<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.nasztomaszow.pl/rss/articles/pl/63/aktualnosci" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - Aktualności - NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa ]]></title>
        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykuly/63/aktualnosci</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa]]></copyright>
        <lastBuildDate>Thu, 06 Aug 2026 07:00:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Dzień Świeżego Oddechu. Tomaszów bierze głęboki wdech i sprawdza, kto jadł czosnek]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56090,dzien-swiezego-oddechu-tomaszow-bierze-gleboki-wdech-i-sprawdza-kto-jadl-czosnek</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56090,dzien-swiezego-oddechu-tomaszow-bierze-gleboki-wdech-i-sprawdza-kto-jadl-czosnek</guid>
            <pubDate>Thu, 06 Aug 2026 07:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzien-swiezego-oddechu-tomaszow-bierze-gleboki-wdech-i-sprawdza-kto-jadl-czosnek-1785945783.png</url>
                        <title>Dzień Świeżego Oddechu. Tomaszów bierze głęboki wdech i sprawdza, kto jadł czosnek</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56090,dzien-swiezego-oddechu-tomaszow-bierze-gleboki-wdech-i-sprawdza-kto-jadl-czosnek</link>
                    </image><description>Są święta podniosłe. Są rocznice historyczne, podczas których maszerują poczty sztandarowe, przemawiają politycy, a orkiestra gra tak uroczyście, że nawet gołębie na placu Kościuszki przestają na chwilę gruchać. Jest też Dzień Świeżego Oddechu, obchodzony 6 sierpnia. Bez fanfar, bez dnia wolnego od pracy, za to ze szczoteczką, pastą i delikatnym pytaniem: „Czy ty przypadkiem nie jadłeś wczoraj czosnku?”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W 2026 roku to nietypowe święto przypada w czwartek. Jego celem jest przypominanie o higienie jamy ustnej, choć sama nazwa może wprowadzać w błąd. Nie chodzi bowiem o to, aby stanąć rano nad Pilicą, rozłożyć ręce jak Leonardo DiCaprio na dziobie „Titanica” i nabrać do płuc tomaszowskiego powietrza. Chodzi o oddech, który nie powoduje, że rozmówca cofa się o dwa kroki i nagle przypomina sobie o pilnym spotkaniu w innym województwie.</p><h2>Nie mylić z komunikatem o jakości powietrza</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim temat oddechu ma oczywiście kilka znaczeń. Mamy lasy, Pilicę, Niebieskie Źródła, Groty Nagórzyckie i stację pomiarową Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska przy ulicy Świętego Antoniego. Jeżeli jednak 6 sierpnia ktoś zapyta, czy powietrze jest świeże, nie trzeba natychmiast sprawdzać stężenia pyłów zawieszonych. Najpierw warto dyskretnie powąchać własną maseczkę, dłoń albo — w wersji dla odważnych — zapytać osobę zaufaną.</p><p>Trzeba przyznać, że <strong>świeży oddech jest jednym z fundamentów pokojowego współżycia społecznego</strong>. Bez niego nawet najpiękniejsza rozmowa może zamienić się w film katastroficzny. Człowiek zaczyna opowiadać o wakacjach, podatkach albo sytuacji politycznej, a słuchacz nie analizuje już argumentów. Zastanawia się wyłącznie, skąd wieje i czy zdąży otworzyć okno.</p><p>To szczególnie ważne w windach, kolejkach, autobusach i urzędowych pokojach, w których odległość między rozmówcami jest mniejsza niż dystans między wyborczymi obietnicami a ich realizacją.</p><h2>Szczoteczka — mały przedmiot, wielka odpowiedzialność</h2><p>Specjaliści zalecają mycie zębów co najmniej dwa razy dziennie przez około dwie minuty, używanie pasty z fluorem, czyszczenie przestrzeni międzyzębowych oraz języka. Szczególnie ten ostatni bywa traktowany jak zapomniana dzielnica miasta: formalnie istnieje, ale inwestycje docierają tam rzadko. Tymczasem właśnie na języku mogą gromadzić się bakterie odpowiedzialne za nieprzyjemny zapach.</p><p>Dwie minuty szczotkowania nie wydają się wielkim poświęceniem. To krócej niż przeciętna wypowiedź radnego, mniej niż reklamy przed filmem i zdecydowanie mniej niż oczekiwanie, aż ktoś przed nami zdecyduje się przy kasie, czy ma aplikację sklepu.</p><p>Można w tym czasie włączyć ulubioną piosenkę. Najlepiej taką, która trwa przynajmniej dwie minuty. Utwór nie powinien być jednak zbyt porywający, ponieważ szczotkowanie do heavy metalu może zakończyć się urazem dziąseł, lustra albo niewinnego domownika.</p><h2>Czosnek, kawa i papieros — trzej muszkieterowie oddechu</h2><p>Nieświeży oddech może być chwilowym skutkiem jedzenia intensywnie pachnących potraw, picia kawy, alkoholu lub palenia papierosów. Bywa również związany z próchnicą, chorobami dziąseł, suchością jamy ustnej, infekcjami migdałków czy refluksem. Nie zawsze zatem wystarczy miętowy cukierek, który czasem działa jak odświeżacz powietrza rozpylony w oborze — przez chwilę pachnie miętą, ale prawdziwy problem pozostaje na miejscu.</p><p>Dlatego nie warto wyśmiewać osoby, która zmaga się z przewlekłym problemem. <strong>Długotrwały nieprzyjemny zapach z ust może być sygnałem, że potrzebna jest konsultacja stomatologiczna lub lekarska.</strong> Gdy problem nie znika mimo prawidłowej higieny, pojawia się ból zęba, krwawienie albo obrzęk dziąseł, lepiej odwiedzić dentystę, zamiast opróżniać trzecią paczkę miętowych pastylek.</p><p>Humor humorem, ale jama ustna nie jest piwnicą, do której zagląda się dopiero wtedy, gdy zaczyna z niej dochodzić niepokojący zapach.</p><h2>Narodowy test bliskiej rozmowy</h2><p>Dzień Świeżego Oddechu można uczcić bardzo prosto. Wystarczy porządnie umyć zęby, wyczyścić język, użyć nici dentystycznej i napić się wody. Można też umówić się na kontrolę stomatologiczną, szczególnie jeśli ostatnia miała miejsce w czasach, gdy telefony służyły głównie do dzwonienia.</p><p>Płyny do płukania ust mogą pomagać w ograniczaniu nieprzyjemnego zapachu, ale nie wszystkie działają tak samo. Część produktów jedynie maskuje zapach, natomiast preparaty lecznicze mogą wpływać na płytkę nazębną, zapalenie dziąseł czy bakterie odpowiedzialne za nieświeży oddech. Nie zastępują jednak szczoteczki, podobnie jak perfumy nie zastępują prysznica.</p><p>Warto również pamiętać o wodzie. Ślina pomaga kontrolować drobnoustroje w jamie ustnej, a jej niedobór zwiększa ryzyko próchnicy i infekcji. Suchość w ustach może pojawiać się między innymi jako skutek przyjmowania niektórych leków.</p><h2>Tomaszowie, odetchnijmy z ulgą</h2><p>Nie oczekujmy jednak cudów. Jeden dzień ze szczoteczką nie naprawi całego roku zaniedbań, podobnie jak jedno posiedzenie komisji nie rozwiąże wszystkich problemów miasta. Najważniejsza jest regularność.</p><p>Niech więc 6 sierpnia będzie dniem narodowego pojednania między miłośnikami czosnku a resztą społeczeństwa. Dniem, w którym pasta do zębów pokona cebulę, nić dentystyczna odnajdzie to, czego szczoteczka nie zdołała dosięgnąć, a mięta przestanie pełnić funkcję listka figowego przykrywającego skutki wieloletnich zaniedbań.</p><p>A jeśli podczas rozmowy ktoś zacznie nagle patrzeć w bok, cofać głowę i oddychać przez rękaw — nie obrażajmy się. Być może nie odrzuca naszych poglądów. Być może po prostu wysyła nam bardzo subtelny komunikat społeczny.</p><p><strong>Szczoteczko, ojczyzno moja — ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto rano zapomniał.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Między krzyżem a światłem. Kościół wspomina Przemienienie Chrystusa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56095,miedzy-krzyzem-a-swiatlem-kosciol-wspomina-przemienienie-chrystusa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56095,miedzy-krzyzem-a-swiatlem-kosciol-wspomina-przemienienie-chrystusa</guid>
            <pubDate>Thu, 06 Aug 2026 06:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-miedzy-krzyzem-a-swiatlem-kosciol-wspomina-przemienienie-chrystusa-1785992295.png</url>
                        <title>Między krzyżem a światłem. Kościół wspomina Przemienienie Chrystusa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56095,miedzy-krzyzem-a-swiatlem-kosciol-wspomina-przemienienie-chrystusa</link>
                    </image><description>Na chwilę opadła zasłona. Trzej uczniowie zobaczyli Jezusa nie tylko jako wędrownego nauczyciela przemierzającego drogi Galilei, lecz jako Chrystusa jaśniejącego światłem. 6 sierpnia Kościół katolicki obchodzi święto Przemienienia Pańskiego – jedno z najbardziej symbolicznych wydarzeń opisanych w Ewangeliach.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To opowieść o świetle pojawiającym się tuż przed ciemnością. O nadziei, która przychodzi przed próbą. I o głosie mówiącym z obłoku: <strong>„To jest mój Syn umiłowany. Jego słuchajcie!”</strong></p><h3>Chrystus ukazał uczniom swoją chwałę</h3><p>Przemienienie opisują trzej ewangeliści: Mateusz, Marek i Łukasz. Jezus zabrał ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i wszedł na wysoką górę. Tradycja chrześcijańska od wieków utożsamia ją z położoną w Galilei <strong>górą Tabor</strong>.</p><p>Tam oblicze Chrystusa miało zajaśnieć jak słońce, a Jego szaty stały się olśniewająco białe. Obok Jezusa pojawili się Mojżesz i Eliasz – dwie najważniejsze postacie Starego Testamentu, symbolizujące Prawo i proroków.</p><p>Dla uczniów nie był to jedynie niezwykły obraz. Kościół interpretuje to wydarzenie jako objawienie boskiej natury Jezusa, a zarazem przygotowanie apostołów na dramat, który miał nadejść w Jerozolimie: pojmanie, mękę i śmierć ich Mistrza. Światło Taboru miało pozostać w ich pamięci, gdy nad Golgotą zapadnie ciemność.</p><h3>Objawienie, epifania i teofania</h3><p>Święto bywa określane mianem <strong>epifanii</strong>, czyli objawienia, oraz <strong>teofanii – ukazania się Boga człowiekowi</strong>. Nie chodzi przy tym o przemianę Jezusa w kogoś innego. Greckie słowo użyte w Ewangelii mówi raczej o odsłonięciu postaci i ujawnieniu rzeczywistości, która wcześniej pozostawała niewidoczna.</p><p>Na kilka chwil uczniowie zobaczyli to, czego na co dzień nie dostrzegały ich oczy.</p><p>Przemienienie jest więc odwrotnością maski. Nie zakrywa prawdy – lecz ją odsłania. Pokazuje, że pod zwyczajnością może kryć się tajemnica, a za cierpieniem nie zawsze stoi ostateczna klęska.</p><h3>Mojżesz, Eliasz i głos z obłoku</h3><p>Obecność Mojżesza i Eliasza ma znaczenie symboliczne. Mojżesz reprezentuje Torę, czyli Prawo, a Eliasz świat proroków. Ich rozmowa z Jezusem oznacza, że cała historia Starego Testamentu znajduje swoje dopełnienie w Chrystusie.</p><p>Święty Jan Chryzostom zwracał uwagę, że Jezus ukazuje się na górze jako Pan życia i śmierci. Mojżesz umarł, natomiast Eliasz – według biblijnego przekazu – został zabrany do nieba. Obaj pojawiają się przy Chrystusie, wobec którego granice ludzkiego życia przestają być ostateczne.</p><p>Piotr, zachwycony tym, co zobaczył, chciał postawić na górze trzy namioty. Chciał zatrzymać chwilę. Ewangelia nie pozwala mu jednak pozostać na szczycie. Uczniowie muszą zejść na dół – do ludzi, lęku, choroby i codzienności.</p><p>W tym sensie Tabor nie jest ucieczką od życia. Jest światłem potrzebnym po to, aby do życia powrócić.</p><h3>Święto znane w Polsce od średniowiecza</h3><p>Na chrześcijańskim Wschodzie święto pojawiło się już w VI wieku i należało do najważniejszych letnich obchodów liturgicznych. Na Zachodzie było obchodzone lokalnie od VII wieku, natomiast dla całego Kościoła ustanowił je w 1457 roku papież Kalikst III.</p><p>Decyzja była wyrazem wdzięczności za zwycięstwo wojsk chrześcijańskich nad armią osmańską pod Belgradem, odniesione 6 sierpnia 1456 roku. W Polsce święto Przemienienia Pańskiego znane jest od XI wieku.</p><p>Choć ma wysoką rangę liturgiczną, <strong>Przemienienie Pańskie nie należy w Polsce do świąt nakazanych</strong>. Oznacza to, że wierni nie są zobowiązani do uczestnictwa we Mszy świętej tak jak w niedziele, Boże Narodzenie czy uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.</p><h3>Grabarka – prawosławne serce Polski</h3><p>Przemienienie Pańskie zajmuje szczególne miejsce w tradycji prawosławnej. Jest tam nazywane <strong>Preobrażeniem Pańskim</strong> i należy do dwunastu najważniejszych świąt roku liturgicznego.</p><p>Wierni posługujący się kalendarzem juliańskim obchodzą je 19 sierpnia. Największe uroczystości w Polsce odbywają się na <strong>Świętej Górze Grabarce</strong>, nazywanej sercem polskiego prawosławia. Przybywają tam pielgrzymi niosący krzyże w osobistych intencjach. W czasie nabożeństw święcone są również owoce, będące znakiem dojrzewania, obfitości i duchowej przemiany.</p><p>Święto obecne jest również w tradycji greckokatolickiej, anglikańskiej, ewangelicko-augsburskiej, polskokatolickiej i mariawickiej. To jeden z tych dni, w których różne nurty chrześcijaństwa spoglądają w stronę tego samego ewangelicznego światła.</p><h3>Sierpniowy rytm wiary także w Tomaszowie</h3><p>Dla mieszkańców <strong>Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego</strong> początek sierpnia od lat ma także pielgrzymkowy charakter. Z tomaszowskich parafii wyruszają wierni zmierzający pieszo na Jasną Górę. W 2025 roku lokalni pielgrzymi pokonali około 120 kilometrów, maszerując w grupach maryjnej i papieskiej.</p><p>Przemienienie Pańskie otwiera więc czas, w którym ewangeliczna droga z góry Tabor spotyka się z drogą wyznaczaną przez kolejne kilometry, modlitwę, zmęczenie i wspólnotę.</p><h3>Przemiana znana religii, literaturze i codzienności</h3><p>Motyw przemiany od wieków fascynuje kulturę. Zmienia się Ebenezer Scrooge z „Opowieści wigilijnej”, odradza się moralnie sienkiewiczowski Kmicic, swoją bolesną drogę przechodzi Raskolnikow ze „Zbrodni i kary”. Każdy z nich musi wcześniej zobaczyć prawdę o sobie. Do tych literackich przykładów odwoływał się również abp Stanisław Gądecki, mówiąc o duchowym znaczeniu święta.</p><p>Chrześcijańskie przemienienie nie jest jednak błyskawiczną metamorfozą rodem z filmu. Nie polega na zmianie dekoracji, wizerunku czy kilku słów w internetowym profilu. Ma zaczynać się wewnątrz: od sposobu traktowania drugiego człowieka, od zdolności do przebaczenia, przyznania się do błędu i porzucenia obojętności.</p><p>Papież Franciszek przypominał, że światło Taboru nie usuwa krzyża, ale pokazuje, że cierpienie i trudności nie muszą mieć ostatniego słowa.</p><p>Z kolei papież Leon XIV w tegorocznym pozdrowieniu skierowanym do Polaków podkreślił, że <strong>„Jezus pragnie szczęścia człowieka, ale czeka na jego konkretną odpowiedź”</strong>.</p><p>Bo z góry trzeba w końcu zejść. Prawdziwe Przemienienie zaczyna się dopiero wtedy, gdy blask przeżytej chwili zostaje przeniesiony do zwykłego świata – między ludzi, ich problemy, słabości i nadzieje.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ewakuacja i zadymienie w scenariuszu ćwiczeń. Służby sprawdzały gotowość w Tomaszowie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56093,ewakuacja-i-zadymienie-w-scenariuszu-cwiczen-sluzby-sprawdzaly-gotowosc-w-tomaszowie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56093,ewakuacja-i-zadymienie-w-scenariuszu-cwiczen-sluzby-sprawdzaly-gotowosc-w-tomaszowie</guid>
            <pubDate>Thu, 06 Aug 2026 00:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ewakuacja-i-zadymienie-w-scenariuszu-cwiczen-sluzby-sprawdzaly-gotowosc-w-tomaszowie-1785989561.png</url>
                        <title>Ewakuacja i zadymienie w scenariuszu ćwiczeń. Służby sprawdzały gotowość w Tomaszowie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56093,ewakuacja-i-zadymienie-w-scenariuszu-cwiczen-sluzby-sprawdzaly-gotowosc-w-tomaszowie</link>
                    </image><description>W Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczym Tomaszowskiego Centrum Zdrowia przeprowadzono ćwiczenia ewakuacyjne z udziałem straży pożarnej i ratownictwa medycznego. Celem było sprawdzenie procedur oraz współpracy służb w sytuacji zagrożenia pożarowego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Ćwiczenia na terenie Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego</h2><p>23 lipca 2026 roku na terenie Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego Tomaszowskiego Centrum Zdrowia przy ulicy Niskiej 14 odbyły się ćwiczenia z praktycznego sprawdzenia organizacji i warunków ewakuacji. W działaniach uczestniczyły służby ratownicze oraz przedstawiciele placówki, a głównym założeniem było zweryfikowanie, jak personel i współpracujące jednostki reagują w sytuacji zagrożenia pożarowego.</p><p>Jak podkreślono w komunikacie placówki, <strong>bezpieczeństwo pacjentów i personelu pozostaje priorytetem</strong>. Tego typu działania nie są więc formalnością, ale elementem przygotowania do sytuacji, które wymagają szybkich decyzji, sprawnej komunikacji i ścisłego przestrzegania procedur.</p><h2>Scenariusz obejmował ewakuację i zadymienie</h2><p>Przygotowany scenariusz zakładał ewakuację pacjentów i personelu z parteru budynku, a także wystąpienie zadymienia w piwnicy. To właśnie takie warunki pozwalają sprawdzić nie tylko znajomość zasad postępowania, ale również praktyczną organizację działań w obiekcie o szczególnej specyfice, jakim jest placówka opiekuńczo-medyczna.</p><p>W ćwiczeniach uczestniczyli strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Mazowieckim, Zespół Ratownictwa Medycznego oraz przedstawiciele i obserwatorzy Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Istotnym elementem było także zapoznanie strażaków z układem obiektu i jego funkcjonowaniem, co może mieć znaczenie w przypadku rzeczywistej interwencji.</p><p><strong>Współpraca wszystkich służb zgodnie z obowiązującymi procedurami</strong> była jednym z kluczowych punktów całego przedsięwzięcia. W praktyce to właśnie koordynacja działań między personelem placówki, strażą pożarną i ratownikami medycznymi decyduje o skuteczności reakcji w kryzysie.</p><h2>Dlaczego takie ćwiczenia są ważne</h2><p>W przypadku obiektów medycznych i opiekuńczych ewakuacja należy do najbardziej wymagających działań. Pacjenci często potrzebują wsparcia personelu, a każda minuta ma znaczenie. Regularne ćwiczenia pozwalają więc nie tylko odświeżyć wiedzę, ale przede wszystkim wychwycić ewentualne słabsze punkty organizacyjne i poprawić przebieg przyszłych działań.</p><p>Z perspektywy lokalnej takie wydarzenia pokazują również, jak ważna jest codzienna gotowość instytucji publicznych i służb działających na terenie Tomaszowa Mazowieckiego. Choć ćwiczenia mają charakter kontrolowany, ich sens pozostaje bardzo praktyczny: chodzi o to, by w razie realnego zagrożenia każdy uczestnik wiedział, co robić i z kim współpracować.</p><p>Według informacji przekazanych przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia, regularne sprawdzanie procedur ma służyć zwiększaniu bezpieczeństwa pacjentów i personelu oraz doskonaleniu reakcji w sytuacjach kryzysowych. To podejście, które w placówkach ochrony zdrowia ma szczególne znaczenie, bo przygotowanie organizacyjne bywa równie ważne jak wyposażenie techniczne.</p><h2>Wspólna gotowość ma znaczenie</h2><p>Po zakończeniu ćwiczeń placówka podziękowała wszystkim uczestnikom za profesjonalizm, zaangażowanie i sprawny przebieg działań. Tego rodzaju podsumowanie nie jest jedynie kurtuazją. W praktyce pokazuje, że skuteczne bezpieczeństwo buduje się zespołowo, poprzez powtarzalne szkolenia, sprawdzanie procedur i współpracę różnych instytucji.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego to sygnał, że lokalne służby oraz personel medyczny przygotowują się nie tylko do codziennej pracy, ale również do sytuacji nadzwyczajnych. A właśnie w takich momentach <strong>sprawdzone procedury i szybka współpraca</strong> mogą decydować o zdrowiu i życiu ludzi.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nawet 40 stopni w Polsce. Czerwone ostrzeżenie IMGW dla Tomaszowa i powiatu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56092,nawet-40-stopni-w-polsce-czerwone-ostrzezenie-imgw-dla-tomaszowa-i-powiatu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56092,nawet-40-stopni-w-polsce-czerwone-ostrzezenie-imgw-dla-tomaszowa-i-powiatu</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 23:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nawet-40-stopni-w-polsce-czerwone-ostrzezenie-imgw-dla-tomaszowa-i-powiatu-1785966624.png</url>
                        <title>Nawet 40 stopni w Polsce. Czerwone ostrzeżenie IMGW dla Tomaszowa i powiatu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56092,nawet-40-stopni-w-polsce-czerwone-ostrzezenie-imgw-dla-tomaszowa-i-powiatu</link>
                    </image><description>Polska znalazła się w uścisku jednej z najmocniejszych tegorocznych fal gorąca. W środę, 5 sierpnia, na południowym wschodzie kraju termometry mogły wskazywać nawet 40 stopni Celsjusza. Ostrzeżenia przed upałem objęły niemal cały kraj. Powiat tomaszowski został objęty ostrzeżeniem najwyższego, III stopnia, które pozostanie ważne do czwartku, 6 sierpnia, do godziny 20.00.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest już zwykły letni skwar. Trzeci stopień ostrzeżenia oznacza możliwość wystąpienia zjawisk o wyjątkowo dużym natężeniu, mogących stwarzać realne zagrożenie dla zdrowia i życia.</p><h2>Czerwone ostrzeżenie dla powiatu tomaszowskiego</h2><p>Na obszarze objętym ostrzeżeniem IMGW prognozuje temperaturę maksymalną od <strong>33 do 38 stopni Celsjusza</strong> oraz bardzo ciepłe noce, podczas których temperatura może nie spadać poniżej 18–23 stopni.</p><p>W samym <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong> w czwartek, 6 sierpnia, temperatura ma wzrosnąć do około <strong>33 stopni</strong>, a nocą utrzymać się w pobliżu 20 stopni. Możliwe są również burze. W piątek powinno nadejść wyraźne ochłodzenie — temperatura maksymalna spadnie do około 27 stopni, ale nadal mogą pojawiać się opady i wyładowania atmosferyczne.</p><p>Gorące noce są szczególnie niebezpieczne, ponieważ organizm nie ma czasu na regenerację. Mieszkania i domy, zwłaszcza na najwyższych kondygnacjach, nie zdążą się wychłodzić przed kolejnym dniem.</p><h2>Alert RCB nie obejmuje powiatu tomaszowskiego</h2><p>Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało w środę wiadomości ostrzegające przed burzami, silnym wiatrem i intensywnymi opadami deszczu do odbiorców w dziesięciu województwach.</p><blockquote><p>„Uwaga! Dziś i jutro prognozowane burze, silny wiatr i intensywne opady deszczu. Możliwe przerwy w dostawie prądu”.</p></blockquote><p>W województwie łódzkim wiadomość otrzymali mieszkańcy wybranych miast i powiatów, między innymi Łodzi, Skierniewic, powiatów brzezińskiego, kutnowskiego, łowickiego, pabianickiego, sieradzkiego i zgierskiego. <strong>Na opublikowanej przez RCB liście nie ma powiatu tomaszowskiego.</strong></p><p>Brak wiadomości RCB nie powinien być jednak traktowany jak pogodowa „biała flaga”. Lokalna prognoza nadal przewiduje możliwość burz, a ostrzeżenia mogą być aktualizowane wraz ze zmianą sytuacji atmosferycznej.</p><h2>Uwaga na gwałtowne opady i Pilicę</h2><p>Dla obszaru <strong>Pilicy od Zbiornika Sulejowskiego</strong> wydano również ostrzeżenie hydrologiczne pierwszego stopnia. W przypadku przejścia intensywnej burzy na mniejszych rzekach i w zurbanizowanych zlewniach mogą wystąpić gwałtowne wzrosty poziomu wody oraz lokalne podtopienia.</p><p>Zagrożenie ma charakter punktowy. Oznacza to, że w jednej części regionu może nie spaść niemal ani kropla, podczas gdy kilka kilometrów dalej ulewa w krótkim czasie zamieni ulicę lub przydrożny rów w rwący potok. Ostrzeżenie dla Pilicy obowiązuje do czwartkowego poranka.</p><p>W skali kraju burzom mogą towarzyszyć bardzo silne opady, grad i porywy wiatru dochodzące do około 100 kilometrów na godzinę. Możliwe są połamane drzewa, uszkodzenia dachów i linii energetycznych oraz przerwy w dostawie prądu.</p><h2>Upał nie jest tylko niewygodą</h2><p>Wysoka temperatura szczególnie mocno obciąża osoby starsze, małe dzieci, kobiety w ciąży oraz mieszkańców cierpiących na choroby układu krążenia i układu oddechowego.</p><p>Główny Inspektorat Sanitarny zwraca uwagę, że podczas fal gorąca upał może zaostrzać choroby przewlekłe. Według szacunków opartych na danych z poprzednich lat oraz pierwszej połowy 2026 roku liczba nadmiarowych zgonów podczas najbardziej upalnych tygodni może sięgać w Polsce około tysiąca.</p><p>W godzinach największego nasłonecznienia — szczególnie między 11.00 a 17.00 — należy ograniczyć wysiłek fizyczny i przebywanie na otwartej przestrzeni. Trzeba regularnie pić wodę, zasłaniać okna od strony nasłonecznionej, unikać alkoholu i ciężkich posiłków oraz sprawdzać, czy starsi lub samotnie mieszkający sąsiedzi nie potrzebują pomocy.</p><p><strong>Dzieci ani zwierząt nie wolno zostawiać w zaparkowanym samochodzie nawet na kilka minut.</strong> Temperatura wewnątrz nagrzanego pojazdu może osiągnąć 50–60 stopni.</p><p>Silny ból głowy, nudności, zaburzenia świadomości, sucha i gorąca skóra, omdlenie lub drgawki mogą świadczyć o udarze cieplnym. W takiej sytuacji należy natychmiast wezwać pomoc pod numerem <strong>112</strong>.</p><h2>Praca podczas upału. Pracodawca musi zapewnić napoje</h2><p>Państwowa Inspekcja Pracy przypomina, że gdy temperatura na stanowisku pracy przekracza <strong>28 stopni w pomieszczeniu albo 25 stopni na otwartej przestrzeni</strong>, pracodawca ma obowiązek zapewnić pracownikom bezpłatne napoje.</p><p>Muszą być one dostępne przez całą zmianę i w ilości odpowiadającej potrzebom zatrudnionych. Nie można zastąpić ich wypłatą ekwiwalentu pieniężnego. Obowiązki wynikają między innymi z rozporządzenia Rady Ministrów z 28 maja 1996 roku w sprawie profilaktycznych posiłków i napojów.</p><p>Pracodawcy powinni również ograniczać ekspozycję pracowników na bezpośrednie działanie słońca, organizować przerwy w chłodniejszych miejscach oraz — tam, gdzie jest to możliwe — przesuwać najbardziej obciążające zadania na poranek.</p><h2>Pogoda może zmienić się bardzo szybko</h2><p>Czwartek przyniesie w Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim dalszy upał. Nad regionem może jednak dojść do starcia gorącego powietrza z chłodniejszą masą napływającą z północnego zachodu. To właśnie takie warunki sprzyjają gwałtownemu rozwojowi chmur burzowych.</p><p>Warto śledzić komunikaty IMGW oraz mapy radarowe. W czasie burzy należy pozostać w budynku, zamknąć okna, odłączyć wrażliwe urządzenia elektryczne i nie chronić się pod drzewami. Samochodów lepiej nie pozostawiać pod starymi konarami, a z balkonów i podwórek trzeba usunąć przedmioty, które może porwać wiatr.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień. Od końca kwietnia ubyło już 1,34 metra wody]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56091,zalew-sulejowski-cofa-sie-z-dnia-na-dzien-od-konca-kwietnia-ubylo-juz-1-34-metra-wody</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56091,zalew-sulejowski-cofa-sie-z-dnia-na-dzien-od-konca-kwietnia-ubylo-juz-1-34-metra-wody</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 18:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zalew-sulejowski-cofa-sie-z-dnia-na-dzien-od-konca-kwietnia-ubylo-juz-1-34-metra-wody-1785947476.png</url>
                        <title>Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień. Od końca kwietnia ubyło już 1,34 metra wody</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56091,zalew-sulejowski-cofa-sie-z-dnia-na-dzien-od-konca-kwietnia-ubylo-juz-1-34-metra-wody</link>
                    </image><description>Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień: od końca kwietnia ubyło już 1,34 m wody, a poziom spada o 2–3 cm na dobę. Susza odsłania piach w Barkowicach, utrudnia żeglugę i wymusza utrzymanie odpływu do Pilicy na poziomie 11 m³/s.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tam, gdzie zwykle kołysały się łodzie, coraz częściej widać piach, muł i odsłonięte fragmenty dna. <strong>Poziom wody w Zalewie Sulejowskim spada obecnie o 2–3 centymetry na dobę</strong>, a najbardziej dramatyczne obrazy można zobaczyć w rejonie Barkowic. Wody Polskie zapewniają: zbiornik nie jest celowo opróżniany, a prowadzone prace rewitalizacyjne nie mają związku z obecną sytuacją. Winna jest susza.</p><h2>Woda odpływa szybciej, niż napływa</h2><p>Według danych Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie średni dopływ do Zalewu Sulejowskiego wynosił w ostatnich dniach zaledwie <strong>8,2 metra sześciennego na sekundę</strong>. Tymczasem odpływ utrzymywany jest na poziomie 11 metrów sześciennych na sekundę.</p><p>Rachunek jest bezlitosny. Do zbiornika wpływa mniej wody, niż musi z niego wypływać.</p><p>Aktualna rzędna lustra wody wynosi <strong>165,22 metra nad poziomem morza</strong>. Od 28 kwietnia do 3 sierpnia poziom zbiornika obniżył się o 1,34 metra. W Zalewie Sulejowskim pozostawało w tym czasie około <strong>51,14 mln metrów sześciennych wody</strong>.</p><p>Największe zmiany widać w górnej, płytszej części akwenu. To właśnie tam woda cofa się najszybciej, odsłaniając rozległe łachy piachu, błotniste zatoki i dawne koryto rzeki.</p><h2>Dlaczego nie można po prostu zamknąć zapory?</h2><p>W internetowych komentarzach pojawiają się pytania, dlaczego Wody Polskie nie ograniczą odpływu. Odpowiedź nie jest jednak tak prosta, jak przesunięcie jednej zasuwy.</p><p>Odpływ na poziomie 11 metrów sześciennych na sekundę jest tak zwanym <strong>przepływem nienaruszalnym</strong>. Ma on zapewnić odpowiednie warunki w Pilicy poniżej zapory: chronić rzeczny ekosystem, organizmy wodne oraz osoby i podmioty korzystające z rzeki.</p><p>Gospodarka na zbiorniku musi być prowadzona zgodnie z pozwoleniem wodnoprawnym i obowiązującą instrukcją gospodarowania wodą. Wynika to także z zasad określonych w ustawie Prawo wodne, która nakazuje łączyć korzystanie z zasobów z ich ochroną i zasadą zrównoważonego rozwoju.</p><p>Zmniejszenie odpływu mogłoby więc poprawić sytuację przy plażach i przystaniach, ale jednocześnie pogorszyć warunki w Pilicy poniżej tamy. Woda nie zna granic gmin ani turystycznych folderów.</p><h2>Wody Polskie: to nie rewitalizacja</h2><p>Przedstawiciele Wód Polskich stanowczo odrzucają sugestie, że niski poziom zbiornika jest skutkiem celowego spuszczania wody albo prowadzonych inwestycji.</p><p>– <strong>Jedyną przyczyną wysychania zalewu jest susza</strong> – podkreślił w rozmowie z PAP rzecznik Wód Polskich Filip Szatanik.</p><p>Takie wyjaśnienie jest szczególnie istotne, ponieważ mieszkańcy pamiętają sytuację z 2022 roku. Wtedy poziom Zalewu Sulejowskiego rzeczywiście został obniżony w związku z pracami przy plażach i molo w Smardzewicach. Rzędna miała osiągnąć 164,90 metra, czyli około 1,7 metra poniżej normalnego poziomu piętrzenia. Obecna sytuacja ma jednak zupełnie inne źródło.</p><h2>Barkowice jak w 2019 roku</h2><p>Dzisiejsze widoki przywołują wspomnienie lata 2019 roku. Wtedy Zalew Sulejowski również gwałtownie się cofnął. Łodzie osiadały na dnie, sprzęt wodny grzązł w błocie, a turyści spacerowali po miejscach, które wcześniej znajdowały się głęboko pod wodą.</p><p>Najbardziej charakterystyczne obrazy pochodziły właśnie z Barkowic. Tam szeroka i stosunkowo płytka część zbiornika reaguje na obniżenie poziomu wody szczególnie wyraźnie. Nawet kilkudziesięciocentymetrowy spadek może oznaczać cofnięcie linii brzegowej o wiele metrów.</p><p>Dla żeglarzy, kajakarzy i motorowodniaków oznacza to trudniejsze podejścia do pomostów, pojawienie się mielizn oraz konieczność znacznie ostrożniejszego poruszania się po akwenie. Dla właścicieli przystani, wypożyczalni i punktów gastronomicznych jest to natomiast kolejny cios w środek sezonu turystycznego.</p><h2>Zalew to nie tylko plaża</h2><p>Zalew Sulejowski powstał w latach 1969–1973 przede wszystkim jako zbiornik zaopatrujący w wodę Łódź i Tomaszów Mazowiecki. Z czasem stał się jednym z najważniejszych miejsc wypoczynku w centralnej Polsce.</p><p>Pełni jednak również funkcję retencyjną, przeciwpowodziową i energetyczną. Jego powierzchnia wynosi około 2700 hektarów, a linia brzegowa liczy blisko 58 kilometrów. Zbiornik zasilają przede wszystkim Pilica i Luciąża.</p><p>Niski poziom wody nie jest więc wyłącznie problemem osób, które chciały wypłynąć żaglówką albo rozłożyć ręcznik przy brzegu. To widoczny gołym okiem fragment znacznie większego kryzysu.</p><p>Dane IMGW pokazują, że około <strong>65 procent monitorowanych stacji hydrologicznych w Polsce znajduje się w strefie wody niskiej</strong>, a na ponad 300 stacjach przepływy spadły poniżej średniego niskiego przepływu z wielolecia.</p><p>Państwowa Służba Geologiczna prognozuje jednocześnie, że w sierpniu niżówka hydrogeologiczna może objąć również województwo łódzkie. W przypadku dalszego deficytu opadów problemy mogą dotknąć także płytkich ujęć wód podziemnych.</p><h2>Burza nie zakończy suszy</h2><p>IMGW ostrzega przed możliwością gwałtownych wzrostów stanów wody po burzach, między innymi na Pilicy poniżej Zalewu Sulejowskiego. Nie oznacza to jednak, że pojedyncza ulewa odbuduje zasoby zbiornika.</p><p>Gwałtowny deszcz może spowodować krótkotrwałe wezbranie rzeki. Aby poziom Zalewu Sulejowskiego zaczął się trwale podnosić, potrzebne są <strong>dłuższe i bardziej intensywne opady w całej zlewni Pilicy</strong>. Taką ocenę przedstawiają również Wody Polskie.</p><p>Susza rzadko przychodzi z syreną alarmową. Nie wdziera się do domów jak powódź. Zabiera wodę po dwa, trzy centymetry dziennie – niemal niezauważalnie. Aż pewnego poranka łódź, która jeszcze niedawno kołysała się przy pomoście, stoi już na piasku.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Od dinozaurów po „Łowcę androidów”. Filmowy sierpień w Heliosie w Tomaszowie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56089,od-dinozaurow-po-lowce-androidow-filmowy-sierpien-w-heliosie-w-tomaszowie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56089,od-dinozaurow-po-lowce-androidow-filmowy-sierpien-w-heliosie-w-tomaszowie</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 16:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-od-dinozaurow-po-lowce-androidow-filmowy-sierpien-w-heliosie-w-tomaszowie-1785942354.png</url>
                        <title>Od dinozaurów po „Łowcę androidów”. Filmowy sierpień w Heliosie w Tomaszowie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56089,od-dinozaurow-po-lowce-androidow-filmowy-sierpien-w-heliosie-w-tomaszowie</link>
                    </image><description>Sierpień w tomaszowskim kinie Helios zapowiada się jak dobrze ułożony filmowy mixtape. Najmłodsi wyruszą na wyspę pełną dinozaurów, miłośnicy wielkich widowisk spotkają Spider-Mana i Odyseusza, a wielbiciele klasyki ponownie zanurzą się w deszczowym, neonowym Los Angeles z „Łowcy androidów”. W repertuarze nie zabraknie również horroru, komedii romantycznej i Kina Konesera.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Psi Patrol kontra wulkan i dinozaury</h2><p>Od piątku, <strong>7 sierpnia</strong>, na ekrany wchodzi animacja <strong>„Psi Patrol i dinozaury”</strong>. Tym razem dzielne szczeniaki trafiają na tropikalną wyspę zamieszkaną przez prehistoryczne stworzenia. Po katastrofie statku poznają Reksa – psa, który zna zwyczaje dinozaurów lepiej niż niejeden paleontolog.</p><p>Sytuacja szybko przestaje jednak przypominać wakacyjną wyprawę. Działania Humdingera prowadzą do przebudzenia uśpionego wulkanu, a Psi Patrol musi przeprowadzić największą akcję ratunkową w swojej historii. Film trwa 89 minut i jest rekomendowany widzom od szóstego roku życia. W piątek w tomaszowskim Heliosie zaplanowano seanse między innymi o godz. <strong>10.15, 12.30, 13.30, 14.45 i 17.30</strong>.</p><p>To propozycja skrojona pod rodzinne wyjście do kina – z humorem, przygodą i przesłaniem, że nawet największą katastrofę można powstrzymać, gdy bohaterowie potrafią współpracować.</p><h2>Lody, po których kończy się beztroskie lato</h2><p>Zupełnie inny ton ma horror <strong>„Ice Cream Man”</strong> w reżyserii Eliego Rotha. W spokojnym, skąpanym w słońcu miasteczku pojawia się tajemniczy sprzedawca lodów. Dzieci, które próbują jego produktów, zmieniają się w bezwzględnych prześladowców dorosłych.</p><p>Tylko troje młodych bohaterów pozostaje odpornych na działanie klątwy. Muszą odnaleźć źródło zła i rozwiązać zagadkę melodii dobiegającej z samochodu sprzedawcy, zanim sielankowe przedmieścia zamienią się w krwawy plac zabaw. Film trafi do kin sieci Helios 7 sierpnia; dostępność konkretnych godzin warto sprawdzić bezpośrednio w repertuarze tomaszowskiego kina.</p><h2>Spider-Man w Tomaszowie? Można wygrać nagrody</h2><p>W repertuarze pozostaje również <strong>„Spider-Man: Całkiem nowy dzień”</strong> z Tomem Hollandem. Peter Parker próbuje odciąć się od dawnych relacji i skoncentrować na obowiązkach superbohatera. Jak zwykle w jego przypadku plany szybko rozsypują się niczym pajęcza sieć zerwana podczas burzy.</p><p>Kiedy bliscy Petera znajdują się w niebezpieczeństwie, bohater rusza im z pomocą. Jednocześnie tajemnicze zmiany zachodzące w jego organizmie sprawiają, że coraz trudniej kontroluje własne moce. Tomaszowski Helios prezentuje film zarówno w wersji z dubbingiem, jak i z napisami, a wybrane pokazy odbywają się także w technologii 3D.</p><p>Premierze towarzyszy konkurs <strong>„Każde miasto ma swojego Spider-Mana”</strong>. Uczestnicy mają przygotować zdjęcie lub film trwający maksymalnie 30 sekund, pokazujący Spider-Mana w ich codziennym otoczeniu. Nie trzeba posiadać pełnego kostiumu – liczą się pomysł, humor i kreatywność. Konkurs potrwa do <strong>23 sierpnia 2026 roku</strong>. Organizator przewidział nagrody dla 20 osób, w tym kolekcjonerskie zestawy LEGO Marvel oraz zaproszenia do kina.</p><p>Tomaszowski Spider-Man na placu Kościuszki, przy Niebieskich Źródłach albo nad Pilicą? Pole do popisu jest szerokie.</p><h2>Nolan zabiera widzów w drogę do Itaki</h2><p>Dla wielbicieli monumentalnego kina przygotowano <strong>„Odyseję” Christophera Nolana</strong>. Reżyser „Interstellara” i nagrodzonego siedmioma Oscarami „Oppenheimera” sięgnął tym razem po jeden z fundamentów europejskiej kultury – opowieść Homera o powrocie Odyseusza do domu.</p><p>Król Itaki po zakończeniu wojny trojańskiej wyrusza w podróż, która miała prowadzić prosto do żony i syna. Zamiast spokojnej przeprawy otrzymuje jednak spotkania z bogami, potworami i pokusami. Najtrudniejsza próba czeka go dopiero u kresu drogi.</p><p>Film trwa ponad trzy godziny – tomaszowski Helios podaje czas 202 minut – i jest rekomendowany osobom od 13. roku życia. To kino nawiązujące do świata mitu, ale opowiadające również o tęsknocie, odpowiedzialności i cenie, jaką człowiek płaci za powrót do utraconego domu.</p><h2>Minionki chcą podbić Hollywood</h2><p>Dla młodszych widzów i dorosłych, którzy nadal śmieją się z językowego chaosu żółtych bohaterów, w repertuarze pozostają <strong>„Minionki i straszydła”</strong>.</p><p>Minionki postanawiają nakręcić własny horror i zrobić wielką karierę w Hollywood. Ich filmowy plan – jak większość pomysłów tych bohaterów – szybko wymyka się spod kontroli. Przypadkowo uwolnione potwory ruszają w świat, a niedoszli filmowcy muszą ratować planetę przed katastrofą, którą sami wywołali.</p><h2>Romantyczny weekend przed oficjalną premierą</h2><p>Od piątku, 7 sierpnia, do niedzieli, 9 sierpnia sieć zapowiada również przedpremierowe seanse komedii romantycznej <strong>„Tylko jedna noc”</strong>.</p><p>Owen i Allie należą do nielicznego grona singli, którzy szukają czegoś więcej niż przelotnej znajomości. Między bohaterami szybko pojawia się uczucie, jednak kolejne nieporozumienia i zwroty akcji skutecznie komplikują znajomość. Dostępność pokazów w Tomaszowie należy sprawdzić w aktualizowanym repertuarze kina.</p><h2>„Łowca androidów” znów pod neonowym niebem</h2><p>Szczególną propozycją dla miłośników klasyki będzie powrót <strong>„Łowcy androidów” Ridleya Scotta</strong>. Film zostanie pokazany w ramach cyklu Helios RePlay w sobotę, <strong>8 sierpnia o godz. 15.00</strong>.</p><p>Rick Deckard, grany przez Harrisona Forda, otrzymuje zadanie odnalezienia i wyeliminowania replikantów. Polowanie szybko przestaje być jednak prostym starciem człowieka z maszyną. Film stawia pytania o pamięć, świadomość i granicę człowieczeństwa – pytania dziś być może jeszcze bardziej aktualne niż w chwili premiery dzieła w 1982 roku.</p><p>W obsadzie, obok Forda, znaleźli się Rutger Hauer, Sean Young i Edward James Olmos. Tomaszowski pokaz odbędzie się z napisami, a film przeznaczony jest dla widzów od 13. roku życia.</p><h2>Francuskie gwiazdy w Kinie Konesera</h2><p>Filmowy tydzień zakończy pokaz <strong>„Historii równoległych”</strong> w ramach Kina Konesera. Seans w Tomaszowie Mazowieckim odbędzie się w poniedziałek, <strong>10 sierpnia o godz. 18.00</strong>.</p><p>Sylvie, poszukująca inspiracji do napisania powieści, zaczyna obserwować mieszkających naprzeciwko braci oraz ich tajemniczą przyjaciółkę. Z pozoru niewinne podglądanie odsłania skomplikowany miłosny trójkąt. W filmie występują między innymi Isabelle Huppert, Vincent Cassel i Pierre Niney.</p><h2>Wcześniejszy zakup może oznaczać niższą cenę</h2><p>Bilety można kupować w kasie kina, przez stronę internetową Heliosa oraz w aplikacji mobilnej. Sieć stosuje dynamiczny cennik – w przypadku zwykłych seansów zakup dokonany co najmniej cztery dni wcześniej może być nawet o 11 złotych tańszy niż zakup w dniu projekcji. Do biletów kupowanych przez internet lub aplikację doliczana jest opłata serwisowa w wysokości 1,50 zł.</p><p>Sierpniowy repertuar udowadnia, że droga do kina może prowadzić przez wyspę dinozaurów, mityczną Itakę, hollywoodzkie studio Minionków albo mokre ulice przyszłego Los Angeles. Wystarczy wybrać swoją historię.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56084,spisek-wskazuje-wroga-psycholozki-ostrzegaja-tak-rodzi-sie-nienawisc-miedzy-ludzmi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56084,spisek-wskazuje-wroga-psycholozki-ostrzegaja-tak-rodzi-sie-nienawisc-miedzy-ludzmi</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 08:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-spisek-wskazuje-wroga-psycholozki-ostrzegaja-tak-rodzi-sie-nienawisc-miedzy-ludzmi-1785911327.png</url>
                        <title>Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56084,spisek-wskazuje-wroga-psycholozki-ostrzegaja-tak-rodzi-sie-nienawisc-miedzy-ludzmi</link>
                    </image><description>Zaczyna się niewinnie. Od filmu przesłanego przez znajomego, anonimowego wpisu na Facebooku albo pytania: „dlaczego media o tym milczą?”. Po kilku kolejnych kliknięciach świat przestaje być skomplikowany. Wszystko zaczyna łączyć się w jedną historię, pojawiają się tajne grupy, ukryte interesy i wskazany palcem wróg. Psycholożki z Instytutu Psychologii PAN ostrzegają, że szerzenie teorii spiskowych jest jednym z najskuteczniejszych sposobów budowania wrogości i nienawiści między grupami społecznymi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dr hab. Marta Marchlewska, prof. Instytutu Psychologii PAN, oraz dr Dominika Adamczyk opisują mechanizm wiary w teorie spiskowe w publikacji „Choosing (Pseudo)Authorities in a Non-Local World: Conspiracy Beliefs as a Response to Epistemic Dependence”, wydanej na łamach czasopisma „Psychological Inquiry”. Badaczki zwracają uwagę, że współczesny człowiek jest zależny od wiedzy ekspertów, ponieważ nie jest w stanie samodzielnie sprawdzić działania szczepionki, elektrowni atomowej, systemu bankowego czy modeli klimatycznych.</p><p>W tej luce pomiędzy tym, co chcielibyśmy wiedzieć, a tym, co jesteśmy w stanie osobiście zweryfikować, pojawiają się pseudoautorytety. Nie mówią: „nie wiemy jeszcze wszystkiego”. Nie pokazują ograniczeń badań. Zamiast tego oferują historię prostą jak scenariusz filmu sensacyjnego — jest tajna organizacja, jest ukryty plan, są sprawcy i są ofiary.</p><h2>Spisek porządkuje chaos</h2><p>Teoria spiskowa daje coś, czego nauka często dać nie może: <strong>natychmiastową pewność</strong>.</p><p>Losowe wydarzenie przestaje być przypadkiem. Kryzys gospodarczy, epidemia, wojna, zmiana społeczna czy osobiste niepowodzenie zaczynają wyglądać jak elementy wcześniej przygotowanego planu. Trudno zaakceptować, że światem czasem rządzą chaos, błędy, niekompetencja i zbieg okoliczności. Znacznie łatwiej uwierzyć, że „ktoś za tym stoi”.</p><p>Tak działa opisywana przez psychologów <strong>potrzeba domknięcia poznawczego</strong>. Niektóre osoby szczególnie źle tolerują niepewność i wieloznaczność. Wolą wyjaśnienie błędne, ale kompletne, niż uczciwą odpowiedź: „tego jeszcze nie wiemy”.</p><p>Następnie pojawia się mechanizm określany jako „seizing and freezing” — pochwycenie pierwszego przekonującego wyjaśnienia i jego zamrożenie. Człowiek nie tylko przyjmuje określoną wersję wydarzeń, lecz zaczyna jej bronić. Każdy fakt przeczący teorii może zostać uznany za dowód, że spisek jest jeszcze większy.</p><p>Brak dowodów staje się dowodem na skuteczne ukrywanie dowodów. Sprostowanie uznawane jest za część operacji dezinformacyjnej. Ekspert, który zaprzecza, zostaje ogłoszony uczestnikiem układu. Powstaje system szczelny jak pokój bez okien.</p><h2>Pseudoekspert mówi pewnie. Naukowiec ma wątpliwości</h2><p>Nauka rzadko przemawia językiem absolutnej pewności. Badacze mówią o prawdopodobieństwie, ograniczeniach metodologicznych, marginesie błędu i potrzebie dalszych badań. Dla odbiorcy oczekującego jednoznacznej odpowiedzi może to brzmieć jak słabość.</p><p>Pseudoekspert takich oporów nie ma. Mówi głośno, stanowczo i emocjonalnie. Pokazuje pojedynczy wykres bez źródła, fragment dokumentu bez kontekstu albo nagranie, którego pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Opowieść jest jednak atrakcyjna, ponieważ wszystko do siebie pasuje.</p><p>To trochę jak w „Wahadle Foucaulta” Umberta Eco. Zmyślony plan zaczyna żyć własnym życiem, a ludzie, którzy chcieli jedynie połączyć przypadkowe znaki, sami zostają uwięzieni w stworzonej przez siebie narracji.</p><p>Psycholożki z PAN podkreślają, że podatności na myślenie spiskowe nie należy utożsamiać z brakiem inteligencji. Wiara w spiski często wyrasta z autentycznego lęku, stresu, poczucia utraty kontroli albo społecznego upokorzenia. Człowiek szuka odpowiedzi, a ktoś podsuwa mu gotową mapę świata.</p><p>Problem polega na tym, że na tej mapie niemal zawsze zaznaczony jest wróg.</p><h2>Najpierw pojawia się lęk. Potem kozioł ofiarny</h2><p>Teorie spiskowe szczególnie łatwo przyklejają się do grup, które można przedstawić jako obce, tajemnicze albo uprzywilejowane. Mogą to być migranci, uchodźcy, mniejszości narodowe i religijne, naukowcy, lekarze, przedsiębiorcy, urzędnicy czy bliżej nieokreślone „elity”.</p><p>Badaczki przywołują między innymi teorię tak zwanej Wielkiej Wymiany. Według tej narracji rdzenni mieszkańcy Europy mają być celowo zastępowani przez migrantów oraz osoby należące do innych kultur i religii. Komisja Europejska opisuje ją jako białonacjonalistyczną teorię spiskową, powiązaną z kilkoma zamachami ekstremistycznymi.</p><p>NASK zwraca uwagę, że dezinformacja dotycząca migracji często wykorzystuje pojedyncze zdarzenia, stare nagrania lub materiały pozbawione kontekstu. Na ich podstawie buduje się negatywny obraz całej, niezwykle zróżnicowanej grupy. Jednostkowy czyn zaczyna funkcjonować jako rzekomy dowód na naturę milionów ludzi.</p><p>To mechanizm stary jak propaganda. Na początku XX wieku sfabrykowane „Protokoły mędrców Syjonu” przedstawiano jako dowód istnienia światowego spisku żydowskiego. Fałszerstwo wielokrotnie demaskowano, ale nadal było wykorzystywane do szerzenia antysemityzmu. Amerykańskie Muzeum Pamięci Holokaustu wskazuje, że naziści posługiwali się tą publikacją mimo świadomości, że nie była oparta na faktach.</p><p>Historia pokazuje zatem, że teoria spiskowa nie jest wyłącznie dziwaczną opowieścią krążącą po marginesach internetu. Może stać się narzędziem odbierania ludziom godności, usprawiedliwiania dyskryminacji, a w skrajnych przypadkach — przemocy.</p><h2>Tomaszów nie jest cyfrową wyspą</h2><p>Mechanizmy opisane przez badaczki działają również w lokalnych społecznościach. W mieście takim jak Tomaszów Mazowiecki informacja często rozchodzi się szybciej niż oficjalne wyjaśnienie. Wystarczy alarmujący wpis w grupie mieszkańców, niewyraźne zdjęcie, zrzut ekranu bez daty lub anonimowa wiadomość zaczynająca się od słów: „znajomy pracujący w urzędzie powiedział…”.</p><p>Tematem może być jakość wody, inwestycja samorządowa, obecność cudzoziemców, szczepienia, szkoła, zakład przemysłowy albo rzekome zagrożenie nad Zalewem Sulejowskim. Zanim odpowiednia instytucja zdąży sprawdzić informację, komentarze potrafią już wskazać winnych, zażądać dymisji, a niekiedy także odwetu.</p><p>W lokalnej społeczności skutki są wyjątkowo dotkliwe. Osoba pomówiona w internecie nie pozostaje anonimową postacią z drugiego końca Polski. Może być sąsiadem, nauczycielką dziecka, lekarzem, przedsiębiorcą albo pracownikiem urzędu spotykanym następnego dnia na ulicy.</p><p>Na stronie Urzędu Miasta w Tomaszowie Mazowieckim dostępna jest sekcja poświęcona bezpieczeństwu informacji w internecie, zawierająca materiały dla mieszkańców, uczniów i nauczycieli. Sam fakt przygotowania takich poradników pokazuje, że odporność cyfrowa nie jest abstrakcyjnym problemem wielkich metropolii, lecz elementem codziennego bezpieczeństwa lokalnej społeczności.</p><h2>Algorytm nie pyta, czy informacja jest prawdziwa</h2><p>Platformy społecznościowe premiują treści, które wywołują reakcję. Gniew, strach i oburzenie zatrzymują użytkownika przed ekranem skuteczniej niż spokojne sprostowanie. Algorytm nie musi „wierzyć” w teorię spiskową. Wystarczy, że widzi, iż ludzie ją komentują, udostępniają i oglądają.</p><p>Według raportu NASK w 2025 roku zgłoszono platformom społecznościowym <strong>46 511 materiałów zawierających dezinformację</strong>. Usunięto jedynie 12 procent z nich, 68 procent poddano różnym formom moderacji, a wobec 20 procent platformy nie podjęły żadnego działania. Oznaczało to pozostawienie w sieci ponad 9,3 tys. zgłoszonych materiałów dezinformacyjnych.</p><p>Fałszywa informacja nie musi więc długo czekać na odbiorców. Czasem wystarczy kilka godzin, aby dotarła do tysięcy osób. Sprostowanie rusza później, niesie mniej emocji i zazwyczaj nie ma już takiego zasięgu.</p><p>Kłamstwo zakłada buty sprinterskie. Prawda dopiero szuka okularów.</p><h2>Teoria spiskowa a odpowiedzialność prawna</h2><p><strong>Samo wyrażanie błędnego, absurdalnego lub nieudokumentowanego poglądu nie jest automatycznie przestępstwem.</strong> Wolność słowa chroni również wypowiedzi kontrowersyjne, przesadne i nierozsądne. Granica zostaje jednak przekroczona, gdy narracja zamienia się w nawoływanie do nienawiści, groźby, uporczywe nękanie, znieważanie lub pomawianie konkretnych osób.</p><p>Artykuł 256 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność między innymi za publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności do trzech lat.</p><p>Artykuł 257 dotyczy publicznego znieważania grupy ludności lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej albo wyznaniowej. Również w tym przypadku górna granica kary wynosi trzy lata pozbawienia wolności.</p><p>W przypadku ataków na konkretne osoby znaczenie mogą mieć również przepisy dotyczące pomówienia i zniewagi, czyli artykuły 212 i 216 Kodeksu karnego. Groźby i długotrwałe internetowe prześladowanie mogą natomiast prowadzić do odpowiedzialności na podstawie artykułów 190 i 190a.</p><p>Udostępnienie cudzej publikacji także nie zawsze uwalnia od odpowiedzialności. Dopisek „to nie moje, tylko podaję dalej” nie jest prawną peleryną niewidką.</p><h2>Jak rozmawiać z osobą wierzącą w spisek?</h2><p>Wyśmiewanie zwykle nie działa. Człowiek poniżony przy innych jeszcze mocniej przywiązuje się do swojej grupy i przekonań. Zamiast atakować, warto zapytać o źródło informacji, autora materiału, datę publikacji i możliwość niezależnego potwierdzenia przedstawionych danych.</p><p>Nie należy też zasypywać rozmówcy dziesiątkami linków. Skuteczniejsze może być spokojne pokazanie jednego błędu w rozumowaniu: starego zdjęcia przedstawionego jako aktualne, wyrwanego z kontekstu cytatu, nieistniejącego eksperta albo statystyki, w której pomylono korelację z przyczynowością.</p><p>Ważne jest również oddzielenie emocji od twierdzenia. Można uznać czyjś lęk przed utratą pracy, wojną, chorobą lub gwałtowną zmianą społeczną, nie przyjmując jednocześnie fałszywego wyjaśnienia przyczyn tego lęku.</p><p>UNESCO wskazuje, że edukacja medialna powinna nie tylko prostować już rozpowszechnione fałszywe informacje, ale także uprzedzać ludzi o typowych metodach manipulacji. Takie „szczepienie informacyjne” pomaga rozpoznawać spiskową narrację, zanim odbiorca zacznie traktować ją jako prawdę.</p><p>Przed udostępnieniem sensacyjnej informacji warto zadać sobie pięć pytań: kto jest jej autorem, na jakich dowodach się opiera, czy potwierdzają ją niezależne źródła, jakie emocje próbuje we mnie wywołać i komu służy moje natychmiastowe oburzenie.</p><h2>Sceptycyzm nie jest teorią spiskową</h2><p>Nie każda krytyka władz, naukowców, mediów czy wielkich firm jest myśleniem spiskowym. Instytucje popełniają błędy. Politycy kłamią. Przedsiębiorstwa ukrywają niewygodne informacje. W historii rzeczywiście dochodziło do tajnych porozumień i działań prowadzonych poza kontrolą społeczną.</p><p>Różnica polega na sposobie dochodzenia do wniosków.</p><p>Zdrowy sceptycyzm szuka dokumentów, świadków, danych i możliwości weryfikacji. Jest gotowy zmienić ocenę pod wpływem nowych dowodów. Myślenie spiskowe zaczyna od gotowej odpowiedzi, a następnie dopasowuje do niej wszystkie fakty.</p><p>Sceptyk pyta: „skąd to wiemy?”. Zwolennik spisku odpowiada: „skoro zaprzeczają, to znaczy, że coś ukrywają”.</p><h2>Nienawiść potrzebuje opowieści</h2><p>Nienawiść międzygrupowa rzadko pojawia się bez przygotowania. Najpierw trzeba stworzyć historię, w której jedna grupa jest niewinna, druga zaś działa potajemnie, podstępnie i przeciwko „zwykłym ludziom”. Potem wystarczy powtarzać tę opowieść tak długo, aż sąsiad przestanie być sąsiadem, a stanie się przedstawicielem wrogiego obozu.</p><p>Teorie spiskowe oferują poczucie przynależności, wyjątkowości i dostępu do rzekomo zakazanej wiedzy. Cena jest jednak wysoka: narastająca podejrzliwość, lęk, utrata zaufania i rozpad wspólnoty.</p><p>W lokalnym mieście wspólnota nie jest pojęciem z podręcznika socjologii. To ludzie stojący razem w kolejce, spotykający się w szkole, przychodni, sklepie i na miejskim wydarzeniu. Kiedy każda różnica zdań zaczyna być przedstawiana jako dowód zdrady, a każdy przeciwnik jako uczestnik tajnego układu, rozmowa staje się niemożliwa.</p><p>A bez rozmowy pozostaje już tylko krzyk.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56082,5-sierpnia-dzien-traugutta-rzezi-woli-i-pytan-o-polske-historia-wciaz-domaga-sie-odpowiedzi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56082,5-sierpnia-dzien-traugutta-rzezi-woli-i-pytan-o-polske-historia-wciaz-domaga-sie-odpowiedzi</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 07:06:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-5-sierpnia-dzien-traugutta-rzezi-woli-i-pytan-o-polske-historia-wciaz-domaga-sie-odpowiedzi-1785907127.png</url>
                        <title>5 sierpnia. Dzień Traugutta, rzezi Woli i pytań o Polskę. Historia wciąż domaga się odpowiedzi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56082,5-sierpnia-dzien-traugutta-rzezi-woli-i-pytan-o-polske-historia-wciaz-domaga-sie-odpowiedzi</link>
                    </image><description>Są daty lekkie jak wakacyjna piosenka płynąca z samochodowego radia. Są również takie, które przypominają ciężki dzwon — jego głos biegnie przez stulecia, odbija się od murów Cytadeli, płonących domów Woli i sal parlamentu. 5 sierpnia należy do tej drugiej kategorii. To dzień zdradzonych nadziei Rzeczypospolitej, ofiary Romualda Traugutta, zbrodni dokonanej na mieszkańcach Warszawy, ale również niezwykłego zwycięstwa żołnierzy batalionu „Zośka”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>środa, 5 sierpnia</strong>, 217. dzień 2026 roku. Do jego końca pozostaje 148 dni. Słońce wschodzi około godziny 5.00, a zachodzi po godz. 20.20. Imieniny obchodzą: Abel, Kasjan, Kasjana, Maria, Parys, Wenancjusz, Wenanty, Wenancja i Wirginia.</p><h2>Aleksander Jagiellończyk – król pozostający w cieniu wielkiej dynastii</h2><p><strong>565 lat temu, 5 sierpnia 1461 roku, w Krakowie urodził się Aleksander Jagiellończyk</strong>, syn Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Od 1492 roku był wielkim księciem litewskim, a od 1501 roku królem Polski.</p><p>Nie zapisał się w powszechnej świadomości tak wyraźnie jak Władysław Jagiełło, Kazimierz Jagiellończyk czy Zygmunt Stary. Jego panowanie przypadło jednak na czas narastającego zagrożenia ze strony Moskwy i wzrostu znaczenia szlachty. To za jego rządów uchwalono konstytucję <strong>„Nihil novi”</strong>, zgodnie z którą król nie mógł stanowić nowych praw bez zgody Sejmu i Senatu. Był to jeden z kamieni milowych ustroju dawnej Rzeczypospolitej — państwa, które coraz wyraźniej stawało się monarchią parlamentarną.</p><h2>Zygmunt III Waza rusza po szwedzką koronę</h2><p><strong>W 1598 roku Zygmunt III Waza wypłynął z Helu do Szwecji</strong>, aby odzyskać kontrolę nad krajem i stłumić bunt księcia Karola Sudermańskiego. Polski monarcha był jednocześnie dziedzicznym królem Szwecji, jednak jego katolicyzm i polityka dynastyczna budziły tam coraz większy sprzeciw.</p><p>Wyprawa zakończyła się klęską pod Linköping. Zygmunt stracił szwedzką koronę, ale nie zrezygnował z pretensji do niej, wciągając Rzeczpospolitą w trwający dziesięciolecia konflikt. Historia po raz kolejny pokazała, że prywatne ambicje dynastii potrafią wystawić państwu rachunek, który płacą całe pokolenia.</p><h2>Pierwszy rozbiór – początek końca dawnej Rzeczypospolitej</h2><p><strong>5 sierpnia 1772 roku Rosja, Prusy i Austria podpisały w Petersburgu traktaty rozbiorowe.</strong> Trzy sąsiednie mocarstwa odebrały Rzeczypospolitej około jednej trzeciej terytorium i ponad jedną trzecią ludności.</p><p>Nie był to nagły cios zadany państwu znajdującemu się u szczytu siły. Rozbiór poprzedziły lata rosyjskich ingerencji, walk wewnętrznych, konfederacji barskiej i ustrojowego paraliżu. Sąsiedzi nie „ratowali porządku”, jak przedstawiała to ich propaganda. Wykorzystali słabość państwa i zalegalizowali grabież przy użyciu dyplomatycznych pieczęci.</p><p>Pierwszy rozbiór jest jedną z tych historycznych lekcji, które nie powinny być zamykane w szkolnej gablocie. Suwerenność traci się nie tylko na polu bitwy. Można ją również roztrwonić przez brak reform, polityczną krótkowzroczność i przekonanie elit, że państwo jakoś przetrwa kolejną burzę.</p><h2>Traugutt i czterej współpracownicy straceni na stokach Cytadeli</h2><p><strong>162 lata temu rosyjskie władze zaborcze dokonały egzekucji Romualda Traugutta</strong>, ostatniego dyktatora Powstania Styczniowego. Razem z nim na stokach warszawskiej Cytadeli straceni zostali <strong>Rafał Krajewski, Józef Toczyski, Roman Żuliński i Jan Jeziorański</strong>.</p><p>Traugutt, były oficer armii rosyjskiej, długo nie wierzył w powodzenie zbrojnego powstania. Kiedy jednak podjął się jego prowadzenia, uczynił to z niemal ascetycznym poczuciem obowiązku. Próbował przekształcić rozproszone oddziały partyzanckie w regularną armię, zabiegał o wsparcie zagraniczne i konsekwentne przeprowadzenie uwłaszczenia chłopów.</p><p>Egzekucję obserwował wielotysięczny tłum. Zaborca chciał publicznie zamknąć historię powstania. Osiągnął skutek odwrotny — Traugutt stał się symbolem służby, która nie jest drogą do zaszczytów, lecz zgodą na poniesienie odpowiedzialności do końca.</p><h3>Tomaszowskie ślady Powstania Styczniowego</h3><p>Ta historia biegnie również przez <strong>Tomaszów Mazowiecki i ziemię tomaszowską</strong>. W maju 1863 roku z miasta wymaszerował liczący około 66 osób oddział złożony głównie z rzemieślników i robotników. Dowodził nim miejscowy aptekarz <strong>Aleksander Lange</strong>. Tomaszowianie dotarli do Białobrzegów, gdzie w kościele św. Marcina złożyli powstańczą przysięgę przed księdzem Ludwikiem Żmudowskim.</p><p>Nie byli ludźmi z pomników. Mieli warsztaty, rodziny, codzienne obowiązki i świadomość przewagi rosyjskiego imperium. Mimo to wyszli z miasta, by walczyć. Dzięki takim historiom Powstanie Styczniowe przestaje być odległą planszą z podręcznika, a staje się częścią pamięci naszych ulic i rodzin.</p><h2>Ludwik Hirszfeld – człowiek, który pomagał odczytać tajemnice krwi</h2><p><strong>W 1884 roku urodził się Ludwik Hirszfeld</strong>, wybitny lekarz, mikrobiolog, immunolog i serolog. Prowadził badania nad dziedziczeniem grup krwi, chorobami zakaźnymi i odpornością organizmu. W czasie okupacji niemieckiej znalazł się w warszawskim getcie, gdzie organizował pomoc medyczną, wykłady i walkę z epidemiami.</p><p>Po wojnie współtworzył polskie instytucje naukowe we Wrocławiu. W jego biografii nauka nie była chłodnym laboratorium odciętym od świata. Była formą służby człowiekowi — także wtedy, gdy za oknem triumfowało barbarzyństwo.</p><h2>Ludzie polskiego kina: Buczkowski i Majewski</h2><p><strong>W 1900 roku urodził się Leonard Buczkowski</strong>, twórca filmów, które pomagały Polakom odzyskać po wojnie poczucie wspólnoty. Jego „Zakazane piosenki” były pierwszym pełnometrażowym filmem fabularnym zrealizowanym w Polsce po II wojnie światowej. Z kolei „Przygoda na Mariensztacie” zapisała się jako pierwszy polski pełnometrażowy film barwny.</p><p><strong>W 1931 roku we Lwowie urodził się Janusz Majewski</strong>, autor „Zaklętych rewirów”, „Lekcji martwego języka”, serialu „Królowa Bona” oraz kultowych „C.K. Dezerterów”. Majewski potrafił mówić o historii bez nadęcia: z ironią, melancholią i czułością dla ludzi uwięzionych w absurdalnych mechanizmach wielkiej polityki. Zmarł w 2024 roku.</p><h2>Warszawa zamienia jednego okupanta na drugiego</h2><p><strong>5 sierpnia 1915 roku do opuszczonej przez wojska rosyjskie Warszawy wkroczyła armia Cesarstwa Niemieckiego.</strong> Kończyło się ponad stuletnie rosyjskie panowanie nad miastem, ale nie rozpoczynała się jeszcze niepodległość. Warszawa znalazła się pod kolejną okupacją.</p><p>Wycofujący się Rosjanie wysadzili przeprawy przez Wisłę, w tym część mostu Poniatowskiego. Dla mieszkańców był to czas niepewności, niedoborów i przymusowych rekwizycji, ale także stopniowego odradzania polskiego życia publicznego i szkolnictwa. Stara władza znikała, nowa obejmowała ulice, a niepodległość pozostawała jeszcze obietnicą.</p><h2>Polska armia u boku Wielkiej Brytanii</h2><p><strong>W 1940 roku premierzy Władysław Sikorski i Winston Churchill podpisali polsko-brytyjską umowę wojskową.</strong> Regulowała ona status Polskich Sił Zbrojnych formowanych na terenie Wielkiej Brytanii. Polskie oddziały pozostawały częścią sił zbrojnych Rzeczypospolitej, choć operacyjnie podlegały brytyjskiemu dowództwu.</p><p>Umowa została podpisana w chwili, gdy po klęsce Francji Wielka Brytania pozostawała niemal sama wobec III Rzeszy. Wkrótce polscy lotnicy mieli odegrać jedną z najważniejszych ról w bitwie o Anglię.</p><h2>5 sierpnia 1944 roku. Piekło Woli i cud Gęsiówki</h2><p>Piąty dzień <strong>Powstania Warszawskiego</strong> przyniósł dwa obrazy, które trudno pomieścić w jednej opowieści o człowieku.</p><p>Na Woli oddziały niemieckie pod dowództwem generała Heinza Reinefartha rozpoczęły masowe mordowanie ludności cywilnej. Zabijano pacjentów szpitali, lekarzy, dzieci, osoby starsze i całe rodziny wypędzane z domów. W ciągu kolejnych dni zamordowano dziesiątki tysięcy ludzi. Nie była to uboczna konsekwencja walk, lecz zaplanowana akcja terroru i eksterminacji mieszkańców stolicy.</p><p>Tego samego dnia żołnierze batalionu <strong>„Zośka” zdobyli niemiecki obóz KL Warschau na Gęsiówce</strong>. W ataku wykorzystano zdobyczny czołg Panther nazwany „Magda”. Uwolniono 348 więźniów — 324 mężczyzn i 24 kobiety, przede wszystkim Żydów pochodzących z wielu państw Europy. Część oswobodzonych niemal natychmiast przyłączyła się do powstańców.</p><p>W samym środku miasta zamienianego w cmentarz dokonano rzeczy wydającej się niemożliwą: wyrwano ludzi z miejsca zagłady. Była to jedna z najbardziej spektakularnych i moralnie doniosłych operacji Powstania Warszawskiego.</p><p>Także <strong>tomaszowianie uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim</strong>. Ich losy, oddziały i wojenne biografie dokumentuje Muzeum im. Antoniego hr. Ostrowskiego w Tomaszowie Mazowieckim. Lokalna pamięć o powstaniu nie ogranicza się więc do syren uruchamianych 1 sierpnia. Ma nazwiska, rodzinne fotografie i groby.</p><h2>Andrzej Lepper – trybun gniewnej Polski</h2><p><strong>15 lat temu, 5 sierpnia 2011 roku, zmarł Andrzej Lepper</strong>, założyciel i przewodniczący Samoobrony, były wicepremier, minister rolnictwa oraz wicemarszałek Sejmu. Śledczy przyjęli, że popełnił samobójstwo.</p><p>Lepper wszedł do wielkiej polityki z blokad dróg i rolniczych protestów. Mówił językiem gniewu ludzi, którzy po transformacji ustrojowej czuli się pominięci albo oszukani. Jedni widzieli w nim populistę przekraczającego granice debaty publicznej, inni — reprezentanta prowincji, której elity III Rzeczypospolitej długo nie chciały słuchać.</p><p>Bez względu na ocenę jego działalności, nie sposób pisać historii polskiej polityki przełomu XX i XXI wieku bez Samoobrony oraz społecznego buntu, który wyniósł jej lidera na stanowisko wicepremiera.</p><h2>Rio 2016. Jedenaście polskich medali</h2><p><strong>Dziesięć lat temu rozpoczęły się igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro.</strong> Polska reprezentacja zdobyła 11 medali: dwa złote, trzy srebrne i sześć brązowych.</p><p>Na najwyższym stopniu podium stanęli młociarka <strong>Anita Włodarczyk</strong> oraz wioślarska dwójka podwójna <strong>Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj</strong>. Były to pierwsze igrzyska olimpijskie zorganizowane w Ameryce Południowej.</p><p>Dziś w kraju: Senat zdecyduje o referendum i prezesie IPN</p><p>W środę rozpoczyna się <strong>trzydniowe, 64. posiedzenie Senatu</strong>. Izba ma rozpatrzyć 15 ustaw, projekt uchwały okolicznościowej oraz dwie sprawy o dużym ciężarze politycznym: zgodę na zarządzenie referendum dotyczącego polityki klimatycznej Unii Europejskiej i zgodę na powołanie prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.</p><p>Prezydent <strong>Karol Nawrocki</strong> zwrócił się do Senatu o zgodę na referendum z pytaniem: <strong>„Czy jest Pani/Pan za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?”</strong>. W projekcie postanowienia wskazano termin głosowania na <strong>27 września 2026 roku</strong>.</p><p>Warto podkreślić prawną różnicę: senatorowie nie decydują dzisiaj bezpośrednio o poparciu lub odrzuceniu unijnej polityki klimatycznej. Rozstrzygają, czy prezydent będzie mógł zarządzić referendum. Zgodnie z <strong>art. 125 ust. 2 Konstytucji RP</strong> zgoda Senatu musi zostać wyrażona bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów. Wynik ewentualnego referendum będzie wiążący, gdy weźmie w nim udział więcej niż połowa uprawnionych.</p><h2>Mateusz Szpytma kandydatem na prezesa IPN</h2><p>Senat ma również zdecydować o wyrażeniu zgody na powołanie <strong>dr. Mateusza Szpytmy</strong> na prezesa IPN. Sejm poparł jego kandydaturę 17 lipca stosunkiem głosów 226 do 194, przy czterech głosach wstrzymujących się. Szpytma jest historykiem, dotychczasowym zastępcą prezesa Instytutu i byłym dyrektorem Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. Rodziny Ulmów w Markowej.</p><p>Do skutecznego objęcia stanowiska potrzebna jest jednak zgoda Senatu. Premier Donald Tusk zapowiedział, że senatorowie Koalicji Obywatelskiej kandydatury nie poprą. Oznacza to, że głosowanie będzie nie tylko decyzją personalną, ale także kolejną odsłoną sporu o kierunek działania IPN i sposób prowadzenia państwowej polityki historycznej.</p><p>Wśród rozpatrywanych ustaw znalazły się również przepisy dotyczące nadzoru sądowego nad kontrolą operacyjną służb, pilotażu państwowego eDziennika w roku szkolnym 2026/2027, zrównoważonego lotnictwa oraz zmian w kontroli jakości żywności, w tym wprowadzenia prawnej definicji <strong>„oszustwa żywnościowego”</strong>.</p><h2>Pielgrzymi wyruszają na Jasną Górę</h2><p>Ze stolicy wychodzą dzisiaj duże piesze pielgrzymki zmierzające na Jasną Górę. <strong>Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna</strong> rozpocznie drogę po mszy w kościele akademickim św. Anny. Tegoroczne hasło brzmi <strong>„Moc w słabości”</strong>.</p><p>Z katedry polowej Wojska Polskiego wyruszy Pielgrzymka Wojskowa, a z warszawskiej Pragi — pielgrzymka diecezjalna oraz Ogólnopolska Piesza Pielgrzymka Strażaków i ich Rodzin. Pątnicy pójdą pod hasłem <strong>„Pan mój i Bóg mój”</strong>.</p><p>W drogę wyruszy także 35. Pielgrzymka Osób Niepełnosprawnych i Rodzin. Jej hasło — <strong>„Jesteśmy”</strong> — jest krótkie, ale mówi więcej niż niejedno rozbudowane kazanie: o obecności ludzi, których społeczeństwo zbyt często nie dostrzega, dopóki nie trzeba pokonać razem kilkuset kilometrów.</p><p>Na świecie: Tajwan ćwiczy obronę, papież wraca na audiencję</p><p>Na Tajwanie rozpoczynają się manewry <strong>Han Kuang 42</strong>, które potrwają do 14 sierpnia. To największe doroczne ćwiczenia obronne wyspy. Scenariusze obejmują mobilizację rezerwistów, ochronę infrastruktury krytycznej, obronę wybrzeża, walki w miastach, zabezpieczenie logistyki i przejście państwa z funkcjonowania pokojowego do wojennego.</p><p>Tajwańska armia przygotowuje się do wariantu, w którym chińskie ćwiczenia wojskowe stają się osłoną dla rzeczywistego ataku. W regionie, gdzie każde poderwanie samolotu i każdy ruch okrętu może zostać odczytany jako sygnał polityczny, manewry są nie tylko szkoleniem żołnierzy, ale także komunikatem wysyłanym Pekinowi i sojusznikom Tajwanu.</p><p>W Watykanie papież <strong>Leon XIV</strong> ma poprowadzić pierwszą po lipcowej przerwie audiencję generalną. Spotkanie zaplanowano na godz. 10.00 w Bazylice św. Piotra.</p><h2>Muzyczny 5 sierpnia – od Johnny’ego Casha do Beastie Boys</h2><p>Muzyczne kalendarium tego dnia rozciąga się od eleganckiego kina Alfreda Hitchcocka po punkowo-hiphopowy Nowy Jork.</p><p>W 1956 roku przebojem była piosenka Doris Day <strong>„Whatever Will Be, Will Be (Que Sera, Sera)”</strong>, wykonywana w filmie Hitchcocka „Człowiek, który wiedział za dużo”. Wbrew powtarzanej niekiedy informacji nie była jednak 5 sierpnia na pierwszym miejscu brytyjskiej listy. Na szczyt weszła dopiero w zestawieniu z 16 sierpnia.</p><p><strong>W 1963 roku urodziła się Anna Jurksztowicz</strong>, piosenkarka znana z „Diamentowego kolczyka” oraz utworów wykonywanych w filmach i serialach, między innymi „Kingsajz” i „Na dobre i na złe”.</p><p><strong>W 1964 roku urodził się Adam Yauch</strong>, znany jako MCA — wokalista, basista, reżyser i współtwórca Beastie Boys. Grupa zaczynała jako formacja hardcore punkowa, by później stać się jednym z zespołów, które otworzyły hip-hopowi drogę do światowego mainstreamu. Yauch reżyserował teledyski pod pseudonimem Nathaniel Hornblower i angażował się w działania na rzecz Tybetu. Zmarł w 2012 roku.</p><p><strong>W 1968 roku zmarł Luther Perkins</strong>, gitarzysta współtworzący charakterystyczne brzmienie Johnny’ego Casha. Dwa dni wcześniej został ciężko poparzony w pożarze domu, który miał rozpocząć się po zaśnięciu z zapalonym papierosem.</p><p>W sierpniu 1975 roku zaczęła się historia <strong>The Runaways</strong>, żeńskiej formacji hardrockowej, w której występowały między innymi Joan Jett, Cherie Currie i Lita Ford. Zespół nie działał długo, ale otworzył drzwi kolejnym pokoleniom kobiet grających głośnego, bezkompromisowego rocka.</p><p><strong>5 sierpnia 1978 roku „Miss You” zespołu The Rolling Stones znalazło się na pierwszym miejscu amerykańskiego zestawienia Billboard Hot 100.</strong> Utwór, mocno zanurzony w rytmie disco, był ósmym i ostatnim amerykańskim numerem jeden Stonesów w ich pierwotnej historii wydawniczej.</p><p><strong>W 1989 roku „Swing the Mood” projektu Jive Bunny and the Mastermixers objęło prowadzenie na brytyjskiej liście przebojów.</strong> Muzyczny kolaż dawnych rockandrollowych hitów pozostał na szczycie przez pięć tygodni.</p><p><strong>W 1992 roku zmarł Jeff Porcaro</strong>, wybitny perkusista grupy Toto i ceniony muzyk sesyjny. Nagrywał między innymi z Michaelem Jacksonem, Paulem McCartneyem, Paulem Simonem i Steely Dan. Początkowo podejrzewano reakcję alergiczną na pestycyd używany w ogrodzie. Późniejszy komunikat koronera wskazywał jednak na chorobę tętnic związaną z długotrwałym używaniem kokainy; w organizmie muzyka nie wykryto pestycydu.</p><p><strong>W 1995 roku Take That zdobyło pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii singlem „Never Forget”.</strong> Piosenka przez trzy tygodnie otwierała oficjalne zestawienie. Był to moment szczególny — kilka tygodni wcześniej z zespołu odszedł Robbie Williams, a grupa próbowała udowodnić, że może istnieć bez swojej najbardziej nieprzewidywalnej gwiazdy.</p><p>Historia 5 sierpnia nie poddaje się pogodnemu „que sera, sera”. To nie los samodzielnie pisze kolejne rozdziały. Piszą je decyzje władców, głosowania parlamentarzystów, odwaga ludzi wychodzących z Tomaszowa do powstania, zbrodnicze rozkazy wydawane na Woli i determinacja tych, którzy sforsowali mury Gęsiówki.</p><p>A później przychodzi pamięć. I to ona rozstrzyga, czy wydarzenia pozostaną żywą przestrogą, czy zmienią się jedynie w kolejną kartkę odrywaną z kalendarza.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bielizna, która pomaga odzyskać pewność siebie. Dzień Bielizny z myślą o Amazonkach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56074,bielizna-ktora-pomaga-odzyskac-pewnosc-siebie-dzien-bielizny-z-mysla-o-amazonkach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56074,bielizna-ktora-pomaga-odzyskac-pewnosc-siebie-dzien-bielizny-z-mysla-o-amazonkach</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 07:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bielizna-ktora-pomaga-odzyskac-pewnosc-siebie-dzien-bielizny-z-mysla-o-amazonkach-1785871343.png</url>
                        <title>Bielizna, która pomaga odzyskać pewność siebie. Dzień Bielizny z myślą o Amazonkach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56074,bielizna-ktora-pomaga-odzyskac-pewnosc-siebie-dzien-bielizny-z-mysla-o-amazonkach</link>
                    </image><description>5 sierpnia obchodzony jest Dzień Bielizny. Dla jednych będzie to jedynie kolejne lekkie i nieformalne święto, dla innych – dobra okazja do zakupu nowego kompletu. Warto jednak spojrzeć głębiej. Dla kobiet po mastektomii odpowiednio dobrany biustonosz lub kostium kąpielowy nie jest zwykłym elementem garderoby. Może oznaczać komfort, bezpieczeństwo, swobodę ruchu i powrót do codzienności. Specjalistyczna bielizna dla Amazonek dostępna jest również w Tomaszowie Mazowieckim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzień Bielizny przypada każdego roku 5 sierpnia. Został zapoczątkowany w 2003 roku jako inicjatywa promująca akceptację własnego ciała i świadomy dobór tego, co nosimy najbliżej skóry.</p><p>W przypadku <strong>kobiet po operacjach piersi</strong> temat nabiera jednak zupełnie innego znaczenia. Tu nie chodzi o chwilową modę, koronkę dostrzeżoną na wystawie ani pogoń za wyretuszowanym ideałem. Chodzi o ciało, które przeszło przez chorobę, zabieg, blizny i długą drogę leczenia. Ciało, które nie potrzebuje oceny. Potrzebuje troski.</p><h2>Mastektomia nie odbiera kobiecości</h2><p>Rak piersi pozostaje najczęściej rozpoznawanym nowotworem złośliwym u kobiet w Polsce. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku chorobę rozpoznano u <strong>21 716 kobiet</strong>, a 6757 pacjentek zmarło z jej powodu.</p><p>Za każdą z tych liczb kryje się osobna historia. Pierwsze podejrzenie, badania, diagnoza, strach, rozmowa z rodziną, leczenie i próba odzyskania życia, które nagle ktoś przeciął jak taśmę filmową w połowie najważniejszej sceny.</p><p>Mastektomia może ratować życie, ale jej następstwa nie kończą się wraz z opuszczeniem szpitala. Kobieta musi na nowo oswoić swoje ciało, nauczyć się jego zmienionego kształtu i zdecydować, w jaki sposób chce funkcjonować. Może wybrać rekonstrukcję piersi, protezę zewnętrzną albo zrezygnować z obu rozwiązań. <strong>Nie istnieje jedna obowiązkowa droga. Każda decyzja należy do kobiety.</strong></p><p>Dla tych pań, które decydują się na korzystanie z protezy piersi, odpowiednio dobrana bielizna może stać się ważnym elementem codziennego komfortu.</p><h2>Czym różni się bielizna dla Amazonek?</h2><p><strong>Biustonosze po mastektomii</strong> projektowane są w taki sposób, aby stabilnie utrzymywały protezę, nie powodowały podrażnień i zapewniały możliwie naturalne ułożenie sylwetki. Zazwyczaj posiadają specjalne kieszonki, do których można bezpiecznie włożyć protezę piersi.</p><p>Istotne są również miękkie materiały, odpowiednio szerokie ramiączka, stabilny obwód i konstrukcja ograniczająca przesuwanie się protezy. W okresie bezpośrednio po operacji zwykle zaleca się delikatną, wygodną i pozbawioną fiszbin bieliznę, jednak jej wybór powinien zostać skonsultowany z lekarzem, pielęgniarką onkologiczną lub innym członkiem zespołu prowadzącego leczenie.</p><p>Dobrze dobrany model nie powinien uciskać blizny, wrzynać się w skórę ani ograniczać ruchu ręki. Musi być dopasowany nie tylko do rozmiaru, ale także do rodzaju operacji, kształtu sylwetki, używanej protezy i etapu rekonwalescencji.</p><p>To właśnie dlatego przypadkowy zakup przez internet, choć pozornie łatwy, nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Potrzebne są spokój, dyskrecja oraz możliwość przymierzenia kilku fasonów.</p><h2>Powrót na basen i nad wodę</h2><p>Operacja piersi nie musi oznaczać rezygnacji z pływania, wyjazdu nad morze czy rodzinnego wypoczynku nad Zalewem Sulejowskim. Specjalistyczne <strong>kostiumy kąpielowe dla Amazonek</strong> mogą posiadać kieszonki stabilizujące protezę, odpowiednio skonstruowane miseczki, wyższy dekolt oraz zabudowanie pod pachami.</p><p>Takie rozwiązania pomagają utrzymać protezę na właściwym miejscu także podczas ruchu w wodzie. Specjalistyczny strój może być jednoczęściowy, ale dostępne są również tankini i modele dwuczęściowe.</p><p>Nie chodzi o ukrywanie ciała. Chodzi o wybór. O możliwość wejścia do wody bez nieustannego sprawdzania, czy kostium się przesunął. O chwilę, w której kobieta ponownie może skupić się na chłodzie wody, słońcu, rozmowie i zwyczajnej przyjemności, zamiast na lęku przed spojrzeniami innych.</p><h2>Specjalistyczna bielizna dostępna w Tomaszowie Mazowieckim</h2><p>Mieszkanki Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego nie muszą szukać takich produktów wyłącznie w dużych miastach lub anonimowych sklepach internetowych.</p><p><strong>Twój Sklep Medyczny przy ulicy Słowackiego 4 w Tomaszowie Mazowieckim</strong> prowadzi dział produktów przeznaczonych dla Amazonek. W ofercie znajdują się między innymi protezy piersi, specjalistyczna bielizna oraz kostiumy kąpielowe przystosowane do noszenia protez. Dostępne są także peruki i turbany dla kobiet przechodzących leczenie onkologiczne.</p><p>Dobór takiego produktu powinien odbywać się bez pośpiechu. Dla wielu kobiet pierwsza wizyta w sklepie po operacji jest trudnym przeżyciem. Bywa pierwszym momentem, w którym trzeba głośno powiedzieć o mastektomii obcej osobie. Dlatego obok wiedzy o rozmiarach, fasonach i protezach potrzebne są również takt, delikatność i zwykła ludzka życzliwość.</p><h2>Bielizna nie zmieni przeszłości, ale może ułatwić przyszłość</h2><p>Nie cofnie diagnozy. Nie usunie blizny. Nie wymaże miesięcy lęku, bólu i oczekiwania na wyniki badań.</p><p>Może jednak sprawić, że ubranie znów będzie dobrze się układało. Że spacer, wyjazd, pływanie albo spotkanie z przyjaciółmi przestaną wiązać się z dodatkowym stresem. Czasami właśnie z takich niewielkich, codziennych kroków odbudowuje się poczucie bezpieczeństwa.</p><p><strong>Kobieta po mastektomii nadal jest tą samą kobietą.</strong> Ma prawo wyglądać tak, jak chce. Nosić protezę albo jej nie nosić. Zakładać specjalistyczny biustonosz, elegancką sukienkę, sportowy strój lub kostium kąpielowy. Nie musi niczego udowadniać światu.</p><p>Dzień Bielizny może więc być czymś więcej niż kalendarzową ciekawostką. Może stać się przypomnieniem, że ubranie znajdujące się najbliżej ciała powinno dawać nie tylko podparcie, ale również poczucie spokoju, godności i wolności.</p><p><strong>Twój Sklep Medyczny</strong><br>ul. Słowackiego 4, Tomaszów Mazowiecki<br>tel. 570 019 100<br>e-mail: <a href="mailto:biuro@med-sklep.pl">biuro@med-sklep.pl</a></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nowe schronisko w Tomaszowie coraz bliżej. Przeprowadzka zwierząt ma ruszyć jesienią]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56081,nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56081,nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 23:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia-1785904990.png</url>
                        <title>Nowe schronisko w Tomaszowie coraz bliżej. Przeprowadzka zwierząt ma ruszyć jesienią</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56081,nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia</link>
                    </image><description>Budowa nowego schroniska dla bezdomnych zwierząt w Tomaszowie Mazowieckim jest na finiszu. Jak informuje placówka, po odbiorach jeszcze tej jesieni psy i koty mają trafić do nowej siedziby.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Budowa w końcowej fazie</h2><p>To jedna z tych informacji, na które wielu mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego czekało od dawna. Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt poinformowało, że <strong>prace budowlane są już na finiszu</strong>, a przed placówką pozostały jeszcze niezbędne odbiory. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, jeszcze tej jesieni psy i koty zamieszkają w nowej siedzibie.</p><p>Dla lokalnej społeczności to ważny moment. Temat warunków, w jakich przebywają bezdomne zwierzęta, regularnie wracał w rozmowach mieszkańców i sympatyków schroniska. Zapowiedź rychłej przeprowadzki oznacza nie tylko zmianę adresu, ale przede wszystkim poprawę codziennego funkcjonowania placówki i większy komfort jej podopiecznych.</p><h2>Wyposażenie równie ważne jak mury</h2><p>Samo zakończenie budowy nie oznacza jeszcze końca przygotowań. Równolegle schronisko pracuje nad wyposażeniem nowego obiektu. Jak podkreślono, celem jest stworzenie miejsca <strong>funkcjonalnego, komfortowego i przyjaznego</strong> dla zwierząt. To właśnie na tym etapie decydują szczegóły, które później wpływają na jakość opieki, łatwość utrzymania czystości i bezpieczeństwo czworonogów.</p><p>Jednym z aktualnie omawianych tematów jest wybór legowisk. Schronisko pokazało model, który obecnie uznaje za swojego faworyta, i poprosiło obserwatorów o opinie. W komentarzach pojawiły się zarówno krótkie głosy poparcia, jak i bardziej praktyczne sugestie. Część osób zwraca uwagę, że dobre legowisko powinno być nie tylko wygodne, ale też łatwe do utrzymania w higienie i odporne na intensywne użytkowanie.</p><p>Wśród propozycji mieszkańców pojawił się między innymi pomysł wykorzystania plastikowych legowisk z wymiennymi kocami lub wkładami. Tego typu rozwiązania bywają uznawane za praktyczne, ponieważ ułatwiają sprzątanie i pozwalają częściej wymieniać materiały mające bezpośredni kontakt ze zwierzętami. To pokazuje, że dyskusja o wyposażeniu nie jest jedynie detalem, lecz częścią szerszego myślenia o standardach opieki.</p><h2>&nbsp;</h2> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Gwałtowna pogoda nad Zalewem Sulejowskim. Dwie skuteczne interwencje policyjnego patrolu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56080,gwaltowna-pogoda-nad-zalewem-sulejowskim-dwie-skuteczne-interwencje-policyjnego-patrolu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56080,gwaltowna-pogoda-nad-zalewem-sulejowskim-dwie-skuteczne-interwencje-policyjnego-patrolu</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 23:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-gwaltowna-pogoda-nad-zalewem-sulejowskim-dwie-skuteczne-interwencje-policyjnego-patrolu-1785880269.png</url>
                        <title>Gwałtowna pogoda nad Zalewem Sulejowskim. Dwie skuteczne interwencje policyjnego patrolu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56080,gwaltowna-pogoda-nad-zalewem-sulejowskim-dwie-skuteczne-interwencje-policyjnego-patrolu</link>
                    </image><description>Spokojny wypoczynek nad wodą może w kilka minut zamienić się w walkę z żywiołem. W sobotę nad Zalewem Sulejowskim policjanci dwukrotnie ruszali z pomocą osobom, które z powodu nagłego załamania pogody znalazły się w niebezpieczeństwie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dwa groźne zdarzenia jednego dnia</h2><p>Miniona sobota nad Zalewem Sulejowskim pokazała, jak szybko warunki pogodowe mogą zagrozić osobom wypoczywającym na wodzie. Policjanci pełniący służbę na akwenie interweniowali dwukrotnie wobec osób, które nie były w stanie samodzielnie poradzić sobie w trudnej sytuacji. Oba zdarzenia zakończyły się szczęśliwie, ale ich przebieg stanowi wyraźne ostrzeżenie dla wszystkich korzystających z letniego wypoczynku w regionie.</p><p>Pierwsza interwencja miała miejsce około godziny piętnastej w rejonie Zatoki Trzebiatów. Do funkcjonariuszy podpłynął mężczyzna poruszający się skuterem wodnym i poinformował o wywróceniu łodzi żaglowej w pobliżu Karolinowa. Patrol natychmiast udał się we wskazane miejsce.</p><p>Na miejscu policjanci zastali wywróconą jednostkę oraz dwie osoby znajdujące się w wodzie. Zostały one bezpiecznie podjęte na pokład policyjnej łodzi. Jak wynika z przekazanych informacji, żeglarz i pasażerka mieli założone kamizelki asekuracyjne, nie odnieśli obrażeń i nie wymagali pomocy medycznej. Przy wsparciu ratowników wodnych żaglówkę postawiono na wodzie, a następnie odholowano do portu, z którego została wypożyczona.</p><h2>Załamanie pogody i poszukiwania roweru wodnego</h2><p>Drugie zgłoszenie wpłynęło około godziny osiemnastej od właściciela wypożyczalni sprzętu wodnego przy plaży Omega w Smardzewicach. Z jego relacji wynikało, że wypożyczony rower wodny z czteroosobową załogą nie wrócił do portu. W tym samym czasie nad Zalewem Sulejowskim doszło do gwałtownego pogorszenia pogody.</p><p>Pojawił się silny, porywisty wiatr, intensywne opady deszczu oraz grad. W takich warunkach nawet z pozoru bezpieczny sprzęt rekreacyjny może stać się trudny do opanowania. Funkcjonariusze niezwłocznie rozpoczęli poszukiwania zaginionej załogi. Rower wodny został odnaleziony za Smardzewickim Molo, w rejonie zatoki.</p><p>Osoby znajdujące się na pokładzie przyznały, że z powodu bardzo trudnych warunków atmosferycznych nie są w stanie samodzielnie wrócić do brzegu. Policjanci bezpiecznie odholowali rower wodny do wypożyczalni. Następnie kontynuowali patrol akwenu, sprawdzając, czy kolejne osoby przebywające na wodzie nie potrzebują wsparcia.</p><h2>Kamizelki i rozsądek mogą zdecydować o życiu</h2><p>Choć obie interwencje zakończyły się bez tragedii, trudno nie zauważyć, że o szczęśliwym finale zadecydowały szybka reakcja służb i podstawowe zasady bezpieczeństwa. W pierwszym przypadku szczególne znaczenie miało to, że osoby z wywróconej żaglówki miały na sobie kamizelki asekuracyjne. To prosty środek ochrony, który w krytycznej chwili może odegrać <strong>kluczową rolę</strong>.</p><p>Zdarzenia z Zalewu Sulejowskiego są też przypomnieniem, że pogoda nad wodą bywa wyjątkowo nieprzewidywalna. Nawet jeśli dzień zaczyna się spokojnie, warunki mogą zmienić się bardzo szybko. Silny wiatr, burza, ulewa czy grad potrafią w krótkim czasie uniemożliwić bezpieczny powrót do brzegu.</p><p>Przed wypłynięciem warto sprawdzić prognozę pogody, obserwować niebo i nie lekceważyć pierwszych sygnałów pogorszenia warunków. Gdy zbliża się burza lub nasila się wiatr, najrozsądniejszą decyzją jest jak najszybszy powrót na ląd. Wypoczynek nad wodą daje wiele przyjemności, ale wymaga także odpowiedzialności za siebie i innych.</p><h2>Lekcja ważna także dla wypoczywających w regionie</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic Zalew Sulejowski pozostaje jednym z najważniejszych miejsc letniego wypoczynku. Tym bardziej każde takie zdarzenie ma wymiar nie tylko informacyjny, lecz także praktyczny. Pokazuje, że lokalne służby są gotowe do działania, ale jednocześnie przypomina, że bezpieczeństwo zaczyna się jeszcze przed wejściem na pokład.</p><p>W sezonie letnim nad wodą nie wystarczy dobry humor i chęć relaksu. Potrzebne są rozwaga, odpowiednie wyposażenie oraz umiejętność szybkiej oceny ryzyka. Sobota na Zalewie Sulejowskim była dowodem na to, że <strong>odpowiedzialne decyzje</strong> i sprawna interwencja mogą zapobiec dramatowi.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nocna akcja przy granicy województw. Ratownicy z Tomaszowa pomogli odnaleźć zaginioną osobę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56079,nocna-akcja-przy-granicy-wojewodztw-ratownicy-z-tomaszowa-pomogli-odnalezc-zaginiona-osobe</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56079,nocna-akcja-przy-granicy-wojewodztw-ratownicy-z-tomaszowa-pomogli-odnalezc-zaginiona-osobe</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 23:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nocna-akcja-przy-granicy-wojewodztw-ratownicy-z-tomaszowa-pomogli-odnalezc-zaginiona-osobe-1785879173.png</url>
                        <title>Nocna akcja przy granicy województw. Ratownicy z Tomaszowa pomogli odnaleźć zaginioną osobę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56079,nocna-akcja-przy-granicy-wojewodztw-ratownicy-z-tomaszowa-pomogli-odnalezc-zaginiona-osobe</link>
                    </image><description>Ratownicy Sekcji Poszukiwawczo-Ratowniczej Jednostki Strzeleckiej 1002 z Tomaszowa Mazowieckiego wsparli nocne poszukiwania osoby zaginionej. Akcja zakończyła się szczęśliwie – poszukiwana osoba została odnaleziona cała i zdrowa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Alarm po pierwszej w nocy</h2><p>W nocy z 1 na 2 sierpnia, po godzinie 1:00, Sekcja Poszukiwawczo-Ratownicza Jednostki Strzeleckiej 1002 z Tomaszowa Mazowieckiego otrzymała dyspozycję do wsparcia działań poszukiwawczych. Zgłoszenie, przekazane przez <strong>Komendę Powiatową Policji w Opocznie</strong>, dotyczyło osoby zaginionej w rejonie położonym przy granicy województw.</p><p>Z opublikowanych informacji wynika, że ratownicy niezwłocznie przystąpili do działań terenowych. Tego typu akcje wymagają szybkiej mobilizacji, dobrej orientacji w terenie oraz ścisłej współpracy pomiędzy służbami i zespołami wspierającymi poszukiwania. W praktyce liczy się nie tylko czas, ale też sprawna organizacja i podział zadań.</p><h2>Specjalistyczny sprzęt i koordynacja w terenie</h2><p>W czasie nocnej akcji wykorzystano specjalistyczne wyposażenie, w tym <strong>drony z kamerami termowizyjnymi</strong>, ręczne kamery termowizyjne oraz system wspomagania działań poszukiwawczych SIRON. Jak podano, użyto także funkcji LOC-ME, która pozwala przekazywać i monitorować lokalizację w czasie rzeczywistym.</p><p>Takie rozwiązania mają szczególne znaczenie podczas działań prowadzonych nocą lub na rozległym obszarze. Termowizja może pomóc w wykryciu obecności człowieka mimo ograniczonej widoczności, a bieżące śledzenie położenia zespołów zwiększa bezpieczeństwo ratowników i poprawia koordynację całej akcji. W działaniach poszukiwawczych nowoczesna technologia coraz częściej staje się realnym wsparciem, a nie jedynie dodatkiem.</p><h2>Szczęśliwy finał poszukiwań</h2><p>Najważniejsza informacja jest taka, że dzięki współpracy wszystkich zaangażowanych osób <strong>zaginiona osoba została odnaleziona cała i zdrowa</strong>. To finał, na który w podobnych sytuacjach liczą zarówno rodziny, jak i służby prowadzące poszukiwania.</p><p>Jednostka podkreśliła, że za każdym zgłoszeniem może kryć się ludzki dramat, samotność, kryzys emocjonalny albo poczucie braku wyjścia z trudnej sytuacji. To ważny głos, który wykracza poza sam meldunek z akcji. Przypomina bowiem, że szybka reakcja otoczenia, zainteresowanie losem drugiego człowieka czy zwykła rozmowa mogą mieć ogromne znaczenie.</p><h2>Lokalny wymiar wspólnego bezpieczeństwa</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu to kolejny przykład, że lokalne formacje i grupy ratownicze odgrywają istotną rolę w systemie bezpieczeństwa. Choć akcja prowadzona była na terenie związanym z powiatem opoczyńskim, udział ratowników z Tomaszowa pokazuje, że w sytuacjach kryzysowych granice administracyjne schodzą na dalszy plan, a najważniejsze staje się szybkie i skuteczne działanie.</p><p>W komunikacie podziękowano policjantom oraz wszystkim służbom i ratownikom za wspólne działania. To podkreślenie znaczenia współpracy, bez której skuteczne poszukiwania byłyby znacznie trudniejsze. Ta nocna interwencja zakończyła się pomyślnie, ale pozostawia też ważne przypomnienie: <strong>pomoc zaczyna się od człowieka</strong>, od czujności, empatii i gotowości do reagowania.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 716 nabiera tempa. Inwestycja dla powiatu tomaszowskiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56076,rozbudowa-drogi-wojewodzkiej-nr-716-nabiera-tempa-inwestycja-dla-powiatu-tomaszowskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56076,rozbudowa-drogi-wojewodzkiej-nr-716-nabiera-tempa-inwestycja-dla-powiatu-tomaszowskiego</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 21:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rozbudowa-drogi-wojewodzkiej-nr-716-nabiera-tempa-wazna-inwestycja-dla-powiatu-tomaszowskiego-1785872885.jpg</url>
                        <title>Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 716 nabiera tempa. Inwestycja dla powiatu tomaszowskiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56076,rozbudowa-drogi-wojewodzkiej-nr-716-nabiera-tempa-inwestycja-dla-powiatu-tomaszowskiego</link>
                    </image><description>Na odcinku między Rokicinami a Łaznowem trwają prace przy rozbudowie drogi wojewódzkiej nr 716. Inwestycja ma poprawić bezpieczeństwo, usprawnić ruch i uporządkować infrastrukturę w tej części regionu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Prace są już widoczne na trasie</h2><p>Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 716 na odcinku między Rokicinami a Łaznowem w powiecie tomaszowskim wchodzi w kolejny etap. Chodzi o ponad 5,5-kilometrowy fragment trasy, który należy do większych inwestycji drogowych prowadzonych obecnie przez samorząd województwa łódzkiego. Na placu budowy widać już pierwsze efekty robót, co dla mieszkańców i kierowców jest sygnałem, że przedsięwzięcie nabiera realnego tempa.</p><p>Jak wynika z przedstawionych informacji, wykonano już znaczną część odhumusowania pasa drogowego. To etap przygotowawczy niezbędny przed rozpoczęciem kolejnych robót, w tym budowy kanalizacji deszczowej. Jej realizacja ma ruszyć jeszcze w tym miesiącu. Oznacza to, że na trasie pojawią się następne zmiany organizacyjne, a kierowcy muszą przygotować się na <strong>czasowe utrudnienia i ruch wahadłowy</strong> na wybranych fragmentach drogi.</p><p>Z punktu widzenia lokalnego układu komunikacyjnego jest to inwestycja o znaczeniu wykraczającym poza samą modernizację jezdni. Odcinek ma zostać połączony z istniejącym rondem w Rokicinach oraz wcześniej rozbudowaną drogą w kierunku Stefanowa. Całość zakończy się na granicy Łaznowa i Będkowa, tworząc bardziej spójny ciąg komunikacyjny w tej części regionu.</p><h2>Bezpieczeństwo mieszkańców w centrum inwestycji</h2><p>Jednym z najważniejszych elementów rozbudowy jest poprawa bezpieczeństwa. Obecnie droga przebiega przez teren zabudowy jednorodzinnej, a w wielu miejscach jest wąska i pozbawiona odpowiedniej infrastruktury dla pieszych. To szczególnie istotne w Łaznowie, gdzie przy tej trasie znajdują się między innymi szkoła podstawowa, jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej oraz punkty usługowe.</p><p>W ramach inwestycji powstaną nowe chodniki, osiem przejść dla pieszych oraz cztery zatoki autobusowe. Zaplanowano również dwa przystanki bez zatok. To rozwiązania, które mają uporządkować ruch i zwiększyć bezpieczeństwo zarówno pieszych, jak i pasażerów komunikacji zbiorowej. Dodatkowo pojawi się nowe oświetlenie uliczne, w tym doświetlenie przejść dla pieszych, co powinno poprawić widoczność po zmroku.</p><p>Znaczenie tych zmian trudno przecenić. W lokalnych realiach właśnie takie inwestycje najczęściej decydują o codziennym komforcie mieszkańców. <strong>Bezpieczne dojście do szkoły, wygodniejsze korzystanie z przystanków i lepsza widoczność po zmroku</strong> to korzyści, które odczuwane są bezpośrednio, a nie tylko w statystykach drogowych.</p><h2>Nie tylko jezdnia, ale pełna przebudowa otoczenia</h2><p>Zakres prac obejmuje znacznie więcej niż samą nawierzchnię drogi. Przebudowane mają zostać skrzyżowania z drogami powiatowymi i gminnymi, a także fragmenty tych tras. To ważne, bo sprawny ruch zależy nie tylko od głównej drogi, lecz także od jakości połączeń z siecią lokalną. Modernizacja ma więc charakter kompleksowy i ma usprawnić cały układ komunikacyjny w okolicy.</p><p>W planie jest również przebudowa zjazdów, rowów drogowych i melioracyjnych oraz budowa nowoczesnego systemu odwodnienia z kanalizacją deszczową i drenażem. Tego typu elementy rzadko przyciągają największą uwagę opinii publicznej, ale właśnie one w dużej mierze decydują o trwałości inwestycji i ograniczaniu problemów związanych z wodą opadową.</p><p>Dodatkowo powstanie kanał technologiczny, a istniejące sieci elektroenergetyczne, teletechniczne, wodociągowe i kanalizacyjne zostaną przebudowane lub odpowiednio zabezpieczone. W praktyce oznacza to, że inwestycja porządkuje także infrastrukturę towarzyszącą, co może ograniczyć potrzebę kolejnych ingerencji w drogę w najbliższych latach.</p><h2>Duże pieniądze i dłuższa perspektywa</h2><p>Wartość prac oszacowano na 48,3 miliona złotych, a zakończenie inwestycji planowane jest na 2028 rok. To pokazuje skalę zadania oraz fakt, że mieszkańcy i kierowcy muszą uzbroić się w cierpliwość. Z jednej strony oznacza to kilkuletni okres robót i przejściowych utrudnień, z drugiej daje perspektywę powstania nowoczesnej trasy dostosowanej do współczesnych potrzeb.</p><p>Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 716 jest częścią szerszego programu modernizacji dróg w regionie. Według przedstawionych danych w 2026 roku samorząd województwa przeznaczył 39 milionów złotych na modernizację dróg wojewódzkich, co ma pozwolić na odnowienie blisko 47 kilometrów tras. Równolegle prowadzone są inwestycje w 11 lokalizacjach o łącznej wartości przekraczającej 355 milionów złotych, a wszystkie mają zostać zakończone do 2029 roku.</p><p>Dla powiatu tomaszowskiego rozbudowa odcinka Rokiciny-Łaznów ma znaczenie praktyczne i rozwojowe. Lepsza droga to nie tylko sprawniejszy przejazd, ale także większe bezpieczeństwo, wygodniejsza obsługa lokalnych miejscowości i poprawa standardu codziennego funkcjonowania mieszkańców. W najbliższych miesiącach najważniejsze będzie tempo robót oraz to, jak uda się pogodzić inwestycję z utrzymaniem ruchu na tej ważnej trasie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszów Mazowiecki wśród gmin z szansą na wsparcie dla młodzieżowych projektów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56075,tomaszow-mazowiecki-wsrod-gmin-z-szansa-na-wsparcie-dla-mlodziezowych-projektow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56075,tomaszow-mazowiecki-wsrod-gmin-z-szansa-na-wsparcie-dla-mlodziezowych-projektow</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 21:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszow-mazowiecki-wsrod-gmin-z-szansa-na-wsparcie-dla-mlodziezowych-projektow-1785872076.jpg</url>
                        <title>Tomaszów Mazowiecki wśród gmin z szansą na wsparcie dla młodzieżowych projektów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56075,tomaszow-mazowiecki-wsrod-gmin-z-szansa-na-wsparcie-dla-mlodziezowych-projektow</link>
                    </image><description>Samorząd województwa łódzkiego uruchomił konkurs wspierający młodzieżowe rady gmin i powiatów. Wśród 14 zgłoszonych projektów znalazła się także inicjatywa z Tomaszowa Mazowieckiego, która łączy edukację z profilaktyką uzależnień.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Wsparcie dla młodzieżowych rad w województwie łódzkim</h2><p>Samorząd województwa łódzkiego ogłosił konkurs skierowany do gmin i powiatów, w których działają młodzieżowe rady. Celem programu jest <strong>wzmacnianie samorządności, aktywności obywatelskiej i postaw prospołecznych</strong> wśród młodych mieszkańców regionu. Jak wynika z przekazanych informacji, do konkursu wpłynęło 14 wniosków, a planowane wsparcie dla pojedynczych projektów może wynieść do 10 tysięcy złotych.</p><p>Zakres możliwych działań jest szeroki. Finansowanie może objąć między innymi akcje informacyjne, wydarzenia edukacyjne, konferencje, pikniki społeczne i sportowe, a także inicjatywy dotyczące praw dziecka i praw ucznia. Program ma nie tylko pomóc w realizacji konkretnych pomysłów, ale również zwiększyć znaczenie młodzieżowych rad jako realnego głosu młodych ludzi w lokalnych wspólnotach.</p><p>W praktyce oznacza to wsparcie dla inicjatyw, które łączą edukację, integrację i odpowiedzialność społeczną. Wśród zgłoszonych pomysłów znalazły się projekty dotyczące walki z hejtem, nauki pierwszej pomocy, działań międzypokoleniowych, aktywności sportowej czy poprawy infrastruktury rowerowej przy szkołach.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki na liście zgłoszeń</h2><p>Z lokalnej perspektywy najważniejsza jest obecność <strong>Gminy Miasto Tomaszów Mazowiecki</strong> wśród samorządów, które zgłosiły swój projekt do konkursu. Tomaszowska propozycja nosi tytuł: <strong>„Teleturniej dla uczniów pt. „Dwóch z dwudziestu” połączony z panelem dotyczącym profilaktyki uzależnień”</strong>.</p><p>To projekt, który zwraca uwagę połączeniem dwóch obszarów istotnych z punktu widzenia młodzieży i lokalnej polityki społecznej. Z jednej strony zakłada formę angażującą uczniów poprzez edukacyjny teleturniej, z drugiej porusza temat profilaktyki uzależnień, czyli jednego z ważniejszych wyzwań wychowawczych i zdrowotnych. Taka konstrukcja może zwiększyć zainteresowanie uczestników, a jednocześnie nadać przedsięwzięciu praktyczny wymiar.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego sam fakt znalezienia się na liście zgłoszeń ma znaczenie. Pokazuje bowiem, że lokalne środowisko młodzieżowe oraz samorządowe szuka form działania, które nie ograniczają się do symbolicznej aktywności, ale próbują odpowiadać na konkretne potrzeby młodych mieszkańców. W realiach miasta średniej wielkości takie inicjatywy mogą wzmacniać więź między uczniami, szkołami i samorządem.</p><h2>Jakie projekty zgłoszono w regionie</h2><p>Lista wniosków pokazuje, że młodzieżowe rady w województwie łódzkim stawiają na różnorodne tematy. Obok projektu z Tomaszowa Mazowieckiego pojawiły się między innymi inicjatywy poświęcone bezpiecznym relacjom i przeciwdziałaniu hejtowi, edukacji obywatelskiej, integracji młodzieży, pamięci lokalnej, koszykówce łączącej pokolenia czy montażowi stojaków rowerowych przy szkołach podstawowych.</p><p>Wśród zgłoszeń są zarówno projekty miękkie, oparte na spotkaniach, szkoleniach i wydarzeniach, jak i pomysły mające bardziej praktyczny lub infrastrukturalny charakter. To ważny sygnał, bo pokazuje, że młodzi mieszkańcy regionu postrzegają aktywność publiczną szerzej niż tylko udział w debacie. Dla części z nich liczy się również codzienna funkcjonalność przestrzeni, bezpieczeństwo i możliwość tworzenia miejsc sprzyjających wspólnemu działaniu.</p><p>Z punktu widzenia regionu interesujące jest też to, że w konkursie uczestniczą zarówno gminy, jak i powiaty. Oznacza to, że idea młodzieżowego współdecydowania nie jest ograniczona do największych ośrodków, lecz pojawia się również w mniejszych wspólnotach samorządowych.</p><h2>Co dalej z konkursem</h2><p>Na obecnym etapie złożone zostały wnioski projektowe. Zgodnie z przedstawionymi zasadami ostateczne ubieganie się o wsparcie wymaga jeszcze działania po stronie jednostek samorządu terytorialnego, które formalnie składają wnioski w imieniu młodzieży. Po zakończeniu oceny lista projektów przeznaczonych do dofinansowania ma zostać zatwierdzona przez Sejmik Województwa Łódzkiego. Według zapowiedzi powinno to nastąpić do końca sierpnia.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego najbliższe tygodnie będą więc okresem oczekiwania na rozstrzygnięcie. Jeśli projekt uzyska wsparcie, może stać się przykładem lokalnej inicjatywy, która łączy atrakcyjną formę z ważnym społecznie przekazem. Niezależnie od wyniku, sam udział miasta w konkursie wpisuje się w szerszy proces wzmacniania obecności młodzieży w życiu publicznym.</p><p>W lokalnym wymiarze to właśnie takie działania często budują zaufanie do samorządu i pokazują, że młodzi mieszkańcy nie muszą być jedynie odbiorcami decyzji dorosłych. Mogą być również ich współtwórcami, zwłaszcza gdy otrzymują przestrzeń do zgłaszania własnych pomysłów i realne narzędzia do ich realizacji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Brązowy medal żołnierza z Tomaszowa Mazowieckiego. St. szer. Aleksy na podium mistrzostw Polski]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56072,brazowy-medal-zolnierza-z-tomaszowa-mazowieckiego-st-szer-aleksy-na-podium-mistrzostw-polski</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56072,brazowy-medal-zolnierza-z-tomaszowa-mazowieckiego-st-szer-aleksy-na-podium-mistrzostw-polski</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 18:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-brazowy-medal-zolnierza-z-tomaszowa-mazowieckiego-st-szer-aleksy-na-podium-mistrzostw-polski-1785861720.png</url>
                        <title>Brązowy medal żołnierza z Tomaszowa Mazowieckiego. St. szer. Aleksy na podium mistrzostw Polski</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56072,brazowy-medal-zolnierza-z-tomaszowa-mazowieckiego-st-szer-aleksy-na-podium-mistrzostw-polski</link>
                    </image><description>Żołnierz 7 Batalionu Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego odniósł kolejny sportowy sukces. St. szer. Aleksy zdobył brązowy medal podczas Mistrzostw Polski Służb Mundurowych w Pływaniu na Wodach Otwartych. Zawodnicy rywalizowali na wymagającym dystansie 3000 metrów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zawody rozegrano 2 sierpnia 2026 roku na Jeziorze Małym Żnińskim w Żninie. <strong>St. szer. Aleksy, reprezentujący 25 Brygadę Kawalerii Powietrznej</strong>, zakończył wyścig na trzecim miejscu, zdobywając brązowy medal mistrzostw Polski.</p><h3>Cztery okrążenia i trzy kilometry walki</h3><p>Indywidualna rywalizacja odbywała się na trasie liczącej <strong>3000 metrów</strong>, podzielonej na cztery okrążenia po 750 metrów. Zawodnicy służb mundurowych startowali w dwóch kategoriach wiekowych: do 35. roku życia oraz powyżej 35 lat.</p><p>Organizatorami mistrzostw byli Polski Związek Pływacki, Miasto Żnin oraz miejscowe Centrum Sportów Wodnych. Wyścigi indywidualne rozpoczęły się w niedzielę w południe, a po ich zakończeniu odbyła się ceremonia dekoracji najlepszych zawodników.</p><p>Pływanie na wodach otwartych wymaga nie tylko odpowiedniego przygotowania fizycznego, ale również umiejętności utrzymania właściwego tempa, orientacji na trasie oraz radzenia sobie ze zmiennymi warunkami. Brązowy medal na dystansie trzech kilometrów potwierdza wysoką formę żołnierza tomaszowskiej jednostki.</p><h3>Drugi medal w 2026 roku</h3><p>To już <strong>drugi medal mistrzostw zdobyty przez st. szer. Aleksego w tym roku</strong>. Wcześniej żołnierz wywalczył również brąz podczas Mistrzostw Wojska Polskiego w pływaniu. Wówczas stanął na podium konkurencji na 50 metrów stylem motylkowym.</p><p>Dwa medale zdobyte w tak różnych konkurencjach pokazują wszechstronność zawodnika. Sprint na basenie wymaga szybkości i dynamiki, natomiast trzykilometrowy wyścig na otwartym akwenie opiera się przede wszystkim na wytrzymałości, odpowiednim rozłożeniu sił i konsekwencji.</p><h3>Sukces żołnierza tomaszowskiego batalionu</h3><p><strong>7 Batalion Kawalerii Powietrznej</strong> działa w strukturach 25 Brygady Kawalerii Powietrznej im. księcia Józefa Poniatowskiego. Jest jednym z dwóch oddziałów bojowych brygady, a jego siedziba znajduje się przy ulicy Józefa Piłsudskiego w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Sportowe osiągnięcie st. szer. Aleksego jest powodem do satysfakcji nie tylko dla jego przełożonych i kolegów z jednostki. To również kolejny sukces przedstawiciela <strong>25 Brygady Kawalerii Powietrznej z Tomaszowa Mazowieckiego</strong> na ogólnopolskiej arenie.</p><p>Żołnierzowi gratulujemy miejsca na podium oraz życzymy kolejnych udanych startów — zarówno podczas zawodów sportowych, jak i w codziennej służbie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56071,122-drzewa-wycieto-na-terenie-lechii-miasto-ma-posadzic-425-nowych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56071,122-drzewa-wycieto-na-terenie-lechii-miasto-ma-posadzic-425-nowych</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 17:52:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-122-drzewa-wycieto-na-terenie-lechii-miasto-ma-posadzic-425-nowych-1785859127.png</url>
                        <title>122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56071,122-drzewa-wycieto-na-terenie-lechii-miasto-ma-posadzic-425-nowych</link>
                    </image><description>Z terenu kompleksu sportowego Lechii Tomaszów usunięto 122 drzewa. W zamian miasto zostało zobowiązane do wykonania 425 nasadzeń zastępczych. Nowe drzewa mają pojawić się jednak nie tylko w pobliżu stadionu, ale również przy ulicy Niskiej i na osiedlu Niebrów. Termin wykonania nasadzeń wyznaczono dopiero na 30 października 2028 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do naszej redakcji zwrócił się czytelnik, który zapytał o skalę wycinki prowadzonej na terenie Lechii Tomaszów.</p><blockquote><p>– Chciałbym dowiedzieć się, ile i dlaczego drzew usunięto z terenu Lechii Tomaszów. Drugą sprawą jest: ile drzew i gdzie posadzono w zamian za tamte, dla „równowagi w przyrodzie” tamtej części miasta? – napisał.</p></blockquote><p>O odpowiedź poprosiliśmy Urząd Miasta w Tomaszowie Mazowieckim.</p><h2>Wycięto 122 drzewa</h2><p>Informacji udzielił <strong>Adam Koziełek, dyrektor Wydziału Strategii, Rozwoju i Inwestycji Urzędu Miasta</strong>.</p><blockquote><p>– Usunięto dokładnie tyle drzew, ile wynikało z pozwolenia na wycinkę – poinformował dyrektor.</p></blockquote><p>Jak wynika z dalszej części odpowiedzi, <strong>wycince podlegały łącznie 122 drzewa</strong>. Większość z nich miała kolidować z planowanym zagospodarowaniem terenu.</p><p>Według magistratu drzewa znajdowały się w miejscach przeznaczonych pod budynek hali, krytą trybunę, obiekty służące obsłudze stadionu i kibiców, kontenery kasowe, toalety dla kibiców drużyn przyjezdnych, wieżę telewizyjną, drogi przeciwpożarowe oraz parkingi.</p><p>Urząd podkreśla, że przebudowa obejmuje w praktyce ponowne zagospodarowanie całego terenu.</p><h2>Dwanaście drzew miało zagrażać bezpieczeństwu</h2><p>Spośród 122 usuniętych drzew <strong>12 zostało ocenionych jako znajdujące się w złym stanie zdrowotnym i zagrażające bezpieczeństwu</strong>.</p><p>Jak przekazuje urząd, drzewa te zostałyby wycięte niezależnie od prowadzonych prac budowlanych.</p><p>Oznacza to, że pozostałych <strong>110 drzew usunięto bezpośrednio w związku z realizacją inwestycji i kolizją z projektowaną zabudową lub infrastrukturą</strong>.</p><h2>425 nowych drzew do 2028 roku</h2><p>Decyzja zezwalająca na wycinkę nałożyła na miasto obowiązek wykonania <strong>425 nasadzeń zastępczych</strong>. Z prostego przeliczenia wynika, że za każde usunięte drzewo mają zostać posadzone średnio niemal trzy i pół nowego.</p><p>Nasadzenia mają zostać wykonane <strong>do 30 października 2028 roku</strong>.</p><p>Odpowiedź urzędu nie oznacza więc, że wszystkie drzewa zostały już posadzone. Mowa jest o zobowiązaniu, które miasto ma zrealizować w ciągu ponad dwóch kolejnych lat.</p><h2>Nie wszystkie drzewa wrócą na teren Lechii</h2><p>Czytelnik pytał również, gdzie zostaną posadzone nowe drzewa, tak aby zachować przyrodniczą równowagę w tej części Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Z odpowiedzi magistratu wynika, że <strong>tylko część nasadzeń zastępczych zostanie wykonana na terenie Lechii</strong>. Pozostałe drzewa mają pojawić się w innych częściach miasta, między innymi <strong>przy ulicy Niskiej oraz na osiedlu Niebrów</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[OSP Chorzęcin pozostaje w KSRG. Porozumienie obowiązuje do końca 2031 roku]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56070,osp-chorzecin-pozostaje-w-ksrg-porozumienie-obowiazuje-do-konca-2031-roku</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56070,osp-chorzecin-pozostaje-w-ksrg-porozumienie-obowiazuje-do-konca-2031-roku</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 13:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-osp-chorzecin-pozostaje-w-ksrg-porozumienie-obowiazuje-do-konca-2031-roku-1785844297.jpg</url>
                        <title>OSP Chorzęcin pozostaje w KSRG. Porozumienie obowiązuje do końca 2031 roku</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56070,osp-chorzecin-pozostaje-w-ksrg-porozumienie-obowiazuje-do-konca-2031-roku</link>
                    </image><description>Ochotnicza Straż Pożarna w Chorzęcinie będzie kontynuowała działalność w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym. Przedstawiciele samorządu, Państwowej Straży Pożarnej oraz jednostki OSP podpisali porozumienie określające zasady jej dalszego funkcjonowania w ogólnopolskim systemie ratowniczym.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dokument podpisali <strong>wójt gminy Tomaszów Mazowiecki Sławomir Bernacki</strong>, komendant powiatowy Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Mazowieckim <strong>bryg. Mariusz Kawnik</strong>, prezes OSP Chorzęcin <strong>Tomasz Sobczyk</strong> oraz skarbnik jednostki <strong>Rafał Latocha</strong>.</p><p>W podpisaniu porozumienia uczestniczył również zastępca komendanta powiatowego PSP w Tomaszowie Mazowieckim <strong>mł. bryg. Ernest Lech</strong>.</p><h2>Potwierdzenie gotowości jednostki</h2><p>Dalsza obecność <strong>OSP Chorzęcin w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym</strong> jest potwierdzeniem wysokiego poziomu przygotowania jednostki. Uczestnictwo w KSRG wiąże się z koniecznością utrzymywania odpowiedniego wyposażenia, wyszkolenia strażaków oraz stałej gotowości do podejmowania działań ratowniczych.</p><p>Druhowie z Chorzęcina mogą być kierowani nie tylko do zdarzeń na terenie swojej miejscowości i gminy Tomaszów Mazowiecki. Jako część krajowego systemu jednostka może brać udział również w większych akcjach prowadzonych na terenie powiatu tomaszowskiego, województwa łódzkiego, a w szczególnych przypadkach także w innych częściach kraju.</p><h2>OSP ważnym ogniwem systemu ratowniczego</h2><p>Krajowy System Ratowniczo-Gaśniczy łączy siły Państwowej Straży Pożarnej oraz wybranych jednostek ochotniczych straży pożarnych. Jego zadaniem jest zapewnienie sprawnego reagowania między innymi podczas pożarów, wypadków drogowych, katastrof budowlanych, podtopień, gwałtownych zjawisk pogodowych oraz innych miejscowych zagrożeń.</p><p>Dla mieszkańców gminy Tomaszów Mazowiecki obecność <strong>OSP Chorzęcin w KSRG</strong> oznacza wzmocnienie lokalnego bezpieczeństwa. Strażacy ochotnicy często jako pierwsi docierają na miejsce zdarzenia, szczególnie na terenach wiejskich, gdzie odległość od zawodowych jednostek ratowniczych może mieć znaczenie dla czasu rozpoczęcia akcji.</p><p>Działalność w KSRG nakłada jednak na jednostkę również dodatkowe obowiązki. Strażacy muszą regularnie uczestniczyć w szkoleniach, ćwiczeniach i badaniach lekarskich, a sprzęt oraz samochody ratowniczo-gaśnicze muszą pozostawać w pełnej gotowości.</p><h2>Porozumienie do końca 2031 roku</h2><p>Podpisane porozumienie będzie obowiązywało od dnia formalnego włączenia jednostki do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego na podstawie decyzji komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej do <strong>31 grudnia 2031 roku</strong>.</p><p>To kolejne lata intensywnej służby druhen i druhów z Chorzęcina, którzy wielokrotnie uczestniczyli w działaniach związanych z pożarami, wypadkami, powalonymi drzewami i skutkami gwałtownych zjawisk atmosferycznych.</p><p>Podpisanie porozumienia jest nie tylko formalnością, ale przede wszystkim wyrazem zaufania do ludzi, którzy często kosztem własnego czasu, pracy i życia rodzinnego pozostają gotowi, by ruszyć z pomocą mieszkańcom.</p><p>Druhnom i druhom z <strong>Ochotniczej Straży Pożarnej w Chorzęcinie</strong> należą się gratulacje oraz życzenia bezpiecznej służby, skutecznych działań i szczęśliwych powrotów z każdej akcji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zerwany dach i drzewo na domu w Nowym Jasieniu. Strażacy zabezpieczali budynki i zboże]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56069,zerwany-dach-i-drzewo-na-domu-w-nowym-jasieniu-strazacy-zabezpieczali-budynki-i-zboze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56069,zerwany-dach-i-drzewo-na-domu-w-nowym-jasieniu-strazacy-zabezpieczali-budynki-i-zboze</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 13:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zerwany-dach-i-drzewo-na-domu-w-nowym-jasieniu-strazacy-zabezpieczali-budynki-i-zboze-1785843083.png</url>
                        <title>Zerwany dach i drzewo na domu w Nowym Jasieniu. Strażacy zabezpieczali budynki i zboże</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56069,zerwany-dach-i-drzewo-na-domu-w-nowym-jasieniu-strazacy-zabezpieczali-budynki-i-zboze</link>
                    </image><description>Zerwany dach na budynku gospodarczym, drzewo oparte o dom mieszkalny oraz zagrożona linia energetyczna – z takimi skutkami gwałtownej pogody walczyli w poniedziałkowy wieczór strażacy w miejscowości Nowy Jasień. Działania trwały ponad godzinę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Alarm dla strażaków z Glinnika</h2><p>W poniedziałek, <strong>3 sierpnia 2026 roku, o godzinie 20.57</strong>, Ochotnicza Straż Pożarna w Glinniku została zadysponowana przez Stanowisko Kierowania Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Mazowieckim do miejscowego zagrożenia w Nowym Jasieniu.</p><p>Ze zgłoszenia wynikało, że silny wiatr zerwał dach z budynku gospodarczego. Jednocześnie powalone drzewo oparło się o budynek mieszkalny. Konary znalazły się również w bezpośrednim sąsiedztwie linii energetycznej, co dodatkowo zwiększało ryzyko prowadzenia akcji.</p><h2>Drzewo zagrażało domowi i instalacji energetycznej</h2><p>Po przybyciu na miejsce strażacy zabezpieczyli teren i przystąpili do usuwania drzewa. Działania wymagały zachowania szczególnej ostrożności ze względu na bliskość budynku mieszkalnego oraz przewodów energetycznych.</p><p><strong>Strażacy usunęli drzewo z domu i linii energetycznej</strong>, eliminując zagrożenie dla mieszkańców oraz ryzyko dalszych uszkodzeń obiektu. Następnie skoncentrowali się na zabezpieczeniu budynku gospodarczego, z którego zerwana została część dachu.</p><h2>Zboże trzeba było ochronić przed zalaniem</h2><p>W uszkodzonym budynku gospodarczym znajdowało się zboże. Strażacy zabezpieczyli obiekt przed opadami, aby uchronić zgromadzone plony przed zalaniem i dalszymi stratami.</p><p>Takie interwencje pokazują, że działania jednostek ochrony przeciwpożarowej nie ograniczają się wyłącznie do gaszenia pożarów. Podczas gwałtownych zjawisk atmosferycznych strażacy usuwają powalone drzewa, zabezpieczają uszkodzone dachy, chronią mienie mieszkańców i likwidują zagrożenia związane z liniami energetycznymi.</p><p>Akcja została zakończona o godzinie <strong>22.07</strong>. Na miejscu pracowali druhowie z <strong>Ochotniczej Straży Pożarnej w Glinniku</strong> oraz strażacy z <strong>Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej PSP w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>Był to <strong>19. alarm OSP Glinnik w 2026 roku</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pracowity dzień strażaków z Chorzęcina. Powalone drzewo i pożar stolarni w Łazisku]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56068,pracowity-dzien-strazakow-z-chorzecina-powalone-drzewo-i-pozar-stolarni-w-lazisku</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56068,pracowity-dzien-strazakow-z-chorzecina-powalone-drzewo-i-pozar-stolarni-w-lazisku</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 13:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pracowity-dzien-strazakow-z-chorzecina-powalone-drzewo-i-pozar-stolarni-w-lazisku-1785842318.png</url>
                        <title>Pracowity dzień strażaków z Chorzęcina. Powalone drzewo i pożar stolarni w Łazisku</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56068,pracowity-dzien-strazakow-z-chorzecina-powalone-drzewo-i-pozar-stolarni-w-lazisku</link>
                    </image><description>Dwa poważne zgłoszenia w ciągu jednego dnia, kilka zastępów straży pożarnej i działania prowadzone w różnych miejscowościach powiatu tomaszowskiego. W poniedziałek, 3 sierpnia, strażacy z OSP Chorzęcin interweniowali najpierw przy powalonym drzewie blokującym jezdnię, a następnie zostali skierowani do pożaru stolarni w Łazisku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Drzewo runęło na jezdnię w Chorzęcinie</h2><p>Pierwsze zgłoszenie dotyczyło <strong>miejscowego zagrożenia w Chorzęcinie</strong>. Na jezdnię przewróciło się drzewo, uniemożliwiając lub znacznie utrudniając przejazd samochodów.</p><p>Do działań skierowano dwa zastępy Ochotniczej Straży Pożarnej w Chorzęcinie – samochód ratowniczo-gaśniczy GLBARt oraz ciężki samochód gaśniczy GCBA. W akcji uczestniczyli również druhowie z <strong>OSP Wolbórz</strong>.</p><p>Zadaniem strażaków było przede wszystkim zabezpieczenie miejsca zdarzenia, usunięcie drzewa z jezdni oraz przywrócenie bezpieczeństwa uczestnikom ruchu drogowego. Tego rodzaju interwencje, choć często wyglądają niepozornie, wymagają sprawnego działania. Powalone konary mogą bowiem stwarzać zagrożenie nie tylko dla kierowców, lecz także dla pieszych i osób próbujących samodzielnie usunąć przeszkodę.</p><p>Dla druhów z Chorzęcina był to już <strong>26. wyjazd w 2026 roku</strong>.</p><h2>Alarm po raz drugi. Płonęła stolarnia w Łazisku</h2><p>Jeszcze tego samego dnia syreny alarmowe zabrzmiały ponownie. Tym razem zgłoszenie było znacznie poważniejsze. Strażacy zostali skierowani do <strong>pożaru stolarni w Łazisku</strong>.</p><p>Do akcji ponownie wyjechały dwa zastępy OSP Chorzęcin: ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy GCBA oraz lekki samochód ratowniczo-gaśniczy GLBARt.</p><p>Ze względu na charakter obiektu i potencjalnie szybkie rozprzestrzenianie się ognia do działań skierowano również zastępy z <strong>Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Mazowieckim</strong>, a także strażaków z OSP Łazisko, OSP Przesiadłów i OSP Ujazd.</p><p>W przypadku pożarów zakładów stolarskich jednym z największych zagrożeń jest obecność dużej ilości materiałów łatwopalnych. Drewno, trociny, pył drzewny, lakiery, kleje oraz pozostałe substancje wykorzystywane podczas produkcji mogą sprawić, że ogień rozwija się bardzo szybko. Dlatego kluczowe znaczenie ma natychmiastowe podjęcie działań gaśniczych oraz zaangażowanie odpowiedniej liczby ratowników i pojazdów.</p><p>Był to <strong>27. wyjazd OSP Chorzęcin w 2026 roku</strong>.</p><h2>Ochotnicy znów potrzebni</h2><p>Oba zdarzenia pokazują, jak różnorodne zadania wykonują obecnie jednostki ochotniczych straży pożarnych. Jednego dnia druhowie mogą usuwać skutki silnego wiatru i zabezpieczać drogę, a kilka godzin później uczestniczyć w wymagającej akcji gaśniczej prowadzonej wspólnie z zawodowymi strażakami.</p><p><strong>OSP Chorzęcin</strong>, podobnie jak inne jednostki działające na terenie powiatu tomaszowskiego, pełni ważną rolę w systemie bezpieczeństwa mieszkańców. Szybki wyjazd, znajomość lokalnego terenu i możliwość wsparcia Państwowej Straży Pożarnej często decydują o sprawnym przebiegu akcji.</p><p>Poniedziałkowe interwencje były kolejnym potwierdzeniem, że strażacka służba nie kończy się wraz z ugaszeniem ognia. To również usuwanie skutków gwałtownych zjawisk pogodowych, zabezpieczanie dróg i reagowanie wszędzie tam, gdzie zagrożone jest życie, zdrowie lub mienie mieszkańców.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nowi funkcjonariusze złożyli ślubowanie w tomaszowskiej komendzie straży pożarnej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56067,nowi-funkcjonariusze-zlozyli-slubowanie-w-tomaszowskiej-komendzie-strazy-pozarnej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56067,nowi-funkcjonariusze-zlozyli-slubowanie-w-tomaszowskiej-komendzie-strazy-pozarnej</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 12:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nowi-funkcjonariusze-zlozyli-slubowanie-w-tomaszowskiej-komendzie-strazy-pozarnej-1785841549.png</url>
                        <title>Nowi funkcjonariusze złożyli ślubowanie w tomaszowskiej komendzie straży pożarnej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56067,nowi-funkcjonariusze-zlozyli-slubowanie-w-tomaszowskiej-komendzie-strazy-pozarnej</link>
                    </image><description>W Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Mazowieckim odbyła się uroczysta zbiórka związana ze ślubowaniem nowo przyjętych funkcjonariuszy. To ważny moment zarówno dla samych strażaków, jak i dla lokalnego systemu bezpieczeństwa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Uroczysta chwila w komendzie przy ulicy Warszawskiej</h2><p>3 sierpnia 2026 roku w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Mazowieckim odbyła się uroczysta zbiórka z okazji ślubowania nowo przyjętych funkcjonariuszy. Wydarzenie miało oficjalny i podniosły charakter, a jego oprawa podkreślała znaczenie momentu wejścia do służby w jednej z najważniejszych formacji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo publiczne.</p><p>Z udostępnionych informacji wynika, że ceremonia została przygotowana zgodnie z zasadami strażackiego ceremoniału. W tle widoczne były symbole państwowe i emblematy Państwowej Straży Pożarnej, a nowi funkcjonariusze składali rotę ślubowania w obecności przełożonych oraz strażaków pełniących już służbę. Tego rodzaju uroczystości mają nie tylko wymiar formalny, ale również <strong>silny wymiar symboliczny</strong>.</p><h2>Ślubowanie jako początek służby i odpowiedzialności</h2><p>Złożenie ślubowania to jeden z najważniejszych etapów rozpoczęcia służby. Dla nowo przyjętych funkcjonariuszy oznacza ono wejście w rolę, która wymaga dyscypliny, gotowości do działania i odporności na sytuacje skrajnie trudne. Straż pożarna pozostaje formacją, której mieszkańcy powierzają swoje bezpieczeństwo w momentach zagrożenia życia, zdrowia i mienia.</p><p>W lokalnym kontekście takie wydarzenie ma szczególne znaczenie. Tomaszów Mazowiecki i powiat tomaszowski potrzebują sprawnie działających służb ratowniczych, zdolnych reagować zarówno na pożary, jak i miejscowe zagrożenia czy skutki gwałtownych zjawisk pogodowych. Każde wzmocnienie kadrowe komendy można więc odczytywać jako <strong>realne wsparcie dla bezpieczeństwa mieszkańców</strong>.</p><h2>Znaczenie dla mieszkańców i lokalnej wspólnoty</h2><p>Choć ślubowanie ma charakter wewnętrzny i służbowy, jego znaczenie wykracza poza mury komendy. To sygnał, że formacja rozwija swoje zasoby osobowe i przygotowuje kolejne osoby do odpowiedzialnej służby. Dla mieszkańców ważne jest nie tylko to, ilu strażaków pełni dyżury, lecz także to, że za mundurem stoją ludzie gotowi podjąć ryzyko w imię ochrony innych.</p><p>Uroczystość w tomaszowskiej komendzie przypomina, że bezpieczeństwo publiczne buduje się codziennie: przez szkolenie, dyscyplinę, procedury i gotowość do działania o każdej porze. Nowo przyjęci funkcjonariusze dopiero rozpoczynają swoją drogę, ale już sam moment ślubowania stanowi deklarację służby wobec państwa i lokalnej społeczności.</p><h2>Podniosła tradycja i praktyczny wymiar służby</h2><p>Wizerunki z uroczystości pokazują strażaków w umundurowaniu wyjściowym i służbowym, obecność sztandaru oraz starannie przygotowaną oprawę wydarzenia. Takie elementy budują ciągłość instytucji i przypominają, że służba w Państwowej Straży Pożarnej opiera się zarówno na tradycji, jak i na nowoczesnym podejściu do ratownictwa.</p><p>Dla nowych funkcjonariuszy to początek etapu, w którym symboliczne słowa ślubowania będą musiały znaleźć potwierdzenie w codziennej praktyce. Z perspektywy mieszkańców powiatu najważniejsze jest jednak to, że tomaszowska komenda zyskuje kolejne osoby gotowe nieść pomoc tam, gdzie liczy się czas, opanowanie i profesjonalizm.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nawałnica uderzyła w gminę Ujazd. Powalone drzewa, zerwane linie i pożar warsztatu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56066,nawalnica-uderzyla-w-gmine-ujazd-powalone-drzewa-zerwane-linie-i-pozar-warsztatu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56066,nawalnica-uderzyla-w-gmine-ujazd-powalone-drzewa-zerwane-linie-i-pozar-warsztatu</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 12:48:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nawalnica-uderzyla-w-gmine-ujazd-powalone-drzewa-zerwane-linie-i-pozar-warsztatu-1785841002.png</url>
                        <title>Nawałnica uderzyła w gminę Ujazd. Powalone drzewa, zerwane linie i pożar warsztatu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56066,nawalnica-uderzyla-w-gmine-ujazd-powalone-drzewa-zerwane-linie-i-pozar-warsztatu</link>
                    </image><description>Połamane drzewa leżące na drogach, konary spadające na linie energetyczne, uszkodzone budynki, samochód, który uderzył w przeszkodę, i pożar warsztatu w Łazisku. Tak wyglądał wieczór i noc z 3 na 4 sierpnia na terenie gminy Ujazd. Strażacy pracowali bez przerwy przez wiele godzin, a ostatnie działania zakończyli dopiero po godzinie 3 nad ranem. W części miejscowości nadal nie było energii elektrycznej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie była zwykła letnia burza, która przechodzi nad miejscowością, pozostawiając po sobie jedynie mokre ulice i kilka połamanych gałęzi. <strong>Nawałnica, która 3 sierpnia 2026 roku przeszła przez powiat tomaszowski</strong>, uderzyła z ogromną siłą. Silny wiatr, intensywne opady deszczu i gwałtowne wyładowania atmosferyczne w ciągu kilkudziesięciu minut zmieniły spokojny wieczór w walkę z żywiołem.</p><p>Najtrudniejsza sytuacja panowała między innymi w Stasiolasie, Maksymowie, Olszowej, Kolonii Olszowa, na Osiedlu Niewiadów oraz w Łazisku. Mieszkańcy obserwowali, jak wiatr łamie drzewa, zrywa konary i przewraca je na jezdnie oraz linie energetyczne. W wielu miejscach drogi zostały zablokowane. Część gospodarstw została pozbawiona prądu.</p><h2>Drzewa spadały na drogi i linie energetyczne</h2><p>Strażacy byli kierowani przede wszystkim do usuwania <strong>powalonych drzew i połamanych konarów</strong>. Niektóre z nich całkowicie blokowały przejazd. Inne zawisły na przewodach energetycznych, stwarzając dodatkowe zagrożenie dla mieszkańców i ratowników.</p><p>Każda taka interwencja wymagała zabezpieczenia miejsca, zatrzymania ruchu i ostrożnej pracy pilarkami. Po zmroku działania stawały się jeszcze bardziej niebezpieczne. Strażacy musieli pracować w deszczu, przy ograniczonej widoczności i w otoczeniu uszkodzonych linii energetycznych.</p><p>W jednym z miejsc doszło również do <strong>zderzenia pojazdu z drzewem powalonym na drogę</strong>. Nawałnica pozostawiała po sobie przeszkody pojawiające się niemal z minuty na minutę. Droga, która chwilę wcześniej była przejezdna, po kolejnym silnym podmuchu mogła zostać całkowicie zablokowana.</p><p>Do usuwania skutków żywiołu skierowano trzy zastępy miejscowej jednostki. W działaniach wykorzystywano ciężkie samochody ratowniczo-gaśnicze GCBA Scania i GCBA MAN oraz lekki samochód ratowniczy GLBM Rt Iveco.</p><h2>Nocny pożar warsztatu w Łazisku</h2><p>Jakby szkód wyrządzonych przez wiatr i deszcz było mało, strażacy zostali skierowani także do <strong>pożaru warsztatu w Łazisku</strong>. Na miejsce zadysponowano ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy GCBA MAN.</p><p>W gaszeniu pożaru oraz zabezpieczaniu obiektu uczestniczyli strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Tomaszowie Mazowieckim oraz druhowie z OSP Łazisko, OSP Chorzęcin i OSP Przesiadłów.</p><p>Była to kolejna akcja prowadzona tej samej nocy, gdy zastępy wciąż przemieszczały się między miejscowościami, usuwając drzewa, udrażniając drogi i reagując na kolejne zgłoszenia mieszkańców.</p><p>Syreny, światła samochodów ratowniczych i dźwięk pracujących pilarek przez wiele godzin wyznaczały rytm tej dramatycznej nocy. Dla strażaków nie było chwili odpoczynku. Jedno zgłoszenie kończyło się, gdy na radiostację przychodziło następne.</p><h2>Akcja trwała do trzeciej nad ranem</h2><p><strong>Działania strażaków na terenie gminy Ujazd zakończyły się dopiero po godzinie 3 nad ranem.</strong> Przez wiele godzin ratownicy przemieszczali się pomiędzy miejscowościami, usuwając skutki wichury i zabezpieczając miejsca, w których nadal mogło dojść do tragedii.</p><p>Skala zniszczeń pokazała, jak niewiele czasu potrzebuje żywioł, aby sparaliżować codzienne życie całej gminy. Powalone drzewa odcinały drogi, uszkodzone linie energetyczne pozbawiały mieszkańców prądu, a służby musiały równocześnie walczyć z ogniem.</p><p>W części miejscowości przerwy w dostawie energii elektrycznej utrzymywały się również po zakończeniu głównych działań straży pożarnej. Służby energetyczne prowadziły prace przy uszkodzonej sieci. Mieszkańcy zostali poproszeni o cierpliwość i zachowanie szczególnej ostrożności w pobliżu zerwanych przewodów oraz połamanych drzew.</p><h2>Gdy żywioł uderza, liczy się każda minuta</h2><p>Nawałnica z 3 sierpnia przejdzie do lokalnej pamięci jako jedna z tych nocy, gdy natura pokazała swoją bezwzględną siłę. W takich chwilach nie ma miejsca na filmowy patos. Jest zmęczenie, deszcz spływający po hełmach, ciężar mokrych konarów i świadomość, że za kolejnym zakrętem ktoś może właśnie czekać na pomoc.</p><p>Strażacy, ratownicy i pracownicy służb energetycznych od pierwszych chwil ruszyli do usuwania skutków burzy. Dzięki ich pracy udało się udrożnić drogi, zabezpieczyć niebezpieczne miejsca i ograniczyć dalsze straty.</p><p>Mieszkańcy gminy Ujazd jeszcze długo będą porządkować posesje, usuwać połamane gałęzie i oceniać szkody. Jednak najważniejsze jest to, że w najtrudniejszych godzinach nie zostali sami. Gdy nad gminą szalał wiatr, a kolejne drzewa padały na drogi, ratownicy byli tam, gdzie byli najbardziej potrzebni.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dwa wyjazdy jednego dnia. Strażacy z OSP Inowłódz usuwali powalone drzewa z dróg]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56065,dwa-wyjazdy-jednego-dnia-strazacy-z-osp-inowlodz-usuwali-powalone-drzewa-z-drog</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56065,dwa-wyjazdy-jednego-dnia-strazacy-z-osp-inowlodz-usuwali-powalone-drzewa-z-drog</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 12:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dwa-wyjazdy-jednego-dnia-strazacy-z-osp-inowlodz-usuwali-powalone-drzewa-z-drog-1785838513.png</url>
                        <title>Dwa wyjazdy jednego dnia. Strażacy z OSP Inowłódz usuwali powalone drzewa z dróg</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56065,dwa-wyjazdy-jednego-dnia-strazacy-z-osp-inowlodz-usuwali-powalone-drzewa-z-drog</link>
                    </image><description>Strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Inowłodzu dwukrotnie w ciągu jednego dnia interweniowali przy powalonych drzewach blokujących jezdnie. Najpierw zostali skierowani na drogę pomiędzy Inowłodzem a Królową Wolą, a kilka godzin później wyjechali do Teofilowa. W obu przypadkach konieczne było zabezpieczenie miejsca zdarzenia i przywrócenie bezpiecznego przejazdu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Powalone drzewo na drodze do Królowej Woli</h2><p>Pierwsze zgłoszenie wpłynęło <strong>27 lipca o godzinie 13.30</strong>. Zastęp OSP Inowłódz został zadysponowany do powalonego drzewa, które całkowicie lub częściowo blokowało jezdnię na trasie pomiędzy <strong>Inowłodzem a Królową Wolą</strong>.</p><p>Strażacy zabezpieczyli miejsce zdarzenia, a następnie przystąpili do usuwania przeszkody. Po zakończeniu działań droga została uprzątnięta, dzięki czemu możliwe było przywrócenie ruchu.</p><p>W akcji uczestniczył zastęp <strong>Ochotniczej Straży Pożarnej w Inowłodzu</strong>.</p><h2>Kolejna interwencja – tym razem w Teofilowie</h2><p>Nie był to jednak koniec pracy strażaków tego dnia. O godzinie <strong>16.06</strong>, a więc zaledwie kilka godzin po pierwszej interwencji, jednostka została ponownie wezwana do zdarzenia związanego z powalonym drzewem.</p><p>Tym razem zgłoszenie dotyczyło <strong>Teofilowa</strong>. Również tam drzewo znalazło się na jezdni, stwarzając niebezpieczeństwo dla kierowców i uniemożliwiając bezpieczne korzystanie z drogi.</p><p>Działania strażaków polegały na zabezpieczeniu terenu oraz usunięciu drzewa. Po zakończeniu akcji jezdnia ponownie była przejezdna i bezpieczna dla użytkowników.</p><h2>Strażacy nie tylko gaszą pożary</h2><p>Interwencje pokazują, jak szeroki jest zakres codziennej pracy ochotniczych straży pożarnych. Strażacy są wzywani nie tylko do pożarów, wypadków drogowych czy poszukiwań, ale również do usuwania skutków gwałtownych zjawisk atmosferycznych.</p><p><strong>Powalone drzewa i połamane konary mogą stanowić poważne zagrożenie</strong>, szczególnie gdy spadają na drogi, chodniki, linie energetyczne lub zaparkowane pojazdy. Szybka reakcja strażaków pozwala ograniczyć ryzyko kolejnych zdarzeń i możliwie szybko przywrócić normalny ruch.</p><p>Dwie akcje przeprowadzone przez druhów z OSP Inowłódz jednego popołudnia były może pozbawione blasku syren znanego z filmowych scen, ale właśnie na takich interwencjach często opiera się codzienne bezpieczeństwo mieszkańców. To praca wykonywana sprawnie, bez rozgłosu i zawsze tam, gdzie pojawia się zagrożenie.</p><p>Strażacy apelują, aby podczas <strong>silnego wiatru i niekorzystnych warunków atmosferycznych</strong> zachować szczególną ostrożność. Warto unikać parkowania samochodów pod drzewami, ograniczyć przebywanie w lasach i parkach oraz zwracać uwagę na uszkodzone konary mogące spaść na drogę lub chodnik.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rak płuca wciąż wykrywany za późno. U połowy chorych są już przerzuty]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56063,rak-pluca-wciaz-wykrywany-za-pozno-u-polowy-chorych-sa-juz-przerzuty</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56063,rak-pluca-wciaz-wykrywany-za-pozno-u-polowy-chorych-sa-juz-przerzuty</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 09:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rak-pluca-wciaz-wykrywany-za-pozno-u-polowy-chorych-sa-juz-przerzuty-1785828184.png</url>
                        <title>Rak płuca wciąż wykrywany za późno. U połowy chorych są już przerzuty</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56063,rak-pluca-wciaz-wykrywany-za-pozno-u-polowy-chorych-sa-juz-przerzuty</link>
                    </image><description>U około połowy pacjentów rak płuca zostaje rozpoznany dopiero w stadium uogólnionym, gdy nowotwór zdążył już dać przerzuty do odległych narządów. W takiej sytuacji zazwyczaj nie ma możliwości zastosowania leczenia prowadzącego do całkowitego wyleczenia. Nadzieję na zmianę tych dramatycznych statystyk daje program badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rak płuca pozostaje jednym z największych wyzwań polskiej onkologii. Choroba może przez długi czas rozwijać się niemal bezobjawowo, a pierwsze dolegliwości często pojawiają się dopiero wtedy, gdy nowotwór jest już zaawansowany.</p><p>Jak przekazał Polskiej Agencji Prasowej prof. dr hab. Maciej Krzakowski, kierownik Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii, <strong>około połowy chorych w Polsce otrzymuje diagnozę w stadium uogólnienia</strong>. Oznacza to obecność przerzutów między innymi w wątrobie, kościach, nadnerczach lub mózgu.</p><p>W takim przypadku leczenie ma najczęściej na celu zahamowanie rozwoju choroby, wydłużenie życia oraz utrzymanie jego możliwie dobrej jakości.</p><h2>Rak płuca zabija więcej osób, niż wynosi liczba nowych rozpoznań</h2><p>Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku w Polsce odnotowano <strong>21 045 nowych zachorowań na raka płuca oraz 22 155 zgonów spowodowanych tą chorobą</strong>. Nowotwory płuca odpowiadały za ponad jedną czwartą wszystkich zgonów onkologicznych wśród mężczyzn i blisko jedną piątą wśród kobiet.</p><p>Prognozy wykorzystywane podczas prac nad nowym programem profilaktycznym wskazują, że w 2029 roku liczba nowych przypadków może przekroczyć <strong>32,5 tysiąca rocznie</strong>.</p><p>Tak wysoka śmiertelność nie wynika wyłącznie z agresywnego charakteru nowotworu. Kluczowe znaczenie ma moment postawienia diagnozy. Im wcześniej choroba zostanie wykryta, tym większe są możliwości zastosowania operacji, radioterapii oraz leczenia okołooperacyjnego.</p><h2>Kaszel, duszność i utrata wagi. Objawów nie wolno lekceważyć</h2><p>Rak płuca przez długi czas może nie powodować charakterystycznych dolegliwości. Objawy bywają mylone z infekcją, przewlekłym zapaleniem oskrzeli, chorobami serca albo następstwami wieloletniego palenia.</p><p>Do sygnałów, które powinny skłonić do szybkiej konsultacji lekarskiej, należą przede wszystkim:</p><p><strong>utrzymujący się lub zmieniający charakter kaszel, narastająca duszność, krwioplucie, chrypka, ból w klatce piersiowej, osłabienie oraz niewyjaśniona utrata masy ciała.</strong></p><p>Szczególnej czujności wymaga zmiana rodzaju kaszlu u osoby palącej papierosy. Jeżeli dotychczasowy kaszel staje się częstszy, bardziej męczący, pojawia się również w nocy albo towarzyszy mu odkrztuszanie krwi, nie należy czekać, aż objawy miną samoistnie.</p><p>Pierwszym etapem diagnostyki może być badanie rentgenowskie klatki piersiowej. Gdy wynik lub stan pacjenta budzą podejrzenie nowotworu, lekarz może skierować chorego na tomografię komputerową z kontrastem oraz dalsze badania pulmonologiczne, patomorfologiczne i molekularne.</p><h2>Wczesne rozpoznanie może oznaczać wyleczenie</h2><p>Obecnie około jednej piątej chorych otrzymuje diagnozę na wczesnym etapie, kiedy możliwe jest przeprowadzenie operacji. U części pacjentów zabieg chirurgiczny łączy się następnie z immunoterapią lub leczeniem ukierunkowanym molekularnie, które ma zmniejszyć ryzyko nawrotu choroby.</p><p>– <strong>Rak płuca wykryty w stadium wczesnym jest możliwy do wyleczenia</strong> – podkreśla prof. Maciej Krzakowski.</p><p>W ostatnich latach zwiększyła się również liczba terapii dostępnych dla pacjentów z bardziej zaawansowanym nowotworem. O wyborze leczenia nie decyduje już wyłącznie wygląd komórek nowotworowych pod mikroskopem. Coraz większe znaczenie mają badania określające obecność konkretnych mutacji i biomarkerów, dzięki którym możliwe jest zastosowanie immunoterapii lub leków celowanych.</p><p>Warunkiem jest jednak szybkie i kompletne przeprowadzenie diagnostyki. Każdy tydzień oczekiwania na wynik badania histopatologicznego lub molekularnego może opóźniać rozpoczęcie właściwego leczenia.</p><h2>Niskodawkowa tomografia wykryje zmiany przed wystąpieniem objawów</h2><p>Przełomem w profilaktyce raka płuca ma być wprowadzenie do systemu świadczeń gwarantowanych programu badań z wykorzystaniem <strong>niskodawkowej tomografii komputerowej, określanej skrótem NDTK</strong>.</p><p>Badanie pozwala wykrywać niewielkie zmiany w płucach, zanim zaczną powodować objawy. W porównaniu ze standardową tomografią wykorzystuje znacznie mniejszą dawkę promieniowania. Nie wymaga podania kontrastu ani szczególnego przygotowania pacjenta.</p><p>Międzynarodowe badania wskazują, że prowadzenie badań przesiewowych w odpowiednio dobranej grupie osób może zmniejszać ryzyko śmierci z powodu raka płuca o około 20 procent. Trzeba jednak pamiętać, że nie każda zmiana uwidoczniona w płucach jest nowotworem. Część uczestników programu będzie wymagała kolejnego badania kontrolnego lub pogłębionej diagnostyki.</p><p>Polskie doświadczenia z pilotażu są obiecujące. W latach 2021–2023 wykonano ponad 39 tysięcy badań NDTK. Wykryto 330 przypadków raka płuca, a 219 pacjentów zostało zakwalifikowanych do leczenia operacyjnego.</p><h2>Kto będzie mógł skorzystać z bezpłatnych badań?</h2><p>Program będzie skierowany przede wszystkim do kobiet i mężczyzn w wieku <strong>od 55 do 74 lat</strong>, którzy obecnie palą albo palili w przeszłości i mają za sobą co najmniej 20 paczkolat. Byli palacze będą mogli zostać zakwalifikowani, jeżeli od zerwania z nałogiem nie minęło więcej niż 15 lat.</p><p>Jedno paczkorok oznacza wypalanie jednej paczki papierosów dziennie przez rok. Dwadzieścia paczkolat może więc oznaczać palenie paczki dziennie przez 20 lat albo dwóch paczek dziennie przez 10 lat.</p><p>Program obejmie również część osób w wieku <strong>od 50 do 54 lat</strong>, jeżeli spełniają kryterium dotyczące palenia i jednocześnie występują u nich dodatkowe czynniki ryzyka. Należą do nich między innymi narażenie zawodowe na azbest, krzemionkę, nikiel, chrom, kadm, arsen lub spaliny silników Diesla, ekspozycja na radon, przewlekła obturacyjna choroba płuc, wcześniejsze choroby nowotworowe albo rak płuca u najbliższego krewnego.</p><h2>Program przesiewowy nie jest dla osób z objawami</h2><p>To rozróżnienie ma ogromne znaczenie. <strong>Badania przesiewowe są przeznaczone dla osób, które nie mają objawów sugerujących raka płuca</strong>, ale ze względu na wiek i historię palenia są obciążone podwyższonym ryzykiem zachorowania.</p><p>Osoba, u której występuje krwioplucie, przewlekły kaszel, duszność, chrypka lub niewyjaśniony spadek masy ciała, nie powinna czekać na możliwość przystąpienia do programu. W takim przypadku należy zgłosić się do lekarza rodzinnego i rozpocząć standardową diagnostykę.</p><p>Rozporządzenie włączające program do wykazu świadczeń gwarantowanych weszło w życie 23 lipca 2026 roku. Umowy z placówkami realizującymi badania będą mogły obejmować okres rozpoczynający się nie wcześniej niż <strong>1 października 2026 roku</strong>. Faktyczna dostępność badań w poszczególnych regionach będzie zależała od zakontraktowania świadczeń przez Narodowy Fundusz Zdrowia.</p><h2>Najważniejszym czynnikiem ryzyka pozostaje palenie</h2><p>Badanie tomograficzne nie zastąpi profilaktyki. Najskuteczniejszym sposobem ograniczenia ryzyka zachorowania pozostaje niepalenie papierosów oraz unikanie biernego wdychania dymu tytoniowego.</p><p>Według danych przywoływanych przez Narodowy Instytut Onkologii palenie odpowiada za około <strong>80–90 procent zachorowań na raka płuca u mężczyzn i około 70 procent przypadków u kobiet</strong>. Dlatego elementem programu ma być również poradnictwo pomagające w zerwaniu z uzależnieniem od nikotyny.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego pierwszym krokiem powinien być kontakt z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej. Dotyczy to zarówno osób zauważających niepokojące objawy, jak i wieloletnich palaczy, którzy chcą sprawdzić, czy będą spełniać kryteria udziału w programie.</p><p>Rak płuca wciąż bywa utożsamiany z chorobą nieuleczalną. Nie jest to jednak pełny obraz. <strong>Nowotwór wykryty odpowiednio wcześnie może zostać skutecznie usunięty i wyleczony. Największym zagrożeniem pozostaje zwlekanie z wizytą u lekarza.</strong></p><p><i>Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje indywidualnej konsultacji lekarskiej.</i></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Muzyka, pamięć i wspólne przeżywanie historii]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56059,muzyka-pamiec-i-wspolne-przezywanie-historii</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56059,muzyka-pamiec-i-wspolne-przezywanie-historii</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 22:21:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-muzyka-pamiec-i-wspolne-przezywanie-historii-1785788671.jpg</url>
                        <title>Muzyka, pamięć i wspólne przeżywanie historii</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56059,muzyka-pamiec-i-wspolne-przezywanie-historii</link>
                    </image><description>Obchody 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, które odbyły się w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej, zgromadziły licznie przybyłą publiczność, która wspólnie z artystami oddała hołd bohaterom tamtych wydarzeń. Koncert „Śpiewamy (NIE)ZAKAZANE piosenki” stał się wyjątkowym spotkaniem pełnym wzruszeń, refleksji i pięknych muzycznych interpretacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Serdecznie dziękujemy wszystkim artystom – studentom uczelni muzycznych oraz uczestnikom sekcji muzycznej PCAS-u, przygotowanym pod kierunkiem Katarzyny Rychlik i Grzegorza Przedbory – za niezwykłe zaangażowanie, profesjonalizm i serce włożone w każdy wykonany utwór. Wysoki poziom artystyczny koncertu, znakomite aranżacje oraz dojrzałe interpretacje sprawiły, że publiczność mogła przeżyć prawdziwie wyjątkowy wieczór oraz wspólnie z artystami je zaśpiewać.</p><p>Uzupełnieniem koncertu były poruszające fragmenty filmu <i>Miasto 44</i>, ukazujące dramatyczne losy młodych ludzi, którzy podczas Powstania Warszawskiego stanęli do walki o wolną Polskę.</p><p>To był wieczór pełen emocji, wzruszeń i pięknej muzyki – wydarzenie, które na długo pozostanie w pamięci.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Radny pyta, kto wymyślił zasady, które uchwaliła Rada Miejska, a więc i on sam]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56049,radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56049,radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 20:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam-1785751605.png</url>
                        <title>Radny pyta, kto wymyślił zasady, które uchwaliła Rada Miejska, a więc i on sam</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56049,radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam</link>
                    </image><description>Radny Piotr Kucharski domaga się „weryfikacji zasadności formalnej i ekonomicznej” sprzedaży mieszkań komunalnych ich najemcom. Pyta o historię najmu, dochody lokatorów, ewentualne zadłużenia, posiadanie innych nieruchomości, sposób łączenia okresów zamieszkania, a nawet o to, czy urzędnicy sprawdzili, czy najemcy rzeczywiście mieszkają w lokalach. Kolejna obszerna interpelacja, dająca zajęcie urzędnikom, którą zastąpić może kilkuzdaniowy wniosek z uzasadnieniem z chata GPT.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na pierwszy rzut oka brzmi to jak troska o majątek miasta. Po lekturze przepisów okazuje się jednak, że radny próbuje urządzić śledztwo w sprawie mechanizmu, którego podstawowe reguły ustaliła nie tajemnicza komisja, nie prezydent działający według własnego kaprysu, lecz <strong>Rada Miejska Tomaszowa Mazowieckiego</strong>. To trochę tak, jakby członek orkiestry po zakończeniu koncertu zażądał dochodzenia, kto wpisał nuty do partytury, choć sam wcześniej siedział przy pulpicie.</p><h2>Osiemset lokali i mocne słowa o „ułamku wartości”</h2><p>Interpelacja z 15 lipca 2026 roku dotyczy lokali ujętych w zarządzeniach prezydenta miasta nr 182/2026 i 187/2026. Radny wskazuje, że mieszkania mają być sprzedawane dotychczasowym najemcom z bonifikatami sięgającymi nawet 80 procent.</p><p>Jako przykład podaje lokal przy ulicy Długiej 29/35, którego wartość rynkowa miała zostać określona na 291 461 zł, a cena po zastosowaniu bonifikaty — na 58 292,20 zł. Następnie stwierdza, że sprzedaż za „ułamek wartości rynkowej” wymaga szczegółowej kontroli.</p><p>W dalszej części dokumentu pojawia się katalog dziesięciu rozbudowanych pytań. Radny oczekuje informacji między innymi o pierwszej umowie najmu każdego lokatora, trybie przyznania mieszkania, ewentualnych przeprowadzkach, dochodach, zadłużeniu czynszowym, innych nieruchomościach oraz sposobie zabezpieczenia miasta przed spekulacją. Akurat w przypadku tego radnego, który nabywa nieruchomości na licytacjach komorniczych, by je później z zyskiem odsprzedać, pytania są co najmniej kuriozalne.&nbsp;</p><p>Problem polega na tym, że interpelacja miesza ze sobą <strong>trzy zupełnie różne porządki</strong>: zasady przyznawania lokalu komunalnego, zasady sprzedaży lokalu aktualnemu najemcy oraz warunki udzielania bonifikaty.</p><h2>Sprzedaż bez przetargu nie jest tomaszowskim wynalazkiem</h2><p>Ustawa o gospodarce nieruchomościami rzeczywiście przyjmuje jako zasadę sprzedaż nieruchomości publicznych w przetargu. Zaraz jednak przewiduje wyjątki. Zgodnie z art. 37 ust. 2 nieruchomość zbywa się bez przetargu między innymi wtedy, gdy jest sprzedawana osobie korzystającej z ustawowego pierwszeństwa w nabyciu.</p><p>Najemcy lokalu mieszkalnego, którego umowa została zawarta na czas nieoznaczony, może przysługiwać pierwszeństwo w nabyciu na zasadach określonych w art. 34 ustawy. Nie oznacza to automatycznego prawa do wykupu każdego mieszkania, ponieważ decyzja o przeznaczeniu lokalu do sprzedaży należy do właściciela, czyli gminy. Oznacza jednak, że <strong>tryb bezprzetargowy jest normalnym, ustawowo przewidzianym sposobem sprzedaży mieszkań komunalnych najemcom</strong>, a nie podejrzanym skrótem wymyślonym w gabinecie prezydenta.</p><p>Także procedura opisana przez tomaszowski urząd nie przypomina nocnej wyprzedaży miejskiego majątku. Po złożeniu wniosku przygotowywany jest operat szacunkowy, rzeczoznawca określa wartość rynkową lokalu i udziału w nieruchomości wspólnej, następnie publikowany jest wykaz nieruchomości przeznaczonej do zbycia, sporządzany protokół rokowań, a całość kończy akt notarialny. Według miejskiej informacji procedura trwa przeciętnie około pięciu–sześciu miesięcy.</p><h2>Cena najpierw wynika z wyceny, dopiero później pojawia się bonifikata</h2><p>Interpelacja może wywoływać u czytelnika wrażenie, że miasto dowolnie wpisuje ceny mieszkań. Tymczasem art. 67 ustawy o gospodarce nieruchomościami stanowi jasno, że <strong>cenę nieruchomości ustala się na podstawie jej wartości</strong>. Przy sprzedaży bezprzetargowej cena nie może być niższa od wartości ustalonej przez rzeczoznawcę — zanim zostanie zastosowana prawnie dopuszczalna bonifikata.</p><p>Bonifikata nie jest więc tajemniczą „drugą wyceną”. To świadome obniżenie ceny ustalonej na podstawie operatu, dokonywane na podstawie przepisów.</p><p>Kluczowy jest tu art. 68 ust. 1 pkt 7 ustawy. Pozwala on właściwemu organowi udzielić bonifikaty, gdy nieruchomość jest sprzedawana jako lokal mieszkalny. Co jednak najważniejsze, bonifikata w przypadku nieruchomości samorządowych jest stosowana <strong>na podstawie uchwały rady</strong>. I w tym miejscu cała konstrukcja interpelacji zaczyna chwiać się jak dekoracja z taniego teatru.</p><h2>To radni ustalili zasady</h2><p>Miejski portal wprost wskazuje, że sprzedaż tomaszowskich mieszkań odbywa się na podstawie uchwały nr <strong>XXXIII/322/04 Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego z 29 grudnia 2004 roku</strong>, zmienianej później uchwałami z 2005, 2009 i 2015 roku. Są to akty regulujące zasady bezprzetargowej sprzedaży lokali mieszkalnych w budynkach komunalnych wraz z udziałem w nieruchomości wspólnej.</p><p>To właśnie lokalne przepisy wiążą wysokość bonifikaty przede wszystkim z <strong>długością trwania najmu</strong>. Im dłużej lokator pozostaje najemcą mieszkania komunalnego, tym większa może być ulga przy wykupie.</p><p>Można z tym modelem polemizować. Można uznać, że bonifikaty są zbyt wysokie, że miasto powinno zachowywać więcej lokali w swoim zasobie albo że system wymaga przebudowy. Tyle że właściwą drogą jest wtedy <strong>projekt zmiany uchwały</strong>, debata w komisjach i głosowanie Rady Miejskiej.</p><p>Radny ma inicjatywę uchwałodawczą albo może zabiegać o przygotowanie nowych zasad. Nie musi odgrywać Sherlocka Holmesa, który odkrywa, że bonifikaty przyznano według kryteriów zapisanych w miejskim prawie.</p><h2>Dochód najemcy nie jest ustawowym miernikiem ceny sprzedaży</h2><p>Jednym z najbardziej dyskusyjnych fragmentów interpelacji jest żądanie wyjaśnienia, jak urzędnicy weryfikowali dochody najemców w okresie dwóch lat poprzedzających decyzję o sprzedaży.</p><p>Takie pytanie miałoby sens przy rozpatrywaniu wniosku o przyznanie mieszkania komunalnego albo przy badaniu prawa do określonej formy pomocy mieszkaniowej. Nie wynika jednak automatycznie z zasad sprzedaży lokalu dotychczasowemu najemcy.</p><p>Jeżeli uchwała Rady Miejskiej uzależnia bonifikatę od długości najmu, a nie od aktualnych zarobków lokatora, urząd nie może nagle stworzyć dodatkowego kryterium dochodowego tylko dlatego, że jakiś radny uznał je za pożądane. Administracja ma działać na podstawie i w granicach prawa, a nie według kryteriów dopisywanych po fakcie w interpelacjach.</p><p>Podobnie wygląda kwestia posiadania innej nieruchomości. Może ona mieć znaczenie na etapie ubiegania się o lokal komunalny, zależnie od obowiązujących w danym czasie przepisów. Nie jest jednak sama w sobie ustawową przeszkodą do zakupu lokalu, którego dana osoba jest legalnym najemcą, jeśli obowiązująca uchwała takiego ograniczenia nie zawiera.</p><p>Radny w praktyce próbuje więc zastosować dzisiejsze oczekiwania do umów najmu zawieranych niekiedy kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu.</p><h2>Historia całego życia każdego lokatora</h2><p>Kucharski domaga się szczegółowego odtworzenia drogi każdego najemcy: pierwszego lokalu, trybu jego przyznania, wszystkich przeprowadzek, powodów zamiany mieszkań oraz osoby inicjującej przesiedlenie. Pyta też o łączenie okresów najmu po zmianie lokalu.</p><p>Kontrola prawidłowości naliczenia bonifikaty jest oczywiście uzasadniona. Urząd powinien potrafić wykazać, w jaki sposób obliczył okres najmu i na jakiej podstawie zastosował konkretną ulgę.</p><p>Czym innym jest jednak sprawdzenie rachunku, a czym innym budowanie podejrzenia, że każda zamiana mieszkania sprzed lat mogła być elementem planu prowadzącego do wykupu. Interpelacja nie wskazuje konkretnego przypadku fałszerstwa, fikcyjnego najmu ani naruszenia uchwały. Zamiast faktów otrzymujemy sugestie o „nagłych przesiedleniach”, „sztucznym łączeniu okresów” oraz sprzedaży za „ułamek wartości”.</p><p>To język aktu oskarżenia bez przedstawienia dowodów, ale to już znamy, bo Kucharski co chwila mówi o pęczniejących aktach w prokuraturze, a jak łatwo się domyśleć to "pęcznienie" może mieć bezpośredni związek z kolejnymi dosyłanymi interpelacjami.&nbsp;</p><h2>Miasto ma zabezpieczenie przed szybką spekulacją</h2><p>Radny pyta również, jak miasto zamierza kontrolować zakaz zbywania lokalu przed upływem pięciu lat oraz czy w aktach notarialnych zostanie ustanowiona hipoteka.</p><p>W tym miejscu odpowiedź znajduje się nie tylko w ustawie, lecz również na oficjalnej stronie miasta. Tomaszowski urząd informuje, że jeżeli nabywca sprzeda lokal albo wykorzysta go na inne cele niż mieszkalne przed upływem pięciu lat, gmina żąda zwrotu bonifikaty po jej waloryzacji. Dodatkowo na lokalu ustanawiana jest hipoteka zabezpieczająca ewentualną wierzytelność miasta — w wysokości odpowiadającej wartości lokalu przed bonifikatą.</p><p>Można oczywiście pytać, czy mechanizm ten jest skutecznie stosowany. Trudno jednak przedstawiać go jako lukę, skoro miejska procedura wprost przewiduje zarówno obowiązek zwrotu bonifikaty, jak i zabezpieczenie hipoteczne.</p><h2>Bonifikata może być krytykowana. Najpierw jednak trzeba przeczytać własne uchwały</h2><p>Warto prowadzić poważną debatę o tym, czy Tomaszów powinien nadal sprzedawać lokale komunalne z wysokimi bonifikatami. Zasób mieszkaniowy miasta nie jest workiem bez dna. Każdy sprzedany lokal to mieszkanie, którego nie będzie można później przeznaczyć dla rodziny oczekującej na pomoc gminy.</p><p>Taka debata wymaga jednak uczciwego postawienia sprawy.</p><p>Nie można jednocześnie utrzymywać uchwały pozwalającej na wysokie bonifikaty zależne od długości najmu, a następnie przedstawiać zastosowanie tej uchwały jako zjawiska wymagającego niemal prokuratorskiego śledztwa.</p><p>Jeżeli Piotr Kucharski uważa obowiązujące zasady za niesprawiedliwe lub niekorzystne ekonomicznie, powinien przygotować projekt ich zmiany. Może zaproponować niższe bonifikaty, dodatkowe kryteria, wyłączenie części budynków ze sprzedaży albo całkowite zahamowanie prywatyzacji zasobu.</p><p>To byłaby realna polityka.</p><p>Obecna interpelacja przypomina natomiast próbę przesłuchania maszynisty za to, że pociąg jedzie po torach ułożonych wcześniej przez Radę Miejską. Dużo pytań, dużo insynuacji, dużo troski deklarowanej w podniosłych słowach. Tylko najważniejszego pytania zabrakło:</p><p><strong>Skoro zasady są złe, dlaczego radny nie proponuje ich zmiany?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ubrania zalegają na chodnikach. Kto pilnuje pojemników na używaną odzież?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56047,ubrania-zalegaja-na-chodnikach-kto-pilnuje-pojemnikow-na-uzywana-odziez</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56047,ubrania-zalegaja-na-chodnikach-kto-pilnuje-pojemnikow-na-uzywana-odziez</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 11:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ubrania-zalegaja-na-chodnikach-kto-pilnuje-pojemnikow-na-uzywana-odziez-1785748650.png</url>
                        <title>Ubrania zalegają na chodnikach. Kto pilnuje pojemników na używaną odzież?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56047,ubrania-zalegaja-na-chodnikach-kto-pilnuje-pojemnikow-na-uzywana-odziez</link>
                    </image><description>Miały pomagać potrzebującym i dawać ubraniom drugie życie. Coraz częściej stają się jednak źródłem bałaganu, który mieszkańcy oglądają bezpośrednio ze swoich okien. Wokół pojemników na używaną odzież w Tomaszowie Mazowieckim wyrastają sterty ubrań, worków, butów i domowych tekstyliów. Podobne obrazki można zobaczyć w różnych częściach miasta. Pytanie brzmi: kto za to odpowiada i dlaczego zarządcy terenów oraz dróg nie reagują skuteczniej?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na zdjęciach przesłanych do naszej redakcji widać zielony pojemnik przeznaczony do zbierania używanej odzieży. Jest wypełniony po brzegi. Kolejne ubrania mieszkańcy pozostawili więc obok — na chodniku i trawniku. Leżą tam bluzki, spodnie, bielizna, dziecięce ubrania, torby i reklamówki. To już nie przypomina zbiórki odzieży. Bardziej prowizoryczne wysypisko urządzone w środku osiedla.</p><h2>Pojemnik pełny, ubrania lądują na ziemi</h2><p>Problem nie dotyczy wyłącznie jednego miejsca. Mieszkańcy zwracają uwagę, że podobne sytuacje powtarzają się przy innych kontenerach rozstawionych na terenie Tomaszowa Mazowieckiego. Pojemniki bywają przepełnione, a odbiór odzieży odbywa się zbyt rzadko. W efekcie worki i ubrania lądują obok.</p><p>Później wystarczy deszcz, wiatr albo kilka osób przeglądających pozostawione rzeczy. Odzież zostaje rozwleczona po chodniku i trawniku. Moknie, brudzi się i przestaje nadawać do ponownego wykorzystania. Zamiast ekologicznej zbiórki powstaje sterta odpadów.</p><p>Najbardziej irytuje to mieszkańców pobliskich bloków.</p><blockquote><p>— <strong>Pojemniki stoją bezpośrednio pod naszymi oknami. Latem bałagan widać przez kilka dni, zanim ktokolwiek przyjedzie i go posprząta</strong> — skarżą się tomaszowianie.</p></blockquote><p>Trudno im się dziwić. Nikt nie chce patrzeć z balkonu na porozrzucaną bieliznę, buty i worki foliowe.</p><h2>Kto odpowiada za porządek?</h2><p>Jeżeli pojemnik stoi na terenie prywatnym lub należącym do spółdzielni czy wspólnoty mieszkaniowej, podstawowe znaczenie ma umowa zawarta z firmą prowadzącą zbiórkę. To ona powinna określać częstotliwość opróżniania kontenera oraz obowiązek uprzątnięcia jego otoczenia.</p><p>Inaczej wygląda sytuacja, gdy pojemnik znajduje się w pasie drogowym.</p><p>Zgodnie z <strong>art. 40 ustawy o drogach publicznych</strong>, zajęcie pasa drogowego na cele niezwiązane z budową, remontem, utrzymaniem lub ochroną drogi wymaga zgody zarządcy drogi wydanej w formie decyzji administracyjnej. Za zajęcie pasa pobierana jest opłata. Dotyczy to także umieszczania w nim różnych obiektów, które nie służą bezpośrednio funkcjonowaniu drogi.</p><blockquote><p>Sam fakt pobierania opłaty nie może jednak oznaczać, że zarządca drogi przestaje interesować się tym, co dzieje się wokół ustawionego obiektu.</p></blockquote><p>Decyzja zezwalająca na zajęcie pasa powinna wskazywać powierzchnię, czas oraz warunki korzystania z terenu. Zarządca ma również narzędzia do kontroli, czy pas drogowy jest wykorzystywany zgodnie z wydanym zezwoleniem. Jeżeli ubrania zalegają na chodniku, utrudniają przejście lub stwarzają zagrożenie, nie jest to już wyłącznie problem estetyczny.</p><blockquote><p>To również kwestia bezpieczeństwa pieszych, osób starszych, rodziców z wózkami i osób poruszających się na wózkach inwalidzkich.</p></blockquote><h2>Opłata pobrana, odpowiedzialność rozmyta</h2><p>W takich sytuacjach niemal zawsze zaczyna się urzędowy ping-pong.</p><p>Firma może twierdzić, że pojemnik został opróżniony zgodnie z harmonogramem. Zarządca terenu może wskazywać, że bałagan pozostawili mieszkańcy. Zarządca drogi może uznać, że odpowiada wyłącznie za sam pas drogowy, a nie za zawartość kontenera.</p><p>Tymczasem ubrania nadal leżą na chodniku.</p><p>Jeżeli instytucja publiczna wydaje zgodę na ustawienie pojemnika i pobiera za zajęcie pasa drogowego opłatę, powinna również kontrolować, czy obiekt nie zamienia przestrzeni publicznej w składowisko. W przeciwnym razie mieszkańcy płacą podwójnie: raz w opłatach za gospodarowanie odpadami, drugi raz jakością przestrzeni, w której żyją.</p><p>Nie chodzi przy tym o likwidację wszystkich pojemników. Dobrze prowadzona zbiórka używanej odzieży ma sens. Ubrania nadające się do dalszego noszenia mogą trafić do ponownego obiegu. Warunkiem jest jednak regularny odbiór, porządek i realny nadzór.</p><p>Kontener nie może być ustawiony na zasadzie: postawić, nakleić numer telefonu i zapomnieć.</p><h2>Odzież można oddać do PSZOK</h2><p>Od 1 stycznia 2025 roku w Polsce obowiązuje selektywna zbiórka tekstyliów, odzieży i obuwia. Oznacza to, że zużytych tekstyliów nie powinno się wrzucać do odpadów zmieszanych. Każda gmina ma obowiązek zapewnić mieszkańcom możliwość ich oddania przynajmniej w Punkcie Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych.</p><blockquote><p>W Tomaszowie Mazowieckim tekstylia można bezpłatnie przekazać do <strong>PSZOK przy ul. Henrykowskiej 2/4</strong>, po spełnieniu zasad obowiązujących mieszkańców objętych miejskim systemem gospodarowania odpadami. Punkt przyjmuje między innymi odzież, tekstylia, odpady wielkogabarytowe, sprzęt elektryczny, opony oraz odpady problemowe.</p></blockquote><blockquote><p>PSZOK dla mieszkańców miasta jest czynny:</p><p><strong>od wtorku do czwartku w godz. 7.30–15.00, w piątki w godz. 10.30–18.00 oraz w drugą i czwartą sobotę miesiąca w godz. 9.00–14.00.</strong></p></blockquote><p>Trzeba jednak pamiętać o ważnej różnicy. Do ulicznych pojemników powinny trafiać przede wszystkim rzeczy czyste i nadające się do ponownego użycia. Zniszczona odzież, podarte tkaniny, zużyte obuwie czy stare tekstylia domowe powinny zostać potraktowane jako odpady i oddane do PSZOK. Ministerstwo Klimatu i Środowiska również podkreśla, że pojemniki prowadzone przez organizacje lub firmy zbierające odzież powinny służyć głównie rzeczom, które można jeszcze wykorzystać.</p><h2>Potrzebna jest kontrola, nie kolejne tabliczki</h2><p>Zdjęcia pokazują, że obecny system w wielu miejscach po prostu nie działa. Sama informacja umieszczona na kontenerze nie wystarcza. Potrzebny jest numer interwencyjny, szybka reakcja na zgłoszenia i obowiązek uprzątnięcia terenu w określonym czasie.</p><p>Zarządcy dróg i terenów powinni sprawdzić, gdzie stoją pojemniki, kto posiada zgodę na ich ustawienie, kiedy były ostatnio opróżniane i jakie obowiązki porządkowe zapisano w umowach lub decyzjach.</p><p>Jeśli firma nie potrafi zapewnić regularnego odbioru, pojemnik powinien zostać usunięty albo przeniesiony w miejsce, w którym nie będzie utrudniał życia mieszkańcom.</p><p>Ekologia nie może być dekoracyjnym napisem na zielonym kontenerze. <strong>Jeżeli wokół pojemnika powstaje sterta mokrych i brudnych ubrań, nie mamy do czynienia z drugim życiem odzieży. Mamy zwyczajny bałagan — i odpowiedzialność, której nikt nie chce wziąć na siebie.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Na ul. Szkolnej parkowanie może być niezgodne z przepisami]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56046,na-ul-szkolnej-parkowanie-moze-byc-niezgodne-z-przepisami</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56046,na-ul-szkolnej-parkowanie-moze-byc-niezgodne-z-przepisami</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 09:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-na-ul-szkolnej-parkowanie-moze-byc-niezgodne-z-przepisami-1785744085.png</url>
                        <title>Na ul. Szkolnej parkowanie może być niezgodne z przepisami</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56046,na-ul-szkolnej-parkowanie-moze-byc-niezgodne-z-przepisami</link>
                    </image><description>W ostatnim czasie zaszły zmiany w oznakowaniu na ul. Szkolnej, przy budynku Starostwa Powiatowego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zaczęło się od robót brukarskich, czyli obniżenia krawężnika tuż za przejściem dla pieszych. Wzbudziło to nie tyle moją ciekawość, ile domysły dotyczące tego, co ma się w tym miejscu wydarzyć. Z biegiem czasu moje przypuszczenia niestety się potwierdziły.</p><p>Nie wiem, na czyje zlecenie wykonano te prace. Wiem natomiast, kto podpisał się pod nową organizacją ruchu. Jestem zdumiony, że nadal zatwierdzane są projekty zawierające tak poważne błędy. Nie powinno tak być, ponieważ osoby odpowiedzialne za organizację ruchu odpowiadają również za bezpieczeństwo na drogach naszego miasta i powiatu.</p><p>Wiem, że kilka osób bardzo zabiegało o rozwiązanie tego problemu. Chodzi przede wszystkim o wyznaczone stanowisko postojowe, czyli „kopertę” oznaczoną znakiem P-20.</p><p>Jest to stanowisko przeznaczone dla pojazdów służbowych Starostwa Powiatowego. Powstaje jednak pytanie: dlaczego niemal zawsze widzę tam inne pojazdy niż samochody służbowe starostwa?</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1154/816;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/08/03/image.png" width="1154" height="816"></figure><p>W tym miejscu ustawiono znak B-36, czyli zakaz zatrzymywania się, oraz obniżono krawężnik, aby umożliwić wjazd na „kopertę” widoczną po lewej stronie. Do tej pory wjazd odbywał się przez przejście dla pieszych. Teraz należałoby ustawić słupki blokujące, aby uniemożliwić kierowcom wjeżdżanie na parking przez przejście.</p><p>Na początku wyjaśnię, że zgodnie z art. 47 ust. 2 ustawy Prawo o ruchu drogowym:</p><p>„Dopuszcza się, przy zachowaniu warunków określonych w ust. 1 pkt 1 i 2, zatrzymanie lub postój na drodze dla pieszych przy krawędzi jezdni całego samochodu osobowego”.</p><p>W przepisach nie ma jednak zapisu, który pozwalałby parkować bezpośrednio przy budynku w sposób widoczny na zdjęciach. Co więcej, znaków drogowych co do zasady nie powinno umieszczać się na budynkach.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1150/800;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/08/03/image_1.png" width="1150" height="800"></figure><p>Popatrzmy dalej. Za znakiem B-36 znajduje się znak D-18 „parking” z tabliczką T-30i, podczas gdy powinna tam być tabliczka T-30a. Można uznać to za błąd kosmetyczny, jednak problem jest szerszy.</p><p>Na jezdni widoczne są białe linie, które mają prawdopodobnie oznaczać miejsca postojowe. Przypominają one jednak raczej oznaczenia stosowane przy miejscach handlowych, podobne do tych, które znajdują się na tomaszowskim rynku.</p><p>W tym miejscu obowiązuje Strefa Płatnego Parkowania. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych, nazywanym potocznie „czerwoną książką”, w punkcie 5.2.50 wskazano:</p><p>„W strefie oznakowanej znakiem D-44 miejsca dla postoju pojazdu samochodowego wyznacza się znakami pionowymi określonymi w pkt 5.2.18 oraz znakami poziomymi określonymi w załączniku nr 2 do rozporządzenia w: pkt 5.2.4, pkt 5.2.5, pkt 5.2.6 i pkt 5.2.9.2”.</p><p>Wyjaśniając:</p><p>pkt 5.2.18 dotyczy znaku pionowego D-18 „parking”,</p><p>pkt 5.2.4 dotyczy znaku poziomego P-18 „stanowisko postojowe”,</p><figure class="image image_resized" style="width:18.56%;"><img style="aspect-ratio:245/416;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/08/03/image_2.png" width="245" height="416"></figure><p>pkt 5.2.5 dotyczy znaku P-19 „linia wyznaczająca pas postojowy”,</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:189/435;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/08/03/image_3.png" width="189" height="435"></figure><p>pkt 5.2.6 dotyczy znaku P-20 „stanowisko postojowe zastrzeżone – koperta”,</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:196/406;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/08/03/image_4.png" width="196" height="406"></figure><p>pkt 5.2.9.2 dotyczy znaku P-24 „miejsce dla pojazdu osoby niepełnosprawnej”.</p><figure class="image image_resized" style="width:18.36%;"><img style="aspect-ratio:555/549;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/08/03/image_5.png" width="555" height="549"></figure><p>Jak zatem widać, miejsca przy ul. Szkolnej nie zostały wyznaczone w sposób zgodny z tymi zasadami.</p><p>Dochodząc do sedna: za znakiem B-36, wzdłuż budynku Starostwa Powiatowego, nikt nie powinien się zatrzymywać.</p><p>Istnieje również uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego podjęta w składzie siedmiu sędziów, w której jasno określono zasady pobierania opłat za postój w Strefie Płatnego Parkowania.</p><p>Jest to uchwała NSA z 9 października 2017 roku, sygn. akt II GPS 2/17.</p><p>NSA wskazał, że w strefie płatnego parkowania, określonej znakami D-44 i D-45, miejsca przeznaczone do postoju pojazdów samochodowych wyznacza się znakami pionowymi D-18 „parking” oraz znakami poziomymi: P-18 „stanowisko postojowe”, P-19 „linia wyznaczająca pas postojowy”, P-20 „stanowisko postojowe zastrzeżone – koperta” oraz P-24 „miejsce dla pojazdu osoby niepełnosprawnej”.</p><p>Takiego oznakowania poziomego nie ma nie tylko na ul. Szkolnej, ale również na znacznej części placu Kościuszki oraz na parkingu przy ul. Zachodniej. W tym ostatnim miejscu brakuje nawet znaków D-18, mimo że pobierane są tam opłaty za postój.</p><p>Oznacza to, że można parkować w miejscach, w których takich znaków nie ma, pod warunkiem zachowania zasad wynikających z Prawa o ruchu drogowym.</p><p>Miasto i powiat tracą przez taki sposób organizacji parkowania pieniądze. Problem można stosunkowo łatwo rozwiązać. Już wcześniej zgłaszałem propozycję uporządkowania oznakowania w taki sposób, aby wyeliminować możliwość bezpłatnego parkowania w Strefie Płatnego Parkowania poza prawidłowo wyznaczonymi stanowiskami.</p><p>Urzędnicy miejscy najwyraźniej jednak nie są zainteresowani skorzystaniem z tej propozycji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polowanie na mandaty trwa. PiS chce sparaliżować tomaszowski samorząd?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56035,polowanie-na-mandaty-trwa-pis-chce-sparalizowac-tomaszowski-samorzad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56035,polowanie-na-mandaty-trwa-pis-chce-sparalizowac-tomaszowski-samorzad</guid>
            <pubDate>Sun, 02 Aug 2026 11:37:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polowanie-na-mandaty-trwa-pis-chce-sparalizowac-tomaszowski-samorzad-1785665190.png</url>
                        <title>Polowanie na mandaty trwa. PiS chce sparaliżować tomaszowski samorząd?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56035,polowanie-na-mandaty-trwa-pis-chce-sparalizowac-tomaszowski-samorzad</link>
                    </image><description>Najpierw Paulina Socha. Później Mariusz Strzępek, Leszek Ogórek i Jarosław Batorski. Teraz na polityczną listę trafili Martyna Wojciechowska, Dariusz Kowalczyk i Rafał Wolniewicz. W tomaszowskim samorządzie zamiast rozmowy o drogach, szpitalu, szkołach i pieniądzach mieszkańców trwa festiwal donosów, podejrzeń oraz prób eliminowania kolejnych osób. Szaleństwo rozpętane przez środowisko Prawa i Sprawiedliwości zdaje się nie mieć końca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Samorząd powinien być miejscem sporu. Czasem ostrego, czasem brutalnego, lecz jednak dotyczącego spraw publicznych. Budżetu, ochrony zdrowia, edukacji, transportu i inwestycji. Tymczasem w powiecie tomaszowskim polityka coraz bardziej przypomina kiepski serial sądowy, w którym co kilka tygodni zmienia się nazwisko oskarżonego, ale scenariusz pozostaje ten sam.</p><p>Kolejny radny albo członek zarządu ma zostać postawiony pod ścianą. Kolejny mandat ma być analizowany, podważany lub wygaszany. Kolejna osoba ma tłumaczyć się nie z tego, co zrobiła dla mieszkańców, lecz z konstrukcji prawnej stworzonej przez jej politycznych przeciwników.</p><p>To już nie wygląda jak troska o praworządność. <strong>Coraz bardziej przypomina próbę odzyskiwania utraconej władzy metodami administracyjnymi.</strong></p><h2>Od Sochy do Wojciechowskiej</h2><p>Sprawa Pauliny Sochy miała realny i poważny kontekst prawny. Dotyczyła zatrudnienia radnej w Tomaszowskim Centrum Zdrowia oraz przepisów antykorupcyjnych związanych z działalnością wykorzystującą mienie powiatu. Łódzki Urząd Wojewódzki prowadził w tej sprawie postępowanie i żądał kolejnych dokumentów. Nie była to więc wyłącznie polityczna plotka rzucona na korytarzu starostwa.</p><p>Problem polega jednak na tym, że od tamtego czasu mechanizm badania mandatów zaczął być wykorzystywany niemal seryjnie.</p><p>Pojawiła się próba zakwestionowania mandatu <strong>Mariusza Strzępka</strong>, następnie sprawy dotyczące <strong>Leszka Ogórka i Jarosława Batorskiego</strong>. Teraz polityczny reflektor skierowano na <strong>Martynę Wojciechowską, Dariusza Kowalczyka i Rafała Wolniewicza</strong>.</p><p>Przypadek Martyny Wojciechowskiej jest szczególnie znamienny. <strong>Wojewoda łódzki przedstawiła swoje stanowisko jeszcze zanim sprawą formalnie zajęła się Rada Powiatu.</strong> Jeżeli organ nadzoru, dysponujący prawnikami, dokumentami oraz doświadczeniem w kontroli samorządów, nie dostrzega podstaw do wygaszenia mandatu, to forsowanie całej operacji przed radą zaczyna wyglądać nie jak wykonywanie prawa, ale jak polityczne przedstawienie.</p><p>Przedstawienie, w którym wyrok ma zostać napisany przed rozpoczęciem procesu.</p><h2>Prawo nie jest cepem</h2><p>Przepisy dotyczące wygaszania mandatów istnieją po to, by chronić samorząd przed konfliktami interesów, korupcją i <strong>wykorzystywaniem funkcji publicznych do prywatnych celów</strong>. Nie zostały jednak stworzone jako narzędzie do usuwania przeciwników politycznych.</p><p>Artykuł 25b ustawy o samorządzie powiatowym zabrania radnemu prowadzenia lub zarządzania działalnością gospodarczą wykorzystującą mienie powiatu, w którym uzyskał mandat. Zakaz obejmuje także występowanie jako przedstawiciel lub pełnomocnik takiej działalności.</p><p>Z kolei art. 383 Kodeksu wyborczego przewiduje wygaśnięcie mandatu między innymi w przypadku naruszenia ustawowego zakazu łączenia mandatu z określoną funkcją lub działalnością. Decyzję podejmuje rada, ale wcześniej zainteresowanemu radnemu trzeba umożliwić złożenie wyjaśnień. Uchwała może zostać zaskarżona do sądu administracyjnego.</p><p>To procedura o najpoważniejszych konsekwencjach. Nie jest polityczną interpelacją, którą można napisać w godzinę, opublikować w internecie, a później wzruszyć ramionami.</p><p>Mandat radnego pochodzi od wyborców. <strong>Wygaszenie go powinno być ostatecznością opartą na faktach, dokumentach i jednoznacznym naruszeniu prawa.</strong> Sądy administracyjne podkreślają, że przed stwierdzeniem wygaśnięcia mandatu konieczne jest staranne i niebudzące wątpliwości ustalenie, czy doszło do złamania zakazu.</p><p>Nie wystarczy niechęć. Nie wystarczy sugestia. Nie wystarczy polityczne zamówienie.</p><h2>Kto pisze scenariusz?</h2><p>W środowisku samorządowym coraz częściej pojawia się nazwisko <strong>Piotra Kucharskiego</strong>. Czy to on stoi za kolejnymi próbami podważania mandatów? Czy jest autorem prawnej i politycznej strategii, która ma destabilizować nową większość? Czy też jego rola jest wyolbrzymiana przez przeciwników?</p><p>Te pytania wymagają jasnej odpowiedzi.</p><p>Jeżeli Piotr Kucharski nie ma nic wspólnego z przygotowywaniem kolejnych wniosków, powinien powiedzieć to publicznie. Jeżeli natomiast inspiruje lub koordynuje te działania, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego zamiast programu dla powiatu otrzymują kolejne batalie o mandaty.</p><p>Nie można prowadzić polityki zza kulis, wystawiać kolejnych aktorów na scenę, a samemu udawać przypadkowego widza siedzącego w ostatnim rzędzie.</p><h2>Ludzie Antoniego Macierewicza nie pogodzili się z utratą władzy</h2><p>Tomaszowskie Prawo i Sprawiedliwość przez lata funkcjonowało pod silnym wpływem środowiska <strong>Antoniego Macierewicza</strong>. Stanowiska, rekomendacje, miejsca na listach i decyzje personalne tworzyły system, w którym lojalność wobec partyjnego centrum nierzadko znaczyła więcej niż samodzielność lokalnego działacza.</p><p>Po utracie kontroli nad powiatem część tego środowiska najwyraźniej nie potrafi przyjąć do wiadomości, że w demokracji władzę czasem się traci.</p><p>Można wtedy przygotować lepszy program, przekonać mieszkańców i wygrać następne wybory. Można też zachować się jak bohaterowie „Upadku” Camusa: obrazić się na rzeczywistość i próbować udowodnić, że skoro nie można nią rządzić, należy ją oskarżyć.</p><p>Zamiast odejścia z godnością widzimy więc <strong>agresywne zwalczanie następców, próby podważania mandatów i budowanie atmosfery permanentnego kryzysu</strong>. Powiat ma wyglądać jak instytucja niezdolna do działania. Każdy ma podejrzewać każdego. Każda decyzja ma być kwestionowana, a każda osoba pełniąca funkcję publiczną – przedstawiana jako potencjalny przestępca albo oszust.</p><p>To klasyczna polityka spalonej ziemi: skoro nie my rządzimy, niech nikt nie będzie w stanie rządzić spokojnie.</p><h2>KO wtóruje PiS</h2><p>Szczególnie niezrozumiała jest postawa części radnych Koalicji Obywatelskiej. Formacja, która na poziomie krajowym przez lata oskarżała PiS o instrumentalne wykorzystywanie instytucji państwa, w Tomaszowie zdaje się momentami przyłączać do podobnej metody walki.</p><p>Zamiast postawić granicę i powiedzieć: <strong>sprawdzajmy rzeczywiste naruszenia, ale nie urządzajmy politycznych polowań</strong>, część radnych KO pomaga nakręcać spiralę podejrzeń.</p><p>Być może liczą na doraźną korzyść. Na osłabienie konkurentów. Na przetasowanie stanowisk. Na kilka głosów więcej przy następnym wyborze członków zarządu.</p><p>Historia samorządu uczy jednak, że kto pomaga rozpędzić machinę politycznych donosów, prędzej czy później sam może znaleźć się pod jej kołami.</p><h2>Powiat nie jest prywatnym folwarkiem przegranych działaczy</h2><p>Mieszkańcy nie wybierali radnych po to, żeby przez kolejne miesiące oglądać przedstawienie pod tytułem „Komu dziś wygasimy mandat?”. Nie po to płacą podatki i utrzymują administrację samorządową.</p><p>W powiecie są problemy znacznie poważniejsze: sytuacja Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, stan dróg, finansowanie szkół, dostępność transportu, starzenie się mieszkańców, odpływ młodych ludzi i rosnące koszty funkcjonowania jednostek publicznych.</p><p>Tymczasem energia części radnych zużywana jest na produkowanie kolejnych konfliktów.</p><p><strong>Prawo trzeba stosować stanowczo tam, gdzie rzeczywiście zostało naruszone. Nie wolno jednak zmieniać go w polityczny młotek, którym próbuje się rozbić każdą osobę stojącą po drugiej stronie sali obrad.</strong></p><p>Dziś pytanie nie brzmi już wyłącznie, czy mandat Martyny Wojciechowskiej, Dariusza Kowalczyka albo Rafała Wolniewicza zostanie zakwestionowany. Pytanie brzmi: <strong>kto zatrzyma ludzi, którzy chcą zamienić tomaszowski samorząd w pole niekończącej się wojny?</strong></p><p>Jeżeli radni PiS mają dowody naruszenia prawa, powinni je przedstawić – precyzyjnie, publicznie i z pełną odpowiedzialnością za wypowiadane słowa. Jeżeli ich nie mają, powinni zakończyć spektakl.</p><p>Samorząd to nie partyjna własność. Mandaty nie należą do Antoniego Macierewicza, Piotra Kucharskiego, PiS, KO ani jakiegokolwiek lokalnego układu. <strong>Należą do mieszkańców, którzy powierzyli je konkretnym osobom w demokratycznych wyborach.</strong></p><p>I tylko naprawdę poważne, jednoznacznie udowodnione naruszenie prawa może uzasadniać odebranie im tej decyzji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wojewoda nie wygasi mandatu Martyny Wojciechowskiej. „Brak podstaw prawnych do podjęcia działań”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56014,wojewoda-nie-wygasi-mandatu-martyny-wojciechowskiej-brak-podstaw-prawnych-do-podjecia-dzialan</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56014,wojewoda-nie-wygasi-mandatu-martyny-wojciechowskiej-brak-podstaw-prawnych-do-podjecia-dzialan</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 16:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wojewoda-nie-wygasi-mandatu-martyny-wojciechowskiej-brak-podstaw-prawnych-do-podjecia-dzialan-1785507023.jpg</url>
                        <title>Wojewoda nie wygasi mandatu Martyny Wojciechowskiej. „Brak podstaw prawnych do podjęcia działań”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56014,wojewoda-nie-wygasi-mandatu-martyny-wojciechowskiej-brak-podstaw-prawnych-do-podjecia-dzialan</link>
                    </image><description>Łódzki Urząd Wojewódzki nie znalazł podstaw do wszczęcia procedury prowadzącej do wygaszenia mandatu radnej Rady Powiatu Tomaszowskiego Martyny Wojciechowskiej. Organ nadzoru uznał, że zgromadzone informacje nie pozwalają w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości stwierdzić, iż radna na stałe zamieszkuje poza granicami powiatu tomaszowskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Stanowisko wojewody zostało przedstawione w piśmie z 30 lipca 2026 roku. Dokument jest odpowiedzią na zawiadomienie dotyczące możliwości utraty przez Martynę Wojciechowską prawa wybieralności, a w konsekwencji także mandatu radnej.</p><h2>Wojewoda poprosił radną o wyjaśnienia</h2><p>Jak wynika z pisma Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego, zawiadomienie w sprawie wpłynęło do organu nadzoru 23 czerwca 2026 roku. Następnie, 8 lipca, wojewoda zwrócił się do Rady Powiatu Tomaszowskiego z prośbą o ustosunkowanie się do podnoszonych zarzutów oraz o przedstawienie wyjaśnień.</p><p>Radna Martyna Wojciechowska przekazała swoje stanowisko pismem z 24 lipca.</p><p>Po analizie zgromadzonych informacji organ nadzoru uznał, że nie są one wystarczające do uprawdopodobnienia, iż radna faktycznie zamieszkuje poza powiatem tomaszowskim. Wojewoda podkreślił, że <strong>sama deklaracja, więź emocjonalna z określoną miejscowością albo wskazywany adres nie przesądzają jeszcze o miejscu stałego zamieszkania</strong>.</p><h2>Nie meldunek, lecz centrum życiowe</h2><p>Wojewoda odwołał się do utrwalonego orzecznictwa sądów administracyjnych. Zgodnie z nim o miejscu zamieszkania decydują dwa elementy: <strong>faktyczne przebywanie w określonej miejscowości oraz zamiar stałego pobytu</strong>.</p><p>Ten zamiar nie może być jednak wyłącznie słowną deklaracją. Powinien znajdować potwierdzenie w konkretnych i możliwych do sprawdzenia działaniach. Chodzi między innymi o to, gdzie dana osoba prowadzi życie rodzinne, zawodowe i społeczne, a więc gdzie znajduje się jej rzeczywiste centrum spraw życiowych.</p><p>Łódzki Urząd Wojewódzki przypomniał również, że <strong>miejsce zameldowania nie zawsze jest tożsame z miejscem zamieszkania</strong>. Meldunek ma przede wszystkim charakter administracyjny. Może potwierdzać faktyczne miejsce życia, ale nie musi.</p><p>W piśmie przywołano w tym kontekście wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 3 września 2025 roku.</p><h2>Utrata mandatu to rozwiązanie ostateczne</h2><p>Wojewoda zwrócił uwagę, że wygaszenie mandatu radnego pochodzącego z wyboru powszechnego jest poważną ingerencją w wolę wyborców. Dlatego taka sankcja może być zastosowana wyłącznie wtedy, gdy przesłanki jej zastosowania są <strong>jednoznaczne, wyraźne i niebudzące wątpliwości</strong>.</p><p>W tej sprawie – jak stwierdził organ nadzoru – takich okoliczności nie wykazano.</p><p>„We wskazanym stanie faktycznym brak jest podstaw prawnych do podjęcia działań w tym zakresie” – czytamy w stanowisku wojewody.</p><p>Oznacza to, że <strong>na obecnym etapie nie zostanie wszczęta procedura zmierzająca do wygaszenia mandatu Martyny Wojciechowskiej</strong>.</p><h2>Sprawa zamknięta na obecnym materiale</h2><p>Konkluzja &nbsp;jest jasna. Wojewoda łódzki <strong>nie znalazł podstaw do podjęcia działań wnioskowanych w zawiadomieniu</strong>.</p><p>Nie jest to jednak abstrakcyjna deklaracja, że mandat radnej nigdy nie może zostać zakwestionowany. Stanowisko odnosi się do materiału, którym obecnie dysponował organ nadzoru. Gdyby pojawiły się nowe, konkretne i możliwe do zweryfikowania dowody wskazujące na trwałe przeniesienie centrum życiowego poza powiat tomaszowski, sprawa mogłaby zostać oceniona ponownie.</p><p>Na dziś jednak urząd wojewódzki stawia kropkę: <strong>brak jest wystarczających przesłanek do wygaszenia mandatu Martyny Wojciechowskiej</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[WOPR z Tomaszowa z nowym sprzętem. Miliony złotych na ratownictwo w regionie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56013,wopr-z-tomaszowa-z-nowym-sprzetem-miliony-zlotych-na-ratownictwo-w-regionie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56013,wopr-z-tomaszowa-z-nowym-sprzetem-miliony-zlotych-na-ratownictwo-w-regionie</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 15:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wopr-z-tomaszowa-z-nowym-sprzetem-miliony-zlotych-na-ratownictwo-w-regionie-1785506607.jpg</url>
                        <title>WOPR z Tomaszowa z nowym sprzętem. Miliony złotych na ratownictwo w regionie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56013,wopr-z-tomaszowa-z-nowym-sprzetem-miliony-zlotych-na-ratownictwo-w-regionie</link>
                    </image><description>Ratownicy WOPR z Tomaszowa Mazowieckiego i innych miast województwa łódzkiego otrzymają nowy sprzęt oraz wsparcie na szkolenia i utrzymanie gotowości operacyjnej. To efekt dofinansowania o łącznej wartości ponad 1,3 mln zł.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Duże wsparcie dla ratowników wodnych</h2><p>Do jednostek Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z województwa łódzkiego trafi nowy sprzęt o łącznej wartości przekraczającej <strong>1,3 mln zł</strong>. Środki pochodzą niemal w całości z Budżetu Obywatelskiego Województwa Łódzkiego, co oznacza, że o kierunku tego wsparcia zdecydowali sami mieszkańcy regionu.</p><p>Pomoc obejmuje ratowników działających między innymi w Tomaszowie Mazowieckim, Piotrkowie Trybunalskim, Zduńskiej Woli, Skierniewicach i Radomsku. Celem inwestycji jest poprawa bezpieczeństwa nad wodą, szybsze reagowanie w sytuacjach zagrożenia oraz lepsze przygotowanie służb do działań ratunkowych przez cały rok.</p><h2>Sprzęt trafi także do Tomaszowa Mazowieckiego</h2><p>Największe dofinansowanie, wynoszące <strong>990 tys. zł</strong>, otrzymał wspólny projekt pięciu jednostek WOPR, w tym WOPR z Tomaszowa Mazowieckiego. Dzięki temu ratownicy kupią samochody operacyjne, pojazd terenowy z napędem na cztery koła, quady, łódź ratowniczą z silnikiem i przyczepą oraz specjalistyczne wyposażenie do akcji ratunkowych i poszukiwawczych.</p><p>Szczególnie istotną informacją dla mieszkańców Tomaszowa jest to, że do miejscowego WOPR trafi <strong>zdalnie sterowany robot ratowniczy</strong>. To nowoczesne urządzenie może być wykorzystywane podczas akcji w trudnych warunkach, bez konieczności natychmiastowego wejścia ratownika do wody. Sterowany z brzegu robot może podpłynąć do osoby potrzebującej pomocy i umożliwić jej bezpieczne dotarcie do lądu.</p><p>Nowe wyposażenie będzie służyć jednostkom zabezpieczającym akweny na terenach parków krajobrazowych województwa łódzkiego, w tym również obszary ważne z perspektywy powiatu tomaszowskiego i rejonu Zalewu Sulejowskiego. W praktyce oznacza to większe możliwości działania tam, gdzie latem wypoczywa wielu mieszkańców i turystów.</p><h2>Nie tylko zakupy, ale też szkolenia i gotowość operacyjna</h2><p>Wsparcie nie kończy się na samym doposażeniu. Jeden ze wspólnych projektów jednostek z Tomaszowa Mazowieckiego, Piotrkowa Trybunalskiego i Radomska otrzymał <strong>120 tys. zł</strong> na zakup kolejnego specjalistycznego sprzętu. W planach są między innymi urządzenia do działań podwodnych, systemy łączności, platforma ratownicza do skutera wodnego, termowizja oraz defibrylator AED.</p><p>Osobna pula środków została przeznaczona również na szkolenia oraz edukację w zakresie bezpiecznego wypoczynku nad wodą. To ważny element całego programu, bo skuteczne ratownictwo opiera się nie tylko na nowoczesnym sprzęcie, ale także na kompetencjach ratowników i świadomości osób korzystających z kąpielisk, zalewów i rzek.</p><p>Dodatkowo część jednostek otrzymała pieniądze na utrzymanie gotowości operacyjnej, w tym serwis i naprawy łodzi, pojazdów oraz wyposażenia. Tego rodzaju wydatki rzadziej przyciągają uwagę niż zakup nowych maszyn, ale w codziennej pracy ratowników mają fundamentalne znaczenie. Sprawny sprzęt to krótszy czas reakcji i większa skuteczność podczas akcji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Policja poszukuje 20-letniej Zuzanny P. Kobieta miała jechać do koleżanki w Łodzi /odnaleziona/]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56012,policja-poszukuje-20-letniej-zuzanny-p-kobieta-miala-jechac-do-kolezanki-w-lodzi-odnaleziona</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56012,policja-poszukuje-20-letniej-zuzanny-p-kobieta-miala-jechac-do-kolezanki-w-lodzi-odnaleziona</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 13:21:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-policja-poszukuje-20-letniej-zuzanny-p-kobieta-miala-jechac-do-kolezanki-w-lodzi-odnaleziona-1785572779.jpg</url>
                        <title>Policja poszukuje 20-letniej Zuzanny P. Kobieta miała jechać do koleżanki w Łodzi /odnaleziona/</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56012,policja-poszukuje-20-letniej-zuzanny-p-kobieta-miala-jechac-do-kolezanki-w-lodzi-odnaleziona</link>
                    </image><description>Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim prowadzą poszukiwania 20-letniej Zuzanny P. Młoda kobieta wyszła z domu 24 lipca 2026 roku, informując rodzinę, że jedzie do koleżanki mieszkającej w Łodzi. Od tamtej pory nie wróciła do miejsca zamieszkania i nie skontaktowała się z najbliższymi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Funkcjonariusze apelują do wszystkich osób, które mogą posiadać informacje dotyczące aktualnego miejsca pobytu 20-latki. Znaczenie może mieć nawet pozornie nieistotna wiadomość — przypadkowe spotkanie, rozmowa, obecność w autobusie, pociągu, sklepie czy jednym z lokali na terenie Łodzi lub Tomaszowa Mazowieckiego.</p><h2>Wyszła z domu 24 lipca</h2><p>Zuzanna &nbsp;<strong>24 lipca 2026 roku opuściła miejsce zamieszkania</strong>. Swoim bliskim powiedziała, że zamierza udać się do koleżanki do Łodzi.</p><p>Do chwili opublikowania policyjnego komunikatu kobieta nie wróciła do domu. Nie nawiązała również kontaktu z rodziną. Zaniepokojeni bliscy oraz policjanci próbują ustalić, gdzie obecnie może przebywać.</p><h2>Rysopis Zuzanny&nbsp;</h2><p>Poszukiwana ma około <strong>164 centymetrów wzrostu</strong> i średnią budowę ciała. Ma długie włosy koloru różowego oraz brązowe oczy.</p><p>Jej znakiem szczególnym jest <strong>tatuaż znajdujący się na szyi</strong>.</p><p>Policja nie podała w komunikacie informacji dotyczącej ubrania, które kobieta miała na sobie w chwili opuszczania domu. Dlatego podczas próby jej rozpoznania szczególną uwagę należy zwrócić na charakterystyczny kolor włosów oraz tatuaż.</p><h2>Policja prosi o pilny kontakt</h2><p>Każda osoba, która widziała Zuzannę &nbsp;po 24 lipca albo posiada informacje dotyczące miejsc, w których mogła przebywać, proszona jest o niezwłoczny kontakt z policją.</p><p>Informacje można przekazywać:</p><p><strong>dyżurnemu Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim — tel. 47 846 22 11,</strong></p><p><strong>funkcjonariuszom Wydziału Kryminalnego — tel. 47 846 22 81,</strong></p><p>a także pod numerem alarmowym <strong>112</strong> lub w najbliższej jednostce Policji.</p><p>Nie należy prowadzić poszukiwań na własną rękę ani rozpowszechniać niesprawdzonych informacji dotyczących życia prywatnego zaginionej. Najważniejsze jest przekazywanie policjantom konkretnych wiadomości: kiedy i gdzie kobieta była widziana, z kim przebywała, w jakim kierunku się przemieszczała oraz czy korzystała z samochodu lub transportu publicznego.</p><p><strong>Prosimy o udostępnianie komunikatu. Być może znajduje się on właśnie o jedno kliknięcie od osoby, która widziała Zuzannę i pomoże jej bezpiecznie wrócić do rodziny.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Coraz więcej Polaków dożywa stu lat. Ilu stulatków mieszka w Łódzkiem i powiecie tomaszowskim?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56011,coraz-wiecej-polakow-dozywa-stu-lat-ilu-stulatkow-mieszka-w-lodzkiem-i-powiecie-tomaszowskim</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56011,coraz-wiecej-polakow-dozywa-stu-lat-ilu-stulatkow-mieszka-w-lodzkiem-i-powiecie-tomaszowskim</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 12:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-coraz-wiecej-polakow-dozywa-stu-lat-ilu-stulatkow-mieszka-w-lodzkiem-i-powiecie-tomaszowskim-1785492822.jpg</url>
                        <title>Coraz więcej Polaków dożywa stu lat. Ilu stulatków mieszka w Łódzkiem i powiecie tomaszowskim?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56011,coraz-wiecej-polakow-dozywa-stu-lat-ilu-stulatkow-mieszka-w-lodzkiem-i-powiecie-tomaszowskim</link>
                    </image><description>Jeszcze kilkadziesiąt lat temu setne urodziny były wydarzeniem tak rzadkim, że przyciągały uwagę całej miejscowości. Dziś nadal są niezwykłym jubileuszem, ale liczba osób przekraczających symboliczną granicę wieku systematycznie rośnie. W czerwcu 2026 roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacał świadczenie honorowe już 4262 osobom. To o ponad 200 więcej niż pół roku wcześniej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sto lat życia to więcej niż metryka. To osobista kronika całego stulecia: dzieciństwa w II Rzeczypospolitej, wojny, okupacji, odbudowy kraju, czasów PRL, transformacji ustrojowej i gwałtownego przyspieszenia technologicznego. Dzisiejsi stulatkowie przyszli na świat w połowie lat 20. ubiegłego wieku. Gdy byli dziećmi, radio wciąż było nowością, samochód należał do rzadkości, a o telefonie mieszczącym się w kieszeni nie śniło się nawet autorom najbardziej fantastycznych powieści.</p><h2>Ponad 4,2 tysiąca świadczeń</h2><p>Według najnowszych danych ZUS w czerwcu 2026 roku świadczenie honorowe pobierały w Polsce <strong>4262 osoby</strong>. W grudniu 2025 roku było ich 4057, co oznacza wzrost o 205 osób w ciągu zaledwie sześciu miesięcy.</p><p>Najwięcej stulatków otrzymujących pieniądze z ZUS mieszkało na Mazowszu, gdzie wypłacano 736 świadczeń. Drugie miejsce zajmowało województwo śląskie z 436 świadczeniami, a trzecie dolnośląskie, gdzie było ich 412. Najmniej beneficjentów odnotowano w województwach opolskim – 75 oraz lubuskim – 85.</p><p>Dane te pokazują przede wszystkim, że grupa najstarszych Polaków przestaje być statystycznym marginesem. Nadal jest niewielka, ale rośnie, a wraz z nią zwiększa się znaczenie opieki geriatrycznej, pomocy środowiskowej, usług opiekuńczych i wsparcia rodzin zajmujących się osobami w bardzo zaawansowanym wieku.</p><h2>Ilu stulatków jest w województwie łódzkim?</h2><p>W opublikowanym w listopadzie 2024 roku komunikacie regionalna rzeczniczka ZUS Monika Kiełczyńska informowała, że w województwie łódzkim świadczenie honorowe otrzymywały wówczas <strong>234 osoby mające co najmniej 100 lat</strong>.</p><p>Zdecydowaną większość stanowiły kobiety. Wśród łódzkich stulatków było wtedy 208 kobiet i zaledwie 26 mężczyzn. Oznacza to, że kobiety stanowiły niemal 89 procent całej grupy.</p><p>Aktualny ogólnopolski wzrost liczby świadczeń wskazuje, że również w Łódzkiem stulatków może być dziś więcej niż pod koniec 2024 roku. ZUS nie przedstawił jednak w najnowszym komunikacie pełnej tabeli obejmującej wszystkie województwa, dlatego nie należy przypisywać regionowi konkretnej liczby bez potwierdzenia.</p><p>Przewaga kobiet nie jest zaskoczeniem. Kobiety w Polsce żyją przeciętnie dłużej od mężczyzn, co szczególnie wyraźnie widać właśnie w najstarszych grupach wieku. Wśród osób przekraczających 90. i 100. rok życia proporcje płci przypominają już nie tyle zwykłą piramidę demograficzną, ile niemal samotny marsz kobiet przez kolejne dekady.</p><h2>A jak wygląda sytuacja w powiecie tomaszowskim?</h2><p>Aktualna liczba osób pobierających świadczenie honorowe w samym <strong>powiecie tomaszowskim</strong> nie została podana w ogólnodostępnych danych ZUS. Najnowszy komunikat Zakładu przedstawia liczby dla Polski i wybranych województw, ale nie zawiera podziału na powiaty ani gminy.</p><p>Nie oznacza to jednak, że stulatków w Tomaszowie Mazowieckim i okolicach nie ma. W ostatnich latach lokalne media oraz samorząd informowały o kolejnych wyjątkowych jubileuszach.</p><p>W styczniu 2025 roku setne urodziny obchodziła <strong>Zofia Biernacka z Tomaszowa Mazowieckiego</strong>, urodzona 12 stycznia 1925 roku. Jubilatkę odwiedzili przedstawiciele samorządu, składając jej tradycyjne życzenia „dwustu lat”.</p><p>Wcześniej Urząd Miasta informował także o setnych urodzinach <strong>pani Eudokii</strong>, która zamieszkała w Tomaszowie w 1944 roku. Jej życiorys jest w pewnym sensie opowieścią o powojennym mieście – o ludziach, którzy przybywali tutaj, zakładali rodziny, podejmowali pracę i przez dziesięciolecia tworzyli lokalną społeczność.</p><p>Setne urodziny świętowały również między innymi <strong>Zofia Aniśkiewicz</strong> oraz <strong>Stanisława Kromoska</strong>. Każda z tych uroczystości była nie tylko rodzinnym świętem, lecz także spotkaniem miasta z jego żywą historią.</p><p>Powiat tomaszowski liczył na koniec 2024 roku nieco ponad 110 tysięcy mieszkańców. W latach 2002–2024 liczba ludności zmniejszyła się o blisko 10 procent. Jednocześnie, podobnie jak w całym województwie łódzkim, rośnie udział osób starszych w strukturze mieszkańców.</p><p>To demograficzny paradoks naszych czasów. Mieszkańców jest coraz mniej, rodzi się mniej dzieci, ale jednocześnie coraz więcej ludzi dożywa wieku, który jeszcze niedawno wydawał się niemal biblijny.</p><h2>Prawie 7 tysięcy złotych miesięcznie</h2><p>Od 1 marca 2026 roku świadczenie honorowe wynosi <strong>6938,92 zł brutto miesięcznie</strong>. Jest ono wypłacane niezależnie od podstawowej emerytury lub renty.</p><p>Od 1 stycznia 2025 roku zasady przyznawania świadczenia reguluje ustawa z 18 października 2024 roku o świadczeniu honorowym z tytułu ukończenia 100 lat życia. Akt został opublikowany w Dzienniku Ustaw pod pozycją 1674 i obowiązuje od 1 stycznia 2025 roku.</p><p>Nowe przepisy zakończyły wcześniejsze zróżnicowanie wysokości dodatku. Dawniej kwota zależała od momentu ukończenia stu lat i pozostawała później niezmienna. W rezultacie osoby, które osiągnęły ten wiek w różnych latach, mogły pobierać świadczenia w zupełnie innych wysokościach.</p><p>Obecnie wszyscy uprawnieni otrzymują taką samą kwotę. Świadczenie jest też co roku waloryzowane w marcu, na podobnych zasadach jak emerytury i renty.</p><h2>Większość stulatków nie składa wniosku</h2><p>Osoba, która kończy 100 lat i ma prawo do emerytury lub renty wypłacanej przez jeden z organów wskazanych w ustawie, najczęściej <strong>nie musi składać żadnego wniosku</strong>. Świadczenie honorowe zostanie przyznane z urzędu od miesiąca, w którym osiągnęła wymagany wiek.</p><p>Decyzję wydaje właściwy organ emerytalno-rentowy, na przykład ZUS, KRUS, Wojskowe Biuro Emerytalne albo Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA.</p><p>Inaczej wygląda sytuacja osób, które nie mają prawa do wymienionych w ustawie świadczeń, a więc nie pobierają na przykład emerytury ani renty. Muszą one wystąpić do ZUS z wnioskiem.</p><p>Warunkiem jest ukończenie 100 lat, posiadanie obywatelstwa polskiego oraz wykazanie, że przez co najmniej 10 lat po ukończeniu 16. roku życia dana osoba miała w Polsce centrum interesów osobistych lub gospodarczych. W takim przypadku świadczenie jest przyznawane od miesiąca złożenia wniosku, jednak nie wcześniej niż od miesiąca ukończenia stu lat.</p><h2>Długowieczność to także społeczne wyzwanie</h2><p>Wzrost liczby stulatków jest bez wątpienia dobrą wiadomością. Świadczy o poprawie warunków życia, rozwoju medycyny, lepszym leczeniu chorób przewlekłych i skuteczniejszej profilaktyce. Nie wolno jednak sprowadzać tego zjawiska wyłącznie do opowieści o wysokim świadczeniu i bukiecie kwiatów wręczanym podczas jubileuszu.</p><p>Za liczbami stoją osoby, które często wymagają całodobowej pomocy. Niektóre zachowują sprawność i znakomitą pamięć, inne zmagają się z samotnością, ograniczeniami ruchowymi, chorobami otępiennymi lub całkowitą zależnością od bliskich.</p><p>Dla samorządów, także w powiecie tomaszowskim, oznacza to konieczność rozwijania usług opiekuńczych w miejscu zamieszkania, dziennych domów pobytu, opieki wytchnieniowej, transportu dla seniorów oraz dostępu do lekarzy geriatrów i rehabilitacji.</p><p>Świadczenie honorowe jest ważnym gestem państwa. Prawdziwym sprawdzianem pozostaje jednak codzienność: czy bardzo stary człowiek może bezpiecznie mieszkać we własnym domu, dotrzeć do lekarza, otrzymać ciepły posiłek i nie zostać sam ze swoimi potrzebami.</p><p>Bo sto lat życia to nie tylko powód do gratulacji. To również zobowiązanie młodszych pokoleń wobec tych, którzy pamiętają świat, którego już nie ma.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[31 lipca w historii. Złoto Konopackiej i Kusocińskiego, światło Łukasiewicza oraz trudna pamięć Akcji „Wisła”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56010,31-lipca-w-historii-zloto-konopackiej-i-kusocinskiego-swiatlo-lukasiewicza-oraz-trudna-pamiec-akcji-wisla</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56010,31-lipca-w-historii-zloto-konopackiej-i-kusocinskiego-swiatlo-lukasiewicza-oraz-trudna-pamiec-akcji-wisla</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 11:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-31-lipca-w-historii-zloto-konopackiej-i-kusocinskiego-swiatlo-lukasiewicza-oraz-trudna-pamiec-akcj-1785491654.png</url>
                        <title>31 lipca w historii. Złoto Konopackiej i Kusocińskiego, światło Łukasiewicza oraz trudna pamięć Akcji „Wisła”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56010,31-lipca-w-historii-zloto-konopackiej-i-kusocinskiego-swiatlo-lukasiewicza-oraz-trudna-pamiec-akcji-wisla</link>
                    </image><description>Ostatni dzień lipca prowadzi nas przez historię pełną gwałtownych zwrotów. Od rokoszu Lubomirskiego i kapitulacji królewskich planów reform, przez pierwsze lampy naftowe Ignacego Łukasiewicza, aż po olimpijskie triumfy Haliny Konopackiej i Janusza Kusocińskiego. W kalendarzu zapisały się również wydarzenia bolesne: przymusowe wysiedlenia ludności ukraińskiej i łemkowskiej oraz nierozliczona przez dziesięciolecia zbrodnia na 17-letniej Iwonie Cygan. Muzycznie 31 lipca brzmi natomiast głosem Grzegorza Turnaua, syntezatorami C.C. Catch i filmową energią „Eye of the Tiger”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dziś jest <strong>piątek, 31 lipca</strong>, dwieście dwunasty dzień roku. Słońce wzeszło o godz. 4.52, a zajdzie o godz. 20.30. Imieniny obchodzą <strong>Adam, Helena, Ignacy, Iga i Jan</strong>.</p><h2>Król ustąpił, państwo zostało bez reform</h2><p>W 1666 roku w Łęgonicach podpisano ugodę kończącą <strong>rokosz Jerzego Sebastiana Lubomirskiego</strong>. Był to bunt części szlachty przeciwko królowi Janowi Kazimierzowi i jego planom wzmocnienia państwa.</p><p>Monarcha chciał między innymi przeprowadzić elekcję następcy jeszcze za swojego życia oraz ograniczyć paraliżujący wpływ szlacheckich sporów na funkcjonowanie Rzeczypospolitej. Ostatecznie musiał jednak ustąpić. Wycofał się z planów reform, a uczestnicy rokoszu zostali objęci amnestią.</p><p>Było to zwycięstwo politycznej krótkowzroczności. Rzeczpospolita przypominała wówczas statek, którego załoga wolała kłócić się o miejsce przy stole kapitańskim, niż naprawić przeciekający kadłub. Kilkadziesiąt lat później skutki ustrojowej niemocy stawały się już coraz bardziej dramatyczne.</p><h2>Ignacy Domeyko – Polak, który odkrywał Chile</h2><p>31 lipca 1802 roku urodził się <strong>Ignacy Domeyko</strong> – geolog, mineralog, inżynier górnictwa i jeden z najbardziej niezwykłych polskich uczonych XIX wieku.</p><p>W młodości należał do filomatów, środowiska skupiającego między innymi Adama Mickiewicza. Po upadku powstania listopadowego znalazł się na emigracji. W 1838 roku wyjechał do Chile, gdzie rozpoczął pracę naukową, badając bogactwa naturalne kraju i reformując tamtejsze szkolnictwo.</p><p>Został profesorem, a następnie rektorem uniwersytetu w Santiago. Jego nazwisko do dziś noszą minerały, pasma górskie i miejscowości. Domeyko należał do tych emigrantów, którzy utracili ojczyznę, lecz nie utracili zdolności służenia ludziom. Zmarł 23 stycznia 1889 roku w Santiago.</p><h2>Lampy Łukasiewicza rozświetliły lwowski szpital</h2><p>W 1853 roku na sali operacyjnej szpitala miejskiego we Lwowie po raz pierwszy wykorzystano <strong>lampy naftowe skonstruowane według projektu Ignacego Łukasiewicza</strong>.</p><p>Nie był to tylko techniczny eksperyment. Nowe źródło światła pozwalało lekarzom operować także po zmroku, w warunkach znacznie bezpieczniejszych niż przy świecach czy lampach olejowych.</p><p>Historia wielkich wynalazków często zaczyna się bez fanfar. Nie ma czerwonych dywanów ani orkiestry. Jest noc, szpitalna sala, pacjent i człowiek, który znalazł sposób, by w ciemności zapalić światło. Łukasiewicz stworzył później podstawy przemysłu naftowego, ale właśnie ta lwowska noc stała się jednym z symbolicznych początków jego dzieła.</p><h2>Polska ratyfikuje traktat wersalski</h2><p>W 1919 roku Sejm Ustawodawczy ratyfikował <strong>traktat wersalski</strong>, jeden z najważniejszych dokumentów kończących I wojnę światową.</p><p>Dla odrodzonej Polski traktat oznaczał międzynarodowe potwierdzenie jej powrotu na mapę Europy. Określał również część zachodnich granic państwa oraz przewidywał przeprowadzenie plebiscytów na terenach spornych.</p><p>Nie rozwiązał wszystkich problemów. Granice młodej Rzeczypospolitej wciąż wykuwano w walkach, powstaniach i politycznych negocjacjach. Był jednak pieczęcią postawioną pod faktem, który jeszcze kilka lat wcześniej wydawał się marzeniem romantyków: Polska ponownie istniała.</p><h2>Pierwsze olimpijskie złoto dla Polski</h2><p>31 lipca 1928 roku <strong>Halina Konopacka</strong> zdobyła podczas igrzysk olimpijskich w Amsterdamie złoty medal w rzucie dyskiem. Było to pierwsze olimpijskie złoto w historii Polski.</p><p>Konopacka nie tylko zwyciężyła, ale ustanowiła również rekord świata. Stała się symbolem nowoczesnej, ambitnej II Rzeczypospolitej. Była sportsmenką, poetką i kobietą, która wyprzedzała swoją epokę.</p><p>Cztery lata później, 31 lipca 1932 roku, kolejny rozdział polskiej historii olimpijskiej napisał <strong>Janusz Kusociński</strong>. Podczas igrzysk w Los Angeles zdobył złoty medal w biegu na 10 000 metrów.</p><p>Jego triumf był czymś więcej niż sportowym sukcesem. Kusociński stał się narodowym bohaterem. Podczas okupacji działał w konspiracji. Został aresztowany przez Niemców i zamordowany w 1940 roku w Palmirach.</p><h2>Stefan Starzyński obejmuje Warszawę</h2><p>W 1934 roku <strong>Stefan Starzyński</strong> został mianowany komisarycznym prezydentem Warszawy.</p><p>W kolejnych latach modernizował stolicę i snuł ambitne plany jej rozwoju. Do historii przeszedł jednak przede wszystkim jako prezydent walczącej Warszawy we wrześniu 1939 roku.</p><p>Jego radiowe przemówienia podtrzymywały mieszkańców na duchu podczas niemieckich bombardowań. Starzyński pozostał w mieście mimo możliwości ewakuacji. Został aresztowany przez Gestapo, a okoliczności jego śmierci przez lata pozostawały przedmiotem sporów i badań.</p><h2>Akcja „Wisła”. Historia, która nadal boli</h2><p>31 lipca 1947 roku zakończyła się <strong>Akcja „Wisła”</strong>. W jej trakcie z południowo-wschodniej Polski przymusowo wysiedlono ponad 140 tysięcy Ukraińców, Łemków oraz członków rodzin mieszanych.</p><p>Ludzi przewożono przede wszystkim na ziemie zachodnie i północne. Oficjalnym celem operacji było rozbicie zaplecza Ukraińskiej Powstańczej Armii. W praktyce zastosowano odpowiedzialność zbiorową, wysiedlając całe rodziny i rozpraszając społeczności, które od pokoleń żyły na terenach Beskidu Niskiego, Bieszczadów i Lubelszczyzny.</p><p>Pozostały puste wsie, zrujnowane cerkwie i pamięć przekazywana w rodzinach. To jeden z tych rozdziałów historii, których nie da się zamknąć prostym podziałem na bohaterów i zdrajców. Państwo walczyło z podziemiem, ale cenę zapłacili również ludzie, którym nigdy nie udowodniono żadnego przestępstwa.</p><h2>Most Gdański i muzeum, które przywróciło pamięć</h2><p>W 1959 roku w Warszawie otwarto <strong>most Gdański</strong>, stanowiący ważne połączenie komunikacyjne między lewobrzeżną i prawobrzeżną częścią miasta.</p><p>Z kolei w 2004 roku otwarto <strong>Muzeum Powstania Warszawskiego</strong>. Placówka szybko stała się jednym z najczęściej odwiedzanych polskich muzeów historycznych. Zmieniła również sposób opowiadania o przeszłości – zamiast chłodnych gablot zaoferowała dźwięk, obraz, relacje świadków i emocjonalne zetknięcie z losem walczącego miasta.</p><p>Tegoroczne uroczystości poprzedzające 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego rozpoczęły się właśnie 31 lipca. Na Placu Krasińskich zaplanowano polową mszę świętą i Apel Pamięci. Udział w wydarzeniu zapowiedział prezydent Karol Nawrocki.</p><h2>Od Turnaua do Fatboy Slima</h2><p>Muzyczne kalendarium 31 lipca jest wyjątkowo bogate.</p><p>W 1953 roku urodził się <strong>Hugh McDowell</strong>, wiolonczelista zespołu Electric Light Orchestra. Charakterystyczne połączenie rocka, muzyki pop i instrumentów smyczkowych stało się znakiem rozpoznawczym grupy Jeffa Lynne’a.</p><p>W 1959 roku <strong>Neil Sedaka</strong> nagrał przebój „Oh! Carol”. Piosenkę zadedykował swojej dawnej szkolnej sympatii Carol Klein, która później jako <strong>Carole King</strong> została jedną z najważniejszych autorek piosenek w historii amerykańskiej muzyki.</p><p>Tego samego roku Cliff Richard dotarł na szczyt brytyjskiej listy przebojów z utworem „Living Doll”.</p><p>W 1963 roku urodził się <strong>Norman Cook</strong>. Zaczynał w grupie The Housemartins, później działał w Beats International, aż wreszcie jako <strong>Fatboy Slim</strong> stał się jedną z największych gwiazd muzyki elektronicznej lat 90.</p><p>W 1964 roku w katastrofie lotniczej zginął amerykański wokalista country <strong>Jim Reeves</strong>. Tego samego dnia urodziła się <strong>C.C. Catch</strong>, której piosenki produkowane przez Dietera Bohlena stały się częścią ścieżki dźwiękowej lat 80.</p><h2>„Cichosza” i krakowska poezja</h2><p>31 lipca 1967 roku w Krakowie urodził się <strong>Grzegorz Turnau</strong> – kompozytor, pianista, wokalista i jeden z najbardziej rozpoznawalnych wykonawców polskiej poezji śpiewanej.</p><p>„Bracka”, „Cichosza”, „Między ciszą a ciszą” czy „Naprawdę nie dzieje się nic” to utwory, które stworzyły osobny muzyczny świat. Świat piwnic, krakowskich ulic, półmroku, inteligentnego słowa i melodii, która nie potrzebuje krzyku, by zostać zapamiętana.</p><p>Turnau współpracował między innymi z Anną Marią Jopek, Andrzejem Sikorowskim, Stanisławem Soyką, Justyną Steczkowską i Janem Kantym Pawluśkiewiczem.</p><h2>„Mony Mony”, Carole King i oko tygrysa</h2><p>W 1968 roku Tommy James and the Shondells zdobyli szczyt brytyjskiego zestawienia piosenką „Mony Mony”. Tytuł nie pochodził od słowa „money”, lecz od neonu firmy Mutual of New York, widocznego z okna apartamentu Tommy’ego Jamesa.</p><p>W 1971 roku James Taylor dotarł na pierwsze miejsce amerykańskiej listy przebojów z utworem Carole King „You’ve Got a Friend”. Piosenka stała się jednym z hymnów przyjaźni i bliskości w muzyce popularnej.</p><p>W 1982 roku album „Eye of the Tiger” zespołu Survivor wspiął się na szczyt amerykańskiej listy płyt. Tytułową piosenkę Sylvester Stallone wykorzystał w filmie „Rocky III”. Do dziś pierwsze gitarowe takty utworu brzmią jak wezwanie do wejścia na ring – nawet wtedy, gdy tym ringiem jest zwyczajny poniedziałkowy poranek.</p><p>W 1991 roku Bryan Adams kontynuował rekordowe panowanie na brytyjskiej liście przebojów z balladą „(Everything I Do) I Do It for You”. Osiem lat później pierwsze miejsce w Stanach Zjednoczonych zdobyła Christina Aguilera z „Genie in a Bottle”.</p><h2>Ostatni dzień obrad przed wakacyjną przerwą</h2><p>31 lipca jest również ostatnim dniem sejmowego posiedzenia przed wakacyjną przerwą. Posłowie zajmują się między innymi zmianami w opodatkowaniu papierosów elektronicznych i urządzeń do waporyzacji, przepisami dotyczącymi praw pacjentów, transportu publicznego oraz opieki nad dziećmi do lat trzech. Kolejne posiedzenie Sejmu ma rozpocząć się 2 września.</p><p>W Warszawie odbywa się także spotkanie środowiska <strong>Rozwój Plus</strong> Mateusza Morawieckiego. Wydarzenie nabrało szczególnego znaczenia po powstaniu nowego klubu parlamentarnego, skupiającego 40 posłów. Do inicjatywy należy również senator, a wspiera ją trzech europosłów związanych wcześniej z PiS. Polityczny konflikt przestał więc być wewnętrznym sporem personalnym i doprowadził do formalnego pęknięcia na polskiej prawicy.</p><h2>Wszyscy oskarżeni uniewinnieni w sprawie Iwony Cygan</h2><p>W piątek rano Sąd Okręgowy w Rzeszowie ogłosił wyrok w jednym z najgłośniejszych procesów kryminalnych ostatnich dekad. <strong>Wszystkich 17 oskarżonych w sprawie zabójstwa Iwony Cygan uniewinniono. Wyrok nie jest prawomocny.</strong></p><p>Proces trwał osiem lat. Wśród oskarżonych znajdowali się Paweł K., jego ojciec oraz byli i emerytowani funkcjonariusze policji, którym zarzucano między innymi niedopełnienie obowiązków i utrudnianie śledztwa.</p><p>Sąd uznał, że przeprowadzone postępowanie nie wykazało ponad wszelką wątpliwość, iż oskarżeni dopuścili się zarzucanych czynów. To rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji, a sprawa może trafić do postępowania apelacyjnego.</p><h2>Historia nie zamyka się wraz z kartką kalendarza</h2><p>31 lipca przypomina, że historia nie jest równym szeregiem dat i nazwisk. Jest raczej wielkim nagraniem, na którym słychać naraz sejmowe spory, stadionowy doping, szpitalne kroki, huk samolotu i cichy fortepian Grzegorza Turnaua.</p><p>Jednego dnia świętujemy olimpijskie medale, innego wracamy do wysiedleń i zbrodni, których nie udało się jednoznacznie osądzić nawet po dziesięcioleciach. Kalendarz przewraca kartkę. Pamięć nie robi tego nigdy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ławka połamana, radny rozbawiony. Paweł Piwowarski odnalazł winnego: uschniętą trawę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56009,lawka-polamana-radny-rozbawiony-pawel-piwowarski-odnalazl-winnego-uschnieta-trawe</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56009,lawka-polamana-radny-rozbawiony-pawel-piwowarski-odnalazl-winnego-uschnieta-trawe</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 09:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lawka-polamana-radny-rozbawiony-pawel-piwowarski-odnalazl-winnego-uschnieta-trawe-1785482376.png</url>
                        <title>Ławka połamana, radny rozbawiony. Paweł Piwowarski odnalazł winnego: uschniętą trawę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56009,lawka-polamana-radny-rozbawiony-pawel-piwowarski-odnalazl-winnego-uschnieta-trawe</link>
                    </image><description>Kiedy ktoś niszczy wspólne mienie, zwykle oczekuje się potępienia wandalizmu, apelu do świadków albo choćby zwyczajnego słowa solidarności z mieszkańcami. Radny Paweł Piwowarski wybrał jednak inną drogę. Zamiast pochylić się nad połamaną ławką w niewiadowskiej Alei Zakochanych, pochylił się nad trawnikiem. I najwyraźniej uznał, że to doskonała okazja do politycznego kabaretu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sołectwo Niewiadów poinformowało o zniszczeniu jednej z ławek ustawionych w <strong>Alei Zakochanych</strong>. Miejscu stworzonym po to, aby mieszkańcy mogli odpocząć, spotkać się i spędzić wspólnie czas. Komunikat był spokojny, pozbawiony agresji i utrzymany w duchu odpowiedzialności za wspólną przestrzeń.</p><p>„Oczywiście naprawimy wyrządzone szkody, ale bardzo prosimy – szanujmy to, co jest naszym wspólnym dobrem” – napisali przedstawiciele sołectwa.</p><p>Wydawałoby się, że trudno z takim apelem polemizować. <strong>Ławka została zniszczona. Ktoś zachował się jak wandal. Mieszkańcy ponownie zapłacą za naprawę.</strong> Sprawa prosta jak konstrukcja cepa i równie mało zabawna.</p><p>A jednak Paweł Piwowarski, ponownie wybrany w lutym 2026 roku do Rady Miejskiej w Ujeździe, dostrzegł w całej sytuacji przede wszystkim okazję do żartu.</p><h2><strong>„Prawdopodobnie ktoś nie wytrzymał”</strong></h2><p>Pod informacją sołectwa radny napisał:</p><blockquote><p>„Prawdopodobnie ktoś nie wytrzymał, gdy zobaczył, że 180 posadzonych traw ozdobnych uschło, i postanowił odreagować”.</p></blockquote><p>Następnie pouczył zakochanych, aby nie zaprzątali sobie głowy „błahymi sprawami jak pielęgnacja, podlewanie i marnowanie publicznych pieniędzy”. Na koniec dodał jeszcze:</p><blockquote><p>„Hamujcie swoje emocje podczas korzystania z ławek”.</p></blockquote><p>Dowcip istotnie przedni. Prawie jak z kabaretu, który zapomniał napisać puentę.</p><p><strong>Ławka została połamana, ale radny zamiast napiętnować sprawcę, postanowił wykorzystać sytuację do kolejnej uszczypliwości pod adresem osób zajmujących się sołectwem i gminą.</strong> Wandala przykryła trawa. Zniszczone mienie stało się dekoracją do politycznej szpileczki.</p><p>Można byłoby zapytać, czy równie zabawne byłyby wybite szyby, wyrwane znaki drogowe albo zdewastowany plac zabaw. Czy wtedy także należałoby doszukiwać się społecznego protestu przeciwko niewłaściwie podlewanym rabatom?</p><h2><strong>Trawa uschła. Być może dlatego, że w Polsce jest susza</strong></h2><p>Radny Piwowarski najwyraźniej uznał, że każda uschnięta roślina jest dowodem nieudolności, zaniedbania albo „marnowania publicznych pieniędzy”. Tymczasem rzeczywistość, jak zwykle, jest nieco bardziej skomplikowana niż komentarz na Facebooku.</p><p>Wody Polskie informowały w lipcu, że w kraju utrzymuje się <strong>rozległa susza hydrologiczna</strong>. To nie literacka metafora, lecz realny problem obejmujący rzeki, gleby, rolnictwo, samorządy i gospodarstwa domowe.</p><p>W wielu gminach pojawiły się apele, ograniczenia, a nawet zakazy wykorzystywania wody z sieci do podlewania ogrodów, trawników i napełniania basenów. Powodem były rekordowe pobory oraz spadki ciśnienia, które mogły prowadzić do braku wody w kranach.</p><p>Problem dotyczy także województwa łódzkiego, gdzie samorządy ograniczały podlewanie ogródków wodą z wodociągów, chcąc zabezpieczyć dostawy przeznaczone przede wszystkim do picia i celów sanitarnych.</p><p><strong>Rośliny usychają dziś nie tylko na terenach publicznych. Usychają również w prywatnych ogrodach, na działkach, przy domach i gospodarstwach.</strong> Właściciele posesji mogą podlewać je wieczorem, gromadzić deszczówkę, kupować zbiorniki i prowadzić codzienny bój o każdą zieloną łodygę, a mimo to część nasadzeń nie przetrwa upałów oraz niedoboru opadów.</p><p>Nie każda uschnięta trawa jest więc pomnikiem urzędniczej niekompetencji. Czasami jest po prostu ofiarą pogody.</p><h2><strong>Logika podlewania według radnego</strong></h2><p>W komentarzu Pawła Piwowarskiego kryje się zresztą pewna logiczna pułapka.</p><p>Gdyby gmina intensywnie podlewała ozdobne trawy wodą z sieci, radny mógłby zapytać, dlaczego w czasie suszy marnuje się wodę pitną. Kiedy trawy uschły, pyta, dlaczego ich nie podlewano.</p><p><strong>Cokolwiek zrobi gospodarz terenu, zawsze będzie źle.</strong> Podleje – marnuje wodę. Nie podleje – zmarnował pieniądze wydane na rośliny. Zasadzi – rozrzutność. Nie zasadzi – betonowa pustynia.</p><p>To wygodna odmiana samorządowej działalności. Nie trzeba organizować podlewania, szukać zbiorników na deszczówkę, analizować odporności roślin ani zdobywać pieniędzy na utrzymanie zieleni. Wystarczy usiąść przed komputerem i oznajmić, że wszystko zrobiono źle.</p><p>Klawiatura nie potrzebuje wody. Ironia również dobrze znosi suszę.</p><h2><strong>Radny powinien rozumieć różnicę między krytyką a drwiną</strong></h2><p>Paweł Piwowarski ma oczywiście pełne prawo pytać o koszt zakupu i posadzenia 180 roślin. Może domagać się informacji o sposobie ich pielęgnacji, gwarancji wykonawcy, doborze gatunków czy planie nawadniania. <strong>Kontrola wydatków publicznych należy do obowiązków radnego.</strong></p><p>Tyle że kontrola zaczyna się od pytań, dokumentów i faktów. Nie od żartu przy połamanej ławce.</p><p>Wpis sołectwa dotyczył wandalizmu. Odpowiedź radnego zamieniła dyskusję o szacunku dla wspólnego mienia w kolejną internetową przepychankę. Zamiast powiedzieć mieszkańcom: „Nie niszczcie tego, co należy do nas wszystkich”, radny postanowił „błysnąć”.</p><p><strong>Nie każdy błysk jest jednak światłem. Czasem to tylko krótki refleks odbity od źle postawionego lustra.</strong></p><h2><strong>Ławkę da się naprawić. Z poziomem debaty będzie trudniej</strong></h2><p>Połamaną ławkę można skręcić, wymienić deski albo postawić nową. Samorząd zapłaci, pracownicy wykonają swoje obowiązki, a Aleja Zakochanych znów będzie służyła mieszkańcom.</p><p>Znacznie trudniej naprawić obyczaj, w którym każdy problem staje się pretekstem do politycznej złośliwości. Nawet wtedy, gdy ktoś bezmyślnie niszczy przestrzeń stworzoną za wspólne pieniądze.</p><p>Paweł Piwowarski zakończył swój komentarz wezwaniem, by zakochani hamowali emocje podczas korzystania z ławek. Być może warto rozszerzyć ten apel.</p><p><strong>Korzystając z mediów społecznościowych, radni także powinni czasem hamować emocje. A zanim nacisną przycisk „Opublikuj”, policzyć nie tylko uschnięte trawy, lecz również do dziesięciu.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sto osób szukało właściciela rzeczy pozostawionych nad Zalewem Sulejowskim. Akcję wstrzymano]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56008,sto-osob-szukalo-wlasciciela-rzeczy-pozostawionych-nad-zalewem-sulejowskim-akcje-wstrzymano</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56008,sto-osob-szukalo-wlasciciela-rzeczy-pozostawionych-nad-zalewem-sulejowskim-akcje-wstrzymano</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 09:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sto-osob-szukalo-wlasciciela-rzeczy-pozostawionych-nad-zalewem-sulejowskim-akcje-wstrzymano-1785481457.jpg</url>
                        <title>Sto osób szukało właściciela rzeczy pozostawionych nad Zalewem Sulejowskim. Akcję wstrzymano</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56008,sto-osob-szukalo-wlasciciela-rzeczy-pozostawionych-nad-zalewem-sulejowskim-akcje-wstrzymano</link>
                    </image><description>Około stu osób uczestniczyło w nocnej akcji poszukiwawczej prowadzonej nad Zalewem Sulejowskim. Alarm wszczęto po odnalezieniu na brzegu krzesła, kamizelki asekuracyjnej oraz pojedynczego buta przeznaczonego do chodzenia w wodzie. Mimo wielogodzinnych działań właściciela przedmiotów nie odnaleziono. Akcja została wstrzymana.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Niepokojącego odkrycia dokonano w rejonie <strong>letniska Stara Wieś w Swolszewicach Małych</strong>. Pozostawione tuż przy wodzie przedmioty mogły sugerować, że ich właściciel wszedł do zalewu i nie wrócił na brzeg.</p><p>W takiej sytuacji służby nie mogły pozwolić sobie na bagatelizowanie zgłoszenia. Każda minuta mogła mieć znaczenie.</p><h2>Alarm ogłoszono przed północą</h2><p>Jak przekazało tomaszowskie Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe, <strong>akcja poszukiwawcza rozpoczęła się około godziny 23.40 w czwartek, 30 lipca</strong>. Inne opublikowane informacje wskazują, że zgłoszenie wpłynęło około godziny 23.30.</p><p>Na miejsce skierowano ratowników, strażaków oraz funkcjonariuszy policji. W działaniach uczestniczyło łącznie około <strong>stu osób</strong>. Przeszukiwano okolice brzegu oraz teren Zalewu Sulejowskiego, próbując ustalić, czy rzeczy należały do osoby, która mogła znaleźć się w niebezpieczeństwie.</p><p>Wśród odnalezionych przedmiotów znajdowały się <strong>krzesło turystyczne, kamizelka asekuracyjna i jeden but do wody</strong>. To właśnie obecność kamizelki oraz pojedynczego obuwia wzbudziła największy niepokój ratowników.</p><h2>WOPR zaapelował o pomoc</h2><p>Ratownicy opublikowali w mediach społecznościowych zdjęcia pozostawionych rzeczy i zwrócili się do mieszkańców oraz turystów z prośbą o ich rozpowszechnienie.</p><p>Apelowano, aby zgłosiła się każda osoba, która rozpoznaje przedmioty, zna ich właściciela albo widziała wcześniej kogoś przebywającego w tym miejscu. Informacje można było przekazywać tomaszowskiemu WOPR pod numerem telefonu <strong>609 684 999</strong> lub policji.</p><p>Początkowo nie było wiadomo, czy doszło do wypadku, czy też przedmioty zostały pozostawione na brzegu przypadkowo. Służby musiały jednak przyjąć najpoważniejszy wariant i rozpocząć poszukiwania.</p><h2>Działania zostały wstrzymane</h2><p>Akcja trwała przez kilka godzin. Pomimo zaangażowania ratowników i służb <strong>nie odnaleziono osoby, do której mogły należeć pozostawione rzeczy</strong>. Nie udało się także jednoznacznie potwierdzić, czy ktokolwiek wszedł do wody.</p><p>W piątek rano WOPR poinformował o wstrzymaniu działań:</p><p><strong>„Działania wstrzymane. Właściciela nie odnaleziono na chwilę obecną”</strong> – przekazali ratownicy.</p><p>Na obecnym etapie nie ma informacji potwierdzających, że nad Zalewem Sulejowskim doszło do utonięcia lub innego tragicznego zdarzenia. Nadal nie została jednak rozwiązana zagadka przedmiotów pozostawionych na brzegu.</p><p>Każdy, kto rozpoznaje krzesło, kamizelkę asekuracyjną lub but do wody albo posiada informacje mogące pomóc w ustaleniu ich właściciela, powinien skontaktować się z WOPR lub policją.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Szpital w Tomaszowie prosi pacjentów o opinie. Ruszyła ankieta o jakości opieki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56007,szpital-w-tomaszowie-prosi-pacjentow-o-opinie-ruszyla-ankieta-o-jakosci-opieki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56007,szpital-w-tomaszowie-prosi-pacjentow-o-opinie-ruszyla-ankieta-o-jakosci-opieki</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 07:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szpital-w-tomaszowie-prosi-pacjentow-o-opinie-ruszyla-ankieta-o-jakosci-opieki-1785477277.png</url>
                        <title>Szpital w Tomaszowie prosi pacjentów o opinie. Ruszyła ankieta o jakości opieki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56007,szpital-w-tomaszowie-prosi-pacjentow-o-opinie-ruszyla-ankieta-o-jakosci-opieki</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zachęca pacjentów do wypełnienia krótkiej ankiety dotyczącej funkcjonowania placówki. Szpital podkreśla, że zebrane opinie mają pomóc w poprawie komfortu leczenia i lepszym odpowiadaniu na potrzeby mieszkańców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Szpital zachęca do udziału w badaniu</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością zwróciło się do pacjentów z prośbą o wypełnienie krótkiej ankiety dotyczącej funkcjonowania placówki. Jak podkreślono w komunikacie, celem jest <strong>stałe podnoszenie jakości opieki</strong> oraz lepsze dopasowanie rozwiązań organizacyjnych do realnych potrzeb osób korzystających ze szpitala.</p><p>W opublikowanej informacji przedstawiciele placówki zaznaczyli, że opinie i sugestie pacjentów są dla nich niezwykle cenne. To właśnie na podstawie takich głosów możliwe ma być wprowadzanie zmian, które przełożą się zarówno na komfort pobytu, jak i na jakość leczenia.</p><h2>Dlaczego taka ankieta ma znaczenie</h2><p>Badania opinii pacjentów od lat są jednym z podstawowych narzędzi oceny jakości usług medycznych. Pozwalają sprawdzić nie tylko to, jak odbierana jest praca personelu, lecz także jak funkcjonują rejestracja, organizacja przyjęć, komunikacja z chorymi czy warunki pobytu w placówce. W praktyce nawet krótka ankieta może stać się źródłem ważnych informacji dla zarządzających szpitalem.</p><p>Z perspektywy mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic to również forma bezpośredniego wpływu na działanie lokalnej ochrony zdrowia. <strong>Każdy głos może wskazać obszary wymagające poprawy</strong>, ale też potwierdzić, które rozwiązania są oceniane dobrze i powinny być dalej rozwijane.</p><h2>Co podkreśla Tomaszowskie Centrum Zdrowia</h2><p>W swoim apelu placówka zaznacza, że każda opinia ma znaczenie i wpływa na rozwój szpitala. To ważny sygnał, bo pokazuje, że komunikacja z pacjentami nie kończy się na udzieleniu świadczenia, lecz obejmuje również analizę doświadczeń związanych z leczeniem i obsługą.</p><p>Szpital dziękuje mieszkańcom za zaufanie oraz za poświęcony czas na udział w badaniu. Tego rodzaju działania wpisują się w szerszy trend budowania bardziej otwartego modelu opieki zdrowotnej, w którym pacjent nie jest jedynie odbiorcą usługi, ale także partnerem w ocenie jej jakości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wybuch gazu i ogromne płomienie na ulicy Zawadzkiej. Pożar został opanowany]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56004,wybuch-gazu-i-ogromne-plomienie-na-ulicy-zawadzkiej-pozar-zostal-opanowany</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56004,wybuch-gazu-i-ogromne-plomienie-na-ulicy-zawadzkiej-pozar-zostal-opanowany</guid>
            <pubDate>Thu, 30 Jul 2026 18:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wybuch-gazu-i-ogromne-plomienie-na-ulicy-zawadzkiej-pozar-zostal-opanowany-1785428016.jpg</url>
                        <title>Wybuch gazu i ogromne płomienie na ulicy Zawadzkiej. Pożar został opanowany</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56004,wybuch-gazu-i-ogromne-plomienie-na-ulicy-zawadzkiej-pozar-zostal-opanowany</link>
                    </image><description>Bardzo niebezpieczne zdarzenie na ulicy Zawadzkiej w Tomaszowie Mazowieckim. Podczas prowadzonych prac ziemnych uszkodzona została sieć gazowa. Doszło do wybuchu i gwałtownego pożaru. Przez pewien czas płomienie sięgały kilku metrów, a sytuacja stwarzała poważne zagrożenie dla pracowników, mieszkańców i kierowców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na miejsce natychmiast skierowano zastępy straży pożarnej, policję oraz pogotowie gazowe. Służby rozpoczęły walkę z żywiołem i zabezpieczanie uszkodzonego odcinka sieci. Najważniejszym zadaniem było odcięcie dopływu gazu i niedopuszczenie do dalszego rozprzestrzeniania się ognia.</p><h2>Płomienie były ogromne</h2><p>Jak relacjonują świadkowie, pożar wyglądał wyjątkowo groźnie. Ogień był widoczny z dużej odległości, a nad ulicą unosiły się kłęby dymu.</p><p>– <strong>Chwilami płomienie były naprawdę ogromne</strong> – mówi Piotr Koziorowski, miejski radny z KWW Marcina Witko. – <strong>Pomagaliśmy policji i strażakom zabezpieczyć ulicę, ponieważ ruch pojazdów w tym miejscu jest niezwykle intensywny.</strong></p><p>Ulica Zawadzka jest jedną z ważniejszych i bardziej ruchliwych tras w tej części Tomaszowa Mazowieckiego. Konieczne było więc szybkie ograniczenie ruchu oraz niedopuszczenie, aby kierowcy zbliżali się do miejsca wybuchu.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/player/embed/b48ca6755a7033876652c2117c538c570a5829b6" data-mid="1955"></oembed></figure><h2>Prezydent miasta przyjechał na miejsce</h2><p>Na miejsce zdarzenia dotarł również zaniepokojony prezydent Tomaszowa Mazowieckiego Marcin Witko, który zapoznał się z sytuacją oraz działaniami prowadzonymi przez służby.</p><p>Po intensywnej akcji pożar został opanowany. Pogotowie gazowe zabezpieczyło uszkodzoną instalację, a strażacy kontrolowali teren, aby wykluczyć możliwość ponownego zapłonu.</p><p>Na tę chwilę nie ma informacji o osobach poszkodowanych. Dokładne przyczyny uszkodzenia sieci gazowej oraz okoliczności prowadzonych prac będą wyjaśniane.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszowski Dzień Karmienia Piersią. Miasto zaprasza na piknik rodzinny]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56003,tomaszowski-dzien-karmienia-piersia-miasto-zaprasza-na-piknik-rodzinny</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56003,tomaszowski-dzien-karmienia-piersia-miasto-zaprasza-na-piknik-rodzinny</guid>
            <pubDate>Thu, 30 Jul 2026 17:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszowski-dzien-karmienia-piersia-miasto-zaprasza-na-piknik-rodzinny-1785426818.jpg</url>
                        <title>Tomaszowski Dzień Karmienia Piersią. Miasto zaprasza na piknik rodzinny</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56003,tomaszowski-dzien-karmienia-piersia-miasto-zaprasza-na-piknik-rodzinny</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim zapowiedziano Piknik Rodzinny pod hasłem „Tomaszowski Dzień Karmienia Piersią”. Wydarzenie ma połączyć edukację, rozmowę o zdrowiu najmłodszych i wsparcie dla młodych rodziców w lokalnej, dostępnej formule.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Rodzinne wydarzenie z ważnym społecznym przesłaniem</h2><p>W miejskich komunikatach pojawiła się zapowiedź Pikniku Rodzinnego „Tomaszowski Dzień Karmienia Piersią”. Już sama nazwa wskazuje, że nie będzie to wyłącznie zwykłe spotkanie plenerowe, ale wydarzenie poświęcone tematowi szczególnie istotnemu dla wielu rodzin wychowujących niemowlęta. W centrum uwagi znajdą się młode matki, dzieci oraz najbliższe otoczenie, które na co dzień współtworzy warunki do spokojnego i świadomego rodzicielstwa.</p><p>Z udostępnionych materiałów wynika, że program ma obejmować <strong>wykłady i porady dla młodych matek</strong>. To ważny sygnał, ponieważ takie inicjatywy łączą praktyczną wiedzę ze wsparciem emocjonalnym, a przy tym osadzają temat zdrowia i opieki nad dzieckiem w lokalnym kontekście. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego może to być okazja do bezpośredniego kontaktu z osobami prowadzącymi spotkania oraz do zadawania pytań, które często trudno omówić w pośpiechu codziennych wizyt.</p><h2>Nie tylko edukacja, ale też budowanie wspólnoty</h2><p>Podobne wydarzenia mają znaczenie wykraczające poza samą część informacyjną. Piknik rodzinny z założenia tworzy przestrzeń bardziej otwartą i mniej formalną niż gabinet czy sala konferencyjna. Dzięki temu rozmowa o karmieniu piersią, opiece nad niemowlęciem i pierwszych wyzwaniach rodzicielstwa może odbywać się w atmosferze większego spokoju i zrozumienia.</p><p>W realiach lokalnych taki format ma dodatkowy atut. Pozwala integrować mieszkańców wokół spraw, które dotyczą codziennego życia rodzin. To także sposób na pokazanie, że kwestie zdrowia matek i dzieci nie są wyłącznie prywatnym problemem poszczególnych domów, lecz tematem ważnym dla całej wspólnoty. <strong>Wsparcie informacyjne, dostęp do porad i obecność specjalistów</strong> mogą pomóc wielu rodzicom podejmować decyzje z większą pewnością i spokojem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kortowa epopeja Piotra Kucharskiego. Radny tropił mączkę, miasto zdobyło 1,6 miliona złotych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55997,kortowa-epopeja-piotra-kucharskiego-radny-tropil-maczke-miasto-zdobylo-1-6-miliona-zlotych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55997,kortowa-epopeja-piotra-kucharskiego-radny-tropil-maczke-miasto-zdobylo-1-6-miliona-zlotych</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 23:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kortowa-epopeja-piotra-kucharskiego-radny-tropil-maczke-miasto-zdobylo-1-6-miliona-zlotych-1785361462.png</url>
                        <title>Kortowa epopeja Piotra Kucharskiego. Radny tropił mączkę, miasto zdobyło 1,6 miliona złotych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55997,kortowa-epopeja-piotra-kucharskiego-radny-tropil-maczke-miasto-zdobylo-1-6-miliona-zlotych</link>
                    </image><description>Piotr Kucharski stworzył czterostronicową interpelację poświęconą rozebranym kortom, wywiezionej mączce ceglanej i niemal kryminalnej zagadce jej „utylizacji”. Zanim jednak kurz po tym dokumencie zdążył opaść, Tomaszów Mazowiecki otrzymał 1,6 mln zł na budowę czterech nowoczesnych kortów tenisowych przy Arenie Lodowej. Radny szukał więc garści starej mączki, podczas gdy miasto właśnie przywoziło z Łodzi walizkę pieniędzy na cały kompleks.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są interpelacje dotyczące wielomilionowych inwestycji, bezpieczeństwa mieszkańców, komunikacji, szkół albo fatalnego stanu ulic. Są też interpelacje, w których radny przez cztery strony pochyla się nad losem mączki ceglanej.</p><p>Piotr Kucharski wybrał tę drugą drogę.</p><p>W dokumencie z 8 lipca radny domaga się szczegółowych informacji o rozbiórce kortów przy ulicach Ligi Morskiej i Rzecznej. Pyta między innymi, dlaczego nie odzyskano wierzchniej warstwy kortów, kto odpowiadał za specyfikację zamówienia, ile kosztowała rozbiórka, czy przeprowadzono analizę kosztów i korzyści oraz czy podjęto dialog społeczny w sprawie wywiezienia mączki.</p><p>Czytając ten dokument, można odnieść wrażenie, że gdzieś na obrzeżach Tomaszowa doszło do wielkiej katastrofy surowcowej. Jakby z miasta zniknęły nie stare korty, lecz narodowe rezerwy strategiczne. To prawdziwy samorządowy "Lot nad Kukułczym gniazdem". Tylko siostra Ratched ma już dosyć radnych schizofreników.&nbsp;</p><h2>„Gdzie jest mączka?” – tomaszowski thriller samorządowy</h2><p>Radny Kucharski pyta, czy mączkę można było zdeponować w bazie miejskiej, przekazać klubom sportowym albo wykorzystać ponownie. W interpelacji pojawia się nawet zarzut możliwego naruszenia zasady celowości i gospodarności wydatkowania środków publicznych.</p><p>Brzmi poważnie. Niemal jak „Chinatown” Romana Polańskiego, tyle że zamiast wody mamy ceglaną mączkę, a zamiast Jacka Nicholsona — radnego miejskiego z kalkulatorem i apteczną wagą.</p><p>Problem polega na tym, że trzy tygodnie po złożeniu tej epopei miasto poinformowało o podpisaniu umowy na <strong>1,6 mln zł dofinansowania</strong> na budowę całego kompleksu czterech kortów tenisowych przy Arenie Lodowej. Łączna wartość zadania wynosi ponad <strong>2,77 mln zł</strong>.</p><p>Będą cztery korty z mączki ceglanej, oświetlenie, systemy zraszania, piłkochwyty, trybuny, ścianka treningowa, zaplecze szatniowe, toalety, drogi manewrowe, parkingi oraz wyposażenie do utrzymywania nawierzchni.</p><p>Krótko mówiąc: Kucharski pytał o los starego wiadra farby, gdy do miasta właśnie jechała cała ekipa remontowa.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55996,cztery-nowe-korty-tenisowe-przy-arenie-lodowej-tomaszow-otrzymal-1-6-mln-zl-dofinansowania"></oembed></figure><h2>Radny walczy o przeszłość, miasto buduje przyszłość</h2><p>Oczywiście radny ma prawo pytać o każdą wydaną złotówkę. Kontrola władzy wykonawczej jest jednym z podstawowych obowiązków samorządowca. Tyle że kontrola może być rzeczowa albo może zamienić się w teatr polityczny, w którym główną rolę gra kilka ton starej nawierzchni.</p><p>Interpelacja Kucharskiego jest rozbudowana jak wniosek komisji śledczej. Mamy dziesięć szczegółowych pytań, trzy rozdziały, analizę formalną, ekonomiczną i ekologiczną, a na końcu zdjęcie satelitarne kortów. Brakuje jedynie mapy pokazującej ostatnią znaną lokalizację każdego ziarenka mączki oraz śladu węglowego przy jej transporcie na wysypisko.&nbsp;</p><p>Radny pisze o „ogromnym poruszeniu społecznym”. Nie przedstawia jednak w dokumencie żadnych danych pokazujących jego skalę: liczby podpisów, petycji, nazw organizacji ani oficjalnych stanowisk klubów. Jest za to dużo poważnych słów i jeszcze więcej pogrubień.</p><p>To &nbsp;typowa sztuczka Kucharskiego: kiedy brakuje wielkiego problemu, trzeba bardzo dużą czcionką opisać mały.</p><h2>Mączka kontra 1,6 miliona</h2><p>Najbardziej komiczny jest kontrast między skalą interpelacji a skalą nowej inwestycji.</p><p>Piotr Kucharski pyta, ile miasto wyda na zakup i ułożenie nowej mączki. Tymczasem dofinansowanie obejmuje nie worek surowca, lecz nowoczesny kompleks sportowy. &nbsp;To trochę tak, jakby podczas budowy nowego domu radny zwołał konferencję prasową, aby zapytać, dlaczego nie zachowano tapety ze starej kuchni.</p><h2>Korty powstaną. Polityczna mączka pozostanie</h2><p>Nowa inwestycja pokazuje przede wszystkim, jak łatwo w samorządzie pomylić kontrolę z widowiskiem.</p><p>Miasto zdobyło środki zewnętrzne, przygotowało projekt czterech kortów i podpisało umowę na dofinansowanie. To jest konkret, który będzie można oceniać: według kosztów, jakości wykonania, dostępności obiektu i późniejszych zasad korzystania.</p><p>Interpelacja Piotra Kucharskiego także pozostanie konkretem — ale raczej jako dokument epoki, w której lokalny radny postanowił wejść do historii Tomaszowa jako obrońca ceglanej mączki oraz nadpilickich komarów.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55981,cztery-badania-blisko-1-7-promila-i-lagodny-wyrok-co-naprawde-wydarzylo-sie-w-sprawie-radnego-leona-karwata</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55981,cztery-badania-blisko-1-7-promila-i-lagodny-wyrok-co-naprawde-wydarzylo-sie-w-sprawie-radnego-leona-karwata</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 13:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-cztery-badania-blisko-1-7-promila-i-lagodny-wyrok-co-naprawde-wydarzylo-sie-w-sprawie-radnego-leon-1785323699.png</url>
                        <title>Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55981,cztery-badania-blisko-1-7-promila-i-lagodny-wyrok-co-naprawde-wydarzylo-sie-w-sprawie-radnego-leona-karwata</link>
                    </image><description>12 grudnia 2025 roku, kilkanaście minut po południu, policyjny patrol zatrzymał na ulicy Spalskiej samochód marki Opel Vivaro. Za kierownicą siedział radny Rady Powiatu Tomaszowskiego Leon Karwat. Pierwsze badanie wykazało 0,84 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, czyli w przybliżeniu 1,68 promila alkoholu we krwi. Kolejne wyniki były niewiele niższe. Mimo to postępowanie karne zostało warunkowo umorzone. Prokuratura uznała taki wyrok za sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości. Sąd drugiej instancji utrzymał jednak najważniejszą część orzeczenia o niskiej szkodliwości społecznej</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest historia o kieliszku wina wypitym do obiadu ani o wyniku znajdującym się na granicy odpowiedzialności karnej. To opowieść o samorządowcu, który po nocy spędzonej przy alkoholu wsiadł za kierownicę, zamierzał dotrzeć do szpitala, a następnie — jak sam wyjaśniał — być może również pracować. Jest to także historia o niezwykle łagodnym potraktowaniu osoby publicznej. Człowieka, od którego lokalna społeczność ma prawo wymagać więcej, a nie mniej.</p><h2>Zatrzymanie w samo południe</h2><p>Do zatrzymania doszło <strong>12 grudnia 2025 roku około godziny 12.10 na ulicy Spalskiej w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Leon Karwat prowadził Opla Vivaro.</p><p>Z akt sprawy wynika, że nie musiała to być rutynowa kontrola drogowa, bo do zatrzymania doszło w ruchu, a dokonał go patrol, jadący za radnym. Nie ma informacji, aby policję powiadomił świadek albo osoba, która wcześniej obserwowała zachowanie kierującego. Radiowóz miał poruszać się za samochodem Karwata, a następnie zatrzymać go do kontroli.&nbsp;</p><p><strong>Co ciekawe ani Sąd ani Prokuratura nie wezwała na świadków policjantów, którzy podjęli interwencję, by wypytać ich o okoliczności zdarzenia. Dlaczego zatrzymano radnego? Złamał jakieś przepisy, czy może zachowanie na drodze zwróciło uwagę policjanta i policjantki.&nbsp;</strong></p><p>Już dziewięć minut później przeprowadzono pierwsze badanie:</p><p><strong>godzina 12.19 – 0,84 mg/l, czyli około 1,68 promila,<br>godzina 12.39 – 0,83 mg/l, czyli około 1,66 promila,<br>godzina 13.39 – 0,79 mg/l, czyli około 1,58 promila,<br>godzina 13.41 – 0,78 mg/l, czyli około 1,56 promila.</strong></p><p>Przeliczenie wyników z miligramów alkoholu w litrze wydychanego powietrza na promile ma charakter orientacyjny. Przyjmuje się, że wynik <strong>1 mg/l odpowiada w przybliżeniu 2 promilom alkoholu we krwi</strong>.</p><p>Oznacza to, że w chwili pierwszego badania Leon Karwat miał około <strong>1,7 promila alkoholu</strong>, a ponad godzinę później wynik nadal przekraczał <strong>1,5 promila</strong>.</p><p>Wyniki czterech pomiarów tworzą spójny obraz. Nie było jednego przypadkowego wskazania ani błędu urządzenia, który zniknąłby przy kolejnym badaniu. Przez ponad godzinę stężenie alkoholu utrzymywało się na bardzo wysokim poziomie.</p><p>Stan nietrzeźwości w rozumieniu Kodeksu karnego rozpoczyna się już po przekroczeniu <strong>0,25 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza</strong>, co odpowiada około <strong>0,5 promila alkoholu we krwi</strong>. Wynik Karwata był więc ponad trzykrotnie wyższy od ustawowej granicy.</p><p>Prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości stanowi przestępstwo z art. 178a § 1 Kodeksu karnego.</p><h2>Litr alkoholu wypity z kolegą</h2><p>Podczas przesłuchania Leon Karwat nie kwestionował swojej odpowiedzialności.</p><p>– <strong>Ja w zupełności przyznaję się do zarzucanego mi czynu</strong> – oświadczył.</p><p>Wyjaśnił, że poprzedniego dnia pił alkohol razem z kolegą. Spotkanie miało trwać do około północy. Według jego relacji mężczyźni wypili łącznie około litra alkoholu.</p><p>Następnego ranka Karwat miał czuć się źle. Mówił o kołataniu serca i obawach dotyczących własnego zdrowia. Postanowił pojechać na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Nie wezwał jednak zespołu ratownictwa medycznego. Jak tłumaczył, uznał, że karetka i tak może nie przyjechać.</p><p><strong>Wsiadł więc do samochodu, będąc wciąż pijany i w obawie o własne życie, postanowił narazić życie innych osób. Sąd uznał to za okoliczność łagodzącą. </strong>Dlaczego karetka, która przecież stacjonuje w pobliskiej Rzeczycy miałaby nie przyjechać do chorego? Tego Sąd nie wyjaśnił. Podobnie, jak i tego, że przypadki związane z dolegliwościami kardiologicznymi, traktowane są priorytetowo. Co ciekawe, radny Leon Karwat zeznaje, że po drodze postanowił jeszcze odwiedzić znajomego, który chciał razem z nim wybrać się do Tomaszowa.&nbsp;</p><p>To wyjaśnienie rodzi zasadnicze pytanie: czy osoba, która po nocy intensywnego spożywania alkoholu ma kołatanie serca i czuje się na tyle źle, że zamierza udać się na SOR, powinna samodzielnie prowadzić pojazd? i to całkowicie pomijając wątek alkoholowy.&nbsp;</p><p>Karwat twierdził, że jadąc, nie czuł się pijany. Subiektywne odczucie kierowcy nie zmienia jednak wyników czterech badań. Pierwsze z nich odpowiadało około <strong>1,68 promila alkoholu</strong>, ostatnie — około <strong>1,56 promila</strong>. W takim razie nie zostaje nic innego, jak zapytać, przy jakim stężeniu alkoholu można poczuć się pijanym? Samo to stwierdzenie może jednak sugerować, że osoba, je wypowiadająca, ma poważne problemy alkoholowe na co dzień, a organizm do wysokich stężeń jest po prostu przyzwyczajony.&nbsp;</p><p>W aktach sprawy nie znajdziemy jednak żadnych obiektywnych opinii na ten temat, pochodzących od niezależnych biegłych.&nbsp;</p><p>Alkohol nie przestaje działać tylko dlatego, że człowiek nie odczuwa już typowych objawów upojenia. Właśnie dlatego kierowanie pojazdem „dzień po” jest tak niebezpieczne — kierowca może uważać się za trzeźwego, podczas gdy jego refleks, koncentracja i zdolność oceny sytuacji nadal pozostają zaburzone.</p><h2>SOR, a później praca w szpitalu?</h2><p>W czasie przesłuchania pojawił się jeszcze jeden interesujący wątek.</p><p>Leon Karwat był zatrudniony w Tomaszowskim Centrum Zdrowia jako konsultant do spraw współpracy z samorządami i innymi instytucjami (zajmował więc kolejne niepotrzebne nikomu stanowisko, co będzie jeszcze wyjaśniać). Tłumaczył, że w szpitalu miał również do załatwienia sprawę zawodową. Jeżeli badania wykazałyby, że jego stan zdrowia nie jest groźny, zamierzał jeszcze przez pewien czas pracować w TCZ.</p><p>Ta część wyjaśnień wymaga publicznego doprecyzowania.</p><p>Czy 12 grudnia 2025 roku Leon Karwat miał świadczyć pracę? Czy jego czas pracy był ewidencjonowany? Czy miał wyznaczone spotkania? Czy istnieją wiadomości, dokumenty, notatki albo wpisy w kalendarzu potwierdzające planowane obowiązki?</p><h2>Nie chciał dobrowolnie poddać się karze</h2><p>W toku postępowania Karwat powoływał się na wieloletnią działalność społeczną i samorządową. Nie zgodził się jednak na dobrowolne poddanie się karze.</p><p>Dochodzenie wszczęto 16 grudnia 2025 roku. Tego samego dnia wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutu. <strong>22 grudnia prokurator Aneta Prejbisz zdecydowała o zatrzymaniu prawa jazdy.</strong></p><p>Akt oskarżenia przygotowała mł. asp. Sabina Krzystofik. Dokument zatwierdziła prokurator Aneta Prejbisz.</p><p>Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim. W wyniku losowania sędzią referentem została Ewelina Goździk.</p><p>Termin rozprawy pierwotnie wyznaczono na 27 marca 2026 roku. Na wniosek obrońcy został przeniesiony na 24 marca.</p><p>Do akt dołączono aż <strong>28 dyplomów, podziękowań i dokumentów mających świadczyć o zasługach Leona Karwata jako samorządowca i nauczyciela</strong>.</p><p>Osiągnięcia społeczne mogą mieć znaczenie przy ocenie dotychczasowego sposobu życia oskarżonego. Nie mogą jednak działać jak średniowieczny odpust, za pomocą którego zasługi z przeszłości unieważniają odpowiedzialność za konkretny czyn.</p><p>Dyplom nie obniża stężenia alkoholu. Podziękowanie nie skraca drogi hamowania. Funkcja publiczna nie tworzy wokół kierowcy niewidzialnej bariery chroniącej innych uczestników ruchu.</p><h2>„To przewartościowało moje życie”</h2><p>Przed sądem Leon Karwat przekonywał, że zdarzenie przewartościowało jego życie i nigdy więcej się nie powtórzy. Deklarował skruchę, wstyd oraz żal.</p><p>W toku rozprawy nie składano dodatkowych wniosków dowodowych. Wyrok ogłoszono 27 marca 2026 roku. Na sali nie pojawił się wówczas ani oskarżony, ani jego obrońca, ani przedstawiciel oskarżyciela publicznego.</p><p>Sąd zdecydował o <strong>warunkowym umorzeniu postępowania na okres dwóch lat próby</strong>. Orzekł jednocześnie:</p><p><strong>roczny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, liczony od 12 grudnia 2025 roku, oraz świadczenie w wysokości 10 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.</strong></p><p>Warunkowe umorzenie oznacza, że sąd uznaje popełnienie czynu i winę oskarżonego, ale odstępuje od wydania wyroku skazującego.</p><h2>Sąd: społeczna szkodliwość nie była znaczna</h2><p>Podstawą rozstrzygnięcia był art. 66 § 1 i 2 Kodeksu karnego. Przepisy pozwalają warunkowo umorzyć postępowanie, gdy wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a dotychczasowa postawa niekaranego sprawcy uzasadnia przypuszczenie, że będzie on przestrzegał prawa.</p><p>Sąd uznał, że w przypadku Karwata istnieje „pozytywna prognoza kryminologiczna”. W pisemnym uzasadnieniu zwrócił uwagę na jego dotychczasową działalność, niekaralność, przyznanie się do winy i wyrażoną skruchę.</p><p>Jednocześnie sąd zauważył szczególną odpowiedzialność wynikającą z pełnienia funkcji publicznych:</p><p>– <strong>Leon Karwat, jako osoba publiczna, powinien w szczególny sposób dawać przykład przestrzegania norm prawnych i społecznych, ponieważ jego zachowanie jest oceniane przez lokalną społeczność i może wpływać na ocenę instytucji i organów władzy publicznej</strong> – wynika z uzasadnienia.</p><p>To zdanie brzmi słusznie. Trudniej jednak pogodzić je z końcowym wnioskiem, że społeczna szkodliwość czynu nie była znaczna.</p><p>Sąd sam stwierdził, że oskarżony wiedział o wypiciu poprzedniego wieczoru dużej ilości alkoholu. Mimo złego samopoczucia nie wezwał pomocy ani nie poprosił o transport. Wsiadł do samochodu i ruszył ulicami miasta. Cztery badania wykazały od <strong>0,78 do 0,84 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu</strong>, czyli w przybliżeniu od <strong>1,56 do 1,68 promila alkoholu we krwi</strong>.</p><p>Nie spowodował wypadku. Nikogo nie potrącił. Nie doszło do tragedii. Ale brak tragedii nie oznacza braku niebezpieczeństwa. Czasami różnica między „nic się nie stało” a dramatem rodziny zamyka się w jednej sekundzie, jednym przejściu dla pieszych i jednym dziecku wracającym ze szkoły.</p><h2>Prokuratura: ten wyrok kłóci się z poczuciem sprawiedliwości</h2><p><strong>2 kwietnia 2026 roku prokurator Monika Fidos złożyła wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku.</strong> Prokuratura otrzymała je 20 kwietnia, a 4 maja wniosła apelację.</p><p>Oskarżyciel publiczny nie zgodził się z oceną, że społeczna szkodliwość czynu była niewielka. W apelacji wskazano na błędy w ustaleniach faktycznych oraz zbyt łagodne potraktowanie kierowcy.</p><p>Prokuratura domagała się:</p><p><strong>sześciu miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary, trzyletniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz rozstrzygnięcia dotyczącego przepadku samochodu lub jego równowartości.</strong></p><p>W środku odwoławczym padły słowa niezwykle mocne:</p><p>– <strong>Orzeczone przez sąd warunkowe umorzenie postępowania kłóci się z poczuciem sprawiedliwości zarówno prokuratury, jak i przeciętnego obywatela.</strong></p><p>Prokurator podkreślił również, że właściwości osobiste sprawcy, jego wcześniejsze zasługi i dotychczasowy sposób życia są odrębną przesłanką rozstrzygnięcia. Nie mogą służyć do sztucznego obniżania oceny społecznej szkodliwości samego czynu.</p><p>Zdaniem prokuratury — poza wcześniejszą niekaralnością — nie zostały spełnione przesłanki uzasadniające warunkowe umorzenie postępowania.</p><p>Ten argument trafia w sedno sporu. Można być dobrym nauczycielem, zasłużonym samorządowcem, społecznikiem i człowiekiem posiadającym kolekcję dyplomów. Jednocześnie można popełnić poważne przestępstwo drogowe. Jedno nie wymazuje drugiego.</p><h2>Sąd Okręgowy pozostawił warunkowe umorzenie</h2><p>Apelacja została przekazana do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim. <strong>19 maja 2026 roku do jej rozpoznania wylosowano sędzię Agnieszkę Szulc-Wroniszewską.</strong> Rozprawę wyznaczono na 23 czerwca.</p><p>Na etapie postępowania odwoławczego zmienił się obrońca. Leon Karwat zrezygnował z usług Konrada Wiwata, a jego pełnomocnikiem został Krystian Ryś. Prokuraturę reprezentował Marcin Domaradzki.</p><p>Sąd Okręgowy nie podzielił najdalej idących zarzutów oskarżyciela. <strong>Utrzymał warunkowe umorzenie postępowania</strong>, a więc Leon Karwat nadal nie został prawomocnie skazany. Zmienił jednak rozstrzygnięcie dotyczące zakazu prowadzenia pojazdów, wydłużając okres, w którym radny nie może siadać za kierownicą.</p><p>Taki finał oznacza, że sąd odwoławczy zaakceptował zasadniczą ocenę sądu pierwszej instancji: pomimo stężenia sięgającego około <strong>1,7 promila alkoholu</strong>, świadomego podjęcia decyzji o prowadzeniu samochodu i publicznej funkcji sprawcy możliwe było zakończenie sprawy bez wyroku skazującego.</p><h2>Równi wobec prawa, ale niekoniecznie tak samo oceniani?</h2><p>Nie chodzi o żądanie zemsty. Prawo karne nie powinno być narzędziem odwetu, a warunkowe umorzenie jest legalną instytucją przewidzianą przez ustawodawcę. Sąd ma prawo uwzględniać niekaralność, skruchę, dotychczasowy sposób życia oraz osobiste właściwości sprawcy.</p><p>Pozostaje jednak pytanie, którego nie da się przykryć stertą dyplomów.</p><p><strong>Czy przeciętny mieszkaniec Tomaszowa Mazowieckiego, zatrzymany z wynikiem bliskim 1,7 promila, również mógłby liczyć na tak daleko idącą łagodność?</strong></p><p>Czy jego pracodawca przygotowałby zbiór podziękowań? Czy w aktach znalazłyby się dokumenty opisujące wieloletnią działalność publiczną? Czy fakt, że nie pełni funkcji samorządowych, działałby na jego korzyść, czy przeciwnie — pozbawiłby go argumentów, które okazały się tak ważne w tej sprawie?</p><p>Funkcja publiczna powinna oznaczać większą odpowiedzialność. Tymczasem można odnieść wrażenie, że stała się jednym z elementów budujących korzystną prognozę dla sprawcy.</p><p>Sąd napisał, że osoba publiczna powinna dawać przykład. Warto więc zapytać, jaki przykład płynie z całej tej historii.</p><p>Czy taki, że po wypiciu około litra alkoholu można następnego dnia prowadzić samochód z wynikiem około <strong>1,7 promila</strong>, a później powołać się na dorobek, skruchę i długoletnią działalność?</p><p>Czy też taki, że życie człowieka nie może zostać przekreślone przez jeden poważny błąd?</p><p>Odpowiedź nie jest czarno-biała. Jedno pozostaje jednak bezsporne: <strong>Leon Karwat wsiadł za kierownicę w stanie nietrzeźwości. Nie był ofiarą politycznego spisku, błędu alkomatu ani niejasnych okoliczności. Przyznał się do czynu. Cztery badania potwierdziły obecność alkoholu na poziomie odpowiadającym od około 1,56 do 1,68 promila.</strong></p><p>Sąd dał mu drugą szansę.</p><p>Teraz lokalna społeczność ma prawo wiedzieć, czy radny rzeczywiście zrozumiał wagę tego, co zrobił — i czy instytucje publiczne nie pomogły mu zamienić odpowiedzialności w starannie oprawioną kolekcję zasług.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polityczny lincz. Czas odpowiedzieć na wszystkie kłamstwa.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55972,polityczny-lincz-czas-odpowiedziec-na-wszystkie-klamstwa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55972,polityczny-lincz-czas-odpowiedziec-na-wszystkie-klamstwa</guid>
            <pubDate>Tue, 28 Jul 2026 23:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polityczny-lincz-czas-odpowiedziec-na-wszystkie-klamstwa-1785234001.jpg</url>
                        <title>Polityczny lincz. Czas odpowiedzieć na wszystkie kłamstwa.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55972,polityczny-lincz-czas-odpowiedziec-na-wszystkie-klamstwa</link>
                    </image><description>Ostatnia sesja Rady Powiatu to był wielogodzinny lincz na mnie i mojej rodzinie. Skandaliczne pomówienia, wygłaszane w tonie sensacyjnej narracji. Słyszeliście ile już firma mojej rodziny zarobiła na szpitalu? To Wam odpowiem… całe 0 zł. Twój Sklep Medyczny nie prowadzi żadnych interesów ze szpitalem. Dwa lata tropienia nas (przecież główna księgowa Socha sama mi przyznawała, że nic znaleźć nie mogła) i.. zero.
Dostajemy pieniądze z powiatu? Nie. Pacjenci otrzymują środki z PEFRON. Sklep medyczny, w którym pracuje, zaciąga kredyty obrotowe, żeby móc na spokojnie czekać na środki od klientów, które trafiają do nich. Dzięki temu nie muszą tygodniami czekać np. na pieluchy. Okazuje się, że według radnych takich jak Kucharski, Goska i Mordaka – to źle.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">To będzie bardzo osobisty felieton. Długo zastanawiałem się nad tym, czy powinien zostać napisany. Bardzo trudno bronić się, kiedy człowiek obrzucany jest oszczerstwami. Jeszcze trudniej, gdy niszczona jest jego rodzina, firma, w której pracuje. &nbsp; Z prowadzenia firmy na wysokim poziomie czyni się zarzut, a z półprawd tworzy się obrzydliwą konstrukcję, mającą wywołać negatywne emocje a często wręcz nienawiść osób, które nie są w stanie poznać prawdy. Znają ją ludzie, którzy z naszych usług korzystają.&nbsp;</p><h2><strong>Firma otrzymuje 1,5 miliona? Kłamstwo i nic więcej&nbsp;</strong></h2><p>Zacznę od najważniejszego, bo to wywołuje najwięcej emocji. To nie jest prawda, że firma, w której pracuję otrzymała, czy jak się sugeruje zarobiła 1,5 miliona złotych ze środków PFRON. Jest to najbardziej obrzydliwe oszczerstwo z jakim można mieć do czynienia. Ta kwota, to pieniądze, jakie otrzymujemy nie my, ale pacjenci, chorzy i niepełnosprawni ludzie.&nbsp;</p><p>Jaki więc mamy z tym związek? Taki, że to nasza firma ich zwyczajnie kredytuje. Ludzie nie muszą czekać na zwrot pieniędzy, zamiast nich czeka nasza firma. Często oczekiwanie jest wielomiesięczne a kwoty kredytu rosną do setek tysięcy złotych.&nbsp;</p><p>To nie znaczy, że jesteśmy jacyś wielcy krezusi, którzy mają miliony złotych zalegających środków na firmowych kontach. Aby pokryć te kwoty zaciągane są normalne kredyty obrotowe. To znaczy, że nie zarabiamy na tym kredytowaniu, jak sugeruje Piotr Kucharski, ale ponosimy dodatkowe koszty. Dlaczego tak robimy? Bo taka jest filozofia firmy.&nbsp;</p><p><strong>Poniżej być może najważniejszy akapit tej części felietonu.</strong></p><blockquote><p><strong>Dofinansowania PFRON jakie realizujemy dotyczą przede wszystkim zakupu pieluch. Korzystają z nich osoby niedołężne, chorzy na nowotwory, z demencją Alzhaimerem itd. Zdecydowana większość ma dochody na bardzo niskim poziomie (dlatego dofinansowania przysługuje), gdyby nie nasza pomoc to często nie mogliby korzystać ze środków higienicznych codziennego użytku. Bo zwyczajnie nie byłoby ich na to stać. Można zobaczyć na moim profilu internetowym, że ludzie dziękują mi za tego rodzaju pomoc. Dla radnego Kucharskiego jest ona czymś nagannym. Być może kiedy sam będzie musiał być pieluchowany zrozumie. Jednak nawet jemu chorób tak poważnych nie życzę.&nbsp;</strong></p></blockquote><p>Pokażę Wam coś, czego oszczercy nie widzieli, bo widzieć nie mogli. Lista ma oczywiście charakter zanonimizowany. Zobaczyć na niej rzeczywistych odbiorców pieniędzy z PFRON i przekonacie się jak gigantycznym oszustami są panowie: Kucharski, Mordaka i Goska</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1693/788;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/28/image.png" width="1693" height="788"></figure><h2><strong>Mają 60 procentowy udział w rynku!&nbsp;</strong></h2><p>To jest kłamstwo numer dwa. Jak obliczył to Kucharski tego nie wiem. Musiałby sięgnąć do danych NFZ, a te nie są ogólnie dostępne i nie dla każdego. Do takiego twierdzenia używa manipulacji. Ten udział, to relacja jedynie dofinansowań PFRON, jakie otrzymują nasi pacjenci, do tych, które otrzymują pozostali. To nie jest to samo.&nbsp;</p><p>Faktyczny udział w rynku szacuję na około 30 procent. Cieszymy się, że jest taki, bo startowaliśmy od zera.&nbsp;</p><p><strong>Radnemu Kucharskiemu nie przeszkadzało, kiedy jego partyjna koleżanka miała 100 procentowy udział w rynku</strong>, nie posiadając w Tomaszowie właściwie żadnej konkurencji. Ta osoba również składa wnioski w PFRON, tyle, że nie kredytuje pacjentów.&nbsp;</p><blockquote><p><strong>Ta relacja towarzysko partyjna jest bardzo ważna, po pozwala stawiać pytanie: czy Kucharski działa (jak twierdzi) w interesie społecznym, czy w interesie przyjaciółki i jej konkurencyjnego biznesu. Oczywiście o takich szczegółach radny nie wspomina. Bo i po co? Przecież mogłyby się pojawić pytania o intencje ataków na nas.&nbsp;</strong></p></blockquote><h2><strong>Strzępek sam zanosi wnioski do PCPR&nbsp;</strong></h2><p>Oczywiście, że zanosi i zanosić będzie. Wiele osób nie jest w zwyczajnie w stanie tego zrobić samodzielnie. Mają problem z poruszaniem się, komunikacją z innymi ludźmi. Trzeba od nas dotrzeć do gmachu Starostwa. Odczekać w kolejce, wejść do pokoju, poczekać aż pracownik zweryfikuje. Często w imieniu niedołężnej żony, robi to mąż, niewiele bardziej sprawny od niej.&nbsp;</p><p><strong>Dostarczam te „kwity” w ich imieniu. I tyle. Za to chyba ten zarzut irytuje mnie najbardziej.&nbsp;</strong></p><p>Radny Goska pyta, czy dostarczam wnioski także pochodzące z innych firm. Sami odpowiedzieć możecie sobie na pytanie: czy ktoś taki w ogóle rozumie o czym mówi? Ale odpowiem i ja. Jeśli się do mnie zgłoszą, to im zaniosę. Czemu nie.&nbsp;</p><p>Jest też coś w tej sprawie, co się pomija. Otóż w ciągu tygodnia pomagam w ten sposób ok. 100 osobom (przykładowa lista powyżej). Wyobraźcie sobie, że te osoby same idą do PCPR osobiście.&nbsp;</p><p>Już dzisiaj są tam problemy z obsłużeniem ludzi. Gdyby sami klienci zanosili wnioski, każdy z nich zająłby od 15-30 minut pracownikowi. Jeśli uśrednimy ten czas, do na przykład 20 minut, to wychodzi dodatkowy etat, a może nawet dwa.&nbsp;</p><p><strong>Jak to możliwe? Zaraz to wyjaśnię.&nbsp;</strong></p><h2><strong>Jeden przelew zamiast kilkuset&nbsp;</strong></h2><p>Otóż, załóżmy, że firma przestaje kredytować pacjentów, a niewiele brakowało, by taka decyzja zapadła. Mając konieczność zapłaty jednorazowej kwoty, za kwartalne zaopatrzenie, rozbijali by ją na miesięczne (dokładne kwoty kwartalnego często zaopatrzenia macie skanie powyżej). W ten sposób liczba wniosków, trafiających do PCPR by się potroiła. Czyli nie wystarczyłby już 1 dodatkowy pracownik. Należałoby zatrudnić trzech. Koszt, to jakieś 250-300 tysięcy złotych rocznie. Ale nie jest on jedyny, bo zamiast jednego przelewu trzeba byłoby wysłać setki przelewów bezpośrednio do beneficjentów.&nbsp;</p><p><strong>To są dodatkowe koszty. Ja to radnym tłumaczyłem, ale nienawiść i chęć dokopania mi zwyciężyła.&nbsp;</strong></p><h2>Niepełnosprawni przez całe lata byli okradani ze środków PFRON&nbsp;</h2><p>Nie wierzycie? A to prawda. Oczekiwanie na dopłaty często liczono w latach. Opiszę to na bardzo konkretnym przykładzie i pokażę jak ten proceder ukrócono, w czym miałem swój udział. Zwróciłem na to uwagę, kiedy zgłosił się do nas Pan, który chciał kupić łóżko rehabilitacyjne. Zapytał o cenę. Dowiedział się, że koszt wówczas to 2,5 tysiąca złotych.&nbsp;</p><p>I co on to? No więc Pan stwierdził, że mu odpowiada, ale chce, by mu wystawić fakturę na 6 tysięcy – Wy więcej zarobicie a ja nic nie zapłacę. – Oczywiście się nie zgodziliśmy, więc poszedł do konkurencji. Podobnie było z innymi rzeczami. Zawyżano masowo wartości na fakturach i wypompowywano kasę. To był właśnie powód, że ludzie czekali latami, by otrzymać wózek, dopłatę do protezy itd. Porozmawiałem o tym z dyrektorem Więckowskim i rozpoczął się żmudny proces porządkowania.&nbsp;</p><p>Ostatecznie udało się złodziejstwo ukrócić. Niemal w 100 procentach. Dzisiaj pacjent nie czeka wcale. Nawet jeśli jest kilkumiesięczna luka w dostępności środków, to czeka na nie nasza firma a nie chory człowiek. Słowo złodziejstwo, nie jest używane na wyrost.&nbsp;</p><h2><strong>Radny chodzi do szpitala… Skandal?&nbsp;</strong></h2><p>Ano chodzę i chodzić będę. Dzięki temu, że tam chodzę, niemal na każdym oddziale zrobiono inwestycje. W prawie każdej miałem swój udział. Za to nasza firma do szpitala sprzedaje… nic. Dwa lata tropienia nas (przecież główna księgowa Socha sama mi przyznawała, że nic znaleźć nie mogła) i.. zero.&nbsp;</p><p>Za to podejrzane radnym Kucharskiemu i Gosce wydawały się moje transporty wózków na oddział wewnętrzny. Cóż… wózki podarowaliśmy… jak wiele innych rzeczy wcześniej. A teraz też będę myślał nad tym, co zrobić z drzwiami wejściowymi na pediatrii. Ekipa ode mnie zrobi pomiary i wycenę. Jeśli zmieścimy się w 10 tysiącach sfinansuję sam, jeśli będzie więcej złożę wniosek do Starosty. Tak właśnie wydaję moje diety radnego.&nbsp;</p><p>Korupcja, w mojej opinii, &nbsp;jednak jest i to na szeroką skalę Tyle tylko, że to nie nasza firma ją uprawia, ale konkurenci, związani z panem Kucharskim. &nbsp;Od lat walczę nieskutecznie z tym procederem, a tit nawet mnie kiedyś z tego powodu wyśmiewał. Lekarze i pielęgniarki wysyłają pacjentów w konkretne miejsce. Często nie dają im nawet zlecenia do ręki.&nbsp;</p><p>Pani/pan pójdzie tu czy tu, a tam już wszystko będą mieli. Mówią też, że jest to jedyne miejsce, gdzie można zlecenie zrealizować. No to ludzie idą. A jak już dostaną zlecenie na papierze, to z przypiętą do niego ulotką. Skąd to wiem? Bo ludzie z tymi zleceniami i ulotkami trafiają czasami do nas przez pomyłkę.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[&quot;Zabijcie ich wszystkich!&quot;]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55970,quot-zabijcie-ich-wszystkich-quot</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55970,quot-zabijcie-ich-wszystkich-quot</guid>
            <pubDate>Tue, 28 Jul 2026 08:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zabijcie-ich-wszystkich-1785220160.png</url>
                        <title>&amp;quot;Zabijcie ich wszystkich!&amp;quot;</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55970,quot-zabijcie-ich-wszystkich-quot</link>
                    </image><description>Wczoraj moją uwagę zwróciły dwa wpisy na FB dokonane przez tę samą osobę. Autor często komentuje lokalne wydarzenia, najczęściej takie związane z tomaszowskim szpitalem, bo sam jest jego pracownikiem. W pierwszym wpisie komentuje próby zastraszania go i obelgi pod adresem jego rodziny, w drugim pisze, że postanowił zaprzestać publikowania jakichkolwiek komentarzy. Co się takiego stało? Otóż dwa dni wcześniej „ośmielił się” pochwalić wypowiedź na temat sprzedaży szpitala, jaką miał w czasie sesji Rady Powiatu Tomaszowskiego Piotr Kagankiewicz. No i okazało się, że pochwała rzeczowej i profesjonalnej opinii wywołała furię radnych (jak się domyślam, Koalicji Obywatelskiej).</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dlaczego o tym wspominam? Otóż dlatego, że polityka zaczyna mieć u nas charakter sekciarski. Tu nie ma już miejsca dla swobody i wolności myśli. Jesteś z nami lub przeciwko nam. Jeśli masz inne zdanie, zniszczymy cię i twoją rodzinę. Arnaud Amalryk, opat cysterski i legat papieża Innocentego III, podczas zdobycia Béziers w 1209 roku powiedział do krzyżowców biorących udział w krucjacie przeciwko Katarom: „Zabijcie ich wszystkich. Bóg rozpozna swoich”.</p><p>Katarzy zostali wymordowani, ponieważ ktoś uznał ich za heretyków. A zrobił to dlatego, że myśleli inaczej oraz mieli inny sposób widzenia chrześcijańskiego świata. Ilu spośród morderców z krzyżami na sztandarach miało świadomość dokonywanego przez siebie zła? Zapewne jacyś mieli, ale mimo to brali udział w krwawej rzezi. Uczestnikom wyprawy przyznano odpusty, a w Béziers wymordowano mężczyzn, kobiety i dzieci.</p><p>Dokładnie to samo dzieje się obecnie, chociaż krew nie płynie jeszcze na ulicach. Przynajmniej tych w Polsce, bo w Niemczech co jakiś czas dochodzi do zamachów lub słyszymy o rozpędzonym aucie wjeżdżającym w tłum. Ktoś powie, że to islamiści? Nie, bo nazwa to jedynie etykieta. Takich samych radykałów mamy także wśród katolików czy chrześcijan w szerszym rozumieniu. Wystarczy wspomnieć Andersa Breivika, a nie jest on odosobnionym przypadkiem.</p><p>Tak jak średniowieczne krucjaty, tak i współczesne polityczne sekciarstwo nie ma zbyt wiele wspólnego z wiarą. Jest jej zaprzeczeniem. To nic innego jak biznes, w dodatku niezwykle dochodowy dla jego organizatorów. A wyznawcy? „Zabijają wszystkich”, bo tak nakazał legat albo współczesny guru.</p><p>W sobotę na tomaszowskim bazarku spotkałem handlującego tam radnego PiS. Zapytałem go o jego zachowanie i głosowania na sesji. Odpowiedział mi: mówiłem im, że to jest słabe. No ale przecież zagłosował i nie protestował! Pytam więc: komu i gdzie mówiłeś? Okazało się, że mówił na spotkaniu pisowskiej sekty prowadzonej przez szamana Węgrzynowskiego.</p><p>Tyle że Węgrzynowski to tylko jeden biegun sekciarstwa politycznego, wykorzystujący religię katolicką do jego uprawiania, a niemający z nią kompletnie nic wspólnego poza tym, że jej członkowie lubią zasiadać nieskromnie w pierwszych kościelnych ławach. Niczym od niego nie różnią się Witczak czy Kucharski. Być może właśnie dlatego tak doskonale się dogadują, bo „wymordować wszystkich” stało się ich wspólnym celem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55963,mariusz-wegrzynowski-bez-waznej-misji-kanonicznej-kuria-milczy-o-powodach-decyzji-pytania-o-nauczanie-religii-bez-odpowi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55963,mariusz-wegrzynowski-bez-waznej-misji-kanonicznej-kuria-milczy-o-powodach-decyzji-pytania-o-nauczanie-religii-bez-odpowi</guid>
            <pubDate>Mon, 27 Jul 2026 07:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-mariusz-wegrzynowski-bez-waznej-misji-kanonicznej-kuria-milczy-o-powodach-decyzji-pytania-o-naucza-1785092577.jpg</url>
                        <title>Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55963,mariusz-wegrzynowski-bez-waznej-misji-kanonicznej-kuria-milczy-o-powodach-decyzji-pytania-o-nauczanie-religii-bez-odpowi</link>
                    </image><description>Mariusz Węgrzynowski przez lata był przedstawiany jako nauczyciel i katecheta, osoba wierząca manifestująca przy każdej okazji swoje związki z Kościołem. Pielgrzymki służbowym autem do Częstochowy, comiesięczne zawierzenia i okrzyki na sesjach: ja Pana w kościele nie widuję. Jak by to bywanie na mszach świadczyć miało o jakości samorządowca. Dziś wiadomo, że były Starosta nie posiada ważnej misji kanonicznej, a więc kościelnego skierowania niezbędnego do nauczania religii. Czy do jej utraty przyczynił się śp. ksiądz Grad? Tak twierdzą inni katecheci z sanktuarium Św. Antoniego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3>Z tego tekstu dowiesz się:</h3><ul><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="eafbdca662c1c9994bd16fe5b9f14a635"><strong>dlaczego Mariusz Węgrzynowski nie ma dziś prawa do nauczania religii,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e219f54dc53640757bac667cb7adb108c"><strong>co dokładnie potwierdziła Archidiecezja Łódzka,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="eee26ff0cf77506241493cac8ba1ea1af"><strong>dlaczego Kuria nie ujawnia powodów wygaśnięcia misji,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e159429750df9fe2fccac54def6ece79d"><strong>czy milczenie Kościoła może budzić wątpliwości,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e60c11f0ec520da1eff6c8b4935e35d56"><strong>czego nie wyjaśnił sam były starosta.</strong></li></ul><p>Oficjalnie jednak nie wiadomo, dlaczego misja nie została ona przedłużona. Były starosta nie odpowiedział na pytania redakcji. Archidiecezja Łódzka odpowiedziała jednym zdaniem i zasłoniła się ochroną jego dóbr osobistych. Czy to oznacza, że odpowiedzi na nasze pytania musiały być twierdzące?</p><p>Redakcja NaszTomaszow.pl skierowała do Mariusza Węgrzynowskiego już wiele miesięcy temu, podobnie jak do Kurii Metropolitalnej Łódzkiej, szczegółowe pytania dotyczące jego prawa do nauczania religii. Pytaliśmy między innymi o przyczyny utraty misji, ewentualne skargi, zastrzeżenia do pracy katechety, relacje z uczniami i rodzicami oraz możliwe postępowanie wyjaśniające. Pytaliśmy też, czy kiedykolwiek zdarzało mu się stosować wobec uczniów jakiekolwiek formy przemocy. Chociażby przemocy werbalnej. O tym wspominają byli uczniowie, ale też zajmujący mieszkalny lokal służbowy w „trójce”, nauczyciele.&nbsp;</p><p>Węgrzynowski nie odpowiedział. Archidiecezje także postanowiła w tej sprawie milczeć. Kilka tygodni temu ponowiliśmy pytania. Tym razem Kuria przekazała jedynie jedno zdanie:</p><blockquote><p><i>„Misje kanoniczne, które były wystawiane do parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim, były na czas określony i wygasły z dniem ważności misji”.&nbsp;</i></p></blockquote><p>Rzecz w tym, że Kuria nie wspomina, czy dotyczyło to tylko tego jednego katechety, czy również innych nauczycieli religii. Z informacji, jakie posiadamy, wynika, że przynajmniej nauczyciele mianowani mają powierzoną misję bezterminowo.&nbsp;</p><p>Jak widać, kościół nie przestaje strzec swoich tajemnic. Za każdym razem niestety na tym traci, bo nie wystarczy pozbyć się czarnej owcy. Należy także za jej zachowanie brać odpowiedzialność.&nbsp;</p><p>Odpowiedź potwierdza natomiast fakt podstawowy: Mariusz Węgrzynowski nie ma obecnie ważnej misji kanonicznej do nauczania religii. &nbsp;</p><p>Podkreślmy, nie oznacza to jednak, że misję cofnięto byłemu Staroście przed terminem. Z odpowiedzi wynika, że wygasła. Kluczowe pozostaje więc pytanie: dlaczego nie wydano kolejnej i dlaczego nie była wydana na stałe? Węgrzynowski nauczał dzieci w Gimnazjum numer 3 przez kilka lat. Miał nawet swój pseudonim: Pomidor.&nbsp;</p><p><strong>Jedno zdanie zamiast odpowiedzi</strong></p><p>Redakcja zadała dziewiętnaście konkretnych pytań, które publikujemy poniżej. Wyraźnie zaznaczyliśmy, że nie oczekujemy danych uczniów, rodziców ani innych osób prywatnych. Chodziło o ogólną informację: czy były skargi, zastrzeżenia lub postępowanie wyjaśniające i jaki charakter miała decyzja dotycząca dalszego nauczania religii. Kuria nie odpowiedziała na żadne z tych pytań. Powołała się na ochronę dóbr osobistych Mariusza Węgrzynowskiego.</p><p><strong>To rodzi oczywiste wątpliwości.</strong></p><p>Gdyby skarg nie było, można byłoby odpowiedzieć krótko: „skargi nie wpływały”. Taka informacja nie naruszałaby dobrego imienia zainteresowanego. Przeciwnie, działałaby na jego korzyść.</p><p><strong>Kuria tego nie zrobiła.</strong></p><p>Brak odpowiedzi nie jest dowodem. Nie sposób jednak nie zauważyć, że wybrana przez Archidiecezję formuła nie wyjaśnia sprawy, lecz jeszcze bardziej ją zaciemnia.</p><p><strong>&nbsp;Milczenie zamiast wyjaśnień</strong></p><p>Mariusz Węgrzynowski jest osobą publiczną. Był starostą tomaszowskim, od lat uczestniczy w lokalnym życiu politycznym i podejmuje działania podlegające społecznej ocenie. Powołuje się na własne związki z kościołem a nawet można powiedzieć, że Kościoła cynicznie używa, jak politycznej tarczy.&nbsp;</p><p>Mógł wyjaśnić, czy sam zrezygnował z katechezy, czy ubiegał się o kolejną misję i dlaczego jej nie otrzymał. Mógł też zaprzeczyć informacjom o skargach.</p><p><strong>Nie zrobił tego.</strong></p><p>Kuria nie potwierdziła zarzutów. Nie zdecydowała się jednak także im zaprzeczyć. W sprawie osoby publicznej takie milczenie nie zamyka tematu. Ono dopiero go otwiera.</p><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:658/922;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/zrzut-ekranu-2026-07-26-210422.png" width="658" height="922"></figure><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:661/912;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/zrzut-ekranu-2026-07-26-210447.png" width="661" height="912"></figure><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:661/890;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/zrzut-ekranu-2026-07-26-210550.png" width="661" height="890"></figure><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:659/470;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/zrzut-ekranu-2026-07-26-210620.png" width="659" height="470"></figure><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1355/304;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/image_1.png" width="1355" height="304"></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rusza proces w sprawie mordu przy Browarnej. W mieszkaniu znajdował się mały chłopiec]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55965,rusza-proces-w-sprawie-mordu-przy-browarnej-w-mieszkaniu-znajdowal-sie-maly-chlopiec</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55965,rusza-proces-w-sprawie-mordu-przy-browarnej-w-mieszkaniu-znajdowal-sie-maly-chlopiec</guid>
            <pubDate>Mon, 27 Jul 2026 07:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rusza-proces-w-sprawie-mordu-przy-browarnej-w-mieszkaniu-znajdowal-sie-maly-chlopiec-1785133890.jpg</url>
                        <title>Rusza proces w sprawie mordu przy Browarnej. W mieszkaniu znajdował się mały chłopiec</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55965,rusza-proces-w-sprawie-mordu-przy-browarnej-w-mieszkaniu-znajdowal-sie-maly-chlopiec</link>
                    </image><description>Ta zbrodnia wstrząsnęła Tomaszowem Mazowieckim. W mieszkaniu przy ulicy Browarnej znaleziono ciało 25-letniej kobiety. Obok przebywał jej dwuletni syn. Kilka miesięcy później przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim rozpoczął się proces mężczyzny oskarżonego o zabójstwo.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Z tego tekstu dowiesz się:</strong></h2><ul><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e4baab7f668e0235cd38f6cf8183430ae"><strong>co wydarzyło się w mieszkaniu przy ul. Browarnej,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="edeec41845608e6e0613018df46b1255d"><strong>dlaczego sprawa wstrząsnęła Tomaszowem,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="edf52e9002e204fd8158b1c94f8515014"><strong>kto stanął przed sądem pod zarzutem zabójstwa,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e8bab5221ec999ae4243925108a094c1b"><strong>dlaczego proces został utajniony,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="ed04779b49f4e05e9d3282fcd20aaf5b9"><strong>co stało się z dwuletnim synem zamordowanej.</strong></li></ul><p>Do tragedii doszło późnym wieczorem w jednym z mieszkań przy ulicy Browarnej. Następnego dnia odnaleziono ciało młodej kobiety. Obrażenia wskazywały, że została zaatakowana ostrym narzędziem w okolice szyi. Na pomoc było już za późno.</p><p>Szczególnie dramatycznym elementem tej historii był fakt, że w mieszkaniu znajdował się dwuletni syn zamordowanej. Dziecku nic się nie stało. Chłopiec został przekazany pod opiekę dziadków.</p><h2><strong>Śledczy początkowo nie mieli podejrzanego</strong></h2><p>Na miejscu przez wiele godzin pracowali policjanci i prokurator. Początkowo śledczy nie dysponowali informacjami pozwalającymi jednoznacznie wskazać sprawcę. Zabezpieczano ślady, przesłuchiwano świadków i odtwarzano ostatnie godziny życia 25-latki.</p><p>Po kilku dniach zatrzymano młodego mieszkańca Piotrkowa Trybunalskiego. Mężczyzna został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzut zabójstwa. Sąd zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu.</p><p>Według informacji przekazanych przez prokuraturę oskarżony nie przyznawał się do popełnienia zarzucanego mu czynu.</p><h2><strong>Proces za zamkniętymi drzwiami</strong></h2><p>Rozprawa rozpoczęła się 22 lipca przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim. Proces został utajniony ze względu na charakter sprawy, dobro rodziny ofiary oraz konieczność ochrony jej małoletniego dziecka.</p><p>Oznacza to, że opinia publiczna nie poznała szczegółów wyjaśnień oskarżonego, zeznań świadków ani materiału dowodowego zgromadzonego przez śledczych.</p><p>Pierwsza rozprawa została odroczona. Sąd wyznaczył kolejny termin na 17 sierpnia.</p><h2><strong>Zbrodnia, o której Tomaszów długo nie zapomniał</strong></h2><p>Śmierć młodej matki wywołała w mieście ogromne poruszenie. Była to historia, w której groza mieszała się z ciszą zwykłego mieszkania, a najboleśniejszym świadkiem dramatu stało się małe dziecko.</p><p>Ulica Browarna, kojarzona wcześniej przede wszystkim z nową zabudową mieszkaniową, znalazła się w centrum jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>O winie oskarżonego mógł zdecydować wyłącznie sąd. Do czasu prawomocnego zakończenia postępowania korzystał on z konstytucyjnej zasady domniemania niewinności.</p><p>Sprawa ta wraca dziś z archiwalnych stron lokalnej prasy jak ciemny kadr z filmu, którego nikt nie chciałby oglądać ponownie. Przypomina również, że za każdym komunikatem o zabójstwie pozostają nie tylko akta, dowody i sądowe paragrafy, ale przede wszystkim rodzina, osierocone dziecko i życie brutalnie przerwane w wieku zaledwie 25 lat.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszów sprzed stu lat. Miasto, które budowało szkoły, mosty i własną przyszłość]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55962,tomaszow-sprzed-stu-lat-miasto-ktore-budowalo-szkoly-mosty-i-wlasna-przyszlosc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55962,tomaszow-sprzed-stu-lat-miasto-ktore-budowalo-szkoly-mosty-i-wlasna-przyszlosc</guid>
            <pubDate>Sun, 26 Jul 2026 14:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszow-sprzed-stu-lat-miasto-ktore-budowalo-szkoly-mosty-i-wlasna-przyszlosc-1785073375.png</url>
                        <title>Tomaszów sprzed stu lat. Miasto, które budowało szkoły, mosty i własną przyszłość</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55962,tomaszow-sprzed-stu-lat-miasto-ktore-budowalo-szkoly-mosty-i-wlasna-przyszlosc</link>
                    </image><description>Niepodległa Polska miała zaledwie kilka lat. Tomaszów Mazowiecki wychodził z wojennego zubożenia, zmagał się z kryzysem mieszkaniowym, niedostatkiem szkół, problemami sanitarnymi i finansowym chaosem. Mimo to właśnie wtedy rozpoczął się jeden z najważniejszych okresów w historii lokalnego samorządu. W ciągu sześciu lat w mieście powstawały szkoły, rozwijano opiekę zdrowotną, budowano mosty, zakład kąpielowy, a przede wszystkim nowy ratusz – symbol ambicji Tomaszowa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W 1927 roku ukazała się niewielka, dziś niemal zapomniana publikacja pod tytułem <strong>„Sześć lat działalności Zarządu miasta Tomaszowa Mazowieckiego. Od 16 lipca 1921 do lipca 1927 r.”</strong>. To nie tylko urzędowe podsumowanie kadencji. To fotograficzny i opisowy portret miasta, które próbowało wyrwać się z prowincjonalnej niemocy i zbudować podstawy nowoczesnego samorządu.</p><p>Pożółkłe strony, portrety urzędników, zdjęcia szkół i miejskich inwestycji przypominają kronikę z czasów, gdy każda nowa sala lekcyjna, każdy most i każdy publiczny budynek były wydarzeniem na miarę lokalnej rewolucji.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1516/1038;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/chatgpt-image-26-lip-2026-15-10-56.png" width="1516" height="1038"></figure><h2>Miasto po wojnie</h2><p>Zarząd miasta, wybrany <strong>16 lipca 1921 roku</strong>, obejmował Tomaszów w niezwykle trudnym momencie. Polska dopiero odbudowywała administrację i gospodarkę po latach zaborów, wojnie światowej oraz konflikcie z bolszewicką Rosją.</p><p>Samorząd musiał mierzyć się z drożyzną, bezrobociem, niedostatkiem mieszkań i zniszczoną infrastrukturą. Budżet miejski był narażony na skutki gwałtownej inflacji. Pieniądz tracił wartość szybciej, niż urzędnicy zdążyli planować kolejne inwestycje.</p><p>Na czele Zarządu Miasta stanął <strong>Karol Lechowicz</strong>, którego portret znalazł się na jednej z pierwszych stron publikacji. Autorzy sprawozdania przedstawiali działalność władz jako próbę nadrobienia wieloletnich zaniedbań i uporządkowania podstawowych spraw komunalnych.</p><p>Nie były to czasy wielkich strategii zapisanych w kolorowych prezentacjach. Miasto potrzebowało rzeczy podstawowych: szkół, opieki medycznej, bezpiecznych przepraw, higieny i sprawnej administracji.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1536/1024;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/chatgpt-image-26-lip-2026-15-21-28.png" width="1536" height="1024"></figure><h2>Szkoły ważniejsze niż reprezentacyjne przemówienia</h2><p>Jednym z najpoważniejszych problemów Tomaszowa było <strong>szkolnictwo powszechne</strong>. Dzieci uczyły się często w wynajmowanych, rozproszonych i niedostosowanych pomieszczeniach. Brakowało sal, zaplecza oraz właściwych warunków sanitarnych.</p><p>Ówczesne władze postawiły więc na budowę nowych obiektów szkolnych. W publikacji znalazło się między innymi zdjęcie okazałego budynku podpisanego jako <strong>Szkoła Powszechna nr 25</strong>. Dziś fotografia może sprawiać wrażenie zwyczajnego dokumentu epoki. W latach 20. taki gmach był jednak czymś znacznie więcej – obietnicą, że dziecko robotnika czy rzemieślnika otrzyma dostęp do nauki w warunkach godnych odrodzonego państwa.</p><p>Inwestycje szkolne pochłaniały ogromne środki, ale Zarząd Miasta uznawał je za jeden ze swoich najważniejszych obowiązków. Tomaszów był dynamicznie rozwijającym się ośrodkiem przemysłowym, a liczba mieszkańców rosła. Bez nowych szkół miasto nie było w stanie zapewnić dzieciom realizacji obowiązku nauki.</p><p>Na kartach sprawozdania wyraźnie widać, że edukację traktowano nie jako dodatek do polityki miejskiej, lecz jako jej fundament.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1536/1024;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/chatgpt-image-26-lip-2026-15-23-04.png" width="1536" height="1024"></figure><h2>Zdrowie publiczne bez nowoczesnego szpitala i laboratoriów</h2><p>Drugim wielkim wyzwaniem była opieka zdrowotna. Miasto borykało się z problemami sanitarnymi, chorobami zakaźnymi i niewystarczającą bazą leczniczą. W epoce sprzed powszechnego stosowania antybiotyków nawet zwykłe zakażenie mogło zakończyć się tragicznie.</p><p>Władze podejmowały działania związane z rozwojem miejskich placówek medycznych, poprawą warunków sanitarnych i organizacją pomocy dla mieszkańców. Była to epoka, w której samorząd musiał jednocześnie walczyć z ubóstwem, niedożywieniem i chorobami pojawiającymi się szczególnie łatwo w zatłoczonych dzielnicach robotniczych.</p><p>Symbolem troski o higienę stał się widoczny w publikacji <strong>miejski zakład kąpielowy</strong>. Dzisiaj publiczna łaźnia może kojarzyć się z odległą przeszłością. Wówczas była jedną z najważniejszych instytucji zdrowia publicznego. W wielu mieszkaniach nie było łazienek ani bieżącej wody. Możliwość skorzystania z kąpieli miała więc znaczenie nie tylko obyczajowe, ale przede wszystkim sanitarne.</p><p>Samorząd nie budował luksusu. Budował elementarne warunki życia.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1448/1086;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/chatgpt-image-26-lip-2026-15-27-37.png" width="1448" height="1086"></figure><h2>Most przez Wolbórkę – inwestycja, którą widać było każdego dnia</h2><p>Na jednej z fotografii utrwalono <strong>most przez Wolbórkę przy ulicy Żelaznej</strong>. Zdjęcie jest surowe: konstrukcja, rzeka, przemysłowy krajobraz i robotniczy Tomaszów w tle.</p><p>Budowa i naprawa przepraw były dla miasta sprawą zasadniczą. Rzeki, zakłady przemysłowe i rozwijająca się zabudowa wyznaczały codzienne trasy tysięcy mieszkańców. Most nie był reprezentacyjną dekoracją. Decydował o tym, czy ludzie mogli bezpiecznie dostać się do pracy, szkoły albo na targ.</p><p>Publikacja pokazuje, że Zarząd Miasta zajmował się również ulicami, komunikacją, oświetleniem oraz innymi urządzeniami komunalnymi. Lista potrzeb była niemal nieskończona, a możliwości finansowe – bardzo ograniczone.</p><p>Tomaszów przypominał wówczas plac budowy, na którym brakowało zarówno pieniędzy, jak i materiałów. Mimo to kolejne przedsięwzięcia doprowadzano do końca.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1578/997;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/chatgpt-image-26-lip-2026-15-29-32.png" width="1578" height="997"></figure><h2>Tomaszów chciał być prawdziwym ośrodkiem administracyjnym</h2><p>Ambicje ówczesnych władz wykraczały poza budowę szkół i mostów. Zarząd zabiegał o zwiększenie znaczenia Tomaszowa jako ośrodka administracyjnego.</p><p>Starania przyniosły częściowy skutek. W mieście utworzono placówki administracji państwowej, w tym ekspozytury urzędów. W publikacji znalazło się także zdjęcie okazałego <strong>gmachu Banku Polskiego w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>Takie instytucje miały znaczenie praktyczne, ale również prestiżowe. Miasto przemysłowe, liczące tysiące mieszkańców i odgrywające ważną rolę gospodarczą, nie chciało pozostawać administracyjnym dodatkiem do większych sąsiadów.</p><p>Była to walka o pozycję Tomaszowa na mapie II Rzeczypospolitej – prowadzona nie tylko uchwałami, lecz także budynkami, urzędami i konsekwentnym zabieganiem o państwowe instytucje.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1587/991;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/chatgpt-image-26-lip-2026-15-32-48.png" width="1587" height="991"></figure><h2>Ratusz, czyli kamień węgielny pod nowy Tomaszów</h2><p>Najbardziej symboliczną inwestycją tamtych lat była budowa <strong>ratusza miejskiego</strong>.</p><p>Na zachowanej fotografii widać tablicę pamiątkową informującą, że <strong>24 czerwca 1925 roku</strong>, w obecności prezydenta Rzeczypospolitej <strong>Stanisława Wojciechowskiego</strong>, położono kamień węgielny pod budowę gmachu. Ratusz wzniesiono staraniem Zarządu Miasta kierowanego przez prezydenta Karola Lechowicza.</p><p>Budynek zaprojektował architekt <strong>Aleksander Raniecki</strong>, a uroczyste otwarcie nastąpiło w czerwcu 1927 roku.</p><p>Dla międzywojennego Tomaszowa ratusz był tym, czym dla bohaterów „Ziemi obiecanej” fabryka – świadectwem aspiracji, sprawczości i przekonania, że przyszłość można wznieść z cegły, zaprawy oraz politycznej determinacji. Tym razem jednak nie chodziło o prywatną fortunę przemysłowca. Chodziło o siedzibę wspólnoty.</p><p>Nowy gmach miał mówić mieszkańcom i przyjezdnym: <strong>Tomaszów nie jest już tylko osadą fabryczną. Jest miastem świadomym swojej pozycji.</strong></p><h2>Urzędowe sprawozdanie czy pomnik własnej kadencji?</h2><p>Oczywiście publikację z 1927 roku należy czytać krytycznie. Została przygotowana jako podsumowanie działalności władz, dlatego eksponowała sukcesy, a znacznie mniej miejsca poświęcała konfliktom, niepowodzeniom czy krytyce Zarządu.</p><p>Jest w niej nuta politycznej autopromocji, doskonale znana także współczesnym samorządom. Ówcześni włodarze również chcieli pozostawić po sobie korzystny obraz. Różnica polega na tym, że swoją narrację opierali na konkretnych obiektach: szkołach, moście, zakładzie kąpielowym, instytucjach miejskich i ratuszu.</p><p>Nawet jeśli sprawozdanie było pomnikiem wystawionym własnej kadencji, pomnik ten miał solidne fundamenty.</p><h2>Miasto budowane bez wielkich programów i europejskich funduszy</h2><p>Z perspektywy niemal stu lat największe wrażenie robi skala wyzwań. Samorząd nie dysponował funduszami europejskimi, wieloletnimi programami ministerialnymi ani rozwiniętym systemem dotacji. Funkcjonował w państwie, które samo dopiero budowało swoje instytucje.</p><p>Mimo kryzysów, inflacji i niedostatku Tomaszów rozwijał edukację, zdrowie publiczne, administrację i infrastrukturę komunalną.</p><p>Pożółkła książeczka z 1927 roku przypomina, że historia miasta nie powstawała wyłącznie podczas wielkich bitew i politycznych przełomów. Tworzyła się również wtedy, gdy robotnicy wylewali fundamenty szkoły, budowali most nad Wolbórką albo wznosili mury ratusza.</p><p>To właśnie z takich decyzji wyrasta współczesne miasto.</p><p>I być może najważniejsza lekcja płynąca z archiwalnego sprawozdania brzmi dziś zaskakująco aktualnie: <strong>samorząd ocenia się nie po liczbie przemówień, lecz po tym, co po jego kadencji pozostaje mieszkańcom.</strong></p><p>&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wielki rozłam w PiS i małe wojny w Tomaszowie. Jedni budują mosty, inni potrzebują wrogów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55955,wielki-rozlam-w-pis-i-male-wojny-w-tomaszowie-jedni-buduja-mosty-inni-potrzebuja-wrogow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55955,wielki-rozlam-w-pis-i-male-wojny-w-tomaszowie-jedni-buduja-mosty-inni-potrzebuja-wrogow</guid>
            <pubDate>Fri, 24 Jul 2026 23:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wielki-rozlam-w-pis-i-male-wojny-w-tomaszowie-jedni-buduja-mosty-inni-potrzebuja-wrogow-1784927798.png</url>
                        <title>Wielki rozłam w PiS i małe wojny w Tomaszowie. Jedni budują mosty, inni potrzebują wrogów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55955,wielki-rozlam-w-pis-i-male-wojny-w-tomaszowie-jedni-buduja-mosty-inni-potrzebuja-wrogow</link>
                    </image><description>Prawo i Sprawiedliwość pęka dziś z hukiem, który słychać w całej Polsce. Jarosław Kaczyński mówi o odejściu ponad trzydziestu parlamentarzystów. Mateusz Morawiecki odpowiada, że jego ludzi wypchnięto z partii ultimatum i „lojalkami”. W Warszawie trwa polityczne trzęsienie ziemi, ale jego lokalne wstrząsy wtórne znamy w Tomaszowie Mazowieckim od dawna. Tu również zamiast współpracy pojawiały się podejrzliwość, intrygi, personalne wojny i próby eliminowania każdego, kto nie chciał maszerować w jednym szeregu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Spór w PiS przestał być wewnętrzną dyskusją o programie. Stał się walką o to, kto ma prawo uważać się za człowieka prawicy, kto jest wystarczająco lojalny i kto może samodzielnie myśleć. Posłowie związani ze stowarzyszeniem <strong>Rozwój Plus</strong> nie podpisali oświadczenia o nieprzynależeniu do innych organizacji. Jarosław Kaczyński uznał, że oznacza to faktyczne odejście z partii. Mateusz Morawiecki i jego zwolennicy przekonują natomiast, że żadnych rezygnacji nie składali i do końca szukali porozumienia. Ostateczną decyzję ma podjąć Komitet Polityczny PiS.</p><p>To konflikt nie tylko personalny. To spór dwóch sposobów uprawiania polityki. Pierwszy zakłada poszerzanie społecznego poparcia, rozmowę z przedsiębiorcami, samorządowcami, młodszymi wyborcami oraz ludźmi, którzy nie chcą żyć w permanentnej wojnie plemiennej. Drugi opiera się na dyscyplinie, centralnym sterowaniu oraz przekonaniu, że kto nie podporządkowuje się bezwarunkowo, ten staje się podejrzany.</p><p>Brzmi znajomo?</p><h2>Tomaszowskie laboratorium podziału</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim podobny spektakl oglądamy od lat. Zmieniają się role, dekoracje i oficjalne uzasadnienia, ale scenariusz pozostaje ten sam. Zamiast usiąść przy jednym stole, ustalić najważniejsze potrzeby miasta i powiatu, a następnie wspólnie szukać pieniędzy oraz rozwiązań, część lokalnych polityków poświęca więcej energii na zwalczanie konkurentów niż na rozwiązywanie problemów mieszkańców.</p><p>Najlepiej widać to na przykładzie dwóch polityków, którzy przez lata funkcjonowali w szeroko rozumianym obozie Prawa i Sprawiedliwości: <strong>Marcina Witki i Mariusza Węgrzynowskiego</strong>.</p><p>Obaj wyrośli z tradycji prawicowych, ale reprezentują zupełnie inne style działania.</p><p>Marcin Witko, wcześniej związany między innymi z PSL i Stronnictwem „Piast”, zaczynał jako nauczyciel, instruktor artystyczny oraz pracownik instytucji kultury. Później został posłem, a od 2014 roku jest prezydentem Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Jego polityczny życiorys pokazuje, że potrafił rozmawiać z przedstawicielami różnych środowisk. Nie oznacza to braku sporów ani błędów. Oznacza jednak zdolność do zawierania porozumień wtedy, kiedy interes miasta wymaga wyjścia poza partyjny okop.</p><p>Mariusz Węgrzynowski zaczynał w Lidze Polskich Rodzin Romana Giertycha, a później przez lata budował natomiast swoją pozycję w powiatowych strukturach PiS. Zbudował sekciarską organizację, gdzie jakakolwiek dyskusja jest zbędna. Jako starosta i przewodniczący lokalnych struktur partii stał się jednym z najważniejszych uczestników walki o władzę w powiecie. W listopadzie 2025 roku został odwołany z funkcji starosty. Za odwołaniem głosowało czternastu radnych, a przeciw był tylko jeden. Większość radnych PiS opuściła wówczas salę.</p><p>To nie był zwykły kryzys personalny. Był to finał modelu polityki opartego na kolejnych konfliktach, coraz węższym kręgu zaufania i traktowaniu samodzielności innych ludzi jak zagrożenia.</p><h2>Witko usunięty, bo nie chciał uczestniczyć w wojnie</h2><p>Symboliczne znaczenie miało późniejsze usunięcie Marcina Witki z PiS. Informacja o skreśleniu prezydenta Tomaszowa z listy członków partii została publicznie ogłoszona w styczniu 2026 roku. Jako jeden z powodów wskazywano udział jego środowiska w zmianie władz powiatu i odwołaniu Mariusza Węgrzynowskiego.</p><p>W praktyce oznaczało to, że człowiek trzykrotnie wybierany na prezydenta miasta, wcześniej poseł PiS, został potraktowany nie jak partner do rozmowy, lecz jak przeciwnik, którego należy usunąć.</p><p>Mechanizm jest niemal identyczny z tym, który dziś obserwujemy w Warszawie. Najpierw stawia się ultimatum. Później ogłasza, że ktoś sam odszedł, chociaż zainteresowany twierdzi, że żadnej rezygnacji nie składał. Na końcu buduje się opowieść o zdradzie, nielojalności i spisku.</p><p>W polityce opartej na nieustannej próbie lojalności nie ma miejsca na ludzi samodzielnych. Są tylko posłuszni i podejrzani.</p><h2>Morawiecki, samorządy i konkretne inwestycje</h2><p>Marcin Witko, komentując obecny konflikt w PiS, przypomniał swoją wieloletnią współpracę z Mateuszem Morawieckim.</p><blockquote><p>„Mateusza Morawieckiego znam od wielu lat. Nie tylko z dzisiejszej perspektywy, ale przede wszystkim z czasu, gdy stał na czele rządu. Był jednym z nielicznych premierów, którzy regularnie spotykali się z samorządowcami, słuchali naszych problemów i szukali rozwiązań”.</p></blockquote><p>Prezydent Tomaszowa wskazał również konkretne inwestycje, które udało się zrealizować dzięki wsparciu rządu Morawieckiego: <strong>hospicjum, nowe schronisko dla zwierząt, stadion oraz żłobek</strong>.</p><p>To właśnie na poziomie konkretnych inwestycji najlepiej widać różnicę między polityką nastawioną na rezultat a polityką karmiącą się konfliktem. Mieszkańca nie interesuje przecież, kto z kim siedział przy jednym stole, kto komu podał rękę i czyja frakcja zdobyła kilka punktów przewagi. Mieszkańca interesuje, czy powstał żłobek, hospicjum, droga, szkoła, miejsce pracy albo obiekt sportowy.</p><p>Samorząd nie jest seminarium ideologicznym. Jest warsztatem. Liczy się to, co z niego wyjeżdża.</p><h2>Termy, których nie zbudowano</h2><p>Najbardziej jaskrawym symbolem lokalnej wojny stała się sprawa tomaszowskich term. W lipcu 2024 roku inwestycja została zablokowana przez większość Rady Miejskiej. Za zmianami umożliwiającymi jej realizację zagłosowało siedmioro radnych związanych z Marcinem Witką. Przeciw było trzynastu przedstawicieli różnych ugrupowań, w tym KO, PiS, Trzeciej Drogi i komitetu Wszyscy Razem. Przeciwnicy wskazywali przede wszystkim na wysokie koszty przedsięwzięcia.</p><p>Można dyskutować o skali inwestycji. Można pytać o koszty utrzymania, źródła finansowania i ryzyka dla budżetu. To obowiązek radnych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy merytoryczna analiza ustępuje miejsca politycznej zasadzie: <strong>nie poprzemy tego, ponieważ proponuje to ktoś z przeciwnego obozu</strong>.</p><p>W Tomaszowie zbyt często nie ocenia się pomysłu. Najpierw sprawdza się nazwisko jego autora.</p><p>Marcin Witko uważa, że termy powstałyby, gdyby nie polityczna blokada radnych związanych z posłem Adrianem Witczakiem i Mariuszem Węgrzynowskim. To jego polityczna ocena, ale trudno zaprzeczyć samemu wynikowi głosowania: projekt zatrzymano ponadpartyjną większością, mimo wcześniejszych deklaracji o potrzebie rozwoju turystycznego miasta.</p><p>Dziś koncepcja term powraca, a według lokalnych mediów ma być uzupełniona o zaplecze hotelowe. To najlepszy dowód, że problem nie umarł wraz z jednym głosowaniem. Stracono natomiast czas – najcenniejszą walutę każdego samorządu.</p><h2>Ludzie misji i ludzie stanowisk</h2><p>Nie każda osoba wchodząca do polityki kieruje się tym samym.</p><p>Jedni traktują mandat, urząd albo partyjną legitymację jako narzędzie służby. Potrafią rozmawiać nawet z przeciwnikiem, ponieważ wiedzą, że wodociąg, szpital czy ulica nie mają barw partyjnych.</p><p>Inni potrzebują polityki jak sceny. Muszą mieć stanowisko, przeciwnika i konflikt. Bez wojny tracą znaczenie, dlatego wojna musi trwać. Gdy zabraknie rzeczywistego wroga, trzeba go stworzyć we własnym środowisku. Kwintesencja PiS-u.&nbsp;</p><p>To właśnie odróżnia ludzi z poczuciem społecznej misji od politycznych oportunistów. Nie legitymacja partyjna, nie deklarowana ideologia i nie zdjęcie z liderem podczas konwencji. Różnicę ujawnia zachowanie w chwili próby: czy człowiek potrafi ustąpić, porozumieć się, podzielić odpowiedzialnością i poprzeć dobry pomysł konkurenta.</p><h2>Prawica dwóch płuc czy prawica jednej komendy?</h2><p>Mateusz Morawiecki mówi dziś o strategii „dwóch płuc”. O partii zdolnej pomieścić różne tradycje prawicy, rozmawiać z przedsiębiorcami, samorządowcami, konserwatystami oraz umiarkowanym centrum. Jarosław Kaczyński odpowiada, że stowarzyszenie byłego premiera stało się elementem planu podziału partii.</p><p>Podobny wybór stoi przed lokalną polityką.</p><p>Można budować szerokie porozumienia wokół inwestycji, szpitala, dróg, edukacji i pomocy społecznej. Można też urządzać kolejne polowania na nielojalnych, organizować konferencje przeciwko własnym niedawnym kolegom i rozliczać ludzi nie z efektów pracy, lecz z tego, z kim rozmawiali.</p><p>Tomaszów potrzebuje polityków zdolnych oddychać oboma płucami. Miasto i powiat duszą się bowiem wtedy, gdy jedna grupa próbuje zatkać usta wszystkim pozostałym.</p><h2>Pod tymi słowami warto się podpisać</h2><p>Marcin Witko mówi:</p><blockquote><p>„Od lat lokalnie obserwuję bardzo podobny mechanizm do tego, o którym dziś mówi Mateusz Morawiecki. Dlatego wiele słów zawartych w tym oświadczeniu jest mi szczególnie bliskich. To ważny głos o odpowiedzialności, jedności i o tym, że wewnętrzne spory nie mogą przesłaniać tego, co najważniejsze – pracy dla ludzi. Pod tezami przedstawionymi w tym wystąpieniu</p></blockquote> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[400 tysięcy złotych za otwarcie drzwi do sprzedaży szpitala. Jedenastu radnych powiedziało „tak”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</guid>
            <pubDate>Fri, 24 Jul 2026 19:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak-1784921972.png</url>
                        <title>400 tysięcy złotych za otwarcie drzwi do sprzedaży szpitala. Jedenastu radnych powiedziało „tak”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</link>
                    </image><description>To nie jest niewinna wycena nieruchomości. To pierwszy kosztowny krok na drodze prowadzącej do sprzedaży Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jedenastu radnych Rady Powiatu Tomaszowskiego zagłosowało za przedsięwzięciem, które może pochłonąć nawet 400 tysięcy złotych. Za dokument, który nie wyleczy ani jednego pacjenta, nie skróci żadnej kolejki i nie kupi szpitalowi nawet jednego aparatu diagnostycznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W tomaszowskim samorządzie trwa polityczne przedstawienie, którego scenariusz coraz bardziej przypomina film o przejmowaniu strategicznego majątku, a coraz mniej odpowiedzialną debatę o bezpieczeństwie zdrowotnym mieszkańców.</p><p>Radni związani z Koalicją Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością nadal forsują koncepcję wyceny majątku Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Koszt takiej operacji może wynieść od 200 do nawet <strong>400 tysięcy złotych</strong>. Trudno nie postawić pytania: po co wydawać tak ogromne pieniądze na wycenę spółki, jeżeli nie zamierza się jej później sprzedać?</p><p>Wycena nie jest przecież tomografem komputerowym. Nie jest wyposażeniem bloku operacyjnego, remontem oddziału ani podwyżką dla pielęgniarek. Jest dokumentem przygotowywanym przede wszystkim po to, by ustalić cenę majątku przed planowaną transakcją.</p><h2><strong>Jedenaście głosów za wydaniem setek tysięcy złotych</strong></h2><p>Za rozpoczęciem procesu, który może kosztować mieszkańców powiatu kilkaset tysięcy złotych, zagłosowali:</p><p><strong>Jarosław Feliński, Szczepan Goska, Michał Jodłowski, Włodzimierz Justyna, Danuta Mąkola, Kazimierz Mordaka, Paulina Socha, Teodora Sowik, Mariusz Węgrzynowski, Martyna Wojciechowska oraz Alicja Zwolak-Plichta.</strong></p><p>To właśnie tych jedenastu radnych poparło rozwiązanie, które – w naszej ocenie – oznacza zgodę na zmarnotrawienie ogromnej kwoty publicznych pieniędzy. Tym bardziej że Zarząd Powiatu, kierowany przez starostę <strong>Dariusza Kowalczyka</strong>, nie zamierza ani sprzedawać szpitala, ani wydawać setek tysięcy złotych na przygotowanie gruntu pod taką operację.</p><p>Przeciwko wycenie zagłosowali:</p><p><strong>Wacława Bąk, Krzysztof Biskup, Lidia Jackow, Piotr Kagankiewicz, Dariusz Kowalczyk, Marek Olkiewicz, Rafał Wolniewicz, Cezary Żegota oraz Sławomir Żegota.</strong></p><p>Od głosu wstrzymał się <strong>Leon Karwat</strong>. Dwóch radnych było nieobecnych.</p><p>To głosowanie warto zachować. Za kilka miesięcy nikt nie powinien mówić, że nie wiedział, nad czym podnosił rękę.</p><h2><strong>Szpital nie jest starym magazynem do sprzedania</strong></h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia obsługuje populację liczącą około <strong>100 tysięcy mieszkańców powiatu tomaszowskiego</strong>. Z placówki korzystają również pacjenci z powiatów sąsiednich. Szpital prowadzi oddziały, poradnie, diagnostykę, Szpitalny Oddział Ratunkowy, nocną i świąteczną opiekę zdrowotną oraz szereg usług, bez których lokalny system ochrony zdrowia po prostu przestaje istnieć.</p><p>Nie mówimy więc o sprzedaży pustej działki, nieczynnej kotłowni ani budynku po dawnej szkole. Mówimy o infrastrukturze krytycznej dla życia mieszkańców.</p><p>W takich sprawach samorząd powinien zachowywać się jak strażnik, a nie jak pośrednik nieruchomości. Powinien wzmacniać własny szpital, rozwijać jego oddziały i chronić kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Tymczasem część radnych chce rozpocząć kosztowny proces wyceny, który z punktu widzenia zwykłego mieszkańca nie przynosi żadnej namacalnej korzyści.</p><h2><strong>Kontrakt wart około 200 milionów złotych to prawdziwy cel</strong></h2><p>Najcenniejszym elementem Tomaszowskiego Centrum Zdrowia nie są same mury. Prawdziwą wartością są <strong>kontrakty z NFZ, kadra, rynek pacjentów oraz możliwość przejęcia finansowania świadczeń medycznych</strong>.</p><p>Jeżeli roczna wartość działalności szpitala i zawartych kontraktów zbliża się do <strong>200 milionów złotych</strong>, to TCZ staje się niezwykle atrakcyjnym kąskiem dla każdego dużego podmiotu medycznego. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zrozumieć, że przejęcie tomaszowskiej spółki nie oznaczałoby wyłącznie objęcia budynków. Oznaczałoby również przejęcie strumienia publicznych pieniędzy płynących za pacjentem.</p><p>Właśnie dlatego w tej sprawie przewija się Centrum Kliniczno-Dydaktyczne Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Pomysł konsolidacji tomaszowskiego szpitala z łódzką jednostką był już publicznie przedstawiany jako recepta na problemy TCZ.</p><p>Problem polega na tym, że kondycja finansowa łódzkiego Centralnego Szpitala Klinicznego powinna być przedmiotem bardzo dokładnej analizy, zanim ktokolwiek zacznie oddawać mu kontrolę nad lokalnym systemem ochrony zdrowia. Sam szpital publikuje coroczne raporty ekonomiczno-finansowe, obejmujące także prognozy na kolejne lata.</p><p>Tomaszów nie może stać się finansowym zastrzykiem dla większej instytucji tylko dlatego, że komuś w Warszawie albo Łodzi łatwiej jest zarządzać ochroną zdrowia z mapy niż z perspektywy pacjenta oczekującego na SOR-ze.</p><h2><strong>Piotr Kagankiewicz ostrzega przed sprzedażą</strong></h2><p>Pomysł sprzedaży szpitala krytycznie ocenił <strong>Piotr Kagankiewicz</strong>, radny powiatowy i dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Radomsku. To głos szczególnie istotny, ponieważ pochodzi od człowieka, który zna zarządzanie ochroną zdrowia nie z politycznych prezentacji, lecz z codziennej praktyki.</p><p>Kagankiewicz kieruje placówką, która w 2025 roku przeznaczyła na inwestycje około 46 milionów złotych, z czego ponad 32 miliony stanowiły środki pozyskane zewnętrznie.</p><p>Jego stanowiska nie można więc zbyć wzruszeniem ramion. Sprzeciwia się sprzedaży osoba, która potrafi rozwijać publiczny szpital, zdobywać finansowanie i prowadzić inwestycje. Być może właśnie tak powinno się ratować ochronę zdrowia: poprawiając zarządzanie, zdobywając środki i rozwijając świadczenia, a nie wystawiając rodzinne srebra do wyceny.</p><h2><strong>Co z NU-MED-em i tomaszowską onkologią?</strong></h2><p>Jednym z najpoważniejszych pytań jest przyszłość Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego <strong>NU-MED</strong>, działającego przy ulicy Jana Pawła II.</p><p>Placówka prowadzi między innymi radioterapię, onkologię kliniczną, chemioterapię i poradnię onkologiczną. Obsługuje nie tylko pacjentów z Tomaszowa, ale także z Rawy Mazowieckiej, Piotrkowa Trybunalskiego, Radomska, Skierniewic i innych miejscowości regionu.</p><p>Jeżeli właściciel lub przyszły nabywca TCZ chciałby samodzielnie przejąć kontrakty na diagnostykę i leczenie nowotworów, może dojść do konfliktu o zakres świadczeń, budynki, infrastrukturę oraz dostęp do terenu. W centrum tego sporu znalazłby się pacjent onkologiczny – człowiek, dla którego tydzień czy miesiąc opóźnienia może mieć dramatyczne znaczenie.</p><p>Publiczne dokumenty potwierdzają, że relacje nieruchomościowe z NU-MED-em opierają się między innymi na umowie dzierżawy zawartej w 2013 roku. W 2024 roku Zarząd Powiatu podejmował uchwały dotyczące poddzierżawienia części gruntu objętego tą umową, a pod koniec 2025 roku zdecydowano o kolejnym bezprzetargowym oddaniu działki na rzecz szpitala onkologicznego.</p><p><strong>Nie udało się jednak potwierdzić w publicznie dostępnej treści dokumentów dokładnej daty wygaśnięcia podstawowej umowy dzierżawy NU-MED-u.</strong> Informacja ta powinna zostać niezwłocznie ujawniona przez Zarząd Powiatu wraz ze wszystkimi aneksami. Jeżeli termin obowiązywania umowy zbliża się do końca, sprzedaż TCZ mogłaby otworzyć pole do nacisków, renegocjacji albo prób przejęcia części świadczeń onkologicznych.</p><p>Nie wolno dopuścić, by pacjenci dowiedzieli się o zmianach z kartki przyklejonej na drzwiach rejestracji.</p><h2><strong>Pięć karetek już straciliśmy. Mechanizm był podobny</strong></h2><p>Zwolennicy centralizacji będą zapewniać, że większy podmiot oznacza większe możliwości. Tomaszów ma już jednak własne doświadczenia z przejmowaniem lokalnych usług medycznych przez instytucję wojewódzką.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia straciło <strong>pięć zespołów ratownictwa medycznego</strong>, które wcześniej obsługiwały część województwa, w tym powiaty łódzki wschodni i brzeziński oraz zespół stacjonujący w Ujeździe. Obsługę przejęła Wojewódzka Stacja Ratownictwa Medycznego w Łodzi.</p><p>Dla mieszkańca karetka nadal może wyglądać tak samo. Jednak dla tomaszowskiego szpitala oznaczało to utratę działalności, miejsc pracy, potencjału organizacyjnego oraz przychodów, które wcześniej pozostawały w lokalnym systemie ochrony zdrowia.</p><p>To jest właśnie model centralizacji: usługa formalnie pozostaje publiczna, ale pieniądze, decyzje i zarządzanie wyjeżdżają do Łodzi.</p><p>Dzisiaj było ratownictwo medyczne. Jutro mogą to być oddziały szpitalne, diagnostyka, onkologia i cały kontrakt TCZ.</p><h2><strong>Najpierw wycena, później „nie ma już odwrotu”</strong></h2><p>W polskiej polityce duże decyzje rzadko rozpoczynają się od ogłoszenia: „sprzedajemy”. Najpierw pojawia się analiza. Potem wycena. Następnie doradca, audyt, memorandum i zapewnienia, że „rozważane są wszystkie warianty”.</p><p>Na końcu mieszkańcy słyszą, że proces zaszedł już tak daleko, iż nie ma odwrotu.</p><p>Dlatego dzisiejsze głosowanie nie dotyczyło wyłącznie wydania pieniędzy na dokument. Dotyczyło otwarcia drzwi. Jedenastu radnych zdecydowało, że warto zapłacić nawet 400 tysięcy złotych, by te drzwi uchylić.</p><p>Zamiast kupować sprzęt, inwestować w oddziały, poprawiać warunki leczenia i walczyć o lekarzy, chcą mierzyć powierzchnie, wyceniać budynki i liczyć wartość majątku.</p><p>Jak w „Ziemi obiecanej”: <strong>„Ja nie mam nic, ty nie masz nic…”</strong> – ale razem można zrobić interes. Tyle że w tym przypadku „nic” nie należy do polityków. Szpital jest majątkiem mieszkańców powiatu, tworzonym przez dziesięciolecia z publicznych pieniędzy.</p><h2><strong>Zarząd Powiatu mówi jednoznaczne „nie”</strong></h2><p>Stanowisko Zarządu Powiatu, który nie wyraża zgody ani na kosztowną wycenę, ani na sprzedaż szpitala, jest obecnie jedynym racjonalnym zabezpieczeniem przed uruchomieniem procesu, którego później może nie udać się zatrzymać.</p><p>Dariusz Kowalczyk i pozostali członkowie Zarządu powinni teraz nie tylko odrzucić żądania dotyczące wyceny, ale również przedstawić mieszkańcom pełną informację:</p><p>jaka jest rzeczywista wartość kontraktów TCZ, jaka jest sytuacja finansowa spółki, kiedy wygasają umowy dotyczące NU-MED-u, jakie skutki dla onkologii może mieć konsolidacja oraz kto prowadzi rozmowy z CKD i na podstawie jakich pełnomocnictw.</p><p>Bo szpital nie jest łupem dla zwycięzcy politycznej rozgrywki. Nie jest też bankomatem dla większego podmiotu medycznego, który potrzebuje nowych kontraktów i nowych przychodów.</p><p><strong>To miejsce, do którego każdy z nas może trafić jutro – bez zapowiedzi, bez legitymacji partyjnej i bez możliwości wybrania sobie wygodniejszego scenariusza.</strong></p><p>Dlatego mieszkańcy mają prawo zapamiętać nazwiska jedenastu radnych, którzy zagłosowali za wydaniem kilkuset tysięcy złotych na wycenę majątku szpitala.</p><p>W polityce głosy czasem giną w protokołach. Ten głos nie powinien zginąć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Izabela Grenda nową prezes TCZ. Doświadczona menedżerka wraca do tomaszowskiej ochrony zdrowia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55953,izabela-grenda-nowa-prezes-tcz-doswiadczona-menedzerka-wraca-do-tomaszowskiej-ochrony-zdrowia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55953,izabela-grenda-nowa-prezes-tcz-doswiadczona-menedzerka-wraca-do-tomaszowskiej-ochrony-zdrowia</guid>
            <pubDate>Fri, 24 Jul 2026 18:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-izabela-grenda-nowa-prezes-tcz-doswiadczona-menedzerka-wraca-do-tomaszowskiej-ochrony-zdrowia-1784912031.png</url>
                        <title>Izabela Grenda nową prezes TCZ. Doświadczona menedżerka wraca do tomaszowskiej ochrony zdrowia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55953,izabela-grenda-nowa-prezes-tcz-doswiadczona-menedzerka-wraca-do-tomaszowskiej-ochrony-zdrowia</link>
                    </image><description>Rada Nadzorcza Tomaszowskiego Centrum Zdrowia wybrała nową prezes spółki. Szpitalem powiatowym pokieruje Izabela Grenda – menedżerka od wielu lat związana z ochroną zdrowia, Narodowym Funduszem Zdrowia oraz tomaszowskim szpitalem onkologicznym NU-MED. Zastąpi na tym stanowisku Konrada Borowskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Decyzja oznacza kolejną w ostatnich miesiącach zmianę na stanowisku prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Izabela Grenda obejmuje kierowanie jedną z najważniejszych instytucji publicznych w powiecie tomaszowskim – szpitalem, od którego sprawności organizacyjnej, finansowej i kadrowej zależy bezpieczeństwo zdrowotne dziesiątek tysięcy mieszkańców miasta i okolicznych gmin.</p><p>Nowa prezes nie jest w Tomaszowie Mazowieckim osobą anonimową. Przez siedem lat kierowała Specjalistycznym Szpitalem Onkologicznym NU-MED, działającym przy ul. Jana Pawła II, w bezpośrednim sąsiedztwie TCZ. Oznacza to, że zna zarówno lokalne środowisko medyczne, jak i specyfikę funkcjonowania placówek ochrony zdrowia w mieście.</p><h2>Z NFZ do zarządzania szpitalem</h2><p>Izabela Grenda urodziła się w 1976 roku i mieszka w Łodzi. Jest absolwentką Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Ukończyła studia z zakresu zdrowia publicznego, ze specjalnością promocja zdrowia. Przez wiele lat pracowała w Łódzkim Oddziale Wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia jako specjalista w Wydziale Świadczeń Opieki Zdrowotnej.</p><p>Doświadczenie zdobyte w NFZ ma szczególne znaczenie w zarządzaniu szpitalem powiatowym. To właśnie umowy z Funduszem, prawidłowe rozliczanie świadczeń, kontrakty oraz dostosowanie działalności oddziałów do finansowania publicznego w dużej mierze decydują o stabilności ekonomicznej placówki.</p><p>Od października 2018 roku Izabela Grenda była dyrektorem zarządzającym Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim. Funkcję tę pełniła przez kolejnych siedem lat. W ostatnich miesiącach była natomiast związana z łódzką spółką wizjaMED, prowadzącą pracownie rezonansu magnetycznego.</p><p>Oficjalna strona grupy NU-MED nadal przedstawiała ją jako dyrektor zarządzającą tomaszowskiego szpitala onkologicznego.</p><h2>Jakość, organizacja i „lean management”</h2><p>W czasie pracy w NU-MED Izabela Grenda zajmowała się nie tylko bieżącym kierowaniem placówką, ale również zagadnieniami dotyczącymi jakości leczenia, bezpieczeństwa dokumentacji medycznej oraz usprawniania organizacji pracy.</p><p>Brała udział jako prelegentka w konferencji „Jakość i Lean w Medycynie”, podczas której mówiła o łączeniu metod zarządzania procesowego z wymaganiami akredytacyjnymi Centrum Monitorowania Jakości.</p><p>W tomaszowskim szpitalu onkologicznym wdrażano rozwiązania określane jako lean management, czyli sposób organizacji pracy oparty na ograniczaniu zbędnych procedur, poprawianiu przepływu informacji i upraszczaniu procesów. Według NU-MED rozwiązania te wykorzystywano między innymi przy kompletowaniu dokumentacji dotyczącej chemioterapii jednodniowej i ambulatoryjnej.</p><p>To doświadczenie może mieć istotne znaczenie również w TCZ. Szpital powiatowy jest placówką znacznie bardziej złożoną niż wyspecjalizowany ośrodek onkologiczny. Prowadzi kilkanaście oddziałów, Szpitalny Oddział Ratunkowy, poradnie specjalistyczne, diagnostykę, Centrum Zdrowia Psychicznego oraz podstawową opiekę zdrowotną. Oficjalna strona TCZ wymienia obecnie m.in. oddziały chirurgiczne, internistyczny, neurologiczny, pediatryczny, psychiatryczny, rehabilitacyjny, okulistyczny, laryngologiczny, urologiczny i ginekologiczno-położniczy.</p><h2>Zaangażowana w pomoc pacjentom onkologicznym</h2><p>Izabela Grenda była również prezesem Fundacji NU-MED, wspierającej pacjentów onkologicznych i ich rodziny. Funkcję w zarządzie fundacji pełniła od 2019 roku do listopada 2025 roku.</p><p>Fundacja realizowała między innymi działania pomocowe dla rodziców leczących się onkologicznie, którzy z powodu choroby mieli trudności z zapewnieniem opieki swoim dzieciom. Grenda podkreślała wówczas, że choroba nowotworowa dotyka coraz młodszych ludzi, a system wsparcia powinien obejmować nie tylko sam proces leczenia, lecz także sytuację rodzinną chorego.</p><p>Jedną z inicjatyw fundacji było także utworzenie przed szpitalem onkologicznym „Strefy dobrej pogody” – przestrzeni wypoczynkowej dla pacjentów i ich bliskich. Izabela Grenda zwracała uwagę, że psychika pacjenta, możliwość odpoczynku oraz zmniejszenie stresu mają istotne znaczenie podczas długotrwałego leczenia.</p><h2>Nowa prezes, stare i nowe wyzwania</h2><p>Izabela Grenda zastąpi Konrada Borowskiego, który został powołany na stanowisko prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia w styczniu 2026 roku. Kilka miesięcy później poinformowano o jego rezygnacji, a na stronie szpitala pojawiło się ogłoszenie o konkursie na nowego prezesa.</p><p>Przed nową prezes stoją zadania dotyczące nie tylko codziennego funkcjonowania szpitala, ale również jego przyszłego modelu organizacyjnego i finansowego. TCZ realizuje obecnie znaczące projekty inwestycyjne. Placówka otrzymała między innymi niemal 11 mln zł na cyfryzację i poprawę bezpieczeństwa informatycznego. Rozwijana ma być również opieka kardiologiczna przy wykorzystaniu środków pochodzących z Krajowego Planu Odbudowy.</p><p>Jednocześnie szpital musi mierzyć się z problemami charakterystycznymi dla całej publicznej ochrony zdrowia: niedoborem personelu, rosnącymi kosztami wynagrodzeń, energii i leków, presją płacową, limitami finansowania świadczeń oraz koniecznością zachowania dostępności oddziałów niezależnie od ich bieżącej rentowności.</p><p>Dodatkowym wyzwaniem będzie ułożenie współpracy z organami właścicielskimi spółki, samorządem powiatowym, personelem medycznym oraz podmiotami zewnętrznymi działającymi na terenie kompleksu szpitalnego.</p><h2>Najważniejszy będzie pierwszy plan działania</h2><p>Sam wybór nowej prezes zamyka etap konkursowy, ale otwiera znacznie ważniejszy okres – czas konkretnych decyzji. Mieszkańcy oraz personel TCZ będą oczekiwali odpowiedzi na pytania dotyczące stabilności oddziałów, dostępności lekarzy, dalszych inwestycji, sytuacji finansowej spółki oraz przyszłości usług medycznych świadczonych przez szpital.</p><p>Izabela Grenda obejmuje TCZ z doświadczeniem zarówno w publicznym systemie finansowania świadczeń, jak i w zarządzaniu prywatnym, wyspecjalizowanym szpitalem. Jest to kapitał, który może pomóc w uporządkowaniu wielu procesów. Ostateczna ocena nowej prezes będzie jednak zależała nie od życiorysu, lecz od efektów: dostępności leczenia, warunków pracy personelu, jakości obsługi pacjentów i kondycji finansowej szpitala.</p><p>W ochronie zdrowia nie ma bowiem długiego okresu ochronnego. Pacjenci przychodzą każdego dnia, SOR pracuje przez całą dobę, a problemy oddziałów nie czekają na zakończenie procesu wdrażania nowego zarządu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Policja poszukuje świadków wypadku w Budziszewicach. Rowerzysta trafił do szpitala]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55952,policja-poszukuje-swiadkow-wypadku-w-budziszewicach-rowerzysta-trafil-do-szpitala</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55952,policja-poszukuje-swiadkow-wypadku-w-budziszewicach-rowerzysta-trafil-do-szpitala</guid>
            <pubDate>Thu, 23 Jul 2026 20:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-policja-poszukuje-swiadkow-wypadku-w-budziszewicach-rowerzysta-trafil-do-szpitala-1784831831.png</url>
                        <title>Policja poszukuje świadków wypadku w Budziszewicach. Rowerzysta trafił do szpitala</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55952,policja-poszukuje-swiadkow-wypadku-w-budziszewicach-rowerzysta-trafil-do-szpitala</link>
                    </image><description>Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Tomaszowie Mazowieckim apelują o kontakt do osób, które były świadkami wypadku drogowego w Budziszewicach. Szczególnie ważne mogą okazać się nagrania z samochodowych wideorejestratorów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do zdarzenia doszło <strong>21 lipca 2026 roku około godziny 12.00</strong> na skrzyżowaniu ulic <strong>Osiedlowej i Jana Chryzostoma Paska w Budziszewicach</strong>.</p><h2>Rowerzysta zderzył się z ciężarówką</h2><p>Ze wstępnych ustaleń policjantów wynika, że <strong>67-letni rowerzysta poruszał się chodnikiem</strong>, a następnie – z nieustalonych dotąd przyczyn – wjechał na skrzyżowanie, gdzie doszło do zderzenia z samochodem ciężarowym marki Scania.</p><p>Poszkodowany mężczyzna odniósł obrażenia i został przewieziony do szpitala. Policjanci prowadzą postępowanie, które ma pozwolić na dokładne odtworzenie przebiegu oraz okoliczności wypadku.</p><h2>Policja apeluje do świadków</h2><p>Funkcjonariusze proszą o zgłaszanie się wszystkich osób, które widziały zdarzenie, przebywały w tym czasie w rejonie skrzyżowania lub przejeżdżały tamtą drogą.</p><p>Szczególnie istotne mogą być <strong>nagrania z wideorejestratorów samochodowych</strong>, na których został zarejestrowany sam moment wypadku, zachowanie jego uczestników przed zderzeniem albo sytuacja na skrzyżowaniu bezpośrednio przed zdarzeniem.</p><p>Świadkowie oraz osoby posiadające nagrania proszone są o kontakt z prowadzącym postępowanie <strong>aspirantem sztabowym Tomaszem Tataradzińskim</strong> pod numerem telefonu:</p><p><strong>47 846 23 81</strong></p><p>Informacje można również przekazać w najbliższej jednostce Policji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[23 lipca obchodzimy Dzień Włóczykija. Czas zejść z utartego szlaku]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55948,23-lipca-obchodzimy-dzien-wloczykija-czas-zejsc-z-utartego-szlaku</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55948,23-lipca-obchodzimy-dzien-wloczykija-czas-zejsc-z-utartego-szlaku</guid>
            <pubDate>Thu, 23 Jul 2026 07:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-23-lipca-obchodzimy-dzien-wloczykija-czas-zejsc-z-utartego-szlaku-1784749548.png</url>
                        <title>23 lipca obchodzimy Dzień Włóczykija. Czas zejść z utartego szlaku</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55948,23-lipca-obchodzimy-dzien-wloczykija-czas-zejsc-z-utartego-szlaku</link>
                    </image><description>Nie trzeba mieć kapelusza, harmonijki ani plecaka wypchanego po brzegi, by choć przez jeden dzień poczuć się jak Włóczykij. W czwartek, 23 lipca, swoje nietypowe święto obchodzą wszyscy, których bardziej niż wygodny fotel pociąga droga, las, rzeka i zakręt, za którym może kryć się coś nieznanego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzień Włóczykija obchodzony jest co roku <strong>23 lipca</strong>. To święto osób, które nie potrafią zbyt długo pozostawać w jednym miejscu, lubią wędrówki, spontaniczne wyprawy i poszukiwanie przygód. Ponieważ przypada w samym środku lata, jego najprostszym sposobem obchodzenia może być zwyczajny, długi spacer.</p><p>Nie musi to być od razu podróż na koniec świata. Czasem wystarczy wyłączyć telefon, zamknąć za sobą drzwi i pójść tam, gdzie zazwyczaj nie prowadzą codzienne obowiązki.</p><h2>Włóczykij, czyli pochwała wolności</h2><p>Włóczykij kojarzy się przede wszystkim z bohaterem opowieści o Muminkach — samotnym wędrowcem, który bardziej od przedmiotów cenił wolność, ciszę i możliwość decydowania o własnej drodze. Gdy nadchodziła jesień, opuszczał Dolinę Muminków, by powrócić dopiero wiosną.</p><p>Był trochę jak bohater dawnych ballad, trochę jak włóczęga z piosenek Starego Dobrego Małżeństwa, a trochę jak człowiek z filmu drogi, który nie wie jeszcze, gdzie będzie spał, ale doskonale wie, że nie chce stać w miejscu.</p><p>Właśnie dlatego Dzień Włóczykija może być czymś więcej niż kolejnym świętem z kalendarza. Jest przypomnieniem, że człowiek potrzebuje czasem przestrzeni — nie tylko tej mierzonej kilometrami, ale również przestrzeni od telefonów, wiadomości, terminów i codziennego hałasu.</p><h2>Tomaszów i okolice stworzone do wędrowania</h2><p>Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego nie muszą daleko szukać miejsc, w których można poczuć prawdziwy smak wędrówki.</p><p>Jedną z najprostszych propozycji jest spacer w kierunku <strong>rezerwatu Niebieskie Źródła</strong>, a następnie Skansenu Rzeki Pilicy. Regionalny portal turystyczny proponuje również dłuższą trasę prowadzącą z Tomaszowa przez Smardzewice i Białą Górę. Samo zwiedzanie rezerwatu zajmuje około 40 minut, teren jest dostępny przez całą dobę, a wejście pozostaje bezpłatne.</p><p>Dla bardziej ambitnych wędrowców naturalnym kierunkiem mogą być lasy spalskie, okolice Inowłodza, Smardzewic albo brzegi Pilicy. Tomaszowska Okrąglica łączy trzy najważniejsze lokalne atrakcje: <strong>Niebieskie Źródła, Skansen Rzeki Pilicy i Groty Nagórzyckie</strong>. Każde z tych miejsc opowiada inną historię, ale wszystkie są mocno związane z przyrodą i dziedzictwem regionu.</p><p>Kto zamiast marszu wybiera wodę, może pomyśleć o kajaku. Pilica jest opisywana jako rzeka łatwa, malownicza i posiadająca rozwiniętą bazę turystyczną, a jej duża część została oznakowana jako szlak kajakowy.</p><h2>Nie chodzi o liczbę kilometrów</h2><p>Wędrówka nie musi być sportowym wyzwaniem. Nie trzeba pobijać rekordów, mierzyć tempa ani publikować mapy trasy w mediach społecznościowych.</p><p>Można przejść kilka kilometrów przez las. Można usiąść nad Pilicą. Można odwiedzić miejsce, które od lat widziało się jedynie przez szybę samochodu. Można wreszcie pójść bez planu, pozwalając, by drogę wyznaczała ciekawość.</p><p>To właśnie w tym kryje się duch Włóczykija. Nie w samym przemieszczaniu się, lecz w zgodzie na to, że nie każda chwila musi być produktywna, zaplanowana i podporządkowana celowi.</p><h2>Zostawmy na chwilę cyfrową Dolinę Muminków</h2><p>Współczesny człowiek nawet podczas spaceru często nie opuszcza internetu. Sprawdza wiadomości, robi zdjęcia, odpowiada na komentarze i obserwuje trasę na ekranie. Tymczasem prawdziwa wędrówka zaczyna się często dopiero wtedy, gdy telefon trafia do kieszeni.</p><p>Warto więc 23 lipca urządzić sobie choć godzinę bez powiadomień. Posłuchać szumu drzew, ptaków, wody albo własnych myśli. W świecie, który bez przerwy domaga się naszej uwagi, taki spacer może być małym aktem nieposłuszeństwa.</p><p>Nie musimy od razu odchodzić jak bohater Jacka Kerouaca w daleką drogę. Wystarczy zejść z codziennej trasy.</p><p><strong>Dzień Włóczykija jest dobrą okazją, by przypomnieć sobie, że najciekawsze miejsca nie zawsze znajdują się daleko. Czasem czekają za najbliższym zakrętem — trzeba tylko ruszyć przed siebie.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Letnie ślizgawki wracają do Areny. Miasto opublikowało harmonogram na 6–16 sierpnia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55949,letnie-slizgawki-wracaja-do-areny-miasto-opublikowalo-harmonogram-na-6-16-sierpnia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55949,letnie-slizgawki-wracaja-do-areny-miasto-opublikowalo-harmonogram-na-6-16-sierpnia</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 21:55:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-letnie-slizgawki-wracaja-do-areny-miasto-opublikowalo-harmonogram-na-6-16-sierpnia-1785489955.png</url>
                        <title>Letnie ślizgawki wracają do Areny. Miasto opublikowało harmonogram na 6–16 sierpnia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55949,letnie-slizgawki-wracaja-do-areny-miasto-opublikowalo-harmonogram-na-6-16-sierpnia</link>
                    </image><description>Choć środek wakacji kojarzy się raczej z upałem niż taflą lodu, Arena w Tomaszowie Mazowieckim znów zaprasza na letnie ślizgawki. Miasto opublikowało harmonogram wejść zaplanowanych od 6 do 16 sierpnia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Lodowa wakacyjna propozycja w Tomaszowie Mazowieckim</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim pojawiła się oferta, która może zainteresować zarówno mieszkańców spędzających lato w mieście, jak i osoby szukające mniej oczywistych form aktywności. Jak wynika z miejskiego komunikatu, w Arenie zaplanowano <strong>letnie ślizgawki</strong>, a harmonogram obejmuje termin od 6 do 16 sierpnia.</p><p>To propozycja szczególnie ciekawa, bo łączy wakacyjny czas z zimową formą rekreacji. W okresie, gdy dominują wydarzenia plenerowe, baseny i wyjazdy nad wodę, możliwość wejścia na lodowisko staje się wyróżniającą się atrakcją. Dla części mieszkańców może to być okazja do aktywnego spędzenia czasu, a dla innych po prostu do spróbowania czegoś innego niż typowe letnie rozrywki.</p><h2>Harmonogram i organizacja wejść</h2><p>Z opublikowanych informacji wynika, że przygotowano <strong>harmonogram ślizgawek na dni od 6 do 16 sierpnia</strong>. Sam komunikat koncentruje się właśnie na terminach i zapowiada serię wakacyjnych wejść na taflę w Arenie. To ważna informacja dla rodzin, młodzieży i osób planujących letni wypoczynek w mieście, ponieważ pozwala wcześniej zaplanować wolny czas.</p><p>W miejskiej zapowiedzi postawiono na prosty i czytelny przekaz, podkreślając sam fakt dostępności ślizgawek w środku lata. Tego typu rozwiązanie zwykle przyciąga nie tylko stałych bywalców obiektu, ale również tych, którzy na lodowisko zaglądają okazjonalnie. W praktyce oznacza to, że zainteresowanie może być większe niż przy standardowych, sezonowych wejściach.</p><p>Dla mieszkańców kluczowe będzie więc śledzenie aktualnego rozkładu godzin oraz organizacji wejść bezpośrednio w komunikatach miejskich i informacji przekazywanej przez obiekt. Przy wydarzeniach tego typu znaczenie mają również kwestie techniczne i porządkowe, dlatego warto wcześniej upewnić się co do zasad korzystania z lodowiska.</p><h2>Arena jako miejsce całorocznej aktywności</h2><p>Letnie ślizgawki pokazują, że Arena pozostaje ważnym punktem na sportowo-rekreacyjnej mapie Tomaszowa Mazowieckiego. Obiekt kojarzony z lodem i aktywnością fizyczną może dzięki takim inicjatywom funkcjonować nie tylko w typowym sezonie zimowym, ale również jako miejsce atrakcyjne w wakacje.</p><p>Z lokalnej perspektywy ma to znaczenie szersze niż sam grafik wejść. Takie wydarzenia wspierają miejską ofertę spędzania wolnego czasu, zwiększają dostępność rekreacji i budują przywiązanie mieszkańców do lokalnej infrastruktury. W realiach średniego miasta każda inicjatywa, która ożywia obiekt i zachęca do ruchu, może być odbierana jako wartościowe uzupełnienie wakacyjnego kalendarza.</p><p><strong>Ślizgawki latem</strong> to także sygnał, że miejska oferta nie musi ograniczać się do sezonowych skojarzeń. Zamiast czekać na zimę, mieszkańcy mogą skorzystać z lodowiska już teraz. Dla jednych będzie to forma treningu, dla innych rodzinny wypad, a dla jeszcze innych po prostu ciekawostka, która wyróżnia Tomaszów Mazowiecki na tle letnich propozycji w regionie.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.kochamtomaszow.pl"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rio Pool Party w nowym terminie. Na uczestników czeka jeszcze więcej atrakcji 🌴🎉]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55946,rio-pool-party-w-nowym-terminie-na-uczestnikow-czeka-jeszcze-wiecej-atrakcji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55946,rio-pool-party-w-nowym-terminie-na-uczestnikow-czeka-jeszcze-wiecej-atrakcji</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 16:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rio-pool-party-w-nowym-terminie-na-uczestnikow-czeka-jeszcze-wiecej-atrakcji-1784730856.png</url>
                        <title>Rio Pool Party w nowym terminie. Na uczestników czeka jeszcze więcej atrakcji 🌴🎉</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55946,rio-pool-party-w-nowym-terminie-na-uczestnikow-czeka-jeszcze-wiecej-atrakcji</link>
                    </image><description>Ze względu na prognozowane niekorzystne warunki atmosferyczne podjęliśmy decyzję o zmianie terminu Rio Pool Party. Wydarzenie, które pierwotnie miało odbyć się 24 lipca, zostaje przeniesione na 26 lipca. Chcemy, aby wszyscy uczestnicy mogli bezpiecznie i komfortowo korzystać z przygotowanych atrakcji oraz cieszyć się prawdziwie wakacyjną atmosferą. 🥰</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zmiana terminu pozwoliła nam nie tylko zwiększyć szanse na słoneczną pogodę, ale również wzbogacić program wydarzenia. Udało nam się zapewnić kolejne atrakcje, z których będzie można korzystać <strong>w ramach zakupionego biletu</strong>.</p><p>Na uczestników czekać będą <strong>dmuchańce</strong>, <strong>Piana Party</strong> oraz bogata strefa animacji dla dzieci, obejmująca <strong>malowanie twarzy, tatuaże i kolorowe warkoczyki</strong>. To propozycje przygotowane z myślą o najmłodszych.</p><p>W programie pozostają wcześniej zapowiedziane atrakcje. Imprezę o godzinie <strong>19.00</strong> rozpocznie widowiskowy pokaz akrobatyki w powietrzu przygotowany przez <strong>Astra Fly Academy</strong>, a następnie uczestnicy będą bawić się podczas imprezy z DJ-em. Nie zabraknie także skimboardingu, konkursów oraz strefy gastronomicznej i drink baru. Co ważne, przez cały czas trwania wydarzenia będzie można korzystać z basenu, który pozostanie otwarty aż do <strong>godziny 22.00</strong>.</p><p>Wierzymy, że decyzja o przełożeniu wydarzenia okaże się najlepszym rozwiązaniem. Zależy nam, aby Rio Pool Party było wydarzeniem, które na długo pozostanie w pamięci uczestników, dlatego postawiliśmy na bezpieczeństwo, komfort i jeszcze większą liczbę atrakcji.</p><p>Już dziś zapraszamy wszystkich do wspólnej zabawy <strong>26 lipca</strong>.&nbsp;</p><p>Do zobaczenia na <strong>Rio Pool Party</strong>! 🌴☀️🎉</p><p><a href="https://www.facebook.com/AkademiaSportuNWD">FACEBOOK</a></p><p><a href="https://www.instagram.com/akademia_sportu_?fbclid=IwY2xjawTNsYdleHRuA2FlbQIxMABzcnRjBmFwcF9pZBAyMjIwMzkxNzg4MjAwODkyAAEedL5eiD8ilrL7B2Ig_j-LiOrEEjSHNvL1TdX3SR6ibkMAdAR7YVjU64nZnrg_aem_7g1B7R02mzA5a_utp8Ai5g">INSTAGRAM</a></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kosmiczne cząstki zaglądają pod ziemię. Naukowcy szukają nieznanych korytarzy w Grotach Nagórzyckich]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55947,kosmiczne-czastki-zagladaja-pod-ziemie-naukowcy-szukaja-nieznanych-korytarzy-w-grotach-nagorzyckich</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55947,kosmiczne-czastki-zagladaja-pod-ziemie-naukowcy-szukaja-nieznanych-korytarzy-w-grotach-nagorzyckich</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 16:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kosmiczne-czastki-zagladaja-pod-ziemie-naukowcy-szukaja-nieznanych-korytarzy-w-grotach-nagorzyckich-1784730738.png</url>
                        <title>Kosmiczne cząstki zaglądają pod ziemię. Naukowcy szukają nieznanych korytarzy w Grotach Nagórzyckich</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55947,kosmiczne-czastki-zagladaja-pod-ziemie-naukowcy-szukaja-nieznanych-korytarzy-w-grotach-nagorzyckich</link>
                    </image><description>Czy za skalnymi ścianami Grot Nagórzyckich kryją się nieznane dotąd korytarze? Naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego próbują odpowiedzieć na to pytanie, wykorzystując cząstki powstające wysoko w atmosferze. Przez ponad 140 dni specjalny detektor liczył miony przenikające przez skały dawnej kopalni piasku. Pierwsze wyniki wskazują miejsca, w których mogą znajdować się zasypane lub niezbadane wyrobiska.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Góry można prześwietlać. Podobnie piramidy, dawne kopalnie, tunele i skalne podziemia. Nie potrzeba do tego wielkiej lampy rentgenowskiej ani wprowadzania ciężkiego sprzętu pod ziemię. Wystarczy promieniowanie docierające do nas z kosmosu i urządzenie zdolne rejestrować cząstki, które niemal bez przeszkód przechodzą przez dziesiątki metrów skały.</p><p>Taką właśnie metodę zastosowali fizycy w Grotach Nagórzyckich w Tomaszowie Mazowieckim. Dawna kopalnia piasku, dziś jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych miasta, stała się laboratorium, w którym historia spotkała się z fizyką cząstek.</p><h2>Tajemnica ukryta za skalną ścianą</h2><p>Gdy turysta idzie udostępnionym korytarzem Grot Nagórzyckich, widzi piaskowiec, ślady dawnych prac górniczych i miejsca, w których kończy się dostępna trasa. Nie wiadomo jednak, co dokładnie znajduje się dalej.</p><p>Za ścianą może być zwarta skała. Może być także zasypany korytarz, pusta komora albo fragment dawnego wyrobiska, którego nie zaznaczono na zachowanych planach.</p><p>Problem polega na tym, że pełna dokumentacja kopalni nie przetrwała. Dawne mapy zaginęły podczas II wojny światowej, a część korytarzy została zasypana lub odcięta. Odtworzenie prawdziwego układu podziemi przypomina więc składanie wielkiej układanki, z której zniknęła znaczna część elementów.</p><p>Tradycyjne badania wymagałyby odwiertów albo prowadzenia pomiarów geofizycznych w wielu punktach. Naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego postanowili jednak wykorzystać naturalne zjawisko zachodzące każdego dnia nad naszymi głowami.</p><h2>Miony, czyli posłańcy z kosmosu</h2><p>Wysoko w atmosferze promieniowanie kosmiczne zderza się z atomami powietrza. W wyniku tych zderzeń powstają między innymi miony – cząstki podobne do elektronów, ale znacznie od nich cięższe.</p><p>Miony poruszają się z ogromnymi prędkościami i potrafią przenikać przez grube warstwy materii. Większość z nas nawet nie zdaje sobie sprawy, że tysiące takich cząstek stale przechodzą przez nasze ciała, budynki i powierzchnię Ziemi.</p><p>Dla człowieka nie stanowi to w tych warunkach zagrożenia. Dla naukowca jest natomiast niezwykle użytecznym narzędziem.</p><p>Zasada badania jest stosunkowo prosta. Im więcej skały mion ma do pokonania, tym mniejsza szansa, że dotrze do detektora. Jeżeli jednak na jego drodze znajduje się pusta komora lub korytarz, urządzenie powinno zarejestrować większą liczbę cząstek.</p><p>To metoda przypominająca wykonanie zdjęcia rentgenowskiego. Źródłem promieniowania nie jest jednak aparat medyczny, lecz kosmos, a prześwietlanym obiektem nie jest człowiek, ale masyw skalny.</p><h2>Teleskop ukryty w grotach</h2><p>W Grotach Nagórzyckich naukowcy ustawili specjalny teleskop mionowy. Urządzenie składało się z czterech plastikowych detektorów o wymiarach 10 na 20 centymetrów, rozmieszczonych na metrowym ramieniu.</p><p>Przelatujący mion wywoływał w detektorach niewielkie błyski światła, które następnie zamieniano na sygnał elektryczny. Zdarzenie zapisywano wtedy, gdy kilka sygnałów pojawiało się niemal jednocześnie. Pozwalało to ustalić, z którego kierunku nadleciała cząstka.</p><p>Cała konstrukcja obracała się o jeden stopień co trzy minuty. Powoli, kierunek po kierunku, urządzenie badało skałę otaczającą znane korytarze.</p><p>Pierwsza seria obserwacji trwała ponad 140 dni. Tak długi czas był konieczny, ponieważ miony docierają do detektora naturalnie i nieregularnie. Naukowcy nie mogą zwiększyć ich liczby ani uruchomić dodatkowego źródła promieniowania. Muszą cierpliwie czekać, aż zgromadzą odpowiednio dużo danych.</p><h2>Najpierw model, potem porównanie</h2><p>Samo liczenie cząstek nie wystarczyło. Badacze przekształcili znany plan wyrobisk w model komputerowy. Następnie obliczyli, ilu mionów powinno docierać do teleskopu z poszczególnych kierunków, gdyby skała rzeczywiście wyglądała tak, jak wynika z dostępnej dokumentacji.</p><p>W obliczeniach przyjęto w przybliżeniu jednorodną strukturę piaskowca. Uwzględniono również cząstki nadlatujące pod niewielkim kątem ku górze.</p><p>Dopiero później naukowcy zestawili model z rzeczywistymi pomiarami.</p><p>W kilku kierunkach liczba zarejestrowanych mionów była inna, niż przewidywano. Z niektórych stron docierało ich mniej, z innych więcej. Największe różnice sięgały około dwóch odchyleń standardowych.</p><p>Nie jest to jeszcze dowód na odkrycie nowego korytarza, ale wystarczający sygnał, by prowadzić dalsze badania.</p><h2>Czy pod ziemią znajduje się nieznana komora?</h2><p>Niedobór mionów z jednego z kierunków odpowiada miejscu, w którym wcześniej doszło do zawalenia korytarza. Większa ilość skały zatrzymuje więcej cząstek, dlatego taki wynik pasuje do znanej sytuacji w podziemiach.</p><p>Znacznie ciekawszy jest nadmiar mionów rejestrowany z innych kierunków. Może on oznaczać, że w skale znajduje się nieudokumentowana pustka. Możliwe jest także, że piaskowiec ma tam mniejszą gęstość.</p><p>Symulacje wykazały, że pusta przestrzeń o średnicy około pięciu metrów, znajdująca się dziesięć metrów od teleskopu, powinna pozostawić możliwy do wykrycia ślad.</p><p>Problem w tym, że pojedynczy pomiar nie pozwala jeszcze dokładnie wskazać położenia takiej struktury. To trochę jak próba ustalenia miejsca, z którego dobiega dźwięk, przy użyciu tylko jednego ucha.</p><p>Dlatego teleskop ma być przenoszony do kolejnych punktów. Obserwowanie tej samej anomalii pod różnymi kątami pozwoli naukowcom określić jej położenie i przybliżony kształt.</p><h2>Nauka potrzebuje cierpliwości</h2><p>Metoda wykorzystująca miony jest stosunkowo tania i nie wymaga niszczenia skały. Ma jednak jedną zasadniczą wadę – wymaga czasu.</p><p>Potwierdzenie, że za ścianą rzeczywiście znajduje się nieznany korytarz, może potrwać wiele miesięcy, a nawet kilka lat. Każde ustawienie urządzenia oznacza konieczność zebrania odpowiednio dużej liczby cząstek.</p><p>Mionowy teleskop nie zastąpi geologa, odwiertów ani dokładnych badań geofizycznych. Może jednak wskazać miejsca, w których prowadzenie kosztowniejszych prac ma największy sens.</p><p>Dzięki temu można ograniczyć liczbę odwiertów i uniknąć niepotrzebnego naruszania zabytkowych lub niestabilnych struktur.</p><h2>Od szkolnego projektu do prawdziwych odkryć</h2><p>Teleskop wykorzystany w Grotach Nagórzyckich powstał w ramach projektu CREDO-Maze jako niedroga stacja służąca do badania promieniowania kosmicznego.</p><p>W przedsięwzięcie zaangażowani zostali również uczniowie pobliskiej szkoły średniej. Co kilka dni odczytują oni karty pamięci urządzenia i przesyłają zapisane dane naukowcom.</p><p>To szczególnie ciekawy wymiar całego projektu. Urządzenie, które miało pomagać młodzieży poznawać fizykę, stało się narzędziem wykorzystywanym w rzeczywistych badaniach naukowych.</p><p>Uczniowie nie obserwują więc eksperymentu wyłącznie z ławki szkolnej. Uczestniczą w procesie, który może doprowadzić do odkrycia nieznanych fragmentów kopalni.</p><h2>Groty Nagórzyckie jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa</h2><p>Badania przeprowadzili Tadeusz Wibig, Kacper Dorszewski, Michał Karbowiak i Łukasz Radecki z Wydziału Fizyki i Informatyki Stosowanej Uniwersytetu Łódzkiego. Wyniki ich prac opublikowano w czasopiśmie naukowym „Applied Sciences”.</p><p>Na ostateczne rozwiązanie zagadki ukrytych korytarzy trzeba będzie jeszcze poczekać. Już dziś wiadomo jednak, że Groty Nagórzyckie są nie tylko zabytkiem dawnego górnictwa i atrakcją turystyczną.</p><p>Stały się także miejscem nowoczesnego eksperymentu, w którym cząstki powstałe dziesiątki kilometrów nad Ziemią pomagają odtwarzać historię zapisaną pod powierzchnią Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Kosmos zagląda więc pod ziemię. A to, co znajdzie za piaskowcową ścianą, wciąż pozostaje jedną z najbardziej fascynujących lokalnych tajemnic.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lunch do pracy — jak jeść zdrowo w ciągu dnia bez chaosu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55945,lunch-do-pracy-jak-jesc-zdrowo-w-ciagu-dnia-bez-chaosu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55945,lunch-do-pracy-jak-jesc-zdrowo-w-ciagu-dnia-bez-chaosu</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 09:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lunch-do-pracy-jak-jesc-zdrowo-w-ciagu-dnia-bez-chaosu-1784789677.jpg</url>
                        <title>Lunch do pracy — jak jeść zdrowo w ciągu dnia bez chaosu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55945,lunch-do-pracy-jak-jesc-zdrowo-w-ciagu-dnia-bez-chaosu</link>
                    </image><description>Zdrowy lunch w pracy to nie kwestia silnej woli, lecz planu: stały rytm posiłków, danie zbudowane z białka, warzyw i pełnoziarnistych węglowodanów oraz zapas, który nie wymaga decyzji o godzinie 13:00. Większość problemów z odżywianiem w środku dnia nie bierze się z braku wiedzy, tylko z presji czasu, stresu i pustej lodówki w biurze. Kiedy nadchodzi głód, a w zasięgu ręki są jedynie automat z batonami i fast food za rogiem, dieta przegrywa z odruchem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rozwiązaniem nie jest restrykcja, ale przygotowanie. Przemyślany lunch utrzymuje stabilny poziom energii, chroni przed popołudniowym spadkiem koncentracji i ogranicza podjadanie po powrocie do domu. W tym poradniku znajdziesz konkretne zasady, gotowe zestawy produktów, sprawdzone schematy budowania talerza oraz rozwiązania dla osób, które nie mają czasu na codzienne gotowanie.</p><h2>Dlaczego lunch w pracy decyduje o całym dniu</h2><p>Środek dnia to moment, w którym organizm potrzebuje uzupełnienia energii po kilku godzinach aktywności umysłowej. Pominięcie posiłku albo zjedzenie czegoś przypadkowego pociąga za sobą reakcję łańcuchową: gwałtowny skok i spadek poziomu cukru we krwi, senność po południu, rozdrażnienie i wilczy apetyt wieczorem. To właśnie kolacja staje się wtedy najobfitszym, najbardziej kalorycznym posiłkiem dnia — odwrotnie niż powinna.</p><p>Dobrze skomponowany lunch działa stabilizująco. Złożone węglowodany uwalniają energię stopniowo, białko daje uczucie sytości na kilka godzin, a błonnik z warzyw spowalnia wchłanianie cukrów. Efekt to równy poziom koncentracji aż do końca dnia pracy, mniejsza ochota na słodkie przekąski i lżejszy wieczór. Z perspektywy zdrowia długofalowego regularny, wartościowy posiłek w ciągu dnia to jeden z najprostszych nawyków, które realnie wpływają na masę ciała, samopoczucie i wydolność.</p><p>Warto też pamiętać o kontekście. Praca biurowa to przeważnie pozycja siedząca i ograniczony ruch, więc zapotrzebowanie energetyczne jest niższe niż przy pracy fizycznej. Z kolei osoby w ruchu — kurierzy, pracownicy magazynów, opiekunki — potrzebują posiłku gęstszego energetycznie. Uniwersalna zasada brzmi: lunch ma odpowiadać temu, co robisz po nim, a nie temu, co akurat jest pod ręką.</p><h2>Z czego zbudować zdrowy lunch — zasada talerza</h2><p>Najprostszy sposób na zbilansowany posiłek to podział talerza na trzy części, bez liczenia kalorii i ważenia każdej porcji. Ta metoda sprawdza się zarówno przy gotowaniu w domu, jak i przy komponowaniu zestawu na wynos.</p><ul><li data-list-item-id="ef96e29f26efb3afb2c550f35feefc399"><strong>Połowa talerza — warzywa.</strong> Surowe lub gotowane, im więcej kolorów, tym lepiej. Dostarczają błonnika, witamin i objętości, która syci bez nadmiaru kalorii.</li><li data-list-item-id="e770c835ff5a1c045c07548a87bf67e6c"><strong>Jedna czwarta — białko.</strong> Chude mięso, ryba, jajka, twaróg, tofu, rośliny strączkowe. To składnik najsilniej wpływający na sytość i utrzymanie masy mięśniowej.</li><li data-list-item-id="e807c15987d172c4675339fee2277e55f"><strong>Jedna czwarta — węglowodany złożone.</strong> Kasza, brązowy ryż, pełnoziarnisty makaron, ziemniaki, pieczywo razowe. Stabilne źródło energii na popołudnie.</li><li data-list-item-id="e8c0319de2573b0f190729d7cb4868810"><strong>Dodatek tłuszczu.</strong> Łyżka oliwy, garść orzechów, kawałek awokado — wspiera wchłanianie witamin i poprawia smak.</li></ul><p>Taki schemat eliminuje najczęstszy błąd lunchu w pracy, czyli posiłek złożony niemal wyłącznie z węglowodanów: bułka, makaron z sosem na bazie śmietany, kanapka z białego pieczywa. Brak białka i warzyw oznacza szybki głód i sięganie po przekąskę w ciągu godziny.</p><h2>Produkty TAK i NIE — szybka ściąga</h2><p>Przygotowanie zdrowego lunchu zaczyna się przy zakupach. Poniższa tabela porządkuje wybory, które warto powtarzać, i te, które lepiej ograniczyć do wyjątków.</p><figure class="table"><table><thead><tr><td>Kategoria</td><td>Wybieraj częściej</td><td>Ograniczaj</td></tr></thead><tbody><tr><td>Węglowodany</td><td>Kasza gryczana, jaglana, brązowy ryż, pełnoziarnisty makaron, pieczywo razowe</td><td>Białe pieczywo, biały ryż, słodkie bułki, frytki</td></tr><tr><td>Białko</td><td>Pierś z kurczaka, indyk, ryby, jajka, twaróg, soczewica, ciecierzyca, tofu</td><td>Wędliny wysoko przetworzone, parówki, panierowane gotowce</td></tr><tr><td>Tłuszcze</td><td>Oliwa, olej rzepakowy, orzechy, pestki, awokado</td><td>Tłuszcze trans, majonezowe sosy w nadmiarze, smażone na głębokim oleju</td></tr><tr><td>Warzywa</td><td>Sezonowe, surowe i gotowane, kiszonki, mrożone mieszanki</td><td>Marynaty mocno solone, warzywa zatopione w ciężkim sosie</td></tr><tr><td>Napoje</td><td>Woda, herbata, woda z cytryną, niesłodzona kawa</td><td>Napoje gazowane, słodzone soki, energetyki</td></tr></tbody></table></figure><p>Drobna uwaga praktyczna: produkty z prawej kolumny nie są zakazane raz na zawsze. Chodzi o proporcje w skali tygodnia. Jeśli baza posiłków jest dobra, miejsce na okazjonalny deser czy ulubioną przekąskę zawsze się znajdzie — i nie zaburzy całości.</p><h2>Meal prep — gotuj raz, jedz przez kilka dni</h2><p>Najskuteczniejszą strategią zdrowego jedzenia w pracy jest meal prep, czyli przygotowanie posiłków z wyprzedzeniem. Zasada jest prosta: gotujesz większą porcję raz lub dwa razy w tygodniu, dzielisz na pojemniki i masz gotowy lunch bez codziennego zachodu.</p><h3>Jak zacząć w pięciu krokach</h3><ol><li data-list-item-id="ee8d230892e966c1cddce2022ab372310"><strong>Zaplanuj menu na 3–4 dni.</strong> Wybierz dwa, trzy dania, które dobrze znoszą przechowywanie — kasze, pieczone warzywa, gulasze, sałatki z trwałych składników.</li><li data-list-item-id="e5dd46b6d3fbc12b9e0a8b58c5ef29572"><strong>Zrób jedną listę zakupów.</strong> Kupowanie pod konkretny plan ogranicza marnowanie jedzenia i pokusę chwytania gotowców.</li><li data-list-item-id="e16e37a1f5490428b39996918e6b9fe14"><strong>Gotuj komponentami.</strong> Osobno upiecz białko, osobno ugotuj kaszę, osobno przygotuj warzywa. Łączenie ich w różnych kombinacjach daje odmianę bez nudy.</li><li data-list-item-id="ead79399222d31236d734eb0853ccc8a9"><strong>Zainwestuj w pojemniki.</strong> Szczelne, najlepiej szklane, z podziałem na sekcje. Ułatwiają porcjowanie i transport.</li><li data-list-item-id="ea44f0f6815271bf313b9e424b9f7b6df"><strong>Oznacz daty.</strong> Większość ugotowanych dań trzyma się w lodówce trzy, cztery dni; cięższe mięsne potrawy warto zamrozić.</li></ol><p>Meal prep ma jeszcze jeden, często niedoceniany efekt: eliminuje decyzję. Głód w środku dnia pcha do najszybszego dostępnego jedzenia, a gotowy pojemnik w torbie sprawia, że ten wybór jest już podjęty wcześniej, na spokojnie. To różnica między zaplanowanym posiłkiem a przypadkowym kąskiem z piekarni obok biura.</p><h2>Gdy nie masz czasu gotować — gotowe rozwiązania</h2><p>Nie każdy ma przestrzeń na cotygodniowe gotowanie. Dyżury, dojazdy, dzieci, praca po godzinach — realia bywają bezlitosne dla najlepszych postanowień. Wtedy z pomocą przychodzą rozwiązania, które zdejmują z głowy planowanie i przygotowanie, a jednocześnie pilnują bilansu składników.</p><p>Jedną z opcji jest catering pudełkowy dopasowany do rytmu dnia pracy. W tym modelu posiłki są skomponowane przez dietetyków, dostarczane pod adres i gotowe do zjedzenia bez przygotowania. Dla osób spędzających większość dnia poza domem sprawdzają się warianty oparte na dwóch posiłkach — na przykład&nbsp;<a href="https://lovecatering.pl/dieta/dieta-lunch/">dieta lunch 2 posiłki</a> w ofercie krakowskiego LOVE Catering to zestaw na około 750 kcal, pomyślany jako wsparcie energetyczne właśnie na godziny pracy, układany przez zespół pod okiem szefa kuchni z doświadczeniem w restauracjach nagradzanych gwiazdką Michelin i przygotowywany bez dodatku białego cukru. To rozwiązanie dla tych, którzy chcą jeść wartościowo, ale nie mają przestrzeni na codzienne gotowanie ani planowanie zakupów.</p><p>Niezależnie od tego, czy wybierzesz gotowanie samodzielne, czy gotowy serwis, warto zwrócić uwagę na kilka kryteriów jakości: realny udział warzyw, obecność pełnowartościowego białka, brak nadmiaru cukru i soli oraz dopasowanie kaloryczności do twojego trybu dnia. Gotowe posiłki bywają bardzo różne — od wartościowych po przeładowane sosami i solą — więc skład zawsze warto sprawdzić.</p><h2>Najczęstsze błędy i jak ich unikać</h2><p>Nawet osoby świadome zasad zdrowego odżywiania wpadają w te same pułapki w godzinach pracy. Oto najczęstsze z nich wraz z prostą korektą.</p><ul><li data-list-item-id="e9b52fe5aee02a58cc7793afb31818ac2"><strong>Pomijanie posiłku.</strong> „Nie mam czasu" kończy się napadem głodu i przejedzeniem później. Lepszy jest nawet skromny, ale zaplanowany lunch.</li><li data-list-item-id="e4afabefa6840aed0b5d766454980e598"><strong>Lunch przy biurku w pośpiechu.</strong> Jedzenie w biegu sprzyja przejadaniu się, bo sygnał sytości dociera z opóźnieniem. Dziesięć minut przerwy z dala od ekranu poprawia trawienie i koncentrację.</li><li data-list-item-id="e17968a854973be7bb4374f70274d8965"><strong>Płynne kalorie.</strong> Słodzona kawa, soki i napoje gazowane potrafią dostarczyć tyle energii, co dodatkowy posiłek, nie dając przy tym sytości.</li><li data-list-item-id="e8411d551993c3c770bb96737e4fa2544"><strong>Za mało białka.</strong> Posiłek bez wyraźnego źródła białka syci krótko i napędza podjadanie. Dodanie jajka, sera czy strączków zmienia bilans.</li><li data-list-item-id="e62299ed7bd757e04ee559a64330a9e4c"><strong>Brak wody.</strong> Pragnienie bywa mylone z głodem. Szklanka wody przed sięgnięciem po przekąskę często wystarcza.</li></ul><p>Korekta tych nawyków nie wymaga rewolucji. Wystarczy świadomie pilnować dwóch, trzech punktów naraz, a po kilku tygodniach stają się one automatyczne.</p><h2>Przekąski, które wspierają, a nie sabotują</h2><p>Między głównymi posiłkami pojawia się ochota na coś małego — to naturalne, zwłaszcza przy długim dniu pracy. Klucz w tym, żeby przekąska dorzucała wartości, a nie pustych kalorii. Dobre wybory to garść orzechów, jogurt naturalny, owoc, warzywa pokrojone w słupki z hummusem, kostka gorzkiej czekolady czy garść pestek.</p><p>Przekąski warto traktować jak element planu, a nie ratunek w panice. Jeśli wiesz, że około godziny 16:00 zwykle dopada cię głód, przygotuj coś wartościowego z wyprzedzeniem. To prosty sposób, by uniknąć automatu z batonami i utrzymać energię do końca zmiany — bez wyrzutów sumienia i bez popołudniowego spadku formy.</p><h2>Najczęściej zadawane pytania</h2><h3>Ile kalorii powinien mieć lunch do pracy?</h3><p>To zależy od całkowitego zapotrzebowania, trybu dnia i pozostałych posiłków. Przy pracy biurowej lunch zwykle mieści się w przedziale od kilkuset do około tysiąca kalorii. Ważniejszy od samej liczby jest skład: obecność białka, warzyw i węglowodanów złożonych. Posiłek dopasowany do aktywności po nim daje sytość bez senności.</p><h3>Czy lepiej jeść jeden większy posiłek, czy dwa mniejsze?</h3><p>Obie strategie działają, jeśli pilnujesz jakości i całkowitego bilansu dnia. Część osób woli jeden solidny lunch, inni dzielą energię na dwa lżejsze posiłki, co bywa wygodniejsze przy długim dniu pracy. Warto wybrać rozwiązanie, które łatwiej utrzymać na co dzień i które nie prowadzi do podjadania.</p><h3>Jak długo można przechowywać przygotowany lunch?</h3><p>Większość ugotowanych dań bezpiecznie przetrwa w lodówce trzy, cztery dni, pod warunkiem szybkiego schłodzenia i szczelnego pojemnika. Cięższe potrawy mięsne lepiej zamrozić w porcjach. Sałatki ze świeżych warzyw najlepiej smakują w ciągu jednego, dwóch dni, a sos warto dodawać tuż przed jedzeniem.</p><h3>Co zjeść na lunch, jeśli nie ma dostępu do mikrofalówki?</h3><p>Dobrze sprawdzają się dania jedzone na zimno: sałatki na bazie kaszy lub strączków, wrapy pełnoziarniste, kanapki z razowego pieczywa z warzywami i białkiem, jajka na twardo, twaróg z dodatkami. Termos pozwala też zabrać ciepłą zupę lub gulasz bez konieczności podgrzewania na miejscu.</p><h3>Jak uniknąć popołudniowego spadku energii?</h3><p>Najczęstszą przyczyną jest lunch oparty głównie na węglowodanach prostych, który wywołuje skok i spadek poziomu cukru. Dodanie białka i błonnika z warzyw stabilizuje energię. Pomaga też nawodnienie, krótka przerwa z dala od biurka i ograniczenie słodkich napojów w ciągu dnia.</p><p>Zdrowe jedzenie w ciągu dnia pracy sprowadza się do kilku powtarzalnych decyzji podjętych z wyprzedzeniem: dobrego planu, zbilansowanego talerza i zapasu, który nie zostawia miejsca na przypadek. Wystarczy zacząć od jednej zmiany w tygodniu, by po miesiącu zauważyć różnicę w energii i samopoczuciu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Widzew stawia na spokój po transferowej gorączce. Czy stabilizacja zaprowadzi łodzian do ligowej czołówki?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55944,widzew-stawia-na-spokoj-po-transferowej-goraczce-czy-stabilizacja-zaprowadzi-lodzian-do-ligowej-czolowki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55944,widzew-stawia-na-spokoj-po-transferowej-goraczce-czy-stabilizacja-zaprowadzi-lodzian-do-ligowej-czolowki</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 08:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-widzew-stawia-na-spokoj-po-transferowej-goraczce-czy-stabilizacja-zaprowadzi-lodzian-do-ligowej-czo-1784702713.png</url>
                        <title>Widzew stawia na spokój po transferowej gorączce. Czy stabilizacja zaprowadzi łodzian do ligowej czołówki?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55944,widzew-stawia-na-spokoj-po-transferowej-goraczce-czy-stabilizacja-zaprowadzi-lodzian-do-ligowej-czolowki</link>
                    </image><description>Jeszcze rok temu przy al. Piłsudskiego trwało transferowe trzęsienie ziemi. Miliony euro, reprezentanci krajów, rekordy ligi i marzenia o europejskich pucharach. Skończyło się walką o utrzymanie, czterema trenerami i czternastym miejscem. Przed nowym sezonem Widzew Łódź zmienia więc scenariusz. Zamiast kolejnej ofensywy zakupowej wybiera stabilizację, zgranie i spokój. Pytanie brzmi: czy ta droga wystarczy, by czerwono-biało-czerwoni rzeczywiście dołączyli do krajowej czołówki?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Po poprzednim sezonie w Widzewie niewiele osób miało ochotę na kolejne wielkie deklaracje. Projekt, który miał przypominać szybki marsz ku dawnym czasom świetności, przez wiele miesięcy wyglądał raczej jak pociąg, w którym ktoś podczas jazdy zmieniał maszynistę, rozkład jazdy i część wagonów.</p><p>Właściciel klubu Robert Dobrzycki zainwestował w nowych zawodników ponad 100 mln zł. Do Łodzi przyjeżdżali reprezentanci Polski i innych krajów, a klub pobił transferowy rekord ekstraklasy. Sportowego efektu jednak nie było. Widzew zamiast spoglądać w stronę europejskich pucharów, do ostatnich kolejek walczył o pozostanie w lidze.</p><p>Ostatecznie zajął 14. miejsce. W trakcie jednego sezonu drużynę prowadziło czterech trenerów, a organizacyjny chaos stał się równie ważnym tematem jak forma piłkarzy.</p><h2>Koniec wielkich słów</h2><p>Nowe rozgrywki mają rozpocząć się według innej filozofii. Mniej fajerwerków, więcej konsekwencji. Mniej zmieniania wszystkiego naraz, więcej pracy nad tym, co już udało się zbudować.</p><p>Dobrzycki, który w letniej przerwie przejął również obowiązki prezesa, przyznał wprost, że poprzedni sezon był znacznie gorszy od oczekiwań i wyjątkowo stresujący. To ważna deklaracja, ponieważ w Widzewie po raz pierwszy od dawna nie próbuje się przykrywać błędów kolejną ofensywą medialną.</p><p>Największe zmiany nastąpiły w gabinetach. Za kwestie sportowe odpowiadają Łukasz Masłowski i Artur Płatek, czyli ludzie mający doświadczenie i wyrobioną pozycję w piłkarskim środowisku. Klub liczy, że profesjonalizacja pionu sportowego zakończy okres decyzji podejmowanych pod wpływem presji, emocji albo oczekiwań trybun.</p><p>Na stanowisku trenera pozostał Aleksandar Vuković, który objął Widzew w marcu 2026 roku i podpisał umowę do końca sezonu 2026/2027, z możliwością jej przedłużenia. Serbski szkoleniowiec zna ekstraklasę, zdobywał mistrzostwo Polski i od początku podkreślał, że chce zbudować drużynę będącą jednością, a nie jedynie zbiorem kosztownych nazwisk.</p><h2>Świderski ma być kimś więcej niż głośnym nazwiskiem</h2><p>Największym letnim transferem jest Karol Świderski. Reprezentant Polski wraca do ekstraklasy po ponad siedmiu latach występów w Grecji, Stanach Zjednoczonych i we Włoszech. Podpisał kontrakt obowiązujący do 2029 roku.</p><p>W narodowych barwach rozegrał 51 spotkań i zdobył 14 bramek. Ma także doświadczenie z europejskich pucharów. Widzew nie sprowadza więc piłkarza, którego trzeba dopiero uczyć seniorskiego futbolu, ale zawodnika gotowego wziąć odpowiedzialność za ofensywę.</p><p>Świderski może dać łodzianom coś, czego brakowało im w poprzednim sezonie: regularność pod bramką przeciwnika, inteligentne poruszanie się między liniami i zdolność do zamieniania przeciętnych sytuacji w gole.</p><p>Nie jest klasyczną „dziewiątką”, która przez cały mecz czeka w polu karnym na dośrodkowanie. Potrafi zejść głębiej, współpracować z pomocnikami i tworzyć przestrzeń innym. Właśnie dlatego jego obecność może wpłynąć nie tylko na liczbę zdobytych bramek, ale na całą organizację gry ofensywnej.</p><p>Jednocześnie byłoby błędem oczekiwać, że sam Świderski rozwiąże wszystkie problemy. Napastnik reprezentacji Polski nie naprawi automatycznie tempa rozegrania, jakości na skrzydłach ani problemów z przejściem z obrony do ataku. Potrzebuje podań, ruchu partnerów i zespołu, który będzie potrafił wykorzystać jego doświadczenie.</p><h2>Stabilizacja jako największy transfer</h2><p>W poprzednich rozgrywkach Widzew miał wielu dobrych zawodników, ale przez długie okresy nie był drużyną. Zmiany trenerów oznaczały zmiany ustawienia, wymagań, hierarchii i sposobu bronienia. Piłkarze często wyglądali tak, jakby zamiast grać automatycznie, za każdym razem zastanawiali się, czego właściwie oczekuje od nich kolejny szkoleniowiec.</p><p>Dlatego pozostanie Vukovicia może być ważniejsze niż niejedno nowe nazwisko. Trener dostał pełny okres przygotowawczy, mógł poznać zawodników, uporządkować role i wprowadzić własne zasady.</p><p>Pod jego wodzą drużyna już w końcówce minionego sezonu poprawiła grę na własnym stadionie. Widzew zachował czyste konto w czterech z pięciu kolejnych spotkań u siebie i zdobył dziesięć punktów w czterech domowych meczach. To nie był jeszcze futbol porywający, ale był skuteczniejszy i bardziej uporządkowany.</p><p>W nowym sezonie właśnie organizacja gry może być największą przewagą łodzian. W ekstraklasie nie zawsze wygrywa zespół z najdroższą kadrą. Często wyżej kończy drużyna, która ma stabilny skład, jasno określone role i potrafi regularnie punktować w meczach z rywalami ze środka i dolnej części tabeli.</p><h2>Kadra nadal nie jest kompletna</h2><p>Oprócz Świderskiego Widzew sprowadził 22-letniego hiszpańskiego obrońcę Mario Garcíę, występującego ostatnio w Racingu Santander na zapleczu La Ligi.</p><p>Vuković nie ukrywa jednak, że potrzebuje kolejnych wzmocnień. Priorytetami pozostają środkowy pomocnik, skrzydłowy oraz ewentualnie drugi napastnik. Po urazie Carlosa Isaaca klub może szukać również bocznego obrońcy.</p><p>To właśnie środek pola może przesądzić o skali ambicji Widzewa. Bez zawodnika potrafiącego przyspieszyć grę, przenieść piłkę między formacjami i zapanować nad tempem meczu łodzianom może być trudno dominować nad przeciwnikami.</p><p>W poprzednim sezonie drużyna często miała problemy, gdy rywal oddawał jej inicjatywę. Widzew lepiej czuł się w spotkaniach intensywnych, opartych na walce, szybkich przejściach i energii trybun. Gorzej było wtedy, gdy należało cierpliwie rozmontować głęboko ustawioną obronę.</p><p>Jeśli Masłowskiemu i Płatkowi uda się sprowadzić kreatywnego pomocnika oraz skrzydłowego gwarantującego liczby, Widzew może rzeczywiście zbliżyć się do ścisłej czołówki. Bez tych transferów pozostanie zespołem groźnym, ale niekoniecznie zdolnym do utrzymania wysokiej formy przez cały sezon.</p><h2>Odejście Bukariego symbolem nowej polityki</h2><p>Z drużyny odszedł między innymi Osman Bukari, którego zimowy transfer kosztował około 5,5 mln euro i był rekordem polskiej ligi. Reprezentant Ghany został wypożyczony do Crvenej Zvezdy Belgrad.</p><p>Jego odejście może zaskakiwać, szczególnie że dobrze prezentował się w okresie przygotowawczym. Jest jednak również dowodem, że Widzew próbuje odejść od myślenia, według którego wysokość zapłaconej kwoty musi automatycznie gwarantować zawodnikowi miejsce w zespole.</p><p>Vuković zapowiedział kolejne rozstania. Klub nie chce blokować piłkarzy niezadowolonych ze swojej pozycji i zamierza ograniczyć kadrę do zawodników rzeczywiście gotowych walczyć o miejsce w składzie.</p><p>To rozsądne podejście. Zbyt szeroka kadra pełna rozczarowanych piłkarzy może stać się źródłem problemów w szatni. Szczególnie w klubie takim jak Widzew, gdzie każda porażka natychmiast urasta do rangi kryzysu, a każdy niezadowolony zawodnik szybko staje się bohaterem medialnych spekulacji.</p><h2>Sparingi budują optymizm, ale nie dają punktów</h2><p>Widzew zakończył okres przygotowawczy bez porażki. Pokonał Stal Rzeszów 4:0, Puszczę Niepołomice 2:0, Besiktas Stambuł 2:0 i FC Marchfeld Donauauen 4:3. Bezbramkowo zremisował z DAC 1904 Dunajska Streda.</p><p>Wyniki są obiecujące, zwłaszcza zwycięstwo nad Besiktasem. Pokazują, że zespół potrafi być skuteczny i dobrze zorganizowany. Nie należy jednak traktować ich jak zapowiedzi walki o mistrzostwo.</p><p>Letnie sparingi bywają jak zwiastuny filmowe — pokazują najlepsze sceny, ale nie zawsze mówią prawdę o całej produkcji. Drużyny znajdują się na różnych etapach przygotowań, trenerzy eksperymentują, a wynik jest zwykle mniej ważny niż obciążenia treningowe.</p><p>Znacznie ważniejsze będzie to, czy Widzew zachowa intensywność i organizację, gdy zacznie grać co tydzień pod presją punktów.</p><h2>Atut, którego nie da się kupić</h2><p>Widzew ponownie sprzedał wszystkie dostępne karnety. Ponad 15,5 tysiąca kibiców zapewni drużynie wsparcie, jakiego może pozazdrościć większość klubów ekstraklasy.</p><p>Stadion przy al. Piłsudskiego jest jednym z największych atutów łodzian, ale bywa również ciężarem. Gdy drużyna gra odważnie, trybuny potrafią ponieść ją do zwycięstwa. Kiedy jednak pojawia się chaos, niepewność i brak zaangażowania, presja błyskawicznie rośnie.</p><p>W poprzednim sezonie domowe mecze pomogły Widzewowi utrzymać się w lidze. Teraz klub musi zrobić kolejny krok i zacząć regularniej punktować na wyjazdach. Bez tego nie ma mowy o walce o wysokie miejsca.</p><h2>Na co naprawdę stać Widzew?</h2><p>W teorii Widzew ma wszystko, aby być czarnym koniem rozgrywek. Silnego właściciela, poprawiony pion sportowy, trenera znającego ligę, kilku reprezentantów Polski, doświadczonego napastnika i stadion wypełniony po brzegi.</p><p>Jednocześnie poprzedni sezon nauczył, że nazwiska, pieniądze i oczekiwania nie tworzą jeszcze drużyny.</p><p>Realnym celem powinno być miejsce w górnej połowie tabeli i pozostawanie w kontakcie z zespołami walczącymi o europejskie puchary. Lokaty od piątej do ósmej byłyby wyraźnym postępem i potwierdzeniem, że klub wyszedł z organizacyjnego chaosu.</p><p>Walka o podium jest możliwa, ale wymaga spełnienia kilku warunków. Świderski musi regularnie zdobywać bramki, Drągowski dawać pewność w bramce, defensywa utrzymać stabilność z końcówki poprzedniego sezonu, a klub powinien jeszcze wzmocnić środek pola i skrzydła.</p><p>Największym zagrożeniem pozostaje natomiast niecierpliwość. Jeśli po kilku słabszych meczach Widzew ponownie rozpocznie rewolucję, wymieni trenera albo zacznie nerwowo kupować kolejnych zawodników, szybko wróci do punktu wyjścia.</p><h2>Najpierw Motor</h2><p>Pierwszym sprawdzianem będzie niedzielne spotkanie z Motorem Lublin. Początek meczu zaplanowano na godzinę 17.30.</p><p>Jedno zwycięstwo nie potwierdzi jeszcze, że Widzew jest gotowy do walki o puchary. Jedna porażka również nie przekreśli całego projektu. Inauguracja pokaże jednak, czy drużyna potrafi przełożyć spokojny okres przygotowawczy na ligową intensywność.</p><p>Widzew nie potrzebuje dziś kolejnych obietnic. Potrzebuje punktów, powtarzalności i drużyny, z którą kibice będą mogli się utożsamić.</p><p>Po roku transferowej gorączki przy al. Piłsudskiego wybrano stabilizację. W świecie piłki brzmi to mało efektownie. Czasem jednak właśnie spokój, a nie kolejny rekordowy przelew, okazuje się początkiem prawdziwej odbudowy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55942,22-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-od-konstytucji-ksiestwa-warszawskiego-po-pamiec-o-ofiarach-zaglady</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55942,22-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-od-konstytucji-ksiestwa-warszawskiego-po-pamiec-o-ofiarach-zaglady</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 07:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-22-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-od-konstytucji-ksiestwa-warszawskiego-po-pamiec-o-ofiarach-zaglady-1784700427.png</url>
                        <title>22 lipca w kraju i na świecie. Od konstytucji Księstwa Warszawskiego po pamięć o ofiarach Zagłady</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55942,22-lipca-w-kraju-i-na-swiecie-od-konstytucji-ksiestwa-warszawskiego-po-pamiec-o-ofiarach-zaglady</link>
                    </image><description>Dziś jest środa, 22 lipca, dwieście trzeci dzień 2026 roku. Do końca roku pozostają 162 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.39, a zajdzie o godz. 20.44. Imieniny obchodzą Magdalena, Lena, Milena, Józef, Albin, Teofil, Cyryl, Benon, Marisa oraz Benona.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Data 22 lipca przez dziesięciolecia była w Polsce obciążona polityczną symboliką PRL. To właśnie tego dnia uchwalono konstytucję Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, otwarto Pałac Kultury i Nauki oraz Stadion Dziesięciolecia. Jednak historia 22 lipca jest znacznie szersza. Prowadzi od Napoleona i Księstwa Warszawskiego, przez dramat warszawskiego getta, aż po rekordowy zjazd Andrzeja Bargiela z K2.</p><h2>Napoleon nadaje konstytucję Księstwu Warszawskiemu</h2><p><strong>219 lat temu, w 1807 roku, Napoleon Bonaparte nadał konstytucję Księstwu Warszawskiemu</strong>, państwu utworzonemu z części ziem odebranych Prusom.</p><p>Dokument wprowadzał m.in. formalną równość obywateli wobec prawa, znosił poddaństwo chłopów i ustanawiał nowoczesny, jak na ówczesne warunki, system administracyjny. Choć Księstwo Warszawskie istniało zaledwie kilka lat i pozostawało uzależnione od Francji, dla Polaków stało się namiastką własnej państwowości po rozbiorach.</p><h2>Janusz Korczak – człowiek, który stanął po stronie dziecka</h2><p><strong>148 lat temu, w 1878 roku, urodził się Janusz Korczak</strong> – lekarz, pedagog, pisarz i jeden z najważniejszych w historii obrońców praw dziecka.</p><p>Korczak sprzeciwiał się traktowaniu najmłodszych jak niedojrzałej własności dorosłych. Domagał się uznania ich godności, uczuć, prawa do błędu, tajemnicy i własnego zdania. Stworzył zakłady wychowawcze oparte na samorządności dzieci, a swoje poglądy popularyzował zarówno w publikacjach pedagogicznych, jak i w książkach, takich jak „Król Maciuś I”, „Bankructwo Małego Dżeka” czy „Kajtuś czarodziej”.</p><p>W 1942 roku odmówił opuszczenia wychowanków prowadzonego przez siebie Domu Sierot. Razem z dziećmi został wywieziony do niemieckiego obozu zagłady w Treblince.</p><h2>Pierwsze pogotowie ratunkowe w Warszawie</h2><p><strong>129 lat temu, w 1897 roku, rozpoczęła działalność pierwsza stacja pogotowia ratunkowego w Warszawie.</strong></p><p>Jej powstanie było odpowiedzią na gwałtowny rozwój miasta, rosnącą liczbę wypadków oraz potrzebę stworzenia zorganizowanego systemu szybkiej pomocy medycznej. Był to jeden z najważniejszych kroków w historii nowoczesnego ratownictwa medycznego na ziemiach polskich.</p><h2>Piłsudski i Sosnkowski trafiają do Magdeburga</h2><p><strong>109 lat temu, w 1917 roku, po kryzysie przysięgowym w Legionach Polskich władze niemieckie aresztowały Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Sosnkowskiego.</strong></p><p>Obaj zostali osadzeni w twierdzy magdeburskiej. Kryzys był skutkiem odmowy złożenia przysięgi na wierność cesarzom Niemiec i Austro-Węgier przez część polskich legionistów. Internowanie Piłsudskiego paradoksalnie wzmocniło jego pozycję polityczną. Gdy w listopadzie 1918 roku wrócił do Warszawy, stał się centralną postacią odradzającej się Rzeczypospolitej.</p><h2>Autor pomnika Chopina</h2><p><strong>96 lat temu, w 1930 roku, zmarł Wacław Szymanowski</strong>, rzeźbiarz i malarz, autor jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich pomników – monumentu Fryderyka Chopina w warszawskich Łazienkach.</p><p>Szymanowski zaprojektował również pomnik Juliusza Słowackiego, który pierwotnie stanął w Krzemieńcu, a po latach został odtworzony we Wrocławiu.</p><h2>Początek wielkiej deportacji z warszawskiego getta</h2><p>Najtragiczniejsza karta dzisiejszego kalendarium została zapisana <strong>22 lipca 1942 roku</strong>. Tego dnia Niemcy rozpoczęli wielką akcję deportacyjną z warszawskiego getta.</p><p>Przez dwa miesiące około 254 tys. ludzi wywieziono do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Kolejnych 11 tys. skierowano do obozów pracy, a około 6 tys. zamordowano na miejscu. W getcie oficjalnie pozostawiono około 35 tys. osób. Kolejne 25 tys. ukrywało się poza niemiecką ewidencją.</p><p>Był to początek systematycznej likwidacji największego getta w okupowanej Europie.</p><p>W środę ulicami Warszawy przejdzie <strong>15. Marsz Pamięci</strong>, organizowany przez Żydowski Instytut Historyczny. Tegoroczne wydarzenie poświęcone jest kobietom warszawskiego getta: matkom, córkom, żonom, opiekunkom, działaczkom społecznym i gospodyniom, które w warunkach głodu, terroru i postępującej Zagłady próbowały podtrzymać życie rodzinne oraz społeczne.</p><p>Marsz rozpocznie się o godz. 18.00 przed pomnikiem Umschlagplatz. Jego uczestnicy przejdą ulicami Stawki, Smoczą i Dzielną na skwer im. Racheli Auerbach.</p><h2>Powojenna Warszawa zmieniała się właśnie 22 lipca</h2><p>Władze komunistyczne uczyniły z 22 lipca najważniejsze święto państwowe PRL. Datę tę wybierano więc na uroczyste otwieranie kolejnych inwestycji i oddawanie do użytku odbudowywanych części stolicy.</p><p><strong>77 lat temu, w 1949 roku</strong>, otwarto Trasę W-Z oraz most Śląsko-Dąbrowski. Na placu Zamkowym ponownie stanęła kolumna Zygmunta III Wazy.</p><p><strong>74 lata temu, w 1952 roku</strong>, oddano do użytku Marszałkowską Dzielnicę Mieszkaniową. Tego samego dnia Sejm uchwalił Konstytucję PRL, zastępującą konstytucję marcową z 1921 roku. Ustawa zasadnicza była wzorowana na rozwiązaniach sowieckich i sankcjonowała polityczny system państwa podporządkowanego komunistycznej partii.</p><p><strong>73 lata temu, w 1953 roku</strong>, zakończono pierwszy etap odbudowy warszawskiego Starego Miasta. Mieszkańcom przekazano Rynek oraz część budynków przy ulicach Piwnej i Zapiecek.</p><p><strong>71 lat temu, w 1955 roku</strong>, otwarto Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina oraz Stadion Dziesięciolecia PRL. Pałac, nazywany przez jednych symbolem sowieckiej dominacji, a przez innych nieodłącznym elementem panoramy Warszawy, do dziś pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych budynków stolicy.</p><h2>Bargiel zjeżdża na nartach z K2</h2><p><strong>Osiem lat temu, w 2018 roku, Andrzej Bargiel jako pierwszy człowiek w historii zjechał na nartach ze szczytu K2.</strong></p><p>Polski skialpinista dokonał tego bez użycia dodatkowego tlenu. Jego wyczyn uznano za jedno z największych osiągnięć w historii światowego himalaizmu i narciarstwa wysokogórskiego.</p><p>Dziś w kraju</p><h2>Senat o Rzeczniku Praw Obywatelskich i „lex szarlatan”</h2><p>Przed południem rozpocznie się dwudniowe, 63. posiedzenie Senatu. Senatorowie mają zdecydować, czy wyrażą zgodę na powołanie <strong>Sylwii Gregorczyk-Abram na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich</strong>.</p><p>W porządku posiedzenia nie znalazło się natomiast głosowanie nad wyborem Mateusza Szpytmy na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Jego kandydaturę poparł wcześniej Sejm, jednak premier Donald Tusk zapowiedział, że senatorowie Koalicji Obywatelskiej jej nie zaakceptują.</p><p>Senatorowie wysłuchają także informacji ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza dotyczącej realizacji europejskiego programu SAFE. Polska ma otrzymać w jego ramach środki na modernizację i dozbrojenie armii.</p><p>Ważnym punktem posiedzenia będzie nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określana jako <strong>„lex szarlatan”</strong>. Nowe przepisy mają ułatwić eliminowanie z rynku oraz internetu usług medycznych i paramedycznych sprzecznych z aktualną wiedzą naukową.</p><p>Rzecznik Praw Pacjenta ma zyskać możliwość wydawania publicznych ostrzeżeń oraz decyzji tymczasowych nakazujących natychmiastowe przerwanie działań zagrażających zdrowiu. Za naruszenie zbiorowych praw pacjentów ma grozić kara do miliona złotych, a za brak współpracy z rzecznikiem – do 100 tys. zł.</p><p>Senat zajmie się również regulacjami dotyczącymi energetyki jądrowej oraz ustawą wprowadzającą od 2027 roku Osobiste Konta Inwestycyjne. Oficjalny harmonogram potwierdza, że posiedzenie Senatu potrwa 22 i 23 lipca.</p><h2>Rząd zapowie kolejowe inwestycje</h2><p>O godz. 10.00 na dworcu Warszawa Zachodnia odbędzie się wydarzenie pod hasłem <strong>„Najnowocześniejsza w Europie – #NaszaKolej!”</strong>.</p><p>Wezmą w nim udział premier Donald Tusk, minister infrastruktury Dariusz Klimczak oraz wiceminister Piotr Malepszak, pełnomocnik rządu do spraw Centralnego Portu Komunikacyjnego.</p><p>Spotkanie ma dotyczyć przywracania połączeń kolejowych likwidowanych w poprzednich latach, inwestycji infrastrukturalnych i zakupów nowoczesnego taboru. Według rządowych zapowiedzi program kolejowy ma służyć przede wszystkim walce z wykluczeniem komunikacyjnym oraz zwiększeniu liczby miejscowości posiadających dostęp do regularnych połączeń.</p><p>W połowie czerwca przedstawiono projekt Zintegrowanej Sieci Kolejowej, będący długofalowym planem rozwoju kolei po 2035 roku. Zakłada on budowę około 4,7 tys. kilometrów nowych linii oraz modernizację kolejnych 5,6 tys. kilometrów istniejących tras.</p><p>Dziś na świecie</p><h2>Norwegia pamięta o ofiarach zamachów</h2><p>W Norwegii przypada dziś <strong>15. rocznica zamachów w Oslo i na wyspie Utøya</strong>.</p><p>22 lipca 2011 roku skrajnie prawicowy terrorysta zdetonował bombę w dzielnicy rządowej w centrum Oslo. Zginęło osiem osób, a około 210 zostało rannych.</p><p>Następnie napastnik udał się na wyspę Utøya, gdzie odbywał się obóz młodzieżówki norweskiej Partii Pracy. Otworzył ogień do uczestników spotkania. Łącznie w obu atakach zamordował 77 osób, a ponad sto zostało rannych.</p><p>W Oslo i na Utøyi zaplanowano dziś państwowe uroczystości. O godz. 9.00 rozpocznie się ceremonia przed siedzibą norweskiego rządu, o godz. 11.00 nabożeństwo w katedrze w Oslo, a wieczorem obchody na wyspie.</p><p>Piętnaście lat po zamachach Norwegowie ponownie będą mówić o pamięci, demokracji i niebezpieczeństwie politycznego fanatyzmu. To ostrzeżenie pozostaje aktualne nie tylko w Norwegii. Historia raz jeszcze pokazuje, że słowa pełne pogardy mogą z czasem przestać być jedynie słowami.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nienawiść nie jest opinią. 22 lipca Europejski Dzień Wsparcia dla Ofiar Przestępstw z Nienawiści]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55932,nienawisc-nie-jest-opinia-22-lipca-europejski-dzien-wsparcia-dla-ofiar-przestepstw-z-nienawisci</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55932,nienawisc-nie-jest-opinia-22-lipca-europejski-dzien-wsparcia-dla-ofiar-przestepstw-z-nienawisci</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 06:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nienawisc-nie-jest-opinia-22-lipca-europejski-dzien-wsparcia-dla-ofiar-przestepstw-z-nienawisci-1784641959.png</url>
                        <title>Nienawiść nie jest opinią. 22 lipca Europejski Dzień Wsparcia dla Ofiar Przestępstw z Nienawiści</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55932,nienawisc-nie-jest-opinia-22-lipca-europejski-dzien-wsparcia-dla-ofiar-przestepstw-z-nienawisci</link>
                    </image><description>Wyzwisko wypowiedziane na ulicy, groźba wysłana przez internet, zniszczony symbol religijny, pobicie człowieka tylko dlatego, że ma inne pochodzenie, kolor skóry lub wyznanie. Przestępstwa z nienawiści nie rodzą się nagle. Najczęściej zaczynają się od słów, pogardy i społecznego przyzwolenia. 22 lipca obchodzony jest Europejski Dzień Wsparcia dla Ofiar Przestępstw z Nienawiści.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest kolejna lekka „kartka z kalendarza”, którą można skwitować jednym zdaniem w mediach społecznościowych. Za tą datą stoją ludzkie tragedie, przemoc i historia pokazująca, dokąd może prowadzić nienawiść, gdy przestaje być prywatnym uprzedzeniem, a staje się programem działania.</p><p>Europejski Dzień Wsparcia dla Ofiar Przestępstw z Nienawiści obchodzony jest każdego roku 22 lipca. Jego celem jest upamiętnienie ofiar przemocy motywowanej uprzedzeniami, okazanie solidarności osobom pokrzywdzonym oraz przypomnienie, że rasizm, ksenofobia, antysemityzm i inne formy nienawiści nie są abstrakcyjnym problemem z telewizyjnych debat. Mogą pojawić się na ulicy, w szkole, miejscu pracy, lokalnej społeczności, a coraz częściej także w internecie.</p><h2>Data naznaczona tragedią</h2><p>Wybór 22 lipca ma głębokie znaczenie historyczne. Tego dnia w 1942 roku niemieckie władze okupacyjne rozpoczęły wielką akcję deportacyjną z getta warszawskiego. Tysiące Żydów wywożono do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Był to jeden z najbardziej tragicznych etapów realizacji Holocaustu na ziemiach polskich.</p><p>Ta sama data przywołuje również wydarzenia z Norwegii z 2011 roku. W wyniku zamachu bombowego w Oslo oraz strzelaniny na wyspie Utøya zginęło 77 osób. Sprawca kierował się skrajnie prawicową ideologią i nienawiścią wobec przeciwników politycznych oraz społeczeństwa wielokulturowego.</p><p>Te wydarzenia dzielą dziesięciolecia, państwa i skala zbrodni. Łączy je jednak ten sam mechanizm: najpierw pojawia się język wykluczenia, później odczłowieczanie całych grup, a na końcu przemoc. Historia wielokrotnie pokazała, że słowa potrafią być jak iskra rzucona na wysuszone pole.</p><h2>Czym jest przestępstwo z nienawiści?</h2><p>Nie każde obraźliwe zachowanie jest automatycznie przestępstwem z nienawiści. Pojęcie to odnosi się do czynu zabronionego, którego wybór ofiary lub celu wynika z uprzedzenia sprawcy wobec określonej grupy społecznej.</p><p>Ofiarą może zostać człowiek zaatakowany ze względu na rzeczywiste albo przypisywane mu pochodzenie narodowe lub etniczne, rasę, kolor skóry, religię, bezwyznaniowość czy inne cechy, z którymi sprawca wiąże swoją wrogość. Charakterystyczne jest to, że napastnik często nie atakuje konkretnej osoby za to, co zrobiła, ale za to, kim – w jego przekonaniu – jest.</p><p>Przestępstwo z nienawiści uderza więc podwójnie. Bezpośrednio krzywdzi ofiarę, ale równocześnie wysyła groźny komunikat do całej społeczności: „Nie jesteście tutaj bezpieczni”.</p><h2>Co mówi polskie prawo?</h2><p>Polski Kodeks karny przewiduje odpowiedzialność za szereg zachowań motywowanych nienawiścią.</p><p><strong>Artykuł 119 Kodeksu karnego</strong> penalizuje stosowanie przemocy lub groźby bezprawnej wobec osoby albo grupy osób z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej lub wyznaniowej, a także z powodu bezwyznaniowości.</p><p>Z kolei <strong>art. 256 Kodeksu karnego</strong> dotyczy między innymi publicznego nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych. Przepis obejmuje również propagowanie ustroju totalitarnego oraz rozpowszechnianie przedmiotów i treści służących promowaniu takich ideologii.</p><p><strong>Artykuł 257 Kodeksu karnego</strong> przewiduje karę za publiczne znieważenie grupy ludności albo konkretnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej lub wyznaniowej, a także za naruszenie nietykalności cielesnej z takich powodów.</p><p>Ochronę przed przemocą i dyskryminacją uzupełniają również inne przepisy, dotyczące między innymi gróźb karalnych, uporczywego nękania, zniesławienia, naruszenia nietykalności cielesnej, pobicia czy zniszczenia mienia.</p><p>Granica między dopuszczalną, nawet ostrą wypowiedzią a czynem zabronionym zależy od treści, kontekstu, intencji sprawcy i okoliczności zdarzenia. Wolność słowa nie oznacza jednak prawa do grożenia, nawoływania do przemocy ani publicznego szczucia na ludzi z powodu ich pochodzenia czy wyznania.</p><h2>Internet nie jest przestrzenią poza prawem</h2><p>Współczesna nienawiść często nie maszeruje już ulicą w mundurze. Siedzi przed ekranem komputera, publikuje komentarze z anonimowego konta, tworzy obraźliwe memy, wysyła groźby i rozpowszechnia nieprawdziwe informacje o całych grupach społecznych.</p><p>Anonimowość w sieci bywa jednak złudna. Komentarz, wiadomość, film lub grafika mogą stanowić dowód w postępowaniu. Administratorzy portali, operatorzy usług i organy ścigania dysponują narzędziami pozwalającymi ustalić autora publikacji.</p><p>Dlatego osoby doświadczające gróźb lub nienawistnych ataków powinny zabezpieczać materiał dowodowy: wykonywać zrzuty ekranu, zapisywać adresy stron, daty publikacji, nazwy kont i treść wiadomości. W przypadku bezpośredniego zagrożenia należy dzwonić pod numer alarmowy 112.</p><p>Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa można złożyć na policji albo w prokuraturze. Warto dokładnie opisać nie tylko sam czyn, lecz także okoliczności wskazujące, że motywem sprawcy była niechęć do określonej narodowości, grupy etnicznej, religii czy innej cechy ofiary.</p><h2>Najgroźniejsze jest przyzwyczajenie</h2><p>Problem nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy ktoś zostaje pobity. Zaczyna się wcześniej – gdy obrażanie ludzi staje się elementem codziennej rozmowy, gdy publiczne szczucie jest traktowane jako „wyrazisty styl”, a odczłowieczający język przynosi popularność w mediach społecznościowych.</p><p>W małej społeczności skutki mogą być szczególnie dotkliwe. Ofiara i sprawca często mieszkają obok siebie, spotykają się w sklepie, szkole, urzędzie albo zakładzie pracy. Pokrzywdzony może obawiać się reakcji sąsiadów, utraty zatrudnienia lub dalszego napiętnowania. Dlatego tak ważna jest postawa świadków.</p><p>Milczenie nie zawsze jest neutralnością. Czasem staje się wygodnym alibi dla agresora.</p><p>Reakcja nie musi oznaczać wdawania się w niebezpieczną konfrontację. Może polegać na wezwaniu pomocy, udokumentowaniu zdarzenia, zgłoszeniu treści administratorowi serwisu, złożeniu zeznań lub zwyczajnym okazaniu wsparcia osobie, która została zaatakowana.</p><h2>Ofiara nie powinna zostawać sama</h2><p>Przestępstwo motywowane nienawiścią może pozostawić skutki znacznie poważniejsze niż widoczne obrażenia. Pokrzywdzeni często odczuwają lęk, wstyd, bezradność i utratę poczucia bezpieczeństwa. Zaczynają unikać miejsc publicznych, ukrywać swoją tożsamość albo rezygnować z aktywności społecznej.</p><p>Dlatego potrzebna jest nie tylko reakcja karna, ale również pomoc psychologiczna, prawna i społeczna. Najgorszym rozwiązaniem jest przerzucanie odpowiedzialności na ofiarę pytaniami: „Po co tam poszedłeś?”, „Dlaczego tak wyglądałaś?”, „Czy musiałeś o tym mówić publicznie?”.</p><p>Odpowiedzialność za przemoc ponosi sprawca. Nie człowiek, który stał się jej celem.</p><h2>Nienawiść nie pojawia się znikąd</h2><p>Europejski Dzień Wsparcia dla Ofiar Przestępstw z Nienawiści powinien być również chwilą namysłu nad językiem debaty publicznej. Słowa polityków, dziennikarzy, liderów opinii i użytkowników mediów społecznościowych mają znaczenie. Nie każda brutalna wypowiedź prowadzi do przemocy, ale każda może przesunąć granicę tego, co społecznie akceptowalne.</p><p>Albert Camus pisał w „Dżumie”, że bakcyl zarazy nigdy nie umiera ani nie znika. Może przez dziesiątki lat drzemać w meblach i bieliźnie, cierpliwie czekać w pokojach, piwnicach i walizkach.</p><p>Podobnie jest z nienawiścią. Nie znika raz na zawsze. Powraca, gdy społeczeństwo przestaje reagować, gdy uprzedzenie zostaje przebrane za żart, a przemoc za „odważne mówienie prawdy”.</p><p><strong>22 lipca przypomina, że solidarność z ofiarami nie może ograniczać się do symbolicznego wpisu. Musi oznaczać realną reakcję, egzekwowanie prawa oraz sprzeciw wobec przemocy – niezależnie od tego, kogo dotyka i z której strony politycznego sporu przychodzi.</strong></p><p>Bo nienawiść nie jest poglądem. A godność człowieka nie podlega głosowaniu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wojna wciąż ukryta pod ściółką. Niewybuchy odnalezione w lasach Nadleśnictwa Opoczno]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55941,wojna-wciaz-ukryta-pod-sciolka-niewybuchy-odnalezione-w-lasach-nadlesnictwa-opoczno</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55941,wojna-wciaz-ukryta-pod-sciolka-niewybuchy-odnalezione-w-lasach-nadlesnictwa-opoczno</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 21:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wojna-wciaz-ukryta-pod-sciolka-niewybuchy-odnalezione-w-lasach-nadlesnictwa-opoczno-1784698460.png</url>
                        <title>Wojna wciąż ukryta pod ściółką. Niewybuchy odnalezione w lasach Nadleśnictwa Opoczno</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55941,wojna-wciaz-ukryta-pod-sciolka-niewybuchy-odnalezione-w-lasach-nadlesnictwa-opoczno</link>
                    </image><description>Ponad osiemdziesiąt lat po zakończeniu II wojny światowej ziemia wciąż nie powiedziała ostatniego słowa. Na terenie lasów Nadleśnictwa Opoczno odnaleziono niewybuchy pochodzące z czasów wojny. To nie tylko ostrzeżenie dla spacerowiczów, rowerzystów i grzybiarzy. To także kolejny dowód na to, że historia regionu nadal leży płytko pod leśną ściółką — zardzewiała, milcząca, ale wciąż śmiertelnie niebezpieczna.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przekazany mieszkańcom komunikat jest jednoznaczny: przedmiotów przypominających pociski, granaty, miny lub inne elementy uzbrojenia nie wolno dotykać, przenosić ani próbować samodzielnie zabezpieczać. Należy oddalić się na bezpieczną odległość i natychmiast powiadomić służby, dzwoniąc pod numer alarmowy 112.</p><p>W przypadku niewybuchów nie istnieje coś takiego jak „stare, więc bezpieczne”. Upływ czasu nie musi pozbawiać amunicji jej właściwości. Przeciwnie — skorodowane zapalniki i uszkodzone mechanizmy mogą być niestabilne, a przypadkowe uderzenie, przesunięcie czy próba oczyszczenia znaleziska mogą zakończyć się tragedią.</p><h2>Lasy, które pamiętają front</h2><p>Odnajdywanie wojennych pozostałości w okolicach Opoczna nie jest historycznym przypadkiem ani osobliwością. We wrześniu 1939 roku cały region znalazł się na trasie gwałtownego niemieckiego uderzenia, prowadzonego przez ziemię piotrkowską i tomaszowską w kierunku Warszawy.</p><p>Opoczno zostało zajęte przez Wehrmacht 7 września 1939 roku, po wcześniejszych ciężkich bombardowaniach. Rejon miasta znajdował się w pasie działań Armii „Prusy”, której jednostki próbowały powstrzymać niemieckie natarcie między Piotrkowem Trybunalskim a Tomaszowem Mazowieckim. Walki, naloty oraz przemieszczanie się dużych oddziałów oznaczały wykorzystanie ogromnych ilości amunicji artyleryjskiej, bomb lotniczych, granatów i pocisków różnego kalibru.</p><p>Zaledwie dzień wcześniej, 6 września 1939 roku, rozegrała się bitwa pod Tomaszowem Mazowieckim. Polska 13. Dywizja Piechoty próbowała zatrzymać dwie niemieckie dywizje pancerne XVI Korpusu. Całodniowe, krwawe walki zakończyły się przełamaniem polskiej obrony i odwrotem naszych oddziałów. Według historycznych zestawień polskie straty sięgały setek zabitych i ponad tysiąca rannych.</p><p>Bombardowany był również sam Tomaszów Mazowiecki. Niemieckie naloty rozpoczęły się już 1 września. W kolejnych dniach bomby spadały na domy, fabryki, ulice, a nawet wozy strażackie. Wojna nie miała tu charakteru odległego widowiska obserwowanego przez lornetkę. Przetoczyła się przez miasta, wsie, drogi i kompleksy leśne regionu.</p><h2>Las był drogą, schronieniem i polem walki</h2><p>Po zakończeniu kampanii wrześniowej lasy ziemi opoczyńskiej nie przestały być terenem działań zbrojnych. Stały się schronieniem dla żołnierzy podziemia, miejscem przemarszu oddziałów, organizowania zasadzek, magazynowania broni i prowadzenia akcji przeciwko okupantowi.</p><p>Już wiosną 1940 roku w regionie działał Oddział Wydzielony Wojska Polskiego majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Jego żołnierze operowali na pograniczu powiatów opoczyńskiego, koneckiego i przysuskiego. Niemieckie obławy oraz walki z oddziałem „Hubala” objęły liczne kompleksy leśne i wsie. Późniejsze represje, nazwane pacyfikacjami hubalowskimi, dotknęły 31 miejscowości, a ich ofiarą padły setki mieszkańców.</p><p>W następnych latach w lasach działały oddziały Armii Krajowej i innych formacji partyzanckich. Broń i amunicję ukrywano w ziemi, prowizorycznych składach, leśnych bunkrach i zamaskowanych schowkach. Część została wykorzystana, część przejęli Niemcy, a część mogła pozostać w terenie. Do tego dochodziły niewypały po walkach, porzucone pociski oraz amunicja pozostawiana podczas odwrotu wojsk niemieckich i ofensywy Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku.</p><p>To właśnie dlatego niewybuch odnaleziony dziś podczas spaceru nie musi pochodzić wyłącznie z jednego konkretnego starcia. Może być śladem kampanii wrześniowej, okupacyjnej obławy, działalności partyzanckiej albo walk ze stycznia 1945 roku.</p><h2>Ziemia powoli odsłania niebezpieczną przeszłość</h2><p>Wojenne pozostałości mogą przez dziesięciolecia spoczywać niewidoczne pod ziemią. Dopiero erozja, ulewny deszcz, działalność zwierząt, prace leśne, budowa drogi, wycinka drzew albo zwykłe rozgrzebanie ściółki sprawiają, że metalowy przedmiot pojawia się na powierzchni.</p><p>Najczęściej znalezisko wygląda niepozornie: jest pokryte rdzą, błotem i nalotem, czasami przypomina fragment rury, puszkę albo kawałek maszyny. To właśnie ta pozorna zwyczajność może uśpić ostrożność. Szczególnie niebezpieczna bywa ciekawość dzieci oraz osób próbujących zabrać przedmiot jako wojenną „pamiątkę”.</p><p>Nie wolno też kierować się poradami znalezionymi w internecie ani próbować samodzielnie ustalać rodzaju amunicji. Ocena, czy znaleziony przedmiot rzeczywiście jest niewybuchem, należy do policji i wojskowego patrolu saperskiego.</p><h2>Nie dotykać. Nie zabierać. Nie sprawdzać</h2><p>Po zauważeniu podejrzanego przedmiotu należy przede wszystkim zachować spokój. Nie wolno go podnosić, odkopywać, obracać, uderzać ani polewać wodą. Nie należy również podejmować prób przewiezienia go na komisariat czy do jednostki straży pożarnej.</p><p>Trzeba zapamiętać miejsce, oddalić się, ostrzec znajdujące się w pobliżu osoby i zadzwonić pod numer 112. Operatorowi należy możliwie dokładnie opisać lokalizację oraz wygląd przedmiotu. Jeżeli można to zrobić bez zbliżania się do znaleziska, pomocne może być wskazanie charakterystycznego punktu terenowego lub współrzędnych z telefonu.</p><p>Każdy znaleziony pocisk powinien być traktowany jak sprawny i gotowy do eksplozji — niezależnie od tego, czy przeleżał w ziemi rok, kilkadziesiąt lat czy całą ludzką epokę.</p><h2>Historia nie zawsze znajduje się w muzealnej gablocie</h2><p>Niewybuchy odnalezione w lasach Nadleśnictwa Opoczno są swoistymi kapsułami czasu, ale nie takimi, które wolno otwierać. Nie przypominają spokojnych eksponatów stojących za szkłem. Są raczej ostatnimi, zagubionymi żołnierzami dawnej wojny — pozbawionymi mundurów, nazwisk i sztandarów, lecz nadal zdolnymi zabijać.</p><p>Dla mieszkańców regionu komunikat powinien być czymś więcej niż jednorazowym ostrzeżeniem. Ziemia opoczyńska i tomaszowska była areną ciężkich walk, nalotów, działań partyzanckich i wojskowych przemarszów. Takie miejsca przez wiele kolejnych dekad mogą ujawniać amunicję i elementy uzbrojenia.</p><p>Dlatego podczas leśnych spacerów, wypraw rowerowych czy grzybobrania warto patrzeć pod nogi nie tylko z powodu korzeni i śliskich liści. Czasami spod mchu wygląda bowiem historia. I nie zawsze jest to historia, której można bezpiecznie dotknąć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Prawie 73 mln zł do rozdysponowania. Rusza nabór dla gmin z Obszaru Transformacji!]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55940,prawie-73-mln-zl-do-rozdysponowania-rusza-nabor-dla-gmin-z-obszaru-transformacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55940,prawie-73-mln-zl-do-rozdysponowania-rusza-nabor-dla-gmin-z-obszaru-transformacji</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 19:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prawie-73-mln-zl-do-rozdysponowania-rusza-nabor-dla-gmin-z-obszaru-transformacji-1784657327.jpg</url>
                        <title>Prawie 73 mln zł do rozdysponowania. Rusza nabór dla gmin z Obszaru Transformacji!</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55940,prawie-73-mln-zl-do-rozdysponowania-rusza-nabor-dla-gmin-z-obszaru-transformacji</link>
                    </image><description>Województwo łódzkie wkracza w etap głębokich zmian przemysłowych. Najważniejszym punktem nadchodzących tygodni jest nabór na projekty badawczo-rozwojowe (B+R) oraz inwestycje produkcyjne na Obszarze Transformacji. Celem jest stworzenie innowacyjnego i odpornego na zmiany regionu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;"><strong>Wielka szansa na wielkie zmian</strong></p><p style="text-align:justify;">Pula środków w naborze wynosi prawie 73 miliony złotych. O wsparcie mogą ubiegać się wyłącznie duże przedsiębiorstwa planujące realizację projektu na terenie 35 gmin wokół Bełchatowa. Najważniejszym wymogiem konkursu jest to, aby głównym i jedynym celem projektu nie były badania B+R. Należy połączyć je z wdrożeniem produktu na rynek. Maksymalny poziom dofinansowania może wynieść do 68% kosztów kwalifikowalnych</p><p style="text-align:justify;"><strong>Kiedy i gdzie składać wnioski?</strong></p><p style="text-align:justify;">Nabór prowadzony przez Centrum Obsługi Przedsiębiorcy potrwa do 4 września 2026 roku. Przedsiębiorcy mogą liczyć na wsparcie w zakresie technologii wspierających gospodarkę neutralną klimatycznie. Sukcesy takich firm jak Bestgum, która dzięki dotacjom zainwestowała między innymi w nowoczesne linie do recyklingu odpadów gumowych, pokazują, że sprawiedliwa transformacja to realna droga do budowy nowoczesnego przemysłu poza sektorem węglowym</p><p style="text-align:justify;">Wsparcie już wkrótce trafi do beneficjentów. To miliony, które pomogą stworzyć innowacyjny i odporny region. Więcej informacji o naborach znajduje się na stronie funduszeue.lodzkie.pl</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Skuter wywrócił się na Zalewie Sulejowskim. Policyjni wodniacy ruszyli z pomocą]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55938,skuter-wywrocil-sie-na-zalewie-sulejowskim-policyjni-wodniacy-ruszyli-z-pomoca</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55938,skuter-wywrocil-sie-na-zalewie-sulejowskim-policyjni-wodniacy-ruszyli-z-pomoca</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 19:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-skuter-wywrocil-sie-na-zalewie-sulejowskim-policyjni-wodniacy-ruszyli-z-pomoca-1784655126.png</url>
                        <title>Skuter wywrócił się na Zalewie Sulejowskim. Policyjni wodniacy ruszyli z pomocą</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55938,skuter-wywrocil-sie-na-zalewie-sulejowskim-policyjni-wodniacy-ruszyli-z-pomoca</link>
                    </image><description>Policyjni wodniacy z Tomaszowa Mazowieckiego pomogli dwóm osobom, których skuter wodny wywrócił się na Zalewie Sulejowskim. 29-letni sternik oraz jego 23-letnia pasażerka nie byli w stanie samodzielnie postawić jednostki i bezpiecznie dotrzeć do brzegu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do zdarzenia doszło <strong>16 lipca 2026 roku około godziny 14.05 w zatoce Tresta</strong>. Pełniący służbę na Zalewie Sulejowskim funkcjonariusze sezonowej komórki wodnej — <strong>asp. szt. Michał Domagała oraz sierż. Filip Druszcz</strong> — zauważyli wywrócony skuter i natychmiast ruszyli z pomocą.</p><p>Policjanci zabrali na pokład policyjnej jednostki 23-letnią pasażerkę, a następnie pomogli 29-letniemu sternikowi obrócić skuter i ponownie na niego wsiąść.</p><p>Oboje mieli założone kamizelki asekuracyjne. Dzięki temu nie odnieśli obrażeń i nie wymagali pomocy medycznej.</p><h2>Wysoka fala przewróciła skuter</h2><p>Jak ustalili funkcjonariusze, przyczyną zdarzenia była wysoka boczna fala, wytworzona przez przepływającą w pobliżu motorówkę.</p><p>Po postawieniu skutera okazało się, że jego silnika nie można uruchomić. Policjanci zabrali sternika na pokład łodzi służbowej, a uszkodzoną jednostkę odholowali do przystani w Smardzewicach.</p><p>Interwencja po raz kolejny pokazała, jak duże znaczenie dla bezpieczeństwa wypoczywających ma obecność policyjnych wodniaków na Zalewie Sulejowskim.</p><p>Funkcjonariusze sezonowej komórki wodnej pełnią służbę przez cały okres letni. Czuwają nad bezpieczeństwem żeglarzy, motorowodniaków, wędkarzy oraz wszystkich osób korzystających z wypoczynku nad wodą.</p><p>Policjanci reagują na zagrożenia i zdarzenia losowe, prowadzą także działania profilaktyczne. Ich obecność to nie tylko kontrole i egzekwowanie przepisów, lecz przede wszystkim szybka pomoc w sytuacjach, od których może zależeć zdrowie, a nawet życie osób przebywających na wodzie.</p><p><strong>Źródło: asp. szt. Aleksandra Cieślak, Komenda Powiatowa Policji w Tomaszowie Mazowieckim</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Utalentowany robotnik z Tomaszowa trafił do szkoły malarskiej w Warszawie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55937,utalentowany-robotnik-z-tomaszowa-trafil-do-szkoly-malarskiej-w-warszawie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55937,utalentowany-robotnik-z-tomaszowa-trafil-do-szkoly-malarskiej-w-warszawie</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 19:03:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-utalentowany-robotnik-z-tomaszowa-trafil-do-szkoly-malarskiej-w-warszawie-1784654010.png</url>
                        <title>Utalentowany robotnik z Tomaszowa trafił do szkoły malarskiej w Warszawie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55937,utalentowany-robotnik-z-tomaszowa-trafil-do-szkoly-malarskiej-w-warszawie</link>
                    </image><description>W październiku 1932 roku „Ilustrowany Głos Tomaszowski” opisał historię Zygmunta Prycla, młodego robotnika zatrudnionego w Tomaszowskiej Fabryce Sztucznego Jedwabiu. Jego talent malarski odkryto przypadkowo, a później potwierdzili go profesorowie z Łodzi i Warszawy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Gazeta pisała, że Prycel „przejawia niezwykłe zdolności malarskie”, szczególnie w dziedzinie portretu. Zainteresowała się nim pani Smulska, która pomogła pokazać jego prace osobom związanym ze środowiskiem artystycznym.</p><p>Po pozytywnych ocenach sprawą zajęła się dyrekcja fabryki. Zarząd TFSJ postanowił ufundować młodemu robotnikowi stypendium i umożliwić mu naukę w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Pokryto także koszty podróży oraz przewiezienia obrazów, które miały zostać przedstawione komisji kwalifikacyjnej.</p><p>„Bez zaprzeczenia młody robotnik przejawia prawdziwy talent malarski” – podkreślał autor tekstu. Dodawał też, że decyzja władz fabryki była kolejnym przykładem jej „ofiarnych i humanitarnych poczynań”.</p><p>Historia Zygmunta Prycla pokazuje, że przedwojenne zakłady przemysłowe nie ograniczały się wyłącznie do zatrudniania ludzi. W tym przypadku fabryka pomogła pracownikowi zdobyć wykształcenie i rozwinąć zdolności, których bez wsparcia finansowego prawdopodobnie nie mógłby wykorzystać.</p><p>Nie wiadomo, jak potoczyły się dalsze losy młodego malarza. Zachowany artykuł pozostaje jednak ciekawym świadectwem życia społecznego i przemysłowego Tomaszowa w okresie międzywojennym.</p><blockquote><h3>Utalentowany robotnik tomaszowski wstępuje do szkoły malarskiej w Warszawie</h3><h4>Szlachetny czyn dyrekcji T.F.S.J.</h4><p><strong>Tomaszów.</strong> W swoim czasie pisaliśmy o młodym robotniku fabryki Sztucznego Jedwabiu, p. Zygmuncie Pryclu, który przejawia niezwykłe zdolności malarskie. Talent ten, zupełnie przypadkowo odkryła, w czasie pełnienia obowiązków Opiekuna społecznego — Pani Prezydentowa Smulska, która też troskliwie młodym człowiekiem się zajęła. Pisaliśmy o wystawie jego prac, a zainteresowaniu się osobą młodego malarza przez obywateli miasta, o pochlebnej ocenie profesorów malarstwa z Łodzi, i t.d. Starania p. Prez. Smulskiej dopięły tego, iż odkrytym talentem, jako swoim pracownikiem zainteresowała się Dyrekcja T.F.S.J.</p><p>— i oto, jak się dowiadujemy, Zarząd Fabryki, znany ze swej ofiarności, postanowił młodego człowieka kształcić w dziedzinie malarstwa w której objawia tak niezwykły talent, — i przyznał mu na studja odpowiednie subsydjum miesięczne.</p><p>I oto w tych dniach p. Prycel wyjeżdża do Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. Koszta podróży oraz przewiezienia prac, jakie przy egzaminie p. Prycel okazać musi, pokrywa również Dyrekcja Fabr. Sztuczn. Jedwabiu.</p><p>Bez zaprzeczenia młody robotnik przejawia prawdziwy talent malarski i to w dziedzinie najtrudniejszej, bo w dziedzinie portretu. Szereg tego rodzaju prac, wykonanych w najbardziej znanych tomaszowskich domach, pochlebna ocena profesorów łódzkich i warszawskich — wszystko to niezbicie świadczy o jego talencie.</p><p>Słuszność nakazuje wyrazić głębokie uznanie Zarządowi T.F.S.J., który przyznaniem stypendium na studja dla p. Prycla wykazał jaką opieką otacza robotnika. Zarząd T.F.S.J szeroko jest znany ze swych ofiarnych i humanitarnych poczynań, ostatnia zaś ofiara — stypendium dla ubogiego, a utalentowanego człowieka — to czyn, który trwałemi zgłoskami zapisze się w historji tej największej na naszym terenie fabryki.</p><p>Młodemu malarzowi na nowej drodze życia życzymy pomyślnych wyników i takiego ułożenia życia, aby ci, którzy teraz z pomocą ofiarnie spieszą — mogli kiedyś znaleźć pełne zadowolenie moralne z czynu swego i, by mogli być zeń dumni!</p></blockquote><p><i>Źródło: „Ilustrowany Głos Tomaszowski”, R. 9, nr 231, 7 października 1932 roku.</i></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[76 800 zł dla lekarza. Reforma czy polityka wielkich liczb?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55935,76-800-zl-dla-lekarza-reforma-czy-polityka-wielkich-liczb</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55935,76-800-zl-dla-lekarza-reforma-czy-polityka-wielkich-liczb</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 17:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-76-800-zl-dla-lekarza-reforma-czy-polityka-wielkich-liczb-1784648496.png</url>
                        <title>76 800 zł dla lekarza. Reforma czy polityka wielkich liczb?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55935,76-800-zl-dla-lekarza-reforma-czy-polityka-wielkich-liczb</link>
                    </image><description>Kwota 76 800 zł brutto miesięcznie działa na wyobraźnię. Dla większości Polaków brzmi jak wynagrodzenie z innego świata, niemal jak finansowa scenografia z serialu o elitach. Premier Donald Tusk wie, że liczby bywają w polityce skuteczniejsze od długich ustaw i skomplikowanych rozporządzeń. Problem w tym, że reforma ochrony zdrowia nie może sprowadzać się do efektownego zdania: „biedy nie ma”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rząd zapowiada ograniczenie maksymalnej stawki godzinowej lekarzy do <strong>240 zł brutto</strong>, limit czasu pracy odpowiadający dwóm etatom, likwidację wynagrodzeń liczonych jako procent od wartości procedury oraz większą jawność kontraktów. Szpitale mają raportować do Narodowego Funduszu Zdrowia godzinowe grafiki lekarzy, a Fundusz ma wychwytywać przypadki, w których ten sam medyk formalnie pracuje jednocześnie w kilku miejscach.</p><p>To są propozycje, których nie należy zbywać prostym oskarżeniem o „atak na lekarzy”. W publicznym systemie ochrony zdrowia pieniądze pochodzą ze składek pacjentów i podatników. Państwo ma więc nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek sprawdzać, czy środki są wydawane racjonalnie, czy kontrakty nie prowadzą do patologii i czy lekarz po kilkudziesięciu godzinach pracy nadal jest w stanie bezpiecznie podejmować decyzje dotyczące życia pacjentów.</p><h2>Lekarz nie może pracować więcej godzin, niż ma doba</h2><p>Najmocniejszym elementem zapowiadanych zmian nie jest wcale limit wynagrodzenia. Jest nim próba uporządkowania czasu pracy.</p><p>Przez lata system akceptował fikcję, w której lekarz zatrudniony na umowie o pracę podlegał ograniczeniom, ale ten sam lekarz wykonujący świadczenia na podstawie kontraktu mógł pracować praktycznie bez wyraźnej granicy. Powstawały grafiki, które bardziej przypominały literaturę science fiction niż realny zapis obecności człowieka w konkretnym miejscu.</p><p>Jeżeli rząd rzeczywiście stworzy system pozwalający porównywać godziny pracy lekarzy w różnych placówkach, będzie to krok w dobrą stronę. Nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Chodzi o bezpieczeństwo chorego. Pacjent ma prawo zakładać, że operujący go chirurg, anestezjolog albo lekarz dyżurny nie kończy właśnie trzydziestej godziny pracy.</p><p>Ograniczenie czasu pracy do równowartości dwóch etatów nadal pozostawia lekarzom możliwość bardzo intensywnej pracy i osiągania wysokich dochodów. Nie jest to zatem rewolucja bolszewicka ani próba sprowadzenia specjalistów do płacowej przeciętności. To raczej postawienie granicy tam, gdzie dotychczas granicę wyznaczała wyłącznie fizyczna wytrzymałość człowieka.</p><h2>Procent od procedury tworzy niebezpieczną pokusę</h2><p>Równie istotna jest zapowiedź odejścia od kontraktów, w których wynagrodzenie lekarza stanowi procent wartości wykonanej procedury.</p><p>Sam mechanizm nie oznacza automatycznie nadużycia. Może jednak tworzyć konflikt interesów. Jeżeli dochód zależy od liczby albo ceny przeprowadzonych zabiegów, pojawia się ekonomiczna zachęta do wykonywania procedur bardziej kosztownych lub częstszych. W ochronie zdrowia granica między medyczną koniecznością a finansową opłacalnością musi być szczególnie pilnie strzeżona.</p><p>Premier trafnie zauważa, że leczenie nie powinno być brutalnym biznesem. Trzeba jednak pamiętać, że system sam przez lata budował rynek, na którym dyrektorzy szpitali, walcząc o lekarzy, oferowali coraz korzystniejsze kontrakty. Lekarze nie stworzyli tego mechanizmu sami. Korzystali z zasad ustanowionych lub tolerowanych przez państwo.</p><p>Dlatego obecna władza nie może przedstawiać reformy jako moralnego starcia oszczędnego państwa z pazernym środowiskiem. To byłoby wygodne politycznie, ale nieuczciwe. Patologie kontraktowe są także skutkiem wieloletniej słabości organizacyjnej szpitali, niedoboru specjalistów i braku spójnej polityki kadrowej.</p><h2>76 800 zł brzmi ogromnie. Ale skąd wzięła się ta kwota?</h2><p>Premier mówi o maksymalnym miesięcznym wynagrodzeniu w wysokości 76 800 zł brutto. To wynik przemnożenia stawki 240 zł przez liczbę godzin odpowiadającą bardzo intensywnej pracy na dwóch etatach.</p><p>Nie będzie to więc standardowa pensja każdego lekarza. Nie będzie to również wynagrodzenie osiągane bez ogromnej liczby godzin spędzonych w szpitalu. Kwota robi wrażenie, lecz jej eksponowanie może fałszować debatę.</p><p>Większość lekarzy nie zarabia kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Inaczej wygląda sytuacja rezydenta, inaczej lekarza rodzinnego, inaczej profesora wykonującego skomplikowane operacje, a jeszcze inaczej specjalisty pracującego w kilku szpitalach, ponieważ w żadnym z nich nie ma wystarczającej liczby medyków.</p><p>Hasło „szesnastokrotność płacy minimalnej” jest politycznie nośne, ale może prowadzić do niepotrzebnego konfliktu społecznego. Pielęgniarka, ratownik, diagnosta, opiekun medyczny czy pracownik administracyjny mogą zapytać, dlaczego ich wynagrodzenia tak bardzo odbiegają od górnych stawek lekarskich. Pacjent czekający rok na wizytę u specjalisty może z kolei dojść do wniosku, że cały system jest bogaty, tylko źle zarządzany.</p><p>Rzeczywistość jest bardziej złożona. Polski system ochrony zdrowia jednocześnie wydaje ogromne pieniądze i cierpi na braki kadrowe, kolejki, zadłużenie szpitali oraz nierówny dostęp do świadczeń. Samo ograniczenie najwyższych wynagrodzeń nie rozwiąże żadnego z tych problemów automatycznie.</p><h2>Jawność umów może być ważniejsza niż limit</h2><p>Jednym z najbardziej rozsądnych elementów reformy jest zapowiedź publikowania informacji o konkursach, ofertach i rozstrzygnięciach dotyczących kontraktów w szpitalach oraz przychodniach.</p><p>Jawność może działać skuteczniej niż odgórny zakaz. Jeżeli mieszkańcy, radni, dziennikarze i organy kontrolne będą mogli sprawdzić, za jakie pieniądze zatrudniani są lekarze, jakie warunki im zaoferowano i ilu kandydatów brało udział w konkursie, łatwiej będzie odróżnić uzasadnione wynagrodzenie specjalisty od kontraktu zawieranego bez realnej konkurencji.</p><p>Dotyczy to również szpitali powiatowych, takich jak placówka w Tomaszowie Mazowieckim. W mniejszych ośrodkach negocjacje z lekarzami odbywają się często pod presją: albo dyrektor zaakceptuje wysoką stawkę, albo oddział zostanie bez obsady i trzeba będzie go zamknąć. Sama publikacja kontraktu nie rozwiąże problemu niedoboru lekarzy. Pokaże jednak mieszkańcom, w jak trudnej sytuacji znajduje się placówka i ile rzeczywiście kosztuje utrzymanie konkretnych świadczeń.</p><p>To ważne także w debacie o przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Zanim ktokolwiek ogłosi, że sprzedaż, konsolidacja czy przejęcie szpitala jest cudownym lekarstwem, powinien przedstawić pełne dane dotyczące kosztów pracy, zadłużenia, kontraktów z NFZ i dostępności personelu. Reforma oparta na jawności może taką debatę uporządkować. Reforma oparta wyłącznie na politycznych hasłach może ją jeszcze bardziej zaciemnić.</p><h2>Centralne kolejki i e-rejestracja: pacjent powinien zobaczyć efekt</h2><p>Rząd zapowiada również centralne monitorowanie kolejek do zabiegów oraz szybsze rozszerzenie elektronicznej rejestracji. To zmiany potrzebne, pod warunkiem że nie zakończą się kolejnym programem informatycznym, który pięknie wygląda podczas konferencji prasowej, ale niewiele zmienia w przychodni.</p><p>Pacjent nie ocenia reformy po liczbie wydanych rozporządzeń. Ocenia ją po tym, czy może zapisać się do specjalisty, czy zna rzeczywisty termin wizyty i czy nie musi dzwonić do kilkunastu placówek. Centralna rejestracja może ograniczyć chaos, wielokrotne zapisywanie się tych samych osób i blokowanie terminów. Nie stworzy jednak nowych lekarzy ani nowych sal operacyjnych.</p><p>Elektroniczny system może lepiej zarządzać niedoborem. Nie usunie samego niedoboru.</p><h2>Reforma potrzebna, ale rachunek polityczny jest widoczny</h2><p>Zapowiadane zmiany zawierają wiele racjonalnych rozwiązań: kontrolę czasu pracy, jawność umów, ograniczenie konfliktu interesów, centralne monitorowanie kolejek i uporządkowanie kontraktów. Trudno bronić sytuacji, w której lekarz formalnie pracuje jednocześnie w kilku miejscach albo otrzymuje wynagrodzenie zależne od wartości wykonywanych procedur bez przejrzystych zasad.</p><p>Nie można jednak udawać, że ustalenie stawki 240 zł za godzinę samo uzdrowi system. Polska ochrona zdrowia przypomina dziś statek, w którym jednocześnie brakuje marynarzy, przeciekają kolejne pokłady, a kapitanowie zmieniają się szybciej niż kurs. Ograniczenie wynagrodzenia części załogi może zmniejszyć koszty, ale nie naprawi kadłuba.</p><p>Rząd musi odpowiedzieć na pytania znacznie trudniejsze niż to, ile powinien maksymalnie zarabiać lekarz. Jak zatrzymać specjalistów w szpitalach powiatowych? Jak skrócić kolejki? Jak finansować oddziały, które są społecznie potrzebne, lecz ekonomicznie nierentowne? Jak wynagradzać pielęgniarki, ratowników i pozostały personel? Jak sprawić, by dyrektor szpitala nie musiał wybierać między bardzo drogim kontraktem a zamknięciem oddziału?</p><p>Dopiero odpowiedzi na te pytania pokażą, czy mamy do czynienia z rzeczywistą reformą, czy tylko z kolejną próbą przykrycia systemowego kryzysu wielką liczbą wyświetloną na ekranie.</p><p><strong>76 800 zł rzeczywiście jest godnym wynagrodzeniem. Pacjenci mają jednak prawo oczekiwać od rządu czegoś więcej niż ustalenia, ile może zarobić lekarz. Chcą przede wszystkim wiedzieć, czy lekarz będzie dostępny wtedy, gdy naprawdę będzie potrzebny.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Gmina Ujazd podpisała umowę na budowę nowej strażnicy dla OSP Ujazd]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55934,gmina-ujazd-podpisala-umowe-na-budowe-nowej-straznicy-dla-osp-ujazd</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55934,gmina-ujazd-podpisala-umowe-na-budowe-nowej-straznicy-dla-osp-ujazd</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 16:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-gmina-ujazd-podpisala-umowe-na-budowe-nowej-straznicy-dla-osp-ujazd-1784644569.png</url>
                        <title>Gmina Ujazd podpisała umowę na budowę nowej strażnicy dla OSP Ujazd</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55934,gmina-ujazd-podpisala-umowe-na-budowe-nowej-straznicy-dla-osp-ujazd</link>
                    </image><description>Gmina Ujazd oficjalnie rozpoczęła realizację długo oczekiwanej inwestycji związanej z budową nowej strażnicy dla OSP Ujazd. Aż 90 procent kosztów kwalifikowalnych ma zostać pokryte ze środków europejskich oraz budżetu państwa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Umowa podpisana, inwestycja rusza</h2><p>Gmina Ujazd podpisała umowę z wykonawcą na budowę nowej strażnicy dla <strong>Ochotniczej Straży Pożarnej w Ujeździe</strong>. To formalny i zarazem bardzo ważny moment, ponieważ oznacza rozpoczęcie realizacji inwestycji, na którą w lokalnej społeczności czekano od dłuższego czasu.</p><p>Jak poinformowano, przedsięwzięcie ma istotne znaczenie nie tylko dla samych strażaków ochotników, ale również dla mieszkańców całej gminy. Nowy obiekt ma poprawić warunki funkcjonowania jednostki, która każdego dnia pozostaje ważnym elementem lokalnego systemu bezpieczeństwa.</p><h2>Silne wsparcie zewnętrzne dla gminy</h2><p>Jednym z najważniejszych elementów tej inwestycji jest jej montaż finansowy. Z przekazanych informacji wynika, że <strong>90 procent kosztów kwalifikowalnych</strong> zostanie sfinansowanych ze środków europejskich oraz z budżetu państwa. To oznacza znaczące odciążenie gminnego budżetu i jednocześnie pokazuje, jak duże znaczenie mają zewnętrzne źródła finansowania dla lokalnych inwestycji infrastrukturalnych.</p><p>W komunikacie gmina podziękowała marszałek województwa łódzkiego Joannie Skrzydlewskiej, którą podczas podpisania umowy reprezentowała Magdalena Spólnicka, wiceprzewodnicząca Sejmiku Województwa Łódzkiego. Podziękowania skierowano także do Zarządu Województwa Łódzkiego oraz wszystkich osób zaangażowanych w doprowadzenie projektu do etapu realizacji.</p><h2>Nowa strażnica ma służyć strażakom i mieszkańcom</h2><p>Według zapowiedzi nowa strażnica ma być <strong>nowoczesnym i funkcjonalnym miejscem</strong> dla strażaków oraz ratowników. W praktyce oznacza to lepsze zaplecze do przechowywania sprzętu, organizacji działań operacyjnych oraz codziennej gotowości do wyjazdów.</p><p>Dla mieszkańców znaczenie tej inwestycji wykracza jednak poza sam budynek. Sprawnie działająca i dobrze wyposażona jednostka OSP to większe bezpieczeństwo w sytuacjach pożarów, wypadków drogowych, lokalnych podtopień czy innych nagłych zdarzeń. W mniejszych samorządach to właśnie ochotnicze straże pożarne bardzo często jako pierwsze pojawiają się na miejscu interwencji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Młodzi twórcy znów na scenie. Druga odsłona Letniej Sceny Młodych już w piątek]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55933,mlodzi-tworcy-znow-na-scenie-druga-odslona-letniej-sceny-mlodych-juz-w-piatek</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55933,mlodzi-tworcy-znow-na-scenie-druga-odslona-letniej-sceny-mlodych-juz-w-piatek</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 16:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-mlodzi-tworcy-znow-na-scenie-druga-odslona-letniej-sceny-mlodych-juz-w-piatek-1784642857.jpg</url>
                        <title>Młodzi twórcy znów na scenie. Druga odsłona Letniej Sceny Młodych już w piątek</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55933,mlodzi-tworcy-znow-na-scenie-druga-odslona-letniej-sceny-mlodych-juz-w-piatek</link>
                    </image><description>Muzyka, fotografia, konkursy i przestrzeń dla młodych talentów. W piątek, 24 lipca, przed Galerią Tomaszów odbędzie się druga odsłona Letniej Sceny Młodych. Na scenie zaprezentują się artyści z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic, a publiczność będzie mogła nie tylko posłuchać koncertów, lecz także wziąć udział w quizach i konkursach z nagrodami.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wydarzenie organizują wspólnie Galeria Tomaszów i Stowarzyszenie Tomaszów Mazowiecki Nasz Wspólny Dom, przy wsparciu Młodzieżowej Rady Miasta oraz Fundacji TM Innowacje.</p><p>Druga odsłona tegorocznej Letniej Sceny Młodych rozpocznie się w piątek o godzinie 18.00 i potrwa do 21.00. Wcześniej, od godziny 17.00 do 18.00, scenę przejmą najmłodsi uczestnicy – dzieci i młodzież do 14. roku życia.</p><p>Występy odbędą się na scenie ustawionej przy wejściu do Galerii Tomaszów od strony parkingu przy ulicy Barlickiego.</p><h2>Scena bez presji, ale z wielkimi emocjami</h2><p>Letnia Scena Młodych ma być miejscem, w którym początkujący artyści mogą po raz pierwszy stanąć przed większą publicznością, sprawdzić swoje możliwości i poczuć wsparcie lokalnej społeczności.</p><p>– <strong>Po pierwszej odsłonie widzimy, jak bardzo ten projekt jest młodym ludziom potrzebny. To przestrzeń, w której mogą pokazać się bez presji i poczuć wsparcie rówieśników. Druga odsłona zapowiada się równie energetycznie, a my zrobimy wszystko, żeby ta energia zamieniła się w odwagę i chęć dalszego rozwoju</strong> – podkreśla Janusz Dziubałtowski ze Stowarzyszenia Tomaszów Mazowiecki Nasz Wspólny Dom.</p><p>Na scenie pojawią się zarówno artyści znani już publiczności z pierwszej edycji wydarzenia, jak i nowe nazwiska. W piątek wystąpią Adrian Sobierski, Aleksandra Wiaderek, Kornelia Fornalczyk, Nicola Jankowski, która zagra na pianinie, oraz Sławomir Marosik.</p><p>Repertuar ma być równie różnorodny jak sami wykonawcy. Publiczność usłyszy między innymi utwory popowe, hip-hopowe i rapowe. Będzie to więc muzyczny wieczór bez sztywnych ram, w którym obok melodyjnych piosenek pojawią się mocniejsze rytmy i osobiste teksty.</p><h2>Nie tylko muzyka</h2><p>Letnia Scena Młodych nie ograniczy się wyłącznie do występów wokalnych i instrumentalnych. W przestrzeni galerii zaprezentowana zostanie również wystawa fotografii Natalii Chromik i Adriana Ciesielskiego.</p><p>Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie ma pokazywać różne formy młodej twórczości – od muzyki i śpiewu, przez rap, aż po fotografię.</p><p>– <strong>To ogromna radość patrzeć, jak Letnia Scena Młodych rośnie z każdą odsłoną. Galeria Tomaszów od początku chciała być miejscem, które daje młodym realną przestrzeń do pokazania talentu – i właśnie to się dzieje. Zapraszamy wszystkich mieszkańców, żeby wspólnie z nami kibicowali kolejnym występującym</strong> – mówi Olga Wiernicka, Regional Marketing Manager NEPI Rockcastle.</p><h2>Konkursy, nagrody i strefa odpoczynku</h2><p>W przerwach między występami konferansjer poprowadzi konkursy i quizy dla publiczności. Do wygrania będą karty podarunkowe do sklepów partnerów wydarzenia oraz karty podarunkowe Galerii Tomaszów.</p><p>Na uczestników czekać będą również gadżety Letniej Sceny Młodych, w tym smycze, opaski i koszulki. Artyści występujący na scenie otrzymają zestawy prezentowe, natomiast o poczęstunek zadba Piekarnia Pod Telegrafem.</p><p>Podobnie jak podczas pierwszej odsłony wydarzenia, Młodzieżowa Rada Miasta przygotuje strefę chill. Będzie to miejsce, w którym widzowie i wykonawcy będą mogli odpocząć, porozmawiać i spędzić czas w mniej formalnej atmosferze.</p><h2>Lokalna scena dla lokalnych talentów</h2><p>Letnia Scena Młodych jest wspólną inicjatywą Galerii Tomaszów, Stowarzyszenia Tomaszów Mazowiecki Nasz Wspólny Dom, Młodzieżowej Rady Miasta oraz Fundacji TM Innowacje.</p><p>Sponsorami drugiej odsłony wydarzenia są Reporter, Briju, Piekarnia Pod Telegrafem oraz Prawdziwe Lody. Patronat medialny sprawują Tomaszowski Informator Tygodniowy, tomaszowmazowiecki.naszemiasto.pl oraz nasztomaszow.pl. Wsparcie medialne zapewnia RMF Maxx.</p><p>Piątkowe spotkanie będzie kolejną okazją, aby zobaczyć, jak wiele talentów dojrzewa tuż obok nas. Nie w telewizyjnym studiu, nie w świetle wielkich reflektorów, lecz na lokalnej scenie – czasem skromnej, ale dla początkującego artysty ważniejszej niż największa sala koncertowa. Każda muzyczna droga musi się przecież gdzieś zacząć.</p><p><strong>Letnia Scena Młodych odbędzie się w piątek, 24 lipca, przy wejściu do Galerii Tomaszów od strony parkingu przy ul. Barlickiego. Występy najmłodszych rozpoczną się o godz. 17.00, a część główna potrwa od godz. 18.00 do 21.00.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„Wejście smoka” wraca na wielki ekran. Bruce Lee ponownie w kinie Helios]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55929,wejscie-smoka-wraca-na-wielki-ekran-bruce-lee-ponownie-w-kinie-helios</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55929,wejscie-smoka-wraca-na-wielki-ekran-bruce-lee-ponownie-w-kinie-helios</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 13:55:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wejscie-smoka-wraca-na-wielki-ekran-bruce-lee-ponownie-w-kinie-helios-1784635078.jpg</url>
                        <title>„Wejście smoka” wraca na wielki ekran. Bruce Lee ponownie w kinie Helios</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55929,wejscie-smoka-wraca-na-wielki-ekran-bruce-lee-ponownie-w-kinie-helios</link>
                    </image><description>Są filmy, które się ogląda, i są takie, które przechodzą do historii. „Wejście smoka” należy do tej drugiej kategorii. Kultowa produkcja z Bruce’em Lee ponownie pojawi się na wielkim ekranie w ramach cyklu Helios RePlay.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Seans odbędzie się <strong>25 lipca w kinie Helios w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>Bruce Lee wciela się w mistrza kung-fu, który zostaje nakłoniony do współpracy z rządem i wysłany na egzotyczną wyspę. Oficjalnie bierze udział w brutalnym turnieju sztuk walki. Jego prawdziwe zadanie jest jednak znacznie bardziej niebezpieczne – nocami infiltruje organizację przestępczą kierowaną przez bezwzględnego Hana.</p><p>To kino proste w swoich zasadach, ale wykonane z niezwykłą energią. <strong>Dynamiczne pojedynki, egzotyczne plenery, atmosfera nieustannego zagrożenia i charyzma Bruce’a Lee</strong> sprawiły, że film na trwałe zapisał się w historii popkultury. Choreografię scen walki przygotowywał sam odtwórca głównej roli, nadając im tempo i styl, które później próbowały naśladować kolejne pokolenia filmowców.</p><h2>Film, który stworzył legendę</h2><p>„Wejście smoka” miało swoją premierę w 1973 roku i okazało się jednym z najważniejszych filmów sztuk walki w historii. Produkcja otworzyła kino Zachodu na azjatyckie sztuki walki i uczyniła z Bruce’a Lee ikonę porównywalną z największymi gwiazdami Hollywood.</p><p>Film trafił do kin krótko po śmierci aktora, co tylko wzmocniło jego legendę. Bruce Lee nie zdążył zobaczyć, jak ogromny sukces odniesie obraz. Pozostał jednak symbolem siły, dyscypliny i buntu przeciw ograniczeniom – postacią, która do dziś inspiruje sportowców, aktorów i twórców kina akcji.</p><h2>Klasyka ponownie na wielkim ekranie</h2><p>Pokaz jest częścią projektu <strong>Helios RePlay</strong>, w ramach którego do kin wracają produkcje posiadające status kultowych. Organizatorzy przypominają filmy ważne zarówno dla starszych widzów, jak i dla młodszych pokoleń kinomanów, które dotychczas mogły znać je jedynie z telewizji lub serwisów streamingowych.</p><p>Ideą cyklu jest prezentowanie klasyki w warunkach, dla których została stworzona – <strong>na wielkim ekranie, z kinowym dźwiękiem i w ciemnej sali, gdzie każdy cios, spojrzenie i nagły zwrot akcji wybrzmiewają znacznie mocniej</strong>.</p><p>W ramach cyklu „Legendy Warner Bros.” zaplanowano również pokazy „Casablanki” oraz „Lśnienia”. „Wejście smoka” zajmuje w tym zestawieniu szczególne miejsce. To film, który po ponad pięćdziesięciu latach nadal nie stracił swojej energii.</p><p><strong>Seans „Wejścia smoka” w ramach Helios RePlay odbędzie się 25 lipca. Bilety są dostępne w kasach kina oraz na stronie sieci Helios.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Koniec lekarskiej „akordówki”? Tusk zapowiada zmiany. W tomaszowskim szpitalu taki system już działa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55928,koniec-lekarskiej-akordowki-tusk-zapowiada-zmiany-w-tomaszowskim-szpitalu-taki-system-juz-dziala</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55928,koniec-lekarskiej-akordowki-tusk-zapowiada-zmiany-w-tomaszowskim-szpitalu-taki-system-juz-dziala</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 13:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-koniec-lekarskiej-akordowki-tusk-zapowiada-zmiany-w-tomaszowskim-szpitalu-taki-system-juz-dziala-1784633819.png</url>
                        <title>Koniec lekarskiej „akordówki”? Tusk zapowiada zmiany. W tomaszowskim szpitalu taki system już działa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55928,koniec-lekarskiej-akordowki-tusk-zapowiada-zmiany-w-tomaszowskim-szpitalu-taki-system-juz-dziala</link>
                    </image><description>Lekarz nie będzie mógł pracować więcej niż równowartość dwóch etatów, a jego wynagrodzenie nie będzie już obliczane jako procent od wykonanych procedur medycznych. Takie zmiany zapowiedział premier Donald Tusk przed wtorkowym posiedzeniem rządu. Problem nie jest abstrakcyjny ani odległy. Podobne mechanizmy wynagradzania funkcjonują również na części oddziałów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Premier zapowiedział ograniczenie czasu pracy lekarzy wykonujących świadczenia na podstawie kontraktów. Obecnie limity wynikające z prawa pracy dotyczą przede wszystkim medyków zatrudnionych na etatach. Lekarz prowadzący działalność gospodarczą i pracujący na podstawie umowy cywilnoprawnej może natomiast zawierać kontrakty z kilkoma placówkami.</p><p>W praktyce prowadziło to czasem do sytuacji rodem z filmu science fiction: z dokumentów wynikało, że jedna osoba pracowała w ciągu doby więcej niż 24 godziny — i to równocześnie w kilku miejscach.</p><p>– <strong>Zdarzały się przypadki, że pracowano większą liczbę godzin, niż ma doba. I to w kilku miejscach</strong> – powiedział Donald Tusk.</p><p>Według zapowiedzi szefa rządu lekarz kontraktowy będzie mógł pracować maksymalnie tyle, ile odpowiada dwóm pełnym etatom. Premier argumentuje, że nie chodzi wyłącznie o pieniądze, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo pacjentów.</p><p>Trudno z tym polemizować. Zmęczony lekarz, kończący kolejny wielogodzinny dyżur, nie staje się przecież bohaterem serialu medycznego, który mimo braku snu zawsze stawia bezbłędną diagnozę. Jest człowiekiem. A człowiek przemęczony częściej popełnia błędy.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55917,posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly"></oembed></figure><h2>Koniec procentu od zabiegu</h2><p>Druga zapowiadana zmiana może wywołać jeszcze większe emocje. Rząd chce zabronić ustalania wynagrodzenia lekarza jako procentu wartości wykonanej procedury medycznej.</p><p>– <strong>Leczenie nie jest brutalnym biznesem. Liczenie procentu od procedury, a niektóre procedury są bardzo drogie, doprowadzało do sytuacji, które wzbudziły uzasadnione emocje</strong> – stwierdził premier.</p><p>Chodzi o kontrakty, w których wysokość wynagrodzenia lekarza zależy bezpośrednio od liczby lub wartości wykonanych zabiegów. Im więcej procedur i im droższe świadczenia, tym większa wypłata.</p><p>Taki system bywa przedstawiany jako sposób na zwiększenie efektywności oddziału. Ma zachęcać lekarzy do wykonywania większej liczby zabiegów, skracania kolejek i pozyskiwania pacjentów.</p><p>Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy medycyna zaczyna przypominać pracę na akord.</p><p>Pacjent nie może być kolejną pozycją w arkuszu kalkulacyjnym, a decyzja o wykonaniu zabiegu nie powinna być powiązana z tym, ile lekarz na nim zarobi. Nawet jeżeli wszystkie procedury są medycznie uzasadnione, sam mechanizm tworzy niebezpieczny konflikt interesów.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem"></oembed></figure><h2>Tomaszów nie jest wyjątkiem</h2><p>Sprawa ma bezpośredni wymiar lokalny. <strong>Na części oddziałów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia funkcjonują kontrakty, w których wynagrodzenie lekarzy jest powiązane z wykonywanymi procedurami.</strong></p><p>Oznacza to, że planowane przez rząd rozwiązania mogą wpłynąć także na sposób organizacji pracy i finansowania świadczeń w tomaszowskim szpitalu.</p><p>Nie przesądza to oczywiście, że w TCZ dochodziło do nieprawidłowości. Nie można automatycznie stawiać znaku równości pomiędzy wynagrodzeniem zależnym od procedury a nadużyciem. Taki model był stosowany przez wiele szpitali jako odpowiedź na brak lekarzy, konkurencję o specjalistów i konieczność utrzymania działalności oddziałów.</p><p>Nie zmienia to faktu, że system wymaga kontroli.</p><p>Właściciel szpitala, czyli Powiat Tomaszowski, powinien wiedzieć, na których oddziałach obowiązuje taki sposób wynagradzania, jakie kwoty są wypłacane, czy istnieją miesięczne limity oraz jakie zabezpieczenia wprowadzono, aby interes finansowy nie wpływał na decyzje medyczne.</p><p>Potrzebna jest również odpowiedź na pytanie, czy wynagrodzenia pozostają proporcjonalne do sytuacji finansowej szpitala. Szczególnie wtedy, gdy mieszkańcy słyszą o niedoborze pieniędzy, ograniczeniach kontraktu z NFZ, problemach z dostępnością świadczeń albo konieczności poszukiwania oszczędności.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie"></oembed></figure><h2>System sam stworzył problem</h2><p>Nie wolno jednak sprowadzać całej sprawy do opowieści o „chciwych lekarzach”. Byłoby to wygodne, ale nieuczciwe.</p><p>Przez lata kolejne rządy, dyrektorzy szpitali i samorządy zgadzały się na coraz bardziej skomplikowany system kontraktowy. Placówki, walcząc o specjalistów, podbijały stawki i oferowały warunki, których często nie były w stanie zapewnić lekarzom etatowym.</p><p>Powstał rynek, na którym najlepszy specjalista mógł dyktować warunki, ponieważ bez jego podpisu oddział nie spełniał wymogów kadrowych i musiałby zostać zamknięty.</p><p>Teraz państwo próbuje zatrzymać pociąg, który samo przez lata rozpędzało.</p><p>Zmiany nie mogą więc zostać wprowadzone jednym politycznym zdaniem i pozostawione dyrektorom szpitali. Jeżeli rząd zakaże rozliczania lekarzy procentem od procedur, musi jednocześnie wskazać legalny i finansowo możliwy sposób zastąpienia obecnych kontraktów.</p><p>W przeciwnym razie część specjalistów może odejść do prywatnych placówek albo szpitali, które zaoferują im lepsze warunki w innej formule. Wówczas zamiast końca patologii zobaczymy zamknięte poradnie, zawieszone oddziały i jeszcze dłuższe kolejki.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda"></oembed></figure><h2>Czas na jawność w TCZ</h2><p>Zapowiedź premiera powinna stać się impulsem do przedstawienia przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia oraz władze powiatu pełnej informacji o obowiązującym systemie kontraktowym.</p><p>Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, ile szpital płaci za dyżury, zabiegi i procedury, gdzie obowiązuje wynagrodzenie procentowe oraz jak kontrolowany jest czas pracy lekarzy zatrudnionych jednocześnie w kilku placówkach.</p><p>Nie chodzi o urządzanie polowania na lekarzy ani publikowanie nazwisk i indywidualnych wynagrodzeń. Chodzi o reguły gospodarowania publicznymi pieniędzmi.</p><p>Donald Tusk mówi, że leczenie nie może być „brutalnym biznesem”. To prawda. Ale aby to zdanie nie pozostało jedynie efektownym cytatem z konferencji prasowej, potrzebne są przejrzyste przepisy, kontrola kontraktów i odwaga właścicieli szpitali.</p><p>Także w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Bo pacjent nie jest procedurą. Lekarz nie powinien być pracownikiem na akord. A publiczny szpital nie może działać jak firma, w której najważniejsze pytanie brzmi: <strong>ile można zarobić na kolejnym zabiegu?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jakie parapety wewnętrzne wybrać w Warszawie do nowoczesnego domu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55927,jakie-parapety-wewnetrzne-wybrac-w-warszawie-do-nowoczesnego-domu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55927,jakie-parapety-wewnetrzne-wybrac-w-warszawie-do-nowoczesnego-domu</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 13:19:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jakie-parapety-wewnetrzne-wybrac-w-warszawie-do-nowoczesnego-domu-1784633011.jpg</url>
                        <title>Jakie parapety wewnętrzne wybrać w Warszawie do nowoczesnego domu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55927,jakie-parapety-wewnetrzne-wybrac-w-warszawie-do-nowoczesnego-domu</link>
                    </image><description>Wybór odpowiednich parapetów wewnętrznych jest kluczowym elementem wykończenia nowoczesnego domu. Pełnią one funkcję nie tylko praktyczną, ale również estetyczną, wpływając na spójność i charakter całej aranżacji. Decyzja o materiale, kolorze i fakturze powinna być przemyślana, aby harmonizowała z minimalistycznym lub industrialnym stylem wnętrza. Analiza dostępnych rozwiązań, pozwala na dopasowanie produktu do indywidualnych potrzeb i specyfiki projektu architektonicznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Z jakiego kamienia wybrać parapet wewnętrzny do salonu w domu?</h2><h3>Trwałe parapety wewnętrzne z kamienia w Warszawie</h3><p>Wybór odpowiedniego materiału na parapet wewnętrzny do salonu ma kluczowe znaczenie dla estetyki i funkcjonalności całego wnętrza. Kamień naturalny, taki jak granit czy marmur, charakteryzuje się wysoką odpornością na uszkodzenia mechaniczne i działanie promieni słonecznych. <strong>Dzięki temu parapety kamienne zachowują swój wygląd przez wiele lat, nie wymagając skomplikowanej konserwacji.</strong></p><h3>Nowoczesne parapety na wymiar dostępne w Warszawie</h3><p>Konglomerat kwarcowy to alternatywa łącząca naturalne kruszywo z żywicą poliestrową. Materiał ten jest nieporowaty, co ułatwia utrzymanie go w czystości i zapobiega powstawaniu trwałych plam. Jego jednolita struktura i bogata paleta kolorystyczna pozwalają na idealne dopasowanie parapetu do nowoczesnych aranżacji, często spotykanych w nowym budownictwie.</p><h2>Jaki kolor parapetu podkreśli minimalistyczny wystrój wnętrza?</h2><h3>Minimalistyczne parapety wewnętrzne w Warszawie</h3><p>W nowoczesnych, minimalistycznych aranżacjach dominują stonowane barwy, które wprowadzają do wnętrza harmonię i spokój. <strong>Idealnym wyborem będą parapety w odcieniach bieli, szarości, grafitu lub czerni.</strong> Taka paleta kolorystyczna doskonale komponuje się z jasnymi ścianami i prostymi formami mebli, tworząc spójną i elegancką przestrzeń.</p><h3>Jak dopasować parapety do okien w Warszawie</h3><p>Alternatywą dla monochromatycznych rozwiązań jest dobranie koloru parapetu do ram okiennych. Jeśli okna są białe, biały parapet stworzy z nimi jednolitą, niemal niewidoczną całość, co optycznie powiększy przestrzeń. W przypadku ciemnych, na przykład antracytowych ram, parapet w tym samym kolorze podkreśli nowoczesny charakter wnętrza i stworzy wyrazisty akcent dekoracyjny.</p><h2>Czym wyróżniają się parapety z konglomeratu w Warszawie?</h2><h3>Trwałe parapety z konglomeratu dostępne w Warszawie</h3><p>Parapety z konglomeratu kwarcowego lub marmurowego to materiały kompozytowe, składające się z kruszywa połączonego żywicą poliestrową. Charakteryzują się wysoką odpornością na zarysowania, uderzenia i działanie wilgoci. Dzięki gładkiej, nieporowatej powierzchni są łatwe w utrzymaniu czystości i nie wchłaniają zabrudzeń, co czyni je praktycznym wyborem na lata.</p><h3>Montaż parapetów w Warszawie a estetyka wnętrza</h3><p><strong>Konglomerat oferuje szeroką paletę kolorów i wzorów, od jednolitych barw po imitacje naturalnego kamienia, co pozwala na dopasowanie go do każdego nowoczesnego wnętrza.</strong> Materiał ten jest lżejszy od litego kamienia, co ułatwia jego transport i montaż. Jego jednolita struktura gwarantuje powtarzalność wzoru na całej powierzchni.</p><h2>Jakie są zalety parapetów ze spieków kwarcowych w kuchni?</h2><h3>Trwałe parapety w Warszawie do zadań specjalnych</h3><p>Parapety ze spieków kwarcowych są doskonałym wyborem do kuchni ze względu na ich wyjątkową odporność. Spiek kwarcowy jest materiałem nieporowatym, co oznacza, że nie wchłania wody, tłuszczu ani innych płynów, co ułatwia utrzymanie go w czystości. <strong>Jest także odporny na zarysowania, uderzenia oraz wysokie temperatury, co jest kluczowe w przestrzeni kuchennej.</strong> Dzięki temu parapet może służyć jako dodatkowa powierzchnia robocza bez obaw o jego uszkodzenie.</p><h3>Estetyczne parapety wewnętrzne w Warszawie</h3><p>Spieki kwarcowe oferują szeroką gamę wzorów i kolorów, które doskonale imitują naturalne materiały, takie jak kamień, marmur czy beton. <strong>Pozwala to na idealne dopasowanie parapetu do stylu nowoczesnej kuchni, tworząc spójną i elegancką aranżację.</strong> Gładka powierzchnia nie tylko wygląda estetycznie, ale również jest higieniczna, co zapobiega rozwojowi bakterii i pleśni.</p><h2>Jak dobrać grubość i wykończenie parapetu do stylu okien?</h2><h3>Parapety wewnętrzne w Warszawie a grubość</h3><p>Grubość parapetu powinna harmonizować z ramą okienną. Do nowoczesnych, minimalistycznych okien o cienkich profilach pasują parapety o grubości 2-3 cm. Zapewniają one spójny, lekki wygląd. <strong>Przy oknach o masywniejszych, bardziej klasycznych ramach można zastosować grubsze parapety, które podkreślą solidny charakter konstrukcji.</strong></p><h3>Wybór wykończenia parapetu w Warszawie</h3><p>Wykończenie parapetu jest równie ważne co jego kolor. W nowoczesnych wnętrzach popularnością cieszą się matowe powierzchnie, które nie odbijają światła i tworzą subtelne tło dla aranżacji. Połyskujące parapety mogą natomiast optycznie powiększyć przestrzeń i dodać jej elegancji, dobrze komponując się z elementami w stylu glamour. Szeroki wybór wykończeń dla takich produktów jak <a href="https://www.pamir.com.pl/oferta/parapety/"><u>parapety w Warszawie</u></a> pozwala na znalezienie idealnego rozwiązania dla każdego projektu.</p><h2>Na co zwrócić uwagę przy montażu parapetów kamiennych?</h2><h3>Montaż parapetów w Warszawie a precyzja wykonania</h3><p>Montaż parapetów z kamienia naturalnego, takiego jak marmur czy granit, wymaga dużej dokładności i odpowiedniego przygotowania podłoża. <strong>Kluczowe jest idealne wypoziomowanie wnęki okiennej oraz zastosowanie specjalistycznych klejów montażowych, przeznaczonych do ciężkich elementów kamiennych.</strong></p><h3>Fachowe osadzanie parapetów w Warszawie</h3><p>Należy również pamiętać o pozostawieniu niewielkich szczelin dylatacyjnych przy ścianach bocznych, które zapobiegną pękaniu materiału na skutek naprężeń termicznych. Prawidłowe osadzenie gwarantuje stabilność i trwałość na lata.</p><h2>Jakie parapety wewnętrzne są najtrwalsze i łatwe w utrzymaniu?</h2><h3>Trwałe parapety wewnętrzne w Warszawie a materiał wykonania</h3><p>Wybierając parapety wewnętrzne do nowoczesnego domu, warto zwrócić uwagę na materiały odporne na zarysowania i wilgoć. Szczególnie polecane są konglomeraty kwarcowe oraz granit, które cechują się wysoką twardością i minimalną nasiąkliwością. <strong>Dzięki tym właściwościom ich powierzchnia jest łatwa do utrzymania w czystości i nie wymaga skomplikowanych zabiegów konserwacyjnych.</strong></p><h3>Pielęgnacja nowoczesnych parapetów w Warszawie</h3><p>Zarówno granit, jak i konglomerat nie odbarwiają się pod wpływem promieniowania UV, co gwarantuje zachowanie estetycznego wyglądu przez wiele lat. Regularna pielęgnacja ogranicza się zazwyczaj do przetarcia powierzchni wilgotną szmatką z dodatkiem łagodnego detergentu, co czyni je praktycznym wyborem dla każdego wnętrza.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Planowane wyłączenia prądu w Tomaszowie i regionie. Sprawdź daty i miejscowości]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55925,planowane-wylaczenia-pradu-w-tomaszowie-i-regionie-sprawdz-daty-i-miejscowosci</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55925,planowane-wylaczenia-pradu-w-tomaszowie-i-regionie-sprawdz-daty-i-miejscowosci</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 12:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-planowane-wylaczenia-pradu-w-tomaszowie-i-regionie-sprawdz-daty-i-miejscowosci-1784630224.png</url>
                        <title>Planowane wyłączenia prądu w Tomaszowie i regionie. Sprawdź daty i miejscowości</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55925,planowane-wylaczenia-pradu-w-tomaszowie-i-regionie-sprawdz-daty-i-miejscowosci</link>
                    </image><description>Rejon Energetyczny Tomaszów Mazowiecki zapowiada kolejne prace eksploatacyjne na sieci. W związku z nimi pod koniec lipca i na początku sierpnia w wielu miejscowościach powiatu tomaszowskiego nastąpią czasowe przerwy w dostawie energii elektrycznej. Wyłączenia potrwają od czterech do nawet dziewięciu godzin.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Mieszkańcy powinni wcześniej naładować telefony, zabezpieczyć urządzenia elektryczne oraz przygotować się na możliwe utrudnienia w działaniu domowych instalacji, bram, pomp, pieców czy sprzętu wymagającego stałego zasilania.</p><h2>29 lipca</h2><p>W godzinach <strong>8.00–15.00</strong> prądu nie będzie w miejscowości:</p><p><strong>Turobów.</strong></p><p>Krótsza przerwa, od <strong>8.00 do 12.00</strong>, obejmie:</p><p><strong>Czerniewice</strong> – ul. Leśną, ul. Mazowiecką od numeru 34 do 87 oraz ul. Kika 1.</p><h2>30 lipca</h2><p>W godzinach <strong>8.00–15.00</strong> wyłączenia zaplanowano w miejscowościach:</p><p><strong>Zubki Małe, Podkońska Wola</strong>, a także w Tomaszowie Mazowieckim przy <strong>ul. Warszawskiej 39</strong>.</p><p>Od <strong>8.00 do 17.00</strong> przerwa w dostawie energii obejmie:</p><p><strong>Budziszewice</strong>, ul. Paska od numeru 16 do 56 oraz działki nr 181 i 190.</p><h2>31 lipca</h2><p>W godzinach <strong>8.00–15.00</strong> prądu nie będzie w miejscowościach:</p><p><strong>Julianów, Staropole, Wale</strong> oraz w Chociwku pod numerem 26 i na działce nr 145.</p><h2>3 sierpnia</h2><p>W godzinach <strong>8.00–15.00</strong> wyłączenie obejmie:</p><p><strong>Małecz</strong> – posesje od numeru 120 do 134 oraz działki nr 12 i 578.</p><p>Od <strong>8.00 do 12.00</strong> energii elektrycznej nie będzie również w:</p><p><strong>Karolinowie przy ul. Turystycznej.</strong></p><h2>4 sierpnia</h2><p>Najdłuższe wyłączenie, zaplanowane od <strong>8.00 do 17.00</strong>, obejmie miejscowości:</p><p><strong>Brenica, Kierz, Rzekietka, Jasień 1–3, Lubochnia Czółna, Emilianów, Nowy Olszowiec 1 oraz Olszowiec.</strong></p><h2>5 sierpnia</h2><p>W godzinach <strong>8.00–15.00</strong> prądu nie będzie w miejscowościach:</p><p><strong>Drzazgowa Wola, Łaknarz</strong> oraz w Lubiatowie pod numerem 69.</p><p>Od <strong>8.00 do 12.00</strong> przerwa obejmie także:</p><p><strong>Lubiaszów Stary</strong>, działki nr 35/14 i 35/15.</p><p>Energetycy zastrzegają, że harmonogram może ulec zmianie, między innymi z powodu warunków pogodowych lub sytuacji technicznej na sieci. Warto przed planowanym terminem sprawdzić aktualne komunikaty operatora.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Poseł obiecuje leczenie. Szpital odsyła pacjentkę. NFZ potwierdza: pieniądze się skończyły]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55917,posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55917,posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 22:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly-1784580699.png</url>
                        <title>Poseł obiecuje leczenie. Szpital odsyła pacjentkę. NFZ potwierdza: pieniądze się skończyły</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55917,posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly</link>
                    </image><description>W politycznych deklaracjach wszystko działa: są programy lekowe, kliniki i dostęp do nowoczesnych terapii. W rzeczywistości pacjentka z rakiem piersi otrzymuje dokument, że leczenie może rozpocząć dopiero w 2027 roku. Patryk Słowik z Kanału Zero zarzuca posłowi Adrianowi Witczakowi mówienie nieprawdy. A Narodowy Fundusz Zdrowia potwierdza sedno problemu — środki przeznaczone na leczenie zostały wyczerpane.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W politycznych wpisach drzwi łódzkich klinik stoją otworem. Programy działają, pacjenci mogą być leczeni, a większy szpital ma oznaczać większe możliwości.</p><p>Potem jednak pojawia się kartka z Poradni Onkologicznej Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Dokument z <strong>14 lipca 2026 roku</strong> dotyczy pacjentki rozważanej do leczenia w ramach programu lekowego raka piersi.</p><p>Napisano w nim jednoznacznie:</p><blockquote><p><strong>„Z uwagi na brak możliwości sfinansowania kolejnych świadczeń w ramach programu lekowego rozpoczęcie leczenia nie jest obecnie możliwe”.</strong></p></blockquote><p>Planowany termin rozpoczęcia terapii wyznaczono na <strong>pierwszy kwartał 2027 roku</strong>, o ile wcześniej zmienią się warunki finansowania. Pacjentce zalecono kontakt z łódzkim oddziałem NFZ i poszukiwanie innej placówki.</p><p>To szpitalna wersja „Paragrafu 22”. Program istnieje. Lekarze istnieją. Pacjentka spełnia warunki kwalifikacji. Leczenia rozpocząć jednak nie można, ponieważ zabrakło pieniędzy.</p><h2>NFZ potwierdza wyczerpanie środków</h2><p>Sprawy nie da się zbyć jako nieporozumienia, błędu pracownika poradni czy jednostkowego przypadku. <strong>Narodowy Fundusz Zdrowia potwierdził, że środki przeznaczone dla placówki na realizację programu zostały wyczerpane.</strong></p><p>Nie chodzi więc o to, czy szpital formalnie znajduje się na liście realizatorów programu. Chodzi o rzecz znacznie prostszą i ważniejszą: czy chory człowiek może rzeczywiście rozpocząć leczenie.</p><p>W tym konkretnym przypadku odpowiedź brzmi: <strong>nie może</strong>.</p><p>Może czekać do 2027 roku albo szukać pomocy gdzie indziej. Tak wygląda rzeczywista „dostępność”, gdy z politycznej prezentacji zdejmuje się kolorowe wykresy i pozostawia kontrakt, limit oraz pacjenta.</p><h2>Patryk Słowik oskarża posła o mówienie nieprawdy</h2><p>Na sytuację zareagował Patryk Słowik, dziennikarz Kanału Zero. Napisał:</p><blockquote><p>„Pan poseł Witczak kłamie na temat problemów osób z nowotworami. To znaczy niezgodnie z prawdą twierdzi, że mogą one podjąć leczenie w ramach programu lekowego w łódzkim szpitalu. Gdzie jest granica robienia polityki, skoro polityk kłamie nawet w sprawie chorych na raka?”</p></blockquote><p>W kolejnym wpisie zaapelował do parlamentarzysty o przeprosiny.</p><p>Trzeba zachować precyzję: <strong>zarzut kłamstwa formułuje Patryk Słowik</strong>. Nie przesądzamy, czy Adrian Witczak świadomie przekazał informację nieprawdziwą. Jednak według dziennikarza poseł twierdził, że pacjenci mogą rozpocząć leczenie w łódzkim szpitalu.</p><p>Dokument poradni mówi coś przeciwnego. NFZ potwierdza wyczerpanie środków.</p><p>Poseł powinien więc ujawnić, na jakich danych oparł swoje zapewnienia.</p><h2>Czy poseł sprawdził fakty?</h2><p>Czy Adrian Witczak wiedział, że placówka nie ma już pieniędzy na finansowanie kolejnych świadczeń? Czy znał realne terminy przyjmowania pacjentów? Czy mówił o faktycznej dostępności terapii, czy jedynie o tym, że program formalnie istnieje?</p><p>To nie jest drobny spór o interpretację tabelki. Między zdaniem „szpital prowadzi program lekowy” a zdaniem „pacjent może rozpocząć leczenie” istnieje fundamentalna różnica.</p><p>W pierwszym przypadku mówimy o ofercie placówki. W drugim — o życiu chorego człowieka.</p><p>W sprawie raka nie wystarcza polityczne „wydaje mi się”. Nie wystarcza konferencyjny slogan ani zapewnienie, że klinika uniwersytecka ma szerokie możliwości. Potrzebne są pieniądze, miejsce i konkretny termin.</p><h2>Łódzka obietnica sprzedawana Tomaszowowi</h2><p>Sprawa ma szczególne znaczenie dla mieszkańców powiatu tomaszowskiego. Adrian Witczak jest jednym z najaktywniejszych zwolenników związania Tomaszowskiego Centrum Zdrowia z łódzką placówką. Projekt przedstawia się jako szansę na zwiększenie dostępu do specjalistycznego leczenia.</p><p>Tymczasem właśnie ta placówka informuje pacjentkę onkologiczną, że nie może rozpocząć terapii z powodu braku finansowania. NFZ potwierdza wyczerpanie środków.</p><p>Zanim więc mieszkańcom Tomaszowa zacznie się opowiadać o szerzej otwartych drzwiach do łódzkich klinik, warto sprawdzić, czy za tymi drzwiami naprawdę czeka leczenie. Czy może tylko kolejna kartka z zaleceniem, by zadzwonić do NFZ i poszukać pomocy gdzie indziej.</p><p><strong>Większy szpital nie oznacza automatycznie większej dostępności. Może oznaczać również większe kolejki, większe problemy finansowe i większą liczbę pacjentów odsyłanych do innych placówek.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Radny zamówił dwanaście lat papierów. Za urzędniczy maraton zapłacą mieszkańcy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55916,radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55916,radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 22:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy-1784578946.png</url>
                        <title>Radny zamówił dwanaście lat papierów. Za urzędniczy maraton zapłacą mieszkańcy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55916,radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy</link>
                    </image><description>Piotr Kucharski postanowił przeprowadzić wielkie archeologiczne wykopaliska w dokumentach Urzędu Miasta. Radny chce poznać historię dzierżaw i sprzedaży miejskich nieruchomości od 2014 do 2026 roku. Adres po adresie, działka po działce, umowa po umowie, czynsz po czynszu. Problem w tym, że do tej papierowej ekspedycji nie pojedzie sam. Wyśle urzędników, a rachunek za ich wielotygodniową, a  może nawet kilkumiesięczną pracę pokryją mieszkańcy Tomaszowa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Prawo radnego do kontroli władzy jest oczywiste. Nie jest jednak oczywiste, czy każda góra papieru oznacza skuteczną kontrolę. Czasami jest tylko górą papieru.</p><p>Interpelacja Piotra Kucharskiego liczy pięć stron właściwej treści, chat GPT przygotowywał ją zapewne kilkanaście sekund. Odpowiedź na na nią zajmie urzędnikom kilka miesięcy. Pismo zawiera dziesięć rozbudowanych pytań oraz dodatkowe postulaty dotyczące organizacji miejskich procedur. Dokument obejmuje okres dwunastu lat – od 2014 do 2026 roku – i ma w założeniu doprowadzić do kompleksowego sprawdzenia umów dzierżawy oraz wniosków o bezprzetargowe nabycie miejskich nieruchomości. Samych dzierżaw na targowisku miejski są setki, jeśli nie tysiące w okresie tych kilkunastu lat.&nbsp;</p><p>Brzmi poważnie. Niemal jak zapowiedź komisji śledczej. Tyle że komisja śledcza zwykle zaczyna od podejrzenia konkretnej nieprawidłowości. Tutaj poza absurdalną sprawą działki przy ulicy św. Antoniego 2 (do której wrócimy w osobnym artykule) radny zarzuca sieć na praktycznie cały urząd, a nawet jednostki podległe. Pracownicy ZDIUM zajmujący się targowiskiem teraz skupią się nie na utrzymaniu czystości w mieście ale na radnym Kucharskim, który ma wyraźne problemy poznawcze</p><h2>Działka po działce, segregator po segregatorze</h2><p>Radny oczekuje informacji o liczbie umów dzierżawy zawieranych na co najmniej dziesięć lat lub na czas nieoznaczony. Chce kompletnego wykazu nieruchomości, ich adresów, numerów ewidencyjnych, powierzchni, dat zawarcia pierwszej umowy z danym podmiotem oraz wysokości czynszu.</p><p>To dopiero początek.</p><p>Interesują go również wszystkie wnioski o bezprzetargowy wykup nieruchomości złożone od listopada 2014 roku, ich dalszy los, liczba spraw zakończonych sprzedażą, odrzuconych przez prezydenta, zatrzymanych na poziomie Rady Miejskiej albo wycofanych przez samych przedsiębiorców.</p><p>Radny żąda również wykazu spraw pozostających w toku, informacji o zaległościach dzierżawców wobec miasta, prowadzonych działaniach windykacyjnych oraz zasadach sprawdzania kondycji finansowej podmiotów korzystających z miejskiego majątku. To ostatnie to wyjątkowo ciekawe podejście, przypominające praktyki niszczące przedsiębiorczość w PRL.&nbsp;</p><p>Krótko mówiąc: <strong>wszystko o wszystkim z dwunastu lat</strong>.</p><p>Na papierze wygląda to jak troska o przejrzystość. W praktyce może oznaczać konieczność otwierania kolejnych szaf, teczek, rejestrów, systemów księgowych i archiwalnych segregatorów. Franz Kafka, gdyby trafił do tomaszowskiego magistratu, zapewne westchnąłby z uznaniem. „Proces” miał przynajmniej jednego bohatera. Tutaj bohaterów mogą być tysiące – tyle, ile umów i akt trzeba będzie sprawdzić. Co dalej? Przesłuchania dzierżawców? Kolejne donosy do prokuratur w całej Polsce i wizyty w gabinecie ministra Żurka? &nbsp;</p><h2>Urzędnicy zamiast mieszkańców będą obsługiwać radnego</h2><p>Według informacji przekazywanych przez pracowników magistratu przygotowanie kompletnej odpowiedzi może potrwać wiele tygodni. Są to na razie oceny urzędników, a nie oficjalny kosztorys ani stanowisko władz miasta. Skala żądanych informacji pozwala jednak przyjąć, że nie chodzi o zadanie na jedno popołudnie i dwa kliknięcia w komputerze.</p><p>Dane mogą znajdować się w różnych wydziałach, rejestrach i teczkach. Część materiałów może wymagać ręcznego odszukania, zweryfikowania i porównania. Trzeba będzie sprawdzić nie tylko aktualne umowy, ale również daty zawierania pierwszych kontraktów, późniejsze aneksy, zaległości, wnioski o wykup oraz przebieg postępowań.</p><p>Do pracy mogą zostać zaangażowani pracownicy wydziału gospodarki nieruchomościami, finansów, windykacji, kancelarii i archiwum. Być może również prawnicy, ponieważ dane dotyczące przedsiębiorców nie zawsze można bezrefleksyjnie przepisać z akt i podać do publicznej wiadomości.</p><p>Koszt tej interpelacji nie sprowadza się więc do kilku kartek papieru i zużycia tonera. <strong>Kosztem są godziny opłacane z budżetu miasta. Godziny, w których urzędnicy nie zajmą się mieszkańcem, inwestorem, bieżącą umową, sprzedażą lokalu, postępowaniem administracyjnym czy przygotowaniem kolejnej inwestycji.</strong></p><p>Nie istnieje specjalny fundusz pod nazwą „obsługa pomysłów radnego Kucharskiego”. Wszystko finansują mieszkańcy.</p><h2>Kontrola czy demonstracja złośliwości?</h2><p>Piotr Kucharski nie jest radnym pierwszej kadencji, który dopiero odkrywa, że miasto posiada działki, zawiera umowy i czasem sprzedaje nieruchomości. Mandat sprawuje od wielu lat. Tym bardziej zasadne jest pytanie: <strong>dlaczego kompleksowy audyt okresu rozpoczynającego się w 2014 roku pojawia się dopiero teraz?</strong></p><p>Czy przez wcześniejsze lata radny nie interesował się gospodarką nieruchomościami? Czy nie uczestniczył w pracach komisji, sesjach oraz głosowaniach dotyczących miejskiego majątku? Czy dopiero jedna sprawa przy ulicy św. Antoniego sprawiła, że postanowił prześwietlić dwanaście lat funkcjonowania urzędu?</p><p>Tymczasem Kucharski nie używa skalpela. Zrzuca na urząd ogromną sieć i każe wyciągnąć wszystko, co wpadnie w oczka.</p><p>Można oczywiście przekonywać, że dopiero pełen obraz pozwoli ocenić, czy przedsiębiorcy byli traktowani jednakowo. Problem polega na tym, że pełny obraz można powiększać bez końca. Skoro dwanaście lat dzierżaw, to może następnie dwanaście lat sprzedaży lokali? Potem ulg podatkowych? Zezwoleń? Umorzeń? Przetargów? Faktur? Każdą z tych spraw można objąć podobnym urzędniczym maratonem.</p><p>Pytanie brzmi, gdzie kończy się kontrola, a zaczyna <strong>interpelacyjna ofensywa bez rachunku kosztów</strong>. Szaleństwo, czy oportunizm?&nbsp;</p><h2>Sprzedaż bez przetargu nie jest automatycznie przekrętem</h2><p>Ton interpelacji może prowadzić czytelnika do przekonania, że bezprzetargowe zbycie nieruchomości jest czymś podejrzanym już z samej definicji. Tak nie jest.</p><p>Ustawa o gospodarce nieruchomościami przyjmuje jako zasadę sprzedaż nieruchomości w drodze przetargu, ale jednocześnie szczegółowo określa przypadki, w których nieruchomość może lub powinna zostać zbyta bez przetargu. Art. 37 ustawy wprost wskazuje zarówno regułę przetargową, jak i ustawowe wyjątki.</p><p>Sama informacja, że nieruchomość sprzedano dotychczasowemu dzierżawcy bez przetargu, nie dowodzi więc faworyzowania przedsiębiorcy, korupcji ani złamania prawa. Trzeba jeszcze ustalić podstawę prawną, stan faktyczny, przeznaczenie działki, jej wycenę oraz treść uchwał i decyzji.</p><p>Mieniem komunalnym nie gospodaruje się według zasady „kto pierwszy, ten lepszy”, ale również nie według zasady „każda sprzedaż bez przetargu jest podejrzana”. Istnieją przepisy, procedury, wyceny, opinie prawne i kompetencje organów gminy.</p><p>Można dyskutować, czy w sprawie działki przy ulicy św. Antoniego 2 radni powinni otrzymać więcej czasu, czy projekt powinien trafić wcześniej do komisji oraz czy zwołanie sesji nadzwyczajnej było właściwe. To są konkretne pytania. Do ich zbadania niekoniecznie potrzeba jednak historii każdej istotnej umowy dzierżawy od czasów, gdy w kinach królowała pierwsza część „Strażników Galaktyki”, a Polska dopiero przygotowywała się do kolejnych wyborów samorządowych.</p><h2>Radny ma prawo pytać. Ale pytania także kosztują</h2><p>Ustawa o samorządzie gminnym daje radnym szerokie prawo do uzyskiwania informacji, materiałów oraz wglądu w działalność urzędu i jednostek gminnych. Jednocześnie radny ma obowiązek uczestniczyć w pracach rady i jej komisji.</p><p>Nikt nie kwestionuje więc prawa Piotra Kucharskiego do składania interpelacji. Nie można jednak udawać, że realizacja tego prawa odbywa się w próżni i nic nie kosztuje.</p><p>Każda odpowiedź musi zostać przygotowana przez konkretnego człowieka. Ktoś musi otworzyć akta, porównać daty, policzyć umowy, sprawdzić zadłużenie, opisać procedury, zweryfikować informacje i złożyć podpis. Im szersze pytanie, tym większy rachunek. A każda pomyłka może skutkować kolejnymi pytaniami radnego, wygenerowanymi przez chat GPT.&nbsp;</p><p>Odpowiedzialny radny powinien zatem pytać nie tylko: „czy mogę tego zażądać?”, lecz także: <strong>„czy naprawdę potrzebuję aż tak szerokiego zestawu danych i co mieszkańcy otrzymają w zamian?”</strong></p><p>W interpelacji Kucharskiego brakuje najważniejszego elementu: przekonującego wyjaśnienia, dlaczego sprawdzenie jednej kontrowersyjnej procedury wymaga objęcia analizą wszystkich podobnych spraw z dwunastu lat.</p><h2>Rachunek zostanie w magistracie</h2><p>Piotr Kucharski może przedstawiać swoją interpelację jako walkę o przejrzystość. Tyle że przejrzystość nie polega na zasypaniu urzędu żądaniami. Polega na zadawaniu pytań, które prowadzą do konkretnych ustaleń.</p><p>Między kontrolą a paraliżowaniem administracji istnieje granica. Nie jest ona zapisana w jednej ustawie i nie da się jej zmierzyć linijką. Wyznaczają ją rozsądek, proporcjonalność oraz odpowiedzialność za publiczne pieniądze.</p><p>Radny ma prawo zaglądać władzy na ręce. Nie powinien jednak zmuszać całego urzędu do wielotygodniowego marszu przez archiwa tylko po to, by pokazać, jak szerokie potrafi napisać pytanie.</p><p>Za kilka tygodni przekonamy się być może, czy z góry dokumentów wyłoni się rzeczywista nieprawidłowość. Czy jednak będzie to jedynie kolejny polityczny spektakl, po którym pozostaną przepracowane godziny, zmęczeni urzędnicy i rachunek wystawiony mieszkańcom Tomaszowa?</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 21:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zos-1784532732.png</url>
                        <title>70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem</link>
                    </image><description>Od 1 lipca szpitale mogą składać wnioski o pieniądze na inwestycje związane z konsolidacją. Do podziału jest ponad 1,1 miliarda złotych, a pojedynczy projekt obejmujący połączenie kilku podmiotów może otrzymać nawet 70 milionów (nie znaczy to jednak, że je otrzyma lub otrzyma w takiej wysokości). W Tomaszowie Mazowieckim natychmiast pojawia się jednak pytanie zasadnicze: czy konkurs Ministerstwa Zdrowia ma służyć rozwojowi Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, czy stanie się finansową przynętą ułatwiającą sprzedaż szpitala i oddanie nad nim kontroli łódzkiemu ośrodkowi akademickiemu?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie. Jest miliard złotych, są nowoczesne inwestycje, sprzęt, przebudowy i obietnica poprawy jakości leczenia. Wystarczy połączyć szpitale, wykazać oszczędności i przekonać ekspertów, że po operacji pacjent będzie miał lepiej.</p><p>Problem w tym, że w dokumentacji konkursowej słowo „konsolidacja” nie oznacza niewinnej współpracy, wymiany doświadczeń ani wspólnego zakupu aparatury. To nie jest medyczne małżeństwo na próbę. To formalne połączenie struktur, praw, obowiązków i odpowiedzialności. A w przypadku Tomaszowa może oznaczać coś znacznie bardziej doniosłego: <strong>utratę przez powiat kontroli nad jedną z najważniejszych instytucji publicznych w mieście</strong>. A na ostatniej sesji Rady Powiatu, radni KO mówili już wprost o sprzedaży. Przedstawicielka CKD nie ukrywała, że dojdzie do zamknięcia części oddziałów. &nbsp;</p><h2><strong>Konkurs już ruszył. Zegar tyka do końca października</strong></h2><p>Ministerstwo Zdrowia przeznaczyło na konkurs dokładnie <strong>1,149 miliarda złotych</strong>. Wnioski można składać od 1 lipca do 30 października 2026 roku. Minimalna wartość projektu musi przekraczać 2 miliony złotych.</p><p>W przypadku konsolidacji prowadzonej wewnątrz jednego szpitala maksymalna dotacja wynosi 20 milionów złotych (ten element bardzo jest ważny, ponieważ okazuje się, że konsolidacja, to niekoniecznie musi być sprzedaż). Jeżeli proces obejmuje dwa lub więcej odrębnych podmiotów leczniczych, limit rośnie do <strong>70 milionów złotych</strong>. Dofinansowanie może pokryć nawet 100 procent kosztów inwestycji.</p><p>Te liczby działają na wyobraźnię. Szczególnie tam, gdzie szpital ma problemy finansowe, rosnące koszty zatrudnienia, spadającą płynność i coraz mniej pieniędzy na inwestycje. Siedemdziesiąt milionów wygląda wtedy jak koło ratunkowe rzucone tonącemu.</p><p>Tyle że to koło ma przywiązaną linę. A drugi jej koniec będzie trzymał ktoś inny.</p><h2><strong>To nie są pieniądze na pokrycie strat ani spłatę długów</strong></h2><p>W lokalnej debacie pojawiał się argument, że połączone szpitale mogą uzyskać 70 milionów złotych, co miałoby zmniejszyć zadłużenie i poprawić sytuację ekonomiczną TCZ. Tymczasem dokumentacja konkursowa mówi coś innego.</p><p>Dotacja jest przeznaczona na <strong>budowę, przebudowę, modernizację lub doposażenie infrastruktury</strong>. Nie obejmuje zwykłych remontów. Nie służy spłacie kredytów, zaległych faktur, zobowiązań wobec pracowników ani łagodzeniu bieżącej straty finansowej. Ministerstwo wprost wskazuje również, że pieniądze nie mogą finansować wynagrodzeń, premii i innych kosztów osobowych.</p><p>To fundamentalna różnica.</p><p><strong>Szpital może otrzymać nowy sprzęt, przebudować oddział albo zmodernizować budynek, a jednocześnie nadal tonąć w kosztach bieżącej działalności.</strong> Fundusz Medyczny nie zapłaci za prąd, nie sfinansuje dyżurów lekarzy i nie wyrówna niedoszacowanego kontraktu z NFZ.</p><p>Nie jest to zatem 70 milionów „na uratowanie TCZ”. To maksymalnie 70 milionów na inwestycje, które mają być następstwem wcześniej przyjętego modelu konsolidacji. <strong>Pamiętajmy! Decyzje o przyznaniu środków i ich ostatecznym wydatkowaniu podejmował będzie ktoś inny.&nbsp;</strong></p><p>Warto tę różnicę zapamiętać, zanim ktoś zacznie sprzedawać mieszkańcom opowieść o walizce pieniędzy czekającej na dworcu Łódź Fabryczna.&nbsp;</p><h2><strong>Najpierw decyzja o połączeniu, później wniosek</strong></h2><p>Ministerstwo dopuszcza złożenie wniosku jeszcze przed formalnym zakończeniem konsolidacji. Nie wystarczy jednak list pełen uprzejmości, deklaracja współpracy albo zdjęcie samorządowców przy jednym stole.</p><p>Trzeba przedstawić dokumenty, z których wynika, że <strong>wszystkie właściwe podmioty podjęły decyzję o połączeniu</strong>, oraz projekt aktu, umowy lub innego dokumentu określającego sposób przeprowadzenia operacji. Podmiot przejmujący ma wejść w ogół praw i obowiązków przejmowanego najpóźniej do 31 marca 2027 roku.</p><p>Ministerstwo wyjaśnia dodatkowo, że dokumentem może być list intencyjny lub stanowisko podpisane przez wszystkie strony, ale z jego treści musi jednoznacznie wynikać <strong>rzeczywista decyzja o połączeniu</strong>, a nie tylko zamiar prowadzenia dalszych rozmów.</p><p>To oznacza, że powiat nie może złożyć dobrego wniosku, a dopiero później zastanawiać się, czy chce sprzedać szpital. Kolejność jest odwrotna: najpierw polityczna i właścicielska decyzja, potem dokumenty konsolidacyjne, a dopiero na końcu walka o pieniądze.</p><blockquote><p><strong>I nie ma żadnej gwarancji, że pieniądze zostaną przyznane.</strong></p></blockquote><p>Możliwy jest więc scenariusz najgorszy z możliwych: <strong>powiat uruchamia proces oddawania szpitala, zobowiązuje się do formalnego połączenia, a projekt nie uzyskuje dofinansowania albo otrzymuje kwotę niższą od oczekiwanej</strong>.</p><h2><strong>Sprzedaż TCZ nie jest magicznym biletem do 70 milionów</strong></h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, której wszystkie udziały należą obecnie do Powiatu Tomaszowskiego. Kapitał zakładowy spółki wynosi około 1,6 miliona złotych, ale faktyczna wartość, to kilkaset milionów</p><p>W lokalnej dyskusji często używa się natomiast uproszczonego hasła „sprzedaży szpitala CKD”. Tyle że <strong>Centrum Kliniczno-Dydaktyczne nie jest nazwą konkretnego nabywcy udziałów TCZ</strong>, lecz kampusem Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, obejmującym działalność kliniczną, naukową i dydaktyczną. Z oficjalnych informacji wynika też, że część kliniczną prowadzi Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego.</p><p>Zanim ktokolwiek poprosi radnych o zgodę na sprzedaż, musi więc publicznie odpowiedzieć:</p><p><strong>Kto dokładnie ma kupić udziały TCZ? Uniwersytet Medyczny, Centralny Szpital Kliniczny czy jeszcze inny podmiot? Na jakich warunkach? Za jaką cenę? Kto przejmie zobowiązania? Kto będzie właścicielem nieruchomości? Kto zagwarantuje utrzymanie oddziałów w Tomaszowie?</strong></p><p>Dokumentacja konkursowa nie mówi, że sama sprzedaż udziałów automatycznie stanowi konsolidację uprawniającą do otrzymania 70 milionów złotych. Wymagany jest rzeczywisty, formalny proces połączenia, koncentracja struktur i trwałe przejęcie praw oraz obowiązków.</p><p><strong>Ministerstwo podkreśla wręcz, że samo przesunięcie świadczeń pomiędzy dwoma odrębnymi szpitalami, bez formalnej integracji podmiotów, nie wystarcza.&nbsp;</strong></p><h2><strong>Punktowane jest zwijanie dublujących się struktur</strong></h2><p>Najbardziej niepokojący jest system punktacji. Konkurs nie premiuje wyłącznie nowych budynków, sprzętu czy poprawy dostępności. Najwięcej punktów można zdobyć za <strong>zakres i głębokość konsolidacji</strong>.</p><blockquote><p>Projekt obejmujący dwa szpitale działające w systemie podstawowego zabezpieczenia może otrzymać 25 punktów, trzy podmioty – 30, cztery – 35, a pięć lub więcej aż 40 punktów. Dodatkowo premiowane jest przejmowanie szpitali pierwszego poziomu oraz łączenie placówek działających na terenie tego samego województwa.</p></blockquote><p>Punkty przyznawane są również za zmniejszanie liczby powielających się komórek organizacyjnych i zakładów leczniczych. Im więcej struktur o podobnym profilu zostanie połączonych, tym wyższa ocena. Konkurs premiuje także wzrost obłożenia łóżek, lepsze wykorzystanie tomografów i rezonansów oraz redukcję kosztów osobowych w stosunku do przychodów z NFZ.</p><blockquote><p>W urzędowym języku brzmi to jak „racjonalizacja zasobów”. W języku mieszkańca może oznaczać:</p><p><strong>mniej oddziałów, mniej łóżek, redukcję administracji, przenoszenie procedur do Łodzi oraz ograniczenie zatrudnienia w Tomaszowie.</strong></p></blockquote><p>Nie przesądzam, że taki scenariusz nastąpi. Przesądzam natomiast, że konkurs został skonstruowany tak, aby właśnie tego rodzaju działania były wyżej punktowane.</p><p>Dlatego ogólne zapewnienia, że „żaden oddział nie zostanie zlikwidowany”, nie mają wartości bez szczegółowej umowy, konkretnych wskaźników i prawnych gwarancji obowiązujących przez wiele lat.</p><h2><strong>Pacjent ma nie stracić. Papier przyjmie wszystko</strong></h2><p>Jednym z warunków formalnych jest deklaracja, że po konsolidacji dostępność świadczeń pozostanie co najmniej na dotychczasowym poziomie.</p><p>Tyle że dostępność można definiować na wiele sposobów. Pacjent nadal może mieć formalne prawo do świadczenia, ale będzie musiał pojechać na nie do Łodzi. Oddział może pozostać w rejestrze, lecz działać w ograniczonym zakresie. Poradnia może istnieć, lecz przyjmować rzadziej. Diagnostyka może zostać „skoordynowana” w ośrodku nadrzędnym.</p><p>Dla urzędnika świadczenie nadal istnieje. Dla siedemdziesięcioletniego pacjenta z powiatu tomaszowskiego podróżującego kilkadziesiąt kilometrów różnica jest zasadnicza.</p><p>Prawdziwym testem nie będzie więc liczba oddziałów wpisanych do dokumentów, lecz odpowiedź na proste pytanie: <strong>czy mieszkaniec Tomaszowa będzie leczony szybciej i na miejscu, czy częściej odsyłany do Łodzi?</strong></p><h2><strong>CKD rozwija własny potężny projekt</strong></h2><p>Centrum Kliniczno-Dydaktyczne nie jest niewielkim partnerem szukającym lokalnego sojusznika. To ogromny kampus Uniwersytetu Medycznego, którego drugi etap rozbudowy, realizowany w latach 2018–2026, ma wartość około <strong>798,5 miliona złotych</strong>. Z tej kwoty ponad 625 milionów pochodzi z dofinansowania Ministerstwa Zdrowia, a 44,5 miliona ze środków Centralnego Szpitala Klinicznego.</p><p>Łódzki ośrodek ma własne cele, własną strategię, problemy kadrowe i potrzeby infrastrukturalne. Trudno oczekiwać, że po przejęciu kontroli nad TCZ najważniejszym punktem jego strategii stanie się interes Powiatu Tomaszowskiego.</p><p>Duże organizacje zazwyczaj nie przejmują mniejszych po to, by pozostawić wszystko bez zmian. Przejmują je po to, by podporządkować je własnemu modelowi zarządzania.</p><p>To nie zarzut. To logika konsolidacji.</p><h2><strong>Finansowa słabość daje punkty</strong></h2><p>Dokumentacja konkursowa zawiera jeszcze jeden paradoks. Wyżej punktowane mogą być projekty, w których przynajmniej jeden z łączonych szpitali ponosi wysoką stratę i posiada znaczne zobowiązania, szczególnie jeżeli drugi podmiot pozostaje rentowny i względnie mało zadłużony.</p><p>Oznacza to, że problemy finansowe placówki mogą stać się elementem zwiększającym atrakcyjność projektu konkursowego.</p><p>Według informacji przedstawianych podczas lokalnej debaty zobowiązania TCZ na koniec 2025 roku miały wynieść około 31 milionów złotych, wobec 24 milionów rok wcześniej. Prognoza na 2026 rok zakładała natomiast stratę przekraczającą 20 milionów złotych.</p><p>Nie wolno jednak pozwolić, by strata finansowa została wykorzystana jako argument zamykający dyskusję. Szpital nie jest fabryką śrub. Jego wyniku nie można analizować bez ryczałtu NFZ, kosztów ustawowych podwyżek, utraty kontraktów, nadwykonań i decyzji podejmowanych przez właściciela oraz państwowego płatnika.</p><p>Najpierw trzeba ustalić, <strong>dlaczego TCZ traci pieniądze</strong>, kto odpowiada za kolejne decyzje i które oddziały generują wynik ujemny. Dopiero później można rozmawiać o zmianie właściciela.</p><h2><strong>Najpierw dokumenty, potem propaganda sukcesu</strong></h2><p>Poseł Adrian Witczak przedstawiał konsolidację z łódzkim ośrodkiem jako szansę na utrzymanie, a nawet podwyższenie poziomu leczenia. W maju podczas sesji Rady Powiatu podjęto próbę wprowadzenia uchwały intencyjnej dotyczącej rozpoczęcia działań w tym kierunku. Za rozszerzeniem porządku obrad głosowało ośmioro radnych, przeciw było jedenastu, a trzech wstrzymało się od głosu.</p><p>Dzisiaj, gdy konkurs już ruszył, potrzebna jest nie kolejna prezentacja pełna strzałek i zielonych wykresów, lecz komplet dokumentów.</p><p>Mieszkańcy powinni poznać analizę finansową obu stron, projekt modelu prawnego, wycenę udziałów TCZ, sposób przejęcia zobowiązań, wykaz nieruchomości, które miałyby zostać przekazane, planowaną strukturę oddziałów, liczbę łóżek, prognozę zatrudnienia i gwarantowany zakres świadczeń.</p><p>Bez tego „konsolidacja” pozostaje słowem równie pojemnym jak kufer iluzjonisty. Można z niego wyciągnąć nowy tomograf. Można też wyjąć likwidację oddziału.</p><h2><strong>Szpitala nie wolno sprzedawać za obietnicę dotacji</strong></h2><p>Tomaszów nie powinien odrzucać współpracy z Uniwersytetem Medycznym tylko dlatego, że partner jest duży i pochodzi z Łodzi. Współpraca kliniczna, dostęp do specjalistów, wspólne szkolenia, rozwój diagnostyki czy badania naukowe mogłyby przynieść pacjentom realne korzyści.</p><p>Ale współpraca nie musi oznaczać sprzedaży.</p><p>Nie wolno oddawać kontroli nad szpitalem w zamian za obietnicę udziału w konkursie, którego wynik pozostaje nieznany. Nie wolno też przedstawiać maksymalnej kwoty 70 milionów jako pieniędzy gwarantowanych ani jako środków przeznaczonych na pokrycie strat TCZ.</p><blockquote><p><strong>Powiat może sprzedać szpital tylko raz. Dotacja zostanie wydana w kilka lat. Skutki utraty własności pozostaną na pokolenia.</strong></p></blockquote><p>Dlatego właściwa kolejność jest prosta: najpierw pełna analiza i publiczna debata, następnie twarde gwarancje zachowania leczenia w Tomaszowie, potem niezależna wycena majątku i udziałów, a dopiero na samym końcu decyzja właścicielska.</p><p>W przeciwnym razie może się okazać, że za siedemdziesiąt milionów obiecanych na modernizację Tomaszów odda szpital wart znacznie więcej — nie tylko w pieniądzach, ale przede wszystkim w bezpieczeństwie mieszkańców.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Radomsko „po konsolidacji”? Nie. To przykład współpracy z uczelnią, nie połączenia szpitali]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55901,radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55901,radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali</guid>
            <pubDate>Sun, 19 Jul 2026 16:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali-1784470251.png</url>
                        <title>Radomsko „po konsolidacji”? Nie. To przykład współpracy z uczelnią, nie połączenia szpitali</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55901,radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali</link>
                    </image><description>W mediach społecznościowych pojawiła się publikacja przedstawiająca Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Radomsku jako placówkę „po konsolidacji”. Tyle że żadnej konsolidacji z innym podmiotem leczniczym tam nie przeprowadzono. Szpital podpisał umowę z uczelnią, rozpoczął działalność dydaktyczną i zmienił nazwę. To ważna różnica, zwłaszcza dziś, gdy w Tomaszowie Mazowieckim forsowany jest pomysł połączenia TCZ z łódzkim szpitalem klinicznym.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ochronie zdrowia słowa mają znaczenie większe niż w politycznym sloganie. „Współpraca”, „klinika”, „połączenie”, „konsolidacja” czy „przejęcie” nie są synonimami. Każde z tych pojęć opisuje inny proces, wywołuje inne skutki prawne i prowadzi do innych konsekwencji organizacyjnych.</p><p>Tymczasem na profilu związanym ze stroną Format3A opublikowano grafikę z dużym nagłówkiem: <strong>„Radomsko po konsolidacji. Co zmieniło się w szpitalu?”</strong>. W treści wpisu stwierdzono dodatkowo, że Szpital w Radomsku „przeszedł proces konsolidacji, który zakończył się zmianą statusu placówki”.</p><p>Problem polega na tym, że z dostępnych dokumentów wynika coś zupełnie innego.</p><h2>Co naprawdę wydarzyło się w Radomsku?</h2><p>Szpital Powiatowy w Radomsku zawarł umowę o współpracy z Uniwersytetem Jana Długosza w Częstochowie. Jej celem było uruchomienie praktycznego kształcenia studentów kierunku lekarskiego, rozwój działalności naukowej, prowadzenie zajęć przy łóżkach pacjentów i stworzenie bazy klinicznej dla uczelni.</p><p>Od 1 stycznia 2026 roku placówka działa pod nazwą <strong>Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Radomsku</strong>. Zmiana nazwy odzwierciedla nową funkcję dydaktyczną i naukową szpitala. Nie oznacza jednak, że doszło do połączenia z inną lecznicą.</p><p>Uniwersytet Jana Długosza nie przejął szpitala. Nie stał się jego właścicielem. Nie przejął majątku, kontraktu z NFZ ani kompetencji Powiatu Radomszczańskiego. Nie doszło również do połączenia oddziałów radomszczańskiej placówki ze strukturami innego szpitala.</p><p>Szpital nadal pozostaje jednostką powiatową. Zyskał funkcję kliniczną, ale nie utracił odrębności.</p><h2>Konsolidacja to nie nowy szyld</h2><p>Ministerstwo Zdrowia, opisując procesy konsolidacyjne, odwołuje się do łączenia podmiotów leczniczych albo ich komórek organizacyjnych. Aby mówić o konsolidacji, trzeba więc wskazać, co zostało połączone, z kim zawarto stosowne porozumienie, jakie oddziały scalono, kto przejął zarządzanie i na jakiej podstawie prawnej.</p><p>W przypadku Radomska nie da się wskazać drugiego szpitala, który wszedłby z nim w jedną strukturę. Nie ma także informacji o przejęciu, scaleniu majątku, zmianie podmiotu tworzącego czy wspólnym zarządzaniu z inną placówką leczniczą.</p><p>Sama nazwa „kliniczny” niczego takiego nie przesądza.</p><p>Ustawa o działalności leczniczej pozwala uczelniom medycznym korzystać z jednostek organizacyjnych szpitali w celu kształcenia studentów, prowadzenia badań i szkolenia kadr medycznych. Odbywa się to na podstawie umowy. Taki model może funkcjonować bez zmiany właściciela i bez utraty samodzielności przez szpital.</p><p>To właśnie wydarzyło się w Radomsku.</p><h2>Co szpital może zyskać na współpracy z uczelnią?</h2><p>Korzyści z takiego modelu są realne i nie ma potrzeby ich umniejszać. Szpital staje się miejscem praktycznego kształcenia przyszłych lekarzy. Studenci poznają oddziały, personel i specyfikę placówki jeszcze przed wejściem na rynek pracy. Dla szpitala powiatowego może to być jeden z najskuteczniejszych sposobów budowania przyszłych kadr.</p><p>Obecność nauczycieli akademickich, studentów i zespołów badawczych sprzyja także wymianie wiedzy, aktualizacji procedur, organizacji konferencji, rozwojowi badań oraz poprawie atrakcyjności placówki jako miejsca pracy.</p><p>Szczególne znaczenie mają miejsca szkoleniowe dla stażystów i rezydentów. Lekarz odbywający rezydenturę realizuje specjalizację w podmiocie posiadającym odpowiednią akredytację. Wynagrodzenie zasadnicze rezydenta finansowane jest ze środków pozostających w dyspozycji ministra zdrowia. Dla szpitala oznacza to możliwość wzmacniania zespołu lekarskiego bez ponoszenia pełnego ciężaru finansowania takiego etatu.</p><p>Nie można jednak upraszczać sprawy do stwierdzenia, że samo dodanie słowa „kliniczny” powoduje automatyczny napływ pieniędzy. Finansowanie jest związane z konkretnymi miejscami szkoleniowymi, akredytacjami, programami specjalizacyjnymi i rzeczywistym prowadzeniem kształcenia.</p><p>Podobnie jest ze stażystami. Szpital musi spełniać określone wymogi kadrowe i organizacyjne, znaleźć się w odpowiednim wykazie oraz zapewnić realizację programu stażu.</p><p>Korzyści są więc wymierne, ale wynikają z realnej działalności dydaktycznej, a nie z samej zmiany nazwy.</p><h2>Inwestycje nie są dowodem konsolidacji</h2><p>W publikacji o Radomsku informację o rzekomej konsolidacji połączono z inwestycjami, rozwojem geriatrii, cyfryzacją oraz dobrą sytuacją finansową szpitala. Taki układ sugeruje prosty związek: była konsolidacja, pojawił się rozwój.</p><p>To sugestia nieuprawniona.</p><p>Radomszczański szpital korzysta z różnych programów inwestycyjnych i środków zewnętrznych. Pozyskuje pieniądze na rozbudowę, modernizację, onkologię, opiekę geriatryczną i cyfryzację. To może świadczyć o sprawnym zarządzaniu oraz skuteczności w zdobywaniu finansowania. Nie dowodzi jednak połączenia z innym szpitalem.</p><p>Co więcej, dobra sytuacja finansowa placówki była wskazywana jeszcze przed podpisaniem umowy z uczelnią i zmianą nazwy. Nie można więc przedstawiać wyników szpitala jako skutku konsolidacji, skoro samej konsolidacji nie przeprowadzono.</p><h2>Kto stawia tezę, powinien ją udokumentować</h2><p>Na opublikowanych zrzutach ekranu widać dyskusję, w której po zakwestionowaniu informacji o konsolidacji autorka wpisu zażądała wskazania dokumentów dowodzących, że opublikowała informacje nieprawdziwe.</p><p>To odwrócenie podstawowej zasady rzetelnego przekazywania informacji.</p><p>Jeśli ktoś twierdzi, że szpital przeszedł konsolidację, powinien wskazać dokument, na podstawie którego proces ten przeprowadzono. Powinien podać nazwę drugiego podmiotu leczniczego, zakres połączenia oraz skutki organizacyjne.</p><p>Nie można opublikować daleko idącej tezy, a następnie przerzucić na czytelników obowiązku udowodnienia, że wydarzenie nie miało miejsca.</p><p>Profesjonalna reakcja po zgłoszeniu uzasadnionej wątpliwości powinna polegać na ponownym sprawdzeniu źródeł, wskazaniu dokumentu albo sprostowaniu nieprecyzyjnego sformułowania.</p><p>Korekta błędu nie jest porażką. Jest dowodem poważnego traktowania odbiorców.</p><h2>Dlaczego sprawa Radomska jest tak ważna dla Tomaszowa?</h2><p>Nieprecyzyjne przedstawianie modelu radomszczańskiego ma znaczenie daleko wykraczające poza jedną publikację w mediach społecznościowych. W Tomaszowie Mazowieckim trwa bowiem spór o przyszłość Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.</p><p>Poseł Adrian Witczak forsuje pomysł połączenia TCZ z łódzkim podmiotem klinicznym związanym z Uniwersytetem Medycznym. Koncepcję tę popierają radni Koalicji Obywatelskiej w Radzie Powiatu Tomaszowskiego. Jednocześnie trudno nie zauważyć cichej aprobaty części radnych Prawa i Sprawiedliwości, którzy nie formułują wyraźnego sprzeciwu ani nie domagają się pełnej dokumentacji i niezależnych analiz przed podejmowaniem decyzji.</p><p>W tym kontekście przykład Radomska staje się politycznie wygodny. Można go przedstawić jako dowód, że „konsolidacja” prowadzi do rozwoju, nowych inwestycji i poprawy sytuacji finansowej.</p><p>Tyle że Radomsko nie zostało połączone z żadnym innym szpitalem.</p><p>Porównywanie go z planowanym połączeniem TCZ z łódzką kliniką jest więc porównywaniem dwóch różnych modeli.</p><p>W Radomsku zawarto umowę z uczelnią i zachowano powiatowy charakter placówki. W Tomaszowie mowa jest o wejściu w strukturę innego podmiotu leczniczego, a więc o sprawach znacznie poważniejszych: własności, zarządzaniu, majątku, kontraktach, oddziałach i wpływie samorządu na dalsze funkcjonowanie szpitala.</p><h2>Partner z Łodzi również wymaga rzetelnej oceny</h2><p>Zwolennicy połączenia przedstawiają łódzki szpital kliniczny jako silny ośrodek, który miałby poprawić sytuację TCZ. Tymczasem sam partner ma problemy finansowe i nie może być traktowany jak instytucja wolna od ryzyka.</p><p>Szpitale kliniczne nie są automatycznie bezpieczne ekonomicznie. Również generują straty, mają rosnące zobowiązania, problemy z finansowaniem świadczeń i koszty zatrudnienia. Duża skala działalności oznacza duży potencjał, ale może także oznaczać dużą skalę problemów.</p><p>Dlatego przed połączeniem TCZ z łódzką placówką należałoby przedstawić nie tylko potencjalne korzyści kliniczne, lecz również pełną analizę finansową partnera. Potrzebne są dane dotyczące zobowiązań, wyniku na działalności podstawowej, płynności, zadłużenia i prognoz na kolejne lata.</p><p>Nie wystarczy powiedzieć, że to szpital uniwersytecki. Sam przymiotnik „kliniczny” nie spłaca zobowiązań i nie gwarantuje mieszkańcom Tomaszowa utrzymania oddziałów.</p><h2>Najpierw warunki, później polityczne decyzje</h2><p>W sprawie TCZ nie powinno się rozpoczynać od uchwał intencyjnych i politycznych deklaracji. Najpierw mieszkańcy oraz radni powinni poznać projekt całego procesu.</p><p>Trzeba odpowiedzieć, co stanie się z majątkiem powiatu, kto będzie zarządzał placówką, jakie oddziały zostaną w Tomaszowie, czy TCZ zachowa osobowość prawną, jaki wpływ na decyzje będzie miał samorząd i jakie gwarancje otrzymają pracownicy.</p><p>Należy również ustalić, czy połączenie nie doprowadzi w przyszłości do przenoszenia świadczeń do Łodzi, ograniczania działalności tomaszowskich oddziałów albo stopniowej utraty wpływu przez powiat.</p><p>Bez takich odpowiedzi dyskusja o konsolidacji przypomina kupowanie domu po obejrzeniu wizualizacji elewacji. Wszystko wygląda dobrze, dopóki ktoś nie zapyta o fundamenty.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.rynekzdrowia.pl/Nauka/Juz-nie-powiatowy-a-uniwersytecki-W-miescie-nie-ma-uczelni-medycznej-ale-jest-szpital-kliniczny,280468,9.html"></oembed></figure><h2>Prawdziwa lekcja z Radomska</h2><p>Radomsko może być dla Tomaszowa bardzo wartościowym przykładem. Nie pokazuje jednak, że trzeba oddać szpital większemu podmiotowi.</p><p>Pokazuje, że szpital powiatowy może zachować samodzielność, a jednocześnie podpisać umowę z uczelnią, kształcić studentów, organizować staże, tworzyć miejsca rezydenckie, rozwijać działalność naukową i budować zaplecze kadrowe.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia może szukać podobnej drogi. Może współpracować z uczelnią medyczną bez wchodzenia w strukturę szpitala, który sam zmaga się z problemami finansowymi.</p><p>I właśnie dlatego tak ważne jest precyzyjne nazywanie procesów.</p><p><strong>Radomsko nie jest przykładem udanej konsolidacji. Jest przykładem współpracy szpitala powiatowego z uczelnią przy zachowaniu odrębności placówki.</strong></p><p>To model, który warto analizować. Nie wolno jednak używać go jako argumentu za połączeniem TCZ z łódzkim szpitalem klinicznym, ponieważ są to dwa zupełnie różne rozwiązania.</p><p>W sprawie ochrony zdrowia nie powinno być miejsca na skróty myślowe. Tu nie chodzi o efektowny nagłówek ani wygraną w politycznej dyskusji. Chodzi o majątek publiczny, bezpieczeństwo pacjentów i przyszłość leczenia w Tomaszowie Mazowieckim.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[IMGW ostrzega przed gwałtownymi burzami. Wiatr może osiągać nawet 100 km/h]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55900,imgw-ostrzega-przed-gwaltownymi-burzami-wiatr-moze-osiagac-nawet-100-km-h</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55900,imgw-ostrzega-przed-gwaltownymi-burzami-wiatr-moze-osiagac-nawet-100-km-h</guid>
            <pubDate>Sun, 19 Jul 2026 14:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-imgw-ostrzega-przed-gwaltownymi-burzami-wiatr-moze-osiagac-nawet-100-km-h-1784465123.png</url>
                        <title>IMGW ostrzega przed gwałtownymi burzami. Wiatr może osiągać nawet 100 km/h</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55900,imgw-ostrzega-przed-gwaltownymi-burzami-wiatr-moze-osiagac-nawet-100-km-h</link>
                    </image><description>Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wydał na niedzielę ostrzeżenia pierwszego i drugiego stopnia przed burzami dla dziesięciu województw. Zagrożona jest również część województwa łódzkiego. Synoptycy prognozują intensywne opady deszczu, grad oraz bardzo silne porywy wiatru, lokalnie osiągające nawet 100 km/h.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Niebo może zmienić się w ciągu kilkunastu minut. Spokojne, letnie popołudnie może przerodzić się w gwałtowną burzę, której będą towarzyszyć ulewny deszcz, wyładowania atmosferyczne i wichura zdolna łamać gałęzie oraz uszkadzać dachy.</p><h2>Ostrzeżenia pierwszego stopnia</h2><p>Alertami pierwszego stopnia objęto województwa lubelskie i podkarpackie, a także części województw:</p><p><strong>mazowieckiego, łódzkiego, świętokrzyskiego, wielkopolskiego i dolnośląskiego.</strong></p><p>Na tych terenach prognozowane są burze, którym miejscami mogą towarzyszyć opady deszczu od 20 do 35 litrów na metr kwadratowy oraz porywy wiatru osiągające do 85 km/h. Lokalnie może również spaść grad.</p><p>Ostrzeżenia zaczynają obowiązywać w niedzielę, 19 lipca, o godzinie 11 i mają pozostać aktywne do północy.</p><h2>Drugi stopień i porywy do 100 km/h</h2><p>Poważniejsza sytuacja prognozowana jest na południu kraju. Ostrzeżeniami drugiego stopnia objęto województwa:</p><p><strong>opolskie, śląskie i małopolskie</strong>, a częściowo również dolnośląskie, wielkopolskie, łódzkie i świętokrzyskie.</p><p>Podczas burz może spaść od 20 do 35 mm deszczu. Porywy wiatru mają osiągać do 85 km/h, a lokalnie nawet <strong>100 km/h</strong>. Możliwe są także opady gradu.</p><p>Alerty drugiego stopnia obowiązują od godziny 11 do 22.</p><p>Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego powinni na bieżąco śledzić komunikaty IMGW oraz rozwój sytuacji na radarach meteorologicznych. Dokładny zasięg ostrzeżeń może być aktualizowany wraz ze zmianą warunków atmosferycznych. Oficjalne komunikaty oraz mapy zagrożeń publikuje serwis IMGW.</p><h2>Zagrożenie hydrologiczne</h2><p>Do godziny 11 aktywne pozostaje także ostrzeżenie hydrologiczne drugiego stopnia dla zlewni Baryczy bez Orli i Polskiego Rowu w województwie wielkopolskim.</p><p>W Odolanowie na Baryczy prognozowany jest wzrost poziomu wody powyżej stanu ostrzegawczego. W przypadku wystąpienia wyjątkowo intensywnych opadów burzowych niewykluczone jest osiągnięcie stanu alarmowego.</p><h2>Jak zachować się podczas burzy?</h2><p>Przed nadejściem burzy warto zabezpieczyć przedmioty znajdujące się na balkonach, tarasach i posesjach. Donice, meble ogrodowe, parasole czy lekkie konstrukcje mogą zostać porwane przez wiatr i stanowić zagrożenie.</p><p>Samochodów nie należy pozostawiać pod drzewami. Podczas burzy najlepiej pozostać w budynku, zamknąć okna i odłączyć od zasilania szczególnie wrażliwe urządzenia elektroniczne.</p><p>Osoby przebywające nad wodą powinny jak najszybciej zejść na brzeg. Nie wolno chronić się pod samotnymi drzewami, słupami ani wysokimi konstrukcjami. Na otwartej przestrzeni należy znaleźć możliwie najniżej położone miejsce i oddalić się od metalowych przedmiotów.</p><p>Ostrzeżenie drugiego stopnia oznacza możliwość wystąpienia zjawisk powodujących duże straty materialne oraz realne zagrożenie dla zdrowia i życia. Niedzielna aura może więc przypominać pogodowy thriller — dynamiczny, gwałtowny i trudny do przewidzenia. Warto potraktować komunikaty służb poważnie i nie czekać, aż pierwsze uderzenie pioruna będzie sygnałem do powrotu do domu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Trwają poszukiwania 65-letniego Mariana Woracha z Drzewicy. Policja prosi o pomoc]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55898,trwaja-poszukiwania-65-letniego-mariana-woracha-z-drzewicy-policja-prosi-o-pomoc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55898,trwaja-poszukiwania-65-letniego-mariana-woracha-z-drzewicy-policja-prosi-o-pomoc</guid>
            <pubDate>Fri, 17 Jul 2026 20:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-trwaja-poszukiwania-65-letniego-mariana-woracha-z-drzewicy-policja-prosi-o-pomoc-1784312248.png</url>
                        <title>Trwają poszukiwania 65-letniego Mariana Woracha z Drzewicy. Policja prosi o pomoc</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55898,trwaja-poszukiwania-65-letniego-mariana-woracha-z-drzewicy-policja-prosi-o-pomoc</link>
                    </image><description>Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Opocznie prowadzą poszukiwania zaginionego Mariana Woracha. 65-letni mieszkaniec Drzewicy wyszedł z domu 16 lipca 2026 roku około godziny 6.00. Od tamtej pory nie skontaktował się z rodziną, a jego aktualne miejsce pobytu pozostaje nieznane.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zaginiony ma około <strong>170 centymetrów wzrostu</strong>, jest szczupłej budowy ciała. Ma krótkie, siwe włosy.</p><p>W chwili zaginięcia ubrany był w <strong>długie, ciemne spodnie, szarą koszulkę oraz granatową kurtkę</strong>. Charakterystycznym szczegółem może być to, że mężczyzna miał przy sobie <strong>dwa duże worki z butelkami i puszkami</strong>.</p><p>Rodzina oraz policjanci apelują do wszystkich osób, które mogły widzieć Mariana Woracha po jego wyjściu z miejsca zamieszkania lub posiadają jakiekolwiek informacje na temat jego obecnego miejsca pobytu.</p><p>Każda, nawet pozornie nieistotna wiadomość, może pomóc w odnalezieniu zaginionego.</p><p>Informacje można przekazywać dyżurnemu Komendy Powiatowej Policji w Opocznie pod numerami telefonu:</p><p><strong>47 84 632 11</strong><br><strong>47 84 632 04</strong></p><p>W sytuacji wymagającej pilnej interwencji należy dzwonić pod numer alarmowy <strong>112</strong>.</p><p>Policja apeluje, aby nie pozostawać obojętnym i udostępniać informację o zaginięciu. W takich sprawach czas ma szczególne znaczenie, a jedno przypadkowe spotkanie, zdjęcie lub zapamiętany szczegół może stać się nitką prowadzącą do odnalezienia człowieka.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pięć mieszkań czeka na nowych najemców. TTBS ponownie proponuje lokale „za remont”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55897,piec-mieszkan-czeka-na-nowych-najemcow-ttbs-ponownie-proponuje-lokale-za-remont</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55897,piec-mieszkan-czeka-na-nowych-najemcow-ttbs-ponownie-proponuje-lokale-za-remont</guid>
            <pubDate>Fri, 17 Jul 2026 19:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-piec-mieszkan-czeka-na-nowych-najemcow-ttbs-ponownie-proponuje-lokale-za-remont-1784310579.png</url>
                        <title>Pięć mieszkań czeka na nowych najemców. TTBS ponownie proponuje lokale „za remont”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55897,piec-mieszkan-czeka-na-nowych-najemcow-ttbs-ponownie-proponuje-lokale-za-remont</link>
                    </image><description>Od niewielkiej kawalerki po mieszkanie dla większej rodziny – Tomaszowskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego przedstawiło kolejną ofertę lokali komunalnych w ramach programu „Mieszkanie za remont”. Tym razem mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego mogą wybierać spośród pięciu mieszkań położonych przy ulicach Piłsudskiego, św. Antoniego i Warszawskiej. Największy lokal ma ponad 77 metrów kwadratowych. Wnioski można składać do 14 sierpnia 2026 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dla jednych stare mieszkanie wymagające generalnych prac będzie obrazem remontowego Armagedonu: kurz, skute płytki, instalacje, faktury i ekipa, która „na pewno przyjdzie w poniedziałek”. Dla innych może okazać się jedyną realną drogą do zdobycia stabilnego dachu nad głową.</p><p>Na tym właśnie polega program „Mieszkanie za remont”. Miasto udostępnia lokal komunalny, którego nie może od razu przekazać najemcy ze względu na jego stan techniczny. Przyszły lokator zobowiązuje się wykonać wskazane prace. W zamian, po zakończeniu remontu i jego odbiorze, może otrzymać umowę najmu mieszkania komunalnego.</p><h2>Pięć mieszkań w centrum Tomaszowa</h2><p>W aktualnej ofercie znalazło się pięć lokali:</p><figure class="table"><table><thead><tr><th>Adres</th><th>Powierzchnia</th><th>Kondygnacja</th><th>Terminy oględzin</th></tr></thead><tbody><tr><td>Piłsudskiego 2a m. 9</td><td>47,13 m²</td><td>II piętro</td><td>28 lipca i 4 sierpnia, godz. 8.00–8.40</td></tr><tr><td>Piłsudskiego 24 m. 13</td><td>21,62 m²</td><td>parter</td><td>29 lipca i 5 sierpnia, godz. 9.00–9.40</td></tr><tr><td>Piłsudskiego 27 m. 8</td><td>77,56 m²</td><td>parter</td><td>29 lipca i 5 sierpnia, godz. 9.50–10.30</td></tr><tr><td>św. Antoniego 31/33 m. 1</td><td>25,32 m²</td><td>parter</td><td>30 lipca i 6 sierpnia, godz. 9.00–9.40</td></tr><tr><td>Warszawska 9 m. 2</td><td>61,14 m²</td><td>parter</td><td>30 lipca i 6 sierpnia, godz. 9.50–10.30</td></tr></tbody></table></figure><p>Rozpiętość powierzchni jest znaczna. Najmniejszy lokal przy ulicy Piłsudskiego 24 ma niespełna 22 metry kwadratowe i może zainteresować jedną osobę albo parę. Największe mieszkanie, również przy Piłsudskiego, ma ponad 77 metrów kwadratowych, a więc powierzchnię pozwalającą myśleć o lokalu dla kilkuosobowej rodziny.</p><h2>Nie jest to darmowe mieszkanie</h2><p>Nazwa programu może brzmieć atrakcyjnie, ale warto od razu rozwiać złudzenia: <strong>„Mieszkanie za remont” nie oznacza, że lokal otrzymuje się za darmo ani że wszystkie koszty prac poniesie TTBS.</strong></p><p>Program skierowany jest do osób, które nie mają zaspokojonych potrzeb mieszkaniowych, ale jednocześnie dysponują pieniędzmi lub możliwościami pozwalającymi na przeprowadzenie remontu. Pierwszeństwo mają osoby znajdujące się na liście oczekujących na mieszkanie komunalne. Jeżeli jednak nie będzie wśród nich chętnych, oferta może zostać skierowana do pozostałych mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego spełniających warunki najmu lokalu komunalnego.</p><p>Przed podpisaniem dokumentów przyszły najemca powinien otrzymać szczegółowy zakres koniecznych robót, termin ich wykonania oraz informację o maksymalnej wartości materiałów, która może zostać rozliczona przez TTBS. Najpierw zawierana jest umowa dotycząca remontu, a dopiero po prawidłowym wykonaniu i odebraniu prac – umowa najmu lokalu na czas nieoznaczony.</p><h2>Materiały mogą zostać rozliczone w czynszu</h2><p>Najważniejszym elementem programu jest możliwość odzyskania części nakładów na zakup materiałów budowlanych. Nie następuje to jednak w formie jednorazowej wypłaty gotówki. Udokumentowane i zaakceptowane wydatki są rozliczane w należnościach czynszowych.</p><p>Oznacza to, że najemca przez określony czas nie płaci pełnego czynszu lub jego należności są pomniejszane aż do rozliczenia uznanej kwoty.</p><p>Trzeba jednak zachować wszystkie faktury i pilnować, aby zakupione materiały odpowiadały zatwierdzonemu zakresowi prac. TTBS wskazuje również maksymalną kwotę zwrotu, ustaloną wcześniej przez pracowników technicznych.</p><p>W poprzednich edycjach wysokość rozliczenia była bardzo zróżnicowana. W dziewiątym etapie programu wynosiła od 21 tys. do 78,5 tys. zł, natomiast w dziesiątym – od 20 tys. do 52,3 tys. zł, zależnie od wielkości lokalu i zakresu koniecznych robót.</p><p><strong>Koszty robocizny nie podlegają jednak zwrotowi.</strong> Są wkładem własnym przyszłego najemcy. To szczególnie istotne dla osób, które nie potrafią wykonać prac samodzielnie i będą musiały zatrudnić fachowców.</p><h2>Od malowania po centralne ogrzewanie</h2><p>Zakres remontu może daleko wykraczać poza pomalowanie ścian i położenie nowych paneli. W poprzednich etapach programu konieczne było między innymi:</p><ul><li data-list-item-id="ee8e0864a43e817c042dc7bb3d52fa380">wydzielanie łazienek i wykonywanie białego montażu,</li><li data-list-item-id="ebc9c93e5eb6308cd3db483c93640e20f">układanie płytek i paneli,</li><li data-list-item-id="e63958fdf42a013faac3f1721ac7fb336">montowanie drzwi wewnętrznych oraz wejściowych,</li><li data-list-item-id="e2af51989f7ca76d4967328e97a402413">instalowanie bojlerów elektrycznych,</li><li data-list-item-id="ed1803beefbc3c363b01888bd4e425a84">demontowanie pieców kaflowych,</li><li data-list-item-id="e5d8a53cf321c8233216b8e97fea8a87e">wykonywanie instalacji centralnego ogrzewania,</li><li data-list-item-id="e04e8cd45b848179bf991181e366214a9">wymiana okien,</li><li data-list-item-id="eb0a93b7352fd371007c34e323435563c">malowanie ścian i sufitów.</li></ul><p>TTBS informował, że w części lokali przed przekazaniem wykonywane były niezbędne prace dotyczące instalacji kanalizacyjnej i elektrycznej. Nie oznacza to jednak, że każdy lokal jest przygotowany według tego samego standardu. Zakres remontu należy sprawdzić osobno dla każdego mieszkania.</p><p>Dlatego oględziny nie powinny być traktowane jak krótki spacer po przyszłym mieszkaniu. To raczej techniczny rekonesans przed podjęciem decyzji, która może oznaczać wydatek liczony w dziesiątkach tysięcy złotych.</p><h2>Na oględziny warto zabrać fachowca</h2><p>Przed wyborem lokalu dobrze sprawdzić nie tylko stan ścian czy podłóg. Znacznie ważniejsze mogą okazać się instalacje, ogrzewanie, wentylacja, stan okien, możliwość urządzenia łazienki oraz rzeczywisty koszt prac.</p><p>Jeżeli mieszkanie wymaga wykonania ogrzewania, instalacji wodno-kanalizacyjnej albo większych przeróbek budowlanych, obecność fachowca podczas oględzin może uchronić zainteresowanego przed kosztowną pomyłką.</p><p>Warto również zapytać TTBS:</p><p><strong>jaki dokładnie zakres prac jest obowiązkowy, ile czasu przewidziano na ich wykonanie, jaka kwota materiałów może zostać rozliczona, jakie dokumenty należy przedstawić i co stanie się w przypadku przekroczenia kosztorysu.</strong></p><p>Kandydat powinien też ustalić, czy remont wymaga uzyskania dodatkowych zgód administracyjnych albo wykonania dokumentacji technicznej.</p><h2>Program działa w Tomaszowie od 2018 roku</h2><p>„Mieszkanie za remont” nie jest w Tomaszowie nowym pomysłem. Program rozpoczęto 18 czerwca 2018 roku, po zmianie miejskich zasad wynajmowania lokali komunalnych. Jego celem było szybsze zagospodarowanie pustostanów oraz skrócenie kolejki osób oczekujących na mieszkanie.</p><p>Już w pierwszej edycji wytypowano dziesięć lokali. Wszystkie znalazły najemców. Po trzech pierwszych etapach w ten sposób zasiedlono 22 mieszkania komunalne.</p><p>Obecne zasady programu wynikają z uchwały nr XLIII/314/2021 Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego z 25 marca 2021 roku w sprawie zasad wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu miasta.</p><h2>Wnioski do 14 sierpnia</h2><p>Oferta skierowana jest do mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Osoby zainteresowane powinny złożyć wniosek dotyczący wynajmu mieszkania komunalnego. Na dokumencie należy umieścić dopisek <strong>„MIESZKANIE ZA REMONT”</strong> oraz podać adres wybranego lokalu.</p><p>Formularz można pobrać ze strony internetowej TTBS albo otrzymać w papierowej wersji w siedzibie spółki.</p><p><strong>Termin składania wniosków upływa 14 sierpnia 2026 roku.</strong></p><p>Szczegółowe informacje udzielane są w siedzibie Tomaszowskiego TBS przy ulicy Majowej 15, w pokoju nr 19, a także telefonicznie pod numerem <strong>44 724 64 20, wewnętrzny 213</strong>.</p><p>Program może być dobrą propozycją dla osób, które mają środki, umiejętności lub wsparcie rodziny pozwalające na przeprowadzenie remontu, ale nie mają szans na kredyt i zakup mieszkania na wolnym rynku. Nie jest jednak prezentem bez zobowiązań. To raczej umowa: miasto daje lokal i perspektywę stabilnego najmu, przyszły lokator wnosi pracę, organizację oraz pieniądze potrzebne na przywrócenie mieszkaniu życia.</p><p>Dla kogoś stare drzwi, puste ściany i skute tynki będą końcem marzeń. Dla innego – ich początkiem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Terytorialsi ćwiczyli na Zalewie Sulejowskim. Desant, działania ratownicze i manewrowanie łodziami]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55896,terytorialsi-cwiczyli-na-zalewie-sulejowskim-desant-dzialania-ratownicze-i-manewrowanie-lodziami</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55896,terytorialsi-cwiczyli-na-zalewie-sulejowskim-desant-dzialania-ratownicze-i-manewrowanie-lodziami</guid>
            <pubDate>Fri, 17 Jul 2026 17:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-terytorialsi-cwiczyli-na-zalewie-sulejowskim-desant-dzialania-ratownicze-i-manewrowanie-lodziami-1784303217.png</url>
                        <title>Terytorialsi ćwiczyli na Zalewie Sulejowskim. Desant, działania ratownicze i manewrowanie łodziami</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55896,terytorialsi-cwiczyli-na-zalewie-sulejowskim-desant-dzialania-ratownicze-i-manewrowanie-lodziami</link>
                    </image><description>Realistyczne scenariusze, trudne warunki oraz ścisłe współdziałanie pododdziałów – tak wyglądało szkolenie żołnierzy 9 Łódzkiej Brygady Obrony Terytorialnej na Zalewie Sulejowskim. Terytorialsi doskonalili umiejętności potrzebne podczas działań operacyjnych, ratowniczych i kryzysowych prowadzonych na wodzie oraz w strefie przybrzeżnej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ćwiczeniach uczestniczyli żołnierze <strong>91 batalionu lekkiej piechoty</strong> oraz <strong>kompanii saperów</strong>. Głównym celem szkolenia było podniesienie poziomu przygotowania do działania w środowisku wodnym, gdzie każda decyzja musi być szybka, a współpraca zespołu precyzyjna niczym mechanizm dobrze naoliwionego zegarka.</p><h2>Łodzie pontonowe gotowe do działania</h2><p>Jednym z podstawowych elementów szkolenia było przygotowanie łodzi pontonowych oraz ich sprawne wodowanie. Żołnierze ćwiczyli organizację pracy jeszcze przed wejściem na akwen, podział zadań oraz szybkie reagowanie na zmieniającą się sytuację.</p><p>Szczególny nacisk położono na <strong>zgrywanie zespołów</strong>, ponieważ podczas działań na wodzie nie ma miejsca na przypadkowość. Błąd jednego żołnierza może wpłynąć na bezpieczeństwo całej załogi.</p><h2>Manewrowanie, desant i sytuacje awaryjne</h2><p>Terytorialsi doskonalili również indywidualne umiejętności pływackie, manewrowanie łodzią pontonową oraz procedury obowiązujące w sytuacjach awaryjnych.</p><p>W programie ćwiczeń znalazło się także <strong>desantowanie żołnierzy z łodzi pontonowej</strong>. Tego rodzaju działania mogą być wykorzystywane między innymi podczas zabezpieczania brzegów, ewakuacji ludności, prowadzenia rozpoznania oraz wykonywania zadań obronnych.</p><p>Istotnym elementem szkolenia było podejmowanie osób z wody. To umiejętność szczególnie ważna podczas akcji ratowniczych, powodzi, katastrof oraz innych zdarzeń, w których liczą się nie minuty, lecz sekundy.</p><h2>Przygotowani na kryzys</h2><p>Szkolenie na Zalewie Sulejowskim było kolejnym etapem systematycznego podnoszenia kwalifikacji żołnierzy 91 batalionu lekkiej piechoty i kompanii saperów.</p><p>Zdobywane umiejętności mogą zostać wykorzystane nie tylko podczas działań wojskowych, lecz również w sytuacjach kryzysowych, takich jak powodzie, poszukiwania osób zaginionych czy ewakuacja mieszkańców zagrożonych terenów.</p><p><strong>Zalew Sulejowski stał się tym razem nie miejscem wypoczynku, lecz wymagającym poligonem, na którym żołnierze uczyli się działać szybko, skutecznie i bezpiecznie – niezależnie od warunków.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55894,17-lipca-w-historii-od-brunona-jasienskiego-i-wojciecha-kilara-po-gps-misia-i-zolta-lodz-podwodna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55894,17-lipca-w-historii-od-brunona-jasienskiego-i-wojciecha-kilara-po-gps-misia-i-zolta-lodz-podwodna</guid>
            <pubDate>Fri, 17 Jul 2026 11:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-17-lipca-w-historii-od-brunona-jasienskiego-i-wojciecha-kilara-po-gps-misia-i-zolta-lodz-podwod-1784281198.png</url>
                        <title>17 lipca w historii. Od Brunona Jasieńskiego i Wojciecha Kilara po GPS, „Misia” i „Żółtą łódź podwodną”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55894,17-lipca-w-historii-od-brunona-jasienskiego-i-wojciecha-kilara-po-gps-misia-i-zolta-lodz-podwodna</link>
                    </image><description>Piątek, 17 lipca, jest 198. dniem 2026 roku. Do jego końca pozostaje 167 dni. Słońce wzeszło o godz. 4.33, a zajdzie o godz. 20.49. Imieniny obchodzą dziś: Aneta, Konstancja, Marcelina, Jadwiga, Andrzej, Bogdan, Feliks oraz Leon.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzisiejsze kalendarium układa się niemal jak wielogatunkowy film: jest w nim futuryzm Brunona Jasieńskiego, monumentalna muzyka Wojciecha Kilara, gorzki śmiech Stanisława Tyma, wojna domowa w Hiszpanii, olimpijskie emocje w Montrealu i technologia, bez której współczesny człowiek coraz częściej nie potrafi odnaleźć ani drogi, ani własnego samochodu na parkingu.</p><h2>Od futurystów do Ryszarda Ochódzkiego</h2><p><strong>125 lat temu, 17 lipca 1901 roku, w Klimontowie urodził się Bruno Jasieński</strong>, właściwie Wiktor Bruno Zysman – poeta, prozaik i jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiego futuryzmu.</p><p>Jego twórczość miała siłę manifestu, prowokacji i artystycznego wybuchu. Jasieński chciał wysadzić w powietrze stary język literatury, odrzucając zasady ortografii, tradycję i mieszczańskie przyzwyczajenia. Związał się później z ruchem komunistycznym i wyjechał do Związku Radzieckiego. Zginął w 1938 roku, zamordowany podczas stalinowskich czystek.</p><p><strong>94 lata temu, w 1932 roku, we Lwowie urodził się Wojciech Kilar</strong> – kompozytor, pianista i jeden z najwybitniejszych twórców polskiej muzyki współczesnej.</p><p>Tworzył dzieła symfoniczne, ale miliony słuchaczy poznały go przede wszystkim dzięki muzyce filmowej. Jego kompozycje rozbrzmiewały w takich filmach jak „Hubal”, „Ziemia obiecana”, „Pan Tadeusz”, „Pianista” czy hollywoodzki „Dracula” Francisa Forda Coppoli. Muzyka Kilara nie była jedynie tłem. Niejednokrotnie stawała się osobnym bohaterem filmu – jak wiatr, modlitwa albo nadchodzące przeznaczenie.</p><p><strong>89 lat temu, w 1937 roku, w Małkini urodził się Stanisław Tym</strong> – aktor, satyryk, scenarzysta, reżyser i felietonista.</p><p>Dla kilku pokoleń Polaków pozostanie przede wszystkim Ryszardem Ochódzkim, prezesem klubu sportowego „Tęcza”, którego życiowa filozofia sprowadzała się do przekonania, że prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.</p><p>Tym zagrał także niezapomnianego kaowca w „Rejsie” Marka Piwowskiego. Pisał dla Studenckiego Teatru Satyryków, kabaretu Dudek i kabaretu Owca. Jego humor, podobnie jak kino Stanisława Barei, śmieszył najbardziej wtedy, gdy widz odkrywał, że absurd na ekranie wcale nie jest większy od tego za oknem.</p><h2>Wojna, amnestia i narodziny GPS</h2><p><strong>90 lat temu, 17 lipca 1936 roku, rozpoczęła się rebelia wojskowa przeciwko władzom Republiki Hiszpańskiej</strong>, która doprowadziła do wybuchu wojny domowej w Hiszpanii.</p><p>Po jednej stronie znaleźli się republikanie, po drugiej nacjonaliści dowodzeni przez generała Francisco Franco. Konflikt trwał do 1939 roku, pochłonął setki tysięcy ofiar i stał się ponurym preludium II wojny światowej. Hiszpania była wówczas poligonem nie tylko dla armii, lecz także dla ideologii, propagandy i nowoczesnych metod prowadzenia wojny.</p><p><strong>65 lat temu, w 1961 roku, w Tatrach odkryto Jaskinię Czarną.</strong> To jeden z najważniejszych i najbardziej rozbudowanych systemów jaskiniowych polskich Tatr. Jej korytarze, studnie i komory przez kolejne lata stawały się celem wypraw speleologicznych.</p><p><strong>50 lat temu, w 1976 roku, w Montrealu rozpoczęły się XXI Letnie Igrzyska Olimpijskie.</strong> Polscy sportowcy zdobyli podczas nich 24 medale, w tym siedem złotych.</p><p>Do historii przeszedł przede wszystkim finał turnieju siatkarzy. Reprezentacja Polski prowadzona przez Huberta Wagnera pokonała Związek Radziecki i zdobyła złoty medal. Był to jeden z tych sportowych wieczorów, po których kraj zasypia później, a następnego dnia wszyscy znają wynik.</p><p><strong>40 lat temu, w 1986 roku, Sejm PRL uchwalił ustawę amnestyjną</strong>, która umożliwiła uwolnienie wielu więźniów politycznych. Decyzja była jednym z sygnałów stopniowego słabnięcia represyjnej polityki władz komunistycznych wobec opozycji.</p><p><strong>31 lat temu, 17 lipca 1995 roku, amerykański system nawigacji satelitarnej GPS osiągnął pełną zdolność operacyjną.</strong></p><p>System powstał na potrzeby wojska, ale z czasem stał się fundamentem cywilnej nawigacji, transportu, ratownictwa, geodezji, bankowości i telefonii komórkowej. Dziś korzystamy z niego niemal bezwiednie – podczas jazdy samochodem, biegania, zamawiania przesyłki czy sprawdzania, gdzie utknął autobus.</p><p><strong>28 lat temu, w 1998 roku, podczas konferencji dyplomatycznej w Rzymie przyjęto Statut Rzymski Międzynarodowego Trybunału Karnego.</strong></p><p>Dokument stworzył podstawę prawną działania stałego sądu, którego zadaniem jest osądzanie osób odpowiedzialnych za ludobójstwo, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne oraz – po późniejszych zmianach – zbrodnię agresji. Trybunał rozpoczął działalność w 2002 roku i ma siedzibę w Hadze.</p><h2>Urodziny Zbigniewa Zamachowskiego</h2><p><strong>65. urodziny obchodzi dziś Zbigniew Zamachowski</strong>, urodzony 17 lipca 1961 roku w Brzezinach koło Łodzi.</p><p>Aktor związany był m.in. z Teatrem Studio i Teatrem Narodowym. Widzowie znają go z filmów „Wielka majówka”, „Zabij mnie, glino”, „Ogniem i mieczem”, „Cześć, Tereska”, „Szczęśliwego Nowego Jorku” oraz z roli Karola Karola w „Trzech kolorach. Białym” Krzysztofa Kieślowskiego.</p><p>To aktor niezwykle wszechstronny – równie przekonujący w dramacie, komedii i repertuarze muzycznym.</p><p>Muzyczne kalendarium 17 lipca</p><h2>Spencer Davis i narodziny rockowego przeboju</h2><p>W 1941 roku w Swansea w Walii urodził się <strong>Spencer Davis</strong>, gitarzysta i założyciel The Spencer Davis Group.</p><p>Zespół odnosił sukcesy dzięki takim utworom jak „Keep On Running”, „Somebody Help Me” oraz „Gimme Some Lovin’”. W jego składzie występował Steve Winwood, który później współtworzył grupę Traffic i rozpoczął udaną karierę solową.</p><h2>Odeszła Billie Holiday</h2><p>W 1959 roku w Nowym Jorku zmarła <strong>Billie Holiday</strong>, jedna z największych wokalistek jazzowych XX wieku. Miała 44 lata.</p><p>Jej życie było naznaczone biedą, przemocą, uzależnieniami i konfliktami z prawem. W chwili śmierci była w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Pozostawiła jednak nagrania, które do dziś brzmią jak intymne wyznanie człowieka stojącego samotnie przed mikrofonem i całym światem.</p><p>Jej interpretacja „Strange Fruit”, utworu będącego protestem przeciwko rasistowskim mordom w Stanach Zjednoczonych, pozostaje jednym z najbardziej przejmujących nagrań w historii muzyki.</p><h2>Beatlesi odpływają „Żółtą łodzią podwodną”</h2><p>W 1968 roku w londyńskim teatrze Pavilion odbyła się premiera animowanego filmu Beatlesów <strong>„Żółta łódź podwodna”</strong>.</p><p>Choć film opowiadał o członkach zespołu, głosów animowanym postaciom użyczyli aktorzy. Sami Beatlesi pojawili się dopiero w krótkiej sekwencji aktorskiej. Na premierę przybyli John Lennon, Paul McCartney i George Harrison. Ringo Starr był nieobecny.</p><h2>Bob Marley śpiewa „No Woman, No Cry”</h2><p>W 1975 roku <strong>Bob Marley i The Wailers</strong> zagrali dwa koncerty w londyńskim Lyceum Theatre.</p><p>Występy zostały zarejestrowane, a ich fragmenty trafiły na album „Live!”. Pochodząca z niego koncertowa wersja „No Woman, No Cry” stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych nagrań Marleya i nieformalnym hymnem reggae.</p><h2>Darude rozpętuje „Sandstorm”</h2><p>W 1975 roku w Turku urodził się <strong>Darude</strong>, właściwie Ville Virtanen – fiński didżej i producent muzyki elektronicznej.</p><p>Światową popularność przyniósł mu utwór „Sandstorm”, wydany pod koniec lat 90. Charakterystyczny motyw syntezatorowy stał się jednym z symboli muzyki klubowej przełomu wieków, a po latach również internetowym fenomenem.</p><h2>Irene Cara i sława z ekranu</h2><p>W 1982 roku utwór <strong>„Fame” w wykonaniu Irene Cary</strong> znalazł się na pierwszym miejscu brytyjskiej listy przebojów.</p><p>Piosenka pochodziła z filmu o uczniach nowojorskiej szkoły artystycznej, w którym Cara zagrała Coco Hernandez. Utwór otrzymał Oscara za najlepszą piosenkę, jednak nagroda trafiła do jego twórców – Michaela Gore’a i Deana Pitchforda.</p><p>Sama Irene Cara zdobyła Oscara później, jako jedna z autorek przeboju „Flashdance... What a Feeling”.</p><h2>Guns N’ Roses zamykają pewien rozdział</h2><p>W 1993 roku Guns N’ Roses wystąpili na stadionie River Plate w Buenos Aires w ramach trasy „Use Your Illusion Tour”.</p><p>Koncert oglądało około 80 tysięcy osób. Był to ostatni pełny występ grupy ze Slashem i Duffem McKaganem przed wieloletnim rozpadem klasycznego składu. Muzycy ponownie pojawili się razem na scenie dopiero po reaktywacji w 2016 roku.</p><h2>Robbie Williams odchodzi z Take That</h2><p>W 1995 roku <strong>Robbie Williams opuścił Take That</strong>.</p><p>Pozostali członkowie grupy tłumaczyli, że wokalista nie jest już w stanie poświęcać zespołowi niezbędnego czasu i energii. Odejście okazało się początkiem jednej z najbardziej udanych karier solowych w historii brytyjskiego popu.</p><p>Tego samego dnia dwa lata wcześniej Take That zdobyli pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów utworem „Pray” – pierwszym z serii singli zespołu, które dotarły na sam szczyt zestawienia.</p><h2>Unia Europejska i prawa do starych nagrań</h2><p>W lipcu 2008 roku Komisja Europejska przedstawiła propozycję wydłużenia ochrony praw wykonawców i producentów nagrań muzycznych z 50 do 95 lat.</p><p>Ostatecznie Unia Europejska nie przyjęła proponowanego okresu 95 lat. Dyrektywa uchwalona w 2011 roku wydłużyła ochronę praw do wykonań utrwalonych na fonogramach i samych fonogramów z 50 do <strong>70 lat</strong>.</p><p>Dziś w kraju: Sejm wybierze Rzecznika Praw Obywatelskich</p><p>Jednym z najważniejszych punktów piątkowych obrad Sejmu będzie głosowanie w sprawie powołania nowego <strong>Rzecznika Praw Obywatelskich</strong>.</p><p>O urząd ubiegają się dwoje kandydatów. Grupa posłów Koalicji Obywatelskiej i Lewicy zgłosiła adwokat Sylwię Gregorczyk-Abram. Kandydatem zgłoszonym przez posłów Prawa i Sprawiedliwości jest Adam Borowski, działacz opozycji antykomunistycznej represjonowany w czasach PRL.</p><p>Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka 15 lipca pozytywnie zaopiniowała kandydaturę Sylwii Gregorczyk-Abram.</p><p>Kadencja obecnego rzecznika, prof. Marcina Wiącka, który sprawuje urząd od 2021 roku, kończy się 23 lipca.</p><p>Posłowie mają również głosować nad kandydaturą <strong>Mateusza Szpytmy na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej</strong>. Jego kandydaturę popierają przede wszystkim PiS i Konfederacja, a także PSL oraz część parlamentarzystów Polski 2050. Przeciwne są Koalicja Obywatelska i Lewica.</p><p>Izba ma ponadto zająć się prezydenckim projektem zmian w ustawie o IPN i Kodeksie karnym oraz wysłuchać informacji o działalności Krajowej Rady Sądownictwa w 2025 roku.</p><p>Porządek obrad może zostać rozszerzony o pierwsze czytanie prezydenckiego projektu dotyczącego obniżenia kosztów energii elektrycznej i wykorzystania środków pochodzących z handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla.</p><p>Komisja Europejska przedstawi plany dotyczące energetyki</p><p>Komisja Europejska ma przedstawić rozwiązania dotyczące europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji oraz plan dalszej elektryfikacji gospodarki.</p><p>Unijny system ETS działa na zasadzie „cap and trade”: określa maksymalną pulę emisji, a przedsiębiorstwa kupują lub otrzymują uprawnienia pozwalające na emisję określonej ilości gazów cieplarnianych. System funkcjonuje od 2005 roku.</p><p>Zmiany mają być powiązane z unijnym celem ograniczenia emisji gazów cieplarnianych do 2040 roku o 90 procent w porównaniu z poziomem z 1990 roku. Cel obejmuje redukcję krajową na poziomie 85 procent oraz możliwość wykorzystania międzynarodowych jednostek węglowych w wysokości do 5 procent.</p><p>Plan elektryfikacji ma obejmować m.in. transport, przemysł i budynki, a także rozwój czystych źródeł energii, sieci oraz systemów magazynowania i elastycznego zarządzania zapotrzebowaniem.</p><p>Polska zabiega o rozwiązania, które ograniczyłyby koszty transformacji ponoszone przez przemysł energochłonny, w tym o większą liczbę bezpłatnych uprawnień oraz wzmocnienie Funduszu Modernizacyjnego.</p><p>Dzisiejszy dzień prowadzi nas więc od futurystów, przez Bareję i Kilara, aż po parlamentarne głosowania oraz europejską batalię o ceny energii. Historia raz brzmi jak symfonia, innym razem jak jazzowy lament Billie Holiday. Bywa też jak „Miś” – tylko nie zawsze wiadomo, czy jeszcze oglądamy film, czy już wiadomości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[TCZ prowadzi zapisy do dziennej terapii uzależnienia od alkoholu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55893,tcz-prowadzi-zapisy-do-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55893,tcz-prowadzi-zapisy-do-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 21:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tcz-prowadzi-zapisy-do-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu-1784232638.jpg</url>
                        <title>TCZ prowadzi zapisy do dziennej terapii uzależnienia od alkoholu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55893,tcz-prowadzi-zapisy-do-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia poinformowało o zapisach do Oddziału Dziennego Terapii Uzależnienia od Alkoholu. Zajęcia mają odbywać się od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych, co może ułatwić skorzystanie ze wsparcia części pacjentów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nowa możliwość leczenia w Tomaszowie Mazowieckim</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia prowadzi zapisy do <strong>Oddziału Dziennego Terapii Uzależnienia od Alkoholu</strong>. Jak wynika z opublikowanej informacji, program jest skierowany do osób, które chcą odzyskać kontrolę nad swoim życiem i skorzystać z profesjonalnego wsparcia w bezpiecznej oraz życzliwej atmosferze.</p><p>To ważna wiadomość z lokalnej perspektywy. Dostępność terapii na miejscu oznacza dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic łatwiejszy kontakt z pomocą bez konieczności szukania wsparcia poza powiatem. W przypadku problemów związanych z uzależnieniem bliskość placówki często ma duże znaczenie dla podjęcia pierwszej decyzji o leczeniu.</p><h2>Jak mają wyglądać zajęcia</h2><p>Z przekazanych informacji wynika, że zajęcia odbywają się <strong>od poniedziałku do piątku w godzinach 14:00–19:00</strong>. Taki popołudniowy harmonogram może być istotny dla osób, które łączą proces zdrowienia z obowiązkami zawodowymi, rodzinnymi lub codziennym funkcjonowaniem.</p><p>Formuła oddziału dziennego oznacza wsparcie terapeutyczne bez konieczności całodobowego pobytu w placówce. Dla wielu pacjentów jest to rozwiązanie pośrednie: z jednej strony pozwala korzystać z regularnych zajęć i specjalistycznej opieki, z drugiej umożliwia pozostanie w swoim środowisku domowym. W praktyce taki model bywa szczególnie ważny na etapie, gdy potrzebna jest systematyczna pomoc, ale jednocześnie możliwe jest utrzymanie części dotychczasowych obowiązków.</p><h2>Dlaczego informacja jest ważna społecznie</h2><p>Uzależnienie od alkoholu pozostaje problemem zdrowotnym, rodzinnym i społecznym. Informacje o dostępnych miejscach terapii mają znaczenie nie tylko dla samych pacjentów, lecz także dla ich bliskich, którzy często jako pierwsi szukają konkretnej i sprawdzonej pomocy. W tym kontekście publiczne ogłoszenie o zapisach może być realnym impulsem do działania.</p><p>W komunikacie podkreślono, by nie zwlekać z decyzją o zadbaniu o siebie lub bliską osobę. To przekaz, który dobrze oddaje sens wczesnej interwencji. Im szybciej pojawia się kontakt ze specjalistami, tym większa szansa na rozpoczęcie uporządkowanego procesu leczenia i odbudowy codziennego funkcjonowania.</p><h2>Dane kontaktowe dla zainteresowanych</h2><p>Zapisy i informacje dotyczące oddziału prowadzone są przez koordynatora oddziału, <strong>doktora Bartosza Maja</strong>. Podany numer kontaktowy to <strong>42 241 01 02</strong>.</p><p>Dla lokalnej społeczności to kolejny przykład informacji, która wykracza poza zwykły komunikat instytucji. W praktyce może oznaczać dostęp do konkretnego wsparcia dla osób zmagających się z uzależnieniem od alkoholu oraz ich rodzin. W takich sprawach pierwszy krok bywa najtrudniejszy, ale właśnie od niego często zaczyna się trwała zmiana.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Do 30 tys. zł na nowe miejsce pracy. Trwa nabór dla przedsiębiorców w Tomaszowie Mazowieckim]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55892,do-30-tys-zl-na-nowe-miejsce-pracy-trwa-nabor-dla-przedsiebiorcow-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55892,do-30-tys-zl-na-nowe-miejsce-pracy-trwa-nabor-dla-przedsiebiorcow-w-tomaszowie-mazowieckim</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 21:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-do-30-tys-zl-na-nowe-miejsce-pracy-trwa-nabor-dla-przedsiebiorcow-w-tomaszowie-mazowieckim-1784231236.jpg</url>
                        <title>Do 30 tys. zł na nowe miejsce pracy. Trwa nabór dla przedsiębiorców w Tomaszowie Mazowieckim</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55892,do-30-tys-zl-na-nowe-miejsce-pracy-trwa-nabor-dla-przedsiebiorcow-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
                    </image><description>Powiatowy Urząd Pracy w Tomaszowie Mazowieckim zachęca firmy do składania wniosków o refundację kosztów wyposażenia lub doposażenia stanowiska pracy. Wsparcie może sięgnąć nawet 30 tysięcy złotych na utworzenie jednego miejsca pracy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Wsparcie dla lokalnych firm</h2><p>Powiatowy Urząd Pracy w Tomaszowie Mazowieckim rozpoczął promocję programu skierowanego do przedsiębiorców, którzy planują rozwój działalności i stworzenie nowych etatów. Nabór wniosków na refundację kosztów wyposażenia lub doposażenia stanowiska pracy dla osoby bezrobotnej <strong>ciągle trwa</strong>, co oznacza, że zainteresowane firmy wciąż mogą ubiegać się o finansowe wsparcie.</p><p>To rozwiązanie ma pomóc zarówno pracodawcom, jak i osobom pozostającym bez zatrudnienia. Dla przedsiębiorców oznacza realne odciążenie budżetu przy tworzeniu nowego stanowiska, a dla rynku pracy szansę na zwiększenie liczby ofert i aktywizację zawodową mieszkańców regionu.</p><h2>Nawet 30 tysięcy złotych na jedno stanowisko</h2><p>Najważniejszą informacją dla pracodawców jest wysokość możliwej refundacji. Z przekazu urzędu wynika, że wsparcie może wynieść <strong>do 30 000 złotych</strong> na utworzenie jednego miejsca pracy. Środki te mogą zostać przeznaczone na przygotowanie stanowiska, zakup niezbędnego wyposażenia lub doposażenie przestrzeni potrzebnej do wykonywania obowiązków przez nowo zatrudnioną osobę.</p><p>Tego rodzaju instrument finansowy szczególnie istotny jest dla małych i średnich firm, które chcą zwiększać zatrudnienie, ale jednocześnie muszą ostrożnie planować wydatki inwestycyjne. Refundacja może więc stać się impulsem do przyspieszenia decyzji o rekrutacji i rozwoju działalności.</p><h2>Dla kogo i na jakich zasadach</h2><p>Program jest adresowany do przedsiębiorców zainteresowanych zatrudnieniem osoby bezrobotnej i przygotowaniem dla niej odpowiedniego miejsca pracy. Sam przekaz graficzny podkreśla, że chodzi o refundację kosztów wyposażenia lub doposażenia stanowiska, czyli wsparcie związane bezpośrednio z uruchomieniem nowego etatu.</p><p>W praktyce oznacza to, że firmy mogą uzyskać pomoc przy tworzeniu warunków do pracy w różnych branżach, od usług i administracji po produkcję. To ważny sygnał dla lokalnej gospodarki, bo każde nowe stanowisko zwiększa aktywność przedsiębiorstw i poprawia sytuację na rynku zatrudnienia.</p><h2>Gdzie uzyskać informacje</h2><p>Powiatowy Urząd Pracy w Tomaszowie Mazowieckim informuje, że szczegóły można uzyskać bezpośrednio w siedzibie urzędu w <strong>pokoju 221</strong> oraz telefonicznie pod numerem <strong>44 710 06 56</strong>. Instytucja zachęca przedsiębiorców do kontaktu i składania dokumentów, podkreślając, że nabór nadal trwa.</p><p>To oferta, która może okazać się szczególnie atrakcyjna dla firm planujących zatrudnienie w najbliższych miesiącach. W sytuacji rosnących kosztów prowadzenia biznesu publiczne wsparcie inwestycji w kadry może przełożyć się na szybszy rozwój przedsiębiorstw i większą stabilność lokalnego rynku pracy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Poseł zazdrości Węgrom. Konstytucji już nie przeczytał?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55890,posel-zazdrosci-wegrom-konstytucji-juz-nie-przeczytal</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55890,posel-zazdrosci-wegrom-konstytucji-juz-nie-przeczytal</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 19:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-posel-zazdrosci-wegrom-konstytucji-juz-nie-przeczytal-1784221956.png</url>
                        <title>Poseł zazdrości Węgrom. Konstytucji już nie przeczytał?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55890,posel-zazdrosci-wegrom-konstytucji-juz-nie-przeczytal</link>
                    </image><description>Jedno zdanie. Cztery słowa politycznej deklaracji. I konstytucyjna przepaść, nad którą poseł Adrian Witczak przeszedł lekkim krokiem, jakby szedł przez park Solidarności, a nie po fundamentach ustroju państwa. „Węgierski parlament podjął decyzję o odwołaniu prezydenta. Zazdroszczę” – napisał parlamentarzysta związany z Tomaszowem Mazowieckim. Można byłoby uznać to za internetowy żart, gdyby autorem był anonimowy komentator. Problem w tym, że napisał to człowiek, który zasiada w Sejmie Rzeczypospolitej i uczestniczy w stanowieniu prawa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wpis natychmiast wywołał falę krytycznych komentarzy. Internauci pytali, czy poseł rozumie różnicę pomiędzy ustrojem Polski i Węgier. Znaleźli się jednak także zwolennicy. Pojawiły się kciuki uniesione w górę, serduszka i słowa poparcia. Polityczny chór ruszył za solistą, choć ten pomylił nuty, tekst i cały utwór. W mediach społecznościowych partyjna sympatia coraz częściej działa szybciej niż rozum. Najpierw klikamy „lubię to”, a dopiero później – niekiedy nigdy – sprawdzamy, czy autor przypadkiem nie opowiada konstytucyjnych niedorzeczności.</p><h2><strong>Prezydent Polski nie jest pracownikiem Sejmu</strong></h2><p>W Polsce prezydenta nie wybiera parlament. Nie wskazuje go przewodniczący partii, koalicja rządząca ani grono sejmowych strategów zamkniętych w gabinecie z ekspresem do kawy. Zgodnie z <strong>art. 127 Konstytucji RP Prezydent Rzeczypospolitej jest wybierany przez Naród w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i przeprowadzanych w głosowaniu tajnym</strong>. Otrzymuje więc własny mandat demokratyczny, niezależny od mandatu Sejmu i Senatu.</p><p>Można prezydenta popierać albo go krytykować. Można uważać jego decyzje za trafne, błędne, odważne, małostkowe albo politycznie szkodliwe. Można protestować przeciwko wetom, nominacjom czy wystąpieniom. <strong>Nie można jednak udawać, że głowa państwa jest urzędnikiem zatrudnionym przez większość sejmową, którego da się zwolnić przy okazji popołudniowego głosowania.</strong></p><p>Polski parlament nie dysponuje przyciskiem z napisem „odwołaj prezydenta”. I całe szczęście. Gdyby taki przycisk istniał, każda zmiana większości parlamentarnej mogłaby rozpoczynać się od czystki w Pałacu Prezydenckim. Demokracja zamieniłaby się w biuro kadrowe zwycięskiej partii, a trójpodział władzy w żart równie niewyszukany jak wpis posła Witczaka.</p><h2><strong>Trybunał Stanu to nie polityczny pilot do zmiany kanału</strong></h2><p>Konstytucja przewiduje oczywiście możliwość pociągnięcia prezydenta do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu. Zgodnie z <strong>art. 145</strong> może to nastąpić za naruszenie Konstytucji lub ustawy albo za popełnienie przestępstwa. Potrzebna jest jednak uchwała Zgromadzenia Narodowego podjęta większością co najmniej dwóch trzecich ustawowej liczby jego członków, na wniosek co najmniej 140 parlamentarzystów.</p><p>To mechanizm odpowiedzialności konstytucyjnej, a nie politycznego odwołania prezydenta dlatego, że nie podoba się posłowi, ministrowi albo większości rządowej. <strong>Trybunał Stanu nie jest pilotem do telewizora, którym zmienia się głowę państwa, gdy aktualny program zaczyna irytować widza.</strong></p><p>Poseł Witczak nie musi być profesorem prawa konstytucyjnego. Nie musi pisać komentarzy do ustawy zasadniczej ani prowadzić seminariów dla studentów. Powinien jednak znać ustrojowy elementarz. Powinien wiedzieć, kto wybiera prezydenta, skąd pochodzi jego mandat i jakie są granice władzy Sejmu. To nie jest wiedza tajemna przechowywana w watykańskich archiwach. To materiał, którego wymaga się od uczniów przygotowujących się do sprawdzianu z wiedzy o społeczeństwie.</p><h2><strong>Budapeszt to nie Warszawa</strong></h2><p>Na Węgrzech konstrukcja urzędu prezydenta wygląda inaczej. Głowa państwa nie jest wybierana w głosowaniu powszechnym, lecz przez parlament. Jej pozycja ustrojowa jest słabsza, a funkcje w dużej mierze reprezentacyjne. Już ten fakt powinien powstrzymać polskiego parlamentarzystę przed mechanicznym przenoszeniem wydarzeń znad Dunaju nad Wisłę.</p><p>Co więcej, wydarzenie, którym zachwycił się Adrian Witczak, nie było zwyczajną procedurą odwołania prezydenta. Węgierski parlament przyjął <strong>kontrowersyjną zmianę ustawy zasadniczej</strong>, która bezpośrednio zakończyła mandat prezydenta Tamása Sulyoka. Reformę przeprowadzono dzięki większości konstytucyjnej, a jej przeciwnicy ostrzegali, że zmiana reguł pod konkretną osobę podważa stabilność instytucji państwa.</p><p>A zatem poseł z Tomaszowa nie zachwycił się jakimś eleganckim, standardowym rozwiązaniem europejskiej demokracji. Wyraził zazdrość wobec operacji ustrojowej, w której parlamentarna większość zmieniła konstytucję w taki sposób, aby natychmiast zakończyć kadencję urzędującej głowy państwa. To zasadnicza różnica. Taka drobnostka, mniej więcej jak różnica pomiędzy remontem mieszkania a wysadzeniem całej ściany nośnej.</p><h2><strong>Czego właściwie zazdrości poseł Witczak?</strong></h2><p>W tym miejscu robi się naprawdę ciekawie. Czego Adrian Witczak właściwie zazdrości?</p><p>Odmiennego węgierskiego modelu wyboru prezydenta? Możliwości zmiany konstytucji pod konkretnego urzędnika? Czy może sytuacji, w której większość parlamentarna może pozbyć się człowieka reprezentującego poprzedni obóz władzy?</p><p>Każda odpowiedź jest dla posła kłopotliwa. Pierwsza wskazuje, że nie rozumie różnicy między systemami. Druga – że nie widzi problemu w instrumentalnym traktowaniu konstytucji. Trzecia – że marzy mu się demokracja, w której zwycięzca bierze nie tylko rząd i parlament, lecz również wszystkie pozostałe instytucje państwa.</p><p>A może wpis miał być tylko politycznym dowcipem? W takim razie był to dowcip z gatunku tych, po których nikt się nie śmieje, a autor zaczyna tłumaczyć, że wszyscy pozostali nie zrozumieli jego subtelności. <strong>Poseł nie publikuje jednak swoich słów w próżni. Jego profil nie jest prywatnym stolikiem w pubie, a niebieski znaczek weryfikacyjny nie zastępuje wiedzy o państwie.</strong></p><h2><strong>Tomaszów zasługuje na reprezentację znającą elementarz</strong></h2><p>Adrian Witczak jest posłem związanym z Tomaszowem Mazowieckim. Reprezentuje mieszkańców naszego regionu w Sejmie. Każda jego publiczna wypowiedź buduje więc również obraz poziomu lokalnej reprezentacji parlamentarnej. Nie jest to wyłącznie osobista wpadka polityka. To także pytanie o to, jak Tomaszów jest reprezentowany w krajowej polityce.</p><p>Mandat poselski nie jest abonamentem zwalniającym z czytania Konstytucji. Przeciwnie – powinien zobowiązywać do jej znajomości. Poseł składa ślubowanie, w którym zobowiązuje się przestrzegać Konstytucji i innych praw Rzeczypospolitej. Trudno przestrzegać dokumentu, którego podstawowych zasad najwyraźniej nie chce się dostrzec.</p><p>Konstytucyjny podział władz nie powstał po to, żeby uprzykrzać życie politykom. Artykuł 10 ustawy zasadniczej stanowi, że ustrój Rzeczypospolitej opiera się na <strong>podziale i równowadze władzy ustawodawczej, wykonawczej oraz sądowniczej</strong>. Władzę wykonawczą sprawują zarówno Prezydent RP, jak i Rada Ministrów. Nie jest więc tak, że rządząca większość posiada państwo na własność, a prezydent ma wykonywać jej polecenia niczym kierownik wydziału oczekujący na podpis przełożonego.</p><h2><strong>Polityka na poziomie kciuka</strong></h2><p>Jeszcze smutniejszy od samego wpisu jest mechanizm jego bezrefleksyjnego popierania. Oto polityk rzuca w internet hasło, a zwolennicy natychmiast ustawiają się w szeregu. Nie pytają, czy rozwiązanie jest zgodne z polskim ustrojem. Nie sprawdzają, jak wybiera się prezydenta na Węgrzech. Nie zastanawiają się, czy zmiana konstytucji służąca skróceniu kadencji konkretnej osoby rzeczywiście zasługuje na zazdrość.</p><p>Kciuk wędruje do góry szybciej, niż myśl dociera do głowy.</p><p>Tak właśnie umiera poważna debata publiczna. Nie w huku zamachu stanu, lecz w szmerze kolejnych polubień. Politycy przestają tłumaczyć świat, bo łatwiej wzbudzać emocje. Zwolennicy przestają wymagać od polityków wiedzy, bo ważniejsze staje się to, czy uderzyli we „właściwego” przeciwnika. A Konstytucja? Leży gdzieś na półce, między nieprzeczytanym programem wyborczym a podręcznikiem do WOS-u.</p><h2><strong>Zamiast „House of Cards” – szkolna kartkówka</strong></h2><p>Adrian Witczak chciał zapewne efektownie uderzyć w urzędującego polskiego prezydenta. Chciał napisać coś ostrego, zwięzłego i nośnego. Coś, co rozejdzie się po Facebooku jak polityczna petarda. Petarda jednak nie wybuchła tam, gdzie planował autor. Eksplodowała mu w dłoni.</p><p>Bo zamiast pokazać słabość prezydenta, poseł pokazał własną słabość. Zamiast obnażyć wadę polskiego ustroju, obnażył problem ze znajomością jego podstaw. Zamiast politycznego szachu otrzymaliśmy ruch pionkiem wykonany niezgodnie z zasadami gry.</p><p><strong>Poseł Witczak chciał przez chwilę wyglądać jak bohater „House of Cards”. Wyszedł jak uczeń, który przyszedł na kartkówkę z Konstytucji, nie przeczytawszy nawet pierwszego rozdziału. A najgorsze jest to, że część klasy jeszcze zaczęła bić mu brawo.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Niebrów Blues Festiwal wraca do Smardzewic. W sobotę zabrzmią gitary, blues i południowy ogień]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55888,niebrow-blues-festiwal-wraca-do-smardzewic-w-sobote-zabrzmia-gitary-blues-i-poludniowy-ogien</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55888,niebrow-blues-festiwal-wraca-do-smardzewic-w-sobote-zabrzmia-gitary-blues-i-poludniowy-ogien</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 17:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-niebrow-blues-festiwal-wraca-do-smardzewic-w-sobote-zabrzmia-gitary-blues-i-poludniowy-ogien-1784217933.jpg</url>
                        <title>Niebrów Blues Festiwal wraca do Smardzewic. W sobotę zabrzmią gitary, blues i południowy ogień</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55888,niebrow-blues-festiwal-wraca-do-smardzewic-w-sobote-zabrzmia-gitary-blues-i-poludniowy-ogien</link>
                    </image><description>Już w najbliższą sobotę, 18 lipca, Smardzewice znów staną się miejscem spotkania miłośników bluesa, rocka i muzyki granej bez kompromisów. Na letniej scenie odbędzie się trzecia edycja Niebrów Blues Festiwalu. Początek koncertów zaplanowano na godz. 17.00, a wstęp na wydarzenie jest wolny.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Niebrów Blues Festiwal na dobre wpisał się w letni kalendarz wydarzeń muzycznych w gminie Tomaszów Mazowiecki. To propozycja dla tych, którzy cenią gitarowe brzmienie, koncertową energię i atmosferę przypominającą najlepsze plenerowe festiwale — bez wielkiego dystansu między sceną a publicznością, za to z muzyką, która żyje tu i teraz.</p><h2>Cztery zespoły na jednej scenie</h2><p>Podczas tegorocznej edycji przed publicznością wystąpią:</p><p><strong>Second Part</strong>,<br><strong>Miron Nalepa Band</strong>,<br><strong>Joanna Dudkowska Band wraz z Chuciem Frazierem</strong>,<br><strong>LeBurn Maddox z zespołem Gorczyca i Przyjaciele</strong>.</p><p>Zapowiada się wieczór pełen różnych odcieni bluesa — od klasycznego gitarowego grania, przez mocniejsze rockowe akcenty, po brzmienia inspirowane amerykańskim Południem. Publiczność może spodziewać się zarówno emocjonalnych ballad, jak i energetycznych utworów, przy których trudno będzie ustać w miejscu.</p><h2>Muzyka pod gołym niebem</h2><p>Letnia scena w Smardzewicach kolejny raz stanie się przestrzenią wspólnej zabawy i spotkania z muzyką na żywo. Organizatorzy zapowiadają świetną atmosferę, dobrą zabawę i koncerty, które powinny zainteresować zarówno wiernych fanów bluesa, jak i osoby dopiero odkrywające ten gatunek.</p><p>Wydarzenie zostało objęte <strong>Honorowym Patronatem Wójta Gminy Tomaszów Mazowiecki</strong>.</p><h2>Niebrów Blues Festiwal — najważniejsze informacje</h2><p><strong>Data:</strong> sobota, 18 lipca<br><strong>Miejsce:</strong> Smardzewice, letnia scena<br><strong>Początek:</strong> godz. 17.00<br><strong>Wstęp:</strong> wolny</p><p>To będzie muzyczny wieczór z charakterem — z gitarą na pierwszym planie, rytmem płynącym ze sceny i publicznością, która może liczyć na kilka godzin dobrej, koncertowej energii.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Piknik Militarny „Hej, hej ułani...” już 2 sierpnia w Skansenie Rzeki Pilicy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55887,piknik-militarny-hej-hej-ulani-juz-2-sierpnia-w-skansenie-rzeki-pilicy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55887,piknik-militarny-hej-hej-ulani-juz-2-sierpnia-w-skansenie-rzeki-pilicy</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 17:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-piknik-militarny-hej-hej-ulani-juz-2-sierpnia-w-skansenie-rzeki-pilicy-1785489650.jpg</url>
                        <title>Piknik Militarny „Hej, hej ułani...” już 2 sierpnia w Skansenie Rzeki Pilicy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55887,piknik-militarny-hej-hej-ulani-juz-2-sierpnia-w-skansenie-rzeki-pilicy</link>
                    </image><description>Skansen Rzeki Pilicy w Tomaszowie Mazowieckim zaprasza 2 sierpnia na Piknik Militarny „Hej, hej ułani...”. W programie znalazły się pokazy, konkursy, atrakcje rodzinne i wydarzenia inspirowane historią oraz wojskowością.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Historyczne widowisko i rodzinna atmosfera</h2><p>Już <strong>2 sierpnia 2026 roku</strong> w Skansenie Rzeki Pilicy odbędzie się Piknik Militarny „Hej, hej ułani...”. Wydarzenie zaplanowano w godzinach <strong>od 12:00 do 18:00</strong>. Organizatorzy zapowiadają dzień łączący lokalną rekreację, historyczne odniesienia i ofertę dla całych rodzin.</p><p>To propozycja dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic, którzy szukają wakacyjnego wydarzenia z wyraźnym motywem militarnym, ale w lekkiej, piknikowej formule. Skansen Rzeki Pilicy po raz kolejny staje się miejscem, gdzie historia ma być pokazywana w sposób przystępny, widowiskowy i angażujący dla różnych grup wiekowych.</p><h2>Co znajdzie się w programie</h2><p>Program zapowiada się bardzo szeroko. Wśród głównych atrakcji wymieniono <strong>pokazy ułanów na koniach</strong>, które mogą stać się jednym z najbardziej widowiskowych punktów dnia. Nie zabraknie też aktywności praktycznych i pokazowych, takich jak strzelnica ASG, warsztaty z wykrywaczem metali czy prezentacje dronów.</p><p>Organizatorzy przygotowali również Akademię Przetrwania Wild Joy, konkurs rzutu „granatem” do celu z nagrodami, konkurs historyczny oraz obecność rekonstruktorów i wojskowych willysów. Na miejscu mają pojawić się także stoiska o charakterze militarnym, wojskowym i plastycznym, co sugeruje, że wydarzenie będzie łączyć edukację, zabawę i widowisko.</p><p>Uzupełnieniem programu będą <strong>regionalne przysmaki</strong> oraz występy artystyczne. Taki zestaw atrakcji pokazuje, że piknik nie jest kierowany wyłącznie do pasjonatów wojskowości. To raczej szerokie wydarzenie plenerowe, w którym militarna tematyka stanowi punkt wyjścia do wspólnego spędzenia czasu.</p><h2>Lokalny kontekst i praktyczne informacje</h2><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i jego instytucji kultury podobne inicjatywy mają znaczenie większe niż tylko rozrywkowe. To także sposób na ożywianie lokalnych przestrzeni, przyciąganie mieszkańców do miejskich atrakcji oraz budowanie oferty wydarzeń, które wykorzystują potencjał miejsca tak rozpoznawalnego jak Skansen Rzeki Pilicy.</p><p>Wstęp na wydarzenie będzie <strong>płatny zgodnie z cennikiem Skansenu</strong>. Osoby planujące udział powinny uwzględnić to przy organizacji rodzinnego wyjazdu. Biorąc pod uwagę liczbę zapowiedzianych atrakcji, można spodziewać się wydarzenia, które przyciągnie zarówno mieszkańców miasta, jak i gości z regionu.</p><p>Piknik Militarny „Hej, hej ułani...” zapowiada się jako jedna z ciekawszych letnich propozycji w lokalnym kalendarzu. Dla jednych będzie okazją do spotkania z historią, dla innych do rodzinnego wypoczynku, a dla wielu po prostu do spędzenia sierpniowego dnia w nietypowej, plenerowej scenerii.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.kochamtomaszow.pl"></oembed></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Drewno czy blacha, w rogu czy przy domu? Jak wybrać idealny domek ogrodowy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55885,drewno-czy-blacha-w-rogu-czy-przy-domu-jak-wybrac-idealny-domek-ogrodowy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55885,drewno-czy-blacha-w-rogu-czy-przy-domu-jak-wybrac-idealny-domek-ogrodowy</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 12:52:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-drewno-czy-blacha-w-rogu-czy-przy-domu-jak-wybrac-idealny-domek-ogrodowy-1784199391.png</url>
                        <title>Drewno czy blacha, w rogu czy przy domu? Jak wybrać idealny domek ogrodowy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55885,drewno-czy-blacha-w-rogu-czy-przy-domu-jak-wybrac-idealny-domek-ogrodowy</link>
                    </image><description>Najczęstszy i najbardziej kosztowny błąd przy zakupie domku narzędziowego popełniamy na długo przed tym, jak jakakolwiek konstrukcja realnie stanie w naszym ogrodzie. Mowa o etapie planowania. Zazwyczaj kupujemy „na oko”, dając się skusić chwilowej promocji cenowej lub wybierając to, co akurat było pod ręką w markecie budowlanym. Efekt? Przez kolejne lata walczymy z konstrukcją, która okazuje się za ciasna, niefunkcjonalnie ustawiona albo po prostu wygląda marnie już po dwóch sezonach. Tymczasem wybór idealnego domku sprowadza się do kilku prostych decyzji podjętych we właściwej kolejności. Warto je poznać, zanim wyciągnie się portfel.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2 style="text-align:justify;"><strong>Zacznij od tego, co ma się zmieścić w środku&nbsp;</strong></h2><p style="text-align:justify;">Choć brzmi to banalnie, rzetelne zaplanowanie wnętrza to absolutny fundament całej inwestycji. Zanim zaczniesz na oślep porównywać poszczególne modele, zrób uczciwą i szczegółową listę tego, co realnie musi tam trafić. Rzeczy, które dzisiaj zagracają Twój garaż, piwnicę, balkon czy przestrzeń pod schodami, ale także rzeczy, które planujesz kupować w niedalekiej przyszłości.</p><p style="text-align:justify;">W Tomaszowie ta lista bywa zazwyczaj znacznie dłuższa niż w innych zakątkach kraju, bo jesteśmy miastem żyjącym blisko natury i na świeżym powietrzu. Obok kosiarki, grabi i zwojów węża ogrodowego na liście regularnie lądują rowery, wędki, a niezwykle często także kajak, który przez 6 miesięcy w roku pływa po Pilicy, a przez kolejne pół<strong>&nbsp;</strong>roku musi bezpiecznie czekać na kolejny sezon.</p><p style="text-align:justify;">Dopiero mając taki spis przed oczami, możesz sensownie dobrać wielkość i układ przestrzenny schowka. Długi sprzęt, jak wędziska czy wysoka drabina, wymaga zupełnie innej geometrii wnętrza niż drobne narzędzia ręczne. Kosiarka samojezdna to z kolei gabarytowo całkowicie inna kategoria niż lekka wersja elektryczna. Warto od razu założyć, że dużą część mniejszych rzeczy powiesisz na ścianie, zamiast stawiać je na podłodze. To główny powód, dla którego wysokość ścian i solidność konstrukcji pionowych bywają o wiele ważniejsze niż sama powierzchnia podłogi.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Drewno, metal czy tworzywo sztuczne?</strong></h2><p style="text-align:justify;">To kluczowa decyzja techniczna, wokół której kręci się cały proces zakupowy. Każde z rozwiązań ma swoje unikalne wady i zalety, które musisz dopasować do swoich potrzeb:</p><ul><li data-list-item-id="e3b9bef0be6e775dd48c07531a169eafd"><strong>Drewno:</strong> Wygląda zdecydowanie najbardziej szlachetnie i idealnie wtapia się w zieleń. Wielu mieszkańców Tomaszowa, gdzie w Skansenie Rzeki Pilicy pieczołowicie odnawia się zabytkowe drewniane młyny i pawilony, dobrze rozumie i ceni urok tradycyjnej architektury drewnianej. Pamiętaj jednak, że taki obiekt wymaga regularnej impregnacji, zwłaszcza w wilgotnej dolinie Pilicy, gdzie surowiec „pracuje” znacznie mocniej niż na suchym gruncie.</li><li data-list-item-id="e7ce1f4193f8e0854a96a577c9761a4db"><strong>Blacha:</strong> Wersja ocynkowana i lakierowana jest zdecydowanie najtańsza w utrzymaniu oraz w pełni odporna na wilgoć czy szkodniki. Metal ma jednak tendencję do błyskawicznego nagrzewania się w pełnym słońcu, a bez odpowiedniej wentylacji wnętrze robi się parne i tym samym wilgotne, co niszczy sprzęt ogrodowy.</li><li data-list-item-id="eff61478f8415af700711dbebec8e14f0"><strong>Tworzywo sztuczne:</strong> Nowoczesne panele z PVC lub kompozytu nie wymagają absolutnie żadnej konserwacji, malowania i nigdy nie zgniją. Bywają jednak nieco mniej odporne na uszkodzenia mechaniczne, a ich design nie każdemu musi odpowiadać wizualnie.</li></ul><p style="text-align:justify;">Nie ma tu jednego, uniwersalnego idealnego wyboru. Domek należy dopasować do własnych potrzeb, założeń budżetowych oraz tego, jak wiele wolnego czasu chcesz później poświęcać na coroczną konserwację.</p><figure class="image"><a href=" https://focusgarden.pl/domki-ogrodowe"><img style="aspect-ratio:900/300;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/16/domki-narzedziowe-baner.jpg" alt="Domki narzędziowe" width="900" height="300"></a></figure><h2 style="text-align:justify;"><strong>Gdzie go postawić? Lokalizacja i przygotowanie podłoża</strong></h2><p style="text-align:justify;">Miejsce, w którym stanie konstrukcja, bywa często traktowane po macoszemu, a to ono bezpośrednio decyduje o komforcie użytkowania schowka przez długie lata. Domek upchnięty w najdalszym, niedostępnym rogu działki, do którego za każdym razem musisz brnąć przez wysoki trawnik z ciężką kosiarką w dłoniach, szybko przestanie Cię cieszyć. O wiele lepiej sprawdza się lokalizacja bezpośrednio przy utwardzonej ścieżce, blisko podjazdu lub w sąsiedztwie tarasu. Tak, by po potrzebny sprzęt sięgało się intuicyjnie, bez organizowania wyprawy przez pół ogrodu.</p><p style="text-align:justify;">Jak zaznacza take polski producent wyposażenia do ogrodu i tarasu Focus Garden: równie kluczowy jest sam grunt. Domki narzędziowe, niezależnie od wybranego materiału, bezwzględnie potrzebują idealnie równego, stabilnego i suchego podłoża. Najlepszym rozwiązaniem jest wylanie płyty betonowej lub ułożenie kostki brukowej. Postawienie konstrukcji bezpośrednio na gołej ziemi to najprostsza droga do podciągania wilgoci od spodu i szybkiego zniszczenia całej zawartości. Warto też przeanalizować, skąd najczęściej wieje wiatr, jak pada deszcz i gdzie naturalnie spływa woda z dachu, co w rejonie tak wielu rzek i podmokłych terenów wokół Tomaszowa jest szczególnie istotne.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Jak duży domek ogrodowy wybrać?</strong></h2><p style="text-align:justify;">Istnieje stara, budowlana prawda, którą z uśmiechem potwierdza niemal każdy, kto taki obiekt już u siebie postawił: prędzej pożałujesz, że domek jest za mały, niż że jest za duży. Ogrodowego sprzętu i narzędzi z reguły z biegiem lat nam przybywa, a nie ubywa, a wolna przestrzeń błyskawicznie zapełnia się rzeczami, o których na etapie zakupu w ogóle się nie myślało. Rozsądna zasada mówi, by do powierzchni wyliczonej z inwentarza zawsze dołożyć przynajmniej 20-30% zapasu i nie kupować domku dokładnie na styk z obecnymi potrzebami.</p><p style="text-align:justify;">Przy okazji planowania gabarytów koniecznie sprawdź kwestie formalne. Wolno stojące, parterowe budynki gospodarcze do określonej przepisami powierzchni zabudowy zazwyczaj nie wymagają pełnego pozwolenia na budowę, a jedynie oficjalnego zgłoszenia. Lokalne progi i szczegóły prawne potrafią się jednak różnić. Zanim zapadnie ostateczna decyzja i zamówisz większą konstrukcję, dobrze jest upewnić się co do aktualnych wytycznych w wydziale architektury tomaszowskiego magistratu. 10 minut rozmowy z urzędnikiem oszczędzi Ci późniejszych, poważnych kłopotów.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszowskie TBS wyremontowało 30 balkonów. Inwestycja kosztowała 300 tysięcy złotych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55884,tomaszowskie-tbs-wyremontowalo-30-balkonow-inwestycja-kosztowala-300-tysiecy-zlotych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55884,tomaszowskie-tbs-wyremontowalo-30-balkonow-inwestycja-kosztowala-300-tysiecy-zlotych</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 12:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszowskie-tbs-wyremontowalo-30-balkonow-inwestycja-kosztowala-300-tysiecy-zlotych-1784198929.png</url>
                        <title>Tomaszowskie TBS wyremontowało 30 balkonów. Inwestycja kosztowała 300 tysięcy złotych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55884,tomaszowskie-tbs-wyremontowalo-30-balkonow-inwestycja-kosztowala-300-tysiecy-zlotych</link>
                    </image><description>W czerwcu 2026 roku zakończył się kompleksowy remont 30 balkonów w budynkach zarządzanych przez Tomaszowskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Inwestycja miała przede wszystkim poprawić bezpieczeństwo mieszkańców, ale także podnieść standard techniczny budynków.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Stare konstrukcje zastąpiły stalowe balkony</h2><p>Zakres prac był szeroki. Dotychczasowe płyty balkonowe zostały wymienione na nowe konstrukcje stalowe, których powierzchnię wykonano z ryflowanych desek kompozytowych. Takie rozwiązanie ma być trwalsze, odporniejsze na działanie warunków atmosferycznych i łatwiejsze w utrzymaniu.</p><p>Remont objął również balustrady. Zostały one naprawione i zmodernizowane, a ich wysokość dostosowano do aktualnie obowiązujących przepisów budowlanych. To szczególnie istotne w przypadku starszych budynków, w których część elementów powstawała według zupełnie innych norm niż te obowiązujące obecnie.</p><h2>Najważniejsze było bezpieczeństwo</h2><p>Stan balkonów w wielorodzinnych budynkach mieszkalnych nie jest wyłącznie kwestią estetyki. Pęknięcia, korozja elementów konstrukcyjnych, uszkodzone balustrady czy niszczejące płyty mogą stanowić realne zagrożenie dla mieszkańców i osób przechodzących w pobliżu budynku.</p><p>Przeprowadzony remont miał więc nie tylko poprawić wygląd balkonów, ale przede wszystkim zapewnić mieszkańcom bezpieczne korzystanie z nich przez kolejne lata.</p><h2>Inwestycja za 300 tysięcy złotych</h2><p>Wartość zadania wyniosła 300 tys. zł. Prace wykonał Zakład Budowlano-Handlowy CEFARH Kazimierz Cieślak.</p><p>Jak podkreśla Tomaszowskie TBS, inwestycja jest kolejnym etapem działań prowadzonych w zarządzanych nieruchomościach. Ich celem jest sukcesywna poprawa stanu technicznego budynków, komfortu mieszkańców oraz standardu miejskiego zasobu mieszkaniowego.</p><p>Trzydzieści odnowionych balkonów może nie brzmi jak spektakularna inwestycja z czerwonym dywanem i przecięciem wstęgi, ale dla mieszkańców korzystających z nich każdego dnia to zmiana bardzo konkretna. W budownictwie mieszkaniowym właśnie takie prace — wykonywane systematycznie i zanim dojdzie do awarii — często mają największe znaczenie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wakacje z Wojskiem 3. Ostatnia szansa na udział w wakacyjnym szkoleniu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55883,wakacje-z-wojskiem-3-ostatnia-szansa-na-udzial-w-wakacyjnym-szkoleniu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55883,wakacje-z-wojskiem-3-ostatnia-szansa-na-udzial-w-wakacyjnym-szkoleniu</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 12:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wakacje-z-wojskiem-3-ostatnia-szansa-na-udzial-w-wakacyjnym-szkoleniu-1784196904.png</url>
                        <title>Wakacje z Wojskiem 3. Ostatnia szansa na udział w wakacyjnym szkoleniu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55883,wakacje-z-wojskiem-3-ostatnia-szansa-na-udzial-w-wakacyjnym-szkoleniu</link>
                    </image><description>Wojsko Polskie prowadzi nabór na ostatni turnus programu „Wakacje z Wojskiem 3”. To propozycja dla osób, które chcą aktywnie zakończyć lato, zdobyć praktyczne umiejętności, poznać wojskową codzienność i jednocześnie otrzymać wynagrodzenie. Zgłoszenia przyjmuje między innymi Wojskowe Centrum Rekrutacji w Tomaszowie Mazowieckim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ostatni turnus szkolenia odbędzie się w terminie <strong>od 17 sierpnia do 12 września</strong>. Program potrwa 27 dni i będzie realizowany w wybranych jednostkach wojskowych na terenie całego kraju.</p><p>Oferta skierowana jest przede wszystkim do osób w wieku od 18 do 35 lat, w szczególności do maturzystów, studentów oraz wszystkich, którzy poszukują alternatywy dla pracy sezonowej lub zwykłego wakacyjnego wypoczynku. Podstawowym warunkiem udziału jest ukończenie 18. roku życia.</p><h2>Szkolenie, dyscyplina i konkretne wynagrodzenie</h2><p>Uczestnicy programu otrzymają wynagrodzenie w wysokości blisko <strong>6500 zł brutto</strong>. Wojsko zapewnia również bezpłatne zakwaterowanie, pełne wyżywienie, umundurowanie, opiekę medyczną oraz ubezpieczenie.</p><p>Nie jest to jednak kolonia z wojskowym mundurem w tle. Program zakłada intensywne szkolenie podstawowe, wymagające dyscypliny, odporności i współpracy w grupie. Uczestnicy poznają realia funkcjonowania jednostki wojskowej i będą wykonywać zadania zbliżone do tych, z jakimi mierzą się żołnierze rozpoczynający służbę.</p><h2>Od strzelania po przetrwanie w terenie</h2><p>W czasie szkolenia uczestnicy poznają podstawy taktyki wojskowej, zasady bezpiecznego posługiwania się bronią oraz strzelania. W programie znajdą się także elementy przetrwania w terenie, walki wręcz, obsługi wybranego sprzętu wojskowego oraz działania zespołowego w trudnych i wymagających warunkach.</p><p>Kandydaci mogą wybrać miejsce szkolenia zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. Program realizowany jest między innymi w jednostkach wojsk lądowych, pancernych, desantowych, rakietowych oraz Marynarki Wojennej.</p><p>Dla jednych będzie to przygoda na zakończenie wakacji, dla innych pierwszy poważny test charakteru. Pobudki o świcie, mundur, musztra, wysiłek fizyczny i działanie pod presją mogą szybko zweryfikować wyobrażenia o wojskowej służbie.</p><h2>Pierwszy krok do dalszej służby</h2><p>Udział w programie nie oznacza konieczności wiązania całej przyszłości z armią. Może jednak stać się pierwszym krokiem do dalszej służby w aktywnej rezerwie, Wojskach Obrony Terytorialnej lub zawodowej służbie wojskowej.</p><p>Dla wielu młodych ludzi będzie to również okazja do sprawdzenia własnych możliwości, zdobycia pewności siebie i nauczenia się odpowiedzialności za innych. Wojsko podkreśla, że liczą się nie tylko sprawność fizyczna, ale także odporność psychiczna, umiejętność współpracy i gotowość do wykonywania poleceń.</p><h2>Jak zgłosić się na szkolenie?</h2><p>Zgłoszenia można składać przez internet, telefonicznie, mailowo lub osobiście w <strong>Wojskowym Centrum Rekrutacji w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><p>Szczegółowe informacje dostępne są na stronie <strong>zostanzolnierzem.pl</strong> oraz pod numerem infolinii <strong>800 180 110</strong>.</p><p>Ostatni turnus programu „Wakacje z Wojskiem 3” rozpocznie się 17 sierpnia. To ostatnia w tym roku okazja, by wakacyjny plecak zamienić na wojskowy ekwipunek i przekonać się, jak wygląda służba po drugiej stronie koszarowej bramy.</p><p><strong>Informacji udzieliło Wojskowe Centrum Rekrutacji w Tomaszowie Mazowieckim.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Młoda Lechia nie sprostała Ursusowi. Porażka 1:4 w meczu kontrolnym]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55882,mloda-lechia-nie-sprostala-ursusowi-porazka-1-4-w-meczu-kontrolnym</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55882,mloda-lechia-nie-sprostala-ursusowi-porazka-1-4-w-meczu-kontrolnym</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 12:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-mloda-lechia-nie-sprostala-ursusowi-porazka-1-4-w-meczu-kontrolnym-1784196548.png</url>
                        <title>Młoda Lechia nie sprostała Ursusowi. Porażka 1:4 w meczu kontrolnym</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55882,mloda-lechia-nie-sprostala-ursusowi-porazka-1-4-w-meczu-kontrolnym</link>
                    </image><description>Młodzi zawodnicy Akademii Piłkarskiej RKS Lechia oraz gracze testowani otrzymali szansę zaprezentowania swoich umiejętności w czwartym meczu kontrolnym zielono-czerwonych podczas letniego okresu przygotowawczego. Tomaszowianie przegrali z Ursusem Warszawa 1:4, choć do przerwy wynik pozostawał remisowy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Lechia Tomaszów Mazowiecki – Ursus Warszawa 1:4</h2><p>Spotkanie rozpoczęło się obiecująco dla gospodarzy. Młody i eksperymentalnie zestawiony zespół Lechii starał się grać odważnie, a w pierwszej połowie potrafił przeciwstawić się bardziej doświadczonym rywalom.</p><p>W 44. minucie bramkę dla zielono-czerwonych zdobył z rzutu karnego jeden z zawodników testowanych. Do szatni obie drużyny schodziły przy wyniku 1:1.</p><p>Po przerwie przewagę osiągnęli jednak piłkarze Ursusa. Warszawski zespół wykorzystał błędy młodych tomaszowian i trzykrotnie trafił do siatki, ustalając końcowy rezultat na 4:1.</p><h2>Szansa dla młodzieży i zawodników testowanych</h2><p>Mimo wysokiej porażki spotkanie było wartościowym sprawdzianem dla zawodników aspirujących do gry w pierwszym zespole Lechii. Sztab szkoleniowy mógł przyjrzeć się młodym piłkarzom Akademii oraz graczom testowanym w warunkach meczowych.</p><p>W barwach Lechii po raz pierwszy wystąpił <strong>Miłosz Wojtaszek</strong>, zawodnik z rocznika 2011, podopieczny trenera Miłosza Turewicza w Akademii Piłkarskiej RKS Lechia. Dla młodego gracza był to ważny krok i okazja do zebrania doświadczenia w rywalizacji z seniorami.</p><h2>Skład Lechii</h2><p><strong>Lechia:</strong> zawodnik testowany – Szymon Warczyński, Kacper Misztela, Bartłomiej Chyb, Jakub Szewczyk – zawodnik testowany, Artur Czupryński, Eryc Papiernik, zawodnik testowany – Karol Klimek, zawodnik testowany.</p><p>Na zmiany wchodzili: Bartosz Śmiechowicz, Walerij Fiałkowski, Michał Pustelnik, Maksymilian Bogusławski oraz Miłosz Wojtaszek.</p><h2>Kolejny sprawdzian z Legionovią</h2><p>Następny mecz kontrolny zielono-czerwoni rozegrają <strong>w sobotę, 18 lipca, o godzinie 11:00</strong>. Rywalem tomaszowskiego zespołu będzie Legionovia Legionowo.</p><p>Dla piłkarzy Lechii będzie to kolejny etap przygotowań do nadchodzącego sezonu i następna okazja do walki o miejsce w podstawowym składzie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czy to na pewno jeszcze demokracja?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55875,czy-to-na-pewno-jeszcze-demokracja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55875,czy-to-na-pewno-jeszcze-demokracja</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 21:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czy-to-na-pewno-jeszcze-demokracja-1784144529.png</url>
                        <title>Czy to na pewno jeszcze demokracja?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55875,czy-to-na-pewno-jeszcze-demokracja</link>
                    </image><description>Siedem dni. Tyle otrzymali członkowie Prawa i Sprawiedliwości, aby wystąpić ze stowarzyszeń, fundacji i innych organizacji prowadzących działalność polityczną bez zgody władz partii. Siedem dni na wybór między legitymacją partyjną a prawem do działania w innym, legalnym przecież zrzeszeniu. Siedem dni na udowodnienie, że dla człowieka partii nie ma już życia poza partią.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Decyzję uzasadniono potrzebą zachowania „jedności ideowej, organizacyjnej i politycznej”. Brzmi poważnie, niemal podniośle. Jak rozkaz dzienny przed decydującą bitwą. Problem w tym, że pod tą wojskową retoryką kryje się pytanie znacznie ważniejsze niż przyszłość Mateusza Morawieckiego, Jacka Sasina czy kolejnego partyjnego stronnictwa.</p><p><strong>Czy obywatel należący do partii politycznej nadal pozostaje wolnym obywatelem?</strong></p><p>Czy może uczestniczyć w debatach, stowarzyszeniach i inicjatywach społecznych, które nie zostały uprzednio pobłogosławione przez centralę? Czy też z chwilą podpisania deklaracji członkowskiej przekazuje władzom partii prawo do decydowania, z kim może się spotykać, gdzie może zabierać głos i jakie pomysły wolno mu publicznie rozwijać?</p><h2>Partia to nie klasztor, a prezes to nie przeor</h2><p>Prawo i Sprawiedliwość niewątpliwie ma prawo ustalać zasady przynależności do swojej organizacji. Partia polityczna jest dobrowolnym zrzeszeniem, a jej statut określa prawa i obowiązki członków, sposób nabywania oraz utraty członkostwa. Ustawa o partiach politycznych pozostawia ugrupowaniom znaczną swobodę w kształtowaniu wewnętrznej dyscypliny.</p><p>Nie należy więc pochopnie ogłaszać, że każda groźba usunięcia członka partii za równoległą działalność polityczną jest automatycznie bezprawna. Członkostwo w partii nie jest urzędem dziedzicznym ani konstytucyjnym przywilejem. Można do partii wstąpić, można z niej wystąpić, można również zostać z niej wykluczonym zgodnie z obowiązującym statutem.</p><p>Ale między prawem do ochrony własnej nazwy i programu a próbą podporządkowania całej aktywności obywatelskiej człowieka istnieje granica. I właśnie do tej granicy kierownictwo PiS niebezpiecznie się zbliża.</p><p>Konstytucja mówi przecież nie tylko o wolności działania partii. W art. 11 wskazuje również, że partie zrzeszają obywateli <strong>na zasadach dobrowolności i równości</strong>, aby wpływać na politykę państwa metodami demokratycznymi. Art. 12 gwarantuje wolność tworzenia i działania stowarzyszeń, ruchów obywatelskich oraz innych dobrowolnych zrzeszeń. Z kolei art. 58 zapewnia każdemu wolność zrzeszania się.</p><p>To nie są dekoracyjne zdania wypisane złotą farbą na ścianie Sejmu. To jest fundament ustroju, w którym społeczeństwo nie składa się wyłącznie z państwa, partii oraz posłusznych wykonawców poleceń.</p><h2>Legalne nie zawsze znaczy demokratyczne</h2><p>Najbardziej kłopotliwa prawda brzmi następująco: uchwała władz partii może mieścić się w szerokiej autonomii organizacyjnej ugrupowania, a jednocześnie pozostawać <strong>głęboko sprzeczna z demokratycznym duchem społeczeństwa obywatelskiego</strong>.</p><p>Nie każda praktyka autorytarna musi być od razu przestępstwem. Nie każdy knebel ma formę ustawy. Nie każdy zakaz wydaje minister, wojewoda lub sąd. Czasami wystarczy uzależnić dalszą karierę, miejsce na liście wyborczej i polityczną przyszłość od podpisania stosownego oświadczenia.</p><p>Władze PiS nie zakazują formalnie działalności stowarzyszenia Rozwój Plus w Polsce. Nie mają takich kompetencji. Konstytucja stanowi, że o zakazie działania zrzeszenia sprzecznego z Konstytucją lub ustawą orzeka sąd.</p><p>Kierownictwo partii robi jednak coś innego: mówi swoim członkom, że mają z legalnego stowarzyszenia wystąpić, a jeśli nie wykonają polecenia, zostanie wobec nich uruchomiona procedura wykluczenia. W praktyce jest to więc mechanizm politycznego szantażu: <strong>możesz korzystać z wolności zrzeszania się, ale zapłacisz za to utratą miejsca w naszej organizacji</strong>.</p><p>Formalnie wybór pozostaje. Tyle że przypomina on wybór przedstawiany przez kierownika zakładu z czasów słusznie minionych: nikt nikogo nie zmusza, ale rozsądny człowiek wie, którą odpowiedź należy zakreślić.</p><h2>Najpierw stowarzyszenia, potem rozmowy przy kawie?</h2><p>Rafał Bochenek ogłosił, że członkowie PiS nie powinni uczestniczyć również w spotkaniach, wydarzeniach i projektach organizacji politycznych, jeżeli nie uzyskały one zgody władz partii. Zakaz nie dotyczy zatem wyłącznie formalnego członkostwa. Ma sięgać debat, spotkań i inicjatyw.</p><p>To już nie jest jedynie ochrona partyjnego szyldu przed konkurencyjnym ugrupowaniem. To próba reglamentowania przestrzeni dyskusji.</p><p>Dzisiaj zakazane jest stowarzyszenie byłego premiera. Jutro problemem może stać się udział w konferencji konserwatywnego think tanku. Pojutrze rozmowa z ludźmi, którzy mają własny pomysł na przyszłość prawicy. W następnym etapie ktoś zapyta, czy członek partii może przyjąć zaproszenie do lokalnego stowarzyszenia, które organizuje debatę o szpitalu, energetyce albo samorządzie bez odpowiedniej zgody centrali.</p><p>Absurd? Jeszcze niedawno absurdem wydawałaby się decyzja, że dorosłym posłom i byłym premierom należy wyznaczyć siedmiodniowy termin na wypisanie się z legalnych organizacji.</p><p>Tak działa mechanizm przesuwania granicy. Najpierw zakaz przedstawia się jako wyjątkowy środek służący jedności. Później jedność staje się posłuszeństwem. Następnie posłuszeństwo przeobraża się w milczenie, a milczenie zostaje uznane za najwyższą formę lojalności.</p><h2>Demokracja według zatwierdzonego harmonogramu</h2><p>Prawo o stowarzyszeniach definiuje stowarzyszenie jako zrzeszenie dobrowolne, samorządne i trwałe. Stanowi także, że stowarzyszenie samodzielnie określa swoje cele, program działania oraz strukturę, a organizacje tego rodzaju mają prawo wypowiadać się w sprawach publicznych.</p><p>Tymczasem Rozwój Plus zapowiadał festiwal debat, dwadzieścia paneli i pięćdziesięciu prelegentów. Można krytykować Mateusza Morawieckiego. Można podejrzewać, że nie buduje bezinteresownie społeczeństwa obywatelskiego, ale własne zaplecze przed przyszłą walką o przywództwo. Można widzieć w tym frakcję, konkurencyjny dwór albo polityczny start-up byłego premiera.</p><p>Ale trudno nie dostrzec ironii.</p><p>Partia, która przez lata przedstawiała się jako obrońca pluralizmu wobec liberalnych elit, dzisiaj boi się pluralizmu we własnym obozie. Ugrupowanie deklarujące przywiązanie do wolności debaty uznaje debaty organizowane bez zgody kierownictwa za zagrożenie. Formacja mówiąca o suwerenności domaga się od własnych członków rezygnacji z osobistej suwerenności na rzecz decyzji partyjnej centrali.</p><p>„Buduj z nami nowoczesny konserwatyzm” — zapraszał Morawiecki. Centrala odpowiedziała mniej więcej tak: nowoczesny konserwatyzm można budować, ale wyłącznie na podstawie zatwierdzonego projektu, pod nadzorem kierownika budowy i bez samowolnego przesuwania ścian.</p><p>To nie debata. To polityczna wersja filmu „Seksmisja”, w której każda niezależna myśl wymaga wcześniejszej zgody Jej Ekscelencji.</p><h2>Jedność czy walka o kontrolę?</h2><p>Oficjalnym powodem uchwały ma być ochrona jedności PiS, a także obawa o partyjne finansowanie. Rzecznik ugrupowania przekonywał, że aktywność konkurencyjnych środowisk może prowadzić do odebrania partii pieniędzy potrzebnych do zwycięstwa. Sama decyzja rzeczywiście objęła stowarzyszenia związane z Mateuszem Morawieckim i Jackiem Sasinem; Sasin ogłosił zakończenie działalności swojego stowarzyszenia.</p><p>Być może więc nie chodzi przede wszystkim o filozofię prawa, lecz o coś bardziej przyziemnego: o władzę, pieniądze, kontrolę nad strukturami i niedopuszczenie do powstania konkurencyjnych ośrodków wpływu.</p><p>W polityce jest to zrozumiałe. Liderzy zawsze obawiali się frakcji. Cezar nie przepadał za senatorami prowadzącymi własną politykę, Stalin nie znosił niezależnych bolszewików, a bohaterowie „Ojca chrzestnego” również oczekiwali, że rodzina będzie mówiła jednym głosem.</p><p>Tylko że demokratyczna partia nie powinna być ani legionem Cezara, ani komitetem centralnym, ani rodziną Corleone.</p><p>Ustawa o partiach politycznych wymaga, aby partie kształtowały swoje struktury i zasady działania zgodnie z zasadami demokracji, zapewniając między innymi jawność struktur, wybieralność organów oraz podejmowanie uchwał większością głosów.</p><p>Demokracja wewnątrzpartyjna nie oznacza oczywiście, że każdy poseł może codziennie zakładać własną partię w partii. Oznacza jednak coś więcej niż jednomyślne głosowanie kierownictwa pod nieobecność człowieka, którego organizacji dotyczy decyzja.</p><p>Jednomyślność nie zawsze świadczy o sile demokracji. Czasami świadczy wyłącznie o tym, że nikt przy stole nie odważył się powiedzieć „nie”.</p><h2>Obywatel na siedmiodniowej przepustce</h2><p>Najbardziej niepokojący w tej historii nie jest nawet konflikt między Jarosławem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim. Partie przeżywały już rozłamy, bunty i wojny sukcesyjne. Jedni odchodzili, inni wracali, jeszcze inni zakładali nowe ugrupowania, które po kilku latach znikały z politycznej mapy.</p><p>Niebezpieczny jest model członkostwa, który wyłania się z tej decyzji.</p><p>Członek partii ma być aktywny, ale tylko tam, gdzie partia pozwoli. Ma rozmawiać z obywatelami, ale w ramach zatwierdzonych projektów. Ma przedstawiać pomysły, o ile pomysły nie tworzą alternatywnego ośrodka wpływu. Ma budować społeczeństwo obywatelskie, lecz społeczeństwo to musi wcześniej otrzymać pieczątkę z centrali.</p><p>W takim systemie człowiek nie jest już obywatelem, który dobrowolnie należy do partii. Staje się funkcjonariuszem organizacji, a jego życie publiczne zostaje objęte partyjną jurysdykcją.</p><p>To zasadnicza różnica.</p><p>Partia demokratyczna jest narzędziem obywateli służącym realizacji ich poglądów. Partia wodzowska traktuje obywateli jak narzędzia służące realizacji decyzji kierownictwa.</p><h2>Czy doszło do naruszenia prawa?</h2><p>Uczciwa odpowiedź brzmi: na podstawie samego komunikatu nie można jednoznacznie stwierdzić, że uchwała władz PiS jest nielegalna. Do takiej oceny potrzebna byłaby analiza statutu partii, treści uchwały, trybu jej podjęcia oraz ewentualnych postępowań dyscyplinarnych.</p><p>Konstytucyjna wolność zrzeszania się nie ma charakteru absolutnego, a prywatna organizacja może określać warunki swojego członkostwa. Także partia korzysta z wolności zrzeszania się i ma prawo chronić swoją spójność polityczną.</p><p>Nie oznacza to jednak, że każdy wewnętrzny zakaz należy przyjmować bezkrytycznie. Szczególnie gdy partia nie jest klubem kolekcjonerów znaczków, ale organizacją ubiegającą się o władzę nad państwem.</p><p>Sposób, w jaki kierownictwo traktuje własnych członków, mówi wiele o tym, jak może w przyszłości traktować obywateli. Jeżeli w partii nie toleruje się niezależnych debat, konkurencyjnych środowisk i inicjatyw podejmowanych bez zgody prezesa, trudno uwierzyć, że po zdobyciu władzy ta sama partia nagle pokocha pluralizm.</p><p>Demokracja zaczyna się bowiem nie przy urnie wyborczej, ale w codziennym przyzwoleniu na różnicę zdań.</p><h2>Czy to na pewno jeszcze demokracja?</h2><p>Być może formalnie wszystko się zgadza. Uchwała została podjęta. Termin wyznaczony. Oświadczenia rozesłane. Procedura wykluczenia przygotowana. Jeden polityk zasalutował i zamknął stowarzyszenie. Drugi zaprosił na grill i zapowiedział dalszą działalność.</p><p>Dokumenty są w porządku. Pieczątki stoją we właściwych miejscach.</p><p>Tylko demokracja to coś więcej niż prawidłowo wypełniony formularz.</p><p>To prawo człowieka do samodzielnego myślenia, spotykania się z innymi i tworzenia środowisk, których nie kontroluje żadna centrala. To zgoda na to, że nawet członek partii może mieć własny głos, własne relacje i własny pomysł na państwo. To świadomość, że jedność osiągnięta przymusem nie jest jednością, lecz dyscypliną koszarową.</p><p>Władze PiS mogą zdecydować, kogo chcą mieć w swoich szeregach. Nie mogą jednak oczekiwać, że opinia publiczna uzna taki model za wzór demokratycznej kultury.</p><p>Bo jeżeli dorosły człowiek, poseł, były premier lub działacz społeczny musi pytać partyjną centralę, czy wolno mu uczestniczyć w debacie, stowarzyszeniu albo projekcie politycznym, to pytanie nie brzmi już wyłącznie: <strong>kto będzie rządził Prawem i Sprawiedliwością?</strong></p><p>Pytanie brzmi: <strong>czy to na pewno jeszcze partia demokratyczna, czy już organizacja, w której obywatelstwo kończy się tam, gdzie zaczyna się wola prezesa?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jak Zlokalizować Numer Telefonu – 3 Skuteczne Metody W 2026 Roku]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55874,jak-zlokalizowac-numer-telefonu-3-skuteczne-metody-w-2026-roku</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55874,jak-zlokalizowac-numer-telefonu-3-skuteczne-metody-w-2026-roku</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 19:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jak-zlokalizowac-numer-telefonu-3-skuteczne-metody-w-2026-roku-1784137646.png</url>
                        <title>Jak Zlokalizować Numer Telefonu – 3 Skuteczne Metody W 2026 Roku</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55874,jak-zlokalizowac-numer-telefonu-3-skuteczne-metody-w-2026-roku</link>
                    </image><description>&amp;nbsp;Zgubiony telefon, dziecko które nie odbiera, bliski który nie dotarł na miejsce o umówionej godzinie. W takich momentach każdy chce wiedzieć jedno: gdzie jest ten telefon teraz. Sposoby na lokal</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>&nbsp;</strong>Zgubiony telefon, dziecko które nie odbiera, bliski który nie dotarł na miejsce o umówionej godzinie. W takich momentach każdy chce wiedzieć jedno: gdzie jest ten telefon teraz. Sposoby na lokalizację numeru telefonu są dziś bardziej dostępne niż kiedykolwiek, ale różnią się znacznie pod względem dokładności, łatwości użycia i tego, do czego tak naprawdę się nadają. Ten artykuł przedstawia trzy metody, które faktycznie działają w 2026 roku, z konkretnymi informacjami o tym, kiedy każda z nich ma sens.</p><h2><strong>Co Warto Wiedzieć Przed Lokalizacją Telefonu</strong></h2><p>Lokalizacja telefonu działa tylko wtedy, gdy urządzenie jest włączone i podłączone do internetu lub sieci komórkowej. Wyłączony telefon bez aktywnego połączenia nie wysyła żadnych danych lokalizacyjnych, co oznacza, że żadna metoda nie da ci odpowiedzi w takiej sytuacji. Warto też wiedzieć, że różne metody oferują różny poziom precyzji: GPS daje dokładność do kilku metrów, lokalizacja przez sieć komórkową do kilkuset metrów lub nawet kilku kilometrów. Wybór metody zależy od tego, czego potrzebujesz: szybkiej orientacji gdzie jest telefon, czy dokładnego śledzenia na bieżąco.</p><h2><strong>Metoda 1 : mSpy – Najlepsza Opcja Do Regularnej I Precyzyjnej Lokalizacji</strong></h2><h3><span style="color:black;"><strong>Jak mSpy Rozwiązuje Problem Lokalizacji</strong></span></h3><figure class="image image-style-align-center"><img style="aspect-ratio:578/314;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/15/image.png" width="578" height="314"></figure><p>Gdy potrzebujesz stałej, precyzyjnej i dyskretnej lokalizacji telefonu, mSpy dostarcza rozwiązanie, które działa niezawodnie każdego dnia. Ta aplikacja instaluje się bezpośrednio na monitorowanym urządzeniu i przesyła dane lokalizacyjne do panelu dostępnego z dowolnej przeglądarki. <i>Działa w tle bez widocznych śladów na ekranie telefonu, co sprawia, że jest szczególnie użyteczna w kontekście kontroli rodzicielskiej.</i>Funkcja <a href="https://www.mspy.com/pl/community/t/jak-zlokalizuj-numer-telefonu-na-mapie-za-darmo-w-polsce/162"><span style="color:#1155CC;"><strong>zlokalizuj numer telefonu</strong></span></a> w mSpy działa na poziomie precyzji GPS, co oznacza dokładność do kilku metrów, a nie przybliżoną lokalizację przez sieć komórkową.&nbsp;</p><p>Historia lokalizacji jest zapisywana i dostępna do wglądu w dowolnym momencie, co pozwala prześledzić trasę przebytą przez dziecko w ciągu całego dnia. Geofencing pozwala ustawić wirtualne strefy bezpieczeństwa i otrzymywać automatyczne powiadomienia, gdy urządzenie je opuszcza lub do nich wchodzi.</p><p>Wyobraź sobie, że twoje dziecko po raz pierwszy wraca samodzielnie ze szkoły przez miasto. mSpy pokazuje ci jego pozycję na mapie w czasie rzeczywistym, informuje gdy dotrze do domu, i zapisuje całą trasę na wypadek gdybyś chciał do niej wrócić. <i>Dla wielu rodziców ta spokojna pewność, że dziecko dotarło bezpiecznie, jest warta więcej niż jakakolwiek inna funkcja aplikacji.</i></p><p>Poza lokalizacją mSpy daje dostęp do wiadomości, połączeń i aktywności na mediach społecznościowych, co czyni go kompletnym narzędziem kontroli rodzicielskiej. Instalacja zajmuje mniej niż dziesięć minut na Androidzie, a okres próbny pozwala przetestować wszystkie funkcje przed podjęciem decyzji o subskrypcji. Obsługa klienta działa sprawnie i reaguje szybko, gdy pojawi się jakikolwiek problem techniczny.</p><p><strong>Główne funkcje mSpy:</strong></p><ul><li data-list-item-id="ec32f34fff73629834b1beb50d09b3c92">Śledzenie GPS w czasie rzeczywistym z historią lokalizacji</li><li data-list-item-id="e66f6e534a68bb6ba78d33a2c137a38d2">Geofencing z automatycznymi powiadomieniami</li><li data-list-item-id="eaa43dd403edd362b69f1cc08b7acd7e5">Dostęp do wiadomości i mediów społecznościowych</li><li data-list-item-id="e02ef60a7b39c63810efafc236fa27878">Monitoring połączeń i kontaktów</li><li data-list-item-id="ed1bdb12f75c90b90c8db8864c6d744a2">Kompatybilność z Androidem i iOS</li></ul><figure class="table"><table><tbody><tr><td>Zalety</td><td>Wady</td></tr><tr><td>Precyzja GPS do kilku metrów</td><td>Pełna wersja płatna po okresie próbnym</td></tr><tr><td>Historia lokalizacji dostępna w każdej chwili</td><td>Wymaga fizycznej instalacji na urządzeniu</td></tr><tr><td>Geofencing z automatycznymi alertami</td><td>Niektóre funkcje ograniczone na iOS</td></tr><tr><td>Działa dyskretnie w tle</td><td>Wymaga jednorazowego dostępu do telefonu</td></tr></tbody></table></figure><h2><strong>Metoda 2 : Wbudowane Narzędzia Systemowe</strong></h2><h3><span style="color:black;"><strong>Znajdź Mój Telefon Na Androidzie I iOS</strong></span></h3><p>To najprostszy i najszybszy sposób lokalizacji zagubionego lub skradzionego telefonu, dostępny całkowicie za darmo. Na Androidzie funkcja nazywa się "Znajdź moje urządzenie" i działa przez konto Google powiązane z telefonem. Na iOS odpowiednikiem jest "Zlokalizuj", dostępny przez iCloud lub aplikację na innym urządzeniu Apple. Wystarczy zalogować się na swoje konto z dowolnej przeglądarki i telefon pojawia się na mapie w ciągu kilku sekund.</p><p>Poza samą lokalizacją oba narzędzia pozwalają zdalnie zablokować urządzenie, odtworzyć dźwięk sygnału, a w ostateczności wymazać wszystkie dane z telefonu. To rozwiązanie idealne, gdy telefon po prostu gdzieś leży i chcesz go znaleźć, albo gdy zostało skradzione i chcesz je zabezpieczyć. Warunek jest jeden: funkcja lokalizacji musi być włączona na urządzeniu zanim dojdzie do zguby lub kradzieży.</p><p>Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, sprawdź teraz w ustawieniach swojego telefonu, czy lokalizacja jest aktywna i czy konto Google lub Apple jest prawidłowo skonfigurowane. Ta prosta czynność zajmuje dwie minuty i może zaoszczędzić mnóstwo stresu w przyszłości. <i>Wbudowane narzędzia systemowe nie nadają się jednak do regularnego śledzenia lokalizacji innej osoby, bo wymagają dostępu do konta właściciela telefonu.</i></p><h3><span style="color:black;"><strong>Google Family Link I Apple Family Sharing</strong></span></h3><p>Dla rodzin, które chcą stale widzieć lokalizację swoich bliskich, Google i Apple oferują bezpłatne rozwiązania natywne. Google Family Link pozwala rodzicom śledzić lokalizację dzieci na mapie w czasie rzeczywistym, z historią miejsc, które odwiedziły w ciągu dnia. Apple Family Sharing działa podobnie dla użytkowników iPhone'ów w ramach jednej grupy rodzinnej, z widoczną lokalizacją każdego członka, który wyraził na to zgodę.</p><p>Oba narzędzia działają tylko wtedy, gdy osoba śledzona wie o tym i wyraziła zgodę, co czyni je odpowiednim rozwiązaniem dla rodzin, ale nie dla sytuacji, w których zależy nam na dyskretnym monitorowaniu. Dla rodziców dzieci poniżej 13 roku życia Family Link oferuje dodatkowe funkcje kontroli rodzicielskiej, w tym zarządzanie aplikacjami i czasem ekranu. To dobre rozwiązanie na start, szczególnie jeśli potrzebujesz tylko podstawowej lokalizacji bez dodatkowych funkcji nadzoru.</p><h2><strong>Metoda 3 : Udostępnianie Lokalizacji W Czasie Rzeczywistym</strong></h2><h3><span style="color:black;"><strong>Google Maps</strong></span></h3><figure class="image image-style-align-center"><img style="aspect-ratio:621/413;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/15/image.jpeg" width="621" height="413"></figure><p>Wielu użytkowników próbuje <strong>zlokalizuj numer telefonu na mapie google</strong> korzystając z wbudowanej funkcji udostępniania lokalizacji, i w wielu sytuacjach to wystarczy. Google Maps pozwala udostępnić swoją pozycję wybranej osobie na określony czas, od 15 minut do kilku dni, bez instalowania żadnej dodatkowej aplikacji. Wystarczy otworzyć aplikację, dotknąć swojego zdjęcia profilowego, wybrać opcję udostępniania lokalizacji, wskazać kontakt i czas trwania, a odbiorca otrzymuje link z aktualną pozycją na mapie.</p><p>WhatsApp oferuje podobną funkcję bezpośrednio w oknie rozmowy, z opcją udostępniania lokalizacji na żywo przez wybrany czas. Obie metody działają jednak tylko wtedy, gdy osoba, której lokalizację chcemy poznać, świadomie i dobrowolnie ją udostępnia. Dla par, przyjaciół lub rodzin, które chcą wzajemnie wiedzieć gdzie są, to wygodne i bezpłatne rozwiązanie, ale w sytuacjach wymagających dyskretnego monitorowania żadna z tych opcji nie wystarczy.</p><h3><span style="color:black;"><strong>Kiedy Ta Metoda Ma Sens</strong></span></h3><p>Udostępnianie lokalizacji przez Google Maps lub WhatsApp sprawdza się świetnie w konkretnych sytuacjach: spotkanie w nieznanym miejscu, koordynacja dojazdu kilku osób, powrót dziecka z imprezy późno w nocy. W tych przypadkach obie strony wiedzą o udostępnianiu i traktują je jako praktyczne narzędzie, a nie inwigilację. <i>Gdy potrzeba lokalizacji jest jednostronna lub musi działać stale i dyskretnie, ta metoda zawodzi.</i></p><h2><strong>Porównanie 3 Metod</strong></h2><figure class="table"><table><tbody><tr><td>Kryterium</td><td>mSpy</td><td>Narzędzia Systemowe</td><td>Udostępnianie Lokalizacji</td></tr><tr><td>Precyzja lokalizacji</td><td>Bardzo wysoka</td><td>Wysoka</td><td>Wysoka</td></tr><tr><td>Historia lokalizacji</td><td>Pełna</td><td>Ograniczona</td><td>Brak</td></tr><tr><td>Dyskretne działanie</td><td>Tak</td><td>Nie</td><td>Nie</td></tr><tr><td>Koszt</td><td>Płatne</td><td>Bezpłatne</td><td>Bezpłatne</td></tr><tr><td>Regularne monitorowanie</td><td>Tak</td><td>Ograniczone</td><td>Ograniczone</td></tr><tr><td>Łatwość użycia</td><td>Łatwe</td><td>Bardzo łatwe</td><td>Bardzo łatwe</td></tr></tbody></table></figure><h2><strong>Podsumowanie</strong></h2><p>Każda z trzech metod opisanych w tym artykule odpowiada na inne potrzeby i sprawdza się w innych sytuacjach. Udostępnianie lokalizacji przez Google Maps lub WhatsApp sprawdza się przy okazjonalnej koordynacji między osobami, które świadomie dzielą się swoją pozycją. Wbudowane narzędzia systemowe wystarczą, gdy szukasz zgubionego telefonu lub chcesz wiedzieć gdzie jest twoje dziecko za jego wiedzą i zgodą. <strong>mSpy dostarcza rozwiązanie dla rodziców, którzy potrzebują precyzyjnej, stałej i dyskretnej lokalizacji telefonu dziecka, z pełną historią tras i automatycznymi alertami.</strong> Jeśli zależy ci na spokoju ducha każdego dnia, a nie tylko w sytuacjach awaryjnych, mSpy jest wyborem, który to zapewnia, a okres próbny pozwala sprawdzić to bez żadnego ryzyka.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Drugi konkurs na prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Kandydaci mają zaledwie kilka dni na złożenie dokumentów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 18:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozen-1784131988.png</url>
                        <title>Drugi konkurs na prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Kandydaci mają zaledwie kilka dni na złożenie dokumentów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</link>
                    </image><description>Rada Nadzorcza Tomaszowskiego Centrum Zdrowia ogłosiła kolejne postępowanie kwalifikacyjne na stanowisko prezesa zarządu szpitalnej spółki. Poprzedni konkurs, mimo zgłoszenia się pięciu kandydatów, zakończył się bez rozstrzygnięcia. Tym razem dokumenty można składać tylko do 17 lipca, a rozmowy z kandydatami zaplanowano już na 20 i 21 lipca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia ponownie szuka prezesa. To jeden z najważniejszych konkursów kadrowych w powiecie tomaszowskim, bo jego wynik zdecyduje, kto będzie zarządzał nie tylko dużą spółką komunalną, ale przede wszystkim szpitalem odpowiadającym za bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i całego powiatu.</p><p>Ogłoszenie o drugim konkursie ukazało się 2 lipca. Termin składania dokumentów upływa <strong>17 lipca 2026 roku</strong>, co oznacza, że kandydaci otrzymali stosunkowo niewiele czasu na przygotowanie pełnej dokumentacji. Rozmowy kwalifikacyjne mają odbyć się 20 i 21 lipca.</p><h2>Pierwszy konkurs bez zwycięzcy</h2><p>Obecne postępowanie jest już drugim konkursem na stanowisko prezesa TCZ w tym roku. W poprzednim zgłosiło się pięć osób. Wszystkie miały spełniać wymagania formalne i zostały zakwalifikowane do indywidualnych rozmów z Radą Nadzorczą. Ostatecznie jednak nie wybrano żadnego z kandydatów, a konkurs zakończył się bez rozstrzygnięcia.</p><p>Nie podano publicznie szczegółowego uzasadnienia tej decyzji ani informacji, czego zabrakło kandydatom, by przekonać członków rady. Wiadomo jedynie, że po zakończeniu rozmów Rada Nadzorcza nie zdecydowała się na powierzenie funkcji żadnej z pięciu osób.</p><p>To sytuacja, która musi budzić pytania. Skoro wszyscy kandydaci spełniali wymagania formalne, dlaczego żaden z nich nie otrzymał wystarczającej oceny? Czy zabrakło odpowiedniego doświadczenia, wizji rozwoju szpitala, wiedzy o finansowaniu ochrony zdrowia, czy może oczekiwania rady były inne niż wynikało z samego ogłoszenia?</p><h2>Jakie wymagania musi spełnić kandydat?</h2><p>Zgodnie z warunkami drugiego konkursu kandydaci muszą posiadać <strong>wykształcenie wyższe</strong>, co najmniej <strong>pięcioletni okres zatrudnienia w podmiotach leczniczych</strong> oraz minimum <strong>trzyletnie doświadczenie na stanowiskach kierowniczych lub samodzielnych</strong>. Osoby spełniające wymagania formalne zostaną zaproszone do dalszej części postępowania.</p><p>Wymogi wskazują, że Rada Nadzorcza nie poszukuje wyłącznie menedżera znającego zasady funkcjonowania spółek prawa handlowego. Kandydat powinien znać realia szpitala, system rozliczeń z Narodowym Funduszem Zdrowia, problemy kadrowe, zasady kontraktowania świadczeń oraz specyfikę zarządzania personelem medycznym.</p><p>Prezes TCZ będzie musiał zmierzyć się między innymi z kosztami wynagrodzeń, rosnącymi cenami usług i energii, trudnościami w pozyskiwaniu lekarzy i pielęgniarek, koniecznością utrzymywania nierentownych, ale potrzebnych społecznie oddziałów oraz finansowaniem inwestycji.</p><p>Nie jest to zatem posada ceremonialna. To stanowisko, na którym każdego dnia trzeba ważyć interes pacjentów, pracowników, samorządu i płatnika publicznego. Czasami decyzje przypominają tu bardziej manewrowanie okrętem podczas sztormu niż spokojne zarządzanie firmą zza biurka.</p><h2>Konrad Borowski nadal kieruje szpitalem</h2><p>Po zmianie władz Powiatu Tomaszowskiego na początku 2026 roku doszło również do zmian w organach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Przewodniczącym Rady Nadzorczej został Robert Urbański, a jej członkami Katarzyna Banaszczak i Łukasz Borkowski. Rada odwołała ze stanowiska Marka Utrackiego, a od 21 stycznia funkcję prezesa objął Konrad Borowski.</p><p>Konrad Borowski został początkowo powołany na czas określony. Jego umowa miała obowiązywać do końca maja, jednak po nierozstrzygnięciu pierwszego konkursu zgodził się nadal kierować spółką. Jak informowano, argumentował, że nie może pozostawić szpitala, w którym przepracował kilkanaście lat i który znajduje się w trudnej sytuacji finansowej.</p><p>Według aktualnych danych rejestrowych Konrad Borowski nadal figuruje jako prezes zarządu Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jedynym wspólnikiem spółki pozostaje Powiat Tomaszowski.</p><h2>Najważniejsza będzie nie tylko wiedza, ale także plan</h2><p>Od nowego prezesa należy oczekiwać czegoś więcej niż poprawnego administrowania szpitalem. Tomaszowskie Centrum Zdrowia potrzebuje czytelnej strategii: określenia, które oddziały mają być rozwijane, gdzie konieczne są inwestycje, jak zwiększać przychody z NFZ i w jaki sposób zatrzymać specjalistów.</p><p>Kluczowe powinny być również pytania o przyszłość podstawowej działalności medycznej spółki. Czy szpital będzie rozwijał kardiologię, neurologię, diagnostykę obrazową i chirurgię? Jak zamierza ograniczać kolejki do poradni? Czy jest przygotowany na zmiany w systemie finansowania szpitali? Jak będzie wyglądało zarządzanie zadłużeniem i płynnością finansową?</p><p>Podczas rozmów kwalifikacyjnych kandydaci powinni więc przedstawić nie tylko swoje życiorysy, ale także konkretną diagnozę sytuacji TCZ oraz realny program działania. Bez tego konkurs łatwo może zamienić się w jeszcze jeden kadrowy rytuał, po którym mieszkańcy nadal nie będą wiedzieć, dokąd zmierza ich szpital.</p><h2>Czy drugi konkurs przyniesie rozstrzygnięcie?</h2><p>Termin rozmów wyznaczony na 20 i 21 lipca oznacza, że decyzja może zapaść bardzo szybko. Nadal jednak nie wiadomo, ilu kandydatów zgłosi się w drugim postępowaniu i czy wśród nich znajdzie się osoba, która uzyska poparcie Rady Nadzorczej.</p><p>Po fiasku pierwszego konkursu oczekiwania wobec drugiego postępowania będą większe. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że wybór prezesa najważniejszej spółki medycznej powiatu odbędzie się według jasnych i merytorycznych kryteriów, a po jego zakończeniu opinia publiczna pozna nie tylko nazwisko zwycięzcy, ale również argumenty przemawiające za jego wyborem.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia nie może zbyt długo pozostawać w stanie kadrowej prowizorki. Szpital potrzebuje stabilnego zarządu, jasno określonych celów i osoby gotowej ponosić odpowiedzialność za decyzje. W ochronie zdrowia brak decyzji także bywa decyzją — najczęściej tą najdroższą.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polski nie ma w koalicji antybalistycznej. Niewiadów mówi: mamy technologie, usiądźmy do stołu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55872,polski-nie-ma-w-koalicji-antybalistycznej-niewiadow-mowi-mamy-technologie-usiadzmy-do-stolu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55872,polski-nie-ma-w-koalicji-antybalistycznej-niewiadow-mowi-mamy-technologie-usiadzmy-do-stolu</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 16:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polski-nie-ma-w-koalicji-antybalistycznej-niewiadow-mowi-mamy-technologie-usiadzmy-do-stolu-1784127806.png</url>
                        <title>Polski nie ma w koalicji antybalistycznej. Niewiadów mówi: mamy technologie, usiądźmy do stołu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55872,polski-nie-ma-w-koalicji-antybalistycznej-niewiadow-mowi-mamy-technologie-usiadzmy-do-stolu</link>
                    </image><description>Europa rozpoczyna budowę wspólnego systemu obrony przed rakietami balistycznymi. Polski nie ma wśród państw założycielskich nowej koalicji, ale premier Donald Tusk uzależnił przystąpienie naszego kraju od przedstawienia konkretnej oferty przez rodzimy przemysł. Na tę deklarację odpowiedziała Niewiadów Polska Grupa Militarna. Spółka przekonuje, że posiada technologie i zaplecze, które mogą stać się polskim wkładem w jeden z najważniejszych europejskich projektów obronnych najbliższych dekad.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W poniedziałek, 13 lipca, w Paryżu dziewięć państw europejskich oraz Ukraina ogłosiły utworzenie Antybalistycznej Koalicji Rakietowej. W gronie inicjatorów znalazły się Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania, Holandia, Dania, Norwegia i Szwecja.</p><p>Celem przedsięwzięcia ma być rozwijanie europejskich zdolności do wykrywania, śledzenia i zwalczania rakiet balistycznych. W projekcie wykorzystywane mają być również doświadczenia Ukrainy zdobyte podczas odpierania rosyjskich ataków rakietowych. Powstanie koalicji oficjalnie potwierdził przewodniczący Rady Europejskiej António Costa.</p><p>Polski zabrakło jednak na liście państw założycielskich. Premier Donald Tusk zapowiedział, że nasz kraj może dołączyć do projektu, jeżeli polskie przedsiębiorstwa zbrojeniowe przedstawią wiarygodną i konkretną ofertę przemysłową.</p><h2>Niewiadów odpowiada premierowi</h2><p>Na deklarację szefa rządu odpowiedziała Niewiadów Polska Grupa Militarna. Spółka przekonuje, że jest gotowa natychmiast rozpocząć rozmowy z Ministerstwem Obrony Narodowej, Agencją Uzbrojenia, Polską Grupą Zbrojeniową i innymi podmiotami krajowego sektora obronnego.</p><p>– <strong>Premier postawił sprawę jasno: potrzebna jest oferta polskich firm. Odpowiadamy: jesteśmy gotowi usiąść do stołu — z Ministerstwem Obrony Narodowej, Agencją Uzbrojenia i Polską Grupą Zbrojeniową — choćby jutro</strong> – deklaruje Adam Januszko, prezes zarządu Niewiadów Polska Grupa Militarna.</p><p>Jak dodaje, Polska nie powinna biernie przyglądać się tworzeniu europejskiego systemu obronnego.</p><p>– <strong>Polska nie może oglądać budowy europejskiej tarczy antyrakietowej zza płotu. Nasze inwestycje w paliwa stałe, zespoły base bleed i własne głowice bojowe powstawały dokładnie po to, by polski przemysł mógł wnosić realny, produkcyjny wkład w bezpieczeństwo Europy</strong> – podkreśla prezes spółki.</p><h2>Od Niewiadowa do europejskiego systemu obrony</h2><p>Deklaracja ma szczególne znaczenie dla naszego regionu. Jednym z najważniejszych aktywów grupy są Zakłady Sprzętu Precyzyjnego Niewiadów, przedsiębiorstwo o ponadstuletniej historii, przez dziesięciolecia związane z przemysłem obronnym i produkcją na potrzeby Wojska Polskiego.</p><p>Niewiadów nie jest więc przypadkowym punktem na mapie ani nazwą wyciągniętą z katalogu spółek. To marka głęboko wpisana w przemysłową historię powiatu tomaszowskiego i gminy Ujazd. Dziś zakład próbuje wrócić do pierwszej ligi krajowej zbrojeniówki, tym razem nie tylko jako producent prostych środków bojowych, lecz jako część większego zaplecza technologicznego.</p><p>NPGM wskazuje, że od 2022 roku realizuje program inwestycyjny obejmujący rozwój technologii stałych paliw rakietowych, głowic bojowych, materiałów wybuchowych oraz zespołów dennych typu base bleed.</p><p>Te ostatnie stosowane są między innymi w amunicji artyleryjskiej dalekiego zasięgu. Generator umieszczony w tylnej części pocisku ogranicza zawirowania powietrza i opór aerodynamiczny, dzięki czemu pocisk może osiągać większą donośność.</p><p>Nie oznacza to jeszcze, że Niewiadów samodzielnie zbuduje pocisk przechwytujący czy kompletny system antybalistyczny. W tak złożonych programach liczy się jednak cały łańcuch dostaw: od materiałów napędowych, przez głowice i elementy konstrukcyjne, po badania, elaborację oraz seryjną produkcję. I właśnie w tym łańcuchu spółka widzi miejsce dla siebie.</p><h2>Trzy linie amunicji 155 mm</h2><p>Jednym z najważniejszych projektów grupy jest budowa zakładu produkującego amunicję artyleryjską kalibru 155 mm. Według informacji przedsiębiorstwa mają powstać trzy linie produkcyjne, z których każda ma osiągnąć wydajność do 60 tysięcy sztuk rocznie.</p><p>Spółka rozwija również zaplecze do elaboracji, prasowania i prefabrykacji materiałów wybuchowych, własny ośrodek badawczo-rozwojowy oraz poligon doświadczalny. NPGM deklaruje ponadto współpracę z polskimi wojskowymi instytutami badawczymi przy opracowywaniu krajowej amunicji 155 mm.</p><p>W czerwcu branżowy portal Defence24 informował, że przedsiębiorstwo zakłada osiągnięcie zdolności do elaboracji i ukompletowania 120 tysięcy nowoczesnych środków bojowych tego kalibru rocznie.</p><p>Trzeba jednak wyraźnie oddzielić plany i deklarowane zdolności od produkcji już prowadzonej w pełnej skali. Budowa fabryki, uzyskanie certyfikacji konkretnego wyrobu, podpisanie umów, przeprowadzenie badań oraz rozpoczęcie stabilnych dostaw to proces liczony nie w tygodniach, lecz często w latach.</p><h2>Nie zamiast Wisły, Narwi i Pilicy+</h2><p>Niewiadów Polska Grupa Militarna zastrzega, że jej propozycja nie ma konkurować z realizowanymi przez Polskę programami Wisła, Narew czy Pilica+. Spółka mówi o stworzeniu wspólnej oferty narodowej, przygotowanej przez przedsiębiorstwa państwowe i prywatne.</p><p>To ważne rozróżnienie. System obrony powietrznej nie jest pojedynczą baterią ustawioną na polu niczym armata z filmu wojennego. To skomplikowana sieć radarów, stanowisk dowodzenia, wyrzutni, pocisków przechwytujących, systemów łączności oraz centrów produkcyjnych i serwisowych.</p><p>Program Wisła jest związany przede wszystkim ze zdolnościami średniego zasięgu i systemem Patriot, Narew dotyczy obrony krótkiego zasięgu, natomiast Pilica+ ma chronić szczególnie ważne obiekty i uzupełniać pozostałe warstwy obrony. Europejska koalicja antybalistyczna może stać się kolejnym, ponadnarodowym piętrem tej architektury.</p><h2>Okno możliwości, które może szybko się zamknąć</h2><p>Powstanie koalicji pokazuje, że europejska polityka obronna zaczyna coraz mocniej opierać się nie tylko na zakupach gotowego sprzętu, lecz również na wspólnej produkcji i zabezpieczaniu dostaw.</p><p>Wojna w Ukrainie brutalnie przypomniała Europie, że nawet najnowocześniejszy system wojskowy staje się bezużyteczny, gdy brakuje do niego pocisków, materiałów wybuchowych, paliwa rakietowego albo części zamiennych. Magazyny nie napełniają się od deklaracji składanych podczas konferencji prasowych. Za każdą baterią obrony powietrznej muszą stać kopalnie surowców, laboratoria, fabryki, poligony, inżynierowie i wieloletnie kontrakty.</p><p>Dla Niewiadowa może to być szansa na wejście do europejskiego łańcucha dostaw, którego wartość będzie liczona w miliardach euro. Dla regionu oznaczałoby to możliwość rozwoju miejsc pracy, zaplecza technicznego i współpracy z uczelniami oraz instytutami badawczymi.</p><p>Na razie jednak jest to propozycja złożona publicznie, a nie podpisana umowa. Kluczowe pytanie brzmi, czy administracja państwowa rzeczywiście zaprosi prywatne przedsiębiorstwa do tworzenia polskiej oferty i czy deklarowane przez spółkę możliwości przejdą techniczną oraz ekonomiczną weryfikację.</p><p>W zbrojeniówce pomiędzy słowami „jesteśmy gotowi” a rozpoczęciem seryjnej produkcji biegnie długa droga. Niewiadów właśnie zgłosił gotowość, by na tę drogę wejść. Teraz ruch należy do rządu, wojska i krajowego przemysłu obronnego.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Co trzeci Polak na celowniku cyberoszustów. Jeden telefon może kosztować oszczędności całego życia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55871,co-trzeci-polak-na-celowniku-cyberoszustow-jeden-telefon-moze-kosztowac-oszczednosci-calego-zycia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55871,co-trzeci-polak-na-celowniku-cyberoszustow-jeden-telefon-moze-kosztowac-oszczednosci-calego-zycia</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 08:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-co-trzeci-polak-na-celowniku-cyberoszustow-jeden-telefon-moze-kosztowac-oszczednosci-calego-zycia-1784097640.png</url>
                        <title>Co trzeci Polak na celowniku cyberoszustów. Jeden telefon może kosztować oszczędności całego życia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55871,co-trzeci-polak-na-celowniku-cyberoszustow-jeden-telefon-moze-kosztowac-oszczednosci-calego-zycia</link>
                    </image><description>Cyberprzestępca nie potrzebuje już kominiarki, łomu ani ciemnej ulicy. Wystarczy mu telefon, znajomość ludzkich emocji i kilka zdań wypowiedzianych spokojnym głosem „pracownika banku”, „policjanta” albo „urzędnika”. Z najnowszego badania wynika, że w ciągu ostatniego roku co trzeci Polak zetknął się z wiadomością lub telefonem, które mogły być próbą podszycia się pod instytucję publiczną.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Badanie przeprowadzone na zlecenie serwisu ChronPESEL.pl oraz Krajowego Rejestru Długów pokazuje, że <strong>34 procent ankietowanych otrzymało podejrzaną wiadomość albo telefon</strong>. Dwanaście procent badanych spotkało się z takim zdarzeniem jeden raz, ale aż 22 procent – kilkukrotnie.</p><p>To już nie jest margines cyfrowego świata ani problem dotyczący wyłącznie osób, które „nie znają się na komputerach”. Oszustwo internetowe weszło do codzienności równie pewnym krokiem, jak kiedyś telefon stacjonarny, karta płatnicza czy bankowość elektroniczna. Różnica polega na tym, że za ekranem może siedzieć ktoś, kto cierpliwie buduje scenariusz, naciska odpowiednie emocjonalne guziki i czeka na jeden błąd.</p><h2>Młodzi odbierają najwięcej podejrzanych wiadomości</h2><p>Najczęściej kontakt z próbą podszycia się pod instytucję deklarowały osoby w wieku od 18 do 24 lat. Takiej sytuacji doświadczyło aż <strong>43 procent najmłodszych respondentów</strong>. W grupie osób mających od 35 do 44 lat odsetek ten wyniósł 41 procent.</p><p>Wśród seniorów powyżej 65. roku życia podejrzany kontakt zgłosiło 16 procent badanych. Nie oznacza to jednak, że starsi ludzie są bezpieczniejsi. Mogą po prostu rzadziej korzystać z bankowości mobilnej, komunikatorów i mediów społecznościowych. Gdy oszuści już do nich docierają, często wykorzystują wyjątkowo brutalne scenariusze: informację o wypadku wnuka, rzekomą akcję policji, zagrożenie pieniędzy na koncie albo konieczność natychmiastowej zapłaty.</p><p>Co ciekawe, próby oszustwa częściej deklarowali mężczyźni – 41 procent, wobec 28 procent kobiet. Najczęściej podejrzane wiadomości i połączenia otrzymywali również respondenci z wyższym wykształceniem. W tej grupie było to 40 procent badanych.</p><p>To ważny sygnał: <strong>dyplom, wiek i doświadczenie zawodowe nie stanowią cyfrowej kamizelki kuloodpornej</strong>. Oszuści nie polują wyłącznie na niewiedzę. Polują przede wszystkim na pośpiech, strach, chciwość, poczucie obowiązku i automatyczne zaufanie do instytucji.</p><h2>Telefon z banku, który nie jest z banku</h2><p>Jedną z najgroźniejszych metod pozostaje tak zwany spoofing, czyli podszywanie się pod prawdziwy numer telefonu. Na ekranie może pojawić się numer banku, urzędu albo innej znanej instytucji, choć w rzeczywistości dzwoni przestępca. Policja przypomina, że oszuści są mistrzami socjotechniki: wywołują presję, informują o rzekomym zagrożeniu konta, żądają kodu BLIK, danych logowania albo instalacji programu umożliwiającego zdalny dostęp do telefonu czy komputera.</p><p>Pojawiają się również fałszywe wiadomości dotyczące Profilu Zaufanego. Przestępcy wysyłają e-maile informujące o rzekomym logowaniu z nowego urządzenia, a następnie podają numer telefonu, pod który przestraszona osoba ma zadzwonić. Dalej scenariusz biegnie jak po sznurku: „konsultant” ostrzega przed kradzieżą danych, zapowiada kontakt banku i próbuje przejąć kontrolę nad pieniędzmi ofiary.</p><p>W ostatnich miesiącach ostrzegano także przed wiadomościami rozsyłanymi przez osoby podszywające się pod funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego Policji. Fałszywe SMS-y i e-maile zawierają groźby, wezwania albo informacje o rzekomym postępowaniu. Policja podkreśla wprost, że funkcjonariusze nie żądają w ten sposób kodów BLIK, danych kart, kryptowalut ani przekazania gotówki.</p><h2>Cyberoszust działa jak aktor w dobrze napisanym thrillerze</h2><p>Mechanizm oszustwa zwykle jest podobny. Najpierw pojawia się emocja: strach, pośpiech albo obietnica łatwego zysku. Następnie „rozwiązanie”, które trzeba wykonać natychmiast. Nie wolno się rozłączać, nie wolno nikomu mówić, nie ma czasu na sprawdzanie informacji.</p><p>To nie przypadek. Chwila refleksji jest największym wrogiem oszusta.</p><p>Przestępcy coraz częściej wykorzystują także sztuczną inteligencję, przejęte konta w mediach społecznościowych oraz spreparowane nagrania głosu. Podszywają się pod członków rodziny, znajomych, pracowników banków i przedstawicieli instytucji. Policja wskazuje, że brak silnych haseł oraz uwierzytelniania dwuskładnikowego ułatwia przejmowanie profili, z których następnie rozsyłane są prośby o szybki przelew lub kod BLIK.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki nie jest cyfrową wyspą</h2><p>Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego otrzymują takie same fałszywe wiadomości jak mieszkańcy Warszawy, Krakowa czy małej miejscowości na drugim końcu Polski. Oszuści działają masowo. Wysyłają tysiące SMS-ów o niedopłacie za prąd, przesyłkę, mandat, podatek albo świadczenie. Wystarczy, że kilka osób kliknie w link.</p><p>Szczególnie niebezpieczne są sytuacje, w których przestępca zna imię, nazwisko, adres albo inne dane ofiary. Takie informacje mogą pochodzić z wycieków danych, mediów społecznościowych, ogłoszeń internetowych albo publicznie dostępnych rejestrów. Sama znajomość naszych danych nie jest więc dowodem, że rozmawiamy z prawdziwym urzędnikiem, policjantem czy pracownikiem banku.</p><p>Nie należy również ufać numerowi widocznemu na ekranie telefonu. Najbezpieczniej przerwać rozmowę, odczekać chwilę i samodzielnie zadzwonić pod oficjalny numer instytucji, wpisany ręcznie lub znaleziony na jej stronie internetowej.</p><h2>Co zrobić, gdy pojawi się podejrzana wiadomość?</h2><p>Najważniejsza zasada brzmi: <strong>nie działać pod presją czasu</strong>. Nie należy klikać w przesłany link, instalować wskazanej aplikacji, podawać hasła, kodu BLIK, numeru karty ani kodu zabezpieczającego.</p><p>Podejrzanego SMS-a można bezpłatnie przekazać do CERT Polska na numer <strong>8080</strong>. Wiadomość należy przesłać w całości, bez usuwania linku i pozostałej treści. Incydenty internetowe można również zgłaszać poprzez serwis CERT Polska.</p><p>Jeżeli doszło już do przekazania danych lub pieniędzy, trzeba <strong>natychmiast skontaktować się z bankiem</strong>, zastrzec dostęp do rachunku i zgłosić sprawę Policji. Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości podkreśla, że szybkość reakcji może mieć kluczowe znaczenie dla zablokowania transakcji albo zabezpieczenia środków.</p><p>Próba wyłudzenia pieniędzy może wyczerpywać znamiona oszustwa określonego w art. 286 Kodeksu karnego. W zależności od sposobu działania sprawcy w grę mogą wchodzić także inne przestępstwa, między innymi bezprawne uzyskanie informacji, kradzież tożsamości czy nieuprawniony dostęp do systemu informatycznego.</p><h2>Strach jest uzasadniony, ale panika pomaga przestępcom</h2><p>Aż 70 procent respondentów obawia się, że w przyszłości może paść ofiarą cyberoszustwa. Dwadzieścia dwa procent badanych mówi o tym zdecydowanie, a 48 procent przyznaje, że raczej odczuwa takie zagrożenie.</p><p>Ten niepokój nie jest bezpodstawny. Państwowy portal cyber.gov.pl informuje, że w 2025 roku w Polsce obsłużono ponad 272 tysiące incydentów cyberbezpieczeństwa. CERT Polska blokuje także miliony prób wejścia na fałszywe strony służące do wyłudzania danych.</p><p>Nie oznacza to jednak, że jesteśmy bezbronni. Najskuteczniejszą ochroną pozostaje zasada, która brzmi niemal staroświecko, ale w cyfrowym świecie jest bezcenna: <strong>zatrzymaj się, sprawdź i dopiero potem działaj</strong>.</p><p>Bo prawdziwy bank nie obrazi się, gdy się rozłączymy. Prawdziwy policjant n</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Szpital, który traci 65 milionów na podstawowej działalności, ma ratować TCZ? Ekonomiczna układanka posła Witczaka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 12:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-1784026638.png</url>
                        <title>Szpital, który traci 65 milionów na podstawowej działalności, ma ratować TCZ? Ekonomiczna układanka posła Witczaka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</link>
                    </image><description>Najważniejsza liczba w raporcie Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi nie wynosi 10,6 mln zł. Tyle placówka wykazała ostatecznej straty netto za 2025 rok i właśnie tę wartość najłatwiej przedstawić opinii publicznej jako kosztowny, ale jeszcze kontrolowany skutek niedofinansowania ochrony zdrowia. Prawdziwy alarm uruchamia się jednak wcześniej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Centralny Szpital Kliniczny zakończył 2025 rok stratą na podstawowej działalności wynoszącą 64 722 081,87 zł.</strong></p><p>To nie jest strata na ryzykownej inwestycji, nieudanej operacji finansowej ani odsetkach od kredytów. To różnica pomiędzy przychodami osiąganymi z bieżącej działalności a kosztami jej prowadzenia. Innymi słowy: <strong>kliniki pracowały, pacjenci byli leczeni, personel otrzymywał wynagrodzenia, zużywano leki, materiały i energię, ale podstawowa działalność szpitala nie była w stanie sama się sfinansować</strong>.</p><p>Dopiero ponad 55,7 mln zł pozostałych przychodów operacyjnych, w tym rozliczanych dotacji oraz innych wpływów, pozwoliło zmniejszyć tę wyrwę do około 10,15 mln zł straty operacyjnej, a następnie do 10,6 mln zł straty netto.</p><p>I właśnie ten szpital, z tak ogromną nierentownością działalności podstawowej, przedstawiany jest dziś przez posła Adriana Witczaka i część radnych Koalicji Obywatelskiej jako potencjalny partner, który miałby przejąć odpowiedzialność za Tomaszowskie Centrum Zdrowia.</p><p>To wymaga znacznie poważniejszej rozmowy niż polityczne zapewnienia o „konsolidacji”, „synergii” i „bezpieczeństwie pacjentów”. W grę wchodzi bowiem nie reorganizacja wydziału starostwa, lecz przyszłość jedynego szpitala powiatowego w Tomaszowie Mazowieckim.</p><h2>Nie ma tu zdrowego szpitala przejmującego chorego</h2><p>Publiczna narracja wokół pomysłu posła Adriana Witczaka została zbudowana na prostym obrazie: TCZ ma problemy, samorząd sobie nie radzi, więc należy włączyć szpital do większego, silniejszego organizmu związanego z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi.</p><p>Ten obraz jest politycznie wygodny. Nie odpowiada jednak rzeczywistości ekonomicznej.</p><p>Centralny Szpital Kliniczny nie jest finansowym mocarzem, które mogłoby przyjechać do Tomaszowa z walizką pieniędzy, spłacić zobowiązania, zatrzymać wszystkie oddziały, podnieść wynagrodzenia i jeszcze sfinansować rozwój. Jest ogromnym, wysoko wyspecjalizowanym podmiotem, który sam zmaga się z gwałtownym pogorszeniem wyników, rosnącymi zobowiązaniami i coraz słabszą płynnością.</p><p>W 2024 roku łódzki szpital wykazał 32,8 mln zł straty na sprzedaży. Rok później było to już <strong>64,7 mln zł</strong>. Deficyt działalności podstawowej niemal się podwoił. Koszty operacyjne wzrosły z 905,7 mln zł do ponad 1,107 mld zł, a zobowiązania krótkoterminowe zwiększyły się z 127,2 mln zł do 180,7 mln zł. Same zobowiązania wobec dostawców wzrosły z 68,9 mln zł do 108,4 mln zł.</p><p>Stan gotówki zmniejszył się z 42,6 mln zł do 30,6 mln zł. Wskaźnik szybkiej płynności spadł do 0,75, co oznacza, że najbardziej płynne aktywa nie wystarczały do pełnego pokrycia zobowiązań krótkoterminowych. Kapitał własny zmniejszył się z 50,2 mln zł do 35,3 mln zł, a wskaźnik wypłacalności pogorszył się z 3,91 do 6,41.</p><p>Raport sam przyznaje, że szpital posiada zobowiązania wymagalne i może regulować płatności wybiórczo, płacąc w pierwszej kolejności kluczowym dostawcom, aby utrzymać ciągłość działalności.</p><p>Tak wygląda podmiot, który miałby być przedstawiany mieszkańcom powiatu tomaszowskiego jako bezpieczna przystań dla TCZ.</p><p>To nie jest sytuacja zdrowego szpitala przejmującego placówkę wymagającą uzdrowienia. To raczej próba połączenia dwóch organizmów, które zmagają się z podobną chorobą finansową, choć występującą w różnych skalach.</p><h2>TCZ także traci na podstawowej działalności</h2><p>Według danych przedstawionych przez kierownictwo Tomaszowskiego Centrum Zdrowia wynik TCZ na działalności operacyjnej wynosił w 2024 roku około 3,9 mln zł na plusie. W 2025 roku miał spaść do około <strong>9,2 mln zł straty</strong>.</p><p>Oznacza to pogorszenie o ponad 13 mln zł w ciągu jednego roku.</p><p>Trzeba przy tym zachować rachunkową precyzję. W przypadku łódzkiego szpitala kwota 64,7 mln zł jest wynikiem na sprzedaży, czyli przed doliczeniem pozostałych przychodów operacyjnych. Kwota 9,2 mln zł przedstawiana dla TCZ jest natomiast wynikiem operacyjnym, a więc po uwzględnieniu takich przychodów.</p><p>Nie są to zatem identyczne pozycje rachunku zysków i strat.</p><p>To jednak nie osłabia problemu TCZ. Przeciwnie. Skoro spółka miała 9,2 mln zł straty już po uwzględnieniu pozostałych przychodów operacyjnych, rzeczywisty deficyt samej sprzedaży świadczeń mógł być wyższy. Bez pełnego i zatwierdzonego rachunku zysków i strat TCZ za 2025 rok nie można podać tej wartości odpowiedzialnie.</p><p>Wiadomo natomiast, że równolegle środki pieniężne spółki miały zmniejszyć się z około 23 mln zł do 13 mln zł, zobowiązania wzrosnąć z około 24 mln zł do 31 mln zł, a aktywa obrotowe spaść o kilka milionów złotych. TCZ nie tylko wykazało gorszy wynik. <strong>Spółka zaczęła zużywać swoją finansową poduszkę bezpieczeństwa.</strong></p><p>To jest problem poważny. Nie wynika z niego jednak automatycznie, że jedynym rozwiązaniem jest oddanie szpitala pod kontrolę innego podmiotu. Tym bardziej podmiotu, który sam generuje ogromny deficyt na działalności podstawowej.</p><h2>Konsolidacja nie jest magicznym przyciskiem „napraw”</h2><p>Poseł Adrian Witczak przedstawiał konsolidację TCZ z kompleksem szpitalnym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi jako receptę na problemy tomaszowskiej placówki. Publiczne relacje z sesji wskazują, że jego koncepcja zakładała związanie TCZ z łódzkim Centrum Kliniczno-Dydaktycznym, będącym częścią struktury Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego.</p><p>Już na poziomie języka zaczyna się jednak problem. Mieszkańcy słyszą raz o konsolidacji, innym razem o przejęciu, wniesieniu udziałów, zmianie właściciela lub związaniu TCZ z Uniwersytetem Medycznym. Każde z tych rozwiązań może mieć inne konsekwencje prawne, finansowe i organizacyjne.</p><p><strong>Nie wolno mówić o konsolidacji jak o neutralnej współpracy dwóch równorzędnych placówek</strong>, jeśli jej skutkiem miałaby być utrata przez powiat kontroli właścicielskiej nad spółką, przekazanie udziałów albo podporządkowanie TCZ decyzjom podejmowanym w Łodzi.</p><p>W takim wariancie nie chodzi o partnerską umowę dotyczącą wspólnych zakupów czy wymiany kadry. Chodzi o zmianę realnego ośrodka decyzyjnego.</p><p>A wraz z nim mogą się zmienić priorytety.</p><p>Dla władz powiatu podstawowym pytaniem powinno być, czy mieszkańcy Tomaszowa i okolic zachowają dostęp do interny, chirurgii, ginekologii, położnictwa, pediatrii, neurologii oraz poradni specjalistycznych. Dla wielkiego szpitala klinicznego decyzje mogą być podejmowane z perspektywy całej grupy, dostępności kadry, opłacalności procedur i koncentracji leczenia w Łodzi.</p><p>To, co z perspektywy centrali będzie racjonalizacją, z perspektywy Tomaszowa może oznaczać likwidację oddziału.</p><p>To, co w dokumentach zostanie nazwane „optymalizacją profilu świadczeń”, dla pacjentki w ciąży może oznaczać konieczność porodu kilkadziesiąt kilometrów od domu.</p><p>To, co w korporacyjnej prezentacji będzie „konsolidacją funkcji”, dla starszego pacjenta może oznaczać podróż do Łodzi na badanie lub konsultację, którą dotychczas otrzymywał na miejscu.</p><h2>Najpierw trzeba odpowiedzieć, po co CKD miałoby przejąć TCZ</h2><p>Podstawowym obowiązkiem każdego zwolennika tej koncepcji jest wyjaśnienie, jaki konkretny interes ekonomiczny miałby Centralny Szpital Kliniczny w przejęciu TCZ.</p><p>Nie wystarczy powiedzieć, że większy podmiot ma większe możliwości. Wielkość nie tworzy automatycznie rentowności. Raport CSK dowodzi czegoś przeciwnego: mimo przychodów przekraczających miliard złotych podstawowa działalność wygenerowała prawie 65 mln zł straty.</p><p>Jeżeli CKD lub CSK miałoby przejąć TCZ, należy odpowiedzieć na kilka zasadniczych pytań.</p><p>Skąd miałyby pochodzić pieniądze na pokrycie strat tomaszowskiej spółki? Czy łódzki podmiot miałby dokapitalizować TCZ, skoro sam zakończył rok stratą i konsumuje własną gotówkę? Czy Uniwersytet Medyczny albo Ministerstwo Zdrowia przedstawiły pisemne gwarancje inwestycyjne? Czy istnieje projekt umowy, harmonogram konsolidacji, wycena udziałów oraz analiza skutków dla poszczególnych oddziałów?</p><p>Czy zagwarantowano utrzymanie pełnego profilu działalności TCZ? Na jaki okres? Czy gwarancje obejmowałyby także zatrudnienie, poradnie, nocną pomoc, diagnostykę i oddział ginekologiczno-położniczy? Co stanie się z nieruchomościami, sprzętem i majątkiem spółki? Kto będzie ponosił odpowiedzialność za przyszłe zobowiązania?</p><p>Wreszcie: <strong>co dokładnie otrzyma powiat w zamian za utratę udziałów lub kontroli?</strong></p><p>Dopóki nie ma precyzyjnych odpowiedzi, nie ma projektu ratunkowego. Jest polityczna koncepcja, której najbardziej konkretną częścią wydaje się to, że Tomaszów ma oddać kontrolę nad szpitalem.</p><h2>Kupujący sam potrzebuje leczenia</h2><p>W normalnym procesie gospodarczym podmiot przejmujący inną spółkę powinien posiadać zdolność finansową, organizacyjną i zarządczą do przeprowadzenia transakcji. Powinien przedstawić plan finansowania, analizę ryzyka, model działania po połączeniu oraz spodziewane efekty.</p><p>Tymczasem sytuacja CSK stawia poważne pytania o jego zdolność do absorpcji kolejnego szpitala.</p><p>Łódzki podmiot zakończył 2025 rok z wynikiem <strong>32 punktów na 60 możliwych</strong> w ustawowej ocenie sytuacji ekonomiczno-finansowej. Rok wcześniej miał 49 punktów. W ciągu dwunastu miesięcy utracił zatem ponad jedną trzecią oceny punktowej.</p><p>Jego wskaźniki rentowności spadły do zera punktów. Płynność pogorszyła się. Wypłacalność osiągnęła poziom oceniany na zero punktów. Organ tworzący nie zamierza pokrywać straty za 2025 rok; ma ona zostać pokryta z funduszu własnego szpitala.</p><p>Owszem, CSK jest ogromną jednostką, otrzymuje wysokie dotacje inwestycyjne i posiada dostęp do aparatury oraz specjalistów, jakiego TCZ nigdy nie będzie miało. Nie oznacza to jednak, że jest finansowo zdrowe.</p><p><strong>Propozycja oddania TCZ podmiotowi, który na własnej działalności podstawowej wygenerował 64,7 mln zł straty, wymaga dowodów i dokumentów, a nie politycznego entuzjazmu.</strong></p><p>Trudno bowiem zrozumieć, dlaczego szpital mający coraz większe zobowiązania, coraz mniejszą gotówkę i ogromny deficyt na sprzedaży miałby przejąć dodatkową placówkę, zachowując wszystkie jej nierentowne świadczenia.</p><p>Ekonomia podpowiada raczej coś innego: po przejęciu pojawiłaby się presja na redukcję kosztów, koncentrację procedur, likwidację dublujących się funkcji i przesuwanie części świadczeń do Łodzi.</p><p>To nie musi nastąpić. Ale jest ryzykiem tak oczywistym, że jego pomijanie byłoby nieodpowiedzialne.</p><h2>Poseł uczył radnych ekonomii. Raport udzielił własnej lekcji</h2><p>Szczególnie źle brzmią dziś słowa i ton, w jakim poseł Adrian Witczak zwracał się podczas sesji do radnych podających w wątpliwość jego koncepcję.</p><p>W toku burzliwej debaty poseł zarzucał swoim oponentom brak rozumienia finansów i ekonomii. Czynił to także wobec osób posiadających ekonomiczne wykształcenie i doświadczenie zawodowe w tych dziedzinach. Nagranie sesji zostało opublikowane i pozostaje dostępne w materiałach wideo dotyczących TCZ.</p><p>Nie chodzi o to, że dyplom daje komukolwiek monopol na rację. Nie daje. Radny po ekonomii może się mylić, podobnie jak poseł, lekarz, prawnik czy profesor. Istotą debaty publicznej powinny być dokumenty, liczby i logiczne argumenty.</p><p>Ale właśnie dlatego polityczne pouczanie innych, że „nie znają się na finansach”, staje się dziś wyjątkowo niefortunne.</p><p>Raport łódzkiego szpitala pokazuje bowiem, że podmiot wskazywany przez posła jako element rozwiązania sam ma <strong>64,7 mln zł straty na działalności podstawowej</strong>, 180,7 mln zł zobowiązań krótkoterminowych, pogarszającą się płynność i ponad sześciokrotną relację zobowiązań do kapitału własnego.</p><p>Jeżeli poseł znał te dane, powinien był je przedstawić radnym razem ze swoją propozycją.</p><p>Jeżeli ich nie znał, nie powinien pouczać innych o ekonomii.</p><p>A jeśli uważa, że nie mają znaczenia dla planowanego przejęcia lub konsolidacji TCZ, powinien szczegółowo wyjaśnić dlaczego.</p><p>Krzyk nie jest argumentem finansowym. Podniesiony głos nie zastępuje due diligence. Mandat poselski nie jest certyfikatem nieomylności ekonomicznej.</p><p>Zwłaszcza gdy na stole leży majątek publiczny, a stawką jest bezpieczeństwo zdrowotne ponad stu tysięcy mieszkańców miasta i powiatu.</p><h2>Radni KO muszą odpowiedzieć, co właściwie popierają</h2><p>Odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na pośle Adrianie Witczaku. Pomysł konsolidacji wspierają również radni Koalicji Obywatelskiej, którzy przedstawiają go jako szansę na wyprowadzenie TCZ z kryzysu.</p><p>Mają do tego prawo. Nie mają natomiast prawa domagać się decyzji w ciemno.</p><p>Każdy radny popierający zmianę właściciela TCZ powinien znać odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące wartości spółki, jej zobowiązań, przyszłości majątku, gwarancji zatrudnienia, zakresu świadczeń i modelu finansowania po przejęciu.</p><p>Powinien także przeczytać raport CSK za 2025 rok. Nie streszczenie przygotowane przez partyjnego kolegę. Nie prezentację mającą przekonać do konsolidacji. Pełny dokument.</p><p>Wtedy zobaczy, że potencjalny partner TCZ nie jest wolny od problemów, lecz sam znajduje się pod silną presją ekonomiczną. Zobaczy również, że jego względnie niewielka strata netto jest rezultatem zasypania prawie 65-milionowej straty na sprzedaży ponad 55 milionami pozostałych przychodów operacyjnych.</p><p>To zasadnicza różnica.</p><p>Wynik netto jest ostatnią stroną historii. Wynik na sprzedaży pokazuje, czy podstawowa działalność potrafi się utrzymać.</p><p>W CSK nie potrafi.</p><p>W TCZ również nie potrafi.</p><p>Łączenie dwóch nierentownych działalności może przynieść oszczędności, ale tylko wtedy, gdy wiadomo, gdzie one powstaną. Najczęściej rodzą się z centralizacji zakupów, redukcji administracji, wspólnej diagnostyki, zmian zatrudnienia i likwidacji powtarzających się zakresów.</p><p>Jeżeli politycy mówią o oszczędnościach, powinni powiedzieć uczciwie, gdzie zamierzają ich szukać.</p><p>Bo oszczędność jednego podmiotu może oznaczać zamknięty oddział w drugim.</p><h2>Nie ma żadnej gwarancji, że duży ochroni małego</h2><p>Zwolennicy konsolidacji mogą argumentować, że duży podmiot łatwiej negocjuje z NFZ, kupuje materiały taniej, przyciąga specjalistów i pozyskuje dotacje. To argumenty racjonalne i nie wolno ich zbywać.</p><p>Ale nie są one wystarczające.</p><p>Duża grupa medyczna może również dążyć do specjalizacji poszczególnych lokalizacji. Może uznać, że określone zabiegi bardziej opłaca się wykonywać w Łodzi, a Tomaszów powinien pełnić funkcję zaplecza diagnostycznego, rehabilitacyjnego albo opieki zachowawczej. Może przenieść kontrakt, kadry albo sprzęt tam, gdzie ich wykorzystanie będzie efektywniejsze z punktu widzenia całego organizmu.</p><p>Z perspektywy zarządzania grupą może to mieć sens.</p><p>Z perspektywy mieszkańca Tomaszowa może oznaczać degradację lokalnego szpitala.</p><p>Dlatego każda rozmowa o konsolidacji musi zaczynać się nie od ogólnego zapewnienia o rozwoju, ale od prawnie wiążącej listy świadczeń, które pozostaną w Tomaszowie. Konieczne są gwarancje dotyczące oddziałów, inwestycji, personelu i majątku.</p><p>Bez tego mieszkańcy mają uwierzyć, że duży zawsze ochroni małego.</p><p>Historia gospodarcza zna jednak wiele przejęć, w których duży nie chronił małego. Przejmował rynek, majątek, kontrakty albo funkcje, a następnie porządkował strukturę według własnego interesu.</p><p>Szpital nie jest zwykłą fabryką. Nie można jednak udawać, że po zmianie właściciela przestają działać prawa ekonomii.</p><h2>Najpierw audyt i wycena, potem decyzja</h2><p>Pomysł sprzedaży, wniesienia udziałów lub innej formy przekazania TCZ powinien zostać poprzedzony pełnym audytem ekonomicznym, prawnym i medycznym. Potrzebna jest niezależna wycena spółki, analiza wartości nieruchomości, sprzętu, kontraktów, zobowiązań i potencjału rozwoju.</p><p>Należy również opracować co najmniej kilka wariantów dalszego działania: pozostawienie TCZ przy powiecie po wdrożeniu programu naprawczego, współpracę bez zmiany właściciela, utworzenie związku lub porozumienia medycznego oraz pełną konsolidację kapitałową.</p><p>Każdy wariant powinien zawierać prognozę finansową, skutki dla pacjentów, zatrudnienia i dostępności świadczeń.</p><p>Dopiero wtedy rada może podejmować odpowiedzialną decyzję.</p><p>Nie można zaczynać od politycznej tezy, że TCZ należy przekazać, a później szukać dokumentów, które mają tę tezę uzasadnić. To odwrócenie prawidłowej kolejności procesu decyzyjnego.</p><p>Najpierw diagnoza. Potem warianty leczenia. Na końcu zgoda pacjenta.</p><p>Nie zaczyna się operacji od wyboru chirurga tylko dlatego, że najgłośniej zapewnia, iż wie, co robi.</p><h2>Kto naprawdę kogo będzie ratował?</h2><p>Centralny Szpital Kliniczny w Łodzi jest wielką i niezwykle ważną placówką. Realizuje świadczenia wysokospecjalistyczne, prowadzi dydaktykę i badania, dysponuje znakomitą kadrą oraz otrzymuje dziesiątki milionów złotych dotacji inwestycyjnych.</p><p>Nie jest jednak finansowym wybawcą.</p><p>W 2025 roku jego podstawowa działalność wygenerowała <strong>64,7 mln zł straty</strong>. Ostateczny wynik został uratowany przez ponad 55 mln zł pozostałych przychodów operacyjnych. Zobowiązania krótkoterminowe wzrosły o ponad 53 mln zł, a gotówka zmniejszyła się o około 12 mln zł.</p><p>TCZ zakończyło ten sam okres głębokim pogorszeniem wyniku operacyjnego, utratą części gotówki i wzrostem zobowiązań.</p><p>Mamy więc dwa szpitale dotknięte podobnym problemem: finansowanie świadczeń nie nadąża za kosztami. Jeden jest ogromny i kliniczny, drugi lokalny i powiatowy. Jeden ma większy dostęp do dotacji, kadry i aparatury, drugi ma znaczenie strategiczne dla mieszkańców konkretnego powiatu.</p><p>Być może ich współpraca ma sens. Być może możliwe jest wspólne kontraktowanie, szkolenie kadr, zakupy, diagnostyka i rozwój określonych zakresów świadczeń.</p><p>Ale z przedstawionych danych nie wynika, że <strong>sprzedaż lub oddanie kontroli nad TCZ</strong> jest jedynym, najlepszym albo nawet bezpiecznym rozwiązaniem.</p><p>Poseł Adrian Witczak może podnosić głos. Radni Koalicji Obywatelskiej mogą powtarzać słowo „konsolidacja”. Nie zmieni to jednak treści raportu.</p><p><strong>Szpital wskazywany jako ratunek dla Tomaszowa sam stracił prawie 65 mln zł na swojej podstawowej działalności.</strong></p><p>Zanim ktokolwiek odda mu udziały TCZ, powinien odpowiedzieć na proste pytanie:</p><p><strong>kto w tej operacji naprawdę będzie ratowany – Tomaszowskie Centrum Zdrowia czy finansowy wynik łódzkiego giganta?</strong></p> ]]></content:encoded>
            <author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Najpierw doprowadzili TCZ do ściany, teraz chcą seminarium z podstaw. Polityczny kurs dla spóźnionych uczniów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 10:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionyc-1784018962.png</url>
                        <title>Najpierw doprowadzili TCZ do ściany, teraz chcą seminarium z podstaw. Polityczny kurs dla spóźnionych uczniów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</link>
                    </image><description>To nie jest zwykły wniosek radnych. To dokument, który czyta się jak ponury żart napisany przez ludzi przekonanych, że mieszkańcy powiatu tomaszowskiego mają pamięć złotej rybki. Przez lata mieli władzę, wpływ na kadry, dostęp do dokumentów, zarządów, rad nadzorczych i finansów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Dziś proszą, aby ktoś wytłumaczył im, czym są obowiązki właścicielskie, odpowiedzialność organów spółki, ryzyka finansowe i modele restrukturyzacji. Innymi słowy: po kilku latach prowadzenia autobusu chcą zorganizować seminarium o tym, do czego służy kierownica.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wniosek Klubu Radnych PiS, złożony 10 lipca 2026 roku do Zarządu Powiatu Tomaszowskiego, ma wszystkie cechy dokumentu napisanego przez ludzi bardzo zatroskanych o przyszłość szpitala. Jest tam prawo, ekonomia, restrukturyzacja, konsolidacja, finanse publiczne, ryzyka podatkowe, odpowiedzialność właścicielska, sprzedaż udziałów, wspólne zakupy, a nawet harmonogram dalszych działań. Prawdziwy katalog pojęć, które każdy rozsądny właściciel powinien znać, zanim zacznie podejmować decyzje dotyczące spółki odpowiadającej za zdrowie tysięcy mieszkańców.</p><p>Tyle że autorzy wniosku nie pojawili się w samorządzie wczoraj. Nie zostali przywiezieni do Starostwa autokarem z wycieczki krajoznawczej. To polityczne środowisko, które przez lata sprawowało władzę w Powiecie Tomaszowskim, wykonywało prawa właścicielskie wobec TCZ, wpływało na obsadę najważniejszych stanowisk i odpowiadało za strategiczny kierunek szpitala. Dlatego zasadnicze pytanie nie brzmi: czy seminarium jest potrzebne? Brzmi znacznie brutalniej:</p><p><strong>Jeżeli dziś trzeba im wyjaśniać podstawy funkcjonowania spółki, to na jakiej podstawie zarządzali nią przez poprzednie pięć czy sześć lat?</strong></p><h2><strong>Pamięć krótsza niż kolejka do poradni</strong></h2><p>Polityczna amnezja bywa wygodna. Szczególnie wtedy, gdy trzeba przejść z roli odpowiedzialnego za decyzje do roli surowego recenzenta cudzych działań. Jeszcze niedawno byli po stronie władzy, dzisiaj stoją po stronie mównicy i pytają, dlaczego Zarząd Powiatu nie ma gotowych odpowiedzi na wszystkie pytania. Krytyka obecnych władz może być zasadna. Problem w tym, że trudno wiarygodnie odgrywać rolę bezkompromisowego kontrolera, gdy jeszcze kilka miesięcy wcześniej samemu siedziało się w kabinie dowodzenia.</p><p>W dokumencie czytamy, że obecny Zarząd nie jest przygotowany do merytorycznej dyskusji o przyszłości szpitala. Mocne słowa. Być może nawet częściowo słuszne. Ale wypowiadane przez środowisko poprzednich decydentów brzmią jak skarga autora pożaru na to, że straż pożarna zbyt wolno rozwija wąż.</p><p>Gdzie były te eksperckie analizy wcześniej? Gdzie były symulacje finansowe? Gdzie warianty działania? Gdzie ocena skutków kadrowych i organizacyjnych? Gdzie analizy ryzyka kontraktowego, pracowniczego i podatkowego? Gdzie były tabele, harmonogramy, opinie prawne i scenariusze naprawcze, gdy podejmowano decyzje personalne i właścicielskie?</p><p>Nie można przez lata firmować systemu, a potem udawać, że właśnie odkryło się jego instrukcję obsługi.</p><h2><strong>Szpital to nie miejsce na kadrowe eksperymenty</strong></h2><p>Najbardziej jaskrawym symbolem poprzednich lat pozostaje polityka personalna. Właściciel szpitala powinien szukać ludzi z doświadczeniem w zarządzaniu ochroną zdrowia, finansami podmiotów leczniczych, kontraktowaniem z NFZ, restrukturyzacją i odpowiedzialnością za wielomilionowy budżet. Tymczasem mieszkańcy obserwowali nominacje, które od początku rodziły pytania o kryteria wyboru i rzeczywiste przygotowanie kandydatów.</p><p>Zamiast człowieka z dorobkiem w zarządzaniu służbą zdrowia pojawił się urzędnik kojarzony wcześniej ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego. Sam fakt pracy w SKW oczywiście nikogo nie dyskwalifikuje. Nie stanowi jednak automatycznego certyfikatu kompetencji do kierowania szpitalem. Kontrwywiad wojskowy to nie Narodowy Fundusz Zdrowia, a ochrona tajemnic państwowych nie jest tym samym co zarządzanie blokiem operacyjnym, kontraktem interny i personelem medycznym. Można znać procedury bezpieczeństwa, a nadal nie mieć doświadczenia w prowadzeniu skomplikowanej spółki leczniczej.</p><p>To nie jest złośliwość wobec czyjegoś życiorysu. To pytanie o elementarną odpowiedzialność właściciela. <strong>Dlaczego właśnie ta osoba? Jakie miała doświadczenie branżowe? Jakie cele jej postawiono? Jakie były efekty?</strong></p><p>Jeszcze bardziej groteskowo wygląda sprawa finansów. W przestrzeni publicznej przypominano, że osoba powierzona kluczowym zadaniom ekonomicznym miała wcześniej doświadczenia zawodowe związane między innymi z plantacją pomidorów, a nie z finansami dużego szpitala. Samo doświadczenie w ogrodnictwie czy produkcji rolnej nie jest powodem do drwin. Uczciwa praca nie hańbi. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba bez porównywalnego dorobku w finansach ochrony zdrowia trafia w miejsce, gdzie trzeba rozumieć kontrakty NFZ, amortyzację sprzętu, koszty procedur, zobowiązania wymagalne, płynność, taryfikację świadczeń i mechanizmy zadłużenia.</p><p>Plantacja pomidorów może być przedsięwzięciem wymagającym i skomplikowanym. Ale szpital to jednak nie szklarnia. Tu błędna decyzja nie oznacza niższego plonu. Może oznaczać ograniczenie świadczeń, brak pieniędzy na leki, odejścia personelu albo likwidację oddziału.</p><p>Jeżeli taki dobór kadr był świadomy, należy pokazać jego racjonalne podstawy. Jeżeli był polityczny, należy to uczciwie przyznać. Najgorszy jest wariant trzeci: że nikt nie wiedział, jakie kwalifikacje są naprawdę potrzebne.</p><h2><strong>Kurs dla ludzi, którzy sami wystawiali świadectwa</strong></h2><p>Proponowane seminarium ma objąć kompetencje Zarządu Powiatu, Rady Powiatu, Rady Nadzorczej i Zarządu Spółki. Ma wyjaśnić odpowiedzialność poszczególnych organów. Ma pokazać, jakie są obowiązki właściciela i jak przebiega prawidłowy proces decyzyjny.</p><p>To brzmi jak program kursu dla nowych radnych pierwszej kadencji. Tymczasem piszą go ludzie, którzy mieli już kilka lat na zdobycie tej wiedzy w praktyce.</p><p>Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z lokalną wersją „Rejsu”. Tyle że zamiast dyskusji o filmie polskim jest rozmowa o spółkach prawa handlowego. Każdy mówi długo, poważnie i z troską, ale gdzieś w tle pozostaje pytanie: kto właściwie przez te lata trzymał rękę na sterze?</p><p>Wniosek przypomina kapitana, który po wejściu statku na mieliznę organizuje konferencję o zasadach nawigacji. Zaprasza ekspertów od map, prądów morskich, silników i prawa żeglugowego, po czym z surową miną pyta obecnej załogi, dlaczego nie jest przygotowana na skutki jego wcześniejszego rejsu.</p><p><strong>Nie można najpierw obsadzać mostka kapitańskiego według własnego uznania, a później udawać, że nie znało się zasad żeglugi.</strong></p><h2><strong>Czy pogorszenie wyników jeszcze kogokolwiek dziwi?</strong></h2><p>Sytuacja finansowa TCZ nie powstała w jeden dzień. Problemy nie wyskoczyły zza drzwi gabinetu po zmianie układu politycznego. Jeżeli w poprzednich latach spadała rentowność części działalności, narastały trudności finansowe i organizacyjne, to trzeba badać ciąg przyczyn, decyzji i zaniedbań. Nie wolno upraszczać, bo system ochrony zdrowia w całym kraju znajduje się pod ogromną presją, a szpitale powiatowe od lat zmagają się z niedoszacowaniem świadczeń, kosztami pracy i rosnącymi cenami.</p><p>Ale nie wolno też traktować ogólnopolskiego kryzysu jak zasłony, za którą można schować lokalne błędy.</p><p>Jeżeli zarządzanie powierzano osobom bez odpowiedniego doświadczenia branżowego, jeżeli decyzje podejmowano bez strategii, jeżeli właściciel nie wymagał mierzalnych rezultatów, to czy obniżenie rentowności naprawdę powinno kogokolwiek zaskakiwać? Czy problemy finansowe są wówczas wyłącznie dziełem złego systemu, czy również skutkiem sposobu, w jaki przez lata prowadzono spółkę?</p><p>Odpowiedzi nie znajdziemy w politycznych sloganach. Są w bilansach, rachunkach wyników, protokołach rad nadzorczych, uchwałach właścicielskich, umowach, konkursach i decyzjach personalnych.</p><p>Dlatego zanim byli decydenci usiądą w pierwszym rzędzie na seminarium, powinni położyć na stole dokumenty z okresu własnych rządów.</p><h2><strong>Eksperci tak. Polityczne alibi — nie</strong></h2><p>Sama idea eksperckiej debaty jest potrzebna. Przyszłości szpitala nie wolno rozstrzygać na podstawie plotek, partyjnych emocji ani rozmów prowadzonych w zaciszu gabinetów. Konsolidacja, restrukturyzacja, sprzedaż udziałów czy współpraca z innym podmiotem to decyzje, które mogą zmienić ochronę zdrowia w powiecie na dziesięciolecia. Muszą je poprzedzać analizy i konsultacje.</p><p>Jednak seminarium nie może być politycznym alibi. Nie może służyć temu, aby dawni decydenci zasiedli pod tablicą jako pilni uczniowie, a następnie przedstawili się mieszkańcom jako niewinni świadkowie cudzego bałaganu.</p><p>Ekspert nie powinien działać jak pralnia pamięci. Nie wyczyści historii nominacji, decyzji i wieloletniego braku strategii. Nie zdejmie odpowiedzialności z ludzi, którzy mieli realny wpływ na TCZ. Nie zamieni byłego starosty w przypadkowego obserwatora, a członków dawnego zaplecza w grupę zatroskanych przechodniów, którzy akurat znaleźli się pod szpitalem.</p><p>W „Folwarku zwierzęcym” zasady zmieniały się w nocy, a rano wszyscy mieli uwierzyć, że tak było od początku. W powiecie tomaszowskim wystarczy najwyraźniej zmienić miejsce przy stole. Wczoraj wykonywało się prawa właścicielskie. Dzisiaj pyta się, czym one są.</p><h2><strong>Najpierw odpowiedzialność, potem wykład</strong></h2><p>Obecne władze Powiatu powinny być rozliczane surowo. Muszą przedstawić dokumenty, warianty, skutki finansowe i jasną strategię. Nie wolno im zasłaniać się tajemnicą handlową przy każdej niewygodnej kwestii ani żądać od Rady Powiatu zgody na proces, którego szczegółów radni i mieszkańcy nie znają.</p><p>Ale poprzednie władze nie mogą mówić o TCZ tak, jakby szpital przez ostatnie lata działał poza ich politycznym zasięgiem. Nie mogą występować jako recenzenci filmu, którego scenariusz sami współtworzyli.</p><p>Wniosek o seminarium ma sens tylko wtedy, gdy pierwszym punktem programu będzie uczciwy bilans przeszłości. Kto podejmował decyzje? Kto rekomendował kadry? Jakie były kryteria? Jakie cele wyznaczano zarządowi? Jak oceniano wyniki? Dlaczego nie przygotowano wcześniej strategii, której dziś tak głośno się żąda?</p><p>Bez tego seminarium stanie się teatrem. Eksperci odegrają rolę dekoracji, byli decydenci rolę zatroskanej opozycji, a mieszkańcy znowu dostaną rachunek.</p><p><strong>Wiedza ekspercka jest potrzebna. Ale najbardziej potrzebna była wtedy, gdy do zarządzania szpitalem wybierano ludzi z doświadczeniem odległym od ochrony zdrowia i finansów medycznych. Potrzebna była, gdy podejmowano decyzje właścicielskie i kadrowe. Potrzebna była przed wejściem na mieliznę, a nie dopiero wtedy, gdy woda znalazła się na pokładzie.</strong></p><p>Dziś można organizować seminaria, konferencje i panele. Można zapraszać prawników, ekonomistów i urzędników ministerialnych. Nie można jednak udawać, że pięć czy sześć lat odpowiedzialności wyparowało razem z utratą stanowisk.</p><p><strong>W polityce można zmienić ławę. Można stracić władzę. Można nawet odkryć potrzebę nauki. Nie można tylko oczekiwać, że mieszkańcy zapomną, kto przez lata wystawiał temu szpitalowi świadectwa — i kto dobierał mu nauczycieli</strong></p> ]]></content:encoded>
            <author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Kazimierz Baran pyta o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Chce oficjalnego stanowiska Rady Miejskiej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55838,kazimierz-baran-pyta-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-chce-oficjalnego-stanowiska-rady-miejskiej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55838,kazimierz-baran-pyta-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-chce-oficjalnego-stanowiska-rady-miejskiej</guid>
            <pubDate>Mon, 13 Jul 2026 18:26:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kazimierz-baran-pyta-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-chce-oficjalnego-stanowiska-rady-miejskie-1783960174.png</url>
                        <title>Kazimierz Baran pyta o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Chce oficjalnego stanowiska Rady Miejskiej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55838,kazimierz-baran-pyta-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-chce-oficjalnego-stanowiska-rady-miejskiej</link>
                    </image><description>Planowana konsolidacja Tomaszowskiego Centrum Zdrowia ze szpitalem Uniwersytetu Medycznego w Łodzi powinna zostać poprzedzona szeroką debatą publiczną – uważa radny miejski Kazimierz Baran. W interpelacji skierowanej do prezydenta Marcina Witko domaga się przedstawienia Radzie Miejskiej projektu stanowiska dotyczącego przyszłości lokalnego szpitala. Radny wskazuje na ryzyko ograniczenia dostępności leczenia, likwidacji części oddziałów oraz przenoszenia świadczeń do Łodzi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dokument wpłynął do Biura Rady Miejskiej 9 lipca 2026 roku. Kazimierz Baran zwraca się w nim do prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego o zajęcie przez samorząd miejski jednoznacznego stanowiska wobec pojawiających się planów konsolidacji Tomaszowskiego Centrum Zdrowia z placówką związaną z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi.</p><p>Choć właścicielem większościowym szpitalnej spółki jest samorząd powiatowy, radny podkreśla, że skutki ewentualnych zmian odczują przede wszystkim mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego. Jego zdaniem miasto nie może ograniczać się do roli obserwatora, kiedy dyskusja dotyczy jednego z najważniejszych elementów lokalnego bezpieczeństwa.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda"></oembed></figure><h2>Szpital to nie tylko bilans i szyld nad wejściem</h2><p>W uzasadnieniu interpelacji Kazimierz Baran przypomina, że ochrona zdrowia należy do zadań własnych gminy. Przywołuje art. 7 ust. 1 pkt 5 ustawy o samorządzie gminnym, zgodnie z którym sprawy ochrony zdrowia należą do katalogu potrzeb wspólnoty samorządowej.</p><p>Radny zaznacza, że zarówno prezydent miasta, jak i Rada Miejska reprezentują mieszkańców, dlatego powinni zabrać głos w sprawie zmian, które mogą wpłynąć na dostępność leczenia w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p><strong>„Tomaszowskie Centrum Zdrowia od wielu lat stanowi podstawowy podmiot zabezpieczający świadczenia zdrowotne dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego oraz całego powiatu tomaszowskiego”</strong> – podkreśla Kazimierz Baran.</p><p>Według niego ewentualne zmiany właścicielskie lub organizacyjne powinny zostać poprzedzone szeroką debatą publiczną. Nie może być to proces prowadzony wyłącznie w gabinetach, za zamkniętymi drzwiami, w języku wycen, konsolidacji i optymalizacji. Dla mieszkańca szpital nie jest bowiem rubryką w arkuszu kalkulacyjnym. Jest miejscem, do którego trafia w chwili największego lęku – z bólem, chorym dzieckiem, po wypadku albo z podejrzeniem nowotworu.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie"></oembed></figure><h2>Obawy o oddziały, poradnie i kolejki</h2><p>W interpelacji radny wymienia kilka najważniejszych zagrożeń, które – jego zdaniem – powinny zostać szczegółowo wyjaśnione przed podjęciem jakichkolwiek decyzji.</p><p>Pierwszym z nich jest <strong>możliwość ograniczenia dostępności świadczeń zdrowotnych dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego</strong>. Baran zwraca również uwagę na brak gwarancji utrzymania pełnego zakresu działających obecnie oddziałów i poradni specjalistycznych.</p><p>Kolejne obawy dotyczą pogorszenia ciągłości leczenia oraz wydłużenia czasu oczekiwania na wizyty, badania i zabiegi. Konsolidacja przedstawiana jako sposób na ratowanie finansów szpitala może bowiem oznaczać nie tylko zmianę struktury właścicielskiej, lecz także nowy podział zadań pomiędzy placówkami.</p><p>W lokalnej debacie możliwość połączenia TCZ ze strukturami klinicznymi Uniwersytetu Medycznego przedstawiana była jako potencjalna recepta na problemy finansowe tomaszowskiej spółki. Nie są jednak publicznie znane szczegółowe warunki takiej operacji ani gwarancje dotyczące przyszłości poszczególnych oddziałów.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55725,zle-sie-dzieje-w-powiecie-tomaszowskim-hamlet-na-sesji-szpital-bez-prezesa"></oembed></figure><h2>Czy część pacjentów będzie musiała jeździć do Łodzi?</h2><p>Jedną z najmocniej wybrzmiewających kwestii jest ryzyko centralizacji części świadczeń w Łodzi. Radny zauważa, że dla wielu pacjentów, szczególnie osób starszych, niepełnosprawnych i przewlekle chorych, konieczność dojazdu do szpitala klinicznego oznaczałaby realne utrudnienie w dostępie do leczenia.</p><p>Odległość liczona na mapie wygląda niewinnie. Kilkadziesiąt kilometrów. Dla człowieka młodego i zdrowego – godzina drogi. Dla seniora poruszającego się o lasce, pacjenta onkologicznego albo rodziny bez samochodu może być to jednak bariera trudna do pokonania.</p><p>Kazimierz Baran pyta także o przyszłość personelu medycznego oraz pozostałych pracowników Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Zwraca uwagę, że obecnie brakuje informacji dotyczących zatrudnienia po ewentualnym przeprowadzeniu zmian organizacyjnych.</p><p>To ważne pytanie, bo TCZ jest nie tylko miejscem leczenia, ale także jednym z większych lokalnych pracodawców. Według informacji publikowanych przez placówkę szpital zatrudnia m.in. około 160 lekarzy, 261 pielęgniarek, 25 położnych, 46 ratowników medycznych i 44 salowe.</p><h2>Baran chce debaty na forum Rady Miejskiej</h2><p>Interpelacja nie przesądza, że konsolidacja musi zostać odrzucona. Radny domaga się jednak przedstawienia jej warunków oraz publicznego określenia granic, których – w interesie mieszkańców – nie wolno przekroczyć.</p><p>Proponowane stanowisko Rady Miejskiej mogłoby zawierać żądanie zachowania podstawowych oddziałów, poradni i diagnostyki w Tomaszowie Mazowieckim, gwarancje dla pracowników oraz zapewnienie, że pacjenci nie zostaną zmuszeni do szukania podstawowej pomocy w Łodzi.</p><p>W tle pozostaje trudna sytuacja organizacyjna i finansowa TCZ. Dyskusja o konsolidacji trwa od kilku miesięcy, a szpital nadal stoi przed koniecznością znalezienia sposobu na ograniczenie strat i dostosowanie swojej działalności do realnej liczby pacjentów. Jednocześnie placówka realizuje kolejne inwestycje, w tym rozwój opieki długoterminowej oraz cyfryzację usług.</p><h2>Czas na konkrety, nie polityczne zaklęcia</h2><p>Interpelacja Kazimierza Barana stawia pytanie, które w najbliższych tygodniach będzie powracało coraz częściej: <strong>kto i na jakich zasadach ma decydować o przyszłości tomaszowskiego szpitala?</strong></p><p>Sama nazwa „konsolidacja” brzmi bezpiecznie, niemal technicznie. Jak przesuwanie segregatorów pomiędzy biurkami. Jednak za tym słowem mogą kryć się decyzje o zamykaniu oddziałów, przenoszeniu lekarzy, zmianie miejsca leczenia i redukcji zatrudnienia. Mogą się też kryć nowe możliwości: dostęp do kadry akademickiej, szerszej diagnostyki i stabilniejszego finansowania.</p><p>Dlatego mieszkańcy mają prawo poznać nie hasła, lecz dokumenty. Nie polityczne deklaracje, lecz warunki. Nie opowieść o ratowaniu szpitala, ale odpowiedź na proste pytanie: <strong>co po konsolidacji pozostanie w Tomaszowie Mazowieckim?</strong></p><p>Teraz na interpelację powinien odpowiedzieć prezydent Marcin Witko. Od jego decyzji zależeć będzie, czy sprawa trafi pod obrady Rady Miejskiej i czy miejscy radni oficjalnie włączą się do debaty o przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„Budujmy, zamiast niszczyć i sprzedawać”. Ordynator ginekologii TCZ przerywa milczenie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 12:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie-1783847839.png</url>
                        <title>„Budujmy, zamiast niszczyć i sprzedawać”. Ordynator ginekologii TCZ przerywa milczenie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie</link>
                    </image><description>Dyskusja o przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia przestała być wyłącznie politycznym pojedynkiem na słowa. Po raz pierwszy publicznie głos zabrał lekarz kierujący jednym z kluczowych oddziałów szpitala. Mateusz Nowak, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego, ostrzega przed skutkami planowanej konsolidacji i pyta wprost: jaka to „szansa” dla Tomaszowa, skoro podobne procesy w innych miejscach kończyły się zamykaniem oddziałów, ograniczaniem świadczeń i marginalizacją mniejszych placówek? Pod jego wpisem pojawiły się dziesiątki komentarzy pacjentek. To nie są polityczne slogany. To są świadectwa kobiet, które na tym oddziale rodziły, przechodziły operacje onkologiczne i walczyły o życie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przez wiele tygodni w debacie dotyczącej przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia padały słowa dobrze znane z języka korporacyjnych prezentacji: <strong>konsolidacja, optymalizacja, wycena, synergia, poprawa efektywności</strong>. Brzmią niewinnie. Niemal sterylnie. Jakby chodziło o przesuwanie rubryk w arkuszu kalkulacyjnym, a nie o szpital, jego oddziały, lekarzy, pielęgniarki i pacjentów.</p><p>Tymczasem za każdym szpitalnym łóżkiem stoi czyjaś choroba, strach, poród, operacja albo nadzieja na kolejne lata życia. I właśnie dlatego głos Mateusza Nowaka może okazać się jednym z najważniejszych wystąpień w całej dotychczasowej dyskusji.</p><p>Lekarz napisał, że po kilkunastu latach pracy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia ma prawo wyrazić swoją opinię. Zaznaczył również, że wypowiedzieli się już niemal wszyscy — poza ludźmi, którzy szpital rzeczywiście tworzą: ratownikami, pielęgniarkami, położnymi i lekarzami.</p><h2>„Na czym opieracie nadzieję?”</h2><p>Ordynator nie ukrywa sceptycyzmu wobec forsowanego pomysłu „sprzedaży” czy konsolidacji TCZ. Zwraca uwagę, że procesy przedstawiane dziś jako szansa w praktyce mogą oznaczać podporządkowanie mniejszego szpitala większemu podmiotowi.</p><blockquote><p>„Jaka to szansa, drodzy Państwo? Państwo tak na poważnie? Na czym opieracie tę nadzieję? Przecież nie na przykładach innych, podobnie konsolidowanych szpitali, które zgodnie z łacińską maksymą <i>Piscem vorat maior minorem</i>, zostały szybko wchłonięte, zmarginalizowane i wyplute jako smutne miejsca do prostego wykorzystania” — napisał Mateusz Nowak.</p></blockquote><p>W jego ocenie złudzeniem jest również przekonanie, że konsolidacja automatycznie otworzy mieszkańcom Tomaszowa dostęp do wysokospecjalistycznej medycyny klinicznej.</p><p>Lekarz zwraca uwagę na coś, o czym w politycznych sporach mówi się zbyt rzadko: <strong>sam dostęp formalny nie oznacza dostępu rzeczywistego</strong>. Dla starszej osoby, pacjentki po operacji, kobiety w ciąży czy chorego onkologicznie wyjazd do Łodzi może być ogromnym problemem organizacyjnym, finansowym i zdrowotnym.</p><blockquote><p>„Może dlatego, że opieka blisko domu jest najłatwiejsza do zorganizowania, dlatego że nierzadko nawet godzinny wyjazd dla starszego człowieka bywa wyzwaniem logistycznym i zdrowotnym” — podkreślił.</p></blockquote><p>To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno. Szpital powiatowy nie jest konkurencją dla kliniki uniwersyteckiej. Nie musi wykonywać wszystkiego. Jego zadaniem jest jednak zapewnienie mieszkańcom leczenia blisko miejsca zamieszkania — tam, gdzie w krytycznej chwili liczą się nie wielkie strategie, ale minuty, dostępność i człowiek po drugiej stronie drzwi.</p><h2>Oddział, który zmienił się nie do poznania</h2><p>Mateusz Nowak opisał także działalność kierowanego przez siebie oddziału. W Tomaszowie wykonywane są nie tylko porody i podstawowe zabiegi ginekologiczne. Leczone są również pacjentki z nowotworami trzonu macicy, jajnika oraz szyjki macicy.</p><blockquote><p>„Robimy to na tyle skutecznie, że wskaźniki przeżywalności niczym nie ustępują danym literaturowym” — zaznaczył ordynator.</p></blockquote><p>Jak dodał, pacjentki otrzymują szybkie terminy zabiegów, następnie płynnie przechodzą do dalszego leczenia w Nu-Medzie, a lekarze współpracują ze szpitalami klinicznymi i korzystają z doświadczenia najlepszych operatorów.</p><blockquote><p>„Szpitale kliniczne pomagają nam, a my pomagamy szpitalom klinicznym, nierzadko odciążając je lokalnie” — napisał.</p></blockquote><p>To ważny element tej historii. Z wypowiedzi lekarza wynika bowiem, że tomaszowski oddział nie funkcjonuje na medycznej wyspie. Jest częścią systemu współpracy, w którym pacjentka może rozpocząć leczenie na miejscu, a w razie potrzeby zostać skierowana do ośrodka o wyższym stopniu referencyjności.</p><p>Zdaniem ordynatora taki model nie wymaga niszczenia tego, co już działa.</p><blockquote><p>„A może warto jednak budować, zamiast niszczyć i sprzedawać” — podsumował.</p></blockquote><h2>Kto zagwarantuje, że oddziały pozostaną?</h2><p>Najmocniejsze pytanie dotyczy jednak przyszłości. Mateusz Nowak wskazuje, że po ewentualnej konsolidacji nikt nie daje gwarancji utrzymania w Tomaszowie kolejnej porodówki czy oddziału ginekologii onkologicznej.</p><blockquote><p>„Nie mam pewności, ale mogę podejrzewać, że szpital kliniczny nie będzie chciał w Tomaszowie utrzymywać kolejnej porodówki albo kolejnego oddziału ginekologii onkologicznej — bo i po co, ma swoje!” — napisał lekarz.</p></blockquote><p>To opinia i przewidywanie, nie przesądzony scenariusz. Jednak właśnie takich scenariuszy obawia się część pracowników i mieszkańców. Obawy te nie powinny być zbywane jako polityczna histeria. W każdym procesie właścicielskim dotyczącym szpitala najważniejsze powinny być bowiem konkretne gwarancje: które oddziały pozostaną, przez jaki czas, jakie świadczenia będą wykonywane, co stanie się z personelem i kto będzie podejmował decyzje o przyszłości placówki.</p><p>Bez takich odpowiedzi słowo „szansa” pozostaje jedynie hasłem. Ładnym, ale pustym.</p><h2>Pacjentki odpowiadają własnymi historiami</h2><p>Pod wpisem ordynatora pojawiły się liczne komentarze kobiet, które korzystały z pomocy oddziału. W ich wypowiedziach powtarzają się trzy słowa: <strong>profesjonalizm, empatia i bezpieczeństwo</strong>.</p><p>Jedna z pacjentek, Ania Pietrzyk, opisała opiekę po poważnej operacji onkologicznej:</p><blockquote><p>„Opieka na oddziale ginekologicznym po tak rozległej i poważnej operacji onkologicznej jak moja była na najwyższym poziomie. Zespół lekarski był w pełni zaangażowany w moje leczenie, zwłaszcza w zakresie redukcji dokuczliwego bólu, a dzięki wspaniałym paniom położnym mogłam liczyć na troskliwą opiekę medyczną, bezcenną pomoc oraz empatię i wyrozumiałość”.</p></blockquote><p>Pacjentka zwróciła także uwagę na znaczenie lokalnej diagnostyki onkologicznej. Jak napisała, na badanie w Tomaszowie oczekiwała około dwóch miesięcy, podczas gdy w Łodzi termin miał być znacznie bardziej odległy.</p><blockquote><p>„Dobrze by było, żeby tak pozostało, aby pacjentki nie musiały czekać na wizytę u ginekologa-onkologa ponad dwa miesiące, jak ma to miejsce w Łodzi, a potem jeszcze nie wiadomo jak długo na dalszą diagnostykę i kolejne kroki, gdy tak bardzo liczy się czas”.</p></blockquote><p>W leczeniu chorób nowotworowych czas nie jest publicystyczną figurą. Czas jest częścią terapii.</p><h2>„Nie zostałam sama”</h2><p>Szczególnie przejmujący jest komentarz Małgorzaty Walczewskiej, która opisała moment, gdy usłyszała diagnozę.</p><blockquote><p>„Kiedy świat zawalił mi się pod nogami w tamtym najtrudniejszym momencie, nie zostałam z tym sama. Pan Doktor nie zastanawiał się ani sekundy — po prostu podał rękę, dał nadzieję i profesjonalną pomoc, o jakiej większość może tylko marzyć. Dzięki Panu dzisiaj tu jestem”.</p></blockquote><p>To zdanie brzmi mocniej niż dziesięć analiz ekonomicznych. Nie dlatego, że ekonomia nie ma znaczenia. Ma. Szpital musi być dobrze zarządzany, zadłużenie nie może rosnąć bez końca, a publiczne pieniądze wymagają kontroli. Jednak żadna kalkulacja nie może abstrahować od efektów leczenia, dostępności świadczeń i zaufania pacjentów.</p><p>Joanna Bielas wspominała z kolei pobyt na oddziale sprzed kilku lat:</p><blockquote><p>„Spotkałam doktora na oddziale w bardzo ciężkim momencie mojego życia. Oddział pod skrzydłami doktora przeszedł niewyobrażalną przemianę. Zawsze powtarzałam, że nigdy w życiu bym się tu nie położyła, rodziłam w Matce Polce i Piotrkowie, a tak teraz polecam kobietom wasz oddział”.</p></blockquote><p>Jej komentarz pokazuje, że reputację oddziału można odbudować. Nie za pomocą folderów reklamowych, ale dzięki codziennej pracy personelu.</p><h2>„Jest lekarzem z powołania”</h2><p>Monika Nogacka opisała dwa dramatyczne momenty swojego życia — poród córki oraz sytuację, gdy lekarz miał ratować życie jej i dziecka podczas transportu do CZMP.</p><blockquote><p>„To szczęście, że był przy mnie Pan Doktor. Raz, gdy rodziłam córcię i wspierał mnie w każdej minucie jako młody, uczący się zawodu, z wielką już wtedy empatią. Drugi raz, gdy ratował mi i mojemu dziecku życie, jadąc ze mną karetką do CZMP już po skończonym dyżurze”.</p></blockquote><p>Pacjentka zadała również pytanie, które wraca w wielu komentarzach:</p><blockquote><p>„My kobiety mamy rodzić w domach jak za czasów przedwojennych, a umieralność będzie większa jak połowa, bo jesteśmy gotowe na takie wyzwania?”.</p></blockquote><p>To emocjonalna wypowiedź, ale pod spodem kryje się realny lęk: <strong>czy Tomaszów może zostać bez porodówki i pełnego zabezpieczenia ginekologicznego?</strong></p><p>Dagmara Bedlińska napisała natomiast:</p><blockquote><p>„Jest Pan bardzo dobrym lekarzem i podczas tego porodu czułam się zaopiekowana dzięki Panu. Powiem szczerze: dzięki Panu oddział ginekologiczno-położniczy zmienił się na dobre. Pozdrawiam serdecznie”.</p></blockquote><p>Monika Chmiel podkreśliła:</p><blockquote><p>„Ja również miałam szczęście spotkać doktora i tak empatycznego, odpowiadającego na pytania, nie spotkałam. Z uśmiechem na twarzy. Jest to lekarz z powołaniem”.</p></blockquote><h2>„Pracowałam w tym szpitalu 48 lat”</h2><p>W dyskusji wypowiedziała się także Ewa Wieczorek, która — jak napisała — przepracowała w szpitalu 48 lat. Jej komentarz jest gorzki, ale też bardzo osobisty.</p><blockquote><p>„Pamiętam wzloty i upadki. Ale szpital był i ja osobiście, i moi bliscy w ciągu kilku minut byliśmy zaopiekowani. Co do ginekologii, to może nie było takich warunków lokalowo-sprzętowych, ale była kadra”.</p></blockquote><p>Autorka wpisu wspomniała również poród córki w Łodzi i pytanie, dlaczego nie zdecydowała się rodzić w Tomaszowie. Jak stwierdziła, dziś wybrałaby miejscowy oddział.</p><blockquote><p>„Wypowiedzi Pana Doktora wybrzmiały wyraźnie — może chcielibyście wszystko, patrz oddziały i personel, ale my wiemy lepiej, co wam potrzeba”.</p></blockquote><p>To zdanie dotyka sedna sporu. Czy przyszłość szpitala ma być ustalana ponad głowami mieszkańców, pracowników i pacjentów? Czy też przed podjęciem nieodwracalnych decyzji powinna odbyć się rzeczywista, publiczna debata, oparta na dokumentach, analizach i gwarancjach?</p><h2>Pierwszy lekarz mówi publicznie</h2><p>Wpis Mateusza Nowaka ma jeszcze jeden wymiar. Podważa narrację, według której personel szpitala miałby być przymuszany do protestowania lub podpisywania przygotowanych wcześniej oświadczeń.</p><p>Ordynator wystąpił pod własnym nazwiskiem. Przedstawił argumenty dotyczące konkretnego oddziału, jego wyników, współpracy z klinikami i potrzeb pacjentek. Nie jest anonimowym autorem ulotki. Jest lekarzem odpowiedzialnym za funkcjonowanie oddziału, który w ostatnich latach przeszedł widoczną zmianę.</p><p>Oczywiście jeden głos nie kończy debaty. Nie rozstrzyga kwestii finansowych, struktury zadłużenia ani modeli właścicielskich. Ale nie wolno go lekceważyć.</p><p>Bo gdy politycy mówią o „optymalizacji”, lekarz mówi o pacjentkach. Gdy pada słowo „konsolidacja”, kobiety przypominają chwile, w których walczyły o zdrowie i życie. A gdy ktoś przekonuje, że wszystko będzie dobrze, ordynator pyta o gwarancje.</p><h2>Szpital to nie nieruchomość z ogłoszenia</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia wymaga zmian. Temu trudno zaprzeczyć. Każda publiczna placówka musi być kontrolowana, dobrze zarządzana i rozliczana z efektów. Ale czym innym jest naprawianie szpitala, a czym innym proces, który może doprowadzić do utraty wpływu na jego przyszłość.</p><p>W tej sprawie mieszkańcy zasługują na więcej niż uspokajające deklaracje. Potrzebują informacji, jakie oddziały są zagrożone, jakie zobowiązania ma przejąć potencjalny partner, czy porodówka i ginekologia onkologiczna będą działać nadal oraz kto zagwarantuje dostępność leczenia za pięć czy dziesięć lat.</p><p>Mateusz Nowak zakończył swój wpis słowami:</p><blockquote><p>„Może zapytajcie Państwo ludzi, którzy pracują w tej ochronie zdrowia od lat, jak to się skończy. Ja mogę się mylić, ale głos szpitala i głos personelu nie może być pomijany, bo najbardziej szkoda tutaj zwykłych ludzi”.</p></blockquote><p>I właśnie od tego powinna rozpocząć się poważna rozmowa. Nie od kolejnych sloganów. Nie od politycznych oskarżeń. Nie od przesądzonych decyzji.</p><p>Od wysłuchania ludzi, którzy każdego dnia otwierają drzwi sal operacyjnych, odbierają porody, podają leki i zostają przy pacjencie wtedy, gdy gaśnie światło, a strach staje się większy niż wszystkie urzędowe strategie razem wzięte.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polowanie na „niebieskie karty”. Radny Kucharski chce uszczelniać system kosztem osób z niepełnosprawnościami]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55827,polowanie-na-niebieskie-karty-radny-kucharski-chce-uszczelniac-system-kosztem-osob-z-niepelnosprawnosciami</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55827,polowanie-na-niebieskie-karty-radny-kucharski-chce-uszczelniac-system-kosztem-osob-z-niepelnosprawnosciami</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 11:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polowanie-na-niebieskie-karty-radny-kucharski-chce-uszczelniac-system-kosztem-osob-z-niepelnospra-1783850702.png</url>
                        <title>Polowanie na „niebieskie karty”. Radny Kucharski chce uszczelniać system kosztem osób z niepełnosprawnościami</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55827,polowanie-na-niebieskie-karty-radny-kucharski-chce-uszczelniac-system-kosztem-osob-z-niepelnosprawnosciami</link>
                    </image><description>Zamiast likwidować bariery, pojawia się pomysł tworzenia kolejnych. Radny Piotr Kucharski proponuje „uszczelnienie” ulg parkingowych dla osób z niepełnosprawnościami, sugerując powiązanie uprawnienia z konkretnym pojazdem lub wprowadzenie innych ograniczeń. Problem w tym, że karta parkingowa nie została stworzona dla samochodu. Została stworzona dla człowieka — często człowieka, który sam nie może prowadzić, a bez pomocy rodziny lub opiekuna nie dotrze do lekarza, urzędu czy apteki.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W obszernej interpelacji dotyczącej funkcjonowania Strefy Płatnego Parkowania w Tomaszowie Mazowieckim radny <strong>Piotr Kucharski</strong> porusza kilka zagadnień: cyfryzację procedur, finanse strefy, samochody służbowe oraz czas bezpłatnego postoju. Te propozycje można analizować i dyskutować.</p><p>Jednak punkt dotyczący osób z niepełnosprawnościami brzmi jak fragment napisany bez próby zrozumienia, jak naprawdę wygląda ich codzienność.</p><p>Radny pisze o „potencjalnym nadużywaniu” kart parkingowych przez osoby nieuprawnione, wskazując przykładowo członków rodzin korzystających z karty pod nieobecność osoby z niepełnosprawnością. Następnie proponuje rozważenie „rozwiązań uszczelniających”, w tym powiązania kart abonamentowych N+ i Parking+ z osobą uprawnioną albo wprowadzenia innych ograniczeń. Jednocześnie nie przedstawia żadnych konkretnych danych potwierdzających skalę zjawiska. Powołuje się jedynie na bliżej nieokreślone „sygnały od mieszkańców” oraz stwierdzenie, że liczba zwolnień w Tomaszowie „nie powinna odbiegać od średniej w innych miastach”. Nie wiadomo jednak, o jakie miasta chodzi, jaka jest ta średnia i czy porównano strukturę wieku, liczbę mieszkańców oraz liczbę osób posiadających stosowne orzeczenia.</p><h2><strong>Karta jest przypisana do człowieka, a nie do karoserii</strong></h2><p>Trzeba wyjaśnić rzecz podstawową. Potocznie mówi się czasem o „niebieskiej karcie”, ale prawidłowa nazwa dokumentu to <strong>karta parkingowa</strong>. Nie jest ona przywilejem samochodu ani nagrodą dla jego właściciela. Jest uprawnieniem związanym z konkretną osobą z niepełnosprawnością.</p><p>I właśnie dlatego pomysł przywiązywania takiego uprawnienia do jednego numeru rejestracyjnego może być nie tylko niepraktyczny, ale wręcz krzywdzący.</p><p>Osoba posiadająca kartę parkingową nie zawsze prowadzi samochód. Nierzadko nie prowadzi go nigdy. Może być przewożona przez córkę, syna, małżonka, sąsiada, opiekuna społecznego albo pracownika placówki. Raz jedzie własnym autem rodziny, innym razem samochodem krewnego, taksówką lub pojazdem osoby sprawującej nad nią opiekę.</p><p><strong>To człowiek ma prawo do ułatwienia, nie jeden wybrany samochód.</strong></p><p>Oficjalne zasady przyznawania kart wskazują, że otrzymują je osoby mające <strong>znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się</strong>. Ocena nie sprowadza się przy tym wyłącznie do widocznej niepełnosprawności ruchowej. Może wynikać również z chorób neurologicznych, narządu wzroku, układu oddechowego czy krążenia. Biuro Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych przypomina, że część uprawnionych może poruszać się jedynie na krótkich dystansach, przy użyciu sprzętu albo z pomocą drugiej osoby.</p><p>Miejsce parkingowe położone blisko wejścia nie jest więc luksusem. Czasem oznacza różnicę między możliwością załatwienia sprawy a koniecznością rezygnacji z wyjścia z domu.</p><h2><strong>Opiekun nie jest oszustem</strong></h2><p>W interpelacji pojawia się wyjątkowo niebezpieczne uproszczenie: członek rodziny korzystający z karty zostaje przedstawiony jako potencjalny sprawca nadużycia.</p><p>Oczywiście, używanie karty bez przewożenia osoby uprawnionej jest naganne. Takie przypadki należy kontrolować i karać. Nie wolno jednak budować całego systemu na założeniu, że <strong>rodzina osoby z niepełnosprawnością jest z definicji podejrzana</strong>.</p><p>Rodzic przewożący dorosłe dziecko z niepełnosprawnością, córka zabierająca matkę do przychodni czy opiekun jadący z podopiecznym do urzędu nie „korzystają z cudzej ulgi”. Oni realizują dokładnie ten cel, dla którego karta istnieje.</p><p>Samo państwo wskazuje, że karta pozwala korzystać z miejsc położonych zazwyczaj blisko urzędów, instytucji i budynków użyteczności publicznej. Nie jest to przypadek. Chodzi o skrócenie drogi osobie, dla której kilkadziesiąt dodatkowych metrów może stanowić poważną przeszkodę.</p><p>Życie osoby zależnej od pomocy innych nie mieści się w rubryce z jednym numerem rejestracyjnym. Opiekunowie zmieniają się. Samochód może być w naprawie. Rodzina może korzystać z dwóch pojazdów. Osobę z niepełnosprawnością może przewieźć ktoś, kto akurat jest dostępny.</p><p><strong>Administracja powinna uwzględniać takie sytuacje, a nie traktować ich jak podejrzaną lukę w systemie.</strong></p><h2><strong>Gdzie są liczby?</strong></h2><p>Najpoważniejszym problemem interpelacji jest to, że słowo „nadużycia” pojawia się bez przedstawienia skali zjawiska.</p><p>Ile kontroli przeprowadzono? Ile razy stwierdzono bezprawne użycie karty? Ile postępowań zakończyło się potwierdzeniem naruszenia? Czy mówimy o kilku przypadkach rocznie, kilkunastu, czy setkach? Tego z dokumentu się nie dowiemy.</p><p>Zamiast danych otrzymujemy sugestię, że skoro zwolnień jest być może więcej niż gdzie indziej, należałoby zastanowić się nad ograniczeniami. To rozumowanie równie wygodne, co niebezpieczne. Większa liczba wydanych uprawnień może przecież wynikać z wieku mieszkańców, struktury demograficznej, liczby osób z orzeczeniami albo lokalnych zasad abonamentowych.</p><p>Radny domaga się od miasta bardzo szczegółowych rozliczeń finansowych strefy, włącznie z kosztami kontrolerów i serwisu parkomatów. Kiedy jednak przechodzi do osób z niepełnosprawnościami, sam nie przedstawia podobnie szczegółowego materiału dowodowego.</p><p>W tym miejscu analityczna gorliwość nagle znika, a jej miejsce zajmuje podejrzenie.</p><h2><strong>Nadużycia należy ścigać, a nie karać wszystkich</strong></h2><p>Nie ma sensu udawać, że nadużycia nie występują. Zdarzają się kierowcy posługujący się kartą osoby nieobecnej, zmarłej albo pozostającej w domu. Takie zachowania są obrzydliwe, ponieważ odbierają miejsce ludziom naprawdę go potrzebującym.</p><p>Ale odpowiedzią powinny być <strong>kontrole konkretnych przypadków</strong>, a nie ograniczanie praw całej grupy.</p><p>Kontroler może sprawdzić ważność dokumentu i prawidłowość jego wyłożenia. Służby mogą reagować na zgłoszenia. Miasto może prowadzić akcje informacyjne oraz przypominać o odpowiedzialności za bezprawne posługiwanie się kartą. Można analizować nieprawidłowości i eliminować dokumenty nieważne.</p><p>Nie trzeba natomiast budować elektronicznego płotu wokół rodzin osób z niepełnosprawnościami.</p><p>Tomaszowska Strefa Płatnego Parkowania obejmuje przede wszystkim ścisłe centrum oraz okolice urzędów, czyli miejsca, do których osoby ze znacznymi ograniczeniami poruszania się muszą docierać w codziennych sprawach. Właśnie tutaj dostępność miejsc ma szczególne znaczenie.</p><h2><strong>Empatia nie jest luką w systemie</strong></h2><p>Samorząd nie jest firmą ochroniarską strzegącą parkomatów. Jego zadaniem jest organizowanie miasta w taki sposób, by mogli w nim funkcjonować także ci, którzy są słabsi, chorzy, starsi albo zależni od pomocy innych.</p><p>W propozycji radnego Kucharskiego zabrakło właśnie tej perspektywy. Jest język audytu, kontroli, statystyki i „uszczelniania”. Nie ma natomiast człowieka na wózku, osoby poruszającej się o kulach, pacjenta z ciężką niewydolnością krążenia ani opiekuna, który pomaga mu wysiąść z samochodu.</p><p>Nie ma mokrego listopadowego chodnika, kilkudziesięciu dodatkowych metrów do przychodni i strachu, czy starszy człowiek zdoła dojść do wejścia.</p><p><strong>Miasto dostępne nie powstaje przez mnożenie podejrzeń. Powstaje przez usuwanie przeszkód.</strong></p><p>Nadużycia trzeba zwalczać. Ale robienie z marginalnego problemu uzasadnienia dla nowych ograniczeń przypomina gaszenie zapałki strażackim działkiem — tyle że strumień wody zostaje skierowany nie na oszusta, lecz na ludzi uczciwych i często całkowicie zależnych od pomocy bliskich.</p><p>Radny powinien więc najpierw przedstawić twarde dane. Potem porozmawiać z osobami z niepełnosprawnościami, ich rodzinami, organizacjami społecznymi i opiekunami. Dopiero na końcu proponować rozwiązania.</p><p>Bo zanim zacznie się „uszczelniać system”, warto sprawdzić, czy przypadkiem nie zamyka się drzwi przed tymi, którym samorząd powinien je szerzej otwierać.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Złamane drzewo i słup energetyczny zablokowały drogę wojewódzką nr 713 w Ujeździe]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55826,zlamane-drzewo-i-slup-energetyczny-zablokowaly-droge-wojewodzka-nr-713-w-ujezdzie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55826,zlamane-drzewo-i-slup-energetyczny-zablokowaly-droge-wojewodzka-nr-713-w-ujezdzie</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 11:26:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zlamane-drzewo-i-slup-energetyczny-zablokowaly-droge-wojewodzka-nr-713-w-ujezdzie-1783849235.png</url>
                        <title>Złamane drzewo i słup energetyczny zablokowały drogę wojewódzką nr 713 w Ujeździe</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55826,zlamane-drzewo-i-slup-energetyczny-zablokowaly-droge-wojewodzka-nr-713-w-ujezdzie</link>
                    </image><description>Niedzielny poranek na drodze wojewódzkiej nr 713 w Ujeździe rozpoczął się od poważnych utrudnień. Złamane drzewo oraz uszkodzony słup energetyczny znalazły się na jezdni, blokując przejazd i stwarzając zagrożenie dla kierowców. Akcja służb trwała około czterech godzin.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do zdarzenia doszło <strong>12 lipca 2026 roku</strong>. O godzinie <strong>5.22</strong> strażacy zostali zadysponowani do Ujazdu, gdzie na drodze wojewódzkiej nr 713 znajdowało się złamane drzewo oraz słup energetyczny.</p><p>Na miejsce skierowano zastęp wyposażony w ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy <strong>GCBA Scania</strong>. Strażacy zabezpieczyli teren, kierowali ruchem i rozpoczęli usuwanie drzewa z jezdni.</p><h2>Cztery godziny walki o udrożnienie drogi</h2><p>Sytuacja była bardziej skomplikowana ze względu na uszkodzoną infrastrukturę energetyczną. Strażacy pomagali pracownikom pogotowia energetycznego w usunięciu słupa z drogi oraz zabezpieczali jezdnię na czas prowadzonych prac.</p><p>W działaniach uczestniczyły również <strong>Policja, pogotowie energetyczne oraz operator koparki</strong>. W uprzątnięciu drogi ciężkim sprzętem pomógł także jeden z druhów, reprezentujący lokalną firmę.</p><p>Cała akcja trwała około <strong>czterech godzin</strong>. W tym czasie na trasie występowały znaczne utrudnienia w ruchu.</p><p>Dzięki sprawnej współpracy wszystkich służb oraz pomocy lokalnego przedsiębiorcy droga została ostatecznie oczyszczona i zabezpieczona.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ostry spór o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Konrad Borowski odpowiada Kazimierzowi Mordace: „Mija się pan z prawdą”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 11:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mi-1783761500.png</url>
                        <title>Ostry spór o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Konrad Borowski odpowiada Kazimierzowi Mordace: „Mija się pan z prawdą”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda</link>
                    </image><description>Przyszłość Tomaszowskiego Centrum Zdrowia po raz kolejny stała się osią gwałtownego sporu politycznego. Radny Kazimierz Mordaka zarzucił władzom szpitala brak planu naprawczego, narastające straty i obronę partyjnych nominacji. Konrad Borowski, prezes TCZ i radny miejski, odpowiedział równie mocno. Jego zdaniem Mordaka buduje polityczną narrację na półprawdach, a temat ochrony zdrowia próbuje zamienić w paliwo przedwyborcze.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nie ma tu miejsca na półtony. Z jednej strony padają słowa o groźbie bankructwa, upartyjnieniu i obronie stanowisk. Z drugiej — oskarżenia o polityczne przepychanki, manipulowanie faktami i wykorzystywanie szpitala do walki wyborczej. W tle pozostają jednak nie tylko samorządowe emocje, ale przede wszystkim <strong>pacjenci, personel i przyszłość jednego z najważniejszych zakładów opieki zdrowotnej w powiecie tomaszowskim</strong>.</p><h2>Mordaka: szpital jest w krytycznej sytuacji</h2><p>Kazimierz Mordaka w obszernym wpisie opublikowanym po sesji Rady Powiatu przedstawił bardzo krytyczny obraz sytuacji finansowej TCZ. Powołując się na informacje przekazane podczas obrad przez prezesa szpitala, wskazał między innymi na stratę za 2025 rok sięgającą niemal 25 mln zł, miesięczne straty w 2026 roku oraz brak lekarzy i wysokie koszty wynagrodzeń.</p><p>Radny napisał, że prezes mówi o zagrożeniu utratą płynności finansowej, a jednocześnie — w jego ocenie — nie przedstawił jasnego i przekonującego planu wyjścia z kryzysu.</p><p>Mordaka przeciwstawił obecny model funkcjonowania TCZ koncepcji współpracy lub konsolidacji ze Szpitalem Klinicznym w Łodzi. Jak przekonywał, połączenie z dużą jednostką kliniczną mogłoby oznaczać dla pacjentów większy dostęp do specjalistów, poprawę bezpieczeństwa i rozwój usług medycznych.</p><p>W swoim wpisie zasugerował również, że sprzeciw wobec takiego rozwiązania ma podłoże polityczne i służy ochronie obecnego układu personalnego.</p><p>To bardzo poważny zarzut. I właśnie na niego Borowski odpowiedział najbardziej stanowczo.</p><h2>Borowski: „Pan Mordaka po raz kolejny mija się z prawdą”</h2><p>Konrad Borowski rozpoczął swój wpis bez dyplomatycznego lukru.</p><p>— <strong>„Pan Mordaka po raz kolejny mija się z prawdą. Zamiast rzeczowej rozmowy o ochronie zdrowia, realnych problemach szpitala i sposobach wsparcia pacjentów, ponownie mamy do czynienia z politycznymi przepychankami oraz próbą wykorzystania poważnej sprawy w kampanii wyborczej”</strong> — napisał.</p><p>Borowski podkreślił, że podczas sesji Rady Powiatu nie była pierwotnie planowana pełna debata dotycząca przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jak wyjaśnił, w porządku obrad znajdowała się prezentacja przedstawicieli Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, a temat strategii dla TCZ został wprowadzony później przez radnych.</p><p>— <strong>„Próbowałem zaskoczyć moją osobę, nie przyszedłem tam w tym temacie, chciałem spokojnie wysłuchać pani dyrektor z CSK”</strong> — zaznaczył.</p><p>Według prezesa szpitala to istotny kontekst, którego Mordaka miał nie przedstawić swoim odbiorcom.</p><h2>Plan naprawczy istnieje — twierdzi prezes TCZ</h2><p>Jednym z najważniejszych punktów sporu jest kwestia planu naprawczego.</p><p>Mordaka napisał, że prezes nie przedstawił konkretnego programu uzdrowienia sytuacji finansowej. Borowski odpowiada, że to nieprawda.</p><p>— <strong>„Padł także zarzut o plan naprawczy. Kolejna nieprawda. Podczas sesji jasno wskazałem, że plan naprawczy jest obecnie opracowywany zgodnie z ustawą i jej terminami”</strong> — stwierdził.</p><p>Dodał, że wieloletnich zaniedbań nie da się usunąć jednym wystąpieniem, jednym dokumentem ani pojedynczą interwencją.</p><p>W tej części wypowiedzi Borowski próbuje przesunąć spór z poziomu politycznej deklaracji na poziom codziennego zarządzania. Przekonuje, że szpital potrzebuje nie jednego spektakularnego ruchu, lecz konsekwentnego działania: ograniczania kosztów, poprawy organizacji i szukania oszczędności bez pogarszania bezpieczeństwa pacjentów.</p><h2>24 miliony straty i prognoza na kolejny rok</h2><p>Borowski nie zaprzeczył, że sytuacja finansowa TCZ jest trudna.</p><p>— <strong>„Strata za 2025 rok przekroczyła 24 mln zł, a prognoza na 2026 rok zakłada stratę sięgającą około 36 mln zł”</strong> — napisał.</p><p>Jednocześnie podkreślił, że zarząd już podejmuje działania naprawcze i zamierza ograniczyć prognozowaną stratę niemal o połowę.</p><p>— <strong>„Nie jest to powód do triumfalizmu, lecz do dalszej, rzetelnej pracy”</strong> — zaznaczył.</p><p>Ta część jego wypowiedzi brzmi już mniej politycznie, a bardziej jak raport z pola walki. Liczby są twarde i nie da się ich przykryć ani partyjnym szyldem, ani emocjonalnym wpisem. Dla mieszkańców powiatu najważniejsze pozostaje pytanie, czy zapowiadane ograniczenie strat rzeczywiście uda się osiągnąć i czy nie odbędzie się to kosztem jakości leczenia.</p><h2>Konsolidacja ze szpitalem klinicznym: szansa czy polityczny młot?</h2><p>Największe emocje wywołuje propozycja współpracy z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi i możliwość głębszego powiązania tomaszowskiego szpitala z dużą placówką kliniczną.</p><p>Mordaka przedstawia tę drogę jako szansę na rozwój, zwiększenie dostępu do specjalistów i poprawę bezpieczeństwa pacjentów. Borowski twierdzi natomiast, że podczas sesji zaprezentowano rozwiązania, z których mieszkańcy mogą korzystać już dziś, bez konieczności natychmiastowego przejmowania czy formalnego łączenia placówek.</p><p>— <strong>„Każdy pacjent ze skierowaniem sam decyduje, gdzie chce się leczyć. Tak funkcjonuje system ochrony zdrowia i warto mówić o tym uczciwie, zamiast straszyć ludzi i wykorzystywać temat do politycznej gry”</strong> — napisał.</p><p>Prezes TCZ zaznaczył również, że współpraca w zakresie transportu medycznego czy kierowania pacjentów między placówkami nie musi automatycznie prowadzić do przejęcia szpitala.</p><p>W tym miejscu zaczyna się jednak najbardziej zasadnicza różnica między obu politykami. Mordaka pyta, czy powiat stać jeszcze na samotne utrzymywanie szpitala z wielomilionową stratą. Borowski odpowiada, że nie wolno pod pozorem ratowania placówki tracić kontroli nad lokalnym systemem opieki zdrowotnej.</p><p>To spór nie tylko o pieniądze. To spór o własność, kompetencje, wpływy i przyszły model zarządzania szpitalem.</p><h2>„Nie wolno robić z tego sceny politycznej”</h2><p>Borowski wielokrotnie podkreślał, że praca szpitala nie może być przedmiotem przedwyborczego widowiska.</p><p>— <strong>„Najważniejsze są bezpieczeństwo pacjentów, stabilność leczenia oraz odpowiedzialność za ponad tysiąc pracowników. Nie wolno robić z tego sceny politycznej”</strong> — napisał.</p><p>Zaapelował też, by zamiast szukać sensacji i budować przekaz pod wybory, rozmawiać o realnych problemach: rotacji personelu, bezpieczeństwie leczenia, finansowaniu i organizacji pracy.</p><p>W końcowej części wpisu dodał:</p><p>— <strong>„Można codziennie szukać winnych. Można też codziennie szukać rozwiązań. Ja wybieram to drugie. Bo ludzie nie potrzebują kolejnych politycznych sporów. Potrzebują sprawnego szpitala”</strong>.</p><p>To najmocniejsza, a zarazem najbardziej publicystyczna część jego odpowiedzi. Borowski próbuje postawić się w roli zarządzającego, który bierze odpowiedzialność za trudny zakład, podczas gdy jego przeciwnik — w tej narracji — miałby jedynie podkręcać konflikt.</p><h2>Internauci podzieleni, ale dominują głosy poparcia dla Borowskiego</h2><p>Pod wpisem prezesa TCZ pojawiła się seria komentarzy. Znaczna część z nich miała charakter zdecydowanie wspierający.</p><p>Kasia Tazbir napisała: <strong>„Jedyny głos rozsądku. Odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku”</strong>.</p><p>Robson Burian zwrócił się do Borowskiego słowami: <strong>„Jesteś odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu”</strong>, dodając, że w debacie o szpitalu potrzeba ludzi spokojnych i merytorycznych.</p><p>Anna Dębiec podkreślała jego doświadczenie w ochronie zdrowia, a Izabela Młynarczyk oceniła, że <strong>„kompetencje, kultura, pracowitość i spokój zawsze obronią się same”</strong>.</p><p>Pojawiły się jednak również komentarze wskazujące na szerszy problem systemowy. Mariusz Jaworski zauważył, że nawet współpraca ze szpitalem klinicznym w Łodzi nie rozwiązuje wszystkich problemów, bo dla części pacjentów regularne dojazdy do Łodzi byłyby trudne lub wręcz nierealne. Zwrócił też uwagę, że sytuacja finansowa wielu szpitali w kraju jest bardzo trudna.</p><p>Nie zabrakło również komentarzy ostrych, personalnych i politycznych. Część internautów atakowała Mordakę, część sugerowała partyjne inspiracje obu stron. Te głosy pokazują, że dyskusja coraz bardziej oddala się od spokojnej rozmowy o ochronie zdrowia, a coraz bardziej przypomina lokalną kampanię wyborczą prowadzoną na tle szpitalnych murów.</p><h2>Szpital nie może stać się łupem żadnej strony</h2><p>W tej sprawie łatwo ulec pokusie prostych odpowiedzi. Jedni powiedzą: przejąć, połączyć, oddać specjalistom z Łodzi. Drudzy: bronić samodzielności za wszelką cenę. Tymczasem każda z tych dróg niesie ryzyko.</p><p>Najważniejsze pytania nadal pozostają otwarte. Jak dokładnie ma wyglądać plan naprawczy? Jakie konkretne oszczędności są możliwe? Czy uda się utrzymać oddziały, personel i dostępność świadczeń? Jakie prawne i organizacyjne skutki miałaby konsolidacja z placówką kliniczną? Kto zachowałby kontrolę nad majątkiem, zatrudnieniem i zakresem leczenia?</p><p>Tego nie da się rozstrzygnąć jednym wpisem na Facebooku, nawet najbardziej emocjonalnym.</p><p>Spór między Borowskim i Mordaką może być politycznie widowiskowy, ale dla pacjenta najważniejsze jest coś znacznie bardziej przyziemnego: czy otrzyma pomoc, czy będzie lekarz na dyżurze, czy oddział nie zostanie zamknięty i czy szpital przetrwa kolejne lata.</p><p><strong>TCZ nie potrzebuje dziś kolejnego odcinka lokalnego serialu politycznego. Potrzebuje liczb, decyzji, jawnego planu i odpowiedzialności. Bo w tej historii nie chodzi o to, kto wygra dyskusję na Facebooku. Chodzi o to, czy wygra pacjent.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Prawnicza bomba w tomaszowskiej Radzie Miejskiej. Michał Kucharski został odwołany, choć ogłoszono, że ocalał?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55808,prawnicza-bomba-w-tomaszowskiej-radzie-miejskiej-michal-kucharski-zostal-odwolany-choc-ogloszono-ze-ocalal</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55808,prawnicza-bomba-w-tomaszowskiej-radzie-miejskiej-michal-kucharski-zostal-odwolany-choc-ogloszono-ze-ocalal</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 10:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prawnicza-bomba-w-tomaszowskiej-radzie-miejskiej-michal-kucharski-zostal-odwolany-choc-ogloszono-1783759642.png</url>
                        <title>Prawnicza bomba w tomaszowskiej Radzie Miejskiej. Michał Kucharski został odwołany, choć ogłoszono, że ocalał?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55808,prawnicza-bomba-w-tomaszowskiej-radzie-miejskiej-michal-kucharski-zostal-odwolany-choc-ogloszono-ze-ocalal</link>
                    </image><description>Jedna karta wyborcza, jeden głos nieważny i jeden błąd, który może wywrócić do góry nogami układ sił w Radzie Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego. Z opinii prawnej sporządzonej po tajnym głosowaniu wynika, że radny Michał Kucharski został skutecznie odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego rady. Komisja skrutacyjna ogłosiła jednak coś zupełnie przeciwnego. Teraz w magistracie trzeba odpowiedzieć na pytanie rodem z politycznego thrillera: kto właściwie jest wiceprzewodniczącym rady?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To miało być zwyczajne głosowanie personalne. Tajne karty, urna, komisja skrutacyjna, odczytanie wyniku. Samorządowy rytuał znany z setek polskich rad gmin i powiatów.</p><p>Tyle że po otwarciu urny rozpoczął się prawny spektakl, w którym – jak w filmie „Dwunastu gniewnych ludzi” – wszystko zależy od właściwego policzenia głosów. A tutaj jeden nieważny głos mógł zdecydować o wszystkim.</p><h2>Jedenaście do dziesięciu. Komisja powiedziała: za mało</h2><p>Głosowanie nad odwołaniem Michała Kucharskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej odbyło się <strong>2 lipca 2026 roku</strong>, podczas XXXV sesji rady. Oficjalny system rady potwierdza, że tego dnia powołano komisję skrutacyjną dotyczącą właśnie radnego Michała Kucharskiego.</p><p>W głosowaniu wzięło udział 22 radnych. Wynik przedstawiał się następująco:</p><p><strong>11 głosów za odwołaniem,<br>10 głosów przeciwko,<br>1 głos nieważny.</strong></p><p>Komisja skrutacyjna uznała jednak, że do odwołania potrzebnych było 12 głosów. W konsekwencji stwierdziła, że Michał Kucharski zachował stanowisko.</p><p>I właśnie w tym miejscu – według opinii prawnej z 7 lipca 2026 roku – komisja miała popełnić zasadniczy błąd.</p><p>Autorzy opinii wskazują wprost, że głosu nieważnego nie można doliczać do puli, od której ustala się bezwzględną większość. Skoro ważnie oddano 21 głosów, to 11 głosów „za” stanowiło większość bezwzględną: było ich więcej niż wszystkich pozostałych ważnych głosów, czyli dziesięciu głosów przeciwnych.</p><p>Innymi słowy: <strong>według prawników wynik 11:10 oznaczał skuteczne odwołanie Michała Kucharskiego.</strong></p><h2>Nieważna karta nie może ratować stanowiska</h2><p>Sedno sporu kryje się w pojęciu „bezwzględnej większości głosów”.</p><p>Artykuł 19 ustawy o samorządzie gminnym stanowi, że rada wybiera przewodniczącego i wiceprzewodniczących bezwzględną większością głosów, przy obecności co najmniej połowy ustawowego składu rady, w głosowaniu tajnym. Taki sam tryb obowiązuje przy ich odwoływaniu.</p><p>Problem polega na tym, że potoczne hasło „50 procent plus jeden” bywa stosowane mechanicznie. Tymczasem prawnicy podkreślają, że przy nieparzystej liczbie ważnych głosów takie uproszczenie może prowadzić na manowce. Bezwzględna większość oznacza, że głosów „za” musi być więcej niż łącznie głosów „przeciw” i „wstrzymujących się”. Głos nieważny w tym rachunku nie istnieje.</p><p>Przy 21 ważnych głosach wynik 11 do 10 spełnia ten warunek.</p><p>To matematyka na poziomie szkoły podstawowej, ale jej polityczne skutki mogą być potężne.</p><p>Bo głos nieważny liczy się przy sprawdzaniu, ilu radnych uczestniczyło w głosowaniu i czy istniało wymagane quorum. Nie powinien jednak podwyższać progu potrzebnego do osiągnięcia większości bezwzględnej.</p><p>Gdyby zaakceptować interpretację komisji, nieważna karta działałaby niczym ukryty głos przeciwko odwołaniu. Ktoś nie postawił prawidłowego znaku, a mimo to jego karta miałaby pomóc wiceprzewodniczącemu utrzymać funkcję.</p><p>Prawo nie przewiduje takiego cudu nad urną.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55730,jablonski-odwolany-funkcja-w-radzie-stracona-pytania-o-piotrkow-zostaja"></oembed></figure><h2>Opinia prawna: komisja ogłosiła wynik bez podstawy</h2><p>W przedstawionej przewodniczącej rady opinii użyto słów niezwykle mocnych.</p><p>Prawnicy stwierdzają, że wniosek komisji skrutacyjnej o nieodwołaniu Michała Kucharskiego <strong>nie znajduje oparcia ani w stanie faktycznym, ani w podstawie prawnej</strong>. Ich zdaniem doszło do błędnego sporządzenia protokołu oraz do zaniechania stwierdzenia podjęcia uchwały o odwołaniu.</p><p>Opinia odwołuje się między innymi do wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z 11 maja 2011 roku, sygn. II SA/Po 188/11, a także do wcześniejszego orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Konstytucyjnego.</p><p>Linia interpretacyjna przywołana w dokumencie jest jasna: <strong>bezwzględną większość oblicza się na podstawie głosów ważnie oddanych</strong>, a więc głosów „za”, „przeciw” i „wstrzymujących się”. Kart nieważnych nie wrzuca się do tego samego worka.</p><p>Autorzy opinii wskazują również na statut miasta. Zgodnie z przytoczonym w dokumencie § 44, po ogłoszeniu wyników tajnego głosowania przewodniczący obrad powinien stwierdzić podjęcie przez radę uchwały.</p><p>Jeżeli zatem prawidłowy wynik brzmiał 11 głosów za odwołaniem i 10 przeciw, procedura nie powinna zakończyć się komunikatem: „nie odwołano”.</p><p>Powinna zakończyć się stwierdzeniem odwołania.</p><h2>Czy Michał Kucharski już 2 lipca stracił funkcję?</h2><p>To najbardziej elektryzujące pytanie całej sprawy.</p><p>Według opinii prawnej – tak.</p><p>Jej autorzy twierdzą, że wynik głosowania ma znaczenie rozstrzygające, natomiast sporządzenie uchwały jest formalnym potwierdzeniem decyzji podjętej przez radnych. W tej interpretacji nie należałoby ponownie głosować nad odwołaniem, lecz poprawić protokół komisji skrutacyjnej i sporządzić dokument odzwierciedlający rzeczywisty wynik głosowania.</p><p>Oznaczałoby to, że Michał Kucharski przestał być wiceprzewodniczącym już w chwili ogłoszenia prawidłowo policzonego wyniku, a późniejsze uznawanie go za osobę nadal pełniącą funkcję opierało się na błędnej interpretacji.</p><p>Sprawa nie jest jednak politycznym automatem, do którego wrzuca się opinię prawną i natychmiast wypada gotowa uchwała. Opinia, nawet dobrze uzasadniona, nie jest wyrokiem sądu ani rozstrzygnięciem nadzorczym wojewody. Władze rady muszą zdecydować, w jaki sposób usunąć powstałą wadę i doprowadzić dokumentację do zgodności z prawem.</p><h2>Polityczne „ocalenie” okazuje się fikcją</h2><p>Przez kilka dni mogło się wydawać, że Michał Kucharski wyszedł z głosowania obronną ręką. Jedenaście osób chciało jego odwołania, dziesięć było przeciw, jedna karta okazała się nieważna, a komisja oznajmiła: stanowisko zachowane.</p><p>Teraz ten obraz rozpadł się jak scenografia po zakończeniu spektaklu. &nbsp;Kucharski nie wygrał głosowania. Nie uratował go jeden radny. Nie uratowała go polityczna większość. Uratował go błąd w liczeniu, który nie był ratunkiem&nbsp;</p><p>9 lipca Rada Miejska swój błąd naprawiła podejmując już właściwą uchwałę o odwołaniu wiceprzewodniczącego. Obecnie mamy więc dwa wakujące na funkcjach wiceprzewodniczących&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Obłęd czy kontrola społeczna? Radny Kucharski chce prześwietlać setki ludzi po wyborach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55779,obled-czy-kontrola-spoleczna-radny-kucharski-chce-przeswietlac-setki-ludzi-po-wyborach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55779,obled-czy-kontrola-spoleczna-radny-kucharski-chce-przeswietlac-setki-ludzi-po-wyborach</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Jul 2026 11:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-obled-czy-kontrola-spoleczna-radny-kucharski-chce-przeswietlac-setki-ludzi-po-wyborach-1783503536.png</url>
                        <title>Obłęd czy kontrola społeczna? Radny Kucharski chce prześwietlać setki ludzi po wyborach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55779,obled-czy-kontrola-spoleczna-radny-kucharski-chce-przeswietlac-setki-ludzi-po-wyborach</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim polityczna kontrola zaczyna przypominać scenariusz pisany wspólnie przez Kafkę, Orwella i Bareję. Radny Piotr Kucharski postanowił sprawdzić, czy osoby startujące w wyborach samorządowych pracowały, współpracowały albo zawierały umowy z miastem, jego jednostkami i spółkami. Problem w tym, że na liście są nie tylko osoby publiczne, ale też zwykli mieszkańcy, którzy kiedyś odważyli się kandydować. I tu zaczyna się pytanie zasadnicze: czy to jeszcze troska o transparentność, czy już lokalny mechanizm odstraszania ludzi od demokracji?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są w samorządzie rzeczy potrzebne. Kontrola wydatków publicznych jest potrzebna. Jawność jest potrzebna. Pytania radnych są potrzebne. Patrzenie władzy na ręce jest nie tylko prawem, ale obowiązkiem. Tyle że między kontrolą a tropieniem ludzi istnieje granica. Cienka, ale bardzo wyraźna. Po jej jednej stronie jest demokratyczny nadzór. Po drugiej — kartoteka.</p><p>I właśnie przy tej granicy, a może już kawałek za nią, ląduje najnowsza interpelacja radnego <strong>Piotra Kucharskiego</strong>. Dokument skierowany do prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego dotyczy — jak zapisano w tytule — <strong>„weryfikacji struktury i form zatrudnienia oraz współpracy cywilnoprawnej”</strong> w Urzędzie Miasta, jednostkach podległych i spółkach komunalnych z osobami figurującymi w publicznych rejestrach kandydatów w wyborach samorządowych. W dokumencie znalazł się też obszerny imienny wykaz osób określony jako <strong>„oficjalny rejestr osób podlegających weryfikacji kadrowo-finansowej”</strong>. Obejmuje on kandydatów do Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego oraz kandydatów do Rady Powiatu Tomaszowskiego z terenu miasta i powiatu.</p><p>Brzmi urzędowo? Owszem. Ale czasem właśnie pod najbardziej urzędowym językiem czai się coś najbardziej niepokojącego.</p><h2>Lista, pieczątka i człowiek do sprawdzenia</h2><p>Radny Kucharski powołuje się na <strong>art. 24 ustawy o samorządzie gminnym</strong>, czyli przepis dotyczący m.in. interpelacji i zapytań radnych. Zgodnie z ustawą interpelacja dotyczy spraw o istotnym znaczeniu dla gminy, a wójt, burmistrz lub prezydent ma obowiązek udzielić odpowiedzi na piśmie. Tak działa samorządowa kontrola. Tak działa mechanizm jawności. I nikt rozsądny nie powinien tego podważać.&nbsp;</p><p>Ale tu zaczyna się kłopot. Bo sprawą o istotnym znaczeniu dla gminy może być pytanie o konkretną umowę, konkretną osobę pełniącą funkcję publiczną, konkretny konkurs, konkretną spółkę, konkretny konflikt interesów. Natomiast czym innym jest sporządzenie szerokiej listy osób, które po prostu kandydowały w wyborach, i zadanie pytania: sprawdźmy, czy gdzieś, kiedyś, jakoś nie pracowały albo nie współpracowały z miastem.</p><p>To już nie wygląda jak precyzyjna kontrola. To wygląda jak zarzucenie sieci.</p><p>A w tej sieci są nie tylko radni, byli radni, urzędnicy czy osoby pełniące funkcje publiczne. Są też mieszkańcy, społecznicy, kandydaci lokalnych komitetów, ludzie, którzy wystartowali, nie zdobyli mandatu i wrócili do swojego życia. Do pracy, rodziny, osiedla, sklepu, szkoły, firmy, stowarzyszenia. Czy naprawdę samo kandydowanie ma oznaczać, że człowiek trafia później na listę do kadrowo-finansowego prześwietlenia?</p><p>Jeśli tak, to mamy problem większy niż jedna interpelacja.</p><h2>RODO nie jest ozdobą na stronie internetowej</h2><p>W tej sprawie nie da się uciec od pytania o <strong>RODO</strong>. I nie chodzi o magiczne zaklęcie, którym urzędy czasem zasłaniają się przed wszystkim. Chodzi o fundamentalną zasadę: dane osobowe wolno przetwarzać w określonym celu, w określonym zakresie i w sposób proporcjonalny.</p><p>RODO w art. 5 wskazuje m.in. zasady zgodności z prawem, rzetelności i przejrzystości, ograniczenia celu oraz minimalizacji danych. Dane mają być adekwatne, stosowne i ograniczone do tego, co niezbędne dla celu przetwarzania.</p><p>I tu pojawia się pytanie, którego nie wolno zamieść pod dywan: czy fakt, że nazwisko kandydata pojawia się w publicznym rejestrze wyborczym, oznacza automatycznie, że można później tworzyć z tych nazwisk wielkie listy weryfikacyjne i sprawdzać, gdzie kto pracuje, z kim zawierał umowy, czy prowadzi działalność gospodarczą, czy wystawiał faktury, czy miał zlecenie, czy może kiedyś pojawił się w orbicie miejskiej jednostki?</p><p>Jawność rejestru wyborczego ma swój cel. Jest nim przejrzystość wyborów. Nie zamienia ona każdego kandydata w osobę publiczną dożywotnio wystawioną na kadrową wiwisekcję. Zwłaszcza jeśli mówimy o ludziach, którzy nie objęli mandatu, nie podejmują decyzji publicznych i nie zarządzają majątkiem gminy.</p><p>Dlatego sprawa powinna zostać bardzo poważnie oceniona przez administratora danych, inspektora ochrony danych i wszystkich tych, którzy w urzędzie odpowiadają nie tylko za termin odpowiedzi, ale też za legalność jej przygotowania. Nie przesądzamy, że doszło do naruszenia prawa. Ale skala żądania rodzi pytania, których nie wolno zbyć wzruszeniem ramion.</p><p>Bo metoda „najpierw zbierzmy nazwiska, potem się zobaczy, co się znajdzie” nie jest zasadą państwa prawa. To jest logika kartoteki.</p><h2>Kafka przy biurku, Orwell w segregatorze, Bareja przy pieczątce</h2><p>Ta historia ma w sobie coś z <strong>„Procesu” Franza Kafki</strong>. Człowiek budzi się pewnego dnia i dowiaduje, że figuruje w jakimś rejestrze. Nie wie jeszcze, o co chodzi. Nie wie, co zrobił. Nie wie, kto i po co go sprawdza. Wie tylko, że jego nazwisko jest w tabeli. A skoro jest w tabeli, to znaczy, że ktoś uznał, iż warto się nim zainteresować.</p><p>Ma też coś z <strong>„Roku 1984” Orwella</strong> — nie dlatego, że Tomaszów stał się nagle totalitarnym państwem, bo takie porównania byłyby zbyt łatwe i zbyt leniwe. Chodzi o inną pokusę: pokusę katalogowania ludzi. Układania ich według nazwisk, powiązań, miejsc pracy, faktur, kontaktów, komitetów, znajomości. Człowiek jako rekord w bazie. Obywatel jako pozycja do sprawdzenia.</p><p>A jednocześnie całość pachnie <strong>Bareją</strong>. Takim lokalnym bareizmem, w którym wielka misja naprawy świata zaczyna się od kartki, pieczątki, wykazu i urzędnika, który ma teraz rzucić bieżącą robotę, bo radny wymyślił operację kadrowo-finansową na setki nazwisk. „Alternatywy 4” przeniesione do samorządu: dużo powagi, dużo formularzy i coraz mniej zdrowego rozsądku.</p><h2>Demokracja lokalna nie jest dla zawodowych podejrzanych</h2><p>Najbardziej niebezpieczny w tej sprawie jest jednak nie sam dokument. Najbardziej niebezpieczny jest sygnał, który może pójść w miasto.</p><p>Chcesz wystartować w wyborach? Zastanów się dwa razy.<br>Jesteś nauczycielem, społecznikiem, przedsiębiorcą, członkiem stowarzyszenia, pracownikiem kultury, rodzicem z rady osiedla? Uważaj.<br>Może dziś tylko kandydujesz. Może nie wejdziesz do rady. Może zdobędziesz kilkadziesiąt głosów i wrócisz do normalnego życia. Ale za rok albo dwa ktoś może uznać, że warto sprawdzić twoje umowy, faktury, zatrudnienie, zlecenia i współpracę z miejskimi jednostkami.</p><p>To jest potężny efekt mrożący.</p><p>A lokalna demokracja nie żyje z zawodowych polityków. Żyje z odwagi zwykłych ludzi. Z tych, którzy mają czasem dość narzekania przy sklepowej ladzie i postanawiają wystartować. Z tych, którzy chcą zawalczyć o ulicę, szkołę, park, bibliotekę, klub sportowy, bezpieczeństwo na przejściu, normalność w spółdzielni, uczciwość w urzędzie. Jeśli takim ludziom pokażemy, że start w wyborach oznacza później możliwość publicznego prześwietlania, to w polityce lokalnej zostaną głównie trzy typy: najbardziej odporni, najbardziej partyjni i najbardziej cyniczni.</p><p>Reszta zamknie drzwi.</p><p>A potem będziemy udawać zdziwienie, że na listach wyborczych są ciągle te same nazwiska.</p><h2>Ile kosztuje polityczna ciekawość?</h2><p>Jest jeszcze jeden wymiar tej sprawy — bardzo praktyczny. Ktoś tę interpelację musi obsłużyć.</p><p>To nie jest jedno kliknięcie w komputerze. W dokumencie padają pytania o umowy o pracę, umowy cywilnoprawne, zlecenia, dzieła, współpracę B2B, jednoosobowe działalności gospodarcze, fundacje, stowarzyszenia, spółki osobowe, kontrakty menedżerskie, rady nadzorcze, procedury antykorupcyjne. Pytania obejmują Urząd Miasta, jednostki organizacyjne i spółki komunalne. To oznacza konieczność sprawdzania dokumentów, zestawień, systemów kadrowych, faktur, zakresów usług, dat, stanowisk, konkursów, umów i wypłat.</p><p>I teraz proste pytanie: kto za to zapłaci?</p><p>Bo za czas urzędników płacą mieszkańcy. Za godziny pracy kadrowych, księgowych, prawników, prezesów, dyrektorów i pracowników administracji płacą mieszkańcy. Za każdą godzinę poświęconą na masowe sprawdzanie dawnych kandydatów płaci Tomaszów.</p><p>Czy naprawdę największym problemem miasta jest dziś tropienie ludzi, którzy wystartowali w wyborach? Czy mieszkańcy czekają na wielomiesięczną operację kadrowo-finansową, czy raczej na naprawione drogi, sensowną komunikację, mieszkania, szkoły, porządek w usługach komunalnych, bezpieczeństwo i normalną pracę urzędu?</p><p>Kontrola wydatków publicznych? Tak.<br>Masowa polityczna ekspedycja po nazwiskach? To już zupełnie inna historia.</p><h2>Materiał do kontroli czy do kolejnego spektaklu?</h2><p>Nie przesądzamy intencji radnego. To ważne zdanie, bo w publicystyce łatwo czasem wejść w ton prokuratora, a od prokuratorów w tej lokalnej polityce i tak robi się już tłoczno.</p><p>Ale opinia publiczna ma prawo pytać: po co to wszystko? Czy chodzi o rzeczywistą kontrolę wydatków publicznych? Czy o sprawdzenie konkretnych, udokumentowanych podejrzeń? Czy może o przygotowanie kolejnego pakietu materiałów, które później będą żyły własnym życiem — w mediach społecznościowych, zawiadomieniach, insynuacjach, politycznych konferencjach i lokalnych spektaklach pod hasłem „my tylko pytamy”?</p><p>Bo jest różnica między pytaniem a budowaniem atmosfery podejrzenia. Jest różnica między kontrolą a politycznym polowaniem. Jest różnica między szukaniem nieprawidłowości a tworzeniem gigantycznej listy osób, wobec których najpierw pojawia się cień, a dopiero potem ewentualnie szuka się powodu.</p><p>Państwo prawa nie działa tak, że najpierw wskazujemy ludzi, a potem sprawdzamy, czy coś się znajdzie.</p><p>Tak działa raczej obsesja.</p><h2>Kto świeci ludziom po oknach, niech powie, skąd sam ma prąd</h2><p>Jest też kwestia symetrii. Skoro radny Kucharski tak szeroko pyta o zatrudnienie, umowy, źródła dochodów i formy współpracy innych osób, to naturalne stają się pytania o jego własne miejsce pracy i źródła utrzymania.</p><p>Nie chodzi o prywatną ciekawość. Nie chodzi o zaglądanie komuś do lodówki. Chodzi o standard, który sam próbuje narzucić innym. Jeśli radny uważa, że szerokie prześwietlanie kandydatów jest dopuszczalne, potrzebne i społecznie uzasadnione, to musi liczyć się z tym, że mieszkańcy zapytają także o niego.</p><p>Bo kto bierze do ręki latarkę i świeci ludziom po oknach, musi liczyć się z tym, że ktoś zapyta, skąd sam ma prąd.</p><p>To nie jest złośliwość. To elementarna konsekwencja.</p><h2>Co dalej? Genealogia, ojcostwo i kształt nosa?</h2><p>Każda metoda polityczna ma swoją logikę rozwoju. Jeśli dziś sprawdzamy zatrudnienie setek kandydatów, to co będzie jutro?</p><p>Ustalanie ojcostwa? Genealogia do czwartego pokolenia? Pochodzenie rodziców? Badanie kształtu nosa? Analiza, kto komu podał rękę pod lokalem wyborczym? Kto stał obok kogo na zdjęciu? Kto wypił kawę z kimś, kto kiedyś znał kogoś z urzędu? Kto grał w piłkę z kuzynem człowieka, którego brat widział kiedyś prezesa miejskiej spółki?</p><p>Brzmi absurdalnie? Oczywiście. Ale lokalny absurd rzadko zaczyna się od wielkiego krzyku. Zaczyna się niewinnie. Od „tylko jednego pytania”. Od „tylko jednej listy”. Od „tylko jednej weryfikacji”. Potem przychodzi kolejna, następna i jeszcze jedna. Aż w końcu samorząd przestaje rozmawiać o mieście, a zaczyna żyć tropieniem ludzi.</p><p>Tomaszów nie potrzebuje komisji do spraw wszystkiego i wszystkich. Potrzebuje radnych, którzy rozumieją różnicę między kontrolą władzy a katalogowaniem obywateli.</p><h2>Kto tego człowieka wybierał?</h2><p>Na końcu zostaje pytanie najprostsze i najtrudniejsze zarazem: kto tego człowieka wybierał?</p><p>I drugie, jeszcze bardziej niewygodne: czy wyborcom nie jest zwyczajnie wstyd, gdy mandat zaufania publicznego może być używany w sposób, który bardziej przypomina polowanie na ludzi niż troskę o miasto?</p><p>Oczywiście, w demokracji wyborca ma prawo wybrać, kogo chce. Ale odpowiedzialność nie kończy się w dniu głosowania. Wyborcy mają prawo, a nawet obowiązek, rozliczać radnych nie tylko z tego, co mówili w kampanii, ale również z tego, jak później korzystają z mandatu.</p><p>Mandat radnego to nie jest prywatny wykrywacz metalu do chodzenia po cudzych życiorysach. To narzędzie pracy dla dobra wspólnoty. Jeśli ktoś używa go jak reflektora wymierzonego w setki osób, to mieszkańcy mają prawo zapytać: dokąd my właściwie idziemy?</p><h2>Puenta: jawność tak, strach nie</h2><p>Tomaszów potrzebuje kontroli. Potrzebuje jawności. Potrzebuje radnych, którzy patrzą władzy na ręce. Potrzebuje pytań o umowy, wydatki, konkursy, spółki, stanowiska i publiczne pieniądze.</p><p>Ale Tomaszów nie potrzebuje atmosfery, w której każdy kandydat po wyborach może stać się pozycją w tabelce do prześwietlenia. Nie potrzebuje polityki, która pod hasłem transparentności zamienia obywatela w podejrzanego. Nie potrzebuje lokalnego „Życia na podsłuchu”, gdzie każdy kontakt, każda umowa, każde nazwisko i każda faktura mogą zostać wrzucone do jednego worka podejrzeń.</p><p>Bo jeśli udział w demokracji zaczyna pachnieć przesłuchaniem, to nie budujemy samorządu. Budujemy strach.</p><p>A strach, jak wiadomo, jest najtańszą metodą rządzenia — i najdroższą metodą niszczenia wspólnoty.</p> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
