<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.nasztomaszow.pl/rss/articles/pl/76/polityka" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - Polityka - NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa ]]></title>
        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykuly/76/polityka</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa]]></copyright>
        <lastBuildDate>Mon, 14 Sep 2026 19:12:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Kontrola w poradni pod lupą radnego. Padły pytania o ustalenia, zalecenia i działania naprawcze]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56617,kontrola-w-poradni-pod-lupa-radnego-padly-pytania-o-ustalenia-zalecenia-i-dzialania-naprawcze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56617,kontrola-w-poradni-pod-lupa-radnego-padly-pytania-o-ustalenia-zalecenia-i-dzialania-naprawcze</guid>
            <pubDate>Mon, 14 Sep 2026 19:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kontrola-w-poradni-pod-lupa-radnego-padly-pytania-o-ustalenia-zalecenia-i-dzialania-naprawcze-1789406545.png</url>
                        <title>Kontrola w poradni pod lupą radnego. Padły pytania o ustalenia, zalecenia i działania naprawcze</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56617,kontrola-w-poradni-pod-lupa-radnego-padly-pytania-o-ustalenia-zalecenia-i-dzialania-naprawcze</link>
                    </image><description>Radny powiatowy Mariusz Strzępek złożył interpelację dotyczącą wyników kontroli wewnętrznej w Powiatowej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Tomaszowie Mazowieckim. Domaga się nie tylko informacji o ustaleniach, ale także kopii pełnego protokołu i harmonogramu działań naprawczych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nie tylko pytanie o kontrolę, ale o to, co z niej wynika</h2><p>Powiatowa Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna to jedna z tych instytucji, których mieszkańcy często nie widzą na co dzień, ale których znaczenie trudno przecenić. To właśnie tam trafiają dzieci, młodzież, rodzice i szkoły, gdy potrzebne jest wsparcie diagnostyczne, wychowawcze lub edukacyjne. Dlatego interpelacja dotycząca wyników kontroli wewnętrznej w tej jednostce nie jest zwykłą urzędową formalnością, lecz sprawą o wyraźnym znaczeniu publicznym.</p><p>1 września 2026 roku radny Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim <strong>Mariusz Strzępek</strong> złożył zapytanie oznaczone numerem BRP.0003.26.2026. Dokument, datowany na 17 sierpnia 2026 roku, został skierowany do starosty tomaszowskiego za pośrednictwem przewodniczącego rady powiatu. Radny zwrócił się o przedstawienie pełnej informacji dotyczącej rezultatów kontroli wewnętrznej przeprowadzonej w Powiatowej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej przez powołany do tego zespół kontrolny.</p><p>Już sam zakres pytań pokazuje, że nie chodzi wyłącznie o potwierdzenie, czy kontrola się odbyła. Radny pyta o jej <strong>zakres, okres objęty sprawdzeniem, skład zespołu kontrolnego, podstawę jego powołania, ustalenia, ewentualne nieprawidłowości oraz zalecenia pokontrolne</strong>. To istotne, bo dopiero taki komplet informacji pozwala ocenić, czy mieliśmy do czynienia z rutynowym sprawdzeniem, czy też z działaniem podjętym w odpowiedzi na poważniejsze sygnały.</p><h2>Osiem pytań i wniosek o pełny protokół</h2><p>W interpelacji znalazło się osiem szczegółowych pytań. Dotyczą one między innymi tego, jaki był dokładny zakres przedmiotowy kontroli i jaki okres działalności poradni został nią objęty. Radny chce też wiedzieć, kiedy kontrolę przeprowadzono, kto ją wykonywał i na jakiej podstawie formalnej działał zespół kontrolny.</p><p>Kluczowe wydają się jednak dalsze kwestie. Mariusz Strzępek pyta wprost o najważniejsze ustalenia i wnioski, zarówno te pozytywne, jak i dotyczące <strong>uchybień, nieprawidłowości lub obszarów wymagających poprawy</strong>. Dopytuje również, czy w toku kontroli stwierdzono naruszenia przepisów prawa, procedur wewnętrznych, zasad organizacji pracy, gospodarowania środkami publicznymi albo innych regulacji związanych z funkcjonowaniem jednostki.</p><p>Na tym jednak nie koniec. Interpelacja dotyczy także tego, jakie zalecenia pokontrolne sformułowano, jakie działania naprawcze planują Zarząd Powiatu, starosta lub kierownictwo poradni, a także czy powstał harmonogram wdrażania tych działań. Radny chce poznać nie tylko listę zadań, ale również <strong>osoby odpowiedzialne i terminy wykonania</strong>. Pyta też, czy przewidywana jest kontrola sprawdzająca wykonanie zaleceń pokontrolnych.</p><p>Szczególnie ważny jest fragment, w którym radny wnosi o przekazanie kopii pełnego protokołu z kontroli wraz z załącznikami, wnioskami, zaleceniami pokontrolnymi oraz ewentualnymi stanowiskami i zastrzeżeniami osób reprezentujących kontrolowaną jednostkę. To sygnał, że sprawa nie ma zakończyć się na ogólnym komunikacie, lecz powinna zostać oparta na dokumentach.</p><h2>Dlaczego ta sprawa jest ważna dla mieszkańców</h2><p>W swojej interpelacji radny podkreśla, że poradnia wykonuje <strong>szczególnie istotne zadania publiczne</strong> skierowane przede wszystkim do dzieci, młodzieży i ich rodzin. To ważne zastrzeżenie. W przypadku takiej jednostki znaczenie mają nie tylko kwestie organizacyjne czy finansowe, ale także jakość i dostępność realnej pomocy udzielanej mieszkańcom powiatu tomaszowskiego.</p><p>Jeżeli kontrola wykazała uchybienia, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jakiego były rodzaju i czy mogły wpływać na funkcjonowanie placówki. Jeżeli natomiast ustalenia były w większości pozytywne, również warto to jasno pokazać. W obu przypadkach najważniejsze jest jedno: <strong>czy organ prowadzący reaguje szybko, przejrzyście i skutecznie</strong>.</p><p>To także kolejny przykład, że interpelacje w powiecie coraz częściej nie ograniczają się do pytań o pojedyncze decyzje czy drobne sprawy administracyjne. Zestaw najnowszych zapytań pokazuje, że część radnych sięga po tematy dotyczące kontroli, organizacji jednostek, wydatkowania środków publicznych czy funkcjonowania instytucji odpowiedzialnych za zdrowie i opiekę. W tym sensie sprawa poradni wpisuje się w szerszy obraz rosnącej presji na jawność i rozliczalność powiatowych jednostek.</p><h2>Co dalej i czego nadal nie wiemy</h2><p>Na dziś z samej treści interpelacji wynika przede wszystkim, że kontrola wewnętrzna została przeprowadzona, a radny oczekuje ujawnienia jej rezultatów. Nie znamy jeszcze odpowiedzi starosty ani treści samego protokołu pokontrolnego. To oznacza, że na obecnym etapie nie można przesądzać, czy w poradni doszło do naruszeń, a jeśli tak, to jakiego rodzaju i o jakiej skali.</p><p>Najbliższe dni i tygodnie powinny przynieść odpowiedź na pytanie, czy powiat ograniczy się do ogólnych wyjaśnień, czy też przedstawi konkrety: ustalenia, zalecenia, terminy i sposób ich wykonania. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu to nie jest sprawa abstrakcyjna. Od sprawnego działania poradni zależy bowiem wsparcie dzieci i młodzieży, a także codzienne funkcjonowanie szkół i rodzin korzystających z pomocy specjalistów.</p><p>W praktyce najważniejsze będą trzy elementy: <strong>co wykazała kontrola, jakie działania naprawcze zostaną wdrożone i kiedy będzie można ocenić ich skuteczność</strong>. Dopiero wtedy będzie można rzetelnie odpowiedzieć, czy mamy do czynienia z incydentalnymi uchybieniami, czy z problemem wymagającym głębszych zmian organizacyjnych.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Walne pod lupą. Prawo, procedury według Jarosława Batorskiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56605,walne-pod-lupa-prawo-procedury-wedlug-jaroslawa-batorskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56605,walne-pod-lupa-prawo-procedury-wedlug-jaroslawa-batorskiego</guid>
            <pubDate>Sun, 13 Sep 2026 22:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-walne-pod-lupa-prawo-procedury-wedlug-jaroslawa-batorskiego-1789410420.png</url>
                        <title>Walne pod lupą. Prawo, procedury według Jarosława Batorskiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56605,walne-pod-lupa-prawo-procedury-wedlug-jaroslawa-batorskiego</link>
                    </image><description>„Trzeba zażegnać ten konflikt” – pod takim tytułem „Tomaszowski Informator Tygodniowy” opublikował 11 września rozmowę z Jarosławem Batorskim, przewodniczącym burzliwego Walnego Zgromadzenia Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik”. To ciekawy kontrapunkt dla zamieszczonego stronę wcześniej wywiadu z Janem Nowakowskim. Batorski znacznie częściej mówi o uchwałach, pełnomocnictwach, absolutorium i procedurach niż o politycznych układach. Tyle że samo powoływanie się na prawo nie czyni jeszcze każdej interpretacji prawa prawidłową. Sprawdziliśmy więc jego argumenty dokładnie tak samo krytycznie, jak wcześniej twierdzenia Jana Nowakowskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6f8; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Mocne podstawy prawne Batorskiego</strong> – argumenty dotyczące znaczenia porządku obrad, pełnomocnictw, tajności wyborów oraz skutków nieudzielenia absolutorium są oparte na przepisach.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Zakaz głosowania dla pełnomocników w 2026 r.</strong> – pełnomocnik nie ma prawa głosować przy wyborze lub odwołaniu członków rady nadzorczej i zarządu. To jednoznaczny, sztywny zapis prawny.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Konsekwencje braku absolutorium</strong> – decyzja ta nie powoduje automatycznej utraty stanowiska, jednak Walne zyskuje prawo do odwołania takiego członka zarządu, nawet jeśli standardowo kompetencja ta należy do innego organu.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Granice kompetencji przewodniczącego</strong> – rola ta polega na prowadzeniu obrad; przewodniczący nie może samodzielnie decydować o wszystkim, zastępując wolę Walnego, ustawę czy statut.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Oceny konfliktu i brakujące dokumenty</strong> – twierdzenia o agresji czy intencjach stron pozostają subiektywnymi opiniami uczestników sporu, dopóki nie zostaną potwierdzone niezależnymi dowodami. Kluczowy dla pełnej oceny pozostaje statut SM „Przodownik” wraz z protokołem obrad.</li>    </ul></div><p>Wywiad z Batorskim jest relacją człowieka, który podczas spornego Walnego nie siedział na trybunach. Stał przy stole prezydialnym, prowadził obrady i podejmował decyzje proceduralne. To czyni jego relację wyjątkowo cenną – ale zarazem <strong>nie czyni jej neutralną</strong>. W samym wywiadzie Batorski opisuje m.in. własne decyzje podczas Walnego, późniejsze działania Rady Nadzorczej oraz relacje z pracownikami spółdzielni.&nbsp;</p><p>Dlatego zastosujemy tę samą zasadę, co przy analizie słów Jana Nowakowskiego: <strong>oddzielamy to, co można przeczytać w ustawie, od tego, co trzeba jeszcze udowodnić dokumentem.</strong></p><h3><strong>„Trzeba zażegnać ten konflikt”. Z tym trudno się spierać</strong></h3><p>Tytuł wywiadu jest znacznie mniej efektowny niż widniejące stronę wcześniej <strong>„Głos kosztował 100 złotych”</strong>, ale paradoksalnie ma większą wartość. Bo w jednym Batorski bez wątpienia ma rację: sytuacja, w której przez tygodnie dwie strony uważają się za uprawnione do decydowania o jednej spółdzielni, nie może trwać bez końca. Pytanie brzmi jednak: <strong>jak ten konflikt zakończyć?</strong></p><p>Nie poprzez ustalenie, kto miał głośniejszy mikrofon na Walnym. Nie przez liczenie osób stojących przed budynkiem. Nie poprzez kolejne oświadczenia. Odpowiedź leży w uchwałach, protokołach, kartach do głosowania, pełnomocnictwach, statucie i ustawie. I właśnie w tym miejscu część argumentów Batorskiego robi się naprawdę interesująca.</p><p>Porządek obrad. Tu Batorski dotyka sedna</p><p>Jednym z głównych elementów przedstawionej przez niego wersji wydarzeń jest spór o punkty porządku obrad, projekty uchwał i obowiązek ich uwzględnienia. Nie jest to biurokratyczny drobiazg.</p><p>Art. 8³ ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych przewiduje, że członkowie powinni zostać zawiadomieni co najmniej <strong>21 dni przed Walnym</strong> o czasie, miejscu i porządku obrad. Jednocześnie Walne może podejmować uchwały jedynie w sprawach objętych porządkiem podanym członkom zgodnie z ustawą. Członkowie mają również prawo terminowo zgłaszać własne projekty uchwał i żądania uzupełnienia porządku.</p><p>To oznacza, że jeśli grupa członków rzeczywiście w ustawowym terminie zgłosiła określone punkty, a zarząd miał obowiązek je uwzględnić, lecz tego nie zrobił, <strong>nie jest to wymysł Batorskiego, lecz potencjalnie poważny problem proceduralny</strong>.</p><p>Ale jest druga strona medalu.</p><p>Nie można przyjąć ogólnej zasady: <strong>„zarząd czegoś nie wpisał, więc przewodniczący może dopisać to podczas Walnego”. </strong>Jeżeli dany punkt nigdy wcześniej nie został prawidłowo i terminowo zgłoszony, wprowadzenie go w dniu obrad może być niezgodne z ustawową zasadą wcześniejszego informowania członków.</p><p>Dlatego w tej sprawie nie wystarczy pytać:</p><blockquote><p><strong>Czy Batorski zmienił porządek obrad?</strong></p></blockquote><p>Trzeba zapytać:</p><blockquote><p><strong>Czy były to nowe punkty, czy punkty wcześniej skutecznie zgłoszone, które zarząd miał obowiązek umieścić w porządku?</strong></p></blockquote><p>Różnica jest zasadnicza. Przewodniczący to nie monarcha Walnego</p><p>W jednym z najciekawszych fragmentów rozmowy Batorski opisuje moment, gdy podczas chaosu na sali zapadały decyzje dotyczące dalszego prowadzenia zebrania. W jego relacji mocno wybrzmiewa przekonanie o kompetencjach przewodniczącego do kierowania Walnym. I do pewnego momentu wszystko się zgadza. Przewodniczący prowadzi obrady. Udziela głosu. Pilnuje porządku. Organizuje głosowania zgodnie z obowiązującymi zasadami.</p><p>Ale z tego nie wynika, że po wyborze przewodniczącego <strong>„wszystkie kompetencje” przechodzą w jego ręce</strong>. To byłoby zbyt daleko idące.</p><p>Walne pozostaje organem spółdzielni. Kompetencje wynikają z ustawy i statutu. Przewodniczący nie może własnym poleceniem wykreować kompetencji, których nie daje mu prawo albo regulamin. Krótko mówiąc: Przewodniczący prowadzi Walne. Nie jest Walnym.</p><h3><strong>Kto liczył głosy?</strong></h3><p>Kolejny sporny wątek dotyczy pracowników spółdzielni zaangażowanych w techniczną obsługę głosowań i liczenie głosów. Batorski podnosi wątpliwości dotyczące roli osób wyznaczanych przez dotychczasowe władze. Problem jest zrozumiały. Szczególnie jeśli chodziło przejrzystość.</p><p>Ale samo zdanie:</p><blockquote><p><strong>„to byli pracownicy zarządu”</strong></p></blockquote><p>nie rozstrzyga jeszcze niczego.</p><p>Prawo spółdzielcze nakazuje tajność wyborów do organów, ale szczegółowe zasady działania komisji skrutacyjnej, sposobu jej powołania i technicznej obsługi mogą wynikać również ze statutu i regulaminu Walnego. Art. 35 § 2 Prawa spółdzielczego wymaga tajności wyboru i odwoływania członków organów.</p><p>Dlatego prawdziwe pytanie brzmi: <strong>co w SM „Przodownik” mówi statut?</strong></p><p>Jeśli komisję skrutacyjną powołuje wyłącznie Walne, a głosy mogły liczyć tylko osoby wybrane przez członków – argument Batorskiego staje się mocny. Jeżeli pracownicy mogli wykonywać jedynie czynności techniczne pod nadzorem komisji – sytuacja jest inna.</p><p>Bez statutu wydawanie wyroku jest przedwczesne. Pełnomocnictwa. Tutaj prawo mówi bardzo wyraźnie To jeden z najmocniejszych fragmentów całej argumentacji.</p><p>Od zmian obowiązujących w 2026 r. przepisy dotyczące pełnomocnictw zostały bardzo mocno uszczegółowione.</p><p>Pełnomocnik członka będącego osobą fizyczną może należeć tylko do określonego kręgu osób. Pełnomocnictwo musi być pisemne, a w wymaganych przypadkach towarzyszy mu dodatkowe oświadczenie. Dokument trzeba dostarczyć spółdzielni <strong>nie później niż trzy dni przed Walnym</strong>.</p><p>I najważniejsze:</p><blockquote><p><strong>pełnomocnik nie może brać udziału w głosowaniu, którego przedmiotem jest wybór lub odwołanie członków rady nadzorczej albo członków zarządu.</strong></p></blockquote><p>Tak stanowi obecny art. 8³ ust. 1⁶ ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Ministerstwo Rozwoju i Technologii potwierdza wprost, że w takich głosowaniach konieczny jest osobisty udział członka.</p><p>Jeżeli więc okaże się, że podczas wyborów rady nadzorczej albo odwoływania zarządu głosy oddawali pełnomocnicy, nie rozmawiamy już o „wersji Batorskiego” czy „wersji Nowakowskiego”. Rozmawiamy o konkretnym przepisie. Tylko najpierw trzeba wykazać, że tak rzeczywiście się stało. Najlepszą metodą byłaby analiza <strong>pełnomocnictwo po pełnomocnictwie i lista głosujących po liście</strong>.</p><p>Absolutorium. Tu przepisy dają Batorskiemu silny argument</p><p>Z wywiadu wynika, że podczas Walnego głosowano osobno nad absolutorium dla członków zarządu. Batorski mówi o sytuacji, w której część absolutoriów została udzielona, a część nie.</p><p>To ma bardzo konkretne konsekwencje.</p><blockquote><p>Art. 49 § 4 Prawa spółdzielczego stanowi, że Walne Zgromadzenie <strong>może odwołać tych członków zarządu, którym nie udzieliło absolutorium</strong>, i może to zrobić niezależnie od tego, który organ zgodnie ze statutem normalnie wybiera członków zarządu.</p></blockquote><p>To mocny przepis. Oznacza, że samo stwierdzenie:</p><blockquote><p><strong>„według statutu zarząd odwołuje rada nadzorcza, więc Walne nie mogło tego zrobić”</strong></p></blockquote><p>niekoniecznie jest prawidłowe. Jeżeli Walne chwilę wcześniej odmówiło konkretnemu członkowi zarządu absolutorium, otrzymuje szczególne ustawowe uprawnienie. Ale trzeba bardzo uważać na jedno. <strong>Brak absolutorium nie jest automatycznym odwołaniem. </strong>Przepis mówi:</p><blockquote><p>Walne <strong>może odwołać</strong>.</p></blockquote><p>A więc potrzebna jest decyzja o odwołaniu. Mechanizm wygląda tak: <strong>brak absolutorium → ustawowa możliwość odwołania → uchwała o odwołaniu.</strong></p><p>Jeśli ktoś mówi: <strong>„nie dostał absolutorium, więc przestał być członkiem zarządu” </strong>pomija jeden etap.&nbsp;</p><h3><strong>Karty wyborcze. Numer nie musi oznaczać złamania tajności</strong></h3><p>W dyskusji wokół Walnego pojawił się również problem kart do głosowania. Tu przepisy są jednoznaczne: wybór członków organów spółdzielni oraz ich odwołanie następują w głosowaniu tajnym.</p><p>Ale stąd nie wynika jeszcze zasada: <strong>„ponumerowana karta = złamanie tajności”.</strong></p><p>Można sobie wyobrazić system, w którym karty są technicznie oznaczone, aby zapobiec ich kopiowaniu czy dorzucaniu dodatkowych kart, lecz oznaczenia nie pozwalają ustalić, komu konkretną kartę wydano.</p><h3><strong>&nbsp;„Nie było agresji po naszej stronie”</strong></h3><p>Tutaj opuszczamy kodeksy i wchodzimy w znacznie bardziej miękką materię. Batorski przedstawia siebie i osoby uczestniczące w Walnym po jego stronie jako obiekt bardzo ostrej presji. W opublikowanej rozmowie wspomina o wulgarnych zachowaniach, agresji oraz osobach, które – w jego ocenie – zostały przeciwko niemu nastawione.</p><p>Może a nawet na pewno tak było ale, że <strong>żadna strona konfliktu nie powinna być jednocześnie sędzią własnego zachowania</strong>.</p><p>Dokument można przeczytać. Cudzej świadomości – nie</p><p>Jeszcze ostrożniej trzeba traktować sugestie dotyczące tego, co Jan Nowakowski wiedział, czego nie wiedział albo czy rozumiał treść dokumentów, które podpisywał.</p><p>Tu istnieje bardzo wyraźna granica.</p><p>Można wykazać: <strong>Jan Nowakowski podpisał dokument X w dniu Y. </strong>Można zestawić treść tego dokumentu z jego późniejszą wypowiedzią.</p><p>Ale twierdzenie: <strong>„nie wiedział, co podpisuje” </strong>jest już twierdzeniem o stanie świadomości konkretnej osoby. Dokument można przeczytać. <strong>Cudzej świadomości – już nie.</strong></p><h3><strong>„Zaufani ludzie” – retoryka, która wymaga ostrożności</strong></h3><p>Podobny problem pojawia się, gdy pracownicy spółdzielni są przedstawiani jako osoby „zaufane” przez konkretną stronę konfliktu.</p><blockquote><p>Faktem może być:</p><p><strong>prezes wyznaczył pracownika X do czynności Y.</strong></p><p>Interpretacją jest:</p><p><strong>wyznaczył go po to, aby manipulować wynikiem.</strong></p></blockquote><p>Pomiędzy tymi zdaniami jest dokładnie ta sama przepaść, którą wskazywaliśmy w wywiadzie Jana Nowakowskiego.</p><p>Zależność służbowa sama w sobie nie jest dowodem zmowy. Jeżeli natomiast pracownicy wykonywali czynności, do których nie mieli prawa albo działali wbrew decyzjom komisji czy Walnego – wtedy mamy konkretny problem.</p><p>„Pracownicy się boją”</p><p>Ciekawy jest również fragment, w którym Batorski odnosi się do pracowników spółdzielni.</p><p>Mówi między innymi:</p><blockquote><p><strong>„Nie miałem wsparcia pracowników zarządu.”</strong></p></blockquote><p>Jednocześnie wskazuje, że rozmawiali z nim pracownicy, którzy mieli mówić, że są zmuszani do wykonywania rzeczy, z którymi się nie zgadzają.</p><p>To może być istotny trop.</p><p>Ale poprawna dziennikarska różnica brzmi:</p><p><strong>„rozmawiałem z pracownikami, którzy twierdzą, że się boją”</strong></p><p>zamiast:</p><p><strong>„pracownicy się boją”.</strong></p><p>W całym sporze wokół „Przodownika” słowo <strong>„nieważne”</strong> pojawia się nadzwyczaj często.</p><p>W prawie ma ono jednak bardzo określone znaczenie.</p><p>Art. 42 Prawa spółdzielczego rozróżnia przede wszystkim uchwałę <strong>sprzeczną z ustawą</strong>, która jest nieważna, oraz uchwałę sprzeczną ze statutem, dobrymi obyczajami, godzącą w interes spółdzielni lub zmierzającą do pokrzywdzenia członka – którą można zaskarżyć do sądu. Orzecznictwo dodatkowo rozróżnia uchwały nieważne, podlegające uchyleniu oraz w skrajnych przypadkach nieistniejące.</p><blockquote><p>Nie każdy błąd podczas kilkugodzinnego Walnego oznacza:</p><p><strong>„całe Walne było nieważne”.</strong></p></blockquote><p>W sporze o „Przodownika” słowo to bywa używane jak młotek.</p><p><strong>Tymczasem w prawie jest precyzyjnym narzędziem.</strong></p><p>Rada Nadzorcza. Wynik wyborów to dopiero początek</p><p>Batorski mówi o wyborach nowej Rady Nadzorczej i wysokim poparciu dla kandydatów. Z jego relacji wynika, że kandydaci z największym poparciem uzyskiwali około 130 głosów.</p><p>To informacja ciekawa politycznie i społecznie.</p><p>Ale liczba głosów sama nie przesądza o legalności wyboru.</p><p>Trzeba jeszcze sprawdzić:</p><p>tajność wyborów, status kandydatów, prawo głosu wyborców, udział pełnomocników oraz zgodność procedury ze statutem.</p><p>Jeden przepis jest tutaj szczególnie konkretny: <strong>pracownik spółdzielni mieszkaniowej nie może zasiadać w jej radzie nadzorczej</strong>, a uchwała wybierająca takiego pracownika jest nieważna.</p><h3><strong>Batorski i Nowakowski. Dwa zupełnie różne języki</strong></h3><p>Po przeczytaniu obu rozmów w tym samym wydaniu TIT różnica jest uderzająca.</p><p>Jan Nowakowski częściej prowadzi czytelnika przez <strong>podejrzenia i skojarzenia</strong>: osoby związane z samorządem, politykę, „grupę interesu”, dziwny ruch w siedzibie czy informacje o 100 zł za głos.</p><p>Batorski częściej operuje <strong>procedurą</strong>: porządkiem obrad, uchwałami, pełnomocnictwami, absolutorium, komisją i kartami wyborczymi.</p><p>To sprawia, że większość argumentacji Batorskiego jest <strong>łatwiejsza do zweryfikowania</strong>.</p><p>Można znaleźć dokument i powiedzieć:</p><p>jest albo go nie ma;</p><p>wpłynął 15 dni wcześniej albo nie;</p><p>pełnomocnik głosował albo nie;</p><p>uchwałę podjęto albo nie;</p><p>absolutorium udzielono albo nie.</p><p>Ale również Batorski opuszcza czasem twardy grunt dokumentów i wchodzi na pole interpretacji: gdy mówi o intencjach przeciwników, strachu pracowników czy jednostronnie rozdziela agresję.</p><p>Wtedy jego relacja przestaje być protokołem.</p><p>Staje się <strong>wersją jednej ze stron</strong>.</p><h3><strong>Co zatem wiemy, a czego jeszcze nie?</strong></h3><figure class="table"><table><thead><tr><th>Twierdzenie / problem</th><th>Co mówi prawo lub co wiemy</th><th>Czego brakuje</th><th>Ocena</th></tr></thead><tbody><tr><td><strong>Terminowo zgłoszone punkty należało uwzględnić</strong></td><td>Ustawa daje członkom prawo zgłaszania projektów i żądań uzupełnienia porządku</td><td>dat wpływu i treści zgłoszeń</td><td><strong>mocny argument, jeśli dokumenty go potwierdzą</strong></td></tr><tr><td><strong>Przewodniczący mógł decydować o dalszym przebiegu Walnego</strong></td><td>Tak, w zakresie prowadzenia obrad</td><td>statutu i regulaminu określającego granice jego kompetencji</td><td><strong>prawda tylko w określonych granicach</strong></td></tr><tr><td><strong>Pełnomocnicy nie mogli głosować nad organami</strong></td><td>Zakaz wynika wprost z art. 8³ ust. 1⁶</td><td>listy głosujących i pełnomocnictw</td><td><strong>bardzo mocny argument prawny</strong></td></tr><tr><td><strong>Brak absolutorium umożliwiał odwołanie zarządu</strong></td><td>Tak – art. 49 §4</td><td>uchwał o nieudzieleniu absolutorium i późniejszym odwołaniu</td><td><strong>mocny argument</strong></td></tr><tr><td><strong>Brak absolutorium automatycznie odwoływał członka zarządu</strong></td><td>Nie – Walne dopiero może podjąć decyzję o odwołaniu</td><td>—</td><td><strong>nieprawidłowe uproszczenie, jeśli tak interpretowano sytuację</strong></td></tr><tr><td><strong>Numerowane karty łamały tajność</strong></td><td>Tajność jest obowiązkowa</td><td>informacji, czy numer karty można było powiązać z nazwiskiem</td><td><strong>nierozstrzygnięte</strong></td></tr><tr><td><strong>Agresja występowała wyłącznie po drugiej stronie</strong></td><td>To relacja uczestnika</td><td>niezależnych nagrań i świadków</td><td><strong>opinia wymagająca potwierdzenia</strong></td></tr><tr><td><strong>Nowakowski nie wiedział, co podpisywał</strong></td><td>Można ustalić, co podpisał</td><td>dowodu jego stanu świadomości</td><td><strong>interpretacja, nie ustalony fakt</strong></td></tr><tr><td><strong>Wybór Rady Nadzorczej był prawidłowy</strong></td><td>Część wymogów wynika bezpośrednio z ustaw</td><td>pełnej dokumentacji wyborczej i statutu</td><td><strong>nie da się jeszcze przesądzić</strong></td></tr></tbody></table></figure><h3><strong>Na końcu wracamy do tytułu</strong></h3><p><strong>„Trzeba zażegnać ten konflikt”.</strong></p><p>Prawdopodobnie najbardziej bezsporne zdanie całego wywiadu.</p><p>Tyle że zażegnanie konfliktu nie może oznaczać, że jedna ze stron ogłasza swoją wersję prawdą, a druga ma po prostu zejść ze sceny.</p><p>Trzeba wyłożyć dokumenty na stół.</p><p>Statut. Regulamin Walnego. Pierwotny porządek obrad i wszystkie jego uzupełnienia. Daty wpływu projektów uchwał. Listę obecności. Pełnomocnictwa. Karty do głosowania. Protokoły komisji. Uchwały absolutoryjne. Uchwały o odwołaniu. Protokół całego Walnego.</p><p>Dopiero wówczas będzie można odpowiedzieć na pytanie, kto w tym sporze <strong>miał rację prawną</strong>, a kto jedynie przekonującą narrację.</p><p>Wywiad Jarosława Batorskiego w „Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym” jest w wielu miejscach bardziej konkretny prawnie niż wypowiedzi drugiej strony konfliktu. Dotyka rzeczywistych problemów: porządku obrad, pełnomocnictw, tajności głosowania i skutków nieudzielenia absolutorium.</p><p>Ale także jego słowa nie powinny otrzymywać pieczęci <strong>„fakt”</strong> tylko dlatego, że pada w nich nazwa przepisu.</p><p>Tam, gdzie kończy się dokument, a zaczyna ocena cudzych intencji, emocji czy świadomości, zaczyna się również obowiązek zachowania dystansu.</p><p><strong>W tej sprawie nie potrzeba kolejnej wojny na oświadczenia. Potrzeba statutu, protokołu, kart, pełnomocnictw i uchwał. Prawo spółdzielcze nie rozstrzyga sporów na podstawie tego, kto mówi głośniej. Rozstrzyga je na podstawie tego, co rzeczywiście uchwalono – i czy zrobiono to zgodnie z prawem.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Czy głos naprawdę kosztował 100 złotych? Sprawdzamy słowa Jana Nowakowskiego z wywiadu dla TIT]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56604,czy-glos-naprawde-kosztowal-100-zlotych-sprawdzamy-slowa-jana-nowakowskiego-z-wywiadu-dla-tit</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56604,czy-glos-naprawde-kosztowal-100-zlotych-sprawdzamy-slowa-jana-nowakowskiego-z-wywiadu-dla-tit</guid>
            <pubDate>Sun, 13 Sep 2026 21:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czy-glos-naprawde-kosztowal-100-zlotych-sprawdzamy-slowa-jana-nowakowskiego-z-wywiadu-dla-tit-1789331256.png</url>
                        <title>Czy głos naprawdę kosztował 100 złotych? Sprawdzamy słowa Jana Nowakowskiego z wywiadu dla TIT</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56604,czy-glos-naprawde-kosztowal-100-zlotych-sprawdzamy-slowa-jana-nowakowskiego-z-wywiadu-dla-tit</link>
                    </image><description>„Głos kosztował 100 złotych” – takim tytułem „Tomaszowski Informator Tygodniowy” opatrzył obszerny wywiad Andrzeja Kucharczyka z Janem Nowakowskim dotyczący konfliktu w Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik”. Tytuł brzmi jak stwierdzenie faktu. Tymczasem gdy zaczniemy czytać rozmowę zdanie po zdaniu i zestawiać wypowiedzi prezesa z ustawami, orzecznictwem i zwyczajną logiką, obraz robi się znacznie mniej jednoznaczny. Są w tej rozmowie pytania naprawdę ważne. Są argumenty, które zasługują na sprawdzenie. Są jednak również sugestie, dla których w samym wywiadzie nie przedstawiono dowodów. Typowe?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6f8; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Deklaratoryjny charakter wpisu w KRS</strong> – obecność Jana Nowakowskiego w rejestrze jako prezesa nie przesądza o bezskuteczności nowych uchwał; Sąd Najwyższy wskazuje, że wpis zmian zarządu ma charakter wyłącznie deklaratoryjny.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Waga procedur i terminów ustawowych</strong> – prawidłowość pełnomocnictw, tajność głosowań oraz termin 21 dni na zawiadomienie członków o Walnym mają kluczowe znaczenie prawne, przy czym projekty uchwał rządzą się osobnymi zasadami.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Oczekiwanie na oficjalne wyniki lustracji</strong> – protokół z lustracji badającej legalność działań spółdzielni ma moc dokumentu urzędowego, dlatego warto poczekać na jego oficjalne ustalenia.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Zarzuty i sugestie bez twardych dowodów</strong> – wątek kupowania głosów („100 zł za głos”) oraz tezy o wpływach politycznych i pracownikach magistratu opierają się na relacjach osób trzecich i bez dodatkowych dowodów pozostają jedynie sugestiami.</li>    </ul></div><p>Wywiad ukazał się w numerze TIT z 11 września. Na stronie internetowej tygodnika materiał został opublikowany pod tym samym kategorycznym tytułem: <strong>„Głos kosztował 100 złotych”</strong>. Rozmówcą Andrzeja Kucharczyka jest Jan Nowakowski, przedstawiany jako prezes SM „Przodownik”.&nbsp;</p><p>Nie zamierzamy rozstrzygać w tym tekście, kto ostatecznie wygra spór o władzę w spółdzielni. Od tego są dokumenty, statut, procedury rejestrowe, a jeśli strony nie dojdą do porozumienia – sąd. Możemy natomiast zrobić coś prostszego i być może bardziej potrzebnego: <strong>oddzielić fakt od opinii, opinię od zarzutu, a zarzut od dowodu.</strong></p><h3><strong>„Głos kosztował 100 złotych”. Tylko skąd to wiemy?</strong></h3><p>Zacznijmy od najmocniejszego elementu całej publikacji.</p><blockquote><p><strong>„Głos kosztował 100 złotych”</strong></p></blockquote><p>To nie jest pytanie. Nie ma znaku zapytania. Nie czytamy: „Czy oferowano 100 zł za głos?” ani „Nowakowski: słyszeliśmy o propozycjach 100 zł za głos”. Czytelnik dostaje informację w formie dokonanej: <strong>głos kosztował sto złotych</strong>.</p><p>Tymczasem wypowiedź samego Jana Nowakowskiego jest znacznie bardziej ostrożna. W rozmowie z Andrzejem Kucharczykiem mówi m.in., że nie chce podawać nazwisk i że podczas rozmów z pracownikami oraz osobami oczekującymi na rejestrację pojawiały się informacje o propozycjach zapłaty <strong>100 zł za oddanie głosu</strong>. I tu zaczyna się zasadniczy problem oraz pojawiają pytania:</p><blockquote><ul><li data-list-item-id="ecff31683947f3576307656e8c38a9b1d">Kto oferował pieniądze?</li><li data-list-item-id="e2d1eb40541c5d821bb783237233199a6">Komu?</li><li data-list-item-id="ef02c69dad572ae5a92f580cd164fab1c">Kiedy?</li><li data-list-item-id="e603d58af0842ab6a9386a7fdd2ab398f">Czy ktokolwiek je odebrał?</li><li data-list-item-id="eee05250095e59e76a6ea253f4fd3b3ff">Czy istnieje nagranie rozmowy, wiadomość, świadek gotowy złożyć zeznania? Czy sprawę zgłoszono policji albo prokuraturze?</li></ul></blockquote><p>Z wywiadu tego się nie dowiadujemy. Nie oznacza to, że propozycji nie było. Tego również nie możemy stwierdzić. Oznacza jedynie coś znacznie prostszego: <strong>na podstawie samego wywiadu nie sposób potwierdzić, że faktycznie doszło do kupowania głosów. </strong>Pomiędzy zdaniem „ktoś nam powiedział, że proponowano pieniądze” a zdaniem „głos kosztował 100 złotych” jest kilka pięter dowodowych. Gazetowy tytuł pokonuje je windą. Manipulacja okazała się skuteczna. Zebrany w piątek pod siedzibą Spółdzielni tłumek powtarzał to zdanie niczym mantrę.&nbsp;</p><h3><strong>KRS jak tarcza. Czy rzeczywiście wystarcza?</strong></h3><p>Drugi kluczowy fragment rozmowy dotyczy Krajowego Rejestru Sądowego. Nowakowski mówi:</p><blockquote><p><strong>„dopóki zapisy w KRS-ie są jakie są, to jest jeden zarząd, który za dzień dzisiejszy funkcjonuje.”</strong></p></blockquote><p>To zdanie brzmi prosto, logicznie i dla przeciętnego czytelnika może być bardzo przekonujące. Problem w tym, że prawo jest bardziej skomplikowane, a samo w sobie wprowadza w błąd a gazeta bezkrytycznie je powiela.</p><p>Według aktualnych publicznych danych rejestrowych SM „Przodownik”, po wpisie nr 71 obowiązującym od 12 sierpnia 2026 r., Jan Nowakowski rzeczywiście nadal figuruje jako prezes zarządu, obok Dariusza Kacprzyka i Grzegorza Zania.</p><p>Ale z tego nie wynika jeszcze automatycznie, że żadna późniejsza uchwała właściwego organu nie mogła wywołać skutku prawnego w postaci powołania nowego Zarządu. Art. 49 § 2 Prawa spółdzielczego stanowi, że członków zarządu, w tym prezesa i jego zastępców, <strong>wybiera i odwołuje – stosownie do postanowień statutu – rada albo walne zgromadzenie</strong>.</p><p>Jeszcze mocniejsze światło rzuca na sprawę orzecznictwo Sądu Najwyższego. W sprawie dotyczącej właśnie spółdzielni SN stwierdził, że <strong>wpis do KRS dotyczący zmiany w zarządzie ma charakter deklaratoryjny</strong>, a czynność będąca podstawą wpisu – np. uchwała o odwołaniu członka zarządu – może wywoływać skutek prawny jeszcze przed dokonaniem zmiany w rejestrze.&nbsp;</p><p>To nie oznacza, że KRS „nie ma znaczenia”. Ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa obrotu i osób trzecich. Ale to dwie różne rzeczy: <strong>co dziś widnieje w rejestrze </strong>i <strong>czy uchwała zmieniająca skład organów została skutecznie podjęta.</strong></p><p>Właśnie dlatego zdanie „<i>jestem w KRS, więc jestem prezesem i na tym dyskusja się kończy” </i>jest nie tylko prawnym uproszczeniem. Jest po prostu nieprawdziwe.</p><h3><strong>„Nie dostałem tego na piśmie”</strong></h3><p>Nowakowski mówi także:</p><blockquote><p><strong>„Nie mam żadnej oficjalnej informacji, nie otrzymałem na piśmie...”</strong></p></blockquote><p>To może być ważne. Jeżeli dokonywano zmian personalnych, dokumenty powinny istnieć, uchwały mieć konkretną treść, datę i podstawę prawną. Można następnie oceniać sposób ich przekazania i dalsze działania organów. Ale z samego faktu: <strong>„ja dokumentu nie dostałem” </strong>nie wynika: <strong>„uchwały nie ma”. </strong>A już tym bardziej: <strong>„uchwała jest nieważna”.</strong></p><p>Brak doręczenia dokumentu, istnienie uchwały, jej zgodność z prawem i jej skuteczność to aż cztery różne zagadnienia.</p><h3><strong>21 dni. Tu Nowakowski dotyka czegoś naprawdę ważnego</strong></h3><p>W rozmowie pojawia się argument dotyczący terminów poprzedzających Walne Zgromadzenie. I tego wątku nie należy kwitować wzruszeniem ramion.</p><p>Ustawa rzeczywiście mówi jasno: członkowie powinni zostać zawiadomieni <strong>na piśmie co najmniej 21 dni przed terminem Walnego</strong> o czasie, miejscu i porządku obrad. Zawiadomienie ma również wskazywać, gdzie wyłożono sprawozdania i projekty uchwał.</p><p>Ale ustawa przewiduje także inne terminy.</p><p>Projekty uchwał mają być wykładane co najmniej <strong>14 dni</strong> przed Walnym. Członkowie mogą zgłaszać projekty uchwał i żądania dotyczące porządku obrad do <strong>15 dni</strong> przed zgromadzeniem, a poprawki do projektów – nie później niż <strong>3 dni</strong> wcześniej.</p><p>Dlatego zdanie w rodzaju: <strong>„wszystko powinno być 21 dni wcześniej” </strong>byłoby nadmiernym uproszczeniem. Trzeba odpowiedzieć na dużo bardziej konkretne pytanie: <strong>co dokładnie zostało zgłoszone, kiedy, przez kogo i czego dotyczyło?</strong></p><p>Inny termin dotyczy zawiadomienia o Walnym. Inny projektu uchwały. Jeszcze inny poprawki. Diabeł, jak często w prawie, siedzi nie tyle w szczegółach, co w numerach ustępów.</p><h3><strong>Statut – wielki nieobecny</strong></h3><p>I właśnie tu docieramy do dokumentu, bez którego publiczne wyroki obu stron wydają się przedwczesne.</p><p><strong>Statut SM „Przodownik”.</strong></p><p>Prawo spółdzielcze wprost odsyła do niego przy ustalaniu, który organ wybiera i odwołuje członków zarządu. Art. 49 mówi wyraźnie: rada albo Walne – <strong>stosownie do postanowień statutu</strong>.</p><p>Dlatego ocena legalności zmian we władzach bez analizy statutu przypomina recenzowanie meczu po obejrzeniu konferencji prasowej tylko jednej drużyny.</p><p>Możemy wiedzieć, kto głośniej protestował.</p><p>Nie wiemy jeszcze, czy gol był ze spalonego.</p><h3><strong>Pełnomocnictwa. Tutaj warto odłożyć ironię</strong></h3><p>W wywiadzie mocno wybrzmiewa temat pełnomocnictw. I tutaj Nowakowski wskazuje na kwestię, która <strong>rzeczywiście wymaga precyzyjnej kontroli</strong>.</p><p>Po zmianach obowiązujących od 2026 r. art. 8³ ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych stanowi m.in., że członek może uczestniczyć osobiście albo przez pełnomocnika, ale pełnomocnik może reprezentować tylko jednego członka. Pełnomocnictwo wymaga formy pisemnej i musi być dołączone do protokołu. Ustawa określa także krąg osób, które mogą być pełnomocnikami, oraz przewiduje obowiązek dostarczenia pełnomocnictwa przed Walnym.</p><p>Co szczególnie istotne w sporze o wybór władz: obecne przepisy stanowią również, że <strong>pełnomocnik nie może brać udziału w głosowaniu dotyczącym wyboru lub odwołania członków rady nadzorczej albo zarządu &nbsp;</strong>To nie jest detal.</p><p>Jeżeli więc spór dotyczy tego, kto i na jakiej podstawie głosował w wyborach organów, dokumentację trzeba zbadać bardzo dokładnie. Tu nie wystarczy ani deklaracja starego zarządu, ani deklaracja nowego. Potrzebne są protokoły, listy obecności, pełnomocnictwa, karty i dokumentacja komisji.</p><h3><strong>A głosowanie ma być tajne</strong></h3><p>Prawo spółdzielcze również w tej kwestii nie pozostawia wiele miejsca na fantazję. Art. 35 § 2 przewiduje, że <strong>wybory do organów spółdzielni przeprowadza się w głosowaniu tajnym</strong>, podobnie jak odwołanie członka organu.</p><p>Jeżeli zatem istniał mechanizm pozwalający połączyć konkretną kartę z konkretną osobą i odtworzyć sposób jej głosowania, byłaby to kwestia naprawdę poważna.</p><p>Jeżeli natomiast karty zawierały jedynie oznaczenia pozwalające stwierdzić ich autentyczność, ale bez możliwości identyfikacji wyborcy, ocena może być zupełnie inna.</p><p>Tu również potrzebny jest dokument, nie legenda o dokumencie.</p><h3><strong>„Wzmożony ruch”, podpisy i „szemrane” działania</strong></h3><p>Nowakowski opowiada też o zdjęciach i osobach pojawiających się w budynku spółdzielni. Narracja jest sugestywna: dużo ludzi, dokumenty, podpisy, dopisywanie, niejasne okoliczności.</p><p>Brzmi podejrzanie. &nbsp;Ale prawo karne, cywilne ani spółdzielcze nie zna przestępstwa polegającego na <strong>„wzmożonym ruchu w budynku”</strong>.</p><p>Zdjęcie pokazujące, że wiele osób przebywało w siedzibie spółdzielni, nie dowodzi jeszcze fałszowania list, podpisów czy dokumentów.</p><p>W logice takie przejście nazywa się <i>non sequitur</i>: wniosek nie wynika z przedstawionej przesłanki.</p><p>Jeżeli jednak istnieją konkretne dowody, że ktoś dopisywał osoby nieuprawnione, posługiwał się fałszywymi podpisami albo umożliwiał głosowanie osobom niemającym prawa głosu, sytuacja zmienia się diametralnie.</p><p>Wtedy trzeba pokazać:</p><p><strong>nazwisko, dokument, wpis, datę i skutek.</strong></p><p>Nie tłum przed drzwiami.</p><h3><strong>Lustracja – mocny argument Nowakowskiego</strong></h3><p>Jednym z najbardziej merytorycznych elementów wypowiedzi Jana Nowakowskiego jest wskazywanie na <strong>lustrację problemową</strong>. Tutaj prawo rzeczywiście daje konkretne narzędzia.</p><p>Art. 91 Prawa spółdzielczego przewiduje badanie legalności, gospodarności i rzetelności działania spółdzielni. Co więcej, spółdzielnia może wystąpić o zbadanie <strong>całości, części działalności albo tylko określonych zagadnień</strong>.</p><p>Lustrator może przeglądać dokumenty, żądać wyjaśnień i badać działalność spółdzielni. Sporządzony przez niego protokół ma <strong>moc dokumentu urzędowego</strong>, a członek spółdzielni może żądać dostępu do protokołu i wniosków polustracyjnych.</p><p>To dużo. I właśnie dlatego powstaje paradoks. Skoro lustracja ma <strong>dopiero sprawdzić</strong>, czy procedury były prawidłowe, trudno równocześnie przedstawiać jej przyszły rezultat jako już znany. Można mówić: <strong>„uważamy, że wybory były wadliwe”. </strong>Można mówić: <strong>„zleciliśmy zbadanie procedury”. </strong>Znacznie trudniej jednocześnie twierdzić: <strong>„wyniku jeszcze nie ma, ale wiemy już, jaki jest”.</strong></p><h3><strong>Opinia Związku Rewizyjnego nie jest wyrokiem</strong></h3><p>Nowakowski powołuje się również na stanowisko prawne Związku Rewizyjnego. Taki dokument może mieć ogromne znaczenie. Może zawierać trafną interpretację prawa, wychwycić naruszenia, uporządkować spór. Ale nadal pozostaje opinią.</p><p><strong>Opinia prawna nie jest wyrokiem sądu. </strong>Nie ma magicznej właściwości unicestwienia uchwały tylko dlatego, że została sporządzona na papierze firmowym poważnej instytucji.</p><p>Warto więc zapytać: <strong>czy opinia zostanie udostępniona członkom spółdzielni?</strong></p><p>Bo jeśli ma być jednym z głównych argumentów w sporze, jej treść powinna zostać poznana, a nie tylko przywołana.</p><h3><strong>Biegły rewident? Tak. Ale to inny film</strong></h3><p>W wywiadzie pojawia się także argument dotyczący badania sprawozdania finansowego za 2025 rok.</p><p>Publiczne dane rzeczywiście wskazują, że w dokumentacji rejestrowej znajduje się sprawozdanie niezależnego biegłego rewidenta, a badanie odnosiło się do sytuacji finansowej spółdzielni.</p><p>To może być ważnym argumentem w dyskusji o kondycji finansowej „Przodownika”. Nie odpowiada jednak na pytanie: <strong>czy Walne Zgromadzenie w 2026 roku zostało przeprowadzone zgodnie z prawem. </strong>To dwie różne półki.</p><p>Pozytywnie zbadane sprawozdanie finansowe za 2025 rok nie jest certyfikatem legalności wszystkich zdarzeń, które nastąpiły rok później.</p><h3><strong>150 pracowników, 20 tysięcy mieszkańców. Ważne, ale...</strong></h3><p>Nowakowski mówi o około 150 pracownikach i wielkiej społecznej skali działania spółdzielni. To cenna część rozmowy.</p><p>„Przodownik” nie jest kołem wędkarskim z dwunastoma członkami. Konflikt dotyczy ogromnej organizacji zarządzającej majątkiem i mieszkaniami tysięcy tomaszowian.</p><p>Stabilność ma znaczenie. Ciągłość obsługi mieszkańców ma znaczenie. Bezpieczeństwo pracowników ma znaczenie. Ale żaden z tych argumentów nie odpowiada na pytanie: <strong>kto został prawidłowo umocowany do kierowania organizacją. </strong>Stabilność jest wartością. Nie jest jednak mandatem.</p><h3><strong>Urząd Miasta, spółki i polityka. Tu zaczyna działać mechanizm skojarzeń</strong></h3><p>W wywiadzie pojawiają się odniesienia do pracowników Urzędu Miasta, miejskich spółek, jednostek podległych samorządowi oraz określonych środowisk politycznych.</p><p>To bardzo nośny zabieg. Czytelnik zaczyna łączyć kropki. Tyle że same kropki nie tworzą jeszcze dowodu.</p><p>Członek spółdzielni zatrudniony w Urzędzie Miasta ma takie samo prawo do korzystania ze swoich praw członkowskich jak hydraulik, nauczyciel, lekarz czy przedsiębiorca.</p><p>Aby mówić o <strong>zorganizowanej akcji politycznej</strong>, trzeba wykazać coś więcej: koordynowanie działań, polecenia, wykorzystywanie zależności służbowych, zasobów publicznych albo konkretne naciski.</p><blockquote><p>Bez tego mamy do czynienia z mechanizmem znanym jako <strong>guilt by association</strong> – budowaniem podejrzenia poprzez samo skojarzenie człowieka z określoną grupą.</p></blockquote><p>To może być trop. Nie jest jeszcze dowodem.</p><h3><strong>„Grupa interesu”. Kto jest w tej grupie?</strong></h3><p>Podobnie działa pojęcie „grupy interesu”.</p><p>Brzmi poważnie.</p><p>Może nawet groźnie.</p><p>Ale z punktu widzenia dowodowego trzeba je rozebrać na części.</p><p>Kto konkretnie tworzy tę grupę?</p><p>Jaki interes łączy jej członków?</p><p>W jaki sposób ich działania były koordynowane?</p><p>Kto nimi kierował?</p><p>Jakie mamy dokumenty, wiadomości, nagrania albo relacje świadków?</p><p>We wcześniejszych publikacjach TIT Nowakowski również przedstawiał tezę o „zorganizowanej grupie” mającej dążyć do przejęcia kontroli nad spółdzielnią i wiązał ją z lokalnym środowiskiem politycznym.</p><p>Powtarzanie zarzutu nie zwiększa jednak automatycznie jego wartości dowodowej.</p><blockquote><p>Równie dobrze przecież można twierdzić, że obecnie w Przodowniku rządzi jakaś grupa interesów.&nbsp;</p></blockquote><h3><strong>Ochrona za 20 tysięcy miesięcznie. Tu pojawia się konkret</strong></h3><p>W rozmowie pada natomiast liczba około <strong>20 tys. zł miesięcznie</strong> w kontekście ochrony.</p><p>I to jest informacja bardzo ciekawa, bo można ją zweryfikować.</p><p>Jeżeli rzeczywiście spółdzielnia ponosi taki koszt, to warto zapytać:</p><p><strong>Kto zdecydował o zatrudnieniu ochrony?</strong></p><p><strong>Jaka firma świadczy usługę?</strong></p><p><strong>Na jaki okres zawarto umowę?</strong></p><p><strong>Ile wynosi jej łączna wartość?</strong></p><p><strong>W jaki sposób wybrano wykonawcę?</strong></p><p><strong>Ile od początku konfliktu kosztowała ochrona członków spółdzielni?</strong></p><p>W sporze, w którym każda ze stron mówi o odpowiedzialności za wspólny majątek, właśnie takie liczby warto pokazywać najpierw.</p><h3><strong>Największy paradoks całego wywiadu</strong></h3><p>I wreszcie dochodzimy do rzeczy, która przewija się przez całą rozmowę jak refren. Z jednej strony słyszymy: trzeba sprawdzić, należy przeanalizować, trwa lustracja, musimy zbadać dokumentację, ocenić prawidłowość działań.</p><p>Z drugiej strony dostajemy kategoryczny wniosek: <strong>„jest jeden zarząd”.</strong></p><p>Logicznie to się nie składa.</p><p>Jeśli A jest dopiero przedmiotem badania, nie możemy z samej niepewności co do A automatycznie wyprowadzić pewności co do B.</p><p>Innymi słowy:</p><p><strong>„nie wiemy jeszcze, czy nowe władze zostały wybrane prawidłowo”</strong></p><p>nie znaczy automatycznie:</p><p><strong>„wiemy na pewno, że stare władze nadal mają mandat”.</strong></p><p>Możliwe, że ostateczna analiza dokumentów potwierdzi stanowisko Nowakowskiego.</p><p>Możliwe, że go nie potwierdzi.</p><p>Ale do tego właśnie służy analiza.</p><h2>Nie wszystko w tym wywiadzie jest insynuacją</h2><p>Byłoby niesprawiedliwe zredukować rozmowę do zbioru sugestii.</p><p>Nowakowski wskazuje na kilka spraw, które naprawdę wymagają odpowiedzi.</p><p><strong>Pełnomocnictwa. Tajność wyborów. Procedura Walnego. Terminy ustawowe. Dokumentacja komisji. Sposób ustalania osób uprawnionych do głosowania.</strong></p><p>Jeżeli popełniono tam istotne błędy, mogą mieć realne skutki prawne.</p><p>Tak samo informacje o potencjalnych próbach kupowania głosów – jeśli zostaną poparte dowodami – byłyby niezwykle poważne.</p><p>Właśnie dlatego nie powinno się ich rozmywać w mieszaninie politycznych skojarzeń i retorycznych figur.</p><p>Im cięższy zarzut, tym cięższy powinien być dowód.</p><h2>Co wynika z wywiadu, a czego nadal nie wiemy?</h2><figure class="table"><table><thead><tr><th>Twierdzenie</th><th>Co wiemy</th><th>Czego brakuje</th><th>Ocena</th></tr></thead><tbody><tr><td><strong>„Głos kosztował 100 zł”</strong></td><td>Nowakowski mówi o relacjach innych osób dotyczących propozycji 100 zł</td><td>nazwisk, dowodu przekazania pieniędzy, dokumentów, nagrania, ustaleń organów</td><td><strong>zarzut wymagający dowodu</strong></td></tr><tr><td><strong>„Jest jeden zarząd, bo taki jest KRS”</strong></td><td>KRS nadal wskazuje Nowakowskiego i dotychczasowy skład</td><td>prawnej oceny skuteczności późniejszych uchwał</td><td><strong>uproszczenie prawne</strong></td></tr><tr><td><strong>Naruszono terminy Walnego</strong></td><td>ustawa przewiduje konkretne terminy 21, 15, 14 i 3 dni</td><td>pełnej dokumentacji i dat czynności</td><td><strong>realny problem do zbadania</strong></td></tr><tr><td><strong>Pełnomocnictwa były problematyczne</strong></td><td>prawo bardzo precyzyjnie reguluje pełnomocnictwa</td><td>analizy konkretnych pełnomocnictw</td><td><strong>ważny merytorycznie trop</strong></td></tr><tr><td><strong>Była „grupa interesu”</strong></td><td>Nowakowski formułuje taką ocenę</td><td>dowodów koordynacji i wspólnego działania</td><td><strong>opinia/sugestia</strong></td></tr><tr><td><strong>Lustracja wyjaśni prawidłowość procedur</strong></td><td>prawo pozwala na lustrację problemową</td><td>protokołu i wniosków polustracyjnych</td><td><strong>mocny argument merytoryczny</strong></td></tr><tr><td><strong>Biegły rewident potwierdził prawidłowość działania</strong></td><td>badano finanse za 2025 r.</td><td>związku tego badania z legalnością wyborów w 2026 r.</td><td><strong>prawda w innym kontekście</strong></td></tr></tbody></table></figure><h3><strong>Na końcu zostają dokumenty</strong></h3><p>Wywiad Jana Nowakowskiego w „Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym” zawiera zarówno pytania, które bezwzględnie wymagają wyjaśnienia, jak i twierdzenia, dla których w samej rozmowie nie przedstawiono dowodów.</p><p>Problem polega na tym, że jedno zostało wymieszane z drugim.</p><p>Fakty spotykają się z podejrzeniami. Podejrzenia z polityką. Prawo z interpretacją. A nad wszystkim góruje czerwony tytuł:</p><p><strong>„Głos kosztował 100 złotych”.</strong></p><p>W sporze dotyczącym tysięcy członków spółdzielni nie powinny jednak rozstrzygać ani emocje, ani liczba osób stojących przed drzwiami siedziby, ani najbardziej sugestywny tytuł prasowy.</p><p>Powinny rozstrzygać <strong>dokumenty, statut, ustawa i – jeżeli strony nie potrafią dojść do wspólnego stanowiska – sąd.</strong></p><p>Bo sto złotych jest konkretną kwotą.</p><p><strong>Zarzut kupowania za nią głosów jest równie konkretnym zarzutem. Dlatego wymaga konkretnych dowodów.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rzecznik z Tomaszowa na forum UOKiK. Mówił o problemach konsumentów w branży OZE]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56596,rzecznik-z-tomaszowa-na-forum-uokik-mowil-o-problemach-konsumentow-w-branzy-oze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56596,rzecznik-z-tomaszowa-na-forum-uokik-mowil-o-problemach-konsumentow-w-branzy-oze</guid>
            <pubDate>Sun, 13 Sep 2026 10:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rzecznik-z-tomaszowa-na-forum-uokik-mowil-o-problemach-konsumentow-w-branzy-oze-1789288148.jpg</url>
                        <title>Rzecznik z Tomaszowa na forum UOKiK. Mówił o problemach konsumentów w branży OZE</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56596,rzecznik-z-tomaszowa-na-forum-uokik-mowil-o-problemach-konsumentow-w-branzy-oze</link>
                    </image><description>Rzecznik Konsumentów w Tomaszowie Mazowieckim wziął udział w wydarzeniu organizowanym we współpracy z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Tematem były między innymi reklamacje usług, termomodernizacja i trudne sprawy konsumentów w sektorze odnawialnych źródeł energii.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Głos z Tomaszowa wybrzmiał w Warszawie</h2><p>Rzecznik Konsumentów w Tomaszowie Mazowieckim poinformował o udziale w spotkaniu zorganizowanym w Warszawie we współpracy z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jak wynika z opublikowanej relacji, przedstawiona została prezentacja poświęcona <strong>studiom przypadków dotyczących reklamacji usług</strong>, w tym montażu, instalacji, termomodernizacji oraz innych problemów zgłaszanych przez mieszkańców w sprawach związanych z branżą odnawialnych źródeł energii.</p><p>To kolejna odsłona współpracy, w której lokalne doświadczenia urzędników i rzeczników stają się częścią szerszej dyskusji o ochronie konsumentów. Z punktu widzenia mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego istotne jest to, że codzienne sprawy trafiające do powiatowego rzecznika nie pozostają wyłącznie lokalnym problemem, ale są również omawiane w gronie instytucji zajmujących się systemową ochroną praw konsumenckich.</p><h2>Codzienne problemy, które mają realne konsekwencje</h2><p>W opisie wydarzenia mocno wybrzmiewa praktyczny wymiar pracy rzecznika. Chodzi nie tylko o same przepisy, ale przede wszystkim o sytuacje, w których konsumenci próbują dochodzić swoich praw po wadliwie wykonanych usługach lub sporach z przedsiębiorcami. Szczególnie trudne mają być sprawy dotyczące branży OZE, gdzie umowy, zakres prac, warunki reklamacji i odpowiedzialność wykonawców bywają dla klientów niejasne.</p><p>Wskazano także na grupy osób najbardziej narażonych na problemy: <strong>seniorów, osoby samotne, mieszkańców z niepełnosprawnościami, osoby o niskich dochodach oraz wykluczonych komunikacyjnie</strong>. To ważny lokalny kontekst, bo właśnie takie osoby często mają najmniejsze możliwości samodzielnego prowadzenia sporu z firmą, kompletowania dokumentów czy skutecznego formułowania roszczeń. W praktyce oznacza to, że rola rzecznika nie ogranicza się do poradnictwa, ale staje się formą realnego wsparcia dla tych, którzy bez pomocy instytucji publicznej mieliby niewielkie szanse na obronę swoich interesów.</p><h2>Transformacja energetyczna a prawa konsumenta</h2><p>Wydarzenie obejmowało również wykłady poświęcone ochronie konsumentów w czasie transformacji energetycznej. To temat szczególnie aktualny, ponieważ rozwój inwestycji związanych z oszczędzaniem energii, termomodernizacją i nowoczesnymi instalacjami oznacza jednocześnie wzrost liczby ofert kierowanych do mieszkańców. Tam, gdzie pojawia się duży rynek i silna presja sprzedażowa, rośnie też ryzyko sporów, nieporozumień i rozczarowań po stronie klientów.</p><p>Z relacji wynika, że rozmowy dotyczyły nie tylko instalacji odnawialnych źródeł energii, ale też szerszych zagadnień, takich jak pułapki w handlu internetowym, fałszywe sklepy, phishing, edukacja młodzieży oraz działalność Rzecznika Praw Pasażerów. Pokazuje to, że współczesna ochrona konsumentów obejmuje już nie jeden sektor, lecz cały zestaw zagrożeń, z którymi mieszkańcy stykają się zarówno przy większych inwestycjach domowych, jak i podczas codziennych zakupów czy korzystania z usług online.</p><h2>Dlaczego to ważne dla mieszkańców powiatu</h2><p>Dla lokalnej społeczności najważniejszy wniosek jest prosty: doświadczenia zbierane w Tomaszowie Mazowieckim mają znaczenie także poza samym powiatem. Sprawy zgłaszane do rzecznika tworzą obraz problemów, które dotykają konsumentów w wielu miejscach w Polsce. Udział w takich wydarzeniach może więc wzmacniać skuteczność przyszłych działań informacyjnych, edukacyjnych i interwencyjnych.</p><p>W praktyce oznacza to również, że mieszkańcy powinni uważnie podchodzić do ofert związanych z modernizacją domów, instalacjami energetycznymi i usługami sprzedawanymi w modelu szybkiej decyzji. Im bardziej skomplikowana umowa i wyższa wartość inwestycji, tym większe znaczenie ma dokładna analiza warunków, dokumentacji oraz możliwości reklamacyjnych. Z perspektywy lokalnej instytucji ochrony konsumentów widać wyraźnie, że to właśnie na styku ambitnych inwestycji i codziennych ludzkich trudności najczęściej rodzą się najpoważniejsze spory.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56588,batorski-znowu-narozrabial-dwa-jego-projekty-wygraly-w-budzecie-obywatelskim-wojewodztwa-lodzkiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56588,batorski-znowu-narozrabial-dwa-jego-projekty-wygraly-w-budzecie-obywatelskim-wojewodztwa-lodzkiego</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 20:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-batorski-znowu-narozrabial-dwa-jego-projekty-wygraly-w-budzecie-obywatelskim-wojewodztwa-lodzkiego-1789238403.png</url>
                        <title>Batorski znowu narozrabiał? Dwa jego projekty wygrały w Budżecie Obywatelskim Województwa Łódzkiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56588,batorski-znowu-narozrabial-dwa-jego-projekty-wygraly-w-budzecie-obywatelskim-wojewodztwa-lodzkiego</link>
                    </image><description>Jarosław Batorski znowu narozrabiał. Tym razem jednak bez policji, komisji rewizyjnej i nadzwyczajnej sesji Rady Miejskiej. Rachunek za całe zamieszanie wynosi 120 tysięcy złotych – i zostanie pokryty nie z budżetu Tomaszowa, lecz z pieniędzy Województwa Łódzkiego. Dwa projekty firmowane i promowane przez tomaszowskiego radnego wygrały tegoroczny Budżet Obywatelski Województwa Łódzkiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Widzewski początek roku za 60 tysięcy</h2><p>Projekt PI016 ma zostać zorganizowany na boisku Szkoły Podstawowej nr 10 im. Tomaszowskich Olimpijczyków, w terminie związanym z rozpoczęciem roku szkolnego 2027/2028.</p><p>Ośmiogodzinny festyn ma łączyć sport i rodzinny piknik. Zaplanowano m.in. pokazowe treningi piłki nożnej i koszykówki, konkursy sportowe, animacje, malowanie twarzy, plecenie warkoczyków, stanowisko poświęcone zdrowemu stylowi życia, dmuchańce oraz nagrody i gadżety związane z „Widzewskim Charakterem”.</p><p>Nie zabraknie również bezpłatnych lodów, waty cukrowej, popcornu oraz grilla.</p><p>Największą pozycję w kosztorysie stanowią dmuchańce – 17 tys. zł. Kolejne 8 tys. zł ma kosztować obsługa animatorów i konkurencji sportowych, 7,5 tys. zł grill, 7 tys. zł lody, 5 tys. zł nagrody. Po 4 tys. zł zapisano na stanowisko edukacyjne i obsługę administracyjną, 3 tys. na popcorn i watę cukrową, 2,5 tys. na zajęcia sportowe oraz 2 tys. na promocję.</p><p>Projekt był promowany nie tylko lokalnie. Do głosowania na PI016 zachęcał również portal kibicowski WidzewToMy. Czy właśnie środowisko sympatyków łódzkiego klubu przesądziło o jego zwycięstwie? Tego nie da się stwierdzić, ale bez wątpienia zwiększyło zasięg kampanii.</p><h2>Rycerze i królowa Jadwiga</h2><p>Drugi projekt, PI060 „Festyn Rodzinny Świętej Jadwigi”, ma zostać zrealizowany na terenie Parafii św. Jadwigi Królowej przy ul. Warszawskiej.</p><p>Ma to być siedmiogodzinne wydarzenie dla około 800 osób. W programie przewidziano stanowiska historyczne i rekonstrukcyjne, pokazy walk rycerskich, zabawy dla dzieci z piankowymi mieczami, namiot rycerski, wykłady o historii Polski, projekcje filmów popularnonaukowych, animacje i dmuchańce.</p><p>Koszt także wynosi 60 tys. zł. Na dmuchańce zapisano 12 tys. zł, po 10 tys. na rekonstrukcje oraz wykłady i filmy, 7 tys. na grill, po 6 tys. na lody i animatorów, 4 tys. na obsługę administracyjną, 3 tys. na popcorn i watę cukrową oraz 2 tys. na promocję.</p><p>Trzeba tu od razu wyjaśnić jedną rzecz. Fakt, że wydarzenie ma odbywać się na terenie parafii, <strong>nie oznacza, że parafia otrzyma 60 tys. zł</strong>. Zwycięskie zadania realizuje Samorząd Województwa Łódzkiego, a wybór konkretnych wykonawców następuje później w odpowiedniej procedurze.</p><h2>To już nie pierwszy raz</h2><p>Dla Batorskiego budżety obywatelskie nie są nowym polem działania.</p><p>W poprzedniej edycji wojewódzkiego BO wygrał projekt <strong>„Rodzinne rozpoczęcie wakacji z Widzewskim Charakterem”</strong>, również wart 60 tys. zł. Gdy przyszło do realizacji, zadanie powierzono w konkursie Klubowi Sportu i Rekreacji Nemo Sport z Wolborza.</p><p>To dobrze pokazuje różnicę między osobą zgłaszającą lub promującą projekt a jego późniejszym wykonawcą.</p><p>Jeszcze wcześniej Batorski był inicjatorem i pełnomocnikiem projektu <strong>„Warszawska jak z obrazka”</strong>. Projekt zdobył ponad 3 tys. głosów i pozwolił przeznaczyć około 480 tys. zł na sześć aktywnych przejść dla pieszych przy ulicy Warszawskiej.</p><p>W Tomaszowskim Budżecie Obywatelskim wygrał z kolei jego projekt dotyczący zagospodarowania terenu za MCK „Tkacz”, którego elementem jest powstający tor do jazdy na rolkach i deskorolkach.</p><p>Widać więc pewien powtarzalny schemat: pomysł, przygotowanie projektu, mobilizacja głosujących, wygrana i pieniądze pochodzące spoza podstawowego budżetu miasta.</p><h2>Patent na ściąganie pieniędzy?</h2><p>Nie ma tu żadnej tajemnej receptury. Regulaminy są publiczne, formularze dostępne dla każdego, a o zwycięstwie decydują głosy mieszkańców.</p><p>Tyle że z tego mechanizmu trzeba jeszcze umieć korzystać.</p><p>Batorski najwyraźniej nauczył się robić to skutecznie. Nie oznacza to oczywiście, że cała zasługa należy do niego. Bez mieszkańców głosujących na projekty nie byłoby żadnego zwycięstwa. Później potrzebni są urzędnicy, organizacje i wykonawcy, którzy zamieniają kilka stron wniosku w realne wydarzenie albo inwestycję.</p><p>Na razie oba tegoroczne projekty przeszły urzędniczą weryfikację, zdobyły poparcie mieszkańców i trafiły na listę zadań do realizacji.</p><p>Prawdziwy test przyjdzie w 2027 roku. Wtedy okaże się, kto zorganizuje wydarzenia, jak będą wyglądały ich rzeczywiste koszty i ilu mieszkańców z nich skorzysta.</p><p>Bo 120 tys. zł publicznych pieniędzy to już suma, której warto patrzeć na ręce.</p><p>Jeżeli więc „narozrabiać” oznacza sprawić, że z wojewódzkiej puli kolejne 120 tysięcy złotych zostanie wydane właśnie w Tomaszowie, to trzeba przyznać:</p><p><strong>Batorski rzeczywiście znowu narozrabiał.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56585,kim-jest-jakub-pietkiewicz-nowy-prezes-sm-przodownik-po-latach-wraca-do-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56585,kim-jest-jakub-pietkiewicz-nowy-prezes-sm-przodownik-po-latach-wraca-do-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Sat, 12 Sep 2026 17:37:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kim-jest-jakub-pietkiewicz-nowy-prezes-sm-przodownik-po-latach-wraca-do-tomaszowa-1789227939.png</url>
                        <title>Kim jest Jakub Pietkiewicz, nowy prezes SM Przodownik? Po latach wraca do Tomaszowa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56585,kim-jest-jakub-pietkiewicz-nowy-prezes-sm-przodownik-po-latach-wraca-do-tomaszowa</link>
                    </image><description>Piątek, 11 września. Przed siedzibą Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” tłum, okrzyki, przepychanki i policja. W środku miało nastąpić zwyczajne przekazanie gabinetu nowemu prezesowi. Zamiast tego Jakub Pietkiewicz, który po kilkunastu latach wrócił do Tomaszowa Mazowieckiego, nie wszedł nawet do budynku. Dla wielu mieszkańców jego nazwisko może brzmieć dziś obco. Tymczasem za nowym prezesem ciągnie się blisko dwudziestoletnia droga przez tomaszowski magistrat, TTBS, Radio Łódź, Łęczycę, państwowe instytuty badawcze, Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną i regionalną politykę. A ostatnio także przez Krośniewice. Kim więc jest człowiek, który obejmuje stery jednej z najbardziej skonfliktowanych dziś instytucji w Tomaszowie?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6f8; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Doświadczenie w tomaszowskim samorządzie</strong> – Jakub Pietkiewicz w przeszłości pełnił funkcję pełnomocnika prezydenta Rafała Zagozdona oraz zasiadał w Radzie Nadzorczej TTBS.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Bogata kariera w radach i instytucjach</strong> – pracował m.in. w Radzie Nadzorczej Radia Łódź (2006–2009), samorządzie Łęczycy, instytutach badawczych Łukasiewicz oraz Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, gdzie przewodniczył Radzie Nadzorczej.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Działalność polityczna w regionie</strong> – związany był z Porozumieniem Jarosława Gowina oraz startował w wyborach do Sejmiku Województwa Łódzkiego.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Aktualne stanowisko dyrektorskie</strong> – od początku 2025 roku z powodzeniem zarządzał Miejskim Zakładem Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Krośniewicach.</li>    </ul></div><h2>Pierwszy dzień i drzwi, których nie udało się przekroczyć</h2><p>O godzinie 14 nowy prezes miał spotkać się z poprzednikami i przejąć biuro. Tak przynajmniej wyglądał plan.</p><p>– Umówiłem się z poprzednikami, że przyjadę o 14, by mogli przekazać mi biuro – mówił Jakub Pietkiewicz.</p><p>Zamiast spokojnego przekazania obowiązków przed budynkiem czekała grupa protestujących. Pojawiły się okrzyki „wynocha”, doszło również do szarpaniny. Na miejsce przyjechała policja. Funkcjonariusze zaproponowali nowemu prezesowi pomoc w wejściu do siedziby. Pietkiewicz odmówił.</p><p>– Odmówiłem, by nie eskalować bardziej konfliktu – tłumaczył później.</p><p>Scena mogłaby być początkiem politycznego thrillera. Jest jednak przede wszystkim dobrym punktem wyjścia do pytania: <strong>kim jest człowiek, który znalazł się nagle w samym środku wojny o „Przodownik”?</strong></p><p>Bo jedno można powiedzieć od razu: w Tomaszowie Jakub Pietkiewicz nie jest człowiekiem znikąd.</p><h2>Zagozdon, magistrat i komunikacja z mieszkańcami</h2><p>Starszym czytelnikom jego nazwisko może być dobrze znane.</p><p>Pietkiewicz należał do współpracowników prezydenta <strong>Rafała Zagozdona</strong>. Pomagał mu w kampanii wyborczej, a następnie został pełnomocnikiem prezydenta do spraw komunikacji społecznej. Archiwalne materiały prasowe wskazują wprost, że doradzał prezydentowi w sprawach kontaktów z mediami.</p><p>To właśnie Pietkiewicz wielokrotnie występował w lokalnej prasie jako głos magistratu.</p><p>Kiedy krytykowano Tomaszów za słabe miejsce w „Dziennikowej Lidze Gmin”, odpierał zarzuty, twierdząc, że metodologia rankingu zafałszowuje rzeczywisty obraz miasta. Wskazywał m.in. na inwestycje realizowane przez miejskie spółki, które nie przechodziły bezpośrednio przez budżet samorządu</p><p>Komentował również funkcjonowanie Straży Miejskiej, inwestycje komunalne czy problemy związane z miejskim majątkiem. Był więc kimś więcej niż osobą od wysyłania komunikatów prasowych – przez kilka lat był publicznym głosem administracji Zagozdona.</p><p>Gdy w listopadzie 2014 roku Rafał Zagozdon przegrał wybory po ośmiu latach sprawowania urzędu, to właśnie Pietkiewicz rozesłał mediom jego list z podziękowaniami dla mieszkańców i gratulacjami dla kontrkandydatów.</p><p>Warto to podkreślić, bo w obecnej debacie nazwisko nowego prezesa „Przodownika” bywa wiązane z różnymi lokalnymi środowiskami politycznymi. Jego udokumentowany tomaszowski etap kariery związany był przede wszystkim z administracją <strong>Rafała Zagozdona</strong>, nie Marcina Witki.</p><h2>TTBS. Mieszkania nie są dla niego nowym światem</h2><p>Jeszcze ciekawszy w kontekście „Przodownika” jest drugi element tamtego okresu.</p><p>Jakub Pietkiewicz zasiadał równocześnie w <strong>Radzie Nadzorczej Tomaszowskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego</strong>.</p><p>Archiwalna prasa odnotowała, że do rady TTBS trafił niemal w tym samym czasie, gdy objął funkcję pełnomocnika prezydenta.</p><p>Pietkiewicz mówił wówczas:</p><blockquote><p>„To czwarta rada nadzorcza, w jakiej zasiadam”.</p></blockquote><p>Dodawał, że ma dzięki temu przygotowanie do wykonywania tej funkcji. Według ówczesnej publikacji zwykły członek rady nadzorczej TTBS otrzymywał wówczas około 2,2 tys. zł miesięcznie. Mówimy oczywiście o realiach sprzed kilkunastu lat, nie o obecnych wynagrodzeniach.&nbsp;</p><p>Jego obecność w radzie nie była epizodem trwającym kilka tygodni. Jeszcze w 2013 roku Radę Nadzorczą TTBS tworzyli Adam Sojka, Ireneusz Trojak i właśnie Jakub Pietkiewicz. W tym czasie spółka administrowała dużym zasobem mieszkaniowym, zmagała się z wielomilionowym zadłużeniem najemców i przygotowywała kolejne inwestycje mieszkaniowe.</p><p>Dzisiejszy „Przodownik” nie jest więc dla Pietkiewicza pierwszym spotkaniem z problemami zarządzania nieruchomościami.</p><h2>Radio Łódź – nominacja KRRiT</h2><p>Jego słowa o „czwartej radzie” można częściowo zweryfikować dzięki archiwom.</p><p>Jednym z wcześniejszych miejsc była <strong>Rada Nadzorcza Radia Łódź</strong>.</p><p>30 listopada 2006 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji uchwałą nr 622/2006 powołała Jakuba Pietkiewicza do rady nadzorczej regionalnej rozgłośni Polskiego Radia w miejsce Władysławy Sykulskiej, która wcześniej złożyła rezygnację.</p><p>Dane rejestrowe pokazują jego obecność w organie nadzoru Radia Łódź od początku 2007 do września 2009 roku</p><p>Późniejszy oficjalny biogram Pietkiewicza wskazywał szerzej, że w latach 2006–2015 był członkiem władz spółek działających w branżach budownictwa, zarządzania nieruchomościami, transportu miejskiego i radiofonii publicznej. Pełnej listy wszystkich tych funkcji nie udało się jednak na obecnym etapie jednoznacznie odtworzyć w źródłach pierwotnych.&nbsp;</p><h2>Z Tomaszowa do Łęczycy</h2><p>Po zmianie władzy w Tomaszowie Pietkiewicz pojawił się w kolejnym samorządzie.</p><p>21 września 2015 roku został <strong>pełnomocnikiem burmistrza Łęczycy ds. komunikacji społecznej i promocji</strong>.</p><p>Miał odpowiadać za współpracę z mediami, informowanie mieszkańców o pracy burmistrza, koordynowanie polityki informacyjnej jednostek miejskich oraz pracę nad strategią marki miasta i jego produktu turystycznego.</p><p>Późniejszy biogram podawany przez TVP3 Łódź mówi już także o pełnieniu obowiązków <strong>sekretarza miasta Łęczycy</strong> i odpowiedzialności za funkcjonowanie urzędu oraz koordynację pracy jednostek podległych.</p><h2>Doktor od „Małego Dziennika”</h2><p>Jest w życiorysie Pietkiewicza również wątek mniej administracyjny.</p><p>Gdy rozpoczynał pracę w Łęczycy w 2015 roku, urząd przedstawiał go jako doktoranta Uniwersytetu Łódzkiego przygotowującego pracę dotyczącą narzędzi propagandy okresu międzywojennego.</p><p>Dziś możemy powiedzieć znacznie więcej.</p><p>W repozytorium Uniwersytetu Łódzkiego znajduje się jego rozprawa doktorska z 2017 roku zatytułowana <strong>„Pomiędzy diagnozą rzeczywistości, a kreacją stereotypów. Problematyka publicystyki »Małego Dziennika« w Drugiej Rzeczypospolitej”</strong>.</p><p>Praca analizowała wydawany przez franciszkanów w Niepokalanowie „Mały Dziennik”, jego politykę informacyjną, sposób doboru tematów, język komentarzy oraz kreowanie obrazu rzeczywistości w latach trzydziestych XX wieku.</p><p>Późniejsze źródła przedstawiają Pietkiewicza już jako doktora nauk humanistycznych oraz specjalistę w zakresie zarządzania, marketingu i finansów</p><h2>Łukasiewicz. Od komunikacji do finansów i inwestycji</h2><p>Kolejny etap kariery oznaczał przejście do dużych instytucji badawczych.</p><p>Od 2017 roku Pietkiewicz współkierował Instytutem Włókiennictwa, później działającym w ramach Sieci Badawczej Łukasiewicz. W 2021 roku przedstawiano go jako <strong>zastępcę dyrektora ds. finansowych i inwestycji</strong>.</p><p>Rejestry pokazują następnie formalną prokurę.</p><p>W Instytucie Włókiennictwa Pietkiewicz figuruje jako prokurent od <strong>27 kwietnia 2021 do 1 kwietnia 2022 roku</strong>.&nbsp;</p><p>Po konsolidacji instytutów został prokurentem Łódzkiego Instytutu Technologicznego. Funkcję tę pełnił od <strong>22 kwietnia 2022 do 14 lutego 2024 roku</strong>.</p><p>Prokurent to nie tytuł honorowy. Prokura jest szczególnym pełnomocnictwem udzielanym przedsiębiorcy i daje szerokie możliwości reprezentowania podmiotu w czynnościach sądowych i pozasądowych związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa.</p><h2>Pięć lat w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej</h2><p>Jednym z najmocniejszych punktów menedżerskiego CV Pietkiewicza pozostaje jednak <strong>Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna SA</strong>.</p><p>Dane rejestrowe pokazują bardzo precyzyjny okres: do rady nadzorczej wszedł <strong>8 marca 2019 roku</strong>, a wykreślony został <strong>9 kwietnia 2024 roku</strong>. To ponad pięć lat.</p><p>Przez część tego okresu był jej przewodniczącym.</p><p>Dokument Miasta Łodzi dotyczący spółek z udziałem samorządu wskazuje Jakuba Pietkiewicza jako <strong>przewodniczącego Rady Nadzorczej ŁSSE i przedstawiciela Ministerstwa Rozwoju i Technologii</strong>. W zarządzie spółki znajdowali się wówczas Marek Michalik i Agnieszka Sygitowicz</p><p>To istotne rozróżnienie: rada nadzorcza kontroluje i nadzoruje działalność zarządu, nie prowadzi jednak bieżących spraw spółki. Nie można więc automatycznie przypisywać Pietkiewiczowi decyzji podejmowanych przez zarząd Strefy.</p><p>W 2023 roku występował już publicznie jako przewodniczący rady podczas wydarzeń związanych z przyjmowaniem kolejnych firm do ŁSSE.&nbsp;</p><h2>Człowiek Gowina</h2><p>Jest jeszcze polityka.</p><p>W wyborach samorządowych 2018 roku <strong>Jakub Maciej Pietkiewicz</strong> kandydował do Sejmiku Województwa Łódzkiego. Oficjalne dane PKW są jednoznaczne: startował z miejsca czwartego i uzyskał <strong>2735 głosów, czyli 1,14 proc. głosów ważnych w okręgu</strong>. Mandatu nie zdobył.</p><p>Był związany z <strong>Porozumieniem Jarosława Gowina</strong>.</p><p>Gdy na początku 2021 roku ugrupowaniem wstrząsał konflikt pomiędzy obozami Jarosława Gowina i Adama Bielana, a Włodzimierz Tomaszewski został usunięty z Porozumienia, Pietkiewicz został pełniącym obowiązki prezesa łódzkich struktur partii.</p><p>Kilka miesięcy później został już formalnie prezesem zarządu okręgowego.</p><p>Regularnie uczestniczył wówczas w debatach politycznych Radia Łódź, występując jako reprezentant Porozumienia obok polityków PiS, KO, PSL, Solidarnej Polski czy Konfederacji</p><p>Co ciekawe w kontekście dzisiejszej funkcji, w 2021 roku publicznie wypowiadał się także na temat <strong>Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych</strong> i problemu dostępności mieszkań.</p><h2>Krośniewice</h2><p>I tutaj dochodzimy do elementu biografii, który z punktu widzenia objęcia funkcji w „Przodowniku” wydaje się szczególnie interesujący.</p><p>Po zakończeniu pracy w strukturach Łukasiewicza i odejściu z Rady Nadzorczej ŁSSE Pietkiewicz nie zniknął z sektora komunalnego.</p><p>W grudniu 2024 roku odbył się konkurs na stanowisko dyrektora <strong>Miejskiego Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Krośniewicach</strong>. Z relacji lokalnych mediów wynika, że zgłosił się jeden kandydat – dr Jakub Pietkiewicz z Łodzi. Konkurs wygrał, a stanowisko objął od początku stycznia 2025 roku&nbsp;</p><p>Nie trafił do jednostki spokojnej.</p><p>MZGKiM zmagał się z poważnymi problemami finansowymi i wymagał programu naprawczego. W kwietniu 2026 roku Rada Miejska w Krośniewicach zajmowała się jego formalną likwidacją w celu przekształcenia zakładu budżetowego w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. &nbsp;</p><p>Jeszcze w styczniu 2026 roku dokumenty MZGKiM podpisywał <strong>„dr Jakub Pietkiewicz – dyrektor”</strong>, a aktualna strona zakładu nadal wskazuje go jako osobę kierującą jednostką. Także BIP Krośniewic wymienia Pietkiewicza wśród dyrektorów składających oświadczenia majątkowe w 2026 roku&nbsp;</p><h2>Po kilkunastu latach znów Tomaszów</h2><p>Historia zatacza więc koło.</p><p>Najpierw Tomaszów. Magistrat Rafała Zagozdona. Komunikacja społeczna. TTBS.</p><p>Potem Łęczyca. Doktorat. Instytut Włókiennictwa. Sieć Badawcza Łukasiewicz. Łódzka Specjalna Strefa Ekonomiczna. Porozumienie Jarosława Gowina. Krośniewice.</p><p>I teraz ponownie Tomaszów.</p><p>Tyle że powrót nie przypominał triumfalnego wejścia nowego prezesa do gabinetu. Pierwszego dnia zamiast kluczy do biura były krzyki, policja i zamknięte drzwi.</p><p>Czy prawie dwadzieścia lat doświadczenia w administracji, spółkach, nadzorze właścicielskim, gospodarce komunalnej i polityce wystarczy do opanowania sytuacji w „Przodowniku”?</p><p>Tego dziś nie wie nikt.</p><p>Wiadomo natomiast, że nowy prezes nie jest ani menedżerem bez doświadczenia, ani człowiekiem przypadkowym. Jego zawodowy życiorys jest długi, wielowątkowy i bardzo mocno związany z sektorem publicznym.</p><p>Dlatego wraz z jego powrotem pojawiają się pytania, których nie powinno się zagłuszyć ani protestem przed drzwiami spółdzielni, ani politycznymi sympatiami jej nowych czy starych władz.</p><p><strong>Jak dokładnie wybrano prezesa „Przodownika”? Ilu było kandydatów? Jak głosowała Rada Nadzorcza? Jakie warunki zatrudnienia otrzymał? Czy pozostanie równocześnie dyrektorem jednostki w Krośniewicach? Jakie cele postawiono przed nim w Tomaszowie? Czy zamierza przeprowadzić audyt spółdzielni? I wreszcie – jaki jest rzeczywisty stan finansów „Przodownika”?</strong></p><p>To już jednak temat na kolejny tekst.</p><p>Bo zanim zaczniemy oceniać nowego prezesa, warto było odpowiedzieć na pytanie podstawowe:</p><p><strong>kim właściwie jest Jakub Pietkiewicz?</strong>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[P. Kucharski mówi prawdę... kiedy się pomyli]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56571,p-kucharski-mowi-prawde-kiedy-sie-pomyli</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56571,p-kucharski-mowi-prawde-kiedy-sie-pomyli</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 17:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-p-kucharski-mowi-prawde-kiedy-sie-pomyli-1789140547.jpg</url>
                        <title>P. Kucharski mówi prawdę... kiedy się pomyli</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56571,p-kucharski-mowi-prawde-kiedy-sie-pomyli</link>
                    </image><description>Radny Piotr Kucharski staje się powoli etatowym, samorządowym łgarzem. Tym razem po raz kolejny postanowił zabłysnąć kłamstwem przy okazji konfliktu w Spółdzielni Mieszkaniowej Przodownik. Jakubowi Pietkiewiczowi, znalazł byłego pracodawcę. Oczywiście miałby nim być... Marcin Witko. Tymczasem faktycznie, aktualny Prezes Spółdzielni, był Pełnomocnikiem Prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego ds. kontaktów społecznych. Tyle, że Prezydentem był wówczas... Rafał Zagozdon. Marcin Witko z pracy natomiast go... zwolnił. I właśnie dokładnie taki charakter mają wszystkie sensacyjne doniesienia Kucharskiego, w tym te, jakie trafiają do prokuratur i innych służb.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56570,chaos-pod-spoldzielnia-przodownik-w-tomaszowie-tlum-zablokowal-wejscie-nowemu-prezesowi-interweniowala-policja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56570,chaos-pod-spoldzielnia-przodownik-w-tomaszowie-tlum-zablokowal-wejscie-nowemu-prezesowi-interweniowala-policja</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 15:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-chaos-pod-spoldzielnia-przodownik-w-tomaszowie-tlum-zablokowal-wejscie-nowemu-prezesowi-interwenio-1789139090.jpg</url>
                        <title>Chaos pod Spółdzielnią Przodownik w Tomaszowie. Tłum zablokował wejście nowemu prezesowi, interweniowała policja</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56570,chaos-pod-spoldzielnia-przodownik-w-tomaszowie-tlum-zablokowal-wejscie-nowemu-prezesowi-interweniowala-policja</link>
                    </image><description>Przed Spółdzielnią Mieszkaniową Przodownik odgrywały się dzisiaj prawdziwie dantejskie sceny. W agresywny sposób uniemożliwiono wejście do budynku nowemu prezesowi, Jakubowi Pietkiewiczowi. Zgodnie z zapowiedzią, chciał objąć dzisiaj powierzoną mu funkcję. - Umówiłem się z poprzednikami, że przyjadę o 14, by mogli przekazać mi biuro - wyjaśnia. - Zamiast pracowników powitał mnie dosyć agresywny tłum.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kto zaprosił blisko dwie setki ludzi? Nie wiadomo. Grzegorz Zań zaprzecza, by miał z tym cokolwiek wspólnego. Za to tylko w spółdzielni wiedziano, że nowy Prezes pojawić się ma w celu przejęcia obowiązków właśnie dzisiaj o godzinie 14. Przywitała go agresywna grupa ludzi oraz wyzwiska. - Wynocha, wynocha - krzyczano. Przez chwilę doszło też do drobnej szarpaniny. Pietkiewicz spokojnie wyjaśniał, że nie znalazł się tutaj po to, by komukolwiek stała się krzywda. Okrzyki jednak zagłuszały jego słowa.&nbsp;</p><p>Próby uspokojenia niestety nie powiodły się. Przyjechała też policja, która zaproponowała, że wprowadzi Prezesa do budynku. -<i> Odmówiłem, by nie eskalować bardziej konfliktu. Ktoś tych wszystkich ludzi źle poinformował i zwyczajnie wywołał w nich agresję. Osobiście współczuję i jest mi przykro, że do tego doszło</i> - mówi Pietkiewicz</p><p>Rzeczywiście wśród zebranych znaleźli się też ci "lepiej poinformowani". Wśród z nich też tacy, których widujemy niemal na każdym proteście w dowolnym temacie. Protestowali w obronie tzw. wolnych mediów., trybunału konstytucyjnego, prawa do aborcji i wolnych sądów. Te właśnie osoby, najbardziej podgrzewały atmosferę. Niestety robili to także pracownicy spółdzielni.&nbsp;</p><p>Skoro jest "zadyma", to nie mogło zabraknąć Adriana Witczaka. Po nie udanej próbie sprzedaży tomaszowskiego szpitala teraz postanowił zbijać kapitał polityczny na konflikcie wokół Spółdzielni Mieszkaniowej. - Oddaj 50 tysięcy złotych - krzyczano do posła.&nbsp;</p><p>Agresja nie sprzyja zażegnywaniu sporów. W którym miejscu zaciera się granica między protestem, prawem do debaty a nieakceptowalną przemocą zarówno werbalną, jak i fizyczną.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/player/embed/9f18a4136dc5d734fc9d69594382fca53d523a84" data-mid="1958"></oembed></figure> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Marta Ulikowska dyrektorem ŚDS. Po miesiącach kryzysu placówka wchodzi w nowy etap]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56569,marta-ulikowska-dyrektorem-sds-po-miesiacach-kryzysu-placowka-wchodzi-w-nowy-etap</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56569,marta-ulikowska-dyrektorem-sds-po-miesiacach-kryzysu-placowka-wchodzi-w-nowy-etap</guid>
            <pubDate>Fri, 11 Sep 2026 10:17:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-marta-ulikowska-dyrektorem-sds-po-miesiacach-kryzysu-placowka-wchodzi-w-nowy-etap-1789115029.png</url>
                        <title>Marta Ulikowska dyrektorem ŚDS. Po miesiącach kryzysu placówka wchodzi w nowy etap</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56569,marta-ulikowska-dyrektorem-sds-po-miesiacach-kryzysu-placowka-wchodzi-w-nowy-etap</link>
                    </image><description>Marta Ulikowska została wybrana na stanowisko dyrektora Środowiskowego Domu Samopomocy w Tomaszowie Mazowieckim. To nie jest jednak zwykła zmiana kadrowa. Nowa dyrektor obejmuje placówkę po miesiącach napięć, konfliktów i publicznych pytań o sposób jej funkcjonowania. Teraz kończy się okres tymczasowego kierowania ŚDS i zaczyna czas odpowiedzialności już bez dopisku „p.o.”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6f8; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Marta Ulikowska nowym dyrektorem ŚDS</strong> – wygrała konkurs na stanowisko dyrektora Środowiskowego Domu Samopomocy w Tomaszowie Mazowieckim.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Wysokie wymagania konkursowe</strong> – kandydaci musieli m.in. obronić autorską koncepcję prowadzenia jednostki i zdobyć minimum 70 proc. punktów podczas rozmowy kwalifikacyjnej.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Doświadczenie i znajomość placówki</strong> – nowa dyrektor doskonale zna specyfikę jednostki, w której od kwietnia ponownie pełniła obowiązki kierownicze.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Koniec okresu przejściowego w jednostce</strong> – kierownictwo obejmuje stery w ŚDS po trudnych miesiącach naznaczonych konfliktami, kontrolami urzędowymi i zmianami w kadrze.</li>    </ul></div><p>Decyzja jest efektem konkursu ogłoszonego przez Zarząd Powiatu Tomaszowskiego. W oficjalnej informacji z 27 sierpnia 2026 roku zapisano, że w wyniku zakończenia procedury naboru wybrana została <strong>Marta Ulikowska, mieszkanka Tomaszowa Mazowieckiego</strong>. Uzasadnienie jest krótkie. <i>„Pani Marta Ulikowska spełnia wymagania określone w ogłoszeniu o naborze. W trakcie rozmowy kwalifikacyjnej wykazała się wiedzą wymaganą na powyższym stanowisku” –</i> napisano w dokumencie podpisanym przez starostę tomaszowskiego Dariusza Kowalczyka. Oficjalna informacja nie podaje jednak ani liczby osób startujących w konkursie, ani punktacji uzyskanej przez zwyciężczynię.</p><h2>Konkurs nie był tylko formalnością</h2><p>Nabór został ogłoszony uchwałą nr 606/2026 Zarządu Powiatu z 5 sierpnia 2026 roku. W skład komisji konkursowej weszli Michał Czechowicz jako przewodniczący oraz Krzysztof Biskup, Monika Łazowska i Dorota Borysławska. Ogłoszenie opublikowano 6 sierpnia. Kandydaci mieli czas na złożenie dokumentów do 17 sierpnia.</p><p>Wymagania nie należały do symbolicznych. Kandydat na dyrektora musiał posiadać odpowiednie wykształcenie wyższe, specjalizację z zakresu organizacji pomocy społecznej, co najmniej pięcioletni staż pracy, w tym trzy lata w pomocy społecznej, oraz przynajmniej półroczne doświadczenie w realizacji usług dla osób z zaburzeniami psychicznymi. Konieczna była też nieposzlakowana opinia i odpowiedni stan zdrowia.</p><p>Jednym z kluczowych elementów aplikacji była <strong>pisemna koncepcja kierowania Środowiskowym Domem Samopomocy</strong>. To istotne, bo przed nową dyrektor stoi zadanie wykraczające poza zwyczajne administrowanie jednostką.</p><h2>Minimum 70 procent punktów</h2><p>Sam konkurs był dwuetapowy.</p><p>Najpierw komisja sprawdzała spełnienie wymagań formalnych. Dopiero później kandydaci przechodzili do rozmów kwalifikacyjnych, podczas których przedstawiali swoją koncepcję kierowania ŚDS oraz odpowiadali na pytania dotyczące przepisów prawa.</p><p>Punktowano samą koncepcję, jej prezentację, doświadczenie i kwalifikacje zawodowe, a także odpowiedzi udzielane członkom komisji.</p><p>Co ważne, zwycięstwo nie polegało wyłącznie na uzyskaniu najlepszego wyniku. Regulamin przewidywał, że rekomendację Zarządowi Powiatu może otrzymać kandydat, który uzyskał najwyższą liczbę punktów, ale jednocześnie zdobył <strong>co najmniej 70 procent wszystkich możliwych punktów</strong>.</p><p>Z każdego etapu konkursu komisja miała sporządzać protokół. To oznacza, że istnieje dokumentacja pozwalająca ustalić między innymi przebieg postępowania, liczbę kandydatów oraz wyniki oceny.</p><h2>Dyrektor, która zna placówkę od środka</h2><p>Marta Ulikowska nie wchodzi do ŚDS jako osoba z zewnątrz.</p><p>Była wcześniej związana z placówką jako terapeuta-pedagog i już wcześniej pełniła obowiązki dyrektora. Po zaostrzeniu kryzysu wokół jednostki ponownie powierzono jej kierowanie ŚDS od <strong>24 kwietnia 2026 roku</strong>. Fakt ten potwierdza między innymi opublikowane w BIP oświadczenie majątkowe związane z powierzeniem jej obowiązków dyrektora.</p><p>Dlatego sierpniowe rozstrzygnięcie konkursu trudno nazwać klasyczną zmianą warty. To raczej przejście od rozwiązania tymczasowego do pełnoprawnego kierowania placówką.</p><p>I właśnie tutaj zaczyna się ważniejsza część tej historii.</p><h2>Placówka po poważnym kryzysie</h2><p>Pierwsza połowa 2026 roku była dla tomaszowskiego ŚDS okresem wyjątkowo trudnym.</p><p>18 marca starosta tomaszowski powołał specjalny <strong>Zespół ds. oceny organizacji pracy oraz przestrzegania zasad współżycia społecznego w Środowiskowym Domu Samopomocy dla Osób z Zaburzeniami Psychicznymi</strong>. Sam tytuł zarządzenia wskazywał, że zainteresowanie władz powiatu wykraczało poza rutynową kontrolę administracyjną.</p><p>7 kwietnia zarządzenie dotyczące zespołu zostało dodatkowo zmienione.</p><p>W tym samym czasie konflikt pomiędzy częścią załogi a ówczesną dyrektor Marzanną Popławską był już przedmiotem kolejnych publikacji medialnych. Pracownicy zgłaszali poważne zastrzeżenia do atmosfery i organizacji pracy. W kwietniu pojawiły się także zarzuty dotyczące naruszenia nietykalności jednej z pracownic. Sprawa została opisana przez NaszTomaszow.pl, przy czym odpowiedzialność za opisywane zdarzenie nie powinna być przesądzana poza ustaleniami właściwych organów.</p><p>8 maja portal informował o odejściu Marzanny Popławskiej po wielomiesięcznym konflikcie.</p><p>Marta Ulikowska przejęła więc placówkę w momencie, gdy nie potrzebowała ona wyłącznie administratora. Potrzebowała przede wszystkim stabilności.</p><h2>Wynagrodzenie dyrektora</h2><p>Ogłoszenie konkursowe określało również ramy wynagrodzenia.</p><p>Wynagrodzenie zasadnicze mogło wynosić od <strong>6070 do 9000 zł</strong>, natomiast dodatek funkcyjny do <strong>2600 zł</strong>. Do tego przewidziano dodatek za wieloletnią pracę do 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego oraz możliwość dodatku motywacyjnego finansowanego w ramach rządowego programu obejmującego pracowników jednostek pomocy społecznej.</p><p>Nie oznacza to jednak, że takie dokładnie wynagrodzenie otrzymuje Marta Ulikowska. Dokument określa jedynie możliwe składniki i widełki przewidziane dla osoby zatrudnionej na tym stanowisku.</p><h2>Teraz liczy się przede wszystkim spokój</h2><p>Zmiana na stanowisku dyrektora kończy formalnie okres prowizorium, ale nie odpowiada jeszcze na wszystkie pytania dotyczące przyszłości ŚDS.</p><p>Nowa dyrektor zna placówkę, jej pracowników i uczestników. Zna również bagaż ostatnich miesięcy.</p><p>To może być atut, ale też zobowiązanie.</p><p>Po miesiącach, w których o Środowiskowym Domu Samopomocy mówiło się głównie w kontekście konfliktów, kontroli i decyzji personalnych, warto wrócić do rzeczy najbardziej podstawowej.</p><p>ŚDS nie istnieje dla dyrektorów, Zarządu Powiatu ani politycznych sporów.</p><p>Istnieje dla ludzi, którzy każdego dnia potrzebują wsparcia, terapii, bezpieczeństwa i przewidywalności.</p><p>I właśnie to, a nie liczba punktów zdobytych w konkursie czy uchwała podpisana przez Zarząd Powiatu, będzie prawdziwą miarą sukcesu nowego kierownictwa.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dariusz Klimczak Człowiekiem Roku 2026 Forum Ekonomicznego. Minister z Tomaszowa Mazowieckiego z prestiżową nagrodą]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56558,dariusz-klimczak-czlowiekiem-roku-2026-forum-ekonomicznego-minister-z-tomaszowa-mazowieckiego-z-prestizowa-nagroda</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56558,dariusz-klimczak-czlowiekiem-roku-2026-forum-ekonomicznego-minister-z-tomaszowa-mazowieckiego-z-prestizowa-nagroda</guid>
            <pubDate>Thu, 10 Sep 2026 13:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dariusz-klimczak-czlowiekiem-roku-2026-forum-ekonomicznego-minister-z-tomaszowa-mazowieckiego-z-pre-1789039311.png</url>
                        <title>Dariusz Klimczak Człowiekiem Roku 2026 Forum Ekonomicznego. Minister z Tomaszowa Mazowieckiego z prestiżową nagrodą</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56558,dariusz-klimczak-czlowiekiem-roku-2026-forum-ekonomicznego-minister-z-tomaszowa-mazowieckiego-z-prestizowa-nagroda</link>
                    </image><description>Minister infrastruktury Dariusz Klimczak został Człowiekiem Roku 2026 Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Rada Programowa jednego z najważniejszych spotkań gospodarczych w Europie Środkowo-Wschodniej doceniła go za konsekwentną realizację inwestycji infrastrukturalnych oraz wkład w rozwój polskiej gospodarki. Wyróżnienie ma również wyraźny tomaszowski akcent – Klimczak mieszka w Tomaszowie Mazowieckim, a w mieście realizowanych jest obecnie kilka dużych inwestycji kolejowych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6f8; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Dariusz Klimczak Człowiekiem Roku 2026</strong> – minister infrastruktury otrzymał to prestiżowe wyróżnienie podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Nagroda za kluczowe projekty transportowe</strong> – szef resortu został doceniony za wkład w rozwój kolei, dróg i portów, w tym za działania wokół Kolei Dużych Prędkości, Portu Polska oraz Przylądka Pomerania.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Wyraźny akcent tomaszowski</strong> – laureat na co dzień mieszka w Tomaszowie Mazowieckim, w obrębie którego trwają obecnie istotne państwowe inwestycje kolejowe.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Wyjątkowe grono wcześniejszych laureatów</strong> – w ubiegłych latach ten prestiżowy tytuł odbierali m.in. Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Donald Tusk, Jarosław Kaczyński czy Władysław Kosiniak-Kamysz.</li>    </ul></div><p>Nagrodę wręczono podczas gali XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Laudację wygłosił rektor Politechniki Krakowskiej prof. Andrzej Szarata. Jak podkreślono, minister został uhonorowany za <strong>„sukcesywne wdrażanie planów rozwojowych naszej infrastruktury”</strong> oraz wkład w rozwój polskiej gospodarki.</p><p>Dariusz Klimczak jest ministrem infrastruktury od grudnia 2023 roku. Pochodzi z Rawy Mazowieckiej, przez lata był związany z samorządem województwa łódzkiego, a obecnie mieszka w Tomaszowie Mazowieckim. Jest także posłem oraz wiceprezesem Polskiego Stronnictwa Ludowego.</p><h3>Kolej, drogi i porty</h3><p>Za nagrodą stoją liczby trudne do przeoczenia. Według Ministerstwa Infrastruktury budżet przeznaczony w 2026 roku na szeroko rozumianą infrastrukturę transportową wynosi <strong>100 miliardów złotych</strong>. Pieniądze przeznaczane są m.in. na drogi, modernizację kolei, rozwój portów i przygotowanie największych przedsięwzięć transportowych.</p><p>Wśród projektów realizowanych lub przygotowywanych w czasie kierowania resortem przez Klimczaka znajdują się <strong>Port Polska</strong>, rozwój Kolei Dużych Prędkości, rozbudowa autostrady A2 między Łodzią i Warszawą czy nowe inwestycje portowe. Jednym z najbardziej spektakularnych projektów morskich jest <strong>Przylądek Pomerania w Świnoujściu</strong> – planowany port zewnętrzny obejmujący 186 hektarów nowego lądu i głębokowodny terminal kontenerowy.</p><p>Klimczak szczególnie mocno akcentuje odbudowę znaczenia kolei. Odbierając nagrodę, mówił o jej „renesansie” i przypominał zarówno o zakupach nowego taboru, jak i przywracaniu połączeń do miejscowości, które przez lata pozostawały poza główną siecią kolejową.</p><p>Sam minister nie przypisał sukcesu wyłącznie sobie. W Karpaczu podziękował kolejarzom, drogowcom, inżynierom, projektantom i pracownikom firm realizujących inwestycje.</p><p>– <strong>W Polsce sukces osiąga nie tylko ten, kto ciężko pracuje, ale ten, kto szanuje pracę drugiego człowieka</strong> – mówił podczas gali.</p><h3>Tomaszów też jest częścią tej infrastrukturalnej układanki</h3><p>Dla mieszkańców naszego miasta ta nagroda nie jest informacją całkowicie odległą od lokalnych spraw. W Tomaszowie Mazowieckim trwa przebudowa stacji kolejowej. Powstają nowe perony i przejście podziemne wyposażone w windy. Wartość prac wynosi <strong>19,9 mln zł brutto</strong>, a z efektów inwestycji pasażerowie mają w pełni korzystać na przełomie 2026 i 2027 roku. Przy dworcu działa już parking na 88 samochodów.</p><p>Kolejnym przedsięwzięciem jest przebudowa samego budynku dworca. PKP ogłosiły w sierpniu przetarg, który ma otworzyć drogę do kompleksowej modernizacji zabytkowego obiektu.</p><p>Jeszcze większą zmianę mieszkańcy zobaczą na Starzycach. W marcu podpisano umowę na budowę <strong>tunelu drogowego pod torami przy ulicy Warszawskiej</strong>. Inwestycja o wartości blisko <strong>33 mln zł brutto</strong> ma zastąpić istniejące przejazdy kolejowe przy Warszawskiej i Nowej oraz zakończyć problem wieloletnich korków powodowanych zamykaniem rogatek. Zakończenie prac planowane jest na koniec 2027 roku.</p><h3>W gronie papieża, prezydentów i premierów</h3><p>Tytuł Człowieka Roku Forum Ekonomicznego ma długą historię. Oficjalne zestawienie organizatorów pokazuje, że wśród wcześniejszych laureatów znaleźli się m.in. <strong>Jan Paweł II w 2001 roku, Lech Wałęsa w 2004 roku, Donald Tusk w 2007 roku, Jarosław Kaczyński w 2014 roku, Viktor Orbán, Beata Szydło, Mateusz Morawiecki, Wołodymyr Zełenski</strong>, a w 2024 roku <strong>Władysław Kosiniak-Kamysz</strong>.</p><p>W 2025 roku wyróżnienie otrzymał Krzysztof Gawkowski. Teraz do tego grona dołączył <strong>Dariusz Klimczak – minister infrastruktury, polityk związany z województwem łódzkim i mieszkaniec Tomaszowa Mazowieckiego</strong>.</p><p>To właśnie ten ostatni element sprawia, że informacja z Karpacza ma dla Tomaszowa wymiar większy niż tylko kolejna wiadomość ze świata wielkiej polityki. Człowiekiem Roku Forum Ekonomicznego został polityk, którego efekty pracy – niezależnie od ocen partyjnych – można dziś obserwować także tutaj: przy tomaszowskim dworcu, na torach i przy ulicy Warszawskiej.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Ogólnopolskie Forum Samorządowe odbędzie się w Tomaszowie Mazowieckim]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56518,ogolnopolskie-forum-samorzadowe-odbedzie-sie-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56518,ogolnopolskie-forum-samorzadowe-odbedzie-sie-w-tomaszowie-mazowieckim</guid>
            <pubDate>Tue, 08 Sep 2026 11:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ogolnopolskie-forum-samorzadowe-odbedzie-sie-w-tomaszowie-mazowieckim-1788858758.png</url>
                        <title>Ogólnopolskie Forum Samorządowe odbędzie się w Tomaszowie Mazowieckim</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56518,ogolnopolskie-forum-samorzadowe-odbedzie-sie-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
                    </image><description>26 września 2026 roku Tomaszów Mazowiecki ma być gospodarzem Ogólnopolskiego Forum Samorządowego Rozwój Plus. Wydarzenie zapowiedziano jako spotkanie przedstawicieli samorządów z całej Polski, a udział w nim ma być bezpłatny po wcześniejszej weryfikacji zgłoszenia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Tomaszów Mazowiecki na mapie ogólnopolskiego wydarzenia</h2><p>Na 26 września 2026 roku zapowiedziano w Tomaszowie Mazowieckim <strong>Ogólnopolskie Forum Samorządowe Rozwój Plus</strong>. Z udostępnionych informacji wynika, że wydarzenie ma zgromadzić wójtów, burmistrzów, prezydentów miast oraz radnych z całej Polski. Miejscem spotkania ma być PCAS, czyli Powiatowe Centrum Animacji Społecznej przy ulicy Farbiarskiej 20/24.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego to istotna informacja także z lokalnej perspektywy. Organizacja wydarzenia o zasięgu ogólnopolskim oznacza nie tylko obecność przedstawicieli różnych samorządów, ale również zwrócenie uwagi na miasto jako przestrzeń do debaty o sprawach publicznych, zarządzaniu lokalnym i kierunkach rozwoju wspólnot samorządowych.</p><h2>Kto ma wziąć udział i jak wygląda rejestracja</h2><p>Z opisu wydarzenia wynika, że forum jest adresowane do osób pełniących funkcje w samorządach, w tym do wójtów, burmistrzów, prezydentów miast i radnych. Organizator informuje, że <strong>udział jest bezpłatny</strong>, jednak wymaga wcześniejszego zgłoszenia poprzez formularz rejestracyjny.</p><p>Procedura ma być kilkuetapowa. Najpierw uczestnik wypełnia krótki formularz z danymi kontaktowymi, informacją o jednostce oraz miejscowości. Następnie zgłoszenie ma zostać zweryfikowane przez organizatora. Po przyjęciu zgłoszenia uczestnik otrzymuje potwierdzenie, a po akceptacji także bilet z kodem, który należy okazać przy wejściu. Taki model zapisów sugeruje, że organizator chce zachować kontrolę nad listą uczestników i charakterem spotkania.</p><h2>Organizator i znaczenie wydarzenia</h2><p>Za organizację forum odpowiada Stowarzyszenie Rozwój Gospodarka Przyszłość. W materiałach informacyjnych wydarzenie przedstawiono jako forum samorządowe pod marką Rozwój Plus. Sam fakt przygotowania osobnej ścieżki zapisów, sekcji pytań i odpowiedzi oraz komunikatu skierowanego również do mediów wskazuje, że przedsięwzięcie ma mieć uporządkowaną, formalną oprawę.</p><p>Z punktu widzenia mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego ważny jest lokalny kontekst tego spotkania. Nawet jeśli głównymi uczestnikami mają być samorządowcy z całego kraju, to gospodarzem wydarzenia pozostaje miasto, które w tym dniu stanie się miejscem rozmowy o politykach lokalnych, zarządzaniu publicznym i wyzwaniach stojących przed gminami, miastami oraz powiatami.</p><h2>Co wiadomo na dziś i na co warto zwrócić uwagę</h2><p>Na obecnym etapie publicznie dostępne informacje obejmują przede wszystkim datę, miejsce, grupę docelową oraz zasady zgłaszania udziału. Nie podano jeszcze szerokiego programu merytorycznego, listy paneli ani nazwisk prelegentów, dlatego pełna ocena rangi wydarzenia będzie możliwa bliżej terminu forum.</p><p>Już teraz można jednak stwierdzić, że planowane spotkanie wpisuje Tomaszów Mazowiecki w kalendarz wydarzeń samorządowych o ponadlokalnym znaczeniu. Jeśli zapowiedzi się potwierdzą, forum może stać się okazją do wymiany doświadczeń między przedstawicielami różnych części kraju, a dla samego miasta także do wzmocnienia swojej rozpoznawalności w debacie o sprawach samorządowych.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Plan dla rejonu Zawadzkiej i Milenijnej po 15 latach wraca do gry. Co zmieni w zabudowie, przemyśle i ochronie miasta?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56500,plan-dla-rejonu-zawadzkiej-i-milenijnej-po-15-latach-wraca-do-gry-co-zmieni-w-zabudowie-przemysle-i-ochronie-miasta</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56500,plan-dla-rejonu-zawadzkiej-i-milenijnej-po-15-latach-wraca-do-gry-co-zmieni-w-zabudowie-przemysle-i-ochronie-miasta</guid>
            <pubDate>Sun, 06 Sep 2026 15:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-plan-dla-rejonu-zawadzkiej-i-milenijnej-po-15-latach-wraca-do-gry-co-zmieni-w-zabudowie-przemysle-1788700026.png</url>
                        <title>Plan dla rejonu Zawadzkiej i Milenijnej po 15 latach wraca do gry. Co zmieni w zabudowie, przemyśle i ochronie miasta?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56500,plan-dla-rejonu-zawadzkiej-i-milenijnej-po-15-latach-wraca-do-gry-co-zmieni-w-zabudowie-przemysle-i-ochronie-miasta</link>
                    </image><description>To jeden z tych dokumentów, które w samorządzie dojrzewają niemal całe pokolenie. Projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla rejonu ulic Zawadzkiej i Milenijnej nosi datę 23 czerwca 2026 roku. Tymczasem decyzję o rozpoczęciu prac nad nim Rada Miejska podjęła 26 października 2011 roku. Minęło więc prawie 15 lat. Na razie to wciąż projekt, a nie obowiązujące prawo miejscowe.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Stawka jest duża, bo plan ma uporządkować bardzo zróżnicowany fragment miasta. Obok terenów zabudowy jednorodzinnej i mieszkaniowo-usługowej przewidziano tu <strong>produkcję, składy, magazyny i usługi</strong>, ale także gospodarowanie odpadami, parkingi, zieleń, ogrody działkowe oraz układ dróg.</p><p>Największe znaczenie dla przyszłego krajobrazu tej części Tomaszowa mają parametry zabudowy przemysłowej. Na części terenów budynki mogą zajmować do <strong>70 proc. powierzchni działki</strong>. Budynki i wiaty mogą mieć do 20 metrów wysokości, a obiekty magazynowe nawet <strong>36 metrów</strong>. Tam, gdzie przemysł styka się z mieszkaniówką, projekt wprowadza ograniczenia: wysokość części obiektów ma spaść do 12 metrów, a pomiędzy funkcjami ma pojawić się co najmniej pięciometrowy pas zieleni izolacyjnej.&nbsp;</p><p>Najbardziej wrażliwy społecznie zapis dotyczy terenu przeznaczonego również pod <strong>gospodarowanie odpadami</strong>. Projekt zakazuje na całym obszarze planu lokalizacji składowisk odpadów. Na wskazanym terenie nie będzie też można tworzyć nowych instalacji do przetwarzania odpadów niebezpiecznych, ale dokument dopuszcza przebudowę i rozbudowę instalacji już istniejących. Zakazane mają być również zakłady o zwiększonym lub dużym ryzyku poważnej awarii przemysłowej.&nbsp;</p><p>Plan musi też pogodzić inwestycje z ograniczeniami środowiskowymi i technicznymi. Część obszaru leży w granicach <strong>Głównego Zbiornika Wód Podziemnych nr 404 Koluszki–Tomaszów</strong>, a cały teren znajduje się w zasięgu udokumentowanego złoża wód termalnych Tomaszów Mazowiecki. Występują tu również strefy zagrożenia powodziowego, stanowiska archeologiczne, gazociąg wysokiego ciśnienia i linie energetyczne.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Chętnych więcej niż mieszkań. Ale do SIM przy Chopina trzeba mieć nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych na start]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56498,chetnych-wiecej-niz-mieszkan-ale-do-sim-przy-chopina-trzeba-miec-nawet-kilkadziesiat-tysiecy-zlotych-na-start</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56498,chetnych-wiecej-niz-mieszkan-ale-do-sim-przy-chopina-trzeba-miec-nawet-kilkadziesiat-tysiecy-zlotych-na-start</guid>
            <pubDate>Sun, 06 Sep 2026 14:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-chetnych-wiecej-niz-mieszkan-ale-do-sim-przy-chopina-trzeba-miec-nawet-kilkadziesiat-tysiecy-zlotyc-1788888127.jpg</url>
                        <title>Chętnych więcej niż mieszkań. Ale do SIM przy Chopina trzeba mieć nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych na start</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56498,chetnych-wiecej-niz-mieszkan-ale-do-sim-przy-chopina-trzeba-miec-nawet-kilkadziesiat-tysiecy-zlotych-na-start</link>
                    </image><description>Mieszkań w SIM przy Chopina w Tomaszowie Mazowieckim jest mniej niż chętnych, a barierą dla wielu okazuje się wysoki wkład na start. Aby ubiegać się o lokal, trzeba mieć nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6f8; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Chętnych na mieszkania SIM jest więcej niż lokali</strong>. W naborze uzupełniającym zakwalifikowano 39 osób, a ponad 20 kolejnych trafiło na listę rezerwową.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Przyszły najemca musi pokryć 20 proc. kosztów budowy</strong> w ramach obowiązkowej partycypacji.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>To oznacza wydatek rzędu 40–90 tys. zł</strong> w zależności od ostatecznego metrażu oraz kosztów inwestycji.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Blisko 40 osób z pierwszego naboru zrezygnowało</strong>, a wśród głównych powodów były obawy o przyszłe koszty finansowe.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Państwo dostrzega problem wysokiego wkładu</strong> – w nowych programach premiuje się próg do 10 proc. i trwają prace nad preferencyjnymi kredytami.</li>    </ul></div>Urząd Miasta zakończył nabór uzupełniający do mieszkań powstających przy ul. Chopina. Chętnych znów było więcej niż dostępnych lokali. To dobra wiadomość dla inwestycji SIM KZN Łódzkie Centrum, ale za prostym komunikatem o dużym zainteresowaniu kryje się znacznie bardziej skomplikowana rzeczywistość. Mieszkanie w SIM nie jest lokalem komunalnym. Żeby realnie myśleć o najmie, trzeba dysponować pieniędzmi na partycypację w kosztach budowy. W Tomaszowie to 20 procent wartości kosztów budowy lokalu – w praktyce kwota liczona w dziesiątkach tysięcy złotych. I właśnie na tym finansowym progu wykruszyła się część osób zakwalifikowanych w pierwszym naborze.</strong></p><p>Na placu pomiędzy ulicami Chopina i Cegielnianą coraz wyraźniej widać kształt przyszłego osiedla. To pierwszy etap dużego programu mieszkaniowego, w ramach którego docelowo w Tomaszowie ma powstać około 500 lokali. Na razie budowane są dwa bloki ze 150 mieszkaniami – jedno-, dwu- i trzypokojowymi, o powierzchni od 29 do 64 metrów kwadratowych.</p><p>Budowa rozpoczęła się wiosną. Umowę z kielecką spółką Eko-Invest podpisano 20 marca, a roboty ruszyły pod koniec miesiąca. Wartość kontraktu wynosi około 47,46 mln zł. Miasto podaje obecnie, że planowane zakończenie inwestycji przypada na pierwszy kwartał 2028 roku.</p><p>Z punktu widzenia przyszłych lokatorów znacznie ciekawsza od betonowych stropów i rosnących kondygnacji jest jednak inna liczba: <strong>20 procent</strong>.</p><h2>Najpierw lista. Potem przychodzi rachunek</h2><p>Pierwszy nabór do tomaszowskiego SIM-u przeprowadzono w 2024 roku. Zainteresowanie było spore – zgłosiło się ponad 180 osób, a 150 zostało zakwalifikowanych jako potencjalni najemcy.</p><p>Na papierze wszystko wyglądało więc niemal idealnie. Były mieszkania i byli chętni. Sytuacja zmieniła się, kiedy inwestycja przeszła z etapu planów do realizacji i trzeba było podpisywać umowy dotyczące partycypacji w kosztach budowy.</p><p>Wtedy blisko 40 osób zrezygnowało.</p><p>Jak informowała rzeczniczka Urzędu Miasta Joanna Budny, przyczyny były różne: poważne zmiany życiowe, wyprowadzka z Tomaszowa, utrata pracy, ale także obawy związane z przyszłymi kosztami najmu. W efekcie trzeba było rozpisać kolejny nabór.</p><p>W czerwcu miasto zaoferowało w nim <strong>39 mieszkań: sześć jednopokojowych, 20 dwupokojowych oraz 13 trzypokojowych</strong>. Wnioski można było składać do 17 lipca. Ostatecznie zakwalifikowano 39 osób, ale ponad 20 kolejnych, mimo spełnienia wymogów, nie znalazło się na podstawowej liście.</p><p>Można więc powiedzieć: chętnych jest więcej niż mieszkań.</p><p>Tyle że wymaga to bardzo ważnego dopowiedzenia.</p><h2>Żeby wejść do SIM, trzeba mieć własne pieniądze</h2><p>SIM ma być propozycją dla ludzi znajdujących się pomiędzy dwoma światami. Z jednej strony nie kwalifikują się oni do mieszkania komunalnego, bo mają zbyt wysokie dochody. Z drugiej – zakup mieszkania na wolnym rynku i kilkusettysięczny kredyt hipoteczny mogą pozostawać poza ich możliwościami.</p><p>Nie oznacza to jednak mieszkania „bez wkładu”.</p><p>W Tomaszowie jednym z warunków udziału w programie jest wniesienie <strong>partycypacji wynoszącej 20 procent kosztów budowy konkretnego lokalu</strong>. Urząd Miasta wskazuje wprost, że kwota może zostać wpłacona w maksymalnie czterech ratach po podpisaniu umowy partycypacyjnej.</p><p>Co więcej, już formularz składany przez kandydata zawiera osobne <strong>„oświadczenie o gotowości wniesienia partycypacji”</strong>. Wnioskodawca zobowiązuje się w nim do zawarcia umowy i wpłacenia wymaganych 20 procent. Innymi słowy: sama wpłata nie następuje jeszcze w chwili składania wniosku, ale <strong>bez gotowości do wyłożenia tych pieniędzy nie można traktować udziału w programie jako realnej drogi do mieszkania</strong>.</p><p>I dopiero tutaj pojawia się prawdziwa ekonomia całego przedsięwzięcia.</p><p>Jeżeli przyjąć wcześniejsze szacunki, zgodnie z którymi metr kwadratowy mieszkania miał kosztować około 7,5 tys. zł, partycypacja wynosiłaby około <strong>1500 zł za każdy metr powierzchni lokalu</strong>. W przypadku najmniejszego, 29-metrowego mieszkania oznaczałoby to około <strong>43,5 tys. zł</strong>, a przy największym, 64-metrowym – nawet <strong>96 tys. zł</strong>.</p><p>Na początku 2026 roku pojawił się korzystniejszy szacunek mówiący o możliwości zejścia z kosztami budowy do około 6,5 tys. zł za metr. W takim wariancie 20-procentowy udział oznaczałby około 1300 zł za metr, czyli mniej więcej <strong>37,7 tys. zł dla mieszkania 29-metrowego i 83,2 tys. zł dla lokalu o powierzchni 64 metrów</strong>.</p><p>To oczywiście wyliczenia orientacyjne. Ostateczna kwota wynika z kosztu konkretnego mieszkania i zawieranej umowy. Pokazują jednak skalę.</p><p>Nie mówimy o kaucji w wysokości dwóch czy trzech czynszów. Mówimy o kapitale porównywalnym z wkładem własnym przy zakupie mieszkania.</p><h2>Społeczne mieszkanie z wysokim progiem wejścia</h2><p>I właśnie tutaj znajduje się największy paradoks programu.</p><p>SIM powstały m.in. po to, aby mieszkania były dostępne dla gospodarstw domowych o umiarkowanych dochodach, którym trudno kupić lokal na rynku komercyjnym. Tymczasem przed otrzymaniem kluczy trzeba zgromadzić kilkadziesiąt tysięcy złotych.</p><p>Można więc mieć pracę. Można regularnie zarabiać. Można spełniać kryterium dochodowe i nie posiadać własnego mieszkania. Można bez problemów opłacać przyszły czynsz. A mimo to odpaść na ostatniej prostej, bo na koncie nie ma 40, 60 czy 80 tysięcy złotych.</p><p>Nie jest to wyłącznie tomaszowski problem. Dostrzegł go już ustawodawca.</p><p>Zgodnie z art. 29a ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa partycypacja osoby fizycznej w lokalu budowanym przy wykorzystaniu finansowania zwrotnego może wynosić maksymalnie <strong>30 proc. kosztów budowy</strong>. Ustawa przewiduje również zasady rozliczenia i zwrotu partycypacji po zakończeniu najmu.</p><p>Jednocześnie państwo zaczyna wyraźnie zmieniać podejście do wysokości takiego wkładu. W uruchomionej w kwietniu 2026 roku kolejnej edycji programu Społecznego Budownictwa Czynszowego Ministerstwo Rozwoju i Technologii wprowadziło preferencje dla inwestycji, w których partycypacja przyszłego lokatora <strong>nie przekracza 10 procent kosztów budowy</strong>. Resort otwarcie przyznał, że wysoki poziom partycypacji ogranicza dostępność mieszkań.</p><p>To istotny punkt odniesienia dla Tomaszowa: przy Chopina obowiązuje poziom <strong>20 procent</strong>, a więc dwukrotnie wyższy od tego, który w najnowszym rozdaniu SBC państwo zaczęło szczególnie premiować.</p><p>Jeszcze mocniejszy sygnał pojawił się pod koniec lipca. W wykazie prac legislacyjnych rządu znalazł się projekt umożliwiający w przyszłości finansowanie całości lub części partycypacji w SIM i TBS za pomocą preferencyjnego rodzinnego kredytu mieszkaniowego. Kancelaria Premiera w uzasadnieniu projektu przyznaje, że wymagany obecnie udział finansowy – w praktyce często od 15 do 30 proc. kosztów – stanowi <strong>„poważną barierę”</strong> dla gospodarstw domowych, do których budownictwo społeczne jest przecież adresowane. Na razie jest to jednak projekt, którego przyjęcie przez Radę Ministrów planowane jest dopiero na IV kwartał 2026 roku.</p><h2>Nadmiar chętnych nie oznacza, że problem mieszkaniowy został rozwiązany</h2><p>Informacja o kolejce po lokale przy Chopina niewątpliwie potwierdza jedno: <strong>zapotrzebowanie na nowe mieszkania na wynajem w Tomaszowie jest duże</strong>. Dlatego plan zakładający docelowo budowę około 500 mieszkań ma mocne społeczne uzasadnienie.</p><p>Jednocześnie doświadczenia pierwszego naboru pokazują, że liczba złożonych wniosków nie może być jedyną miarą sukcesu programu.</p><p>Prawdziwy test rozpoczyna się później.</p><p>W momencie, kiedy nazwisko z listy trzeba zamienić na podpis pod umową, a podpis – na przelew kilkudziesięciu tysięcy złotych.</p><p>To właśnie dlatego historia blisko 40 rezygnacji jest równie ważna jak informacja o ponad 20 osobach oczekujących obecnie na zwolnienie miejsca. Pokazuje, że pomiędzy <strong>„chcę wynająć mieszkanie”</strong> a <strong>„stać mnie na wejście do programu”</strong> znajduje się finansowa szczelina, przez którą część rodzin po prostu wypada.</p><p>I być może to będzie jedno z najważniejszych pytań przed kolejnym etapem tomaszowskiego SIM-u. Nie tylko <strong>ile mieszkań uda się wybudować</strong>, ale też <strong>dla kogo naprawdę będą one dostępne</strong>.</p><p>Bo w społecznym budownictwie samo postawienie bloków jest tylko połową sukcesu. Drugą jest stworzenie takich zasad, żeby klucz do mieszkania nie zaczynał się od pytania: <strong>czy masz odłożone kilkadziesiąt tysięcy złotych?</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Czy dojdzie do odwołania starosty? Zarząd przetrwał głosowanie, ale większość wciąż wisi na kilku głosach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56495,czy-dojdzie-do-odwolania-starosty-zarzad-przetrwal-glosowanie-ale-wiekszosc-wciaz-wisi-na-kilku-glosach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56495,czy-dojdzie-do-odwolania-starosty-zarzad-przetrwal-glosowanie-ale-wiekszosc-wciaz-wisi-na-kilku-glosach</guid>
            <pubDate>Sun, 06 Sep 2026 11:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czy-dojdzie-do-odwolania-starosty-zarzad-przetrwal-glosowanie-ale-wiekszosc-wciaz-wisi-na-kilku-gl-1788688207.png</url>
                        <title>Czy dojdzie do odwołania starosty? Zarząd przetrwał głosowanie, ale większość wciąż wisi na kilku głosach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56495,czy-dojdzie-do-odwolania-starosty-zarzad-przetrwal-glosowanie-ale-wiekszosc-wciaz-wisi-na-kilku-glosach</link>
                    </image><description>Zarząd Powiatu Tomaszowskiego ocalał. Przynajmniej na razie. Ostatnia próba jego odwołania zakończyła się niepowodzeniem, ale wynik bardziej przypomina polityczny rozejm niż odbudowę stabilnej większości.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <div style="background-color: #f4f6f8; border-left: 5px solid #0056b3; padding: 20px; margin: 20px 0; border-radius: 0 6px 6px 0; font-family: Arial, sans-serif;">    <h4 style="margin: 0 0 15px 0; font-size: 1.2em; color: #0056b3; font-weight: bold; text-transform: uppercase; letter-spacing: 0.5px;">Nasz artykuł w skrócie</h4>    <ul style="margin: 0; padding-left: 20px; color: #333333; line-height: 1.6; font-size: 1em;">        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Zarząd Powiatu Tomaszowskiego przetrwał ostatnie głosowanie</strong>, ale przeciw jego odwołaniu opowiedziało się zaledwie ośmioro radnych.</li>        <li style="margin-bottom: 12px;"><strong>Układ sił nadal jest bardzo kruchy.</strong> PiS ma 8 radnych, KO 3, a wraz z Leonem Karwatem potencjalny blok zmian liczyłby 12 głosów. Do wymaganej większości brakowałoby tylko dwóch.</li>        <li style="margin-bottom: 0;"><strong>Jesień może być decydująca.</strong> Napięcia w dotychczasowym zapleczu Zarządu i prace nad budżetem na 2027 rok mogą ponownie otworzyć drogę do zmiany starosty.</li>    </ul></div><p>26 sierpnia głosowano nad odwołaniem Zarządu po wcześniejszym nieudzieleniu mu wotum zaufania. Za odwołaniem formalnie nie zagłosował nikt. Przeciw było jednak zaledwie <strong>ośmioro radnych</strong>, dwoje się wstrzymało, dziesięcioro nie wzięło udziału w głosowaniu, a troje było nieobecnych. Przeciw odwołaniu głosowali: Wacława Bąk, Krzysztof Biskup, Lidia Jackow, Piotr Kagankiewicz, Dariusz Kowalczyk, Rafał Wolniewicz oraz Cezary i Sławomir Żegotowie.</p><p>I właśnie liczba <strong>osiem</strong> mówi dziś o kondycji władz powiatu więcej niż najbardziej uspokajające deklaracje.</p><p>Czerwcowa sesja absolutoryjna była pierwszym poważnym ostrzeżeniem. Zarząd nie otrzymał ani wotum zaufania, ani absolutorium. Trzeba jednak dodać rzecz istotną: uchwałę o nieudzieleniu absolutorium Kolegium RIO później unieważniło. W mocy pozostała natomiast decyzja o nieudzieleniu wotum zaufania i to właśnie ona doprowadziła do sierpniowego głosowania nad odwołaniem Zarządu.</p><h2>Koalicja złożona ze znaków zapytania</h2><p>Na ostatniej sesji nie było m.in. <strong>Marka Kubiaka i Mariusza Strzępka</strong>. Strzępek od pewnego czasu nie uczestniczy w posiedzeniach. Jak sam informuje, z jednej strony jest to związane ze stanem zdrowia, z drugiej oczekuje na rozstrzygnięcie wojewody dotyczące jego mandatu.</p><p>Nie ukrywa również rozczarowania Zarządem. Twierdzi, że nie zostały zrealizowane wszystkie ustalenia poczynione podczas politycznej operacji, która doprowadziła do odwołania Mariusza Węgrzynowskiego. Jego głosu nie można więc dziś automatycznie dopisywać do kolumny „koalicja”.</p><p>Znaki zapytania pojawiają się również przy Marku Kubiaku, który także nie kryje niezadowolenia z obecnej sytuacji. Coraz więcej napięć jest także wokół <strong>Marka Olkiewicza</strong>. Strzępek publicznie krytykował jego ostatnią postawę, a w lokalnych komentarzach pojawiają się interpretacje mówiące o próbie odbudowania przez Olkiewicza relacji z PiS i Mariuszem Węgrzynowskim. To jednak polityczna interpretacja, a nie fakt.</p><p>Olkiewicz jest dziś prezesem Tomaszowskiego TBS. Ewentualna zmiana władzy w powiecie nie powinna oznaczać automatycznej utraty przez niego stanowiska, ponieważ <strong>TTBS</strong> jest w stu procentach spółką <strong>Gminy Miasto Tomaszów Mazowiecki</strong>, a nie powiatu. Politycznie oba światy mogą się przenikać, formalnie pozostają jednak rozdzielone. Nie jest jednak dla nikogo tajemnicą, że fotel Prezesa w tym przypadku miał bardzo konkretny powód.&nbsp;</p><h2>Dwa głosy mogą uruchomić kołowrotek</h2><p>Tu zaczyna się matematyka. Do odwołania starosty potrzeba większości co najmniej <strong>3/5 ustawowego składu rady</strong>, czyli przy 23 radnych – 14 głosów.</p><p>Jeżeli przyjąć dzisiejszy wariant: <strong>osiem głosów PiS, trzy KO oraz Leon Karwat</strong>, powstaje blok dwunastu radnych. Do czternastu brakuje dwóch.</p><p>Niewiele. Zwłaszcza w radzie, w której polityczne sojusze w ciągu dwóch ostatnich lat zmieniały się szybciej niż pory roku.</p><p>Dlatego powrót PiS do współrządzenia powiatem nie jest już scenariuszem z political fiction. Kilka miesięcy temu mógł wydawać się nieprawdopodobny. Dzisiaj wystarczą dwa ruchy na szachownicy.</p><p>Jest przy tym ważna prawna niespodzianka. <strong>Zarząd wcale nie musi mieć gwarantowanych sześciu miesięcy spokoju.</strong> Art. 31 ust. 3 ustawy o samorządzie powiatowym rzeczywiście przewiduje, że gdy formalny wniosek o odwołanie starosty nie uzyska wymaganych 3/5 głosów, następny można zgłosić dopiero po sześciu miesiącach.</p><p>Ale 26 sierpnia głosowano w innym trybie – nad odwołaniem Zarządu będącym następstwem nieudzielenia wotum zaufania, czyli na podstawie art. 30a ust. 10–11. <strong>Tam półrocznej karencji nie ma.</strong></p><p>Co więcej, kwietniowa próba odwołania Dariusza Kowalczyka również takiego terminu nie uruchomiła. 27 kwietnia na nadzwyczajną sesję przyszło tylko dziesięcioro radnych i do głosowania nad odwołaniem starosty w ogóle nie doszło.</p><p>Przed Zarządem jest więc jesień znacznie trudniejsza, niż mogłoby się wydawać. 26 sierpnia Rada przyjęła już tryb prac nad projektem uchwały budżetowej. Za chwilę rozpocznie się prawdziwy test każdej samorządowej większości – <strong>budżet Powiatu Tomaszowskiego na 2027 rok</strong>.</p><p>Zarząd dostał oddech, ale nie polisę na resztę kadencji. Na tej szachownicy wszystkie najważniejsze figury nadal stoją. A do uruchomienia kolejnego kołowrotka zmian mogą wystarczyć <strong>dwa głosy</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Plica i Wolbórka jako zielony kręgosłup miasta. Stary pomysł wraca w nowej interpelacji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56484,plica-i-wolborka-jako-zielony-kregoslup-miasta-stary-pomysl-wraca-w-nowej-interpelacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56484,plica-i-wolborka-jako-zielony-kregoslup-miasta-stary-pomysl-wraca-w-nowej-interpelacji</guid>
            <pubDate>Fri, 04 Sep 2026 21:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-plica-i-wolborka-jako-zielony-kregoslup-miasta-stary-pomysl-wraca-w-nowej-interpelacji-1788550689.png</url>
                        <title>Plica i Wolbórka jako zielony kręgosłup miasta. Stary pomysł wraca w nowej interpelacji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56484,plica-i-wolborka-jako-zielony-kregoslup-miasta-stary-pomysl-wraca-w-nowej-interpelacji</link>
                    </image><description>Czy Tomaszów Mazowiecki potrafi połączyć swoje nadrzeczne tereny w jeden spójny system rekreacyjny? Z takim pytaniem – choć ujętym w bardziej urzędową formę – wystąpił radny Konrad Borowski. Jego interpelacja nie otwiera jednak nowego rozdziału. Raczej wraca do książki pisanej w mieście od blisko dwóch dekad: od planów zagospodarowania Pilicy, przez „Miasto nad rzeką” i przebudowę Bulwarów, po Strategię Rozwoju Miasta 2030, która wprost mówi o Tomaszowie „otwartym na rzeki”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tomaszów urodził się nad rzeką. Przez dziesięciolecia woda służyła przemysłowi, a kiedy fabryczne koła przestały się kręcić, część nadrzecznych terenów została na marginesie miejskiego życia. Dziś po raz kolejny wraca pytanie, czy Pilica i Wolbórka mogą być nie granicą pomiędzy częściami Tomaszowa, lecz osią, która je połączy.</p><p>W interpelacji datowanej na <strong>31 sierpnia 2026 roku</strong> radny Rady Miejskiej Konrad Borowski zwrócił się do prezydenta Marcina Witko o uwzględnienie w planach rozwojowych zagospodarowania terenów nadrzecznych w rejonie pomiędzy ulicami Szczęśliwą i Nowowiejską. Dokument wpłynął do Urzędu Miasta 2 września. Borowski wskazuje możliwość stworzenia ciągłego układu przestrzeni rekreacyjnych połączonego z Parkiem „Solidarność” i Bulwarami: ciągów pieszo-rowerowych, miejsc odpoczynku, małej architektury oraz infrastruktury sportowo-rekreacyjnej. Pyta też, czy taki kierunek został już ujęty w dokumentach strategicznych miasta i czy trwają prace koncepcyjne.</p><p>Na razie jest to więc <strong>propozycja i pytanie, a nie zapowiedź inwestycji</strong>. Na moment przygotowania tekstu odpowiedzi prezydenta na tę interpelację nie znaleźliśmy w miejskim BIP.</p><h3>Najpierw rzeka napędzała miasto</h3><p>W przypadku Tomaszowa opowieść o rzekach nie jest urbanistyczną modą ostatnich lat. Jest częścią historii miasta. Za jego początek uznaje się 1788 rok, kiedy nad Wolbórką powstała niewielka osada związana z hutnictwem żelaza. Spiętrzona specjalnie rzeka dostarczała siły do napędzania urządzeń w pierwszych zakładach. Później nad Wolbórką rozwijał się także przemysł włókienniczy. Miasto rosło przy wodzie i dzięki wodzie.</p><p>Dzisiaj rzeki nie muszą już napędzać fabrycznych maszyn. Mogą napędzać inną część miejskiego życia: rekreację, sport, turystykę, codzienne spacery i komunikację rowerową. Co ważne, ten sposób myślenia pojawiał się w Tomaszowie wielokrotnie.</p><h3>2008: Pilica już miała stać się atutem</h3><p>W archiwum NaszTomaszow.pl można znaleźć tekst z lutego <strong>2008 roku</strong> zatytułowany „Razem można więcej”. Ówczesny starosta Piotr Kagankiewicz proponował prezydentowi Rafałowi Zagozdonowi wspólne przygotowanie projektu zagospodarowania terenów nad Pilicą, w tym linii brzegowej oraz bazy sportowej. Pomysł wiązano z zapisami „Strategii sukcesu miasta Tomaszów Mazowiecki na lata 2007–2022” oraz możliwością sięgnięcia po fundusze europejskie.</p><p>Rok później, gdy przygotowywano konkurs na koncepcję przebudowy Parku Bulwary wraz z kładkami pieszo-rowerowymi nad Wolbórką, jako nadrzędny cel wskazano <strong>„zwrócenie centrum miasta ku rzece”</strong> oraz połączenie terenów nadrzecznych z istniejącymi i planowanymi przestrzeniami publicznymi.</p><p>Podobne sformułowanie wróciło w <strong>2015 roku</strong> przy konkursie dotyczącym Parku „Solidarność”. Projektanci mieli zaproponować sposób odwrócenia centrum Tomaszowa w stronę Wolbórki i uatrakcyjnienia terenów nadrzecznych.</p><p>Brzmi znajomo. W istocie chodziło o tę samą ideę, do której dziś nawiązuje Borowski: rzeka nie jako tył miasta, lecz jako część jego przestrzeni publicznej.</p><h3>„Miasto nad rzeką” przestało być tylko hasłem</h3><p>W <strong>2016 roku</strong> w planach finansowych miasta pojawił się projekt „Kompleksowe zagospodarowanie przestrzeni publicznej oraz modernizacja miejsc rekreacji i terenów zielonych – Miasto nad rzeką”. Na udział własny miasto planowało wówczas prawie 950 tys. zł.</p><p>Dwa lata później idea przybrała materialny kształt przy przebudowie Parku Bulwary. Tomaszów pozyskał na przedsięwzięcie ponad <strong>11,58 mln zł z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego</strong>. Projekt przewidywał m.in. kładki pieszo-rowerowe oraz nowe miejsca rekreacji nad Wolbórką.</p><p>Bulwary są dziś najlepszym dowodem, że „otwieranie miasta na rzekę” może przestać być urzędowym sloganem. Są jednak tylko fragmentem większej układanki.</p><p>Co istotne, podobne oczekiwania pojawiały się oddolnie. W konsultacjach <strong>Lokalnego Programu Rewitalizacji</strong> mieszkańcy, pytani o kolejne obszary wymagające zmian, wskazywali m.in. Przystań nad Pilicą, ogólnie tereny nadrzeczne oraz dolinę Wolbórki.</p><p>W <strong>2022 roku</strong> na łamach NaszTomaszow.pl opublikowaliśmy list Jacka Pietrzykowskiego. Proponował utworzenie parku miejskiego na terenach zalewowych wzdłuż ulic Nowy Port i PCK. Miałby on być uzupełnieniem Przystani i jednocześnie łącznikiem pomiędzy Niebieskimi Źródłami a parkami położonymi wzdłuż Wolbórki – „Solidarność” i Bulwarami. Autor wprost odwoływał się do idei <strong>„Miasta nad rzeką”</strong>.</p><p>Zbieżność z dzisiejszą interpelacją jest wyraźna. W obu przypadkach nie chodzi o samotny park zamknięty ulicami, lecz o <strong>zielony ciąg umożliwiający przemieszczanie się przez znaczną część miasta w otoczeniu wody i zieleni</strong>.</p><h3>Strategia 2030: Tomaszów ma być „otwarty na rzeki”</h3><p>Najciekawszy kontekst dla interpelacji Borowskiego przynosi jednak dokument, który już obowiązuje.</p><p><strong>Strategia Rozwoju Miasta Tomaszowa Mazowieckiego 2030</strong> została przyjęta przez Radę Miejską 30 marca 2023 roku. Jednym z trzech zapisanych w niej celów strategicznych jest <strong>„Arena zielonej energii, uporządkowanej i atrakcyjnej przestrzeni, otwartej na rzeki”</strong>. W oficjalnych materiałach przedstawiających strategię zapisano również, że miasto ma otwierać się na rzeki, nadawać im nowe funkcje i wykorzystywać ich potencjał rozwojowy.</p><p>To ważne rozróżnienie. Nie można powiedzieć, że cała strategia Tomaszowa jest „oparta na rzekach”. Można natomiast powiedzieć coś znacznie bardziej konkretnego: <strong>otwarcie miasta na rzeki jest jednym z formalnie przyjętych celów jego rozwoju</strong>.</p><p>Interpelacja Borowskiego pyta więc nie tyle o zupełnie nowy kierunek, ile o sposób przełożenia istniejącego zapisu strategicznego na konkretną przestrzeń.</p><p>Jeszcze mocniej widać to w <strong>Strategii Rozwoju i Promocji Przemysłów Czasu Wolnego</strong> przygotowanej dla miasta i gminy Tomaszów Mazowiecki. W badaniu 43 proc. uczestników deklarowało, że wolny czas lubi spędzać aktywnie – uprawiając sport, turystykę albo spacerując. Za największy walor Tomaszowa jako miejsca spędzania wolnego czasu najczęściej uznawano jego walory przyrodnicze i krajobrazowe: Zalew Sulejowski, rzeki i tereny leśne.</p><p>Jednocześnie <strong>42 proc. badanych</strong> wskazywało jako pożądany kierunek rozwoju sport i rekreację, a kolejne 42 proc. – kierunek kulturowo-krajoznawczy i przyrodniczy. W analizie SWOT do mocnych stron zaliczono walory przyrodniczo-krajobrazowe, potencjał Pilicy oraz infrastrukturę wypoczynkową. Po stronie słabości znalazły się natomiast słabe wykorzystanie funkcji turystycznej i rekreacyjnej oraz brak infrastruktury rowerowej. Wśród konkretnych kierunków działań strategia wymienia też <strong>„wykorzystanie potencjału rzeki Pilicy i funkcjonujących przystani”</strong>.</p><p>To właściwie gotowa diagnoza: mieszkańcy dostrzegają walory przyrodnicze miasta, ale oczekują, że będą one lepiej połączone z codziennym życiem.</p><h3>Nie betonować. Łączyć</h3><p>„Zagospodarowanie” nie musi jednak oznaczać zabudowywania każdego metra brzegu. Doliny Pilicy i Wolbórki są również przestrzeniami przyrodniczymi. Każda przyszła koncepcja musi brać pod uwagę ochronę przyrody, funkcje retencyjne dolin rzecznych, możliwe zagrożenie powodziowe, własność gruntów i ograniczenia planistyczne. Czasem najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawienie dużej części obszaru w naturalnym charakterze i zapewnienie jedynie dostępu poprzez ścieżkę pieszą lub rowerową.</p><p>W miejskim BIP znajduje się procedura sporządzania miejscowego planu dla terenu pomiędzy ulicami <strong>św. Antoniego, Mościckiego, Nowowiejską i Wolbórką</strong>. Nie jest to dokładnie ten sam obszar, o którym pisze Borowski, i nie należy obu spraw utożsamiać. Pokazuje jednak, że okolice Nowowiejskiej i Wolbórki już pojawiają się w działaniach planistycznych miasta.</p><p>Tomaszów ma dziś Bulwary, Park „Solidarność”, Przystań nad Pilicą, Niebieskie Źródła, Skansen Rzeki Pilicy i kolejne odcinki tras rowerowych. Ma więc elementy układanki. Pytanie brzmi, czy potrafi ułożyć z nich jeden czytelny obraz.</p><p>Interpelacja Konrada Borowskiego jest kolejnym powrotem do tej samej idei. I być może właśnie jej powtarzalność jest najmocniejszym argumentem. Jeśli od blisko dwudziestu lat mieszkańcy, radni, urzędnicy i kolejne dokumenty strategiczne wracają do rzek, trudno uznać temat za chwilową modę.</p><p>Tomaszów powstał nad Wolbórką, Pilica od dekad buduje jego rekreacyjną tożsamość, a Strategia 2030 mówi wprost o mieście <strong>„otwartym na rzeki”</strong>.</p><p>Dlatego najciekawsze nie jest dziś pytanie, czy pomysł Konrada Borowskiego jest nowy. <strong>Nie jest. Ważniejsze jest, czy tym razem kolejny powrót do starej idei zakończy się stworzeniem jednej, całościowej koncepcji.</strong></p><p>Odpowiedź prezydenta Marcina Witko będzie interesująca nie tylko dlatego, że odpowie jednemu radnemu. Może pokazać, czy po blisko dwóch dekadach rozmów Tomaszów rzeczywiście wie, jak połączyć swoje rzeki, parki i tereny rekreacyjne w jeden zielony system.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Powiat zakończył rozbudowę drogi do Krzemienicy. Inwestycja za ponad 8,2 mln zł]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56482,powiat-zakonczyl-rozbudowe-drogi-do-krzemienicy-inwestycja-za-ponad-8-2-mln-zl</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56482,powiat-zakonczyl-rozbudowe-drogi-do-krzemienicy-inwestycja-za-ponad-8-2-mln-zl</guid>
            <pubDate>Fri, 04 Sep 2026 18:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-powiat-zakonczyl-rozbudowe-drogi-do-krzemienicy-inwestycja-za-ponad-8-2-mln-zl-1788542286.png</url>
                        <title>Powiat zakończył rozbudowę drogi do Krzemienicy. Inwestycja za ponad 8,2 mln zł</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56482,powiat-zakonczyl-rozbudowe-drogi-do-krzemienicy-inwestycja-za-ponad-8-2-mln-zl</link>
                    </image><description>Powiat Tomaszowski zakończył rozbudowę drogi powiatowej Nr 4302E na odcinku od węzła Wólka Jagielczyńska drogi ekspresowej S8 do Krzemienicy. To inwestycja współfinansowana z Funduszy Europejskich, której wartość przekroczyła 8,2 mln zł.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Droga 4302E po rozbudowie</h2><p>Powiat Tomaszowski poinformował o zakończeniu realizacji projektu obejmującego <strong>rozbudowę drogi powiatowej Nr 4302E</strong> na odcinku od węzła Wólka Jagielczyńska przy drodze ekspresowej S8 do miejscowości Krzemienica. Inwestycja została dofinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Fundusze Europejskie dla Łódzkiego 2021-2027, z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.</p><p>Jak podano, rozbudowany odcinek ma długość <strong>2 929,38 metra</strong>. Całkowita wartość projektu wyniosła <strong>8 275 785,00 zł</strong>, z czego dofinansowanie sięgnęło <strong>7 034 417,25 zł</strong>. Numer projektu to FELD.04.02-IZ.00-0038/23.</p><h2>Co obejmowały prace</h2><p>Zakres robót był szeroki i dotyczył nie tylko samej nawierzchni. W ramach zadania wykonano roboty rozbiórkowe i ziemne, zbudowano nową konstrukcję drogi oraz poboczy, a także przebudowano istniejące i wybudowano nowe zjazdy indywidualne. Odtworzono również rowy przydrożne i wymieniono istniejące przepusty.</p><p>Projekt objął także budowę zbiornika chłonno-odparowującego, wykonanie nowego oznakowania poziomego i pionowego, budowę kanału technologicznego oraz przebudowę linii kablowych niskiego napięcia. W ramach inwestycji przeprowadzono również wycinkę drzew kolidujących z przedsięwzięciem i zaplanowano <strong>nasadzenia kompensacyjne</strong>.</p><h2>Znaczenie dla mieszkańców i regionu</h2><p>Zgodnie z założeniami projektu jego celem była <strong>poprawa dostępności transportowej do sieci TEN-T</strong> poprzez stworzenie bardziej spójnego układu drogowego. W praktyce oznacza to lepsze połączenie lokalnej infrastruktury z ważnym węzłem komunikacyjnym przy trasie S8, co ma znaczenie zarówno dla mieszkańców, jak i przedsiębiorców.</p><p>Grupą docelową inwestycji są wszyscy użytkownicy korzystający z tej infrastruktury, w tym kierowcy indywidualni oraz firmy działające na terenie powiatu. Samorząd wskazuje, że rozbudowa drogi ma sprzyjać zwiększeniu mobilności mieszkańców oraz wspierać <strong>rozwój społeczno-gospodarczy regionu</strong>.</p><h2>Lokalny wymiar inwestycji</h2><p>Dla powiatu i gmin położonych w pobliżu trasy znaczenie takich projektów wykracza poza sam komfort jazdy. Lepsza jakość drogi, uporządkowane odwodnienie, nowe oznakowanie i dostosowanie infrastruktury do obecnych potrzeb przekładają się na większą funkcjonalność całego odcinka. To szczególnie istotne tam, gdzie ruch lokalny łączy się z ruchem generowanym przez sąsiedztwo drogi ekspresowej.</p><p>Z perspektywy mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic zakończenie tej inwestycji jest kolejnym przykładem wykorzystania środków zewnętrznych do modernizacji infrastruktury drogowej. W lokalnym układzie komunikacyjnym takie zadania mają znaczenie praktyczne: poprawiają dojazd, porządkują przestrzeń drogową i mogą zwiększać atrakcyjność terenów położonych przy ważnych trasach.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[„Nikt nikogo o nic nie pytał”. Po decyzji radnych spór o nazwę parku przeniósł się do internetu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56476,nikt-nikogo-o-nic-nie-pytal-po-decyzji-radnych-spor-o-nazwe-parku-przeniosl-sie-do-internetu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56476,nikt-nikogo-o-nic-nie-pytal-po-decyzji-radnych-spor-o-nazwe-parku-przeniosl-sie-do-internetu</guid>
            <pubDate>Thu, 03 Sep 2026 22:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nikt-nikogo-o-nic-nie-pytal-po-decyzji-radnych-spor-o-nazwe-parku-przeniosl-sie-do-internetu-1788466379.jpg</url>
                        <title>„Nikt nikogo o nic nie pytał”. Po decyzji radnych spór o nazwę parku przeniósł się do internetu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56476,nikt-nikogo-o-nic-nie-pytal-po-decyzji-radnych-spor-o-nazwe-parku-przeniosl-sie-do-internetu</link>
                    </image><description>Rada Miejska w Tomaszowie Mazowieckim odrzuciła projekt zmiany nazwy Parku Miejskiego „Solidarność” na park imienia Antoniego hrabiego Ostrowskiego. Decyzja wywołała dyskusję o lokalnej tożsamości, presji politycznej i braku konsultacji społecznych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Głosowanie Rady Miejskiej nie zakończyło sporu o nazwę Parku Miejskiego „Solidarność”. Po odrzuceniu projektu nadania mu imienia Antoniego hrabiego Ostrowskiego dyskusja przeniosła się do mediów społecznościowych. Pod obszernym wpisem Dariusza Kwapisiewicza pojawiły się deklaracje poparcia dla zmiany, postulaty konsultacji społecznych, gotowość do zbierania podpisów i głosy przypominające dawną, funkcjonującą w pamięci części tomaszowian nazwę „Hrabski Ogród”. Warto przy tym zachować proporcje: komentarze na Facebooku nie są sondażem ani referendum. Pokazują jednak, że decyzja radnych tematu nie zamknęła.</strong></p><p>25 sierpnia podczas XXXVIII sesji Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego radni zajmowali się projektem uchwały zmieniającej uchwałę z 2 września 2005 roku dotyczącą nazwy parku miejskiego. Punkt dotyczący parku znalazł się jako szósty w oficjalnym porządku obrad. Projekt zakładający nadanie parkowi imienia Antoniego hrabiego Ostrowskiego nie uzyskał wymaganej większości. Nagranie całej, trwającej niemal osiem godzin sesji jest dostępne w systemie eSesja.</p><p>Samo głosowanie okazało się jednak raczej przecinkiem niż kropką.</p><h2>„Nikt nikogo o nic nie pytał”</h2><p>Po sesji Dariusz Kwapisiewicz opublikował obszerny wpis, w którym krytycznie ocenił decyzję większości radnych i zapowiedział dalsze zabiegi o konsultacje społeczne oraz upamiętnienie Antoniego Ostrowskiego.</p><p>Pod publikacją szybko pojawiły się komentarze mieszkańców.</p><p>Jednym z najczęściej powracających wątków był <strong>brak konsultacji społecznych przed podjęciem decyzji</strong>.</p><p>– <strong>„Głos mieszkańców, śmieszne bo nikt nikogo o nic nie pytał”</strong> – napisała <strong>Monika Majka</strong>. Jednocześnie zadeklarowała, że jeśli inicjatywa wejdzie w etap zbierania podpisów, jest gotowa pomóc.</p><p>Kwapisiewicz odpowiedział, że takich deklaracji pojawiło się więcej i wyraził nadzieję, że społeczne zainteresowanie sprawą nie wygaśnie.</p><p>Podobnie wypowiedziała się <strong>Emilia Dębiec-Oliva</strong>:</p><p>– <strong>„Popieram od samego początku, nie rozumiem, czemu mieszkańcy nie mogą mieć wpływu i racji głosu”</strong>.</p><p>Z kolei <strong>Agnieszka Drzewoska-Kovač</strong> zadeklarowała gotowość do dalszego działania:</p><p>– <strong>„Dziękuję za rozmowę. Czekam na informacje jak i kiedy mogę pomóc”</strong>.</p><p>Także <strong>Robert Syk</strong> zachęcał inicjatora dyskusji, by jej nie kończył: <strong>„nie poddawaj się”</strong>.</p><p>Komentarze są oczywiście głosami konkretnych osób, a nie całej społeczności Tomaszowa. Pokazują jednak, że przynajmniej część mieszkańców zamiast uznać sprawę za rozstrzygniętą, domaga się kolejnego etapu rozmowy.</p><h2>„Dla rdzennych Tomaszowian to był Hrabski Ogród”</h2><p>W dyskusji pojawił się również argument historyczny.</p><p><strong>Mieczysława Goździk-Belina</strong> napisała, że jej zdaniem park nigdy nie był faktycznie związany z „Solidarnością”, natomiast w pamięci starszych mieszkańców funkcjonował jako <strong>„Hrabski Ogród”</strong>.</p><p>– <strong>„Dla rdzennych Tomaszowian miejsce to od zawsze było ‘Hrabskim Ogrodem’”</strong> – stwierdziła, deklarując jednocześnie wsparcie dla dalszych działań na rzecz zmiany nazwy.</p><p>To osobiste świadectwo i opinia uczestniczki dyskusji, ale samo określenie „Hrabski Ogród” bynajmniej nie jest dziś wyłącznie potoczną nazwą używaną przez zwolenników zmiany.</p><p>Posługuje się nim bowiem również sam tomaszowski samorząd.</p><p>Oficjalny projekt miejski nosi nazwę <strong>„Hrabski Ogród – rewitalizacja i aranżacja parku przy Pałacu Ostrowskich w Tomaszowie Mazowieckim”</strong>. Urząd Miasta informował, że inwestycja ma odnowić historyczny park przy pałacu, odtworzyć jego dawne elementy i połączyć teren muzeum nowymi alejkami z Parkiem „Solidarność”. Wartość projektu wskazywana w miejskich materiałach sięga około 5 mln zł.</p><p>Właśnie ta okoliczność jest jednym z najmocniejszych argumentów zwolenników zmiany: skoro miasto oficjalnie przywraca pojęcie <strong>„Hrabskiego Ogrodu”</strong> w dokumentach inwestycyjnych i promocji rewitalizacji, ich zdaniem naturalne jest pytanie o historyczną nazwę całej przestrzeni.</p><h2>Są też głosy znacznie bardziej polityczne</h2><p>Nie wszystkie komentarze dotyczyły wyłącznie historii czy konsultacji.</p><p><strong>Michał Kucharski</strong> ocenił, że wynik głosowania należy rozpatrywać również w kontekście aktualnej polityki i relacji władz miasta ze środowiskiem „Solidarności”. W swoim komentarzu odniósł się także do ogólnopolskich wydarzeń związanych z tegorocznymi obchodami Porozumień Sierpniowych.</p><p>To jednak <strong>ocena autora komentarza</strong>, a nie ustalony fakt dotyczący przyczyn decyzji poszczególnych radnych. Sam wynik głosowania nie pozwala przesądzić, jakie motywacje — historyczne, polityczne czy osobiste — kierowały każdym z nich.</p><p>Równie interesujący jest komentarz użytkownika występującego pod nazwą <strong>Fallow-deer Ermine</strong>, który przypomniał zupełnie inną warstwę historii tego miejsca. Według jego wspomnień park był w okresie PRL porządkowany m.in. w ramach czynów społecznych, a uczniowie szkół uczestniczyli w grabieniu i sprzątaniu terenu. Jego zdaniem związek parku z „Solidarnością” jest znacznie słabszy niż z wcześniejszą historią miasta.</p><p>Także muzealne opracowanie dotyczące historycznych nazw tomaszowskich ulic i miejsc wskazuje, że obecny Park Miejski „Solidarność” wcześniej nosił nazwę <strong>parku XX-lecia PRL</strong>.</p><h2>Podać nazwiska radnych? Autor wpisu: nie chcę nagonki</h2><p>Wśród komentarzy pojawiła się również propozycja opublikowania pełnej listy radnych wraz ze sposobem ich głosowania.</p><p><strong>Jan Woicki</strong> napisał:</p><p>– <strong>„Może podać nazwiska radnych jak głosowali”</strong>.</p><p>Dariusz Kwapisiewicz odmówił jednak tworzenia takiej listy w swoim poście, tłumacząc, że zależy mu na <strong>„publicznej debacie i rozliczaniu decyzji, a nie na personalnej nagonce”</strong>. Nazwiska Jarosława Batorskiego i Elżbiety Przedbory przywołał dlatego, że — jak wyjaśnił — podczas sesji publicznie przedstawili argumenty uzasadniające swoje stanowisko.</p><p>Sposób głosowania radnych nie jest oczywiście tajemnicą. System Rady publikuje imienne wyniki głosowań. Przykładowo oficjalne dane potwierdzają, że przeciwko projektowi głosowali m.in. Jarosław Batorski, Elżbieta Przedbora, Tomasz Wawro, Krzysztof Kuchta, Krzysztof Misiak czy Agnieszka Walasik. Ewa Radziewicz zagłosowała za projektem, a Katarzyna Menke wstrzymała się od głosu.</p><h2>Facebook nie zastąpi konsultacji</h2><p>I właśnie tutaj dochodzimy do zasadniczego problemu.</p><p>Kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt komentarzy pod jednym wpisem <strong>nie może być przedstawiane jako stanowisko mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego</strong>. Osoby popierające daną inicjatywę są zwykle bardziej skłonne do komentowania materiału jej zwolennika niż osoby obojętne albo mające odmienne zdanie.</p><p>Ale dokładnie z tego samego powodu także wynik głosowania Rady Miejskiej nie odpowiada na pytanie, <strong>jakiego rozwiązania chcieliby sami tomaszowianie</strong>.</p><p>Odpowiedź mogłyby dać dopiero szerokie konsultacje społeczne, ankieta przeprowadzona według jasnych zasad albo obywatelska inicjatywa poparta odpowiednią liczbą podpisów.</p><p>I właśnie w tym kierunku może teraz pójść spór o nazwę parku.</p><p>Dariusz Kwapisiewicz zapowiada, że nie zamierza rezygnować. Chce zgromadzić mieszkańców i regionalistów zainteresowanych upamiętnieniem Antoniego hrabiego Ostrowskiego oraz doprowadzić do konsultacji społecznych.</p><p>Po reakcjach pod jego publikacją widać, że chętni do pomocy już są.</p><p><strong>25 sierpnia radni odrzucili projekt uchwały. Nie oznacza to jednak, że zamknęli debatę. Możliwe, że właśnie ją na dobre rozpoczęli.</strong></p><p>&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Milion za dach po czternastu latach. Co naprawdę działo się z budynkiem „Mechanika”?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56465,milion-za-dach-po-czternastu-latach-co-naprawde-dzialo-sie-z-budynkiem-mechanika</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56465,milion-za-dach-po-czternastu-latach-co-naprawde-dzialo-sie-z-budynkiem-mechanika</guid>
            <pubDate>Wed, 02 Sep 2026 20:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-milion-za-dach-po-czternastu-latach-co-naprawde-dzialo-sie-z-budynkiem-mechanika-1788374940.png</url>
                        <title>Milion za dach po czternastu latach. Co naprawdę działo się z budynkiem „Mechanika”?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56465,milion-za-dach-po-czternastu-latach-co-naprawde-dzialo-sie-z-budynkiem-mechanika</link>
                    </image><description>Nowy dach Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 1 w Tomaszowie Mazowieckim został odebrany 25 sierpnia 2026 roku. Dla uczniów, nauczycieli i dyrekcji to wiadomość najprostsza z możliwych: rok szkolny zaczyna się bez przecieków. Tyle że w przypadku „Mechanika” w tym miejscu kończy się krótka, dobra wiadomość, a zaczyna znacznie dłuższa historia. Historia budynku, który przez niemal czternaście lat przeciekał, był naprawiany, badany, łatany, a z czasem także pękał. I historia publicznych pieniędzy, których dziś nie sposób liczyć już tylko w dziesiątkach tysięcy złotych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dach został naprawiony. Pytanie brzmi: czy wraz z nim rozwiązano problem całego budynku?</p><h2>Od wielkiej inwestycji do pierwszych przecieków</h2><p>Początek tej historii sięga 2008 roku. Wtedy ruszyły przygotowania do budowy nowego obiektu dydaktycznego przy ZSP nr 1. Koncepcję i późniejszą dokumentację przygotowywała Pracownia Projektowa TOGA Tomasza Garbacza. Inwestycja miała być jednym z ważniejszych przedsięwzięć oświatowych Powiatu Tomaszowskiego: nowoczesny, trzykondygnacyjny budynek z pracowniami zawodowymi i zapleczem do kształcenia technicznego.</p><p>W 2010 roku przetarg wygrała tomaszowska firma Kaza-Bud I, oferując 8 205 110 zł. Już tutaj pojawia się liczba, której nie należy wygładzać na siłę. Współczesna inwestycji publikacja „Naszego Miasta” podawała kosztorys inwestorski na poziomie około 13 mln zł. W późniejszym materiale „Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego” pojawiła się kwota bliska 15 mln zł. Bez źródłowego kosztorysu inwestorskiego tej rozbieżności uczciwie rozstrzygnąć się nie da. Można stwierdzić tylko, że oferta wykonawcy była wyraźnie niższa od obu kwot pojawiających się w lokalnej prasie.</p><p>Budowa nie przebiegała zgodnie z pierwotnym kalendarzem. Prace miały ostatecznie zakończyć się do 30 czerwca 2012 roku. Lokalna prasa informowała, że Starostwo Powiatowe początkowo naliczyło wykonawcy około 800 tys. zł kar za zwłokę. Kaza-Bud argumentował, że nie wszystkie opóźnienia wynikały z jego winy. Po mediacji wysokość kary ustalono na 90 tys. zł.</p><p>To ważne, bo problemy nie pojawiły się dopiero wiele lat później. Według relacji prasowych już pod koniec budowy, po ulewach, występowały przecieki i wykonawca poprawiał dach. Sygnał ostrzegawczy pojawił się więc praktycznie na starcie.</p><h2>Dach naprawiany, woda wracająca</h2><p>Potem zaczęła się długa epoka napraw doraźnych. Przecieki powracały, membranę łatano, a z czasem na tynkach i ścianach zaczęły pojawiać się pęknięcia. W marcu 2026 roku wicestarosta Sławomir Żegota przedstawiał publicznie wyjaśnienie, według którego pierwotny dach membranowy został wykonany wadliwie, a kolejne interwencje miały pogłębiać problem. Jak relacjonował, przy naprawach membranę przebijano, woda dostawała się do izolacji, a otwory zamykano, zanim zdążyła ona całkowicie wyschnąć.</p><p>Według tej relacji nasiąknięty układ dachowy ważył więcej, niż przewidywał projekt. Żegota wiązał to z możliwością niewielkich ruchów konstrukcji, które mogłyby tłumaczyć część spękań. Jednocześnie podkreślał, że według ekspertów obiekt nie stwarzał zagrożenia dla użytkowników. Te informacje trzeba czytać razem: pierwsza jest publicznie przedstawionym wyjaśnieniem mechanizmu problemu, druga – deklaracją władz powiatu odwołującą się do opinii ekspertów. Bez pełnej treści ekspertyz nie wolno wyciągać dalej idących wniosków.</p><p>Długotrwale zawilgocona izolacja dachowa może powodować dodatkowe obciążenie wodą, utratę właściwości cieplnych, degradację materiałów, korozję elementów metalowych czy rozwój grzybów i pleśni. Przy utrzymujących się przeciekach może też dochodzić do dalszego niszczenia przegród lub kontaktu wody z instalacjami. Literatura techniczna opisuje takie mechanizmy jako możliwe konsekwencje trwałego zawilgocenia. To jednak katalog zagrożeń, a nie opis tego, co na pewno wydarzyło się w ZSP nr 1.</p><p>Tak samo jest z pęknięciami. Rysa na tynku nie jest automatycznie dowodem na uszkodzenie konstrukcji. Może być niegroźna, ale może też sygnalizować przemieszczenia elementów konstrukcyjnych. Rozstrzygają to pomiary, obserwacja rys, obliczenia i opinia konstruktora, nie fotografia czy polityczna wypowiedź.</p><h2>Ekspertyza istnieje. Ale która?</h2><p>To jeden z najważniejszych wątków całej sprawy.</p><p>W 2025 roku Powiat Tomaszowski zamówił dokumentację modernizacji dachu. Wykonawcą została Pracownia Architektoniczno-budowlana Andrzeja Kowalskiego ze Smardzewic, a wartość zamówienia wyniosła 46 700 zł. Zakres wprost obejmował obowiązkowe przeprowadzenie <strong>„oceny technicznej obiektu”</strong>. Miała ona wskazać aktualny stan techniczny, przyczyny uszkodzeń oraz zalecenia dotyczące napraw i modernizacji potrzebnych do zapewnienia właściwego stanu technicznego, funkcjonalności i bezpieczeństwa użytkowania. Umowa została wykonana 19 sierpnia 2025 roku.</p><p>Kilka miesięcy później pojawia się drugi trop. W styczniu 2026 roku, podczas prac nad budżetem powiatu, skarbnik Beata Zysiak mówiła, że <strong>„po ekspertyzie w ZSP numer 1 zachodzi potrzeba remontu, modernizacji budynku C”</strong>. Na ten cel przewidywano 250 tys. zł. W planie postępowań na 2026 rok znalazło się opracowanie dokumentacji projektowo-kosztorysowej dla „Przebudowy i rozbudowy budynku C” o orientacyjnej wartości 203 252,03 zł netto.</p><p>Czy „ekspertyza”, o której mówiła skarbnik, jest tą samą oceną techniczną, którą przygotował Andrzej Kowalski? Czy ocena dachu zawierała również wnioski odnoszące się do budynku C? A może chodzi o drugie, osobne opracowanie?</p><p>Na podstawie publicznych wypowiedzi nie można tego przesądzić. Dopiero uzyskanie i zestawienie dokumentów pozwoli odpowiedzieć, czy mamy do czynienia z jednym materiałem, jego częścią czy dwiema różnymi ekspertyzami.</p><h2>„Nadzór może zamknąć szkołę”. Ostrzeżenie radnego, nie decyzja PINB</h2><p>Na sesji Rady Powiatu 26 marca 2026 roku jeden z radnych &nbsp;ostrzegał, że nawet po naprawie dachu może pojawić się problem z dalszym użytkowaniem szkoły. W jego ocenie nadzór budowlany mógłby 1 września wyłączyć obiekt ze względu na stan całego budynku, na który – jak sugerował – ma wskazywać istniejąca ekspertyza.</p><p>Tutaj potrzebna jest szczególna precyzja. <strong>W dostępnych publicznie materiałach nie odnaleźliśmy decyzji Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego nakazującej zamknięcie ZSP nr 1 ani zakazującej użytkowania całej szkoły.</strong> Nie ma więc podstaw do zdania, że „nadzór chciał zamknąć Mechanik”. Na sesji padło publiczne ostrzeżenie o możliwości wyłączenia budynku; radny obawiał się takiej decyzji. To zasadnicza różnica.</p><p>Prawo budowlane przewiduje różne poziomy reakcji na zły stan obiektu. Art. 61 nakłada na właściciela lub zarządcę obowiązek utrzymywania i użytkowania budynku w bezpiecznym stanie, a art. 62 określa obowiązek kontroli okresowych.</p><p>Szczególnie ważny jest art. 66. Jeżeli organ nadzoru stwierdzi zagrożenie albo nieodpowiedni stan techniczny, może nakazać usunięcie nieprawidłowości, a w określonych sytuacjach zakazać użytkowania całości lub części obiektu do czasu ich usunięcia.</p><p>To jednak nie to samo, co art. 68. Ten dotyczy budynku przeznaczonego na pobyt ludzi, który jest <strong>bezpośrednio zagrożony zawaleniem</strong>. Wtedy organ ma obowiązek nakazać opróżnienie bądź wyłączenie całości lub części obiektu. „Nieodpowiedni stan techniczny” i „bezpośrednie zagrożenie zawaleniem” nie są prawnymi synonimami.</p><p>Dlatego bez pełnej ekspertyzy nie wolno pisać, że w „Mechaniku” istniało zagrożenie katastrofą budowlaną. Takiego wniosku nie daje ani sama obecność rys, ani wieloletni problem z przeciekami.</p><h2>77 tysięcy w planie, ponad milion w umowie</h2><p>Pierwotny plan postępowań Powiatu Tomaszowskiego wskazywał dla remontu dachu orientacyjną wartość <strong>77 235,77 zł netto</strong>. To nie był kosztorys inwestorski, lecz wartość orientacyjna wpisana do planu zamówień. Gdy postępowanie ruszyło, skala finansowa okazała się zupełnie inna.</p><p>Na marcowej sesji, jeszcze w toku procedury, członek Zarządu Powiatu Krzysztof Biskup mówił o kwocie około <strong>946 713 zł</strong> wynikającej ze złożonych ofert. Po zakończeniu badania ofert obraz był inny. Złożono cztery oferty, dwie odrzucono, a żadnej nie zakwalifikowano jako zawierającej rażąco niską cenę. Najniższa ważna oferta – <strong>AL BUD Robert Marchewka – wyniosła 1 038 449,41 zł</strong>. Z tym wykonawcą 21 kwietnia 2026 roku podpisano umowę na trzy miesiące.</p><p>Sama różnica między 77 tys. zł w planie a ponad milionem w umowie nie dowodzi nieprawidłowości. Są jednak pytania wymagające dokumentów: z czego wynikała pierwotna wartość? Która oferta odpowiadała kwocie około 946,7 tys. zł podanej na sesji i dlaczego nie została ostatecznie wybrana? Z jakich powodów odrzucono dwie z czterech ofert?</p><p>Odpowiedzi powinny znajdować się w dokumentacji postępowania.</p><p>Zakres robót pokazuje, że nie była to kolejna łata na membranie. Zamówienie obejmowało usunięcie starego pokrycia i całej izolacji, naprawę podłoża, nowe zabezpieczenie przeciwwilgociowe, nową izolację termiczną i pokrycie, obróbki, orynnowanie oraz instalację odgromową. Stary układ dachowy został więc rozebrany i wykonany od nowa.</p><p>W trakcie robót – według informacji przekazywanych mediom – po zdjęciu kolejnych warstw ujawniono całkowicie przemoczoną izolację, która miała ważyć wiele ton. Jeśli potwierdzają to protokoły lub dokumentacja fotograficzna, będzie to jeden z kluczowych materiałów w tej sprawie.</p><h2>Trzy miesiące w umowie, odbiór 25 sierpnia</h2><p>Umowę z AL BUD podpisano 21 kwietnia na okres trzech miesięcy. Tymczasem, według informacji przekazanej przez dyrektora ZSP nr 1 Dariusza Kwiatkowskiego, końcowy odbiór dachu odbył się 25 sierpnia.</p><p>To nie wystarcza, by mówić o opóźnieniu wykonawcy. Trzeba najpierw zobaczyć dokumenty. Czy podpisano aneks przesuwający termin? Czy podczas rozbiórki ujawniono okoliczności niemożliwe do przewidzenia wcześniej? Czy pojawiły się roboty dodatkowe? Czy stan nasiąkniętej izolacji zmienił technologię lub harmonogram?</p><p>Odpowiedzi powinny znaleźć się w umowie, aneksach, protokołach konieczności, dzienniku budowy i protokole odbioru.</p><h2>Czternaście lat. Kto wiedział i kiedy?</h2><p>Najważniejsze pytania prowadzą z powrotem do 2012 roku.</p><p>Kto odebrał budynek, skoro przecieki pojawiały się już w końcowej fazie robót? Jakie usterki wpisano do protokołu odbioru? Jak długo obowiązywała gwarancja i rękojmia? Jakie roszczenia kierowano do Kaza-Budu? Kto zlecał późniejsze naprawy membrany i czy przed ich zakończeniem badano wilgotność warstw izolacyjnych?</p><p>Czy okresowe kontrole techniczne sygnalizowały gromadzenie się wody pod pokryciem? Kiedy po raz pierwszy odnotowano pęknięcia i czy monitorowano ich rozwój? Czy którekolwiek opracowanie konstruktorskie wiązało je z dodatkowym obciążeniem dachu? Dlaczego dopiero po kilkunastu latach zdecydowano się na zdjęcie całego układu zamiast kolejnej naprawy punktowej?</p><p>Nie chodzi o znalezienie jednego wygodnego winnego po czternastu latach. W tym czasie zmieniały się władze powiatu i osoby odpowiedzialne za obiekt. Chodzi o odtworzenie ciągu decyzji: <strong>kto wiedział, co wiedział i co z tą wiedzą zrobił.</strong></p><h2>Kolejne miliony i pytanie o budynek C</h2><p>W sierpniu 2026 roku pojawiło się kolejne postępowanie dotyczące poprawy warunków kształcenia w ZSP nr 1. Jest częścią projektu o łącznej wartości <strong>5 553 198,83 zł</strong>, współfinansowanego ze środków europejskich. Zakres obejmuje m.in. osuszanie piwnic, windę, modernizację łazienek, hangar dla symulatora, instalację elektryczną i prace w budynku A. Termin składania ofert wyznaczono na <strong>3 września 2026 roku</strong>.</p><p>I tu wraca pytanie ze stycznia. Jak ten projekt ma się do wcześniejszej zapowiedzi przebudowy i rozbudowy budynku C? Czy są to całkowicie odrębne zadania? Czy dokumentacja dla budynku C jest nadal przygotowywana? Czy część problemów wskazanych „po ekspertyzie” znalazła się w nowym projekcie?</p><p>Tego nie należy zgadywać. Trzeba zestawić dokumentację obu przedsięwzięć.</p><p>Nowy dach został odebrany. Jeśli wykonano go prawidłowo, szkoła powinna wreszcie przestać żyć od ulewy do ulewy. To realna i ważna zmiana.</p><p>Ale milionowy remont nie zamyka historii. Przeciwnie – pozwala ją dopiero zobaczyć w pełnym świetle. Najważniejsze jest dziś to, co działo się pomiędzy pierwszym przeciekiem a decyzją o całkowitej rozbiórce starego układu.</p><p><strong>Co naprawdę wiedzieli zarządcy obiektu o jego stanie? Kiedy się o tym dowiedzieli? Jak reagowali na kolejne sygnały? I dlaczego rozwiązanie problemu kosztuje dziś ponad milion złotych, skoro symptomy były widoczne praktycznie od początku istnienia budynku?</strong></p><p>Dach już nie przecieka. <strong>Pytania – wciąż tak.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Walne „Przodownika” na raty. Pięć dni zgromadzenia, kilka godzin głosowań i pytanie: kiedy właściwie kończy się Walne?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56450,walne-przodownika-na-raty-piec-dni-zgromadzenia-kilka-godzin-glosowan-i-pytanie-kiedy-wlasciwie-konczy-sie-walne</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56450,walne-przodownika-na-raty-piec-dni-zgromadzenia-kilka-godzin-glosowan-i-pytanie-kiedy-wlasciwie-konczy-sie-walne</guid>
            <pubDate>Tue, 01 Sep 2026 20:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-walne-przodownika-na-raty-piec-dni-zgromadzenia-kilka-godzin-glosowan-i-pytanie-kiedy-wlasciwie-1788289981.png</url>
                        <title>Walne „Przodownika” na raty. Pięć dni zgromadzenia, kilka godzin głosowań i pytanie: kiedy właściwie kończy się Walne?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56450,walne-przodownika-na-raty-piec-dni-zgromadzenia-kilka-godzin-glosowan-i-pytanie-kiedy-wlasciwie-konczy-sie-walne</link>
                    </image><description>Członkowie Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” powinni przed wrześniowym Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniem bardzo uważnie spojrzeć nie tylko na porządek obrad, ale również na zegarek. Z dokumentów Zarządu wynika bowiem, że nie będzie to klasyczne zebranie zamknięte w jednym dniu. Procedurę rozpisano na 5 oraz 7–10 września. Główne obrady odbędą się w sobotę, późniejsze dni przeznaczono przede wszystkim na głosowanie nad zmianami Statutu. Jest jednak szczegół, który wymaga wyjaśnienia: w dokumentach pojawiają się różne godziny dotyczące 10 września.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To będzie jedno z ważniejszych spotkań członków „Przodownika” od lat. Nie dlatego, że ktoś szykuje wielogodzinne przemówienia rodem z „Dwunastu gniewnych ludzi”, ale dlatego, że pod głosowanie mają trafić rozwiązania mogące zmienić sposób funkcjonowania Walnego Zgromadzenia na przyszłość.</p><p>Zawiadomienie wskazuje również bardzo konkretny adres. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie ma odbywać się <strong>w hali sportowej Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 2 – „Gastronomik” przy ul. św. Antoniego 57/61 w Tomaszowie Mazowieckim</strong>.</p><h2>Sobota będzie najważniejsza</h2><p>Z dokumentów wynika, że <strong>5 września ma być głównym dniem obrad</strong>. Późniejsze terminy nie są już zapowiadane jako kolejne pełne posiedzenia z dyskusją nad wszystkimi punktami. Zarząd w dodatkowym ogłoszeniu z 28 sierpnia wyjaśnia wprost, że od 7 do 10 września kontynuowane będzie <strong>wyłącznie głosowanie nad uchwałami dotyczącymi zmian Statutu</strong>.</p><p>Harmonogram przedstawiony członkom wygląda następująco:</p><ul><li data-list-item-id="ec92c0347225d942917251dbb96d6b33b"><strong>5 września, sobota – od godz. 9.00</strong>: główny dzień obrad; głosowanie nad zmianami Statutu ma rozpocząć się od godz. <strong>14.00</strong>; <strong>7 września, poniedziałek – godz. 16.00–19.00</strong>; <strong>8 września, wtorek – godz. 16.00–19.00</strong>; <strong>9 września, środa – godz. 16.00–19.00</strong>; <strong>10 września, czwartek – według szczegółowego harmonogramu głosowanie w godz. 16.00–19.00</strong>, po czym od godz. <strong>19.00 ma rozpocząć się liczenie głosów</strong>. Jednocześnie w głównej części zawiadomienia 10 września wskazano jako dzień zgromadzenia w godzinach <strong>16.00–20.00</strong>.</li></ul><p>I właśnie ten ostatni punkt może budzić pytania.</p><h2>Od godziny 9.00 niemal minuta po minucie</h2><p>Pierwszy dzień został rozpisany niezwykle szczegółowo.</p><p><strong>O godz. 9.00</strong> ma nastąpić otwarcie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia.</p><p><strong>O godz. 9.15</strong> zaplanowano wybór Prezydium Walnego Zgromadzenia.</p><p><strong>Od godz. 10.00</strong> członkowie mają przyjąć porządek obrad.</p><p><strong>O godz. 11.00</strong> przewidziano wybory komisji, w tym komisji skrutacyjnej, statutowej i wnioskowej.</p><p><strong>Od godz. 12.00</strong> ma zostać odczytana lista pełnomocnictw.</p><p>Pół godziny później zaczyna się część zdecydowanie bardziej interesująca z punktu widzenia członków Spółdzielni.</p><p><strong>O godz. 12.30</strong> ma zostać przedstawione sprawozdanie finansowe Spółdzielni za 2025 rok oraz sprawozdanie Zarządu z działalności w 2025 roku.</p><p><strong>Od godz. 13.00</strong> zaplanowano głosowanie nad zatwierdzeniem tych dokumentów.</p><p>Następnie, <strong>od godz. 13.30</strong>, członkowie mają rozstrzygać w sprawie <strong>udzielenia absolutorium członkom Zarządu</strong>.</p><p>A potem przyjdzie czas na najważniejszy pierwotnie element tego Nadzwyczajnego Walnego.</p><h2>O godz. 14.00 rusza głosowanie nad Statutem</h2><p>Pierwotnym powodem zwołania zgromadzenia – jak sam Zarząd tłumaczy w opublikowanym 28 sierpnia komunikacie – miały być właściwie <strong>dwie zasadnicze zmiany Statutu</strong>.</p><p>Pierwsza dotyczy <strong>wprowadzenia elektronicznego sposobu głosowania podczas stacjonarnego Walnego Zgromadzenia</strong>.</p><p>Druga ma umożliwić <strong>podział Walnego Zgromadzenia na części</strong>, obejmujące – jak tłumaczy Zarząd – osiedla znajdujące się w zbliżonych lokalizacjach.</p><p>To rozwiązania ustrojowe. Jeżeli zostaną przyjęte i skutecznie wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego, mogą zdecydowanie zmienić sposób, w jaki w kolejnych latach członkowie „Przodownika” będą uczestniczyć w podejmowaniu najważniejszych decyzji.</p><p>Nie chodzi więc o zmianę przecinka w Statucie. Chodzi o odpowiedź na pytanie, <strong>jak w przyszłości będzie działała spółdzielcza demokracja</strong>.</p><p>Do głosowania skierowano także kolejne propozycje dotyczące § 43 Statutu – zarówno przygotowane przez Zarząd, jak i wynikające z inicjatywy grupy członków.</p><h2>Finanse i absolutorium pojawiły się później</h2><p>Drugi z opublikowanych dokumentów wyjaśnia coś jeszcze.</p><p>Pierwotnie Nadzwyczajne Walne miało dotyczyć przede wszystkim zmian statutowych. Jednak <strong>18 sierpnia grupa członków zwróciła się o rozszerzenie porządku obrad</strong>.</p><p>W efekcie w porządku znalazły się sprawy sprawozdania finansowego za 2025 rok, sprawozdania Zarządu oraz absolutorium dla jego członków.</p><p>To istotna zmiana charakteru spotkania. Walne zwołane przede wszystkim po to, aby przebudować mechanizm przyszłych zgromadzeń, staje się jednocześnie miejscem oceny działalności Zarządu za poprzedni rok.</p><p>Jednego z postulatów grupy członków Zarząd jednak nie uwzględnił. Chodzi o <strong>przeprowadzenie wyborów do Rady Nadzorczej</strong>. Zarząd tłumaczy swoją decyzję opinią prawną i niewystarczającą liczbą podpisów pod żądaniem – według informacji zawartej w ogłoszeniu wniosek poparło 28 członków.</p><p>To jednak osobny spór. Na dziś dla przeciętnego członka najważniejsza informacja jest prostsza: <strong>wyborów Rady Nadzorczej w opublikowanym porządku obrad nie ma</strong>.</p><h2>Cztery następne dni – już bez debaty?</h2><p>Szczególnie ważny fragment znajduje się w późniejszym komunikacie Zarządu.</p><p>Czytamy tam, że <strong>7–10 września, w godzinach 16.00–19.00, ma być kontynuowane wyłącznie głosowanie nad uchwałami zmieniającymi Statut</strong>. Zarząd tłumaczy, że rozwiązanie przeznaczone jest m.in. dla osób, które nie będą mogły uczestniczyć w zgromadzeniu 5 września.</p><p>Mamy więc konstrukcję dość nietypową z punktu widzenia zwykłego mieszkańca: <strong>najpierw dzień dyskusji i podejmowania części decyzji, później kilka dni przeznaczonych na oddawanie głosów nad Statutem</strong>.</p><p>Po każdym dniu urna ma być zabezpieczana przez notariusza. Ostatniego dnia notariusz ma uczestniczyć także przy liczeniu głosów.</p><h2>A co dzieje się 10 września między 19.00 a 20.00?</h2><p>Tutaj zaczyna się część interwencyjna.</p><p>W pierwszym zawiadomieniu, w rubryce zatytułowanej <strong>„Terminy zgromadzenia oraz głosowania nad zmianami Statutu”</strong>, przy <strong>10 września widnieją godziny 16.00–20.00</strong>.</p><p>Kilka centymetrów dalej, już w szczegółowej części poświęconej samemu głosowaniu nad zmianami Statutu, dla tego samego dnia podano <strong>16.00–19.00</strong>.</p><p>Następnie czytamy, że właśnie <strong>o godz. 19.00 rozpocznie się liczenie głosów</strong>.</p><p>Także późniejsze ogłoszenie Zarządu z 28 sierpnia opisuje dni <strong>7–10 września jako godz. 16.00–19.00</strong>.</p><p>Możliwe oczywiście, że nie ma tu żadnej merytorycznej sprzeczności: do godz. 19.00 trwa głosowanie, a czas między 19.00 a 20.00 przeznaczono na liczenie głosów i formalne zakończenie Walnego. Jeżeli tak jest, warto jednak powiedzieć to członkom jednym prostym zdaniem.</p><p>Bo ustawa nie traktuje godziny i miejsca zgromadzenia jako dekoracji drukarskiej. Art. 8³ ust. 6 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych nakazuje zawiadomić członków m.in. właśnie o <strong>czasie, miejscu i porządku obrad</strong>, a ust. 7 wiąże możliwość podejmowania uchwał ze sprawami prawidłowo objętymi podanym członkom porządkiem. Podobną wagę informacji o czasie, miejscu i porządku zgromadzenia podkreśla art. 40 § 1 Prawa spółdzielczego. (<a href="https://www.infor.pl/akt-prawny/DZU.2026.183.0000889%2Cmetryka%2Custawa-o-spoldzielniach-mieszkaniowych.html?utm_source=chatgpt.com" title="Dziennik Ustaw - rok 2026 poz. 889 - INFOR.PL">Infor</a>)</p><p>Nie oznacza to automatycznie, że rozbieżność godzin powoduje jakąkolwiek nieważność. Takiego wniosku na podstawie samych dokumentów wyciągać nie można. <strong>Oznacza natomiast, że Zarząd powinien usunąć wszelkie wątpliwości, zanim pierwszy członek stanie przed drzwiami hali z kartą członkowską w ręku.</strong></p><h2>Kilka pytań, na które warto odpowiedzieć przed 5 września</h2><p>Czy <strong>10 września głosowanie kończy się dokładnie o godz. 19.00</strong>, czy członek, który zjawi się o 19.15, nadal uczestniczy w trwającym do 20.00 Nadzwyczajnym Walnym? Co dokładnie przewidziano pomiędzy godz. 19.00 a 20.00? Dlaczego w jednym miejscu zawiadomienia figuruje godzina 20.00, a w szczegółowym harmonogramie i późniejszym komunikacie – godzina 19.00?</p><p>Czy w dniach 7–10 września hala będzie miejscem <strong>kontynuacji obrad</strong>, czy wyłącznie punktem, do którego członek przychodzi, oddaje głos i wychodzi?</p><p>Czy osoba, która nie uczestniczyła w sobotnich obradach, będzie mogła bez żadnych dodatkowych przeszkód pojawić się np. we wtorek o godz. 18.30 i zagłosować nad zmianami Statutu?</p><p>I wreszcie: skoro zmieniany ma być właśnie sposób prowadzenia przyszłych Walnych Zgromadzeń, czy obecne Walne nie powinno być wzorem <strong>maksymalnie jasnej, prostej i jednoznacznej informacji dla członków</strong>?</p><p>Bo w spółdzielni mieszkaniowej demokracja nie zaczyna się przy urnie.</p><p>Zaczyna się od tego, żeby każdy członek dokładnie wiedział <strong>gdzie przyjść, kiedy przyjść i o czym właściwie będzie decydował</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Nauczyciele pokazali rządowi czerwoną kartkę, a w Warszawie protestowali także związkowcy z Tomaszowa Mazowieckiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56420,nauczyciele-pokazali-rzadowi-czerwona-kartke-a-w-warszawie-protestowali-takze-zwiazkowcy-z-tomaszowa-mazowieckiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56420,nauczyciele-pokazali-rzadowi-czerwona-kartke-a-w-warszawie-protestowali-takze-zwiazkowcy-z-tomaszowa-mazowieckiego</guid>
            <pubDate>Mon, 31 Aug 2026 21:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nauczyciele-pokazali-rzadowi-czerwona-kartke-a-w-warszawie-protestowali-takze-zwiazkowcy-z-tomaszow-1788203795.png</url>
                        <title>Nauczyciele pokazali rządowi czerwoną kartkę, a w Warszawie protestowali także związkowcy z Tomaszowa Mazowieckiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56420,nauczyciele-pokazali-rzadowi-czerwona-kartke-a-w-warszawie-protestowali-takze-zwiazkowcy-z-tomaszowa-mazowieckiego</link>
                    </image><description>Zamiast ostatnich przygotowań do rozpoczęcia roku szkolnego – bębny, gwizdki, czerwone kartki i okrzyki pod adresem rządzących. W poniedziałek, 31 sierpnia, przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów w Warszawie protestowali nauczyciele i pracownicy oświaty z całej Polski. Wśród manifestujących znaleźli się również związkowcy z Tomaszowa Mazowieckiego. ZNP mówi wprost: cierpliwość się skończyła. Związek żąda powiązania nauczycielskich pensji ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce oraz 15-procentowej podwyżki w 2027 roku. Rząd proponuje 3 procent.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Symbolicznie trudno było wybrać lepszą datę. <strong>31 sierpnia – ostatni dzień wakacji.</strong> Za kilkanaście godzin nauczyciele znów staną przed tablicami. Tym razem jednak to oni postanowili wywołać do tablicy polityków.</p><p>Przed siedzibą premiera pojawili się nauczyciele i pracownicy oświaty z całego kraju. Były związkowe flagi, transparenty, bębny, dzwonki i czerwone kartki. Byli również przedstawiciele środowiska oświatowego z <strong>Tomaszowa Mazowieckiego</strong>.</p><p>Hasło manifestacji nie pozostawiało wielkiego pola do interpretacji:</p><p><strong>„Politycy do tablicy! Dotrzymajcie słowa!”</strong></p><p>Według ZNP w demonstracji uczestniczyło ponad 3 tys. osób. Protest został zorganizowany tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego jako kolejny etap akcji protestacyjnej związku.</p><h2>1747 dni czekania</h2><p>Jednym z najbardziej wymownych elementów manifestacji był ustawiony przed KPRM swoisty <strong>„licznik mrożenia”</strong>.</p><p>W poniedziałek pokazywał liczbę <strong>1747</strong>.</p><p>Tyle dni – według ZNP – minęło od wniesienia do Sejmu obywatelskiego projektu ustawy <strong>„Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli”</strong>, pod którym zebrało się ponad 250 tys. podpisów.</p><p>Nie chodzi przy tym o kolejną jednorazową podwyżkę wynegocjowaną przy okazji prac nad kolejnym budżetem państwa.</p><p>Związkowcy chcą zmiany całej filozofii wynagradzania.</p><p>Obywatelski projekt nowelizacji Karty Nauczyciela zakłada odejście od sytuacji, w której kluczowa dla wysokości wynagrodzeń nauczycielskich kwota ustalana jest każdego roku w ustawie budżetowej. W zamian płace miałyby zostać powiązane z <strong>przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce narodowej</strong>. Oficjalna karta sejmowego druku nr 28 potwierdza, że projekt trafił ponownie pod obrady Sejmu obecnej kadencji, a 25 stycznia 2024 roku, po pierwszym czytaniu, skierowano go do Komisji Edukacji i Nauki.</p><p>I właśnie tempo dalszych prac doprowadziło ZNP do furii.</p><h2>Tusk obiecywał przyspieszenie</h2><p>Podczas manifestacji wielokrotnie odtwarzano nagranie wypowiedzi premiera Donalda Tuska z listopada 2024 roku. Podczas XLIII Krajowego Zjazdu Delegatów ZNP premier deklarował przyspieszenie prac nad projektem obywatelskim.</p><p>Nauczyciele dziś pytają: <strong>gdzie jest to przyspieszenie?</strong></p><p>Sławomir Broniarz przypominał, że jeszcze przed objęciem władzy politycy obecnej koalicji podpisywali deklaracje dotyczące zmian sposobu wynagradzania nauczycieli.</p><p>Teraz związek wystawia polityczny rachunek.</p><p>– <strong>Dość obietnic, czas na ustawę</strong> – przekonywał prezes ZNP.</p><p>I trudno nie zauważyć, że spór o wynagrodzenia zaczyna przypominać szkolną klasówkę poprawkową. Problem w tym, że nauczyciele twierdzą, iż politycy od blisko pięciu lat nie mogą oddać pracy.</p><h2>ZNP chce 15 procent. Rząd daje 3</h2><p>Drugi punkt zapalny to przyszłoroczne wynagrodzenia.</p><p>ZNP żąda <strong>15-procentowej podwyżki dla nauczycieli w 2027 roku</strong>. Rządowa propozycja jest pięciokrotnie niższa.</p><p>Rada Ministrów przyjęła w czerwcu propozycję, zgodnie z którą średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w 2027 roku ma wynieść <strong>103 proc.</strong>, czyli płace i kwoty bazowe mają wzrosnąć o 3 proc. Rozwiązanie obejmuje również nauczycieli. (<a href="https://www.gov.pl/web/finanse/rzad-przyjal-propozycje-sredniorocznych-wskaznikow-wzrostu-wynagrodzen-w-panstwowej-sferze-budzetowej-na-2027-rok?utm_source=chatgpt.com" title="Rząd przyjął propozycję średniorocznych wskaźników wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej na 2027 rok - Ministerstwo Finansów - Portal Gov.pl">Gov.pl</a>)</p><p>Dla związkowców to zdecydowanie za mało.</p><p>ZNP wskazuje, że różnica pomiędzy wynagrodzeniem zasadniczym nauczyciela rozpoczynającego pracę a płacą minimalną wynosi obecnie zaledwie <strong>502 zł</strong>, natomiast przeciętne wynagrodzenie w gospodarce przewyższa zasadniczą pensję nauczyciela dyplomowanego o około 2,8 tys. zł. To właśnie te proporcje, zdaniem związku, pokazują skalę problemu.</p><p>W praktyce pytanie brzmi więc nie tylko: „ile nauczyciel powinien zarabiać?”, lecz również: <strong>czy zawód wymagający wyższego wykształcenia, przygotowania pedagogicznego i odpowiedzialności za edukację dzieci może przez kolejne lata finansowo zbliżać się do ustawowego minimum?</strong></p><h2>„Misją garnków nie napełnimy”</h2><p>Sławomir Broniarz mówił podczas protestu o jednym z najbardziej charakterystycznych paradoksów polskiej edukacji.</p><p>Od nauczycieli przez lata wymaga się misji, zaangażowania, odpowiedzialności, nieustannego dokształcania i gotowości do kolejnych reform.</p><p>Problem zaczyna się wtedy, gdy za słowem „misja” trzeba zapłacić ratę kredytu, czynsz albo rachunek za prąd.</p><p>Prezes ZNP zwracał uwagę, że niskie płace odstraszają od zawodu młodych ludzi, a część doświadczonych pedagogów decyduje się na odejście ze szkół. Związek ostrzega przed pogłębianiem się problemów kadrowych.</p><p>W petycji złożonej w KPRM nauczyciele wskazali również na przeciążenie pracowników oświaty oraz ciągłe reformowanie systemu.</p><p>Ich zdaniem bez poprawy warunków pracy i wynagradzania może dojść do spadku jakości edukacji.</p><h2>Rząd odpowiada: rozwiązanie kosztowałoby około 40 miliardów</h2><p>Spór nie jest jednak tak prosty, jak mogłoby wynikać z transparentów niesionych przed KPRM.</p><p>Ministerstwo Edukacji Narodowej deklaruje, że <strong>popiera ideę ustawowych gwarancji wzrostu wynagrodzeń nauczycieli</strong>, ale jednocześnie wskazuje na gigantyczne skutki finansowe rozwiązania zaproponowanego przez ZNP.</p><p>W odpowiedzi udzielonej 24 lipca 2026 roku na interpelację poselską sekretarz stanu w MEN Henryk Kiepura podał, że wdrożenie zapisanych w obywatelskim projekcie relacji między płacami nauczycieli a przeciętnym wynagrodzeniem kosztowałoby w pierwszym roku około <strong>40 mld zł</strong>, a w kolejnych latach koszt miałby wzrastać.</p><p>MEN przekonuje więc, że mechanizm musi zostać dokładnie przeanalizowany wspólnie z Ministerstwem Finansów.</p><p>To istotny argument.</p><p>Czterdzieści miliardów złotych nie jest bowiem drobną korektą w tabelce Excela. To kwota, która musi zostać znaleziona w budżecie państwa każdego roku.</p><p>Z drugiej strony właśnie na tym polega sedno argumentacji ZNP: <strong>edukacja nie może otrzymywać wyłącznie tego, co zostanie po rozdzieleniu pieniędzy pomiędzy inne dziedziny państwa</strong>.</p><h2>Tomaszów jest częścią tego sporu</h2><p>Warszawska manifestacja może wydawać się wydarzeniem odległym od Tomaszowa Mazowieckiego. W rzeczywistości problem dotyczy bezpośrednio lokalnych szkół, przedszkoli i placówek prowadzonych zarówno przez miasto, powiat, jak i okoliczne gminy.</p><p>To tutaj trzeba znaleźć nauczyciela matematyki, informatyki czy przedmiotów zawodowych. Tutaj samorządy mierzą się z kosztami funkcjonowania szkół. Tutaj również dyrektorzy muszą układać arkusze organizacyjne w taki sposób, żeby we wrześniu przed każdą klasą rzeczywiście stanął nauczyciel.</p><p>Dlatego obecność związkowców z Tomaszowa Mazowieckiego podczas warszawskiej manifestacji nie jest jedynie gestem solidarności z kolegami z innych części Polski.</p><p>To także <strong>lokalny głos w ogólnopolskim sporze o to, ile naprawdę warta jest praca nauczyciela</strong>.</p><p>Delegacja kierownictwa ZNP przekazała w poniedziałek petycję szefowi KPRM Janowi Grabcowi. W spotkaniu uczestniczyła również minister edukacji Barbara Nowacka.&nbsp;</p><p>Na razie pozostaje więc najważniejsze pytanie.</p><p>Czy po czerwonych kartkach pokazanych pod oknami Kancelarii Premiera politycy rzeczywiście usiądą do poprawki?</p><p>Bo nauczyciele jasno dali do zrozumienia, że <strong>kolejnego świadectwa z samymi obietnicami przyjąć już nie zamierzają.</strong></p><p>W publicznie indeksowanych materiałach <strong>nie znalazłem nazwisk uczestników z Tomaszowa</strong>, dlatego ich nie dopisywałem. Jeśli masz zdjęcie tomaszowskiej grupy albo nazwiska, warto dodać 2–3 zdania z ich wypowiedzi — lokalny akcent stanie się wtedy znacznie mocniejszy.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[„Seksmisja” po tomaszowsku. Kamera patrzy z okna „Przodownika”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56414,seksmisja-po-tomaszowsku-kamera-patrzy-z-okna-przodownika</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56414,seksmisja-po-tomaszowsku-kamera-patrzy-z-okna-przodownika</guid>
            <pubDate>Mon, 31 Aug 2026 13:23:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-seksmisja-po-tomaszowsku-kamera-patrzy-z-okna-przodownika-1788175656.png</url>
                        <title>„Seksmisja” po tomaszowsku. Kamera patrzy z okna „Przodownika”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56414,seksmisja-po-tomaszowsku-kamera-patrzy-z-okna-przodownika</link>
                    </image><description>Jest rok 2026. Tomaszów Mazowiecki. Do walnego zgromadzenia członków Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” coraz bliżej. Ktoś idzie chodnikiem. Ktoś rozmawia. Ktoś sprawdza telefon. Wszystko zwyczajne. Tyle że w przedstawieniu pojawił się jeszcze jeden bohater. Nie mówi. Nie głosuje. Nie płaci czynszu. Za to patrzy. Kamera.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Juliusz Machulski potrzebował całego podziemnego świata, żeby opowiedzieć o <strong>permanentnej inwigilacji</strong>. George Orwell zbudował państwo, w którym Wielki Brat zagląda obywatelom niemal do talerza. W Tomaszowie technika zrobiła postęp. Wystarczy okno.</p><p>W jednym z pomieszczeń Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” pojawiła się kamera skierowana na teren przed budynkiem. I tutaj kończy się komedia, a zaczynają pytania. <strong>Co dokładnie kamera widzi? Czy zapisuje obraz? Kto może oglądać transmisję? Kto może robić stopklatki? I po co?</strong></p><p>Bo kamera sama w sobie nie jest jeszcze aferą. Monitoring jest dziś czymś powszechnym. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast pilnować drzwi i mienia zaczyna interesować się <strong>konkretnymi ludźmi</strong>.</p><h2>Wielki Brat znalazł Agnieszkę Kępę</h2><p>Niedawno w elektronicznym oku miała znaleźć się <strong>Agnieszka Kępa</strong>, stojąca przed budynkiem z telefonem. Według informacji, które dotarły do naszej redakcji, kadr przedstawiający tę sytuację miał później zostać pokazany lub przekazany innym osobom.</p><p>Podkreślmy: <strong>nie przesądzamy obecnie, kto wykonał stopklatkę, komu ją przekazano ani w jakim celu</strong>. I właśnie dlatego pytamy.</p><p>Co tak fascynującego było w człowieku stojącym z telefonem przed budynkiem i robiącym zdjęcia innej osobie?</p><p>Dlaczego akurat ten fragment obrazu miał zostać utrwalony? Czy podobne fotografie wykonywano również innym osobom? <strong>Kto jeszcze znalazł się w oku kamery przed walnym zgromadzeniem?</strong></p><p>Czy kamera ma chronić mienie, czy pozwala również sprawdzić, kto przyszedł, z kim rozmawiał i ile czasu spędził przed siedzibą?</p><p>Machulski zapewne dopisałby tutaj jakąś doskonałą kwestię. My mamy jedynie RODO.</p><h2>Czy Wielki Brat ma RODO?</h2><p>I tu robi się ciekawie, ponieważ sam „Przodownik” na swojej oficjalnej stronie informuje, że administratorem danych osobowych jest Spółdzielnia Mieszkaniowa „Przodownik”. W swojej klauzuli wskazuje również, że dane mogą być przetwarzane w celu <strong>zapewnienia bezpieczeństwa na terenie obiektów użytkowanych przez Spółdzielnię poprzez m.in. monitoring</strong>, a jako jedną z podstaw wskazuje prawnie uzasadniony interes.</p><p>To ważne. Oznacza, że monitoring jako taki nie jest czymś przez Spółdzielnię ukrywanym. <strong>Nie odpowiada jednak na pytanie, czy właśnie ta kamera jest częścią oficjalnego systemu, jaki ma zakres widzenia oraz w jaki sposób wykorzystywany jest uzyskany obraz.</strong></p><p>RODO nie działa bowiem według zasady: „mam kamerę, więc mogę wszystko”.</p><p>Art. 5 rozporządzenia wymaga m.in., aby dane były zbierane w konkretnym, prawnie uzasadnionym celu i ograniczone do tego, co rzeczywiście niezbędne. Art. 6 wymaga podstawy prawnej, art. 13 – odpowiedniego poinformowania osoby, której dane są przetwarzane, a przy przetwarzaniu opartym na prawnie uzasadnionym interesie pojawia się również prawo sprzeciwu z art. 21</p><p>Mówiąc bez języka prawniczego: <strong>kamera służąca ochronie budynku nie dostaje automatycznie licencji na prowadzenie kroniki życia towarzyskiego przed walnym zgromadzeniem.</strong></p><h2>Czy do pilnowania okna trzeba obserwować pół chodnika?</h2><p>Europejska Rada Ochrony Danych w swoich wytycznych dotyczących urządzeń wideo zwraca uwagę na konieczność określenia celu, niezbędności monitoringu oraz ograniczania zakresu obserwacji.&nbsp;</p><p>A UODO pokazał niedawno, że kwestia zasięgu kamery nie jest akademicką zabawą prawników.</p><p>15 lipca 2026 roku Urząd poinformował o pierwszej karze związanej z niewykonaniem decyzji dotyczącej prywatnego monitoringu. Kamery obejmowały m.in. drogę publiczną i sąsiednie nieruchomości. Prezes UODO wcześniej nakazał zaprzestanie takiego przetwarzania wobec braku podstawy prawnej. Za niewykonanie decyzji nałożono <strong>26 711 zł kary</strong>.</p><p>To oczywiście inna sprawa i nie można jej mechanicznie przykładać do „Przodownika”. Pokazuje jednak zasadę: <strong>fakt posiadania kamery nie oznacza prawa do nieograniczonego obserwowania otoczenia.</strong></p><h2>Nagrywanie to jedno. Wycinanie ludzi z filmu – drugie</h2><p>Jeszcze ciekawiej robi się przy stopklatkach.</p><p>Czym innym jest zapis monitoringu pozostający przez określony czas w systemie. Czym innym wyszukanie konkretnej osoby, zatrzymanie obrazu i wykonanie jej zdjęcia. A jeszcze czym innym – przekazanie takiego materiału kolejnej osobie albo jego publikacja.</p><p>Wizerunek jest dobrem osobistym chronionym przez <strong>art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego</strong>. Publiczne rozpowszechnianie wizerunku podlega ponadto zasadom z art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych.</p><p>Samo pojawienie się na chodniku nie oznacza więc: <strong>„proszę bardzo, róbcie z moim zdjęciem, co chcecie”</strong>.</p><p>Także materiały UODO dotyczące udostępniania nagrań wskazują, że dostęp do zapisu musi mieć określony cel i uwzględniać prawa osób postronnych.</p><h2>Walne pod specjalnym nadzorem?</h2><p>I tu pojawia się pytanie najważniejsze.</p><p>Walne zgromadzenie jest momentem, w którym członkowie spółdzielni dyskutują, pytają, oceniają i głosują. Czasem chcą również zmiany władz.</p><p><strong>Czy świadomość, że ktoś może obserwować, kto przychodzi do siedziby, z kim rozmawia, a później wykonywać fotografie konkretnych osób, może wywoływać efekt mrożący?</strong></p><p>Czy członek spółdzielni przed rozmową z osobą krytyczną wobec zarządu powinien najpierw pomachać do kamery?</p><p>Nie wiemy, czy urządzenie ma z takim działaniem jakikolwiek związek. <strong>Nie twierdzimy, że służy zastraszaniu. Pytamy, czy sposób wykorzystywania monitoringu może powodować takie wrażenie i czy wszystko odbywa się zgodnie z prawem.</strong></p><p>Dlatego zwrócimy się do władz „Przodownika” z pytaniami o właściciela kamery, podstawę jej instalacji, zakres rejestrowanego obszaru, czas przechowywania nagrań, osoby posiadające dostęp oraz o to, <strong>czy wykonywano stopklatki przedstawiające Agnieszkę Kępę i innych członków Spółdzielni oraz komu były one udostępniane</strong>.</p><p>Na razie nie wiemy więc, czy kamera pilnuje budynku, bezpieczeństwa czy może zwyczajnie zbyt szeroko interesuje się światem za szybą.</p><p>Orwell zapewne byłby zdziwiony.</p><p><strong>W jego czasach Wielki Brat potrzebował całego państwa. Dzisiaj może wystarczyć kamerka w oknie.</strong></p><p>A przed walnym pozostaje jeszcze jedno pytanie:</p><p><strong>kto jeszcze znalazł się w jej pamięci?</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[411 pytań jednego radnego. Urząd: trudno wskazać konkretne efekty dla mieszkańców]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56413,411-pytan-jednego-radnego-urzad-trudno-wskazac-konkretne-efekty-dla-mieszkancow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56413,411-pytan-jednego-radnego-urzad-trudno-wskazac-konkretne-efekty-dla-mieszkancow</guid>
            <pubDate>Mon, 31 Aug 2026 12:23:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-411-pytan-jednego-radnego-urzad-trudno-wskazac-konkretne-efekty-dla-mieszkancow-1788174103.png</url>
                        <title>411 pytań jednego radnego. Urząd: trudno wskazać konkretne efekty dla mieszkańców</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56413,411-pytan-jednego-radnego-urzad-trudno-wskazac-konkretne-efekty-dla-mieszkancow</link>
                    </image><description>97 zarejestrowanych spraw, 65 interpelacji, 13 zapytań i – przede wszystkim – 411 szczegółowych pytań, podpunktów oraz zagadnień. Tak wygląda bilans aktywności radnego Piotra Kucharskiego od początku obecnej kadencji Rady Miejskiej w Tomaszowie Mazowieckim. Liczby mogą robić wrażenie. Tyle że po drugiej stronie każdego pytania siedzi ktoś, kto musi znaleźć dokumenty, zebrać dane, stworzyć tabelę, przeprowadzić analizę i napisać odpowiedź. Urząd Miasta przyznaje, że przy tej skali cierpią inne obowiązki pracowników. Jeszcze mocniej brzmi inne zdanie magistratu: trudno wskazać konkretne przykłady przełożenia tak wielkiej liczby pytań na rozwiązania istotne dla mieszkańców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h5>Nasz artykuł w skrócie</h5><ul><li data-list-item-id="ea77eb1952cbe9e6348447323f5ee35e1">od początku kadencji zarejestrowano <strong>97 spraw</strong> związanych z aktywnością radnego Piotra Kucharskiego;</li><li data-list-item-id="e474397aa6401d4adb920cf5ed6ae03c0">zawierały one łącznie aż <strong>411 szczegółowych pytań i zagadnień</strong>;</li><li data-list-item-id="e889bb5910769bc00c770c2053054c64c">przygotowywanie odpowiedzi angażowało <strong>26 różnych wydziałów, jednostek, spółek i innych miejskich podmiotów</strong>;</li><li data-list-item-id="e5bf4007189723ce82dd840c873ce1879">Urząd Miasta przyznaje, że duża liczba rozbudowanych interpelacji wpływa na organizację pracy, a jednocześnie trudno wskazać ich konkretne przełożenie na rozwiązania ważne dla mieszkańców.</li></ul><h3>97 spraw i 411 pytań</h3><p>Radny ma prawo pytać. Ba, powinien pytać. Kontrola władzy wykonawczej jest jednym z fundamentów samorządu. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy próbujemy odpowiedzieć na inne pytanie: <strong>czy liczbę zadanych pytań można utożsamiać ze skutecznością radnego?</strong></p><p>Redakcja NaszTomaszow.pl zwróciła się do Urzędu Miasta w Tomaszowie Mazowieckim o podsumowanie aktywności Piotra Kucharskiego od początku kadencji samorządowej 2024–2029.</p><p>Odpowiedź jest imponująca liczbowo.</p><blockquote><p>Miasto zarejestrowało <strong>97 spraw</strong>: 65 interpelacji, 13 zapytań, dziewięć próśb zgłoszonych podczas sesji, dziewięć wniosków z sesji oraz jedną sprawę zakwalifikowaną jako „inne”.</p></blockquote><p>Ale prawdziwa skala zjawiska ujawnia się dopiero poziom niżej.</p><blockquote><p>W tych dokumentach znalazło się łącznie <strong>411 pytań, podpunktów lub odrębnych zagadnień wymagających odpowiedzi</strong>.</p></blockquote><p>Statystycznie to ponad cztery szczegółowe kwestie przypadające na każdą zarejestrowaną sprawę.</p><p>Warto przy tym zachować precyzję: ustawowy charakter interpelacji i zapytań ma 78 spośród wymienionych spraw. Pozostałe to m.in. wnioski i prośby z sesji. Wszystkie jednak – zgodnie z zestawieniem miasta – tworzą potężny strumień spraw kierowanych przez jednego radnego do miejskiej administracji.</p><h3>Jedno pismo, kilka wydziałów</h3><p>Interpelacja nie odpowiada sama sobie.</p><p>Żeby na biurku radnego pojawiła się gotowa odpowiedź, ktoś musi odnaleźć dokumenty, sprawdzić faktury, przeszukać archiwa, policzyć wydatki, zebrać informacje ze spółek, szkół albo jednostek, czasami sięgnąć kilka lat wstecz. Następnie dane trzeba zweryfikować, uzgodnić i zamienić w oficjalne stanowisko miasta.</p><blockquote><p>Z informacji przekazanych naszej redakcji wynika, że w obsługę spraw Piotra Kucharskiego angażowanych było <strong>26 różnych pozycji w strukturze miasta – wydziałów, komórek, jednostek, spółek albo grup jednostek</strong>.</p></blockquote><p>Najczęściej pojawiały się WRI – 19 razy, WGN i ZDiUM – po 18, TTBS – 15, ZGWK i WAR – po 11 oraz MZK – dziewięć razy. Dalej znajdują się m.in. TCS, WOŚ, SIM, MOPS, Straż Miejska, Biblioteka, Muzeum, a nawet wszystkie miejskie szkoły.</p><p>Łącznie daje to <strong>176 przypadków zaangażowania poszczególnych podmiotów</strong>.</p><p>Nie oznacza to 176 pracowników. Takiego wniosku z dokumentu wyciągnąć nie można. Jedno pismo mogło jednak jednocześnie trafić do kilku miejsc, a za przygotowaniem danych z jednej jednostki mogło stać kilka osób.</p><p>To właśnie pokazuje rzeczywistą skalę papierowej machiny uruchamianej po wpłynięciu kolejnej wielowątkowej interpelacji.</p><h2>Urząd: cierpią inne obowiązki</h2><p>Odpowiedź magistratu nie pozostawia większych wątpliwości, że problem nie jest wyłącznie teoretyczny.</p><p>Urząd zaznacza, że przygotowanie odpowiedzi na szczegółową interpelację nie ogranicza się do pracy jednego pracownika. Czasami trzeba zaangażować kilka wydziałów, referatów, miejskich jednostek czy spółek.</p><p>Szczególnie czasochłonne są pisma obejmujące kilka niezależnych dziedzin albo wymagające zestawiania danych z wielu poprzednich lat.</p><p>I tutaj pojawia się zdanie kluczowe.</p><blockquote><p>Według Urzędu <strong>„każda dodatkowa, rozbudowana interpelacja oznacza zatem konieczność przesunięcia czasu pracy i zasobów kadrowych z innych zadań”</strong>.</p></blockquote><blockquote><p>Magistrat wskazuje konsekwencje: wpływ na terminowość realizacji spraw, obsługę mieszkańców, przygotowywanie dokumentów i wykonywanie codziennych obowiązków.</p></blockquote><p>To ważne. Urzędnik nie zostawia bowiem na wieszaku swoich podstawowych obowiązków tylko dlatego, że radny skierował kilkanaście nowych pytań. Nadal prowadzi postępowania administracyjne i podatkowe, obsługuje mieszkańców i wykonuje zadania, których terminy wynikają z przepisów.</p><p>Do tego dochodzi kolejna interpelacja. I następna.</p><p>Papierowa lawina nie spada na abstrakcyjny „urząd”. Spada na konkretnych ludzi.</p><h3>Radny ma prawo pytać. Ale ustawodawca mówi też, czym jest interpelacja</h3><p>W tej sprawie trzeba postawić wyraźną granicę.</p><p>Piotr Kucharski <strong>ma prawo składać interpelacje i zapytania</strong>. Jest to jego ustawowe uprawnienie i jeden z instrumentów wykonywania mandatu.</p><p>Art. 24 ustawy o samorządzie gminnym stanowi, że radni mogą kierować do wójta – a więc w mieście także do prezydenta – interpelacje i zapytania. Jednocześnie ustawa precyzuje, że <strong>interpelacja dotyczy spraw o istotnym znaczeniu dla gminy</strong>, a zapytania służą sprawom aktualnych problemów gminy oraz ustalaniu konkretnego stanu faktycznego. Odpowiedź na interpelację lub zapytanie powinna zostać udzielona nie później niż w ciągu 14 dni. Obecny tekst jednolity ustawy został ogłoszony w Dz.U. z 2026 r. poz. 662.&nbsp;</p><p>Publiczny rejestr Rady Miejskiej pokazuje przy tym przypadki, gdy na niektóre interpelacje Piotra Kucharskiego odpowiedzi pojawiały się znacznie później. Interpelacja dotycząca zatrudnienia samorządowców i radnych wpłynęła w listopadzie 2024 roku, a odpowiedź nosi datę 28 stycznia 2025 roku. W innym przypadku pytania o służbowe karty płatnicze w spółkach miejskich, obejmujące okres dziesięciu lat, otrzymały odpowiedź dopiero w lipcu 2026 roku.</p><p>Sam fakt przekroczenia terminu nie dowodzi oczywiście, że przyczyną była wyłącznie liczba pytań radnego. Urząd jednak w odpowiedzi dla NaszTomaszow.pl otwarcie przyznaje, że ogrom materiału i podstawowe obowiązki pracowników powodują, iż zachowanie 14-dniowego terminu bywa trudne.</p><p>I tutaj pojawia się paradoks.</p><blockquote><p><strong>Czy instrument stworzony po to, aby kontrolować sprawność administracji, może przy odpowiedniej skali sam zacząć tę sprawność ograniczać?</strong></p></blockquote><h3>411 pytań. A gdzie efekty?</h3><p>To jednak nie liczba stron, nie czas przygotowania odpowiedzi i nawet nie 411 pytań są najważniejszym elementem odpowiedzi miasta.</p><p>Najmocniejsze zdanie znajduje się gdzie indziej.</p><blockquote><p>Urząd Miasta napisał naszej redakcji, że <strong>„w przypadku tak dużej liczby złożonych pytań trudno wskazać konkretne przykłady ich przełożenia na rozwiązania istotne z punktu widzenia mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego”</strong>.</p></blockquote><p>Magistrat dodaje, że znaczna większość interpelacji dotyczy przedstawiania analiz, tabel i danych, które – zdaniem Urzędu – często nie mają wpływu na efektywne wykonywanie inwestycji lub innych spraw.</p><p>I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa rozmowa o jakości samorządu.</p><blockquote><p>Bo <strong>411 pytań robi wrażenie jako liczba. Ale mandat radnego to nie teleturniej, w którym wygrywa zawodnik mający na koncie najwięcej znaków zapytania.</strong></p></blockquote><p>Jeżeli interpelacja ujawnia nieprawidłowość, doprowadza do naprawy ulicy, poprawia bezpieczeństwo, pozwala odzyskać publiczne pieniądze albo zmienia złą decyzję – jej przygotowanie może być warte wielu godzin pracy urzędników.</p><p>Jeżeli jednak efektem kolejnych godzin są wyłącznie następne segregatory tabel, trzeba mieć prawo zapytać o proporcje.</p><p>Nie o prawo radnego do kontroli.</p><p>O <strong>skuteczność tej kontroli</strong>.</p><h3>„Zróbcie”. Tylko za jakie pieniądze?</h3><p>Miasto zwraca uwagę również na inną cechę postulatów pojawiających się w interpelacjach Piotra Kucharskiego.</p><blockquote><p>Według odpowiedzi przekazanej redakcji część wniosków jest niemożliwa do realizacji albo ich wykonanie oznaczałoby nieefektywne wydatkowanie środków publicznych czy istotne obciążenie miejskiego budżetu.</p></blockquote><p>Urząd zaznacza jednocześnie, że w interpelacjach <strong>wielokrotnie pomijane jest wskazanie źródła finansowania</strong>.</p><blockquote><p>W pojedynczych przypadkach pojawiały się propozycje sięgnięcia po fundusze zewnętrzne. Problem w tym, że – według magistratu – wskazane programy nie zawsze były przeznaczone dla miasta, dotyczyły innych przedsięwzięć albo ich warunki okazywały się finansowo niekorzystne.</p></blockquote><p>W samorządzie łatwo powiedzieć: wyremontować, zbudować, zwiększyć, stworzyć.</p><p>Znacznie trudniej dopisać drugie zdanie: <strong>za co?</strong></p><p>Budżet miasta nie jest studnią z baśni braci Grimm. Każde dodatkowe kilka milionów wydanych w jednym miejscu trzeba znaleźć albo zabrać z innego.</p><p>Dlatego odpowiedzialność za propozycję nie powinna kończyć się na jej zapisaniu.</p><h2>411 pytań i żadnego samodzielnie złożonego projektu uchwały</h2><p>Jeszcze ciekawiej prezentuje się zestawienie działalności kontrolnej radnego z jego aktywnością uchwałodawczą.</p><blockquote><p>Z dokumentacji znajdującej się w Biurze Rady wynika – jak poinformował Urząd Miasta – że <strong>Piotr Kucharski w obecnej kadencji nie składał samodzielnych projektów uchwał</strong>.</p></blockquote><p>Był natomiast jednym z radnych podpisanych pod dwoma projektami przygotowanymi przez grupę radnych: uchwałą intencyjną dotyczącą S12 oraz projektem w sprawie kontroli.</p><p>Nie oznacza to, że interpelacja jest narzędziem gorszym od uchwały. Pełnią zupełnie inne funkcje.</p><p>Ale zestawienie pozostaje interesujące:</p><blockquote><p><strong>411 pytań – i ani jednego samodzielnie złożonego projektu uchwały.</strong></p></blockquote><p>To już nie jest ocena. To proporcja, nad którą każdy mieszkaniec może zastanowić się sam.</p><h2>Demokracja potrzebuje kontroli. Ale potrzebuje też proporcji</h2><p>Nie warto tworzyć fałszywego sporu.</p><p>Milczący radny nie jest wartością samą w sobie. Radny, który o nic nie pyta, niczego nie sprawdza i przez pięć lat ogranicza aktywność do naciskania przycisków podczas głosowań, nie jest wzorem samorządowca.</p><p>Piotr Kucharski niewątpliwie jest aktywny, szczególnie odkąd zaczął używać chata GPT. Oficjalny miejski rejestr potwierdza dużą liczbę składanych przez niego interpelacji, w tym dotyczących finansów spółek, zatrudnienia, inwestycji drogowych, parkowania, oświaty czy gospodarki odpadami.</p><p>Pytanie brzmi jednak inaczej.</p><blockquote><p><strong>Czy aktywność jest tym samym co skuteczność?</strong></p></blockquote><p>Każde z 411 pytań ma swoją drugą stronę. Jest nią pracownik, który otwiera archiwum, sprawdza segregator, uruchamia arkusz kalkulacyjny, pisze do jednostki, czeka na odpowiedź, zestawia liczby i przygotowuje dokument. W tym samym czasie ktoś czeka na jego decyzję, pismo albo załatwienie swojej sprawy.</p><p>Dokładnego rachunku w złotówkach Urząd Miasta nie przedstawił. Nie będziemy więc tworzyć fikcyjnych wyliczeń.</p><p>Koszt jednak istnieje. Jest nim przede wszystkim <strong>czas pracy opłacany z publicznych pieniędzy oraz koszt alternatywny</strong> – wszystko to, czego w tym samym czasie pracownik zrobić nie może.</p><p>Demokracji potrzebni są radni, którzy pytają.</p><p>Ale potrzebni są również tacy, którzy z odpowiedzi potrafią zrobić użytek: zaproponować rozwiązanie, znaleźć pieniądze, zbudować większość dla projektu i doprowadzić sprawę do końca.</p><p>Bo liczba interpelacji może być dowodem aktywności.</p><p><strong>Nie jest automatycznie dowodem skuteczności.</strong></p><p>Pozostaje więc pytanie, na które odpowiedź należy już do mieszkańców:</p><p><strong>czy 411 pytań Piotra Kucharskiego to przykład wyjątkowej pracowitości i konsekwentnej kontroli władzy, czy administracyjna lawina, której dotychczasowe efekty nie odpowiadają nakładowi pracy miasta?</strong></p><p>Przed publikacją tego materiału <strong>warto zwrócić się do Piotra Kucharskiego o stanowisko</strong> przede wszystkim w sprawie 411 pytań, wskazania konkretnych efektów swoich interpelacji i odpowiedzi na zarzut magistratu o obciążaniu pracy urzędu. Przy tak krytycznym tekście jego wypowiedź bardzo wzmacnia wiarygodność materiału — nawet jeśli radny odmówi komentarza.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Projekt Batorskiego staje się rzeczywistością. Za „Tkaczem” budują tor do jazdy na rolkach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56402,projekt-batorskiego-staje-sie-rzeczywistoscia-za-tkaczem-buduja-tor-do-jazdy-na-rolkach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56402,projekt-batorskiego-staje-sie-rzeczywistoscia-za-tkaczem-buduja-tor-do-jazdy-na-rolkach</guid>
            <pubDate>Sun, 30 Aug 2026 19:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-projekt-batorskiego-staje-sie-rzeczywistoscia-za-tkaczem-buduja-tor-do-jazdy-na-rolkach-1788111703.png</url>
                        <title>Projekt Batorskiego staje się rzeczywistością. Za „Tkaczem” budują tor do jazdy na rolkach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56402,projekt-batorskiego-staje-sie-rzeczywistoscia-za-tkaczem-buduja-tor-do-jazdy-na-rolkach</link>
                    </image><description>Jeszcze niedawno był tu pusty teren. Teraz pracuje ciężki sprzęt, a mieszkańcy Niebrowa pytają: co dzieje się za popularnym „Tkaczem”? Odpowiedź jest dobra szczególnie dla dzieci i młodzieży. Ruszyła budowa toru do jazdy na rolkach i deskorolkach – jednego z elementów zwycięskiego projektu Tomaszowskiego Budżetu Obywatelskiego zgłoszonego przez radnego Jarosława Batorskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h5>Nasz artykuł w skrócie</h5><ul><li data-list-item-id="ee92cb2ac047357534f2f9ccae227e789">Za MCK „Tkacz” rozpoczęła się budowa asfaltowego toru dla rolkarzy i deskorolkarzy.</li><li data-list-item-id="ef6f9086e21357afa4edf18342a5bffd7">Inwestycja jest częścią zwycięskiego projektu TBO zgłoszonego przez Jarosława Batorskiego.</li><li data-list-item-id="e491da1961535116d7661cce2e42cd6ba">Umowę z wykonawcą podpisano na <strong>599 900 zł</strong>, a termin realizacji wynosi 60 dni.</li><li data-list-item-id="ee7b9abe066aed01fb04c9419fb1cd949">To kolejny element zmian na Niebrowie, o które Batorski zabiega od wielu lat.</li></ul><h2>Co budują za „Tkaczem”?</h2><p>Koparki, rozkopany teren i pierwsze prace ziemne. Taki widok mogą dziś zobaczyć mieszkańcy przechodzący w pobliżu „Tkacza”, czyli obiektu Miejskiego Centrum Kultury na Niebrowie.</p><p>Nie jest to ani kolejny parking, ani przygotowanie terenu pod zabudowę. <strong>Powstaje tutaj tor do jazdy na rolkach i deskorolkach.</strong></p><p>To inwestycja, która ma domknąć kolejny fragment rekreacyjnej mapy Niebrowa – osiedla, które jeszcze kilkanaście lat temu w wielu miejscach pozostawało właściwie pozbawione nowoczesnej infrastruktury pozwalającej dzieciom i młodzieży aktywnie spędzać czas.</p><p>W dokumentacji zamówienia zadanie nosi oficjalną nazwę <strong>„Budowa toru do jazdy na rolkach i deskorolkach wraz z zagospodarowaniem terenu w Tomaszowie Mazowieckim – TBO”</strong>. Obiekt powstaje na działce nr 369/2, obręb 9.</p><p>I nie będzie to tylko pas asfaltu wyznaczony pomiędzy trawnikami.</p><p>Projekt przewiduje wykonanie nowej asfaltowej bieżni w formie toru, rozbudowę istniejącego chodnika, aby zapewnić bezpośrednie dojście do obiektu, a także ustawienie małej architektury. Mają pojawić się m.in. <strong>pergola o metalowej konstrukcji z elementami drewnianymi, ławki, kosze na śmieci i stojaki na rowery</strong>.</p><h2>Prawie 600 tysięcy złotych. Umowa już podpisana</h2><p>Droga od pomysłu do koparki nie była jednak zupełnie prosta.</p><p>Pierwsze postępowanie przetargowe zakończyło się bez wyboru wykonawcy. Powód był prozaiczny: <strong>nie wpłynęła ani jedna oferta</strong>. Miasto ogłosiło więc przetarg ponownie.</p><p>Tym razem zainteresowanie się pojawiło.</p><p>Do miasta wpłynęły dwie oferty – na 599 900 zł oraz 666 369,40 zł. Wybrano tę pierwszą. Umowę podpisano <strong>13 sierpnia 2026 roku</strong>, a wykonawcą została firma <strong>Piekarski Budownictwo</strong> z Tomaszowa Mazowieckiego, wspólnie ze Śliw-Bruk Sebastian Śliwiński Sp. z o.o. Wartość zawartej umowy to <strong>599 900 zł</strong>, a przewidziany czas wykonania prac wynosi 60 dni.</p><p>To właśnie dlatego pod koniec sierpnia za „Tkaczem” pojawił się sprzęt budowlany.</p><h2>To projekt Batorskiego. Ale zdecydowali mieszkańcy</h2><p>W tym miejscu trzeba uporządkować jedną rzecz, bo przy okazji budżetów obywatelskich łatwo pomieszać role samorządowców, mieszkańców i miasta.</p><p>Tor nie jest prywatną inwestycją radnego, a pieniądze oczywiście nie pochodzą „od Batorskiego”. To środki publiczne wydawane przez Gminę Miasto Tomaszów Mazowiecki.</p><blockquote><p><strong>Jarosław Batorski był natomiast inicjatorem i osobą, która złożyła projekt TBO, w którym budowa toru została zapisana.</strong></p></blockquote><p>Chodzi o projekt TBO/4/2024 zatytułowany <strong>„Z myślą o najmłodszych z Niebrowa, Starzyc i nie tylko”</strong>. Jego zakres był znacznie szerszy. Obejmował m.in. budowę dużego placu zabaw przy Szkole Podstawowej nr 10, placu zabaw przy ulicach Wspólnej i Tamka, doposażenie Przedszkola nr 12, zakup wyposażenia dla przedszkoli i szkół oraz właśnie <strong>budowę toru na tyłach MCK „Tkacz”</strong>.</p><p>W głosowaniu projekt zdobył <strong>1576 głosów</strong>, zajmując pierwsze miejsce wśród projektów infrastrukturalnych Tomaszowskiego Budżetu Obywatelskiego 2025. Jego pierwotna wartość została określona na 1,2 mln zł.</p><p>A więc mechanizm był prosty: <strong>Batorski przygotował i złożył projekt, mieszkańcy dali mu głosy, a miasto ma obowiązek zwycięskie zadania zrealizować.</strong></p><p>Co ciekawe, oficjalne potwierdzenie roli radnego można znaleźć także w materiałach jednej z placówek, która skorzystała na projekcie. Przedszkole nr 11 dziękowało Jarosławowi Batorskiemu za <strong>złożenie projektu infrastrukturalnego</strong> i skuteczne pozyskanie w jego ramach wyposażenia dla dzieci.</p><h2>Obok ma pojawić się także street workout</h2><p>Na samym torze zmiany w tej części Niebrowa mają się nie zakończyć.</p><p>Według informacji przekazanych naszej redakcji <strong>Jarosław Batorski wystąpił również z wnioskiem o stworzenie w sąsiedztwie strefy street workout</strong>, czyli urządzeń pozwalających ćwiczyć z wykorzystaniem ciężaru własnego ciała – drążków, poręczy oraz innych konstrukcji treningowych.</p><p>Rozwiązanie ma przypominać strefę funkcjonującą przy „Baśniowej”.</p><p>Jeżeli plan zostanie wykonany, teren za „Tkaczem” przestanie być pojedynczym obiektem sportowym, a zacznie tworzyć małą osiedlową strefę aktywności: tor dla rolkarzy i deskorolek, przestrzeń treningową, ławki i miejsce odpoczynku.</p><p>I właśnie w tym miejscu warto spojrzeć trochę szerzej.</p><h2>Batorski i Niebrów. Ta historia nie zaczęła się dzisiaj</h2><p>Kto obserwuje tomaszowski samorząd od dłuższego czasu, ten wie, że zainteresowanie Jarosława Batorskiego Niebrowem nie pojawiło się wraz z tegorocznym wjazdem koparek za „Tkacza”.</p><p>Już <strong>dziesięć lat temu</strong>, w 2016 roku, Batorski angażował się w przygotowanie projektu <strong>„niebrowskiej strefy rekreacyjno-integracyjnej”</strong> w ramach ówczesnej edycji Tomaszowskiego Budżetu Obywatelskiego.</p><p>Pomysłodawczynią projektu była mieszkanka osiedla, natomiast Batorski został jego współpełnomocnikiem. Jak sam wtedy opisywał, wspólnie prowadzili konsultacje z mieszkańcami i zbierali podpisy pod projektem. Później wycofał swoje pełnomocnictwo w związku ze sporem dotyczącym ostatecznego kształtu przedsięwzięcia, ale nadal zachęcał mieszkańców do oddania na nie głosu.</p><p>To ważny szczegół. Pokazuje bowiem, że dzisiejszy tor nie jest politycznym pomysłem wyciągniętym z kapelusza kilka miesięcy temu.</p><h2>Najpierw „górka”, potem kolejne pomysły</h2><p>W 2023 roku na NaszTomaszow.pl opisywaliśmy kolejną sprawę. Tym razem chodziło o znaną niemal wszystkim mieszkańcom Niebrowa <strong>„górkę”</strong>, od dziesięcioleci wykorzystywaną zimą przez dzieci jeżdżące na sankach.</p><p>Teren przez lata został zdeformowany i „rozjeżdżony”. Batorski podjął temat po rozmowach z mieszkańcami. Efektem były prace związane z ponownym wyprofilowaniem terenu.</p><p>W tym samym okresie pojawiła się kwestia <strong>ogólnodostępnego boiska na Niebrowie</strong>. Sam projekt TBO zgłosił Jacek Wieja i to jemu należy przypisać jego autorstwo. Kiedy jednak po głosowaniu zabrakło pieniędzy na pełną realizację przedsięwzięcia, Batorski wystąpił o dodatkowe środki w budżecie miasta.</p><p>To dobry przykład tego, czym w praktyce może zajmować się radny. Nie zawsze musi być autorem pomysłu. Czasem wystarczy, że mieszkańcy przychodzą z problemem, ktoś zgłasza projekt, a samorządowiec pilnuje później, żeby sprawa nie umarła gdzieś między rubryką w budżecie a kolejnym rokiem finansowym.</p><h2>Chodniki, przejścia, parkingi</h2><p>Lista podobnych spraw jest dłuższa.</p><p>W 2023 roku po interwencji mieszkańca Batorski zaangażował się wraz z przedstawicielem władz powiatu Markiem Kubiakiem w sprawę chodnika przy ulicy Szerokiej i bezpieczeństwa przejść dla pieszych. Fragment chodnika został później przebudowany.</p><p>Kolejnym przedsięwzięciem był projekt <strong>„Warszawska jak z obrazka”</strong> zgłoszony do Budżetu Obywatelskiego Województwa Łódzkiego. Batorski był jego inicjatorem i pełnomocnikiem, a Marek Kubiak pomagał w zbieraniu głosów. Projekt pozwolił przeznaczyć blisko pół miliona złotych na sześć aktywnych przejść dla pieszych wzdłuż ulicy Warszawskiej – kilka z nich właśnie w rejonie Niebrowa.</p><p>W czerwcu 2025 roku informowaliśmy także o powstaniu <strong>19 nowych miejsc postojowych przy ulicy Koplina</strong>, po wcześniejszych interwencjach Batorskiego dotyczących problemów z parkowaniem w tej części osiedla.</p><p>Można oczywiście powiedzieć, że żadna z tych rzeczy osobno nie zmienia historii miasta. Chodnik, parking, górka, przejście dla pieszych czy plac zabaw nie są przecież inwestycjami na miarę wielkiego stadionu albo nowego mostu.</p><p>Tylko że <strong>miasto nie składa się z wielkich inwestycji.</strong></p><p>Składa się właśnie z chodnika, którym dziecko idzie rano do szkoły. Z przejścia, na którym kierowca zauważy pieszego. Z miejsca, gdzie można zostawić samochód. Z ławki pod blokiem. Z placu zabaw, boiska i górki, na którą zimą ojciec zabiera córkę z sankami.</p><h2>Niebrów zmienia się metodą małych kroków</h2><p>Historia Niebrowa przypomina trochę układanie puzzli. Przez lata pojawiały się kolejne elementy. Nie wszystkie od razu, nie wszystkie bez problemów i – co oczywiste – nie wszystkie są zasługą jednego człowieka.</p><p>Ale jeśli szukać wspólnego mianownika dla wielu przedsięwzięć z ostatnich lat, nazwisko <strong>Jarosława Batorskiego pojawia się wyjątkowo często</strong>.</p><p>Sam dziś pozostaje radnym Rady Miejskiej reprezentującym okręg nr 2. W wyborach samorządowych w 2024 roku otrzymał 1125 głosów.</p><p>W samorządzie można wygłaszać długie przemówienia. Można organizować konferencje i produkować dziesiątki postów w mediach społecznościowych.</p><p>Można też przez lata wracać do tych samych kilku ulic, pytać mieszkańców, czego brakuje, składać projekty, szukać pieniędzy i pilnować ich realizacji.</p><p><strong>Za „Tkaczem” właśnie ruszyły koparki.</strong></p><p>Za kilkadziesiąt dni w miejscu dzisiejszego placu budowy pojawią się rolki i deskorolki.</p><p>I chyba właśnie takie obrazki najlepiej pokazują, że w lokalnym samorządzie konsekwencja czasami waży więcej niż najgłośniejsze przemówienie.&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[„Hajs”, korupcja, karetki jak taksówki. Tak radni miejscy dyskutowali o przyszłości TCZ]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56361,hajs-korupcja-karetki-jak-taksowki-tak-radni-miejscy-dyskutowali-o-przyszlosci-tcz</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56361,hajs-korupcja-karetki-jak-taksowki-tak-radni-miejscy-dyskutowali-o-przyszlosci-tcz</guid>
            <pubDate>Sat, 29 Aug 2026 12:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-hajs-korupcja-karetki-jak-taksowki-tak-radni-miejscy-dyskutowali-o-przyszlosci-tcz-1787925603.png</url>
                        <title>„Hajs”, korupcja, karetki jak taksówki. Tak radni miejscy dyskutowali o przyszłości TCZ</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56361,hajs-korupcja-karetki-jak-taksowki-tak-radni-miejscy-dyskutowali-o-przyszlosci-tcz</link>
                    </image><description>To miała być dyskusja o jednym z najważniejszych tematów dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego – przyszłości lokalnego szpitala. Szybko jednak okazało się, że rozmowa o bezpieczeństwie zdrowotnym, własności spółki, dzierżawie majątku i ewentualnej konsolidacji z łódzkim szpitalem klinicznym przerodziła się w polityczny spektakl. Padały słowa o „hajsie”, korupcji, wożeniu pacjentów karetkami niczym taksówkami, a także pomysły, by pieniądze uzyskane ze sprzedaży szpitala przekazać… sprzedanemu szpitalowi. Momentami można było odnieść wrażenie, że dyskutujący mówią o zupełnie różnych przedsięwzięciach.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nasz artykuł w skrócie</h2><ul><li data-list-item-id="e2b3cbb2815b7c7a0fdf1254ee4ba3011">Rada Miejska zajęła się apelem dotyczącym przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia i proponowanej konsolidacji z zewnętrznym podmiotem leczniczym.</li><li data-list-item-id="e49b5ddf52d981fa2b2d7d2f4f470eaac">Apel zakłada m.in. sprzeciw wobec sprzedaży TCZ i majątku powiatu wykorzystywanego przez szpital, ochronę miejsc pracy oraz utrzymanie dostępności świadczeń w Tomaszowie.</li><li data-list-item-id="edeb0ef2cad52b1fecc5b53ef3fb6a50d">Dyskusja radnych szybko wykroczyła poza treść samego apelu i dotyczyła m.in. sytuacji finansowej TCZ, działalności CKD, Nu-Medu, kontraktów NFZ oraz ewentualnej likwidacji oddziałów.</li><li data-list-item-id="e81205a4fb064d865b2e405303c4f6811">Prezydent Marcin Witko wskazywał m.in. na odpowiedzialność poprzednich władz powiatu za pogorszenie sytuacji szpitala i krytykował sposób zarządzania TCZ.</li></ul><p>Rada Miejska w Tomaszowie Mazowieckim zajmowała się podczas swojej ostatniej sesji tematem proponowanej przez Adriana Witczaka konsolidacji Tomaszowskiego Centrum Zdrowia ze szpitalem klinicznym Łódzkiego Uniwersytetu Medycznego poprzez sprzedaż spółki. Mimo że szpital nie jest jednostką podległą miejskiemu samorządowi, radny Kazimierz Baran złożył wniosek, aby również Rada Miejska zajęła stanowisko w tej sprawie. Do radnych trafił także projekt apelu oraz stanowisko Prezydenta Miasta Marcina Witko. Jak można się było spodziewać, nie zabrakło burzliwej dyskusji.</p><h2>Bez sprzedaży szpitala i majątku powiatu</h2><p>Zaproponowany apel obejmował postulaty Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego, które miałyby zostać uwzględnione przy podejmowaniu ewentualnych decyzji dotyczących konsolidacji Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością z siedzibą w Tomaszowie Mazowieckim z zewnętrznym podmiotem leczniczym.</p><p>Rada Miejska Tomaszowa Mazowieckiego wnosi do władz powiatu, aby decyzje dotyczące ewentualnej konsolidacji <strong>nie wiązały się ze sprzedażą Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. ani majątku Powiatu Tomaszowskiego wykorzystywanego przez Spółkę do udzielania świadczeń zdrowotnych</strong>.</p><p>Wszelkie decyzje dotyczące konsolidacji powinny być poprzedzone szczegółową analizą jej skutków dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i Powiatu Tomaszowskiego. Rada domaga się zapewnienia ciągłości udzielania świadczeń zdrowotnych na terenie miasta Tomaszowa Mazowieckiego, tak aby nie nastąpiło ograniczenie dostępności do świadczeń medycznych ani całkowita likwidacja poszczególnych oddziałów niezbędnych do zabezpieczenia potrzeb zdrowotnych mieszkańców.</p><p>Apel zawiera także postulat zachowania miejsc pracy personelu medycznego i pozostałych pracowników TCZ. Radni chcą, aby majątek służący realizacji świadczeń zdrowotnych był nadal wykorzystywany na cele ochrony zdrowia, a ewentualne decyzje dotyczące jego sprzedaży lub innego zbycia zostały poprzedzone pełną analizą skutków społecznych i ekonomicznych oraz konsultacjami z właściwymi organami samorządowymi. Prezydent oraz Rada uważają, że mieszkańcy muszą być na bieżąco informowani o planowanych działaniach i ich konsekwencjach.</p><h2>Dyskusja o czymś, czego część radnych najwyraźniej nie rozumiała</h2><p>Już od początku dyskusja pokazała, że większość radnych miejskich nie ma pojęcia o tym, o czym przyszło im dyskutować. Jako pierwsza głos zabrała Marzanna Popławska, która zwracała uwagę, że radni nie dostali żadnych danych związanych z planowanymi procesami naprawczymi w tomaszowskim szpitalu.</p><p>Najwyraźniej zupełnie nie zrozumiała faktu, że proponowane stanowisko ma wyrażać opinię co do zabezpieczenia potrzeb zdrowotnych mieszkańców, a nie stanowić analizy ekonomicznej spółki, która należy do Powiatu i pozostaje pod nadzorem Zarządu oraz Rady Nadzorczej spółki.</p><p>Jeszcze bardziej kuriozalne było wystąpienie Pawła Jabłońskiego, który chyba sam nie do końca wiedział, o co i dlaczego pyta w kontekście negatywnej oceny konsolidacji poprzez sprzedaż.</p><p>Cyt.: <i>„Skoro konsolidacja nie poprzez sprzedaż, to jaka konsolidacja, bo dalej się odnosimy do konsolidacji, bo jaka forma konsolidacji, jeśli nie poprzez sprzedaż, bo oczywiście jest możliwa dzierżawa, zarówno gruntów, jak i budynków, natomiast dla powiatu jest to niekorzystne, bo jeżeli CKD by naniosło spore inwestycje, to w razie odkupienia, mielibyśmy zwrócić KD”</i>.</p><p>Cała wypowiedź to typowy przejaw partyjniackiej ignorancji. Radny zadaje pytanie: jaki jest pomysł na szpital? Tylko kto ma na nie odpowiadać?</p><h2>Spółka to nie budynki i grunt</h2><p>W tym miejscu chyba należy wyjaśnić podstawową kwestię, o której najwyraźniej Paweł Jabłoński nie ma pojęcia. Nie odróżnia spółki od jej majątku, którego wcale nie musi ona posiadać. Nie wie, że budynki, teren, a nawet duża część sprzętu nie są własnością TCZ, lecz są co najwyżej przedmiotem dzierżawy. Sprzedaż samej spółki nie ma więc nic wspólnego ze sprzedażą nieruchomości, a co najwyżej z przeniesieniem prawa do dzierżawy.</p><p>Co ciekawe, nawet Nu-Med, który poniósł wielomilionowe nakłady finansowe na budowę szpitala, wykonał inwestycję na terenie dzierżawionym od powiatu, a całość zabudowań już za kilka lat przejdzie na własność samorządu. Obecnie płacona jest dzierżawa.</p><p>Co miałoby być więc niekorzystnego w formule dzierżawnej? Sprzedaż spółki oraz dodatkowo sprzedaż nieruchomości, z wydzierżawioną częścią dla zewnętrznego podmiotu, to wydatek rzędu kilkuset milionów złotych. Przy stratach generowanych przez CKD? Mrzonki…</p><h2>Bogdan Smolarek o lekarzach i jakości leczenia</h2><p>Bogdan Smolarek stawiał pod znakiem zapytania jakość usług medycznych świadczonych w tomaszowskim szpitalu, a co za tym idzie – fachowość personelu. Twierdził, że tomaszowianie w razie nagłej potrzeby nie szukają pomocy w TCZ, tylko w Łodzi, Bełchatowie i innych miastach, gdzie można uzyskać pomoc specjalistyczną.</p><p>Zarzucał lekarzom praktyki korupcyjne oraz kierowanie do szpitali pacjentów z prywatnych gabinetów. Pytał, czy lekarze w tomaszowskim szpitalu, pracujący na kontraktach, pracują tak dobrze dla szpitala, czy dla swoich prywatnych dochodów.</p><p>Niestety, także radny Smolarek nie ma odpowiedniej wiedzy merytorycznej z zakresu funkcjonowania służby zdrowia w Polsce. Tymczasem przedstawicielka CKD na spotkaniu z radnymi powiatowymi mówiła wprost, że nierentowne oddziały zostaną w Tomaszowie zlikwidowane, a kontrakt przejmie szpital w Łodzi.</p><p>Czy CKD jest dobrze zarządzane? Wynik finansowy wskazuje na coś innego. Jeszcze nie tak dawno temu zyski CKD były niższe niż TCZ, przy nieporównywalnej skali działalności, a placówka generowała dodatkowe przychody związane z kształceniem młodych medyków, których Tomaszów nie osiągał.</p><p>Radny mówił o zadłużeniu szpitala za ubiegły rok na poziomie 24 milionów. Tymczasem szpital jest na chwilę obecną jednym z nielicznych w Polsce, który do dziś nie ma żadnych długów. Radny Smolarek apel o obronę szpitala nazywa politycznym.</p><h2>TCZ to nie Nu-Med</h2><p>Chyba najbardziej irytujące w tej wypowiedzi było porównywanie szpitala powiatowego do Specjalistycznego Ośrodka Nu-Med. To kolejny przykład niezrozumienia systemu.</p><p>Oczywiście łódzkie szpitale są zainteresowane likwidacją Nu-Med jako konkurencji. Nie zagłębiając się zbytnio w specyfikę funkcjonowania szpitali monospecjalistycznych, warto zwrócić uwagę, że Affidea nie chce kupować żadnego terenu, ale zamierza wydzierżawić go od powiatu. Do tego planuje zakupić nam rezonans i w ramach współpracy zbudować szpitalną aptekę.</p><p>Radny Smolarek przytaczał przykłady konieczności poszukiwania specjalistów w innych miastach. Twierdził, że tomaszowskich pacjentów nikt nie będzie już nigdy odsyłać. Sugerował wręcz, że chorzy będą wożeni do Łodzi karetkami niczym taksówkami.</p><p>Poniżej pozwolę sobie zacytować coś, co kilka dni temu napisała do mnie jedna z mieszkanek naszego miasta:</p><p><i>„Panie Mariuszu, brakuje słów, by wyrazić moje rozczarowanie szpitalem CKD w Łodzi… Moja siostra bliźniaczka po 2 latach dostała się do programu lekowego »Leczenie pacjentów z autosomalnie dominującą postacią zwyrodnienia wielotorbielowatego nerek«. Została oficjalnie i pozytywnie zakwalifikowana do ww. programu przez lekarza nefrologa w szpitalu CKD w Łodzi. Spełniła wszystkie kryteria medyczne do bezpłatnej terapii lekiem, czekając wiele miesięcy. Jednak w dniu dzisiejszym determinacja i nadzieja zderzyły się z rozczarowaniem. Doktor prowadząca poinformowała, że można podziękować Pani Minister Zdrowia, że zabrali dofinansowanie na lek, że jeśli chce, to może poszukać sobie innej placówki z powodu ograniczeń limitów finansowych. Choroba postępuje, niszcząc miąższ nerek każdego dnia, nieodwracalnie… Tak wygląda pomoc w CKD… Gdzie szukać leczenia – nie wskazano. Jestem strasznie rozczarowana”.</i></p><h2>„Hajs” i prywatne szpitale</h2><p>Piotr Kucharski postanowił powalczyć z prywatnymi szpitalami, które leczą w ramach NFZ na najwyższym możliwym poziomie, czego przykładem jest Nu-Med. Raz jeszcze kolejny radny wykazał się brakiem znajomości tematu. Mówił o „hajsie” i przepływach pieniężnych, zapominając, że zanim zostaną wygenerowane, ktoś musiał zainwestować.</p><p>Kazimierz Baran stwierdził konkretnie: to nie apel jest polityczny, tylko ta dyskusja. Łódź nie będzie panaceum na wszystkie bolączki polityczne. Zwracał uwagę na długie kolejki do specjalistów w łódzkich szpitalach. Prostował też szereg nieprawdziwych informacji.</p><p>Barbara Klatka słusznie podkreślała, że sprzedaż szpitala ma charakter jednorazowy i nieodwracalny.</p><h2>Sprzedać szpital, a potem oddać mu pieniądze?</h2><p>Mocno kuriozalną wypowiedź miała radna Ewa Radziewicz. Jej zdaniem pieniądze ze sprzedaży szpitala Powiat powinien przeznaczyć na dofinansowanie tego samego szpitala.</p><p>To znaczy, że pieniądze, które samorząd by otrzymał, natychmiast oddałby podmiotowi, który je… zapłacił.</p><p>Podobnych, niezbyt mądrych wypowiedzi było w czasie sesji jednak więcej.</p><p>Oczywiście pojawia się kontekst dokonania wyceny, a więc wydania kilkuset tysięcy złotych, przy założeniu, że Powiat nie ma zamiaru sprzedaży szpitala.</p><h2>Witko wskazuje winnych problemów TCZ</h2><p>Marcin Witko zwrócił uwagę na ostatni rok rządów w powiecie. Jego zdaniem to Mariusz Węgrzynowski odpowiada za to, że zaledwie na przestrzeni 12 miesięcy doprowadzono do trudnej sytuacji finansowej.</p><p>Przywołał między innymi odebranie karetek z pogotowia oraz niewykonanie kontraktu na SOR-ze. Podkreślał niekompetencję prezesa Marka Utrackiego.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kamienica przy placu Kościuszki odzyskała blask. Remont za blisko 7,8 mln zł i 10 nowych mieszkań]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56390,kamienica-przy-placu-kosciuszki-odzyskala-blask-remont-za-blisko-7-8-mln-zl-i-10-nowych-mieszkan</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56390,kamienica-przy-placu-kosciuszki-odzyskala-blask-remont-za-blisko-7-8-mln-zl-i-10-nowych-mieszkan</guid>
            <pubDate>Sat, 29 Aug 2026 12:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kamienica-przy-placu-kosciuszki-odzyskala-blask-remont-za-blisko-7-8-mln-zl-i-10-nowych-mieszkan-1788000685.png</url>
                        <title>Kamienica przy placu Kościuszki odzyskała blask. Remont za blisko 7,8 mln zł i 10 nowych mieszkań</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56390,kamienica-przy-placu-kosciuszki-odzyskala-blask-remont-za-blisko-7-8-mln-zl-i-10-nowych-mieszkan</link>
                    </image><description>Zniszczona przez lata kamienica przy placu Kościuszki 14/15 w Tomaszowie Mazowieckim przeszła generalny remont. Inwestycja kosztowała niemal 7,8 mln zł. W zabytkowej części centrum miasta powstało 10 mieszkań wykończonych „pod klucz”, w tym lokale dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Na parterze znalazło się również miejsce na trzy lokale usługowe. Wszystkie mieszkania zostały już zasiedlone.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h5>&nbsp;Nasz artykuł w skrócie</h5><ul><li data-list-item-id="efb4431406465f9f03afc0a6ba067f819">remont kamienicy przy placu Kościuszki 14/15 kosztował <strong>7 800 795 zł brutto</strong>,</li><li data-list-item-id="e254b5b6e29f30bf0417f90864b67a1f6">miasto otrzymało na inwestycję <strong>4,26 mln zł dofinansowania</strong>,</li><li data-list-item-id="e6add9af7d4fd400b458dc41c82d7494f">powstało <strong>10 mieszkań</strong>, w tym cztery dostosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami,</li><li data-list-item-id="e3249d6c0beab616a0ea07e006d83fa89">w budynku zamontowano <strong>windę i instalację fotowoltaiczną</strong>,</li><li data-list-item-id="e90513471f2976bd6297c772858f30b06">na parterze znajdują się <strong>trzy lokale usługowe</strong>,</li><li data-list-item-id="ed6fab910800781b38337b6702c74b71c">w sierpniu wszystkie mieszkania zostały zasiedlone.</li></ul><h2>Remont rozpoczął się w 2024 roku</h2><p>Prace przy jednej z kamienic położonych w południowo-zachodniej części placu Kościuszki zakończyły się pod koniec lipca 2026 roku.</p><p>Wykonawcą inwestycji była tomaszowska firma <strong>ARCH BUD Anna Hajdera</strong>. Wartość zawartej umowy wyniosła <strong>7 800 795 zł brutto</strong>. Umowę z wykonawcą podpisano w maju 2024 roku.</p><p>Znaczną część kosztów udało się pokryć dzięki środkom zewnętrznym. W październiku 2023 roku Gmina Miasto Tomaszów Mazowiecki pozyskała <strong>4,26 mln zł z Funduszu Dopłat Banku Gospodarstwa Krajowego</strong>, zasilanego środkami budżetu państwa.</p><h2>Dziesięć mieszkań w centrum Tomaszowa</h2><p>Najważniejszym efektem przebudowy jest powstanie <strong>10 pełnowartościowych lokali mieszkalnych</strong>, znajdujących się na pierwszym i drugim piętrze kamienicy. Mieszkania zostały wykończone „pod klucz”, a więc przygotowane do bezpośredniego zamieszkania.</p><p>Szczególne znaczenie ma przystosowanie części budynku do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Cztery mieszkania, do których prowadzi wyremontowana klatka schodowa nr I, zostały odpowiednio dostosowane.</p><p>W budynku zamontowano również <strong>windę</strong>, dzięki której osoby mające problemy z poruszaniem się mogą swobodnie dostać się na wyższe kondygnacje.</p><p>W sierpniu wszystkie przygotowane mieszkania zostały już zasiedlone.</p><h2>Na parterze trzy lokale usługowe</h2><p>Remont nie ograniczał się wyłącznie do stworzenia nowych mieszkań. Na poziomie parteru przygotowano również <strong>trzy lokale przeznaczone na działalność usługową</strong>.</p><p>Może to mieć znaczenie dla dalszego ożywiania placu Kościuszki, który w ostatnich latach przechodzi stopniowe zmiany zarówno pod względem przestrzeni publicznej, jak i zabudowy otaczającej centralny plac miasta.</p><h2>Fotowoltaika, nowe instalacje i własna kotłownia</h2><p>Budynek przeszedł kompleksową modernizację techniczną. W mieszkaniach wykonano od podstaw m.in. instalacje:</p><p>wodno-kanalizacyjną, elektryczną, domofonową, internetową, telewizyjną, wentylacyjną oraz centralnego ogrzewania i ciepłej wody użytkowej.</p><p>Ciepło i ciepła woda dostarczane są z <strong>kotłowni gazowej znajdującej się na parterze budynku</strong>.</p><p>Na dachu kamienicy zamontowano natomiast <strong>instalację fotowoltaiczną</strong>, która ma zasilać części wspólne nieruchomości, w tym przede wszystkim zamontowany w budynku dźwig osobowy.</p><h2>Nowa elewacja i termomodernizacja</h2><p>Widocznym z zewnątrz efektem inwestycji jest całkowicie odnowiona elewacja.</p><p>Ściany zewnętrzne przeszły gruntowną termomodernizację. Wykonano nowe elewacje, niezbędne obróbki oraz prace mające poprawić zarówno wygląd kamienicy, jak i jej parametry energetyczne.</p><p>Prace objęły również znajdujący się poza główną bryłą kamienicy <strong>budynek gospodarczy</strong>. W jego przypadku odtworzono elewację nawiązującą do wyglądu obiektu sprzed postępującej przez lata degradacji.</p><h2>Kolejna zmiana w ścisłym centrum miasta</h2><p>Odnowienie kamienicy przy placu Kościuszki 14/15 to inwestycja szczególnie widoczna, bo znajduje się w jednym z najbardziej reprezentacyjnych punktów Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>W miejscu, które jeszcze niedawno wymagało gruntownej interwencji budowlanej, dziś znajdują się mieszkania, lokale usługowe, winda i nowoczesne instalacje. Dla nowych lokatorów najważniejsze jest jednak coś znacznie prostszego: dziesięć mieszkań w samym centrum Tomaszowa właśnie stało się ich domem.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[1400 punktów w całej Polsce. Ćwiczą reakcję na alarmy. A Tomaszów? Sprawdziliśmy oficjalną listę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56382,1400-punktow-w-calej-polsce-cwicza-reakcje-na-alarmy-a-tomaszow-sprawdzilismy-oficjalna-liste</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56382,1400-punktow-w-calej-polsce-cwicza-reakcje-na-alarmy-a-tomaszow-sprawdzilismy-oficjalna-liste</guid>
            <pubDate>Sat, 29 Aug 2026 08:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-1400-punktow-w-calej-polsce-cwicza-reakcje-na-alarmy-a-tomaszow-sprawdzilismy-oficjalna-liste-1787985109.png</url>
                        <title>1400 punktów w całej Polsce. Ćwiczą reakcję na alarmy. A Tomaszów? Sprawdziliśmy oficjalną listę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56382,1400-punktow-w-calej-polsce-cwicza-reakcje-na-alarmy-a-tomaszow-sprawdzilismy-oficjalna-liste</link>
                    </image><description>Co zrobić, gdy zawyją syreny? Gdzie sprawdzić, czy zagrożenie jest prawdziwe, a nie jest kolejną internetową plotką? Gdzie szukać schronienia i co rzeczywiście powinno znaleźć się w plecaku ewakuacyjnym? W całej Polsce rusza Krajowy Trening Reagowania Akademii Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Sprawdziliśmy sytuację w naszym regionie. Na opublikowanej przez Łódzki Urząd Wojewódzki liście na sobotę 29 i niedzielę 30 sierpnia nie ma punktu w Tomaszowie Mazowieckim ani w powiecie tomaszowskim. Jest jednak ważna informacja: trening w naszym powiecie zaplanowano na 6 września w Czerniewicach.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h5>Nasz artykuł w skrócie</h5><ul><li data-list-item-id="e1d74ae4a71211f41954355c5a2123151">w całej Polsce przygotowano około <strong>1400 punktów</strong>, w których mieszkańcy mogą uczyć się właściwego reagowania na alarmy i komunikaty ostrzegawcze,</li><li data-list-item-id="ee839879d542ade9181b224ecceff3529">na oficjalnej liście Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego <strong>nie ma punktu w Tomaszowie Mazowieckim ani powiecie tomaszowskim w weekend 29–30 sierpnia</strong>,</li><li data-list-item-id="e2a2fd9c60577bc82f7b6258f661123ff">w sobotę mieszkańcy naszego regionu mogą skorzystać m.in. z punktów w <strong>Wolborzu, Piotrkowie Trybunalskim i Sulejowie</strong>,</li><li data-list-item-id="e883fd6a81b5d2015c2ebb868baf32ee2">punkt Akademii OLiOC w powiecie tomaszowskim będzie działał <strong>6 września w Czerniewicach, w godz. 16.00–18.00</strong>. (<a href="https://www.gov.pl/web/uw-lodzki/przed-nami-krajowy-trening-reagowania-akademii-ochrony-ludnosci-i-obrony-cywilnej" title="Przed nami Krajowy Trening Reagowania Akademii Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej! - Łódzki Urząd Wojewódzki w Łodzi - Portal Gov.pl">Gov.pl</a>)</li></ul><h2>Gdy rozlegnie się alarm, nie będzie czasu na szukanie instrukcji</h2><p>W filmie katastroficznym bohater zazwyczaj ma kilka sekund, by podjąć decyzję, która ratuje życie. Rzeczywistość jest mniej widowiskowa, ale bardziej bezwzględna: podczas pożaru, skażenia, awarii przemysłowej, powodzi czy innego zagrożenia pierwsze minuty mogą decydować o bezpieczeństwie całej rodziny.</p><p>Temu właśnie ma służyć <strong>Krajowy Trening Reagowania Akademii Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej</strong>. W około 1400 miejscach w Polsce mieszkańcy mają możliwość przećwiczenia zasad postępowania po otrzymaniu alarmu lub komunikatu ostrzegawczego.</p><p>MSWiA wskazuje trzy podstawowe kroki: <strong>rozpoznaj sygnał alarmowy, sprawdź komunikat w oficjalnym źródle, działaj</strong>. Ostatni etap oznacza ustalenie właściwego sposobu postępowania oraz sprawdzenie najbliższego miejsca schronienia. (<a href="https://www.gov.pl/web/olioc/rajowy-trening-reagowania-akademii-olioc" title="Krajowy Trening Reagowania Akademii OLiOC - Ochrona ludności i obrona cywilna - Portal Gov.pl">Gov.pl</a>)</p><p>Uczestnicy mają również dowiedzieć się, czym sygnał alarmowy dla ludności różni się od zwykłego uruchomienia syreny OSP oraz gdzie szukać wiarygodnych informacji. Wśród wskazywanych kanałów są m.in. <strong>Alert RCB, Regionalny System Ostrzegania oraz oficjalne komunikaty służb i administracji</strong>. Ważnym elementem zajęć jest również przygotowanie plecaka ewakuacyjnego i dostosowanie jego zawartości do wieku, zdrowia oraz szczególnych potrzeb członków rodziny. (<a href="https://www.gov.pl/web/olioc/rajowy-trening-reagowania-akademii-olioc" title="Krajowy Trening Reagowania Akademii OLiOC - Ochrona ludności i obrona cywilna - Portal Gov.pl">Gov.pl</a>)</p><h2>A co z Tomaszowem Mazowieckim?</h2><p>Sprawdziliśmy w sobotę rano, 29 sierpnia, <strong>oficjalny harmonogram opublikowany przez Łódzki Urząd Wojewódzki</strong>.</p><p>I tu mamy informację istotną dla naszych Czytelników: <strong>na liście wydarzeń zaplanowanych na 29 i 30 sierpnia nie ma Tomaszowa Mazowieckiego ani żadnej miejscowości z powiatu tomaszowskiego</strong>.&nbsp;</p><p>Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy Tomaszowa nie mają gdzie poćwiczyć. W sąsiednim powiecie piotrkowskim w sobotę 29 sierpnia przygotowano kilka punktów.</p><p>W <strong>Wolborzu</strong> trening odbywa się na stadionie TS „Szczerbiec” przy ul. Sportowej 32 w godz. <strong>9.00–12.00</strong>. W <strong>Piotrkowie Trybunalskim</strong> punkt działa w Mediatece 800-lecia przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej 3 w godz. <strong>10.00–13.00</strong>, a drugi przy ul. Polskiej Organizacji Wojskowej 5, również w godz. <strong>10.00–13.00</strong>. W <strong>Sulejowie</strong>, przy Rynku 1, zajęcia prowadzone są w godz. <strong>9.00–12.00</strong>.&nbsp;</p><p>W niedzielę 30 sierpnia trening w powiecie piotrkowskim odbędzie się natomiast w <strong>Grabicy</strong>, na placu OSP, w godz. <strong>15.00–18.00</strong>.&nbsp;</p><h2>Powiat tomaszowski będzie miał swój punkt. Ale dopiero 6 września</h2><p>Mieszkańcy naszego powiatu nie zostali jednak całkowicie pominięci. Według harmonogramu Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego <strong>punkt Krajowego Treningu Reagowania zostanie uruchomiony w niedzielę 6 września w Czerniewicach</strong>.</p><p>Zajęcia odbędą się w <strong>Miejscu Spotkań i Rekreacji Gminy Czerniewice przy ul. Zakładowej 3</strong>, w godz. <strong>16.00–18.00</strong>. Organizatorem wskazanym w harmonogramie jest Urząd Gminy Czerniewice.&nbsp;</p><p>To informacja szczególnie istotna dla tych mieszkańców powiatu, którzy chcieliby nie tylko przeczytać instrukcję w internecie, ale rzeczywiście przećwiczyć zachowanie w sytuacji kryzysowej.</p><h2>Plecak ewakuacyjny to nie gadżet survivalowy</h2><p>Jednym z ważniejszych elementów treningu będzie pokazanie, jak przygotować <strong>plecak ewakuacyjny</strong>. Nie chodzi przy tym o stworzenie wojskowego ekwipunku rodem z programu survivalowego.</p><p>Zawartość powinna odpowiadać rzeczywistym potrzebom rodziny. Innego wyposażenia potrzebuje zdrowa osoba dorosła, innego senior, rodzina z małym dzieckiem czy osoba wymagająca stale przyjmowanych leków. Podczas treningów eksperci mają wskazywać również najczęstsze błędy popełniane przy kompletowaniu takiego wyposażenia.&nbsp;</p><h2>Nowe przepisy zmieniły podejście do obrony cywilnej</h2><p>Cały program nie jest wyłącznie jednorazową akcją edukacyjną. Akademia OLiOC jest jednym z elementów odbudowy systemu ochrony ludności i obrony cywilnej po wejściu w życie <strong>ustawy z 5 grudnia 2024 r. o ochronie ludności i obronie cywilnej</strong>.</p><p>Ustawa, opublikowana w Dz.U. z 2024 r. pod poz. 1907, obowiązuje zasadniczo od <strong>1 stycznia 2025 roku</strong>. Reguluje m.in. zasady funkcjonowania systemów wykrywania zagrożeń, powiadamiania, ostrzegania i alarmowania ludności, a także kwestie związane z obiektami zbiorowej ochrony.</p><p>Łódzki Urząd Wojewódzki podkreśla przy tym rzecz, której nie da się zastąpić nawet miliardami wydanymi na sprzęt i infrastrukturę: <strong>najlepszy schron, system alarmowy czy wyposażenie służb nie wystarczą, jeżeli mieszkańcy nie będą wiedzieli, jak zachować się po usłyszeniu alarmu</strong>.</p><p>I być może właśnie na tym polega najważniejszy sens całej akcji. Alarm oby nigdy nie był prawdziwy. Ale jeżeli kiedyś będzie – instrukcji nie powinno się czytać po raz pierwszy dopiero wtedy.</p><p><strong>Stan lokalnego harmonogramu: sobota, 29 sierpnia 2026 r., rano.</strong></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Prawie 9 mln zł poręczenia dla TCZ. Rachunek za fatalny 2025 rok wraca do powiatu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56372,prawie-9-mln-zl-poreczenia-dla-tcz-rachunek-za-fatalny-2025-rok-wraca-do-powiatu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56372,prawie-9-mln-zl-poreczenia-dla-tcz-rachunek-za-fatalny-2025-rok-wraca-do-powiatu</guid>
            <pubDate>Fri, 28 Aug 2026 23:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prawie-9-mln-zl-poreczenia-dla-tcz-rachunek-za-fatalny-2025-rok-wraca-do-powiatu-1787945514.png</url>
                        <title>Prawie 9 mln zł poręczenia dla TCZ. Rachunek za fatalny 2025 rok wraca do powiatu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56372,prawie-9-mln-zl-poreczenia-dla-tcz-rachunek-za-fatalny-2025-rok-wraca-do-powiatu</link>
                    </image><description>Rada Powiatu Tomaszowskiego otworzyła drogę do udzielenia poręczeń na łączną kwotę 8 899 454,45 zł. Z tej sumy 7 mln zł stanowi kapitał, a prawie 1,9 mln zł odsetki. Poręczenie ma dotyczyć Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, którego sytuacja finansowa nadal budzi poważny niepokój. Po siedmiu miesiącach 2026 roku strata spółki przekroczyła 8 mln zł. Nad szpitalem ponownie zawisło więc pytanie o płynność finansową.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sama uchwała nie oznacza, że powiat już dziś wyłoży z budżetu niemal 9 mln zł. Poręczenie jest zabezpieczeniem zobowiązania spółki. Jeśli TCZ będzie regulowało je samodzielnie, powiat nie będzie musiał płacić. Jeżeli jednak szpital straci zdolność do obsługi zadłużenia, odpowiedzialność może przejść na samorząd.</p><p>I właśnie dlatego tej decyzji nie można traktować jak zwykłej technicznej korekty budżetu.</p><p>Jeszcze pod koniec 2024 roku Tomaszowskie Centrum Zdrowia miało około 23 mln zł środków pieniężnych, około 24 mln zł zobowiązań, blisko 4 mln zł zysku operacyjnego i ponad 7 mln zł zysku netto. Rok później obraz był zupełnie inny. Zobowiązania wzrosły do około 31 mln zł, zasoby gotówkowe skurczyły się o około 10 mln zł, wynik operacyjny spadł do ponad 9 mln zł straty, a wynik netto do ponad 4 mln zł na minusie.</p><p>To nie był drobny poślizg. <strong>To była gwałtowna zmiana kondycji finansowej spółki.</strong></p><p>Za bieżące zarządzanie TCZ w 2025 roku odpowiadał ówczesny prezes Marek Utracki. Za nadzór właścicielski odpowiadały władze powiatu z ówczesnym starostą Mariuszem Węgrzynowskim na czele. Trzeba uczciwie zaznaczyć, że starosta nie zarządzał szpitalem operacyjnie, a na wyniki TCZ wpływały również czynniki zewnętrzne: rosnące koszty, problemy systemu ochrony zdrowia czy utrata części przychodów. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie w 2025 roku finansowa poduszka bezpieczeństwa szpitala została w dużej części zużyta, a zobowiązania wyraźnie wzrosły.</p><p>Dlatego dzisiejszego problemu nie da się odciąć grubą kreską od tamtego okresu.</p><p>Podczas sesji 26 sierpnia nowa prezes TCZ Izabela Grenda poinformowała radnych, że strata po siedmiu miesiącach tego roku przekroczyła 8 mln zł. Jednocześnie pojawiła się pierwsza od dawna lepsza wiadomość: w lipcu strata wyniosła już tylko kilkaset tysięcy złotych. Kierownictwo szpitala szuka oszczędności, a prezes mówiła o pierwszym „światełku w tunelu”.</p><p>To światełko jest potrzebne, bo największym zagrożeniem nie jest sama strata księgowa. Prawdziwy alarm zaczyna się wtedy, kiedy spółce zaczyna brakować gotówki na bieżące zobowiązania: wynagrodzenia, leki, materiały, energię i płatności dla kontrahentów.</p><p>Już wcześniej władze TCZ ostrzegały przed ryzykiem utraty płynności finansowej. Dziś powiat przygotowuje się do poręczenia zobowiązań szpitala na prawie 9 mln zł. <strong>Tych dwóch faktów nie sposób od siebie oddzielić.</strong></p><p>Nie oznacza to, że TCZ stoi nad przepaścią. Poręczenie może właśnie służyć temu, aby do kryzysu płynności nie dopuścić. Ale pokazuje skalę problemu.</p><p>Jeszcze niedawno szpital miał własną wielomilionową rezerwę. Dziś potrzebuje finansowego parasola właściciela.</p><p>I właśnie tu wraca pytanie o odpowiedzialność za 2025 rok. Marek Utracki odpowiadał za zarządzanie spółką. Mariusz Węgrzynowski i ówczesny Zarząd Powiatu odpowiadali za nadzór właścicielski. Dzisiejsze władze muszą natomiast mierzyć się ze skutkami tamtego okresu i z pytaniem, czy TCZ uda się odzyskać stabilność, zanim poręczenie zamieni się z zapisu w budżecie w realne obciążenie dla powiatu.</p><p><strong>Rachunek za 2025 rok nie zniknął. Dziś ma postać poręczenia sięgającego niemal 9 mln zł.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[S12 coraz bliżej, ale nie ta przez Tomaszów. Jest decyzja dla odcinka Piotrków – Sulejów – Opoczno]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56376,s12-coraz-blizej-ale-nie-ta-przez-tomaszow-jest-decyzja-dla-odcinka-piotrkow-sulejow-opoczno</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56376,s12-coraz-blizej-ale-nie-ta-przez-tomaszow-jest-decyzja-dla-odcinka-piotrkow-sulejow-opoczno</guid>
            <pubDate>Fri, 28 Aug 2026 22:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-s12-coraz-blizej-ale-nie-ta-przez-tomaszow-jest-decyzja-dla-odcinka-piotrkow-sulejow-opoczno-1787948523.png</url>
                        <title>S12 coraz bliżej, ale nie ta przez Tomaszów. Jest decyzja dla odcinka Piotrków – Sulejów – Opoczno</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56376,s12-coraz-blizej-ale-nie-ta-przez-tomaszow-jest-decyzja-dla-odcinka-piotrkow-sulejow-opoczno</link>
                    </image><description>To jedna z tych wiadomości, które na pierwszy rzut oka mogą ucieszyć mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego: „jest decyzja środowiskowa dla S12”. Tyle że diabeł – jak zwykle – siedzi w drogowych szczegółach. Decyzja, o której w piątek poinformował minister infrastruktury Dariusz Klimczak, dotyczy trasy prowadzącej od Piotrkowa Trybunalskiego przez okolice Sulejowa i Mniszkowa w stronę Opoczna. Nie jest to jeszcze decyzja dla planowanego odcinka S12 Łódź Południe – Tomaszów Mazowiecki – Kozenin, na który czeka nasze miasto.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h5>Nasz artykuł w skrócie</h5><ul><li data-list-item-id="e264bc2e0be6b204c8d8278ff9e7cc3cc">Minister Dariusz Klimczak poinformował o zakończeniu procedury środowiskowej dotyczącej trasy od Piotrkowa przez Sulejów i Mniszków w kierunku Opoczna.</li><li data-list-item-id="ea4b50f1458f6236f5c114cc240c6f09d">Otwarcie ofert na badania geologiczne zaplanowano na <strong>11 września 2026 roku</strong>, a przetarg na realizację drogi na <strong>I kwartał 2027 roku</strong>.</li><li data-list-item-id="e3b1414a7a4859868442e098a8c9801a3">Zakończenie robót według obecnego harmonogramu ma nastąpić w <strong>2031 roku</strong>.&nbsp;</li><li data-list-item-id="e5ba9d9fdd7f39a23429dd6773debd20d"><strong>To nie jest jeszcze decyzja środowiskowa dla S12 biegnącej przez rejon Tomaszowa Mazowieckiego.</strong> Odcinek Łódź Południe – Tomaszów – Kozenin jest przygotowywany w odrębnym postępowaniu.&nbsp;</li></ul><h2>S12 wyszła z urzędniczego labiryntu</h2><p>Historia tej inwestycji mogłaby posłużyć za scenariusz filmu, w którym bohater przez lata otwiera kolejne drzwi, tylko po to, żeby za nimi znaleźć następny korytarz. Pierwszą decyzję środowiskową dla odcinka Piotrków Trybunalski – Opoczno wydano bowiem już <strong>30 maja 2019 roku</strong>. Została jednak zaskarżona, a postępowanie odwoławcze prowadzone przez Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska trwało przez kolejne lata. Jeszcze w lipcu tego roku GDOŚ informował strony o możliwości zapoznania się ze zgromadzonym materiałem przed zakończeniem sprawy.</p><p>Teraz minister infrastruktury Dariusz Klimczak ogłosił przełom.</p><p>„<strong>Mamy decyzję środowiskową dla S12!</strong>” – poinformował w piątek, przedstawiając jednocześnie harmonogram kolejnych działań.</p><p>Już <strong>11 września mają zostać otwarte oferty na wykonanie badań geologicznych</strong>. W pierwszym kwartale przyszłego roku ma natomiast zostać ogłoszony przetarg na realizację inwestycji. Jeśli harmonogram nie zacznie się rozjeżdżać, jak zdarzało się to przy tej drodze wielokrotnie wcześniej, finał budowy przewidziano na <strong>2031 rok</strong>.</p><h2>Sulejów ma wreszcie odetchnąć</h2><p>Największą zmianę odczują zapewne mieszkańcy Sulejowa. Dzisiejsza droga krajowa nr 12 przecina miejscowość i od lat przenosi olbrzymi ruch samochodów osobowych oraz ciężarowych. Nowa ekspresówka ma znaczną część tranzytu wyprowadzić poza zabudowę.</p><p>Plan przewiduje węzły m.in. w rejonie <strong>Piotrkowa Trybunalskiego, Włodzimierzowa, Sulejowa, Mniszkowa i Opoczna</strong>. Minister mówi obecnie o około <strong>52 kilometrach trasy</strong>. Radio Łódź cytuje również burmistrz Sulejowa Dorotę Jankowską, która określiła zakończenie procedury środowiskowej jako decyzję dotyczącą bardzo długo oczekiwanej przez mieszkańców inwestycji.</p><h2>A co z Tomaszowem? Tu potrzebne jest ważne wyjaśnienie</h2><p>I właśnie w tym miejscu zaczyna się najważniejsza część tej informacji dla naszych Czytelników.</p><p><strong>Piątkowa decyzja nie dotyczy projektowanego odcinka S12 od węzła Łódź Południe przez rejon Tomaszowa Mazowieckiego do Kozenina.</strong></p><p>Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad prowadzi dla tej trasy <strong>oddzielne prace przygotowawcze</strong>. Planowana droga ma około 60 kilometrów i ma połączyć A1 oraz S8 w rejonie Łodzi z S8 w okolicach Tomaszowa, a następnie z węzłem Kozenin.</p><p>Co więcej, jeszcze w maju 2026 roku GDDKiA informowała, że dla odcinka <strong>Łódź Południe – Kozenin</strong> trwają inwentaryzacja przyrodnicza oraz aktualizacja analizy wielokryterialnej, a <strong>wniosek o wydanie decyzji środowiskowej ma zostać złożony w II kwartale 2027 roku</strong>.</p><p>Czyli mówiąc najprościej: <strong>S12 zrobiła dziś ogromny krok naprzód, ale Tomaszów na swoją kluczową decyzję nadal czeka.</strong></p><h2>Drogowa układanka zmieni jeszcze numery</h2><p>Sprawę komplikuje dodatkowo przyszłe oznakowanie tras. GDDKiA wyjaśnia, że odcinek przygotowywany obecnie w dokumentach jako S12 od Piotrkowa przez Sulejów w stronę Opoczna zostanie w przyszłości częściowo przemianowany.</p><p><strong>Fragment od autostrady A1 w Piotrkowie do węzła Kozenin ma docelowo stać się drogą S74. Dopiero od Kozenina w kierunku Opoczna i dalej na wschód przebiegać będzie właściwa S12.</strong></p><p>W Kozeninie spotkać mają się więc dwa wielkie drogowe korytarze: S12 prowadząca na Radom, Lublin i w stronę granicy z Ukrainą oraz S74 prowadząca w kierunku województwa świętokrzyskiego.</p><p>Dla Tomaszowa ta układanka ma znaczenie fundamentalne. To właśnie planowany odcinek <strong>Łódź Południe – Tomaszów Mazowiecki – Kozenin</strong> może w przyszłości przejąć część ciężkiego ruchu z obecnej sieci dróg i zdecydowanie poprawić komunikacyjne położenie miasta. GDDKiA sama wskazuje, że nowe połączenie ma odciążyć m.in. A1 oraz istniejącą S8 i poprawić układ transportowy całej centralnej części województwa.</p><p>O tę drogę Tomaszów zabiega zresztą od wielu lat. Pisaliśmy niedawno, że spór o jej przebieg nie jest tylko konfliktem o kreskę narysowaną na mapie. To również pytanie o przyszłość gospodarczą miasta, ruch ciężarowy, bezpieczeństwo mieszkańców oraz tereny Nagórzyc, Wiaderna, Smardzewic i południowych przedmieść Tomaszowa.</p><p><strong>Piątkowa decyzja jest więc bardzo dobrą wiadomością dla całego regionu. Ale do chwili, gdy będziemy mogli napisać: „jest decyzja środowiskowa dla S12 przez Tomaszów”, pozostaje jeszcze kawał drogi. I tym razem nie chodzi tylko o asfalt.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kontrola w Domu Dziecka „Słoneczko”. Nie ma poważnych nieprawidłowości, ale są problemy, których nie można odkładać]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56368,kontrola-w-domu-dziecka-sloneczko-nie-ma-powaznych-nieprawidlowosci-ale-sa-problemy-ktorych-nie-mozna-odkladac</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56368,kontrola-w-domu-dziecka-sloneczko-nie-ma-powaznych-nieprawidlowosci-ale-sa-problemy-ktorych-nie-mozna-odkladac</guid>
            <pubDate>Fri, 28 Aug 2026 18:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kontrola-w-domu-dziecka-sloneczko-nie-ma-powaznych-nieprawidlowosci-ale-sa-problemy-ktorych-nie-1787935137.png</url>
                        <title>Kontrola w Domu Dziecka „Słoneczko”. Nie ma poważnych nieprawidłowości, ale są problemy, których nie można odkładać</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56368,kontrola-w-domu-dziecka-sloneczko-nie-ma-powaznych-nieprawidlowosci-ale-sa-problemy-ktorych-nie-mozna-odkladac</link>
                    </image><description>Komisja Rewizyjna skontrolowała Dom Dziecka „Słoneczko” w Tomaszowie Mazowieckim. Wniosek jest jednoznaczny: placówka funkcjonuje prawidłowo, a kontrola nie wykazała istotnych nieprawidłowości w jej podstawowej działalności. Nie oznacza to jednak, że problemów nie ma. Najważniejsze dotyczą dostępu wychowanków do świadczeń zdrowotnych oraz stanu infrastruktury, której remont może kosztować ponad 80 tysięcy złotych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h5><strong>&nbsp;Nasz artykuł w skrócie</strong></h5><ul><li data-list-item-id="e30ba003f9e3875527d19fca9b7e4fb44">podczas kontroli w „Słoneczku” przebywało 14 dzieci,</li><li data-list-item-id="ee23e01d2083cd3a22289d1aedf991114">Komisja Rewizyjna pozytywnie oceniła funkcjonowanie placówki,</li><li data-list-item-id="e2298a085af496a7f85a88e14cf9f96aa">nie stwierdzono istotnych nieprawidłowości,</li><li data-list-item-id="e4ecc8c78c30e200d674628dc1f7d0a36">problemem bywa uzyskanie zgody rodziców lub opiekunów na leczenie i diagnostykę dzieci,</li><li data-list-item-id="e9d427fec1d500545d90c5d2d09edb27e">remont nawierzchni zewnętrznych może kosztować ponad 80 tys. zł,</li><li data-list-item-id="ea690dc9734dfb58a6c8c826d8feb01f0">komisja rekomenduje wsparcie placówki przez Starostwo Powiatowe.</li></ul><p>Kontrola została przeprowadzona <strong>1 lipca 2026 roku</strong>. W zespole kontrolującym znaleźli się Rafał Wolniewicz, Wacława Bąk, Alicja Zwolak-Plichta, Szczepan Goska oraz Cezary Żegota. Podstawą kontroli był § 58 ust. 1 pkt 1 Statutu Powiatu Tomaszowskiego. Komisja przyglądała się niemal wszystkim elementom działalności placówki: od liczby wychowanków i organizacji pracy kadry, przez edukację, pomoc psychologiczną i ochronę małoletnich, aż po dostęp do lekarzy, dokumentację oraz stan techniczny budynku i otoczenia.</p><h2>Czternaścioro dzieci. Liczba wychowanków się zmienia</h2><p>W dniu kontroli w Domu Dziecka „Słoneczko” przebywało <strong>14 wychowanków</strong>. Z protokołu wynika, że od poprzedniej kontroli liczba dzieci wahała się od około 12 do 17 osób. Jest to związane zarówno z przyjmowaniem kolejnych dzieci do pieczy zastępczej, jak i możliwością ich powrotu do rodzin biologicznych.</p><p>Część wychowanków trafiła do placówki stosunkowo niedawno, a w ich sprawach nadal prowadzone były postępowania dotyczące dalszego pobytu w pieczy zastępczej lub powrotu do rodziny.</p><p>Kontrolujący podkreślili, że mimo okresowego wzrostu liczby dzieci placówka podejmuje działania pozwalające zapewnić im odpowiednie warunki pobytu, opiekę, wyżywienie i wypoczynek. Jeśli dzieci zgłaszają problemy związane ze wspólnym mieszkaniem, pracownicy — w granicach możliwości organizacyjnych — starają się reagować i zmieniać sposób zakwaterowania.</p><h2>Wychowawcy, pedagog i pracownik socjalny</h2><p>Komisja sprawdziła również zabezpieczenie kadrowe placówki. Według informacji przedstawionych podczas kontroli zatrudnionych jest tam sześciu wychowawców oraz czterech kolejnych w niepełnym wymiarze czasu pracy. Do tego dochodzą pedagog zatrudniony na pełen etat, pracownik socjalny, pracownik administracyjny, księgowa, pracownik gospodarczy i pracownicy obsługi.</p><p>Praca odbywa się w systemie zmianowym, dzięki czemu dzieci mają zapewnioną całodobową opiekę.</p><p>Jednocześnie jednym z formalnych wniosków komisji jest <strong>kontynuowanie działań na rzecz zapewnienia prawidłowej obsady kadrowej Domu Dziecka</strong>. Nie jest to stwierdzenie niedopełnienia standardów, lecz wyraźny sygnał, że kwestia zatrudnienia powinna pozostawać pod stałą kontrolą.</p><h2>Psycholog jest dostępny. Terapia zależy od potrzeb dziecka</h2><p>Dużo miejsca podczas kontroli poświęcono kondycji psychicznej wychowanków. To szczególnie ważny element funkcjonowania każdej placówki pieczy zastępczej. Dzieci, które do niej trafiają, często mają za sobą doświadczenia, których nie da się zostawić za bramą razem z walizką.</p><p>Z protokołu wynika, że wychowankowie mają możliwość korzystania ze wsparcia psychologicznego. Ich sytuacja jest monitorowana, a jeśli pojawia się potrzeba dodatkowej pomocy, podejmowane są odpowiednie działania.</p><p>Pomoc nie jest narzucana automatycznie wszystkim dzieciom. W przypadku potrzeby specjalistycznego wsparcia wychowankowie mogą być kierowani na terapię. Komisja podkreśliła znaczenie zapewnienia zarówno bieżącej pomocy psychologicznej, jak i dostępu do specjalistycznego leczenia w sytuacjach, w których jest ono konieczne.</p><h2>Szkoła i nauka. Są też pozytywne sygnały</h2><p>„Słoneczko” pozostaje w kontakcie ze szkołami swoich wychowanków. Pracownicy współpracują z nauczycielami, wychowawcami i pedagogami, uczestniczą też w zebraniach oraz kontaktach ze szkołami.</p><p>Dzieci mają wyznaczony czas na odrabianie lekcji. Gdy nie mają prac domowych, powinien być on wykorzystywany na powtarzanie materiału i przygotowywanie się do sprawdzianów.</p><p>Co istotne, do placówki docierały również <strong>pozytywne informacje o postępach części wychowanków</strong>, w tym o poprawie frekwencji oraz większym zaangażowaniu w naukę.</p><h2>Nie tylko lekcje. Trzeba nauczyć się życia</h2><p>Jednym z ciekawszych elementów protokołu jest część dotycząca przygotowania wychowanków do dorosłości. Dzieci uczą się prania, korzystają z pralek i suszarek, przygotowują proste posiłki, sprzątają swoje pokoje i dbają o pomieszczenia wspólne.</p><p>Zakres obowiązków zależy oczywiście od wieku i możliwości dziecka.</p><p>To proza codzienności, ale właśnie z takich drobnych czynności składa się później samodzielność. Komisja oceniła te działania pozytywnie, uznając je za ważny element przygotowywania młodych ludzi do życia po opuszczeniu pieczy zastępczej.</p><h2>Jest jednak problem z leczeniem dzieci</h2><p>I właśnie w tym miejscu protokół przestaje być wyłącznie opisem sprawnie działającej instytucji.</p><p>Placówka organizuje wychowankom wizyty lekarskie i stomatologiczne. Problem pojawia się jednak w sytuacjach, kiedy wykonanie określonego badania, diagnostyki lub leczenia wymaga zgody rodzica albo opiekuna prawnego.</p><p>Zdarzają się przypadki, gdy takiej zgody <strong>nie można szybko uzyskać</strong>. W konsekwencji utrudnione może być zorganizowanie wizyty lub odpowiednio szybkie zaspokojenie potrzeb zdrowotnych dziecka.</p><p>Komisja uznała ten problem za istotny i wskazała na potrzebę poszukiwania rozwiązań usprawniających obowiązujące procedury.</p><p>To problem znacznie poważniejszy, niż może się wydawać przy pierwszej lekturze urzędowego protokołu. Dziecko pozostaje bowiem pod faktyczną całodobową opieką placówki, ale w określonych sytuacjach możliwość podejmowania decyzji medycznych nadal związana jest z osobami znajdującymi się poza nią. Gdy kontakt z nimi jest utrudniony, biurokratyczny mechanizm może zderzyć się z czymś, co nie powinno czekać — zdrowiem dziecka.</p><h2>Ponad 80 tysięcy złotych na remont?</h2><p>Drugim wyraźnie zaznaczonym problemem jest stan części infrastruktury.</p><p>Szczególną uwagę kontrolujący zwrócili na nawierzchnie znajdujące się na zewnątrz placówki, w tym taras oraz miejsca wykorzystywane przez dzieci. Istniejąca nawierzchnia wymaga przygotowania podłoża, usunięcia dotychczasowych elementów oraz ułożenia nowej kostki.</p><p>Podczas kontroli szacowano, że <strong>koszt całości prac może przekroczyć 80 tys. zł</strong>.</p><p>Komisja uznała, że ze względu na zakres robót, ale przede wszystkim bezpieczeństwo dzieci, w przygotowanie inwestycji powinny zostać zaangażowane odpowiednie służby Starostwa Powiatowego. Potrzebne mogą być profesjonalne obmiary, kosztorys oraz właściwa procedura związana z realizacją inwestycji.</p><p>W protokole pojawia się również możliwość szukania zewnętrznych źródeł finansowania, w tym współpracy z prywatnymi przedsiębiorcami zainteresowanymi pomocą placówkom opiekuńczo-wychowawczym.</p><h2>Standardy ochrony dzieci funkcjonują</h2><p>Kontrola objęła także jeden z najbardziej wrażliwych obszarów: ochronę małoletnich, danych osobowych oraz wizerunku dzieci.</p><p>W placówce obowiązują standardy ochrony małoletnich. Przygotowano dokumentację zarówno dla dorosłych, jak i informacje w uproszczonej formie przeznaczone bezpośrednio dla dzieci.</p><p>Funkcjonują procedury dotyczące odwiedzin i identyfikowania osób przychodzących do wychowanków. W przypadku publikowania danych lub wizerunku dzieci wymagane zgody mają być uzyskiwane od rodziców albo opiekunów prawnych.</p><p>Komisja nie zgłosiła w tym zakresie istotnych zastrzeżeń, wskazując jednak na konieczność systematycznego aktualizowania dokumentacji.</p><h2>Końcowa ocena: placówka działa prawidłowo</h2><p>Końcowa ocena zawarta w protokole jest dla „Słoneczka” pozytywna.</p><p><strong>„Kontrola nie wykazała istotnych nieprawidłowości w podstawowej działalności placówki”</strong> — stwierdziła Komisja Rewizyjna.</p><p>Pozytywnie oceniono organizację opieki, współpracę ze szkołami, wspieranie wychowanków w nauce, przygotowywanie ich do samodzielnego życia oraz funkcjonowanie standardów ochrony małoletnich.</p><p>Nie jest to jednak dokument, który można odłożyć na półkę z dopiskiem „wszystko w porządku”.</p><p>Pozostaje problem opieki zdrowotnej uzależnionej niekiedy od możliwości szybkiego uzyskania zgody rodzica lub opiekuna. Jest potrzeba modernizacji infrastruktury. Jest konieczność pilnowania obsady kadrowej, dokumentacji, dostępu do psychologów i specjalistycznej terapii.</p><p>Dom dziecka jest bowiem miejscem szczególnym. To nie urząd, w którym niedziałającą procedurę można poprawić przy następnej aktualizacji regulaminu. Za każdym punktem protokołu, tabelą zatrudnienia i kolejnym wnioskiem komisji stoi konkretne dziecko. I właśnie dlatego najważniejszym efektem tej kontroli powinno być nie samo stwierdzenie, że jest dobrze, ale dopilnowanie, aby wskazane problemy zostały rzeczywiście rozwiązane.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Donos za donos? Tomaszowska wojna na mandaty i dwie miary Kazimierza Mordaki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56356,donos-za-donos-tomaszowska-wojna-na-mandaty-i-dwie-miary-kazimierza-mordaki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56356,donos-za-donos-tomaszowska-wojna-na-mandaty-i-dwie-miary-kazimierza-mordaki</guid>
            <pubDate>Thu, 27 Aug 2026 20:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-donos-za-donos-tomaszowska-wojna-na-mandaty-i-dwie-miary-kazimierza-mordaki-1787858534.png</url>
                        <title>Donos za donos? Tomaszowska wojna na mandaty i dwie miary Kazimierza Mordaki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56356,donos-za-donos-tomaszowska-wojna-na-mandaty-i-dwie-miary-kazimierza-mordaki</link>
                    </image><description>W tomaszowskim samorządzie trwa wojna na paragrafy: po sprawie Pauliny Sochy wojewoda bada mandat Rafała Wolniewicza, a radni spierają się o miejsca pracy i zamieszkania. Na tym tle szczególnie wyraźnie widać Kazimierza Mordakę, który pyta innych, lecz sam w kluczowym głosowaniu wstrzymał się od decyzji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nasz artykuł w skrócie</h2><ul><li data-list-item-id="eadd2b6052bb3faa29a4f615d803a0223">Sprawa mandatu Pauliny Sochy uruchomiła w tomaszowskim samorządzie prawdziwe polityczne domino. Kolejni radni i ich miejsca pracy, zamieszkania czy związki ze spółkami zaczęli trafiać pod lupę.</li><li data-list-item-id="ed6d28533b6fd12c8347fb96ce6f7d686">Kazimierz Mordaka, wybrany do Rady Powiatu z list Koalicji Obywatelskiej, wcześniej bardzo dokładnie interesował się zatrudnianiem innych radnych. Pytał o nazwiska osób pracujących w jednostkach powiatu i TCZ, interesował się również zatrudnieniem miejskiego radnego Jarosława Batorskiego oraz Leszka Ogórka. Kiedy jednak wojewoda zażądała wygaszenia mandatu Pauliny Sochy, Mordaka… wstrzymał się od głosu.</li><li data-list-item-id="e0894ded504757aef3086215e3047b578">W przypadku Rafała Wolniewicza autor pisma skierowanego do wojewody nie został ujawniony. Wiadomo natomiast, że kilka tygodni wcześniej temat jego miejsca zamieszkania publicznie podnosił radny Szczepan Goska.</li><li data-list-item-id="e48c3b32f4c5dcc6cfb520bbefcf13964">Opinia prawna Starostwa nie potwierdziła obecnie podstaw do wygaszenia mandatu Wolniewicza. Sam fakt pracy w Łodzi czy posiadania części mieszkania w tym mieście nie przesądza bowiem, gdzie znajduje się centrum życiowe radnego.</li></ul><p>W tomaszowskim samorządzie rozpoczęła się osobliwa gra w domino. Jeden klocek przewrócił następny. Najpierw ktoś zainteresował wojewodę zatrudnieniem Pauliny Sochy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Potem zaczęły pojawiać się kolejne pytania o pracę radnych, ich związki ze spółkami, miejsca zamieszkania i prawo do wykonywania mandatu. Powiatowa polityka zaczęła przypominać nieco „Proces” Franza Kafki, tyle że zamiast Józefa K. mamy kolejnych samorządowców, a zamiast tajemniczego sądu – pisma, wezwania, opinie prawne, wojewodę i sesje rady.</p><p>Samo zawiadamianie organów nadzoru o podejrzeniu naruszenia prawa nie jest oczywiście niczym złym. Przeciwnie – jeśli radny łamie ustawowy zakaz, powinien ponieść konsekwencje bez względu na nazwisko, klub i polityczne znajomości. Problem zaczyna się gdzie indziej. <strong>Kiedy prawo staje się lupą kierowaną przede wszystkim na przeciwnika, a po odwróceniu jej w stronę politycznego partnera nagle ostrość obrazu wyraźnie spada.</strong></p><p>I właśnie dlatego jednym z najciekawszych bohaterów całej historii okazuje się Kazimierz Mordaka.</p><h2>Najpierw Paulina Socha</h2><p>Sprawa radnej Pauliny Sochy dotyczy jej zatrudnienia w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Według stanowiska przedstawionego przez wojewodę była ona od 5 lutego 2025 roku pełniącą obowiązki dyrektora ds. finansowych, a od 5 marca – dyrektorem ds. finansowych i główną księgową spółki. TCZ jest spółką należącą do Powiatu Tomaszowskiego. Organ nadzoru uznał, że charakter wykonywanych przez radną obowiązków może oznaczać zarządzanie działalnością gospodarczą prowadzoną z wykorzystaniem mienia powiatu. 2 czerwca wojewoda wezwała Radę Powiatu do podjęcia uchwały o wygaśnięciu jej mandatu.</p><p>Kluczowy jest tutaj art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym. Przepis nie mówi po prostu, że „radny nie może pracować w spółce powiatu”. Zakazuje natomiast prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia powiatu, <strong>zarządzania taką działalnością</strong> oraz bycia jej przedstawicielem lub pełnomocnikiem. Z kolei art. 383 § 1 pkt 5 Kodeksu wyborczego przewiduje wygaśnięcie mandatu w razie naruszenia ustawowego zakazu łączenia mandatu z określonymi funkcjami lub działalnością.&nbsp;</p><p>To ważne rozróżnienie. Nie chodziło więc o sam fakt pobierania wynagrodzenia w TCZ, ale o rzeczywisty zakres kompetencji dyrektora finansowego i odpowiedź na pytanie, czy oznaczały one zarządzanie działalnością spółki w rozumieniu ustawy. Wojewoda odpowiedziała na to pytanie twierdząco. Rada Powiatu miała inne zdanie.</p><p>I tutaj zaczyna się historia Kazimierza Mordaki.</p><h2>Kazimierz Mordaka. Lupa skierowana na cudze etaty</h2><p>Mordaka, radny wybrany z list Koalicji Obywatelskiej, nie jest człowiekiem, któremu problem zatrudniania radnych w samorządowych jednostkach byłby obojętny. Przeciwnie. Dokumenty pokazują niezwykłą wręcz dociekliwość. Interesują go nie tylko radni powiatowi ale i miejscy. Sam przyznaje, że składał zawiadomienia w sprawie Leszka Ogórka i Jarosława Batorskiego do wojewody.&nbsp;</p><p>21 lutego 2025 roku złożył oficjalne zapytanie, żądając przedstawienia <strong>liczby radnych zatrudnionych w powiatowych jednostkach organizacyjnych oraz w Tomaszowskim Centrum Zdrowia wraz z ich imionami i nazwiskami</strong>. Nie pytał więc abstrakcyjnie o standardy. Interesowały go konkretne osoby.</p><p>Na tym jego zainteresowanie etatami samorządowców się nie kończyło. Kiedy radny Rady Miejskiej Jarosław Batorski został zatrudniony w Zakładzie Gospodarki Ciepłowniczej, Mordaka skierował do spółki wniosek o udostępnienie informacji publicznej dotyczącej jego zatrudnienia. ZGC odmówił, uznając, że żądane informacje dotyczą prywatnej sfery pracownika.&nbsp;</p><p>Nie byłoby podstaw, aby na tej podstawie przypisywać Mordace jakiekolwiek późniejsze zawiadomienia do wojewody, gdyby nie to, że sam się do nich przyznał. Jest natomiast podstawa do stwierdzenia czegoś znacznie ważniejszego: <strong>zatrudnianie radnych w samorządowych jednostkach i spółkach było dla niego problemem, który uważał za wart formalnych wystąpień i dociekań.</strong></p><p>Trzeba też uczciwie przypomnieć fakt działający na jego korzyść. Jeszcze zanim sprawa Pauliny Sochy rozwinęła się w postępowanie nadzorcze wojewody, właśnie Mordaka publicznie zwrócił uwagę na jej funkcję w TCZ i poprosił prawników o wyjaśnienie, czy radny powiatowy może „zasiadać w spółkach powiatowych”. Ówczesny starosta Mariusz Węgrzynowski odpowiedział mu, że funkcja Sochy „w żaden sposób nie koliduje z mandatem radnego”. Inną opinię jak się później okazało miała wojewoda.&nbsp;</p><p>A zatem nie można napisać, że Mordaka problemu nie widział.</p><p>Można natomiast zapytać, <strong>co zrobił, kiedy pytanie przestało być akademicką dyskusją, a na stole pojawiła się realna decyzja dotycząca mandatu.</strong></p><h2>Od pytania do głosowania. I tutaj robi się ciekawie</h2><p>21 kwietnia Rada Powiatu zajmowała się stanowiskiem w sprawie zatrudnienia Pauliny Sochy. Kazimierz Mordaka zagłosował <strong>przeciw uzyskaniu dodatkowej opinii prawnej</strong>, a następnie <strong>za stanowiskiem Rady Powiatu</strong> przekazywanym wojewodzie w sprawie zarzutów dotyczących jej zatrudnienia.</p><p>Kilka tygodni później sytuacja była już znacznie poważniejsza. Wojewoda już nie pytała. Wojewoda wezwała radę do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu Sochy.</p><p>24 czerwca odbyło się głosowanie. Za wygaszeniem mandatu głosowało dziewięciu radnych, przeciw dziesięciu. Trzech się wstrzymało.</p><p>Wśród tych trzech był <strong>Kazimierz Mordaka</strong>.</p><p>I tu nie potrzeba epitetów.</p><p>Radny, który chciał znać nazwiska radnych zatrudnionych w jednostkach powiatu i TCZ. Radny, który występował o informacje dotyczące zatrudnienia radnego miejskiego w ZGC. Radny, który sam publicznie pytał o legalność zatrudnienia Pauliny Sochy. Kiedy jednak organ nadzoru uznał, że doszło do naruszenia zakazu antykorupcyjnego i zażądał wygaszenia mandatu, Mordaka nie powiedział „tak”. Nie powiedział też „nie”, ale to dzięki m.in. niemu Paulina Socha nadal zasiada w Radzie.&nbsp;</p><p><strong>Wstrzymał się.</strong></p><p>Formalnie miał do tego pełne prawo. Politycznie jest to jednak zachowanie, które wręcz prosi się o pytanie o konsekwencję.</p><p>Jeżeli miejsca pracy radnych są sprawą tak ważną, że warto kierować w tej sprawie oficjalne zapytania, dlaczego zdecydowanie znika wtedy, gdy wojewoda stawia już konkretny zarzut wobec radnej zasiadającej w tej samej radzie?</p><p>Czy standard brzmi: kontrolujemy wszystkich? Czy może raczej: kontrolujemy wszystkich, dopóki konsekwencje polityczne nie stają się zbyt niewygodne?</p><p>To nie jest wyrok w sprawie hipokryzji Kazimierza Mordaki. <strong>To są jego własne głosowania. I one mówią znacznie więcej niż jakikolwiek epitet.</strong></p><h2>Potem przyszedł Rafał Wolniewicz</h2><p>Domino przewracało się jednak dalej.</p><p>29 lipca 2026 roku Wojewoda Łódzki skierowała pismo do Rady Powiatu. Poinformowała, że <strong>13 lipca do organu nadzoru wpłynęło pismo dotyczące możliwości utraty przez radnego Rafała Wolniewicza prawa wybieralności z powodu braku zamieszkania na terenie Powiatu Tomaszowskiego</strong>.</p><p>W dokumencie, którym dysponujemy, nie podano autora zawiadomienia. I to trzeba podkreślić bardzo wyraźnie. Nie wiemy, kto je napisał. Nie ma podstaw, aby twierdzić, że zrobił to PiS, Szczepan Goska czy którykolwiek konkretny radny. Każde takie stwierdzenie byłoby dzisiaj domysłem.</p><p>Polityczny kontekst jest jednak interesujący. Kilka tygodni wcześniej, podczas sesji 24 czerwca, temat miejsca zamieszkania Wolniewicza publicznie podnosił radny Szczepan Goska. Potem, 13 lipca, do wojewody wpłynęło pismo dotyczące dokładnie tego problemu.</p><p>To nie jest dowód autorstwa.</p><p>Ale jest chronologia.</p><p><strong>Nie wiemy, kto podpisał pismo z 13 lipca. Wiemy natomiast, że kwestia będąca jego przedmiotem była już wcześniej elementem publicznej politycznej debaty.</strong></p><p>Dlatego można pytać, czy po sprawie Pauliny Sochy rozpoczęła się w powiecie zasada politycznego bumerangu: skoro sprawdzacie naszą radną, ktoś sprawdzi waszego radnego. Odpowiedzi na to pytanie dokumenty na razie nie dają.</p><h2>Łódź nie musi oznaczać utraty mandatu</h2><p>Rafał Wolniewicz w obszernych wyjaśnieniach z 10 sierpnia stanowczo zaprzeczył, aby przeniósł centrum życiowe poza powiat tomaszowski. Wskazał adres przy ul. Słonecznej 13 w Ujeździe, gdzie znajduje się jego rodzinny dom, kierowana jest korespondencja i gdzie reguluje lokalne zobowiązania. Powołał się również na prowadzone gospodarstwo rolne w gminie Lubochnia, w którym zajmuje się hodowlą bydła, oraz aktywność społeczną i rodzinną na terenie powiatu.</p><p>Jednocześnie nie ukrywa, że pracuje w Łodzi i posiada 1/3 udziału w lokalu mieszkalnym w tym mieście. Według jego wyjaśnień mieszkanie ma charakter pomocniczy związany z wykonywaniem pracy i nie stanowi jego centrum życiowego.</p><p>Prawo jest w tej sprawie mniej efektowne niż polityczne hasło „mieszka w Łodzi”.</p><p>Kodeks wyborczy wymaga od radnego powiatowego stałego zamieszkiwania na obszarze powiatu. Nie oznacza to jednak konieczności spędzania każdej nocy pod jednym adresem ani zakazu pracy poza granicami samorządu. O miejscu zamieszkania decydują dwa elementy: faktyczne przebywanie – określane w orzecznictwie jako <i>corpus</i> – oraz zamiar stałego pobytu, czyli <i>animus</i>. Ustala się więc, gdzie znajduje się rzeczywiste centrum życia rodzinnego, osobistego, majątkowego i społecznego. Art. 10 § 1 pkt 3 lit. b Kodeksu wyborczego mówi wprost o stałym zamieszkiwaniu kandydata do rady powiatu na obszarze <strong>tego powiatu</strong>.&nbsp;</p><p>Opinia prawna Referatu Prawnego Starostwa z 24 sierpnia nie zostawia na obecnym etapie wielkiego pola do sensacji. Prawnicy podkreślili, że zgromadzone informacje nie pozwalają ustalić, iż Wolniewicz przeniósł centrum życiowe poza Powiat Tomaszowski. Samo wykonywanie pracy poza powiatem nie przesądza o zmianie miejsca stałego zamieszkania. W konsekwencji zgromadzony materiał <strong>nie pozwala obecnie stwierdzić przesłanki wygaśnięcia mandatu z art. 383 § 1 pkt 2 Kodeksu wyborczego</strong>.</p><p>Co istotne, opinia przywołuje orzecznictwo NSA wskazujące, że odebranie mandatu pochodzącego z wyborów powszechnych jest bardzo poważną ingerencją w bierne prawo wyborcze. Dlatego przesłanki muszą być ustalone jednoznacznie, obiektywnie i bez istotnych wątpliwości.</p><p>Krótko mówiąc: <strong>adres miejsca pracy to nie adres centrum życiowego. A nocowanie poza powiatem nie jest jeszcze emigracją z powiatu.</strong></p><h2>Wojewoda pomyliła gminę z powiatem</h2><p>W piśmie wojewody znalazł się również interesujący błąd. Przywołano art. 10 § 1 pkt 3 lit. <strong>a</strong> Kodeksu wyborczego i zapis dotyczący stałego zamieszkiwania na obszarze „gminy”.</p><p>Tyle że litera „a” dotyczy wyborów do rady gminy. W przypadku rady powiatu właściwa jest litera <strong>„b”</strong>, która wymaga stałego zamieszkiwania na obszarze danego powiatu. Tak właśnie prawidłowo przepis przytoczyli prawnicy Starostwa.&nbsp;</p><p>Czy ten błąd przekreśla całe postępowanie? Nie ma podstaw do takiego wniosku. Z treści pisma jednoznacznie wynika, że wojewoda bada prawo wybieralności radnego <strong>Rady Powiatu</strong> i jego zamieszkiwanie na terenie <strong>Powiatu Tomaszowskiego</strong>. Wszystko wskazuje więc raczej na omyłkę w oznaczeniu przepisu niż na wadę, która sama w sobie kończy sprawę.</p><p>Ale w postępowaniu mogącym doprowadzić do odebrania mandatu uzyskanego w wyborach powszechnych staranność organów nie jest drobiazgiem. Jeśli od radnego wymaga się precyzji co do miejsca jego życia, można chyba oczekiwać od urzędu równie dużej precyzji przy wskazywaniu podstawy prawnej.</p><h2>26 sierpnia – układ głosów mówi wiele</h2><p>Sprawa Wolniewicza wróciła na sesję 26 sierpnia. Rada Powiatu przyjęła stanowisko dotyczące możliwości utraty przez niego prawa wybieralności.</p><p>Wynik: <strong>10 głosów za, 7 przeciw</strong>.</p><p>Za głosował między innymi Kazimierz Mordaka.</p><p>Przeciw byli natomiast m.in. Szczepan Goska, Paulina Socha, Mariusz Węgrzynowski, Włodzimierz Justyna, Danuta Mąkola, Teodora Sowik i Jarosław Feliński.</p><p>Ten układ głosów sam w sobie oczywiście nie odpowiada na pytanie, kto napisał pismo do wojewody. Ale pokazuje coś innego: sprawa, która z prawnego punktu widzenia powinna sprowadzać się do ustalenia miejsca centrum życiowego jednego człowieka, bardzo szybko wpisała się w istniejący podział polityczny.</p><p>I być może właśnie tu znajduje się sedno całej historii.</p><h2>Prawo jako bezpiecznik czy polityczna amunicja?</h2><p>Nie ma niczego niewłaściwego w pytaniu, czy Paulina Socha mogła łączyć mandat z funkcją dyrektora finansowego TCZ. Pytanie okazało się na tyle poważne, że wojewoda zażądała wygaszenia mandatu.</p><p>Nie ma również niczego niewłaściwego w sprawdzeniu, czy Rafał Wolniewicz rzeczywiście stale mieszka na terenie powiatu. Jeżeli radny utraciłby prawo wybieralności, rada miałaby obowiązek reagować.</p><p>Nie ma wreszcie niczego niewłaściwego w tym, że Kazimierz Mordaka pyta o zatrudnienie samorządowców. Kontrola władzy i jawność życia publicznego należą do podstawowych obowiązków radnego.</p><p><strong>Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy standard zmienia się razem z nazwiskiem osoby siedzącej po drugiej stronie stołu.</strong></p><p>W przypadku Mordaki dokumenty tworzą obraz szczególnie interesujący. Jest dociekliwy wobec zatrudnienia radnych. Pyta o nazwiska. Składa wnioski o informację dotyczącą miejskiego radnego. Sam zgłasza wątpliwości dotyczące Pauliny Sochy. Ale kiedy wojewoda uznaje te wątpliwości za na tyle poważne, że żąda wygaszenia mandatu – w decydującym głosowaniu <strong>wstrzymuje się</strong>.</p><p>Można nazwać to ostrożnością.</p><p>Można nazwać politycznym pragmatyzmem.</p><p>Można również zapytać o <strong>selektywną wrażliwość na standardy</strong>.</p><p>Czy mamy więc w tomaszowskim samorządzie niepisaną zasadę, według której przepisy są święte, kiedy mogą uderzyć w przeciwnika, a stają się skomplikowanym problemem interpretacyjnym, kiedy dotykają politycznego partnera?</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Bezrobocie spada? Nie tak szybko. Tomaszowski rynek pracy ma znacznie głębszy problem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56355,bezrobocie-spada-nie-tak-szybko-tomaszowski-rynek-pracy-ma-znacznie-glebszy-problem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56355,bezrobocie-spada-nie-tak-szybko-tomaszowski-rynek-pracy-ma-znacznie-glebszy-problem</guid>
            <pubDate>Thu, 27 Aug 2026 20:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezrobocie-spada-nie-tak-szybko-tomaszowski-rynek-pracy-ma-znacznie-glebszy-problem-1787855883.png</url>
                        <title>Bezrobocie spada? Nie tak szybko. Tomaszowski rynek pracy ma znacznie głębszy problem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56355,bezrobocie-spada-nie-tak-szybko-tomaszowski-rynek-pracy-ma-znacznie-glebszy-problem</link>
                    </image><description>Bezrobotnych ubyło. Tyle że tylko w porównaniu z poprzednim miesiącem. W zestawieniu z ubiegłym rokiem jest ich więcej, a ponad połowa osób znajdujących się w rejestrach tomaszowskiego urzędu pracy to bezrobotni długotrwale. Dokument przekazany radnym Rady Powiatu Tomaszowskiego pokazuje rynek pracy daleki od katastrofy, ale też zdecydowanie mniej optymistyczny, niż mogłaby sugerować jedna liczba w comiesięcznej statystyce.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na koniec lipca 2026 roku w Powiatowym Urzędzie Pracy w Tomaszowie Mazowieckim zarejestrowane były <strong>3603 osoby bezrobotne</strong>. To o 56 mniej niż miesiąc wcześniej, ale jednocześnie o 93 więcej niż pod koniec lipca ubiegłego roku. Już ten prosty zestaw liczb pokazuje, jak ostrożnie trzeba podchodzić do komunikatów o „spadku bezrobocia”.</p><p>Jeszcze bardziej wymowna jest stopa bezrobocia. Według danych przytoczonych przez urząd, w czerwcu wynosiła ona w powiecie tomaszowskim <strong>8,8 proc.</strong>, podczas gdy średnia krajowa wynosiła <strong>5,8 proc.</strong>, a dla województwa łódzkiego <strong>6,5 proc.</strong> Dane o stopie publikowane są z opóźnieniem, dlatego raport za lipiec operuje w tym miejscu wskaźnikiem czerwcowym. Różnica pozostaje jednak znacząca.</p><h2>Ponad połowa bezrobotnych pozostaje bez pracy długotrwale</h2><p>Najważniejszy problem nie kryje się jednak w liczbie 3603. Kryje się w odpowiedzi na pytanie: <strong>kim są ludzie pozostający w rejestrach PUP i jak długo nie mają pracy?</strong></p><p>Aż <strong>1977 osób, czyli 54,9 proc. wszystkich bezrobotnych, urząd zalicza do długotrwale bezrobotnych</strong>. 889 osób pozostaje bez pracy dłużej niż dwa lata, kolejnych 734 od roku do dwóch lat. Dla porównania tylko 275 osób znajdowało się w rejestrze krócej niż miesiąc.</p><p>To oznacza, że dla dużej części zarejestrowanych bezrobocie nie jest krótkim przystankiem między jednym pracodawcą a drugim. Staje się stanem trwającym miesiącami, a niekiedy latami.</p><p>Do tego dochodzi problem kwalifikacji. <strong>1287 osób, czyli 35,7 proc. bezrobotnych, nie posiada kwalifikacji zawodowych.</strong> Wykształcenie gimnazjalne, podstawowe lub niższe ma 910 osób, a zasadnicze zawodowe 905.</p><p>Takie dane sugerują, że część problemów lokalnego rynku pracy ma charakter strukturalny. Sama poprawa koniunktury czy pojawienie się kilku nowych pracodawców nie musi wystarczyć, jeśli kwalifikacje osób poszukujących zatrudnienia nie odpowiadają potrzebom firm.</p><h2>Tomaszów skupia większość bezrobocia</h2><p>Najwięcej zarejestrowanych bezrobotnych mieszka w samym Tomaszowie Mazowieckim – <strong>2137 osób</strong>, czyli blisko 60 proc. wszystkich ujętych w powiatowej ewidencji.</p><p>W gminie wiejskiej Tomaszów Mazowiecki było ich 329, w Ujeździe 230, Lubochni 218, Czerniewicach 125, Inowłodzu 124, Rzeczycy 114, a Rokicinach 111.</p><p>Samych liczb nie należy jednak zamieniać w ranking „najgorszych” gmin. Poszczególne samorządy różnią się przecież liczbą mieszkańców i strukturą demograficzną. Dane pokazują natomiast skalę koncentracji problemu w mieście.</p><h2>248 osób znalazło pracę. Co z pozostałymi?</h2><p>Lipiec przyniósł dodatni bilans ruchu w rejestrach: zarejestrowało się <strong>356 osób</strong>, a wyrejestrowano 412. To właśnie stąd bierze się miesięczny spadek liczby bezrobotnych.</p><p>Nie oznacza to jednak, że wszystkie 412 osób znalazło zatrudnienie.</p><p>Z powodu <strong>podjęcia pracy wyrejestrowano 248 osób</strong>. To istotne rozróżnienie, bo z ewidencji PUP można zniknąć także z innych powodów.</p><p>Od początku roku urząd pozyskał <strong>826 ofert pracy</strong>, w tym 318 miejsc aktywizacji zawodowej. Na tle ponad 3,6 tys. osób pozostających w rejestrze pojawia się więc zasadnicze pytanie: czy lokalna gospodarka tworzy wystarczająco dużo miejsc pracy odpowiadających kwalifikacjom osób bezrobotnych?</p><h2>Urząd aktywizuje. Najważniejsze będzie to, co stanie się później</h2><p>Od początku 2026 roku PUP objął różnymi formami subsydiowanego wsparcia <strong>790 osób</strong>.</p><p>Największą grupę stanowią osoby korzystające ze staży – 326. Pracami interwencyjnymi objęto 208 osób, pracami społecznie użytecznymi 89. <strong>70 osób otrzymało środki na rozpoczęcie działalności gospodarczej</strong>, 36 skorzystało ze wsparcia przy wyposażeniu lub doposażeniu stanowiska pracy, a 27 skierowano na szkolenia i przekwalifikowanie. Dzięki bonowi na zasiedlenie pracę podjęło 11 osób.</p><p>Skala działań jest duża. Ich rzeczywistą skuteczność będzie jednak można ocenić dopiero wtedy, gdy będzie wiadomo, ile osób po zakończeniu stażu, pracy subsydiowanej czy innej formy wsparcia pozostanie na rynku pracy na trwałe.</p><h2>Lokalny rynek pracy coraz bardziej międzynarodowy</h2><p>Raport pokazuje również drugi obraz powiatowego rynku: podczas gdy tysiące mieszkańców pozostają w ewidencji bezrobotnych, lokalni przedsiębiorcy zatrudniają cudzoziemców.</p><p>W 2026 roku zarejestrowano <strong>271 oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi</strong> – 123 dotyczyły obywateli Białorusi, 92 Ukrainy, a 56 Mołdawii.</p><p>Pracodawcy dokonali ponadto <strong>871 powiadomień o powierzeniu wykonywania pracy obywatelom Ukrainy</strong>. Jednocześnie w rejestrze bezrobotnych na koniec lipca znajdowało się 57 cudzoziemców.</p><p>Nie musi być w tym żadnej sprzeczności. Pracodawcy poszukują konkretnych kompetencji albo osób gotowych podjąć określony rodzaj zatrudnienia. Właśnie dlatego zestawienie tych danych z liczbą osób pozbawionych kwalifikacji zawodowych jest tak istotne.</p><h2>Ponad 12 milionów złotych. Pytanie o efekty pozostaje</h2><p>Na walkę z bezrobociem i podnoszenie kwalifikacji kierowane są znaczące pieniądze.</p><p>Urząd wskazuje m.in. <strong>2,27 mln zł z Funduszu Pracy, 1,603 mln zł z rezerwy ministra, ponad 6,476 mln zł ze środków EFS+ oraz 622 tys. zł z PFRON</strong>. Do tego dochodzi ponad <strong>1,071 mln zł z Krajowego Funduszu Szkoleniowego</strong>.</p><p>Łącznie daje to ponad <strong>12 mln zł środków wskazanych w raporcie</strong>, choć pieniądze pochodzą z różnych programów i mają różne przeznaczenie.</p><p>Przy takiej skali finansowania pytanie o efektywność nie jest krytyką samego urzędu, lecz elementarnym pytaniem o lokalną politykę rynku pracy: <strong>czy wydawane miliony pozwolą wyprowadzić z długotrwałego bezrobocia grupę liczącą niemal dwa tysiące osób?</strong></p><h2>Przez lata było znacznie gorzej. Ostatnie dane powinny jednak niepokoić</h2><p>Perspektywa kilkunastu lat pokazuje ogromną zmianę. W 2009 roku w rejestrach PUP znajdowało się <strong>8366 bezrobotnych</strong>, w 2025 roku – 3706.</p><p>Długoterminowo postęp jest więc bezdyskusyjny.</p><p>Ale ostatnie lata wyglądają mniej jednoznacznie. W 2019 roku liczba bezrobotnych wynosiła 3330, w 2023 roku spadła do 3244, następnie wzrosła do 3362 w 2024 roku i 3706 w 2025.</p><p>Za wcześnie, by na tej podstawie ogłaszać trwałe odwrócenie wieloletniego trendu. Nie ma jednak również podstaw, by uznać, że problem bezrobocia w powiecie został rozwiązany.</p><p>Raport przekazany radnym Rady Powiatu Tomaszowskiego mówi bowiem coś więcej niż miesięczna tabelka. <strong>Największym wyzwaniem nie jest dziś sama liczba zarejestrowanych bezrobotnych, lecz to, że ponad połowa z nich pozostaje bez pracy długotrwale, ponad jedna trzecia nie ma kwalifikacji zawodowych, a stopa bezrobocia w powiecie pozostaje zdecydowanie wyższa od średniej krajowej i wojewódzkiej.</strong></p><p>I właśnie nad tymi liczbami warto dyskutować najgłośniej. Nie przy okazji kolejnego raportu, lecz przy podejmowaniu decyzji o przyszłości gospodarczej Tomaszowa i całego powiatu.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Najpierw odwołali wybory, teraz żądają 956 podpisów. Demokracja spółdzielcza według Zarządu „Przodownika”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56338,najpierw-odwolali-wybory-teraz-zadaja-956-podpisow-demokracja-spoldzielcza-wedlug-zarzadu-przodownika</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56338,najpierw-odwolali-wybory-teraz-zadaja-956-podpisow-demokracja-spoldzielcza-wedlug-zarzadu-przodownika</guid>
            <pubDate>Thu, 27 Aug 2026 09:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-najpierw-odwolali-wybory-teraz-zadaja-956-podpisow-demokracja-spoldzielcza-wedlug-zarzadu-przodow-1787817891.png</url>
                        <title>Najpierw odwołali wybory, teraz żądają 956 podpisów. Demokracja spółdzielcza według Zarządu „Przodownika”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56338,najpierw-odwolali-wybory-teraz-zadaja-956-podpisow-demokracja-spoldzielcza-wedlug-zarzadu-przodownika</link>
                    </image><description>Wybory Rady Nadzorczej SM „Przodownik” miały odbyć się 27 czerwca. Walne Zgromadzenie odwołano. Kiedy 28 członków zażądało przeprowadzenia wyborów podczas wrześniowego zgromadzenia, Zarząd odmówił wpisania ich do porządku obrad. Posłużył się opinią prawną, według której potrzeba do tego aż 956 podpisów. W praktyce organ podlegający kontroli zdecydował, że członkowie nie będą mogli wybrać organu, który ma go kontrolować.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nasz artykuł w skrócie</h2><ul><li data-list-item-id="e8521505fa17a589ef17b9317434602ed">Zaplanowane na 27 czerwca wybory Rady Nadzorczej nie odbyły się, ponieważ Walne Zgromadzenie zostało odwołane.</li><li data-list-item-id="ebb481433ef2e06ee0b117ee4cd4da667">Wrześniowe Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie ma zmienić zasady głosowania i organizacji zebrań, ale nie przewiduje wyborów.</li><li data-list-item-id="e7d1af4806bcf8ba8c7ef810eb761a07a">Projekty uchwał dotyczące wyborów poparło 28 członków. Ustawa wymaga dla projektu uchwały co najmniej 10 podpisów.</li><li data-list-item-id="e09bc8d1713eefab7b52f357413ba284c">Zarząd uznał jednak, że wybory są „oznaczoną sprawą” wymagającą poparcia jednej dziesiątej członków, czyli – według zamówionej opinii – 956 osób.</li><li data-list-item-id="ecf1dfb6e51f9f877b5e2db9e3e2427c9">Opinia kancelarii nie jest wyrokiem sądu i nie zamyka poważnego sporu prawnego dotyczącego praw członków.</li><li data-list-item-id="ee77221dfb5b99d46bc0da4770fa3bd92">Kadencja obecnej Rady obejmuje lata 2023–2026. Zarząd nie wskazał, kiedy rzeczywiście pozwoli członkom wybrać nowy organ nadzorczy.</li></ul><h2>Wybory były. Dopóki nie zostały odwołane</h2><p>Historia nie zaczęła się 18 sierpnia. Zaczęła się znacznie wcześniej, kiedy Zarząd SM „Przodownik” zwołał Walne Zgromadzenie na 27 czerwca 2026 roku. Porządek obrad był jednoznaczny: prezentacja kandydatów, tajne głosowanie, ogłoszenie wyników i podjęcie uchwały o wyborze Rady Nadzorczej na kadencję 2026–2029. Przewidziano również zatwierdzenie sprawozdania finansowego i udzielenie absolutorium członkom Zarządu. Wszystko zapisano czarno na białym w oficjalnym zawiadomieniu o czerwcowym Walnym Zgromadzeniu.</p><p>Kilka dni przed zgromadzeniem Rada Nadzorcza i Zarząd odwołały zebranie. Jako przyczynę wskazano wynajęcie części szkoły innej grupie, obawy o bezpieczeństwo oraz możliwość zakłócenia obrad. W opublikowanym komunikacie pojawiło się nawet oskarżycielskie określenie o grupie zmierzającej do „wrogiego przejęcia spółdzielni”. Nie przedstawiono jednak dowodów potwierdzających, że ktokolwiek planował złamać prawo, fałszować głosowanie czy zagrozić uczestnikom. Były obawy, przypuszczenia i atmosfera politycznego thrillera, ale skutkiem była bardzo konkretna decyzja: <strong>członkowie nie wybrali Rady Nadzorczej</strong>.&nbsp;</p><p>Można było oczekiwać, że nowy termin zostanie wyznaczony przede wszystkim po to, aby dokończyć to, co uniemożliwiono w czerwcu. Stało się inaczej.</p><h2>Najpierw zmiana reguł. Wybory kiedyś później</h2><p>Na 5, 7, 8, 9 i 10 września zwołano Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie. Jego zasadniczym celem nie są jednak wybory, rozliczenie Zarządu ani zatwierdzenie sprawozdania finansowego. Członkowie mają zdecydować o zmianach Statutu dotyczących elektronicznego głosowania oraz możliwości dzielenia przyszłych walnych zgromadzeń na części.</p><p>Jeden z projektów przewiduje, że o tym, czy Walne Zgromadzenie odbędzie się w całości, czy zostanie podzielone, będzie każdorazowo decydował Zarząd. Opinia Rady Nadzorczej ma mieć charakter niewiążący. Tym samym organ, który powinien być kontrolowany, otrzymałby bardzo szeroki wpływ na organizacyjną formę zebrań, podczas których wybierany jest jego kontroler.</p><p>To wygląda jak scena z filmu, w którym urzędujący gospodarz najpierw odwołuje głosowanie, a następnie zaprasza wyborców nie po to, by wybrali nowe władze, lecz by wcześniej zgodzili się na napisane przez niego nowe reguły.</p><p>Zarząd w materiale zachęcającym do udziału napisał: „Nie pozostawiajmy tych decyzji innym”. Trudno o większą ironię. <strong>Decyzję o tym, że członkowie nie będą mogli we wrześniu wybrać Rady Nadzorczej, Zarząd pozostawił właśnie sobie.</strong></p><h2>Dwadzieścia osiem osób mówi: przeprowadźmy wybory</h2><p>Grupa członków postanowiła przerwać ten chocholi taniec. W piśmie datowanym na 17 sierpnia, które wpłynęło do Spółdzielni dzień później, zażądała uzupełnienia porządku obrad.</p><p>Nie był to jednozdaniowy apel ani luźny postulat. Wnioskodawcy przedstawili rozbudowany dokument i wskazali konkretne projekty uchwał dotyczące między innymi przeprowadzenia wyborów do Rady Nadzorczej na kadencję 2026–2029, powołania komisji skrutacyjnej i wyborczej, zatwierdzenia sprawozdania finansowego za 2025 rok oraz udzielenia absolutorium członkom Zarządu. Pod żądaniem podpisało się 28 członków.</p><p>Wnioskodawcy powołali się na art. 8³ ust. 10–13 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Jej brzmienie wydaje się dla zwykłego czytelnika zaskakująco klarowne: członkowie mają prawo zgłaszać projekty uchwał, projekt musi uzyskać poparcie co najmniej 10 członków, a Zarząd jest zobowiązany przygotować go pod względem formalnym i przedłożyć Walnemu Zgromadzeniu pod głosowanie. Tak samo stanowią § 29 ust. 6–7 i § 30 ust. 3 Statutu „Przodownika”. Tekst ustawy oraz Statut Spółdzielni nie pozostawiają wątpliwości co do istnienia członkowskiej inicjatywy uchwałodawczej.</p><p>A jednak wybory nie zostały dopisane.</p><h2>Prawniczy mur wysokości 956 podpisów</h2><p>Zarząd zamówił opinię prawną. Kancelaria DERC PAŁKA przyjęła, że wybory do Rady Nadzorczej nie są projektem uchwały, lecz „oznaczoną sprawą”, którą najpierw trzeba wprowadzić do porządku obrad. A do tego – według opinii – potrzebne jest poparcie przynajmniej jednej dziesiątej członków Spółdzielni, wynikające z art. 40 § 2 w związku z art. 39 § 2 Prawa spółdzielczego.</p><p>Ponieważ kancelaria przyjęła, że „Przodownik” zrzesza 9554 członków, wyliczyła próg 956 podpisów. Dwadzieścia osiem uznano za liczbę niewystarczającą. Zarząd przyjął tę interpretację i wyborów do porządku obrad nie wpisał. Pełna opinia prawna została opublikowana przez Spółdzielnię.</p><p>Ta argumentacja nie jest pozbawiona prawnego uzasadnienia. Opinia odwołuje się między innymi do wyroku Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 29 stycznia 2020 roku, sygn. V ACa 452/19. Nie wolno więc napisać, że stanowisko Zarządu jest z całą pewnością bezprawne. O tym mógłby ostatecznie przesądzić sąd.</p><p>Nie wolno jednak również przedstawiać opinii zamówionej i opłaconej przez Spółdzielnię jak wyroku wyrytego na kamiennych tablicach. <strong>To jest pogląd prawny sporządzony na zlecenie jednej strony poważnego sporu. Nie ma mocy wiążącej wobec członków i nie zastępuje orzeczenia sądu.</strong></p><h2>Projekt uchwały, który według Zarządu nie może trafić pod głosowanie</h2><p>W tym miejscu ujawnia się najbardziej niepokojąca konsekwencja przyjętej wykładni. Ustawa pozwala dziesięciu członkom zgłosić projekt uchwały. Zarząd ma obowiązek przygotować taki projekt formalnie i poddać go pod głosowanie. Jeżeli jednak projekt dotyczy wyborów, Zarząd może powiedzieć: to nie projekt, lecz „sprawa”, a do jej wpisania potrzebujecie niemal tysiąca podpisów.</p><p>W ten sposób prawo inicjatywy uchwałodawczej pozostaje w ustawie, ale jego praktyczne znaczenie znika dokładnie wtedy, kiedy inicjatywa dotyczy najważniejszego instrumentu kontroli nad Zarządem.</p><p>Sąd Najwyższy w uchwale siedmiu sędziów z 29 kwietnia 2011 roku, sygn. III CZP 111/10, podkreślił obowiązek formalnego przygotowania i przedłożenia projektów zgłoszonych przez członków. Zaznaczył również, że ostateczny porządek obrad przygotowuje Zarząd. Treść uchwały Sądu Najwyższego pokazuje więc nie tylko zakres kompetencji Zarządu, ale także skalę jego odpowiedzialności.</p><p>Im więcej Zarząd ma władzy nad agendą Walnego Zgromadzenia, tym większa powinna być jego powściągliwość. Kompetencja organizacyjna nie może zamieniać się w wygodny rygiel zakładany na drzwi prowadzące do urny.</p><h2>Kto skontroluje kontrolujących?</h2><p>Rada Nadzorcza nie jest klubem dyskusyjnym ani dekoracją na spółdzielczej witrynie. Zgodnie z § 36 Statutu sprawuje kontrolę i nadzór nad działalnością Spółdzielni. Bada sprawozdania, ocenia wykonywanie zadań, rozpatruje skargi na działalność Zarządu i kontroluje przestrzeganie praw członkowskich.</p><p>Obecna Rada została wybrana 24 czerwca 2023 roku na kadencję obejmującą lata 2023–2026. Informuje o tym oficjalna strona SM „Przodownik”. Ustawa stanowi natomiast, że kadencja rady nadzorczej nie może trwać dłużej niż trzy lata. Statut Spółdzielni mówi, że trwa ona do Walnego Zgromadzenia odbywanego po trzech latach od wyborów.</p><p>Trzy lata minęły 24 czerwca. Walne zaplanowane trzy dni później zostało odwołane. Pierwsze kolejne zgromadzenie ma rozpocząć się 5 września, lecz wyborów w jego porządku nie ma.</p><p>Powstaje pytanie o fundamentalnym znaczeniu: <strong>jaki będzie status Rady Nadzorczej po wrześniowym Walnym Zgromadzeniu i kto będzie sprawował nadzór nad Zarządem?</strong> W publicznych materiałach nie znaleźliśmy jednoznacznej odpowiedzi. Zarząd koncentruje się na pilotach, elektronicznym liczeniu głosów i przyszłym dzieleniu walnych na części. Najważniejszego elementu układanki – terminu wyborów – nadal brakuje.</p><h2>Nawet liczba członków się nie zgadza</h2><p>Opinia kancelarii przyjmuje, że Spółdzielnia ma 9554 członków i dlatego jedna dziesiąta wynosi 956 osób. Tymczasem strona główna „Przodownika” informuje obecnie o 9242 członkach według stanu na 31 grudnia 2025 roku. Różnica wynosi 312 osób.</p><p>Nie zmienia to faktu, że 28 podpisów nie osiągałoby jednej dziesiątej w żadnym z tych wariantów. Przy 9242 członkach próg wynosiłby jednak 925, a nie 956 osób. Skoro właśnie liczba członków stała się głównym narzędziem zablokowania wyborów, powinna zostać podana na podstawie aktualnego rejestru wraz z datą, a nie poprzez enigmatyczne odwołanie do informacji ze strony internetowej, która pokazuje inną wartość.</p><p>To drobiazg tylko pozornie. Demokracja zaczyna się od uczciwego liczenia – członków, podpisów i głosów.</p><h2>Zarząd nie powinien wybierać sobie momentu kontroli</h2><p>W Zarządzie Spółdzielni zasiadają obecnie prezes Jan Nowakowski oraz jego zastępcy Grzegorz Zań i Dariusz Kacprzyk. Nie twierdzimy, że działają oni z zamiarem zachowania władzy ani że naruszyli prawo. Dokumenty pozwalają jednak na znacznie prostszą i całkowicie uprawnioną ocenę ich decyzji.</p><p>Wybory były przewidziane na czerwiec. Zostały odwołane. We wrześniu Zarząd chce najpierw zmienić zasady organizowania przyszłych zgromadzeń i głosowań. Gdy członkowie zażądali powrotu wyborów do porządku obrad, usłyszeli, że 28 podpisów to za mało i powinni zebrać 956.</p><p>Rezultat jest bezsporny: <strong>we wrześniu członkowie mają głosować nad regułami przygotowanymi przez Zarząd, ale nie będą mogli zagłosować nad składem Rady Nadzorczej kontrolującej ten Zarząd.</strong></p><p>To jest sytuacja głęboko niezdrowa. Nawet jeśli uda się ją obronić wielostronicową opinią, trudno obronić ją w kategoriach elementarnej przyzwoitości spółdzielczej.</p><h2>Członkowie nie są petentami</h2><p>Spółdzielnia nie jest własnością prezesa, Zarządu, kancelarii prawnej ani urzędującej Rady Nadzorczej. Zgodnie z § 3 Statutu jej majątek stanowi prywatną własność członków. To członkowie są gospodarzami. Zarząd jest wykonawcą ich woli, a nie właścicielem politycznej bramy, który decyduje, kiedy ją otworzyć.</p><p>Zarząd powinien publicznie odpowiedzieć, kiedy odbędą się wybory; na jakiej podstawie będzie funkcjonowała Rada po zgromadzeniu wrześniowym; ilu dokładnie członków liczy obecnie Spółdzielnia; ile kosztowała zamówiona opinia; dlaczego wrześniowe Walne nie obejmuje spraw obecnych w czerwcowym porządku oraz dlaczego zmiana zasad ma poprzedzić wybór nowego organu nadzorczego.</p><p>W „Przodowniku” nie brakuje dziś procedur. Brakuje daty wyborów.</p><p>A demokracja bez wyborów przypomina instrument stojący na scenie po zakończeniu koncertu. Wszystko jest na swoim miejscu: pulpity, nuty, światła i eleganckie stroje. Tylko muzyki nie ma.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Budżet dobry, absolutorium nie. Samorządowy „Paragraf 22” ekipy Mariusza Węgrzynowskiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56337,budzet-dobry-absolutorium-nie-samorzadowy-paragraf-22-ekipy-mariusza-wegrzynowskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56337,budzet-dobry-absolutorium-nie-samorzadowy-paragraf-22-ekipy-mariusza-wegrzynowskiego</guid>
            <pubDate>Thu, 27 Aug 2026 08:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-budzet-dobry-absolutorium-nie-samorzadowy-paragraf-22-ekipy-mariusza-wegrzynowskiego-1787814641.png</url>
                        <title>Budżet dobry, absolutorium nie. Samorządowy „Paragraf 22” ekipy Mariusza Węgrzynowskiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56337,budzet-dobry-absolutorium-nie-samorzadowy-paragraf-22-ekipy-mariusza-wegrzynowskiego</link>
                    </image><description>Najpierw wszyscy radni — bez jednego wyjątku — zatwierdzili wykonanie budżetu Powiatu Tomaszowskiego za 2025 rok. Kilka minut później ten sam budżet nie wystarczył już do udzielenia absolutorium. Dziesięcioro radnych wstrzymało się od głosu, choć Mariusz Węgrzynowski wprost mówił o „dobrym wykonaniu budżetu”. Zamiast rozliczenia dochodów, wydatków i inwestycji pojawiły się zarzuty wobec nowego starosty, który w 2025 roku w ogóle powiatem nie kierował. Kolegium Regionalnej Izby Obrachunkowej w Łodzi stwierdziło nieważność uchwały o nieudzieleniu absolutorium. Dokumenty pozostawiają po tej historii pytanie znacznie poważniejsze niż zwykły spór polityczny: czy radni próbowali ukarać Dariusza Kowalczyka za budżet przygotowany i wykonywany przez zarząd Mariusza Węgrzynowskiego?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>NASZ ARTYKUŁ W SKRÓCIE</strong></p><ul><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e170ecb69ab346b2789b2d8abd56785b5"><strong>Rada Powiatu jednogłośnie, wynikiem 23:0, zatwierdziła wykonanie budżetu za 2025 rok.</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e0c2b2afbcc18e319f051e3fff7d0dcfc"><strong>Kilka minut później absolutorium poparło tylko 11 radnych; 2 było przeciw, a 10 wstrzymało się od głosu.</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e0622bd5da5ae8b30b9366fc87536279b"><strong>Mariusz Węgrzynowski przyznał, że budżet wykonano dobrze, ale stanowisko klubu uzasadniał oceną obecnego zarządu.</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e57976ad7c3de9d01045ec2c253219269"><strong>Kolegium RIO stwierdziło nieważność uchwały o nieudzieleniu absolutorium z powodu naruszenia prawa.</strong></li></ul><h2>Budżet dobry, absolutorium nie. Samorządowy „Paragraf 22” ekipy Mariusza Węgrzynowskiego</h2><p>W powiatowej polityce udało się stworzyć lokalną wersję „Paragrafu 22”. Budżet za 2025 rok był — jak przekonywali Mariusz Węgrzynowski i Szczepan Goska — dobry, bardzo dobry, a nawet jeden z najlepszych od kilkunastu lat. Jego wykonanie zatwierdzili wszyscy radni. Kiedy jednak przyszło do absolutorium, czyli prawnego podsumowania tego samego budżetu, głosów nagle zabrakło.</p><p>Nie dlatego, że ujawniono niezaksięgowane wydatki. Nie dlatego, że ktoś wskazał miliony wydane niezgodnie z planem. Nie dlatego, że radni wykazali, których dochodów nie osiągnięto albo których zadań z winy zarządu nie wykonano. Niczego takiego podczas procedury absolutoryjnej nie przedstawiono.</p><p>Powód wyłożył sam Mariusz Węgrzynowski. Klub skupiony wokół PiS miał zastrzeżenia nie do wykonania budżetu w 2025 roku, lecz do funkcjonowania obecnego zarządu, jego planów i wizji na przyszłość. Tyle że absolutorium nie służy ocenianiu przyszłości. Nie jest też plebiscytem popularności starosty ani narzędziem do regulowania politycznych rachunków.</p><p>Jest oceną wykonania konkretnego budżetu w konkretnym roku.</p><p>A przez cały 2025 rok powiatem kierował zarząd Mariusza Węgrzynowskiego.</p><h2>Najpierw wszyscy byli „za”</h2><p>Budżet Powiatu Tomaszowskiego na 2025 rok został uchwalony 30 stycznia 2025 roku. Formalnie przyjęła go Rada Powiatu, natomiast za przygotowanie projektu i późniejsze wykonanie odpowiadał zarząd kierowany przez ówczesnego starostę Mariusza Węgrzynowskiego.</p><p>Dariusz Kowalczyk został wybrany starostą dopiero 21 stycznia 2026 roku, a więc już po zakończeniu roku podlegającego ocenie. Oficjalna informacja powiatu potwierdza, że tego dnia powołano nowy Zarząd Powiatu.</p><p>Podczas sesji 24 czerwca 2026 roku skarbnik Beata Zysiak przedstawiła podstawowe liczby. Dochody zrealizowano w wysokości około 267 mln zł, wydatki wyniosły około 258 mln zł, a wydatki majątkowe 43 mln zł. Blisko 33 mln zł przeznaczono na drogi i chodniki. Zadłużenie na koniec roku wynosiło około 63 mln zł, czyli 23,68 proc. wykonanych dochodów. Powiat nie zaciągnął nowego kredytu, a zamiast planowanej spłaty około 3,4 mln zł spłacił około 8 mln zł.</p><p>Komisja Rewizyjna nie stwierdziła nieprawidłowości i wystąpiła o udzielenie absolutorium. Pozytywne były opinie stałych komisji. Pozytywnie wykonanie budżetu ocenił także skład orzekający RIO, który nie zgłosił zastrzeżeń do wniosku Komisji Rewizyjnej.</p><p>Radni zagłosowali więc nad zatwierdzeniem sprawozdania. Wynik był jednoznaczny: <strong>23 głosy „za”, ani jednego przeciwnego, ani jednego wstrzymującego się</strong>. Imienny wykaz głosowania pokazuje, że wykonanie budżetu poparli wszyscy obecni radni.</p><figure class="table"><table><thead><tr><th>Głosowanie</th><th><p style="text-align:right;">Za</p></th><th><p style="text-align:right;">Przeciw</p></th><th><p style="text-align:right;">Wstrzymujący się</p></th></tr></thead><tbody><tr><td>Zatwierdzenie wykonania budżetu</td><td><p style="text-align:right;">23</p></td><td><p style="text-align:right;">0</p></td><td><p style="text-align:right;">0</p></td></tr><tr><td>Udzielenie absolutorium</td><td><p style="text-align:right;">11</p></td><td><p style="text-align:right;">2</p></td><td><p style="text-align:right;">10</p></td></tr></tbody></table></figure><p>Kilka minut później wydarzyło się coś, co trudno wyjaśnić logiką finansową. W głosowaniu nad absolutorium padło 11 głosów „za”, 2 „przeciw” i 10 głosów wstrzymujących się. Do przyjęcia uchwały potrzebnych było co najmniej 12 głosów „za”. Zabrakło jednego.</p><p>Radni najpierw jednogłośnie zatwierdzili wykonanie budżetu, a następnie — poprzez głosy przeciwne i skoordynowane wstrzymanie się od głosu — zablokowali udzielenie absolutorium będącego prawnym podsumowaniem tego samego wykonania budżetu.</p><h2>Węgrzynowski przyznał: budżet wykonano dobrze</h2><p>Najważniejszych dowodów na polityczny charakter tej operacji nie trzeba szukać między wierszami. Dostarczył ich sam Mariusz Węgrzynowski.</p><p>Podczas dyskusji powiedział:</p><blockquote><p>„Mając na uwadze jednak to dobre wykonanie budżetu Klub Prawa i Sprawiedliwości wstrzyma się w tym głosowaniu”.</p></blockquote><p>W dalszej części wypowiedzi zarzucał obecnemu zarządowi brak wizji, planów na przyszłość i konkretnych pomysłów. Oceniał zatem działalność nowej władzy w 2026 roku, chociaż głosowanie dotyczyło wykonania budżetu w roku 2025. Budżetu, za który odpowiadał zarząd kierowany przez niego samego.</p><p>Wcześniej Węgrzynowski przekonywał, że poprzednia władza pozostawiła jeden z najlepszych wyników finansowych od 15 lat. Szczepan Goska mówił natomiast, że budżet był „niezły”, a nawet „bardzo dobry”.</p><p>Jeżeli poprzedni zarząd uważa, że budżet wykonał znakomicie, powinien poprzeć absolutorium będące oceną tego wykonania. Jeżeli natomiast twierdzi, że budżet wykonano źle, powinien wskazać konkretne niewykonane zadania i przyjąć odpowiedzialność za własne decyzje. Nie można jednocześnie przypinać sobie medali za wynik finansowy i używać tego samego budżetu jako pałki do okładania następcy.</p><p>To właśnie samorządowy „Paragraf 22”. Gdy budżet wygląda dobrze, sukces należy do Mariusza Węgrzynowskiego. Gdy trzeba udzielić absolutorium, odpowiedzialność ma ponosić Dariusz Kowalczyk, który w ocenianym roku nie był starostą nawet przez jeden dzień.</p><h2>Dziesięcioro wstrzymujących się</h2><p>Od głosu wstrzymali się: Jarosław Feliński, Szczepan Goska, Włodzimierz Justyna, Leon Karwat, Danuta Mąkola, Kazimierz Mordaka, Paulina Socha, Teodora Sowik, Mariusz Węgrzynowski i Martyna Wojciechowska.</p><p>Oficjalny wykaz składu Rady Powiatu wskazuje, że ośmioro z nich zostało wybranych z list PiS. Leon Karwat uzyskał mandat z KWW Wszyscy Razem, a Kazimierz Mordaka z listy Koalicji Obywatelskiej. Podczas sesji Węgrzynowski przedstawił jednak zapowiedziane wstrzymanie się jako stanowisko Klubu Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego najuczciwiej mówić o dziesięcioosobowym bloku skupionym wokół tego stanowiska, nie zaś automatycznie nazywać wszystkich dziesięcioro radnymi wybranymi z PiS.</p><p>Trzeba też jasno powiedzieć, że odpowiedzialność za końcowy wynik nie spoczywa wyłącznie na tej grupie. Przeciw absolutorium zagłosowali Michał Jodłowski i Alicja Zwolak-Plichta. Jodłowski uzasadniał, że jego klub traktuje to jako absolutorium dla poprzedniego zarządu. Był to więc kolejny argument polityczny i personalny, a nie finansowy.</p><p>Imienne wyniki głosowania absolutoryjnego nie pozostawiają wątpliwości: do przyjęcia uchwały wystarczyłby jeden dodatkowy głos „za”. Mogła go oddać każda z dwunastu osób, które absolutorium nie poparły.</p><p>Największym i wcześniej zapowiedzianym blokiem było jednak dziesięcioro wstrzymujących się. Jego stanowisko publicznie ogłosił Mariusz Węgrzynowski, przyznając jednocześnie, że budżet został wykonany dobrze.</p><h2>RIO: bez zarzutów budżetowych nie można odmawiać absolutorium</h2><p>15 lipca 2026 roku III Skład Orzekający RIO uznał, że uchwała została podjęta z naruszeniem art. 12 pkt 6 ustawy o samorządzie powiatowym w związku z art. 271 ust. 1 ustawy o finansach publicznych.</p><p>17 lipca Izba zawiadomiła o wszczęciu postępowania nadzorczego. Wskazała już wówczas na brak merytorycznych przesłanek do negatywnej oceny wykonania budżetu.</p><p>Finał nastąpił 22 lipca. Kolegium RIO uchwałą nr 15/27/2026 <strong>stwierdziło nieważność uchwały Rady Powiatu o nieudzieleniu absolutorium</strong>. Nie była to kosmetyczna uwaga ani pouczenie na przyszłość. Uchwała została usunięta z obrotu prawnego z powodu naruszenia prawa.</p><p>RIO przeanalizowała protokół i nagranie sesji, stanowisko Komisji Rewizyjnej, wcześniejsze opinie Izby oraz przebieg obu głosowań. W uzasadnieniu stwierdzono, że radni nie wskazali kwot wydatkowanych wadliwie, dochodów, których nie uzyskano, ani zadań niewykonanych z winy zarządu. Nie podważyli też pozytywnych ustaleń Komisji Rewizyjnej i RIO.</p><p>Izba podkreśliła, że jedyną faktyczną i prawnie uzasadnioną podstawą nieudzielenia absolutorium jest negatywna ocena wykonania budżetu. Nie mogą jej zastąpić zastrzeżenia dotyczące całokształtu działalności zarządu, jego przyszłych planów, politycznych sojuszy czy osobistych relacji między radnymi.</p><p>Radni mieli osobne narzędzie do ogólnej oceny władz powiatu — głosowanie nad wotum zaufania. Mogli wówczas dyskutować o strategii, szkołach, szpitalu, polityce kadrowej i kierunkach dalszego działania. Absolutorium miało jednak odpowiedzieć na węższe pytanie: jak wykonano budżet za 2025 rok?</p><p>Tych dwóch procedur nie wolno wrzucać do jednego politycznego worka.</p><p>RIO odnotowała również, że w posiedzeniu Kolegium 22 lipca nie uczestniczyli prawidłowo zawiadomieni przedstawiciele powiatu.</p><h2>RIO nie udzieliła absolutorium za radnych</h2><p>Warto wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. RIO nie udzieliła zarządowi absolutorium w zastępstwie Rady Powiatu. Izba nie przejęła kompetencji radnych i nie oddała za nich brakującego dwunastego głosu.</p><p>Kolegium stwierdziło nieważność wadliwej uchwały o nieudzieleniu absolutorium. Zgodnie z art. 79 ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym uchwała organu powiatu sprzeczna z prawem jest nieważna, a o nieważności orzeka organ nadzoru. Aktualny tekst ustawy przewiduje ponadto, że uchwałę absolutoryjną podejmuje się bezwzględną większością ustawowego składu rady.</p><p>Art. 271 ust. 1 ustawy o finansach publicznych wiąże procedurę absolutoryjną ze sprawozdaniem z wykonania budżetu, sprawozdaniem finansowym, opinią RIO, informacją o stanie mienia i stanowiskiem komisji rewizyjnej. Nie ma w tym katalogu oceny tego, czy radnym podoba się nowy starosta i jego plany na kolejne lata.</p><h2>Dobre wykonanie księgowe nie zamyka dyskusji o zarządzaniu</h2><p>Rozstrzygnięcie RIO nie oznacza, że działalność poprzedniego zarządu nie może być krytykowana. Może i powinna być. Trzeba tylko robić to w odpowiednim miejscu, na podstawie właściwych dokumentów i bez mieszania wykonania planu finansowego z oceną strategicznych efektów rządzenia.</p><p>Oficjalnie prezentowany dobry wynik budżetu należy zestawić z inwestycjami, które nie zostały zrealizowane. Najbardziej widocznym przykładem jest Branżowe Centrum Umiejętności przy ZSP nr 3. W lipcu 2025 roku zarząd Mariusza Węgrzynowskiego podpisywał umowę i zapewniał o realizacji do końca roku. Oficjalnie podawana wartość przedsięwzięcia wynosiła <strong>23 886 600 zł</strong>, z czego <strong>9 111 197 zł</strong> miało pochodzić z KPO. Informacja starostwa z lipca 2025 roku przedstawiała inwestycję jako jedno z najważniejszych przedsięwzięć oświatowych w regionie.</p><p>Podczas czerwcowego posiedzenia komisji skarbnik powiedziała jednak, że BCU nie budowano, nie zaciągnięto więc związanych z nim zobowiązań i nie poniesiono kosztów odsetek. Powstaje zatem pytanie, czy część dobrego wyniku była także ceną niezrealizowanego przedsięwzięcia.</p><p>W debacie nad raportem Michał Jodłowski wskazywał ponadto na niezrealizowany blok operacyjny i mówił o stracie Tomaszowskiego Centrum Zdrowia sięgającej około 25 mln zł.</p><p>Podczas komisji skarbnik Beata Zysiak informowała również o ryzyku zwrotu około 10 mln zł związanych z kontrolowanymi projektami unijnymi. Członek Zarządu Krzysztof Biskup mówił, że po zakończeniu trwających kontroli łączna kwota może wzrosnąć do około 13 mln zł. To nie jest jeszcze ostatecznie ustalone zobowiązanie, ale ryzyko finansowe, którego nie wolno przykrywać opowieścią o budżecie niemal idealnym.</p><p>Dobre wykonanie księgowe jest faktem potwierdzonym przez RIO. Nie odpowiada jednak automatycznie na pytanie, czy każda decyzja poprzedniej władzy była rozsądna, każda inwestycja udana, a każda szansa wykorzystana. To dwie różne oceny. Radni pomieszali je podczas absolutorium, a później otrzymali z RIO kosztowną lekcję samorządowego prawa.</p><h2>Polityka nie może zastępować dowodów</h2><p>Z dokumentów nie wynika, aby radni przedstawili merytoryczne podstawy do odmowy absolutorium. Wynika natomiast, że budżet uznali za wykonany dobrze, a swoje stanowisko tłumaczyli oceną obecnego albo poprzedniego zarządu.</p><p>To pozwala postawić mocne pytanie o polityczny cel głosowania. Nie dowodzi osobistej zemsty ani wcześniej zawartego porozumienia. Pokazuje jednak, że procedurę finansową wykorzystano do prowadzenia sporu, który z wykonaniem budżetu miał niewiele wspólnego.</p><p>Były zarząd chciał zachować medale za wyniki 2025 roku, ale nie chciał poprzeć absolutorium, gdy formalnie miało ono trafić do Zarządu Powiatu kierowanego już przez Dariusza Kowalczyka. Próbowano przeprowadzić sąd nad nowym nazwiskiem za stare decyzje.</p><p>RIO ten wyrok wyrzuciła do kosza — a dokładniej, stwierdziła nieważność uchwały.</p><p>Pozostało pytanie o odpowiedzialność polityczną. Bo prawo można wyjaśnić w kilku artykułach ustawy. Znacznie trudniej wytłumaczyć mieszkańcom, dlaczego ten sam radny w odstępie kilku minut uważa wykonanie budżetu najpierw za wystarczająco dobre, by je zatwierdzić, a później za niewystarczające, by udzielić absolutorium.</p><p><strong>NOTA O UDZIALE AUTORA</strong></p><p><strong>Autor artykułu, Mariusz Strzępek, jest radnym Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim i uczestniczył w opisywanych głosowaniach. Podczas wcześniejszego posiedzenia Komisji Bezpieczeństwa wypowiedział się przeciw pozytywnemu zaopiniowaniu sprawozdania, używając argumentu politycznego związanego z odwołaniem poprzedniego starosty. Na sesji 24 czerwca 2026 roku zagłosował jednak zarówno za zatwierdzeniem sprawozdania z wykonania budżetu, jak i za udzieleniem absolutorium. Informację ujawniamy ze względu na przejrzystość i bezpośredni udział autora w opisywanych wydarzeniach.</strong></p><p><strong>WYKORZYSTANE DOKUMENTY I ŹRÓDŁA</strong></p><ol><li data-list-item-id="e47478621cee5b8e47c5be636bcfcd5f9">Uchwała Kolegium RIO w Łodzi nr 15/27/2026 z 22 lipca 2026 roku.</li><li data-list-item-id="e678cdbe37ee45ddf50815167ebcf61aa">Opinia III Składu Orzekającego RIO nr III/169/2026 z 15 lipca 2026 roku.</li><li data-list-item-id="e6b7e3564f1b0301204899219da5314e9">Zawiadomienie RIO z 17 lipca 2026 roku o wszczęciu postępowania nadzorczego.</li><li data-list-item-id="e095c8eed1c614d8352aca591cd21b612">Wyciąg z protokołu XLVI sesji Rady Powiatu z 24 czerwca 2026 roku.</li><li data-list-item-id="eb9365b933eee31a80975cc397e70e905">Wyciągi z posiedzeń komisji Rady Powiatu w czerwcu 2026 roku.</li><li data-list-item-id="e1c4543e394a9e00127dc417b54139ed4">Imienne głosowanie nad zatwierdzeniem wykonania budżetu.</li><li data-list-item-id="ef4bb66ab6f3b95e4c1787b720c10a399">Imienne głosowanie nad absolutorium.</li><li data-list-item-id="e44a08d984300c1020186e9de5a4af146">Uchwała budżetowa nr XIX/94/2025.</li><li data-list-item-id="e673ebe75f745671815252959f2392892">Oficjalny skład Rady Powiatu.</li><li data-list-item-id="eabcf1b3a933a8b72a70a27ce5badc85b">Informacja o wyborze nowego Zarządu Powiatu.</li><li data-list-item-id="e71195c2c5cb808dc1aac8b4628d673b5">Informacja o umowie dotyczącej BCU.</li><li data-list-item-id="edc1b3989b5e59dfd7e7b46f1ceb77fab">Ustawa o samorządzie powiatowym.</li><li data-list-item-id="e0dd7c56295addfc7865353ae59d5753f">Ustawa o finansach publicznych.</li></ol> ]]></content:encoded><author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Kamera. Mikrofon. Stół. Starosta. Członek zarządu. Dyrektor. Światła. Nagrywamy.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56310,kamera-mikrofon-stol-starosta-czlonek-zarzadu-dyrektor-swiatla-nagrywamy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56310,kamera-mikrofon-stol-starosta-czlonek-zarzadu-dyrektor-swiatla-nagrywamy</guid>
            <pubDate>Mon, 24 Aug 2026 09:03:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kamera-mikrofon-stol-starosta-czlonek-zarzadu-dyrektor-swiatla-nagrywamy-1787555879.png</url>
                        <title>Kamera. Mikrofon. Stół. Starosta. Członek zarządu. Dyrektor. Światła. Nagrywamy.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56310,kamera-mikrofon-stol-starosta-czlonek-zarzadu-dyrektor-swiatla-nagrywamy</link>
                    </image><description>Powiat Tomaszowski przez lata finansował lokalne media z budżetu, a w 2024 roku TELE TEAM otrzymał 69 372 zł brutto za programy promocyjne. W 2025 roku umów już nie zawarto, co rodzi pytanie o granicę między informacją publiczną a opłacaną promocją władzy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kamera. Mikrofon. Stół. Starosta. Członek zarządu. Dyrektor. Światła. Nagrywamy.</p><p><strong>Konferencja numer 147.</strong></p><p>Numer oczywiście umowny. Równie dobrze mogłaby to być konferencja 83., 126. albo 211. Po pewnym czasie naprawdę trudno było je od siebie odróżnić. Zmieniał się dzień, temat, czasem człowiek stojący przed kamerą. Scenariusz pozostawał znajomy: powiat działa, powiat buduje, powiat pozyskuje, powiat organizuje. Starosta mówi. Kamera nagrywa.</p><p>I tylko jednej rzeczy zazwyczaj w kadrze nie było.</p><p><strong>Faktury.</strong></p><p>A szkoda, bo to ona może się okazać jednym z najciekawszych bohaterów całego przedstawienia.</p><p>W oficjalnej odpowiedzi Starostwa dotyczącej współpracy z mediami w 2024 roku zapisano, że <strong>TELE TEAM Janusza Pająka otrzymywał 7 380 zł brutto miesięcznie</strong> za nagrywanie i emisję „Otwartego Powiatu” oraz programów promocyjnych. W całym roku zawarto trzy umowy na łączną kwotę <strong>69 372 zł brutto</strong>.</p><p>Tylko jeden rok. Tylko Starostwo. Tylko jedno medium.</p><p>Jeszcze ciekawsza jest umowa z 2020 roku zawarta pomiędzy Powiatem Tomaszowskim, reprezentowanym przez ówczesnego starostę Mariusza Węgrzynowskiego i Elżbietę Łojszczyk, a Januszem Pająkiem. Jeśli Powiat zgłaszał zastrzeżenia do nagrania, wykonawca miał je poprawić zgodnie z uwagami zamawiającego.</p><p>I wszystko jest w porządku, jeżeli nazywamy rzeczy po imieniu.</p><p>To była relacja <strong>zamawiający – wykonawca</strong>.</p><p>Urząd zamawiał usługę promocyjną. Wykonawca ją realizował. Powiat mógł zgłaszać uwagi. Wykonawca poprawiał materiał. Potem przychodziła faktura.</p><p>Problem pojawia się wtedy, gdy taki model zaczyna być przedstawiany odbiorcy jako coś, co ma niewiele wspólnego z promocją, a bardzo wiele z niezależnym dziennikarstwem.</p><p>Bo dziennikarz patrzy władzy na ręce. Wykonawca realizuje zamówienie władzy. <strong>To nie jest różnica semantyczna. To różnica fundamentalna.</strong></p><h2>Źródełko wyschło. I wtedy zrobiło się nerwowo</h2><p>W 2026 roku Starostwo – zgodnie z oficjalną odpowiedzią – <strong>nie zawarło żadnych umów promocyjnych z mediami</strong>.</p><p>I wydarzył się cud.</p><p>Powiat nadal istnieje.</p><p>Drogi się nie rozpłynęły, szkoły działają, Zarząd podejmuje decyzje, Rada Powiatu obraduje, a mieszkańcy nadal dowiadują się, co dzieje się w urzędzie.</p><p>Tyle że publiczne źródełko wyschło.</p><p>W przypadku samego TELE TEAM punktem odniesienia pozostaje <strong>69 372 zł w 2024 roku</strong>. Do policzenia pozostają wcześniejsze lata oraz ewentualne pieniądze jednostek i spółek powiatowych.</p><p>I właśnie w tym miejscu historia robi się znacznie ciekawsza.</p><p>Z relacji docierających do mnie od przedstawicieli obecnych władz powiatu wynika, że po zakończeniu wcześniejszego modelu finansowania miały pojawić się <strong>próby wywierania presji, mające prowadzić do powrotu do odpłatnej współpracy</strong>.</p><p>To bardzo poważna sprawa.</p><p>Dlatego nie napiszę dzisiaj, że ktokolwiek kogokolwiek szantażował czy mu groził. Takich słów bez twardych dowodów używać nie wolno.</p><p>Ale jeżeli członkowie Zarządu mówią o <strong>presji i naciskach</strong>, to sprawy nie można zamieść pod dywan.</p><p>Trzeba zapytać publicznie:</p><p><strong>Czy przedstawiciele Tele Team zabiegali o przywrócenie finansowania? Jak wyglądały te rozmowy? Czy po odmowie zmienił się sposób przedstawiania obecnych władz powiatu? Czy krytyczne materiały pojawiały się w związku czasowym z odmową zawarcia kolejnych umów?</strong></p><p>A przede wszystkim: <strong>czy można wykazać związek pomiędzy pieniędzmi, których już nie ma, a medialną ofensywą, która pojawiła się później?</strong></p><p>Nie znam jeszcze odpowiedzi.</p><p>Ale właśnie od zadawania takich pytań powinno być dziennikarstwo.</p><h2>Mikrofon zamiast dziennikarstwa</h2><p>I tu dochodzimy do kolejnego problemu.</p><p>W obecnych programach Tele Team regularnie pojawiają się lokalni politycy, między innymi <strong>Kazimierz Mordaka i Piotr Kucharski</strong>. Padają mocne oceny innych ludzi, zarzuty, oskarżenia i polityczne diagnozy, także takie ordynarne, pomówienia i oszczerstwa. Nikt wypowiedzianych słów nie weryfikuje</p><p>Można oczywiście zapraszać Mordakę. Można zapraszać Kucharskiego. Można zapraszać każdego.</p><p>Problem nie polega na tym, <strong>kto siedzi przed kamerą</strong>.</p><p>Problem polega na tym, <strong>co robi człowiek siedzący po drugiej stronie mikrofonu</strong>.</p><p>Bo wywiad dziennikarski nie polega na stworzeniu gościowi wygodnego fotela i umożliwieniu mu wygłoszenia kilkunastominutowego monologu.</p><p>Prowadzący powinien pytać:</p><p><strong>Skąd pan to wie?</strong></p><p><strong>Jakie ma pan dowody?</strong></p><p><strong>Czy sprawdził pan te informacje?</strong></p><p><strong>Co na to osoba, którą pan właśnie oskarża?</strong></p><p><strong>Czy próbowaliśmy uzyskać jej stanowisko?</strong></p><p>To są elementarne pytania. Dziennikarskie ABC.</p><p>Jeżeli ich brakuje, mikrofon przestaje być narzędziem dziennikarza.</p><p><strong>Staje się mównicą.</strong></p><p>A program zamiast wywiadu zaczyna przypominać miejsce, w którym zaproszony polityk może powiedzieć niemal wszystko o wybranym przeciwniku, wiedząc, że po drugiej stronie nie siedzi ktoś gotowy skonfrontować go z faktami. A może zwyczajnie... głupi</p><p>Trudno w takim modelu dopatrzyć się profesjonalnego dziennikarstwa.</p><p>Profesjonalizm nie polega na ustawieniu kamery, przypięciu mikrofonu i zadaniu pytania: „Co pan o tym sądzi?”.</p><p>To potrafi zrobić każdy.</p><p>Profesjonalizm zaczyna się <strong>po odpowiedzi</strong>.</p><p>Od pytania drugiego. Od dopytania. Od sprawdzenia faktów. Od skonfrontowania rozmówcy z niewygodną informacją. Od telefonu do człowieka, którego właśnie publicznie zaatakowano.</p><p>Jeżeli tego nie ma, otrzymujemy nie dziennikarstwo, lecz <strong>studio do wygłaszania cudzych opinii</strong>.</p><h2>Jedna strona mówi. Druga nawet nie wie, że jest sądzona</h2><p>Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego.</p><p>Jeżeli w programie padają zarzuty wobec konkretnej osoby, odbiorca powinien poznać jej stanowisko. Nie za tydzień. Nie wtedy, gdy zrobi się awantura na Facebooku.</p><p><strong>W tym samym materiale albo z jasną informacją, że redakcja zwróciła się o komentarz.</strong></p><p>Tak wygląda elementarny standard zawodowy.</p><p>Prawo prasowe wymaga od dziennikarza szczególnej staranności i rzetelności. Oznacza to między innymi sprawdzanie informacji i ich źródeł.</p><p>Nie oznacza zakazu krytyki. Nie oznacza dziennikarstwa bez charakteru. Sam piszę ostro i mam własne poglądy.</p><p>Ale pogląd nie zastępuje faktu.</p><p>A mikrofon nie zastępuje warsztatu.</p><h2>Pieniądze się skończyły. Pytania dopiero się zaczynają</h2><p>Nie wiem, jaką część przychodów Tele Team stanowiły pieniądze publiczne. Nie wiem więc, jak dotkliwe finansowo było zakończenie współpracy ze Starostwem.</p><p>Ale <strong>69 372 zł z jednego źródła w jednym roku</strong> nie jest kwotą symboliczną.</p><p>Jeżeli dodamy wcześniejsze lata, a następnie sprawdzimy jednostki i spółki, możemy zobaczyć znacznie większy obraz.</p><p>Dlatego trzeba policzyć każdą umowę i każdą fakturę.</p><p>Trzeba również wyjaśnić relacje członków obecnego Zarządu dotyczące <strong>nacisków na przywrócenie finansowania</strong>.</p><p>Jeżeli nacisków nie było – powinno to zostać jasno powiedziane.</p><p>Jeżeli były – mieszkańcy mają prawo wiedzieć <strong>kto naciskał, na kogo, w jaki sposób i czego oczekiwał</strong>.</p><p>Bo wtedy przestajemy rozmawiać wyłącznie o jakości lokalnego dziennikarstwa.</p><p>Zaczynamy rozmawiać o relacji pomiędzy <strong>mediami, pieniędzmi i władzą</strong>.</p><p>A to jest temat znacznie poważniejszy.</p><p>Lokalne media mają patrzeć władzy na ręce. Mają zadawać niewygodne pytania. Mają kontrolować tych, którzy wydają nasze pieniądze.</p><p>Ale pozostaje pytanie:</p><p><strong>co dzieje się wtedy, gdy przez lata ręka władzy podpisuje faktury płacone temu, kto ma na nią patrzeć, a po zakręceniu publicznego kranu pojawiają się relacje o naciskach, by odkręcić go ponownie?</strong></p><p>To już nie jest pytanie o telewizję.</p><p><strong>To jest pytanie o niezależność.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Co zrobić z kredytami po utracie pracy? Porady doradztwa finansowego.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56276,co-zrobic-z-kredytami-po-utracie-pracy-porady-doradztwa-finansowego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56276,co-zrobic-z-kredytami-po-utracie-pracy-porady-doradztwa-finansowego</guid>
            <pubDate>Fri, 21 Aug 2026 14:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-co-zrobic-z-kredytami-po-utracie-pracy-porady-doradztwa-finansowego-1787316240.jpg</url>
                        <title>Co zrobić z kredytami po utracie pracy? Porady doradztwa finansowego.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56276,co-zrobic-z-kredytami-po-utracie-pracy-porady-doradztwa-finansowego</link>
                    </image><description>Utrata pracy przez jednego z domowników to niewątpliwie trudna sytuacja, dla wielu rodzin oznacza utratę płynności finansowej i późniejsze problemy ze spłatą zobowiązań. W powiecie tomaszowskim, który od lat mierzy się z wysoką stopą bezrobocia to problem szczególnie powszechny. Co można zrobić, aby koszty nie przerosły naszego budżetu i jakie są dostępne metody wsparcia finansowego przy utracie zatrudnienia?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2 style="text-align:justify;"><strong>Bezrobocie w powiecie tomaszowskim wciąż jest wyższe od średniej krajowej</strong></h2><p style="text-align:justify;">Lokalny rynek pracy poprawił się w pierwszej połowie 2026 roku, ale różnica względem kraju pozostaje duża. Stopa bezrobocia w powiecie tomaszowskim spadła z 9,6 proc. w marcu do 8,8 proc. w czerwcu. W tym samym czasie wskaźnik dla Polski obniżył się z 6,1 do 5,8 proc.</p><p style="text-align:justify;">Dla osoby spłacającej kredyty sama utrata zatrudnienia ma natychmiastowy wymiar finansowy. Terminy rat pozostają bez zmian, podczas gdy wpływy na konto mogą spaść do poziomu zasiłku, innych świadczeń albo drugiego dochodu w gospodarstwie domowym.</p><p style="text-align:justify;">Od 1 czerwca 2026 roku podstawowy zasiłek dla bezrobotnych w pierwszych 90 dniach wynosi 1783,90 zł brutto, przy czym prawo do świadczenia oraz jego wysokość zależą od spełnienia ustawowych warunków i stażu pracy. Rejestracja w urzędzie pracy daje więc części osób dodatkowe źródło dochodu, jednak przy wcześniejszej pensji wynoszącej kilka tysięcy złotych różnica w miesięcznym budżecie może pozostać znaczna.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Partnerem merytorycznym artykułu jest&nbsp;</strong><a href="https://outloop.pl/"><span style="color:#1155CC;"><strong>Outloop</strong></span></a><strong>, którego zespół od ponad 12 lat związany jest z branżą finansową i specjalizuje się w pomocy w trudnych sytuacji kredytowych.</strong></p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Pierwsze kroki w planowaniu budżetu po utracie pracy</strong></h2><p style="text-align:justify;">Pierwszy budżet po utracie zatrudnienia powinien obejmować najbliższy miesiąc, a nie cały rok. Trzeba ustalić, ile pieniędzy rzeczywiście pozostaje na rachunkach i jakie wpływy pojawią się przed kolejnymi terminami płatności.</p><p style="text-align:justify;">W jednym miejscu warto zapisać:</p><ul><li data-list-item-id="e92135dbe51a612ea2cae501c8a21b7bc"><p style="text-align:justify;">środki dostępne na rachunkach i w gotówce,</p></li><li data-list-item-id="eff8335f3d009e8315ee64610e75d9b4b"><p style="text-align:justify;">ostatnie wynagrodzenie i należności od pracodawcy,</p></li><li data-list-item-id="e4864aafa1b4547b0ea9eaac9f197870d"><p style="text-align:justify;">dochód pozostałych osób w gospodarstwie domowym,</p></li><li data-list-item-id="e40342a65dff89d9ddfd7dd435d423fa0"><p style="text-align:justify;">świadczenia, do których można mieć prawo,</p></li><li data-list-item-id="ee52b81600dea17387e3e1fc4dfccff48"><p style="text-align:justify;">czynsz, media, żywność, transport i pozostałe konieczne wydatki,</p></li><li data-list-item-id="e23228b3322a4e8c33461ebbb655acf19"><p style="text-align:justify;">wszystkie raty kredytów i pożyczek wraz z datami płatności,</p></li><li data-list-item-id="ee00e5432520656c0fc3f3d43730cf5f2"><p style="text-align:justify;">zadłużenie kart kredytowych i wykorzystane limity,</p></li><li data-list-item-id="ec9a48b25fdccfa83fa66eee95a0ccc22"><p style="text-align:justify;">chwilówki oraz inne krótkoterminowe zobowiązania.</p></li></ul><p style="text-align:justify;">Doradztwo finansowe Outloop w swoich materiałach dotyczących rozmów z pożyczkodawcą zaleca zestawienie wszystkich przychodów i stałych kosztów oraz określenie kwoty, którą dłużnik faktycznie może przeznaczać na spłatę. Przygotowanie umów, harmonogramów i historii dotychczasowych płatności pozwala dodatkowo ustalić pełny obraz zadłużenia.</p><p style="text-align:justify;">Przykładowo gospodarstwo, któremu po utracie jednej pensji zostaje 4500 zł miesięcznego dochodu, a na podstawowe koszty życia wydaje 3300 zł, ma realnie około 1200 zł na obsługę zadłużenia. Jeżeli suma rat wynosi 2100 zł, samo ograniczenie wydatków uznaniowych nie rozwiąże różnicy wynoszącej 900 zł miesięcznie. Potrzebna jest wtedy zmiana po stronie zobowiązań albo dodatkowy dochód.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Bank lub pożyczkodawca powinien wiedzieć o problemie przed pierwszą dużą zaległością</strong></h2><p style="text-align:justify;">Najlepszy moment na rozmowę z wierzycielem pojawia się wtedy, gdy z wyliczeń wynika, że najbliższa rata może przekroczyć dostępne możliwości finansowe. Negocjacje najlepiej rozpoczynać, zanim powstaną znaczące opóźnienia. W zależności od wierzyciela rozmowa może dotyczyć m.in. zmiany harmonogramu, rozłożenia zadłużenia na inne raty albo czasowego rozwiązania dostosowanego do sytuacji klienta.</p><p style="text-align:justify;">Przed kontaktem warto sprawdzić umowę. Część kredytów była sprzedawana razem z ubezpieczeniem obejmującym utratę pracy. Zakres ochrony, okres karencji, wyłączenia i wysokość świadczenia wynikają z konkretnych warunków ubezpieczenia, dlatego trzeba sięgnąć do dokumentów otrzymanych przy zawieraniu umowy.</p><p style="text-align:justify;">Każde ustalenie z bankiem lub firmą pożyczkową warto również otrzymać w formie pozwalającej później odtworzyć jego warunki.&nbsp;</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Kredyt hipoteczny po utracie pracy. Sprawdź Fundusz Wsparcia Kredytobiorców</strong></h2><p style="text-align:justify;">Osoby spłacające kredyt mieszkaniowy mają jeszcze jedną możliwość. Fundusz Wsparcia Kredytobiorców jest przeznaczony dla kredytobiorców znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej. Jedną z przesłanek uzyskania pomocy jest posiadanie przez co najmniej jednego z kredytobiorców statusu osoby bezrobotnej w dniu składania wniosku. Alternatywną przesłanką jest przekroczenie przez miesięczne koszty obsługi kredytu mieszkaniowego 40 proc. dochodu gospodarstwa domowego.</p><p style="text-align:justify;">Maksymalne wsparcie wynosi obecnie 3 tys. zł miesięcznie i może być wypłacane przez maksymalnie 40 miesięcy. Pieniądze trafiają bezpośrednio do banku kredytującego. Wniosek składa się właśnie w banku, w którym zaciągnięto kredyt mieszkaniowy.</p><p style="text-align:justify;">Pomoc ma charakter zwrotny. Spłata rozpoczyna się po dwóch latach od wypłaty ostatniej raty wsparcia i jest rozłożona na 200 nieoprocentowanych rat. Po terminowej spłacie 134 rat pozostała część może zostać umorzona. Fundusz ma przy tym dodatkowe warunki i ograniczenia, dlatego przed złożeniem wniosku trzeba sprawdzić pełne zasady dotyczące konkretnej sytuacji kredytobiorcy.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Czy po utracie pracy można skonsolidować kredyty i chwilówki?</strong></h2><p style="text-align:justify;">Konsolidacja polega na zastąpieniu kilku dotychczasowych zobowiązań jednym nowym finansowaniem przeznaczonym na ich spłatę. W zależności od oferty może obejmować kredyty, pożyczki pozabankowe, raty czy wykorzystane limity.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;"><strong>Szczegółowe omówienie ograniczeń i zalet pozabankowej konsolidacji pożyczek, można przeczytać pod adresem&nbsp; </strong><a href="https://outloop.pl/pozyczki-konsolidacyjne-pozabankowe/"><span style="color:#1155CC;"><strong>https://outloop.pl/pozyczki-konsolidacyjne-pozabankowe/</strong></span></a><strong>.</strong></p><p style="text-align:justify;">Po utracie pracy pojawia się jednak zasadniczy problem: <strong>nowe finansowanie również wymaga oceny możliwości spłaty</strong>. Bank analizuje dochód, historię dotychczasowych płatności i zdolność kredytową. Brak regularnego dochodu może więc ograniczyć dostępność kredytu konsolidacyjnego.</p><p style="text-align:justify;">Z tego powodu konsolidację trzeba oceniać indywidualnie. Jeżeli w gospodarstwie nadal pozostaje stabilne źródło dochodu albo osoba szybko podejmuje nowe zatrudnienie, możliwości będą inne niż w przypadku całkowitego braku bieżących wpływów.</p><p style="text-align:justify;">Należy jednak pamiętać, że wydłużenie okresu spłaty może zmniejszyć miesięczne obciążenie, ale zwiększyć sumę kosztów ponoszonych przez cały okres umowy.</p><h2 style="text-align:justify;"><strong>Co zrobić z ratami w pierwszych dniach po utracie pracy?</strong></h2><p style="text-align:justify;">Najbardziej praktyczna kolejność działań wygląda następująco:</p><ol><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e4a60107f70333198c09a5f91ffe745de"><p style="text-align:justify;"><strong>Sprawdź wszystkie terminy płatności przypadające w ciągu najbliższych 30 dni.</strong></p></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="ee29279a83fa4eef4e71f66b64478c0c2"><p style="text-align:justify;"><strong>Policz dochód, który faktycznie wpłynie na konto po zakończeniu zatrudnienia.</strong></p></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="ec2374ef6ea74cf03a85419ba52036f2b"><p style="text-align:justify;"><strong>Zarejestruj się w urzędzie pracy i sprawdź prawo do zasiłku oraz dostępnych form wsparcia.</strong></p></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e1c7e06af5b1bc250ebf9fbfdd553ab25"><p style="text-align:justify;"><strong>Przejrzyj umowy kredytowe i ewentualne ubezpieczenia od utraty pracy.</strong></p></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e646ea2eb2cbf77c07fa4fd01ea925390"><p style="text-align:justify;"><strong>Skontaktuj się z wierzycielami, jeśli z budżetu wynika ryzyko problemu z najbliższymi płatnościami.</strong></p></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e3e7169628f13fdd410bbfe5435aca79f"><p style="text-align:justify;"><strong>Przy kredycie mieszkaniowym sprawdź warunki Funduszu Wsparcia Kredytobiorców.</strong></p></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e4c1e8904b3818869fd3ccad754ff1ae9"><p style="text-align:justify;"><strong>Przy kilku kredytach lub chwilówkach policz, czy konsolidacja jest dostępna i jaki byłby jej całkowity koszt.</strong></p></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e045c5ace67f510169a92d9fd29e64d36"><p style="text-align:justify;"><strong>Porównuj rozwiązania według miesięcznej raty, łącznego kosztu i czasu spłaty, a nie tylko wysokości pierwszej płatności.</strong></p></li></ol><p style="text-align:justify;">W powiecie tomaszowskim stopa bezrobocia pozostaje wyraźnie powyżej średniej krajowej, dlatego utrata zatrudnienia nie jest wyłącznie abstrakcyjnym scenariuszem finansowym. Dla osoby mającej kilka rat najważniejsze informacje znajdują się już w jej własnych umowach i miesięcznym budżecie: ile pieniędzy pozostaje po utracie pensji, kiedy przypadają kolejne płatności i jak długo dostępne środki pozwolą je regulować. Te liczby wyznaczają moment, w którym trzeba rozpocząć rozmowę o zmianie sposobu spłaty.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[L4 zmorą nie tylko małych firm. Samorządy także znają ten problem. W Tomaszowie chorobowe miało już polityczny wymiar]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56252,l4-zmora-nie-tylko-malych-firm-samorzady-takze-znaja-ten-problem-w-tomaszowie-chorobowe-mialo-juz-polityczny-wymiar</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56252,l4-zmora-nie-tylko-malych-firm-samorzady-takze-znaja-ten-problem-w-tomaszowie-chorobowe-mialo-juz-polityczny-wymiar</guid>
            <pubDate>Wed, 19 Aug 2026 09:56:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-l4-zmora-nie-tylko-malych-firm-samorzady-takze-znaja-ten-problem-w-tomaszowie-chorobowe-mialo-juz-1787126470.png</url>
                        <title>L4 zmorą nie tylko małych firm. Samorządy także znają ten problem. W Tomaszowie chorobowe miało już polityczny wymiar</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56252,l4-zmora-nie-tylko-malych-firm-samorzady-takze-znaja-ten-problem-w-tomaszowie-chorobowe-mialo-juz-polityczny-wymiar</link>
                    </image><description>Jednego dnia przy biurku brakuje pracownika. Drugiego zaczynają przesuwać się terminy. Po kilku dniach jego obowiązki przejmują inni, a w niewielkiej firmie albo małej instytucji cały organizacyjny mechanizm zaczyna zgrzytać. Zwolnienia lekarskie są oczywistym prawem chorego pracownika. Problem zaczyna się tam, gdzie L4 jest wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem. I nie dotyczy to wyłącznie prywatnych przedsiębiorców. W powiecie tomaszowskim zwolnienia lekarskie osób związanych z lokalną polityką już kilka miesięcy temu stały się przedmiotem publicznej dyskusji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Według danych Urzędu Statystycznego w Łodzi w czerwcu 2026 roku w województwie łódzkim zarejestrowanych było <strong>298,9 tys. podmiotów gospodarki narodowej</strong>. To ogromna grupa, w której dominują niewielkie podmioty. Dla firmy zatrudniającej pięć czy dziesięć osób absencja jednej z nich nie jest pozycją w arkuszu Excela. Czasem oznacza nieodebrany telefon, niedokończone zamówienie, opóźnienie produkcji albo konieczność odwołania usługi.&nbsp;</p><h2>290 milionów dni nieobecności</h2><p>Skala zjawiska jest ogromna. ZUS podaje, że w 2025 roku wystawiono <strong>27,5 mln zaświadczeń lekarskich</strong>, obejmujących łącznie <strong>290,5 mln dni absencji chorobowej</strong>. Zdecydowana większość tych zwolnień jest oczywiście skutkiem realnej choroby i nikogo nie powinna stawiać automatycznie pod pręgierzem podejrzeń.</p><p>Istnieje jednak również druga strona medalu. Firma Conperio, zajmująca się kontrolowaniem absencji, poinformowała, że spośród ponad 33,3 tys. przeprowadzonych przez nią w 2025 roku kontroli <strong>33 proc. wykazało nieprawidłowości</strong>. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że nie jest to statystyka wszystkich zwolnień lekarskich w Polsce, lecz wyniki kontroli prowadzonych w określonej grupie przedsiębiorstw i przypadków kierowanych do sprawdzenia.&nbsp;</p><h2>Mała firma może kontrolować, ale przepisy mają ważne „ale”</h2><p>Od 13 kwietnia 2026 roku obowiązują nowe, bardziej precyzyjne przepisy dotyczące wykorzystywania zwolnień lekarskich. Zdefiniowano między innymi pojęcie pracy zarobkowej oraz aktywności niezgodnej z celem zwolnienia. Nie oznacza to, że chory ma zostać zamknięty w mieszkaniu jak bohater „Procesu” Kafki czekający na kontrolera. Może zrobić zakupy, pójść do apteki czy wykonać zwykłe czynności dnia codziennego, jeżeli nie utrudniają leczenia.&nbsp;</p><p>W przypadku najmniejszych pracodawców trzeba jednak uważać na często powtarzane uproszczenie, że „od kwietnia każdy może zlecić kontrolę dowolnego L4”.</p><p>ZUS wyjaśnia sprawę precyzyjnie. <strong>Każdy pracodawca może kontrolować prawidłowość wykorzystywania zwolnienia w okresie, za który sam wypłaca pracownikowi wynagrodzenie chorobowe na podstawie art. 92 Kodeksu pracy.</strong> Jeżeli jednak pracodawca zgłasza do ubezpieczenia chorobowego nie więcej niż 20 osób, a świadczenie wypłaca już ZUS, powinien zwrócić się o przeprowadzenie kontroli do Zakładu. Pracodawcy uprawnieni do samodzielnej kontroli mogą ją także powierzyć odpowiednio upoważnionej osobie lub podmiotowi zewnętrznemu.&nbsp;</p><p>Kontrola nie jest przy tym prywatnym śledztwem. Musi być proporcjonalna, respektować prywatność i nie może zakłócać leczenia. Kontrolujący nie ma prawa domagać się informacji o diagnozie czy szczegółach stanu zdrowia. Jeśli pojawiają się wątpliwości dotyczące prawa do zasiłku, ostatecznie rozstrzyga je ZUS, a od jego decyzji można odwołać się do sądu.&nbsp;</p><h2>Samorząd też jest pracodawcą</h2><p>Problem absencji chorobowej nie zatrzymuje się przed drzwiami urzędu. <strong>Samorządy, jednostki pomocy społecznej, szkoły, spółki komunalne czy szpitale również muszą radzić sobie z nieobecnościami pracowników.</strong> A im bardziej kluczowe stanowisko, tym mocniej nieobecność jednej osoby potrafi skomplikować funkcjonowanie instytucji.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim temat nabrał wiosną dodatkowego, politycznego znaczenia.</p><p>NaszTomaszow.pl opisywał w marcu serię zwolnień lekarskich wśród osób związanych z poprzednim układem władz powiatu. W publikacji wskazywaliśmy między innymi byłego starostę <strong>Mariusza Węgrzynowskiego</strong> oraz radną powiatową <strong>Paulinę Sochę</strong>. Portal zwracał wówczas uwagę, że osoby pozostające na L4 uczestniczyły jednocześnie w sesjach i aktywności samorządowej.&nbsp;</p><p>Paulina Socha była nie tylko radną PiS. Oficjalne materiały Powiatu Tomaszowskiego przedstawiały ją również jako dyrektor ds. finansowych Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.</p><p>Kilka tygodni później pojawiła się kolejna sprawa. W kwietniu informowaliśmy, że na zwolnieniu lekarskim znalazła się <strong>Marzanna Popławska</strong>, dyrektor Środowiskowego Domu Samopomocy i radna miejska PiS, wobec której Zarząd Powiatu prowadził wówczas procedurę zmierzającą do rozwiązania stosunku pracy. Samo skorzystanie z L4 nie dowodzi oczywiście żadnego nadużycia i nie wolno takiego wniosku wyciągać bez kontroli oraz odpowiedniego rozstrzygnięcia. Zbieżność zwolnienia z ostrym konfliktem kadrowym wywołała jednak wtedy publiczne pytania.&nbsp;</p><p>Jeszcze mocniejszy rezonans wywołała później obecność grupy tomaszowskich radnych PiS pozostających na zwolnieniach lekarskich podczas partyjnego spotkania z <strong>Przemysławem Czarnkiem w Piotrkowie Trybunalskim</strong>. NaszTomaszow.pl opisywał tę sytuację 26 kwietnia. Wśród uczestników znajdował się m.in. Mariusz Węgrzynowski.</p><p>I tutaj potrzebne jest ważne zastrzeżenie: <strong>obecność na sesji rady, spacer, spotkanie z ludźmi czy nawet udział w wydarzeniu politycznym nie oznaczają automatycznie nieprawidłowego wykorzystywania L4.</strong> Wszystko zależy od charakteru choroby, zaleceń medycznych oraz tego, czy dana aktywność utrudnia albo wydłuża proces leczenia. Nowe przepisy właśnie dlatego próbują odejść od absurdalnego przekonania, że osoba na zwolnieniu musi bezwzględnie siedzieć w domu.&nbsp;</p><p>Jednocześnie pozostaje pytanie o standard życia publicznego. Jeżeli osoba zatrudniona w instytucji samorządowej jest niezdolna do wykonywania pracy, ale zachowuje intensywną aktywność polityczną, mieszkańcy mają prawo pytać o tę sytuację. <strong>Odpowiedzi jednak nie powinien udzielać internetowy tłum ani polityczny przeciwnik, lecz procedura kontrolna i – gdy jest to konieczne – ZUS.</strong></p><h2>Kontrola nie jest polowaniem na chorych</h2><p>To chyba najważniejsza granica tej dyskusji. Pracodawca nie powinien traktować każdego L4 jak podejrzanego alibi. Choroba jest elementem życia, a system ubezpieczeń istnieje właśnie po to, aby człowiek nie musiał wybierać między leczeniem a wypłatą.</p><p>Ale równie szkodliwa jest druga skrajność: przekonanie, że zwolnienie lekarskie tworzy wokół pracownika strefę całkowitej nietykalności.</p><p>Zwłaszcza w małej firmie albo instytucji publicznej skutki nieuzasadnionej absencji płacą inni — współpracownicy przejmujący obowiązki, przedsiębiorca tracący zlecenia, pacjenci, interesanci i podatnicy.</p><p>Dlatego <strong>kontrola L4 nie powinna być narzędziem represji. Powinna być bezpiecznikiem</strong>. Używanym wtedy, gdy pojawiają się konkretne i uzasadnione wątpliwości. Bez polowania na ludzi naprawdę chorych, ale również bez udawania, że nadużywanie systemu nie istnieje.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kolejna porażka radnego donosiciela? Leszek Ogórek utrzyma mandat]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56243,kolejna-porazka-radnego-donosiciela-leszek-ogorek-utrzyma-mandat</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56243,kolejna-porazka-radnego-donosiciela-leszek-ogorek-utrzyma-mandat</guid>
            <pubDate>Tue, 18 Aug 2026 15:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kolejna-porazka-radnego-donosiciela-leszek-ogorek-utrzyma-mandat-1787062047.png</url>
                        <title>Kolejna porażka radnego donosiciela? Leszek Ogórek utrzyma mandat</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56243,kolejna-porazka-radnego-donosiciela-leszek-ogorek-utrzyma-mandat</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim kwestionowanie mandatów samorządowców zaczyna przypominać osobną dyscyplinę lokalnej polityki. Była sprawa Martyny Wojciechowskiej, wcześniej Pauliny Sochy i Mariusza Strzępka, pojawiały się nazwiska Jarosława Batorskiego czy Rafała Wolniewicza. Teraz zapadło kolejne rozstrzygnięcie. Wojewoda łódzka Dorota Ryl nie dopatrzyła się przesłanek pozwalających na wygaszenie mandatu radnego miejskiego Leszka Ogórka.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sprawa Ogórka ciągnęła się od miesięcy. Jej źródłem było zatrudnienie radnego w <strong>Miejskim Zakładzie Komunikacyjnym w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Jeszcze w marcu 2025 roku MZK informował, że Leszek Ogórek zajmuje stanowisko <strong>zastępcy dyrektora ds. techniczno-eksploatacyjnych</strong>, odpowiadając m.in. za utrzymanie taboru i infrastruktury spółki. W czerwcu 2026 roku lokalne media informowały już o skierowaniu do wojewody wniosku dotyczącego możliwego naruszenia przepisów samorządowych.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56170,najpierw-mamy-to-potem-koniec-postepowan-co-zostalo-z-alarmow-piotra-kucharskiego"></oembed></figure><h3>Dyrektor nie zawsze znaczy „kierownik jednostki”</h3><p>Na pierwszy rzut oka sprawa wydawała się prosta. Art. 24a ust. 2 ustawy o samorządzie gminnym mówi, że <strong>radny nie może pełnić funkcji kierownika gminnej jednostki organizacyjnej ani jego zastępcy</strong>. Tyle że w prawie samorządowym, jak często bywa, diabeł siedzi nie tyle w szczegółach, ile w definicjach.</p><p>MZK nie jest zwykłą jednostką budżetową miasta, lecz <strong>spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, której 100 proc. udziałów posiada Gmina Miasto Tomaszów Mazowiecki</strong>. Oficjalny BIP wskazuje jednocześnie, że organem zarządzającym spółką jest zarząd: prezes Grzegorz Franczak oraz zastępca prezesa Maciej Wieprzkowicz. Leszka Ogórka w składzie zarządu nie ma.</p><p>To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie. Orzecznictwo dotyczące pojęcia „gminnej jednostki organizacyjnej” jest szerokie, ale zakaz z art. 24a odnosi się do <strong>rzeczywistego kierownika jednostki lub jego zastępcy</strong>, a nie automatycznie do każdego pracownika posiadającego w nazwie stanowiska słowo „dyrektor”. NSA już wcześniej wskazywał, że przy podobnych sprawach trzeba badać zarówno formę organizacyjną podmiotu, jak i faktyczny charakter pełnionej funkcji.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56220,kucharski-wytropil-afere-przy-sw-antoniego-wojewoda-studzi-emocje-nikt-nie-zlamal-prawa"></oembed></figure><h3>Drugi taki finał w ciągu kilku tygodni</h3><p>To kolejne w krótkim czasie postępowanie dotyczące tomaszowskiego samorządowca, które nie zakończyło się utratą mandatu. W lipcu Łódzki Urząd Wojewódzki nie znalazł również podstaw prawnych do działań prowadzących do wygaszenia mandatu radnej powiatowej <strong>Martyny Wojciechowskiej</strong>. W jej przypadku kwestionowano miejsce stałego zamieszkania i tym samym zachowanie prawa wybieralności.</p><p>Leszek Ogórek pozostaje więc radnym i wiceprzewodniczącym Rady Miejskiej. W wyborach samorządowych uzyskał <strong>843 głosy</strong>, a obecnie pracuje m.in. w Komisji Budżetu i Działalności Gospodarczej oraz Komisji Gospodarki Mieszkaniowej, Komunalnej i Ochrony Środowiska.</p><p>Kontrola legalności mandatów jest potrzebna. Problem zaczyna się wtedy, gdy nadzór prawny zamienia się w polityczną metodę eliminowania przeciwników. <strong>W przypadku Leszka Ogórka prawnego nokautu nie było. Wojewoda nie znalazła podstaw do wygaszenia mandatu.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Willa Różyckiego znów na sprzedaż. Cena spadła do 1,08 mln zł. Czy tym razem znajdzie się kupiec?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56239,willa-rozyckiego-znow-na-sprzedaz-cena-spadla-do-1-08-mln-zl-czy-tym-razem-znajdzie-sie-kupiec</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56239,willa-rozyckiego-znow-na-sprzedaz-cena-spadla-do-1-08-mln-zl-czy-tym-razem-znajdzie-sie-kupiec</guid>
            <pubDate>Tue, 18 Aug 2026 11:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-willa-rozyckiego-znow-na-sprzedaz-cena-spadla-do-1-08-mln-zl-czy-tym-razem-znajdzie-sie-kupiec-1787045958.png</url>
                        <title>Willa Różyckiego znów na sprzedaż. Cena spadła do 1,08 mln zł. Czy tym razem znajdzie się kupiec?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56239,willa-rozyckiego-znow-na-sprzedaz-cena-spadla-do-1-08-mln-zl-czy-tym-razem-znajdzie-sie-kupiec</link>
                    </image><description>Przy ulicy św. Antoniego 24 czas pracuje bez litości. Za ogrodzeniem, wśród drzew i krzewów, stoi jeden z tych tomaszowskich domów, które są czymś więcej niż pozycją w ewidencji gruntów. Dawna willa rodziny Różyckich, później przez dziesięciolecia siedziba sanepidu, od 2018 roku pozostaje pusta. Teraz Skarb Państwa kolejny raz próbuje znaleźć dla niej właściciela. Tym razem z ceną wyraźnie niższą niż podczas wcześniejszych podejść.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dom z historią, urząd bez przyszłości</h2><p>Nieruchomość należała do rodziny notariusza Jana Różyckiego. Jego syn <strong>Zygmunt Różycki, poeta i prozaik</strong>, spędził tu dzieciństwo i młodość. Jan Różycki pracował w Tomaszowie w latach 1884–1912, należał do osób aktywnych w życiu miasta, był m.in. inicjatorem powstania Szkoły Handlowej oraz Stowarzyszenia Śpiewaczego „Lutnia”. W latach 50. XX wieku budynek podwyższono o piętro. W 1974 roku nieruchomość kupił Skarb Państwa na potrzeby stacji sanitarno-epidemiologicznej. Sanepid funkcjonował przy św. Antoniego przez około 45 lat, a po przeprowadzce do obiektu przy ul. Majowej 1/13 dawny pałacyk opustoszał.</p><h2>Cena schodzi w dół</h2><p>„Tomaszowski Informator Tygodniowy” przypomina, że pierwotnie nieruchomość miała być wystawiana za <strong>1,8 mln zł</strong>, a kolejne próby sprzedaży nie przynosiły rezultatu. W odnalezionym przez nas oficjalnym ogłoszeniu z 2024 roku cena wywoławcza wynosiła już <strong>1 341 170 zł</strong>. Przetarg zaplanowano wówczas na 9 sierpnia 2024 roku. Sam urząd opisywał budynki bez marketingowego pudru: jako znajdujące się w złym stanie technicznym i wymagające generalnego remontu.</p><p>Teraz cena spadła jeszcze mocniej. Zarządzeniem z 4 sierpnia 2026 roku starosta tomaszowski ogłosił nowy przetarg ustny nieograniczony. <strong>Cena wywoławcza wynosi 1 082 900 zł</strong> – o 258 270 zł mniej niż w postępowaniu z 2024 roku i o ponad 700 tys. zł mniej od kwoty, o której jako pierwotnej informuje TIT. Samo ogłoszenie zostało opublikowane w BIP Starostwa 5 sierpnia.</p><h2>Nowy operat i ponowna zgoda wojewody</h2><p>Skąd tak wyraźna zmiana? Jerzy Kowalczyk, sekretarz powiatu tomaszowskiego, przekazał TIT, że <strong>w 2025 roku zawarto umowę z rzeczoznawcą majątkowym na przygotowanie nowego operatu szacunkowego</strong>. To właśnie aktualna wycena miała stać się podstawą ustalenia kolejnej ceny wywoławczej. W publicznie indeksowanej części BIP Starostwa nie odnaleźliśmy odrębnego ogłoszenia dotyczącego zamówienia na wycenę konkretnie nieruchomości przy św. Antoniego 24. Efekt pracy rzeczoznawcy jest jednak widoczny w obecnej procedurze sprzedaży.</p><p>28 kwietnia 2026 roku <strong>wojewoda łódzki Dorota Ryl</strong> wyraziła zgodę na sprzedaż nieruchomości przez starostę w trybie przetargu ustnego nieograniczonego. Zarządzenie wojewody zawiera istotne zastrzeżenie: cena wywoławcza w pierwszym, drugim i kolejnych przetargach nie może być niższa niż wartość ustalona w operacie szacunkowym, powiększona o koszty poniesione przez Skarb Państwa przy przygotowaniu nieruchomości do sprzedaży oraz VAT, jeżeli podatek będzie należny. Zgoda wojewody obowiązuje przez rok.</p><h2>Co dokładnie jest na sprzedaż?</h2><p>To <strong>działka nr 232 w obrębie 0012 o powierzchni 0,1825 ha</strong>. Stoi na niej dwukondygnacyjny budynek wykorzystywany wcześniej administracyjnie, o powierzchni użytkowej <strong>644,95 m kw.</strong>, a także parterowe zabudowania garażowe i gospodarczo-magazynowe. Nieruchomość ma dostęp do energii elektrycznej, wodociągu, kanalizacji, gazu i ciepłociągu. Urzędowy opis nie pozostawia jednak złudzeń: teren jest zaniedbany, a budynki wymagają generalnego remontu.</p><p>Ważna jest również kwestia konserwatorska. Nie należy jej sprowadzać do potocznego stwierdzenia, że budynek jest po prostu „w rejestrze zabytków”. Aktualne dokumenty mówią precyzyjniej: obiekt przy św. Antoniego 24 został wskazany pod pozycją 150 <strong>Gminnej Ewidencji Zabytków miasta Tomaszowa Mazowieckiego</strong>, wśród obiektów znajdujących się w wojewódzkiej ewidencji zabytków lub wyznaczonych przez prezydenta miasta. Dla nieruchomości ustanowiona jest ponadto służebność przechodu i przejazdu przez przyległą działkę przy ul. Polnej 19. Dla potencjalnego inwestora są to informacje równie ważne jak liczba metrów czy sama cena.</p><h2>6 października: kolejna próba</h2><p><strong>Przetarg odbędzie się 6 października 2026 roku o godz. 10.00</strong> w Starostwie Powiatowym przy ul. św. Antoniego 41. Wadium ustalono na <strong>108 290 zł</strong> i musi ono znaleźć się na rachunku depozytowym do 30 września. Minimalne postąpienie wynosi 1 procent ceny wywoławczej, z zaokrągleniem w górę do pełnych dziesiątek złotych.</p><p>Sprzedaż prowadzona jest na podstawie ustawy o gospodarce nieruchomościami – w zarządzeniu wskazano m.in. art. 23 oraz art. 37–42 – a także rozporządzenia Rady Ministrów regulującego sposób przeprowadzania przetargów i rokowań. Formalnie obecne postępowanie zostało nazwane <strong>„I przetargiem”</strong>, choć nieruchomość była już wystawiana wcześniej. Jest to nowa procedura, uruchomiona po ponownej zgodzie wojewody i aktualizacji wartości nieruchomości.</p><p>Pozostaje pytanie najważniejsze: <strong>czy obniżona cena wreszcie wystarczy?</strong> Bo 1,08 mln zł to dopiero wejście do gry. Za nim są koszty remontu, ograniczenia wynikające z historycznego charakteru obiektu i konieczność znalezienia dla ponad 600-metrowego budynku sensownej funkcji. Z drugiej strony trudno o bardziej centralną lokalizację i nieruchomość z równie wyrazistą historią.</p><p>Willa Różyckiego od ośmiu lat stoi pusta. Każda kolejna zima, każdy sezon wilgoci i brak użytkownika działa na jej niekorzyść. <strong>6 października okaże się, czy tym razem na sali pojawi się ktoś, kto zobaczy w niej nie tylko kosztowny remont, ale też kawałek Tomaszowa, który można jeszcze uratować.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Powiat szuka dyrektora Środowiskowego Domu Samopomocy. Wysokie wymagania i pensja powyżej 11 tys. zł]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56233,powiat-szuka-dyrektora-srodowiskowego-domu-samopomocy-wysokie-wymagania-i-pensja-powyzej-11-tys-zl</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56233,powiat-szuka-dyrektora-srodowiskowego-domu-samopomocy-wysokie-wymagania-i-pensja-powyzej-11-tys-zl</guid>
            <pubDate>Mon, 17 Aug 2026 22:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-powiat-szuka-dyrektora-srodowiskowego-domu-samopomocy-wysokie-wymagania-i-pensja-powyzej-11-tys-zl-1786997974.png</url>
                        <title>Powiat szuka dyrektora Środowiskowego Domu Samopomocy. Wysokie wymagania i pensja powyżej 11 tys. zł</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56233,powiat-szuka-dyrektora-srodowiskowego-domu-samopomocy-wysokie-wymagania-i-pensja-powyzej-11-tys-zl</link>
                    </image><description>Zarząd Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim ogłosił nabór na stanowisko dyrektora Środowiskowego Domu Samopomocy. Kandydat musi mieć nie tylko odpowiednie wykształcenie i doświadczenie w pomocy społecznej, ale również przedstawić własną koncepcję kierowania placówką. Dokumentacja konkursowa pokazuje dokładnie, jak będzie wyglądać wybór nowego dyrektora – o zwycięstwie zdecyduje punktacja, a kandydat musi zdobyć co najmniej 70 procent możliwych punktów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Decyzję o uruchomieniu naboru Zarząd Powiatu podjął <strong>5 sierpnia 2026 roku</strong>. Uchwałą nr 606/2026 formalnie ogłoszono nabór na wolne kierownicze stanowisko urzędnicze dyrektora Środowiskowego Domu Samopomocy w Tomaszowie Mazowieckim oraz powołano komisję, która ma przeprowadzić postępowanie.</p><p>To stanowisko szczególne. Dyrektor ŚDS odpowiada nie tylko za administracyjne funkcjonowanie jednostki i jej pracowników, lecz przede wszystkim za organizację usług świadczonych osobom z zaburzeniami psychicznymi. Z tego powodu katalog wymagań postawionych kandydatom jest znacznie szerszy niż w przypadku wielu innych stanowisk samorządowych.</p><h2>Pięć lat doświadczenia i własny pomysł na ŚDS</h2><p>Kandydat musi posiadać <strong>wyższe wykształcenie na kierunku mającym zastosowanie przy świadczeniu usług w środowiskowym domu samopomocy</strong> oraz specjalizację z zakresu organizacji pomocy społecznej.</p><p>Wymagany jest również co najmniej <strong>pięcioletni staż pracy</strong>, w tym minimum trzy lata pracy w pomocy społecznej. Dodatkowo kandydat powinien wykazać co najmniej półroczne doświadczenie zawodowe związane z realizacją usług dla osób z zaburzeniami psychicznymi.</p><p>Dokumentacja wymaga również m.in. pełnej zdolności do czynności prawnych, korzystania z pełni praw publicznych, niekaralności za określone przestępstwa, nieposzlakowanej opinii i stanu zdrowia pozwalającego na kierowanie jednostką.</p><p>Jednym z ważniejszych elementów aplikacji jest jednak <strong>pisemna koncepcja kierowania Środowiskowym Domem Samopomocy</strong>. To oznacza, że samo spełnienie formalnych warunków nie wystarczy. Kandydaci mają przedstawić własną wizję funkcjonowania placówki.</p><p>Od przyszłego dyrektora oczekuje się również znajomości m.in. ustawy o pomocy społecznej, przepisów dotyczących funkcjonowania środowiskowych domów samopomocy, ustawy o ochronie zdrowia psychicznego, Prawa zamówień publicznych, przepisów o finansach publicznych, samorządzie powiatowym, pracownikach samorządowych oraz Kodeksu pracy.</p><h2>Ile może zarobić dyrektor?</h2><p>W ogłoszeniu podano również widełki wynagrodzenia.</p><p><strong>Wynagrodzenie zasadnicze ma wynosić od 6070 do 9000 zł brutto miesięcznie.</strong> Do tego może dojść dodatek funkcyjny w wysokości do <strong>2600 zł</strong>, a także dodatek za wieloletnią pracę – do 20 procent wynagrodzenia zasadniczego, zależnie od udokumentowanego stażu. Przewidziano również dodatek motywacyjny wynikający z rządowego programu dofinansowania wynagrodzeń pracowników jednostek organizacyjnych pomocy społecznej na lata 2024–2027.</p><p>W praktyce oznacza to, że wynagrodzenie dyrektora może być wyraźnie wyższe niż samo wynagrodzenie zasadnicze, choć jego ostateczna wysokość będzie zależała od przyznanych dodatków i stażu pracy.</p><p>Do obowiązków nowego dyrektora należeć będzie m.in. planowanie i organizowanie pracy ŚDS, nadzór nad prawidłowym funkcjonowaniem placówki, zapewnienie usług zgodnych z obowiązującymi standardami i indywidualnymi potrzebami uczestników oraz pełnienie funkcji pracodawcy wobec zatrudnionych w domu samopomocy.</p><h2>Komisja i dwa etapy wyboru</h2><p>W skład komisji powołanej przez Zarząd Powiatu weszli: <strong>Michał Czechowicz jako przewodniczący oraz Krzysztof Biskup, Monika Łazowska i Dorota Borysławska</strong>.</p><p>Nabór został podzielony na dwa etapy.</p><p>Najpierw komisja sprawdzi, czy kandydaci spełniają wymagania formalne. Dopiero osoby, które przejdą tę weryfikację, zostaną zaproszone do drugiej części postępowania.</p><p>Ta będzie już znacznie bardziej wymagająca. Kandydaci podczas rozmowy kwalifikacyjnej przedstawią swoją koncepcję kierowania ŚDS i odpowiedzą na pytania komisji dotyczące przepisów prawa wskazanych w ogłoszeniu.</p><p>Regulamin bardzo precyzyjnie określa sposób oceniania.</p><p>Za samą <strong>koncepcję kierowania placówką</strong> można otrzymać od 0 do 10 punktów, tyle samo za jej ustną prezentację oraz za kwalifikacje i doświadczenie zawodowe. Dodatkowo każdy członek komisji zada kandydatowi dwa pytania, za które będzie można otrzymać do 5 punktów każde.</p><p>Co ważne, zwycięstwo nie będzie polegało wyłącznie na zdobyciu najlepszego wyniku spośród kandydatów. Regulamin ustanawia dodatkowy próg bezpieczeństwa.</p><p><strong>Komisja może rekomendować Zarządowi Powiatu tylko kandydata, który uzyska najwyższą liczbę punktów i jednocześnie zdobędzie co najmniej 70 procent wszystkich możliwych punktów.</strong></p><p>Jeżeli nikomu się to nie uda, postępowanie zakończy się <strong>bez wyłonienia kandydata</strong>. Dokumentacja naboru dodatkowo zastrzega możliwość zamknięcia całej procedury bez wskazania nowego dyrektora.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kucharski wytropił aferę przy św. Antoniego. Wojewoda studzi emocje. Nikt nie złamał prawa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56220,kucharski-wytropil-afere-przy-sw-antoniego-wojewoda-studzi-emocje-nikt-nie-zlamal-prawa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56220,kucharski-wytropil-afere-przy-sw-antoniego-wojewoda-studzi-emocje-nikt-nie-zlamal-prawa</guid>
            <pubDate>Mon, 17 Aug 2026 18:19:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kucharski-wytropil-afere-przy-sw-antoniego-wojewoda-studzi-emocje-nikt-nie-zlamal-prawa-1786944895.png</url>
                        <title>Kucharski wytropił aferę przy św. Antoniego. Wojewoda studzi emocje. Nikt nie złamał prawa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56220,kucharski-wytropil-afere-przy-sw-antoniego-wojewoda-studzi-emocje-nikt-nie-zlamal-prawa</link>
                    </image><description>Najpierw było czerwone światło, słowo „śledztwo”, zawiadomienie do prokuratury, wielostronicowa interpelacja i publiczne pytania o możliwość wyrządzenia miastu znacznej szkody. Kilka tygodni później emocje zderzyły się z dużo mniej widowiskowym językiem prawa. Wojewoda Łódzki zakończył postępowanie dotyczące uchwały w sprawie nieruchomości przy ul. św. Antoniego 2. Nie stwierdził naruszenia prawa i nie wydał rozstrzygnięcia nadzorczego, które unieważniłoby uchwałę. Dla radnego Piotra Kucharskiego, który wokół sprawy zbudował publiczny alarm, jest to co najmniej kolejna poważna polityczna wpadka. Czy można jeszcze poważnie traktować takiego radnego? Prawo, w przeciwieństwie do Facebooka, nie operuje wykrzyknikami. Potrzebuje dokumentów, podstawy prawnej i faktów. I właśnie dokumenty okazują się tutaj najciekawsze.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Artykuł w dużym skrócie&nbsp;</p><ul><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e60b81fb120ba22bd387c3ac4dfcec8ac"><h5><strong>Kucharski znowu oskarża. Wojewoda sprawdził</strong></h5></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="ea91ed9de787ca33a5b0c13151b73f851"><h5><strong>Co właściwie Rada Miejska uchwaliła?</strong></h5></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e4bf78dd2f0c49b7ec4fd2e2811dca9bc"><h5><strong>Dziesięć lat, czyli co właściwie mówi ustawa?</strong></h5></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e323e6323e09ab8a5a0f3ba81c8c327c4"><h5><strong>Bez przetargu nie znaczy „za bezcen”</strong></h5></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e29c052b26ec12c87871002221430f81f"><h5><strong>A co z budynkiem droższym od gruntu?</strong></h5></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e62a50489c0623238877788184d18d237"><h5><strong>Interpelacja, czyli administracyjny kombajn</strong></h5></li></ul><h2>Kucharski znowu oskarża. Wojewoda sprawdził</h2><p>Piotr Kucharski kilka tygodni temu informował w mediach społecznościowych, że jego zawiadomienie dotyczące sprzedaży działki przy ul. św. Antoniego 2 zostało dołączone do akt śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Siedlcach /do tego tematu jeszcze powrócimy w innym tekście/. Pisał o postępowaniu dotyczącym możliwości wyrządzenia „znacznej szkody majątkowej” Gminie Miasto Tomaszów Mazowiecki. Informował również, że kwestionowana przez niego uchwała jest badana przez Wojewodę Łódzkiego.</p><p>To ostatnie rzeczywiście miało miejsce. Oficjalne zawiadomienie wojewody nosi znak <strong>PNIK-I.4131.558.2026</strong> i dotyczy kontroli legalności uchwały nr XXXV/273/2026 z 2 lipca.</p><p>Dzisiaj znamy finał tej części sprawy.</p><p><i>– Po otrzymaniu i przeanalizowaniu dodatkowych wyjaśnień organ nadzoru <strong>nie stwierdził, aby uchwała w sposób istotny naruszała prawo</strong>. W związku z tym nie wydano rozstrzygnięcia nadzorczego, a postępowanie zostało zakończone – </i>wynika z odpowiedzi przekazanej naszej redakcji przez Tobiasza Puchalskiego, dyrektora Biura Wojewody i rzecznika prasowego Wojewody Łódzkiego.</p><p>To sformułowanie wymaga precyzji. Wojewoda uchwały nie „zatwierdzał”. Po prostu po przeprowadzeniu kontroli <strong>nie znalazł podstaw do jej wyeliminowania z obrotu prawnego w ramach nadzoru</strong>.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56170,najpierw-mamy-to-potem-koniec-postepowan-co-zostalo-z-alarmow-piotra-kucharskiego"></oembed></figure><h2>Co właściwie Rada Miejska uchwaliła?</h2><p>Sprawa dotyczy działki nr <strong>244/7 w obrębie 9 przy ul. św. Antoniego 2</strong>, mającej zaledwie 291 metrów kwadratowych. Jest to grunt miejski zabudowany budynkiem handlowo-usługowym. Z dokumentów wynika, że zabudowa powstała na podstawie decyzji Kierownika Wydziału Urbanistyki, Architektury i Nadzoru Budowlanego z <strong>5 września 1985 roku</strong>.</p><p>Rada nie „podarowała” tej nieruchomości przedsiębiorcy i nie zawarła umowy sprzedaży. Uchwała pozwalała <strong>odstąpić od obowiązku przeprowadzania przetargu</strong> i otwierała możliwość sprzedaży gruntu dotychczasowemu dzierżawcy.</p><p>2 lipca uchwałę poparło 13 radnych, ośmiu było przeciw, jedna osoba się wstrzymała. <strong>Piotr Kucharski głosował przeciw.</strong></p><p>I właśnie tutaj zaczyna się zasadniczy problem z narracją radnego.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56049,radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam"></oembed></figure><h2>Dziesięć lat, czyli co właściwie mówi ustawa?</h2><p>Kucharski w swojej interpelacji mocno eksponował fakt, że obecny dzierżawca miał zawrzeć umowę w 2021 roku, a już kilka lat później wystąpił o możliwość bezprzetargowego zakupu nieruchomości. Radny pisał o „relatywnie młodym dzierżawcy” i pytał o równe traktowanie przedsiębiorców.</p><p>Tyle że <strong>art. 37 ust. 3 pkt 2 ustawy o gospodarce nieruchomościami nie wymaga, aby ktoś najpierw przez dziesięć lat faktycznie dzierżawił nieruchomość</strong>.</p><p>Aktualny tekst ustawy mówi o osobie, która dzierżawi lub użytkuje nieruchomość na podstawie <strong>„umowy zawartej na co najmniej 10 lat”</strong>. Różnica nie jest kosmetyczna. Jedno oznacza dziesięcioletnią historię korzystania z gruntu. Drugie – okres, na jaki zawarto umowę.</p><p>Urząd Miasta, odpowiadając wojewodzie, wskazał dwie przesłanki: legalną zabudowę na podstawie pozwolenia z 1985 roku oraz umowę dzierżawy nr WGN.6845.15.2025 z <strong>1 lipca 2025 roku, zawartą na co najmniej 10 lat</strong>. Na tej podstawie miasto uzasadniało zastosowanie art. 37 ust. 3 pkt 2 ustawy.</p><p>Urząd przedstawił także dokumenty dotyczące wcześniejszego obrotu prawami związanymi z obiektem – darowizny z 2010 roku oraz sprzedaży na rzecz obecnego dzierżawcy z 2021 roku – wskazując na przenoszenie praw i obowiązków. Tego elementu nie należy jednak przeceniać: dla samego zastosowania art. 37 ust. 3 pkt 2 kluczowe pozostają przesłanki wskazane wprost w ustawie.</p><h2>Bez przetargu nie znaczy „za bezcen”</h2><p>W dyskusji o takich transakcjach łatwo stworzyć obraz, jakby rezygnacja z przetargu oznaczała możliwość dowolnego ustalenia ceny.</p><p>Tak nie jest.</p><p>Zgodnie z art. 67 ust. 3 ustawy o gospodarce nieruchomościami przy sprzedaży bezprzetargowej w trybie art. 37 ust. 2 i 3 <strong>cenę ustala się co do zasady w wysokości nie niższej niż wartość nieruchomości</strong>.</p><p>To nie przesądza oczywiście, że każda sprzedaż bez przetargu jest rozwiązaniem najlepszym. Radni mają pełne prawo pytać o wycenę, interes gminy i zasadność sprzedaży. Tyle że jest różnica między pytaniem o gospodarność a tworzeniem atmosfery, w której lokalny przedsiębiorca zaczyna występować niemal w roli bohatera samorządowej afery, zanim jakikolwiek organ stwierdzi naruszenie prawa.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55916,radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy"></oembed></figure><h2>A co z budynkiem droższym od gruntu?</h2><p>W tle pojawia się jeszcze art. 231 Kodeksu cywilnego. Tutaj również trzeba uważać z uproszczeniami.</p><p>Przepis stanowi, że <strong>samoistny posiadacz gruntu w dobrej wierze</strong>, który wybudował obiekt o wartości znacznie przekraczającej wartość działki, może w określonych warunkach żądać przeniesienia własności gruntu. § 2 daje z kolei określone roszczenie właścicielowi działki.</p><p>Nie oznacza to jednak, że takie żądanie automatycznie przysługuje każdemu dzierżawcy. Sąd Najwyższy wskazywał wprost, że osoba władająca gruntem na podstawie umowy dzierżawy jest co do zasady <strong>posiadaczem zależnym, a nie samoistnym</strong>, dlatego art. 231 § 1 nie może być mechanicznie przenoszony na każdą taką sytuację.</p><p>W przypadku św. Antoniego podstawowym przepisem pozostaje więc ustawa o gospodarce nieruchomościami.</p><h2>Interpelacja, czyli administracyjny kombajn</h2><p>Po uchwaleniu zgody na sprzedaż Piotr Kucharski nie ograniczył się do pytań dotyczących jednej działki. 10 lipca złożył wielostronicową interpelację obejmującą praktycznie <strong>dwanaście lat gospodarowania miejskimi nieruchomościami – od 2014 do 2026 roku</strong>.</p><p>Radny domaga się między innymi zestawienia długoletnich umów dzierżawy, adresów, numerów ewidencyjnych i powierzchni działek, dat pierwszych umów, wysokości czynszów, wszystkich wniosków o bezprzetargowy wykup, sposobu ich rozpatrzenia, wykazu spraw nadal oczekujących oraz danych dotyczących zaległości finansowych dzierżawców wobec miasta i prowadzonych działań windykacyjnych.</p><p>Radny ma prawo kontrolować prezydenta i administrację. To jedna z podstawowych funkcji mandatu. Trudno jednak nie zapytać o proporcje. Ile godzin pracy urzędników i ile archiwalnych dokumentów trzeba będzie przejrzeć, aby odpowiedzieć na pytania obejmujące ponad dekadę? I czy skala uruchomionej administracyjnej machiny znajduje uzasadnienie w sytuacji, gdy jeden z najważniejszych argumentów stojących za alarmem – rzekoma wadliwość uchwały – właśnie nie znalazł potwierdzenia w postępowaniu nadzorczym?</p><h2>Kontrola jest potrzebna. Sugestie mają swoją cenę</h2><p>I tu dochodzimy do sedna.</p><p>Samo zawiadomienie prokuratury albo wojewody <strong>nie jest kompromitacją</strong>. Radny, który ma uzasadnione wątpliwości, powinien pytać, sprawdzać dokumenty i korzystać z dostępnych mu instrumentów kontrolnych. Podobnie pytania o to, dlaczego tak istotna uchwała trafiła na sesję nadzwyczajną bez wcześniejszego procedowania przez komisje, są pytaniami dopuszczalnymi i potrzebnymi.</p><p>Problem zaczyna się wtedy, gdy kontrola zaczyna przypominać publiczny akt oskarżenia, zanim ktokolwiek cokolwiek stwierdzi.</p><blockquote><p>W tym przypadku realnym uczestnikiem politycznej wojny stał się lokalny przedsiębiorca – dzierżawca miejskiego gruntu, próbujący uregulować jego status prawny w procedurze przewidzianej ustawą. Wokół jego sprawy pojawiły się słowa o śledztwie i potencjalnej znacznej szkodzie dla miasta.</p></blockquote><p>Takie słowa zostają.</p><p>Dlatego dzisiejszy finał kontroli wojewody jest dla Piotra Kucharskiego niewygodny.&nbsp;</p><blockquote><p><strong>Głośne podejrzenia zderzyły się z analizą prawną i – przynajmniej w zakresie legalności uchwały – tej próby nie przeszły zwycięsko.</strong></p></blockquote><p>Można to nazwać polityczną wpadką. Można mocniej – kompromitacją sposobu, w jaki sprawę przedstawiono opinii publicznej. Nie dlatego, że radny pytał. Dlatego, że odpowiedzialność za publiczne sugestie powinna być równie duża jak determinacja w ich formułowaniu.</p><h2>Wojewoda to nie prokuratura</h2><p>Trzeba jednak bardzo wyraźnie oddzielić dwie sprawy.</p><p>Zakończenie postępowania nadzorczego przez Wojewodę Łódzkiego <strong>nie oznacza automatycznie zakończenia jakiegokolwiek postępowania prokuratorskiego</strong> i nie przesądza o decyzjach prokuratury.</p><p>Według wcześniejszego wpisu Piotra Kucharskiego jego zawiadomienie zostało dołączone do akt prowadzonego postępowania i miało podlegać dalszej weryfikacji. Samo dołączenie pisma do akt nie oznacza jednak potwierdzenia zawartych w nim podejrzeń, przedstawienia komuś zarzutów ani stwierdzenia popełnienia przestępstwa.</p><p>Na tym etapie faktem pozostaje coś innego: <strong>organ nadzoru zbadał uchwałę Rady Miejskiej dotyczącą św. Antoniego 2 i nie stwierdził podstaw do wydania rozstrzygnięcia nadzorczego.</strong></p><p>Miała być kolejna wielka samorządowa afera. Na razie dokumenty opowiadają znacznie spokojniejszą historię.</p><p>A w polityce lokalnej czasem właśnie cisza po wielkim alarmie bywa najbardziej wymowna.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56213,orzeczenie-bylo-wazne-gdy-skladal-wniosek-pieniedzy-nie-dostanie-bo-wygaslo-podczas-oczekiwania</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56213,orzeczenie-bylo-wazne-gdy-skladal-wniosek-pieniedzy-nie-dostanie-bo-wygaslo-podczas-oczekiwania</guid>
            <pubDate>Sun, 16 Aug 2026 10:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-orzeczenie-bylo-wazne-gdy-skladal-wniosek-pieniedzy-nie-dostanie-bo-wygaslo-podczas-oczekiwania-1786871964.png</url>
                        <title>Orzeczenie było ważne, gdy składał wniosek. Pieniędzy nie dostanie, bo wygasło podczas oczekiwania?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56213,orzeczenie-bylo-wazne-gdy-skladal-wniosek-pieniedzy-nie-dostanie-bo-wygaslo-podczas-oczekiwania</link>
                    </image><description>Wszystko wskazuje na to, że chora nienawiść radnych Koalicji Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, której twarzą stał się w okresie ostatnich dwóch lat radny Szczepan Goska, katecheta z Olszowca, uderzy nie tyle w rodzinę radnego, którego stara się zwalczać, co w osoby niepełnosprawne i potrzebujące codziennego wsparcia. Mariusz Strzępek, będący redaktorem naczelnym naszego portalu a równocześnie radnym powiatowy9m, ostrzegał przez wiele miesięcy przed konsekwencjami działań. Koalicja Witczak - Węgrzynowski i radni, którzy ją reprezentują już wcześniej głosowała przeciwko budżetowi, w którym wprowadzano środki PFRON. Ostatnio do tej ekipy dołączył też Marek Olkiewicz.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wszystko zaczęło się od tego, że firma należąca do rodziny radnego, jak się okazało kredytuje setki niepełnosprawnych osób w naszym powiecie. Bez tego wsparcia, często bardzo biedni ludzie, nie byliby w stanie mieć zabezpieczonych podstawowych potrzeb higienicznych i zdrowotnych. Większości nie stać na to, by czekać pół roku lub dłużej na zwrot środków. Zamiast nich, czeka firma. Właściciele mimo wielomiesięcznego zaszczuwania nie zmieniają sposobu funkcjonowania. Radni więc (także miejscy, jak Piotr Kucharski) piszą więc donosy. Do prokuratury, NFZ, PFRON, CBA i innych instytucji.&nbsp;</p><p>To nic innego, jak próba niszczenia legalnie działającego przedsiębiorstwa. Tyle, że działania uderzają też w urzędników PCPR, którzy czują się nie mniej zaszczuwani. To, co dobrze działało do tej pory, zaczyna być zmieniane. Czy na lepsze? Nie zawsze. Okazuje się, że teraz wiele osób może wcale nie doczekać zwrotu pieniędzy. W ubiegłym tygodniu, pojawiła się bowiem informacja, że osoby, którym orzeczenie o niepełnosprawności wygasło, zanim doszło do wypłaty, a nie zostało przedłużone, pieniędzy mogą nie dostać, mimo, że w czasie składania wniosku, było ono ważne jeszcze na przykład pół roku.&nbsp;</p><blockquote><p><strong>Kupił pieluchomajtki, miał ważne orzeczenie o niepełnosprawności, zebrał dokumenty, fakturę i złożył wniosek o dofinansowanie ze środków PFRON. Wniosek został przyjęty. Pieniędzy jednak zabrakło, więc miał czekać. Kiedy środki miały się pojawić, jego orzeczenie zdążyło wygasnąć. I wtedy pojawił się problem: skoro dziś dokument nie jest już ważny, dofinansowania ma nie być. Czy człowiek może stracić uprawnienie tylko dlatego, że urząd nie miał wcześniej pieniędzy?</strong></p></blockquote><p>Pytanie postawione wyżej nie jest wyłącznie prawniczą łamigłówką. Za słowami „środki pomocnicze”, „limit”, „wniosek” i „orzeczenie” kryje się przecież proza życia osoby z niepełnosprawnością. Pieluchomajtek nie można odłożyć na później, tak jak odkłada się remont chodnika albo zakup urzędowych mebli. Są potrzebne dzisiaj, jutro i pojutrze. Nie wtedy, gdy w odpowiedniej rubryce budżetu znów pojawią się pieniądze. A orzeczenie... Chyba ktoś zapomniał, że często mamy ludzi z demencją, nie mogących samodzielnie funkcjonować, nieświadomych swoich uprawnień i konieczności wykonania określonych działań. Urzędnicy wychodzą "przed szereg" ale odpowiedzialność za to ponoszą wyżej wskazani radni.&nbsp;</p><h2>„W dniu zakupu i składania wniosku byłem osobą uprawnioną”</h2><p>Z takim problemem zwróciła się do nas osoba korzystająca z dofinansowania do zakupu środków pomocniczych.</p><p>Schemat sytuacji jest prosty. <strong>Zakup następuje w czasie obowiązywania orzeczenia. Także w chwili składania wniosku orzeczenie jest aktualne. Do PCPR trafia faktura, orzeczenie oraz pozostałe wymagane dokumenty. Wniosek zostaje przyjęty.</strong></p><p>Problem zaczyna się później.</p><p>Wnioskodawca otrzymuje informację, że musi czekać, ponieważ środki przeznaczone na dany rok zostały wyczerpane. Czeka więc nie z własnej winy. Nie wycofuje dokumentów, nie rezygnuje z pomocy, nie przestaje spełniać warunków w chwili składania wniosku. Po prostu czeka na pieniądze.</p><p>W tym czasie kończy się termin obowiązywania orzeczenia.</p><p>I pojawia się pytanie, które brzmi niemal kafkowsko:</p><blockquote><p><strong>Czy urząd może odmówić wypłaty dlatego, że dokument wygasł już po prawidłowym złożeniu kompletnego wniosku?</strong></p></blockquote><h2>Co właściwie mówią przepisy?</h2><p>Zasady dofinansowania określa rozporządzenie dotyczące zadań powiatów finansowanych ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Zgodnie z jego § 5 ust. 2 o dofinansowanie zaopatrzenia w przedmioty ortopedyczne i środki pomocnicze mogą ubiegać się osoby niepełnosprawne spełniające określone kryterium dochodowe.&nbsp;</p><p>Do wniosku, zgodnie z § 11 ust. 4, dołącza się <strong>kopię orzeczenia lub wypisu z jego treści</strong>, a w przypadku przedmiotów ortopedycznych i środków pomocniczych również fakturę lub inny dokument potwierdzający zakup wraz z dokumentacją zrealizowanego zlecenia.&nbsp;</p><p>To właśnie tutaj pojawia się sedno problemu.</p><p>Przepisy mówią o dokumentach <strong>dołączanych do wniosku</strong>. Nie znaleźliśmy natomiast w tym rozporządzeniu przepisu, który wprost stanowiłby, że orzeczenie musi pozostawać ważne również w dniu, w którym — kilka tygodni czy miesięcy później — PCPR faktycznie wykonuje przelew.</p><p>Nie oznacza to jeszcze automatycznie, że każda odmowa z takiego powodu jest bezprawna. Oznacza jednak, że <strong>PCPR powinien być w stanie wskazać konkretną podstawę prawną</strong>, z której wynika obowiązek posiadania aktualnego orzeczenia właśnie w chwili wypłaty, a nie tylko w chwili ubiegania się o pomoc.</p><p>I tu zaczyna się właściwy spór.</p><h2>Wniosek można złożyć przez cały rok. Pieniędzy może jednak zabraknąć</h2><p>PFRON informuje oficjalnie, że wnioski dotyczące przedmiotów ortopedycznych i środków pomocniczych przyjmowane są przez cały rok. Jednocześnie Fundusz zaznacza, że <strong>dofinansowania wypłacane są do momentu, do którego PCPR dysponuje środkami przeznaczonymi na ten cel</strong>.</p><p>To bardzo istotne zastrzeżenie.</p><p>Samo prawidłowe złożenie wniosku nie oznacza więc, że w kasie powiatu musi znajdować się odpowiednia kwota. Może zdarzyć się, że pieniędzy zabraknie.</p><p>Ale czym innym jest komunikat:</p><p><strong>„Obecnie nie mamy środków”.</strong></p><p>A czym innym:</p><blockquote><p><strong>„Kiedy składał pan wniosek, spełniał pan warunki, ale ponieważ musiał pan czekać na pieniądze, w międzyczasie wygasło orzeczenie, więc teraz już ich pan nie dostanie”.</strong></p></blockquote><p>To właśnie ta druga sytuacja rodzi najwięcej pytań.</p><h2>Jest jeszcze termin 30 dni</h2><p>Rozporządzenie zawiera przepis, obok którego trudno przejść obojętnie.</p><p>W § 12 ust. 3a zapisano, że właściwa jednostka samorządu terytorialnego <strong>rozpatruje wniosek w terminie 30 dni od dnia złożenia kompletnego wniosku</strong>. Następnie, zgodnie z ust. 3b, wnioskodawca powinien zostać poinformowany o sposobie jego rozpatrzenia w terminie 7 dni.&nbsp;</p><p>Trzeba przy tym odróżnić <strong>rozpatrzenie wniosku od faktycznej wypłaty pieniędzy</strong>. Brak środków może powodować, że wypłata nie nastąpi natychmiast. Nie zmienia to jednak pytania o to, jaki stan faktyczny powinien być brany pod uwagę podczas oceny uprawnień osoby, która prawidłowo wystąpiła o dofinansowanie.</p><p>Czy decydujący jest dzień złożenia kompletnego wniosku?</p><p>Dzień zakupu?</p><p>Dzień jego rozpatrzenia?</p><p>A może dzień wykonania przelewu?</p><p>Jeżeli PCPR uważa, że ten ostatni, warto zapytać: <strong>z którego dokładnie przepisu takie stanowisko wynika? I czy widnieje gdzieś wymóg dostarczenia zaktualizowanego orzeczenia.&nbsp;</strong></p><h2>Orzeczenie mogło zresztą wcale nie stracić ważności</h2><p>Jest jeszcze jeden niezwykle istotny element.</p><p>Obowiązujący obecnie <strong>art. 6bb ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych</strong> przewiduje mechanizm przedłużenia ważności dotychczasowego orzeczenia.</p><p>Jeżeli osoba złożyła wniosek o wydanie kolejnego orzeczenia <strong>jeszcze w czasie obowiązywania poprzedniego</strong>, dotychczasowe orzeczenie zachowuje ważność do czasu wydania kolejnego ostatecznego orzeczenia, jednak nie dłużej niż do ostatniego dnia szóstego miesiąca następującego po pierwotnej dacie jego ważności. Przewodniczący powiatowego zespołu powinien też wydać zaświadczenie potwierdzające złożenie takiego wniosku i określające przedłużony termin ważności dokumentu.</p><p>Dla wielu osób może to być informacja kluczowa.</p><p>Bo czasem orzeczenie, które według daty wydrukowanej na dokumencie wygląda na „przeterminowane”, <strong>z mocy ustawy nadal pozostaje ważne</strong>.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki. PCPR realizuje te zadania ze środków PFRON</h2><p>Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Tomaszowie Mazowieckim wskazuje, że w ramach rehabilitacji społecznej przyznaje dofinansowania m.in. do <strong>zaopatrzenia w sprzęt rehabilitacyjny, przedmioty ortopedyczne i środki pomocnicze</strong>. Na stronie jednostki dostępny jest również formularz wniosku dotyczący właśnie takiego dofinansowania.</p><p>Co więcej, <strong>31 marca 2026 roku Zarząd Powiatu Tomaszowskiego przyjął uchwałę nr 515/2026 w sprawie uszczegółowienia zasad realizowania zadań na rzecz osób niepełnosprawnych dofinansowywanych z PFRON w 2026 roku</strong>. Dokument został następnie opublikowany w Biuletynie Informacji Publicznej.&nbsp;</p><p>Dlatego w przypadku mieszkańców naszego powiatu pytanie nie jest akademickie. Dotyczy realnych procedur, realnych pieniędzy i ludzi, dla których kilkaset złotych wydawanych regularnie na wyroby medyczne nie jest pozycją w tabelce Excela, lecz częścią codziennego funkcjonowania.</p><h2>Prawo nie powinno działać jak „Paragraf 22”</h2><p>Jest w tej historii coś z powieści Josepha Hellera. Aby otrzymać pomoc, trzeba posiadać ważne orzeczenie. Wnioskodawca je posiada. Składa dokumenty. Pieniędzy nie ma, więc ma czekać. Czeka. W czasie oczekiwania dokument wygasa. Kiedy pieniądze być może znów są dostępne, słyszy, że dokument jest już nieważny.</p><p>Jeżeli rzeczywiście tak wygląda praktyka, otrzymujemy administracyjny <strong>„Paragraf 22”</strong>: obywatel spełniał warunki wtedy, kiedy mógł wykonać swoje obowiązki, ale traci pomoc z powodu czasu, którego upływ nie zależał od niego.</p><p>Prawo dotyczące osób z niepełnosprawnościami powinno być interpretowane szczególnie ostrożnie. Nie chodzi tutaj o premię, nagrodę czy fakultatywny zakup poprawiający komfort życia. Środki chłonne, cewniki, aparaty słuchowe, protezy czy wózki służą zaspokajaniu podstawowych potrzeb człowieka.</p><p>I dlatego odpowiedź „procedury są takie, jakie są” nie wystarcza.</p><h2>Potrzebna jest konkretna podstawa prawna</h2><p>Osoba, która znalazła się w podobnej sytuacji, powinna przede wszystkim zażądać <strong>pisemnej informacji o sposobie rozpatrzenia wniosku oraz wskazania konkretnej podstawy prawnej odmowy</strong>.</p><p>Nie wystarczy telefoniczna informacja: „orzeczenie już wygasło”.</p><p>Kluczowe jest ustalenie, czy wniosek został wcześniej pozytywnie rozpatrzony, czy jedynie przyjęty; kiedy nastąpiło jego rozpatrzenie; dlaczego pieniądze nie zostały wypłacone; a przede wszystkim — na podstawie jakiego przepisu PCPR przyjmuje, że uprawnienie należy ponownie badać według stanu z dnia późniejszej wypłaty.</p><p>Warto również sprawdzić, czy przed wygaśnięciem starego orzeczenia został złożony wniosek o wydanie kolejnego. Jeżeli tak, zastosowanie może mieć wspomniany <strong>art. 6bb ustawy</strong>, który przedłuża ważność poprzedniego dokumentu.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Parking przy Wandy Panfil. Kilkadziesiąt miejsc nie rozwiąże problemu wokół szpitala]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56212,parking-przy-wandy-panfil-kilkadziesiat-miejsc-nie-rozwiaze-problemu-wokol-szpitala</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56212,parking-przy-wandy-panfil-kilkadziesiat-miejsc-nie-rozwiaze-problemu-wokol-szpitala</guid>
            <pubDate>Sun, 16 Aug 2026 09:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-parking-przy-wandy-panfil-kilkadziesiat-miejsc-nie-rozwiaze-problemu-wokol-szpitala-1786867177.jpg</url>
                        <title>Parking przy Wandy Panfil. Kilkadziesiąt miejsc nie rozwiąże problemu wokół szpitala</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56212,parking-przy-wandy-panfil-kilkadziesiat-miejsc-nie-rozwiaze-problemu-wokol-szpitala</link>
                    </image><description>Zarząd Dróg Powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim przygotowuje budowę zatoki parkingowej przy ul. Wandy Panfil. To inwestycja potrzebna, ale warto powiedzieć jasno: jeśli ma to być odpowiedź na dramatyczny deficyt miejsc postojowych w rejonie szpitala, będzie to odpowiedź zdecydowanie zbyt skromna. Ta część miasta potrzebuje większego parkingu dla pracowników placówek medycznych oraz nowego systemu organizacji parkowania na sąsiednich ulicach.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W skrócie:</p><ul><li data-list-item-id="e61f149e264577c9193181ee12781b958"><h5>Samochodów jest znacznie więcej niż miejsc</h5></li><li data-list-item-id="eb8de8ab774e441b9d53abd6dc0403540"><h5>Przy Wandy Panfil powinien powstać parking dla pracowników szpitala</h5></li><li data-list-item-id="efb675c2e62c5920323b22a3593ce0479"><h5>Osiedlowy parking nie może być parkingiem pracowniczym</h5></li><li data-list-item-id="ef9d67465655443d2da811b42b5e8f7ea"><h5>Potrzebna podstrefa płatnego parkowania</h5></li><li data-list-item-id="e532a2499e35ded4505bd2094c970c174"><h5>Błędy sprzed lat wracają dziś ze zdwojoną siłą</h5></li><li data-list-item-id="e5a71aa5bb83f20366b1580c67c1a1d01"><h5>Powiat ma teren. Jest szansa, by zrobić coś więcej</h5></li></ul><p>Oficjalne postępowanie w sprawie inwestycji zostało ogłoszone przez <strong>Zarząd Dróg Powiatowych w Tomaszowie Mazowieckim 2 lipca 2026 roku</strong>. Przedmiotem zamówienia jest wykonanie dokumentacji projektowej oraz późniejsze sprawowanie nadzoru autorskiego dla zadania pod nazwą <strong>„Budowa zatoki parkingowej w ciągu DP 4340E ul. Wandy Panfil w Tomaszowie Mazowieckim”</strong>. Inwestycja została wcześniej wpisana do planu zamówień jednostki.</p><p>Chodzi o teren położony w jednej z najbardziej obciążonych parkingowo części Tomaszowa. Przy Wandy Panfil znajduje się kompleks szpitalny, Specjalistyczny Szpital Onkologiczny NU-MED oraz Komenda Powiatowa Policji. Sama komenda mieści się pod numerem 44, a przed jej budynkiem istnieje obecnie 21-stanowiskowy parking.</p><p>To jednak zaledwie fragment większej układanki.</p><h2>Samochodów jest znacznie więcej niż miejsc</h2><p>Każdego ranka okolice Wandy Panfil, Jana Pawła II oraz sąsiednich osiedli zaczynają przypominać parkingową partię „Tetrisa”. Samochody wypełniają wolne miejsca, zatoki i parkingi przy blokach. W ciągu dnia znalezienie wolnego stanowiska staje się coraz trudniejsze.</p><p>Problem nie wynika tylko z liczby pacjentów odwiedzających szpital.</p><p>Dużą część samochodów pozostawiają tutaj na wiele godzin <strong>pracownicy pobliskich placówek medycznych</strong>. Trudno ich za to obwiniać – pracownik rozpoczynający kilkugodzinny dyżur musi gdzieś pozostawić samochód. Problem zaczyna się wtedy, gdy infrastruktura dużego kompleksu medycznego nie zapewnia wystarczającej liczby miejsc, a konsekwencje tej sytuacji przejmują mieszkańcy pobliskich osiedli.</p><p>W efekcie samochód zaparkowany około godziny 7 rano potrafi stać przed blokiem do godziny 15 czy 16 a nawet i dłużej.&nbsp;</p><p>Mieszkaniec, który wraca wtedy do domu, rozpoczyna krążenie pomiędzy kolejnymi ulicami.</p><p><strong>Tak wygląda codzienna cena braku dużego parkingu pracowniczego przy szpitalu.</strong></p><h2>Przy Wandy Panfil powinien powstać parking dla pracowników szpitala</h2><p>Dlatego inwestycję Zarządu Dróg Powiatowych należałoby potraktować nie jako cel sam w sobie, lecz jako <strong>pierwszy etap większego przedsięwzięcia</strong>.</p><p>Teren przy Wandy Panfil powinien zostać wykorzystany maksymalnie efektywnie. Jeżeli warunki własnościowe i techniczne na to pozwalają, warto rozważyć powstanie tam parkingu przeznaczonego przede wszystkim dla pracowników kompleksu szpitalnego.</p><p>Nie chodzi o kilkanaście dodatkowych stanowisk.</p><p>Potrzebny jest parking, który rzeczywiście przejmie znaczącą część samochodów pozostawianych obecnie na osiedlach.</p><p>Co ciekawe, sama ulica Wandy Panfil jest już naturalnym zapleczem komunikacyjnym szpitala. Oficjalne informacje miejskie wielokrotnie wskazywały właśnie znajdujący się tam <strong>parking Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego NU-MED</strong> jako miejsce organizacji wydarzeń. Tak było m.in. podczas tegorocznego Charytatywnego Biegu i Marszu Nordic Walking „Z Miłości dla Zdrowia”.</p><p>Problem polega na tym, że potrzeby tej części miasta dawno przerosły obecną infrastrukturę.</p><h2>Osiedlowy parking nie może być parkingiem pracowniczym</h2><p>Mieszkańcy sąsiednich bloków mają prawo oczekiwać, że miejsca przy ich domach nie będą przez cały dzień pełniły funkcji darmowego parkingu dla osób przyjeżdżających do pracy.</p><p>Podobny problem mają przedsiębiorcy działający w tej części miasta. Dla niewielkiego sklepu, gabinetu czy punktu usługowego możliwość krótkiego postoju klienta jest elementem normalnego funkcjonowania firmy. Jeżeli miejsca przed lokalami zajmowane są od rana do popołudnia, przedsiębiorcy tracą klientów.</p><p>Sytuacja robi się jeszcze bardziej absurdalna, gdy dochodzą do tego pracownicy pobliskiego <strong>Carrefoura</strong>, którzy – według informacji docierających do naszej redakcji – nie mogą pozostawiać prywatnych samochodów na parkingu należącym do obiektu, w którym pracują.</p><p>Jeżeli zasada taka rzeczywiście obowiązuje, oznacza to kolejną grupę kierowców wypychaną na okoliczne ulice.</p><p>I znów ciężar problemu spada na mieszkańców.</p><h2>Potrzebna podstrefa płatnego parkowania</h2><p>Budowie większego parkingu przy Wandy Panfil powinno więc towarzyszyć uporządkowanie zasad parkowania na ulicach wokół szpitala.</p><p>Jednym z możliwych rozwiązań byłoby stworzenie <strong>lokalnej podstrefy płatnego parkowania</strong>, której celem nie byłoby zarabianie pieniędzy, lecz zwiększenie rotacji samochodów.</p><p>Najważniejszy warunek powinien być jednak oczywisty: <strong>mieszkańcy posesji znajdujących się w obrębie podstrefy powinni zostać wyłączeni z normalnych opłat albo otrzymać symboliczny abonament mieszkańca.</strong></p><p>Takie rozwiązanie zmieniłoby ekonomię parkowania.</p><p>Pozostawienie samochodu na osiem czy dziewięć godzin na ulicy przestałoby być najbardziej opłacalnym rozwiązaniem, jeśli kilkaset metrów dalej funkcjonowałby odpowiednio duży parking pracowniczy.</p><p>To właśnie kombinacja obu rozwiązań może dać efekt: <strong>parking dla pracowników oraz rotacyjne parkowanie na osiedlach i przy lokalnych firmach</strong>.</p><h2>Błędy sprzed lat wracają dziś ze zdwojoną siłą</h2><p>Dzisiejszych problemów tej części miasta nie da się również całkowicie oderwać od decyzji przestrzennych podejmowanych kilkadziesiąt lat temu.</p><p>Teren w rejonie dzisiejszego Carrefoura został przeznaczony pod dużą inwestycję handlową jeszcze w okresie, gdy kompletnie inaczej wyglądała liczba samochodów poruszających się po Tomaszowie, inaczej funkcjonował również szpital i całe jego otoczenie.</p><p>Według relacji i materiałów, do których od lat odwołuje się lokalna dyskusja, sprzedaż nieruchomości pod supermarket objęła również teren związany wcześniej z zapleczem parkingowym szpitala. Dzisiaj skutki tamtych decyzji są doskonale widoczne.</p><h2>Powiat ma teren. Jest szansa, by zrobić coś więcej</h2><p>Dokumenty powiatowe pokazują, że w obrębie ul. Wandy Panfil znajdują się nieruchomości pozostające w zasobie samorządu. W wykazach gospodarowania nieruchomościami pojawiają się działki przy tej ulicy, a w wieloletnich planach powiat wskazuje również potrzebę regulowania sposobu ich zagospodarowania.</p><p>To dodatkowy argument za tym, aby przed wykonaniem inwestycji odpowiedzieć na pytanie, czy teren można wykorzystać szerzej niż tylko pod klasyczną zatokę.</p><p>Bo najgorszym rozwiązaniem byłoby wydanie pieniędzy na projekt kilkudziesięciu miejsc, a za kilka lat stwierdzenie, że obok należało od początku zaplanować parking kilkukrotnie większy.</p><p><strong>Wandy Panfil potrzebuje nie kosmetyki, lecz planu.</strong></p><p>Plan powinien połączyć interes szpitala, jego pracowników, mieszkańców, pacjentów, policji i lokalnych przedsiębiorców. Bez tego każda kolejna zatoka będzie jedynie przesuwaniem samochodów o kilkadziesiąt metrów.</p><p>A problem pozostanie dokładnie tam, gdzie jest dzisiaj – pod oknami mieszkańców.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Walne na pięć dni, piloty i nowe reguły gry. W „Przodowniku” znów wrze]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56184,walne-na-piec-dni-piloty-i-nowe-reguly-gry-w-przodowniku-znow-wrze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56184,walne-na-piec-dni-piloty-i-nowe-reguly-gry-w-przodowniku-znow-wrze</guid>
            <pubDate>Fri, 14 Aug 2026 10:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-walne-na-piec-dni-piloty-i-nowe-reguly-gry-w-przodowniku-znow-wrze-1786684625.png</url>
                        <title>Walne na pięć dni, piloty i nowe reguły gry. W „Przodowniku” znów wrze</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56184,walne-na-piec-dni-piloty-i-nowe-reguly-gry-w-przodowniku-znow-wrze</link>
                    </image><description>Najpierw odwołano Walne, na którym miała zostać wybrana nowa Rada Nadzorcza SM „Przodownik”. Teraz, zamiast zaległych wyborów, członkowie mają głosować przez pięć dni nad zmianą zasad organizacji przyszłych zebrań. Dochodzą elektroniczne „piloty”, możliwość dzielenia Walnego na części i kolejne formalności związane z pełnomocnictwami. Efekt jest bezsporny: wybór nowych władz spółdzielni został odsunięty w czasie, a może nawet całkowicie uniemożliwiony</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>W skrócie:</strong></p><ul><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="ea8799058c38dff1530e5432f263bccd1"><h5><strong>Zamiast wyborów – najpierw zmiana reguł</strong></h5></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e1cd7c86dc541369e9680867f9904e046"><h5><strong>Pełnomocnictwa jeszcze bardziej komplikują sytuację</strong></h5></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e46fe0245bc4cf3fcd5104573d05d3417"><h5><strong>„Organizacyjny potworek”. Mieszkańcy zaczynają pytać</strong></h5></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e3b9643dc9f6148fc9ab0dafaa15a6f37"><h5><strong>Czy chodzi o wygodę członków, czy ochronę status quo?</strong></h5></li></ul><p>Jeszcze w czerwcu sytuacja wyglądała znacznie prościej. Na 27 czerwca zwołano zwyczajne <strong>Walne Zgromadzenie Członków SM „Przodownik”</strong>. W porządku obrad znalazły się sprawozdania, absolutorium dla Zarządu, zmiany statutu, ale przede wszystkim wybór Rady Nadzorczej na kadencję 2026–2029.</p><p>Do wyborów nie doszło. Rada Nadzorcza i Zarząd odwołały Walne, powołując się m.in. na wynajęcie części obiektu innej grupie, spodziewaną dużą frekwencję, wysoką temperaturę (Alert RCB) oraz obawy o bezpieczeństwo i zakłócenie obrad. W oficjalnym komunikacie pojawiło się również mocne określenie o grupie zmierzającej do <strong>„wrogiego przejęcia spółdzielni”</strong>. Była to ocena władz „Przodownika”, nie ustalony fakt.</p><p>Odwołując czerwcowe zebranie, władze zapowiadały poinformowanie członków o nowym terminie, a teraz rzeczywiście się on pojawił. Tyle że nie będzie to powtórzenie czerwcowego Walnego.</p><h2>Zamiast wyborów – najpierw zmiana reguł</h2><p><strong>Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie</strong> zwołano na 5, 7, 8, 9 i 10 września w hali Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 2 przy ul. św. Antoniego. Pierwszego dnia ma odbyć się właściwa część obrad: wybór przewodniczącego i komisji, dyskusja oraz rozpoczęcie głosowania. Od 7 do 10 września w godzinach 16.00–19.00 kontynuowane będzie już tylko głosowanie.</p><p>Członkowie mają zdecydować przede wszystkim o dwóch zmianach. Pierwsza ma umożliwić dzielenie przyszłych Walnych na części, m.in. według osiedli. Druga otworzy drogę do głosowania elektronicznego za pomocą urządzeń, które Zarząd nazywa „pilotami”. Obsługą systemu ma zajmować się zewnętrzna firma posiadająca odpowiednie doświadczenie i certyfikaty. Jej nazwy ani kosztu usługi w opublikowanych materiałach nie podano. Nie wiadomo też czy już dokonano jej wyboru ani w jakim trybie mógł on zostać dokonany.&nbsp;</p><p>Zarząd przekonuje, że rozwiązania te mają zwiększyć frekwencję, zapewnić lepszą reprezentację osiedli oraz sprawić, że głosowanie będzie <strong>„bardziej dostępne, przejrzyste i sprawne”</strong>.</p><p>Tyle że kolejność wydarzeń trudno uznać za nieistotną. W czerwcu członkowie mieli wybierać nowych członków Rady Nadzorczej. Walne odwołano. We wrześniu wyborów nadal nie będzie. Najpierw zmienione mają zostać zasady, według których kolejne zebrania będą organizowane.</p><blockquote><p><strong>Dopiero po uchwaleniu zmian statutu i ich wpisaniu do KRS ma zostać zwołane zwyczajne Walne.</strong></p></blockquote><p>Bez względu na deklarowane intencje Zarządu skutek jest więc jeden: <strong>zmiana personalna, do której mogło dojść w czerwcu, zostaje przesunięta na później. Obecny układ władzy zyskuje czas.</strong></p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56122,nie-chodzi-tylko-o-fotel-prezesa-chodzi-o-wiedze-warta-mieszkania"></oembed></figure><h2>Pełnomocnictwa jeszcze bardziej komplikują sytuację</h2><p>Do pięciodniowego harmonogramu dochodzi kolejna kwestia, szczególnie ważna dla seniorów, osób chorych, wyjeżdżających czy tych, którzy z innych powodów nie mogą osobiście pojawić się na Walnym.</p><blockquote><p>Zawiadomienie mówi wprost: <strong>pełnomocnictwa do udziału we wrześniowym Nadzwyczajnym Walnym trzeba dostarczyć do biura Zarządu najpóźniej 2 września do godz. 14.00.</strong></p></blockquote><p>To istotne, bo przed odwołanym czerwcowym Walnym członkowie również składali pełnomocnictwa – wówczas termin wyznaczono na 24 czerwca. W obecnym zawiadomieniu Zarząd ponownie nakazuje złożenie dokumentów przed wrześniowym zgromadzeniem. Nie znaleźliśmy publicznej informacji, że pełnomocnictwa przygotowane wcześniej na czerwcowe Walne będą automatycznie honorowane we wrześniu. Wszystko wskazuje na to, że jednak nie.&nbsp;</p><p>Sprawę dodatkowo komplikuje obowiązująca od tego roku nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Pełnomocnikiem osoby fizycznej może być obecnie osoba bliska wskazana w ustawie, adwokat lub radca prawny albo inny członek tej samej spółdzielni. Jeżeli pełnomocnikiem jest osoba bliska, wymagane jest dodatkowe oświadczenie składane pod rygorem odpowiedzialności karnej. Dokumenty trzeba doręczyć spółdzielni najpóźniej trzy dni przed Walnym.</p><blockquote><p>Jest jeszcze jeden ważny szczegół: <strong>pełnomocnik nie może głosować przy wyborze ani odwołaniu członków Rady Nadzorczej lub Zarządu</strong>.</p></blockquote><p>We wrześniu pełnomocnicy mogą więc uczestniczyć w podejmowaniu decyzji o nowych regułach funkcjonowania Walnych, ale kiedy później dojdzie do wyborów Rady Nadzorczej, członkowie będą musieli głosować osobiście.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55764,czy-przodownik-mozna-podzielic-jak-tort-przedwyborcza-plotka-zderza-sie-z-prawem"></oembed></figure><h2>„Organizacyjny potworek”. Mieszkańcy zaczynają pytać</h2><p>Dyskusja już przeniosła się do mediów społecznościowych. Na przekazanych naszej redakcji screenach ze strony Spotted info Tomaszów Mazowiecki nowy system został określony jako <strong>„organizacyjny potworek”</strong>.</p><p>Padają pytania o osoby pracujące zmianowo, rodziców małych dzieci, seniorów oraz ludzi opiekujących się chorymi członkami rodzin. Mieszkańcy pytają również o koszt zewnętrznej firmy i elektronicznego systemu oraz o to, komu w praktyce służy rozbijanie procedury na kolejne dni.</p><p>Są także głosy broniące rozwiązania. Zwolennicy wskazują, że nie trzeba przychodzić przez pięć dni – głos można oddać w wybranym terminie. Zarząd argumentuje natomiast, że podział Walnego i elektroniczne liczenie głosów mają ułatwić uczestnictwo i ograniczyć możliwość manipulowania wynikami.</p><p>Tylko że Walne Zgromadzenie to coś więcej niż lokal wyborczy. Statut „Przodownika” mówi wprost, że <strong>Walne jest najwyższym organem Spółdzielni</strong>. To tutaj członkowie mają dyskutować, pytać i kontrolować pozostałe organy.</p><p>Jeżeli debata odbywa się 5 września, a ktoś przyjdzie 9 września wyłącznie wrzucić głos, będzie uczestniczył w decyzji, ale nie w dyskusji, która ją poprzedzała.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55722,spoldzielnia-w-ttbs-plotka-ktora-nie-przeszla-nawet-przez-drzwi-kancelarii"></oembed></figure><h2>Czy chodzi o wygodę członków, czy ochronę status quo?</h2><p>Ustawa pozwala spółdzielni liczącej ponad 500 członków dzielić Walne na części, jeżeli przewiduje to statut. Sam pomysł nie jest więc czymś bezprawnym ani niespotykanym.</p><blockquote><p>Pytania budzi przede wszystkim <strong>moment jego wprowadzenia</strong>.</p></blockquote><p>Najpierw miały odbyć się wybory. Potem Walne odwołano w atmosferze oskarżeń o próbę „wrogiego przejęcia”. Następnie zamiast ponownie przeprowadzić wybory według obowiązujących zasad, Zarząd proponuje zmianę tych zasad, elektroniczne głosowanie, dzielenie kolejnych Walnych na części i przeprowadza pięciodniowe Nadzwyczajne Walne.</p><p>Nie ma podstaw, by jako stwierdzony fakt napisać, że celem Zarządu jest uniemożliwienie zmiany władz spółdzielni. <strong>Można jednak stwierdzić coś innego: cały przyjęty harmonogram działa na korzyść status quo, ponieważ odsuwa w czasie wybór nowej Rady Nadzorczej.</strong></p><p>I właśnie dlatego władze „Przodownika” powinny dziś stosować standard transparentności wyższy niż zwykle.</p><p>Członkowie mają prawo wiedzieć, dlaczego nie można po prostu przeprowadzić odwołanego Walnego i wyborów według dotychczasowych reguł. Powinni znać koszt elektronicznego systemu, nazwę firmy, która będzie go obsługiwać, podstawę prawną pięciodniowej procedury oraz jednoznaczną odpowiedź dotyczącą wcześniejszych pełnomocnictw.</p><p>Bo im więcej reguł zmienia się przed głosowaniem, tym więcej pojawia się podejrzeń.</p><p>A zaufania do władz spółdzielni nie da się odzyskać ani uchwałą, ani pilotem.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55687,demokracja-odwolana-z-powodu-upalu-co-naprawde-dzieje-sie-w-sm-przodownik"></oembed></figure> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Najpierw „MAMY TO!”, potem koniec postępowań. Co zostało z alarmów Piotra Kucharskiego?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56170,najpierw-mamy-to-potem-koniec-postepowan-co-zostalo-z-alarmow-piotra-kucharskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56170,najpierw-mamy-to-potem-koniec-postepowan-co-zostalo-z-alarmow-piotra-kucharskiego</guid>
            <pubDate>Wed, 12 Aug 2026 08:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-najpierw-mamy-to-potem-koniec-postepowan-co-zostalo-z-alarmow-piotra-kucharskiego-1786515970.png</url>
                        <title>Najpierw „MAMY TO!”, potem koniec postępowań. Co zostało z alarmów Piotra Kucharskiego?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56170,najpierw-mamy-to-potem-koniec-postepowan-co-zostalo-z-alarmow-piotra-kucharskiego</link>
                    </image><description>Najpierw były wielkie litery, czerwone paski, wykrzykniki i atmosfera niemal jak z wieczoru wyborczego. „MAMY TO! WOJEWODA KONTROLUJE RZĄDZĄCYCH W TOMASZOWIE!”, „Moje skargi przyjęte. Ruszyła rygorystyczna kontrola” – informował swoich obserwujących radny Piotr Kucharski.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W innym wpisie przekonywał: <strong>„Wojewoda i Prokuratura Okręgowa działają! Układ w Tomaszowie pod lupą!”</strong>. Minęło kilka tygodni. Redakcja NaszTomaszow.pl zapytała Łódzki Urząd Wojewódzki, jak zakończyły się dwa postępowania, które stały się paliwem dla tych triumfalnych komunikatów. Odpowiedź jest jednoznaczna: <strong>organ nadzoru nie stwierdził istotnego naruszenia prawa, nie wydał rozstrzygnięć nadzorczych, a oba postępowania zostały zakończone. </strong>Werble ucichły.</p><p>Jednym z najgłośniej komentowanych przez radnego tematów było <strong>odwołanie Michała Kucharskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego</strong>. Wszczęcie przez wojewodę postępowania nadzorczego Piotr Kucharski przedstawiał jako duży sukces swoich działań i dowód na poważne problemy proceduralne po stronie miejskiego samorządu.</p><h2>Wojewoda rzeczywiście badał sprawę Michała Kucharskiego</h2><p>Trzeba zacząć od rzeczy podstawowej: <strong>postępowanie nadzorcze rzeczywiście zostało wszczęte</strong>. Nie była to informacja wymyślona przez Piotra Kucharskiego. Organ nadzoru miał pytania dotyczące uchwały odnoszącej się do odwołania Michała Kucharskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej. Wojewoda zwrócił się do Rady Miejskiej o dodatkowe dokumenty oraz wyjaśnienia. Badano procedurę związaną z tajnym głosowaniem i późniejszym sposobem potraktowania jego wyniku. Na tym etapie istniały więc realne wątpliwości prawne wymagające wyjaśnienia.</p><p>Ale właśnie tutaj przebiega granica, której w politycznym przekazie bardzo łatwo nie zauważyć. <strong>Wszczęcie postępowania nie jest stwierdzeniem naruszenia prawa. </strong>Jest rozpoczęciem kontroli.</p><h2>Rzecznik wojewody odpowiada NaszTomaszow.pl</h2><p>Ostateczne stanowisko Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego przekazał naszej redakcji <strong>Tobiasz Puchalski, dyrektor Biura Wojewody i rzecznik prasowy Wojewody Łódzkiego</strong>. W odpowiedzi na nasze pytanie poinformował, że organ nadzoru wszczął postępowanie i zwrócił się do Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego o dodatkowe wyjaśnienia. Po ich otrzymaniu sprawę ponownie przeanalizowano. Rezultat?</p><blockquote><p>„Po ich otrzymaniu i przeanalizowaniu organ nadzoru nie stwierdził, aby uchwały w sposób istotny naruszały prawo. W związku z tym nie wydano rozstrzygnięć nadzorczych, a oba postępowania zostały zakończone”.</p></blockquote><p>W odniesieniu do interesującej nas sprawy rzecznik potwierdził wprost, że stanowisko to obejmuje <strong>uchwałę dotyczącą odwołania Michała Kucharskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej</strong>. Jeszcze ważniejsze jest kolejne wyjaśnienie urzędu:</p><blockquote><p>„Samo wszczęcie postępowania nadzorczego nie oznacza, że organ nadzoru stwierdził niezgodność uchwały z prawem”.</p></blockquote><p>Jak tłumaczy Tobiasz Puchalski, postępowanie jest elementem kontroli legalności, podczas której wojewoda może domagać się dodatkowych informacji przed podjęciem ostatecznej decyzji. I właśnie to wydarzyło się w Tomaszowie. Były pytania. Były wyjaśnienia. Była analiza. <strong>Nie było rozstrzygnięcia nadzorczego stwierdzającego istotne naruszenie prawa.</strong></p><h2>„MAMY TO!”. Tylko co właściwie mieliśmy?</h2><p>Tu zaczyna się już nie problem prawny, lecz problem <strong>politycznej komunikacji</strong>. Piotr Kucharski miał pełne prawo poinformować mieszkańców, że wojewoda wszczął postępowanie. Miał prawo mówić o swoich działaniach. Miał również prawo uważać, że uchwała wymaga zbadania.</p><p>Ale między komunikatem <strong>„wojewoda bada legalność uchwały”</strong> a sugestią, że kontrola potwierdza już istnienie „bezprawia”, znajduje się bardzo szeroka przestrzeń. Na grafice opublikowanej przez radnego nie było jednak tonu prawniczego seminarium.</p><p>Było:</p><p><strong>„MAMY TO!”</strong></p><p>Była:</p><p><strong>„rygorystyczna kontrola”.</strong></p><p>Była sugestia politycznego przełomu.</p><h2>Państwo prawa jest mniej widowiskowe niż Facebook</h2><p>Postępowanie nadzorcze nie jest wyrokiem. Podobnie jak wszczęcie śledztwa nie oznacza skazania, kontrola skarbowa nie oznacza oszustwa podatkowego, a wezwanie do złożenia wyjaśnień nie jest dowodem winy.</p><p>Administracja działa według procedur.</p><p>Pojawia się wątpliwość – urząd pyta.</p><p>Otrzymuje dokumenty – analizuje.</p><p>Dopiero potem rozstrzyga.</p><p>Media społecznościowe działają odwrotnie.</p><p>Najpierw potrzebują mocnego nagłówka.</p><p>Najlepiej czerwonego.</p><p>Najlepiej z wykrzyknikiem.</p><p>A jeżeli kilka tygodni później finał okaże się dużo mniej spektakularny, algorytm już dawno żyje kolejną historią.</p><h2>Kontrolować władzę trzeba. Ale trzeba też powiedzieć, jak kontrola się skończyła</h2><p>Nie ma niczego złego w tym, że radny patrzy władzy na ręce. Wręcz przeciwnie. <strong>Rada Miejska bez dociekliwych, czasem niewygodnych radnych byłaby znacznie słabszym organem. </strong>Radny powinien pytać o dokumenty, procedury, pieniądze i decyzje większości. Powinien korzystać z dostępnych prawem możliwości kontroli.</p><p>Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy <strong>samo rozpoczęcie procedury kontrolnej zaczyna funkcjonować w debacie publicznej jak gotowy akt oskarżenia</strong>. Bo wtedy mieszkańcy dostają tylko pierwszy odcinek serialu.</p><h2>Czy Piotr Kucharski poinformuje o finale równie głośno?</h2><p>To chyba najciekawsze pytanie tej historii. Skoro wszczęcie kontroli zasługiwało na wielkie <strong>„MAMY TO!”</strong>, czerwony pasek i informacje o „rygorystycznej kontroli”, to czy jej zakończenie również doczeka się równie efektownej grafiki?</p><p>Czy mieszkańcy przeczytają:</p><p><strong>„WOJEWODA ZAKOŃCZYŁ POSTĘPOWANIE. NIE STWIERDZONO ISTOTNEGO NARUSZENIA PRAWA! BRAWO!”?</strong></p><p>Byłoby to uczciwe domknięcie historii. Bo kontrola społeczna nie polega wyłącznie na nagłaśnianiu momentu, kiedy instytucja państwa zaczyna coś sprawdzać. Polega również na zaakceptowaniu wyniku, kiedy ta sama instytucja kończy badanie sprawy.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Marcin Witko dołącza do Rozwój Plus. Zapowiada dalszą walkę o instrumenty dla samorządów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56164,marcin-witko-dolacza-do-rozwoj-plus-zapowiada-dalsza-walke-o-instrumenty-dla-samorzadow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56164,marcin-witko-dolacza-do-rozwoj-plus-zapowiada-dalsza-walke-o-instrumenty-dla-samorzadow</guid>
            <pubDate>Tue, 11 Aug 2026 23:23:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-marcin-witko-dolacza-do-rozwoj-plus-zapowiada-dalsza-walke-o-instrumenty-dla-samorzadow-1786484174.png</url>
                        <title>Marcin Witko dołącza do Rozwój Plus. Zapowiada dalszą walkę o instrumenty dla samorządów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56164,marcin-witko-dolacza-do-rozwoj-plus-zapowiada-dalsza-walke-o-instrumenty-dla-samorzadow</link>
                    </image><description>Marcin Witko poinformował o dołączeniu do Stowarzyszenia Rozwój Plus. W opublikowanym wpisie powiązał tę decyzję z chęcią wspierania samorządów i przypomniał o inwestycjach realizowanych w Tomaszowie Mazowieckim przy współpracy z rządem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Oficjalna deklaracja prezydenta</h2><p>Marcin Witko ogłosił, że dołączył do Stowarzyszenia <strong>Rozwój Plus</strong>. W swoim komunikacie podkreślił, że decyzję wiąże z potrzebą dalszej pracy na rzecz samorządów oraz z przekonaniem, że lokalny rozwój wymaga współpracy, zaangażowania i dostępu do skutecznych narzędzi finansowych oraz organizacyjnych.</p><p>We wpisie zaznaczył, że zna Mateusza Morawieckiego jako osobę nastawioną na konkretne cele rozwojowe. Jednocześnie wskazał, że właśnie w takim środowisku chce wykorzystywać swoje doświadczenie samorządowe. Z jego deklaracji wynika, że zamierza angażować się w prace nad rozwiązaniami, które miałyby ponownie zwiększyć możliwości inwestycyjne polskich gmin i miast.</p><h2>Jakie argumenty podał Witko</h2><p>Uzasadniając swoją decyzję, Marcin Witko odwołał się do inwestycji, które w jego ocenie udało się zrealizować w Tomaszowie Mazowieckim dzięki wsparciu ze strony rządu. Wymienił między innymi <strong>hospicjum, żłobek, schronisko, wymianę oświetlenia na ledowe</strong> oraz program mieszkaniowy, który według jego słów pozwolił budować w mieście ponad 200 mieszkań.</p><p>Witko wspomniał również o niezrealizowanym projekcie term, wskazując, że inwestycja nie doszła do skutku z powodu blokady ze strony bliżej nieokreślonej grupy. W szerszym przekazie akcentował, że samorząd potrzebuje nie tylko ambicji, ale przede wszystkim stabilnych instrumentów umożliwiających odpowiadanie na realne potrzeby mieszkańców.</p><p>To ważny wątek również z lokalnej perspektywy. W Tomaszowie Mazowieckim dyskusja o relacjach między samorządem a administracją centralną regularnie wraca przy okazji większych inwestycji, programów mieszkaniowych czy projektów infrastrukturalnych. Deklaracja Witki wpisuje się więc nie tylko w bieżącą aktywność polityczną, ale także w szerszą debatę o tym, skąd miasta średniej wielkości mają pozyskiwać środki na rozwój.</p><h2>Mieszane reakcje po publikacji</h2><p>Ogłoszenie wywołało wyraźne poruszenie wśród komentujących. Część internautów przyjęła decyzję pozytywnie, życząc powodzenia i podkreślając, że liczą się konkretne działania oraz efekty widoczne w mieście. Pojawiły się też głosy, że współpraca samorządu z rządem przynosiła w przeszłości wymierne korzyści dla Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Nie zabrakło jednak reakcji krytycznych. Komentujący kwestionowali zarówno polityczny kierunek obrany przez Witkę, jak i część wskazanych przez niego zasług. Pojawiały się pytania o finansowanie zapowiadanych rozwiązań, o faktyczne autorstwo niektórych inwestycji oraz o sens wiązania lokalnej działalności samorządowej z nowym stowarzyszeniem o wyraźnym politycznym zapleczu.</p><p>W dyskusji widoczny był także charakterystyczny dla lokalnej polityki podział opinii. Jedni oceniali decyzję jako próbę dalszego wpływania na sprawy samorządowe z szerszego poziomu, inni odczytywali ją jako polityczny zwrot obliczony na przyszłość. Niezależnie od ocen, sam wpis już teraz stał się ważnym sygnałem, że Marcin Witko nie zamierza znikać z życia publicznego.</p><h2>Co to oznacza dla Tomaszowa Mazowieckiego</h2><p>Z lokalnego punktu widzenia najistotniejsze jest to, czy nowa aktywność Marcina Witki przełoży się na konkretne inicjatywy dla miasta i regionu. Sama deklaracja członkostwa w stowarzyszeniu ma dziś przede wszystkim wymiar polityczny i programowy, ale mieszkańcy będą zapewne oczekiwać przede wszystkim wymiernych efektów: projektów, pieniędzy i rozwiązań możliwych do wdrożenia.</p><p>Jeżeli zapowiedzi o wzmacnianiu samorządów miałyby znaleźć praktyczne przełożenie, kluczowe będą odpowiedzi na pytania o finansowanie inwestycji, dostęp do programów wsparcia oraz zakres realnego wpływu takich środowisk jak Rozwój Plus na politykę publiczną. W Tomaszowie temat ten z pewnością będzie jeszcze wracał, zwłaszcza jeśli za deklaracjami pójdą kolejne polityczne i organizacyjne ruchy.</p><p>Na razie pewne jest jedno: wpis Marcina Witki uruchomił debatę nie tylko o jego osobistej decyzji, lecz także o modelu rozwoju miasta, roli samorządu i relacjach lokalnej polityki z ogólnopolskimi środowiskami. Dla części mieszkańców to zapowiedź nowego etapu aktywności publicznej, dla innych sygnał, że kampania o wpływy już trwa.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56085,pracuje-troche-ponad-miesiac-ktos-probuje-ja-zaszczuc-niebawem-nowe-schronsiko-czy-to-zaplanowana-akcja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56085,pracuje-troche-ponad-miesiac-ktos-probuje-ja-zaszczuc-niebawem-nowe-schronsiko-czy-to-zaplanowana-akcja</guid>
            <pubDate>Sun, 09 Aug 2026 12:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pracuje-troche-ponad-miesiac-ktos-probuje-ja-zaszczuc-niebawem-nowe-schronsiko-czy-to-zaplanowan-1786271202.png</url>
                        <title>Pracuje trochę ponad miesiąc. Ktoś próbuje ją zaszczuć. Niebawem nowe Schronsiko - czy to zaplanowana akcja?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56085,pracuje-troche-ponad-miesiac-ktos-probuje-ja-zaszczuc-niebawem-nowe-schronsiko-czy-to-zaplanowana-akcja</link>
                    </image><description>Od czerwca tomaszowskim Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt kieruje Monika Węgrzyniak-Sęk. Nie jest osobą, która temat ochrony zwierząt poznała dopiero po objęciu stanowiska. Wcześniej kierowała zespołem do spraw zwierząt, odpowiadała za program kastracji i sterylizacji, w swoim CV ma również nadzór nad schroniskiem. Od lat angażowała się w ratowanie przebywających w nim psów. Dziś nie tylko stara się uporządkować stare Schronsiko, ale też przygotowuje placówkę do przeprowadzki, porządkuje procedury. Równocześnie staje się celem brutalnych ataków w internecie. Można tylko przypuszczać, że za tym idą również dziesiątki skarg - a co za tym idzie kontroli</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>O tym, że tomaszowskie Schronsiko potrzebuje zmian wiedzą wszyscy. Takie też zadanie dostała nowa kierownik. Nie jest ono łatwe. Stare schronisko nie spełnia wymogów nowych przepisów - staje się więc łatwym celem.&nbsp;</p><p>Co przyświeca komuś, kto w tak newralgicznym momencie (kiedy są wszystkie ręce na pokładzie, do schroniska dzięki nowej kierownik - powrócili stali wolontariusze - i trwają gorączkowe przygotowania do przeprowadzki) &nbsp;prowadzi ataki na kogoś, kto dopiero swoją misję rozpoczął?&nbsp;</p><p>W &nbsp;komentarzach pojawiają się żądania natychmiastowej dymisji, oskarżenia o zdobycie pracy dzięki znajomościom, a nawet określenia takie jak <i>„potwór”</i> czy <i>„pseudo kierowniczka”.</i></p><p>Doświadczona osoba obejmuje placówkę w trudnym momencie <strong>Monika Węgrzyniak-Sęk</strong> zna problem bezdomności zwierząt zarówno od strony administracyjnej, jak i praktycznej. Z informacji redakcji wynika, że w Urzędzie Miasta odpowiadała za działania związane z kastracją i sterylizacją, kierowała zespołem zajmującym się sprawami zwierząt, ma również doświadczenie w &nbsp; sprawowaniu nadzoru nad funkcjonowaniem schroniska.&nbsp;</p><p>W środowisku jest znana z tego, że interesuje ją każde zwierzę. Sprawdza domy i interesuje się tym, co ze zwierzakami się dzieje po wydaniu - może to właśnie dla kogoś stanowić może problem? Tomaszów Mazowiecki od lat prowadzi program obejmujący bezpłatną kastrację, sterylizację, czipowanie i szczepienia zwierząt. Są to działania, które mają ograniczać bezdomność u jej źródła, zamiast jedynie łagodzić jej skutki.&nbsp;</p><h3><strong>Nowa kierowniczka objęła stanowisko w momencie szczególnym.</strong></h3><p>&nbsp;Placówka przygotowuje się do przeniesienia do powstającego Centrum Opieki nad Zwierzętami Bezdomnymi. Budowa nowego schroniska jest prowadzona jako oficjalne zadanie inwestycyjne miasta. Przeprowadzka zwierząt nie przypomina jednak przenoszenia biura. Nie wystarczy spakować dokumentów, przewieźć komputerów i zmienić tabliczki na drzwiach.&nbsp;</p><p>Każdy pies i kot ma swoją historię leczenia, temperament, lęki, przyzwyczajenia i relacje z innymi zwierzętami. Trzeba przygotować transport, kwarantannę, boksy, zaplecze weterynaryjne, dokumentację oraz organizację pracy personelu.&nbsp;</p><p>Trwają też zakupy i kompletowanie wyposażenia. W takim momencie konieczne jest również uporządkowanie procedur. I właśnie porządki często stają się chwilą, w której dawne przyzwyczajenia zderzają się z nowymi zasadami.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56081,nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia"></oembed></figure><h3><strong>Wyrok już wydali&nbsp;</strong></h3><p>Na jednym z lokalnych profili internetowych pojawiła się seria komentarzy opublikowanych przez konto występujące pod nazwą „Kat Kat”. Ich autorka lub autor zwraca się bezpośrednio do pracowników i wolontariuszy:<i> „WOLONTARIUSZE I PRACOWNICY NIE BÓJCIE SIĘ, SKŁADAJCIE SKARGI NA TĘ PSEUDO KIEROWNICZKĘ”</i>.&nbsp;</p><p>Każdy pracownik i wolontariusz ma prawo zgłaszać nieprawidłowości. To przecież w dużej mierze działalność &nbsp;wolontariatu, który z tomaszowskim schroniskiem związany jest od dziesiątek lat, doprowadziła do budowy nowego miejsca dla zwierzaków. Trudno jednak mówić o poważnych personalnych zarzutach wobec kogoś, kto dopiero się wdraża i wprowadza nowe zasady. Za ewentualne niedociągnięcia mogą odpowiadać poprzedni kierownicy.&nbsp;</p><h3><strong>„Poruszę całą Polskę”&nbsp;</strong></h3><p>W kolejnym komentarzu konto zapowiada:<i> „PORUSZĘ CAŁĄ POLSKĘ DOPÓKI NIE ZAJDĄ NATYCHMIASTOWE ZMIANY”.</i> Dalej wymieniane są miękkie posłania w budach, legowiska poza nimi, zabawki, częste spacery oraz zabawa ze zwierzętami. Same postulaty dotyczące dobrostanu zwierząt trudno uznać za niewłaściwe. Psy powinny mieć dostęp do wody, odpowiedniego miejsca odpoczynku, ruchu, kontaktu z człowiekiem i opieki dostosowanej do ich stanu zdrowia.&nbsp;</p><p>Nie oznacza to jednak, że każde hasło publikowane w internecie automatycznie opisuje rzeczywisty stan placówki. Tomaszowskie schronisko jest otwarte na wolontariuszy, każdy może też wziąć psiaka na spacer. Nikt nic nie ukrywa i nie zamyka przed oczami społeczności. W opublikowanych komentarzach takich szczegółów brakuje.&nbsp;</p><h3><strong>Historia psa Nero i bardzo poważne oskarżenia&nbsp;</strong></h3><p>Najbardziej emocjonalny z wpisów został skierowany do psa o imieniu Nero: „<i>Wybacz mi Nero. Przepraszam Cię piesku. Miałeś strasznego pecha, że trafiłeś do tego okropnego schroniska w Tomaszowie Mazowieckim”.</i> Dalej pojawiają się twierdzenia, że pies nie otrzymał miękkiego posłania, wody, spacerów ani kontaktu z drugim zwierzęciem.&nbsp;</p><p>Czytelnicy otrzymują jednak jednostronną, bardzo emocjonalną opowieść. Internet lubi historie proste: jest bezbronna ofiara, bezwzględny winowajca i natychmiastowy wyrok. Rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana. Czasem miękkie legowisko może być niewskazane ze względów higienicznych, zdrowotnych albo z powodu zachowania konkretnego psa. Czasem zwierzę musi przebywać samotnie, bo nie toleruje innych.&nbsp;</p><p>Czasem dochodzi do zaniedbania. Właśnie dlatego potrzebne są fakty, a nie domysły.</p><h3><strong>„Znajomości”, „nienawidzisz zwierząt”, „potworze”&nbsp;</strong></h3><p>W następnych komentarzach atak staje się już całkowicie personalny: „KIEROWNICZKA DO DYMISJI, ŻADNE ZNAJOMOŚCI PRZEZ KTÓRE DOSTAŁAŚ TĘ PRACĘ NIE POMOGĄ”. Chwilę później padają słowa: „NIENAWIDZISZ ZWIERZĘTA TO ODEJDŹ POTWORZE JEDEN”. W kolejnym wpisie żądanie zostaje skrócone do jednego hasła: „KIEROWNICZKA DO DYMISJI”.&nbsp;</p><p>Wraz z takimi określeniami kończy się dyskusja o sposobie zarządzania placówką, a zaczyna publiczne poniżanie człowieka. W przedstawionych materiałach nie ma żadnego dowodu, że <strong>Monika Węgrzyniak-Sęk </strong>otrzymała stanowisko dzięki znajomościom. Nie ma również podstaw do stwierdzenia, że „nienawidzi zwierząt”. Jej wcześniejsza działalność związana z miejskim programem ochrony zwierząt i pomocą schroniskowym psom wskazuje raczej na coś przeciwnego.&nbsp;</p><p>Teraz pewnie rozpocznie się festiwal kontroli. Nowa kierownik zamiast skupić się na urządzaniu nowego miejsca, będzie odpowiadać za poprzedników. Swoją drogą to ciekawe, że wcześniej nikt nie miał potrzeby rozsyłać donosów - te pojawiły się wraz z procedurami.&nbsp;</p><h2><strong>Kontrola nie może być narzędziem zemsty.&nbsp;</strong></h2><p>Nowa kierowniczka próbuje uporządkować nie tylko codzienną organizację pracy, ale również zasady współpracy z osobami zewnętrznymi. Wymowny jest powrót do schroniska wielu wolontariuszy.&nbsp;</p><p>W tle pojawia się temat internetowych zbiórek prowadzonych z wykorzystaniem historii i zdjęć zwierząt przebywających w schronisku. Nie mamy dowodów, że konkretne osoby czerpią z takich działań prywatne korzyści, dlatego nie przedstawiamy podobnych podejrzeń jako faktu. Zasadne jest jednak pytanie o jawność.&nbsp;</p><p>Zadawane przez nas pytania konkretnym organizatorom zbiórek &nbsp;o rozliczenia i losy psów z internetowych zbiórek pozostają bez żadnej odpowiedzi. Jeżeli ktoś organizuje pomoc dla psa należącego do miejskiej placówki, darczyńcy powinni wiedzieć, kto prowadzi zbiórkę, na jaki cel przeznaczone są pieniądze, jakie wydatki poniesiono i co dzieje się z ewentualną nadwyżką.&nbsp;</p><p>Przejrzyste rozliczenie chroni wszystkich: darczyńców, wolontariuszy, kierownictwo schroniska, a przede wszystkim zwierzęta. Faktura i rachunek są lepszą odpowiedzią na podejrzenia niż najbardziej oburzony komentarz.</p><p>Nie można przesądzać, że internetowa ofensywa jest reakcją na próbę ograniczenia czyichś wpływów. Zbieżność w czasie nie stanowi dowodu. Warto jednak sprawdzić, czy wraz ze zmianą kierownictwa ktoś nie utracił dotychczasowej swobody działania, dostępu do informacji, możliwości dysponowania wizerunkiem zwierząt albo wpływu na decyzje podejmowane w placówce.&nbsp;</p><h2><strong>Krytyka jest prawem. Hejt nim nie jest&nbsp;</strong></h2><p>Schronisko jest placówką publiczną i musi podlegać społecznej kontroli. Mieszkańcy mają prawo pytać o leczenie, karmienie, adopcje, warunki w boksach, wydatki oraz przygotowania do przeprowadzki. Kodeks cywilny chroni między innymi cześć i dobre imię człowieka.&nbsp;</p><p>Osoba, której dobra osobiste zostały bezprawnie naruszone, może żądać zaniechania takich działań oraz usunięcia ich skutków. W określonych sytuacjach publiczne pomówienie lub znieważenie może mieć także konsekwencje karne.&nbsp;</p><p>Każdy przypadek musi być jednak oceniany indywidualnie, a o odpowiedzialności rozstrzyga sąd. Zwierzęta nie potrzebują wojny o zasięgi Najgorszym rozwiązaniem byłoby przekształcenie schroniska w pole bitwy o wpływy, sympatię internautów i prawo do występowania w roli jedynego obrońcy zwierząt.&nbsp;</p><p>Psy i koty nie czytają komentarzy. Nie wiedzą, kto zdobył więcej reakcji i kto napisał post wielkimi literami. Czują za to strach, samotność, ból i chaos. Teraz wszystkim powinno zależeć na bezpiecznym przeniesieniem zwierząt do nowego schroniska, stworzeniem jasnych procedur dla wolontariuszy i adoptujących, stworzenie godnych warunków dla zwierzaków. I z tego za jakiś czas powinna być kierownik rozliczana.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Nie tylko MBA. Także retoryka i dyplomy za publiczne pieniądze. Co zyskali mieszkańcy Tomaszowa?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56098,nie-tylko-mba-takze-retoryka-i-dyplomy-za-publiczne-pieniadze-co-zyskali-mieszkancy-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56098,nie-tylko-mba-takze-retoryka-i-dyplomy-za-publiczne-pieniadze-co-zyskali-mieszkancy-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Fri, 07 Aug 2026 07:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nie-tylko-mba-takze-retoryka-i-dyplomy-za-publiczne-pieniadze-co-zyskali-mieszkancy-tomaszowa-1786085910.png</url>
                        <title>Nie tylko MBA. Także retoryka i dyplomy za publiczne pieniądze. Co zyskali mieszkańcy Tomaszowa?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56098,nie-tylko-mba-takze-retoryka-i-dyplomy-za-publiczne-pieniadze-co-zyskali-mieszkancy-tomaszowa</link>
                    </image><description>Najpierw wniosek, później pieczęć, umowa i przelew z publicznego funduszu. Na końcu dyplom, który miał podnosić kwalifikacje, poprawiać jakość zarządzania i przynosić korzyść całej instytucji.

Tyle teoria.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dokumenty przekazane w odpowiedzi na interpelacje radnego Rady Powiatu Tomaszowskiego <strong>Mariusza Strzępka</strong> pokazują, że ze środków publicznych finansowano nie tylko popularne wśród lokalnych kadr zarządzających studia <strong>Master of Business Administration</strong>. Pieniądze przeznaczano również na psychologię, retorykę, wystąpienia publiczne, zarządzanie w ochronie zdrowia, relacje międzynarodowe czy rozwój osobisty pracowników. Środki pochodziły z <strong>Krajowego Funduszu Szkoleniowego, Funduszu Pracy oraz PFRON</strong>.</p><p>Problem nie polega na tym, że ktoś chciał się uczyć. Problem zaczyna się w miejscu, w którym nie wiadomo, <strong>dlaczego finansowano właśnie te osoby, jakie kryteria zastosowano i jak zmierzono później społeczne efekty ich kosztownego kształcenia</strong>.</p><h2>Urząd, COS, szpital, PCAS i stowarzyszenie Węgrzynowskiego. Wnioski płynęły szerokim strumieniem</h2><p>Z dokumentów wynika, że o środki na kształcenie pracowników występowały między innymi:</p><p><strong>Urząd Miasta w Tomaszowie Mazowieckim, Centralny Ośrodek Sportu w Spale (gdzie dyrektorem był Węgrzynowski), Tomaszowskie Centrum Zdrowia, Powiatowe Centrum Animacji Społecznej, Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 8 oraz Katolickie Stowarzyszenie Oświatowe im. św. Ojca Pio (przez jakiś czas zarejestrowane w domu byłego Starosty).</strong></p><p>W 2019 roku Urząd Miasta złożył wniosek dotyczący jednej osoby i studiów MBA o wartości 12,5 tys. zł. Z KFS miało pochodzić 10 tys. zł. Rok później Urząd Miasta wystąpił już o finansowanie studiów MBA dla trzech pracowników. Łączny koszt wynosił 41 610 zł, a wnioskowana kwota z KFS — 33 288 zł.</p><p>Centralny Ośrodek Sportu w Spale wnioskował o finansowanie studiów MBA kosztujących 13 870 zł. Z publicznego funduszu miało pochodzić 11 096 zł.</p><p>Podobne wnioski pojawiały się później w Tomaszowskim Centrum Zdrowia i Powiatowym Centrum Animacji Społecznej. Każdy z nich dotyczył studiów o wartości 14 870 zł, przy dofinansowaniu KFS wynoszącym 11 896 zł. Niestety nie wiemy kogo wniosek ten dotyczył.&nbsp;</p><p>W dokumentacji Katolickiego Stowarzyszenia Oświatowego im. św. Ojca Pio pojawia się natomiast wniosek o pokrycie pełnej ceny studiów MBA — <strong>14 870 zł bez wkładu własnego pracodawcy</strong>. Na zdjęciu z zakończenia roku pojawia się fotografia Szczepana Goski, który był dyrektorem szkoły prowadzonej przez to stowarzyszenie. Czy to on zdobył "kwity" nie wydając na to ani złotówki z własnej kieszeni? Sam radny to ciekawy przypadek, ponieważ jego wypowiedzi pokazują niski poziom kształcenia w "uczelni". Radny o spółkach prawa handlowego ma niewiele do powiedzenia.&nbsp;</p><p>ZSP nr 8 również wystąpił o 11 896 zł z KFS na studia kosztujące 14 870 zł. W jednym miejscu cel kształcenia opisano jako „rozwój osobisty i rozwój pracowników”, ale dalsza część dokumentacji identyfikuje usługę jako studia <strong>Master of Business Administration w Toruniu</strong>. Tu na zdjęciach widzimy dyrektorkę szkoły także związaną z Mariuszem Węgrzynowskim. Obok niej dyrektorka Specjalnego Ośrodka Szklono Wychowawczego, Magdalena Kowalczyk.&nbsp;</p><p>Zestawienie tych wskazanych wniosków daje około <strong>135,5 tys. zł kosztów kształcenia</strong>, z czego ponad <strong>111 tys. zł miało pochodzić z Krajowego Funduszu Szkoleniowego</strong>.</p><p>To już nie jest opowieść o pojedynczym kursie. To systematyczny strumień publicznych pieniędzy.</p><h2><strong>Nie tylko zarządzanie. Publiczne pieniądze na retorykę i występy przed kamerą</strong></h2><p>To wcale nie jest żart. Szczególnie interesująco wyglądają wnioski dotyczące studiów podyplomowych z zakresu <strong>retoryki i wystąpień publicznych lub wystąpień przed kamerą</strong>.</p><p>W 2022 roku Urząd Miasta wystąpił o sfinansowanie takiego kierunku w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Koszt studiów wynosił 4 tys. zł, z czego 3,2 tys. zł miało pochodzić z KFS. W dokumentach nazwa kierunku występuje w dwóch zbliżonych wersjach: „Retoryka i wystąpienia publiczne” oraz „Retoryka i wystąpienia przed kamerą”.</p><p>W 2025 roku niemal identyczny wniosek złożyło Powiatowe Centrum Animacji Społecznej. Także tutaj koszt wynosił 4 tys. zł, w tym 3,2 tys. zł dofinansowania publicznego. Realizatorem ponownie była toruńska Akademia.</p><p>Można oczywiście dowodzić, że urzędnik czy dyrektor instytucji powinien potrafić przemawiać, prezentować projekty i występować przed kamerą.</p><p>Tylko gdzie jest raport pokazujący, że po zakończeniu studiów komunikacja instytucji rzeczywiście się poprawiła? Czy wzrosła skuteczność pozyskiwania środków? Czy mieszkańcy otrzymywali lepszą informację? Czy absolwent przekazał zdobytą wiedzę pozostałym pracownikom?</p><p>Bez takich danych retoryka pozostaje retoryką — także w odpowiedzi na pytania o zasadność wydatków.</p><h2><strong>Psychologia w Collegium Humanum</strong></h2><p>Dokumenty Powiatowego Urzędu Pracy pokazują jeszcze inny przypadek. Jeden z pracowników wystąpił o sfinansowanie <strong>jednolitych studiów magisterskich na kierunku psychologia</strong>, realizowanych przez Collegium Humanum.</p><p>Całkowity koszt pięciu semestrów został określony na 19 375 zł. W odpowiedzi na interpelację PUP wskazał, że w 2022 roku przyznano 7350 zł, a w 2023 roku kolejne 7850 zł na podstawie aneksu do umowy. Łącznie było to <strong>15 200 zł z Funduszu Pracy</strong>.</p><p>Uzasadnienie mówiło o możliwości wspierania bezrobotnych i pracodawców, diagnozowaniu predyspozycji zawodowych oraz stosowaniu profesjonalnych testów.</p><p>Brzmi rozsądnie. Ale ponownie brakuje najważniejszego elementu: rozliczenia rezultatu.</p><p>Czy po wydaniu 15,2 tys. zł pracownik rzeczywiście wykonywał zadania psychologa? Ilu osobom pomógł? Ile diagnoz przeprowadził? Czy urząd wcześniej korzystał z usług zewnętrznych, a dzięki zdobytym kwalifikacjom ograniczył koszty?</p><p>Publiczne pieniądze nie powinny finansować wyłącznie prywatnego awansu edukacyjnego. Muszą przynosić <strong>udokumentowaną korzyść publiczną</strong>.</p><h2><strong>Relacje międzynarodowe, ochrona zdrowia i kolejne kierunki</strong></h2><p>Załączniki Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie pokazują również dofinansowania do innych kierunków: <strong>psychologii, zarządzania w ochronie zdrowia, relacji międzynarodowych i dyplomacji, retoryki i wystąpień przed kamerą oraz Executive MBA</strong>.</p><p>Tutaj jednak konieczne jest istotne rozróżnienie.</p><p>Były to świadczenia finansowane z PFRON w ramach programu <strong>„Aktywny samorząd”</strong>, kierowanego do osób posiadających orzeczenie o niepełnosprawności. Nie wolno stawiać ich w jednym szeregu z pracodawczymi wnioskami KFS składanymi przez urząd, publiczne spółki czy instytucje kultury.</p><p>Program PFRON ma jasno określony cel społeczny — wyrównywanie szans osób z niepełnosprawnościami. Beneficjenci w tabelach są zanonimizowani. Dokumenty nie dają podstaw, by nazywać ich działaczami politycznymi.</p><p>To ważna korekta. Zdanie, że wśród wszystkich beneficjentów „na próżno szukać apolitycznych cywili”, byłoby zbyt daleko idące i niezgodne z zawartością załączników.</p><p>Krytyka powinna być skierowana tam, gdzie jest najmocniej uzasadniona: na <strong>pracodawcze wnioski dotyczące osób wskazywanych przez instytucje pozostające w politycznym otoczeniu lokalnej władzy</strong>.</p><h2><strong>Kto mógł skorzystać, a kto nawet nie wiedział, że istnieje taka możliwość?</strong></h2><p>KFS nie jest stypendium dostępnym bezpośrednio dla każdego mieszkańca. O pieniądze występuje pracodawca i to pracodawca wskazuje osobę, której kształcenie chce finansować.</p><p>W praktyce oznacza to, że szeregowy pracownik nie miał takich samych możliwości jak osoba znajdująca się blisko kierownictwa instytucji. Nie mógł sam pójść do urzędu pracy i zażądać kilkunastu tysięcy złotych na wybrany kierunek. Potrzebował zgody i aktywności przełożonego.</p><p>Dlatego tak istotne są pytania o zasady wyboru:</p><p>Czy przed wskazaniem pracownika przeprowadzano wewnętrzny nabór? Czy o możliwości sfinansowania studiów informowano całą załogę? Ilu pracowników zgłosiło zainteresowanie? Dlaczego wybierano konkretną osobę? Czy po ukończeniu studiów była ona zobowiązana do dalszej pracy w instytucji? Czy pieniądze trzeba było zwrócić w przypadku szybkiego odejścia?</p><p>W załączonej dokumentacji trudno znaleźć kompleksowe odpowiedzi.</p><h2><strong>Dyplom jako przepustka</strong></h2><p>W lokalnej przestrzeni publicznej szczególne emocje budzi związek studiów MBA z późniejszym zasiadaniem absolwentów w radach nadzorczych.</p><p>Sam dyplom MBA nie jest niczym nagannym. Może być wartościowym narzędziem. Nie może jednak stawać się <strong>złotym biletem do windy prowadzącej na piętro rad nadzorczych</strong>, zwłaszcza gdy za bilet wcześniej zapłacił publiczny fundusz.</p><p>Samo zestawienie instytucji i kwot nie wystarcza jednak do przypisania konkretnych dyplomów konkretnym członkom rady nadzorczej Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Część danych uczestników została w dokumentach zanonimizowana. Takie powiązanie wymaga osobnego porównania nazwisk, dat ukończenia studiów oraz składów organów spółki.</p><p>Podobnie jest z oceną efektów zarządzania szpitalem. Bilans spółki może być ważnym elementem tej historii, ale powinien zostać przeanalizowany osobno: wraz z wynikami finansowymi, zobowiązaniami, przychodami z NFZ i decyzjami zarządu.</p><h2><strong>„Nie z budżetu powiatu” nie oznacza „nie z publicznych pieniędzy”</strong></h2><p>W odpowiedzi skierowanej do radnego sekretarz powiatu poinformował, że żaden pracownik Starostwa Powiatowego ani jednostek organizacyjnych powiatu nie korzystał w ostatnich dziesięciu latach z dofinansowania nauki w wymienionych uczelniach <strong>z budżetu powiatu</strong>.</p><p>To odpowiedź formalnie precyzyjna, ale politycznie bardzo wygodna.</p><p>KFS, Fundusz Pracy i PFRON nie są prywatnymi skarbonkami. To również pieniądze publiczne. Pochodzą z innych źródeł, ale nadal powinny być wydawane przejrzyście, racjonalnie i z mierzalnym efektem.</p><p>Mieszkańca nie musi interesować, z której dokładnie szuflady administracja wyjęła banknot. Ma prawo zapytać, czy został on wydany sensownie.</p><h2><strong>Gdzie jest społeczna dywidenda?</strong></h2><p>Studia mogły kosztować 4 tys., 14 tys. albo 40 tys. zł. Ich wartość dla mieszkańców nie zależy jednak od liczby pieczątek ani liter dopisanych do nazwiska.</p><p>Liczy się efekt.</p><p>Czy po ukończeniu studiów poprawiono zarządzanie personelem? Czy instytucje zaczęły oszczędniej gospodarować pieniędzmi? Czy wzrosła jakość usług? Czy skróciły się kolejki? Czy zwiększono liczbę projektów, zdobytych dotacji albo wydarzeń? Czy mieszkańcy dostali lepszą administrację, lepszą opiekę zdrowotną i sprawniejsze instytucje?</p><p>Jeżeli nikt takich efektów nie zmierzył, pozostaje pytanie najbardziej niewygodne:</p><p><strong>Czy publiczne fundusze służyły podnoszeniu jakości lokalnych instytucji, czy przede wszystkim podnoszeniu kwalifikacji, pozycji i wartości rynkowej wąskiej grupy osób?</strong></p><p>Bo edukacja finansowana publicznie może być inwestycją. Może też stać się przywilejem.</p><p>A różnicę między jednym a drugim widać nie na dyplomie, lecz w bilansie korzyści, które otrzymało społeczeństwo.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Starostwo szukało naczelnika architektury. Pensja nawet blisko 13 tys. zł brutto]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56238,starostwo-szukalo-naczelnika-architektury-pensja-nawet-blisko-13-tys-zl-brutto</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56238,starostwo-szukalo-naczelnika-architektury-pensja-nawet-blisko-13-tys-zl-brutto</guid>
            <pubDate>Thu, 06 Aug 2026 10:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-starostwo-szukalo-naczelnika-architektury-pensja-nawet-blisko-13-tys-zl-brutto-1787043614.png</url>
                        <title>Starostwo szukało naczelnika architektury. Pensja nawet blisko 13 tys. zł brutto</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56238,starostwo-szukalo-naczelnika-architektury-pensja-nawet-blisko-13-tys-zl-brutto</link>
                    </image><description>Starostwo Powiatowe w Tomaszowie Mazowieckim przeprowadziło nabór na stanowisko naczelnika Wydziału Architektury i Budownictwa. To jeden z kluczowych wydziałów urzędu – właśnie tutaj zapadają decyzje dotyczące pozwoleń na budowę, zgłoszeń robót czy inwestycji drogowych. Kandydat musiał posiadać wysokie kwalifikacje, a oferowane wynagrodzenie mogło przekroczyć 12 tys. zł brutto miesięcznie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ogłoszenie o naborze opublikowano 24 lipca 2026 roku. Dokumenty można było składać do 3 sierpnia.</p><h2>Wymagania nie dla każdego</h2><p>Kandydat na naczelnika musiał posiadać wyższe wykształcenie z zakresu <strong>budownictwa, architektury lub gospodarki przestrzennej</strong> oraz co najmniej pięcioletni staż pracy. Konieczne były również uprawnienia budowlane bez ograniczeń w specjalności konstrukcyjno-budowlanej albo architektonicznej.</p><p>Starostwo oczekiwało ponadto znajomości m.in. Prawa budowlanego, Kodeksu postępowania administracyjnego, przepisów dotyczących planowania przestrzennego, samorządu powiatowego i pracowników samorządowych. Dodatkowym wymaganiem było co najmniej dwuletnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym.</p><h2>Wydział, przez który przechodzą inwestycje</h2><p>Zakres obowiązków pokazuje, jak odpowiedzialne jest to stanowisko. Naczelnik ma nadzorować pracę wydziału zajmującego się administracją architektoniczno-budowlaną. Chodzi m.in. o <strong>wydawanie decyzji o pozwoleniu na budowę</strong>, przyjmowanie zgłoszeń robót niewymagających pozwolenia, sprawdzanie zgodności projektów z miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego czy prowadzenie rejestru wniosków i wydanych decyzji.</p><p>Wydział zajmuje się również sprawami dotyczącymi rozbiórek, zmian sposobu użytkowania obiektów, wydawania dzienników budowy i zaświadczeń o samodzielności lokali. W jego kompetencjach znajduje się także przygotowywanie decyzji zezwalających na realizację inwestycji drogowych oraz opiniowanie dokumentów dotyczących zagospodarowania przestrzennego.</p><h2>Ile może zarobić naczelnik?</h2><p>Ogłoszenie wskazuje wynagrodzenie zasadnicze od <strong>5410 do 9900 zł brutto</strong>. Do tego może dojść dodatek funkcyjny w wysokości do <strong>3000 zł</strong> oraz dodatek za wieloletnią pracę wynoszący maksymalnie 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego.</p><p>Oznacza to, że jeszcze przed uwzględnieniem dodatku stażowego miesięczne wynagrodzenie może sięgnąć <strong>12 900 zł brutto</strong>.</p><p>Starostwo zastrzegło jednocześnie możliwość zakończenia procedury bez wyłonienia kandydata. Informacja o wyniku naboru ma zostać opublikowana w Biuletynie Informacji Publicznej Powiatu Tomaszowskiego oraz na tablicy informacyjnej urzędu.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień. Od końca kwietnia ubyło już 1,34 metra wody]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56091,zalew-sulejowski-cofa-sie-z-dnia-na-dzien-od-konca-kwietnia-ubylo-juz-1-34-metra-wody</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56091,zalew-sulejowski-cofa-sie-z-dnia-na-dzien-od-konca-kwietnia-ubylo-juz-1-34-metra-wody</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 18:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zalew-sulejowski-cofa-sie-z-dnia-na-dzien-od-konca-kwietnia-ubylo-juz-1-34-metra-wody-1785947476.png</url>
                        <title>Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień. Od końca kwietnia ubyło już 1,34 metra wody</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56091,zalew-sulejowski-cofa-sie-z-dnia-na-dzien-od-konca-kwietnia-ubylo-juz-1-34-metra-wody</link>
                    </image><description>Zalew Sulejowski cofa się z dnia na dzień: od końca kwietnia ubyło już 1,34 m wody, a poziom spada o 2–3 cm na dobę. Susza odsłania piach w Barkowicach, utrudnia żeglugę i wymusza utrzymanie odpływu do Pilicy na poziomie 11 m³/s.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tam, gdzie zwykle kołysały się łodzie, coraz częściej widać piach, muł i odsłonięte fragmenty dna. <strong>Poziom wody w Zalewie Sulejowskim spada obecnie o 2–3 centymetry na dobę</strong>, a najbardziej dramatyczne obrazy można zobaczyć w rejonie Barkowic. Wody Polskie zapewniają: zbiornik nie jest celowo opróżniany, a prowadzone prace rewitalizacyjne nie mają związku z obecną sytuacją. Winna jest susza.</p><h2>Woda odpływa szybciej, niż napływa</h2><p>Według danych Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie średni dopływ do Zalewu Sulejowskiego wynosił w ostatnich dniach zaledwie <strong>8,2 metra sześciennego na sekundę</strong>. Tymczasem odpływ utrzymywany jest na poziomie 11 metrów sześciennych na sekundę.</p><p>Rachunek jest bezlitosny. Do zbiornika wpływa mniej wody, niż musi z niego wypływać.</p><p>Aktualna rzędna lustra wody wynosi <strong>165,22 metra nad poziomem morza</strong>. Od 28 kwietnia do 3 sierpnia poziom zbiornika obniżył się o 1,34 metra. W Zalewie Sulejowskim pozostawało w tym czasie około <strong>51,14 mln metrów sześciennych wody</strong>.</p><p>Największe zmiany widać w górnej, płytszej części akwenu. To właśnie tam woda cofa się najszybciej, odsłaniając rozległe łachy piachu, błotniste zatoki i dawne koryto rzeki.</p><h2>Dlaczego nie można po prostu zamknąć zapory?</h2><p>W internetowych komentarzach pojawiają się pytania, dlaczego Wody Polskie nie ograniczą odpływu. Odpowiedź nie jest jednak tak prosta, jak przesunięcie jednej zasuwy.</p><p>Odpływ na poziomie 11 metrów sześciennych na sekundę jest tak zwanym <strong>przepływem nienaruszalnym</strong>. Ma on zapewnić odpowiednie warunki w Pilicy poniżej zapory: chronić rzeczny ekosystem, organizmy wodne oraz osoby i podmioty korzystające z rzeki.</p><p>Gospodarka na zbiorniku musi być prowadzona zgodnie z pozwoleniem wodnoprawnym i obowiązującą instrukcją gospodarowania wodą. Wynika to także z zasad określonych w ustawie Prawo wodne, która nakazuje łączyć korzystanie z zasobów z ich ochroną i zasadą zrównoważonego rozwoju.</p><p>Zmniejszenie odpływu mogłoby więc poprawić sytuację przy plażach i przystaniach, ale jednocześnie pogorszyć warunki w Pilicy poniżej tamy. Woda nie zna granic gmin ani turystycznych folderów.</p><h2>Wody Polskie: to nie rewitalizacja</h2><p>Przedstawiciele Wód Polskich stanowczo odrzucają sugestie, że niski poziom zbiornika jest skutkiem celowego spuszczania wody albo prowadzonych inwestycji.</p><p>– <strong>Jedyną przyczyną wysychania zalewu jest susza</strong> – podkreślił w rozmowie z PAP rzecznik Wód Polskich Filip Szatanik.</p><p>Takie wyjaśnienie jest szczególnie istotne, ponieważ mieszkańcy pamiętają sytuację z 2022 roku. Wtedy poziom Zalewu Sulejowskiego rzeczywiście został obniżony w związku z pracami przy plażach i molo w Smardzewicach. Rzędna miała osiągnąć 164,90 metra, czyli około 1,7 metra poniżej normalnego poziomu piętrzenia. Obecna sytuacja ma jednak zupełnie inne źródło.</p><h2>Barkowice jak w 2019 roku</h2><p>Dzisiejsze widoki przywołują wspomnienie lata 2019 roku. Wtedy Zalew Sulejowski również gwałtownie się cofnął. Łodzie osiadały na dnie, sprzęt wodny grzązł w błocie, a turyści spacerowali po miejscach, które wcześniej znajdowały się głęboko pod wodą.</p><p>Najbardziej charakterystyczne obrazy pochodziły właśnie z Barkowic. Tam szeroka i stosunkowo płytka część zbiornika reaguje na obniżenie poziomu wody szczególnie wyraźnie. Nawet kilkudziesięciocentymetrowy spadek może oznaczać cofnięcie linii brzegowej o wiele metrów.</p><p>Dla żeglarzy, kajakarzy i motorowodniaków oznacza to trudniejsze podejścia do pomostów, pojawienie się mielizn oraz konieczność znacznie ostrożniejszego poruszania się po akwenie. Dla właścicieli przystani, wypożyczalni i punktów gastronomicznych jest to natomiast kolejny cios w środek sezonu turystycznego.</p><h2>Zalew to nie tylko plaża</h2><p>Zalew Sulejowski powstał w latach 1969–1973 przede wszystkim jako zbiornik zaopatrujący w wodę Łódź i Tomaszów Mazowiecki. Z czasem stał się jednym z najważniejszych miejsc wypoczynku w centralnej Polsce.</p><p>Pełni jednak również funkcję retencyjną, przeciwpowodziową i energetyczną. Jego powierzchnia wynosi około 2700 hektarów, a linia brzegowa liczy blisko 58 kilometrów. Zbiornik zasilają przede wszystkim Pilica i Luciąża.</p><p>Niski poziom wody nie jest więc wyłącznie problemem osób, które chciały wypłynąć żaglówką albo rozłożyć ręcznik przy brzegu. To widoczny gołym okiem fragment znacznie większego kryzysu.</p><p>Dane IMGW pokazują, że około <strong>65 procent monitorowanych stacji hydrologicznych w Polsce znajduje się w strefie wody niskiej</strong>, a na ponad 300 stacjach przepływy spadły poniżej średniego niskiego przepływu z wielolecia.</p><p>Państwowa Służba Geologiczna prognozuje jednocześnie, że w sierpniu niżówka hydrogeologiczna może objąć również województwo łódzkie. W przypadku dalszego deficytu opadów problemy mogą dotknąć także płytkich ujęć wód podziemnych.</p><h2>Burza nie zakończy suszy</h2><p>IMGW ostrzega przed możliwością gwałtownych wzrostów stanów wody po burzach, między innymi na Pilicy poniżej Zalewu Sulejowskiego. Nie oznacza to jednak, że pojedyncza ulewa odbuduje zasoby zbiornika.</p><p>Gwałtowny deszcz może spowodować krótkotrwałe wezbranie rzeki. Aby poziom Zalewu Sulejowskiego zaczął się trwale podnosić, potrzebne są <strong>dłuższe i bardziej intensywne opady w całej zlewni Pilicy</strong>. Taką ocenę przedstawiają również Wody Polskie.</p><p>Susza rzadko przychodzi z syreną alarmową. Nie wdziera się do domów jak powódź. Zabiera wodę po dwa, trzy centymetry dziennie – niemal niezauważalnie. Aż pewnego poranka łódź, która jeszcze niedawno kołysała się przy pomoście, stoi już na piasku.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Nowe schronisko w Tomaszowie coraz bliżej. Przeprowadzka zwierząt ma ruszyć jesienią]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56081,nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56081,nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 23:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia-1785904990.png</url>
                        <title>Nowe schronisko w Tomaszowie coraz bliżej. Przeprowadzka zwierząt ma ruszyć jesienią</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56081,nowe-schronisko-w-tomaszowie-coraz-blizej-przeprowadzka-zwierzat-ma-ruszyc-jesienia</link>
                    </image><description>Budowa nowego schroniska dla bezdomnych zwierząt w Tomaszowie Mazowieckim jest na finiszu. Jak informuje placówka, po odbiorach jeszcze tej jesieni psy i koty mają trafić do nowej siedziby.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Budowa w końcowej fazie</h2><p>To jedna z tych informacji, na które wielu mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego czekało od dawna. Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt poinformowało, że <strong>prace budowlane są już na finiszu</strong>, a przed placówką pozostały jeszcze niezbędne odbiory. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, jeszcze tej jesieni psy i koty zamieszkają w nowej siedzibie.</p><p>Dla lokalnej społeczności to ważny moment. Temat warunków, w jakich przebywają bezdomne zwierzęta, regularnie wracał w rozmowach mieszkańców i sympatyków schroniska. Zapowiedź rychłej przeprowadzki oznacza nie tylko zmianę adresu, ale przede wszystkim poprawę codziennego funkcjonowania placówki i większy komfort jej podopiecznych.</p><h2>Wyposażenie równie ważne jak mury</h2><p>Samo zakończenie budowy nie oznacza jeszcze końca przygotowań. Równolegle schronisko pracuje nad wyposażeniem nowego obiektu. Jak podkreślono, celem jest stworzenie miejsca <strong>funkcjonalnego, komfortowego i przyjaznego</strong> dla zwierząt. To właśnie na tym etapie decydują szczegóły, które później wpływają na jakość opieki, łatwość utrzymania czystości i bezpieczeństwo czworonogów.</p><p>Jednym z aktualnie omawianych tematów jest wybór legowisk. Schronisko pokazało model, który obecnie uznaje za swojego faworyta, i poprosiło obserwatorów o opinie. W komentarzach pojawiły się zarówno krótkie głosy poparcia, jak i bardziej praktyczne sugestie. Część osób zwraca uwagę, że dobre legowisko powinno być nie tylko wygodne, ale też łatwe do utrzymania w higienie i odporne na intensywne użytkowanie.</p><p>Wśród propozycji mieszkańców pojawił się między innymi pomysł wykorzystania plastikowych legowisk z wymiennymi kocami lub wkładami. Tego typu rozwiązania bywają uznawane za praktyczne, ponieważ ułatwiają sprzątanie i pozwalają częściej wymieniać materiały mające bezpośredni kontakt ze zwierzętami. To pokazuje, że dyskusja o wyposażeniu nie jest jedynie detalem, lecz częścią szerszego myślenia o standardach opieki.</p><h2>&nbsp;</h2> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 716 nabiera tempa. Inwestycja dla powiatu tomaszowskiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56076,rozbudowa-drogi-wojewodzkiej-nr-716-nabiera-tempa-inwestycja-dla-powiatu-tomaszowskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56076,rozbudowa-drogi-wojewodzkiej-nr-716-nabiera-tempa-inwestycja-dla-powiatu-tomaszowskiego</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 21:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rozbudowa-drogi-wojewodzkiej-nr-716-nabiera-tempa-wazna-inwestycja-dla-powiatu-tomaszowskiego-1785872885.jpg</url>
                        <title>Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 716 nabiera tempa. Inwestycja dla powiatu tomaszowskiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56076,rozbudowa-drogi-wojewodzkiej-nr-716-nabiera-tempa-inwestycja-dla-powiatu-tomaszowskiego</link>
                    </image><description>Na odcinku między Rokicinami a Łaznowem trwają prace przy rozbudowie drogi wojewódzkiej nr 716. Inwestycja ma poprawić bezpieczeństwo, usprawnić ruch i uporządkować infrastrukturę w tej części regionu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Prace są już widoczne na trasie</h2><p>Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 716 na odcinku między Rokicinami a Łaznowem w powiecie tomaszowskim wchodzi w kolejny etap. Chodzi o ponad 5,5-kilometrowy fragment trasy, który należy do większych inwestycji drogowych prowadzonych obecnie przez samorząd województwa łódzkiego. Na placu budowy widać już pierwsze efekty robót, co dla mieszkańców i kierowców jest sygnałem, że przedsięwzięcie nabiera realnego tempa.</p><p>Jak wynika z przedstawionych informacji, wykonano już znaczną część odhumusowania pasa drogowego. To etap przygotowawczy niezbędny przed rozpoczęciem kolejnych robót, w tym budowy kanalizacji deszczowej. Jej realizacja ma ruszyć jeszcze w tym miesiącu. Oznacza to, że na trasie pojawią się następne zmiany organizacyjne, a kierowcy muszą przygotować się na <strong>czasowe utrudnienia i ruch wahadłowy</strong> na wybranych fragmentach drogi.</p><p>Z punktu widzenia lokalnego układu komunikacyjnego jest to inwestycja o znaczeniu wykraczającym poza samą modernizację jezdni. Odcinek ma zostać połączony z istniejącym rondem w Rokicinach oraz wcześniej rozbudowaną drogą w kierunku Stefanowa. Całość zakończy się na granicy Łaznowa i Będkowa, tworząc bardziej spójny ciąg komunikacyjny w tej części regionu.</p><h2>Bezpieczeństwo mieszkańców w centrum inwestycji</h2><p>Jednym z najważniejszych elementów rozbudowy jest poprawa bezpieczeństwa. Obecnie droga przebiega przez teren zabudowy jednorodzinnej, a w wielu miejscach jest wąska i pozbawiona odpowiedniej infrastruktury dla pieszych. To szczególnie istotne w Łaznowie, gdzie przy tej trasie znajdują się między innymi szkoła podstawowa, jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej oraz punkty usługowe.</p><p>W ramach inwestycji powstaną nowe chodniki, osiem przejść dla pieszych oraz cztery zatoki autobusowe. Zaplanowano również dwa przystanki bez zatok. To rozwiązania, które mają uporządkować ruch i zwiększyć bezpieczeństwo zarówno pieszych, jak i pasażerów komunikacji zbiorowej. Dodatkowo pojawi się nowe oświetlenie uliczne, w tym doświetlenie przejść dla pieszych, co powinno poprawić widoczność po zmroku.</p><p>Znaczenie tych zmian trudno przecenić. W lokalnych realiach właśnie takie inwestycje najczęściej decydują o codziennym komforcie mieszkańców. <strong>Bezpieczne dojście do szkoły, wygodniejsze korzystanie z przystanków i lepsza widoczność po zmroku</strong> to korzyści, które odczuwane są bezpośrednio, a nie tylko w statystykach drogowych.</p><h2>Nie tylko jezdnia, ale pełna przebudowa otoczenia</h2><p>Zakres prac obejmuje znacznie więcej niż samą nawierzchnię drogi. Przebudowane mają zostać skrzyżowania z drogami powiatowymi i gminnymi, a także fragmenty tych tras. To ważne, bo sprawny ruch zależy nie tylko od głównej drogi, lecz także od jakości połączeń z siecią lokalną. Modernizacja ma więc charakter kompleksowy i ma usprawnić cały układ komunikacyjny w okolicy.</p><p>W planie jest również przebudowa zjazdów, rowów drogowych i melioracyjnych oraz budowa nowoczesnego systemu odwodnienia z kanalizacją deszczową i drenażem. Tego typu elementy rzadko przyciągają największą uwagę opinii publicznej, ale właśnie one w dużej mierze decydują o trwałości inwestycji i ograniczaniu problemów związanych z wodą opadową.</p><p>Dodatkowo powstanie kanał technologiczny, a istniejące sieci elektroenergetyczne, teletechniczne, wodociągowe i kanalizacyjne zostaną przebudowane lub odpowiednio zabezpieczone. W praktyce oznacza to, że inwestycja porządkuje także infrastrukturę towarzyszącą, co może ograniczyć potrzebę kolejnych ingerencji w drogę w najbliższych latach.</p><h2>Duże pieniądze i dłuższa perspektywa</h2><p>Wartość prac oszacowano na 48,3 miliona złotych, a zakończenie inwestycji planowane jest na 2028 rok. To pokazuje skalę zadania oraz fakt, że mieszkańcy i kierowcy muszą uzbroić się w cierpliwość. Z jednej strony oznacza to kilkuletni okres robót i przejściowych utrudnień, z drugiej daje perspektywę powstania nowoczesnej trasy dostosowanej do współczesnych potrzeb.</p><p>Rozbudowa drogi wojewódzkiej nr 716 jest częścią szerszego programu modernizacji dróg w regionie. Według przedstawionych danych w 2026 roku samorząd województwa przeznaczył 39 milionów złotych na modernizację dróg wojewódzkich, co ma pozwolić na odnowienie blisko 47 kilometrów tras. Równolegle prowadzone są inwestycje w 11 lokalizacjach o łącznej wartości przekraczającej 355 milionów złotych, a wszystkie mają zostać zakończone do 2029 roku.</p><p>Dla powiatu tomaszowskiego rozbudowa odcinka Rokiciny-Łaznów ma znaczenie praktyczne i rozwojowe. Lepsza droga to nie tylko sprawniejszy przejazd, ale także większe bezpieczeństwo, wygodniejsza obsługa lokalnych miejscowości i poprawa standardu codziennego funkcjonowania mieszkańców. W najbliższych miesiącach najważniejsze będzie tempo robót oraz to, jak uda się pogodzić inwestycję z utrzymaniem ruchu na tej ważnej trasie.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56071,122-drzewa-wycieto-na-terenie-lechii-miasto-ma-posadzic-425-nowych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56071,122-drzewa-wycieto-na-terenie-lechii-miasto-ma-posadzic-425-nowych</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 17:52:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-122-drzewa-wycieto-na-terenie-lechii-miasto-ma-posadzic-425-nowych-1785859127.png</url>
                        <title>122 drzewa wycięto na terenie Lechii. Miasto ma posadzić 425 nowych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56071,122-drzewa-wycieto-na-terenie-lechii-miasto-ma-posadzic-425-nowych</link>
                    </image><description>Z terenu kompleksu sportowego Lechii Tomaszów usunięto 122 drzewa. W zamian miasto zostało zobowiązane do wykonania 425 nasadzeń zastępczych. Nowe drzewa mają pojawić się jednak nie tylko w pobliżu stadionu, ale również przy ulicy Niskiej i na osiedlu Niebrów. Termin wykonania nasadzeń wyznaczono dopiero na 30 października 2028 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Do naszej redakcji zwrócił się czytelnik, który zapytał o skalę wycinki prowadzonej na terenie Lechii Tomaszów.</p><blockquote><p>– Chciałbym dowiedzieć się, ile i dlaczego drzew usunięto z terenu Lechii Tomaszów. Drugą sprawą jest: ile drzew i gdzie posadzono w zamian za tamte, dla „równowagi w przyrodzie” tamtej części miasta? – napisał.</p></blockquote><p>O odpowiedź poprosiliśmy Urząd Miasta w Tomaszowie Mazowieckim.</p><h2>Wycięto 122 drzewa</h2><p>Informacji udzielił <strong>Adam Koziełek, dyrektor Wydziału Strategii, Rozwoju i Inwestycji Urzędu Miasta</strong>.</p><blockquote><p>– Usunięto dokładnie tyle drzew, ile wynikało z pozwolenia na wycinkę – poinformował dyrektor.</p></blockquote><p>Jak wynika z dalszej części odpowiedzi, <strong>wycince podlegały łącznie 122 drzewa</strong>. Większość z nich miała kolidować z planowanym zagospodarowaniem terenu.</p><p>Według magistratu drzewa znajdowały się w miejscach przeznaczonych pod budynek hali, krytą trybunę, obiekty służące obsłudze stadionu i kibiców, kontenery kasowe, toalety dla kibiców drużyn przyjezdnych, wieżę telewizyjną, drogi przeciwpożarowe oraz parkingi.</p><p>Urząd podkreśla, że przebudowa obejmuje w praktyce ponowne zagospodarowanie całego terenu.</p><h2>Dwanaście drzew miało zagrażać bezpieczeństwu</h2><p>Spośród 122 usuniętych drzew <strong>12 zostało ocenionych jako znajdujące się w złym stanie zdrowotnym i zagrażające bezpieczeństwu</strong>.</p><p>Jak przekazuje urząd, drzewa te zostałyby wycięte niezależnie od prowadzonych prac budowlanych.</p><p>Oznacza to, że pozostałych <strong>110 drzew usunięto bezpośrednio w związku z realizacją inwestycji i kolizją z projektowaną zabudową lub infrastrukturą</strong>.</p><h2>425 nowych drzew do 2028 roku</h2><p>Decyzja zezwalająca na wycinkę nałożyła na miasto obowiązek wykonania <strong>425 nasadzeń zastępczych</strong>. Z prostego przeliczenia wynika, że za każde usunięte drzewo mają zostać posadzone średnio niemal trzy i pół nowego.</p><p>Nasadzenia mają zostać wykonane <strong>do 30 października 2028 roku</strong>.</p><p>Odpowiedź urzędu nie oznacza więc, że wszystkie drzewa zostały już posadzone. Mowa jest o zobowiązaniu, które miasto ma zrealizować w ciągu ponad dwóch kolejnych lat.</p><h2>Nie wszystkie drzewa wrócą na teren Lechii</h2><p>Czytelnik pytał również, gdzie zostaną posadzone nowe drzewa, tak aby zachować przyrodniczą równowagę w tej części Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Z odpowiedzi magistratu wynika, że <strong>tylko część nasadzeń zastępczych zostanie wykonana na terenie Lechii</strong>. Pozostałe drzewa mają pojawić się w innych częściach miasta, między innymi <strong>przy ulicy Niskiej oraz na osiedlu Niebrów</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Radny pyta, kto wymyślił zasady, które uchwaliła Rada Miejska, a więc i on sam]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56049,radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56049,radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 20:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam-1785751605.png</url>
                        <title>Radny pyta, kto wymyślił zasady, które uchwaliła Rada Miejska, a więc i on sam</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56049,radny-pyta-kto-wymyslil-zasady-ktore-uchwalila-rada-miejska-a-wiec-i-on-sam</link>
                    </image><description>Radny Piotr Kucharski domaga się „weryfikacji zasadności formalnej i ekonomicznej” sprzedaży mieszkań komunalnych ich najemcom. Pyta o historię najmu, dochody lokatorów, ewentualne zadłużenia, posiadanie innych nieruchomości, sposób łączenia okresów zamieszkania, a nawet o to, czy urzędnicy sprawdzili, czy najemcy rzeczywiście mieszkają w lokalach. Kolejna obszerna interpelacja, dająca zajęcie urzędnikom, którą zastąpić może kilkuzdaniowy wniosek z uzasadnieniem z chata GPT.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na pierwszy rzut oka brzmi to jak troska o majątek miasta. Po lekturze przepisów okazuje się jednak, że radny próbuje urządzić śledztwo w sprawie mechanizmu, którego podstawowe reguły ustaliła nie tajemnicza komisja, nie prezydent działający według własnego kaprysu, lecz <strong>Rada Miejska Tomaszowa Mazowieckiego</strong>. To trochę tak, jakby członek orkiestry po zakończeniu koncertu zażądał dochodzenia, kto wpisał nuty do partytury, choć sam wcześniej siedział przy pulpicie.</p><h2>Osiemset lokali i mocne słowa o „ułamku wartości”</h2><p>Interpelacja z 15 lipca 2026 roku dotyczy lokali ujętych w zarządzeniach prezydenta miasta nr 182/2026 i 187/2026. Radny wskazuje, że mieszkania mają być sprzedawane dotychczasowym najemcom z bonifikatami sięgającymi nawet 80 procent.</p><p>Jako przykład podaje lokal przy ulicy Długiej 29/35, którego wartość rynkowa miała zostać określona na 291 461 zł, a cena po zastosowaniu bonifikaty — na 58 292,20 zł. Następnie stwierdza, że sprzedaż za „ułamek wartości rynkowej” wymaga szczegółowej kontroli.</p><p>W dalszej części dokumentu pojawia się katalog dziesięciu rozbudowanych pytań. Radny oczekuje informacji między innymi o pierwszej umowie najmu każdego lokatora, trybie przyznania mieszkania, ewentualnych przeprowadzkach, dochodach, zadłużeniu czynszowym, innych nieruchomościach oraz sposobie zabezpieczenia miasta przed spekulacją. Akurat w przypadku tego radnego, który nabywa nieruchomości na licytacjach komorniczych, by je później z zyskiem odsprzedać, pytania są co najmniej kuriozalne.&nbsp;</p><p>Problem polega na tym, że interpelacja miesza ze sobą <strong>trzy zupełnie różne porządki</strong>: zasady przyznawania lokalu komunalnego, zasady sprzedaży lokalu aktualnemu najemcy oraz warunki udzielania bonifikaty.</p><h2>Sprzedaż bez przetargu nie jest tomaszowskim wynalazkiem</h2><p>Ustawa o gospodarce nieruchomościami rzeczywiście przyjmuje jako zasadę sprzedaż nieruchomości publicznych w przetargu. Zaraz jednak przewiduje wyjątki. Zgodnie z art. 37 ust. 2 nieruchomość zbywa się bez przetargu między innymi wtedy, gdy jest sprzedawana osobie korzystającej z ustawowego pierwszeństwa w nabyciu.</p><p>Najemcy lokalu mieszkalnego, którego umowa została zawarta na czas nieoznaczony, może przysługiwać pierwszeństwo w nabyciu na zasadach określonych w art. 34 ustawy. Nie oznacza to automatycznego prawa do wykupu każdego mieszkania, ponieważ decyzja o przeznaczeniu lokalu do sprzedaży należy do właściciela, czyli gminy. Oznacza jednak, że <strong>tryb bezprzetargowy jest normalnym, ustawowo przewidzianym sposobem sprzedaży mieszkań komunalnych najemcom</strong>, a nie podejrzanym skrótem wymyślonym w gabinecie prezydenta.</p><p>Także procedura opisana przez tomaszowski urząd nie przypomina nocnej wyprzedaży miejskiego majątku. Po złożeniu wniosku przygotowywany jest operat szacunkowy, rzeczoznawca określa wartość rynkową lokalu i udziału w nieruchomości wspólnej, następnie publikowany jest wykaz nieruchomości przeznaczonej do zbycia, sporządzany protokół rokowań, a całość kończy akt notarialny. Według miejskiej informacji procedura trwa przeciętnie około pięciu–sześciu miesięcy.</p><h2>Cena najpierw wynika z wyceny, dopiero później pojawia się bonifikata</h2><p>Interpelacja może wywoływać u czytelnika wrażenie, że miasto dowolnie wpisuje ceny mieszkań. Tymczasem art. 67 ustawy o gospodarce nieruchomościami stanowi jasno, że <strong>cenę nieruchomości ustala się na podstawie jej wartości</strong>. Przy sprzedaży bezprzetargowej cena nie może być niższa od wartości ustalonej przez rzeczoznawcę — zanim zostanie zastosowana prawnie dopuszczalna bonifikata.</p><p>Bonifikata nie jest więc tajemniczą „drugą wyceną”. To świadome obniżenie ceny ustalonej na podstawie operatu, dokonywane na podstawie przepisów.</p><p>Kluczowy jest tu art. 68 ust. 1 pkt 7 ustawy. Pozwala on właściwemu organowi udzielić bonifikaty, gdy nieruchomość jest sprzedawana jako lokal mieszkalny. Co jednak najważniejsze, bonifikata w przypadku nieruchomości samorządowych jest stosowana <strong>na podstawie uchwały rady</strong>. I w tym miejscu cała konstrukcja interpelacji zaczyna chwiać się jak dekoracja z taniego teatru.</p><h2>To radni ustalili zasady</h2><p>Miejski portal wprost wskazuje, że sprzedaż tomaszowskich mieszkań odbywa się na podstawie uchwały nr <strong>XXXIII/322/04 Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego z 29 grudnia 2004 roku</strong>, zmienianej później uchwałami z 2005, 2009 i 2015 roku. Są to akty regulujące zasady bezprzetargowej sprzedaży lokali mieszkalnych w budynkach komunalnych wraz z udziałem w nieruchomości wspólnej.</p><p>To właśnie lokalne przepisy wiążą wysokość bonifikaty przede wszystkim z <strong>długością trwania najmu</strong>. Im dłużej lokator pozostaje najemcą mieszkania komunalnego, tym większa może być ulga przy wykupie.</p><p>Można z tym modelem polemizować. Można uznać, że bonifikaty są zbyt wysokie, że miasto powinno zachowywać więcej lokali w swoim zasobie albo że system wymaga przebudowy. Tyle że właściwą drogą jest wtedy <strong>projekt zmiany uchwały</strong>, debata w komisjach i głosowanie Rady Miejskiej.</p><p>Radny ma inicjatywę uchwałodawczą albo może zabiegać o przygotowanie nowych zasad. Nie musi odgrywać Sherlocka Holmesa, który odkrywa, że bonifikaty przyznano według kryteriów zapisanych w miejskim prawie.</p><h2>Dochód najemcy nie jest ustawowym miernikiem ceny sprzedaży</h2><p>Jednym z najbardziej dyskusyjnych fragmentów interpelacji jest żądanie wyjaśnienia, jak urzędnicy weryfikowali dochody najemców w okresie dwóch lat poprzedzających decyzję o sprzedaży.</p><p>Takie pytanie miałoby sens przy rozpatrywaniu wniosku o przyznanie mieszkania komunalnego albo przy badaniu prawa do określonej formy pomocy mieszkaniowej. Nie wynika jednak automatycznie z zasad sprzedaży lokalu dotychczasowemu najemcy.</p><p>Jeżeli uchwała Rady Miejskiej uzależnia bonifikatę od długości najmu, a nie od aktualnych zarobków lokatora, urząd nie może nagle stworzyć dodatkowego kryterium dochodowego tylko dlatego, że jakiś radny uznał je za pożądane. Administracja ma działać na podstawie i w granicach prawa, a nie według kryteriów dopisywanych po fakcie w interpelacjach.</p><p>Podobnie wygląda kwestia posiadania innej nieruchomości. Może ona mieć znaczenie na etapie ubiegania się o lokal komunalny, zależnie od obowiązujących w danym czasie przepisów. Nie jest jednak sama w sobie ustawową przeszkodą do zakupu lokalu, którego dana osoba jest legalnym najemcą, jeśli obowiązująca uchwała takiego ograniczenia nie zawiera.</p><p>Radny w praktyce próbuje więc zastosować dzisiejsze oczekiwania do umów najmu zawieranych niekiedy kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu.</p><h2>Historia całego życia każdego lokatora</h2><p>Kucharski domaga się szczegółowego odtworzenia drogi każdego najemcy: pierwszego lokalu, trybu jego przyznania, wszystkich przeprowadzek, powodów zamiany mieszkań oraz osoby inicjującej przesiedlenie. Pyta też o łączenie okresów najmu po zmianie lokalu.</p><p>Kontrola prawidłowości naliczenia bonifikaty jest oczywiście uzasadniona. Urząd powinien potrafić wykazać, w jaki sposób obliczył okres najmu i na jakiej podstawie zastosował konkretną ulgę.</p><p>Czym innym jest jednak sprawdzenie rachunku, a czym innym budowanie podejrzenia, że każda zamiana mieszkania sprzed lat mogła być elementem planu prowadzącego do wykupu. Interpelacja nie wskazuje konkretnego przypadku fałszerstwa, fikcyjnego najmu ani naruszenia uchwały. Zamiast faktów otrzymujemy sugestie o „nagłych przesiedleniach”, „sztucznym łączeniu okresów” oraz sprzedaży za „ułamek wartości”.</p><p>To język aktu oskarżenia bez przedstawienia dowodów, ale to już znamy, bo Kucharski co chwila mówi o pęczniejących aktach w prokuraturze, a jak łatwo się domyśleć to "pęcznienie" może mieć bezpośredni związek z kolejnymi dosyłanymi interpelacjami.&nbsp;</p><h2>Miasto ma zabezpieczenie przed szybką spekulacją</h2><p>Radny pyta również, jak miasto zamierza kontrolować zakaz zbywania lokalu przed upływem pięciu lat oraz czy w aktach notarialnych zostanie ustanowiona hipoteka.</p><p>W tym miejscu odpowiedź znajduje się nie tylko w ustawie, lecz również na oficjalnej stronie miasta. Tomaszowski urząd informuje, że jeżeli nabywca sprzeda lokal albo wykorzysta go na inne cele niż mieszkalne przed upływem pięciu lat, gmina żąda zwrotu bonifikaty po jej waloryzacji. Dodatkowo na lokalu ustanawiana jest hipoteka zabezpieczająca ewentualną wierzytelność miasta — w wysokości odpowiadającej wartości lokalu przed bonifikatą.</p><p>Można oczywiście pytać, czy mechanizm ten jest skutecznie stosowany. Trudno jednak przedstawiać go jako lukę, skoro miejska procedura wprost przewiduje zarówno obowiązek zwrotu bonifikaty, jak i zabezpieczenie hipoteczne.</p><h2>Bonifikata może być krytykowana. Najpierw jednak trzeba przeczytać własne uchwały</h2><p>Warto prowadzić poważną debatę o tym, czy Tomaszów powinien nadal sprzedawać lokale komunalne z wysokimi bonifikatami. Zasób mieszkaniowy miasta nie jest workiem bez dna. Każdy sprzedany lokal to mieszkanie, którego nie będzie można później przeznaczyć dla rodziny oczekującej na pomoc gminy.</p><p>Taka debata wymaga jednak uczciwego postawienia sprawy.</p><p>Nie można jednocześnie utrzymywać uchwały pozwalającej na wysokie bonifikaty zależne od długości najmu, a następnie przedstawiać zastosowanie tej uchwały jako zjawiska wymagającego niemal prokuratorskiego śledztwa.</p><p>Jeżeli Piotr Kucharski uważa obowiązujące zasady za niesprawiedliwe lub niekorzystne ekonomicznie, powinien przygotować projekt ich zmiany. Może zaproponować niższe bonifikaty, dodatkowe kryteria, wyłączenie części budynków ze sprzedaży albo całkowite zahamowanie prywatyzacji zasobu.</p><p>To byłaby realna polityka.</p><p>Obecna interpelacja przypomina natomiast próbę przesłuchania maszynisty za to, że pociąg jedzie po torach ułożonych wcześniej przez Radę Miejską. Dużo pytań, dużo insynuacji, dużo troski deklarowanej w podniosłych słowach. Tylko najważniejszego pytania zabrakło:</p><p><strong>Skoro zasady są złe, dlaczego radny nie proponuje ich zmiany?</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Nowe ceny ciepła w Tomaszowie Mazowieckim od 1 sierpnia 2026 roku]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56054,nowe-ceny-ciepla-w-tomaszowie-mazowieckim-od-1-sierpnia-2026-roku</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56054,nowe-ceny-ciepla-w-tomaszowie-mazowieckim-od-1-sierpnia-2026-roku</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 19:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nowe-ceny-ciepla-w-tomaszowie-mazowieckim-od-1-sierpnia-2026-roku-1785780223.png</url>
                        <title>Nowe ceny ciepła w Tomaszowie Mazowieckim od 1 sierpnia 2026 roku</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56054,nowe-ceny-ciepla-w-tomaszowie-mazowieckim-od-1-sierpnia-2026-roku</link>
                    </image><description>Zakład Gospodarki Ciepłowniczej w Tomaszowie Mazowieckim opublikował nowe ceny i stawki opłat za ciepło, które mają obowiązywać od 1 sierpnia 2026 roku. Zmiany obejmują wybrane grupy taryfowe, a część opłat pozostaje bez zmian.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nowa informacja taryfowa dla odbiorców ciepła</h2><p>Zakład Gospodarki Ciepłowniczej w Tomaszowie Mazowieckim poinformował o zmianie cen i stawek opłat za ciepło, które będą obowiązywać od <strong>1 sierpnia 2026 roku</strong>. Jak wynika z komunikatu spółki, korekta jest związana z wejściem w życie nowej taryfy dla ciepła Zakładu Usług Technicznych ze Stronia Śląskiego, opublikowanej w Biuletynie Branżowym Urzędu Regulacji Energetyki z 24 czerwca 2026 roku.</p><p>W praktyce oznacza to ponowne przeliczenie ceny za zamówioną moc cieplną, ceny ciepła oraz ceny nośnika ciepła dla grup taryfowych <strong>C1, C1a i C1wt</strong>. ZGC podkreśla, że wyliczenia zostały wykonane zgodnie z algorytmem zawartym w taryfie obowiązującej w Tomaszowie Mazowieckim od 1 stycznia 2026 roku. Jednocześnie spółka zaznacza, że <strong>pozostałe stawki opłat nie ulegają zmianie</strong>.</p><h2>Jakie stawki będą obowiązywać</h2><p>Dla grup C1, C1a i C1wt cena za zamówioną moc cieplną została wskazana na poziomie <strong>165 085,87 zł za megawat rocznie</strong>, co daje miesięczną ratę w wysokości <strong>13 757,16 zł</strong>. Cena ciepła dla tych grup ma wynosić <strong>71,38 zł za gigadżul</strong>, natomiast cena nośnika ciepła <strong>17,73 zł za metr sześcienny</strong>.</p><p>Zróżnicowane pozostają natomiast opłaty przesyłowe. Stała stawka za usługi przesyłowe dla grup C1 i C1a została określona na <strong>52 551,63 zł za megawat rocznie</strong>, czyli <strong>4 379,30 zł miesięcznie</strong>. Dla grupy C1wt będzie to <strong>57 910,47 zł za megawat rocznie</strong>, czyli <strong>4 825,87 zł miesięcznie</strong>. Zmienna stawka opłaty przesyłowej wyniesie odpowiednio <strong>22,48 zł za gigadżul</strong> dla C1, <strong>29,11 zł</strong> dla C1a oraz <strong>24,25 zł</strong> dla C1wt.</p><p>W komunikacie podano także stawki dla kolejnych grup taryfowych. Dla grupy <strong>C4</strong> stawka opłaty stałej za ciepło ma wynosić <strong>24 159,59 zł za megawat miesięcznie</strong>, a stawka zmienna <strong>96,22 zł za gigadżul</strong>. Z kolei dla grupy <strong>C4s</strong> opłata stała została określona na <strong>8 114,10 zł za megawat miesięcznie</strong>, a opłata zmienna na <strong>116,95 zł za gigadżul</strong>.</p><h2>Co to oznacza dla mieszkańców i wspólnot</h2><p>Informacja opublikowana przez ZGC ma znaczenie przede wszystkim dla odbiorców korzystających z ciepła systemowego, w tym wspólnot mieszkaniowych, spółdzielni, instytucji oraz części firm działających na terenie Tomaszowa Mazowieckiego. Wysokość taryf wpływa na koszty ogrzewania i przygotowania ciepłej wody, choć ostateczny rachunek zależy również od zużycia, parametrów budynku oraz sposobu rozliczeń przyjętego przez zarządcę nieruchomości.</p><p>Warto zwrócić uwagę, że przedstawione w komunikacie kwoty są <strong>cenami netto</strong>. Do wszystkich wskazanych stawek należy doliczyć podatek od towarów i usług według obowiązującej stawki. Dla części odbiorców realny koszt może więc być wyższy niż wartości widoczne w tabeli opublikowanej przez spółkę.</p><p>Z lokalnej perspektywy istotne jest również to, że komunikat nie mówi o pełnej zmianie całej taryfy, lecz o przeliczeniu wybranych pozycji dla określonych grup. To ważne rozróżnienie, ponieważ pozwala lepiej ocenić skalę zmian i ich wpływ na konkretne kategorie odbiorców w Tomaszowie Mazowieckim.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[PKP ogłosiła przetarg na przebudowę dworca w Tomaszowie Mazowieckim]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56048,pkp-oglosila-przetarg-na-przebudowe-dworca-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56048,pkp-oglosila-przetarg-na-przebudowe-dworca-w-tomaszowie-mazowieckim</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 11:28:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pkp-oglosila-przetarg-na-przebudowe-dworca-w-tomaszowie-mazowieckim-1785749736.png</url>
                        <title>PKP ogłosiła przetarg na przebudowę dworca w Tomaszowie Mazowieckim</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56048,pkp-oglosila-przetarg-na-przebudowe-dworca-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
                    </image><description>Historyczny budynek dworca kolejowego w Tomaszowie Mazowieckim ma przejść kompleksową przebudowę. PKP zapowiada zachowanie architektonicznego charakteru obiektu i dostosowanie go do współczesnych potrzeb podróżnych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kolejny etap zmian przy stacji</h2><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego to zapowiedź następnego ważnego kroku w porządkowaniu i unowocześnianiu kolejowej części miasta. PKP S.A. ogłosiła przetarg na przebudowę dworca kolejowego, co oznacza, że po modernizacji stacji, budowie nowego parkingu oraz wykonaniu przejścia podziemnego przyszedł czas na odnowę samego budynku.</p><p>To inwestycja istotna nie tylko z punktu widzenia estetyki. Dworzec jest dla wielu osób pierwszym miejscem kontaktu z miastem, a jego standard wpływa zarówno na komfort codziennych dojazdów, jak i na odbiór Tomaszowa przez gości oraz podróżnych przejezdnych. Zapowiedzi wskazują, że modernizacja ma połączyć <strong>szacunek dla historycznego charakteru obiektu</strong> z rozwiązaniami odpowiadającymi współczesnym oczekiwaniom.</p><h2>Co ma się zmienić po przebudowie</h2><p>Zgodnie z przedstawionymi informacjami, historyczny budynek dworca ma zachować swoje cenne detale architektoniczne i rozpoznawalny charakter. Jednocześnie wnętrza mają zostać dostosowane do nowoczesnych standardów użytkowych. To ważne, bo właśnie funkcjonalność najczęściej decyduje o tym, jak taki obiekt jest oceniany przez mieszkańców.</p><p>Po przebudowie podróżni mają zyskać dostęp do komfortowej poczekalni, toalet, biletomatu, miejsc do ładowania telefonów oraz strefy z przekąskami. W planach są również lokale usługowe i biurowe. Taki zakres prac sugeruje, że dworzec ma pełnić nie tylko rolę technicznego zaplecza dla pasażerów, ale także stać się bardziej uporządkowaną i przyjazną przestrzenią publiczną.</p><p>Istotnym elementem inwestycji ma być także pełna dostępność obiektu dla osób z niepełnosprawnościami, seniorów oraz rodzin z dziećmi. W praktyce to jeden z kluczowych testów dla całego przedsięwzięcia, bo właśnie dostępność przesądza dziś o realnej użyteczności infrastruktury transportowej.</p><h2>Mieszkańcy cieszą się, ale mają też konkretne oczekiwania</h2><p>W internetowych komentarzach pod informacją o przetargu widać przede wszystkim ostrożny optymizm. Część mieszkańców podkreśla, że remont dworca jest potrzebny i może wyraźnie poprawić wygląd tej części miasta. Pojawiają się głosy, że po latach zaniedbań Tomaszów zasługuje na nowy, estetyczny i funkcjonalny obiekt.</p><p>Jednocześnie nie brakuje pytań o szczegóły. Mieszkańcy zwracają uwagę między innymi na potrzebę utrzymania tradycyjnej obsługi biletowej, bo nie wszyscy chcą lub mogą korzystać wyłącznie z biletomatów. Pojawiają się też uwagi dotyczące informacji pasażerskiej oraz rozwiązań dla osób podróżujących z bagażem. To pokazuje, że społeczna ocena inwestycji będzie zależeć nie tylko od efektu wizualnego, ale również od codziennej praktyki korzystania z dworca.</p><p>W komentarzach pojawiają się także bardziej lokalne i emocjonalne akcenty, jak przywiązanie do punktów gastronomicznych obecnych przy dworcu. Tego typu reakcje przypominają, że dla mieszkańców dworzec nie jest wyłącznie budynkiem infrastrukturalnym. To również fragment miejskiej codzienności i miejsce, z którym wiążą się przyzwyczajenia.</p><h2>Harmonogram i znaczenie dla miasta</h2><p>Zgodnie z zapowiedzią, podpisanie umowy z wykonawcą planowane jest na początek czwartego kwartału 2026 roku. To oznacza, że cały proces jest jeszcze na etapie formalnym, a na rozpoczęcie właściwych prac trzeba będzie poczekać. W takich inwestycjach kluczowe będą nie tylko terminy, ale też ostateczny zakres realizacji i jakość wykonania.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego przebudowa dworca może mieć znaczenie szersze niż tylko poprawa warunków dla podróżnych. Zmodernizowany obiekt może stać się ważnym elementem wizerunku miasta, a jednocześnie uzupełnieniem zmian, które już zaszły w obrębie stacji. Jeśli zapowiadane rozwiązania zostaną wdrożone zgodnie z oczekiwaniami, mieszkańcy mogą zyskać przestrzeń, która będzie nie tylko odnowiona, ale po prostu wygodna w codziennym użytkowaniu.</p><p>Na razie najważniejsza informacja jest taka, że temat przeszedł z poziomu zapowiedzi do konkretnego etapu przetargowego. Teraz uwaga mieszkańców będzie skupiona na tym, czy za ambitnymi deklaracjami pójdą równie konkretne i dobrze przemyślane rozwiązania.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Koniec chodzenia przez tory. Nowe przejście podziemne i perony otwarte na stacji Tomaszów Mazowiecki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56042,koniec-chodzenia-przez-tory-nowe-przejscie-podziemne-i-perony-otwarte-na-stacji-tomaszow-mazowiecki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56042,koniec-chodzenia-przez-tory-nowe-przejscie-podziemne-i-perony-otwarte-na-stacji-tomaszow-mazowiecki</guid>
            <pubDate>Sun, 02 Aug 2026 18:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-koniec-chodzenia-przez-tory-nowe-przejscie-podziemne-i-perony-otwarte-na-stacji-tomaszow-mazowiecki-1785828244.jpg</url>
                        <title>Koniec chodzenia przez tory. Nowe przejście podziemne i perony otwarte na stacji Tomaszów Mazowiecki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56042,koniec-chodzenia-przez-tory-nowe-przejscie-podziemne-i-perony-otwarte-na-stacji-tomaszow-mazowiecki</link>
                    </image><description>Na tę zmianę mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i pasażerowie kolei czekali od wielu lat. Na stacji otwarto nowe przejście podziemne, a podróżni mogą już korzystać ze wszystkich przebudowanych peronów. To jednak nie koniec inwestycji. W najbliższych miesiącach pojawią się kolejne elementy wyposażenia, a pełną funkcjonalność stacja ma osiągnąć na początku 2027 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przez lata dojście do pociągu na tomaszowskiej stacji trudno było uznać za rozwiązanie odpowiadające współczesnym standardom. Szczególnie kłopotliwy był dostęp do drugiego peronu, wymagający przechodzenia w poziomie torów. Teraz ten kolejowy relikt powoli przechodzi do historii.</p><p>Podróżni mogą już korzystać z <strong>nowego przejścia podziemnego pod torami</strong>. Udostępniono także wszystkie odnowione perony. Inwestycja zmienia nie tylko wygląd stacji, ale przede wszystkim sposób, w jaki pasażerowie dostają się do pociągów.</p><h2>Nie tylko tunel. Najważniejsze są również nowe perony</h2><p>Najbardziej widocznym elementem inwestycji jest przejście podziemne, jednak zakres prac jest znacznie szerszy. Przebudowane zostały również perony oraz ich krawędzie.</p><p>Nowe platformy są wyższe i lepiej dostosowane do poziomu wejść w pociągach regionalnych oraz dalekobieżnych. Oznacza to <strong>łatwiejsze i bezpieczniejsze wsiadanie</strong>, zwłaszcza dla osób starszych, pasażerów podróżujących z dziećmi, walizkami czy rowerami.</p><p>Zmodernizowane perony mają obsługiwać składy kursujące między innymi w kierunku <strong>Łodzi, Radomia i Skarżyska-Kamiennej</strong>. Zgodnie z pierwotnymi założeniami inwestycji peron pierwszy ma około 300 metrów długości, a peron drugi około 400 metrów, co umożliwia obsługę dłuższych składów pasażerskich.</p><p>Dla pasażerów jest to zmiana bardzo konkretna. Zamiast wysokiego stopnia wagonu i niskiej platformy pojawia się przestrzeń lepiej odpowiadająca standardom znanym z większych, wcześniej zmodernizowanych stacji.</p><h2>Koniec przechodzenia do pociągu w poziomie szyn</h2><p>Nowe przejście podziemne zastępuje dotychczasową drogę prowadzącą do peronu numer dwa przez tory. Takie rozwiązanie przez lata było jednym z najbardziej krytykowanych elementów tomaszowskiej infrastruktury kolejowej.</p><p>Tunel pozwala oddzielić ruch pieszych od ruchu pociągów. To nie tylko kwestia wygody, lecz także <strong>wyraźna poprawa bezpieczeństwa</strong>.</p><p>Na razie nie wszystkie elementy przejścia są już dostępne. W czwartym kwartale 2026 roku mają zostać uruchomione dwie windy. Jedna zapewni dostęp do tunelu od strony dworca, druga połączy przejście podziemne z peronem numer dwa. Mają z nich korzystać przede wszystkim osoby z niepełnosprawnościami, seniorzy, rodzice z dziecięcymi wózkami oraz podróżni z ciężkimi bagażami.</p><p>Do czasu uruchomienia wind osoby o ograniczonej możliwości poruszania się mogą korzystać z tymczasowego przejścia w poziomie szyn, znajdującego się na końcu peronu i wyposażonego w pochylnie.</p><h2>Prace nadal trwają</h2><p>Otwarcie tunelu i wszystkich peronów nie oznacza jeszcze zakończenia całej modernizacji. Roboty prowadzone na stacji nie mają jednak wpływać na bieżący ruch pociągów.</p><p>Do końca roku wykonawca ma zamontować między innymi <strong>wiaty, ławki, gabloty z rozkładami jazdy oraz energooszczędne oświetlenie LED</strong>. Pojawi się również nowoczesny system informacji pasażerskiej, nagłośnienie oraz rozwiązania ułatwiające poruszanie się osobom niewidomym i słabowidzącym.</p><p>Planowane są także stojaki rowerowe. Będzie to istotne dla osób, które dojeżdżają na stację rowerem, a dalszą część podróży odbywają koleją.</p><p>Pełne efekty inwestycji pasażerowie mają odczuć na początku 2027 roku, kiedy uruchomione zostaną wszystkie urządzenia i zakończą się prace wykończeniowe.</p><h2>Inwestycja za niemal 20 milionów złotych</h2><p>Wartość zawartej umowy wynosi dokładnie <strong>19 876 877,27 zł brutto</strong>, czyli około 19,9 miliona złotych. Koszt netto to ponad 16,1 miliona złotych.</p><p>Wykonawcą zadania jest <strong>Przedsiębiorstwo Budownictwa Komunikacyjnego „MOSTKOL” Sp. z o.o.</strong> Inwestycję realizują PKP Polskie Linie Kolejowe ze środków własnych spółki.</p><p>Modernizacja stacji została powiązana również z poprawą otoczenia dworca. Wcześniejsze plany obejmowały budowę parkingu na 88 samochodów, w tym czterech miejsc przeznaczonych dla osób o ograniczonej możliwości poruszania się.</p><h2>Zmiana, na którą Tomaszów długo czekał</h2><p>Tomaszowska stacja przez lata sprawiała wrażenie miejsca, które zatrzymało się gdzieś pomiędzy dawną koleją a współczesnymi potrzebami pasażerów. Pociągi stawały się nowocześniejsze, pojawiały się klimatyzowane składy i elektroniczne systemy sprzedaży biletów, ale sposób dojścia na perony nadal przypominał rozwiązania z poprzedniej epoki.</p><p>Otwarcie przejścia podziemnego i nowych peronów jest więc czymś więcej niż kolejnym etapem robót budowlanych. To <strong>nadrobienie wieloletnich zaległości infrastrukturalnych</strong>.</p><p>Dla mieszkańców, którzy codziennie dojeżdżają koleją do pracy, szkoły lub na uczelnię, najważniejsze nie będą oficjalne komunikaty i kwoty zapisane w umowie. Najważniejsze będzie to, że do pociągu można wejść wygodniej, a na drugi peron dostać się bez przecinania torowiska.</p><p>Choć na ostateczny finał modernizacji trzeba poczekać jeszcze kilka miesięcy, największa zmiana jest już widoczna. Tomaszów Mazowiecki zyskał stację bardziej bezpieczną, dostępniejszą i wreszcie odpowiadającą roli, jaką kolej odgrywa w codziennym życiu mieszkańców miasta i całego powiatu.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszów Mazowiecki uczcił rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56038,tomaszow-mazowiecki-uczcil-rocznice-wybuchu-powstania-warszawskiego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56038,tomaszow-mazowiecki-uczcil-rocznice-wybuchu-powstania-warszawskiego</guid>
            <pubDate>Sun, 02 Aug 2026 14:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszow-mazowiecki-uczcil-rocznice-wybuchu-powstania-warszawskiego-1785673614.png</url>
                        <title>Tomaszów Mazowiecki uczcił rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56038,tomaszow-mazowiecki-uczcil-rocznice-wybuchu-powstania-warszawskiego</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim odbyły się obchody 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Mieszkańcy, samorządowcy, służby i młodzież wspólnie oddali hołd Powstańcom podczas uroczystości, mszy oraz wieczornego koncertu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Miasto zatrzymało się o godzinie W</h2><p>1 sierpnia w Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim odbyły się uroczystości upamiętniające 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Centralnym momentem obchodów była <strong>godzina 17:00</strong>, gdy w mieście rozbrzmiały syreny, a mieszkańcy zatrzymali się, by minutą ciszy oddać cześć uczestnikom zrywu z 1944 roku.</p><p>Jak wynika z informacji przekazanych przez Powiat Tomaszowski, rocznicowe spotkanie miało charakter wspólnotowy i refleksyjny. W uroczystościach uczestniczyli przedstawiciele władz, instytucji, szkół, organizacji oraz mieszkańcy miasta i powiatu. Hołd Bohaterom oddano podczas ceremonii na cmentarzu wojennym, co nadało obchodom szczególnie podniosły wymiar.</p><h2>Uroczystości z udziałem wojska, samorządu i mieszkańców</h2><p>W wydarzeniu uczestniczyła kompania honorowa Wojska Polskiego z 7 Batalionu Kawalerii Powietrznej. Obecność wojska podkreśliła rangę rocznicy i jej znaczenie w lokalnej pamięci historycznej. Organizatorami obchodów byli starosta tomaszowski Dariusz Kowalczyk oraz dowódca 25 Brygady Kawalerii Powietrznej generał brygady Piotr Gołos.</p><p>Wśród obecnych znaleźli się także przedstawiciele władz samorządowych powiatu, w tym wicestarosta Sławomir Żegota, członek zarządu powiatu Krzysztof Biskup, przewodniczący rady powiatu Michał Jodłowski oraz radni. Po uroczystości na cmentarzu wojennym odprawiona została msza w kościele pod wezwaniem Świętej Jadwigi Królowej w intencji poległych Powstańców.</p><p>Ważną rolę w oprawie wydarzenia odegrali również strzelcy z Jednostki Strzeleckiej 1002 oraz harcerze z Hufca Tomaszów Mazowiecki. Ich obecność, podobnie jak udział pocztów sztandarowych, wzmacniała ceremonialny charakter obchodów i pokazywała, że pamięć historyczna pozostaje żywa także wśród młodszych pokoleń.</p><h2>Wieczorny koncert i lokalny wymiar pamięci</h2><p>Zwieńczeniem dnia był koncert <strong>„Śpiewamy (nie)zakazane piosenki”</strong>, który odbył się w Powiatowym Centrum Animacji Społecznej. Wspólne wykonanie utworów kojarzonych z czasem wojny i pamięcią o Powstaniu Warszawskim nadało obchodom nie tylko patriotyczny, ale też emocjonalny wymiar.</p><p>Tego rodzaju wydarzenia pokazują, że rocznice historyczne w Tomaszowie Mazowieckim nie ograniczają się do formalnego ceremoniału. Są także okazją do budowania lokalnej wspólnoty wokół wartości takich jak pamięć, wdzięczność i odpowiedzialność za przekazywanie historii kolejnym pokoleniom. Właśnie ten lokalny kontekst sprawia, że ogólnopolska rocznica zyskuje w mieście bardzo konkretny, bliski mieszkańcom wymiar.</p><p>Podziękowania skierowano również do służb i instytucji wspierających organizację wydarzenia, w tym 25 Brygady Kawalerii Powietrznej, policji, straży pożarnej, Tomaszowskiego Centrum Zdrowia oraz Klubu 25 Brygady Kawalerii Powietrznej. Z perspektywy lokalnej widać wyraźnie, że takie obchody są efektem współpracy wielu środowisk, które potrafią wspólnie zadbać o godne upamiętnienie jednej z najważniejszych dat w polskiej historii.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Polowanie na mandaty trwa. PiS chce sparaliżować tomaszowski samorząd?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56035,polowanie-na-mandaty-trwa-pis-chce-sparalizowac-tomaszowski-samorzad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56035,polowanie-na-mandaty-trwa-pis-chce-sparalizowac-tomaszowski-samorzad</guid>
            <pubDate>Sun, 02 Aug 2026 11:37:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polowanie-na-mandaty-trwa-pis-chce-sparalizowac-tomaszowski-samorzad-1785665190.png</url>
                        <title>Polowanie na mandaty trwa. PiS chce sparaliżować tomaszowski samorząd?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56035,polowanie-na-mandaty-trwa-pis-chce-sparalizowac-tomaszowski-samorzad</link>
                    </image><description>Najpierw Paulina Socha. Później Mariusz Strzępek, Leszek Ogórek i Jarosław Batorski. Teraz na polityczną listę trafili Martyna Wojciechowska, Dariusz Kowalczyk i Rafał Wolniewicz. W tomaszowskim samorządzie zamiast rozmowy o drogach, szpitalu, szkołach i pieniądzach mieszkańców trwa festiwal donosów, podejrzeń oraz prób eliminowania kolejnych osób. Szaleństwo rozpętane przez środowisko Prawa i Sprawiedliwości zdaje się nie mieć końca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Samorząd powinien być miejscem sporu. Czasem ostrego, czasem brutalnego, lecz jednak dotyczącego spraw publicznych. Budżetu, ochrony zdrowia, edukacji, transportu i inwestycji. Tymczasem w powiecie tomaszowskim polityka coraz bardziej przypomina kiepski serial sądowy, w którym co kilka tygodni zmienia się nazwisko oskarżonego, ale scenariusz pozostaje ten sam.</p><p>Kolejny radny albo członek zarządu ma zostać postawiony pod ścianą. Kolejny mandat ma być analizowany, podważany lub wygaszany. Kolejna osoba ma tłumaczyć się nie z tego, co zrobiła dla mieszkańców, lecz z konstrukcji prawnej stworzonej przez jej politycznych przeciwników.</p><p>To już nie wygląda jak troska o praworządność. <strong>Coraz bardziej przypomina próbę odzyskiwania utraconej władzy metodami administracyjnymi.</strong></p><h2>Od Sochy do Wojciechowskiej</h2><p>Sprawa Pauliny Sochy miała realny i poważny kontekst prawny. Dotyczyła zatrudnienia radnej w Tomaszowskim Centrum Zdrowia oraz przepisów antykorupcyjnych związanych z działalnością wykorzystującą mienie powiatu. Łódzki Urząd Wojewódzki prowadził w tej sprawie postępowanie i żądał kolejnych dokumentów. Nie była to więc wyłącznie polityczna plotka rzucona na korytarzu starostwa.</p><p>Problem polega jednak na tym, że od tamtego czasu mechanizm badania mandatów zaczął być wykorzystywany niemal seryjnie.</p><p>Pojawiła się próba zakwestionowania mandatu <strong>Mariusza Strzępka</strong>, następnie sprawy dotyczące <strong>Leszka Ogórka i Jarosława Batorskiego</strong>. Teraz polityczny reflektor skierowano na <strong>Martynę Wojciechowską, Dariusza Kowalczyka i Rafała Wolniewicza</strong>.</p><p>Przypadek Martyny Wojciechowskiej jest szczególnie znamienny. <strong>Wojewoda łódzki przedstawiła swoje stanowisko jeszcze zanim sprawą formalnie zajęła się Rada Powiatu.</strong> Jeżeli organ nadzoru, dysponujący prawnikami, dokumentami oraz doświadczeniem w kontroli samorządów, nie dostrzega podstaw do wygaszenia mandatu, to forsowanie całej operacji przed radą zaczyna wyglądać nie jak wykonywanie prawa, ale jak polityczne przedstawienie.</p><p>Przedstawienie, w którym wyrok ma zostać napisany przed rozpoczęciem procesu.</p><h2>Prawo nie jest cepem</h2><p>Przepisy dotyczące wygaszania mandatów istnieją po to, by chronić samorząd przed konfliktami interesów, korupcją i <strong>wykorzystywaniem funkcji publicznych do prywatnych celów</strong>. Nie zostały jednak stworzone jako narzędzie do usuwania przeciwników politycznych.</p><p>Artykuł 25b ustawy o samorządzie powiatowym zabrania radnemu prowadzenia lub zarządzania działalnością gospodarczą wykorzystującą mienie powiatu, w którym uzyskał mandat. Zakaz obejmuje także występowanie jako przedstawiciel lub pełnomocnik takiej działalności.</p><p>Z kolei art. 383 Kodeksu wyborczego przewiduje wygaśnięcie mandatu między innymi w przypadku naruszenia ustawowego zakazu łączenia mandatu z określoną funkcją lub działalnością. Decyzję podejmuje rada, ale wcześniej zainteresowanemu radnemu trzeba umożliwić złożenie wyjaśnień. Uchwała może zostać zaskarżona do sądu administracyjnego.</p><p>To procedura o najpoważniejszych konsekwencjach. Nie jest polityczną interpelacją, którą można napisać w godzinę, opublikować w internecie, a później wzruszyć ramionami.</p><p>Mandat radnego pochodzi od wyborców. <strong>Wygaszenie go powinno być ostatecznością opartą na faktach, dokumentach i jednoznacznym naruszeniu prawa.</strong> Sądy administracyjne podkreślają, że przed stwierdzeniem wygaśnięcia mandatu konieczne jest staranne i niebudzące wątpliwości ustalenie, czy doszło do złamania zakazu.</p><p>Nie wystarczy niechęć. Nie wystarczy sugestia. Nie wystarczy polityczne zamówienie.</p><h2>Kto pisze scenariusz?</h2><p>W środowisku samorządowym coraz częściej pojawia się nazwisko <strong>Piotra Kucharskiego</strong>. Czy to on stoi za kolejnymi próbami podważania mandatów? Czy jest autorem prawnej i politycznej strategii, która ma destabilizować nową większość? Czy też jego rola jest wyolbrzymiana przez przeciwników?</p><p>Te pytania wymagają jasnej odpowiedzi.</p><p>Jeżeli Piotr Kucharski nie ma nic wspólnego z przygotowywaniem kolejnych wniosków, powinien powiedzieć to publicznie. Jeżeli natomiast inspiruje lub koordynuje te działania, mieszkańcy mają prawo wiedzieć, dlaczego zamiast programu dla powiatu otrzymują kolejne batalie o mandaty.</p><p>Nie można prowadzić polityki zza kulis, wystawiać kolejnych aktorów na scenę, a samemu udawać przypadkowego widza siedzącego w ostatnim rzędzie.</p><h2>Ludzie Antoniego Macierewicza nie pogodzili się z utratą władzy</h2><p>Tomaszowskie Prawo i Sprawiedliwość przez lata funkcjonowało pod silnym wpływem środowiska <strong>Antoniego Macierewicza</strong>. Stanowiska, rekomendacje, miejsca na listach i decyzje personalne tworzyły system, w którym lojalność wobec partyjnego centrum nierzadko znaczyła więcej niż samodzielność lokalnego działacza.</p><p>Po utracie kontroli nad powiatem część tego środowiska najwyraźniej nie potrafi przyjąć do wiadomości, że w demokracji władzę czasem się traci.</p><p>Można wtedy przygotować lepszy program, przekonać mieszkańców i wygrać następne wybory. Można też zachować się jak bohaterowie „Upadku” Camusa: obrazić się na rzeczywistość i próbować udowodnić, że skoro nie można nią rządzić, należy ją oskarżyć.</p><p>Zamiast odejścia z godnością widzimy więc <strong>agresywne zwalczanie następców, próby podważania mandatów i budowanie atmosfery permanentnego kryzysu</strong>. Powiat ma wyglądać jak instytucja niezdolna do działania. Każdy ma podejrzewać każdego. Każda decyzja ma być kwestionowana, a każda osoba pełniąca funkcję publiczną – przedstawiana jako potencjalny przestępca albo oszust.</p><p>To klasyczna polityka spalonej ziemi: skoro nie my rządzimy, niech nikt nie będzie w stanie rządzić spokojnie.</p><h2>KO wtóruje PiS</h2><p>Szczególnie niezrozumiała jest postawa części radnych Koalicji Obywatelskiej. Formacja, która na poziomie krajowym przez lata oskarżała PiS o instrumentalne wykorzystywanie instytucji państwa, w Tomaszowie zdaje się momentami przyłączać do podobnej metody walki.</p><p>Zamiast postawić granicę i powiedzieć: <strong>sprawdzajmy rzeczywiste naruszenia, ale nie urządzajmy politycznych polowań</strong>, część radnych KO pomaga nakręcać spiralę podejrzeń.</p><p>Być może liczą na doraźną korzyść. Na osłabienie konkurentów. Na przetasowanie stanowisk. Na kilka głosów więcej przy następnym wyborze członków zarządu.</p><p>Historia samorządu uczy jednak, że kto pomaga rozpędzić machinę politycznych donosów, prędzej czy później sam może znaleźć się pod jej kołami.</p><h2>Powiat nie jest prywatnym folwarkiem przegranych działaczy</h2><p>Mieszkańcy nie wybierali radnych po to, żeby przez kolejne miesiące oglądać przedstawienie pod tytułem „Komu dziś wygasimy mandat?”. Nie po to płacą podatki i utrzymują administrację samorządową.</p><p>W powiecie są problemy znacznie poważniejsze: sytuacja Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, stan dróg, finansowanie szkół, dostępność transportu, starzenie się mieszkańców, odpływ młodych ludzi i rosnące koszty funkcjonowania jednostek publicznych.</p><p>Tymczasem energia części radnych zużywana jest na produkowanie kolejnych konfliktów.</p><p><strong>Prawo trzeba stosować stanowczo tam, gdzie rzeczywiście zostało naruszone. Nie wolno jednak zmieniać go w polityczny młotek, którym próbuje się rozbić każdą osobę stojącą po drugiej stronie sali obrad.</strong></p><p>Dziś pytanie nie brzmi już wyłącznie, czy mandat Martyny Wojciechowskiej, Dariusza Kowalczyka albo Rafała Wolniewicza zostanie zakwestionowany. Pytanie brzmi: <strong>kto zatrzyma ludzi, którzy chcą zamienić tomaszowski samorząd w pole niekończącej się wojny?</strong></p><p>Jeżeli radni PiS mają dowody naruszenia prawa, powinni je przedstawić – precyzyjnie, publicznie i z pełną odpowiedzialnością za wypowiadane słowa. Jeżeli ich nie mają, powinni zakończyć spektakl.</p><p>Samorząd to nie partyjna własność. Mandaty nie należą do Antoniego Macierewicza, Piotra Kucharskiego, PiS, KO ani jakiegokolwiek lokalnego układu. <strong>Należą do mieszkańców, którzy powierzyli je konkretnym osobom w demokratycznych wyborach.</strong></p><p>I tylko naprawdę poważne, jednoznacznie udowodnione naruszenie prawa może uzasadniać odebranie im tej decyzji.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Kto naprawdę płaci za zapaść ochrony zdrowia? Coraz częściej pacjent z Tomaszowa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56025,kto-naprawde-placi-za-zapasc-ochrony-zdrowia-coraz-czesciej-pacjent-z-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56025,kto-naprawde-placi-za-zapasc-ochrony-zdrowia-coraz-czesciej-pacjent-z-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Sat, 01 Aug 2026 13:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kto-naprawde-placi-za-zapasc-ochrony-zdrowia-coraz-czesciej-pacjent-z-tomaszowa-1785749275.png</url>
                        <title>Kto naprawdę płaci za zapaść ochrony zdrowia? Coraz częściej pacjent z Tomaszowa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56025,kto-naprawde-placi-za-zapasc-ochrony-zdrowia-coraz-czesciej-pacjent-z-tomaszowa</link>
                    </image><description>Polska ochrona zdrowia coraz bardziej przypomina dom, w którym od lat przecieka dach, pękają fundamenty i brakuje pieniędzy na ogrzewanie, ale gospodarze zamiast rozpocząć remont, urządzają publiczną awanturę o wynagrodzenie hydraulika. Dyskusja o wysokich zarobkach części lekarzy jest potrzebna. Nie wolno jednak udawać, że po obniżeniu kilku kontraktów nagle skrócą się kolejki, szpitale przestaną się zadłużać, a pacjent z Tomaszowa Mazowieckiego bez problemu dostanie się do specjalisty.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie dr n. med. Michał Bulsa przekonuje, że przyczyną finansowej zapaści ochrony zdrowia nie są wynagrodzenia lekarzy, lecz sposób finansowania świadczeń, błędne wyceny procedur i brak pieniędzy na wykonane już leczenie.</p><p>Można dyskutować, czy środowisko lekarskie nie broni w ten sposób własnych interesów. Trudno jednak odmówić Bulsie racji w jednym: <strong>pensje medyków stały się wygodnym politycznym parawanem, za którym można ukryć trzy dekady zaniedbań kolejnych rządów</strong>.</p><h2>Lekarz w Porsche, pacjent w kolejce</h2><p>Opinia publiczna poznaje dziś najbardziej spektakularne przypadki: lekarzy zarabiających po kilkaset tysięcy złotych miesięcznie, kontrakty opiewające na dziesiątki tysięcy złotych za dyżur czy specjalistów pracujących równocześnie w kilku placówkach.</p><p>Takie sytuacje wymagają kontroli. Publiczne pieniądze nie mogą płynąć szerokim strumieniem bez przejrzystych zasad, a lekarz nie może być jednocześnie wpisany do grafików w kilku miejscach, jeśli fizycznie nie jest w stanie wykonać zakontraktowanej pracy.</p><p>Rząd zapowiedział więc wprowadzenie limitu wynagrodzeń, jawności umów finansowanych ze środków publicznych oraz dokładniejszej kontroli czasu pracy. Według propozycji przedstawionej 21 lipca 2026 roku maksymalne wynagrodzenie miałoby wynosić <strong>76,8 tys. zł brutto miesięcznie</strong>. Rząd chce również odejść od sytuacji, w których wynagrodzenie lekarza stanowi określony procent wartości wykonanej procedury. Projekty mają zostać skierowane do konsultacji publicznych.</p><p>To rozsądny kierunek, o ile reforma nie zakończy się na pokazowym przykręceniu kilku najbardziej efektownych kominów płacowych.</p><p>Bo nawet gdyby jutro odebrać lekarzowi kluczyki do przysłowiowego Porsche Panamera, pacjent nadal może czekać miesiącami na badanie, konsultację czy zabieg.</p><h2>Państwo oszczędza, mieszkaniec płaci</h2><p>Najbardziej brutalnym miernikiem kondycji ochrony zdrowia nie są kontrakty lekarzy. Jest nim suma, którą Polacy muszą dopłacać z własnej kieszeni, mimo że wcześniej odprowadzili składkę zdrowotną i podatki.</p><p>Według najnowszych danych GUS prywatne wydatki na zdrowie w Polsce wyniosły w 2025 roku <strong>76,2 mld zł</strong>. Same bezpośrednie wydatki gospodarstw domowych osiągnęły <strong>54,7 mld zł</strong>, podczas gdy rok wcześniej było to 47,6 mld zł. Oznacza to wzrost o ponad 7 mld zł w ciągu jednego roku.</p><p>Za tymi miliardami kryją się zwyczajne historie.</p><blockquote><p>Mieszkaniec Tomaszowa płaci za prywatną wizytę u specjalisty, ponieważ termin w systemie publicznym jest zbyt odległy. Dopłaca do badań laboratoryjnych. Szuka szybszego USG, rezonansu albo tomografii. Kupuje leki, środki opatrunkowe, wyroby medyczne i sprzęt rehabilitacyjny. Po operacji rodzina organizuje opiekę, transport, rehabilitację domową albo wypożyczenie łóżka.</p></blockquote><p>W teorii leczenie jest finansowane ze środków publicznych. W praktyce <strong>system wystawia pacjentowi drugi rachunek</strong>.</p><p>Pierwszy pobierany jest automatycznie w składkach i podatkach. Drugi pojawia się wtedy, gdy człowiek słyszy: „najbliższy termin za kilka miesięcy”.</p><h2>Tomaszów nie jest osobną wyspą</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia pozostaje podstawową placówką medyczną dla miasta i znacznej części powiatu. Według informacji szpitala działa w nim 16 oddziałów i 22 poradnie, a w placówce pracuje 160 lekarzy, 261 pielęgniarek, 25 położnych, 44 salowe i 46 ratowników medycznych.</p><p>To nie jest abstrakcyjna pozycja w budżecie państwa. To miejsce, do którego trafiają mieszkańcy po wypadkach, z bólem w klatce piersiowej, udarem, zapaleniem płuc, chorobą dziecka czy nagłym pogorszeniem stanu zdrowia.</p><p>Jednocześnie sam szpital informuje, że laboratorium i Centrum Diagnostyki Obrazowej wykonują także usługi komercyjne.</p><p>Nie ma w tym niczego nagannego. Problem zaczyna się wtedy, gdy świadczenie komercyjne staje się dla pacjenta jedyną realną drogą do szybkiej diagnozy.</p><p>Dla osoby dobrze zarabiającej prywatne badanie oznacza uszczuplenie domowego budżetu. Dla emeryta, osoby samotnej, przewlekle chorej albo rodziny utrzymującej się z jednej pensji może oznaczać wybór pomiędzy badaniem, lekami, czynszem i zakupami.</p><p>I właśnie tu rozgrywa się prawdziwy dramat niewydolnego systemu. Nie w telewizyjnym studiu i nie w sporze o to, czy lekarz powinien zarabiać 240, 300 czy 500 zł za godzinę.</p><h2>Konstytucja obiecuje dostęp, rzeczywistość sprzedaje kolejkę</h2><p>Artykuł 68 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a obywatelom — niezależnie od ich sytuacji materialnej — władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych.</p><p>Słowem kluczowym jest tu <strong>„równy”</strong>.</p><p>Czy dostęp pozostaje równy, gdy jeden pacjent czeka wiele miesięcy, a drugi wykonuje to samo badanie następnego dnia, ponieważ stać go na opłatę?</p><p>Formalnie tak. W praktyce powstały dwa systemy ochrony zdrowia.</p><p>Pierwszy jest dla tych, którzy mają czas.</p><p>Drugi dla tych, którzy mają pieniądze.</p><p>Kto nie ma ani jednego, ani drugiego, pozostaje w poczekalni.</p><h2>Szpitale dzielą leczenie na opłacalne i nieopłacalne</h2><p>Dr Michał Bulsa zwraca uwagę na wadliwe wyceny procedur. Dyrektorzy szpitali muszą więc kalkulować, które oddziały i świadczenia przynoszą placówce przychód, a które generują stratę.</p><p>To logika niebezpieczna, choć z punktu widzenia zarządzających często nieunikniona.</p><blockquote><p>Szpital nie jest sklepem, w którym można wycofać z półki słabo sprzedający się produkt. Oddział pediatryczny, interna, neurologia czy ginekologia mogą być nierentowne, ale pozostają konieczne dla bezpieczeństwa mieszkańców.</p></blockquote><p>Państwo wymaga utrzymywania obsady, dyżurów i gotowości, lecz nie zawsze zapewnia finansowanie odpowiadające rzeczywistym kosztom. Placówki wykonują nadwykonania, przyjmują pacjentów ponad wartość kontraktu, a następnie miesiącami oczekują na zapłatę.</p><p>W oficjalnym komunikacie Ministerstwo Zdrowia przyznawało, że jeszcze pod koniec 2025 roku trwało rozliczanie nadwykonań za drugi kwartał, obejmujących między innymi świadczenia nielimitowane, programy lekowe i chemioterapię. NFZ musiał otrzymać z budżetu państwa dodatkowe 3,5 mld zł.</p><p>To pokazuje skalę problemu. Szpital najpierw leczy, a później zastanawia się, czy państwo za to leczenie zapłaci.</p><h2>Jawność jest potrzebna, kozioł ofiarny — nie</h2><p>Jawność kontraktów medycznych powinna być standardem. Podmiot utrzymywany z pieniędzy publicznych musi umieć wyjaśnić, komu płaci, za co płaci i dlaczego płaci właśnie tyle.</p><p>Należy również eliminować fikcyjne grafiki, nieuzasadnione prowizje od procedur i sytuacje, w których niedobór specjalistów jest wykorzystywany do stawiania szpitala pod ścianą.</p><p>Nie można jednak pozwolić, by kilku rekordzistów stało się alibi dla całej klasy politycznej.</p><blockquote><p><strong>Ochrona zdrowia nie znalazła się w kryzysie dlatego, że jeden radiolog, chirurg czy kardiolog podpisał bardzo wysoki kontrakt. Znalazła się w nim dlatego, że przez lata nie stworzono stabilnego systemu finansowania, planowania kadr i odpowiedzialności za dostępność świadczeń.</strong></p></blockquote><p>Polska wciąż reaguje doraźnie. Raz dosypuje pieniądze do NFZ. Innym razem oddłuża placówki. Później ogranicza kontrakty, łączy oddziały, ogłasza program naprawczy albo rozpoczyna kolejną reformę kolejek.</p><p>To leczenie objawowe państwa, które samo od lat odmawia sobie pełnej diagnostyki.</p><h2>Zdrowie tematem wyborów</h2><p>Bulsa przewiduje, że ochrona zdrowia stanie się najważniejszym tematem kampanii parlamentarnej w 2027 roku. Trudno się z nim nie zgodzić.</p><blockquote><p>Politycy będą mówić o limitach wynagrodzeń, skracaniu kolejek, cyfryzacji, centralnej rejestracji i lepszym zarządzaniu szpitalami. Każda partia przedstawi własną receptę, a każda będzie zapewniała, że tym razem pacjent naprawdę znajdzie się w centrum systemu.</p></blockquote><p>Mieszkańcy Tomaszowa powinni jednak pytać o rzeczy znacznie bardziej konkretne.</p><p>Ile będą czekać na specjalistę? Czy lokalne oddziały będą bezpieczne kadrowo? Czy szpital otrzyma zapłatę za wykonane świadczenia? Czy diagnostyka będzie dostępna bez konieczności płacenia? Ile rodzin nadal będzie finansowało z własnych oszczędności rehabilitację i opiekę po leczeniu szpitalnym?</p><p>Bo ostatecznie zapaść systemu nie ma twarzy ministra, prezesa NFZ ani lekarza z wysokim kontraktem.</p><p>Ma twarz pacjenta, który siedzi przy kuchennym stole, przegląda domowe rachunki i zastanawia się, czy może jeszcze czekać, czy powinien zapłacić za leczenie prywatnie.</p><p>I właśnie on — nie politycy, nie urzędnicy i nie autorzy kolejnych reform — od lat pokrywa prawdziwe koszty niewydolnej ochrony zdrowia.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Wojewoda nie wygasi mandatu Martyny Wojciechowskiej. „Brak podstaw prawnych do podjęcia działań”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56014,wojewoda-nie-wygasi-mandatu-martyny-wojciechowskiej-brak-podstaw-prawnych-do-podjecia-dzialan</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56014,wojewoda-nie-wygasi-mandatu-martyny-wojciechowskiej-brak-podstaw-prawnych-do-podjecia-dzialan</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 16:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wojewoda-nie-wygasi-mandatu-martyny-wojciechowskiej-brak-podstaw-prawnych-do-podjecia-dzialan-1785507023.jpg</url>
                        <title>Wojewoda nie wygasi mandatu Martyny Wojciechowskiej. „Brak podstaw prawnych do podjęcia działań”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56014,wojewoda-nie-wygasi-mandatu-martyny-wojciechowskiej-brak-podstaw-prawnych-do-podjecia-dzialan</link>
                    </image><description>Łódzki Urząd Wojewódzki nie znalazł podstaw do wszczęcia procedury prowadzącej do wygaszenia mandatu radnej Rady Powiatu Tomaszowskiego Martyny Wojciechowskiej. Organ nadzoru uznał, że zgromadzone informacje nie pozwalają w sposób jednoznaczny i niebudzący wątpliwości stwierdzić, iż radna na stałe zamieszkuje poza granicami powiatu tomaszowskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Stanowisko wojewody zostało przedstawione w piśmie z 30 lipca 2026 roku. Dokument jest odpowiedzią na zawiadomienie dotyczące możliwości utraty przez Martynę Wojciechowską prawa wybieralności, a w konsekwencji także mandatu radnej.</p><h2>Wojewoda poprosił radną o wyjaśnienia</h2><p>Jak wynika z pisma Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego, zawiadomienie w sprawie wpłynęło do organu nadzoru 23 czerwca 2026 roku. Następnie, 8 lipca, wojewoda zwrócił się do Rady Powiatu Tomaszowskiego z prośbą o ustosunkowanie się do podnoszonych zarzutów oraz o przedstawienie wyjaśnień.</p><p>Radna Martyna Wojciechowska przekazała swoje stanowisko pismem z 24 lipca.</p><p>Po analizie zgromadzonych informacji organ nadzoru uznał, że nie są one wystarczające do uprawdopodobnienia, iż radna faktycznie zamieszkuje poza powiatem tomaszowskim. Wojewoda podkreślił, że <strong>sama deklaracja, więź emocjonalna z określoną miejscowością albo wskazywany adres nie przesądzają jeszcze o miejscu stałego zamieszkania</strong>.</p><h2>Nie meldunek, lecz centrum życiowe</h2><p>Wojewoda odwołał się do utrwalonego orzecznictwa sądów administracyjnych. Zgodnie z nim o miejscu zamieszkania decydują dwa elementy: <strong>faktyczne przebywanie w określonej miejscowości oraz zamiar stałego pobytu</strong>.</p><p>Ten zamiar nie może być jednak wyłącznie słowną deklaracją. Powinien znajdować potwierdzenie w konkretnych i możliwych do sprawdzenia działaniach. Chodzi między innymi o to, gdzie dana osoba prowadzi życie rodzinne, zawodowe i społeczne, a więc gdzie znajduje się jej rzeczywiste centrum spraw życiowych.</p><p>Łódzki Urząd Wojewódzki przypomniał również, że <strong>miejsce zameldowania nie zawsze jest tożsame z miejscem zamieszkania</strong>. Meldunek ma przede wszystkim charakter administracyjny. Może potwierdzać faktyczne miejsce życia, ale nie musi.</p><p>W piśmie przywołano w tym kontekście wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 3 września 2025 roku.</p><h2>Utrata mandatu to rozwiązanie ostateczne</h2><p>Wojewoda zwrócił uwagę, że wygaszenie mandatu radnego pochodzącego z wyboru powszechnego jest poważną ingerencją w wolę wyborców. Dlatego taka sankcja może być zastosowana wyłącznie wtedy, gdy przesłanki jej zastosowania są <strong>jednoznaczne, wyraźne i niebudzące wątpliwości</strong>.</p><p>W tej sprawie – jak stwierdził organ nadzoru – takich okoliczności nie wykazano.</p><p>„We wskazanym stanie faktycznym brak jest podstaw prawnych do podjęcia działań w tym zakresie” – czytamy w stanowisku wojewody.</p><p>Oznacza to, że <strong>na obecnym etapie nie zostanie wszczęta procedura zmierzająca do wygaszenia mandatu Martyny Wojciechowskiej</strong>.</p><h2>Sprawa zamknięta na obecnym materiale</h2><p>Konkluzja &nbsp;jest jasna. Wojewoda łódzki <strong>nie znalazł podstaw do podjęcia działań wnioskowanych w zawiadomieniu</strong>.</p><p>Nie jest to jednak abstrakcyjna deklaracja, że mandat radnej nigdy nie może zostać zakwestionowany. Stanowisko odnosi się do materiału, którym obecnie dysponował organ nadzoru. Gdyby pojawiły się nowe, konkretne i możliwe do zweryfikowania dowody wskazujące na trwałe przeniesienie centrum życiowego poza powiat tomaszowski, sprawa mogłaby zostać oceniona ponownie.</p><p>Na dziś jednak urząd wojewódzki stawia kropkę: <strong>brak jest wystarczających przesłanek do wygaszenia mandatu Martyny Wojciechowskiej</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Coraz więcej Polaków dożywa stu lat. Ilu stulatków mieszka w Łódzkiem i powiecie tomaszowskim?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56011,coraz-wiecej-polakow-dozywa-stu-lat-ilu-stulatkow-mieszka-w-lodzkiem-i-powiecie-tomaszowskim</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56011,coraz-wiecej-polakow-dozywa-stu-lat-ilu-stulatkow-mieszka-w-lodzkiem-i-powiecie-tomaszowskim</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 12:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-coraz-wiecej-polakow-dozywa-stu-lat-ilu-stulatkow-mieszka-w-lodzkiem-i-powiecie-tomaszowskim-1785492822.jpg</url>
                        <title>Coraz więcej Polaków dożywa stu lat. Ilu stulatków mieszka w Łódzkiem i powiecie tomaszowskim?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56011,coraz-wiecej-polakow-dozywa-stu-lat-ilu-stulatkow-mieszka-w-lodzkiem-i-powiecie-tomaszowskim</link>
                    </image><description>Jeszcze kilkadziesiąt lat temu setne urodziny były wydarzeniem tak rzadkim, że przyciągały uwagę całej miejscowości. Dziś nadal są niezwykłym jubileuszem, ale liczba osób przekraczających symboliczną granicę wieku systematycznie rośnie. W czerwcu 2026 roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacał świadczenie honorowe już 4262 osobom. To o ponad 200 więcej niż pół roku wcześniej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sto lat życia to więcej niż metryka. To osobista kronika całego stulecia: dzieciństwa w II Rzeczypospolitej, wojny, okupacji, odbudowy kraju, czasów PRL, transformacji ustrojowej i gwałtownego przyspieszenia technologicznego. Dzisiejsi stulatkowie przyszli na świat w połowie lat 20. ubiegłego wieku. Gdy byli dziećmi, radio wciąż było nowością, samochód należał do rzadkości, a o telefonie mieszczącym się w kieszeni nie śniło się nawet autorom najbardziej fantastycznych powieści.</p><h2>Ponad 4,2 tysiąca świadczeń</h2><p>Według najnowszych danych ZUS w czerwcu 2026 roku świadczenie honorowe pobierały w Polsce <strong>4262 osoby</strong>. W grudniu 2025 roku było ich 4057, co oznacza wzrost o 205 osób w ciągu zaledwie sześciu miesięcy.</p><p>Najwięcej stulatków otrzymujących pieniądze z ZUS mieszkało na Mazowszu, gdzie wypłacano 736 świadczeń. Drugie miejsce zajmowało województwo śląskie z 436 świadczeniami, a trzecie dolnośląskie, gdzie było ich 412. Najmniej beneficjentów odnotowano w województwach opolskim – 75 oraz lubuskim – 85.</p><p>Dane te pokazują przede wszystkim, że grupa najstarszych Polaków przestaje być statystycznym marginesem. Nadal jest niewielka, ale rośnie, a wraz z nią zwiększa się znaczenie opieki geriatrycznej, pomocy środowiskowej, usług opiekuńczych i wsparcia rodzin zajmujących się osobami w bardzo zaawansowanym wieku.</p><h2>Ilu stulatków jest w województwie łódzkim?</h2><p>W opublikowanym w listopadzie 2024 roku komunikacie regionalna rzeczniczka ZUS Monika Kiełczyńska informowała, że w województwie łódzkim świadczenie honorowe otrzymywały wówczas <strong>234 osoby mające co najmniej 100 lat</strong>.</p><p>Zdecydowaną większość stanowiły kobiety. Wśród łódzkich stulatków było wtedy 208 kobiet i zaledwie 26 mężczyzn. Oznacza to, że kobiety stanowiły niemal 89 procent całej grupy.</p><p>Aktualny ogólnopolski wzrost liczby świadczeń wskazuje, że również w Łódzkiem stulatków może być dziś więcej niż pod koniec 2024 roku. ZUS nie przedstawił jednak w najnowszym komunikacie pełnej tabeli obejmującej wszystkie województwa, dlatego nie należy przypisywać regionowi konkretnej liczby bez potwierdzenia.</p><p>Przewaga kobiet nie jest zaskoczeniem. Kobiety w Polsce żyją przeciętnie dłużej od mężczyzn, co szczególnie wyraźnie widać właśnie w najstarszych grupach wieku. Wśród osób przekraczających 90. i 100. rok życia proporcje płci przypominają już nie tyle zwykłą piramidę demograficzną, ile niemal samotny marsz kobiet przez kolejne dekady.</p><h2>A jak wygląda sytuacja w powiecie tomaszowskim?</h2><p>Aktualna liczba osób pobierających świadczenie honorowe w samym <strong>powiecie tomaszowskim</strong> nie została podana w ogólnodostępnych danych ZUS. Najnowszy komunikat Zakładu przedstawia liczby dla Polski i wybranych województw, ale nie zawiera podziału na powiaty ani gminy.</p><p>Nie oznacza to jednak, że stulatków w Tomaszowie Mazowieckim i okolicach nie ma. W ostatnich latach lokalne media oraz samorząd informowały o kolejnych wyjątkowych jubileuszach.</p><p>W styczniu 2025 roku setne urodziny obchodziła <strong>Zofia Biernacka z Tomaszowa Mazowieckiego</strong>, urodzona 12 stycznia 1925 roku. Jubilatkę odwiedzili przedstawiciele samorządu, składając jej tradycyjne życzenia „dwustu lat”.</p><p>Wcześniej Urząd Miasta informował także o setnych urodzinach <strong>pani Eudokii</strong>, która zamieszkała w Tomaszowie w 1944 roku. Jej życiorys jest w pewnym sensie opowieścią o powojennym mieście – o ludziach, którzy przybywali tutaj, zakładali rodziny, podejmowali pracę i przez dziesięciolecia tworzyli lokalną społeczność.</p><p>Setne urodziny świętowały również między innymi <strong>Zofia Aniśkiewicz</strong> oraz <strong>Stanisława Kromoska</strong>. Każda z tych uroczystości była nie tylko rodzinnym świętem, lecz także spotkaniem miasta z jego żywą historią.</p><p>Powiat tomaszowski liczył na koniec 2024 roku nieco ponad 110 tysięcy mieszkańców. W latach 2002–2024 liczba ludności zmniejszyła się o blisko 10 procent. Jednocześnie, podobnie jak w całym województwie łódzkim, rośnie udział osób starszych w strukturze mieszkańców.</p><p>To demograficzny paradoks naszych czasów. Mieszkańców jest coraz mniej, rodzi się mniej dzieci, ale jednocześnie coraz więcej ludzi dożywa wieku, który jeszcze niedawno wydawał się niemal biblijny.</p><h2>Prawie 7 tysięcy złotych miesięcznie</h2><p>Od 1 marca 2026 roku świadczenie honorowe wynosi <strong>6938,92 zł brutto miesięcznie</strong>. Jest ono wypłacane niezależnie od podstawowej emerytury lub renty.</p><p>Od 1 stycznia 2025 roku zasady przyznawania świadczenia reguluje ustawa z 18 października 2024 roku o świadczeniu honorowym z tytułu ukończenia 100 lat życia. Akt został opublikowany w Dzienniku Ustaw pod pozycją 1674 i obowiązuje od 1 stycznia 2025 roku.</p><p>Nowe przepisy zakończyły wcześniejsze zróżnicowanie wysokości dodatku. Dawniej kwota zależała od momentu ukończenia stu lat i pozostawała później niezmienna. W rezultacie osoby, które osiągnęły ten wiek w różnych latach, mogły pobierać świadczenia w zupełnie innych wysokościach.</p><p>Obecnie wszyscy uprawnieni otrzymują taką samą kwotę. Świadczenie jest też co roku waloryzowane w marcu, na podobnych zasadach jak emerytury i renty.</p><h2>Większość stulatków nie składa wniosku</h2><p>Osoba, która kończy 100 lat i ma prawo do emerytury lub renty wypłacanej przez jeden z organów wskazanych w ustawie, najczęściej <strong>nie musi składać żadnego wniosku</strong>. Świadczenie honorowe zostanie przyznane z urzędu od miesiąca, w którym osiągnęła wymagany wiek.</p><p>Decyzję wydaje właściwy organ emerytalno-rentowy, na przykład ZUS, KRUS, Wojskowe Biuro Emerytalne albo Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA.</p><p>Inaczej wygląda sytuacja osób, które nie mają prawa do wymienionych w ustawie świadczeń, a więc nie pobierają na przykład emerytury ani renty. Muszą one wystąpić do ZUS z wnioskiem.</p><p>Warunkiem jest ukończenie 100 lat, posiadanie obywatelstwa polskiego oraz wykazanie, że przez co najmniej 10 lat po ukończeniu 16. roku życia dana osoba miała w Polsce centrum interesów osobistych lub gospodarczych. W takim przypadku świadczenie jest przyznawane od miesiąca złożenia wniosku, jednak nie wcześniej niż od miesiąca ukończenia stu lat.</p><h2>Długowieczność to także społeczne wyzwanie</h2><p>Wzrost liczby stulatków jest bez wątpienia dobrą wiadomością. Świadczy o poprawie warunków życia, rozwoju medycyny, lepszym leczeniu chorób przewlekłych i skuteczniejszej profilaktyce. Nie wolno jednak sprowadzać tego zjawiska wyłącznie do opowieści o wysokim świadczeniu i bukiecie kwiatów wręczanym podczas jubileuszu.</p><p>Za liczbami stoją osoby, które często wymagają całodobowej pomocy. Niektóre zachowują sprawność i znakomitą pamięć, inne zmagają się z samotnością, ograniczeniami ruchowymi, chorobami otępiennymi lub całkowitą zależnością od bliskich.</p><p>Dla samorządów, także w powiecie tomaszowskim, oznacza to konieczność rozwijania usług opiekuńczych w miejscu zamieszkania, dziennych domów pobytu, opieki wytchnieniowej, transportu dla seniorów oraz dostępu do lekarzy geriatrów i rehabilitacji.</p><p>Świadczenie honorowe jest ważnym gestem państwa. Prawdziwym sprawdzianem pozostaje jednak codzienność: czy bardzo stary człowiek może bezpiecznie mieszkać we własnym domu, dotrzeć do lekarza, otrzymać ciepły posiłek i nie zostać sam ze swoimi potrzebami.</p><p>Bo sto lat życia to nie tylko powód do gratulacji. To również zobowiązanie młodszych pokoleń wobec tych, którzy pamiętają świat, którego już nie ma.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Powiat tomaszowski dokłada do sześciu linii. Bezpłatne autobusy dowiozą do kolei]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56002,powiat-tomaszowski-doklada-do-szesciu-linii-bezplatne-autobusy-dowioza-do-kolei</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56002,powiat-tomaszowski-doklada-do-szesciu-linii-bezplatne-autobusy-dowioza-do-kolei</guid>
            <pubDate>Thu, 30 Jul 2026 17:43:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-powiat-tomaszowski-doklada-do-szesciu-linii-bezplatne-autobusy-dowioza-do-kolei-1785528785.jpg</url>
                        <title>Powiat tomaszowski dokłada do sześciu linii. Bezpłatne autobusy dowiozą do kolei</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56002,powiat-tomaszowski-doklada-do-szesciu-linii-bezplatne-autobusy-dowioza-do-kolei</link>
                    </image><description>Powiat tomaszowski podpisał umowę i list intencyjny dotyczące dofinansowania autobusowej komunikacji skoordynowanej z koleją. Projekt ma utrzymać bezpłatne dojazdy do stacji i ograniczać wykluczenie komunikacyjne mieszkańców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Powiat stawia na dojazd do kolei</h2><p>Powiat tomaszowski poinformował o podpisaniu umowy oraz listu intencyjnego dotyczących dofinansowania kolejowej komunikacji autobusowej organizowanej przez Łódzką Kolej Aglomeracyjną. Dokumenty podpisali starosta tomaszowski Dariusz Kowalczyk oraz wicestarosta Sławomir Żegota. Z przekazanych informacji wynika, że mieszkańcy mają nadal korzystać z <strong>bezpłatnej komunikacji autobusowej</strong>, która ułatwia dojazd do stacji kolejowych i poprawia dostęp do transportu zbiorowego.</p><p>To rozwiązanie wpisuje się w model, w którym autobus nie konkuruje z koleją, lecz ją uzupełnia. W praktyce oznacza to dowóz pasażerów z mniejszych miejscowości do punktów, z których mogą kontynuować podróż pociągiem. Dla wielu mieszkańców powiatu taki układ bywa najważniejszym warunkiem realnego korzystania z komunikacji publicznej.</p><h2>Sześć linii i walka z wykluczeniem komunikacyjnym</h2><p>Projekt obejmuje <strong>dofinansowanie sześciu linii autobusowych</strong>. Samorząd powiatowy podkreśla, że jest to istotny element działań na rzecz ograniczania wykluczenia komunikacyjnego oraz poprawy jakości życia mieszkańców. W lokalnych warunkach to szczególnie ważne, ponieważ dostępność transportu wpływa nie tylko na codzienne dojazdy do pracy i szkoły, ale także na możliwość załatwiania spraw urzędowych, wizyt lekarskich czy utrzymywania aktywności społecznej.</p><p>Znaczenie takich połączeń rośnie zwłaszcza tam, gdzie własny samochód nie jest oczywistym rozwiązaniem dla każdego gospodarstwa domowego. Regularny, przewidywalny i skoordynowany z rozkładem jazdy pociągów autobus może decydować o tym, czy mieszkaniec ma realny wybór środka transportu. Z perspektywy samorządu utrzymanie takich połączeń jest więc nie tylko usługą komunikacyjną, ale także narzędziem wyrównywania szans między centrum powiatu a mniejszymi miejscowościami.</p><h2>Mieszkańcy pytają o częstotliwość i nowe kierunki</h2><p>Pod informacją opublikowaną przez powiat pojawiły się pytania mieszkańców pokazujące, że temat transportu publicznego budzi duże zainteresowanie. W komentarzach zwracano uwagę między innymi na brak autobusowej komunikacji na trasie Tomaszów Mazowiecki – Łódź, potrzebę uruchamiania połączeń w dodatkowych kierunkach oraz oczekiwanie, by autobusy kursowały częściej niż raz na godzinę. Pojawiło się także pytanie o częstsze połączenia z Inowłodza do Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Te głosy pokazują, że samo utrzymanie istniejących rozwiązań to dla mieszkańców ważny krok, ale niekoniecznie ostatni. Oczekiwania dotyczą już nie tylko samej obecności komunikacji publicznej, lecz także jej <strong>częstotliwości, zasięgu i wygody</strong>. W praktyce właśnie te trzy elementy najczęściej decydują o tym, czy mieszkańcy rzeczywiście przesiądą się do autobusu i pociągu.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Cztery nowe korty tenisowe przy Arenie Lodowej. Tomaszów otrzymał 1,6 mln zł dofinansowania]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55996,cztery-nowe-korty-tenisowe-przy-arenie-lodowej-tomaszow-otrzymal-1-6-mln-zl-dofinansowania</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55996,cztery-nowe-korty-tenisowe-przy-arenie-lodowej-tomaszow-otrzymal-1-6-mln-zl-dofinansowania</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 22:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-cztery-nowe-korty-tenisowe-przy-arenie-lodowej-tomaszow-otrzymal-1-6-mln-zl-dofinansowania-1785509244.jpg</url>
                        <title>Cztery nowe korty tenisowe przy Arenie Lodowej. Tomaszów otrzymał 1,6 mln zł dofinansowania</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55996,cztery-nowe-korty-tenisowe-przy-arenie-lodowej-tomaszow-otrzymal-1-6-mln-zl-dofinansowania</link>
                    </image><description>W sąsiedztwie Areny Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim powstanie nowoczesny kompleks czterech kortów tenisowych. Wartość inwestycji przekracza 2,77 mln zł, a 1,6 mln zł stanowi dofinansowanie przyznane przez samorząd województwa łódzkiego. Umowę w tej sprawie podpisał prezydent Tomaszowa Mazowieckiego Marcin Witko.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nowa inwestycja ma być kolejnym elementem rozbudowy sportowego zaplecza miasta. Nie chodzi przy tym o ustawienie kilku siatek i wysypanie ceglanej mączki. Z zapowiedzi samorządu wynika, że przy Arenie Lodowej powstanie pełny kompleks, przystosowany zarówno do rekreacyjnej gry mieszkańców, szkolenia dzieci i młodzieży, jak i organizowania zawodów.</p><h2>Cztery korty, trybuny i oświetlenie</h2><p>Projekt obejmuje budowę <strong>czterech kortów tenisowych z nawierzchnią wykonaną z mączki ceglanej</strong>. Jeden z nich zostanie wyposażony w obustronne trybuny dla publiczności. Wszystkie korty mają posiadać systemy zraszania, oświetlenie oraz ogrodzenia z piłkochwytami.</p><p>W ramach prac przewidziano również budowę ścianki treningowej, ciągów pieszych, dróg manewrowych oraz miejsc parkingowych — w tym stanowisk przeznaczonych dla osób z niepełnosprawnościami. Powstanie także kontenerowy budynek zaplecza z magazynem, szatniami i toaletami. Miasto zakupi niezbędne wyposażenie: słupki, siatki, walce oraz urządzenia do wyznaczania linii na kortach.</p><p>To ważne, bo bez odpowiedniego zaplecza nawet najładniejszy obiekt sportowy szybko staje się dekoracją. Tutaj projekt od początku ma tworzyć funkcjonalną całość — miejsce, do którego można przyjść z rakietą, przebrać się, trenować po zmroku i rozegrać zawody z udziałem publiczności.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1024/640;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/29/2306d10596f95511420830e9def402c3-xl.jpg" width="1024" height="640"></figure><h2>Inwestycja za ponad 2,7 mln zł</h2><p>Całkowity koszt budowy kompleksu wynosi dokładnie <strong>2 771 557 zł</strong>. Dofinansowanie z budżetu województwa łódzkiego to <strong>1,6 mln zł</strong>, co oznacza, że pozostałą część wydatków będzie musiał zabezpieczyć tomaszowski samorząd.</p><p>Umowy z samorządami podpisano 29 lipca w Tomaszowie Mazowieckim. Wsparcie zostało przyznane w ramach programu rozwoju infrastruktury sportowej realizowanego przez województwo łódzkie wspólnie z Ministerstwem Sportu i Turystyki.</p><p>Marszałek województwa łódzkiego Joanna Skrzydlewska podkreślała podczas podpisania umów, że finansowanie obiektów sportowych jest inwestycją nie tylko w wyniki zawodników, ale przede wszystkim w zdrowie i jakość życia mieszkańców. Zwracała również uwagę na rosnące zainteresowanie tenisem, do którego przyczyniają się sukcesy polskich sportowców.</p><h2>Sportowy kompleks wokół Areny</h2><p>Lokalizacja nowych kortów nie jest przypadkowa. Obiekt powstanie w bezpośrednim sąsiedztwie Areny Lodowej, która w ciągu kilku lat stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów sportowej infrastruktury Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Nowe korty mogą poszerzyć ofertę całego kompleksu i sprawić, że teren wokół Areny będzie wykorzystywany intensywniej również poza sezonem łyżwiarskim. Obok lodu pojawi się ceglana mączka, obok panczenów — rakiety tenisowe. Dwie zupełnie różne dyscypliny, ale ten sam cel: stworzenie miejsca, które nie będzie przeznaczone wyłącznie dla zawodowców.</p><p>Dla mieszkańców najważniejsze będzie jednak to, na jakich zasadach korty zostaną udostępnione. Samorząd nie przedstawił jeszcze informacji dotyczących przyszłego cennika, godzin otwarcia, operatora obiektu ani systemu rezerwacji. Nie podano również terminu rozpoczęcia i zakończenia prac.</p><h2>Szansa dla dzieci i lokalnych klubów</h2><p>Jeżeli obiekt zostanie dobrze zarządzany, może stać się miejscem prowadzenia zajęć dla szkół, treningów klubowych, turniejów amatorskich oraz wydarzeń o większej randze. Cztery korty pozwalają już myśleć nie tylko o pojedynczych treningach, ale o stworzeniu lokalnego ośrodka tenisowego.</p><p>W Tomaszowie przez lata brakowało nowoczesnego i zwartego kompleksu tenisowego z odpowiednim zapleczem. Planowana inwestycja może tę lukę wypełnić. Samo przecięcie wstęgi nie wystarczy jednak do zbudowania tenisowej tradycji. Potrzebni będą trenerzy, dostępne cenowo zajęcia, oferta dla dzieci i młodzieży oraz rozsądne zasady korzystania z kortów przez mieszkańców.</p><p>Dopiero wtedy ponad 2,7 mln zł wydane na sport przestanie być jedynie kolejną pozycją w samorządowej tabeli inwestycji, a stanie się realnym impulsem do rozwoju aktywności fizycznej w mieście.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55981,cztery-badania-blisko-1-7-promila-i-lagodny-wyrok-co-naprawde-wydarzylo-sie-w-sprawie-radnego-leona-karwata</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55981,cztery-badania-blisko-1-7-promila-i-lagodny-wyrok-co-naprawde-wydarzylo-sie-w-sprawie-radnego-leona-karwata</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 13:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-cztery-badania-blisko-1-7-promila-i-lagodny-wyrok-co-naprawde-wydarzylo-sie-w-sprawie-radnego-leon-1785323699.png</url>
                        <title>Cztery badania, blisko 1,7 promila i łagodny wyrok. Co naprawdę wydarzyło się w sprawie radnego Leona Karwata?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55981,cztery-badania-blisko-1-7-promila-i-lagodny-wyrok-co-naprawde-wydarzylo-sie-w-sprawie-radnego-leona-karwata</link>
                    </image><description>12 grudnia 2025 roku, kilkanaście minut po południu, policyjny patrol zatrzymał na ulicy Spalskiej samochód marki Opel Vivaro. Za kierownicą siedział radny Rady Powiatu Tomaszowskiego Leon Karwat. Pierwsze badanie wykazało 0,84 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza, czyli w przybliżeniu 1,68 promila alkoholu we krwi. Kolejne wyniki były niewiele niższe. Mimo to postępowanie karne zostało warunkowo umorzone. Prokuratura uznała taki wyrok za sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości. Sąd drugiej instancji utrzymał jednak najważniejszą część orzeczenia o niskiej szkodliwości społecznej</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest historia o kieliszku wina wypitym do obiadu ani o wyniku znajdującym się na granicy odpowiedzialności karnej. To opowieść o samorządowcu, który po nocy spędzonej przy alkoholu wsiadł za kierownicę, zamierzał dotrzeć do szpitala, a następnie — jak sam wyjaśniał — być może również pracować. Jest to także historia o niezwykle łagodnym potraktowaniu osoby publicznej. Człowieka, od którego lokalna społeczność ma prawo wymagać więcej, a nie mniej.</p><h2>Zatrzymanie w samo południe</h2><p>Do zatrzymania doszło <strong>12 grudnia 2025 roku około godziny 12.10 na ulicy Spalskiej w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Leon Karwat prowadził Opla Vivaro.</p><p>Z akt sprawy wynika, że nie musiała to być rutynowa kontrola drogowa, bo do zatrzymania doszło w ruchu, a dokonał go patrol, jadący za radnym. Nie ma informacji, aby policję powiadomił świadek albo osoba, która wcześniej obserwowała zachowanie kierującego. Radiowóz miał poruszać się za samochodem Karwata, a następnie zatrzymać go do kontroli.&nbsp;</p><p><strong>Co ciekawe ani Sąd ani Prokuratura nie wezwała na świadków policjantów, którzy podjęli interwencję, by wypytać ich o okoliczności zdarzenia. Dlaczego zatrzymano radnego? Złamał jakieś przepisy, czy może zachowanie na drodze zwróciło uwagę policjanta i policjantki.&nbsp;</strong></p><p>Już dziewięć minut później przeprowadzono pierwsze badanie:</p><p><strong>godzina 12.19 – 0,84 mg/l, czyli około 1,68 promila,<br>godzina 12.39 – 0,83 mg/l, czyli około 1,66 promila,<br>godzina 13.39 – 0,79 mg/l, czyli około 1,58 promila,<br>godzina 13.41 – 0,78 mg/l, czyli około 1,56 promila.</strong></p><p>Przeliczenie wyników z miligramów alkoholu w litrze wydychanego powietrza na promile ma charakter orientacyjny. Przyjmuje się, że wynik <strong>1 mg/l odpowiada w przybliżeniu 2 promilom alkoholu we krwi</strong>.</p><p>Oznacza to, że w chwili pierwszego badania Leon Karwat miał około <strong>1,7 promila alkoholu</strong>, a ponad godzinę później wynik nadal przekraczał <strong>1,5 promila</strong>.</p><p>Wyniki czterech pomiarów tworzą spójny obraz. Nie było jednego przypadkowego wskazania ani błędu urządzenia, który zniknąłby przy kolejnym badaniu. Przez ponad godzinę stężenie alkoholu utrzymywało się na bardzo wysokim poziomie.</p><p>Stan nietrzeźwości w rozumieniu Kodeksu karnego rozpoczyna się już po przekroczeniu <strong>0,25 mg alkoholu w litrze wydychanego powietrza</strong>, co odpowiada około <strong>0,5 promila alkoholu we krwi</strong>. Wynik Karwata był więc ponad trzykrotnie wyższy od ustawowej granicy.</p><p>Prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości stanowi przestępstwo z art. 178a § 1 Kodeksu karnego.</p><h2>Litr alkoholu wypity z kolegą</h2><p>Podczas przesłuchania Leon Karwat nie kwestionował swojej odpowiedzialności.</p><p>– <strong>Ja w zupełności przyznaję się do zarzucanego mi czynu</strong> – oświadczył.</p><p>Wyjaśnił, że poprzedniego dnia pił alkohol razem z kolegą. Spotkanie miało trwać do około północy. Według jego relacji mężczyźni wypili łącznie około litra alkoholu.</p><p>Następnego ranka Karwat miał czuć się źle. Mówił o kołataniu serca i obawach dotyczących własnego zdrowia. Postanowił pojechać na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Nie wezwał jednak zespołu ratownictwa medycznego. Jak tłumaczył, uznał, że karetka i tak może nie przyjechać.</p><p><strong>Wsiadł więc do samochodu, będąc wciąż pijany i w obawie o własne życie, postanowił narazić życie innych osób. Sąd uznał to za okoliczność łagodzącą. </strong>Dlaczego karetka, która przecież stacjonuje w pobliskiej Rzeczycy miałaby nie przyjechać do chorego? Tego Sąd nie wyjaśnił. Podobnie, jak i tego, że przypadki związane z dolegliwościami kardiologicznymi, traktowane są priorytetowo. Co ciekawe, radny Leon Karwat zeznaje, że po drodze postanowił jeszcze odwiedzić znajomego, który chciał razem z nim wybrać się do Tomaszowa.&nbsp;</p><p>To wyjaśnienie rodzi zasadnicze pytanie: czy osoba, która po nocy intensywnego spożywania alkoholu ma kołatanie serca i czuje się na tyle źle, że zamierza udać się na SOR, powinna samodzielnie prowadzić pojazd? i to całkowicie pomijając wątek alkoholowy.&nbsp;</p><p>Karwat twierdził, że jadąc, nie czuł się pijany. Subiektywne odczucie kierowcy nie zmienia jednak wyników czterech badań. Pierwsze z nich odpowiadało około <strong>1,68 promila alkoholu</strong>, ostatnie — około <strong>1,56 promila</strong>. W takim razie nie zostaje nic innego, jak zapytać, przy jakim stężeniu alkoholu można poczuć się pijanym? Samo to stwierdzenie może jednak sugerować, że osoba, je wypowiadająca, ma poważne problemy alkoholowe na co dzień, a organizm do wysokich stężeń jest po prostu przyzwyczajony.&nbsp;</p><p>W aktach sprawy nie znajdziemy jednak żadnych obiektywnych opinii na ten temat, pochodzących od niezależnych biegłych.&nbsp;</p><p>Alkohol nie przestaje działać tylko dlatego, że człowiek nie odczuwa już typowych objawów upojenia. Właśnie dlatego kierowanie pojazdem „dzień po” jest tak niebezpieczne — kierowca może uważać się za trzeźwego, podczas gdy jego refleks, koncentracja i zdolność oceny sytuacji nadal pozostają zaburzone.</p><h2>SOR, a później praca w szpitalu?</h2><p>W czasie przesłuchania pojawił się jeszcze jeden interesujący wątek.</p><p>Leon Karwat był zatrudniony w Tomaszowskim Centrum Zdrowia jako konsultant do spraw współpracy z samorządami i innymi instytucjami (zajmował więc kolejne niepotrzebne nikomu stanowisko, co będzie jeszcze wyjaśniać). Tłumaczył, że w szpitalu miał również do załatwienia sprawę zawodową. Jeżeli badania wykazałyby, że jego stan zdrowia nie jest groźny, zamierzał jeszcze przez pewien czas pracować w TCZ.</p><p>Ta część wyjaśnień wymaga publicznego doprecyzowania.</p><p>Czy 12 grudnia 2025 roku Leon Karwat miał świadczyć pracę? Czy jego czas pracy był ewidencjonowany? Czy miał wyznaczone spotkania? Czy istnieją wiadomości, dokumenty, notatki albo wpisy w kalendarzu potwierdzające planowane obowiązki?</p><h2>Nie chciał dobrowolnie poddać się karze</h2><p>W toku postępowania Karwat powoływał się na wieloletnią działalność społeczną i samorządową. Nie zgodził się jednak na dobrowolne poddanie się karze.</p><p>Dochodzenie wszczęto 16 grudnia 2025 roku. Tego samego dnia wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutu. <strong>22 grudnia prokurator Aneta Prejbisz zdecydowała o zatrzymaniu prawa jazdy.</strong></p><p>Akt oskarżenia przygotowała mł. asp. Sabina Krzystofik. Dokument zatwierdziła prokurator Aneta Prejbisz.</p><p>Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim. W wyniku losowania sędzią referentem została Ewelina Goździk.</p><p>Termin rozprawy pierwotnie wyznaczono na 27 marca 2026 roku. Na wniosek obrońcy został przeniesiony na 24 marca.</p><p>Do akt dołączono aż <strong>28 dyplomów, podziękowań i dokumentów mających świadczyć o zasługach Leona Karwata jako samorządowca i nauczyciela</strong>.</p><p>Osiągnięcia społeczne mogą mieć znaczenie przy ocenie dotychczasowego sposobu życia oskarżonego. Nie mogą jednak działać jak średniowieczny odpust, za pomocą którego zasługi z przeszłości unieważniają odpowiedzialność za konkretny czyn.</p><p>Dyplom nie obniża stężenia alkoholu. Podziękowanie nie skraca drogi hamowania. Funkcja publiczna nie tworzy wokół kierowcy niewidzialnej bariery chroniącej innych uczestników ruchu.</p><h2>„To przewartościowało moje życie”</h2><p>Przed sądem Leon Karwat przekonywał, że zdarzenie przewartościowało jego życie i nigdy więcej się nie powtórzy. Deklarował skruchę, wstyd oraz żal.</p><p>W toku rozprawy nie składano dodatkowych wniosków dowodowych. Wyrok ogłoszono 27 marca 2026 roku. Na sali nie pojawił się wówczas ani oskarżony, ani jego obrońca, ani przedstawiciel oskarżyciela publicznego.</p><p>Sąd zdecydował o <strong>warunkowym umorzeniu postępowania na okres dwóch lat próby</strong>. Orzekł jednocześnie:</p><p><strong>roczny zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, liczony od 12 grudnia 2025 roku, oraz świadczenie w wysokości 10 tysięcy złotych na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.</strong></p><p>Warunkowe umorzenie oznacza, że sąd uznaje popełnienie czynu i winę oskarżonego, ale odstępuje od wydania wyroku skazującego.</p><h2>Sąd: społeczna szkodliwość nie była znaczna</h2><p>Podstawą rozstrzygnięcia był art. 66 § 1 i 2 Kodeksu karnego. Przepisy pozwalają warunkowo umorzyć postępowanie, gdy wina i społeczna szkodliwość czynu nie są znaczne, okoliczności jego popełnienia nie budzą wątpliwości, a dotychczasowa postawa niekaranego sprawcy uzasadnia przypuszczenie, że będzie on przestrzegał prawa.</p><p>Sąd uznał, że w przypadku Karwata istnieje „pozytywna prognoza kryminologiczna”. W pisemnym uzasadnieniu zwrócił uwagę na jego dotychczasową działalność, niekaralność, przyznanie się do winy i wyrażoną skruchę.</p><p>Jednocześnie sąd zauważył szczególną odpowiedzialność wynikającą z pełnienia funkcji publicznych:</p><p>– <strong>Leon Karwat, jako osoba publiczna, powinien w szczególny sposób dawać przykład przestrzegania norm prawnych i społecznych, ponieważ jego zachowanie jest oceniane przez lokalną społeczność i może wpływać na ocenę instytucji i organów władzy publicznej</strong> – wynika z uzasadnienia.</p><p>To zdanie brzmi słusznie. Trudniej jednak pogodzić je z końcowym wnioskiem, że społeczna szkodliwość czynu nie była znaczna.</p><p>Sąd sam stwierdził, że oskarżony wiedział o wypiciu poprzedniego wieczoru dużej ilości alkoholu. Mimo złego samopoczucia nie wezwał pomocy ani nie poprosił o transport. Wsiadł do samochodu i ruszył ulicami miasta. Cztery badania wykazały od <strong>0,78 do 0,84 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu</strong>, czyli w przybliżeniu od <strong>1,56 do 1,68 promila alkoholu we krwi</strong>.</p><p>Nie spowodował wypadku. Nikogo nie potrącił. Nie doszło do tragedii. Ale brak tragedii nie oznacza braku niebezpieczeństwa. Czasami różnica między „nic się nie stało” a dramatem rodziny zamyka się w jednej sekundzie, jednym przejściu dla pieszych i jednym dziecku wracającym ze szkoły.</p><h2>Prokuratura: ten wyrok kłóci się z poczuciem sprawiedliwości</h2><p><strong>2 kwietnia 2026 roku prokurator Monika Fidos złożyła wniosek o sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku.</strong> Prokuratura otrzymała je 20 kwietnia, a 4 maja wniosła apelację.</p><p>Oskarżyciel publiczny nie zgodził się z oceną, że społeczna szkodliwość czynu była niewielka. W apelacji wskazano na błędy w ustaleniach faktycznych oraz zbyt łagodne potraktowanie kierowcy.</p><p>Prokuratura domagała się:</p><p><strong>sześciu miesięcy pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary, trzyletniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz rozstrzygnięcia dotyczącego przepadku samochodu lub jego równowartości.</strong></p><p>W środku odwoławczym padły słowa niezwykle mocne:</p><p>– <strong>Orzeczone przez sąd warunkowe umorzenie postępowania kłóci się z poczuciem sprawiedliwości zarówno prokuratury, jak i przeciętnego obywatela.</strong></p><p>Prokurator podkreślił również, że właściwości osobiste sprawcy, jego wcześniejsze zasługi i dotychczasowy sposób życia są odrębną przesłanką rozstrzygnięcia. Nie mogą służyć do sztucznego obniżania oceny społecznej szkodliwości samego czynu.</p><p>Zdaniem prokuratury — poza wcześniejszą niekaralnością — nie zostały spełnione przesłanki uzasadniające warunkowe umorzenie postępowania.</p><p>Ten argument trafia w sedno sporu. Można być dobrym nauczycielem, zasłużonym samorządowcem, społecznikiem i człowiekiem posiadającym kolekcję dyplomów. Jednocześnie można popełnić poważne przestępstwo drogowe. Jedno nie wymazuje drugiego.</p><h2>Sąd Okręgowy pozostawił warunkowe umorzenie</h2><p>Apelacja została przekazana do Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim. <strong>19 maja 2026 roku do jej rozpoznania wylosowano sędzię Agnieszkę Szulc-Wroniszewską.</strong> Rozprawę wyznaczono na 23 czerwca.</p><p>Na etapie postępowania odwoławczego zmienił się obrońca. Leon Karwat zrezygnował z usług Konrada Wiwata, a jego pełnomocnikiem został Krystian Ryś. Prokuraturę reprezentował Marcin Domaradzki.</p><p>Sąd Okręgowy nie podzielił najdalej idących zarzutów oskarżyciela. <strong>Utrzymał warunkowe umorzenie postępowania</strong>, a więc Leon Karwat nadal nie został prawomocnie skazany. Zmienił jednak rozstrzygnięcie dotyczące zakazu prowadzenia pojazdów, wydłużając okres, w którym radny nie może siadać za kierownicą.</p><p>Taki finał oznacza, że sąd odwoławczy zaakceptował zasadniczą ocenę sądu pierwszej instancji: pomimo stężenia sięgającego około <strong>1,7 promila alkoholu</strong>, świadomego podjęcia decyzji o prowadzeniu samochodu i publicznej funkcji sprawcy możliwe było zakończenie sprawy bez wyroku skazującego.</p><h2>Równi wobec prawa, ale niekoniecznie tak samo oceniani?</h2><p>Nie chodzi o żądanie zemsty. Prawo karne nie powinno być narzędziem odwetu, a warunkowe umorzenie jest legalną instytucją przewidzianą przez ustawodawcę. Sąd ma prawo uwzględniać niekaralność, skruchę, dotychczasowy sposób życia oraz osobiste właściwości sprawcy.</p><p>Pozostaje jednak pytanie, którego nie da się przykryć stertą dyplomów.</p><p><strong>Czy przeciętny mieszkaniec Tomaszowa Mazowieckiego, zatrzymany z wynikiem bliskim 1,7 promila, również mógłby liczyć na tak daleko idącą łagodność?</strong></p><p>Czy jego pracodawca przygotowałby zbiór podziękowań? Czy w aktach znalazłyby się dokumenty opisujące wieloletnią działalność publiczną? Czy fakt, że nie pełni funkcji samorządowych, działałby na jego korzyść, czy przeciwnie — pozbawiłby go argumentów, które okazały się tak ważne w tej sprawie?</p><p>Funkcja publiczna powinna oznaczać większą odpowiedzialność. Tymczasem można odnieść wrażenie, że stała się jednym z elementów budujących korzystną prognozę dla sprawcy.</p><p>Sąd napisał, że osoba publiczna powinna dawać przykład. Warto więc zapytać, jaki przykład płynie z całej tej historii.</p><p>Czy taki, że po wypiciu około litra alkoholu można następnego dnia prowadzić samochód z wynikiem około <strong>1,7 promila</strong>, a później powołać się na dorobek, skruchę i długoletnią działalność?</p><p>Czy też taki, że życie człowieka nie może zostać przekreślone przez jeden poważny błąd?</p><p>Odpowiedź nie jest czarno-biała. Jedno pozostaje jednak bezsporne: <strong>Leon Karwat wsiadł za kierownicę w stanie nietrzeźwości. Nie był ofiarą politycznego spisku, błędu alkomatu ani niejasnych okoliczności. Przyznał się do czynu. Cztery badania potwierdziły obecność alkoholu na poziomie odpowiadającym od około 1,56 do 1,68 promila.</strong></p><p>Sąd dał mu drugą szansę.</p><p>Teraz lokalna społeczność ma prawo wiedzieć, czy radny rzeczywiście zrozumiał wagę tego, co zrobił — i czy instytucje publiczne nie pomogły mu zamienić odpowiedzialności w starannie oprawioną kolekcję zasług.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Najpierw milknie szkolny dzwonek. Potem umiera wieś]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55987,najpierw-milknie-szkolny-dzwonek-potem-umiera-wies</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55987,najpierw-milknie-szkolny-dzwonek-potem-umiera-wies</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 11:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-najpierw-milknie-szkolny-dzwonek-potem-umiera-wies-1785509191.jpg</url>
                        <title>Najpierw milknie szkolny dzwonek. Potem umiera wieś</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55987,najpierw-milknie-szkolny-dzwonek-potem-umiera-wies</link>
                    </image><description>Kryzys demograficzny nie zaczyna się w tabelach GUS i nie kończy na zamknięciu jednej klasy. Najpierw znika grupa przedszkolna. Później drużyna piłkarska nie ma kim zapełnić składu, dom kultury odwołuje zajęcia, a lokalny sklep coraz wcześniej gasi światło. W końcu miejscowość nadal istnieje na mapie, lecz coraz mniej przypomina żywą wspólnotę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Polska kurczy się po cichu. Nie ma huku zamykanych fabryk ani dramatycznych obrazów znanych z filmów katastroficznych. Są za to puste ławki, niewykorzystane sale, coraz mniejsze roczniki i autobusy szkolne, które każdego września zabierają mniej dzieci.</p><p>Według wstępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec czerwca 2026 roku liczba mieszkańców Polski wynosiła około <strong>37 mln 243 tys. osób</strong>. Było nas o około <strong>159 tys. mniej niż rok wcześniej</strong> i o blisko 90 tys. mniej niż pod koniec 2025 roku. W pierwszym półroczu 2026 roku urodziło się około 115 tys. dzieci. To kolejny rok, w którym liczba urodzeń nie daje nadziei na szybkie odwrócenie trendu.</p><p>Za tymi liczbami kryje się jednak coś więcej niż problem systemu emerytalnego czy rynku pracy. Kryje się powolny rozpad lokalnych społeczności.</p><h2>Szkoła jest ostatnim światłem</h2><p>Prezes Unii Miasteczek Polskich Grzegorz Cichy zwraca uwagę, że samorządy już dziś likwidują oddziały przedszkolne i szkolne albo przygotowują się do takich decyzji od 1 września 2027 roku.</p><p>Mniej uczniów oznacza mniej klas, mniej godzin dla nauczycieli i coraz większe koszty przypadające na jedno dziecko. Pensja nauczyciela nie zmniejsza się przecież dlatego, że zamiast 25 uczniów przed tablicą siedzi pięcioro.</p><p>Tyle że szkoła na wsi czy w małym miasteczku nigdy nie była wyłącznie miejscem prowadzenia lekcji.</p><p>Tam odbywały się zebrania mieszkańców, festyny, przedstawienia, kiermasze i zawody sportowe. W sali gimnastycznej ćwiczyły dzieci, wieczorami spotykali się dorośli. Szkolny korytarz był jednym z ostatnich miejsc, w którym przecinały się drogi mieszkańców kilku pokoleń.</p><p><strong>Kiedy zamyka się szkołę, nie znika jedynie placówka oświatowa. Znika centrum lokalnego świata.</strong></p><p>Pozostaje budynek. Czasem zmienia się w świetlicę, czasem magazyn, niekiedy niszczeje za ogrodzeniem. Jednak bez codziennego gwaru dzieci przestaje być sercem miejscowości.</p><h2>Dwuosobowa klasa nie uratuje wspólnoty</h2><p>Na pierwszy rzut oka mała klasa może wydawać się przywilejem. Nauczyciel ma więcej czasu dla ucznia, łatwiej dostrzega jego problemy, może prowadzić zajęcia niemal indywidualnie.</p><p>Granica między kameralną edukacją a społeczną izolacją jest jednak cienka.</p><p>Dziecko potrzebuje grupy rówieśniczej, sporów, przyjaźni, współpracy i rywalizacji. Potrzebuje świata większego niż szkolna ławka ustawiona obok jednego kolegi. Rodzice, którzy dowiadują się, że w klasie będzie dwoje albo troje dzieci, często wybierają szkołę w pobliskim mieście.</p><p>Wówczas zaczyna działać mechanizm przypominający przewracające się kostki domina.</p><p>Najpierw wyjeżdża kilkoro uczniów. Przez to klasa staje się jeszcze mniejsza. Kolejni rodzice uznają, że szkoła nie zapewni dziecku odpowiedniego środowiska. Po kilku latach placówka nie ma już kogo uczyć.</p><p>To nie jest tylko efekt niżu demograficznego. To także konsekwencja codziennych decyzji rodzin, które wożą dzieci do miasta, często po drodze do pracy. Tam dziecko idzie do przedszkola, poznaje kolegów, a następnie razem z nimi rozpoczyna szkołę podstawową.</p><p>Wiejska szkoła pozostaje zaś coraz bardziej samotna.</p><h2>Po dzieciach znikają inicjatywy</h2><p>Demografia nie zatrzymuje się przy szkolnej bramie.</p><p>Jeżeli w miejscowości rodzi się coraz mniej dzieci, klub sportowy ma trudności ze stworzeniem drużyny. Akademia piłkarska łączy roczniki, a później rezygnuje z naboru. Dom kultury odwołuje zajęcia muzyczne, ponieważ zamiast kilkunastu chętnych zgłasza się dwoje lub troje.</p><p>Nie odbywa się przedstawienie, nie powstaje dziecięcy chór, nie ma komu przygotować jasełek. Festyn szkolny, który przez lata gromadził rodziców i dziadków, staje się coraz skromniejszy, aż w końcu nie odbywa się wcale.</p><p>Wspólnota traci rytuały. A bez rytuałów zaczyna tracić pamięć o samej sobie.</p><p>To właśnie dzieci najczęściej zmuszają dorosłych do działania. Dla nich organizuje się turniej, remontuje boisko, maluje świetlicę i zakłada stowarzyszenie. Rodzice spotykają się, ponieważ ich dzieci chodzą do tej samej klasy. Dziadkowie przychodzą na występy, sąsiedzi pieką ciasta na kiermasz.</p><p>Gdy dzieci brakuje, słabnie niewidzialna sieć łącząca mieszkańców.</p><p>Nie ma jednego dnia, w którym można powiedzieć: „dzisiaj umarła lokalna społeczność”. To proces powolny. Najpierw nie odbywa się jeden koncert. Potem znika drużyna. Później szkoła łączy klasy. Następnie zamyka się sklep, bo mieszkańców jest coraz mniej, a starsi nie są już w stanie utrzymać lokalnego handlu.</p><p>Na końcu wieś staje się sypialnią albo miejscem, z którego codziennie się wyjeżdża.</p><h2>Tomaszów także się kurczy</h2><p>Ten proces nie omija Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego.</p><p>Według danych opartych na statystykach GUS pod koniec 2024 roku Tomaszów Mazowiecki liczył około <strong>57 tys. mieszkańców</strong>. Od 2002 roku liczba ludności miasta zmniejszyła się o około <strong>15,6 proc.</strong></p><p>Jeszcze w połowie lat 90. Tomaszów miał około 70 tys. mieszkańców. Dziś jest ich o kilkanaście tysięcy mniej. To tak, jakby w ciągu jednego pokolenia z mapy miasta zniknęło kilka dużych osiedli.</p><p>Część mieszkańców przeniosła się do gminy wiejskiej Tomaszów Mazowiecki i miejscowości otaczających miasto. Według danych gminy w połowie 2025 roku zameldowanych było tam 11 343 mieszkańców. Nie oznacza to jednak, że cały region wygrywa z demografią. Często mamy do czynienia nie ze wzrostem liczby ludności, lecz z jej przesunięciem z miasta na przedmieścia.</p><p>Młode rodziny budują dom poza Tomaszowem, ale pracują, robią zakupy i wożą dzieci do miasta. Mieszkają na wsi, nie zawsze jednak uczestniczą w życiu miejscowości. W efekcie powstają nowe domy, lecz niekoniecznie nowe wspólnoty.</p><p>Najtrudniejsza sytuacja może czekać miejscowości położone dalej od Tomaszowa, Łodzi czy Piotrkowa Trybunalskiego. Tam nie działa już mechanizm suburbanizacji. Młodzi ludzie wyjeżdżają na studia, później znajdują pracę w większym mieście i nie wracają.</p><p>Zostają rodzice, dziadkowie i coraz rzadsze światła w oknach.</p><h2>Ustawa nie urodzi dzieci</h2><p>Państwo próbuje łagodzić skutki kryzysu. Nowelizacja Prawa oświatowego ma ułatwić utrzymywanie małych szkół, tworzenie ich filii oraz wykorzystywanie wolnych pomieszczeń na potrzeby mieszkańców. Resort edukacji przedstawia te rozwiązania jako alternatywę dla likwidacji placówek na terenach zagrożonych wyludnieniem.</p><p>To rozwiązania potrzebne, ale ograniczone.</p><p>Można przenieść do szkolnego budynku bibliotekę, świetlicę, klub seniora czy punkt opieki. Można połączyć klasy, zmienić obwody i utworzyć filię. Można taniej ogrzać część budynku.</p><p>Nie da się jednak ustawą stworzyć rocznika, który się nie urodził.</p><p>Grzegorz Cichy nazywa nowe przepisy nie lekarstwem, lecz opatrunkiem. Trudno odmówić mu racji. Państwo koncentruje się głównie na tym, jak zarządzać skutkami demografii. Znacznie rzadziej odpowiada na pytanie, dlaczego młodzi ludzie nie chcą albo nie mogą zakładać rodzin w małych miastach.</p><h2>Bez pracy nie będzie rodzin</h2><p>Samo świadczenie pieniężne nie wystarczy, jeżeli młody człowiek nie widzi dla siebie przyszłości.</p><p>Rodzina potrzebuje mieszkania, stabilnego zatrudnienia, żłobka, lekarza, transportu i poczucia bezpieczeństwa. Potrzebuje pewności, że po urodzeniu dziecka nie będzie zmuszona wybierać między pracą a opieką.</p><p>W małym mieście zakład zatrudniający 50 osób może zmienić życie całej okolicy. W dużej aglomeracji taka firma byłaby jedną z setek. W niewielkiej gminie może zatrzymać młodych, dać pracę małżeństwom i stworzyć powód, by budować dom właśnie tam.</p><p>Dlatego kryzysu demograficznego nie rozwiąże wyłącznie polityka rodzinna. Potrzebna jest również polityka rozwoju mniejszych miejscowości.</p><p>Jeżeli wszystkie lepiej płatne miejsca pracy, uczelnie, specjalistyczne przychodnie i instytucje kultury skupiają się w największych miastach, młodzi ludzie podążają za nimi. To decyzja racjonalna. Człowiek może kochać rodzinną wieś, ale miłość nie zastąpi pensji, mieszkania ani dostępu do lekarza.</p><h2>Gmina bez mieszkańców</h2><p>Za kilka lub kilkanaście lat problem może dotyczyć już nie tylko szkół, lecz całych samorządów.</p><p>Mała gmina ma niemal taki sam katalog obowiązków jak duże miasto. Musi utrzymywać drogi, wodociągi, administrację, szkoły, pomoc społeczną i gospodarkę odpadami. Jeżeli mieszkańców będzie coraz mniej, koszty tych usług będą rozkładały się na coraz mniejszą liczbę podatników.</p><p>W pewnym momencie pojawi się pytanie, czy trzy- lub czterotysięczna gmina jest w stanie samodzielnie utrzymać wszystkie instytucje.</p><p>Możliwe staną się połączenia placówek, wspólna obsługa kilku samorządów, a w dalszej przyszłości także dyskusje o łączeniu gmin. Decyzje, które dziś wydają się politycznie niemożliwe, za dekadę mogą zostać przedstawione jako ekonomiczna konieczność.</p><p>Tylko że rachunek ekonomiczny nie uwzględnia wszystkiego.</p><p>Nie wycenia więzi z miejscem, historii szkoły ani wspomnień kilku pokoleń mieszkańców. Nie oblicza, ile kosztuje utrata poczucia, że miejscowość ma przyszłość.</p><h2>Miejscowość nie umiera wtedy, gdy wyjeżdża ostatni mieszkaniec</h2><p>Umiera znacznie wcześniej.</p><p>Umiera, kiedy młodzi przestają planować w niej życie. Kiedy rodzice uznają, że dziecko musi uczyć się gdzie indziej. Kiedy boisko zarasta trawą, a w domu kultury nie słychać już źle zagranych gam na pianinie.</p><p>Kryzys demograficzny nie jest więc jedynie brakiem dzieci. Jest brakiem ciągłości.</p><p>Przerywa opowieść przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Sprawia, że dom rodzinny staje się domem weekendowym, a rodzinne strony miejscem odwiedzanym na Wszystkich Świętych.</p><p>Można długo udawać, że nic się nie dzieje. Budynki nadal stoją, urząd działa, a nazwa miejscowości widnieje na tablicy przy drodze.</p><p>Jednak bez dzieci miejscowość traci czas przyszły.</p><p>Pozostaje już tylko przeszłość.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Polityczny lincz. Czas odpowiedzieć na wszystkie kłamstwa.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55972,polityczny-lincz-czas-odpowiedziec-na-wszystkie-klamstwa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55972,polityczny-lincz-czas-odpowiedziec-na-wszystkie-klamstwa</guid>
            <pubDate>Tue, 28 Jul 2026 23:57:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polityczny-lincz-czas-odpowiedziec-na-wszystkie-klamstwa-1785234001.jpg</url>
                        <title>Polityczny lincz. Czas odpowiedzieć na wszystkie kłamstwa.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55972,polityczny-lincz-czas-odpowiedziec-na-wszystkie-klamstwa</link>
                    </image><description>Ostatnia sesja Rady Powiatu to był wielogodzinny lincz na mnie i mojej rodzinie. Skandaliczne pomówienia, wygłaszane w tonie sensacyjnej narracji. Słyszeliście ile już firma mojej rodziny zarobiła na szpitalu? To Wam odpowiem… całe 0 zł. Twój Sklep Medyczny nie prowadzi żadnych interesów ze szpitalem. Dwa lata tropienia nas (przecież główna księgowa Socha sama mi przyznawała, że nic znaleźć nie mogła) i.. zero.
Dostajemy pieniądze z powiatu? Nie. Pacjenci otrzymują środki z PEFRON. Sklep medyczny, w którym pracuje, zaciąga kredyty obrotowe, żeby móc na spokojnie czekać na środki od klientów, które trafiają do nich. Dzięki temu nie muszą tygodniami czekać np. na pieluchy. Okazuje się, że według radnych takich jak Kucharski, Goska i Mordaka – to źle.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">To będzie bardzo osobisty felieton. Długo zastanawiałem się nad tym, czy powinien zostać napisany. Bardzo trudno bronić się, kiedy człowiek obrzucany jest oszczerstwami. Jeszcze trudniej, gdy niszczona jest jego rodzina, firma, w której pracuje. &nbsp; Z prowadzenia firmy na wysokim poziomie czyni się zarzut, a z półprawd tworzy się obrzydliwą konstrukcję, mającą wywołać negatywne emocje a często wręcz nienawiść osób, które nie są w stanie poznać prawdy. Znają ją ludzie, którzy z naszych usług korzystają.&nbsp;</p><h2><strong>Firma otrzymuje 1,5 miliona? Kłamstwo i nic więcej&nbsp;</strong></h2><p>Zacznę od najważniejszego, bo to wywołuje najwięcej emocji. To nie jest prawda, że firma, w której pracuję otrzymała, czy jak się sugeruje zarobiła 1,5 miliona złotych ze środków PFRON. Jest to najbardziej obrzydliwe oszczerstwo z jakim można mieć do czynienia. Ta kwota, to pieniądze, jakie otrzymujemy nie my, ale pacjenci, chorzy i niepełnosprawni ludzie.&nbsp;</p><p>Jaki więc mamy z tym związek? Taki, że to nasza firma ich zwyczajnie kredytuje. Ludzie nie muszą czekać na zwrot pieniędzy, zamiast nich czeka nasza firma. Często oczekiwanie jest wielomiesięczne a kwoty kredytu rosną do setek tysięcy złotych.&nbsp;</p><p>To nie znaczy, że jesteśmy jacyś wielcy krezusi, którzy mają miliony złotych zalegających środków na firmowych kontach. Aby pokryć te kwoty zaciągane są normalne kredyty obrotowe. To znaczy, że nie zarabiamy na tym kredytowaniu, jak sugeruje Piotr Kucharski, ale ponosimy dodatkowe koszty. Dlaczego tak robimy? Bo taka jest filozofia firmy.&nbsp;</p><p><strong>Poniżej być może najważniejszy akapit tej części felietonu.</strong></p><blockquote><p><strong>Dofinansowania PFRON jakie realizujemy dotyczą przede wszystkim zakupu pieluch. Korzystają z nich osoby niedołężne, chorzy na nowotwory, z demencją Alzhaimerem itd. Zdecydowana większość ma dochody na bardzo niskim poziomie (dlatego dofinansowania przysługuje), gdyby nie nasza pomoc to często nie mogliby korzystać ze środków higienicznych codziennego użytku. Bo zwyczajnie nie byłoby ich na to stać. Można zobaczyć na moim profilu internetowym, że ludzie dziękują mi za tego rodzaju pomoc. Dla radnego Kucharskiego jest ona czymś nagannym. Być może kiedy sam będzie musiał być pieluchowany zrozumie. Jednak nawet jemu chorób tak poważnych nie życzę.&nbsp;</strong></p></blockquote><p>Pokażę Wam coś, czego oszczercy nie widzieli, bo widzieć nie mogli. Lista ma oczywiście charakter zanonimizowany. Zobaczyć na niej rzeczywistych odbiorców pieniędzy z PFRON i przekonacie się jak gigantycznym oszustami są panowie: Kucharski, Mordaka i Goska</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1693/788;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/28/image.png" width="1693" height="788"></figure><h2><strong>Mają 60 procentowy udział w rynku!&nbsp;</strong></h2><p>To jest kłamstwo numer dwa. Jak obliczył to Kucharski tego nie wiem. Musiałby sięgnąć do danych NFZ, a te nie są ogólnie dostępne i nie dla każdego. Do takiego twierdzenia używa manipulacji. Ten udział, to relacja jedynie dofinansowań PFRON, jakie otrzymują nasi pacjenci, do tych, które otrzymują pozostali. To nie jest to samo.&nbsp;</p><p>Faktyczny udział w rynku szacuję na około 30 procent. Cieszymy się, że jest taki, bo startowaliśmy od zera.&nbsp;</p><p><strong>Radnemu Kucharskiemu nie przeszkadzało, kiedy jego partyjna koleżanka miała 100 procentowy udział w rynku</strong>, nie posiadając w Tomaszowie właściwie żadnej konkurencji. Ta osoba również składa wnioski w PFRON, tyle, że nie kredytuje pacjentów.&nbsp;</p><blockquote><p><strong>Ta relacja towarzysko partyjna jest bardzo ważna, po pozwala stawiać pytanie: czy Kucharski działa (jak twierdzi) w interesie społecznym, czy w interesie przyjaciółki i jej konkurencyjnego biznesu. Oczywiście o takich szczegółach radny nie wspomina. Bo i po co? Przecież mogłyby się pojawić pytania o intencje ataków na nas.&nbsp;</strong></p></blockquote><h2><strong>Strzępek sam zanosi wnioski do PCPR&nbsp;</strong></h2><p>Oczywiście, że zanosi i zanosić będzie. Wiele osób nie jest w zwyczajnie w stanie tego zrobić samodzielnie. Mają problem z poruszaniem się, komunikacją z innymi ludźmi. Trzeba od nas dotrzeć do gmachu Starostwa. Odczekać w kolejce, wejść do pokoju, poczekać aż pracownik zweryfikuje. Często w imieniu niedołężnej żony, robi to mąż, niewiele bardziej sprawny od niej.&nbsp;</p><p><strong>Dostarczam te „kwity” w ich imieniu. I tyle. Za to chyba ten zarzut irytuje mnie najbardziej.&nbsp;</strong></p><p>Radny Goska pyta, czy dostarczam wnioski także pochodzące z innych firm. Sami odpowiedzieć możecie sobie na pytanie: czy ktoś taki w ogóle rozumie o czym mówi? Ale odpowiem i ja. Jeśli się do mnie zgłoszą, to im zaniosę. Czemu nie.&nbsp;</p><p>Jest też coś w tej sprawie, co się pomija. Otóż w ciągu tygodnia pomagam w ten sposób ok. 100 osobom (przykładowa lista powyżej). Wyobraźcie sobie, że te osoby same idą do PCPR osobiście.&nbsp;</p><p>Już dzisiaj są tam problemy z obsłużeniem ludzi. Gdyby sami klienci zanosili wnioski, każdy z nich zająłby od 15-30 minut pracownikowi. Jeśli uśrednimy ten czas, do na przykład 20 minut, to wychodzi dodatkowy etat, a może nawet dwa.&nbsp;</p><p><strong>Jak to możliwe? Zaraz to wyjaśnię.&nbsp;</strong></p><h2><strong>Jeden przelew zamiast kilkuset&nbsp;</strong></h2><p>Otóż, załóżmy, że firma przestaje kredytować pacjentów, a niewiele brakowało, by taka decyzja zapadła. Mając konieczność zapłaty jednorazowej kwoty, za kwartalne zaopatrzenie, rozbijali by ją na miesięczne (dokładne kwoty kwartalnego często zaopatrzenia macie skanie powyżej). W ten sposób liczba wniosków, trafiających do PCPR by się potroiła. Czyli nie wystarczyłby już 1 dodatkowy pracownik. Należałoby zatrudnić trzech. Koszt, to jakieś 250-300 tysięcy złotych rocznie. Ale nie jest on jedyny, bo zamiast jednego przelewu trzeba byłoby wysłać setki przelewów bezpośrednio do beneficjentów.&nbsp;</p><p><strong>To są dodatkowe koszty. Ja to radnym tłumaczyłem, ale nienawiść i chęć dokopania mi zwyciężyła.&nbsp;</strong></p><h2>Niepełnosprawni przez całe lata byli okradani ze środków PFRON&nbsp;</h2><p>Nie wierzycie? A to prawda. Oczekiwanie na dopłaty często liczono w latach. Opiszę to na bardzo konkretnym przykładzie i pokażę jak ten proceder ukrócono, w czym miałem swój udział. Zwróciłem na to uwagę, kiedy zgłosił się do nas Pan, który chciał kupić łóżko rehabilitacyjne. Zapytał o cenę. Dowiedział się, że koszt wówczas to 2,5 tysiąca złotych.&nbsp;</p><p>I co on to? No więc Pan stwierdził, że mu odpowiada, ale chce, by mu wystawić fakturę na 6 tysięcy – Wy więcej zarobicie a ja nic nie zapłacę. – Oczywiście się nie zgodziliśmy, więc poszedł do konkurencji. Podobnie było z innymi rzeczami. Zawyżano masowo wartości na fakturach i wypompowywano kasę. To był właśnie powód, że ludzie czekali latami, by otrzymać wózek, dopłatę do protezy itd. Porozmawiałem o tym z dyrektorem Więckowskim i rozpoczął się żmudny proces porządkowania.&nbsp;</p><p>Ostatecznie udało się złodziejstwo ukrócić. Niemal w 100 procentach. Dzisiaj pacjent nie czeka wcale. Nawet jeśli jest kilkumiesięczna luka w dostępności środków, to czeka na nie nasza firma a nie chory człowiek. Słowo złodziejstwo, nie jest używane na wyrost.&nbsp;</p><h2><strong>Radny chodzi do szpitala… Skandal?&nbsp;</strong></h2><p>Ano chodzę i chodzić będę. Dzięki temu, że tam chodzę, niemal na każdym oddziale zrobiono inwestycje. W prawie każdej miałem swój udział. Za to nasza firma do szpitala sprzedaje… nic. Dwa lata tropienia nas (przecież główna księgowa Socha sama mi przyznawała, że nic znaleźć nie mogła) i.. zero.&nbsp;</p><p>Za to podejrzane radnym Kucharskiemu i Gosce wydawały się moje transporty wózków na oddział wewnętrzny. Cóż… wózki podarowaliśmy… jak wiele innych rzeczy wcześniej. A teraz też będę myślał nad tym, co zrobić z drzwiami wejściowymi na pediatrii. Ekipa ode mnie zrobi pomiary i wycenę. Jeśli zmieścimy się w 10 tysiącach sfinansuję sam, jeśli będzie więcej złożę wniosek do Starosty. Tak właśnie wydaję moje diety radnego.&nbsp;</p><p>Korupcja, w mojej opinii, &nbsp;jednak jest i to na szeroką skalę Tyle tylko, że to nie nasza firma ją uprawia, ale konkurenci, związani z panem Kucharskim. &nbsp;Od lat walczę nieskutecznie z tym procederem, a tit nawet mnie kiedyś z tego powodu wyśmiewał. Lekarze i pielęgniarki wysyłają pacjentów w konkretne miejsce. Często nie dają im nawet zlecenia do ręki.&nbsp;</p><p>Pani/pan pójdzie tu czy tu, a tam już wszystko będą mieli. Mówią też, że jest to jedyne miejsce, gdzie można zlecenie zrealizować. No to ludzie idą. A jak już dostaną zlecenie na papierze, to z przypiętą do niego ulotką. Skąd to wiem? Bo ludzie z tymi zleceniami i ulotkami trafiają czasami do nas przez pomyłkę.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[&quot;Zabijcie ich wszystkich!&quot;]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55970,quot-zabijcie-ich-wszystkich-quot</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55970,quot-zabijcie-ich-wszystkich-quot</guid>
            <pubDate>Tue, 28 Jul 2026 08:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zabijcie-ich-wszystkich-1785220160.png</url>
                        <title>&amp;quot;Zabijcie ich wszystkich!&amp;quot;</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55970,quot-zabijcie-ich-wszystkich-quot</link>
                    </image><description>Wczoraj moją uwagę zwróciły dwa wpisy na FB dokonane przez tę samą osobę. Autor często komentuje lokalne wydarzenia, najczęściej takie związane z tomaszowskim szpitalem, bo sam jest jego pracownikiem. W pierwszym wpisie komentuje próby zastraszania go i obelgi pod adresem jego rodziny, w drugim pisze, że postanowił zaprzestać publikowania jakichkolwiek komentarzy. Co się takiego stało? Otóż dwa dni wcześniej „ośmielił się” pochwalić wypowiedź na temat sprzedaży szpitala, jaką miał w czasie sesji Rady Powiatu Tomaszowskiego Piotr Kagankiewicz. No i okazało się, że pochwała rzeczowej i profesjonalnej opinii wywołała furię radnych (jak się domyślam, Koalicji Obywatelskiej).</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dlaczego o tym wspominam? Otóż dlatego, że polityka zaczyna mieć u nas charakter sekciarski. Tu nie ma już miejsca dla swobody i wolności myśli. Jesteś z nami lub przeciwko nam. Jeśli masz inne zdanie, zniszczymy cię i twoją rodzinę. Arnaud Amalryk, opat cysterski i legat papieża Innocentego III, podczas zdobycia Béziers w 1209 roku powiedział do krzyżowców biorących udział w krucjacie przeciwko Katarom: „Zabijcie ich wszystkich. Bóg rozpozna swoich”.</p><p>Katarzy zostali wymordowani, ponieważ ktoś uznał ich za heretyków. A zrobił to dlatego, że myśleli inaczej oraz mieli inny sposób widzenia chrześcijańskiego świata. Ilu spośród morderców z krzyżami na sztandarach miało świadomość dokonywanego przez siebie zła? Zapewne jacyś mieli, ale mimo to brali udział w krwawej rzezi. Uczestnikom wyprawy przyznano odpusty, a w Béziers wymordowano mężczyzn, kobiety i dzieci.</p><p>Dokładnie to samo dzieje się obecnie, chociaż krew nie płynie jeszcze na ulicach. Przynajmniej tych w Polsce, bo w Niemczech co jakiś czas dochodzi do zamachów lub słyszymy o rozpędzonym aucie wjeżdżającym w tłum. Ktoś powie, że to islamiści? Nie, bo nazwa to jedynie etykieta. Takich samych radykałów mamy także wśród katolików czy chrześcijan w szerszym rozumieniu. Wystarczy wspomnieć Andersa Breivika, a nie jest on odosobnionym przypadkiem.</p><p>Tak jak średniowieczne krucjaty, tak i współczesne polityczne sekciarstwo nie ma zbyt wiele wspólnego z wiarą. Jest jej zaprzeczeniem. To nic innego jak biznes, w dodatku niezwykle dochodowy dla jego organizatorów. A wyznawcy? „Zabijają wszystkich”, bo tak nakazał legat albo współczesny guru.</p><p>W sobotę na tomaszowskim bazarku spotkałem handlującego tam radnego PiS. Zapytałem go o jego zachowanie i głosowania na sesji. Odpowiedział mi: mówiłem im, że to jest słabe. No ale przecież zagłosował i nie protestował! Pytam więc: komu i gdzie mówiłeś? Okazało się, że mówił na spotkaniu pisowskiej sekty prowadzonej przez szamana Węgrzynowskiego.</p><p>Tyle że Węgrzynowski to tylko jeden biegun sekciarstwa politycznego, wykorzystujący religię katolicką do jego uprawiania, a niemający z nią kompletnie nic wspólnego poza tym, że jej członkowie lubią zasiadać nieskromnie w pierwszych kościelnych ławach. Niczym od niego nie różnią się Witczak czy Kucharski. Być może właśnie dlatego tak doskonale się dogadują, bo „wymordować wszystkich” stało się ich wspólnym celem.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55968,byly-wicestarosta-dyrektorem-w-bedkowie-pacjenci-odchodza-kolejne-partyjne-stanowisko-przybywa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55968,byly-wicestarosta-dyrektorem-w-bedkowie-pacjenci-odchodza-kolejne-partyjne-stanowisko-przybywa</guid>
            <pubDate>Mon, 27 Jul 2026 16:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-byly-wicestarosta-dyrektorem-w-bedkowie-pacjenci-odchodza-kolejne-partyjne-stanowisko-przybywa-1785165525.png</url>
                        <title>Były wicestarosta dyrektorem w Będkowie. Pacjenci odchodzą, kolejne partyjne stanowisko przybywa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55968,byly-wicestarosta-dyrektorem-w-bedkowie-pacjenci-odchodza-kolejne-partyjne-stanowisko-przybywa</link>
                    </image><description>Gminny Ośrodek Zdrowia w Będkowie znalazł się w centrum poważnych kontrowersji. Według informacji przekazanych naszej redakcji przez miejscowych radnych stanowisko dyrektora placówki objął były wicestarosta tomaszowski Włodzimierz Justyna. Problem w tym, że mieszkańcy nie pytają dziś przede wszystkim o nazwisko dyrektora. Pytają, gdzie jest lekarz i kto będzie ich leczył.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Publiczny ośrodek zdrowia nie jest politycznym gabinetem, w którym można ustawić kolejne biurko i dopisać stanowisko do samorządowej układanki. To miejsce, do którego przychodzą chorzy, starsi, rodzice z dziećmi i osoby wymagające regularnych recept, badań oraz konsultacji.</p><p>Tymczasem z informacji docierających do redakcji wynika, że sytuacja kadrowa Gminnego Ośrodka Zdrowia w Będkowie jest bardzo trudna. Radni oraz mieszkańcy mówią o braku lekarza, odchodzeniu pacjentów do innych placówek i wskazywaniu im możliwości korzystania z pomocy medycznej w Rokicinach. Tylko po co? Przecież lekarz w Będkowie jest i to taki, z którego usług mieszkańcy chętnie korzystają.&nbsp;</p><p>Jeżeli te informacje się potwierdzą, trudno nie zadać podstawowego pytania: <strong>czy gminny ośrodek zdrowia ma jeszcze zapewniać opiekę mieszkańcom Będkowa, czy jedynie odsyłać ich do sąsiedniej gminy?</strong></p><h2>Dyrektor jest. A lekarz?</h2><p>Według naszych informatorów nowym dyrektorem GOZ został Włodzimierz Justyna, były wicestarosta powiatu tomaszowskiego i obecny radny powiatowy. Oficjalny portal Rady Powiatu nadal wskazuje go jako radnego wybranego w okręgu obejmującym gminy Tomaszów Mazowiecki, Inowłódz i Rzeczycę. Wcześniej pełnił funkcję wicestarosty, a w wyborach samorządowych kandydował z listy Prawa i Sprawiedliwości.</p><p>Samo powołanie osoby niebędącej lekarzem na stanowisko dyrektora podmiotu leczniczego nie musi być naruszeniem prawa. Dyrektor ma przede wszystkim zarządzać jednostką. Nie może jednak zastąpić lekarza w gabinecie, zbadać pacjenta, wypisać recepty ani udzielić świadczenia medycznego. Może natomiast inkasować wynagrodzenie.&nbsp;</p><p>Dlatego z perspektywy mieszkańców najważniejsze pytanie brzmi brutalnie prosto: <strong>co pacjentowi po dyrektorze, skoro nie może dostać się do lekarza?</strong></p><p>W internetowych bazach placówka przy ulicy Reymonta 8 nadal figuruje jako poradnia podstawowej opieki zdrowotnej, czynna w dni robocze w godzinach od 8.00 do 18.00. Sam wpis w katalogu nie przesądza jednak, czy w tych godzinach faktycznie przyjmuje lekarz i w jakim wymiarze realizowane są świadczenia.</p><h2>Pacjenci wybierają prywatną przychodnię</h2><p>Na terenie gminy działa również prywatny podmiot podstawowej opieki zdrowotnej, z którego — jak przekazują nam mieszkańcy — coraz chętniej korzystają pacjenci. Prowadzi go Witold Szymański, człowiek życzliwy i empatyczny. Lubiany w środowisku lokalnym.&nbsp;</p><p>To powinien być dla władz gminy sygnał alarmowy. Pacjenci nie zmieniają lekarza rodzinnego dla rozrywki. Robią to najczęściej wtedy, gdy nie mogą uzyskać świadczenia, dodzwonić się do rejestracji albo mają poczucie, że publiczna placówka przestała gwarantować im stabilność opieki.</p><p>Każda kolejna deklaracja wyboru przeniesiona do konkurencyjnego POZ oznacza również odpływ finansowania. Podstawowa opieka zdrowotna jest finansowana przede wszystkim według liczby zadeklarowanych pacjentów. Odejście mieszkańców nie jest więc tylko wizerunkową porażką. Może dodatkowo pogarszać sytuację ekonomiczną publicznego ośrodka.</p><p>Powstaje mechanizm dobrze znany z wielu publicznych instytucji: mniej lekarzy oznacza mniej pacjentów, mniej pacjentów oznacza mniej pieniędzy, a mniej pieniędzy jeszcze bardziej ogranicza możliwość zatrudnienia personelu.</p><h2>Polityczne towarzystwo wzajemnego zatrudniania?</h2><p>Kontrowersje potęguje polityczny kontekst nominacji. Włodzimierz Justyna jest związany z Prawem i Sprawiedliwością i z listy tej partii kandydował do Rady Powiatu. Wcześniej był partyjnym nominatem na stanowisko dyrektora KRUS. Wcześniej był dyrektorem szkoły w Smardzewicach, ale po alkoholowym incydencie musiał z niej odejść. Mariusz Węgrzynowski jest przewodniczącym powiatowych struktur PiS. Dariusz Misztal w 2018 roku został wójtem Będkowa jako kandydat PiS, choć w wyborach w 2024 roku kandydował już z własnego komitetu, a w dokumentach wyborczych zadeklarował brak przynależności partyjnej.</p><p>Nikt chyba nie ma wątpliwości, że o powołaniu Justyny zdecydowały względy partyjne. Tworzy to polityczne tło, którego nie wolno ignorować — szczególnie gdy stanowisko otrzymuje były wicestarosta niedługo po utracie funkcji w zarządzie powiatu.</p><p>W powiecie tomaszowskim zbyt często pojawia się wrażenie, że gdy jeden polityczny fotel zostaje odsunięty, natychmiast trzeba znaleźć drugi. Czasem w spółce, czasem w jednostce organizacyjnej, czasem w instytucji publicznej.</p><p>Tyle że ośrodek zdrowia nie może być <strong>przechowalnią działaczy</strong>. Tutaj ceną za nietrafione decyzje kadrowe nie jest jedynie polityczna kompromitacja. Ceną może być zdrowie mieszkańców.</p><h2>Co wydarzyło się w sobotę?</h2><p>Radni z Będkowa przekazali nam także informację o zdarzeniu, do którego miało dojść w sobotę przy budynku ośrodka.</p><p>Według ich relacji lekarz dotychczas prowadzący GOZ miał wyprowadzać swoje rzeczy z placówki. Na miejsce miała zostać wezwana policja, a lekarzowi — jak twierdzą nasi rozmówcy — miano utrudniać zabranie należącego do niego wyposażenia lub przedmiotów. "Bohaterskiego" zawiadomienia miał dokonać Wójt. /będziemy to sprawdzać i weryfikować/.&nbsp;</p><p>Są to informacje wymagające wyjaśnienia przez Urząd Gminy, dyrekcję GOZ, policję oraz samego lekarza. Nie można ich przedstawiać jako rozstrzygniętych faktów. Nie wolno ich jednak również przemilczeć, ponieważ dotyczą publicznej placówki i majątku wykorzystywanego do leczenia mieszkańców.</p><h2>Mieszkańcy mają prawo znać odpowiedzi</h2><p>W Biuletynie Informacji Publicznej gminy znajduje się dział poświęcony Gminnemu Ośrodkowi Zdrowia oraz stanowisku jego dyrektora. W chwili przygotowywania artykułu nie znaleźliśmy jednak łatwo dostępnego komunikatu, który kompleksowo wyjaśniałby obecną sytuację, zasady powołania nowego kierownictwa, stan zatrudnienia lekarzy i sposób zabezpieczenia opieki nad pacjentami.</p><p>Dlatego kierujemy do wójta Dariusza Misztala i władz GOZ konkretne pytania:</p><p><strong>Czy Włodzimierz Justyna został powołany na stanowisko dyrektora Gminnego Ośrodka Zdrowia w Będkowie? W jakim trybie został wybrany, od kiedy jest zatrudniony i jakie ma wynagrodzenie?</strong></p><p><strong>Ilu lekarzy obecnie przyjmuje w ośrodku, w jakich godzinach i na podstawie jakich umów?</strong></p><p><strong>Dlaczego pacjentom wskazuje się możliwość korzystania z leczenia w Rokicinach? Czy gmina zawarła w tej sprawie porozumienie z inną placówką?</strong></p><p><strong>Ilu pacjentów zrezygnowało z GOZ w ostatnich miesiącach i przeniosło swoje deklaracje do innych przychodni?</strong></p><p><strong>Czy w sobotę przy ośrodku interweniowała policja? Kto wezwał funkcjonariuszy i czego dotyczył spór z lekarzem opuszczającym placówkę?</strong></p><p><strong>Jaki jest aktualny stan finansowy GOZ i czy istnieje zagrożenie dalszego ograniczania świadczeń?</strong></p><h2>Zdrowie nie jest polityczną nagrodą pocieszenia</h2><p>Władze gminy mają pełne prawo dobierać kadrę zarządzającą. Muszą jednak wytłumaczyć mieszkańcom, dlaczego wybrały właśnie tę osobę i jaki plan naprawczy ma nowy dyrektor.</p><p>Nie wystarczy zapewnić, że ośrodek formalnie istnieje, telefony dzwonią, a drzwi są otwarte. Ośrodek zdrowia istnieje naprawdę dopiero wtedy, gdy za drzwiami czeka lekarz.</p><p>Jeżeli publiczna placówka traci pacjentów, ma problem z obsadą medyczną, odsyła mieszkańców do Rokicin, a równocześnie stanowisko dyrektora otrzymuje były samorządowiec związany z tym samym środowiskiem politycznym co władze gminy, podejrzenia o polityczną przechowalnię będą pojawiały się same.</p><p>Można je przeciąć bardzo łatwo: publikując dokumenty, warunki zatrudnienia, harmonogram pracy lekarzy i konkretny plan ratowania ośrodka.</p><p>Mieszkańcy Będkowa nie potrzebują kolejnej politycznej opowieści. <strong>Potrzebują lekarza.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55963,mariusz-wegrzynowski-bez-waznej-misji-kanonicznej-kuria-milczy-o-powodach-decyzji-pytania-o-nauczanie-religii-bez-odpowi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55963,mariusz-wegrzynowski-bez-waznej-misji-kanonicznej-kuria-milczy-o-powodach-decyzji-pytania-o-nauczanie-religii-bez-odpowi</guid>
            <pubDate>Mon, 27 Jul 2026 07:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-mariusz-wegrzynowski-bez-waznej-misji-kanonicznej-kuria-milczy-o-powodach-decyzji-pytania-o-naucza-1785092577.jpg</url>
                        <title>Mariusz Węgrzynowski bez ważnej misji kanonicznej. Kuria milczy o powodach decyzji, pytania o nauczanie religii bez odpowiedzi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55963,mariusz-wegrzynowski-bez-waznej-misji-kanonicznej-kuria-milczy-o-powodach-decyzji-pytania-o-nauczanie-religii-bez-odpowi</link>
                    </image><description>Mariusz Węgrzynowski przez lata był przedstawiany jako nauczyciel i katecheta, osoba wierząca manifestująca przy każdej okazji swoje związki z Kościołem. Pielgrzymki służbowym autem do Częstochowy, comiesięczne zawierzenia i okrzyki na sesjach: ja Pana w kościele nie widuję. Jak by to bywanie na mszach świadczyć miało o jakości samorządowca. Dziś wiadomo, że były Starosta nie posiada ważnej misji kanonicznej, a więc kościelnego skierowania niezbędnego do nauczania religii. Czy do jej utraty przyczynił się śp. ksiądz Grad? Tak twierdzą inni katecheci z sanktuarium Św. Antoniego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3>Z tego tekstu dowiesz się:</h3><ul><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="eafbdca662c1c9994bd16fe5b9f14a635"><strong>dlaczego Mariusz Węgrzynowski nie ma dziś prawa do nauczania religii,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e219f54dc53640757bac667cb7adb108c"><strong>co dokładnie potwierdziła Archidiecezja Łódzka,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="eee26ff0cf77506241493cac8ba1ea1af"><strong>dlaczego Kuria nie ujawnia powodów wygaśnięcia misji,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e159429750df9fe2fccac54def6ece79d"><strong>czy milczenie Kościoła może budzić wątpliwości,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e60c11f0ec520da1eff6c8b4935e35d56"><strong>czego nie wyjaśnił sam były starosta.</strong></li></ul><p>Oficjalnie jednak nie wiadomo, dlaczego misja nie została ona przedłużona. Były starosta nie odpowiedział na pytania redakcji. Archidiecezja Łódzka odpowiedziała jednym zdaniem i zasłoniła się ochroną jego dóbr osobistych. Czy to oznacza, że odpowiedzi na nasze pytania musiały być twierdzące?</p><p>Redakcja NaszTomaszow.pl skierowała do Mariusza Węgrzynowskiego już wiele miesięcy temu, podobnie jak do Kurii Metropolitalnej Łódzkiej, szczegółowe pytania dotyczące jego prawa do nauczania religii. Pytaliśmy między innymi o przyczyny utraty misji, ewentualne skargi, zastrzeżenia do pracy katechety, relacje z uczniami i rodzicami oraz możliwe postępowanie wyjaśniające. Pytaliśmy też, czy kiedykolwiek zdarzało mu się stosować wobec uczniów jakiekolwiek formy przemocy. Chociażby przemocy werbalnej. O tym wspominają byli uczniowie, ale też zajmujący mieszkalny lokal służbowy w „trójce”, nauczyciele.&nbsp;</p><p>Węgrzynowski nie odpowiedział. Archidiecezje także postanowiła w tej sprawie milczeć. Kilka tygodni temu ponowiliśmy pytania. Tym razem Kuria przekazała jedynie jedno zdanie:</p><blockquote><p><i>„Misje kanoniczne, które były wystawiane do parafii św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim, były na czas określony i wygasły z dniem ważności misji”.&nbsp;</i></p></blockquote><p>Rzecz w tym, że Kuria nie wspomina, czy dotyczyło to tylko tego jednego katechety, czy również innych nauczycieli religii. Z informacji, jakie posiadamy, wynika, że przynajmniej nauczyciele mianowani mają powierzoną misję bezterminowo.&nbsp;</p><p>Jak widać, kościół nie przestaje strzec swoich tajemnic. Za każdym razem niestety na tym traci, bo nie wystarczy pozbyć się czarnej owcy. Należy także za jej zachowanie brać odpowiedzialność.&nbsp;</p><p>Odpowiedź potwierdza natomiast fakt podstawowy: Mariusz Węgrzynowski nie ma obecnie ważnej misji kanonicznej do nauczania religii. &nbsp;</p><p>Podkreślmy, nie oznacza to jednak, że misję cofnięto byłemu Staroście przed terminem. Z odpowiedzi wynika, że wygasła. Kluczowe pozostaje więc pytanie: dlaczego nie wydano kolejnej i dlaczego nie była wydana na stałe? Węgrzynowski nauczał dzieci w Gimnazjum numer 3 przez kilka lat. Miał nawet swój pseudonim: Pomidor.&nbsp;</p><p><strong>Jedno zdanie zamiast odpowiedzi</strong></p><p>Redakcja zadała dziewiętnaście konkretnych pytań, które publikujemy poniżej. Wyraźnie zaznaczyliśmy, że nie oczekujemy danych uczniów, rodziców ani innych osób prywatnych. Chodziło o ogólną informację: czy były skargi, zastrzeżenia lub postępowanie wyjaśniające i jaki charakter miała decyzja dotycząca dalszego nauczania religii. Kuria nie odpowiedziała na żadne z tych pytań. Powołała się na ochronę dóbr osobistych Mariusza Węgrzynowskiego.</p><p><strong>To rodzi oczywiste wątpliwości.</strong></p><p>Gdyby skarg nie było, można byłoby odpowiedzieć krótko: „skargi nie wpływały”. Taka informacja nie naruszałaby dobrego imienia zainteresowanego. Przeciwnie, działałaby na jego korzyść.</p><p><strong>Kuria tego nie zrobiła.</strong></p><p>Brak odpowiedzi nie jest dowodem. Nie sposób jednak nie zauważyć, że wybrana przez Archidiecezję formuła nie wyjaśnia sprawy, lecz jeszcze bardziej ją zaciemnia.</p><p><strong>&nbsp;Milczenie zamiast wyjaśnień</strong></p><p>Mariusz Węgrzynowski jest osobą publiczną. Był starostą tomaszowskim, od lat uczestniczy w lokalnym życiu politycznym i podejmuje działania podlegające społecznej ocenie. Powołuje się na własne związki z kościołem a nawet można powiedzieć, że Kościoła cynicznie używa, jak politycznej tarczy.&nbsp;</p><p>Mógł wyjaśnić, czy sam zrezygnował z katechezy, czy ubiegał się o kolejną misję i dlaczego jej nie otrzymał. Mógł też zaprzeczyć informacjom o skargach.</p><p><strong>Nie zrobił tego.</strong></p><p>Kuria nie potwierdziła zarzutów. Nie zdecydowała się jednak także im zaprzeczyć. W sprawie osoby publicznej takie milczenie nie zamyka tematu. Ono dopiero go otwiera.</p><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:658/922;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/zrzut-ekranu-2026-07-26-210422.png" width="658" height="922"></figure><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:661/912;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/zrzut-ekranu-2026-07-26-210447.png" width="661" height="912"></figure><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:661/890;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/zrzut-ekranu-2026-07-26-210550.png" width="661" height="890"></figure><figure class="image image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:659/470;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/zrzut-ekranu-2026-07-26-210620.png" width="659" height="470"></figure><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1355/304;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/07/26/image_1.png" width="1355" height="304"></figure> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Wielki rozłam w PiS i małe wojny w Tomaszowie. Jedni budują mosty, inni potrzebują wrogów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55955,wielki-rozlam-w-pis-i-male-wojny-w-tomaszowie-jedni-buduja-mosty-inni-potrzebuja-wrogow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55955,wielki-rozlam-w-pis-i-male-wojny-w-tomaszowie-jedni-buduja-mosty-inni-potrzebuja-wrogow</guid>
            <pubDate>Fri, 24 Jul 2026 23:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wielki-rozlam-w-pis-i-male-wojny-w-tomaszowie-jedni-buduja-mosty-inni-potrzebuja-wrogow-1784927798.png</url>
                        <title>Wielki rozłam w PiS i małe wojny w Tomaszowie. Jedni budują mosty, inni potrzebują wrogów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55955,wielki-rozlam-w-pis-i-male-wojny-w-tomaszowie-jedni-buduja-mosty-inni-potrzebuja-wrogow</link>
                    </image><description>Prawo i Sprawiedliwość pęka dziś z hukiem, który słychać w całej Polsce. Jarosław Kaczyński mówi o odejściu ponad trzydziestu parlamentarzystów. Mateusz Morawiecki odpowiada, że jego ludzi wypchnięto z partii ultimatum i „lojalkami”. W Warszawie trwa polityczne trzęsienie ziemi, ale jego lokalne wstrząsy wtórne znamy w Tomaszowie Mazowieckim od dawna. Tu również zamiast współpracy pojawiały się podejrzliwość, intrygi, personalne wojny i próby eliminowania każdego, kto nie chciał maszerować w jednym szeregu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Spór w PiS przestał być wewnętrzną dyskusją o programie. Stał się walką o to, kto ma prawo uważać się za człowieka prawicy, kto jest wystarczająco lojalny i kto może samodzielnie myśleć. Posłowie związani ze stowarzyszeniem <strong>Rozwój Plus</strong> nie podpisali oświadczenia o nieprzynależeniu do innych organizacji. Jarosław Kaczyński uznał, że oznacza to faktyczne odejście z partii. Mateusz Morawiecki i jego zwolennicy przekonują natomiast, że żadnych rezygnacji nie składali i do końca szukali porozumienia. Ostateczną decyzję ma podjąć Komitet Polityczny PiS.</p><p>To konflikt nie tylko personalny. To spór dwóch sposobów uprawiania polityki. Pierwszy zakłada poszerzanie społecznego poparcia, rozmowę z przedsiębiorcami, samorządowcami, młodszymi wyborcami oraz ludźmi, którzy nie chcą żyć w permanentnej wojnie plemiennej. Drugi opiera się na dyscyplinie, centralnym sterowaniu oraz przekonaniu, że kto nie podporządkowuje się bezwarunkowo, ten staje się podejrzany.</p><p>Brzmi znajomo?</p><h2>Tomaszowskie laboratorium podziału</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim podobny spektakl oglądamy od lat. Zmieniają się role, dekoracje i oficjalne uzasadnienia, ale scenariusz pozostaje ten sam. Zamiast usiąść przy jednym stole, ustalić najważniejsze potrzeby miasta i powiatu, a następnie wspólnie szukać pieniędzy oraz rozwiązań, część lokalnych polityków poświęca więcej energii na zwalczanie konkurentów niż na rozwiązywanie problemów mieszkańców.</p><p>Najlepiej widać to na przykładzie dwóch polityków, którzy przez lata funkcjonowali w szeroko rozumianym obozie Prawa i Sprawiedliwości: <strong>Marcina Witki i Mariusza Węgrzynowskiego</strong>.</p><p>Obaj wyrośli z tradycji prawicowych, ale reprezentują zupełnie inne style działania.</p><p>Marcin Witko, wcześniej związany między innymi z PSL i Stronnictwem „Piast”, zaczynał jako nauczyciel, instruktor artystyczny oraz pracownik instytucji kultury. Później został posłem, a od 2014 roku jest prezydentem Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>Jego polityczny życiorys pokazuje, że potrafił rozmawiać z przedstawicielami różnych środowisk. Nie oznacza to braku sporów ani błędów. Oznacza jednak zdolność do zawierania porozumień wtedy, kiedy interes miasta wymaga wyjścia poza partyjny okop.</p><p>Mariusz Węgrzynowski zaczynał w Lidze Polskich Rodzin Romana Giertycha, a później przez lata budował natomiast swoją pozycję w powiatowych strukturach PiS. Zbudował sekciarską organizację, gdzie jakakolwiek dyskusja jest zbędna. Jako starosta i przewodniczący lokalnych struktur partii stał się jednym z najważniejszych uczestników walki o władzę w powiecie. W listopadzie 2025 roku został odwołany z funkcji starosty. Za odwołaniem głosowało czternastu radnych, a przeciw był tylko jeden. Większość radnych PiS opuściła wówczas salę.</p><p>To nie był zwykły kryzys personalny. Był to finał modelu polityki opartego na kolejnych konfliktach, coraz węższym kręgu zaufania i traktowaniu samodzielności innych ludzi jak zagrożenia.</p><h2>Witko usunięty, bo nie chciał uczestniczyć w wojnie</h2><p>Symboliczne znaczenie miało późniejsze usunięcie Marcina Witki z PiS. Informacja o skreśleniu prezydenta Tomaszowa z listy członków partii została publicznie ogłoszona w styczniu 2026 roku. Jako jeden z powodów wskazywano udział jego środowiska w zmianie władz powiatu i odwołaniu Mariusza Węgrzynowskiego.</p><p>W praktyce oznaczało to, że człowiek trzykrotnie wybierany na prezydenta miasta, wcześniej poseł PiS, został potraktowany nie jak partner do rozmowy, lecz jak przeciwnik, którego należy usunąć.</p><p>Mechanizm jest niemal identyczny z tym, który dziś obserwujemy w Warszawie. Najpierw stawia się ultimatum. Później ogłasza, że ktoś sam odszedł, chociaż zainteresowany twierdzi, że żadnej rezygnacji nie składał. Na końcu buduje się opowieść o zdradzie, nielojalności i spisku.</p><p>W polityce opartej na nieustannej próbie lojalności nie ma miejsca na ludzi samodzielnych. Są tylko posłuszni i podejrzani.</p><h2>Morawiecki, samorządy i konkretne inwestycje</h2><p>Marcin Witko, komentując obecny konflikt w PiS, przypomniał swoją wieloletnią współpracę z Mateuszem Morawieckim.</p><blockquote><p>„Mateusza Morawieckiego znam od wielu lat. Nie tylko z dzisiejszej perspektywy, ale przede wszystkim z czasu, gdy stał na czele rządu. Był jednym z nielicznych premierów, którzy regularnie spotykali się z samorządowcami, słuchali naszych problemów i szukali rozwiązań”.</p></blockquote><p>Prezydent Tomaszowa wskazał również konkretne inwestycje, które udało się zrealizować dzięki wsparciu rządu Morawieckiego: <strong>hospicjum, nowe schronisko dla zwierząt, stadion oraz żłobek</strong>.</p><p>To właśnie na poziomie konkretnych inwestycji najlepiej widać różnicę między polityką nastawioną na rezultat a polityką karmiącą się konfliktem. Mieszkańca nie interesuje przecież, kto z kim siedział przy jednym stole, kto komu podał rękę i czyja frakcja zdobyła kilka punktów przewagi. Mieszkańca interesuje, czy powstał żłobek, hospicjum, droga, szkoła, miejsce pracy albo obiekt sportowy.</p><p>Samorząd nie jest seminarium ideologicznym. Jest warsztatem. Liczy się to, co z niego wyjeżdża.</p><h2>Termy, których nie zbudowano</h2><p>Najbardziej jaskrawym symbolem lokalnej wojny stała się sprawa tomaszowskich term. W lipcu 2024 roku inwestycja została zablokowana przez większość Rady Miejskiej. Za zmianami umożliwiającymi jej realizację zagłosowało siedmioro radnych związanych z Marcinem Witką. Przeciw było trzynastu przedstawicieli różnych ugrupowań, w tym KO, PiS, Trzeciej Drogi i komitetu Wszyscy Razem. Przeciwnicy wskazywali przede wszystkim na wysokie koszty przedsięwzięcia.</p><p>Można dyskutować o skali inwestycji. Można pytać o koszty utrzymania, źródła finansowania i ryzyka dla budżetu. To obowiązek radnych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy merytoryczna analiza ustępuje miejsca politycznej zasadzie: <strong>nie poprzemy tego, ponieważ proponuje to ktoś z przeciwnego obozu</strong>.</p><p>W Tomaszowie zbyt często nie ocenia się pomysłu. Najpierw sprawdza się nazwisko jego autora.</p><p>Marcin Witko uważa, że termy powstałyby, gdyby nie polityczna blokada radnych związanych z posłem Adrianem Witczakiem i Mariuszem Węgrzynowskim. To jego polityczna ocena, ale trudno zaprzeczyć samemu wynikowi głosowania: projekt zatrzymano ponadpartyjną większością, mimo wcześniejszych deklaracji o potrzebie rozwoju turystycznego miasta.</p><p>Dziś koncepcja term powraca, a według lokalnych mediów ma być uzupełniona o zaplecze hotelowe. To najlepszy dowód, że problem nie umarł wraz z jednym głosowaniem. Stracono natomiast czas – najcenniejszą walutę każdego samorządu.</p><h2>Ludzie misji i ludzie stanowisk</h2><p>Nie każda osoba wchodząca do polityki kieruje się tym samym.</p><p>Jedni traktują mandat, urząd albo partyjną legitymację jako narzędzie służby. Potrafią rozmawiać nawet z przeciwnikiem, ponieważ wiedzą, że wodociąg, szpital czy ulica nie mają barw partyjnych.</p><p>Inni potrzebują polityki jak sceny. Muszą mieć stanowisko, przeciwnika i konflikt. Bez wojny tracą znaczenie, dlatego wojna musi trwać. Gdy zabraknie rzeczywistego wroga, trzeba go stworzyć we własnym środowisku. Kwintesencja PiS-u.&nbsp;</p><p>To właśnie odróżnia ludzi z poczuciem społecznej misji od politycznych oportunistów. Nie legitymacja partyjna, nie deklarowana ideologia i nie zdjęcie z liderem podczas konwencji. Różnicę ujawnia zachowanie w chwili próby: czy człowiek potrafi ustąpić, porozumieć się, podzielić odpowiedzialnością i poprzeć dobry pomysł konkurenta.</p><h2>Prawica dwóch płuc czy prawica jednej komendy?</h2><p>Mateusz Morawiecki mówi dziś o strategii „dwóch płuc”. O partii zdolnej pomieścić różne tradycje prawicy, rozmawiać z przedsiębiorcami, samorządowcami, konserwatystami oraz umiarkowanym centrum. Jarosław Kaczyński odpowiada, że stowarzyszenie byłego premiera stało się elementem planu podziału partii.</p><p>Podobny wybór stoi przed lokalną polityką.</p><p>Można budować szerokie porozumienia wokół inwestycji, szpitala, dróg, edukacji i pomocy społecznej. Można też urządzać kolejne polowania na nielojalnych, organizować konferencje przeciwko własnym niedawnym kolegom i rozliczać ludzi nie z efektów pracy, lecz z tego, z kim rozmawiali.</p><p>Tomaszów potrzebuje polityków zdolnych oddychać oboma płucami. Miasto i powiat duszą się bowiem wtedy, gdy jedna grupa próbuje zatkać usta wszystkim pozostałym.</p><h2>Pod tymi słowami warto się podpisać</h2><p>Marcin Witko mówi:</p><blockquote><p>„Od lat lokalnie obserwuję bardzo podobny mechanizm do tego, o którym dziś mówi Mateusz Morawiecki. Dlatego wiele słów zawartych w tym oświadczeniu jest mi szczególnie bliskich. To ważny głos o odpowiedzialności, jedności i o tym, że wewnętrzne spory nie mogą przesłaniać tego, co najważniejsze – pracy dla ludzi. Pod tezami przedstawionymi w tym wystąpieniu</p></blockquote> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[400 tysięcy złotych za otwarcie drzwi do sprzedaży szpitala. Jedenastu radnych powiedziało „tak”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</guid>
            <pubDate>Fri, 24 Jul 2026 19:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak-1784921972.png</url>
                        <title>400 tysięcy złotych za otwarcie drzwi do sprzedaży szpitala. Jedenastu radnych powiedziało „tak”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</link>
                    </image><description>To nie jest niewinna wycena nieruchomości. To pierwszy kosztowny krok na drodze prowadzącej do sprzedaży Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jedenastu radnych Rady Powiatu Tomaszowskiego zagłosowało za przedsięwzięciem, które może pochłonąć nawet 400 tysięcy złotych. Za dokument, który nie wyleczy ani jednego pacjenta, nie skróci żadnej kolejki i nie kupi szpitalowi nawet jednego aparatu diagnostycznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W tomaszowskim samorządzie trwa polityczne przedstawienie, którego scenariusz coraz bardziej przypomina film o przejmowaniu strategicznego majątku, a coraz mniej odpowiedzialną debatę o bezpieczeństwie zdrowotnym mieszkańców.</p><p>Radni związani z Koalicją Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością nadal forsują koncepcję wyceny majątku Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Koszt takiej operacji może wynieść od 200 do nawet <strong>400 tysięcy złotych</strong>. Trudno nie postawić pytania: po co wydawać tak ogromne pieniądze na wycenę spółki, jeżeli nie zamierza się jej później sprzedać?</p><p>Wycena nie jest przecież tomografem komputerowym. Nie jest wyposażeniem bloku operacyjnego, remontem oddziału ani podwyżką dla pielęgniarek. Jest dokumentem przygotowywanym przede wszystkim po to, by ustalić cenę majątku przed planowaną transakcją.</p><h2><strong>Jedenaście głosów za wydaniem setek tysięcy złotych</strong></h2><p>Za rozpoczęciem procesu, który może kosztować mieszkańców powiatu kilkaset tysięcy złotych, zagłosowali:</p><p><strong>Jarosław Feliński, Szczepan Goska, Michał Jodłowski, Włodzimierz Justyna, Danuta Mąkola, Kazimierz Mordaka, Paulina Socha, Teodora Sowik, Mariusz Węgrzynowski, Martyna Wojciechowska oraz Alicja Zwolak-Plichta.</strong></p><p>To właśnie tych jedenastu radnych poparło rozwiązanie, które – w naszej ocenie – oznacza zgodę na zmarnotrawienie ogromnej kwoty publicznych pieniędzy. Tym bardziej że Zarząd Powiatu, kierowany przez starostę <strong>Dariusza Kowalczyka</strong>, nie zamierza ani sprzedawać szpitala, ani wydawać setek tysięcy złotych na przygotowanie gruntu pod taką operację.</p><p>Przeciwko wycenie zagłosowali:</p><p><strong>Wacława Bąk, Krzysztof Biskup, Lidia Jackow, Piotr Kagankiewicz, Dariusz Kowalczyk, Marek Olkiewicz, Rafał Wolniewicz, Cezary Żegota oraz Sławomir Żegota.</strong></p><p>Od głosu wstrzymał się <strong>Leon Karwat</strong>. Dwóch radnych było nieobecnych.</p><p>To głosowanie warto zachować. Za kilka miesięcy nikt nie powinien mówić, że nie wiedział, nad czym podnosił rękę.</p><h2><strong>Szpital nie jest starym magazynem do sprzedania</strong></h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia obsługuje populację liczącą około <strong>100 tysięcy mieszkańców powiatu tomaszowskiego</strong>. Z placówki korzystają również pacjenci z powiatów sąsiednich. Szpital prowadzi oddziały, poradnie, diagnostykę, Szpitalny Oddział Ratunkowy, nocną i świąteczną opiekę zdrowotną oraz szereg usług, bez których lokalny system ochrony zdrowia po prostu przestaje istnieć.</p><p>Nie mówimy więc o sprzedaży pustej działki, nieczynnej kotłowni ani budynku po dawnej szkole. Mówimy o infrastrukturze krytycznej dla życia mieszkańców.</p><p>W takich sprawach samorząd powinien zachowywać się jak strażnik, a nie jak pośrednik nieruchomości. Powinien wzmacniać własny szpital, rozwijać jego oddziały i chronić kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Tymczasem część radnych chce rozpocząć kosztowny proces wyceny, który z punktu widzenia zwykłego mieszkańca nie przynosi żadnej namacalnej korzyści.</p><h2><strong>Kontrakt wart około 200 milionów złotych to prawdziwy cel</strong></h2><p>Najcenniejszym elementem Tomaszowskiego Centrum Zdrowia nie są same mury. Prawdziwą wartością są <strong>kontrakty z NFZ, kadra, rynek pacjentów oraz możliwość przejęcia finansowania świadczeń medycznych</strong>.</p><p>Jeżeli roczna wartość działalności szpitala i zawartych kontraktów zbliża się do <strong>200 milionów złotych</strong>, to TCZ staje się niezwykle atrakcyjnym kąskiem dla każdego dużego podmiotu medycznego. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zrozumieć, że przejęcie tomaszowskiej spółki nie oznaczałoby wyłącznie objęcia budynków. Oznaczałoby również przejęcie strumienia publicznych pieniędzy płynących za pacjentem.</p><p>Właśnie dlatego w tej sprawie przewija się Centrum Kliniczno-Dydaktyczne Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Pomysł konsolidacji tomaszowskiego szpitala z łódzką jednostką był już publicznie przedstawiany jako recepta na problemy TCZ.</p><p>Problem polega na tym, że kondycja finansowa łódzkiego Centralnego Szpitala Klinicznego powinna być przedmiotem bardzo dokładnej analizy, zanim ktokolwiek zacznie oddawać mu kontrolę nad lokalnym systemem ochrony zdrowia. Sam szpital publikuje coroczne raporty ekonomiczno-finansowe, obejmujące także prognozy na kolejne lata.</p><p>Tomaszów nie może stać się finansowym zastrzykiem dla większej instytucji tylko dlatego, że komuś w Warszawie albo Łodzi łatwiej jest zarządzać ochroną zdrowia z mapy niż z perspektywy pacjenta oczekującego na SOR-ze.</p><h2><strong>Piotr Kagankiewicz ostrzega przed sprzedażą</strong></h2><p>Pomysł sprzedaży szpitala krytycznie ocenił <strong>Piotr Kagankiewicz</strong>, radny powiatowy i dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Radomsku. To głos szczególnie istotny, ponieważ pochodzi od człowieka, który zna zarządzanie ochroną zdrowia nie z politycznych prezentacji, lecz z codziennej praktyki.</p><p>Kagankiewicz kieruje placówką, która w 2025 roku przeznaczyła na inwestycje około 46 milionów złotych, z czego ponad 32 miliony stanowiły środki pozyskane zewnętrznie.</p><p>Jego stanowiska nie można więc zbyć wzruszeniem ramion. Sprzeciwia się sprzedaży osoba, która potrafi rozwijać publiczny szpital, zdobywać finansowanie i prowadzić inwestycje. Być może właśnie tak powinno się ratować ochronę zdrowia: poprawiając zarządzanie, zdobywając środki i rozwijając świadczenia, a nie wystawiając rodzinne srebra do wyceny.</p><h2><strong>Co z NU-MED-em i tomaszowską onkologią?</strong></h2><p>Jednym z najpoważniejszych pytań jest przyszłość Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego <strong>NU-MED</strong>, działającego przy ulicy Jana Pawła II.</p><p>Placówka prowadzi między innymi radioterapię, onkologię kliniczną, chemioterapię i poradnię onkologiczną. Obsługuje nie tylko pacjentów z Tomaszowa, ale także z Rawy Mazowieckiej, Piotrkowa Trybunalskiego, Radomska, Skierniewic i innych miejscowości regionu.</p><p>Jeżeli właściciel lub przyszły nabywca TCZ chciałby samodzielnie przejąć kontrakty na diagnostykę i leczenie nowotworów, może dojść do konfliktu o zakres świadczeń, budynki, infrastrukturę oraz dostęp do terenu. W centrum tego sporu znalazłby się pacjent onkologiczny – człowiek, dla którego tydzień czy miesiąc opóźnienia może mieć dramatyczne znaczenie.</p><p>Publiczne dokumenty potwierdzają, że relacje nieruchomościowe z NU-MED-em opierają się między innymi na umowie dzierżawy zawartej w 2013 roku. W 2024 roku Zarząd Powiatu podejmował uchwały dotyczące poddzierżawienia części gruntu objętego tą umową, a pod koniec 2025 roku zdecydowano o kolejnym bezprzetargowym oddaniu działki na rzecz szpitala onkologicznego.</p><p><strong>Nie udało się jednak potwierdzić w publicznie dostępnej treści dokumentów dokładnej daty wygaśnięcia podstawowej umowy dzierżawy NU-MED-u.</strong> Informacja ta powinna zostać niezwłocznie ujawniona przez Zarząd Powiatu wraz ze wszystkimi aneksami. Jeżeli termin obowiązywania umowy zbliża się do końca, sprzedaż TCZ mogłaby otworzyć pole do nacisków, renegocjacji albo prób przejęcia części świadczeń onkologicznych.</p><p>Nie wolno dopuścić, by pacjenci dowiedzieli się o zmianach z kartki przyklejonej na drzwiach rejestracji.</p><h2><strong>Pięć karetek już straciliśmy. Mechanizm był podobny</strong></h2><p>Zwolennicy centralizacji będą zapewniać, że większy podmiot oznacza większe możliwości. Tomaszów ma już jednak własne doświadczenia z przejmowaniem lokalnych usług medycznych przez instytucję wojewódzką.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia straciło <strong>pięć zespołów ratownictwa medycznego</strong>, które wcześniej obsługiwały część województwa, w tym powiaty łódzki wschodni i brzeziński oraz zespół stacjonujący w Ujeździe. Obsługę przejęła Wojewódzka Stacja Ratownictwa Medycznego w Łodzi.</p><p>Dla mieszkańca karetka nadal może wyglądać tak samo. Jednak dla tomaszowskiego szpitala oznaczało to utratę działalności, miejsc pracy, potencjału organizacyjnego oraz przychodów, które wcześniej pozostawały w lokalnym systemie ochrony zdrowia.</p><p>To jest właśnie model centralizacji: usługa formalnie pozostaje publiczna, ale pieniądze, decyzje i zarządzanie wyjeżdżają do Łodzi.</p><p>Dzisiaj było ratownictwo medyczne. Jutro mogą to być oddziały szpitalne, diagnostyka, onkologia i cały kontrakt TCZ.</p><h2><strong>Najpierw wycena, później „nie ma już odwrotu”</strong></h2><p>W polskiej polityce duże decyzje rzadko rozpoczynają się od ogłoszenia: „sprzedajemy”. Najpierw pojawia się analiza. Potem wycena. Następnie doradca, audyt, memorandum i zapewnienia, że „rozważane są wszystkie warianty”.</p><p>Na końcu mieszkańcy słyszą, że proces zaszedł już tak daleko, iż nie ma odwrotu.</p><p>Dlatego dzisiejsze głosowanie nie dotyczyło wyłącznie wydania pieniędzy na dokument. Dotyczyło otwarcia drzwi. Jedenastu radnych zdecydowało, że warto zapłacić nawet 400 tysięcy złotych, by te drzwi uchylić.</p><p>Zamiast kupować sprzęt, inwestować w oddziały, poprawiać warunki leczenia i walczyć o lekarzy, chcą mierzyć powierzchnie, wyceniać budynki i liczyć wartość majątku.</p><p>Jak w „Ziemi obiecanej”: <strong>„Ja nie mam nic, ty nie masz nic…”</strong> – ale razem można zrobić interes. Tyle że w tym przypadku „nic” nie należy do polityków. Szpital jest majątkiem mieszkańców powiatu, tworzonym przez dziesięciolecia z publicznych pieniędzy.</p><h2><strong>Zarząd Powiatu mówi jednoznaczne „nie”</strong></h2><p>Stanowisko Zarządu Powiatu, który nie wyraża zgody ani na kosztowną wycenę, ani na sprzedaż szpitala, jest obecnie jedynym racjonalnym zabezpieczeniem przed uruchomieniem procesu, którego później może nie udać się zatrzymać.</p><p>Dariusz Kowalczyk i pozostali członkowie Zarządu powinni teraz nie tylko odrzucić żądania dotyczące wyceny, ale również przedstawić mieszkańcom pełną informację:</p><p>jaka jest rzeczywista wartość kontraktów TCZ, jaka jest sytuacja finansowa spółki, kiedy wygasają umowy dotyczące NU-MED-u, jakie skutki dla onkologii może mieć konsolidacja oraz kto prowadzi rozmowy z CKD i na podstawie jakich pełnomocnictw.</p><p>Bo szpital nie jest łupem dla zwycięzcy politycznej rozgrywki. Nie jest też bankomatem dla większego podmiotu medycznego, który potrzebuje nowych kontraktów i nowych przychodów.</p><p><strong>To miejsce, do którego każdy z nas może trafić jutro – bez zapowiedzi, bez legitymacji partyjnej i bez możliwości wybrania sobie wygodniejszego scenariusza.</strong></p><p>Dlatego mieszkańcy mają prawo zapamiętać nazwiska jedenastu radnych, którzy zagłosowali za wydaniem kilkuset tysięcy złotych na wycenę majątku szpitala.</p><p>W polityce głosy czasem giną w protokołach. Ten głos nie powinien zginąć.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[76 800 zł dla lekarza. Reforma czy polityka wielkich liczb?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55935,76-800-zl-dla-lekarza-reforma-czy-polityka-wielkich-liczb</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55935,76-800-zl-dla-lekarza-reforma-czy-polityka-wielkich-liczb</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 17:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-76-800-zl-dla-lekarza-reforma-czy-polityka-wielkich-liczb-1784648496.png</url>
                        <title>76 800 zł dla lekarza. Reforma czy polityka wielkich liczb?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55935,76-800-zl-dla-lekarza-reforma-czy-polityka-wielkich-liczb</link>
                    </image><description>Kwota 76 800 zł brutto miesięcznie działa na wyobraźnię. Dla większości Polaków brzmi jak wynagrodzenie z innego świata, niemal jak finansowa scenografia z serialu o elitach. Premier Donald Tusk wie, że liczby bywają w polityce skuteczniejsze od długich ustaw i skomplikowanych rozporządzeń. Problem w tym, że reforma ochrony zdrowia nie może sprowadzać się do efektownego zdania: „biedy nie ma”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rząd zapowiada ograniczenie maksymalnej stawki godzinowej lekarzy do <strong>240 zł brutto</strong>, limit czasu pracy odpowiadający dwóm etatom, likwidację wynagrodzeń liczonych jako procent od wartości procedury oraz większą jawność kontraktów. Szpitale mają raportować do Narodowego Funduszu Zdrowia godzinowe grafiki lekarzy, a Fundusz ma wychwytywać przypadki, w których ten sam medyk formalnie pracuje jednocześnie w kilku miejscach.</p><p>To są propozycje, których nie należy zbywać prostym oskarżeniem o „atak na lekarzy”. W publicznym systemie ochrony zdrowia pieniądze pochodzą ze składek pacjentów i podatników. Państwo ma więc nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek sprawdzać, czy środki są wydawane racjonalnie, czy kontrakty nie prowadzą do patologii i czy lekarz po kilkudziesięciu godzinach pracy nadal jest w stanie bezpiecznie podejmować decyzje dotyczące życia pacjentów.</p><h2>Lekarz nie może pracować więcej godzin, niż ma doba</h2><p>Najmocniejszym elementem zapowiadanych zmian nie jest wcale limit wynagrodzenia. Jest nim próba uporządkowania czasu pracy.</p><p>Przez lata system akceptował fikcję, w której lekarz zatrudniony na umowie o pracę podlegał ograniczeniom, ale ten sam lekarz wykonujący świadczenia na podstawie kontraktu mógł pracować praktycznie bez wyraźnej granicy. Powstawały grafiki, które bardziej przypominały literaturę science fiction niż realny zapis obecności człowieka w konkretnym miejscu.</p><p>Jeżeli rząd rzeczywiście stworzy system pozwalający porównywać godziny pracy lekarzy w różnych placówkach, będzie to krok w dobrą stronę. Nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Chodzi o bezpieczeństwo chorego. Pacjent ma prawo zakładać, że operujący go chirurg, anestezjolog albo lekarz dyżurny nie kończy właśnie trzydziestej godziny pracy.</p><p>Ograniczenie czasu pracy do równowartości dwóch etatów nadal pozostawia lekarzom możliwość bardzo intensywnej pracy i osiągania wysokich dochodów. Nie jest to zatem rewolucja bolszewicka ani próba sprowadzenia specjalistów do płacowej przeciętności. To raczej postawienie granicy tam, gdzie dotychczas granicę wyznaczała wyłącznie fizyczna wytrzymałość człowieka.</p><h2>Procent od procedury tworzy niebezpieczną pokusę</h2><p>Równie istotna jest zapowiedź odejścia od kontraktów, w których wynagrodzenie lekarza stanowi procent wartości wykonanej procedury.</p><p>Sam mechanizm nie oznacza automatycznie nadużycia. Może jednak tworzyć konflikt interesów. Jeżeli dochód zależy od liczby albo ceny przeprowadzonych zabiegów, pojawia się ekonomiczna zachęta do wykonywania procedur bardziej kosztownych lub częstszych. W ochronie zdrowia granica między medyczną koniecznością a finansową opłacalnością musi być szczególnie pilnie strzeżona.</p><p>Premier trafnie zauważa, że leczenie nie powinno być brutalnym biznesem. Trzeba jednak pamiętać, że system sam przez lata budował rynek, na którym dyrektorzy szpitali, walcząc o lekarzy, oferowali coraz korzystniejsze kontrakty. Lekarze nie stworzyli tego mechanizmu sami. Korzystali z zasad ustanowionych lub tolerowanych przez państwo.</p><p>Dlatego obecna władza nie może przedstawiać reformy jako moralnego starcia oszczędnego państwa z pazernym środowiskiem. To byłoby wygodne politycznie, ale nieuczciwe. Patologie kontraktowe są także skutkiem wieloletniej słabości organizacyjnej szpitali, niedoboru specjalistów i braku spójnej polityki kadrowej.</p><h2>76 800 zł brzmi ogromnie. Ale skąd wzięła się ta kwota?</h2><p>Premier mówi o maksymalnym miesięcznym wynagrodzeniu w wysokości 76 800 zł brutto. To wynik przemnożenia stawki 240 zł przez liczbę godzin odpowiadającą bardzo intensywnej pracy na dwóch etatach.</p><p>Nie będzie to więc standardowa pensja każdego lekarza. Nie będzie to również wynagrodzenie osiągane bez ogromnej liczby godzin spędzonych w szpitalu. Kwota robi wrażenie, lecz jej eksponowanie może fałszować debatę.</p><p>Większość lekarzy nie zarabia kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie. Inaczej wygląda sytuacja rezydenta, inaczej lekarza rodzinnego, inaczej profesora wykonującego skomplikowane operacje, a jeszcze inaczej specjalisty pracującego w kilku szpitalach, ponieważ w żadnym z nich nie ma wystarczającej liczby medyków.</p><p>Hasło „szesnastokrotność płacy minimalnej” jest politycznie nośne, ale może prowadzić do niepotrzebnego konfliktu społecznego. Pielęgniarka, ratownik, diagnosta, opiekun medyczny czy pracownik administracyjny mogą zapytać, dlaczego ich wynagrodzenia tak bardzo odbiegają od górnych stawek lekarskich. Pacjent czekający rok na wizytę u specjalisty może z kolei dojść do wniosku, że cały system jest bogaty, tylko źle zarządzany.</p><p>Rzeczywistość jest bardziej złożona. Polski system ochrony zdrowia jednocześnie wydaje ogromne pieniądze i cierpi na braki kadrowe, kolejki, zadłużenie szpitali oraz nierówny dostęp do świadczeń. Samo ograniczenie najwyższych wynagrodzeń nie rozwiąże żadnego z tych problemów automatycznie.</p><h2>Jawność umów może być ważniejsza niż limit</h2><p>Jednym z najbardziej rozsądnych elementów reformy jest zapowiedź publikowania informacji o konkursach, ofertach i rozstrzygnięciach dotyczących kontraktów w szpitalach oraz przychodniach.</p><p>Jawność może działać skuteczniej niż odgórny zakaz. Jeżeli mieszkańcy, radni, dziennikarze i organy kontrolne będą mogli sprawdzić, za jakie pieniądze zatrudniani są lekarze, jakie warunki im zaoferowano i ilu kandydatów brało udział w konkursie, łatwiej będzie odróżnić uzasadnione wynagrodzenie specjalisty od kontraktu zawieranego bez realnej konkurencji.</p><p>Dotyczy to również szpitali powiatowych, takich jak placówka w Tomaszowie Mazowieckim. W mniejszych ośrodkach negocjacje z lekarzami odbywają się często pod presją: albo dyrektor zaakceptuje wysoką stawkę, albo oddział zostanie bez obsady i trzeba będzie go zamknąć. Sama publikacja kontraktu nie rozwiąże problemu niedoboru lekarzy. Pokaże jednak mieszkańcom, w jak trudnej sytuacji znajduje się placówka i ile rzeczywiście kosztuje utrzymanie konkretnych świadczeń.</p><p>To ważne także w debacie o przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Zanim ktokolwiek ogłosi, że sprzedaż, konsolidacja czy przejęcie szpitala jest cudownym lekarstwem, powinien przedstawić pełne dane dotyczące kosztów pracy, zadłużenia, kontraktów z NFZ i dostępności personelu. Reforma oparta na jawności może taką debatę uporządkować. Reforma oparta wyłącznie na politycznych hasłach może ją jeszcze bardziej zaciemnić.</p><h2>Centralne kolejki i e-rejestracja: pacjent powinien zobaczyć efekt</h2><p>Rząd zapowiada również centralne monitorowanie kolejek do zabiegów oraz szybsze rozszerzenie elektronicznej rejestracji. To zmiany potrzebne, pod warunkiem że nie zakończą się kolejnym programem informatycznym, który pięknie wygląda podczas konferencji prasowej, ale niewiele zmienia w przychodni.</p><p>Pacjent nie ocenia reformy po liczbie wydanych rozporządzeń. Ocenia ją po tym, czy może zapisać się do specjalisty, czy zna rzeczywisty termin wizyty i czy nie musi dzwonić do kilkunastu placówek. Centralna rejestracja może ograniczyć chaos, wielokrotne zapisywanie się tych samych osób i blokowanie terminów. Nie stworzy jednak nowych lekarzy ani nowych sal operacyjnych.</p><p>Elektroniczny system może lepiej zarządzać niedoborem. Nie usunie samego niedoboru.</p><h2>Reforma potrzebna, ale rachunek polityczny jest widoczny</h2><p>Zapowiadane zmiany zawierają wiele racjonalnych rozwiązań: kontrolę czasu pracy, jawność umów, ograniczenie konfliktu interesów, centralne monitorowanie kolejek i uporządkowanie kontraktów. Trudno bronić sytuacji, w której lekarz formalnie pracuje jednocześnie w kilku miejscach albo otrzymuje wynagrodzenie zależne od wartości wykonywanych procedur bez przejrzystych zasad.</p><p>Nie można jednak udawać, że ustalenie stawki 240 zł za godzinę samo uzdrowi system. Polska ochrona zdrowia przypomina dziś statek, w którym jednocześnie brakuje marynarzy, przeciekają kolejne pokłady, a kapitanowie zmieniają się szybciej niż kurs. Ograniczenie wynagrodzenia części załogi może zmniejszyć koszty, ale nie naprawi kadłuba.</p><p>Rząd musi odpowiedzieć na pytania znacznie trudniejsze niż to, ile powinien maksymalnie zarabiać lekarz. Jak zatrzymać specjalistów w szpitalach powiatowych? Jak skrócić kolejki? Jak finansować oddziały, które są społecznie potrzebne, lecz ekonomicznie nierentowne? Jak wynagradzać pielęgniarki, ratowników i pozostały personel? Jak sprawić, by dyrektor szpitala nie musiał wybierać między bardzo drogim kontraktem a zamknięciem oddziału?</p><p>Dopiero odpowiedzi na te pytania pokażą, czy mamy do czynienia z rzeczywistą reformą, czy tylko z kolejną próbą przykrycia systemowego kryzysu wielką liczbą wyświetloną na ekranie.</p><p><strong>76 800 zł rzeczywiście jest godnym wynagrodzeniem. Pacjenci mają jednak prawo oczekiwać od rządu czegoś więcej niż ustalenia, ile może zarobić lekarz. Chcą przede wszystkim wiedzieć, czy lekarz będzie dostępny wtedy, gdy naprawdę będzie potrzebny.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Poseł obiecuje leczenie. Szpital odsyła pacjentkę. NFZ potwierdza: pieniądze się skończyły]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55917,posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55917,posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 22:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly-1784580699.png</url>
                        <title>Poseł obiecuje leczenie. Szpital odsyła pacjentkę. NFZ potwierdza: pieniądze się skończyły</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55917,posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly</link>
                    </image><description>W politycznych deklaracjach wszystko działa: są programy lekowe, kliniki i dostęp do nowoczesnych terapii. W rzeczywistości pacjentka z rakiem piersi otrzymuje dokument, że leczenie może rozpocząć dopiero w 2027 roku. Patryk Słowik z Kanału Zero zarzuca posłowi Adrianowi Witczakowi mówienie nieprawdy. A Narodowy Fundusz Zdrowia potwierdza sedno problemu — środki przeznaczone na leczenie zostały wyczerpane.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W politycznych wpisach drzwi łódzkich klinik stoją otworem. Programy działają, pacjenci mogą być leczeni, a większy szpital ma oznaczać większe możliwości.</p><p>Potem jednak pojawia się kartka z Poradni Onkologicznej Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Dokument z <strong>14 lipca 2026 roku</strong> dotyczy pacjentki rozważanej do leczenia w ramach programu lekowego raka piersi.</p><p>Napisano w nim jednoznacznie:</p><blockquote><p><strong>„Z uwagi na brak możliwości sfinansowania kolejnych świadczeń w ramach programu lekowego rozpoczęcie leczenia nie jest obecnie możliwe”.</strong></p></blockquote><p>Planowany termin rozpoczęcia terapii wyznaczono na <strong>pierwszy kwartał 2027 roku</strong>, o ile wcześniej zmienią się warunki finansowania. Pacjentce zalecono kontakt z łódzkim oddziałem NFZ i poszukiwanie innej placówki.</p><p>To szpitalna wersja „Paragrafu 22”. Program istnieje. Lekarze istnieją. Pacjentka spełnia warunki kwalifikacji. Leczenia rozpocząć jednak nie można, ponieważ zabrakło pieniędzy.</p><h2>NFZ potwierdza wyczerpanie środków</h2><p>Sprawy nie da się zbyć jako nieporozumienia, błędu pracownika poradni czy jednostkowego przypadku. <strong>Narodowy Fundusz Zdrowia potwierdził, że środki przeznaczone dla placówki na realizację programu zostały wyczerpane.</strong></p><p>Nie chodzi więc o to, czy szpital formalnie znajduje się na liście realizatorów programu. Chodzi o rzecz znacznie prostszą i ważniejszą: czy chory człowiek może rzeczywiście rozpocząć leczenie.</p><p>W tym konkretnym przypadku odpowiedź brzmi: <strong>nie może</strong>.</p><p>Może czekać do 2027 roku albo szukać pomocy gdzie indziej. Tak wygląda rzeczywista „dostępność”, gdy z politycznej prezentacji zdejmuje się kolorowe wykresy i pozostawia kontrakt, limit oraz pacjenta.</p><h2>Patryk Słowik oskarża posła o mówienie nieprawdy</h2><p>Na sytuację zareagował Patryk Słowik, dziennikarz Kanału Zero. Napisał:</p><blockquote><p>„Pan poseł Witczak kłamie na temat problemów osób z nowotworami. To znaczy niezgodnie z prawdą twierdzi, że mogą one podjąć leczenie w ramach programu lekowego w łódzkim szpitalu. Gdzie jest granica robienia polityki, skoro polityk kłamie nawet w sprawie chorych na raka?”</p></blockquote><p>W kolejnym wpisie zaapelował do parlamentarzysty o przeprosiny.</p><p>Trzeba zachować precyzję: <strong>zarzut kłamstwa formułuje Patryk Słowik</strong>. Nie przesądzamy, czy Adrian Witczak świadomie przekazał informację nieprawdziwą. Jednak według dziennikarza poseł twierdził, że pacjenci mogą rozpocząć leczenie w łódzkim szpitalu.</p><p>Dokument poradni mówi coś przeciwnego. NFZ potwierdza wyczerpanie środków.</p><p>Poseł powinien więc ujawnić, na jakich danych oparł swoje zapewnienia.</p><h2>Czy poseł sprawdził fakty?</h2><p>Czy Adrian Witczak wiedział, że placówka nie ma już pieniędzy na finansowanie kolejnych świadczeń? Czy znał realne terminy przyjmowania pacjentów? Czy mówił o faktycznej dostępności terapii, czy jedynie o tym, że program formalnie istnieje?</p><p>To nie jest drobny spór o interpretację tabelki. Między zdaniem „szpital prowadzi program lekowy” a zdaniem „pacjent może rozpocząć leczenie” istnieje fundamentalna różnica.</p><p>W pierwszym przypadku mówimy o ofercie placówki. W drugim — o życiu chorego człowieka.</p><p>W sprawie raka nie wystarcza polityczne „wydaje mi się”. Nie wystarcza konferencyjny slogan ani zapewnienie, że klinika uniwersytecka ma szerokie możliwości. Potrzebne są pieniądze, miejsce i konkretny termin.</p><h2>Łódzka obietnica sprzedawana Tomaszowowi</h2><p>Sprawa ma szczególne znaczenie dla mieszkańców powiatu tomaszowskiego. Adrian Witczak jest jednym z najaktywniejszych zwolenników związania Tomaszowskiego Centrum Zdrowia z łódzką placówką. Projekt przedstawia się jako szansę na zwiększenie dostępu do specjalistycznego leczenia.</p><p>Tymczasem właśnie ta placówka informuje pacjentkę onkologiczną, że nie może rozpocząć terapii z powodu braku finansowania. NFZ potwierdza wyczerpanie środków.</p><p>Zanim więc mieszkańcom Tomaszowa zacznie się opowiadać o szerzej otwartych drzwiach do łódzkich klinik, warto sprawdzić, czy za tymi drzwiami naprawdę czeka leczenie. Czy może tylko kolejna kartka z zaleceniem, by zadzwonić do NFZ i poszukać pomocy gdzie indziej.</p><p><strong>Większy szpital nie oznacza automatycznie większej dostępności. Może oznaczać również większe kolejki, większe problemy finansowe i większą liczbę pacjentów odsyłanych do innych placówek.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Radny zamówił dwanaście lat papierów. Za urzędniczy maraton zapłacą mieszkańcy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55916,radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55916,radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 22:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy-1784578946.png</url>
                        <title>Radny zamówił dwanaście lat papierów. Za urzędniczy maraton zapłacą mieszkańcy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55916,radny-zamowil-dwanascie-lat-papierow-za-urzedniczy-maraton-zaplaca-mieszkancy</link>
                    </image><description>Piotr Kucharski postanowił przeprowadzić wielkie archeologiczne wykopaliska w dokumentach Urzędu Miasta. Radny chce poznać historię dzierżaw i sprzedaży miejskich nieruchomości od 2014 do 2026 roku. Adres po adresie, działka po działce, umowa po umowie, czynsz po czynszu. Problem w tym, że do tej papierowej ekspedycji nie pojedzie sam. Wyśle urzędników, a rachunek za ich wielotygodniową, a  może nawet kilkumiesięczną pracę pokryją mieszkańcy Tomaszowa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Prawo radnego do kontroli władzy jest oczywiste. Nie jest jednak oczywiste, czy każda góra papieru oznacza skuteczną kontrolę. Czasami jest tylko górą papieru.</p><p>Interpelacja Piotra Kucharskiego liczy pięć stron właściwej treści, chat GPT przygotowywał ją zapewne kilkanaście sekund. Odpowiedź na na nią zajmie urzędnikom kilka miesięcy. Pismo zawiera dziesięć rozbudowanych pytań oraz dodatkowe postulaty dotyczące organizacji miejskich procedur. Dokument obejmuje okres dwunastu lat – od 2014 do 2026 roku – i ma w założeniu doprowadzić do kompleksowego sprawdzenia umów dzierżawy oraz wniosków o bezprzetargowe nabycie miejskich nieruchomości. Samych dzierżaw na targowisku miejski są setki, jeśli nie tysiące w okresie tych kilkunastu lat.&nbsp;</p><p>Brzmi poważnie. Niemal jak zapowiedź komisji śledczej. Tyle że komisja śledcza zwykle zaczyna od podejrzenia konkretnej nieprawidłowości. Tutaj poza absurdalną sprawą działki przy ulicy św. Antoniego 2 (do której wrócimy w osobnym artykule) radny zarzuca sieć na praktycznie cały urząd, a nawet jednostki podległe. Pracownicy ZDIUM zajmujący się targowiskiem teraz skupią się nie na utrzymaniu czystości w mieście ale na radnym Kucharskim, który ma wyraźne problemy poznawcze</p><h2>Działka po działce, segregator po segregatorze</h2><p>Radny oczekuje informacji o liczbie umów dzierżawy zawieranych na co najmniej dziesięć lat lub na czas nieoznaczony. Chce kompletnego wykazu nieruchomości, ich adresów, numerów ewidencyjnych, powierzchni, dat zawarcia pierwszej umowy z danym podmiotem oraz wysokości czynszu.</p><p>To dopiero początek.</p><p>Interesują go również wszystkie wnioski o bezprzetargowy wykup nieruchomości złożone od listopada 2014 roku, ich dalszy los, liczba spraw zakończonych sprzedażą, odrzuconych przez prezydenta, zatrzymanych na poziomie Rady Miejskiej albo wycofanych przez samych przedsiębiorców.</p><p>Radny żąda również wykazu spraw pozostających w toku, informacji o zaległościach dzierżawców wobec miasta, prowadzonych działaniach windykacyjnych oraz zasadach sprawdzania kondycji finansowej podmiotów korzystających z miejskiego majątku. To ostatnie to wyjątkowo ciekawe podejście, przypominające praktyki niszczące przedsiębiorczość w PRL.&nbsp;</p><p>Krótko mówiąc: <strong>wszystko o wszystkim z dwunastu lat</strong>.</p><p>Na papierze wygląda to jak troska o przejrzystość. W praktyce może oznaczać konieczność otwierania kolejnych szaf, teczek, rejestrów, systemów księgowych i archiwalnych segregatorów. Franz Kafka, gdyby trafił do tomaszowskiego magistratu, zapewne westchnąłby z uznaniem. „Proces” miał przynajmniej jednego bohatera. Tutaj bohaterów mogą być tysiące – tyle, ile umów i akt trzeba będzie sprawdzić. Co dalej? Przesłuchania dzierżawców? Kolejne donosy do prokuratur w całej Polsce i wizyty w gabinecie ministra Żurka? &nbsp;</p><h2>Urzędnicy zamiast mieszkańców będą obsługiwać radnego</h2><p>Według informacji przekazywanych przez pracowników magistratu przygotowanie kompletnej odpowiedzi może potrwać wiele tygodni. Są to na razie oceny urzędników, a nie oficjalny kosztorys ani stanowisko władz miasta. Skala żądanych informacji pozwala jednak przyjąć, że nie chodzi o zadanie na jedno popołudnie i dwa kliknięcia w komputerze.</p><p>Dane mogą znajdować się w różnych wydziałach, rejestrach i teczkach. Część materiałów może wymagać ręcznego odszukania, zweryfikowania i porównania. Trzeba będzie sprawdzić nie tylko aktualne umowy, ale również daty zawierania pierwszych kontraktów, późniejsze aneksy, zaległości, wnioski o wykup oraz przebieg postępowań.</p><p>Do pracy mogą zostać zaangażowani pracownicy wydziału gospodarki nieruchomościami, finansów, windykacji, kancelarii i archiwum. Być może również prawnicy, ponieważ dane dotyczące przedsiębiorców nie zawsze można bezrefleksyjnie przepisać z akt i podać do publicznej wiadomości.</p><p>Koszt tej interpelacji nie sprowadza się więc do kilku kartek papieru i zużycia tonera. <strong>Kosztem są godziny opłacane z budżetu miasta. Godziny, w których urzędnicy nie zajmą się mieszkańcem, inwestorem, bieżącą umową, sprzedażą lokalu, postępowaniem administracyjnym czy przygotowaniem kolejnej inwestycji.</strong></p><p>Nie istnieje specjalny fundusz pod nazwą „obsługa pomysłów radnego Kucharskiego”. Wszystko finansują mieszkańcy.</p><h2>Kontrola czy demonstracja złośliwości?</h2><p>Piotr Kucharski nie jest radnym pierwszej kadencji, który dopiero odkrywa, że miasto posiada działki, zawiera umowy i czasem sprzedaje nieruchomości. Mandat sprawuje od wielu lat. Tym bardziej zasadne jest pytanie: <strong>dlaczego kompleksowy audyt okresu rozpoczynającego się w 2014 roku pojawia się dopiero teraz?</strong></p><p>Czy przez wcześniejsze lata radny nie interesował się gospodarką nieruchomościami? Czy nie uczestniczył w pracach komisji, sesjach oraz głosowaniach dotyczących miejskiego majątku? Czy dopiero jedna sprawa przy ulicy św. Antoniego sprawiła, że postanowił prześwietlić dwanaście lat funkcjonowania urzędu?</p><p>Tymczasem Kucharski nie używa skalpela. Zrzuca na urząd ogromną sieć i każe wyciągnąć wszystko, co wpadnie w oczka.</p><p>Można oczywiście przekonywać, że dopiero pełen obraz pozwoli ocenić, czy przedsiębiorcy byli traktowani jednakowo. Problem polega na tym, że pełny obraz można powiększać bez końca. Skoro dwanaście lat dzierżaw, to może następnie dwanaście lat sprzedaży lokali? Potem ulg podatkowych? Zezwoleń? Umorzeń? Przetargów? Faktur? Każdą z tych spraw można objąć podobnym urzędniczym maratonem.</p><p>Pytanie brzmi, gdzie kończy się kontrola, a zaczyna <strong>interpelacyjna ofensywa bez rachunku kosztów</strong>. Szaleństwo, czy oportunizm?&nbsp;</p><h2>Sprzedaż bez przetargu nie jest automatycznie przekrętem</h2><p>Ton interpelacji może prowadzić czytelnika do przekonania, że bezprzetargowe zbycie nieruchomości jest czymś podejrzanym już z samej definicji. Tak nie jest.</p><p>Ustawa o gospodarce nieruchomościami przyjmuje jako zasadę sprzedaż nieruchomości w drodze przetargu, ale jednocześnie szczegółowo określa przypadki, w których nieruchomość może lub powinna zostać zbyta bez przetargu. Art. 37 ustawy wprost wskazuje zarówno regułę przetargową, jak i ustawowe wyjątki.</p><p>Sama informacja, że nieruchomość sprzedano dotychczasowemu dzierżawcy bez przetargu, nie dowodzi więc faworyzowania przedsiębiorcy, korupcji ani złamania prawa. Trzeba jeszcze ustalić podstawę prawną, stan faktyczny, przeznaczenie działki, jej wycenę oraz treść uchwał i decyzji.</p><p>Mieniem komunalnym nie gospodaruje się według zasady „kto pierwszy, ten lepszy”, ale również nie według zasady „każda sprzedaż bez przetargu jest podejrzana”. Istnieją przepisy, procedury, wyceny, opinie prawne i kompetencje organów gminy.</p><p>Można dyskutować, czy w sprawie działki przy ulicy św. Antoniego 2 radni powinni otrzymać więcej czasu, czy projekt powinien trafić wcześniej do komisji oraz czy zwołanie sesji nadzwyczajnej było właściwe. To są konkretne pytania. Do ich zbadania niekoniecznie potrzeba jednak historii każdej istotnej umowy dzierżawy od czasów, gdy w kinach królowała pierwsza część „Strażników Galaktyki”, a Polska dopiero przygotowywała się do kolejnych wyborów samorządowych.</p><h2>Radny ma prawo pytać. Ale pytania także kosztują</h2><p>Ustawa o samorządzie gminnym daje radnym szerokie prawo do uzyskiwania informacji, materiałów oraz wglądu w działalność urzędu i jednostek gminnych. Jednocześnie radny ma obowiązek uczestniczyć w pracach rady i jej komisji.</p><p>Nikt nie kwestionuje więc prawa Piotra Kucharskiego do składania interpelacji. Nie można jednak udawać, że realizacja tego prawa odbywa się w próżni i nic nie kosztuje.</p><p>Każda odpowiedź musi zostać przygotowana przez konkretnego człowieka. Ktoś musi otworzyć akta, porównać daty, policzyć umowy, sprawdzić zadłużenie, opisać procedury, zweryfikować informacje i złożyć podpis. Im szersze pytanie, tym większy rachunek. A każda pomyłka może skutkować kolejnymi pytaniami radnego, wygenerowanymi przez chat GPT.&nbsp;</p><p>Odpowiedzialny radny powinien zatem pytać nie tylko: „czy mogę tego zażądać?”, lecz także: <strong>„czy naprawdę potrzebuję aż tak szerokiego zestawu danych i co mieszkańcy otrzymają w zamian?”</strong></p><p>W interpelacji Kucharskiego brakuje najważniejszego elementu: przekonującego wyjaśnienia, dlaczego sprawdzenie jednej kontrowersyjnej procedury wymaga objęcia analizą wszystkich podobnych spraw z dwunastu lat.</p><h2>Rachunek zostanie w magistracie</h2><p>Piotr Kucharski może przedstawiać swoją interpelację jako walkę o przejrzystość. Tyle że przejrzystość nie polega na zasypaniu urzędu żądaniami. Polega na zadawaniu pytań, które prowadzą do konkretnych ustaleń.</p><p>Między kontrolą a paraliżowaniem administracji istnieje granica. Nie jest ona zapisana w jednej ustawie i nie da się jej zmierzyć linijką. Wyznaczają ją rozsądek, proporcjonalność oraz odpowiedzialność za publiczne pieniądze.</p><p>Radny ma prawo zaglądać władzy na ręce. Nie powinien jednak zmuszać całego urzędu do wielotygodniowego marszu przez archiwa tylko po to, by pokazać, jak szerokie potrafi napisać pytanie.</p><p>Za kilka tygodni przekonamy się być może, czy z góry dokumentów wyłoni się rzeczywista nieprawidłowość. Czy jednak będzie to jedynie kolejny polityczny spektakl, po którym pozostaną przepracowane godziny, zmęczeni urzędnicy i rachunek wystawiony mieszkańcom Tomaszowa?</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55909,ckd-wstrzymuje-przyjecia-pacjentow-onkologicznych-czy-to-ten-szpital-ma-gwarantowac-tomaszowowi-wieksza-dostepnosc-lecze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55909,ckd-wstrzymuje-przyjecia-pacjentow-onkologicznych-czy-to-ten-szpital-ma-gwarantowac-tomaszowowi-wieksza-dostepnosc-lecze</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 21:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ckd-wstrzymuje-przyjecia-pacjentow-onkologicznych-czy-to-ten-szpital-ma-gwarantowac-tomaszowowi-wi-1784548558.png</url>
                        <title>CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55909,ckd-wstrzymuje-przyjecia-pacjentow-onkologicznych-czy-to-ten-szpital-ma-gwarantowac-tomaszowowi-wieksza-dostepnosc-lecze</link>
                    </image><description>Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, którego częścią jest Centrum Kliniczno-Dydaktyczne, wstrzymuje przyjmowanie nowych pacjentów onkologicznych i odsyła chorych do innych placówek – poinformowało Radio Łódź. Wiadomość pojawia się dokładnie w chwili, gdy w Tomaszowie Mazowieckim grupa samorządowców przekonuje mieszkańców, że przekazanie Tomaszowskiego Centrum Zdrowia łódzkiemu szpitalowi klinicznemu miałoby zwiększyć dostępność specjalistów, diagnostyki i nowoczesnego leczenia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ta informacja nie przesądza jeszcze, że współpraca Tomaszowskiego Centrum Zdrowia z Uniwersytetem Medycznym byłaby z założenia rozwiązaniem złym. Przesądza jednak coś innego: <strong>hasła o automatycznej poprawie dostępności świadczeń nie mogą być dłużej traktowane jak prawda objawiona</strong>. Muszą zostać skonfrontowane z tym, jak placówka, która miałaby przejąć tomaszowski szpital, radzi sobie z dostępnością świadczeń we własnych murach.</p><p>A dziś z tych murów pacjenci onkologiczni mają być odsyłani.</p><h2>Miała być większa dostępność. Dziś są odmowy przyjęcia</h2><p>Jak informuje Radio Łódź, CKD wstrzymało przyjęcia nowych pacjentów onkologicznych. Dla chorego onkologicznie nie jest to zwykłe przesunięcie terminu wizyty, porównywalne z oczekiwaniem na planowy zabieg ortopedyczny. W chorobach nowotworowych czas bywa jednym z elementów terapii.</p><p>Oficjalny portal pacjent.gov.pl przypomina, że nowotwory charakteryzują się często dużą dynamiką rozwoju, dlatego pacjenci z podejrzeniem choroby mają szczególne uprawnienia w dostępie do szybkiej diagnostyki i leczenia.</p><p>Tymczasem właśnie dostęp do specjalistycznego leczenia był jednym z najczęściej powtarzanych argumentów zwolenników przekazania Tomaszowskiego Centrum Zdrowia łódzkiemu szpitalowi klinicznemu.</p><p>Poseł Koalicji Obywatelskiej Adrian Witczak przekonywał:</p><blockquote><p>„To rozwiązanie daje dostęp do lepszej kadry, nowoczesnego sprzętu i bardziej zaawansowanych procedur. Daje też większą stabilność finansową. Mówiąc wprost: to najlepszy dziś możliwy kierunek rozwoju dla tomaszowskiego szpitala”.</p></blockquote><p>Cytat pochodzi z publikacji portalu ePiotrkow.pl z 29 kwietnia 2026 roku, opisującej zabiegi posła na rzecz powiązania TCZ z Uniwersytetem Medycznym i zapleczem CKD.</p><p>W tym samym materiale czytamy, że konsolidacja miałaby zapewnić mieszkańcom Tomaszowa „szerszy dostęp do specjalistów i nowoczesnej diagnostyki”, a także umożliwić korzystanie z bardziej zaawansowanych procedur medycznych. Autorzy powoływali się przy tym na odpowiedzi Ministerstwa Zdrowia i Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.</p><p>Dzisiaj trzeba jednak postawić pytanie najprostsze, a zarazem najważniejsze: <strong>w jaki sposób szpital odsyłający nowych pacjentów onkologicznych ma zagwarantować większą dostępność leczenia mieszkańcom dodatkowego, ponadstutysięcznego powiatu?</strong></p><h2>Potencjał CKD jest ogromny. Ale potencjał nie jest tym samym co dostępność</h2><p>Nie ulega wątpliwości, że CKD posiada potężne zaplecze kliniczne, kadrowe, naukowe i sprzętowe. W strukturze placówki działają m.in. kliniki onkologii klinicznej, chirurgii onkologicznej, kardiologii, kardiochirurgii, neurologii, urologii, nefrologii, diabetologii, gastroenterologii, geriatrii oraz liczne poradnie specjalistyczne.</p><p>Uniwersytet Medyczny chwali się również wielomilionowymi inwestycjami. Wartość projektu rozbudowy CKD II wynosi niemal 800 mln zł, z czego ponad 625 mln zł pochodzi z Ministerstwa Zdrowia.</p><p>Powstał tam także Ponadregionalny Ośrodek Onkologii Dziecięcej za 44 mln zł oraz nowoczesna apteka szpitalna z pracownią cytostatyczną za niemal 40 mln zł.</p><p>To wszystko są argumenty poważne. Problem polega na tym, że <strong>nowoczesny budynek, urządzenie diagnostyczne i szyld kliniki nie leczą pacjenta, gdy nie ma finansowania na jego przyjęcie</strong>.</p><p>Dostępność nie oznacza istnienia aparatury w odległości 60 kilometrów. Dostępność oznacza możliwość wykonania badania, konsultacji albo rozpoczęcia terapii wtedy, gdy jest ona pacjentowi potrzebna.</p><p>Wstrzymanie przyjęć w onkologii pokazuje, że nawet największe placówki kliniczne podlegają tym samym ograniczeniom finansowym co szpitale powiatowe: limitom kontraktów, problemom z zapłatą za nadwykonania, rosnącym kosztom wynagrodzeń i niewystarczającym środkom w systemie NFZ.</p><h2>„Rzeczpospolita”: ograniczenie finansowania już wydłuża kolejki</h2><p>Problem nie dotyczy wyłącznie CKD. „Rzeczpospolita” opisywała skutki zmian w finansowaniu diagnostyki ponadlimitowej, obowiązujących od kwietnia 2026 roku. NFZ płaci obecnie jedynie część wartości niektórych badań wykonanych ponad kontrakt: 60 procent za gastroskopię i kolonoskopię oraz 50 procent za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową.</p><p>Dyrektor szpitala w Puławach Marek Paździor mówił w materiale cytowanym przez „Rzeczpospolitą”:</p><blockquote><p>„Gdybym nadal robił taką samą liczbę badań nielimitowanych, zadłużałbym szpital. W samej pracowni rezonansu byłoby to około pół miliona zł miesięcznie”.</p></blockquote><p>Według dyrektora liczba wykonywanych miesięcznie badań rezonansu mogła spaść z 800–900 do około stu. Mniejsze finansowanie oznacza więc w praktyce mniejszą liczbę badań i dłuższe kolejki.</p><p>„Rzeczpospolita” informowała również, że szpitale oczekiwały na ponad 2,2 mld zł zapłaty za nadwykonania z 2025 roku, a część placówek mogła nie wytrzymać dalszej presji finansowej.</p><p>Według danych przywoływanych przez dziennik luka w budżecie NFZ może wynosić od 18 do 23 mld zł.</p><p>To prowadzi do zasadniczego wniosku: <strong>samo przyłączenie szpitala powiatowego do większej struktury nie tworzy nowych lekarzy, nie zwiększa automatycznie kontraktu NFZ i nie usuwa systemowej luki finansowej</strong>.</p><p>Może zmienić właściciela. Może zmienić zarząd. Może umożliwić przesuwanie oddziałów, kontraktów, kadry i sprzętu między placówkami. Ale nie daje gwarancji, że mieszkańcy Tomaszowa otrzymają większą liczbę świadczeń.</p><h2>&nbsp;Co na to NFZ?</h2><p>Łódzki NFZ nie otrzymał żadnej informacji od CSK UMED o wstrzymaniu przyjęcia pacjentów do programów lekowych. We wtorek 14 lipca br. do ŁOW NFZ zgłosiło się <span style="color:red;"><strong>2 pacjentów</strong></span>, którzy poprosili o wskazanie miejsca, w którym mogą być <strong>zakwalifikowani</strong> do programów lekowych. Obu pacjentom wskazaliśmy miejsce, w którym mogą rozpocząć kwalifikację do programów lekowych – Szpital im. Kopernika w Łodzi (SOLO III) oraz Szpital Bonifratrów w Łodzi<span style="color:red;">. <strong>Do dzisiaj nie zgłosił się żaden inny pacjent – jeśli tacy się zgłoszą otrzymają informację o innych placówkach &nbsp;i pomoc.</strong></span></p><p>CSK UMED jest jednym z kilku szpitali w Łodzi i - w zależności od programu onkologicznego – jednym z kilku lub kilkunastu szpitali w Łódzkiem, które realizują programy onkologiczne.</p><blockquote><p><strong>Podpisaliśmy właśnie z CSK UMED aneksy do umów w zakresach programów lekowych i chemioterapii. Wartość leków w programach lekowych onkologicznych w tej placówce zrealizowanych ponad wartość umowy z ŁOW NFZ za I i II kwartał 3&nbsp;027 903 zł. - informuje rzeczniczka łódzkiego NFZ, Anna Leder</strong></p></blockquote><p>W CSK UMED w tym roku za leczenie w ramach zawartych umów w programach lekowych i chemioterapii opłaciliśmy już kwotą <strong>niemal 45 mln zł (44&nbsp;998&nbsp;507 zł).</strong></p><p>Programy lekowe są świadczeniem limitowanym – NFZ rozlicza się do wysokości umowy. W pierwszej kolejności NFZ&nbsp; - w miarę posiadanych środków finansowych – musi opłacić świadczenia nielimitowane.</p><p>Nasze zobowiązania wynikające z umowy z CSK UMED&nbsp;wypłacamy terminowo co miesiąc. W miarę posiadania środków finansowych staramy się pokrywać wartość świadczeń wykonanych ponad limit także w świadczeniach limitowanych jak programy lekowe (leki) – tak było w roku 2025. Za 2025&nbsp; r. rozliczyliśmy z placówkami medycznymi w Łódzkiem nadwykonania w lekach (programy lekowe i chemioterapia ) <strong>kwotą </strong><span style="color:black;"><strong>61 228&nbsp;068 zł.</strong></span></p><blockquote><p><span style="color:red;"><strong>Spodziewamy się dodatkowych pieniędzy z Centrali NFZ – pozwoli nam to na uregulowanie świadczeń wykonanych ponad wartość umów w programach lekowych. - dodaje rzeczniczka&nbsp;</strong></span></p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda"></oembed></figure><h2>Obietnice były konkretne. Konkretów dotyczących zabezpieczeń nadal brakuje</h2><p>Zwolennicy konsolidacji przedstawiali ją jako szansę na lepsze wykorzystanie infrastruktury, ograniczenie dublowania świadczeń, pozyskanie specjalistów oraz poprawę sytuacji finansowej.</p><p>W maju „Tomaszowski Informator Tygodniowy” relacjonował, że poseł Adrian Witczak przekonywał radnych, iż konsolidacja z CKD jest szansą na utrzymanie, a nawet podwyższenie poziomu leczenia w Tomaszowie.</p><p>W tym samym artykule przedstawiono rządowe założenia konsolidacji:</p><blockquote><p>„Szpitale mają być lepiej zarządzane, a usługi medyczne dopasowane do lokalnych potrzeb pacjentów. Co za tym idzie, będzie lepsza jakość leczenia i większa dostępność świadczeń”.</p></blockquote><p>Źródłem tego opisu jest artykuł Ryszarda Pożyczki w „Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym”, odwołujący się do założeń Ministerstwa Zdrowia.</p><p>Tyle że pomiędzy sformułowaniem „mogą prowadzić do większej dostępności” a gwarancją zachowania oddziałów w Tomaszowie istnieje przepaść.</p><p>Dotychczas mieszkańcom nie przedstawiono publicznie wiążącego dokumentu gwarantującego m.in.:</p><p><strong>utrzymanie wszystkich kluczowych oddziałów w Tomaszowie, minimalną liczbę łóżek, zachowanie SOR, pozostawienie poradni specjalistycznych, utrzymanie zatrudnienia, określony poziom kontraktu z NFZ oraz zakaz przenoszenia świadczeń do Łodzi.</strong></p><p>Nie pokazano również kompletnej analizy, w jaki sposób CKD miałoby przejąć odpowiedzialność za TCZ, nie ograniczając jednocześnie świadczeń w Tomaszowie albo w samym CKD.</p><p>W zamian pojawiały się zapewnienia, że większy podmiot będzie silniejszy, a kliniczne zaplecze otworzy przed Tomaszowem nowe możliwości.</p><p>Dziś Radio Łódź informuje, że ten silniejszy podmiot odsyła pacjentów onkologicznych.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie"></oembed></figure><h2>Polityczny sojusz wokół szpitala</h2><p>Koncepcję przejęcia lub konsolidacji TCZ z łódzką placówką forsują przede wszystkim parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej oraz radni KO w Radzie Powiatu Tomaszowskiego. Wsparcie dla rozpoczęcia tego procesu płynie również ze strony części radnych Prawa i Sprawiedliwości.</p><p>Podczas sesji Rady Powiatu przewodniczący Michał Jodłowski z KO złożył wniosek o rozszerzenie porządku obrad i podjęcie uchwały intencyjnej dotyczącej działań zmierzających do konsolidacji TCZ z CKD. Za wnioskiem głosowało ośmioro radnych, 11 było przeciw, a troje wstrzymało się od głosu.</p><p>W Radzie Powiatu PiS dysponuje dziewięcioma mandatami, KO sześcioma, KWW Marcina Witko czterema, natomiast Trzecia Droga i Wszyscy Razem mają po dwa mandaty.</p><p>Zdecydowanego poparcia dla oddania szpitala CKD nie wyrażają radni wybrani z Komitetu Marcina Witko oraz radni Trzeciej Drogi związani z PSL. Podnoszą oni ryzyko utraty kontroli samorządu nad szpitalem, jego majątkiem oraz zakresem świadczeń wykonywanych w Tomaszowie.</p><p>Jest to obawa uzasadniona. Po sprzedaży udziałów lub trwałym wejściu TCZ w strukturę łódzkiego szpitala decyzje o profilu działalności placówki nie byłyby już podejmowane przede wszystkim w Tomaszowie. Lokalny samorząd straciłby realny wpływ na kierunki rozwoju szpitala. Na to zagrożenie zwracano uwagę również podczas kolejnych dyskusji na forum Rady Powiatu.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka"></oembed></figure><h2>TCZ ma problemy. Ale problemy ma również potencjalny nabywca</h2><p>Nie można uczciwie twierdzić, że Tomaszowskie Centrum Zdrowia znajduje się w dobrej sytuacji finansowej.</p><p>Według danych przedstawionych przez „Tomaszowski Informator Tygodniowy” TCZ zakończyło 2025 rok stratą przekraczającą 24 mln zł. Strata na podstawowej działalności medycznej wyniosła blisko 8 mln zł, zobowiązania wzrosły z 24 do 31 mln zł, a stan środków pieniężnych zmniejszył się z ponad 23 do około 13 mln zł.</p><p>Prognoza na 2026 rok zakładała kolejną stratę, przekraczającą 20 mln zł. Szpital utracił część wpływów związanych z pogotowiem ratunkowym i działalnością SOR, a jednocześnie nadal ponosi znaczną część kosztów stałych.</p><p>To są fakty, których nie wolno zamiatać pod dywan.</p><p>Nie wolno jednak stosować dwóch różnych miar: jednej wobec TCZ, drugiej wobec CKD. Jeśli problemy finansowe Tomaszowa mają uzasadniać sprzedaż szpitala, to problemy finansowe, limity i ograniczenia przyjęć po stronie potencjalnego nabywcy muszą zostać ocenione równie poważnie.</p><p><strong>Nie wystarczy powiedzieć, że CKD jest większe. Titanic też był większy od innych statków. O bezpieczeństwie nie decyduje rozmiar konstrukcji, lecz to, czy kadłub jest szczelny i czy ktoś kontroluje kurs.</strong></p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem"></oembed></figure><h2>Konsolidacyjna marchewka</h2><p>Jednym z argumentów za szybkim rozpoczęciem konsolidacji jest możliwość uzyskania dofinansowania sięgającego nawet 70 mln zł. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że jest to maksymalny możliwy poziom wsparcia, a nie kwota gwarantowana każdemu łączącemu się podmiotowi.</p><p>Pieniądze mają finansować inwestycje związane z konsolidacją, zmianą profilu działalności, dostosowaniem infrastruktury i reorganizacją świadczeń. Nie są prostym czekiem wręczanym samorządowi za przekazanie udziałów.</p><p>Co więcej, nawet jednorazowe 70 mln zł nie rozwiąże problemu szpitala, który co roku generowałby wielomilionową stratę operacyjną. Może pomóc w modernizacji, ale nie zastąpi trwałego finansowania świadczeń przez NFZ.</p><p>Najpierw powinien więc powstać wiążący plan medyczny i finansowy. Dopiero później można rozważać zmianę właścicielską. W Tomaszowie kolejność próbuje się niekiedy odwrócić: najpierw rozpocząć proces, a szczegóły ustalać później.</p><p>W przypadku szpitala takie podejście byłoby igraniem nie tylko z majątkiem publicznym, ale przede wszystkim z bezpieczeństwem mieszkańców.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55901,radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali"></oembed></figure><h2>Najpierw odpowiedzi, później decyzje</h2><p>Informacja o wstrzymaniu przyjęć nowych pacjentów onkologicznych w CKD nie może zostać zbyta wzruszeniem ramion. Powinna natychmiast stać się przedmiotem pytań skierowanych do władz Uniwersytetu Medycznego, dyrekcji Centralnego Szpitala Klinicznego, Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.</p><p>Radni powinni zażądać informacji, ilu pacjentów dotyczy ograniczenie, z jakiego powodu zostało wprowadzone, jak długo potrwa, gdzie kierowani są chorzy oraz czy podobne ograniczenia mogą objąć inne kliniki.</p><p>Powinni również otrzymać kompletny raport ekonomiczno-finansowy potencjalnego nabywcy oraz analizę jego zobowiązań, wyniku na działalności medycznej, poziomu nadwykonań, kolejek, braków kadrowych i zdolności do finansowania dodatkowej placówki w Tomaszowie.</p><p>Nie można sprzedawać szpitala na podstawie prezentacji pełnej słów: „szansa”, „możliwość”, „potencjał” i „większa dostępność”.</p><p><strong>Własność zmienia się raz. Obietnice można zmieniać co tydzień.</strong></p><p>Przed podjęciem decyzji mieszkańcy muszą wiedzieć, które oddziały zostaną w Tomaszowie, jakie nowe świadczenia rzeczywiście powstaną, skąd przyjdą lekarze, kto zapłaci za ich zatrudnienie i co stanie się w sytuacji, gdy łódzka centrala uzna, że bardziej opłaca się przenieść część leczenia do CKD.</p><p>Dopóki nie ma takich gwarancji, konsolidacja pozostaje projektem politycznym, a nie bezpiecznym planem medycznym.</p><p>Dzisiejsza sytuacja pacjentów onkologicznych CKD pokazuje, że większy szpital nie zawsze oznacza krótszą kolejkę. Czasem oznacza tylko większą poczekalnię – i więcej ludzi, którym trzeba powiedzieć, że na razie nie zostaną przyjęci.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Radomsko „po konsolidacji”? Nie. To przykład współpracy z uczelnią, nie połączenia szpitali]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55901,radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55901,radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali</guid>
            <pubDate>Sun, 19 Jul 2026 16:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali-1784470251.png</url>
                        <title>Radomsko „po konsolidacji”? Nie. To przykład współpracy z uczelnią, nie połączenia szpitali</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55901,radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali</link>
                    </image><description>W mediach społecznościowych pojawiła się publikacja przedstawiająca Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Radomsku jako placówkę „po konsolidacji”. Tyle że żadnej konsolidacji z innym podmiotem leczniczym tam nie przeprowadzono. Szpital podpisał umowę z uczelnią, rozpoczął działalność dydaktyczną i zmienił nazwę. To ważna różnica, zwłaszcza dziś, gdy w Tomaszowie Mazowieckim forsowany jest pomysł połączenia TCZ z łódzkim szpitalem klinicznym.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ochronie zdrowia słowa mają znaczenie większe niż w politycznym sloganie. „Współpraca”, „klinika”, „połączenie”, „konsolidacja” czy „przejęcie” nie są synonimami. Każde z tych pojęć opisuje inny proces, wywołuje inne skutki prawne i prowadzi do innych konsekwencji organizacyjnych.</p><p>Tymczasem na profilu związanym ze stroną Format3A opublikowano grafikę z dużym nagłówkiem: <strong>„Radomsko po konsolidacji. Co zmieniło się w szpitalu?”</strong>. W treści wpisu stwierdzono dodatkowo, że Szpital w Radomsku „przeszedł proces konsolidacji, który zakończył się zmianą statusu placówki”.</p><p>Problem polega na tym, że z dostępnych dokumentów wynika coś zupełnie innego.</p><h2>Co naprawdę wydarzyło się w Radomsku?</h2><p>Szpital Powiatowy w Radomsku zawarł umowę o współpracy z Uniwersytetem Jana Długosza w Częstochowie. Jej celem było uruchomienie praktycznego kształcenia studentów kierunku lekarskiego, rozwój działalności naukowej, prowadzenie zajęć przy łóżkach pacjentów i stworzenie bazy klinicznej dla uczelni.</p><p>Od 1 stycznia 2026 roku placówka działa pod nazwą <strong>Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Radomsku</strong>. Zmiana nazwy odzwierciedla nową funkcję dydaktyczną i naukową szpitala. Nie oznacza jednak, że doszło do połączenia z inną lecznicą.</p><p>Uniwersytet Jana Długosza nie przejął szpitala. Nie stał się jego właścicielem. Nie przejął majątku, kontraktu z NFZ ani kompetencji Powiatu Radomszczańskiego. Nie doszło również do połączenia oddziałów radomszczańskiej placówki ze strukturami innego szpitala.</p><p>Szpital nadal pozostaje jednostką powiatową. Zyskał funkcję kliniczną, ale nie utracił odrębności.</p><h2>Konsolidacja to nie nowy szyld</h2><p>Ministerstwo Zdrowia, opisując procesy konsolidacyjne, odwołuje się do łączenia podmiotów leczniczych albo ich komórek organizacyjnych. Aby mówić o konsolidacji, trzeba więc wskazać, co zostało połączone, z kim zawarto stosowne porozumienie, jakie oddziały scalono, kto przejął zarządzanie i na jakiej podstawie prawnej.</p><p>W przypadku Radomska nie da się wskazać drugiego szpitala, który wszedłby z nim w jedną strukturę. Nie ma także informacji o przejęciu, scaleniu majątku, zmianie podmiotu tworzącego czy wspólnym zarządzaniu z inną placówką leczniczą.</p><p>Sama nazwa „kliniczny” niczego takiego nie przesądza.</p><p>Ustawa o działalności leczniczej pozwala uczelniom medycznym korzystać z jednostek organizacyjnych szpitali w celu kształcenia studentów, prowadzenia badań i szkolenia kadr medycznych. Odbywa się to na podstawie umowy. Taki model może funkcjonować bez zmiany właściciela i bez utraty samodzielności przez szpital.</p><p>To właśnie wydarzyło się w Radomsku.</p><h2>Co szpital może zyskać na współpracy z uczelnią?</h2><p>Korzyści z takiego modelu są realne i nie ma potrzeby ich umniejszać. Szpital staje się miejscem praktycznego kształcenia przyszłych lekarzy. Studenci poznają oddziały, personel i specyfikę placówki jeszcze przed wejściem na rynek pracy. Dla szpitala powiatowego może to być jeden z najskuteczniejszych sposobów budowania przyszłych kadr.</p><p>Obecność nauczycieli akademickich, studentów i zespołów badawczych sprzyja także wymianie wiedzy, aktualizacji procedur, organizacji konferencji, rozwojowi badań oraz poprawie atrakcyjności placówki jako miejsca pracy.</p><p>Szczególne znaczenie mają miejsca szkoleniowe dla stażystów i rezydentów. Lekarz odbywający rezydenturę realizuje specjalizację w podmiocie posiadającym odpowiednią akredytację. Wynagrodzenie zasadnicze rezydenta finansowane jest ze środków pozostających w dyspozycji ministra zdrowia. Dla szpitala oznacza to możliwość wzmacniania zespołu lekarskiego bez ponoszenia pełnego ciężaru finansowania takiego etatu.</p><p>Nie można jednak upraszczać sprawy do stwierdzenia, że samo dodanie słowa „kliniczny” powoduje automatyczny napływ pieniędzy. Finansowanie jest związane z konkretnymi miejscami szkoleniowymi, akredytacjami, programami specjalizacyjnymi i rzeczywistym prowadzeniem kształcenia.</p><p>Podobnie jest ze stażystami. Szpital musi spełniać określone wymogi kadrowe i organizacyjne, znaleźć się w odpowiednim wykazie oraz zapewnić realizację programu stażu.</p><p>Korzyści są więc wymierne, ale wynikają z realnej działalności dydaktycznej, a nie z samej zmiany nazwy.</p><h2>Inwestycje nie są dowodem konsolidacji</h2><p>W publikacji o Radomsku informację o rzekomej konsolidacji połączono z inwestycjami, rozwojem geriatrii, cyfryzacją oraz dobrą sytuacją finansową szpitala. Taki układ sugeruje prosty związek: była konsolidacja, pojawił się rozwój.</p><p>To sugestia nieuprawniona.</p><p>Radomszczański szpital korzysta z różnych programów inwestycyjnych i środków zewnętrznych. Pozyskuje pieniądze na rozbudowę, modernizację, onkologię, opiekę geriatryczną i cyfryzację. To może świadczyć o sprawnym zarządzaniu oraz skuteczności w zdobywaniu finansowania. Nie dowodzi jednak połączenia z innym szpitalem.</p><p>Co więcej, dobra sytuacja finansowa placówki była wskazywana jeszcze przed podpisaniem umowy z uczelnią i zmianą nazwy. Nie można więc przedstawiać wyników szpitala jako skutku konsolidacji, skoro samej konsolidacji nie przeprowadzono.</p><h2>Kto stawia tezę, powinien ją udokumentować</h2><p>Na opublikowanych zrzutach ekranu widać dyskusję, w której po zakwestionowaniu informacji o konsolidacji autorka wpisu zażądała wskazania dokumentów dowodzących, że opublikowała informacje nieprawdziwe.</p><p>To odwrócenie podstawowej zasady rzetelnego przekazywania informacji.</p><p>Jeśli ktoś twierdzi, że szpital przeszedł konsolidację, powinien wskazać dokument, na podstawie którego proces ten przeprowadzono. Powinien podać nazwę drugiego podmiotu leczniczego, zakres połączenia oraz skutki organizacyjne.</p><p>Nie można opublikować daleko idącej tezy, a następnie przerzucić na czytelników obowiązku udowodnienia, że wydarzenie nie miało miejsca.</p><p>Profesjonalna reakcja po zgłoszeniu uzasadnionej wątpliwości powinna polegać na ponownym sprawdzeniu źródeł, wskazaniu dokumentu albo sprostowaniu nieprecyzyjnego sformułowania.</p><p>Korekta błędu nie jest porażką. Jest dowodem poważnego traktowania odbiorców.</p><h2>Dlaczego sprawa Radomska jest tak ważna dla Tomaszowa?</h2><p>Nieprecyzyjne przedstawianie modelu radomszczańskiego ma znaczenie daleko wykraczające poza jedną publikację w mediach społecznościowych. W Tomaszowie Mazowieckim trwa bowiem spór o przyszłość Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.</p><p>Poseł Adrian Witczak forsuje pomysł połączenia TCZ z łódzkim podmiotem klinicznym związanym z Uniwersytetem Medycznym. Koncepcję tę popierają radni Koalicji Obywatelskiej w Radzie Powiatu Tomaszowskiego. Jednocześnie trudno nie zauważyć cichej aprobaty części radnych Prawa i Sprawiedliwości, którzy nie formułują wyraźnego sprzeciwu ani nie domagają się pełnej dokumentacji i niezależnych analiz przed podejmowaniem decyzji.</p><p>W tym kontekście przykład Radomska staje się politycznie wygodny. Można go przedstawić jako dowód, że „konsolidacja” prowadzi do rozwoju, nowych inwestycji i poprawy sytuacji finansowej.</p><p>Tyle że Radomsko nie zostało połączone z żadnym innym szpitalem.</p><p>Porównywanie go z planowanym połączeniem TCZ z łódzką kliniką jest więc porównywaniem dwóch różnych modeli.</p><p>W Radomsku zawarto umowę z uczelnią i zachowano powiatowy charakter placówki. W Tomaszowie mowa jest o wejściu w strukturę innego podmiotu leczniczego, a więc o sprawach znacznie poważniejszych: własności, zarządzaniu, majątku, kontraktach, oddziałach i wpływie samorządu na dalsze funkcjonowanie szpitala.</p><h2>Partner z Łodzi również wymaga rzetelnej oceny</h2><p>Zwolennicy połączenia przedstawiają łódzki szpital kliniczny jako silny ośrodek, który miałby poprawić sytuację TCZ. Tymczasem sam partner ma problemy finansowe i nie może być traktowany jak instytucja wolna od ryzyka.</p><p>Szpitale kliniczne nie są automatycznie bezpieczne ekonomicznie. Również generują straty, mają rosnące zobowiązania, problemy z finansowaniem świadczeń i koszty zatrudnienia. Duża skala działalności oznacza duży potencjał, ale może także oznaczać dużą skalę problemów.</p><p>Dlatego przed połączeniem TCZ z łódzką placówką należałoby przedstawić nie tylko potencjalne korzyści kliniczne, lecz również pełną analizę finansową partnera. Potrzebne są dane dotyczące zobowiązań, wyniku na działalności podstawowej, płynności, zadłużenia i prognoz na kolejne lata.</p><p>Nie wystarczy powiedzieć, że to szpital uniwersytecki. Sam przymiotnik „kliniczny” nie spłaca zobowiązań i nie gwarantuje mieszkańcom Tomaszowa utrzymania oddziałów.</p><h2>Najpierw warunki, później polityczne decyzje</h2><p>W sprawie TCZ nie powinno się rozpoczynać od uchwał intencyjnych i politycznych deklaracji. Najpierw mieszkańcy oraz radni powinni poznać projekt całego procesu.</p><p>Trzeba odpowiedzieć, co stanie się z majątkiem powiatu, kto będzie zarządzał placówką, jakie oddziały zostaną w Tomaszowie, czy TCZ zachowa osobowość prawną, jaki wpływ na decyzje będzie miał samorząd i jakie gwarancje otrzymają pracownicy.</p><p>Należy również ustalić, czy połączenie nie doprowadzi w przyszłości do przenoszenia świadczeń do Łodzi, ograniczania działalności tomaszowskich oddziałów albo stopniowej utraty wpływu przez powiat.</p><p>Bez takich odpowiedzi dyskusja o konsolidacji przypomina kupowanie domu po obejrzeniu wizualizacji elewacji. Wszystko wygląda dobrze, dopóki ktoś nie zapyta o fundamenty.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.rynekzdrowia.pl/Nauka/Juz-nie-powiatowy-a-uniwersytecki-W-miescie-nie-ma-uczelni-medycznej-ale-jest-szpital-kliniczny,280468,9.html"></oembed></figure><h2>Prawdziwa lekcja z Radomska</h2><p>Radomsko może być dla Tomaszowa bardzo wartościowym przykładem. Nie pokazuje jednak, że trzeba oddać szpital większemu podmiotowi.</p><p>Pokazuje, że szpital powiatowy może zachować samodzielność, a jednocześnie podpisać umowę z uczelnią, kształcić studentów, organizować staże, tworzyć miejsca rezydenckie, rozwijać działalność naukową i budować zaplecze kadrowe.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia może szukać podobnej drogi. Może współpracować z uczelnią medyczną bez wchodzenia w strukturę szpitala, który sam zmaga się z problemami finansowymi.</p><p>I właśnie dlatego tak ważne jest precyzyjne nazywanie procesów.</p><p><strong>Radomsko nie jest przykładem udanej konsolidacji. Jest przykładem współpracy szpitala powiatowego z uczelnią przy zachowaniu odrębności placówki.</strong></p><p>To model, który warto analizować. Nie wolno jednak używać go jako argumentu za połączeniem TCZ z łódzkim szpitalem klinicznym, ponieważ są to dwa zupełnie różne rozwiązania.</p><p>W sprawie ochrony zdrowia nie powinno być miejsca na skróty myślowe. Tu nie chodzi o efektowny nagłówek ani wygraną w politycznej dyskusji. Chodzi o majątek publiczny, bezpieczeństwo pacjentów i przyszłość leczenia w Tomaszowie Mazowieckim.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Pięć mieszkań czeka na nowych najemców. TTBS ponownie proponuje lokale „za remont”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55897,piec-mieszkan-czeka-na-nowych-najemcow-ttbs-ponownie-proponuje-lokale-za-remont</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55897,piec-mieszkan-czeka-na-nowych-najemcow-ttbs-ponownie-proponuje-lokale-za-remont</guid>
            <pubDate>Fri, 17 Jul 2026 19:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-piec-mieszkan-czeka-na-nowych-najemcow-ttbs-ponownie-proponuje-lokale-za-remont-1784310579.png</url>
                        <title>Pięć mieszkań czeka na nowych najemców. TTBS ponownie proponuje lokale „za remont”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55897,piec-mieszkan-czeka-na-nowych-najemcow-ttbs-ponownie-proponuje-lokale-za-remont</link>
                    </image><description>Od niewielkiej kawalerki po mieszkanie dla większej rodziny – Tomaszowskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego przedstawiło kolejną ofertę lokali komunalnych w ramach programu „Mieszkanie za remont”. Tym razem mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego mogą wybierać spośród pięciu mieszkań położonych przy ulicach Piłsudskiego, św. Antoniego i Warszawskiej. Największy lokal ma ponad 77 metrów kwadratowych. Wnioski można składać do 14 sierpnia 2026 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dla jednych stare mieszkanie wymagające generalnych prac będzie obrazem remontowego Armagedonu: kurz, skute płytki, instalacje, faktury i ekipa, która „na pewno przyjdzie w poniedziałek”. Dla innych może okazać się jedyną realną drogą do zdobycia stabilnego dachu nad głową.</p><p>Na tym właśnie polega program „Mieszkanie za remont”. Miasto udostępnia lokal komunalny, którego nie może od razu przekazać najemcy ze względu na jego stan techniczny. Przyszły lokator zobowiązuje się wykonać wskazane prace. W zamian, po zakończeniu remontu i jego odbiorze, może otrzymać umowę najmu mieszkania komunalnego.</p><h2>Pięć mieszkań w centrum Tomaszowa</h2><p>W aktualnej ofercie znalazło się pięć lokali:</p><figure class="table"><table><thead><tr><th>Adres</th><th>Powierzchnia</th><th>Kondygnacja</th><th>Terminy oględzin</th></tr></thead><tbody><tr><td>Piłsudskiego 2a m. 9</td><td>47,13 m²</td><td>II piętro</td><td>28 lipca i 4 sierpnia, godz. 8.00–8.40</td></tr><tr><td>Piłsudskiego 24 m. 13</td><td>21,62 m²</td><td>parter</td><td>29 lipca i 5 sierpnia, godz. 9.00–9.40</td></tr><tr><td>Piłsudskiego 27 m. 8</td><td>77,56 m²</td><td>parter</td><td>29 lipca i 5 sierpnia, godz. 9.50–10.30</td></tr><tr><td>św. Antoniego 31/33 m. 1</td><td>25,32 m²</td><td>parter</td><td>30 lipca i 6 sierpnia, godz. 9.00–9.40</td></tr><tr><td>Warszawska 9 m. 2</td><td>61,14 m²</td><td>parter</td><td>30 lipca i 6 sierpnia, godz. 9.50–10.30</td></tr></tbody></table></figure><p>Rozpiętość powierzchni jest znaczna. Najmniejszy lokal przy ulicy Piłsudskiego 24 ma niespełna 22 metry kwadratowe i może zainteresować jedną osobę albo parę. Największe mieszkanie, również przy Piłsudskiego, ma ponad 77 metrów kwadratowych, a więc powierzchnię pozwalającą myśleć o lokalu dla kilkuosobowej rodziny.</p><h2>Nie jest to darmowe mieszkanie</h2><p>Nazwa programu może brzmieć atrakcyjnie, ale warto od razu rozwiać złudzenia: <strong>„Mieszkanie za remont” nie oznacza, że lokal otrzymuje się za darmo ani że wszystkie koszty prac poniesie TTBS.</strong></p><p>Program skierowany jest do osób, które nie mają zaspokojonych potrzeb mieszkaniowych, ale jednocześnie dysponują pieniędzmi lub możliwościami pozwalającymi na przeprowadzenie remontu. Pierwszeństwo mają osoby znajdujące się na liście oczekujących na mieszkanie komunalne. Jeżeli jednak nie będzie wśród nich chętnych, oferta może zostać skierowana do pozostałych mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego spełniających warunki najmu lokalu komunalnego.</p><p>Przed podpisaniem dokumentów przyszły najemca powinien otrzymać szczegółowy zakres koniecznych robót, termin ich wykonania oraz informację o maksymalnej wartości materiałów, która może zostać rozliczona przez TTBS. Najpierw zawierana jest umowa dotycząca remontu, a dopiero po prawidłowym wykonaniu i odebraniu prac – umowa najmu lokalu na czas nieoznaczony.</p><h2>Materiały mogą zostać rozliczone w czynszu</h2><p>Najważniejszym elementem programu jest możliwość odzyskania części nakładów na zakup materiałów budowlanych. Nie następuje to jednak w formie jednorazowej wypłaty gotówki. Udokumentowane i zaakceptowane wydatki są rozliczane w należnościach czynszowych.</p><p>Oznacza to, że najemca przez określony czas nie płaci pełnego czynszu lub jego należności są pomniejszane aż do rozliczenia uznanej kwoty.</p><p>Trzeba jednak zachować wszystkie faktury i pilnować, aby zakupione materiały odpowiadały zatwierdzonemu zakresowi prac. TTBS wskazuje również maksymalną kwotę zwrotu, ustaloną wcześniej przez pracowników technicznych.</p><p>W poprzednich edycjach wysokość rozliczenia była bardzo zróżnicowana. W dziewiątym etapie programu wynosiła od 21 tys. do 78,5 tys. zł, natomiast w dziesiątym – od 20 tys. do 52,3 tys. zł, zależnie od wielkości lokalu i zakresu koniecznych robót.</p><p><strong>Koszty robocizny nie podlegają jednak zwrotowi.</strong> Są wkładem własnym przyszłego najemcy. To szczególnie istotne dla osób, które nie potrafią wykonać prac samodzielnie i będą musiały zatrudnić fachowców.</p><h2>Od malowania po centralne ogrzewanie</h2><p>Zakres remontu może daleko wykraczać poza pomalowanie ścian i położenie nowych paneli. W poprzednich etapach programu konieczne było między innymi:</p><ul><li data-list-item-id="ee8e0864a43e817c042dc7bb3d52fa380">wydzielanie łazienek i wykonywanie białego montażu,</li><li data-list-item-id="ebc9c93e5eb6308cd3db483c93640e20f">układanie płytek i paneli,</li><li data-list-item-id="e63958fdf42a013faac3f1721ac7fb336">montowanie drzwi wewnętrznych oraz wejściowych,</li><li data-list-item-id="e2af51989f7ca76d4967328e97a402413">instalowanie bojlerów elektrycznych,</li><li data-list-item-id="ed1803beefbc3c363b01888bd4e425a84">demontowanie pieców kaflowych,</li><li data-list-item-id="e5d8a53cf321c8233216b8e97fea8a87e">wykonywanie instalacji centralnego ogrzewania,</li><li data-list-item-id="e04e8cd45b848179bf991181e366214a9">wymiana okien,</li><li data-list-item-id="eb0a93b7352fd371007c34e323435563c">malowanie ścian i sufitów.</li></ul><p>TTBS informował, że w części lokali przed przekazaniem wykonywane były niezbędne prace dotyczące instalacji kanalizacyjnej i elektrycznej. Nie oznacza to jednak, że każdy lokal jest przygotowany według tego samego standardu. Zakres remontu należy sprawdzić osobno dla każdego mieszkania.</p><p>Dlatego oględziny nie powinny być traktowane jak krótki spacer po przyszłym mieszkaniu. To raczej techniczny rekonesans przed podjęciem decyzji, która może oznaczać wydatek liczony w dziesiątkach tysięcy złotych.</p><h2>Na oględziny warto zabrać fachowca</h2><p>Przed wyborem lokalu dobrze sprawdzić nie tylko stan ścian czy podłóg. Znacznie ważniejsze mogą okazać się instalacje, ogrzewanie, wentylacja, stan okien, możliwość urządzenia łazienki oraz rzeczywisty koszt prac.</p><p>Jeżeli mieszkanie wymaga wykonania ogrzewania, instalacji wodno-kanalizacyjnej albo większych przeróbek budowlanych, obecność fachowca podczas oględzin może uchronić zainteresowanego przed kosztowną pomyłką.</p><p>Warto również zapytać TTBS:</p><p><strong>jaki dokładnie zakres prac jest obowiązkowy, ile czasu przewidziano na ich wykonanie, jaka kwota materiałów może zostać rozliczona, jakie dokumenty należy przedstawić i co stanie się w przypadku przekroczenia kosztorysu.</strong></p><p>Kandydat powinien też ustalić, czy remont wymaga uzyskania dodatkowych zgód administracyjnych albo wykonania dokumentacji technicznej.</p><h2>Program działa w Tomaszowie od 2018 roku</h2><p>„Mieszkanie za remont” nie jest w Tomaszowie nowym pomysłem. Program rozpoczęto 18 czerwca 2018 roku, po zmianie miejskich zasad wynajmowania lokali komunalnych. Jego celem było szybsze zagospodarowanie pustostanów oraz skrócenie kolejki osób oczekujących na mieszkanie.</p><p>Już w pierwszej edycji wytypowano dziesięć lokali. Wszystkie znalazły najemców. Po trzech pierwszych etapach w ten sposób zasiedlono 22 mieszkania komunalne.</p><p>Obecne zasady programu wynikają z uchwały nr XLIII/314/2021 Rady Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego z 25 marca 2021 roku w sprawie zasad wynajmowania lokali wchodzących w skład mieszkaniowego zasobu miasta.</p><h2>Wnioski do 14 sierpnia</h2><p>Oferta skierowana jest do mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Osoby zainteresowane powinny złożyć wniosek dotyczący wynajmu mieszkania komunalnego. Na dokumencie należy umieścić dopisek <strong>„MIESZKANIE ZA REMONT”</strong> oraz podać adres wybranego lokalu.</p><p>Formularz można pobrać ze strony internetowej TTBS albo otrzymać w papierowej wersji w siedzibie spółki.</p><p><strong>Termin składania wniosków upływa 14 sierpnia 2026 roku.</strong></p><p>Szczegółowe informacje udzielane są w siedzibie Tomaszowskiego TBS przy ulicy Majowej 15, w pokoju nr 19, a także telefonicznie pod numerem <strong>44 724 64 20, wewnętrzny 213</strong>.</p><p>Program może być dobrą propozycją dla osób, które mają środki, umiejętności lub wsparcie rodziny pozwalające na przeprowadzenie remontu, ale nie mają szans na kredyt i zakup mieszkania na wolnym rynku. Nie jest jednak prezentem bez zobowiązań. To raczej umowa: miasto daje lokal i perspektywę stabilnego najmu, przyszły lokator wnosi pracę, organizację oraz pieniądze potrzebne na przywrócenie mieszkaniu życia.</p><p>Dla kogoś stare drzwi, puste ściany i skute tynki będą końcem marzeń. Dla innego – ich początkiem.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszowskie TBS wyremontowało 30 balkonów. Inwestycja kosztowała 300 tysięcy złotych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55884,tomaszowskie-tbs-wyremontowalo-30-balkonow-inwestycja-kosztowala-300-tysiecy-zlotych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55884,tomaszowskie-tbs-wyremontowalo-30-balkonow-inwestycja-kosztowala-300-tysiecy-zlotych</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 12:38:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszowskie-tbs-wyremontowalo-30-balkonow-inwestycja-kosztowala-300-tysiecy-zlotych-1784198929.png</url>
                        <title>Tomaszowskie TBS wyremontowało 30 balkonów. Inwestycja kosztowała 300 tysięcy złotych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55884,tomaszowskie-tbs-wyremontowalo-30-balkonow-inwestycja-kosztowala-300-tysiecy-zlotych</link>
                    </image><description>W czerwcu 2026 roku zakończył się kompleksowy remont 30 balkonów w budynkach zarządzanych przez Tomaszowskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego. Inwestycja miała przede wszystkim poprawić bezpieczeństwo mieszkańców, ale także podnieść standard techniczny budynków.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Stare konstrukcje zastąpiły stalowe balkony</h2><p>Zakres prac był szeroki. Dotychczasowe płyty balkonowe zostały wymienione na nowe konstrukcje stalowe, których powierzchnię wykonano z ryflowanych desek kompozytowych. Takie rozwiązanie ma być trwalsze, odporniejsze na działanie warunków atmosferycznych i łatwiejsze w utrzymaniu.</p><p>Remont objął również balustrady. Zostały one naprawione i zmodernizowane, a ich wysokość dostosowano do aktualnie obowiązujących przepisów budowlanych. To szczególnie istotne w przypadku starszych budynków, w których część elementów powstawała według zupełnie innych norm niż te obowiązujące obecnie.</p><h2>Najważniejsze było bezpieczeństwo</h2><p>Stan balkonów w wielorodzinnych budynkach mieszkalnych nie jest wyłącznie kwestią estetyki. Pęknięcia, korozja elementów konstrukcyjnych, uszkodzone balustrady czy niszczejące płyty mogą stanowić realne zagrożenie dla mieszkańców i osób przechodzących w pobliżu budynku.</p><p>Przeprowadzony remont miał więc nie tylko poprawić wygląd balkonów, ale przede wszystkim zapewnić mieszkańcom bezpieczne korzystanie z nich przez kolejne lata.</p><h2>Inwestycja za 300 tysięcy złotych</h2><p>Wartość zadania wyniosła 300 tys. zł. Prace wykonał Zakład Budowlano-Handlowy CEFARH Kazimierz Cieślak.</p><p>Jak podkreśla Tomaszowskie TBS, inwestycja jest kolejnym etapem działań prowadzonych w zarządzanych nieruchomościach. Ich celem jest sukcesywna poprawa stanu technicznego budynków, komfortu mieszkańców oraz standardu miejskiego zasobu mieszkaniowego.</p><p>Trzydzieści odnowionych balkonów może nie brzmi jak spektakularna inwestycja z czerwonym dywanem i przecięciem wstęgi, ale dla mieszkańców korzystających z nich każdego dnia to zmiana bardzo konkretna. W budownictwie mieszkaniowym właśnie takie prace — wykonywane systematycznie i zanim dojdzie do awarii — często mają największe znaczenie.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Czy to na pewno jeszcze demokracja?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55875,czy-to-na-pewno-jeszcze-demokracja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55875,czy-to-na-pewno-jeszcze-demokracja</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 21:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czy-to-na-pewno-jeszcze-demokracja-1784144529.png</url>
                        <title>Czy to na pewno jeszcze demokracja?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55875,czy-to-na-pewno-jeszcze-demokracja</link>
                    </image><description>Siedem dni. Tyle otrzymali członkowie Prawa i Sprawiedliwości, aby wystąpić ze stowarzyszeń, fundacji i innych organizacji prowadzących działalność polityczną bez zgody władz partii. Siedem dni na wybór między legitymacją partyjną a prawem do działania w innym, legalnym przecież zrzeszeniu. Siedem dni na udowodnienie, że dla człowieka partii nie ma już życia poza partią.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Decyzję uzasadniono potrzebą zachowania „jedności ideowej, organizacyjnej i politycznej”. Brzmi poważnie, niemal podniośle. Jak rozkaz dzienny przed decydującą bitwą. Problem w tym, że pod tą wojskową retoryką kryje się pytanie znacznie ważniejsze niż przyszłość Mateusza Morawieckiego, Jacka Sasina czy kolejnego partyjnego stronnictwa.</p><p><strong>Czy obywatel należący do partii politycznej nadal pozostaje wolnym obywatelem?</strong></p><p>Czy może uczestniczyć w debatach, stowarzyszeniach i inicjatywach społecznych, które nie zostały uprzednio pobłogosławione przez centralę? Czy też z chwilą podpisania deklaracji członkowskiej przekazuje władzom partii prawo do decydowania, z kim może się spotykać, gdzie może zabierać głos i jakie pomysły wolno mu publicznie rozwijać?</p><h2>Partia to nie klasztor, a prezes to nie przeor</h2><p>Prawo i Sprawiedliwość niewątpliwie ma prawo ustalać zasady przynależności do swojej organizacji. Partia polityczna jest dobrowolnym zrzeszeniem, a jej statut określa prawa i obowiązki członków, sposób nabywania oraz utraty członkostwa. Ustawa o partiach politycznych pozostawia ugrupowaniom znaczną swobodę w kształtowaniu wewnętrznej dyscypliny.</p><p>Nie należy więc pochopnie ogłaszać, że każda groźba usunięcia członka partii za równoległą działalność polityczną jest automatycznie bezprawna. Członkostwo w partii nie jest urzędem dziedzicznym ani konstytucyjnym przywilejem. Można do partii wstąpić, można z niej wystąpić, można również zostać z niej wykluczonym zgodnie z obowiązującym statutem.</p><p>Ale między prawem do ochrony własnej nazwy i programu a próbą podporządkowania całej aktywności obywatelskiej człowieka istnieje granica. I właśnie do tej granicy kierownictwo PiS niebezpiecznie się zbliża.</p><p>Konstytucja mówi przecież nie tylko o wolności działania partii. W art. 11 wskazuje również, że partie zrzeszają obywateli <strong>na zasadach dobrowolności i równości</strong>, aby wpływać na politykę państwa metodami demokratycznymi. Art. 12 gwarantuje wolność tworzenia i działania stowarzyszeń, ruchów obywatelskich oraz innych dobrowolnych zrzeszeń. Z kolei art. 58 zapewnia każdemu wolność zrzeszania się.</p><p>To nie są dekoracyjne zdania wypisane złotą farbą na ścianie Sejmu. To jest fundament ustroju, w którym społeczeństwo nie składa się wyłącznie z państwa, partii oraz posłusznych wykonawców poleceń.</p><h2>Legalne nie zawsze znaczy demokratyczne</h2><p>Najbardziej kłopotliwa prawda brzmi następująco: uchwała władz partii może mieścić się w szerokiej autonomii organizacyjnej ugrupowania, a jednocześnie pozostawać <strong>głęboko sprzeczna z demokratycznym duchem społeczeństwa obywatelskiego</strong>.</p><p>Nie każda praktyka autorytarna musi być od razu przestępstwem. Nie każdy knebel ma formę ustawy. Nie każdy zakaz wydaje minister, wojewoda lub sąd. Czasami wystarczy uzależnić dalszą karierę, miejsce na liście wyborczej i polityczną przyszłość od podpisania stosownego oświadczenia.</p><p>Władze PiS nie zakazują formalnie działalności stowarzyszenia Rozwój Plus w Polsce. Nie mają takich kompetencji. Konstytucja stanowi, że o zakazie działania zrzeszenia sprzecznego z Konstytucją lub ustawą orzeka sąd.</p><p>Kierownictwo partii robi jednak coś innego: mówi swoim członkom, że mają z legalnego stowarzyszenia wystąpić, a jeśli nie wykonają polecenia, zostanie wobec nich uruchomiona procedura wykluczenia. W praktyce jest to więc mechanizm politycznego szantażu: <strong>możesz korzystać z wolności zrzeszania się, ale zapłacisz za to utratą miejsca w naszej organizacji</strong>.</p><p>Formalnie wybór pozostaje. Tyle że przypomina on wybór przedstawiany przez kierownika zakładu z czasów słusznie minionych: nikt nikogo nie zmusza, ale rozsądny człowiek wie, którą odpowiedź należy zakreślić.</p><h2>Najpierw stowarzyszenia, potem rozmowy przy kawie?</h2><p>Rafał Bochenek ogłosił, że członkowie PiS nie powinni uczestniczyć również w spotkaniach, wydarzeniach i projektach organizacji politycznych, jeżeli nie uzyskały one zgody władz partii. Zakaz nie dotyczy zatem wyłącznie formalnego członkostwa. Ma sięgać debat, spotkań i inicjatyw.</p><p>To już nie jest jedynie ochrona partyjnego szyldu przed konkurencyjnym ugrupowaniem. To próba reglamentowania przestrzeni dyskusji.</p><p>Dzisiaj zakazane jest stowarzyszenie byłego premiera. Jutro problemem może stać się udział w konferencji konserwatywnego think tanku. Pojutrze rozmowa z ludźmi, którzy mają własny pomysł na przyszłość prawicy. W następnym etapie ktoś zapyta, czy członek partii może przyjąć zaproszenie do lokalnego stowarzyszenia, które organizuje debatę o szpitalu, energetyce albo samorządzie bez odpowiedniej zgody centrali.</p><p>Absurd? Jeszcze niedawno absurdem wydawałaby się decyzja, że dorosłym posłom i byłym premierom należy wyznaczyć siedmiodniowy termin na wypisanie się z legalnych organizacji.</p><p>Tak działa mechanizm przesuwania granicy. Najpierw zakaz przedstawia się jako wyjątkowy środek służący jedności. Później jedność staje się posłuszeństwem. Następnie posłuszeństwo przeobraża się w milczenie, a milczenie zostaje uznane za najwyższą formę lojalności.</p><h2>Demokracja według zatwierdzonego harmonogramu</h2><p>Prawo o stowarzyszeniach definiuje stowarzyszenie jako zrzeszenie dobrowolne, samorządne i trwałe. Stanowi także, że stowarzyszenie samodzielnie określa swoje cele, program działania oraz strukturę, a organizacje tego rodzaju mają prawo wypowiadać się w sprawach publicznych.</p><p>Tymczasem Rozwój Plus zapowiadał festiwal debat, dwadzieścia paneli i pięćdziesięciu prelegentów. Można krytykować Mateusza Morawieckiego. Można podejrzewać, że nie buduje bezinteresownie społeczeństwa obywatelskiego, ale własne zaplecze przed przyszłą walką o przywództwo. Można widzieć w tym frakcję, konkurencyjny dwór albo polityczny start-up byłego premiera.</p><p>Ale trudno nie dostrzec ironii.</p><p>Partia, która przez lata przedstawiała się jako obrońca pluralizmu wobec liberalnych elit, dzisiaj boi się pluralizmu we własnym obozie. Ugrupowanie deklarujące przywiązanie do wolności debaty uznaje debaty organizowane bez zgody kierownictwa za zagrożenie. Formacja mówiąca o suwerenności domaga się od własnych członków rezygnacji z osobistej suwerenności na rzecz decyzji partyjnej centrali.</p><p>„Buduj z nami nowoczesny konserwatyzm” — zapraszał Morawiecki. Centrala odpowiedziała mniej więcej tak: nowoczesny konserwatyzm można budować, ale wyłącznie na podstawie zatwierdzonego projektu, pod nadzorem kierownika budowy i bez samowolnego przesuwania ścian.</p><p>To nie debata. To polityczna wersja filmu „Seksmisja”, w której każda niezależna myśl wymaga wcześniejszej zgody Jej Ekscelencji.</p><h2>Jedność czy walka o kontrolę?</h2><p>Oficjalnym powodem uchwały ma być ochrona jedności PiS, a także obawa o partyjne finansowanie. Rzecznik ugrupowania przekonywał, że aktywność konkurencyjnych środowisk może prowadzić do odebrania partii pieniędzy potrzebnych do zwycięstwa. Sama decyzja rzeczywiście objęła stowarzyszenia związane z Mateuszem Morawieckim i Jackiem Sasinem; Sasin ogłosił zakończenie działalności swojego stowarzyszenia.</p><p>Być może więc nie chodzi przede wszystkim o filozofię prawa, lecz o coś bardziej przyziemnego: o władzę, pieniądze, kontrolę nad strukturami i niedopuszczenie do powstania konkurencyjnych ośrodków wpływu.</p><p>W polityce jest to zrozumiałe. Liderzy zawsze obawiali się frakcji. Cezar nie przepadał za senatorami prowadzącymi własną politykę, Stalin nie znosił niezależnych bolszewików, a bohaterowie „Ojca chrzestnego” również oczekiwali, że rodzina będzie mówiła jednym głosem.</p><p>Tylko że demokratyczna partia nie powinna być ani legionem Cezara, ani komitetem centralnym, ani rodziną Corleone.</p><p>Ustawa o partiach politycznych wymaga, aby partie kształtowały swoje struktury i zasady działania zgodnie z zasadami demokracji, zapewniając między innymi jawność struktur, wybieralność organów oraz podejmowanie uchwał większością głosów.</p><p>Demokracja wewnątrzpartyjna nie oznacza oczywiście, że każdy poseł może codziennie zakładać własną partię w partii. Oznacza jednak coś więcej niż jednomyślne głosowanie kierownictwa pod nieobecność człowieka, którego organizacji dotyczy decyzja.</p><p>Jednomyślność nie zawsze świadczy o sile demokracji. Czasami świadczy wyłącznie o tym, że nikt przy stole nie odważył się powiedzieć „nie”.</p><h2>Obywatel na siedmiodniowej przepustce</h2><p>Najbardziej niepokojący w tej historii nie jest nawet konflikt między Jarosławem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim. Partie przeżywały już rozłamy, bunty i wojny sukcesyjne. Jedni odchodzili, inni wracali, jeszcze inni zakładali nowe ugrupowania, które po kilku latach znikały z politycznej mapy.</p><p>Niebezpieczny jest model członkostwa, który wyłania się z tej decyzji.</p><p>Członek partii ma być aktywny, ale tylko tam, gdzie partia pozwoli. Ma rozmawiać z obywatelami, ale w ramach zatwierdzonych projektów. Ma przedstawiać pomysły, o ile pomysły nie tworzą alternatywnego ośrodka wpływu. Ma budować społeczeństwo obywatelskie, lecz społeczeństwo to musi wcześniej otrzymać pieczątkę z centrali.</p><p>W takim systemie człowiek nie jest już obywatelem, który dobrowolnie należy do partii. Staje się funkcjonariuszem organizacji, a jego życie publiczne zostaje objęte partyjną jurysdykcją.</p><p>To zasadnicza różnica.</p><p>Partia demokratyczna jest narzędziem obywateli służącym realizacji ich poglądów. Partia wodzowska traktuje obywateli jak narzędzia służące realizacji decyzji kierownictwa.</p><h2>Czy doszło do naruszenia prawa?</h2><p>Uczciwa odpowiedź brzmi: na podstawie samego komunikatu nie można jednoznacznie stwierdzić, że uchwała władz PiS jest nielegalna. Do takiej oceny potrzebna byłaby analiza statutu partii, treści uchwały, trybu jej podjęcia oraz ewentualnych postępowań dyscyplinarnych.</p><p>Konstytucyjna wolność zrzeszania się nie ma charakteru absolutnego, a prywatna organizacja może określać warunki swojego członkostwa. Także partia korzysta z wolności zrzeszania się i ma prawo chronić swoją spójność polityczną.</p><p>Nie oznacza to jednak, że każdy wewnętrzny zakaz należy przyjmować bezkrytycznie. Szczególnie gdy partia nie jest klubem kolekcjonerów znaczków, ale organizacją ubiegającą się o władzę nad państwem.</p><p>Sposób, w jaki kierownictwo traktuje własnych członków, mówi wiele o tym, jak może w przyszłości traktować obywateli. Jeżeli w partii nie toleruje się niezależnych debat, konkurencyjnych środowisk i inicjatyw podejmowanych bez zgody prezesa, trudno uwierzyć, że po zdobyciu władzy ta sama partia nagle pokocha pluralizm.</p><p>Demokracja zaczyna się bowiem nie przy urnie wyborczej, ale w codziennym przyzwoleniu na różnicę zdań.</p><h2>Czy to na pewno jeszcze demokracja?</h2><p>Być może formalnie wszystko się zgadza. Uchwała została podjęta. Termin wyznaczony. Oświadczenia rozesłane. Procedura wykluczenia przygotowana. Jeden polityk zasalutował i zamknął stowarzyszenie. Drugi zaprosił na grill i zapowiedział dalszą działalność.</p><p>Dokumenty są w porządku. Pieczątki stoją we właściwych miejscach.</p><p>Tylko demokracja to coś więcej niż prawidłowo wypełniony formularz.</p><p>To prawo człowieka do samodzielnego myślenia, spotykania się z innymi i tworzenia środowisk, których nie kontroluje żadna centrala. To zgoda na to, że nawet członek partii może mieć własny głos, własne relacje i własny pomysł na państwo. To świadomość, że jedność osiągnięta przymusem nie jest jednością, lecz dyscypliną koszarową.</p><p>Władze PiS mogą zdecydować, kogo chcą mieć w swoich szeregach. Nie mogą jednak oczekiwać, że opinia publiczna uzna taki model za wzór demokratycznej kultury.</p><p>Bo jeżeli dorosły człowiek, poseł, były premier lub działacz społeczny musi pytać partyjną centralę, czy wolno mu uczestniczyć w debacie, stowarzyszeniu albo projekcie politycznym, to pytanie nie brzmi już wyłącznie: <strong>kto będzie rządził Prawem i Sprawiedliwością?</strong></p><p>Pytanie brzmi: <strong>czy to na pewno jeszcze partia demokratyczna, czy już organizacja, w której obywatelstwo kończy się tam, gdzie zaczyna się wola prezesa?</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Drugi konkurs na prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Kandydaci mają zaledwie kilka dni na złożenie dokumentów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 18:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozen-1784131988.png</url>
                        <title>Drugi konkurs na prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Kandydaci mają zaledwie kilka dni na złożenie dokumentów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</link>
                    </image><description>Rada Nadzorcza Tomaszowskiego Centrum Zdrowia ogłosiła kolejne postępowanie kwalifikacyjne na stanowisko prezesa zarządu szpitalnej spółki. Poprzedni konkurs, mimo zgłoszenia się pięciu kandydatów, zakończył się bez rozstrzygnięcia. Tym razem dokumenty można składać tylko do 17 lipca, a rozmowy z kandydatami zaplanowano już na 20 i 21 lipca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia ponownie szuka prezesa. To jeden z najważniejszych konkursów kadrowych w powiecie tomaszowskim, bo jego wynik zdecyduje, kto będzie zarządzał nie tylko dużą spółką komunalną, ale przede wszystkim szpitalem odpowiadającym za bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i całego powiatu.</p><p>Ogłoszenie o drugim konkursie ukazało się 2 lipca. Termin składania dokumentów upływa <strong>17 lipca 2026 roku</strong>, co oznacza, że kandydaci otrzymali stosunkowo niewiele czasu na przygotowanie pełnej dokumentacji. Rozmowy kwalifikacyjne mają odbyć się 20 i 21 lipca.</p><h2>Pierwszy konkurs bez zwycięzcy</h2><p>Obecne postępowanie jest już drugim konkursem na stanowisko prezesa TCZ w tym roku. W poprzednim zgłosiło się pięć osób. Wszystkie miały spełniać wymagania formalne i zostały zakwalifikowane do indywidualnych rozmów z Radą Nadzorczą. Ostatecznie jednak nie wybrano żadnego z kandydatów, a konkurs zakończył się bez rozstrzygnięcia.</p><p>Nie podano publicznie szczegółowego uzasadnienia tej decyzji ani informacji, czego zabrakło kandydatom, by przekonać członków rady. Wiadomo jedynie, że po zakończeniu rozmów Rada Nadzorcza nie zdecydowała się na powierzenie funkcji żadnej z pięciu osób.</p><p>To sytuacja, która musi budzić pytania. Skoro wszyscy kandydaci spełniali wymagania formalne, dlaczego żaden z nich nie otrzymał wystarczającej oceny? Czy zabrakło odpowiedniego doświadczenia, wizji rozwoju szpitala, wiedzy o finansowaniu ochrony zdrowia, czy może oczekiwania rady były inne niż wynikało z samego ogłoszenia?</p><h2>Jakie wymagania musi spełnić kandydat?</h2><p>Zgodnie z warunkami drugiego konkursu kandydaci muszą posiadać <strong>wykształcenie wyższe</strong>, co najmniej <strong>pięcioletni okres zatrudnienia w podmiotach leczniczych</strong> oraz minimum <strong>trzyletnie doświadczenie na stanowiskach kierowniczych lub samodzielnych</strong>. Osoby spełniające wymagania formalne zostaną zaproszone do dalszej części postępowania.</p><p>Wymogi wskazują, że Rada Nadzorcza nie poszukuje wyłącznie menedżera znającego zasady funkcjonowania spółek prawa handlowego. Kandydat powinien znać realia szpitala, system rozliczeń z Narodowym Funduszem Zdrowia, problemy kadrowe, zasady kontraktowania świadczeń oraz specyfikę zarządzania personelem medycznym.</p><p>Prezes TCZ będzie musiał zmierzyć się między innymi z kosztami wynagrodzeń, rosnącymi cenami usług i energii, trudnościami w pozyskiwaniu lekarzy i pielęgniarek, koniecznością utrzymywania nierentownych, ale potrzebnych społecznie oddziałów oraz finansowaniem inwestycji.</p><p>Nie jest to zatem posada ceremonialna. To stanowisko, na którym każdego dnia trzeba ważyć interes pacjentów, pracowników, samorządu i płatnika publicznego. Czasami decyzje przypominają tu bardziej manewrowanie okrętem podczas sztormu niż spokojne zarządzanie firmą zza biurka.</p><h2>Konrad Borowski nadal kieruje szpitalem</h2><p>Po zmianie władz Powiatu Tomaszowskiego na początku 2026 roku doszło również do zmian w organach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Przewodniczącym Rady Nadzorczej został Robert Urbański, a jej członkami Katarzyna Banaszczak i Łukasz Borkowski. Rada odwołała ze stanowiska Marka Utrackiego, a od 21 stycznia funkcję prezesa objął Konrad Borowski.</p><p>Konrad Borowski został początkowo powołany na czas określony. Jego umowa miała obowiązywać do końca maja, jednak po nierozstrzygnięciu pierwszego konkursu zgodził się nadal kierować spółką. Jak informowano, argumentował, że nie może pozostawić szpitala, w którym przepracował kilkanaście lat i który znajduje się w trudnej sytuacji finansowej.</p><p>Według aktualnych danych rejestrowych Konrad Borowski nadal figuruje jako prezes zarządu Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jedynym wspólnikiem spółki pozostaje Powiat Tomaszowski.</p><h2>Najważniejsza będzie nie tylko wiedza, ale także plan</h2><p>Od nowego prezesa należy oczekiwać czegoś więcej niż poprawnego administrowania szpitalem. Tomaszowskie Centrum Zdrowia potrzebuje czytelnej strategii: określenia, które oddziały mają być rozwijane, gdzie konieczne są inwestycje, jak zwiększać przychody z NFZ i w jaki sposób zatrzymać specjalistów.</p><p>Kluczowe powinny być również pytania o przyszłość podstawowej działalności medycznej spółki. Czy szpital będzie rozwijał kardiologię, neurologię, diagnostykę obrazową i chirurgię? Jak zamierza ograniczać kolejki do poradni? Czy jest przygotowany na zmiany w systemie finansowania szpitali? Jak będzie wyglądało zarządzanie zadłużeniem i płynnością finansową?</p><p>Podczas rozmów kwalifikacyjnych kandydaci powinni więc przedstawić nie tylko swoje życiorysy, ale także konkretną diagnozę sytuacji TCZ oraz realny program działania. Bez tego konkurs łatwo może zamienić się w jeszcze jeden kadrowy rytuał, po którym mieszkańcy nadal nie będą wiedzieć, dokąd zmierza ich szpital.</p><h2>Czy drugi konkurs przyniesie rozstrzygnięcie?</h2><p>Termin rozmów wyznaczony na 20 i 21 lipca oznacza, że decyzja może zapaść bardzo szybko. Nadal jednak nie wiadomo, ilu kandydatów zgłosi się w drugim postępowaniu i czy wśród nich znajdzie się osoba, która uzyska poparcie Rady Nadzorczej.</p><p>Po fiasku pierwszego konkursu oczekiwania wobec drugiego postępowania będą większe. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że wybór prezesa najważniejszej spółki medycznej powiatu odbędzie się według jasnych i merytorycznych kryteriów, a po jego zakończeniu opinia publiczna pozna nie tylko nazwisko zwycięzcy, ale również argumenty przemawiające za jego wyborem.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia nie może zbyt długo pozostawać w stanie kadrowej prowizorki. Szpital potrzebuje stabilnego zarządu, jasno określonych celów i osoby gotowej ponosić odpowiedzialność za decyzje. W ochronie zdrowia brak decyzji także bywa decyzją — najczęściej tą najdroższą.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Ruszyły konsultacje strategii ZIT dla obszaru Tomaszów Mazowiecki – Opoczno]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55863,ruszyly-konsultacje-strategii-zit-dla-obszaru-tomaszow-mazowiecki-opoczno</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55863,ruszyly-konsultacje-strategii-zit-dla-obszaru-tomaszow-mazowiecki-opoczno</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 21:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ruszyly-konsultacje-strategii-zit-dla-obszaru-tomaszow-mazowiecki-opoczno-1784056514.png</url>
                        <title>Ruszyły konsultacje strategii ZIT dla obszaru Tomaszów Mazowiecki – Opoczno</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55863,ruszyly-konsultacje-strategii-zit-dla-obszaru-tomaszow-mazowiecki-opoczno</link>
                    </image><description>Mieszkańcy mogą wziąć udział w konsultacjach społecznych dotyczących aktualizacji Strategii ZIT MOF Tomaszów Mazowiecki – Opoczno. To dokument ważny dla kierunków rozwoju lokalnego, inwestycji i planowania wspólnych działań w regionie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Strategia, która ma znaczenie dla regionu</h2><p>Urząd Miasta w Tomaszowie Mazowieckim poinformował o rozpoczęciu <strong>konsultacji społecznych</strong> projektu aktualizacji Strategii ZIT MOF Tomaszów Mazowiecki – Opoczno. Choć sam komunikat ma charakter formalny, jego znaczenie jest znacznie szersze. Chodzi bowiem o dokument, który wyznacza kierunki współpracy i rozwoju dla miejskiego obszaru funkcjonalnego, a więc przestrzeni, w której decyzje jednego samorządu mogą bezpośrednio wpływać także na sąsiednie gminy i mieszkańców całego otoczenia.</p><p>Zintegrowane Inwestycje Terytorialne to narzędzie pozwalające planować rozwój w sposób bardziej skoordynowany. W praktyce oznacza to łączenie lokalnych potrzeb z długofalowym myśleniem o transporcie, przestrzeni miejskiej, usługach publicznych, środowisku czy jakości życia. Aktualizacja strategii nie jest więc jedynie administracyjnym obowiązkiem, ale próbą odpowiedzi na pytanie, jakie inwestycje i działania powinny być priorytetem w najbliższych latach.</p><h2>Dlaczego konsultacje są ważne</h2><p>Konsultacje społeczne to moment, w którym mieszkańcy, organizacje społeczne, przedsiębiorcy i instytucje mogą odnieść się do proponowanych zapisów dokumentu. W lokalnej polityce rozwojowej właśnie ten etap bywa jednym z najistotniejszych, bo pozwala skonfrontować urzędowe założenia z codziennym doświadczeniem osób korzystających z miejskiej infrastruktury, transportu, oferty edukacyjnej czy przestrzeni publicznej.</p><p>Znaczenie takich konsultacji w Tomaszowie Mazowieckim jest tym większe, że miasto od lat prowadzi lub zapowiada działania w wielu obszarach ważnych dla mieszkańców. W miejskiej strukturze informacyjnej widoczne są tematy związane między innymi z inwestycjami, transportem, rewitalizacją, ochroną środowiska, edukacją, sprawami społecznymi i partycypacją. Aktualizacja strategii może stać się dokumentem porządkującym te kierunki i pokazującym, które z nich będą rozwijane w pierwszej kolejności.</p><p><strong>Głos mieszkańców</strong> może mieć szczególne znaczenie tam, gdzie decyzje strategiczne przekładają się na codzienne funkcjonowanie miasta i okolic. Chodzi nie tylko o duże inwestycje, ale także o dostępność usług, powiązania komunikacyjne, estetykę przestrzeni czy jakość środowiska naturalnego.</p><h2>Lokalny kontekst: więcej niż sam dokument</h2><p>Publikacja informacji o konsultacjach wpisuje się w szerszy obraz polityki miejskiej, w której Tomaszów Mazowiecki akcentuje kwestie rozwoju lokalnego, projektów unijnych, rewitalizacji i współpracy ponadlokalnej. Sama obecność strategii ZIT wśród miejskich tematów nie jest przypadkowa. To właśnie przez takie dokumenty samorządy próbują łączyć potrzeby mieszkańców z możliwościami finansowania i planowania inwestycji.</p><p>W praktyce dla mieszkańców najważniejsze jest to, czy za strategicznymi zapisami pójdą konkretne efekty: sprawniejsza komunikacja, lepiej zaplanowane inwestycje, ochrona terenów cennych przyrodniczo, poprawa jakości usług publicznych czy większa spójność rozwoju między Tomaszowem Mazowieckim a otaczającym go obszarem funkcjonalnym. Konsultacje są okazją, by już na etapie projektu zwrócić uwagę na kwestie, które w codziennym życiu bywają najbardziej odczuwalne.</p><h2>To moment na udział, nie tylko na obserwację</h2><p>Ogłoszenie konsultacji społecznych warto traktować jako zaproszenie do współdecydowania, a nie wyłącznie formalną procedurę. W przypadku dokumentów strategicznych najczęściej największe znaczenie mają nie pojedyncze hasła, lecz to, jakie cele zostaną uznane za nadrzędne i jak zostaną później przełożone na konkretne przedsięwzięcia.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic to dobry moment, by przyjrzeć się proponowanym kierunkom zmian i ocenić, czy odpowiadają one realnym potrzebom regionu. Im większe zainteresowanie konsultacjami, tym większa szansa, że finalny dokument będzie nie tylko poprawny administracyjnie, ale także bliższy lokalnym oczekiwaniom i rzeczywistym wyzwaniom rozwojowym.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Szpital, który traci 65 milionów na podstawowej działalności, ma ratować TCZ? Ekonomiczna układanka posła Witczaka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 12:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-1784026638.png</url>
                        <title>Szpital, który traci 65 milionów na podstawowej działalności, ma ratować TCZ? Ekonomiczna układanka posła Witczaka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</link>
                    </image><description>Najważniejsza liczba w raporcie Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi nie wynosi 10,6 mln zł. Tyle placówka wykazała ostatecznej straty netto za 2025 rok i właśnie tę wartość najłatwiej przedstawić opinii publicznej jako kosztowny, ale jeszcze kontrolowany skutek niedofinansowania ochrony zdrowia. Prawdziwy alarm uruchamia się jednak wcześniej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Centralny Szpital Kliniczny zakończył 2025 rok stratą na podstawowej działalności wynoszącą 64 722 081,87 zł.</strong></p><p>To nie jest strata na ryzykownej inwestycji, nieudanej operacji finansowej ani odsetkach od kredytów. To różnica pomiędzy przychodami osiąganymi z bieżącej działalności a kosztami jej prowadzenia. Innymi słowy: <strong>kliniki pracowały, pacjenci byli leczeni, personel otrzymywał wynagrodzenia, zużywano leki, materiały i energię, ale podstawowa działalność szpitala nie była w stanie sama się sfinansować</strong>.</p><p>Dopiero ponad 55,7 mln zł pozostałych przychodów operacyjnych, w tym rozliczanych dotacji oraz innych wpływów, pozwoliło zmniejszyć tę wyrwę do około 10,15 mln zł straty operacyjnej, a następnie do 10,6 mln zł straty netto.</p><p>I właśnie ten szpital, z tak ogromną nierentownością działalności podstawowej, przedstawiany jest dziś przez posła Adriana Witczaka i część radnych Koalicji Obywatelskiej jako potencjalny partner, który miałby przejąć odpowiedzialność za Tomaszowskie Centrum Zdrowia.</p><p>To wymaga znacznie poważniejszej rozmowy niż polityczne zapewnienia o „konsolidacji”, „synergii” i „bezpieczeństwie pacjentów”. W grę wchodzi bowiem nie reorganizacja wydziału starostwa, lecz przyszłość jedynego szpitala powiatowego w Tomaszowie Mazowieckim.</p><h2>Nie ma tu zdrowego szpitala przejmującego chorego</h2><p>Publiczna narracja wokół pomysłu posła Adriana Witczaka została zbudowana na prostym obrazie: TCZ ma problemy, samorząd sobie nie radzi, więc należy włączyć szpital do większego, silniejszego organizmu związanego z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi.</p><p>Ten obraz jest politycznie wygodny. Nie odpowiada jednak rzeczywistości ekonomicznej.</p><p>Centralny Szpital Kliniczny nie jest finansowym mocarzem, które mogłoby przyjechać do Tomaszowa z walizką pieniędzy, spłacić zobowiązania, zatrzymać wszystkie oddziały, podnieść wynagrodzenia i jeszcze sfinansować rozwój. Jest ogromnym, wysoko wyspecjalizowanym podmiotem, który sam zmaga się z gwałtownym pogorszeniem wyników, rosnącymi zobowiązaniami i coraz słabszą płynnością.</p><p>W 2024 roku łódzki szpital wykazał 32,8 mln zł straty na sprzedaży. Rok później było to już <strong>64,7 mln zł</strong>. Deficyt działalności podstawowej niemal się podwoił. Koszty operacyjne wzrosły z 905,7 mln zł do ponad 1,107 mld zł, a zobowiązania krótkoterminowe zwiększyły się z 127,2 mln zł do 180,7 mln zł. Same zobowiązania wobec dostawców wzrosły z 68,9 mln zł do 108,4 mln zł.</p><p>Stan gotówki zmniejszył się z 42,6 mln zł do 30,6 mln zł. Wskaźnik szybkiej płynności spadł do 0,75, co oznacza, że najbardziej płynne aktywa nie wystarczały do pełnego pokrycia zobowiązań krótkoterminowych. Kapitał własny zmniejszył się z 50,2 mln zł do 35,3 mln zł, a wskaźnik wypłacalności pogorszył się z 3,91 do 6,41.</p><p>Raport sam przyznaje, że szpital posiada zobowiązania wymagalne i może regulować płatności wybiórczo, płacąc w pierwszej kolejności kluczowym dostawcom, aby utrzymać ciągłość działalności.</p><p>Tak wygląda podmiot, który miałby być przedstawiany mieszkańcom powiatu tomaszowskiego jako bezpieczna przystań dla TCZ.</p><p>To nie jest sytuacja zdrowego szpitala przejmującego placówkę wymagającą uzdrowienia. To raczej próba połączenia dwóch organizmów, które zmagają się z podobną chorobą finansową, choć występującą w różnych skalach.</p><h2>TCZ także traci na podstawowej działalności</h2><p>Według danych przedstawionych przez kierownictwo Tomaszowskiego Centrum Zdrowia wynik TCZ na działalności operacyjnej wynosił w 2024 roku około 3,9 mln zł na plusie. W 2025 roku miał spaść do około <strong>9,2 mln zł straty</strong>.</p><p>Oznacza to pogorszenie o ponad 13 mln zł w ciągu jednego roku.</p><p>Trzeba przy tym zachować rachunkową precyzję. W przypadku łódzkiego szpitala kwota 64,7 mln zł jest wynikiem na sprzedaży, czyli przed doliczeniem pozostałych przychodów operacyjnych. Kwota 9,2 mln zł przedstawiana dla TCZ jest natomiast wynikiem operacyjnym, a więc po uwzględnieniu takich przychodów.</p><p>Nie są to zatem identyczne pozycje rachunku zysków i strat.</p><p>To jednak nie osłabia problemu TCZ. Przeciwnie. Skoro spółka miała 9,2 mln zł straty już po uwzględnieniu pozostałych przychodów operacyjnych, rzeczywisty deficyt samej sprzedaży świadczeń mógł być wyższy. Bez pełnego i zatwierdzonego rachunku zysków i strat TCZ za 2025 rok nie można podać tej wartości odpowiedzialnie.</p><p>Wiadomo natomiast, że równolegle środki pieniężne spółki miały zmniejszyć się z około 23 mln zł do 13 mln zł, zobowiązania wzrosnąć z około 24 mln zł do 31 mln zł, a aktywa obrotowe spaść o kilka milionów złotych. TCZ nie tylko wykazało gorszy wynik. <strong>Spółka zaczęła zużywać swoją finansową poduszkę bezpieczeństwa.</strong></p><p>To jest problem poważny. Nie wynika z niego jednak automatycznie, że jedynym rozwiązaniem jest oddanie szpitala pod kontrolę innego podmiotu. Tym bardziej podmiotu, który sam generuje ogromny deficyt na działalności podstawowej.</p><h2>Konsolidacja nie jest magicznym przyciskiem „napraw”</h2><p>Poseł Adrian Witczak przedstawiał konsolidację TCZ z kompleksem szpitalnym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi jako receptę na problemy tomaszowskiej placówki. Publiczne relacje z sesji wskazują, że jego koncepcja zakładała związanie TCZ z łódzkim Centrum Kliniczno-Dydaktycznym, będącym częścią struktury Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego.</p><p>Już na poziomie języka zaczyna się jednak problem. Mieszkańcy słyszą raz o konsolidacji, innym razem o przejęciu, wniesieniu udziałów, zmianie właściciela lub związaniu TCZ z Uniwersytetem Medycznym. Każde z tych rozwiązań może mieć inne konsekwencje prawne, finansowe i organizacyjne.</p><p><strong>Nie wolno mówić o konsolidacji jak o neutralnej współpracy dwóch równorzędnych placówek</strong>, jeśli jej skutkiem miałaby być utrata przez powiat kontroli właścicielskiej nad spółką, przekazanie udziałów albo podporządkowanie TCZ decyzjom podejmowanym w Łodzi.</p><p>W takim wariancie nie chodzi o partnerską umowę dotyczącą wspólnych zakupów czy wymiany kadry. Chodzi o zmianę realnego ośrodka decyzyjnego.</p><p>A wraz z nim mogą się zmienić priorytety.</p><p>Dla władz powiatu podstawowym pytaniem powinno być, czy mieszkańcy Tomaszowa i okolic zachowają dostęp do interny, chirurgii, ginekologii, położnictwa, pediatrii, neurologii oraz poradni specjalistycznych. Dla wielkiego szpitala klinicznego decyzje mogą być podejmowane z perspektywy całej grupy, dostępności kadry, opłacalności procedur i koncentracji leczenia w Łodzi.</p><p>To, co z perspektywy centrali będzie racjonalizacją, z perspektywy Tomaszowa może oznaczać likwidację oddziału.</p><p>To, co w dokumentach zostanie nazwane „optymalizacją profilu świadczeń”, dla pacjentki w ciąży może oznaczać konieczność porodu kilkadziesiąt kilometrów od domu.</p><p>To, co w korporacyjnej prezentacji będzie „konsolidacją funkcji”, dla starszego pacjenta może oznaczać podróż do Łodzi na badanie lub konsultację, którą dotychczas otrzymywał na miejscu.</p><h2>Najpierw trzeba odpowiedzieć, po co CKD miałoby przejąć TCZ</h2><p>Podstawowym obowiązkiem każdego zwolennika tej koncepcji jest wyjaśnienie, jaki konkretny interes ekonomiczny miałby Centralny Szpital Kliniczny w przejęciu TCZ.</p><p>Nie wystarczy powiedzieć, że większy podmiot ma większe możliwości. Wielkość nie tworzy automatycznie rentowności. Raport CSK dowodzi czegoś przeciwnego: mimo przychodów przekraczających miliard złotych podstawowa działalność wygenerowała prawie 65 mln zł straty.</p><p>Jeżeli CKD lub CSK miałoby przejąć TCZ, należy odpowiedzieć na kilka zasadniczych pytań.</p><p>Skąd miałyby pochodzić pieniądze na pokrycie strat tomaszowskiej spółki? Czy łódzki podmiot miałby dokapitalizować TCZ, skoro sam zakończył rok stratą i konsumuje własną gotówkę? Czy Uniwersytet Medyczny albo Ministerstwo Zdrowia przedstawiły pisemne gwarancje inwestycyjne? Czy istnieje projekt umowy, harmonogram konsolidacji, wycena udziałów oraz analiza skutków dla poszczególnych oddziałów?</p><p>Czy zagwarantowano utrzymanie pełnego profilu działalności TCZ? Na jaki okres? Czy gwarancje obejmowałyby także zatrudnienie, poradnie, nocną pomoc, diagnostykę i oddział ginekologiczno-położniczy? Co stanie się z nieruchomościami, sprzętem i majątkiem spółki? Kto będzie ponosił odpowiedzialność za przyszłe zobowiązania?</p><p>Wreszcie: <strong>co dokładnie otrzyma powiat w zamian za utratę udziałów lub kontroli?</strong></p><p>Dopóki nie ma precyzyjnych odpowiedzi, nie ma projektu ratunkowego. Jest polityczna koncepcja, której najbardziej konkretną częścią wydaje się to, że Tomaszów ma oddać kontrolę nad szpitalem.</p><h2>Kupujący sam potrzebuje leczenia</h2><p>W normalnym procesie gospodarczym podmiot przejmujący inną spółkę powinien posiadać zdolność finansową, organizacyjną i zarządczą do przeprowadzenia transakcji. Powinien przedstawić plan finansowania, analizę ryzyka, model działania po połączeniu oraz spodziewane efekty.</p><p>Tymczasem sytuacja CSK stawia poważne pytania o jego zdolność do absorpcji kolejnego szpitala.</p><p>Łódzki podmiot zakończył 2025 rok z wynikiem <strong>32 punktów na 60 możliwych</strong> w ustawowej ocenie sytuacji ekonomiczno-finansowej. Rok wcześniej miał 49 punktów. W ciągu dwunastu miesięcy utracił zatem ponad jedną trzecią oceny punktowej.</p><p>Jego wskaźniki rentowności spadły do zera punktów. Płynność pogorszyła się. Wypłacalność osiągnęła poziom oceniany na zero punktów. Organ tworzący nie zamierza pokrywać straty za 2025 rok; ma ona zostać pokryta z funduszu własnego szpitala.</p><p>Owszem, CSK jest ogromną jednostką, otrzymuje wysokie dotacje inwestycyjne i posiada dostęp do aparatury oraz specjalistów, jakiego TCZ nigdy nie będzie miało. Nie oznacza to jednak, że jest finansowo zdrowe.</p><p><strong>Propozycja oddania TCZ podmiotowi, który na własnej działalności podstawowej wygenerował 64,7 mln zł straty, wymaga dowodów i dokumentów, a nie politycznego entuzjazmu.</strong></p><p>Trudno bowiem zrozumieć, dlaczego szpital mający coraz większe zobowiązania, coraz mniejszą gotówkę i ogromny deficyt na sprzedaży miałby przejąć dodatkową placówkę, zachowując wszystkie jej nierentowne świadczenia.</p><p>Ekonomia podpowiada raczej coś innego: po przejęciu pojawiłaby się presja na redukcję kosztów, koncentrację procedur, likwidację dublujących się funkcji i przesuwanie części świadczeń do Łodzi.</p><p>To nie musi nastąpić. Ale jest ryzykiem tak oczywistym, że jego pomijanie byłoby nieodpowiedzialne.</p><h2>Poseł uczył radnych ekonomii. Raport udzielił własnej lekcji</h2><p>Szczególnie źle brzmią dziś słowa i ton, w jakim poseł Adrian Witczak zwracał się podczas sesji do radnych podających w wątpliwość jego koncepcję.</p><p>W toku burzliwej debaty poseł zarzucał swoim oponentom brak rozumienia finansów i ekonomii. Czynił to także wobec osób posiadających ekonomiczne wykształcenie i doświadczenie zawodowe w tych dziedzinach. Nagranie sesji zostało opublikowane i pozostaje dostępne w materiałach wideo dotyczących TCZ.</p><p>Nie chodzi o to, że dyplom daje komukolwiek monopol na rację. Nie daje. Radny po ekonomii może się mylić, podobnie jak poseł, lekarz, prawnik czy profesor. Istotą debaty publicznej powinny być dokumenty, liczby i logiczne argumenty.</p><p>Ale właśnie dlatego polityczne pouczanie innych, że „nie znają się na finansach”, staje się dziś wyjątkowo niefortunne.</p><p>Raport łódzkiego szpitala pokazuje bowiem, że podmiot wskazywany przez posła jako element rozwiązania sam ma <strong>64,7 mln zł straty na działalności podstawowej</strong>, 180,7 mln zł zobowiązań krótkoterminowych, pogarszającą się płynność i ponad sześciokrotną relację zobowiązań do kapitału własnego.</p><p>Jeżeli poseł znał te dane, powinien był je przedstawić radnym razem ze swoją propozycją.</p><p>Jeżeli ich nie znał, nie powinien pouczać innych o ekonomii.</p><p>A jeśli uważa, że nie mają znaczenia dla planowanego przejęcia lub konsolidacji TCZ, powinien szczegółowo wyjaśnić dlaczego.</p><p>Krzyk nie jest argumentem finansowym. Podniesiony głos nie zastępuje due diligence. Mandat poselski nie jest certyfikatem nieomylności ekonomicznej.</p><p>Zwłaszcza gdy na stole leży majątek publiczny, a stawką jest bezpieczeństwo zdrowotne ponad stu tysięcy mieszkańców miasta i powiatu.</p><h2>Radni KO muszą odpowiedzieć, co właściwie popierają</h2><p>Odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na pośle Adrianie Witczaku. Pomysł konsolidacji wspierają również radni Koalicji Obywatelskiej, którzy przedstawiają go jako szansę na wyprowadzenie TCZ z kryzysu.</p><p>Mają do tego prawo. Nie mają natomiast prawa domagać się decyzji w ciemno.</p><p>Każdy radny popierający zmianę właściciela TCZ powinien znać odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące wartości spółki, jej zobowiązań, przyszłości majątku, gwarancji zatrudnienia, zakresu świadczeń i modelu finansowania po przejęciu.</p><p>Powinien także przeczytać raport CSK za 2025 rok. Nie streszczenie przygotowane przez partyjnego kolegę. Nie prezentację mającą przekonać do konsolidacji. Pełny dokument.</p><p>Wtedy zobaczy, że potencjalny partner TCZ nie jest wolny od problemów, lecz sam znajduje się pod silną presją ekonomiczną. Zobaczy również, że jego względnie niewielka strata netto jest rezultatem zasypania prawie 65-milionowej straty na sprzedaży ponad 55 milionami pozostałych przychodów operacyjnych.</p><p>To zasadnicza różnica.</p><p>Wynik netto jest ostatnią stroną historii. Wynik na sprzedaży pokazuje, czy podstawowa działalność potrafi się utrzymać.</p><p>W CSK nie potrafi.</p><p>W TCZ również nie potrafi.</p><p>Łączenie dwóch nierentownych działalności może przynieść oszczędności, ale tylko wtedy, gdy wiadomo, gdzie one powstaną. Najczęściej rodzą się z centralizacji zakupów, redukcji administracji, wspólnej diagnostyki, zmian zatrudnienia i likwidacji powtarzających się zakresów.</p><p>Jeżeli politycy mówią o oszczędnościach, powinni powiedzieć uczciwie, gdzie zamierzają ich szukać.</p><p>Bo oszczędność jednego podmiotu może oznaczać zamknięty oddział w drugim.</p><h2>Nie ma żadnej gwarancji, że duży ochroni małego</h2><p>Zwolennicy konsolidacji mogą argumentować, że duży podmiot łatwiej negocjuje z NFZ, kupuje materiały taniej, przyciąga specjalistów i pozyskuje dotacje. To argumenty racjonalne i nie wolno ich zbywać.</p><p>Ale nie są one wystarczające.</p><p>Duża grupa medyczna może również dążyć do specjalizacji poszczególnych lokalizacji. Może uznać, że określone zabiegi bardziej opłaca się wykonywać w Łodzi, a Tomaszów powinien pełnić funkcję zaplecza diagnostycznego, rehabilitacyjnego albo opieki zachowawczej. Może przenieść kontrakt, kadry albo sprzęt tam, gdzie ich wykorzystanie będzie efektywniejsze z punktu widzenia całego organizmu.</p><p>Z perspektywy zarządzania grupą może to mieć sens.</p><p>Z perspektywy mieszkańca Tomaszowa może oznaczać degradację lokalnego szpitala.</p><p>Dlatego każda rozmowa o konsolidacji musi zaczynać się nie od ogólnego zapewnienia o rozwoju, ale od prawnie wiążącej listy świadczeń, które pozostaną w Tomaszowie. Konieczne są gwarancje dotyczące oddziałów, inwestycji, personelu i majątku.</p><p>Bez tego mieszkańcy mają uwierzyć, że duży zawsze ochroni małego.</p><p>Historia gospodarcza zna jednak wiele przejęć, w których duży nie chronił małego. Przejmował rynek, majątek, kontrakty albo funkcje, a następnie porządkował strukturę według własnego interesu.</p><p>Szpital nie jest zwykłą fabryką. Nie można jednak udawać, że po zmianie właściciela przestają działać prawa ekonomii.</p><h2>Najpierw audyt i wycena, potem decyzja</h2><p>Pomysł sprzedaży, wniesienia udziałów lub innej formy przekazania TCZ powinien zostać poprzedzony pełnym audytem ekonomicznym, prawnym i medycznym. Potrzebna jest niezależna wycena spółki, analiza wartości nieruchomości, sprzętu, kontraktów, zobowiązań i potencjału rozwoju.</p><p>Należy również opracować co najmniej kilka wariantów dalszego działania: pozostawienie TCZ przy powiecie po wdrożeniu programu naprawczego, współpracę bez zmiany właściciela, utworzenie związku lub porozumienia medycznego oraz pełną konsolidację kapitałową.</p><p>Każdy wariant powinien zawierać prognozę finansową, skutki dla pacjentów, zatrudnienia i dostępności świadczeń.</p><p>Dopiero wtedy rada może podejmować odpowiedzialną decyzję.</p><p>Nie można zaczynać od politycznej tezy, że TCZ należy przekazać, a później szukać dokumentów, które mają tę tezę uzasadnić. To odwrócenie prawidłowej kolejności procesu decyzyjnego.</p><p>Najpierw diagnoza. Potem warianty leczenia. Na końcu zgoda pacjenta.</p><p>Nie zaczyna się operacji od wyboru chirurga tylko dlatego, że najgłośniej zapewnia, iż wie, co robi.</p><h2>Kto naprawdę kogo będzie ratował?</h2><p>Centralny Szpital Kliniczny w Łodzi jest wielką i niezwykle ważną placówką. Realizuje świadczenia wysokospecjalistyczne, prowadzi dydaktykę i badania, dysponuje znakomitą kadrą oraz otrzymuje dziesiątki milionów złotych dotacji inwestycyjnych.</p><p>Nie jest jednak finansowym wybawcą.</p><p>W 2025 roku jego podstawowa działalność wygenerowała <strong>64,7 mln zł straty</strong>. Ostateczny wynik został uratowany przez ponad 55 mln zł pozostałych przychodów operacyjnych. Zobowiązania krótkoterminowe wzrosły o ponad 53 mln zł, a gotówka zmniejszyła się o około 12 mln zł.</p><p>TCZ zakończyło ten sam okres głębokim pogorszeniem wyniku operacyjnego, utratą części gotówki i wzrostem zobowiązań.</p><p>Mamy więc dwa szpitale dotknięte podobnym problemem: finansowanie świadczeń nie nadąża za kosztami. Jeden jest ogromny i kliniczny, drugi lokalny i powiatowy. Jeden ma większy dostęp do dotacji, kadry i aparatury, drugi ma znaczenie strategiczne dla mieszkańców konkretnego powiatu.</p><p>Być może ich współpraca ma sens. Być może możliwe jest wspólne kontraktowanie, szkolenie kadr, zakupy, diagnostyka i rozwój określonych zakresów świadczeń.</p><p>Ale z przedstawionych danych nie wynika, że <strong>sprzedaż lub oddanie kontroli nad TCZ</strong> jest jedynym, najlepszym albo nawet bezpiecznym rozwiązaniem.</p><p>Poseł Adrian Witczak może podnosić głos. Radni Koalicji Obywatelskiej mogą powtarzać słowo „konsolidacja”. Nie zmieni to jednak treści raportu.</p><p><strong>Szpital wskazywany jako ratunek dla Tomaszowa sam stracił prawie 65 mln zł na swojej podstawowej działalności.</strong></p><p>Zanim ktokolwiek odda mu udziały TCZ, powinien odpowiedzieć na proste pytanie:</p><p><strong>kto w tej operacji naprawdę będzie ratowany – Tomaszowskie Centrum Zdrowia czy finansowy wynik łódzkiego giganta?</strong></p> ]]></content:encoded><author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Najpierw doprowadzili TCZ do ściany, teraz chcą seminarium z podstaw. Polityczny kurs dla spóźnionych uczniów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 10:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionyc-1784018962.png</url>
                        <title>Najpierw doprowadzili TCZ do ściany, teraz chcą seminarium z podstaw. Polityczny kurs dla spóźnionych uczniów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</link>
                    </image><description>To nie jest zwykły wniosek radnych. To dokument, który czyta się jak ponury żart napisany przez ludzi przekonanych, że mieszkańcy powiatu tomaszowskiego mają pamięć złotej rybki. Przez lata mieli władzę, wpływ na kadry, dostęp do dokumentów, zarządów, rad nadzorczych i finansów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Dziś proszą, aby ktoś wytłumaczył im, czym są obowiązki właścicielskie, odpowiedzialność organów spółki, ryzyka finansowe i modele restrukturyzacji. Innymi słowy: po kilku latach prowadzenia autobusu chcą zorganizować seminarium o tym, do czego służy kierownica.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wniosek Klubu Radnych PiS, złożony 10 lipca 2026 roku do Zarządu Powiatu Tomaszowskiego, ma wszystkie cechy dokumentu napisanego przez ludzi bardzo zatroskanych o przyszłość szpitala. Jest tam prawo, ekonomia, restrukturyzacja, konsolidacja, finanse publiczne, ryzyka podatkowe, odpowiedzialność właścicielska, sprzedaż udziałów, wspólne zakupy, a nawet harmonogram dalszych działań. Prawdziwy katalog pojęć, które każdy rozsądny właściciel powinien znać, zanim zacznie podejmować decyzje dotyczące spółki odpowiadającej za zdrowie tysięcy mieszkańców.</p><p>Tyle że autorzy wniosku nie pojawili się w samorządzie wczoraj. Nie zostali przywiezieni do Starostwa autokarem z wycieczki krajoznawczej. To polityczne środowisko, które przez lata sprawowało władzę w Powiecie Tomaszowskim, wykonywało prawa właścicielskie wobec TCZ, wpływało na obsadę najważniejszych stanowisk i odpowiadało za strategiczny kierunek szpitala. Dlatego zasadnicze pytanie nie brzmi: czy seminarium jest potrzebne? Brzmi znacznie brutalniej:</p><p><strong>Jeżeli dziś trzeba im wyjaśniać podstawy funkcjonowania spółki, to na jakiej podstawie zarządzali nią przez poprzednie pięć czy sześć lat?</strong></p><h2><strong>Pamięć krótsza niż kolejka do poradni</strong></h2><p>Polityczna amnezja bywa wygodna. Szczególnie wtedy, gdy trzeba przejść z roli odpowiedzialnego za decyzje do roli surowego recenzenta cudzych działań. Jeszcze niedawno byli po stronie władzy, dzisiaj stoją po stronie mównicy i pytają, dlaczego Zarząd Powiatu nie ma gotowych odpowiedzi na wszystkie pytania. Krytyka obecnych władz może być zasadna. Problem w tym, że trudno wiarygodnie odgrywać rolę bezkompromisowego kontrolera, gdy jeszcze kilka miesięcy wcześniej samemu siedziało się w kabinie dowodzenia.</p><p>W dokumencie czytamy, że obecny Zarząd nie jest przygotowany do merytorycznej dyskusji o przyszłości szpitala. Mocne słowa. Być może nawet częściowo słuszne. Ale wypowiadane przez środowisko poprzednich decydentów brzmią jak skarga autora pożaru na to, że straż pożarna zbyt wolno rozwija wąż.</p><p>Gdzie były te eksperckie analizy wcześniej? Gdzie były symulacje finansowe? Gdzie warianty działania? Gdzie ocena skutków kadrowych i organizacyjnych? Gdzie analizy ryzyka kontraktowego, pracowniczego i podatkowego? Gdzie były tabele, harmonogramy, opinie prawne i scenariusze naprawcze, gdy podejmowano decyzje personalne i właścicielskie?</p><p>Nie można przez lata firmować systemu, a potem udawać, że właśnie odkryło się jego instrukcję obsługi.</p><h2><strong>Szpital to nie miejsce na kadrowe eksperymenty</strong></h2><p>Najbardziej jaskrawym symbolem poprzednich lat pozostaje polityka personalna. Właściciel szpitala powinien szukać ludzi z doświadczeniem w zarządzaniu ochroną zdrowia, finansami podmiotów leczniczych, kontraktowaniem z NFZ, restrukturyzacją i odpowiedzialnością za wielomilionowy budżet. Tymczasem mieszkańcy obserwowali nominacje, które od początku rodziły pytania o kryteria wyboru i rzeczywiste przygotowanie kandydatów.</p><p>Zamiast człowieka z dorobkiem w zarządzaniu służbą zdrowia pojawił się urzędnik kojarzony wcześniej ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego. Sam fakt pracy w SKW oczywiście nikogo nie dyskwalifikuje. Nie stanowi jednak automatycznego certyfikatu kompetencji do kierowania szpitalem. Kontrwywiad wojskowy to nie Narodowy Fundusz Zdrowia, a ochrona tajemnic państwowych nie jest tym samym co zarządzanie blokiem operacyjnym, kontraktem interny i personelem medycznym. Można znać procedury bezpieczeństwa, a nadal nie mieć doświadczenia w prowadzeniu skomplikowanej spółki leczniczej.</p><p>To nie jest złośliwość wobec czyjegoś życiorysu. To pytanie o elementarną odpowiedzialność właściciela. <strong>Dlaczego właśnie ta osoba? Jakie miała doświadczenie branżowe? Jakie cele jej postawiono? Jakie były efekty?</strong></p><p>Jeszcze bardziej groteskowo wygląda sprawa finansów. W przestrzeni publicznej przypominano, że osoba powierzona kluczowym zadaniom ekonomicznym miała wcześniej doświadczenia zawodowe związane między innymi z plantacją pomidorów, a nie z finansami dużego szpitala. Samo doświadczenie w ogrodnictwie czy produkcji rolnej nie jest powodem do drwin. Uczciwa praca nie hańbi. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba bez porównywalnego dorobku w finansach ochrony zdrowia trafia w miejsce, gdzie trzeba rozumieć kontrakty NFZ, amortyzację sprzętu, koszty procedur, zobowiązania wymagalne, płynność, taryfikację świadczeń i mechanizmy zadłużenia.</p><p>Plantacja pomidorów może być przedsięwzięciem wymagającym i skomplikowanym. Ale szpital to jednak nie szklarnia. Tu błędna decyzja nie oznacza niższego plonu. Może oznaczać ograniczenie świadczeń, brak pieniędzy na leki, odejścia personelu albo likwidację oddziału.</p><p>Jeżeli taki dobór kadr był świadomy, należy pokazać jego racjonalne podstawy. Jeżeli był polityczny, należy to uczciwie przyznać. Najgorszy jest wariant trzeci: że nikt nie wiedział, jakie kwalifikacje są naprawdę potrzebne.</p><h2><strong>Kurs dla ludzi, którzy sami wystawiali świadectwa</strong></h2><p>Proponowane seminarium ma objąć kompetencje Zarządu Powiatu, Rady Powiatu, Rady Nadzorczej i Zarządu Spółki. Ma wyjaśnić odpowiedzialność poszczególnych organów. Ma pokazać, jakie są obowiązki właściciela i jak przebiega prawidłowy proces decyzyjny.</p><p>To brzmi jak program kursu dla nowych radnych pierwszej kadencji. Tymczasem piszą go ludzie, którzy mieli już kilka lat na zdobycie tej wiedzy w praktyce.</p><p>Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z lokalną wersją „Rejsu”. Tyle że zamiast dyskusji o filmie polskim jest rozmowa o spółkach prawa handlowego. Każdy mówi długo, poważnie i z troską, ale gdzieś w tle pozostaje pytanie: kto właściwie przez te lata trzymał rękę na sterze?</p><p>Wniosek przypomina kapitana, który po wejściu statku na mieliznę organizuje konferencję o zasadach nawigacji. Zaprasza ekspertów od map, prądów morskich, silników i prawa żeglugowego, po czym z surową miną pyta obecnej załogi, dlaczego nie jest przygotowana na skutki jego wcześniejszego rejsu.</p><p><strong>Nie można najpierw obsadzać mostka kapitańskiego według własnego uznania, a później udawać, że nie znało się zasad żeglugi.</strong></p><h2><strong>Czy pogorszenie wyników jeszcze kogokolwiek dziwi?</strong></h2><p>Sytuacja finansowa TCZ nie powstała w jeden dzień. Problemy nie wyskoczyły zza drzwi gabinetu po zmianie układu politycznego. Jeżeli w poprzednich latach spadała rentowność części działalności, narastały trudności finansowe i organizacyjne, to trzeba badać ciąg przyczyn, decyzji i zaniedbań. Nie wolno upraszczać, bo system ochrony zdrowia w całym kraju znajduje się pod ogromną presją, a szpitale powiatowe od lat zmagają się z niedoszacowaniem świadczeń, kosztami pracy i rosnącymi cenami.</p><p>Ale nie wolno też traktować ogólnopolskiego kryzysu jak zasłony, za którą można schować lokalne błędy.</p><p>Jeżeli zarządzanie powierzano osobom bez odpowiedniego doświadczenia branżowego, jeżeli decyzje podejmowano bez strategii, jeżeli właściciel nie wymagał mierzalnych rezultatów, to czy obniżenie rentowności naprawdę powinno kogokolwiek zaskakiwać? Czy problemy finansowe są wówczas wyłącznie dziełem złego systemu, czy również skutkiem sposobu, w jaki przez lata prowadzono spółkę?</p><p>Odpowiedzi nie znajdziemy w politycznych sloganach. Są w bilansach, rachunkach wyników, protokołach rad nadzorczych, uchwałach właścicielskich, umowach, konkursach i decyzjach personalnych.</p><p>Dlatego zanim byli decydenci usiądą w pierwszym rzędzie na seminarium, powinni położyć na stole dokumenty z okresu własnych rządów.</p><h2><strong>Eksperci tak. Polityczne alibi — nie</strong></h2><p>Sama idea eksperckiej debaty jest potrzebna. Przyszłości szpitala nie wolno rozstrzygać na podstawie plotek, partyjnych emocji ani rozmów prowadzonych w zaciszu gabinetów. Konsolidacja, restrukturyzacja, sprzedaż udziałów czy współpraca z innym podmiotem to decyzje, które mogą zmienić ochronę zdrowia w powiecie na dziesięciolecia. Muszą je poprzedzać analizy i konsultacje.</p><p>Jednak seminarium nie może być politycznym alibi. Nie może służyć temu, aby dawni decydenci zasiedli pod tablicą jako pilni uczniowie, a następnie przedstawili się mieszkańcom jako niewinni świadkowie cudzego bałaganu.</p><p>Ekspert nie powinien działać jak pralnia pamięci. Nie wyczyści historii nominacji, decyzji i wieloletniego braku strategii. Nie zdejmie odpowiedzialności z ludzi, którzy mieli realny wpływ na TCZ. Nie zamieni byłego starosty w przypadkowego obserwatora, a członków dawnego zaplecza w grupę zatroskanych przechodniów, którzy akurat znaleźli się pod szpitalem.</p><p>W „Folwarku zwierzęcym” zasady zmieniały się w nocy, a rano wszyscy mieli uwierzyć, że tak było od początku. W powiecie tomaszowskim wystarczy najwyraźniej zmienić miejsce przy stole. Wczoraj wykonywało się prawa właścicielskie. Dzisiaj pyta się, czym one są.</p><h2><strong>Najpierw odpowiedzialność, potem wykład</strong></h2><p>Obecne władze Powiatu powinny być rozliczane surowo. Muszą przedstawić dokumenty, warianty, skutki finansowe i jasną strategię. Nie wolno im zasłaniać się tajemnicą handlową przy każdej niewygodnej kwestii ani żądać od Rady Powiatu zgody na proces, którego szczegółów radni i mieszkańcy nie znają.</p><p>Ale poprzednie władze nie mogą mówić o TCZ tak, jakby szpital przez ostatnie lata działał poza ich politycznym zasięgiem. Nie mogą występować jako recenzenci filmu, którego scenariusz sami współtworzyli.</p><p>Wniosek o seminarium ma sens tylko wtedy, gdy pierwszym punktem programu będzie uczciwy bilans przeszłości. Kto podejmował decyzje? Kto rekomendował kadry? Jakie były kryteria? Jakie cele wyznaczano zarządowi? Jak oceniano wyniki? Dlaczego nie przygotowano wcześniej strategii, której dziś tak głośno się żąda?</p><p>Bez tego seminarium stanie się teatrem. Eksperci odegrają rolę dekoracji, byli decydenci rolę zatroskanej opozycji, a mieszkańcy znowu dostaną rachunek.</p><p><strong>Wiedza ekspercka jest potrzebna. Ale najbardziej potrzebna była wtedy, gdy do zarządzania szpitalem wybierano ludzi z doświadczeniem odległym od ochrony zdrowia i finansów medycznych. Potrzebna była, gdy podejmowano decyzje właścicielskie i kadrowe. Potrzebna była przed wejściem na mieliznę, a nie dopiero wtedy, gdy woda znalazła się na pokładzie.</strong></p><p>Dziś można organizować seminaria, konferencje i panele. Można zapraszać prawników, ekonomistów i urzędników ministerialnych. Nie można jednak udawać, że pięć czy sześć lat odpowiedzialności wyparowało razem z utratą stanowisk.</p><p><strong>W polityce można zmienić ławę. Można stracić władzę. Można nawet odkryć potrzebę nauki. Nie można tylko oczekiwać, że mieszkańcy zapomną, kto przez lata wystawiał temu szpitalowi świadectwa — i kto dobierał mu nauczycieli</strong></p> ]]></content:encoded><author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Kazimierz Baran pyta o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Chce oficjalnego stanowiska Rady Miejskiej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55838,kazimierz-baran-pyta-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-chce-oficjalnego-stanowiska-rady-miejskiej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55838,kazimierz-baran-pyta-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-chce-oficjalnego-stanowiska-rady-miejskiej</guid>
            <pubDate>Mon, 13 Jul 2026 18:26:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kazimierz-baran-pyta-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-chce-oficjalnego-stanowiska-rady-miejskie-1783960174.png</url>
                        <title>Kazimierz Baran pyta o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Chce oficjalnego stanowiska Rady Miejskiej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55838,kazimierz-baran-pyta-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-chce-oficjalnego-stanowiska-rady-miejskiej</link>
                    </image><description>Planowana konsolidacja Tomaszowskiego Centrum Zdrowia ze szpitalem Uniwersytetu Medycznego w Łodzi powinna zostać poprzedzona szeroką debatą publiczną – uważa radny miejski Kazimierz Baran. W interpelacji skierowanej do prezydenta Marcina Witko domaga się przedstawienia Radzie Miejskiej projektu stanowiska dotyczącego przyszłości lokalnego szpitala. Radny wskazuje na ryzyko ograniczenia dostępności leczenia, likwidacji części oddziałów oraz przenoszenia świadczeń do Łodzi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dokument wpłynął do Biura Rady Miejskiej 9 lipca 2026 roku. Kazimierz Baran zwraca się w nim do prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego o zajęcie przez samorząd miejski jednoznacznego stanowiska wobec pojawiających się planów konsolidacji Tomaszowskiego Centrum Zdrowia z placówką związaną z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi.</p><p>Choć właścicielem większościowym szpitalnej spółki jest samorząd powiatowy, radny podkreśla, że skutki ewentualnych zmian odczują przede wszystkim mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego. Jego zdaniem miasto nie może ograniczać się do roli obserwatora, kiedy dyskusja dotyczy jednego z najważniejszych elementów lokalnego bezpieczeństwa.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda"></oembed></figure><h2>Szpital to nie tylko bilans i szyld nad wejściem</h2><p>W uzasadnieniu interpelacji Kazimierz Baran przypomina, że ochrona zdrowia należy do zadań własnych gminy. Przywołuje art. 7 ust. 1 pkt 5 ustawy o samorządzie gminnym, zgodnie z którym sprawy ochrony zdrowia należą do katalogu potrzeb wspólnoty samorządowej.</p><p>Radny zaznacza, że zarówno prezydent miasta, jak i Rada Miejska reprezentują mieszkańców, dlatego powinni zabrać głos w sprawie zmian, które mogą wpłynąć na dostępność leczenia w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p><strong>„Tomaszowskie Centrum Zdrowia od wielu lat stanowi podstawowy podmiot zabezpieczający świadczenia zdrowotne dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego oraz całego powiatu tomaszowskiego”</strong> – podkreśla Kazimierz Baran.</p><p>Według niego ewentualne zmiany właścicielskie lub organizacyjne powinny zostać poprzedzone szeroką debatą publiczną. Nie może być to proces prowadzony wyłącznie w gabinetach, za zamkniętymi drzwiami, w języku wycen, konsolidacji i optymalizacji. Dla mieszkańca szpital nie jest bowiem rubryką w arkuszu kalkulacyjnym. Jest miejscem, do którego trafia w chwili największego lęku – z bólem, chorym dzieckiem, po wypadku albo z podejrzeniem nowotworu.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie"></oembed></figure><h2>Obawy o oddziały, poradnie i kolejki</h2><p>W interpelacji radny wymienia kilka najważniejszych zagrożeń, które – jego zdaniem – powinny zostać szczegółowo wyjaśnione przed podjęciem jakichkolwiek decyzji.</p><p>Pierwszym z nich jest <strong>możliwość ograniczenia dostępności świadczeń zdrowotnych dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego</strong>. Baran zwraca również uwagę na brak gwarancji utrzymania pełnego zakresu działających obecnie oddziałów i poradni specjalistycznych.</p><p>Kolejne obawy dotyczą pogorszenia ciągłości leczenia oraz wydłużenia czasu oczekiwania na wizyty, badania i zabiegi. Konsolidacja przedstawiana jako sposób na ratowanie finansów szpitala może bowiem oznaczać nie tylko zmianę struktury właścicielskiej, lecz także nowy podział zadań pomiędzy placówkami.</p><p>W lokalnej debacie możliwość połączenia TCZ ze strukturami klinicznymi Uniwersytetu Medycznego przedstawiana była jako potencjalna recepta na problemy finansowe tomaszowskiej spółki. Nie są jednak publicznie znane szczegółowe warunki takiej operacji ani gwarancje dotyczące przyszłości poszczególnych oddziałów.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55725,zle-sie-dzieje-w-powiecie-tomaszowskim-hamlet-na-sesji-szpital-bez-prezesa"></oembed></figure><h2>Czy część pacjentów będzie musiała jeździć do Łodzi?</h2><p>Jedną z najmocniej wybrzmiewających kwestii jest ryzyko centralizacji części świadczeń w Łodzi. Radny zauważa, że dla wielu pacjentów, szczególnie osób starszych, niepełnosprawnych i przewlekle chorych, konieczność dojazdu do szpitala klinicznego oznaczałaby realne utrudnienie w dostępie do leczenia.</p><p>Odległość liczona na mapie wygląda niewinnie. Kilkadziesiąt kilometrów. Dla człowieka młodego i zdrowego – godzina drogi. Dla seniora poruszającego się o lasce, pacjenta onkologicznego albo rodziny bez samochodu może być to jednak bariera trudna do pokonania.</p><p>Kazimierz Baran pyta także o przyszłość personelu medycznego oraz pozostałych pracowników Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Zwraca uwagę, że obecnie brakuje informacji dotyczących zatrudnienia po ewentualnym przeprowadzeniu zmian organizacyjnych.</p><p>To ważne pytanie, bo TCZ jest nie tylko miejscem leczenia, ale także jednym z większych lokalnych pracodawców. Według informacji publikowanych przez placówkę szpital zatrudnia m.in. około 160 lekarzy, 261 pielęgniarek, 25 położnych, 46 ratowników medycznych i 44 salowe.</p><h2>Baran chce debaty na forum Rady Miejskiej</h2><p>Interpelacja nie przesądza, że konsolidacja musi zostać odrzucona. Radny domaga się jednak przedstawienia jej warunków oraz publicznego określenia granic, których – w interesie mieszkańców – nie wolno przekroczyć.</p><p>Proponowane stanowisko Rady Miejskiej mogłoby zawierać żądanie zachowania podstawowych oddziałów, poradni i diagnostyki w Tomaszowie Mazowieckim, gwarancje dla pracowników oraz zapewnienie, że pacjenci nie zostaną zmuszeni do szukania podstawowej pomocy w Łodzi.</p><p>W tle pozostaje trudna sytuacja organizacyjna i finansowa TCZ. Dyskusja o konsolidacji trwa od kilku miesięcy, a szpital nadal stoi przed koniecznością znalezienia sposobu na ograniczenie strat i dostosowanie swojej działalności do realnej liczby pacjentów. Jednocześnie placówka realizuje kolejne inwestycje, w tym rozwój opieki długoterminowej oraz cyfryzację usług.</p><h2>Czas na konkrety, nie polityczne zaklęcia</h2><p>Interpelacja Kazimierza Barana stawia pytanie, które w najbliższych tygodniach będzie powracało coraz częściej: <strong>kto i na jakich zasadach ma decydować o przyszłości tomaszowskiego szpitala?</strong></p><p>Sama nazwa „konsolidacja” brzmi bezpiecznie, niemal technicznie. Jak przesuwanie segregatorów pomiędzy biurkami. Jednak za tym słowem mogą kryć się decyzje o zamykaniu oddziałów, przenoszeniu lekarzy, zmianie miejsca leczenia i redukcji zatrudnienia. Mogą się też kryć nowe możliwości: dostęp do kadry akademickiej, szerszej diagnostyki i stabilniejszego finansowania.</p><p>Dlatego mieszkańcy mają prawo poznać nie hasła, lecz dokumenty. Nie polityczne deklaracje, lecz warunki. Nie opowieść o ratowaniu szpitala, ale odpowiedź na proste pytanie: <strong>co po konsolidacji pozostanie w Tomaszowie Mazowieckim?</strong></p><p>Teraz na interpelację powinien odpowiedzieć prezydent Marcin Witko. Od jego decyzji zależeć będzie, czy sprawa trafi pod obrady Rady Miejskiej i czy miejscy radni oficjalnie włączą się do debaty o przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Dodatkowe pociągi z Tomaszowa na Łódź Summer Festival. ŁKA zapowiada wygodny dojazd]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55834,dodatkowe-pociagi-z-tomaszowa-na-lodz-summer-festival-lka-zapowiada-wygodny-dojazd</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55834,dodatkowe-pociagi-z-tomaszowa-na-lodz-summer-festival-lka-zapowiada-wygodny-dojazd</guid>
            <pubDate>Mon, 13 Jul 2026 12:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dodatkowe-pociagi-z-tomaszowa-na-lodz-summer-festival-lka-zapowiada-wygodny-dojazd-1784041225.jpg</url>
                        <title>Dodatkowe pociągi z Tomaszowa na Łódź Summer Festival. ŁKA zapowiada wygodny dojazd</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55834,dodatkowe-pociagi-z-tomaszowa-na-lodz-summer-festival-lka-zapowiada-wygodny-dojazd</link>
                    </image><description>Mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego zyskają dodatkowe możliwości dojazdu na Łódź Summer Festival. Łódzka Kolej Aglomeracyjna uruchomi niemal 100 dodatkowych pociągów w regionie, a część przejazdów w granicach Łodzi będzie bezpłatna.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dodatkowe połączenia na czas dużego wydarzenia</h2><p>Łódzka Kolej Aglomeracyjna po raz kolejny włącza się w obsługę Łódź Summer Festival, przygotowując specjalną ofertę dla pasażerów z całego województwa. W czasie festiwalu od piątku do niedzieli ma zostać uruchomionych niemal 100 dodatkowych pociągów, które ułatwią dojazd na koncerty oraz późniejszy powrót do domu.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego to szczególnie ważna informacja, ponieważ miasto znalazło się w gronie miejscowości objętych dodatkowymi połączeniami. Oznacza to, że osoby planujące udział w koncertach na łódzkich Błoniach będą mogły skorzystać z rozszerzonej oferty przewozowej bez konieczności organizowania transportu samochodem.</p><p>Według zapowiedzi przewoźnika, dodatkowe kursy zostały dopasowane do godzin rozpoczęcia i zakończenia koncertów. To rozwiązanie ma ograniczyć problemy logistyczne i zwiększyć bezpieczeństwo uczestników wydarzenia, zwłaszcza po późnowieczornych występach.</p><h2>Co to oznacza dla pasażerów z Tomaszowa Mazowieckiego</h2><p>Z perspektywy lokalnej najistotniejsze jest to, że Tomaszów Mazowiecki został uwzględniony na trasach dodatkowych pociągów obok takich miast jak Koluszki, Skierniewice, Piotrków Trybunalski czy Radomsko. To pokazuje, że organizacja transportu na festiwal nie ogranicza się wyłącznie do samej Łodzi, lecz obejmuje szerszy obszar województwa.</p><p>Pociągi mają zatrzymywać się między innymi na stacji Łódź Kaliska i przystanku Łódź Retkinia, czyli w punktach położonych najbliżej terenu festiwalu. Dla podróżnych oznacza to krótszy i prostszy dojazd na miejsce wydarzenia. Po zakończeniu koncertów pasażerowie mają mieć około godziny na spokojne dotarcie na swój pociąg powrotny.</p><p>W praktyce może to zachęcić część mieszkańców Tomaszowa do wyboru kolei zamiast samochodu. Przy dużych imprezach masowych właśnie przewidywalność powrotu i brak konieczności szukania miejsca parkingowego często decydują o wyborze środka transportu.</p><h2>Bezpłatne przejazdy w granicach Łodzi</h2><p>Dodatkowym udogodnieniem jest wzajemne honorowanie biletów przez Łódzką Kolej Aglomeracyjną i miasto Łódź. W efekcie wszystkie przejazdy pociągami ŁKA w granicach Łodzi mają być bezpłatne w okresie od 24 lipca od godziny 15.00 do 27 lipca do godziny 4.00.</p><p>To ważny element całej oferty, ponieważ pozwala uczestnikom festiwalu swobodniej poruszać się po mieście bez ponoszenia dodatkowych kosztów za krótki przejazd na terenie Łodzi. Dla osób przyjeżdżających z Tomaszowa oznacza to bardziej przejrzyste i wygodne planowanie podróży.</p><p><strong>Warto jednak pamiętać</strong>, że bezpłatne przejazdy dotyczą odcinków w granicach Łodzi, a podstawą podróży z Tomaszowa pozostaje odpowiednio zaplanowany przejazd regionalny. W przypadku dużego zainteresowania wydarzeniem kluczowe będzie wcześniejsze sprawdzenie godzin odjazdów i powrotów.</p><h2>Festiwal przyciągnie tłumy</h2><p>Łódź Summer Festival należy do największych letnich wydarzeń muzycznych w kraju i co roku przyciąga bardzo liczną publiczność. Tegoroczna edycja, zaplanowana od 24 do 26 lipca, ma ponownie zgromadzić uczestników z całego regionu, a organizatorzy zapowiadają bezpłatne koncerty z udziałem znanych artystów krajowych i zagranicznych.</p><p>Właśnie dlatego sprawna organizacja transportu ma tak duże znaczenie. Dodatkowe pociągi nie są jedynie wygodnym dodatkiem, ale realnym wsparciem dla osób, które chcą uczestniczyć w wydarzeniu bez stresu związanego z dojazdem i nocnym powrotem.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego to również przykład, jak duże wydarzenia w stolicy województwa oddziałują na okoliczne miasta. Mieszkańcy regionu coraz częściej korzystają z oferty kulturalnej Łodzi, a dostępność połączeń kolejowych staje się jednym z najważniejszych warunków takiej mobilności.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[„Budujmy, zamiast niszczyć i sprzedawać”. Ordynator ginekologii TCZ przerywa milczenie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 12:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie-1783847839.png</url>
                        <title>„Budujmy, zamiast niszczyć i sprzedawać”. Ordynator ginekologii TCZ przerywa milczenie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie</link>
                    </image><description>Dyskusja o przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia przestała być wyłącznie politycznym pojedynkiem na słowa. Po raz pierwszy publicznie głos zabrał lekarz kierujący jednym z kluczowych oddziałów szpitala. Mateusz Nowak, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego, ostrzega przed skutkami planowanej konsolidacji i pyta wprost: jaka to „szansa” dla Tomaszowa, skoro podobne procesy w innych miejscach kończyły się zamykaniem oddziałów, ograniczaniem świadczeń i marginalizacją mniejszych placówek? Pod jego wpisem pojawiły się dziesiątki komentarzy pacjentek. To nie są polityczne slogany. To są świadectwa kobiet, które na tym oddziale rodziły, przechodziły operacje onkologiczne i walczyły o życie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przez wiele tygodni w debacie dotyczącej przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia padały słowa dobrze znane z języka korporacyjnych prezentacji: <strong>konsolidacja, optymalizacja, wycena, synergia, poprawa efektywności</strong>. Brzmią niewinnie. Niemal sterylnie. Jakby chodziło o przesuwanie rubryk w arkuszu kalkulacyjnym, a nie o szpital, jego oddziały, lekarzy, pielęgniarki i pacjentów.</p><p>Tymczasem za każdym szpitalnym łóżkiem stoi czyjaś choroba, strach, poród, operacja albo nadzieja na kolejne lata życia. I właśnie dlatego głos Mateusza Nowaka może okazać się jednym z najważniejszych wystąpień w całej dotychczasowej dyskusji.</p><p>Lekarz napisał, że po kilkunastu latach pracy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia ma prawo wyrazić swoją opinię. Zaznaczył również, że wypowiedzieli się już niemal wszyscy — poza ludźmi, którzy szpital rzeczywiście tworzą: ratownikami, pielęgniarkami, położnymi i lekarzami.</p><h2>„Na czym opieracie nadzieję?”</h2><p>Ordynator nie ukrywa sceptycyzmu wobec forsowanego pomysłu „sprzedaży” czy konsolidacji TCZ. Zwraca uwagę, że procesy przedstawiane dziś jako szansa w praktyce mogą oznaczać podporządkowanie mniejszego szpitala większemu podmiotowi.</p><blockquote><p>„Jaka to szansa, drodzy Państwo? Państwo tak na poważnie? Na czym opieracie tę nadzieję? Przecież nie na przykładach innych, podobnie konsolidowanych szpitali, które zgodnie z łacińską maksymą <i>Piscem vorat maior minorem</i>, zostały szybko wchłonięte, zmarginalizowane i wyplute jako smutne miejsca do prostego wykorzystania” — napisał Mateusz Nowak.</p></blockquote><p>W jego ocenie złudzeniem jest również przekonanie, że konsolidacja automatycznie otworzy mieszkańcom Tomaszowa dostęp do wysokospecjalistycznej medycyny klinicznej.</p><p>Lekarz zwraca uwagę na coś, o czym w politycznych sporach mówi się zbyt rzadko: <strong>sam dostęp formalny nie oznacza dostępu rzeczywistego</strong>. Dla starszej osoby, pacjentki po operacji, kobiety w ciąży czy chorego onkologicznie wyjazd do Łodzi może być ogromnym problemem organizacyjnym, finansowym i zdrowotnym.</p><blockquote><p>„Może dlatego, że opieka blisko domu jest najłatwiejsza do zorganizowania, dlatego że nierzadko nawet godzinny wyjazd dla starszego człowieka bywa wyzwaniem logistycznym i zdrowotnym” — podkreślił.</p></blockquote><p>To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno. Szpital powiatowy nie jest konkurencją dla kliniki uniwersyteckiej. Nie musi wykonywać wszystkiego. Jego zadaniem jest jednak zapewnienie mieszkańcom leczenia blisko miejsca zamieszkania — tam, gdzie w krytycznej chwili liczą się nie wielkie strategie, ale minuty, dostępność i człowiek po drugiej stronie drzwi.</p><h2>Oddział, który zmienił się nie do poznania</h2><p>Mateusz Nowak opisał także działalność kierowanego przez siebie oddziału. W Tomaszowie wykonywane są nie tylko porody i podstawowe zabiegi ginekologiczne. Leczone są również pacjentki z nowotworami trzonu macicy, jajnika oraz szyjki macicy.</p><blockquote><p>„Robimy to na tyle skutecznie, że wskaźniki przeżywalności niczym nie ustępują danym literaturowym” — zaznaczył ordynator.</p></blockquote><p>Jak dodał, pacjentki otrzymują szybkie terminy zabiegów, następnie płynnie przechodzą do dalszego leczenia w Nu-Medzie, a lekarze współpracują ze szpitalami klinicznymi i korzystają z doświadczenia najlepszych operatorów.</p><blockquote><p>„Szpitale kliniczne pomagają nam, a my pomagamy szpitalom klinicznym, nierzadko odciążając je lokalnie” — napisał.</p></blockquote><p>To ważny element tej historii. Z wypowiedzi lekarza wynika bowiem, że tomaszowski oddział nie funkcjonuje na medycznej wyspie. Jest częścią systemu współpracy, w którym pacjentka może rozpocząć leczenie na miejscu, a w razie potrzeby zostać skierowana do ośrodka o wyższym stopniu referencyjności.</p><p>Zdaniem ordynatora taki model nie wymaga niszczenia tego, co już działa.</p><blockquote><p>„A może warto jednak budować, zamiast niszczyć i sprzedawać” — podsumował.</p></blockquote><h2>Kto zagwarantuje, że oddziały pozostaną?</h2><p>Najmocniejsze pytanie dotyczy jednak przyszłości. Mateusz Nowak wskazuje, że po ewentualnej konsolidacji nikt nie daje gwarancji utrzymania w Tomaszowie kolejnej porodówki czy oddziału ginekologii onkologicznej.</p><blockquote><p>„Nie mam pewności, ale mogę podejrzewać, że szpital kliniczny nie będzie chciał w Tomaszowie utrzymywać kolejnej porodówki albo kolejnego oddziału ginekologii onkologicznej — bo i po co, ma swoje!” — napisał lekarz.</p></blockquote><p>To opinia i przewidywanie, nie przesądzony scenariusz. Jednak właśnie takich scenariuszy obawia się część pracowników i mieszkańców. Obawy te nie powinny być zbywane jako polityczna histeria. W każdym procesie właścicielskim dotyczącym szpitala najważniejsze powinny być bowiem konkretne gwarancje: które oddziały pozostaną, przez jaki czas, jakie świadczenia będą wykonywane, co stanie się z personelem i kto będzie podejmował decyzje o przyszłości placówki.</p><p>Bez takich odpowiedzi słowo „szansa” pozostaje jedynie hasłem. Ładnym, ale pustym.</p><h2>Pacjentki odpowiadają własnymi historiami</h2><p>Pod wpisem ordynatora pojawiły się liczne komentarze kobiet, które korzystały z pomocy oddziału. W ich wypowiedziach powtarzają się trzy słowa: <strong>profesjonalizm, empatia i bezpieczeństwo</strong>.</p><p>Jedna z pacjentek, Ania Pietrzyk, opisała opiekę po poważnej operacji onkologicznej:</p><blockquote><p>„Opieka na oddziale ginekologicznym po tak rozległej i poważnej operacji onkologicznej jak moja była na najwyższym poziomie. Zespół lekarski był w pełni zaangażowany w moje leczenie, zwłaszcza w zakresie redukcji dokuczliwego bólu, a dzięki wspaniałym paniom położnym mogłam liczyć na troskliwą opiekę medyczną, bezcenną pomoc oraz empatię i wyrozumiałość”.</p></blockquote><p>Pacjentka zwróciła także uwagę na znaczenie lokalnej diagnostyki onkologicznej. Jak napisała, na badanie w Tomaszowie oczekiwała około dwóch miesięcy, podczas gdy w Łodzi termin miał być znacznie bardziej odległy.</p><blockquote><p>„Dobrze by było, żeby tak pozostało, aby pacjentki nie musiały czekać na wizytę u ginekologa-onkologa ponad dwa miesiące, jak ma to miejsce w Łodzi, a potem jeszcze nie wiadomo jak długo na dalszą diagnostykę i kolejne kroki, gdy tak bardzo liczy się czas”.</p></blockquote><p>W leczeniu chorób nowotworowych czas nie jest publicystyczną figurą. Czas jest częścią terapii.</p><h2>„Nie zostałam sama”</h2><p>Szczególnie przejmujący jest komentarz Małgorzaty Walczewskiej, która opisała moment, gdy usłyszała diagnozę.</p><blockquote><p>„Kiedy świat zawalił mi się pod nogami w tamtym najtrudniejszym momencie, nie zostałam z tym sama. Pan Doktor nie zastanawiał się ani sekundy — po prostu podał rękę, dał nadzieję i profesjonalną pomoc, o jakiej większość może tylko marzyć. Dzięki Panu dzisiaj tu jestem”.</p></blockquote><p>To zdanie brzmi mocniej niż dziesięć analiz ekonomicznych. Nie dlatego, że ekonomia nie ma znaczenia. Ma. Szpital musi być dobrze zarządzany, zadłużenie nie może rosnąć bez końca, a publiczne pieniądze wymagają kontroli. Jednak żadna kalkulacja nie może abstrahować od efektów leczenia, dostępności świadczeń i zaufania pacjentów.</p><p>Joanna Bielas wspominała z kolei pobyt na oddziale sprzed kilku lat:</p><blockquote><p>„Spotkałam doktora na oddziale w bardzo ciężkim momencie mojego życia. Oddział pod skrzydłami doktora przeszedł niewyobrażalną przemianę. Zawsze powtarzałam, że nigdy w życiu bym się tu nie położyła, rodziłam w Matce Polce i Piotrkowie, a tak teraz polecam kobietom wasz oddział”.</p></blockquote><p>Jej komentarz pokazuje, że reputację oddziału można odbudować. Nie za pomocą folderów reklamowych, ale dzięki codziennej pracy personelu.</p><h2>„Jest lekarzem z powołania”</h2><p>Monika Nogacka opisała dwa dramatyczne momenty swojego życia — poród córki oraz sytuację, gdy lekarz miał ratować życie jej i dziecka podczas transportu do CZMP.</p><blockquote><p>„To szczęście, że był przy mnie Pan Doktor. Raz, gdy rodziłam córcię i wspierał mnie w każdej minucie jako młody, uczący się zawodu, z wielką już wtedy empatią. Drugi raz, gdy ratował mi i mojemu dziecku życie, jadąc ze mną karetką do CZMP już po skończonym dyżurze”.</p></blockquote><p>Pacjentka zadała również pytanie, które wraca w wielu komentarzach:</p><blockquote><p>„My kobiety mamy rodzić w domach jak za czasów przedwojennych, a umieralność będzie większa jak połowa, bo jesteśmy gotowe na takie wyzwania?”.</p></blockquote><p>To emocjonalna wypowiedź, ale pod spodem kryje się realny lęk: <strong>czy Tomaszów może zostać bez porodówki i pełnego zabezpieczenia ginekologicznego?</strong></p><p>Dagmara Bedlińska napisała natomiast:</p><blockquote><p>„Jest Pan bardzo dobrym lekarzem i podczas tego porodu czułam się zaopiekowana dzięki Panu. Powiem szczerze: dzięki Panu oddział ginekologiczno-położniczy zmienił się na dobre. Pozdrawiam serdecznie”.</p></blockquote><p>Monika Chmiel podkreśliła:</p><blockquote><p>„Ja również miałam szczęście spotkać doktora i tak empatycznego, odpowiadającego na pytania, nie spotkałam. Z uśmiechem na twarzy. Jest to lekarz z powołaniem”.</p></blockquote><h2>„Pracowałam w tym szpitalu 48 lat”</h2><p>W dyskusji wypowiedziała się także Ewa Wieczorek, która — jak napisała — przepracowała w szpitalu 48 lat. Jej komentarz jest gorzki, ale też bardzo osobisty.</p><blockquote><p>„Pamiętam wzloty i upadki. Ale szpital był i ja osobiście, i moi bliscy w ciągu kilku minut byliśmy zaopiekowani. Co do ginekologii, to może nie było takich warunków lokalowo-sprzętowych, ale była kadra”.</p></blockquote><p>Autorka wpisu wspomniała również poród córki w Łodzi i pytanie, dlaczego nie zdecydowała się rodzić w Tomaszowie. Jak stwierdziła, dziś wybrałaby miejscowy oddział.</p><blockquote><p>„Wypowiedzi Pana Doktora wybrzmiały wyraźnie — może chcielibyście wszystko, patrz oddziały i personel, ale my wiemy lepiej, co wam potrzeba”.</p></blockquote><p>To zdanie dotyka sedna sporu. Czy przyszłość szpitala ma być ustalana ponad głowami mieszkańców, pracowników i pacjentów? Czy też przed podjęciem nieodwracalnych decyzji powinna odbyć się rzeczywista, publiczna debata, oparta na dokumentach, analizach i gwarancjach?</p><h2>Pierwszy lekarz mówi publicznie</h2><p>Wpis Mateusza Nowaka ma jeszcze jeden wymiar. Podważa narrację, według której personel szpitala miałby być przymuszany do protestowania lub podpisywania przygotowanych wcześniej oświadczeń.</p><p>Ordynator wystąpił pod własnym nazwiskiem. Przedstawił argumenty dotyczące konkretnego oddziału, jego wyników, współpracy z klinikami i potrzeb pacjentek. Nie jest anonimowym autorem ulotki. Jest lekarzem odpowiedzialnym za funkcjonowanie oddziału, który w ostatnich latach przeszedł widoczną zmianę.</p><p>Oczywiście jeden głos nie kończy debaty. Nie rozstrzyga kwestii finansowych, struktury zadłużenia ani modeli właścicielskich. Ale nie wolno go lekceważyć.</p><p>Bo gdy politycy mówią o „optymalizacji”, lekarz mówi o pacjentkach. Gdy pada słowo „konsolidacja”, kobiety przypominają chwile, w których walczyły o zdrowie i życie. A gdy ktoś przekonuje, że wszystko będzie dobrze, ordynator pyta o gwarancje.</p><h2>Szpital to nie nieruchomość z ogłoszenia</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia wymaga zmian. Temu trudno zaprzeczyć. Każda publiczna placówka musi być kontrolowana, dobrze zarządzana i rozliczana z efektów. Ale czym innym jest naprawianie szpitala, a czym innym proces, który może doprowadzić do utraty wpływu na jego przyszłość.</p><p>W tej sprawie mieszkańcy zasługują na więcej niż uspokajające deklaracje. Potrzebują informacji, jakie oddziały są zagrożone, jakie zobowiązania ma przejąć potencjalny partner, czy porodówka i ginekologia onkologiczna będą działać nadal oraz kto zagwarantuje dostępność leczenia za pięć czy dziesięć lat.</p><p>Mateusz Nowak zakończył swój wpis słowami:</p><blockquote><p>„Może zapytajcie Państwo ludzi, którzy pracują w tej ochronie zdrowia od lat, jak to się skończy. Ja mogę się mylić, ale głos szpitala i głos personelu nie może być pomijany, bo najbardziej szkoda tutaj zwykłych ludzi”.</p></blockquote><p>I właśnie od tego powinna rozpocząć się poważna rozmowa. Nie od kolejnych sloganów. Nie od politycznych oskarżeń. Nie od przesądzonych decyzji.</p><p>Od wysłuchania ludzi, którzy każdego dnia otwierają drzwi sal operacyjnych, odbierają porody, podają leki i zostają przy pacjencie wtedy, gdy gaśnie światło, a strach staje się większy niż wszystkie urzędowe strategie razem wzięte.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Polowanie na „niebieskie karty”. Radny Kucharski chce uszczelniać system kosztem osób z niepełnosprawnościami]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55827,polowanie-na-niebieskie-karty-radny-kucharski-chce-uszczelniac-system-kosztem-osob-z-niepelnosprawnosciami</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55827,polowanie-na-niebieskie-karty-radny-kucharski-chce-uszczelniac-system-kosztem-osob-z-niepelnosprawnosciami</guid>
            <pubDate>Sun, 12 Jul 2026 11:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polowanie-na-niebieskie-karty-radny-kucharski-chce-uszczelniac-system-kosztem-osob-z-niepelnospra-1783850702.png</url>
                        <title>Polowanie na „niebieskie karty”. Radny Kucharski chce uszczelniać system kosztem osób z niepełnosprawnościami</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55827,polowanie-na-niebieskie-karty-radny-kucharski-chce-uszczelniac-system-kosztem-osob-z-niepelnosprawnosciami</link>
                    </image><description>Zamiast likwidować bariery, pojawia się pomysł tworzenia kolejnych. Radny Piotr Kucharski proponuje „uszczelnienie” ulg parkingowych dla osób z niepełnosprawnościami, sugerując powiązanie uprawnienia z konkretnym pojazdem lub wprowadzenie innych ograniczeń. Problem w tym, że karta parkingowa nie została stworzona dla samochodu. Została stworzona dla człowieka — często człowieka, który sam nie może prowadzić, a bez pomocy rodziny lub opiekuna nie dotrze do lekarza, urzędu czy apteki.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W obszernej interpelacji dotyczącej funkcjonowania Strefy Płatnego Parkowania w Tomaszowie Mazowieckim radny <strong>Piotr Kucharski</strong> porusza kilka zagadnień: cyfryzację procedur, finanse strefy, samochody służbowe oraz czas bezpłatnego postoju. Te propozycje można analizować i dyskutować.</p><p>Jednak punkt dotyczący osób z niepełnosprawnościami brzmi jak fragment napisany bez próby zrozumienia, jak naprawdę wygląda ich codzienność.</p><p>Radny pisze o „potencjalnym nadużywaniu” kart parkingowych przez osoby nieuprawnione, wskazując przykładowo członków rodzin korzystających z karty pod nieobecność osoby z niepełnosprawnością. Następnie proponuje rozważenie „rozwiązań uszczelniających”, w tym powiązania kart abonamentowych N+ i Parking+ z osobą uprawnioną albo wprowadzenia innych ograniczeń. Jednocześnie nie przedstawia żadnych konkretnych danych potwierdzających skalę zjawiska. Powołuje się jedynie na bliżej nieokreślone „sygnały od mieszkańców” oraz stwierdzenie, że liczba zwolnień w Tomaszowie „nie powinna odbiegać od średniej w innych miastach”. Nie wiadomo jednak, o jakie miasta chodzi, jaka jest ta średnia i czy porównano strukturę wieku, liczbę mieszkańców oraz liczbę osób posiadających stosowne orzeczenia.</p><h2><strong>Karta jest przypisana do człowieka, a nie do karoserii</strong></h2><p>Trzeba wyjaśnić rzecz podstawową. Potocznie mówi się czasem o „niebieskiej karcie”, ale prawidłowa nazwa dokumentu to <strong>karta parkingowa</strong>. Nie jest ona przywilejem samochodu ani nagrodą dla jego właściciela. Jest uprawnieniem związanym z konkretną osobą z niepełnosprawnością.</p><p>I właśnie dlatego pomysł przywiązywania takiego uprawnienia do jednego numeru rejestracyjnego może być nie tylko niepraktyczny, ale wręcz krzywdzący.</p><p>Osoba posiadająca kartę parkingową nie zawsze prowadzi samochód. Nierzadko nie prowadzi go nigdy. Może być przewożona przez córkę, syna, małżonka, sąsiada, opiekuna społecznego albo pracownika placówki. Raz jedzie własnym autem rodziny, innym razem samochodem krewnego, taksówką lub pojazdem osoby sprawującej nad nią opiekę.</p><p><strong>To człowiek ma prawo do ułatwienia, nie jeden wybrany samochód.</strong></p><p>Oficjalne zasady przyznawania kart wskazują, że otrzymują je osoby mające <strong>znacznie ograniczone możliwości samodzielnego poruszania się</strong>. Ocena nie sprowadza się przy tym wyłącznie do widocznej niepełnosprawności ruchowej. Może wynikać również z chorób neurologicznych, narządu wzroku, układu oddechowego czy krążenia. Biuro Pełnomocnika Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych przypomina, że część uprawnionych może poruszać się jedynie na krótkich dystansach, przy użyciu sprzętu albo z pomocą drugiej osoby.</p><p>Miejsce parkingowe położone blisko wejścia nie jest więc luksusem. Czasem oznacza różnicę między możliwością załatwienia sprawy a koniecznością rezygnacji z wyjścia z domu.</p><h2><strong>Opiekun nie jest oszustem</strong></h2><p>W interpelacji pojawia się wyjątkowo niebezpieczne uproszczenie: członek rodziny korzystający z karty zostaje przedstawiony jako potencjalny sprawca nadużycia.</p><p>Oczywiście, używanie karty bez przewożenia osoby uprawnionej jest naganne. Takie przypadki należy kontrolować i karać. Nie wolno jednak budować całego systemu na założeniu, że <strong>rodzina osoby z niepełnosprawnością jest z definicji podejrzana</strong>.</p><p>Rodzic przewożący dorosłe dziecko z niepełnosprawnością, córka zabierająca matkę do przychodni czy opiekun jadący z podopiecznym do urzędu nie „korzystają z cudzej ulgi”. Oni realizują dokładnie ten cel, dla którego karta istnieje.</p><p>Samo państwo wskazuje, że karta pozwala korzystać z miejsc położonych zazwyczaj blisko urzędów, instytucji i budynków użyteczności publicznej. Nie jest to przypadek. Chodzi o skrócenie drogi osobie, dla której kilkadziesiąt dodatkowych metrów może stanowić poważną przeszkodę.</p><p>Życie osoby zależnej od pomocy innych nie mieści się w rubryce z jednym numerem rejestracyjnym. Opiekunowie zmieniają się. Samochód może być w naprawie. Rodzina może korzystać z dwóch pojazdów. Osobę z niepełnosprawnością może przewieźć ktoś, kto akurat jest dostępny.</p><p><strong>Administracja powinna uwzględniać takie sytuacje, a nie traktować ich jak podejrzaną lukę w systemie.</strong></p><h2><strong>Gdzie są liczby?</strong></h2><p>Najpoważniejszym problemem interpelacji jest to, że słowo „nadużycia” pojawia się bez przedstawienia skali zjawiska.</p><p>Ile kontroli przeprowadzono? Ile razy stwierdzono bezprawne użycie karty? Ile postępowań zakończyło się potwierdzeniem naruszenia? Czy mówimy o kilku przypadkach rocznie, kilkunastu, czy setkach? Tego z dokumentu się nie dowiemy.</p><p>Zamiast danych otrzymujemy sugestię, że skoro zwolnień jest być może więcej niż gdzie indziej, należałoby zastanowić się nad ograniczeniami. To rozumowanie równie wygodne, co niebezpieczne. Większa liczba wydanych uprawnień może przecież wynikać z wieku mieszkańców, struktury demograficznej, liczby osób z orzeczeniami albo lokalnych zasad abonamentowych.</p><p>Radny domaga się od miasta bardzo szczegółowych rozliczeń finansowych strefy, włącznie z kosztami kontrolerów i serwisu parkomatów. Kiedy jednak przechodzi do osób z niepełnosprawnościami, sam nie przedstawia podobnie szczegółowego materiału dowodowego.</p><p>W tym miejscu analityczna gorliwość nagle znika, a jej miejsce zajmuje podejrzenie.</p><h2><strong>Nadużycia należy ścigać, a nie karać wszystkich</strong></h2><p>Nie ma sensu udawać, że nadużycia nie występują. Zdarzają się kierowcy posługujący się kartą osoby nieobecnej, zmarłej albo pozostającej w domu. Takie zachowania są obrzydliwe, ponieważ odbierają miejsce ludziom naprawdę go potrzebującym.</p><p>Ale odpowiedzią powinny być <strong>kontrole konkretnych przypadków</strong>, a nie ograniczanie praw całej grupy.</p><p>Kontroler może sprawdzić ważność dokumentu i prawidłowość jego wyłożenia. Służby mogą reagować na zgłoszenia. Miasto może prowadzić akcje informacyjne oraz przypominać o odpowiedzialności za bezprawne posługiwanie się kartą. Można analizować nieprawidłowości i eliminować dokumenty nieważne.</p><p>Nie trzeba natomiast budować elektronicznego płotu wokół rodzin osób z niepełnosprawnościami.</p><p>Tomaszowska Strefa Płatnego Parkowania obejmuje przede wszystkim ścisłe centrum oraz okolice urzędów, czyli miejsca, do których osoby ze znacznymi ograniczeniami poruszania się muszą docierać w codziennych sprawach. Właśnie tutaj dostępność miejsc ma szczególne znaczenie.</p><h2><strong>Empatia nie jest luką w systemie</strong></h2><p>Samorząd nie jest firmą ochroniarską strzegącą parkomatów. Jego zadaniem jest organizowanie miasta w taki sposób, by mogli w nim funkcjonować także ci, którzy są słabsi, chorzy, starsi albo zależni od pomocy innych.</p><p>W propozycji radnego Kucharskiego zabrakło właśnie tej perspektywy. Jest język audytu, kontroli, statystyki i „uszczelniania”. Nie ma natomiast człowieka na wózku, osoby poruszającej się o kulach, pacjenta z ciężką niewydolnością krążenia ani opiekuna, który pomaga mu wysiąść z samochodu.</p><p>Nie ma mokrego listopadowego chodnika, kilkudziesięciu dodatkowych metrów do przychodni i strachu, czy starszy człowiek zdoła dojść do wejścia.</p><p><strong>Miasto dostępne nie powstaje przez mnożenie podejrzeń. Powstaje przez usuwanie przeszkód.</strong></p><p>Nadużycia trzeba zwalczać. Ale robienie z marginalnego problemu uzasadnienia dla nowych ograniczeń przypomina gaszenie zapałki strażackim działkiem — tyle że strumień wody zostaje skierowany nie na oszusta, lecz na ludzi uczciwych i często całkowicie zależnych od pomocy bliskich.</p><p>Radny powinien więc najpierw przedstawić twarde dane. Potem porozmawiać z osobami z niepełnosprawnościami, ich rodzinami, organizacjami społecznymi i opiekunami. Dopiero na końcu proponować rozwiązania.</p><p>Bo zanim zacznie się „uszczelniać system”, warto sprawdzić, czy przypadkiem nie zamyka się drzwi przed tymi, którym samorząd powinien je szerzej otwierać.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Tor wrotkarski na Niebrowie utknął przed startem. Pierwszy przetarg bez ani jednej oferty]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55816,tor-wrotkarski-na-niebrowie-utknal-przed-startem-pierwszy-przetarg-bez-ani-jednej-oferty</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55816,tor-wrotkarski-na-niebrowie-utknal-przed-startem-pierwszy-przetarg-bez-ani-jednej-oferty</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 14:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tor-wrotkarski-na-niebrowie-utknal-przed-startem-pierwszy-przetarg-bez-ani-jednej-oferty-1783772786.png</url>
                        <title>Tor wrotkarski na Niebrowie utknął przed startem. Pierwszy przetarg bez ani jednej oferty</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55816,tor-wrotkarski-na-niebrowie-utknal-przed-startem-pierwszy-przetarg-bez-ani-jednej-oferty</link>
                    </image><description>Miał być asfalt, rolki, deskorolki i nowa przestrzeń rekreacyjna dla mieszkańców Niebrowa. Na razie jest jednak cisza po otwarciu elektronicznych kopert — bo w pierwszym przetargu nie znalazła się ani jedna. Miasto nie rezygnuje i ogłosiło kolejne postępowanie. Pytanie brzmi: czy tym razem wykonawcy pojawią się na starcie?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Historia budowy toru do jazdy na rolkach i deskorolkach na osiedlu Niebrów zaczyna przypominać wyścig, w którym przygotowano trasę, wyznaczono linię mety, ale zabrakło zawodników. Pierwsze postępowanie przetargowe ogłoszono 12 czerwca 2026 roku. Gdy nadszedł termin składania ofert, miasto nie miało czego porównywać — nie wpłynęła żadna propozycja. Postępowanie zostało więc unieważnione.</p><p>To nie jest jednak koniec inwestycji. <strong>6 lipca miasto ponownie ruszyło na rynek</strong>, ogłaszając drugi przetarg na wykonanie toru i zagospodarowanie otaczającego go terenu.</p><h2>Nie tylko asfaltowa pętla</h2><p>Wbrew uproszczonej nazwie nie chodzi wyłącznie o wylanie asfaltu i namalowanie kilku linii. Inwestycja ma powstać na miejskiej działce nr <strong>369/2 w obrębie 9</strong>, na osiedlu Niebrów. Jej podstawą będzie nowa asfaltowa bieżnia przeznaczona do rekreacyjnej jazdy na rolkach i deskorolkach.</p><p>Według informacji przedstawionych przez miasto i dokumentacji przetargowej tor ma mieć około <strong>4 metrów szerokości i 186 metrów długości</strong>. W projekcie przewidziano również poszerzenie istniejącego chodnika, aby zapewnić wygodne dojście do obiektu. Powstać mają także elementy małej architektury: <strong>pergola o metalowej konstrukcji z elementami drewnianymi, ławki, kosze na śmieci oraz stojaki rowerowe</strong>.</p><p>Nie będzie to więc zawodowy welodrom ani wielki skatepark z rampami. Bardziej przypominać ma rekreacyjną pętlę — miejsce dla dzieci, młodzieży i dorosłych, którzy chcą pojeździć na rolkach, deskorolce lub po prostu aktywnie spędzić czas.</p><h2>Projekt z budżetu obywatelskiego</h2><p>Tor jest inwestycją realizowaną w ramach <strong>Tomaszowskiego Budżetu Obywatelskiego</strong>. Oznacza to, że pomysł nie narodził się wyłącznie przy urzędniczym biurku. Wcześniej przeszedł procedurę zgłoszenia i głosowania mieszkańców, a następnie został wpisany do miejskich planów finansowych.</p><p>Na wykonanie zadania zabezpieczono w budżecie miasta <strong>600 tys. zł</strong>, natomiast wartość zamówienia w pierwszym postępowaniu oszacowano na <strong>446 364,55 zł</strong>.</p><p>Ta różnica daje miastu pewien finansowy margines, ale nie oznacza automatycznie, że wykonawca się znajdzie. Branża budowlana patrzy nie tylko na końcową kwotę. Znaczenie mają terminy, zakres odpowiedzialności, ceny materiałów, wymagane doświadczenie i ryzyko związane z realizacją niewielkiego, ale dość specyficznego obiektu.</p><h2>Dlaczego nikt nie złożył oferty?</h2><p>Nie ma jednej oficjalnie wskazanej przyczyny braku zainteresowania. Można jednak przyjrzeć się wymaganiom postawionym potencjalnym wykonawcom.</p><p>Firma zainteresowana inwestycją musi wykazać, że w ciągu ostatnich pięciu lat zrealizowała <strong>co najmniej trzy roboty polegające na wykonaniu nawierzchni asfaltowej, każdą o wartości minimum 350 tys. zł brutto</strong>. Musi także dysponować kierownikiem robót ze specjalnością drogową i przynajmniej trzyletnim doświadczeniem zawodowym.</p><p>To wymogi zrozumiałe z punktu widzenia jakości inwestycji. Jednocześnie mogą zawężać krąg zainteresowanych firm. Dla dużego przedsiębiorstwa drogowego kontrakt o wartości poniżej pół miliona złotych może być zbyt mały. Dla mniejszego wykonawcy wymagania dotyczące wcześniejszych realizacji mogą okazać się zbyt wysokie.</p><p>Miasto oczekuje ponadto kompleksowego wykonania zadania: od zabezpieczenia placu budowy, przez badania i pomiary, po dokumentację powykonawczą, geodezję, uporządkowanie terenu oraz naprawienie ewentualnych szkód w infrastrukturze i zieleni.</p><p>Innymi słowy: to nie jest zwykłe „wylanie kawałka asfaltu”. Wykonawca bierze na siebie cały pakiet obowiązków, formalności i ryzyka.</p><h2>Przetarg bez ofert musi zostać unieważniony</h2><p>W przypadku pierwszego postępowania miasto nie miało możliwości dowolnego przedłużania procedury ani prowadzenia rozmów z firmą, która formalnie nie złożyła oferty. <strong>Art. 255 pkt 1 ustawy Prawo zamówień publicznych nakazuje unieważnić postępowanie, jeśli nie wpłynęła żadna oferta.</strong></p><p>Tak właśnie się stało. Procedura została zakończona, a miasto rozpisało ją ponownie.</p><p>Drugie postępowanie jest więc nowym otwarciem, a nie dalszym ciągiem pierwszego. Według informacji przekazanych przez Urząd Miasta termin otwarcia ofert wyznaczono na <strong>23 lipca</strong>.</p><p>Dopiero wtedy okaże się, czy na miejskim torze przetargowym pojawi się choć jeden uczestnik.</p><h2>Mieszkańcy wybrali. Teraz czekają</h2><p>Najbardziej kłopotliwy w tej historii jest fakt, że mowa o zadaniu wybranym przez mieszkańców. Budżet obywatelski opiera się na prostym założeniu: ludzie wskazują, czego potrzebują, a samorząd stara się ten wybór zrealizować.</p><p>W praktyce między kartą do głosowania a gotowym obiektem rozciąga się jednak cała urzędowo-budowlana odyseja. Są projekty, uzgodnienia, kosztorysy, przetargi, odwołania i sytuacje, których nie da się przewidzieć. Czasami brakuje pieniędzy. Czasami wykonawca proponuje cenę znacznie wyższą od kosztorysu. Tutaj zabrakło nawet tego — <strong>nie było żadnej oferty</strong>.</p><p>Na razie nie można więc mówić o rezygnacji z toru. Miasto próbuje ponownie, dokumentacja jest gotowa, a Starostwo Tomaszowskie już we wrześniu 2025 roku wydało zaświadczenie o braku sprzeciwu wobec planowanych robót.</p><p>Pozostaje pytanie, czy drugi przetarg przełamie impas. Jeżeli ponownie nie zgłosi się żaden wykonawca, samorząd będzie musiał zastanowić się, czy problemem jest cena, warunki, termin realizacji czy cały pakiet tych czynników.</p><p>Na Niebrowie rolkarze nadal więc czekają. Projekt istnieje, pieniądze są zapisane, tor ma już swoje wymiary i lokalizację. Brakuje tylko firmy, która zamieni papier w asfalt.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Ostry spór o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Konrad Borowski odpowiada Kazimierzowi Mordace: „Mija się pan z prawdą”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 11:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mi-1783761500.png</url>
                        <title>Ostry spór o przyszłość tomaszowskiego szpitala. Konrad Borowski odpowiada Kazimierzowi Mordace: „Mija się pan z prawdą”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda</link>
                    </image><description>Przyszłość Tomaszowskiego Centrum Zdrowia po raz kolejny stała się osią gwałtownego sporu politycznego. Radny Kazimierz Mordaka zarzucił władzom szpitala brak planu naprawczego, narastające straty i obronę partyjnych nominacji. Konrad Borowski, prezes TCZ i radny miejski, odpowiedział równie mocno. Jego zdaniem Mordaka buduje polityczną narrację na półprawdach, a temat ochrony zdrowia próbuje zamienić w paliwo przedwyborcze.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nie ma tu miejsca na półtony. Z jednej strony padają słowa o groźbie bankructwa, upartyjnieniu i obronie stanowisk. Z drugiej — oskarżenia o polityczne przepychanki, manipulowanie faktami i wykorzystywanie szpitala do walki wyborczej. W tle pozostają jednak nie tylko samorządowe emocje, ale przede wszystkim <strong>pacjenci, personel i przyszłość jednego z najważniejszych zakładów opieki zdrowotnej w powiecie tomaszowskim</strong>.</p><h2>Mordaka: szpital jest w krytycznej sytuacji</h2><p>Kazimierz Mordaka w obszernym wpisie opublikowanym po sesji Rady Powiatu przedstawił bardzo krytyczny obraz sytuacji finansowej TCZ. Powołując się na informacje przekazane podczas obrad przez prezesa szpitala, wskazał między innymi na stratę za 2025 rok sięgającą niemal 25 mln zł, miesięczne straty w 2026 roku oraz brak lekarzy i wysokie koszty wynagrodzeń.</p><p>Radny napisał, że prezes mówi o zagrożeniu utratą płynności finansowej, a jednocześnie — w jego ocenie — nie przedstawił jasnego i przekonującego planu wyjścia z kryzysu.</p><p>Mordaka przeciwstawił obecny model funkcjonowania TCZ koncepcji współpracy lub konsolidacji ze Szpitalem Klinicznym w Łodzi. Jak przekonywał, połączenie z dużą jednostką kliniczną mogłoby oznaczać dla pacjentów większy dostęp do specjalistów, poprawę bezpieczeństwa i rozwój usług medycznych.</p><p>W swoim wpisie zasugerował również, że sprzeciw wobec takiego rozwiązania ma podłoże polityczne i służy ochronie obecnego układu personalnego.</p><p>To bardzo poważny zarzut. I właśnie na niego Borowski odpowiedział najbardziej stanowczo.</p><h2>Borowski: „Pan Mordaka po raz kolejny mija się z prawdą”</h2><p>Konrad Borowski rozpoczął swój wpis bez dyplomatycznego lukru.</p><p>— <strong>„Pan Mordaka po raz kolejny mija się z prawdą. Zamiast rzeczowej rozmowy o ochronie zdrowia, realnych problemach szpitala i sposobach wsparcia pacjentów, ponownie mamy do czynienia z politycznymi przepychankami oraz próbą wykorzystania poważnej sprawy w kampanii wyborczej”</strong> — napisał.</p><p>Borowski podkreślił, że podczas sesji Rady Powiatu nie była pierwotnie planowana pełna debata dotycząca przyszłości Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jak wyjaśnił, w porządku obrad znajdowała się prezentacja przedstawicieli Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, a temat strategii dla TCZ został wprowadzony później przez radnych.</p><p>— <strong>„Próbowałem zaskoczyć moją osobę, nie przyszedłem tam w tym temacie, chciałem spokojnie wysłuchać pani dyrektor z CSK”</strong> — zaznaczył.</p><p>Według prezesa szpitala to istotny kontekst, którego Mordaka miał nie przedstawić swoim odbiorcom.</p><h2>Plan naprawczy istnieje — twierdzi prezes TCZ</h2><p>Jednym z najważniejszych punktów sporu jest kwestia planu naprawczego.</p><p>Mordaka napisał, że prezes nie przedstawił konkretnego programu uzdrowienia sytuacji finansowej. Borowski odpowiada, że to nieprawda.</p><p>— <strong>„Padł także zarzut o plan naprawczy. Kolejna nieprawda. Podczas sesji jasno wskazałem, że plan naprawczy jest obecnie opracowywany zgodnie z ustawą i jej terminami”</strong> — stwierdził.</p><p>Dodał, że wieloletnich zaniedbań nie da się usunąć jednym wystąpieniem, jednym dokumentem ani pojedynczą interwencją.</p><p>W tej części wypowiedzi Borowski próbuje przesunąć spór z poziomu politycznej deklaracji na poziom codziennego zarządzania. Przekonuje, że szpital potrzebuje nie jednego spektakularnego ruchu, lecz konsekwentnego działania: ograniczania kosztów, poprawy organizacji i szukania oszczędności bez pogarszania bezpieczeństwa pacjentów.</p><h2>24 miliony straty i prognoza na kolejny rok</h2><p>Borowski nie zaprzeczył, że sytuacja finansowa TCZ jest trudna.</p><p>— <strong>„Strata za 2025 rok przekroczyła 24 mln zł, a prognoza na 2026 rok zakłada stratę sięgającą około 36 mln zł”</strong> — napisał.</p><p>Jednocześnie podkreślił, że zarząd już podejmuje działania naprawcze i zamierza ograniczyć prognozowaną stratę niemal o połowę.</p><p>— <strong>„Nie jest to powód do triumfalizmu, lecz do dalszej, rzetelnej pracy”</strong> — zaznaczył.</p><p>Ta część jego wypowiedzi brzmi już mniej politycznie, a bardziej jak raport z pola walki. Liczby są twarde i nie da się ich przykryć ani partyjnym szyldem, ani emocjonalnym wpisem. Dla mieszkańców powiatu najważniejsze pozostaje pytanie, czy zapowiadane ograniczenie strat rzeczywiście uda się osiągnąć i czy nie odbędzie się to kosztem jakości leczenia.</p><h2>Konsolidacja ze szpitalem klinicznym: szansa czy polityczny młot?</h2><p>Największe emocje wywołuje propozycja współpracy z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi i możliwość głębszego powiązania tomaszowskiego szpitala z dużą placówką kliniczną.</p><p>Mordaka przedstawia tę drogę jako szansę na rozwój, zwiększenie dostępu do specjalistów i poprawę bezpieczeństwa pacjentów. Borowski twierdzi natomiast, że podczas sesji zaprezentowano rozwiązania, z których mieszkańcy mogą korzystać już dziś, bez konieczności natychmiastowego przejmowania czy formalnego łączenia placówek.</p><p>— <strong>„Każdy pacjent ze skierowaniem sam decyduje, gdzie chce się leczyć. Tak funkcjonuje system ochrony zdrowia i warto mówić o tym uczciwie, zamiast straszyć ludzi i wykorzystywać temat do politycznej gry”</strong> — napisał.</p><p>Prezes TCZ zaznaczył również, że współpraca w zakresie transportu medycznego czy kierowania pacjentów między placówkami nie musi automatycznie prowadzić do przejęcia szpitala.</p><p>W tym miejscu zaczyna się jednak najbardziej zasadnicza różnica między obu politykami. Mordaka pyta, czy powiat stać jeszcze na samotne utrzymywanie szpitala z wielomilionową stratą. Borowski odpowiada, że nie wolno pod pozorem ratowania placówki tracić kontroli nad lokalnym systemem opieki zdrowotnej.</p><p>To spór nie tylko o pieniądze. To spór o własność, kompetencje, wpływy i przyszły model zarządzania szpitalem.</p><h2>„Nie wolno robić z tego sceny politycznej”</h2><p>Borowski wielokrotnie podkreślał, że praca szpitala nie może być przedmiotem przedwyborczego widowiska.</p><p>— <strong>„Najważniejsze są bezpieczeństwo pacjentów, stabilność leczenia oraz odpowiedzialność za ponad tysiąc pracowników. Nie wolno robić z tego sceny politycznej”</strong> — napisał.</p><p>Zaapelował też, by zamiast szukać sensacji i budować przekaz pod wybory, rozmawiać o realnych problemach: rotacji personelu, bezpieczeństwie leczenia, finansowaniu i organizacji pracy.</p><p>W końcowej części wpisu dodał:</p><p>— <strong>„Można codziennie szukać winnych. Można też codziennie szukać rozwiązań. Ja wybieram to drugie. Bo ludzie nie potrzebują kolejnych politycznych sporów. Potrzebują sprawnego szpitala”</strong>.</p><p>To najmocniejsza, a zarazem najbardziej publicystyczna część jego odpowiedzi. Borowski próbuje postawić się w roli zarządzającego, który bierze odpowiedzialność za trudny zakład, podczas gdy jego przeciwnik — w tej narracji — miałby jedynie podkręcać konflikt.</p><h2>Internauci podzieleni, ale dominują głosy poparcia dla Borowskiego</h2><p>Pod wpisem prezesa TCZ pojawiła się seria komentarzy. Znaczna część z nich miała charakter zdecydowanie wspierający.</p><p>Kasia Tazbir napisała: <strong>„Jedyny głos rozsądku. Odpowiednia osoba na odpowiednim stanowisku”</strong>.</p><p>Robson Burian zwrócił się do Borowskiego słowami: <strong>„Jesteś odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu”</strong>, dodając, że w debacie o szpitalu potrzeba ludzi spokojnych i merytorycznych.</p><p>Anna Dębiec podkreślała jego doświadczenie w ochronie zdrowia, a Izabela Młynarczyk oceniła, że <strong>„kompetencje, kultura, pracowitość i spokój zawsze obronią się same”</strong>.</p><p>Pojawiły się jednak również komentarze wskazujące na szerszy problem systemowy. Mariusz Jaworski zauważył, że nawet współpraca ze szpitalem klinicznym w Łodzi nie rozwiązuje wszystkich problemów, bo dla części pacjentów regularne dojazdy do Łodzi byłyby trudne lub wręcz nierealne. Zwrócił też uwagę, że sytuacja finansowa wielu szpitali w kraju jest bardzo trudna.</p><p>Nie zabrakło również komentarzy ostrych, personalnych i politycznych. Część internautów atakowała Mordakę, część sugerowała partyjne inspiracje obu stron. Te głosy pokazują, że dyskusja coraz bardziej oddala się od spokojnej rozmowy o ochronie zdrowia, a coraz bardziej przypomina lokalną kampanię wyborczą prowadzoną na tle szpitalnych murów.</p><h2>Szpital nie może stać się łupem żadnej strony</h2><p>W tej sprawie łatwo ulec pokusie prostych odpowiedzi. Jedni powiedzą: przejąć, połączyć, oddać specjalistom z Łodzi. Drudzy: bronić samodzielności za wszelką cenę. Tymczasem każda z tych dróg niesie ryzyko.</p><p>Najważniejsze pytania nadal pozostają otwarte. Jak dokładnie ma wyglądać plan naprawczy? Jakie konkretne oszczędności są możliwe? Czy uda się utrzymać oddziały, personel i dostępność świadczeń? Jakie prawne i organizacyjne skutki miałaby konsolidacja z placówką kliniczną? Kto zachowałby kontrolę nad majątkiem, zatrudnieniem i zakresem leczenia?</p><p>Tego nie da się rozstrzygnąć jednym wpisem na Facebooku, nawet najbardziej emocjonalnym.</p><p>Spór między Borowskim i Mordaką może być politycznie widowiskowy, ale dla pacjenta najważniejsze jest coś znacznie bardziej przyziemnego: czy otrzyma pomoc, czy będzie lekarz na dyżurze, czy oddział nie zostanie zamknięty i czy szpital przetrwa kolejne lata.</p><p><strong>TCZ nie potrzebuje dziś kolejnego odcinka lokalnego serialu politycznego. Potrzebuje liczb, decyzji, jawnego planu i odpowiedzialności. Bo w tej historii nie chodzi o to, kto wygra dyskusję na Facebooku. Chodzi o to, czy wygra pacjent.</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Prawnicza bomba w tomaszowskiej Radzie Miejskiej. Michał Kucharski został odwołany, choć ogłoszono, że ocalał?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55808,prawnicza-bomba-w-tomaszowskiej-radzie-miejskiej-michal-kucharski-zostal-odwolany-choc-ogloszono-ze-ocalal</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55808,prawnicza-bomba-w-tomaszowskiej-radzie-miejskiej-michal-kucharski-zostal-odwolany-choc-ogloszono-ze-ocalal</guid>
            <pubDate>Sat, 11 Jul 2026 10:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prawnicza-bomba-w-tomaszowskiej-radzie-miejskiej-michal-kucharski-zostal-odwolany-choc-ogloszono-1783759642.png</url>
                        <title>Prawnicza bomba w tomaszowskiej Radzie Miejskiej. Michał Kucharski został odwołany, choć ogłoszono, że ocalał?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55808,prawnicza-bomba-w-tomaszowskiej-radzie-miejskiej-michal-kucharski-zostal-odwolany-choc-ogloszono-ze-ocalal</link>
                    </image><description>Jedna karta wyborcza, jeden głos nieważny i jeden błąd, który może wywrócić do góry nogami układ sił w Radzie Miejskiej Tomaszowa Mazowieckiego. Z opinii prawnej sporządzonej po tajnym głosowaniu wynika, że radny Michał Kucharski został skutecznie odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego rady. Komisja skrutacyjna ogłosiła jednak coś zupełnie przeciwnego. Teraz w magistracie trzeba odpowiedzieć na pytanie rodem z politycznego thrillera: kto właściwie jest wiceprzewodniczącym rady?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To miało być zwyczajne głosowanie personalne. Tajne karty, urna, komisja skrutacyjna, odczytanie wyniku. Samorządowy rytuał znany z setek polskich rad gmin i powiatów.</p><p>Tyle że po otwarciu urny rozpoczął się prawny spektakl, w którym – jak w filmie „Dwunastu gniewnych ludzi” – wszystko zależy od właściwego policzenia głosów. A tutaj jeden nieważny głos mógł zdecydować o wszystkim.</p><h2>Jedenaście do dziesięciu. Komisja powiedziała: za mało</h2><p>Głosowanie nad odwołaniem Michała Kucharskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej odbyło się <strong>2 lipca 2026 roku</strong>, podczas XXXV sesji rady. Oficjalny system rady potwierdza, że tego dnia powołano komisję skrutacyjną dotyczącą właśnie radnego Michała Kucharskiego.</p><p>W głosowaniu wzięło udział 22 radnych. Wynik przedstawiał się następująco:</p><p><strong>11 głosów za odwołaniem,<br>10 głosów przeciwko,<br>1 głos nieważny.</strong></p><p>Komisja skrutacyjna uznała jednak, że do odwołania potrzebnych było 12 głosów. W konsekwencji stwierdziła, że Michał Kucharski zachował stanowisko.</p><p>I właśnie w tym miejscu – według opinii prawnej z 7 lipca 2026 roku – komisja miała popełnić zasadniczy błąd.</p><p>Autorzy opinii wskazują wprost, że głosu nieważnego nie można doliczać do puli, od której ustala się bezwzględną większość. Skoro ważnie oddano 21 głosów, to 11 głosów „za” stanowiło większość bezwzględną: było ich więcej niż wszystkich pozostałych ważnych głosów, czyli dziesięciu głosów przeciwnych.</p><p>Innymi słowy: <strong>według prawników wynik 11:10 oznaczał skuteczne odwołanie Michała Kucharskiego.</strong></p><h2>Nieważna karta nie może ratować stanowiska</h2><p>Sedno sporu kryje się w pojęciu „bezwzględnej większości głosów”.</p><p>Artykuł 19 ustawy o samorządzie gminnym stanowi, że rada wybiera przewodniczącego i wiceprzewodniczących bezwzględną większością głosów, przy obecności co najmniej połowy ustawowego składu rady, w głosowaniu tajnym. Taki sam tryb obowiązuje przy ich odwoływaniu.</p><p>Problem polega na tym, że potoczne hasło „50 procent plus jeden” bywa stosowane mechanicznie. Tymczasem prawnicy podkreślają, że przy nieparzystej liczbie ważnych głosów takie uproszczenie może prowadzić na manowce. Bezwzględna większość oznacza, że głosów „za” musi być więcej niż łącznie głosów „przeciw” i „wstrzymujących się”. Głos nieważny w tym rachunku nie istnieje.</p><p>Przy 21 ważnych głosach wynik 11 do 10 spełnia ten warunek.</p><p>To matematyka na poziomie szkoły podstawowej, ale jej polityczne skutki mogą być potężne.</p><p>Bo głos nieważny liczy się przy sprawdzaniu, ilu radnych uczestniczyło w głosowaniu i czy istniało wymagane quorum. Nie powinien jednak podwyższać progu potrzebnego do osiągnięcia większości bezwzględnej.</p><p>Gdyby zaakceptować interpretację komisji, nieważna karta działałaby niczym ukryty głos przeciwko odwołaniu. Ktoś nie postawił prawidłowego znaku, a mimo to jego karta miałaby pomóc wiceprzewodniczącemu utrzymać funkcję.</p><p>Prawo nie przewiduje takiego cudu nad urną.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55730,jablonski-odwolany-funkcja-w-radzie-stracona-pytania-o-piotrkow-zostaja"></oembed></figure><h2>Opinia prawna: komisja ogłosiła wynik bez podstawy</h2><p>W przedstawionej przewodniczącej rady opinii użyto słów niezwykle mocnych.</p><p>Prawnicy stwierdzają, że wniosek komisji skrutacyjnej o nieodwołaniu Michała Kucharskiego <strong>nie znajduje oparcia ani w stanie faktycznym, ani w podstawie prawnej</strong>. Ich zdaniem doszło do błędnego sporządzenia protokołu oraz do zaniechania stwierdzenia podjęcia uchwały o odwołaniu.</p><p>Opinia odwołuje się między innymi do wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu z 11 maja 2011 roku, sygn. II SA/Po 188/11, a także do wcześniejszego orzecznictwa Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Konstytucyjnego.</p><p>Linia interpretacyjna przywołana w dokumencie jest jasna: <strong>bezwzględną większość oblicza się na podstawie głosów ważnie oddanych</strong>, a więc głosów „za”, „przeciw” i „wstrzymujących się”. Kart nieważnych nie wrzuca się do tego samego worka.</p><p>Autorzy opinii wskazują również na statut miasta. Zgodnie z przytoczonym w dokumencie § 44, po ogłoszeniu wyników tajnego głosowania przewodniczący obrad powinien stwierdzić podjęcie przez radę uchwały.</p><p>Jeżeli zatem prawidłowy wynik brzmiał 11 głosów za odwołaniem i 10 przeciw, procedura nie powinna zakończyć się komunikatem: „nie odwołano”.</p><p>Powinna zakończyć się stwierdzeniem odwołania.</p><h2>Czy Michał Kucharski już 2 lipca stracił funkcję?</h2><p>To najbardziej elektryzujące pytanie całej sprawy.</p><p>Według opinii prawnej – tak.</p><p>Jej autorzy twierdzą, że wynik głosowania ma znaczenie rozstrzygające, natomiast sporządzenie uchwały jest formalnym potwierdzeniem decyzji podjętej przez radnych. W tej interpretacji nie należałoby ponownie głosować nad odwołaniem, lecz poprawić protokół komisji skrutacyjnej i sporządzić dokument odzwierciedlający rzeczywisty wynik głosowania.</p><p>Oznaczałoby to, że Michał Kucharski przestał być wiceprzewodniczącym już w chwili ogłoszenia prawidłowo policzonego wyniku, a późniejsze uznawanie go za osobę nadal pełniącą funkcję opierało się na błędnej interpretacji.</p><p>Sprawa nie jest jednak politycznym automatem, do którego wrzuca się opinię prawną i natychmiast wypada gotowa uchwała. Opinia, nawet dobrze uzasadniona, nie jest wyrokiem sądu ani rozstrzygnięciem nadzorczym wojewody. Władze rady muszą zdecydować, w jaki sposób usunąć powstałą wadę i doprowadzić dokumentację do zgodności z prawem.</p><h2>Polityczne „ocalenie” okazuje się fikcją</h2><p>Przez kilka dni mogło się wydawać, że Michał Kucharski wyszedł z głosowania obronną ręką. Jedenaście osób chciało jego odwołania, dziesięć było przeciw, jedna karta okazała się nieważna, a komisja oznajmiła: stanowisko zachowane.</p><p>Teraz ten obraz rozpadł się jak scenografia po zakończeniu spektaklu. &nbsp;Kucharski nie wygrał głosowania. Nie uratował go jeden radny. Nie uratowała go polityczna większość. Uratował go błąd w liczeniu, który nie był ratunkiem&nbsp;</p><p>9 lipca Rada Miejska swój błąd naprawiła podejmując już właściwą uchwałę o odwołaniu wiceprzewodniczącego. Obecnie mamy więc dwa wakujące na funkcjach wiceprzewodniczących&nbsp;</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszów Mazowiecki oddał hołd ofiarom ludobójstwa na Wołyniu. Wieczorem odsłonięcie tablicy „Ronda Pamięci” i pokaz filmu „Wołyń”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55797,tomaszow-mazowiecki-oddal-hold-ofiarom-ludobojstwa-na-wolyniu-wieczorem-odsloniecie-tablicy-ronda-pamieci-i-pokaz-filmu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55797,tomaszow-mazowiecki-oddal-hold-ofiarom-ludobojstwa-na-wolyniu-wieczorem-odsloniecie-tablicy-ronda-pamieci-i-pokaz-filmu</guid>
            <pubDate>Fri, 10 Jul 2026 21:34:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszow-mazowiecki-oddal-hold-ofiarom-ludobojstwa-na-wolyniu-wieczorem-odsloniecie-tablicy-ronda-1783848362.png</url>
                        <title>Tomaszów Mazowiecki oddał hołd ofiarom ludobójstwa na Wołyniu. Wieczorem odsłonięcie tablicy „Ronda Pamięci” i pokaz filmu „Wołyń”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55797,tomaszow-mazowiecki-oddal-hold-ofiarom-ludobojstwa-na-wolyniu-wieczorem-odsloniecie-tablicy-ronda-pamieci-i-pokaz-filmu</link>
                    </image><description>Uroczystą mszą świętą w kościele pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski przy ul. Słowackiego rozpoczęły się w Tomaszowie Mazowieckim obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez Ukraińskich Nacjonalistów na Obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Mieszkańcy, przedstawiciele władz samorządowych, służb mundurowych, organizacji społecznych i politycznych oraz instytucji publicznych oddali hołd ofiarom jednej z najtragiczniejszych kart historii XX wieku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Po zakończeniu nabożeństwa uczestnicy uroczystości przeszli na dziedziniec świątyni, gdzie pod Pomnikiem Nieznanego Żołnierza złożono kwiaty i zapalono znicze. Był to symboliczny gest pamięci o dziesiątkach tysięcy obywateli II Rzeczypospolitej zamordowanych podczas zbrodni dokonanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1943–1945.</p><p>Dzisiejsze obchody nie zakończą się jednak na porannych uroczystościach. O godzinie <strong>21.00</strong> odbędzie się symboliczne odsłonięcie tablicy z nazwą <strong>„Rondo Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu”</strong>. Nadanie nazwy nowemu rondu przy Arenie Lodowej było możliwe dzięki uchwale Rady Miejskiej, przygotowanej z inicjatywy prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego Marcina Witki.</p><p>Bezpośrednio po ceremonii, o <strong>godzinie 21.30</strong>, mieszkańcy będą mogli obejrzeć film <strong>„Wołyń”</strong> w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego. Ze względu na prognozowane niekorzystne warunki atmosferyczne projekcja została przeniesiona do <strong>Areny Lodowej przy ul. Strzeleckiej 24/26</strong>.</p><p><strong>Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez Ukraińskich Nacjonalistów na Obywatelach II RP</strong> został ustanowiony przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, aby upamiętnić ofiary zbrodni popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów inspirowanych przez przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) oraz Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Święto państwowe przypada <strong>11 lipca</strong>, w rocznicę tzw. <strong>Krwawej Niedzieli z 1943 roku</strong>, kiedy doszło do skoordynowanych ataków na dziesiątki polskich miejscowości na Wołyniu. Fala mordów objęła następnie także tereny Małopolski Wschodniej i trwała do 1945 roku.</p><p>Tegoroczne obchody w Tomaszowie Mazowieckim wpisują się w ogólnopolskie uroczystości poświęcone zachowaniu pamięci o ofiarach oraz przypominaniu wydarzeń, które pozostają ważnym elementem historii Polski i przedmiotem badań naukowych oraz działań upamiętniających państwa polskiego.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Rusza Tomaszowski Budżet Obywatelski 2027. To kolejny rozdział lokalnej partycypacji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55791,rusza-tomaszowski-budzet-obywatelski-2027-to-kolejny-rozdzial-lokalnej-partycypacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55791,rusza-tomaszowski-budzet-obywatelski-2027-to-kolejny-rozdzial-lokalnej-partycypacji</guid>
            <pubDate>Fri, 10 Jul 2026 20:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rusza-tomaszowski-budzet-obywatelski-2027-to-kolejny-rozdzial-lokalnej-partycypacji-1783847186.jpg</url>
                        <title>Rusza Tomaszowski Budżet Obywatelski 2027. To kolejny rozdział lokalnej partycypacji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55791,rusza-tomaszowski-budzet-obywatelski-2027-to-kolejny-rozdzial-lokalnej-partycypacji</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim startuje kolejna odsłona Budżetu Obywatelskiego. To nie tylko procedura zgłaszania projektów, ale także element lokalnej tradycji współdecydowania o miejskich wydatkach i potrzebach mieszkańców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3>Nowa edycja, dobrze znany mechanizm</h3><p>Urząd Miasta w Tomaszowie Mazowieckim ogłosił start <strong>Tomaszowskiego Budżetu Obywatelskiego 2027</strong>. Dla wielu mieszkańców to sygnał, że rozpoczyna się kolejny etap bezpośredniego wpływu na najbliższe otoczenie. Budżet obywatelski od lat pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi lokalnej partycypacji społecznej, bo pozwala nie tylko zgłaszać pomysły, ale też realnie decydować, które z nich powinny zostać sfinansowane z miejskich środków.</p><p>Choć sam komunikat o uruchomieniu nowej edycji ma charakter informacyjny, jego znaczenie jest szersze. W praktyce oznacza bowiem otwarcie procesu, w którym mieszkańcy mogą przełożyć codzienne potrzeby na konkretne projekty. To właśnie w takich momentach samorządowa procedura spotyka się z lokalnym doświadczeniem: potrzebą poprawy przestrzeni publicznej, bezpieczeństwa, rekreacji czy jakości życia w poszczególnych częściach miasta.</p><h3>Jak budżet obywatelski wpisał się w historię miasta</h3><p>Tomaszowski Budżet Obywatelski nie jest już nowością, lecz rozpoznawalnym elementem życia publicznego w mieście. Z biegiem lat stał się częścią szerszego modelu zarządzania, w którym obok inwestycji miejskich, działań rady miejskie, ważne miejsce zajmuje <strong>partycypacja społeczna</strong>. Sam fakt, że budżet obywatelski funkcjonuje w miejskiej strukturze jako stały obszar aktywności, pokazuje, że nie chodzi o jednorazową akcję, ale o długofalowy mechanizm angażowania mieszkańców.</p><p>Historia takich rozwiązań w polskich samorządach pokazuje, że początkowo traktowano je często jako eksperyment demokratyczny. Z czasem jednak <strong>budżety obywatelskie zaczęły pełnić znacznie ważniejszą rolę</strong>: porządkowały lokalne oczekiwania, uczyły mieszkańców formułowania projektów i budowały przekonanie, że sprawy osiedla, ulicy czy skweru mogą stać się przedmiotem wspólnej decyzji. Tomaszów Mazowiecki, uruchamiając kolejne edycje własnego budżetu obywatelskiego, wpisał się w ten nurt konsekwentnego poszerzania udziału mieszkańców w życiu samorządowym.</p><p>W lokalnym wymiarze znaczenie ma również ciągłość. Każda następna odsłona programu przypomina, że rozwój miasta nie opiera się wyłącznie na dużych inwestycjach planowanych odgórnie. Równie ważne są mniejsze, bliższe mieszkańcom przedsięwzięcia, które wynikają z obserwacji codziennych potrzeb. To one często decydują o tym, czy dana przestrzeń jest bardziej funkcjonalna, przyjazna i dostępna.</p><h3>Dlaczego mieszkańcy chcą mieć wpływ</h3><p>Siła budżetu obywatelskiego polega na prostym założeniu: mieszkańcy najlepiej wiedzą, czego brakuje w ich sąsiedztwie. Dla jednych będzie to modernizacja fragmentu infrastruktury, dla innych nowe miejsce aktywności, poprawa estetyki albo rozwiązanie drobnego, lecz uciążliwego problemu. Właśnie dlatego zainteresowanie podobnymi programami zwykle nie wynika z abstrakcyjnej debaty o samorządzie, lecz z bardzo konkretnych doświadczeń dnia codziennego.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim ten mechanizm ma dodatkowy wymiar. Miasto od lat rozwija różne <strong>kanały kontaktu z mieszkańcami</strong>, a budżet obywatelski jest jednym z najbardziej czytelnych. Daje poczucie sprawczości, ale jednocześnie wymaga odpowiedzialności: projekt trzeba przemyśleć, opisać, uzasadnić i przekonać do niego innych. To z kolei wzmacnia lokalną debatę i uczy, że <strong>wspólna przestrzeń</strong> jest dobrem, o które warto zabiegać nie tylko w czasie wyborów, ale także w codziennej praktyce obywatelskiej.</p><p>Więcej:</p><figure class="media"><oembed url="https://www.kochamtomaszow.pl"></oembed></figure> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Radny Mordaka znowu myli prokuraturę z politycznym megafonem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55776,radny-mordaka-znowu-myli-prokurature-z-politycznym-megafonem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55776,radny-mordaka-znowu-myli-prokurature-z-politycznym-megafonem</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Jul 2026 08:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-radny-mordaka-znowu-myli-prokurature-z-politycznym-megafonem-1783494517.png</url>
                        <title>Radny Mordaka znowu myli prokuraturę z politycznym megafonem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55776,radny-mordaka-znowu-myli-prokurature-z-politycznym-megafonem</link>
                    </image><description>Wpis radnego Kazimierza Mordaki jest dobrym przykładem tego, jak łatwo można mówić o „prawdzie i faktach”, jednocześnie rozmijając się z podstawowymi zasadami postępowania karnego. Radny zarzuca redakcji manipulację, po czym sam wykonuje dokładnie ten manewr, przed którym rzekomo przestrzega: miesza wszczęcie śledztwa z oceną winy, tajemnicę postępowania przedstawia jako „prośbę prokuratora”, a brak zarzutów próbuje przykryć opowieścią o „bardzo obciążających zeznaniach”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Zacznijmy więc jeszcze raz od elementarza. Śledztwo <strong>w sprawie</strong> nie jest śledztwem <strong>przeciwko osobie</strong>. To nie jest subtelność dla prawników, tylko fundament procedury karnej. Zgodnie z art. 303 Kodeksu postępowania karnego śledztwo wszczyna się wtedy, gdy zachodzi <strong>uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa</strong>. To oznacza, że organ ścigania sprawdza, czy do przestępstwa doszło, jaki był jego zakres i czy można wskazać konkretną osobę odpowiedzialną. Nie oznacza to jeszcze, że ktoś jest winny, ani nawet że komukolwiek przedstawiono zarzuty. To, że toczy się ono długo nie musi oznaczać powagi przestępstw ale tym, że 4 konfabulantów naopowiadało historii, które należy zweryfikować. Prokurator nie umorzy śledztwa na przysłowiowe oko.&nbsp;</p><p>I właśnie to napisała Prokuratura Okręgowa w Siedlcach w odpowiedzi dla redakcji NaszTomaszow.pl: śledztwo trwa, jest prowadzone <strong>in rem</strong>, czyli „w sprawie”, a <strong>do tej pory nikomu nie przedstawiono zarzutów</strong>, także prezydentowi Tomaszowa Mazowieckiego Marcinowi Witko. To jest sedno materiału źródłowego, a nie żadna manipulacja.</p><p>Radny Mordaka pisze, że „prokuratura uznała, że istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa”. To zdanie brzmi efektownie, ale proceduralnie jest co najmniej bałamutne. Kodeks nie mówi przy wszczęciu śledztwa o „dużym prawdopodobieństwie”, tylko o <strong>uzasadnionym podejrzeniu</strong>. To różnica zasadnicza. „Duże prawdopodobieństwo” brzmi jak werdykt przed werdyktem, jak trailer filmu sensacyjnego, w którym oskarżenie już gra w tle, choć sąd nawet nie wszedł na salę.&nbsp;</p><p>Dalej radny pisze, że prokurator „prosił”, aby nie ujawniać kulis śledztwa, „bo jest to karalne”. I tu po raz kolejny wychodzi problem z rozumieniem procedury. <strong>Tajemnica postępowania przygotowawczego nie jest uprzejmą prośbą prokuratora. Jest zasadą wynikającą z prawa.</strong> Art. 241 § 1 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność za publiczne rozpowszechnianie bez zezwolenia wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostaną one ujawnione w postępowaniu sądowym.&nbsp;</p><p>Innymi słowy: prokurator nie robi radnemu grzecznościowego „pssst, niech pan nie mówi”. Prokurator przypomina regułę państwa prawa. A radny, który przez miesiące buduje polityczną narrację wokół śledztwa, powinien tę regułę znać zanim wyjdzie z kolejnym wpisem do internetu. Nie przeszkadza to radnemu sugerować przy każdej okazji rzekomych przestępstw, do których mu się wydaje, że doszło.&nbsp;</p><p>Najbardziej niepokojące jest jednak inne zdanie: że skoro śledztwo trwa opieszale, „może to świadczyć o tym, że zeznania są bardzo obciążające”. To klasyczna insynuacja ubrana w kostium domysłu. Radny sam przyznaje, że nie może ujawniać kulis postępowania, po czym natychmiast sugeruje opinii publicznej, co rzekomo wynika z materiału dowodowego. To nie jest informowanie mieszkańców. To jest sączenie podejrzeń bez odpowiedzialności za dowód.</p><p>A procedura jest prosta. Jeżeli zebrany materiał <strong>dostatecznie uzasadnia podejrzenie</strong>, że czyn popełniła konkretna osoba, wydaje się postanowienie o przedstawieniu zarzutów. Tak stanowi art. 313 Kodeksu postępowania karnego. Skoro prokuratura odpowiedziała, że zarzutów nie przedstawiono, to znaczy, że na dziś nie doszło do procesowego przejścia od sprawy do konkretnego podejrzanego. Można nad tym ubolewać, można czekać na finał, można domagać się sprawności organów państwa. Nie wolno jednak sprzedawać mieszkańcom sugestii, że brak zarzutów jest w zasadzie dowodem na ciężar ukrytych zeznań.</p><p>To jest właśnie mechanizm politycznego błota. Najpierw mówi się: „nie przesądzam”. Potem dopowiada: „ale zeznania mogą być bardzo obciążające”. Następnie dodaje: „pożyjemy, zobaczymy”. I tak powstaje lokalny teatr cienia, w którym nie trzeba aktu oskarżenia, nie trzeba zarzutów, nie trzeba wyroku. Wystarczy aluzja. Wystarczy teczka. Wystarczy zdjęcie z ministerstwa. Wystarczy pół zdania wypuszczone w internet jak dym z maszyny scenicznej.</p><p>Radny Mordaka ma oczywiście prawo składać zawiadomienia. Ma prawo oczekiwać wyjaśnień. Ma prawo krytykować władzę. Ale nie ma prawa udawać, że wszczęcie śledztwa jest równoznaczne z potwierdzeniem jego politycznych tez. Nie ma prawa przedstawiać tajemnicy śledztwa jako osobistej prośby prokuratora. I nie powinien po raz kolejny sugerować opinii publicznej więcej, niż wynika z oficjalnych informacji.</p><p>Bo państwo prawa nie działa jak lokalny seans „Z Archiwum X”. Nie wystarczy powiedzieć: „prawda gdzieś tam jest”, żeby mieszkańcy mieli uwierzyć w każdą insynuację. W państwie prawa są fakty, przepisy, decyzje procesowe i odpowiedzialność za słowo. A fakty na dziś są takie: <strong>śledztwo trwa, zarzutów brak, sprawa jest prowadzona w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie</strong>. Wszystko inne jest politycznym komentarzem — czasem bardzo głośnym, ale niekoniecznie prawdziwym.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Czy „Przodownik” można podzielić jak tort? Przedwyborcza plotka zderza się z prawem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55764,czy-przodownik-mozna-podzielic-jak-tort-przedwyborcza-plotka-zderza-sie-z-prawem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55764,czy-przodownik-mozna-podzielic-jak-tort-przedwyborcza-plotka-zderza-sie-z-prawem</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 18:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czy-przodownik-mozna-podzielic-jak-tort-przedwyborcza-plotka-zderza-sie-z-prawem-1783413778.png</url>
                        <title>Czy „Przodownik” można podzielić jak tort? Przedwyborcza plotka zderza się z prawem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55764,czy-przodownik-mozna-podzielic-jak-tort-przedwyborcza-plotka-zderza-sie-z-prawem</link>
                    </image><description>Podział Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” w Tomaszowie Mazowieckim na dwie lub więcej mniejszych spółdzielni brzmi dla części mieszkańców jak kusząca obietnica większego wpływu na własne osiedle. Z drugiej strony prezentowana jest jako totalne zagrożenie. Problem w tym, że między hasłem rzuconym przed wyborami a realną procedurą prawną leży cała góra dokumentów, uchwał, rozliczeń, zobowiązań i decyzji samych spółdzielców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przed wyborami w spółdzielni plotka działa jak ulotka wrzucona do skrzynki pocztowej. Niby mała kartka, kilka zdań, czasem jedno chwytliwe hasło, a potrafi wywołać całe zebranie emocji na klatce schodowej. Ktoś powie: „Trzeba podzielić <strong>Spółdzielnię Mieszkaniową Przodownik</strong>”. Ktoś inny dopowie: „W mniejszej będzie taniej”. Trzeci dorzuci: „Ludzie będą mieli większy wpływ”. A jeszcze inny powie: "Chcą nas podzielić ze szkodą dla nas samych". I zanim ktokolwiek otworzy statut albo ustawę, z politycznej mgły zaczyna wyłaniać się wielka obietnica: podzielimy, uporządkujemy, zaczniemy od nowa, albo: podzielą, zepsują, zaszkodzą.&nbsp;</p><p>Tylko że <strong>podział spółdzielni mieszkaniowej</strong> to nie wymiana domofonu, nie przycięcie żywopłotu i nie decyzja, którą podejmuje się między jednym zebraniem a drugim. To nie jest polityczny guzik z napisem „podzielić”. To procedura, która wymaga uchwał, planu podziału, rozliczenia majątku, odpowiedzi na pytanie o zobowiązania, wpisów rejestrowych, często także zmian w księgach wieczystych i całej organizacyjnej operacji przypominającej raczej rozdzielenie jednego żywego organizmu niż przecięcie tortu na kawałki.</p><h3><strong>Prawo dopuszcza podział, ale nie robi z niego wyborczej sztuczki</strong></h3><p>Trzeba zacząć uczciwie: nie można napisać, że podział spółdzielni jest absolutnie niemożliwy. <strong>Prawo spółdzielcze</strong> zna taką instytucję. Zgodnie z art. 108 Prawa spółdzielczego spółdzielnia może podzielić się na podstawie uchwały walnego zgromadzenia, w ten sposób, że z jej wydzielonej części powstaje nowa spółdzielnia. Ustawa przewiduje także tryb opisany w art. 108b, dotyczący sytuacji, gdy grupa członków związana z określoną jednostką organizacyjną albo częścią majątku nadającą się do wyodrębnienia dąży do podziału.</p><p>Ale to właśnie tu kończy się wyborczy slogan, a zaczyna prawo. Bo przepisy nie mówią: „wystarczy obiecać mieszkańcom mniejszą spółdzielnię”. Mówią o procedurze. O uchwale. O planie. O nowym podmiocie. O tym, co zostaje w dotychczasowej spółdzielni, a co przechodzi do nowej. O majątku, funduszach, umowach, długach i odpowiedzialności.</p><p>Po podziale nowa spółdzielnia musiałaby mieć własny statut, własne organy, własny zarząd, własną radę nadzorczą, księgowość, administrację, obsługę prawną, techniczną i organizacyjną. Ktoś musiałby podpisać umowy, prowadzić rozliczenia, pilnować remontów, odpowiadać za awarie, obsługiwać mieszkańców, rozliczać fundusze i składać sprawozdania. Zamiast jednego organizmu z problemami moglibyśmy dostać kilka mniejszych organizmów, z których każdy musiałby mieć własne serce, płuca, księgowość, prawnika i pogotowie techniczne. Czy wobec tego alarmistyczne plotki można traktować poważnie?&nbsp;</p><h3><strong>Statut „Przodownika” mówi jasno: decyzja należy do Walnego Zgromadzenia</strong></h3><p>Jeszcze ważniejsze jest to, co wynika ze statutu <strong>SM Przodownik Tomaszów Mazowiecki</strong>. Dokument nie zostawia tu wielkiego pola do fantazji. W § 27 zapisano, że najwyższym organem spółdzielni jest Walne Zgromadzenie. Z kolei § 28 pkt 8 stanowi, że do wyłącznej właściwości Walnego Zgromadzenia należy podejmowanie uchwał w sprawie połączenia się spółdzielni, jej podziału oraz likwidacji.</p><p>To oznacza rzecz podstawową: ani pojedynczy kandydat, ani grupa kandydatów, ani przyszły członek <strong>rady nadzorczej spółdzielni</strong>, ani nawet sam <strong>zarząd spółdzielni</strong> nie mogą po prostu „podzielić Przodownika”. Mogą o tym mówić. Mogą snuć plany. Mogą próbować przekonać członków. Ale decyzja, jeżeli w ogóle miałaby zostać uruchomiona, należy do członków działających w trybie przewidzianym przez statut i przepisy.</p><p>A statut opisuje tę drogę dość precyzyjnie. Walne Zgromadzenie jest zwoływane w określonym trybie. Projekty uchwał i żądania wpisania spraw do porządku obrad muszą być zgłaszane z zachowaniem terminów. Projekty uchwał muszą być udostępniane członkom. Walne może podejmować uchwały tylko w sprawach objętych porządkiem obrad podanym do wiadomości członków. To nie jest teatr improwizacji. To formalna procedura, w której każdy termin i każdy dokument ma znaczenie.</p><p>Dlatego przedwyborcze opowieści o podziale warto traktować ostrożnie. Hasło może zmieścić się na ulotce. Procedura — już nie. Skoro tyle kontrowersji i emocji wywołują same wybory, to co może wydarzyć się w przypadku tak poważnej operacji, o jakiej tu mowa.</p><h3><strong>Pytania, których nie wolno zamiatać pod spółdzielczy dywan</strong></h3><p>Jeśli ktoś naprawdę chce mówić o podziale <strong>Spółdzielni Mieszkaniowej Przodownik</strong>, powinien odpowiedzieć mieszkańcom na kilka prostych, ale niewygodnych pytań.</p><p>Kto miałby przygotować plan podziału? Które nieruchomości miałyby trafić do której spółdzielni? Jak podzielić fundusze, zobowiązania, umowy, majątek wspólny i koszty administracji? Co z pracownikami, obsługą techniczną, zobowiązaniami wobec dostawców, funduszem remontowym, dokumentacją i trwającymi sprawami? Czy mieszkańcy wiedzą, że decyzja wymagałaby ich udziału, a nie tylko hasła rzuconego przed wyborami? I wreszcie: czy po podziale opłaty rzeczywiście byłyby niższe, czy przeciwnie — kilka mniejszych struktur musiałoby utrzymać kilka administracji?</p><p>Bo łatwo powiedzieć: „mniejsze będzie bliżej ludzi”. Trudniej pokazać rachunek. A jeszcze trudniej zagwarantować, że ten rachunek nie okaże się wyższy. Tyle tylko, że Jarosław Batorski, któremu przypisuje się zamiar podziału, na ten temat się w ogóle nie wypowiada.&nbsp;</p><h3><strong>Mniejsza spółdzielnia? Argument może mieć sens, ale nie wystarcza</strong></h3><p>Trzeba oddać sprawiedliwość zwolennikom takiego myślenia. W mniejszych spółdzielniach mieszkańcy mogą mieć poczucie większego wpływu na decyzje. Łatwiej znać członków rady, łatwiej spotkać zarząd, łatwiej zbudować identyfikację z własnym osiedlem. W takim modelu administracja może wydawać się bliższa, mniej anonimowa, bardziej „nasza”.</p><p>To nie jest argument do wyśmiania. To intuicja, która wyrasta z realnego zmęczenia mieszkańców wielkimi strukturami, urzędowym językiem, nieczytelnymi rozliczeniami i poczuciem, że decyzje zapadają gdzieś daleko od klatki, chodnika, parkingu czy piwnicy.</p><p>Tyle że lekarstwo też może mieć skutki uboczne. Mniejsza spółdzielnia to mniejsza skala działania. Potencjalnie wyższe koszty jednostkowe obsługi. Osobna księgowość. Osobne organy. Osobne regulaminy. Osobne umowy. Osobna odpowiedzialność za remonty, awarie i zobowiązania. Jeżeli ktoś obiecuje mieszkańcom wyłącznie większą sprawczość, ale nie mówi o kosztach nowej struktury, pokazuje tylko połowę filmu. I to tę bardziej kolorową, jak zwiastun bez scen finałowych.</p><h3><strong>Statut daje mieszkańcom narzędzia wpływu już dziś</strong></h3><p>Warto też zadać inne pytanie: czy problemem naprawdę jest sama wielkość spółdzielni, czy raczej sposób korzystania z praw, które członkowie już mają?</p><p>Statut „Przodownika” przewiduje mechanizmy wpływu mieszkańców na spółdzielnię. Członek ma jeden głos bez względu na liczbę udziałów. Może uczestniczyć w Walnym Zgromadzeniu. Może zgłaszać projekty uchwał, jeżeli spełnione są wymogi statutowe. Ma prawo wybierać radę nadzorczą. Ma prawo dostępu do dokumentów, w tym statutu, regulaminów, uchwał, protokołów, sprawozdań finansowych, faktur i umów zawieranych przez spółdzielnię z osobami trzecimi, z zastrzeżeniami wynikającymi z prawa i statutu.</p><p>Rada nadzorcza nie jest dekoracją do spółdzielczej gabloty. Zgodnie ze statutem sprawuje kontrolę i nadzór nad działalnością spółdzielni, bada sprawozdania, kontroluje sposób załatwiania wniosków członków, rozpatruje skargi na działalność zarządu i może żądać od zarządu, członków oraz pracowników sprawozdań, wyjaśnień, ksiąg i dokumentów.</p><p>To są realne narzędzia. Oczywiście, narzędzia same nie pracują. Młotek leżący w skrzynce nie naprawi schodów. Demokracja spółdzielcza działa wtedy, gdy <strong>członkowie spółdzielni</strong> przychodzą na Walne, czytają dokumenty, pytają, zgłaszają wnioski i wybierają ludzi, którzy rozumieją, że rada nadzorcza ma nadzorować, a nie przytakiwać.</p><h3><strong>Podział spółdzielni to nie to samo co wspólnota mieszkaniowa</strong></h3><p>W tej dyskusji bardzo łatwo pomieszać pojęcia. A przed wyborami takie pomieszanie bywa wygodne. Jedno hasło brzmi lepiej niż trzy różne procedury.</p><p>Czym innym jest <strong>podział spółdzielni mieszkaniowej</strong> na podstawie Prawa spółdzielczego. Czym innym jest powstanie <strong>wspólnoty mieszkaniowej</strong>. Jeszcze czym innym jest decyzja właścicieli lokali w konkretnej nieruchomości, że w zakresie ich praw i obowiązków oraz zarządu nieruchomością wspólną będą stosowane przepisy ustawy o własności lokali.</p><p>Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych przewiduje w art. 24¹ możliwość podjęcia przez większość właścicieli lokali w budynku lub budynkach położonych w obrębie danej nieruchomości uchwały, że w zakresie ich praw, obowiązków i zarządu nieruchomością wspólną będą miały zastosowanie przepisy ustawy o własności lokali. Większość liczy się według wielkości udziałów w nieruchomości wspólnej. To jednak nie jest to samo, co podział całej spółdzielni na nowe spółdzielnie.</p><p>Statut „Przodownika” także odwołuje się do takich sytuacji. W § 15 wskazuje, że członkostwo ustaje m.in. w razie podjęcia przez właścicieli lokali uchwały o stosowaniu przepisów ustawy o własności lokali oraz w razie wyodrębnienia własności ostatniego lokalu w danym budynku lub budynkach i powstania z mocy prawa wspólnoty mieszkaniowej.</p><p>To bardzo ważne rozróżnienie. Zmiana sposobu zarządu w konkretnej nieruchomości, powstanie wspólnoty i pełny podział spółdzielni to trzy różne opowieści prawne. Jeżeli ktoś wrzuca je do jednego worka, to albo sam nie rozumie procedur, albo liczy na to, że mieszkańcy nie będą mieli czasu ich sprawdzić.</p><h3><strong>Polityczny teatr cieni między blokami</strong></h3><p>Hasła o „podziale Przodownika” przypominają polityczny teatr cieni. Na ścianie widać wielkie sylwetki: większy wpływ, niższe koszty, koniec problemów, nowe otwarcie. Ale gdy zapali się światło prawa, zostają paragrafy, uchwały, księgi wieczyste, majątek, fundusze, zobowiązania, odpowiedzialność i pytanie najważniejsze: kto za to zapłaci?</p><p>Nie chodzi o to, by zakazać rozmowy o przyszłości spółdzielni. Przeciwnie. O przyszłości <strong>SM Przodownik Tomaszów Mazowiecki</strong> trzeba rozmawiać poważnie, otwarcie i z dokumentami na stole. Ale czym innym jest debata o przejrzystości finansów, planach remontowych, jakości zarządzania, odpowiedzialności rady nadzorczej i dostępie do dokumentów, a czym innym puszczanie przed wyborami sugestii, że skomplikowany proces prawny można załatwić jedną obietnicą.</p><p>Mieszkańcy mają prawo do informacji, nie do mgły. Mają prawo do pytań, nie do sloganów. Mają prawo oczekiwać, że kandydaci do władz spółdzielni będą mówić językiem odpowiedzialności, a nie językiem ulotki wyborczej.</p><h2>Co naprawdę powinno być tematem wyborów?</h2><p>Jeśli ktoś naprawdę chce zmieniać „Przodownika”, powinien zacząć nie od magicznego hasła o podziale, lecz od spraw bliższych codziennemu życiu mieszkańców: czytelnych planów remontowych, jasnego rozliczania funduszu remontowego, sprawnej reakcji na awarie, przejrzystych przetargów i umów, aktywnej rady nadzorczej, dostępności dokumentów oraz realnej komunikacji z mieszkańcami. Batorski zapewnia, że to właśnie chce robić. Od lat zabiega o poprawę warunków na osiedlu Niebrów, w tym budowę parkingów, stref zieleni, placów zabaw.&nbsp;</p><p>Bo spółdzielnia nie jest abstrakcją. To klatka, w której gaśnie światło. Dach, który trzeba naprawić przed kolejną ulewą. Chodnik, na którym zimą można złamać nogę. Piwnica, instalacja, parking, plac zabaw, rachunek za ogrzewanie i zebranie, na które zwykle przychodzi za mało osób.</p><p>Dlatego prawdziwa rozmowa o przyszłości „Przodownika” nie powinna zaczynać się od plotki na klatce. Powinna zaczynać się od statutu, ustaw, dokumentów i udziału mieszkańców w <strong>Walnym Zgromadzeniu spółdzielni</strong>.</p><p>Bo demokracja spółdzielcza nie działa na zasadzie szeptu między skrzynkami pocztowymi. Działa wtedy, gdy ludzie przychodzą, pytają, sprawdzają, głosują i biorą odpowiedzialność za skutki decyzji. A podział spółdzielni — jeśli kiedykolwiek miałby być poważnie rozważany — nie jest prostym, szybkim ani oczywistym rozwiązaniem. W realiach „Przodownika” wymagałby decyzji członków, planu podziału, uchwał, rozliczeń majątkowych, wpisów rejestrowych i odpowiedzi na pytanie, kto zapłaci za kilka nowych administracji.</p><p>I właśnie o tym warto pamiętać, zanim kolejna przedwyborcza plotka zapuka do drzwi mieszkańców.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Polityka błota, czyli jak z prokuratury zrobić scenę do lokalnego spektaklu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55755,polityka-blota-czyli-jak-z-prokuratury-zrobic-scene-do-lokalnego-spektaklu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55755,polityka-blota-czyli-jak-z-prokuratury-zrobic-scene-do-lokalnego-spektaklu</guid>
            <pubDate>Mon, 06 Jul 2026 23:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polityka-blota-czyli-jak-z-prokuratury-zrobic-scene-do-lokalnego-spektaklu-1783329665.png</url>
                        <title>Polityka błota, czyli jak z prokuratury zrobić scenę do lokalnego spektaklu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55755,polityka-blota-czyli-jak-z-prokuratury-zrobic-scene-do-lokalnego-spektaklu</link>
                    </image><description>Czy w Tomaszowie Mazowieckim mamy do czynienia z obywatelską troską o przejrzystość życia publicznego, czy raczej z polityczną techniką rzucania błotem w przeciwnika i czekania, aż coś się przyklei? Odpowiedź Prokuratury Okręgowej w Siedlcach w sprawie zawiadomienia złożonego przez Piotra Kucharskiego, Michała Kucharskiego, Kazimierza Mordakę i Pawła Jabłońskiego każe postawić to pytanie bardzo głośno.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Bo fakty są twarde. Śledztwo trwa. Jest prowadzone „w sprawie”, czyli <strong>in rem</strong>. Obejmuje wiele wątków dotyczących funkcjonowania samorządu <strong>Miasta Tomaszowa Mazowieckiego</strong>. Ale jednocześnie — i to jest w tej sprawie najważniejsze — <strong>nikomu nie przedstawiono zarzutów</strong>. Prokuratura jednoznacznie odpowiedziała też, że <strong>nie jest prawdą</strong>, jakoby zarzuty przedstawiono prezydentowi <strong>Marcinowi Witko</strong>.</p><p>A więc gdzie kończy się kontrola władzy, a zaczyna polityczna błotna kąpiel?</p><h2><strong>Teczka, kamera, ministerstwo</strong></h2><p>Sprawa zaczęła się od zawiadomienia złożonego przez grupę tomaszowskich radnych. Jak informowaliśmy na naszym portalu, zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego <strong>Marcina Witko</strong> miało trafić „na ręce ministra sprawiedliwości” Adama Bodnara. Informowaliśmy także o późniejszym wszczęciu śledztwa w tej sprawie.</p><p>Samo zawiadomienie do organów ścigania nie jest niczym nagannym. Radny ma prawo pytać, kontrolować, zawiadamiać, domagać się wyjaśnień. Państwo prawa nie polega przecież na zamiataniu spraw pod dywan. Problem zaczyna się wtedy, gdy zawiadomienie staje się nie tyle narzędziem wyjaśnienia sprawy, ile elementem politycznego przedstawienia. A wydaje się, że dokładnie z tym mamy teraz do czynienia.&nbsp;</p><p>Bo jeśli lokalny konflikt wynosi się do gabinetów ministerialnych, jeśli potem publicznie buduje się wokół niego atmosferę wielkiej afery, jeśli w przestrzeni publicznej pojawiają się sugestie o rzekomych przestępstwach, korupcji i zarzutach, to mieszkańcy mają prawo zapytać: czy chodzi o prawdę, czy o spektakl?</p><p>W polityce lokalnej takie gesty działają jak reflektor. Nagle zwykłe zawiadomienie zaczyna wyglądać jak akt oskarżenia. Wizyta w <strong>Ministerstwie Sprawiedliwości</strong> brzmi poważniej niż pismo wysłane do prokuratury. Kamera robi swoje. Teczka robi swoje. A potem zostaje cień. Rzecz w tym, że ten cień pada także na Prokuraturę, bo wizytę partyjnych działaczy w ministerstwie, trudno określić inaczej niż jako próbę wciskania politycznych guzików.&nbsp;</p><h2><strong>Prokuratura odpowiada: zarzutów nie ma</strong></h2><p>Redakcja <strong>NaszTomaszow.pl</strong> postanowiła sprawdzić u źródła, co w tej sprawie jest faktem, a co polityczną mgłą. Do <strong>Prokuratury Okręgowej w Siedlcach</strong> skierowaliśmy obszerne pytania dotyczące postępowania zainicjowanego zawiadomieniem złożonym przez <strong>Piotra Kucharskiego, Kazimierza Mordakę, Michała Kucharskiego i Pawła Jabłońskiego</strong>.</p><p>Odpowiedź rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Siedlcach, prokuratora <strong>Bartłomieja Świderskiego</strong>, jest jednoznaczna.</p><p>Pod nadzorem siedleckiej prokuratury prowadzone jest śledztwo dotyczące m.in. działań organów <strong>Miasta Tomaszowa Mazowieckiego</strong>, w tym prezydenta <strong>Marcina Witko</strong>. Prowadzenie śledztwa powierzono w całości <strong>Komendzie Powiatowej Policji w Rawie Mazowieckiej</strong>. Sprawa ma sygnaturę <strong>3024-1.Ds.47.2025</strong>.</p><p>Ale najważniejsze brzmi inaczej: śledztwo jest prowadzone <strong>w sprawie</strong>, a więc nie przeciwko konkretnej osobie. Do tej pory <strong>nikomu nie przedstawiono zarzutów</strong>. Nie przedstawiono ich również prezydentowi Tomaszowa Mazowieckiego <strong>Marcinowi Witko</strong>. Prokuratura napisała to wprost i bez zbędnych ozdobników. I tu kończy się polityczny teatr, a zaczyna odpowiedzialność za słowo.</p><h2><strong>Proces bez aktu oskarżenia</strong></h2><p>W lokalnej debacie od miesięcy pojawia się sugestywna opowieść: akta mają rosnąć, sprawa ma być rozwojowa, kolejne „przestępstwa” mają wychodzić na światło dzienne. Brzmi jak zapowiedź serialu sensacyjnego La Piovra. Tylko że prokuratorska odpowiedź studzi ten scenariusz jak zimny prysznic.</p><p>Tak, śledztwo trwa. Tak, obejmuje wiele wątków. Tak, prowadzone jest m.in. pod kątem <strong>art. 231 Kodeksu karnego</strong>, czyli przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego. Tak, pojawiają się także kwalifikacje dotyczące czynów korupcyjnych z art. 228 § 1 i art. 229 § 1 Kodeksu karnego. Przepisy te dotyczą odpowiednio sprzedajności osoby pełniącej funkcję publiczną oraz udzielenia albo obietnicy korzyści majątkowej lub osobistej.</p><p>Ale samo badanie takich wątków w stosunku do polityka, na wniosek innych polityków. nie oznacza winy kogokolwiek. Nie oznacza też, że ktokolwiek stał się podejrzanym. Budzi natomiast uzasadnione wątpliwości. W polskiej procedurze karnej przedstawienie zarzutów jest momentem przejścia z postępowania „w sprawie” do postępowania przeciwko konkretnej osobie. Tę różnicę opisuje się właśnie jako przejście z fazy <strong>in rem</strong> do fazy <strong>in personam</strong>.</p><p>Dlatego publiczne sugerowanie, że prezydent ma zarzuty, gdy prokuratura mówi, że ich nie ma, nie jest drobnym skrótem myślowym. To jest polityczne odwracanie znaczeń. W dodatku robione z premedytacją, co w przypadku Piotra Kucharskiego stało się obyczajem i patologiczną normą</p><h2><strong>Co właściwie rośnie w tych aktach?</strong></h2><p>Ciekawy jest jeszcze jeden element. Prokuratura wskazała, że analizuje nie tylko pierwotne tezy zawiadamiających, ale również kolejne materiały załączane do akt sprawy. I tu pojawia się pytanie zasadnicze: co właściwie rośnie?</p><p>Czy rośnie materiał dowodowy wynikający z pracy organów ścigania? Czy raczej rośnie segregator kolejnych dokumentów dosyłanych przez zawiadamiających — często informacji publicznie dostępnych, pochodzących z interpelacji, miejskich dokumentów, odpowiedzi urzędowych i bieżącej aktywności samorządowej?</p><p>Nie przesądzamy. Nie znamy akt. Nie znamy pełnego zakresu materiału. Ale mechanizm, który widać z zewnątrz, może sprawiać wrażenie politycznej maszyny dosypującej papieru do pieca, a potem ogłaszającej, że płomień robi się coraz większy. Tyle, że papier pali się szybko, więc trzeba dorzucać kolejne arkusze do pieca.&nbsp;</p><p>To bardzo wygodna metoda. Najpierw składa się wielowątkowe zawiadomienie. Potem dosyła kolejne dokumenty. Potem mówi się publicznie, że sprawa puchnie. A ponieważ prokuratura musi każdy wątek zweryfikować, śledztwo trwa. I trwa. I trwa.</p><p>W ten sposób sama długość postępowania zaczyna być używana jako polityczny argument. Nie ma zarzutów? Ale przecież sprawa trwa. Nie ma aktu oskarżenia? Ale przecież akta rosną. Nie ma procesowego finału? Tym lepiej — można nadal opowiadać, że „coś jest na rzeczy”.</p><p>To przypomina kafkowski „Proces” w wersji samorządowej. Człowiek nie musi zostać skazany. Czasem wystarczy, że przez wiele miesięcy chodzi za nim cień teczki.</p><h2><strong>Tomaszów już zna ten scenariusz</strong></h2><p><strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> zna już mechanizm, w którym śledztwo, zarzuty, medialne sugestie i przeciągające się postępowanie stają się ciężarem nie tylko prawnym, ale przede wszystkim publicznym. Przykładem była sprawa byłego wiceprezydenta <strong>Grzegorza Haraśnego</strong>.</p><p>Nie chodzi o prostą analogię procesową. Każda sprawa jest inna. Chodzi o mechanizm społeczny: najpierw pojawia się zarzut, potem nazwisko zaczyna funkcjonować w lokalnym obiegu jako problem, potem sprawa ciągnie się miesiącami, a cień zostaje nawet wtedy, gdy opinia publiczna nie zna jeszcze finału.</p><p>To jest bardzo niebezpieczna broń. Bo w polityce lokalnej nie trzeba nikogo formalnie skazać, żeby go osłabić. Wystarczy utrzymywać wokół niego atmosferę podejrzeń. Wystarczy regularnie dorzucać nowe sugestie. Wystarczy mówić półsłówkami, że „akta rosną”, „sprawa jest poważna”, „będą kolejne wątki”.</p><p>Tak właśnie działa polityczne zaszczuwanie. Nie zawsze krzyczy. Czasem tylko sączy.</p><h2><strong>Radny śledczy i teatr sensacji</strong></h2><p>W tej sprawie szczególnie istotna jest publiczna aktywność radnego <strong>Piotra Kucharskiego</strong>. Nie jest tajemnicą, że radny od dawna buduje swój wizerunek samorządowego śledczego. Portal <strong>NaszTomaszow.pl</strong> pisał już o jego aktywności w Komisji Rewizyjnej i o napięciach wokół tej komisji. W jednym z artykułów pisaliśmy, że radny „dał się poznać jako główny samorządowy śledczy”, który szukał nieprawidłowości w różnych miejskich obszarach. Czy aby na pewno?&nbsp;</p><p>Sam śledczy temperament nie jest wadą. Samorząd potrzebuje kontroli. Potrzebuje pytań. Potrzebuje radnych, którzy patrzą w dokumenty, a nie tylko w telefon podczas sesji. Ale kontrola ma sens wtedy, gdy służy wyjaśnianiu faktów. Gdy zaczyna przypominać polityczną produkcję sensacji, mamy problem.</p><p>Przykład? Niedawna sprawa ZGWIK i tezy o „siedmiu prokurentach”. Brzmiało efektownie. Nadawało się na przekaz medialny. Tyle że według wyjaśnień spółki nigdy nie miała ona jednocześnie siedmiu prokurentów, lecz miała ich historycznie, kolejno, od 2000 roku do dziś.</p><p>I właśnie tu jest sedno. Lokalna polityka coraz częściej działa jak montaż zwiastuna filmowego. Z faktów wycina się najostrzejsze kadry, dokłada dramatyczną muzykę, a potem widz ma uwierzyć, że ogląda aferę dekady.&nbsp;</p><h2><strong>Prawo do kontroli nie jest prawem do insynuacji</strong></h2><p>Trzeba powiedzieć jasno: nikt rozsądny nie odbiera radnym prawa do składania zawiadomień. Jeśli mają wiedzę o możliwym przestępstwie, mogą, a czasem wręcz powinni zawiadomić organy ścigania. To element odpowiedzialności publicznej.</p><p>Ale to prawo nie daje immunitetu na każde słowo wypowiedziane później. Zawiadomienie do prokuratury nie jest wyrokiem. Śledztwo w sprawie nie jest zarzutem. Analiza dokumentów nie jest aktem oskarżenia. A polityczna konferencja albo wywiad w upolitycznionych mediach nie zastępuje sądu.</p><p>Dlatego mieszkańcy mają prawo zapytać: czy radny, który publicznie sugeruje kolejne „przestępstwa”, ma obowiązek równie publicznie powiedzieć, że prokuratura nikomu nie postawiła zarzutów? Czy zawiadomienie ma służyć szybkiemu wyjaśnieniu sprawy, czy raczej utrzymywaniu jej w stanie politycznego zawieszenia? Czy aktami sprawy można przykryć brak politycznych argumentów?</p><p>I wreszcie: czy w <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong> nie powstał nowy model walki politycznej — najpierw teczka, potem kamera, potem ministerstwo, potem prokuratura, a potem przez miesiące powtarzanie, że „coś jest na rzeczy”?</p><h2><strong>Między państwem prawa a polityką błota</strong></h2><p>Najgroźniejsze w takich sprawach jest to, że wszystko odbywa się pod szlachetnymi hasłami. Transparentność. Kontrola. Walka z patologiami. Oczyszczanie samorządu. Brzmi pięknie. Prawie jak ścieżka dźwiękowa z filmu o samotnych sprawiedliwych. To już nie zwykły Mordaka Patrol, to prawdziwy John Rambo, walczący samotnie (czteroosobowo) z systemem.&nbsp;</p><p>Ale państwo prawa nie polega na tym, że polityk lokalny bierze do ręki teczkę i przez dwa lata buduje atmosferę winy. Państwo prawa polega na faktach, dowodach, procedurach i odpowiedzialności za słowo.</p><p>Prokuratura Okręgowa w Siedlcach jasno napisała, że jej zadaniem jest zebranie materiału dowodowego i wszechstronne wyjaśnienie sprawy, a nie wchodzenie w debatę publiczną, szczególnie polityczną. To zdanie warto zapamiętać. Bo ono oddziela prokuraturę od lokalnego teatru. Prokuratura ma badać. Politycy chcą opowiadać. A mieszkańcy powinni dostać prawdę, nie widowisko.</p><h2><strong>Co wiemy z odpowiedzi prokuratury?</strong></h2><p>Z odpowiedzi rzecznika Prokuratury Okręgowej w Siedlcach wynika, że śledztwo zostało wszczęte <strong>27 czerwca 2025 roku</strong> i zostało przedłużone do <strong>27 grudnia 2026 roku</strong>. Jest prowadzone <strong>w sprawie</strong>, nie przeciwko konkretnej osobie. Dotyczy wielu wątków funkcjonowania samorządu <strong>Miasta Tomaszowa Mazowieckiego</strong>. Prowadzi je <strong>Komenda Powiatowa Policji w Rawie Mazowieckiej</strong> pod nadzorem siedleckiej prokuratury. Sygnatura sprawy to <strong>3024-1.Ds.47.2025</strong>.</p><p>Najważniejsze jednak brzmi: <strong>nikomu nie przedstawiono zarzutów</strong>. Prezydent <strong>Marcin Witko</strong> nie ma w tej sprawie zarzutów. Prokuratura wprost wskazała, że publiczne sugestie, jakoby takie zarzuty przedstawiono, są <strong>nieprawdziwe</strong>.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Demografia puka do drzwi tomaszowskich szkół. Czy miasto ma plan, zanim pojawią się puste klasy?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55753,demografia-puka-do-drzwi-tomaszowskich-szkol-czy-miasto-ma-plan-zanim-pojawia-sie-puste-klasy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55753,demografia-puka-do-drzwi-tomaszowskich-szkol-czy-miasto-ma-plan-zanim-pojawia-sie-puste-klasy</guid>
            <pubDate>Mon, 06 Jul 2026 09:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-demografia-puka-do-drzwi-tomaszowskich-szkol-czy-miasto-ma-plan-zanim-pojawia-sie-puste-klasy-1783323858.png</url>
                        <title>Demografia puka do drzwi tomaszowskich szkół. Czy miasto ma plan, zanim pojawią się puste klasy?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55753,demografia-puka-do-drzwi-tomaszowskich-szkol-czy-miasto-ma-plan-zanim-pojawia-sie-puste-klasy</link>
                    </image><description>Demografia coraz mocniej zagląda do tomaszowskich szkół. Jeśli spadek liczby urodzeń się utrzyma, Tomaszów Mazowiecki stanie przed koniecznością reorganizacji sieci przedszkoli i podstawówek oraz przygotowania planu, zanim pojawią się puste klasy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> stoi przed jednym z najważniejszych wyzwań najbliższych lat. W całej Polsce miasta mierzą się z gwałtownym spadkiem liczby urodzeń. Eksperci ostrzegają, że najpierw zamykane będą żłobki i przedszkola, później szkoły. W <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong> problem żłobków nie wydaje się dziś najostrzejszy. Coraz poważniejsze pytania pojawiają się jednak przy <strong>sieci przedszkoli i szkół podstawowych</strong>. Jeśli obecne trendy demograficzne się utrzymają, miasto może w najbliższych latach stanąć przed koniecznością trudnej <strong>reorganizacji oświaty</strong>.</p><p>Demografia nie krzyczy. Nie wychodzi na ulicę z transparentem. Nie robi konferencji prasowej. Przychodzi po cichu — w statystykach urodzeń, w coraz mniejszych rocznikach, w tabelach arkuszy organizacyjnych, w klasach, w których z roku na rok robi się luźniej. I właśnie dlatego jest tak groźna. Bo kiedy widać ją już gołym okiem, często jest za późno na spokojne decyzje.</p><p>Związek Miast Polskich alarmuje, że <strong>sytuacja demograficzna polskich miast</strong> staje się jednym z najważniejszych wyzwań najbliższych dekad. W pierwszym półroczu 2025 roku w polskich miastach urodziło się 82 786 dzieci, czyli o ponad 7 procent mniej rok do roku. W ponad 90 miastach odnotowano mniej niż 10 urodzeń, w 15 miastach mniej niż pięć. To dane, które pokazują skalę problemu nie tylko w wielkich aglomeracjach, ale także w miastach średniej wielkości.</p><p>To nie jest abstrakcyjna statystyka z Warszawy, Poznania czy Gdańska. To jest także pytanie o <strong>przyszłość Tomaszowa Mazowieckiego</strong>.</p><h2><strong>Najpierw przedszkola, potem szkoły</strong></h2><p>Ryszard Grobelny, dyrektor Biura Związku Miast Polskich, ujął problem bez znieczulenia: jeżeli dzieci się nie rodzą, to za kilka lat nie pójdą do szkoły. To zdanie brzmi banalnie tylko do momentu, w którym zaczniemy liczyć oddziały, etaty, koszty ogrzewania, remonty, stołówki, świetlice, dowozy, pensje i subwencję.</p><p>GUS podaje, że w roku szkolnym 2024/2025 działało w Polsce 22,3 tysiąca placówek wychowania przedszkolnego, czyli o 200 mniej niż rok wcześniej. Uczęszczało do nich prawie 1,5 miliona dzieci — o 59,7 tysiąca mniej niż rok wcześniej.</p><p>To pierwszy etap. Najpierw mniej dzieci pojawia się w przedszkolach. Potem fala przechodzi do szkół podstawowych. Wtedy <strong>demografia w oświacie</strong> przestaje być hasłem z raportów, a staje się decyzją: utrzymywać placówki w dotychczasowym kształcie, łączyć oddziały, zmieniać obwody, ograniczać nabory, a w najbardziej radykalnym wariancie — zamykać szkoły.</p><p>W <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong> żłobki nie są dziś najważniejszym punktem zapalnym. Znacznie poważniej wygląda pytanie o <strong>sieć przedszkoli i szkół podstawowych</strong>. Jeżeli liczba dzieci w kolejnych rocznikach będzie spadać, miasto może stanąć przed koniecznością reorganizacji. Nie dziś, nie jutro, być może nie w tym roku szkolnym. Ale w perspektywie kilku lat taka rozmowa może okazać się nieunikniona.</p><h2><strong>Tomaszów się kurczy. A szkoły nie znikają z kosztów</strong></h2><p>Według danych demograficznych <strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> od lat traci mieszkańców. To nie jest kosmetyczna zmiana. To miasto mniejsze o tysiące ludzi. Mniejsze o rodziny, podatników, pracowników, dzieci i przyszłych uczniów.</p><p>Przez lata lokalne samorządy planowały rozwój w logice wzrostu: nowe osiedla, nowe inwestycje, remonty, większe potrzeby. Dziś coraz częściej trzeba będzie nauczyć się innej sztuki — mądrego zarządzania kurczeniem się miasta. To brzmi niewygodnie, bo nikt nie lubi mówić mieszkańcom, że pewne struktury tworzone w innych realiach demograficznych mogą nie pasować do miasta, które ma mniej dzieci i coraz więcej seniorów.</p><p><strong>Szkoła podstawowa w Tomaszowie Mazowieckim</strong> nie jest tylko budynkiem. To emocje, wspomnienia, nauczyciele, historia osiedla. Każda próba rozmowy o zmianie sieci szkolnej wywołuje naturalny opór. Rodzice boją się dalszej drogi dziecka do szkoły. Nauczyciele boją się o pracę. Mieszkańcy boją się utraty ważnego punktu lokalnej tożsamości. To wszystko są realne argumenty.</p><p>Ale realne są też liczby. Utrzymywanie zbyt rozbudowanej sieci placówek przy malejącej liczbie uczniów może oznaczać coraz większy koszt jednostkowy kształcenia. A pieniądze wydawane na puste metry, ogrzewanie i administrację nie trafiają wtedy na zajęcia dodatkowe, wsparcie psychologiczne, nowoczesne pomoce dydaktyczne, remonty czy lepsze warunki pracy nauczycieli.</p><p>Dlatego rozmowa o <strong>przyszłości tomaszowskich szkół</strong> nie może być sprowadzona do prostego hasła: zamykać albo nie zamykać. To musi być rozmowa o odpowiedzialnym zarządzaniu miastem.</p><h2><strong>Czy Tomaszów wie, co go czeka?</strong></h2><p>Najgorszym scenariuszem nie jest sama reorganizacja. Najgorszy scenariusz to reorganizacja przeprowadzana nagle, pod presją budżetu, po cichu i bez wcześniejszej rozmowy z mieszkańcami.</p><p>Dlatego dziś najważniejsze pytanie nie brzmi: którą szkołę zamknąć? Tak postawione pytanie byłoby przedwczesne i społecznie nieodpowiedzialne. Prawdziwe pytanie brzmi: <strong>czy Tomaszów Mazowiecki ma aktualny, publicznie znany plan dostosowania sieci przedszkoli i szkół do sytuacji demograficznej?</strong></p><p>Miasto powinno pokazać mieszkańcom twarde dane. Ile dzieci mieszka w poszczególnych obwodach szkolnych? Jak wyglądają roczniki, które za dwa, trzy, pięć i siedem lat trafią do szkół? Ile oddziałów funkcjonuje dziś w każdej placówce? Jaki jest koszt utrzymania ucznia w poszczególnych szkołach? Jak wykorzystane są budynki? Jakie są prognozy naboru? Czy analizowana jest zmiana obwodów? Czy rozważane jest łączenie oddziałów? Czy w którymkolwiek scenariuszu pojawia się ryzyko zamknięcia jednej lub dwóch podstawówek?</p><p>To są pytania niewygodne, ale konieczne. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy temat jest analizowany, czy zamiatany pod dywan.</p><h2><strong>Demografia uderza nie tylko w szkoły</strong></h2><p><strong>Zapaść demograficzna</strong> to nie jest wyłącznie problem oświaty. To układ naczyń połączonych. Mniej mieszkańców w wieku produkcyjnym oznacza mniejsze wpływy podatkowe. Więcej seniorów oznacza większe potrzeby w zakresie opieki zdrowotnej, transportu, pomocy społecznej, dostępności przestrzeni publicznej i usług opiekuńczych.</p><p>Samorząd będzie miał jednocześnie więcej zadań i mniej ludzi, którzy finansują je podatkami. Będzie musiał utrzymać szkoły, drogi, komunikację miejską, kulturę, sport, pomoc społeczną, gospodarkę komunalną i inwestycje. A przy tym rosnąć będą oczekiwania mieszkańców, zwłaszcza starszych, którzy będą potrzebowali coraz większego wsparcia.</p><p>W ponad 900 polskich miastach w 2024 roku odnotowano zmniejszenie liczby mieszkańców w wieku produkcyjnym, łącznie o 155 tysięcy. Według prognoz do 2035/2040 roku wiele miast będzie doświadczać pogłębiającej się depopulacji i starzenia mieszkańców. To znaczy, że temat nie dotyczy wyłącznie dzieci i szkół. Dotyczy całego modelu funkcjonowania samorządu.</p><p>Właśnie dlatego rozmowa o <strong>tomaszowskiej oświacie</strong> musi być rozmową o mieście jako całości. O tym, ilu będziemy mieli mieszkańców. Ile będzie dzieci. Ilu seniorów. Ilu podatników. Jaką sieć usług publicznych da się utrzymać. I co zrobić, żeby Tomaszów nie był tylko miastem, które dostosowuje się do spadku, ale miastem, które potrafi zawalczyć o przyszłość.</p><h2><strong>Miasto musi nie tylko liczyć dzieci, ale też walczyć o mieszkańców</strong></h2><p>Jest jeszcze jedna strona tej historii. Demografia nie może być wyłącznie opowieścią o zamykaniu, cięciu i dostosowywaniu się do spadku liczby mieszkańców. Miasto, które tylko biernie obserwuje kurczenie się populacji, prędzej czy później zaczyna przypominać dom, w którym gasi się kolejne światła. <strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> powinien więc nie tylko analizować sieć szkół i przedszkoli, ale także konsekwentnie budować warunki, które zachęcą ludzi do zamieszkania właśnie tutaj.</p><p>To oznacza coś więcej niż hasła promocyjne. Młode rodziny nie wybierają miasta na podstawie folderu reklamowego. Wybierają miejsce, w którym da się normalnie żyć: znaleźć mieszkanie, pracę, przedszkole, dobrą szkołę, lekarza, bezpieczną drogę do domu, park na spacer, plac zabaw, ścieżkę rowerową, miejsce do odpoczynku nad wodą i przestrzeń, w której nie czuje się ciągłej prowizorki.</p><p>Tomaszów ma atuty, których wiele miast mogłoby mu zazdrościć. <strong>Pilica</strong>, <strong>Niebieskie Źródła</strong>, <strong>Błonia</strong>, bliskość Spały, Zalewu Sulejowskiego i terenów rekreacyjnych to nie są dodatki do miejskiej układanki. To może być jeden z fundamentów polityki przyciągania mieszkańców. W czasach, gdy coraz więcej osób szuka równowagi między pracą a życiem prywatnym, miasto średniej wielkości, zielone, położone blisko dużych aglomeracji, może stać się atrakcyjną alternatywą dla zatłoczonych metropolii.</p><p>Ale do tego potrzebna jest świadoma polityka. <strong>Parki w Tomaszowie Mazowieckim</strong>, skwery, miejsca rekreacji, infrastruktura sportowa, czyste i bezpieczne osiedla, estetyczna przestrzeń publiczna oraz oferta kulturalna nie są fanaberią. Są elementem konkurencji o mieszkańca. Tak samo jak dobra edukacja. Rodzic, który myśli o przeprowadzce, pyta nie tylko o cenę mieszkania. Pyta, do jakiej szkoły pójdzie dziecko, czy są zajęcia dodatkowe, czy placówki mają dobrą opinię, czy miasto inwestuje w edukację, czy tylko administruje problemami.</p><p>Ogromne znaczenie ma również <strong>skomunikowanie Tomaszowa Mazowieckiego z aglomeracjami</strong>. Dobre połączenia z Łodzią, Warszawą, Piotrkowem Trybunalskim czy aglomeracją śląską mogą sprawić, że Tomaszów będzie miejscem do życia dla osób pracujących częściowo zdalnie, dojeżdżających kilka razy w tygodniu albo szukających spokojniejszego miasta bez rezygnowania z dostępu do dużego rynku pracy. Współczesna konkurencja między miastami coraz częściej rozgrywa się właśnie na tym polu: kto potrafi połączyć jakość życia z dostępnością komunikacyjną, ten ma większe szanse zatrzymać i przyciągnąć ludzi.</p><p>Dlatego rozmowa o demografii nie może kończyć się na pytaniu, które szkoły utrzymać. Musi zaczynać się od pytania, jakim miastem Tomaszów chce być za 10, 15 i 20 lat. Czy ma być miejscem, z którego młodzi wyjeżdżają po maturze i wracają już tylko na święta? Czy miastem, do którego można wrócić z rodziną, kupić mieszkanie, posłać dziecko do dobrej szkoły i korzystać z terenów zielonych bez poczucia, że życie dzieje się gdzie indziej?</p><p>Jeśli <strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> chce zatrzymać negatywne trendy, musi prowadzić politykę demograficzną szerzej rozumianą niż tylko jako zarządzanie oświatą. To powinna być polityka dobrego życia: mieszkań, edukacji, pracy, transportu, zieleni, bezpieczeństwa, kultury i rekreacji. Bo mieszkańców nie przyciąga się jednym projektem. Przyciąga się codziennością.</p><h2><strong>Inne miasta już tną. Tomaszów powinien rozmawiać wcześniej</strong></h2><p>W większych miastach skutki demografii bywają maskowane przez migrację, nowe osiedla i napływ mieszkańców z okolic. Ale nawet tam zaczynają pojawiać się trudne decyzje. W Warszawie radny Damian Kowalczyk informował, że w 2025 roku zlikwidowano 35 oddziałów przedszkolnych i trzy przedszkola. W mniejszych i średnich miastach podobne procesy mogą być jeszcze bardziej bolesne, bo każda placówka ma większe znaczenie społeczne.</p><p><strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> nie powinien czekać, aż temat wybuchnie jak źle zabezpieczony piec w środku zimy. Lepiej wcześniej pokazać dane, scenariusze i możliwe warianty działań. Lepiej powiedzieć mieszkańcom prawdę, nawet jeśli jest niewygodna, niż udawać, że problemu nie ma, a potem tłumaczyć decyzje podejmowane w pośpiechu.</p><p>Bo demografia ma tę cechę, że jest przewidywalna. Dzieci, które pójdą do szkoły za sześć czy siedem lat, albo już się urodziły, albo ich nie ma. Tego nie da się przykryć kampanią promocyjną, hasłem o rozwoju ani kolejną wizualizacją inwestycji.</p><h2><strong>Nie chodzi o zamykanie szkół. Chodzi o plan</strong></h2><p><strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> potrzebuje dziś spokojnej, ale uczciwej rozmowy o przyszłości oświaty. Nie po to, by straszyć rodziców i nauczycieli. Nie po to, by wskazywać palcem konkretną szkołę. Po to, by miasto nie obudziło się za kilka lat w sytuacji, w której decyzje będą już wymuszone przez liczby.</p><p>Jeżeli obecne trendy demograficzne się utrzymają, <strong>reorganizacja sieci szkolnej w Tomaszowie Mazowieckim</strong> może stać się jednym z najtrudniejszych tematów tej albo kolejnej kadencji. W najbardziej radykalnym scenariuszu może pojawić się konieczność zamknięcia jednej lub dwóch szkół podstawowych. Dziś nie wolno przedstawiać tego jako przesądzonego faktu. Ale nie wolno też udawać, że taki scenariusz nie istnieje.</p><p>Demografia nie przychodzi z hukiem jak burza. Przychodzi cicho — najpierw w statystykach urodzeń, potem w pustych miejscach w przedszkolach, następnie w szkolnych ławkach. I dopiero wtedy miasto orientuje się, że decyzje, których nikt nie chciał podjąć, stały się nieuniknione.</p><p>Tomaszów powinien zacząć tę rozmowę, zanim zrobią to za nas puste klasy. Ale ta rozmowa nie może dotyczyć wyłącznie tego, co zamknąć, ograniczyć albo połączyć. Musi dotyczyć również tego, co zrobić, aby ludzie chcieli tu mieszkać, pracować, zakładać rodziny i zostać na dłużej.</p><p>Bo przyszłość miasta nie rozstrzygnie się tylko w arkuszach organizacyjnych szkół. Rozstrzygnie się także na placach zabaw, w parkach, na dworcach, w mieszkaniach, w szkołach, na ulicach i w codziennym poczuciu, że <strong>Tomaszów Mazowiecki jest dobrym miejscem do życia</strong>. Nie tylko wspomnieniem miasta, które kiedyś miało więcej mieszkańców.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Nowe rondo przy Arenie Lodowej z nazwą upamiętniającą ofiary ludobójstwa na Wołyniu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55731,nowe-rondo-przy-arenie-lodowej-z-nazwa-upamietniajaca-ofiary-ludobojstwa-na-wolyniu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55731,nowe-rondo-przy-arenie-lodowej-z-nazwa-upamietniajaca-ofiary-ludobojstwa-na-wolyniu</guid>
            <pubDate>Fri, 03 Jul 2026 08:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nowe-rondo-przy-arenie-lodowej-z-nazwa-upamietniajaca-ofiary-ludobojstwa-na-wolyniu-1783059442.png</url>
                        <title>Nowe rondo przy Arenie Lodowej z nazwą upamiętniającą ofiary ludobójstwa na Wołyniu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55731,nowe-rondo-przy-arenie-lodowej-z-nazwa-upamietniajaca-ofiary-ludobojstwa-na-wolyniu</link>
                    </image><description>Nowe rondo przy Arenie Lodowej w Tomaszowie Mazowieckim otrzyma nazwę „Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu”. Jak poinformowano, uchwała w tej sprawie została poparta przez radnych przez aklamację.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Jednogłośna decyzja w ważnej sprawie</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim zapadła decyzja o nadaniu nowemu rondu przy Arenie Lodowej nazwy „Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu”. Informacja została przekazana publicznie przez prezydenta Marcina Witko, który podkreślił, że uchwała została przyjęta <strong>przez aklamację</strong>. Taki sposób podjęcia decyzji pokazuje, że w tej sprawie samorządowcy potrafili mówić jednym głosem.</p><p>Z lokalnej perspektywy to nie tylko formalne nazwanie nowego punktu na mapie miasta. W praktyce jest to także symboliczny gest, który wpisuje przestrzeń Tomaszowa Mazowieckiego w szerszą politykę pamięci historycznej. Nadawanie nazw ulicom, rondom i skwerom często staje się bowiem sposobem na trwałe zaznaczenie w miejskiej tkance wydarzeń i tematów uznawanych za istotne dla wspólnoty.</p><h2>Nazwa, która niesie pamięć</h2><p>W opublikowanym komunikacie podkreślono, że nowa nazwa ma być wyrazem <strong>pamięci, szacunku i hołdu</strong> dla tysięcy niewinnych ofiar. Tego rodzaju decyzje samorządowe mają znaczenie nie tylko administracyjne, ale też edukacyjne. Nazwa ronda może skłaniać mieszkańców, zwłaszcza młodsze pokolenia, do zadawania pytań o historię i o sens upamiętniania tragicznych wydarzeń XX wieku.</p><p>W uzasadnieniu publicznej wypowiedzi wybrzmiał także szerszy przekaz: pamięć o ofiarach ma służyć nie tylko wspomnieniu przeszłości, ale również budowaniu postaw opartych na prawdzie, wzajemnym szacunku i pokoju. W lokalnym wymiarze taki gest można odczytywać jako próbę połączenia codziennej przestrzeni miasta z wartościami, które wykraczają poza bieżącą politykę i doraźne spory.</p><h2>Reakcje mieszkańców i znaczenie lokalne</h2><p>Pod informacją o nowej nazwie szybko pojawiły się liczne komentarze poparcia. Wśród głosów dominowały wyrazy uznania dla decyzji oraz podkreślanie, że o historii należy pamiętać. Część komentujących zwracała uwagę, że sprawy związane z pamięcią narodową potrafią jednoczyć ponad podziałami, a jednomyślność rady została odebrana jako ważny sygnał wspólnotowy.</p><p>Nie zabrakło również opinii wskazujących, że podobne formy upamiętnienia powinny pojawiać się także w innych miastach. To pokazuje, że decyzja dotycząca jednego ronda przy Arenie Lodowej ma wymiar szerszy niż tylko lokalny. W Tomaszowie Mazowieckim staje się ona elementem debaty o tym, jak samorząd powinien opowiadać o historii w przestrzeni publicznej.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Jabłoński odwołany. Funkcja w Radzie stracona, pytania o Piotrków zostają]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55730,jablonski-odwolany-funkcja-w-radzie-stracona-pytania-o-piotrkow-zostaja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55730,jablonski-odwolany-funkcja-w-radzie-stracona-pytania-o-piotrkow-zostaja</guid>
            <pubDate>Fri, 03 Jul 2026 07:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jablonski-odwolany-funkcja-w-radzie-stracona-pytania-o-piotrkow-zostaja-1783058048.png</url>
                        <title>Jabłoński odwołany. Funkcja w Radzie stracona, pytania o Piotrków zostają</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55730,jablonski-odwolany-funkcja-w-radzie-stracona-pytania-o-piotrkow-zostaja</link>
                    </image><description>Rada Miejska w Tomaszowie Mazowieckim odwołała Pawła Jabłońskiego z funkcji wiceprzewodniczącego. To decyzja politycznie istotna, ale nie zamyka najważniejszych pytań. Te dotyczą przede wszystkim jego aktywności jako radnego oraz zatrudnienia w Miejskim Zakładzie Komunikacyjnym w Piotrkowie Trybunalskim. Radnego KO bronili jedynie działacze jego macierzystej partii oraz radni PiS związani z Antonim Macierewiczem i Mariuszem Węgrzynowskim .</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Odwołanie z funkcji</strong></h2><p>Paweł Jabłoński, radny Koalicji Obywatelskiej, kojarzony z politycznym zapleczem posła Adriana Witczaka, został odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Podczas tej samej sesji złożono również wniosek o odwołanie Michała Kucharskiego. W tym przypadku odwołanie się nie powiodło, mimo że większość radnych była za. Wynik głosowania wyniósł <strong>11 głosów za, 10 przeciw i jeden głos nieważny</strong>. Do odwołania zabrakło bezwzględnej większości.</p><p>Samo głosowanie pokazuje jednak, że w Radzie Miejskiej narasta spór o sposób pełnienia funkcji publicznych i odpowiedzialność osób zajmujących eksponowane stanowiska.</p><h2><strong>Skromna aktywność w Radzie</strong></h2><p>Paweł Jabłoński nie dał się w tej kadencji poznać jako radny szczególnie aktywny w sprawach mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego. Z dostępnych informacji wynika, że złożył jedynie interpelację dotyczącą wydatkowania środków z tzw. <strong>funduszu kapslowego</strong>, czyli pieniędzy przeznaczanych na profilaktykę i rozwiązywanie problemów alkoholowych.</p><p>To ważny temat, ale trudno uznać go za dorobek uzasadniający pełnienie jednej z najważniejszych funkcji w Radzie Miejskiej. Wiceprzewodniczący rady powinien być osobą aktywną, przygotowaną i zaangażowaną w sprawy miasta. Funkcja publiczna nie jest dekoracją.</p><h2><strong>Najważniejszy cień pada z Piotrkowa</strong></h2><p>Najwięcej pytań budzi jednak nie sama funkcja w Radzie Miejskiej, lecz zatrudnienie Pawła Jabłońskiego w <strong>Miejskim Zakładzie Komunikacyjnym w Piotrkowie Trybunalskim</strong>.</p><p>Według medialnych doniesień tomaszowski radny został koordynatorem współpracującym z jednostkami zewnętrznymi w piotrkowskiej spółce. Wcześniej takie stanowisko miało tam nie funkcjonować. Sprawa wywołała kontrowersje i wzburzenie części radnych w Piotrkowie Trybunalskim.</p><p>To nie jest drobny szczegół. To jeden z kluczowych elementów tej historii.</p><p>Paweł Jabłoński jest radnym Koalicji Obywatelskiej. Prezydent Piotrkowa Trybunalskiego Juliusz Wiernicki również jest związany z Koalicją Obywatelską. Ten fakt nie przesądza o nieprawidłowościach, ale uzasadnia pytania o przejrzystość, standardy i mechanizmy kadrowe w samorządowych spółkach.</p><h2><strong>Jakie kompetencje zdecydowały o zatrudnieniu?</strong></h2><p>W tej sprawie szczególnie istotne jest pytanie o doświadczenie Pawła Jabłońskiego.</p><p>Z publicznie znanych informacji nie wynika, by wcześniej posiadał doświadczenie w zarządzaniu zakładami komunikacyjnymi, organizowaniu transportu publicznego czy kierowaniu spółkami samorządowymi. Nie był znany jako ekspert od komunikacji miejskiej, restrukturyzacji przedsiębiorstw komunalnych ani współpracy między jednostkami samorządowymi.</p><p>Tym bardziej mieszkańcy mają prawo pytać, jakie konkretnie kwalifikacje zdecydowały o jego zatrudnieniu w piotrkowskim MZK. Czy przeprowadzono otwartą procedurę? Czy porównywano kandydatów? Czy powstało nowe stanowisko, ponieważ spółka rzeczywiście go potrzebowała, czy dlatego, że trzeba było znaleźć miejsce dla osoby związanej z określonym środowiskiem politycznym?</p><p>To pytania publiczne, a nie personalny atak. Dotyczą samorządowej spółki, publicznych standardów i osoby pełniącej mandat radnego.</p><h2><strong>W tle wcześniejsze zatrudnienie u radnego Mordaki</strong></h2><p>W tle tej sprawy pojawia się również informacja, że Paweł Jabłoński wcześniej pracował w firmie powiatowego radnego <strong>Kazimierza Mordaki, który dał się poznać, jako główny krytykant zatrudniania radnych w samorządowych spółkach.</strong> Sam ten fakt nie oznacza nieprawidłowości. Jest jednak kolejnym elementem lokalnej układanki personalno-politycznej, która wymaga jawności i ostrożnej oceny.</p><p>Osoby publiczne muszą liczyć się z większą kontrolą społeczną. Radny decyduje o sprawach mieszkańców, występuje publicznie i korzysta z zaufania wyborców. Dlatego jego zawodowe i polityczne powiązania nie są wyłącznie sprawą prywatną.</p><h2><strong>Samorząd nie może być zapleczem kadrowym partii</strong></h2><p>Odwołanie Pawła Jabłońskiego z funkcji wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej można traktować jako zwykłą zmianę personalną. Byłoby to jednak zbyt wąskie spojrzenie.</p><p>Ta sprawa pokazuje szerszy problem: czy samorząd ma służyć mieszkańcom, czy staje się zapleczem kadrowym partyjnych środowisk. I nie ma znaczenia, czy mówimy o komitecie KO, PiS, czy KWW Marcina Witko, lub PSL. Funkcje publiczne obejmują osoby realnie aktywne i przygotowane, czy raczej te, które mają odpowiednie polityczne powiązania?</p><p>Mieszkańcy Tomaszowa mają prawo wiedzieć, dlaczego radny, który nie wykazał szczególnej aktywności w Radzie Miejskiej, pełnił funkcję wiceprzewodniczącego. Mają też prawo pytać, na jakich zasadach został zatrudniony w miejskiej spółce w Piotrkowie Trybunalskim i jakie doświadczenie zdecydowało o powierzeniu mu tej pracy.</p><p><strong>Partyjne szyldy nie mogą zastępować kompetencji. Samorządowe spółki nie mogą być traktowane jak przechowalnia politycznych protegowanych. A funkcja publiczna wymaga czegoś więcej niż samej przynależności do odpowiedniego środowiska.</strong></p><p>Odwołanie Pawła Jabłońskiego może być początkiem szerszej dyskusji o standardach w lokalnej polityce, jawności zatrudniania osób publicznych i odpowiedzialności radnych wobec mieszkańców.</p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Spółdzielnia w TTBS? Plotka, która nie przeszła nawet przez drzwi kancelarii]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55722,spoldzielnia-w-ttbs-plotka-ktora-nie-przeszla-nawet-przez-drzwi-kancelarii</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55722,spoldzielnia-w-ttbs-plotka-ktora-nie-przeszla-nawet-przez-drzwi-kancelarii</guid>
            <pubDate>Wed, 01 Jul 2026 10:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-spoldzielnia-w-ttbs-plotka-ktora-nie-przeszla-nawet-przez-drzwi-kancelarii-1782895621.png</url>
                        <title>Spółdzielnia w TTBS? Plotka, która nie przeszła nawet przez drzwi kancelarii</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55722,spoldzielnia-w-ttbs-plotka-ktora-nie-przeszla-nawet-przez-drzwi-kancelarii</link>
                    </image><description>Plotki żyją tam, gdzie kończy się wiedza. W sprawie rzekomego połączenia Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” z Tomaszowskim Towarzystwem Budownictwa Społecznego mamy właśnie taki przypadek. Hasło brzmi groźnie, ale po zadaniu pierwszego prostego pytania — „w jaki sposób miałoby do tego dojść?” — cała konstrukcja zaczyna się sypać jak scenografia z taniego serialu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Kolejne pytanie z jakim się stykam w kontekście walnego zebrania w spółdzielni dotyczy możliwości połączenia <strong>Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik”</strong> z <strong>Tomaszowskim Towarzystwem Budownictwa Społecznego</strong>. I przyznam szczerze: jako zarządca nieruchomości dawno nie słyszałem nic równie absurdalnego. Ta opowieść stoi w jednym szeregu z wcześniejszymi rewelacjami o rzekomych setkach transakcji zakupu jednego metra kwadratowego mieszkania. Brzmi groźnie, wygląda tajemniczo, a po bliższym sprawdzeniu okazuje się raczej opowieścią z magla niż z ustawy.</p><p>Problem polega na tym, że takie hasła działają. Działają szczególnie tam, gdzie ludzie mają prawo się niepokoić, bo chodzi o ich mieszkania, dorobek życia, czynsze, prawa do lokali i majątek spółdzielców. Wystarczy rzucić zdanie: „połączą nas z TTBS” — i już na klatce schodowej zaczyna pracować wyobraźnia. A wyobraźnia, gdy nie ma dokumentów, potrafi urządzić lokatorom seans grozy lepszy niż Hitchcock.</p><p>Tyle że w sprawach mieszkaniowych nie wystarczy mroczna muzyka w tle. Trzeba jeszcze pokazać przepis.</p><h2><strong>Najpierw pytanie podstawowe: jak miałoby do tego dojść?</strong></h2><p>Zacznijmy od rzeczy najprostszej. Każdy, kto publicznie sugeruje możliwość „połączenia” Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” z TTBS, powinien odpowiedzieć na kilka elementarnych pytań.</p><p>Czy Spółdzielnia miałaby stać się spółką prawa handlowego? Czy TTBS miałby stać się spółdzielnią? Kto miałby podjąć taką decyzję? Na jakiej podstawie prawnej? Co stałoby się z majątkiem należącym do spółdzielców? Co z prawami członków? Co z prawami odrębnej własności lokali, spółdzielczymi prawami do lokali, udziałami, statutem, organami Spółdzielni i obowiązkami członkowskimi? Co z miejskim zasobem mieszkaniowym, którym TTBS administruje lub zarządza na rzecz miasta?</p><p>To nie są pytania ozdobne. To są pytania zasadnicze. Bez odpowiedzi na nie cała opowieść o „połączeniu” wygląda jak petarda hukowa rzucona ludziom pod nogi. Robi hałas, wywołuje nerwowe spojrzenia, ale po chwili zostaje tylko dym.</p><p>Prawnie to nie jest ślub w Las Vegas, gdzie wystarczy Elvis, pieczątka i dwie minuty entuzjazmu. <strong>Spółdzielnia mieszkaniowa i miejska spółka z ograniczoną odpowiedzialnością to dwa różne światy prawne.</strong> Pierwszy działa w reżimie prawa spółdzielczego i ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Drugi — w reżimie Kodeksu spółek handlowych, przepisów dotyczących społecznych form rozwoju mieszkalnictwa oraz zadań własnych gminy. TTBS wskazuje w swoim BIP, że jest spółką użyteczności publicznej, której założycielem jest Gmina Miasto Tomaszów Mazowiecki, i działa m.in. na podstawie przepisów dotyczących społecznego budownictwa mieszkaniowego oraz ochrony lokatorów.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55687,demokracja-odwolana-z-powodu-upalu-co-naprawde-dzieje-sie-w-sm-przodownik"></oembed></figure><h2><strong>Spółdzielnia to nie miejska spółka</strong></h2><p>Spółdzielnia Mieszkaniowa „Przodownik” nie jest własnością miasta, prezydenta, radnych ani miejskiej spółki. Jest podmiotem tworzonym przez członków — spółdzielców. Jej majątek, sposób działania, organy, statut i relacje z członkami wynikają z innego porządku prawnego niż ten, w którym funkcjonuje spółka komunalna.</p><p>Spółdzielnia mieszkaniowa działa przede wszystkim na podstawie <strong>Prawa spółdzielczego</strong> oraz <strong>ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych</strong>. To tam należy szukać odpowiedzi na pytania o członkostwo, organy spółdzielni, prawa do lokali, majątek i mechanizmy podejmowania decyzji. Ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych ma własny reżim prawny, co wprost pokazuje już samo istnienie odrębnego aktu prawnego poświęconego tej materii.&nbsp;</p><p>W praktyce oznacza to jedno: spółdzielnia nie jest pudełkiem, które ktoś może wziąć z jednej półki i przełożyć do miejskiej szafy. Nie jest też aplikacją w telefonie, którą jednym kliknięciem przenosi się do innego systemu. Za spółdzielnią stoją ludzie, ich prawa, wkłady, lokale, historia, uchwały, statut, walne zgromadzenie i majątek.</p><p>Dlatego pytanie o „połączenie” trzeba natychmiast sprowadzić z poziomu plotki na poziom dokumentów. Jeżeli ktoś twierdzi, że taka operacja jest realna, niech pokaże podstawę prawną. Nie ogólną minę człowieka wtajemniczonego. Nie półzdanie wypowiedziane z teatralnym zawieszeniem głosu. Konkretny przepis, konkretną procedurę, konkretny projekt uchwały, konkretny organ właściwy do podjęcia decyzji i konkretny opis skutków dla członków Spółdzielni.</p><p>Bez tego mamy nie informację, lecz straszak.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55696,spoldzielnia-ostrzega-a-widzew-odpowiada-dzieci-zostawcie-w-spokoju"></oembed></figure><h2><strong>TTBS działa w innym świecie prawnym</strong></h2><p>Tomaszowskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego to zupełnie inna konstrukcja. To spółka, której właścicielem jest miasto. Działa jako narzędzie realizacji określonej polityki mieszkaniowej i komunalnej. TTBS funkcjonuje więc w świecie spółek prawa handlowego, a nie w świecie członkowskiej demokracji spółdzielczej. Kodeks spółek handlowych reguluje m.in. spółki kapitałowe, w tym spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Oprócz tego działalność TBS-ów wiąże się z przepisami dotyczącymi społecznych form rozwoju mieszkalnictwa. &nbsp;</p><p>Do tego dochodzi jeszcze ustawa o samorządzie gminnym. To ona wskazuje, że zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty należy do zadań własnych gminy, a wśród tych spraw znajduje się m.in. gminne budownictwo mieszkaniowe. Spółdzielnia Mieszkaniowa „Przodownik” nie wykonuje tego zadania w takim samym znaczeniu. Ona nie jest narzędziem miasta do prowadzenia polityki mieszkaniowej. Jest podmiotem zarządzającym własnym zasobem i majątkiem spółdzielców.</p><p>To różnica fundamentalna. Nie kosmetyczna. To tak, jakby ktoś ogłosił, że biblioteka połączy się z piekarnią, bo obie mają drzwi, okna i ludzi w środku.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55698,stanowisko-zarzadu-spoldzielni-mieszkaniowej-przodownik-w-tomaszowie-mazowieckim"></oembed></figure><h2><strong>TTBS to nie jeden worek z mieszkaniami</strong></h2><p>W rozmowie o TTBS trzeba też uważać, żeby nie wrzucać wszystkiego do jednego worka. To częsty błąd. TTBS nie jest po prostu „tym od mieszkań”. W jego obszarze działania mogą występować różne kategorie nieruchomości i różne tytuły prawne.</p><p>Po pierwsze, są zasoby własne spółki, czyli nieruchomości, których właścicielem jest bezpośrednio TTBS. Po drugie, są wspólnoty mieszkaniowe, w których spółka lub miasto mogą posiadać udziały w postaci lokali. Po trzecie, jest miejski zasób mieszkaniowy, czyli lokale należące do Gminy Miasto Tomaszów Mazowiecki, którymi TTBS zarządza lub administruje na rzecz miasta.</p><p>To rozróżnienie jest bardzo ważne, bo plotka o „połączeniu” spłaszcza wszystko do jednego hasła. A hasło dobrze wygląda na ulotce, ale źle znosi kontakt z rzeczywistością.</p><p>Miejski zasób mieszkaniowy podlega dodatkowo zupełnie innym regulacjom, w tym ustawie o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i zmianie Kodeksu cywilnego. To kolejny dowód na to, że mamy tu do czynienia z różnymi porządkami prawnymi, a nie z dwoma sąsiednimi pokojami w tym samym urzędzie.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55702,szesc-mieszkan-ktore-urosly-do-legendy"></oembed></figure><h2><strong>Zły PR TTBS i stare kamienice, czyli skąd bierze się strach</strong></h2><p>Nie udawajmy jednak, że zła opinia o TTBS wzięła się z powietrza. W Tomaszowie Mazowieckim miejska spółka ma trudny PR. Część mieszkańców kojarzy ją z problemami starych kamienic, lokalami o niskim standardzie, trudnymi decyzjami remontowymi, zadłużeniem, przeprowadzkami i wieloletnim ciężarem komunalnej substancji mieszkaniowej.</p><p>I tutaj trzeba powiedzieć uczciwie: ludzie mieszkający w takich budynkach często mają realne problemy. To nie są dekoracje do urzędowego sprawozdania. To są wilgoć, dachy, piece, instalacje, klatki schodowe, pękające ściany, brak pieniędzy i lata zaniedbań, które nie zaczęły się wczoraj.</p><p>Ale źródłem tych problemów nie zawsze jest prosta zła wola administracji. Często jest nim wieloletnia degradacja starego zasobu mieszkaniowego, skala potrzeb remontowych i brutalna ekonomia. W wielu wyeksploatowanych kamienicach wartość koniecznych nakładów remontowych może przekraczać ekonomiczną wartość całej nieruchomości. Wtedy pojawia się najtrudniejszy temat: co dalej? Remontować za każdą cenę? Wyłączać budynki? Przenosić mieszkańców? Szukać lokali zamiennych? Tłumaczyć ludziom decyzje, których nikt nie chce słyszeć?</p><p>O tym więcej mógłby zapewne powiedzieć Grzegorz Zań, którego uważam za osobę dobrze znającą temat TTBS i miejskiego mieszkalnictwa. Nawet biorąc pod uwagę moje doświadczenie wynikające z nadzoru nad spółką w radzie nadzorczej, są osoby, których wiedzę w tym zakresie zwyczajnie warto brać pod uwagę. W poważnej rozmowie o mieszkalnictwie słucha się ludzi rozumiejących materię, a nie tych, którzy z plotki robią polityczną petardę.</p><h2><strong>Plotka jako narzędzie polityczne</strong></h2><p>I tu dochodzimy do sedna. Plotka o rzekomym połączeniu Spółdzielni z TTBS działa dlatego, że łączy dwa składniki: lęk i niewiedzę.</p><p>Mieszkańcy boją się o swoje mieszkania. Wielu nie zna różnic między spółdzielnią, wspólnotą, miejską spółką, zasobem komunalnym i TBS-em. Nie muszą znać. Od tego są dokumenty, przepisy, organy, prawnicy, zarządcy i osoby publiczne, żeby tłumaczyć, a nie straszyć.</p><p>Tymczasem wystarczy rzucić hasło: „połączą was z TTBS”. Ktoś dopowie, ktoś przekręci, ktoś zrobi z tego sensację. Po dwóch dniach opowieść wraca jak w „Alternatywach 4”: już nie wiadomo, kto zaczął, kto słyszał, kto potwierdził, kto widział dokumenty, a kto tylko powtarzał, że „coś jest na rzeczy”.</p><p>Tylko że w prawie „coś jest na rzeczy” nie wystarcza. W prawie jest przepis albo go nie ma. Jest uchwała albo jej nie ma. Jest procedura albo jej nie ma. Jest kompetencja organu albo jej nie ma. Jest dokument albo jest teatr cieni.</p><h2><strong>Co naprawdę powinni usłyszeć mieszkańcy?</strong></h2><p>Mieszkańcy Spółdzielni Mieszkaniowej „Przodownik” powinni usłyszeć rzecz prostą: nie bójcie się samego hasła. Pytajcie o dokumenty.</p><p>Jeżeli ktoś mówi o „połączeniu” Spółdzielni z TTBS, niech pokaże podstawę prawną. Jeżeli ktoś twierdzi, że majątek spółdzielców może zostać w prosty sposób przeniesiony do miejskiej spółki, niech pokaże procedurę. Jeżeli ktoś sugeruje, że miasto może przejąć Spółdzielnię jak segregator z biurka, niech wyjaśni, co z prawami członków, lokalami, statutem i organami Spółdzielni.</p><p>Mieszkańcy mają prawo pytać. Mają prawo czytać statut. Mają prawo uczestniczyć w walnym zgromadzeniu. Mają prawo żądać informacji o projektach uchwał. Mają prawo sprawdzać, kto mówi faktami, a kto emocją.</p><p>Najlepszą odpowiedzią na plotkę nie jest krzyk. Najlepszą odpowiedzią jest dokument.</p><h2><strong>Co warto sprawdzić, zanim uwierzymy w plotkę</strong></h2><p>Warto zadać kilka prostych pytań. Czy istnieje projekt uchwały dotyczący takiej operacji? Czy wskazano konkretny przepis prawa? Czy wypowiedział się właściwy organ Spółdzielni? Czy sprawa była przedmiotem obrad walnego zgromadzenia albo rady nadzorczej? Czy istnieje stanowisko miasta lub TTBS? Czy ktoś wyjaśnił skutki dla członków Spółdzielni i właścicieli lokali?</p><p>Jeśli odpowiedź brzmi: „nie wiadomo”, „podobno”, „ludzie mówią”, „ktoś słyszał” — to nie mamy informacji. Mamy plotkę.</p><h2><strong>Straszak działa tylko do chwili, gdy ktoś zapali światło</strong></h2><p>Sugestia, że Spółdzielnia Mieszkaniowa „Przodownik” miałaby zostać po prostu „połączona” z Tomaszowskim Towarzystwem Budownictwa Społecznego, brzmi nieprawdopodobnie dla ludzi, którzy mają choć podstawowe pojęcie o prawie nieruchomości, spółdzielniach i spółkach komunalnych. Dla tych, którym tej wiedzy brakuje, może jednak wywoływać niepewność. I właśnie dlatego trzeba ją spokojnie, ale stanowczo rozbroić.</p><p>Spółdzielnia to nie miejska spółka. TTBS to nie spółdzielnia. Majątek spółdzielców to nie zasób komunalny. Członkowie Spółdzielni to nie najemcy miejskich lokali. A prawo to nie plastelina, z której można ulepić dowolną opowieść na potrzeby osiedlowej kampanii strachu.</p><p>Mojej fryzjerce odpowiadam więc spokojnie: proszę się nie bać samego hasła. Proszę pytać o dokumenty. Bo w sprawach mieszkaniowych, jak w dobrym kryminale, nie wystarczy krzyk zza kadru. Trzeba jeszcze mieć dowód.</p><p>Można do tego od razu zrobić ostrą zapowiedź na Facebooka — w stylu: <strong>„Kto straszy mieszkańców TTBS-em i dlaczego ta plotka nie wytrzymuje pierwszego pytania?”</strong></p> ]]></content:encoded></item><item>
            <title><![CDATA[Radny Szczepan Goska w prokuraturze. Zawiadomienie dotyczy stalkingu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55664,radny-szczepan-goska-w-prokuraturze-zawiadomienie-dotyczy-stalkingu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55664,radny-szczepan-goska-w-prokuraturze-zawiadomienie-dotyczy-stalkingu</guid>
            <pubDate>Tue, 30 Jun 2026 23:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-radny-szczepan-goska-w-prokuraturze-zawiadomienie-dotyczy-stalkingu-1782570125.png</url>
                        <title>Radny Szczepan Goska w prokuraturze. Zawiadomienie dotyczy stalkingu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55664,radny-szczepan-goska-w-prokuraturze-zawiadomienie-dotyczy-stalkingu</link>
                    </image><description>Do prokuratury trafiło zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia przestępstwa stalkingu przez radnego powiatowego Szczepana Goskę. Sprawa ma kilka warstw: polityczną, prawną, oświatową i moralną. Według zawiadomienia chodzi o długotrwałe działania prowadzone w internecie, wymierzone w Mariusza Strzępka, radnego z KWW Marcina Witko, jego rodzinę oraz rodzinną firmę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest już wyłącznie lokalna pyskówka spod znaku komentarzy pisanych nocą, gdy rozsądek śpi, a klawiatura zamienia się w pałkę. Sprawa, która przez wiele miesięcy tliła się w internecie, trafiła do organów ścigania. Zawiadomienie złożone do prokuratury dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstwa uporczywego nękania, czyli stalkingu.</p><p>Zgodnie z art. 190a Kodeksu karnego, kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia albo istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.</p><h2>Hejterski profil i dziesiątki wpisów</h2><p>Według zawiadomienia sprawa dotyczy działalności internetowej radnego powiatowego Szczepana Goski. Zawiadamiający wskazuje, że radny ma prowadzić profil internetowy, na którym od wielu miesięcy pojawiają się wpisy wymierzone w Mariusza Strzępka, jego rodzinę oraz osoby z nim związane.</p><p>Jak wynika z treści zawiadomienia, publikacje mają mieć charakter nie tylko krytyczny, ale także obraźliwy, poniżający i naruszający dobra osobiste. Zawiadamiający wskazuje na dziesiątki ordynarnych wpisów, pełnych wyzwisk, obelg oraz informacji, które określa jako nieprawdziwe. W jego ocenie nie mamy tu do czynienia ze zwykłą polemiką polityczną, lecz z długotrwałą kampanią wymierzoną w konkretną osobę i jej najbliższych.</p><p>Granica między ostrą debatą publiczną a nękaniem nie zawsze jest wygodna dla polityków. Ale istnieje. Można krytykować radnego, burmistrza, starostę, posła czy dziennikarza. Można rozliczać, pytać, punktować błędy, nawet robić to ostro. Nie wolno jednak — jeśli zarzuty z zawiadomienia się potwierdzą — budować przez miesiące internetowego pręgierza, w którym obelga zastępuje argument, a insynuacja ma udawać informację.</p><h2>Nie tylko polityka. W tle rodzinna firma</h2><p>Według zawiadamiającego sprawa nie ogranicza się wyłącznie do wpisów internetowych. W dokumencie wskazano również na działania, które — w ocenie zawiadamiającego — od około dwóch lat mają uderzać w rodzinną firmę należącą do żony i syna, Mariusza Strzępka. Goska nie przestaje ataków, mimo formalnych wezwań d zaprzestania naruszania dóbr osobistych. &nbsp;</p><p>Ten wątek jest szczególnie bulwersujący. Polityka lokalna bywa brutalna. Czasem przypomina mały teatr, w którym aktorzy zapomnieli, że scena nie jest ich prywatną własnością. Ale jeśli spór publiczny przenosi się na rodzinę, życie zawodowe i próbę niszczenia działalności gospodarczej, wówczas przestajemy mówić o demokracji, a zaczynamy mówić o mechanizmie presji.</p><p>To właśnie ten mechanizm ma teraz ocenić prokuratura.</p><h2>Radny, katecheta, asystent posła</h2><p>Sprawa ma także istotny kontekst publiczny. Szczepan Goska jest radnym Rady Powiatu Tomaszowskiego. Jest również społecznym asystentem posła Prawa i Sprawiedliwości Roberta Telusa. Jednocześnie pracuje jako katecheta w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym, czyli placówce podległej powiatowi tomaszowskiemu — temu samemu, w którym sprawuje mandat radnego.</p><p>Ten splot funkcji rodzi poważne pytania. Nie tylko prawne, ale także etyczne i instytucjonalne. Czy osoba pełniąca mandat publiczny, związana z parlamentarzystą i pracująca z dziećmi oraz młodzieżą może pozostawać bez reakcji instytucji wobec zarzutów dotyczących hejtu, nękania i publicznego poniżania innych osób?</p><p>Na obecnym etapie należy podkreślić jasno: samo zawiadomienie nie oznacza winy. O tym może rozstrzygać wyłącznie sąd. Ale zawiadomienie do prokuratury, skargi do instytucji kościelnych i oświatowych oraz opisany w nich charakter sprawy powodują, że nie jest to już prywatny konflikt dwóch osób. To sprawa publiczna.</p><h2>Nauczyciel i przestępstwo umyślne</h2><p>Wątek oświatowy jest tu szczególnie istotny. Stalking z art. 190a Kodeksu karnego jest przestępstwem umyślnym. W przypadku nauczycieli przepisy są jednoznaczne: prawomocne skazanie za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe może oznaczać wygaśnięcie stosunku pracy z mocy prawa. Wynika to z art. 26 Karty Nauczyciela.&nbsp;</p><p>Dodatkowo Karta Nauczyciela wskazuje, że nauczyciel ma obowiązek m.in. wspierać ucznia w rozwoju, kształcić i wychowywać młodzież w atmosferze szacunku dla każdego człowieka oraz dbać o kształtowanie postaw moralnych i obywatelskich.&nbsp;</p><p>Powtórzmy: na obecnym etapie nie ma mowy o skazaniu. Jest zawiadomienie, są zarzuty, są skargi i jest konieczność ich wyjaśnienia. Ale sam ciężar sprawy sprawia, że milczenie instytucji byłoby trudne do zrozumienia. Zwłaszcza wtedy, gdy mówimy o osobie pracującej z dziećmi i młodzieżą w placówce o szczególnym charakterze.</p><h2>Skarga do Archidiecezji Łódzkiej</h2><p>Sprawa wpisów trafiła również do Archidiecezji Łódzkiej. Jak wynika z informacji przekazanej przez sekretarza, ks. Hieronima Wróblewskiego, sprawą ma zająć się kardynał Konrad Krajewski.</p><p>To nadaje sprawie kolejny wymiar. Katecheta nie jest zwykłym nauczycielem jednego z przedmiotów. Osoba ucząca religii występuje wobec uczniów także jako reprezentant pewnego systemu wartości. Jeśli więc wobec katechety pojawiają się zarzuty dotyczące nienawistnych, szczujących i poniżających wpisów, nie jest to jedynie kwestia kodeksu karnego. To pytanie o wiarygodność wychowania, odpowiedzialność za słowo i elementarne standardy moralne.</p><p>Bo trudno uczyć o miłości bliźniego, jeśli równocześnie — jak twierdzi zawiadamiający — uczestniczy się w internetowej kampanii upokarzania drugiego człowieka. To byłby obraz jak z Orwella: słowa o dobru na tablicy, a obok codzienna praktyka nagonki.</p><h2>Skarga do kuratorium</h2><p>Skarga dotycząca działań katechety została skierowana również do Łódzkiego Kuratora Oświaty. Kuratorium powinno zbadać, czy opisywane zachowania, jeżeli się potwierdzą, są zgodne z obowiązkami nauczyciela i standardami wymaganymi od osób pracujących z dziećmi oraz młodzieżą.</p><p>Nie chodzi tu o karanie za poglądy. Nie chodzi o cenzurowanie opinii politycznych. Chodzi o coś znacznie prostszego: czy nauczyciel, radny i osoba publiczna może uczestniczyć w działaniach, które według zawiadomienia mają charakter uporczywego nękania, poniżania i niszczenia reputacji innego człowieka.</p><h2>Redakcja wystąpi o stanowiska</h2><p>Redakcja wystąpi o stanowisko w tej sprawie do Prokuratury, Szczepana Goski, posła Roberta Telusa, Starostwa Powiatowego w Tomaszowie Mazowieckim, dyrekcji Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego, Archidiecezji Łódzkiej oraz Łódzkiego Kuratora Oświaty.</p><p>Do tematu wrócimy po uzyskaniu odpowiedzi od właściwych instytucji oraz po potwierdzeniu, jakie czynności zostaną podjęte w związku ze złożonym zawiadomieniem i skargami.</p><p>Ta sprawa nie dotyczy wyłącznie jednego profilu internetowego. Nie dotyczy tylko jednego lokalnego konfliktu, jednej rodziny i jednego radnego. Dotyczy granic debaty publicznej, odpowiedzialności ludzi sprawujących mandat społeczny, standardów pracy nauczycieli oraz pytania, czy w lokalnej polityce można bezkarnie zamieniać funkcję publiczną w narzędzie prywatnej wojny.</p><p>Bo słowo także może być przemocą. A kiedy przez miesiące wraca jak kamień rzucany w to samo okno, państwo ma obowiązek sprawdzić, czy nie stało się przestępstwem.</p> ]]></content:encoded></item></channel>
</rss>
