szczególnie ważnych organów państwa godzą w podstawowe interesy obywateli oraz w wiarygodność i dobre imię Polski w świecie” – napisał prezydent.</p><p>XXIII Święto Prawników odbywa się w Krakowie pod patronatem Okręgowej Izby Radców Prawnych, Okręgowej Izby Adwokackiej, Izby Komorniczej i Izby Notarialnej w Krakowie. Organizatorem jest Ars Legis - Stowarzyszenie im. św. Ivo Helory.</p><p>Na początku maja prezydent Karol Nawrocki powołał w Warszawie Radę Nowej Konstytucji. Celem tego zespołu ma być wypracowanie projektu nowej konstytucji, co Nawrocki zapowiedział w pierwszym po zaprzysiężeniu orędziu. Według prezydenta, ma to być konstytucja nowej generacji roku 2030. Akty powołania do Rady Nowej Konstytucji otrzymali: była prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, konstytucjonalista Ryszard Piotrowski, sędzia i b. minister sprawiedliwości Barbara Piwnik, prawnik, b. marszałek Sejmu Józef Zych, b. marszałek Sejmu Marek Jurek, prof. Ryszard Legutko, konstytucjonalistka prof. Anna Łabno.</p><p>Spór dotyczący KRS i wyłanianych w procedurze przy jej udziale tzw. neosędziów wiąże się z nowelizacją w grudniu 2017 r. ustawy o Radzie, zgodnie z którą od 2018 r. 15 sędziów -członków KRS wybieranych jest przez Sejm, choć wcześniej byli oni wybierani przez środowiska sędziowskie. Zmiana z 2017 r. stała się powodem stawianych przez ówczesną opozycję, a przez rządzących obecnie, zarzutów upolitycznienia KRS i kwestionowania statusu osób sędziów z udziałem tak ukształtowanej KRS. Na wadliwość procedury wyłaniania sędziów z udziałem obecnej KRS wskazywały w ostatnich latach też orzeczenia europejskich trybunałów – TSUE i ETPC. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nawrocki: będę korzystał z wszelkich środków, aby wymóc na rządzie zażegnanie kryzysu służby zdrowia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55154,nawrocki-bede-korzystal-z-wszelkich-srodkow-aby-wymoc-na-rzadzie-zazegnanie-kryzysu-sluzby-zdrowia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55154,nawrocki-bede-korzystal-z-wszelkich-srodkow-aby-wymoc-na-rzadzie-zazegnanie-kryzysu-sluzby-zdrowia</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 12:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nawrocki-bede-korzystal-z-wszelkich-srodkow-aby-wymoc-na-rzadzie-zazegnanie-kryzysu-sluzby-zdrowia-1779014848.png</url>
                        <title>Nawrocki: będę korzystał z wszelkich środków, aby wymóc na rządzie zażegnanie kryzysu służby zdrowia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55154,nawrocki-bede-korzystal-z-wszelkich-srodkow-aby-wymoc-na-rzadzie-zazegnanie-kryzysu-sluzby-zdrowia</link>
                    </image><description>Prezydent Karol Nawrocki zadeklarował w liście do organizatorów i uczestników 102. Ogólnopolskiej Pielgrzymki Pracowników Służby Zdrowia na Jasną Górę, że będzie korzystał z wszelkich dostępnych środków prawnych i politycznych, aby wymóc na rządzących zażegnanie kryzysu publicznej opieki zdrowotnej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W liście skierowanym do uczestników pielgrzymki prezydent podziękował pracownikom ochrony zdrowia za „świadectwo wierności ideałom chrześcijańskim i hipokratejskim” oraz za oddanie w wykonywaniu zawodowego powołania.</p><p>Podkreślił, że warunki pracy i wynagradzania wszystkich wykonujących zawody medyczne są „sprawą wielkiej wagi”. „Organizacja i finansowanie systemu opieki zdrowotnej w Polsce powinny stanowić wsparcie, a nie barierę w wykonywaniu tej niezwykle odpowiedzialnej i niezastąpionej pracy” - napisał Nawrocki.</p><p>„W centrum uwagi powinny pozostawać rzeczywiste potrzeby pacjentów oraz wysoki poziom kwalifikacji polskich medyków. Niedopuszczalne są sytuacje, w których na skutek bierności, niekompetencji, niegospodarności lub korupcji rządzących oszczędza się na zdrowiu i życiu obywateli, i zaniedbuje problem zastępowalności pokoleń w gronie lekarzy niektórych specjalności, pielęgniarek i położnych” - ocenił w liście do pielgrzymów.</p><p>Prezydent zadeklarował, że będzie korzystał „z wszelkich dostępnych środków prawnych i politycznych, aby wymóc na rządzących zażegnanie obecnego kryzysu publicznej opieki zdrowotnej”. (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tusk uderza w Kaczyńskiego i Nawrockiego. W tle amerykańscy żołnierze, Ziobro i spór o to, kto szkodzi Polsce]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55153,tusk-uderza-w-kaczynskiego-i-nawrockiego-w-tle-amerykanscy-zolnierze-ziobro-i-spor-o-to-kto-szkodzi-polsce</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55153,tusk-uderza-w-kaczynskiego-i-nawrockiego-w-tle-amerykanscy-zolnierze-ziobro-i-spor-o-to-kto-szkodzi-polsce</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 12:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tusk-uderza-w-kaczynskiego-i-nawrockiego-w-tle-amerykanscy-zolnierze-ziobro-i-spor-o-to-kto-szkod-1779014221.png</url>
                        <title>Tusk uderza w Kaczyńskiego i Nawrockiego. W tle amerykańscy żołnierze, Ziobro i spór o to, kto szkodzi Polsce</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55153,tusk-uderza-w-kaczynskiego-i-nawrockiego-w-tle-amerykanscy-zolnierze-ziobro-i-spor-o-to-kto-szkodzi-polsce</link>
                    </image><description>Premier Donald Tusk zarzucił Jarosławowi Kaczyńskiemu, że próbuje obarczyć Polskę odpowiedzialnością za decyzje Waszyngtonu. Prezydentowi Karolowi Nawrockiemu wypomniał natomiast słowa o Zbigniewie Ziobrze i polskim wymiarze sprawiedliwości wypowiedziane za granicą.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Polska polityka znów przypomina scenę z dramatu, w którym wszyscy mówią o ojczyźnie, ale każdy innym językiem. Jedni widzą w niej twierdzę oblężoną przez obcych, drudzy państwo, którego reputację trzeba chronić także wtedy, gdy wewnętrzny spór kusi, by wynieść go na międzynarodową mównicę. Tym razem osią konfliktu stały się doniesienia o amerykańskich wojskach w Europie oraz wypowiedzi prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące Zbigniewa Ziobry.</p><p>Premier <strong>Donald Tusk</strong> napisał w niedzielę na platformie X, że z prezydentem i prezesem PiS jest „coraz gorzej”. Zarzucił <strong>Jarosławowi Kaczyńskiemu</strong>, że próbuje „zrzucić na Polskę winę” za decyzje Waszyngtonu dotyczące zmniejszenia amerykańskiego zaangażowania wojskowego w Europie. O <strong>Karolu Nawrockim</strong> stwierdził natomiast, że „w obecności liderów innych krajów na szczycie w Bukareszcie obrzuca błotem własne państwo”. Wypowiedź premiera przytoczyły m.in. RMF FM i inne media relacjonujące najnowszą odsłonę politycznego sporu.</p><h2>Amerykańska rotacja czy polityczny alarm?</h2><p>Iskrą były doniesienia agencji Reutera i CNN. Reuters, powołując się na dwóch anonimowych amerykańskich urzędników, podał, że Pentagon anulował plany rotacyjnego przemieszczenia do Polski około <strong>4 tys. amerykańskich żołnierzy</strong>. Według medialnych informacji chodziło o 2. Pancerną Brygadową Grupę Bojową z 1. Dywizji Kawalerii. CNN informowało z kolei, że decyzja szefa Pentagonu Pete’a Hegsetha miała być częścią szerszych działań zmierzających do redukcji liczby sił USA w Europie.</p><p>Takie wiadomości w Polsce nie spadają na neutralny grunt. W kraju, który od lat buduje swoje bezpieczeństwo także na obecności wojsk amerykańskich, każda informacja o rotacji, przesunięciu lub redukcji sił USA brzmi jak uderzenie w gong. Szczególnie teraz, gdy wojna Rosji przeciwko Ukrainie przypomniała Europie, że geografia nie jest dekoracją, lecz losem.</p><p>Jarosław Kaczyński zareagował ostro. Prezes PiS napisał, że Polacy chcą wiedzieć, co dalej z bezpieczeństwem kraju. Zarzucił rządowi Donalda Tuska, że w ciągu dwóch lat zniszczył relacje z USA i wzajemne zaufanie, podważając pozycję Polski w NATO. Wpis zakończył pytaniem, czy jest to efekt nieudolności, czy „przemyślanej, proniemieckiej polityki”. To język dobrze znany z polskiej politycznej wojny: mocny, oskarżycielski, ustawiający spór nie wokół faktów logistycznych, ale wokół lojalności wobec państwa.</p><h2>BBN i MON studzą emocje</h2><p>Problem w tym, że zarówno rząd, jak i <strong>Biuro Bezpieczeństwa Narodowego</strong> zaczęły tonować alarmistyczne interpretacje. BBN przekazało, że medialne doniesienia o ograniczeniu obecności wojsk USA w Europie <strong>nie dotyczą bezpośrednio ani docelowo Polski</strong>. Według Biura trwa rotacja sił amerykańskich, a do kraju przemieszcza się sprzęt i żołnierze ze Stanów Zjednoczonych.</p><p>Podobnie wypowiadał się szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, który — według relacji RMF FM — informował, że nie zapadła decyzja o zmniejszeniu amerykańskiego zaangażowania w Polsce, co miało zostać potwierdzone w rozmowach z przedstawicielami Pentagonu i sił zbrojnych USA.</p><p>Tusk już wcześniej oceniał, że sprawa ma charakter logistyczny i nie wpływa na bezpieczeństwo Polski. Teraz poszedł krok dalej, uderzając w polityczną narrację PiS. W jego ujęciu Kaczyński nie pyta o bezpieczeństwo, lecz próbuje politycznie wykorzystać decyzje Waszyngtonu, przedstawiając je jako winę polskiego rządu.</p><h2>Nawrocki, Ziobro i „błoto” za granicą</h2><p>Druga część wpisu premiera dotyczyła prezydenta Karola Nawrockiego. Chodzi o jego wypowiedź podczas konferencji w Bukareszcie. Nawrocki został zapytany o obecność byłego ministra sprawiedliwości <strong>Zbigniewa Ziobry</strong> w Stanach Zjednoczonych oraz o to, czy ta sprawa może wpłynąć na relacje polsko-amerykańskie.</p><p>Prezydent odpowiedział, że nie jest to temat, w który należy się zagłębiać w obecności zagranicznych gości. Jednocześnie stwierdził, że nie wyobraża sobie, aby sytuacja mogła wpłynąć na relacje z USA. Podkreślił, że dla niego i prezydenta Donalda Trumpa ważniejsze są kwestie militarne, bezpieczeństwo, G20 i relacje transatlantyckie. Dodał jednak również, że chodzi o „człowieka, który nie mógł się spodziewać uczciwego procesu w Polsce”.</p><p>To ostatnie zdanie stało się politycznym zapalnikiem. Dla Tuska oznacza ono, że prezydent za granicą podważa wiarygodność własnego państwa i jego wymiaru sprawiedliwości. Dla zwolenników Nawrockiego może być natomiast diagnozą sytuacji politycznej i obroną byłego ministra. W praktyce jednak mamy do czynienia z czymś poważniejszym niż kolejną wymianą uszczypliwości: z pytaniem, czy polscy liderzy mogą w obecności zagranicznych partnerów oskarżać własne państwo o brak gwarancji uczciwego procesu.</p><h2>Spór o bezpieczeństwo czy spór o państwo?</h2><p>Na pierwszy rzut oka są to dwie różne sprawy: amerykańska rotacja wojsk i wypowiedź o Zbigniewie Ziobrze. W rzeczywistości łączy je jedno: polityczna walka o to, kto ma prawo mówić w imieniu Polski i kto tę Polskę naprawdę chroni.</p><p>PiS od lat buduje opowieść o sobie jako gwarancie twardej polityki bezpieczeństwa, silnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi i nieufności wobec Berlina. Koalicja rządząca odpowiada, że bezpieczeństwo nie polega na retorycznych fajerwerkach, lecz na pracy dyplomatycznej, obecności w NATO i wiarygodności państwa. W tle zaś jest prezydent Nawrocki, który coraz wyraźniej prowadzi własną polityczną linię — często bliższą obozowi PiS niż rządowi.</p><p>W polityce zagranicznej takie rozdwojenie głosu bywa kosztowne. Państwo może oczywiście mieć spór wewnętrzny, demokracja żyje konfliktem, ale na zewnątrz liczy się także elementarna spójność. Gdy premier, prezydent i lider największej partii opozycyjnej wysyłają sprzeczne sygnały, partnerzy zagraniczni nie muszą czytać między wierszami. Wystarczy, że widzą chaos.</p><h2>Polska między Waszyngtonem a własną awanturą</h2><p>Doniesienia o decyzjach Pentagonu warto czytać chłodno. Amerykańska polityka wojskowa w Europie zależy od wielu czynników: globalnych priorytetów USA, sytuacji w Azji, wojny w Ukrainie, budżetu, logistyki i wewnętrznej polityki Waszyngtonu. Sprowadzanie każdej decyzji Pentagonu do winy jednego polskiego rządu jest publicystycznie efektowne, ale strategicznie ryzykowne.</p><p>Z drugiej strony rządzący także muszą pamiętać, że w sprawach bezpieczeństwa sama deklaracja „wszystko jest pod kontrolą” nie zawsze wystarczy. Społeczeństwo ma prawo wiedzieć, co oznaczają zmiany rotacyjne, ilu żołnierzy przyjeżdża, ilu wyjeżdża, jakie jednostki są zastępowane i czy infrastruktura wojskowa w Polsce pozostaje w pełni wykorzystywana. Bez tego każda luka informacyjna natychmiast zostanie wypełniona politycznym strachem.</p><h2>Słowa, które zostają</h2><p>W polskiej polityce najpierw padają mocne słowa, potem przychodzą sprostowania, dopowiedzenia i komunikaty instytucji. Ale pierwsze wrażenie często zostaje. Tak było i tym razem. „Zmniejszenie amerykańskiej obecności”, „zniszczone relacje z USA”, „obrzucanie błotem własnego państwa”, „brak uczciwego procesu w Polsce” — to zdania, które żyją własnym życiem.</p><p>A przecież w tle nie ma tylko partyjnego sporu. Jest realne pytanie o bezpieczeństwo kraju graniczącego z wojną. Jest pytanie o zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Jest pytanie o to, czy prezydent i premier potrafią rozmawiać jednym głosem wtedy, gdy chodzi o interes państwa. I jest wreszcie pytanie, czy polska polityka potrafi jeszcze odróżnić ostrą debatę od podcinania gałęzi, na której siedzi całe państwo.</p><p>Bo można spierać się o rząd. Można ostro krytykować opozycję. Można punktować prezydenta. Ale gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo i wiarygodność Polski, każde słowo waży więcej niż partyjny triumf w mediach społecznościowych.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[17 maja: od hołdu pruskiego po Monte Cassino. Dzień, w którym historia znów mówi pełnym głosem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55147,17-maja-od-holdu-pruskiego-po-monte-cassino-dzien-w-ktorym-historia-znow-mowi-pelnym-glosem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55147,17-maja-od-holdu-pruskiego-po-monte-cassino-dzien-w-ktorym-historia-znow-mowi-pelnym-glosem</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 07:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-17-maja-od-holdu-pruskiego-po-monte-cassino-dzien-w-ktorym-historia-znow-mowi-pelnym-glosem-1778961647.png</url>
                        <title>17 maja: od hołdu pruskiego po Monte Cassino. Dzień, w którym historia znów mówi pełnym głosem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55147,17-maja-od-holdu-pruskiego-po-monte-cassino-dzien-w-ktorym-historia-znow-mowi-pelnym-glosem</link>
                    </image><description>17 maja łączy hołd pruski, pierwszy polski złoty medal olimpijski Haliny Konopackiej, teatr Kazimierza Dejmka i pamięć o Monte Cassino. To data, w której wielka historia, polityka i sport wracają z pełną mocą.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Niedziela, 17 maja, sto trzydziesty siódmy dzień roku.</strong> Słońce wstało dziś o godz. 4.40, a zajdzie o 20.25. Imieniny obchodzą m.in. <strong>Andrzej, Antonia, Bruno, Sławomir i Weronika</strong>. To dzień, w którym kalendarz układa się jak wielogłosowa partytura: od wielkiej polityki jagiellońskiej, przez teatr Dejmka i olimpijski dysk Haliny Konopackiej, aż po Monte Cassino, gdzie „czerwone maki” nie są tylko pieśnią, lecz narodowym refrenem pamięci.</p><h2>Albrecht Hohenzollern i koniec państwa zakonnego</h2><p>536 lat temu, w 1490 roku, urodził się <strong>Albrecht Hohenzollern</strong>, ostatni wielki mistrz zakonu krzyżackiego w Prusach. To postać, która jak z kart Sienkiewicza wyszła na scenę historii już po Grunwaldzie, ale przed epilogiem krzyżackiego państwa. W 1525 roku Albrecht dokonał sekularyzacji państwa zakonnego, przeszedł na luteranizm i złożył hołd lenny królowi Zygmuntowi Staremu.</p><p>Tak narodziły się Prusy Książęce — polityczny twór, który z czasem stanie się jednym z głównych aktorów dramatu Europy Środkowej. W historii Polski ten gest, znany jako <strong>hołd pruski</strong>, przez pokolenia przedstawiano jako triumf Jagiellonów. Jan Matejko utrwalił go z rozmachem teatralnym: król siedzi jak reżyser dziejów, książę klęczy, a historia — jak to ona — już szykuje następny akt.</p><h2>Pakt lanckoroński: polityka II RP pod wysokim napięciem</h2><p>103 lata temu, w 1923 roku, podpisano w Warszawie <strong>pakt lanckoroński</strong>, koalicyjną umowę między PSL „Piast”, Związkiem Ludowo-Narodowym i Chrześcijańską Demokracją. Nazwa pochodzi od Lanckorony, gdzie prowadzono poufne negocjacje. Była to polityka robiona w cieniu gabinetów, w czasach, gdy młoda II Rzeczpospolita dopiero uczyła się oddychać pełną piersią po 123 latach zaborów.</p><p>Porozumienie stało się fundamentem tzw. rządu Chjeno-Piasta. Dla jednych było próbą stabilizacji, dla innych — symbolem ostrego skrętu w prawo. W tle pobrzmiewały spory o reformę rolną, relacje państwa z Kościołem, szkołę, mniejszości narodowe i kierunek, w którym miała iść odrodzona Polska. To był czas, gdy parlamentaryzm przypominał bardziej „Wesele” Wyspiańskiego niż spokojną debatę oksfordzką: każdy miał swoją rację, swoją ranę i swój chocholi taniec.</p><h2>Kazimierz Dejmek: teatr, który zapalił lont Marca ’68</h2><p>102 lata temu, w 1924 roku, w Kowlu urodził się <strong>Kazimierz Dejmek</strong> — reżyser, aktor, dyrektor teatrów, minister kultury i jedna z najważniejszych postaci polskiej sceny XX wieku. Kierował m.in. Teatrem Narodowym w Warszawie, gdzie wyreżyserował <strong>„Kordiana” Juliusza Słowackiego</strong> i słynne <strong>„Dziady” Adama Mickiewicza</strong> z Gustawem Holoubkiem w roli Gustawa-Konrada.</p><p>To właśnie „Dziady” Dejmka stały się w 1968 roku czymś więcej niż spektaklem. Były jak iskra rzucona na beczkę prochu. Ostatnie przedstawienie odbyło się 30 stycznia 1968 roku, a protesty po zdjęciu spektaklu stały się jednym z impulsów wydarzeń Marcowych. W roli Gustawa-Konrada wystąpił Gustaw Holoubek, którego Wielka Improwizacja przeszła do legendy polskiego teatru.</p><p>Dejmek przypomina, że teatr w Polsce nigdy nie był wyłącznie dekoracją. Bywał parlamentem ducha, sądem sumienia i konspiracyjną drukarnią emocji. W kraju, gdzie Mickiewicz potrafił bardziej niepokoić władzę niż niejeden manifest, scena była miejscem szczególnego ryzyka.</p><h2>Halina Konopacka: dysk, który przyniósł Polsce pierwsze złoto</h2><p>98 lat temu, w 1928 roku, w Amsterdamie rozpoczęły się <strong>IX Letnie Igrzyska Olimpijskie</strong>. To właśnie tam <strong>Halina Konopacka</strong> zdobyła pierwszy złoty medal olimpijski dla Polski, wygrywając konkurs rzutu dyskiem. Polski Komitet Olimpijski przypomina, że Konopacka była nie tylko mistrzynią sportu, ale także poetką, malarką i jedną z najbarwniejszych postaci dwudziestolecia międzywojennego.</p><p>Jej medal był czymś więcej niż sportowym sukcesem. Polska, ledwie dekadę po odzyskaniu niepodległości, usłyszała swój hymn na olimpijskim stadionie. W tym geście było coś z filmowego kadru: kobieta w białym stroju, dysk lecący przez powietrze i państwo, które dopiero uczyło się swojej nowej obecności na mapie świata.</p><h2>Marcel Łoziński: dokument jako moralny rentgen</h2><p>86 lat temu, w 1940 roku, urodził się <strong>Marcel Łoziński</strong>, wybitny dokumentalista, nominowany do Oscara za film <strong>„89 mm od Europy”</strong>. Łoziński należy do tych twórców, którzy nie potrzebują wielkich dekoracji, by pokazać dramat świata. W jego kinie wystarczy twarz, pauza, gest, spojrzenie człowieka złapanego między systemem a własnym sumieniem.</p><p>Polska szkoła dokumentu miała zawsze szczególną temperaturę. Tam, gdzie fabuła musiała czasem mówić półgłosem, dokument potrafił szeptem powiedzieć więcej niż oficjalne przemówienie z trybuny.</p><h2>Układ PRL–RFN: granica na Odrze i Nysie</h2><p>54 lata temu, w 1972 roku, Bundestag zatwierdził <strong>Układ między PRL a RFN o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków</strong>, podpisany 7 grudnia 1970 roku w Warszawie przez Józefa Cyrankiewicza i Willy’ego Brandta. Dokument zawierał m.in. uznanie przez stronę zachodnioniemiecką polskiej granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. Tekst układu został ogłoszony w Dzienniku Ustaw PRL, a podpisanie nastąpiło w Warszawie 7 grudnia 1970 roku.</p><p>To jeden z tych momentów, w których prawo międzynarodowe przestaje być suchym paragrafem. Staje się mapą ludzkiego losu. Za sformułowaniami dyplomatów stały przecież domy, cmentarze, przesiedlenia, lęk i nadzieja milionów ludzi.</p><h2>Bojkot igrzysk w Los Angeles</h2><p>42 lata temu, w 1984 roku, Polska — w ślad za Związkiem Radzieckim — zdecydowała o bojkocie <strong>Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles</strong>. Była to odpowiedź bloku wschodniego na bojkot igrzysk w Moskwie cztery lata wcześniej przez część państw zachodnich.</p><p>Sport, który miał być świętem rywalizacji, stał się wówczas jeszcze jednym frontem zimnej wojny. Stadion przypominał szachownicę, a sportowcy płacili cenę za ruchy wykonywane nie przez nich, lecz przez politycznych arcymistrzów.</p><h2>Richard Pipes: człowiek, który czytał Rosję jak dramat polityczny</h2><p>8 lat temu, w 2018 roku, w Cambridge zmarł <strong>Richard Pipes</strong>, urodzony w Polsce historyk i sowietolog, autor ważnych prac o Rosji i rewolucji rosyjskiej, doradca prezydenta Ronalda Reagana ds. ZSRR i Europy Wschodniej. Pipes urodził się w Cieszynie, wykładał na Harvardzie i należał do tych badaczy, którzy patrzyli na Rosję nie jak na egzotyczną zagadkę, lecz jak na państwo ukształtowane przez długie trwanie autokracji.</p><p>W jego biografii odbija się los XX wieku: polskie korzenie, ucieczka przed wojną, amerykańska kariera naukowa i wpływ na politykę wobec Kremla. To postać, której książki wracają dziś w rozmowach o Rosji z niepokojącą aktualnością.</p><h2>Monte Cassino: pamięć, która ma lokalny adres</h2><p>Dziś prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> wraz z małżonką Martą Nawrocką udaje się z wizytą do Włoch. W poniedziałek zaplanowano spotkania z prezydentem Włoch Sergio Mattarellą i premier Giorgią Meloni, a po południu udział pary prezydenckiej w obchodach <strong>82. rocznicy bitwy o Monte Cassino</strong>. Centralnym punktem uroczystości ma być Polski Cmentarz Wojenny na Monte Cassino.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i okolic to nie jest odległa historia z podręcznika. Muzeum w Tomaszowie Mazowieckim przypominało w 2024 roku sylwetki tomaszowian walczących w tej bitwie, wskazując, że Monte Cassino było jednym z największych zwycięstw polskiego oręża i największą walką żołnierzy II Korpusu gen. Władysława Andersa.</p><p>Na cmentarzu pod Monte Cassino spoczywa ponad tysiąc polskich żołnierzy, a napis „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie” brzmi jak kamienna strofa narodowej elegii. Tomaszowski portal miejski przypominał także, że w lokalnym skansenie znajduje się unikatowa kolekcja tzw. sztuki okopowej związanej z pamięcią o tej epopei.</p><h2>Bratysława, Andaluzja, Indie i Waszyngton</h2><p>Dziś marszałek Sejmu <strong>Włodzimierz Czarzasty</strong> udaje się z dwudniową wizytą do Bratysławy, gdzie ma spotkać się z przewodniczącym Rady Narodowej Republiki Słowackiej Richardem Rašim. Program obejmuje również złożenie kwiatów pod Bramą Wolności przy Zamku Devin. To symboliczne miejsce przypomina o ludziach, którzy w czasach żelaznej kurtyny próbowali przedostać się na Zachód.</p><p>W Andaluzji odbywają się wybory regionalne. Do obsadzenia jest 109 miejsc w parlamencie tej wspólnoty autonomicznej, a bezwzględna większość wynosi 55 mandatów. Sondaże przedwyborcze dawały Partii Ludowej szanse na utrzymanie silnej pozycji, po tym jak w 2022 roku PP zdobyła tam samodzielną większość — po raz pierwszy w regionie długo kojarzonym z dominacją socjalistów.</p><p>Premier Indii <strong>Narendra Modi</strong> udaje się do Goeteborga, gdzie ma spotkać się z premierem Szwecji Ulfem Kristerssonem i wystąpić na konferencji biznesowej z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. W Waszyngtonie na błoniach National Mall zaplanowano festiwal modlitwy „Rededicate 250” z okazji 250-lecia Stanów Zjednoczonych, z oczekiwanym udziałem prezydenta Donalda Trumpa.</p><h2>Lewandowski: ostatni taniec na Camp Nou?</h2><p>W niedzielny wieczór <strong>Robert Lewandowski</strong> ma po raz ostatni wystąpić na Camp Nou w barwach Barcelony. Drużyna, pewna już mistrzowskiego tytułu, podejmie Betis Sewilla. Według dzisiejszych doniesień Lewandowski potwierdził, że po sezonie odejdzie z FC Barcelony, kończąc czteroletni rozdział kariery, w którym sięgnął m.in. po trzy mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Króla i trzy Superpuchary Hiszpanii.</p><p>To może być wieczór z tych, które piłka nożna rezerwuje dla wielkich pożegnań. Camp Nou zna takie sceny: oklaski, transparenty, łzy i świadomość, że kończy się pewna epoka. Lewandowski, który przez lata był dla polskich kibiców kimś więcej niż napastnikiem — raczej symbolem zawodowej bezwzględności i sportowej długowieczności — zamyka kolejny rozdział, ale zapewne nie ostatni.</p><h2>Dzień złożony z pamięci</h2><p>17 maja przypomina, że historia nie jest muzealną gablotą. Jest ruchem: dyskiem Konopackiej, gestem Albrechta Hohenzollerna, głosem Holoubka, ciszą cmentarza na Monte Cassino i ostatnim biegiem Lewandowskiego do piłki na Camp Nou.</p><p>To dobry dzień, by spojrzeć na kalendarz nie jak na zestaw dat, lecz jak na mapę znaczeń. Bo każda data ma swój cień, swoje światło i swój powrót — czasem w wielkiej polityce, czasem w teatrze, czasem na stadionie, a czasem bardzo blisko nas, w lokalnej pamięci Tomaszowa Mazowieckiego.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Prezydent Nawrocki: nie ma demokracji bez wolnych mediów.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55145,prezydent-nawrocki-nie-ma-demokracji-bez-wolnych-mediow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55145,prezydent-nawrocki-nie-ma-demokracji-bez-wolnych-mediow</guid>
            <pubDate>Sat, 16 May 2026 19:19:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prezydent-nawrocki-nie-ma-demokracji-bez-wolnych-mediow-1778952201.png</url>
                        <title>Prezydent Nawrocki: nie ma demokracji bez wolnych mediów.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55145,prezydent-nawrocki-nie-ma-demokracji-bez-wolnych-mediow</link>
                    </image><description>Szef państwa dziękuje BBN za inicjatywę wyjaśnienia sprawy. MSWiA odpowiada: policja reagowała na zgłoszenia o możliwym zagrożeniu życia</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Prezydent Karol Nawrocki</strong> zabrał głos w sprawie policyjnych interwencji dotyczących osób związanych z <strong>Telewizją Republika</strong>. W swoim wpisie podkreślił, że <strong>nie ma demokracji bez wolnych mediów</strong>, a dziennikarze nie mogą pracować w atmosferze presji, gróźb i obawy przed kolejnymi działaniami służb. Jednocześnie podziękował szefowi <strong>Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszowi Grodeckiemu</strong> za zapowiedź wystąpienia do <strong>MSWiA</strong> o szczegółowe informacje w tej sprawie.</p><p>W tle są doniesienia o fałszywych alarmach, interwencjach policji oraz zatrzymaniu 53-letniego mężczyzny, który może mieć związek ze zgłoszeniami skutkującymi działaniami funkcjonariuszy. <strong>Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji</strong> odpiera zarzuty i przekonuje, że policja nie działała wobec redakcji jako takiej, lecz reagowała na zgłoszenia dotyczące możliwego <strong>zagrożenia zdrowia i życia</strong> lub informacji o ładunkach wybuchowych.</p><h2><strong>Prezydent: przekraczana jest niebezpieczna granica</strong></h2><p>Prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> napisał na platformie X, że jeśli dziennikarz w Polsce musi zastanawiać się, czy kolejne fałszywe zgłoszenie nie zakończy się wejściem służb do domu, skuwaniem współpracowników czy przeszukaniem redakcji, to oznacza przekraczanie bardzo niebezpiecznej granicy.</p><p>To mocna diagnoza. W świecie polityki słowa bywają jak zapałki rzucane na suchą trawę, ale w tym przypadku prezydent wyraźnie wskazał na sprawę fundamentalną: <strong>wolność słowa</strong> i bezpieczeństwo osób wykonujących zawód dziennikarza.</p><p>Jak podkreślił, <strong>bez wolnych mediów nie ma demokracji</strong>. Nie ma też realnej <strong>wolności słowa</strong> tam, gdzie dziennikarze zaczynają żyć pod presją interwencji służb, gróźb i działań, które mogą paraliżować pracę redakcji.</p><p>Prezydent postawił również pytanie wykraczające poza bieżący spór polityczny: czy państwo może dopuścić do sytuacji, w której <strong>dziennikarze nie czują się bezpiecznie</strong> ani we własnych domach, ani w miejscach pracy?</p><h2><strong>Nawrocki dziękuje szefowi BBN</strong></h2><p>W swoim wpisie prezydent podziękował szefowi <strong>BBN Bartoszowi Grodeckiemu</strong> za inicjatywę zmierzającą do wyjaśnienia okoliczności działań podejmowanych przez służby wobec dziennikarzy i osób związanych z <strong>TV Republika</strong>.</p><p>Grodecki zapowiedział wcześniej, że wystąpi do ministra spraw wewnętrznych i administracji <strong>Marcina Kierwińskiego</strong> o przedstawienie szczegółowych informacji dotyczących działań podległych mu służb w sprawie określanej przez niego jako <strong>„nękanie dziennikarzy Telewizji Republika”</strong>.</p><p>Szef BBN zaznaczył, że nie ma zgody na ograniczanie <strong>wolności słowa</strong> i paraliżowanie pracy niezależnych mediów w Polsce.</p><h2><strong>MSWiA: policja reagowała na konkretne zgłoszenia</strong></h2><p>Inną perspektywę przedstawia <strong>MSWiA</strong>. Minister <strong>Marcin Kierwiński</strong> odpowiedział, że teza stawiana przez szefa BBN jest nieprawdziwa. Według niego <strong>policja interweniowała w związku z możliwym zagrożeniem życia</strong>.</p><p>Resort podkreśla, że funkcjonariusze nie działali z powodu działalności redakcyjnej <strong>Telewizji Republika</strong>, lecz w reakcji na konkretne zgłoszenia alarmowe. Chodziło między innymi o informacje dotyczące możliwego podłożenia ładunków wybuchowych albo zagrożenia zdrowia i życia.</p><p>Rzeczniczka MSWiA <strong>Karolina Gałecka</strong> informowała, że między 10 a 15 maja odnotowano <strong>12 interwencji policji</strong> związanych z takimi zgłoszeniami. Zastrzegała jednocześnie, że nieprawdziwe są pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje o 30 czy 50 tego typu przypadkach.</p><h2><strong>Zatrzymano 53-letniego mężczyznę</strong></h2><p>W sobotę policja poinformowała o zatrzymaniu <strong>53-letniego mężczyzny</strong>, który może mieć związek ze zgłaszaniem fałszywych alarmów. Według przekazywanych informacji alarmy te miały skutkować interwencjami służb, w tym interwencją w mieszkaniu należącym do redaktora naczelnego <strong>Telewizji Republika Tomasza Sakiewicza</strong>.</p><p>Sama stacja informowała, że jej pracownicy są celem ataków polegających na fałszywym wzywaniu służb. Według relacji <strong>TV Republika</strong>, zgłoszenia miały dotyczyć rzekomych osób chcących targnąć się na życie albo ładunków przeznaczonych do detonacji w mieszkaniach ludzi związanych z telewizją.</p><p>Jeżeli te ustalenia się potwierdzą, sprawa będzie miała nie tylko wymiar polityczny, ale również karny i społeczny. Fałszywe alarmy angażują służby, dezorganizują życie osób, których dotyczą, a jednocześnie mogą odciągać funkcjonariuszy od realnych zagrożeń.</p><h2><strong>Interwencja w domu Tomasza Sakiewicza</strong></h2><p>Największe emocje wzbudziła piątkowa informacja <strong>Telewizji Republika</strong> o wejściu policji do domu <strong>Tomasza Sakiewicza</strong>. Redaktor naczelny stacji relacjonował na antenie, że funkcjonariusze mieli siłą wejść do jego domu i skuć jego asystentkę, twierdząc, że zagrożone jest tam dziecko.</p><p>Policja przedstawiła własne wyjaśnienia. Według funkcjonariuszy zgłoszenie dotyczyło osoby, której zachowanie mogło zagrażać jej życiu. Na miejscu policjanci mieli zastać kobietę, która nie chciała się przedstawić ani współpracować. Jak przekazano, na czas wyjaśniania sytuacji zastosowano wobec niej kajdanki, mając na uwadze bezpieczeństwo jej samej oraz funkcjonariuszy.</p><p>To właśnie ten punkt sprawy stał się osią politycznego sporu. Dla jednej strony to przykład działań, które mogą być odbierane jako presja wobec środowiska medialnego. Dla drugiej — rutynowa, choć trudna interwencja służb po otrzymaniu alarmowego zgłoszenia.</p><h2><strong>Kierwiński: interwencje nie dotyczyły działalności stacji</strong></h2><p>Minister <strong>Marcin Kierwiński</strong>, pytany o sprawę, podkreślał, że policja i inne służby muszą reagować na zgłoszenia dotyczące możliwego zagrożenia. Jak mówił, państwo zadziałało w sposób zasadny i profesjonalny.</p><p>Szef <strong>MSWiA</strong> zwracał uwagę, że interwencje nie dotyczyły działalności <strong>TV Republika</strong>, ale konkretnych, sformułowanych gróźb. To rozróżnienie jest kluczowe dla oceny całej sprawy.</p><p>Jeśli bowiem służby otrzymują informację o możliwym samobójstwie, zagrożeniu życia albo ładunku wybuchowym, nie mogą jej zignorować. Jednocześnie, jeśli alarmy były fałszywe i powtarzały się wobec osób z jednej redakcji, państwo powinno szybko i przejrzyście ustalić, kto je wywoływał i dlaczego.</p><h2><strong>Wolne media, bezpieczeństwo i pytania bez prostych odpowiedzi</strong></h2><p>Sprawa <strong>Telewizji Republika</strong>, <strong>BBN</strong>, <strong>MSWiA</strong> i policyjnych interwencji dotyka kilku czułych punktów życia publicznego. Jest tu pytanie o <strong>wolność mediów</strong>, o granice działania służb, o odpowiedzialność za fałszywe zgłoszenia i o to, czy instytucje państwa potrafią działać sprawnie, ale bez budowania atmosfery strachu.</p><p>Prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> wyraźnie akcentuje aspekt wolnościowy. <strong>MSWiA</strong> odpowiada językiem procedur i bezpieczeństwa. Policja wskazuje na konieczność reakcji na zgłoszenia. Telewizja Republika mówi o nękaniu swoich pracowników.</p><p>W tej sytuacji kluczowe będą fakty: kto składał zgłoszenia, ile ich było, czego dokładnie dotyczyły, jakie działania podjęła policja, czy były one proporcjonalne i czy osoby związane ze stacją rzeczywiście stały się celem zorganizowanego procederu.</p><h2><strong>Sprawa wymaga pełnego wyjaśnienia</strong></h2><p>W demokracji wolne media są jak system nerwowy państwa. Gdy działają swobodnie, społeczeństwo czuje więcej, widzi szybciej i reaguje mocniej. Gdy zaczynają pracować w lęku, cała wspólnota obywatelska traci orientację.</p><p>Dlatego sprawa interwencji wobec osób związanych z <strong>Telewizją Republika</strong> powinna zostać wyjaśniona precyzyjnie i bez politycznej mgły. Jeśli doszło do <strong>nękania dziennikarzy</strong> poprzez fałszywe alarmy, sprawcy powinni ponieść konsekwencje. Jeśli działania policji były prawidłową reakcją na zgłoszenia o <strong>zagrożeniu życia</strong>, opinia publiczna powinna otrzymać jasne wyjaśnienia.</p><p>Jedno nie wyklucza drugiego. Państwo może mieć obowiązek interweniować i jednocześnie obowiązek chronić dziennikarzy przed nękaniem. Właśnie dlatego ta sprawa wymaga nie krzyku, lecz rzetelnych odpowiedzi.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[BBN pyta MSWiA o interwencje wobec osób związanych z TV Republika. Resort: chodziło o możliwe zagrożenie życia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55143,bbn-pyta-mswia-o-interwencje-wobec-osob-zwiazanych-z-tv-republika-resort-chodzilo-o-mozliwe-zagrozenie-zycia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55143,bbn-pyta-mswia-o-interwencje-wobec-osob-zwiazanych-z-tv-republika-resort-chodzilo-o-mozliwe-zagrozenie-zycia</guid>
            <pubDate>Sat, 16 May 2026 18:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bbn-pyta-mswia-o-interwencje-wobec-osob-zwiazanych-z-tv-republika-resort-chodzilo-o-mozliwe-zagroz-1778947301.png</url>
                        <title>BBN pyta MSWiA o interwencje wobec osób związanych z TV Republika. Resort: chodziło o możliwe zagrożenie życia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55143,bbn-pyta-mswia-o-interwencje-wobec-osob-zwiazanych-z-tv-republika-resort-chodzilo-o-mozliwe-zagrozenie-zycia</link>
                    </image><description>Spór o interwencje policji wobec osób związanych z TV Republika. Szef BBN pyta MSWiA, resort odpowiada: chodziło o możliwe zagrożenie życia</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Bartosz Grodecki zapowiada pismo do Marcina Kierwińskiego. MSWiA odpiera zarzuty i podkreśla, że funkcjonariusze reagowali na zgłoszenia alarmowe</strong></h2><p>Sprawa policyjnych interwencji dotyczących osób związanych z <strong>Telewizją Republika</strong> przenosi się na poziom instytucjonalny i polityczny. <strong>Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartosz Grodecki</strong> zapowiedział, że zwróci się do <strong>ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego</strong> o szczegółowe informacje na temat działań podległych mu służb. W tle są doniesienia stacji o „nękaniu dziennikarzy” poprzez fałszywe alarmy i wezwania służb.</p><p>Resort spraw wewnętrznych odpowiada, że teza o działaniach wymierzonych w media jest nieprawdziwa. Według <strong>MSWiA</strong> i policji funkcjonariusze interweniowali w związku ze zgłoszeniami dotyczącymi możliwego <strong>zagrożenia życia</strong>, zdrowia albo informacji o potencjalnych ładunkach wybuchowych.</p><p>Sprawa, jak to często bywa w polskiej polityce, szybko przestała być wyłącznie pytaniem o procedury policyjne. Stała się kolejnym polem ostrego sporu o <strong>wolność słowa</strong>, granice działań służb i odpowiedzialność państwa za bezpieczeństwo obywateli.</p><h2><strong>BBN chce wyjaśnień od MSWiA</strong></h2><p><strong>Bartosz Grodecki</strong>, szef <strong>BBN</strong>, napisał na platformie X, że w poniedziałek wystąpi do ministra <strong>Marcina Kierwińskiego</strong> o przedstawienie szczegółowych informacji dotyczących działań służb w sprawie określanej przez niego jako <strong>„nękanie dziennikarzy Telewizji Republika”</strong>.</p><p>Grodecki podkreślił, że nie ma zgody na ograniczanie <strong>wolności słowa</strong> ani paraliżowanie pracy niezależnych mediów w Polsce. Jego zapowiedź jest reakcją na informacje przekazywane przez <strong>Telewizję Republika</strong>, według której pracownicy stacji mieli w ostatnich dniach stać się celem serii fałszywych zgłoszeń.</p><p>Stacja podała, że służby miały być informowane między innymi o rzekomych osobach znajdujących się w mieszkaniach pracowników telewizji, które mogą targnąć się na życie, albo o ładunkach przeznaczonych do detonacji.</p><h2><strong>Kierwiński odpowiada: nie wszystko jest polityką</strong></h2><p>Do wpisu szefa BBN odniósł się <strong>Marcin Kierwiński</strong>. Minister spraw wewnętrznych i administracji zadeklarował, że odpowie na pismo, jeśli takie zostanie skierowane do resortu. Jednocześnie uznał tezę postawioną przez Grodeckiego za nieprawdziwą.</p><p>Szef MSWiA podkreślił, że <strong>policja</strong> podejmowała działania w związku z możliwym zagrożeniem życia. Zaznaczył również, że warto czytać komunikaty policji, bo — jak stwierdził — nie wszystko jest polityką.</p><p>To zasadnicza linia obrony resortu: interwencje miały nie dotyczyć działalności medialnej <strong>TV Republika</strong>, lecz konkretnych zgłoszeń alarmowych, które służby musiały potraktować poważnie.</p><h2><strong>MSWiA: było 12 potwierdzonych interwencji, nie 30 czy 50</strong></h2><p>Rzeczniczka MSWiA <strong>Karolina Gałecka</strong> przekazała, że jeżeli do resortu trafi pisemny wniosek o informacje, zostanie on rozpatrzony zgodnie z obowiązującymi przepisami.</p><p>Odnosząc się do samej sprawy, podała, że według danych resortu odnotowano <strong>12 interwencji policji</strong> związanych ze zgłoszeniami dotyczącymi podłożenia ładunków wybuchowych albo zagrożenia zdrowia i życia. Jak zaznaczyła, chodzi o interwencje z okresu od <strong>10 do 15 maja</strong>.</p><p>Gałecka zdementowała jednocześnie informacje pojawiające się nieoficjalnie w mediach społecznościowych, według których takich zgłoszeń miało być 30 albo 50. Według rzeczniczki resortu potwierdzonych interwencji było 12.</p><p>Rzeczniczka MSWiA oceniła też, że sugerowanie masowych wejść do pracowników <strong>Telewizji Republika</strong> jest nieprawdziwe, krzywdzące i szkodliwe dla policji. Zaapelowała, by nie atakować funkcjonariuszy wykonujących czynności w związku z alarmowymi zgłoszeniami.</p><h2><strong>Policja zatrzymała 53-letniego mężczyznę</strong></h2><p>W sobotę policja poinformowała o zatrzymaniu <strong>53-letniego mężczyzny</strong>, który może mieć związek ze wzniecaniem fałszywych alarmów w ostatnich dniach.</p><p>To istotny wątek całej sprawy. Jeżeli zgłoszenia rzeczywiście były fałszywe, pytanie o ich autorów i motywację staje się równie ważne jak pytanie o sposób działania służb. Fałszywe alarmy angażują policję, straż pożarną i inne służby, powodują chaos, mogą naruszać prywatność osób, których dotyczą, a jednocześnie odciągają funkcjonariuszy od realnych zagrożeń.</p><p>W tym sensie sprawa ma dwa poziomy. Pierwszy dotyczy tego, czy <strong>policja</strong> działała adekwatnie do zgłoszeń. Drugi — kto i dlaczego te zgłoszenia składał.</p><h2><strong>Interwencja u Tomasza Sakiewicza</strong></h2><p>Największe emocje wzbudziła informacja przekazana przez <strong>Telewizję Republikę</strong> w piątek. Stacja podała, że policja weszła do domu redaktora naczelnego <strong>Tomasza Sakiewicza</strong>.</p><p>Sam Sakiewicz relacjonował na antenie, że funkcjonariusze mieli siłą wejść do jego domu i skuć jego asystentkę, twierdząc, że zagrożone jest tam jakieś dziecko.</p><p>Do tych doniesień odniosła się policja. Według komunikatu funkcjonariusze zostali powiadomieni, że w mieszkaniu pod wskazanym adresem znajduje się osoba, której zachowanie może zagrażać jej życiu. Na miejscu zastali kobietę, która — jak podano — nie chciała się przedstawić ani współpracować. Policjanci mieli zastosować wobec niej kajdanki na czas wyjaśnienia sytuacji, kierując się bezpieczeństwem zarówno tej osoby, jak i własnym.</p><p>To właśnie ten punkt sprawy wywołał najmocniejszy rezonans medialny i polityczny. Dla jednej strony jest to przykład działań budzących pytania o proporcjonalność. Dla drugiej — standardowa reakcja służb na zgłoszenie dotyczące możliwego zagrożenia życia.</p><h2><strong>PiS chce posiedzenia komisji sejmowej</strong></h2><p>Sprawa trafi również do parlamentu. <strong>Mariusz Błaszczak</strong>, szef klubu <strong>PiS</strong>, zapowiedział złożenie wniosku o nadzwyczajne posiedzenie <strong>sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji</strong>.</p><p>Według Błaszczaka komisja powinna zająć się działaniami służb, które polityk określa jako wymierzone w <strong>Telewizję Republika</strong>.</p><p>Tym samym temat policyjnych interwencji wchodzi do sejmowego kalendarza politycznego. Można się spodziewać, że opozycja będzie domagać się wyjaśnień, a resort będzie bronił stanowiska, że funkcjonariusze reagowali na konkretne zgłoszenia, nie zaś na działalność medialną stacji.</p><h2><strong>Kierwiński: interwencje dotyczyły konkretnych gróźb</strong></h2><p>Minister <strong>Marcin Kierwiński</strong> był pytany o sprawę już w piątek. Podkreślał wtedy, że policja i inne służby reagują na zgłoszenia, a ich działania były — według niego — zasadne i profesjonalne.</p><p>Szef MSWiA wskazywał, że interwencje nie dotyczyły działalności <strong>Telewizji Republika</strong>, lecz konkretnych gróźb zgłaszanych służbom. To ważne rozróżnienie, bo od niego zależy ocena całej sprawy.</p><p>Jeżeli funkcjonariusze otrzymują zgłoszenie o możliwym zagrożeniu życia albo o ładunku wybuchowym, nie mogą go zignorować. Jeśli jednak alarmy są fałszywe i powtarzają się wobec osób związanych z jedną redakcją, pojawia się pytanie o mechanizm ich wywoływania i ewentualny cel sprawców.</p><h2><strong>Wolność słowa czy obowiązek reakcji służb?</strong></h2><p>Cała sprawa rozgrywa się na styku dwóch wartości: <strong>wolności mediów</strong> i <strong>bezpieczeństwa publicznego</strong>.</p><p>Z jednej strony, dziennikarze i redakcje nie mogą być narażeni na nękanie, zastraszanie ani działania, które utrudniają im pracę. Jeżeli fałszywe alarmy były celowo kierowane przeciwko pracownikom konkretnej stacji, powinno to zostać stanowczo wyjaśnione.</p><p>Z drugiej strony, państwo nie może lekceważyć zgłoszeń dotyczących możliwego samobójstwa, zagrożenia życia czy ładunków wybuchowych. W takich sytuacjach <strong>policja</strong> ma obowiązek działać szybko, nawet jeśli później okaże się, że alarm był fałszywy.</p><p>Dlatego kluczowe będą odpowiedzi na kilka pytań: kto składał zgłoszenia, ile ich faktycznie było, czy dotyczyły wyłącznie osób związanych z <strong>TV Republika</strong>, jakie procedury zastosowała policja i czy działania funkcjonariuszy były proporcjonalne do treści zgłoszeń.</p><h2><strong>Sprawa wymaga wyjaśnienia bez politycznego dymu</strong></h2><p>W tej historii łatwo o wielkie słowa. <strong>Nękanie dziennikarzy</strong>, <strong>atak na wolność słowa</strong>, <strong>fałszywe alarmy</strong>, <strong>zagrożenie życia</strong>, <strong>interwencje policji</strong> — każde z tych pojęć niesie ciężar, który w politycznej debacie natychmiast staje się amunicją.</p><p>Ale zanim zapadną ostateczne oceny, potrzebne są fakty. Liczba zgłoszeń. Treść alarmów. Adresaci interwencji. Podstawa prawna działań funkcjonariuszy. Informacja o zatrzymanym 53-latku. Ocena, czy był to pojedynczy sprawca, czy szerszy proceder.</p><p>Dopiero wtedy będzie można odpowiedzialnie powiedzieć, czy mieliśmy do czynienia przede wszystkim z próbą nękania ludzi związanych z <strong>Telewizją Republika</strong>, czy z serią fałszywych alarmów, na które służby musiały reagować zgodnie z procedurami.</p><p>Na razie jedno jest pewne: sprawa wymaga wyjaśnienia. I to takiego, które nie przykryje faktów politycznym hałasem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Morawiecki zapowiada „manifest jedności” PiS. Nowy program dla Polski mniejszych miast, mieszkań i szkół]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55139,morawiecki-zapowiada-manifest-jednosci-pis-nowy-program-dla-polski-mniejszych-miast-mieszkan-i-szkol</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55139,morawiecki-zapowiada-manifest-jednosci-pis-nowy-program-dla-polski-mniejszych-miast-mieszkan-i-szkol</guid>
            <pubDate>Sat, 16 May 2026 16:36:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-morawiecki-zapowiada-manifest-jednosci-pis-nowy-program-dla-polski-mniejszych-miast-mieszkan-i-s-1778942354.png</url>
                        <title>Morawiecki zapowiada „manifest jedności” PiS. Nowy program dla Polski mniejszych miast, mieszkań i szkół</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55139,morawiecki-zapowiada-manifest-jednosci-pis-nowy-program-dla-polski-mniejszych-miast-mieszkan-i-szkol</link>
                    </image><description>Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości przekonuje, że partia idzie do wyborów razem, ale chce mówić do różnych grup wyborców różnym językiem</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Mateusz Morawiecki</strong> zapewnia, że <strong>Prawo i Sprawiedliwość</strong> zachowuje jedność i zamierza walczyć o odzyskanie zaufania wyborców. Podczas spotkania z mieszkańcami <strong>Starogardu Gdańskiego</strong> były premier przedstawił założenia programu społeczno-gospodarczego <strong>„Polska jednej prędkości”</strong>, a także zapowiedział wspólne wystąpienie z <strong>Przemysławem Czarnkiem</strong>. Ma ono — jak mówił — stać się symbolicznym <strong>„manifestem jedności”</strong> ugrupowania.</p><p>W polityce, jak w orkiestrze, fałsz słychać natychmiast. Dlatego Morawiecki próbował w sobotę pokazać, że mimo wewnętrznych napięć, spekulacji i medialnych interpretacji, PiS nie zamierza grać osobnych melodii. Przeciwnie — chce, jak sam ujął, grać „na kilku fortepianach”, ale w ramach jednej partytury.</p><h2><strong>„Polska jednej prędkości” — oferta dla mniejszych miast</strong></h2><p>Głównym punktem spotkania w Starogardzie Gdańskim była prezentacja programu <strong>„Polska jednej prędkości”</strong>. To hasło ma być odpowiedzią na problem rozwarstwienia rozwojowego kraju i poczucie, że Polska lokalna często jedzie wolniejszym pasem niż największe metropolie.</p><p>Morawiecki mówił o potrzebie <strong>zrównoważonego rozwoju</strong>, wsparcia mniejszych ośrodków miejskich oraz przywracania funkcji społeczno-gospodarczych miastom, które w ostatnich dekadach traciły znaczenie. W tym kontekście wskazywał na rolę niedawno powołanego <strong>Stowarzyszenia Rozwój Plus</strong>, które ma zajmować się pracą ekspercką, programową i samorządową.</p><p>Według byłego premiera konieczna jest analiza realnych szans rozwojowych takich miejscowości — nie tylko przez pryzmat wielkich inwestycji, ale także lokalnych miejsc pracy, mieszkań, komunikacji, edukacji i dostępu do usług publicznych.</p><p>To temat szczególnie istotny również dla takich miast jak <strong>Tomaszów Mazowiecki</strong>, gdzie pytania o przemysł, kolej, mieszkania dla młodych, dostęp do lekarzy i jakość edukacji nie są abstrakcją z sejmowych debat, lecz codziennością mieszkańców.</p><h2><strong>Zakaz smartfonów w szkołach? Morawiecki mówi o walce ze „smartfonozą”</strong></h2><p>Jednym z mocniej wybrzmiewających elementów nowej oferty programowej była zapowiedź walki z tak zwaną <strong>„smartfonozą”</strong>. Morawiecki zaproponował zakaz używania smartfonów w szkołach przez dzieci do 15. lub 16. roku życia.</p><p>Wyjątkiem miałyby być sytuacje, w których telefon wykorzystywany jest do celów edukacyjnych, pod kontrolą nauczyciela.</p><p>To propozycja, która może wywołać żywą dyskusję wśród rodziców i pedagogów. Z jednej strony narasta przekonanie, że dzieci coraz trudniej odrywają się od ekranów, a szkoła powinna być miejscem skupienia, rozmowy i realnych relacji. Z drugiej — smartfon stał się częścią codzienności, narzędziem kontaktu, organizacji i nauki. Polityczny spór o telefony w szkołach może więc szybko zmienić się w szerszą rozmowę o tym, jak wychowywać dzieci w epoce nieustannego powiadomienia.</p><h2><strong>CPK, Via Pomerania i Droga Czerwona</strong></h2><p>W wystąpieniu byłego premiera nie zabrakło również infrastruktury — tematu, który w narracji PiS od lat odgrywa jedną z głównych ról.</p><p>Morawiecki wskazał między innymi na <strong>Centralny Port Komunikacyjny</strong>, trasę <strong>Via Pomerania</strong> oraz <strong>Drogę Czerwoną</strong>. Przekonywał, że inwestycje transportowe są jednym z warunków wyrównywania szans między regionami.</p><p>W takim ujęciu drogi, linie kolejowe i węzły komunikacyjne nie są tylko betonem, asfaltem i mapą przetargów. Mają być krwiobiegiem gospodarki, który pozwala mniejszym miejscowościom nie wypadać z obiegu. Dla PiS to także próba powrotu do narracji o państwie aktywnym, inwestującym i obecnym poza największymi aglomeracjami.</p><h2><strong>Mieszkania dla młodych i większa podaż gruntów</strong></h2><p>Kolejnym elementem programu ma być nowy projekt mieszkaniowy skierowany do młodych. Morawiecki mówił o potrzebie zwiększenia podaży mieszkań, między innymi przez <strong>deregulację</strong> oraz większą dostępność gruntów pod budownictwo mieszkaniowe w planach zagospodarowania przestrzennego.</p><p>To jeden z tych tematów, które w Polsce wracają jak refren. Młodzi ludzie coraz częściej stają przed wyborem: kredyt na dekady, wynajem pochłaniający znaczną część dochodu albo odkładanie decyzji o samodzielnym życiu. Politycy wszystkich stron wiedzą, że mieszkalnictwo może stać się jednym z najważniejszych pól przyszłej kampanii.</p><p>Pytanie brzmi jednak, czy nowe zapowiedzi przyniosą realne rozwiązania, czy pozostaną kolejnym rozdziałem w długiej historii polskich programów mieszkaniowych, które częściej dobrze wyglądały na konferencjach prasowych niż w portfelach rodzin.</p><h2><strong>Sprawa Telewizji Republika. Morawiecki mówi o ataku na wolność słowa</strong></h2><p>Podczas spotkania były premier odniósł się także do interwencji policji w domu redaktora naczelnego Telewizji Republika <strong>Tomasza Sakiewicza</strong>. Morawiecki ocenił sprawę bardzo ostro, nazywając ją atakiem na wolność słowa.</p><p>— Mamy dzisiaj do czynienia z brutalnym atakiem na wolność słowa. To, co obecnie rządzący robią z domem wolnego słowa, jakim jest Telewizja Republika, jest rzeczą absolutnie niedopuszczalną — mówił wiceprezes PiS.</p><p>Do sprawy wcześniej odniosła się warszawska policja, która zdementowała medialne doniesienia stacji i wyjaśniała, że interwencja wynikała z priorytetowego zgłoszenia o zagrożeniu życia. Według funkcjonariuszy alarm okazał się fałszywy, nikt nie został zatrzymany, a kajdanki zastosowano czasowo wobec kobiety, która miała odmawiać współpracy. Następnie policja poinformowała o zatrzymaniu 53-letniego mężczyzny mogącego mieć związek ze wzniecaniem fałszywych alarmów skutkujących interwencjami służb.</p><p>Sprawa zapewne jeszcze długo będzie funkcjonować w politycznym obiegu — dla jednych jako przykład presji wobec sprzyjających opozycji mediów, dla drugich jako przypadek nadużycia interpretacji policyjnej interwencji.</p><h2><strong>PiS zjednoczone? Morawiecki zapowiada wspólne spotkanie z Czarnkiem</strong></h2><p>Po spotkaniu z mieszkańcami Starogardu Gdańskiego Morawiecki został zapytany o sytuację wewnętrzną w <strong>Prawie i Sprawiedliwości</strong>. Zapewnił, że partia idzie do wyborów zjednoczona.</p><p>— Chcemy grać na kilku fortepianach, dlatego że różne grupy wyborców potrzebują różnej oferty, różnego języka, różnego podejścia — podkreślił.</p><p>Właśnie temu ma służyć planowane wspólne wystąpienie z <strong>Przemysławem Czarnkiem</strong>. Morawiecki poinformował, że zaprosił byłego ministra edukacji na jedno ze swoich spotkań, które ma odbyć się w <strong>Gorzowie Wielkopolskim</strong>. Jak zaznaczył, chodzi o to, by „zamanifestować jedność”.</p><p>Dokładna data wydarzenia ma zostać potwierdzona w najbliższych tygodniach.</p><p>To istotny sygnał, bo zarówno Morawiecki, jak i Czarnek należą do najbardziej rozpoznawalnych polityków obozu prawicy, ale reprezentują nieco inne temperamenty i style komunikacji. Wspólne wystąpienie może być więc próbą pokazania, że PiS chce jednocześnie przemawiać do wyborców gospodarczych, konserwatywnych, lokalnych i tych rozczarowanych obecnym rządem.</p><h2><strong>Spór o SAFE i finansowanie armii</strong></h2><p>Morawiecki odniósł się również do unijnego mechanizmu <strong>SAFE</strong> oraz kwestii finansowania bezpieczeństwa. Skrytykował decyzję rządu dotyczącą odrzucenia prezydenckiego projektu określanego jako <strong>SAFE 0 proc.</strong>, który miałby być finansowany zyskiem Narodowego Banku Polskiego.</p><p>Według byłego premiera takie rozwiązanie pozwoliłoby uniknąć zaciągania zagranicznych zobowiązań. Morawiecki zarzucał obecnej władzy nadmierne poleganie na mechanizmach unijnej solidarności w wymiarze militarnym i gospodarczym.</p><p>W jego ocenie obecny rząd nie rozumie w pełni polskiej racji stanu, zwłaszcza w kontekście obecności sił USA w Europie i bezpieczeństwa regionu.</p><h2><strong>Kampania już się zaczęła, choć formalnie jeszcze jej nie ma</strong></h2><p>Wystąpienie Morawieckiego w Starogardzie Gdańskim było czymś więcej niż lokalnym spotkaniem z mieszkańcami. To element szerszego politycznego marszu, w którym PiS próbuje odbudować narrację po utracie władzy.</p><p>Na stole są tematy dobrze znane: <strong>infrastruktura</strong>, <strong>bezpieczeństwo</strong>, <strong>mieszkania</strong>, <strong>szkoła</strong>, <strong>media</strong>, <strong>mniejsze miasta</strong> i <strong>zrównoważony rozwój</strong>. Nowością ma być opakowanie ich w program <strong>„Polska jednej prędkości”</strong> — hasło, które ma sugerować koniec podziału na Polskę metropolii i Polskę powiatów.</p><p>Czy ta opowieść przekona wyborców? To zależy od tego, czy PiS zdoła wyjść poza własny żelazny elektorat i odzyskać tych, którzy po latach rządów partii Jarosława Kaczyńskiego uznali, że potrzebna jest zmiana.</p><p>Morawiecki wysłał jednak jasny sygnał: partia chce wrócić do gry, a wewnętrzne różnice zamierza pokazać nie jako pęknięcie, lecz jako polityczną wielogłosowość. W kampanii, która coraz wyraźniej czai się za rogiem, ten wielogłos może być atutem. Ale tylko pod jednym warunkiem — że nie zamieni się w kakofonię.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[16 maja: od granic państwa po nocne muzea. Dzień Kiepury, Boboli, getta warszawskiego i muzycznych legend]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55131,16-maja-od-granic-panstwa-po-nocne-muzea-dzien-kiepury-boboli-getta-warszawskiego-i-muzycznych-legend</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55131,16-maja-od-granic-panstwa-po-nocne-muzea-dzien-kiepury-boboli-getta-warszawskiego-i-muzycznych-legend</guid>
            <pubDate>Sat, 16 May 2026 10:37:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-16-maja-od-granic-panstwa-po-nocne-muzea-dzien-kiepury-boboli-getta-warszawskiego-i-muzycznych-l-1778920955.png</url>
                        <title>16 maja: od granic państwa po nocne muzea. Dzień Kiepury, Boboli, getta warszawskiego i muzycznych legend</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55131,16-maja-od-granic-panstwa-po-nocne-muzea-dzien-kiepury-boboli-getta-warszawskiego-i-muzycznych-legend</link>
                    </image><description>Są daty, które nie mieszczą się w jednej rubryce kalendarza. 16 maja jest właśnie takim dniem: trochę państwowym, trochę tragicznym, trochę kulturalnym, a trochę muzycznym — jak płyta, na której obok arii Jana Kiepury pojawia się mroczny riff King Crimson, echo „Jolki” Budki Suflera i cisza po wysadzonej Wielkiej Synagodze w Warszawie. Dziś obchodzimy Święto Straży Granicznej, wspominamy św. Andrzeja Bobolę, uczestniczymy w Nocy Muzeów 2026, wracamy do rocznicy stłumienia powstania w warszawskim getcie, do początku deportacji węgierskich Żydów do Auschwitz-Birkenau i do wydarzeń, które wciąż bolą, choć minęły dekady.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Dziś jest sobota, 16 maja 2026 roku</strong></h2><p>Dziś przypada <strong>136. dzień roku</strong>. Słońce wzeszło o godzinie <strong>5.02</strong>, a zajdzie o <strong>20.16</strong>. Imieniny obchodzą między innymi <strong>Andrzej, Jędrzej, Szymon, Małgorzata, Jan, Wiktoriana i Wiktorian</strong>. W kalendarzu brzmi to zwyczajnie, ale wystarczy odwrócić kartkę historii, by zobaczyć, jak wiele znaczeń przyjęła ta data.</p><p><strong>16 maja</strong> to dzień, w którym historia mówi kilkoma głosami naraz. Jednym z nich jest głos państwa strzegącego granic. Innym — głos kultury, która po zmroku otwiera drzwi muzeów, archiwów, pałacyków i miejsc zwykle niedostępnych. Jest też głos pamięci: o getcie warszawskim, Auschwitz, ofiarach totalitaryzmów i ludziach, którzy za wiarę, wolność albo własną godność płacili cenę najwyższą.</p><h2><strong>Święto Straży Granicznej: państwo zaczyna się od granicy</strong></h2><p>W Lublinie odbywają się dziś <strong>Centralne Obchody Święta Straży Granicznej</strong>. W uroczystościach na Placu Zamkowym uczestniczy prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong>, który ma wręczyć odznaczenia państwowe oraz flagi RP. Zaplanowano także promocję na pierwszy stopień oficerski Straży Granicznej, występ Orkiestry Reprezentacyjnej SG, pokaz musztry paradnej i defiladę pododdziałów. Lokalne lubelskie media zapowiadały udział prezydenta w obchodach oraz oficjalny apel na Placu Zamkowym.</p><p>To nie jest jedynie uroczystość mundurowa. <strong>Straż Graniczna</strong> zaczęła funkcjonować <strong>16 maja 1991 roku</strong>, zastępując rozformowane dzień wcześniej <strong>Wojska Ochrony Pogranicza</strong>. Był to jeden z tych cichych, ale bardzo ważnych momentów transformacji ustrojowej. Polska po 1989 roku przebudowywała nie tylko parlament, rząd, gospodarkę i samorząd, lecz także aparat bezpieczeństwa. Granica przestała być wyłącznie linią pilnowaną przez formację odziedziczoną po PRL, a stała się jednym z symboli nowego państwa — demokratycznego, otwierającego się na Zachód, ale jednocześnie zobowiązanego do ochrony własnego terytorium. Muzeum Polskich Formacji Granicznych przypomina, że 15 maja 1991 roku rozformowano WOP, a następnego dnia Straż Graniczna przejęła ochronę granicy i kontrolę ruchu granicznego.</p><p>Dziś <strong>Straż Graniczna</strong> to formacja, która kojarzy się nie tylko z pasem granicznym, lotniskami i odprawami. To także walka z fałszowaniem dokumentów, przemytem, nielegalną migracją, handlem ludźmi, przerzutem broni czy próbami wywozu dóbr kultury. W świecie, w którym granice bywają jednocześnie fizyczne, cyfrowe, polityczne i humanitarne, jej rola jest o wiele bardziej skomplikowana niż dawny obraz szlabanu i posterunku.</p><p>Dla mieszkańców <strong>Tomaszowa Mazowieckiego</strong> i regionu to temat odległy tylko pozornie. Przez nasze miasto i okolice od lat przechodzą ludzkie trasy: kolejowe, wojskowe, turystyczne, pracownicze. Tomaszów, Spała, Inowłódz czy okolice Pilicy zawsze były częścią większego ruchu — między centrum a granicą, między historią lokalną a historią państwa.</p><h2><strong>Święty Andrzej Bobola: patron na czas niepokoju</strong></h2><p>Dziś w Warszawie odbywają się również główne obchody ku czci <strong>św. Andrzeja Boboli</strong>, jednego z patronów Polski. W Narodowym Sanktuarium św. Andrzeja Boboli Mszy świętej ma przewodniczyć metropolita warszawski abp <strong>Adrian Galbas</strong>, a uroczystości wpisują się także w jubileusz 100-lecia dwóch polskich prowincji jezuitów. Według zapowiedzi liturgię poprzedza „Narodowy Orszak Chrystusa Króla”, w którym niesione są relikwie świętego.</p><p><strong>Andrzej Bobola</strong> został zamordowany <strong>16 maja 1657 roku</strong> w Janowie Poleskim. Był jezuitą, misjonarzem, kaznodzieją, nazywanym później „apostołem Polesia”. Jego śmierć przypadła na czas wojen, religijnych napięć i brutalnych konfliktów, w których Rzeczpospolita XVII wieku przypominała kraj z obrazów batalistycznych: płonące wsie, oddziały zbrojne, przemieszane lojalności i granice, które nie były liniami na mapie, lecz ranami w ludzkiej pamięci. Źródła kościelne i historyczne wskazują, że Bobola zginął 16 maja 1657 roku, a jego kanonizacji dokonał papież Pius XI 17 kwietnia 1938 roku.</p><p>W jego biografii jest coś z dramatu historycznego, w którym osobista wiara zderza się z przemocą epoki. Ciało świętego przechodziło później przez kolejne etapy niezwykłej pośmiertnej historii: Pińsk, Moskwę, Watykan, Rzym i wreszcie Warszawę. Jakby nawet po śmierci jego los miał przypominać historię Polski XX wieku — kraju przenoszonego, odbieranego, odzyskiwanego, powracającego.</p><h2><strong>Noc Muzeów 2026: gdy historia wychodzi na ulice</strong></h2><p>Dzisiejszy wieczór należy także do kultury. W całej Polsce odbywa się <strong>Noc Muzeów 2026</strong>, która dawno przestała być tylko późnym zwiedzaniem muzealnych sal. To raczej święto pamięci, miejskiej ciekawości i rodzinnego odkrywania miejsc, które na co dzień mijamy bez większego zastanowienia. W Warszawie wydarzenie obejmuje ponad 300 miejsc — od muzeów i galerii po archiwa oraz instytucje zwykle mniej dostępne dla zwiedzających. Stołeczny serwis Nocy Muzeów przypomina, że wydarzenie organizowane jest w Warszawie od 2004 roku i co roku przyciąga około 300 tysięcy osób.&nbsp;</p><p>Ale <strong>Noc Muzeów w Tomaszowie Mazowieckim</strong> ma swój własny rytm. Tu nie chodzi o wielkomiejską skalę, lecz o bliskość miejsc, które opowiadają naszą historię. W Tomaszowie wydarzenia zaplanowano dziś w godzinach <strong>16.00–22.00</strong>. W programie znalazły się między innymi spotkania wokół tomaszowskich olimpijczyków, kuratorskie oprowadzanie po wystawie związanej z 50-leciem KS Start, quiz sportowy dla najmłodszych oraz spotkanie wokół skarbu znalezionego w kwietniu 2026 roku w spalskich lasach przez Towarzystwo Fortyfikacyjne „Linia Pilicy”. Otwierają się także Groty Nagórzyckie, Skansen Rzeki Pilicy, kościół ewangelicko-augsburski pw. Zbawiciela oraz Pałacyk dr. Jana Rodego.&nbsp;</p><p>To piękny lokalny kontrapunkt dla wielkiej historii dnia. Bo przecież muzeum nie musi być świątynią ciszy. Może być miejscem rozmowy, wspomnienia, dziecięcego zachwytu, pytania zadanego przewodnikowi, odnalezionego zdjęcia, starego roweru, sportowego medalu albo opowieści o Pilicy, która płynie przez nasze dzieje jak spokojny narrator.</p><h2><strong>Wielka Synagoga wysadzona w powietrze: cisza po getcie warszawskim</strong></h2><p><strong>83 lata temu, 16 maja 1943 roku</strong>, Niemcy wysadzili w powietrze <strong>Wielką Synagogę w Warszawie</strong>. Był to symboliczny akt kończący tłumienie powstania w getcie warszawskim. Ładunki odpalił <strong>Jürgen Stroop</strong>, dowódca niemieckiej akcji likwidacyjnej. W jego cynicznym raporcie znalazły się słowa, które przeszły do historii jako dokument zbrodniczej pychy: „Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje”.</p><p>Wysadzenie Wielkiej Synagogi nie było tylko zniszczeniem budynku. Było próbą unicestwienia świata: modlitwy, języka, codzienności, sąsiedztwa, kultury, pamięci. Warszawskie getto dogorywało po tygodniach walki, w której powstańcy nie mieli realnych szans militarnych, ale mieli coś, czego okupant nie potrafił im odebrać — decyzję, by umrzeć z bronią w ręku, a nie w ciszy transportów i selekcji.</p><p>Ta rocznica szczególnie mocno wybrzmiewa w dniu, w którym wspominamy również początek deportacji węgierskich Żydów do Auschwitz-Birkenau.</p><h2><strong>Auschwitz-Birkenau i węgierscy Żydzi: maj 1944 roku</strong></h2><p><strong>82 lata temu, 16 maja 1944 roku</strong>, rozpoczęły się deportacje Żydów z Węgier do niemieckiego obozu zagłady <strong>Auschwitz-Birkenau</strong>. W kolejnych tygodniach do obozu trafiły setki tysięcy ludzi. Depesza przypomina liczbę <strong>438 tysięcy deportowanych</strong> — to skala, która wymyka się zwykłemu językowi.</p><p>Historia Holokaustu często rozgrywa się w liczbach tak ogromnych, że trudno je objąć wyobraźnią. Dlatego trzeba wracać do pojedynczego człowieka: walizki, dziecięcego płaszcza, fotografii, biletu, nazwiska. Wtedy statystyka znów staje się dramatem. Auschwitz nie jest tylko miejscem pamięci. Jest ostrzeżeniem, że nowoczesne państwo, kolej, administracja, pieczątki, formularze i rozkłady jazdy mogą zostać zaprzęgnięte do przemysłowego mordowania ludzi.</p><h2><strong>Legioniści pod Konarami: Piłsudski, błoto i cena niepodległości</strong></h2><p><strong>111 lat temu</strong>, w maju 1915 roku, rozpoczęły się walki <strong>I Brygady Legionów Polskich pod Konarami i Kozinkiem</strong>. Trwały do 22 maja i były jednym z najkrwawszych epizodów legionowej drogi. W starciu z rosyjską 3 Dywizją Grenadierów poległo blisko <strong>700 legionistów</strong>, czyli ponad 12 procent stanu osobowego brygady.</p><p>Łatwo dziś mówić o Legionach językiem pomników: szabla, mundur, pieśń, romantyczna fraza. Ale pod Konarami było przede wszystkim błoto, strach, zmęczenie i śmierć. To była ta strona niepodległości, której nie widać na uroczystych akademiach. Niepodległość nie była abstrakcyjnym hasłem, lecz rachunkiem wystawionym ludziom bardzo młodym, często jeszcze chłopcom, którzy poszli za Józefem Piłsudskim nie dlatego, że znali wynik historii, ale dlatego, że wierzyli, iż Polska może wrócić na mapę.</p><h2><strong>Jan Kiepura: chłopak z Sosnowca, który zaśpiewał światu</strong></h2><p><strong>124 lata temu, w 1902 roku</strong>, w Sosnowcu urodził się <strong>Jan Kiepura</strong>, jeden z najsłynniejszych polskich śpiewaków operowych XX wieku. Głos Kiepury miał w sobie coś z epoki międzywojnia: rozmach, elegancję, teatralny gest i pewność, że sztuka może przekraczać granice szybciej niż dyplomacja.</p><p>Kiepura był gwiazdą scen operowych i kina muzycznego, ale też postacią, która pokazywała, że polska kultura nie musi stać przy bocznym wejściu Europy. Potrafił być jednocześnie artystą wielkiego formatu i bohaterem masowej wyobraźni. W czasach, gdy mikrofon i kamera zmieniały zasady sławy, on rozumiał siłę głosu, obrazu i legendy.</p><p>W tym samym dniu muzyczne kalendarium przypomina także urodziny <strong>Zbigniewa Kurtycza</strong>, wykonawcy takich przebojów jak „Cicha woda” czy „Jadę do Ciebie tramwajem”. To już inna Polska — powojenna, radiowa, rozpięta między dancingiem, audycją „Podwieczorek przy mikrofonie” i codziennością odbudowywanego kraju.</p><h2><strong>Krystyna Zachwatowicz i Marek Nowakowski: scenografia pamięci i literatura ulicy</strong></h2><p><strong>96 lat temu</strong>, w 1930 roku, w Warszawie urodziła się <strong>Krystyna Zachwatowicz</strong> — scenograf, aktorka, profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. W jej biografii kultura nie jest dekoracją, lecz sposobem widzenia świata. Scenografia, jeśli jest naprawdę dobra, nie polega na ustawieniu mebli na scenie. Ona buduje atmosferę, napięcie, sens. Jest jak światło w filmie Andrzeja Wajdy — nie tylko pokazuje twarze, ale odsłania ich dramat.</p><p><strong>12 lat temu</strong>, w 2014 roku, zmarł <strong>Marek Nowakowski</strong>, pisarz, scenarzysta i publicysta. Był kronikarzem Warszawy mniej oficjalnej: bazarów, bram, spelunek, cwaniaków, ludzi przegranych, niepokornych i wytrąconych z głównego nurtu. Jego proza miała zapach papierosa, mokrego chodnika i rozmowy prowadzonej półgłosem. Nowakowski nie pisał historii w marmurze. Pisał ją w kurzu ulicy.</p><h2><strong>Kraków 1989: młodość, milicja i koniec starego świata</strong></h2><p><strong>37 lat temu</strong>, 16 maja 1989 roku, w Krakowie doszło do gwałtownych starć milicji z młodzieżą uczestniczącą w manifestacjach organizowanych przez <strong>KPN, NZS, Federację Młodzieży Walczącej i Ruch Wolność i Pokój</strong>. To był szczególny moment: Polska była już po obradach Okrągłego Stołu, ale jeszcze przed wyborami 4 czerwca. Stary system chwiał się w posadach, lecz jego aparat nadal potrafił uderzyć pałką.</p><p>Ta data przypomina, że koniec PRL nie wyglądał wyłącznie jak elegancka fotografia polityków przy stole. Był także ulicą, krzykiem, gazem łzawiącym, milicyjną tarczą i młodymi ludźmi, którzy nie chcieli czekać, aż historia łaskawie otworzy im drzwi.</p><h2><strong>Andrzej Duda: polityczna rocznica bez pomnikowego tonu</strong></h2><p><strong>54 lata temu</strong>, 16 maja 1972 roku, w Krakowie urodził się <strong>Andrzej Duda</strong>, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej w latach <strong>2015–2025</strong>. To jedna z tych postaci najnowszej historii, których ocena długo jeszcze będzie przedmiotem politycznych sporów, komentarzy i analiz.</p><p>Jego prezydentura przypadła na dekadę silnych napięć ustrojowych, sporów o sądownictwo, relacje Polski z Unią Europejską, bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO, wojnę Rosji przeciwko Ukrainie oraz głęboką polaryzację życia publicznego. W kalendarium warto odnotować tę rocznicę bez partyjnego tonu, ale z pełną świadomością, że współczesna polityka również bardzo szybko staje się historią.</p><h2><strong>Mao i rewolucja kulturalna: kiedy ideologia pożera własne dzieci</strong></h2><p>Dziś przypada także <strong>60. rocznica oficjalnego początku Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej w Chinach</strong>. Za jej właściwy początek uznaje się posiedzenie kierownictwa Komunistycznej Partii Chin z <strong>16 maja 1966 roku</strong>, kiedy powołano Grupę do spraw Rewolucji Kulturalnej. Ruch zainicjowany przez <strong>Mao Zedonga</strong> miał umocnić jego pozycję, uderzyć w politycznych przeciwników i narzucić społeczeństwu radykalny model ideologiczny. W praktyce doprowadził do czystek, przemocy, niszczenia dziedzictwa kulturowego i prześladowania milionów ludzi.&nbsp;</p><p>Rewolucja kulturalna jest jednym z tych wydarzeń, które pokazują, jak groźna staje się polityka, gdy zamienia się w religię państwową, a przywódca w nieomylną ikonę. W Chinach niszczono książki, świątynie, rodzinne pamiątki, kariery i biografie. Młodość, która mogłaby budować przyszłość, została ubrana w mundur Czerwonej Gwardii i wysłana przeciwko nauczycielom, rodzicom, artystom, uczonym.</p><p>Historia zna wiele scen, w których ideologia występuje w kostiumie zbawienia. Zwykle kończy się to tak samo: strachem, donosami i pustym miejscem po tych, którzy mieli odwagę myśleć inaczej.</p><h2><strong>Eurowizja 2026 w Wiedniu: muzyka, polityka i protesty</strong></h2><p>W nocy z soboty na niedzielę w Wiedniu odbędzie się finał <strong>Eurowizji 2026</strong>. Polskę reprezentuje <strong>Alicja Szemplińska</strong> z utworem „Pray”. Według opublikowanej kolejności startowej Polka ma wystąpić jako <strong>18. uczestniczka</strong> finału.</p><p>Eurowizja od dawna nie jest już tylko konkursem piosenki. To wielki telewizyjny spektakl, w którym muzyka spotyka się z dyplomacją, emocjami narodowymi, aktywizmem i polityką. Tegorocznej edycji towarzyszą zapowiadane protesty przeciwko udziałowi Izraela, związane z wojną w Strefie Gazy i sytuacją Palestyńczyków. Z informacji przywołanych w depeszy wynika, że część nadawców publicznych zdecydowała się na bojkot transmisji lub wycofanie udziału, a o bojkot apelowali również muzycy oraz organizacje międzynarodowe.</p><p>To pokazuje, że scena czasem bywa tylko sceną, ale czasem staje się trybuną. Reflektory świecą na wykonawców, lecz cień pada z miejsc oddalonych o tysiące kilometrów.</p><h2><strong>Muzyczny 16 maja: od King Crimson po Nirvanę i Dio</strong></h2><p><strong>16 maja</strong> w muzyce brzmi wyjątkowo gęsto. Tego dnia urodził się <strong>Robert Fripp</strong>, lider progresywnej grupy <strong>King Crimson</strong>, człowiek, który gitarę traktował nie jak narzędzie do prostych refrenów, ale jak maszynę do budowania dźwiękowych labiryntów. „In The Court Of The Crimson King” z 1969 roku do dziś pozostaje jedną z płyt, które otwierają drzwi do świata rocka progresywnego niczym mroczna ilustracja z powieści fantasy.</p><p>Tego dnia urodził się również <strong>Felicjan Andrzejczak</strong>, wokalista, którego głos na zawsze związał się z utworem <strong>„Jolka, Jolka pamiętasz”</strong> Budki Suflera. To jedna z tych polskich piosenek, które działają jak wspólna fotografia pokoleniowa. Wystarczy kilka pierwszych taktów, by wróciły prywatki, akademiki, dworce, nieudane miłości i papierosy wypalane przy otwartym oknie.</p><p>Muzyczny kalendarz dopisuje dziś także <strong>Richarda Page’a</strong> z Mr. Mister, <strong>Krista Novoselica</strong> z Nirvany, <strong>Janet Jackson</strong>, <strong>Marcina Rozynka</strong>, wielki singiel <strong>„My Guy”</strong> Mary Wells, album <strong>„Pet Sounds”</strong> The Beach Boys, hit <strong>„Bette Davis Eyes”</strong> Kim Carnes oraz <strong>„With Or Without You”</strong> U2. A nad cięższą stroną rocka unosi się pamięć o <strong>Ronniem Jamesie Dio</strong>, wokaliście Rainbow, Black Sabbath i Dio, który zmarł 16 maja 2010 roku. Jeśli metal ma swoje gesty, symbole i legendy, Dio jest jedną z nich — głosem, który potrafił brzmieć jak zaklęcie rzucane z wysokiej sceny.</p><h2><strong>Sport: Lech Poznań może zamknąć sezon mistrzowską pieczęcią</strong></h2><p>Wieczorem oczy kibiców piłkarskich zwrócone będą na Radom. <strong>Lech Poznań</strong> zagra tam z <strong>Radomiakiem</strong> w 33. kolejce Ekstraklasy. Zwycięstwo może dać poznaniakom <strong>mistrzostwo Polski</strong> — dziesiąte w historii klubu. Według zapowiedzi przedmeczowych w walce o tytuł pozostają już tylko Lech i Jagiellonia Białystok, a poznaniacy mogą rozstrzygnąć sprawę jeszcze przed niedzielnym meczem rywali.&nbsp;</p><p>Piłka nożna ma w sobie coś z serialu pisanego tydzień po tygodniu. Są bohaterowie, zwroty akcji, fałszywe tropy, kontuzje, błędy bramkarzy i gole w doliczonym czasie. Ale końcówka sezonu jest zawsze jak ostatni rozdział powieści: kartki przewracają się szybciej, napięcie rośnie, a każdy punkt waży więcej niż zwykle.</p><h2><strong>Lokalny akcent: Tomaszów też ma swoją noc pamięci</strong></h2><p>W takim dniu szczególnie warto spojrzeć na <strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> nie jak na punkt na mapie, ale jak na miejsce, w którym wielka historia znajduje swój lokalny oddech. <strong>Noc Muzeów w Tomaszowie</strong> przypomina, że nasze miasto nie musi pożyczać historii od metropolii. Ma własną: przemysłową, sportową, rzeczną, wojenną, społeczną, wielowyznaniową.</p><p>Groty Nagórzyckie mówią językiem geologii i legendy. Skansen Rzeki Pilicy przypomina, że rzeka nie jest tylko krajobrazem, lecz osią pamięci. Kościół ewangelicko-augsburski przy ul. św. Antoniego opowiada o wielokulturowym Tomaszowie, który przez lata był miastem różnych języków, modlitw i zawodów. Pałacyk dr. Jana Rodego przywołuje mieszczański rozdział miasta, a sportowe wątki w muzeum pokazują, że lokalni bohaterowie nie zawsze stoją na cokołach — czasem mają numer startowy, łyżwy, rower albo medal schowany w domowej szufladzie.</p><h2><strong>Dlaczego warto pamiętać o 16 maja?</strong></h2><p><strong>16 maja</strong> to data, w której państwo spotyka się z pamięcią, religia z męczeństwem, kultura z nocnym spacerem, sport z marzeniem o tytule, a muzyka z głosami, które nie chcą zamilknąć. Tego dnia w jednym kalendarzu mieszczą się <strong>Straż Graniczna</strong>, <strong>św. Andrzej Bobola</strong>, <strong>Wielka Synagoga w Warszawie</strong>, <strong>Auschwitz-Birkenau</strong>, <strong>Jan Kiepura</strong>, <strong>Marek Nowakowski</strong>, <strong>Robert Fripp</strong>, <strong>Felicjan Andrzejczak</strong>, <strong>Janet Jackson</strong>, <strong>Ronnie James Dio</strong>, <strong>Eurowizja 2026</strong> i <strong>Noc Muzeów w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>Historia nie jest magazynem starych dat. Jest bardziej jak dobrze napisany utwór — powracają w nim motywy, refreny, dysonanse i cisze. Trzeba tylko słuchać uważnie.<strong>&nbsp;</strong></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[PAP uruchamia newsletter informacyjny]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55125,pap-uruchamia-newsletter-informacyjny</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55125,pap-uruchamia-newsletter-informacyjny</guid>
            <pubDate>Fri, 15 May 2026 13:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pap-uruchamia-newsletter-informacyjny-1778843596.jpg</url>
                        <title>PAP uruchamia newsletter informacyjny</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55125,pap-uruchamia-newsletter-informacyjny</link>
                    </image><description>Polska Agencja Prasowa uruchamia newsletter informacyjny, który będzie porządkował najważniejsze wydarzenia z kraju i ze świata. To odpowiedź na rosnącą potrzebę dostępu do rzetelnych, sprawdzonych i przystępnie podanych treści w czasie nadmiaru komunikatów, szybkich komentarzy i clickbaitów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Newsletter będzie powstawał z materiałów publikowanych na otwartym portalu PAP.pl. Osoby, które zapiszą się do subskrypcji, otrzymają informacje agencyjne w tej formule od poniedziałku do piątku oraz w niedzielę.&nbsp;</p><p>W jednym miejscu czytelnicy znajdą wybór najważniejszych tematów społecznych, politycznych, gospodarczych, sportowych i kulturalnych, a także wybrane materiały fotograficzne PAP, treści fact-checkingowe oraz informacje wynikające z monitoringu mediów.</p><p>Nowy format ma pomagać szybko zorientować się w tym, co istotne - bez nadmiaru, przypadkowości i informacyjnego szumu. Będzie przygotowywany przez dziennikarzy, redaktorów, fotoreporterów i zespoły tematyczne Polskiej Agencji Prasowej.</p><p>W każdą środę newsletter będzie przyjmować formułę „Sprawdzam to” i koncentrować się na przeciwdziałaniu dezinformacji, manipulacji oraz fałszywym treściom w przestrzeni publicznej. To część wspólnego projektu fact-checkingowego mediów publicznych: Polskiej Agencji Prasowej, Telewizji Polskiej i Polskiego Radia, wspieranego przez Ministerstwo Cyfryzacji.</p><p>Newsletter ma ułatwiać odbiorcom PAP.pl regularny dostęp do uporządkowanego, wiarygodnego i czytelnie podanego przeglądu najważniejszych tematów. To kolejny sposób prezentowania treści przygotowywanych przez zespoły PAP w formule dostosowanej do codziennego korzystania z informacji.</p><p>Na newsletter można zapisać się na stronie:&nbsp;<a href="http://www.pap.pl/newsletter/form">www.pap.pl/newsletter/form</a>&nbsp;</p><p>&nbsp;</p><p>Źródło informacji: Polska Agencja Prasowa</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. Piątek, 15 maja: Sejm, KRS, granica, matura i wielka gra mocarstw]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55117,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-piatek-15-maja-sejm-krs-granica-matura-i-wielka-gra-mocarstw</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55117,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-piatek-15-maja-sejm-krs-granica-matura-i-wielka-gra-mocarstw</guid>
            <pubDate>Fri, 15 May 2026 08:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-piatek-15-maja-sejm-krs-granica-matura-i-wielka-gra-mocarstw-1778826174.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. Piątek, 15 maja: Sejm, KRS, granica, matura i wielka gra mocarstw</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55117,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-piatek-15-maja-sejm-krs-granica-matura-i-wielka-gra-mocarstw</link>
                    </image><description>Dziś jest piątek, 15 maja, sto trzydziesty piąty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.43, zajdzie o 20.22. Imieniny obchodzą m.in. Jan, Maksym, Nadzieja, Paweł, Piotr, Robert i Zofia. To jeden z tych majowych dni, które zaczynają się jasno i wcześnie, ale politycznie mogą skończyć się późno — przy sejmowych głosowaniach, sporach o sądy, pieniądze na bezpieczeństwo i pytaniach o to, w którą stronę skręca świat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kartka z kalendarza: od Wawelu Łokietka po Kraków Jerzego Treli</h2><p>Historia 15 maja prowadzi nas przez polskie i europejskie dzieje jak przez korytarz, w którym co chwilę otwierają się inne drzwi.</p><p><strong>720 lat temu, w 1306 roku, Władysław Łokietek zajął Wawel</strong>, choć sam Kraków jeszcze przez kilka miesięcy pozostawał wierny Czechom. To był moment z tych, które później podręczniki zapisują jednym zdaniem, ale w istocie była to gra o przetrwanie polskiej państwowości. Łokietek nie był wówczas majestatycznym królem z pomnika, lecz politykiem walczącym o każdy kamień i każdą chorągiew. Wawel był symbolem — jak twierdza z „Gry o tron”, tylko bez smoków, za to z realną stawką: odbudową rozbitego kraju.</p><p><strong>167 lat temu, w 1859 roku, urodził się Pierre Curie</strong>, francuski fizyk, mąż Marii Skłodowskiej-Curie i współtwórca jednego z najważniejszych rozdziałów w dziejach nauki — badań nad <strong>promieniotwórczością</strong>. Ich wspólna Nagroda Nobla z 1903 roku była nie tylko triumfem laboratorium, ale i triumfem uporu. W epoce, w której nauka wciąż bywała salonem zamkniętym dla kobiet, Maria i Pierre stworzyli duet, który zmienił język fizyki, medycyny i wyobraźni XX wieku.</p><p><strong>109 lat temu, w 1917 roku, urodził się Jerzy Duszyński</strong>, jeden z wielkich amantów polskiego kina. Widzowie zapamiętali go przede wszystkim z <strong>„Zakazanych piosenek”</strong> i <strong>„Skarbu”</strong> — filmów, które po wojnie próbowały przywrócić Polsce oddech, melodię i uśmiech. Duszyński należał do generacji aktorów, którzy grali nie tylko role, ale też odbudowywali zbiorową psychikę kraju.</p><p><strong>104 lata temu, w 1922 roku, podpisano w Genewie tzw. konwencję górnośląską</strong> między Polską a Niemcami. Dokument regulował skomplikowaną rzeczywistość po podziale Górnego Śląska — regionu przemysłu, kopalń, hut, ale też rodzin rozdartych granicą. To przypomnienie, że granice państwowe często przecinają nie tylko mapy, lecz także biografie.</p><p><strong>100 lat temu, w 1926 roku, po przewrocie majowym marszałek Sejmu Maciej Rataj powołał rząd Kazimierza Bartla</strong>. Polska weszła wtedy w nową epokę polityczną — z Józefem Piłsudskim jako realnym arbitrem władzy. Maj 1926 roku pozostaje jednym z najważniejszych ostrzeżeń w naszej historii: demokracja, jeśli jest słaba, zmęczona i skłócona, może ustąpić miejsca „porządkowi” niesionemu na bagnetach.</p><p><strong>76 lat temu, w 1950 roku, władze komunistyczne zlikwidowały Związek Harcerstwa Polskiego</strong>, tworząc w jego miejsce Organizację Harcerską podporządkowaną ZMP. To był zamach nie tylko na strukturę organizacyjną, ale na etos. Harcerstwo — z jego służbą, samodzielnością i tradycją niepodległościową — nie mieściło się w świecie, w którym młodość miała maszerować zgodnie z ideologicznym werblem.</p><p><strong>72 lata temu, w 1954 roku, urodził się Jan Frycz</strong>, aktor o głosie i obecności, których nie sposób pomylić. Teatr im. Słowackiego, Stary Teatr, Teatr Narodowy, a do tego kino: <strong>„Pożegnanie jesieni”</strong>, <strong>„Pornografia”</strong>, <strong>„Pręgi”</strong>, <strong>„Komornik”</strong>. Frycz należy do tych aktorów, którzy potrafią wejść w scenę jak ciemna chmura — i nagle cały krajobraz staje się bardziej prawdziwy.</p><p><strong>70 lat temu, w 1956 roku, Stanisław Królak jako pierwszy polski kolarz wygrał Wyścig Pokoju</strong>. W PRL było to wydarzenie większe niż sport. Wyścig Pokoju miał rangę politycznego rytuału, a zwycięstwo Polaka było dla propagandy prezentem, ale dla kibiców — autentyczną radością. Królak stał się bohaterem czasu, w którym rower potrafił znaczyć więcej niż stadion.</p><p><strong>49 lat temu, w 1977 roku, po śmierci Stanisława Pyjasa studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego powołali Studencki Komitet Solidarności</strong>. Była to pierwsza niezależna organizacja studencka w PRL. Pyjas, student polonistyki, zginął w okolicznościach do dziś symbolicznych dla opowieści o państwie, które bało się własnej młodzieży. SKS był odpowiedzią na strach — i jednym z kamieni milowych drogi do Sierpnia 1980.</p><p><strong>11 lat temu zmarł Leszek Wajda</strong>, scenograf i profesor krakowskiej ASP, współpracownik Andrzeja Wajdy przy <strong>„Popiele i diamencie”</strong>. To nazwisko przypomina, że wielkie kino tworzą nie tylko reżyserzy i aktorzy, ale także ci, którzy budują świat widzialny: pokój, ulicę, ruinę, światło na ścianie.</p><p><strong>4 lata temu zmarł Jerzy Trela</strong>, jeden z najwybitniejszych aktorów polskiego teatru i filmu. Gustaw-Konrad, role u Swinarskiego, Jarockiego, Wajdy, Kieślowskiego. Trela miał w sobie coś z surowego drewna i biblijnego kamienia — nie grał efektownie, grał głęboko. Zostawił po sobie około 350 ról i pamięć głosu, który mógł unieść dramat całego pokolenia.</p><h2>Muzyczny 15 maja: od Triniego Lopeza po O.S.T.R.</h2><p>W muzycznym kalendarium <strong>15 maja</strong> brzmi jak stacja radiowa, która co kilka minut zmienia dekadę.</p><p>W 1937 roku w Dallas urodził się <strong>Trini Lopez</strong>, amerykańsko-meksykański piosenkarz i gitarzysta. Jego <strong>„If I Had A Hammer”</strong> rozeszło się po świecie jak manifest prostoty i energii, a <strong>„La Bamba”</strong> niosła latynoski puls długo przed globalną modą na world music.</p><p>W 1948 roku urodził się <strong>Brian Eno</strong> — muzyk, producent, eksperymentator, człowiek, który dla popkultury zrobił to, co architekci robią dla miast: zmienił przestrzeń. Od <strong>Roxy Music</strong> po produkcje dla <strong>U2, Talking Heads, Davida Bowiego i Johna Cale’a</strong>, Eno przesuwał granice między piosenką a pejzażem dźwiękowym. Bez niego ambient nie miałby takiej mitologii.</p><p>W 1953 roku przyszedł na świat <strong>Mike Oldfield</strong>, twórca <strong>„Tubular Bells”</strong>. Ten album był jak muzyczny labirynt: instrumentalny, hipnotyczny, nieoczywisty, a jednak masowy. Virgin zawdzięczał mu pierwszy wielki sukces, a kino grozy — dzięki wykorzystaniu fragmentu w „Egzorcyście” — jeden z najbardziej rozpoznawalnych tematów muzycznych XX wieku.</p><p>W 1967 roku <strong>Paul McCartney spotkał Lindę Eastman</strong> w klubie Bag O’Nails podczas koncertu Georgie Fame’a. Dwa lata później byli małżeństwem. Linda została nie tylko żoną Beatlesa, lecz także członkinią Wings, fotografką i częścią opowieści o tym, że po największym zespole świata także trzeba nauczyć się żyć dalej.</p><p>W 1980 roku urodził się <strong>O.S.T.R., czyli Adam Ostrowski</strong> — raper, producent, kompozytor, jeden z najważniejszych głosów polskiego hip-hopu. Łódź w jego twórczości nie jest dekoracją, lecz bohaterem: miastem bloków, jazzu, asfaltu i pamięci. W czasach, gdy rap stał się głównym językiem młodych, O.S.T.R. pozostał artystą osobnym — bardziej rzemieślnikiem mikrofonu niż celebrytą.</p><p>15 maja to także dzień płytowych triumfów: <strong>Crosby, Stills, Nash &amp; Young</strong>, <strong>The Rolling Stones</strong>, <strong>Asia</strong>, <strong>Janet Jackson</strong>, <strong>Blur</strong> i <strong>Supergrass</strong>. Od rocka stadionowego po britpop, od amerykańskiego R&amp;B po gitarowy luz lat 90. — ten dzień przypomina, że muzyka jest najlepszym kalendarzem emocji. Każde pokolenie ma swój maj, swoje radio i swoją piosenkę, przy której wydaje się, że świat właśnie skręca w inną stronę.</p><h2>Sejm głosuje. Kryptoaktywa, KRS i IPN na politycznym stole</h2><p>W kraju najważniejsze wydarzenia dnia rozegrają się w Sejmie. Posłowie mają głosować nad <strong>ustawą o kryptoaktywach</strong>, czyli przepisami dostosowującymi polski porządek prawny do unijnego rozporządzenia <strong>MiCA — Markets in Crypto-Assets Regulation</strong>. To pierwsza tak kompleksowa unijna regulacja rynku kryptoaktywów, obejmująca m.in. emisję i obrót cyfrowymi aktywami oraz działalność dostawców usług kryptowalutowych. KNF wskazuje, że MiCA porządkuje zasady funkcjonowania rynku krypto w UE, w tym zakres aktywów objętych regulacją.</p><p>Rządowy projekt zakłada, że <strong>Komisja Nadzoru Finansowego</strong> ma pełnić rolę głównego nadzorcy rynku. W grę wchodzą uprawnienia mocne: możliwość blokowania rachunków pieniężnych lub rachunków kryptoaktywów, a także wstrzymywania określonych transakcji. Rząd przekonuje, że chodzi o bezpieczeństwo klientów i stabilność rynku. Krytycy mówią o ryzyku nadregulacji, która może wypchnąć część firm poza Polskę. Według informacji sejmowych i medialnych do dalszych prac trafiły konkurencyjne projekty — rządowy, prezydencki, Polski 2050 i Konfederacji, a projekt rządowy uznano za wiodący.</p><p>Politycznie to trzecie podejście do <strong>regulacji rynku kryptoaktywów w Polsce</strong>. Dwie wcześniejsze ustawy zawetował prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong>, argumentując, że rozwiązania były zbyt daleko idące. Pałac Prezydencki skierował do Sejmu własny projekt ustawy o rynku kryptoaktywów 6 maja 2026 roku.</p><p>Drugi wielki temat to <strong>wybór 15 sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa</strong>. KRS, zgodnie z art. 186 Konstytucji RP, stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Od lat pozostaje jednym z najgorętszych pól polityczno-prawnego sporu w Polsce. Dla jednych jej przebudowa to warunek naprawy państwa prawa, dla innych — kolejny etap walki o wpływ na sądy.</p><p>Na liście kandydatów znaleźli się sędziowie wskazani przez koalicję rządzącą, ale także kandydaci PiS i Konfederacji. Szczególne emocje budzi obecność <strong>Łukasza Piebiaka</strong>, byłego wiceministra sprawiedliwości z czasów Zbigniewa Ziobry, oraz <strong>Łukasza Zawadzkiego</strong>, sędziego związanego ze środowiskiem Prawników dla Polski. Komisja sejmowa ustaliła listę 15 kandydatów 12 maja.</p><p>Sejm ma również zdecydować o obsadzie stanowiska prezesa <strong>Instytutu Pamięci Narodowej</strong>. Kolegium IPN rekomendowało dra <strong>Mateusza Szpytmę</strong>, obecnego wiceprezesa Instytutu. Zgodnie z ustawą o IPN prezesa wybiera Sejm za zgodą Senatu, a kadencja trwa pięć lat. To stanowisko ma znaczenie większe niż administracyjne: IPN jest instytucją pamięci, archiwów, śledztw, edukacji historycznej i sporów o to, jak opowiadać polski XX wiek. Rekomendację Szpytmy ogłoszono 14 kwietnia 2026 roku.</p><h2>Granica z Białorusią: bezpieczeństwo jako najtwardsza waluta polityki</h2><p>Dziś w Otwocku premier <strong>Donald Tusk</strong> i minister spraw wewnętrznych i administracji <strong>Marcin Kierwiński</strong> mają odwiedzić Ośrodek Konferencyjno-Szkoleniowy Straży Granicznej „Strażnica”. Tematem będzie <strong>bezpieczeństwo granicy z Białorusią</strong>, które od 2021 roku pozostaje jednym z najważniejszych problemów państwa.</p><p>To już nie jest tylko kwestia migracji. Polska granica wschodnia stała się miejscem wojny hybrydowej, presji reżimu Alaksandra Łukaszenki i testowania odporności państwa. W tle są dramaty ludzi wypychanych na granicę, interesy przemytników, polityka Mińska i Moskwy oraz codzienna służba funkcjonariuszy.</p><p>Według informacji MSWiA przywoływanych przez media, w I kwartale 2026 roku liczba udanych nielegalnych przekroczeń granicy z Białorusią wyniosła zero, a liczba prób sforsowania zapory spadła do około 150. Resort wskazywał też na inwestycje w barierę fizyczną, elektroniczną, wieże obserwacyjne oraz system antydronowy.</p><p>Dla mieszkańców centralnej Polski, także naszego regionu, to może brzmieć jak sprawa odległa — gdzieś na Podlasiu, w lasach i przy stalowej zaporze. Ale bezpieczeństwo granicy to dziś także ceny energii, ruch wojsk, wydatki budżetowe, polityka lokalna, a w końcu poczucie, czy państwo ma nerwy ze stali, czy tylko głośne komunikaty.</p><h2>SAFE i pieniądze na służby. Po wecie prezydenta rząd szuka drogi obejścia impasu</h2><p>O godz. 15 zapowiedziano informację dotyczącą finansowania m.in. <strong>Straży Granicznej i Policji</strong> po prezydenckim wecie wobec ustawy wdrażającej unijny program <strong>SAFE</strong>. To jeden z tych sporów, które wyglądają technicznie, ale w rzeczywistości dotykają samego sedna: kto i jak finansuje bezpieczeństwo państwa w czasie, gdy wojna przestała być abstrakcją.</p><p>Program SAFE to unijny instrument finansowy służący wzmacnianiu zdolności obronnych państw członkowskich. Polska ma otrzymać w jego ramach <strong>43,7 mld euro</strong>, czyli ponad 180 mld zł, w niskooprocentowanych pożyczkach. Polska była pierwszym z 19 państw uczestniczących w programie, które podpisało umowę z Komisją Europejską.</p><p>Problem polega na tym, że środki kierowane do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych mogą być wykorzystane przede wszystkim na modernizację wojska. Rząd chce, by część wsparcia trafiła także do służb podległych MSWiA — Policji i Straży Granicznej. Po prezydenckim wecie ma przedstawić sposób, który pozwoli zasilić te formacje mimo legislacyjnej blokady.</p><p>W praktyce to spór o granice konstytucyjnej gry między rządem a prezydentem. Prezydent korzysta z prawa weta, rząd szuka alternatywnych mechanizmów finansowania. A służby — jak zwykle — potrzebują sprzętu, ludzi i jasnych decyzji szybciej, niż polityka potrafi dojść do porozumienia.</p><h2>Matura 2026: geografia, języki mniejszości i nerwy pod salą</h2><p>Dziś rano maturzyści piszą egzamin z <strong>geografii na poziomie rozszerzonym</strong>. Po południu zaplanowano pisemne egzaminy z <strong>języków mniejszości narodowych</strong> na poziomie rozszerzonym. Są to egzaminy nieobowiązkowe — wybierają je ci, którzy potrzebują wyników w rekrutacji na studia albo chcą potwierdzić swoje kompetencje językowe.</p><p>Centralna Komisja Egzaminacyjna opublikowała harmonogram matury 2026 w roku szkolnym 2025/2026, a sesja rozpoczęła się 4 maja egzaminem z języka polskiego.</p><p>Każdy maturzysta musi przystąpić do obowiązkowych egzaminów pisemnych z <strong>języka polskiego, matematyki i języka obcego nowożytnego</strong>, a także do egzaminów ustnych z języka polskiego i języka obcego. Obowiązkowy jest również co najmniej jeden egzamin pisemny na poziomie rozszerzonym. Dla jednych będzie to tylko formalność, dla innych — przepustka na wymarzoną medycynę, prawo, geografię, gospodarkę przestrzenną, logistykę czy kierunki związane z ochroną środowiska.</p><p>Matura w Polsce od lat jest czymś więcej niż egzaminem. To rytuał przejścia. Trochę jak scena z filmu, w której bohater wychodzi z domu i nagle wie, że dzieciństwo zostało za zamkniętymi drzwiami.</p><h2>Pekin, Waszyngton, Teheran. Trump i Xi przy herbacie, świat z mapą napięć</h2><p>Za granicą oczy świata zwrócone są na Pekin, gdzie trwa trzeci i ostatni dzień wizyty prezydenta USA <strong>Donalda Trumpa</strong> w Chinach. W piątek Trump ma uczestniczyć w kameralnym spotkaniu przy herbacie oraz lunchu roboczym z przywódcą Chin <strong>Xi Jinpingiem</strong>, po czym udać się w drogę powrotną do Stanów Zjednoczonych.</p><p>To wizyta, która rozgrywa się w cieniu wielkiej geopolityki: Iranu, Tajwanu, handlu, sztucznej inteligencji i rywalizacji dwóch mocarstw. Według doniesień Trump i Xi rozmawiali m.in. o Iranie; prezydent USA przekazał, że obaj zgodzili się, iż Iran nie powinien posiadać broni jądrowej.</p><p>Chiński przywódca ma z kolei naciskać w sprawie Tajwanu. To najczulszy punkt relacji Pekin–Waszyngton. Dla Chin Tajwan jest częścią „zjednoczenia”, dla USA — elementem równowagi sił na Pacyfiku i wiarygodności sojuszniczej. W tle pobrzmiewa stary motyw historii: mocarstwa mówią o pokoju, ale każde trzyma rękę blisko mapy.</p><p>Komentatorzy wskazują, że szczyt w Pekinie obejmuje także handel, dostęp do rynków, kwestie technologiczne i ryzyko eskalacji na Bliskim Wschodzie.</p><h2>Koniec epoki Powella w Fed. Kevin Warsh przejmuje stery amerykańskiego pieniądza</h2><p>Dziś kończy się kadencja <strong>Jerome’a Powella</strong> jako przewodniczącego Rezerwy Federalnej, czyli banku centralnego Stanów Zjednoczonych. Powell kierował Fed od 2018 roku, a jego czas przypadł na pandemię, inflacyjny szok, gwałtowne podwyżki stóp procentowych i ostre spory o niezależność banku centralnego.</p><p>Następcą Powella ma zostać <strong>Kevin Warsh</strong>, były gubernator Fed i politycznie ważna nominacja prezydenta Donalda Trumpa. Według najnowszych doniesień Senat zatwierdził Warsha, co otwiera nowy rozdział w polityce monetarnej USA.</p><p>Dla zwykłego czytelnika brzmi to jak odległy świat Wall Street, wykresów i bankierów w ciemnych garniturach. Ale decyzje Fed mają wpływ na kurs dolara, ceny surowców, koszty kredytu, nastroje inwestorów i gospodarki daleko poza Ameryką. Kiedy Fed zmienia ton, słyszą to rynki od Nowego Jorku po Warszawę.</p><h2>Dzień, w którym historia zagląda do teraźniejszości</h2><p>Ten piątek układa się w opowieść o państwie i pamięci. W Polsce — <strong>Sejm, KRS, IPN, kryptoaktywa, granica i matura</strong>. Na świecie — <strong>Trump, Xi Jinping, Iran, Tajwan i Fed</strong>. Z jednej strony młodzi ludzie siedzą nad arkuszem z geografii, z drugiej najpotężniejsi politycy świata rysują mapę wpływów.</p><p>Historia nie jest więc kurzem w archiwum. Jest jak refren starej piosenki: wraca, zmienia aranżację, ale melodia pozostaje rozpoznawalna. Dziś słychać ją bardzo wyraźnie.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Morawiecki: Stowarzyszenie Rozwój Plus zostało zarejestrowane (opis)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55112,morawiecki-stowarzyszenie-rozwoj-plus-zostalo-zarejestrowane-opis</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55112,morawiecki-stowarzyszenie-rozwoj-plus-zostalo-zarejestrowane-opis</guid>
            <pubDate>Thu, 14 May 2026 16:28:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-morawiecki-stowarzyszenie-rozwoj-plus-zostalo-zarejestrowane-opis-1778769234.png</url>
                        <title>Morawiecki: Stowarzyszenie Rozwój Plus zostało zarejestrowane (opis)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55112,morawiecki-stowarzyszenie-rozwoj-plus-zostalo-zarejestrowane-opis</link>
                    </image><description>Wiceprezes PiS, b. premier Mateusz Morawiecki poinformował, że Stowarzyszenie Rozwój Plus zostało zarejestrowane. Zapewnił, że nie zrezygnuje z pracy w ramach stowarzyszenia i nie da się wypchnąć z partii. Idziemy do przodu z projektami, które będą mogły stanowić podglebie programowe dla PiS - zapowiedział.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W środę w Sękocinie pod Warszawą odbyło się wyjazdowe posiedzenie klubu PiS. Według doniesień „Newsweeka”, miało ono przebiegać w burzliwej atmosferze. W trakcie spotkania prezes partii Jarosław Kaczyński miał wyrazić swoje oczekiwanie co do „zamrożenia” wszelkich stowarzyszeń istniejących w ramach PiS, a w szczególności stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego Rozwój Plus. B. premier w czasie rządów PiS miał zapewniać, że zamiarem funkcjonowania jego stowarzyszenia nie jest rozbijanie jedności partii. Innym z tematów poruszonych podczas środowego posiedzenia klubu miał być także wyjazd posła PiS, b. szefa MS Zbigniewa Ziobry do USA, co do którego krytyczny stosunek wyrażają niektórzy politycy partii, w szczególności ci utożsamiani z frakcją Morawieckiego.</p><p>Morawiecki pytany w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie o posiedzenie klubu oraz o przyszłość Stowarzyszenia Rozwój Plus przekazał, że podczas środowego spotkania pokazywał, że „nie można poszerzać elektoratu, czy walczyć o poszerzenie elektoratu zawężając przekaz”. - Dlatego akurat przedwczoraj (we wtorek) zarejestrowane zostało stowarzyszenie Rozwój Plus - poinformował.</p><p>- Mamy pierwsze grupy eksperckie, będziemy pracowali nad tematami demograficznymi, pogłębiali różne prace, które już się do tej pory toczą. Idziemy do przodu z paroma projektami, które bardzo mocno potem będą mogły stanowić podglebie programowe dla Prawa i Sprawiedliwości. Ja akurat oczywiście widzę tutaj pełną kompatybilność, pełną spójność naszych działań z szeroko rozumianym naszym obozem patriotycznym - podkreślił Morawiecki.</p><p>Zapytany później o przyszłość swojej inicjatywy oświadczył, że „na pewno nie zrezygnuje z tego stowarzyszenia, na pewno będzie wspierał PiS” i nie da się „wypchnąć” z partii.</p><p>Zapewnił, że Prawo i Sprawiedliwość to „jego partia” i „na pewno z niej nie wyjdzie”. Relacje między politykami w partii - jak stwierdził - są dobre. - Zakończyliśmy wczorajszą kolację też rozmawiając z naszym kandydatem na premiera (Przemysławem Czarnkiem) w takim mniejszym gronie. Bardzo dobra rozmowa, bardzo konstruktywna - dodał Morawiecki.</p><p>Pytany, czy „sabotuje kampanię Przemysława Czarnka” odpowiedział, że zdecydowanie nie zgadza się z taką tezą. - Wręcz przeciwnie. Całkiem niedawno miałem bardzo pozytywne wypowiedzi na temat naszego kandydata - stwierdził. Jak dodał, niższe notowania PiS-u są pokłosiem „zamykania się” na szereg elektoratów, w tym przedsiębiorców czy samorządowców.</p><p>Zdaniem Morawieckiego, Prawo i Sprawiedliwość staje się coraz spójniejsze i jeżeli partia będzie „trzymała się” strategii „dwóch płuc” przedstawionej przez Jarosława Kaczyńskiego, wtedy przyniesie ona „bardzo, bardzo dobre rezultaty”.</p><p>W kontekście środowego posiedzenia klubu PiS, podkreślił, że dyskusja była „bardzo dobra”. Według Morawieckiego, szereg wniosków medialnych dotyczących tego spotkania jest nieprawdziwa. Zaznaczył, że tematy poruszone podczas posiedzenia są sprawami wewnętrznymi klubu. - Ale atmosfera spotkania była „rzeczywiście oczyszczająca, dobra”. (...) Zdecydowanie była to raczej deeskalacja, a nie eskalacja, zdecydowanie jednocząca, a nie rozłamowa - ocenił polityk.</p><p>Morawiecki był pytany, czy sprawa Zbigniewa Ziobry szkodzi PiS-owi. - Mogę powiedzieć, że nie dziwię się, że pan Zbigniew Ziobro uważa, iż nie będzie miał w Polsce szans na sprawiedliwy wyrok - odparł.</p><p>20 kwietnia doszło do spotkania Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego oraz europosła PiS Adama Bielana. Budziło ono duże zainteresowanie ze względu na tworzone przez Morawieckiego Stowarzyszenie Rozwój Plus, do którego zapisać się miało nawet kilkudziesięciu parlamentarzystów partii. Następnego dnia Kaczyński i Morawiecki wygłosili wspólne oświadczenie dla mediów. Szef PiS podkreślił, że trwająca siedem godzin rozmowa przyniosła „kompromis sprowadzający się najogólniej do tego, że działalność stowarzyszenia będzie prowadzona jakby wewnątrz partii”.</p><p>Według Kaczyńskiego, w trakcie posiedzenia prezydium Komitetu Politycznego PiS padł pomysł powołania Rady Eksperckiej, do której – jak dodał – zaproszeni zostaną członkowie stowarzyszenia. Wyjaśnił, że nie oznacza to, że stowarzyszenie zostanie zlikwidowane. Szef PiS zapowiedział również dalsze prace nad rozwiązaniem problemu stowarzyszeń, których – jak zauważył – wewnątrz partii jest obecnie kilka.</p><p>Kaczyński oświadczył, że w związku z porozumieniem partia będzie miała „dwa płuca”. Wyjaśnił, że PiS ma zamiar z jednej strony docierać do zwolenników Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej i bardziej „radykalnego elektoratu” - tu podkreślił rolę kandydata PiS na premiera Przemysława Czarnka. Zaś „drugim płucem” ma być trafianie do osób, które oczekują przede wszystkim efektywnie działającego rządu i „spokoju". Na te oczekiwania - jak dodał - będzie odpowiadał Morawiecki.</p><p>Morawiecki powiedział, że rozmowa z szefem PiS dotyczyła m.in. tego, jak docierać do środowisk z „bardzo różnych miejsc w społeczeństwie”. - Stowarzyszenie Rozwój Plus temu właśnie ma generalnie służyć również w ramach Rady Eksperckiej, która została zaproponowana jako pewnego rodzaju podmiot zbiorczy, wspólny mianownik wielu inicjatyw, bo przecież to nie jest pierwsze stowarzyszenie – mówił były premier.</p><p>Podkreślił również, że docieranie do różnych środowisk odbywałoby się „pod parasolem PiS”. - Nie chcemy prowadzić tutaj działalności stricte politycznej, partyjnej. Chcemy prowadzić szeroko rozumianą działalność programową, społeczną i z taką bardzo głęboką intencją, żeby rzeczywiście zakończyć te rządy (obecnej koalicji) - zapewnił wówczas Morawiecki.</p><p>Od końca listopada ub.r. politycy PiS przyznają nieoficjalnie, że wewnątrz ugrupowania trwa konflikt między zwolennikami Morawieckiego nazywanymi „harcerzami” a grupą jego przeciwników, skupioną m.in. wokół Przemysława Czarnka, Jacka Sasina, Tobiasza Bocheńskiego i Patryka Jakiego, zwaną „maślarzami”, czy frakcją b. szefa MS Zbigniewa Ziobry. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Europejski Komitet Regionów poszukuje kandydata na sekretarza generalnego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55108,europejski-komitet-regionow-poszukuje-kandydata-na-sekretarza-generalnego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55108,europejski-komitet-regionow-poszukuje-kandydata-na-sekretarza-generalnego</guid>
            <pubDate>Thu, 14 May 2026 11:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-europejski-komitet-regionow-poszukuje-kandydata-na-sekretarza-generalnego-1778751817.jpg</url>
                        <title>Europejski Komitet Regionów poszukuje kandydata na sekretarza generalnego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55108,europejski-komitet-regionow-poszukuje-kandydata-na-sekretarza-generalnego</link>
                    </image><description>W czwartek 28 maja br. w południe upływa termin zgłaszania kandydatur w naborze na stanowisko sekretarza generalnego Europejskiego Komitetu Regionów (KR). Wybrana osoba zostanie zatrudniona na pięcioletnią kadencję i będzie odpowiedzialna za kilkuset pracowników tej unijnej instytucji oraz budżet wynoszący ok. 140 mln euro.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kandydat musi być obywatelem UE, korzystać z pełni praw i posiadać odpowiednie kwalifikacje etyczne. Oczekuje się od niego zdolności przywódczych oraz wiedzy o polityce i procesach decyzyjnych Unii. Wymagane jest wykształcenie wyższe oraz minimum 15-letnie doświadczenie zawodowe, w tym 5 lat na wyższym stanowisku kierowniczym. Niezbędna jest biegła znajomość jednego języka UE oraz zadowalająca drugiego, w tym obowiązkowo angielskiego lub francuskiego. Należy również mieć uregulowany stosunek do służby wojskowej i spełniać wymogi zdrowotne.</p><p>Szczegółowe wymagania oraz opis procedury wyboru zostały opublikowane na stronie internetowej KR pod&nbsp;<a href="https://samorzad.pap.pl/kategoria/komitet-regionow/europejski-komitet-regionow-poszukuje-kandydata-na-sekretarza">TYM ADRESEM</a>.</p><p>Trwająca obecnie rekrutacja stanowi szansę na powiększenie wciąż nikłego grona Polaków na najwyższych stanowiskach urzędniczych w Unii Europejskiej. Jak wynika z ostatniego raportu European Democracy Consulting dot. geograficznych aspektów przywództwa w UE z 2024 r., Polacy stanowią jedynie niespełna 5 proc. pracowników Komisji Europejskiej, chociaż stanowią 8,2 proc. ludności UE. Dla porównania, Włochy odpowiadają za 13,9 proc. personelu tej instytucji, Hiszpanie - 8,2 proc., a Rumunia, kraj o dwa razy mniejszej populacji niż Polska, który przystąpił do UE trzy lata po naszym kraju - 4,9 proc.</p><p>Europejski Komitet Regionów jest organem doradczym UE, powołanym do życia w 1994 r. na mocy Traktatu z Maastricht i reprezentującym interesy władz lokalnych i regionalnych w procesie legislacyjnym UE. Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej są zobowiązane do zasięgania opinii KR w ramach procesu stanowienia prawa w sprawach dotyczących m.in.: spójności gospodarczej, społecznej i terytorialnej, funduszy strukturalnych,&nbsp; transportu, zatrudnienia, polityki społecznej, edukacji, zdrowia publicznego, środowiska i energii. KR stoi na straży zasady pomocniczości - jeżeli uzna, że nie jest ona przestrzegana, ma prawo wnieść sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.</p><p>Komitet składa się z 329 członków i 329 zastępców reprezentujących samorządy lokalne i regionalne państw członkowskich. Polska ma w KR 21 przedstawicieli oraz 21 zastępców.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Prof. Figlerowicz: genetyka Piastów to wielka i skomplikowana mozaika. Badania będą kontynuowane]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55102,prof-figlerowicz-genetyka-piastow-to-wielka-i-skomplikowana-mozaika-badania-beda-kontynuowane</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55102,prof-figlerowicz-genetyka-piastow-to-wielka-i-skomplikowana-mozaika-badania-beda-kontynuowane</guid>
            <pubDate>Thu, 14 May 2026 07:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prof-figlerowicz-genetyka-piastow-to-wielka-i-skomplikowana-mozaika-badania-beda-kontynuowane-1778738487.png</url>
                        <title>Prof. Figlerowicz: genetyka Piastów to wielka i skomplikowana mozaika. Badania będą kontynuowane</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55102,prof-figlerowicz-genetyka-piastow-to-wielka-i-skomplikowana-mozaika-badania-beda-kontynuowane</link>
                    </image><description>Genetyka Piastów przypomina ogromną układankę rozsianą po średniowiecznej Europie. Naukowcy chcą ją odtwarzać przez kolejne lata, analizując zarówno szczątki władców, jak i ludzi żyjących w ich otoczeniu. – Piastowie byli zanurzeni w Europę – mówi PAP prof. Marek Figlerowicz z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Niedawno na łamach prestiżowego czasopisma <strong>Nature Communications</strong> opublikowano wyniki przełomowych badań dotyczących <strong>genealogii genetycznej dynastii Piastów</strong>. Projekt prowadzony był od 2014 roku przez naukowców z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. W badaniach połączono osiągnięcia <strong>genetyki, bioinformatyki, archeologii, antropologii i historii</strong>.</p><h2><strong>Poszukiwania grobów Piastów trwały latami</strong></h2><p>Pierwszym etapem projektu było odnalezienie potencjalnych miejsc pochówku członków dynastii. Na podstawie źródeł historycznych badacze wytypowali około <strong>340 miejsc</strong>, gdzie mogli spoczywać Piastowie.</p><p>Szybko okazało się jednak, że historia nie oszczędziła średniowiecznych nekropolii. Wojny, przebudowy świątyń i wielowiekowe przemieszczanie szczątków sprawiły, że tylko nieliczne groby zachowały materiał nadający się do badań.</p><p>Ostatecznie naukowcy pobrali próbki kostne od <strong>33 osób</strong> w ośmiu piastowskich nekropoliach. Wśród nich udało się jednoznacznie potwierdzić tożsamość <strong>dziesięciu przedstawicieli dynastii Piastów</strong>.</p><p>Za najstarszą pewną próbkę uznano DNA <strong>Konrada Mazowieckiego</strong>, żyjącego na przełomie XII i XIII wieku. To właśnie od niego rozpoczyna się wiarygodny opis męskiej linii genetycznej dynastii.</p><h2><strong>Rzadka haplogrupa Piastów zaskoczyła badaczy</strong></h2><p>Największe zainteresowanie wzbudziła analiza <strong>chromosomu Y</strong>, dziedziczonego w linii ojcowskiej.</p><p>Badania wykazały, że Piastowie należeli do niezwykle rzadkiej dziś <strong>haplogrupy R1b-BY3549</strong>. Dotąd odnajdywano ją jedynie sporadycznie na terenach dzisiejszej <strong>Francji, Holandii i Anglii</strong>.</p><p>Co ciekawe, podobny marker genetyczny odkryto również u jednego z wikingów pochowanych na Wyspach Brytyjskich.</p><p>To właśnie ten fragment badań rozpalił publiczną dyskusję o możliwych „wikińskich korzeniach” Piastów. Sam prof. Figlerowicz podchodzi jednak do takich interpretacji z dużą ostrożnością.</p><p>– <strong>Haplogrupa sama w sobie o niczym jeszcze nie przesądza</strong>. Możliwych scenariuszy jest bardzo wiele – podkreśla naukowiec.</p><h2><strong>Piastowie byli częścią europejskiej elity</strong></h2><p>Zdaniem badaczy jednym z najważniejszych efektów projektu było odtworzenie kobiecych linii genetycznych, czyli tzw. <strong>haplogrup mitochondrialnego DNA</strong>.</p><p>To właśnie one pokazały, jak silnie Piastowie byli powiązani z europejskimi dynastiami królewskimi.</p><p>W badaniach odnaleziono genetyczne powiązania z ponad <strong>200 postaciami historycznymi</strong> należącymi do największych rodów Europy. Wśród nich znaleźli się m.in.:</p><ul><li><strong>Rurykowicze</strong>,</li><li><strong>Arpadowie</strong>,</li><li><strong>Przemyślidzi</strong>,</li><li><strong>Habsburgowie</strong>,</li><li><strong>Hohenzollernowie</strong>,</li><li><strong>Wettynowie</strong>,</li><li><strong>Andegawenowie</strong>.</li></ul><p>– Żona jednego Piasta pochodziła z Rusi, innego z Danii, kolejnego z Niemiec, Czech czy Węgier. To pokazuje, że istniał swoisty <strong>paneuropejski genom elit średniowiecznej Europy</strong> – tłumaczy prof. Figlerowicz.</p><p>Według niego <strong>genetyka Piastów</strong> jest „wielką i skomplikowaną mozaiką”, którą dopiero zaczynamy rozumieć.</p><h2><strong>Badacze wrócą na Ostrów Lednicki</strong></h2><p>Kolejnym etapem projektu będą badania prowadzone na terenach związanych z początkami państwa polskiego. Szczególne zainteresowanie naukowców budzi dziś <strong>Ostrów Lednicki</strong> – miejsce uznawane przez część historyków za prawdopodobny teren chrztu Polski.</p><p>Na wyspie i wokół Jeziora Lednickiego funkcjonowały w czasach Piastów osady oraz cmentarzyska. Badacze chcą sprawdzić, czy występowała tam charakterystyczna dla Piastów haplogrupa <strong>R1b-BY3549</strong>.</p><p>– Jeśli ją odnajdziemy, będziemy mieć mocny argument, że należała także do wcześniejszych Piastów. Jeśli nie – pojawią się nowe pytania – przyznaje profesor.</p><h2><strong>Powtórne badania szczątków Krzywoustego i Hermana</strong></h2><p>Naukowcy planują także ponowną analizę szczątków przypisywanych <strong>Władysławowi Hermanowi</strong> i <strong>Bolesławowi Krzywoustemu</strong>.</p><p>Powód jest prosty – technologia rozwija się błyskawicznie, a współczesne metody pozwalają badać DNA znacznie dokładniej niż jeszcze kilka lat temu.</p><p>Jeżeli okaże się, że również oni należeli do haplogrupy <strong>R1b-BY3549</strong>, będzie to oznaczało, że marker występował w głównej linii dynastii.</p><p>Jednocześnie badacze podkreślają, że bez odnalezienia materiału genetycznego <strong>Mieszka I</strong> lub <strong>Bolesława Chrobrego</strong> nie uda się definitywnie rozstrzygnąć kwestii pochodzenia pierwszych Piastów.</p><h2><strong>Czy Piastowie byli Słowianami? Naukowcy studzą emocje</strong></h2><p>Publikacja w „Nature Communications” sugeruje, że <strong>Piastowie mogli mieć pochodzenie nielokalne</strong>, a proces tworzenia państw Europy Środkowo-Wschodniej był efektem mieszania się miejscowych elit z przybyszami z zewnątrz.</p><p>Prof. Figlerowicz przestrzega jednak przed uproszczeniami.</p><p>– Dziś większość dyskusji skupia się wyłącznie na chromosomie Y, który stanowi mniej niż jeden procent genomu. Tymczasem połowa materiału genetycznego pochodzi od kobiet – zauważa badacz.</p><p>Jego zdaniem rozstrzyganie, czy Piastowie „czuli się Słowianami”, nie ma obecnie większego sensu, bo nauka nie dysponuje źródłami pozwalającymi odpowiedzieć na takie pytania.</p><p>– Musielibyśmy znaleźć zapiski Mieszka albo Chrobrego, w których sami piszą, kim się czuli. A to raczej mało prawdopodobne – podsumowuje profesor.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. Kalendarium 14 maja – od Targowicy po „Seksmisję”, od Sinatry po Układ Warszawski]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55101,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-kalendarium-14-maja-od-targowicy-po-seksmisje-od-sinatry-po-uklad-warszawski</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55101,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-kalendarium-14-maja-od-targowicy-po-seksmisje-od-sinatry-po-uklad-warszawski</guid>
            <pubDate>Thu, 14 May 2026 07:43:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-kalendarium-14-maja-od-targowicy-po-seksmisje-od-sinatry-po-uklad-wa-1778737762.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. Kalendarium 14 maja – od Targowicy po „Seksmisję”, od Sinatry po Układ Warszawski</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55101,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-kalendarium-14-maja-od-targowicy-po-seksmisje-od-sinatry-po-uklad-warszawski</link>
                    </image><description>14 maja łączy w sobie polskie dramaty, sportowe początki i kulturowe symbole: od ogłoszenia Targowicy w 1792 roku, przez premierę „Seksmisji”, po podpisanie Układu Warszawskiego. W kalendarium przypominamy też wydarzenia, które zmieniały historię kraju i świata oraz wyznaczają rytm współczesnych debat.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Czwartek, <strong>14 maja</strong>, to sto trzydziesty czwarty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.46, zajdzie o 20.18. Imieniny obchodzą dziś m.in. <strong>Bonifacy, Maciej, Wiktor, Dominika, Maria, Jeremiasz, Stefania i Izydor</strong>.</p><p>To data, w której historia wielokrotnie przyspieszała – raz pod huk armat, innym razem w rytmie jazzu, rocka albo politycznych deklaracji. W kalendarium 14 maja mieszczą się zarówno dramatyczne momenty polskiej historii, jak i wydarzenia, które na trwałe weszły do kultury popularnej.</p><h5><strong>Targowica – słowo, które do dziś brzmi jak oskarżenie</strong></h5><p><strong>234 lata temu, 14 maja 1792 roku</strong>, ogłoszono konfederację targowicką – symbol zdrady narodowej, który do dziś funkcjonuje w polskim języku politycznym niemal jak przekleństwo.</p><p>Formalnie akt konfederacji ogłoszono w Targowicy, jednak naprawdę został przygotowany wcześniej w Petersburgu, pod patronatem carycy Katarzyny II. Na czele przeciwników reform Sejmu Czteroletniego stanęli magnaci: <strong>Stanisław Szczęsny Potocki</strong>, <strong>Seweryn Rzewuski</strong> i <strong>Ksawery Branicki</strong>. Ich celem było obalenie <strong>Konstytucji 3 Maja</strong>, pierwszej nowoczesnej konstytucji w Europie.</p><p>W praktyce konfederacja stała się zaproszeniem dla rosyjskiej armii do interwencji w Rzeczypospolitej. Wojna w obronie konstytucji zakończyła się klęską, a jej konsekwencją był II rozbiór Polski.</p><p>Od tamtej chwili określenie „targowica” przylgnęło do ludzi oskarżanych o działanie przeciw interesowi państwa. W polskiej debacie publicznej to jedno z najmocniejszych historycznych odwołań – porównywalne z piętnem narodowej zdrady.</p><h5><strong>Wojska Księstwa Warszawskiego wkraczają do Lublina</strong></h5><p><strong>217 lat temu, w 1809 roku</strong>, wojska Księstwa Warszawskiego odbiły z rąk Austriaków Lublin.</p><p>Był to jeden z sukcesów wojny polsko-austriackiej, prowadzonej w cieniu kampanii Napoleona. Choć Księstwo Warszawskie było tworem zależnym od Francji, dla wielu Polaków stanowiło namiastkę odradzającej się państwowości.</p><p>Zdobycie Lublina miało znaczenie strategiczne i symboliczne. Pokazywało, że polskie oddziały są zdolne do samodzielnych działań militarnych, a marzenie o odzyskaniu niepodległości nie umarło po rozbiorach.</p><h5><strong>Baruch Szulman – zapomniany bohater wspólnej walki</strong></h5><p>W <strong>1906 roku</strong> członek Organizacji Bojowej PPS <strong>Baruch Szulman</strong> przeprowadził udany zamach bombowy na rosyjskiego podkomisarza policji Konstantinowa w Warszawie. Sam zginął podczas ucieczki.</p><p>Carska policja obawiała się, że pogrzeb stanie się patriotyczną manifestacją. Dlatego ciało Szulmana zostało wykradzione, a pomnik na jego grobie zniszczony.</p><p>W II Rzeczypospolitej Szulman urósł do rangi symbolu wspólnej walki Polaków i Żydów przeciw rosyjskiemu zaborcy. Dziś jego historia przypomina, że polska droga do niepodległości była dziełem ludzi różnych narodowości i kultur.</p><h5><strong>Stefan Żeromski i narodziny Związku Literatów Polskich</strong></h5><p><strong>106 lat temu</strong>, w Warszawie powstał <strong>Związek Literatów Polskich</strong>, a jego pierwszym prezesem został <strong>Stefan Żeromski</strong>.</p><p>To był czas, gdy literatura pełniła rolę znacznie większą niż dziś – była nośnikiem tożsamości narodowej, debat politycznych i społecznych. Pisarze traktowani byli niczym sumienie narodu.</p><p>Żeromski, autor „Przedwiośnia” i „Ludzi bezdomnych”, należał do tych twórców, którzy wierzyli, że literatura ma obowiązek reagować na rzeczywistość. W jego wizji pisarz nie był jedynie artystą, lecz także świadkiem epoki.</p><h5><strong>Pierwszy mecz reprezentacji Polski przed własną publicznością</strong></h5><p>W <strong>1922 roku</strong> reprezentacja Polski rozegrała pierwszy w historii mecz piłkarski przed własną publicznością. Na stadionie Cracovii biało-czerwoni przegrali z Węgrami 0:3.</p><p>Choć wynik był bolesny, wydarzenie miało ogromne znaczenie symboliczne. Polska dopiero budowała swoją państwowość po odzyskaniu niepodległości, a sport stawał się elementem narodowej tożsamości.</p><p>Węgrzy należeli wtedy do europejskiej czołówki futbolu. Polska reprezentacja dopiero raczkowała, ale właśnie w tamtych latach rodziła się legenda biało-czerwonych.</p><h5><strong>Maj 1926. Piłsudski przejmuje władzę</strong></h5><p><strong>100 lat temu</strong>, wobec przewrotu majowego dokonanego przez Józefa Piłsudskiego, prezydent <strong>Stanisław Wojciechowski</strong> przekazał władzę marszałkowi Sejmu <strong>Maciejowi Ratajowi</strong>.</p><p>Warszawa przypominała wtedy pole bitwy. Walki między wojskami wiernymi rządowi i oddziałami Piłsudskiego trwały trzy dni i kosztowały życie blisko 400 osób.</p><p>Przewrót majowy zakończył parlamentarny etap II RP i otworzył epokę sanacji. Zwolennicy Piłsudskiego widzieli w nim ratunek dla państwa pogrążonego w chaosie politycznym. Krytycy – początek ograniczania demokracji.</p><h5><strong>Układ Warszawski – żelazny sojusz zimnej wojny</strong></h5><p>W <strong>1955 roku</strong> w Warszawie podpisano <strong>Układ Warszawski</strong> – wojskowy sojusz państw bloku wschodniego pod przewodnictwem ZSRR.</p><p>Dokument sygnowali przywódcy Albanii, Bułgarii, Czechosłowacji, NRD, Polski, Rumunii, Węgier i Związku Radzieckiego. Była to odpowiedź Moskwy na wejście RFN do NATO.</p><p>Układ Warszawski stał się jednym z filarów zimnej wojny. To pod jego szyldem interweniowano później m.in. na Węgrzech w 1956 roku i w Czechosłowacji w 1968 roku.</p><p>Dla Polski oznaczał trwałe podporządkowanie militarne Związkowi Radzieckiemu. Formalnie rozwiązano go dopiero w 1991 roku – już po upadku komunizmu.</p><h5><strong>Andrzej Grubba – mistrz rakietki</strong></h5><p>W <strong>1958 roku</strong> urodził się <strong>Andrzej Grubba</strong>, najwybitniejszy polski tenisista stołowy.</p><p>Był sportowcem, który w czasach dominacji zawodników z Chin i Azji potrafił wejść do światowej elity. Zdobył Puchar Świata w 1988 roku, wielokrotnie stawał na podium mistrzostw Europy i uchodził za jednego z najbardziej eleganckich zawodników swojej epoki.</p><p>Dla pokolenia lat 80. Grubba był ikoną dyscypliny, która w polskich szkołach i klubach przeżywała prawdziwy boom.</p><h5><strong>„Seksmisja” – film, który stał się częścią języka</strong></h5><p><strong>42 lata temu</strong>, w 1984 roku, premierę miała <strong>„Seksmisja”</strong> Juliusza Machulskiego.</p><p>Film opowiadający o dwóch mężczyznach wybudzonych po latach w świecie rządzonym wyłącznie przez kobiety szybko stał się czymś więcej niż komedią science fiction. Cytaty z filmu weszły do codziennego języka, a ironiczny humor Machulskiego trafiał w absurdy schyłkowego PRL-u.</p><p>„Ciemność, widzę ciemność”, „Kopernik była kobietą” czy „Największym szczęściem kobiety jest...” – te kwestie zna dziś niemal każdy Polak.</p><p>„Seksmisja” do dziś pozostaje jednym z najważniejszych filmów w historii polskiego kina popularnego.</p><h5><strong>Powódź 2010 roku – żywioł, który sparaliżował Polskę</strong></h5><p><strong>16 lat temu</strong> rozpoczęły się intensywne opady deszczu, które doprowadziły do największej od 160 lat powodzi w dorzeczu Wisły.</p><p>Zalane zostały miasta, wsie i tysiące gospodarstw. Woda przerwała wały przeciwpowodziowe m.in. w Sandomierzu i okolicach Krakowa. Żywioł sparaliżował południową Polskę, powodując gigantyczne straty.</p><p>W powodzi zginęło 25 osób. W pamięci wielu mieszkańców regionów nadwiślańskich pozostały dramatyczne obrazy worków z piaskiem, ewakuacji i walki o dobytek życia.</p><h5><strong>Odeszła uczestniczka Powstania Warszawskiego</strong></h5><p>Dwa lata temu zmarła <strong>Zofia Czekalska</strong>, uczestniczka Powstania Warszawskiego, łączniczka Zgrupowania „Chrobry II”. Miała 101 lat.</p><p>Była przedstawicielką pokolenia, które przeżyło okupację, konspirację i dramat sierpnia 1944 roku. Takie odejścia zamykają kolejne rozdziały pamięci o wojnie – żywi świadkowie historii odchodzą coraz szybciej.</p><h3><strong><u>Kalendarium muzyczne. Dźwięki, które zmieniały epoki</u></strong></h3><h5><strong>Frank Sinatra – głos Ameryki</strong></h5><p>14 maja 1998 roku zmarł <strong>Frank Sinatra</strong> – artysta, którego wielu uważa za największego wokalistę XX wieku.</p><p>Jego głos był jak dobrze skrojony smoking: elegancki, miękki i natychmiast rozpoznawalny. „My Way”, „Strangers in the Night” czy „New York, New York” stały się hymnami kolejnych pokoleń.</p><p>Sinatra był również gwiazdą kina i symbolem amerykańskiego snu. W czasach powojennych uosabiał styl życia, który Hollywood eksportowało na cały świat.</p><h5><strong>BB King i jego ukochana „Lucille”</strong></h5><p>W 2015 roku świat pożegnał <strong>BB Kinga</strong>, legendę bluesa i autora „The Thrill Is Gone”.</p><p>Każdą swoją gitarę nazywał „Lucille”. Jak głosi legenda, nazwa pochodziła od kobiety, o którą pokłócili się dwaj mężczyźni podczas koncertu, doprowadzając do pożaru sali. King wrócił po gitarę do płonącego budynku i odtąd każdą kolejną nazywał tak samo – by pamiętać, że nie warto ryzykować życia dla romansu.</p><p>Jego styl gry inspirował gigantów rocka: Erica Claptona, Carlosa Santanę czy Marka Knopflera.</p><h5><strong>David Byrne i Talking Heads – muzyka inteligentnego niepokoju</strong></h5><p>W 1952 roku urodził się <strong>David Byrne</strong>, lider zespołu Talking Heads.</p><p>Byrne stworzył muzykę, która brzmiała jak wielkie miasto: nerwowa, rytmiczna, pełna ironii i artystycznych eksperymentów. „Burning Down the House” czy „Road to Nowhere” stały się ikonami nowej fali lat 80.</p><p>Artysta wykraczał daleko poza rock – komponował muzykę filmową, teatralną i operową, zdobywając Oscara, Grammy i Złoty Glob.</p><h5><strong>Bobby Darin – gwiazda, która zgasła zbyt szybko</strong></h5><p>Urodzony w 1936 roku <strong>Bobby Darin</strong> był jednym z symboli amerykańskiej muzyki przełomu lat 50. i 60.</p><p>„Mack the Knife” czy „Beyond the Sea” do dziś pozostają klasyką popu i swingu. Darin od dzieciństwa cierpiał na poważną chorobę serca. Lekarze przewidywali, że nie dożyje dorosłości.</p><p>Zmarł w wieku zaledwie 37 lat, ale zdążył stać się legendą.</p><h5><strong>Zakopower i folk XXI wieku</strong></h5><p>14 maja 1976 roku urodził się <strong>Sebastian Karpiel-Bułecka</strong>, lider grupy Zakopower.</p><p>Zespół połączył muzykę Podhala z nowoczesnym popem i rockiem. Album „Boso” był jednym z największych sukcesów polskiej sceny folkowej po 2000 roku.</p><p>Zakopower udowodnił, że regionalna tradycja może stać się atrakcyjna dla masowej publiczności.</p><h3><strong><u>Co dziś wydarzy się w Polsce?</u></strong></h3><h5><strong>Sejm zajmie się rynkiem kryptowalut</strong></h5><p>W Sejmie odbędzie się drugie czytanie projektów ustaw dotyczących rynku kryptoaktywów. Chodzi o wdrożenie unijnego rozporządzenia <strong>MiCA</strong>, które ma uporządkować rynek kryptowalut w Unii Europejskiej.</p><p>Projekt zakłada, że <strong>Komisja Nadzoru Finansowego</strong> będzie mogła nadzorować rynek, blokować rachunki i wstrzymywać transakcje. Zwolennicy nowych przepisów mówią o zwiększeniu bezpieczeństwa inwestorów. Krytycy obawiają się nadmiernej kontroli państwa nad cyfrowymi finansami.</p><h5><strong>Spór o granicę z Białorusią</strong></h5><p>Posłowie zajmą się również przedłużeniem ograniczeń dotyczących składania wniosków o ochronę międzynarodową na granicy z Białorusią.</p><p>To jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów ostatnich miesięcy. Rząd argumentuje, że działania są konieczne z powodu presji migracyjnej inspirowanej przez reżim Aleksandra Łukaszenki. Organizacje humanitarne alarmują jednak, że ograniczenia mogą naruszać prawa człowieka i konwencje międzynarodowe.</p><h5><strong>Łódź będzie miała Wojskową Akademię Medyczną</strong></h5><p>Sejm kontynuuje też prace nad ustawą powołującą <strong>Wojskową Akademię Medyczną w Łodzi</strong>.</p><p>Nowa uczelnia ma kształcić lekarzy, pielęgniarki i ratowników medycznych dla potrzeb armii. To odpowiedź na rosnące znaczenie medycyny wojskowej po doświadczeniach pandemii oraz wojny w Ukrainie.</p><h5><strong>Impact w Poznaniu. Polityka, biznes i technologia</strong></h5><p>W Poznaniu trwa kongres <strong>Impact</strong>, określany jako jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarczo-technologicznych Europy Środkowej.</p><p>Gościem wydarzenia będzie były premier Kanady <strong>Justin Trudeau</strong>. W debatach uczestniczą także polscy ministrowie, eksperci od bezpieczeństwa, technologii i energetyki.</p><p>W centrum dyskusji znajdą się m.in. sztuczna inteligencja, cyberbezpieczeństwo, zielona transformacja i przyszłość europejskiej gospodarki.</p><h5><strong>Maturzyści zmierzą się dziś z informatyką</strong></h5><p>Czwartkowy poranek oznacza dla wielu uczniów egzamin z <strong>informatyki</strong>. Po południu odbędą się matury z języka ukraińskiego.</p><p>To pierwszy rok, gdy język ukraiński pojawia się w grupie nowożytnych języków obcych. Zmiana pokazuje, jak bardzo polska szkoła zmieniła się po napływie uchodźców z Ukrainy.</p><h5><strong>Nagroda im. Marka Edelmana</strong></h5><p>W Muzeum POLIN odbędzie się uroczystość wręczenia <strong>Nagrody im. Marka Edelmana</strong> oraz Medali „Powstanie w Getcie Warszawskim”.</p><p>Nagroda ustanowiona została dla osób przeciwdziałających antysemityzmowi i działających na rzecz dialogu polsko-żydowskiego. Sam Marek Edelman – ostatni przywódca powstania w getcie warszawskim – pozostaje symbolem odwagi i moralnego sprzeciwu wobec nienawiści.</p><h5><strong>Trump w Pekinie. Świat patrzy na rozmowy USA–Chiny</strong></h5><p>Prezydent USA <strong>Donald Trump</strong> rozpoczyna oficjalną część wizyty w Pekinie. Spotka się z przywódcą Chin <strong>Xi Jinpingiem</strong>.</p><p>Najważniejszym tematem będą relacje gospodarcze i wojna handlowa między dwoma największymi gospodarkami świata. W tle pozostają jednak dużo poważniejsze kwestie: Iran, Tajwan i globalna rywalizacja o dominację technologiczną.</p><p>Do Pekinu przybyli także szefowie największych amerykańskich korporacji – od Apple po Teslę. To pokazuje, że polityka i biznes coraz mocniej splatają się w jednym geopolitycznym teatrze.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wydarzenia sportowe w skrócie, środa 13 maja, godz. 22.00]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55100,wydarzenia-sportowe-w-skrocie-sroda-13-maja-godz-22-00</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55100,wydarzenia-sportowe-w-skrocie-sroda-13-maja-godz-22-00</guid>
            <pubDate>Wed, 13 May 2026 22:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wydarzenia-sportowe-w-skrocie-sroda-13-maja-godz-22-00-1778702643.png</url>
                        <title>Wydarzenia sportowe w skrócie, środa 13 maja, godz. 22.00</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55100,wydarzenia-sportowe-w-skrocie-sroda-13-maja-godz-22-00</link>
                    </image><description>Iga Świątek wygrała z Amerykanką Jessicą Pegulą 6:1, 6:2 i awansowała do półfinału turnieju WTA 1000 w Rzymie. Spotkanie trwało 67 minut. Polska tenisistka po raz pierwszy w tym sezonie dotarła do najlepszej czwórki.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;<strong>Polscy piłkarze ręczni</strong> wygrali w Grazu z <strong>Austrią</strong> 26:25 w pierwszym meczu eliminacyjnym do przyszłorocznych <strong>mistrzostw świata w piłce ręcznej</strong> w Niemczech. Rewanż odbędzie się w niedzielę w <strong>Olsztynie</strong>.</p><p>Hiszpan <strong>Igor Arrieta</strong> z ekipy <strong>UAE Team Emirates-XRG</strong> wygrał piąty etap kolarskiego wyścigu <strong>Giro d’Italia</strong> z Praia a Mare do Potenzy. Liderem klasyfikacji generalnej został Portugalczyk <strong>Afonso Eulalio</strong> z <strong>Bahrain Victorious</strong>.</p><p><strong>Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN</strong> oddaliła odwołanie <strong>Wisły Kraków</strong> w sprawie <strong>walkowera</strong> za nierozegrany mecz <strong>1. ligi</strong> ze <strong>Śląskiem Wrocław</strong>. Nie zapadła jeszcze ostateczna decyzja dotycząca wysokości kary dla Śląska za niewpuszczenie kibiców gości.</p><p><strong>Górnik Zabrze</strong> zremisował na wyjeździe z <strong>Arką Gdynia</strong> 0:0 w zaległym meczu <strong>piłkarskiej ekstraklasy</strong>. Dla Górnika oznacza to utratę szansy na <strong>mistrzostwo Polski</strong>, a dla Arki pozostanie na przedostatnim miejscu w tabeli.</p><p>Irańczyk <strong>Ali Gholizadeh</strong> przedłużył kontrakt z <strong>Lechem Poznań</strong> na kolejny sezon. 30-letni piłkarz na początku maja doznał poważnej <strong>kontuzji</strong> i jego powrót na boisko nastąpi prawdopodobnie dopiero w przyszłym roku.</p><p><strong>Izabela Satrjan</strong> z <strong>UKŻ Wiking Toruń</strong> trzeciego dnia <strong>mistrzostw świata w olimpijskiej klasie Formula Kite</strong> w Viana do Castelo spadła z piątego na ósme miejsce. Wśród mężczyzn <strong>Jan Marciniak</strong> z <strong>Aqua Włocławek</strong> zajmuje 18. pozycję. W Portugalii rywalizuje 85 żeglarzy z 29 krajów.</p><p>Około dziewięciu miesięcy rehabilitacji będzie potrzebować <strong>Aleksandra Gryka</strong>, aby powrócić do pełnej sprawności. Siatkarka, która w sezonie 2025/2026 była zawodniczką <strong>BKS Bostik ZGO Bielsko-Biała</strong>, przeszła <strong>operację kolana</strong> w Koninie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Strzały do papieża, cały świat wstrząśnięty – tak PAP relacjonował zamach na Jana Pawła II]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55089,strzaly-do-papieza-caly-swiat-wstrzasniety-tak-pap-relacjonowal-zamach-na-jana-pawla-ii</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55089,strzaly-do-papieza-caly-swiat-wstrzasniety-tak-pap-relacjonowal-zamach-na-jana-pawla-ii</guid>
            <pubDate>Wed, 13 May 2026 09:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-strzaly-do-papieza-caly-swiat-wstrzasniety-tak-pap-relacjonowal-zamach-na-jana-pawla-ii-1778656115.png</url>
                        <title>Strzały do papieża, cały świat wstrząśnięty – tak PAP relacjonował zamach na Jana Pawła II</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55089,strzaly-do-papieza-caly-swiat-wstrzasniety-tak-pap-relacjonowal-zamach-na-jana-pawla-ii</link>
                    </image><description>Kilkadziesiąt depesz z Włoch i równie dużo z innych stolic całego świata – w nich korespondenci PAP relacjonowali 13 maja 1981 r. zamach na papieża Jana Pawła II.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Z depesz korespondentów Polskiej Agencji Prasowej 13 maja 1981 r. widać, że dramatyczne wydarzenie z Placu Świętego Piotra w Rzymie wstrząsnęło wieloma ludźmi na całym świecie.</p><p>Pierwsza wiadomość na ten temat w serwisie PAP składała się z zaledwie dwóch zdań: „Jak podaje Agencja France Presse oraz reporter włoskiej agencji ANSA – do Jana Pawła II oddano dwa strzały. Papież został ranny”. W drugiej depeszy w tej samej sprawie pojawiły się już pewne szczegóły. Korespondent PAP informował, że do zdarzenia doszło na Placu Świętego Piotra podczas audiencji ogólnej, a zamachowiec – stojący w czekającym na papieża tłumie – oddał dwa strzały. „Jak podaje Radio Watykan, papież został odwieziony natychmiast ambulansem do szpitala. Widziano krew na szyi rannego. Watykańska służba bezpieczeństwa zatrzymała osobnika, który posiadał pistolet".</p><p>Korespondentem PAP w Rzymie i Watykanie w tamtym czasie był Zdzisław Morawski, bardzo doświadczony dziennikarz (z agencją związany od 1948 r.) i autor książek o tajemnicach Stolicy Apostolskiej. Autorem tej pierwszej, dwuzdaniowej depeszy o zamachu, a także części innych opublikowanych w serwisie przez PAP był jednak Krzysztof Mroziewicz. „Nie zdawałem sobie sprawy, że piszę jedną z najważniejszych depesz XX wieku. Taka refleksja przychodzi dopiero po pewnym czasie” – wspominał tamto wydarzenie. 13 maja 1981 r. był dyżurnym redakcji zagranicznej PAP, jego zadaniem było redagowanie kolejnych sygnałów – od Zdzisława Morawskiego i innych korespondentów. Morawski w każdej z kolejnych depesz dołączał nowe szczegóły. Pisał, że kule ugodziły papieża w brzuch, a ranne zostały również dwie kobiety. Wyjaśniał, że w momencie zamachu jeep, którym przemieszczał się Jan Paweł II znajdował się między bazyliką Świętego Piotra a kolumnadą Berniniego.</p><p>Z następnych depesz można się było dowiedzieć, że zamachowiec nie był Włochem (zanim policja podała jego narodowość i personalia podejrzewano, że jest Arabem). Z kolei rzecznik Watykanu, na informacje którego powoływał się Morawski, dodał, że w stronę papieża oddano 4-5 strzałów, ale dosięgły go tylko dwie kule.</p><p>Od momentu przewiezienia Jana Pawła II do szpitala Gemelli, Zdzisław Morawski dorzucał kolejne informacje o stanie zdrowia rannego, a następnie o przebiegu trzygodzinnej operacji.</p><p>Rozszerzał również informacje o tym, co zaszło na Placu Świętego Piotra. Pisał, że kilka strzałów padło, gdy samochód z Janem Pawłem II znajdował się w pobliżu słynnej Spiżowej Bramy. „Papież upadł, zaś na jego białej sutannie pojawiły się plamy krwi” – precyzował. „Padającego papieża, który trafiony został dwiema kulami w chwili, kiedy swym charakterystycznym ruchem wyciągał ręce do tłumu, podtrzymał jego osobisty sekretarz ks. Stanisław Dziwisz, który znajdował się wraz z nim w samochodzie” – dodawał. Cały akapit poświęcił zamachowcowi. „Jest nim cudzoziemiec, nie znający języka włoskiego, o ciemnym, śniadym kolorze skóry. Tłum rzucił go na ziemię i rozbroił, policja z trudem go wydobyła z tłumu i zabrała do więzienia” – pisał.</p><p>Następne depesze PAP opisywały już reakcje polityków różnych krajów. Z Waszyngtonu pisał o tym Stanisław Głąbiński, dziennikarz z równie długim co Zdzisław Morawski stażem w zawodzie. Na wiadomość o zamachu na Jana Pawła II prezydent Stanów Zjednoczonych Ronald Reagan (sam był celem zamachu kilka tygodni wcześniej) oświadczył, że będzie się modlił. W emocjonalny sposób zareagowali również wiceprezydent (i późniejszy prezydent) George Bush, sekretarz generalny ONZ Kurt Waldheim, wybrany właśnie na prezydenta Francji Francois Mitterrand i kończący swoją kadencję na tym stanowisku Valéry Giscard d’Estaing.</p><p>Korespondent PAP z Moskwy pisał, że wiadomość o zamachu na Jana Pawła II podało tamtejsze radio, a także telewizja. We Włoszech, Francji, Hiszpanii i różnych krajach Ameryki Łacińskiej stacje telewizyjne przerwały własne programy i na bieżąco podawały wiadomości z Rzymu. Lecha Wałęsę wiadomość o zamachu zastała w Japonii. Korespondent PAP z Tokio pisał, że przewodniczący „Solidarności” jest „głęboko wstrząśnięty".</p><p>Podano również, że na wiadomość o tym co się stało na Placu Świętego Piotra lecący do Stanów Zjednoczonych kardynał Agostino Casaroli (sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej) kazał zawrócić samolot do Rzymu.</p><p>Zdzisław Morawski pisał również o reakcji znajdujących się na Placu Świętego Piotra pielgrzymów z Polski: „Natychmiast skupili się wokół podium, na którym stał tron papieski i zaczęli śpiewać polski hymn narodowy”. Opisywał również wygląd rzymskich ulic. Pisał, że zupełnie się wyludniły, bo tłumy zebrały się w kościołach i przed telewizorami.</p><p>Z Madrytu PAP pisał o modlitwach we wszystkich hiszpańskich kościołach i o tym, że król Juan Carlos nazwał atak na Jana Pawła II zamachem przeciwko całej ludzkości.</p><p>Na wiadomość o narodowości zamachowca zareagował też prezydent Turcji Kenan Evren. Potępił zamach jako akt terroru i „życzył Janowi Pawłowi II szybkiego powrotu do zdrowia”.</p><p>Ubolewanie z powodu zamachu wyraził rzecznik Organizacji Wyzwolenia Palestyny i – jak pisał korespondent PAP - „dał wyraz nadziei, że papież rychło powróci do zdrowia, aby kontynuować swą działalność, cenną dla świata chrześcijańskiego i całej ludzkości”.</p><p>Gdy w szpitalu Gemelli trwała jeszcze operacja rannego papieża, PAP opublikował pierwsze analizy – m.in. na temat tego jak mogło dojść do ataku. Zdzisław Morawski wyjaśniał, że ochrona Jana Pawła II stała przed trudnym zadaniem, bo „papież zawsze chciał być jak najbliżej witających go tłumów i nie godził się, by jego ochrona osobista oddzielała go od ludzi”. „Malowniczo ubrana watykańska gwardia szwajcarska nie nosi broni, jedynie halabardy. Najwięcej możliwości ewentualnego chronienia papieża ma w istocie jego dwóch najbliższych współpracowników: ksiądz Stanisław Dziwisz i kamerdyner Angelo Gugel” – wskazywał rzymski korespondent PAP.</p><p>Ostatnie depesze z 13 maja 1981 r., nadane przed północą, zawierały informacje ze szpitala Gemelli. „Stan zdrowia papieża – pisał PAP powołując się na AFP – nie stwarza żadnych szczególnych problemów. Nie ma problemów z sercem ani z oddychaniem. Jan Paweł II stracił tylko pół litra krwi, co nie wpłynęło na obniżenie ciśnienia. W tego rodzaju interwencjach chirurgicznych największe niebezpieczeństwo związane jest z ryzykiem infekcji. Ryzyko to w przypadku papieża jest jednak bardzo ograniczone ze względu na doskonały stan ogólny jego zdrowia” – brzmiała konkluzja depeszy. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[13 maja. Dzień, w którym historia splata się z przyszłością]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55087,13-maja-dzien-w-ktorym-historia-splata-sie-z-przyszloscia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55087,13-maja-dzien-w-ktorym-historia-splata-sie-z-przyszloscia</guid>
            <pubDate>Wed, 13 May 2026 08:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-13-maja-dzien-w-ktorym-historia-splata-sie-z-przyszloscia-1778654684.png</url>
                        <title>13 maja. Dzień, w którym historia splata się z przyszłością</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55087,13-maja-dzien-w-ktorym-historia-splata-sie-z-przyszloscia</link>
                    </image><description>Środa, 13 maja. Sto trzydziesty trzeci dzień roku. Słońce wstało o 4.46, zajdzie o 20.18. Imieniny obchodzą dziś: Agnieszka, Gerard, Jan, Magdalena, Maria i Robert.

To data, która w polskiej i światowej pamięci brzmi szczególnie mocno. Między cieniem zamachu na Jana Pawła II, legendą Witolda Pileckiego i rytmem „La Bamba” rozgrywa się kolejny dzień polityki, technologii i geopolityki.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>Historia. Od Kościuszki po Jana Pawła II</strong></h3><h5><strong>Kazimierz Wielki przeciw Krzyżakom</strong></h5><p>Dokładnie <strong>676 lat temu</strong>, w 1350 roku, w Łowiczu król <strong>Kazimierz Wielki</strong> zawarł antykrzyżacki sojusz z królem Danii Waldemarem IV. Był to jeden z tych dyplomatycznych ruchów, które przypominają średniowieczne szachy rozgrywane między zamkami, traktatami i mieczami.</p><p>Krzyżacy byli wówczas największym zagrożeniem dla regionu Morza Bałtyckiego. Polska próbowała budować sieć sojuszy, która ograniczyłaby ich wpływy. Historia pokaże później, że polityka „miękkiej siły” Kazimierza Wielkiego przygotowała grunt pod przyszłe zwycięstwa Jagiellonów.</p><hr><h5><strong>Kościuszko pod Połańcem</strong></h5><p>232 lata temu oddziały <strong>Tadeusza Kościuszki</strong> odparły rosyjski atak pod Połańcem. To właśnie w tym miejscu kilka dni wcześniej ogłoszony został słynny <strong>Uniwersał Połaniecki</strong> – dokument mający poprawić los chłopów i ograniczyć pańszczyznę.</p><p>Był to jeden z pierwszych sygnałów, że wolność narodowa bez społecznej sprawiedliwości jest jedynie pustym hasłem. Kościuszko rozumiał to wcześniej niż wielu europejskich polityków epoki.</p><h5><strong>Witold Pilecki – człowiek, który wszedł do piekła dobrowolnie</strong></h5><p>125 lat temu urodził się <strong>rotmistrz Witold Pilecki</strong> – jedna z najbardziej niezwykłych postaci XX wieku. Oficer Armii Krajowej dobrowolnie dał się uwięzić w Auschwitz, aby stworzyć tam siatkę oporu i przekazać światu informacje o niemieckim obozie zagłady.</p><p>Raporty Pileckiego należą dziś do najważniejszych świadectw Holocaustu. Brytyjski historyk Michael Foot nazwał go kiedyś „jednym z sześciu najodważniejszych ludzi europejskiego ruchu oporu”.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim postać Pileckiego regularnie przypominana jest podczas lokalnych uroczystości patriotycznych i marszów pamięci organizowanych przez szkoły oraz środowiska kombatanckie.</p><h5><strong>13 maja 1981. Strzały na placu św. Piotra</strong></h5><p>Dla milionów Polaków ta data ma jeden obraz: biały papamobile, chaos i osuwający się w ramiona ochroniarzy <strong>Jan Paweł II</strong>.</p><p>45 lat temu turecki zamachowiec <strong>Mehmet Ali Agca</strong> oddał strzały do papieża na placu św. Piotra w Rzymie. Kula ominęła najważniejsze organy dosłownie o milimetry. Sam papież później mówił:</p><blockquote><p>„Jedna ręka strzelała, inna prowadziła kulę”.</p></blockquote><p>Do dziś wokół zamachu krążą teorie dotyczące możliwego udziału służb specjalnych państw bloku wschodniego. Śledztwa nigdy nie zamknęły wszystkich pytań.</p><h3><strong>Muzyczne kalendarium. Dzień Steviego Wondera i „La Bamba”</strong></h3><h5><strong>Stevie Wonder – geniusz Motown</strong></h5><p>13 maja 1950 roku urodził się <strong>Stevie Wonder</strong> – człowiek, który udowodnił, że muzyka potrafi przekraczać każdą granicę. Niewidomy od urodzenia artysta podpisał kontrakt z Motown jako jedenastolatek.</p><p>„Isn’t She Lovely”, „Sir Duke”, „I Just Called To Say I Love You” – te utwory są dziś częścią globalnej kultury popularnej niczym kadry z filmów Spielberga czy dialogi Tarantino.</p><p>Mało kto pamięta, że w dniu swoich 21. urodzin Wonder odzyskał kontrolę nad własnym majątkiem po latach, gdy wielkie pieniądze zarabiały na nim wytwórnie.</p><h5><strong>Ritchie Valens i dzień, w którym umarła muzyka</strong></h5><p>W 1941 roku urodził się <strong>Ritchie Valens</strong>, autor legendarnej „La Bamby”. Zginął mając zaledwie 17 lat w katastrofie lotniczej razem z Buddym Hollym.</p><p>Don McLean nazwie później tamto wydarzenie „The Day the Music Died” – dniem, w którym umarła muzyka.</p><h5><strong>Rockabilly, Kylie i Boney M</strong></h5><p>13 maja przyniósł też narodziny lub sukcesy wielu muzycznych ikon:</p><ul><li><strong>Guy Mitchell</strong> rozsławił termin <strong>rockabilly</strong>, łączący rock and roll z country;</li><li><strong>The Supremes</strong> po raz dziesiąty zdobyły szczyt Billboardu;</li><li><strong>Boney M</strong> podbili Wyspy przebojem „Rivers of Babylon”;</li><li><strong>Kylie Minogue</strong> weszła na brytyjski tron popu z „Hand On Your Heart”;</li><li><strong>Michael Jackson</strong> rozpoczął sądową walkę o tantiemy za nagrania Jackson Five.</li></ul><p>Muzyczna historia 13 maja brzmi jak playlista obejmująca pół wieku popkultury.</p><h3><strong>Polityka i państwo. Sejm o cyberbezpieczeństwie i AI</strong></h3><h5><strong>E-zdrowie wchodzi w nową epokę</strong></h5><p>Sejm zajmie się dziś projektem rozbudowy systemu <strong>e-zdrowia</strong>. Planowane zmiany przewidują między innymi:</p><ul><li>stworzenie <strong>Systemu e-Konsylium</strong>,</li><li>rozwój <strong>Domowej Opieki Medycznej</strong>,</li><li>wykorzystanie <strong>sztucznej inteligencji w diagnostyce i leczeniu</strong>.</li></ul><p>To jeden z najważniejszych projektów cyfryzacyjnych ostatnich lat. Polska służba zdrowia ma stopniowo przechodzić w model bardziej zautomatyzowany, oparty na analizie danych i zdalnym monitorowaniu pacjentów.</p><p>Dla mieszkańców mniejszych miast – takich jak Tomaszów Mazowiecki – może to oznaczać łatwiejszy dostęp do specjalistów bez konieczności wielogodzinnych podróży do Łodzi czy Warszawy.</p><h5><strong>Nowe przepisy o cyberprzestępczości</strong></h5><p>Posłowie mają też pracować nad zmianami w <strong>Kodeksie karnym</strong>, które zaostrzą walkę z cyberprzestępczością. Karalne ma być nie tylko przeprowadzanie ataków, ale również przygotowywanie narzędzi do ich wykonania.</p><p>To odpowiedź na gwałtowny wzrost liczby cyberataków w Europie. Według danych ENISA – unijnej agencji ds. cyberbezpieczeństwa – infrastruktura publiczna i szpitale stają się dziś jednym z głównych celów hakerów.</p><h5><strong>Impact w Poznaniu. Elity świata spotkają się w Polsce</strong></h5><p>Poznań stanie się dziś centrum polityczno-technologicznego świata. Rusza kongres <strong>Impact</strong>, określany mianem „Davos Europy Środkowej”.</p><p>Wśród gości:</p><ul><li>noblista <strong>Daron Acemoglu</strong>,</li><li>były premier Kanady <strong>Justin Trudeau</strong>,</li><li>szefowa MFW <strong>Kristalina Georgiewa</strong>,</li><li>aktywistka praw człowieka <strong>Amal Clooney</strong>.</li></ul><p>Pojawi się również premier Donald Tusk oraz kluczowi ministrowie odpowiedzialni za obronność, cyfryzację i politykę zagraniczną.</p><p>Tematy? Wojna technologiczna, AI, bezpieczeństwo, zielona gospodarka i przyszłość Europy.</p><p>W cieniu rosyjskiej agresji na Ukrainę kongres nabiera szczególnego znaczenia. Polska coraz częściej próbuje pozycjonować się jako regionalne centrum nowych technologii i bezpieczeństwa cyfrowego.</p><h5><strong>Morze, geopolityka i Bałtyk</strong></h5><p>W Szczecinie rozpoczyna się dziś <strong>Międzynarodowy Kongres Morski</strong>. Eksperci będą rozmawiać o bezpieczeństwie Bałtyku, logistyce i przyszłości żeglugi.</p><p>To nieprzypadkowy moment. Po uszkodzeniach podmorskiej infrastruktury na Bałtyku i napięciach wokół rosyjskiej aktywności militarnej region stał się jednym z najważniejszych punktów strategicznych Europy.</p><h5><strong>Egzaminy. Ósmoklasiści i maturzyści pod presją</strong></h5><p>Dziś uczniowie klas ósmych napiszą egzamin z języka obcego. Najwięcej osób wybrało angielski.</p><p>Równolegle maturzyści zmierzą się z:</p><ul><li>chemią,</li><li>historią sztuki.</li></ul><p>Dla wielu młodych ludzi to tydzień większego stresu niż niejeden polityczny szczyt. Wyniki egzaminów zdecydują o kierunku dalszej edukacji i szansach na wymarzone studia.</p><h3><strong>Świat. NATO, Trump i nowa układanka geopolityczna</strong></h3><h5><strong>Bukareszteńska Dziewiątka obraduje</strong></h5><p>W Bukareszcie spotkają się dziś liderzy państw wschodniej flanki NATO. Rozmowy dotyczyć będą bezpieczeństwa Morza Bałtyckiego i Czarnego oraz wojny w Ukrainie.</p><p>To pierwsze takie spotkanie z udziałem prezydenta <strong>Karola Nawrockiego</strong>.</p><p>W czasach, gdy Europa coraz mocniej zbroi się i przygotowuje na możliwe kryzysy, format B9 staje się politycznym odpowiednikiem wschodniej tarczy NAT</p><h5><strong>Trump wraca do Chin</strong></h5><p>Donald Trump rozpoczyna dziś wizytę w Pekinie. Po latach ostrego konfliktu handlowego relacje USA–Chiny znów przypominają partię pokera rozgrywaną o światową gospodarkę.</p><p>Na stole znajdą się:</p><ul><li>handel,</li><li>Iran,</li><li>bezpieczeństwo cieśniny Ormuz,</li><li>wpływy na Indo-Pacyfiku.</li></ul><p>To spotkanie może mieć ogromne znaczenie dla cen surowców, technologii i światowych rynków.</p><h5><strong>Unia Europejska chce łatwiejszych podróży koleją</strong></h5><p>Komisja Europejska ma dziś przyjąć tzw. <strong>pakiet pasażerski</strong>, który ma uprościć kupowanie biletów kolejowych w Europie.</p><p>Cel jest prosty: aby podróż z Warszawy do Paryża czy Berlina można było zaplanować jednym kliknięciem, bez przeskakiwania między systemami przewoźników.</p><p>To kolejny krok w stronę Europy bardziej zintegrowanej transportowo i mniej zależnej od lotnictwa.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Badanie: 51 proc. badanych źle ocenia sytuację w kraju, 38 proc. - dobrze]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55082,badanie-51-proc-badanych-zle-ocenia-sytuacje-w-kraju-38-proc-dobrze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55082,badanie-51-proc-badanych-zle-ocenia-sytuacje-w-kraju-38-proc-dobrze</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 18:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-badanie-51-proc-badanych-zle-ocenia-sytuacje-w-kraju-38-proc-dobrze-1778603450.png</url>
                        <title>Badanie: 51 proc. badanych źle ocenia sytuację w kraju, 38 proc. - dobrze</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55082,badanie-51-proc-badanych-zle-ocenia-sytuacje-w-kraju-38-proc-dobrze</link>
                    </image><description>Obecną sytuację w kraju źle ocenia 51 proc. osób. Według 38 proc. badanych jest ona dobra - wynika z badania Puls Opinii zrealizowanego przez Opinię24. Częściej sytuację oceniają jako złą osoby w wieku 50-59 lat i mieszkańcy wsi, a jako dobrą - w wieku 18-24 lata i mieszkańcy największych miast.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Z badania „Puls opinii” przeprowadzonego przez sondażownię opinia 24 wynika, że obecną sytuację w Polsce dobrze ocenia 38 proc. badanych, w tym 33 proc. ocenia ją „raczej dobrze”, a 5 proc. „zdecydowanie dobrze”.</p><p>Negatywnie ocenia ją 51 proc. respondentów: 31 proc. - „raczej źle”, a 20 proc. „zdecydowanie źle”. 11 proc. nie ma sprecyzowanego zdania na ten temat.</p><p>Autorzy publikacji przekazali, że „w porównaniu z wynikami uzyskanymi w kwietniu nie zaszły znaczące zmiany”.</p><p>Poinformowali, że częściej sytuację w kraju dobrze oceniają badani w wieku 18-24 lata (50 proc.), mieszkańcy największych miast (47 proc.), wyborcy Koalicji Obywatelskiej (69 proc.) i Rafała Trzaskowskiego z pierwszej (62 proc.) i drugiej (59 proc.) tury wyborów prezydenckich.</p><blockquote><p>„Najbardziej krytyczni wobec sytuacji w Polsce są: badani w wieku 50-59 lat (68 proc.), mieszkańcy wsi (55 proc.), wyborcy Prawa i Sprawiedliwości (77 proc.), Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna (84 proc.), a także wyborcy Karola Nawrockiego z pierwszej (65 proc.) oraz drugiej (63 proc.) tury wyborów prezydenckich” - czytamy.</p></blockquote><p>Ponadto, według 49 proc. ankietowanych, w ciągu najbliższych trzech miesięcy sytuacja w kraju nie ulegnie zmianie. 30 proc. spodziewa się jej pogorszenia, a 8 proc. ma nadzieję na poprawę. 13 proc. wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”.</p><p>W porównaniu do kwietnia odsetek badanych przewidujących brak zmiany sytuacji w kraju wzrósł o 6 punktów procentowych.</p><p>Z sondażu wynika też, że pogorszenie sytuacji w kraju częściej przewidują wyborcy PiS (57 proc.), a wyborcy KO częściej niż pozostali badani uważają, że w ciągu najbliższych trzech miesięcy sytuacja poprawi się (19 proc.) lub pozostanie bez zmian (61 proc.). Jeśli chodzi o wyborców Konfederacji, według 17 proc. sytuacja poprawi się, 39 proc. jest zdania, że się pogorszy, a 40 proc. uważa, że pozostanie ona bez zmian.</p><p>Respondentów zapytano też o ocenę ich obecnej sytuacji osobistej. Zauważono, że w porównaniu z wynikami uzyskanymi w kwietniu o 3 punkty procentowe wzrósł odsetek badanych oceniających ją pozytywnie.</p><p>65 proc. ocenia ją dobrze, w tym - 54 proc. „raczej dobrze”, a 11 proc. „zdecydowanie dobrze”. 26 proc. ocenia ją źle, w tym - 19 proc. „raczej źle”, a 7 proc. „zdecydowanie źle”. 9 proc. osób nie ma sprecyzowanego zdania.</p><blockquote><p>„Częściej dobrze swoją sytuację oceniają: osoby z wykształceniem wyższym (78 proc.), wyborcy Koalicji Obywatelskiej (88 proc. )oraz głosujący na Rafała Trzaskowskiego w pierwszej (81 proc.) i drugiej (80 proc.) turze wyborów” – czytamy.</p></blockquote><p>Autorzy dodali, że negatywne oceny częściej pojawiają się u: pięćdziesięciolatków (37 proc.), badanych z wykształceniem podstawowym (36 proc.) i zawodowym (35 proc.), preferujących PiS (34 proc.) oraz Karola Nawrockiego w pierwszej (33 proc.) i drugiej (30 proc.) turze wyborów.</p><p>57 proc. ankietowanych uważa, że ich sytuacja osobista nie zmieni się w ciągu najbliższych trzech miesięcy, 15 proc. przewiduje jej poprawę, a 13 proc. - jej pogorszenie. 15 proc. Polaków nie ma zdania na ten temat.</p><p>Jak czytamy, na perspektywę poprawy częściej wskazują osoby w wieku 18-24 lata (30 proc.), 25-29 lat (28 proc.) oraz 30-39 lat (25 proc.). Brak zmian częściej przewidują badani w wieku 60 plus (68 proc.).</p><p>Badanie przeprowadzono w dniach 4-6 maja 2026 r. na reprezentatywnej próbie mieszkańców Polski w wieku 18 lat i więcej o wielkości N=1002. Badanie zostało zrealizowane techniką mixed mode: wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo CATI oraz wywiadów. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Katarzyna Szaran (MSZ): określenie „polskie obozy koncentracyjne” wyeliminowano praktycznie do zera]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55078,katarzyna-szaran-msz-okreslenie-polskie-obozy-koncentracyjne-wyeliminowano-praktycznie-do-zera</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55078,katarzyna-szaran-msz-okreslenie-polskie-obozy-koncentracyjne-wyeliminowano-praktycznie-do-zera</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 16:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-katarzyna-szaran-msz-okreslenie-polskie-obozy-koncentracyjne-wyeliminowano-praktycznie-do-zera-1778595399.png</url>
                        <title>Katarzyna Szaran (MSZ): określenie „polskie obozy koncentracyjne” wyeliminowano praktycznie do zera</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55078,katarzyna-szaran-msz-okreslenie-polskie-obozy-koncentracyjne-wyeliminowano-praktycznie-do-zera</link>
                    </image><description>W większości redakcji na świecie wdrożono procedury, które wyeliminowały używanie określenia „polskie obozy koncentracyjne” - mówiła w Studiu PAP Katarzyna Szaran, szefowa departamentu zajmującego się w MSZ dezinformacją. Dodała, że każdy przypadek użycia tego sformułowania spotyka się z natychmiastową reakcją.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W sierpniu 2024 roku w Ministerstwie Spraw Zagranicznych stworzono Departament Komunikacji Strategicznej i Przeciwdziałania Dezinformacji Międzynarodowej. Stojąca na jego czele Katarzyna Szaran powiedziała w Studiu PAP, że o zjawisku dezinformacji międzynarodowej można mówić przynajmniej od 2014 roku, czyli aneksji Krymu przez Rosję.</p><p>- Od tamtej pory instytucje międzynarodowe, (...) także w Polsce, zaczęły coraz poważniej traktować to zagrożenie jako jeden z elementów zagrożeń hybrydowych i wojny - powiedziała Szaran. Dodała, że powołanie w MSZ Departamentu Komunikacji Strategicznej i Przeciwdziałania Dezinformacji Międzynarodowej, to jest „tak naprawdę konsekwencja tego, (..) jak to zagrożenie (dezinformacja) bardzo rośnie i jak poważnie trzeba mierzyć też i środki, żeby przeciwdziałać temu zjawisku”.</p><p>Szaran przypomniała, że dezinformacja to celowe działanie polegające na wprowadzaniu do obiegu nieprawdziwych informacji, co ma na celu m.in. polaryzację społeczną. Rosyjskie służby korzystają w tym zakresie z tzw. farm trolli, piszących w internecie komentarze uderzające w Ukrainę, NATO czy Unię Europejską.</p><p>- Różnimy się od Rosji tym, że szczęśliwie jesteśmy krajem demokratycznym i na pewno używamy narzędzi i sposobów, które są legalne. To, czego używa Rosja, to są wszelkiego rodzaju nielegalne działania, związane właśnie z opłacaniem różnego rodzaju siatek, troli, botów. Teraz to już są zautomatyzowane nawet sieci - powiedziała.</p><p>Jak zauważyła, aktywność tego typu działań wzrasta np. w okresie przedwyborczym - co można to było w ostatnich latach zaobserwować m.in. we Francji, Mołdawii czy Rumunii. Jej zdaniem dezinformacji można spodziewać się przed czerwcowymi wyborami w Armenii. Szaran podkreśliła, że sieć polskich placówek zagranicznych stale monitoruje, w jaki sposób o Polsce czy sprawach ważnych dla polski mówi się w mediach czy w mediach społecznościowych w danych krajach.</p><p>- Nasi adwersarze próbują nam wpuszczać treści polaryzujące, emocjonalne, które nas doprowadzają czasami przed komputerem czy telefonem do białej gorączki. A okazuje się, że tak naprawdę chodzi właśnie o to, żeby wywołać te emocje, żeby nas wzburzyć - powiedziała Szaran. - Nie trzeba się uciekać do środków, których podejmuje się Rosja. Wystarczy mówić prawdę i ona się obroni. Tylko oczywiście wymaga to ogromnego wysiłku - dodała.</p><p>Szaran została też zapytana o mylące określenie „polskie obozy koncentracyjne”, które od lat pojawia się w zagranicznych mediach. Odpowiadając, podkreśliła, że był to od lat bardzo ważny temat dla ministerstwa i „już bardzo sporadycznie pojawiają się takie przypadki”.</p><p>- Nasze placówki za granicą były uwrażliwione w tym obszarze. Jeżeli pojawiały się takie sformułowania, natychmiast były reakcje czy rzeczników prasowych placówek, czy samych ambasadorów, rozmowy z redakcjami. Na przestrzeni lat doprowadziliśmy do tego, że redakcje wdrożyły odpowiednie procedury - powiedziała.</p><p>Katarzyna Szaran podkreśliła, że słowa mają znaczenie i ważny jest precyzyjny język. Podała przykład określenia „agresji Rosji na Ukrainę” (stosowanego dla działań od 2014 roku), czy „pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę” (opisujący konflikt rozpoczęty w lutym 2022 roku), które są bardziej precyzyjne od określenia „wojna na Ukrainie”.</p><p>Rozmawiał Michał Torz (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[100 lat temu zamach majowy podzielił Polskę, a wojskowych zmusił do wybierania między rządem a Piłsudskim]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55072,100-lat-temu-zamach-majowy-podzielil-polske-a-wojskowych-zmusil-do-wybierania-miedzy-rzadem-a-pilsudskim</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55072,100-lat-temu-zamach-majowy-podzielil-polske-a-wojskowych-zmusil-do-wybierania-miedzy-rzadem-a-pilsudskim</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 10:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-100-lat-temu-zamach-majowy-podzielil-polske-a-wojskowych-zmusil-do-wybierania-miedzy-rzadem-a-pilsu-1778576448.png</url>
                        <title>100 lat temu zamach majowy podzielił Polskę, a wojskowych zmusił do wybierania między rządem a Piłsudskim</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55072,100-lat-temu-zamach-majowy-podzielil-polske-a-wojskowych-zmusil-do-wybierania-miedzy-rzadem-a-pilsudskim</link>
                    </image><description>12 maja 1926 r. Józef Piłsudski na czele wiernych sobie wojsk rozpoczął marsz na Warszawę. Dokonany przez niego zamach podzielił Polskę, a wojskowych zmusił do wybierania między uwielbianym wodzem a wiernością legalnemu rządowi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zamach majowy, czasami określany jako przewrót, a niekiedy również nazywany wojną domową lub rewolucją bez rewolucyjnych konsekwencji był jednym z najdramatyczniejszych epizodów w historii II Rzeczpospolitej. Z bronią w ręku stanęły w nim przeciwko sobie oddziały, które opowiedziały się za Józefem Piłsudskim oraz te wierne rządowi.</p><p>Na czele rządu stał wówczas od kilku dni Wincenty Witos i właśnie powierzenie mu teki premiera stało się dla Piłsudskiego pretekstem do wystąpienia. Utworzona w maju 1926 r. większościowa koalicja była bowiem kopią tej sprzed trzech lat, która wyjątkowo źle się zapisała w pamięci części społeczeństwa polskiego. Zmagając się w 1923 r. z kryzysem gospodarczym i hiperinflacją rząd tzw. Chjeno-Piasta (oparty na Chadecji, części Endecji oraz Witosowym PSL „Piast”) podejmował różne niepopularne decyzje. Najmocniej obciążyło go krwawe stłumienie zamieszek w Krakowie.</p><p>Kolejny gabinet Witosa powołany 10 maja 1926 r. był dla Piłsudskiego dużym wyzwaniem. Przebywającemu wtedy na dobrowolnym wygnaniu w Sulejówku ale cieszącemu się wciąż popularnością w szerokich kręgach społeczeństwa marszałkowi, groziła marginalizacja. On sam kilka lat później tak objaśniał motywy, które skłoniły go do działania: „Istniała groźba, że kryzys parlamentaryzmu mógł być wykorzystany na korzyść prawicy i że ona to właśnie dokona zamachu. Komuś innemu dostałaby się wtedy władza i żadne ustawy nie mogłyby nas od tego skutecznie uchronić”.</p><p>Pierwsza zapowiedź zamachu padła w wywiadzie, którego Piłsudski udzielił sprzyjającemu mu „Kurierowi Porannemu”. „Staję do walki, tak, jak i poprzednio, z głównym złem państwa: panowaniem rozwydrzonych partii i stronnictw nad Polską, zapominaniem o imponderabiliach, a pamiętaniem tylko o groszu i korzyści” - mówił.</p><p>Witos nie pozostawił tego bez odpowiedzi i praktycznie sprowokował Piłsudskiego do realizacji groźby. „Mówią, że Piłsudski ma za sobą wojsko, jeśli tak, to niech bierze władzę siłą [...] ja bym nie wahał się tego zrobić; jeśli Piłsudski nie zrobi tego, to, zdaje się, nie ma jednak tych sił za sobą” – mówił.</p><p>Zdaniem części historyków Piłsudski początkowo nie miał zamiaru przejąć władzy, chciał jedynie wymusić na prezydencie Stanisławie Wojciechowskim zdymisjonowanie rządu Witosa. Na taką wersję wskazuje fakt, że akcja oddziałów, które opowiedziały się za Piłsudskim w pierwszych godzinach, przypominała raczej demonstrację z orkiestrą wojskową i bez ciężkiego uzbrojenia, a nie zbrojne działania.</p><p>11 maja 1926 r. ustępujący ze stanowiska ministra spraw wojskowych gen. Lucjan Żeligowski zarządził manewry pod Warszawą w okolicach Rembertowa, powierzając dowództwo nad zgromadzonymi tam oddziałami Piłsudskiemu. Nowy minister spraw wojskowych gen. Józef Malczewski polecił jednostkom zwołanym przez Żeligowskiego powrócić w rejon zakwaterowania. Rozkaz ten nie został jednak wykonany. Tymczasem w nocy w stronę stolicy zaczęły kierować się kolejne pułki dowodzone przez oficerów wiernych marszałkowi.Sam Piłsudski ze swoim adiutantem wyruszył z Sulejówka 12 maja przed południem. Chciał w Belwederze spotkać się z prezydentem Stanisławem Wojciechowskim. Do dramatycznej rozmowy, a właściwie krótkiej wymiany zdań między głową państwa a marszałkiem (obaj znali się od czasów PPS-u) doszło tego samego dnia około godziny 16 na moście Poniatowskiego.Przebieg tego spotkania znamy głównie z relacji Wojciechowskiego. „Powitałem go słowami: Stoję na straży honoru wojska polskiego - co widocznie wzburzyło go, gdyż uchwycił mnie za rękaw i zduszonym głosem powiedział: - No, no! Tylko nie w ten sposób. - Strząsnąłem jego rękę i nie dopuszczając do dyskusji: - Reprezentuję tutaj Polskę, żądam dochodzenia swych pretensji na drodze legalnej, kategorycznej odpowiedzi na odezwę rządu. - Dla mnie droga legalna zamknięta - wyminął mnie i skierował się do stojącego kilka kroków za mną szeregu żołnierzy” - wspominał.</p><p>Pierwsze starcia zbrojne w stolicy rozpoczęły się 12 maja wieczorem, kiedy oddziały wierne Piłsudskiemu wkraczały na Plac Zamkowy od strony mostu Kierbedzia. Wojska rządowe po krótkiej walce wycofały się na południe miasta. Rząd przeniósł się z Pałacu Namiestnikowskiego przy Krakowskim Przedmieściu do Belwederu. W Warszawie i województwie warszawskim władze wprowadziły stan wyjątkowy.Dowódcą obrony miasta mianowany został gen. Tadeusz Rozwadowski, a jego szefem sztabu pułkownik (późniejszy generał) Władysław Anders. Pierwszego dnia walk strona rządowa dysponowała siłami 1700 żołnierzy. Siły wierne Piłsudskiemu były dwukrotnie liczniejsze. Ich dowódcą był gen. Gustaw Orlicz-Dreszer, a szefem jego sztabu - płk Józef Beck (późniejszy minister spraw zagranicznych). Marszałka wspierało dodatkowo około 800 członków Związku Strzeleckiego. Piłsudczykom sprzyjała również duża część mieszkańców Warszawy.Wieczorem 12 maja Piłsudski podjął próbę mediacji. Spotkał się z marszałkiem Sejmu Maciejem Ratajem, oświadczając mu, że ma przewagę sił, która będzie wzrastać z każdą godziną. Rataj skierował się następnie do Belwederu, gdzie usłyszał od prezydenta Wojciechowskiego, że w zaistniałych okolicznościach nie ma mowy o jakichkolwiek pertraktacjach.Prezydent i rząd byli przekonani, że dzięki wsparciu ściąganych do Warszawy oddziałów opanują sytuację.W nocy z 12 na 13 maja 1926 r. prezydent Wojciechowski wydał do armii odezwę, w której stwierdzał m.in.: „Stała się rzecz potworna - znaleźli się szaleńcy, którzy targnęli się na majestat Ojczyzny, podnosząc jawny bunt fałszywymi hasłami uwiedli czystą duszę żołnierza polskiego i dali pierwsi rozkaz do rozlewu krwi bratniej”. 13 maja, pomimo nadejścia pierwszych posiłków dla strony rządowej, większość Warszawy nadal znajdowała się w rękach wojsk Piłsudskiego.</p><p>W czasie zaciętych walk trwających tego dnia wojska rządowe użyły przeciwko wojskom Piłsudskiego m.in. lotnictwa, bombardując ich pozycje na Placu Saskim. Działania podjęte przez Piłsudskiego poparły ugrupowania lewicowe: PPS, Stronnictwo Chłopskie oraz PSL „Wyzwolenie”, a także Komunistyczna Partia Polski. 13 maja Centralny Komitet Wykonawczy PPS proklamował strajk generalny dla poparcia Piłsudskiego. Kolejarze zatrzymali transporty wojsk rządowych z Wielkopolski i Pomorza jadących do Warszawy.„Niech strajk ten będzie potężną manifestacją na rzecz Piłsudskiego, jego bohaterskiej armii i przyszłego rządu robotniczo-włościańskiego” - głosił 13 maja główny organ PPS „Robotnik”.14 maja wczesnym rankiem część oddziałów Piłsudskiego, które w sumie liczyły już 8,5 tys. żołnierzy, rozpoczęła atak na Belweder i lotnisko na Polu Mokotowskim. Siły rządowe miały do dyspozycji ponad 2 tys. żołnierzy. Rząd bardzo liczył na wyładowujące się w Ożarowie pułki poznańskie, których nadejście do stolicy opóźniały jednak potyczki prowadzone z piłsudczykami. Po południu 14 maja rząd i prezydent opuścili zagrożony już Belweder i przenieśli się do Pałacu w Wilanowie, gdzie jeszcze tego samego dnia zapadły decyzje o zaprzestaniu dalszej walki, dymisji rządu oraz ustąpieniu prezydenta. Podjęto je wbrew opinii generałów, którzy uważali, że walkę należy kontynuować. W zaistniałej sytuacji w nocy z 14 na 15 maja 1926 r., zgodnie z konstytucją, władzę w państwie przejął marszałek Sejmu Maciej Rataj, który w porozumieniu z Piłsudskim nakazał natychmiastowe zawieszenie broni.</p><p>15 maja Rataj powołał nowy rząd z Kazimierzem Bartlem na czele. Funkcję ministra spraw wojskowych objął w nim Piłsudski, pełniąc ją w różnych rządach aż do śmierci. W wyniku trwających trzy dni walk zginęło 379 osób, wśród nich 164 cywilów. Ponad 900 osób zostało rannych.Prof. Andrzej Garlicki zwracał uwagę, że tak duża liczba zabitych wśród ludności cywilnej nie była spowodowana okrucieństwem walczących stron. „Nic takiego nie miało miejsca. Oddziały wojskowe zachowywały się bez zarzutu. Cywile ginęli, gdyż nie umieli zachować się w czasie walk w mieście. Przyglądano się starciom stojąc na ulicy, z balkonów i okien, nie zdając sobie sprawy, jak łatwo zginąć od przypadkowej kuli” - pisze Garlicki.</p><p>Piłsudski chyba nie przewidywał tak dramatycznego rozwoju sytuacji. W wydanym kilka dni później rozkazie do żołnierzy, dotyczącym niedawnych walk, pisał: „Gdy bracia żywią miłość ku sobie, wiąże się węzeł między nimi, mocniejszy nad inne węzły ludzkie. Gdy bracia waśnią się i węzeł pęka, waśń ich również silniejsza jest nad inne. To prawo życia ludzkiego. Daliśmy mu wyraz przed paru dniami, gdy w stolicy stoczyliśmy między sobą kilkudniowe walki. W jedną ziemię wsiąkła krew nasza, ziemię jednym i drugim jednakowo drogą, przez obie strony jednakowo umiłowaną. Niechaj krew ta gorąca, najcenniejsza w Polsce krew żołnierza, pod stopami naszymi będzie nowym posiewem braterstwa, niech wspólna dla braci prawdę głosi”.</p><p>Dla wielu wojskowych zamach majowy był szczególnie trudnym momentem z powodu złożonej przysięgi. Zmuszony do konieczności wyboru gen. Kazimierz Sosnkowski, dowódca Okręgu Korpusu VII Poznań, a zarazem jeden z najbliższych współpracowników Marszałka, próbował popełnić samobójstwo. Władysław Sikorski, który był wtedy dowódcą Korpusu we Lwowie, też nie potrafił wybrać – nie wysłał wojsk na pomoc rządowi pod pretekstem, że zagroziłoby to bezpieczeństwu wschodnich granic. Po stronie rządu stanęła jednak część generalicji, m.in. Tadeusz Rozwadowski, Władysław Anders, szef sztabu generalnego Stanisław Haller, minister spraw wojskowych Juliusz Malczewski, Marian Kukiel i Włodzimierz Zagórski.</p><p>31 maja 1926 r. Zgromadzenie Narodowe wybrało Józefa Piłsudskiego na prezydenta. Marszałek wyboru jednak nie przyjął, ale uznał go za prawne usankcjonowanie dokonanego zamachu. Następnego dnia Zgromadzenie Narodowe wybrało na prezydenta wskazanego przez Piłsudskiego Ignacego Mościckiego. (PAP)</p><p>jkrz/ aszw/</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sejmowa komisja rozpatrzy zakaz łańcuchów i nowe zasady dla kojców dla psów. Co przewidują trzy projekty?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55069,sejmowa-komisja-rozpatrzy-zakaz-lancuchow-i-nowe-zasady-dla-kojcow-dla-psow-co-przewiduja-trzy-projekty</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55069,sejmowa-komisja-rozpatrzy-zakaz-lancuchow-i-nowe-zasady-dla-kojcow-dla-psow-co-przewiduja-trzy-projekty</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 09:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sejmowa-komisja-rozpatrzy-zakaz-lancuchow-i-nowe-zasady-dla-kojcow-dla-psow-co-przewiduja-trzy-proj-1778572996.png</url>
                        <title>Sejmowa komisja rozpatrzy zakaz łańcuchów i nowe zasady dla kojców dla psów. Co przewidują trzy projekty?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55069,sejmowa-komisja-rozpatrzy-zakaz-lancuchow-i-nowe-zasady-dla-kojcow-dla-psow-co-przewiduja-trzy-projekty</link>
                    </image><description>We wtorek sejmowa komisja nadzwyczajna ds. ochrony zwierząt zajmie się pierwszym czytaniem dwóch projektów nowelizacji ustawy dotyczących zakazu trzymania zwierząt domowych na uwięzi: prezydenckiego i poselskiego – wynika z informacji na stronie Sejmu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Posiedzenie zaplanowano na godz. 10. Sejmowa komisja nadzwyczajna ds. ochrony zwierząt ma zająć się pierwszym czytaniem projektów: przedstawionym przez prezydenta <strong>Karola Nawrockiego projektem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt</strong> oraz poselską propozycją noweli tej ustawy wniesioną przez grupę posłów KO, PSL-TD, Polski 2050 i Lewicy.</p><p>Oba dotyczą <strong>zakazu trzymania zwierząt na uwięzi</strong>. Pod koniec stycznia marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty poinformował o skierowaniu ich do konsultacji społecznych. W każdych udział wzięło ponad półtora tysiąca osób.</p><p>Projekt prezydencki, złożony w Sejmie w grudniu ub.r., zakłada <strong>zakaz trzymania wszelkich zwierząt domowych na uwięzi</strong>. Nie ma w nim jednak przepisów regulujących kwestię kojców.</p><p>Proponowane przepisy zakładają m.in. w przypadku utrzymywania psa w kojcu, nieogrzewanym pomieszczeniu lub na otwartej przestrzeni – obowiązek zapewnienia mu budy z drewna lub materiałów drewnopochodnych stanowiących barierę termiczną, z izolacją cieplną, chroniącą przed warunkami atmosferycznymi oraz o wielkości dostosowanej do wielkości psa. Buda ma być ustawiona w sposób zapewniający izolację od podłoża. W przypadku utrzymywania więcej niż jednego psa, każdemu należy zapewnić budę.</p><p>Zakaz trzymania na uwięzi ma nie dotyczyć m.in. prowadzenia zwierzęcia domowego na smyczy lub jego uwięzienia na czas transportu, udziału w wystawie, pokazie, konkursie, występie, treningu lub tresurze, przeprowadzanego na tym zwierzęciu zabiegu weterynaryjnego, profilaktycznego lub pielęgnacyjnego. Ma też nie obowiązywać w przypadku prowadzenia na smyczy lub uwiązania na czas „krótkotrwałego, poza miejscem stałego bytowania zwierzęcia, w określonych warunkach wskazanych przez właściciela, w sposób niepowodujący naruszenia jego dobrostanu”.</p><p>Ponadto projekt przewiduje, że zakaz nie będzie dotyczył <strong>psów wykorzystywanych do celów specjalnych</strong>, w tym m.in. w wojsku, służbach specjalnych i służbach podległych MSWiA, a także psów ratowniczych, psów przewodników osób ociemniałych i psów pasterskich wykorzystywanych w czasie sezonowego wypasu kulturowego na terenie wypasowym.</p><p>Prezydencki projekt przewiduje, że przepisy ustawy wejdą w życie w ciągu 12 miesięcy od dnia ogłoszenia. W związku z tym zaproponowano przepis przejściowy, który nakłada na właściciela lub opiekuna zwierzęcia domowego obowiązek zastosowania środków ostrożności uniemożliwiających niekontrolowane wydostanie się zwierzęcia poza miejsce stałego bytowania.</p><p>Z kolei poselski projekt, który wpłynął do Sejmu w styczniu br., dotyczy wprowadzenia <strong>całkowitego zakazu trzymania psów na uwięzi</strong> i jest tożsamy z ustawą zawetowaną przez prezydenta Nawrockiego. „Celem (...) jest wprowadzenie całkowitego zakazu trzymania psów na uwięzi. Problem dotyczy głównie psów przypiętych na łańcuchach do budy” – podkreślono.</p><p>Proponowane przez posłów przepisy, podobnie jak zawetowana ustawa, wprowadzają definicję <strong>kojca dla psa</strong> – miejsca, gdzie utrzymuje się psa na ograniczonej przestrzeni poza lokalem mieszkalnym i z którego nieuwiązany pies nie może samodzielnie wyjść, znajdującego się na ogrodzonym lub nieogrodzonym terenie.</p><p>Właściciel utrzymujący psa w kojcu musiałby zapewnić mu kojec utwardzony i zadaszony w większej części, o powierzchni nie mniejszej niż 10 m kw. w przypadku psa o masie ciała poniżej 20 kg, 15 m kw. dla psa o masie ciała od 20 do 30 kg i 20 m kw. dla psa o masie ciała powyżej 30 kg. Ponadto kojec miałby być powiększany wraz z liczbą przebywających w nim psów. Regulacje zakładały, że kojce miały mieć wysokość nie mniejszą niż 1,7 m oraz wprowadzały wymogi dotyczące ich konstrukcji.</p><p>Nowelizacja zakłada też wyłączenia od zakazu trzymania psów na uwięzi – jedynie poza miejscem stałego bytowania psa. Możliwe byłoby m.in. prowadzenie na smyczy lub uwiązanie psa na czas spaceru, transportu czy też krótkotrwale w określonych warunkach wskazanych przez właściciela – w sposób niepowodujący naruszenia dobrostanu zwierzęcia.</p><p>Informując 3 grudnia ub.r. o wecie, prezydent uzasadniał, że choć intencja <strong>ochrony zwierząt</strong> jest słuszna i szlachetna, to według niego ustawa jest źle napisana i tworzy nowe problemy – w tym kontekście mówił o określanych w niej normach dotyczących kojców.</p><p>W grudniu ub.r. Sejm nie odrzucił w głosowaniu prezydenckiego weta – zabrakło 17 głosów.</p><p>Jednocześnie, na rozpatrzenie czeka obywatelski projekt tzw. <strong>ustawy łańcuchowej</strong>. Jest on obszerniejszy niż ustawa zawetowana przez Nawrockiego. Przewiduje m.in. <strong>zaostrzenie kar za znęcanie się nad zwierzętami</strong>.</p><p>Projekt, wniesiony do Sejmu pod koniec września 2024 r. przez komitet inicjatywy ustawodawczej „Stop łańcuchom, pseudohodowlom i bezdomności zwierząt”, został przygotowany przez organizacje OTOZ Animals, Viva!, Mondo Cane i Akcja Demokracja. Podpisało się pod nim ponad pół miliona osób. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[We wtorek rząd zajmie się m.in. przepisami, które mają chronić przed pseudomedycyną]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55056,we-wtorek-rzad-zajmie-sie-m-in-przepisami-ktore-maja-chronic-przed-pseudomedycyna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55056,we-wtorek-rzad-zajmie-sie-m-in-przepisami-ktore-maja-chronic-przed-pseudomedycyna</guid>
            <pubDate>Mon, 11 May 2026 17:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-m-in-przepisami-ktore-maja-chronic-przed-pseudomedycyna-1778514167.png</url>
                        <title>We wtorek rząd zajmie się m.in. przepisami, które mają chronić przed pseudomedycyną</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55056,we-wtorek-rzad-zajmie-sie-m-in-przepisami-ktore-maja-chronic-przed-pseudomedycyna</link>
                    </image><description>Na wtorkowym posiedzeniu rząd zajmie się propozycją przepisów, które mają zwiększyć uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta, m.in. w postępowaniach dotyczących praktyk pseudomedycznych. Ministrowie rozpatrzą też projekt noweli ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Projekt noweli ustawy o prawach pacjenta nadaje dodatkowe uprawnienia Rzecznikowi Praw Pacjenta, m.in. w zakresie wydawania tzw. ostrzeżeń publicznych, jeżeli strona postępowania dopuszcza się praktyki, która może zagrażać życiu lub zdrowiu pacjentów. Ma być to uprawnienie analogiczne do tego, jakie posiada prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.</p><p>Rzecznik ma też wydawać tzw. decyzje tymczasowe, które zobowiązują strony postępowania w sprawie stosowania praktyki naruszającej zbiorowe prawa pacjentów do zaprzestania określonych działań lub zaniechań, aby zapobiec wystąpieniu zagrożenia życia lub zdrowia pacjentów do czasu zakończenia postępowania.</p><p>Zmiana przepisów ma też pozwolić na zobowiązanie podmiotu stosującego praktykę naruszającą zbiorowe prawa pacjentów do usunięcia skutków tej praktyki, także w przypadku podmiotu, który zaprzestał jej stosowania przed wydaniem decyzji w sprawie, co obecnie nie jest możliwe.</p><p>Projekt zakłada również wyposażenie Rzecznika Praw Pacjenta w nowe zadanie - prowadzenie postępowań w sprawach praktyk pseudomedycznych, czyli udzielania świadczeń zdrowotnych przez osobę niewykonującą zawodu medycznego. Regulacje obejmą też wykroczenie przez daną osobę poza kompetencje i uprawnienia określonego zawodu medycznego. Będzie to stanowiło naruszenie zasad wykonywania tego zawodu i skutkowało sankcją z tytułu deliktu zawodowego w ramach odpowiedzialności zawodowej.</p><p>Proponowane przepisy zwiększą też uprawnienia Rzecznika w zakresie nakładania kar pieniężnych - ma mieć on możliwość, analogicznie do uprawnień, jakie posiada prezes UOKiK, nałożenia kary pieniężnej już w decyzji o uznaniu stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów, a więc za samo naruszenie zakazu stosowania tych praktyk. Obecnie może nałożyć karę dopiero w przypadku braku zaniechania stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów po decyzji. Zwiększone mają też być maksymalne kary pieniężne.</p><p>Ponadto rząd ma się również zająć projektem noweli ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Wprowadza ona takie same limity stawek taryfowych, do których mogą być stosowane dopłaty do składki ubezpieczenia w wysokości 65 proc., bez względu na klasę gleby.</p><p>Wysokość nowych limitów ma wynieść: 25 proc. (obecnie jest to 20, 22 lub 25 proc. w zależności od klasy gleby) sumy ubezpieczenia w przypadku upraw tytoniu, warzyw gruntowych, drzew i krzewów owocowych oraz truskawek, oraz 15 proc. (obecnie 9, 12 lub 15 proc. w zależności od klasy gleby) sumy ubezpieczenia przy ubezpieczaniu pozostałych upraw.</p><p>Projektowane przepisy zakładają też wprowadzenie dopłaty do składek ubezpieczenia zwierząt, w wysokości 65 proc. kwoty stanowiącej 0,5 proc. sumy ubezpieczenia w przypadku stawek taryfowych, których wysokość przekracza 0,5 proc. sumy ubezpieczenia.</p><p>Ponadto proponowana nowelizacja poszerza katalog upraw objętych dopłatami do ubezpieczeń o trawy nasienne oraz wierzby przeznaczonej do wyplatania (wikliny). Zmiany przewidują też rozszerzenie plonu głównego lnu i konopi włóknistych o części użytkowane gospodarczo.</p><p>W porządku wtorkowych obrad jest też projekt uchwały rządu w sprawie udzielenia zgody na dokonanie notyfikacji do Komisji Europejskiej zmiany programu pomocy dla producentów rolnych, wynikającej z noweli o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich.</p><p>Notyfikacja przepisów do KE to procedura, w której państwa członkowskie UE zgłaszają projekty krajowych aktów prawnych przed ich ostatecznym przyjęciem. Procedurze podlegają m.in. przepisy dotyczące pomocy publicznej.</p><p>Ministrowie zajmą się też projektem nowelizacji ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie oraz ustawy o grach hazardowych, który ma uprościć i doprecyzować przepisy dotyczące współpracy organów administracji publicznej z organizacjami pozarządowymi oraz podmiotami prowadzącymi działalność pożytku publicznego. Projekt zakłada też możliwość uhonorowania przez Przewodniczącą Komitetu do spraw Pożytku Publicznego osób szczególnie zasłużonych dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Polsce przez przyznanie odznaki honorowej.</p><p>Ponadto propozycja ustanawia 24 kwietnia Dniem Społeczeństwa Obywatelskiego. Zakłada też likwidację Funduszu Wspierania Organizacji Pożytku Publicznego z jednoczesnym przesunięciem środków tego Funduszu na rachunek Funduszu Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. (PAP)</p><p>kmz/ andr/ mok/</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Komitet Regionów apeluje o strategiczny plan rozwoju obszarów wiejskich i dedykowane finansowanie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55054,komitet-regionow-apeluje-o-strategiczny-plan-rozwoju-obszarow-wiejskich-i-dedykowane-finansowanie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55054,komitet-regionow-apeluje-o-strategiczny-plan-rozwoju-obszarow-wiejskich-i-dedykowane-finansowanie</guid>
            <pubDate>Mon, 11 May 2026 17:24:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-komitet-regionow-apeluje-o-strategiczny-plan-rozwoju-obszarow-wiejskich-i-dedykowane-finansowanie-1778513192.jpg</url>
                        <title>Komitet Regionów apeluje o strategiczny plan rozwoju obszarów wiejskich i dedykowane finansowanie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55054,komitet-regionow-apeluje-o-strategiczny-plan-rozwoju-obszarow-wiejskich-i-dedykowane-finansowanie</link>
                    </image><description>Europejski Komitet Regionów (KR) zaapelował o uznanie rozwoju obszarów wiejskich UE za jeden z głównych celów polityki spójności po 2027 roku. Jak podkreślono w przyjętej opinii, bez strategicznego planu i dedykowanego budżetu obszary wiejskie ryzykują dalsze wyludnianie się i marginalizację.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak podkreślił sprawozdawca opinii przyjętej podczas sesji plenarnej KR w Brukseli, Radim Sršeň, wójt czeskiej gminy Dolní Studénky, tereny wiejskie - stanowiące 80 proc. terytorium Unii Europejskiej i zamieszkane przez niemal 30 proc. jej obywateli - nie mogą dłużej być traktowane wyłącznie jako podmiot polityki rolnej. W jego opinii obszary te pozostają strukturalnie niedoinwestowane i potrzebują holistycznego podejścia oraz realnego finansowania.</p><p><strong>„Przyszłość obszarów wiejskich stoi na rozdrożu, mogą stać się albo muzeum, albo tętniącym życiem, atrakcyjnym miejscem do życia dla wszystkich pokoleń” - powiedział Sršeň. „Pełne wykorzystanie strategicznego potencjału obszarów wiejskich i podnoszenie jakości życia na wsi to jedyny sposób, by odwrócić niekorzystne trendy demograficzne” - dodał.</strong></p><p>W przygotowanej przez niego opinii KR podkreśla, że obszary wiejskie muszą przestać być wyłącznie „dostawcą żywności i krajobrazu”. Dokument wzywa do uznania rozwoju obszarów wiejskich za podstawowy cel polityki spójności, wsparty dedykowanym finansowaniem i spójnym podejściem wykraczającym poza sektorowe polityki rolne.</p><p>W opinii podkreślono, że utrzymujące się niedoinwestowanie obszarów wiejskich osłabia spójność gospodarczą, społeczną i terytorialną UE, podważa zaufanie do demokracji oraz „prawo do pozostania”, a także ogranicza długoterminową konkurencyjność UE.</p><p>W dokumencie zwrócono zarazem uwagę, że obszary wiejskie odgrywają strategiczną rolę w realizacji kluczowych priorytetów Unii Europejskiej, w tym działań na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatu, ochrony środowiska, energii odnawialnej, stabilnych i suwerennych systemów żywnościowych, odporności terytorialnej oraz spójności społecznej.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. Poniedziałek, 11 maja]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55049,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-poniedzialek-11-maja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55049,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-poniedzialek-11-maja</guid>
            <pubDate>Mon, 11 May 2026 07:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-poniedzialek-11-maja-1778479411.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. Poniedziałek, 11 maja</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55049,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-poniedzialek-11-maja</link>
                    </image><description>Poniedziałek, 11 maja przynosi ważne rocznice historyczne, start egzaminu ósmoklasisty i rozmowy o bezpieczeństwie państwa. W kraju i Europie uwagę przyciągają też decyzje ws. transportu wojskowego, sankcji UE oraz edukacji młodzieży.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>poniedziałek, 11 maja</strong>, sto trzydziesty pierwszy dzień roku. <strong>Wschód słońca</strong> nastąpił o godz. <strong>04.49</strong>, a <strong>zachód słońca</strong> o godz. <strong>20.15</strong>. Imieniny obchodzą: <strong>Ignacy, Franciszek, Miranda, Iga, Zuzanna, Filip, Tadeusz, Maksym, Albert, Alojzy i Benedykt</strong>.</p><p>To dzień, w którym historia przypomina o narodzinach polskiej monarchii elekcyjnej, dramatycznych godzinach <strong>zamachu majowego</strong>, żołnierzach idących pod <strong>Monte Cassino</strong>, ale także o muzyce, która zmieniała wyobraźnię kolejnych pokoleń – od <strong>The Beatles</strong>, przez <strong>Boba Marleya</strong>, po <strong>Roxette</strong>.</p><h5><strong>Kalendarium historyczne. Od pierwszej wolnej elekcji po warszawskie metro</strong></h5><h3>Pierwsza wolna elekcja i Henryk Walezy</h3><p>453 lata temu, w <strong>1573 roku</strong>, pod Warszawą, we wsi Kamień, zakończyła się <strong>pierwsza wolna elekcja</strong>. Szlachta wybrała wówczas królem Polski <strong>Henryka Walezego</strong>, syna króla Francji Henryka II. Był to moment przełomowy dla dziejów Rzeczypospolitej, bo po śmierci Zygmunta Augusta kraj wchodził w epokę monarchii elekcyjnej. W teorii miała ona być triumfem szlacheckiej wolności, w praktyce często stawała się areną politycznych sporów, zagranicznych wpływów i walki możnych rodów.</p><h3>Pomnik Kopernika przed Pałacem Staszica</h3><p>196 lat temu, w <strong>1830 roku</strong>, w Warszawie przed <strong>Pałacem Staszica</strong> na Krakowskim Przedmieściu uroczyście odsłonięto <strong>pomnik Mikołaja Kopernika</strong>. Monument autorstwa Bertela Thorvaldsena stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli stolicy. Kopernik siedzący z cyrklem i sferą armilarną do dziś przypomina, że polska kultura i nauka potrafiły patrzeć dalej niż horyzont własnej epoki.</p><h3>Jan Parandowski – człowiek, który przybliżył antyk</h3><p>131 lat temu, w <strong>1895 roku</strong>, we Lwowie urodził się <strong>Jan Parandowski</strong>, prozaik, eseista, tłumacz i znawca kultury starożytnej Grecji oraz Rzymu. Dla wielu pokoleń uczniów jego „Mitologia” była pierwszym spotkaniem z bogami Olimpu, Prometeuszem, Odyseuszem i światem, w którym literatura mieszała się z losem człowieka. Parandowski pisał o antyku nie jak o muzealnym eksponacie, lecz jak o żywej pamięci europejskiej cywilizacji.</p><h3>Zamach majowy. Wojsko wierne Piłsudskiemu rusza do Warszawy</h3><p>100 lat temu, w <strong>1926 roku</strong>, rozpoczął się dramatyczny finał kryzysu politycznego II Rzeczypospolitej. W rejonie Rembertowa zakończyła się koncentracja oddziałów wojskowych wiernych marszałkowi <strong>Józefowi Piłsudskiemu</strong>. Był to początek wydarzeń, które przeszły do historii jako <strong>zamach majowy</strong>. W ciągu kolejnych dni Warszawa stała się miejscem bratobójczych walk, a II RP weszła na drogę rządów sanacji.</p><h3>Andrzej Rottermund i Zamek Królewski</h3><p>85 lat temu, w <strong>1941 roku</strong>, w Warszawie urodził się <strong>Andrzej Rottermund</strong>, historyk sztuki i muzealnik, wieloletni dyrektor <strong>Zamku Królewskiego w Warszawie</strong>. Kierował tą instytucją w latach 1991–2015, współtworząc jej współczesną rangę jako jednego z najważniejszych miejsc polskiej pamięci historycznej.</p><h3>Monte Cassino. Pierwsze natarcie 2. Korpusu Polskiego</h3><p>82 lata temu, w <strong>1944 roku</strong>, rozpoczęło się pierwsze natarcie <strong>2. Korpusu Polskiego</strong> na <strong>Monte Cassino</strong>. Żołnierze generała Władysława Andersa weszli do jednej z najkrwawszych bitew II wojny światowej. Droga na klasztorne wzgórze była drogą przez ogień, kamień i śmierć. Kilka dni później polska flaga załopotała nad ruinami opactwa, a pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino” stała się jednym z najbardziej przejmujących symboli wojennego wysiłku Polaków.</p><h3>Operacja praska i koniec wojny w Europie</h3><p>81 lat temu, w <strong>1945 roku</strong>, zakończyła się <strong>operacja praska</strong>, ostatni epizod II wojny światowej w Europie. W ostatniej ofensywie przeciwko siłom III Rzeszy udział wzięła <strong>2 Armia Wojska Polskiego</strong>. Choć 8 maja Europa świętowała kapitulację Niemiec, walki w rejonie Pragi trwały jeszcze przez kolejne dni, przypominając, że wojna nie kończy się jedną datą w podręczniku.</p><h3>Daniel Libeskind – architekt pamięci</h3><p>80 lat temu, w <strong>1946 roku</strong>, w Łodzi urodził się <strong>Daniel Libeskind</strong>, światowej sławy architekt. Jest autorem m.in. projektu <strong>Muzeum Żydowskiego w Berlinie</strong>, Muzeum Felixa Nussbauma, Imperial War Museum North w Manchesterze oraz wieżowca <strong>Złota 44 w Warszawie</strong>. Jego architektura często opowiada o pamięci, pęknięciach historii i przestrzeni, która sama staje się narracją.</p><h3>Metro w Warszawie</h3><p>25 lat temu, w <strong>2001 roku</strong>, oddano do użytku stacje <strong>metra warszawskiego Świętokrzyska i Ratusz Arsenał</strong>. Dziś są one częścią codziennego rytmu stolicy, ale wówczas były kolejnym krokiem w budowie transportowego kręgosłupa Warszawy.</p><h3>Oskar Hansen i forma otwarta</h3><p>21 lat temu, w <strong>2005 roku</strong>, w Warszawie zmarł <strong>Oskar Hansen</strong>, architekt, malarz, rzeźbiarz i profesor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Był twórcą koncepcji <strong>Formy Otwartej</strong>, jednej z najważniejszych idei w polskiej architekturze i urbanistyce XX wieku. Hansen chciał, by przestrzeń nie dominowała nad człowiekiem, ale pozwalała mu współtworzyć własne życie.</p><h5><strong><u>Kalendarium muzyczne. Od Beatlesów po Boba Marleya</u></strong></h5><h2>Eric Burdon i głos The Animals</h2><p>W <strong>1941 roku</strong> urodził się <strong>Eric Burdon</strong>, wokalista grupy <strong>The Animals</strong>. Zespół przeszedł do historii przede wszystkim dzięki utworom <strong>„House Of The Rising Sun”</strong> oraz <strong>„Don’t Let Me Be Misunderstood”</strong>. Burdon miał głos chropowaty, pełen bluesowego napięcia, jakby śpiewał z zadymionego klubu, w którym światło pada tylko na mikrofon. Po rozstaniu z The Animals występował z amerykańskim funkowym zespołem War oraz współpracował z Jimmym Witherspoonem i Robbiem Kriegerem z The Doors.</p><h2>Connie Francis na szczycie listy</h2><p>W <strong>1958 roku</strong> na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów znalazła się piosenka <strong>„Who’s Sorry Now”</strong> w wykonaniu <strong>Connie Francis</strong>. Była to nowa wersja kompozycji z 1923 roku, znanej również z filmu <strong>„Noc w Casablance”</strong> braci Marx. Francis została pierwszą wokalistką rockandrollową, która zdobyła szczyt brytyjskiej listy. Utwór utrzymał się na pierwszym miejscu przez sześć tygodni.</p><h2>The Beatles i debiut, który zmienił muzykę</h2><p>W <strong>1963 roku</strong> debiutancka płyta <strong>„Please Please Me”</strong> zespołu <strong>The Beatles</strong> dotarła do pierwszego miejsca brytyjskiej listy albumów. Krążek pozostał tam przez trzydzieści tygodni, ustanawiając historyczny rekord. W grudniu na szczycie zastąpiła go kolejna płyta Beatlesów – <strong>„With The Beatles”</strong>. Tak zaczęła się beatlemania, której skali nikt wcześniej w muzyce popularnej nie widział.</p><h2>Roger Miller i „King Of The Road”</h2><p>W <strong>1965 roku</strong> <strong>Roger Miller</strong> zdobył pierwsze miejsce na amerykańskiej liście country utworem <strong>„King Of The Road”</strong>. Piosenka o wędrowcu, wolności i życiu bez stałego adresu stała się klasykiem. Nagrywali ją później m.in. Dean Martin, Randy Travis i Rufus Wainwright, a w 1990 roku The Proclaimers wprowadzili swoją wersję do pierwszej dziesiątki brytyjskiej listy przebojów.</p><h2>Kasia Klich i „Lepszy model”</h2><p>W <strong>1973 roku</strong> w Poznaniu urodziła się <strong>Kasia Klich</strong>, wokalistka, absolwentka wydziału jazzu i muzyki rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. Razem z Jarosławem „Yaro” Płocicą stworzyła przeboje <strong>„Lepszy model”</strong>, <strong>„Nie dbam o jutro”</strong> i <strong>„Calvados”</strong>. Po dłuższej przerwie powróciła singlem <strong>„W Tobie tonę”</strong>.</p><h2>Bob Marley – śmierć ikony reggae</h2><p>W <strong>1981 roku</strong> w szpitalu w Miami zmarł <strong>Bob Marley</strong>, jamajski wokalista i ikona <strong>muzyki reggae</strong>. Miał 36 lat. Przyczyną śmierci były przerzuty nowotworowe do płuc, wątroby i mózgu. Marley pozostawił po sobie utwory, które stały się hymnami wolności i duchowego oporu: <strong>„No Woman No Cry”</strong>, <strong>„Could You Be Loved”</strong>, <strong>„I Shot The Sheriff”</strong> i <strong>„One Love”</strong>. Jego album <strong>„Legend”</strong> sprzedał się w nakładzie ponad 20 milionów egzemplarzy.</p><h2>Paul Hardcastle i antywojenny „19”</h2><p>W <strong>1985 roku</strong> brytyjski muzyk i producent <strong>Paul Hardcastle</strong> umieścił na pierwszym miejscu listy singiel <strong>„19”</strong>. Tytuł odnosił się do średniej wieku amerykańskich żołnierzy wysyłanych na wojnę w Wietnamie. Kompozycja zawierała fragmenty wypowiedzi prezentera Petera Thomasa z dokumentu antywojennego <strong>„Vietnam Requiem”</strong>. Był to jeden z tych utworów, które pokazały, że muzyka pop może być nie tylko rozrywką, ale też politycznym komentarzem.</p><h2>Roxette i „Joyride”</h2><p>W <strong>1991 roku</strong> grupa <strong>Roxette</strong> po raz czwarty zdobyła pierwsze miejsce listy w USA piosenką <strong>„Joyride”</strong>. Inspiracją do jej napisania był wywiad z Paulem McCartneyem, który porównał komponowanie z Johnem Lennonem do „wesołej przejażdżki”. Szwedzki duet zamienił tę frazę w przebój stadionów, radia i kaset magnetofonowych lat 90.</p><h2>Noel Redding i dziedzictwo Hendrixa</h2><p>W <strong>2003 roku</strong> w swoim domu w Irlandii zmarł <strong>Noel Redding</strong>, były basista <strong>The Jimi Hendrix Experience</strong>. Miał 57 lat. Grał na klasycznych albumach Hendrixa: <strong>„Are You Experienced”</strong>, <strong>„Axis: Bold As Love”</strong> oraz <strong>„Electric Ladyland”</strong>. Do końca życia procesował się ze spadkobiercami Hendrixa o należne tantiemy z tytułu udziału w nagraniach i wykonaniach utworów grupy.</p><h5><u>Kraj. Egzaminy, matura i wojskowa logistyka</u></h5><h2>Egzamin ósmoklasisty 2026. Uczniowie zaczynają od języka polskiego</h2><p>Egzaminem pisemnym z <strong>języka polskiego</strong> rozpocznie się dziś trzydniowy <strong>egzamin ósmoklasisty</strong>. We wtorek uczniowie napiszą egzamin z <strong>matematyki</strong>, a w środę z <strong>języka obcego nowożytnego</strong>. Do egzaminu ma przystąpić <strong>393,3 tys. uczniów klas VIII szkół podstawowych</strong>.</p><p>Przystąpienie do egzaminu ósmoklasisty jest warunkiem ukończenia szkoły podstawowej. Sam egzamin nie ma progu zdawalności, ale jego wynik ma bardzo duże znaczenie przy rekrutacji do szkoły ponadpodstawowej. Dla wielu uczniów to pierwszy poważny edukacyjny sprawdzian, od którego może zależeć wybór liceum, technikum lub szkoły branżowej.</p><p>Jeżeli uczeń z powodów zdrowotnych lub losowych nie będzie mógł przystąpić do egzaminu w terminie głównym, będzie mógł napisać go w drugim terminie w czerwcu.</p><h2>Matura 2026. Matematyka rozszerzona i język rosyjski</h2><p>Dziś rano maturzyści przystąpią do pisemnego egzaminu z <strong>matematyki na poziomie rozszerzonym</strong>. Po południu przeprowadzone zostaną pisemne egzaminy z <strong>języka rosyjskiego</strong> na poziomie rozszerzonym i dwujęzycznym.</p><p>Egzaminy te nie są obowiązkowe. Zdają je uczniowie, którzy wybrali je ze względu na własne zainteresowania, plany rekrutacyjne lub wymagania uczelni. Wyniki egzaminów maturalnych będą wykorzystane podczas naboru na studia.</p><p>Każdy maturzysta musi przystąpić do trzech obowiązkowych egzaminów pisemnych na poziomie podstawowym: z <strong>języka polskiego</strong>, <strong>matematyki</strong> i <strong>języka obcego nowożytnego</strong>. Abiturienci ze szkół lub klas z językiem nauczania mniejszości narodowych zdają także egzamin pisemny z języka ojczystego na poziomie podstawowym.</p><p>Tegoroczni maturzyści muszą również przystąpić do dwóch egzaminów ustnych: z języka polskiego i języka obcego. W przypadku szkół dla mniejszości narodowych dochodzi jeszcze egzamin pisemny i ustny z języka ojczystego.</p><p>Obowiązkowy jest także jeden pisemny egzamin na poziomie rozszerzonym, czyli tzw. przedmiot do wyboru. Chętni mogą zdawać maksymalnie pięć dodatkowych egzaminów rozszerzonych. Z obowiązku przystąpienia do egzaminu rozszerzonego mogą być zwolnieni absolwenci techników i branżowych szkół II stopnia, jeśli spełnili warunki uzyskania dyplomu zawodowego lub dyplomu potwierdzającego kwalifikacje zawodowe.</p><h2>MON i PKP Cargo. Kolejowy transport wojskowy</h2><p>Wicepremier i minister obrony narodowej <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong> oraz minister infrastruktury <strong>Dariusz Klimczak</strong> wezmą dziś udział w podpisaniu porozumienia pomiędzy <strong>MON i PKP Cargo</strong> dotyczącego współpracy w obszarze <strong>kolejowego transportu wojskowego</strong>.</p><p>Porozumienie ma wzmacniać potencjał obronny państwa poprzez sprawną logistykę i zapewnienie ciągłości dostaw sprzętu oraz zaopatrzenia dla <strong>Sił Zbrojnych RP</strong>. Ma również wspierać interoperacyjność z systemami <strong>NATO</strong> i <strong>Unii Europejskiej</strong> w zakresie tzw. <strong>military mobility</strong>, czyli zdolności szybkiego przemieszczania wojsk i sprzętu na obszarze Europy.</p><p>W czasach wojny w Ukrainie i rosnącego znaczenia bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO logistyka wojskowa przestaje być tematem technicznym. Staje się jednym z fundamentów realnej obronności państwa.</p><p>Zagranica. Hantawirus na statku, unijne sankcje i edukacja w Brukseli</p><h2>MV Hondius odpłynie z Teneryfy do Rotterdamu</h2><p>Holenderski wycieczkowiec <strong>MV Hondius</strong>, na którego pokładzie wykryto ognisko <strong>hantawirusa</strong>, ma wypłynąć dziś – prawdopodobnie po południu – z Teneryfy do Rotterdamu. Podróż ma potrwać około pięciu dni. Po dotarciu do Holandii statek przejdzie dezynfekcję.</p><p>Na Teneryfie pasażerowie opuszczają jednostkę i są ewakuowani samolotami do swoich krajów. Hiszpańskie władze podkreślają, że żadna z ewakuowanych osób nie wykazywała objawów zakażenia i nie miała kontaktu z mieszkańcami Wysp Kanaryjskich.</p><p>Tymczasem Francja, już po ewakuacji swoich obywateli i umieszczeniu ich w ścisłej izolacji, poinformowała, że jeden z nich ma objawy hantawirusa. Według informacji <strong>WHO</strong> na statku <strong>MV Hondius</strong> stwierdzono osiem przypadków zakażenia, w tym trzy zgony. Kapitanem wycieczkowca jest Polak <strong>Jan Dobrogowski</strong>.</p><p>Hantawirus to groźny patogen przenoszony przede wszystkim przez gryzonie. Człowiek może zakazić się m.in. poprzez kontakt z ich wydzielinami lub odchodami. Ogniska choroby na zamkniętych jednostkach, takich jak statki, traktowane są przez służby sanitarne z najwyższą ostrożnością.</p><h2>Ministrowie spraw zagranicznych UE o Ukrainie i Bliskim Wschodzie</h2><p>W Brukseli odbędzie się dziś posiedzenie ministrów spraw zagranicznych państw <strong>Unii Europejskiej</strong>. Polskę reprezentować będzie wiceminister spraw zagranicznych <strong>Marcin Bosacki</strong>.</p><p>Według źródeł unijnych ministrowie mają nałożyć sankcje w związku z uprowadzaniem przez Rosję <strong>ukraińskich dzieci</strong>. To jeden z najbardziej bolesnych tematów wojny prowadzonej przez Federację Rosyjską przeciwko Ukrainie. Sprawa dotyczy nie tylko polityki i prawa międzynarodowego, ale także tysięcy rodzin rozdzielonych przez działania okupanta.</p><p>Poza kwestiami związanymi z wojną w Ukrainie ministrowie omówią sytuację na <strong>Bliskim Wschodzie</strong> oraz relacje Unii Europejskiej z <strong>Bałkanami Zachodnimi</strong>.</p><p>Szefowie dyplomacji wezmą również udział w spotkaniu wysokiego szczebla <strong>Międzynarodowej Koalicji na rzecz Powrotu Ukraińskich Dzieci</strong>. Koalicja została oficjalnie zainaugurowana 2 lutego 2024 roku w Kijowie i jest wspólnie prowadzona przez Ukrainę oraz Kanadę.</p><h2>Barbara Nowacka na posiedzeniu Rady UE</h2><p>Minister edukacji <strong>Barbara Nowacka</strong> weźmie dziś udział w posiedzeniu <strong>Rady Unii Europejskiej ds. Edukacji, Młodzieży, Kultury i Sportu</strong>, które odbywa się w Brukseli w ramach cypryjskiej prezydencji.</p><p>Nowacka będzie uczestniczyć w sesji poświęconej młodzieży. Rada ma zająć się m.in. strategią Unii Europejskiej na rzecz młodzieży, w tym pytaniem, jak tworzyć polityki publiczne przyjazne młodym ludziom. Omówione zostaną również wyniki 11. cyklu unijnego dialogu młodzieżowego.</p><p>Podczas części edukacyjnej zatwierdzony ma zostać mandat negocjacyjny dotyczący przyszłości programu <strong>Erasmus+ na lata 2028–2034</strong>. Ministrowie będą rozmawiać także o nauczycielach w erze <strong>sztucznej inteligencji</strong>, podstawowych kompetencjach uczniów oraz europejskim obszarze edukacji.</p><p>W ramach debaty publicznej poruszone zostaną kwestie budowania odpornych systemów kształcenia i szkolenia w czasach kryzysu. Edukacja coraz częściej staje się bowiem nie tylko sprawą szkół, ale też bezpieczeństwa społecznego, rynku pracy i zdolności państw do reagowania na zmiany technologiczne.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Szef MS: jeżeli Ziobro jest w USA, to w poniedziałek wystąpimy o ekstradycję (krótka)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55041,szef-ms-jezeli-ziobro-jest-w-usa-to-w-poniedzialek-wystapimy-o-ekstradycje-krotka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55041,szef-ms-jezeli-ziobro-jest-w-usa-to-w-poniedzialek-wystapimy-o-ekstradycje-krotka</guid>
            <pubDate>Sun, 10 May 2026 13:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szef-ms-jezeli-ziobro-jest-w-usa-to-w-poniedzialek-wystapimy-o-ekstradycje-krotka-1778412442.png</url>
                        <title>Szef MS: jeżeli Ziobro jest w USA, to w poniedziałek wystąpimy o ekstradycję (krótka)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55041,szef-ms-jezeli-ziobro-jest-w-usa-to-w-poniedzialek-wystapimy-o-ekstradycje-krotka</link>
                    </image><description>Jeżeli Zbigniew Ziobro faktycznie przebywa w Stanach Zjednoczonych, to w poniedziałek wystąpimy o jego ekstradycję - poinformował w niedzielę minister sprawiedliwości Waldermar Żurek. Potwierdził, że były szef MS pojawił się na lotnisku w USA, jednak nie wiadomo czy zamierza tam zostać.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>- Rozmawiałem z prokuratorem krajowym, w poniedziałek zaczynamy akcję i jeżeli będzie potwierdzone, że (Zbigniew Ziobro - PAP) jest w Stanach Zjednoczonych to wystąpimy o jego ekstradycję - powiedział Żurek w Polsat News.</p><p>Minister podkreślił jednocześnie, że w tym momencie nie ma jednoznacznego potwierdzenia, że Ziobro zostanie na stałe w USA. - Wiemy, że pojawił się na lotnisku w Stanach Zjednoczonych, ale to nie oznacza jeszcze, że tam zamierza uciekać przed polskim wymiarem sprawiedliwości i chować się właśnie w Stanach - dodał.</p><p>- Myślę, że dzisiaj wieczorem będziemy mieli już pewne informacje - podkreślił Żurek, dopytywany o to, kiedy można liczyć na oficjalne informacje ws. pobytu Ziobry.</p><p>Telewizja Republika poinformowała w niedzielę nieoficjalnie, że były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro opuścił Węgry i przebywa obecnie na terenie Stanów Zjednoczonych. Portal i telewizja TVN24 opublikowały zdjęcie otrzymane od widza. Jest na nim - według autora zdjęcia - Ziobro na lotnisku Newark w New Jersey w Stanach Zjednoczonych; miał być tam widziany w sobotę. Według wPolityce.pl Ziobro wyleciał z Węgier w sobotę - ma amerykańską wizę. Informacje o pobycie Ziobry w USA nie zostały dotąd potwierdzone przez samego Ziobrę, jego pełnomocnika lub polityczne otoczenie. (PAP)</p><p>fos/ ktl/</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Politycy komentują nieoficjalne informacje o pobycie Ziobry w USA]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55040,politycy-komentuja-nieoficjalne-informacje-o-pobycie-ziobry-w-usa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55040,politycy-komentuja-nieoficjalne-informacje-o-pobycie-ziobry-w-usa</guid>
            <pubDate>Sun, 10 May 2026 12:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-politycy-komentuja-nieoficjalne-informacje-o-pobycie-ziobry-w-usa-1778409646.png</url>
                        <title>Politycy komentują nieoficjalne informacje o pobycie Ziobry w USA</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55040,politycy-komentuja-nieoficjalne-informacje-o-pobycie-ziobry-w-usa</link>
                    </image><description>Politycy komentują w niedzielę nieoficjalne informacje o tym, że Zbigniew Ziobro opuścił Węgry i przebywa obecnie w Stanach Zjednoczonych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Telewizja Republika poinformowała nieoficjalnie, że były minister sprawiedliwości <strong>Zbigniew Ziobro</strong> wyjechał z Węgier i znajduje się na terenie USA. Z kolei portal i telewizja <strong>TVN24</strong> opublikowały zdjęcie otrzymane od widza. Według autora fotografii przedstawia ono Ziobrę na lotnisku <strong>Newark w New Jersey</strong>. Polityk miał zostać tam zauważony w sobotę. Według portalu <strong>wPolityce.pl</strong> Ziobro opuścił Węgry właśnie w sobotę i posiada amerykańską wizę.</p><p>Dotychczas informacje o pobycie Ziobry w USA nie zostały potwierdzone ani przez niego samego, ani przez jego pełnomocnika czy polityczne otoczenie. Sprawa błyskawicznie wywołała jednak falę komentarzy w mediach społecznościowych.</p><h2>Gawkowski: „Ziobro ucieka przed prawem”</h2><p>„Ziobro w trasie, za wszelką cenę ucieka przed prawem i sprawiedliwością. Panie Ziobro, przypominam panu pana słowa: »Niewinni nie mają się czego obawiać«. Proszę nie być miękiszonem i zapraszamy z powrotem do kraju. Myślę, że na lotnisku będzie na pana ktoś czekał!” – napisał na platformie X wicepremier i minister cyfryzacji <strong>Krzysztof Gawkowski</strong>.</p><h2>Brejza: „Wstyd i kompromitacja”</h2><p>Europoseł <strong>Koalicji Obywatelskiej Krzysztof Brejza</strong> ocenił, że <strong>Zbigniew Ziobro</strong> i <strong>Marcin Romanowski</strong> „najprawdopodobniej uciekli z Węgier do USA w ostatni dzień trwania rządu proputinowskiego Orbana”.</p><p>„Skompromitowani tchórze nie mają w sobie na tyle odwagi, by stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Jak przystało na członków grup przestępczych, chowają się jak szczury w różnych częściach świata w strachu przed odpowiedzialnością. Wstyd i kompromitacja” – napisał Brejza.</p><h2>PiS: „To nieoficjalne pogłoski”</h2><p>O doniesienia dotyczące pobytu Ziobry w USA pytany był również w Polsat News wiceprezes i europoseł <strong>PiS Tobiasz Bocheński</strong>.</p><p>– Nie mam informacji na ten temat. To są jakieś nieoficjalne pogłoski – powiedział polityk.</p><p>Rzeczniczka <strong>KO Dorota Łoboda</strong> podkreśliła natomiast, że Ziobro jako poseł ma obowiązek przebywać w Polsce.</p><p>– <strong>Zbigniew Ziobro</strong> może przyjechać do Polski, a nawet ma obowiązek tu przebywać, ponieważ jest posłem na Sejm. Powinien uczestniczyć w posiedzeniach, pracach komisji i głosowaniach. Nikt nie zwolnił go z tego obowiązku, a on sam nie zrzekł się mandatu – zaznaczyła.</p><p>Europoseł <strong>Jacek Ozdoba (PiS)</strong> w rozmowie z RMF FM stwierdził z kolei, że „wszystko wskazuje na to, iż Zbigniew Ziobro jest w Stanach Zjednoczonych”.</p><h2>Fundusz Sprawiedliwości i zarzuty prokuratury</h2><p>Pod rządami <strong>Viktora Orbana</strong> były minister sprawiedliwości <strong>Zbigniew Ziobro</strong> oraz jego były zastępca <strong>Marcin Romanowski</strong> otrzymali na Węgrzech ochronę międzynarodową.</p><p>Wobec obu polityków <strong>Prokuratura Krajowa</strong> sformułowała zarzuty dotyczące nieprawidłowości w <strong>Funduszu Sprawiedliwości</strong>. W przypadku Romanowskiego warszawski sąd wydał ponownie <strong>Europejski Nakaz Aresztowania</strong>. Wniosek o ENA wobec Ziobry znajduje się obecnie w sądzie.</p><p>Pod koniec lutego lider opozycji na Węgrzech <strong>Péter Magyar</strong> zapowiedział, że jeśli jego ugrupowanie wygra wybory, a politycy PiS nadal będą przebywać na Węgrzech, możliwa będzie ich ekstradycja do Polski.</p><h2>Ziobrze grożą poważne zarzuty</h2><p>Pod koniec 2025 roku Sejm zgodził się na zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie Ziobry. Wtedy też prokuratura poinformowała o przygotowaniu zarzutów dotyczących nieprawidłowości w <strong>Funduszu Sprawiedliwości</strong>. Okazało się jednak, że były minister nie przebywa już w Polsce.</p><p>Na początku 2026 roku poinformowano oficjalnie, że Ziobro otrzymał ochronę międzynarodową na Węgrzech.</p><p>Prokuratura zarzuca byłemu ministrowi sprawiedliwości m.in., że jako szef resortu kierował <strong>zorganizowaną grupą przestępczą</strong> oraz wykorzystywał stanowisko do działań o charakterze przestępczym. Według śledczych Ziobro miał popełnić 26 przestępstw, w tym wydawać podwładnym polecenia łamania prawa przy rozdziale środków z Funduszu Sprawiedliwości oraz ingerować w konkursy grantowe.</p><p>Sprawa należy dziś do najgłośniejszych politycznych i prawnych sporów ostatnich lat.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 10 maja]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55036,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-niedziela-10-maja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55036,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-niedziela-10-maja</guid>
            <pubDate>Sun, 10 May 2026 09:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzis-w-kraju-i-na-swiecie-niedziela-10-maja-1778399516.png</url>
                        <title>Dziś w kraju i na świecie. Niedziela, 10 maja</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55036,dzis-w-kraju-i-na-swiecie-niedziela-10-maja</link>
                    </image><description>Niedziela, 10 maja. Sto trzydziesty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.51, zajdzie o 20.14. Imieniny obchodzą dziś: Antonina, Antonin, Feliks, Sylwester, Izydor oraz Jan. To dzień, w którym historia splata się z teraźniejszością – od średniowiecznych koron i politycznych przewrotów po rockowe hymny, które do dziś rozbrzmiewają w radiowych archiwach i koncertowych stadionach świata.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><u>Kalendarium historyczne. Od Mieszka II po wybory czasu pandemii</u></h3><h3>Upadek i powrót króla</h3><p>992 lata temu, w 1034 roku, zmarł <strong>Mieszko II Lambert</strong>, drugi koronowany król Polski, syn Bolesława Chrobrego. Jego panowanie przypadło na jeden z najbardziej burzliwych okresów wczesnego państwa Piastów. Po utracie władzy w 1031 roku na rzecz Bezpryma wrócił na tron rok później, jednak musiał uznać zwierzchnictwo cesarza i zrzec się królewskiej korony. Historycy wskazują, że jego śmierć otworzyła drogę do kryzysu monarchii piastowskiej i tzw. reakcji pogańskiej, która zachwiała fundamentami młodego państwa.</p><h3>Królowa dwóch Wazów</h3><p>359 lat temu, w 1667 roku, w Warszawie zmarła <strong>Ludwika Maria Gonzaga</strong>, jedna z najbardziej wpływowych kobiet XVII-wiecznej Rzeczypospolitej. Francuska arystokratka najpierw poślubiła króla Władysława IV Wazę, a po jego śmierci – jego brata Jana Kazimierza. W epoce szlacheckiej demokracji próbowała wzmacniać władzę królewską, co budziło gwałtowne spory polityczne. Była również mecenasem kultury i promotorką francuskich wpływów nad Wisłą.</p><h3>Pierwszy lot balonem nad Warszawą</h3><p>237 lat temu mieszkańcy Warszawy przecierali oczy ze zdumienia. W 1789 roku przy Nowym Świecie wzbił się w powietrze pierwszy w Polsce balon z pasażerami. Pilotował go słynny francuski aeronauta <strong>Jean Pierre Blanchard</strong>. Lot trwał 45 minut, a balon wylądował na terenach dzisiejszej Białołęki. Był to czas, gdy Europa żyła fascynacją nauką i wynalazkami – kilka miesięcy przed wybuchem rewolucji francuskiej podobne pokazy gromadziły tłumy niczym współczesne starty rakiet kosmicznych.</p><h3>Człowiek, który budował polskie finanse</h3><p>180 lat temu w Petersburgu zmarł książę <strong>Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki</strong>, minister skarbu Królestwa Polskiego. To on stworzył podwaliny nowoczesnych polskich finansów publicznych. Był inicjatorem powstania Banku Polskiego i Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego. Historycy gospodarki porównują jego działania do późniejszych reform Eugeniusza Kwiatkowskiego z okresu II Rzeczypospolitej.</p><h3>Rząd Witosa i cień zamachu majowego</h3><p>Dokładnie sto lat temu, w 1926 roku, po raz trzeci premierem został <strong>Wincenty Witos</strong>, przywódca ruchu ludowego. Utworzony przez niego rząd przetrwał jednak zaledwie kilka dni. Cztery dni później doszło do przewrotu majowego Józefa Piłsudskiego – jednego z najbardziej dramatycznych momentów w historii II RP. Walki uliczne w Warszawie pochłonęły kilkaset ofiar i na trwałe zmieniły polską scenę polityczną.</p><h3>Churchill i czas wojny</h3><p>86 lat temu, w 1940 roku, w Wielkiej Brytanii powołano rząd jedności narodowej z <strong>Winstonem Churchillem</strong> na czele. Europa płonęła już wojną, a słynne przemówienia Churchilla – „blood, toil, tears and sweat” – stały się symbolem oporu wobec III Rzeszy.</p><h3>Głos Wrocławia i „Studia 202”</h3><p>34 lata temu zmarł <strong>Andrzej Waligórski</strong> – poeta, satyryk i legenda Polskiego Radia Wrocław. Był współtwórcą kabaretu „Elita” i kultowego „Studia 202”, audycji, która dla wielu Polaków PRL-u była oddechem wolności i inteligentnego humoru.</p><h3>„Pułkownik Kwiatkowski” i kino Kutza</h3><p>30 lat temu odbyła się premiera filmu <strong>„Pułkownik Kwiatkowski”</strong> w reżyserii Kazimierza Kutza. Film z Markiem Kondratem w roli głównej opowiadał o powojennej Polsce pełnej absurdów, strachu i politycznych napięć, ale robił to z ironią przypominającą najlepsze tradycje polskiej szkoły filmowej.</p><h3>Wybory, które zapisały się w historii</h3><p>11 lat temu Polacy ruszyli do urn w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Do drugiej tury przeszli <strong>Andrzej Duda</strong> i urzędujący prezydent <strong>Bronisław Komorowski</strong>. Był to początek jednej z największych politycznych zmian ostatnich dekad.</p><p>Sześć lat temu, w 2020 roku, z powodu epidemii koronawirusa nie odbyła się planowana pierwsza tura wyborów prezydenckich. Pandemia sparaliżowała wtedy niemal cały świat – puste ulice, zamknięte szkoły i granice stały się obrazem epoki, którą wielu porównywało do dystopijnych wizji z powieści Camusa czy Orwella.</p><h3><strong><u>Kalendarium muzyczne. Dźwięki, które zostały z nami</u></strong></h3><h2>„Kung Fu Fighting” i fenomen jednego przeboju</h2><p>W 1942 roku w Kingston na Jamajce urodził się <strong>Carl Douglas</strong>, autor światowego hitu „Kung Fu Fighting”. Utwór z 1974 roku stał się symbolem epoki fascynacji kulturą Dalekiego Wschodu i filmami kung-fu. Mimo późniejszych prób Douglas już nigdy nie powtórzył sukcesu tej piosenki, trafiając do grona artystów określanych mianem „one-hit wonders”.</p><h2>Donovan – poeta folkowej psychodelii</h2><p>W 1946 roku przyszedł na świat <strong>Donovan</strong>, szkocki wokalista i kompozytor, którego twórczość była pomostem między folkiem a psychodelicznym popem lat 60. „Sunshine Superman” czy „Mellow Yellow” stały się ścieżką dźwiękową epoki dzieci kwiatów.</p><h2>Człowiek od „I’m Not In Love”</h2><p>Także w 1946 roku urodził się <strong>Graham Gouldman</strong>, współtwórca grupy 10cc. To właśnie jego kompozycje – „I’m Not In Love” czy „Dreadlock Holiday” – należą dziś do klasyki brytyjskiego rocka.</p><h2>Perfect i polski rock lat 80.</h2><p>W 1953 roku urodził się <strong>Andrzej Nowicki</strong>, basista zespołu Perfect. Współtworzył utwory, które dla wielu Polaków stały się hymnem pokolenia: „Niepokonani”, „Kołysanka dla nieznajomej” czy „Adrenalina”. Muzyka Perfectu była w PRL czymś więcej niż rockiem – była emocjonalnym komentarzem do rzeczywistości.</p><h2>Bono – głos U2 i sumienie rocka</h2><p>W Dublinie w 1960 roku urodził się <strong>Bono</strong>, lider U2. Charyzmatyczny wokalista od dekad łączy muzykę z działalnością społeczną. Utwory takie jak „With Or Without You” czy „Beautiful Day” weszły do kanonu światowej muzyki, a sam Bono angażował się w akcje humanitarne dotyczące walki z ubóstwem i epidemiami w Afryce.</p><h2>„Satisfaction” – riff, który zmienił rock</h2><p>W 1965 roku The Rolling Stones nagrali „(I Can’t Get No) Satisfaction”. Charakterystyczny gitarowy riff Keitha Richardsa, uzyskany dzięki przystawce fuzzbox, stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów w historii muzyki rockowej.</p><h2>Frank Sinatra i „My Way”</h2><p>W 1969 roku „My Way” Franka Sinatry trafiło do pierwszej dziesiątki brytyjskiej listy przebojów. Piosenka – opowieść o życiu przeżytym „po swojemu” – do dziś pozostaje jednym z najbardziej symbolicznych utworów XX wieku.</p><h2>Led Zeppelin i narodziny rockowego mitu</h2><p>Debiutancki album <strong>Led Zeppelin</strong> pojawił się na listach przebojów również w 1969 roku. Nagrany w zaledwie 36 godzin krążek uznawany jest za jeden z najważniejszych debiutów w historii rocka.</p><h2>Falco i „Rock Me Amadeus”</h2><p>W 1986 roku Austriak <strong>Falco</strong> podbił brytyjskie listy przebojów utworem „Rock Me Amadeus”. Był pierwszym Austriakiem, który zdobył numer jeden zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i USA.</p><h2>Kamil Bednarek i reggae znad Odry</h2><p>W 1991 roku w Brzegu urodził się <strong>Kamil Bednarek</strong>, wokalista reggae i lider Star Guard Muffin. Popularność zdobył dzięki programowi „Mam talent!”, a jego album „Jestem…” osiągnął status diamentowej płyty.</p><h3><strong><u>Zagranica. Hantawirus na pokładzie wycieczkowca</u></strong></h3><p>Wycieczkowiec <strong>MV Hondius</strong>, na którym wykryto przypadki zakażenia hantawirusem, ma o świcie dotrzeć do Teneryfy na Wyspach Kanaryjskich. Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że około 150 osób – pasażerów i członków załogi – zostanie repatriowanych do swoich krajów. Na pokładzie pozostanie około 30 członków załogi, którzy następnie udadzą się do Holandii. Kapitanem jednostki jest Polak, <strong>Jan Dobrogowski</strong>.</p><p>Według hiszpańskich służb najpierw statek opuszczą obywatele Hiszpanii, a kolejne grupy pasażerów będą ewakuowane dopiero po przygotowaniu specjalnych lotów. Potwierdzono już połączenia między innymi do Francji, Niemiec, Belgii, Holandii, Wielkiej Brytanii i Irlandii.</p><p>Operację nadzorują resorty zdrowia i spraw wewnętrznych Hiszpanii przy wsparciu Unii Europejskiej oraz Światowej Organizacji Zdrowia. W działania zaangażowany jest także szef WHO <strong>Tedros Adhanom Ghebreyesus</strong>.</p><h3>Czym jest hantawirus?</h3><p><strong>Hantawirus</strong> to groźny patogen przenoszony głównie przez gryzonie. Człowiek może zakazić się między innymi poprzez kontakt z odchodami lub wydzielinami zakażonych zwierząt. Choroba może prowadzić do ciężkich powikłań układu oddechowego i nerek. W Europie przypadki zakażeń pojawiają się stosunkowo rzadko, jednak służby sanitarne traktują każde ognisko z najwyższą ostrożnością.</p><p>WHO poinformowała wcześniej o śmierci trzech osób znajdujących się na pokładzie MV Hondius. Do tej pory potwierdzono sześć przypadków zakażenia. Statek wyruszył na początku kwietnia z południowej Argentyny w rejs po Atlantyku. Sytuacja przywołuje wspomnienia pandemicznych miesięcy 2020 roku, kiedy wycieczkowce stawały się symbolem izolacji i zagrożenia epidemiologicznego – niczym dryfujące miasta odcięte od świata.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Łódź/ Pod hasłem „Równość bez dwóch zdań” ulicami Łodzi przeszła 15. Parada Równości]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55034,lodz-pod-haslem-rownosc-bez-dwoch-zdan-ulicami-lodzi-przeszla-15-parada-rownosci</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55034,lodz-pod-haslem-rownosc-bez-dwoch-zdan-ulicami-lodzi-przeszla-15-parada-rownosci</guid>
            <pubDate>Sat, 09 May 2026 22:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lodz-pod-haslem-rownosc-bez-dwoch-zdan-ulicami-lodzi-przeszla-15-parada-rownosci-1778358887.png</url>
                        <title>Łódź/ Pod hasłem „Równość bez dwóch zdań” ulicami Łodzi przeszła 15. Parada Równości</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55034,lodz-pod-haslem-rownosc-bez-dwoch-zdan-ulicami-lodzi-przeszla-15-parada-rownosci</link>
                    </image><description>Kilkaset osób przeszło w sobotę ulicami Łodzi w 15. Paradzie Równości pod hasłem „Równość bez dwóch zdań”. Upominamy się o wolność i prawa obywatelskie dla każdej osoby, ale najważniejszy postulat to równość małżeńska - powiedział PAP współorganizator wydarzenia Miłosz Herka.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Uczestnicy parady pokonali trasę ze Starego Rynku przez centrum Łodzi i południowe Bałuty, by znów pojawić się na rynku Starego Miasta, gdzie zorganizowano tzw. miasteczko równości.</p><blockquote><p>- Nie jestem tu z obowiązku urzędowego, ale z wiary w system wartości. Wolność, równość, tolerancja, otwartość na drugiego człowieka to jest to, co powinno być normalnością. Polska, Łódź, Europa są najsilniejsze nie wtedy, kiedy dzielimy ludzi na lepszy czy gorszy sort, ale kiedy stanowimy różnorodną wspólnotę ludzi, którzy się wzajemnie szanują - powiedział wiceprezydent Łodzi Adam Pustelnik podczas otwarcia wydarzenia na Starym Rynku.</p></blockquote><p>Współorganizator parady Miłosz Herka ze stowarzyszenia „Fabryka Równości” w rozmowie z PAP podkreślił, że uczestnicy kolorowego korowodu z muzyką upominają się o wolność i prawa obywatelskie dla każdej osoby, ale motywem przewodnim tegorocznej parady stała się równość małżeńska.</p><blockquote><p>- To jest obecnie najważniejszy postulat. Oczekujemy, że obietnice, które zostały nam dane przy ostatnich wyborach parlamentarnych, zostaną wreszcie zrealizowane, a wyroki Trybunału Sprawiedliwości i naszego sądu administracyjnego będą respektowane wobec wszystkich osób, a nie tylko dla wybranej pary - powiedział Herka.</p></blockquote><p>Podczas krótkiego wiecu na Starym Rynku pojawiły się transparenty z hasłem „Gdzie są te śluby?”; uczestnicy zgromadzenia skandowali: „co by się nie działo, nie ufaj liberałom”.</p><blockquote><p>- Równość, bezpieczeństwo, życie bez strachu to nie są postulaty jednej społeczności. To nie są postulaty tylko osób LGBTQ+. To fundament społeczeństwa demokratycznego, w którym każda osoba ma prawo do bycia sobą; fundament, który ma nam gwarantować, że żyjemy w państwie prawa - powiedział PAP współorganizator parady.</p></blockquote><p>Dodał, że „nigdy nie będziemy żyć w idealnym państwie i zawsze będzie jakaś grupa społeczna, która ma gorzej, o której prawa trzeba się będzie upominać”, dlatego trudno mu sobie wyobrazić moment, że parady zabiegające o równość przestaną być potrzebne.</p><blockquote><p>- Najważniejsze jest - i na tym pewnie polega demokracja, że wychodzimy na ulicę i przypominamy rządzącym, że są sprawy, którymi trzeba się zająć. Nie zapominamy też o innych, więc będziemy wychodzić tak długo, aż to odniesie skutek - powiedział organizator łódzkiej parady wolności.</p></blockquote><p>Parada odbyła się pod patronatem pełnomocniczki rządu ds. równości Katarzyny Kotuli, prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej, marszałka województwa łódzkiego oraz - po raz pierwszy - rektora Uniwersytetu Łódzkiego.</p><p>Naczelny Sąd Administracyjny orzekł w marcu br. w sprawie transkrypcji do polskiego rejestru stanu cywilnego aktu małżeństwa dwóch Polaków zawartego legalnie w 2018 r. w Berlinie. Sąd nakazał urzędowi stanu cywilnego dokonanie wpisu.</p><p>Wcześniej, w 2023 r., NSA skierował pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dwa lata później – w listopadzie 2025 r. – Trybunał orzekł, że państwo członkowskie ma obowiązek uznać małżeństwo pary tej samej płci zawarte legalnie w innym kraju Unii, nawet jeśli prawo tego państwa nie uznaje tego typu związków.</p><p>Od marca NSA nakazał transkrypcję aktów małżeństwa w sumie siedmiu par jednopłciowych.</p><p>Według resortu spraw wewnętrznych i administracji pełna realizacja wytycznych TSUE oraz wprowadzenie procedury transkrypcji wymaga zmian legislacyjnych.</p><p>Na początku kwietnia przedstawiciele Ministerstwa Cyfryzacji i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji przekazali PAP, że resorty pracują nad rozwiązaniami, które umożliwią wykonanie wyroku NSA. Chodzi o zmianę rozporządzenia w sprawie wzorów dokumentów wydawanych z zakresu rejestracji stanu cywilnego. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Systemy antydronowe: odpowiedź na nowe zagrożenie (analiza)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55027,systemy-antydronowe-odpowiedz-na-nowe-zagrozenie-analiza</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55027,systemy-antydronowe-odpowiedz-na-nowe-zagrozenie-analiza</guid>
            <pubDate>Sat, 09 May 2026 12:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-systemy-antydronowe-odpowiedz-na-nowe-zagrozenie-analiza-1778322039.png</url>
                        <title>Systemy antydronowe: odpowiedź na nowe zagrożenie (analiza)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55027,systemy-antydronowe-odpowiedz-na-nowe-zagrozenie-analiza</link>
                    </image><description>Wraz z szybkim wzrostem liczby bezzałogowców używanych w wojnie rozpętanej przez Rosję przeciw Ukrainie i w innych konfliktach nastąpił rozwój systemów pozwalających na ich zwalczanie. Prace rozwojowe dotyczące tego rodzaju technologii realizują także polskie firmy sektora zbrojeniowego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na współczesnym polu walki <strong>bezzałogowce</strong> pojawiają się od kilkudziesięciu lat, jednak do niedawna ich liczba była na tyle niewielka, że nie było potrzeby stosowania na dużą skalę wyspecjalizowanych systemów do ich zwalczania. Do zestrzeliwania <strong>dronów</strong> wykorzystywano zwykle standardowe systemy przeciwlotnicze, projektowane do niszczenia samolotów i śmigłowców, a czasem także <strong>zagłuszanie</strong> oraz inne rozwiązania z zakresu <strong>walki radioelektronicznej</strong>.</p><p>Sytuacja zmieniła się, gdy wzrosła liczba <strong>dronów używanych w wojnie w Ukrainie</strong>. Masowe stosowanie <strong>bezzałogowców</strong> najpierw przez armię ukraińską, a z czasem także rosyjską, wymusiło rozwój <strong>systemów antydronowych</strong>. Tempo zmian zachodzących w tym obszarze na ukraińsko-rosyjskim polu walki trudno porównywać z jakimkolwiek innym konfliktem, a zdobywane tam doświadczenia w połączeniu ze stosunkowo niskim kosztem produkcji i użycia <strong>bezzałogowców</strong> sprawiły, że wiele państw zaczęło rozwijać własne <strong>technologie dronowe</strong>.</p><p>W uprzywilejowanej sytuacji są kraje, które posiadają gotowe rozwiązania. Jednym z takich państw jest Iran, który jeszcze w 2022 roku przekazał Rosji technologie pozwalające na produkcję i rozwój <strong>dronów kamikaze typu Shahed-131</strong> i podobnych. Rosjanie używają ich do atakowania ukraińskiego zaplecza. Z czasem konstrukcje o zbliżonych parametrach rozwinęła też Ukraina, co w piątym roku wojny pozwala jej uderzać w cele odległe o ponad 1,7 tys. km, na głębokim rosyjskim zapleczu.</p><p>Problem ochrony przed <strong>atakami dronów</strong> dał o sobie znać już na samym początku wojny Izraela i USA z Iranem, rozpoczętej 28 lutego. Kraje regionu oraz siły USA okazały się zbyt słabo przygotowane na zmasowane ataki Iranu z użyciem <strong>bezzałogowców</strong>. Efektem były straty, w tym cennego sprzętu (m.in. radarów oraz samolotów AWACS), i konieczność szybkiego poszukiwania rozwiązań, które posiada już Ukraina. Jak poinformował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, do krajów Zatoki Perskiej trafiło ponad 200 ukraińskich wojskowych i sprzęt, w tym <strong>drony przechwytujące</strong>, pozwalający na skuteczne <strong>zwalczanie irańskich bezzałogowców</strong>, takich samych lub podobnych do tych, które Rosja od ponad czterech lat wykorzystuje przeciwko celom w Ukrainie.</p><p>Ze względu na niski koszt produkcji i eksploatacji <strong>drony</strong> są idealnym narzędziem do prowadzenia działań poniżej progu wojny. W ramach takich działań nie angażuje się całego potencjału państwa, a jedynie jego część, i to w sposób utrudniający ustalenie faktycznego sprawcy – także w ramach <strong>działań hybrydowych</strong>, jakie Rosja podejmuje wobec krajów NATO. Przykładem jest wtargnięcie ponad 20 rosyjskich <strong>bezzałogowców</strong> w <strong>polską przestrzeń powietrzną</strong> 10 września 2025 roku. Również w tym przypadku zniszczenie <strong>dronów</strong> okazało się problematyczne. Użyto w tym celu samolotów myśliwskich i pocisków powietrze-powietrze, choć docelowo dużo lepszym rozwiązaniem są systemy wyspecjalizowane do <strong>zwalczania tego rodzaju zagrożeń</strong>.</p><p>W odpowiedzi w Polsce zaprojektowano <strong>system antydronowy SAN</strong>. Składa się on z kilku elementów. Są to: armaty Bushmaster kalibru 30 mm i Pit-Radwar kalibru 35 mm (dostarczą je odpowiednio norweski koncern Kongsberg i <strong>Polska Grupa Zbrojeniowa</strong>), szybkostrzelne karabiny maszynowe kalibru 12,7 mm (system opracowany przez <strong>Zakłady Mechaniczne Tarnów</strong>, nazywany „potworem z Tarnowa”), wyrzutnie pocisków rakietowych 70 mm (wyprodukowane przez Kongsberga) oraz <strong>systemy walki radioelektronicznej</strong>, mobilne radary i inne elementy pozwalające na sieciocentryczne zarządzanie <strong>zwalczaniem bezzałogowców</strong> (dostarczane m.in. przez polską firmę <strong>APS SKYctrl</strong>). Podpisana 30 stycznia umowa zakłada dostarczenie 18 baterii <strong>systemu SAN</strong>.</p><p>Inna ważna kwestia to konieczność wprowadzania zmian i/lub projektowania nowych systemów w czasie liczonym w tygodniach i miesiącach, a nie latach. - <strong>Technologie dronowe</strong> i związane z nimi <strong>systemy antydronowe</strong> to branża, która rozwija się obecnie najbardziej dynamicznie. Co kwartał jesteśmy czymś zaskakiwani, oczekiwania użytkowników dotyczące zakupu gotowego produktu są nierealne – powiedział w rozmowie z PAP podczas konferencji Defence24 Days dyrektor firmy <strong>Hertz Systems</strong> Piotr Żelazek. W jego ocenie obecnie można mówić nie tyle o konkretnym produkcie, który można kupić w celu zabezpieczenia przed <strong>dronami</strong>, ale o zdolnościach posiadanych przez producenta w zakresie wiedzy, oprogramowania i technologii, które można dostosować do szybko zmieniających się uwarunkowań.</p><p>Produkowany przez <strong>Hertz Systems</strong> <strong>system HAWK</strong> jest używany m.in. przez Komendę Wojewódzką Policji w Szczecinie. Sprawdził się m.in. podczas imprez masowych, gdy za jego pomocą zneutralizowano <strong>bezzałogowce</strong>, które bez zgody i odpowiedniego zgłoszenia pojawiły się w obszarze zamkniętym dla ruchu <strong>dronów</strong>. <strong>HAWK</strong> wskazuje dokładną lokalizację <strong>drona</strong> i jego operatora. Pozwala na zmuszenie <strong>bezzałogowca</strong> do lądowania lub powrotu do operatora, a także na zabezpieczenie danego obszaru.</p><p>We wrześniu 2025 roku umowę o współpracy z <strong>Hertz Systems</strong> podpisała <strong>Polska Grupa Zbrojeniowa</strong> podczas kieleckiego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego. Porozumienie przewiduje, że <strong>system HAWK</strong> będzie wykorzystywany do <strong>ochrony infrastruktury krytycznej PGZ</strong>. Spółka oferuje też swoje systemy polskiemu wojsku.</p><p><strong>Hertz Systems</strong> bierze pod uwagę doświadczenia <strong>wojny w Ukrainie</strong> i na bieżąco wdraża wnioski z nich w opracowywanych rozwiązaniach. - Wszyscy od dawna zgadzamy się co do oceny zagrożenia, ale już najwyższy czas przejść do podejmowania decyzji na temat konkretnych rozwiązań – podkreślił Żelazek. - Polski przemysł, w tym nasza firma, jest przygotowany na wysokie tempo produkcji <strong>systemów antydronowych</strong>, ale obecnie ponosimy koszty, a nie ma perspektywy większych zamówień, i to ani od służb państwowych, ani od samorządów – dodał.</p><p>Jak pokazują doświadczenia z Ukrainy, problem <strong>zwalczania bezzałogowców</strong> jest rozbudowany i dotyczy nie tylko wojska, ale też całego spektrum działań defensywnych dotyczących także <strong>infrastruktury cywilnej</strong>, głównie krytycznej: systemów energetycznych, wodociągów, telekomunikacyjnych i innych. To wymaga posiadania dużej liczby <strong>systemów zwalczania dronów</strong>: zarówno <strong>kinetycznych</strong> (wykorzystujących systemy rakietowe i/lub artylerię lub karabiny maszynowe), jak i <strong>niekinetycznych</strong> (pozwalających na zwalczanie dronów za pomocą <strong>systemów walki radioelektronicznej</strong>, w tym <strong>zagłuszanie</strong>). W związku z tym w miarę upływu czasu konieczne będzie uzupełnienie zdolności <strong>obrony przed dronami</strong> o większą liczbę rozwiązań, w tym <strong>niekinetycznych</strong>, które będą mogły być używane nie tylko przez wojsko, ale także przez służby (także na szczeblu samorządowym) odpowiedzialne za <strong>bezpieczeństwo wewnętrzne</strong> i <strong>zarządzanie kryzysowe</strong>.(PAP)</p><p>Dariusz Materniak (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
