<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.nasztomaszow.pl/rss/articles/pl/88/zdrowie-informacje-profilaktyka-i-medycyna" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - Zdrowie – informacje, profilaktyka i medycyna - NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa ]]></title>
        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykuly/88/zdrowie-informacje-profilaktyka-i-medycyna</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa]]></copyright>
        <lastBuildDate>Sun, 09 Aug 2026 00:55:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[NU-MED w Tomaszowie rusza z serią podcastów o technologii, zdrowiu i bezpieczeństwie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56128,nu-med-w-tomaszowie-rusza-z-seria-podcastow-o-technologii-zdrowiu-i-bezpieczenstwie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56128,nu-med-w-tomaszowie-rusza-z-seria-podcastow-o-technologii-zdrowiu-i-bezpieczenstwie</guid>
            <pubDate>Sun, 09 Aug 2026 00:55:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nu-med-w-tomaszowie-rusza-z-seria-podcastow-o-technologii-zdrowiu-i-bezpieczenstwie-1786230301.png</url>
                        <title>NU-MED w Tomaszowie rusza z serią podcastów o technologii, zdrowiu i bezpieczeństwie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56128,nu-med-w-tomaszowie-rusza-z-seria-podcastow-o-technologii-zdrowiu-i-bezpieczenstwie</link>
                    </image><description>Specjalistyczny Szpital Onkologiczny NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim udostępnił serię pięciu podcastów o cyfrowym świecie. Materiały łączą temat nowych technologii, ochrony zdrowia i cyberbezpieczeństwa, podkreślając, że człowiek powinien pozostać w centrum zmian.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Pięć rozmów o technologii blisko codzienności</h2><p>Specjalistyczny Szpital Onkologiczny NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim przygotował serię pięciu podcastów poświęconych tematyce <strong>cyfrowego świata</strong>. Jak wynika z udostępnionych informacji, cykl ma przybliżać odbiorcom to, w jaki sposób technologia wpływa na codzienne życie, zdrowie oraz komunikację. Jednocześnie mocno wybrzmiewa w nim podstawowa idea: nowoczesne rozwiązania powinny człowiekowi pomagać, a nie go zastępować.</p><p>To ważny akcent także z lokalnej perspektywy. W Tomaszowie Mazowieckim temat cyfryzacji ochrony zdrowia coraz częściej przestaje być abstrakcyjnym hasłem, a staje się częścią codziennego doświadczenia pacjentów. Korzystanie z elektronicznych dokumentów, zdalnych konsultacji czy internetowych usług medycznych wymaga nie tylko dostępu do narzędzi, ale również wiedzy i zaufania.</p><h2>Od śladu cyfrowego po cyberhigienę</h2><p>W serii poruszono szeroki zakres zagadnień. Mowa między innymi o technologii w zwykłych, codziennych sytuacjach: korzystaniu ze smartfona, aplikacji, nawigacji, zdjęć, dokumentów czy mediów społecznościowych. Podcasty wyjaśniają także, czym są internet, aplikacje i chmura oraz czym różnią się od siebie w praktyce.</p><p>Istotnym wątkiem jest również <strong>ślad cyfrowy</strong>, czyli informacje, które użytkownicy zostawiają po sobie w sieci. Zdjęcia, komentarze, historia wyszukiwania, polubienia czy założone konta składają się na cyfrowy obraz każdego z nas. W tym kontekście twórcy materiałów zwracają uwagę na świadome korzystanie z technologii, ochronę prywatności i potrzebę zachowania równowagi między światem cyfrowym a rzeczywistością.</p><p>Dużo miejsca poświęcono także cyberhigienie. W praktyce chodzi o codzienne nawyki zwiększające bezpieczeństwo, takie jak stosowanie silnych haseł, ostrożne korzystanie z sieci bezprzewodowych, wykonywanie kopii zapasowych czy rozpoznawanie popularnych oszustw. Co ważne, temat bezpieczeństwa został przedstawiony szeroko, z uwzględnieniem dzieci, młodzieży, dorosłych i seniorów.</p><h2>Technologia w medycynie, ale z człowiekiem w centrum</h2><p>Jednym z najciekawszych elementów cyklu jest spojrzenie na <strong>nowe technologie w ochronie zdrowia</strong>. W materiałach pojawiają się takie zagadnienia jak Internetowe Konto Pacjenta, teleporady, urządzenia monitorujące aktywność i parametry zdrowotne, elektroniczny obieg dokumentów czy rozwiązania przyspieszające diagnozowanie i leczenie.</p><p>Twórcy podcastów podejmują też temat sztucznej inteligencji, druku trójwymiarowego oraz nowoczesnych systemów wykorzystywanych w medycynie. Z przekazanych informacji wynika jednak jasno, że nawet najbardziej zaawansowane narzędzia nie znoszą znaczenia doświadczenia personelu, empatii i poczucia bliskości. To właśnie człowiek pozostaje najważniejszy, a technologia ma pełnić rolę wsparcia.</p><p>W lokalnym kontekście to przekaz szczególnie istotny. Cyfrowa transformacja w szpitalu nie powinna być oceniana wyłącznie przez pryzmat sprzętu czy oprogramowania. Równie ważne są zrozumiałość rozwiązań, dostępność dla różnych grup pacjentów i bezpieczeństwo całego procesu. Jeśli technologia ma realnie poprawiać jakość opieki, musi być użyteczna, bezpieczna i niewykluczająca.</p><h2>Projekt wsparty z Krajowego Planu Odbudowy</h2><p>Seria podcastów została przygotowana w ramach projektu dotyczącego przyspieszenia transformacji cyfrowej w Specjalistycznym Szpitalu Onkologicznym NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim. Jak podano, przedsięwzięcie jest realizowane dzięki wsparciu z <strong>Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności</strong>.</p><p>Z punktu widzenia mieszkańców regionu takie działania mają podwójne znaczenie. Z jednej strony promują wiedzę o bezpiecznym poruszaniu się w świecie nowych technologii, z drugiej pokazują, że cyfryzacja ochrony zdrowia może być prowadzona w sposób odpowiedzialny i osadzony w realnych potrzebach pacjentów. W czasach rosnącej liczby usług przenoszonych do internetu edukacja cyfrowa staje się bowiem nie dodatkiem, lecz jedną z podstaw codziennego funkcjonowania.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza na praktyki i staże w nowej lokalizacji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56115,tomaszowskie-centrum-zdrowia-zaprasza-na-praktyki-i-staze-w-nowej-lokalizacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56115,tomaszowskie-centrum-zdrowia-zaprasza-na-praktyki-i-staze-w-nowej-lokalizacji</guid>
            <pubDate>Fri, 07 Aug 2026 22:05:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszowskie-centrum-zdrowia-zaprasza-na-praktyki-i-staze-w-nowej-lokalizacji-1786259436.jpg</url>
                        <title>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza na praktyki i staże w nowej lokalizacji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56115,tomaszowskie-centrum-zdrowia-zaprasza-na-praktyki-i-staze-w-nowej-lokalizacji</link>
                    </image><description>Studenci, absolwenci i osoby chcące zdobyć doświadczenie zawodowe mogą odbyć praktyki lub staże w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Szpital wskazał także nowe miejsce obsługi formalności związanych z przyjęciami.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Szeroka oferta dla przyszłych kadr medycznych</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia Sp. z o.o. poinformowało o możliwości odbywania <strong>praktyk zawodowych oraz staży</strong> w placówce. To propozycja skierowana do studentów, absolwentów i osób zainteresowanych zdobywaniem doświadczenia w środowisku ochrony zdrowia, co w lokalnych realiach może mieć istotne znaczenie zarówno dla rozwoju zawodowego kandydatów, jak i dla budowania zaplecza kadrowego w regionie.</p><p>Jak przekazano, praktyki zawodowe są dostępne na wielu kierunkach. Wśród nich znalazły się: kierunek lekarski, pielęgniarstwo, położnictwo, fizjoterapia, ratownictwo medyczne, psychologia, opiekun medyczny, analityka medyczna oraz dietetyka. To pokazuje, że oferta nie ogranicza się wyłącznie do najbardziej oczywistych zawodów medycznych, ale obejmuje także specjalizacje wspierające codzienne funkcjonowanie szpitala i opiekę nad pacjentem.</p><h2>Nie tylko praktyki, ale także staże</h2><p>Placówka zaprasza również osoby zainteresowane odbywaniem <strong>staży podyplomowych i kierunkowych</strong>. Tego typu ścieżka ma szczególne znaczenie dla tych, którzy kończą kolejne etapy kształcenia i chcą zdobywać doświadczenie w realnych warunkach pracy. Dla młodych ludzi z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic może to być ważna informacja, ponieważ umożliwia rozwój zawodowy bez konieczności szukania pierwszych możliwości wyłącznie w dużych ośrodkach akademickich.</p><p>Z perspektywy lokalnej takie działania mają także wymiar praktyczny. Im więcej osób poznaje specyfikę pracy w miejscowej placówce już na etapie nauki, tym większa szansa, że część z nich w przyszłości zwiąże swoją karierę właśnie z Tomaszowem Mazowieckim. Dla systemu ochrony zdrowia, który w wielu miejscach mierzy się z wyzwaniami kadrowymi, jest to element wart odnotowania.</p><h2>Nowe miejsce obsługi praktyk i staży</h2><p>W komunikacie zwrócono również uwagę na zmianę organizacyjną. Obsługa praktyk i staży odbywa się teraz w <strong>nowym miejscu</strong>: przy ul. Granicznej 63, klatka I od strony szpitala, pokój nr 40 na parterze. To istotna informacja dla wszystkich zainteresowanych, ponieważ pozwala uniknąć nieporozumień przy załatwianiu formalności.</p><p>Szczegółowe informacje można uzyskać pod numerem telefonu 451 279 219. Dla kandydatów oznacza to możliwość bezpośredniego kontaktu i doprecyzowania zasad przyjęcia, terminów czy wymaganych dokumentów. W praktyce to właśnie sprawna organizacja i czytelna ścieżka kontaktu często decydują o tym, czy zainteresowani szybko przejdą od deklaracji do rzeczywistego rozpoczęcia praktyki lub stażu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Koniec „zabiegów walizkowych”. NFZ zmienia zasady. Co to oznacza dla pacjentów z Tomaszowa?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56107,koniec-zabiegow-walizkowych-nfz-zmienia-zasady-co-to-oznacza-dla-pacjentow-z-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56107,koniec-zabiegow-walizkowych-nfz-zmienia-zasady-co-to-oznacza-dla-pacjentow-z-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Fri, 07 Aug 2026 17:52:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-koniec-zabiegow-walizkowych-nfz-zmienia-zasady-co-to-oznacza-dla-pacjentow-z-tomaszowa-1786118898.png</url>
                        <title>Koniec „zabiegów walizkowych”. NFZ zmienia zasady. Co to oznacza dla pacjentów z Tomaszowa?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56107,koniec-zabiegow-walizkowych-nfz-zmienia-zasady-co-to-oznacza-dla-pacjentow-z-tomaszowa</link>
                    </image><description>Lekarz przyjeżdża do szpitala, wykonuje kilka zaplanowanych operacji, pakuje przysłowiową walizkę i wraca do swojej macierzystej placówki. Pacjent zostaje. Jeśli pojawiają się komplikacje, musi sobie z nimi radzić zespół, który zabiegu nie wykonywał. Narodowy Fundusz Zdrowia chce ograniczyć taki model leczenia. Od 1 października część operacji ma być finansowana wyłącznie na oddziałach odpowiednich specjalności. Zmiana może mieć znaczenie również dla pacjentów z Tomaszowa Mazowieckiego i regionu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Projekt nowych zasad został przekazany do konsultacji. NFZ czeka na uwagi <strong>do 14 sierpnia 2026 roku, do godziny 12.00</strong>, a proponowane regulacje mają wejść w życie 1 października.</p><h2>Specjalista ma być także wtedy, gdy pojawią się problemy</h2><p>Istotą zmian nie jest sam moment operacji, lecz to, <strong>co dzieje się z pacjentem później</strong>.</p><p>Dziś oddziały chirurgii ogólnej mogą rozliczać około 230 grup świadczeń. Wśród nich znalazły się także procedury typowe dla ortopedii, urologii, neurochirurgii czy innych specjalności. NFZ wskazuje, że w niektórych placówkach prowadziło to do sytuacji, w której specjalista pojawiał się w szpitalu przede wszystkim w dniu zaplanowanych operacji. Po ich przeprowadzeniu dalsza opieka pozostawała w rękach miejscowego personelu.</p><p>To właśnie zjawisko Fundusz określa mianem <strong>„zabiegów walizkowych”</strong>.</p><p>Jakub Szulc, zastępca prezesa NFZ, argumentuje, że system powinien zmierzać w stronę koncentracji specjalistycznego leczenia i zapewnienia pełnej opieki w tym samym miejscu, w którym wykonywany jest zabieg.</p><p>Logika jest dość oczywista. Operacja nie kończy się w chwili założenia ostatniego szwu. Bywa jedynie pierwszym aktem całej historii. Krwawienie, zakażenie, problemy z implantem czy inne powikłania nie sprawdzają w kalendarzu, czy operator przyjmuje w danym szpitalu akurat we wtorki.</p><h2>Artroskopia, kręgosłup, urologia i bronchoskopia</h2><p>Według NFZ po zmianach chirurgia ogólna nie będzie mogła rozliczać m.in. części <strong>artroskopii i zabiegów rekonstrukcyjnych z użyciem implantów</strong>, wybranych operacji kończyn dolnych, operacji kręgosłupa, części procedur dotyczących moczowodu i pęcherza moczowego oraz niektórych świadczeń bronchoskopowych.</p><p>Takie świadczenia mają trafiać do oddziałów właściwych dla danej specjalizacji: ortopedycznych, urologicznych, neurochirurgicznych czy pulmonologicznych.</p><p>Anna Skowrońska, zastępca dyrektora Departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej w Centrali NFZ, wskazuje, że dla pacjenta system ma stać się bardziej czytelny – przykładowo osoba wymagająca artroskopii powinna trafić na ortopedię.</p><h2>NFZ: liczy się nie tylko operator</h2><p>Fundusz stawia jeden zasadniczy warunek: specjalistyczny oddział ma zapewniać nie tylko lekarza zdolnego przeprowadzić konkretną operację, ale także odpowiednio wyszkolony zespół, sprzęt, diagnostykę oraz dostęp do specjalistów przez całą dobę.</p><p>Prezes NFZ Filip Nowak podkreśla, że rozwiązania były przygotowywane przez około dwa lata wspólnie z ekspertami chirurgii ogólnej, ortopedii, neurochirurgii oraz urologii.</p><p>Podobnie argumentuje prof. Jarosław Czubak, konsultant krajowy w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu. W przypadku ortopedii powodzenia operacji nie powinno się bowiem oceniać jedynie przez pryzmat pierwszych tygodni. Implant czy rekonstrukcja mają służyć pacjentowi przez wiele kolejnych lat.</p><h2>Co to może oznaczać dla Tomaszowa?</h2><p>Tu pojawia się najważniejsze pytanie z punktu widzenia mieszkańców miasta i powiatu: <strong>czy po 1 października po część zabiegów trzeba będzie jeździć do Łodzi albo innych ośrodków?</strong></p><p>Na razie nie można tego przesądzić.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia posiada <strong>Oddział Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej oraz Oddział Urologiczny</strong>. Oficjalne informacje szpitala wskazują również, że blok operacyjny obsługuje zabiegi ortopedyczne, w tym artroskopie i endoprotezoplastykę, oraz procedury urologiczne, także wykonywane laparoskopowo.</p><p>To ważna informacja, bo właśnie ortopedia i urologia znajdują się wśród dziedzin wskazanych w projekcie NFZ.</p><p>Nie oznacza to jednak automatycznie, że <strong>każdy zabieg wykonywany obecnie w Tomaszowie będzie mógł być tutaj rozliczany również po wejściu nowych przepisów</strong>. Decydować będzie dokładna klasyfikacja procedury, wymagania stawiane oddziałowi, zakres kontraktu z NFZ oraz ostateczny kształt zarządzenia po konsultacjach.</p><p>To właśnie ten element będzie wymagał szczegółowego wyjaśnienia przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia po zakończeniu prac nad regulacją.</p><h2>Bezpieczniej, ale czy równie blisko?</h2><p>Reforma ma mocny argument medyczny. Pacjent po poważnym zabiegu rzeczywiście powinien mieć specjalistę nie tylko przez godzinę na sali operacyjnej, ale również w nocy, następnego dnia i wtedy, gdy coś pójdzie niezgodnie z planem.</p><p>Jest jednak także druga strona medalu.</p><p><strong>Koncentracja leczenia specjalistycznego może oznaczać większą liczbę pacjentów kierowanych do dużych ośrodków</strong>, jeżeli mniejsze szpitale nie spełnią wszystkich warunków albo nie będą miały odpowiedniego zakresu umowy. NFZ zapewnia, że liczba wykonywanych zabiegów nie powinna się zmniejszyć i deklaruje obserwowanie przepływu pacjentów oraz możliwość wzmacniania kontraktów placówek przejmujących świadczenia.</p><p>To jednak deklaracja dotycząca systemu jako całości. Dla mieszkańca Tomaszowa znacznie bardziej praktyczne pozostaje pytanie: <strong>czy jego operacja będzie wykonywana 10 minut od domu, czy kilkadziesiąt kilometrów dalej?</strong></p><p>Odpowiedź będzie znana dopiero po ustaleniu, które placówki i które ich oddziały spełnią nowe wymagania.</p><h2>Około 10 procent zabiegów do przeniesienia</h2><p>Według analiz NFZ procedury objęte planowaną zmianą stanowią około <strong>10 proc. świadczeń wykonywanych obecnie na chirurgii ogólnej</strong>. Różnice między szpitalami są jednak ogromne. Są placówki praktycznie niekorzystające z tego rozwiązania, ale są też takie, w których świadczenia spoza podstawowego profilu chirurgii stanowią ponad połowę wykonywanych procedur.</p><p>NFZ zapowiada jednocześnie, że szpitale, które stracą możliwość wykonywania części procedur specjalistycznych na chirurgii ogólnej, nie mają automatycznie tracić części ryczałtu.</p><p>Fundusz chce, aby chirurgia ogólna mocniej skoncentrowała się na zabiegach należących bezpośrednio do jej profilu – m.in. operacjach przepuklin, żylaków czy pęcherzyka żółciowego.</p><h2>Za obustronną przepuklinę NFZ chce płacić więcej</h2><p>Projekt zawiera również finansową zachętę. <strong>Wycena jednoczasowego leczenia obustronnej przepukliny pachwinowej ma wzrosnąć o 40 procent.</strong></p><p>Zamiast dwóch hospitalizacji, dwóch operacji i dwóch okresów rekonwalescencji pacjent może przejść jeden zabieg. Zdaniem NFZ ma to być korzystniejsze zarówno dla chorego, jak i dla samego systemu.</p><h2>1 października to na razie plan, nie obowiązujące prawo</h2><p>Warto podkreślić jedno: <strong>na dziś mówimy o projekcie</strong>, a nie o ostatecznie obowiązujących nowych zasadach. Konsultacje trwają do 14 sierpnia. Dopiero po ich zakończeniu będzie można ocenić finalne brzmienie zarządzenia oraz dokładny zakres świadczeń podlegających zmianom.</p><p>NFZ planuje wdrożenie nowych reguł <strong>1 października 2026 roku</strong>. Fundusz tłumaczy, że okres przejściowy ma pozwolić szpitalom zakończyć leczenie już zakwalifikowanych pacjentów i przygotować nową organizację kierowania chorych.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa i powiatu najważniejsze będzie więc nie samo hasło o końcu „zabiegów walizkowych”, lecz odpowiedź na znacznie bardziej przyziemne pytanie: <strong>które operacje nadal będzie można wykonać w Tomaszowskim Centrum Zdrowia, a po które trzeba będzie pojechać do innego miasta.</strong></p><p>Do tego tematu warto wrócić po zakończeniu konsultacji i po przedstawieniu przez NFZ ostatecznej wersji zarządzenia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Trzy ciche zagrożenia wiążą się z niemal 13 latami mniej życia bez demencji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56104,trzy-ciche-zagrozenia-wiaza-sie-z-niemal-13-latami-mniej-zycia-bez-demencji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56104,trzy-ciche-zagrozenia-wiaza-sie-z-niemal-13-latami-mniej-zycia-bez-demencji</guid>
            <pubDate>Fri, 07 Aug 2026 14:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-trzy-ciche-zagrozenia-wiaza-sie-z-niemal-13-latami-mniej-zycia-bez-demencji-1786105476.png</url>
                        <title>Trzy ciche zagrożenia wiążą się z niemal 13 latami mniej życia bez demencji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56104,trzy-ciche-zagrozenia-wiaza-sie-z-niemal-13-latami-mniej-zycia-bez-demencji</link>
                    </image><description>Demencja rzadko pojawia się jak grom z jasnego nieba. Zmiany prowadzące do problemów z pamięcią i samodzielnością mogą rozwijać się przez wiele lat, gdy człowiek pracuje, wychowuje dzieci i nie myśli jeszcze o starości. Najnowsze badanie pokazuje, że trzy dobrze znane problemy wieku średniego – palenie papierosów, cukrzyca i nadciśnienie – mogą mieć ogromne znaczenie dla tego, jak długo zachowamy sprawny mózg.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Badanie opublikowane 5 sierpnia 2026 roku w <strong>„Neurology Open Access”</strong> objęło 12 409 osób uczestniczących w wieloletnim amerykańskim projekcie Atherosclerosis Risk in Communities. Na początku obserwacji badani mieli przeciętnie 56 lat i nie cierpieli na demencję. Naukowcy sprawdzili, czy palą papierosy, chorują na cukrzycę lub mają nadciśnienie tętnicze, a następnie obserwowali ich losy średnio przez 26 lat. W tym czasie demencję rozpoznano u 3008 uczestników, natomiast 5238 zmarło bez wcześniejszego rozpoznania tej choroby.</p><h2>Prawie 13 lat różnicy</h2><p>Wynik jest mocny przede wszystkim dlatego, że daje się przełożyć na język życia codziennego.</p><p>Osoby, które w wieku średnim <strong>nie paliły, nie miały cukrzycy ani nadciśnienia</strong>, żyły bez demencji przeciętnie około <strong>30,1 roku</strong> od rozpoczęcia obserwacji. U ludzi obciążonych wszystkimi trzema czynnikami okres ten wynosił około <strong>17,5 roku</strong>.</p><p>Różnica to około <strong>12,6 roku</strong> – niemal trzynaście lat życia bez rozpoznanej demencji.</p><p>To nie jest kilka dodatkowych miesięcy ani statystyczny przecinek. To potencjalnie całe lata samodzielności: prowadzenia samochodu, czytania książek, rozmów z wnukami, zarządzania własnymi finansami czy zwyczajnego pamiętania, po co weszło się do kuchni.</p><p>Jednocześnie trzeba bardzo wyraźnie podkreślić: <strong>badanie nie dowodzi, że samo rzucenie palenia albo obniżenie ciśnienia spowoduje automatycznie opóźnienie demencji dokładnie o 12,6 roku</strong>. Autorzy stwierdzili związek statystyczny, a nie prostą zależność przyczynowo-skutkową. Dodatkowym ograniczeniem było to, że ocenę analizowanych czynników ryzyka przeprowadzono w określonym momencie, a ich późniejsze zmiany nie zostały w pełni odzwierciedlone.</p><h2>Mózg i serce grają w tej samej orkiestrze</h2><p>Przez lata o nadciśnieniu mówiło się przede wszystkim w kontekście zawału serca. O cukrzycy – utraty wzroku, problemów z nerkami czy kończynami. O papierosach – raka płuca i przewlekłej obturacyjnej choroby płuc.</p><p>Coraz wyraźniej widać jednak, że <strong>to, co niszczy naczynia krwionośne, może również uderzać w mózg</strong>.</p><p>Ministerstwo Zdrowia wskazuje wysokie ciśnienie, choroby serca, cukrzycę i palenie jako główne czynniki ryzyka otępienia naczyniowego. Resort zwraca też uwagę, że procesy prowadzące do chorób otępiennych mogą zaczynać się nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt lat przed wystąpieniem objawów klinicznych. Dlatego profilaktyka nie powinna rozpoczynać się dopiero wtedy, gdy 75-letni rodzic zaczyna zapominać drogę do domu.</p><p>W pewnym sensie mózg prowadzi księgowość bardzo skrupulatnie. Pamięta lata wysokiego ciśnienia, kolejne paczki papierosów i miesiące niekontrolowanej glikemii, nawet jeśli ich skutków nie czujemy od razu.</p><h2>Nadciśnienie potrafi milczeć</h2><p>To jedna z najbardziej zdradliwych cech tego problemu. Człowiek może czuć się dobrze, chodzić do pracy, jeździć na rowerze i jednocześnie przez lata mieć podwyższone ciśnienie.</p><p>Podobnie może rozwijać się cukrzyca typu 2. Zanim pojawią się wyraźne objawy, zaburzenia metaboliczne mogą trwać długo.</p><p>Dlatego profilaktyka demencji zaczyna się czasem od rzeczy zupełnie niekojarzących się z neurologią: <strong>mankietu ciśnieniomierza, badania glukozy, kontroli masy ciała czy decyzji o rzuceniu papierosów</strong>.</p><p>Akademia NFZ wśród działań mogących ograniczać ryzyko demencji wymienia m.in. zdrową dietę, aktywność fizyczną, rzucenie palenia i kontrolowanie ciśnienia tętniczego. Ważne pozostają również aktywność intelektualna i społeczna.</p><h2>Kobiety dłużej bez demencji. Różnice także między grupami uczestników</h2><p>W badaniu zauważono również różnice dotyczące płci. Przy obecności wszystkich trzech czynników kobiety żyły bez demencji przeciętnie 18,1 roku od rozpoczęcia obserwacji, a mężczyźni 16,6 roku.</p><p>Wśród uczestników zakwalifikowanych jako biali wynik wynosił 19,6 roku, natomiast wśród czarnych uczestników 16 lat.</p><p>Tych liczb nie należy jednak odczytywać jako prostego dowodu biologicznych różnic między rasami. Takie wyniki mogą być związane również z warunkami społecznymi, ekonomicznymi, dostępem do profilaktyki i opieki zdrowotnej oraz wieloma innymi czynnikami, których jedno badanie nie jest w stanie wyjaśnić.</p><h2>W Polsce problem będzie coraz bardziej widoczny</h2><p>Demencja nie jest wyłącznie problemem chorego. Z czasem staje się chorobą całej rodziny: współmałżonka, dzieci, rodzeństwa, a często również opiekunów, którzy muszą rezygnować z części własnego życia zawodowego i prywatnego.</p><p>Ministerstwo Zdrowia wskazywało, że w badaniach prowadzonych przy okazji kampanii dotyczącej chorób otępiennych aż <strong>40 proc. ankietowanych po 40. roku życia nie miało świadomości istnienia tych chorób</strong>. W przygotowanym programie działań wobec chorób otępiennych jako jeden z głównych obszarów wskazano właśnie zmniejszanie ryzyka zachorowania poprzez działania dotyczące modyfikowalnych czynników ryzyka i promocję aktywności fizycznej, intelektualnej oraz społecznej.</p><p>To ważna zmiana myślenia. Przez lata dominował model: diagnozujemy chorobę, kiedy już się pojawi. Dziś coraz częściej pytamy: <strong>co można zrobić dwadzieścia albo trzydzieści lat wcześniej?</strong></p><h2>Co może zrobić mieszkaniec Tomaszowa?</h2><p>Nie trzeba zaczynać od kosztownego rezonansu mózgu.</p><p>Pierwszym adresem może być własna przychodnia podstawowej opieki zdrowotnej. Działa także finansowany przez NFZ program <strong>„Moje Zdrowie”</strong>, przeznaczony dla osób od 20. roku życia. W ramach bilansu oceniane są czynniki ryzyka zdrowotnego, a podczas wizyty podsumowującej wykonywane są m.in. pomiary ciśnienia, tętna, masy ciała i wzrostu. U osób w wieku co najmniej 60 lat program przewiduje również ocenę funkcji poznawczych.</p><p>Na miejscu mieszkańcy mają również dostęp do specjalistycznej diagnostyki. <strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia prowadzi poradnie diabetologiczną, kardiologiczną i neurologiczną</strong>. Poradnia diabetologiczna zajmuje się m.in. zaburzeniami gospodarki węglowodanowej i profilaktyką powikłań cukrzycy, natomiast kardiologiczna diagnozuje i leczy między innymi nadciśnienie tętnicze. Poradnia neurologiczna obejmuje diagnostykę i leczenie chorób układu nerwowego oraz chorób naczyniowych mózgu.</p><h2>Nie czekajmy, aż pamięć zacznie znikać</h2><p>W filmach demencja często rozpoczyna się od dramatycznej sceny: bohater nie poznaje własnego dziecka albo gubi się w mieście, które zna od pięćdziesięciu lat. W prawdziwym życiu droga do takiej chwili może być znacznie dłuższa i mniej widowiskowa.</p><p>Czasami jej początek przypomina raczej tykanie zegara, którego jeszcze nie słyszymy.</p><p>Nowe badanie nie daje recepty na nieśmiertelność mózgu. Genetyki i wieku nie potrafimy wyłączyć jednym przyciskiem. Pokazuje jednak coś znacznie bardziej praktycznego: <strong>o sprawność umysłu na starość warto walczyć już w wieku średnim</strong>.</p><p>Pomiar ciśnienia. Kontrola cukru. Papieros, którego dziś nie zapalimy.</p><p>Rzeczy pozornie małe – ale w perspektywie trzydziestu lat mogą przestać być małe.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nadwaga w dzieciństwie może zostawić ślad na całe życie. Nowe badanie: mniejsza szansa na macierzyństwo]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56103,nadwaga-w-dziecinstwie-moze-zostawic-slad-na-cale-zycie-nowe-badanie-mniejsza-szansa-na-macierzynstwo</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56103,nadwaga-w-dziecinstwie-moze-zostawic-slad-na-cale-zycie-nowe-badanie-mniejsza-szansa-na-macierzynstwo</guid>
            <pubDate>Fri, 07 Aug 2026 13:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nadwaga-w-dziecinstwie-moze-zostawic-slad-na-cale-zycie-nowe-badanie-mniejsza-szansa-na-macierzyns-1786103459.png</url>
                        <title>Nadwaga w dzieciństwie może zostawić ślad na całe życie. Nowe badanie: mniejsza szansa na macierzyństwo</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56103,nadwaga-w-dziecinstwie-moze-zostawic-slad-na-cale-zycie-nowe-badanie-mniejsza-szansa-na-macierzynstwo</link>
                    </image><description>Nadmierna masa ciała kilkuletniej dziewczynki może mieć znaczenie również dwadzieścia czy trzydzieści lat później. Duże duńskie badanie obejmujące ponad 60 tys. kobiet wskazuje, że nadwaga i otyłość utrzymujące się w dzieciństwie były związane z mniejszym prawdopodobieństwem urodzenia dziecka w dorosłym życiu. Zależność stawała się szczególnie wyraźna po 30. roku życia. Naukowcy stawiają jednak wyraźny znak ostrzegawczy: badanie wykazuje związek, nie dowodzi związku przyczynowo-skutkowego. Co więcej, nie stwierdzono ogólnego wzrostu liczby diagnoz niepłodności.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Badanie opublikowano 4 sierpnia 2026 roku w prestiżowym czasopiśmie <strong>„JAMA Network Open”</strong>. Jego autorzy przeanalizowali dane kobiet urodzonych w Kopenhadze w latach 1950–1989, wykorzystując informacje gromadzone podczas szkolnych badań lekarskich oraz duńskie rejestry dotyczące urodzeń i leczenia niepłodności.</p><p>Skala analizy jest imponująca. W części dotyczącej urodzeń znalazły się dane <strong>60 864 kobiet</strong>. Aż 47 669 z nich, czyli 78,3 proc., zostało matkami. Badacze dysponowali pomiarami wzrostu i masy ciała wykonywanymi od 6. do 15. roku życia, a później mogli sprawdzić losy kobiet aż do 45. roku życia.</p><h2>Im starsza kobieta, tym związek był silniejszy</h2><p>Najbardziej wymowne okazały się wyniki dotyczące kobiet, których BMI przez dzieciństwo pozostawało na poziomie odpowiadającym otyłości.</p><p>W wieku <strong>25–29 lat</strong> prawdopodobieństwo urodzenia dziecka było w tej grupie o około <strong>22 proc. niższe</strong> niż u kobiet należących w dzieciństwie do grupy przeciętnego BMI.</p><p>W wieku <strong>30–34 lata</strong> różnica rosła już do około <strong>42 proc.</strong></p><p>W grupie od <strong>35 do 45 lat</strong> prawdopodobieństwo urodzenia dziecka było natomiast o około <strong>44 proc. niższe</strong>.</p><p>Podobny, choć słabszy efekt obserwowano w przypadku kobiet, u których dziecięca trajektoria BMI odpowiadała nadwadze.</p><p>To właśnie ten element badania brzmi najmocniej. Ciało — niczym kronikarz, który skrupulatnie zapisuje kolejne rozdziały życia — może zachowywać ślady problemów zdrowotnych znacznie dłużej, niż zwykliśmy przypuszczać.</p><p>Ale pomiędzy słowami „związek” i „przyczyna” istnieje w medycynie ogromna różnica.</p><h2>To nie jest dowód, że otyłość powoduje bezpłodność</h2><p>Autorzy pracy podkreślają coś, co w medialnych nagłówkach może łatwo zaginąć.</p><p><strong>Badanie nie wykazało, że otyłość w dzieciństwie bezpośrednio powoduje niepłodność.</strong></p><p>Co więcej, kiedy analizowano rozpoznania niepłodności, dziecięce trajektorie BMI zasadniczo <strong>nie były związane ze zwiększonym ryzykiem jej diagnozy</strong>. W analizie dotyczącej wszystkich rozpoznań niepłodności znalazło się ponad 63 tys. kobiet i blisko 7 tys. przypadków. Nie stwierdzono w niej istotnej zależności pomiędzy dziecięcą nadwagą lub otyłością a późniejszą diagnozą niepłodności.</p><p>To niezwykle ważne rozróżnienie.</p><p>Kobieta może nie mieć dzieci z powodów biologicznych, ale także społecznych, ekonomicznych czy związanych z relacjami partnerskimi. Na decyzję o macierzyństwie wpływają również wiek, sytuacja zawodowa, warunki mieszkaniowe i moment znalezienia odpowiedniego partnera.</p><p>Badacze wskazują też na potencjalne mechanizmy biologiczne. Nadmierna masa ciała może oddziaływać na gospodarkę hormonalną czy funkcjonowanie układu rozrodczego. Nie można jednak na podstawie tego badania powiedzieć, że właśnie te mechanizmy odpowiadają za obserwowany efekt.</p><p>Autorzy nie dysponowali również informacjami o BMI uczestniczek już w dorosłym życiu. Sami wskazują to jako jedno z istotnych ograniczeń badania. Nie można więc rozdzielić wpływu nadmiernej masy ciała w dzieciństwie od jej ewentualnego utrzymywania się wiele lat później.</p><h2>W Polsce co trzeci ośmiolatek ma nadmierną masę ciała</h2><p>Duńskie wyniki nie są abstrakcyjnym ostrzeżeniem płynącym gdzieś z dalekiej Skandynawii.</p><p>Dane Narodowego Centrum Edukacji Żywieniowej, oparte na międzynarodowym badaniu <strong>WHO COSI</strong>, pokazują, że nadmierna masa ciała dotyczy około <strong>33 proc. polskich dzieci w wieku wczesnoszkolnym</strong>.</p><p>Wśród chłopców jest to około 36 proc., a wśród dziewczynek około 30 proc. Otyłość występowała u około 15 proc. badanych polskich ośmiolatków — u 19 proc. chłopców i 11 proc. dziewczynek. Polska znalazła się przy tym w pierwszej dziesiątce spośród analizowanych krajów pod względem częstości nadwagi i otyłości u dzieci.</p><p>Równie niepokojące wyniki przyniosło polskie badanie DINO-PL. Nadmierną masę ciała stwierdzano u <strong>27,6 proc. siedmiolatków, 32,5 proc. ośmiolatków i 34,8 proc. dziewięciolatków</strong>.</p><p>To już nie problem pojedynczych rodzin. To zagadnienie zdrowia publicznego.</p><h2>Nie chodzi o „odchudzanie dziecka”</h2><p>W dyskusjach o otyłości dzieci łatwo wkroczyć na niebezpieczny teren. Jednym zdaniem można próbować poprawić zdrowie, a drugim pozostawić w dziecku kompleks na pół życia.</p><p>Dlatego profilaktyka otyłości nie powinna polegać na komentowaniu wyglądu, ważeniu dziecka przy całej rodzinie czy straszeniu go chorobami.</p><p><strong>Otyłość jest chorobą</strong>, a nie wadą charakteru. Jej leczenie i profilaktyka powinny obejmować całą rodzinę: sposób żywienia, aktywność fizyczną, sen, czas spędzany przed ekranem, a czasami również pomoc psychologiczną.</p><p>Światowa Organizacja Zdrowia zwraca dodatkowo uwagę na jeszcze jeden problem. W najnowszej europejskiej rundzie badania COSI około dwie trzecie rodziców dzieci z nadwagą postrzegało masę ciała swoich dzieci jako prawidłową lub zbyt małą.</p><p>Problem potrafi więc rozwijać się niemal niezauważalnie.</p><h2>Co może zrobić rodzic w Tomaszowie?</h2><p>Nie trzeba zaczynać od specjalistycznej kliniki ani prywatnych badań.</p><p>Dzieci i młodzież w Polsce mają prawo do <strong>bezpłatnych badań profilaktycznych i testów przesiewowych</strong>. U uczniów wykonują je m.in. pielęgniarki lub higienistki szkolne, a bilanse zdrowia prowadzą lekarze podstawowej opieki zdrowotnej.</p><p>Podstawę prawną stanowi m.in. <strong>ustawa z 12 kwietnia 2019 r. o opiece zdrowotnej nad uczniami</strong>. Jednym z celów systemu jest właśnie wczesne wykrywanie problemów zdrowotnych i czynników ryzyka oraz edukacja dotycząca prawidłowego żywienia i aktywności fizycznej.</p><p>Rodzice dzieci z Tomaszowa Mazowieckiego mogą skorzystać także z wojewódzkiego programu profilaktyki nadwagi i otyłości.</p><p>Program województwa łódzkiego jest prowadzony w latach <strong>2025–2027</strong> i skierowany do dziesięciolatków z nadmierną masą ciała. W 2026 roku kryterium wieku spełniają dzieci urodzone w <strong>2016 roku</strong>. Wymagany jest również BMI powyżej 85. centyla dla wieku i płci.</p><p>Dziecko zakwalifikowane do programu może otrzymać bezpłatnie trzy konsultacje lekarskie, <strong>12 porad dietetycznych, siedem zajęć aktywności fizycznej i cztery spotkania ze specjalistą wsparcia psychologicznego</strong>. Łącznie przewidziano 26 spotkań i konsultacji.</p><p>Na opublikowanej przez samorząd województwa liście realizatorów nie ma obecnie placówki w samym Tomaszowie Mazowieckim. Program realizują natomiast m.in. placówki w <strong>Piotrkowie Trybunalskim oraz Rawie Mazowieckiej</strong>, a także w Łodzi, Pabianicach, Skierniewicach i innych miejscowościach regionu.</p><h2>Zdrowie reprodukcyjne zaczyna się wcześniej, niż sądziliśmy</h2><p>Nowe badanie nie daje podstaw do straszenia rodziców, że córka z nadwagą „nie będzie mogła mieć dzieci”. Takiego wniosku nauka nie postawiła.</p><p>Pokazuje jednak coś być może jeszcze ważniejszego.</p><p>Zdrowie człowieka nie rozpoczyna się wraz z osiemnastymi urodzinami. Organizm nie wyrzuca historii dzieciństwa do kosza wraz z otrzymaniem dowodu osobistego.</p><p>Problemy metaboliczne, nawyki żywieniowe, aktywność fizyczna i nadmierna masa ciała mogą wpływać na zdrowie wiele lat później. Duńskie badanie dodaje do tej listy kolejny możliwy element — <strong>późniejsze szanse na macierzyństwo</strong>.</p><p>Nie jest to wyrok. Jest to kolejny argument, aby o zdrowie dzieci troszczyć się wtedy, kiedy naprawdę można jeszcze wiele zmienić.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[240 zł za godzinę, kontrola grafików i jawne kontrakty. W czwartek rozmowy o zmianach w ochronie zdrowia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56096,240-zl-za-godzine-kontrola-grafikow-i-jawne-kontrakty-w-czwartek-rozmowy-o-zmianach-w-ochronie-zdrowia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56096,240-zl-za-godzine-kontrola-grafikow-i-jawne-kontrakty-w-czwartek-rozmowy-o-zmianach-w-ochronie-zdrowia</guid>
            <pubDate>Thu, 06 Aug 2026 07:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-240-zl-za-godzine-kontrola-grafikow-i-jawne-kontrakty-w-czwartek-rozmowy-o-zmianach-w-ochronie-zdr-1785992997.png</url>
                        <title>240 zł za godzinę, kontrola grafików i jawne kontrakty. W czwartek rozmowy o zmianach w ochronie zdrowia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56096,240-zl-za-godzine-kontrola-grafikow-i-jawne-kontrakty-w-czwartek-rozmowy-o-zmianach-w-ochronie-zdrowia</link>
                    </image><description>W czwartek, 6 sierpnia, o godz. 15 w siedzibie Ministerstwa Zdrowia rozpocznie się posiedzenie Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia. Przy jednym stole mają usiąść przedstawiciele rządu, pracowników i pracodawców. Tematem będzie pakiet zmian, który może poważnie przemeblować zasady zatrudniania medyków, ich wynagradzania oraz kontrolowania kolejek do leczenia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Z tego tekstu dowiesz się</h2><ul><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e8279fd19d50f501a6eac2cfebda3c57e"><strong>jakie limity wynagrodzeń i czasu pracy proponuje rząd,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e75b3c9265d464e6f3a112644eb09e720"><strong>dlaczego szpitale mają raportować rzeczywiste grafiki do NFZ,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="edeaf064f6f473795c226a8a735f90d1b"><strong>co ma się zmienić w kolejkach i konkursach na świadczenia,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e28984d2e90eed6fd4cbac9eac98d1c23"><strong>dlaczego środowisko lekarskie krytykuje część propozycji,</strong></li><li class="ck-list-marker-bold" data-list-item-id="e62c46e4117da38851d116a24f576ba9e"><strong>co reforma może oznaczać dla mieszkańców Tomaszowa i powiatu.</strong></li></ul><p>Z informacji przekazanej Polskiej Agencji Prasowej przez biuro komunikacji Ministerstwa Zdrowia wynika, że całe czwartkowe posiedzenie zostanie poświęcone przygotowywanym reformom. Stronę rządową ma reprezentować wiceminister zdrowia <strong>Katarzyna Kęcka</strong>, współprzewodnicząca Zespołu.</p><p>To kolejne podejście do rozmowy o systemie, który od lat przypomina zbyt krótki koc. Gdy więcej pieniędzy trafia na wynagrodzenia, dyrektorzy szpitali alarmują o rosnących kosztach. Gdy pojawia się pomysł ograniczeń płacowych, środowiska medyczne ostrzegają przed odpływem lekarzy i pogłębianiem braków kadrowych. Pośrodku pozostaje pacjent — z numerkiem, skierowaniem i pytaniem, kiedy wreszcie dostanie się do specjalisty.</p><h2>Limity wynagrodzeń. Około 240 zł brutto za godzinę</h2><p>Najwięcej emocji wzbudza propozycja wprowadzenia maksymalnych stawek wynagrodzeń finansowanych ze środków publicznych. Projekt zakłada, że <strong>godzinowa stawka brutto pracownika medycznego nie będzie mogła przekraczać jednej dwudziestej minimalnego wynagrodzenia</strong>, czyli obecnie około 240 zł.</p><p>Podstawowy miesięczny limit miałby odpowiadać ośmiokrotności płacy minimalnej. Wyższe wynagrodzenie byłoby możliwe m.in. w przypadku pełnienia funkcji ordynatora, wykonywania szczególnie trudnych świadczeń lub pracy wiążącej się z ponadstandardowym obciążeniem. Całkowity dochód z pracy przy świadczeniach finansowanych przez NFZ nie mógłby jednak przekroczyć szesnastokrotności minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie 76 896 zł brutto miesięcznie.</p><p>Projekt przewiduje również zakaz wynagradzania medyków procentem od wartości wykonanej procedury. Rząd argumentuje, że leczenie finansowane ze środków publicznych nie powinno działać jak system prowizyjny, w którym wysokość zapłaty rośnie automatycznie wraz z wartością zabiegu lub kontraktu placówki z NFZ.</p><p>Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć: <strong>są to dopiero projektowane przepisy</strong>. Nowelizacja ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej została skierowana do konsultacji publicznych. Limity nie są jeszcze obowiązującym prawem.</p><h2>Maksymalnie dwa etaty i rzeczywiste grafiki pracy</h2><p>Kolejna część zmian ma dotyczyć czasu pracy. Łączne zatrudnienie medyka u wszystkich świadczeniodawców nie mogłoby przekroczyć wymiaru odpowiadającego dwóm etatom.</p><p>Lekarz lub inny pracownik wykonujący świadczenia szpitalne albo pracujący w przyszpitalnej poradni specjalistycznej miałby być związany z głównym miejscem zatrudnienia co najmniej na pół etatu. Podjęcie pracy w kolejnej placówce wymagałoby zgody podstawowego pracodawcy. Resort zapowiada wyjątki m.in. dla świadczeń udzielanych w stanach nagłych oraz sytuacji, w których na danym terenie brakuje odpowiednich specjalistów.</p><p>Szpitale miałyby przekazywać NFZ godzinowe zestawienia obecności personelu. Fundusz otrzymałby więc możliwość porównania oficjalnych grafików z rzeczywistą obecnością lekarzy, pielęgniarek i pozostałego personelu w placówkach.</p><p>To odpowiedź na ujawniane przypadki medyków pracujących jednocześnie w kilku miejscach, niekiedy w wymiarze, którego fizycznie nie sposób było pogodzić z odpoczynkiem i bezpieczeństwem pacjentów.</p><h2>Jawne konkursy i koniec medycznych „walizek”</h2><p>Ministerstwo Zdrowia zapowiada również większą przejrzystość konkursów organizowanych przez placówki korzystające z publicznych pieniędzy. Informacje o złożonych ofertach i zaproponowanych warunkach finansowych miałyby być jawne.</p><p>Planowane jest także ograniczenie zawierania umów za pośrednictwem zewnętrznych spółek dostarczających całe zespoły medyczne. Mechanizm ten bywa określany mianem systemu „walizek”, ponieważ personel przechodził między placówkami jako gotowy zespół związany z pośrednikiem, a nie bezpośrednio ze szpitalem. Resort przekonuje, że nowe zasady mają ujawnić rzeczywiste koszty zatrudnienia i zwiększyć kontrolę nad wydawaniem pieniędzy z NFZ.</p><p>Za naruszanie części nowych obowiązków kierownikowi podmiotu leczniczego mogłaby grozić grzywna sięgająca 30 tys. zł. Umowy niespełniające nowych wymogów miałyby wygasnąć z końcem 2026 roku.</p><h2>Jedna kolejka zamiast zeszytów i telefonów po znajomości</h2><p>Pakiet obejmuje również zmiany dotyczące zapisów na leczenie. Ministerstwo zapowiada rozszerzenie elektronicznych harmonogramów, rozwój Centralnej e-Rejestracji oraz utworzenie Centralnej e-Kolejki na planowe zabiegi szpitalne.</p><p>Według rządowych planów Centralna e-Rejestracja ma do końca 2027 roku objąć 39 specjalizacji. Pacjent miałby w jednym miejscu sprawdzać wolne terminy, wybierać placówkę, zmieniać datę wizyty albo odwoływać nieaktualną rezerwację.</p><p>Resort chce również wprowadzić kary dla placówek tolerujących uprzywilejowany dostęp do leczenia. Sankcje za nierówne traktowanie pacjentów i ingerowanie w kolejność przyjęć mogłyby sięgać nawet miliona złotych.</p><p>To właśnie ten fragment reform może okazać się najbardziej odczuwalny dla mieszkańców <strong>Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego</strong>. Pacjenta znacznie mniej interesuje bowiem konstrukcja kontraktu lekarza niż odpowiedź na proste pytanie: czy do poradni specjalistycznej dostanie się szybciej i czy umówiona wizyta rzeczywiście się odbędzie.</p><h2>Lekarze ostrzegają przed polityką opartą na pojedynczych przypadkach</h2><p>Propozycje rządu spotykają się z krytyką części środowiska lekarskiego. Naczelna Rada Lekarska przekonuje, że wyjątkowo wysokie wynagrodzenia dotyczą niewielkiego odsetka lekarzy i nie mogą służyć do obarczania całej grupy zawodowej odpowiedzialnością za problemy systemu.</p><p>Samorząd lekarski wskazuje, że przyczyną różnic płacowych są również nierówne wyceny procedur oraz konkurowanie placówek finansowanych ze środków publicznych o tych samych specjalistów. Lekarze deklarują gotowość do rozmów o bezpiecznych normach czasu pracy, ale oczekują rozwiązań opartych na pełnych danych, a nie na medialnych przykładach rekordowych zarobków.</p><p>I tu znajduje się najtrudniejszy punkt całej dyskusji. Ograniczenie pracy ponad siły może poprawić bezpieczeństwo pacjentów. Jeżeli jednak placówka ma zbyt mało personelu, samo wprowadzenie limitu nie stworzy nowych lekarzy, pielęgniarek ani ratowników. Może natomiast sprawić, że jeszcze trudniej będzie obsadzić dyżury w mniejszych szpitalach i poradniach.</p><h2>Co posiedzenie oznacza dla Tomaszowa?</h2><p>Dla lokalnych placówek ważne będą przede wszystkim zasady raportowania czasu pracy, jawność kontraktów oraz możliwość zatrudniania specjalistów pracujących równocześnie w kilku miejscach.</p><p>W miastach wielkości Tomaszowa dostęp do części świadczeń często zależy od pojedynczych lekarzy, którzy przyjmują także w Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim lub innych ośrodkach. Ograniczenie wieloetatowości może uporządkować system i wyeliminować fikcyjne grafiki. Może jednak również ujawnić skalę braków kadrowych, dotychczas przykrywanych dodatkowymi dyżurami i kontraktami.</p><p>Dlatego ostateczna ocena reformy nie powinna sprowadzać się wyłącznie do odpowiedzi na pytanie, ile może zarabiać lekarz. Ważniejsze jest to, czy po zmianach na oddziale nadal będzie miał kto pracować, a pacjent z Tomaszowa nie zostanie wysłany z kolejnym skierowaniem do placówki oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów.</p><h2>Zespół działa od ponad 20 lat</h2><p>Trójstronny Zespół ds. Ochrony Zdrowia działa od lutego 2005 roku. Tworzą go przedstawiciele rządu, związków zawodowych oraz organizacji pracodawców. W obradach mogą uczestniczyć również obserwatorzy reprezentujący samorządy zawodów medycznych, organizacje społeczne oraz jednostki samorządu terytorialnego.</p><p>Poprzednie posiedzenie odbyło się 16 lipca. Stronę rządową reprezentowała wówczas minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która przedstawiła pakiet przygotowywanych zmian.</p><p>Czwartkowe spotkanie nie uzdrowi systemu w ciągu jednego popołudnia. Może jednak pokazać, czy reforma będzie budowana przy stole negocjacyjnym, czy też partnerzy społeczni ponownie rozejdą się z przekonaniem, że dialog był jedynie dekoracją. W ochronie zdrowia dekoracje nie leczą. Liczą się personel, pieniądze, czas i zaufanie — cztery dobra, których w polskim systemie od lat dramatycznie brakuje.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ewakuacja i zadymienie w scenariuszu ćwiczeń. Służby sprawdzały gotowość w Tomaszowie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56093,ewakuacja-i-zadymienie-w-scenariuszu-cwiczen-sluzby-sprawdzaly-gotowosc-w-tomaszowie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56093,ewakuacja-i-zadymienie-w-scenariuszu-cwiczen-sluzby-sprawdzaly-gotowosc-w-tomaszowie</guid>
            <pubDate>Thu, 06 Aug 2026 00:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ewakuacja-i-zadymienie-w-scenariuszu-cwiczen-sluzby-sprawdzaly-gotowosc-w-tomaszowie-1785989561.png</url>
                        <title>Ewakuacja i zadymienie w scenariuszu ćwiczeń. Służby sprawdzały gotowość w Tomaszowie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56093,ewakuacja-i-zadymienie-w-scenariuszu-cwiczen-sluzby-sprawdzaly-gotowosc-w-tomaszowie</link>
                    </image><description>W Zakładzie Pielęgnacyjno-Opiekuńczym Tomaszowskiego Centrum Zdrowia przeprowadzono ćwiczenia ewakuacyjne z udziałem straży pożarnej i ratownictwa medycznego. Celem było sprawdzenie procedur oraz współpracy służb w sytuacji zagrożenia pożarowego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Ćwiczenia na terenie Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego</h2><p>23 lipca 2026 roku na terenie Zakładu Pielęgnacyjno-Opiekuńczego Tomaszowskiego Centrum Zdrowia przy ulicy Niskiej 14 odbyły się ćwiczenia z praktycznego sprawdzenia organizacji i warunków ewakuacji. W działaniach uczestniczyły służby ratownicze oraz przedstawiciele placówki, a głównym założeniem było zweryfikowanie, jak personel i współpracujące jednostki reagują w sytuacji zagrożenia pożarowego.</p><p>Jak podkreślono w komunikacie placówki, <strong>bezpieczeństwo pacjentów i personelu pozostaje priorytetem</strong>. Tego typu działania nie są więc formalnością, ale elementem przygotowania do sytuacji, które wymagają szybkich decyzji, sprawnej komunikacji i ścisłego przestrzegania procedur.</p><h2>Scenariusz obejmował ewakuację i zadymienie</h2><p>Przygotowany scenariusz zakładał ewakuację pacjentów i personelu z parteru budynku, a także wystąpienie zadymienia w piwnicy. To właśnie takie warunki pozwalają sprawdzić nie tylko znajomość zasad postępowania, ale również praktyczną organizację działań w obiekcie o szczególnej specyfice, jakim jest placówka opiekuńczo-medyczna.</p><p>W ćwiczeniach uczestniczyli strażacy z Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Mazowieckim, Zespół Ratownictwa Medycznego oraz przedstawiciele i obserwatorzy Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Istotnym elementem było także zapoznanie strażaków z układem obiektu i jego funkcjonowaniem, co może mieć znaczenie w przypadku rzeczywistej interwencji.</p><p><strong>Współpraca wszystkich służb zgodnie z obowiązującymi procedurami</strong> była jednym z kluczowych punktów całego przedsięwzięcia. W praktyce to właśnie koordynacja działań między personelem placówki, strażą pożarną i ratownikami medycznymi decyduje o skuteczności reakcji w kryzysie.</p><h2>Dlaczego takie ćwiczenia są ważne</h2><p>W przypadku obiektów medycznych i opiekuńczych ewakuacja należy do najbardziej wymagających działań. Pacjenci często potrzebują wsparcia personelu, a każda minuta ma znaczenie. Regularne ćwiczenia pozwalają więc nie tylko odświeżyć wiedzę, ale przede wszystkim wychwycić ewentualne słabsze punkty organizacyjne i poprawić przebieg przyszłych działań.</p><p>Z perspektywy lokalnej takie wydarzenia pokazują również, jak ważna jest codzienna gotowość instytucji publicznych i służb działających na terenie Tomaszowa Mazowieckiego. Choć ćwiczenia mają charakter kontrolowany, ich sens pozostaje bardzo praktyczny: chodzi o to, by w razie realnego zagrożenia każdy uczestnik wiedział, co robić i z kim współpracować.</p><p>Według informacji przekazanych przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia, regularne sprawdzanie procedur ma służyć zwiększaniu bezpieczeństwa pacjentów i personelu oraz doskonaleniu reakcji w sytuacjach kryzysowych. To podejście, które w placówkach ochrony zdrowia ma szczególne znaczenie, bo przygotowanie organizacyjne bywa równie ważne jak wyposażenie techniczne.</p><h2>Wspólna gotowość ma znaczenie</h2><p>Po zakończeniu ćwiczeń placówka podziękowała wszystkim uczestnikom za profesjonalizm, zaangażowanie i sprawny przebieg działań. Tego rodzaju podsumowanie nie jest jedynie kurtuazją. W praktyce pokazuje, że skuteczne bezpieczeństwo buduje się zespołowo, poprzez powtarzalne szkolenia, sprawdzanie procedur i współpracę różnych instytucji.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego to sygnał, że lokalne służby oraz personel medyczny przygotowują się nie tylko do codziennej pracy, ale również do sytuacji nadzwyczajnych. A właśnie w takich momentach <strong>sprawdzone procedury i szybka współpraca</strong> mogą decydować o zdrowiu i życiu ludzi.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56084,spisek-wskazuje-wroga-psycholozki-ostrzegaja-tak-rodzi-sie-nienawisc-miedzy-ludzmi</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56084,spisek-wskazuje-wroga-psycholozki-ostrzegaja-tak-rodzi-sie-nienawisc-miedzy-ludzmi</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 08:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-spisek-wskazuje-wroga-psycholozki-ostrzegaja-tak-rodzi-sie-nienawisc-miedzy-ludzmi-1785911327.png</url>
                        <title>Spisek wskazuje wroga. Psycholożki ostrzegają: tak rodzi się nienawiść między ludźmi</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56084,spisek-wskazuje-wroga-psycholozki-ostrzegaja-tak-rodzi-sie-nienawisc-miedzy-ludzmi</link>
                    </image><description>Zaczyna się niewinnie. Od filmu przesłanego przez znajomego, anonimowego wpisu na Facebooku albo pytania: „dlaczego media o tym milczą?”. Po kilku kolejnych kliknięciach świat przestaje być skomplikowany. Wszystko zaczyna łączyć się w jedną historię, pojawiają się tajne grupy, ukryte interesy i wskazany palcem wróg. Psycholożki z Instytutu Psychologii PAN ostrzegają, że szerzenie teorii spiskowych jest jednym z najskuteczniejszych sposobów budowania wrogości i nienawiści między grupami społecznymi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dr hab. Marta Marchlewska, prof. Instytutu Psychologii PAN, oraz dr Dominika Adamczyk opisują mechanizm wiary w teorie spiskowe w publikacji „Choosing (Pseudo)Authorities in a Non-Local World: Conspiracy Beliefs as a Response to Epistemic Dependence”, wydanej na łamach czasopisma „Psychological Inquiry”. Badaczki zwracają uwagę, że współczesny człowiek jest zależny od wiedzy ekspertów, ponieważ nie jest w stanie samodzielnie sprawdzić działania szczepionki, elektrowni atomowej, systemu bankowego czy modeli klimatycznych.</p><p>W tej luce pomiędzy tym, co chcielibyśmy wiedzieć, a tym, co jesteśmy w stanie osobiście zweryfikować, pojawiają się pseudoautorytety. Nie mówią: „nie wiemy jeszcze wszystkiego”. Nie pokazują ograniczeń badań. Zamiast tego oferują historię prostą jak scenariusz filmu sensacyjnego — jest tajna organizacja, jest ukryty plan, są sprawcy i są ofiary.</p><h2>Spisek porządkuje chaos</h2><p>Teoria spiskowa daje coś, czego nauka często dać nie może: <strong>natychmiastową pewność</strong>.</p><p>Losowe wydarzenie przestaje być przypadkiem. Kryzys gospodarczy, epidemia, wojna, zmiana społeczna czy osobiste niepowodzenie zaczynają wyglądać jak elementy wcześniej przygotowanego planu. Trudno zaakceptować, że światem czasem rządzą chaos, błędy, niekompetencja i zbieg okoliczności. Znacznie łatwiej uwierzyć, że „ktoś za tym stoi”.</p><p>Tak działa opisywana przez psychologów <strong>potrzeba domknięcia poznawczego</strong>. Niektóre osoby szczególnie źle tolerują niepewność i wieloznaczność. Wolą wyjaśnienie błędne, ale kompletne, niż uczciwą odpowiedź: „tego jeszcze nie wiemy”.</p><p>Następnie pojawia się mechanizm określany jako „seizing and freezing” — pochwycenie pierwszego przekonującego wyjaśnienia i jego zamrożenie. Człowiek nie tylko przyjmuje określoną wersję wydarzeń, lecz zaczyna jej bronić. Każdy fakt przeczący teorii może zostać uznany za dowód, że spisek jest jeszcze większy.</p><p>Brak dowodów staje się dowodem na skuteczne ukrywanie dowodów. Sprostowanie uznawane jest za część operacji dezinformacyjnej. Ekspert, który zaprzecza, zostaje ogłoszony uczestnikiem układu. Powstaje system szczelny jak pokój bez okien.</p><h2>Pseudoekspert mówi pewnie. Naukowiec ma wątpliwości</h2><p>Nauka rzadko przemawia językiem absolutnej pewności. Badacze mówią o prawdopodobieństwie, ograniczeniach metodologicznych, marginesie błędu i potrzebie dalszych badań. Dla odbiorcy oczekującego jednoznacznej odpowiedzi może to brzmieć jak słabość.</p><p>Pseudoekspert takich oporów nie ma. Mówi głośno, stanowczo i emocjonalnie. Pokazuje pojedynczy wykres bez źródła, fragment dokumentu bez kontekstu albo nagranie, którego pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Opowieść jest jednak atrakcyjna, ponieważ wszystko do siebie pasuje.</p><p>To trochę jak w „Wahadle Foucaulta” Umberta Eco. Zmyślony plan zaczyna żyć własnym życiem, a ludzie, którzy chcieli jedynie połączyć przypadkowe znaki, sami zostają uwięzieni w stworzonej przez siebie narracji.</p><p>Psycholożki z PAN podkreślają, że podatności na myślenie spiskowe nie należy utożsamiać z brakiem inteligencji. Wiara w spiski często wyrasta z autentycznego lęku, stresu, poczucia utraty kontroli albo społecznego upokorzenia. Człowiek szuka odpowiedzi, a ktoś podsuwa mu gotową mapę świata.</p><p>Problem polega na tym, że na tej mapie niemal zawsze zaznaczony jest wróg.</p><h2>Najpierw pojawia się lęk. Potem kozioł ofiarny</h2><p>Teorie spiskowe szczególnie łatwo przyklejają się do grup, które można przedstawić jako obce, tajemnicze albo uprzywilejowane. Mogą to być migranci, uchodźcy, mniejszości narodowe i religijne, naukowcy, lekarze, przedsiębiorcy, urzędnicy czy bliżej nieokreślone „elity”.</p><p>Badaczki przywołują między innymi teorię tak zwanej Wielkiej Wymiany. Według tej narracji rdzenni mieszkańcy Europy mają być celowo zastępowani przez migrantów oraz osoby należące do innych kultur i religii. Komisja Europejska opisuje ją jako białonacjonalistyczną teorię spiskową, powiązaną z kilkoma zamachami ekstremistycznymi.</p><p>NASK zwraca uwagę, że dezinformacja dotycząca migracji często wykorzystuje pojedyncze zdarzenia, stare nagrania lub materiały pozbawione kontekstu. Na ich podstawie buduje się negatywny obraz całej, niezwykle zróżnicowanej grupy. Jednostkowy czyn zaczyna funkcjonować jako rzekomy dowód na naturę milionów ludzi.</p><p>To mechanizm stary jak propaganda. Na początku XX wieku sfabrykowane „Protokoły mędrców Syjonu” przedstawiano jako dowód istnienia światowego spisku żydowskiego. Fałszerstwo wielokrotnie demaskowano, ale nadal było wykorzystywane do szerzenia antysemityzmu. Amerykańskie Muzeum Pamięci Holokaustu wskazuje, że naziści posługiwali się tą publikacją mimo świadomości, że nie była oparta na faktach.</p><p>Historia pokazuje zatem, że teoria spiskowa nie jest wyłącznie dziwaczną opowieścią krążącą po marginesach internetu. Może stać się narzędziem odbierania ludziom godności, usprawiedliwiania dyskryminacji, a w skrajnych przypadkach — przemocy.</p><h2>Tomaszów nie jest cyfrową wyspą</h2><p>Mechanizmy opisane przez badaczki działają również w lokalnych społecznościach. W mieście takim jak Tomaszów Mazowiecki informacja często rozchodzi się szybciej niż oficjalne wyjaśnienie. Wystarczy alarmujący wpis w grupie mieszkańców, niewyraźne zdjęcie, zrzut ekranu bez daty lub anonimowa wiadomość zaczynająca się od słów: „znajomy pracujący w urzędzie powiedział…”.</p><p>Tematem może być jakość wody, inwestycja samorządowa, obecność cudzoziemców, szczepienia, szkoła, zakład przemysłowy albo rzekome zagrożenie nad Zalewem Sulejowskim. Zanim odpowiednia instytucja zdąży sprawdzić informację, komentarze potrafią już wskazać winnych, zażądać dymisji, a niekiedy także odwetu.</p><p>W lokalnej społeczności skutki są wyjątkowo dotkliwe. Osoba pomówiona w internecie nie pozostaje anonimową postacią z drugiego końca Polski. Może być sąsiadem, nauczycielką dziecka, lekarzem, przedsiębiorcą albo pracownikiem urzędu spotykanym następnego dnia na ulicy.</p><p>Na stronie Urzędu Miasta w Tomaszowie Mazowieckim dostępna jest sekcja poświęcona bezpieczeństwu informacji w internecie, zawierająca materiały dla mieszkańców, uczniów i nauczycieli. Sam fakt przygotowania takich poradników pokazuje, że odporność cyfrowa nie jest abstrakcyjnym problemem wielkich metropolii, lecz elementem codziennego bezpieczeństwa lokalnej społeczności.</p><h2>Algorytm nie pyta, czy informacja jest prawdziwa</h2><p>Platformy społecznościowe premiują treści, które wywołują reakcję. Gniew, strach i oburzenie zatrzymują użytkownika przed ekranem skuteczniej niż spokojne sprostowanie. Algorytm nie musi „wierzyć” w teorię spiskową. Wystarczy, że widzi, iż ludzie ją komentują, udostępniają i oglądają.</p><p>Według raportu NASK w 2025 roku zgłoszono platformom społecznościowym <strong>46 511 materiałów zawierających dezinformację</strong>. Usunięto jedynie 12 procent z nich, 68 procent poddano różnym formom moderacji, a wobec 20 procent platformy nie podjęły żadnego działania. Oznaczało to pozostawienie w sieci ponad 9,3 tys. zgłoszonych materiałów dezinformacyjnych.</p><p>Fałszywa informacja nie musi więc długo czekać na odbiorców. Czasem wystarczy kilka godzin, aby dotarła do tysięcy osób. Sprostowanie rusza później, niesie mniej emocji i zazwyczaj nie ma już takiego zasięgu.</p><p>Kłamstwo zakłada buty sprinterskie. Prawda dopiero szuka okularów.</p><h2>Teoria spiskowa a odpowiedzialność prawna</h2><p><strong>Samo wyrażanie błędnego, absurdalnego lub nieudokumentowanego poglądu nie jest automatycznie przestępstwem.</strong> Wolność słowa chroni również wypowiedzi kontrowersyjne, przesadne i nierozsądne. Granica zostaje jednak przekroczona, gdy narracja zamienia się w nawoływanie do nienawiści, groźby, uporczywe nękanie, znieważanie lub pomawianie konkretnych osób.</p><p>Artykuł 256 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność między innymi za publiczne nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość. Czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności do trzech lat.</p><p>Artykuł 257 dotyczy publicznego znieważania grupy ludności lub osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej albo wyznaniowej. Również w tym przypadku górna granica kary wynosi trzy lata pozbawienia wolności.</p><p>W przypadku ataków na konkretne osoby znaczenie mogą mieć również przepisy dotyczące pomówienia i zniewagi, czyli artykuły 212 i 216 Kodeksu karnego. Groźby i długotrwałe internetowe prześladowanie mogą natomiast prowadzić do odpowiedzialności na podstawie artykułów 190 i 190a.</p><p>Udostępnienie cudzej publikacji także nie zawsze uwalnia od odpowiedzialności. Dopisek „to nie moje, tylko podaję dalej” nie jest prawną peleryną niewidką.</p><h2>Jak rozmawiać z osobą wierzącą w spisek?</h2><p>Wyśmiewanie zwykle nie działa. Człowiek poniżony przy innych jeszcze mocniej przywiązuje się do swojej grupy i przekonań. Zamiast atakować, warto zapytać o źródło informacji, autora materiału, datę publikacji i możliwość niezależnego potwierdzenia przedstawionych danych.</p><p>Nie należy też zasypywać rozmówcy dziesiątkami linków. Skuteczniejsze może być spokojne pokazanie jednego błędu w rozumowaniu: starego zdjęcia przedstawionego jako aktualne, wyrwanego z kontekstu cytatu, nieistniejącego eksperta albo statystyki, w której pomylono korelację z przyczynowością.</p><p>Ważne jest również oddzielenie emocji od twierdzenia. Można uznać czyjś lęk przed utratą pracy, wojną, chorobą lub gwałtowną zmianą społeczną, nie przyjmując jednocześnie fałszywego wyjaśnienia przyczyn tego lęku.</p><p>UNESCO wskazuje, że edukacja medialna powinna nie tylko prostować już rozpowszechnione fałszywe informacje, ale także uprzedzać ludzi o typowych metodach manipulacji. Takie „szczepienie informacyjne” pomaga rozpoznawać spiskową narrację, zanim odbiorca zacznie traktować ją jako prawdę.</p><p>Przed udostępnieniem sensacyjnej informacji warto zadać sobie pięć pytań: kto jest jej autorem, na jakich dowodach się opiera, czy potwierdzają ją niezależne źródła, jakie emocje próbuje we mnie wywołać i komu służy moje natychmiastowe oburzenie.</p><h2>Sceptycyzm nie jest teorią spiskową</h2><p>Nie każda krytyka władz, naukowców, mediów czy wielkich firm jest myśleniem spiskowym. Instytucje popełniają błędy. Politycy kłamią. Przedsiębiorstwa ukrywają niewygodne informacje. W historii rzeczywiście dochodziło do tajnych porozumień i działań prowadzonych poza kontrolą społeczną.</p><p>Różnica polega na sposobie dochodzenia do wniosków.</p><p>Zdrowy sceptycyzm szuka dokumentów, świadków, danych i możliwości weryfikacji. Jest gotowy zmienić ocenę pod wpływem nowych dowodów. Myślenie spiskowe zaczyna od gotowej odpowiedzi, a następnie dopasowuje do niej wszystkie fakty.</p><p>Sceptyk pyta: „skąd to wiemy?”. Zwolennik spisku odpowiada: „skoro zaprzeczają, to znaczy, że coś ukrywają”.</p><h2>Nienawiść potrzebuje opowieści</h2><p>Nienawiść międzygrupowa rzadko pojawia się bez przygotowania. Najpierw trzeba stworzyć historię, w której jedna grupa jest niewinna, druga zaś działa potajemnie, podstępnie i przeciwko „zwykłym ludziom”. Potem wystarczy powtarzać tę opowieść tak długo, aż sąsiad przestanie być sąsiadem, a stanie się przedstawicielem wrogiego obozu.</p><p>Teorie spiskowe oferują poczucie przynależności, wyjątkowości i dostępu do rzekomo zakazanej wiedzy. Cena jest jednak wysoka: narastająca podejrzliwość, lęk, utrata zaufania i rozpad wspólnoty.</p><p>W lokalnym mieście wspólnota nie jest pojęciem z podręcznika socjologii. To ludzie stojący razem w kolejce, spotykający się w szkole, przychodni, sklepie i na miejskim wydarzeniu. Kiedy każda różnica zdań zaczyna być przedstawiana jako dowód zdrady, a każdy przeciwnik jako uczestnik tajnego układu, rozmowa staje się niemożliwa.</p><p>A bez rozmowy pozostaje już tylko krzyk.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bielizna, która pomaga odzyskać pewność siebie. Dzień Bielizny z myślą o Amazonkach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56074,bielizna-ktora-pomaga-odzyskac-pewnosc-siebie-dzien-bielizny-z-mysla-o-amazonkach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56074,bielizna-ktora-pomaga-odzyskac-pewnosc-siebie-dzien-bielizny-z-mysla-o-amazonkach</guid>
            <pubDate>Wed, 05 Aug 2026 07:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bielizna-ktora-pomaga-odzyskac-pewnosc-siebie-dzien-bielizny-z-mysla-o-amazonkach-1785871343.png</url>
                        <title>Bielizna, która pomaga odzyskać pewność siebie. Dzień Bielizny z myślą o Amazonkach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56074,bielizna-ktora-pomaga-odzyskac-pewnosc-siebie-dzien-bielizny-z-mysla-o-amazonkach</link>
                    </image><description>5 sierpnia obchodzony jest Dzień Bielizny. Dla jednych będzie to jedynie kolejne lekkie i nieformalne święto, dla innych – dobra okazja do zakupu nowego kompletu. Warto jednak spojrzeć głębiej. Dla kobiet po mastektomii odpowiednio dobrany biustonosz lub kostium kąpielowy nie jest zwykłym elementem garderoby. Może oznaczać komfort, bezpieczeństwo, swobodę ruchu i powrót do codzienności. Specjalistyczna bielizna dla Amazonek dostępna jest również w Tomaszowie Mazowieckim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dzień Bielizny przypada każdego roku 5 sierpnia. Został zapoczątkowany w 2003 roku jako inicjatywa promująca akceptację własnego ciała i świadomy dobór tego, co nosimy najbliżej skóry.</p><p>W przypadku <strong>kobiet po operacjach piersi</strong> temat nabiera jednak zupełnie innego znaczenia. Tu nie chodzi o chwilową modę, koronkę dostrzeżoną na wystawie ani pogoń za wyretuszowanym ideałem. Chodzi o ciało, które przeszło przez chorobę, zabieg, blizny i długą drogę leczenia. Ciało, które nie potrzebuje oceny. Potrzebuje troski.</p><h2>Mastektomia nie odbiera kobiecości</h2><p>Rak piersi pozostaje najczęściej rozpoznawanym nowotworem złośliwym u kobiet w Polsce. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku chorobę rozpoznano u <strong>21 716 kobiet</strong>, a 6757 pacjentek zmarło z jej powodu.</p><p>Za każdą z tych liczb kryje się osobna historia. Pierwsze podejrzenie, badania, diagnoza, strach, rozmowa z rodziną, leczenie i próba odzyskania życia, które nagle ktoś przeciął jak taśmę filmową w połowie najważniejszej sceny.</p><p>Mastektomia może ratować życie, ale jej następstwa nie kończą się wraz z opuszczeniem szpitala. Kobieta musi na nowo oswoić swoje ciało, nauczyć się jego zmienionego kształtu i zdecydować, w jaki sposób chce funkcjonować. Może wybrać rekonstrukcję piersi, protezę zewnętrzną albo zrezygnować z obu rozwiązań. <strong>Nie istnieje jedna obowiązkowa droga. Każda decyzja należy do kobiety.</strong></p><p>Dla tych pań, które decydują się na korzystanie z protezy piersi, odpowiednio dobrana bielizna może stać się ważnym elementem codziennego komfortu.</p><h2>Czym różni się bielizna dla Amazonek?</h2><p><strong>Biustonosze po mastektomii</strong> projektowane są w taki sposób, aby stabilnie utrzymywały protezę, nie powodowały podrażnień i zapewniały możliwie naturalne ułożenie sylwetki. Zazwyczaj posiadają specjalne kieszonki, do których można bezpiecznie włożyć protezę piersi.</p><p>Istotne są również miękkie materiały, odpowiednio szerokie ramiączka, stabilny obwód i konstrukcja ograniczająca przesuwanie się protezy. W okresie bezpośrednio po operacji zwykle zaleca się delikatną, wygodną i pozbawioną fiszbin bieliznę, jednak jej wybór powinien zostać skonsultowany z lekarzem, pielęgniarką onkologiczną lub innym członkiem zespołu prowadzącego leczenie.</p><p>Dobrze dobrany model nie powinien uciskać blizny, wrzynać się w skórę ani ograniczać ruchu ręki. Musi być dopasowany nie tylko do rozmiaru, ale także do rodzaju operacji, kształtu sylwetki, używanej protezy i etapu rekonwalescencji.</p><p>To właśnie dlatego przypadkowy zakup przez internet, choć pozornie łatwy, nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Potrzebne są spokój, dyskrecja oraz możliwość przymierzenia kilku fasonów.</p><h2>Powrót na basen i nad wodę</h2><p>Operacja piersi nie musi oznaczać rezygnacji z pływania, wyjazdu nad morze czy rodzinnego wypoczynku nad Zalewem Sulejowskim. Specjalistyczne <strong>kostiumy kąpielowe dla Amazonek</strong> mogą posiadać kieszonki stabilizujące protezę, odpowiednio skonstruowane miseczki, wyższy dekolt oraz zabudowanie pod pachami.</p><p>Takie rozwiązania pomagają utrzymać protezę na właściwym miejscu także podczas ruchu w wodzie. Specjalistyczny strój może być jednoczęściowy, ale dostępne są również tankini i modele dwuczęściowe.</p><p>Nie chodzi o ukrywanie ciała. Chodzi o wybór. O możliwość wejścia do wody bez nieustannego sprawdzania, czy kostium się przesunął. O chwilę, w której kobieta ponownie może skupić się na chłodzie wody, słońcu, rozmowie i zwyczajnej przyjemności, zamiast na lęku przed spojrzeniami innych.</p><h2>Specjalistyczna bielizna dostępna w Tomaszowie Mazowieckim</h2><p>Mieszkanki Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego nie muszą szukać takich produktów wyłącznie w dużych miastach lub anonimowych sklepach internetowych.</p><p><strong>Twój Sklep Medyczny przy ulicy Słowackiego 4 w Tomaszowie Mazowieckim</strong> prowadzi dział produktów przeznaczonych dla Amazonek. W ofercie znajdują się między innymi protezy piersi, specjalistyczna bielizna oraz kostiumy kąpielowe przystosowane do noszenia protez. Dostępne są także peruki i turbany dla kobiet przechodzących leczenie onkologiczne.</p><p>Dobór takiego produktu powinien odbywać się bez pośpiechu. Dla wielu kobiet pierwsza wizyta w sklepie po operacji jest trudnym przeżyciem. Bywa pierwszym momentem, w którym trzeba głośno powiedzieć o mastektomii obcej osobie. Dlatego obok wiedzy o rozmiarach, fasonach i protezach potrzebne są również takt, delikatność i zwykła ludzka życzliwość.</p><h2>Bielizna nie zmieni przeszłości, ale może ułatwić przyszłość</h2><p>Nie cofnie diagnozy. Nie usunie blizny. Nie wymaże miesięcy lęku, bólu i oczekiwania na wyniki badań.</p><p>Może jednak sprawić, że ubranie znów będzie dobrze się układało. Że spacer, wyjazd, pływanie albo spotkanie z przyjaciółmi przestaną wiązać się z dodatkowym stresem. Czasami właśnie z takich niewielkich, codziennych kroków odbudowuje się poczucie bezpieczeństwa.</p><p><strong>Kobieta po mastektomii nadal jest tą samą kobietą.</strong> Ma prawo wyglądać tak, jak chce. Nosić protezę albo jej nie nosić. Zakładać specjalistyczny biustonosz, elegancką sukienkę, sportowy strój lub kostium kąpielowy. Nie musi niczego udowadniać światu.</p><p>Dzień Bielizny może więc być czymś więcej niż kalendarzową ciekawostką. Może stać się przypomnieniem, że ubranie znajdujące się najbliżej ciała powinno dawać nie tylko podparcie, ale również poczucie spokoju, godności i wolności.</p><p><strong>Twój Sklep Medyczny</strong><br>ul. Słowackiego 4, Tomaszów Mazowiecki<br>tel. 570 019 100<br>e-mail: <a href="mailto:biuro@med-sklep.pl">biuro@med-sklep.pl</a></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rak płuca wciąż wykrywany za późno. U połowy chorych są już przerzuty]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56063,rak-pluca-wciaz-wykrywany-za-pozno-u-polowy-chorych-sa-juz-przerzuty</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56063,rak-pluca-wciaz-wykrywany-za-pozno-u-polowy-chorych-sa-juz-przerzuty</guid>
            <pubDate>Tue, 04 Aug 2026 09:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rak-pluca-wciaz-wykrywany-za-pozno-u-polowy-chorych-sa-juz-przerzuty-1785828184.png</url>
                        <title>Rak płuca wciąż wykrywany za późno. U połowy chorych są już przerzuty</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56063,rak-pluca-wciaz-wykrywany-za-pozno-u-polowy-chorych-sa-juz-przerzuty</link>
                    </image><description>U około połowy pacjentów rak płuca zostaje rozpoznany dopiero w stadium uogólnionym, gdy nowotwór zdążył już dać przerzuty do odległych narządów. W takiej sytuacji zazwyczaj nie ma możliwości zastosowania leczenia prowadzącego do całkowitego wyleczenia. Nadzieję na zmianę tych dramatycznych statystyk daje program badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rak płuca pozostaje jednym z największych wyzwań polskiej onkologii. Choroba może przez długi czas rozwijać się niemal bezobjawowo, a pierwsze dolegliwości często pojawiają się dopiero wtedy, gdy nowotwór jest już zaawansowany.</p><p>Jak przekazał Polskiej Agencji Prasowej prof. dr hab. Maciej Krzakowski, kierownik Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii, <strong>około połowy chorych w Polsce otrzymuje diagnozę w stadium uogólnienia</strong>. Oznacza to obecność przerzutów między innymi w wątrobie, kościach, nadnerczach lub mózgu.</p><p>W takim przypadku leczenie ma najczęściej na celu zahamowanie rozwoju choroby, wydłużenie życia oraz utrzymanie jego możliwie dobrej jakości.</p><h2>Rak płuca zabija więcej osób, niż wynosi liczba nowych rozpoznań</h2><p>Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku w Polsce odnotowano <strong>21 045 nowych zachorowań na raka płuca oraz 22 155 zgonów spowodowanych tą chorobą</strong>. Nowotwory płuca odpowiadały za ponad jedną czwartą wszystkich zgonów onkologicznych wśród mężczyzn i blisko jedną piątą wśród kobiet.</p><p>Prognozy wykorzystywane podczas prac nad nowym programem profilaktycznym wskazują, że w 2029 roku liczba nowych przypadków może przekroczyć <strong>32,5 tysiąca rocznie</strong>.</p><p>Tak wysoka śmiertelność nie wynika wyłącznie z agresywnego charakteru nowotworu. Kluczowe znaczenie ma moment postawienia diagnozy. Im wcześniej choroba zostanie wykryta, tym większe są możliwości zastosowania operacji, radioterapii oraz leczenia okołooperacyjnego.</p><h2>Kaszel, duszność i utrata wagi. Objawów nie wolno lekceważyć</h2><p>Rak płuca przez długi czas może nie powodować charakterystycznych dolegliwości. Objawy bywają mylone z infekcją, przewlekłym zapaleniem oskrzeli, chorobami serca albo następstwami wieloletniego palenia.</p><p>Do sygnałów, które powinny skłonić do szybkiej konsultacji lekarskiej, należą przede wszystkim:</p><p><strong>utrzymujący się lub zmieniający charakter kaszel, narastająca duszność, krwioplucie, chrypka, ból w klatce piersiowej, osłabienie oraz niewyjaśniona utrata masy ciała.</strong></p><p>Szczególnej czujności wymaga zmiana rodzaju kaszlu u osoby palącej papierosy. Jeżeli dotychczasowy kaszel staje się częstszy, bardziej męczący, pojawia się również w nocy albo towarzyszy mu odkrztuszanie krwi, nie należy czekać, aż objawy miną samoistnie.</p><p>Pierwszym etapem diagnostyki może być badanie rentgenowskie klatki piersiowej. Gdy wynik lub stan pacjenta budzą podejrzenie nowotworu, lekarz może skierować chorego na tomografię komputerową z kontrastem oraz dalsze badania pulmonologiczne, patomorfologiczne i molekularne.</p><h2>Wczesne rozpoznanie może oznaczać wyleczenie</h2><p>Obecnie około jednej piątej chorych otrzymuje diagnozę na wczesnym etapie, kiedy możliwe jest przeprowadzenie operacji. U części pacjentów zabieg chirurgiczny łączy się następnie z immunoterapią lub leczeniem ukierunkowanym molekularnie, które ma zmniejszyć ryzyko nawrotu choroby.</p><p>– <strong>Rak płuca wykryty w stadium wczesnym jest możliwy do wyleczenia</strong> – podkreśla prof. Maciej Krzakowski.</p><p>W ostatnich latach zwiększyła się również liczba terapii dostępnych dla pacjentów z bardziej zaawansowanym nowotworem. O wyborze leczenia nie decyduje już wyłącznie wygląd komórek nowotworowych pod mikroskopem. Coraz większe znaczenie mają badania określające obecność konkretnych mutacji i biomarkerów, dzięki którym możliwe jest zastosowanie immunoterapii lub leków celowanych.</p><p>Warunkiem jest jednak szybkie i kompletne przeprowadzenie diagnostyki. Każdy tydzień oczekiwania na wynik badania histopatologicznego lub molekularnego może opóźniać rozpoczęcie właściwego leczenia.</p><h2>Niskodawkowa tomografia wykryje zmiany przed wystąpieniem objawów</h2><p>Przełomem w profilaktyce raka płuca ma być wprowadzenie do systemu świadczeń gwarantowanych programu badań z wykorzystaniem <strong>niskodawkowej tomografii komputerowej, określanej skrótem NDTK</strong>.</p><p>Badanie pozwala wykrywać niewielkie zmiany w płucach, zanim zaczną powodować objawy. W porównaniu ze standardową tomografią wykorzystuje znacznie mniejszą dawkę promieniowania. Nie wymaga podania kontrastu ani szczególnego przygotowania pacjenta.</p><p>Międzynarodowe badania wskazują, że prowadzenie badań przesiewowych w odpowiednio dobranej grupie osób może zmniejszać ryzyko śmierci z powodu raka płuca o około 20 procent. Trzeba jednak pamiętać, że nie każda zmiana uwidoczniona w płucach jest nowotworem. Część uczestników programu będzie wymagała kolejnego badania kontrolnego lub pogłębionej diagnostyki.</p><p>Polskie doświadczenia z pilotażu są obiecujące. W latach 2021–2023 wykonano ponad 39 tysięcy badań NDTK. Wykryto 330 przypadków raka płuca, a 219 pacjentów zostało zakwalifikowanych do leczenia operacyjnego.</p><h2>Kto będzie mógł skorzystać z bezpłatnych badań?</h2><p>Program będzie skierowany przede wszystkim do kobiet i mężczyzn w wieku <strong>od 55 do 74 lat</strong>, którzy obecnie palą albo palili w przeszłości i mają za sobą co najmniej 20 paczkolat. Byli palacze będą mogli zostać zakwalifikowani, jeżeli od zerwania z nałogiem nie minęło więcej niż 15 lat.</p><p>Jedno paczkorok oznacza wypalanie jednej paczki papierosów dziennie przez rok. Dwadzieścia paczkolat może więc oznaczać palenie paczki dziennie przez 20 lat albo dwóch paczek dziennie przez 10 lat.</p><p>Program obejmie również część osób w wieku <strong>od 50 do 54 lat</strong>, jeżeli spełniają kryterium dotyczące palenia i jednocześnie występują u nich dodatkowe czynniki ryzyka. Należą do nich między innymi narażenie zawodowe na azbest, krzemionkę, nikiel, chrom, kadm, arsen lub spaliny silników Diesla, ekspozycja na radon, przewlekła obturacyjna choroba płuc, wcześniejsze choroby nowotworowe albo rak płuca u najbliższego krewnego.</p><h2>Program przesiewowy nie jest dla osób z objawami</h2><p>To rozróżnienie ma ogromne znaczenie. <strong>Badania przesiewowe są przeznaczone dla osób, które nie mają objawów sugerujących raka płuca</strong>, ale ze względu na wiek i historię palenia są obciążone podwyższonym ryzykiem zachorowania.</p><p>Osoba, u której występuje krwioplucie, przewlekły kaszel, duszność, chrypka lub niewyjaśniony spadek masy ciała, nie powinna czekać na możliwość przystąpienia do programu. W takim przypadku należy zgłosić się do lekarza rodzinnego i rozpocząć standardową diagnostykę.</p><p>Rozporządzenie włączające program do wykazu świadczeń gwarantowanych weszło w życie 23 lipca 2026 roku. Umowy z placówkami realizującymi badania będą mogły obejmować okres rozpoczynający się nie wcześniej niż <strong>1 października 2026 roku</strong>. Faktyczna dostępność badań w poszczególnych regionach będzie zależała od zakontraktowania świadczeń przez Narodowy Fundusz Zdrowia.</p><h2>Najważniejszym czynnikiem ryzyka pozostaje palenie</h2><p>Badanie tomograficzne nie zastąpi profilaktyki. Najskuteczniejszym sposobem ograniczenia ryzyka zachorowania pozostaje niepalenie papierosów oraz unikanie biernego wdychania dymu tytoniowego.</p><p>Według danych przywoływanych przez Narodowy Instytut Onkologii palenie odpowiada za około <strong>80–90 procent zachorowań na raka płuca u mężczyzn i około 70 procent przypadków u kobiet</strong>. Dlatego elementem programu ma być również poradnictwo pomagające w zerwaniu z uzależnieniem od nikotyny.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego pierwszym krokiem powinien być kontakt z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej. Dotyczy to zarówno osób zauważających niepokojące objawy, jak i wieloletnich palaczy, którzy chcą sprawdzić, czy będą spełniać kryteria udziału w programie.</p><p>Rak płuca wciąż bywa utożsamiany z chorobą nieuleczalną. Nie jest to jednak pełny obraz. <strong>Nowotwór wykryty odpowiednio wcześnie może zostać skutecznie usunięty i wyleczony. Największym zagrożeniem pozostaje zwlekanie z wizytą u lekarza.</strong></p><p><i>Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje indywidualnej konsultacji lekarskiej.</i></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Affidea NU-MED w Tomaszowie szuka kierownika apteki szpitalnej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56057,affidea-nu-med-w-tomaszowie-szuka-kierownika-apteki-szpitalnej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56057,affidea-nu-med-w-tomaszowie-szuka-kierownika-apteki-szpitalnej</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 22:06:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-affidea-nu-med-w-tomaszowie-szuka-kierownika-apteki-szpitalnej-1785788317.jpg</url>
                        <title>Affidea NU-MED w Tomaszowie szuka kierownika apteki szpitalnej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56057,affidea-nu-med-w-tomaszowie-szuka-kierownika-apteki-szpitalnej</link>
                    </image><description>Szpital onkologiczny Affidea NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim rozpoczął rekrutację na stanowisko kierownika apteki szpitalnej. To oferta dla doświadczonych farmaceutów, którzy chcą odpowiadać za bezpieczeństwo farmakoterapii i rozwój zespołu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nowa rekrutacja w tomaszowskim szpitalu onkologicznym</h2><p>Affidea NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim prowadzi nabór na stanowisko <strong>kierownika apteki szpitalnej</strong>. Jak wynika z opublikowanych informacji, poszukiwana osoba ma objąć zarządzanie nie tylko samą apteką szpitalną, ale również Pracownią Leków Cytostatycznych. To funkcja o dużym znaczeniu dla codziennego działania placówki, zwłaszcza w szpitalu wyspecjalizowanym w leczeniu onkologicznym.</p><p>Ogłoszenie wskazuje, że pracodawca oczekuje udziału w tworzeniu i utrzymywaniu wysokich standardów farmakoterapii. W praktyce oznacza to połączenie kompetencji organizacyjnych, nadzorczych i eksperckich. Dla lokalnego rynku pracy jest to oferta istotna, ponieważ dotyczy stanowiska specjalistycznego, wymagającego zarówno formalnych kwalifikacji, jak i doświadczenia w środowisku szpitalnym.</p><h2>Szeroki zakres odpowiedzialności</h2><p>Zakres obowiązków przewidzianych dla przyszłego kierownika jest rozbudowany. Do najważniejszych zadań należeć ma kierowanie pracą apteki szpitalnej oraz pracowni odpowiedzialnej za przygotowywanie leków cytotoksycznych, a także organizacja i nadzór nad przygotowaniem tych leków zgodnie z obowiązującymi standardami jakości i bezpieczeństwa.</p><p>Placówka oczekuje również zapewnienia prawidłowej gospodarki produktami leczniczymi i wyrobami medycznymi, nadzoru nad zamówieniami, magazynowaniem, dystrybucją oraz dokumentacją apteczną. Ważnym elementem pracy ma być także opracowywanie i wdrażanie procedur oraz monitorowanie ich przestrzegania. Z opisu wynika ponadto, że osoba zatrudniona na tym stanowisku będzie współpracować z personelem medycznym w zakresie racjonalnej farmakoterapii pacjentów onkologicznych.</p><p>Istotną częścią tej funkcji będzie też <strong>zarządzanie zespołem farmaceutów i techników farmaceutycznych</strong>, wspieranie ich rozwoju zawodowego oraz czuwanie nad zgodnością działania apteki z przepisami prawa i wymaganiami organów nadzorczych. Wśród obowiązków wymieniono również udział w badaniach klinicznych, co pokazuje, że stanowisko wykracza poza standardowe zarządzanie zapleczem lekowym.</p><h2>Jakich kwalifikacji oczekuje pracodawca</h2><p>Oferta jest skierowana do osób posiadających tytuł magistra farmacji oraz aktualne prawo wykonywania zawodu. Kandydat lub kandydatka muszą spełniać wymagania niezbędne do pełnienia funkcji kierownika apteki szpitalnej zgodnie z obowiązującymi przepisami, w tym legitymować się odpowiednią specjalizacją i wymaganym doświadczeniem zawodowym.</p><p>Pracodawca podkreśla znaczenie doświadczenia w pracy w aptece szpitalnej. Dodatkowym atutem ma być znajomość zasad przygotowywania i obrotu lekami cytotoksycznymi. Poza kwalifikacjami formalnymi liczyć się będą również umiejętność organizacji pracy, zdolność zarządzania zespołem, samodzielność, odpowiedzialność oraz wysokie standardy etyki zawodowej. Wymagana jest także bardzo dobra znajomość prawa farmaceutycznego i regulacji dotyczących funkcjonowania aptek szpitalnych.</p><h2>Co oferuje placówka</h2><p>Z przedstawionych informacji wynika, że Affidea NU-MED proponuje pracę w nowoczesnym, specjalistycznym szpitalu onkologicznym. Kandydaci mogą liczyć na możliwość realnego wpływu na rozwój apteki szpitalnej i Pracowni Leków Cytostatycznych, co może być istotnym argumentem dla osób szukających nie tylko stabilnego zatrudnienia, ale także przestrzeni do wdrażania własnych rozwiązań organizacyjnych.</p><p>W ofercie wskazano również stabilne zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę lub inną preferowaną formę współpracy, konkurencyjne wynagrodzenie, możliwość uczestnictwa w szkoleniach, konferencjach i projektach rozwojowych, a także nowoczesne zaplecze technologiczne i partnerską atmosferę pracy w interdyscyplinarnym zespole.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jak się odstresować po ciężkim dniu? Szybkie sposoby na relaks]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56045,jak-sie-odstresowac-po-ciezkim-dniu-szybkie-sposoby-na-relaks</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56045,jak-sie-odstresowac-po-ciezkim-dniu-szybkie-sposoby-na-relaks</guid>
            <pubDate>Mon, 03 Aug 2026 09:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jak-sie-odstresowac-po-ciezkim-dniu-szybkie-sposoby-na-relaks-1785742451.jpg</url>
                        <title>Jak się odstresować po ciężkim dniu? Szybkie sposoby na relaks</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56045,jak-sie-odstresowac-po-ciezkim-dniu-szybkie-sposoby-na-relaks</link>
                    </image><description>Wchodzisz do domu, zdejmujesz buty i orientujesz się, że głowa nadal siedzi na spotkaniu sprzed trzech godzin. Ciało wróciło, układ nerwowy jeszcze nie. Przestawienie się z trybu gotowości na tryb odpoczynku da się przyspieszyć i zajmuje to mniej czasu, niż myślisz.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Oddech, czyli najszybszy przełącznik, jaki masz</strong></h2><p>Oddychanie to jedyna część układu autonomicznego, którą sterujesz świadomie. Kiedy wydech jest dłuższy od wdechu, tętno zwalnia, a organizm dostaje sygnał, że zagrożenie minęło. Nie potrzebujesz do tego aplikacji ani maty. Wystarczy krzesło i pięć minut.</p><h3><strong>Oddech 4-7-8</strong></h3><p>Usiądź wygodnie, zamknij oczy. Wdech nosem przez 4 sekundy, zatrzymanie na 7, wydech ustami przez 8 sekund, z lekkim szumem. Powtórz cztery razy i przestań, nawet jeśli masz ochotę na więcej. Na początku może zakręcić się w głowie, to normalne.</p><h3><strong>Oddychanie przeponowe</strong></h3><p>Połóż jedną dłoń na klatce piersiowej, drugą na brzuchu. Oddychaj tak, żeby unosiła się tylko ta dolna. Klatka ma zostać nieruchomo. Większość z nas przez cały dzień oddycha płytko, górą, i sam powrót do przepony potrafi rozluźnić kark i barki.</p><h3><strong>Oddech kwadratowy</strong></h3><p>Wdech przez 4 sekundy, zatrzymanie 4, wydech 4, zatrzymanie 4. Wyobraź sobie kwadrat i prowadź wzrokiem po jego bokach. Ta technika sprawdza się w miejscach, gdzie nie chcesz zwracać na siebie uwagi, choćby w aucie na parkingu przed domem.</p><h2><strong>Kąpiel: kilka szczegółów decyduje o efekcie</strong></h2><p>Ciepła woda rozluźnia mięśnie i uspokaja, ale tylko wtedy, gdy nie przesadzisz. Optymalna temperatura to 37 do 39 stopni. Woda gorętsza obciąża krążenie i zamiast rozluźnienia dostaniesz zmęczenie. Czas kąpieli trzymaj w granicach 15 do 20 minut, dłuższe moczenie wysusza skórę.</p><p>Sól Epsom, czyli siarczan magnezu, pomaga rozluźnić spięte mięśnie. Do wanny możesz też wrzucić woreczek z płatkami owsianymi, jeśli skóra jest podrażniona. Z olejków najlepiej sprawdzają się lawendowy i rumiankowy na wyciszenie oraz bergamotka, gdy chcesz poprawić nastrój bez usypiania.</p><p>Światło ma tu więcej do powiedzenia niż zapach. Zgaszona lampa i zapalona świeca robią różnicę, bo jasne światło podtrzymuje czujność. Dobrze działa naturalna świeca konopna, która pali się spokojnym płomieniem i nie perfumuje całego mieszkania.</p><p>Muzyka poniżej 60 uderzeń na minutę wspiera wyciszenie. Szum deszczu, fale, spokojne instrumentalne kompozycje. Playlisty z wokalem działają słabiej, bo mózg zaczyna przetwarzać tekst.</p><h2><strong>Ruch, który rozładowuje, zamiast dokładać zmęczenia</strong></h2><p>Aktywność obniża poziom kortyzolu, ale wieczorem liczy się jej rodzaj. Ciężki trening po nerwowym dniu bywa dokładaniem stresu do stresu.</p><p>Dwudziestominutowy spacer wystarczy, żeby zbić napięcie, szczególnie jeśli pójdziesz do parku albo lasu i skupisz się na tym, co słyszysz i czujesz. Delikatna joga albo zwykłe rozciąganie uwalniają to, co po ośmiu godzinach przy biurku zebrało się w karku i biodrach. Jest jeszcze taniec do własnej muzyki, bez choreografii i bez świadków. Wygląda niepoważnie, działa serio.</p><h2><strong>Głowa nadal pracuje? Wycisz myśli, zanim położysz się spać</strong></h2><p>Po trudnym dniu umysł kręci się w kółko wokół tych samych scenariuszy. Trzeba dać mu inne zajęcie.</p><p>Wypisz wszystko na kartkę: zadania, obawy, niedokończone sprawy. Mózg przestaje je wtedy pilnować, bo są zapisane. Nie oceniaj tego, co piszesz, po prostu pisz.</p><p>Medytacja uważności to skupienie na chwili obecnej: oddechu, dźwiękach, dotyku koca. Na start łatwiej jest z nagraniem prowadzącym niż w ciszy. Sprawdza się też wizualizacja, czyli przeniesienie się na kilka minut w konkretne miejsce, w którym czułeś spokój, z detalami: kolorami, temperaturą, zapachem.</p><h2><strong>Kiedy techniki to za mało, czyli wsparcie z półki</strong></h2><p>Jeśli wieczorami trudno ci wyhamować, a rano wstajesz niewyspany, przyczyna bywa prostsza niż stres w pracy. Przy długotrwałym napięciu rośnie zapotrzebowanie na magnez, a jego niedobór daje objawy, które łatwo pomylić z przemęczeniem: skurcze łydek, drganie powieki, rozdrażnienie. Magnez pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego i w zmniejszeniu uczucia zmęczenia. Przy wyborze patrz na formę: cytrynian magnezu z potasem i witaminą B6 przyswaja się lepiej niż popularny tlenek, a B6 wspiera jego wykorzystanie w organizmie.</p><p>Na trudność z zasypianiem inaczej działa melatonina, która pomaga skrócić czas potrzebny na zaśnięcie. Wystarczy 1 mg przyjęty tuż przed snem, większe dawki nie dają lepszego efektu. Osobna sprawa to jelita. Oś jelita, mózg to dziś jeden z najżywiej badanych tematów i stąd wzięły się psychobiotyki, czyli szczepy bakterii badane pod kątem samopoczucia i snu.</p><p>Cały wybór znajdziesz w kategorii <a href="https://www.drogeria-koniczynka.pl/52-suplementy">suplementy</a> w <a href="https://www.drogeria-koniczynka.pl/">Drogerii Koniczynka</a>. Jeśli bierzesz leki na stałe, skonsultuj zestawienie z farmaceutą, bo część preparatów wchodzi w interakcje.</p><h2><strong>Zbuduj z tego rutynę, a nie akcję ratunkową</strong></h2><p>Pojedyncza kąpiel nie odbuduje odporności na stres. Robi to powtarzalność: te same godziny snu, wieczór bez telefonu w łóżku, kilka minut oddechu po powrocie do domu. Zacznij od jednego nawyku i utrzymaj go przez dwa tygodnie, zanim dołożysz kolejny.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pełnoletni tylko w dowodzie? Co szósty młody dorosły nie potrafi samodzielnie zadbać o swoje zdrowie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56033,pelnoletni-tylko-w-dowodzie-co-szosty-mlody-dorosly-nie-potrafi-samodzielnie-zadbac-o-swoje-zdrowie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56033,pelnoletni-tylko-w-dowodzie-co-szosty-mlody-dorosly-nie-potrafi-samodzielnie-zadbac-o-swoje-zdrowie</guid>
            <pubDate>Sun, 02 Aug 2026 09:48:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pelnoletni-tylko-w-dowodzie-co-szosty-mlody-dorosly-nie-potrafi-samodzielnie-zadbac-o-swoje-zdrowie-1785660049.png</url>
                        <title>Pełnoletni tylko w dowodzie? Co szósty młody dorosły nie potrafi samodzielnie zadbać o swoje zdrowie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56033,pelnoletni-tylko-w-dowodzie-co-szosty-mlody-dorosly-nie-potrafi-samodzielnie-zadbac-o-swoje-zdrowie</link>
                    </image><description>Potrafią rozmawiać z lekarzem, ale często nie wiedzą, jak umówić wizytę, kiedy szukać pomocy i jakie informacje o własnym zdrowiu powinni przekazać personelowi medycznemu. Amerykańskie badanie pokazuje, że wejście w dorosłość nie zawsze oznacza zdobycie podstawowej samodzielności zdrowotnej. To nie tylko problem młodych ludzi. To także rachunek wystawiony rodzinie, szkole i całemu systemowi edukacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W dniu osiemnastych urodzin nie zachodzi żadna magiczna przemiana. Nie pojawia się nagle wiedza o tym, czym różni się lekarz rodzinny od specjalisty, jak uzyskać receptę, kiedy objawy wymagają pilnej konsultacji ani co powiedzieć lekarzowi o chorobach występujących w rodzinie.</p><p>Prawo uznaje człowieka za dorosłego. Życie — jak zwykle — potrzebuje więcej czasu.</p><p>Z najnowszego sondażu C.S. Mott Children’s Hospital działającego przy University of Michigan wynika, że <strong>17 procent rodziców młodych osób w wieku od 18 do 25 lat uważa, iż ich dorosłe dziecko nie wykonuje samodzielnie żadnego z sześciu podstawowych zadań związanych z korzystaniem z ochrony zdrowia</strong>. Badanie przeprowadzono w lutym 2026 roku wśród 1550 amerykańskich rodziców.</p><p>To wynik, którego nie warto zbywać wzruszeniem ramion. Nie mówi bowiem jedynie o wygodnictwie pokolenia wychowanego ze smartfonem w dłoni. Pokazuje raczej, że przez kilkanaście lat uczymy dzieci rozwiązywania równań, wskazywania dopływów Wisły i rozpoznawania środków stylistycznych, ale niekoniecznie tego, <strong>jak zostać pacjentem odpowiedzialnym za własne życie i zdrowie</strong>.</p><h2>Z lekarzem porozmawiają. Gorzej z decyzją, kiedy do niego pójść</h2><p>Wyniki badania nie są jednoznacznie ponure. Według rodziców po 71 procent młodych dorosłych samodzielnie rozmawia z personelem podczas wizyty i stosuje się później do zaleceń. 69 procent organizuje sobie dojazd do placówki.</p><p>Znacznie gorzej wygląda jednak sam początek drogi do gabinetu. Tylko 52 procent młodych osób samodzielnie umawia wizyty, a 49 procent decyduje, kiedy stan zdrowia wymaga konsultacji. Nieco ponad połowa potrafi samodzielnie przekazać dane dotyczące ubezpieczenia i historii chorób w rodzinie.</p><p>To rozróżnienie jest ważne. <strong>Młody człowiek może dobrze zachowywać się w gabinecie, ale nadal nie umieć wejść do systemu bez pomocy rodzica.</strong></p><p>Potrafi odpowiedzieć na pytania lekarza, kiedy matka lub ojciec wcześniej znajdą numer telefonu, wybiorą poradnię, umówią termin i przypomną, jakie leki są przyjmowane. Samodzielność okazuje się wówczas dekoracją — ładną, ale zawieszoną na rusztowaniu zbudowanym przez rodziców.</p><h2>Czy młodzi są nieodpowiedzialni? Badanie tego nie dowodzi</h2><p>Najłatwiejsza interpretacja brzmi: młode pokolenie jest niedojrzałe, roszczeniowe i przyzwyczajone, że wszystko zrobią za nie rodzice. Taka ocena byłaby jednak zbyt wygodna.</p><p>Rodzice najczęściej wskazywali jako przeszkodę <strong>brak wiedzy o tym, co należy zrobić — 27 procent — oraz brak praktyki, wskazany przez 25 procent ankietowanych</strong>. Niedojrzałość wymieniło 16 procent, a niechęć do przejmowania odpowiedzialności 15 procent badanych.</p><p>To zasadnicza różnica. Brak wiedzy nie jest wadą charakteru. Brak praktyki nie jest moralną porażką. Obu można zaradzić, pod warunkiem że ktoś wcześniej uzna takie umiejętności za potrzebne.</p><p>Trzeba też uczciwie zaznaczyć ograniczenia badania. <strong>Nie pytano samych młodych ludzi, lecz ich rodziców.</strong> Otrzymujemy więc obraz widziany oczami osób, które mogą zarówno przeceniać zależność dzieci, jak i nie dostrzegać, ile spraw załatwiają one bez ich udziału.</p><p>Badanie przeprowadzono ponadto w Stanach Zjednoczonych, gdzie system ubezpieczeń i finansowania leczenia jest inny niż w Polsce. Sondaż był reprezentatywny dla gospodarstw domowych w USA, a margines błędu poszczególnych wyników wynosił od 1 do 7 punktów procentowych.</p><p>Nie należy więc mechanicznie przenosić wyniku „co szósty” na polskie społeczeństwo. Można jednak potraktować go jak światło ostrzegawcze na desce rozdzielczej. Być może jeszcze nie oznacza poważnej awarii, ale ignorowanie go byłoby nierozsądne.</p><h2>Szkoła uczy o zdrowiu. Czy uczy korzystania z lekarza?</h2><p>Od września 2025 roku w polskich szkołach funkcjonuje edukacja zdrowotna, która objęła między innymi zdrowie fizyczne i psychiczne, odżywianie, profilaktykę, uzależnienia oraz zdrowie seksualne. Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawia ten przedmiot jako kompleksowe i interdyscyplinarne podejście do zdrowia człowieka.</p><p>To potrzebny kierunek. Pozostaje jednak pytanie, czy edukacja zdrowotna jest również <strong>edukacją pacjencką</strong>.</p><p>Czy młody człowiek kończący szkołę wie:</p><p>jak zapisać się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, czym różni się skierowanie od recepty, gdzie sprawdzić wyniki badań, jak działa Internetowe Konto Pacjenta, kiedy zgłosić się do lekarza rodzinnego, nocnej pomocy, na SOR lub wezwać pogotowie, jak przygotować listę przyjmowanych leków i jak opisać objawy?</p><p>To wiedza równie życiowa jak podstawy pierwszej pomocy. W niektórych sytuacjach może decydować o zdrowiu, a nawet życiu.</p><p>Nie wystarczy powiedzieć nastolatkowi, że powinien zdrowo jeść, spać osiem godzin i ograniczyć telefon. Trzeba jeszcze nauczyć go, <strong>co zrobić, kiedy mimo wszystko zachoruje</strong>.</p><h2>Osiemnastka zmienia prawa, ale nie daje instrukcji obsługi systemu</h2><p>W Polsce po osiągnięciu pełnoletności pacjent sam decyduje, komu mogą być przekazywane informacje o jego stanie zdrowia. Lekarz powinien przekazać osobie dorosłej zrozumiałe informacje o diagnozie, proponowanych badaniach, leczeniu, możliwych skutkach terapii oraz konsekwencjach jej zaniechania. Pełnoletni pacjent może upoważnić rodzica lub inną osobę do uzyskiwania informacji, ale decyzja należy już do niego.</p><p>Formalnie sprawa jest zatem jasna. W dniu osiemnastych urodzin rodzic przestaje automatycznie być rzecznikiem zdrowotnym swojego dziecka.</p><p>Problem w tym, że przepisy potrafią odciąć pępowinę jednym zdaniem, natomiast dojrzałość nie działa jak nożyczki.</p><p>Jeżeli przez siedemnaście lat rodzic zawsze odpowiadał w gabinecie, wypełniał formularze, pamiętał o receptach i wybierał specjalistów, trudno oczekiwać, że dzień później młody człowiek będzie poruszał się po systemie z pewnością doświadczonego pacjenta.</p><p>To trochę jak nauka jazdy samochodem. Nie wystarczy przekazać kluczyki i powiedzieć: „Od dziś jesteś pełnoletni”. Najpierw potrzebne są obserwacja, ćwiczenia, błędy popełniane w bezpiecznych warunkach i stopniowe przejmowanie kontroli.</p><h2>Rodzic jako przewodnik, nie osobisty sekretariat</h2><p>Autorzy amerykańskiego badania zwracają uwagę, że odpowiedzialność powinna być przekazywana stopniowo. Nastolatek może najpierw sam opisać lekarzowi objawy, później wypełnić formularz, umówić wizytę, pilnować recept i zapisać w telefonie nazwy przyjmowanych leków.</p><p>Rodzic nadal może pomagać, ale nie powinien stale wyręczać.</p><p>To różnica między wsparciem a uzależnianiem. Dobrze przygotowany rodzic nie usuwa każdej przeszkody z drogi dziecka. Pokazuje, jak ją pokonać, a później robi krok w tył.</p><p>W badaniu 53 procent rodziców bardzo wysoko oceniło swój wkład w przygotowanie dziecka do samodzielnego dbania o zdrowie. Jednocześnie wśród osób oceniających swoje działania słabo aż 39 procent przyznawało, że ich dziecko nie wykonuje żadnego z podstawowych zadań związanych z ochroną zdrowia. W grupie rodziców najlepiej oceniających swoje działania odsetek ten wynosił 10 procent.</p><p>Nie dowodzi to prostego związku przyczynowego. Pokazuje jednak, że <strong>samodzielność młodych nie rodzi się w próżni</strong>. Jest efektem wielu drobnych sytuacji, w których dorośli pozwolili im próbować.</p><h2>Największym problemem nie musi być choroba</h2><p>Rodzice uczestniczący w badaniu częściej obawiali się stylu życia swoich dzieci niż ich przewlekłych chorób. 55 procent wskazywało nadmierny czas spędzany przed ekranem, 45 procent trudności w radzeniu sobie ze stresem, 44 procent niedobór snu, 40 procent niewłaściwe odżywianie, a 38 procent brak aktywności fizycznej.</p><p>Jedna trzecia rodziców dostrzegała również problem samotności lub braku przyjaciół. Dwie piąte uznało natomiast, że barierą jest koszt prowadzenia zdrowego stylu życia.</p><p>Ten fragment badania jest szczególnie interesujący, bo pokazuje pewien paradoks. Młodzi ludzie mają dziś niemal nieograniczony dostęp do informacji o zdrowiu. Każdy telefon może stać się poradnikiem dietetycznym, trenerem, kalendarzem badań i przypomnieniem o lekach.</p><p>Ten sam telefon jest jednocześnie urządzeniem, które zabiera sen, ruch, koncentrację i czas na budowanie relacji.</p><p>Nigdy wcześniej wiedza nie leżała tak blisko dłoni. I być może nigdy wcześniej tak trudno nie było jej odróżnić od chaosu.</p><h2>Potrzebujemy lekcji samodzielności, nie kolejnego wykładu</h2><p>Wyniki amerykańskiego sondażu nie powinny służyć do kolejnego narzekania na młodzież. Takie narzekanie jest jedną z najstarszych tradycji ludzkości — starszą zapewne od wielu chorób, na które dziś potrafimy znaleźć lekarstwo.</p><p>Badanie powinno raczej skłonić nas do sprawdzenia, czy młody człowiek opuszczający szkołę umie nie tylko wymienić elementy zdrowego stylu życia, lecz także <strong>praktycznie zadbać o siebie w sytuacji choroby</strong>.</p><p>Być może elementem edukacji powinny być ćwiczenia polegające na umawianiu fikcyjnej wizyty, wypełnianiu przykładowego wywiadu medycznego, tworzeniu rodzinnej historii chorób, rozpoznawaniu stanów alarmowych oraz korzystaniu z cyfrowych narzędzi ochrony zdrowia.</p><p>Nie potrzeba do tego wielkich reform ani podręcznika grubego jak „Czarodziejska góra” Tomasza Manna. Czasem wystarczy jedna dobrze przeprowadzona lekcja i kilka sytuacji, w których rodzic powstrzyma się od wyręczania.</p><h2>A jak jest w naszych domach?</h2><p>Czy osiemnastoletni mieszkaniec Tomaszowa Mazowieckiego potrafi sam zapisać się do lekarza? Czy wie, jakie leki przyjmuje i na co jest uczulony? Czy zna choroby występujące w rodzinie? Czy umie zdecydować, kiedy objawy można obserwować, a kiedy trzeba pilnie szukać pomocy?</p><p>I wreszcie: czy rodzice naprawdę przygotowują dzieci do samodzielności, czy tylko coraz sprawniej zarządzają ich życiem?</p><p><strong>Dorosłość zdrowotna nie zaczyna się w chwili odebrania dowodu osobistego. Zaczyna się wtedy, gdy człowiek potrafi zauważyć problem, poszukać pomocy, zadać właściwe pytania i wziąć odpowiedzialność za dalsze leczenie.</strong></p><p>Być może właśnie tego powinna uczyć szkoła. A jeszcze wcześniej — dom.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kto naprawdę płaci za zapaść ochrony zdrowia? Coraz częściej pacjent z Tomaszowa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56025,kto-naprawde-placi-za-zapasc-ochrony-zdrowia-coraz-czesciej-pacjent-z-tomaszowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56025,kto-naprawde-placi-za-zapasc-ochrony-zdrowia-coraz-czesciej-pacjent-z-tomaszowa</guid>
            <pubDate>Sat, 01 Aug 2026 13:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kto-naprawde-placi-za-zapasc-ochrony-zdrowia-coraz-czesciej-pacjent-z-tomaszowa-1785749275.png</url>
                        <title>Kto naprawdę płaci za zapaść ochrony zdrowia? Coraz częściej pacjent z Tomaszowa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56025,kto-naprawde-placi-za-zapasc-ochrony-zdrowia-coraz-czesciej-pacjent-z-tomaszowa</link>
                    </image><description>Polska ochrona zdrowia coraz bardziej przypomina dom, w którym od lat przecieka dach, pękają fundamenty i brakuje pieniędzy na ogrzewanie, ale gospodarze zamiast rozpocząć remont, urządzają publiczną awanturę o wynagrodzenie hydraulika. Dyskusja o wysokich zarobkach części lekarzy jest potrzebna. Nie wolno jednak udawać, że po obniżeniu kilku kontraktów nagle skrócą się kolejki, szpitale przestaną się zadłużać, a pacjent z Tomaszowa Mazowieckiego bez problemu dostanie się do specjalisty.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie dr n. med. Michał Bulsa przekonuje, że przyczyną finansowej zapaści ochrony zdrowia nie są wynagrodzenia lekarzy, lecz sposób finansowania świadczeń, błędne wyceny procedur i brak pieniędzy na wykonane już leczenie.</p><p>Można dyskutować, czy środowisko lekarskie nie broni w ten sposób własnych interesów. Trudno jednak odmówić Bulsie racji w jednym: <strong>pensje medyków stały się wygodnym politycznym parawanem, za którym można ukryć trzy dekady zaniedbań kolejnych rządów</strong>.</p><h2>Lekarz w Porsche, pacjent w kolejce</h2><p>Opinia publiczna poznaje dziś najbardziej spektakularne przypadki: lekarzy zarabiających po kilkaset tysięcy złotych miesięcznie, kontrakty opiewające na dziesiątki tysięcy złotych za dyżur czy specjalistów pracujących równocześnie w kilku placówkach.</p><p>Takie sytuacje wymagają kontroli. Publiczne pieniądze nie mogą płynąć szerokim strumieniem bez przejrzystych zasad, a lekarz nie może być jednocześnie wpisany do grafików w kilku miejscach, jeśli fizycznie nie jest w stanie wykonać zakontraktowanej pracy.</p><p>Rząd zapowiedział więc wprowadzenie limitu wynagrodzeń, jawności umów finansowanych ze środków publicznych oraz dokładniejszej kontroli czasu pracy. Według propozycji przedstawionej 21 lipca 2026 roku maksymalne wynagrodzenie miałoby wynosić <strong>76,8 tys. zł brutto miesięcznie</strong>. Rząd chce również odejść od sytuacji, w których wynagrodzenie lekarza stanowi określony procent wartości wykonanej procedury. Projekty mają zostać skierowane do konsultacji publicznych.</p><p>To rozsądny kierunek, o ile reforma nie zakończy się na pokazowym przykręceniu kilku najbardziej efektownych kominów płacowych.</p><p>Bo nawet gdyby jutro odebrać lekarzowi kluczyki do przysłowiowego Porsche Panamera, pacjent nadal może czekać miesiącami na badanie, konsultację czy zabieg.</p><h2>Państwo oszczędza, mieszkaniec płaci</h2><p>Najbardziej brutalnym miernikiem kondycji ochrony zdrowia nie są kontrakty lekarzy. Jest nim suma, którą Polacy muszą dopłacać z własnej kieszeni, mimo że wcześniej odprowadzili składkę zdrowotną i podatki.</p><p>Według najnowszych danych GUS prywatne wydatki na zdrowie w Polsce wyniosły w 2025 roku <strong>76,2 mld zł</strong>. Same bezpośrednie wydatki gospodarstw domowych osiągnęły <strong>54,7 mld zł</strong>, podczas gdy rok wcześniej było to 47,6 mld zł. Oznacza to wzrost o ponad 7 mld zł w ciągu jednego roku.</p><p>Za tymi miliardami kryją się zwyczajne historie.</p><blockquote><p>Mieszkaniec Tomaszowa płaci za prywatną wizytę u specjalisty, ponieważ termin w systemie publicznym jest zbyt odległy. Dopłaca do badań laboratoryjnych. Szuka szybszego USG, rezonansu albo tomografii. Kupuje leki, środki opatrunkowe, wyroby medyczne i sprzęt rehabilitacyjny. Po operacji rodzina organizuje opiekę, transport, rehabilitację domową albo wypożyczenie łóżka.</p></blockquote><p>W teorii leczenie jest finansowane ze środków publicznych. W praktyce <strong>system wystawia pacjentowi drugi rachunek</strong>.</p><p>Pierwszy pobierany jest automatycznie w składkach i podatkach. Drugi pojawia się wtedy, gdy człowiek słyszy: „najbliższy termin za kilka miesięcy”.</p><h2>Tomaszów nie jest osobną wyspą</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia pozostaje podstawową placówką medyczną dla miasta i znacznej części powiatu. Według informacji szpitala działa w nim 16 oddziałów i 22 poradnie, a w placówce pracuje 160 lekarzy, 261 pielęgniarek, 25 położnych, 44 salowe i 46 ratowników medycznych.</p><p>To nie jest abstrakcyjna pozycja w budżecie państwa. To miejsce, do którego trafiają mieszkańcy po wypadkach, z bólem w klatce piersiowej, udarem, zapaleniem płuc, chorobą dziecka czy nagłym pogorszeniem stanu zdrowia.</p><p>Jednocześnie sam szpital informuje, że laboratorium i Centrum Diagnostyki Obrazowej wykonują także usługi komercyjne.</p><p>Nie ma w tym niczego nagannego. Problem zaczyna się wtedy, gdy świadczenie komercyjne staje się dla pacjenta jedyną realną drogą do szybkiej diagnozy.</p><p>Dla osoby dobrze zarabiającej prywatne badanie oznacza uszczuplenie domowego budżetu. Dla emeryta, osoby samotnej, przewlekle chorej albo rodziny utrzymującej się z jednej pensji może oznaczać wybór pomiędzy badaniem, lekami, czynszem i zakupami.</p><p>I właśnie tu rozgrywa się prawdziwy dramat niewydolnego systemu. Nie w telewizyjnym studiu i nie w sporze o to, czy lekarz powinien zarabiać 240, 300 czy 500 zł za godzinę.</p><h2>Konstytucja obiecuje dostęp, rzeczywistość sprzedaje kolejkę</h2><p>Artykuł 68 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej stanowi, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a obywatelom — niezależnie od ich sytuacji materialnej — władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych.</p><p>Słowem kluczowym jest tu <strong>„równy”</strong>.</p><p>Czy dostęp pozostaje równy, gdy jeden pacjent czeka wiele miesięcy, a drugi wykonuje to samo badanie następnego dnia, ponieważ stać go na opłatę?</p><p>Formalnie tak. W praktyce powstały dwa systemy ochrony zdrowia.</p><p>Pierwszy jest dla tych, którzy mają czas.</p><p>Drugi dla tych, którzy mają pieniądze.</p><p>Kto nie ma ani jednego, ani drugiego, pozostaje w poczekalni.</p><h2>Szpitale dzielą leczenie na opłacalne i nieopłacalne</h2><p>Dr Michał Bulsa zwraca uwagę na wadliwe wyceny procedur. Dyrektorzy szpitali muszą więc kalkulować, które oddziały i świadczenia przynoszą placówce przychód, a które generują stratę.</p><p>To logika niebezpieczna, choć z punktu widzenia zarządzających często nieunikniona.</p><blockquote><p>Szpital nie jest sklepem, w którym można wycofać z półki słabo sprzedający się produkt. Oddział pediatryczny, interna, neurologia czy ginekologia mogą być nierentowne, ale pozostają konieczne dla bezpieczeństwa mieszkańców.</p></blockquote><p>Państwo wymaga utrzymywania obsady, dyżurów i gotowości, lecz nie zawsze zapewnia finansowanie odpowiadające rzeczywistym kosztom. Placówki wykonują nadwykonania, przyjmują pacjentów ponad wartość kontraktu, a następnie miesiącami oczekują na zapłatę.</p><p>W oficjalnym komunikacie Ministerstwo Zdrowia przyznawało, że jeszcze pod koniec 2025 roku trwało rozliczanie nadwykonań za drugi kwartał, obejmujących między innymi świadczenia nielimitowane, programy lekowe i chemioterapię. NFZ musiał otrzymać z budżetu państwa dodatkowe 3,5 mld zł.</p><p>To pokazuje skalę problemu. Szpital najpierw leczy, a później zastanawia się, czy państwo za to leczenie zapłaci.</p><h2>Jawność jest potrzebna, kozioł ofiarny — nie</h2><p>Jawność kontraktów medycznych powinna być standardem. Podmiot utrzymywany z pieniędzy publicznych musi umieć wyjaśnić, komu płaci, za co płaci i dlaczego płaci właśnie tyle.</p><p>Należy również eliminować fikcyjne grafiki, nieuzasadnione prowizje od procedur i sytuacje, w których niedobór specjalistów jest wykorzystywany do stawiania szpitala pod ścianą.</p><p>Nie można jednak pozwolić, by kilku rekordzistów stało się alibi dla całej klasy politycznej.</p><blockquote><p><strong>Ochrona zdrowia nie znalazła się w kryzysie dlatego, że jeden radiolog, chirurg czy kardiolog podpisał bardzo wysoki kontrakt. Znalazła się w nim dlatego, że przez lata nie stworzono stabilnego systemu finansowania, planowania kadr i odpowiedzialności za dostępność świadczeń.</strong></p></blockquote><p>Polska wciąż reaguje doraźnie. Raz dosypuje pieniądze do NFZ. Innym razem oddłuża placówki. Później ogranicza kontrakty, łączy oddziały, ogłasza program naprawczy albo rozpoczyna kolejną reformę kolejek.</p><p>To leczenie objawowe państwa, które samo od lat odmawia sobie pełnej diagnostyki.</p><h2>Zdrowie tematem wyborów</h2><p>Bulsa przewiduje, że ochrona zdrowia stanie się najważniejszym tematem kampanii parlamentarnej w 2027 roku. Trudno się z nim nie zgodzić.</p><blockquote><p>Politycy będą mówić o limitach wynagrodzeń, skracaniu kolejek, cyfryzacji, centralnej rejestracji i lepszym zarządzaniu szpitalami. Każda partia przedstawi własną receptę, a każda będzie zapewniała, że tym razem pacjent naprawdę znajdzie się w centrum systemu.</p></blockquote><p>Mieszkańcy Tomaszowa powinni jednak pytać o rzeczy znacznie bardziej konkretne.</p><p>Ile będą czekać na specjalistę? Czy lokalne oddziały będą bezpieczne kadrowo? Czy szpital otrzyma zapłatę za wykonane świadczenia? Czy diagnostyka będzie dostępna bez konieczności płacenia? Ile rodzin nadal będzie finansowało z własnych oszczędności rehabilitację i opiekę po leczeniu szpitalnym?</p><p>Bo ostatecznie zapaść systemu nie ma twarzy ministra, prezesa NFZ ani lekarza z wysokim kontraktem.</p><p>Ma twarz pacjenta, który siedzi przy kuchennym stole, przegląda domowe rachunki i zastanawia się, czy może jeszcze czekać, czy powinien zapłacić za leczenie prywatnie.</p><p>I właśnie on — nie politycy, nie urzędnicy i nie autorzy kolejnych reform — od lat pokrywa prawdziwe koszty niewydolnej ochrony zdrowia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kardiolodzy: podczas upałów zwracajmy uwagę na objawy mogące sygnalizować zawał serca]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56022,kardiolodzy-podczas-upalow-zwracajmy-uwage-na-objawy-mogace-sygnalizowac-zawal-serca</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56022,kardiolodzy-podczas-upalow-zwracajmy-uwage-na-objawy-mogace-sygnalizowac-zawal-serca</guid>
            <pubDate>Sat, 01 Aug 2026 11:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kardiolodzy-podczas-upalow-zwracajmy-uwage-na-objawy-mogace-sygnalizowac-zawal-serca-1785738987.jpg</url>
                        <title>Kardiolodzy: podczas upałów zwracajmy uwagę na objawy mogące sygnalizować zawał serca</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56022,kardiolodzy-podczas-upalow-zwracajmy-uwage-na-objawy-mogace-sygnalizowac-zawal-serca</link>
                    </image><description>W czasie upałów układ krążenia jest dodatkowo obciążony, dlatego ważne jest zachowanie szczególnej czujności na objawy zawału serca. To może być uczucie ucisku, rozpierania lub bólu w klatce piersiowej, ale też duszność, zimne poty, nudności, uczucie omdlewania czy nietypowe, silne zmęczenie – apelują kardiolodzy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Eksperci podkreślili, że w przypadku nowych i niepokojących objawów, które mogą sugerować zawał, należy natychmiast zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub 999.</p><p>Upały nie tylko powodują większe zmęczenie i osłabienie, ale stanowią dodatkowe obciążenie dla układu krążenia, zwłaszcza u osób z chorobami serca, nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą oraz innymi czynnikami ryzyka. Pod wpływem wysokiej temperatury serce pracuje intensywniej. Dodatkowo organizm szybciej traci wodę wraz z potem, a odwodnienie może prowadzić do zaburzeń ciśnienia tętniczego i dodatkowo obciążać układ krążenia.</p><p>Dlatego w gorące dni warto szczególnie uważnie obserwować swój organizm, zaapelowali kardiolodzy - prof. Piotr Buszman i dr Janusz Prokopczuk - w informacji prasowej przesłanej PAP.</p><p>Przypomnieli, że zawał serca nie zawsze wygląda tak samo. Wiele osób kojarzy go z nagłym, silnym bólem w klatce piersiowej. Tymczasem objawy mogą być znacznie bardziej różnorodne i mniej oczywiste.</p><p>Jak wymienili kardiolodzy, najczęstszym sygnałem alarmowym jest uczucie ucisku, rozpierania lub bólu w klatce piersiowej. Te dolegliwości mogą promieniować do ramienia, obu rąk, pleców, szyi lub żuchwy. Mogą im też towarzyszyć: duszność, zimne poty, nudności, zawroty głowy, nagłe osłabienie, uczucie omdlewania, nietypowe, silne zmęczenie.</p><p>Szczególną czujność powinny zachować kobiety, ponieważ u nich objawy zawału częściej są mniej charakterystyczne. Każde nagłe pogorszenie samopoczucia, pojawienie się nowych, w tym nietypowych objawów, może być sygnałem, że dzieje się coś niepokojącego, dlatego nie powinniśmy czekać aż objawy miną, przestrzegają specjaliści. Jeśli pojawiają się objawy sugerujące zawał, nie należy zwlekać – trzeba natychmiast zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub 999.</p><p>„Warto mieć telefon zawsze w zasięgu ręki, numery alarmowe zapisane w widocznym miejscu, informować bliskich o nowych objawach, regularnie wykonywać badania profilaktyczne i pozostawać pod opieką lekarza rodzinnego oraz kardiologa” – podkreślił prof. Piotr Buszman kardiolog Oddziału Kardiologii American Heart of Poland (AHP) w Bielsku-Białej.</p><p>Jak dodał, wysoka temperatura nie powinna być powodem do ignorowania sygnałów wysyłanych przez organizm. W przypadku podejrzenia zawału liczy się każda minuta. „Im wcześniej otworzymy naczynie wieńcowe przy pomocy angioplastyki i zastosujemy stent, tym szybciej przerwiemy zawał i ograniczymy uszkodzenie serca pacjenta” – wyjaśnił. Dzięki temu można znacznie zmniejszyć ryzyko poważnych powikłań związanych z zawałem.</p><p>Dr Janusz Prokopczuk, kardiolog Oddziału Kardiologii AHP w Kędzierzynie-Koźlu, wskazał, jak dbać o układ krążenia podczas upałów: należy unikać dużego wysiłku fizycznego w najgorętszych godzinach dnia, regularnie pić wodę i nie dopuszczać do odwodnienia, kontrolować ciśnienie tętnicze, przyjmować leki zgodnie z zaleceniami lekarza. Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z nadciśnieniem, cukrzycą, podwyższonym poziomem cholesterolu, po przebytym zawale oraz osoby palące papierosy.</p><p>„Dbając o serce, powinniśmy przede wszystkim ograniczać czynniki, które mogą je uszkadzać. Dotyczy to zarówno palenia papierosów i e-papierosów, jak i narażenia na dym tytoniowy innych osób. Negatywny wpływ na układ sercowo-naczyniowy ma także alkohol, a szczególnie niebezpieczne są narkotyki i substancje psychoaktywne. Warto pamiętać, że uszkodzenie mięśnia sercowego może mieć trwałe konsekwencje” – podsumował dr Prokopczuk. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Szpital w Tomaszowie prosi pacjentów o opinie. Ruszyła ankieta o jakości opieki]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56007,szpital-w-tomaszowie-prosi-pacjentow-o-opinie-ruszyla-ankieta-o-jakosci-opieki</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56007,szpital-w-tomaszowie-prosi-pacjentow-o-opinie-ruszyla-ankieta-o-jakosci-opieki</guid>
            <pubDate>Fri, 31 Jul 2026 07:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szpital-w-tomaszowie-prosi-pacjentow-o-opinie-ruszyla-ankieta-o-jakosci-opieki-1785477277.png</url>
                        <title>Szpital w Tomaszowie prosi pacjentów o opinie. Ruszyła ankieta o jakości opieki</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56007,szpital-w-tomaszowie-prosi-pacjentow-o-opinie-ruszyla-ankieta-o-jakosci-opieki</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zachęca pacjentów do wypełnienia krótkiej ankiety dotyczącej funkcjonowania placówki. Szpital podkreśla, że zebrane opinie mają pomóc w poprawie komfortu leczenia i lepszym odpowiadaniu na potrzeby mieszkańców.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Szpital zachęca do udziału w badaniu</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością zwróciło się do pacjentów z prośbą o wypełnienie krótkiej ankiety dotyczącej funkcjonowania placówki. Jak podkreślono w komunikacie, celem jest <strong>stałe podnoszenie jakości opieki</strong> oraz lepsze dopasowanie rozwiązań organizacyjnych do realnych potrzeb osób korzystających ze szpitala.</p><p>W opublikowanej informacji przedstawiciele placówki zaznaczyli, że opinie i sugestie pacjentów są dla nich niezwykle cenne. To właśnie na podstawie takich głosów możliwe ma być wprowadzanie zmian, które przełożą się zarówno na komfort pobytu, jak i na jakość leczenia.</p><h2>Dlaczego taka ankieta ma znaczenie</h2><p>Badania opinii pacjentów od lat są jednym z podstawowych narzędzi oceny jakości usług medycznych. Pozwalają sprawdzić nie tylko to, jak odbierana jest praca personelu, lecz także jak funkcjonują rejestracja, organizacja przyjęć, komunikacja z chorymi czy warunki pobytu w placówce. W praktyce nawet krótka ankieta może stać się źródłem ważnych informacji dla zarządzających szpitalem.</p><p>Z perspektywy mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic to również forma bezpośredniego wpływu na działanie lokalnej ochrony zdrowia. <strong>Każdy głos może wskazać obszary wymagające poprawy</strong>, ale też potwierdzić, które rozwiązania są oceniane dobrze i powinny być dalej rozwijane.</p><h2>Co podkreśla Tomaszowskie Centrum Zdrowia</h2><p>W swoim apelu placówka zaznacza, że każda opinia ma znaczenie i wpływa na rozwój szpitala. To ważny sygnał, bo pokazuje, że komunikacja z pacjentami nie kończy się na udzieleniu świadczenia, lecz obejmuje również analizę doświadczeń związanych z leczeniem i obsługą.</p><p>Szpital dziękuje mieszkańcom za zaufanie oraz za poświęcony czas na udział w badaniu. Tego rodzaju działania wpisują się w szerszy trend budowania bardziej otwartego modelu opieki zdrowotnej, w którym pacjent nie jest jedynie odbiorcą usługi, ale także partnerem w ocenie jej jakości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszowski Dzień Karmienia Piersią. Miasto zaprasza na piknik rodzinny]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56003,tomaszowski-dzien-karmienia-piersia-miasto-zaprasza-na-piknik-rodzinny</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56003,tomaszowski-dzien-karmienia-piersia-miasto-zaprasza-na-piknik-rodzinny</guid>
            <pubDate>Thu, 30 Jul 2026 17:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszowski-dzien-karmienia-piersia-miasto-zaprasza-na-piknik-rodzinny-1785426818.jpg</url>
                        <title>Tomaszowski Dzień Karmienia Piersią. Miasto zaprasza na piknik rodzinny</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/56003,tomaszowski-dzien-karmienia-piersia-miasto-zaprasza-na-piknik-rodzinny</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim zapowiedziano Piknik Rodzinny pod hasłem „Tomaszowski Dzień Karmienia Piersią”. Wydarzenie ma połączyć edukację, rozmowę o zdrowiu najmłodszych i wsparcie dla młodych rodziców w lokalnej, dostępnej formule.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Rodzinne wydarzenie z ważnym społecznym przesłaniem</h2><p>W miejskich komunikatach pojawiła się zapowiedź Pikniku Rodzinnego „Tomaszowski Dzień Karmienia Piersią”. Już sama nazwa wskazuje, że nie będzie to wyłącznie zwykłe spotkanie plenerowe, ale wydarzenie poświęcone tematowi szczególnie istotnemu dla wielu rodzin wychowujących niemowlęta. W centrum uwagi znajdą się młode matki, dzieci oraz najbliższe otoczenie, które na co dzień współtworzy warunki do spokojnego i świadomego rodzicielstwa.</p><p>Z udostępnionych materiałów wynika, że program ma obejmować <strong>wykłady i porady dla młodych matek</strong>. To ważny sygnał, ponieważ takie inicjatywy łączą praktyczną wiedzę ze wsparciem emocjonalnym, a przy tym osadzają temat zdrowia i opieki nad dzieckiem w lokalnym kontekście. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego może to być okazja do bezpośredniego kontaktu z osobami prowadzącymi spotkania oraz do zadawania pytań, które często trudno omówić w pośpiechu codziennych wizyt.</p><h2>Nie tylko edukacja, ale też budowanie wspólnoty</h2><p>Podobne wydarzenia mają znaczenie wykraczające poza samą część informacyjną. Piknik rodzinny z założenia tworzy przestrzeń bardziej otwartą i mniej formalną niż gabinet czy sala konferencyjna. Dzięki temu rozmowa o karmieniu piersią, opiece nad niemowlęciem i pierwszych wyzwaniach rodzicielstwa może odbywać się w atmosferze większego spokoju i zrozumienia.</p><p>W realiach lokalnych taki format ma dodatkowy atut. Pozwala integrować mieszkańców wokół spraw, które dotyczą codziennego życia rodzin. To także sposób na pokazanie, że kwestie zdrowia matek i dzieci nie są wyłącznie prywatnym problemem poszczególnych domów, lecz tematem ważnym dla całej wspólnoty. <strong>Wsparcie informacyjne, dostęp do porad i obecność specjalistów</strong> mogą pomóc wielu rodzicom podejmować decyzje z większą pewnością i spokojem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czym różni się okulista od optometrysty - kto i kiedy powinien nas zbadać]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55995,czym-rozni-sie-okulista-od-optometrysty-kto-i-kiedy-powinien-nas-zbadac</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55995,czym-rozni-sie-okulista-od-optometrysty-kto-i-kiedy-powinien-nas-zbadac</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 17:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czym-rozni-sie-okulista-od-optometrysty-kto-i-kiedy-powinien-nas-zbadac-1785337852.jpg</url>
                        <title>Czym różni się okulista od optometrysty - kto i kiedy powinien nas zbadać</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55995,czym-rozni-sie-okulista-od-optometrysty-kto-i-kiedy-powinien-nas-zbadac</link>
                    </image><description>Wiele osób umawiając się na &quot;badanie wzroku&quot; nie do końca zdaje sobie sprawę, że może trafić do dwóch zupełnie różnych specjalistów - okulisty albo optometrysty. Oba zawody dotyczą oczu i widzenia, ale różnią się wykształceniem, uprawnieniami oraz zakresem badań, jakie mogą wykonać. Mylenie tych dwóch profesji bywa problematyczne, zwłaszcza gdy objawy, z którymi się zgłaszamy, wymagają diagnostyki i leczenia medycznego, a nie tylko doboru okularów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W tym artykule wyjaśniamy, na czym dokładnie polega różnica między okulistą a optometrystą, jakie badania i usługi oferuje każdy z nich, oraz w jakich sytuacjach warto wybrać się do jednego, a kiedy koniecznie do drugiego. Dzięki temu łatwiej będzie świadomie zaplanować wizytę i uniknąć sytuacji, w której objaw wymagający pilnej konsultacji lekarskiej trafia najpierw do specjalisty, który nie ma uprawnień, by go zdiagnozować i leczyć.</p><h3>Kim jest okulista</h3><p><a href="https://iris-med.pl/">Okulista</a>, nazywany też lekarzem okulistą, to lekarz medycyny, który ukończył studia medyczne, a następnie odbył wieloletnią specjalizację z okulistyki. Jako lekarz ma pełne uprawnienia do diagnozowania i leczenia chorób oczu, przepisywania leków, kierowania na zabiegi i operacje okulistyczne, a także wystawiania recept i zwolnień lekarskich. To jedyny specjalista spośród tych dwóch, który może rozpoznać i leczyć choroby takie jak jaskra, zaćma, retinopatia cukrzycowa czy zwyrodnienie plamki żółtej, a w razie potrzeby również je operować lub skierować pacjenta na odpowiedni zabieg.</p><p>Wizyta u okulisty obejmuje zwykle znacznie szerszy zakres badań niż standardowy dobór okularów - lekarz ocenia stan całego narządu wzroku, w tym struktury wewnętrzne oka, takie jak siatkówka, naczyniówka czy nerw wzrokowy. Dzięki wykształceniu medycznemu okulista potrafi też powiązać stan oczu z chorobami ogólnoustrojowymi, na przykład cukrzycą czy nadciśnieniem, które często dają pierwsze widoczne objawy właśnie w obrębie oka.</p><h3>Kim jest optometrysta</h3><p>Optometrysta to specjalista, który ukończył studia z zakresu optometrii, ale nie jest lekarzem - nie ma wykształcenia medycznego w takim zakresie jak okulista i nie może diagnozować ani leczyć chorób oczu w sensie medycznym. Jego głównym obszarem działania jest ocena funkcjonowania układu wzrokowego, pomiar wady refrakcji oraz dobór odpowiedniej korekcji - okularów lub soczewek kontaktowych - dopasowanej do indywidualnych potrzeb pacjenta.</p><p>Dobry optometrysta potrafi jednak zauważyć niepokojące symptomy podczas rutynowego badania, na przykład nietypowy wygląd dna oka czy podwyższone ciśnienie wewnątrzgałkowe, i w takiej sytuacji powinien skierować pacjenta do okulisty w celu dalszej diagnostyki. Optometryści często pracują w salonach optycznych i gabinetach optometrycznych, gdzie oferują też usługi dodatkowe, takie jak dobór soczewek kontaktowych czy trening widzenia obuocznego, wykorzystywany między innymi przy problemach ze zbieżnością oczu.</p><h3>Zakres badań i usług - porównanie</h3><p>Zakres działań obu specjalistów w praktyce się częściowo pokrywa, ale różni się głębokością i celem diagnostycznym. Optometrysta zwykle wykonuje badanie ostrości wzroku, komputerowy pomiar wady refrakcji, dobór okularów korekcyjnych oraz podstawową ocenę zdrowia przedniego odcinka oka. Część optometrystów, w zależności od wyposażenia gabinetu i posiadanych uprawnień, wykonuje też orientacyjny pomiar ciśnienia wewnątrzgałkowego czy zdjęcie dna oka, jednak interpretacja wyników wskazujących na chorobę wymaga już konsultacji lekarskiej.</p><p>Okulista natomiast, poza wszystkimi wymienionymi badaniami, ma możliwość przeprowadzenia pełnej diagnostyki chorób oczu - badania pola widzenia, badania OCT, angiografii fluoresceinowej czy szczegółowej oceny dna oka po rozszerzeniu źrenic za pomocą kropli. Tylko lekarz okulista może też przepisać leki na infekcje czy stany zapalne oka, zlecić leczenie zachowawcze jaskry albo skierować pacjenta na operację zaćmy czy inny zabieg okulistyczny.</p><h3>Kiedy wystarczy wizyta u optometrysty</h3><p>Wizyta u optometrysty w zupełności wystarczy w sytuacjach, gdy celem jest wyłącznie dobór lub aktualizacja korekcji wzroku, a pacjent nie zgłasza żadnych niepokojących objawów ze strony oczu. Dotyczy to na przykład osób, które od dawna noszą okulary o stabilnej wadzie i chcą po prostu sprawdzić, czy soczewki wciąż są dobrze dobrane, albo osób szukających soczewek kontaktowych i potrzebujących pomocy w ich dopasowaniu.</p><p>Optometrysta sprawdzi się też dobrze przy rutynowej kontroli u dzieci w wieku szkolnym bez wcześniejszych problemów okulistycznych czy przy pierwszym podejrzeniu prezbiopii u osób po czterdziestce, które zaczynają mieć trudności z czytaniem drobnego druku. W takich przypadkach badanie jest zwykle szybsze i łatwiej dostępne, ponieważ gabinety optometryczne działają często bez konieczności długiego oczekiwania na wizytę, w przeciwieństwie do niektórych poradni okulistycznych.</p><h3>Kiedy konieczna jest wizyta u okulisty</h3><p>Do okulisty warto się wybrać zawsze wtedy, gdy pojawiają się objawy sugerujące problem zdrowotny, a nie tylko potrzebę korekcji wzroku. Należą do nich między innymi nagłe pogorszenie widzenia, bóle oka, zaczerwienienie utrzymujące się mimo leczenia domowego, widzenie błysków lub much przed oczami, podwójne widzenie, a także wszelkie urazy oka. Są to sygnały, które mogą wskazywać na stany wymagające szybkiej interwencji medycznej, takie jak odwarstwienie siatkówki, ostry atak jaskry czy poważny stan zapalny.</p><p>Wizyta u okulisty jest też konieczna w przypadku diagnozowania i monitorowania chorób przewlekłych oczu, takich jak jaskra czy zaćma, oraz u pacjentów z cukrzycą, u których regularna kontrola dna oka pozwala wcześnie wykryć retinopatię cukrzycową. Podobnie osoby z rodzinnym obciążeniem chorobami oczu, kobiety w ciąży zgłaszające zaburzenia widzenia oraz pacjenci kwalifikowani do operacji okulistycznych powinni kierować się bezpośrednio do lekarza, a nie do optometrysty.</p><h3>Czy optometrysta może wykryć choroby oczu</h3><p>Choć optometrysta nie ma uprawnień do diagnozowania chorób w sensie medycznym, doświadczony specjalista potrafi zauważyć nieprawidłowości podczas standardowego badania i jest to jedna z ważnych funkcji tego zawodu w systemie opieki nad wzrokiem. Nietypowy obraz dna oka, podwyższone ciśnienie wewnątrzgałkowe czy asymetria między oczami to sygnały, które dobry optometrysta odnotuje i na tej podstawie skieruje pacjenta do okulisty, zamiast próbować stawiać diagnozę samodzielnie.</p><p>W praktyce oznacza to, że regularne wizyty u optometrysty, nawet jeśli ich głównym celem jest dobór okularów, pełnią też pewną funkcję przesiewową - mogą być pierwszym momentem, w którym wychwycony zostanie problem wymagający dalszej diagnostyki lekarskiej. Nie zastępują one jednak pełnego badania okulistycznego, zwłaszcza u osób z grup podwyższonego ryzyka, dla których regularna kontrola u lekarza pozostaje niezbędna.</p><h3>Współpraca optometrysty i okulisty w praktyce</h3><p>W wielu krajach, w tym w Polsce, optometrysta i okulista funkcjonują jako uzupełniające się ogniwa opieki nad wzrokiem, a nie konkurencyjne wybory. Optometrysta odciąża system ochrony zdrowia, zajmując się rutynowymi przypadkami doboru korekcji, dzięki czemu okuliści mogą skupić się na pacjentach wymagających diagnostyki i leczenia medycznego. Dobrze funkcjonujący model opieki zakłada, że optometrysta rozpoznaje sytuacje wykraczające poza jego kompetencje i kieruje pacjenta dalej, zamiast próbować rozwiązać problem, który wymaga wiedzy medycznej.</p><p>Z perspektywy pacjenta oznacza to, że wybór między tymi dwoma specjalistami nie musi być trudną decyzją - jeśli nie jesteśmy pewni, czy nasz problem wymaga konsultacji lekarskiej, bezpieczniejszym punktem wyjścia jest zwykle wizyta u okulisty, który w razie potrzeby również oceni i dobierze korekcję wzroku, a dodatkowo wykluczy podłoże chorobowe zgłaszanych dolegliwości.</p><h3>Podsumowanie</h3><p>Okulista to lekarz ze specjalizacją medyczną, uprawniony do diagnozowania i leczenia chorób oczu, przepisywania leków oraz kierowania na zabiegi i operacje. Optometrysta natomiast koncentruje się na ocenie wady refrakcji i doborze korekcji wzroku, nie posiadając uprawnień do leczenia schorzeń okulistycznych. Wizyta u optometrysty wystarczy przy rutynowej aktualizacji okularów czy soczewek kontaktowych bez niepokojących objawów, natomiast wszelkie sygnały choroby oczu, urazy, choroby przewlekłe wpływające na wzrok oraz kwalifikacja do zabiegów wymagają konsultacji z okulistą. Znajomość tej różnicy pozwala trafić od razu do właściwego specjalisty i uniknąć niepotrzebnego opóźnienia w diagnostyce poważniejszych problemów ze wzrokiem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dieta a cholesterol. Geny mogą decydować o tym, jak organizm reaguje na tłuszcze]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55985,dieta-a-cholesterol-geny-moga-decydowac-o-tym-jak-organizm-reaguje-na-tluszcze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55985,dieta-a-cholesterol-geny-moga-decydowac-o-tym-jak-organizm-reaguje-na-tluszcze</guid>
            <pubDate>Wed, 29 Jul 2026 11:15:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dieta-a-cholesterol-geny-moga-decydowac-o-tym-jak-organizm-reaguje-na-tluszcze-1785316812.png</url>
                        <title>Dieta a cholesterol. Geny mogą decydować o tym, jak organizm reaguje na tłuszcze</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55985,dieta-a-cholesterol-geny-moga-decydowac-o-tym-jak-organizm-reaguje-na-tluszcze</link>
                    </image><description>Ta sama dieta może u jednej osoby nie wywołać większych zmian, a u innej doprowadzić do znacznego wzrostu poziomu cholesterolu LDL. Najnowsze badania wskazują, że jednym z powodów mogą być predyspozycje genetyczne.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Diety niskowęglowodanowe, w tym dieta ketogeniczna, od kilku lat cieszą się dużą popularnością. Ich zwolennicy wskazują przede wszystkim na możliwość redukcji masy ciała, poprawę kontroli apetytu i ograniczenie spożycia cukrów prostych. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zmniejszeniu ilości węglowodanów towarzyszy znaczny wzrost spożycia tłuszczów nasyconych.</p><p>U części osób taki sposób żywienia może prowadzić do wyraźnego podniesienia poziomu cholesterolu LDL, nazywanego potocznie „złym cholesterolem”. Nie wszyscy reagują jednak w ten sam sposób.</p><h2>Ten sam jadłospis, różne wyniki badań</h2><p>Naukowcy ze Stanford University School of Medicine przeanalizowali dane dotyczące ponad 600 dorosłych uczestników badania DIETFITS. Ochotnicy stosowali zdrową dietę niskowęglowodanową albo zdrową dietę niskotłuszczową.</p><p>Wcześniejsze wyniki pokazały, że żadna z tych diet nie okazała się jednoznacznie skuteczniejsza w redukcji masy ciała. Tym razem badacze skupili się jednak nie na wadze, lecz na poziomie cholesterolu i uwarunkowaniach genetycznych uczestników.</p><p>Analiza wykazała, że osoby mające genetyczne predyspozycje do podwyższonego poziomu LDL silniej reagowały na dietę niskowęglowodanową. W ich przypadku wzrost stężenia cholesterolu był bardziej widoczny, zwłaszcza gdy dieta zawierała duże ilości tłuszczów nasyconych.</p><p>Zdaniem współautorki badania Alexy Barad oznacza to, że sprzeczne relacje osób stosujących diety niskowęglowodanowe nie muszą się wzajemnie wykluczać. U jednego człowieka poziom LDL może pozostać niemal bez zmian, podczas gdy u innego, przy podobnym sposobie żywienia, wzrośnie znacząco.</p><h2>Tłuszcz tłuszczowi nierówny</h2><p>Wyniki badań nie oznaczają, że każda dieta niskowęglowodanowa musi być szkodliwa. Kluczowe znaczenie ma jej skład.</p><p>Jeżeli podstawowym źródłem energii stają się masło, smalec, łój wołowy, tłuste mięso, sery oraz przetwory mięsne, wzrasta spożycie tłuszczów nasyconych. To właśnie one mogą być szczególnie istotne w przypadku osób podatnych na wzrost poziomu cholesterolu LDL.</p><p>Inaczej może wyglądać dieta oparta na tłuszczach nienasyconych. Ich źródłem są między innymi:</p><ul><li data-list-item-id="eda54da4ac6f68041170dd2eff5b5f120">oliwa z oliwek,</li><li data-list-item-id="eb03db3284f719b0fb2639f92e55d9834">orzechy,</li><li data-list-item-id="e108204be9489d44c5eaffdba07bfd68c">nasiona,</li><li data-list-item-id="e5f2553c765b302057209696416a169f7">awokado,</li><li data-list-item-id="ee015baac9c3c938a68dd80394bbda7ec">tłuste ryby morskie.</li></ul><p>Ograniczenie węglowodanów nie musi więc automatycznie oznaczać zwiększenia ilości tłuszczów zwierzęcych.</p><h2>Czy potrzebne są badania genetyczne?</h2><p>Autorzy analizy podkreślają, że nawet bez wykonywania testów genetycznych można ocenić, jak organizm reaguje na zmianę sposobu żywienia. Podstawą pozostają regularne badania krwi.</p><p>Przed rozpoczęciem restrykcyjnej diety warto oznaczyć między innymi poziom cholesterolu całkowitego, LDL, HDL i trójglicerydów. Badania należy powtórzyć po kilku tygodniach lub miesiącach, szczególnie jeśli dieta znacznie odbiega od dotychczasowego sposobu żywienia.</p><p>Niepokojący wzrost LDL powinien być sygnałem do zmiany jadłospisu i konsultacji z lekarzem lub dietetykiem. Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z chorobami serca, nadciśnieniem, cukrzycą, otyłością oraz rodzinnym występowaniem zaburzeń lipidowych.</p><h2>Cholesterol LDL nadal ma znaczenie</h2><p>Cholesterol jest substancją potrzebną organizmowi, między innymi do produkcji hormonów i budowy błon komórkowych. Problemem nie jest więc jego samo występowanie, ale zbyt wysokie stężenie niektórych frakcji.</p><p>Podwyższony poziom LDL sprzyja odkładaniu się złogów w ścianach naczyń krwionośnych. Z czasem może to prowadzić do rozwoju miażdżycy i zwiększać ryzyko zawału serca lub udaru mózgu.</p><p>Dlatego obserwowanie wyłącznie spadku masy ciała może dawać niepełny obraz wpływu diety na zdrowie. Człowiek może chudnąć, a jednocześnie odnotować pogorszenie wyników lipidogramu.</p><h2>Nie ma jednej diety dobrej dla wszystkich</h2><p>Badanie potwierdza coraz częściej podnoszoną tezę, że sposób żywienia powinien być dostosowany do konkretnej osoby. Znaczenie mają nie tylko geny, ale również wiek, aktywność fizyczna, masa ciała, przyjmowane leki, choroby przewlekłe oraz skład całej diety.</p><p>Naukowcy zaznaczają, że potrzebne są dalsze badania, aby potwierdzić wyniki w bardziej zróżnicowanych grupach. Już obecne dane pokazują jednak, że modne schematy żywieniowe nie powinny być stosowane bez kontroli.</p><p>Obowiązujące zalecenia żywieniowe wskazują, że tłuszcze nasycone powinny dostarczać mniej niż 10 procent dziennej energii. W praktyce oznacza to, że nawet osoba ograniczająca pieczywo, makarony czy cukier powinna zwracać uwagę na jakość spożywanego tłuszczu.</p><p>Najważniejszy wniosek jest prosty: dieta, która pomogła znajomemu albo zdobyła popularność w internecie, nie musi działać równie dobrze u każdego. O jej skutkach decyduje nie tylko liczba kalorii czy proporcja węglowodanów, ale także indywidualna reakcja organizmu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezpłatna grupa wsparcia dla pacjentów onkologicznych i ich rodzin]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55971,bezplatna-grupa-wsparcia-dla-pacjentow-onkologicznych-i-ich-rodzin</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55971,bezplatna-grupa-wsparcia-dla-pacjentow-onkologicznych-i-ich-rodzin</guid>
            <pubDate>Tue, 28 Jul 2026 08:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezplatna-grupa-wsparcia-dla-pacjentow-onkologicznych-i-ich-rodzin-1785349336.jpg</url>
                        <title>Bezpłatna grupa wsparcia dla pacjentów onkologicznych i ich rodzin</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55971,bezplatna-grupa-wsparcia-dla-pacjentow-onkologicznych-i-ich-rodzin</link>
                    </image><description>Fundacja Affidea NU-MED rozpoczęła realizację projektu zapewniającego bezpłatne wsparcie psychologiczne pacjentom onkologicznym oraz ich bliskim. W Specjalistycznym Szpitalu Onkologicznym powstała grupa wsparcia prowadzona z wykorzystaniem elementów Terapii Simontonowskiej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Spotkania prowadzi certyfikowana terapeutka Terapii Simontonowskiej. Odbywają się one dwa razy w miesiącu, w godzinach od 17:00 do 18:30.</p><p>Program skierowany jest zarówno do osób chorujących na nowotwory, jak i do członków ich rodzin. Bliscy pacjentów często mierzą się bowiem z równie silnym stresem, lękiem, niepewnością oraz poczuciem bezradności.</p><h2>Wsparcie nie tylko podczas leczenia</h2><p>Terapia Simontonowska jest metodą wsparcia psychologicznego opracowaną z myślą o osobach zmagających się z chorobami nowotworowymi. Pomaga odzyskiwać poczucie równowagi, wzmacniać nadzieję i motywację, a także budować przekonania wspierające pacjenta w procesie leczenia.</p><p>Podczas spotkań uczestnicy poznają również techniki relaksacyjne i wizualizacyjne. Celem programu jest poprawa jakości życia oraz wzmocnienie zasobów psychicznych potrzebnych do radzenia sobie z chorobą i jej konsekwencjami.</p><p>– Leczenie onkologiczne to nie tylko procedury medyczne i nowoczesne terapie. To również codzienna walka z lękiem, stresem i niepewnością. Wierzymy, że odpowiednie wsparcie psychologiczne daje siłę do mierzenia się z chorobą, a pomoc powinna obejmować także najbliższych pacjenta, którzy każdego dnia przeżywają tę walkę razem z nim – podkreśla <strong>Agnieszka Piechna-Stępnicka, prezes Fundacji Affidea NU-MED</strong>.</p><h2>Choruje nie tylko pacjent</h2><p>Jak podkreślają specjaliści, diagnoza nowotworowa wpływa na funkcjonowanie całej rodziny. Najbliżsi często przejmują rolę opiekunów, organizują leczenie i wspierają chorego w codziennych obowiązkach. Jednocześnie sami zmagają się z lękiem, przemęczeniem i poczuciem bezsilności.</p><p>Dlatego udział w spotkaniach mogą brać zarówno pacjenci, jak i członkowie ich rodzin.</p><p>– Na przebieg choroby nowotworowej i wynik jej leczenia duży wpływ ma stosunek najbliższych pacjenta do jego choroby. Jest ona wyzwaniem dla całej rodziny chorego, dlatego ważne jest, aby najbliżsi mieli pełną świadomość, przez co przechodzi chory – mówi <strong>Edyta Cieślak, terapeutka Terapii Simontonowskiej</strong>.</p><p>Jak zaznacza, osoby wspierające pacjenta również powinny dbać o własny dobrostan i regularnie odbudowywać swoje siły.</p><p>– Leczenie onkologiczne to maraton, nie sprint. Systematyczne uzupełnianie sił chorego i jego najbliższych staje się w tych zmaganiach niezbędne – dodaje terapeutka.</p><h2>Udział jest bezpłatny</h2><p>Wszystkie koszty organizacji i prowadzenia spotkań pokrywa Fundacja Affidea NU-MED. Uczestnicy nie ponoszą żadnych opłat.</p><p>Osoby zainteresowane udziałem w grupie mogą uzyskać dodatkowe informacje oraz zapisać się:</p><p><strong>telefonicznie: 503 962 037</strong></p><p><strong>mailowo: </strong><a href="mailto:fundacja@affidea.com"><strong>fundacja@affidea.com</strong></a></p><h2>Fundacja Affidea NU-MED</h2><p>Fundacja Affidea NU-MED prowadzi działania na rzecz poprawy jakości życia pacjentów onkologicznych i ich rodzin. Realizuje projekty z zakresu profilaktyki, edukacji oraz wsparcia psychologicznego.</p><p>Fundacja promuje holistyczne podejście do leczenia, zgodnie z którym troska o zdrowie psychiczne pacjenta i jego bliskich jest ważnym elementem terapii onkologicznej.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[400 tysięcy złotych za otwarcie drzwi do sprzedaży szpitala. Jedenastu radnych powiedziało „tak”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</guid>
            <pubDate>Fri, 24 Jul 2026 19:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak-1784921972.png</url>
                        <title>400 tysięcy złotych za otwarcie drzwi do sprzedaży szpitala. Jedenastu radnych powiedziało „tak”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55954,400-tysiecy-zlotych-za-otwarcie-drzwi-do-sprzedazy-szpitala-jedenastu-radnych-powiedzialo-tak</link>
                    </image><description>To nie jest niewinna wycena nieruchomości. To pierwszy kosztowny krok na drodze prowadzącej do sprzedaży Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jedenastu radnych Rady Powiatu Tomaszowskiego zagłosowało za przedsięwzięciem, które może pochłonąć nawet 400 tysięcy złotych. Za dokument, który nie wyleczy ani jednego pacjenta, nie skróci żadnej kolejki i nie kupi szpitalowi nawet jednego aparatu diagnostycznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W tomaszowskim samorządzie trwa polityczne przedstawienie, którego scenariusz coraz bardziej przypomina film o przejmowaniu strategicznego majątku, a coraz mniej odpowiedzialną debatę o bezpieczeństwie zdrowotnym mieszkańców.</p><p>Radni związani z Koalicją Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością nadal forsują koncepcję wyceny majątku Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Koszt takiej operacji może wynieść od 200 do nawet <strong>400 tysięcy złotych</strong>. Trudno nie postawić pytania: po co wydawać tak ogromne pieniądze na wycenę spółki, jeżeli nie zamierza się jej później sprzedać?</p><p>Wycena nie jest przecież tomografem komputerowym. Nie jest wyposażeniem bloku operacyjnego, remontem oddziału ani podwyżką dla pielęgniarek. Jest dokumentem przygotowywanym przede wszystkim po to, by ustalić cenę majątku przed planowaną transakcją.</p><h2><strong>Jedenaście głosów za wydaniem setek tysięcy złotych</strong></h2><p>Za rozpoczęciem procesu, który może kosztować mieszkańców powiatu kilkaset tysięcy złotych, zagłosowali:</p><p><strong>Jarosław Feliński, Szczepan Goska, Michał Jodłowski, Włodzimierz Justyna, Danuta Mąkola, Kazimierz Mordaka, Paulina Socha, Teodora Sowik, Mariusz Węgrzynowski, Martyna Wojciechowska oraz Alicja Zwolak-Plichta.</strong></p><p>To właśnie tych jedenastu radnych poparło rozwiązanie, które – w naszej ocenie – oznacza zgodę na zmarnotrawienie ogromnej kwoty publicznych pieniędzy. Tym bardziej że Zarząd Powiatu, kierowany przez starostę <strong>Dariusza Kowalczyka</strong>, nie zamierza ani sprzedawać szpitala, ani wydawać setek tysięcy złotych na przygotowanie gruntu pod taką operację.</p><p>Przeciwko wycenie zagłosowali:</p><p><strong>Wacława Bąk, Krzysztof Biskup, Lidia Jackow, Piotr Kagankiewicz, Dariusz Kowalczyk, Marek Olkiewicz, Rafał Wolniewicz, Cezary Żegota oraz Sławomir Żegota.</strong></p><p>Od głosu wstrzymał się <strong>Leon Karwat</strong>. Dwóch radnych było nieobecnych.</p><p>To głosowanie warto zachować. Za kilka miesięcy nikt nie powinien mówić, że nie wiedział, nad czym podnosił rękę.</p><h2><strong>Szpital nie jest starym magazynem do sprzedania</strong></h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia obsługuje populację liczącą około <strong>100 tysięcy mieszkańców powiatu tomaszowskiego</strong>. Z placówki korzystają również pacjenci z powiatów sąsiednich. Szpital prowadzi oddziały, poradnie, diagnostykę, Szpitalny Oddział Ratunkowy, nocną i świąteczną opiekę zdrowotną oraz szereg usług, bez których lokalny system ochrony zdrowia po prostu przestaje istnieć.</p><p>Nie mówimy więc o sprzedaży pustej działki, nieczynnej kotłowni ani budynku po dawnej szkole. Mówimy o infrastrukturze krytycznej dla życia mieszkańców.</p><p>W takich sprawach samorząd powinien zachowywać się jak strażnik, a nie jak pośrednik nieruchomości. Powinien wzmacniać własny szpital, rozwijać jego oddziały i chronić kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia. Tymczasem część radnych chce rozpocząć kosztowny proces wyceny, który z punktu widzenia zwykłego mieszkańca nie przynosi żadnej namacalnej korzyści.</p><h2><strong>Kontrakt wart około 200 milionów złotych to prawdziwy cel</strong></h2><p>Najcenniejszym elementem Tomaszowskiego Centrum Zdrowia nie są same mury. Prawdziwą wartością są <strong>kontrakty z NFZ, kadra, rynek pacjentów oraz możliwość przejęcia finansowania świadczeń medycznych</strong>.</p><p>Jeżeli roczna wartość działalności szpitala i zawartych kontraktów zbliża się do <strong>200 milionów złotych</strong>, to TCZ staje się niezwykle atrakcyjnym kąskiem dla każdego dużego podmiotu medycznego. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zrozumieć, że przejęcie tomaszowskiej spółki nie oznaczałoby wyłącznie objęcia budynków. Oznaczałoby również przejęcie strumienia publicznych pieniędzy płynących za pacjentem.</p><p>Właśnie dlatego w tej sprawie przewija się Centrum Kliniczno-Dydaktyczne Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Pomysł konsolidacji tomaszowskiego szpitala z łódzką jednostką był już publicznie przedstawiany jako recepta na problemy TCZ.</p><p>Problem polega na tym, że kondycja finansowa łódzkiego Centralnego Szpitala Klinicznego powinna być przedmiotem bardzo dokładnej analizy, zanim ktokolwiek zacznie oddawać mu kontrolę nad lokalnym systemem ochrony zdrowia. Sam szpital publikuje coroczne raporty ekonomiczno-finansowe, obejmujące także prognozy na kolejne lata.</p><p>Tomaszów nie może stać się finansowym zastrzykiem dla większej instytucji tylko dlatego, że komuś w Warszawie albo Łodzi łatwiej jest zarządzać ochroną zdrowia z mapy niż z perspektywy pacjenta oczekującego na SOR-ze.</p><h2><strong>Piotr Kagankiewicz ostrzega przed sprzedażą</strong></h2><p>Pomysł sprzedaży szpitala krytycznie ocenił <strong>Piotr Kagankiewicz</strong>, radny powiatowy i dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Radomsku. To głos szczególnie istotny, ponieważ pochodzi od człowieka, który zna zarządzanie ochroną zdrowia nie z politycznych prezentacji, lecz z codziennej praktyki.</p><p>Kagankiewicz kieruje placówką, która w 2025 roku przeznaczyła na inwestycje około 46 milionów złotych, z czego ponad 32 miliony stanowiły środki pozyskane zewnętrznie.</p><p>Jego stanowiska nie można więc zbyć wzruszeniem ramion. Sprzeciwia się sprzedaży osoba, która potrafi rozwijać publiczny szpital, zdobywać finansowanie i prowadzić inwestycje. Być może właśnie tak powinno się ratować ochronę zdrowia: poprawiając zarządzanie, zdobywając środki i rozwijając świadczenia, a nie wystawiając rodzinne srebra do wyceny.</p><h2><strong>Co z NU-MED-em i tomaszowską onkologią?</strong></h2><p>Jednym z najpoważniejszych pytań jest przyszłość Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego <strong>NU-MED</strong>, działającego przy ulicy Jana Pawła II.</p><p>Placówka prowadzi między innymi radioterapię, onkologię kliniczną, chemioterapię i poradnię onkologiczną. Obsługuje nie tylko pacjentów z Tomaszowa, ale także z Rawy Mazowieckiej, Piotrkowa Trybunalskiego, Radomska, Skierniewic i innych miejscowości regionu.</p><p>Jeżeli właściciel lub przyszły nabywca TCZ chciałby samodzielnie przejąć kontrakty na diagnostykę i leczenie nowotworów, może dojść do konfliktu o zakres świadczeń, budynki, infrastrukturę oraz dostęp do terenu. W centrum tego sporu znalazłby się pacjent onkologiczny – człowiek, dla którego tydzień czy miesiąc opóźnienia może mieć dramatyczne znaczenie.</p><p>Publiczne dokumenty potwierdzają, że relacje nieruchomościowe z NU-MED-em opierają się między innymi na umowie dzierżawy zawartej w 2013 roku. W 2024 roku Zarząd Powiatu podejmował uchwały dotyczące poddzierżawienia części gruntu objętego tą umową, a pod koniec 2025 roku zdecydowano o kolejnym bezprzetargowym oddaniu działki na rzecz szpitala onkologicznego.</p><p><strong>Nie udało się jednak potwierdzić w publicznie dostępnej treści dokumentów dokładnej daty wygaśnięcia podstawowej umowy dzierżawy NU-MED-u.</strong> Informacja ta powinna zostać niezwłocznie ujawniona przez Zarząd Powiatu wraz ze wszystkimi aneksami. Jeżeli termin obowiązywania umowy zbliża się do końca, sprzedaż TCZ mogłaby otworzyć pole do nacisków, renegocjacji albo prób przejęcia części świadczeń onkologicznych.</p><p>Nie wolno dopuścić, by pacjenci dowiedzieli się o zmianach z kartki przyklejonej na drzwiach rejestracji.</p><h2><strong>Pięć karetek już straciliśmy. Mechanizm był podobny</strong></h2><p>Zwolennicy centralizacji będą zapewniać, że większy podmiot oznacza większe możliwości. Tomaszów ma już jednak własne doświadczenia z przejmowaniem lokalnych usług medycznych przez instytucję wojewódzką.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia straciło <strong>pięć zespołów ratownictwa medycznego</strong>, które wcześniej obsługiwały część województwa, w tym powiaty łódzki wschodni i brzeziński oraz zespół stacjonujący w Ujeździe. Obsługę przejęła Wojewódzka Stacja Ratownictwa Medycznego w Łodzi.</p><p>Dla mieszkańca karetka nadal może wyglądać tak samo. Jednak dla tomaszowskiego szpitala oznaczało to utratę działalności, miejsc pracy, potencjału organizacyjnego oraz przychodów, które wcześniej pozostawały w lokalnym systemie ochrony zdrowia.</p><p>To jest właśnie model centralizacji: usługa formalnie pozostaje publiczna, ale pieniądze, decyzje i zarządzanie wyjeżdżają do Łodzi.</p><p>Dzisiaj było ratownictwo medyczne. Jutro mogą to być oddziały szpitalne, diagnostyka, onkologia i cały kontrakt TCZ.</p><h2><strong>Najpierw wycena, później „nie ma już odwrotu”</strong></h2><p>W polskiej polityce duże decyzje rzadko rozpoczynają się od ogłoszenia: „sprzedajemy”. Najpierw pojawia się analiza. Potem wycena. Następnie doradca, audyt, memorandum i zapewnienia, że „rozważane są wszystkie warianty”.</p><p>Na końcu mieszkańcy słyszą, że proces zaszedł już tak daleko, iż nie ma odwrotu.</p><p>Dlatego dzisiejsze głosowanie nie dotyczyło wyłącznie wydania pieniędzy na dokument. Dotyczyło otwarcia drzwi. Jedenastu radnych zdecydowało, że warto zapłacić nawet 400 tysięcy złotych, by te drzwi uchylić.</p><p>Zamiast kupować sprzęt, inwestować w oddziały, poprawiać warunki leczenia i walczyć o lekarzy, chcą mierzyć powierzchnie, wyceniać budynki i liczyć wartość majątku.</p><p>Jak w „Ziemi obiecanej”: <strong>„Ja nie mam nic, ty nie masz nic…”</strong> – ale razem można zrobić interes. Tyle że w tym przypadku „nic” nie należy do polityków. Szpital jest majątkiem mieszkańców powiatu, tworzonym przez dziesięciolecia z publicznych pieniędzy.</p><h2><strong>Zarząd Powiatu mówi jednoznaczne „nie”</strong></h2><p>Stanowisko Zarządu Powiatu, który nie wyraża zgody ani na kosztowną wycenę, ani na sprzedaż szpitala, jest obecnie jedynym racjonalnym zabezpieczeniem przed uruchomieniem procesu, którego później może nie udać się zatrzymać.</p><p>Dariusz Kowalczyk i pozostali członkowie Zarządu powinni teraz nie tylko odrzucić żądania dotyczące wyceny, ale również przedstawić mieszkańcom pełną informację:</p><p>jaka jest rzeczywista wartość kontraktów TCZ, jaka jest sytuacja finansowa spółki, kiedy wygasają umowy dotyczące NU-MED-u, jakie skutki dla onkologii może mieć konsolidacja oraz kto prowadzi rozmowy z CKD i na podstawie jakich pełnomocnictw.</p><p>Bo szpital nie jest łupem dla zwycięzcy politycznej rozgrywki. Nie jest też bankomatem dla większego podmiotu medycznego, który potrzebuje nowych kontraktów i nowych przychodów.</p><p><strong>To miejsce, do którego każdy z nas może trafić jutro – bez zapowiedzi, bez legitymacji partyjnej i bez możliwości wybrania sobie wygodniejszego scenariusza.</strong></p><p>Dlatego mieszkańcy mają prawo zapamiętać nazwiska jedenastu radnych, którzy zagłosowali za wydaniem kilkuset tysięcy złotych na wycenę majątku szpitala.</p><p>W polityce głosy czasem giną w protokołach. Ten głos nie powinien zginąć.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Izabela Grenda nową prezes TCZ. Doświadczona menedżerka wraca do tomaszowskiej ochrony zdrowia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55953,izabela-grenda-nowa-prezes-tcz-doswiadczona-menedzerka-wraca-do-tomaszowskiej-ochrony-zdrowia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55953,izabela-grenda-nowa-prezes-tcz-doswiadczona-menedzerka-wraca-do-tomaszowskiej-ochrony-zdrowia</guid>
            <pubDate>Fri, 24 Jul 2026 18:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-izabela-grenda-nowa-prezes-tcz-doswiadczona-menedzerka-wraca-do-tomaszowskiej-ochrony-zdrowia-1784912031.png</url>
                        <title>Izabela Grenda nową prezes TCZ. Doświadczona menedżerka wraca do tomaszowskiej ochrony zdrowia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55953,izabela-grenda-nowa-prezes-tcz-doswiadczona-menedzerka-wraca-do-tomaszowskiej-ochrony-zdrowia</link>
                    </image><description>Rada Nadzorcza Tomaszowskiego Centrum Zdrowia wybrała nową prezes spółki. Szpitalem powiatowym pokieruje Izabela Grenda – menedżerka od wielu lat związana z ochroną zdrowia, Narodowym Funduszem Zdrowia oraz tomaszowskim szpitalem onkologicznym NU-MED. Zastąpi na tym stanowisku Konrada Borowskiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Decyzja oznacza kolejną w ostatnich miesiącach zmianę na stanowisku prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Izabela Grenda obejmuje kierowanie jedną z najważniejszych instytucji publicznych w powiecie tomaszowskim – szpitalem, od którego sprawności organizacyjnej, finansowej i kadrowej zależy bezpieczeństwo zdrowotne dziesiątek tysięcy mieszkańców miasta i okolicznych gmin.</p><p>Nowa prezes nie jest w Tomaszowie Mazowieckim osobą anonimową. Przez siedem lat kierowała Specjalistycznym Szpitalem Onkologicznym NU-MED, działającym przy ul. Jana Pawła II, w bezpośrednim sąsiedztwie TCZ. Oznacza to, że zna zarówno lokalne środowisko medyczne, jak i specyfikę funkcjonowania placówek ochrony zdrowia w mieście.</p><h2>Z NFZ do zarządzania szpitalem</h2><p>Izabela Grenda urodziła się w 1976 roku i mieszka w Łodzi. Jest absolwentką Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Ukończyła studia z zakresu zdrowia publicznego, ze specjalnością promocja zdrowia. Przez wiele lat pracowała w Łódzkim Oddziale Wojewódzkim Narodowego Funduszu Zdrowia jako specjalista w Wydziale Świadczeń Opieki Zdrowotnej.</p><p>Doświadczenie zdobyte w NFZ ma szczególne znaczenie w zarządzaniu szpitalem powiatowym. To właśnie umowy z Funduszem, prawidłowe rozliczanie świadczeń, kontrakty oraz dostosowanie działalności oddziałów do finansowania publicznego w dużej mierze decydują o stabilności ekonomicznej placówki.</p><p>Od października 2018 roku Izabela Grenda była dyrektorem zarządzającym Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim. Funkcję tę pełniła przez kolejnych siedem lat. W ostatnich miesiącach była natomiast związana z łódzką spółką wizjaMED, prowadzącą pracownie rezonansu magnetycznego.</p><p>Oficjalna strona grupy NU-MED nadal przedstawiała ją jako dyrektor zarządzającą tomaszowskiego szpitala onkologicznego.</p><h2>Jakość, organizacja i „lean management”</h2><p>W czasie pracy w NU-MED Izabela Grenda zajmowała się nie tylko bieżącym kierowaniem placówką, ale również zagadnieniami dotyczącymi jakości leczenia, bezpieczeństwa dokumentacji medycznej oraz usprawniania organizacji pracy.</p><p>Brała udział jako prelegentka w konferencji „Jakość i Lean w Medycynie”, podczas której mówiła o łączeniu metod zarządzania procesowego z wymaganiami akredytacyjnymi Centrum Monitorowania Jakości.</p><p>W tomaszowskim szpitalu onkologicznym wdrażano rozwiązania określane jako lean management, czyli sposób organizacji pracy oparty na ograniczaniu zbędnych procedur, poprawianiu przepływu informacji i upraszczaniu procesów. Według NU-MED rozwiązania te wykorzystywano między innymi przy kompletowaniu dokumentacji dotyczącej chemioterapii jednodniowej i ambulatoryjnej.</p><p>To doświadczenie może mieć istotne znaczenie również w TCZ. Szpital powiatowy jest placówką znacznie bardziej złożoną niż wyspecjalizowany ośrodek onkologiczny. Prowadzi kilkanaście oddziałów, Szpitalny Oddział Ratunkowy, poradnie specjalistyczne, diagnostykę, Centrum Zdrowia Psychicznego oraz podstawową opiekę zdrowotną. Oficjalna strona TCZ wymienia obecnie m.in. oddziały chirurgiczne, internistyczny, neurologiczny, pediatryczny, psychiatryczny, rehabilitacyjny, okulistyczny, laryngologiczny, urologiczny i ginekologiczno-położniczy.</p><h2>Zaangażowana w pomoc pacjentom onkologicznym</h2><p>Izabela Grenda była również prezesem Fundacji NU-MED, wspierającej pacjentów onkologicznych i ich rodziny. Funkcję w zarządzie fundacji pełniła od 2019 roku do listopada 2025 roku.</p><p>Fundacja realizowała między innymi działania pomocowe dla rodziców leczących się onkologicznie, którzy z powodu choroby mieli trudności z zapewnieniem opieki swoim dzieciom. Grenda podkreślała wówczas, że choroba nowotworowa dotyka coraz młodszych ludzi, a system wsparcia powinien obejmować nie tylko sam proces leczenia, lecz także sytuację rodzinną chorego.</p><p>Jedną z inicjatyw fundacji było także utworzenie przed szpitalem onkologicznym „Strefy dobrej pogody” – przestrzeni wypoczynkowej dla pacjentów i ich bliskich. Izabela Grenda zwracała uwagę, że psychika pacjenta, możliwość odpoczynku oraz zmniejszenie stresu mają istotne znaczenie podczas długotrwałego leczenia.</p><h2>Nowa prezes, stare i nowe wyzwania</h2><p>Izabela Grenda zastąpi Konrada Borowskiego, który został powołany na stanowisko prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia w styczniu 2026 roku. Kilka miesięcy później poinformowano o jego rezygnacji, a na stronie szpitala pojawiło się ogłoszenie o konkursie na nowego prezesa.</p><p>Przed nową prezes stoją zadania dotyczące nie tylko codziennego funkcjonowania szpitala, ale również jego przyszłego modelu organizacyjnego i finansowego. TCZ realizuje obecnie znaczące projekty inwestycyjne. Placówka otrzymała między innymi niemal 11 mln zł na cyfryzację i poprawę bezpieczeństwa informatycznego. Rozwijana ma być również opieka kardiologiczna przy wykorzystaniu środków pochodzących z Krajowego Planu Odbudowy.</p><p>Jednocześnie szpital musi mierzyć się z problemami charakterystycznymi dla całej publicznej ochrony zdrowia: niedoborem personelu, rosnącymi kosztami wynagrodzeń, energii i leków, presją płacową, limitami finansowania świadczeń oraz koniecznością zachowania dostępności oddziałów niezależnie od ich bieżącej rentowności.</p><p>Dodatkowym wyzwaniem będzie ułożenie współpracy z organami właścicielskimi spółki, samorządem powiatowym, personelem medycznym oraz podmiotami zewnętrznymi działającymi na terenie kompleksu szpitalnego.</p><h2>Najważniejszy będzie pierwszy plan działania</h2><p>Sam wybór nowej prezes zamyka etap konkursowy, ale otwiera znacznie ważniejszy okres – czas konkretnych decyzji. Mieszkańcy oraz personel TCZ będą oczekiwali odpowiedzi na pytania dotyczące stabilności oddziałów, dostępności lekarzy, dalszych inwestycji, sytuacji finansowej spółki oraz przyszłości usług medycznych świadczonych przez szpital.</p><p>Izabela Grenda obejmuje TCZ z doświadczeniem zarówno w publicznym systemie finansowania świadczeń, jak i w zarządzaniu prywatnym, wyspecjalizowanym szpitalem. Jest to kapitał, który może pomóc w uporządkowaniu wielu procesów. Ostateczna ocena nowej prezes będzie jednak zależała nie od życiorysu, lecz od efektów: dostępności leczenia, warunków pracy personelu, jakości obsługi pacjentów i kondycji finansowej szpitala.</p><p>W ochronie zdrowia nie ma bowiem długiego okresu ochronnego. Pacjenci przychodzą każdego dnia, SOR pracuje przez całą dobę, a problemy oddziałów nie czekają na zakończenie procesu wdrażania nowego zarządu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zdrowie mózgu równie ważne jak zdrowie serca. Neurolog apeluje o profilaktykę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55943,zdrowie-mozgu-rownie-wazne-jak-zdrowie-serca-neurolog-apeluje-o-profilaktyke</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55943,zdrowie-mozgu-rownie-wazne-jak-zdrowie-serca-neurolog-apeluje-o-profilaktyke</guid>
            <pubDate>Wed, 22 Jul 2026 08:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zdrowie-mozgu-rownie-wazne-jak-zdrowie-serca-neurolog-apeluje-o-profilaktyke-1784701300.png</url>
                        <title>Zdrowie mózgu równie ważne jak zdrowie serca. Neurolog apeluje o profilaktykę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55943,zdrowie-mozgu-rownie-wazne-jak-zdrowie-serca-neurolog-apeluje-o-profilaktyke</link>
                    </image><description>Zdrowie mózgu powinno być traktowane z taką samą powagą jak zdrowie serca czy profilaktyka nowotworowa – podkreśla prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. Z okazji przypadającego 22 lipca Światowego Dnia Mózgu ekspertka przypomina, że codzienne decyzje dotyczące diety, ruchu, snu i kontroli podstawowych parametrów zdrowotnych mogą znacząco zmniejszyć ryzyko udaru, otępienia i innych chorób neurologicznych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Choroby mózgu coraz większym wyzwaniem</h2><p>Wydłużanie się życia jest jednym z największych osiągnięć współczesnej medycyny. Jednocześnie wiek pozostaje głównym niemodyfikowalnym czynnikiem ryzyka wielu chorób neurologicznych, które mogą prowadzić do niepełnosprawności, utraty samodzielności, pogorszenia jakości życia, a nawet śmierci.</p><p>Do najpoważniejszych schorzeń należą <strong>udar mózgu, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona oraz inne choroby neurozwyrodnieniowe</strong>. Wraz z wiekiem wzrasta również ryzyko padaczki. U osób starszych w ponad połowie przypadków jej przyczyną są choroby naczyniowe mózgu.</p><p>– Choroby mózgu należą do największych współczesnych wyzwań medycznych, społecznych i ekonomicznych – podkreśla prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.</p><p>Ekspertka zaznacza jednak, że choć nie mamy wpływu na wiek ani geny, możemy skutecznie ograniczać wiele innych czynników ryzyka.</p><h2>Ciśnienie, cholesterol i glukoza pod kontrolą</h2><p>Profilaktyka chorób neurologicznych w dużej mierze pokrywa się z profilaktyką chorób układu krążenia i nowotworów. Szczególne znaczenie ma kontrolowanie czynników ryzyka naczyniowego.</p><p>Regularne pomiary ciśnienia tętniczego, sprawdzanie poziomu cholesterolu i glukozy, leczenie nadciśnienia, cukrzycy, otyłości oraz zaburzeń lipidowych zmniejszają nie tylko ryzyko udaru mózgu. Mogą również ograniczać prawdopodobieństwo wystąpienia zaburzeń poznawczych i otępienia.</p><p><strong>Udar mózgu jest stanem nagłym – podobnie jak zawał serca.</strong> W jego przypadku czas ma kluczowe znaczenie, a szybkie wezwanie pomocy może zdecydować o skuteczności leczenia, zachowaniu sprawności, a niekiedy także o przeżyciu pacjenta.</p><p>– Najskuteczniejsza terapia nie pomoże pacjentowi, który trafi do neurologa zbyt późno – przypomina specjalistka.</p><h2>Styl życia ma znaczenie dla mózgu</h2><p>Na zdrowie mózgu wpływają codzienne nawyki. Zalecana jest dieta bogata w warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste i ryby. Ważne są także regularna aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu, unikanie tytoniu, innych wyrobów nikotynowych oraz nadmiernego spożycia alkoholu.</p><p>Nie mniej istotna pozostaje aktywność intelektualna i społeczna. Czytanie książek, nauka nowych umiejętności, rozwijanie zainteresowań, nauka języków obcych i utrzymywanie kontaktów z innymi ludźmi pomagają budować tak zwaną rezerwę poznawczą.</p><p>Jest ona swego rodzaju zabezpieczeniem mózgu, pozwalającym dłużej zachować jego sprawność pomimo postępujących z wiekiem zmian.</p><p>Według przytaczanych przez ekspertkę szacunków, <strong>ograniczenie modyfikowalnych czynników ryzyka może zapobiec lub opóźnić wystąpienie objawów nawet około 45 procent przypadków otępienia na świecie</strong>.</p><h2>Jedna profilaktyka dla serca, mózgu i nowotworów</h2><p>Polskie Towarzystwo Neurologiczne, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne oraz Polskie Towarzystwo Onkologiczne podjęły wspólne działania na rzecz profilaktyki chorób przewlekłych.</p><p>Przedstawiciele tych środowisk podkreślają, że nie należy oddzielać profilaktyki mózgu od profilaktyki serca czy nowotworów. Wiele najważniejszych czynników ryzyka jest wspólnych, a ich ograniczenie przynosi korzyści całemu organizmowi.</p><p>W maju 2026 roku prezesi trzech towarzystw podpisali wspólne stanowisko dotyczące wzmocnienia profilaktyki chorób przewlekłych. Towarzyszyła mu „10-tka zdrowia” – zestaw podstawowych zasad istotnych zarówno dla serca i mózgu, jak również dla ograniczania ryzyka chorób nowotworowych.</p><p>Prof. Sienkiewicz-Jarosz zwraca uwagę, że Polska nadal przeznacza na profilaktykę znacznie mniej niż inne państwa Unii Europejskiej. Według przedstawionych danych jest to 1,7 procent budżetu zdrowotnego, podczas gdy średnia unijna wynosi około 4 procent.</p><p>W przeliczeniu na jednego mieszkańca Polska wydaje na profilaktykę około 22 euro, wobec średniej unijnej wynoszącej 202 euro. Jednocześnie liczba zgonów możliwych do uniknięcia jest w naszym kraju o ponad 60 procent wyższa od średniej unijnej.</p><h2>Profilaktyka to inwestycja, nie koszt</h2><p>Zdaniem neurolog profilaktyki nie należy traktować wyłącznie jako wydatku. Jest ona inwestycją w dłuższe życie w zdrowiu, samodzielność osób starszych, lepszą jakość życia oraz większą odporność całego społeczeństwa.</p><p>Nie wszystkim chorobom neurologicznym można jednak obecnie zapobiegać. Dotyczy to między innymi choroby Parkinsona, stwardnienia rozsianego czy padaczek o podłożu genetycznym lub nieustalonej przyczynie.</p><p>Nie oznacza to jednak, że zdrowy styl życia nie ma w takich przypadkach znaczenia. Aktywność, odpowiednia dieta, sen i ograniczenie przewlekłego stresu wspierają funkcjonowanie organizmu. U osób, które już chorują, pomagają dłużej zachować sprawność i mogą wspierać efekty leczenia.</p><h2>Edukację trzeba rozpoczynać od najmłodszych lat</h2><p>Ekspertka podkreśla także znaczenie edukacji zdrowotnej. Wiedza o profilaktyce powinna iść w parze ze znajomością podstawowych objawów chorób neurologicznych.</p><p>Wczesne rozpoznanie niepokojących sygnałów pozwala szybciej wdrożyć leczenie. Dotyczy to szczególnie udaru mózgu, przy którym zwłoka może prowadzić do trwałego uszkodzenia mózgu i ciężkiej niepełnosprawności.</p><p>– Podstawowa wiedza o profilaktyce, objawach alarmowych i zasadach postępowania w sytuacji zagrożenia zdrowia powinna być przekazywana już od najmłodszych lat – zaznacza prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.</p><p>Światowy Dzień Mózgu ma przypominać, że na troskę o zdrowie neurologiczne nigdy nie jest za wcześnie ani za późno. Mózg, podobnie jak serce, wymaga regularnej profilaktyki, szybkiej reakcji na niepokojące objawy oraz świadomych, codziennych decyzji.</p><p>– Neurologia daje dziś coraz więcej możliwości. Potrafimy wcześniej rozpoznawać wiele chorób, coraz lepiej rozumiemy mechanizmy ich rozwoju i dysponujemy skuteczniejszym leczeniem niż jeszcze kilka lat temu. Jednocześnie ogromny wpływ na zdrowie mózgu mają nasze codzienne decyzje oraz warunki, w których żyjemy, pracujemy i starzejemy się – podsumowuje neurolog.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Koniec lekarskiej „akordówki”? Tusk zapowiada zmiany. W tomaszowskim szpitalu taki system już działa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55928,koniec-lekarskiej-akordowki-tusk-zapowiada-zmiany-w-tomaszowskim-szpitalu-taki-system-juz-dziala</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55928,koniec-lekarskiej-akordowki-tusk-zapowiada-zmiany-w-tomaszowskim-szpitalu-taki-system-juz-dziala</guid>
            <pubDate>Tue, 21 Jul 2026 13:32:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-koniec-lekarskiej-akordowki-tusk-zapowiada-zmiany-w-tomaszowskim-szpitalu-taki-system-juz-dziala-1784633819.png</url>
                        <title>Koniec lekarskiej „akordówki”? Tusk zapowiada zmiany. W tomaszowskim szpitalu taki system już działa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55928,koniec-lekarskiej-akordowki-tusk-zapowiada-zmiany-w-tomaszowskim-szpitalu-taki-system-juz-dziala</link>
                    </image><description>Lekarz nie będzie mógł pracować więcej niż równowartość dwóch etatów, a jego wynagrodzenie nie będzie już obliczane jako procent od wykonanych procedur medycznych. Takie zmiany zapowiedział premier Donald Tusk przed wtorkowym posiedzeniem rządu. Problem nie jest abstrakcyjny ani odległy. Podobne mechanizmy wynagradzania funkcjonują również na części oddziałów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Premier zapowiedział ograniczenie czasu pracy lekarzy wykonujących świadczenia na podstawie kontraktów. Obecnie limity wynikające z prawa pracy dotyczą przede wszystkim medyków zatrudnionych na etatach. Lekarz prowadzący działalność gospodarczą i pracujący na podstawie umowy cywilnoprawnej może natomiast zawierać kontrakty z kilkoma placówkami.</p><p>W praktyce prowadziło to czasem do sytuacji rodem z filmu science fiction: z dokumentów wynikało, że jedna osoba pracowała w ciągu doby więcej niż 24 godziny — i to równocześnie w kilku miejscach.</p><p>– <strong>Zdarzały się przypadki, że pracowano większą liczbę godzin, niż ma doba. I to w kilku miejscach</strong> – powiedział Donald Tusk.</p><p>Według zapowiedzi szefa rządu lekarz kontraktowy będzie mógł pracować maksymalnie tyle, ile odpowiada dwóm pełnym etatom. Premier argumentuje, że nie chodzi wyłącznie o pieniądze, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo pacjentów.</p><p>Trudno z tym polemizować. Zmęczony lekarz, kończący kolejny wielogodzinny dyżur, nie staje się przecież bohaterem serialu medycznego, który mimo braku snu zawsze stawia bezbłędną diagnozę. Jest człowiekiem. A człowiek przemęczony częściej popełnia błędy.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55917,posel-obiecuje-leczenie-szpital-odsyla-pacjentke-nfz-potwierdza-pieniadze-sie-skonczyly"></oembed></figure><h2>Koniec procentu od zabiegu</h2><p>Druga zapowiadana zmiana może wywołać jeszcze większe emocje. Rząd chce zabronić ustalania wynagrodzenia lekarza jako procentu wartości wykonanej procedury medycznej.</p><p>– <strong>Leczenie nie jest brutalnym biznesem. Liczenie procentu od procedury, a niektóre procedury są bardzo drogie, doprowadzało do sytuacji, które wzbudziły uzasadnione emocje</strong> – stwierdził premier.</p><p>Chodzi o kontrakty, w których wysokość wynagrodzenia lekarza zależy bezpośrednio od liczby lub wartości wykonanych zabiegów. Im więcej procedur i im droższe świadczenia, tym większa wypłata.</p><p>Taki system bywa przedstawiany jako sposób na zwiększenie efektywności oddziału. Ma zachęcać lekarzy do wykonywania większej liczby zabiegów, skracania kolejek i pozyskiwania pacjentów.</p><p>Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy medycyna zaczyna przypominać pracę na akord.</p><p>Pacjent nie może być kolejną pozycją w arkuszu kalkulacyjnym, a decyzja o wykonaniu zabiegu nie powinna być powiązana z tym, ile lekarz na nim zarobi. Nawet jeżeli wszystkie procedury są medycznie uzasadnione, sam mechanizm tworzy niebezpieczny konflikt interesów.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem"></oembed></figure><h2>Tomaszów nie jest wyjątkiem</h2><p>Sprawa ma bezpośredni wymiar lokalny. <strong>Na części oddziałów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia funkcjonują kontrakty, w których wynagrodzenie lekarzy jest powiązane z wykonywanymi procedurami.</strong></p><p>Oznacza to, że planowane przez rząd rozwiązania mogą wpłynąć także na sposób organizacji pracy i finansowania świadczeń w tomaszowskim szpitalu.</p><p>Nie przesądza to oczywiście, że w TCZ dochodziło do nieprawidłowości. Nie można automatycznie stawiać znaku równości pomiędzy wynagrodzeniem zależnym od procedury a nadużyciem. Taki model był stosowany przez wiele szpitali jako odpowiedź na brak lekarzy, konkurencję o specjalistów i konieczność utrzymania działalności oddziałów.</p><p>Nie zmienia to faktu, że system wymaga kontroli.</p><p>Właściciel szpitala, czyli Powiat Tomaszowski, powinien wiedzieć, na których oddziałach obowiązuje taki sposób wynagradzania, jakie kwoty są wypłacane, czy istnieją miesięczne limity oraz jakie zabezpieczenia wprowadzono, aby interes finansowy nie wpływał na decyzje medyczne.</p><p>Potrzebna jest również odpowiedź na pytanie, czy wynagrodzenia pozostają proporcjonalne do sytuacji finansowej szpitala. Szczególnie wtedy, gdy mieszkańcy słyszą o niedoborze pieniędzy, ograniczeniach kontraktu z NFZ, problemach z dostępnością świadczeń albo konieczności poszukiwania oszczędności.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie"></oembed></figure><h2>System sam stworzył problem</h2><p>Nie wolno jednak sprowadzać całej sprawy do opowieści o „chciwych lekarzach”. Byłoby to wygodne, ale nieuczciwe.</p><p>Przez lata kolejne rządy, dyrektorzy szpitali i samorządy zgadzały się na coraz bardziej skomplikowany system kontraktowy. Placówki, walcząc o specjalistów, podbijały stawki i oferowały warunki, których często nie były w stanie zapewnić lekarzom etatowym.</p><p>Powstał rynek, na którym najlepszy specjalista mógł dyktować warunki, ponieważ bez jego podpisu oddział nie spełniał wymogów kadrowych i musiałby zostać zamknięty.</p><p>Teraz państwo próbuje zatrzymać pociąg, który samo przez lata rozpędzało.</p><p>Zmiany nie mogą więc zostać wprowadzone jednym politycznym zdaniem i pozostawione dyrektorom szpitali. Jeżeli rząd zakaże rozliczania lekarzy procentem od procedur, musi jednocześnie wskazać legalny i finansowo możliwy sposób zastąpienia obecnych kontraktów.</p><p>W przeciwnym razie część specjalistów może odejść do prywatnych placówek albo szpitali, które zaoferują im lepsze warunki w innej formule. Wówczas zamiast końca patologii zobaczymy zamknięte poradnie, zawieszone oddziały i jeszcze dłuższe kolejki.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda"></oembed></figure><h2>Czas na jawność w TCZ</h2><p>Zapowiedź premiera powinna stać się impulsem do przedstawienia przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia oraz władze powiatu pełnej informacji o obowiązującym systemie kontraktowym.</p><p>Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, ile szpital płaci za dyżury, zabiegi i procedury, gdzie obowiązuje wynagrodzenie procentowe oraz jak kontrolowany jest czas pracy lekarzy zatrudnionych jednocześnie w kilku placówkach.</p><p>Nie chodzi o urządzanie polowania na lekarzy ani publikowanie nazwisk i indywidualnych wynagrodzeń. Chodzi o reguły gospodarowania publicznymi pieniędzmi.</p><p>Donald Tusk mówi, że leczenie nie może być „brutalnym biznesem”. To prawda. Ale aby to zdanie nie pozostało jedynie efektownym cytatem z konferencji prasowej, potrzebne są przejrzyste przepisy, kontrola kontraktów i odwaga właścicieli szpitali.</p><p>Także w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Bo pacjent nie jest procedurą. Lekarz nie powinien być pracownikiem na akord. A publiczny szpital nie może działać jak firma, w której najważniejsze pytanie brzmi: <strong>ile można zarobić na kolejnym zabiegu?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55909,ckd-wstrzymuje-przyjecia-pacjentow-onkologicznych-czy-to-ten-szpital-ma-gwarantowac-tomaszowowi-wieksza-dostepnosc-lecze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55909,ckd-wstrzymuje-przyjecia-pacjentow-onkologicznych-czy-to-ten-szpital-ma-gwarantowac-tomaszowowi-wieksza-dostepnosc-lecze</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 21:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ckd-wstrzymuje-przyjecia-pacjentow-onkologicznych-czy-to-ten-szpital-ma-gwarantowac-tomaszowowi-wi-1784548558.png</url>
                        <title>CKD wstrzymuje przyjęcia pacjentów onkologicznych. Czy to ten szpital ma gwarantować Tomaszowowi „większą dostępność” leczenia?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55909,ckd-wstrzymuje-przyjecia-pacjentow-onkologicznych-czy-to-ten-szpital-ma-gwarantowac-tomaszowowi-wieksza-dostepnosc-lecze</link>
                    </image><description>Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, którego częścią jest Centrum Kliniczno-Dydaktyczne, wstrzymuje przyjmowanie nowych pacjentów onkologicznych i odsyła chorych do innych placówek – poinformowało Radio Łódź. Wiadomość pojawia się dokładnie w chwili, gdy w Tomaszowie Mazowieckim grupa samorządowców przekonuje mieszkańców, że przekazanie Tomaszowskiego Centrum Zdrowia łódzkiemu szpitalowi klinicznemu miałoby zwiększyć dostępność specjalistów, diagnostyki i nowoczesnego leczenia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ta informacja nie przesądza jeszcze, że współpraca Tomaszowskiego Centrum Zdrowia z Uniwersytetem Medycznym byłaby z założenia rozwiązaniem złym. Przesądza jednak coś innego: <strong>hasła o automatycznej poprawie dostępności świadczeń nie mogą być dłużej traktowane jak prawda objawiona</strong>. Muszą zostać skonfrontowane z tym, jak placówka, która miałaby przejąć tomaszowski szpital, radzi sobie z dostępnością świadczeń we własnych murach.</p><p>A dziś z tych murów pacjenci onkologiczni mają być odsyłani.</p><h2>Miała być większa dostępność. Dziś są odmowy przyjęcia</h2><p>Jak informuje Radio Łódź, CKD wstrzymało przyjęcia nowych pacjentów onkologicznych. Dla chorego onkologicznie nie jest to zwykłe przesunięcie terminu wizyty, porównywalne z oczekiwaniem na planowy zabieg ortopedyczny. W chorobach nowotworowych czas bywa jednym z elementów terapii.</p><p>Oficjalny portal pacjent.gov.pl przypomina, że nowotwory charakteryzują się często dużą dynamiką rozwoju, dlatego pacjenci z podejrzeniem choroby mają szczególne uprawnienia w dostępie do szybkiej diagnostyki i leczenia.</p><p>Tymczasem właśnie dostęp do specjalistycznego leczenia był jednym z najczęściej powtarzanych argumentów zwolenników przekazania Tomaszowskiego Centrum Zdrowia łódzkiemu szpitalowi klinicznemu.</p><p>Poseł Koalicji Obywatelskiej Adrian Witczak przekonywał:</p><blockquote><p>„To rozwiązanie daje dostęp do lepszej kadry, nowoczesnego sprzętu i bardziej zaawansowanych procedur. Daje też większą stabilność finansową. Mówiąc wprost: to najlepszy dziś możliwy kierunek rozwoju dla tomaszowskiego szpitala”.</p></blockquote><p>Cytat pochodzi z publikacji portalu ePiotrkow.pl z 29 kwietnia 2026 roku, opisującej zabiegi posła na rzecz powiązania TCZ z Uniwersytetem Medycznym i zapleczem CKD.</p><p>W tym samym materiale czytamy, że konsolidacja miałaby zapewnić mieszkańcom Tomaszowa „szerszy dostęp do specjalistów i nowoczesnej diagnostyki”, a także umożliwić korzystanie z bardziej zaawansowanych procedur medycznych. Autorzy powoływali się przy tym na odpowiedzi Ministerstwa Zdrowia i Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.</p><p>Dzisiaj trzeba jednak postawić pytanie najprostsze, a zarazem najważniejsze: <strong>w jaki sposób szpital odsyłający nowych pacjentów onkologicznych ma zagwarantować większą dostępność leczenia mieszkańcom dodatkowego, ponadstutysięcznego powiatu?</strong></p><h2>Potencjał CKD jest ogromny. Ale potencjał nie jest tym samym co dostępność</h2><p>Nie ulega wątpliwości, że CKD posiada potężne zaplecze kliniczne, kadrowe, naukowe i sprzętowe. W strukturze placówki działają m.in. kliniki onkologii klinicznej, chirurgii onkologicznej, kardiologii, kardiochirurgii, neurologii, urologii, nefrologii, diabetologii, gastroenterologii, geriatrii oraz liczne poradnie specjalistyczne.</p><p>Uniwersytet Medyczny chwali się również wielomilionowymi inwestycjami. Wartość projektu rozbudowy CKD II wynosi niemal 800 mln zł, z czego ponad 625 mln zł pochodzi z Ministerstwa Zdrowia.</p><p>Powstał tam także Ponadregionalny Ośrodek Onkologii Dziecięcej za 44 mln zł oraz nowoczesna apteka szpitalna z pracownią cytostatyczną za niemal 40 mln zł.</p><p>To wszystko są argumenty poważne. Problem polega na tym, że <strong>nowoczesny budynek, urządzenie diagnostyczne i szyld kliniki nie leczą pacjenta, gdy nie ma finansowania na jego przyjęcie</strong>.</p><p>Dostępność nie oznacza istnienia aparatury w odległości 60 kilometrów. Dostępność oznacza możliwość wykonania badania, konsultacji albo rozpoczęcia terapii wtedy, gdy jest ona pacjentowi potrzebna.</p><p>Wstrzymanie przyjęć w onkologii pokazuje, że nawet największe placówki kliniczne podlegają tym samym ograniczeniom finansowym co szpitale powiatowe: limitom kontraktów, problemom z zapłatą za nadwykonania, rosnącym kosztom wynagrodzeń i niewystarczającym środkom w systemie NFZ.</p><h2>„Rzeczpospolita”: ograniczenie finansowania już wydłuża kolejki</h2><p>Problem nie dotyczy wyłącznie CKD. „Rzeczpospolita” opisywała skutki zmian w finansowaniu diagnostyki ponadlimitowej, obowiązujących od kwietnia 2026 roku. NFZ płaci obecnie jedynie część wartości niektórych badań wykonanych ponad kontrakt: 60 procent za gastroskopię i kolonoskopię oraz 50 procent za rezonans magnetyczny i tomografię komputerową.</p><p>Dyrektor szpitala w Puławach Marek Paździor mówił w materiale cytowanym przez „Rzeczpospolitą”:</p><blockquote><p>„Gdybym nadal robił taką samą liczbę badań nielimitowanych, zadłużałbym szpital. W samej pracowni rezonansu byłoby to około pół miliona zł miesięcznie”.</p></blockquote><p>Według dyrektora liczba wykonywanych miesięcznie badań rezonansu mogła spaść z 800–900 do około stu. Mniejsze finansowanie oznacza więc w praktyce mniejszą liczbę badań i dłuższe kolejki.</p><p>„Rzeczpospolita” informowała również, że szpitale oczekiwały na ponad 2,2 mld zł zapłaty za nadwykonania z 2025 roku, a część placówek mogła nie wytrzymać dalszej presji finansowej.</p><p>Według danych przywoływanych przez dziennik luka w budżecie NFZ może wynosić od 18 do 23 mld zł.</p><p>To prowadzi do zasadniczego wniosku: <strong>samo przyłączenie szpitala powiatowego do większej struktury nie tworzy nowych lekarzy, nie zwiększa automatycznie kontraktu NFZ i nie usuwa systemowej luki finansowej</strong>.</p><p>Może zmienić właściciela. Może zmienić zarząd. Może umożliwić przesuwanie oddziałów, kontraktów, kadry i sprzętu między placówkami. Ale nie daje gwarancji, że mieszkańcy Tomaszowa otrzymają większą liczbę świadczeń.</p><h2>&nbsp;Co na to NFZ?</h2><p>Łódzki NFZ nie otrzymał żadnej informacji od CSK UMED o wstrzymaniu przyjęcia pacjentów do programów lekowych. We wtorek 14 lipca br. do ŁOW NFZ zgłosiło się <span style="color:red;"><strong>2 pacjentów</strong></span>, którzy poprosili o wskazanie miejsca, w którym mogą być <strong>zakwalifikowani</strong> do programów lekowych. Obu pacjentom wskazaliśmy miejsce, w którym mogą rozpocząć kwalifikację do programów lekowych – Szpital im. Kopernika w Łodzi (SOLO III) oraz Szpital Bonifratrów w Łodzi<span style="color:red;">. <strong>Do dzisiaj nie zgłosił się żaden inny pacjent – jeśli tacy się zgłoszą otrzymają informację o innych placówkach &nbsp;i pomoc.</strong></span></p><p>CSK UMED jest jednym z kilku szpitali w Łodzi i - w zależności od programu onkologicznego – jednym z kilku lub kilkunastu szpitali w Łódzkiem, które realizują programy onkologiczne.</p><blockquote><p><strong>Podpisaliśmy właśnie z CSK UMED aneksy do umów w zakresach programów lekowych i chemioterapii. Wartość leków w programach lekowych onkologicznych w tej placówce zrealizowanych ponad wartość umowy z ŁOW NFZ za I i II kwartał 3&nbsp;027 903 zł. - informuje rzeczniczka łódzkiego NFZ, Anna Leder</strong></p></blockquote><p>W CSK UMED w tym roku za leczenie w ramach zawartych umów w programach lekowych i chemioterapii opłaciliśmy już kwotą <strong>niemal 45 mln zł (44&nbsp;998&nbsp;507 zł).</strong></p><p>Programy lekowe są świadczeniem limitowanym – NFZ rozlicza się do wysokości umowy. W pierwszej kolejności NFZ&nbsp; - w miarę posiadanych środków finansowych – musi opłacić świadczenia nielimitowane.</p><p>Nasze zobowiązania wynikające z umowy z CSK UMED&nbsp;wypłacamy terminowo co miesiąc. W miarę posiadania środków finansowych staramy się pokrywać wartość świadczeń wykonanych ponad limit także w świadczeniach limitowanych jak programy lekowe (leki) – tak było w roku 2025. Za 2025&nbsp; r. rozliczyliśmy z placówkami medycznymi w Łódzkiem nadwykonania w lekach (programy lekowe i chemioterapia ) <strong>kwotą </strong><span style="color:black;"><strong>61 228&nbsp;068 zł.</strong></span></p><blockquote><p><span style="color:red;"><strong>Spodziewamy się dodatkowych pieniędzy z Centrali NFZ – pozwoli nam to na uregulowanie świadczeń wykonanych ponad wartość umów w programach lekowych. - dodaje rzeczniczka&nbsp;</strong></span></p></blockquote><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55809,ostry-spor-o-przyszlosc-tomaszowskiego-szpitala-konrad-borowski-odpowiada-kazimierzowi-mordace-mija-sie-pan-z-prawda"></oembed></figure><h2>Obietnice były konkretne. Konkretów dotyczących zabezpieczeń nadal brakuje</h2><p>Zwolennicy konsolidacji przedstawiali ją jako szansę na lepsze wykorzystanie infrastruktury, ograniczenie dublowania świadczeń, pozyskanie specjalistów oraz poprawę sytuacji finansowej.</p><p>W maju „Tomaszowski Informator Tygodniowy” relacjonował, że poseł Adrian Witczak przekonywał radnych, iż konsolidacja z CKD jest szansą na utrzymanie, a nawet podwyższenie poziomu leczenia w Tomaszowie.</p><p>W tym samym artykule przedstawiono rządowe założenia konsolidacji:</p><blockquote><p>„Szpitale mają być lepiej zarządzane, a usługi medyczne dopasowane do lokalnych potrzeb pacjentów. Co za tym idzie, będzie lepsza jakość leczenia i większa dostępność świadczeń”.</p></blockquote><p>Źródłem tego opisu jest artykuł Ryszarda Pożyczki w „Tomaszowskim Informatorze Tygodniowym”, odwołujący się do założeń Ministerstwa Zdrowia.</p><p>Tyle że pomiędzy sformułowaniem „mogą prowadzić do większej dostępności” a gwarancją zachowania oddziałów w Tomaszowie istnieje przepaść.</p><p>Dotychczas mieszkańcom nie przedstawiono publicznie wiążącego dokumentu gwarantującego m.in.:</p><p><strong>utrzymanie wszystkich kluczowych oddziałów w Tomaszowie, minimalną liczbę łóżek, zachowanie SOR, pozostawienie poradni specjalistycznych, utrzymanie zatrudnienia, określony poziom kontraktu z NFZ oraz zakaz przenoszenia świadczeń do Łodzi.</strong></p><p>Nie pokazano również kompletnej analizy, w jaki sposób CKD miałoby przejąć odpowiedzialność za TCZ, nie ograniczając jednocześnie świadczeń w Tomaszowie albo w samym CKD.</p><p>W zamian pojawiały się zapewnienia, że większy podmiot będzie silniejszy, a kliniczne zaplecze otworzy przed Tomaszowem nowe możliwości.</p><p>Dziś Radio Łódź informuje, że ten silniejszy podmiot odsyła pacjentów onkologicznych.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55825,budujmy-zamiast-niszczyc-i-sprzedawac-ordynator-ginekologii-tcz-przerywa-milczenie"></oembed></figure><h2>Polityczny sojusz wokół szpitala</h2><p>Koncepcję przejęcia lub konsolidacji TCZ z łódzką placówką forsują przede wszystkim parlamentarzysta Koalicji Obywatelskiej oraz radni KO w Radzie Powiatu Tomaszowskiego. Wsparcie dla rozpoczęcia tego procesu płynie również ze strony części radnych Prawa i Sprawiedliwości.</p><p>Podczas sesji Rady Powiatu przewodniczący Michał Jodłowski z KO złożył wniosek o rozszerzenie porządku obrad i podjęcie uchwały intencyjnej dotyczącej działań zmierzających do konsolidacji TCZ z CKD. Za wnioskiem głosowało ośmioro radnych, 11 było przeciw, a troje wstrzymało się od głosu.</p><p>W Radzie Powiatu PiS dysponuje dziewięcioma mandatami, KO sześcioma, KWW Marcina Witko czterema, natomiast Trzecia Droga i Wszyscy Razem mają po dwa mandaty.</p><p>Zdecydowanego poparcia dla oddania szpitala CKD nie wyrażają radni wybrani z Komitetu Marcina Witko oraz radni Trzeciej Drogi związani z PSL. Podnoszą oni ryzyko utraty kontroli samorządu nad szpitalem, jego majątkiem oraz zakresem świadczeń wykonywanych w Tomaszowie.</p><p>Jest to obawa uzasadniona. Po sprzedaży udziałów lub trwałym wejściu TCZ w strukturę łódzkiego szpitala decyzje o profilu działalności placówki nie byłyby już podejmowane przede wszystkim w Tomaszowie. Lokalny samorząd straciłby realny wpływ na kierunki rozwoju szpitala. Na to zagrożenie zwracano uwagę również podczas kolejnych dyskusji na forum Rady Powiatu.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka"></oembed></figure><h2>TCZ ma problemy. Ale problemy ma również potencjalny nabywca</h2><p>Nie można uczciwie twierdzić, że Tomaszowskie Centrum Zdrowia znajduje się w dobrej sytuacji finansowej.</p><p>Według danych przedstawionych przez „Tomaszowski Informator Tygodniowy” TCZ zakończyło 2025 rok stratą przekraczającą 24 mln zł. Strata na podstawowej działalności medycznej wyniosła blisko 8 mln zł, zobowiązania wzrosły z 24 do 31 mln zł, a stan środków pieniężnych zmniejszył się z ponad 23 do około 13 mln zł.</p><p>Prognoza na 2026 rok zakładała kolejną stratę, przekraczającą 20 mln zł. Szpital utracił część wpływów związanych z pogotowiem ratunkowym i działalnością SOR, a jednocześnie nadal ponosi znaczną część kosztów stałych.</p><p>To są fakty, których nie wolno zamiatać pod dywan.</p><p>Nie wolno jednak stosować dwóch różnych miar: jednej wobec TCZ, drugiej wobec CKD. Jeśli problemy finansowe Tomaszowa mają uzasadniać sprzedaż szpitala, to problemy finansowe, limity i ograniczenia przyjęć po stronie potencjalnego nabywcy muszą zostać ocenione równie poważnie.</p><p><strong>Nie wystarczy powiedzieć, że CKD jest większe. Titanic też był większy od innych statków. O bezpieczeństwie nie decyduje rozmiar konstrukcji, lecz to, czy kadłub jest szczelny i czy ktoś kontroluje kurs.</strong></p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem"></oembed></figure><h2>Konsolidacyjna marchewka</h2><p>Jednym z argumentów za szybkim rozpoczęciem konsolidacji jest możliwość uzyskania dofinansowania sięgającego nawet 70 mln zł. Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że jest to maksymalny możliwy poziom wsparcia, a nie kwota gwarantowana każdemu łączącemu się podmiotowi.</p><p>Pieniądze mają finansować inwestycje związane z konsolidacją, zmianą profilu działalności, dostosowaniem infrastruktury i reorganizacją świadczeń. Nie są prostym czekiem wręczanym samorządowi za przekazanie udziałów.</p><p>Co więcej, nawet jednorazowe 70 mln zł nie rozwiąże problemu szpitala, który co roku generowałby wielomilionową stratę operacyjną. Może pomóc w modernizacji, ale nie zastąpi trwałego finansowania świadczeń przez NFZ.</p><p>Najpierw powinien więc powstać wiążący plan medyczny i finansowy. Dopiero później można rozważać zmianę właścicielską. W Tomaszowie kolejność próbuje się niekiedy odwrócić: najpierw rozpocząć proces, a szczegóły ustalać później.</p><p>W przypadku szpitala takie podejście byłoby igraniem nie tylko z majątkiem publicznym, ale przede wszystkim z bezpieczeństwem mieszkańców.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55901,radomsko-po-konsolidacji-nie-to-przyklad-wspolpracy-z-uczelnia-nie-polaczenia-szpitali"></oembed></figure><h2>Najpierw odpowiedzi, później decyzje</h2><p>Informacja o wstrzymaniu przyjęć nowych pacjentów onkologicznych w CKD nie może zostać zbyta wzruszeniem ramion. Powinna natychmiast stać się przedmiotem pytań skierowanych do władz Uniwersytetu Medycznego, dyrekcji Centralnego Szpitala Klinicznego, Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.</p><p>Radni powinni zażądać informacji, ilu pacjentów dotyczy ograniczenie, z jakiego powodu zostało wprowadzone, jak długo potrwa, gdzie kierowani są chorzy oraz czy podobne ograniczenia mogą objąć inne kliniki.</p><p>Powinni również otrzymać kompletny raport ekonomiczno-finansowy potencjalnego nabywcy oraz analizę jego zobowiązań, wyniku na działalności medycznej, poziomu nadwykonań, kolejek, braków kadrowych i zdolności do finansowania dodatkowej placówki w Tomaszowie.</p><p>Nie można sprzedawać szpitala na podstawie prezentacji pełnej słów: „szansa”, „możliwość”, „potencjał” i „większa dostępność”.</p><p><strong>Własność zmienia się raz. Obietnice można zmieniać co tydzień.</strong></p><p>Przed podjęciem decyzji mieszkańcy muszą wiedzieć, które oddziały zostaną w Tomaszowie, jakie nowe świadczenia rzeczywiście powstaną, skąd przyjdą lekarze, kto zapłaci za ich zatrudnienie i co stanie się w sytuacji, gdy łódzka centrala uzna, że bardziej opłaca się przenieść część leczenia do CKD.</p><p>Dopóki nie ma takich gwarancji, konsolidacja pozostaje projektem politycznym, a nie bezpiecznym planem medycznym.</p><p>Dzisiejsza sytuacja pacjentów onkologicznych CKD pokazuje, że większy szpital nie zawsze oznacza krótszą kolejkę. Czasem oznacza tylko większą poczekalnię – i więcej ludzi, którym trzeba powiedzieć, że na razie nie zostaną przyjęci.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 21:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zos-1784532732.png</url>
                        <title>70 milionów za oddanie szpitala? Konsolidacyjna marchewka już wisi. Tomaszów musi uważać, by nie zostać z samym kijem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55906,70-milionow-za-oddanie-szpitala-konsolidacyjna-marchewka-juz-wisi-tomaszow-musi-uwazac-by-nie-zostac-z-samym-kijem</link>
                    </image><description>Od 1 lipca szpitale mogą składać wnioski o pieniądze na inwestycje związane z konsolidacją. Do podziału jest ponad 1,1 miliarda złotych, a pojedynczy projekt obejmujący połączenie kilku podmiotów może otrzymać nawet 70 milionów (nie znaczy to jednak, że je otrzyma lub otrzyma w takiej wysokości). W Tomaszowie Mazowieckim natychmiast pojawia się jednak pytanie zasadnicze: czy konkurs Ministerstwa Zdrowia ma służyć rozwojowi Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, czy stanie się finansową przynętą ułatwiającą sprzedaż szpitala i oddanie nad nim kontroli łódzkiemu ośrodkowi akademickiemu?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda pięknie. Jest miliard złotych, są nowoczesne inwestycje, sprzęt, przebudowy i obietnica poprawy jakości leczenia. Wystarczy połączyć szpitale, wykazać oszczędności i przekonać ekspertów, że po operacji pacjent będzie miał lepiej.</p><p>Problem w tym, że w dokumentacji konkursowej słowo „konsolidacja” nie oznacza niewinnej współpracy, wymiany doświadczeń ani wspólnego zakupu aparatury. To nie jest medyczne małżeństwo na próbę. To formalne połączenie struktur, praw, obowiązków i odpowiedzialności. A w przypadku Tomaszowa może oznaczać coś znacznie bardziej doniosłego: <strong>utratę przez powiat kontroli nad jedną z najważniejszych instytucji publicznych w mieście</strong>. A na ostatniej sesji Rady Powiatu, radni KO mówili już wprost o sprzedaży. Przedstawicielka CKD nie ukrywała, że dojdzie do zamknięcia części oddziałów. &nbsp;</p><h2><strong>Konkurs już ruszył. Zegar tyka do końca października</strong></h2><p>Ministerstwo Zdrowia przeznaczyło na konkurs dokładnie <strong>1,149 miliarda złotych</strong>. Wnioski można składać od 1 lipca do 30 października 2026 roku. Minimalna wartość projektu musi przekraczać 2 miliony złotych.</p><p>W przypadku konsolidacji prowadzonej wewnątrz jednego szpitala maksymalna dotacja wynosi 20 milionów złotych (ten element bardzo jest ważny, ponieważ okazuje się, że konsolidacja, to niekoniecznie musi być sprzedaż). Jeżeli proces obejmuje dwa lub więcej odrębnych podmiotów leczniczych, limit rośnie do <strong>70 milionów złotych</strong>. Dofinansowanie może pokryć nawet 100 procent kosztów inwestycji.</p><p>Te liczby działają na wyobraźnię. Szczególnie tam, gdzie szpital ma problemy finansowe, rosnące koszty zatrudnienia, spadającą płynność i coraz mniej pieniędzy na inwestycje. Siedemdziesiąt milionów wygląda wtedy jak koło ratunkowe rzucone tonącemu.</p><p>Tyle że to koło ma przywiązaną linę. A drugi jej koniec będzie trzymał ktoś inny.</p><h2><strong>To nie są pieniądze na pokrycie strat ani spłatę długów</strong></h2><p>W lokalnej debacie pojawiał się argument, że połączone szpitale mogą uzyskać 70 milionów złotych, co miałoby zmniejszyć zadłużenie i poprawić sytuację ekonomiczną TCZ. Tymczasem dokumentacja konkursowa mówi coś innego.</p><p>Dotacja jest przeznaczona na <strong>budowę, przebudowę, modernizację lub doposażenie infrastruktury</strong>. Nie obejmuje zwykłych remontów. Nie służy spłacie kredytów, zaległych faktur, zobowiązań wobec pracowników ani łagodzeniu bieżącej straty finansowej. Ministerstwo wprost wskazuje również, że pieniądze nie mogą finansować wynagrodzeń, premii i innych kosztów osobowych.</p><p>To fundamentalna różnica.</p><p><strong>Szpital może otrzymać nowy sprzęt, przebudować oddział albo zmodernizować budynek, a jednocześnie nadal tonąć w kosztach bieżącej działalności.</strong> Fundusz Medyczny nie zapłaci za prąd, nie sfinansuje dyżurów lekarzy i nie wyrówna niedoszacowanego kontraktu z NFZ.</p><p>Nie jest to zatem 70 milionów „na uratowanie TCZ”. To maksymalnie 70 milionów na inwestycje, które mają być następstwem wcześniej przyjętego modelu konsolidacji. <strong>Pamiętajmy! Decyzje o przyznaniu środków i ich ostatecznym wydatkowaniu podejmował będzie ktoś inny.&nbsp;</strong></p><p>Warto tę różnicę zapamiętać, zanim ktoś zacznie sprzedawać mieszkańcom opowieść o walizce pieniędzy czekającej na dworcu Łódź Fabryczna.&nbsp;</p><h2><strong>Najpierw decyzja o połączeniu, później wniosek</strong></h2><p>Ministerstwo dopuszcza złożenie wniosku jeszcze przed formalnym zakończeniem konsolidacji. Nie wystarczy jednak list pełen uprzejmości, deklaracja współpracy albo zdjęcie samorządowców przy jednym stole.</p><p>Trzeba przedstawić dokumenty, z których wynika, że <strong>wszystkie właściwe podmioty podjęły decyzję o połączeniu</strong>, oraz projekt aktu, umowy lub innego dokumentu określającego sposób przeprowadzenia operacji. Podmiot przejmujący ma wejść w ogół praw i obowiązków przejmowanego najpóźniej do 31 marca 2027 roku.</p><p>Ministerstwo wyjaśnia dodatkowo, że dokumentem może być list intencyjny lub stanowisko podpisane przez wszystkie strony, ale z jego treści musi jednoznacznie wynikać <strong>rzeczywista decyzja o połączeniu</strong>, a nie tylko zamiar prowadzenia dalszych rozmów.</p><p>To oznacza, że powiat nie może złożyć dobrego wniosku, a dopiero później zastanawiać się, czy chce sprzedać szpital. Kolejność jest odwrotna: najpierw polityczna i właścicielska decyzja, potem dokumenty konsolidacyjne, a dopiero na końcu walka o pieniądze.</p><blockquote><p><strong>I nie ma żadnej gwarancji, że pieniądze zostaną przyznane.</strong></p></blockquote><p>Możliwy jest więc scenariusz najgorszy z możliwych: <strong>powiat uruchamia proces oddawania szpitala, zobowiązuje się do formalnego połączenia, a projekt nie uzyskuje dofinansowania albo otrzymuje kwotę niższą od oczekiwanej</strong>.</p><h2><strong>Sprzedaż TCZ nie jest magicznym biletem do 70 milionów</strong></h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, której wszystkie udziały należą obecnie do Powiatu Tomaszowskiego. Kapitał zakładowy spółki wynosi około 1,6 miliona złotych, ale faktyczna wartość, to kilkaset milionów</p><p>W lokalnej dyskusji często używa się natomiast uproszczonego hasła „sprzedaży szpitala CKD”. Tyle że <strong>Centrum Kliniczno-Dydaktyczne nie jest nazwą konkretnego nabywcy udziałów TCZ</strong>, lecz kampusem Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, obejmującym działalność kliniczną, naukową i dydaktyczną. Z oficjalnych informacji wynika też, że część kliniczną prowadzi Centralny Szpital Kliniczny Uniwersytetu Medycznego.</p><p>Zanim ktokolwiek poprosi radnych o zgodę na sprzedaż, musi więc publicznie odpowiedzieć:</p><p><strong>Kto dokładnie ma kupić udziały TCZ? Uniwersytet Medyczny, Centralny Szpital Kliniczny czy jeszcze inny podmiot? Na jakich warunkach? Za jaką cenę? Kto przejmie zobowiązania? Kto będzie właścicielem nieruchomości? Kto zagwarantuje utrzymanie oddziałów w Tomaszowie?</strong></p><p>Dokumentacja konkursowa nie mówi, że sama sprzedaż udziałów automatycznie stanowi konsolidację uprawniającą do otrzymania 70 milionów złotych. Wymagany jest rzeczywisty, formalny proces połączenia, koncentracja struktur i trwałe przejęcie praw oraz obowiązków.</p><p><strong>Ministerstwo podkreśla wręcz, że samo przesunięcie świadczeń pomiędzy dwoma odrębnymi szpitalami, bez formalnej integracji podmiotów, nie wystarcza.&nbsp;</strong></p><h2><strong>Punktowane jest zwijanie dublujących się struktur</strong></h2><p>Najbardziej niepokojący jest system punktacji. Konkurs nie premiuje wyłącznie nowych budynków, sprzętu czy poprawy dostępności. Najwięcej punktów można zdobyć za <strong>zakres i głębokość konsolidacji</strong>.</p><blockquote><p>Projekt obejmujący dwa szpitale działające w systemie podstawowego zabezpieczenia może otrzymać 25 punktów, trzy podmioty – 30, cztery – 35, a pięć lub więcej aż 40 punktów. Dodatkowo premiowane jest przejmowanie szpitali pierwszego poziomu oraz łączenie placówek działających na terenie tego samego województwa.</p></blockquote><p>Punkty przyznawane są również za zmniejszanie liczby powielających się komórek organizacyjnych i zakładów leczniczych. Im więcej struktur o podobnym profilu zostanie połączonych, tym wyższa ocena. Konkurs premiuje także wzrost obłożenia łóżek, lepsze wykorzystanie tomografów i rezonansów oraz redukcję kosztów osobowych w stosunku do przychodów z NFZ.</p><blockquote><p>W urzędowym języku brzmi to jak „racjonalizacja zasobów”. W języku mieszkańca może oznaczać:</p><p><strong>mniej oddziałów, mniej łóżek, redukcję administracji, przenoszenie procedur do Łodzi oraz ograniczenie zatrudnienia w Tomaszowie.</strong></p></blockquote><p>Nie przesądzam, że taki scenariusz nastąpi. Przesądzam natomiast, że konkurs został skonstruowany tak, aby właśnie tego rodzaju działania były wyżej punktowane.</p><p>Dlatego ogólne zapewnienia, że „żaden oddział nie zostanie zlikwidowany”, nie mają wartości bez szczegółowej umowy, konkretnych wskaźników i prawnych gwarancji obowiązujących przez wiele lat.</p><h2><strong>Pacjent ma nie stracić. Papier przyjmie wszystko</strong></h2><p>Jednym z warunków formalnych jest deklaracja, że po konsolidacji dostępność świadczeń pozostanie co najmniej na dotychczasowym poziomie.</p><p>Tyle że dostępność można definiować na wiele sposobów. Pacjent nadal może mieć formalne prawo do świadczenia, ale będzie musiał pojechać na nie do Łodzi. Oddział może pozostać w rejestrze, lecz działać w ograniczonym zakresie. Poradnia może istnieć, lecz przyjmować rzadziej. Diagnostyka może zostać „skoordynowana” w ośrodku nadrzędnym.</p><p>Dla urzędnika świadczenie nadal istnieje. Dla siedemdziesięcioletniego pacjenta z powiatu tomaszowskiego podróżującego kilkadziesiąt kilometrów różnica jest zasadnicza.</p><p>Prawdziwym testem nie będzie więc liczba oddziałów wpisanych do dokumentów, lecz odpowiedź na proste pytanie: <strong>czy mieszkaniec Tomaszowa będzie leczony szybciej i na miejscu, czy częściej odsyłany do Łodzi?</strong></p><h2><strong>CKD rozwija własny potężny projekt</strong></h2><p>Centrum Kliniczno-Dydaktyczne nie jest niewielkim partnerem szukającym lokalnego sojusznika. To ogromny kampus Uniwersytetu Medycznego, którego drugi etap rozbudowy, realizowany w latach 2018–2026, ma wartość około <strong>798,5 miliona złotych</strong>. Z tej kwoty ponad 625 milionów pochodzi z dofinansowania Ministerstwa Zdrowia, a 44,5 miliona ze środków Centralnego Szpitala Klinicznego.</p><p>Łódzki ośrodek ma własne cele, własną strategię, problemy kadrowe i potrzeby infrastrukturalne. Trudno oczekiwać, że po przejęciu kontroli nad TCZ najważniejszym punktem jego strategii stanie się interes Powiatu Tomaszowskiego.</p><p>Duże organizacje zazwyczaj nie przejmują mniejszych po to, by pozostawić wszystko bez zmian. Przejmują je po to, by podporządkować je własnemu modelowi zarządzania.</p><p>To nie zarzut. To logika konsolidacji.</p><h2><strong>Finansowa słabość daje punkty</strong></h2><p>Dokumentacja konkursowa zawiera jeszcze jeden paradoks. Wyżej punktowane mogą być projekty, w których przynajmniej jeden z łączonych szpitali ponosi wysoką stratę i posiada znaczne zobowiązania, szczególnie jeżeli drugi podmiot pozostaje rentowny i względnie mało zadłużony.</p><p>Oznacza to, że problemy finansowe placówki mogą stać się elementem zwiększającym atrakcyjność projektu konkursowego.</p><p>Według informacji przedstawianych podczas lokalnej debaty zobowiązania TCZ na koniec 2025 roku miały wynieść około 31 milionów złotych, wobec 24 milionów rok wcześniej. Prognoza na 2026 rok zakładała natomiast stratę przekraczającą 20 milionów złotych.</p><p>Nie wolno jednak pozwolić, by strata finansowa została wykorzystana jako argument zamykający dyskusję. Szpital nie jest fabryką śrub. Jego wyniku nie można analizować bez ryczałtu NFZ, kosztów ustawowych podwyżek, utraty kontraktów, nadwykonań i decyzji podejmowanych przez właściciela oraz państwowego płatnika.</p><p>Najpierw trzeba ustalić, <strong>dlaczego TCZ traci pieniądze</strong>, kto odpowiada za kolejne decyzje i które oddziały generują wynik ujemny. Dopiero później można rozmawiać o zmianie właściciela.</p><h2><strong>Najpierw dokumenty, potem propaganda sukcesu</strong></h2><p>Poseł Adrian Witczak przedstawiał konsolidację z łódzkim ośrodkiem jako szansę na utrzymanie, a nawet podwyższenie poziomu leczenia. W maju podczas sesji Rady Powiatu podjęto próbę wprowadzenia uchwały intencyjnej dotyczącej rozpoczęcia działań w tym kierunku. Za rozszerzeniem porządku obrad głosowało ośmioro radnych, przeciw było jedenastu, a trzech wstrzymało się od głosu.</p><p>Dzisiaj, gdy konkurs już ruszył, potrzebna jest nie kolejna prezentacja pełna strzałek i zielonych wykresów, lecz komplet dokumentów.</p><p>Mieszkańcy powinni poznać analizę finansową obu stron, projekt modelu prawnego, wycenę udziałów TCZ, sposób przejęcia zobowiązań, wykaz nieruchomości, które miałyby zostać przekazane, planowaną strukturę oddziałów, liczbę łóżek, prognozę zatrudnienia i gwarantowany zakres świadczeń.</p><p>Bez tego „konsolidacja” pozostaje słowem równie pojemnym jak kufer iluzjonisty. Można z niego wyciągnąć nowy tomograf. Można też wyjąć likwidację oddziału.</p><h2><strong>Szpitala nie wolno sprzedawać za obietnicę dotacji</strong></h2><p>Tomaszów nie powinien odrzucać współpracy z Uniwersytetem Medycznym tylko dlatego, że partner jest duży i pochodzi z Łodzi. Współpraca kliniczna, dostęp do specjalistów, wspólne szkolenia, rozwój diagnostyki czy badania naukowe mogłyby przynieść pacjentom realne korzyści.</p><p>Ale współpraca nie musi oznaczać sprzedaży.</p><p>Nie wolno oddawać kontroli nad szpitalem w zamian za obietnicę udziału w konkursie, którego wynik pozostaje nieznany. Nie wolno też przedstawiać maksymalnej kwoty 70 milionów jako pieniędzy gwarantowanych ani jako środków przeznaczonych na pokrycie strat TCZ.</p><blockquote><p><strong>Powiat może sprzedać szpital tylko raz. Dotacja zostanie wydana w kilka lat. Skutki utraty własności pozostaną na pokolenia.</strong></p></blockquote><p>Dlatego właściwa kolejność jest prosta: najpierw pełna analiza i publiczna debata, następnie twarde gwarancje zachowania leczenia w Tomaszowie, potem niezależna wycena majątku i udziałów, a dopiero na samym końcu decyzja właścicielska.</p><p>W przeciwnym razie może się okazać, że za siedemdziesiąt milionów obiecanych na modernizację Tomaszów odda szpital wart znacznie więcej — nie tylko w pieniądzach, ale przede wszystkim w bezpieczeństwie mieszkańców.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wakacje nie zawsze oznaczają odpoczynek. Latem rośnie ryzyko kryzysu psychicznego młodzieży]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55908,wakacje-nie-zawsze-oznaczaja-odpoczynek-latem-rosnie-ryzyko-kryzysu-psychicznego-mlodziezy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55908,wakacje-nie-zawsze-oznaczaja-odpoczynek-latem-rosnie-ryzyko-kryzysu-psychicznego-mlodziezy</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 13:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wakacje-nie-zawsze-oznaczaja-odpoczynek-latem-rosnie-ryzyko-kryzysu-psychicznego-mlodziezy-1784546055.png</url>
                        <title>Wakacje nie zawsze oznaczają odpoczynek. Latem rośnie ryzyko kryzysu psychicznego młodzieży</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55908,wakacje-nie-zawsze-oznaczaja-odpoczynek-latem-rosnie-ryzyko-kryzysu-psychicznego-mlodziezy</link>
                    </image><description>Puste szkolne korytarze, długie wieczory, wyjazdy i zdjęcia idealnych wakacji zalewające media społecznościowe. Lato powinno przynosić odpoczynek, ale dla części młodych ludzi staje się czasem samotności, rozregulowania i narastającego kryzysu. Eksperci Instytutu Psychiatrii i Neurologii ostrzegają, że osoby w wieku od 15 do 24 lat mogą być w wakacje szczególnie narażone na pogorszenie zdrowia psychicznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wysokie temperatury nie są bezpośrednią przyczyną tragedii. Mogą jednak działać jak kolejny ciężar dokładany do plecaka, który już wcześniej był zbyt ciężki.</p><p>Badania opublikowane w „American Journal of Psychiatry” wskazują, że w cieplejszych miesiącach statystycznie zwiększa się liczba samobójstw. Według przywołanych analiz wzrost temperatury o jeden stopień Celsjusza wiązał się ze średnim wzrostem liczby takich zdarzeń o 2,68 procent. Zależność była silniejsza w grupie kobiet.</p><h2>Upał odbiera sen i zwiększa napięcie</h2><p>Eksperci podkreślają, że temperatura jest jedynie dodatkowym stresorem środowiskowym. Szczególnie niebezpieczne mogą być długotrwałe upały oraz noce, podczas których organizm nie ma możliwości odpoczynku i regeneracji.</p><p>Brak snu wpływa na koncentrację, zdolność kontrolowania emocji i odporność na stres. U osób, które już wcześniej doświadczały depresji, stanów lękowych lub głębokiego kryzysu, upał może nasilać impulsywność, drażliwość i poczucie zagubienia.</p><p>To mechanizm przypominający powoli zaciskającą się pętlę: trudniej zasnąć, trudniej wstać, trudniej rozmawiać z innymi. W końcu codzienne czynności zaczynają wydawać się przeszkodami nie do pokonania.</p><h2>Wakacje burzą bezpieczną rutynę</h2><p>Dla wielu dorosłych wakacje są synonimem wolności. Dla młodego człowieka mogą jednak oznaczać utratę struktury, która przez większą część roku porządkowała jego życie.</p><p>Znikają lekcje, regularne spotkania z nauczycielami, pedagogiem lub psychologiem szkolnym. Zmieniają się godziny snu, posiłków i aktywności. Część terapii zostaje przerwana z powodu urlopów, wyjazdów albo ograniczonego funkcjonowania poradni.</p><p>Osoby stanowiące dotychczasową sieć wsparcia mogą wyjechać. Kontakty z rówieśnikami słabną, a młody człowiek zostaje sam ze swoimi myślami i ekranem telefonu, na którym inni pokazują wyłącznie uśmiechnięte twarze, egzotyczne podróże i pozornie idealne życie.</p><p>Eksperci wskazują, że takie rozregulowanie rytmu dobowego, zmiana otoczenia i zwiększona ekspozycja na wyidealizowany obraz rzeczywistości mogą osłabiać zdolność radzenia sobie ze stresem oraz zwiększać poczucie destabilizacji.</p><h2>Młodzi ludzie pozostają szczególnie zagrożeni</h2><p>Z danych Komendy Głównej Policji przywołanych przez Instytut Psychiatrii i Neurologii wynika, że w latach 2023–2025 liczba samobójstw w całej populacji spadła o 8,7 procent. Jednocześnie wśród dzieci i młodzieży do 19. roku życia odnotowano wzrost o 11 procent.</p><p>Dane nie dotyczą wyłącznie miesięcy letnich, ale pokazują skalę problemu. Młodzi ludzie pozostają grupą szczególnie podatną na kryzysy i wymagającą łatwego dostępu do pomocy psychologicznej oraz psychiatrycznej.</p><p>Długotrwałe obniżenie nastroju, samotność i brak odpowiedniego wsparcia stopniowo wyczerpują zasoby młodego człowieka. Narastające poczucie bezradności może z czasem prowadzić do poważnego kryzysu psychicznego, w tym również kryzysu samobójczego.</p><h2>Pierwszą osobą nie zawsze jest psychiatra</h2><p>Młody człowiek rzadko trafia od razu do lekarza psychiatry. Wcześniej może próbować szukać pomocy u lekarza rodzinnego, nauczyciela, pedagoga, farmaceuty, pielęgniarki, ratownika medycznego albo funkcjonariusza policji.</p><p>Każda z tych osób może stać się pierwszym ogniwem systemu pomocy.</p><p>– <strong>Bardzo rzadko osoba w kryzysie trafia od razu do psychiatry. Najczęściej wcześniej kontaktuje się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, nauczycielem, farmaceutą czy funkcjonariuszem służb. Dlatego tak ważne jest, aby wszystkie te środowiska posługiwały się wspólnymi zasadami postępowania i wiedziały, jak reagować na sygnały ostrzegawcze</strong> – podkreśla dr Daria Biechowska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.</p><p>Zdaniem ekspertów szkoły, poradnie, podstawowa opieka zdrowotna, służby ratunkowe i placówki psychiatryczne nie mogą funkcjonować jak osobne wyspy.</p><p>– <strong>Jeśli szkoła, podstawowa opieka zdrowotna, służby ratunkowe i specjalistyczne placówki psychiatryczne działają w oderwaniu od siebie, ryzyko przeoczenia sygnałów rośnie. Współpraca zwiększa szanse na wczesną interwencję</strong> – wskazuje dr hab. Łukasz Wieczorek.</p><h2>Sygnały, których nie wolno lekceważyć</h2><p>Kryzys nie zawsze rozpoczyna się od bezpośredniego komunikatu: „potrzebuję pomocy”. Częściej przypomina ciche wycofywanie się z dotychczasowego życia.</p><p>Niepokój powinny wzbudzić zwłaszcza utrzymujące się zmiany zachowania. Młoda osoba może przestać odpowiadać na wiadomości, unikać przyjaciół i rodzinnych spotkań, porzucić zainteresowania, stać się wyjątkowo drażliwa albo całkowicie obojętna.</p><p>Alarmującymi sygnałami są również wypowiedzi o beznadziei, braku sensu życia lub byciu ciężarem dla innych. Uwagę powinny zwrócić poważne zmiany rytmu snu – czuwanie przez całą noc i przesypianie większości dnia – a także nagła impulsywność lub zachowania ryzykowne.</p><p>Pojedynczy gorszy dzień nie musi oznaczać kryzysu. Jeżeli jednak zmiany utrzymują się przez kilka dni, wyraźnie odbiegają od dotychczasowego zachowania i pogłębiają się, nie warto czekać, aż sytuacja „sama minie”.</p><h2>Najpierw rozmowa, nie przesłuchanie</h2><p>Pierwszą reakcją nie powinno być moralizowanie, ocenianie ani przekonywanie, że inni mają gorzej. Zdania w rodzaju „weź się w garść”, „masz przecież wszystko” albo „w twoim wieku nie można mieć problemów” mogą tylko pogłębić poczucie osamotnienia.</p><p>Potrzebna jest spokojna, uważna rozmowa.</p><p>Warto zapytać wprost, co się dzieje, wysłuchać odpowiedzi i nie próbować natychmiast naprawiać całego świata. Czasem najważniejsza okazuje się obecność drugiej osoby – bez telefonu w dłoni, bez pośpiechu i bez gotowego kazania.</p><p>Eksperci zalecają, aby podczas wakacji w miarę możliwości zachować stały rytm dnia, regularne pory snu i posiłków, podtrzymywać kontakty z bliskimi oraz z wyprzedzeniem planować ewentualne przerwy w terapii.</p><p>Przewidywalność codzienności i poczucie, że obok znajduje się ktoś gotowy słuchać, są jednymi z najważniejszych czynników chroniących młodego człowieka.</p><p>– <strong>Rozwój kryzysu zdrowia psychicznego ma często charakter stopniowy, a jego pierwsze symptomy bywają mało uchwytne. Dlatego tak ważne jest, aby zwracać uwagę na zmiany w codziennym funkcjonowaniu młodej osoby</strong> – przypomina dr Daria Biechowska.</p><p>W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia należy natychmiast wezwać pomoc. Osoby doświadczające kryzysu lub niepokojące się o kogoś bliskiego mogą również skorzystać z całodobowego, bezpłatnego i poufnego wsparcia Olsztyńskiego Stowarzyszenia Pomocy Telefonicznej pod numerem <a href="tel:+48895270000?oai_link_source=model_response_hotline">+48 89 527 00 00</a>.</p><p><strong>Nie trzeba być specjalistą, aby zauważyć, że ktoś gaśnie. Czasem wystarczy zatrzymać się, usiąść obok i zapytać: „Widzę, że ostatnio jest ci trudno. Chcesz mi o tym opowiedzieć?”. Tak może zaczynać się pomoc.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[ZUS podnosi wynagrodzenia kadry medycznej. Lekarz orzecznik może zarobić do 20 tys. zł]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55905,zus-podnosi-wynagrodzenia-kadry-medycznej-lekarz-orzecznik-moze-zarobic-do-20-tys-zl</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55905,zus-podnosi-wynagrodzenia-kadry-medycznej-lekarz-orzecznik-moze-zarobic-do-20-tys-zl</guid>
            <pubDate>Mon, 20 Jul 2026 08:52:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zus-podnosi-wynagrodzenia-kadry-medycznej-lekarz-orzecznik-moze-zarobic-do-20-tys-zl-1784531376.png</url>
                        <title>ZUS podnosi wynagrodzenia kadry medycznej. Lekarz orzecznik może zarobić do 20 tys. zł</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55905,zus-podnosi-wynagrodzenia-kadry-medycznej-lekarz-orzecznik-moze-zarobic-do-20-tys-zl</link>
                    </image><description>Od 16 lipca obowiązują nowe zasady ustalania wynagrodzeń lekarzy, pielęgniarek, pielęgniarzy i fizjoterapeutów zatrudnionych w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Lekarz orzecznik może otrzymywać nawet 20 tys. zł brutto miesięcznie, a Naczelny Lekarz ZUS – blisko 27 tys. zł. Zmiany mają pomóc w zapełnieniu kadrowych luk i skróceniu kolejek do orzeczeń.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nowe stawki wprowadza rozporządzenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 9 lipca 2026 roku w sprawie mnożników służących ustalaniu wynagrodzenia zasadniczego lekarzy oraz osób wykonujących samodzielne zawody medyczne w ZUS. Akt został ogłoszony w Dzienniku Ustaw pod pozycją 953.</p><p>To kolejny etap reformy orzecznictwa lekarskiego. ZUS liczy, że nowe warunki finansowe pozwolą skuteczniej konkurować o medyków z przychodniami, szpitalami i prywatnymi placówkami.</p><h2>Pensje powiązane ze średnim wynagrodzeniem</h2><p>Wynagrodzenia kadry medycznej ZUS nie będą już ustalane wyłącznie w drodze wewnętrznych regulacji. Zostały powiązane z przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniem brutto w gospodarce narodowej.</p><p>W praktyce oznacza to, że wraz ze wzrostem średniej płacy w kraju rosnąć będzie również podstawa obliczania pensji medyków pracujących dla państwowego ubezpieczyciela.</p><p>Zgodnie z nowymi zasadami <strong>lekarz orzecznik może otrzymywać od około 14,2 tys. zł do 20 tys. zł brutto miesięcznie</strong>. W przypadku pielęgniarek i pielęgniarzy przedział wynosi od około 10,7 tys. zł do 14,2 tys. zł, natomiast fizjoterapeuci mogą zarabiać od około 11,6 tys. zł do 15,6 tys. zł brutto.</p><p>Najwyższe stawki przewidziano dla osób nadzorujących system orzeczniczy. Naczelny Lekarz Zakładu może otrzymywać od około 17,8 tys. zł do 26,7 tys. zł brutto. Wynagrodzenie jego zastępcy oraz głównego lekarza orzecznika może wynosić od 16,5 tys. zł do 24 tys. zł.</p><p>Dla lekarzy inspektorów nadzoru orzecznictwa lekarskiego oraz zastępców głównych lekarzy orzeczników przewidziano przedział od około 15,1 tys. zł do 21,4 tys. zł brutto.</p><p>ZUS ma teraz dostosować wynagrodzenia pracowników zatrudnionych na podstawie umów o pracę do nowych zasad.</p><h2>ZUS potrzebuje lekarzy</h2><p>Za podwyżkami stoi nie tylko reforma, lecz również twarda kadrowa rzeczywistość. Orzecznictwo lekarskie ZUS od lat zmaga się z niedoborem pracowników oraz rosnącym średnim wiekiem zatrudnionych lekarzy.</p><p>W uzasadnieniu rządowego projektu reformy wskazywano, że według danych z marca 2024 roku nieobsadzonych pozostawało aż 335 etatów lekarzy orzeczników i członków komisji lekarskich. Stanowiło to około 37 procent zaplanowanego zatrudnienia. Średnia wieku lekarzy pracujących w tym systemie przekraczała 60 lat.</p><p>Braki kadrowe przekładały się na czas oczekiwania na orzeczenie. Średnia dla kraju wynosiła około 21 dni, ale pomiędzy oddziałami występowały ogromne różnice – od 10 dni w Białymstoku do nawet 77 dni w Biłgoraju.</p><p>Obecnie ZUS zatrudnia na podstawie umów o pracę 649 lekarzy wykonujących obowiązki w wymiarze 496 etatów. W tej grupie znajduje się 441 lekarzy orzeczników pracujących łącznie na 310 etatach.</p><p>Zakład współpracuje również na podstawie umów o świadczenie usług z lekarzami orzecznikami, fizjoterapeutami oraz specjalistami pielęgniarstwa.</p><h2>Nie tylko lekarze specjaliści</h2><p>Reforma poszerza krąg osób, które mogą wykonywać zadania związane z orzecznictwem. W ZUS mogą być zatrudniani nie tylko lekarze posiadający specjalizację, lecz również lekarze odbywający szkolenie specjalizacyjne oraz lekarze z co najmniej pięcioletnim doświadczeniem zawodowym.</p><p>W określonych rodzajach spraw część orzeczeń będą mogli wydawać także przedstawiciele innych zawodów medycznych. Fizjoterapeuci mają zajmować się między innymi sprawami dotyczącymi rehabilitacji leczniczej w ramach prewencji rentowej ZUS. Pielęgniarki i pielęgniarze będą mogli natomiast orzekać w sprawach związanych z niezdolnością do samodzielnej egzystencji.</p><p>Jednocześnie uelastyczniono zasady zatrudniania. Lekarze orzecznicy, pielęgniarki, pielęgniarze oraz fizjoterapeuci mogą pracować zarówno na podstawie umowy o pracę, jak i umowy o świadczenie usług. Stanowiska związane z nadzorem nad orzecznictwem nadal mają być obsadzane wyłącznie na podstawie umów o pracę.</p><h2>Najważniejsze zmiany dopiero w 2027 roku</h2><p>Podwyżki wynagrodzeń są przygotowaniem do ostatniego etapu reformy, który ma wejść w życie w styczniu 2027 roku.</p><p>Zmienić ma się wówczas organizacja postępowania orzeczniczego oraz tryb wydawania orzeczeń. Według zapowiedzi procedury mają zostać uproszczone, a czas obsługi osób ubiegających się o świadczenia – skrócony.</p><p>Od sprawności tego systemu zależą decyzje w sprawach wyjątkowo istotnych dla obywateli. Orzeczenia ZUS mogą przesądzać między innymi o prawie do renty z tytułu niezdolności do pracy, renty socjalnej, świadczenia rehabilitacyjnego czy dodatku pielęgnacyjnego.</p><p>Lekarze orzecznicy zajmują się również kontrolą prawidłowości wystawiania zwolnień lekarskich. Reforma ma więc dwie twarze: z jednej strony ma szybciej prowadzić ludzi do należnych im świadczeń, z drugiej – umożliwiać ZUS skuteczniejszą kontrolę wykorzystywania zwolnień.</p><p>Nowe wynagrodzenia są próbą naprawienia systemu, który przez lata tracił medyków na rzecz lepiej płacącego rynku. Pozostaje pytanie, czy same podwyżki wystarczą. Nawet najbardziej efektowne mnożniki nie zastąpią bowiem lekarzy, których po prostu brakuje.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[TCZ prowadzi zapisy do dziennej terapii uzależnienia od alkoholu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55893,tcz-prowadzi-zapisy-do-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55893,tcz-prowadzi-zapisy-do-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 21:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tcz-prowadzi-zapisy-do-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu-1784232638.jpg</url>
                        <title>TCZ prowadzi zapisy do dziennej terapii uzależnienia od alkoholu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55893,tcz-prowadzi-zapisy-do-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia poinformowało o zapisach do Oddziału Dziennego Terapii Uzależnienia od Alkoholu. Zajęcia mają odbywać się od poniedziałku do piątku w godzinach popołudniowych, co może ułatwić skorzystanie ze wsparcia części pacjentów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nowa możliwość leczenia w Tomaszowie Mazowieckim</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia prowadzi zapisy do <strong>Oddziału Dziennego Terapii Uzależnienia od Alkoholu</strong>. Jak wynika z opublikowanej informacji, program jest skierowany do osób, które chcą odzyskać kontrolę nad swoim życiem i skorzystać z profesjonalnego wsparcia w bezpiecznej oraz życzliwej atmosferze.</p><p>To ważna wiadomość z lokalnej perspektywy. Dostępność terapii na miejscu oznacza dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic łatwiejszy kontakt z pomocą bez konieczności szukania wsparcia poza powiatem. W przypadku problemów związanych z uzależnieniem bliskość placówki często ma duże znaczenie dla podjęcia pierwszej decyzji o leczeniu.</p><h2>Jak mają wyglądać zajęcia</h2><p>Z przekazanych informacji wynika, że zajęcia odbywają się <strong>od poniedziałku do piątku w godzinach 14:00–19:00</strong>. Taki popołudniowy harmonogram może być istotny dla osób, które łączą proces zdrowienia z obowiązkami zawodowymi, rodzinnymi lub codziennym funkcjonowaniem.</p><p>Formuła oddziału dziennego oznacza wsparcie terapeutyczne bez konieczności całodobowego pobytu w placówce. Dla wielu pacjentów jest to rozwiązanie pośrednie: z jednej strony pozwala korzystać z regularnych zajęć i specjalistycznej opieki, z drugiej umożliwia pozostanie w swoim środowisku domowym. W praktyce taki model bywa szczególnie ważny na etapie, gdy potrzebna jest systematyczna pomoc, ale jednocześnie możliwe jest utrzymanie części dotychczasowych obowiązków.</p><h2>Dlaczego informacja jest ważna społecznie</h2><p>Uzależnienie od alkoholu pozostaje problemem zdrowotnym, rodzinnym i społecznym. Informacje o dostępnych miejscach terapii mają znaczenie nie tylko dla samych pacjentów, lecz także dla ich bliskich, którzy często jako pierwsi szukają konkretnej i sprawdzonej pomocy. W tym kontekście publiczne ogłoszenie o zapisach może być realnym impulsem do działania.</p><p>W komunikacie podkreślono, by nie zwlekać z decyzją o zadbaniu o siebie lub bliską osobę. To przekaz, który dobrze oddaje sens wczesnej interwencji. Im szybciej pojawia się kontakt ze specjalistami, tym większa szansa na rozpoczęcie uporządkowanego procesu leczenia i odbudowy codziennego funkcjonowania.</p><h2>Dane kontaktowe dla zainteresowanych</h2><p>Zapisy i informacje dotyczące oddziału prowadzone są przez koordynatora oddziału, <strong>doktora Bartosza Maja</strong>. Podany numer kontaktowy to <strong>42 241 01 02</strong>.</p><p>Dla lokalnej społeczności to kolejny przykład informacji, która wykracza poza zwykły komunikat instytucji. W praktyce może oznaczać dostęp do konkretnego wsparcia dla osób zmagających się z uzależnieniem od alkoholu oraz ich rodzin. W takich sprawach pierwszy krok bywa najtrudniejszy, ale właśnie od niego często zaczyna się trwała zmiana.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Okulary korekcyjne – jak dobrać odpowiednie szkła?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55881,okulary-korekcyjne-jak-dobrac-odpowiednie-szkla</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55881,okulary-korekcyjne-jak-dobrac-odpowiednie-szkla</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Jul 2026 11:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-okulary-korekcyjne-jak-dobrac-odpowiednie-szkla-1784194892.jpg</url>
                        <title>Okulary korekcyjne – jak dobrać odpowiednie szkła?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55881,okulary-korekcyjne-jak-dobrac-odpowiednie-szkla</link>
                    </image><description>Najlepsze okulary korekcyjne to te, które nie tylko poprawiają wzrok, ale też zapewniają komfort, estetykę i ochronę oczu w codziennym użytkowaniu. Kluczowy wybór dotyczy szkieł – to one decydują o jakości widzenia, wadze okularów i ich trwałości. W tym artykule dowiesz się, jak dobrać odpowiednie szkła korekcyjne do swoich potrzeb, stylu życia i zaleceń optometrysty, aby inwestycja w okulary była rzeczywistym wsparciem dla Twojego wzroku, a nie tylko modnym dodatkiem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;</p><h2>Jak określić, jakie szkła korekcyjne są dla mnie najlepsze?</h2><p>Dobór szkieł korekcyjnych zaczyna się od dokładnego badania wzroku. To nie tylko kwestia ustalenia mocy soczewek, ale również zrozumienia, jak Twoje oczy reagują na różne warunki oświetleniowe i odległości. Optometrysta lub okulista określa parametry, takie jak sfera, cylinder, oś czy rozstaw źrenic, które stanowią podstawę do wykonania indywidualnych szkieł.</p><p>Nie mniej istotny jest styl życia. Osoba spędzająca większość dnia przed ekranem potrzebuje innych szkieł niż kierowca zawodowy czy nauczyciel. Dla przykładu, użytkownicy komputerów powinni rozważyć szkła z powłoką antyrefleksyjną i filtrem światła niebieskiego, które redukują zmęczenie oczu i poprawiają kontrast widzenia. Z kolei osoby aktywne fizycznie docenią lekkie i odporne na uderzenia soczewki z materiałów takich jak poliwęglan.</p><p>Warto również pamiętać, że dobór szkieł nie kończy się na parametrach optycznych. To również decyzja o komforcie użytkowania. Zbyt ciężkie szkła mogą powodować ucisk na nos i uszy, a źle dobrane powłoki – odbłyski lub zniekształcenia obrazu. Dlatego ostateczny wybór powinien być konsultowany z profesjonalnym optykiem, który potrafi połączyć dane z recepty z praktycznym doświadczeniem w dopasowaniu okularów.</p><p><strong>Warto zapamiętać:</strong> najlepsze szkła korekcyjne to te, które odpowiadają Twoim indywidualnym potrzebom wzrokowym i stylowi życia.</p><h2>Dlaczego materiał soczewek ma tak duże znaczenie?</h2><p>Materiał, z którego wykonane są szkła, wpływa na ich wagę, grubość, odporność i jakość widzenia. Najczęściej spotykane są szkła mineralne (szklane) oraz organiczne (plastikowe). Każde z nich ma swoje zalety i ograniczenia. Szkła mineralne oferują doskonałą przejrzystość i odporność na zarysowania, ale są cięższe i bardziej podatne na stłuczenie. Z kolei szkła organiczne są lekkie, bezpieczne i komfortowe, choć wymagają dodatkowych powłok ochronnych.</p><p>Współczesne technologie pozwalają na produkcję soczewek o wysokim indeksie refrakcji, które są cieńsze i lżejsze przy tej samej mocy korekcji. To szczególnie ważne dla osób z dużą wadą wzroku – dzięki temu okulary nie tylko wyglądają estetycznie, ale też nie obciążają nosa. Wysoki indeks (np. 1.67, 1.74) oznacza, że szkła załamują światło efektywniej, co pozwala na zmniejszenie ich grubości bez utraty jakości widzenia.</p><p>Nie można też zapominać o właściwościach ochronnych. Wiele nowoczesnych materiałów blokuje promieniowanie UV, co jest kluczowe dla zdrowia oczu. Dobre szkła powinny chronić przed promieniowaniem UVA i UVB, nawet jeśli są przejrzyste. Warto o to zapytać w salonie optycznym, takim jak <a href="https://www.arts-optyk.pl/">Arts Optyk</a>, gdzie specjaliści doradzą, który materiał najlepiej sprawdzi się w Twoim przypadku.</p><h2>Jakie powłoki i filtry warto wybrać do okularów korekcyjnych?</h2><p>Powłoki i filtry to elementy, które znacząco podnoszą funkcjonalność szkieł. Najbardziej podstawową i jednocześnie niezbędną jest powłoka antyrefleksyjna. Redukuje ona odbicia światła, poprawia kontrast i sprawia, że oczy są lepiej widoczne zza szkieł. To szczególnie ważne dla osób pracujących przy komputerze lub prowadzących pojazdy nocą.</p><p>Kolejnym rozwiązaniem są powłoki hydrofobowe i oleofobowe, które ułatwiają utrzymanie czystości szkieł. Dzięki nim krople wody nie rozpraszają się po powierzchni, a tłuste ślady łatwiej się usuwają. Dla osób przebywających często na zewnątrz polecane są powłoki utwardzające i antystatyczne – chronią przed zarysowaniami i przyciąganiem kurzu.</p><p>Coraz większą popularność zyskują filtry światła niebieskiego. Chronią one oczy przed nadmiarem promieniowania emitowanego przez ekrany urządzeń cyfrowych, redukując zmęczenie i poprawiając jakość snu. Warto rozważyć również szkła fotochromowe, które automatycznie przyciemniają się pod wpływem słońca, zapewniając komfort w zmiennych warunkach oświetleniowych.</p><h2>Jak dopasować szkła do opraw i kształtu twarzy?</h2><p>Dobór szkieł nie może być oderwany od wyboru opraw. Nawet najlepiej dobrane soczewki nie spełnią swojej roli, jeśli nie będą odpowiednio osadzone. Kształt oprawy wpływa na rozkład ciężaru, stabilność oraz estetykę całych okularów. Dlatego optyk przy dopasowywaniu bierze pod uwagę nie tylko parametry wzroku, ale też anatomię twarzy.</p><p>Osoby o drobnych rysach powinny wybierać lekkie oprawy i cienkie szkła, aby uniknąć efektu przytłoczenia. Z kolei przy większych oprawach warto zadbać o to, by szkła miały odpowiedni indeks, który pozwoli zachować proporcje i estetykę. Ważne jest również, aby środek optyczny szkła znajdował się dokładnie naprzeciw źrenicy – tylko wtedy korekcja będzie skuteczna i komfortowa.</p><p>Profesjonalny optyk może też doradzić, jakie szkła najlepiej współpracują z konkretnym typem opraw – metalowych, plastikowych czy tytanowych. Niektóre materiały wymagają specjalnego montażu, a przy cienkich szkłach istotne jest precyzyjne szlifowanie, aby uniknąć naprężeń i zniekształceń.</p><h2>Kiedy warto zdecydować się na okulary progresywne lub biurowe?</h2><p>Okulary progresywne to rozwiązanie dla osób, które potrzebują korekcji zarówno do dali, jak i do bliży. Zamiast dwóch par okularów, otrzymują jedne, w których moc zmienia się płynnie w zależności od kierunku patrzenia. To szczególnie wygodne dla osób po 40. roku życia, u których naturalnie pojawia się prezbiopia, czyli pogorszenie widzenia z bliska.</p><p>Alternatywą są okulary biurowe, zaprojektowane do pracy w średnich i bliskich odległościach. Sprawdzają się u osób spędzających wiele godzin przy komputerze, oferując szerokie pole widzenia w zakresie 40–200 cm. Ich zaletą jest ergonomia – pozwalają zachować naturalną postawę i zmniejszają napięcie mięśni szyi.</p><p>Decyzję o wyborze między progresywnymi a biurowymi warto podjąć po analizie codziennych aktywności. Jeśli często zmieniasz odległość patrzenia – progresywne będą lepsze. Jeśli większość dnia spędzasz przy biurku – biurowe zapewnią większy komfort. W obu przypadkach kluczowa jest precyzyjna personalizacja szkieł, która wymaga pomiarów wykonanych przez doświadczonego optyka.</p><h2>Co z tego wynika?</h2><ul><li data-list-item-id="eb3f82bd4ca9b0a55e4f50e7cbbde96fd">Dobór szkieł korekcyjnych to proces wymagający analizy potrzeb, stylu życia i zaleceń specjalisty.</li><li data-list-item-id="e4c590179811016712f5d8d2bc949c768">Materiał i indeks soczewek wpływają na wagę, grubość i estetykę okularów.</li><li data-list-item-id="e512f0558616f640aafbed68b121b0da6">Powłoki ochronne zwiększają trwałość i komfort użytkowania.</li><li data-list-item-id="e6d0240b1a04ec48c3551375930d96208">Odpowiednie dopasowanie do opraw gwarantuje stabilność i skuteczność korekcji.</li><li data-list-item-id="e05f7f061d326e8d45a4abbd250dd0449">Okulary progresywne i biurowe to rozwiązania dedykowane różnym potrzebom wzrokowym.</li></ul><h2>FAQ</h2><h3>Czy droższe szkła zawsze oznaczają lepszą jakość?</h3><p>Nie zawsze. Cena zależy od materiału, powłok i technologii wykonania. Warto kierować się funkcjonalnością i dopasowaniem do własnych potrzeb, a nie tylko ceną.</p><h3>Jak często należy wymieniać okulary korekcyjne?</h3><p>Zaleca się kontrolę wzroku co 12–24 miesiące. Jeśli wada się zmienia lub okulary są zniszczone, warto wymienić je wcześniej.</p><h3>Czy szkła fotochromowe sprawdzają się również w samochodzie?</h3><p>Nie wszystkie. Klasyczne fotochromy reagują na promieniowanie UV, które jest blokowane przez szyby samochodowe. Istnieją jednak specjalne wersje przystosowane do jazdy.</p><h3>Czy można łączyć filtr światła niebieskiego z powłoką antyrefleksyjną?</h3><p>Tak, większość nowoczesnych soczewek oferuje możliwość łączenia kilku powłok, co zwiększa ich funkcjonalność i komfort użytkowania.</p><p>Dobór odpowiednich szkieł korekcyjnych to inwestycja w zdrowie i komfort widzenia. Warto poświęcić czas na konsultację z profesjonalistą, który pomoże dobrać rozwiązanie idealnie dopasowane do Twoich oczekiwań.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Drugi konkurs na prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Kandydaci mają zaledwie kilka dni na złożenie dokumentów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</guid>
            <pubDate>Wed, 15 Jul 2026 18:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozen-1784131988.png</url>
                        <title>Drugi konkurs na prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Kandydaci mają zaledwie kilka dni na złożenie dokumentów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55873,drugi-konkurs-na-prezesa-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-kandydaci-maja-zaledwie-kilka-dni-na-zlozenie-dokumentow</link>
                    </image><description>Rada Nadzorcza Tomaszowskiego Centrum Zdrowia ogłosiła kolejne postępowanie kwalifikacyjne na stanowisko prezesa zarządu szpitalnej spółki. Poprzedni konkurs, mimo zgłoszenia się pięciu kandydatów, zakończył się bez rozstrzygnięcia. Tym razem dokumenty można składać tylko do 17 lipca, a rozmowy z kandydatami zaplanowano już na 20 i 21 lipca.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia ponownie szuka prezesa. To jeden z najważniejszych konkursów kadrowych w powiecie tomaszowskim, bo jego wynik zdecyduje, kto będzie zarządzał nie tylko dużą spółką komunalną, ale przede wszystkim szpitalem odpowiadającym za bezpieczeństwo zdrowotne mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i całego powiatu.</p><p>Ogłoszenie o drugim konkursie ukazało się 2 lipca. Termin składania dokumentów upływa <strong>17 lipca 2026 roku</strong>, co oznacza, że kandydaci otrzymali stosunkowo niewiele czasu na przygotowanie pełnej dokumentacji. Rozmowy kwalifikacyjne mają odbyć się 20 i 21 lipca.</p><h2>Pierwszy konkurs bez zwycięzcy</h2><p>Obecne postępowanie jest już drugim konkursem na stanowisko prezesa TCZ w tym roku. W poprzednim zgłosiło się pięć osób. Wszystkie miały spełniać wymagania formalne i zostały zakwalifikowane do indywidualnych rozmów z Radą Nadzorczą. Ostatecznie jednak nie wybrano żadnego z kandydatów, a konkurs zakończył się bez rozstrzygnięcia.</p><p>Nie podano publicznie szczegółowego uzasadnienia tej decyzji ani informacji, czego zabrakło kandydatom, by przekonać członków rady. Wiadomo jedynie, że po zakończeniu rozmów Rada Nadzorcza nie zdecydowała się na powierzenie funkcji żadnej z pięciu osób.</p><p>To sytuacja, która musi budzić pytania. Skoro wszyscy kandydaci spełniali wymagania formalne, dlaczego żaden z nich nie otrzymał wystarczającej oceny? Czy zabrakło odpowiedniego doświadczenia, wizji rozwoju szpitala, wiedzy o finansowaniu ochrony zdrowia, czy może oczekiwania rady były inne niż wynikało z samego ogłoszenia?</p><h2>Jakie wymagania musi spełnić kandydat?</h2><p>Zgodnie z warunkami drugiego konkursu kandydaci muszą posiadać <strong>wykształcenie wyższe</strong>, co najmniej <strong>pięcioletni okres zatrudnienia w podmiotach leczniczych</strong> oraz minimum <strong>trzyletnie doświadczenie na stanowiskach kierowniczych lub samodzielnych</strong>. Osoby spełniające wymagania formalne zostaną zaproszone do dalszej części postępowania.</p><p>Wymogi wskazują, że Rada Nadzorcza nie poszukuje wyłącznie menedżera znającego zasady funkcjonowania spółek prawa handlowego. Kandydat powinien znać realia szpitala, system rozliczeń z Narodowym Funduszem Zdrowia, problemy kadrowe, zasady kontraktowania świadczeń oraz specyfikę zarządzania personelem medycznym.</p><p>Prezes TCZ będzie musiał zmierzyć się między innymi z kosztami wynagrodzeń, rosnącymi cenami usług i energii, trudnościami w pozyskiwaniu lekarzy i pielęgniarek, koniecznością utrzymywania nierentownych, ale potrzebnych społecznie oddziałów oraz finansowaniem inwestycji.</p><p>Nie jest to zatem posada ceremonialna. To stanowisko, na którym każdego dnia trzeba ważyć interes pacjentów, pracowników, samorządu i płatnika publicznego. Czasami decyzje przypominają tu bardziej manewrowanie okrętem podczas sztormu niż spokojne zarządzanie firmą zza biurka.</p><h2>Konrad Borowski nadal kieruje szpitalem</h2><p>Po zmianie władz Powiatu Tomaszowskiego na początku 2026 roku doszło również do zmian w organach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Przewodniczącym Rady Nadzorczej został Robert Urbański, a jej członkami Katarzyna Banaszczak i Łukasz Borkowski. Rada odwołała ze stanowiska Marka Utrackiego, a od 21 stycznia funkcję prezesa objął Konrad Borowski.</p><p>Konrad Borowski został początkowo powołany na czas określony. Jego umowa miała obowiązywać do końca maja, jednak po nierozstrzygnięciu pierwszego konkursu zgodził się nadal kierować spółką. Jak informowano, argumentował, że nie może pozostawić szpitala, w którym przepracował kilkanaście lat i który znajduje się w trudnej sytuacji finansowej.</p><p>Według aktualnych danych rejestrowych Konrad Borowski nadal figuruje jako prezes zarządu Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jedynym wspólnikiem spółki pozostaje Powiat Tomaszowski.</p><h2>Najważniejsza będzie nie tylko wiedza, ale także plan</h2><p>Od nowego prezesa należy oczekiwać czegoś więcej niż poprawnego administrowania szpitalem. Tomaszowskie Centrum Zdrowia potrzebuje czytelnej strategii: określenia, które oddziały mają być rozwijane, gdzie konieczne są inwestycje, jak zwiększać przychody z NFZ i w jaki sposób zatrzymać specjalistów.</p><p>Kluczowe powinny być również pytania o przyszłość podstawowej działalności medycznej spółki. Czy szpital będzie rozwijał kardiologię, neurologię, diagnostykę obrazową i chirurgię? Jak zamierza ograniczać kolejki do poradni? Czy jest przygotowany na zmiany w systemie finansowania szpitali? Jak będzie wyglądało zarządzanie zadłużeniem i płynnością finansową?</p><p>Podczas rozmów kwalifikacyjnych kandydaci powinni więc przedstawić nie tylko swoje życiorysy, ale także konkretną diagnozę sytuacji TCZ oraz realny program działania. Bez tego konkurs łatwo może zamienić się w jeszcze jeden kadrowy rytuał, po którym mieszkańcy nadal nie będą wiedzieć, dokąd zmierza ich szpital.</p><h2>Czy drugi konkurs przyniesie rozstrzygnięcie?</h2><p>Termin rozmów wyznaczony na 20 i 21 lipca oznacza, że decyzja może zapaść bardzo szybko. Nadal jednak nie wiadomo, ilu kandydatów zgłosi się w drugim postępowaniu i czy wśród nich znajdzie się osoba, która uzyska poparcie Rady Nadzorczej.</p><p>Po fiasku pierwszego konkursu oczekiwania wobec drugiego postępowania będą większe. Mieszkańcy mają prawo oczekiwać, że wybór prezesa najważniejszej spółki medycznej powiatu odbędzie się według jasnych i merytorycznych kryteriów, a po jego zakończeniu opinia publiczna pozna nie tylko nazwisko zwycięzcy, ale również argumenty przemawiające za jego wyborem.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia nie może zbyt długo pozostawać w stanie kadrowej prowizorki. Szpital potrzebuje stabilnego zarządu, jasno określonych celów i osoby gotowej ponosić odpowiedzialność za decyzje. W ochronie zdrowia brak decyzji także bywa decyzją — najczęściej tą najdroższą.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Odtrucia alkoholowe w Warszawie – jak znaleźć legalną i bezpieczną usługę?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55862,odtrucia-alkoholowe-w-warszawie-jak-znalezc-legalna-i-bezpieczna-usluge</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55862,odtrucia-alkoholowe-w-warszawie-jak-znalezc-legalna-i-bezpieczna-usluge</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 20:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-odtrucia-alkoholowe-w-warszawie-jak-znalezc-legalna-i-bezpieczna-usluge-1784055703.jpg</url>
                        <title>Odtrucia alkoholowe w Warszawie – jak znaleźć legalną i bezpieczną usługę?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55862,odtrucia-alkoholowe-w-warszawie-jak-znalezc-legalna-i-bezpieczna-usluge</link>
                    </image><description>Profesjonalne odtrucie alkoholowe to jedna z najskuteczniejszych metod przerwania ciągu alkoholowego, złagodzenia objawów zespołu abstynencyjnego oraz szybkiego przywrócenia organizmowi równowagi po zatruciu alkoholem etylowym. W Warszawie usługa ta staje się coraz bardziej popularna, przede wszystkim ze względu na możliwość przeprowadzenia detoksu w warunkach domowych, z dojazdem wykwalifikowanego personelu medycznego. Aby jednak zabieg był w pełni bezpieczny, legalny i skuteczny, konieczne jest wybranie firmy, która działa zgodnie z obowiązującymi przepisami i zapewnia pacjentowi profesjonalną opiekę na każdym etapie interwencji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Czym jest odtrucie alkoholowe i kiedy warto z niego skorzystać?</h2><p>Odtrucie alkoholowe to procedura medyczna polegająca na oczyszczeniu organizmu z toksyn powstałych po spożyciu alkoholu oraz na uzupełnieniu niezbędnych elektrolitów, witamin i płynów. Wlewy dożylne stosowane podczas zabiegu pomagają szybko złagodzić takie dolegliwości, jak ból głowy, nudności, drżenie mięśni, kołatanie serca czy bezsenność. Co szczególnie istotne – profesjonalnie przeprowadzony detoks może również znacząco zmniejszyć ryzyko poważnych powikłań, które pojawiają się podczas odstawienia alkoholu po długotrwałym piciu, takich jak drgawki, halucynacje czy majaczenie.</p><p>Warto skorzystać z odtrucia alkoholowego zarówno w sytuacji jednorazowego zatrucia, jak i podczas próby przerwania ciągu alkoholowego, kiedy objawy abstynencyjne uniemożliwiają normalne funkcjonowanie. Wielu pacjentów decyduje się na detoks także przed podjęciem terapii uzależnień, aby rozpocząć leczenie w stabilnym stanie fizycznym i psychicznym.&nbsp;</p><h2>Jak znaleźć firmę oferująca odtruwanie alkoholowe?</h2><p>Na rynku pojawia się coraz więcej ofert detoksu domowego, jednak nie wszystkie są świadczone przez wykwalifikowany personel czy zgodne z obowiązującymi wymogami prawnymi. W pierwszym kroku należy wyszukać firmy, wpisując w wyszukiwarkę hasło i lokalizację. Dla stolicy może to być np. <a href="https://odtruciaalkoholowe.pl/lokalizacje-uslug/odtrucie-alkoholowe-warszawa/" title="odtrucia alkoholowe Warszawa"><strong>odtrucia alkoholowe Warszawa</strong></a>. Następnie trzeba upewnić się, czy firma jest sprawdzona, zwracając uwagę na kilka istotnych kwestii:<strong> </strong>kwalifikacje personelu, sposób działania firmy, zakres stosowanych procedur oraz poziom oferowanej opieki. Wybierając specjalistów, którzy działają zgodnie z medycznymi standardami i zapewniają indywidualne podejście do pacjenta, można liczyć na szybki powrót do równowagi oraz pełne bezpieczeństwo podczas całego procesu detoksykacji.</p><h2>Jak rozpoznać legalną i bezpieczną usługę odtruwania alkoholowego?</h2><p>Najważniejsze jest to, aby firma posiadała zespół medyczny składający się z doświadczonych specjalistów medycznych. Profesjonalista przed rozpoczęciem odtruwania powinien przeprowadzić szczegółowy wywiad zdrowotny, wykonać pomiar parametrów życiowych i ocenić, jaki rodzaj kroplówki oraz leków będzie odpowiedni dla danego pacjenta. Legalnie działające podmioty korzystają wyłącznie z preparatów dopuszczonych do obrotu i posiadających pełną dokumentację medyczną.</p><p>Kolejną ważną kwestią jest dyskrecja. Godna zaufania firma dojeżdża nieoznakowanym pojazdem i nie udziela żadnych informacji osobom trzecim, a dane medyczne są chronione w sposób zgodny z prawem. Równie istotne jest wsparcie po zabiegu, obejmujące instrukcje dotyczące dalszej regeneracji oraz, jeśli pacjent tego potrzebuje, wskazanie możliwych form leczenia uzależnienia.</p><p>Jeśli potrzebujesz zaufanej, rzetelnej firmy, wejdź na stronę: <a href="https://odtruciaalkoholowe.pl/" title="https://odtruciaalkoholowe.pl/"><strong>https://odtruciaalkoholowe.pl/</strong></a>.</p><h2>Dlaczego warto korzystać z mobilnego odtrucia alkoholowego?</h2><p>Odtrucie alkoholowe z dojazdem do domu jest rozwiązaniem, które łączy profesjonalizm z wygodą. &nbsp;Pacjent nie musi opuszczać swojego otoczenia, co jest szczególnie ważne w sytuacjach wystąpienia silnego lęku, drżenia ciała czy ogólnego osłabienia. Warunki domowe sprzyjają regeneracji, a jednocześnie ustabilizowaniu stanu zdrowia.</p><p>Taka forma detoksu cieszy się dużym zainteresowaniem również z powodu pełnej dyskrecji oraz możliwości szybkiego uzyskania pomocy. Wykwalifikowani specjaliści są często dostępni przez cały tydzień, także wieczorami i w dni wolne od pracy. Pacjent ma pewność, że niezależnie od sytuacji otrzyma profesjonalne wsparcie bez konieczności długiego oczekiwania.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Szpital, który traci 65 milionów na podstawowej działalności, ma ratować TCZ? Ekonomiczna układanka posła Witczaka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 12:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-1784026638.png</url>
                        <title>Szpital, który traci 65 milionów na podstawowej działalności, ma ratować TCZ? Ekonomiczna układanka posła Witczaka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55854,szpital-ktory-traci-65-milionow-na-podstawowej-dzialalnosci-ma-ratowac-tcz-ekonomiczna-ukladanka-posla-witczaka</link>
                    </image><description>Najważniejsza liczba w raporcie Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi nie wynosi 10,6 mln zł. Tyle placówka wykazała ostatecznej straty netto za 2025 rok i właśnie tę wartość najłatwiej przedstawić opinii publicznej jako kosztowny, ale jeszcze kontrolowany skutek niedofinansowania ochrony zdrowia. Prawdziwy alarm uruchamia się jednak wcześniej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Centralny Szpital Kliniczny zakończył 2025 rok stratą na podstawowej działalności wynoszącą 64 722 081,87 zł.</strong></p><p>To nie jest strata na ryzykownej inwestycji, nieudanej operacji finansowej ani odsetkach od kredytów. To różnica pomiędzy przychodami osiąganymi z bieżącej działalności a kosztami jej prowadzenia. Innymi słowy: <strong>kliniki pracowały, pacjenci byli leczeni, personel otrzymywał wynagrodzenia, zużywano leki, materiały i energię, ale podstawowa działalność szpitala nie była w stanie sama się sfinansować</strong>.</p><p>Dopiero ponad 55,7 mln zł pozostałych przychodów operacyjnych, w tym rozliczanych dotacji oraz innych wpływów, pozwoliło zmniejszyć tę wyrwę do około 10,15 mln zł straty operacyjnej, a następnie do 10,6 mln zł straty netto.</p><p>I właśnie ten szpital, z tak ogromną nierentownością działalności podstawowej, przedstawiany jest dziś przez posła Adriana Witczaka i część radnych Koalicji Obywatelskiej jako potencjalny partner, który miałby przejąć odpowiedzialność za Tomaszowskie Centrum Zdrowia.</p><p>To wymaga znacznie poważniejszej rozmowy niż polityczne zapewnienia o „konsolidacji”, „synergii” i „bezpieczeństwie pacjentów”. W grę wchodzi bowiem nie reorganizacja wydziału starostwa, lecz przyszłość jedynego szpitala powiatowego w Tomaszowie Mazowieckim.</p><h2>Nie ma tu zdrowego szpitala przejmującego chorego</h2><p>Publiczna narracja wokół pomysłu posła Adriana Witczaka została zbudowana na prostym obrazie: TCZ ma problemy, samorząd sobie nie radzi, więc należy włączyć szpital do większego, silniejszego organizmu związanego z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi.</p><p>Ten obraz jest politycznie wygodny. Nie odpowiada jednak rzeczywistości ekonomicznej.</p><p>Centralny Szpital Kliniczny nie jest finansowym mocarzem, które mogłoby przyjechać do Tomaszowa z walizką pieniędzy, spłacić zobowiązania, zatrzymać wszystkie oddziały, podnieść wynagrodzenia i jeszcze sfinansować rozwój. Jest ogromnym, wysoko wyspecjalizowanym podmiotem, który sam zmaga się z gwałtownym pogorszeniem wyników, rosnącymi zobowiązaniami i coraz słabszą płynnością.</p><p>W 2024 roku łódzki szpital wykazał 32,8 mln zł straty na sprzedaży. Rok później było to już <strong>64,7 mln zł</strong>. Deficyt działalności podstawowej niemal się podwoił. Koszty operacyjne wzrosły z 905,7 mln zł do ponad 1,107 mld zł, a zobowiązania krótkoterminowe zwiększyły się z 127,2 mln zł do 180,7 mln zł. Same zobowiązania wobec dostawców wzrosły z 68,9 mln zł do 108,4 mln zł.</p><p>Stan gotówki zmniejszył się z 42,6 mln zł do 30,6 mln zł. Wskaźnik szybkiej płynności spadł do 0,75, co oznacza, że najbardziej płynne aktywa nie wystarczały do pełnego pokrycia zobowiązań krótkoterminowych. Kapitał własny zmniejszył się z 50,2 mln zł do 35,3 mln zł, a wskaźnik wypłacalności pogorszył się z 3,91 do 6,41.</p><p>Raport sam przyznaje, że szpital posiada zobowiązania wymagalne i może regulować płatności wybiórczo, płacąc w pierwszej kolejności kluczowym dostawcom, aby utrzymać ciągłość działalności.</p><p>Tak wygląda podmiot, który miałby być przedstawiany mieszkańcom powiatu tomaszowskiego jako bezpieczna przystań dla TCZ.</p><p>To nie jest sytuacja zdrowego szpitala przejmującego placówkę wymagającą uzdrowienia. To raczej próba połączenia dwóch organizmów, które zmagają się z podobną chorobą finansową, choć występującą w różnych skalach.</p><h2>TCZ także traci na podstawowej działalności</h2><p>Według danych przedstawionych przez kierownictwo Tomaszowskiego Centrum Zdrowia wynik TCZ na działalności operacyjnej wynosił w 2024 roku około 3,9 mln zł na plusie. W 2025 roku miał spaść do około <strong>9,2 mln zł straty</strong>.</p><p>Oznacza to pogorszenie o ponad 13 mln zł w ciągu jednego roku.</p><p>Trzeba przy tym zachować rachunkową precyzję. W przypadku łódzkiego szpitala kwota 64,7 mln zł jest wynikiem na sprzedaży, czyli przed doliczeniem pozostałych przychodów operacyjnych. Kwota 9,2 mln zł przedstawiana dla TCZ jest natomiast wynikiem operacyjnym, a więc po uwzględnieniu takich przychodów.</p><p>Nie są to zatem identyczne pozycje rachunku zysków i strat.</p><p>To jednak nie osłabia problemu TCZ. Przeciwnie. Skoro spółka miała 9,2 mln zł straty już po uwzględnieniu pozostałych przychodów operacyjnych, rzeczywisty deficyt samej sprzedaży świadczeń mógł być wyższy. Bez pełnego i zatwierdzonego rachunku zysków i strat TCZ za 2025 rok nie można podać tej wartości odpowiedzialnie.</p><p>Wiadomo natomiast, że równolegle środki pieniężne spółki miały zmniejszyć się z około 23 mln zł do 13 mln zł, zobowiązania wzrosnąć z około 24 mln zł do 31 mln zł, a aktywa obrotowe spaść o kilka milionów złotych. TCZ nie tylko wykazało gorszy wynik. <strong>Spółka zaczęła zużywać swoją finansową poduszkę bezpieczeństwa.</strong></p><p>To jest problem poważny. Nie wynika z niego jednak automatycznie, że jedynym rozwiązaniem jest oddanie szpitala pod kontrolę innego podmiotu. Tym bardziej podmiotu, który sam generuje ogromny deficyt na działalności podstawowej.</p><h2>Konsolidacja nie jest magicznym przyciskiem „napraw”</h2><p>Poseł Adrian Witczak przedstawiał konsolidację TCZ z kompleksem szpitalnym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi jako receptę na problemy tomaszowskiej placówki. Publiczne relacje z sesji wskazują, że jego koncepcja zakładała związanie TCZ z łódzkim Centrum Kliniczno-Dydaktycznym, będącym częścią struktury Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego.</p><p>Już na poziomie języka zaczyna się jednak problem. Mieszkańcy słyszą raz o konsolidacji, innym razem o przejęciu, wniesieniu udziałów, zmianie właściciela lub związaniu TCZ z Uniwersytetem Medycznym. Każde z tych rozwiązań może mieć inne konsekwencje prawne, finansowe i organizacyjne.</p><p><strong>Nie wolno mówić o konsolidacji jak o neutralnej współpracy dwóch równorzędnych placówek</strong>, jeśli jej skutkiem miałaby być utrata przez powiat kontroli właścicielskiej nad spółką, przekazanie udziałów albo podporządkowanie TCZ decyzjom podejmowanym w Łodzi.</p><p>W takim wariancie nie chodzi o partnerską umowę dotyczącą wspólnych zakupów czy wymiany kadry. Chodzi o zmianę realnego ośrodka decyzyjnego.</p><p>A wraz z nim mogą się zmienić priorytety.</p><p>Dla władz powiatu podstawowym pytaniem powinno być, czy mieszkańcy Tomaszowa i okolic zachowają dostęp do interny, chirurgii, ginekologii, położnictwa, pediatrii, neurologii oraz poradni specjalistycznych. Dla wielkiego szpitala klinicznego decyzje mogą być podejmowane z perspektywy całej grupy, dostępności kadry, opłacalności procedur i koncentracji leczenia w Łodzi.</p><p>To, co z perspektywy centrali będzie racjonalizacją, z perspektywy Tomaszowa może oznaczać likwidację oddziału.</p><p>To, co w dokumentach zostanie nazwane „optymalizacją profilu świadczeń”, dla pacjentki w ciąży może oznaczać konieczność porodu kilkadziesiąt kilometrów od domu.</p><p>To, co w korporacyjnej prezentacji będzie „konsolidacją funkcji”, dla starszego pacjenta może oznaczać podróż do Łodzi na badanie lub konsultację, którą dotychczas otrzymywał na miejscu.</p><h2>Najpierw trzeba odpowiedzieć, po co CKD miałoby przejąć TCZ</h2><p>Podstawowym obowiązkiem każdego zwolennika tej koncepcji jest wyjaśnienie, jaki konkretny interes ekonomiczny miałby Centralny Szpital Kliniczny w przejęciu TCZ.</p><p>Nie wystarczy powiedzieć, że większy podmiot ma większe możliwości. Wielkość nie tworzy automatycznie rentowności. Raport CSK dowodzi czegoś przeciwnego: mimo przychodów przekraczających miliard złotych podstawowa działalność wygenerowała prawie 65 mln zł straty.</p><p>Jeżeli CKD lub CSK miałoby przejąć TCZ, należy odpowiedzieć na kilka zasadniczych pytań.</p><p>Skąd miałyby pochodzić pieniądze na pokrycie strat tomaszowskiej spółki? Czy łódzki podmiot miałby dokapitalizować TCZ, skoro sam zakończył rok stratą i konsumuje własną gotówkę? Czy Uniwersytet Medyczny albo Ministerstwo Zdrowia przedstawiły pisemne gwarancje inwestycyjne? Czy istnieje projekt umowy, harmonogram konsolidacji, wycena udziałów oraz analiza skutków dla poszczególnych oddziałów?</p><p>Czy zagwarantowano utrzymanie pełnego profilu działalności TCZ? Na jaki okres? Czy gwarancje obejmowałyby także zatrudnienie, poradnie, nocną pomoc, diagnostykę i oddział ginekologiczno-położniczy? Co stanie się z nieruchomościami, sprzętem i majątkiem spółki? Kto będzie ponosił odpowiedzialność za przyszłe zobowiązania?</p><p>Wreszcie: <strong>co dokładnie otrzyma powiat w zamian za utratę udziałów lub kontroli?</strong></p><p>Dopóki nie ma precyzyjnych odpowiedzi, nie ma projektu ratunkowego. Jest polityczna koncepcja, której najbardziej konkretną częścią wydaje się to, że Tomaszów ma oddać kontrolę nad szpitalem.</p><h2>Kupujący sam potrzebuje leczenia</h2><p>W normalnym procesie gospodarczym podmiot przejmujący inną spółkę powinien posiadać zdolność finansową, organizacyjną i zarządczą do przeprowadzenia transakcji. Powinien przedstawić plan finansowania, analizę ryzyka, model działania po połączeniu oraz spodziewane efekty.</p><p>Tymczasem sytuacja CSK stawia poważne pytania o jego zdolność do absorpcji kolejnego szpitala.</p><p>Łódzki podmiot zakończył 2025 rok z wynikiem <strong>32 punktów na 60 możliwych</strong> w ustawowej ocenie sytuacji ekonomiczno-finansowej. Rok wcześniej miał 49 punktów. W ciągu dwunastu miesięcy utracił zatem ponad jedną trzecią oceny punktowej.</p><p>Jego wskaźniki rentowności spadły do zera punktów. Płynność pogorszyła się. Wypłacalność osiągnęła poziom oceniany na zero punktów. Organ tworzący nie zamierza pokrywać straty za 2025 rok; ma ona zostać pokryta z funduszu własnego szpitala.</p><p>Owszem, CSK jest ogromną jednostką, otrzymuje wysokie dotacje inwestycyjne i posiada dostęp do aparatury oraz specjalistów, jakiego TCZ nigdy nie będzie miało. Nie oznacza to jednak, że jest finansowo zdrowe.</p><p><strong>Propozycja oddania TCZ podmiotowi, który na własnej działalności podstawowej wygenerował 64,7 mln zł straty, wymaga dowodów i dokumentów, a nie politycznego entuzjazmu.</strong></p><p>Trudno bowiem zrozumieć, dlaczego szpital mający coraz większe zobowiązania, coraz mniejszą gotówkę i ogromny deficyt na sprzedaży miałby przejąć dodatkową placówkę, zachowując wszystkie jej nierentowne świadczenia.</p><p>Ekonomia podpowiada raczej coś innego: po przejęciu pojawiłaby się presja na redukcję kosztów, koncentrację procedur, likwidację dublujących się funkcji i przesuwanie części świadczeń do Łodzi.</p><p>To nie musi nastąpić. Ale jest ryzykiem tak oczywistym, że jego pomijanie byłoby nieodpowiedzialne.</p><h2>Poseł uczył radnych ekonomii. Raport udzielił własnej lekcji</h2><p>Szczególnie źle brzmią dziś słowa i ton, w jakim poseł Adrian Witczak zwracał się podczas sesji do radnych podających w wątpliwość jego koncepcję.</p><p>W toku burzliwej debaty poseł zarzucał swoim oponentom brak rozumienia finansów i ekonomii. Czynił to także wobec osób posiadających ekonomiczne wykształcenie i doświadczenie zawodowe w tych dziedzinach. Nagranie sesji zostało opublikowane i pozostaje dostępne w materiałach wideo dotyczących TCZ.</p><p>Nie chodzi o to, że dyplom daje komukolwiek monopol na rację. Nie daje. Radny po ekonomii może się mylić, podobnie jak poseł, lekarz, prawnik czy profesor. Istotą debaty publicznej powinny być dokumenty, liczby i logiczne argumenty.</p><p>Ale właśnie dlatego polityczne pouczanie innych, że „nie znają się na finansach”, staje się dziś wyjątkowo niefortunne.</p><p>Raport łódzkiego szpitala pokazuje bowiem, że podmiot wskazywany przez posła jako element rozwiązania sam ma <strong>64,7 mln zł straty na działalności podstawowej</strong>, 180,7 mln zł zobowiązań krótkoterminowych, pogarszającą się płynność i ponad sześciokrotną relację zobowiązań do kapitału własnego.</p><p>Jeżeli poseł znał te dane, powinien był je przedstawić radnym razem ze swoją propozycją.</p><p>Jeżeli ich nie znał, nie powinien pouczać innych o ekonomii.</p><p>A jeśli uważa, że nie mają znaczenia dla planowanego przejęcia lub konsolidacji TCZ, powinien szczegółowo wyjaśnić dlaczego.</p><p>Krzyk nie jest argumentem finansowym. Podniesiony głos nie zastępuje due diligence. Mandat poselski nie jest certyfikatem nieomylności ekonomicznej.</p><p>Zwłaszcza gdy na stole leży majątek publiczny, a stawką jest bezpieczeństwo zdrowotne ponad stu tysięcy mieszkańców miasta i powiatu.</p><h2>Radni KO muszą odpowiedzieć, co właściwie popierają</h2><p>Odpowiedzialność nie spoczywa wyłącznie na pośle Adrianie Witczaku. Pomysł konsolidacji wspierają również radni Koalicji Obywatelskiej, którzy przedstawiają go jako szansę na wyprowadzenie TCZ z kryzysu.</p><p>Mają do tego prawo. Nie mają natomiast prawa domagać się decyzji w ciemno.</p><p>Każdy radny popierający zmianę właściciela TCZ powinien znać odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące wartości spółki, jej zobowiązań, przyszłości majątku, gwarancji zatrudnienia, zakresu świadczeń i modelu finansowania po przejęciu.</p><p>Powinien także przeczytać raport CSK za 2025 rok. Nie streszczenie przygotowane przez partyjnego kolegę. Nie prezentację mającą przekonać do konsolidacji. Pełny dokument.</p><p>Wtedy zobaczy, że potencjalny partner TCZ nie jest wolny od problemów, lecz sam znajduje się pod silną presją ekonomiczną. Zobaczy również, że jego względnie niewielka strata netto jest rezultatem zasypania prawie 65-milionowej straty na sprzedaży ponad 55 milionami pozostałych przychodów operacyjnych.</p><p>To zasadnicza różnica.</p><p>Wynik netto jest ostatnią stroną historii. Wynik na sprzedaży pokazuje, czy podstawowa działalność potrafi się utrzymać.</p><p>W CSK nie potrafi.</p><p>W TCZ również nie potrafi.</p><p>Łączenie dwóch nierentownych działalności może przynieść oszczędności, ale tylko wtedy, gdy wiadomo, gdzie one powstaną. Najczęściej rodzą się z centralizacji zakupów, redukcji administracji, wspólnej diagnostyki, zmian zatrudnienia i likwidacji powtarzających się zakresów.</p><p>Jeżeli politycy mówią o oszczędnościach, powinni powiedzieć uczciwie, gdzie zamierzają ich szukać.</p><p>Bo oszczędność jednego podmiotu może oznaczać zamknięty oddział w drugim.</p><h2>Nie ma żadnej gwarancji, że duży ochroni małego</h2><p>Zwolennicy konsolidacji mogą argumentować, że duży podmiot łatwiej negocjuje z NFZ, kupuje materiały taniej, przyciąga specjalistów i pozyskuje dotacje. To argumenty racjonalne i nie wolno ich zbywać.</p><p>Ale nie są one wystarczające.</p><p>Duża grupa medyczna może również dążyć do specjalizacji poszczególnych lokalizacji. Może uznać, że określone zabiegi bardziej opłaca się wykonywać w Łodzi, a Tomaszów powinien pełnić funkcję zaplecza diagnostycznego, rehabilitacyjnego albo opieki zachowawczej. Może przenieść kontrakt, kadry albo sprzęt tam, gdzie ich wykorzystanie będzie efektywniejsze z punktu widzenia całego organizmu.</p><p>Z perspektywy zarządzania grupą może to mieć sens.</p><p>Z perspektywy mieszkańca Tomaszowa może oznaczać degradację lokalnego szpitala.</p><p>Dlatego każda rozmowa o konsolidacji musi zaczynać się nie od ogólnego zapewnienia o rozwoju, ale od prawnie wiążącej listy świadczeń, które pozostaną w Tomaszowie. Konieczne są gwarancje dotyczące oddziałów, inwestycji, personelu i majątku.</p><p>Bez tego mieszkańcy mają uwierzyć, że duży zawsze ochroni małego.</p><p>Historia gospodarcza zna jednak wiele przejęć, w których duży nie chronił małego. Przejmował rynek, majątek, kontrakty albo funkcje, a następnie porządkował strukturę według własnego interesu.</p><p>Szpital nie jest zwykłą fabryką. Nie można jednak udawać, że po zmianie właściciela przestają działać prawa ekonomii.</p><h2>Najpierw audyt i wycena, potem decyzja</h2><p>Pomysł sprzedaży, wniesienia udziałów lub innej formy przekazania TCZ powinien zostać poprzedzony pełnym audytem ekonomicznym, prawnym i medycznym. Potrzebna jest niezależna wycena spółki, analiza wartości nieruchomości, sprzętu, kontraktów, zobowiązań i potencjału rozwoju.</p><p>Należy również opracować co najmniej kilka wariantów dalszego działania: pozostawienie TCZ przy powiecie po wdrożeniu programu naprawczego, współpracę bez zmiany właściciela, utworzenie związku lub porozumienia medycznego oraz pełną konsolidację kapitałową.</p><p>Każdy wariant powinien zawierać prognozę finansową, skutki dla pacjentów, zatrudnienia i dostępności świadczeń.</p><p>Dopiero wtedy rada może podejmować odpowiedzialną decyzję.</p><p>Nie można zaczynać od politycznej tezy, że TCZ należy przekazać, a później szukać dokumentów, które mają tę tezę uzasadnić. To odwrócenie prawidłowej kolejności procesu decyzyjnego.</p><p>Najpierw diagnoza. Potem warianty leczenia. Na końcu zgoda pacjenta.</p><p>Nie zaczyna się operacji od wyboru chirurga tylko dlatego, że najgłośniej zapewnia, iż wie, co robi.</p><h2>Kto naprawdę kogo będzie ratował?</h2><p>Centralny Szpital Kliniczny w Łodzi jest wielką i niezwykle ważną placówką. Realizuje świadczenia wysokospecjalistyczne, prowadzi dydaktykę i badania, dysponuje znakomitą kadrą oraz otrzymuje dziesiątki milionów złotych dotacji inwestycyjnych.</p><p>Nie jest jednak finansowym wybawcą.</p><p>W 2025 roku jego podstawowa działalność wygenerowała <strong>64,7 mln zł straty</strong>. Ostateczny wynik został uratowany przez ponad 55 mln zł pozostałych przychodów operacyjnych. Zobowiązania krótkoterminowe wzrosły o ponad 53 mln zł, a gotówka zmniejszyła się o około 12 mln zł.</p><p>TCZ zakończyło ten sam okres głębokim pogorszeniem wyniku operacyjnego, utratą części gotówki i wzrostem zobowiązań.</p><p>Mamy więc dwa szpitale dotknięte podobnym problemem: finansowanie świadczeń nie nadąża za kosztami. Jeden jest ogromny i kliniczny, drugi lokalny i powiatowy. Jeden ma większy dostęp do dotacji, kadry i aparatury, drugi ma znaczenie strategiczne dla mieszkańców konkretnego powiatu.</p><p>Być może ich współpraca ma sens. Być może możliwe jest wspólne kontraktowanie, szkolenie kadr, zakupy, diagnostyka i rozwój określonych zakresów świadczeń.</p><p>Ale z przedstawionych danych nie wynika, że <strong>sprzedaż lub oddanie kontroli nad TCZ</strong> jest jedynym, najlepszym albo nawet bezpiecznym rozwiązaniem.</p><p>Poseł Adrian Witczak może podnosić głos. Radni Koalicji Obywatelskiej mogą powtarzać słowo „konsolidacja”. Nie zmieni to jednak treści raportu.</p><p><strong>Szpital wskazywany jako ratunek dla Tomaszowa sam stracił prawie 65 mln zł na swojej podstawowej działalności.</strong></p><p>Zanim ktokolwiek odda mu udziały TCZ, powinien odpowiedzieć na proste pytanie:</p><p><strong>kto w tej operacji naprawdę będzie ratowany – Tomaszowskie Centrum Zdrowia czy finansowy wynik łódzkiego giganta?</strong></p> ]]></content:encoded>
            <author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Najpierw doprowadzili TCZ do ściany, teraz chcą seminarium z podstaw. Polityczny kurs dla spóźnionych uczniów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 10:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionyc-1784018962.png</url>
                        <title>Najpierw doprowadzili TCZ do ściany, teraz chcą seminarium z podstaw. Polityczny kurs dla spóźnionych uczniów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55853,najpierw-doprowadzili-tcz-do-sciany-teraz-chca-seminarium-z-podstaw-polityczny-kurs-dla-spoznionych-uczniow</link>
                    </image><description>To nie jest zwykły wniosek radnych. To dokument, który czyta się jak ponury żart napisany przez ludzi przekonanych, że mieszkańcy powiatu tomaszowskiego mają pamięć złotej rybki. Przez lata mieli władzę, wpływ na kadry, dostęp do dokumentów, zarządów, rad nadzorczych i finansów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Dziś proszą, aby ktoś wytłumaczył im, czym są obowiązki właścicielskie, odpowiedzialność organów spółki, ryzyka finansowe i modele restrukturyzacji. Innymi słowy: po kilku latach prowadzenia autobusu chcą zorganizować seminarium o tym, do czego służy kierownica.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wniosek Klubu Radnych PiS, złożony 10 lipca 2026 roku do Zarządu Powiatu Tomaszowskiego, ma wszystkie cechy dokumentu napisanego przez ludzi bardzo zatroskanych o przyszłość szpitala. Jest tam prawo, ekonomia, restrukturyzacja, konsolidacja, finanse publiczne, ryzyka podatkowe, odpowiedzialność właścicielska, sprzedaż udziałów, wspólne zakupy, a nawet harmonogram dalszych działań. Prawdziwy katalog pojęć, które każdy rozsądny właściciel powinien znać, zanim zacznie podejmować decyzje dotyczące spółki odpowiadającej za zdrowie tysięcy mieszkańców.</p><p>Tyle że autorzy wniosku nie pojawili się w samorządzie wczoraj. Nie zostali przywiezieni do Starostwa autokarem z wycieczki krajoznawczej. To polityczne środowisko, które przez lata sprawowało władzę w Powiecie Tomaszowskim, wykonywało prawa właścicielskie wobec TCZ, wpływało na obsadę najważniejszych stanowisk i odpowiadało za strategiczny kierunek szpitala. Dlatego zasadnicze pytanie nie brzmi: czy seminarium jest potrzebne? Brzmi znacznie brutalniej:</p><p><strong>Jeżeli dziś trzeba im wyjaśniać podstawy funkcjonowania spółki, to na jakiej podstawie zarządzali nią przez poprzednie pięć czy sześć lat?</strong></p><h2><strong>Pamięć krótsza niż kolejka do poradni</strong></h2><p>Polityczna amnezja bywa wygodna. Szczególnie wtedy, gdy trzeba przejść z roli odpowiedzialnego za decyzje do roli surowego recenzenta cudzych działań. Jeszcze niedawno byli po stronie władzy, dzisiaj stoją po stronie mównicy i pytają, dlaczego Zarząd Powiatu nie ma gotowych odpowiedzi na wszystkie pytania. Krytyka obecnych władz może być zasadna. Problem w tym, że trudno wiarygodnie odgrywać rolę bezkompromisowego kontrolera, gdy jeszcze kilka miesięcy wcześniej samemu siedziało się w kabinie dowodzenia.</p><p>W dokumencie czytamy, że obecny Zarząd nie jest przygotowany do merytorycznej dyskusji o przyszłości szpitala. Mocne słowa. Być może nawet częściowo słuszne. Ale wypowiadane przez środowisko poprzednich decydentów brzmią jak skarga autora pożaru na to, że straż pożarna zbyt wolno rozwija wąż.</p><p>Gdzie były te eksperckie analizy wcześniej? Gdzie były symulacje finansowe? Gdzie warianty działania? Gdzie ocena skutków kadrowych i organizacyjnych? Gdzie analizy ryzyka kontraktowego, pracowniczego i podatkowego? Gdzie były tabele, harmonogramy, opinie prawne i scenariusze naprawcze, gdy podejmowano decyzje personalne i właścicielskie?</p><p>Nie można przez lata firmować systemu, a potem udawać, że właśnie odkryło się jego instrukcję obsługi.</p><h2><strong>Szpital to nie miejsce na kadrowe eksperymenty</strong></h2><p>Najbardziej jaskrawym symbolem poprzednich lat pozostaje polityka personalna. Właściciel szpitala powinien szukać ludzi z doświadczeniem w zarządzaniu ochroną zdrowia, finansami podmiotów leczniczych, kontraktowaniem z NFZ, restrukturyzacją i odpowiedzialnością za wielomilionowy budżet. Tymczasem mieszkańcy obserwowali nominacje, które od początku rodziły pytania o kryteria wyboru i rzeczywiste przygotowanie kandydatów.</p><p>Zamiast człowieka z dorobkiem w zarządzaniu służbą zdrowia pojawił się urzędnik kojarzony wcześniej ze Służbą Kontrwywiadu Wojskowego. Sam fakt pracy w SKW oczywiście nikogo nie dyskwalifikuje. Nie stanowi jednak automatycznego certyfikatu kompetencji do kierowania szpitalem. Kontrwywiad wojskowy to nie Narodowy Fundusz Zdrowia, a ochrona tajemnic państwowych nie jest tym samym co zarządzanie blokiem operacyjnym, kontraktem interny i personelem medycznym. Można znać procedury bezpieczeństwa, a nadal nie mieć doświadczenia w prowadzeniu skomplikowanej spółki leczniczej.</p><p>To nie jest złośliwość wobec czyjegoś życiorysu. To pytanie o elementarną odpowiedzialność właściciela. <strong>Dlaczego właśnie ta osoba? Jakie miała doświadczenie branżowe? Jakie cele jej postawiono? Jakie były efekty?</strong></p><p>Jeszcze bardziej groteskowo wygląda sprawa finansów. W przestrzeni publicznej przypominano, że osoba powierzona kluczowym zadaniom ekonomicznym miała wcześniej doświadczenia zawodowe związane między innymi z plantacją pomidorów, a nie z finansami dużego szpitala. Samo doświadczenie w ogrodnictwie czy produkcji rolnej nie jest powodem do drwin. Uczciwa praca nie hańbi. Problem zaczyna się wtedy, gdy osoba bez porównywalnego dorobku w finansach ochrony zdrowia trafia w miejsce, gdzie trzeba rozumieć kontrakty NFZ, amortyzację sprzętu, koszty procedur, zobowiązania wymagalne, płynność, taryfikację świadczeń i mechanizmy zadłużenia.</p><p>Plantacja pomidorów może być przedsięwzięciem wymagającym i skomplikowanym. Ale szpital to jednak nie szklarnia. Tu błędna decyzja nie oznacza niższego plonu. Może oznaczać ograniczenie świadczeń, brak pieniędzy na leki, odejścia personelu albo likwidację oddziału.</p><p>Jeżeli taki dobór kadr był świadomy, należy pokazać jego racjonalne podstawy. Jeżeli był polityczny, należy to uczciwie przyznać. Najgorszy jest wariant trzeci: że nikt nie wiedział, jakie kwalifikacje są naprawdę potrzebne.</p><h2><strong>Kurs dla ludzi, którzy sami wystawiali świadectwa</strong></h2><p>Proponowane seminarium ma objąć kompetencje Zarządu Powiatu, Rady Powiatu, Rady Nadzorczej i Zarządu Spółki. Ma wyjaśnić odpowiedzialność poszczególnych organów. Ma pokazać, jakie są obowiązki właściciela i jak przebiega prawidłowy proces decyzyjny.</p><p>To brzmi jak program kursu dla nowych radnych pierwszej kadencji. Tymczasem piszą go ludzie, którzy mieli już kilka lat na zdobycie tej wiedzy w praktyce.</p><p>Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z lokalną wersją „Rejsu”. Tyle że zamiast dyskusji o filmie polskim jest rozmowa o spółkach prawa handlowego. Każdy mówi długo, poważnie i z troską, ale gdzieś w tle pozostaje pytanie: kto właściwie przez te lata trzymał rękę na sterze?</p><p>Wniosek przypomina kapitana, który po wejściu statku na mieliznę organizuje konferencję o zasadach nawigacji. Zaprasza ekspertów od map, prądów morskich, silników i prawa żeglugowego, po czym z surową miną pyta obecnej załogi, dlaczego nie jest przygotowana na skutki jego wcześniejszego rejsu.</p><p><strong>Nie można najpierw obsadzać mostka kapitańskiego według własnego uznania, a później udawać, że nie znało się zasad żeglugi.</strong></p><h2><strong>Czy pogorszenie wyników jeszcze kogokolwiek dziwi?</strong></h2><p>Sytuacja finansowa TCZ nie powstała w jeden dzień. Problemy nie wyskoczyły zza drzwi gabinetu po zmianie układu politycznego. Jeżeli w poprzednich latach spadała rentowność części działalności, narastały trudności finansowe i organizacyjne, to trzeba badać ciąg przyczyn, decyzji i zaniedbań. Nie wolno upraszczać, bo system ochrony zdrowia w całym kraju znajduje się pod ogromną presją, a szpitale powiatowe od lat zmagają się z niedoszacowaniem świadczeń, kosztami pracy i rosnącymi cenami.</p><p>Ale nie wolno też traktować ogólnopolskiego kryzysu jak zasłony, za którą można schować lokalne błędy.</p><p>Jeżeli zarządzanie powierzano osobom bez odpowiedniego doświadczenia branżowego, jeżeli decyzje podejmowano bez strategii, jeżeli właściciel nie wymagał mierzalnych rezultatów, to czy obniżenie rentowności naprawdę powinno kogokolwiek zaskakiwać? Czy problemy finansowe są wówczas wyłącznie dziełem złego systemu, czy również skutkiem sposobu, w jaki przez lata prowadzono spółkę?</p><p>Odpowiedzi nie znajdziemy w politycznych sloganach. Są w bilansach, rachunkach wyników, protokołach rad nadzorczych, uchwałach właścicielskich, umowach, konkursach i decyzjach personalnych.</p><p>Dlatego zanim byli decydenci usiądą w pierwszym rzędzie na seminarium, powinni położyć na stole dokumenty z okresu własnych rządów.</p><h2><strong>Eksperci tak. Polityczne alibi — nie</strong></h2><p>Sama idea eksperckiej debaty jest potrzebna. Przyszłości szpitala nie wolno rozstrzygać na podstawie plotek, partyjnych emocji ani rozmów prowadzonych w zaciszu gabinetów. Konsolidacja, restrukturyzacja, sprzedaż udziałów czy współpraca z innym podmiotem to decyzje, które mogą zmienić ochronę zdrowia w powiecie na dziesięciolecia. Muszą je poprzedzać analizy i konsultacje.</p><p>Jednak seminarium nie może być politycznym alibi. Nie może służyć temu, aby dawni decydenci zasiedli pod tablicą jako pilni uczniowie, a następnie przedstawili się mieszkańcom jako niewinni świadkowie cudzego bałaganu.</p><p>Ekspert nie powinien działać jak pralnia pamięci. Nie wyczyści historii nominacji, decyzji i wieloletniego braku strategii. Nie zdejmie odpowiedzialności z ludzi, którzy mieli realny wpływ na TCZ. Nie zamieni byłego starosty w przypadkowego obserwatora, a członków dawnego zaplecza w grupę zatroskanych przechodniów, którzy akurat znaleźli się pod szpitalem.</p><p>W „Folwarku zwierzęcym” zasady zmieniały się w nocy, a rano wszyscy mieli uwierzyć, że tak było od początku. W powiecie tomaszowskim wystarczy najwyraźniej zmienić miejsce przy stole. Wczoraj wykonywało się prawa właścicielskie. Dzisiaj pyta się, czym one są.</p><h2><strong>Najpierw odpowiedzialność, potem wykład</strong></h2><p>Obecne władze Powiatu powinny być rozliczane surowo. Muszą przedstawić dokumenty, warianty, skutki finansowe i jasną strategię. Nie wolno im zasłaniać się tajemnicą handlową przy każdej niewygodnej kwestii ani żądać od Rady Powiatu zgody na proces, którego szczegółów radni i mieszkańcy nie znają.</p><p>Ale poprzednie władze nie mogą mówić o TCZ tak, jakby szpital przez ostatnie lata działał poza ich politycznym zasięgiem. Nie mogą występować jako recenzenci filmu, którego scenariusz sami współtworzyli.</p><p>Wniosek o seminarium ma sens tylko wtedy, gdy pierwszym punktem programu będzie uczciwy bilans przeszłości. Kto podejmował decyzje? Kto rekomendował kadry? Jakie były kryteria? Jakie cele wyznaczano zarządowi? Jak oceniano wyniki? Dlaczego nie przygotowano wcześniej strategii, której dziś tak głośno się żąda?</p><p>Bez tego seminarium stanie się teatrem. Eksperci odegrają rolę dekoracji, byli decydenci rolę zatroskanej opozycji, a mieszkańcy znowu dostaną rachunek.</p><p><strong>Wiedza ekspercka jest potrzebna. Ale najbardziej potrzebna była wtedy, gdy do zarządzania szpitalem wybierano ludzi z doświadczeniem odległym od ochrony zdrowia i finansów medycznych. Potrzebna była, gdy podejmowano decyzje właścicielskie i kadrowe. Potrzebna była przed wejściem na mieliznę, a nie dopiero wtedy, gdy woda znalazła się na pokładzie.</strong></p><p>Dziś można organizować seminaria, konferencje i panele. Można zapraszać prawników, ekonomistów i urzędników ministerialnych. Nie można jednak udawać, że pięć czy sześć lat odpowiedzialności wyparowało razem z utratą stanowisk.</p><p><strong>W polityce można zmienić ławę. Można stracić władzę. Można nawet odkryć potrzebę nauki. Nie można tylko oczekiwać, że mieszkańcy zapomną, kto przez lata wystawiał temu szpitalowi świadectwa — i kto dobierał mu nauczycieli</strong></p> ]]></content:encoded>
            <author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Polacy chcą kontroli czasu pracy lekarzy. Ponad 72 procent popiera zmiany]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55852,polacy-chca-kontroli-czasu-pracy-lekarzy-ponad-72-procent-popiera-zmiany</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55852,polacy-chca-kontroli-czasu-pracy-lekarzy-ponad-72-procent-popiera-zmiany</guid>
            <pubDate>Tue, 14 Jul 2026 09:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polacy-chca-kontroli-czasu-pracy-lekarzy-ponad-72-procent-popiera-zmiany-1784015274.png</url>
                        <title>Polacy chcą kontroli czasu pracy lekarzy. Ponad 72 procent popiera zmiany</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55852,polacy-chca-kontroli-czasu-pracy-lekarzy-ponad-72-procent-popiera-zmiany</link>
                    </image><description>Nie chodzi wyłącznie o wysokość lekarskich wynagrodzeń. Polacy coraz wyraźniej domagają się odpowiedzi na prostsze, ale fundamentalne pytanie: ile godzin lekarz rzeczywiście pracuje, w ilu placówkach jednocześnie wykazuje obecność i czy przemęczony medyk może bezpiecznie leczyć pacjentów? Za skuteczniejszą kontrolą czasu pracy lekarzy opowiedziało się ponad 72 procent uczestników sondażu CBOS przeprowadzonego dla „Dziennika Gazety Prawnej”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wyniki badania pokazują, że postulat kontroli czasu pracy lekarzy nie jest kolejnym frontem politycznej wojny. Popierają go zarówno wyborcy lewicy, centrum, jak i prawicy. To raczej wyraz rosnącego przekonania, że system ochrony zdrowia powinien być przejrzysty, a publiczne pieniądze muszą być wydawane według jasnych reguł.</p><h2>Kontrola ponad politycznymi podziałami</h2><p>Za skuteczniejszą weryfikacją rzeczywistego czasu pracy lekarzy opowiedziało się <strong>80 procent osób identyfikujących się z lewicą</strong>, <strong>79,5 procent badanych o poglądach centrowych</strong> oraz <strong>73,7 procent sympatyków prawicy</strong>.</p><p>Trudno więc przedstawić ten postulat jako atak jednej części sceny politycznej na środowisko medyczne. W tej sprawie Polacy mówią niemal jednym głosem: lekarz może pracować dużo i dobrze zarabiać, ale państwo oraz dyrekcje szpitali powinny wiedzieć, gdzie i przez ile godzin rzeczywiście wykonuje swoje obowiązki.</p><p>Nie bez znaczenia pozostaje bezpieczeństwo pacjentów. Wielogodzinna praca, kolejne dyżury oraz przemieszczanie się między szpitalami, poradniami i prywatnymi gabinetami mogą prowadzić do zmęczenia, obniżenia koncentracji i zwiększenia ryzyka błędu. W medycynie nie jest to problem podobny do źle wypełnionego formularza. Tu ceną pomyłki może być ludzkie zdrowie, a czasami życie.</p><h2>Im wyższe dochody, tym większe poparcie dla kontroli</h2><p>Co ciekawe, poparcie dla kontroli czasu pracy lekarzy rośnie wraz z poziomem dochodów respondentów.</p><p>Wśród osób uzyskujących do 2 tys. zł netto miesięcznie rozwiązanie poparło <strong>66,8 procent badanych</strong>. W grupie zarabiającej co najmniej 9 tys. zł netto odsetek ten wzrósł do <strong>81,7 procent</strong>.</p><p>Za skuteczną kontrolą opowiedziało się również <strong>78 procent osób aktywnych zawodowo</strong> — zarówno pracowników etatowych, jak i prowadzących własną działalność gospodarczą.</p><p>Można to odczytywać jako oczekiwanie, że w ochronie zdrowia powinny obowiązywać podobne standardy odpowiedzialności jak w innych zawodach. Kierowca zawodowy ma limity czasu jazdy. Pilot nie może bez końca przebywać za sterami samolotu. Pracownik zakładu produkcyjnego musi rejestrować rozpoczęcie i zakończenie zmiany. Tymczasem w systemie medycznym, finansowanym w znacznej części ze środków publicznych, nadal pojawiają się pytania o nakładanie się godzin pracy w kilku placówkach.</p><p>Ministerstwo Zdrowia zapowiada stworzenie mechanizmów umożliwiających weryfikowanie rzeczywistej obecności personelu medycznego w konkretnych miejscach pracy. Według resortu ma to przeciwdziałać sytuacjom, w których te same godziny są wykazywane przez lekarza w więcej niż jednej placówce.</p><h2>Limit wynagrodzeń budzi większe emocje</h2><p>Sondaż dotyczył także możliwości administracyjnego ograniczenia wynagrodzeń lekarzy oraz zmian w ustawie gwarantującej coroczne podwyżki dla pracowników medycznych.</p><p>Największe poparcie dla wprowadzenia limitu wynagrodzeń zadeklarowali rolnicy — <strong>56 procent</strong> — oraz osoby bezrobotne i niepracujące z innych przyczyn — <strong>53,3 procent</strong>.</p><p>Badanie pokazało również wyraźną różnicę związaną z poziomem wykształcenia. Respondenci z wyższym wykształceniem częściej wskazywali na potrzebę kontroli czasu pracy, natomiast osoby z niższym wykształceniem relatywnie częściej popierały administracyjne ograniczenie wynagrodzeń.</p><p>To rozróżnienie jest istotne. Kontrola czasu pracy służy przede wszystkim przejrzystości i bezpieczeństwu. Sztywny limit wynagrodzenia może natomiast prowadzić do trudniejszych konsekwencji — szczególnie w szpitalach powiatowych, które już dziś mają problemy z pozyskiwaniem specjalistów.</p><p>Lekarze reprezentujący deficytowe specjalizacje często dyktują warunki, ponieważ bez ich zatrudnienia oddział nie może funkcjonować. Dyrektor szpitala staje wówczas przed wyborem rodem z dramatu bez dobrego zakończenia: zaakceptować wysoką stawkę albo zamknąć oddział i pozbawić mieszkańców dostępu do leczenia.</p><h2>Maksymalnie 240 zł brutto za godzinę</h2><p>Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiła pakiet zmian, który zakłada między innymi określenie <strong>maksymalnej stawki wynagrodzenia pracownika medycznego na poziomie 240 zł brutto za godzinę</strong>.</p><p>Resort zapowiada również raportowanie czasu pracy do Narodowego Funduszu Zdrowia, ustalenie maksymalnego czasu pracy medyków zatrudnionych na kontraktach oraz wprowadzenie limitów udziału wynagrodzeń w wydatkach szpitali. Oficjalnym celem zmian ma być zwiększenie bezpieczeństwa pacjentów, poprawa przejrzystości zatrudnienia oraz przeciwdziałanie tak zwanym kominom płacowym.</p><p>Na razie są to jednak przede wszystkim zapowiedzi. Nie wszystkie projekty ustaw i rozporządzeń zostały opublikowane, dlatego nie wiadomo jeszcze, jak dokładnie nowe limity miałyby być obliczane, kogo obejmowałyby wyjątki i czy szpitale mogłyby przekraczać stawkę w przypadku braku specjalisty.</p><p>Premier Donald Tusk zapowiedział, że pierwsze regulacje przygotowane przez Ministerstwo Zdrowia mają trafić pod obrady Rady Ministrów, a pierwsze efekty zmian powinny być widoczne we wrześniu.</p><h2>Szpitale pod lupą NIK</h2><p>Problem wynagrodzeń i zatrudnienia personelu medycznego ma również zbadać Najwyższa Izba Kontroli. Według informacji przekazanych przez rzecznika NIK czynności kontrolne w wybranych placówkach mają objąć między innymi mechanizmy wzrostu płac, sposób zatrudniania personelu oraz wydatki szpitali na wynagrodzenia.</p><p>Temat szczególnie mocno wybrzmiewa w województwie łódzkim, gdzie ujawniano przypadki miesięcznych wynagrodzeń lekarzy kontraktowych przekraczających 100 tys. zł. Są to kwoty działające na opinię publiczną jak czerwona płachta, choć trzeba pamiętać, że dotyczą pojedynczych specjalistów, zakresu wykonywanych procedur, odpowiedzialności oraz liczby przepracowanych godzin.</p><p>Nie zmienia to faktu, że publiczny system powinien umieć odpowiedzieć, za co konkretnie płaci i czy wynagrodzenie pozostaje proporcjonalne do wykonanej pracy.</p><h2>Pacjent nie może zostać zakładnikiem sporu o pieniądze</h2><p>Dyskusja o zarobkach lekarzy łatwo zamienia się w populistyczne widowisko. Z jednej strony pojawia się obraz lekarza milionera, który krąży między szpitalami z przysłowiową walizką kontraktów. Z drugiej — obraz państwa próbującego oszczędzać na ludziach, którzy przez lata zdobywali specjalistyczną wiedzę i ponoszą ogromną odpowiedzialność.</p><p>Prawda, jak zwykle, nie mieści się na jednym transparentie.</p><p>Lekarz powinien godnie zarabiać. Wybitny specjalista może zarabiać bardzo dobrze. Szpital powiatowy musi mieć możliwość zatrudnienia chirurga, anestezjologa, kardiologa czy radiologa nawet wtedy, gdy na rynku brakuje takich osób.</p><p>Jednocześnie nie może być zgody na sytuację, w której publiczne placówki płacą za godziny istniejące wyłącznie w dokumentach albo jeden lekarz formalnie pracuje w kilku miejscach w tym samym czasie.</p><p><strong>Kontrola czasu pracy nie jest wymierzona w lekarzy. Jest wymierzona w chaos.</strong> A chaos w ochronie zdrowia zawsze ostatecznie płaci pacjent — dłuższą kolejką, zamkniętym oddziałem, odwołanym zabiegiem albo błędem popełnionym przez człowieka, który od wielu godzin nie miał prawa zachować pełnej koncentracji.</p><p>Badanie CBOS zostało przeprowadzone metodą wywiadów telefonicznych CATI w dniach <strong>6–8 czerwca 2026 roku</strong> na reprezentatywnej próbie <strong>1001 dorosłych mieszkańców Polski</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Liczy się nie tylko CV. Badania: masa ciała może przesądzać o zatrudnieniu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55806,liczy-sie-nie-tylko-cv-badania-masa-ciala-moze-przesadzac-o-zatrudnieniu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55806,liczy-sie-nie-tylko-cv-badania-masa-ciala-moze-przesadzac-o-zatrudnieniu</guid>
            <pubDate>Fri, 10 Jul 2026 23:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-liczy-sie-nie-tylko-cv-badania-masa-ciala-moze-przesadzac-o-zatrudnieniu-1783719627.png</url>
                        <title>Liczy się nie tylko CV. Badania: masa ciała może przesądzać o zatrudnieniu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55806,liczy-sie-nie-tylko-cv-badania-masa-ciala-moze-przesadzac-o-zatrudnieniu</link>
                    </image><description>Czy o pracy decydują kwalifikacje, czy... wygląd? Najnowsze badania pokazują, że mimo deklaracji o równości i obiektywizmie, masa ciała wciąż ma ogromny wpływ na decyzje rekruterów. W praktyce osoba z nadwagą lub otyłością może już na starcie przegrać z kandydatem o identycznych kompetencjach – tylko dlatego, że wygląda inaczej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rynek pracy lubi przedstawiać się jako miejsce, gdzie liczą się doświadczenie, umiejętności i wiedza. Rzeczywistość okazuje się jednak znacznie mniej sprawiedliwa. Badania przeprowadzone przez <strong>dr Martynę Krogulec-Łęską z Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi</strong> pokazują, że wygląd zewnętrzny nadal odgrywa ogromną rolę podczas rekrutacji.</p><h2><strong>Ponad 80 procent wybiera szczupłych kandydatów</strong></h2><p>W eksperymentach uczestnicy otrzymywali profile kandydatów o <strong>identycznych kwalifikacjach, doświadczeniu i kompetencjach</strong>. Jedyną różnicą była sylwetka.</p><p>Wyniki są wymowne.</p><p>Aż <strong>82,1 proc. badanych wskazało szczupłą kobietę jako lepszą kandydatkę na stanowisko menedżerskie</strong>, a <strong>80,6 proc. wybrało szczupłego mężczyznę</strong>.</p><p>Jeszcze bardziej zaskakujące okazały się wyniki dotyczące zawodów wymagających wysokich kwalifikacji. Nawet w przypadku lekarzy <strong>83,5 proc. respondentów preferowało medyka o szczupłej sylwetce</strong>.</p><p>– <strong>Nasze ciało jest jednym z pierwszych komunikatów, jakie odbiera otoczenie, dlatego może – świadomie lub nieświadomie – oddziaływać na decyzje rekrutacyjne i zawodowe</strong> – podkreśla badaczka.</p><h2><strong>Pierwsze wrażenie bywa silniejsze niż kompetencje</strong></h2><p>Jak wyjaśnia socjolożka, za takimi decyzjami stoją dobrze znane psychologii mechanizmy.</p><p>Jednym z nich jest <strong>efekt aureoli</strong>, czyli automatyczne przypisywanie atrakcyjnym osobom takich cech jak inteligencja, pracowitość czy profesjonalizm.</p><p>Przeciwieństwem jest <strong>efekt Golema</strong>, który sprawia, że wobec osób z nadmierną masą ciała pojawiają się negatywne stereotypy. Rekruterzy mogą podświadomie uznawać je za mniej zdyscyplinowane, gorzej zorganizowane lub mniej zmotywowane – mimo że nie mają na to żadnych dowodów.</p><h2><strong>HR ma świadomość problemu</strong></h2><p>Co istotne, z badań wynika, że sami specjaliści zajmujący się rekrutacją dostrzegają istnienie tych mechanizmów.</p><p>Wielu z nich przyznaje, że mając dwóch kandydatów o podobnych kompetencjach, częściej wybiera osobę, która bardziej odpowiada obowiązującemu kanonowi atrakcyjności.</p><p>Oznacza to, że <strong>ocena wyglądu może nastąpić jeszcze zanim pracodawca zdąży rzetelnie ocenić wiedzę i umiejętności kandydata</strong>.</p><h2><strong>To nie tylko polski problem</strong></h2><p>Podobne zjawiska obserwowane są również poza Polską.</p><p>Badaczka przywołuje eksperyment przeprowadzony w Meksyku. Kobiety z otyłością otrzymywały odpowiedź od pracodawców jedynie w <strong>21,3 proc. przypadków</strong>, podczas gdy kandydatki o prawidłowej masie ciała – w <strong>29,1 proc.</strong></p><p>W praktyce oznaczało to konieczność wysłania <strong>o 37 proc. większej liczby aplikacji</strong>, aby uzyskać taką samą liczbę zaproszeń na rozmowy kwalifikacyjne.</p><h2><strong>Szczupłość coraz częściej oznacza status społeczny</strong></h2><p>Według danych <strong>Głównego Urzędu Statystycznego</strong>, nadwaga lub otyłość dotyczy już <strong>57,1 proc. dorosłych Polaków</strong>. Problem częściej występuje u mężczyzn (65,7 proc.) niż u kobiet (48,3 proc.).</p><p>Jednocześnie dane OECD, Eurostatu i CBOS wskazują wyraźną zależność pomiędzy masą ciała a poziomem wykształcenia oraz sytuacją materialną.</p><p>Osoby z wyższym wykształceniem znacznie rzadziej zmagają się z otyłością niż osoby z wykształceniem podstawowym lub zawodowym.</p><p>Zdaniem badaczki oznacza to, że <strong>szczupła sylwetka coraz częściej staje się nie tylko symbolem zdrowia, ale także wskaźnikiem statusu społecznego, dostępu do edukacji, czasu oraz możliwości dbania o siebie</strong>.</p><h2><strong>Dyskryminacja, o której mówi się zbyt rzadko</strong></h2><p>Choć przepisy prawa pracy zabraniają dyskryminacji w zatrudnieniu, praktyka pokazuje, że wiele uprzedzeń działa na poziomie nieświadomym.</p><p>Badania przywoływane przez dr Krogulec-Łęską, w tym analizy prof. <strong>Rebeki Puhl z Uniwersytetu Connecticut</strong>, wskazują, że <strong>dyskryminacja ze względu na wagę występuje równie często jak rasizm, a niekiedy nawet częściej niż uprzedzenia związane z płcią czy wiekiem</strong>.</p><p>To pokazuje, że walka z nierównym traktowaniem na rynku pracy wciąż nie jest zakończona.</p><p>Kompetencje nadal powinny być najważniejszym kryterium zatrudnienia. Najnowsze badania sugerują jednak, że w wielu przypadkach <strong>o pierwszej szansie decyduje nie zawartość CV, lecz pierwsze spojrzenie na sylwetkę kandydata.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pacjent kontra system zmęczony do granic. Rośnie liczba skarg na lekarzy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55777,pacjent-kontra-system-zmeczony-do-granic-rosnie-liczba-skarg-na-lekarzy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55777,pacjent-kontra-system-zmeczony-do-granic-rosnie-liczba-skarg-na-lekarzy</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Jul 2026 09:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pacjent-kontra-system-zmeczony-do-granic-rosnie-liczba-skarg-na-lekarzy-1783497390.png</url>
                        <title>Pacjent kontra system zmęczony do granic. Rośnie liczba skarg na lekarzy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55777,pacjent-kontra-system-zmeczony-do-granic-rosnie-liczba-skarg-na-lekarzy</link>
                    </image><description>Lekarze pracują po kilkanaście godzin dziennie, a pacjenci coraz częściej składają skargi do okręgowych izb lekarskich. „Dziennik Gazeta Prawna” alarmuje, że problem nie dotyczy wyłącznie pojedynczych błędów czy nieuprzejmości w gabinecie. W tle widać coś znacznie poważniejszego: przeciążony system ochrony zdrowia, w którym zmęczony lekarz spotyka sfrustrowanego pacjenta. To mieszanka wybuchowa, dobrze znana także mieszkańcom mniejszych miast, gdzie dostęp do specjalisty bywa bardziej loterią niż standardem opieki.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Według informacji podanych przez „Dziennik Gazetę Prawną” rośnie liczba skarg kierowanych do okręgowych izb lekarskich. Pacjenci skarżą się na <strong>brak należytej staranności</strong>, błędy diagnostyczne, odmowy przyjęcia, problemy z rejestracją oraz niewłaściwą komunikację. Największe wzrosty zgłoszeń odnotowano m.in. w Gdańsku, Łodzi i Płocku. Spadek liczby skarg miał nastąpić w Częstochowie.</p><p>Nie jest to jednak opowieść z prostym podziałem na „winnych lekarzy” i „bezbronnych pacjentów”. Rzeczywistość jest bardziej ponura. Z jednej strony pacjent, który miesiącami czeka na wizytę, nie ma siły słuchać tłumaczeń o brakach kadrowych. Z drugiej — lekarz, który po kilkunastu godzinach pracy nadal musi podejmować decyzje, od których zależy zdrowie, a czasem życie człowieka.</p><p>To trochę jak scena z filmu katastroficznego, tylko bez dramatycznej muzyki Hansa Zimmera. System trzeszczy, światła migają, załoga próbuje jeszcze utrzymać maszynę w powietrzu, a pasażerowie zaczynają pytać, kto właściwie siedzi za sterami.</p><h2>Przemęczenie lekarzy to nie prywatny problem medyków</h2><p>Z badania Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że zbyt długi czas pracy lekarzy jest przede wszystkim skutkiem <strong>braków kadrowych</strong>, trudności z organizacją zastępstw oraz presji finansowej. NIL zapowiadała badanie rzeczywistego czasu pracy lekarzy i lekarzy dentystów, wskazując, że bez twardych danych trudno uczciwie rozmawiać o granicach wydolności personelu medycznego.</p><p>W praktyce oznacza to, że lekarz nierzadko funkcjonuje pomiędzy etatem, dyżurami, kontraktem, poradnią, szpitalem i prywatnym gabinetem. Dla pacjenta nie ma znaczenia, czy ten sam człowiek wcześniej był na dyżurze, czy spał trzy godziny, czy właśnie kończy trzynastą godzinę pracy. Pacjent chce diagnozy, uwagi, rozmowy i bezpieczeństwa.</p><p>I ma do tego pełne prawo.</p><p>Ale właśnie dlatego <strong>czas pracy lekarzy</strong> nie jest sprawą wyłącznie korporacyjną, zawodową czy księgową. To kwestia bezpieczeństwa pacjentów. Zmęczenie obniża koncentrację, utrudnia komunikację, zwiększa ryzyko pomyłek i konfliktów. W ochronie zdrowia nie chodzi przecież o produkcję śrubek, gdzie wadliwą partię można wycofać z magazynu. Tutaj błędna decyzja może wrócić do człowieka jak bumerang — bólem, opóźnioną diagnozą, utratą zaufania.</p><h2>Prawo zna odpoczynek. Życie zna grafik</h2><p>Ustawa o działalności leczniczej przewiduje normy czasu pracy oraz prawo do odpoczynku. Zgodnie z przepisami pracownikowi przysługuje m.in. co najmniej <strong>11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego</strong> oraz co najmniej <strong>35 godzin nieprzerwanego odpoczynku tygodniowego</strong>. Po dyżurze medycznym odpoczynek powinien być udzielony bezpośrednio po jego zakończeniu.</p><p>Tyle teoria. W praktyce od lat trwa dyskusja o dyżurach, klauzulach opt-out, kontraktach i wieloetatowości. Samorząd lekarski wskazuje, że część lekarzy pracuje ponad granice, które w innych zawodach uznano by za absurdalne. Naczelna Rada Lekarska chce wprowadzenia limitu czasu pracy obejmującego lekarzy niezależnie od formy zatrudnienia, także tych pracujących na kontraktach.</p><p>To ważne, bo obecnie system potrafi wyglądać jak dobrze znany z literatury labirynt Kafki: formalnie każdy dokument jest na miejscu, każdy grafik jakoś się spina, każda procedura ma swój numer, ale człowiek — pacjent i lekarz — coraz częściej zostaje sam w korytarzu.</p><h2>Skarga nie zawsze oznacza winę, ale zawsze jest sygnałem</h2><p>Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej dr Łukasz Jankowski w rozmowie z „DGP” zwrócił uwagę, że w ostatniej dekadzie liczba skarg miała się podwoić. W jego ocenie jest to w dużej mierze efekt frustracji pacjentów złym działaniem systemu. Część zgłoszeń okazuje się bezzasadna, ale część kończy się wnioskiem o ukaranie. Sądy lekarskie orzekają kary w znaczącej części takich spraw.</p><p>To również ważna uwaga dla pacjentów. Skarga do rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy nie jest narzędziem do wyrażenia zwykłej złości po nieudanej wizycie. Powinna dotyczyć konkretnych zdarzeń: błędu, zaniedbania, naruszenia zasad etyki, odmowy pomocy, braku należytej staranności czy zachowania, które mogło narazić pacjenta na szkodę.</p><p>Jednocześnie nie można pacjentów uciszać opowieścią o „trudnej pracy lekarza”. Trudna praca nie zwalnia z odpowiedzialności. Tak samo jak fatalnie zorganizowany system nie może być wieczną wymówką dla braku empatii, lekceważenia chorego czy błędów w dokumentacji.</p><h2>Interniści, psychiatrzy, stomatolodzy. Tam skarg jest najwięcej</h2><p>Jak podaje „DGP”, najwięcej zastrzeżeń budzi praca internistów, psychiatrów i stomatologów. To nie powinno dziwić. Internista często staje się pierwszym filtrem całego systemu — ma rozpoznać, uspokoić, skierować, nie przeoczyć. Psychiatra pracuje w obszarze szczególnie wrażliwym, gdzie rozmowa jest częścią leczenia, a zaufanie bywa kruche jak szkło. Stomatologia zaś to dziedzina, w której pacjent często płaci bezpośrednio z własnej kieszeni, więc oczekiwania są wysokie, a spór o jakość usługi pojawia się szybciej.</p><p>Izby lekarskie wskazują też na nowe wątki, w tym skargi dotyczące lekarzy z Ukrainy i Białorusi, którzy mieli podawać nieprawdziwe informacje o posiadaniu specjalizacji. To temat delikatny, ale nie wolno go zamiatać pod dywan. Pacjent ma prawo wiedzieć, kto go leczy, jakie ma kwalifikacje i czy wykonuje świadczenia zgodnie z obowiązującymi przepisami.</p><h2>Lokalnie problem widać szczególnie mocno</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego temat nie jest abstrakcją z ogólnopolskich gazet. Każdy, kto próbował szybko dostać się do specjalisty, umówić badanie, znaleźć wolny termin w poradni albo skorzystać z nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, wie, że napięcie pomiędzy pacjentem a systemem narasta.</p><p>Nie zawsze chodzi o złą wolę. Często chodzi o brak ludzi, brak terminów, źle ustawioną organizację pracy, kolejki i komunikację, która przypomina rozmowę przez grubą szybę. Pacjent słyszy: „proszę czekać”. Lekarz słyszy: „proszę przyjąć kolejnych”. Rejestracja słyszy jedno i drugie, a potem zostaje pierwszą linią gniewu.</p><p>To nie jest zdrowy model.</p><p>Jeżeli chcemy mówić poważnie o <strong>bezpieczeństwie pacjentów</strong>, trzeba przestać udawać, że problemem jest tylko pojedynczy lekarz, pojedyncza przychodnia albo pojedyncza niemiła rozmowa przy okienku. Skargi pacjentów są jak kontrolka w samochodzie. Można ją zakleić plastrem, można się na nią obrazić, można powiedzieć, że świeci złośliwie. Ale silnik od tego nie zacznie pracować lepiej.</p><h2>Pacjent ma prawo pytać, lekarz ma prawo odpocząć</h2><p>W tej sprawie trzeba powiedzieć dwie rzeczy jednocześnie.</p><p>Po pierwsze, <strong>pacjent ma prawo do rzetelnej, bezpiecznej i starannej opieki medycznej</strong>. Ma prawo pytać, domagać się informacji, składać skargę, prosić o dokumentację, zgłaszać błędy i oczekiwać szacunku. Choroba nie odbiera człowiekowi godności.</p><p>Po drugie, <strong>lekarz ma prawo do odpoczynku</strong>, bez którego nie da się bezpiecznie leczyć. Państwo, szpitale, przychodnie i organizatorzy systemu nie mogą budować ochrony zdrowia na założeniu, że medyk będzie pracował ponad ludzką wytrzymałość. To nie jest heroizm. To proszenie się o katastrofę.</p><p>W „Doktorze Housie” genialny lekarz może nie spać, łamać procedury, obrażać ludzi i na końcu uratować pacjenta błyskotliwą diagnozą. Tyle że życie to nie serial. W prawdziwej przychodni i prawdziwym szpitalu potrzebujemy nie cudotwórców na granicy wypalenia, lecz dobrze zorganizowanego systemu, w którym lekarz ma czas pomyśleć, a pacjent ma poczucie, że ktoś naprawdę go słucha.</p><p>Bo medycyna zaczyna się nie od pieczątki, skierowania ani numerka w kolejce. Zaczyna się od zaufania. A tego nie da się odbudować dyżurem trwającym w nieskończoność.</p><p><strong>&nbsp;</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Internista Warszawa – co powinieneś wiedzieć o zakresie usług oferowanych przez specjalistę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55773,internista-warszawa-co-powinienes-wiedziec-o-zakresie-uslug-oferowanych-przez-specjaliste</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55773,internista-warszawa-co-powinienes-wiedziec-o-zakresie-uslug-oferowanych-przez-specjaliste</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 19:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-internista-warszawa-co-powinienes-wiedziec-o-zakresie-uslug-oferowanych-przez-specjaliste-1783446268.png</url>
                        <title>Internista Warszawa – co powinieneś wiedzieć o zakresie usług oferowanych przez specjalistę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55773,internista-warszawa-co-powinienes-wiedziec-o-zakresie-uslug-oferowanych-przez-specjaliste</link>
                    </image><description>Internista to jeden z najważniejszych specjalistów w dziedzinie medycyny, z którym większość pacjentów ma styczność w trakcie swojego życia. Warto zrozumieć, jak szeroki jest zakres usług świadczonych przez tego lekarza oraz kiedy należy się do niego udać. W poniższym artykule przedstawiamy najważniejsze informacje na temat pracy internisty i sytuacji, w których jego pomoc może okazać się niezbędna.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Internista to jeden z najważniejszych specjalistów w dziedzinie medycyny, z którym większość pacjentów ma styczność w trakcie swojego życia. Warto zrozumieć, jak szeroki jest zakres usług świadczonych przez tego lekarza oraz kiedy należy się do niego udać. W poniższym artykule przedstawiamy najważniejsze informacje na temat pracy internisty i sytuacji, w których jego pomoc może okazać się niezbędna.</p><h3><strong>Czym zajmuje się internista?</strong></h3><p>Internista to specjalista chorób wewnętrznych, który zajmuje się diagnozowaniem, leczeniem i profilaktyką schorzeń dotykających osoby dorosłe. Jego kompetencje obejmują szeroki wachlarz chorób, w tym m.in.:</p><ul><li data-list-item-id="ebd985628df535ef73e617c7914727b74">problemy układu krążenia, takie jak nadciśnienie tętnicze czy miażdżyca,</li><li data-list-item-id="e0b2d1437e05228b8c45fd4a99b3aba77">schorzenia układu oddechowego, w tym przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) i astma,</li><li data-list-item-id="e91de8115bb3808a5c285029c82190db7">zaburzenia metaboliczne, takie jak cukrzyca czy otyłość,</li><li data-list-item-id="e6a5515cffb41c8e5b351cf4bf85e5d2a">choroby przewodu pokarmowego, np. wrzody żołądka, refluks czy zespół jelita drażliwego,</li><li data-list-item-id="e1c1feccfb63fde12b3d66f18f06bfc26">infekcje wirusowe i bakteryjne,</li><li data-list-item-id="e9cf4a5ce697b2d3d431ba1ab72ec6fcc">problemy hormonalne, takie jak niedoczynność czy nadczynność tarczycy.</li></ul><p>Internista nie tylko leczy konkretne choroby, ale również koordynuje proces diagnostyczny, zlecając odpowiednie badania laboratoryjne czy obrazowe, a w razie potrzeby kieruje pacjenta do specjalistów z innych dziedzin.</p><h3><strong>Kiedy udać się do internisty?</strong></h3><p>Do internisty warto udać się w przypadku wystąpienia niepokojących objawów, takich jak przewlekłe zmęczenie, bóle w klatce piersiowej, problemy z oddychaniem, zaburzenia trawienia czy nagły spadek masy ciała. To właśnie internista często stanowi pierwszy punkt kontaktu w systemie opieki zdrowotnej dla pacjentów z różnorodnymi dolegliwościami.</p><p>Ważne jest, aby nie bagatelizować żadnych objawów, które utrzymują się przez dłuższy czas lub nawracają. Regularne wizyty u internisty pozwalają na wczesne wykrycie wielu schorzeń, co znacznie zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Warto również pamiętać, że internista w Warszawie może pełnić rolę lekarza rodzinnego, co oznacza, że często opiekuje się całą rodziną, prowadząc kompleksową dokumentację medyczną pacjenta.</p><p><a href="https://cmwitolin.pl/lekarz-rodzinny-nfz-warszawa-praga/">Internista Warszawa</a> jest specjalistą, do którego pacjenci zgłaszają się nie tylko w nagłych przypadkach, ale także na kontrolne badania profilaktyczne. Tego typu konsultacje są szczególnie ważne dla osób z grup ryzyka, np. z wywiadem rodzinnym obciążonym chorobami serca czy cukrzycą.</p><h3><strong>Jak przygotować się do wizyty u internisty?</strong></h3><p>Aby wizyta u internisty była jak najbardziej efektywna, warto odpowiednio się do niej przygotować. Przygotowanie to obejmuje:</p><ol><li data-list-item-id="eccac145ce3fd9127f64442254a2a2ddf">Zgromadzenie dokumentacji medycznej – jeśli pacjent posiada wyniki wcześniejszych badań, wypisy ze szpitala czy listę przyjmowanych leków, powinien zabrać je na wizytę.</li><li data-list-item-id="ee5f4427cdb8063563e431554432519da">Przygotowanie listy objawów – przed wizytą warto spisać wszystkie dolegliwości, ich czas trwania oraz nasilenie. Dzięki temu lekarz szybciej postawi diagnozę.</li><li data-list-item-id="ed25bfe39c408f974828970f063434336">Historia rodzinna – informacje o występowaniu chorób w rodzinie mogą być istotne dla oceny ryzyka różnych schorzeń.</li></ol><p>Podczas konsultacji internista dokładnie zbada pacjenta, przeprowadzi wywiad medyczny oraz, jeśli będzie to konieczne, zleci dodatkowe badania, takie jak morfologia krwi, badanie moczu, USG czy EKG.</p><h3><strong>Jakie badania wykonuje internista?</strong></h3><p>Internista może zlecić lub przeprowadzić szereg badań diagnostycznych, które pozwalają ocenić stan zdrowia pacjenta. Do najczęściej wykonywanych badań należą:</p><ul><li data-list-item-id="e195a983609f2db4f40287fe7a1dacb09">badania laboratoryjne, takie jak morfologia, poziom glukozy czy lipidogram,</li><li data-list-item-id="e1aa153c4024680123c85c4b5d0249f1b">badania obrazowe, np. RTG klatki piersiowej, USG jamy brzusznej,</li><li data-list-item-id="e8c05592d2e78e4490227d6aa0a7a19fb">testy funkcjonalne, takie jak EKG czy spirometria.</li></ul><p>W ramach wizyty internista często przeprowadza również badania fizykalne, w tym osłuchiwanie płuc i serca, pomiar ciśnienia tętniczego czy badanie palpacyjne brzucha.</p><h3><strong>Podsumowanie</strong></h3><p>Internista to lekarz pierwszego kontaktu dla osób dorosłych, który zajmuje się szerokim zakresem chorób wewnętrznych. Regularne wizyty u tego specjalisty pozwalają na wczesne wykrycie i skuteczne leczenie wielu schorzeń, a także na prowadzenie działań profilaktycznych. W przypadku jakichkolwiek niepokojących objawów warto udać się do internisty, który kompleksowo oceni stan zdrowia i w razie potrzeby skieruje na dodatkowe badania lub do innego specjalisty.</p><p>Zadbaj o swoje zdrowie już dziś i nie zwlekaj z konsultacją medyczną, gdy zauważysz u siebie objawy wymagające interwencji specjalisty. Internista to nieoceniony partner w utrzymaniu dobrego samopoczucia i kondycji na długie lata.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zadbaj o swoje płuca. W gminie Żelechlinek rusza program profilaktyki POChP]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55765,zadbaj-o-swoje-pluca-w-gminie-zelechlinek-rusza-program-profilaktyki-pochp</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55765,zadbaj-o-swoje-pluca-w-gminie-zelechlinek-rusza-program-profilaktyki-pochp</guid>
            <pubDate>Tue, 07 Jul 2026 10:55:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zadbaj-o-swoje-pluca-w-gminie-zelechlinek-rusza-program-profilaktyki-pochp-1783414928.png</url>
                        <title>Zadbaj o swoje płuca. W gminie Żelechlinek rusza program profilaktyki POChP</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55765,zadbaj-o-swoje-pluca-w-gminie-zelechlinek-rusza-program-profilaktyki-pochp</link>
                    </image><description>Przewlekły kaszel, duszność, szybkie męczenie się, spadek wydolności oddechowej – to objawy, których nie warto zrzucać wyłącznie na wiek, pogodę, pracę czy „zwykłe osłabienie”. W gminie Żelechlinek realizowany jest Program Profilaktyki Przewlekłej Obturacyjnej Choroby Płuc na lata 2026–2028, skierowany do pełnoletnich mieszkańców gminy. Program finansowany jest w ramach umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To propozycja dla tych, którzy chcą sprawdzić stan swojego układu oddechowego, ale także dla osób znajdujących się w grupie ryzyka. POChP, czyli <strong>przewlekła obturacyjna choroba płuc</strong>, często rozwija się po cichu. Nie zawsze zaczyna się dramatycznie. Czasem przypomina cichy motyw z filmu, który długo gra w tle, aż nagle okazuje się, że to właśnie on prowadził całą historię.</p><h2>Dla kogo jest program?</h2><p>Program skierowany jest do <strong>pełnoletnich mieszkańców gminy Żelechlinek</strong>, którzy znajdują się w grupie ryzyka rozwoju POChP lub obserwują u siebie objawy mogące świadczyć o problemach z układem oddechowym.</p><p>Skorzystać mogą osoby, które ukończyły 18 lat i:</p><p>zamieszkują teren <strong>gminy Żelechlinek</strong>, palą wyroby tytoniowe lub są narażone na długotrwały kontakt z pyłami i zanieczyszczeniami, pracują w warunkach zwiększonego zapylenia, odczuwają duszność, przewlekły kaszel albo obniżoną wydolność oddechową. Program obejmuje również osoby zainteresowane profilaktyką zdrowotną, oceną wydolności układu oddechowego oraz działaniami antynikotynowymi.</p><h2>Co obejmuje program?</h2><p>W ramach programu uczestnicy mogą skorzystać z <strong>działań informacyjno-edukacyjnych</strong>, <strong>lekarskiej wizyty diagnostycznej</strong>, <strong>badań spirometrycznych</strong>, edukacji zdrowotnej, porad dotyczących rzucania palenia oraz działań antynikotynowych i profilaktycznych.</p><p>Szczególnie ważnym elementem są <strong>badania spirometryczne</strong>, pozwalające ocenić wydolność płuc. To proste badanie może stać się pierwszym sygnałem ostrzegawczym, zanim choroba zacznie mocniej ograniczać codzienne życie.</p><h2>Dlaczego warto się zbadać?</h2><p>Wczesne wykrycie problemów z oddychaniem daje realną szansę na szybsze rozpoczęcie leczenia, spowolnienie postępu choroby i poprawę komfortu życia. W przypadku POChP czas ma ogromne znaczenie. Im wcześniej pacjent dowie się, że jego płuca wołają o pomoc, tym większa szansa, że nie będzie trzeba później walczyć już tylko o każdy głębszy oddech.</p><p>Badania i konsultacje mogą pomóc:</p><p><strong>szybciej rozpocząć leczenie</strong>, <strong>spowolnić rozwój choroby</strong>, <strong>poprawić komfort życia</strong>, <strong>zmniejszyć ryzyko powikłań</strong> oraz zwiększyć świadomość zdrowotną dotyczącą chorób płuc.</p><h2>Palenie to nie jedyny czynnik ryzyka</h2><p>Najważniejszym czynnikiem ryzyka POChP pozostaje <strong>palenie papierosów</strong>, ale nie jest to jedyne zagrożenie. Znaczenie ma również bierne palenie, długotrwała ekspozycja na pyły i gazy, zanieczyszczenie powietrza, przewlekłe choroby układu oddechowego oraz wieloletnia praca w warunkach szkodliwych dla płuc.</p><p>Dlatego program nie jest adresowany wyłącznie do osób palących. To także propozycja dla tych, którzy przez lata pracowali w zapyleniu, mieszkali lub pracowali w środowisku o gorszej jakości powietrza albo od dłuższego czasu zauważają, że organizm wysyła niepokojące sygnały.</p><h2>Nie czekaj, aż kaszel stanie się codziennością</h2><p>Organizatorzy zachęcają: <strong>„Zadbaj o swoje płuca! Nie czekaj – zbadaj się!”</strong>. Nie warto ignorować przewlekłego kaszlu, duszności czy spadku wydolności organizmu. Profilaktyka i regularne badania mogą pomóc wykryć chorobę na wczesnym etapie, kiedy można zrobić najwięcej.</p><p>Program realizowany jest przez <strong>Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Rawie Mazowieckiej</strong>, wspólnie z <strong>Wójtem Gminy Żelechlinek</strong>.</p><h2>Zapisy i informacje</h2><p>Zapisy oraz szczegółowe informacje dostępne są w rejestracji <strong>SPZOZ w Rawie Mazowieckiej</strong> lub pod numerem telefonu:</p><p><strong>729 056 593</strong></p><p>To bezpłatna szansa, by sprawdzić swoje płuca, porozmawiać z lekarzem i zrobić krok w stronę lepszego zdrowia. Bo z oddechem jest jak z muzyką – dopóki płynie równo, często go nie słyszymy. Dopiero gdy zaczyna się urywać, rozumiemy, jak bardzo był potrzebny.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Urlop to nie zawody. Psychiatra przypomina: dla psychiki liczy się prawdziwa regeneracja, nie długość wyjazdu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55744,urlop-to-nie-zawody-psychiatra-przypomina-dla-psychiki-liczy-sie-prawdziwa-regeneracja-nie-dlugosc-wyjazdu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55744,urlop-to-nie-zawody-psychiatra-przypomina-dla-psychiki-liczy-sie-prawdziwa-regeneracja-nie-dlugosc-wyjazdu</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 20:36:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-urlop-to-nie-zawody-psychiatra-przypomina-dla-psychiki-liczy-sie-prawdziwa-regeneracja-nie-dlugos-1783276794.png</url>
                        <title>Urlop to nie zawody. Psychiatra przypomina: dla psychiki liczy się prawdziwa regeneracja, nie długość wyjazdu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55744,urlop-to-nie-zawody-psychiatra-przypomina-dla-psychiki-liczy-sie-prawdziwa-regeneracja-nie-dlugosc-wyjazdu</link>
                    </image><description>Psychiatra przypomina, że urlop ma przede wszystkim regenerować, a nie stać się wyścigiem z czasem. Dr Gniewko Więckiewicz wyjaśnia, jak odpocząć naprawdę, nie przeciążyć psychiki i wrócić z wakacji bez dodatkowego zmęczenia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Wakacje nie powinny być kolejnym zadaniem do odhaczenia w kalendarzu. Dla zdrowia psychicznego ważniejsze od tego, czy wyjeżdżamy na tydzień, dwa czy trzy, jest to, czy naprawdę potrafimy odpocząć.</strong> Jak podkreśla dr n. med. Gniewko Więckiewicz z Oddziału Klinicznego Psychiatrii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, układ nerwowy potrzebuje regularnej regeneracji, a nie jednorazowej „akcji ratunkowej”, gdy człowiek jest już wyczerpany.</p><p>To ważne szczególnie teraz, w środku sezonu urlopowego, gdy wielu z nas próbuje w kilka dni nadrobić miesiące napięcia, pośpiechu, pracy, obowiązków domowych i ciągłego bycia „pod telefonem”. Tymczasem urlop nie działa jak magiczny przycisk resetu. Pierwsze dni często mijają na odreagowywaniu stresu, dosypianiu i wychodzeniu z codziennego rytmu. Dopiero później przychodzi głębsze poczucie odpoczynku.</p><p><strong>Dłuższy wyjazd daje organizmowi więcej czasu na regenerację</strong>, ale psychiatra zwraca uwagę, że równie ważne mogą być krótsze przerwy rozłożone w ciągu roku. Kilka mniejszych wyjazdów lub spokojniejszych okresów może skuteczniej przerywać przewlekły stres niż jeden długi urlop, na który czekamy jak bohater filmu katastroficznego na ekipę ratunkową.</p><p>– Idealnie byłoby łączyć oba podejścia: odbyć jeden dłuższy urlop, który pozwala naprawdę się odciąć, oraz kilka krótszych przerw w ciągu roku. Nasz układ nerwowy lepiej funkcjonuje, kiedy regeneracja jest elementem rytmu życia, a nie akcją ratunkową dopiero wtedy, gdy jesteśmy już wyczerpani – wskazuje dr Więckiewicz.</p><h2>Nie każdy odpoczywa tak samo</h2><p>Ekspert zaznacza, że nie istnieje jeden uniwersalny model wypoczynku. Dla jednej osoby regeneracją będzie cisza, sen, książka i ograniczenie bodźców. Dla innej — spacer, rower, pływanie albo spokojne zwiedzanie. Kluczowe jest jednak to, by urlop nie zamienił się w kolejny projekt do wykonania.</p><p>Zbyt napięty plan podróży może sprawić, że zamiast odpoczynku pojawi się zmęczenie. Znasz ten scenariusz: pobudka o świcie, trzy atrakcje przed południem, dwie po obiedzie, zdjęcie przy każdej fontannie i wieczorem poczucie, że człowiek nie był na wakacjach, tylko na obozie przetrwania z folderu turystycznego.</p><p>– W skrócie, jak to najczęściej w życiu bywa — umiar, umiar i jeszcze raz umiar, we wszystkim. Warto też pamiętać, że wakacje nie powinny być kolejnym projektem do zrealizowania. Jeśli plan zwiedzania jest tak napięty, że po urlopie potrzebujemy urlopu, to znaczy, że coś poszło nie tak – podkreśla psychiatra.</p><p>Najlepsze efekty przynosi zwykle połączenie odpoczynku biernego i aktywnego. Sen, cisza i ograniczenie telefonu pomagają wyhamować organizm, a umiarkowany ruch — spacer, pływanie czy jazda na rowerze — wspiera nastrój, sen i zmniejsza napięcie.</p><h2>Słońce pomaga, ale upał może szkodzić</h2><p>Dr Więckiewicz zwraca uwagę również na wyjazdy do krajów o znacznie cieplejszym klimacie, takich jak Egipt czy Turcja. Zmiana otoczenia, więcej słońca i wyrwanie się z codziennego rytmu mogą poprawiać samopoczucie. Dla części osób taki wyjazd może być jednak dodatkowym obciążeniem dla organizmu.</p><p>Wysokie temperatury, odwodnienie, gorszy sen, zmiana rytmu dnia czy alkohol mogą nasilać drażliwość, bezsenność, lęk i zmęczenie. Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z zaburzeniami snu, zaburzeniami lękowymi, depresją lub chorobą afektywną dwubiegunową. Niektóre leki stosowane w psychiatrii mogą wpływać na tolerancję upału oraz reakcję organizmu na słońce.</p><p>To nie oznacza, że trzeba rezygnować z wakacji. Oznacza raczej, że warto planować je rozsądnie, bez udawania, że ciało i psychika są ze stali.</p><h2>Urlop bez maili, czyli psychiczne wylogowanie</h2><p>Psychiatra podkreśla, że przed wyjazdem warto zamknąć najważniejsze sprawy zawodowe i wyznaczyć jasne granice kontaktu z pracą. Bo można być fizycznie nad morzem, w górach albo na leżaku przy basenie, a psychicznie nadal siedzieć w skrzynce mailowej, komunikatorach i tabelkach.</p><p>– Jeśli fizycznie jesteśmy nad morzem, ale psychicznie cały czas w mailach i obowiązkach, to układ nerwowy nie odpoczywa. Na samym wyjeździe postawiłbym na prosty rytm: sen bez budzika, dużo światła dziennego, ruch, najlepiej na świeżym powietrzu, dobre jedzenie, ograniczenie telefonu i kilka godzin dziennie bez planu – wyjaśnia dr Więckiewicz.</p><p>To brzmi banalnie, ale w praktyce bywa najtrudniejsze. Żyjemy w świecie, który nagradza dostępność, szybkość reakcji i ciągłe „ogarnięcie”. Tymczasem zdrowie psychiczne potrzebuje także nudy, pustego czasu, zwykłego spaceru bez celu i poranka bez budzika.</p><h2>Nie wracaj z urlopu prosto do pracy</h2><p>Ekspert radzi, by po powrocie z wakacji zostawić sobie przynajmniej jeden dzień przed powrotem do pracy. To czas na spokojne rozpakowanie, sen, zakupy, pranie, uporządkowanie spraw i łagodne wejście w codzienność.</p><p>– Powrót z lotniska o północy i praca następnego dnia rano to prosty sposób, żeby część regeneracji natychmiast stracić. Wakacyjny reset kończy się lepiej, kiedy mamy chwilę na spokojne lądowanie w codzienności – podsumowuje lekarz.</p><p>Wniosek jest prosty: <strong>urlop nie musi być daleki, drogi ani perfekcyjnie zaplanowany. Musi być prawdziwy.</strong> Taki, w którym ciało ma czas zwolnić, głowa przestaje gonić, a telefon choć na chwilę przestaje być centrum dowodzenia światem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Coraz większy problem z leczeniem dziewczynek. Ginekolożka ostrzega: brakuje specjalistów i wyspecjalizowanych ośrodków]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55739,coraz-wiekszy-problem-z-leczeniem-dziewczynek-ginekolozka-ostrzega-brakuje-specjalistow-i-wyspecjalizowanych-osrodkow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55739,coraz-wiekszy-problem-z-leczeniem-dziewczynek-ginekolozka-ostrzega-brakuje-specjalistow-i-wyspecjalizowanych-osrodkow</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 10:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-coraz-wiekszy-problem-z-leczeniem-dziewczynek-ginekolozka-ostrzega-brakuje-specjalistow-i-wyspecja-1783239500.png</url>
                        <title>Coraz większy problem z leczeniem dziewczynek. Ginekolożka ostrzega: brakuje specjalistów i wyspecjalizowanych ośrodków</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55739,coraz-wiekszy-problem-z-leczeniem-dziewczynek-ginekolozka-ostrzega-brakuje-specjalistow-i-wyspecjalizowanych-osrodkow</link>
                    </image><description>W Polsce narasta problem z diagnostyką i leczeniem schorzeń ginekologicznych u dzieci i młodzieży. Alarmuje o tym prof. Agnieszka Drosdzol-Cop, ginekolożka dziecięca. Wskazuje na brak wystarczającej liczby lekarzy zajmujących się tą dziedziną oraz zbyt małą liczbę miejsc, które mogą zapewnić młodym pacjentkom kompleksową opiekę.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To temat trudny, często spychany na margines. Bo przecież dziecko, nastolatka, młoda dziewczyna — wielu dorosłych nie łączy ich z problemami ginekologicznymi. Tymczasem medycyna mówi jasno: <strong>schorzenia układu rozrodczego mogą pojawić się nawet u kilkumiesięcznych dziewczynek</strong>.</p><h2>Kto ma leczyć dziewczynkę: pediatra, ginekolog, endokrynolog?</h2><p>W Szpitalu Zakonu Bonifratrów w Katowicach działa pierwszy w Polsce <strong>Pododdział Ginekologii Dziecięcej i Dziewczęcej</strong>. To wyspecjalizowana jednostka zajmująca się diagnostyką i leczeniem pacjentek w wieku rozwojowym.</p><p>Jak podkreśla prof. Agnieszka Drosdzol-Cop, przez lata nie było jasne, kto właściwie powinien zajmować się schorzeniami ginekologicznymi u dziewcząt: ginekolog, pediatra, endokrynolog czy chirurg dziecięcy.</p><p>Problem polega na tym, że objawy bywają niespecyficzne, a choroby typowe dla wieku rozwojowego wymagają szczególnego doświadczenia. Lekarka zwraca uwagę, że <strong>ginekolodzy często unikają leczenia najmłodszych pacjentek</strong>, bo przyczyny ich dolegliwości są inne niż u dorosłych kobiet.</p><p>— Problemy z układem rozrodczym mogą się pojawić już u kilkumiesięcznych dziewczynek. W każdym przypadku występowania zaburzeń o charakterze ginekologicznym, bez względu na wiek, dziecko powinno trafić do ginekologa dziecięcego — podkreśliła prof. Drosdzol-Cop.</p><h2>Od torbieli jajników po przedwczesne dojrzewanie</h2><p>Zakres schorzeń jest szeroki i obejmuje cały okres dzieciństwa oraz dojrzewania.</p><p>U niemowląt mogą pojawiać się między innymi <strong>torbiele jajników</strong>. W okresie tzw. ciszy hormonalnej, czyli mniej więcej między 4. miesiącem a 10. rokiem życia, diagnozowane są stany zapalne zewnętrznych narządów płciowych, schorzenia sromu oraz sklejenie warg sromowych.</p><p>Jednym z problemów jest także <strong>liszaj twardzinowy sromu</strong>. Objawy mogą być charakterystyczne, ale — jak wskazuje lekarka — zdarza się, że pacjentka przez kilka lat chodzi od lekarza do lekarza bez właściwej diagnozy.</p><p>To brzmi jak medyczna wersja błądzenia po labiryncie. Tyle że tutaj nie chodzi o papierologię, lecz o zdrowie dziecka, jego ból, dyskomfort i rozwój.</p><p>W tej grupie wiekowej pojawiają się również przypadki <strong>przedwczesnego dojrzewania płciowego</strong>. Prof. Drosdzol-Cop przywołała przypadek 2,5-letniej dziewczynki, która zaczęła już miesiączkować. Wcześniej pediatra nie rozpoznał objawów przedwczesnego dojrzewania.</p><p>Dziewczynka miała już rozwinięte piersi, a jej macica była wielkości narządu u nastolatki. Była po drugiej miesiączce.</p><h2>Nastolatki: zaburzenia miesiączkowania, presja i zaburzenia odżywiania</h2><p>U nastolatek najczęściej pojawiają się <strong>zaburzenia miesiączkowania</strong>. Chodzi między innymi o krwotoczne miesiączki albo wtórny brak okresu.</p><p>Lekarka zwraca uwagę, że coraz częściej tego typu problemy są powiązane z presją otoczenia, odchudzaniem, obsesją zdrowego jedzenia i zaburzeniami odżywiania, takimi jak ortoreksja.</p><p>To kolejny sygnał ostrzegawczy dla rodziców. Brak miesiączki u nastolatki nie powinien być lekceważony ani tłumaczony wyłącznie stresem, szkołą czy „takim wiekiem”. Może być objawem poważniejszych zaburzeń hormonalnych, metabolicznych albo psychicznych.</p><h2>Nowotwory i rzadkie wady anatomiczne</h2><p>Katowicki ośrodek przyjmuje także pacjentki z zaawansowanymi zmianami nowotworowymi oraz rzadkimi wadami anatomicznymi.</p><p>Do najtrudniejszych przypadków należą wrodzone anomalie układu rozrodczego, między innymi niedrożność błony dziewiczej lub przegrody pochwy. W takich sytuacjach krew menstruacyjna nie wydostaje się na zewnątrz, lecz cofa się do wnętrza organizmu.</p><p>Lekarze operują również rzadki zespół Herlyna-Wernera-Wunderlicha. Charakteryzuje się on podwójną macicą, jednostronną niedrożnością pochwy oraz brakiem jednej nerki.</p><p>Statystyki katowickiego pododdziału pokazują, że rozpoznano tam już przypadki raka jajnika, w tym nowotwory o granicznej złośliwości, które zazwyczaj dotyczą kobiet dojrzałych, a nie dzieci. Diagnozowane są również nowotwory germinalne i potworniaki, stanowiące większość łagodnych guzów jajnika u nastolatek.</p><h2>Kiedy reagować?</h2><p>Rodzice powinni zwracać uwagę na objawy, które mogą wymagać konsultacji ze specjalistą. Szczególnie niepokojące są: krwawienia z dróg rodnych u małych dziewczynek, przedwczesny rozwój piersi, silne bóle brzucha, brak miesiączki u nastolatki, bardzo obfite krwawienia, przewlekłe stany zapalne, świąd, ból, zmiany skórne w okolicy sromu oraz podejrzenie zaburzeń dojrzewania.</p><p>Najważniejsze jest jedno: <strong>nie wolno zakładać, że „samo przejdzie”</strong>. W przypadku dzieci i młodzieży opóźniona diagnoza może oznaczać lata niepotrzebnego cierpienia albo poważne konsekwencje zdrowotne.</p><h2>Świadomość rodziców rośnie, ale system nie nadąża</h2><p>Prof. Drosdzol-Cop podkreśla, że świadomość rodziców jest coraz większa. To dobra wiadomość. Coraz więcej opiekunów rozumie, że ginekologia dziecięca nie jest tematem wstydliwym, lecz normalną częścią ochrony zdrowia.</p><p>Problem w tym, że system nadal nie nadąża. Brakuje specjalistów, wyspecjalizowanych poradni i ośrodków, które mogłyby prowadzić diagnostykę oraz leczenie najmłodszych pacjentek.</p><p>A zdrowie dziewczynek nie może czekać w kolejce między pediatrią, endokrynologią, chirurgią i ginekologią dorosłych. Potrzebuje miejsca, lekarzy i procedur dostosowanych do wieku dziecka. Bez tabu. Bez zawstydzania. Bez odsyłania od drzwi do drzwi.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Siedzenie bez przerw może zwiększać ryzyko raka. Nie chodzi tylko o kanapę, ale też o biurko i samochód]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55738,siedzenie-bez-przerw-moze-zwiekszac-ryzyko-raka-nie-chodzi-tylko-o-kanape-ale-tez-o-biurko-i-samochod</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55738,siedzenie-bez-przerw-moze-zwiekszac-ryzyko-raka-nie-chodzi-tylko-o-kanape-ale-tez-o-biurko-i-samochod</guid>
            <pubDate>Sun, 05 Jul 2026 09:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-siedzenie-bez-przerw-moze-zwiekszac-ryzyko-raka-nie-chodzi-tylko-o-kanape-ale-tez-o-biurko-i-samoc-1783238303.png</url>
                        <title>Siedzenie bez przerw może zwiększać ryzyko raka. Nie chodzi tylko o kanapę, ale też o biurko i samochód</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55738,siedzenie-bez-przerw-moze-zwiekszac-ryzyko-raka-nie-chodzi-tylko-o-kanape-ale-tez-o-biurko-i-samochod</link>
                    </image><description>Długie siedzenie bez przerw może być groźniejsze, niż dotąd sądzono. Nie chodzi wyłącznie o to, ile godzin spędzamy na krześle, za kierownicą albo przed telewizorem. Coraz większe znaczenie ma także to, czy ten czas przerywamy choćby krótkim ruchem.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Naukowcy z <strong>University of Glasgow</strong> przeanalizowali dane ponad 91 tysięcy uczestników projektu <strong>UK Biobank</strong>. Wyniki opublikowano w czasopiśmie <strong>„PLOS Medicine”</strong>. Wnioski są proste, choć niewygodne dla współczesnego stylu życia: <strong>każda dodatkowa godzina długiego, nieprzerwanego siedzenia w ciągu dnia wiązała się ze wzrostem ryzyka zgonu z powodu nowotworu o około 9 procent</strong>.</p><p>To nie jest jeszcze wyrok na wszystkich pracujących przy komputerze. To raczej ostrzeżenie. Takie samo, jak czerwone światło na skrzyżowaniu: można je zignorować, ale organizm prędzej czy później wystawi mandat.</p><h2>Najważniejsze jest słowo: „nieprzerwane”</h2><p>Badacze zwracają uwagę, że problemem nie jest wyłącznie łączna liczba godzin spędzonych w pozycji siedzącej lub leżącej w czasie czuwania. Kluczowe okazało się to, czy siedzenie trwa długo i bez przerw.</p><p>Wzrost ryzyka dotyczył m.in. ogólnej zapadalności na nowotwory, nowotworów związanych z otyłością oraz chorób nowotworowych powiązanych z cukrzycą typu 2. Wśród wymienianych są m.in. nowotwory przełyku, wątroby, nerki, trzustki, jelita grubego, piersi, jajnika i tarczycy.</p><p>Nie trzeba od razu biec maratonu. Według analizy <strong>zastąpienie jednej godziny długiego siedzenia lekką aktywnością fizyczną wiązało się z około 12-procentowym obniżeniem ryzyka zgonu z powodu nowotworu</strong>. Chodzi o zwykły ruch: przejście się po pokoju, wejście po schodach, krótki spacer, prace domowe, oderwanie się od biurka.</p><h2>Biuro, samochód, fotel. Codzienność, która nas unieruchamia</h2><p>To ważna wiadomość dla wszystkich, którzy większość dnia spędzają przy komputerze, w urzędzie, w redakcji, za ladą, za kierownicą albo przy kasie. Nowoczesne życie często wygląda jak film kręcony z jednego ujęcia: krzesło, ekran, telefon, samochód, kanapa.</p><p>Problem w tym, że ciało nie zostało stworzone do takiego scenariusza. Krótkie przerwy w siedzeniu mogą poprawiać reakcje metaboliczne organizmu. Naukowcy wskazują, że przerywanie długiego siedzenia aktywnością działa korzystniej niż pozostawanie bez ruchu przez wiele kolejnych godzin.</p><p>W praktyce oznacza to jedną prostą zasadę: <strong>wstań, zanim organizm sam zacznie się buntować</strong>.</p><h2>To nie dowód winy, ale mocny sygnał ostrzegawczy</h2><p>Autorzy badania zachowują ostrożność. Analiza objęła jedną kohortę ochotników z UK Biobank. Uczestnicy tego projektu bywają zdrowsi i bardziej aktywni niż przeciętna populacja, co może wpływać na wyniki. Badanie nie dowodzi też bezpośrednio, że samo siedzenie powoduje raka.</p><p>Ale lekceważenie takich danych byłoby błędem. Tym bardziej że wcześniejsze badania już wiązały siedzący tryb życia z gorszymi wynikami zdrowotnymi, chorobami metabolicznymi i problemami sercowo-naczyniowymi.</p><p>Najnowsza analiza dodaje do tego istotny szczegół: <strong>nie tylko liczba godzin ma znaczenie, lecz także sposób, w jaki te godziny się kumulują</strong>.</p><h2>Najprostsza profilaktyka? Przerwa</h2><p>Najbardziej praktyczny wniosek nie wymaga karnetu na siłownię ani rewolucji w życiu. Wystarczy zacząć od małych zmian.</p><p>Po trzydziestu minutach siedzenia warto wstać. Przejść się. Rozprostować nogi. Zrobić kilka kroków. Podejść do okna. Wyjść po wodę. Zamiast kolejnego telefonu z pokoju do pokoju — przejść osobiście.</p><p>To może brzmieć banalnie, ale w profilaktyce zdrowotnej wiele najważniejszych rzeczy brzmi banalnie: mniej cukru, więcej snu, więcej ruchu, mniej papierosów, mniej alkoholu. Teraz do tej listy można dopisać jeszcze jedno zdanie: <strong>nie siedź bez przerwy</strong>.</p><p>Bo czasem między zdrowiem a chorobą nie stoi wielka decyzja. Czasem stoi zwykłe krzesło.</p><p>Mogę też przygotować krótszą, bardziej klikalną wersję pod portal albo osobną zapowiedź na Facebooka.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tusk stawia ultimatum w sprawie ochrony zdrowia. „W środę podejmę decyzje, także personalne”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55735,tusk-stawia-ultimatum-w-sprawie-ochrony-zdrowia-w-srode-podejme-decyzje-takze-personalne</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55735,tusk-stawia-ultimatum-w-sprawie-ochrony-zdrowia-w-srode-podejme-decyzje-takze-personalne</guid>
            <pubDate>Fri, 03 Jul 2026 21:22:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tusk-stawia-ultimatum-w-sprawie-ochrony-zdrowia-w-srode-podejme-decyzje-takze-personalne-1783106694.png</url>
                        <title>Tusk stawia ultimatum w sprawie ochrony zdrowia. „W środę podejmę decyzje, także personalne”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55735,tusk-stawia-ultimatum-w-sprawie-ochrony-zdrowia-w-srode-podejme-decyzje-takze-personalne</link>
                    </image><description>Premier Donald Tusk zapowiedział, że jeśli do wtorku nie otrzyma od Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia konkretnych rekomendacji dotyczących naprawy najbardziej bulwersujących praktyk w ochronie zdrowia, w środę podejmie decyzje — również personalne. Chodzi między innymi o tzw. saloniki VIP w szpitalach, omijanie kolejek oraz bardzo wysokie zarobki części medyków wynikające z wad systemu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Podczas konferencji prasowej szef rządu mówił o zjawiskach, które od dawna wywołują społeczne oburzenie. W kraju, w którym pacjent potrafi miesiącami czekać na specjalistę, a SOR-y i poradnie często przypominają sceny z filmu o systemie przeciążonym do granic, każda informacja o uprzywilejowanych ścieżkach leczenia działa jak iskra na suchą trawę.</p><p>Premier wskazał trzy obszary wymagające pilnej reakcji: <strong>uprzywilejowane miejsca obsługi pacjentów</strong>, określane jako saloniki VIP, <strong>omijanie kolejek do świadczeń</strong> oraz <strong>kominy płacowe</strong> w ochronie zdrowia.</p><h2>„To musi się skończyć”</h2><p>Donald Tusk podkreślił, że dostęp do publicznej ochrony zdrowia powinien być równy i zależeć od medycznej potrzeby oraz miejsca w kolejce, a nie od znajomości, układów czy dodatkowych możliwości.</p><p>— To zjawisko musi zniknąć zgodnie z prawem, z konstytucją i z przyzwoitością — mówił premier.</p><p>Szef rządu zapowiedział, że oczekuje od NFZ i resortu zdrowia nie ogólnych deklaracji, lecz precyzyjnych rozwiązań. Jeśli ich nie otrzyma, ma podjąć decyzje już w środę.</p><p>— Jeśli do wtorku nie otrzymam satysfakcjonujących, precyzyjnych rekomendacji, to w środę podejmę odpowiednie decyzje, także personalne — zadeklarował.</p><h2>Centralna e-rejestracja ma ukrócić „zeszyty” i ręczne sterowanie kolejką</h2><p>Jednym z głównych narzędzi naprawy systemu ma być <strong>centralna e-rejestracja</strong>, czyli rozwiązanie, które ma pokazywać wolne terminy świadczeń w całym kraju. Premier polecił przyspieszenie prac nad systemem.</p><p>Według jego zapowiedzi centralna e-rejestracja ma zacząć działać najpóźniej do końca roku. W praktyce oznaczałoby to większą przejrzystość kolejek i ograniczenie sytuacji, w których pacjent nie wie, gdzie realnie może uzyskać najszybszą pomoc.</p><p>Tusk mówił wprost o końcu „zeszytów” i nieformalnego zarządzania dostępem do świadczeń. To właśnie takie mechanizmy przez lata budowały poczucie, że w publicznej ochronie zdrowia jedni stoją w kolejce, a inni znajdują boczne wejście.</p><h2>Minister zdrowia pod presją</h2><p>Premier odniósł się również do pozycji minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Podkreślił, że jej apolityczność i brak partyjnego zaplecza miały być atutem, ale najbliższe dni pokażą, czy wystarczy jej determinacji i siły do przeprowadzenia zmian.</p><p>Tusk zaznaczył, że nie ma wątpliwości co do jej kompetencji. Jednocześnie przyznał, że kierowanie resortem zdrowia wymaga nie tylko wiedzy, ale też przebojowości i zdolności do starcia z systemem, w którym interesy różnych grup od lat splatają się jak węzeł gordyjski.</p><p>Szef rządu zapewnił też, że działania obecnej minister nie mają związku z tym, co działo się w Szpitalu Południowym.</p><h2>Kontrole NFZ pokazują skalę problemu</h2><p>Premier przywołał dane z kontroli Narodowego Funduszu Zdrowia. W 2024 roku przeprowadzono 909 kontroli placówek ochrony zdrowia. Skutkowały one 25 zawiadomieniami do prokuratury na kwotę blisko 88 mln zł. Według przedstawionych informacji nieprawidłowości stwierdzono w 94 proc. skontrolowanych miejsc.</p><p>W 2025 roku przeprowadzono 798 kontroli. W ich wyniku skierowano 27 zawiadomień do prokuratury na kwotę 53 mln zł, a nieprawidłowości wykryto w 97 proc. przypadków.</p><p>W 2026 roku kontroli było 482. Do prokuratury trafiło 11 zawiadomień na kwotę 20 mln zł, a nieprawidłowości stwierdzono w 99 proc. skontrolowanych placówek.</p><p>Te dane pokazują, że problem nie dotyczy pojedynczych incydentów. To raczej obraz systemu, w którym kontrola zbyt często odkrywa błędy, nadużycia albo przynajmniej niechlujność w rozliczaniu świadczeń.</p><h2>Lekarze mają prawo dobrze zarabiać, ale system nie może być żerowiskiem</h2><p>Premier wyraźnie zaznaczył, że lekarze mają prawo do wysokich zarobków. Problemem nie są same wynagrodzenia, ale sytuacje, w których bardzo wysokie kwoty wynikają z wad systemu, nadużyć albo obchodzenia zasad.</p><p>— Atmosfera będzie nie do zniesienia, jeśli będzie się okazywało coraz częściej, że niektórzy zarabiają grube miliony, bo nadużywają tego systemu — mówił Tusk.</p><p>To ważne rozróżnienie. Ochrona zdrowia nie może być polem nagonki na lekarzy, pielęgniarki czy personel medyczny. Ale nie może też być miejscem, w którym pacjent czeka miesiącami, a równolegle wybrani potrafią znaleźć szybszą ścieżkę lub zbudować fortunę na lukach w systemie.</p><h2>Pacjent ma być w centrum, nie układ</h2><p>W publicznej ochronie zdrowia najważniejszy powinien być pacjent. Nie polityczna przepychanka, nie korporacyjna gra interesów, nie lokalne układy i nie „kto kogo zna”. Jeśli centralna e-rejestracja rzeczywiście ma pokazać wszystkie wolne terminy i uporządkować kolejki, może być jednym z ważniejszych narzędzi naprawy.</p><p>Na razie jednak premier postawił sprawę twardo: do wtorku mają być rekomendacje, w środę mogą być decyzje. Także personalne.</p><p>W ochronie zdrowia od lat słyszymy, że „trzeba coś zrobić”. Teraz padła zapowiedź, że czas na ogólniki się kończy. Pacjenci czekają nie na kolejną konferencję, ale na system, w którym drzwi do lekarza nie otwierają się szerzej dla tych, którzy mają znajomości, pieniądze albo dostęp do właściwego zeszytu.</p><p><strong>&nbsp;</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Źle się dzieje w powiecie tomaszowskim. Hamlet na sesji, szpital bez prezesa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55725,zle-sie-dzieje-w-powiecie-tomaszowskim-hamlet-na-sesji-szpital-bez-prezesa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55725,zle-sie-dzieje-w-powiecie-tomaszowskim-hamlet-na-sesji-szpital-bez-prezesa</guid>
            <pubDate>Wed, 01 Jul 2026 21:34:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zle-sie-dzieje-w-powiecie-tomaszowskim-hamlet-na-sesji-szpital-bez-prezesa-1782936015.png</url>
                        <title>Źle się dzieje w powiecie tomaszowskim. Hamlet na sesji, szpital bez prezesa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55725,zle-sie-dzieje-w-powiecie-tomaszowskim-hamlet-na-sesji-szpital-bez-prezesa</link>
                    </image><description>„Źle się dzieje w państwie duńskim” — pada w „Hamlecie” Szekspira. U nas można by powiedzieć prościej: źle się dzieje w powiecie tomaszowskim. I choć nie mamy zamku w Elsynorze, ducha na murach ani księcia z czaszką w dłoni, to mamy własny dramat. Tyle że mniej szlachetny. Bardziej powiatowy. Zamiast tragedii — polityczna farsa. Zamiast odpowiedzialności — chocholi taniec wokół szpitala.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia od miesięcy potrzebuje stabilnego zarządzania. Nie dekoracji. Nie kolejnego nazwiska wyciągniętego z partyjnego notesu. Nie człowieka, który na pytanie o plan naprawczy odpowie uśmiechem do kamery i telefonem do politycznego patrona.</p><p>Szpital potrzebuje prezesa. Prawdziwego. Kompetentnego. Takiego, który zna ochronę zdrowia, rozumie finanse, potrafi rozmawiać z personelem, lekarzami, Narodowym Funduszem Zdrowia i samorządem. Człowieka, który nie przychodzi po stanowisko, tylko po zadanie.</p><p>I przez chwilę wydawało się, że właśnie taki człowiek może się pojawić.</p><h3><strong>Fachowiec był. Klimatu zabrakło</strong></h3><p>Udało się znaleźć osobę z doświadczeniem, dobrą opinią i znajomościami w środowisku medycznym. Osobę spoza lokalnego układu, bez partyjnego garba i bez politycznego rachunku do spłacenia. Dzięki rozmowom i namowom Piotra Kagankiewicza kandydat był gotów rozważyć podjęcie pracy w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>I nie, nie chodziło o żadne kosmiczne pieniądze. Nie było tu złotych klamek, dywanów z ministerialnego salonu ani wynagrodzenia z kategorii „prezes na bogato”. Była trudna robota, trudny szpital i szansa, że wreszcie ktoś spojrzy na TCZ nie jak na łup, ale jak na instytucję publiczną wymagającą ratunku, wiedzy i konsekwencji.</p><p><strong>Tyle że kandydat się wycofał.</strong></p><p>Jednym z powodów miała być nie tyle sama sytuacja finansowa szpitala — bo z tą, choć trudną, można się mierzyć — ile atmosfera wokół powiatu. Kłótnie. Brak stabilizacji. Polityczna awantura. Nieustanne wrażenie, że każda decyzja może zostać wciągnięta w lokalną wojnę, a każdy fachowiec prędzej czy później stanie się statystą w cudzym teatrze.</p><p>Czy można się dziwić, że rozsądny człowiek nie chce wkładać głowy do takiego politycznego ula? Nie. Dziwić można się tym, którzy ten ul codziennie potrząsają, a potem ze zdumieniem pytają, dlaczego nikt poważny nie chce do niego wejść.</p><h3><strong>Absolutorium jako cep polityczny</strong></h3><p>Symbolem tej atmosfery stało się nieudzielenie absolutorium zarządowi powiatu. W normalnym samorządzie absolutorium powinno być oceną wykonania budżetu. Narzędziem kontroli. Mechanizmem odpowiedzialności.</p><p>W powiecie tomaszowskim zaczęło wyglądać jak cep polityczny. Jak rekwizyt z przedstawienia pod tytułem: „pokażmy, że możemy”. Tyle że publiczne instytucje to nie remiza na próbę kabaretu, a budżet powiatu to nie scenariusz do lokalnej zemsty.</p><p>Jeżeli radni niefrasobliwie nie udzielają absolutorium zarządowi, który nie odpowiadał realnie za wykonanie ocenianego budżetu, to wysyłają w świat prosty komunikat: u nas stabilność jest towarem deficytowym. U nas fachowiec może przyjść z planem, ale trafi na polityczną mgłę. U nas najpierw trzeba przeżyć sesję, a dopiero potem ratować szpital.</p><p><strong>I właśnie to odstrasza ludzi kompetentnych.</strong></p><p>Nie długi. Nie trudności. Nie konieczność ciężkiej pracy. Fachowcy wiedzą, że szpitale nie są krainą mlekiem i miodem płynącą. Odstrasza ich chaos. Odstrasza brak powagi. Odstrasza świadomość, że zamiast budować zespół, będą musieli gasić polityczne pożary rozpalane przez ludzi, którzy z odpowiedzialnością mają relację czysto deklaratywną.</p><h3><strong>A w tle konsolidacja. Na siłę, na skróty, po politycznemu?</strong></h3><p>Jakby tego było mało, w tle pojawia się jeszcze jeden wątek: <strong>konsolidacja ochrony zdrowia</strong>, forsowana — jak wskazują lokalne sygnały i polityczne wypowiedzi — przez posła Adriana Witczaka.</p><p>Sama rozmowa o współpracy szpitali, racjonalizacji kosztów czy szukaniu większej efektywności nie jest niczym złym. Przeciwnie, o systemie ochrony zdrowia trzeba rozmawiać poważnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy zamiast poważnej debaty pojawia się wrażenie politycznego docisku. Gdy konsolidacja zaczyna wyglądać nie jak plan naprawczy, lecz jak projekt przepychany z góry. Na siłę. Bez zaufania. Bez przekonania lokalnej wspólnoty. Bez jasnej odpowiedzi, co zyska pacjent w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Bo mieszkańcy mają prawo pytać: czy chodzi o realne wzmocnienie TCZ, czy o wciągnięcie szpitala w większą układankę polityczno-instytucjonalną? Czy Tomaszów ma być partnerem, czy tylko elementem cudzej tabelki? Czy lokalny szpital zostanie uratowany, czy rozpuszczony w projekcie, który dobrze wygląda w prezentacji, ale gorzej w codziennym życiu pacjenta?</p><p>To są pytania, których nie wolno zbywać wzruszeniem ramion. Zwłaszcza teraz, gdy szpital nie ma stabilnego prezesa, a powiat sam funduje sobie atmosferę oblężonej twierdzy.</p><p>Jeśli równocześnie mamy polityczną niestabilność w radzie, trudną sytuację TCZ, wycofującego się kandydata i pomysły konsolidacyjne forsowane z zewnątrz, to obraz robi się niepokojący. Za dużo tu przypadków. Za dużo nerwowych ruchów. Za dużo polityki tam, gdzie powinien być plan.</p><h3><strong>Szpital nie jest łupem</strong></h3><p>Najgorsze w tym wszystkim jest to, że koszty tej zabawy nie zostaną na sali obrad. Nie zapłacą za nie wyłącznie radni, którzy lubią dramatyczne miny i wielkie słowa. Zapłacą pacjenci. Zapłaci personel. Zapłaci powiat, który zamiast przyciągać fachowców, zaczyna ich odstraszać jak tabliczka ostrzegawcza przy wejściu do ruin.</p><p>Szpital nie jest łupem. Nie jest dekoracją do politycznej kariery. Nie jest kartą przetargową w rozmowach o układach, konsolidacjach i wpływach. To miejsce, w którym ludzie walczą o zdrowie, czasem o życie, a często po prostu o elementarne poczucie bezpieczeństwa.</p><p>Dlatego pytanie brzmi brutalnie: czy w powiecie tomaszowskim są jeszcze ludzie gotowi postawić szpital ponad polityczną grą?</p><p>Bo na razie wygląda to tak, jakby jedni tańczyli chocholi taniec wokół absolutorium, drudzy marzyli o kolejnych układankach instytucjonalnych, a szpital stał pośrodku jak pacjent na korytarzu — czekający, aż ktoś wreszcie przestanie przemawiać i zacznie działać.</p><h3><strong>Hamlet pytał, kto tu jest winny. My pytamy: kto wreszcie przestanie szkodzić?</strong></h3><p>W „Hamlecie” wszyscy grali swoje role tak długo, aż finał przyniósł ciszę, trupy i spóźnioną refleksję. W powiecie tomaszowskim nie musi dojść do katastrofy. Ale trzeba wreszcie zejść ze sceny, zgasić reflektory politycznej próżności i zobaczyć, że za kulisami tej farsy stoi realny szpital.</p><p>Realni pacjenci. Realni pracownicy. Realny problem.</p><p>Można przegłosować uchwałę. Można nie udzielić absolutorium. Można wygrać lokalną potyczkę. Można nawet przez pięć minut czuć się zwycięzcą.</p><p>Ale nie da się przegłosować zaufania fachowców.</p><p>Nie da się nakazać poważnym ludziom, żeby pracowali w atmosferze chaosu. Nie da się przykryć politycznego bałaganu pięknymi hasłami o odpowiedzialności. I nie da się ratować szpitala, jeśli jedną ręką zaprasza się kompetentnych ludzi, a drugą podpala się most, po którym mieliby przyjść.</p><p>Źle się dzieje w powiecie tomaszowskim.</p><p>A najgorsze jest to, że wielu aktorów tego dramatu wciąż udaje, że to tylko przedstawienie.</p> ]]></content:encoded>
            <author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[W Tomaszowie rusza nowy oddział dziennej terapii uzależnienia od alkoholu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55718,w-tomaszowie-rusza-nowy-oddzial-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55718,w-tomaszowie-rusza-nowy-oddzial-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</guid>
            <pubDate>Tue, 30 Jun 2026 21:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-w-tomaszowie-rusza-nowy-oddzial-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu-1782846972.jpg</url>
                        <title>W Tomaszowie rusza nowy oddział dziennej terapii uzależnienia od alkoholu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55718,w-tomaszowie-rusza-nowy-oddzial-dziennej-terapii-uzaleznienia-od-alkoholu</link>
                    </image><description>Od 1 lipca w Tomaszowskim Centrum Zdrowia działa nowy Oddział Dzienny Terapii Uzależnienia od Alkoholu. Placówka zapowiada kompleksową i dyskretną pomoc dla pacjentów oraz wsparcie w podjęciu leczenia na wczesnym etapie choroby.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Nowa placówka pomocy od 1 lipca</h2><p>Od 1 lipca w Tomaszowskim Centrum Zdrowia rozpoczął działalność <strong>nowy Oddział Dzienny Terapii Uzależnienia od Alkoholu</strong>. To ważna informacja dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic, ponieważ uzależnienie od alkoholu pozostaje jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych i społecznych, dotykając nie tylko osoby chorujące, ale także ich rodziny oraz najbliższe otoczenie.</p><p>Jak poinformowała placówka, nowy oddział ma zapewniać pacjentom <strong>kompleksową, profesjonalną i dyskretną pomoc</strong>. Opiekę nad osobami zgłaszającymi się po wsparcie ma sprawować doświadczony zespół specjalistów. Dla lokalnej społeczności oznacza to poszerzenie dostępu do leczenia w miejscu, bez konieczności szukania pomocy poza powiatem.</p><h2>Dlaczego szybka terapia ma znaczenie</h2><p>W komunikacie podkreślono, że <strong>wczesne podjęcie terapii</strong> wyraźnie zwiększa szanse na powrót do zdrowia, odbudowę relacji i poprawę jakości życia. To istotny przekaz, bo wokół leczenia uzależnień wciąż funkcjonuje wiele obaw i społecznych barier. Tymczasem uzależnienie jest chorobą, którą można i warto leczyć, a zgłoszenie się po pomoc jest pierwszym krokiem do odzyskania równowagi.</p><p>Formuła oddziału dziennego może być szczególnie ważna dla osób, które potrzebują regularnej terapii, ale jednocześnie chcą utrzymać kontakt z codziennym życiem rodzinnym i zawodowym. W praktyce taka forma leczenia często ułatwia podjęcie decyzji o rozpoczęciu terapii, zwłaszcza osobom, które wcześniej odkładały ten krok.</p><h2>Pomoc dostępna lokalnie</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zachęca do bezpośredniego kontaktu osoby potrzebujące wsparcia, a także ich bliskich. Zapisy prowadzone są telefonicznie pod numerem <strong>42 241 01 02</strong>. W sprawie szczegółowych informacji oraz zgłoszeń placówka wskazuje kontakt z koordynatorem oddziału, <strong>doktorem Bartoszem Majem</strong>.</p><p>Z punktu widzenia mieszkańców regionu uruchomienie nowego oddziału to nie tylko rozszerzenie oferty medycznej, ale również czytelny sygnał, że problem uzależnień powinien być traktowany jak każde inne wyzwanie zdrowotne. Im szybciej pacjent otrzyma właściwe wsparcie, tym większa szansa na skuteczne leczenie i poprawę jakości życia całej rodziny.</p><h2>Ważny sygnał dla mieszkańców powiatu</h2><p>Nowy oddział może odegrać istotną rolę w lokalnym systemie ochrony zdrowia psychicznego i leczenia uzależnień. W mniejszych ośrodkach dostępność specjalistycznej pomocy bywa jednym z kluczowych czynników decydujących o tym, czy osoba w kryzysie w ogóle zgłosi się po wsparcie. Dlatego uruchomienie takiej jednostki w Tomaszowie Mazowieckim ma znaczenie nie tylko medyczne, ale również społeczne.</p><p>Przekaz płynący z tej inicjatywy jest jednoznaczny: <strong>nikt nie musi zostawać z problemem sam</strong>. Dla części pacjentów i ich rodzin sama świadomość, że pomoc jest dostępna blisko domu, może okazać się impulsem do rozpoczęcia leczenia i przerwania wieloletniego kryzysu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Co mówi Twój język o stanie zdrowia jamy ustnej?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55706,co-mowi-twoj-jezyk-o-stanie-zdrowia-jamy-ustnej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55706,co-mowi-twoj-jezyk-o-stanie-zdrowia-jamy-ustnej</guid>
            <pubDate>Tue, 30 Jun 2026 18:03:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-co-mowi-twoj-jezyk-o-stanie-zdrowia-jamy-ustnej-1782835457.jpg</url>
                        <title>Co mówi Twój język o stanie zdrowia jamy ustnej?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55706,co-mowi-twoj-jezyk-o-stanie-zdrowia-jamy-ustnej</link>
                    </image><description>Język często nazywany jest zwierciadłem zdrowia całego organizmu, stanowiąc ważny, choć nie zawsze doceniany element diagnostyki stomatologicznej. Zmiany w jego wyglądzie, barwie czy strukturze mogą być pierwszymi sygnałami toczących się w jamie ustnej procesów chorobowych, których nie warto bagatelizować. Zrozumienie tych sygnałów pozwala na szybsze wdrożenie odpowiednich działań profilaktycznych i zachowanie zdrowego uśmiechu na dłużej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Jak prawidłowo interpretować wygląd języka?</h2><p>Zdrowy język charakteryzuje się zazwyczaj bladoróżowym kolorem oraz lekko chropowatą powierzchnią, co wynika z obecności licznych brodawek językowych. Wszelkie odchylenia od tego stanu powinny wzbudzić czujność. Biały nalot na języku, który łatwo daje się usunąć podczas higieny, jest często wynikiem nagromadzenia resztek pokarmowych i martwych komórek nabłonka, co sprzyja rozwojowi bakterii. Z kolei gruby, uporczywy nalot może wskazywać na zaburzenia równowagi mikrobioty w jamie ustnej.</p><p>Czerwony, wygładzony język może być natomiast sygnałem niedoborów witamin (szczególnie z grupy B oraz żelaza), natomiast zmiany o charakterze nadżerek lub bolesnych plam wymagają dokładniejszej obserwacji. Warto pamiętać, że stan języka jest bezpośrednio skorelowany z higieną pozostałych tkanek przyzębia – gromadząca się płytka bakteryjna na zębach staje się środowiskiem sprzyjającym kolonizacji drobnoustrojów również na powierzchni języka.</p><h2>Wpływ higieny jamy ustnej na kondycję języka</h2><p>Utrzymanie języka w czystości jest równie istotne, co codzienne szczotkowanie zębów. Wiele osób zapomina o używaniu skrobaka do języka, który skutecznie usuwa biofilm bakteryjny będący przyczyną nieświeżego oddechu i stanów zapalnych błony śluzowej. Regularne usuwanie nalotu ogranicza ryzyko wystąpienia stanów zapalnych dziąseł oraz pomaga w utrzymaniu świeżości oddechu przez cały dzień.</p><p>Dbanie o higienę to jednak nie tylko domowe nawyki, ale przede wszystkim regularne wizyty u specjalisty. Nawet przy wzorowej pielęgnacji, samodzielna ocena zaawansowania zmian w jamie ustnej może być trudna. Profesjonalna diagnostyka pozwala wykluczyć poważniejsze schorzenia przyzębia oraz wczesne zmiany próchnicowe, które mogą negatywnie wpływać na cały ekosystem ustny.</p><h2>Kompleksowa opieka stomatologiczna w Warszawie</h2><p>W trosce o zdrowie jamy ustnej warto oddać się pod opiekę ekspertów, którzy do każdego przypadku podchodzą w sposób indywidualny i kompleksowy. Regularna <a href="https://betterdent.pl/leczenie-zachowawcze-warszawa/" target="_blank">kontrola jamy ustnej w Warszawie</a> to najlepsza metoda na wczesne wykrycie niepokojących objawów oraz zaplanowanie skutecznego planu leczenia. Doświadczeni stomatolodzy nie tylko pomogą zadbać o estetykę uzębienia, ale również zwrócą uwagę na kondycję tkanek miękkich, w tym języka i dziąseł, zapewniając pacjentom pełen komfort oraz bezpieczeństwo.</p><h2>Podsumowanie</h2><p>Zdrowie jamy ustnej jest nierozerwalnie związane z kondycją języka, który pełni funkcję naturalnego wskaźnika dobrostanu naszego organizmu. Świadoma pielęgnacja domowa oraz regularne przeglądy stomatologiczne to fundamenty, które pozwalają cieszyć się zdrowym uśmiechem i uniknąć wielu problemów zdrowotnych w przyszłości. Warto pamiętać, że każda niepokojąca zmiana zaobserwowana w lustrze jest cenną wskazówką, którą warto skonsultować ze specjalistą.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Słodkie napoje w dzieciństwie mogą wrócić po latach. Nowe badanie ostrzega przed ryzykiem nadciśnienia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55700,slodkie-napoje-w-dziecinstwie-moga-wrocic-po-latach-nowe-badanie-ostrzega-przed-ryzykiem-nadcisnienia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55700,slodkie-napoje-w-dziecinstwie-moga-wrocic-po-latach-nowe-badanie-ostrzega-przed-ryzykiem-nadcisnienia</guid>
            <pubDate>Tue, 30 Jun 2026 11:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-slodkie-napoje-w-dziecinstwie-moga-wrocic-po-latach-nowe-badanie-ostrzega-przed-ryzykiem-nadcisnien-1782813153.png</url>
                        <title>Słodkie napoje w dzieciństwie mogą wrócić po latach. Nowe badanie ostrzega przed ryzykiem nadciśnienia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55700,slodkie-napoje-w-dziecinstwie-moga-wrocic-po-latach-nowe-badanie-ostrzega-przed-ryzykiem-nadcisnienia</link>
                    </image><description>Kolorowy napój do śniadaniówki, sok „dla zdrowia”, izotonik po treningu i gazowany napój po szkole. Niby drobiazgi, codzienne małe rytuały dzieciństwa. Tymczasem naukowcy ostrzegają: regularne picie słodkich napojów i dużych ilości soków owocowych w dzieciństwie może wiązać się z większym ryzykiem nadciśnienia tętniczego w dorosłym życiu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Wyniki badania opublikowanego w czasopiśmie <strong>„Circulation”</strong> pokazują, że nie tylko ilość cukru ma znaczenie. Kluczowe może być również to, <strong>skąd pochodzi fruktoza</strong>. Inaczej organizm reaguje na całe owoce, a inaczej na słodzone napoje czy duże ilości soków owocowych.</p><h2>Nadciśnienie coraz częściej dotyczy młodych</h2><p>Nadciśnienie tętnicze od lat jest jednym z najpoważniejszych problemów zdrowia publicznego. Na świecie dotyczy ponad miliarda osób i wiąże się z milionami zgonów rocznie. Przez długi czas kojarzono je głównie z wiekiem dojrzałym i starością. Dziś lekarze coraz częściej mówią o nadciśnieniu u młodych dorosłych, nastolatków, a nawet dzieci.</p><p>To ważna wiadomość również dla rodziców z Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego. Bo problem nie zaczyna się w gabinecie kardiologa. Często zaczyna się znacznie wcześniej: w sklepie, przy szkolnym automacie, w plecaku dziecka, na treningu, na wycieczce, podczas rodzinnego grilla czy wakacyjnego spaceru nad Pilicą.</p><h2>25 lat obserwacji i ponad 25 tysięcy uczestników</h2><p>Autorzy badania analizowali dane z <strong>Growing Up Today Study</strong>, długofalowego projektu obejmującego <strong>25 749 uczestników</strong>. Pierwsza faza rozpoczęła się w 1996 roku i objęła dzieci w wieku od 9 do 14 lat. Druga ruszyła w 2004 roku i objęła dzieci oraz młodzież w wieku od 9 do 16 lat.</p><p>Uczestników obserwowano aż do 2021 roku. W tym czasie regularnie zbierano informacje o ich diecie, stylu życia i stanie zdrowia. Średni wiek uczestników na początku badania wynosił 12 lat, a na koniec obserwacji — 36 lat.</p><p>Około 6 procent uczestników zgłosiło rozpoznanie nadciśnienia tętniczego w czasie 25-letniej obserwacji.</p><h2>Nie każda fruktoza działa tak samo</h2><p>Fruktoza występuje naturalnie w owocach, ale jest też ważnym składnikiem wielu słodzonych napojów. Naukowcy zwracają uwagę, że jej metabolizm w wątrobie może sprzyjać niekorzystnym zmianom, między innymi wzrostowi poziomu kwasu moczowego i cholesterolu VLDL. To z kolei może zwiększać ryzyko chorób kardiometabolicznych.</p><p>Jednak badanie pokazuje coś bardzo istotnego: <strong>całkowite spożycie fruktozy nie było samo w sobie związane ze zwiększonym ryzykiem nadciśnienia</strong>. Znaczenie miało źródło.</p><p>Najwyższe spożycie <strong>napojów słodzonych cukrem</strong>, czyli dwóch lub więcej porcji dziennie, wiązało się z wyższym ryzykiem nadciśnienia. Podobnie było w przypadku dużych ilości soków owocowych — 1,5 porcji dziennie lub więcej.</p><p>Inaczej wyglądała sytuacja w przypadku całych owoców. Ich spożycie nie wykazało związku ze zwiększonym ryzykiem nadciśnienia.</p><h2>Sok to nie to samo co owoc</h2><p>To jedna z najważniejszych lekcji płynących z badania. Sok owocowy bywa traktowany jako zdrowy zamiennik napoju gazowanego. I rzeczywiście — zawiera witaminy, minerały i polifenole. Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecko pije go dużo i regularnie.</p><p>Cały owoc zawiera błonnik, który spowalnia wchłanianie cukrów i daje uczucie sytości. W procesie produkcji soku część tych korzystnych składników zostaje utracona. Zostaje natomiast płynna forma cukru, którą łatwo wypić szybko i w dużej ilości.</p><p>Naukowcy zaobserwowali możliwy wzór zależności w kształcie litery J. Oznacza to, że niewielkie ilości soku nie muszą być szkodliwe, a nawet mogą wiązać się z pewnymi korzyściami. Ale przy większym spożyciu potencjalne korzyści mogą zostać zniwelowane przez nadmiar fruktozy.</p><h2>Co zamiast słodkiego napoju?</h2><p>Analiza substytucyjna przyniosła bardzo praktyczne wnioski. Zastąpienie jednej porcji napoju słodzonego cukrem jedną porcją owoców wiązało się z niższym o <strong>22 procent</strong> ryzykiem nadciśnienia. Zamiana na mleko oznaczała ryzyko niższe o <strong>13 procent</strong>, a na wodę — o <strong>9 procent</strong>.</p><p>Podobnie zastąpienie jednej porcji soku owocowego porcją całych owoców wiązało się z niższym o <strong>19 procent</strong> ryzykiem nadciśnienia.</p><p>To nie brzmi jak rewolucja. Raczej jak powrót do prostoty: <strong>woda zamiast oranżady, jabłko zamiast kartonika soku, mleko zamiast słodzonego napoju po treningu</strong>.</p><h2>Uwaga na izotoniki i napoje „sportowe”</h2><p>Badanie zwraca uwagę nie tylko na klasyczne napoje gazowane. Z wyższym ryzykiem nadciśnienia wiązały się także dosładzane napoje izotoniczne dla sportowców.</p><p>To ważne, bo wielu rodziców traktuje je jako coś „technicznego”, niemal profesjonalnego — napój po wysiłku, treningu, meczu czy zajęciach sportowych. Tymczasem część takich produktów zawiera dużo cukru, fruktozy i sodu. Wypijane regularnie, szczególnie bez rzeczywistej potrzeby, mogą dokładać organizmowi kalorii i zaburzać równowagę płynów.</p><p>Dziecko po zwykłych zajęciach WF, treningu piłki nożnej czy jeździe na rowerze najczęściej nie potrzebuje kolorowego napoju z reklam sportowych. Potrzebuje wody, odpoczynku i normalnego posiłku.</p><h2>To nie jest wojna z owocami</h2><p>Wnioski z badania nie są argumentem przeciwko owocom. Wręcz przeciwnie. Autorzy wskazują, że <strong>całe owoce, woda i mleko</strong> są lepszymi alternatywami dla słodkich napojów i dużych ilości soków.</p><p>Owoce zawierają błonnik, polifenole i inne składniki odżywcze, które mogą chronić organizm przed niekorzystnym wpływem cukrów prostych. Problemem nie jest więc jabłko, gruszka czy garść malin. Problemem jest sytuacja, w której owoce zostają zastąpione płynnym cukrem w butelce, kartonie lub puszce.</p><h2>Małe wybory, długie konsekwencje</h2><p>Rodzicielstwo składa się z tysięcy drobnych decyzji. Nie każda butelka soku jest katastrofą, nie każdy słodzony napój oznacza chorobę. Ale codzienny nawyk może po latach stać się rachunkiem wystawionym przez organizm.</p><p>Naukowcy podkreślają, że wyniki badania wspierają zalecenia ograniczania nadmiernego spożycia napojów słodzonych cukrem i soków owocowych. Zwłaszcza u dzieci i młodzieży, u których nawyki żywieniowe dopiero się kształtują.</p><p>W praktyce najważniejszy komunikat dla rodziców jest prosty: <strong>nie trzeba straszyć dzieci jedzeniem, ale warto uczyć je mądrych wyborów</strong>. Woda nie jest karą. Owoc nie jest gorszą wersją soku. A kolorowy napój z cukrem nie powinien być codziennym elementem dzieciństwa.</p><p>Bo dzieciństwo, jak dobry film, zostaje z nami na długo. Także w tętnicach.</p><p>Mogę też przygotować krótszą wersję pod Facebooka albo mocniejszą wersję publicystyczną z lokalnym akcentem: szkoły, automaty, sklepiki i „zdrowe” soki w dziecięcych plecakach.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Na urazy i profilaktycznie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/10642,na-urazy-i-profilaktycznie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/10642,na-urazy-i-profilaktycznie</guid>
            <pubDate>Tue, 30 Jun 2026 07:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-na-urazy-i-profilaktycznie-1782797978.jpg</url>
                        <title>Na urazy i profilaktycznie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/10642,na-urazy-i-profilaktycznie</link>
                    </image><description>Ortezy stawu kolanowego i podudzia - są stosowane w celu doleczania już uszkodzonej kończyny (kontuzje i stany zapalne stawu kolanowego i podudzia),  oraz w celach profilaktyki urazów. Stosowane są więc przez osoby aktywne i czynnie uprawiające sport</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak dobrać odpowiedni stabilizator stawu kolanowego. Na początek warto&nbsp;odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań.&nbsp;Przede wszystkim w jakim celu będzie wykorzystana. Czy ma to być zastosowanie profilaktyczne, leczenie i rehabilitacja po złamaniu, czy zalecenie po leczeniu operacyjnym.&nbsp;Po drugie jaki jest rodzaj i stopien zaawanowania schorzenia.&nbsp;&nbsp;Istotnym jest to,&nbsp; jak długo orteza będzie noszona i czy dana dysfunkcja ma charakter czasowy, czy stały. Kolejne pytanie dotyczy częstotliwości użytkownia.&nbsp;Czy będzie to użycie tylko przy czynnościach maksymalnie obciążających staw, czy cały czas. Warto mieć też na uwadze wagę pacjenta.</p><p>Oczywiście konkretny&nbsp;rodzaj <strong>ortezy</strong> znajduje zastosowanie w zależności od jednostki chorobowej. Należy tu zastosować się bezpośrednio do zaleceń lekarza, który wystawia zlecenie ma konkretny rodzaj stabilizatora czy ortezy, dedykowanych &nbsp;do konkretnego urazu.</p><p>Samo wskazanie rodzaju może okazać się niewystarczające by zapewnić nam odpowiedni komfort użytkowania. Wybór dostępnych na rynku stabilizatorów jest ogromny. Ogromne są też różnice w cenie produktów oferowanych przez różnych producentów.</p><p><i>- Ortezy i stabilizatory przed zakupem powinniśmy przymierzyć</i> - mówi Aleksandra Tomasik z Twojego Sklepu Medycznego w Tomaszowie Mazowieckim. - <i>Powinny być one wygodne i dopasowane do budowy stawu kolanowego. Nie da się w tym przypadku polecić jednego konkretnego producenta. Warto więc skorzystać z usług sprzedawcy, który ma swojej ofercie co najmniej kilku. Dokonując wyboru powinniśmy zwrócić uwagę na materiał z jakiego stabilizator jest wykonany. Niektóre wykonane są z tworzyw nie przepuszczających powietrza, więc noga w nich poci się, co może być bardzo uciążliwe szczególnie latem.</i></p><figure class="media"><oembed url="https://med-sklep.pl/kategoria-produktu/ortopedia/kolano/"></oembed></figure><p>Dlatego też specjaliści nie zalecają zakupu stabilizatorów przez internet. Przymierzenie ich na własnej nodze eliminuje konieczność odesłania produktu, jeśli nie spełni on naszych oczekiwań. Zwracać także należy uwagę na takie drobiazgi, jak na przykład brak szwu w tylnej części ortezy, który potrafi mocno dokuczyć w czasie codziennego użytkowania.&nbsp;</p><p>Przy wyborze stabilizatora powinniśmy mieć na uwadze sposób jego użytkowania. Dla osób aktywnych, uprawiających sport, powinno stosować się mieć stabilizator zapewniający pewien&nbsp;zakres swobody ruchów. Oznacza to, że&nbsp; nie powinno się wybierać stabilizatorów unieruchamiających staw. &nbsp;W przypadku&nbsp; np. tzw. wypadającej rzepki konieczne jest zastosowanie stabilizatora z jej stabilizacją.</p><figure class="media"><oembed url="https://med-sklep.pl/kategoria-produktu/ortopedia/kostka/"></oembed></figure><p>Dla uprawiających sport istotne może być również to, że niektóre stabilizatory nie posiadają zewnętrznych elementów metalowych o ostrych krawędziach i można je zakładać&nbsp; pod dres czy spodnie narciarskie.</p><p>Należy pamiętać, że funkcją stabilizatora jest utrzymanie odpowiedniego (fizjologicznego) kierunku lub zakresu ruchu nogi. &nbsp;&nbsp;&nbsp;</p><p>Często stosowane są też opaski odciążające i utrzymujące temperaturę. Dodatkowo&nbsp; zmniejszają one obrzęki, poprawiają krążenie. Zastosowanie specjalistycznych materiałów powoduje utrzymanie komfortu cieplnego. Opaski posiadają wszyte wkładki, które podczas ruchu mają właściwości masujące. Opaska może oddziaływać zarówno na staw, jak i na mięśnie.</p><p><strong>Polecamy:</strong>&nbsp;<a href="https://www.nasztomaszow.pl/wiadomosci/10997,cisnienie-tetnicze-sprawdzaj-kazdego-dnia" target="_blank"><span style="color:#3366ff;"><strong>Ciśnienie tętnicze - kontroluj na co dzień</strong></span></a></p><p>Warto też zwrócić uwagę na fakt, że zakup ortez dofinansowywany jest przez Narodowy Fundusz Zdrowia.&nbsp;- <i>Aby otrzymać dofinansowanie należy udać się do lekarza rodzinnego po skierowanie do specjalisty&nbsp;(np. ortopeda), który wystawiia zlecenie.&nbsp;Po jego otrzymaniu &nbsp;należy je potwierdzić w NFZ. Można to zrobić samodzielnie lub za naszym posrednictwem. Po potwierdzeniu można&nbsp;wybrać konkretny produkt z naszej oferty </i>- wyjasniają sprzedawcy z Twojego Sklepu Medycznego w Tomaszowie Mazowieckim. -<i> Orteza &nbsp;wydawana jest bezpłatnie lub za dopłatą &nbsp;w wysokości różnicy pomiędzy ceną refundowania a końcową ceną produktu. &nbsp;</i></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Upał może zabić po cichu. Lekarz apeluje: seniorzy powinni zostać w domach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55694,upal-moze-zabic-po-cichu-lekarz-apeluje-seniorzy-powinni-zostac-w-domach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55694,upal-moze-zabic-po-cichu-lekarz-apeluje-seniorzy-powinni-zostac-w-domach</guid>
            <pubDate>Mon, 29 Jun 2026 19:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-upal-moze-zabic-po-cichu-lekarz-apeluje-seniorzy-powinni-zostac-w-domach-1782752787.png</url>
                        <title>Upał może zabić po cichu. Lekarz apeluje: seniorzy powinni zostać w domach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55694,upal-moze-zabic-po-cichu-lekarz-apeluje-seniorzy-powinni-zostac-w-domach</link>
                    </image><description>To nie jest zwykłe „gorąco”. To pogoda, która dla osób starszych, przewlekle chorych i samotnych może stać się pułapką. Dr Michał Sutkowski, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny rodzinnej, apeluje: w czasie upałów seniorzy najlepiej, by w ogóle nie wychodzili z domu. Rodzina, sąsiedzi i opiekunowie powinni potraktować ten komunikat śmiertelnie poważnie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W takich dniach miasto zaczyna przypominać rozgrzaną patelnię. Beton oddaje ciepło jeszcze długo po zachodzie słońca, mieszkania na wyższych piętrach zamieniają się w duszne pudełka, a zwykłe wyjście po chleb może dla starszej osoby skończyć się zasłabnięciem. To nie jest przesada. Ministerstwo Zdrowia przypomina, że udar cieplny pojawia się wtedy, gdy organizm nie jest już w stanie samodzielnie obniżyć temperatury ciała, a sytuacja może wymagać natychmiastowego wezwania pomocy.&nbsp;</p><p>Dr Michał Sutkowski w rozmowie z PAP podkreśla, że szczególnie zagrożeni są <strong>seniorzy, małe dzieci oraz osoby przewlekle chore</strong>. W grupie ryzyka znajdują się m.in. pacjenci z niewydolnością krążenia, po udarze, po zawale, po operacjach, chorzy na astmę, POChP, cukrzycę, osoby leczone onkologicznie, a także przyjmujące leki moczopędne, beta-blokery czy preparaty wpływające na gospodarkę elektrolitową.</p><h3><strong>Seniorze, zostań w domu. To nie jest kaprys, tylko ochrona życia</strong></h3><p>Najważniejsza rada lekarza brzmi prosto: <strong>w czasie największych upałów seniorzy nie powinni wychodzić z domu</strong>, zwłaszcza jeśli mieszkają w mieście. W Tomaszowie Mazowieckim i okolicznych miejscowościach dotyczy to szczególnie osób samotnych, mieszkających w blokach, na poddaszach, w lokalach słabo wentylowanych albo bez klimatyzacji.</p><p>Jeśli trzeba przewietrzyć mieszkanie, najlepiej robić to nocą lub bardzo wcześnie rano. W dzień okna powinny być zamknięte, zasłony opuszczone, a pomieszczenia zacienione. Jeśli w mieszkaniu jest klimatyzacja, nie należy robić z niego lodówki. Dr Sutkowski wskazuje, że różnica temperatur nie powinna być zbyt duża — optymalnie obniżenie o około 8–10 stopni Celsjusza.</p><p>Aktualne ostrzeżenia meteorologiczne warto sprawdzać w serwisie IMGW, który publikuje prognozy i mapy zagrożeń pogodowych dla kraju, w tym ostrzeżenia przed upałem, burzami i silnym wiatrem. &nbsp;</p><h3><strong>Rodzino, sąsiedzie, opiekunie — zadzwoń, zapukaj, sprawdź</strong></h3><p>W czasie upałów solidarność nie jest pięknym hasłem z plakatu. To konkret: telefon, zakupy, butelka wody, sprawdzenie leków. Senior powinien mieć w domu zapas wody, elektrolitów, lekkiego jedzenia oraz leków przyjmowanych na stałe. Nie wolno samodzielnie odstawiać ani zmieniać dawek leków, ale osoby z cukrzycą czy nadciśnieniem powinny wcześniej skonsultować z lekarzem, jak postępować podczas fal upałów.</p><p>Dr Sutkowski zwraca uwagę, że w wysokich temperaturach mogą pojawiać się <strong>spadki lub wzrosty ciśnienia</strong>, wahania poziomu cukru, zawroty głowy, osłabienie i omdlenia. U chorego na cukrzycę problemem może być mniejszy apetyt przy jednoczesnym stosowaniu leków obniżających poziom glukozy. U osoby z nadciśnieniem — rozszerzenie naczyń krwionośnych i działanie leków moczopędnych.</p><p>Dlatego w praktyce warto zrobić coś bardzo prostego: zadzwonić do babci, dziadka, starszego sąsiada. Zapytać, czy ma wodę, czy ma leki, czy telefon jest naładowany. Czasem od takiego telefonu zależy więcej, niż chcemy przyznać.</p><h3><strong>Woda, elektrolity i lekkie jedzenie. Nie kawa, nie alkohol, nie słodkie napoje</strong></h3><p>W upał trzeba pić regularnie, zanim pojawi się pragnienie. Seniorzy często piją za mało, bo nie odczuwają pragnienia tak wyraźnie jak osoby młodsze. Dr Sutkowski radzi, by pić małymi porcjami, ale często — nawet po łyżce lub dwóch co kilkanaście minut.</p><p>Najlepsza jest woda, elektrolity, napoje lekko słone, o ile nie ma przeciwwskazań lekarskich. Trzeba uważać na słodkie napoje, szczególnie przy cukrzycy. Kawa i herbata w dużych ilościach mogą sprzyjać odwodnieniu, a alkohol — nawet „zimne piwo dla ochłody” — jest w czasie upałów wyjątkowo złym pomysłem.</p><p>Państwowa Straż Pożarna przypomina, że wysokie temperatury mogą prowadzić do odwodnienia, udaru cieplnego oraz nasilenia chorób przewlekłych, a najbardziej narażone są dzieci, osoby starsze, kobiety w ciąży i osoby z problemami zdrowotnymi.</p><p>Jedzenie powinno być lekkie: warzywa, owoce, zupy, chłodniki, potrawy łatwostrawne. Trzeba szczególnie uważać na produkty szybko psujące się: mleko, jajka, mięso, ryby, lody i nabiał. Zatrucie pokarmowe w czasie upału może doprowadzić do biegunki, a ta — do jeszcze szybszego odwodnienia.</p><h3><strong>Jeśli trzeba wyjść, to tylko rano albo późnym wieczorem</strong></h3><p>Jeżeli senior naprawdę musi opuścić dom, powinien zrobić to wcześnie rano albo późnym wieczorem. Ubranie powinno być jasne, luźne, przewiewne, ale osłaniające skórę. Potrzebne są nakrycie głowy, ochrona karku, okulary przeciwsłoneczne, krem z wysokim filtrem UV — SPF 30 lub SPF 50 — oraz wygodne obuwie, najlepiej nieco luźniejsze, bo nogi w upale szybko puchną.</p><p>I jeszcze jedno: <strong>z domu nie wychodzimy bez wody</strong>. To powinno być tak oczywiste jak zabranie kluczy.</p><h3><strong>Wyczerpanie cieplne i udar cieplny. Tych objawów nie wolno lekceważyć</strong></h3><p>Najczęstszym zagrożeniem u seniorów jest wyczerpanie cieplne. Objawia się osłabieniem, zmęczeniem, zawrotami głowy, suchością skóry, czasem omdleniem. To może skończyć się nie tylko zaburzeniami krążenia, ale także upadkiem i złamaniem.</p><p>Najgroźniejszy jest udar cieplny. Tu organizm przegrywa walkę z temperaturą. Pojawia się silne osłabienie, zawroty głowy, zaburzenia świadomości, gorąca i sucha skóra, brak pocenia. Ministerstwo Zdrowia ostrzega, że przy udarze cieplnym temperatura ciała staje się tak wysoka, iż organizm nie potrafi już sam jej obniżyć.&nbsp;</p><p>W takiej sytuacji trzeba działać natychmiast. Osobę osłabioną przenieść w cień lub chłodniejsze miejsce, stopniowo schładzać ciało zimnymi okładami — szczególnie przy szyi, pachwinach i pod pachami — oraz podawać płyny tylko wtedy, gdy jest przytomna i może bezpiecznie pić.</p><p>Jeśli osoba jest nieprzytomna, ale oddycha, należy ułożyć ją w pozycji bocznej ustalonej i dzwonić pod numer <strong>112 lub 999</strong>. Jeśli nie oddycha, trzeba rozpocząć resuscytację krążeniowo-oddechową i kontynuować ją do przyjazdu ratowników.</p><h3><strong>Nie zostawiajmy ludzi samych z upałem</strong></h3><p>Upał nie ma dramatycznej muzyki jak w filmach katastroficznych. Nie puka do drzwi. Nie ostrzega syreną. Często przychodzi po cichu: przez zamknięte mieszkanie, pustą butelkę po wodzie, rozładowany telefon, samotność.</p><p>Dlatego apel jest prosty: <strong>sprawdźmy dziś seniorów w rodzinie i sąsiedztwie</strong>. Zawieźmy zakupy. Przynieśmy wodę. Zapytajmy o leki. Zadzwońmy dwa razy dziennie. W czasie takich temperatur zwykła ludzka uważność może być ważniejsza niż wszystkie komunikaty razem wzięte.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lekarze odpowiadają Ministerstwu Zdrowia. „Koniec ze szczuciem na medyków”.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55691,lekarze-odpowiadaja-ministerstwu-zdrowia-koniec-ze-szczuciem-na-medykow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55691,lekarze-odpowiadaja-ministerstwu-zdrowia-koniec-ze-szczuciem-na-medykow</guid>
            <pubDate>Mon, 29 Jun 2026 17:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lekarze-odpowiadaja-ministerstwu-zdrowia-koniec-ze-szczuciem-na-medykow-1782747750.png</url>
                        <title>Lekarze odpowiadają Ministerstwu Zdrowia. „Koniec ze szczuciem na medyków”.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55691,lekarze-odpowiadaja-ministerstwu-zdrowia-koniec-ze-szczuciem-na-medykow</link>
                    </image><description>Porozumienie Rezydentów OZZL zaapelowało do Ministerstwa Zdrowia o zakończenie politycznej narracji wokół zarobków lekarzy i rozpoczęcie merytorycznej debaty o finansach szpitali. Młodzi lekarze przekonują, że publiczne opowieści o wynagrodzeniach „pożerających” budżety placówek są uproszczeniem, które bardziej przypomina medialny pojedynek na hasła niż rzetelną rozmowę o stanie ochrony zdrowia. A ta rozmowa dotyczy nie tylko Warszawy, ministerialnych gabinetów i sejmowych korytarzy. Dotyczy także szpitali powiatowych, takich jak Tomaszowskie Centrum Zdrowia, pacjentów stojących w kolejkach i samorządów, które od lat próbują łatać system, w którym zawsze brakuje pieniędzy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W polskiej ochronie zdrowia znów rozbrzmiał znajomy motyw. Trochę jak w „Dniu świra”: wszyscy wiedzą, że coś jest nie tak, wszyscy mają pretensje do wszystkich, ale zamiast spokojnej diagnozy zaczyna się chóralne wskazywanie winnego. Tym razem na celowniku znaleźli się lekarze i ich wynagrodzenia.</p><p>Porozumienie Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy ostro zareagowało na pojawiające się w debacie publicznej sugestie, że płace personelu medycznego pochłaniają niemal całe budżety szpitali. Organizacja nazywa takie tezy „populistyczną manipulacją” i powołuje się na własny raport przygotowany na podstawie danych finansowych z 321 szpitali za 2024 rok.</p><p>Według przedstawionych wyliczeń <strong>wynagrodzenia wszystkich lekarzy</strong>, niezależnie od formy zatrudnienia, mają stanowić średnio <strong>23 procent budżetu szpitala</strong>. Z kolei wynagrodzenia całego personelu medycznego to średnio <strong>55 procent wydatków placówek</strong>. Porozumienie Rezydentów podkreśla, że jest to poziom mieszczący się w międzynarodowych standardach.</p><h2>Od jednego miliona do zbiorowej odpowiedzialności</h2><p>Iskrą, która rozpaliła ogólnopolską dyskusję, była sprawa lekarza w trakcie specjalizacji, który w 2025 roku miał zarobić 1,6 mln zł. Informacja ta natychmiast ruszyła przez media jak kula śnieżna. Wystarczyła jedna historia, jeden wysoki dochód, jeden szpitalny przypadek, by zbudować opowieść o całym środowisku.</p><p>Tyle że polityka zdrowotna nie powinna być pisana na podstawie anegdoty, choćby najbardziej spektakularnej. Właśnie przed tym ostrzegają rezydenci. Ich zdaniem pojedyncze, skrajne przypadki są dziś wykorzystywane do stworzenia prostego komunikatu: szpitale nie mają pieniędzy, bo lekarze za dużo zarabiają.</p><p>Taki przekaz jest wygodny. Ma bohatera negatywnego, ma emocje, ma liczby robiące wrażenie. Nadaje się do telewizyjnego paska i internetowego nagłówka. Tylko że system ochrony zdrowia nie jest tabloidową planszą. To labirynt kontraktów, wycen świadczeń, limitów, niedoborów kadrowych, zadłużenia, kosztów energii, leków, sprzętu, procedur i dyżurów, których często nikt nie chce brać, dopóki nie zrobi się naprawdę dramatycznie.</p><h2>Rezydenci: potrzebna jest statystyka, nie polityczna pałka</h2><p>Wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL Władysław Krajewski ocenił, że emocjonalne komunikaty budują fałszywy obraz rzeczywistości. Według organizacji problemem nie jest sam fakt zbierania danych o wynagrodzeniach, lecz sposób prowadzenia debaty: z pozycji oskarżenia, a nie analizy.</p><p>Z raportu PR OZZL wynika, że placówki, w których wydatki płacowe rzeczywiście osiągają bardzo wysokie poziomy, są marginesem. Organizacja wskazuje, że wśród 321 zbadanych szpitali tylko 5 miało przeznaczać na wynagrodzenia od 80 do 90 procent budżetu, a jedynie 2 przekraczały próg 90 procent. To łącznie 2,18 procent badanych podmiotów.</p><p>Oczywiście z perspektywy pacjenta procenty nie leczą. Pacjent chce dostać się do specjalisty, mieć wykonane badanie, trafić na oddział bez wielomiesięcznego oczekiwania. Ale właśnie dlatego sprowadzanie całej debaty do hasła „lekarze za dużo zarabiają” jest niebezpieczne. Bo odwraca wzrok od pytania najważniejszego: <strong>czy państwo naprawdę dobrze wycenia leczenie i czy szpitale mają stabilne finansowanie?</strong></p><h2>Szpitale powiatowe w najtrudniejszym miejscu</h2><p>Szczególnie ciekawie wyglądają dane dotyczące szpitali powiatowych. Według Porozumienia Rezydentów w takich placówkach koszty wynagrodzeń całego personelu medycznego wynoszą średnio <strong>61,18 procent budżetu</strong>, a wynagrodzenia lekarzy ogółem <strong>25,82 procent</strong>. To więcej niż w szpitalach wojewódzkich i uniwersyteckich.</p><p>I właśnie tutaj zaczyna się lokalny wymiar sprawy. Bo szpital powiatowy to nie wielka klinika uniwersytecka z rozbudowanym zapleczem, potężnym prestiżem i możliwością przyciągania kadr akademickich. To często placówka pierwszego kontaktu z poważną medycyną dla mieszkańców miasta i okolicznych gmin. Tak jest również w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia, jak wiele podobnych szpitali w Polsce, funkcjonuje w rzeczywistości, w której trzeba łączyć oczekiwania pacjentów, wymagania NFZ, presję płacową, remonty, zakupy sprzętu, braki kadrowe i odpowiedzialność samorządu. Gdy w Warszawie trwa spór o wielkie liczby, w powiecie pytanie jest brutalnie proste: czy będzie lekarz na dyżurze, czy oddział utrzyma obsadę, czy pacjent nie zostanie odesłany dalej?</p><p>Szpital powiatowy nie ma komfortu prowadzenia wielkiej gry. On codziennie gra o przetrwanie. Trochę jak bohater westernu stojący samotnie na środku miasteczka — tylko zamiast rewolweru ma kontrakt z NFZ, tabelę kosztów i grafik dyżurów.</p><h2>Ustawa o najniższych wynagrodzeniach: tarcza czy kozioł ofiarny?</h2><p>W tle sporu jest także ustawa z 8 czerwca 2017 roku o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. To ona wprowadziła mechanizm minimalnych wynagrodzeń zasadniczych dla pracowników medycznych, powiązanych z kwalifikacjami i rodzajem wykonywanej pracy.</p><p>Dla personelu medycznego była to próba cywilizowania systemu, w którym przez lata wiele grup zawodowych zarabiało poniżej odpowiedzialności, jaką ponosiło. Dla części dyrektorów szpitali stała się jednak dodatkowym obciążeniem, bo ustawowe podwyżki nie zawsze szły w parze z realnym wzrostem finansowania świadczeń.</p><p>I tu leży sedno. Jeśli państwo nakłada obowiązek wzrostu wynagrodzeń, ale nie zapewnia odpowiednich środków na ich pokrycie, to konflikt jest gotowy. Dyrektorzy są pod ścianą. Pracownicy chcą należnych pieniędzy. Pacjenci chcą leczenia. Politycy chcą prostych komunikatów. A rachunek, jak zwykle, trafia do systemu, który już dawno pęka w szwach.</p><h2>Dane z PESEL-em i PWZ. Więcej przejrzystości czy nowy front sporu?</h2><p>W ubiegłym tygodniu Senat opowiedział się za przyjęciem ustawy umożliwiającej gromadzenie danych o wynagrodzeniach medyków w powiązaniu z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu. Nowe przepisy mają pozwolić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji analizować łączne dochody osób pracujących w kilku placówkach.</p><p>Zwolennicy takiego rozwiązania mówią o konieczności przejrzystości. Przeciwnicy pytają o granice kontroli państwa i ochronę danych osobowych. W teorii dokładniejsze dane mogą pomóc w lepszym zarządzaniu systemem. W praktyce wiele zależy od tego, czy będą narzędziem analizy, czy politycznym kijem.</p><p>Bo jeśli państwo naprawdę chce wiedzieć, ile zarabiają medycy, powinno równie dokładnie pokazać, ile kosztuje leczenie pacjentów, jak wyceniane są procedury, ile szpitale dopłacają do oddziałów, ile wynoszą koszty energii, leków, usług zewnętrznych, administracji i obsługi zadłużenia. Sama pensja lekarza nie opowie całej historii. To tylko jedna nuta w całej, często fałszującej, orkiestrze.</p><h2>Pacjent nie potrzebuje wojny. Pacjent potrzebuje leczenia</h2><p>Największym przegranym tej awantury może być pacjent. Ten z Tomaszowa, Ujazdu, Lubochni, Rokicin, Inowłodza, Czerniewic, Będkowa czy Rzeczycy. Pacjent, który nie analizuje tabel AOTMiT, nie śledzi sejmowych druków i nie czyta raportów z 321 szpitali. On chce, by system działał.</p><p>Gdy politycy szczują na lekarzy, lekarze odpowiadają politykom, dyrektorzy liczą straty, a ministerstwo zapowiada kolejne rozwiązania, pacjent stoi w kolejce. I ta kolejka jest najbardziej uczciwym komentarzem do stanu polskiej ochrony zdrowia.</p><p>Nie oznacza to, że nie trzeba rozmawiać o wynagrodzeniach. Trzeba. Wysokie kontrakty, kumulowanie etatów, praca ponad siły, patologiczne organizacje dyżurów — to wszystko powinno być sprawdzane. Ale uczciwie. Bez wrzucania całego środowiska do jednego worka. Bez robienia z lekarzy wygodnego wroga publicznego. Bez udawania, że jeśli obetniemy kilka kontraktów, to nagle znikną kolejki, braki kadrowe i zadłużenie szpitali.</p><h2>Czas na rozmowę bez dymu i luster</h2><p>Porozumienie Rezydentów apeluje o debatę opartą na faktach. I trudno się z tym postulatem nie zgodzić. Polityka zdrowotna nie może wyglądać jak scena z „Procesu” Kafki, w której oskarżony nie do końca wie, o co jest oskarżony, ale wszyscy już czują, że powinien się tłumaczyć.</p><p>Jeśli lekarze zarabiają dużo, pokażmy dane. Jeśli szpitale są źle finansowane, pokażmy dane. Jeśli wyceny świadczeń są oderwane od kosztów, pokażmy dane. Jeśli są patologie kontraktowe, nazwijmy je po imieniu. Ale nie budujmy systemowej reformy na oburzeniu po jednej medialnej historii.</p><p>Bo ochrona zdrowia to nie jest pole do partyjnej bitwy. To miejsce, w którym człowiek przychodzi wtedy, gdy traci siły. I wtedy naprawdę nie interesuje go, kto wygrał konferencję prasową. Interesuje go, czy po drugiej stronie drzwi będzie lekarz, pielęgniarka, ratownik, diagnostyka i łóżko.</p><p>A tego nie da się zapewnić szczuciem. Tego nie da się zapewnić tabelką wyrwaną z kontekstu. Do tego potrzebna jest uczciwa rozmowa o pieniądzach, odpowiedzialności i państwie, które nie może udawać, że zdrowie obywateli da się sfinansować samymi emocjami.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezpłatne zajęcia Szkoły Rodzenia TCZ. Tym razem o profilaktyce wad wymowy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55680,bezplatne-zajecia-szkoly-rodzenia-tcz-tym-razem-o-profilaktyce-wad-wymowy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55680,bezplatne-zajecia-szkoly-rodzenia-tcz-tym-razem-o-profilaktyce-wad-wymowy</guid>
            <pubDate>Sun, 28 Jun 2026 21:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezplatne-zajecia-szkoly-rodzenia-tcz-tym-razem-o-profilaktyce-wad-wymowy-1782769430.png</url>
                        <title>Bezpłatne zajęcia Szkoły Rodzenia TCZ. Tym razem o profilaktyce wad wymowy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55680,bezplatne-zajecia-szkoly-rodzenia-tcz-tym-razem-o-profilaktyce-wad-wymowy</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza przyszłych rodziców na kolejne bezpłatne spotkanie Szkoły Rodzenia TCZ. 29 czerwca uczestnicy porozmawiają o tym, jak od pierwszych dni życia wspierać prawidłowy rozwój mowy dziecka.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kolejne spotkanie w Szkole Rodzenia TCZ</h2><p>Przyszli rodzice z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic będą mogli wziąć udział w kolejnym spotkaniu organizowanym w ramach Szkoły Rodzenia TCZ. Zajęcia odbędą się <strong>w poniedziałek, 29 czerwca 2026 roku o godzinie 17:00</strong> w Tomaszowskim Centrum Zdrowia przy ul. Niskiej 14.</p><p>Jak poinformowano, udział w wydarzeniu jest <strong>całkowicie bezpłatny</strong>. To ważna informacja dla osób, które chcą przygotować się do rodzicielstwa nie tylko od strony organizacyjnej, ale także zdrowotnej i rozwojowej. Finansowanie zajęć zapewnia Powiat Tomaszowski.</p><h2>Tematem będzie profilaktyka wad wymowy</h2><p>Najbliższe spotkanie poprowadzi logopeda <strong>Elżbieta Zakrzewska</strong>. Tematem zajęć będzie profilaktyka wad wymowy, czyli zagadnienie, które dla wielu rodziców staje się istotne dopiero wtedy, gdy pojawiają się pierwsze trudności. Organizatorzy zwracają jednak uwagę, że znaczenie ma przede wszystkim odpowiednio wczesne działanie.</p><p>Podczas spotkania uczestnicy dowiedzą się między innymi, <strong>jak od pierwszych dni życia wspierać prawidłowy rozwój mowy dziecka</strong>, jakie codzienne nawyki sprzyjają właściwemu rozwojowi aparatu mowy oraz kiedy warto skonsultować się ze specjalistą. To praktyczna wiedza, która może pomóc rodzicom lepiej zrozumieć rozwój niemowlęcia i szybciej wychwycić sygnały wymagające uwagi.</p><p>Wczesna profilaktyka, jak podkreślają organizatorzy, może ograniczyć ryzyko wielu problemów w przyszłości. W przypadku rozwoju mowy znaczenie mają nie tylko późniejsze ćwiczenia, lecz także to, jakie warunki dziecko ma zapewnione już na samym początku życia.</p><h2>Lokalna oferta wsparcia dla rodzin</h2><p>Szkoła Rodzenia TCZ to przykład lokalnej inicjatywy, która łączy przygotowanie do narodzin dziecka z edukacją zdrowotną. Tego typu spotkania pozwalają przyszłym rodzicom zdobywać wiedzę od specjalistów i oswajać tematy, które często pojawiają się dopiero po porodzie. Dzięki temu łatwiej wejść w nowy etap życia z większym spokojem i świadomością.</p><p>Placówka przypomina też o kolejnym terminie zajęć. <strong>13 lipca 2026 roku</strong> spotkanie poprowadzi fizjoterapeutka <strong>Dagmara Leśniewska-Krawczyk</strong>. To oznacza, że cykl obejmuje różne obszary związane z opieką nad dzieckiem i przygotowaniem do rodzicielstwa.</p><p>Osoby zainteresowane udziałem mogą uzyskać dodatkowe informacje telefonicznie pod numerem <strong>44 725 71 47</strong>. Dla wielu mieszkańców powiatu to kolejna okazja, by skorzystać z bezpłatnej, specjalistycznej wiedzy dostępnej na miejscu, w Tomaszowie Mazowieckim.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tropikalna noc, płytki sen. Upał zagląda nam do sypialni]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55661,tropikalna-noc-plytki-sen-upal-zaglada-nam-do-sypialni</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55661,tropikalna-noc-plytki-sen-upal-zaglada-nam-do-sypialni</guid>
            <pubDate>Sat, 27 Jun 2026 10:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tropikalna-noc-plytki-sen-upal-zaglada-nam-do-sypialni-1782551275.png</url>
                        <title>Tropikalna noc, płytki sen. Upał zagląda nam do sypialni</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55661,tropikalna-noc-plytki-sen-upal-zaglada-nam-do-sypialni</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim najbliższe dni zapowiadają się jak próba generalna przed środkiem lata. W sobotę temperatura może sięgnąć 37 st. C, w niedzielę i poniedziałek nawet 39 st. C, a nocami słupek rtęci niekoniecznie da nam wytchnienie. IMGW wydał dla Tomaszowa Mazowieckiego czerwone ostrzeżenie przed upałem, obowiązujące do poniedziałku, 29 czerwca, do godz. 20.00.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Upał bywa podstępny. W dzień widać go na asfalcie, w rozgrzanych murach bloków, w pustych chodnikach i w zmęczonych twarzach ludzi wracających z pracy. Ale prawdziwie dokuczliwy staje się nocą, gdy zamiast odpoczynku przychodzi przewracanie się z boku na bok. Jak w złym filmie, w którym ktoś zapomniał wyłączyć reflektory, a powietrze stoi nieruchomo jak dekoracja w teatrze.</p><p>Psychiatra <strong>prof. Adam Wichniak</strong> z III Kliniki Psychiatrycznej i Ośrodka Medycyny Snu Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie zwraca uwagę, że wysokie temperatury mocno uderzają w jakość snu. Sen potrzebuje bowiem komfortu: ciszy, ciemności i chłodu. Gdy w pokoju jest duszno, a organizm nie może oddać ciepła, nocny wypoczynek staje się płytszy, bardziej przerywany i mniej regenerujący.</p><h3><strong>Ciało powinno się nocą wychładzać. Upał ten mechanizm psuje</strong></h3><p>Prof. Wichniak przypomina, że organizm działa według rytmu okołodobowego. Temperatura ciała zwykle osiąga maksimum wieczorem, około godz. 18.00–19.00, a minimum w nocy, najczęściej między godz. 3.00 a 4.00. To właśnie wtedy ciało powinno mieć możliwość naturalnego schłodzenia.</p><p>Problem zaczyna się wtedy, gdy noc nie przynosi ulgi. Tak zwane <strong>noce tropikalne</strong>, czyli takie, podczas których temperatura nie spada poniżej 20 st. C, potrafią skutecznie rozregulować sen. W najbliższych dniach w Tomaszowie Mazowieckim minimalne temperatury mają wynosić od około 19 do 22 st. C, a według ostrzeżenia IMGW w regionie nocami temperatura może miejscami utrzymywać się nawet między 18 a 25 st. C.</p><p>To już nie jest tylko dyskomfort. To sytuacja, w której organizm zamiast odpoczywać, cały czas pracuje nad utrzymaniem równowagi. Sen staje się czujny, płytki, poszarpany. Rano człowiek wstaje, ale niekoniecznie się budzi. Bardziej przypomina bohatera po nieprzespanej nocy niż kogoś gotowego do kolejnego dnia.</p><h3><strong>Mniej ruchu w dzień, gorszy sen w nocy</strong></h3><p>Upał psuje sen także w inny sposób. Wysokie temperatury sprawiają, że ograniczamy aktywność. I słusznie — w środku dnia lepiej nie udawać bohatera westernu, który idzie przez pustynię bez kapelusza. Ale zbyt mało ruchu i zbyt mała ekspozycja na światło dzienne również mogą zaburzać rytm snu.</p><p>Dlatego ekspert radzi, by korzystać z chłodniejszych godzin. Nawet krótki spacer po godz. 19.00 może pomóc organizmowi złapać rytm. Nie chodzi o sportowy wyczyn, ale o prostą, rozsądną aktywność: przejście się po osiedlu, nad Pilicą, przez park, wszędzie tam, gdzie nie bije już żar z betonu.</p><h3><strong>Południowy rytm życia? W upałach może mieć sens</strong></h3><p>Prof. Wichniak wskazuje, że podczas upałów można brać przykład z mieszkańców południa Europy. Nie kłaść się zbyt wcześnie, gdy w mieszkaniu nadal jest jasno i gorąco, lecz poczekać, aż zapadnie mrok i temperatura choć trochę spadnie. W praktyce może to oznaczać sen bliżej północy.</p><p>Problem w tym, że latem świt przychodzi wcześnie, a z nim wraca ciepło. Wiele osób budzi się już około godz. 5.00–6.00. Efekt? Za krótka noc i senność w ciągu dnia. Wtedy pomocna może być <strong>krótka drzemka</strong>, ale z umiarem. Nie powinna trwać zbyt długo — najlepiej do 30 minut, maksymalnie 60 minut — i nie powinna zaczynać się po godz. 16.00. Dłuższa lub zbyt późna drzemka może odebrać senność wieczorem i tylko pogłębić problem.</p><p>Osoby chorujące na bezsenność powinny jednak z drzemkami uważać. Dla nich to czasem nie plaster, lecz zapałka rzucona na suchą trawę.</p><h3><strong>Co zrobić, żeby noc była lżejsza</strong></h3><p>W czasie upałów warto potraktować sypialnię jak miejsce ratunkowe, nie magazyn nagrzanego powietrza. Pomieszczenie najlepiej zaciemniać w ciągu dnia, wietrzyć wtedy, gdy temperatura na zewnątrz spada, a przed snem — jeśli jest taka możliwość — schłodzić. Przy otwartym oknie pomocne mogą być zatyczki do uszu, szczególnie tam, gdzie nocny „koncert” miasta trwa dłużej niż niejeden festiwal.</p><p>Trzeba też pamiętać o wodzie. Nie nadrabiać całego dnia wieczorem, bo wtedy sen będzie przerywany wizytami w łazience. Pić regularnie, małymi porcjami, przez cały dzień. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypominało w ostatnim raporcie o ostrzeżeniach przed upałem obejmujących m.in. województwo łódzkie.</p><p>Złym doradcą jest alkohol. Nawet jeśli na początku ułatwia zaśnięcie, później pogarsza strukturę snu. Organizm szybciej przechodzi w sen płytki, mniej regenerujący. Rano zamiast świeżości pojawia się ciężkość, jak po nocy spędzonej nie w łóżku, lecz w wagonie bez klimatyzacji.</p><h3><strong>Upał to nie tylko kwestia komfortu</strong></h3><p>Dobre spanie podczas fali gorąca nie jest fanaberią. To element bezpieczeństwa. Niewyspany organizm gorzej znosi wysokie temperatury, słabiej się regeneruje, trudniej utrzymuje koncentrację. Ma to znaczenie dla kierowców, osób pracujących fizycznie, seniorów, dzieci i wszystkich, którzy chorują przewlekle.</p><p>Najbliższe dni w Tomaszowie Mazowieckim i regionie zapowiadają się wyjątkowo gorąco. Według prognozy dla miasta w sobotę, 27 czerwca, temperatura może dojść do 37 st. C, w niedzielę i poniedziałek do 39 st. C, a w poniedziałek możliwe są również burze.</p><p>Warto więc zadbać nie tylko o butelkę wody w dzień, ale i o chłodniejszą, spokojniejszą noc. Bo sen w upałach jest jak cienki most nad rozgrzaną rzeką — da się przejść, ale trzeba uważać na każdy krok.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zdrowie ile cię trzeba cenić ?!! Dyskopatia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/7593,zdrowie-ile-cie-trzeba-cenic-dyskopatia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/7593,zdrowie-ile-cie-trzeba-cenic-dyskopatia</guid>
            <pubDate>Fri, 26 Jun 2026 21:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zdrowie-ile-cie-trzeba-cenic-dyskopatia-1782486586.jpg</url>
                        <title>Zdrowie ile cię trzeba cenić ?!! Dyskopatia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/7593,zdrowie-ile-cie-trzeba-cenic-dyskopatia</link>
                    </image><description>Problem dolegliwości bólowych kręgosłupa dotyka coraz szerszego grona ludzi i co ciekawe w coraz
młodszym wieku. Najnowsze badania kliniczne dowodzą ,iż schorzenia kręgosłupa różnej postaci, począwszy od zwykłych zmian funkcjonalnych a skończywszy na ciężkich uszkodzeniach spowodowanych
urazem lub chorobą, stanowią już problem blisko 80 procent naszego społeczeństwa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W tym miejscu można zadać sobie pytanie dlaczego aż tyle ? Przede wszystkim mają na to wpływ zmiany cywilizacyjne i środowiskowe mające ogromny oddziaływujące na kondycje zdrowotną całych społeczeństw. Są to także nasze błędy uwarunkowane złymi nawykami, nieświadomie popełnianymi każdego dnia.&nbsp;Chciałbym zająć się w tym artykule głównie odcinkiem lędźwiowo-krzyżowym kręgosłupa i omówić najczęściej występującą zmianę zwaną <strong>dyskopatią</strong>.&nbsp;</p><p>Kręgosłup pełni w naszym organizmie podstawową rolę i jak tylko zaczyna się coś z nim dziać wiemy o tym od razu. Na potrzeby niniejszego opracowania pozwolę sobie zastosować uproszczony podział schorzeń tego odcinka kręgosłupa, a mianowicie:</p><p>- <strong>zmiany pochodzenia mechanicznego</strong> związane ze zmianą naturalnych kształtów trzonów i krzywizn kręgosłupa wraz z wytworem różnego rodzaju wyrośli i uszkodzeniem tkanki miękkiej danej okolicy,</p><p>- <strong>zmiany pochodzenia chemicznego</strong> powstałe wskutek procesu chorobowego i stanu zapalnego uszkadzającego dane struktury.</p><p>Przyczyn degeneracji odcinka lędźwiowo-krzyżowego i różnego rodzaju dolegliwości z tym związanych możemy się doszukiwać w zasadzie w tkance kostnej i tkance miękkiej. Struktura kostna tego odcinka cechuje się ogromną złożonością i niebagatelną funkcją. Z tego to właśnie odcinka wychodzą korzenie nerwowe zaopatrujące struktury tułowia i kończyn dolnych. Dlatego odcinek ten pełni funkcję ochronną dla rdzenia kręgowego, jest miejscem wyjścia korzeni nerwowych przez otwory międzykręgowe i pozostałe związane z postawą i mechaniką ciała.</p><p>Tkanka miękka jest równie złożona. Najczęściej słyszanym przez nas jej wytworem jest krążek międzykręgowy. Krążek międzykręgowy tworzy wraz z dwoma sąsiednimi kręgami strukturę odpowiedzialną za amortyzację wstrząsów i wspomagającą płynność ruchów całego kręgosłupa. Jego struktura przypomina krążek ale nie jest jednolita. Jest on złożony z pierścienia włóknistego i jądra miażdżystego. Pierścień jest zbudowany z kilku warstw a jądro miażdżyste z galaretowatej substancji. Układ jadra powinien być kolisty i znajdować się w centrum otaczających go pierścieni.</p><p>Niestety tak jest do czasu, gdy choroba lub uraz nie zaburzą w sposób mechaniczny lub chemiczny struktur samego krążka, tkanek okołostawowych czy też kostnych.</p><div class="page-break" style="page-break-after:always;"><span style="display:none;">&nbsp;</span></div><h2><strong>Patomechanika krążka międzykręgowego</strong></h2><p>1) Zmiany ciśnienia wywieranego na krążek przez sąsiednie trzony kręgów, odpowiadają zmianom funkcjonalnym bądź strukturalnym statyki kręgosłupa tej części, (skrzywienia boczne, nadmierna kyfotyzacja czy lordotyzacja).</p><p>2) Przemieszczenie się jądra miażdżystego w kierunku tylnym lub tylno bocznym, bardzo rzadko przednim, bez całkowitego rozerwania pierścieni włóknistych.</p><p>3) Przemieszczenie się jądra miażdżystego w kierunku tylnym lub tylno bocznym, bardzo rzadko przednim z całkowitym rozerwaniem pierścieni włóknistych. Każdemu z tych etapów degeneracyjnych krążka mię- dzykręgowego towarzyszą inne objawy subiektywnie odbierane przez pacjenta.</p><h2><strong>Terapeutyczny podział objawów i dysfunkcji:</strong></h2><p>- <strong>ostry</strong> odpowiada procesowi rozerwania pierścienia i wypłynięciem jądra, a w skrajnych wypadkach może ono trafić do kanału kręgowego i wywierać presje na worek oponowy. W większości przypadków jednak drażni korzenie wychodzące z otworu międzykręgowego. Występuje tu także stan zapalny okołostawowy, liczne deficyty ruchowe łącznie z opadaniem stopy, parastezje, mrowienia zmiana ciepłoty skóry; ogromne dolegliwości bólowe umiejscowione w okolicach miednicy, pleców i kończyn dolnych, w zależności od segmentu kręgosłupa lędźwiowo - krzyżowego w jakim toczy się proces chorobowy.</p><p>- <strong>podostry</strong> charakteryzuje się wycofywaniem stanu zapalnego tkanek okołostawowych ale cały czas aktywna presją jadra na korzenie międzykręgowe, pozostające w zależności od stopnia uszkodzenia i objawami opisywanymi wcześniej.</p><p>- <strong>przewlekły</strong> to powolna absorpcją jądra spoza krążka i dochodzeniem do względnej lub całkowitej sprawności ruchowej i wycofywaniem się objawów opisywanych wcześniej.</p><h2><strong>Leczenie</strong></h2><p>Dyskopatia nieleczona postępuje, co związane jest z rozwojem zmian zwyrodnieniowych i rozprzestrzenianiem się ich na sąsiednie przestrzenie międzykręgowe oraz inne odcinki kręgosłupa. Trudność w leczeniu dyskopatii polega na jej złożoności. Nie istnieje jeden „złoty środek” czy metoda która zapewni wyleczenie.</p><p>Najlepsze efekty można uzyskać stosując wszystkie metody łącznie. W skrajnych przypadkach, gdy nie jesteśmy w stanie zachowawczo nic zdziałać ze względu na rozległe zmiany i uszkodzenia krążka, potrzebny jest zabieg laserowego odbarczenia (rzadko chirurgiczny), bądź przeszczepu nawet całego krążka (implant).</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:1983/793;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/06/26/chatgpt-image-10-maj-2026-13-15-10.png" width="1983" height="793"></figure><h2><strong>Fizjoterapia</strong></h2><p>Metody terapeutyczne, możemy wśród nich wyróżnić terapię wg. Mc Kenziego, manualną wg. Kaltenborna, Cyriaxa, „Szkołę pleców”. W tej kwestii najlepiej jest znaleźć dobrego terapeutę, bo to od jego umiejętności zależeć będzie właściwa ocena funkcjonalna pacjenta oraz dobranie odpowiednich technik i całego programu rehabilitacji dobowej.</p><div class="page-break" style="page-break-after:always;"><span style="display:none;">&nbsp;</span></div><h2><strong>Fizykoterapia</strong></h2><p>Stosuje się ją jako leczenie uzupełniające lub jako podstawową formę leczenia chorób narządu ruchu, szczególnie o charakterze przewlekłym. Fizykoterapię stosuje się również jako postępowanie przygotowujące do stosowania innych metod fizjoterapii np.: rozgrzanie tkanek przed masażem, lub krioterapia (stosowanie zimna) przed kinezyterapią.</p><p>Poniżej znajdują się ogólne wskazania dla metod fizykalnych stosowanych w trakcie aktywnego procesu chorobowego krążka międzykręgowego i struktur współistniejących:</p><p><strong>Krioterapia dwutlenkiem</strong> węgla CO2: choroby reumatyczne i zwyrodnieniowe stawów, zespoły bólowe, nerwobóle, stany pourazowe - w fazie naprawczej, nadmierne napięcie mięśniowe, w rehabilitacji po zabiegach operacyjnych wspomaganie leczenia urazów i kontuzji u sportowców.</p><p><strong>Ultradźwięki</strong>: działanie mechaniczne, cieplne oraz fizykochemiczne, w zespołach bólowych rwy kulszowej, łokcia, barku, pleców, choroby zwyrodnieniowej stawów.</p><p><strong>Prądy diadynamiczne</strong>: zespoły bólowe w przebiegu choroby zwyrodnieniowej zapalenia okołostawowe zanik mięśni z nieczynności.</p><p><strong>Fonoforeza</strong> czyli wprowadzanie przez skórę określonych leków za pomocą ultradźwięków: nerwobóle zespoły bólowe mięśni i stawów.</p><p><strong>Galwanizacja</strong> czyli zabieg elektrotechniczny polegający na przepływie prądu stałego przez części ciała chorego poddawane leczeniu: nerwobóle, przewlekłe zapalenia nerwów, porażenia wiotkie, zaburzenia krążenia obwodowego.</p><p><strong>Jonoforeza</strong> czyli wprowadzenie do tkanek za pomocą pola elektrycznego jonów działających leczniczo: (z jodu) blizny, przykurcze; (z wapnia) utrudniony zrost kostny; (z lidokainy) działanie znieczulające; (z hydrokortyzonu) działanie przeciwzapalne.</p><p><strong>Prądy interferencyjne</strong> wg Nemec`a: zespoły bólowe narządu ruchu, stymulacja mięśni w zanikach, porażeniach, niedowładach, przykurczach, odbudowa napięcia mięśniowego po urazach. Laseroterapia w medycynie sportowej i ortopedii: złamania, skręcenia, stłuczenia mięśni i tkanek, choroby zwyrodnieniowe stawów, zapalenie ścięgien, inne zespoły bólowe związane z narządem ruchu.</p><p><strong>Magnetoterapia </strong>czyli leczenie pulsującym polem magnetycznym małej częstotliwości znajduje zastosowanie w leczeniu schorzeń ortopedycznych, neurologicznych oraz w zaburzeniach krążenia: neuralgie, nerwobóle choroby zwyrodnieniowe stawów dyskopatie.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:2172/724;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/06/26/chatgpt-image-10-maj-2026-12-59-49.png" width="2172" height="724"></figure><h2><strong>Zaopatrzenie ortopedyczne</strong></h2><p>Ważną rolę w procesie leczenia odgrywa zaopatrzenie ortopedyczne. Dobrze dobrane, ze względu na jakość asortymentu i okres choroby w jakim znajduje się aktualnie pacjent, skutecznie zmniejszają procesy degeneracyjne i dolegliwości bólowe wspomagając zdecydowanie kinezyterapię i fizykoterapię.</p><p>Dobór odpowiedniego zaopatrzenia nie jest rzeczą prosta i wymaga od terapeuty czy lekarza specjalistycznej wiedzy o pacjencie i o sprzęcie. Właściwie dokonany wybór prowadzi do poprawy stanu fizycznego i psychicznego pacjenta.</p><p>&nbsp;</p><p><strong>W doborze sprzętu trzeba zwrócić uwagę na wiele aspektów, najważniejsze z nich to:</strong></p><p>- rozpoznanie jednostki chorobowej,</p><p>- okres chorobowy w jakim się znajduje pacjent&nbsp;</p><p>- wiek pacjenta - choroby towarzyszące</p><p>- ogólny stan zdrowia i sprawności fizycznej.</p><div class="page-break" style="page-break-after:always;"><span style="display:none;">&nbsp;</span></div><p><strong>Mając na uwadze te elementy powinniśmy dobrać sprzęt o odpowiedniej charakterystyce.</strong></p><p>&nbsp;</p><p>1) Rozpatrując potrzebę wykluczenia ruchomości kręgosłupa L-S powinniśmy zastosować sztywny gorset z modułem termoplastycznym. Takie rozwiązanie zapewnia bardzo duże ograniczenie ruchów w płaszczyźnie strzałkowej - skłon w przód i w tył oraz ruchy w płaszczyźnie czołowej - skłony do boków, czasem wręcz je uniemożliwia. Taką stabilizację możemy osiągnąć dzięki zastosowaniu gorsetów Star Brace Dynamic Fix</p><p>Gorsety te składają się z:</p><p>a) modułu wykonanego z tworzywa termoplastycznego o kształcie odcinka lędźwiowo -krzyżowego (SD-103 o wysokości z tyłu 30 cm, SD-104 o wysokości z tyłu 38 cm)</p><p>b) przedniej płyty która wypeł- nia przestrzeń przednią modułu SD-112</p><p>c) dodatkowej płyty stabilizacyjnej mocowanej w trakcie okresu doleczania w zamian modułu SD-113 o dwóch wysokościach w SD-103: 27 cm, a w SD-104: 32 cm.</p><p>d) pasa mocującego wszystkie elementy.</p><p>Specjalny system zaciskania pozwala na łatwe dociągnięcie i bardzo dobrą stabilizację tułowia. Gorsety są wykonane z wysokiej jakości materiału „POROMAX”. Tworzywo jest pokryte dodatkowo bawełną co zapobiega powstawaniu otarć. Taka konstrukcja zapewnia skuteczną wentylację i absorpcję wilgoci zawierając równocześnie unikalne antybakteryjne rozwiązanie „Thermytex”, które zapobiega rozwojowi bakterii odpowiedzialnych za wydzielanie nieprzyjemnego zapachu.</p><p>2) Ze względu na dopuszczenie pewnej ruchomości kręgosłupa powinniśmy zastosować gorsety miękkie, półsztywne. Gorsety tego typu zapewniają głównie stabilne podparcie odcinka lę- dźwiowo- krzyżowego i zwarcie powłok brzusznych, choć w zależności od typu gorsetu zmienia się zakres oddziaływania i stopień stabilizacji. Gorsety pozwalają na pewien stopień ruchomości włączając w sposób czynny cały aparat mięśniowy odpowiedzialny za czynność ruchową odcinka L-S. Istotnym czynnikiem mającym wpływ na prawidłowy dobór gorsetu dla odcinka lędźwiowo-krzyżowego jest prawidłowa ocena stanu chorobowego pacjenta oraz jego specyficznej budowy anatomicznej.</p><p>Ważne przy doborze będzie:</p><p>a) aktualny stan aparatu kostno-mięśniowo-powięźiowego odcinka L-S (stopień zmian fizjologicznej krzywizny - spłaszczenie, kyfotyzacja, atrofie mię- śniowe i ich wielkość)</p><p>b) dopuszczalny stopień odcią- żenia (różna sztywność gorsetów)</p><p>c) określenie czasu użytkowania (czasowe, stałe)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ponad 6,2 mln zł z KPO dla szpitala onkologicznego w Tomaszowie. Dane, sztuczna inteligencja i bezpieczeństwo pacjentów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55650,ponad-6-2-mln-zl-z-kpo-dla-szpitala-onkologicznego-w-tomaszowie-dane-sztuczna-inteligencja-i-bezpieczenstwo-pacjentow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55650,ponad-6-2-mln-zl-z-kpo-dla-szpitala-onkologicznego-w-tomaszowie-dane-sztuczna-inteligencja-i-bezpieczenstwo-pacjentow</guid>
            <pubDate>Fri, 26 Jun 2026 19:03:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ponad-6-2-mln-zl-z-kpo-dla-szpitala-onkologicznego-w-tomaszowie-dane-sztuczna-inteligencja-i-bezpi-1782655210.png</url>
                        <title>Ponad 6,2 mln zł z KPO dla szpitala onkologicznego w Tomaszowie. Dane, sztuczna inteligencja i bezpieczeństwo pacjentów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55650,ponad-6-2-mln-zl-z-kpo-dla-szpitala-onkologicznego-w-tomaszowie-dane-sztuczna-inteligencja-i-bezpieczenstwo-pacjentow</link>
                    </image><description>Specjalistyczny Szpital Onkologiczny Affidea NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim realizuje projekt cyfrowej transformacji wart blisko 7,6 mln zł. Ponad 6,2 mln zł pochodzi ze środków Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Inwestycja ma objąć m.in. cyfryzację dokumentacji medycznej, integrację systemów informatycznych, rozwój cyberbezpieczeństwa oraz wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Współczesna onkologia coraz mniej przypomina medycynę zamkniętą wyłącznie w gabinecie lekarskim. To już nie tylko skalpel, akcelerator, konsylium i wynik badania. To także dane — tysiące informacji, które muszą szybko, bezpiecznie i precyzyjnie trafić tam, gdzie podejmowane są decyzje o leczeniu. W chorobie nowotworowej czas bywa przecież walutą najcenniejszą. Czasem ważniejszą niż pieniądze, procedury i urzędowe definicje.</p><p>Dlatego projekt realizowany w Tomaszowie Mazowieckim ma znaczenie nie tylko techniczne, ale również społeczne. Chodzi o to, by pacjent nie był zakładnikiem papierowych dokumentów, powtarzanych badań, płyt z opisami, zagubionych informacji i systemów, które ze sobą nie rozmawiają. Jeśli cyfryzacja ochrony zdrowia ma mieć sens, musi kończyć się przy łóżku pacjenta, w gabinecie lekarza i w realnie sprawniejszej organizacji leczenia.</p><h2>Cyfrowy krwiobieg szpitala</h2><p>Projekt pod nazwą <strong>„Przyspieszenie procesów transformacji cyfrowej w Specjalistycznym Szpitalu Onkologicznym NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim”</strong> obejmuje integrację i rozbudowę systemów informatycznych, cyfryzację dokumentacji medycznej, podłączenie do centralnego repozytorium danych medycznych oraz wdrożenie rozwiązań wykorzystujących sztuczną inteligencję.</p><p>W praktyce oznacza to budowę bardziej spójnego środowiska pracy dla lekarzy, pielęgniarek, diagnostów i całych zespołów terapeutycznych. Tam, gdzie leczenie wymaga współpracy wielu specjalistów, sprawny przepływ informacji nie jest dodatkiem do medycyny. Jest jej warunkiem.</p><p>Wartość całego projektu wynosi <strong>7 594 812,08 zł</strong>, z czego <strong>6 251 114,56 zł</strong> stanowi dofinansowanie ze środków <strong>Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności</strong>.</p><h2>Cyberbezpieczeństwo nie jest luksusem</h2><p>W dobie cyfryzacji medycyny szczególnego znaczenia nabiera bezpieczeństwo danych. Dokumentacja medyczna należy do najbardziej wrażliwych informacji dotyczących człowieka. Jej ochrona nie jest więc kwestią wygody, lecz zaufania do instytucji publicznych i medycznych.</p><p>Projekt realizowany w tomaszowskim szpitalu obejmuje również rozwój systemów cyberbezpieczeństwa i zwiększenie odporności infrastruktury IT. To szczególnie istotne, ponieważ placówki medyczne coraz częściej stają się celem cyberataków, a paraliż systemów informatycznych może oznaczać nie tylko chaos administracyjny, ale także realne zagrożenie dla ciągłości leczenia.</p><p>– <strong>Transformacja cyfrowa w ochronie zdrowia to dziś znacznie więcej niż wdrażanie kolejnych systemów informatycznych. To budowa środowiska, które wspiera lekarzy, usprawnia współpracę zespołów i zwiększa bezpieczeństwo pacjentów. Dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy przyspieszamy ten proces w Tomaszowie Mazowieckim, rozwijając infrastrukturę IT, cyfryzując dokumentację medyczną, wzmacniając cyberbezpieczeństwo i wdrażając rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji</strong> – podkreśla Agnieszka Szydłowska, Członek Zarządu Affidea i Affidea NU-MED oraz Dyrektor Operacyjna ds. Radioterapii Affidea Polska.</p><p>Jak dodaje, celem jest stworzenie odpornego i sprawnie funkcjonującego środowiska, które będzie wspierać jakość opieki nad pacjentami i zapewniać ciągłość działania placówki.</p><h2>Co zyska pacjent?</h2><p>Z perspektywy mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu najważniejsze pytanie brzmi prosto: czy ta inwestycja przełoży się na codzienne doświadczenie pacjenta?</p><p>To szczególnie ważne w onkologii, gdzie pacjent często przechodzi przez wiele etapów: diagnostykę, konsultacje, leczenie zabiegowe, radioterapię, chemioterapię, kontrole i dalszą obserwację. Każde zagubione badanie, każde opóźnienie w przekazaniu dokumentacji, każdy brak dostępu do pełnej historii leczenia może komplikować proces terapeutyczny.</p><p>– <strong>Transformacja cyfrowa to jeden z najważniejszych kroków w historii ochrony zdrowia dla każdego szpitala. Dzięki temu dofinansowaniu przyspieszyliśmy proces integracji systemów IT, cyfryzacji dokumentacji i wdrożenia nowoczesnych rozwiązań. Pacjenci zyskają szybszy i bezpieczniejszy dostęp do swoich danych, a lekarze pełniejszy obraz procesu leczenia</strong> – mówi Małgorzata Nurkowska, Dyrektor Szpitala Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki.</p><p>Jak zaznacza, będzie to zmiana jakościowa, która powinna przełożyć się na sprawniejszą organizację pracy i lepszą koordynację terapii.</p><h2>Sztuczna inteligencja w szpitalu. Narzędzie, nie cudowna różdżka</h2><p>W komunikacie dotyczącym inwestycji pojawia się również sztuczna inteligencja. W medycynie to pojęcie budzi jednocześnie nadzieję i ostrożność. Z jednej strony może wspierać analizę danych, porządkowanie informacji, organizację procesów i pracę specjalistów. Z drugiej — nie zastępuje lekarza, doświadczenia klinicznego ani odpowiedzialności za decyzje terapeutyczne.</p><p>Właśnie dlatego najważniejsze będzie nie samo wdrożenie nowoczesnych narzędzi, lecz sposób ich wykorzystania. Technologia w szpitalu ma sens wtedy, gdy skraca drogę pacjenta przez system, poprawia bezpieczeństwo i daje lekarzom więcej czasu na medycynę, a mniej na administracyjną walkę z dokumentami.</p><h2>Szerszy rozwój tomaszowskiej onkologii</h2><p>Cyfrowa transformacja jest częścią szerszego rozwoju ośrodka Affidea NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim. Szpital prowadzi także inwestycje związane z wymianą akceleratorów, rozwijając możliwości radioterapii i zapewniając pacjentom dostęp do coraz bardziej precyzyjnych metod leczenia.</p><p>Placówka wzmacnia również swoją pozycję jako ośrodek wyspecjalizowany w diagnostyce i leczeniu nowotworów skóry. Rozwój tego obszaru wspierają m.in. działania realizowane w ramach programu FELD oraz badania dermatoskopowe, które mają zwiększać dostępność wczesnej diagnostyki.</p><p>To ważne, bo w onkologii wczesne wykrycie choroby często decyduje o dalszym scenariuszu leczenia. Czasem jest różnicą między terapią mniej obciążającą a dramatyczną walką o życie.</p><h2>Onkologia blisko miejsca zamieszkania</h2><p>Realizowane przez Affidea inwestycje mają wspólny cel: zapewnienie pacjentom dostępu do kompleksowej opieki onkologicznej możliwie blisko miejsca zamieszkania. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i sąsiednich gmin ma to szczególne znaczenie.</p><p>Leczenie onkologiczne to nie tylko procedura medyczna. To także logistyka, dojazdy, stres, oczekiwanie na wyniki i konieczność godzenia terapii z codziennym życiem rodziny. Im więcej świadczeń, diagnostyki i specjalistycznej opieki można zorganizować lokalnie, tym mniejsze obciążenie dla pacjenta i jego bliskich.</p><p>Cyfryzacja nie rozwiąże wszystkich problemów ochrony zdrowia. Nie zastąpi lekarzy, nie skróci cudownie każdej kolejki i nie sprawi, że system z dnia na dzień stanie się idealny. Może jednak uporządkować ten obszar, w którym przez lata pacjenci najczęściej czuli się bezradni: przepływ informacji, dostęp do dokumentacji, koordynację leczenia i bezpieczeństwo danych.</p><p>A w medycynie, szczególnie tej onkologicznej, porządek w informacjach bywa czymś znacznie więcej niż administracyjną wygodą. Bywa początkiem skuteczniejszego leczenia.ala integracja systemów ma pozwolić personelowi medycznemu szybciej korzystać z danych, a pacjentom zapewnić łatwiejszy i bezpieczniejszy dostęp do informacji o leczeniu. Rozwój interoperacyjnych systemów ma również usprawnić współpracę z innymi placówkami i zapewnić w</p><p><strong>&nbsp;</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Żar nadciąga nad Tomaszów. NFZ ostrzega: upał może zabić]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55638,zar-nadciaga-nad-tomaszow-nfz-ostrzega-upal-moze-zabic</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55638,zar-nadciaga-nad-tomaszow-nfz-ostrzega-upal-moze-zabic</guid>
            <pubDate>Wed, 24 Jun 2026 16:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zar-nadciaga-nad-tomaszow-nfz-ostrzega-upal-moze-zabic-1782310982.jpg</url>
                        <title>Żar nadciąga nad Tomaszów. NFZ ostrzega: upał może zabić</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55638,zar-nadciaga-nad-tomaszow-nfz-ostrzega-upal-moze-zabic</link>
                    </image><description>Nad region nadchodzi fala wysokich temperatur. To nie jest zwykłe „ładne lato”, w którym wystarczy uchylić okno i nalać sobie lemoniady z lodem. Według prognozy dla Tomaszowa Mazowieckiego temperatura ma przekroczyć 30 stopni już w czwartek, a w kolejnych dniach może wzrosnąć jeszcze bardziej — nawet do poziomu groźnego dla zdrowia, szczególnie dla dzieci, seniorów i osób przewlekle chorych. Dla Tomaszowa obowiązuje również pomarańczowe ostrzeżenie IMGW przed upałem, początkowo od czwartku 25 czerwca od godz. 12.00 do soboty 27 czerwca do godz. 10.00, z zapowiedzią kontynuacji wysokich temperatur.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Narodowy Fundusz Zdrowia apeluje, by w najbliższych dniach szczególnie zadbać o siebie i bliskich. <strong>Udar cieplny, udar słoneczny i odwodnienie</strong> nie są drobnymi letnimi niedogodnościami. To stany, które mogą prowadzić do poważnych powikłań, a w skrajnych przypadkach do śmierci. Ministerstwo Zdrowia przypomina, że udar cieplny pojawia się wtedy, gdy organizm nie jest już w stanie samodzielnie obniżyć temperatury ciała.</p><h2><strong>Najgroźniejsze godziny nie zawsze są w południe</strong></h2><p>Wielu osobom wydaje się, że najgorzej jest dokładnie w samo południe. To tylko część prawdy. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa przypomina, że za upał uznaje się sytuację, gdy temperatura powietrza przy powierzchni ziemi przekracza 30 stopni Celsjusza. Najwyższa temperatura w ciągu dnia najczęściej występuje między godziną 15.00 a 18.00, natomiast największe promieniowanie UV notowane jest zwykle między 12.00 a 13.00.</p><p>To ważna informacja dla mieszkańców Tomaszowa, którzy planują zakupy, pracę w ogrodzie, spacer z dzieckiem, wizytę na targowisku, przejazd rowerem czy powrót z pracy. Upał działa podstępnie. Najpierw odbiera koncentrację, potem siły, a dopiero później pojawiają się objawy, których nie wolno lekceważyć.</p><p>Szczególną ostrożność powinni zachować kierowcy oraz osoby pracujące z maszynami, elektronarzędziami, przy drogach, na budowach, w halach i na otwartej przestrzeni. Wysoka temperatura może powodować senność, rozdrażnienie, spadek refleksu i błędy, które w normalnych warunkach po prostu by się nie zdarzyły.</p><h2><strong>Dzieci i seniorzy są najbardziej narażeni</strong></h2><p>NFZ przypomina, że w czasie upałów szczególnie trzeba chronić dzieci i osoby starsze. Dziecięca skóra jest cieńsza i mniej odporna na promieniowanie UV, a organizm dziecka szybciej się przegrzewa. Seniorzy z kolei często słabiej odczuwają pragnienie, a przyjmowane przez nich leki w czasie odwodnienia mogą działać silniej i bardziej niebezpiecznie.</p><p>Tu nie ma miejsca na lekkomyślność. <strong>Pod żadnym pozorem nie wolno zostawiać dzieci ani zwierząt w zaparkowanym samochodzie.</strong> Temperatura wewnątrz auta może błyskawicznie wzrosnąć do poziomu zagrażającego życiu. To nie scena z filmu katastroficznego, ale realny mechanizm: zamknięty samochód staje się szklarnią, a kilka minut może wystarczyć, by doszło do tragedii.</p><p>Dzieci powinny mieć lekkie, przewiewne ubrania, nakrycie głowy, dostęp do wody i cień. Seniorzy — jeśli nie muszą — nie powinni wychodzić z domu w najgorętszych godzinach. Warto też zadzwonić do starszych rodziców, sąsiadki z bloku, samotnego wujka czy znajomego seniora. Czasem jedno pytanie: „Czy masz wodę? Czy dobrze się czujesz?” jest ważniejsze niż najdłuższy rodzinny manifest troski.</p><h2><strong>Słońce, oparzenia i czerniak</strong></h2><p>Upał to jedno, ale promieniowanie UV to drugi przeciwnik. NFZ ostrzega, że intensywna ekspozycja na słońce i oparzenia słoneczne, zwłaszcza te z pęcherzami, zwiększają ryzyko czerniaka. Szczególnie uważać powinny dzieci, osoby o jasnej karnacji, rudych lub blond włosach, osoby z dużą liczbą piegów i znamion, pacjenci po przeszczepach, osoby po zabiegach medycyny estetycznej oraz przyjmujące leki światłouczulające.</p><p>Podstawowe zasady są proste, ale trzeba ich przestrzegać konsekwentnie: woda, cień, nakrycie głowy, okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV, przewiewne ubranie i krem z wysokim filtrem — najlepiej SPF 50+. Alkohol w czasie upału jest złym doradcą. Odwadnia organizm i zwiększa ryzyko udaru cieplnego.</p><h2><strong>Po czym poznać, że organizm się przegrzewa?</strong></h2><p>Organizm zwykle wysyła sygnały ostrzegawcze, zanim dojdzie do załamania. Nie wolno ich zagłuszać ambicją, pracą, zakupami, spacerem „jeszcze tylko kawałek” czy przekonaniem, że „jakoś to będzie”.</p><p>Niepokojące objawy to m.in. szybkie tętno, silne zmęczenie, przyspieszony oddech, zawroty głowy, gorączka, dreszcze, nudności, sucha skóra, osłabienie oraz oddawanie mniejszej ilości moczu niż zwykle. Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że przy objawach udaru cieplnego trzeba bezzwłocznie wezwać pomoc.</p><p>Jeżeli ktoś zasłabnie, traci kontakt, ma bardzo wysoką temperaturę, wymiotuje, majaczy albo przestaje logicznie odpowiadać — nie czekamy. Dzwonimy pod <strong>112 lub 999</strong>, przenosimy osobę w cień, rozluźniamy ubranie i próbujemy schładzać ciało, ale bez gwałtownego szoku lodowatą wodą.</p><h2><strong>Jak przetrwać najgorętsze dni?</strong></h2><p>Najważniejsze jest nawodnienie. W czasie wysokich temperatur trzeba pić regularnie, zanim pojawi się silne pragnienie. Warto sięgać po wodę, lekkie napoje, sezonowe owoce i warzywa zawierające dużo wody. Ciężkie, tłuste jedzenie zostawmy na chłodniejsze dni — organizm i tak będzie miał dość pracy.</p><p>W mieszkaniach najlepiej zasłaniać okna od nasłonecznionej strony, wietrzyć rano i wieczorem, unikać gotowania w najgorętszych godzinach i ograniczać wysiłek fizyczny. Przy pracy na zewnątrz konieczne są przerwy, cień, woda i rozsądek. Człowiek nie jest maszyną, choć czasem próbuje tak funkcjonować.</p><p>W lokalnej skali to także sprawdzian sąsiedzkiej uważności. W blokach, kamienicach i domach jednorodzinnych są osoby, które mogą nie poprosić o pomoc. Upał nie pyta o PESEL, ale najmocniej uderza w tych, którzy są najsłabsi.</p><h2><strong>Numery alarmowe</strong></h2><p>W razie podejrzenia udaru cieplnego, zasłabnięcia, zaburzeń świadomości, bardzo wysokiej temperatury ciała, silnych wymiotów lub utraty przytomności należy natychmiast dzwonić pod:</p><p><strong>112</strong> — numer alarmowy<br><strong>999</strong> — pogotowie ratunkowe</p><p>W takie dni ostrożność nie jest przesadą. Jest rozsądkiem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Po zawale nie ma już „nic się nie stało”. Pacjent trafia do grupy najwyższego ryzyka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55621,po-zawale-nie-ma-juz-nic-sie-nie-stalo-pacjent-trafia-do-grupy-najwyzszego-ryzyka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55621,po-zawale-nie-ma-juz-nic-sie-nie-stalo-pacjent-trafia-do-grupy-najwyzszego-ryzyka</guid>
            <pubDate>Tue, 23 Jun 2026 09:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-po-zawale-nie-ma-juz-nic-sie-nie-stalo-pacjent-trafia-do-grupy-najwyzszego-ryzyka-1782199382.png</url>
                        <title>Po zawale nie ma już „nic się nie stało”. Pacjent trafia do grupy najwyższego ryzyka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55621,po-zawale-nie-ma-juz-nic-sie-nie-stalo-pacjent-trafia-do-grupy-najwyzszego-ryzyka</link>
                    </image><description>Po zawale serca pacjent trafia do grupy najwyższego ryzyka kolejnego incydentu — podkreśla prof. Janina Stępińska. Kluczowe są szybkie leczenie, rehabilitacja, kontrola LDL i ciśnienia oraz zmiana stylu życia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;<strong>Zawał serca bywa jak uderzenie pioruna w środku zwykłego dnia.</strong> Jeszcze rano praca, zakupy, telefon, pośpiech, papieros „tylko jeden”, kanapka zjedzona w biegu. A potem ból w klatce piersiowej, duszność, zimny pot, strach i walka z czasem. W kardiologii mówi się o „złotej godzinie” — krótkim oknie, w którym szybka pomoc może uratować życie i ograniczyć uszkodzenie serca. Ale eksperci przypominają: samo przeżycie zawału nie oznacza końca choroby.</p><p>Prof. Janina Stępińska, dyrektor Narodowego Instytutu Kardiologii, w rozmowie z PAP podkreśla, że <strong>każdy pacjent po zawale serca automatycznie staje się chorym najwyższego ryzyka kolejnego incydentu</strong>. To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno także lokalnie — w Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w każdej rodzinie, w której ktoś „jakoś się czuje”, ale od lat nie mierzy ciśnienia, nie bada cholesterolu i nie zagląda do lekarza, dopóki organizm nie zacznie krzyczeć.</p><h2>Serce uratowane w szpitalu to dopiero początek</h2><p>Według danych przywoływanych przez ekspertkę, w Polsce każdego roku rejestruje się około 70 tysięcy przypadków zawału serca. Choroby kardiologiczne pozostają jedną z głównych przyczyn zgonów, wyprzedzając nawet nowotwory. Zawał serca to martwica fragmentu mięśnia sercowego, najczęściej spowodowana zamknięciem tętnicy wieńcowej. Krew przestaje dostarczać tlen, a część serca zostaje odcięta od życia.</p><p>Najczęstszą przyczyną jest miażdżyca. Pęknięcie blaszki miażdżycowej uruchamia proces krzepnięcia, powstaje zakrzep, a ten może całkowicie zablokować przepływ krwi. Dalej zaczyna się dramat liczony nie w dniach, ale w minutach.</p><p>Prof. Stępińska tłumaczy, że stan serca po zawale zależy m.in. od tego, jak szybko pacjent otrzyma pomoc. Im krótszy czas od początku bólu do przywrócenia przepływu krwi przez zamkniętą tętnicę, tym większa szansa na ograniczenie trwałych następstw. Dlatego przy objawach zawału nie wolno „przeczekać”, „położyć się na chwilę” ani jechać samemu do szpitala. Trzeba wzywać pomoc medyczną.</p><h2>Największy przeciwnik? Stare nawyki</h2><p>Nowoczesna kardiologia potrafi dziś działać szybko i skutecznie. W wielu przypadkach lekarze udrażniają zamkniętą tętnicę, przywracają przepływ krwi i ratują mięsień sercowy przed dużym uszkodzeniem. Paradoksalnie właśnie tacy pacjenci bywają później najtrudniejsi do przekonania, że przeżyli coś bardzo poważnego.</p><p>Prof. Stępińska zwraca uwagę, że osoby, które szybko trafiły do szpitala i uniknęły widocznego uszczerbku na zdrowiu, często bagatelizują zdarzenie. Myślą: „nic się nie stało”. Wracają do pracy, papierosów, pośpiechu, złej diety, siedzącego trybu życia. Jak bohater filmu, który przeżył eksplozję i otrzepuje kurz z marynarki, ale nie zauważa, że za jego plecami nadal płonie cały budynek.</p><p>Tyle że po zawale organizm nie daje czystej kartki. Daje ostrzeżenie.</p><h2>Cholesterol, ciśnienie, cukrzyca. Liczby, które decydują o życiu</h2><p>Do najważniejszych czynników ryzyka zawału należą: podwyższony poziom cholesterolu LDL, nadciśnienie tętnicze, palenie tytoniu, nieprawidłowa dieta, brak aktywności fizycznej, nadwaga oraz obciążenia genetyczne. Na geny wpływu nie mamy. Na papierosy, ruch, leczenie nadciśnienia i badania kontrolne — już tak.</p><p>Po zawale szczególne znaczenie ma <strong>kontrola złego cholesterolu LDL</strong>. Prof. Stępińska wskazuje, że u pacjenta po zawale powinien on być bardzo niski — poniżej 50 mg/dl. Równie ważna jest kontrola ciśnienia tętniczego. Ekspertka przypomina, że obecnie górna granica to 130/80 mmHg. U osób z cukrzycą kluczowa jest również bardzo dobra kontrola poziomu glukozy.</p><p>To nie są suche liczby z ulotki. To współczesny alfabet przeżycia po zawale. Trochę jak zapis nutowy — jeśli zignorujemy tempo, pauzy i tonację, cała melodia zaczyna się sypać.</p><h2>KOS-Zawał, czyli pacjent nie powinien zostać sam</h2><p>W Polsce od 2017 roku działa program <strong>KOS-Zawał</strong>, czyli kompleksowa opieka specjalistyczna nad pacjentem po zawale serca. Program obejmuje leczenie ostrej fazy zawału, rehabilitację kardiologiczną, opiekę ambulatoryjną, monitorowanie stanu pacjenta oraz indywidualny plan leczenia.</p><p>Prof. Stępińska podkreśla, że bezpieczna rehabilitacja może rozpoczynać się już w szpitalu. To ważne, bo wielu pacjentów po zawale boi się ruchu. Inni przeciwnie — zbyt szybko chcą wrócić do dawnych obciążeń. Tymczasem rehabilitacja kardiologiczna nie jest dodatkiem luksusowym, lecz jednym z filarów powrotu do życia.</p><p>Program KOS-Zawał jest finansowany ze środków publicznych. W założeniu ma prowadzić pacjenta przez pierwszy, najważniejszy rok po incydencie. To czas, w którym trzeba ustawić leczenie, kontrolować czynniki ryzyka, rozpocząć rehabilitację i nauczyć się żyć inaczej.</p><h2>Rzucić palenie, zmienić dietę, ruszyć się. Proste? Tylko na papierze</h2><p>Ekspertka nie pozostawia złudzeń: dopełnieniem leczenia musi być <strong>bezwzględne rzucenie palenia</strong>, przejście na dietę śródziemnomorską, redukcja nadwagi i regularna aktywność fizyczna. To brzmi jak zestaw zaleceń dobrze znanych z plakatów w przychodniach. Problem w tym, że najtrudniej zmienia się to, co przez lata było częścią codzienności.</p><p>Papieros po pracy. Tłusty obiad „bo przecież człowiek musi coś zjeść”. Brak spaceru, bo zimno, gorąco, pada, boli, nie ma czasu. Stres, którego nie da się po prostu wyłączyć guzikiem.</p><p>Prof. Stępińska przyznaje, że unikanie stresu jest jednym z najtrudniejszych zaleceń. Często wynika on z sytuacji osobistych, rodzinnych, zawodowych, finansowych. Nie na wszystko mamy wpływ. Możemy jednak ograniczać to, co dokłada organizmowi kolejnych ciosów: permanentny pośpiech, brak snu, konflikty, nadmiar obowiązków, używki. Czasem konieczne jest również wsparcie psychologa.</p><h2>Lokalna lekcja dla mieszkańców</h2><p>Ten temat nie dotyczy abstrakcyjnych statystyk. Dotyczy ludzi, których mijamy na ulicach Tomaszowa Mazowieckiego, w kolejkach do lekarza, w sklepach, na przystankach, na działkach, nad Pilicą i Wolbórką. Dotyczy ojców, matek, dziadków, pracowników, przedsiębiorców, kierowców, nauczycieli, urzędników. Zawał rzadko pyta o kalendarz.</p><p>Dlatego warto powtarzać kilka prostych zasad. Ból w klatce piersiowej, duszność, promieniowanie bólu do ręki, żuchwy, pleców, zimny pot, osłabienie, nudności — to objawy, których nie wolno lekceważyć. W przypadku podejrzenia zawału należy wzywać pomoc, a nie czekać, aż „samo przejdzie”.</p><p>Po zawale natomiast trzeba potraktować leczenie jak długą umowę z własnym życiem. Tabletki, kontrole, rehabilitacja, dieta, ruch, rzucenie palenia — to nie są dodatki do terapii. To terapia.</p><h2>Druga szansa wymaga dyscypliny</h2><p>Zawał serca nie zawsze kończy się tragedią. Dzięki medycynie, szybkiemu leczeniu i dobrej organizacji systemu wielu pacjentów wraca do domu, rodziny i pracy. Ale właśnie wtedy zaczyna się najważniejszy egzamin. Nie przed lekarzem. Przed samym sobą.</p><p>Bo po zawale nie wystarczy powiedzieć: „miałem szczęście”. Trzeba jeszcze zrobić wszystko, by tego szczęścia nie wystawiać na kolejną próbę.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lekarz rodzinny jak centrum dowodzenia. Opieka koordynowana obejmuje już 70 proc. pacjentów w Łódzkiem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55612,lekarz-rodzinny-jak-centrum-dowodzenia-opieka-koordynowana-obejmuje-juz-70-proc-pacjentow-w-lodzkiem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55612,lekarz-rodzinny-jak-centrum-dowodzenia-opieka-koordynowana-obejmuje-juz-70-proc-pacjentow-w-lodzkiem</guid>
            <pubDate>Mon, 22 Jun 2026 16:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lekarz-rodzinny-jak-centrum-dowodzenia-opieka-koordynowana-obejmuje-juz-70-proc-pacjentow-w-lodzki-1782140535.png</url>
                        <title>Lekarz rodzinny jak centrum dowodzenia. Opieka koordynowana obejmuje już 70 proc. pacjentów w Łódzkiem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55612,lekarz-rodzinny-jak-centrum-dowodzenia-opieka-koordynowana-obejmuje-juz-70-proc-pacjentow-w-lodzkiem</link>
                    </image><description>Nie zawsze pacjent potrzebuje od razu specjalisty. Czasem potrzebuje kogoś, kto złoży jego leczenie w całość — jak dobrze napisaną partyturę, w której każdy instrument wchodzi we właściwym momencie. Temu właśnie ma służyć opieka koordynowana w podstawowej opiece zdrowotnej. W województwie łódzkim korzysta z niej już około 2,3 mln pacjentów, czyli blisko 70 proc. osób zadeklarowanych do poradni POZ.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Opieka koordynowana działa w Polsce od <strong>1 października 2022 roku</strong>. Została wprowadzona nowelizacją rozporządzenia Ministra Zdrowia z 15 września 2022 r., zmieniającego przepisy dotyczące świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. To właśnie ten akt prawny otworzył drogę do szerszego leczenia chorób przewlekłych na poziomie lekarza rodzinnego, bez każdorazowego odsyłania pacjenta w kolejkę do poradni specjalistycznej.</p><h2>POZ przestaje być tylko „pierwszym kontaktem”</h2><p>Przez lata przyzwyczailiśmy się myśleć o lekarzu rodzinnym jak o bramie wejściowej do systemu. Pacjent przychodził po skierowanie, receptę, zwolnienie, podstawową poradę. Tymczasem <strong>opieka koordynowana w POZ</strong> zmienia ten model. Lekarz rodzinny ma nie tylko rozpoznać problem, ale także prowadzić pacjenta przez kolejne etapy diagnostyki, leczenia, konsultacji i edukacji zdrowotnej.</p><p>W praktyce oznacza to, że pacjent z chorobą przewlekłą nie musi już tak często samotnie krążyć między gabinetami, wynikami badań i terminami wizyt. Leczenie ma być zaplanowane, uporządkowane i prowadzone w jednym miejscu — w przychodni POZ, w której pacjent jest zapisany.</p><p>Narodowy Fundusz Zdrowia podkreśla, że model koordynowany powstał jako odpowiedź na rozdrobnienie świadczeń i potrzebę poprawy efektywności systemu ochrony zdrowia. Chodzi więc nie tylko o kolejną procedurę, ale o próbę naprawienia jednego z największych problemów publicznej medycyny: pacjent wie, że choruje, ale często nie wie, kto naprawdę prowadzi jego leczenie.</p><h2>Pięć ścieżek leczenia</h2><p>Świadczenia opieki koordynowanej są realizowane w pięciu głównych obszarach. To choroby, które dotykają ogromnej części społeczeństwa, szczególnie osób dorosłych i seniorów, ale nie tylko. NFZ wskazuje ścieżki: <strong>kardiologiczną, diabetologiczną, pulmonologiczną, endokrynologiczną i nefrologiczną</strong>.</p><p>W ramach ścieżki kardiologicznej prowadzeni mogą być m.in. pacjenci z nadciśnieniem tętniczym, niewydolnością serca, chorobą niedokrwienną serca czy migotaniem przedsionków. Ścieżka diabetologiczna obejmuje cukrzycę i stan przedcukrzycowy. Pulmonologiczna dotyczy m.in. POChP i astmy. Endokrynologiczna — niedoczynności tarczycy oraz guzków tarczycy. Nefrologiczna — problemów związanych z niewydolnością nerek.</p><p>Brzmi specjalistycznie, ale dla pacjenta sens jest prosty: więcej spraw można załatwić bliżej domu, szybciej i z udziałem zespołu, który zna historię choroby.</p><h2>Koordynator — człowiek od pilnowania całości</h2><p>Jednym z najważniejszych elementów systemu jest <strong>koordynator opieki</strong>. To osoba, która pomaga pacjentowi przejść przez kolejne etapy leczenia: terminy badań, konsultacje, porady edukacyjne, wizyty u dietetyka, kontakt z personelem medycznym.</p><p>To ważne szczególnie dla osób starszych, samotnych albo przewlekle chorych, które często muszą mierzyć się nie tylko z chorobą, ale i z biurokratycznym labiryntem. W takim labiryncie łatwo zgubić skierowanie, termin, wynik, zalecenie. Koordynator ma być kimś w rodzaju Ariadny z nicią — prowadzić pacjenta przez system, zanim ten zdąży się w nim zaplątać.</p><p>W opiece koordynowanej pacjent może otrzymać <strong>Indywidualny Plan Opieki Medycznej</strong>, ustalony wspólnie z lekarzem POZ. Lekarz może też skonsultować przypadek z lekarzem specjalistą oraz zlecić szerszy zakres badań diagnostycznych niż w tradycyjnym modelu POZ.</p><h2>Łódzkie: od 42 placówek do 253</h2><p>W województwie łódzkim rozwój opieki koordynowanej nabrał dużego tempa. W styczniu 2023 roku do programu przystąpiły zaledwie <strong>42 placówki</strong>. Rok później było ich już <strong>158</strong>, w styczniu 2025 roku — <strong>211</strong>, a w 2026 roku opiekę koordynowaną realizują <strong>253 placówki POZ</strong>.</p><p>Według danych Łódzkiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ opieką koordynowaną objętych jest obecnie około <strong>2,3 mln pacjentów</strong>, czyli blisko <strong>70 proc. wszystkich zadeklarowanych pacjentów</strong> w województwie. Jeszcze w 2023 roku było to 331 tys. osób.</p><p>Rośnie także finansowanie. Łódzki NFZ informuje, że w 2022 roku sfinansował świadczenia opieki koordynowanej kwotą 32 tys. zł, natomiast w pierwszym półroczu 2026 roku było to już ponad <strong>33,5 mln zł</strong>. Łącznie przez pięć lat na ten cel przeznaczono <strong>167,8 mln zł</strong>.</p><h2>Gdzie system działa najlepiej, a gdzie najsłabiej?</h2><p>Największy odsetek pacjentów objętych opieką koordynowaną odnotowano w powiecie łaskim — <strong>83 proc.</strong>, przy 13 miejscach udzielania świadczeń. Bardzo wysoko jest również w powiecie radomszczańskim, gdzie opieką objętych jest <strong>74 proc. pacjentów</strong>, czyli ponad 67 tys. osób, przy 14 miejscach udzielania świadczeń.</p><p>Najniższy poziom wskazano w powiecie pajęczańskim — tam opieką koordynowaną objętych jest zaledwie <strong>15 proc. dorosłych pacjentów</strong>, przy 3 miejscach udzielania świadczeń.</p><p>W Łodzi z tak zorganizowanej opieki może korzystać około <strong>70 proc. pacjentów</strong>, czyli ponad <strong>488 tys. osób</strong>, a świadczenia realizowane są w 149 miejscach.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego najważniejsze pytanie brzmi więc nie abstrakcyjnie: „czy taki program istnieje?”, ale bardzo konkretnie: <strong>czy moja przychodnia POZ realizuje opiekę koordynowaną i w jakich ścieżkach?</strong> To warto sprawdzić bezpośrednio w swojej poradni albo przez informację NFZ.</p><h2>„Krok milowy dla pacjentów”</h2><p>Żaneta Iwańczyk, dyrektor Miejskiego Centrum Medycznego „Górna” w Łodzi, ocenia, że zmiana w podstawowej opiece zdrowotnej, wprowadzająca koordynację, współpracę i wymianę informacji między POZ a ambulatoryjną opieką specjalistyczną, jest „krokiem milowym przede wszystkim dla pacjentów”.</p><p>Jak podkreśla, lekarze POZ to medycy, których najczęściej odwiedzają zarówno dzieci, jak i seniorzy. Dzięki opiece koordynowanej poradnia może szerzej prowadzić pacjentów z nadciśnieniem, cukrzycą, chorobami płuc czy niewydolnością nerek. Nie zawsze trzeba odsyłać chorego do specjalisty tylko po to, by wykonał spirometrię czy USG Doppler tętnic. W wielu przypadkach lekarz rodzinny może zlecić takie badania samodzielnie, jeśli uzna je za konieczne.</p><p>Szczególnie ważne są też porady edukacyjne prowadzone przez pielęgniarki oraz konsultacje dietetyczne. W chorobach przewlekłych sama recepta często nie wystarcza. Potrzebna jest wiedza: jak jeść, jak mierzyć ciśnienie, kiedy reagować, jak rozpoznawać pogorszenie stanu zdrowia.</p><h2>Mniej biegania, więcej leczenia</h2><p>Opieka koordynowana nie jest cudownym lekarstwem na wszystkie problemy systemu. Nie zlikwiduje z dnia na dzień kolejek do specjalistów, braków kadrowych ani przeciążenia przychodni. Ale może ograniczyć chaos, który pacjenci znają aż za dobrze.</p><p>Jeżeli działa prawidłowo, daje trzy rzeczy: <strong>czas, porządek i poczucie bezpieczeństwa</strong>. Pacjent nie zostaje sam z kartką pełną zaleceń. Lekarz POZ widzi szerszy obraz choroby. Koordynator pilnuje organizacji. Pielęgniarka i dietetyk pomagają w codziennym radzeniu sobie z chorobą.</p><p>W świecie, w którym medycyna coraz częściej przypomina skomplikowaną mapę metra, opieka koordynowana ma być przesiadką bez błądzenia po peronach. Dla pacjentów przewlekle chorych to nie detal organizacyjny, ale często różnica między leczeniem „od przypadku do przypadku” a realnym prowadzeniem przez system.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformac-1782032439.png</url>
                        <title>Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</link>
                    </image><description>Najgroźniejsze kłamstwa nie przychodzą dziś w stroju szaleńca z aluminiową czapką. Przychodzą w estetycznym filmiku, w miękkim świetle, z uśmiechniętą twarzą influencera, wykresem wyrwanym z kontekstu i obietnicą, że „lekarze o tym nie mówią”. Od picia boraksu po porzucanie terapii onkologicznych – medyczna dezinformacja dawno przestała być tylko internetową ciekawostką. Stała się realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia pacjentów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ekspertki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, autorki raportu <strong>„Dezinformacja medyczna”</strong>, ostrzegają, że fałszywe informacje o zdrowiu coraz częściej prowadzą ludzi do decyzji, których skutki widzą potem lekarze w gabinetach, szpitalach i na oddziałach ratunkowych. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wskazuje, że współczesna dezinformacja medyczna coraz rzadziej wygląda jak klasyczna teoria spiskowa, a coraz częściej jak poradnik: co jeść, czym się suplementować, jak „oczyścić organizm” i dlaczego nie ufać lekarzom.</p><h2>Kłamstwo, które udaje troskę</h2><p>Dr Dorota Sikora, badaczka dezinformacji i dyrektorka Biura Rankingów Akademickich i Komunikacji Naukowej UMW, zwraca uwagę, że wokół zdrowia powstał cały rynek oparty na prostych odpowiedziach na bardzo złożone problemy. To rynek idealny dla czasów zmęczenia, lęku i nieufności. Człowiek chory, przestraszony albo rozczarowany długą kolejką do specjalisty jest łatwym celem. Wystarczy podsunąć mu opowieść: „jest naturalny sposób”, „oni to ukrywają”, „wystarczy odkwasić organizm”, „ta dieta zatrzyma raka”.</p><p>– Najgroźniejsze kłamstwa medyczne nie wyglądają jak kłamstwa. Wykorzystują pojedyncze badania, półprawdy i wyrwane z kontekstu fakty – powiedziały PAP autorki raportu.</p><p>To jest właśnie sedno problemu. Dawna dezinformacja była często toporna. Dzisiejsza ma makijaż nauki. Posługuje się terminami medycznymi, cytuje publikacje, pokazuje wykresy, mówi o „badaniach”, „toksyczności”, „stanach zapalnych”, „mikrobiomie” i „detoksie”. Tyle że z nauką ma tyle wspólnego, ile scenografia szpitala w serialu z prawdziwym dyżurem na SOR-ze.</p><h2>Suplement zamiast terapii, influencer zamiast lekarza</h2><p>Wioletta Samborska, dyrektorka Centrum Odkryć Medycznych UMW, podkreśla, że szczególnie popularne są dziś treści dotyczące diet, suplementów, „oczyszczania organizmu” i rzekomo cudownych terapii. Największe niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy pacjent pod wpływem takich przekazów rezygnuje z leczenia zaleconego przez lekarza.</p><p>To już nie jest tylko kwestia tego, że ktoś kupi drogi proszek, kapsułki albo „naturalny preparat” bez udowodnionej skuteczności. Problem zaczyna się w chwili, gdy fałszywa nadzieja wypycha z życia pacjenta medycynę opartą na dowodach. Kiedy chory odkłada chemioterapię. Kiedy pacjent po zawale odmawia szczepienia. Kiedy rodzic uznaje, że film z internetu jest bardziej wiarygodny niż pediatra.</p><p>Najwyższa Izba Kontroli już kilka lat temu alarmowała, że w sieci wykrywano suplementy diety zawierające niedozwolone składniki mogące stanowić zagrożenie dla zdrowia, a liczba zgłoszeń nowych suplementów do GIS rosła lawinowo. W latach 2017–2020 zgłoszono ich ponad 62 tysiące, podczas gdy w latach 2013–2015 było to łącznie od 9 do 12 tysięcy.</p><h2>Japonia jako ostrzeżenie: plotka znika, skutki zostają</h2><p>Ekspertki przywołują przykład Japonii, gdzie po nagłośnieniu historii o rzekomych powikłaniach po szczepieniach przeciw HPV poziom wyszczepialności spadł z około 80 proc. do mniej niż 1 proc. Zarzutów wobec szczepionki nie potwierdzono, ale skutki paniki okazały się dramatyczne.</p><p>Polski portal Szczepienia.info, prowadzony przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – PIB, przypomina wyniki modelowania opublikowanego w 2020 roku: załamanie szczepień przeciw HPV w Japonii w latach 2013–2019 mogło oznaczać około 25 tysięcy przypadków raka szyjki macicy i do 5700 zgonów, których można było uniknąć.</p><p>To jest ten moment, w którym internetowa plotka przestaje być „opinią”. Staje się czynnikiem ryzyka. Jak zanieczyszczona woda, niesprawne hamulce albo źle oznakowane przejście dla pieszych.</p><h2>Polska też nie jest odporna</h2><p>Podobne zjawiska obserwowane są również w Polsce. Samborska powołała się na dane przytoczone przez prof. Piotra Ponikowskiego: spośród 174 pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiej niewydolności serca lub po zawale aż 100 odmówiło przyjęcia zalecanych szczepień ochronnych.</p><p>To brzmi jak paradoks, ale jest znakiem czasu. Pacjent, który doświadczył realnego zagrożenia życia, potrafi jednocześnie odrzucać profilaktykę, bo wcześniej usłyszał, przeczytał lub zobaczył coś, co skutecznie podważyło jego zaufanie do medycyny.</p><p>Rzecznik Praw Pacjenta także zwracał uwagę na nowe formy medycznej dezinformacji, w tym fałszywe nagrania tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji, fikcyjne autorytety i wykorzystanie wizerunku znanych osób do promowania płatnych pseudousług. W jednej ze spraw RPP wystąpił do organów ścigania, wskazując na potrzebę ochrony pacjentów przed fałszywymi treściami zdrowotnymi.</p><h2>Dlaczego młodzi dorośli są tak podatni?</h2><p>Zdaniem dr Sikory szczególnie niepokojące jest to, że na <strong>dezinformację zdrowotną</strong> coraz częściej podatni są młodzi dorośli. To pokolenie, które ogromną część informacji konsumuje w mediach społecznościowych. Tam zaś wygrywa niekoniecznie ten, kto ma rację, ale ten, kto szybciej przyciąga uwagę.</p><p>Algorytm nie ma przysięgi Hipokratesa. Nie pyta, czy film jest odpowiedzialny. Pyta, czy zatrzyma użytkownika na ekranie. A strach, skandal, cudowna obietnica i teoria „ukrywanej prawdy” zatrzymują skutecznie.</p><p>Tu zaczyna się dramat współczesnej komunikacji zdrowotnej. Lekarz mówi: „to zależy”, „trzeba wykonać badania”, „ryzyko jest takie i takie”, „proszę przyjmować lek regularnie”. Internetowy guru mówi: „mam prostą odpowiedź”. I często wygrywa, bo brzmi jak bohater filmu, który jednym ruchem rozbraja bombę. Medycyna tymczasem rzadko jest filmem akcji. Bardziej przypomina długi, mozolny reportaż z pola bitwy.</p><h2>Prawo próbuje nadążyć, ale problem jest szybszy</h2><p>W Polsce reklama produktów zdrowotnych, wyrobów medycznych i suplementów diety podlega ograniczeniom, ale praktyka internetu jest znacznie szybsza niż urzędowe procedury. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych przypomina, że reklama wyrobów medycznych kierowana do publicznej wiadomości musi m.in. jasno wskazywać producenta, podmiot prowadzący reklamę i zawierać wymagane ostrzeżenia.</p><p>UOKiK już wcześniej wskazywał, że w reklamach suplementów problemem bywa przypisywanie im właściwości leków, sugerowanie szybkiej poprawy zdrowia czy wykorzystywanie autorytetu osób, które mają wzbudzać zaufanie odbiorców.</p><p>Nie wystarczy jednak samo prawo. Bo dezinformacja nie zawsze przychodzi jako reklama. Czasem jest „osobistą historią”, „opinią”, „testem produktu”, „niezależną recenzją”, „rozmową z ekspertem”, który ekspertem jest tylko w opisie profilu.</p><h2>Lokalny wymiar: Tomaszów też nie żyje poza internetem</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to nie jest odległa debata akademicka. Te same filmiki, te same reklamy suplementów, te same antyszczepionkowe narracje i te same „cudowne terapie” trafiają na telefony rodziców, seniorów, młodych matek, pacjentów po diagnozie i ludzi czekających miesiącami na wizytę u specjalisty.</p><p>W sprawach profilaktyki i bezpieczeństwa zdrowotnego lokalnym punktem odniesienia pozostają placówki publiczne, lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, Tomaszowskie Centrum Zdrowia oraz Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Tomaszowie Mazowieckim, która udostępnia m.in. informacje dotyczące szczepień przeciw HPV w szkołach i materiały Ministerstwa Zdrowia.</p><p>Ministerstwo Zdrowia przypomina, że szczepienia przeciw HPV są elementem profilaktyki chorób wywoływanych przez wirusa brodawczaka ludzkiego, w tym raka szyjki macicy i innych nowotworów.</p><h2>„Szczepionka przeciw dezinformacji”</h2><p>Autorki raportu podkreślają, że odpowiedzią na problem nie mogą być wyłącznie regulacje. Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu powstaje <strong>Centrum Odkryć Medycznych</strong> – przestrzeń edukacyjna mająca popularyzować wiedzę o szczepionkach, antybiotykach, transplantologii i współczesnej medycynie. Samborska określa ten pomysł jako próbę stworzenia „szczepionki przeciw dezinformacji”.</p><p>To trafna metafora. Bo odporność społeczna nie bierze się z zakazów, lecz z wiedzy, zaufania i umiejętności odróżnienia lekarza od sprzedawcy cudów.</p><p>Najprostszy test brzmi: jeśli ktoś obiecuje szybkie wyleczenie wszystkiego, straszy lekarzami, sprzedaje preparat i jednocześnie twierdzi, że „system nie chce, żebyś o tym wiedział” – powinna zapalić się czerwona lampka. Nie ma medycyny bez wątpliwości, bez badań, bez procedur i bez odpowiedzialności. Jest za to wielki rynek fałszywej nadziei. A fałszywa nadzieja, jak każdy dobrze opakowany produkt, potrafi sprzedać się znakomicie.</p><p>Tyle że rachunek bardzo często płaci pacjent.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezpłatne zajęcia o laktacji w Tomaszowie. TCZ zaprasza do Szkoły Rodzenia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55597,bezplatne-zajecia-o-laktacji-w-tomaszowie-tcz-zaprasza-do-szkoly-rodzenia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55597,bezplatne-zajecia-o-laktacji-w-tomaszowie-tcz-zaprasza-do-szkoly-rodzenia</guid>
            <pubDate>Sat, 20 Jun 2026 20:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezplatne-zajecia-o-laktacji-w-tomaszowie-tcz-zaprasza-do-szkoly-rodzenia-1782211694.png</url>
                        <title>Bezpłatne zajęcia o laktacji w Tomaszowie. TCZ zaprasza do Szkoły Rodzenia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55597,bezplatne-zajecia-o-laktacji-w-tomaszowie-tcz-zaprasza-do-szkoly-rodzenia</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza przyszłych rodziców oraz rodziców z niemowlętami na bezpłatne spotkanie poświęcone karmieniu piersią. Zajęcia odbędą się 22 czerwca o godzinie 17.00 przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Spotkanie o jednym z najważniejszych tematów po porodzie</h2><p>Szkoła Rodzenia działająca przy Tomaszowskim Centrum Zdrowia organizuje kolejne spotkanie skierowane do <strong>przyszłych rodziców oraz rodziców z maluszkami</strong>. Tym razem tematem zajęć będzie laktacja, czyli zagadnienie, które dla wielu rodzin staje się jednym z najważniejszych wyzwań w pierwszych tygodniach i miesiącach życia dziecka.</p><p>Spotkanie pod hasłem <strong>„Laktacja – część I”</strong> zaplanowano na poniedziałek, 22 czerwca 2026 roku, o godzinie 17.00. Zajęcia odbędą się przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim. Udział jest bezpłatny dzięki finansowaniu przez Powiat Tomaszowski.</p><h2>Praktyczna wiedza i odpowiedzi na pytania rodziców</h2><p>Zajęcia poprowadzi Dorota Michalak, Certyfikowany Doradca Laktacyjny. Jak zapowiada organizator, uczestnicy będą mogli nie tylko wysłuchać merytorycznego wprowadzenia, ale także skorzystać z praktycznej wiedzy i doświadczenia prowadzącej oraz zadać pytania dotyczące codziennych problemów związanych z karmieniem piersią.</p><p>W programie znalazły się między innymi zagadnienia dotyczące <strong>przygotowania do karmienia piersią</strong>, prawidłowego przystawiania dziecka do piersi, najczęstszych trudności laktacyjnych oraz sposobów ich rozwiązywania. Omówione mają zostać również korzyści, jakie naturalne karmienie przynosi zarówno dziecku, jak i mamie.</p><p>To ważny element wsparcia, ponieważ choć karmienie piersią jest procesem naturalnym, w praktyce często wymaga wcześniejszego przygotowania, spokojnego omówienia podstaw oraz dostępu do specjalistycznej pomocy. Dla wielu rodziców takie spotkania są okazją do uporządkowania wiedzy jeszcze przed porodem albo do rozwiania wątpliwości już po narodzinach dziecka.</p><h2>Dlaczego temat laktacji jest tak istotny</h2><p>Organizatorzy przypominają, że mleko matki dostarcza dziecku niezbędnych składników odżywczych, wspiera rozwój układu odpornościowego i może pomagać w ochronie niemowlęcia przed infekcjami oraz różnymi chorobami. Z perspektywy zdrowotnej to jeden z kluczowych argumentów, dla których temat laktacji regularnie wraca w programach szkół rodzenia i poradnictwa okołoporodowego.</p><p>Korzyści dotyczą jednak nie tylko dziecka. Karmienie piersią wspomaga także regenerację organizmu kobiety po porodzie oraz wzmacnia więź między mamą a dzieckiem. Właśnie dlatego edukacja w tym zakresie traktowana jest dziś nie jako dodatek, ale jako <strong>istotna część przygotowania do rodzicielstwa</strong>.</p><h2>Dodatkowe zajęcia i lokalne wsparcie dla rodzin</h2><p>Po głównej części spotkania zaplanowano również zajęcia prowadzone przez fizjoterapeutkę Dagmarę Leśniewską-Krawczyk. To rozszerza formułę wydarzenia i pokazuje, że szkoła rodzenia stawia na całościowe wsparcie rodziców w pierwszym etapie opieki nad dzieckiem.</p><p>W lokalnym wymiarze to także przykład inicjatywy, która łączy edukację zdrowotną z realnie dostępną pomocą dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego. Bezpłatny charakter zajęć sprawia, że z oferty mogą skorzystać osoby, które chcą lepiej przygotować się do porodu i pierwszych miesięcy rodzicielstwa bez dodatkowych kosztów.</p><p>Osoby zainteresowane udziałem mogą uzyskać szczegóły pod numerem telefonu <strong>44 725 71 47</strong>. Dla wielu rodzin może to być dobre miejsce, by jeszcze przed narodzinami dziecka zdobyć wiedzę, która później przełoży się na większy spokój i pewność w codziennej opiece nad niemowlęciem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Keto grypa — jak złagodzić objawy w pierwszych dniach diety ketogenicznej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55584,keto-grypa-jak-zlagodzic-objawy-w-pierwszych-dniach-diety-ketogenicznej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55584,keto-grypa-jak-zlagodzic-objawy-w-pierwszych-dniach-diety-ketogenicznej</guid>
            <pubDate>Fri, 19 Jun 2026 17:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-keto-grypa-jak-zlagodzic-objawy-w-pierwszych-dniach-diety-ketogenicznej-1781881315.jpg</url>
                        <title>Keto grypa — jak złagodzić objawy w pierwszych dniach diety ketogenicznej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55584,keto-grypa-jak-zlagodzic-objawy-w-pierwszych-dniach-diety-ketogenicznej</link>
                    </image><description>Keto grypa to przejściowy zespół objawów adaptacji metabolicznej, a nie infekcja — pojawia się w pierwszych dniach diety ketogenicznej, gdy organizm przestawia się z węglowodanów na tłuszcze jako główne źródło energii. Najczęściej daje o sobie znać zmęczenie, ból głowy i tak zwana mgła umysłowa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nazwa myli, bo z grypą wirusową keto grypa nie ma nic wspólnego. To reakcja na gwałtowny spadek podaży węglowodanów i związaną z nim utratę wody oraz elektrolitów. Dolegliwości zwykle są łagodne i ustępują samoistnie, gdy metabolizm wejdzie w stan ketozy.</p><p><strong>Diety o specyficznym profilu makroskładników:</strong> dieta ketogeniczna, niskoweglowodanowa oraz wysokobiałkowa wymagają indywidualnej oceny wskazań i przeciwwskazań. Przy chorobach nerek, wątroby, cukrzycy i ciąży wprowadzenie takiej diety wymaga konsultacji lekarskiej. W przypadku intensywnego treningu — także konsultacji z dietetykiem sportowym. Treść artykułu ma charakter edukacyjny i nie stanowi porady medycznej.</p><h2>Czym jest keto grypa i dlaczego się pojawia</h2><p>Keto grypa to zestaw objawów towarzyszących wczesnej fazie adaptacji do diety ketogenicznej, kiedy organizm uczy się czerpać energię z ciał ketonowych zamiast z glukozy. Mechanizm jest fizjologiczny, nie chorobowy.</p><p>Przy diecie ketogenicznej podaż węglowodanów spada do bardzo niskiego poziomu. Organizm zużywa zapasy glikogenu w mięśniach i wątrobie, a każdy gram glikogenu wiąże kilka gramów wody. Wraz z glikogenem znika więc woda, a wraz z wodą — sód, potas i magnez wydalane przez nerki. Ten spadek elektrolitów odpowiada za większość typowych dolegliwości.</p><p>Druga przyczyna to sama zmiana paliwa. Mózg, przyzwyczajony do glukozy, potrzebuje czasu, by sprawnie korzystać z ketonów. W okresie przejściowym pojawia się uczucie spowolnienia i obniżonej koncentracji, które ustępuje po kilku dniach.</p><h2>Typowe objawy keto grypy</h2><p>Objawy keto grypy są zróżnicowane i u każdej osoby mogą wystąpić w innym nasileniu. Łączy je to, że są przejściowe i nie wskazują na chorobę, lecz na proces adaptacji.</p><p>Najczęściej zgłaszane dolegliwości to:</p><ul><li data-list-item-id="eca3a4f6896ac4cb6436c00d9a4b08894"><strong>Zmęczenie i osłabienie</strong> — efekt spadku zapasów glikogenu i niedoboru elektrolitów.</li><li data-list-item-id="e81c98607274afa9a6b31e7bd201b2603"><strong>Ból głowy</strong> — związany z odwodnieniem i niższym poziomem sodu.</li><li data-list-item-id="e9a960c8b19c5813289cfe815157a3537"><strong>Mgła umysłowa</strong> — gorsza koncentracja i poczucie spowolnienia w okresie zmiany paliwa.</li><li data-list-item-id="e022ac452c84182ead678d35a5318c12f"><strong>Drażliwość i wahania nastroju</strong> — reakcja na spadek glukozy we krwi.</li><li data-list-item-id="eeacb8559bc4b38098b887c8ad2eba851"><strong>Skurcze mięśni</strong> — typowy sygnał niedoboru potasu i magnezu.</li><li data-list-item-id="ecb6cef92360f8c936886b432b02340b4"><strong>Nudności, zawroty głowy, trudności ze snem</strong> — rzadsze, zwykle łagodne.</li></ul><p>Poniższa tabela pokazuje, jaka przyczyna stoi za najczęstszymi objawami i co zwykle przynosi ulgę.</p><figure class="table"><table><thead><tr><th>Objaw</th><th>Prawdopodobna przyczyna</th><th>Co łagodzi</th></tr></thead><tbody><tr><td>Ból głowy</td><td>Odwodnienie, niedobór sodu</td><td>Woda, sól, bulion</td></tr><tr><td>Zmęczenie</td><td>Spadek glikogenu, niskie elektrolity</td><td>Nawodnienie, sód i potas</td></tr><tr><td>Skurcze mięśni</td><td>Niedobór potasu i magnezu</td><td>Warzywa, orzechy, magnez</td></tr><tr><td>Mgła umysłowa</td><td>Adaptacja mózgu do ketonów</td><td>Czas, nawodnienie, sen</td></tr><tr><td>Drażliwość</td><td>Wahania glukozy we krwi</td><td>Stabilne posiłki, elektrolity</td></tr></tbody></table></figure><h2>Jak długo trwa keto grypa</h2><p>Keto grypa to stan krótkotrwały — u większości osób objawy pojawiają się w pierwszych dniach po ograniczeniu węglowodanów i ustępują, gdy organizm wejdzie w ketozę. Nasilenie i czas trwania zależą od indywidualnej fizjologii oraz od dotychczasowego sposobu odżywiania.</p><p>Osoby przechodzące na dietę ketogeniczną z jadłospisu bogatego w cukry i przetworzone węglowodany odczuwają adaptację zwykle wyraźniej. Płynniejsze przejście, rozłożone na kilka dni zamiast gwałtownego cięcia węglowodanów, łagodzi reakcję organizmu. Jeśli objawy się nasilają zamiast słabnąć lub utrzymują się długo, jest to sygnał, by zweryfikować plan żywieniowy ze specjalistą.</p><h2>Jak złagodzić objawy w pierwszych dniach</h2><p>Większość dolegliwości keto grypy łagodzi nawodnienie i uzupełnianie elektrolitów — to dwie najważniejsze interwencje w pierwszych dniach diety ketogenicznej. Ponieważ organizm traci wtedy więcej wody i soli, samo picie czystej wody nie wystarcza.</p><p>Kroki, które zwykle przynoszą ulgę:</p><ol><li data-list-item-id="e57d395e5ac09ba8e2b80a4304496a183"><strong>Nawadniaj się regularnie</strong> — pij wodę przez cały dzień, nie tylko przy posiłkach.</li><li data-list-item-id="e4f587d707f3ad262926af39c9bbf437c"><strong>Uzupełniaj sód</strong> — dosalanie potraw lub filiżanka klarownego bulionu pomaga przy bólu głowy i osłabieniu.</li><li data-list-item-id="e444093c070d711609ed5c106caec7602"><strong>Zadbaj o potas</strong> — sięgaj po awokado, szpinak, pomidory i inne warzywa niskoweglowodanowe.</li><li data-list-item-id="ef763dc60e3d33ced35532782b6a5a173"><strong>Dostarcz magnez</strong> — orzechy, pestki dyni i zielone warzywa wspierają mięśnie i sen.</li><li data-list-item-id="ea9a0a61fa2dca0e2a0b1fbca828c2361"><strong>Nie tnij kalorii dodatkowo</strong> — dieta ketogeniczna w fazie adaptacji nie powinna być jednocześnie głodówką.</li><li data-list-item-id="e20cb00a721058cb3a8d381703675ac43"><strong>Odpoczywaj i ogranicz intensywny trening</strong> — w pierwszych dniach organizm pracuje nad zmianą paliwa.</li></ol><p>Trójka elektrolitów, na które warto zwrócić uwagę, to sód, potas i magnez. Sód i woda działają najszybciej na ból głowy i zmęczenie, potas i magnez ograniczają skurcze mięśni. Pomocne bywa też rozłożenie redukcji węglowodanów na kilka dni, dzięki czemu spadek glikogenu i elektrolitów jest mniej gwałtowny.</p><p>Dla osób, które nie chcą samodzielnie układać niskoweglowodanowego jadłospisu, rozwiązaniem bywa gotowy <a href="https://www.fitapetit.com.pl/blog/dietetyk-radzi/co-to-jest-keto-grypa-i-jak-sobie-z-nia-poradzic">catering dietetyczny z dowozem</a>, w którym proporcje makroskładników i dobór składników są zaplanowane z góry. Więcej o samym przebiegu adaptacji i radzeniu sobie z keto grypą można znaleźć w tym poradniku. Wśród marek z takim wariantem jest między innymi Fit Apetit, którego <a href="https://www.fitapetit.com.pl/diety/ketogenna">jadłospis ketogeniczny</a> opiera się na ściśle określonej proporcji tłuszczów, białka i węglowodanów.</p><h2>Kiedy keto grypa wymaga konsultacji z lekarzem</h2><p>Łagodne objawy adaptacji zwykle nie wymagają interwencji medycznej, ale są sytuacje, w których konsultacja jest konieczna. Dieta ketogeniczna nie jest dla każdego i ma swoje przeciwwskazania.</p><p>Po poradę warto zgłosić się, gdy:</p><ul><li data-list-item-id="e391c99eab1b7a615bd183769f51ed162">objawy są ciężkie, długotrwałe lub nasilają się zamiast ustępować;</li><li data-list-item-id="eeff8d9505b917c38986ec7878da1196e">pojawiają się kołatanie serca, omdlenia lub silne osłabienie;</li><li data-list-item-id="e6afe1f783273a1f99443616bff043187">dietę ketogeniczną rozważa osoba z cukrzycą, chorobą nerek, wątroby lub w ciąży;</li><li data-list-item-id="eafe17b4bfdf1176dce80efc1042989d1">przyjmowane są leki, których dawkowanie zależy od diety, na przykład na cukrzycę lub nadciśnienie.</li></ul><p>Bezpieczne wejście w dietę ketogeniczną zaczyna się od oceny wskazań i przeciwwskazań przez lekarza lub dietetyka klinicznego. To szczególnie ważne przy chorobach przewlekłych, gdzie zmiana proporcji makroskładników może wpływać na parametry zdrowotne i dobór leków.</p><h2>FAQ — najczęstsze pytania o keto grypę</h2><p>Czy keto grypa jest groźna?</p><p>U zdrowych osób keto grypa zwykle jest łagodna i przejściowa. Niepokojące są dopiero objawy ciężkie lub długotrwałe, takie jak omdlenia czy kołatanie serca — wtedy potrzebna jest konsultacja lekarska.</p><p>Po czym poznać, że to keto grypa, a nie infekcja?</p><p>Keto grypa pojawia się w pierwszych dniach po ograniczeniu węglowodanów i nie towarzyszą jej gorączka ani objawy infekcyjne. Dominują zmęczenie, ból głowy i mgła umysłowa związane z adaptacją metaboliczną.</p><p>Czy elektrolity pomagają na keto grypę?</p><p>Uzupełnianie sodu, potasu i magnezu wraz z nawodnieniem łagodzi większość objawów, ponieważ to właśnie utrata wody i elektrolitów odpowiada za ból głowy, zmęczenie i skurcze mięśni.</p><p>Jak uniknąć keto grypy?</p><p>Pomaga stopniowe ograniczanie węglowodanów, konsekwentne nawadnianie i pilnowanie elektrolitów od początku diety. Gotowy jadłospis ketogeniczny z zaplanowanymi makroskładnikami ułatwia utrzymanie właściwych proporcji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rząd chce liczyć lekarzom pieniądze. Ale czy policzy własne błędy?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55547,rzad-chce-liczyc-lekarzom-pieniadze-ale-czy-policzy-wlasne-bledy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55547,rzad-chce-liczyc-lekarzom-pieniadze-ale-czy-policzy-wlasne-bledy</guid>
            <pubDate>Tue, 16 Jun 2026 18:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rzad-chce-liczyc-lekarzom-pieniadze-ale-czy-policzy-wlasne-bledy-1781631214.png</url>
                        <title>Rząd chce liczyć lekarzom pieniądze. Ale czy policzy własne błędy?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55547,rzad-chce-liczyc-lekarzom-pieniadze-ale-czy-policzy-wlasne-bledy</link>
                    </image><description>Premier Donald Tusk zapowiada nowe narzędzie kontroli zarobków lekarzy. Rząd przyjął projekt ustawy, który ma umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbieranie danych o wynagrodzeniach medyków w powiązaniu z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. Oficjalnie chodzi o transparentność, racjonalizację kosztów i lepszą wycenę świadczeń. Problem w tym, że po raz kolejny państwo próbuje leczyć chorobę systemu termometrem, notesem i policyjną latarką. Jak daleko można zajść w cynizmie i głupocie, kiedy stawką jest ludzkie życie i zdrowie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sprawa wybuchła po doniesieniach o lekarzu w trakcie specjalizacji, który w 2025 roku miał zarobić około 1,6 mln zł. Pracował m.in. w Warszawskim Szpitalu Południowym. Według informacji przekazanych przez placówkę, miał wypracować łącznie 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie, na podstawie umów cywilnoprawnych i kontraktowych. To liczba, która powinna zatrzymać uwagę opinii publicznej. Ale nie tylko dlatego, że po drugiej stronie pojawia się kwota z sześcioma zerami. Ważniejsze pytanie brzmi: <strong>jak to możliwe, że publiczny system ochrony zdrowia dopuszcza taki model pracy?</strong> Kto projektuje grafik? Kto podpisuje umowy? Kto odpowiada za bezpieczeństwo pacjentów? Kto nadzoruje organizację dyżurów? I dlaczego szpital musi funkcjonować w rytmie, który bardziej przypomina przemysłowy tryb awaryjny niż nowoczesną medycynę?</p><h3><strong>Polityczny symbol zamiast systemowej diagnozy</strong></h3><p>Premier Donald Tusk mówi o sytuacji „niepokojącej” i zapowiada szybkie przecięcie nieprawidłowości.<strong> Rząd chce wiedzieć, „kto, gdzie i ile zarabia”</strong>. Brzmi stanowczo. Brzmi sprawczo. Brzmi jak scena z politycznego westernu, w której szeryf wchodzi do miasteczka i zapowiada koniec bezprawia.</p><p>Tyle że polska ochrona zdrowia to nie western. To raczej długi, ciężki film społeczny, w którym od lat przewijają się te same kadry: <strong>niedobór lekarzy, przeciążone SOR-y, kolejki do specjalistów, szpitale z dziurami w budżetach, dyrektorzy szukający kogokolwiek na dyżur</strong> i pacjenci, którzy w tej całej układance stają się zakładnikami systemu.</p><p>Sprawa lekarza z Warszawy może budzić poważne pytania organizacyjne i etyczne. Zwłaszcza jeśli potwierdziłyby się doniesienia o możliwym pokrywaniu się dyżurów z aktywnością publiczną. To jednak wyjaśniają już NFZ, ratusz i samorząd lekarski. I bardzo dobrze. Od tego są kontrole, odpowiedzialność zawodowa i procedury.</p><p>Nie wolno jednak z pojedynczej historii robić politycznego cepa na całe środowisko medyczne. Nie wolno też udawać, że <strong>rejestr wynagrodzeń rozwiąże problem</strong>, którego źródło leży dużo głębiej.</p><h3><strong>Gdy brakuje lekarzy, rynek sam dyktuje ceny</strong></h3><p>W publicznej debacie łatwo rzucić hasło: „<strong>lekarze zarabiają za dużo</strong>”. To działa jak iskra na suchą trawę. W kraju, w którym wielu ludzi zarabia za mało, milionowe dochody medyka budzą złość, niedowierzanie, czasem moralny sprzeciw. Ale państwo powinno myśleć chłodniej niż komentarze w internecie.</p><p>W <strong>niezrównoważonym rynku usług medycznych</strong> wysokie stawki kontraktowe nie biorą się z powietrza. <strong>Są skutkiem deficytu kadr</strong>, permanentnego niedofinansowania, złej organizacji pracy i desperacji placówek, które muszą obsadzić dyżury. SOR nie może wywiesić kartki: „dziś zamknięte, nie mamy lekarza”. Nocna i świąteczna opieka zdrowotna nie może działać tylko wtedy, gdy stawka podoba się ministrowi. Anestezjolog, chirurg, internista czy lekarz ratunkowy nie pojawia się z kapelusza, bo rząd uchwalił ustawę.</p><p>Jeśli specjalistów brakuje, a szpitale konkurują o tych samych ludzi, ceny rosną. To nie jest tajemnica. To elementarz rynku. Można się na niego oburzać, można go regulować, można próbować go cywilizować. Ale <strong>nie da się go zaczarować tabelą z numerami PESEL</strong>.</p><h3><strong>Państwo samo stworzyło kontraktową dżunglę</strong></h3><p>Przez lata publiczna ochrona zdrowia korzystała z kontraktów, wieloetatowości, samozatrudnienia i dyżurów ponad miarę. Ten model był wygodny dla wielu placówek, bo pozwalał łatać dziury kadrowe. Był też wygodny dla państwa, bo zamiast stworzyć stabilny, przewidywalny system pracy, pozwalał utrzymywać fikcję, że wszystko jakoś się kręci.</p><p>No i się kręciło. Tylko że teraz koło zaczyna bić po oczach.</p><p>Jeśli lekarz rzeczywiście wypracowuje ponad 300 godzin miesięcznie, to zasadnicze pytanie nie brzmi wyłącznie: <strong>ile zarobił?</strong> Pytanie brzmi: <strong>dlaczego system potrzebuje takiej liczby godzin od jednej osoby, żeby działać?</strong></p><p>Czy to jest bezpieczne dla pacjentów? Czy to jest zdrowe dla lekarza? Czy to jest racjonalne dla szpitala? Czy dyrekcja placówki miała inne wyjście? Czy konkursy ofert były realnie konkurencyjne, skoro w jednym z obszarów — według oświadczenia szpitala — zgłosiła się jedna osoba?</p><p>To są pytania o zarządzanie. O odpowiedzialność. O konstrukcję systemu. A nie tylko o „wysokie zarobki lekarza”.</p><h3><strong>Rejestr nie zastąpi reformy</strong></h3><p>Rząd mówi: potrzebujemy danych. To prawda — państwo, które wydaje publiczne pieniądze, musi wiedzieć, na co je wydaje. <strong>Transparentność finansów publicznych</strong> jest potrzebna. Wycena procedur medycznych nie może być zgadywanką. AOTMiT musi dysponować solidnym materiałem analitycznym, jeżeli ma rzetelnie oceniać koszty świadczeń.</p><p>Ale między analizą systemową a personalnym katalogowaniem dochodów jest cienka granica. I właśnie na tej granicy powinno zapalić się czerwone światło.</p><p>Bo rząd nie zapowiada dziś wielkiej reformy organizacji pracy szpitali. Nie słyszymy kompleksowego planu dotyczącego limitów dyżurowych, odpowiedzialności menedżerskiej, jakości konkursów kontraktowych, realnego czasu pracy, finansowania SOR-ów, ścieżek specjalizacyjnych i zachęt do pracy w publicznym systemie.</p><p>Słyszymy za to, że państwo chce wiedzieć dokładniej, kto ile zarabia.</p><p><strong>To klasyczne gaszenie pożaru benzyną.</strong> Instalacja jest wadliwa, przewody iskrzą, bezpieczniki wyskakują od lat, a gospodarz domu ogłasza, że od jutra będzie staranniej liczył iskry.</p><h3><strong>PESEL jako klucz do kolejnej szuflady państwa</strong></h3><p>Najbardziej niepokojący jest wątek powiązania danych o wynagrodzeniach z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. W języku urzędowym brzmi to niewinnie: identyfikacja, analiza, transparentność, racjonalizacja. W praktyce oznacza to jednak dalszą personalizację państwowego nadzoru nad aktywnością zawodową konkretnej grupy obywateli.</p><p><strong>Dziś są to lekarze. Jutro mogą być prawnicy </strong>świadczący pomoc z urzędu, nauczyciele pracujący przy projektach publicznych, informatycy realizujący kontrakty dla administracji, eksperci, biegli, wykładowcy, pracownicy organizacji korzystających z dotacji. Logika jest prosta: skoro gdzieś pojawia się pieniądz publiczny, państwo może chcieć wiedzieć coraz więcej.</p><p><strong>Tylko gdzie jest granica?</strong></p><p>Konstytucja RP w art. 47 gwarantuje prawo do ochrony życia prywatnego. Art. 51 mówi, że nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby, a władze publiczne nie mogą pozyskiwać i gromadzić innych informacji o obywatelach niż te, które są niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.</p><p>Słowo „niezbędne” jest tutaj kluczowe. Nie „wygodne”. Nie „politycznie użyteczne”. Nie „dobrze wyglądające na konferencji prasowej”. Niezbędne.</p><p>Rząd powinien więc jasno odpowiedzieć: dlaczego do poprawy wyceny świadczeń nie wystarczą dane zagregowane, zanonimizowane lub pseudonimizowane? Dlaczego konieczne jest powiązanie informacji z konkretną osobą? <strong>Jak długo dane będą przechowywane</strong>? Kto będzie miał do nich dostęp? Jakie będą zabezpieczenia? Czy lekarz będzie mógł sprawdzić, kto i kiedy analizował jego dane? Czy system obejmie tylko pieniądze publiczne, czy także kontrakty mieszane?</p><p>Bez takich odpowiedzi hasło „transparentność” staje się słowem-wytrychem. A słowa-wytrychy mają to do siebie, że otwierają drzwi, których później trudno pilnować.</p><h3><strong>Orwell nie musi przychodzić w mundurze</strong></h3><p>Nie trzeba od razu malować na ścianie portretu Wielkiego Brata z „Roku 1984”. Państwo nadzoru rzadko przychodzi dziś w czarnym płaszczu i z pałką. Częściej przychodzi w garniturze, z prezentacją, z tabelą Excela i zapewnieniem, że chodzi wyłącznie o dobro wspólne.</p><p>Oczywiście, państwo ma prawo kontrolować wydatkowanie publicznych pieniędzy. Ma prawo <strong>przeciwdziałać patologiom</strong>. Ma prawo sprawdzać, czy szpital działa zgodnie z umową, czy lekarz był na dyżurze, czy świadczenie zostało udzielone, czy konkurs był uczciwy.</p><p>Ale państwo nie powinno w każdej sytuacji sięgać po najprostszy odruch: centralizować, rejestrować, personalizować, nadzorować.</p><p>Zwłaszcza gdy równocześnie nie pokazuje planu naprawy mechanizmu, który doprowadził do patologii.</p><h3><strong>To nie lekarze wymyślili ten system</strong></h3><p>Trzeba powiedzieć jasno: jeżeli w ochronie zdrowia pojawiają się nadużycia, powinny być wyjaśniane i rozliczane. Jeśli ktoś opuszcza dyżur, fałszuje czas pracy albo wykorzystuje publiczną placówkę jak prywatny bankomat, <strong>powinien ponieść konsekwencje.</strong> Pacjent ma prawo do bezpieczeństwa, a podatnik do uczciwego wydatkowania pieniędzy.</p><p>Ale uczciwość wymaga też drugiego zdania: <strong>to nie tylko lekarze sami stworzyli system</strong>, w którym szpitale walczą o obsadę dyżurów, kontrakty bywają jedynym ratunkiem, a dyrektorzy placówek kupują dostępność specjalisty po stawkach, które dyktuje rynek.</p><p>To państwo odpowiada za ramy. To państwo odpowiada za finansowanie. To państwo odpowiada za liczbę miejsc specjalizacyjnych, wycenę świadczeń, organizację publicznej opieki zdrowotnej i zasady kontroli. Jeżeli po latach zaniedbań rząd odkrywa, że system działa chaotycznie, to nie wystarczy wskazać palcem lekarza i powiedzieć: „oto problem”.</p><p>Problem jest większy. I dużo mniej wygodny politycznie.</p><h3><strong>Wielki arkusz kalkulacyjny nie uzdrowi pacjenta</strong></h3><p>Polska ochrona zdrowia nie potrzebuje dziś kolejnego wielkiego arkusza kalkulacyjnego z numerami PESEL. Potrzebuje odwagi do reformy. Potrzebuje uczciwej odpowiedzi na pytanie, ilu lekarzy brakuje, dlaczego publiczne szpitale nie potrafią stabilnie zatrudniać specjalistów, jak ograniczyć pracę ponad ludzką miarę i jak sprawić, by publiczny system nie przegrywał z własnymi kontraktowymi protezami.</p><p>Rząd może oczywiście policzyć zarobki lekarzy. Może stworzyć rejestr. Może zbudować kolejną bazę danych, kolejny panel, kolejne narzędzie analityczne.</p><p>Tylko że pacjent stojący w kolejce na SOR nie będzie krócej czekał dlatego, że w Warszawie ktoś przypisał wynagrodzenie lekarza do numeru PESEL. Szpital w powiatowym mieście nie znajdzie nagle anestezjologa, bo AOTMiT zobaczy dokładniejszy wykres. Dyrektor placówki nie obsadzi dyżuru samą transparentnością.</p><p>Bez reformy państwo będzie jedynie coraz dokładniej mierzyć temperaturę pacjenta, którego samo od lat nie potrafi leczyć.</p><p>A to już nie jest polityka zdrowotna. To teatr kontroli.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dzień Otwarty w TCZ. Szpital pokazał inwestycje i nowoczesną medycynę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55544,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokazal-inwestycje-i-nowoczesna-medycyne</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55544,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokazal-inwestycje-i-nowoczesna-medycyne</guid>
            <pubDate>Tue, 16 Jun 2026 12:33:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokazal-inwestycje-i-nowoczesna-medycyne-1781606810.png</url>
                        <title>Dzień Otwarty w TCZ. Szpital pokazał inwestycje i nowoczesną medycynę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55544,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokazal-inwestycje-i-nowoczesna-medycyne</link>
                    </image><description>W Tomaszowskim Centrum Zdrowia odbył się Dzień Otwarty „Nowoczesna Medycyna Bliżej Ciebie”. Wydarzenie było okazją do pokazania inwestycji realizowanych dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy oraz rozmów o przyszłości opieki zdrowotnej w regionie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Szpital otworzył się na mieszkańców</h2><p>W Tomaszowskim Centrum Zdrowia zorganizowano Dzień Otwarty pod hasłem <strong>„Nowoczesna Medycyna Bliżej Ciebie”</strong>. Wydarzenie odbyło się w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia Projektów Krajowego Planu Odbudowy w ochronie zdrowia i miało wyraźnie informacyjny charakter. Dla mieszkańców była to szansa, by zobaczyć, jak w praktyce wyglądają inwestycje prowadzone w lokalnym szpitalu oraz w jaki sposób publiczne środki przekładają się na zaplecze medyczne dostępne na miejscu, w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Jak wynika z udostępnionych informacji, uczestnicy mogli zapoznać się z nowoczesnym sprzętem, poznać efekty realizowanych projektów i porozmawiać z personelem medycznym. Taka formuła ma znaczenie nie tylko promocyjne. Dla wielu mieszkańców ochrona zdrowia pozostaje obszarem ocenianym przez pryzmat codziennych doświadczeń, dlatego możliwość bezpośredniego kontaktu z personelem oraz obejrzenia efektów inwestycji może wzmacniać zaufanie do lokalnej placówki.</p><h2>Inwestycje z KPO w lokalnym wymiarze</h2><p>Najważniejszym kontekstem wydarzenia były projekty realizowane dzięki wsparciu z <strong>Krajowego Planu Odbudowy</strong>. W debacie publicznej fundusze tego typu często pojawiają się jako pojęcie ogólne, odległe od codzienności mieszkańców. Tymczasem podczas dnia otwartego w Tomaszowie pokazano ich konkretny, praktyczny wymiar: sprzęt, rozwiązania organizacyjne oraz inwestycje, które mają poprawiać jakość diagnostyki i leczenia.</p><p>Z lokalnej perspektywy to szczególnie istotne. Każde unowocześnienie infrastruktury medycznej oznacza bowiem nie tylko rozwój samej placówki, lecz także potencjalnie lepszy dostęp do świadczeń dla mieszkańców miasta i regionu. Właśnie dlatego podobne wydarzenia mają sens wykraczający poza jednorazową prezentację. Są także formą rozliczalności instytucji wobec społeczności, która chce wiedzieć, jak wykorzystywane są środki przeznaczane na ochronę zdrowia.</p><h2>Obecność gości i znaczenie dla regionu</h2><p>Według przekazanych informacji w wydarzeniu uczestniczyła wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk, a także przedstawiciele władz samorządowych, administracji publicznej, instytucji współpracujących oraz partnerów wspierających rozwój ochrony zdrowia w regionie. Taka obecność nadała spotkaniu dodatkową rangę i podkreśliła, że modernizacja szpitala jest elementem szerszej polityki wzmacniania systemu ochrony zdrowia.</p><p>Z punktu widzenia mieszkańców ważniejsze od samej oprawy są jednak długofalowe efekty. Jeśli inwestycje będą przekładać się na sprawniejszą diagnostykę, lepsze warunki pracy personelu i większy komfort pacjentów, ich znaczenie okaże się realne i mierzalne. To właśnie na tym poziomie lokalna społeczność najpełniej ocenia sens podobnych projektów.</p><h2>Duże zainteresowanie, ale też sygnał na przyszłość</h2><p>W komentarzach po wydarzeniu pojawiły się głosy podkreślające dobrą organizację i wysoki poziom merytoryczny spotkania. Pojawiały się również opinie o dużym zainteresowaniu, ale także uwagi, że część mieszkańców nie wiedziała wcześniej o wydarzeniu lub żałowała, że informacja nie dotarła szerzej. To cenna wskazówka na przyszłość.</p><p>Dni otwarte w placówkach medycznych mogą pełnić ważną rolę edukacyjną i społeczną, zwłaszcza gdy pokazują, że nowoczesna medycyna nie jest wyłącznie hasłem, lecz konkretną zmianą zachodzącą w lokalnym szpitalu. Dla Tomaszowa Mazowieckiego to dobry sygnał: rozwój ochrony zdrowia może być tematem bliskim mieszkańcom, jeśli towarzyszą mu przejrzysta komunikacja, dostępność informacji i otwartość na rozmowę.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszów pobiegł „Z Miłości dla Zdrowia”. Sport, profilaktyka i pomaganie spotkały się na jednej trasie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55524,tomaszow-pobiegl-z-milosci-dla-zdrowia-sport-profilaktyka-i-pomaganie-spotkaly-sie-na-jednej-trasie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55524,tomaszow-pobiegl-z-milosci-dla-zdrowia-sport-profilaktyka-i-pomaganie-spotkaly-sie-na-jednej-trasie</guid>
            <pubDate>Mon, 15 Jun 2026 19:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszow-pobiegl-z-milosci-dla-zdrowia-sport-profilaktyka-i-pomaganie-spotkaly-sie-na-jednej-tra-1781545254.png</url>
                        <title>Tomaszów pobiegł „Z Miłości dla Zdrowia”. Sport, profilaktyka i pomaganie spotkały się na jednej trasie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55524,tomaszow-pobiegl-z-milosci-dla-zdrowia-sport-profilaktyka-i-pomaganie-spotkaly-sie-na-jednej-trasie</link>
                    </image><description>Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking „Z Miłości dla Zdrowia” przyciągnął setki uczestników i zamienił Tomaszów Mazowiecki w miejsce, gdzie sport nie był tylko rywalizacją, ale przede wszystkim gestem solidarności. Wydarzenie połączyło aktywność fizyczną, profilaktykę onkologiczną i realne wsparcie dla pacjentów oraz ich rodzin.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To był dzień, w którym Tomaszów Mazowiecki oddychał rytmem kroków, biegowych oddechów, uśmiechów i dobrych emocji. Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking <strong>„Z Miłości dla Zdrowia”</strong> pokazał, że lokalna społeczność potrafi zjednoczyć się wokół spraw naprawdę ważnych. Na starcie stanęli doświadczeni biegacze, amatorzy, miłośnicy nordic walking, całe rodziny, wolontariusze i osoby, które tego dnia przyszły nie po wynik, ale po coś znacznie większego — poczucie wspólnoty.</p><p>Wydarzenie odbyło się 7 czerwca 2026 roku przy Specjalistycznym Szpitalu Onkologicznym NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim, przy ul. Jana Pawła II 35. Organizatorami przedsięwzięcia byli Fundacja NU-MED, Specjalistyczny Szpital Onkologiczny NU-MED oraz samorząd miasta, a inicjatywę wsparli partnerzy, wolontariusze i lokalne instytucje.</p><h2>Bieg, który miał serce większe niż dystans</h2><p>Program wydarzenia obejmował bieg rekreacyjny, bieg główny na 5 km oraz marsz Nordic Walking. Już od rana w okolicach szpitala czuć było atmosferę sportowego święta. Były numery startowe, rozgrzewka, doping, medale, emocje na mecie i to charakterystyczne poruszenie, które pojawia się wtedy, gdy ludzie wiedzą, że robią coś dobrego.</p><p>Nie był to jednak zwykły bieg. Od początku podkreślano, że jego najważniejszym celem jest promocja profilaktyki onkologicznej, wczesnego wykrywania chorób nowotworowych oraz wspieranie pacjentów onkologicznych. Zysk z opłat wpisowych został przeznaczony na działania Fundacji NU-MED, która od lat pomaga osobom zmagającym się z chorobą nowotworową oraz ich bliskim.</p><p>Na miejscu uczestnicy mogli skorzystać także z bezpłatnych badań profilaktycznych i konsultacji ze specjalistami. To szczególnie istotne, bo profilaktyka wciąż pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi w walce o zdrowie. W wielu przypadkach badanie wykonane odpowiednio wcześnie może zmienić wszystko — przebieg leczenia, rokowania, a czasem całe życie.</p><h2>Wanda Panfil na starcie. Symbol, który mówi więcej niż plakat</h2><p>Szczególnym momentem wydarzenia była obecność Wandy Panfil — mistrzyni świata w maratonie z Tokio z 1991 roku, zwyciężczyni największych światowych maratonów i dwukrotnej olimpijki. To postać, która dla Tomaszowa Mazowieckiego ma znaczenie szczególne. Jej sportowa biografia jest jak opowieść z dobrego filmu: talent, praca, samotność długiego dystansu i finisz, który przechodzi do historii.</p><p>Wanda Panfil poprowadziła rozgrzewkę przed startem, a następnie sama wzięła udział w biegu głównym. Jej obecność miała wymiar symboliczny. Pokazała, że aktywność fizyczna nie jest modą z kolorowych folderów, ale codzienną praktyką troski o ciało, psychikę i jakość życia. W czasach, gdy coraz więcej mówi się o chorobach cywilizacyjnych, samotności, stresie i braku ruchu, taki przykład działa mocniej niż niejedna kampania społeczna.</p><h2>Profilaktyka nie może być dodatkiem. To fundament</h2><p>Choroby nowotworowe należą do najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych w Polsce. Dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że w 2023 roku odnotowano w kraju niemal 193 tysiące nowych zachorowań na nowotwory i ponad 99,7 tysiąca zgonów z ich powodu. Za tymi liczbami kryją się konkretni ludzie, rodziny, dramaty, ale także historie wygranych bitew — często dzięki wczesnemu rozpoznaniu choroby.</p><p>Dlatego wydarzenia takie jak tomaszowski bieg mają znaczenie większe niż tylko lokalne. Przypominają, że o zdrowiu nie wolno mówić dopiero wtedy, gdy pojawia się diagnoza. Trzeba mówić wcześniej — przy okazji badań, konsultacji, spotkań, festynów, marszów i biegów. Trzeba mówić normalnym językiem, bez straszenia, ale też bez usypiania czujności.</p><p>Polskie prawo również nie traktuje ochrony zdrowia jako dobrej woli instytucji. Art. 68 Konstytucji RP stanowi jasno, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a władze publiczne powinny zapewniać obywatelom równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Ale praktyka życia społecznego pokazuje, że obok systemu potrzebna jest jeszcze lokalna energia — fundacje, wolontariusze, lekarze, samorządowcy, partnerzy i mieszkańcy, którzy potrafią działać razem.</p><h2>Wolontariusze — cisi reżyserzy dobrego dnia</h2><p>Za każdym udanym wydarzeniem stoi grupa ludzi, których nie zawsze widać na pierwszym planie. Wolontariusze pilnują zapisów, kierują uczestników, pomagają na trasie, podają wodę, odpowiadają na pytania, wspierają organizatorów i reagują tam, gdzie potrzeba. To oni często są jak ekipa techniczna wielkiego koncertu — bez nich światła by nie zgasły, mikrofony by nie działały, a scena nie byłaby gotowa.</p><p>Organizatorzy podkreślają, że właśnie dzięki pracy wolontariuszy bieg i marsz przebiegły sprawnie, bezpiecznie i w atmosferze życzliwości. Warto to wybrzmieć mocno, bo wolontariat nie jest „pomocą przy okazji”. To obywatelska tkanka miasta. To dowód, że lokalna wspólnota nie kończy się na słowach.</p><h2>Tomaszów pokazał wspólnotę</h2><p>Frekwencja podczas wydarzenia potwierdziła, że mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i okolic chętnie angażują się w inicjatywy łączące sport, zdrowie i pomaganie. W świecie, który często rozpada się na osobne bańki, takie wydarzenia działają jak most. Spotykają się na nich ludzie w różnym wieku, z różnymi historiami i różną kondycją, ale z podobną potrzebą: być częścią czegoś dobrego.</p><p>Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking „Z Miłości dla Zdrowia” miał w sobie coś z lokalnego święta i coś z bardzo poważnej lekcji. Był radość startu, ale też ciche przypomnienie, że zdrowie nie jest dane raz na zawsze. Były zdjęcia, medale i komentarze uczestników, ale była też ważna rozmowa o profilaktyce, odpowiedzialności i solidarności z osobami, które przechodzą przez chorobę.</p><p>Pierwsze zdjęcia z wydarzenia wykonał Dariusz Kwapisiewicz, tomaszowski fotograf dobrze znany z dokumentowania lokalnych wydarzeń kulturalnych, społecznych i sportowych. Fotorelacja ma być kontynuowana, a organizatorzy zachęcają uczestników do dzielenia się własnymi zdjęciami z trasy, startu, mety i wspólnych chwil.</p><h2>Pomaganie ma ogromną moc</h2><p>Tomaszowski bieg pokazał, że pomaganie nie zawsze musi mieć pomnikową powagę. Czasem ma numer startowy przypięty do koszulki, kijki nordic walking w dłoniach, sportowe buty, rodzinne zdjęcie na mecie i uśmiech człowieka, który wie, że jego obecność miała sens.</p><p>„Z Miłości dla Zdrowia” to nazwa, która mogłaby brzmieć jak hasło. Po tym wydarzeniu brzmi raczej jak deklaracja. Bo uczestnicy, wolontariusze, organizatorzy i partnerzy pokazali, że troska o zdrowie może być wspólnym działaniem, a solidarność — czymś bardzo konkretnym.</p><p>Tego dnia Tomaszów Mazowiecki nie tylko pobiegł. Tego dnia Tomaszów pomógł.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Puste łóżka, pełne koszty. Czy Tomaszowskie Centrum Zdrowia wymaga odważnej przebudowy?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55513,puste-lozka-pelne-koszty-czy-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wymaga-odwaznej-przebudowy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55513,puste-lozka-pelne-koszty-czy-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wymaga-odwaznej-przebudowy</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Jun 2026 13:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-puste-lozka-pelne-koszty-czy-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wymaga-odwaznej-przebudowy-1781436134.png</url>
                        <title>Puste łóżka, pełne koszty. Czy Tomaszowskie Centrum Zdrowia wymaga odważnej przebudowy?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55513,puste-lozka-pelne-koszty-czy-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wymaga-odwaznej-przebudowy</link>
                    </image><description>Puste szpitalne łóżko wygląda niewinnie. Metalowa rama, materac, pościel, czasem stolik obok. Ale w szpitalnej księgowości nie jest to symbol spokoju. To rachunek. Codzienny, powtarzalny, bezlitosny. Rachunek za gotowość, dyżury, personel, energię, sprzęt, procedury, które trzeba utrzymać nawet wtedy, gdy pacjenta nie ma.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>I właśnie dlatego dane o obłożeniu łóżek w <strong>Tomaszowskim Centrum Zdrowia</strong> powinny wybrzmieć głośniej niż kolejny komunikat o „trudnej sytuacji ochrony zdrowia”. Bo tu nie chodzi o abstrakcyjny system. Chodzi o <strong>szpital w Tomaszowie Mazowieckim</strong>, o mieszkańców powiatu tomaszowskiego, o pacjentów z Ujazdu, Inowłodza, Rokicin, Będkowa, Rzeczycy, Lubochni i wszystkich miejscowości, z których do szpitala jedzie się nie po statystykę, ale po ratunek.</p><p>Dane przekazane przez TCZ pokazują obraz nierówny. Miejscami racjonalny, miejscami alarmujący, a w kilku punktach wręcz trudny do obrony bez dodatkowych wyjaśnień.</p><h3><strong>Szpital dwóch prędkości</strong></h3><p>Na jednym biegunie są oddziały, które pracują pełną parą albo niemal pełną parą. <strong>Oddział Otolaryngologiczny</strong> miał w 2025 roku obłożenie na poziomie 96 procent, a w okresie styczeń–kwiecień 2026 roku aż 107 procent. To nie jest już zwykłe wykorzystanie zasobów. To sygnał, że oddział działa ponad nominalną pojemność. Innymi słowy: pacjenci są, potrzeba jest, a system musi się dostosować.</p><p>Podobnie wygląda sytuacja <strong>Oddziału Chorób Wewnętrznych z Pododdziałem Kardiologicznym i Geriatrycznym</strong>. Przy 55 łóżkach obłożenie wyniosło 88 procent w 2025 roku i 95 procent w pierwszych czterech miesiącach 2026 roku. To ważna informacja w powiecie, który — jak większość Polski lokalnej — starzeje się, choruje przewlekle i coraz częściej potrzebuje interny, kardiologii oraz opieki geriatrycznej bardziej niż szpitalnej fasady „od wszystkiego”.</p><p>Wysokie wykorzystanie widać także na <strong>Oddziale Neurologicznym z Pododdziałem Udarowym i Wczesną Rehabilitacją Neurologiczną</strong>: 95 procent w 2025 roku i 91 procent na początku 2026 roku. Tu nie ma miejsca na beztroskie eksperymenty organizacyjne. Udar nie czeka na uchwałę rady powiatu. Neurologia, szczególnie z komponentem udarowym, jest jednym z tych obszarów, których nie wolno mierzyć wyłącznie tabelką z Excela.</p><p>Wysoko trzyma się także <strong>Oddział Psychiatryczny obserwacyjno-diagnostyczny</strong> — 86 procent w 2025 roku i 94 procent w pierwszych miesiącach 2026 roku. W czasach, gdy kryzys zdrowia psychicznego przestał być tematem konferencyjnym, a stał się codziennością rodzin, szkół, policji, sądów i poradni, takie dane powinny być czytane bardzo uważnie. Jeśli psychiatryczne łóżka są prawie pełne, to pytanie nie brzmi: „czy je utrzymywać?”, lecz raczej: „czy obecna skala odpowiedzi wystarczy?”.</p><p>Wreszcie <strong>Zakład Pielęgnacyjno-Opiekuńczy</strong> — 84 procent obłożenia w 2025 roku i 89 procent na początku 2026 roku. To jedna z najważniejszych liczb w całym zestawieniu. Polska starzeje się szybko, a szpitale powiatowe coraz częściej będą musiały odpowiadać nie tylko na ostre przypadki, ale również na długoterminową opiekę nad pacjentami, którzy nie wymagają już sali operacyjnej, ale nie mogą po prostu wrócić do domu.</p><h3><strong>Oddziały, które powinny tłumaczyć się z pustych łóżek</strong></h3><p>Po drugiej stronie tabeli stoją oddziały, które każą zadać pytania bardzo niewygodne. I nie chodzi o to, by kogokolwiek publicznie skazywać na likwidację. Chodzi o to, by przestać udawać, że każde łóżko samo z siebie jest dowodem bezpieczeństwa zdrowotnego.</p><p><strong>Oddział Okulistyczny</strong>: 10 łóżek i 0 procent obłożenia zarówno w 2025 roku, jak i w okresie styczeń–kwiecień 2026 roku. Zero. Nie niski wynik, nie sezonowe wahnięcie, nie „trudny okres”. Zero. Jeżeli łóżka istnieją w sprawozdaniu, ale nie pracują, mieszkańcy mają prawo zapytać: po co są utrzymywane w tej formule? Czy problem polega na braku pacjentów, braku kontraktu, braku personelu, zmianie modelu leczenia okulistycznego, przeniesieniu procedur do trybu jednodniowego, czy zwyczajnie na strukturze, której nikt nie miał odwagi uporządkować?</p><p><strong>Oddział Chemioterapii</strong> również widnieje z 10 łóżkami i 0 procent obłożenia. Tu jednak trzeba być szczególnie ostrożnym. Onkologia rządzi się inną logiką niż klasyczna hospitalizacja. Część świadczeń może odbywać się w trybie dziennym, bez całodobowego zajmowania łóżka. Ale właśnie dlatego dane powinny zostać wyjaśnione publicznie. Jeżeli oddział działa jako chemioterapia dzienna, to czy łóżka są właściwą miarą jego pracy? Jeżeli nie działa w pełni, to dlaczego? Pacjent onkologiczny nie może być zakładnikiem źle opisanej tabeli.</p><p>Bardzo niskie obłożenie ma też <strong>Szpitalny Oddział Ratunkowy</strong> — 28 procent w 2025 roku i 36 procent w pierwszych miesiącach 2026 roku. Tu znowu trzeba uważać na proste wnioski. SOR nie jest hotelem. Jego sens polega na gotowości. Nie można oczekiwać, że łóżka obserwacyjne na SOR-ze będą stale pełne, bo byłby to raczej objaw katastrofy niż sukcesu. Ale niskie obłożenie nie zwalnia z pytań: czy struktura łóżek jest właściwa, czy pacjenci trafiają tam zgodnie z przeznaczeniem, czy SOR nie pełni roli zastępczej przychodni, i czy w powiecie działa dostatecznie sprawnie nocna oraz świąteczna pomoc lekarska?</p><p>Niepokoi też <strong>Oddział Urologiczny</strong>: 35 procent w 2025 roku i 37 procent na początku 2026 roku. <strong>Oddział Położniczo-Ginekologiczny</strong>: 38 procent i 36 procent. <strong>Oddział Noworodkowy</strong>: 43 procent i 40 procent. <strong>Oddział Pediatryczny</strong>: 45 procent i 51 procent. <strong>Oddział Obserwacyjno-Zakaźny</strong>: 44 procent i 44 procent. <strong>Oddział Rehabilitacyjny</strong>: 39 procent i 48 procent.</p><p>To nie są drobne odchylenia. To jest mapa miejsc, gdzie trzeba zadać pytanie o strukturę. Nie o natychmiastową likwidację. Nie o cięcie na ślepo. Ale o uczciwą odpowiedź: czy Tomaszów utrzymuje właściwy profil szpitala dla realnych potrzeb pacjentów?</p><h3><strong>Porodówka, pediatria, noworodki. Tu Excel może być brutalny, ale nie może być ślepy</strong></h3><p>Najbardziej społecznie drażliwa część tej dyskusji dotyczy ginekologii, położnictwa, noworodków i pediatrii. W całej Polsce oddziały położnicze w mniejszych szpitalach są pod presją. Powód jest prosty: spada liczba urodzeń, rosną koszty gotowości, brakuje lekarzy, a wymagania bezpieczeństwa są coraz wyższe.</p><p>Ale w powiecie taka decyzja nigdy nie jest tylko decyzją organizacyjną. Dla młodej matki z małej miejscowości likwidacja albo ograniczenie porodówki oznacza dalszą drogę, większy lęk, więcej zależności od transportu i mniej poczucia bezpieczeństwa. Dla rodziców chorego dziecka ograniczenie pediatrii to nie „optymalizacja”, tylko nocna jazda do Piotrkowa, Łodzi, Opoczna albo jeszcze dalej.</p><p>Tyle że druga strona tej prawdy też jest niewygodna. Utrzymywanie oddziałów przy obłożeniu rzędu 36, 40 czy 51 procent nie jest automatycznie dowodem troski o mieszkańców. Czasem jest tylko konserwowaniem kosztownego przyzwyczajenia. Szpital nie może być muzeum dawnych ambicji. Jeżeli demografia zmienia mapę potrzeb, struktura szpitala też musi się zmieniać. Ale nie wolno robić tego po cichu, w gabinetach i pod pretekstem księgowej kosmetyki.</p><h3><strong>Wynagrodzenia zjadają większość kosztów. To nie zarzut, to fakt, z którego trzeba wyciągnąć wnioski</strong></h3><p>TCZ podało także, że wynagrodzenia stanowią 78,40 procent kosztów. Ta liczba powinna wisieć nad całą debatą jak czerwone światło.</p><p>Nie dlatego, że lekarze, pielęgniarki, ratownicy, diagności czy technicy mają pracować za pół darmo. Ten czas powinien się skończyć raz na zawsze. Ochrona zdrowia nie utrzyma się na romantycznym micie „misji”, jeśli rachunki płaci się prawdziwymi pieniędzmi, a dyżury bierze się prawdziwym zdrowiem ludzi pracujących w systemie.</p><p>Ale jeśli prawie cztery piąte kosztów stanowią wynagrodzenia, to utrzymywanie nisko obłożonych oddziałów oznacza bardzo konkretny problem: płacimy za gotowość tam, gdzie pacjentów jest mało, podczas gdy inne miejsca pracują na granicy wydolności. To nie jest atak na personel. To jest pytanie do zarządzających i właściciela szpitala: czy kadry, pieniądze i łóżka są tam, gdzie naprawdę są potrzebne?</p><p>Z danych wynika również, że w 2025 roku cztery osoby personelu medycznego łączyły różne rodzaje umów, osiągając z tego tytułu wysokie kwoty brutto. Bez nazwisk i bez dodatkowego kontekstu nie wolno urządzać polowania na czarownice. Trzeba jednak zapytać, czy taki model organizacji pracy jest efektem braku specjalistów, desperackiego łatania dyżurów, czy systemu, który sam produkuje kominy płacowe, a potem udaje zdziwienie.</p><h3><strong>Reforma szpitali może przyjść jak chirurg. Pytanie, czy z planem, czy z siekierą</strong></h3><p>Ministerstwo Zdrowia od miesięcy mówi o reformie szpitalnictwa: elastycznym przekształcaniu oddziałów, łączeniu placówek, planach naprawczych dla zadłużonych szpitali i przesuwaniu ciężaru w stronę opieki długoterminowej. Brzmi rozsądnie, dopóki nie zejdzie na poziom konkretnego powiatu.</p><p>Bo w Warszawie „przekształcenie oddziału” jest pojęciem z dokumentu. W Tomaszowie Mazowieckim może oznaczać, że ktoś straci bliski dostęp do świadczeń. W ministerialnej prezentacji „optymalizacja łóżek” wygląda jak logiczny wykres. W życiu mieszkańców może oznaczać telefon po karetkę, dłuższą trasę i pytanie rodziny: dlaczego tego nie ma już u nas?</p><p>Dlatego reforma w TCZ nie może być ani tabu, ani pałką. Nie można bronić każdego oddziału tylko dlatego, że istnieje. Ale nie wolno też ciąć wyłącznie tam, gdzie tabela pokazuje niski procent obłożenia. Trzeba sprawdzić dostępność alternatywnych oddziałów w regionie, liczbę specjalistów, transport medyczny, rolę danego oddziału w systemie ratunkowym, trendy demograficzne, kontrakt z NFZ i rzeczywistą liczbę pacjentów leczonych w trybach jednodniowych lub ambulatoryjnych.</p><p>Najgorszy scenariusz? Udawać, że problemu nie ma, aż decyzje zapadną poza Tomaszowem.</p><h3><strong>Co wzmacniać, co tłumaczyć, co przebudować?</strong></h3><p>Z danych TCZ wyłania się prosta, choć politycznie trudna logika.</p><p>Wzmacniania wymagają te obszary, gdzie obłożenie jest wysokie i odpowiada realnym trendom zdrowotnym: interna z kardiologią i geriatrią, neurologia z udarami, psychiatria, opieka długoterminowa, a także otolaryngologia, która według danych pracuje ponad nominalne możliwości.</p><p>Wyjaśnień wymagają miejsca z obłożeniem zerowym: okulistyka i chemioterapia. Nie dlatego, że należy je natychmiast zamykać, ale dlatego, że mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy są to oddziały rzeczywiście potrzebne w obecnym kształcie, czy tylko pozycje w organizacyjnym katalogu.</p><p>Przebudowy albo bardzo poważnej rozmowy wymagają oddziały z niskim wykorzystaniem łóżek: urologia, położnictwo i ginekologia, noworodki, rehabilitacja, obserwacyjno-zakaźny, pediatria. W każdym z tych przypadków potrzebna jest osobna analiza, a nie jedno cięcie wspólnym nożem.</p><h3><strong>Szpital nie może być ani firmą bez serca, ani skansenem bez rachunku</strong></h3><p>W tej sprawie łatwo popaść w dwie skrajności. Pierwsza mówi: ciąć wszystko, co się nie bilansuje. To myślenie księgowego, który nigdy nie czekał z dzieckiem na pomoc w środku nocy. Druga mówi: zostawić wszystko, bo każdy oddział jest świętością. To myślenie polityka, który boi się powiedzieć mieszkańcom prawdę.</p><p><strong>A prawda jest trudniejsza.</strong></p><p><strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia</strong> musi być szpitalem realnych potrzeb, a nie katalogiem dawnych ambicji. Musi mieć odwagę wzmacniać to, co jest obłożone, potrzebne i strategiczne. Musi mieć odwagę tłumaczyć to, co stoi puste. I musi mieć odwagę przebudować to, co nie odpowiada już ani demografii, ani finansom, ani medycynie.</p><p>Ale właściciel szpitala i zarząd TCZ powinni pamiętać o jednym: nie wolno robić chirurgii naprawczej za plecami mieszkańców. Bo szpital powiatowy nie jest prywatną układanką kadrowo-finansową. Jest częścią lokalnego bezpieczeństwa.</p><p>Puste łóżko nie zawsze znaczy, że oddział jest niepotrzebny. Czasem znaczy, że system ma być gotowy na nagły przypadek. Ale jeśli puste łóżka stoją miesiącami, a gdzie indziej pacjenci wypełniają oddziały po brzegi, to przestaje być symbolem bezpieczeństwa. Staje się symbolem zaniechania.</p><p>I właśnie o tym Tomaszów powinien dziś rozmawiać: nie czy ciąć, ale jak przebudować szpital tak, żeby pacjent nie płacił za cudzą bezradność — ani własnym zdrowiem, ani publicznymi pieniędzmi.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszowskie Centrum Zdrowia z dofinansowaniem na szkolenia pracowników]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55500,tomaszowskie-centrum-zdrowia-z-dofinansowaniem-na-szkolenia-pracownikow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55500,tomaszowskie-centrum-zdrowia-z-dofinansowaniem-na-szkolenia-pracownikow</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 21:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszowskie-centrum-zdrowia-z-dofinansowaniem-na-szkolenia-pracownikow-1781292741.png</url>
                        <title>Tomaszowskie Centrum Zdrowia z dofinansowaniem na szkolenia pracowników</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55500,tomaszowskie-centrum-zdrowia-z-dofinansowaniem-na-szkolenia-pracownikow</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia pozyskało dofinansowanie z Krajowego Funduszu Szkoleniowego, które zostanie przeznaczone na rozwój kompetencji pracowników szpitala. Środki przyznano za pośrednictwem Powiatowego Urzędu Pracy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dobra wiadomość nie tylko dla samej placówki, ale przede wszystkim dla pacjentów. W ochronie zdrowia wiedza nie jest dodatkiem do codziennej pracy — jest jej fundamentem. Każde szkolenie, każda nowa umiejętność i każda aktualizacja procedur przekładają się na bezpieczeństwo chorych, sprawniejszą organizację oraz wyższą jakość opieki.</p><h2><strong>Szkolenia dla personelu medycznego i administracyjnego</strong></h2><p>Dzięki pozyskanym środkom <strong>personel medyczny i administracyjny Tomaszowskiego Centrum Zdrowia</strong> będzie mógł rozwijać kwalifikacje zawodowe w obszarach szczególnie ważnych dla funkcjonowania szpitala.</p><p>W ramach dofinansowania zaplanowano trzy szkolenia. Pierwsze z nich dotyczyć będzie zagadnień kadrowo-prawnych w ochronie zdrowia. W październiku 2026 roku dwie pracownice Działu Kadr i Płac wezmą udział w szkoleniu pod nazwą <strong>„Prawo pracy w ochronie zdrowia w 2026 – od zatrudnienia do zwolnienia pracownika medycznego i niemedycznego”</strong>.</p><p>Dwa kolejne szkolenia skierowane będą do pielęgniarek i położnych. We wrześniu 2026 roku aż <strong>51 pielęgniarek i położnych</strong> weźmie udział w szkoleniu <strong>„Długoterminowe dostępy naczyniowe – użytkowanie portów naczyniowych”</strong>. W tym samym miesiącu odbędzie się również szkolenie <strong>„Efektywne leczenie ran”</strong>, w którym uczestniczyć będzie <strong>28 pielęgniarek i położnych</strong>.</p><h2><strong>Inwestycja w ludzi to inwestycja w pacjentów</strong></h2><p>W przypadku szpitala rozwój pracowników ma bardzo konkretny wymiar. Nie chodzi wyłącznie o certyfikaty czy formalne podnoszenie kwalifikacji. Chodzi o praktyczną wiedzę, która później wraca do pacjenta — w postaci lepiej prowadzonego leczenia, większego bezpieczeństwa procedur i sprawniejszej obsługi.</p><p><strong>Krajowy Fundusz Szkoleniowy</strong> wspiera kształcenie ustawiczne pracowników i pracodawców. W praktyce oznacza to możliwość finansowania kursów, szkoleń oraz innych form podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Dla placówek medycznych takie wsparcie jest szczególnie istotne, bo medycyna — niczym dobrze zapisany partyturą koncert — wymaga precyzji, aktualnej wiedzy i zespołu, który gra równo.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia podkreśla, że rozwój kompetencji pracowników to większe bezpieczeństwo, nowoczesna wiedza oraz jeszcze lepsza opieka nad pacjentami.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 10:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-w-1781254536.png</url>
                        <title>Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</link>
                    </image><description>Porodówki w Polsce znikają jedna po drugiej. Od początku roku osiem oddziałów zostało zamkniętych, a działalność kolejnych ośmiu zawieszono. Ministerstwo Zdrowia zapowiada nowe rozwiązania: ryczałtowe finansowanie małych porodówek w szczególnych regionach, a także wprowadzenie do systemu publicznego porodów domowych i Domów Narodzin. Problem w tym, że dla kobiet w ciąży mapa nie jest tabelą Excela. To droga, czas, stres, nocny telefon, skurcze i pytanie: czy zdążymy?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Coraz mniej dzieci, coraz mniej porodówek</h2><p>Demografia działa jak zimny rachmistrz. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, a oddziały ginekologiczno-położnicze są rozliczane przede wszystkim za wykonane świadczenia. Kiedy porodów jest niewiele, utrzymanie zespołu, dyżurów, sal, sprzętu i zaplecza staje się dla zadłużonych szpitali coraz większym ciężarem.</p><p>W 2010 roku działało w Polsce 406 porodówek. W listopadzie 2025 roku było ich już 305. W tym roku NFZ otrzymał informacje o porodach z 283 oddziałów ginekologiczno-położniczych. To nie jest kosmetyczna korekta systemu, lecz głęboka zmiana mapy opieki okołoporodowej.</p><p>Według danych GUS w 2025 roku urodziło się 238 tysięcy dzieci. Rok wcześniej było ich prawie 252 tysiące, w 2023 roku – 272 tysiące, a w 2022 roku – 305 tysięcy. Dla porównania, w czasie wyżu demograficznego lat 80. w Polsce rodziło się ponad 700 tysięcy dzieci rocznie.</p><p>Tak wygląda demograficzny kadr w zwolnionym tempie: mniej dzieci, mniej porodów, mniej oddziałów. Ale między statystyką a życiem jest jeszcze człowiek.</p><h2>„Białe plamy” i godzina drogi do porodu</h2><p>Największy niepokój budzą tzw. białe plamy, czyli regiony, w których kobieta ma daleko do najbliższego oddziału położniczego. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski poinformował, że około 11 tysięcy kobiet w wieku rozrodczym ma do najbliższej porodówki ponad godzinę drogi. To 0,14 proc. Polek w wieku 15–49 lat.</p><p>Na papierze liczba może wydawać się niewielka. W praktyce wystarczy jedna kobieta, jedna noc, jedna źle odśnieżona droga, jedno powikłanie. W położnictwie czas bywa równie ważny jak kompetencje lekarza.</p><p>Dla mieszkańców mniejszych miast i powiatów, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i okoliczne gminy, ta dyskusja nie jest abstrakcją z ministerialnych gabinetów. To pytanie o to, czy lokalny szpital będzie tylko punktem na mapie, czy realnym miejscem bezpieczeństwa.</p><h2>Ryczałt dla małych porodówek</h2><p>Ministerstwo Zdrowia przygotowuje dwa główne rozwiązania. Pierwsze zakłada ryczałtowe finansowanie porodówek, które nie osiągają 400 porodów rocznie, ale znajdują się w miejscach istotnych z punktu widzenia dostępności. Dopiero powyżej tej liczby NFZ miałby rozliczać każdy poród oddzielnie.</p><p>Resort przyjmuje jednocześnie wskaźnik 700 porodów rocznie jako poziom, który – według analiz – pozwala zapewnić optymalne doświadczenie kliniczne zespołu. To średnio około dwa porody dziennie.</p><p>Wiceminister Tomasz Maciejewski tłumaczy, że liczba 400 wynika z analiz obejmujących liczbę procedur, położenie geograficzne szpitali i ogólnopolską tendencję demograficzną. Są bowiem placówki, które nigdy nie osiągną 700 porodów rocznie, ale ich zamknięcie oznaczałoby powstanie białej plamy.</p><p>To ważne rozróżnienie. Bo czym innym jest oddział nierentowny w dużym mieście, gdzie kilka innych szpitali działa w promieniu kilkunastu kilometrów, a czym innym porodówka w regionie, gdzie jej likwidacja oznacza dla pacjentek długą, stresującą i potencjalnie niebezpieczną podróż.</p><h2>Porody domowe i Domy Narodzin</h2><p>Druga propozycja dotyczy porodów domowych i Domów Narodzin. Obecnie NFZ nie finansuje porodów domowych, dlatego nie prowadzi też pełnych statystyk dotyczących liczby dzieci rodzących się poza szpitalami.</p><p>Ministerstwo rozważa wpisanie porodu domowego do koszyka świadczeń gwarantowanych. W grę wchodzi również tworzenie Domów Narodzin, czyli miejsc prowadzonych przez położne, zlokalizowanych w pobliżu zaplecza medycznego. Według zapowiedzi resortu miałyby one funkcjonować przy oddziałach ginekologii planowej, z dostępem do sali operacyjnej i lekarzy na wypadek komplikacji.</p><p>To nie jest pomysł z księżyca. W Europie podobne rozwiązania działają m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii, Danii, Niemczech i Francji. W Holandii system porodów domowych jest szczególnie rozwinięty – według wiceministra około 13–16 proc. porodów odbywa się tam w warunkach domowych.</p><h2>Mniej cesarskich cięć?</h2><p>Maciejewski zwraca uwagę, że w krajach, w których większą rolę w opiece porodowej odgrywają położne, wykonuje się mniej cesarskich cięć. W Polsce niemal połowa porodów odbywa się przez cesarskie cięcie, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że optymalny odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10–15 proc.</p><p>To jeden z najważniejszych punktów tej debaty. Poród nie zawsze musi być wydarzeniem medykalizowanym do granic możliwości. Ale też nie może być romantycznym eksperymentem bez zabezpieczenia. Między chłodnym szpitalnym korytarzem a ryzykiem porodu bez systemowego wsparcia jest przestrzeń, którą mogą wypełnić dobrze przygotowane położne, jasne procedury i szybki dostęp do lekarzy.</p><h2>Fundacja Rodzić po Ludzku: potrzebna strategia, nie chaos</h2><p>Joanna Pietrusiewicz, prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, ocenia, że zarówno finansowanie porodów domowych, jak i Domy Narodzin są potrzebne. Podkreśla jednak, że nie mogą być traktowane jako proteza po zamykanych porodówkach.</p><p>Fundacja od lat postuluje, by porody domowe były finansowane przez NFZ. Dziś są dostępne przede wszystkim dla kobiet, które mogą zapłacić za opiekę kilka tysięcy złotych. Koszt obejmuje m.in. pracę położnych i przygotowanie do porodu.</p><p>Pietrusiewicz zaznacza, że poród domowy wymaga kwalifikacji pacjentki, badań, przygotowania i obecności wykwalifikowanego personelu. Nie jest rozwiązaniem dla każdej ciąży. Może być bezpieczny wtedy, gdy odbywa się w przewidywalnych warunkach, przy niskim ryzyku i z możliwością szybkiej interwencji.</p><p>Jednocześnie szefowa Fundacji ostrzega, że ewentualne pozostawienie wyłącznie porodówek z liczbą ponad 700 porodów rocznie mogłoby oznaczać likwidację około 80 oddziałów. W niektórych województwach mapa porodówek zmieniłaby się radykalnie.</p><p>Jej słowa brzmią jak ostrzeżenie przed reformą prowadzoną metodą przesuwania pionków po planszy. Tyle że pionkami są kobiety, dzieci, położne, lekarze i całe lokalne społeczności.</p><h2>Szpitale pytają o kryteria</h2><p>Niepokój widać także po stronie dyrektorów szpitali. Jacek Walkowski, dyrektor szpitala w Starachowicach, podkreśla, że zarządzana przez niego porodówka od lat wysoko plasuje się w rankingu „Gdzie Rodzić po Ludzku”. Placówka przyjmuje około 570 porodów rocznie, ma wysoki odsetek porodów w znieczuleniu i niski odsetek cesarskich cięć.</p><p>Mimo tego jej przyszłość nie jest jasna. Dyrektor wystąpił z pismami do wojewody, centrali NFZ i ministra zdrowia, domagając się przedstawienia kryteriów. Pyta, czy poza liczbą porodów brane będą pod uwagę jakość opieki, pozycja w rankingach i realne znaczenie oddziału dla regionu.</p><p>To pytania, które powinny wybrzmieć głośno także w innych miastach. Bo liczba porodów jest ważna, ale nie może być jedyną miarą. Jakość, dostępność, bezpieczeństwo i zaufanie pacjentek również mają wartość.</p><h2>Prawo, pieniądze i realne życie</h2><p>Zmiany, o których mówi resort, dotykają systemu świadczeń gwarantowanych finansowanych ze środków publicznych. To obszar regulowany m.in. przez ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz rozporządzenia ministra zdrowia określające zakres świadczeń gwarantowanych.</p><p>Jeżeli poród domowy miałby trafić do koszyka świadczeń, potrzebne będą nie tylko pieniądze, ale też precyzyjne standardy: kto kwalifikuje kobietę, jakie badania są obowiązkowe, ile położnych uczestniczy w porodzie, jaki jest maksymalny czas transportu do szpitala, kto odpowiada za dokumentację i kiedy zapada decyzja o przewiezieniu pacjentki na oddział.</p><p>Bez tego łatwo stworzyć pięknie brzmiący pomysł, który w praktyce utknie między NFZ, szpitalem, samorządem i pacjentką.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki też powinien patrzeć na tę mapę</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim działa oddział ginekologiczno-położniczy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Dla powiatu tomaszowskiego to nie tylko kolejny oddział szpitalny. To część lokalnego bezpieczeństwa zdrowotnego.</p><p>Dlatego debata o przyszłości porodówek powinna interesować nie tylko duże miasta i wojewódzkie centra. Jeżeli państwo zaczyna na nowo rysować mapę porodów, lokalne samorządy, dyrektorzy szpitali, radni i parlamentarzyści z regionu powinni pytać o kryteria już teraz.</p><p>Bo gdy porodówka znika, nie znika tylko wpis w rejestrze. Znika poczucie bliskości pomocy. A w opiece okołoporodowej bliskość bywa równie ważna jak nowoczesny sprzęt.</p><h2>Rekomendacje mają być znane pod koniec czerwca</h2><p>Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że rekomendacje dotyczące przyszłości porodówek, porodów domowych i Domów Narodzin mają być gotowe pod koniec czerwca. Przy resorcie powołano już zespół ds. porodów domowych i Domów Narodzin, którym kieruje Grażyna Iwanowicz-Palus, krajowa konsultantka w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.</p><p>Na początku roku resort proponował także tworzenie pokoi narodzin. Z tej możliwości skorzystał dotąd jeden szpital – od 1 czerwca interwencyjny punkt położniczy działa w Wągrowcu w województwie wielkopolskim.</p><p>To pokazuje, że system szuka nowych form. Pytanie tylko, czy będą one odpowiedzią na realne potrzeby kobiet, czy jedynie eleganckim opisem odwrotu państwa z lokalnej opieki porodowej.</p><p>Bo poród to nie rubryka w arkuszu kalkulacyjnym. To jedno z tych wydarzeń, w których państwo powinno być blisko. Nie po godzinie drogi, nie po konsultacjach, nie po zamknięciu oddziału. Blisko wtedy, gdy jest naprawdę potrzebne.</p><p><strong>Opracowanie na podstawie PAP: Aneta Pawłowska-Krać</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polska w ogonie Europy. Eksperci alarmują: wielu amputacji u chorych na cukrzycę można uniknąć]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55479,polska-w-ogonie-europy-eksperci-alarmuja-wielu-amputacji-u-chorych-na-cukrzyce-mozna-uniknac</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55479,polska-w-ogonie-europy-eksperci-alarmuja-wielu-amputacji-u-chorych-na-cukrzyce-mozna-uniknac</guid>
            <pubDate>Thu, 11 Jun 2026 20:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polska-w-ogonie-europy-eksperci-alarmuja-wielu-amputacji-u-chorych-na-cukrzyce-mozna-uniknac-1781205113.png</url>
                        <title>Polska w ogonie Europy. Eksperci alarmują: wielu amputacji u chorych na cukrzycę można uniknąć</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55479,polska-w-ogonie-europy-eksperci-alarmuja-wielu-amputacji-u-chorych-na-cukrzyce-mozna-uniknac</link>
                    </image><description>Cukrzycowa choroba stóp to nie jest medyczny margines ani problem zamknięty w szpitalnych statystykach. To dramat tysięcy pacjentów, który zaczyna się często od niewielkiej rany, otarcia, pęknięcia sk</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Cukrzycowa choroba stóp</strong> to nie jest medyczny margines ani problem zamknięty w szpitalnych statystykach. To dramat tysięcy pacjentów, który zaczyna się często od niewielkiej rany, otarcia, pęknięcia skóry, a kończy — jeśli system zadziała zbyt późno — amputacją. Eksperci Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran alarmują, że Polska nadal pozostaje w ogonie Europy w leczeniu tego powikłania cukrzycy.</p><p>Według specjalistów co czwarty chory na cukrzycę w ciągu życia doświadczy owrzodzenia stopy. W Polsce liczba osób chorujących na cukrzycę może sięgać nawet 4 milionów, a około 200–250 tysięcy pacjentów zmaga się obecnie z raną w przebiegu cukrzycowej choroby stóp. To liczby, za którymi nie stoją suche tabele, ale ludzie: seniorzy, pracownicy, rodzice, mieszkańcy małych miast i wsi, którzy często zbyt późno trafiają do właściwego specjalisty.</p><h2>Rana, która nie czeka. System często tak</h2><p>Eksperci podkreślają, że <strong>cukrzycowa choroba stóp</strong> nie może być leczona przypadkowo, w rozproszeniu, od gabinetu do gabinetu. Wymaga szybkiej diagnostyki, zespołu specjalistów i jasno wyznaczonej ścieżki pacjenta. Inaczej chory krąży po systemie niczym bohater kafkowskiego procesu — każdy coś widzi, każdy coś dopisuje, ale nikt nie prowadzi sprawy od początku do końca.</p><p>„Cukrzycowa choroba stóp nie może być leczona przypadkowo ani w sposób rozproszony. Wymaga wyspecjalizowanej, zorganizowanej opieki. Doświadczenia krajów europejskich pokazują, że to możliwe – teraz potrzebne są decyzje systemowe” – wskazuje dr Adam Węgrzynowski z Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran.</p><p>Problem jest tym poważniejszy, że śmiertelność w tej grupie pacjentów jest bardzo wysoka. Jak podają eksperci, sięga około 30 procent w okresie pięciu lat, a wśród pacjentów po amputacji w tym samym czasie wzrasta nawet do 60 procent. To pokazuje, że amputacja nie jest końcem leczenia, ale często początkiem kolejnego, bardzo trudnego etapu walki o życie i samodzielność.</p><h2>Hiszpański model pokazuje, że można inaczej</h2><p>W wielu krajach europejskich działają wyspecjalizowane jednostki leczenia cukrzycowej choroby stóp, tzw. <strong>Diabetic Foot Units</strong>. Funkcjonują one między innymi w Hiszpanii, gdzie stanowią element publicznego systemu ochrony zdrowia. Ich siłą jest interdyscyplinarny zespół: diabetolog, chirurg, chirurg naczyniowy, pielęgniarka specjalistyczna oraz inni eksperci, którzy wspólnie prowadzą pacjenta.</p><p>„Doświadczenie pokazuje, że właściwa organizacja opieki ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia liczby amputacji. Szybka diagnostyka, interdyscyplinarny zespół oraz jasno określona ścieżka pacjenta przekładają się bezpośrednio na poprawę wyników leczenia” – podkreśla prof. Jose Luis Lazaro-Martínez, założyciel i dyrektor Diabetic Foot Unit przy Complutense University of Madrid.</p><p>W Polsce takich rozwiązań nadal brakuje w skali całego kraju. Są specjaliści, są doświadczenia kliniczne, są wyniki pilotażu, ale nie ma powszechnego modelu, który sprawiłby, że pacjent z raną cukrzycową trafi szybko do odpowiedniego zespołu, a nie dopiero wtedy, gdy kończyny nie da się już uratować.</p><h2>Pilotaż pokazał, że amputacja nie musi być wyrokiem</h2><p>Najmocniejszy argument? Dane z polskiego pilotażowego programu leczenia cukrzycowej choroby stóp. Objęto nim 430 pacjentów zagrożonych amputacją. Według ekspertów przy właściwej organizacji opieki aż 97 procent chorych mogło uniknąć utraty kończyny.</p><p>„Polska posiada ekspertów i doświadczenie kliniczne. Wyniki pilotażu jednoznacznie pokazały, że większości amputacji można uniknąć. Dziś problemem nie jest brak wiedzy medycznej, lecz brak spójnego modelu organizacyjnego. Pacjenci z raną przewlekłą trafiają do systemu zbyt późno albo krążą pomiędzy placówkami bez koordynacji leczenia” – ocenia dr Przemysław Lipiński, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran.</p><p>To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno: <strong>problemem nie jest brak wiedzy, ale brak organizacji</strong>. W ochronie zdrowia to różnica zasadnicza. Bo jeśli medycyna wie, jak pomóc, a pacjent mimo to traci nogę, pytanie nie brzmi już tylko „co zrobił lekarz?”, ale „jak działa państwo?”.</p><h2>Co trzeba zmienić?</h2><p>Polskie Towarzystwo Leczenia Ran rekomenduje tworzenie wyspecjalizowanych ośrodków leczenia cukrzycowej choroby stóp w każdym województwie. Eksperci wskazują też na konieczność uporządkowania ścieżki pacjenta, koordynacji opieki, finansowania leczenia ratującego kończynę jako procesu interdyscyplinarnego oraz systemowego kształcenia lekarzy i pielęgniarek zajmujących się ranami trudno gojącymi się.</p><p>Towarzystwo uruchomiło również Program Certyfikacji umiejętności lekarzy i pielęgniarek w zakresie leczenia ran trudno gojących się. Ma on potwierdzać realne kompetencje kliniczne i przygotowywać personel do pracy w modelu zespołowym.</p><p>To ważne, bo nawet najlepszy budynek, najnowocześniejszy sprzęt i najładniejsza nazwa programu nie wystarczą, jeśli pacjent nie trafi do ludzi, którzy wiedzą, jak działać szybko, wspólnie i według sprawdzonego standardu.</p><h2>Ważne dla pacjentów z Tomaszowa Mazowieckiego i regionu</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i okolic ten temat nie jest odległą debatą ekspertów z konferencyjnych sal. Cukrzyca dotyka rodzin w każdym mieście i każdej gminie. W przypadku osób chorujących na cukrzycę szczególne znaczenie ma codzienna kontrola stóp, szybkie reagowanie na każdą ranę, otarcie, pęcherz, zaczerwienienie czy zmianę koloru skóry.</p><p>Niepokojących objawów nie wolno „przeczekać”. Przy cukrzycy nawet niewielka rana może stać się początkiem poważnego powikłania. W razie problemów należy skontaktować się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, diabetologiem, chirurgiem lub poradnią leczenia ran.</p><p>W tej sprawie czas działa jak w dobrym thrillerze medycznym — tylko że tutaj nie chodzi o napięcie scenariusza, ale o nogę, sprawność i życie pacjenta.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pompa przedłuża życie chorym z niewydolnością serca]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55473,pompa-przedluza-zycie-chorym-z-niewydolnoscia-serca</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55473,pompa-przedluza-zycie-chorym-z-niewydolnoscia-serca</guid>
            <pubDate>Thu, 11 Jun 2026 00:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pompa-przedluza-zycie-chorym-z-niewydolnoscia-serca-1781131472.jpg</url>
                        <title>Pompa przedłuża życie chorym z niewydolnością serca</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55473,pompa-przedluza-zycie-chorym-z-niewydolnoscia-serca</link>
                    </image><description>Dzięki farmakoterapii pacjent z niewydolnością serca zyskuje około 10 lat życia - dużo więcej, niż mogliśmy zaoferować chorym kiedyś. Jednak farmakoterapia to nie wszystko, zwłaszcza dla pacjentów powyżej 60. roku życia. Szansą dla tej grupy chorych jest wszczepienie pompy LVAD.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:black;">Niewydolność serca to stan, w którym serce nie jest w stanie pompować krwi w stopniu wystarczającym, aby zaspokoić zapotrzebowanie organizmu na tlen i składniki odżywcze. Prowadzi to do niedotlenienia mięśnia sercowego, upośledzenia funkcji innych narządów oraz zastoju płynów w płucach lub innych tkankach. Przyczyną niewydolności serca może być niedokrwienie powodowane np. przez zwężenie tętnic wieńcowych na tle miażdżycowym.</span></p><h2><span style="color:black;"><strong>Nowoczesna farmakoterapia przedłuża życie</strong></span></h2><p><span style="color:black;">Chorych z niewydolnością serca przybywa wraz ze starzeniem się społeczeństwa i nasileniem się chorób metabolicznych.&nbsp;W Polsce zmaga się z nią ponad milion osób. Przypadłości towarzyszą takie objawy jak duszność czy obrzęki.</span></p><p><span style="color:black;">„Duszność wynika z gromadzenia się nadmiernej ilości krwi w płucach, która nie może być prawidłowo odebrana przez serce. Skrajną manifestacją takiego stanu jest obrzęk płuc. Ten mechanizm prowadzi do charakterystycznego uczucia braku powietrza i trudności z oddychaniem - pacjenci opisują to jako niemożność zaczerpnięcia wystarczającej ilości powietrza. Przy niewydolności prawej komory serca dochodzi natomiast do obrzęków obwodowych - puchną nogi, brzuch, dochodzi do niewydolności wątroby, ponieważ prawa komora nie odbiera krwi z tych narządów” - tłumaczy prof. dr hab. n. med. Wojciech Płazak, kierownik Oddziału Transplantologii i Mechanicznego Wspomagania Krążenia w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. św. Jana Pawła II.</span></p><p><span style="color:black;">Każdy chory z niewydolnością serca podlega wielospecjalistycznej opiece w ramach programu KONS (Koordynowana Opieka nad Pacjentami z Niewydolnością Serca). Skupia ona kardiologów, kardiochirurgów, pielęgniarki, dietetyków fizjoterapeutów oraz pracowników socjalnych, którzy rozpatrują bardzo indywidualne potrzeby danego chorego.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Najpierw próbujemy zabezpieczyć tych chorych pod kątem zaburzeń rytmu, które potencjalnie mogą wystąpić. Optymalną terapią medyczną jest farmakoterapia, która obejmuje cztery grupy leków: β-blokery, inhibitory konwertazy angiotensyny, antagonisty aldosteronu, inhibitory SGLT-2. U niektórych konieczna jest implantacja kardiowertera defibrylatora. To wydłuża życie pacjentów, ale nie w nieskończoność” - mówi prof. dr hab. n med. Piotr Przybyłowski, koordynator Oddziału Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, dyrektor naczelny Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.&nbsp;</span></p><h2><span style="color:black;"><strong>Kiedy leki przestają działać, czas na leczenie inwazyjne</strong></span></h2><p><span style="color:black;">Pierwsza destabilizacja układu krążenia nie stanowi od razu kwalifikacji do przeszczepienia serca czy do implantacji urządzenia wspomagającego pracę lewej komory.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Liczy się jakość życia pacjentów. Chory, który ma niewydolność serca wymagającą ośmiu-dziesięciu hospitalizacji rocznie, z obrzękami, z dusznością, pomimo że bierze maksymalne dawki leków, ma ogromny dyskomfort” - dodaje prof. Przybyłowski.</span></p><p><span style="color:black;">Gdy pojawiają się dolegliwości spoczynkowe, jest to znak, że doszło do zaostrzenia choroby. IV klasa w skali NYHA oznacza najbardziej zaawansowaną niewydolność serca, a rokowania tych pacjentów są gorsze niż w źle rokujących znanych nowotworach - roczna śmiertelność w tej grupie pacjentów wynosi ponad 50 proc.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„W takim przypadku należy zrobić krok dalej i pomyśleć o leczeniu inwazyjnym, czyli albo o przeszczepieniu serca, albo implantacji mechanicznego wspomagania krążenia. Przeszczepienie serca ma wiele ograniczeń, z których najważniejsze to zbyt mała ilość dawców, nadciśnienie płucne u biorcy czy zagrożenie odrzuceniem przeszczepu. Inną opcją jest mechaniczne wspomaganie krążenia” - mówi prof. Płazak.</span></p><p><span style="color:black;">Czasowe wspomaganie krążenia zapewniają dwie metody. Krótkoterminowym rozwiązaniem jest tzw. kontrapulsacja wewnątrzaortalna (IABP) lub&nbsp;</span>miniaturowe, przezskórne urządzenia wspomagające pracę serca<span style="color:black;">. Oba te rozwiązania pozwalają ustabilizować pacjenta i zadecydować o sposobie dalszego leczenia. Pacjent już ustabilizowany może być poddany zabiegowi transplantacji lub też skorzystać z dostępnego wspomagania długoterminowego.&nbsp;</span>Dla takich pacjentów dostępne są wszczepialne urządzenia wspomagające pracę serca typu LVAD.</p><p><span style="color:black;">Choć początkowo pomyślane były jedynie jako pomost do przeszczepienia, od lat z powodzeniem stosowane są jako terapia docelowa (Destination Therapy) u pacjentów, którzy z powodu wieku lub innych obciążeń nie kwalifikują się do transplantacji.</span></p><h2><span style="color:black;"><strong>Pompa przedłuża życie starszym pacjentom</strong></span></h2><p><span style="color:black;">Pompa odciąża chory mięsień sercowy lewej komory, zmniejsza ilość krwi zalegającej w płucach i przywraca prawidłowy jej przepływ w całym organizmie, zapobiegając tym samym objawom niewydolności serca, np. dusznościom. Aby pompa działała prawidłowo, potrzebna jest wydolna prawa komora pacjenta.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Dzisiejsza farmakoterapia powoduje, że pacjent z niewydolnością serca zyskuje około 10 lat życia. To dużo więcej niż mogliśmy zaoferować chorym kiedyś. Generujemy jednak powstanie dużej grupy pacjentów, którzy pomimo niewydolności serca dożyli do wieku około 60-65 lat i przestają już się dobrze czuć na samej farmakoterapii. Aby mogli żyć dalej, musimy im coś zaoferować. I choć zarówno&nbsp;przeszczep serca jak i pompy nie mają sztywnego ograniczenia wiekowego, w starszym wieku decydujemy się często na wszczepienie pompy” - wyjaśnia prof. Płazak.</span></p><p><span style="color:black;">Po zabiegu wszczepienia urządzenia do wspomagania pracy lewej komory serca chory nie wymaga immunosupresji, dzięki czemu unika się ryzyka związanego z obniżoną odpornością - np. infekcji. Czas pobytu w szpitalu po zabiegu jest krótszy. Dzięki temu można zwiększyć górną granicę wieku, w którym kwalifikuje się pacjentów do wszczepienia pompy - proponuje się ją chorym nawet w wieku 70-72 lat. Przewiduje się, że pacjent po implantacji takiej pompy będzie żył co najmniej kilka lat, a jakość jego życia będzie dużo wyższa, co oznacza, że choć to bardzo drogie urządzenie, opłaca się je wszczepiać. Jest bezpieczne, nie wymaga oczekiwania na dawcę, a także jest w pełni refundowane.</span></p><p><span style="color:black;">„Oczywiście każda metoda leczenia zaawansowanej niewydolności serca ma swoje ograniczenia, dlatego zawsze trzeba wziąć pod uwagę wiek pacjenta, etiologię choroby i preferencje, ale też trzeba wspomnieć o tym, że - zwłaszcza u ludzi młodych, którzy mają możliwości otrzymania pompy, a potem przeszczepienia serca - to skutecznie wydłuża okres możliwego leczenia i daje poczucie komfortu” - mówi prof. Przybyłowski.</span></p><h2><span style="color:black;"><strong>Życie z pompą wymaga wsparcia bliskich i edukacji</strong></span></h2><p><span style="color:black;">Wysoka jakość i sprawne działanie pompy LVAD, która może pompować nawet 6 litrów krwi na minutę, to kwestia nowoczesnej techniki i miniaturyzacji. Przez wiele lat nie dochodzi do uszkodzenia krwinek ani istotnych zaburzeń krzepnięcia.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Trzeba pamiętać, że pompa zużywa stosunkowo dużo energii, w związku z tym musi być stale podłączona do prądu. To oznacza, że z powłok brzusznych wychodzi kabel podłączony do sterownika i dwóch baterii.&nbsp;Pacjent nosi je przy sobie w małym etui zawieszonym np. na pasku przy spodniach lub dedykowanej torbie. Baterie wystarczają na 17-20 godzin. A zatem pacjent jest w pewnym sensie zależny od źródła energii elektrycznej.</span></p><p><span style="color:black;">Drugim aspektem jest fakt, że kabel (nazywany linią życia albo driveline) wychodzi na stałe z powłok brzusznych, a zakażenie miejsca jego wyprowadzenia może być poważnym powikłaniem dla pacjenta - wymagana jest częsta zmiana opatrunków (dwa, trzy razy w tygodniu), w warunkach sterylnych, dlatego tak ważna jest edukacja pacjenta i jego rodziny.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Pacjent musi wiedzieć, co to znaczy &gt;&gt;sterylnie&lt;&lt; - nie wystarczy umyć rąk wodą, konieczne jest użycie sterylnych rękawiczek i postępowanie zgodnie z procedurą, której uczymy. Infekcja to największe zagrożenie. Ogólnie trzeba powiedzieć, że technika idzie do przodu i jak pokazują najnowsze badania, pięcioletnie przeżycia po przeszczepieniu serca i po pompach są podobne” - mówi prof. Płazak.</span></p><p><span style="color:black;">O ile przeszczepienie serca wciąż jest procedurą priorytetową u młodych chorych, o tyle u pacjentów około 65. roku życia lepszym wyjściem wydaje się wszczepienie pompy.</span></p><p><span style="color:black;">„To nie są pacjenci, którzy będą brali udział w olimpiadach. Poza rezonansem magnetycznym i pływaniem w morzu, dalej mogą robić wszystko. Pacjent musi być jednak mentalnie zborny i mieć opiekuńczą rodzinę, która wspomoże go w początkowym okresie. Dlatego ważna jest opinia zespołu psychologicznego, czy chory i jego otoczenie są w stanie poradzić sobie z przyjmowaniem leków, obsługą urządzenia itd.” - mówi prof. Przybyłowski.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Jeszcze przed implantacją urządzenia chory i jego rodzina są edukowani, na czym polega życie z pompą. Kluczowa jest kwestia zarządzania zasilaniem, konieczna jest bowiem ciągłość działania pompy.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Z czasem chorzy uczą się tego. Ponieważ linia zasilająca jest wyprowadzana na zewnątrz: toaleta, opatrunki, dbanie o sterylność - są kluczem do długotrwałego sukcesu. Chory musi to zrozumieć i tego przestrzegać. To wszystko wymaga współpracy z zespołem leczniczym i tu bardzo istotna jest rola koordynatorów, którzy prowadzą codzienny monitoring i stanowią swego rodzaj call center - czuwają nad bezpieczeństwem chorych, edukują ich i rodzinę w zakresie codziennej obsługi urządzenia, monitorują parametry pracy pompy oraz pomagają w stanach nagłych, zapewniając stałą opiekę i wsparcie” - podkreśla prof. Przybyłowski.</span></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dzień Otwarty w TCZ. Szpital pokaże, jak zmienia się dzięki środkom z KPO]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55471,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokaze-jak-zmienia-sie-dzieki-srodkom-z-kpo</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55471,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokaze-jak-zmienia-sie-dzieki-srodkom-z-kpo</guid>
            <pubDate>Wed, 10 Jun 2026 08:48:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokaze-jak-zmienia-sie-dzieki-srodkom-z-kpo-1781075600.png</url>
                        <title>Dzień Otwarty w TCZ. Szpital pokaże, jak zmienia się dzięki środkom z KPO</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55471,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokaze-jak-zmienia-sie-dzieki-srodkom-z-kpo</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza mieszkańców na Dzień Otwarty pod hasłem „Nowoczesna medycyna bliżej Ciebie”. Wydarzenie odbędzie się 12 czerwca 2026 roku i ma pokazać, jak wsparcie z Krajowego Planu Odbudowy przekłada się na rozwój lokalnego szpitala.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dzień Otwarty w tomaszowskim szpitalu</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia Sp. z o.o. organizuje 12 czerwca 2026 roku Dzień Otwarty pod hasłem <strong>„Nowoczesna medycyna bliżej Ciebie”</strong>. Wydarzenie rozpocznie się o godzinie 10:00 na terenie placówki i zostało przygotowane w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia Projektów KPO w Ochronie Zdrowia.</p><p>To propozycja skierowana do mieszkańców powiatu tomaszowskiego, pacjentów, ich rodzin oraz wszystkich osób zainteresowanych funkcjonowaniem współczesnej ochrony zdrowia. Formuła otwartego spotkania ma pozwolić nie tylko zobaczyć zaplecze szpitala, ale także lepiej zrozumieć, jakie inwestycje i zmiany zachodzą dziś w lokalnej placówce.</p><h2>Co znajdzie się w programie</h2><p>Z zapowiedzi opublikowanej przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia wynika, że uczestnicy będą mogli poznać <strong>projekty realizowane przez TCZ</strong> oraz zobaczyć pokaz nowoczesnego sprzętu medycznego. W planie są także spotkania z personelem medycznym, co może być cenną okazją do rozmowy o codziennej pracy szpitala i roli nowych technologii w leczeniu pacjentów.</p><p>Organizatorzy zapowiadają również możliwość bliższego poznania inwestycji realizowanych dzięki wsparciu z Krajowego Planu Odbudowy. Uzupełnieniem programu mają być atrakcje edukacyjne i profilaktyczne. To ważny element takich wydarzeń, bo obok prezentacji sprzętu i infrastruktury pojawia się także praktyczny wymiar zdrowia publicznego, związany z budowaniem świadomości i zachęcaniem do profilaktyki.</p><h2>Dlaczego to ważne dla mieszkańców</h2><p>Dla lokalnej społeczności podobne wydarzenia mają znaczenie większe niż tylko informacyjne. Szpital jest jedną z kluczowych instytucji publicznych w powiecie, a jego rozwój bezpośrednio wpływa na komfort i bezpieczeństwo mieszkańców. Pokazanie efektów inwestycji w otwartej formule może zwiększać zaufanie do placówki i jednocześnie przybliżać mieszkańcom sposób działania systemu ochrony zdrowia.</p><p>Istotny jest również sam kontekst finansowania. W tym przypadku organizator wyraźnie wskazuje, że rozwój części projektów jest związany ze środkami z <strong>Krajowego Planu Odbudowy</strong>. Dla odbiorców może to być konkretna odpowiedź na pytanie, jak zewnętrzne fundusze przekładają się na realne zmiany odczuwalne na poziomie lokalnym: od wyposażenia po jakość świadczonych usług.</p><h2>Szansa na bliższe spotkanie z nowoczesną medycyną</h2><p>Dzień Otwarty w Tomaszowskim Centrum Zdrowia zapowiada się jako wydarzenie łączące informację, edukację i promocję zdrowia. Tego typu inicjatywy pozwalają oswoić szpital jako miejsce nie tylko leczenia, ale również dialogu z mieszkańcami. Dla wielu osób może to być pierwsza okazja, by z bliska zobaczyć, jak wygląda nowoczesne zaplecze medyczne w ich najbliższym otoczeniu.</p><p>Spotkanie odbędzie się <strong>12 czerwca 2026 roku o godzinie 10:00</strong> na terenie Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. Wszystko wskazuje na to, że będzie to ważny punkt lokalnego kalendarza wydarzeń związanych ze zdrowiem i dobry moment, by przyjrzeć się temu, jak zmienia się tomaszowski szpital.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lekarz rekordzista zarabia w tomaszowskim  szpitalu 1,5 miliona rocznie.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55470,lekarz-rekordzista-zarabia-w-tomaszowskim-szpitalu-1-5-miliona-rocznie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55470,lekarz-rekordzista-zarabia-w-tomaszowskim-szpitalu-1-5-miliona-rocznie</guid>
            <pubDate>Wed, 10 Jun 2026 08:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lekarz-rekordzista-zarabia-w-tomaszowskim-szpitalu-1-5-miliona-rocznie-1781073030.png</url>
                        <title>Lekarz rekordzista zarabia w tomaszowskim  szpitalu 1,5 miliona rocznie.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55470,lekarz-rekordzista-zarabia-w-tomaszowskim-szpitalu-1-5-miliona-rocznie</link>
                    </image><description>Pacjent nie potrzebuje konferencji prasowej. Nie potrzebuje kolejnej strategii, następnego programu naprawczego i zapewnień, że „trwają analizy”. Pacjent potrzebuje badania, diagnozy i leczenia. W rozsądnym czasie. Bez upokorzenia. Bez biegania między publiczną rejestracją a prywatnym gabinetem. Bez słuchania, że „na NFZ terminów nie ma”, ale „prywatnie można szybciej”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">I właśnie w tym miejscu kończy się mit o publicznej ochronie zdrowia jako systemie równego dostępu. Zaczyna się rzeczywistość: kolejka, limit, kontrakt, nadwykonanie, brak lekarza, brak pieniędzy, brak terminu. A na końcu tej ścieżki stoi człowiek, który płaci składkę zdrowotną, płaci podatki, a potem coraz częściej musi zapłacić jeszcze raz — z własnej kieszeni.</p><p style="text-align:justify;">Tomaszowskie Centrum Zdrowia jest lokalnym przykładem ogólnopolskiej choroby. Nie wyjątkiem. Nie anomalią. Nie przypadkiem, który można zbyć wzruszeniem ramion. To część systemu, który od lat działa na zasadzie wymuszonego kompromisu między finansową fikcją państwa, rynkową siłą wybranych specjalizacji i dramatyczną bezradnością pacjentów.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Patologia, którą dzisiaj chcą naprawiać Ci, którzy ją stworzyli.&nbsp;</p><h2><strong>Tomaszów widzi to z bliska</strong></h2><p style="text-align:justify;">W Tomaszowie Mazowieckim problem nie jest abstrakcyjny. Nie dzieje się wyłącznie w ministerialnym gabinecie ani na posiedzeniu sejmowej komisji. Dzieje się w rejestracji, na korytarzu, przy telefonie, przy skierowaniu, w rozmowie z rodziną, która zastanawia się, czy czekać, czy pożyczyć pieniądze na prywatną wizytę.</p><p style="text-align:justify;">Dotyczy mieszkańców Tomaszowa, Smardzewic, Lubochni, Rokicin, Ujazdu, Będkowa, Inowłodza i całego powiatu. Ludzi, którzy nie mają czasu na polityczne alibi. Mają choroby, wyniki, skierowania, ból i strach.</p><p style="text-align:justify;">Z danych przekazanych przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia wynika, że w 2025 roku łączna kwota wypłaconych wynagrodzeń brutto dla personelu medycznego wyniosła ponad <strong>143 miliony złotych</strong>. Ponad <strong>78 milionów złotych</strong> przypadło na umowy o pracę, ponad <strong>55 milionów złotych</strong> na kontrakty, a ponad <strong>9 milionów złotych</strong> na umowy zlecenia.</p><p style="text-align:justify;">To są pieniądze publicznego systemu. Pieniądze podatników, pacjentów, mieszkańców. I dlatego wolno, a nawet trzeba pytać: czy ten system jeszcze służy pacjentowi, czy coraz częściej służy sam sobie? Te wynagrodzenia to ok. 80 - 90 procent całkowitych kosztów funkcjoniwania szpitala.&nbsp;</p><h2><strong>Kolejki do badań to nie statystyka. To opóźniona diagnoza</strong></h2><p style="text-align:justify;">Najbardziej dotkliwym objawem kryzysu jest dostęp do badań. Tomografia komputerowa. Rezonans magnetyczny. Kolonoskopia. Gastroskopia. Diagnostyka, która często decyduje o tym, czy choroba zostanie wykryta wcześnie, czy dopiero wtedy, gdy leczenie będzie trudniejsze, droższe i mniej skuteczne.</p><p style="text-align:justify;">To nie jest teoria. Radio ZET opisywało planowane zmiany w finansowaniu diagnostyki, wskazując, że od 2026 roku NFZ zamierza odejść od pełnego płacenia za nadwykonania takich badań jak tomografia, rezonans czy gastroskopia. Fundusz mówi o racjonalizacji wydatków i oszczędnościach. Lekarze ostrzegają przed wydłużeniem kolejek.</p><p style="text-align:justify;">To jest klasyczny język dwóch światów. W urzędzie mówi się: „racjonalizacja kosztów”. W szpitalu mówi się: „brak finansowania”. Pacjent słyszy: „proszę czekać”.</p><p style="text-align:justify;">Tyle że choroba nie czeka. Nowotwór nie czeka. Tętniak nie czeka. Krwawienia, objawy neurologiczne, niewyjaśnione bóle, nagła utrata masy ciała — nie czekają na korektę planu finansowego.</p><p style="text-align:justify;">Super Express opisywał skutki ograniczania finansowania nadwykonań i przywoływał przypadki pacjentów, którzy tracili terminy badań albo słyszeli o absurdalnie długim czasie oczekiwania. W Żywcu czas oczekiwania na kolonoskopię w znieczuleniu miał sięgać nawet czterech lat. Czterech lat na badanie, które może zdecydować o wykryciu raka jelita grubego.</p><p style="text-align:justify;">Medonet, powołując się na monitoring Alivia Onkoskaner, wskazywał z kolei, że już po zmianach w części placówek wydłużały się terminy na rezonans magnetyczny i tomografię komputerową, a gdzie indziej wstrzymywano zapisy na gastroskopię i kolonoskopię.</p><p style="text-align:justify;">To nie jest „przejściowy problem organizacyjny”. To jest systemowa kompromitacja. Jeżeli państwo ogranicza realną dostępność diagnostyki, to nie oszczędza pieniędzy. Przerzuca koszt na pacjenta. Na jego zdrowie, czas, rodzinę i prywatny portfel.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;"><strong>Czy tak ma wyglądać reforma? Wobec tego nzwijmy ją od razu "zgonem pacjenta"</strong></p><h2><strong>Milionowe kontrakty i publiczna bezradność</strong></h2><p style="text-align:justify;">W dokumentach dotyczących Tomaszowskiego Centrum Zdrowia widać kwoty, które dla przeciętnego mieszkańca brzmią jak dane z innego świata. Roczne wynagrodzenia na kontraktach sięgające <strong>1 423 193 zł</strong>, <strong>1 120 839 zł</strong>, <strong>846 790 zł</strong>, <strong>786 385 zł</strong>, <strong>785 477 zł</strong>, <strong>724 442 zł</strong>, <strong>718 273 zł</strong>, <strong>694 785 zł</strong>. Dla jednego lekarza a nie zespołu, czy konsorcjum.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Według informacji przekazanych redakcji najwyższa z tych kwot ma dotyczyć lekarza radiologa. Blisko półtora miliona złotych rocznie. W publicznym systemie. W powiatowej rzeczywistości. W miejscu, gdzie pacjent często zastanawia się, czy stać go na prywatną konsultację, dojazd, leki albo badanie wykonane szybciej poza kolejką.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Trzeba to powiedzieć jasno: nie chodzi o szczucie na lekarzy. Nie chodzi o udawanie, że specjalista ma zarabiać jak urzędnik najniższego szczebla. Lekarz odpowiada za ludzkie życie. Dobry lekarz jest wartością. Problem polega na czymś innym: system pozwolił wybranym specjalizacjom zdobyć pozycję niemal monopolistyczną. I to bez konieczności inwestowania w sprzęt diagnostyczny, koszty personelu, wynajmu lokali itd. Wszystkie te składowe pokrywa przecież podatnik.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Tam, gdzie brakuje specjalistów, tam stawki rosną bez realnej kontroli. Tam, gdzie szpital boi się utracić lekarza, tam kontrakt przestaje być normalną umową, a zaczyna przypominać dyktat rynku.<strong> Dyrektorzy wiedzą, że bez specjalisty nie wykonają procedur.</strong> Bez procedur nie będzie pieniędzy. Bez pieniędzy szpital tonie. I tak publiczna placówka staje się zakładnikiem rynku, który sama przez lata współtworzyła.</p><p style="text-align:justify;"><strong>To nie jest tylko tomaszowski problem.</strong> Money.pl opisywał sprawę kaliskiego szpitala, gdzie — według przywoływanych informacji — czterech lekarzy miało otrzymywać łącznie około 10 milionów złotych rocznie. Sprawa wywołała kontrolę i polityczną burzę, ale najważniejsze jest coś innego: podobny mechanizm może pojawić się wszędzie tam, gdzie specjalista staje się zasobem krytycznym, a publiczna placówka nie ma realnej siły negocjacyjnej.</p><p style="text-align:justify;">WP Finanse pisał o tym samym kaliskim szpitalu w kontekście zadłużenia, zaległych pieniędzy dla pielęgniarek i wysokich kontraktów lekarskich. Jedna z pielęgniarek nazwała tę sytuację „chorą”. Trudno o bardziej precyzyjne słowo.</p><h2><strong>Lekarze tłumaczą kominy. I częściowo mają rację</strong></h2><p style="text-align:justify;">Trzeba uczciwie pokazać także drugą stronę. Przedstawiciele środowiska lekarskiego wskazują, że wysokie kontrakty nie biorą się znikąd. Wynikają z deficytu specjalistów, wycen NFZ, modelu kontraktowego, odpowiedzialności zawodowej, pracy po godzinach i presji dyżurowej.</p><p style="text-align:justify;">Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, komentując sprawę wysokich kontraktów, mówił w Money.pl wprost o „kominach płacowych”, ale wskazywał także na systemowe źródło problemu. Dyrektorzy szpitali tłumaczą bowiem, że jeśli nie zapłacą, lekarz odejdzie. A jeśli odejdzie, oddział albo pracownia mogą przestać działać.</p><p style="text-align:justify;">Z kolei rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski zwracał uwagę w Business Insiderze, że system wycen NFZ dzieli pacjentów i świadczenia na bardziej i mniej opłacalne. To właśnie z tej logiki rodzą się dysproporcje między specjalizacjami, placówkami i kontraktami.</p><p style="text-align:justify;">I tu dochodzimy do sedna: lekarze częściowo mają rację, gdy mówią, że korzystają z zasad, których sami nie ustalili. Ale ta racja nie unieważnia patologii. Ona ją nieudolnie usprawiedliwia.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Jeśli system premiuje jedne procedury, a inne spycha w finansową nicość, szpital zaczyna kalkulować. Kardiologia, ortopedia, okulistyka, diagnostyka obrazowa — tu można generować przychody. Interna, pediatria, opieka długoterminowa, oddziały wymagające dużej liczby personelu i dające słabszy zwrot — tu zaczyna się problem.</p><p style="text-align:justify;">W efekcie pacjent zostaje podzielony na „opłacalnego” i „nieopłacalnego”. To najbardziej brutalne zdanie, jakie można wypowiedzieć o publicznej ochronie zdrowia. Ale właśnie do tego prowadzi system wycen, kontraktów i rozliczeń.</p><p style="text-align:justify;">Lekarze mówią: to nie my ustaliliśmy reguły gry. No ale żądań płacowych nie ustala przecież Minister. Dyrektorzy mówią: jeśli nie zapłacimy, lekarz odejdzie gdzie indziej. NFZ mówi: trzeba racjonalizować wydatki. Ministerstwo mówi: trzeba ograniczyć dynamikę wzrostu kosztów. Pacjent słyszy jedno: terminu nie ma.&nbsp;</p><h2><strong>Luki pokoleniowe i medycyna najemnicza</strong></h2><p style="text-align:justify;">Ta patologia nie powstała wczoraj. Budowano ją latami. Przez zaniechania w kształceniu, przez brak planowania specjalizacji, przez nierówny rozwój regionów, przez tolerowanie kontraktowego chaosu, przez polityczne udawanie, że „jakoś to będzie”.</p><p style="text-align:justify;">W wielu specjalizacjach powstały prawdziwe luki pokoleniowe. Starsi lekarze odchodzą albo ograniczają aktywność. Młodszych jest za mało. Część nie wybiera deficytowych dziedzin. Część po zdobyciu specjalizacji szybko orientuje się, że publiczny szpital jest tylko jednym z możliwych miejsc pracy. Obok jest sektor prywatny. Są inne placówki. Są kontrakty. Są dyżury. Jest rynek.</p><p style="text-align:justify;">I ten rynek dyktuje warunki.</p><p style="text-align:justify;">Nie pacjent. Nie samorząd. Nie dyrektor powiatowego szpitala. Rynek.</p><p style="text-align:justify;">Tak powstała medycyna najemnicza: lekarz jako zasób krytyczny, szpital jako płatnik pod presją, pacjent jako uzasadnienie finansowania i jednocześnie najsłabszy uczestnik całej gry.</p><h2><strong>Prywatny gabinet jako druga brama do publicznego leczenia</strong></h2><p style="text-align:justify;">Najbardziej niebezpieczne jest jednak coś, czego nie zawsze da się łatwo udowodnić dokumentem, ale co pacjenci coraz częściej opisują jako własne doświadczenie: poczucie, że prywatna wizyta bywa nieformalną przepustką do szybszej diagnostyki, konsultacji albo leczenia.</p><p style="text-align:justify;">Trzeba tu zachować precyzję. Nie wolno rzucać oskarżeń wobec konkretnych osób bez dowodów. Ale nie wolno też udawać, że problem nie istnieje.</p><p style="text-align:justify;">Jeżeli pacjent słyszy, że w publicznym systemie ma czekać miesiącami, a prywatnie może być przyjęty znacznie szybciej — często przez tego samego lekarza albo w tym samym środowisku medycznym — to nie jest normalność. To jest konflikt interesów wpisany w strukturę systemu.</p><p style="text-align:justify;">Publiczne leczenie nie może być dodatkiem do prywatnej wizyty. Składka zdrowotna nie może być biletem wstępu do kolejki, z której i tak trzeba wykupić się prywatnym przelewem. Państwo nie może mówić obywatelowi: masz prawo do leczenia, ale realną drogę znajdziesz dopiero wtedy, gdy zapłacisz po raz drugi.</p><h2><strong>Konsolidacja nie wyleczy tej choroby</strong></h2><p style="text-align:justify;">Władza lubi słowo „konsolidacja”, bo brzmi technicznie i odpowiedzialnie. Łączenie placówek, wspólne zarządzanie, większe struktury, lepsza koordynacja. Na papierze wygląda to rozsądnie.</p><p style="text-align:justify;">Ale konsolidacja nie usunie patologii, jeśli pozostawi te same mechanizmy: złe wyceny, niedofinansowanie, brak przejrzystości kontraktów, kolejki do badań, prywatne obejścia publicznej ścieżki i płacowy dyktat deficytowych specjalizacji.</p><p style="text-align:justify;">Może być nawet gorzej. Większa struktura może oznaczać mniejszą lokalną kontrolę. Mniej konkurencji. Więcej centralizacji. Większy dystans między pacjentem a decydentem. Dla mieszkańca Tomaszowa, Rokicin czy Inowłodza nie ma znaczenia, jak elegancko nazwie się nowy model zarządzania, jeśli nadal nie będzie mógł wykonać badania wtedy, kiedy trzeba.</p><p style="text-align:justify;">Pacjent nie leczy się w strukturze właścicielskiej. Pacjent leczy się w konkretnym miejscu, u konkretnego lekarza, w konkretnym terminie. Albo się nie leczy.</p><h2><strong>Art. 68 Konstytucji kontra praktyka kolejkowa</strong></h2><p style="text-align:justify;">Art. 68 Konstytucji RP mówi jasno: każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a obywatelom władze publiczne mają zapewnić równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych rozwija tę zasadę i określa warunki działania systemu.</p><p style="text-align:justify;">Tyle teoria.</p><p style="text-align:justify;">W praktyce równy dostęp coraz częściej oznacza równą bezradność. Każdy może zadzwonić. Każdy może usłyszeć, że nie ma terminu. Każdy może sprawdzić kolejkę. Każdy może czekać. Ale nie każdy może zapłacić prywatnie.</p><p style="text-align:justify;">I dlatego obecny system najbardziej uderza w biedniejszych, starszych, samotnych, mieszkańców mniejszych miejscowości, ludzi bez znajomości, bez pieniędzy i bez siły, by walczyć z biurokracją. To oni płacą najwyższą cenę za fikcję równości.</p><h2><strong>To nie jest kryzys. To jest model działania</strong></h2><p style="text-align:justify;">Największym kłamstwem debaty o ochronie zdrowia jest słowo „kryzys”. Kryzys sugeruje coś nagłego. Wypadek. Załamanie. Chwilowy stan nadzwyczajny.</p><p style="text-align:justify;">Tymczasem to, co widzimy, nie jest chwilowym kryzysem. To jest model działania.</p><p style="text-align:justify;">Model, w którym państwo obiecuje więcej, niż realnie finansuje. NFZ wycenia procedury tak, że jedne specjalizacje stają się złotym polem, a inne finansowym ciężarem. Szpitale walczą o lekarzy jak przedsiębiorstwa o rzadki surowiec. Kontrakty wymykają się społecznej kontroli. Diagnostyka jest ograniczana, bo budżet się nie spina. Pacjent czeka, a jeśli go stać — płaci prywatnie.</p><p style="text-align:justify;">W tym modelu każdy ma swoje usprawiedliwienie. Lekarz mówi, że korzysta z rynku. Dyrektor mówi, że musi utrzymać oddział. NFZ mówi, że pilnuje pieniędzy. Ministerstwo mówi, że reformuje. Samorząd mówi, że nie ma narzędzi. Tylko pacjent nie ma już czym się bronić.</p><h2><strong>Czas skończyć z udawaniem</strong></h2><p style="text-align:justify;">Trzeba wreszcie powiedzieć jasno: publiczna ochrona zdrowia nie może być systemem, w którym prywatny interes silniejszych uczestników rynku wygrywa z publicznym obowiązkiem wobec pacjenta.</p><p style="text-align:justify;">Nie może być tak, że szpital powiatowy wypłaca pojedynczym specjalistom kontrakty liczone w setkach tysięcy albo ponad milionie złotych rocznie, a jednocześnie pacjent ma problem z dostępem do diagnostyki i specjalisty. Nie może być tak, że państwo ogranicza finansowanie badań, a potem udaje, że dostępność się nie pogorszy. Nie może być tak, że prywatny gabinet staje się realną ścieżką dostępu do publicznego leczenia.</p><p style="text-align:justify;">To wymaga twardych decyzji: przejrzystości kontraktów, racjonalnych limitów, zmiany wycen NFZ, kontroli konfliktów interesów, odbudowy deficytowych specjalizacji, realnego planowania kadr i uczciwego finansowania badań diagnostycznych.</p><p style="text-align:justify;">Bez tego będziemy tylko przesuwać problem z roku na rok. Z budżetu na budżet. Z dyrektora na dyrektora. Z ministra na ministra. Z pacjenta na pacjenta.</p><p style="text-align:justify;">A potem znowu usłyszymy, że system wymaga reformy.</p><p style="text-align:justify;">Nie. System wymaga rozliczenia. Bo jeśli pacjent w publicznej ochronie zdrowia staje się petentem, a publiczny szpital zakładnikiem kontraktów, to nie mamy już tylko problemu organizacyjnego.</p><p style="text-align:justify;">Mamy państwo, które nie dowozi jednej ze swoich podstawowych obietnic.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zdrowie nie lubi czekać. Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki otwiera drzwi dla mieszkańców]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55448,zdrowie-nie-lubi-czekac-affidea-nu-med-tomaszow-mazowiecki-otwiera-drzwi-dla-mieszkancow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55448,zdrowie-nie-lubi-czekac-affidea-nu-med-tomaszow-mazowiecki-otwiera-drzwi-dla-mieszkancow</guid>
            <pubDate>Tue, 09 Jun 2026 13:56:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zdrowie-nie-lubi-czekac-affidea-nu-med-tomaszow-mazowiecki-otwiera-drzwi-dla-mieszkancow-1781006441.png</url>
                        <title>Zdrowie nie lubi czekać. Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki otwiera drzwi dla mieszkańców</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55448,zdrowie-nie-lubi-czekac-affidea-nu-med-tomaszow-mazowiecki-otwiera-drzwi-dla-mieszkancow</link>
                    </image><description>12 czerwca 2026 roku w godzinach 10:00–14:00 Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki zaprasza mieszkańców miasta i regionu na otwarte wydarzenie profilaktyczno-edukacyjne „KPO Inwestujemy w Twoje zdrowie”. Akcja odbędzie się w siedzibie Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego NU-MED, z wjazdem od ul. Wandy Panfil. Udział jest bezpłatny.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie sprawy, których nie powinno się odkładać „na potem”. Zdrowie jest jedną z nich. Nie czeka cierpliwie w kolejce jak petent przed urzędem, nie daje gwarancji, że przypomni o sobie dopiero wtedy, gdy będziemy mieli więcej czasu. Dlatego każda okazja, by zatrzymać się choć na chwilę i sprawdzić podstawowe parametry organizmu, ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać.</p><p>Właśnie temu ma służyć akcja <strong>„KPO Inwestujemy w Twoje zdrowie”</strong>, organizowana w Tomaszowie Mazowieckim przez <strong>Affidea NU-MED</strong>. Jak informuje organizator ogólnopolskiej inicjatywy, jej celem jest promocja zdrowia, profilaktyki onkologicznej, edukacji zdrowotnej oraz pokazanie działań realizowanych dzięki wsparciu środków europejskich.</p><h2>Co przygotowano dla mieszkańców?</h2><p>W programie tomaszowskiego wydarzenia znalazły się bezpłatne aktywności adresowane do osób w różnym wieku. Uczestnicy będą mogli skorzystać m.in. z <strong>pomiaru ciśnienia tętniczego</strong>, <strong>pomiaru poziomu glukozy we krwi</strong>, <strong>analizy składu ciała</strong>, a także nauczyć się <strong>samobadania piersi i jąder</strong>.</p><p>To szczególnie ważne, bo w profilaktyce nowotworowej czas bywa najcenniejszą walutą. Wczesne wykrycie zmian daje większe możliwości leczenia, a podstawowa edukacja zdrowotna często zaczyna się nie w gabinecie lekarskim, lecz od prostego pytania: „czy wiem, na co powinienem zwrócić uwagę?”.</p><p>Na miejscu zaplanowano również <strong>wsparcie psychologiczne</strong>, warsztaty przygotowywania posiłków z nutridrinków, edukację dotyczącą profilaktyki oraz informacje o dostępnych programach <strong>Narodowego Funduszu Zdrowia</strong>. Sam szpital w Tomaszowie prowadzi kompleksową opiekę onkologiczną, diagnostykę nowotworów oraz konsultacje w poradni onkologicznej dostępne bez skierowania.</p><h2>Sanepid, opieka stomijna i Fundacja Affidea NU-MED</h2><p>Podczas wydarzenia uczestnicy będą mogli odwiedzić także stoisko <strong>Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej</strong>, skorzystać z porad dotyczących opieki stomijnej prowadzonych przez specjalistów firmy <strong>Sturomedica</strong>, a także poznać działalność <strong>Fundacji Affidea NU-MED</strong>.</p><p>To ważne, bo zdrowie publiczne nie kończy się na badaniu czy recepcie. Obejmuje również edukację, higienę życia, świadomość czynników ryzyka, wsparcie pacjentów i ich rodzin oraz wiedzę o tym, gdzie można szukać pomocy. W tym sensie takie wydarzenia są lokalnym odpowiednikiem dobrze działającej latarni morskiej — nie leczą same w sobie, ale pokazują kierunek, zanim ktoś znajdzie się na mieliźnie.</p><h2>„Troska o zdrowie może rozpocząć się od prostych działań”</h2><p>Organizatorzy podkreślają, że akcja ma charakter otwarty i jest okazją do rozmowy ze specjalistami oraz zdobycia praktycznej wiedzy o zdrowym stylu życia i profilaktyce nowotworowej.</p><blockquote><p>„Zdrowie to jeden z najcenniejszych zasobów, dlatego tak ważne jest budowanie świadomości i promowanie profilaktyki. Dzięki wydarzeniu »KPO Inwestujemy w Twoje zdrowie« chcemy pokazać mieszkańcom, że troska o zdrowie może rozpocząć się od prostych działań i regularnych badań. Serdecznie zapraszamy wszystkich do odwiedzenia naszej placówki, rozmowy ze specjalistami i skorzystania z przygotowanych bezpłatnie aktywności” – podkreśla <strong>Małgorzata Nurkowska, Dyrektor Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki</strong>.</p></blockquote><h2>KPO i zdrowie. Co oznacza to dla pacjentów?</h2><p>Wydarzenie odbywa się w szerszym kontekście inwestycji w ochronę zdrowia finansowanych z <strong>Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności</strong>. Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że realizacja KPO w sektorze zdrowia ma służyć poprawie efektywności systemu, dostępności oraz jakości świadczeń zdrowotnych.&nbsp;</p><p>W przypadku tomaszowskiego szpitala NU-MED informowano wcześniej o pozytywnej rekomendacji dla projektu dotyczącego <strong>przyspieszenia transformacji cyfrowej w Specjalistycznym Szpitalu Onkologicznym NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Wartość dofinansowania wskazana przez placówkę to <strong>6 251 114,56 zł</strong>.</p><p>To nie są abstrakcyjne liczby zapisane w urzędowych tabelach. Cyfryzacja placówek medycznych oznacza w praktyce sprawniejsze obiegi dokumentacji, lepszą organizację pracy, szybszy dostęp do danych i większą wygodę dla pacjentów. A w onkologii, gdzie liczy się każdy etap diagnostyki i leczenia, dobra organizacja systemu nie jest luksusem. Jest częścią bezpieczeństwa.</p><h2>Podstawa prawna i społeczny sens profilaktyki</h2><p>Profilaktyka zdrowotna jest jednym z elementów publicznego systemu ochrony zdrowia. Zgodnie z ustawą z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, do zadań systemu należy m.in. zapewnienie świadczeń służących zachowaniu zdrowia, zapobieganiu chorobom i ich wczesnemu wykrywaniu. W praktyce oznacza to, że edukacja, badania przesiewowe i programy profilaktyczne nie są dodatkiem do leczenia, lecz jego pierwszą linią obrony.</p><p>Narodowy Fundusz Zdrowia podkreśla przy programach profilaktycznych znaczenie kompleksowej oceny stanu zdrowia, wczesnego wykrywania chorób oraz indywidualnych zaleceń dotyczących stylu życia, badań i szczepień.</p><h2>Najważniejsze informacje</h2><p><strong>Kiedy:</strong> 12 czerwca 2026 r., godz. 10:00–14:00<br><strong>Gdzie:</strong> Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki, Specjalistyczny Szpital Onkologiczny, wjazd od ul. Wandy Panfil<br><strong>Dla kogo:</strong> mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i regionu<br><strong>Udział:</strong> bezpłatny<br><strong>W programie:</strong> pomiary, edukacja zdrowotna, nauka samobadania, wsparcie psychologiczne, porady specjalistyczne, informacje o profilaktyce i programach NFZ</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Fibromialgia. Choroba, której „nie widać”, ale ból jest prawdziwy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55439,fibromialgia-choroba-ktorej-nie-widac-ale-bol-jest-prawdziwy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55439,fibromialgia-choroba-ktorej-nie-widac-ale-bol-jest-prawdziwy</guid>
            <pubDate>Tue, 09 Jun 2026 08:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-fibromialgia-choroba-ktorej-nie-widac-ale-bol-jest-prawdziwy-1780987822.png</url>
                        <title>Fibromialgia. Choroba, której „nie widać”, ale ból jest prawdziwy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55439,fibromialgia-choroba-ktorej-nie-widac-ale-bol-jest-prawdziwy</link>
                    </image><description>Nie zostawia śladu w morfologii, nie świeci jak złamanie na zdjęciu rentgenowskim, nie daje prostego wyniku: dodatni albo ujemny. A jednak potrafi odebrać człowiekowi sen, pracę, relacje i wiarę w samego siebie. Fibromialgia — choroba przewlekłego bólu — wciąż zbyt często bywa traktowana jak medyczny cień. Tymczasem, jak mówi reumatolog Tomasz Jasiński, „nie zdiagnozujemy jej z próbki krwi”, podobnie jak depresji. To jednak nie znaczy, że jej nie ma.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Fibromialgia należy do tych chorób, które wymykają się prostym opowieściom. Nie ma tu spektakularnego wyniku badania, jednego markera, który pozwala lekarzowi położyć kartkę na biurku i powiedzieć: „oto dowód”. Jest za to przewlekły ból, zmęczenie, zaburzenia snu, mgła mózgowa, problemy z koncentracją, migreny, dolegliwości jelitowe i pęcherzowe. Ciało zaczyna grać własną, bolesną partyturę — jakby ktoś podkręcił wzmacniacz do granic wytrzymałości.</p><p>W rozmowie z Polską Agencją Prasową lek. med. Tomasz Jasiński, internista, reumatolog i autor pierwszej polskiej monografii poświęconej fibromialgii, wyjaśnia, że u podstaw choroby leżą głębokie zaburzenia w funkcjonowaniu szlaków bólowych. To nie jest „zwykłe przemęczenie”, „histeria” ani „wymysł”. To sytuacja, w której układ nerwowy interpretuje nawet niewielkie bodźce jako silny ból.</p><h2>Gdy układ nerwowy przestaje wyciszać ból</h2><p>W zdrowym organizmie sygnał bólowy ma ostrzegać. Receptor w skórze reaguje na uraz lub dotyk, impuls biegnie przez rdzeń kręgowy do wzgórza, a następnie do kory mózgowej. Dopiero tam zaczynamy świadomie odczuwać ból. Równocześnie działają mechanizmy hamujące — tzw. drogi zstępujące — które pozwalają organizmowi wygaszać bodźce i wracać do równowagi.</p><p>Problem zaczyna się wtedy, gdy ta równowaga zostaje zaburzona.</p><p>— Problem pojawia się w momencie, gdy dochodzi do braku równowagi między drogami wstępującymi, przewodzącymi ból do mózgu, a drogami zstępującymi, hamującymi ból. Tego rodzaju dysfunkcja staje się bezpośrednią przyczyną przewlekłego bólu oraz wielu innych dolegliwości towarzyszących — tłumaczy Tomasz Jasiński.</p><p>To zjawisko określa się często jako centralną sensytyzację, czyli centralne uwrażliwienie układu nerwowego. Mówiąc prościej: mózg i rdzeń kręgowy zaczynają reagować zbyt mocno. Ból, który u zdrowej osoby byłby ledwie sygnałem, u chorego może stać się doświadczeniem obezwładniającym.</p><h2>Dwa miliony chorych w Polsce. Ilu nadal bez diagnozy?</h2><p>Szacuje się, że w Polsce z fibromialgią żyje około 2 milionów osób. Ta liczba i tak może być niedoszacowana, bo wielu pacjentów przez lata krąży między gabinetami, słysząc, że wyniki badań są dobre, więc „nic poważnego się nie dzieje”.</p><p>To zdanie — pozornie uspokajające — dla osób z fibromialgią bywa jak wyrok. Bo skoro wyniki są dobre, a człowiek cierpi, zaczyna się podejrzliwość. Pacjent słyszy, że może przesadza, może powinien odpocząć, może „to stres”. Tak zaczyna się druga choroba: choroba niewiary otoczenia.</p><p>Oprócz przewlekłego bólu pacjentom często towarzyszą: zaburzenia snu, zespół jelita drażliwego, migreny, problemy żołądkowe, bolesny pęcherz, zaburzenia koncentracji i tzw. mgła mózgowa. Sen, który powinien być nocnym warsztatem naprawczym organizmu, u wielu chorych zostaje rozbity na fragmenty.</p><p>— Wspólną cechą problemów ze snem u tych pacjentów jest brak fazy snu głębokiego. U osób chorych ten proces jest stale przerywany. Gdy pacjent zaczyna zapadać w głębszy sen, dochodzi do mikro-wybudzeń — wyjaśnia reumatolog.</p><p>Skutek jest dramatyczny: organizm nie regeneruje się, mózg nie porządkuje informacji, emocje nie zostają „odłożone na półkę”. Zmęczenie narasta, a ból staje się jeszcze silniejszy.</p><h2>„Chorzy cały czas muszą udowadniać, że czują ból”</h2><p>O życiu z fibromialgią opowiedziała PAP Elżbieta Żuraw, współzałożycielka Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Chorych na Fibromialgię FIBRO-MY. Jej historia brzmi jak zapis długiego marszu przez gabinety, zwątpienie i samotność.</p><p>— Ból towarzyszy mi od dzieciństwa. Zaczęło się od dolegliwości w dolnej części pleców, ale z czasem ból objął całe ciało. Choroba latami nie dawała żadnego odzwierciedlenia w wynikach badań, a ja nie miałam siły wstać z łóżka. Od tego czasu jestem stale w leczeniu, jednak jego skuteczność jest ograniczona, ponieważ opóźniona diagnoza spowodowała, że choroba zdążyła się już mocno utrwalić. Chorzy na fibromialgię cały czas muszą udowadniać, że czują ból — powiedziała.</p><p>To zdanie powinno wybrzmieć mocno. W świecie, który lubi dowody, pieczątki, skany i tabelki, choroba „niewidzialna” jest szczególnie okrutna. Człowiek cierpi, ale cierpienie nie mieści się w prostym formularzu.</p><p>— Mam 55 lat, a czuję się, jakbym miała 100. Od wielu lat nie mam siły pracować zawodowo. Próbowałam na początku wiele razy, ale zaraz objawy bardzo się zaostrzały i musiałam rezygnować. Doświadczyłam wielu upokarzających sytuacji również u lekarzy. Były chwile, gdy już myślałam, że więcej nie zniosę. Choroba zabrała mi młodość. Przez nią nie założyłam rodziny, nie poszłam na studia — podkreśliła Elżbieta Żuraw.</p><h2>Fibromialgia to nie depresja, choć często z nią współistnieje</h2><p>Fibromialgia bywa mylona z bólem psychogennym albo sprowadzana do depresji. To uproszczenie, które — jak podkreślają specjaliści — nie oddaje mechanizmu choroby. U niemal połowy pacjentów z fibromialgią diagnozuje się także depresję, a w leczeniu obu schorzeń wykorzystuje się część leków przeciwdepresyjnych. Nie oznacza to jednak, że są to te same choroby.</p><p>W 2002 roku dr Richard H. Gracely z National Institute of Dental and Craniofacial Research przeprowadził badanie z użyciem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Porównano w nim osoby z depresją i osoby z fibromialgią. U pacjentów z fibromialgią zaobserwowano wzmożoną aktywność kory somatosensorycznej — obszaru mózgu odpowiedzialnego za fizyczne przetwarzanie bodźców bólowych. Takiej aktywności nie stwierdzono u osób z depresją.</p><p>To ważna różnica. Pokazuje, że w fibromialgii ból nie jest metaforą. Nie jest „wymyślony”. Jest realnym doświadczeniem neurologicznym.</p><h2>Leczenie: nie jedna tabletka, ale cała strategia</h2><p>W Stanach Zjednoczonych pierwsze leki zarejestrowane do leczenia fibromialgii pojawiły się w 2007 roku. Jednym z nich była pregabalina, później także m.in. duloksetyna i milnacipran. Od tego czasu podejście do terapii stale się zmienia.</p><p>Tomasz Jasiński zwraca uwagę, że popularne leki przeciwdepresyjne z grupy SSRI, takie jak fluoksetyna, sertralina czy citalopram, u pacjentów z fibromialgią zwykle nie dają oczekiwanej poprawy, a u części osób mogą nawet nasilać dolegliwości bólowe. Skuteczniejsze okazują się leki z grupy SNRI, wpływające zarówno na serotoninę, jak i noradrenalinę.</p><p>Leczenie fibromialgii nie sprowadza się jednak do farmakologii. To raczej układanie życia od nowa: sen, aktywność fizyczna dostosowana do możliwości, rehabilitacja, edukacja pacjenta, wsparcie psychologiczne, leczenie bólu i chorób współistniejących. Nie jest to droga filmowego triumfu w trzy akty, po którym bohater wstaje i biegnie maraton. Częściej przypomina mozolne odzyskiwanie kolejnych metrów własnego życia.</p><h2>Problem orzeczeń. Gdy cierpienie nie pasuje do rubryki</h2><p>Jednym z najtrudniejszych problemów pacjentów jest uzyskanie orzeczenia o niepełnosprawności. Elżbieta Żuraw stara się o nie od 16 lat — bez skutku.</p><p>W polskim systemie orzecznictwa kluczowe znaczenie ma nie sama nazwa choroby, lecz stopień naruszenia sprawności organizmu, ograniczenia w funkcjonowaniu i dokumentacja medyczna. W praktyce osoby z chorobami „niewidzialnymi” często zderzają się jednak z barierą dowodową. Ich ból nie zawsze daje się łatwo wpisać w administracyjny język formularzy.</p><p>To ważny temat także lokalnie. W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim, podobnie jak w całej Polsce, chorzy przewlekle korzystają z poradni specjalistycznych, podstawowej opieki zdrowotnej, rehabilitacji, pomocy społecznej i systemu orzeczniczego. Fibromialgia pokazuje, jak bardzo potrzebna jest współpraca między lekarzem rodzinnym, reumatologiem, neurologiem, psychiatrą, psychologiem, fizjoterapeutą i instytucjami wsparcia. Pacjent nie powinien być kurierem przenoszącym swoją historię od drzwi do drzwi.</p><h2>Nadzieja na diagnostyczny przełom</h2><p>W dniach 9–10 marca 2026 roku w Krakowie odbył się międzynarodowy kongres poświęcony fibromialgii i przewlekłemu bólowi. Uczestniczyli w nim lekarze, naukowcy i przedstawiciele pacjentów z wielu krajów. Polskie Stowarzyszenie FIBRO-MY reprezentowała Elżbieta Żuraw, zwracając uwagę na bariery systemowe i orzecznicze, z którymi mierzą się chorzy w Polsce.</p><p>Jednym z najciekawszych punktów wydarzenia była prezentacja badań naukowców z Wrocławia nad wykorzystaniem uczenia maszynowego do oceny obrazów ultrasonograficznych u osób z fibromialgią. Jeśli projekt przejdzie kolejne etapy badań i walidacji, w przyszłości może stać się narzędziem, które pozwoli lekarzom „zobaczyć” chorobę, dotąd wymykającą się klasycznym badaniom.</p><p>To byłby przełom nie tylko medyczny, ale również społeczny. Bo w przypadku fibromialgii diagnoza oznacza coś więcej niż nazwę choroby. Oznacza koniec podejrzeń, że pacjent przesadza. Oznacza początek leczenia. I często pierwszy moment, w którym ktoś mówi: wierzę, że cię boli.</p><p>— Warto pamiętać, że w medycynie brak dowodu w badaniu krwi nie wyklucza choroby. W przypadku fibromialgii jest jak z depresją – nie zdiagnozujemy jej z próbki krwi, a mimo to nikt nie podważa jej istnienia. Kluczem jest po prostu prawidłowo zebrany wywiad lekarski — podkreśla Tomasz Jasiński.</p><p>Fibromialgia nie jest chorobą z pierwszych stron gazet. Nie ma dramatycznego obrazu z sali operacyjnej, nie ma jednego zdjęcia, które wszystko tłumaczy. Jest raczej jak cichy, uporczywy dźwięk w tle — ten, którego zdrowi nie słyszą, a chorzy nie mogą wyłączyć. Dlatego właśnie trzeba o niej mówić. Nie po to, by budzić litość. Po to, by przywrócić chorym prawo do wiarygodności.</p><p><strong>Źródło główne: PAP. Opracowanie: NaszTomaszow.pl</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dlaczego wierzymy w spiski? Psycholog: ta podejrzliwość jest w nas od wieków]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55423,dlaczego-wierzymy-w-spiski-psycholog-ta-podejrzliwosc-jest-w-nas-od-wiekow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55423,dlaczego-wierzymy-w-spiski-psycholog-ta-podejrzliwosc-jest-w-nas-od-wiekow</guid>
            <pubDate>Sun, 07 Jun 2026 11:08:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dlaczego-wierzymy-w-spiski-psycholog-ta-podejrzliwosc-jest-w-nas-od-wiekow-1780823987.png</url>
                        <title>Dlaczego wierzymy w spiski? Psycholog: ta podejrzliwość jest w nas od wieków</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55423,dlaczego-wierzymy-w-spiski-psycholog-ta-podejrzliwosc-jest-w-nas-od-wiekow</link>
                    </image><description>Teorie spiskowe nie są wynalazkiem internetu, TikToka ani politycznych awantur ostatnich lat. Towarzyszą człowiekowi od wieków, bo wyrastają z bardzo ludzkiego odruchu: nie chcemy zostać oszukani. Problem zaczyna się wtedy, gdy ostrożność zamienia się w zamknięty system przekonań, odporny na fakty jak mur na głos rozsądku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Myślenie spiskowe szczególnie dobrze czuje się w czasach niepokoju. Gdy historia przyspiesza, gdy pojawia się wojna, pandemia, kryzys gospodarczy, napięcie polityczne albo lęk o przyszłość, <strong>wielu ludzi zaczyna szukać prostego wyjaśnienia</strong>. A teoria spiskowa daje właśnie to: pozorny porządek w chaosie. Wskazuje winnych, wyznacza ukryty plan, obiecuje dostęp do „prawdy”, której inni rzekomo nie widzą.</p><p style="text-align:justify;">Jak podkreśla w rozmowie z PAP psycholog <strong>dr Michał Kosakowski z Wydziału Psychologii i Kognitywistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu</strong>, myślenie spiskowe towarzyszy człowiekowi od wieków, a w ostatnim stuleciu utrzymuje się na podobnym poziomie. Zawsze istnieje grupa osób, która podejrzliwie patrzy na rzeczywistość. Okresy historycznych zawirowań jedynie wzmacniają ten mechanizm.</p><h3><strong>Od zimnej wojny po pandemię. Strach lubi proste opowieści</strong></h3><p style="text-align:justify;">W XX wieku takim paliwem była zimna wojna, atomowy cień nad światem, rywalizacja mocarstw, tajne służby i propaganda. Później przyszły zamachy terrorystyczne, kryzysy finansowe, pandemia COVID-19, wojna informacyjna wokół Ukrainy, spory o szczepienia, klimat, migrację czy energetykę. Każda z tych spraw była i jest na tyle skomplikowana, że łatwo stała się <strong>sceną dla podejrzeń.</strong></p><p style="text-align:justify;">Teorie spiskowe działają trochę jak mroczna literatura sensacyjna. Mają bohaterów, ukrytych reżyserów wydarzeń, tajne dokumenty, zdradę i finał, w którym „wszystko się łączy”. Problem w tym, że życie społeczne rzadko przypomina powieść Dana Browna. Częściej jest <strong>chaotyczne, pełne błędów, interesów, przypadków, sprzecznych decyzji i zwykłej ludzkiej niekompetencji.</strong></p><p style="text-align:justify;">Dr Kosakowski zwraca uwagę, że sama podejrzliwość nie musi być czymś nienaturalnym. Jesteśmy gatunkiem społecznym, a więc musimy oceniać <strong>intencje innych ludzi.</strong> Chcemy wiedzieć, <strong>komu można ufać</strong>, kto może nas oszukać, kto gra uczciwie, a kto prowadzi własną grę. Dlatego okazjonalne myślenie spiskowe jest powszechne. Granica przebiega tam, gdzie przezorność ustępuje miejsca przekonaniu, że za niemal każdym wydarzeniem stoi ukryta, złowroga siła.</p><h3><strong>Media społecznościowe nie wymyśliły spisków, ale dały im megafon</strong></h3><p style="text-align:justify;">Internet nie stworzył teorii spiskowych. One były wcześniej: przy kuchennych stołach, w plotkach, ulotkach, gazetach, audycjach radiowych, klubach politycznych i na marginesach życia publicznego. Media społecznościowe zrobiły jednak coś innego: przyspieszyły obieg podejrzeń i dały im skalę, o jakiej dawniej trudno było marzyć.</p><p style="text-align:justify;">Psycholog zaznacza, że badacze różnią się w ocenie, jak wielką rolę odgrywają dziś <strong>media społecznościowe</strong>. Jedni uważają, że są kluczowe w rozprzestrzenianiu misinformacji, czyli informacji nieprawdziwych lub niezweryfikowanych, które nie muszą być rozpowszechniane z intencją wyrządzenia szkody. Inni wskazują raczej na efekt skali: dawniej podobne treści krążyły wolniej, dziś potrafią w kilka godzin dotrzeć do tysięcy albo milionów osób.\</p><p style="text-align:justify;">Nie ma jednak większych wątpliwości, że <strong>algorytmy i bańki informacyjne</strong> mogą wzmacniać istniejące skłonności. Jeśli ktoś interesuje się treściami spiskowymi, platforma często podsuwa mu kolejne materiały z tego samego świata. Po kilku dniach użytkownik może mieć wrażenie, że „wszyscy o tym mówią”, choć w rzeczywistości mówi o tym głównie jego cyfrowa bańka.</p><p style="text-align:justify;">To mechanizm szczególnie ważny także lokalnie. <strong>W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim, jak w każdym mieście, informacja coraz częściej żyje najpierw w mediach społecznościowych</strong>: na grupach sąsiedzkich, profilach instytucji, w komentarzach, udostępnieniach i prywatnych wiadomościach. Plotka o zagrożeniu, rzekomej decyzji urzędu, sytuacji w szkole, przychodni, zakładzie pracy czy na drodze potrafi roznieść się szybciej niż oficjalny komunikat. Dlatego lokalne zaufanie do sprawdzonych źródeł nie jest luksusem. Jest częścią bezpieczeństwa społecznego.</p><h3><strong>Nie ma „genu spisku”. Jest splot cech, emocji i sytuacji</strong></h3><p style="text-align:justify;">Dr Kosakowski podkreśla, że nie istnieje jeden „gen” myślenia spiskowego. Nie można powiedzieć, że ktoś rodzi się jako zwolennik teorii spiskowych i nie ma od tego ucieczki. Wiara w takie narracje częściej wynika ze splotu różnych czynników: sposobu myślenia, emocji, doświadczeń, poziomu zaufania społecznego, sytuacji politycznej i osobistej potrzeby kontroli.</p><p style="text-align:justify;">Znaczenie ma m.in. <strong>myślenie intuicyjne</strong>, czyli szybkie ocenianie rzeczywistości przez proste analogie, skojarzenia i przeczucia, zamiast przez analizę faktów. Badania, na które powołuje się psycholog, pokazują, że <strong>osoby nadmiernie polegające na intuicji częściej wierzą nie tylko w teorie spiskowe, ale także w zjawiska paranormalne czy niesprawdzone metody leczenia.</strong></p><p style="text-align:justify;">Ważnym tropem są również <strong>tendencje narcystyczne</strong>. Nie chodzi tu o potoczne wyzwisko, ale o pewien rys psychologiczny: potrzebę wyjątkowości, kontroli, poczucie, że posiada się wiedzę niedostępną innym. Teoria spiskowa może być dla takiej osoby kusząca, bo daje emocjonalną premię: „ja wiem więcej”, „inni śpią”, „ja przejrzałem plan”.</p><p style="text-align:justify;">To działa jak wejście za kulisy spektaklu. Tyle że czasem za kurtyną nie ma żadnego tajnego reżysera. Jest tylko<i> hałas, bałagan, interesy, przypadek i ludzka skłonność do dopowiadania sensu tam, gdzie go brakuje.</i></p><h3><strong>Wykształcenie pomaga, ale nie daje immunitetu</strong></h3><p style="text-align:justify;">Często zakładamy, że w teorie spiskowe wierzą wyłącznie osoby słabo wykształcone. To wygodne, ale zbyt proste. Dr Kosakowski zaznacza, że osoby lepiej wykształcone zwykle wierzą w teorie spiskowe nieco rzadziej, ale sama liczba dyplomów nie jest najważniejsza. Kluczowe są <strong>umiejętność krytycznego myślenia</strong>, gotowość do weryfikowania informacji i odporność na manipulację emocjami.</p><p style="text-align:justify;">Co więcej, gdy teoria spiskowa wiąże się z silną tożsamością polityczną lub światopoglądową, osoby lepiej wykształcone mogą czasem bronić jej nawet skuteczniej. Nie dlatego, że brakuje im inteligencji, ale dlatego, że potrafią sprawniej dobierać argumenty pod z góry przyjęte przekonanie. Rozum staje się wtedy nie latarnią, lecz adwokatem własnego obozu.</p><p style="text-align:justify;">To zjawisko dobrze widać w debatach publicznych. Kiedy temat dotyczy zdrowia, szczepień, wojny, Unii Europejskiej, klimatu, edukacji czy migracji, fakty bywają oceniane nie według wiarygodności, lecz według tego, czy pasują do „naszych” albo „ich”. A wtedy rozmowa społeczna zamienia się w stadionowy doping.</p><h3><strong>Skrajności polityczne i potrzeba wroga</strong></h3><p style="text-align:justify;">Psychologowie myślenia spiskowego łączą podatność na takie narracje także z pewnymi tendencjami politycznymi. Dr Kosakowski wskazuje m.in. na <strong>prawicowy autorytaryzm, czyli przekonanie, że odpowiedzią na problemy społeczne są silne rządy, silne hierarchie i twarde wskazanie przeciwnika</strong>. W takim układzie teoria spiskowa często opowiada o wrogu zewnętrznym albo wewnętrznym: kimś, kto rzekomo zagraża wspólnocie, tradycji, narodowi, rodzinie lub stylowi życia</p><p style="text-align:justify;">Nie oznacza to jednak, że myślenie spiskowe jest wyłącznie domeną jednej strony sceny politycznej. Dr Kosakowski zauważa, że skłonność do niego pojawia się również przy skrajnie lewicowych poglądach. <strong>Skrajności, choć różnią się hasłami, często karmią się podobnym mechanizmem</strong>: przekonaniem, że świat jest prosty, winni są znani, a kto pyta o dowody, ten zapewne należy do obozu przeciwnika.</p><h3><strong>Mentalność spiskowa, czyli gdy każda historia potwierdza następną</strong></h3><p style="text-align:justify;">Badacz mówi też o pojęciu <strong>mentalności spiskowej</strong>. To zbiór cech i przekonań, które sprawiają, że człowiek łatwiej przyjmuje wiele teorii spiskowych naraz. W psychologii funkcjonuje również określenie <strong>monologicznego systemu przekonań</strong>. Chodzi o sytuację, w której jedna teoria spiskowa zaczyna wzmacniać kolejną. Skoro „oni” ukrywają prawdę o jednej sprawie, to zapewne ukrywają też prawdę o następnej.</p><p style="text-align:justify;">W takim systemie fakty przestają pełnić rolę hamulca. <strong>Brak dowodów staje się „dowodem”,</strong> że spisek jest skutecznie ukrywany. Sprostowanie staje się „elementem operacji”. Ekspert staje się „częścią układu”. Dziennikarz staje się „narzędziem propagandy”. To zamknięta pętla, z której trudno wyjść, bo każdy argument z zewnątrz zostaje przetworzony na potwierdzenie podejrzeń.</p><p style="text-align:justify;">Warto jednak podkreślić: osoby wierzące w bardzo wiele teorii spiskowych jednocześnie stanowią mniejszość. Większość ludzi może czasem ulec podejrzliwości, udostępnić niepewną informację, przestraszyć się sensacyjnego nagłówka albo uwierzyć w pojedynczą nieprawdę. To nie czyni z nich „spiskowców”. Czyni z nich ludzi podatnych na emocje, jak każdy z nas.</p><h3><strong>Zaufanie do instytucji ma znaczenie</strong></h3><p style="text-align:justify;">Z badań przywoływanych przez dr. Kosakowskiego wynika, że <strong>myślenie spiskowe koreluje z postrzeganym poziomem korupcji w kraju</strong>. Tam, gdzie ludzie mają poczucie, że instytucje są niewiarygodne, nieprzejrzyste albo działają dla wybranych, łatwiej przyjmują narracje o układach i tajnych planach.</p><p style="text-align:justify;">W Polsce ma to szczególne znaczenie. Dziedzictwo PRL, doświadczenie transformacji, liczne afery, brutalny język polityki i chroniczna nieufność wobec „władzy” sprawiają, że grunt pod podejrzliwość bywa żyzny. Jeśli obywatel nie ufa instytucjom publicznym, łatwiej uwierzy komuś, kto powie: „oni wszyscy kłamią, ja pokażę ci prawdę”.</p><p style="text-align:justify;">Dlatego <strong>walka z teoriami spiskowymi </strong>nie polega wyłącznie na poprawianiu błędnych informacji. Potrzebne są też uczciwe instytucje, przejrzyste procedury, szybka komunikacja kryzysowa i język, który nie traktuje obywatela jak petenta stojącego pod zamkniętymi drzwiami.</p><h3><strong>Prawo próbuje dogonić internet</strong></h3><p style="text-align:justify;">Problem dezinformacji i szkodliwych treści w sieci coraz częściej trafia także na poziom regulacji prawnych. W Unii Europejskiej ważnym aktem jest <strong>Digital Services Act</strong>, czyli <strong>Akt o usługach cyfrowych</strong>. Jego celem jest m.in. zwiększenie odpowiedzialności platform internetowych, przejrzystości moderacji treści i ochrony użytkowników przed nielegalnymi materiałami.</p><p style="text-align:justify;">Nie oznacza to, że państwo może albo powinno rozstrzygać każdą dyskusję w internecie. Granica między ochroną przed szkodliwą manipulacją a wolnością słowa wymaga szczególnej ostrożności. Ale jedno jest jasne: w świecie, w którym algorytm potrafi szybciej niż redakcja, szkoła czy urząd rozprowadzić fałszywą informację, <strong>odpowiedzialność platform nie może być fikcją.</strong></p><p style="text-align:justify;">Dla mieszkańców lokalnych wspólnot ma to bardzo praktyczne znaczenie. Fałszywy komunikat o zagrożeniu, zdrowiu, bezpieczeństwie dzieci, działaniach służb czy decyzjach samorządu może wywołać realną panikę. To nie jest abstrakcyjna debata profesorów i urzędników z Brukseli. To codzienność, która może dotknąć szkoły, osiedla, przedsiębiorców, seniorów i rodziców.</p><h3><strong>Jak nie dać się wciągnąć w spiralę podejrzeń?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Nie każda nieoficjalna informacja jest fałszywa. Nie każda krytyka władzy jest teorią spiskową. Nie każda pomyłka instytucji oznacza układ. Zdrowy sceptycyzm jest potrzebny demokracji tak samo jak wolne media i obywatelska kontrola. Różnica polega na tym, że sceptyk pyta o dowody, a wyznawca spisku odrzuca dowody, jeśli nie pasują do tezy.</p><p style="text-align:justify;">Warto więc przed udostępnieniem sensacyjnej informacji zadać sobie kilka prostych pytań: kto to opublikował, czy podaje źródło, czy inne wiarygodne media to potwierdzają, <strong>czy tekst bardziej informuje, czy przede wszystkim wzbudza strach i gniew</strong>. Jeśli nagłówek brzmi jak alarm przeciwlotniczy, a treść opiera się na „znajomy znajomego powiedział”, lepiej zatrzymać palec nad przyciskiem „udostępnij”.</p><p style="text-align:justify;">Bo w epoce mediów społecznościowych każdy z nas jest małą redakcją. Każde kliknięcie może być cegłą w murze wiedzy albo kamieniem dorzuconym do chaosu.</p><h3><strong>Teorie spiskowe weszły do mainstreamu</strong></h3><p style="text-align:justify;">Dr Kosakowski podsumowuje, że <strong>psychologia myślenia spiskowego</strong> rozwija się dziś bardzo dynamicznie, bo teorie spiskowe weszły do głównego nurtu. Nie są już wyłącznie marginesem. Wpływają na zdrowie publiczne, politykę, wybory, stosunek do nauki, zaufanie do instytucji i relacje między ludźmi.</p><p style="text-align:justify;">Można powiedzieć, że współczesność przypomina trochę film, w którym każdy dostał do ręki kamerę, megafon i montażownię. Jedni dokumentują rzeczywistość, inni ją zniekształcają, jeszcze inni naprawdę wierzą, że pokazują ukrytą prawdę. Dlatego najważniejsza pozostaje nie pogarda wobec tych, którzy dali się nabrać, lecz cierpliwa edukacja, sprawdzanie faktów i odbudowywanie zaufania.</p><p style="text-align:justify;">Bo człowiek od wieków szuka sensu. Pytanie tylko, czy znajdzie go w faktach, czy w cieniu, który sam uznał za dowód.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czujesz się starzej, niż masz w dowodzie? Sen może być pierwszym sygnałem, że organizm prosi o uwagę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55420,czujesz-sie-starzej-niz-masz-w-dowodzie-sen-moze-byc-pierwszym-sygnalem-ze-organizm-prosi-o-uwage</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55420,czujesz-sie-starzej-niz-masz-w-dowodzie-sen-moze-byc-pierwszym-sygnalem-ze-organizm-prosi-o-uwage</guid>
            <pubDate>Sat, 06 Jun 2026 12:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czujesz-sie-starzej-niz-masz-w-dowodzie-sen-moze-byc-pierwszym-sygnalem-ze-organizm-prosi-o-uwage-1780740147.png</url>
                        <title>Czujesz się starzej, niż masz w dowodzie? Sen może być pierwszym sygnałem, że organizm prosi o uwagę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55420,czujesz-sie-starzej-niz-masz-w-dowodzie-sen-moze-byc-pierwszym-sygnalem-ze-organizm-prosi-o-uwage</link>
                    </image><description>Czasem starość nie przychodzi metryką. Nie zaczyna się od daty urodzenia, PESEL-u ani kolejnych świeczek na torcie. Przychodzi cicho: w bezsennej nocy, w poranku bez energii, w uczuciu, że dzień dopiero się zaczął, a człowiek już jest zmęczony jak po długiej podróży. Nowe badania pokazują, że subiektywne odczucie starszego wieku może iść w parze z gorszym snem, słabszą kondycją w ciągu dnia i niższą samooceną zdrowia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nie chodzi o modną psychologię spod znaku „myśl młodo, będziesz młody”. Sprawa jest poważniejsza. Naukowcy zwracają uwagę, że sposób, w jaki człowiek odczuwa własne starzenie się, może być ważnym sygnałem dla lekarzy, psychologów i specjalistów zdrowia publicznego.</p><h2>Kiedy organizm mówi: „czuję się starszy”</h2><p>Badanie, o którym informuje PAP, zostało przedstawione w kontekście publikacji i doniesień związanych z czasopismem „Sleep” oraz konferencją SLEEP 2026. Kierował nim <strong>dr Joseph M. Dzierzewski</strong> z National Sleep Foundation, psycholog kliniczny specjalizujący się w medycynie snu. Według dostępnych omówień badania uczestniczyło w nim <strong>3177 dorosłych</strong>, średnio w wieku około 43 lat; kobiety stanowiły około 49 proc. badanej grupy.</p><p>Uczestników pytano m.in. o to, na ile lat się czują, ile mają lat naprawdę, jak śpią, czy mają objawy bezsenności, jak funkcjonują w dzień, a także jak oceniają swoje zdrowie fizyczne. Badacze uwzględnili również czynniki psychiczne, takie jak depresja i lęk. To ważne, bo bez tego łatwo byłoby powiedzieć: „kto ma gorszy nastrój, ten gorzej śpi i czuje się starzej”. Wyniki sugerują jednak, że związek między <strong>poczuciem starszego wieku a jakością snu</strong> utrzymywał się także po uwzględnieniu wieku chronologicznego, depresji i lęku.</p><h2>Bezsenność nie jest drobiazgiem</h2><p>Dr Dzierzewski podkreślił, że osoby czujące się starsze niż wskazuje ich realny wiek częściej zgłaszały <strong>objawy bezsenności</strong>, mniej regularny sen oraz większe ograniczenia w funkcjonowaniu w ciągu dnia. Mówiąc prościej: nie tylko gorzej spały, ale też gorzej niosły przez dzień skutki tej nocy.</p><p>A sen to nie luksus ani fanaberia. American Academy of Sleep Medicine przypomina, że zdrowy sen wymaga nie tylko odpowiedniej długości, ale też jakości, regularności, właściwej pory i braku zaburzeń. Bezsenność oznacza trudności z zasypianiem albo utrzymaniem snu i wiąże się z pogorszeniem dziennego funkcjonowania oraz ogólnego stanu zdrowia.</p><p>To szczególnie istotne w świecie, który z bezsenności zrobił niemal odznakę pracowitości. „Spałem cztery godziny” bywa wypowiadane tonem bohatera z filmu noir, który po całonocnym śledztwie wciąż trzyma się na nogach. Tyle że organizm nie jest Humphreyem Bogartem. Prędzej czy później wystawia rachunek.</p><h2>Wiek subiektywny jako sygnał ostrzegawczy</h2><p>Autorzy badania nie twierdzą, że samo poczucie starszego wieku „powoduje” bezsenność. To byłoby zbyt proste. Wskazują raczej na związek, który może pomóc lepiej rozumieć zdrowie człowieka. Jeżeli ktoś w wieku 40, 50 czy 60 lat mówi: „czuję się dużo starzej”, warto zapytać nie tylko o wyniki badań krwi, ciśnienie czy aktywność fizyczną, ale także o sen.</p><p>Bo być może w tej krótkiej frazie kryje się coś więcej niż narzekanie. Może to być opowieść o przewlekłym napięciu, przeciążeniu obowiązkami, nieregularnym rytmie dnia, samotności, pracy zmianowej albo problemach zdrowotnych, które jeszcze nie doczekały się diagnozy.</p><p>W lokalnej perspektywie ma to bardzo praktyczny wymiar. W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim, jak wszędzie, starzeje się nie tylko społeczeństwo, ale też codzienność: więcej osób opiekuje się rodzicami, dziadkami, chorymi bliskimi; wiele osób pracuje w systemach zmianowych; część mieszkańców dojeżdża do pracy poza miasto. To wszystko potrafi rozregulować sen skuteczniej niż najgłośniejszy budzik.</p><h2>Nie tylko seniorzy</h2><p>Wyniki badania są ciekawe także dlatego, że średni wiek uczestników wynosił około 43 lat. To nie jest grupa, którą zwykle stereotypowo kojarzymy ze starością. To raczej czas życiowego środka: praca, kredyty, dzieci, rodzice wymagający wsparcia, presja zdrowia, które już nie zawsze działa „samo z siebie”.</p><p>Dlatego <strong>poczucie starzenia się</strong> nie powinno być odkładane na półkę z napisem „problem emerytów”. Może dotyczyć ludzi w pełni aktywnych zawodowo i społecznie. Tych, którzy rano prowadzą dzieci do szkoły, po południu siedzą w pracy, wieczorem odpowiadają na wiadomości, a nocą przewracają się z boku na bok, jakby własne łóżko stało się przesłuchaniem.</p><h2>Co można zrobić?</h2><p>Najważniejsze: nie lekceważyć sygnałów. Jeśli przez dłuższy czas pojawiają się problemy z zasypianiem, częste wybudzenia, bardzo wczesne budzenie się, uczucie niewyspania albo senność w ciągu dnia, warto porozmawiać z lekarzem rodzinnym. Szczególnie wtedy, gdy dochodzą do tego spadek nastroju, lęk, kołatania serca, przewlekłe zmęczenie czy pogorszenie koncentracji.</p><p>Pomocne mogą być proste, choć nie zawsze łatwe zasady: stałe pory snu, ograniczenie ekranów przed snem, mniej kofeiny wieczorem, spokojniejsza rutyna przed położeniem się do łóżka, regularny ruch i światło dzienne rano. Ale gdy bezsenność trwa długo, sama „higiena snu” może nie wystarczyć. Wtedy potrzebna jest diagnostyka, a czasem terapia poznawczo-behawioralna bezsenności lub leczenie chorób, które sen zaburzają.</p><h2>Sen jako lustro codzienności</h2><p>W kulturze lubimy opowieści o wiecznej młodości. Od Doriana Graya po współczesne filtry w telefonach, człowiek próbuje oszukać czas. Tymczasem ciało bywa bardziej szczere niż lustro. I czasem mówi: nie jesteś stary, jesteś niewyspany; nie jesteś „zużyty”, tylko przeciążony; nie jesteś skazany na gorszą jakość życia, ale potrzebujesz potraktować sen jak część zdrowia, a nie przerwę między obowiązkami.</p><p>Nowe badanie nie daje prostych recept, ale podpowiada coś ważnego: <strong>to, jak się czujemy z własnym wiekiem, może być sygnałem zdrowotnym</strong>. A sen — ten nocny, cichy montażysta naszej kondycji — może pokazać więcej, niż chcielibyśmy przyznać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Psycholog: nagradzanie osiągnięć szkolnych nie jest czymś szkodliwym (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55412,psycholog-nagradzanie-osiagniec-szkolnych-nie-jest-czyms-szkodliwym-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55412,psycholog-nagradzanie-osiagniec-szkolnych-nie-jest-czyms-szkodliwym-wywiad</guid>
            <pubDate>Fri, 05 Jun 2026 13:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-psycholog-nagradzanie-osiagniec-szkolnych-nie-jest-czyms-szkodliwym-wywiad-1780658489.png</url>
                        <title>Psycholog: nagradzanie osiągnięć szkolnych nie jest czymś szkodliwym (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55412,psycholog-nagradzanie-osiagniec-szkolnych-nie-jest-czyms-szkodliwym-wywiad</link>
                    </image><description>Nie mamy podstaw, by twierdzić, że nagradzanie osiągnięć szkolnych samo w sobie jest czymś szkodliwym. Docenianie wysiłku, zaangażowania i sukcesów pozostaje jednym z ważnych elementów rozwoju młodego człowieka - powiedziała PAP psycholog dr Monika Boberska.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przez 25 lat uczniowie z czerwonym paskiem na świadectwie dostawali darmowe lody w jednej z najbardziej znanych lodziarni w Pszczynie. Po interwencji Rzecznika Praw Dziecka akcję zakończono. W piśmie do lodziarni RPD Monika Horna-Cieślak napisała m.in.: „Chcemy zwrócić uwagę na fakt, iż wiele czynników wpływa na wyniki w nauce w tym m.in. sytuacja rodzinna i finansowa, zdrowie psychiczne i fizyczne oraz dostęp do zasobów edukacyjnych, ale również różnorodna interpretacja zapisów szkolnych systemów oceniania w statutach szkół i placówek oświatowych, dlatego też koncentrowanie się na ocenach jako kryterium nagradzania może prowadzić do niepotrzebnej presji wśród osób uczniowskich, którzy z różnych przyczyn nie osiągają wysokich wyników w nauce".</p><p><strong>PAP: Interwencja Rzecznika Praw Dziecka doprowadziła do zakończenia akcji, w ramach której uczniowie z czerwonym paskiem na świadectwie szkolnym otrzymywali darmowe lody. Czy z psychologicznego punktu widzenia takie nagradzanie jest problemem?</strong></p><p><strong>Dr Monika Boberska, psycholog, adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu: </strong>Psychologia od dawna pokazuje, że rozsądnie stosowane nagrody wzmacnia poczucie sprawstwa, pomaga dostrzec związek między wysiłkiem a efektem i pokazuje, że zaangażowanie ma sens. Dziecko, które przez cały rok pracowało na dobre wyniki, otrzymuje sygnał, że jego wysiłek został zauważony i doceniony. Problemem nie jest nagradzanie osiągnięć, lecz sprowadzanie wartości dziecka wyłącznie do sukcesów i ocen, a to są dwie różne kwestie.</p><p>Warto też pamiętać, że sama idea wyróżniania uczniów mających świadectwa z czerwonym paskiem nie została wymyślona przez właścicieli lodziarni. Jest elementem funkcjonującego od lat systemu edukacji, który przewiduje nagrody, stypendia i wyróżnienia za ponadprzeciętne osiągnięcia. Jeśli uznamy, że samo wyróżnianie uczniów za wyniki jest niewłaściwe, to dyskusja powinna dotyczyć przede wszystkim zasad funkcjonowania systemu edukacji. Trudno oczekiwać, by prywatna lodziarnia korygowała rozwiązania przyjęte wcześniej przez państwo.</p><p><strong>PAP: Zwolennicy interwencji argumentują jednak, że nie wszystkie dzieci mają równe szanse na zdobycie czerwonego paska na świadectwie.</strong></p><p>M.B.: Rozumiem ten argument. Rzeczywiście są dzieci mierzące się z trudnościami zdrowotnymi, rozwojowymi, emocjonalnymi czy rodzinnymi. Zdarza się, że wkładają ogromny wysiłek w naukę, a mimo to nie osiągają wyników pozwalających na uzyskanie takiego wyróżnienia.</p><p>Współczesna psychologia coraz mocniej podkreśla, że sukces warto oceniać również przez pryzmat indywidualnych możliwości, punktu startu i postępów konkretnego dziecka. To jednak nie oznacza, że należy rezygnować z doceniania osiągnięć tych uczniów, którzy spełnili określone kryteria.</p><p><strong>PAP: Gdyby konsekwentnie przyjąć taką logikę, należałoby zlikwidować również stypendia, konkursy czy nagrody dla najlepszych uczniów.</strong></p><p>M.B.: Właśnie dlatego ta sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak czasem próbuje się ją przedstawiać. Nagradzanie i wyróżnianie osób osiągających ponadprzeciętne wyniki jest obecne praktycznie w każdej dziedzinie życia – od szkoły, przez sport, po naukę i pracę zawodową.</p><p>Nie widzę powodów, by odbierać nagrody tym, którzy na nie zapracowali. Bardziej sensowne wydaje mi się poszukiwanie dodatkowych sposobów doceniania innych form zaangażowania. Coraz więcej szkół wyróżnia uczniów za działalność społeczną, wolontariat, życzliwość czy budowanie dobrej atmosfery w klasie. Badania pokazują, że takie postawy również mają ogromne znaczenie dla funkcjonowania społeczności szkolnej.</p><p><strong>PAP: Czy akcja lodziarni mogła szkodzić dzieciom, które nie zdobyły czerwonego paska?</strong></p><p>M.B.: Nie widzę podstaw, by tak twierdzić. Sam fakt, że nie wszyscy otrzymują nagrodę, nie oznacza jeszcze, że nagroda staje się źródłem krzywdy. W życiu społecznym nieustannie spotykamy się z sytuacjami, w których wyróżnia się osoby osiągające określone rezultaty – i nie traktujemy tego automatycznie jako przejawu wykluczenia.</p><p>Nie oznacza to oczywiście, że każde dziecko ma identyczne możliwości, ale z faktu, że nie wszyscy otrzymują nagrodę, nie wynika automatycznie, że sama nagroda staje się krzywdząca.</p><p>Nie mamy psychologicznych podstaw, by uznać kilku gałek lodów za czynnik, który wyrządza dzieciom realną szkodę. To raczej symboliczny gest uznania dla szkolnego wysiłku.</p><p><strong>PAP: Zwolennicy interwencji mówią jednak, że dzieci powinny być chronione przed poczuciem porażki i wykluczenia.</strong></p><p>M.B.: Tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii. Wspieranie dzieci nie oznacza chronienia ich przed każdym trudnym doświadczeniem. Rolą dorosłych jest pomaganie młodym ludziom w radzeniu sobie z wyzwaniami, a nie eliminowanie wszystkich sytuacji, które mogą wywoływać dyskomfort.</p><p>Jednym z celów wychowania jest przygotowanie dzieci do życia, które nie zawsze jest sprawiedliwe i komfortowe. Muszą nauczyć się radzić sobie z porażkami, krytyką czy rywalizacją. Jednocześnie powinny otrzymywać wsparcie pozwalające im budować odporność psychiczną i poczucie własnej wartości niezależnie od ocen.</p><p><strong>PAP: Coraz częściej można usłyszeć opinię, że odchodzimy od wymagania i oceniania na rzecz nadmiernej ochrony dzieci. Od „zimnego chowu cieląt” do wychowywania „płatków śniegu”.</strong></p><p>M.B.: Myślę, że ten spór jest często przedstawiany fałszywie, jakby istniały tylko dwa rozwiązania: albo zostawiamy dziecko samo sobie, albo chronimy je przed każdym niepowodzeniem. Tymczasem psychologia nie postuluje świata bez wymagań czy konsekwencji.</p><p>To trochę tak, jak z nauką wiązania sznurówek. Nie możemy oczekiwać, że trzylatek od razu zrobi to sam, ale też nie możemy wiązać mu butów przez następne kilkanaście lat. Rolą dorosłego jest dać tyle wsparcia, ile jest potrzebne, by dziecko mogło stopniowo osiągać samodzielność. To samo dotyczy radzenia sobie z porażkami, ocenami czy rywalizacją. Nie chodzi o to, by eliminować wszystkie trudności. Chodzi o to, by dzieci uczyły się je pokonywać.</p><p><strong>PAP: Czy pani zdaniem Rzecznik Praw Dziecka słusznie interweniowała?</strong></p><p>M.B.: Rozumiem intencję stojącą za troską o dzieci, które z różnych powodów nie osiągają najwyższych wyników. Jednocześnie mam wrażenie, że w tej sprawie uwaga została skierowana na problem raczej symboliczny niż realny.</p><p>Kiedy myślę o wyzwaniach, z jakimi mierzą się dziś dzieci i młodzież, przychodzą mi do głowy znacznie poważniejsze kwestie: kryzysy psychiczne, przeciążenie stresem, przemoc rówieśnicza, samotność czy problemy związane z funkcjonowaniem szkoły. W mojej ocenie właśnie tam znajdują się obszary wymagające największej uwagi. Na tym tle interwencja dotycząca kilku gałek lodów wydaje się działaniem dotyczącym raczej peryferii problemu niż jego istoty.</p><p><strong>PAP: Czyli problem leży gdzie indziej?</strong></p><p>M.B.: Zdecydowanie tak. Dyskusja o darmowych lodach jest w gruncie rzeczy dyskusją o symbolu. Jeśli chcemy budować szkołę bardziej przyjazną i wspierającą dzieci, powinniśmy rozmawiać o tym, jak rozwijać różne talenty, jak uczyć radzenia sobie z porażką i jak wspierać dobrostan psychiczny uczniów.</p><p>Natomiast nie mamy podstaw, by twierdzić, że nagradzanie osiągnięć szkolnych samo w sobie jest czymś szkodliwym. Docenianie wysiłku, zaangażowania i sukcesów pozostaje jednym z ważnych elementów rozwoju młodego człowieka.</p><p>W przypadku pszczyńskiej lodziarni bardziej zastanawia mnie fakt, że przedmiotem ogólnopolskiej debaty stała się symboliczna nagroda za osiągnięcia, podczas gdy wiele problemów realnie wpływających na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży wciąż pozostaje nierozwiązanych.</p><p>&nbsp;</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kleszcze nie biorą długiego weekendu. Spacerujmy, ale z głową]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55403,kleszcze-nie-biora-dlugiego-weekendu-spacerujmy-ale-z-glowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55403,kleszcze-nie-biora-dlugiego-weekendu-spacerujmy-ale-z-glowa</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 12:26:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kleszcze-nie-biora-dlugiego-weekendu-spacerujmy-ale-z-glowa-1780569287.png</url>
                        <title>Kleszcze nie biorą długiego weekendu. Spacerujmy, ale z głową</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55403,kleszcze-nie-biora-dlugiego-weekendu-spacerujmy-ale-z-glowa</link>
                    </image><description>Długi weekend ma w sobie coś z małej ucieczki. Z miasta nad Pilicę, z bloków do lasu, z codzienności na ścieżki wokół Spały, Smardzewic, Niebieskich Źródeł czy tomaszowskich parków. To ten moment, kiedy człowiek chce zdjąć z siebie kurz tygodnia, wejść między drzewa i przez chwilę udawać, że świat znów ma właściwe proporcje. Warto jednak pamiętać, że przyroda — piękna, zielona i kojąca — nie jest sterylnym salonem. W trawie, ściółce, zaroślach i na obrzeżach leśnych ścieżek mogą czekać kleszcze.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nie chodzi o to, by bać się każdego źdźbła trawy. Chodzi o rozsądek. O jasne ubranie, długie nogawki, repelent, dokładne obejrzenie ciała po powrocie i szybką reakcję, jeśli pasożyt zdążył się wkłuć.</p><h2>Lokalny sygnał z tomaszowskiego SANEPID-u</h2><p>Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Tomaszowie Mazowieckim w najnowszej ocenie stanu bezpieczeństwa sanitarnego powiatu wskazuje, że w 2024 roku w powiecie tomaszowskim odnotowano 45 przypadków boreliozy. Rok wcześniej było ich 43, w 2022 roku — 17. To nie jest liczba, która powinna wywoływać panikę, ale jest to liczba, której nie wolno zlekceważyć.</p><p>W tym samym raporcie SANEPID odnotował również 4 przypadki kleszczowego zapalenia mózgu. Tyle samo zarejestrowano w roku 2023. KZM występuje rzadziej niż borelioza, ale z medycznego punktu widzenia jest chorobą szczególnie groźną, bo w przeciwieństwie do boreliozy nie ma leczenia przyczynowego. Leczy się objawy, a najlepszą ochroną pozostaje szczepienie.</p><p>Te dane dobrze pokazują, że temat kleszczy nie jest medialnym straszakiem przywoływanym co roku razem z majówką i sezonem grillowym. To realny element zdrowia publicznego, którym zajmuje się również lokalny nadzór epidemiologiczny.</p><h2>Kleszcz nie spada z drzewa jak bohater taniego horroru</h2><p>Wokół kleszczy narosło wiele mitów. Najpopularniejszy mówi, że spadają z drzew. W rzeczywistości najczęściej czekają nisko — w trawach, zaroślach, na roślinności przy ścieżkach, tam, gdzie łatwo „złapać” przechodzącego człowieka lub zwierzę. Lubią miejsca wilgotne, ciepłe, zacienione: lasy, łąki, brzegi rzek, okolice zbiorników wodnych, ale także miejskie parki, ogródki działkowe i przydomowe trawniki.</p><p>W powiecie tomaszowskim takich przestrzeni nie brakuje. Pilica, lasy spalskie, okolice Zalewu Sulejowskiego, ścieżki spacerowe i rowerowe — to nasze lokalne bogactwo. Nie warto z niego rezygnować. Trzeba tylko pamiętać, że spacer po lesie wymaga innego przygotowania niż wyjście po bułki.</p><h2>Jak ubrać się na spacer?</h2><p>Najprostsza zasada brzmi: im mniej odsłoniętej skóry, tym lepiej. Na spacer do lasu, nad wodę czy na wysoką trawę warto założyć długie spodnie, bluzę lub koszulę z długim rękawem, kryte buty i skarpety. Jasne ubrania mają dodatkową zaletę — łatwiej zauważyć na nich wędrującego kleszcza, zanim znajdzie miejsce do wkłucia.</p><p>Repelent, czyli preparat odstraszający kleszcze, nie jest magiczną tarczą, ale jest rozsądnym elementem ochrony. Należy stosować go zgodnie z instrukcją producenta, szczególnie u dzieci. Po powrocie do domu warto wytrzepać ubrania, obejrzeć skórę i wziąć prysznic. Kleszcze lubią miejsca ciepłe i wilgotne: pachwiny, zgięcia kolan, okolice za uszami, skórę głowy, pachy, okolice pasa.</p><p>To trochę jak z pasami bezpieczeństwa w samochodzie. Sam fakt ich zapięcia nie oznacza, że wydarzy się wypadek. Oznacza tylko, że człowiek nie oddaje całej sprawy przypadkowi.</p><h2>Co zrobić, gdy kleszcz już się wkłuł?</h2><p>Najważniejsze: nie smarować go tłuszczem, masłem, alkoholem, sokiem z cebuli ani żadnym „domowym sposobem” z rodzinnych legend. Kleszcza trzeba usunąć szybko i mechanicznie. Najlepiej użyć pęsety, kleszczołapki, lassa albo innego prostego przyrządu dostępnego w aptekach.</p><p>Pasożyta należy chwycić jak najbliżej skóry i wyciągnąć zdecydowanym ruchem prostopadle do miejsca wkłucia. Nie należy go wykręcać ani ściskać odwłoka. Po usunięciu miejsce ukłucia trzeba odkazić i obserwować.</p><p>Nie każde ukłucie oznacza chorobę. Ale każda nietypowa reakcja powinna zapalić czerwoną lampkę. Szczególnie ważny jest rumień wędrujący — powiększające się zaczerwienienie, często z jaśniejszym środkiem. Nie wolno też lekceważyć objawów grypopodobnych, gorączki, bólu mięśni, stawów, osłabienia, bólów głowy czy zaburzeń neurologicznych. W takich sytuacjach trzeba skontaktować się z lekarzem.</p><h2>Borelioza i KZM — dwie różne historie</h2><p>Borelioza jest chorobą bakteryjną. Można ją skutecznie leczyć antybiotykami, zwłaszcza gdy zostanie wcześnie rozpoznana. Problem zaczyna się wtedy, gdy objawy są bagatelizowane albo pacjent przez długi czas nie łączy ich z ukłuciem kleszcza.</p><p>Kleszczowe zapalenie mózgu to choroba wirusowa. Występuje rzadziej, ale może prowadzić do poważnych powikłań neurologicznych. Tu antybiotyk nie pomoże, bo antybiotyki nie działają na wirusy. Dostępna jest natomiast szczepionka przeciw KZM, szczególnie warta rozważenia przez osoby często przebywające w lasach, pracujące w terenie, wędkarzy, grzybiarzy, działkowców, biegaczy terenowych i rodziny aktywnie spędzające czas na łonie natury.</p><h2>Nie bójmy się przyrody. Bójmy się lekkomyślności</h2><p>Botanik prof. Łukasz Łuczaj zwracał uwagę w rozmowie z PAP, że współczesny człowiek coraz częściej boi się przyrody: trawy, owadów, oczek wodnych, starych drzew. To celna obserwacja. Nie wolno zamienić lasu w wroga, a spaceru w wyprawę na Mordor. Przyroda nie jest problemem. Problemem jest brak wiedzy.</p><p>Kleszcze są częścią środowiska, w którym żyjemy. Nie znikną od tego, że będziemy o nich milczeć. Nie znikną też od internetowej histerii. Najlepszą odpowiedzią jest spokojna profilaktyka: odpowiedni ubiór, repelent, kontrola skóry po spacerze, szybkie usunięcie kleszcza i obserwacja organizmu.</p><p>Długi weekend ma być czasem odpoczynku, nie gabinetem strachu. Idźmy więc nad Pilicę, do lasu, na ścieżkę, do parku. Ale tak, jak bohater dobrej powieści przygodowej: z ciekawością świata i odrobiną rozsądku w kieszeni.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Papieros po diagnozie. Onkolog ostrzega: palenie może osłabiać leczenie i zwiększać ryzyko nawrotu raka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55395,papieros-po-diagnozie-onkolog-ostrzega-palenie-moze-oslabiac-leczenie-i-zwiekszac-ryzyko-nawrotu-raka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55395,papieros-po-diagnozie-onkolog-ostrzega-palenie-moze-oslabiac-leczenie-i-zwiekszac-ryzyko-nawrotu-raka</guid>
            <pubDate>Wed, 03 Jun 2026 21:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-papieros-po-diagnozie-onkolog-ostrzega-palenie-moze-oslabiac-leczenie-i-zwiekszac-ryzyko-nawrotu-r-1780517282.png</url>
                        <title>Papieros po diagnozie. Onkolog ostrzega: palenie może osłabiać leczenie i zwiększać ryzyko nawrotu raka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55395,papieros-po-diagnozie-onkolog-ostrzega-palenie-moze-oslabiac-leczenie-i-zwiekszac-ryzyko-nawrotu-raka</link>
                    </image><description>Są diagnozy, po których życie powinno przeciąć się jak filmowa taśma w najważniejszej scenie. Choroba nowotworowa jest właśnie takim momentem: nagłym zatrzymaniem, ciszą po werdykcie, światłem zapalonym na sali, gdy nikt nie ma jeszcze siły wstać. A jednak wielu pacjentów, także po rozpoznaniu raka, nadal sięga po papierosy. Nie z lekkomyślności, nie zawsze z buntu, często z bezradności wobec uzależnienia silniejszego niż racjonalne argumenty.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>O tym problemie mówi dr n. med. <strong>Marek Kowalczyk</strong>, kierujący Oddziałem Onkologii Klinicznej w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. św. Barbary w Sosnowcu. Jak podkreśla, <strong>palenie tytoniu jest jednym z najważniejszych czynników ryzyka zachorowania na nowotwory</strong>, a u osób już leczonych onkologicznie może pogarszać przebieg terapii.</p><h2>Palenie nie kończy się wraz z diagnozą</h2><p>Dr Kowalczyk przypomina, że dym tytoniowy ma silny związek przede wszystkim z <strong>rakiem płuca</strong>, ale nie tylko. Na liście chorób zależnych od palenia znajdują się również m.in. <strong>nowotwory układu moczowego</strong>, w tym rak pęcherza.</p><p>– Jest to bardzo istotny czynnik ryzyka zachorowania na dosyć dużą liczbę nowotworów złośliwych. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim nowotwory płuc, ale także nowotwory układu moczowego – wyjaśnił lekarz w rozmowie z PAP.</p><p>Według onkologa zdecydowana większość pacjentów z rakiem płuca to osoby, które paliły przez wiele lat. – Uważa się, że mniej więcej dziewięciu na dziesięciu chorych z rozpoznaniem raka płuca to wieloletni palacze – wskazał dr Kowalczyk.</p><p>To zdanie brzmi jak medyczna wersja „memento” z antycznej tragedii: konsekwencje nie zawsze przychodzą od razu, ale kiedy już wchodzą na scenę, robią to z pełną mocą.</p><h2>Nawroty, gorsza tolerancja leczenia i większe ryzyko powikłań</h2><p>Problem nie kończy się na samym zachorowaniu. Lekarz zwraca uwagę, że <strong>kontynuowanie palenia po diagnozie może prowadzić do nawrotów choroby</strong>. Dotyczy to m.in. pacjentów z nowotworami pęcherza moczowego, u których leczenie bywa miejscowe i endoskopowe, a rokowanie często jest stosunkowo dobre. Paradoksalnie właśnie wtedy część chorych mniej odczuwa presję, by zerwać z nałogiem.</p><p>– W momencie, kiedy taki nowotwór jest usuwany drugi, trzeci czy czwarty raz, pacjenci widzą już związek między dalszym paleniem a nawrotami choroby. Wtedy czasami decydują się na zerwanie z nałogiem – powiedział dr Kowalczyk.</p><p>Podobne wnioski pojawiają się w międzynarodowych opracowaniach medycznych. Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że używanie tytoniu przez pacjentów onkologicznych ma znaczenie dla wyników leczenia, a badania omawiane w literaturze medycznej pokazują, że dalsze palenie po diagnozie może pogarszać efekty terapii, zwiększać działania niepożądane, śmiertelność nowotworową i ogólną.</p><p>Amerykańskie CDC również podkreśla, że u pacjentów z chorobą nowotworową i ozdrowieńców palenie może zwiększać ryzyko zgonu, rozwoju drugiego nowotworu pierwotnego, nawrotu choroby, gorszej odpowiedzi na leczenie i większej toksyczności terapii.</p><h2>Radioterapia i dym. Podwójne uderzenie w organizm</h2><p>Szczególnie trudna sytuacja dotyczy pacjentów poddawanych radioterapii w obrębie klatki piersiowej. Dym tytoniowy drażni śluzówki, a leczenie onkologiczne samo w sobie jest obciążeniem dla organizmu. W efekcie działania niepożądane mogą się nakładać.</p><p>– Dym tytoniowy działa drażniąco na śluzówki. Jeżeli dołączymy do tego toksyczność radioterapii, działania niepożądane się kumulują, a pacjenci znacznie gorzej znoszą leczenie – podsumował dr Kowalczyk.</p><p>To nie jest więc wyłącznie kwestia „zdrowego stylu życia”, o którym łatwo mówi się z plakatów i kampanii społecznych. W przypadku pacjenta onkologicznego papieros staje się czymś znacznie bardziej konkretnym: czynnikiem, który może utrudniać leczenie tu i teraz.</p><h2>Uzależnienie trzeba leczyć, nie tylko potępiać</h2><p>Najważniejsze jest jednak to, by nie sprowadzać problemu do prostego osądu: „wystarczy chcieć”. Nikotyna uzależnia, a pacjent onkologiczny często mierzy się jednocześnie ze strachem, stresem, bólem, niepewnością finansową i rodzinną. Papieros, choć niszczący, bywa dla niego fałszywym kołem ratunkowym.</p><p>Dlatego dr Kowalczyk podkreśla, że osoby mające trudności z rzuceniem palenia powinny szukać pomocy specjalistycznej.</p><p>– Pacjent powinien szukać wszelkich możliwych form pomocy, aby odstawić wyroby zawierające nikotynę, także przy wsparciu psychologa czy psychiatry – zaznaczył.</p><p>W Polsce działa m.in. <strong>Telefoniczna Poradnia Pomocy Palącym</strong>, prowadzona przy Narodowym Instytucie Onkologii. Poradnia oferuje bezpłatne wsparcie osobom na różnych etapach rzucania palenia; można kontaktować się pod numerami <strong>801 108 108</strong> oraz <strong>22 211 80 15</strong>.</p><p>Dostępny jest także <strong>program profilaktyki chorób odtytoniowych</strong>, realizowany przez wybrane placówki podstawowej opieki zdrowotnej mające umowę z NFZ. Jak informuje serwis pacjent.gov.pl, do programu nie jest potrzebne skierowanie — wystarczy zgłosić się do placówki realizującej świadczenie.</p><h2>To może być najważniejsza decyzja po diagnozie</h2><p>W historii medycyny są momenty wielkich przełomów: nowe leki, precyzyjna diagnostyka, radioterapia, immunoterapia, operacje, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawałyby się scenariuszem science fiction. Ale obok tych wielkich technologii pozostaje decyzja bardzo zwyczajna, intymna, codzienna: nie zapalić kolejnego papierosa.</p><p>Dla pacjenta onkologicznego to nie jest gest symboliczny. To realny element leczenia. Cichy, trudny, często okupiony nawrotami i walką z samym sobą, ale wart podjęcia. Bo w chorobie nowotworowej każdy sojusznik ma znaczenie, a papieros nigdy nim nie był.</p><p><strong>Źródło główne: PAP / wypowiedzi dr. n. med. Marka Kowalczyka.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kto decyduje o przyszłości TCZ? Polityczne show, ministerialne zakazy i widmo konsolidacji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55356,kto-decyduje-o-przyszlosci-tcz-polityczne-show-ministerialne-zakazy-i-widmo-konsolidacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55356,kto-decyduje-o-przyszlosci-tcz-polityczne-show-ministerialne-zakazy-i-widmo-konsolidacji</guid>
            <pubDate>Sat, 30 May 2026 14:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kto-decyduje-o-przyszlosci-tcz-polityczne-show-ministerialne-zakazy-i-widmo-konsolidacji-1780146060.png</url>
                        <title>Kto decyduje o przyszłości TCZ? Polityczne show, ministerialne zakazy i widmo konsolidacji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55356,kto-decyduje-o-przyszlosci-tcz-polityczne-show-ministerialne-zakazy-i-widmo-konsolidacji</link>
                    </image><description>Konkurs na nowego prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia pozostaje wciąż nierozstrzygnięty. Mimo pięciu chętnych na to stanowisko żadna z tych osób nie zyskała aprobaty Rady Nadzorczej. Szczegółów tej decyzji oczywiście nie znamy. To, co ważne w tej sprawie, to fakt, że Konrad Borowski złożył rezygnację i swojej decyzji nie zmienia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tymczasem atmosfera wokół tomaszowskiego szpitala zaczyna się zagęszczać. Po — nazwijmy je estradowymi — wystąpieniami posła Adriana Witczaka, który postanowił własne egzystowanie zaznaczyć w trakcie sesji Rady Powiatu, prezentując kilka napisanych przez siebie pism oraz odpowiedzi na nie, raczej kurtuazyjne niż konkretne.</p><p>Wszystko wskazuje na to, że w przypadku posła Koalicji Obywatelskiej mamy do czynienia z szekspirowskim „robieniem hałasu o nic”, a dokładniej mówiąc — wokół własnej poselskiej osoby. Powstało zamieszanie i spory niepokój. Tymczasem sam poseł twierdzi, że szczegółów pomysłu brak. Nic dziwnego, że obecny Zarząd Powiatu wystąpił z zapytaniem do rektora łódzkiego Uniwersytetu Medycznego, by dowiedzieć się… o co tu właściwie chodzi. Czego dowiedzieliśmy się od ŁUM? Otóż niczego, bo odpowiedzi brak.</p><p>Trudno nazwać to inaczej niż snem szaleńca na oddziale osób obłąkanych, wspieranego środkami wywołującymi radosne pobudzenie organizmu. Tu możemy się pośmiać, ale okazuje się, że sprawa jest jednak poważniejsza, niż się wydaje, i wykracza poza poselskie wybryki.</p><p>Otóż w sprawie szpitala do Warszawy, na wizytę w Ministerstwie Zdrowia, wybrali się starosta Dariusz Kowalczyk oraz jego zastępca, Sławomir Żegota. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sami twierdzą, iż na systemie zabezpieczenia medycznego się nie znają. Dlaczego więc nie zabrali ze sobą kogoś, kto ma jednak jakieś pojęcie? Czy nikt nie pomyślał o tym, że przy rozmowach o spółce i jej dalszym funkcjonowaniu powinien być obecny prezes, członek zarządu odpowiedzialny za szpital albo chociaż Michał Czechowicz, który szpitalem zajmował się przez kilka lat i wie na ten temat zdecydowanie więcej?</p><p>Okazuje się, że pomyśleć to nawet ktoś i pomyślał, ale otrzymał zakaz zabierania do ministerstwa innych osób, a więc tych, którzy cokolwiek mają w tym temacie do powiedzenia. Żeby było jasne: zakaz z ministerstwa.</p><p>Dziwne? Niekoniecznie. Raczej straszne. I o ile na występy posła możemy patrzeć z delikatnym pobłażaniem, to już w tym przypadku naprawdę powinniśmy się niepokoić. Szanse na to, że dzięki wiceminister z Tomaszowa Mazowieckiego uda się jakoś wesprzeć spółkę i sfinansować niezbędne inwestycje, w tym blok operacyjny, spadły właściwie do zera. Starosta i wicestarosta, nie znając się na rzeczy, oczywiście każdą pozyskaną informację będą przyjmować w dobrej wierze.</p><p>Zapyta ktoś, o jakie informacje chodzi. Otóż oczywiście najważniejsza jest… konsolidacja, a więc łączenie i przez to likwidacja szpitali. Tym razem dowiadujemy się, że nie chodzi już o Uniwersytet Medyczny, ale o szpitale w miejscowościach przy trasie S8. Pojawił się bowiem pomysł łączenia szpitali w Piotrkowie, Tomaszowie, Rawie i Skierniewicach. Jaką formę prawną miałyby przyjąć skonsolidowane placówki? Nikt oczywiście nie wie. Są za to zapewnienia o 70 milionach złotych dla przekształcanych placówek.</p><p>Adrian Witczak próbuje więc lansować u nas nie tyle własne, co rządowe idee. Koalicja Obywatelska nie potrafi znaleźć — podobnie jak poprzednicy — lekarstwa na zapaść systemową, długie kolejki, patologiczne przenikanie się stref prywatnej i publicznej ochrony zdrowia, brak lekarzy i zwyczajne okradanie tego właśnie systemu. Najprostszą drogą jest więc likwidacja. Jeśli są kolejki do lekarza, to nie skróci ich likwidacja poradni, a co najwyżej spowoduje ich wydłużenie w innym miejscu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rak piersi rośnie po cichu. Mammografia może zobaczyć go, zanim będzie za późno]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55354,rak-piersi-rosnie-po-cichu-mammografia-moze-zobaczyc-go-zanim-bedzie-za-pozno</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55354,rak-piersi-rosnie-po-cichu-mammografia-moze-zobaczyc-go-zanim-bedzie-za-pozno</guid>
            <pubDate>Sat, 30 May 2026 12:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rak-piersi-rosnie-po-cichu-mammografia-moze-zobaczyc-go-zanim-bedzie-za-pozno-1780138395.png</url>
                        <title>Rak piersi rośnie po cichu. Mammografia może zobaczyć go, zanim będzie za późno</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55354,rak-piersi-rosnie-po-cichu-mammografia-moze-zobaczyc-go-zanim-bedzie-za-pozno</link>
                    </image><description>Nowotwór piersi nie wchodzi do życia kobiety jak złodziej z filmów Hitchcocka — z muzyką, cieniem na ścianie i dramatycznym ostrzeżeniem. Najczęściej przychodzi bezszelestnie. Rośnie długo niezauważony, bez bólu, bez alarmu, bez wyraźnego znaku. Dlatego dr n. med. Wojciech Rudnicki, radiolog piersi i przewodniczący Sekcji Diagnostyki Obrazowej Piersi Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego, apeluje: mammografia wykonywana co dwa lata pozwala wykryć raka piersi, zanim da przerzuty.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest medyczna formalność ani kolejna urzędowa kampania, którą można odłożyć na „po wakacjach”, „po świętach”, „jak będzie spokojniej”. W profilaktyce raka piersi czas bywa najważniejszym lekarzem — albo najgorszym przeciwnikiem.</p><h3>Bez skierowania, bez opłaty, bez wymówek</h3><p>Z bezpłatnej mammografii w ramach programu profilaktyki raka piersi mogą korzystać kobiety w wieku <strong>45–74 lata</strong>, które nie miały wykonywanego tego badania w ciągu ostatnich dwóch lat. Badanie jest finansowane przez NFZ i <strong>nie wymaga skierowania</strong>. Ministerstwo Zdrowia informuje, że na mammografię można zapisać się także przez centralną e-rejestrację w Internetowym Koncie Pacjenta lub w aplikacji mojeIKP.</p><p>NFZ przypomina również, że mammografia jest dostępna nie tylko w pracowniach stacjonarnych, ale także w mammobusach. Harmonogramy postojów publikują oddziały wojewódzkie Funduszu, a informacje można uzyskać także przez bezpłatną infolinię <strong>800 190 590</strong>.</p><p>Dla mieszkanek Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to szczególnie ważna informacja, bo w regionie łódzkim mammobusy regularnie obsługują także mniejsze miejscowości. Łódzki Oddział Wojewódzki NFZ podaje, że w maju 2026 roku mammobusy miały odwiedzić <strong>23 powiaty województwa łódzkiego</strong>, zapraszając kobiety w wieku 45–74 lata na bezpłatne badania bez skierowania.</p><h3>USG nie zastępuje mammografii</h3><p>Jednym z najczęstszych mitów jest przekonanie, że skoro kobieta wykonuje USG piersi, to mammografia nie jest już potrzebna. Dr Rudnicki mówi wprost: <strong>USG piersi nie ma udowodnionej skuteczności jako samodzielne badanie przesiewowe</strong>. Może być ważnym elementem diagnostyki, szczególnie w określonych sytuacjach klinicznych, ale nie powinno wypierać mammografii w programie profilaktycznym.</p><p>To trochę tak, jakby próbować opisać cały film po jednej scenie. USG i mammografia widzą piersi inaczej. Mammografia potrafi wykrywać bardzo wczesne zmiany, w tym mikrozwapnienia, zanim cokolwiek będzie wyczuwalne pod palcami.</p><p>Łódzki NFZ w materiałach edukacyjnych podkreśla, że mammografia polega na wykonaniu zdjęć piersi z użyciem minimalnej dawki promieniowania rentgenowskiego, a obrazy są oceniane przez specjalistów. Ucisk piersi, choć może być nieprzyjemny, jest potrzebny, bo poprawia jakość obrazu i pozwala lekarzowi zobaczyć więcej.</p><h3>Strach jest zrozumiały. Ale mit nie może być silniejszy od życia</h3><p>Ekspert zwraca uwagę, że wiele kobiet rezygnuje z mammografii ze strachu. Jedne boją się bólu, inne wyniku, jeszcze inne promieniowania. Krąży też wyjątkowo szkodliwy mit, jakoby mammografia mogła wywołać raka piersi.</p><p>Dr Rudnicki tłumaczy, że ucisk podczas badania jest konieczny, ponieważ stabilizuje pierś, pozwala uzyskać wyraźniejszy obraz i zmniejsza dawkę promieniowania potrzebną do wykonania zdjęcia. Jak obrazowo wyjaśnia, nacisk stosowany podczas mammografii to około <strong>12 kilogramów</strong> — mniej więcej tyle, ile waży niewielki pies, którego wiele osób bez problemu bierze na ręce.</p><p>To ważne, bo lęk przed badaniem często bywa większy niż samo badanie. W poczekalniach onkologicznych zbyt wiele razy powtarza się ta sama gorzka fraza: „gdybym przyszła wcześniej”. Profilaktyka jest właśnie po to, by tych słów było jak najmniej.</p><h3>Jak przygotować się do mammografii?</h3><p>Przygotowanie jest proste. W dniu badania nie należy używać antyperspirantów, dezodorantów, balsamów ani kosmetyków z drobinkami lub solami metali w okolicy pach i piersi, ponieważ mogą zaburzyć obraz. Warto założyć bluzkę i spodnie albo spódnicę, ponieważ do badania zdejmuje się górną część garderoby.</p><p>Implanty piersi nie są przeciwwskazaniem. Badanie wykonuje się wtedy według specjalnego protokołu, z odpowiednio mniejszym uciskiem i dodatkowymi ujęciami, tak aby ocenić tkankę piersi i nie uszkodzić implantu.</p><h3>Mammobus można zaprosić do mniejszej miejscowości</h3><p>Ministerstwo Zdrowia informuje, że kobiety z mniejszych miejscowości mogą zaprosić mammobus do swojej okolicy — potrzebna jest grupa chętnych do wykonania badania. NFZ prowadzi ogólnopolską stronę z informacjami o mammobusach i harmonogramami wojewódzkimi.</p><p>To dobra wiadomość dla sołectw, kół gospodyń wiejskich, klubów seniora, parafii, rad osiedli i lokalnych stowarzyszeń. W praktyce profilaktyka nie musi zaczynać się od wielkiej konferencji. Czasem zaczyna się od jednej kobiety, która mówi drugiej: „chodź, zapiszemy się razem”.</p><h3>Dane są alarmujące</h3><p>Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, cytowana przez PAP, zwróciła uwagę, że z mammografii korzysta zaledwie <strong>33 proc. pacjentek</strong>. Jeszcze gorzej wygląda udział w innych badaniach profilaktycznych: cytologii w kierunku raka szyjki macicy oraz kolonoskopii w kierunku raka jelita grubego.</p><p>To liczby, które powinny brzmieć jak syrena alarmowa. Bo profilaktyka nie jest luksusem ani dodatkiem do systemu ochrony zdrowia. Jest jego pierwszą linią obrony. Tak jak pasy bezpieczeństwa w samochodzie — nie zakładamy ich dlatego, że dziś na pewno będzie wypadek, lecz dlatego, że rozsądek nie powinien czekać na tragedię.</p><h3>Lokalnie: sprawdź termin, nie odkładaj</h3><p>Mieszkanki Tomaszowa Mazowieckiego, Spały, Inowłodza, Ujazdu, Będkowa, Rokicin, Rzeczycy czy Lubochni mogą sprawdzać najbliższe terminy badań przez Internetowe Konto Pacjenta, aplikację mojeIKP, wyszukiwarkę NFZ lub infolinię 800 190 590. Pacjent.gov.pl przypomina, że terminy i miejsca badań można sprawdzić m.in. przez e-rejestrację oraz wyszukiwarkę programów profilaktycznych NFZ.</p><p>Warto też obserwować komunikaty samorządów i lokalnych placówek zdrowia. Miasto Tomaszów Mazowiecki publikowało już informacje zachęcające mieszkanki do udziału w programie profilaktyki raka piersi finansowanym przez NFZ.</p><p>Mammografia nie jest wyrokiem. Jest latarką. Pozwala zobaczyć to, czego jeszcze nie widać i nie czuć. A w onkologii właśnie ta różnica — między „jeszcze niewidoczne” a „już zaawansowane” — potrafi decydować o wszystkim.</p><blockquote><p><strong>Kto może skorzystać z bezpłatnej mammografii?</strong><br>Kobiety w wieku <strong>45–74 lata</strong>, które nie wykonywały mammografii w ramach programu w ostatnich 24 miesiącach.</p><p><strong>Czy potrzebne jest skierowanie?</strong><br>Nie. Badanie jest dostępne <strong>bez skierowania</strong>.</p><p><strong>Jak często wykonywać mammografię?</strong><br>Standardowo co <strong>2 lata</strong>. W niektórych sytuacjach po leczeniu raka piersi — co 12 miesięcy, zgodnie z zasadami programu.</p><p><strong>Gdzie sprawdzić termin?</strong><br>Przez IKP, aplikację mojeIKP, wyszukiwarkę NFZ lub infolinię <strong>800 190 590</strong>.</p><p><strong>O czym pamiętać w dniu badania?</strong><br>Nie używać dezodorantu, antyperspirantu, balsamu ani pudru w okolicy piersi i pach.</p></blockquote> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Depresja po porodzie. Tysiące kobiet zostają z nią same, choć wystarczyłyby trzy szybkie konsultacje]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55352,depresja-po-porodzie-tysiace-kobiet-zostaja-z-nia-same-choc-wystarczylyby-trzy-szybkie-konsultacje</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55352,depresja-po-porodzie-tysiace-kobiet-zostaja-z-nia-same-choc-wystarczylyby-trzy-szybkie-konsultacje</guid>
            <pubDate>Sat, 30 May 2026 12:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-depresja-po-porodzie-tysiace-kobiet-zostaja-z-nia-same-choc-wystarczylyby-trzy-szybkie-konsultacje-1780140240.png</url>
                        <title>Depresja po porodzie. Tysiące kobiet zostają z nią same, choć wystarczyłyby trzy szybkie konsultacje</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55352,depresja-po-porodzie-tysiace-kobiet-zostaja-z-nia-same-choc-wystarczylyby-trzy-szybkie-konsultacje</link>
                    </image><description>Depresja poporodowa dotyka w Polsce tysiące kobiet. W krajach rozwiniętych samobójstwo należy do najpoważniejszych przyczyn śmierci kobiet w pierwszym roku po porodzie, a jednym z kluczowych czynników ryzyka jest właśnie depresja po narodzinach dziecka. Problem nie polega tylko na tym, że choroba istnieje. Problem polega na tym, że system często ją widzi, ale nie potrafi na nią odpowiedzieć.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jest w tym coś z ciszy po wielkim finale. Najpierw są gratulacje, kwiaty, zdjęcia z noworodkiem, rodzinne wiadomości i słowa: „teraz powinnaś być szczęśliwa”. A potem, kiedy gasną światła tej społecznej sceny, wiele kobiet zostaje same z lękiem, bezsennością, poczuciem winy, rozpaczą i myślami, których boją się wypowiedzieć nawet najbliższym.</p><p>Depresja poporodowa nie jest fanaberią, „gorszym dniem” ani brakiem wdzięczności za macierzyństwo. To realny problem zdrowotny, który może dotknąć kobietę niezależnie od wieku, wykształcenia, sytuacji rodzinnej czy materialnej. Szacuje się, że choruje na nią od 10 do 22 procent młodych matek, czyli nawet co piąta kobieta po porodzie. Ponad połowa nie zgłasza się po pomoc lekarską.</p><h2>Położna może rozpoznać problem. Ale co dalej?</h2><p>W rozmowie z PAP dr hab. Magdalena Chrzan-Dętkoś z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego zwraca uwagę na lukę, która brzmi jak oskarżenie wobec całego systemu.</p><p>„Nie może być tak, że położna wykrywa u kobiety ryzyko depresji albo słyszy od niej o myślach samobójczych, a jedyne, co może jej zaproponować, to kilkumiesięczne czekanie na pomoc lub prywatna wizyta za kilkaset złotych” – podkreśla ekspertka.</p><p>To zdanie powinno wybrzmieć nie tylko w gabinetach polityków zdrowotnych, ale też w każdej poradni, przychodni i samorządzie. Bo jeśli państwo wymaga od personelu medycznego czujności, musi równocześnie dać mu narzędzia do działania. Samo rozpoznanie ryzyka bez realnej ścieżki pomocy przypomina alarm przeciwpożarowy w budynku, w którym nikt nie przewidział wyjścia ewakuacyjnego.</p><h2>„Przystanek Mama” pokazał, że pomoc nie musi być skomplikowana</h2><p>W Polsce przetestowano już rozwiązanie, które mogło stać się początkiem systemowej zmiany. W latach 2019–2023 realizowano program „Przystanek Mama”, finansowany ze środków Ministerstwa Zdrowia i Unii Europejskiej.</p><p>W jego ramach przeszkolone położne i pielęgniarki oceniały ryzyko depresji poporodowej, m.in. podczas wizyt patronażowych, szczepień dzieci czy pobytu matek na oddziałach neonatologicznych. Jeśli kobieta uzyskiwała podwyższony wynik w Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej albo sygnalizowała myśli o zrobieniu sobie krzywdy, mogła skorzystać z trzech bezpłatnych konsultacji psychologicznych.</p><p>Czas oczekiwania nie przekraczał dwóch tygodni. W zdrowiu psychicznym to nie jest szczegół organizacyjny. To bywa granica między kryzysem, który można zatrzymać, a kryzysem, który zaczyna żyć własnym, niszczącym rytmem.</p><p>Najbardziej poruszający jest efekt tej krótkiej interwencji. Jak wskazuje dr Chrzan-Dętkoś, po trzech konsultacjach około połowa kobiet przestawała należeć do grupy ryzyka depresji poporodowej. Trzy spotkania. Nie wielka reforma, nie monumentalna machina biurokratyczna, nie obietnica zapisana na papierze. Trzy realne rozmowy z psychologiem.</p><h2>System zakończył program, ale nie zakończył problemu</h2><p>Mimo pozytywnych rezultatów „Przystanek Mama” zakończył się w 2023 roku. I tu zaczyna się polski paradoks. Położne nadal mają obowiązek zwracania uwagi na stan psychiczny kobiety po porodzie, ale często nie mają dokąd skierować pacjentki, która potrzebuje natychmiastowego wsparcia.</p><p>W przypadku podejrzenia nowotworu funkcjonuje szybka ścieżka diagnostyczna. W przypadku depresji poporodowej podobnego mechanizmu powszechnie nie ma. A przecież w obu sytuacjach chodzi o życie.</p><p>To nie jest temat wyłącznie dla wielkich miast, klinik uniwersyteckich i specjalistycznych konferencji. To problem każdej społeczności, także lokalnej. W Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w mniejszych miejscowościach, gdzie dostęp do specjalistów bywa jeszcze trudniejszy, młoda matka często ma przed sobą wybór: czekać miesiącami, zapłacić prywatnie albo milczeć.</p><p>A milczenie w depresji bywa najgroźniejszym z objawów.</p><h2>Macierzyństwo pod presją mitu</h2><p>Depresja poporodowa rozwija się w świecie, który wciąż bardzo często oczekuje od matek roli niemal filmowej: kobieta ma być szczęśliwa, cierpliwa, wdzięczna, zadbana, czuła, spokojna i natychmiast gotowa do nowego życia. Jakby poród był nie tylko wydarzeniem medycznym i psychicznym, ale też egzaminem z doskonałości.</p><p>Tymczasem okres ciąży i pierwszych miesięcy po porodzie to czas ogromnej zmiany biologicznej, emocjonalnej i społecznej. Pojawia się przemęczenie, odpowiedzialność, lęk o dziecko, zaburzenia snu, ból, problemy z karmieniem, samotność, czasem trauma po porodzie albo napięcia w rodzinie. U części kobiet właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiają się zaburzenia depresyjne lub lękowe.</p><p>W kulturze lubimy obrazy Madonny z Dzieciątkiem, jasne, spokojne, pełne harmonii. Rzadziej chcemy widzieć kobietę, która płacze w łazience, bo boi się własnych myśli. A przecież ona też jest matką. I właśnie ona szczególnie potrzebuje pomocy, a nie oceny.</p><h2>Potrzebna szybka ścieżka pomocy po porodzie</h2><p>Eksperci wskazują, że rozwiązania są znane. Potrzebny jest powszechny system przesiewowego rozpoznawania ryzyka depresji poporodowej i szybki dostęp do konsultacji psychologicznych lub psychiatrycznych. Nie za pół roku. Nie „proszę szukać prywatnie”. Nie „może się samo poprawi”.</p><p>W Wielkiej Brytanii publiczny system ochrony zdrowia ma określony czas na zapewnienie pomocy kobietom, u których badania przesiewowe wskazują ryzyko depresji lub zaburzeń lękowych. W Polsce nadal brakuje podobnie jasnej i dostępnej ścieżki.</p><p>To szczególnie ważne, bo problemy psychiczne matki wpływają nie tylko na nią samą. Oddziałują także na rozwój dziecka, więź w rodzinie, relacje partnerskie, funkcjonowanie całego domu i koszty ponoszone później przez system ochrony zdrowia oraz pomoc społeczną.</p><h2>Wstyd nie może być elementem diagnozy</h2><p>Z badań przywoływanych przez dr Chrzan-Dętkoś wynika, że w Polsce na konsultacje zgłasza się jedynie niewielka część matek z grupy ryzyka. Ekspertka wskazuje na lęk przed stygmatyzacją, wysokie wymagania wobec matek i wciąż niski poziom świadomości społecznej dotyczący zdrowia psychicznego po porodzie.</p><p>To bardzo mocny sygnał. Kobiety nie zawsze milczą dlatego, że nie cierpią. Często milczą, bo boją się, że ktoś uzna je za „złe matki”. Boją się oceny rodziny, lekarza, sąsiadów, internetu. Boją się, że jeśli powiedzą prawdę, zostaną potraktowane jak zagrożenie, a nie jak osoba wymagająca leczenia i wsparcia.</p><p>Dlatego tak ważny jest język. Depresja poporodowa nie odbiera kobiecie godności. Nie przekreśla jej miłości do dziecka. Nie jest moralną winą. Jest chorobą i kryzysem, który trzeba rozpoznawać oraz leczyć.</p><h2>Nie wystarczy zapytać. Trzeba mieć dokąd zaprowadzić</h2><p>Najważniejszy wniosek z tej historii jest prosty i brutalny: Polska ma już doświadczenie, które pokazało, że szybka pomoc działa. Ma przeszkolonych ludzi, sprawdzone narzędzia, wyniki programu i rekomendacje. Brakuje decyzji, by uczynić z tego stały element opieki nad kobietą po porodzie.</p><p>Bo pytanie młodej matki o jej stan psychiczny ma sens tylko wtedy, gdy za tym pytaniem stoi realna pomoc. Inaczej staje się jeszcze jednym ciężarem. Jeszcze jednym formularzem. Jeszcze jednym dowodem, że system potrafi nazwać problem, ale nie zawsze potrafi objąć człowieka ramionami.</p><p>W sprawie depresji poporodowej nie chodzi o luksusowy dodatek do opieki okołoporodowej. Chodzi o bezpieczeństwo kobiet, dzieci i rodzin.</p><p>A czasem — dosłownie — o życie.</p><p><strong>Uwaga:</strong> jeśli kobieta po porodzie doświadcza myśli samobójczych, myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo obawia się, że może skrzywdzić dziecko, potrzebna jest pilna pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia należy dzwonić pod numer alarmowy 112 lub zgłosić się na najbliższy szpitalny oddział ratunkowy. Warto też jak najszybciej skontaktować się z lekarzem, położną, poradnią zdrowia psychicznego lub centrum interwencji kryzysowej.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspertka: lawinowo rośnie liczba dzieci z chorobami jelit (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55344,ekspertka-lawinowo-rosnie-liczba-dzieci-z-chorobami-jelit-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55344,ekspertka-lawinowo-rosnie-liczba-dzieci-z-chorobami-jelit-wywiad</guid>
            <pubDate>Fri, 29 May 2026 17:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspertka-lawinowo-rosnie-liczba-dzieci-z-chorobami-jelit-wywiad-1780069494.png</url>
                        <title>Ekspertka: lawinowo rośnie liczba dzieci z chorobami jelit (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55344,ekspertka-lawinowo-rosnie-liczba-dzieci-z-chorobami-jelit-wywiad</link>
                    </image><description>Coraz więcej dzieci w Polsce cierpi na nieswoiste choroby zapalne jelit, ale także na inne choroby związane z zaburzoną mikrobiotą jelit. Dzieci zaczynają chorować jak dorośli, rośnie liczba przypadków otyłości, kamicy przewodowej – powiedziała PAP prof. Aleksandra Banaszkiewicz z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>PAP: 29 maja przypada Światowy Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego. Przez lata choroby gastroenterologiczne kojarzyły się przede wszystkim z osobami dorosłymi. Tymczasem dziś coraz częściej słyszymy o dzieciach cierpiących na ciężkie, przewlekłe choroby jelit. Gdyby miała pani wskazać największe wyzwanie współczesnej gastroenterologii dziecięcej w Polsce, co by to było?</strong></p><p><strong>Prof. Aleksandra Banaszkiewicz: </strong>Chyba właśnie to, że dzieci zaczynają chorować jak dorośli. Mamy coraz więcej pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit, z otyłością, zaburzeniami metabolicznymi, ale też z chorobami związanymi z mikrobiotą, stylem życia czy przewlekłym stresem.</p><p>Jeszcze kilkadziesiąt lat temu największym zagrożeniem dla dzieci były choroby zakaźne, ciężkie biegunki i odwodnienie. Dziś infekcje nadal istnieją, ale dzięki antybiotykom, lepszemu nawadnianiu i postępowi medycyny przestały być aż tak dramatycznym problemem jak dawniej.</p><p>W ich miejsce pojawiły się natomiast choroby przewlekłe. I to jest ogromne wyzwanie, bo choroba przewlekła u dziecka wpływa właściwie na całe jego życie: rozwój fizyczny, psychikę, funkcjonowanie społeczne, edukację i przyszłość.</p><p><strong>PAP: Czy rzeczywiście obserwujemy w Polsce lawinowy wzrost liczby dzieci z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit?</strong></p><p>A.B.: Niestety tak to wygląda. Nie mamy dobrych badań epidemiologicznych dla całej Polski, ale z perspektywy klinicznej ten wzrost jest bardzo widoczny. I nie mówię o wzroście o kilka czy kilkanaście procent. W ciągu ostatnich dwóch dekad liczba dzieci, którymi opiekujemy się z powodu nieswoistych chorób zapalnych jelit, wzrosła kilkukrotnie.</p><p>Widzimy to praktycznie we wszystkich ośrodkach gastroenterologii dziecięcej w Polsce. Znamy się między sobą, rozmawiamy i wszyscy obserwujemy dokładnie ten sam trend.</p><p>Co ciekawe, podobną drogę wcześniej przeszły kraje wysoko rozwinięte Europy Zachodniej. Tam wzrost zachorowań zaczął się wcześniej, dziś w części państw sytuacja zaczyna się stabilizować. Polska natomiast nadal znajduje się w fazie bardzo dynamicznego wzrostu liczby zachorowań.</p><p>To paradoksalne, ale częściowo jest to także efekt zmian cywilizacyjnych. Wraz z rozwojem gospodarczym zmieniają się styl życia, sposób odżywiania, ekspozycja środowiskowa, poziom stresu i mikrobiota człowieka.</p><p><strong>PAP: Rodzice bardzo często pytają lekarzy: „Dlaczego moje dziecko zachorowało?”. Co współczesna nauka mówi dziś o przyczynach takich chorób jak celiakia, choroba Leśniowskiego-Crohna czy wrzodziejące zapalenie jelita grubego?</strong></p><p>A.B.: To jedno z najtrudniejszych pytań, bo uczciwa odpowiedź brzmi: nadal nie wiemy wszystkiego. Etiopatogeneza tych chorób jest bardzo złożona i nie została do końca wyjaśniona.</p><p>Wiemy jednak, że choroby te są wynikiem współoddziaływania czynników genetycznych, immunologicznych i środowiskowych. Nie istnieje jeden „gen choroby”. W przypadku nieswoistych chorób zapalnych jelit znamy już niemal sto genów zwiększających podatność na zachorowanie, ale one same w sobie nie są bezpośrednim „sprawcą” zachorowania.</p><p>Najprawdopodobniej wygląda to tak, że u osoby predysponowanej genetycznie dochodzi do nieprawidłowej odpowiedzi immunologicznej na bakterie obecne w jelicie. I tu dochodzimy do niezwykle ważnego pojęcia, czyli mikrobioty.</p><p><strong>PAP: Czyli organizm zaczyna walczyć sam ze sobą?</strong></p><p>A.B.: W pewnym sensie tak. Proszę pamiętać, że nasze jelita są zasiedlone przez ogromną liczbę bakterii, które normalnie są dla nas korzystne albo neutralne. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzi do zaburzenia bariery ochronnej jelita.</p><p>Mówiąc bardzo obrazowo — „rozszczelnia się” warstwa ochronna błony śluzowej. Bakterie i ich metabolity zaczynają przenikać głębiej, a układ odpornościowy uruchamia przewlekły stan zapalny.</p><p>I właśnie wtedy organizm zaczyna reagować na coś, co normalnie powinno być tolerowane. Powstaje cała kaskada reakcji zapalnej, która prowadzi do uszkodzenia jelita, ale często również innych narządów.</p><p>Bo trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć: nieswoiste choroby zapalne jelit to nie są wyłącznie choroby jelita. To są choroby całego organizmu. Mogą obejmować stawy, wątrobę, skórę, oczy, a czasami nawet mięsień sercowy.</p><p><strong>PAP: Dlaczego przebieg takich chorób u dzieci bywa szczególnie gwałtowny?</strong></p><p>A.B.: Ponieważ dziecko znajduje się w fazie intensywnego wzrostu i dojrzewania. Organizm młodego człowieka potrzebuje ogromnych ilości energii oraz składników odżywczych do prawidłowego rozwoju. Tymczasem przewlekły stan zapalny działa jak ogromny złodziej energii. Organizm zamiast rosnąć i dojrzewać, przez cały czas walczy z chorobą.</p><p>Dlatego u dzieci z przewlekłymi chorobami jelit często obserwujemy zahamowanie wzrastania, utratę masy ciała, niedobory pokarmowe czy opóźnione dojrzewanie. I bardzo często właśnie zaburzenia wzrostu są pierwszym sygnałem alarmowym.</p><p><strong>PAP: Jakie objawy powinny szczególnie zaniepokoić rodziców?</strong></p><p>A.B.: Tak zwanymi czerwonymi flagami są przede wszystkim: zahamowanie wzrastania, utrata masy ciała, przewlekłe bóle brzucha, przewlekła biegunka, krew w stolcu, wymioty, osłabienie czy żółtaczka. Czasami dziecko pozornie funkcjonuje dobrze — chodzi do szkoły, jest aktywne — ale nagle przestaje rosnąć albo przestaje przybierać na masie ciała. To zawsze wymaga bardzo dokładnej diagnostyki.</p><p><strong>PAP: W świecie nauki ogromnie dużo mówi się dziś o osi jelitowo-mózgowej oraz mikrobiocie. Czy rzeczywiście bakterie jelitowe mogą wpływać aż tak mocno na zdrowie człowieka?</strong></p><p>A.B.: Jestem o tym głęboko przekonana. Wszystko wskazuje na to, że mikrobiota wpływa nie tylko na przewód pokarmowy, ale właściwie na funkcjonowanie całego organizmu. To, jak żyjemy, co jemy, jak śpimy, jak dużo się ruszamy i jak bardzo jesteśmy narażeni na stres, wpływa na skład mikrobioty jelitowej. A mikrobiota wpływa później na odporność, metabolizm, funkcjonowanie mózgu, psychikę i ryzyko wielu chorób.</p><p>Nieprzypadkowo przypisuje się Hipokratesowi zdanie, że „wszystkie choroby zaczynają się w jelitach”. Dziś zaczynamy rozumieć, że rzeczywiście jest w tym bardzo dużo prawdy.</p><p><strong>PAP: Czy współczesny styl życia rzeczywiście niszczy jelita dzieci?</strong></p><p>A.B.: Niestety w dużej mierze tak. Wysoko przetworzona żywność, konserwanty, nadmiar cukru, słodzone napoje, brak ruchu — wszystko to wpływa negatywnie zarówno na mikrobiotę, jak i na błonę śluzową jelit. Rodzice często nie zdają sobie sprawy, jak ogromne znaczenie mają codzienne nawyki. Naprawdę nie musimy codziennie kupować dzieciom chipsów, słodzonych napojów czy wysoko przetworzonej żywności.</p><p>Można pić wodę. Można starać się jeść produkty dobrej jakości. Można zachęcać dzieci do ruchu. To brzmi banalnie, ale właśnie te podstawowe rzeczy mają największe znaczenie dla zdrowia.</p><p><strong>PAP: A modne produkty „zero cukru” i napoje ze słodzikami?</strong></p><p>A.B.: To nie jest zdrowa alternatywa. Produkty zawierające sztuczne substancje słodzące również wpływają na mikrobiotę jelitową i mogą zaburzać naturalne funkcjonowanie przewodu pokarmowego. To, że coś nie zawiera sacharozy, nie oznacza, że jest zdrowe.</p><p><strong>PAP: Coraz częściej mówi się również o nowotworach jelita grubego u bardzo młodych osób. Czy ten problem zaczyna dotyczyć także dzieci?</strong></p><p>A.B.: Na szczęście nowotwory jelita grubego u dzieci nadal są rzadkie, ale coraz częściej pojawiają się u młodych dorosłych. Część przypadków raka jelita grubego wynika z predyspozycji genetycznych, ale znaczenie ma także przewlekły stan zapalny.</p><p><strong>PAP: Jakie błędy rodzice popełniają dziś najczęściej?</strong></p><p>A.B.: Najczęściej są to błędy związane ze stylem życia. Zła dieta, wysoko przetworzona żywność, nadmiar cukru, brak ruchu i ogromna ilość stresu. Dzieci są dziś często wszędzie dowożone samochodami, spędzają mnóstwo czasu przed ekranami, mało się ruszają. Tymczasem aktywność fizyczna ma gigantyczne znaczenie także dla zdrowia jelit i mikrobioty.</p><p><strong>PAP: Jak rodzice mogą wspierać dzieci z przewlekłymi chorobami jelit?</strong></p><p>A.B.: Przede wszystkim muszą pamiętać, że to są choroby niezwykle obciążające psychicznie. Dziecko z przewlekłymi bólami brzucha, biegunkami czy koniecznością stosowania restrykcyjnej diety często czuje się wykluczone i zawstydzone.</p><p>Dlatego potrzebujemy nie tylko leczenia farmakologicznego, ale również wsparcia psychologicznego, większej edukacji szkół i większej społecznej wrażliwości. Dobrze jest także włączać dziecko, oczywiście dostosowując do jego wieku i możliwości zrozumienia, w proces diagnostyki i leczenia.</p><p><strong>PAP: Czy polski system ochrony zdrowia nadąża za tym problemem?</strong></p><p>A.B.: Nadal mamy ogromne braki kadrowe i organizacyjne. Gastroenterologów dziecięcych jest w Polsce coraz więcej, ale nadal za mało. Kolejki do specjalistów są długie, a w chorobach przewlekłych czas ma ogromne znaczenie.</p><p>Potrzebujemy także zmian systemowych dotyczących funkcjonowania dzieci przewlekle chorych w szkołach i przedszkolach — choćby dostępu do odpowiednich diet czy jasnych procedur podawania leków. Ponadto, brakuje ustrukturyzowanego „przejścia w dorosłość” dzieci z chorobami przewlekłymi – czyli z opieki gastrologa dziecięcego do opieki gastrologa osób dorosłych.</p><p><strong>PAP: Gdyby mogła pani skierować jeden apel do rodziców i jeden do decydentów — co by pani powiedziała?</strong></p><p>A.B.: Rodzicom powiedziałabym: obserwujcie swoje dzieci i nie lekceważcie sygnałów wysyłanych przez ich organizmy. Zdrowe jedzenie, ruch i codzienne nawyki naprawdę mają znaczenie. A decydentom — że inwestycja w zdrowie dzieci jest inwestycją w przyszłość całego społeczeństwa. Jeśli nie zaczniemy działać odpowiednio wcześnie, będziemy mieli coraz więcej ciężko chorych młodych ludzi.</p><p>Jelita dzieci są dziś trochę papierkiem lakmusowym współczesnego świata. Widać w nich wszystko: nasz pośpiech, stres, sposób odżywiania, brak ruchu i przeciążenie organizmu bodźcami. Bardzo długo wydawało nam się, że dzieciństwo samo w sobie chroni przed chorobami cywilizacyjnymi. Dzisiaj już wiemy, że niestety tak nie jest.</p><p style="text-align:right;">Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jedna trzecia kobiet doświadczyła przemocy. Ekspertka CMKP mówi wprost: lekarze muszą umieć rozmawiać z pacjentkami po gwałcie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55342,jedna-trzecia-kobiet-doswiadczyla-przemocy-ekspertka-cmkp-mowi-wprost-lekarze-musza-umiec-rozmawiac-z-pacjentkami-po-gwa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55342,jedna-trzecia-kobiet-doswiadczyla-przemocy-ekspertka-cmkp-mowi-wprost-lekarze-musza-umiec-rozmawiac-z-pacjentkami-po-gwa</guid>
            <pubDate>Fri, 29 May 2026 17:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jedna-trzecia-kobiet-doswiadczyla-przemocy-ekspertka-cmkp-mowi-wprost-lekarze-musza-umiec-rozmawia-1780067862.png</url>
                        <title>Jedna trzecia kobiet doświadczyła przemocy. Ekspertka CMKP mówi wprost: lekarze muszą umieć rozmawiać z pacjentkami po gwałcie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55342,jedna-trzecia-kobiet-doswiadczyla-przemocy-ekspertka-cmkp-mowi-wprost-lekarze-musza-umiec-rozmawiac-z-pacjentkami-po-gwa</link>
                    </image><description>To nie jest temat z marginesu statystyk ani odległa historia z policyjnego komunikatu. Przemoc seksualna wobec kobiet jest jednym z tych zjawisk, które zbyt często dzieją się po cichu — za drzwiami mieszkań, w relacjach zależności, w miejscach, gdzie ofiara zostaje sama z lękiem, wstydem i pytaniem, czy ktokolwiek jej uwierzy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Prof. Katarzyna Kosińska-Kaczyńska z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego przypomina, że jedna trzecia kobiet na świecie choć raz doświadczyła przemocy seksualnej. To oznacza, że lekarz ginekolog — w gabinecie, poradni, szpitalnej izbie przyjęć — nie spotyka się z takim przypadkiem „wyjątkowo”. Spotyka się z rzeczywistością, która jest częścią codziennej medycyny. I właśnie dlatego powinien wiedzieć nie tylko, jak wykonać badanie, ale też jak nie skrzywdzić pacjentki po raz drugi.</p><h2><strong>Nie tylko badanie. Także sposób rozmowy</strong></h2><p>Ekspertka zwraca uwagę, że dla wielu kobiet <strong>ginekolog jest jedynym lekarzem, z którym mają regularny kontakt</strong>. To właśnie w takim gabinecie może paść pierwsze zdanie, które ofiara przemocy mówi komukolwiek. Może też nie paść żadne — jeśli lekarz nie stworzy przestrzeni bezpieczeństwa.</p><p>W przypadku kobiety po gwałcie lekarz musi przeprowadzić badanie, zabezpieczyć materiał dowodowy, poinformować o możliwych procedurach i pomocy. Ale równie ważne jest to, w jaki sposób mówi, pyta i reaguje. Jedno nieuważne zdanie potrafi zabrzmieć jak oskarżenie. Jedno ponaglenie — jak odebranie kontroli. Jedno lekceważące spojrzenie — jak powtórzenie przemocy innymi środkami.</p><p>W literaturze i kinie trauma często wraca obrazami: niedokończoną sceną, dźwiękiem za ścianą, pytaniem, które nie przestaje brzmieć. W gabinecie lekarskim nie ma miejsca na teatralność. Jest za to miejsce na profesjonalizm, spokój i elementarną uważność.</p><h2><strong>CMKP przygotowało szkolenie dla ginekologów</strong></h2><p>Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego przygotowało szkolenie pod tytułem <strong>„Rozpoznawanie i postępowanie w przypadku przemocy seksualnej wobec dziewczynek i kobiet w praktyce ginekologiczno-położniczej”</strong>. Kurs zaplanowano na <strong>8 i 9 czerwca</strong> i ma być dostępny online.</p><p>Szkolenie skierowane jest do lekarzy ginekologów-położników — zarówno w trakcie specjalizacji, jak i po jej zakończeniu. Program obejmuje m.in. aspekty prawne związane z przyjmowaniem zgłoszeń i kontaktem z policją, procedury medyczne, badanie, zabezpieczenie materiału dowodowego oraz blok dotyczący komunikacji i wsparcia psychologicznego.</p><p>To ważne, bo — jak wskazuje prof. Kosińska-Kaczyńska — podczas studiów medycznych i specjalizacji lekarze w Polsce nie są systemowo przygotowywani do kompleksowego postępowania w takich sytuacjach. Tymczasem pacjentka po przemocy seksualnej nie przychodzi wyłącznie z obrażeniami. Przychodzi z doświadczeniem naruszenia granic, ciała, godności i poczucia bezpieczeństwa.</p><h2><strong>Prawo coraz wyraźniej mówi o zgodzie</strong></h2><p>W tle tej debaty jest także zmiana języka prawa. Zgwałcenie i wymuszenie czynności seksualnej reguluje <strong>art. 197 Kodeksu karnego</strong>. Obecne brzmienie przepisu akcentuje nie tylko przemoc, groźbę bezprawną czy podstęp, ale również działanie mimo braku zgody osoby pokrzywdzonej. To istotne przesunięcie: z pytania „czy ofiara stawiała opór?” na pytanie „czy była zgoda?”.</p><p>Za zgwałcenie grozi kara pozbawienia wolności. W praktyce jednak samo istnienie przepisu nie wystarczy. Potrzebne są procedury, dostępna pomoc, dobrze przygotowane służby i lekarze, którzy rozumieją, że pacjentka po przemocy nie jest „przypadkiem medycznym”, lecz osobą w kryzysie.</p><h2><strong>Wiele kobiet nie zgłasza przemocy</strong></h2><p>Prof. Kosińska-Kaczyńska podkreśla, że dane dotyczące przemocy są szacunkowe, bo wiele kobiet nigdy nie zgłasza tego, co je spotkało. Powody są bolesne i dobrze znane: strach przed przeciągającym się postępowaniem, obawa, że sprawa zakończy się bez konsekwencji dla sprawcy, wstyd przed rodziną, znajomymi, sąsiadami.</p><p>W małych i średnich miastach, także takich jak Tomaszów Mazowiecki, dochodzi do tego jeszcze jeden ciężar: poczucie, że „wszyscy się znają”. Że sprawa wyjdzie poza gabinet, komisariat, prokuraturę. Że ofiara stanie się tematem rozmów. Dlatego tak ważne jest, aby system działał dyskretnie, profesjonalnie i bez moralizowania.</p><h2><strong>Gdzie szukać pomocy?</strong></h2><p>Osoby doświadczające przemocy seksualnej lub przemocy domowej mogą szukać pomocy w instytucjach publicznych i organizacjach pozarządowych. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia należy dzwonić pod numer alarmowy <strong>112</strong>.</p><p>Warto korzystać także z ogólnopolskich form wsparcia: telefonów zaufania, organizacji specjalizujących się w pomocy kobietom po przemocy, punktów nieodpłatnej pomocy prawnej oraz ośrodków interwencji kryzysowej. W powiecie tomaszowskim informacji o lokalnych formach wsparcia należy szukać m.in. przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i instytucje zajmujące się przeciwdziałaniem przemocy domowej.</p><p>Najważniejsze zdanie, które powinno wybrzmieć mocniej niż wszystkie statystyki, jest proste: <strong>osoba po przemocy nie jest winna temu, co ją spotkało</strong>. Winę ponosi sprawca. Zadaniem lekarza, policjanta, prokuratora, psychologa i całego systemu jest nie dokładać ofierze kolejnego ciężaru.</p><p>Bo po przemocy seksualnej człowiek nie potrzebuje przesłuchania w tonie podejrzenia. Potrzebuje bezpieczeństwa. A dobrze przygotowany lekarz może być pierwszą osobą, która to bezpieczeństwo zacznie przywracać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czy jelita płacą rachunek za żywność z laboratorium? Prof. Rydzewska ostrzega przed dodatkami do jedzenia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55340,czy-jelita-placa-rachunek-za-zywnosc-z-laboratorium-prof-rydzewska-ostrzega-przed-dodatkami-do-jedzenia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55340,czy-jelita-placa-rachunek-za-zywnosc-z-laboratorium-prof-rydzewska-ostrzega-przed-dodatkami-do-jedzenia</guid>
            <pubDate>Fri, 29 May 2026 16:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czy-jelita-placa-rachunek-za-zywnosc-z-laboratorium-prof-rydzewska-ostrzega-przed-dodatkami-do-jed-1780066447.png</url>
                        <title>Czy jelita płacą rachunek za żywność z laboratorium? Prof. Rydzewska ostrzega przed dodatkami do jedzenia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55340,czy-jelita-placa-rachunek-za-zywnosc-z-laboratorium-prof-rydzewska-ostrzega-przed-dodatkami-do-jedzenia</link>
                    </image><description>Dodatki do żywności stosowane jako emulgatory, zagęstniki i wypełniacze mogą przyczyniać się do lawinowego wzrostu zachorowań na nieswoiste choroby zapalne jelit – alarmuje prof. Grażyna Rydzewska, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii. W Światowy Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego lekarze przypominają, że jelita nie są tylko „rurą trawienną”, ale jednym z najważniejszych frontów naszej odporności.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Choroby młodych ludzi, które potrafią odebrać normalne życie</h2><p>Nieswoiste choroby zapalne jelit, czyli przede wszystkim <strong>choroba Leśniowskiego-Crohna</strong> oraz <strong>wrzodziejące zapalenie jelita grubego</strong>, należą do schorzeń autoimmunologicznych. Organizm zaczyna reagować przeciwko własnym tkankom, a stan zapalny w przewodzie pokarmowym zmienia codzienność chorego w walkę, o której rzadko mówi się głośno.</p><p>To nie jest zwykły ból brzucha. Pacjenci zmagają się z częstymi biegunkami, niekiedy z krwią, silnymi bólami brzucha, spadkiem masy ciała, niedokrwistością i wyniszczeniem. Chorobie mogą towarzyszyć także objawy skórne, okulistyczne, reumatologiczne czy zmiany w jamie ustnej. W ciężkich przypadkach przewlekły stan zapalny prowadzi do przetok, zwężeń jelita i operacji, które skracają przewód pokarmowy.</p><p>Najbardziej przejmujące jest to, że diagnozę słyszą często ludzie bardzo młodzi – między 15. a 40. rokiem życia. W wieku, w którym planuje się studia, pracę, rodzinę i podróże, choroba potrafi zamknąć człowieka w mieszkaniu, podporządkować rytm dnia toalecie i sprawić, że zwykłe wyjście z domu staje się logistyczną wyprawą niczym z kina drogi, tylko bez romantycznej muzyki w tle.</p><h2>Światowy Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego</h2><p>Co roku <strong>29 maja obchodzony jest Światowy Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego</strong>. To inicjatywa Światowej Organizacji Gastroenterologii, która ma przypominać, że choroby przewodu pokarmowego nie są tematem wstydliwym, lecz medycznym, społecznym i cywilizacyjnym.</p><p>W przypadku NChZJ lekarze coraz częściej mówią nie tylko o genetyce, ale także o środowisku, stylu życia i żywności wysoko przetworzonej. Prof. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie oraz wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, zwraca uwagę, że zachorowań gwałtownie przybywało najpierw w Ameryce Północnej i Europie, a dziś podobny trend obserwowany jest w Azji.</p><p>Ten proces bywa określany jako „fenomen azjatycki” lub „fenomen chiński”. Pierwszy przypadek NChZJ w Chinach odnotowano w 1978 roku, czyli ponad sto lat po pierwszym przypadku opisanym w Europie. Gdy kraje azjatyckie przejmują zachodni model żywienia, rośnie także liczba chorób wcześniej uznawanych tam za rzadkie.</p><h2>Emulgatory, zagęstniki, wypełniacze. Co znajduje się w jedzeniu?</h2><p>Zdaniem prof. Rydzewskiej badania wskazują, że ogromne znaczenie mogą mieć nie tylko kalorie czy proporcje tłuszczu, cukru i białka, lecz także <strong>dodatki technologiczne obecne w żywności</strong>. Chodzi m.in. o substancje poprawiające konsystencję, kolor, trwałość albo „ładny wygląd” produktu.</p><p>Wśród dodatków wymienianych przez specjalistkę znalazły się m.in. <strong>karagen</strong>, obecny w części słodyczy i produktów przetworzonych, <strong>polisorbat</strong>, stosowany jako emulgator w napojach smakowych, sosach, dressingach, majonezach, lodach i słodyczach, a także <strong>karboksymetyloceluloza</strong>, używana jako zagęstnik, wypełniacz, emulgator, błonnik pokarmowy lub substancja zapobiegająca zbrylaniu.</p><p>Prof. Rydzewska wskazuje również na <strong>dwutlenek tytanu E171</strong>, który w Unii Europejskiej nie może być już stosowany jako dodatek do żywności. Europejski zakaz wynikał z decyzji podjętych po ocenie Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności. W praktyce oznacza to, że E171 został wycofany z żywności w UE po okresie przejściowym w 2022 roku, choć produkty wprowadzone wcześniej do obrotu mogły pozostawać na rynku do końca swojej daty ważności.</p><p>To ważne rozróżnienie, bo w debacie publicznej łatwo pomylić dwie rzeczy: zakaz dodawania substancji do nowo produkowanej żywności i obecność starszych produktów, które trafiły do obrotu przed zakończeniem okresu przejściowego.</p><h2>„Light” nie zawsze znaczy zdrowiej</h2><p>Specjalistka zwraca uwagę także na modę na produkty „light”, słodzone zamiennikami cukru albo reklamowane jako lżejsza wersja znanych przekąsek. Problem polega na tym, że „mniej cukru” nie zawsze oznacza „lepiej dla organizmu”. Czasem oznacza po prostu więcej chemii technologicznej, która ma utrzymać smak, strukturę i atrakcyjność produktu.</p><p>Dla rodziców z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic to temat bardzo praktyczny. Kolorowe słodycze, żelki, posypki, lody, napoje smakowe, gotowe sosy i przekąski nie są przecież egzotyką z folderów reklamowych wielkich miast. Są na półkach sklepów, w tornistrach, na urodzinach, przy kasach i w paczkach „na drogę”. Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry, jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy. W tym przypadku oswoiliśmy dzieci z żywnością, która często bardziej przypomina projekt technologiczny niż posiłek.</p><h2>Dieta jako część leczenia, nie internetowa moda</h2><p>Prof. Rydzewska podkreśla, że <strong>zdrowa dieta bazująca na świeżych produktach</strong> i wykluczająca produkty alergizujące oraz prozapalne jest kluczowa w leczeniu nieswoistych chorób zapalnych jelit. Nie chodzi jednak o przypadkowe porady z mediów społecznościowych ani modne głodówki. W przypadku chorób przewlekłych dieta musi być prowadzona rozważnie, najlepiej pod opieką lekarza i dietetyka klinicznego.</p><p>Zespół prof. Rydzewskiej opublikował w 2021 roku w czasopiśmie „Nutrients” badanie dotyczące zastosowania diety eliminacyjnej u dorosłych pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Według specjalistki wyniki wskazały na wysoką skuteczność w wywoływaniu remisji bez konieczności stosowania leków steroidowych u części pacjentów. Dieta opierała się na świeżych produktach i eliminowała składniki znane z działania alergizującego lub prozapalnego.</p><p>To nie jest powrót do medycyny ludowej, lecz jeden z kierunków nowoczesnej gastroenterologii: szukanie odpowiedzi na pytanie, czy jelita można leczyć także przez odbudowę środowiska, w którym funkcjonują.</p><h2>Projekt INTERCEPT: wykryć chorobę, zanim zaatakuje</h2><p>Naukowcy idą krok dalej. Prof. Rydzewska koordynuje w Polsce projekt badawczy <strong>INTERCEPT</strong>, finansowany ze środków europejskich. Jego celem jest szybsza identyfikacja osób narażonych na chorobę Leśniowskiego-Crohna i opracowanie interwencji, które mogłyby zmniejszyć ryzyko rozwoju choroby.</p><p>Badacze poszukują biomarkerów, które pozwoliłyby wykrywać zagrożenie wiele lat przed pojawieniem się objawów. To medycyna działająca jak system wczesnego ostrzegania – nie czekać, aż pożar obejmie cały dom, lecz zauważyć dym, zanim będzie za późno.</p><p>Do projektu zapraszani są zdrowi krewni pierwszego stopnia pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna, w wieku od 18 do 35 lat. Od uczestników pobierane są próbki krwi i kału. Naukowcy chcą sprawdzić, czy dzięki panelowi biomarkerów można wskazać osoby najbardziej zagrożone, a następnie ocenić, czy odpowiednia interwencja, w tym dieta, może zapobiec rozwojowi pełnoobjawowej choroby.</p><h2>Co powinno zaniepokoić?</h2><p>Lekarze apelują, by nie bagatelizować objawów, które utrzymują się lub nawracają. Szczególnie niepokojące są przewlekłe biegunki, krew w stolcu, niewyjaśnione chudnięcie, niedokrwistość, bóle brzucha, nocne wybudzenia z powodu dolegliwości jelitowych oraz objawy pozajelitowe, takie jak bóle stawów, zmiany skórne czy problemy okulistyczne.</p><p>W takich sytuacjach nie warto leczyć się samodzielnie ani odkładać wizyty u lekarza „po świętach”, „po urlopie” czy „jak przejdzie”. NChZJ to choroby, w których czas ma znaczenie. Im wcześniejsza diagnoza, tym większa szansa na ograniczenie powikłań.</p><h2>Prawo, etykieta i odpowiedzialność</h2><p>W Unii Europejskiej stosowanie dodatków do żywności jest regulowane prawnie, a substancje dopuszczane do użycia muszą być oceniane pod kątem bezpieczeństwa. Przykład E171 pokazuje jednak, że nauka nie stoi w miejscu. To, co przez lata funkcjonowało w przemyśle spożywczym, może po nowych analizach zostać ograniczone albo wycofane.</p><p>Dla konsumenta najważniejsze są dwie rzeczy: czytać etykiety i nie mylić jedzenia z produktem jedzeniopodobnym. Świeże warzywa, owoce, proste produkty, domowe posiłki i ograniczenie wysoko przetworzonej żywności nie brzmią efektownie jak reklama suplementu, ale często są bliżej zdrowego rozsądku niż najmodniejszy trend z internetu.</p><p>W świecie, w którym sklepowa półka świeci kolorami jak scena z „Blade Runnera”, jelita mogą być ostatnim miejscem, gdzie prawda o naszym stylu życia zostaje zapisana bez retuszu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Stopa to fundament ciała. Poradnik o wkładkach ortopedycznych  i badaniu stóp]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55338,stopa-to-fundament-ciala-poradnik-o-wkladkach-ortopedycznych-i-badaniu-stop</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55338,stopa-to-fundament-ciala-poradnik-o-wkladkach-ortopedycznych-i-badaniu-stop</guid>
            <pubDate>Fri, 29 May 2026 16:08:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-stopa-to-fundament-ciala-poradnik-o-wkladkach-ortopedycznych-i-badaniu-stop-1780064722.png</url>
                        <title>Stopa to fundament ciała. Poradnik o wkładkach ortopedycznych  i badaniu stóp</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55338,stopa-to-fundament-ciala-poradnik-o-wkladkach-ortopedycznych-i-badaniu-stop</link>
                    </image><description>Ból stóp po całym dniu pracy, ciężkie nogi, pieczenie pięt, odciski, przeciążone kolana, biodra albo kręgosłup — często traktujemy je jak zwykłe zmęczenie. Tymczasem problem bywa ukryty niżej, dokładnie tam, gdzie zaczyna się każdy ruch: w ustawieniu stóp. To one są pierwszym kontaktem ciała z podłożem. Jeśli ten fundament pracuje nierówno, konsekwencje mogą iść w górę niczym fałszywa nuta w dobrze znanej melodii — przez kostkę, kolano, biodro, aż po plecy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dlatego coraz więcej osób sięga po <strong>wkładki ortopedyczne</strong>, dostępne w Tomaszowie Mazowieckim w <strong>Twoim Sklepie Medycznym przy ul. Słowackiego 4</strong>, który jest autoryzowanym dystrybutorem wkładek m.in. marki Footmate. To rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą zgadywać, czy problemem jest but, przeciążenie, płaskostopie, koślawość pięt czy niewłaściwe podparcie łuku stopy. Warto zacząć od rozmowy ze specjalistą i badania stóp.</p><h3><strong>Stopa — niewielka konstrukcja, wielka odpowiedzialność</strong></h3><p>Stopa nie jest tylko „końcówką” nogi. To skomplikowany mechanizm podporowy i amortyzujący, który każdego dnia przyjmuje tysiące mikrowstrząsów. Pracuje, gdy idziemy do pracy, stoimy w kolejce, biegniemy po schodach, prowadzimy dziecko do szkoły, trenujemy, spacerujemy po Tomaszowie, Niebieskich Źródłach czy nad Pilicą.</p><p>Jeżeli stopa ustawia się nieprawidłowo, może dochodzić do przeciążeń. U jednych objawia się to bólem pięty, u innych zmęczeniem łydek, bólem śródstopia, kolan, bioder albo odcinka lędźwiowego. Właśnie dlatego wkładki ortopedyczne nie powinny być traktowane jak zwykły dodatek do obuwia. Dobrze dobrana wkładka może wspierać prawidłowe ustawienie stopy, poprawiać komfort chodu i pomagać w rozłożeniu nacisków.</p><h3><strong>Czym są wkładki ortopedyczne?</strong></h3><p><strong>Wkładki ortopedyczne</strong> to specjalnie wyprofilowane elementy umieszczane wewnątrz obuwia. Ich zadaniem może być m.in. podparcie łuków stopy, stabilizacja pięty, poprawa komfortu chodzenia, amortyzacja wstrząsów oraz wspieranie bardziej prawidłowego rozkładu nacisku podczas stania, marszu czy aktywności sportowej.</p><p>W ofercie znajdują się m.in. wkładki i produkty przeznaczone dla osób z płaskostopiem, koślawością stóp, halluksami, ostrogą piętową, przeciążeniami, bólem stóp, kolan i kręgosłupa, a także modele poprawiające komfort codziennego użytkowania obuwia. Producent opisuje m.in. wkładki o sztywnym profilu podnoszącym łuk podłużny stopy, rozwiązania stabilizujące piętę i staw skokowy, wkładki z elementami żelowymi pod piętą i śródstopiem oraz produkty wykonane z pianki EVA, żelu czy silikonu medycznego.</p><blockquote><p><strong>&nbsp;„Wkładka komfortowa poprawia wygodę buta, natomiast dobrze dobrana wkładka ortopedyczna pracuje z całą stopą. Jej zadaniem jest nie tylko amortyzacja, ale też podparcie łuków, stabilizacja pięty i lepsze rozłożenie nacisku. To różnica między miękką poduszką w bucie a rozwiązaniem dopasowanym do biomechaniki chodu.”</strong></p></blockquote><h3><strong>Gotowe wkładki a indywidualne dopasowanie — różnica jest zasadnicza</strong></h3><p>Wkładki kupowane „z półki” mogą być pomocne, gdy potrzebujemy podstawowej amortyzacji, poprawy komfortu albo wsparcia przy typowych problemach. Mają określone rozmiary i przeznaczenie: np. dla płaskostopia podłużnego, halluksów, wrażliwych stóp, przeciążeń pięty czy śródstopia.</p><p><strong>Indywidualne wkładki ortopedyczne</strong> idą krok dalej. Ich sens polega na tym, że nie dobiera się ich wyłącznie według numeru buta, lecz według konkretnej stopy, sposobu obciążania, ustawienia pięty, pracy łuków, asymetrii i dolegliwości zgłaszanych przez pacjenta. To trochę jak z garniturem: gotowy może dobrze leżeć, ale dopiero dopasowany do sylwetki zaczyna pracować razem z człowiekiem.</p><p>W praktyce specjalista może ocenić, czy wystarczające będą gotowe wkładki np. FootMate, czy warto rozważyć rozwiązanie indywidualne po badaniu stóp i analizie biomechanicznej.</p><h3><strong>Jak wygląda proces diagnostyki i dopasowania wkładek?</strong></h3><p>Profesjonalne podejście nie powinno zaczynać się od pytania: „Jaki rozmiar buta?”. Powinno zaczynać się od rozmowy: gdzie boli, kiedy boli, jak długo trwa problem, w jakich butach chodzimy, czy pracujemy na stojąco, czy uprawiamy sport, czy mamy zdiagnozowane wady postawy, płaskostopie, koślawość pięt, halluksy albo przeciążenia.</p><p>Typowy proces może obejmować kilka etapów:</p><p><strong>Badanie stóp i wywiad</strong> — specjalista pyta o dolegliwości, tryb życia, rodzaj pracy, aktywność fizyczną, wcześniejsze urazy i używane obuwie.</p><p><strong>Ocena ustawienia stóp</strong> — sprawdzane może być ułożenie pięty, łuk podłużny i poprzeczny, koślawość lub szpotawość, punkty przeciążenia, stabilność oraz sposób obciążania stopy.</p><p><strong>Analiza biomechaniczna</strong> — w zależności od dostępnej technologii może obejmować ocenę statyczną i dynamiczną, czyli to, jak stopa zachowuje się podczas stania oraz ruchu.</p><p><strong>Dobór albo projekt wkładki</strong> — na podstawie wyniku badania specjalista może zaproponować konkretny model gotowej wkładki albo rozwiązanie indywidualne.</p><p><strong>Dopasowanie do obuwia</strong> — wkładka musi współpracować z butem. Innego podejścia wymaga obuwie codzienne, innego sportowe, szkolne, robocze czy eleganckie.</p><p><strong>Kontrola komfortu</strong> — dobrze dobrana wkładka nie powinna być przypadkowym „podwyższeniem” w bucie. Ma wspierać stopę, ale nie może powodować narastającego dyskomfortu. W niektórych przypadkach organizm potrzebuje krótkiego okresu adaptacji.</p><blockquote><p><strong>&nbsp;„Do sprawdzenia ustawienia stóp powinny skłonić nie tylko bóle samych stóp, ale też szybkie męczenie się nóg, nierównomierne ścieranie obuwia, bóle kolan, bioder czy kręgosłupa. Stopa jest fundamentem całego układu ruchu — jeśli pracuje nieprawidłowo, przeciążenia mogą przenosić się wyżej. Dobrze dobrana wkładka może wspierać prawidłowe podparcie, stabilizację i komfort codziennego chodzenia.”</strong></p></blockquote><h3><strong>Dla kogo mogą być wkładki?</strong></h3><p>Wkładki ortopedyczne i profilaktyczne mogą być rozważane przez bardzo różne grupy osób. Nie chodzi wyłącznie o sportowców czy pacjentów po urazach. Często największe przeciążenia dotyczą ludzi, którzy po prostu przez wiele godzin stoją, chodzą albo pracują na twardym podłożu.</p><p><strong>Dzieci</strong> — szczególnie wtedy, gdy rodzice obserwują koślawienie pięt, szybkie ścieranie obuwia, niechęć do dłuższego chodzenia, częste potykanie się albo podejrzenie płaskostopia. W przypadku dzieci decyzję zawsze warto konsultować ze specjalistą, bo stopa rozwija się wraz z całym układem ruchu.</p><p><strong>Dorośli pracujący na stojąco</strong> — sprzedawcy, fryzjerzy, pracownicy produkcji, gastronomii, ochrony, opieki, służby zdrowia. Długie godziny na nogach potrafią bezlitośnie obnażyć słabe punkty stóp.</p><p><strong>Seniorzy</strong> — u osób starszych komfort chodu ma ogromne znaczenie dla samodzielności, stabilności i poczucia bezpieczeństwa. Wkładki mogą wspierać amortyzację i wygodę, ale powinny być dobrane ostrożnie, zwłaszcza przy chorobach współistniejących.</p><p><strong>Sportowcy i osoby aktywne</strong> — bieganie, trening siłowy, piłka nożna, fitness czy intensywne spacery zwiększają obciążenia. FootMate oferuje m.in. wkładki polecane również do obuwia sportowego oraz rozwiązania żelowe absorbujące wstrząsy podczas chodzenia i biegania.</p><p><strong>Osoby z bólem stóp, kolan, bioder lub pleców</strong> — gdy dolegliwości powtarzają się, nasilają po chodzeniu albo pojawiają się po zmianie obuwia, warto sprawdzić, czy przyczyną nie jest przeciążenie wynikające z pracy stopy.</p><blockquote><p><strong>„Pięta i łuk stopy działają jak fundament całej konstrukcji. Jeśli pięta jest niestabilna, a łuk stopy nie ma właściwego podparcia, przeciążenia mogą przenosić się na kolana, biodra i kręgosłup. Dobrze dobrana wkładka nie leczy wszystkiego, ale może pomóc ustawić stopę stabilniej i odciążyć układ ruchu w codziennym chodzeniu.”</strong></p></blockquote><h3><strong>Płaskostopie, koślawość pięt, ból pięty. Kiedy stopa wysyła sygnały</strong></h3><p>Płaskostopie podłużne, płaskostopie poprzeczne, koślawość pięt, halluksy, ostroga piętowa, zapalenie rozcięgna podeszwowego czy przeciążenia śródstopia to problemy, które potrafią zabrać radość z najprostszych czynności. Nagle spacer staje się obowiązkiem, wejście po schodach — testem cierpliwości, a ulubione buty — narzędziem tortur.</p><p>Wkładki FootMate z linii ORTO są opisywane jako rozwiązania wspierające przy problemach takich jak płaskostopie, koślawość, halluksy czy dolegliwości związane z przeciążeniami. Przykładowo modele korytkowe mają za zadanie stabilizować tyłostopie, wspierać łuk podłużny i poprawiać ustawienie pięty. Inne produkty wykorzystują elementy żelowe lub piankowe, by zwiększać komfort i amortyzować mikrowstrząsy.</p><p>Najważniejsze jest jednak to, by nie dobierać wkładek na zasadzie „sąsiadce pomogły, to mnie też pomogą”. Stopa każdego człowieka ma własną historię: urazy, nawyki, masę ciała, rodzaj pracy, obuwie, sposób chodzenia i poziom aktywności.</p><h3><strong>Twój Sklep Medyczny w Tomaszowie Mazowieckim — lokalnie, blisko, z doborem na miejscu</strong></h3><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic ważna jest jeszcze jedna rzecz: nie trzeba szukać rozwiązań po omacku w internecie. <strong>Twój Sklep Medyczny przy ul. Słowackiego 4</strong> oferuje produkty ortopedyczne i medyczne, w tym wkładki do butów FootMate. To miejsce, w którym można porozmawiać o problemie, sprawdzić dostępne modele i dobrać rozwiązanie do codziennego obuwia.</p><p>W praktyce ma to duże znaczenie. Wkładka, która świetnie wygląda na zdjęciu, musi jeszcze zmieścić się w bucie, nie przesuwać się, nie uwierać i odpowiadać realnemu problemowi użytkownika. Lokalny sklep medyczny daje możliwość zadania pytań, porównania produktów i uzyskania wskazówek dotyczących użytkowania.</p><blockquote><h5><strong>Kiedy warto rozważyć badanie stóp?</strong></h5><p>Badanie stóp warto rozważyć, gdy pojawiają się sygnały, których nie należy zbywać machnięciem ręki:</p><p>szybkie męczenie się nóg, ból pięty, ból śródstopia, odciski, modzele, nierównomierne ścieranie butów, bóle kolan, bioder i pleców, uczucie niestabilności, częste potykanie się, przeciążenia po treningu, dyskomfort podczas długiego stania, nawracające bóle po zmianie obuwia, podejrzenie płaskostopia lub koślawości pięt.</p><p>To nie znaczy, że każda z tych dolegliwości wymaga wkładek. Oznacza raczej, że stopa prosi o uwagę. Specjalista może ocenić, czy potrzebne jest wsparcie ortopedyczne, zmiana obuwia, ćwiczenia, konsultacja fizjoterapeutyczna, ortopedyczna lub podologiczna.</p></blockquote><h5><strong>Bezpieczeństwo i zdrowy rozsądek</strong></h5><p>Artykuł ma charakter informacyjny i poradnikowy. Nie zastępuje konsultacji z lekarzem, fizjoterapeutą, podologiem ani innym specjalistą ochrony zdrowia. Wkładki ortopedyczne mogą wspierać komfort chodzenia, amortyzację i prawidłowe podparcie stóp, ale nie należy traktować ich jako gwarancji wyleczenia chorób.</p><p>W przypadku silnego bólu, obrzęku, drętwienia, zaburzeń czucia, urazu, cukrzycy, chorób reumatologicznych, problemów neurologicznych albo przewlekłych dolegliwości warto skonsultować się ze specjalistą. To on może ocenić, czy wkładki są właściwym rozwiązaniem i jaki model będzie bezpieczny.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert: młodzi ludzie są dziś weaponizowani przez internetowe sieci przemocy (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55329,ekspert-mlodzi-ludzie-sa-dzis-weaponizowani-przez-internetowe-sieci-przemocy-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55329,ekspert-mlodzi-ludzie-sa-dzis-weaponizowani-przez-internetowe-sieci-przemocy-wywiad</guid>
            <pubDate>Thu, 28 May 2026 09:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-mlodzi-ludzie-sa-dzis-weaponizowani-przez-internetowe-sieci-przemocy-wywiad-1779953117.png</url>
                        <title>Ekspert: młodzi ludzie są dziś weaponizowani przez internetowe sieci przemocy (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55329,ekspert-mlodzi-ludzie-sa-dzis-weaponizowani-przez-internetowe-sieci-przemocy-wywiad</link>
                    </image><description>Młodzi ludzie szukający akceptacji i wspólnoty stają się łatwym celem internetowych grup przemocy – ostrzegł w rozmowie z PAP dr Konrad Ciesiołkiewicz. Wskazał, że te grupy wykorzystują samotność, kryzysy psychiczne i podatność młodych ludzi, aby je weaponizować - wykorzystywać, jako broń.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Fala fałszywych alarmów, internetowe grupy „nakręcające się” przemocą, dzieci wykorzystywane do działań destabilizujących państwo, a wszystko to w świecie komunikatorów, gier online i algorytmów. - Jeszcze nigdy w historii dostęp do młodych ludzi nie był tak łatwy – powiedział PAP dr Konrad Ciesiołkiewicz, kierownik <strong>Centrum Analiz Społeczeństwa Informacyjnego </strong>Uczelni Korczaka, psycholog i politolog zajmujący się wpływem środowiska cyfrowego na dzieci i młodzież, a także autor nowego raportu pt. „Weaponizacja osób małoletnich i młodych dorosłych. Nowe zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego”. Ostrzegł, że coraz częściej nie chodzi już o ideologię, ale o<strong> „fascynację destrukcją, szokiem i sianiem chaosu”</strong>.</p><p><strong>PAP: W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy falę fałszywych alarmów i działań destabilizujących pracę służb. Czy to już przejaw zjawiska, które opisuje pan w swoim raporcie?</strong></p><p><strong>Dr Konrad Ciesiołkiewicz: </strong>Z opisów medialnych wynikałoby, że tak. To spełnia szerokie kryteria tego, co określa się dziś mianem „com” – sieciowych grup funkcjonujących całkowicie online. Często te osoby nawet się fizycznie nie znają, ale działają według określonej logiki medialnej: sieciują się, budują relacje zależności, nakręcają się wzajemnie.</p><p>W takich środowiskach status rośnie wraz z „odwagą”. Im większy „dym” ktoś zrobi, im większy wywoła szok społeczny, tym bardziej zyskuje w oczach grupy. Bardzo często mamy też do czynienia z czymś w rodzaju toksycznej grywalizacji – użytkownicy wymieniają się „dobrymi praktykami”, mówią sobie: „to zadziałało”, „to dało większy efekt”, „to przestraszyło więcej ludzi”. To jest już pewna <strong>filozofia funkcjonowania w mediach cyfrowych </strong>– pod show, pod medialność, pod wywołanie szoku.</p><p><strong>PAP: Czyli chodzi nie tylko o sam czyn, ale też o spektakl?</strong></p><p>K.C.: Dokładnie. W tych środowiskach ważny jest <strong>efekt społeczny</strong>. To ma być głośne, spektakularne, ma wywołać panikę, chaos, reakcję służb, mediów, opinii publicznej. Oczywiście sprawcy nie zawsze będą się tym publicznie chwalić, bo wiedzą, że mogłoby to przyspieszyć ich zatrzymanie. Ale sam mechanizm działania – wzajemne nakręcanie się, budowanie pozycji w grupie, relacja sieciowa – jest bardzo charakterystyczny.</p><p><strong>PAP: Na ile istotne jest to, że w takich grupach działają bardzo młodzi ludzie?</strong></p><p>K.C.: To jest kluczowe. Instytucje europejskie alarmują o tym od kilku lat. Mówimy już nie tylko o młodych dorosłych, ale wręcz o dzieciach. W Europie zatrzymywane są 12-, 13-, 14-latki wykonujące działania dywersyjne czy przestępcze. To jest nowe zjawisko i właśnie dlatego<i> od 2025 roku zaczęto mówić o „weaponizacji” młodych ludzi – ich wykorzystywaniu jako broni, narzędzi siania terroru i chaosu.</i></p><p><strong>PAP: Jak wygląda taki mechanizm?</strong></p><p>K.C.: Najpierw trzeba znaleźć osobę podatną. Takie osoby są namierzane w sieci – na grupach wsparcia, platformach społecznościowych, forach. Często są to młodzi ludzie w kryzysie zdrowia psychicznego, samotni, odrzuceni, z depresją, ADHD, w spektrum autyzmu, po doświadczeniu bullyingu. Potem buduje się z nimi relację, czasem wręcz relację emocjonalną czy romantyczną. A później następuje wciąganie w coraz bardziej destrukcyjne działania.</p><p><strong>PAP: W swoim raporcie używa pan pojęcia „nihilistycznie zorientowanej przemocy”. Co ono właściwie oznacza?</strong></p><p>K.C.: To jest nowa<i> kategoria radykalizacji</i>. Różni się od klasycznego ekstremizmu tym, że ideologia jest tam drugorzędna.<i> Celem samym w sobie staje się destrukcja:</i> wywołanie szoku, chaosu, cierpienia, destabilizacji. To jest <i>fascynacja przemocą jako taką.</i></p><p><strong>PAP: Trudno to zrozumieć.</strong></p><p>K.C.: Bo tutaj rzeczywiście wyobraźnia trochę wysiada. Ale<i> wspólnym mianownikiem jest samotność</i>. To są bardzo często osoby szukające uznania, przynależności, poczucia znaczenia. Nawet jeśli ta wspólnota jest całkowicie iluzoryczna i istnieje wyłącznie online, daje poczucie akceptacji i wzmacnia ego.</p><p><strong>PAP: Czyli samotność staje się paliwem?</strong></p><p>K.C.: Tak. To jest chyba najważniejszy komponent. Im większa izolacja społeczna, tym większe ryzyko poszukiwania uznania w sieci. Oczywiście internet może dawać też dobre wspólnoty i wsparcie. Problem polega na tym, że grupy destrukcyjne bardzo skutecznie wykorzystują podatność młodych ludzi.</p><p><strong>PAP: Wspominał pan o fascynacji przemocą.</strong></p><p>K.C.: Tak. Wiele zatrzymanych osób funkcjonowało wcześniej w tzw.<i> gore communities – społecznościach epatujących brutalnością, krwią, śmiercią</i>. Następuje coś, co psychologia nazywa desensytyzacją, czyli odwrażliwieniem. Krok po kroku przemoc przestaje szokować.</p><p><strong>PAP: Jak to wygląda w praktyce?</strong></p><p>K.C.: <i>Najpierw są brutalne filmy, później zachęcanie do okrucieństwa wobec zwierząt, potem kolejne wyzwania</i>. „Zrób to, pokaż to, nagraj to” - to działa jak spirala. I trzeba pamiętać, że mówimy o osobach, których aparat emocjonalny, moralny i społeczny dopiero się rozwija. <i>Jeśli ktoś przez wiele miesięcy funkcjonuje niemal wyłącznie w świecie przemocy, to nie ma możliwości, żeby nie wpływało to na jego postawy.</i></p><p><strong>PAP: Z jednej strony terror staje się formą chorej rozrywki, ale jest też możliwość wykorzystywania młodych ludzi przez państwa prowadzące działania hybrydowe, aby osłabiać ich przeciwników.</strong></p><p>K.C.: Tak. O tym mówią już wprost Europol i przedstawiciele NATO. Po wybuchu wojny w Ukrainie bardzo wzrosła skala takich działań. Młodzi ludzie bywają wykorzystywani, głównie przez Rosję, ale też inne kraje, do siania chaosu i destabilizacji. I często nawet nie wiedzą, że są narzędziami w czyichś rękach.</p><p><strong>PAP: Jak to możliwe?</strong></p><p>K.C.: Bo ten system jest wielowarstwowy. Są rekruterzy, pośrednicy, osoby zapewniające logistykę, a na końcu ktoś zlecający zadanie. Młody człowiek może dostać komunikat: „zrób zdjęcie”, „przenieś paczkę”, „wyślij alarm”. I nawet nie mieć świadomości, że uczestniczy w działaniach przestępczych czy destabilizacyjnych.</p><p><strong>PAP: Europol mówi już o „przemocy jako usłudze”.</strong></p><p>K.C.: Tak, <i>„violence as a service”</i>. To bardzo technologiczny model przestępczości. Zadania są zlecane przez komunikatory, często za mikropłatności. Ktoś dostaje pieniądze za wykonanie konkretnego działania. To może być przewiezienie paczki, nagranie określonego miejsca, wywołanie alarmu. Czasem okazuje się później, że w przesyłce były np. zapalniki, jak niedawno w Polsce, albo materiały służące do działań przestępczych.</p><p><strong>PAP: A wszystko dzieje się na platformach, z których korzystają miliony ludzi.</strong></p><p>K.C.: Właśnie dlatego problem jest tak poważny. Jeszcze nigdy w historii dostęp do młodych ludzi nie był tak łatwy. Kiedyś istniała bariera geografii, rodziny, szkoły, społeczności lokalnej. Dziś każdy ma smartfon i jest stale online.</p><p><strong>PAP: Czy państwo jest wobec tego bezradne?</strong></p><p>K.C.: W dużej mierze tak.<i> Potrzebujemy regulacji i odzyskania części suwerenności państwa w przestrzeni cyfrowej. </i>Tymczasem nawet ustawa wdrażająca unijny Akt o Usługach Cyfrowych została zawetowana. A przecież chodziło m.in. o możliwość szybszego reagowania na treści przestępcze.</p><p><strong>PAP: Przeciwnicy takich regulacji mówią jednak o ograniczaniu wolności.</strong></p><p>K.C.: Dziś widzimy, czym naprawdę jest brak kontroli.<i> Państwo praktycznie nie ma narzędzi działania. </i>A przecież mówimy o ochronie dzieci, o przeciwdziałaniu przemocy, groomingowi, wykorzystywaniu seksualnemu czy destabilizacji państwa.</p><p><strong>PAP: Same regulacje wystarczą?</strong></p><p>K.C.: Nie. Druga noga to edukacja i budowanie refleksyjności. Musimy o tym rozmawiać – w szkołach, w rodzinach, w samorządach, w miejscach pracy. <i>Nie chodzi o moralizowanie, ale o uczenie dystansu, krytycznego myślenia, odpowiedzialności za innych.</i></p><p><strong>PAP: Czy społeczeństwo rozumie skalę zagrożenia?</strong></p><p>K.C.: Mam wrażenie, że wciąż za mało o tym rozmawiamy. Tymczasem<i> pierwszą linią obrony są dziś nie tylko służby specjalne, ale nauczyciele, psychologowie, pedagodzy, pracownicy socjalni, urzędnicy samorządowi.</i></p><p><strong>PAP: Do czego może nas doprowadzić brak reakcji?</strong></p><p>K.C.: Obawiam się, że największym zagrożeniem XXI wieku może stać się nie konkretna ideologia, ale pokolenie wychowane w kulturze przemocy, chaosu i cyfrowej alienacji. <i>Pokolenie odwrażliwione na cierpienie, żyjące w świecie permanentnego szoku i radykalizacji. </i>I to jest scenariusz, którego naprawdę nie powinniśmy lekceważyć.</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p><p>mir/ agz/</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jak wybrać dobrego terapeutę dla par w Warszawie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55315,jak-wybrac-dobrego-terapeute-dla-par-w-warszawie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55315,jak-wybrac-dobrego-terapeute-dla-par-w-warszawie</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 15:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jak-wybrac-dobrego-terapeute-dla-par-w-warszawie-1779888621.jpg</url>
                        <title>Jak wybrać dobrego terapeutę dla par w Warszawie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55315,jak-wybrac-dobrego-terapeute-dla-par-w-warszawie</link>
                    </image><description>Decyzja o podjęciu terapii jest kluczowym krokiem w dbaniu o relację, jednak znalezienie odpowiedniego specjalisty bywa wyzwaniem. Wybór właściwego terapeuty dla par w Warszawie wymaga zwrócenia uwagi na kilka istotnych czynników, które wpływają na skuteczność procesu. Kluczowe są kwalifikacje, doświadczenie w pracy z parami oraz podejście terapeutyczne, które powinno odpowiadać potrzebom obojga partnerów. Warto wiedzieć, na co zwrócić uwagę, aby świadomie wybrać wsparcie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kiedy warto rozważyć psychoterapię dla dwojga w Warszawie?</h2><h3>Problemy komunikacyjne a terapeuta dla par Warszawa</h3><p>Decyzja o skorzystaniu z pomocy specjalisty często pojawia się, gdy para napotyka trudności w komunikacji. <strong>Jeżeli rozmowy regularnie kończą się kłótnią, a partnerzy czują, że nie potrafią się zrozumieć, warto rozważyć wsparcie zewnętrzne.</strong> Psychoterapia może pomóc w nauce efektywnego wyrażania potrzeb i słuchania drugiej strony.</p><h3>Znajdź pomoc u terapeuty dla par w Warszawie po kryzysie</h3><p>Zdrada, poważna choroba czy utrata pracy to sytuacje kryzysowe, które mogą zachwiać fundamentami związku. <strong>Wspólne przepracowanie trudnych emocji pod okiem specjalisty stwarza przestrzeń do odbudowy zaufania i bliskości.</strong> Spotkania mogą ułatwić zrozumienie perspektywy partnera i znalezienie drogi wyjścia z kryzysu.</p><h2>Na co zwrócić uwagę podczas pierwszej konsultacji z terapeutą?</h2><h3>Terapia par w Warszawie – pierwsze spotkanie</h3><p>Pierwsza wizyta to kluczowy moment, aby ocenić, czy dany specjalista odpowiada Państwa potrzebom. Zwróćcie uwagę na sposób komunikacji – czy terapeuta tworzy atmosferę bezpieczeństwa i zaufania. <strong>Ważne jest, aby obie strony czuły się wysłuchane i zrozumiane bez poczucia bycia ocenianym.</strong></p><h3>Dobry terapeuta dla par Warszawa – pytania i odpowiedzi</h3><p>Warto obserwować, czy specjalista zadaje pytania, które pomagają zgłębić problem i czy jasno tłumaczy proponowane metody pracy. Zapytajcie o jego podejście terapeutyczne i doświadczenie w pracy z podobnymi problemami, z jakimi się zgłaszacie.</p><h2>Jakie nurty psychoterapii stosuje się w pracy z parami?</h2><p>Wybór odpowiedniego specjalisty zależy również od nurtu terapeutycznego, w którym pracuje. Każdy z nich oferuje inne narzędzia do pracy nad relacją. <strong>Zrozumienie podstawowych założeń różnych podejść może ułatwić podjęcie decyzji o wyborze formy wsparcia.</strong> Warto zapoznać się z kilkoma popularnymi metodami, aby świadomie wybrać specjalistę, którego styl pracy będzie odpowiadał potrzebom związku.</p><h3>Systemowy terapeuta dla par w Warszawie</h3><p>Podejście systemowe postrzega parę jako system, w którym zachowanie jednej osoby wpływa na drugą. Terapia koncentruje się na wzorcach komunikacji i interakcji.</p><h3>Terapia poznawczo-behawioralna dla par w Warszawie</h3><p>Ten nurt skupia się na identyfikacji i zmianie negatywnych wzorców myślenia oraz zachowań, które wpływają na dynamikę relacji.</p><h3>Podejście skoncentrowane na emocjach w Warszawie</h3><p>Terapia skoncentrowana na emocjach (EFT) pomaga partnerom zrozumieć i wyrazić swoje głębsze potrzeby emocjonalne, co sprzyja odbudowie więzi.</p><h2>Czym różni się terapia par od terapii indywidualnej dorosłych?</h2><h3>Rola terapeuty dla par w Warszawie</h3><p>Terapia par koncentruje się na relacji i dynamice między dwiema osobami, a nie na indywidualnych problemach każdego z partnerów z osobna. <strong>Specjalista pracuje z parą jako z systemem, pomagając w poprawie komunikacji i rozwiązywaniu konfliktów.</strong> W terapii indywidualnej celem jest praca nad osobistymi trudnościami i rozwojem jednej osoby, co może pośrednio wpłynąć na związek, ale nie jest to jej głównym założeniem.</p><h3>Kiedy warto wybrać terapeutę dla par w Warszawie?</h3><p>Wybór odpowiedniej formy wsparcia zależy od źródła problemu. Jeśli trudności wynikają bezpośrednio z interakcji w związku, wspólnych kryzysów lub problemów z komunikacją, terapia par może być właściwym kierunkiem. Natomiast gdy problemy jednego z partnerów, takie jak stany lękowe czy obniżony nastrój, rzutują na relację, warto rozważyć w pierwszej kolejności terapię indywidualną.</p><h2>Jak przygotować się do pierwszej wizyty u psychoterapeuty?</h2><h3>Określenie celów przed spotkaniem z terapeutą dla par w Warszawie</h3><p>Przed pierwszą konsultacją warto wspólnie zastanowić się nad celem terapii. <strong>Warto spisać kluczowe problemy oraz oczekiwania, jakie każda ze stron ma wobec procesu terapeutycznego.</strong> Pomoże to w bardziej efektywnym przedstawieniu sytuacji specjaliście i ukierunkowaniu dalszych działań. Nie jest to wymóg, ale może ułatwić rozpoczęcie rozmowy.</p><h3>Jak wygląda pierwsza wizyta u specjalisty od terapii dla par w Warszawie?</h3><p>Pierwsze spotkanie ma charakter konsultacyjny. Specjalista zbiera wywiad, pyta o historię związku oraz naturę trudności. <strong>Celem jest poznanie perspektywy obu partnerów i ustalenie, czy proponowana forma pomocy jest odpowiednia.</strong> Warto być otwartym i szczerym, pamiętając, że gabinet jest bezpieczną przestrzenią do rozmowy.</p><h2>Jakie problemy w związku może pomóc rozwiązać terapia par?</h2><h3>Kiedy terapeuta dla par w Warszawie może być wsparciem?</h3><p>Terapia dla par jest formą wsparcia psychologicznego, która może okazać się pomocna na różnych etapach związku. <strong>Warto rozważyć konsultację, gdy para doświadcza trudności w komunikacji, co prowadzi do częstych kłótni i nieporozumień.</strong> Specjalista może pomóc w nauce efektywnego wyrażania potrzeb i emocji, a także w słuchaniu i rozumieniu partnera.</p><h3>Problemy komunikacyjne a dobry terapeuta dla par Warszawa</h3><p>Innym obszarem, w którym pomoc może być przydatna, są kryzysy związane ze zdradą, utratą zaufania lub problemami z intymnością. Terapia stwarza bezpieczną przestrzeń do przepracowania trudnych doświadczeń i podjęcia próby odbudowy relacji. <strong>Spotkania mogą także pomóc parom w radzeniu sobie ze zmianami życiowymi, takimi jak narodziny dziecka, problemy zawodowe czy choroba w rodzinie.</strong></p><h2>Po czym poznać, że terapia dla par przynosi dobre efekty?</h2><p>Skuteczność procesu terapeutycznego można ocenić na podstawie kilku kluczowych wskaźników. Zmiany nie zawsze są natychmiastowe, ale regularna obserwacja postępów pozwala zweryfikować, czy obrany kierunek jest właściwy.</p><h3>Wzajemne zrozumienie w terapii dla par w Warszawie</h3><p><strong>Kluczowym sygnałem jest poprawa komunikacji i większa zdolność do wzajemnego słuchania bez osądzania.</strong> Partnerzy zaczynają lepiej rozumieć swoje potrzeby i emocje, co prowadzi do konstruktywnych rozmów zamiast eskalacji konfliktów.</p><h3>Rozwiązywanie konfliktów z terapeutą dla par z Warszawy</h3><p>Efektywna terapia wyposaża parę w narzędzia do samodzielnego rozwiązywania problemów. Jeśli zauważacie, że potraficie stosować techniki omawiane na sesjach w codziennym życiu, jest to wyraźny znak postępu.</p><p>Wybór specjalisty do pracy nad relacją to kluczowa decyzja, która wymaga rozważenia kilku czynników. Należy zweryfikować kwalifikacje, takie jak ukończone studia psychologiczne, szkołę psychoterapii oraz certyfikaty potwierdzające kompetencje w pracy z parami. Istotne jest również, aby wybrany <a href="https://fortismentis.pl/oferta/dla-doroslych/psychoterapia-par-i-malzenstw/"><u>terapeuta dla par w Warszawie</u></a> pracował w nurcie terapeutycznym odpowiadającym potrzebom związku, np. systemowym czy poznawczo-behawioralnym. Pierwsze spotkanie konsultacyjne to dobry moment na ocenę tzw. chemii i poczucia bezpieczeństwa w gabinecie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nie tylko dzieci i młodzi. Choroby alergiczne coraz częściej dotykają seniorów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55314,nie-tylko-dzieci-i-mlodzi-choroby-alergiczne-coraz-czesciej-dotykaja-seniorow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55314,nie-tylko-dzieci-i-mlodzi-choroby-alergiczne-coraz-czesciej-dotykaja-seniorow</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 15:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nie-tylko-dzieci-i-mlodzi-choroby-alergiczne-coraz-czesciej-dotykaja-seniorow-1779887991.png</url>
                        <title>Nie tylko dzieci i młodzi. Choroby alergiczne coraz częściej dotykają seniorów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55314,nie-tylko-dzieci-i-mlodzi-choroby-alergiczne-coraz-czesciej-dotykaja-seniorow</link>
                    </image><description>Alergia długo miała w społecznej wyobraźni twarz dziecka z inhalatorem, nastolatka kichającego w maju albo młodego dorosłego walczącego z pyłkami traw. Tymczasem lekarze ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zwracają uwagę, że choroby alergiczne coraz częściej pojawiają się także u osób po 60. roku życia — czasem po raz pierwszy w życiu. To ważny sygnał również dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu, gdzie sezon pylenia, zanieczyszczenia powietrza i starzenie się społeczeństwa tworzą mieszankę, której nie wolno lekceważyć.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Alergia nie pyta już o metrykę</strong></h2><p>Przez lata alergia była traktowana jak choroba młodszych pokoleń — niemal jak znak cywilizacyjnego przyspieszenia, życia w mieście, szkolnych inhalatorów, reklam leków na katar sienny i majowych komunikatów o pyleniu. Dziś ten obraz trzeba poprawić grubą kreską. Specjaliści ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu podkreślają, że coraz więcej pacjentów w wieku senioralnym zgłasza objawy alergii, choć wcześniej przez całe życie nie miało podobnych problemów.</p><p>U osób po 60. roku życia lekarze obserwują m.in. <strong>alergiczny nieżyt nosa, astmę alergiczną oraz ciężkie reakcje na jad owadów błonkoskrzydłych</strong>, czyli pszczół, os, szerszeni czy trzmieli. W praktyce oznacza to, że uporczywy katar, kaszel, świszczący oddech albo duszność u seniora nie powinny być automatycznie tłumaczone „wiekiem”, „przeziębieniem” czy „słabszymi płucami”.</p><p>To szczególnie ważne, bo alergia u osoby starszej potrafi być diagnostyczną łamigłówką. Seniorzy często przyjmują kilka leków, mają choroby serca, nadciśnienie, POChP, cukrzycę albo inne schorzenia przewlekłe. Objawy mogą się nakładać, zacierać, maskować. A wtedy łatwo przeoczyć moment, w którym zwykłe „kichanie od trawy” staje się problemem wymagającym leczenia.</p><h2><strong>Skala jest ogromna: nawet 40 procent Polaków z objawami alergii</strong></h2><p>Według danych przywoływanych przez Europejską Akademię Alergologii i Immunologii Klinicznej na choroby alergiczne może cierpieć nawet 150 mln Europejczyków. Sama EAACI określa się jako główne europejskie źródło eksperckiej wiedzy w zakresie alergii i immunologii klinicznej.</p><p>W Polsce punktem odniesienia pozostają badania ECAP, czyli <strong>Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce</strong>. Jak przypomina Medycyna Praktyczna, w zależności od regionu i płci cechy alergii deklaruje nawet do 40 proc. Polaków, a choroby alergiczne częściej dotyczą mieszkańców miast. Badanie ECAP objęło blisko 23 tys. osób w dziewięciu regionach Polski i było pierwszym tak dużym projektem dotyczącym epidemiologii alergii w naszym kraju.</p><p>To ważne także lokalnie. Tomaszów Mazowiecki i okolice nie są przecież wyspą poza mapą cywilizacyjnych zmian. Mamy typowe dla miast problemy z jakością powietrza, mamy ruch samochodowy, sezonowe pylenie, tereny zielone, ogródki działkowe, lasy, łąki, a jednocześnie coraz starszą populację. Alergia nie zatrzymuje się przy tablicy z nazwą miejscowości.</p><h2><strong>Miasto, klimat i pyłki. Dlaczego alergii jest więcej?</strong></h2><p>Lekarze wskazują, że wzrost liczby zachorowań nie wynika wyłącznie z genów. Coraz większe znaczenie mają czynniki środowiskowe: <strong>urbanizacja, zanieczyszczenie powietrza, zmiany klimatyczne i dłuższa ekspozycja na alergeny</strong>. W uproszczeniu: organizm przez lata spotyka się z drażniącymi bodźcami, aż w pewnym momencie układ odpornościowy zaczyna reagować tak, jakby walczył z niebezpiecznym przeciwnikiem.</p><p>Wiosna i początek lata są dla alergików okresem szczególnie trudnym. Kalendarze pylenia pokazują, że pyłki roślin są obecne w powietrzu przez dużą część roku, a najwyższe stężenia wielu alergenów przypadają między lutym a październikiem. W przypadku traw, na które uczulonych jest wielu alergików, największe pylenie przypada zwykle na czerwiec i początek lipca.</p><p>Dla starszego mieszkańca Tomaszowa, który rano wychodzi na działkę, spaceruje nad Pilicą, pracuje w ogrodzie albo po prostu idzie po zakupy, objawy mogą wyglądać niewinnie: łzawienie oczu, wodnisty katar, kichanie, drapanie w gardle. Problem zaczyna się wtedy, gdy dochodzi kaszel, duszność, ucisk w klatce piersiowej albo gwałtowna reakcja po użądleniu.</p><h2><strong>Odczulanie także dla seniorów</strong></h2><p>Prof. Andrzej Bożek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zwrócił uwagę, że w ostatnich dwóch dekadach rośnie liczba starszych pacjentów z objawami alergii. Część z nich pierwszy raz w życiu doświadcza alergicznego nieżytu nosa czy reakcji na pyłki dopiero po 60. roku życia.</p><p>Zdaniem specjalistów ważnym elementem leczenia może być <strong>immunoterapia alergenowa</strong>, czyli popularnie mówiąc odczulanie. To metoda leczenia przyczynowego, a nie wyłącznie objawowego. Polskie Towarzystwo Alergologiczne również wskazuje, że immunoterapia alergenowa pozostaje jedyną metodą leczenia przyczynowego alergii, choć w Polsce nadal nie jest wykorzystywana w pełni.</p><p>Z informacji przekazanych przez naukowców wynika, że u seniorów efekty takiej terapii mogą być porównywalne do efektów obserwowanych u młodszych pacjentów. Co istotne, leczenie może ograniczać potrzebę stałego sięgania po leki objawowe. O kwalifikacji zawsze powinien jednak decydować lekarz, szczególnie gdy pacjent ma choroby przewlekłe i przyjmuje wiele preparatów.</p><h2><strong>Najgroźniejszy scenariusz: anafilaksja po użądleniu</strong></h2><p>Szczególną uwagę lekarze zwracają na <strong>anafilaksję</strong>, czyli ciężką reakcję ogólnoustrojową, która może doprowadzić do wstrząsu i bezpośredniego zagrożenia życia. Najczęściej kojarzymy ją z pokarmami albo lekami, ale u seniorów poważnym problemem mogą być także reakcje po użądleniu przez pszczołę lub osę.</p><p>Medycyna Praktyczna przypomina, że wstrząs anafilaktyczny jest szybko rozwijającą się, zagrażającą życiu reakcją nadwrażliwości, a podstawą leczenia jest jak najszybsze podanie adrenaliny w przednio-boczną powierzchnię uda.</p><p>To nie jest detal z podręcznika. To wiedza, która może przesądzić o czyimś życiu na działce, przy pasiece, na cmentarzu, w ogrodzie, podczas rodzinnego grilla albo spaceru. Osoby po przebytych ciężkich reakcjach alergicznych powinny skonsultować z lekarzem, czy powinny mieć przy sobie adrenalinę w autowstrzykiwaczu. W części przypadków zalecane może być posiadanie nawet dwóch dawek.</p><h2><strong>Na co powinni zwrócić uwagę seniorzy i ich bliscy?</strong></h2><p>Nie każdy katar jest alergią, ale nie każdy katar u seniora jest też „zwykłym katarem”. Do lekarza warto zgłosić się zwłaszcza wtedy, gdy objawy powtarzają się sezonowo, nasilają po wyjściu na zewnątrz, kontakcie z kurzem, trawą, zwierzętami albo po użądleniu owada. Niepokojące są również duszności, świszczący oddech, ucisk w klatce piersiowej, nagłe osłabienie, obrzęk warg, języka, twarzy lub gardła.</p><p>W rodzinach warto skończyć z lekceważącym zdaniem: „Babcia tak już ma” albo „Dziadek zawsze kaszle w czerwcu”. Medycyna zna wiele historii, w których przełom zaczynał się od potraktowania objawu poważnie. Jak w dobrym reportażu Hanny Krall — najważniejsze bywa to, co z pozoru mieści się w jednym prostym zdaniu.</p><h2><strong>Lokalny kontekst: sezon pylenia trwa, a seniorów przybywa</strong></h2><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i sąsiednich miejscowości temat ma wymiar bardzo praktyczny. Seniorzy są aktywni: chodzą na działki, opiekują się wnukami, korzystają z parków, lasów, terenów nadpilicznych, ogródków i przydomowych sadów. To dobrze. Ruch i kontakt z naturą są potrzebne. Ale natura, jak u Mickiewicza, bywa piękna i nieobojętna — pachnie, kwitnie, pyli, a czasem żądli.</p><p>Dlatego przy nawracających objawach nie warto ratować się przypadkowymi lekami z domowej apteczki. Lepiej zapytać lekarza rodzinnego o dalszą diagnostykę, ewentualnie konsultację alergologiczną. Szczególnie wtedy, gdy alergia utrudnia sen, oddychanie, codzienne funkcjonowanie albo współistnieje z chorobami serca i układu oddechowego.</p><h2><strong>Puenta</strong></h2><p>Alergia przestała być chorobą młodych. Stała się chorobą naszych czasów — miejską, środowiskową, klimatyczną i coraz częściej senioralną. Nie jest już tylko majowym katarem z reklamy. Może być cichym przeciwnikiem osoby starszej, która przez całe życie nie znała słowa „alergen”, a dziś nagle musi nauczyć się nowego języka własnego organizmu.</p><p>I właśnie dlatego warto o tym mówić teraz — zanim kolejny katar, kaszel albo użądlenie zostaną zlekceważone.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Konkurs bez werdyktu. Tomaszowskie Centrum Zdrowia wciąż bez nowego prezesa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55308,konkurs-bez-werdyktu-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wciaz-bez-nowego-prezesa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55308,konkurs-bez-werdyktu-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wciaz-bez-nowego-prezesa</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 11:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-konkurs-bez-werdyktu-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wciaz-bez-nowego-prezesa-1779874187.png</url>
                        <title>Konkurs bez werdyktu. Tomaszowskie Centrum Zdrowia wciąż bez nowego prezesa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55308,konkurs-bez-werdyktu-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wciaz-bez-nowego-prezesa</link>
                    </image><description>Rozmowy z kandydatami miały się odbyć 26 maja 2026 roku. Decyzji jednak nie ma. Według nieoficjalnych, ale potwierdzonych w wiarygodnych źródłach redakcji informacji, komisja lub Rada Nadzorcza Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. po głosowaniu nie wyłoniła nowego prezesa spółki. W konsekwencji ma zostać ogłoszony kolejny konkurs.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest zwykła kadrowa łamigłówka, którą można odłożyć na później jak segregator na półkę. <strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia</strong> to jedna z najważniejszych instytucji publicznych w powiecie tomaszowskim. To tu mieszkańcy trafiają w sytuacjach nagłych, tu zapadają decyzje medyczne, organizacyjne i finansowe, które dla pacjentów bywają ważniejsze niż wszystkie lokalne polityczne układanki razem wzięte. Dlatego nierozstrzygnięty konkurs na prezesa TCZ nie jest tylko historią o fotelu w zarządzie. To opowieść o stabilności szpitala, odpowiedzialności organów właścicielskich i pytaniu, czy drzwi gabinetu prezesa pozostaną jeszcze przez jakiś czas uchylone.</p><h2>Rozmowy były, decyzji nie ma</h2><p>Według ustaleń redakcji <strong>26 maja 2026 roku prowadzone były rozmowy z kandydatami na stanowisko prezesa Zarządu Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o.</strong> Po ich zakończeniu miało dojść do głosowania. Jak wynika z naszych nieoficjalnych, ale potwierdzonych w wiarygodnych źródłach informacji, <strong>nie udało się jednak wyłonić osoby, która obejmie funkcję prezesa TCZ</strong>.</p><p>Oznacza to, że konkurs zakończył się bez finału. Była scena, byli kandydaci, była komisja, był moment decyzji — zabrakło werdyktu. W konsekwencji, jak słyszymy, <strong>ma zostać ogłoszone nowe postępowanie konkursowe</strong>. Do obecnego zgłosiło się pięć osób. Dlaczego żadna z nich nie zyskała akceptacji Rady Nadzorczej?&nbsp;</p><h2>Jakich kwalifikacji oczekiwano od kandydatów?</h2><p>Z publicznie dostępnych informacji wynika, że kandydat na stanowisko prezesa TCZ musiał spełniać konkretne wymagania formalne. Oczekiwano między innymi wykształcenia wyższego na kierunku medycznym, ekonomicznym lub prawniczym, co najmniej pięcioletniego okresu zatrudnienia w podmiocie leczniczym oraz minimum trzyletniego doświadczenia na stanowiskach kierowniczych lub samodzielnych albo doświadczenia wynikającego z prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek.</p><p>Oferty miały być przyjmowane do <strong>8 maja 2026 roku</strong>.</p><p>To ważne, bo w przypadku szpitalnej spółki prezes nie jest jedynie administratorem budynku, kadr i dokumentów. Zarząd spółki z ograniczoną odpowiedzialnością prowadzi sprawy spółki i reprezentuje ją na zewnątrz — wynika to z art. 201 Kodeksu spółek handlowych. W przypadku podmiotu leczniczego ta odpowiedzialność nabiera dodatkowego ciężaru: chodzi o organizację pracy placówki, bezpieczeństwo pacjentów, ciągłość świadczeń, kontrakty z NFZ, inwestycje, finanse i zaufanie społeczne.</p><p>Szpital to nie plansza do gry kadrowej. To instytucja bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i całego powiatu. W przypadku TCZ stawka jest szczególna. Szpital działa w realiach presji finansowej, rosnących kosztów, napięć płacowych, potrzeb inwestycyjnych i oczekiwań pacjentów. Każda zwłoka w decyzjach zarządczych może odbijać się nie tylko na dokumentach, ale również na atmosferze wśród pracowników i poczuciu bezpieczeństwa mieszkańców.</p><h2>Szpital potrzebuje stabilności</h2><p>Obecnym prezesem TCZ jest <strong>Konrad Borowski</strong>, który objął funkcję w styczniu 2026 roku po odwołaniu Marka Utrackiego przez nową Radę Nadzorczą spółki, po zmianach we władzach powiatu. Borowski mówił również, że od początku wiedział, iż będzie pełnił funkcję przez około trzy miesiące, a następnie poproszono go, by pokierował szpitalem jeszcze do końca maja.</p><p>Styczniowe odwołanie Marka Utrackiego i powołanie Konrada Borowskiego było szeroko opisywane także przez media regionalne. W doniesieniach podkreślano, że zmiana nastąpiła po przetasowaniach w powiecie i zmianie składu Rady Nadzorczej TCZ.</p><p>Od tamtego czasu wokół szpitala pojawiały się napięcia dotyczące zmian kadrowych, finansów, wynagrodzeń, inwestycji i przyszłości placówki. Tym bardziej sprawa nowego prezesa nie może być traktowana jak techniczny punkt w porządku obrad. Mieszkańcy nie czekają wyłącznie na nazwisko. Czekają na odpowiedź, jaki jest plan dla TCZ.</p><p>Czy szpital ma wejść w kolejny etap z silnym mandatem zarządczym? Czy znów będzie trwał w tymczasowości? Kto podejmie odpowiedzialność po zakończeniu maja, jeśli nowy prezes nie zostanie wybrany?</p><p>To pytania, które powinny paść publicznie i doczekać się publicznej odpowiedzi.</p><h2>Nowy konkurs i stare pytania</h2><p>Jeżeli potwierdzą się informacje o ogłoszeniu nowego konkursu, przed organami spółki staną dokładnie te same pytania, tylko z jeszcze większym ciężarem. Kiedy zostanie ogłoszone nowe postępowanie? Czy wymagania wobec kandydatów pozostaną takie same? Czy zmieni się tryb wyboru? Kto będzie kierował spółką do czasu rozstrzygnięcia?</p><p>Istotne jest również, czy możliwe będzie czasowe powierzenie obowiązków obecnemu prezesowi, albo pełnomocnikowi. W przypadku spółki prowadzącej działalność leczniczą nie chodzi bowiem o symboliczne „pełnienie funkcji”, lecz o realne decyzje: podpisy, kontrakty, organizację pracy, rozmowy z personelem, inwestycje i codzienne zarządzanie ryzykiem.</p><p>W najbliższych dniach redakcja skieruje pytania do <strong>Tomaszowskiego Centrum Zdrowia</strong>, <strong>Rady Nadzorczej TCZ</strong> oraz <strong>Starostwa Powiatowego w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Zapytamy między innymi o liczbę kandydatów, przebieg rozmów, wynik głosowania, przyczyny braku rozstrzygnięcia oraz plan dalszego zarządzania szpitalem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nie geny, lecz styl życia. Dlaczego polscy mężczyźni przegrywają walkę o dłuższe życie?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55307,nie-geny-lecz-styl-zycia-dlaczego-polscy-mezczyzni-przegrywaja-walke-o-dluzsze-zycie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55307,nie-geny-lecz-styl-zycia-dlaczego-polscy-mezczyzni-przegrywaja-walke-o-dluzsze-zycie</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 10:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nie-geny-lecz-styl-zycia-dlaczego-polscy-mezczyzni-przegrywaja-walke-o-dluzsze-zycie-1779872017.png</url>
                        <title>Nie geny, lecz styl życia. Dlaczego polscy mężczyźni przegrywają walkę o dłuższe życie?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55307,nie-geny-lecz-styl-zycia-dlaczego-polscy-mezczyzni-przegrywaja-walke-o-dluzsze-zycie</link>
                    </image><description>Polscy mężczyźni wciąż żyją znacznie krócej niż kobiety. Prof. Bolesław Samoliński z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazuje, że różnica ta wynosi około 8 lat, podczas gdy w wielu krajach Europy jest wyraźnie mniejsza. Głównym powodem nie jest wyłącznie medycyna, genetyka ani przypadek, lecz codzienność: nadwaga, otyłość, zła dieta, za mało ruchu i przekonanie, że „jakoś to będzie”. Tyle że organizm nie jest urzędem — nie przyjmuje podań o odroczenie konsekwencji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2024 rok przeciętne trwanie życia mężczyzn w Polsce wyniosło <strong>74,93 roku</strong>, a kobiet <strong>82,26 roku</strong>. To różnica ponad 7 lat, bliska tej, o której mówi prof. Samoliński, i nadal bardzo wysoka na tle wielu państw europejskich. GUS wskazuje jednocześnie, że długość życia po pandemicznym załamaniu ponownie rośnie, ale dystans między kobietami a mężczyznami pozostaje wyraźny.</p><h2>Mężczyźni wiedzą, ale nie zmieniają życia</h2><p>Prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, alergolog i otolaryngolog, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwraca uwagę, że jednym z najważniejszych problemów jest <strong>nadwaga i otyłość</strong>, pojawiająca się u mężczyzn już w młodym wieku.</p><p>Szczególnie niepokojący jest wniosek z badań prowadzonych w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016–2020: wraz z wykształceniem u mężczyzn rośnie częstość nadwagi. U kobiet jest odwrotnie — im wyższy poziom wykształcenia, tym większa dyscyplina dotycząca wagi, diety i sprawności. Sam Narodowy Program Zdrowia za strategiczny cel uznawał wydłużenie życia w zdrowiu, poprawę jakości życia i zmniejszenie nierówności zdrowotnych.</p><p>To jeden z tych paradoksów, które bolą bardziej niż prosta statystyka. Wiedza jest. Świadomość jest. Dostęp do informacji większy niż kiedykolwiek. A jednak w praktyce wielu mężczyzn żyje tak, jakby ciało było samochodem służbowym: można zatankować byle czym, jechać bez przeglądu, a kontrolkę ostrzegawczą zakleić taśmą.</p><h2>BMI rośnie, ryzyko zgonu także</h2><p>Ekspert podkreśla, że wraz ze wzrostem wskaźnika BMI u osób w wieku 35–49 lat zwiększa się ryzyko przedwczesnego zgonu. Problem dotyczy także osób starszych. Rosnące BMI w wieku okołoemerytalnym i podeszłym oznacza bardzo wysokie ryzyko zdrowotne, a mężczyźni są tu grupą szczególnie narażoną.</p><p>Polska należy do krajów o wysokim BMI. W praktyce oznacza to więcej chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2, nadciśnienia, problemów z układem kostno-stawowym i większe ryzyko nowotworów związanych ze stylem życia. Na końcu tej drogi często nie ma dramatycznej sceny jak z filmu, tylko zwykły poranek: duszność, ból w klatce piersiowej, wynik badań, którego nie da się już „rozchodzić”.</p><h2>Dieta po polsku: dużo kalorii, mało warzyw</h2><p>Prof. Samoliński zwraca uwagę na konkretne nawyki. Ponad 60 proc. Polaków nie je pieczywa razowego albo robi to bardzo rzadko. Codziennie warzywa i owoce spożywa tylko co trzeci mieszkaniec kraju. Potrawy smażone kilka razy w tygodniu lub raz w tygodniu je aż 80 proc. populacji, a co drugi Polak kilka razy w tygodniu sięga po słodycze.</p><p>To nie są drobiazgi. To codzienna buchalteria organizmu. Każda słodzona herbata, każdy napój gazowany, każda „mała przekąska”, każdy obiad smażony na ciężko dopisują coś do rachunku, który ciało kiedyś wystawia z odsetkami.</p><p>Specjalista zaleca przede wszystkim ograniczenie produktów wysokoenergetycznych, w tym napojów słodzonych. Do poziomu <strong>BMI 30</strong> wiele można jeszcze zrobić stylem życia: ruchem, dietą, zmianą codziennych przyzwyczajeń. Powyżej tej granicy mówimy już o otyłości i coraz częściej potrzebna jest interwencja medyczna.</p><h2>Ruch to nie fanaberia. To najtańszy lek</h2><p>W tej opowieści nie chodzi o kult siłowni, modne zegarki sportowe i zdjęcia z biegania o świcie. Chodzi o coś znacznie prostszego: codzienny ruch, który utrzymuje ciało w gotowości do życia.</p><p>Prof. Samoliński przywołuje przykład dzieci z astmą. Jak mówi, rodzice często pytają o zwolnienia z WF-u, tymczasem około 30 proc. olimpijczyków ma astmę, a Otylia Jędrzejczak dzięki sportowi poradziła sobie z chorobą. To mocne zderzenie z wciąż żywym mitem, że „pulchne dziecko to zdrowe dziecko”. Nie. Zdrowe dziecko to dziecko sprawne, aktywne, dobrze odżywione i przyzwyczajone do ruchu.</p><p>Ten sam błąd przenosi się potem w dorosłość. Najpierw zwolnienie z WF-u, później zwolnienie z aktywności, potem zwolnienie z badań, aż w końcu organizm sam wystawia zwolnienie — już bez pytania o zgodę.</p><h2>Lokalny wymiar problemu</h2><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i całego regionu łódzkiego to temat bardzo praktyczny. Nie chodzi o abstrakcyjną debatę profesorów, lecz o codzienność naszych rodzin, zakładów pracy, szkół, przychodni i klubów sportowych.</p><p>Mężczyźni rzadziej korzystają z profilaktyki, częściej lekceważą objawy, później zgłaszają się do lekarza i częściej traktują zmęczenie, nadciśnienie czy otyłość jak „normalny wiek”. To nie jest normalny wiek. To często ostrzeżenie. A ostrzeżenia mają sens tylko wtedy, gdy ktoś ich słucha.</p><p>Warto więc mówić o prostych rzeczach, bez moralizowania, ale uczciwie: regularne badania krwi, kontrola ciśnienia, pomiar glukozy, aktywność fizyczna, mniej alkoholu, mniej słodzonych napojów, więcej warzyw, rozsądna masa ciała. Nie brzmi efektownie. Nie ma w tym hollywoodzkiej dramaturgii. Ale właśnie takie nudne decyzje najczęściej ratują życie.</p><h2>Prawo też mówi o zdrowiu publicznym</h2><p>W polskim systemie zdrowia publicznego profilaktyka nie jest dodatkiem, lecz obowiązkiem państwa i samorządów. Ustawa z 11 września 2015 roku o zdrowiu publicznym stworzyła ramy dla działań mających poprawiać zdrowie obywateli, a Narodowy Program Zdrowia wskazywał m.in. na znaczenie diety, aktywności fizycznej i walki z chorobami dietozależnymi.</p><p>To ważne również lokalnie. Samorządy, szkoły, placówki medyczne, organizacje społeczne i media mogą robić więcej niż tylko przypominać o „zdrowym stylu życia” przy okazji kampanii. Mogą tworzyć warunki: ścieżki rowerowe, dostępne obiekty sportowe, edukację żywieniową, wydarzenia profilaktyczne, badania przesiewowe i lokalne akcje dla mężczyzn, którzy do lekarza idą często dopiero wtedy, gdy naprawdę nie mają już wyjścia.</p><h2>Najtrudniejsza zmiana zaczyna się przy stole</h2><p>Polscy mężczyźni nie przegrywają wyłącznie z chorobami. Przegrywają często z własnym stylem życia, z lekceważeniem profilaktyki i z kulturowym wzorem twardziela, który „nie narzeka”, „nie bada się” i „nie będzie jadł trawy”. Tyle że ta poza ma swoją cenę.</p><p>W „Raporcie mniejszości” przyszłość można było zobaczyć wcześniej. W medycynie też często można. Wynik cholesterolu, obwód pasa, ciśnienie, glukoza, masa ciała — to są nasze prywatne zwiastuny. Nie po to, by straszyć, ale by zdążyć.</p><p>Największa rewolucja zdrowotna nie zawsze zaczyna się w ministerstwie. Czasem zaczyna się od tego, że mężczyzna po czterdziestce idzie na badania, zamienia słodzony napój na wodę, wychodzi na spacer, wraca do roweru, przestaje traktować brzuch jak medal za ciężką pracę i rozumie, że rodzina potrzebuje go nie tylko dzisiaj, ale także za dziesięć, dwadzieścia i trzydzieści lat.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Praca z podświadomością: Zastosowanie hipnozy w terapii zaburzeń emocjonalnych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55300,praca-z-podswiadomoscia-zastosowanie-hipnozy-w-terapii-zaburzen-emocjonalnych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55300,praca-z-podswiadomoscia-zastosowanie-hipnozy-w-terapii-zaburzen-emocjonalnych</guid>
            <pubDate>Tue, 26 May 2026 12:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-praca-z-podswiadomoscia-zastosowanie-hipnozy-w-terapii-zaburzen-emocjonalnych-1779988186.jpg</url>
                        <title>Praca z podświadomością: Zastosowanie hipnozy w terapii zaburzeń emocjonalnych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55300,praca-z-podswiadomoscia-zastosowanie-hipnozy-w-terapii-zaburzen-emocjonalnych</link>
                    </image><description>Hipnoterapia w Warszawie zyskuje znaczenie jako wsparcie w leczeniu lęku, stresu i zaburzeń emocjonalnych. W bezpiecznym gabinecie, pod okiem specjalisty, pomaga dotrzeć do podświadomych mechanizmów i stopniowo zmieniać utrwalone reakcje.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:#1F1F1F;">Złożone problemy psychologiczne i przewlekły stres wymagają sięgnięcia po specjalistyczne narzędzia omijające blokady analitycznego umysłu. Profesjonalnie prowadzona</span><a href="https://ninaambroziak.com/"><span style="color:#1F1F1F;">&nbsp;</span><span style="color:#0B57D0;">hipnoterapia warszawa</span></a><span style="color:#1F1F1F;"> pozwala skutecznie dotrzeć do głębokich, ukrytych mechanizmów kształtujących nasze codzienne reakcje obronne. Odpowiednio zaplanowana interwencja w bezpiecznym gabinecie znacząco przyspiesza proces trwałej zmiany ograniczających nawyków.</span></p><h2><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Mechanizmy neuroplastyczności mózgu w stanie głębokiego relaksu</strong></span></h2><p><span style="color:#1F1F1F;">Stan terapeutycznego rozluźnienia zmienia dominującą częstotliwość fal mózgowych, wprowadzając układ nerwowy pacjenta w optymalny zakres fal alfa i theta. Taka fizjologiczna rekonfiguracja ułatwia płynny dostęp do wypartych wspomnień oraz konfliktów emocjonalnych zakotwiczonych w ciele. Praktyka gabinetowa prowadzona przez ninaambroziak dowodzi, że czasowe ominięcie krytycznego czynnika umysłu stwarza idealne warunki do redefinicji traumatycznych doświadczeń.</span></p><p><span style="color:#1F1F1F;">Proces przeprogramowania szkodliwych schematów poznawczych odbywa się poprzez tworzenie zupełnie nowych, stabilnych połączeń neuronowych. Pacjent przez cały czas trwania sesji terapeutycznej zachowuje stuprocentową świadomość i sprawuje kontrolę nad przebiegiem transu. Indukcja służy tu wyłącznie jako neurobiologiczny katalizator, ułatwiający wdrażanie pozytywnych sugestii wspierających leczenie.</span></p><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Eliminacja fobii specyficznych i chronicznego napięcia nerwowego</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Techniki pracy z podświadomością wykazują bardzo wysoką skuteczność analityczną w niwelowaniu paraliżującego lęku przed lataniem, wystąpieniami publicznymi czy określonymi sytuacjami społecznymi. Doświadczony specjalista pomaga trwale odizolować zewnętrzny bodziec stresowy od wyuczonej, panicznej reakcji wegetatywnej ludzkiego organizmu. Stopniowa desensytyzacja w transie pozwala na bezpieczne oswojenie się z obiektem lęku, całkowicie bez narażania pacjenta na rzeczywisty stres.</span></p><p><span style="color:#1F1F1F;">Aby cały proces terapeutyczny przyniósł wymierne rezultaty kliniczne, wymaga on precyzyjnego dostosowania języka sugestii do indywidualnego profilu językowego pacjenta. Prawidłowo zaprojektowana i wdrożona strategia leczenia podświadomych blokad przynosi następujące, udokumentowane korzyści zdrowotne:</span></p><ul><li><span style="color:#1F1F1F;">Trwałe obniżenie poziomu kortyzolu we krwi i szybka redukcja chronicznego napięcia mięśni szkieletowych.</span></li><li><span style="color:#1F1F1F;">Systematyczne wygaszenie psychosomatycznych objawów stresu oksydacyjnego, takich jak nawracające migreny czy uporczywa bezsenność.</span></li><li><span style="color:#1F1F1F;">Wykształcenie nowych, wysoce adaptacyjnych mechanizmów kognitywnych niezbędnych do radzenia sobie z codziennymi kryzysami.</span></li></ul><h3><strong>Najczęściej zadawane pytania (FAQ)</strong></h3><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Czy stan głębokiego relaksu hipnotycznego jest bezpieczny dla mózgu?</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Odpowiednio przeprowadzona indukcja to zjawisko całkowicie naturalne, fizjologicznie przypominające moment tuż przed zaśnięciem lub stan silnego zamyślenia. Terapeuta nigdy nie posiada możliwości zmuszenia klienta do wykonania działań, które łamią jego wewnętrzny system wartości moralnych.</span></p><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Ile spotkań w gabinecie potrzeba do ustabilizowania zaburzeń snu?</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Początkowy czas trwania i intensywność leczenia zależą od złożoności problemu bazowego oraz indywidualnej podatności układu nerwowego na neuroplastyczność. Bardzo często już po upływie zaledwie trzech sesji pacjenci notują zauważalną poprawę jakości snu głębokiego oraz rzadsze wybudzenia nocne.</span></p><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Czym dokładnie różni się profesjonalna praca kliniczna od form scenicznych?</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Terapia prowadzona w gabinecie ukierunkowana jest na rozwiązanie precyzyjnie zdefiniowanego problemu zdrowotnego, przy pełnej, świadomej współpracy z dłużnikiem. Z kolei popularne formaty sceniczne to jedynie wyreżyserowana iluzja, oparta na rygorystycznej selekcji jednostek o najwyższej skłonności do uległości.</span></p><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Jakie istnieją bezwzględne przeciwwskazania do podjęcia tego typu interwencji?</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Główną przeszkodą do rozpoczęcia pracy w transie są przede wszystkim zdiagnozowane aktywne psychozy, schizofrenia oraz ostre stany epileptyczne. Kompetentny specjalista zawsze rozpoczyna współpracę od szczegółowego wywiadu, który rzetelnie wyklucza ewentualne ryzyka z obszaru neurologii i psychiatrii.</span></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„Moje Zdrowie” ma już rok. W Łódzkiem ankietę wypełniło 264 tysiące osób, a NFZ zapłacił za badania 52 mln zł]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55295,moje-zdrowie-ma-juz-rok-w-lodzkiem-ankiete-wypelnilo-264-tysiace-osob-a-nfz-zaplacil-za-badania-52-mln-zl</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55295,moje-zdrowie-ma-juz-rok-w-lodzkiem-ankiete-wypelnilo-264-tysiace-osob-a-nfz-zaplacil-za-badania-52-mln-zl</guid>
            <pubDate>Tue, 26 May 2026 10:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-moje-zdrowie-ma-juz-rok-w-lodzkiem-ankiete-wypelnilo-264-tysiace-osob-a-nfz-zaplacil-za-badania-1779785269.png</url>
                        <title>„Moje Zdrowie” ma już rok. W Łódzkiem ankietę wypełniło 264 tysiące osób, a NFZ zapłacił za badania 52 mln zł</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55295,moje-zdrowie-ma-juz-rok-w-lodzkiem-ankiete-wypelnilo-264-tysiace-osob-a-nfz-zaplacil-za-badania-52-mln-zl</link>
                    </image><description>Program „Moje Zdrowie – bilans zdrowia osoby dorosłej” działa od maja 2025 roku i po pierwszym roku stał się jednym z największych projektów profilaktycznych w Polsce. Ankiety wypełniły już około 4 miliony dorosłych Polek i Polaków. W województwie łódzkim z programu skorzystało 264 tysiące osób, a za wykonane badania Łódzki Oddział NFZ zapłacił 52 mln zł. To nie jest kolejna ulotka o profilaktyce, którą odkłada się do szuflady. To realna szansa, by znaleźć chorobę wtedy, gdy jeszcze nie zdążyła zapukać do drzwi z całą siłą.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h4><strong>Profilaktyka, która zeszła z plakatu i weszła do przychodni</strong></h4><p>Są choroby, które nie zaczynają się jak dramat w filmie Kurosawy — od nagłego uderzenia pioruna, krzyku i ciemnego nieba. Częściej przychodzą cicho. Przez lata piszą swoje pierwsze zdania w wynikach krwi, w podwyższonych próbach wątrobowych, w poziomie glukozy, kreatyniny, cholesterolu albo markerów, których wielu pacjentów nigdy wcześniej nawet nie słyszało.</p><p>Właśnie dlatego powstał program <strong>„Moje Zdrowie – bilans zdrowia osoby dorosłej”</strong>. To bezpłatny, finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia przegląd zdrowotny dla osób dorosłych. Program rozpoczął się 5 maja 2025 roku i jest realizowany w podstawowej opiece zdrowotnej. Mogą z niego korzystać osoby, które ukończyły 20 lat. Oficjalne informacje dla pacjentów wskazują, że celem programu jest m.in. wczesne wykrywanie chorób cywilizacyjnych, chorób układu krążenia, cukrzycy, chorób nerek, zaburzeń tarczycy, wybranych chorób onkologicznych oraz zakażeń HCV.</p><p>To ważne także lokalnie. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i całego regionu łódzkiego program nie oznacza wyjazdu do wielkiego ośrodka klinicznego ani czekania na specjalistyczną furtkę, która otworzy się za kilka miesięcy. Pierwszym miejscem kontaktu jest zwykła przychodnia POZ — ta sama, do której pacjent jest zapisany na co dzień.</p><h4><strong>W Łódzkiem 264 tysiące ankiet. Rekordzistą powiat opoczyński</strong></h4><p>Według danych przekazanych przez Łódzki Oddział NFZ, od maja 2025 roku w województwie łódzkim <strong>264 tysiące osób wypełniło ankietę w programie „Moje Zdrowie”</strong>. W pierwszych dwóch miesiącach działania programu wypełniano po około 14 tysięcy ankiet miesięcznie. Obecnie jest to średnio około 24 tysięcy ankiet.</p><p>Najwięcej ankiet wypełniono w Łodzi — niemal 62 tysiące. Najmniej w powiecie brzezińskim — około 3 tysiące. Jeśli jednak spojrzeć nie na suche liczby, lecz na odsetek mieszkańców powyżej 20. roku życia objętych programem, liderem regionu jest <strong>powiat opoczyński</strong>, gdzie z programu skorzystało już 25 procent uprawnionych mieszkańców. To najlepszy wynik w województwie łódzkim.</p><p>W pierwszej trójce znalazły się także <strong>powiat kutnowski</strong> z wynikiem 20 procent oraz <strong>powiat piotrkowski</strong>, gdzie program objął 19 procent mieszkańców w wieku 20+. Najsłabsze wyniki odnotowano w powiatach: łęczyckim — 9 procent, pajęczańskim — 10 procent i zgierskim — 11 procent.</p><p>W całym 2025 roku mieszkańcy Łódzkiego wykonali w programie <strong>629 tysięcy badań</strong>, za które Łódzki NFZ zapłacił <strong>52 mln zł</strong>. Co istotne, Fundusz podkreśla, że program nie jest limitowany finansowo — NFZ zapłaci za wszystkie badania i porady, z których skorzystają pacjenci.</p><h4><strong>Najczęściej badają się kobiety. Mężczyźni nadal zbyt często czekają na sygnał alarmowy</strong></h4><p>W Łódzkiem — podobnie jak w całej Polsce — z programu najchętniej korzystają kobiety. Stanowią one <strong>63 procent osób</strong>, które przystąpiły do „Mojego Zdrowia”. To nie powinno dziwić. Statystycznie kobiety częściej korzystają z profilaktyki, szybciej reagują na niepokojące objawy i częściej pojawiają się w gabinetach lekarskich nie dopiero wtedy, gdy organizm woła o pomoc.</p><p>Ale program jest również mocnym sygnałem do mężczyzn. Zwłaszcza że w pakiecie badań mogą znaleźć się m.in. oznaczenia PSA u mężczyzn po 50. roku życia, badania wątrobowe czy ocena ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. W Polsce wciąż zbyt często działa model „pójdę, jak będzie naprawdę źle”. Tyle że w medycynie czasem „naprawdę źle” oznacza już etap, na którym lekarz musi gasić pożar, zamiast spokojnie wymienić instalację.</p><p>W całym kraju rośnie średni wiek uczestników programu. Osoby 50+ stanowią obecnie 45,9 procent ankietowanych. W Łódzkiem niemal 15 procent wszystkich korzystających z programu to młodzi dorośli w wieku 20–29 lat. Najmniejszą grupą są osoby w wieku 40–49 lat — to 13 procent uczestników.</p><h4>Kto może skorzystać z programu „Moje Zdrowie”?</h4><p>Program jest skierowany do wszystkich osób, które ukończyły 20 lat i są ubezpieczone w NFZ. Nie ma górnej granicy wieku. Osoby w wieku od 20 do 49 lat mogą korzystać z bilansu raz na 5 lat, a osoby w wieku 50 lat i więcej — raz na 3 lata. Takie zasady potwierdzają również oficjalne informacje Ministerstwa Zdrowia i serwisu pacjent.gov.pl.</p><p>Udział w programie nie zamyka drogi do innych badań profilaktycznych. Pacjent nadal może otrzymać skierowanie na badania w ramach zwykłej opieki POZ albo korzystać z innych programów profilaktycznych. To ważne, bo „Moje Zdrowie” nie ma zastąpić lekarza prowadzącego, lecz uporządkować punkt startowy: pokazać, gdzie organizm jest w dobrej kondycji, a gdzie zaczyna wysyłać pierwsze sygnały ostrzegawcze.</p><h4><strong>Od ankiety do badań. Tak wygląda ścieżka pacjenta</strong></h4><p>Pierwszym krokiem jest ankieta. Można ją wypełnić przez Internetowe Konto Pacjenta, w aplikacji mojeIKP albo tradycyjnie — w swojej przychodni POZ, często z pomocą personelu. Dane z Łódzkiego pokazują, że cyfrowe kanały są ważne, ale nie dominują. Internetowe Konto Pacjenta wybrało 26 procent zgłaszających się, aplikację mojeIKP — 21 procent, natomiast ponad połowa, czyli 53 procent pacjentów, zapisała się w sposób tradycyjny.</p><p>To dobra wiadomość szczególnie dla seniorów i osób, które nie czują się pewnie w cyfrowym świecie. Profilaktyka nie może być luksusem dla tych, którzy sprawnie klikają w aplikacjach. Ma być dostępna także dla tych, którzy wolą rozmowę z rejestratorką, pielęgniarką albo lekarzem.</p><p>W ankiecie pojawiają się pytania o styl życia, odżywianie, aktywność fizyczną, używki, czynniki ryzyka zakażeń krwiopochodnych, a u osób starszych także kwestie związane ze stanem psychicznym i funkcjami poznawczymi. Po wypełnieniu ankiety trafia ona do przychodni POZ, do której zapisany jest pacjent. Placówka powinna skontaktować się z pacjentem w ciągu 30 dni. Oficjalny serwis pacjent.gov.pl wskazuje, że ankietę można wypełnić właśnie przez IKP, mojeIKP albo bezpośrednio w przychodni POZ.</p><h4><strong>Badania, których wielu pacjentów nigdy wcześniej nie robiło</strong></h4><p>Pakiet podstawowy obejmuje badania, które zna większość pacjentów: morfologię krwi, poziom glukozy, kreatyninę, lipidogram, TSH oraz badanie ogólne moczu. To fundament, ale nie cała opowieść.</p><p>W zależności od wieku, płci i odpowiedzi w ankiecie pacjent może zostać skierowany także na badania rozszerzone. Wśród nich znajdują się m.in. próby wątrobowe — ALAT, ASPAT i GGTP, oznaczenie PSA u mężczyzn po 50. roku życia, przeciwciała anty-HCV, test FIT oraz lipoproteina(a). Ministerstwo Zdrowia informuje, że zakres badań w programie obejmuje diagnostykę podstawową oraz rozszerzoną, dobieraną w zależności od wieku i wyników ankiety.</p><p>Szczególnie ciekawa jest <strong>lipoproteina(a)</strong>, czyli Lp(a). To niezależny czynnik ryzyka miażdżycy i chorób sercowo-naczyniowych. Można być szczupłym, mieć prawidłowe ciśnienie, nie wyglądać jak „pacjent wysokiego ryzyka”, a mimo to mieć podwyższone Lp(a). Właśnie dlatego takie badanie ma znaczenie. Ono nie pyta, czy ktoś „czuje się zdrowo”. Ono sprawdza, co dzieje się pod powierzchnią.</p><h4><strong>Test FIT, czyli mniej strachu, więcej diagnostyki</strong></h4><p>W programie może pojawić się również test FIT, czyli badanie na obecność krwi w kale. Dla wielu osób temat chorób jelita grubego nadal jest krępujący, odkładany, wypierany. Kolonoskopia bywa obciążona lękiem, opowieściami znajomych i wyobrażeniami, które działają skuteczniej niż najlepszy scenariusz horroru.</p><p>Test FIT jest prostszym badaniem przesiewowym. Pomaga wykryć krwawienia z dolnego odcinka przewodu pokarmowego. Jeśli wynik będzie dodatni, lekarz może skierować pacjenta na kolonoskopię, która pozwoli ustalić prawdziwą przyczynę krwawienia. To nie jest więc „zamiast medycyny”, ale rozsądna brama do dalszej diagnostyki.</p><h4><strong>Historia 25-latki z Łodzi pokazuje, po co jest profilaktyka</strong></h4><p>Najmocniej przemawiają jednak nie tabele, lecz konkretne historie. Małgorzata Nowakowska-Miałkos, prezes NZOZ Sanmed w Łodzi, podkreśla, że jej placówka od wielu lat stawia na profilaktykę, a personel aktywnie zachęca pacjentów do programu „Moje Zdrowie”. Lekarze podczas wizyt przypominają o badaniach, pracownicy pomagają wypełnić ankietę, a do części pacjentów przychodnia dzwoni z zaproszeniem.</p><p>Jak mówi prezes Sanmed, szczególnie chętnie z programu korzystają kobiety po 60. roku życia, ale też młode osoby między 20. a 40. rokiem życia, które wcześniej nie obejmowały programy takie jak „Profilaktyka 40 PLUS”.</p><p>W łódzkiej placówce badania pomogły wykryć poważny problem u 25-letniej pacjentki, która nie miała dolegliwości. Po wykonaniu badań w ramach programu rozpoczęto diagnostykę w kierunku autoimmunologicznego zwłóknienia wątroby. Wyniki wykazały bardzo mocno podwyższone próby wątrobowe i niski poziom hemoglobiny. Pacjentka trafiła do szpitala, przeszła pogłębioną diagnostykę i rozpoczęła specjalistyczne leczenie.</p><p>To jest właśnie sens profilaktyki. Nie piękne hasło na plakacie. Nie urzędowy komunikat. Czasem jedno badanie jest jak latarnia morska — pokazuje skały, zanim statek rozbije się o brzeg.</p><h4><strong>Co pacjent dostaje po badaniach?</strong></h4><p>Po wykonaniu badań wyniki omawia lekarz, pielęgniarka albo inny pracownik medyczny. Pacjent otrzymuje <strong>indywidualny plan zdrowotny</strong>, czyli dokument z oceną stanu zdrowia, zaleceniami, planem badań profilaktycznych i indywidualnym kalendarzem szczepień. Oficjalny serwis pacjent.gov.pl informuje, że po badaniach pacjent zapraszany jest do POZ na wizytę podsumowującą, podczas której omawiane są wyniki, mierzone są m.in. ciśnienie, tętno, waga i wzrost, a u osób starszych oceniane mogą być także funkcje poznawcze.</p><p>To ważna zmiana w myśleniu o profilaktyce. Pacjent nie zostaje z kartką pełną skrótów: ALAT, TSH, LDL, GGTP, PSA, Lp(a). Dostaje interpretację i plan. A plan w zdrowiu jest tym, czym mapa w podróży — nie gwarantuje bezchmurnego nieba, ale pozwala nie iść przez las po omacku.</p><h4><strong>Dlaczego warto zrobić bilans?</strong></h4><p>Bo organizm nie zawsze mówi głośno. Czasem tylko szepcze. Podwyższona glukoza, problemy z nerkami, zaburzenia lipidowe, nieprawidłowe próby wątrobowe czy pierwsze sygnały ryzyka nowotworowego mogą przez długi czas nie dawać wyraźnych objawów.</p><p>Program „Moje Zdrowie” jest po to, by nie czekać na syrenę alarmową. W Tomaszowie Mazowieckim i całym regionie łódzkim dostęp do lekarzy specjalistów bywa wyzwaniem, dlatego dobra profilaktyka w POZ ma ogromne znaczenie. Im wcześniej wykryty problem, tym większa szansa, że leczenie będzie prostsze, skuteczniejsze i mniej dramatyczne.</p><p>W czasach, gdy tyle mówimy o kolejkach, brakach kadrowych i przeciążeniu systemu ochrony zdrowia, profilaktyka jest jedną z niewielu rzeczy, które naprawdę mogą przesunąć ciężar z leczenia zaawansowanej choroby na wcześniejszą reakcję. A to jest różnica między gaszeniem pożaru a sprawdzeniem instalacji, zanim pojawi się dym.</p><h4><strong>Jak się zgłosić?</strong></h4><p>Najprościej: wypełnić ankietę. Można to zrobić przez <strong>Internetowe Konto Pacjenta</strong>, przez aplikację <strong>mojeIKP</strong> albo bezpośrednio w swojej przychodni POZ. Do programu nie jest potrzebne skierowanie. Po analizie ankiety przychodnia kontaktuje się z pacjentem i wskazuje dalsze kroki. Program jest bezpłatny i finansowany przez NFZ.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Co córka dziedziczy po matce? Prof. Schier: nieopłakany cmentarz ciągle się za nami ciągnie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55294,co-corka-dziedziczy-po-matce-prof-schier-nieoplakany-cmentarz-ciagle-sie-za-nami-ciagnie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55294,co-corka-dziedziczy-po-matce-prof-schier-nieoplakany-cmentarz-ciagle-sie-za-nami-ciagnie</guid>
            <pubDate>Tue, 26 May 2026 09:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-co-corka-dziedziczy-po-matce-prof-schier-nieoplakany-cmentarz-ciagle-sie-za-nami-ciagnie-1779911650.png</url>
                        <title>Co córka dziedziczy po matce? Prof. Schier: nieopłakany cmentarz ciągle się za nami ciągnie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55294,co-corka-dziedziczy-po-matce-prof-schier-nieoplakany-cmentarz-ciagle-sie-za-nami-ciagnie</link>
                    </image><description>Obiecujemy sobie: „nie będę taka jak moja matka”. A potem łapiemy się na tym samym tonie głosu, tych samych reakcjach i identycznych lękach. Prof. Katarzyna Schier opowiedziała w rozmowie z PAP o traumach przekazywanych między pokoleniami, matkach „na oparach” i dzieciach wychowywanych bez granic.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>PAP: Kiedy kobieta dowiaduje się, że zostanie matką, bardzo często obiecuje sobie jedno: „ja będę inna niż moja mama”. Tymczasem po latach okazuje się, że nawet jeśli nie jesteśmy kopią swoich matek jeden do jednego, to przejmujemy ich zachowania, lęki, sposób mówienia, a nawet wady. Jak to się dzieje?</strong></p><p><strong>Prof. dr hab. Katarzyna Schier, psycholożka, wieloletni pracownik Wydziału Psychologii UW, psychoterapeutka, członki Trauma Lab UW: </strong>To jest jedno z najważniejszych pytań dotyczących relacji między pokoleniami. Bardzo dużo mówi się dziś o traumie transgeneracyjnej, czyli o tym, że trudne doświadczenia przechodzą z pokolenia na pokolenie. Rzadziej mówi się o tym, że dokładnie tym samym kanałem przekazujemy sobie codzienne zachowania, sposoby reagowania, wzory miłości, opieki czy radzenia sobie ze stresem.</p><p>Oczywiście znaczenie mają geny i biologia, ale ogromną rolę odgrywa też przywiązanie. Dziecko od pierwszych chwil życia uczy się świata przez kontakt z matką. Uczy się, czy świat jest bezpieczny, czy trzeba się bać, czy emocje wolno pokazywać, czy trzeba je tłumić. I bardzo często to wszystko odbywa się bez słów.</p><p>W psychologii nazywamy to wzorcem przywiązania. Dziecko buduje go od pierwszych miesięcy życia. Jeśli matka jest spokojna, przewidywalna, reaguje na potrzeby dziecka, ono uczy się, że świat jest bezpieczny. Jeśli natomiast matka sama żyje w lęku, chaosie albo emocjonalnym odcięciu, dziecko chłonie ten stan jak własny. I to jest niezwykle ważne: dziecko nie przejmuje tylko poglądów rodziców, ale sposób przeżywania świata.</p><p><strong>PAP: Czyli można odziedziczyć po przodkach nie tylko kolor oczu, ale też lęk?</strong></p><p>K.S.: Tak. Polska jest szczególnym przykładem społeczeństwa straumatyzowanego historycznie. Wojna, okupacja, głód, śmierć, później komunizm i życie w permanentnym napięciu – tego nigdy naprawdę zbiorowo nie przepracowaliśmy. Cierpienie nie było uznawane społecznie, ten wielomilionowy, nieopłakany cmentarz sprzed 80 lat ciągle się za nami ciągnie.</p><p>Proszę sobie wyobrazić kobietę, która podczas wojny żyła w ciągłym strachu. Ukrywała Żydów, bała się śmierci, głodu, donosów. Potem urodziła dziecko. Ona może temu dziecku nigdy niczego nie opowiedziała, ale ono i tak przejęło jej lęk. Przez napięcie jej ciała, przez sposób reagowania.</p><p>Jeżeli matka stale żyje tak, jakby czekała na katastrofę, która za chwilę może się wydarzyć, dziecko chłonie to jak gąbka. Ono jeszcze nie rozumie słów, ale doskonale rozumie emocje.</p><p><strong>PAP: Wiele dojrzałych kobiet mówi dziś: „moja mama mnie nie przytulała”, „nie mówiła o emocjach”, „ciągle krzyczała”. Sama nieraz słyszałam: „przestań ryczeć, nie masz powodu, dopiero jak dostaniesz w dupę, to będziesz miała”. Skąd brał się ten chłód?</strong></p><p>K.S.: Ja bym bardzo uważała z ocenianiem tamtych kobiet. One często nie były zimne z wyboru. One po prostu nie miały zasobów – słownych czy emocjonalnych. Kobiety wychowujące dzieci w PRL-u żyły w permanentnym kryzysie. Wszystko trzeba było zdobyć, zorganizować, wystać, załatwić. Do tego bardzo wiele z nich same było dziećmi rodziców straumatyzowanych wojną. One kochały swoje dzieci. Tylko często nie miały skąd posiąść języka emocji. Miłość wyrażały karmieniem, troską, pilnowaniem, walką o przetrwanie. Nie siadały i nie mówiły: „widzę, że ci smutno”. Bo nikt wcześniej tak nie mówił do nich.</p><p><strong>PAP: A my powielamy te wzorce? I dlatego tak często łapiemy się na tym, że kopiujemy matki nawet w drobiazgach — sposobie mówienia, ubierania się czy rozumieniu kobiecości?</strong></p><p>K.S.: Oczywiście. Córki nieustannie obserwują swoje matki i uczą się od nich kobiecości. Czasem są to rzeczy bardzo subtelne, a czasem zupełnie dosłowne.</p><p>Widzę dziś nastolatki noszące bardzo długie, ostre paznokcie - dokładnie takie same jak ich matki. Kiedy pyta się je, dlaczego to robią, często nawet nie potrafią odpowiedzieć, albo bąkają, że „takie są ładne”. A przecież to jest wzorzec atrakcyjności przejęty niemal automatycznie od ich mam. Dziewczynka patrzy na matkę i uznaje, że „tak powinna wyglądać kobieta”. To właśnie mechanizm modelowania. Bardzo silny, bardzo głęboki i najczęściej całkowicie nieświadomy.</p><p><strong>PAP: Jednak coś się odwróciło w tym transpokoleniowym przekazie: jeśli wcześniej dzieci wychowywano zbyt twardo, na zasadzie „zimnego chowu cieląt”, to obecne obowiązuje „model bezstresowy”.</strong></p><p>K.S.: Także mam takie poczucie, że dziś coraz częściej wychowuje się dzieci bez stawiania granic. I to jest bardzo niebezpieczne.</p><p>Pojawiło się przekonanie, że dobry rodzic to taki, który nigdy nie frustruje dziecka, nie mówi „nie”, nie zabrania niczego, nie wywołuje konfliktu. Tymczasem dziecko bez granic nie czuje się wolne. Paradoksalnie: ono czuje się zagubione, bo to właśnie granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa.</p><p>Bardzo lubię bajkę o siedmiu koźlątkach i wilku. W niej mama koza, wychodząc z domu, mówi dzieciom: „nie otwierajcie nikomu drzwi”. To jest właśnie dobra granica. Mama nie ogranicza dzieci dlatego, że chce je kontrolować, tylko dlatego, że chce je ochronić.</p><p>Tymczasem dziś część matek boi się powiedzieć swojemu dziecku: „nie wolno”, „zabraniam”, „odłóż telefon”, „nie pójdziesz tam”. Bo boją się, że będą złymi mamami.</p><p><strong>PAP: Wielu specjalistów mówi dziś wręcz o rodzicach sparaliżowanych lękiem przed stawianiem granic.</strong></p><p>K.S.: Bo współczesny rodzic żyje pod gigantyczną presją. Szczególnie kobiety. One mają być jednocześnie świetnymi matkami, partnerkami, pracownicami, mieć rozwój osobisty, zdrowe dzieci, piękne mieszkanie i jeszcze muszą wyglądać perfekcyjnie na Instagramie. To jest niewyobrażalnie obciążające.</p><p>I potem taka kobieta siedzi sama w domu z małym dzieckiem przez dziesięć godzin, jest wyczerpana, przebodźcowana, a internet cały czas mówi jej, że robi coś źle. Za dużo krzyczy. Za mało karmi piersią. Za szybko wróciła do pracy. Za późno wróciła do pracy. Dziecko ma za dużo ekranów. Albo za mało zajęć dodatkowych. To jest potężna machina wpędzająca w poczucie winy.</p><p><strong>PAP: I chyba dlatego wiele kobiet wybiera święty spokój.</strong></p><p>K.S.: Tak. Tablet staje się elektroniczną nianią. Smartfon sposobem na uniknięcie konfliktu. Matka macha ręką i mówi sobie: „byleby nie było awantury”. Ale brak granic także może być formą zaniedbania.</p><p>Jeżeli kobieta widzi, że dziecko jest uzależnione od telefonu, nie śpi po nocach, zamyka się w świecie internetu, a mimo to boi się zareagować, bo dziecko będzie złe albo „się straumatyzuje”, to mamy poważny problem: dzisiaj matki często bardziej boją się złości własnych dzieci niż tego, co się z tymi dziećmi dzieje.</p><p><strong>PAP: Skąd ten strach przed powiedzeniem dziecku „nie”?</strong></p><p>K.S.: Myślę, że dla wielu z tych kobiet powiedzenie „nie” kojarzy się z przemocą podczas ich własnego dzieciństwa. Pamiętają rodziców krzyczących, karzących, zawstydzających, wymierzających im razy. I teraz próbują być przeciwieństwem tamtego modelu. Tylko że pomiędzy przemocą a brakiem granic jest jeszcze ogromna przestrzeń zdrowego rozsądku. Przecież można powiedzieć dziecku „nie” spokojnie, stanowczo i z miłością.</p><p><strong>PAP: Dzisiaj modne jest też pokazywanie idealnego macierzyństwa w mediach społecznościowych.</strong></p><p>K.S.: To jest bardzo groźne. Nastąpiła ogromna estetyzacja macierzyństwa: piękne mamy, piękne dzieci, idealne wnętrza, uśmiechy i czułość, niemal lepka, płynąca z tych kadrów. Wszystko jest pastelowe i harmonijne. A potem taka kobieta siedzi w domu niewyspana, z nieumytą głową, jej dziecko wydziera się od trzech godzin, ona sama jest na granicy załamania i myśli: „co jest ze mną nie tak?”. Problem polega na tym, że porównuje swoje prawdziwe życie do cudzej wyreżyserowanej iluzji.</p><p><strong>PAP: W naszej rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa samotność współczesnych matek.</strong></p><p>K.S.: Bo kiedyś istniała wspólnota. Były babcie, ciotki, sąsiadki, inne kobiety, na których można było się wesprzeć, można było liczyć na ich radę i pomoc. Dziś bardzo wiele rodzin funkcjonuje samotnie, nie mając żadnego zaplecza i młoda matka zostaje przez wiele godzin sama w mieszkaniu z dzieckiem i telefonem, który często nie daje ukojenia, tylko jeszcze bardziej podkręca lęk.</p><p>Proszę też zwrócić uwagę na to, że żyjemy od ładnych kilku lat w kulturze permanentnego zastraszenia i lęku przed śmiercią. Najpierw była pandemia COVID-19, potem wybuchła wojna na Ukrainie, do tego jesteśmy bombardowani informacjami o katastrofie klimatycznej, kryzysach gospodarczych, przemocy czy przestępczości. Człowiek cały czas słyszy, że nadciąga coś strasznego. Trudno w takim świecie zdecydować się na dziecko, a jak się ono już pojawi - trudno zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa.</p><p><strong>PAP: A co powiedziałaby pani kobietom, które nadal noszą w sobie złość do własnych matek?</strong></p><p>K.S.: Żeby spróbowały „wejść w ich buty”. To nie znaczy, że mamy usprawiedliwiać wszystko. Ale bardzo często, kiedy zaczynamy rozumieć historię własnej matki — jej lęk, samotność, niedojrzałość, wojenne albo powojenne doświadczenia, brak wsparcia — będziemy mogły lepiej ją zrozumieć.</p><p>Psychologia zna pojęcie mentalizacji. To zdolność wyobrażenia sobie świata z perspektywy drugiego człowieka. Czasami córka przez całe życie pamięta, że matka była wobec niej chłodna albo krzyczała na nią. Kiedy zastanowi się nad jej życiem, może dostrzeże, że tamta kobieta, kiedy ją urodziła, miała tylko 18 lat, była więc jeszcze dzieckiem, osamotnionym i kompletnie bezradnym. Jeśli „wejdziemy w buty” tej drugiej kobiety, może pojawić się zrozumienie, a wraz z nim – jakaś forma wewnętrznego pojednania.</p><p><strong>PAP: Czyli najważniejsze jest zobaczenie człowieka po drugiej stronie?</strong></p><p>K.S.: Tak. Zamiast patrzyć w krzywe lustro, które ktoś dla nas zbudował i w którym odbija się narzucony obraz, stworzony choćby przez czyjeś interesy biznesowe. Mam wrażenie, że dzisiaj, w kulturze smartfonów, „ejajów” i innych nowinek technologicznych, zatracamy tę umiejętność. Coraz łatwiej oceniamy i potępiamy, a coraz rzadziej próbujemy zrozumieć. Przestaliśmy poszukiwać odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”</p><p>Myślę, że jeśli mamy dzieci w różnym wieku, to zaczną coraz częściej stawiać to pytanie, choćby w kwestii tych wymyślonych Internetowych idealnych norm albo powodów ciągłego straszenia nas śmiercią i katastrofą. I będą mogły się oddzielić, zdystansować do tych treści.</p><p>Dostałam ostatnio kubek z napisem - „brzmi jak nie mój problem” – uwielbiam pić z niego kawę, gdy muszę konfrontować się ze światem.</p><p><strong>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</strong></p><p>&nbsp;</p><p>mir/ kcz/</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Trening medyczny a fizjoterapia – czym się różnią?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55285,trening-medyczny-a-fizjoterapia-czym-sie-roznia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55285,trening-medyczny-a-fizjoterapia-czym-sie-roznia</guid>
            <pubDate>Mon, 25 May 2026 17:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-trening-medyczny-a-fizjoterapia-czym-sie-roznia-1779721918.jpg</url>
                        <title>Trening medyczny a fizjoterapia – czym się różnią?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55285,trening-medyczny-a-fizjoterapia-czym-sie-roznia</link>
                    </image><description>Choć trening medyczny i fizjoterapia często są ze sobą mylone lub używane zamiennie, w rzeczywistości są to dwa różne, ale bardzo mocno uzupełniające się podejścia do pracy z ciałem. Oba mają wspólny cel – poprawę zdrowia, funkcjonowania i redukcję bólu – jednak różnią się narzędziami, zakresem działania oraz momentem, w którym są stosowane.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>Fizjoterapia – praca z bólem i dysfunkcją</strong></h3><p>Fizjoterapia skupia się przede wszystkim na diagnozie funkcjonalnej oraz leczeniu dolegliwości bólowych i urazów. Fizjoterapeuta pracuje z pacjentem, który najczęściej zgłasza konkretny problem: ból kręgosłupa, uraz sportowy, stan po operacji czy ograniczenie ruchomości.</p><p>W fizjoterapii stosuje się m.in. techniki manualne, terapię tkanek miękkich, mobilizacje stawowe, fizykoterapię oraz ćwiczenia terapeutyczne. Kluczowym celem jest zmniejszenie bólu, przywrócenie podstawowej funkcji oraz przygotowanie pacjenta do dalszej pracy ruchowej.</p><p>Można więc powiedzieć, że fizjoterapia często działa „tu i teraz” – w momencie, gdy ciało potrzebuje interwencji, odciążenia i przywrócenia podstawowej sprawności.</p><h3><strong>Trening medyczny – odbudowa i wzmocnienie</strong></h3><p>Trening medyczny wchodzi zwykle na kolejnym etapie lub równolegle, gdy stan pacjenta jest już stabilniejszy. Jego głównym celem jest odbudowa siły, stabilizacji, kontroli ruchu oraz przygotowanie organizmu do pełnej aktywności – zarówno życia codziennego, jak i sportu.</p><p>W treningu medycznym wykorzystuje się ćwiczenia funkcjonalne, trening siłowy o kontrolowanej intensywności, elementy stabilizacji centralnej (core), pracę nad mobilnością oraz naukę prawidłowych wzorców ruchowych. To proces bardziej „treningowy” niż terapeutyczny, choć nadal oparty na indywidualnych ograniczeniach pacjenta.</p><h3><strong>Najważniejsze różnice</strong></h3><p>Najprościej rzecz ujmując:</p><ul><li>fizjoterapia koncentruje się na redukcji bólu i przywróceniu podstawowej funkcji,</li><li>trening medyczny skupia się na odbudowie sprawności, siły i odporności na obciążenia.</li></ul><p>Fizjoterapia często jest pierwszym etapem, a trening medyczny kolejnym krokiem, który pozwala utrwalić efekty terapii i zapobiegać nawrotom problemów.</p><h3><strong>Współpraca zamiast wyboru</strong></h3><p>W praktyce nie chodzi o wybór „albo-albo”, tylko o połączenie obu podejść. Pacjent po kontuzji czy operacji potrzebuje zarówno terapii manualnej i pracy przeciwbólowej, jak i stopniowego powrotu do ruchu poprzez trening.</p><p>Dobrze zaplanowany proces rehabilitacji powinien płynnie przechodzić od fizjoterapii do treningu medycznego, bez wyraźnej granicy, ale z zachowaniem odpowiedniej progresji obciążeń.</p><h3><strong>Podsumowanie</strong></h3><p>Fizjoterapia i trening medyczny to dwa etapy jednego procesu – powrotu do sprawności. Pierwszy usuwa ograniczenia i ból, drugi buduje trwałą funkcję, siłę i odporność ciała na przyszłe przeciążenia.</p><p>Jeśli chcesz podejść do swojego zdrowia w sposób kompleksowy i połączyć terapię z bezpiecznym treningiem, więcej informacji znajdziesz na stronie: <a href="https://jakubsikora-fizjotrener.pl/">https://jakubsikora-fizjotrener.pl/</a></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wojewoda nadal bada mandat radnej Pauliny Sochy. Chodzi o pracę w TCZ, wypowiedzi na sesjach i przepisy antykorupcyjne]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55251,wojewoda-nadal-bada-mandat-radnej-pauliny-sochy-chodzi-o-prace-w-tcz-wypowiedzi-na-sesjach-i-przepisy-antykorupcyjne</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55251,wojewoda-nadal-bada-mandat-radnej-pauliny-sochy-chodzi-o-prace-w-tcz-wypowiedzi-na-sesjach-i-przepisy-antykorupcyjne</guid>
            <pubDate>Sun, 24 May 2026 23:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wojewoda-nadal-bada-mandat-radnej-pauliny-sochy-chodzi-o-prace-w-tcz-wypowiedzi-na-sesjach-i-przep-1779714289.png</url>
                        <title>Wojewoda nadal bada mandat radnej Pauliny Sochy. Chodzi o pracę w TCZ, wypowiedzi na sesjach i przepisy antykorupcyjne</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55251,wojewoda-nadal-bada-mandat-radnej-pauliny-sochy-chodzi-o-prace-w-tcz-wypowiedzi-na-sesjach-i-przepisy-antykorupcyjne</link>
                    </image><description>Sprawa ewentualnego wygaszenia mandatu radnej Pauliny Sochy nie została zakończona. Łódzki Urząd Wojewódzki zażądał od Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim kolejnych dokumentów dotyczących jej aktywności na sesjach, zwłaszcza tych, na których wypowiadała się w sprawach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. W tle jest art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym — jeden z przepisów antykorupcyjnych, który ma pilnować granicy między mandatem radnego, interesem publicznym i działalnością podmiotów korzystających z mienia powiatu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">W lokalnej polityce najtrudniejsze sprawy rzadko zaczynają się od wielkich słów. Czasem zaczynają się od pisma, kilku załączników i pytania, które wraca na salę obrad jak echo z dramatu sądowego: <strong>czy radny może jednocześnie kontrolować spółkę powiatową i zawodowo uczestniczyć w jej zarządzaniu, finansach albo publicznym tłumaczeniu jej decyzji? </strong>W przypadku radnej Pauliny Sochy pytanie to nie ma już wyłącznie charakteru politycznej polemiki. Trafiło do procedury nadzorczej prowadzonej przez wojewodę łódzką.</p><h3><strong>Wojewoda żąda protokołów i wyjaśnień</strong></h3><p style="text-align:justify;">W piśmie z 15 maja 2026 roku Łódzki Urząd Wojewódzki, działając w ramach nadzoru nad działalnością powiatu, powołał się na sprawę ewentualnego naruszenia przez radną <strong>Paulinę Sochę </strong>zakazu wynikającego z art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym. Urząd wskazał, że do wcześniejszych materiałów dołączono m.in. pismo <strong>Tomaszowskiego Centrum Zdrowia S</strong>p. z o.o. z 17 kwietnia 2026 roku, w którym podano, że <strong>radna uczestniczyła w sesjach Rady Powiatu i wypowiadała się w zakresie spraw finansowych spółki.</strong> Wojewoda poprosił więc o przesłanie protokołów obrad Rady Powiatu oraz komisji — od 2025 roku — na których Paulina Socha wypowiadała się w sprawach dotyczących TCZ.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Rada Powiatu odpowiedziała pismem z 22 maja 2026 roku. Przewodniczący Rady Powiatu Michał Jodłowski przekazał, że w załączeniu przesyła kopie protokołów z sesji, podczas których radna Paulina Socha wypowiadała się w sprawach spółki Tomaszowskie Centrum Zdrowia. Wymieniono protokoły: XVIII/2025, XXV/2025, XXXIII/2025, XL/2026 oraz XLII/2026.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">To ważny moment. Skoro organ nadzoru domaga się kolejnych protokołów, można ostrożnie przyjąć, że dotychczasowy materiał nie został uznany za wystarczający do zamknięcia sprawy. Nie oznacza to automatycznie, że doszło do naruszenia prawa. Oznacza natomiast, że wojewoda bada nie tylko formalne zatrudnienie radnej, ale również <strong>realny charakter jej aktywności podczas obrad</strong>.</p><h3><strong>Sprawa była już opisywana w lokalnych mediach</strong></h3><p style="text-align:justify;">Temat nie pojawił się w próżni. Juz w kwietniu 2026 roku pisaliśmy, że w związku ze sprawą Pauliny Sochy odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Powiatu, zwołana w celu przekazania wojewodzie żądanych dokumentów oraz przyjęcia stanowiska rady w sprawie zarzutów dotyczących zatrudnienia radnej w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Podkresliliśmy, że radna po zmianie prezesa szpitala została zatrudniona w spółce jako dyrektorka do spraw finansowych i główna księgowa, a sama spółka działa na majątku powiatu.</p><p style="text-align:justify;">Według tej samej publikacji Łódzki Urząd Wojewódzki wszczął postępowanie nadzorcze wobec Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim w związku z podejrzeniem naruszenia przepisów antykorupcyjnych przez radną. Opisywaliśmy także, że podczas głosowania 12 radnych wyraziło stanowisko, iż radna prawa nie złamała, i że taki dokument miał zostać przekazany wojewodzie. To istotne uzupełnienie, bo pokazuje, że sprawa ma dwa poziomy. Pierwszy to <strong>formalna procedura nadzorcza</strong>. Drugi to <strong>polityczne stanowisko Rady Powiatu</strong>, które — nawet jeśli zostało przyjęte większością głosów — nie zamyka jeszcze oceny organu nadzoru.</p><h3><strong>Kim w tej sprawie jest Paulina Socha?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Z oficjalnego wykazu BIP wynika, że Paulina Socha jest radną Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim wybraną z listy Prawa i Sprawiedliwości. W tym samym wykazie widać także aktualny skład rady kadencji 2024–2029 oraz polityczne przypisanie radnych. Profil radnej w systemie eSesja wskazuje, że Paulina Socha reprezentuje okręg wyborczy nr 5, obejmujący gminy Tomaszów Mazowiecki, Inowłódz i Rzeczycę. Portal pokazuje również jej aktywność w posiedzeniach komisji i sesjach, w tym obecności na posiedzeniach z kwietnia i maja 2026 roku.</p><p style="text-align:justify;">Z BIP Powiatu Tomaszowskiego wynika ponadto, że Paulina Socha zasiada w Komisji Rewizyjnej, Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, Komisji Edukacji, Kultury i Sportu, gdzie pełni funkcję zastępcy przewodniczącej, oraz w Komisji Statutowej.</p><p style="text-align:justify;">Ten ostatni element jest szczególnie ciekawy. Komisja Rewizyjna to organ kontrolny rady. Jeżeli radna będąca członkiem komisji kontrolnej jednocześnie pracuje na stanowisku kierowniczym w spółce podległej powiatowi, sprawa <strong>nabiera nie tylko wymiaru prawnego, ale i etycznego.</strong> Nie przesądza to naruszenia prawa, ale zwiększa wagę pytania o konflikt ról.</p><h3><strong>TCZ to nie zwykła spółka z tabeli</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia </strong>samo przedstawia się jako ważna placówka medyczna służąca mieszkańcom Tomaszowa Mazowieckiego i okolic. Według informacji ze strony TCZ placówka obejmuje m.in. szpital, przychodnię i poradnie specjalistyczne, a pacjenci mogą korzystać z pomocy lekarzy różnych specjalizacji, diagnostyki oraz leczenia. Oficjalna strona podaje także, że TCZ ma 16 oddziałów, 22 poradnie i zatrudnia m.in. 160 lekarzy, 261 pielęgniarek, 25 położnych, 44 salowe oraz 46 ratowników medycznych.</p><p>To ważne, bo rozmowa o TCZ nie jest rozmową o dowolnym podmiocie gospodarczym. To rozmowa o szpitalu, o publicznych pieniądzach, o zdrowiu mieszkańców powiatu i o instytucji, której funkcjonowanie bezpośrednio dotyka tysięcy osób. W tym sensie sprawa Pauliny Sochy nie jest wyłącznie sporem o jeden mandat. To test lokalnej przejrzystości: <strong>czy radny może być jednocześnie kontrolerem systemu i częścią kierownictwa podmiotu, który temu systemowi podlega?</strong></p><h3><strong>Sesja z 17 czerwca 2025 roku. Punkt o TCZ i pierwsze istotne wypowiedzi</strong></h3><p style="text-align:justify;">Najważniejsze fragmenty znajdują się w protokole XXV sesji Rady Powiatu z 17 czerwca 2025 roku, w punkcie 8: <strong>„Sprawozdanie Prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia sp. z o.o. z działalności spółki za 2024 rok oraz za okres od stycznia 2025 roku do kwietnia 2025 roku”</strong>. Już sam punkt obrad pokazuje, że nie była to luźna dyskusja polityczna, lecz oficjalna debata o sytuacji powiatowej spółki.</p><p style="text-align:justify;">Prezes TCZ <strong>Marek Utracki </strong>poinformował wtedy, że w kadrze spółki nastąpiły zmiany, a Paulina Socha pełni funkcję dyrektora do spraw finansowych. W tym samym wystąpieniu wskazał również inne zmiany kadrowe i organizacyjne w spółce, w tym połączenie stanowisk administracyjno-inwestycyjnych oraz przekazanie uprawnień po odejściu prokurenta.</p><h4><strong>Cytat 1: wynik finansowy i wskaźniki spółki</strong></h4><p style="text-align:justify;">W odpowiedzi na wypowiedź radnego Mariusza Strzępka, który wskazywał, że radni nie otrzymali wcześniej danych finansowych w formie tabelarycznej, głos zabrała Paulina Socha jako <strong>dyrektor do spraw finansowych w TCZ</strong>:</p><blockquote><p style="text-align:justify;">„Spółka wypracowała zysk z działalności operacyjnej na poziomie ok. 3.954.000 zł, natomiast zysk całościowy – ok. 7.300.000 zł. Obecnie sprawozdanie jest badane przez biegłego rewidenta. [...] Udzieliła informacji na temat tego jak kształtują się wskaźniki płynności, wypłacalności, zadłużenia i rentowności.”</p></blockquote><p style="text-align:justify;"><strong>Analiza:</strong> ta wypowiedź nie ma charakteru zwykłej opinii radnej. Została odnotowana jako wypowiedź<i> „dyrektora do spraw finansowych w TCZ”</i>. Dotyczy danych finansowych spółki, sprawozdania badanego przez biegłego rewidenta oraz wskaźników płynności, wypłacalności, zadłużenia i rentowności. Może więc być interpretowana jako wystąpienie osoby posiadającej wiedzę zarządczą lub finansową spółki, a nie wyłącznie jako głos członkini rady.</p><p style="text-align:justify;">Także nasz portal w czerwcu 2025 roku zwracał uwagę na tę sytuację. W tekście <strong>Pisaliśmy</strong>, że radni nie otrzymali przed sesją sprawozdania ani danych finansowych, a informacje o zysku całościowym 7,3 mln zł i zysku operacyjnym 3,954 mln zł przekazała właśnie dyrektorka i księgowa P. Socha, będąca jednocześnie radną powiatową.</p><h4><strong>Cytat 2: rezerwy, pozwy i środki pieniężne spółki</strong></h4><p>W dalszej części dyskusji Paulina Socha odniosła się do kwestii zysku, rezerw i płynności:</p><blockquote><p style="text-align:justify;">„Owszem wypracowany został zysk 7 mln zł, ale trzeba też wziąć pod uwagę, że są przed nami rezerwy założone w kwocie 5.300.000 zł na nierówne traktowanie pielęgniarek. Jeżeli rzeczywiście ten zysk byłby wypracowany i fizycznie w gotówce te pieniądze spółka by posiadała, no to dzisiaj nie widzielibyśmy spadku środków pieniężnych w spółce. Początkowo były 23 mln zł, na początku kwietnia 17 mln zł, więc gdyby faktycznie te pieniądze w gotówce były, nie byłoby spadku o te 6 mln zł które wydaliśmy na inwestycje. Powiedziała, że 75 pozwów jest w sądzie, pozew grupowy został odrzucony, będą trwały mediacje, więc bardzo możliwe że trzeba będzie zapłacić z rezerw.”</p></blockquote><p style="text-align:justify;"><strong>Analiza:</strong> ten fragment ma szczególne znaczenie. Padają tu informacje z wnętrza spółki: rezerwy, liczba pozwów, mediacje, poziom środków pieniężnych, spadek gotówki, inwestycje. Najbardziej wrażliwe jest zdanie: <strong>„które wydaliśmy na inwestycje”</strong>. W języku potocznym może to być skrót myślowy, ale dla organu nadzoru może być istotne, czy „my” oznaczało wyłącznie opis spółki jako przedmiotu debaty, czy także identyfikację mówczyni z podmiotem i jego decyzjami finansowymi.</p><h4><strong>Cytat 3: zatrudnienie w TCZ i ocena poziomu kosztów</strong></h4><p>Kiedy w dyskusji pojawił się temat zatrudnienia 82 osób, premii oraz kosztów personelu, Paulina Socha znów zabrała głos jako dyrektor finansowa TCZ:</p><blockquote><p style="text-align:justify;">„Do 2023 roku z 278 pielęgniarek liczba wzrosła do 302, czyli w tym przypadku zatrudnienie wzrosło o 24 pielęgniarki. Przedstawiła jak wyglądało zatrudnienie w pozostałych grupach pracowników TCZ: lekarze, rezydenci, psycholodzy, psychoterapeuci – 8 osób, fizjoterapeuci – 3 osoby, technicy radiologii – 2 osoby, ratownicy medyczni – 3 osoby, pozostały personel medyczny – 2 osoby, pozostały personel niemedyczny, salowe, rejestratorki – 12 osób, pozostały personel niemedyczny – 8 osób, stażyści – 2 osoby.”</p></blockquote><p style="text-align:justify;">Następnie dodała:</p><blockquote><p style="text-align:justify;">„Analizując wskaźniki NFZ-owskie jeżeli chodzi o skalę zatrudnienia i wymagania co do specjalistów to jesteśmy dużo ponad poziomem wymagań. Powiedziała, że TCZ nie jest szpitalem klinicznym i jeżeli NFZ wymaga na danym oddziale 2 pielęgniarki specjalistyczne a jest ich cały oddział, to powoduje to wzrost kosztów.”</p></blockquote><p style="text-align:justify;"><strong>Analiza:</strong> również tu pojawia się sformułowanie <strong>„jesteśmy dużo ponad poziomem wymagań”</strong>. Można je rozumieć jako skrót odnoszący się do TCZ. Jednak w kontekście funkcji dyrektora finansowego i występowania podczas oficjalnej debaty rady może ono wzmacniać wrażenie, że wypowiedź miała charakter ekspercki, służbowy i wewnętrznie związany ze spółką.</p><h3><strong>Pytanie o legalność padło już publicznie</strong></h3><p style="text-align:justify;">Podczas tej samej sesji radny Kazimierz Mordaka wprost odniósł się do tego, że w TCZ dyrektorem do spraw finansowych jest radna Paulina Socha. Poprosił radców prawnych o wypowiedź w kwestii tego, czy radny powiatowy może „zasiadać w spółkach powiatowych”. Starosta Mariusz Węgrzynowski odpowiedział, że funkcja pełniona przez Paulinę Sochę „w żaden sposób nie koliduje z mandatem radnego”.</p><p style="text-align:justify;">To bardzo ważny fragment, bo pokazuje, że wątpliwość nie pojawiła się dopiero po piśmie wojewody. Była sygnalizowana publicznie już na sesji. Jednocześnie z dostępnych protokołów nie wynika, by w tym miejscu przedstawiono pełną, pisemną opinię prawną wraz z analizą art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym. Przed publikacją warto wystąpić do Rady Powiatu o kopię ewentualnej opinii prawnej.</p><h3><strong>Sprawa TCZ jest częścią większego sporu o szpital</strong></h3><p style="text-align:justify;">Internetowe publikacje pokazują, że temat zatrudnienia Pauliny Sochy nakłada się na szerszy konflikt wokół kondycji i zarządzania Tomaszowskim Centrum Zdrowia. W czerwcu 2025 roku portal pisał o sporach wokół premii w TCZ, zatrudnienia, wyniku finansowego oraz braku wcześniejszego przekazania radnym danych. Portal relacjonował również dyskusję o nieotrzymaniu przez TCZ dotacji na budowę nowego bloku operacyjnego, wskazując, że według prezentowanych wyjaśnień odmowa miała wynikać m.in. z błędów formalnych, chaosu organizacyjnego, rozbieżności w wycenie inwestycji i złożenia wniosku na ostatnią chwilę.</p><p style="text-align:justify;">O utracie szansy na środki z KPO pisał także portal Nasze Miasto, wskazując, że chodziło o około 80 mln zł na budowę bloku operacyjnego, inwestycję szacowaną na ponad 98 mln zł. Podobny kontekst podawała TVP Łódź, informując, że miało być 80 mln zł na rozbudowę szpitala, ale pieniędzy nie będzie przez błędy formalne; w materiale odnotowano również spór polityczny wokół odpowiedzialności za wniosek.</p><p style="text-align:justify;">To tło jest ważne, bo pokazuje, że wypowiedzi Pauliny Sochy nie padały w próżni. Padały w atmosferze ostrego sporu o finanse, inwestycje, odpowiedzialność poprzednich i obecnych władz TCZ oraz kierunek rozwoju szpitala. A im większy spór, tym ważniejsze staje się rozdzielenie ról: kto mówi jako radny, kto jako urzędnik, kto jako członek zarządu, a kto jako pracownik lub dyrektor spółki.</p><h3><strong>Co mówi art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym zakazuje radnym prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia powiatu, w którym uzyskali mandat. Zakazuje także zarządzania taką działalnością oraz bycia przedstawicielem lub pełnomocnikiem w jej prowadzeniu. Niewypełnienie obowiązku zaprzestania takiej działalności może stanowić podstawę do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu w trybie art. 383 Kodeksu wyborczego.</p><p style="text-align:justify;">Ten przepis trzeba czytać ostrożnie. Nie mówi on wprost:<i> „radny nie może pracować w spółce powiatowej”. </i>Mówi natomiast o zakazie prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia powiatu, zarządzania taką działalnością oraz bycia przedstawicielem lub pełnomocnikiem w jej prowadzeniu. Różnica jest subtelna, ale w prawie — jak w dobrej muzyce — czasem najważniejsze jest to, co dzieje się między nutami.</p><p style="text-align:justify;">Dlatego kluczowe dla oceny sprawy Pauliny Sochy może być nie tylko formalne brzmienie umowy o pracę, ale także: czy jako dyrektor do spraw finansowych miała realny wpływ na zarządzanie działalnością spółki; czy występowała wobec <strong>Rady Powiatu</strong> jako pracownik, dyrektor, ekspert, reprezentant spółki czy radna; czy jej wypowiedzi dotyczyły wyłącznie informacji publicznych, czy także danych wewnętrznych, decyzji finansowych i stanowiska spółki; czy miała pełnomocnictwa, upoważnienia albo faktycznie wykonywała czynności przedstawicielskie.</p><h3><strong>Gdzie jest granica między informacją a reprezentowaniem spółki?</strong></h3><p style="text-align:justify;">To będzie jedno z najtrudniejszych pytań dla wojewody, Rady Powiatu i ewentualnie sądu administracyjnego.</p><p style="text-align:justify;">Zwykła wypowiedź radnej mogłaby brzmieć: „Z informacji przedstawionych radnym wynika, że spółka ma taki wynik”.<br>Wypowiedź ekspercka pracownika mogłaby brzmieć: „Według danych finansowych TCZ wskaźniki przedstawiają się następująco”.<br>Wypowiedź osoby identyfikującej się ze spółką może natomiast brzmieć: „wydaliśmy”, „jesteśmy ponad poziomem wymagań”, „mamy rezerwy”, „u nas wygląda to tak”.</p><p style="text-align:justify;">W analizowanych fragmentach protokołu pojawiają się elementy, które mogą być dla organu nadzoru interesujące. <i>Radna nie tylko komentowała sprawy TCZ, ale — jako dyrektor finansowa — podawała szczegółowe dane dotyczące wyniku finansowego, rezerw, płynności, zatrudnienia, pozwów, inwestycji i wskaźników finansowych.</i></p><p style="text-align:justify;">To nie jest jeszcze dowód naruszenia prawa. Ale jest to materiał, który może uzasadniać pytanie, czy na sali obrad występowała radna wykonująca mandat, czy dyrektor finansowa spółki odpowiadająca na pytania radnych w imieniu TCZ.</p><h3><strong>Procedura wygaszenia mandatu. Tu nie ma miejsca na polityczny skrót</strong></h3><p style="text-align:justify;">Wygaszenie mandatu radnego nie jest gestem politycznym, tylko aktem o bardzo poważnych skutkach ustrojowych. Zgodnie z art. 383 Kodeksu wyborczego wygaśnięcie mandatu radnego następuje m.in. w razie naruszenia ustawowego zakazu łączenia mandatu z wykonywaniem określonych funkcji lub działalności. W określonych sytuacjach rada stwierdza wygaśnięcie mandatu w drodze uchwały.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Dlatego przed jakąkolwiek decyzją konieczne jest pełne postępowanie wyjaśniające. Rada powinna posiadać komplet dokumentów, w tym zakres obowiązków radnej w TCZ, ewentualne pełnomocnictwa, strukturę organizacyjną spółki, dokumenty właścicielskie, protokoły komisji i sesji, nagrania oraz możliwość odniesienia się samej radnej do podnoszonych wątpliwości.</p><p style="text-align:justify;">Wojewoda, żądając protokołów i dokumentów, najwyraźniej idzie właśnie tą drogą: najpierw fakty, potem ocena.</p><h3><strong>Prawo to jedno. Zaufanie publiczne — drugie</strong></h3><p style="text-align:justify;">Nawet jeżeli ostatecznie okaże się, że nie doszło do naruszenia art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym, pozostaje pytanie etyczne. A ono w samorządzie bywa równie ważne jak paragraf.</p><p style="text-align:justify;">Tomaszowskie Centrum Zdrowia nie jest abstrakcyjną spółką z tabeli Excela. To szpital, miejsce pracy setek osób i instytucja, do której mieszkańcy powiatu trafiają w najtrudniejszych momentach życia. Oficjalna strona TCZ opisuje placówkę jako kompleksowy ośrodek z wieloma oddziałami i poradniami, zatrudniający lekarzy, pielęgniarki, położne, salowe i ratowników medycznych.</p><p style="text-align:justify;">Rada Powiatu ma prawo i obowiązek patrzeć tej spółce na ręce. Ale czy radna zatrudniona na stanowisku dyrektorskim w tej samej spółce może z pełnym spokojem uczestniczyć w debatach, głosowaniach i ocenach dotyczących jej miejsca pracy?</p><p>To pytanie nie jest atakiem personalnym. To pytanie o standard.</p><p>W demokracji lokalnej zaufanie publiczne jest jak szkło w filmach Kieślowskiego — przezroczyste, kruche i łatwe do zarysowania. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy ich radni występują na sali obrad jako niezależni kontrolerzy, czy jako osoby powiązane zawodowo z instytucjami, które rada powinna nadzorować.</p><h3><strong>Możliwe scenariusze</strong></h3><p>Pierwszy scenariusz jest dla radnej najkorzystniejszy: Rada Powiatu i wojewoda uznają, że nie doszło do naruszenia prawa, bo wypowiedzi Pauliny Sochy mieściły się w granicach przekazywania informacji, a jej zatrudnienie nie oznaczało zarządzania działalnością gospodarczą, reprezentowania spółki ani pełnienia funkcji przedstawicielskiej.</p><p>Drugi scenariusz zakłada, że z dokumentów — zwłaszcza zakresu obowiązków, pełnomocnictw, schematu organizacyjnego i nagrań z sesji — wyniknie realny udział w zarządzaniu albo reprezentowaniu działalności spółki. W takim przypadku sprawa może zmierzać w kierunku uchwały dotyczącej wygaśnięcia mandatu.</p><p>Trzeci scenariusz to dalszy spór proceduralny: rada uzna, że nie ma podstaw do działania, wojewoda będzie kontynuował ocenę nadzorczą, a ostatecznie sprawa może trafić do sądu administracyjnego.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezpłatne zajęcia o rozwoju mowy dziecka w Tomaszowie Mazowieckim]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55270,bezplatne-zajecia-o-rozwoju-mowy-dziecka-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55270,bezplatne-zajecia-o-rozwoju-mowy-dziecka-w-tomaszowie-mazowieckim</guid>
            <pubDate>Sun, 24 May 2026 12:36:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezplatne-zajecia-o-rozwoju-mowy-dziecka-w-tomaszowie-mazowieckim-1779619342.png</url>
                        <title>Bezpłatne zajęcia o rozwoju mowy dziecka w Tomaszowie Mazowieckim</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55270,bezplatne-zajecia-o-rozwoju-mowy-dziecka-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza na bezpłatne zajęcia Szkoły Rodzenia poświęcone rozwojowi mowy dziecka. Spotkanie odbędzie się 25 maja o godzinie 17:00 przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Szkoła Rodzenia z ważnym tematem dla rodziców</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia organizuje kolejne <strong>bezpłatne zajęcia Szkoły Rodzenia</strong>, tym razem poświęcone rozwojowi mowy dziecka. Spotkanie zaplanowano na 25 maja, w poniedziałek, o godzinie 17:00 przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim. Do udziału zaproszeni są zarówno przyszli rodzice, jak i rodzice małych dzieci.</p><p>To propozycja, która wykracza poza standardowe przygotowanie do porodu i pierwszych miesięcy opieki nad niemowlęciem. Organizatorzy stawiają na praktyczną wiedzę, która może pomóc rodzicom lepiej rozumieć rozwój dziecka już od najwcześniejszych etapów życia. Temat mowy i komunikacji należy do tych obszarów, które budzą wiele pytań i niepokoju, zwłaszcza u osób wychowujących pierwsze dziecko.</p><h2>O czym będzie mowa podczas spotkania</h2><p>Wykład poprowadzi logopeda <strong>Elżbieta Zakrzewska</strong>. Jak wynika z zapowiedzi, uczestnicy dowiedzą się między innymi, jak powinien przebiegać rozwój mowy dziecka, kiedy dziecko zaczyna się komunikować oraz jak rozumieć jego pierwsze słowa. Nie zabraknie także informacji o tym, co wspiera rozwój mowy, a co może go hamować.</p><p>W programie znalazły się również praktyczne zagadnienia dotyczące codzienności rodzinnej. Rodzice usłyszą, w jakie zabawy warto bawić się z dzieckiem, aby wspierać jego rozwój, a także kiedy warto rozważyć konsultację z logopedą. Tego typu spotkania mogą być szczególnie cenne dla osób, które chcą odróżnić naturalne etapy rozwoju od sytuacji wymagających specjalistycznej oceny.</p><p>Po wykładzie zaplanowano także zajęcia prowadzone przez fizjoterapeutkę <strong>Dagmarę Leśniewską-Krawczyk</strong>. To oznacza, że uczestnicy otrzymają szersze spojrzenie na rozwój najmłodszych, obejmujące nie tylko komunikację, ale również aspekty związane z prawidłowym funkcjonowaniem dziecka w pierwszych miesiącach i latach życia.</p><h2>Bezpłatna inicjatywa z lokalnym wsparciem</h2><p>Istotną informacją dla mieszkańców jest to, że udział w zajęciach jest <strong>całkowicie bezpłatny</strong>. Jak podano w zapowiedzi, wydarzenie jest finansowane przez Starostwo Powiatowe w Tomaszowie Mazowieckim. To przykład lokalnej inicjatywy, w której publiczne środki wspierają działania edukacyjne i profilaktyczne skierowane do rodzin.</p><p>Z perspektywy lokalnej społeczności takie spotkania mają podwójne znaczenie. Po pierwsze, ułatwiają dostęp do specjalistycznej wiedzy bez dodatkowych kosztów. Po drugie, budują nawyk korzystania z profilaktyki i konsultacji na wczesnym etapie, zanim drobne trudności przerodzą się w poważniejsze problemy. W przypadku rozwoju mowy szybka reakcja i świadoma obserwacja rodziców mogą mieć realne znaczenie dla dalszego funkcjonowania dziecka.</p><h2>Dlaczego ten temat jest ważny</h2><p>Rozwój mowy to nie tylko kwestia wypowiadania pierwszych słów. To także sposób, w jaki dziecko nawiązuje kontakt z otoczeniem, reaguje na bodźce, komunikuje potrzeby i buduje relacje. Dlatego zainteresowanie tym obszarem już na wczesnym etapie rodzicielstwa może pomóc lepiej wspierać dziecko w codziennym rozwoju.</p><p>Organizatorzy zachęcają, by przyjść z własnymi pytaniami dotyczącymi rozwoju dzieci. Taki otwarty charakter spotkania może być jego dodatkowym atutem, bo pozwala połączyć wiedzę ekspercką z konkretnymi doświadczeniami rodziców. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego to okazja, by w jednym miejscu skorzystać z porad specjalistów i zdobyć wiedzę, która może okazać się przydatna już od pierwszych miesięcy życia dziecka.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dobra pamięć kobiet może opóźniać diagnozę alzheimera. Naukowcy: testy mogą nie widzieć choroby na czas]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55267,dobra-pamiec-kobiet-moze-opozniac-diagnoze-alzheimera-naukowcy-testy-moga-nie-widziec-choroby-na-czas</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55267,dobra-pamiec-kobiet-moze-opozniac-diagnoze-alzheimera-naukowcy-testy-moga-nie-widziec-choroby-na-czas</guid>
            <pubDate>Sun, 24 May 2026 11:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dobra-pamiec-kobiet-moze-opozniac-diagnoze-alzheimera-naukowcy-testy-moga-nie-widziec-choroby-na-c-1779778885.png</url>
                        <title>Dobra pamięć kobiet może opóźniać diagnozę alzheimera. Naukowcy: testy mogą nie widzieć choroby na czas</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55267,dobra-pamiec-kobiet-moze-opozniac-diagnoze-alzheimera-naukowcy-testy-moga-nie-widziec-choroby-na-czas</link>
                    </image><description>Kobiety przez lata mogą „zdawać” standardowe testy pamięci, choć w ich mózgach rozwija się już choroba Alzheimera. Nowa analiza zespołu z McGill University sugeruje, że przewaga kobiet w pamięci werbalnej może maskować wczesne objawy choroby średnio niemal o trzy lata. To odkrycie ważne nie tylko dla lekarzy, ale i dla rodzin, które często jako pierwsze widzą drobne pęknięcia w codziennym funkcjonowaniu bliskiej osoby.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Pamięć jak zasłona dymna</strong></h2><p>W chorobie Alzheimera czas jest jednym z najcenniejszych zasobów. Im wcześniej zostanie zauważona, tym większa szansa na uporządkowanie leczenia, rehabilitacji poznawczej, opieki i decyzji rodzinnych. Tymczasem badacze kierowani przez Sashę Novozhilovą z McGill University w Montrealu wskazują, że u kobiet ten pierwszy alarm może zabrzmieć później.</p><p>Analiza opublikowana w serwisie <strong>medRxiv</strong> — a więc jako praca nierecenzowana, wymagająca jeszcze naukowej weryfikacji — objęła dane z dwóch dużych, długoterminowych badań prowadzonych w USA i Kanadzie. Uczestnicy regularnie przechodzili testy poznawcze oraz badania obrazowe mózgu. U części z nich z czasem rozwinęła się choroba Alzheimera.</p><p>Wykorzystywany test był pozornie prosty: badani mieli nauczyć się listy 15 przeczytanych słów, a następnie odtworzyć je od razu, po odwróceniu uwagi i ponownie po pewnym czasie. Takie próby pamięci werbalnej są powszechnie stosowane w diagnostyce zaburzeń poznawczych.</p><p>Problem w tym, że wiele kobiet nadal osiągało wyniki mieszczące się w normie, mimo że w ich mózgach narastały już nieprawidłowe złogi amyloidu, jednego z biologicznych śladów choroby Alzheimera. Według autorów preprintu kobiety utrzymywały prawidłowe wyniki w zakresie uczenia się słów średnio o <strong>2,7 roku dłużej</strong> niż mężczyźni z podobną patologią alzheimerowską. W niektórych wymiarach testu różnica była jeszcze większa.</p><h2><strong>Kobiety lepiej zapamiętują słowa. I właśnie to może być pułapką</strong></h2><p>Naukowcy tłumaczą, że kobiety przeciętnie przez całe życie osiągają lepsze wyniki w zadaniach wymagających pamięci werbalnej. Ta przewaga może działać jak rezerwa poznawcza — mózg przez dłuższy czas kompensuje narastające uszkodzenia, korzystając z silniejszych połączeń i sprawniejszych strategii zapamiętywania.</p><p>Brzmi to jak dobra wiadomość. Ale w medycynie, podobnie jak w filmie noir, najmocniejsze światło potrafi rzucać najgłębszy cień. Skoro test nadal pokazuje „normę”, lekarz i rodzina mogą uznać, że nie dzieje się nic poważnego. Tymczasem choroba może już przesuwać swoje granice.</p><p>Podobny mechanizm opisywano już wcześniej w literaturze naukowej. Przeglądy badań nad różnicami płci w przebiegu choroby Alzheimera wskazują, że kobieca przewaga w pamięci werbalnej może maskować wczesny spadek funkcji poznawczych, a później — gdy rezerwa się wyczerpie — pogorszenie może być szybsze i bardziej widoczne.</p><h2><strong>Dlaczego to ma znaczenie właśnie teraz</strong></h2><p>Znaczenie wczesnej diagnozy rośnie, bo pojawiły się leki, które nie cofają choroby, ale mogą spowalniać jej postęp u wybranych pacjentów we wczesnym stadium. Lecanemab został dopuszczony w Unii Europejskiej dla części chorych z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi lub łagodną demencją z powodu choroby Alzheimera, przy potwierdzonej patologii amyloidowej i określonym profilu ApoE4. Donanemab również jest terapią adresowaną do wczesnej postaci choroby; Alzheimer’s Association opisuje go jako lek dla osób z wczesną objawową chorobą Alzheimera, obejmującą łagodne zaburzenia poznawcze i łagodne stadium otępienia, przy potwierdzonych blaszkach amyloidowych.</p><p>To nie są cudowne środki z apteki doktora Fausta. Ich działanie jest ograniczone, wymagają kwalifikacji, badań, monitorowania i oceny ryzyka. Ale ich sens kliniczny opiera się na jednym warunku: <strong>choroba musi zostać uchwycona odpowiednio wcześnie</strong>.</p><p>Jeżeli kobiety trafiają do diagnozy później, bo przez dłuższy czas dobrze wypadają w testach słownych, mogą mieć mniejsze szanse na skorzystanie z terapii w momencie, gdy mogłaby ona jeszcze przynieść największy efekt.</p><h2><strong>Nie tylko test z listą słów</strong></h2><p>Autorzy analizy sugerują, że u kobiet być może trzeba inaczej interpretować wyniki testów pamięci werbalnej. Nie chodzi o prostą zamianę jednego formularza na drugi, ale o bardziej precyzyjne progi diagnostyczne i większe znaczenie badań biologicznych: obrazowania mózgu albo badań krwi wykrywających markery choroby.</p><p>To kierunek, który w neurologii coraz mocniej przebija się do praktyki. Choroba Alzheimera przestaje być rozpoznawana wyłącznie po tym, że ktoś zapomina drogę do domu, nazwisko sąsiadki albo garnek na kuchence. Coraz częściej patrzy się na nią jak na proces biologiczny, który zaczyna się wcześniej niż widoczne objawy.</p><p>Dla rodzin oznacza to jedno: nie warto czekać, aż bliska osoba „zawali” test pamięci. Niepokoić powinny także subtelniejsze zmiany — gubienie wątku rozmowy, trudności w planowaniu, pogubienie się w rachunkach, powtarzanie pytań, nagła niepewność w znanych miejscach, wycofanie z aktywności społecznej czy zmiana nastroju.</p><h2><strong>Co może zrobić rodzina w Tomaszowie i regionie</strong></h2><p>W praktyce pierwszym krokiem powinna być rozmowa z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej. To on może zebrać wywiad, wykluczyć częste przyczyny pogorszenia pamięci — niedobory, depresję, zaburzenia snu, choroby tarczycy, działania uboczne leków — i skierować pacjenta do neurologa, psychiatry lub poradni specjalistycznej.</p><p>Warto przyjść na wizytę przygotowanym. Rodzina powinna zapisać konkretne sytuacje: kiedy się zaczęły, jak często się powtarzają, czy dotyczą pamięci, orientacji, zachowania, snu, finansów, prowadzenia samochodu, gotowania, przyjmowania leków. Lekarzowi bardziej pomaga kilka konkretnych przykładów niż ogólne zdanie: „mama coś ostatnio zapomina”.</p><p>To szczególnie ważne przy kobietach, które przez całe życie „trzymały dom, rodzinę i kalendarz w głowie”. Taka osoba może długo nadrabiać deficyty doświadczeniem, notatkami, rutyną i imponującą sprawnością językową. Rodzina widzi jednak zmianę, której test wykonany w gabinecie może jeszcze nie uchwycić.</p><h2><strong>Styl życia nie zastąpi diagnozy, ale może pomóc</strong></h2><p>W materiale PAP pojawia się też dieta MIND, ćwiczenia fizyczne i trening mózgu. To ważne, ale wymaga proporcji. Dieta MIND — łącząca elementy diety śródziemnomorskiej i DASH — jest badana pod kątem wpływu na ryzyko demencji i tempo pogarszania funkcji poznawczych. Aktualne przeglądy wskazują na obiecujące, choć nie zawsze jednoznaczne wyniki; nie jest to więc „tarcza nieśmiertelności” dla mózgu, lecz rozsądny element profilaktyki.</p><p>Najlepiej udokumentowany sens ma całościowe podejście: ruch, leczenie nadciśnienia i cukrzycy, sen, aktywność społeczna, dieta, ograniczanie alkoholu, korekta słuchu i wzroku, a także szybka reakcja na depresję i izolację. Mózg nie jest samotną wyspą. Starzeje się razem z sercem, naczyniami, mięśniami, emocjami i relacjami.</p><h2><strong>Najważniejszy wniosek</strong></h2><p>Ta analiza nie mówi, że kobiety chorują „inaczej” w prostym, publicystycznym sensie. Mówi coś bardziej niepokojącego: <strong>mogą dłużej wyglądać na zdrowe w standardowych testach, choć choroba już pracuje pod powierzchnią</strong>.</p><p>Dlatego w diagnostyce alzheimera nie wystarczy jedno pytanie, jedna lista słów i jedno uspokajające „mieści się w normie”. Potrzebna jest uważność lekarza, czujność rodziny i narzędzia dostosowane do tego, jak naprawdę starzeją się kobiece i męskie mózgi.</p><p>Bo czasem dobra pamięć nie jest końcem problemu. Czasem jest ostatnią kurtyną, zanim scena gwałtownie się zaciemni.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lekarz, szpital, kolejka i pacjent sam na sam z chaosem. Gorzkie słowa ekspertki o polskiej ochronie zdrowia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55250,lekarz-szpital-kolejka-i-pacjent-sam-na-sam-z-chaosem-gorzkie-slowa-ekspertki-o-polskiej-ochronie-zdrowia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55250,lekarz-szpital-kolejka-i-pacjent-sam-na-sam-z-chaosem-gorzkie-slowa-ekspertki-o-polskiej-ochronie-zdrowia</guid>
            <pubDate>Sat, 23 May 2026 13:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lekarz-szpital-kolejka-i-pacjent-sam-na-sam-z-chaosem-gorzkie-slowa-ekspertki-o-polskiej-ochronie-1779537497.png</url>
                        <title>Lekarz, szpital, kolejka i pacjent sam na sam z chaosem. Gorzkie słowa ekspertki o polskiej ochronie zdrowia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55250,lekarz-szpital-kolejka-i-pacjent-sam-na-sam-z-chaosem-gorzkie-slowa-ekspertki-o-polskiej-ochronie-zdrowia</link>
                    </image><description>Polska ochrona zdrowia coraz częściej przypomina nie sprawnie działający organizm, lecz ciało ogarnięte chorobą autoimmunologiczną — jego części zamiast współpracować, zaczynają walczyć między sobą. Taką diagnozę stawia Anna Gołębicka, ekonomistka, strateżka i członkini Rady Narodowego Funduszu Zdrowia. W rozmowie z PAP mówi wprost: pacjent nie trafia dziś do jednego systemu, ale do labiryntu zbudowanego z osobnych światów — POZ, specjalistyki, szpitali, administracji, kontraktów i procedur.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">To nie jest opowieść abstrakcyjna, z warszawskich gabinetów i ministerialnych korytarzy. To historia, którą zna także <strong>pacjent z Tomaszowa Mazowieckiego</strong>, Smardzewic, Ujazdu, Będkowa czy Żelechlinka. Najpierw telefon do przychodni. Potem skierowanie. Potem kolejka. Potem specjalista. Potem badanie, na które znów trzeba czekać. A gdzieś po drodze człowiek — często starszy, chory, przestraszony — zaczyna mieć wrażenie, że jest <strong>nie pacjentem, lecz przesyłką przekazywaną z okienka do okienka.</strong></p><h3><strong>Nie jeden system, lecz kilka osobnych światów</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>Anna Gołębicka </strong>zwraca uwagę, że polska ochrona zdrowia nie działa jak jeden mechanizm. Podstawowa opieka zdrowotna, ambulatoryjna opieka specjalistyczna i szpitale funkcjonują według różnych zasad finansowania, rozliczania i odpowiedzialności. Każdy segment ma własną logikę. Każdy pilnuje własnego budżetu. Każdy broni własnego terytorium.</p><p style="text-align:justify;">W efekcie pacjent — jak mówi ekspertka — staje się „kulą bilardową”, odbijaną między kolejnymi elementami systemu. Lekarz rodzinny nie zawsze ma narzędzia, by poprowadzić diagnostykę do końca. Specjalista często pracuje pod presją niskiej dostępności terminów. S<strong>zpital z kolei musi kalkulować procedury, łóżka, personel i kontrakt z NFZ.</strong></p><p style="text-align:justify;">Ten opis szczególnie mocno wybrzmiewa w miastach średnich i powiatowych. <strong>W Tomaszowie Mazowieckim lokalnym filarem opieki jest Tomaszowskie Centrum Zdrowia</strong>, które według informacji placówki obejmuje m.in. szpital, przychodnie, poradnie specjalistyczne, diagnostykę, SOR i nocną pomoc lekarską. TCZ podaje, że działa tam <strong>16 oddziałów i 22 poradnie, co pokazuje skalę odpowiedzialności</strong>, jaka spoczywa na jednej powiatowej strukturze ochrony zdrowia.</p><h3><strong>Kolejka to nie tylko liczba. To lęk, niepewność i czas, którego choroba nie oddaje</strong></h3><p style="text-align:justify;">Jednym z najbardziej dotkliwych objawów systemowego chaosu są kolejki. W teorii pacjent może sprawdzić pierwszy wolny termin w informatorze NFZ. Fundusz prowadzi publiczny serwis, który ma ułatwiać wyszukiwanie terminów leczenia, a placówki mają obowiązek przekazywać oddziałom wojewódzkim NFZ informacje o pierwszych wolnych terminach.</p><p style="text-align:justify;">W praktyce pacjenci dobrze wiedzą, że sama informacja nie zawsze rozwiązuje problem. Co z tego, że termin istnieje, jeśli jest za kilka miesięcy? Co z tego, że poradnia przyjmuje, jeśli<strong> pacjent nie wie, czy powinien czekać, szukać prywatnie, jechać do Łodzi, Piotrkowa Trybunalskiego albo dalej?</strong></p><p style="text-align:justify;">Tu właśnie pojawia się jeden z najważniejszych wątków rozmowy: pacjent potrzebuje nie tylko świadczenia, ale prowadzenia. Kogoś — albo dobrze zaprojektowanego systemu cyfrowego — kto powie mu, co dalej. W przeciwnym razie człowiek zostaje sam w labiryncie, trochę jak bohater Kafki: niby drzwi są otwarte, ale nikt nie tłumaczy, przez które wejść.</p><h3><strong>Pieniędzy jest za mało? Ekspertka: samo dosypywanie nie wystarczy</strong></h3><p style="text-align:justify;">W debacie publicznej często pojawia się najprostsza odpowiedź: trzeba więcej pieniędzy. Gołębicka nie neguje problemu finansowania, ale ostrzega przed złudzeniem, że sam większy budżet naprawi źle zaprojektowany mechanizm.</p><p style="text-align:justify;">Według danych przywoływanych w analizach raportu OECD <i>„Health at a Glance 2025”</i>, Polska przeznacza na ochronę zdrowia około 8,1 proc. PKB, przy średniej OECD wynoszącej około 9,3 proc. To pokazuje, że dystans finansowy wciąż istnieje, ale jednocześnie nie tłumaczy wszystkiego.</p><p style="text-align:justify;">Problem polega na tym, że <strong>pieniądze wpuszczone do nieszczelnego systemu często nie trafiają tam, gdzie powinny</strong>. Mogą wzmacniać te obszary, które już są silne, dobrze wycenione i mają największą siłę negocjacyjną. Tymczasem geriatria, interna, psychiatria, opieka długoterminowa czy pielęgniarstwo nadal zmagają się z deficytami, które pacjent odczuwa najbardziej.</p><h3><strong>Lekarzy przybywa, ale czasu dla pacjenta wciąż brakuje</strong></h3><p style="text-align:justify;">W rozmowie z PAP ekspertka zwraca uwagę na ważny paradoks. Polska przez lata była przedstawiana jako kraj dramatycznie niedoborowy pod względem liczby lekarzy. Tymczasem najnowsze dane OECD pokazują, że osiągnęliśmy poziom 3,9 lekarza na 1000 mieszkańców, czyli wskaźnik zbliżony do średniej OECD.</p><p style="text-align:justify;">Nie oznacza to jednak, że pacjent nagle odczuje poprawę. Bo w ochronie zdrowia nie kupuje się samej „liczby lekarzy”. Liczy się realny czas ich pracy: przy pacjencie, przy diagnozie, przy rozmowie, przy podejmowaniu decyzji. Jeżeli ten czas pożera biurokracja, źle działające systemy informatyczne, powielanie dokumentacji i chaos organizacyjny, to nawet większa liczba medyków nie przełoży się automatycznie na krótsze kolejki.</p><p style="text-align:justify;">To lekcja bolesna, ale konieczna: można mieć więcej ludzi w systemie, a mimo to nadal marnować ich energię.</p><h3><strong>Pielęgniarki — cichy kręgosłup systemu, który się starzeje</strong></h3><p>Jeszcze trudniej wygląda sytuacja pielęgniarek i położnych. Gołębicka wskazuje, że choć zainteresowanie studiami pielęgniarskimi rośnie, struktura wieku tej grupy zawodowej pozostaje poważnym wyzwaniem. W materiale PAP przywołano dane Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych: średni wiek pielęgniarki w 2025 roku miał wynosić ponad 55 lat, a położnej ponad 52 lata.</p><p>To oznacza, że system opiera się na grupie zawodowej, która przez lata była niedoceniana, przeciążana i zbyt często traktowana jak zaplecze, a nie jeden z fundamentów leczenia. Tymczasem starzenie się społeczeństwa będzie zwiększać zapotrzebowanie właśnie na opiekę pielęgniarską, długoterminową, domową, geriatryczną i rehabilitacyjną.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim, gdzie według danych GUS przywoływanych przez serwis Polska w Liczbach na koniec 2024 roku mieszkało 57 016 osób, a średni wiek mieszkańców wynosił 44,7 lat, ten problem nie jest odległą prognozą. To już codzienność rodzin, które opiekują się starszymi rodzicami, dziadkami, osobami przewlekle chorymi.</p><h2>Ustawa płacowa i spór o wynagrodzenia. Minimum miało chronić, ale nie uporządkowało systemu</h2><p>Ważnym elementem rozmowy jest także ustawa o najniższych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia. Akt z 8 czerwca 2017 roku określa sposób ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne oraz innych pracowników działalności podstawowej zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Mechanizm opiera się m.in. na współczynnikach pracy i przeciętnym wynagrodzeniu w gospodarce narodowej.</p><p>W założeniu miała to być gwarancja minimum. W praktyce — jak twierdzi Gołębicka — regulacja nie rozwiązała problemu nierówności wewnątrz systemu. Tam, gdzie procedury są wysoko wycenione, rośnie siła negocjacyjna specjalistów. Tam, gdzie opieka jest trudna, długotrwała, mniej spektakularna i gorzej finansowana, nadal brakuje rąk do pracy.</p><p>To trochę jak w orkiestrze, w której najgłośniejsze instrumenty dostają najlepsze kontrakty, a sekcja rytmiczna, bez której całość się rozpadnie, gra na granicy wytrzymałości.</p><h2>Za dużo łóżek, za mało opieki tam, gdzie pacjent naprawdę jej potrzebuje</h2><p>Ekspertka podkreśla, że pytanie „czy mamy za dużo szpitali?” jest źle postawione. Właściwe pytanie brzmi: jakiej opieki naprawdę potrzebujemy?</p><p>Postęp medycyny sprawia, że wiele świadczeń można wykonywać ambulatoryjnie, krócej, bez długiej hospitalizacji. Jednocześnie rośnie potrzeba opieki długoterminowej, domowej, geriatrycznej i środowiskowej. W starzejącym się kraju klasyczne łóżko szpitalne nie zawsze jest odpowiedzią. Czasem odpowiedzią jest pielęgniarka środowiskowa, opiekun medyczny, rehabilitant, lekarz rodzinny z realnym wsparciem diagnostycznym i system, który nie porzuca pacjenta po wypisie.</p><p>Dla powiatów takich jak tomaszowski to szczególnie ważne. Szpital powiatowy nie może być jednocześnie wszystkim: izbą przyjęć, miejscem leczenia ostrych stanów, przechowalnią problemów społecznych, zastępstwem dla opieki senioralnej i ostatnią deską ratunku dla pacjentów, których nie udało się sprawnie poprowadzić wcześniej.</p><h2>Cyfryzacja może być światełkiem w tunelu, ale nie zastąpi zaufania</h2><p>Gołębicka widzi szansę w cyfryzacji i sztucznej inteligencji. AI mogłaby pomagać w analizie wyników badań, zarządzaniu kolejkami, wstępnym triażu, wykrywaniu interakcji lekowych czy prowadzeniu pacjenta przez kolejne etapy leczenia.</p><p>To nie jest fantastyka naukowa rodem z „Łowcy androidów”. To narzędzia, które w wielu branżach już porządkują procesy. W medycynie stawką jest jednak coś więcej niż wygoda: bezpieczeństwo danych, odpowiedzialność prawna, jakość decyzji i zaufanie pacjenta.</p><p>Technologia może wskazać drogę, ale nie zastąpi empatii. Może przypomnieć o badaniu, ale nie spojrzy choremu człowiekowi w oczy. Może przyspieszyć analizę, ale nie odbuduje relacji między pacjentem a systemem, jeśli ten system nadal będzie traktował człowieka jak numer w kolejce.</p><h2>Największy deficyt? Zaufanie</h2><p>Najmocniejszy fragment rozmowy dotyczy atmosfery w ochronie zdrowia. Ekspertka mówi o „dzikim zachodzie”, o walce wszystkich ze wszystkimi, o braku wspólnej odpowiedzi na pytanie, jaki model systemu chcemy zbudować.</p><p>To brzmi brutalnie, ale wielu pacjentów i pracowników ochrony zdrowia mogłoby się pod tym podpisać. Lekarze są przeciążeni. Pielęgniarki zmęczone. Dyrektorzy liczą budżety. NFZ liczy kontrakty. Ministerstwo zapowiada reformy. Pacjent liczy dni do wizyty.</p><p>A przecież ochrona zdrowia nie jest taśmą produkcyjną. To jedna z ostatnich przestrzeni, w których państwo spotyka obywatela w jego największej słabości — kiedy boli, kiedy strach zagląda pod skórę, kiedy rodzina czeka na diagnozę.</p><p>Jeśli ten moment zostanie sprowadzony do procedury, kodu, kolejki i rozliczenia, przegramy coś więcej niż debatę o finansowaniu. Przegramy elementarną umowę społeczną.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rak nie powinien odbierać prawa do marzeń o dziecku. Ekspert: największą barierą jest brak informacji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55249,rak-nie-powinien-odbierac-prawa-do-marzen-o-dziecku-ekspert-najwieksza-bariera-jest-brak-informacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55249,rak-nie-powinien-odbierac-prawa-do-marzen-o-dziecku-ekspert-najwieksza-bariera-jest-brak-informacji</guid>
            <pubDate>Sat, 23 May 2026 12:24:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rak-nie-powinien-odbierac-prawa-do-marzen-o-dziecku-ekspert-najwieksza-bariera-jest-brak-informacj-1779533067.png</url>
                        <title>Rak nie powinien odbierać prawa do marzeń o dziecku. Ekspert: największą barierą jest brak informacji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55249,rak-nie-powinien-odbierac-prawa-do-marzen-o-dziecku-ekspert-najwieksza-bariera-jest-brak-informacji</link>
                    </image><description>Rak nie musi oznaczać bezpłodności. Pacjenci onkologiczni mogą przed leczeniem zabezpieczyć płodność, m.in. przez mrożenie komórek jajowych lub nasienia, ale prof. Krzysztof Nowosielski wskazuje, że największą barierą pozostaje brak informacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rak nie powinien odbierać prawa do marzeń o dziecku. Ekspert: największą barierą jest brak informacji</p><p>Są rozmowy, których nie wolno odkładać „na później”, bo później może już nie mieć tej samej mocy. Diagnoza nowotworu brzmi jak uderzenie gongu w pustej sali: nagle wszystko milknie, a człowiek słyszy tylko jedno słowo — rak. Ale właśnie wtedy, w tym najtrudniejszym momencie, obok pytań o operację, chemioterapię, radioterapię czy immunoterapię, powinno paść jeszcze jedno: <strong>czy pacjent chce zachować szansę na rodzicielstwo po leczeniu?</strong></p><p>Podczas Kongresu Ginekologii Przyszłości w Katowicach prof. Krzysztof Nowosielski, ginekolog-onkolog i kierownik odcinka ginekologii onkologicznej Beskidzkiego Centrum Onkologii w Bielsku-Białej, powiedział PAP wprost: <strong>pacjenci onkologiczni mogą zabezpieczyć płodność przed rozpoczęciem leczenia, ale wciąż zbyt rzadko są o tym informowani</strong>.</p><p>To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno także lokalnie — w Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim i w całym regionie łódzkim. Bo onkologia nie jest abstrakcją z wielkich klinik i ministerialnych dokumentów. To codzienność rodzin, które jeżdżą na konsultacje, czekają na wyniki, uczą się nowych słów medycznych i próbują ocalić jak najwięcej normalnego życia.</p><h2>Nie tylko leczenie nowotworu. Leczenie człowieka</h2><p>Prof. Nowosielski podkreślił, że każda osoba w wieku rozrodczym, u której rozpoznano nowotwór wymagający leczenia systemowego — na przykład chemioterapii lub immunoterapii — może skorzystać z procedur zabezpieczenia materiału genetycznego. Jak powiedział PAP, <strong>„każda Polka i każdy Polak z rozpoznaną chorobą onkologiczną mają możliwość zabezpieczenia swoich komórek”</strong>.</p><p>Ekspert zwrócił uwagę, że nowotwory coraz częściej dotyczą także ludzi młodych, którzy nie zakończyli planów związanych z rodzicielstwem. To ważna zmiana w myśleniu o chorobie. Jeszcze niedawno rak był w społecznej wyobraźni jak wyrok zamykający wszystkie drzwi. Dziś, w wielu przypadkach, staje się chorobą przewlekłą: leczenie się kończy, pacjent pozostaje pod obserwacją i wraca do życia — pracy, relacji, planów, czasem także do marzenia o dziecku.</p><p>Właśnie dlatego prof. Nowosielski mówi o konieczności zmiany podejścia: <strong>nie można skupiać się wyłącznie na guzie, wynikach i protokołach leczenia. Trzeba rozmawiać z pacjentem o jego przyszłości</strong>. Według specjalisty największą barierą nie jest sama medycyna, ale brak informacji. To lekarz — onkolog, ginekolog, hematolog, chirurg onkologiczny — powinien rozpocząć rozmowę.</p><h2>Onkopłodność: co można zabezpieczyć?</h2><p>W praktyce chodzi przede wszystkim o pobranie i przechowanie materiału rozrodczego przed leczeniem, które może uszkodzić płodność. Rządowy program umożliwia osobom przed lub w trakcie leczenia onkologicznego, jeżeli terapia może upośledzać płodność, zabezpieczenie materiału rozrodczego i przewiduje pełne dofinansowanie takich procedur dla kobiet i mężczyzn.</p><p>Portal pacjent.gov.pl, w części poświęconej onkologii, informuje, że od <strong>1 czerwca 2024 roku</strong> w Polsce działa program Ministerstwa Zdrowia refundujący procedury zabezpieczenia płodności, obejmujący m.in. <strong>mrożenie komórek jajowych i nasienia u pacjentek i pacjentów onkologicznych</strong>.</p><p>To nie jest więc luksusowa procedura dla nielicznych ani medyczna ciekawostka z zagranicznych seriali. To element nowoczesnej opieki onkologicznej. Również polskie zalecenia wskazują, że lekarze opiekujący się chorymi powinni informować o ryzyku utraty płodności jak najwcześniej — przed rozpoczęciem leczenia — oraz kierować zainteresowanych pacjentów do odpowiednich specjalistów.</p><h2>Ważne także dla pacjentek z nowotworami ginekologicznymi</h2><p>Prof. Nowosielski zaznaczył, że możliwości zabezpieczenia płodności dotyczą również części pacjentek z nowotworami ginekologicznymi, w tym z rakiem jajnika. W niektórych przypadkach możliwe jest zachowanie komórek jajowych, a czasem także narządów rozrodczych. Decyzja zależy jednak od rodzaju nowotworu, stadium choroby, planowanego leczenia i bezpieczeństwa onkologicznego.</p><p>Ekspert podał, że w przypadku niektórych nowotworów, takich jak rak szyjki macicy, odsetek ciąż po leczeniu może sięgać nawet 80 proc. W raku endometrium wynosi około 40–50 proc., a w raku jajnika jest niższy. To liczby, które trzeba czytać ostrożnie, bo każdy przypadek jest inny, ale ich sens jest bardzo konkretny: <strong>szansa na rodzicielstwo po leczeniu istnieje i dla części pacjentów jest realna</strong>.</p><h2>Co mówi prawo i program publiczny?</h2><p>Podstawowe ramy prawne dla procedur związanych z komórkami rozrodczymi i medycznie wspomaganą prokreacją określa <strong>ustawa z 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności</strong>. Ustawa reguluje m.in. zasady ochrony komórek rozrodczych i zarodków, sposoby leczenia niepłodności oraz warunki pobierania, testowania, przechowywania i dystrybucji komórek rozrodczych.</p><p>Program polityki zdrowotnej na lata <strong>2024–2028</strong> obejmuje nie tylko leczenie niepłodności metodami medycznie wspomaganej prokreacji, ale także umożliwienie osobom przed lub w trakcie leczenia onkologicznego zabezpieczenia materiału rozrodczego, w tym oocytów lub nasienia.</p><p>To ważne, bo rozmowa z pacjentem nie powinna zaczynać się od pytania: „czy będzie pana/panią na to stać?”. Powinna zaczynać się od pytania: <strong>czy chce pan/pani wiedzieć, jakie są możliwości?</strong></p><h2>Tomaszów Mazowiecki: dlaczego lokalnie ta informacja ma znaczenie?</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic istotne jest to, że ścieżka onkologiczna często zaczyna się lokalnie — od lekarza rodzinnego, ginekologa, poradni specjalistycznej, diagnostyki, konsultacji. Według informacji NU-MED, w Tomaszowie Mazowieckim działa poradnia onkologiczna zapewniająca opiekę na różnych etapach leczenia: od podejrzenia choroby nowotworowej, przez leczenie przyczynowe, po kontrolę po zakończeniu terapii. Wizyta w poradni onkologicznej nie wymaga skierowania.</p><p>To nie oznacza, że każda procedura zabezpieczenia płodności odbędzie się na miejscu. Najczęściej pacjent jest kwalifikowany i kierowany do wyspecjalizowanego ośrodka medycyny rozrodu. Ale właśnie dlatego pierwsza informacja — wypowiedziana na czas — jest kluczowa. W medycynie, jak w dobrym reportażu, liczy się moment. Jedno zdanie wypowiedziane przed chemioterapią może mieć znaczenie większe niż cały katalog broszur wręczony po fakcie.</p><h2>Pytania, które pacjent może zadać lekarzowi</h2><p>W tej sprawie nie chodzi o panikę ani o dodatkowe obciążanie chorego. Chodzi o prawo do wiedzy. Pacjent lub jego bliscy mogą zapytać lekarza prowadzącego:</p><p><strong>Czy planowane leczenie może wpłynąć na płodność?</strong><br><strong>Czy jest czas na konsultację w ośrodku zabezpieczenia płodności przed rozpoczęciem terapii?</strong><br><strong>Czy w moim przypadku możliwe jest zamrożenie komórek jajowych, nasienia albo inne postępowanie?</strong><br><strong>Gdzie najbliżej mogę uzyskać kwalifikację do programu finansowanego ze środków publicznych?</strong></p><p>To pytania proste, ale nie banalne. Mogą otworzyć drogę do decyzji, która po latach będzie znaczyła więcej niż jakakolwiek statystyka.</p><h2>Największa bariera: milczenie</h2><p>W historii medycyny wiele przełomów zaczynało się nie od wielkich maszyn, ale od zmiany rozmowy. Od tego, że lekarz przestawał widzieć „przypadek”, a zaczynał widzieć człowieka — z jego lękiem, miłością, planami i niedokończonymi rozdziałami życia.</p><p>Prof. Nowosielski mówi jasno: największą barierą w zachowaniu płodności u pacjentów onkologicznych jest brak informacji. A to bariera, którą można przełamać bez nowej ustawy, bez wielkiej konferencji i bez czekania na cud. Wystarczy, by właściwe pytanie padło we właściwym czasie.</p><p>Bo rak może przerwać wiele spraw. Ale nie powinien odbierać pacjentowi prawa do wiedzy o przyszłości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Badamy nie tylko mamy. Amazonki zapraszają kobiety do rozmowy, która może uratować życie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55232,badamy-nie-tylko-mamy-amazonki-zapraszaja-kobiety-do-rozmowy-ktora-moze-uratowac-zycie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55232,badamy-nie-tylko-mamy-amazonki-zapraszaja-kobiety-do-rozmowy-ktora-moze-uratowac-zycie</guid>
            <pubDate>Fri, 22 May 2026 13:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-badamy-nie-tylko-mamy-amazonki-zapraszaja-kobiety-do-rozmowy-ktora-moze-uratowac-zycie-1779449878.png</url>
                        <title>Badamy nie tylko mamy. Amazonki zapraszają kobiety do rozmowy, która może uratować życie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55232,badamy-nie-tylko-mamy-amazonki-zapraszaja-kobiety-do-rozmowy-ktora-moze-uratowac-zycie</link>
                    </image><description>Są takie zdania, które brzmią zwyczajnie, niemal domowo: „nic mnie nie boli”, „czuję się zdrowa”, „w mojej rodzinie nikt nie chorował”. Wypowiadane przy kuchennym stole, w kolejce do lekarza, między telefonem od córki a zakupami po pracy. A jednak w przypadku raka piersi te zdania bywają złudnym spokojem przed burzą. Bo ten nowotwór, jak najtrudniejszy przeciwnik, często długo nie daje o sobie znać.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dlatego 26 maja 2026 roku, w <strong>Dzień Matki</strong>, Amazonki po raz czwarty ruszają z ogólnopolską akcją edukacyjną <strong>„Badamy nie tylko mamy”</strong>. Wydarzenie odbędzie się w ponad 80 miastach Polski, także w województwie łódzkim. W Tomaszowie Mazowieckim kobiety będą mogły spotkać się z Amazonkami w <strong>Galerii Tomaszowskiej</strong>.</p><p>Akcja odbywa się przy wsparciu <strong>Łódzkiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ</strong> oraz pod patronatem <strong>Joanny Skrzydlewskiej, Marszałka Województwa Łódzkiego</strong>, i <strong>Hanny Zdanowskiej, Prezydent Łodzi</strong>. Klubem wiodącym i koordynującym wydarzenie w regionie jest <strong>Stowarzyszenie Łódzki Klub Amazonka</strong>.</p><h2><strong>W Tomaszowie Mazowieckim: Galeria Tomaszowska i rozmowy bez białych kitli</strong></h2><p>W naszym regionie Amazonki pojawią się m.in. w Łodzi, Tomaszowie Mazowieckim, Piotrkowie Trybunalskim, Skierniewicach, Radomsku, Sieradzu, Łowiczu, Opocznie, Kutnie, Bełchatowie i Rawie Mazowieckiej.</p><p>W <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong> akcję prowadzić będzie <strong>Tomaszowskie Stowarzyszenie Amazonek</strong>. Miejscem spotkania będzie <strong>Galeria Tomaszowska</strong>. To ważne, bo profilaktyka wychodzi tu z gabinetu lekarskiego do przestrzeni codziennego życia. Tam, gdzie kobiety przychodzą po zakupy, na kawę, z dziećmi, po drodze z pracy. Bez zadęcia, bez straszenia, bez medycznego chłodu.</p><p>Amazonki będą rozmawiać o tym, jak samodzielnie badać piersi, kiedy zgłosić się na mammografię, kiedy warto wykonać USG i dlaczego zdrowy styl życia, choć bardzo ważny, nie zwalnia z badań.</p><h2><strong>Rak piersi wcześnie wykryty daje ogromną szansę na leczenie</strong></h2><p>Organizatorzy przypominają, że <strong>rak piersi wcześnie zdiagnozowany jest niemal w 100 procentach wyleczalny</strong>. Kluczowe jest jednak jedno słowo: wcześnie. To ono robi różnicę między leczeniem mniej obciążającym a dramatyczną walką, między spokojem a spóźnionym alarmem.</p><p>NFZ przypomina, że w ramach programu profilaktyki raka piersi z bezpłatnej mammografii mogą korzystać kobiety w wieku <strong>45–74 lata</strong>, jeśli w ciągu ostatnich dwóch lat nie wykonywały mammografii w ramach profilaktyki zdrowotnej. Badanie jest finansowane ze środków publicznych i nie wymaga skierowania.</p><p>W określonych sytuacjach mammografia może być zalecana częściej, np. po 12 miesiącach, jeżeli występują czynniki ryzyka, takie jak rak piersi u najbliższych członków rodziny lub mutacje genów BRCA1 albo BRCA2.</p><p>Kobiety, które nie mieszczą się w programie przesiewowym, nadal mogą skorzystać z diagnostyki, jeśli lekarz uzna to za potrzebne. Mammografia lub USG piersi mogą być wykonane na podstawie skierowania od specjalisty, m.in. ginekologa albo onkologa.</p><h2><strong>„Nic mnie nie boli” — najgroźniejszy argument</strong></h2><p>W materiałach akcji Amazonki rozprawiają się z mitami, które przez lata stały się niemal społecznym refrenem. Najczęstszy brzmi: <strong>„nic mnie nie boli”</strong>. Problem polega na tym, że <strong>rak piersi we wczesnym stadium zwykle nie boli</strong>. Czekanie na ból jest więc jak czekanie na dzwonek alarmowy w domu, w którym już dawno odłączono prąd.</p><p>Drugie złudzenie to przekonanie, że samobadanie wystarczy. Samobadanie piersi jest potrzebne, uczy znajomości własnego ciała i pozwala zauważyć niepokojące zmiany. Ale nie zastępuje mammografii ani USG. Małej zmiany kobieta może nie wyczuć palcami.</p><p>Trzeci mit dotyczy genów. „Nikt w rodzinie nie chorował” nie oznacza, że ryzyko nie istnieje. Jak przypominają organizatorzy, tylko część nowotworów piersi ma podłoże dziedziczne. Chorują także kobiety, których matki, córki i siostry nigdy nie miały takiej diagnozy.</p><h2><strong>Nie tylko mamy. Córki, siostry, przyjaciółki też powinny pytać o badania</strong></h2><p>Tytuł akcji — <strong>„Badamy nie tylko mamy”</strong> — jest trafny, bo Dzień Matki staje się tu nie tylko świętem kwiatów, laurek i telefonów z życzeniami. Staje się pretekstem do rozmowy o zdrowiu kobiet w każdym wieku. Matki, córki, babcie, siostry, partnerki i przyjaciółki powinny mieć odwagę zapytać siebie nawzajem: kiedy ostatnio byłaś na badaniu?</p><p>Według danych Narodowego Instytutu Onkologii i Krajowego Rejestru Nowotworów w latach 2013–2022 w Polsce rejestrowano średnio około <strong>19,4 tysiąca nowych przypadków raka piersi rocznie</strong>, z czego zdecydowana większość dotyczyła kobiet.</p><p>Raport dotyczący nowotworów złośliwych w Polsce za 2022 rok wskazuje też, że nowotwory pozostają jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych kraju. W 2022 roku odnotowano niemal <strong>181,3 tysiąca nowych zachorowań na nowotwory złośliwe</strong> i około <strong>96 tysięcy zgonów</strong> z ich powodu.</p><p>Za tymi liczbami nie stoją statystyki z podręcznika. Stoją konkretne kobiety. Sąsiadki z bloku, nauczycielki, ekspedientki, urzędniczki, matki odprowadzające dzieci do szkoły, seniorki z osiedla, kobiety z Tomaszowa i okolic, które często bardziej pamiętają o zdrowiu całej rodziny niż o własnym.</p><h2><strong>Co będzie można sprawdzić podczas akcji?</strong></h2><p>Podczas spotkań z Amazonkami kobiety będą mogły dowiedzieć się:</p><ul><li>jak zmniejszać ryzyko zachorowania na raka piersi,</li><li>z jakich badań i programów profilaktycznych można skorzystać,</li><li>jak prawidłowo wykonywać samobadanie piersi,</li><li>jakie objawy powinny skłonić do pilnej konsultacji,</li><li>gdzie zgłosić się po pomoc i diagnostykę.</li></ul><p>To nie będzie wykład z katedry. Raczej rozmowa z kobietami, które znają temat nie z ulotki, ale z życia. Amazonki od lat wykonują ogromną pracę społeczną: edukują, wspierają chore, pomagają oswoić lęk po diagnozie i przypominają, że choroba nowotworowa nie odbiera kobiecości, godności ani prawa do normalnego życia.</p><h2><strong>Gdzie odbędzie się akcja w województwie łódzkim?</strong></h2><p>26 maja 2026 roku w ramach akcji <strong>„Badamy nie tylko mamy”</strong> Amazonki będą obecne w następujących miejscach:</p><p><strong>Łódź</strong> – Stowarzyszenie Łódzki Klub Amazonka, ul. Piotrkowska 104/104a, przed Urzędem Miasta Łodzi. Partnerzy: ŁOW NFZ oraz Wojewódzkie Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika.</p><p><strong>Bełchatów</strong> – Bełchatowskie Stowarzyszenie Amazonki, Galeria Bawełnianka.</p><p><strong>Opoczno</strong> – Opoczyński Klub Amazonka, Galeria Inspiro, ul. Kopernika.</p><p><strong>Piotrków Trybunalski</strong> – Piotrkowskie Stowarzyszenie Amazonek „Kamilki”, marsz wokół Zbiornika Bugaj, zbiórka na parkingu przy zbiorniku, godz. 11.00–13.00.</p><p><strong>Rawa Mazowiecka</strong> – Rawskie Stowarzyszenie Amazonek, Rawa Mode Centrum Handlowe, ul. Konstytucji 3 Maja 2.</p><p><strong>Radomsko</strong> – Stowarzyszenie Radomszczański Klub Amazonek, Kompleks Handlowy Metalurgia przy Intermarché.</p><p><strong>Skierniewice</strong> – Skierniewickie Stowarzyszenie Amazonka, Rynek Główny przed Ratuszem.</p><p><strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> – Tomaszowskie Stowarzyszenie Amazonek, Galeria Tomaszowska.</p><p><strong>Kutno</strong> – Kutnowski Klub Amazonek, nad rzeką Ochnią, Strefa Aktywności Miejskiej „Zielona Zośka”.</p><p><strong>Łowicz</strong> – Łowicki Klub Amazonka, al. Sienkiewicza 62, siedziba organizacji pozarządowych.</p><h2><strong>Profilaktyka to nie panika. To rozsądek</strong></h2><p>W polskim domu matka często jest tą, która pamięta o wszystkich: o lekach ojca, szczepieniu dziecka, wizycie babci, obiedzie, rachunkach, urodzinach, praniu i tym, żeby „jakoś to wszystko ogarnąć”. W Dzień Matki warto odwrócić ten porządek. Zapytać nie tylko: „co ci kupić?”, ale: <strong>„mamo, kiedy ostatnio byłaś na mammografii?”</strong></p><p>To może być najważniejszy prezent. Bez kokardy, bez celofanu, bez fanfar. Za to z realną szansą na życie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Budzą się w środku nocy i nie wiedzą dlaczego. Ekspert ostrzega: to może być bezsenność]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55228,budza-sie-w-srodku-nocy-i-nie-wiedza-dlaczego-ekspert-ostrzega-to-moze-byc-bezsennosc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55228,budza-sie-w-srodku-nocy-i-nie-wiedza-dlaczego-ekspert-ostrzega-to-moze-byc-bezsennosc</guid>
            <pubDate>Fri, 22 May 2026 09:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-budza-sie-w-srodku-nocy-i-nie-wiedza-dlaczego-ekspert-ostrzega-to-moze-byc-bezsennosc-1779434831.png</url>
                        <title>Budzą się w środku nocy i nie wiedzą dlaczego. Ekspert ostrzega: to może być bezsenność</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55228,budza-sie-w-srodku-nocy-i-nie-wiedza-dlaczego-ekspert-ostrzega-to-moze-byc-bezsennosc</link>
                    </image><description>Noc potrafi być jak źle zmontowany film: człowiek zasypia, po chwili cięcie, pobudka, potem kolejna scena, kolejne przebudzenie, nerwowe spojrzenie na zegarek i poranek ciężki jak ołów. Wielu z nas tłumaczy to stresem, pogodą, telefonem, kawą wypitą zbyt późno albo zwykłym „tak już mam”. Tymczasem częste nocne wybudzenia mogą być jednym z objawów bezsenności.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Jak powiedział PAP dr Wojciech Kuczyński, ekspert medycyny snu, kierownik Senare Centrum Medycyny Snu w Łodzi i somnolog Europejskiego oraz Polskiego Towarzystwa Badań nad Snem, do 30 proc. pacjentów poradni zaburzeń snu stanowią osoby zgłaszające problemy szeroko rozumianej bezsenności. Podobny odsetek pacjentów cierpi na zaburzenia oddychania w trakcie snu, a pozostali zmagają się m.in. z zaburzeniami rytmu dobowego, zaburzeniami ruchowymi czy rzadszymi problemami, takimi jak nawracające koszmary senne.</p><h2>Bezsenność to nie tylko leżenie z otwartymi oczami do trzeciej nad ranem</h2><p>W społecznej wyobraźni <strong>bezsenność</strong> najczęściej wygląda prosto: człowiek kładzie się do łóżka i nie może zasnąć. Ale to tylko jedna z jej twarzy. Dr Kuczyński wskazuje trzy zasadnicze postacie problemu.</p><p>Pierwsza to właśnie trudności z zasypianiem. Druga — często bagatelizowana — to <strong>częste przebudzenia w nocy</strong>. Pacjent zasypia, ale nie potrafi utrzymać ciągłości snu. Może budzić się kilka, a nawet osiem lub więcej razy w ciągu jednej nocy. Sen traci wtedy swoją strukturę, a dzień po takiej nocy przypomina jazdę samochodem na rezerwie: rośnie rozdrażnienie, spada koncentracja, łatwiej o konflikt, błąd i wybuch złości.</p><p>Ekspert podkreśla, że jeśli takie epizody występują <strong>co najmniej trzy razy w tygodniu</strong> i utrzymują się <strong>minimum trzy miesiące</strong>, można mówić o spełnieniu kryterium rozpoznania bezsenności. Podobne ramy czasowe pojawiają się w klasyfikacjach i opracowaniach medycznych dotyczących przewlekłej bezsenności.</p><p>Trzeci typ dotyczy osób, które zasypiają bez większego problemu i nie wybudzają się wiele razy w nocy, ale budzą się za wcześnie — na przykład o piątej rano, dwie godziny przed budzikiem — i nie są już w stanie zasnąć. Latem może to być nasilane przez wcześniejsze pojawienie się światła.</p><h2>Stres, choroby, mobbing. Sen często płaci rachunek za cały dzień</h2><p>Bezsenność rzadko spada z nieba jak meteor. Najczęściej jest skutkiem tego, co dzieje się z ciałem albo psychiką. Dr Kuczyński wskazuje, że zdecydowana większość przypadków ma podłoże psychologiczne lub somatyczne. Problemem może być na przykład niewydolność serca, która prowadzi do częstszego oddawania moczu w nocy. Ale równie silnym czynnikiem bywa napięcie psychiczne — praca w toksycznym środowisku, mobbing, przemoc, przeciążenie emocjonalne.</p><p>To ważny wątek także lokalnie. W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim wielu mieszkańców funkcjonuje w rytmie zmianowym, dojazdowym, produkcyjnym, handlowym, opiekuńczym. Sen nie jest wtedy luksusem, lecz elementem bezpieczeństwa: w pracy, za kierownicą, w rodzinie. Kiedy człowiek przez tygodnie śpi źle, nie „marudzi”. Jego organizm wysyła sygnał alarmowy.</p><p>W przypadku mobbingu warto pamiętać, że Kodeks pracy nakłada na pracodawcę obowiązek przeciwdziałania mobbingowi. Zgodnie z art. 94³ Kodeksu pracy mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika albo skierowane przeciwko pracownikowi, polegające m.in. na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu, wywołujące zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, poniżenie, ośmieszenie, izolowanie lub eliminowanie z zespołu. To nie jest więc „kwestia charakteru”, lecz problem prawny, organizacyjny i zdrowotny.</p><blockquote><p><strong>Kiedy nocne wybudzenia powinny zaniepokoić?</strong><br>Gdy zdarzają się co najmniej kilka razy w tygodniu, trwają przez wiele tygodni lub miesięcy i powodują pogorszenie funkcjonowania w dzień: zmęczenie, rozdrażnienie, problemy z koncentracją, spadek nastroju albo trudności w pracy i relacjach. Przy utrzymujących się objawach warto skonsultować się z lekarzem.</p></blockquote><h2>Zegarek nie jest lekarzem. Pułapka sprawdzania snu co do procenta</h2><p>Coraz więcej osób śpi z opaską, smartwatchem albo telefonem mierzącym sen. Technologia kusi obietnicą kontroli: fazy snu, tętno, oddech, wynik regeneracji, wykres jak z kokpitu statku kosmicznego. Problem zaczyna się wtedy, gdy poranek nie zaczyna się od pytania „jak się czuję?”, lecz od nerwowego sprawdzenia aplikacji.</p><p>Dr Kuczyński ostrzega, że urządzenia typu wearables nie służą do rozpoznawania bezsenności. Ich pomiary są estymacją opartą m.in. na pracy serca, oddechu i ruchu, ale nie badają czynności bioelektrycznej mózgu. W praktyce może dojść do paradoksu: ktoś czuje, że spał całkiem dobrze, ale aplikacja pokazuje słaby wynik i od razu pojawia się niepokój.</p><p>To trochę jak z krytykiem filmowym, który wmawia widzowi, że seans był fatalny, choć ten wyszedł z kina poruszony. Dane mogą pomagać, ale nie powinny przejmować władzy nad naszym samopoczuciem.</p><h2>Sowy, skowronki i szkolny dzwonek</h2><p>W dbaniu o sen kluczowe jest zrozumienie własnego rytmu biologicznego. Jedni najlepiej funkcjonują rano, inni rozkręcają się dopiero wieczorem. Ten chronotyp jest sprawą indywidualną, choć życie społeczne często próbuje go przyciąć do jednego rozmiaru.</p><p>Dr Kuczyński zwraca uwagę, że młodzi ludzie bardzo często mają chronotyp wieczorny. Są aktywniejsi później, chodzą spać później, a rano trudniej im wstać. Problem pojawia się wtedy, gdy szkoła, praca i obowiązki narzucają im rytm niezgodny z biologią.</p><p>U dorosłych, zwłaszcza trzydziesto- i czterdziestolatków, cykl dobowy bywa bardziej ustabilizowany. Ale nawet wtedy weekend potrafi rozbić rytm. Długie odsypianie, późne kładzenie się spać i gwałtowny powrót do poniedziałkowego budzika tworzą coś w rodzaju mini-jet lagu bez lotu samolotem.</p><h2>Nie ma jednej magicznej godziny snu</h2><p>Wbrew popularnym poradom z internetu nie istnieje jedna uniwersalna godzina, o której wszyscy powinni kłaść się spać. Nie ma też jednej liczby godzin snu dobrej dla każdego. Jednej osobie wystarczy sześć godzin, inna potrzebuje ośmiu. Najważniejsze jest to, czy sen pozwala normalnie funkcjonować w dzień.</p><p>Niepokoić powinna sytuacja, w której problemy ze snem zaczynają wpływać na relacje, pracę, naukę, bezpieczeństwo i codzienne obowiązki. Medyczne opracowania podkreślają, że przy diagnostyce bezsenności bierze się pod uwagę nie tylko samą noc, ale też dzienne konsekwencje: zmęczenie, drażliwość, pogorszenie koncentracji czy obniżenie nastroju.</p><h2>Gdzie szukać pomocy?</h2><p>Jeżeli problemy ze snem są długotrwałe, nasilają się lub wpływają na codzienne funkcjonowanie, warto skonsultować się z lekarzem rodzinnym, psychiatrą, psychologiem albo specjalistą medycyny snu. W Tomaszowie Mazowieckim działa m.in. Poradnia Zdrowia Psychicznego Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, obejmująca opieką osoby dorosłe i zajmująca się diagnostyką oraz leczeniem zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania.</p><p>Najbliższe wyspecjalizowane placówki zajmujące się zaburzeniami snu znajdują się m.in. w Łodzi. Ośrodek Leczenia Zaburzeń Snu przy Centralnym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi prowadzi diagnostykę i leczenie m.in. bezdechu sennego; według informacji placówki potrzebne jest skierowanie do poradni chorób płuc z rozpoznaniem bezdechu sennego.</p><h2>Re_Mind we Wrocławiu. Sen jako temat zdrowia publicznego</h2><p>Dr Wojciech Kuczyński będzie jednym z prelegentów Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind, który odbędzie się we Wrocławiu w dniach 22–24 czerwca 2026 roku. Wydarzenie organizują Uniwersytet SWPS, Telewizja Polska i Miasto Wrocław, a wśród gości zapowiadani są eksperci z Polski i zagranicy, w tym m.in. Robert B. Cialdini oraz Olga Tokarczuk.</p><p>Sen coraz wyraźniej przestaje być prywatną sprawą zamkniętą za drzwiami sypialni. Jest tematem zdrowia publicznego, pracy, szkoły, bezpieczeństwa na drogach i jakości życia. Bo człowiek niewyspany nie jest po prostu „trochę zmęczony”. Czasem jest jak miasto po awarii zasilania — światła jeszcze migają, ale system już prosi o pomoc.</p> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
