<rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:media="http://search.yahoo.com/mrss/">
    <channel>
        <atom:link href="https://www.nasztomaszow.pl/rss/articles/pl/88/zdrowie-informacje-profilaktyka-i-medycyna" rel="self" type="application/rss+xml" />
        <title><![CDATA[ Artykuły - Zdrowie – informacje, profilaktyka i medycyna - NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa ]]></title>
        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykuly/88/zdrowie-informacje-profilaktyka-i-medycyna</link>
        <description><![CDATA[Czytaj najnowsze artykuły w naszym portalu.]]></description>
        <language>pl</language>
        <copyright><![CDATA[NaszTomaszów.pl - Codzienna Gazeta Internetowa]]></copyright>
        <lastBuildDate>Tue, 23 Jun 2026 09:18:00 +0200</lastBuildDate><item>
            <title><![CDATA[Po zawale nie ma już „nic się nie stało”. Pacjent trafia do grupy najwyższego ryzyka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55621,po-zawale-nie-ma-juz-nic-sie-nie-stalo-pacjent-trafia-do-grupy-najwyzszego-ryzyka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55621,po-zawale-nie-ma-juz-nic-sie-nie-stalo-pacjent-trafia-do-grupy-najwyzszego-ryzyka</guid>
            <pubDate>Tue, 23 Jun 2026 09:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-po-zawale-nie-ma-juz-nic-sie-nie-stalo-pacjent-trafia-do-grupy-najwyzszego-ryzyka-1782199382.png</url>
                        <title>Po zawale nie ma już „nic się nie stało”. Pacjent trafia do grupy najwyższego ryzyka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55621,po-zawale-nie-ma-juz-nic-sie-nie-stalo-pacjent-trafia-do-grupy-najwyzszego-ryzyka</link>
                    </image><description>Po zawale serca pacjent trafia do grupy najwyższego ryzyka kolejnego incydentu — podkreśla prof. Janina Stępińska. Kluczowe są szybkie leczenie, rehabilitacja, kontrola LDL i ciśnienia oraz zmiana stylu życia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;<strong>Zawał serca bywa jak uderzenie pioruna w środku zwykłego dnia.</strong> Jeszcze rano praca, zakupy, telefon, pośpiech, papieros „tylko jeden”, kanapka zjedzona w biegu. A potem ból w klatce piersiowej, duszność, zimny pot, strach i walka z czasem. W kardiologii mówi się o „złotej godzinie” — krótkim oknie, w którym szybka pomoc może uratować życie i ograniczyć uszkodzenie serca. Ale eksperci przypominają: samo przeżycie zawału nie oznacza końca choroby.</p><p>Prof. Janina Stępińska, dyrektor Narodowego Instytutu Kardiologii, w rozmowie z PAP podkreśla, że <strong>każdy pacjent po zawale serca automatycznie staje się chorym najwyższego ryzyka kolejnego incydentu</strong>. To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno także lokalnie — w Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w każdej rodzinie, w której ktoś „jakoś się czuje”, ale od lat nie mierzy ciśnienia, nie bada cholesterolu i nie zagląda do lekarza, dopóki organizm nie zacznie krzyczeć.</p><h2>Serce uratowane w szpitalu to dopiero początek</h2><p>Według danych przywoływanych przez ekspertkę, w Polsce każdego roku rejestruje się około 70 tysięcy przypadków zawału serca. Choroby kardiologiczne pozostają jedną z głównych przyczyn zgonów, wyprzedzając nawet nowotwory. Zawał serca to martwica fragmentu mięśnia sercowego, najczęściej spowodowana zamknięciem tętnicy wieńcowej. Krew przestaje dostarczać tlen, a część serca zostaje odcięta od życia.</p><p>Najczęstszą przyczyną jest miażdżyca. Pęknięcie blaszki miażdżycowej uruchamia proces krzepnięcia, powstaje zakrzep, a ten może całkowicie zablokować przepływ krwi. Dalej zaczyna się dramat liczony nie w dniach, ale w minutach.</p><p>Prof. Stępińska tłumaczy, że stan serca po zawale zależy m.in. od tego, jak szybko pacjent otrzyma pomoc. Im krótszy czas od początku bólu do przywrócenia przepływu krwi przez zamkniętą tętnicę, tym większa szansa na ograniczenie trwałych następstw. Dlatego przy objawach zawału nie wolno „przeczekać”, „położyć się na chwilę” ani jechać samemu do szpitala. Trzeba wzywać pomoc medyczną.</p><h2>Największy przeciwnik? Stare nawyki</h2><p>Nowoczesna kardiologia potrafi dziś działać szybko i skutecznie. W wielu przypadkach lekarze udrażniają zamkniętą tętnicę, przywracają przepływ krwi i ratują mięsień sercowy przed dużym uszkodzeniem. Paradoksalnie właśnie tacy pacjenci bywają później najtrudniejsi do przekonania, że przeżyli coś bardzo poważnego.</p><p>Prof. Stępińska zwraca uwagę, że osoby, które szybko trafiły do szpitala i uniknęły widocznego uszczerbku na zdrowiu, często bagatelizują zdarzenie. Myślą: „nic się nie stało”. Wracają do pracy, papierosów, pośpiechu, złej diety, siedzącego trybu życia. Jak bohater filmu, który przeżył eksplozję i otrzepuje kurz z marynarki, ale nie zauważa, że za jego plecami nadal płonie cały budynek.</p><p>Tyle że po zawale organizm nie daje czystej kartki. Daje ostrzeżenie.</p><h2>Cholesterol, ciśnienie, cukrzyca. Liczby, które decydują o życiu</h2><p>Do najważniejszych czynników ryzyka zawału należą: podwyższony poziom cholesterolu LDL, nadciśnienie tętnicze, palenie tytoniu, nieprawidłowa dieta, brak aktywności fizycznej, nadwaga oraz obciążenia genetyczne. Na geny wpływu nie mamy. Na papierosy, ruch, leczenie nadciśnienia i badania kontrolne — już tak.</p><p>Po zawale szczególne znaczenie ma <strong>kontrola złego cholesterolu LDL</strong>. Prof. Stępińska wskazuje, że u pacjenta po zawale powinien on być bardzo niski — poniżej 50 mg/dl. Równie ważna jest kontrola ciśnienia tętniczego. Ekspertka przypomina, że obecnie górna granica to 130/80 mmHg. U osób z cukrzycą kluczowa jest również bardzo dobra kontrola poziomu glukozy.</p><p>To nie są suche liczby z ulotki. To współczesny alfabet przeżycia po zawale. Trochę jak zapis nutowy — jeśli zignorujemy tempo, pauzy i tonację, cała melodia zaczyna się sypać.</p><h2>KOS-Zawał, czyli pacjent nie powinien zostać sam</h2><p>W Polsce od 2017 roku działa program <strong>KOS-Zawał</strong>, czyli kompleksowa opieka specjalistyczna nad pacjentem po zawale serca. Program obejmuje leczenie ostrej fazy zawału, rehabilitację kardiologiczną, opiekę ambulatoryjną, monitorowanie stanu pacjenta oraz indywidualny plan leczenia.</p><p>Prof. Stępińska podkreśla, że bezpieczna rehabilitacja może rozpoczynać się już w szpitalu. To ważne, bo wielu pacjentów po zawale boi się ruchu. Inni przeciwnie — zbyt szybko chcą wrócić do dawnych obciążeń. Tymczasem rehabilitacja kardiologiczna nie jest dodatkiem luksusowym, lecz jednym z filarów powrotu do życia.</p><p>Program KOS-Zawał jest finansowany ze środków publicznych. W założeniu ma prowadzić pacjenta przez pierwszy, najważniejszy rok po incydencie. To czas, w którym trzeba ustawić leczenie, kontrolować czynniki ryzyka, rozpocząć rehabilitację i nauczyć się żyć inaczej.</p><h2>Rzucić palenie, zmienić dietę, ruszyć się. Proste? Tylko na papierze</h2><p>Ekspertka nie pozostawia złudzeń: dopełnieniem leczenia musi być <strong>bezwzględne rzucenie palenia</strong>, przejście na dietę śródziemnomorską, redukcja nadwagi i regularna aktywność fizyczna. To brzmi jak zestaw zaleceń dobrze znanych z plakatów w przychodniach. Problem w tym, że najtrudniej zmienia się to, co przez lata było częścią codzienności.</p><p>Papieros po pracy. Tłusty obiad „bo przecież człowiek musi coś zjeść”. Brak spaceru, bo zimno, gorąco, pada, boli, nie ma czasu. Stres, którego nie da się po prostu wyłączyć guzikiem.</p><p>Prof. Stępińska przyznaje, że unikanie stresu jest jednym z najtrudniejszych zaleceń. Często wynika on z sytuacji osobistych, rodzinnych, zawodowych, finansowych. Nie na wszystko mamy wpływ. Możemy jednak ograniczać to, co dokłada organizmowi kolejnych ciosów: permanentny pośpiech, brak snu, konflikty, nadmiar obowiązków, używki. Czasem konieczne jest również wsparcie psychologa.</p><h2>Lokalna lekcja dla mieszkańców</h2><p>Ten temat nie dotyczy abstrakcyjnych statystyk. Dotyczy ludzi, których mijamy na ulicach Tomaszowa Mazowieckiego, w kolejkach do lekarza, w sklepach, na przystankach, na działkach, nad Pilicą i Wolbórką. Dotyczy ojców, matek, dziadków, pracowników, przedsiębiorców, kierowców, nauczycieli, urzędników. Zawał rzadko pyta o kalendarz.</p><p>Dlatego warto powtarzać kilka prostych zasad. Ból w klatce piersiowej, duszność, promieniowanie bólu do ręki, żuchwy, pleców, zimny pot, osłabienie, nudności — to objawy, których nie wolno lekceważyć. W przypadku podejrzenia zawału należy wzywać pomoc, a nie czekać, aż „samo przejdzie”.</p><p>Po zawale natomiast trzeba potraktować leczenie jak długą umowę z własnym życiem. Tabletki, kontrole, rehabilitacja, dieta, ruch, rzucenie palenia — to nie są dodatki do terapii. To terapia.</p><h2>Druga szansa wymaga dyscypliny</h2><p>Zawał serca nie zawsze kończy się tragedią. Dzięki medycynie, szybkiemu leczeniu i dobrej organizacji systemu wielu pacjentów wraca do domu, rodziny i pracy. Ale właśnie wtedy zaczyna się najważniejszy egzamin. Nie przed lekarzem. Przed samym sobą.</p><p>Bo po zawale nie wystarczy powiedzieć: „miałem szczęście”. Trzeba jeszcze zrobić wszystko, by tego szczęścia nie wystawiać na kolejną próbę.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lekarz rodzinny jak centrum dowodzenia. Opieka koordynowana obejmuje już 70 proc. pacjentów w Łódzkiem]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55612,lekarz-rodzinny-jak-centrum-dowodzenia-opieka-koordynowana-obejmuje-juz-70-proc-pacjentow-w-lodzkiem</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55612,lekarz-rodzinny-jak-centrum-dowodzenia-opieka-koordynowana-obejmuje-juz-70-proc-pacjentow-w-lodzkiem</guid>
            <pubDate>Mon, 22 Jun 2026 16:53:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lekarz-rodzinny-jak-centrum-dowodzenia-opieka-koordynowana-obejmuje-juz-70-proc-pacjentow-w-lodzki-1782140535.png</url>
                        <title>Lekarz rodzinny jak centrum dowodzenia. Opieka koordynowana obejmuje już 70 proc. pacjentów w Łódzkiem</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55612,lekarz-rodzinny-jak-centrum-dowodzenia-opieka-koordynowana-obejmuje-juz-70-proc-pacjentow-w-lodzkiem</link>
                    </image><description>Nie zawsze pacjent potrzebuje od razu specjalisty. Czasem potrzebuje kogoś, kto złoży jego leczenie w całość — jak dobrze napisaną partyturę, w której każdy instrument wchodzi we właściwym momencie. Temu właśnie ma służyć opieka koordynowana w podstawowej opiece zdrowotnej. W województwie łódzkim korzysta z niej już około 2,3 mln pacjentów, czyli blisko 70 proc. osób zadeklarowanych do poradni POZ.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Opieka koordynowana działa w Polsce od <strong>1 października 2022 roku</strong>. Została wprowadzona nowelizacją rozporządzenia Ministra Zdrowia z 15 września 2022 r., zmieniającego przepisy dotyczące świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej. To właśnie ten akt prawny otworzył drogę do szerszego leczenia chorób przewlekłych na poziomie lekarza rodzinnego, bez każdorazowego odsyłania pacjenta w kolejkę do poradni specjalistycznej.</p><h2>POZ przestaje być tylko „pierwszym kontaktem”</h2><p>Przez lata przyzwyczailiśmy się myśleć o lekarzu rodzinnym jak o bramie wejściowej do systemu. Pacjent przychodził po skierowanie, receptę, zwolnienie, podstawową poradę. Tymczasem <strong>opieka koordynowana w POZ</strong> zmienia ten model. Lekarz rodzinny ma nie tylko rozpoznać problem, ale także prowadzić pacjenta przez kolejne etapy diagnostyki, leczenia, konsultacji i edukacji zdrowotnej.</p><p>W praktyce oznacza to, że pacjent z chorobą przewlekłą nie musi już tak często samotnie krążyć między gabinetami, wynikami badań i terminami wizyt. Leczenie ma być zaplanowane, uporządkowane i prowadzone w jednym miejscu — w przychodni POZ, w której pacjent jest zapisany.</p><p>Narodowy Fundusz Zdrowia podkreśla, że model koordynowany powstał jako odpowiedź na rozdrobnienie świadczeń i potrzebę poprawy efektywności systemu ochrony zdrowia. Chodzi więc nie tylko o kolejną procedurę, ale o próbę naprawienia jednego z największych problemów publicznej medycyny: pacjent wie, że choruje, ale często nie wie, kto naprawdę prowadzi jego leczenie.</p><h2>Pięć ścieżek leczenia</h2><p>Świadczenia opieki koordynowanej są realizowane w pięciu głównych obszarach. To choroby, które dotykają ogromnej części społeczeństwa, szczególnie osób dorosłych i seniorów, ale nie tylko. NFZ wskazuje ścieżki: <strong>kardiologiczną, diabetologiczną, pulmonologiczną, endokrynologiczną i nefrologiczną</strong>.</p><p>W ramach ścieżki kardiologicznej prowadzeni mogą być m.in. pacjenci z nadciśnieniem tętniczym, niewydolnością serca, chorobą niedokrwienną serca czy migotaniem przedsionków. Ścieżka diabetologiczna obejmuje cukrzycę i stan przedcukrzycowy. Pulmonologiczna dotyczy m.in. POChP i astmy. Endokrynologiczna — niedoczynności tarczycy oraz guzków tarczycy. Nefrologiczna — problemów związanych z niewydolnością nerek.</p><p>Brzmi specjalistycznie, ale dla pacjenta sens jest prosty: więcej spraw można załatwić bliżej domu, szybciej i z udziałem zespołu, który zna historię choroby.</p><h2>Koordynator — człowiek od pilnowania całości</h2><p>Jednym z najważniejszych elementów systemu jest <strong>koordynator opieki</strong>. To osoba, która pomaga pacjentowi przejść przez kolejne etapy leczenia: terminy badań, konsultacje, porady edukacyjne, wizyty u dietetyka, kontakt z personelem medycznym.</p><p>To ważne szczególnie dla osób starszych, samotnych albo przewlekle chorych, które często muszą mierzyć się nie tylko z chorobą, ale i z biurokratycznym labiryntem. W takim labiryncie łatwo zgubić skierowanie, termin, wynik, zalecenie. Koordynator ma być kimś w rodzaju Ariadny z nicią — prowadzić pacjenta przez system, zanim ten zdąży się w nim zaplątać.</p><p>W opiece koordynowanej pacjent może otrzymać <strong>Indywidualny Plan Opieki Medycznej</strong>, ustalony wspólnie z lekarzem POZ. Lekarz może też skonsultować przypadek z lekarzem specjalistą oraz zlecić szerszy zakres badań diagnostycznych niż w tradycyjnym modelu POZ.</p><h2>Łódzkie: od 42 placówek do 253</h2><p>W województwie łódzkim rozwój opieki koordynowanej nabrał dużego tempa. W styczniu 2023 roku do programu przystąpiły zaledwie <strong>42 placówki</strong>. Rok później było ich już <strong>158</strong>, w styczniu 2025 roku — <strong>211</strong>, a w 2026 roku opiekę koordynowaną realizują <strong>253 placówki POZ</strong>.</p><p>Według danych Łódzkiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ opieką koordynowaną objętych jest obecnie około <strong>2,3 mln pacjentów</strong>, czyli blisko <strong>70 proc. wszystkich zadeklarowanych pacjentów</strong> w województwie. Jeszcze w 2023 roku było to 331 tys. osób.</p><p>Rośnie także finansowanie. Łódzki NFZ informuje, że w 2022 roku sfinansował świadczenia opieki koordynowanej kwotą 32 tys. zł, natomiast w pierwszym półroczu 2026 roku było to już ponad <strong>33,5 mln zł</strong>. Łącznie przez pięć lat na ten cel przeznaczono <strong>167,8 mln zł</strong>.</p><h2>Gdzie system działa najlepiej, a gdzie najsłabiej?</h2><p>Największy odsetek pacjentów objętych opieką koordynowaną odnotowano w powiecie łaskim — <strong>83 proc.</strong>, przy 13 miejscach udzielania świadczeń. Bardzo wysoko jest również w powiecie radomszczańskim, gdzie opieką objętych jest <strong>74 proc. pacjentów</strong>, czyli ponad 67 tys. osób, przy 14 miejscach udzielania świadczeń.</p><p>Najniższy poziom wskazano w powiecie pajęczańskim — tam opieką koordynowaną objętych jest zaledwie <strong>15 proc. dorosłych pacjentów</strong>, przy 3 miejscach udzielania świadczeń.</p><p>W Łodzi z tak zorganizowanej opieki może korzystać około <strong>70 proc. pacjentów</strong>, czyli ponad <strong>488 tys. osób</strong>, a świadczenia realizowane są w 149 miejscach.</p><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego najważniejsze pytanie brzmi więc nie abstrakcyjnie: „czy taki program istnieje?”, ale bardzo konkretnie: <strong>czy moja przychodnia POZ realizuje opiekę koordynowaną i w jakich ścieżkach?</strong> To warto sprawdzić bezpośrednio w swojej poradni albo przez informację NFZ.</p><h2>„Krok milowy dla pacjentów”</h2><p>Żaneta Iwańczyk, dyrektor Miejskiego Centrum Medycznego „Górna” w Łodzi, ocenia, że zmiana w podstawowej opiece zdrowotnej, wprowadzająca koordynację, współpracę i wymianę informacji między POZ a ambulatoryjną opieką specjalistyczną, jest „krokiem milowym przede wszystkim dla pacjentów”.</p><p>Jak podkreśla, lekarze POZ to medycy, których najczęściej odwiedzają zarówno dzieci, jak i seniorzy. Dzięki opiece koordynowanej poradnia może szerzej prowadzić pacjentów z nadciśnieniem, cukrzycą, chorobami płuc czy niewydolnością nerek. Nie zawsze trzeba odsyłać chorego do specjalisty tylko po to, by wykonał spirometrię czy USG Doppler tętnic. W wielu przypadkach lekarz rodzinny może zlecić takie badania samodzielnie, jeśli uzna je za konieczne.</p><p>Szczególnie ważne są też porady edukacyjne prowadzone przez pielęgniarki oraz konsultacje dietetyczne. W chorobach przewlekłych sama recepta często nie wystarcza. Potrzebna jest wiedza: jak jeść, jak mierzyć ciśnienie, kiedy reagować, jak rozpoznawać pogorszenie stanu zdrowia.</p><h2>Mniej biegania, więcej leczenia</h2><p>Opieka koordynowana nie jest cudownym lekarstwem na wszystkie problemy systemu. Nie zlikwiduje z dnia na dzień kolejek do specjalistów, braków kadrowych ani przeciążenia przychodni. Ale może ograniczyć chaos, który pacjenci znają aż za dobrze.</p><p>Jeżeli działa prawidłowo, daje trzy rzeczy: <strong>czas, porządek i poczucie bezpieczeństwa</strong>. Pacjent nie zostaje sam z kartką pełną zaleceń. Lekarz POZ widzi szerszy obraz choroby. Koordynator pilnuje organizacji. Pielęgniarka i dietetyk pomagają w codziennym radzeniu sobie z chorobą.</p><p>W świecie, w którym medycyna coraz częściej przypomina skomplikowaną mapę metra, opieka koordynowana ma być przesiadką bez błądzenia po peronach. Dla pacjentów przewlekle chorych to nie detal organizacyjny, ale często różnica między leczeniem „od przypadku do przypadku” a realnym prowadzeniem przez system.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</guid>
            <pubDate>Sun, 21 Jun 2026 10:54:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformac-1782032439.png</url>
                        <title>Fałszywa nadzieja sprzedaje się lepiej niż medycyna. Ekspertki ostrzegają przed medyczną dezinformacją</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55600,falszywa-nadzieja-sprzedaje-sie-lepiej-niz-medycyna-ekspertki-ostrzegaja-przed-medyczna-dezinformacja</link>
                    </image><description>Najgroźniejsze kłamstwa nie przychodzą dziś w stroju szaleńca z aluminiową czapką. Przychodzą w estetycznym filmiku, w miękkim świetle, z uśmiechniętą twarzą influencera, wykresem wyrwanym z kontekstu i obietnicą, że „lekarze o tym nie mówią”. Od picia boraksu po porzucanie terapii onkologicznych – medyczna dezinformacja dawno przestała być tylko internetową ciekawostką. Stała się realnym zagrożeniem dla zdrowia i życia pacjentów.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Ekspertki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, autorki raportu <strong>„Dezinformacja medyczna”</strong>, ostrzegają, że fałszywe informacje o zdrowiu coraz częściej prowadzą ludzi do decyzji, których skutki widzą potem lekarze w gabinetach, szpitalach i na oddziałach ratunkowych. Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wskazuje, że współczesna dezinformacja medyczna coraz rzadziej wygląda jak klasyczna teoria spiskowa, a coraz częściej jak poradnik: co jeść, czym się suplementować, jak „oczyścić organizm” i dlaczego nie ufać lekarzom.</p><h2>Kłamstwo, które udaje troskę</h2><p>Dr Dorota Sikora, badaczka dezinformacji i dyrektorka Biura Rankingów Akademickich i Komunikacji Naukowej UMW, zwraca uwagę, że wokół zdrowia powstał cały rynek oparty na prostych odpowiedziach na bardzo złożone problemy. To rynek idealny dla czasów zmęczenia, lęku i nieufności. Człowiek chory, przestraszony albo rozczarowany długą kolejką do specjalisty jest łatwym celem. Wystarczy podsunąć mu opowieść: „jest naturalny sposób”, „oni to ukrywają”, „wystarczy odkwasić organizm”, „ta dieta zatrzyma raka”.</p><p>– Najgroźniejsze kłamstwa medyczne nie wyglądają jak kłamstwa. Wykorzystują pojedyncze badania, półprawdy i wyrwane z kontekstu fakty – powiedziały PAP autorki raportu.</p><p>To jest właśnie sedno problemu. Dawna dezinformacja była często toporna. Dzisiejsza ma makijaż nauki. Posługuje się terminami medycznymi, cytuje publikacje, pokazuje wykresy, mówi o „badaniach”, „toksyczności”, „stanach zapalnych”, „mikrobiomie” i „detoksie”. Tyle że z nauką ma tyle wspólnego, ile scenografia szpitala w serialu z prawdziwym dyżurem na SOR-ze.</p><h2>Suplement zamiast terapii, influencer zamiast lekarza</h2><p>Wioletta Samborska, dyrektorka Centrum Odkryć Medycznych UMW, podkreśla, że szczególnie popularne są dziś treści dotyczące diet, suplementów, „oczyszczania organizmu” i rzekomo cudownych terapii. Największe niebezpieczeństwo zaczyna się wtedy, gdy pacjent pod wpływem takich przekazów rezygnuje z leczenia zaleconego przez lekarza.</p><p>To już nie jest tylko kwestia tego, że ktoś kupi drogi proszek, kapsułki albo „naturalny preparat” bez udowodnionej skuteczności. Problem zaczyna się w chwili, gdy fałszywa nadzieja wypycha z życia pacjenta medycynę opartą na dowodach. Kiedy chory odkłada chemioterapię. Kiedy pacjent po zawale odmawia szczepienia. Kiedy rodzic uznaje, że film z internetu jest bardziej wiarygodny niż pediatra.</p><p>Najwyższa Izba Kontroli już kilka lat temu alarmowała, że w sieci wykrywano suplementy diety zawierające niedozwolone składniki mogące stanowić zagrożenie dla zdrowia, a liczba zgłoszeń nowych suplementów do GIS rosła lawinowo. W latach 2017–2020 zgłoszono ich ponad 62 tysiące, podczas gdy w latach 2013–2015 było to łącznie od 9 do 12 tysięcy.</p><h2>Japonia jako ostrzeżenie: plotka znika, skutki zostają</h2><p>Ekspertki przywołują przykład Japonii, gdzie po nagłośnieniu historii o rzekomych powikłaniach po szczepieniach przeciw HPV poziom wyszczepialności spadł z około 80 proc. do mniej niż 1 proc. Zarzutów wobec szczepionki nie potwierdzono, ale skutki paniki okazały się dramatyczne.</p><p>Polski portal Szczepienia.info, prowadzony przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – PIB, przypomina wyniki modelowania opublikowanego w 2020 roku: załamanie szczepień przeciw HPV w Japonii w latach 2013–2019 mogło oznaczać około 25 tysięcy przypadków raka szyjki macicy i do 5700 zgonów, których można było uniknąć.</p><p>To jest ten moment, w którym internetowa plotka przestaje być „opinią”. Staje się czynnikiem ryzyka. Jak zanieczyszczona woda, niesprawne hamulce albo źle oznakowane przejście dla pieszych.</p><h2>Polska też nie jest odporna</h2><p>Podobne zjawiska obserwowane są również w Polsce. Samborska powołała się na dane przytoczone przez prof. Piotra Ponikowskiego: spośród 174 pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiej niewydolności serca lub po zawale aż 100 odmówiło przyjęcia zalecanych szczepień ochronnych.</p><p>To brzmi jak paradoks, ale jest znakiem czasu. Pacjent, który doświadczył realnego zagrożenia życia, potrafi jednocześnie odrzucać profilaktykę, bo wcześniej usłyszał, przeczytał lub zobaczył coś, co skutecznie podważyło jego zaufanie do medycyny.</p><p>Rzecznik Praw Pacjenta także zwracał uwagę na nowe formy medycznej dezinformacji, w tym fałszywe nagrania tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji, fikcyjne autorytety i wykorzystanie wizerunku znanych osób do promowania płatnych pseudousług. W jednej ze spraw RPP wystąpił do organów ścigania, wskazując na potrzebę ochrony pacjentów przed fałszywymi treściami zdrowotnymi.</p><h2>Dlaczego młodzi dorośli są tak podatni?</h2><p>Zdaniem dr Sikory szczególnie niepokojące jest to, że na <strong>dezinformację zdrowotną</strong> coraz częściej podatni są młodzi dorośli. To pokolenie, które ogromną część informacji konsumuje w mediach społecznościowych. Tam zaś wygrywa niekoniecznie ten, kto ma rację, ale ten, kto szybciej przyciąga uwagę.</p><p>Algorytm nie ma przysięgi Hipokratesa. Nie pyta, czy film jest odpowiedzialny. Pyta, czy zatrzyma użytkownika na ekranie. A strach, skandal, cudowna obietnica i teoria „ukrywanej prawdy” zatrzymują skutecznie.</p><p>Tu zaczyna się dramat współczesnej komunikacji zdrowotnej. Lekarz mówi: „to zależy”, „trzeba wykonać badania”, „ryzyko jest takie i takie”, „proszę przyjmować lek regularnie”. Internetowy guru mówi: „mam prostą odpowiedź”. I często wygrywa, bo brzmi jak bohater filmu, który jednym ruchem rozbraja bombę. Medycyna tymczasem rzadko jest filmem akcji. Bardziej przypomina długi, mozolny reportaż z pola bitwy.</p><h2>Prawo próbuje nadążyć, ale problem jest szybszy</h2><p>W Polsce reklama produktów zdrowotnych, wyrobów medycznych i suplementów diety podlega ograniczeniom, ale praktyka internetu jest znacznie szybsza niż urzędowe procedury. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych przypomina, że reklama wyrobów medycznych kierowana do publicznej wiadomości musi m.in. jasno wskazywać producenta, podmiot prowadzący reklamę i zawierać wymagane ostrzeżenia.</p><p>UOKiK już wcześniej wskazywał, że w reklamach suplementów problemem bywa przypisywanie im właściwości leków, sugerowanie szybkiej poprawy zdrowia czy wykorzystywanie autorytetu osób, które mają wzbudzać zaufanie odbiorców.</p><p>Nie wystarczy jednak samo prawo. Bo dezinformacja nie zawsze przychodzi jako reklama. Czasem jest „osobistą historią”, „opinią”, „testem produktu”, „niezależną recenzją”, „rozmową z ekspertem”, który ekspertem jest tylko w opisie profilu.</p><h2>Lokalny wymiar: Tomaszów też nie żyje poza internetem</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to nie jest odległa debata akademicka. Te same filmiki, te same reklamy suplementów, te same antyszczepionkowe narracje i te same „cudowne terapie” trafiają na telefony rodziców, seniorów, młodych matek, pacjentów po diagnozie i ludzi czekających miesiącami na wizytę u specjalisty.</p><p>W sprawach profilaktyki i bezpieczeństwa zdrowotnego lokalnym punktem odniesienia pozostają placówki publiczne, lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, Tomaszowskie Centrum Zdrowia oraz Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Tomaszowie Mazowieckim, która udostępnia m.in. informacje dotyczące szczepień przeciw HPV w szkołach i materiały Ministerstwa Zdrowia.</p><p>Ministerstwo Zdrowia przypomina, że szczepienia przeciw HPV są elementem profilaktyki chorób wywoływanych przez wirusa brodawczaka ludzkiego, w tym raka szyjki macicy i innych nowotworów.</p><h2>„Szczepionka przeciw dezinformacji”</h2><p>Autorki raportu podkreślają, że odpowiedzią na problem nie mogą być wyłącznie regulacje. Na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu powstaje <strong>Centrum Odkryć Medycznych</strong> – przestrzeń edukacyjna mająca popularyzować wiedzę o szczepionkach, antybiotykach, transplantologii i współczesnej medycynie. Samborska określa ten pomysł jako próbę stworzenia „szczepionki przeciw dezinformacji”.</p><p>To trafna metafora. Bo odporność społeczna nie bierze się z zakazów, lecz z wiedzy, zaufania i umiejętności odróżnienia lekarza od sprzedawcy cudów.</p><p>Najprostszy test brzmi: jeśli ktoś obiecuje szybkie wyleczenie wszystkiego, straszy lekarzami, sprzedaje preparat i jednocześnie twierdzi, że „system nie chce, żebyś o tym wiedział” – powinna zapalić się czerwona lampka. Nie ma medycyny bez wątpliwości, bez badań, bez procedur i bez odpowiedzialności. Jest za to wielki rynek fałszywej nadziei. A fałszywa nadzieja, jak każdy dobrze opakowany produkt, potrafi sprzedać się znakomicie.</p><p>Tyle że rachunek bardzo często płaci pacjent.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezpłatne zajęcia o laktacji w Tomaszowie. TCZ zaprasza do Szkoły Rodzenia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55597,bezplatne-zajecia-o-laktacji-w-tomaszowie-tcz-zaprasza-do-szkoly-rodzenia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55597,bezplatne-zajecia-o-laktacji-w-tomaszowie-tcz-zaprasza-do-szkoly-rodzenia</guid>
            <pubDate>Sat, 20 Jun 2026 20:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezplatne-zajecia-o-laktacji-w-tomaszowie-tcz-zaprasza-do-szkoly-rodzenia-1782211694.png</url>
                        <title>Bezpłatne zajęcia o laktacji w Tomaszowie. TCZ zaprasza do Szkoły Rodzenia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55597,bezplatne-zajecia-o-laktacji-w-tomaszowie-tcz-zaprasza-do-szkoly-rodzenia</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza przyszłych rodziców oraz rodziców z niemowlętami na bezpłatne spotkanie poświęcone karmieniu piersią. Zajęcia odbędą się 22 czerwca o godzinie 17.00 przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Spotkanie o jednym z najważniejszych tematów po porodzie</h2><p>Szkoła Rodzenia działająca przy Tomaszowskim Centrum Zdrowia organizuje kolejne spotkanie skierowane do <strong>przyszłych rodziców oraz rodziców z maluszkami</strong>. Tym razem tematem zajęć będzie laktacja, czyli zagadnienie, które dla wielu rodzin staje się jednym z najważniejszych wyzwań w pierwszych tygodniach i miesiącach życia dziecka.</p><p>Spotkanie pod hasłem <strong>„Laktacja – część I”</strong> zaplanowano na poniedziałek, 22 czerwca 2026 roku, o godzinie 17.00. Zajęcia odbędą się przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim. Udział jest bezpłatny dzięki finansowaniu przez Powiat Tomaszowski.</p><h2>Praktyczna wiedza i odpowiedzi na pytania rodziców</h2><p>Zajęcia poprowadzi Dorota Michalak, Certyfikowany Doradca Laktacyjny. Jak zapowiada organizator, uczestnicy będą mogli nie tylko wysłuchać merytorycznego wprowadzenia, ale także skorzystać z praktycznej wiedzy i doświadczenia prowadzącej oraz zadać pytania dotyczące codziennych problemów związanych z karmieniem piersią.</p><p>W programie znalazły się między innymi zagadnienia dotyczące <strong>przygotowania do karmienia piersią</strong>, prawidłowego przystawiania dziecka do piersi, najczęstszych trudności laktacyjnych oraz sposobów ich rozwiązywania. Omówione mają zostać również korzyści, jakie naturalne karmienie przynosi zarówno dziecku, jak i mamie.</p><p>To ważny element wsparcia, ponieważ choć karmienie piersią jest procesem naturalnym, w praktyce często wymaga wcześniejszego przygotowania, spokojnego omówienia podstaw oraz dostępu do specjalistycznej pomocy. Dla wielu rodziców takie spotkania są okazją do uporządkowania wiedzy jeszcze przed porodem albo do rozwiania wątpliwości już po narodzinach dziecka.</p><h2>Dlaczego temat laktacji jest tak istotny</h2><p>Organizatorzy przypominają, że mleko matki dostarcza dziecku niezbędnych składników odżywczych, wspiera rozwój układu odpornościowego i może pomagać w ochronie niemowlęcia przed infekcjami oraz różnymi chorobami. Z perspektywy zdrowotnej to jeden z kluczowych argumentów, dla których temat laktacji regularnie wraca w programach szkół rodzenia i poradnictwa okołoporodowego.</p><p>Korzyści dotyczą jednak nie tylko dziecka. Karmienie piersią wspomaga także regenerację organizmu kobiety po porodzie oraz wzmacnia więź między mamą a dzieckiem. Właśnie dlatego edukacja w tym zakresie traktowana jest dziś nie jako dodatek, ale jako <strong>istotna część przygotowania do rodzicielstwa</strong>.</p><h2>Dodatkowe zajęcia i lokalne wsparcie dla rodzin</h2><p>Po głównej części spotkania zaplanowano również zajęcia prowadzone przez fizjoterapeutkę Dagmarę Leśniewską-Krawczyk. To rozszerza formułę wydarzenia i pokazuje, że szkoła rodzenia stawia na całościowe wsparcie rodziców w pierwszym etapie opieki nad dzieckiem.</p><p>W lokalnym wymiarze to także przykład inicjatywy, która łączy edukację zdrowotną z realnie dostępną pomocą dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego. Bezpłatny charakter zajęć sprawia, że z oferty mogą skorzystać osoby, które chcą lepiej przygotować się do porodu i pierwszych miesięcy rodzicielstwa bez dodatkowych kosztów.</p><p>Osoby zainteresowane udziałem mogą uzyskać szczegóły pod numerem telefonu <strong>44 725 71 47</strong>. Dla wielu rodzin może to być dobre miejsce, by jeszcze przed narodzinami dziecka zdobyć wiedzę, która później przełoży się na większy spokój i pewność w codziennej opiece nad niemowlęciem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Keto grypa — jak złagodzić objawy w pierwszych dniach diety ketogenicznej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55584,keto-grypa-jak-zlagodzic-objawy-w-pierwszych-dniach-diety-ketogenicznej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55584,keto-grypa-jak-zlagodzic-objawy-w-pierwszych-dniach-diety-ketogenicznej</guid>
            <pubDate>Fri, 19 Jun 2026 17:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-keto-grypa-jak-zlagodzic-objawy-w-pierwszych-dniach-diety-ketogenicznej-1781881315.jpg</url>
                        <title>Keto grypa — jak złagodzić objawy w pierwszych dniach diety ketogenicznej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55584,keto-grypa-jak-zlagodzic-objawy-w-pierwszych-dniach-diety-ketogenicznej</link>
                    </image><description>Keto grypa to przejściowy zespół objawów adaptacji metabolicznej, a nie infekcja — pojawia się w pierwszych dniach diety ketogenicznej, gdy organizm przestawia się z węglowodanów na tłuszcze jako główne źródło energii. Najczęściej daje o sobie znać zmęczenie, ból głowy i tak zwana mgła umysłowa.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nazwa myli, bo z grypą wirusową keto grypa nie ma nic wspólnego. To reakcja na gwałtowny spadek podaży węglowodanów i związaną z nim utratę wody oraz elektrolitów. Dolegliwości zwykle są łagodne i ustępują samoistnie, gdy metabolizm wejdzie w stan ketozy.</p><p><strong>Diety o specyficznym profilu makroskładników:</strong> dieta ketogeniczna, niskoweglowodanowa oraz wysokobiałkowa wymagają indywidualnej oceny wskazań i przeciwwskazań. Przy chorobach nerek, wątroby, cukrzycy i ciąży wprowadzenie takiej diety wymaga konsultacji lekarskiej. W przypadku intensywnego treningu — także konsultacji z dietetykiem sportowym. Treść artykułu ma charakter edukacyjny i nie stanowi porady medycznej.</p><h2>Czym jest keto grypa i dlaczego się pojawia</h2><p>Keto grypa to zestaw objawów towarzyszących wczesnej fazie adaptacji do diety ketogenicznej, kiedy organizm uczy się czerpać energię z ciał ketonowych zamiast z glukozy. Mechanizm jest fizjologiczny, nie chorobowy.</p><p>Przy diecie ketogenicznej podaż węglowodanów spada do bardzo niskiego poziomu. Organizm zużywa zapasy glikogenu w mięśniach i wątrobie, a każdy gram glikogenu wiąże kilka gramów wody. Wraz z glikogenem znika więc woda, a wraz z wodą — sód, potas i magnez wydalane przez nerki. Ten spadek elektrolitów odpowiada za większość typowych dolegliwości.</p><p>Druga przyczyna to sama zmiana paliwa. Mózg, przyzwyczajony do glukozy, potrzebuje czasu, by sprawnie korzystać z ketonów. W okresie przejściowym pojawia się uczucie spowolnienia i obniżonej koncentracji, które ustępuje po kilku dniach.</p><h2>Typowe objawy keto grypy</h2><p>Objawy keto grypy są zróżnicowane i u każdej osoby mogą wystąpić w innym nasileniu. Łączy je to, że są przejściowe i nie wskazują na chorobę, lecz na proces adaptacji.</p><p>Najczęściej zgłaszane dolegliwości to:</p><ul><li data-list-item-id="eca3a4f6896ac4cb6436c00d9a4b08894"><strong>Zmęczenie i osłabienie</strong> — efekt spadku zapasów glikogenu i niedoboru elektrolitów.</li><li data-list-item-id="e81c98607274afa9a6b31e7bd201b2603"><strong>Ból głowy</strong> — związany z odwodnieniem i niższym poziomem sodu.</li><li data-list-item-id="e9a960c8b19c5813289cfe815157a3537"><strong>Mgła umysłowa</strong> — gorsza koncentracja i poczucie spowolnienia w okresie zmiany paliwa.</li><li data-list-item-id="e022ac452c84182ead678d35a5318c12f"><strong>Drażliwość i wahania nastroju</strong> — reakcja na spadek glukozy we krwi.</li><li data-list-item-id="eeacb8559bc4b38098b887c8ad2eba851"><strong>Skurcze mięśni</strong> — typowy sygnał niedoboru potasu i magnezu.</li><li data-list-item-id="ecb6cef92360f8c936886b432b02340b4"><strong>Nudności, zawroty głowy, trudności ze snem</strong> — rzadsze, zwykle łagodne.</li></ul><p>Poniższa tabela pokazuje, jaka przyczyna stoi za najczęstszymi objawami i co zwykle przynosi ulgę.</p><figure class="table"><table><thead><tr><th>Objaw</th><th>Prawdopodobna przyczyna</th><th>Co łagodzi</th></tr></thead><tbody><tr><td>Ból głowy</td><td>Odwodnienie, niedobór sodu</td><td>Woda, sól, bulion</td></tr><tr><td>Zmęczenie</td><td>Spadek glikogenu, niskie elektrolity</td><td>Nawodnienie, sód i potas</td></tr><tr><td>Skurcze mięśni</td><td>Niedobór potasu i magnezu</td><td>Warzywa, orzechy, magnez</td></tr><tr><td>Mgła umysłowa</td><td>Adaptacja mózgu do ketonów</td><td>Czas, nawodnienie, sen</td></tr><tr><td>Drażliwość</td><td>Wahania glukozy we krwi</td><td>Stabilne posiłki, elektrolity</td></tr></tbody></table></figure><h2>Jak długo trwa keto grypa</h2><p>Keto grypa to stan krótkotrwały — u większości osób objawy pojawiają się w pierwszych dniach po ograniczeniu węglowodanów i ustępują, gdy organizm wejdzie w ketozę. Nasilenie i czas trwania zależą od indywidualnej fizjologii oraz od dotychczasowego sposobu odżywiania.</p><p>Osoby przechodzące na dietę ketogeniczną z jadłospisu bogatego w cukry i przetworzone węglowodany odczuwają adaptację zwykle wyraźniej. Płynniejsze przejście, rozłożone na kilka dni zamiast gwałtownego cięcia węglowodanów, łagodzi reakcję organizmu. Jeśli objawy się nasilają zamiast słabnąć lub utrzymują się długo, jest to sygnał, by zweryfikować plan żywieniowy ze specjalistą.</p><h2>Jak złagodzić objawy w pierwszych dniach</h2><p>Większość dolegliwości keto grypy łagodzi nawodnienie i uzupełnianie elektrolitów — to dwie najważniejsze interwencje w pierwszych dniach diety ketogenicznej. Ponieważ organizm traci wtedy więcej wody i soli, samo picie czystej wody nie wystarcza.</p><p>Kroki, które zwykle przynoszą ulgę:</p><ol><li data-list-item-id="e57d395e5ac09ba8e2b80a4304496a183"><strong>Nawadniaj się regularnie</strong> — pij wodę przez cały dzień, nie tylko przy posiłkach.</li><li data-list-item-id="e4f587d707f3ad262926af39c9bbf437c"><strong>Uzupełniaj sód</strong> — dosalanie potraw lub filiżanka klarownego bulionu pomaga przy bólu głowy i osłabieniu.</li><li data-list-item-id="e444093c070d711609ed5c106caec7602"><strong>Zadbaj o potas</strong> — sięgaj po awokado, szpinak, pomidory i inne warzywa niskoweglowodanowe.</li><li data-list-item-id="ef763dc60e3d33ced35532782b6a5a173"><strong>Dostarcz magnez</strong> — orzechy, pestki dyni i zielone warzywa wspierają mięśnie i sen.</li><li data-list-item-id="ea9a0a61fa2dca0e2a0b1fbca828c2361"><strong>Nie tnij kalorii dodatkowo</strong> — dieta ketogeniczna w fazie adaptacji nie powinna być jednocześnie głodówką.</li><li data-list-item-id="e20cb00a721058cb3a8d381703675ac43"><strong>Odpoczywaj i ogranicz intensywny trening</strong> — w pierwszych dniach organizm pracuje nad zmianą paliwa.</li></ol><p>Trójka elektrolitów, na które warto zwrócić uwagę, to sód, potas i magnez. Sód i woda działają najszybciej na ból głowy i zmęczenie, potas i magnez ograniczają skurcze mięśni. Pomocne bywa też rozłożenie redukcji węglowodanów na kilka dni, dzięki czemu spadek glikogenu i elektrolitów jest mniej gwałtowny.</p><p>Dla osób, które nie chcą samodzielnie układać niskoweglowodanowego jadłospisu, rozwiązaniem bywa gotowy <a href="https://www.fitapetit.com.pl/blog/dietetyk-radzi/co-to-jest-keto-grypa-i-jak-sobie-z-nia-poradzic">catering dietetyczny z dowozem</a>, w którym proporcje makroskładników i dobór składników są zaplanowane z góry. Więcej o samym przebiegu adaptacji i radzeniu sobie z keto grypą można znaleźć w tym poradniku. Wśród marek z takim wariantem jest między innymi Fit Apetit, którego <a href="https://www.fitapetit.com.pl/diety/ketogenna">jadłospis ketogeniczny</a> opiera się na ściśle określonej proporcji tłuszczów, białka i węglowodanów.</p><h2>Kiedy keto grypa wymaga konsultacji z lekarzem</h2><p>Łagodne objawy adaptacji zwykle nie wymagają interwencji medycznej, ale są sytuacje, w których konsultacja jest konieczna. Dieta ketogeniczna nie jest dla każdego i ma swoje przeciwwskazania.</p><p>Po poradę warto zgłosić się, gdy:</p><ul><li data-list-item-id="e391c99eab1b7a615bd183769f51ed162">objawy są ciężkie, długotrwałe lub nasilają się zamiast ustępować;</li><li data-list-item-id="eeff8d9505b917c38986ec7878da1196e">pojawiają się kołatanie serca, omdlenia lub silne osłabienie;</li><li data-list-item-id="e6afe1f783273a1f99443616bff043187">dietę ketogeniczną rozważa osoba z cukrzycą, chorobą nerek, wątroby lub w ciąży;</li><li data-list-item-id="eafe17b4bfdf1176dce80efc1042989d1">przyjmowane są leki, których dawkowanie zależy od diety, na przykład na cukrzycę lub nadciśnienie.</li></ul><p>Bezpieczne wejście w dietę ketogeniczną zaczyna się od oceny wskazań i przeciwwskazań przez lekarza lub dietetyka klinicznego. To szczególnie ważne przy chorobach przewlekłych, gdzie zmiana proporcji makroskładników może wpływać na parametry zdrowotne i dobór leków.</p><h2>FAQ — najczęstsze pytania o keto grypę</h2><p>Czy keto grypa jest groźna?</p><p>U zdrowych osób keto grypa zwykle jest łagodna i przejściowa. Niepokojące są dopiero objawy ciężkie lub długotrwałe, takie jak omdlenia czy kołatanie serca — wtedy potrzebna jest konsultacja lekarska.</p><p>Po czym poznać, że to keto grypa, a nie infekcja?</p><p>Keto grypa pojawia się w pierwszych dniach po ograniczeniu węglowodanów i nie towarzyszą jej gorączka ani objawy infekcyjne. Dominują zmęczenie, ból głowy i mgła umysłowa związane z adaptacją metaboliczną.</p><p>Czy elektrolity pomagają na keto grypę?</p><p>Uzupełnianie sodu, potasu i magnezu wraz z nawodnieniem łagodzi większość objawów, ponieważ to właśnie utrata wody i elektrolitów odpowiada za ból głowy, zmęczenie i skurcze mięśni.</p><p>Jak uniknąć keto grypy?</p><p>Pomaga stopniowe ograniczanie węglowodanów, konsekwentne nawadnianie i pilnowanie elektrolitów od początku diety. Gotowy jadłospis ketogeniczny z zaplanowanymi makroskładnikami ułatwia utrzymanie właściwych proporcji.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rząd chce liczyć lekarzom pieniądze. Ale czy policzy własne błędy?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55547,rzad-chce-liczyc-lekarzom-pieniadze-ale-czy-policzy-wlasne-bledy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55547,rzad-chce-liczyc-lekarzom-pieniadze-ale-czy-policzy-wlasne-bledy</guid>
            <pubDate>Tue, 16 Jun 2026 18:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rzad-chce-liczyc-lekarzom-pieniadze-ale-czy-policzy-wlasne-bledy-1781631214.png</url>
                        <title>Rząd chce liczyć lekarzom pieniądze. Ale czy policzy własne błędy?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55547,rzad-chce-liczyc-lekarzom-pieniadze-ale-czy-policzy-wlasne-bledy</link>
                    </image><description>Premier Donald Tusk zapowiada nowe narzędzie kontroli zarobków lekarzy. Rząd przyjął projekt ustawy, który ma umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zbieranie danych o wynagrodzeniach medyków w powiązaniu z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. Oficjalnie chodzi o transparentność, racjonalizację kosztów i lepszą wycenę świadczeń. Problem w tym, że po raz kolejny państwo próbuje leczyć chorobę systemu termometrem, notesem i policyjną latarką. Jak daleko można zajść w cynizmie i głupocie, kiedy stawką jest ludzkie życie i zdrowie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sprawa wybuchła po doniesieniach o lekarzu w trakcie specjalizacji, który w 2025 roku miał zarobić około 1,6 mln zł. Pracował m.in. w Warszawskim Szpitalu Południowym. Według informacji przekazanych przez placówkę, miał wypracować łącznie 3976 godzin, czyli średnio 331 godzin miesięcznie, na podstawie umów cywilnoprawnych i kontraktowych. To liczba, która powinna zatrzymać uwagę opinii publicznej. Ale nie tylko dlatego, że po drugiej stronie pojawia się kwota z sześcioma zerami. Ważniejsze pytanie brzmi: <strong>jak to możliwe, że publiczny system ochrony zdrowia dopuszcza taki model pracy?</strong> Kto projektuje grafik? Kto podpisuje umowy? Kto odpowiada za bezpieczeństwo pacjentów? Kto nadzoruje organizację dyżurów? I dlaczego szpital musi funkcjonować w rytmie, który bardziej przypomina przemysłowy tryb awaryjny niż nowoczesną medycynę?</p><h3><strong>Polityczny symbol zamiast systemowej diagnozy</strong></h3><p>Premier Donald Tusk mówi o sytuacji „niepokojącej” i zapowiada szybkie przecięcie nieprawidłowości.<strong> Rząd chce wiedzieć, „kto, gdzie i ile zarabia”</strong>. Brzmi stanowczo. Brzmi sprawczo. Brzmi jak scena z politycznego westernu, w której szeryf wchodzi do miasteczka i zapowiada koniec bezprawia.</p><p>Tyle że polska ochrona zdrowia to nie western. To raczej długi, ciężki film społeczny, w którym od lat przewijają się te same kadry: <strong>niedobór lekarzy, przeciążone SOR-y, kolejki do specjalistów, szpitale z dziurami w budżetach, dyrektorzy szukający kogokolwiek na dyżur</strong> i pacjenci, którzy w tej całej układance stają się zakładnikami systemu.</p><p>Sprawa lekarza z Warszawy może budzić poważne pytania organizacyjne i etyczne. Zwłaszcza jeśli potwierdziłyby się doniesienia o możliwym pokrywaniu się dyżurów z aktywnością publiczną. To jednak wyjaśniają już NFZ, ratusz i samorząd lekarski. I bardzo dobrze. Od tego są kontrole, odpowiedzialność zawodowa i procedury.</p><p>Nie wolno jednak z pojedynczej historii robić politycznego cepa na całe środowisko medyczne. Nie wolno też udawać, że <strong>rejestr wynagrodzeń rozwiąże problem</strong>, którego źródło leży dużo głębiej.</p><h3><strong>Gdy brakuje lekarzy, rynek sam dyktuje ceny</strong></h3><p>W publicznej debacie łatwo rzucić hasło: „<strong>lekarze zarabiają za dużo</strong>”. To działa jak iskra na suchą trawę. W kraju, w którym wielu ludzi zarabia za mało, milionowe dochody medyka budzą złość, niedowierzanie, czasem moralny sprzeciw. Ale państwo powinno myśleć chłodniej niż komentarze w internecie.</p><p>W <strong>niezrównoważonym rynku usług medycznych</strong> wysokie stawki kontraktowe nie biorą się z powietrza. <strong>Są skutkiem deficytu kadr</strong>, permanentnego niedofinansowania, złej organizacji pracy i desperacji placówek, które muszą obsadzić dyżury. SOR nie może wywiesić kartki: „dziś zamknięte, nie mamy lekarza”. Nocna i świąteczna opieka zdrowotna nie może działać tylko wtedy, gdy stawka podoba się ministrowi. Anestezjolog, chirurg, internista czy lekarz ratunkowy nie pojawia się z kapelusza, bo rząd uchwalił ustawę.</p><p>Jeśli specjalistów brakuje, a szpitale konkurują o tych samych ludzi, ceny rosną. To nie jest tajemnica. To elementarz rynku. Można się na niego oburzać, można go regulować, można próbować go cywilizować. Ale <strong>nie da się go zaczarować tabelą z numerami PESEL</strong>.</p><h3><strong>Państwo samo stworzyło kontraktową dżunglę</strong></h3><p>Przez lata publiczna ochrona zdrowia korzystała z kontraktów, wieloetatowości, samozatrudnienia i dyżurów ponad miarę. Ten model był wygodny dla wielu placówek, bo pozwalał łatać dziury kadrowe. Był też wygodny dla państwa, bo zamiast stworzyć stabilny, przewidywalny system pracy, pozwalał utrzymywać fikcję, że wszystko jakoś się kręci.</p><p>No i się kręciło. Tylko że teraz koło zaczyna bić po oczach.</p><p>Jeśli lekarz rzeczywiście wypracowuje ponad 300 godzin miesięcznie, to zasadnicze pytanie nie brzmi wyłącznie: <strong>ile zarobił?</strong> Pytanie brzmi: <strong>dlaczego system potrzebuje takiej liczby godzin od jednej osoby, żeby działać?</strong></p><p>Czy to jest bezpieczne dla pacjentów? Czy to jest zdrowe dla lekarza? Czy to jest racjonalne dla szpitala? Czy dyrekcja placówki miała inne wyjście? Czy konkursy ofert były realnie konkurencyjne, skoro w jednym z obszarów — według oświadczenia szpitala — zgłosiła się jedna osoba?</p><p>To są pytania o zarządzanie. O odpowiedzialność. O konstrukcję systemu. A nie tylko o „wysokie zarobki lekarza”.</p><h3><strong>Rejestr nie zastąpi reformy</strong></h3><p>Rząd mówi: potrzebujemy danych. To prawda — państwo, które wydaje publiczne pieniądze, musi wiedzieć, na co je wydaje. <strong>Transparentność finansów publicznych</strong> jest potrzebna. Wycena procedur medycznych nie może być zgadywanką. AOTMiT musi dysponować solidnym materiałem analitycznym, jeżeli ma rzetelnie oceniać koszty świadczeń.</p><p>Ale między analizą systemową a personalnym katalogowaniem dochodów jest cienka granica. I właśnie na tej granicy powinno zapalić się czerwone światło.</p><p>Bo rząd nie zapowiada dziś wielkiej reformy organizacji pracy szpitali. Nie słyszymy kompleksowego planu dotyczącego limitów dyżurowych, odpowiedzialności menedżerskiej, jakości konkursów kontraktowych, realnego czasu pracy, finansowania SOR-ów, ścieżek specjalizacyjnych i zachęt do pracy w publicznym systemie.</p><p>Słyszymy za to, że państwo chce wiedzieć dokładniej, kto ile zarabia.</p><p><strong>To klasyczne gaszenie pożaru benzyną.</strong> Instalacja jest wadliwa, przewody iskrzą, bezpieczniki wyskakują od lat, a gospodarz domu ogłasza, że od jutra będzie staranniej liczył iskry.</p><h3><strong>PESEL jako klucz do kolejnej szuflady państwa</strong></h3><p>Najbardziej niepokojący jest wątek powiązania danych o wynagrodzeniach z numerem PESEL i prawem wykonywania zawodu. W języku urzędowym brzmi to niewinnie: identyfikacja, analiza, transparentność, racjonalizacja. W praktyce oznacza to jednak dalszą personalizację państwowego nadzoru nad aktywnością zawodową konkretnej grupy obywateli.</p><p><strong>Dziś są to lekarze. Jutro mogą być prawnicy </strong>świadczący pomoc z urzędu, nauczyciele pracujący przy projektach publicznych, informatycy realizujący kontrakty dla administracji, eksperci, biegli, wykładowcy, pracownicy organizacji korzystających z dotacji. Logika jest prosta: skoro gdzieś pojawia się pieniądz publiczny, państwo może chcieć wiedzieć coraz więcej.</p><p><strong>Tylko gdzie jest granica?</strong></p><p>Konstytucja RP w art. 47 gwarantuje prawo do ochrony życia prywatnego. Art. 51 mówi, że nikt nie może być obowiązany inaczej niż na podstawie ustawy do ujawniania informacji dotyczących jego osoby, a władze publiczne nie mogą pozyskiwać i gromadzić innych informacji o obywatelach niż te, które są niezbędne w demokratycznym państwie prawnym.</p><p>Słowo „niezbędne” jest tutaj kluczowe. Nie „wygodne”. Nie „politycznie użyteczne”. Nie „dobrze wyglądające na konferencji prasowej”. Niezbędne.</p><p>Rząd powinien więc jasno odpowiedzieć: dlaczego do poprawy wyceny świadczeń nie wystarczą dane zagregowane, zanonimizowane lub pseudonimizowane? Dlaczego konieczne jest powiązanie informacji z konkretną osobą? <strong>Jak długo dane będą przechowywane</strong>? Kto będzie miał do nich dostęp? Jakie będą zabezpieczenia? Czy lekarz będzie mógł sprawdzić, kto i kiedy analizował jego dane? Czy system obejmie tylko pieniądze publiczne, czy także kontrakty mieszane?</p><p>Bez takich odpowiedzi hasło „transparentność” staje się słowem-wytrychem. A słowa-wytrychy mają to do siebie, że otwierają drzwi, których później trudno pilnować.</p><h3><strong>Orwell nie musi przychodzić w mundurze</strong></h3><p>Nie trzeba od razu malować na ścianie portretu Wielkiego Brata z „Roku 1984”. Państwo nadzoru rzadko przychodzi dziś w czarnym płaszczu i z pałką. Częściej przychodzi w garniturze, z prezentacją, z tabelą Excela i zapewnieniem, że chodzi wyłącznie o dobro wspólne.</p><p>Oczywiście, państwo ma prawo kontrolować wydatkowanie publicznych pieniędzy. Ma prawo <strong>przeciwdziałać patologiom</strong>. Ma prawo sprawdzać, czy szpital działa zgodnie z umową, czy lekarz był na dyżurze, czy świadczenie zostało udzielone, czy konkurs był uczciwy.</p><p>Ale państwo nie powinno w każdej sytuacji sięgać po najprostszy odruch: centralizować, rejestrować, personalizować, nadzorować.</p><p>Zwłaszcza gdy równocześnie nie pokazuje planu naprawy mechanizmu, który doprowadził do patologii.</p><h3><strong>To nie lekarze wymyślili ten system</strong></h3><p>Trzeba powiedzieć jasno: jeżeli w ochronie zdrowia pojawiają się nadużycia, powinny być wyjaśniane i rozliczane. Jeśli ktoś opuszcza dyżur, fałszuje czas pracy albo wykorzystuje publiczną placówkę jak prywatny bankomat, <strong>powinien ponieść konsekwencje.</strong> Pacjent ma prawo do bezpieczeństwa, a podatnik do uczciwego wydatkowania pieniędzy.</p><p>Ale uczciwość wymaga też drugiego zdania: <strong>to nie tylko lekarze sami stworzyli system</strong>, w którym szpitale walczą o obsadę dyżurów, kontrakty bywają jedynym ratunkiem, a dyrektorzy placówek kupują dostępność specjalisty po stawkach, które dyktuje rynek.</p><p>To państwo odpowiada za ramy. To państwo odpowiada za finansowanie. To państwo odpowiada za liczbę miejsc specjalizacyjnych, wycenę świadczeń, organizację publicznej opieki zdrowotnej i zasady kontroli. Jeżeli po latach zaniedbań rząd odkrywa, że system działa chaotycznie, to nie wystarczy wskazać palcem lekarza i powiedzieć: „oto problem”.</p><p>Problem jest większy. I dużo mniej wygodny politycznie.</p><h3><strong>Wielki arkusz kalkulacyjny nie uzdrowi pacjenta</strong></h3><p>Polska ochrona zdrowia nie potrzebuje dziś kolejnego wielkiego arkusza kalkulacyjnego z numerami PESEL. Potrzebuje odwagi do reformy. Potrzebuje uczciwej odpowiedzi na pytanie, ilu lekarzy brakuje, dlaczego publiczne szpitale nie potrafią stabilnie zatrudniać specjalistów, jak ograniczyć pracę ponad ludzką miarę i jak sprawić, by publiczny system nie przegrywał z własnymi kontraktowymi protezami.</p><p>Rząd może oczywiście policzyć zarobki lekarzy. Może stworzyć rejestr. Może zbudować kolejną bazę danych, kolejny panel, kolejne narzędzie analityczne.</p><p>Tylko że pacjent stojący w kolejce na SOR nie będzie krócej czekał dlatego, że w Warszawie ktoś przypisał wynagrodzenie lekarza do numeru PESEL. Szpital w powiatowym mieście nie znajdzie nagle anestezjologa, bo AOTMiT zobaczy dokładniejszy wykres. Dyrektor placówki nie obsadzi dyżuru samą transparentnością.</p><p>Bez reformy państwo będzie jedynie coraz dokładniej mierzyć temperaturę pacjenta, którego samo od lat nie potrafi leczyć.</p><p>A to już nie jest polityka zdrowotna. To teatr kontroli.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dzień Otwarty w TCZ. Szpital pokazał inwestycje i nowoczesną medycynę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55544,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokazal-inwestycje-i-nowoczesna-medycyne</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55544,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokazal-inwestycje-i-nowoczesna-medycyne</guid>
            <pubDate>Tue, 16 Jun 2026 12:33:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokazal-inwestycje-i-nowoczesna-medycyne-1781606810.png</url>
                        <title>Dzień Otwarty w TCZ. Szpital pokazał inwestycje i nowoczesną medycynę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55544,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokazal-inwestycje-i-nowoczesna-medycyne</link>
                    </image><description>W Tomaszowskim Centrum Zdrowia odbył się Dzień Otwarty „Nowoczesna Medycyna Bliżej Ciebie”. Wydarzenie było okazją do pokazania inwestycji realizowanych dzięki środkom z Krajowego Planu Odbudowy oraz rozmów o przyszłości opieki zdrowotnej w regionie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Szpital otworzył się na mieszkańców</h2><p>W Tomaszowskim Centrum Zdrowia zorganizowano Dzień Otwarty pod hasłem <strong>„Nowoczesna Medycyna Bliżej Ciebie”</strong>. Wydarzenie odbyło się w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia Projektów Krajowego Planu Odbudowy w ochronie zdrowia i miało wyraźnie informacyjny charakter. Dla mieszkańców była to szansa, by zobaczyć, jak w praktyce wyglądają inwestycje prowadzone w lokalnym szpitalu oraz w jaki sposób publiczne środki przekładają się na zaplecze medyczne dostępne na miejscu, w Tomaszowie Mazowieckim.</p><p>Jak wynika z udostępnionych informacji, uczestnicy mogli zapoznać się z nowoczesnym sprzętem, poznać efekty realizowanych projektów i porozmawiać z personelem medycznym. Taka formuła ma znaczenie nie tylko promocyjne. Dla wielu mieszkańców ochrona zdrowia pozostaje obszarem ocenianym przez pryzmat codziennych doświadczeń, dlatego możliwość bezpośredniego kontaktu z personelem oraz obejrzenia efektów inwestycji może wzmacniać zaufanie do lokalnej placówki.</p><h2>Inwestycje z KPO w lokalnym wymiarze</h2><p>Najważniejszym kontekstem wydarzenia były projekty realizowane dzięki wsparciu z <strong>Krajowego Planu Odbudowy</strong>. W debacie publicznej fundusze tego typu często pojawiają się jako pojęcie ogólne, odległe od codzienności mieszkańców. Tymczasem podczas dnia otwartego w Tomaszowie pokazano ich konkretny, praktyczny wymiar: sprzęt, rozwiązania organizacyjne oraz inwestycje, które mają poprawiać jakość diagnostyki i leczenia.</p><p>Z lokalnej perspektywy to szczególnie istotne. Każde unowocześnienie infrastruktury medycznej oznacza bowiem nie tylko rozwój samej placówki, lecz także potencjalnie lepszy dostęp do świadczeń dla mieszkańców miasta i regionu. Właśnie dlatego podobne wydarzenia mają sens wykraczający poza jednorazową prezentację. Są także formą rozliczalności instytucji wobec społeczności, która chce wiedzieć, jak wykorzystywane są środki przeznaczane na ochronę zdrowia.</p><h2>Obecność gości i znaczenie dla regionu</h2><p>Według przekazanych informacji w wydarzeniu uczestniczyła wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk, a także przedstawiciele władz samorządowych, administracji publicznej, instytucji współpracujących oraz partnerów wspierających rozwój ochrony zdrowia w regionie. Taka obecność nadała spotkaniu dodatkową rangę i podkreśliła, że modernizacja szpitala jest elementem szerszej polityki wzmacniania systemu ochrony zdrowia.</p><p>Z punktu widzenia mieszkańców ważniejsze od samej oprawy są jednak długofalowe efekty. Jeśli inwestycje będą przekładać się na sprawniejszą diagnostykę, lepsze warunki pracy personelu i większy komfort pacjentów, ich znaczenie okaże się realne i mierzalne. To właśnie na tym poziomie lokalna społeczność najpełniej ocenia sens podobnych projektów.</p><h2>Duże zainteresowanie, ale też sygnał na przyszłość</h2><p>W komentarzach po wydarzeniu pojawiły się głosy podkreślające dobrą organizację i wysoki poziom merytoryczny spotkania. Pojawiały się również opinie o dużym zainteresowaniu, ale także uwagi, że część mieszkańców nie wiedziała wcześniej o wydarzeniu lub żałowała, że informacja nie dotarła szerzej. To cenna wskazówka na przyszłość.</p><p>Dni otwarte w placówkach medycznych mogą pełnić ważną rolę edukacyjną i społeczną, zwłaszcza gdy pokazują, że nowoczesna medycyna nie jest wyłącznie hasłem, lecz konkretną zmianą zachodzącą w lokalnym szpitalu. Dla Tomaszowa Mazowieckiego to dobry sygnał: rozwój ochrony zdrowia może być tematem bliskim mieszkańcom, jeśli towarzyszą mu przejrzysta komunikacja, dostępność informacji i otwartość na rozmowę.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszów pobiegł „Z Miłości dla Zdrowia”. Sport, profilaktyka i pomaganie spotkały się na jednej trasie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55524,tomaszow-pobiegl-z-milosci-dla-zdrowia-sport-profilaktyka-i-pomaganie-spotkaly-sie-na-jednej-trasie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55524,tomaszow-pobiegl-z-milosci-dla-zdrowia-sport-profilaktyka-i-pomaganie-spotkaly-sie-na-jednej-trasie</guid>
            <pubDate>Mon, 15 Jun 2026 19:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszow-pobiegl-z-milosci-dla-zdrowia-sport-profilaktyka-i-pomaganie-spotkaly-sie-na-jednej-tra-1781545254.png</url>
                        <title>Tomaszów pobiegł „Z Miłości dla Zdrowia”. Sport, profilaktyka i pomaganie spotkały się na jednej trasie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55524,tomaszow-pobiegl-z-milosci-dla-zdrowia-sport-profilaktyka-i-pomaganie-spotkaly-sie-na-jednej-trasie</link>
                    </image><description>Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking „Z Miłości dla Zdrowia” przyciągnął setki uczestników i zamienił Tomaszów Mazowiecki w miejsce, gdzie sport nie był tylko rywalizacją, ale przede wszystkim gestem solidarności. Wydarzenie połączyło aktywność fizyczną, profilaktykę onkologiczną i realne wsparcie dla pacjentów oraz ich rodzin.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To był dzień, w którym Tomaszów Mazowiecki oddychał rytmem kroków, biegowych oddechów, uśmiechów i dobrych emocji. Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking <strong>„Z Miłości dla Zdrowia”</strong> pokazał, że lokalna społeczność potrafi zjednoczyć się wokół spraw naprawdę ważnych. Na starcie stanęli doświadczeni biegacze, amatorzy, miłośnicy nordic walking, całe rodziny, wolontariusze i osoby, które tego dnia przyszły nie po wynik, ale po coś znacznie większego — poczucie wspólnoty.</p><p>Wydarzenie odbyło się 7 czerwca 2026 roku przy Specjalistycznym Szpitalu Onkologicznym NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim, przy ul. Jana Pawła II 35. Organizatorami przedsięwzięcia byli Fundacja NU-MED, Specjalistyczny Szpital Onkologiczny NU-MED oraz samorząd miasta, a inicjatywę wsparli partnerzy, wolontariusze i lokalne instytucje.</p><h2>Bieg, który miał serce większe niż dystans</h2><p>Program wydarzenia obejmował bieg rekreacyjny, bieg główny na 5 km oraz marsz Nordic Walking. Już od rana w okolicach szpitala czuć było atmosferę sportowego święta. Były numery startowe, rozgrzewka, doping, medale, emocje na mecie i to charakterystyczne poruszenie, które pojawia się wtedy, gdy ludzie wiedzą, że robią coś dobrego.</p><p>Nie był to jednak zwykły bieg. Od początku podkreślano, że jego najważniejszym celem jest promocja profilaktyki onkologicznej, wczesnego wykrywania chorób nowotworowych oraz wspieranie pacjentów onkologicznych. Zysk z opłat wpisowych został przeznaczony na działania Fundacji NU-MED, która od lat pomaga osobom zmagającym się z chorobą nowotworową oraz ich bliskim.</p><p>Na miejscu uczestnicy mogli skorzystać także z bezpłatnych badań profilaktycznych i konsultacji ze specjalistami. To szczególnie istotne, bo profilaktyka wciąż pozostaje jednym z najważniejszych narzędzi w walce o zdrowie. W wielu przypadkach badanie wykonane odpowiednio wcześnie może zmienić wszystko — przebieg leczenia, rokowania, a czasem całe życie.</p><h2>Wanda Panfil na starcie. Symbol, który mówi więcej niż plakat</h2><p>Szczególnym momentem wydarzenia była obecność Wandy Panfil — mistrzyni świata w maratonie z Tokio z 1991 roku, zwyciężczyni największych światowych maratonów i dwukrotnej olimpijki. To postać, która dla Tomaszowa Mazowieckiego ma znaczenie szczególne. Jej sportowa biografia jest jak opowieść z dobrego filmu: talent, praca, samotność długiego dystansu i finisz, który przechodzi do historii.</p><p>Wanda Panfil poprowadziła rozgrzewkę przed startem, a następnie sama wzięła udział w biegu głównym. Jej obecność miała wymiar symboliczny. Pokazała, że aktywność fizyczna nie jest modą z kolorowych folderów, ale codzienną praktyką troski o ciało, psychikę i jakość życia. W czasach, gdy coraz więcej mówi się o chorobach cywilizacyjnych, samotności, stresie i braku ruchu, taki przykład działa mocniej niż niejedna kampania społeczna.</p><h2>Profilaktyka nie może być dodatkiem. To fundament</h2><p>Choroby nowotworowe należą do najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych w Polsce. Dane Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że w 2023 roku odnotowano w kraju niemal 193 tysiące nowych zachorowań na nowotwory i ponad 99,7 tysiąca zgonów z ich powodu. Za tymi liczbami kryją się konkretni ludzie, rodziny, dramaty, ale także historie wygranych bitew — często dzięki wczesnemu rozpoznaniu choroby.</p><p>Dlatego wydarzenia takie jak tomaszowski bieg mają znaczenie większe niż tylko lokalne. Przypominają, że o zdrowiu nie wolno mówić dopiero wtedy, gdy pojawia się diagnoza. Trzeba mówić wcześniej — przy okazji badań, konsultacji, spotkań, festynów, marszów i biegów. Trzeba mówić normalnym językiem, bez straszenia, ale też bez usypiania czujności.</p><p>Polskie prawo również nie traktuje ochrony zdrowia jako dobrej woli instytucji. Art. 68 Konstytucji RP stanowi jasno, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a władze publiczne powinny zapewniać obywatelom równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Ale praktyka życia społecznego pokazuje, że obok systemu potrzebna jest jeszcze lokalna energia — fundacje, wolontariusze, lekarze, samorządowcy, partnerzy i mieszkańcy, którzy potrafią działać razem.</p><h2>Wolontariusze — cisi reżyserzy dobrego dnia</h2><p>Za każdym udanym wydarzeniem stoi grupa ludzi, których nie zawsze widać na pierwszym planie. Wolontariusze pilnują zapisów, kierują uczestników, pomagają na trasie, podają wodę, odpowiadają na pytania, wspierają organizatorów i reagują tam, gdzie potrzeba. To oni często są jak ekipa techniczna wielkiego koncertu — bez nich światła by nie zgasły, mikrofony by nie działały, a scena nie byłaby gotowa.</p><p>Organizatorzy podkreślają, że właśnie dzięki pracy wolontariuszy bieg i marsz przebiegły sprawnie, bezpiecznie i w atmosferze życzliwości. Warto to wybrzmieć mocno, bo wolontariat nie jest „pomocą przy okazji”. To obywatelska tkanka miasta. To dowód, że lokalna wspólnota nie kończy się na słowach.</p><h2>Tomaszów pokazał wspólnotę</h2><p>Frekwencja podczas wydarzenia potwierdziła, że mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i okolic chętnie angażują się w inicjatywy łączące sport, zdrowie i pomaganie. W świecie, który często rozpada się na osobne bańki, takie wydarzenia działają jak most. Spotykają się na nich ludzie w różnym wieku, z różnymi historiami i różną kondycją, ale z podobną potrzebą: być częścią czegoś dobrego.</p><p>Charytatywny Bieg i Marsz Nordic Walking „Z Miłości dla Zdrowia” miał w sobie coś z lokalnego święta i coś z bardzo poważnej lekcji. Był radość startu, ale też ciche przypomnienie, że zdrowie nie jest dane raz na zawsze. Były zdjęcia, medale i komentarze uczestników, ale była też ważna rozmowa o profilaktyce, odpowiedzialności i solidarności z osobami, które przechodzą przez chorobę.</p><p>Pierwsze zdjęcia z wydarzenia wykonał Dariusz Kwapisiewicz, tomaszowski fotograf dobrze znany z dokumentowania lokalnych wydarzeń kulturalnych, społecznych i sportowych. Fotorelacja ma być kontynuowana, a organizatorzy zachęcają uczestników do dzielenia się własnymi zdjęciami z trasy, startu, mety i wspólnych chwil.</p><h2>Pomaganie ma ogromną moc</h2><p>Tomaszowski bieg pokazał, że pomaganie nie zawsze musi mieć pomnikową powagę. Czasem ma numer startowy przypięty do koszulki, kijki nordic walking w dłoniach, sportowe buty, rodzinne zdjęcie na mecie i uśmiech człowieka, który wie, że jego obecność miała sens.</p><p>„Z Miłości dla Zdrowia” to nazwa, która mogłaby brzmieć jak hasło. Po tym wydarzeniu brzmi raczej jak deklaracja. Bo uczestnicy, wolontariusze, organizatorzy i partnerzy pokazali, że troska o zdrowie może być wspólnym działaniem, a solidarność — czymś bardzo konkretnym.</p><p>Tego dnia Tomaszów Mazowiecki nie tylko pobiegł. Tego dnia Tomaszów pomógł.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Puste łóżka, pełne koszty. Czy Tomaszowskie Centrum Zdrowia wymaga odważnej przebudowy?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55513,puste-lozka-pelne-koszty-czy-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wymaga-odwaznej-przebudowy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55513,puste-lozka-pelne-koszty-czy-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wymaga-odwaznej-przebudowy</guid>
            <pubDate>Sun, 14 Jun 2026 13:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-puste-lozka-pelne-koszty-czy-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wymaga-odwaznej-przebudowy-1781436134.png</url>
                        <title>Puste łóżka, pełne koszty. Czy Tomaszowskie Centrum Zdrowia wymaga odważnej przebudowy?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55513,puste-lozka-pelne-koszty-czy-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wymaga-odwaznej-przebudowy</link>
                    </image><description>Puste szpitalne łóżko wygląda niewinnie. Metalowa rama, materac, pościel, czasem stolik obok. Ale w szpitalnej księgowości nie jest to symbol spokoju. To rachunek. Codzienny, powtarzalny, bezlitosny. Rachunek za gotowość, dyżury, personel, energię, sprzęt, procedury, które trzeba utrzymać nawet wtedy, gdy pacjenta nie ma.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>I właśnie dlatego dane o obłożeniu łóżek w <strong>Tomaszowskim Centrum Zdrowia</strong> powinny wybrzmieć głośniej niż kolejny komunikat o „trudnej sytuacji ochrony zdrowia”. Bo tu nie chodzi o abstrakcyjny system. Chodzi o <strong>szpital w Tomaszowie Mazowieckim</strong>, o mieszkańców powiatu tomaszowskiego, o pacjentów z Ujazdu, Inowłodza, Rokicin, Będkowa, Rzeczycy, Lubochni i wszystkich miejscowości, z których do szpitala jedzie się nie po statystykę, ale po ratunek.</p><p>Dane przekazane przez TCZ pokazują obraz nierówny. Miejscami racjonalny, miejscami alarmujący, a w kilku punktach wręcz trudny do obrony bez dodatkowych wyjaśnień.</p><h3><strong>Szpital dwóch prędkości</strong></h3><p>Na jednym biegunie są oddziały, które pracują pełną parą albo niemal pełną parą. <strong>Oddział Otolaryngologiczny</strong> miał w 2025 roku obłożenie na poziomie 96 procent, a w okresie styczeń–kwiecień 2026 roku aż 107 procent. To nie jest już zwykłe wykorzystanie zasobów. To sygnał, że oddział działa ponad nominalną pojemność. Innymi słowy: pacjenci są, potrzeba jest, a system musi się dostosować.</p><p>Podobnie wygląda sytuacja <strong>Oddziału Chorób Wewnętrznych z Pododdziałem Kardiologicznym i Geriatrycznym</strong>. Przy 55 łóżkach obłożenie wyniosło 88 procent w 2025 roku i 95 procent w pierwszych czterech miesiącach 2026 roku. To ważna informacja w powiecie, który — jak większość Polski lokalnej — starzeje się, choruje przewlekle i coraz częściej potrzebuje interny, kardiologii oraz opieki geriatrycznej bardziej niż szpitalnej fasady „od wszystkiego”.</p><p>Wysokie wykorzystanie widać także na <strong>Oddziale Neurologicznym z Pododdziałem Udarowym i Wczesną Rehabilitacją Neurologiczną</strong>: 95 procent w 2025 roku i 91 procent na początku 2026 roku. Tu nie ma miejsca na beztroskie eksperymenty organizacyjne. Udar nie czeka na uchwałę rady powiatu. Neurologia, szczególnie z komponentem udarowym, jest jednym z tych obszarów, których nie wolno mierzyć wyłącznie tabelką z Excela.</p><p>Wysoko trzyma się także <strong>Oddział Psychiatryczny obserwacyjno-diagnostyczny</strong> — 86 procent w 2025 roku i 94 procent w pierwszych miesiącach 2026 roku. W czasach, gdy kryzys zdrowia psychicznego przestał być tematem konferencyjnym, a stał się codziennością rodzin, szkół, policji, sądów i poradni, takie dane powinny być czytane bardzo uważnie. Jeśli psychiatryczne łóżka są prawie pełne, to pytanie nie brzmi: „czy je utrzymywać?”, lecz raczej: „czy obecna skala odpowiedzi wystarczy?”.</p><p>Wreszcie <strong>Zakład Pielęgnacyjno-Opiekuńczy</strong> — 84 procent obłożenia w 2025 roku i 89 procent na początku 2026 roku. To jedna z najważniejszych liczb w całym zestawieniu. Polska starzeje się szybko, a szpitale powiatowe coraz częściej będą musiały odpowiadać nie tylko na ostre przypadki, ale również na długoterminową opiekę nad pacjentami, którzy nie wymagają już sali operacyjnej, ale nie mogą po prostu wrócić do domu.</p><h3><strong>Oddziały, które powinny tłumaczyć się z pustych łóżek</strong></h3><p>Po drugiej stronie tabeli stoją oddziały, które każą zadać pytania bardzo niewygodne. I nie chodzi o to, by kogokolwiek publicznie skazywać na likwidację. Chodzi o to, by przestać udawać, że każde łóżko samo z siebie jest dowodem bezpieczeństwa zdrowotnego.</p><p><strong>Oddział Okulistyczny</strong>: 10 łóżek i 0 procent obłożenia zarówno w 2025 roku, jak i w okresie styczeń–kwiecień 2026 roku. Zero. Nie niski wynik, nie sezonowe wahnięcie, nie „trudny okres”. Zero. Jeżeli łóżka istnieją w sprawozdaniu, ale nie pracują, mieszkańcy mają prawo zapytać: po co są utrzymywane w tej formule? Czy problem polega na braku pacjentów, braku kontraktu, braku personelu, zmianie modelu leczenia okulistycznego, przeniesieniu procedur do trybu jednodniowego, czy zwyczajnie na strukturze, której nikt nie miał odwagi uporządkować?</p><p><strong>Oddział Chemioterapii</strong> również widnieje z 10 łóżkami i 0 procent obłożenia. Tu jednak trzeba być szczególnie ostrożnym. Onkologia rządzi się inną logiką niż klasyczna hospitalizacja. Część świadczeń może odbywać się w trybie dziennym, bez całodobowego zajmowania łóżka. Ale właśnie dlatego dane powinny zostać wyjaśnione publicznie. Jeżeli oddział działa jako chemioterapia dzienna, to czy łóżka są właściwą miarą jego pracy? Jeżeli nie działa w pełni, to dlaczego? Pacjent onkologiczny nie może być zakładnikiem źle opisanej tabeli.</p><p>Bardzo niskie obłożenie ma też <strong>Szpitalny Oddział Ratunkowy</strong> — 28 procent w 2025 roku i 36 procent w pierwszych miesiącach 2026 roku. Tu znowu trzeba uważać na proste wnioski. SOR nie jest hotelem. Jego sens polega na gotowości. Nie można oczekiwać, że łóżka obserwacyjne na SOR-ze będą stale pełne, bo byłby to raczej objaw katastrofy niż sukcesu. Ale niskie obłożenie nie zwalnia z pytań: czy struktura łóżek jest właściwa, czy pacjenci trafiają tam zgodnie z przeznaczeniem, czy SOR nie pełni roli zastępczej przychodni, i czy w powiecie działa dostatecznie sprawnie nocna oraz świąteczna pomoc lekarska?</p><p>Niepokoi też <strong>Oddział Urologiczny</strong>: 35 procent w 2025 roku i 37 procent na początku 2026 roku. <strong>Oddział Położniczo-Ginekologiczny</strong>: 38 procent i 36 procent. <strong>Oddział Noworodkowy</strong>: 43 procent i 40 procent. <strong>Oddział Pediatryczny</strong>: 45 procent i 51 procent. <strong>Oddział Obserwacyjno-Zakaźny</strong>: 44 procent i 44 procent. <strong>Oddział Rehabilitacyjny</strong>: 39 procent i 48 procent.</p><p>To nie są drobne odchylenia. To jest mapa miejsc, gdzie trzeba zadać pytanie o strukturę. Nie o natychmiastową likwidację. Nie o cięcie na ślepo. Ale o uczciwą odpowiedź: czy Tomaszów utrzymuje właściwy profil szpitala dla realnych potrzeb pacjentów?</p><h3><strong>Porodówka, pediatria, noworodki. Tu Excel może być brutalny, ale nie może być ślepy</strong></h3><p>Najbardziej społecznie drażliwa część tej dyskusji dotyczy ginekologii, położnictwa, noworodków i pediatrii. W całej Polsce oddziały położnicze w mniejszych szpitalach są pod presją. Powód jest prosty: spada liczba urodzeń, rosną koszty gotowości, brakuje lekarzy, a wymagania bezpieczeństwa są coraz wyższe.</p><p>Ale w powiecie taka decyzja nigdy nie jest tylko decyzją organizacyjną. Dla młodej matki z małej miejscowości likwidacja albo ograniczenie porodówki oznacza dalszą drogę, większy lęk, więcej zależności od transportu i mniej poczucia bezpieczeństwa. Dla rodziców chorego dziecka ograniczenie pediatrii to nie „optymalizacja”, tylko nocna jazda do Piotrkowa, Łodzi, Opoczna albo jeszcze dalej.</p><p>Tyle że druga strona tej prawdy też jest niewygodna. Utrzymywanie oddziałów przy obłożeniu rzędu 36, 40 czy 51 procent nie jest automatycznie dowodem troski o mieszkańców. Czasem jest tylko konserwowaniem kosztownego przyzwyczajenia. Szpital nie może być muzeum dawnych ambicji. Jeżeli demografia zmienia mapę potrzeb, struktura szpitala też musi się zmieniać. Ale nie wolno robić tego po cichu, w gabinetach i pod pretekstem księgowej kosmetyki.</p><h3><strong>Wynagrodzenia zjadają większość kosztów. To nie zarzut, to fakt, z którego trzeba wyciągnąć wnioski</strong></h3><p>TCZ podało także, że wynagrodzenia stanowią 78,40 procent kosztów. Ta liczba powinna wisieć nad całą debatą jak czerwone światło.</p><p>Nie dlatego, że lekarze, pielęgniarki, ratownicy, diagności czy technicy mają pracować za pół darmo. Ten czas powinien się skończyć raz na zawsze. Ochrona zdrowia nie utrzyma się na romantycznym micie „misji”, jeśli rachunki płaci się prawdziwymi pieniędzmi, a dyżury bierze się prawdziwym zdrowiem ludzi pracujących w systemie.</p><p>Ale jeśli prawie cztery piąte kosztów stanowią wynagrodzenia, to utrzymywanie nisko obłożonych oddziałów oznacza bardzo konkretny problem: płacimy za gotowość tam, gdzie pacjentów jest mało, podczas gdy inne miejsca pracują na granicy wydolności. To nie jest atak na personel. To jest pytanie do zarządzających i właściciela szpitala: czy kadry, pieniądze i łóżka są tam, gdzie naprawdę są potrzebne?</p><p>Z danych wynika również, że w 2025 roku cztery osoby personelu medycznego łączyły różne rodzaje umów, osiągając z tego tytułu wysokie kwoty brutto. Bez nazwisk i bez dodatkowego kontekstu nie wolno urządzać polowania na czarownice. Trzeba jednak zapytać, czy taki model organizacji pracy jest efektem braku specjalistów, desperackiego łatania dyżurów, czy systemu, który sam produkuje kominy płacowe, a potem udaje zdziwienie.</p><h3><strong>Reforma szpitali może przyjść jak chirurg. Pytanie, czy z planem, czy z siekierą</strong></h3><p>Ministerstwo Zdrowia od miesięcy mówi o reformie szpitalnictwa: elastycznym przekształcaniu oddziałów, łączeniu placówek, planach naprawczych dla zadłużonych szpitali i przesuwaniu ciężaru w stronę opieki długoterminowej. Brzmi rozsądnie, dopóki nie zejdzie na poziom konkretnego powiatu.</p><p>Bo w Warszawie „przekształcenie oddziału” jest pojęciem z dokumentu. W Tomaszowie Mazowieckim może oznaczać, że ktoś straci bliski dostęp do świadczeń. W ministerialnej prezentacji „optymalizacja łóżek” wygląda jak logiczny wykres. W życiu mieszkańców może oznaczać telefon po karetkę, dłuższą trasę i pytanie rodziny: dlaczego tego nie ma już u nas?</p><p>Dlatego reforma w TCZ nie może być ani tabu, ani pałką. Nie można bronić każdego oddziału tylko dlatego, że istnieje. Ale nie wolno też ciąć wyłącznie tam, gdzie tabela pokazuje niski procent obłożenia. Trzeba sprawdzić dostępność alternatywnych oddziałów w regionie, liczbę specjalistów, transport medyczny, rolę danego oddziału w systemie ratunkowym, trendy demograficzne, kontrakt z NFZ i rzeczywistą liczbę pacjentów leczonych w trybach jednodniowych lub ambulatoryjnych.</p><p>Najgorszy scenariusz? Udawać, że problemu nie ma, aż decyzje zapadną poza Tomaszowem.</p><h3><strong>Co wzmacniać, co tłumaczyć, co przebudować?</strong></h3><p>Z danych TCZ wyłania się prosta, choć politycznie trudna logika.</p><p>Wzmacniania wymagają te obszary, gdzie obłożenie jest wysokie i odpowiada realnym trendom zdrowotnym: interna z kardiologią i geriatrią, neurologia z udarami, psychiatria, opieka długoterminowa, a także otolaryngologia, która według danych pracuje ponad nominalne możliwości.</p><p>Wyjaśnień wymagają miejsca z obłożeniem zerowym: okulistyka i chemioterapia. Nie dlatego, że należy je natychmiast zamykać, ale dlatego, że mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy są to oddziały rzeczywiście potrzebne w obecnym kształcie, czy tylko pozycje w organizacyjnym katalogu.</p><p>Przebudowy albo bardzo poważnej rozmowy wymagają oddziały z niskim wykorzystaniem łóżek: urologia, położnictwo i ginekologia, noworodki, rehabilitacja, obserwacyjno-zakaźny, pediatria. W każdym z tych przypadków potrzebna jest osobna analiza, a nie jedno cięcie wspólnym nożem.</p><h3><strong>Szpital nie może być ani firmą bez serca, ani skansenem bez rachunku</strong></h3><p>W tej sprawie łatwo popaść w dwie skrajności. Pierwsza mówi: ciąć wszystko, co się nie bilansuje. To myślenie księgowego, który nigdy nie czekał z dzieckiem na pomoc w środku nocy. Druga mówi: zostawić wszystko, bo każdy oddział jest świętością. To myślenie polityka, który boi się powiedzieć mieszkańcom prawdę.</p><p><strong>A prawda jest trudniejsza.</strong></p><p><strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia</strong> musi być szpitalem realnych potrzeb, a nie katalogiem dawnych ambicji. Musi mieć odwagę wzmacniać to, co jest obłożone, potrzebne i strategiczne. Musi mieć odwagę tłumaczyć to, co stoi puste. I musi mieć odwagę przebudować to, co nie odpowiada już ani demografii, ani finansom, ani medycynie.</p><p>Ale właściciel szpitala i zarząd TCZ powinni pamiętać o jednym: nie wolno robić chirurgii naprawczej za plecami mieszkańców. Bo szpital powiatowy nie jest prywatną układanką kadrowo-finansową. Jest częścią lokalnego bezpieczeństwa.</p><p>Puste łóżko nie zawsze znaczy, że oddział jest niepotrzebny. Czasem znaczy, że system ma być gotowy na nagły przypadek. Ale jeśli puste łóżka stoją miesiącami, a gdzie indziej pacjenci wypełniają oddziały po brzegi, to przestaje być symbolem bezpieczeństwa. Staje się symbolem zaniechania.</p><p>I właśnie o tym Tomaszów powinien dziś rozmawiać: nie czy ciąć, ale jak przebudować szpital tak, żeby pacjent nie płacił za cudzą bezradność — ani własnym zdrowiem, ani publicznymi pieniędzmi.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszowskie Centrum Zdrowia z dofinansowaniem na szkolenia pracowników]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55500,tomaszowskie-centrum-zdrowia-z-dofinansowaniem-na-szkolenia-pracownikow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55500,tomaszowskie-centrum-zdrowia-z-dofinansowaniem-na-szkolenia-pracownikow</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 21:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszowskie-centrum-zdrowia-z-dofinansowaniem-na-szkolenia-pracownikow-1781292741.png</url>
                        <title>Tomaszowskie Centrum Zdrowia z dofinansowaniem na szkolenia pracowników</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55500,tomaszowskie-centrum-zdrowia-z-dofinansowaniem-na-szkolenia-pracownikow</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia pozyskało dofinansowanie z Krajowego Funduszu Szkoleniowego, które zostanie przeznaczone na rozwój kompetencji pracowników szpitala. Środki przyznano za pośrednictwem Powiatowego Urzędu Pracy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To dobra wiadomość nie tylko dla samej placówki, ale przede wszystkim dla pacjentów. W ochronie zdrowia wiedza nie jest dodatkiem do codziennej pracy — jest jej fundamentem. Każde szkolenie, każda nowa umiejętność i każda aktualizacja procedur przekładają się na bezpieczeństwo chorych, sprawniejszą organizację oraz wyższą jakość opieki.</p><h2><strong>Szkolenia dla personelu medycznego i administracyjnego</strong></h2><p>Dzięki pozyskanym środkom <strong>personel medyczny i administracyjny Tomaszowskiego Centrum Zdrowia</strong> będzie mógł rozwijać kwalifikacje zawodowe w obszarach szczególnie ważnych dla funkcjonowania szpitala.</p><p>W ramach dofinansowania zaplanowano trzy szkolenia. Pierwsze z nich dotyczyć będzie zagadnień kadrowo-prawnych w ochronie zdrowia. W październiku 2026 roku dwie pracownice Działu Kadr i Płac wezmą udział w szkoleniu pod nazwą <strong>„Prawo pracy w ochronie zdrowia w 2026 – od zatrudnienia do zwolnienia pracownika medycznego i niemedycznego”</strong>.</p><p>Dwa kolejne szkolenia skierowane będą do pielęgniarek i położnych. We wrześniu 2026 roku aż <strong>51 pielęgniarek i położnych</strong> weźmie udział w szkoleniu <strong>„Długoterminowe dostępy naczyniowe – użytkowanie portów naczyniowych”</strong>. W tym samym miesiącu odbędzie się również szkolenie <strong>„Efektywne leczenie ran”</strong>, w którym uczestniczyć będzie <strong>28 pielęgniarek i położnych</strong>.</p><h2><strong>Inwestycja w ludzi to inwestycja w pacjentów</strong></h2><p>W przypadku szpitala rozwój pracowników ma bardzo konkretny wymiar. Nie chodzi wyłącznie o certyfikaty czy formalne podnoszenie kwalifikacji. Chodzi o praktyczną wiedzę, która później wraca do pacjenta — w postaci lepiej prowadzonego leczenia, większego bezpieczeństwa procedur i sprawniejszej obsługi.</p><p><strong>Krajowy Fundusz Szkoleniowy</strong> wspiera kształcenie ustawiczne pracowników i pracodawców. W praktyce oznacza to możliwość finansowania kursów, szkoleń oraz innych form podnoszenia kwalifikacji zawodowych. Dla placówek medycznych takie wsparcie jest szczególnie istotne, bo medycyna — niczym dobrze zapisany partyturą koncert — wymaga precyzji, aktualnej wiedzy i zespołu, który gra równo.</p><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia podkreśla, że rozwój kompetencji pracowników to większe bezpieczeństwo, nowoczesna wiedza oraz jeszcze lepsza opieka nad pacjentami.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</guid>
            <pubDate>Fri, 12 Jun 2026 10:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-w-1781254536.png</url>
                        <title>Porodówki znikają z mapy Polski. Ministerstwo Zdrowia ma dwa pomysły, ale kobietom potrzeba przede wszystkim bezpieczeństwa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55485,porodowki-znikaja-z-mapy-polski-ministerstwo-zdrowia-ma-dwa-pomysly-ale-kobietom-potrzeba-przede-wszystkim-bezpieczenstw</link>
                    </image><description>Porodówki w Polsce znikają jedna po drugiej. Od początku roku osiem oddziałów zostało zamkniętych, a działalność kolejnych ośmiu zawieszono. Ministerstwo Zdrowia zapowiada nowe rozwiązania: ryczałtowe finansowanie małych porodówek w szczególnych regionach, a także wprowadzenie do systemu publicznego porodów domowych i Domów Narodzin. Problem w tym, że dla kobiet w ciąży mapa nie jest tabelą Excela. To droga, czas, stres, nocny telefon, skurcze i pytanie: czy zdążymy?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Coraz mniej dzieci, coraz mniej porodówek</h2><p>Demografia działa jak zimny rachmistrz. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, a oddziały ginekologiczno-położnicze są rozliczane przede wszystkim za wykonane świadczenia. Kiedy porodów jest niewiele, utrzymanie zespołu, dyżurów, sal, sprzętu i zaplecza staje się dla zadłużonych szpitali coraz większym ciężarem.</p><p>W 2010 roku działało w Polsce 406 porodówek. W listopadzie 2025 roku było ich już 305. W tym roku NFZ otrzymał informacje o porodach z 283 oddziałów ginekologiczno-położniczych. To nie jest kosmetyczna korekta systemu, lecz głęboka zmiana mapy opieki okołoporodowej.</p><p>Według danych GUS w 2025 roku urodziło się 238 tysięcy dzieci. Rok wcześniej było ich prawie 252 tysiące, w 2023 roku – 272 tysiące, a w 2022 roku – 305 tysięcy. Dla porównania, w czasie wyżu demograficznego lat 80. w Polsce rodziło się ponad 700 tysięcy dzieci rocznie.</p><p>Tak wygląda demograficzny kadr w zwolnionym tempie: mniej dzieci, mniej porodów, mniej oddziałów. Ale między statystyką a życiem jest jeszcze człowiek.</p><h2>„Białe plamy” i godzina drogi do porodu</h2><p>Największy niepokój budzą tzw. białe plamy, czyli regiony, w których kobieta ma daleko do najbliższego oddziału położniczego. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski poinformował, że około 11 tysięcy kobiet w wieku rozrodczym ma do najbliższej porodówki ponad godzinę drogi. To 0,14 proc. Polek w wieku 15–49 lat.</p><p>Na papierze liczba może wydawać się niewielka. W praktyce wystarczy jedna kobieta, jedna noc, jedna źle odśnieżona droga, jedno powikłanie. W położnictwie czas bywa równie ważny jak kompetencje lekarza.</p><p>Dla mieszkańców mniejszych miast i powiatów, także takich jak Tomaszów Mazowiecki i okoliczne gminy, ta dyskusja nie jest abstrakcją z ministerialnych gabinetów. To pytanie o to, czy lokalny szpital będzie tylko punktem na mapie, czy realnym miejscem bezpieczeństwa.</p><h2>Ryczałt dla małych porodówek</h2><p>Ministerstwo Zdrowia przygotowuje dwa główne rozwiązania. Pierwsze zakłada ryczałtowe finansowanie porodówek, które nie osiągają 400 porodów rocznie, ale znajdują się w miejscach istotnych z punktu widzenia dostępności. Dopiero powyżej tej liczby NFZ miałby rozliczać każdy poród oddzielnie.</p><p>Resort przyjmuje jednocześnie wskaźnik 700 porodów rocznie jako poziom, który – według analiz – pozwala zapewnić optymalne doświadczenie kliniczne zespołu. To średnio około dwa porody dziennie.</p><p>Wiceminister Tomasz Maciejewski tłumaczy, że liczba 400 wynika z analiz obejmujących liczbę procedur, położenie geograficzne szpitali i ogólnopolską tendencję demograficzną. Są bowiem placówki, które nigdy nie osiągną 700 porodów rocznie, ale ich zamknięcie oznaczałoby powstanie białej plamy.</p><p>To ważne rozróżnienie. Bo czym innym jest oddział nierentowny w dużym mieście, gdzie kilka innych szpitali działa w promieniu kilkunastu kilometrów, a czym innym porodówka w regionie, gdzie jej likwidacja oznacza dla pacjentek długą, stresującą i potencjalnie niebezpieczną podróż.</p><h2>Porody domowe i Domy Narodzin</h2><p>Druga propozycja dotyczy porodów domowych i Domów Narodzin. Obecnie NFZ nie finansuje porodów domowych, dlatego nie prowadzi też pełnych statystyk dotyczących liczby dzieci rodzących się poza szpitalami.</p><p>Ministerstwo rozważa wpisanie porodu domowego do koszyka świadczeń gwarantowanych. W grę wchodzi również tworzenie Domów Narodzin, czyli miejsc prowadzonych przez położne, zlokalizowanych w pobliżu zaplecza medycznego. Według zapowiedzi resortu miałyby one funkcjonować przy oddziałach ginekologii planowej, z dostępem do sali operacyjnej i lekarzy na wypadek komplikacji.</p><p>To nie jest pomysł z księżyca. W Europie podobne rozwiązania działają m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii, Danii, Niemczech i Francji. W Holandii system porodów domowych jest szczególnie rozwinięty – według wiceministra około 13–16 proc. porodów odbywa się tam w warunkach domowych.</p><h2>Mniej cesarskich cięć?</h2><p>Maciejewski zwraca uwagę, że w krajach, w których większą rolę w opiece porodowej odgrywają położne, wykonuje się mniej cesarskich cięć. W Polsce niemal połowa porodów odbywa się przez cesarskie cięcie, podczas gdy Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że optymalny odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10–15 proc.</p><p>To jeden z najważniejszych punktów tej debaty. Poród nie zawsze musi być wydarzeniem medykalizowanym do granic możliwości. Ale też nie może być romantycznym eksperymentem bez zabezpieczenia. Między chłodnym szpitalnym korytarzem a ryzykiem porodu bez systemowego wsparcia jest przestrzeń, którą mogą wypełnić dobrze przygotowane położne, jasne procedury i szybki dostęp do lekarzy.</p><h2>Fundacja Rodzić po Ludzku: potrzebna strategia, nie chaos</h2><p>Joanna Pietrusiewicz, prezeska Fundacji Rodzić po Ludzku, ocenia, że zarówno finansowanie porodów domowych, jak i Domy Narodzin są potrzebne. Podkreśla jednak, że nie mogą być traktowane jako proteza po zamykanych porodówkach.</p><p>Fundacja od lat postuluje, by porody domowe były finansowane przez NFZ. Dziś są dostępne przede wszystkim dla kobiet, które mogą zapłacić za opiekę kilka tysięcy złotych. Koszt obejmuje m.in. pracę położnych i przygotowanie do porodu.</p><p>Pietrusiewicz zaznacza, że poród domowy wymaga kwalifikacji pacjentki, badań, przygotowania i obecności wykwalifikowanego personelu. Nie jest rozwiązaniem dla każdej ciąży. Może być bezpieczny wtedy, gdy odbywa się w przewidywalnych warunkach, przy niskim ryzyku i z możliwością szybkiej interwencji.</p><p>Jednocześnie szefowa Fundacji ostrzega, że ewentualne pozostawienie wyłącznie porodówek z liczbą ponad 700 porodów rocznie mogłoby oznaczać likwidację około 80 oddziałów. W niektórych województwach mapa porodówek zmieniłaby się radykalnie.</p><p>Jej słowa brzmią jak ostrzeżenie przed reformą prowadzoną metodą przesuwania pionków po planszy. Tyle że pionkami są kobiety, dzieci, położne, lekarze i całe lokalne społeczności.</p><h2>Szpitale pytają o kryteria</h2><p>Niepokój widać także po stronie dyrektorów szpitali. Jacek Walkowski, dyrektor szpitala w Starachowicach, podkreśla, że zarządzana przez niego porodówka od lat wysoko plasuje się w rankingu „Gdzie Rodzić po Ludzku”. Placówka przyjmuje około 570 porodów rocznie, ma wysoki odsetek porodów w znieczuleniu i niski odsetek cesarskich cięć.</p><p>Mimo tego jej przyszłość nie jest jasna. Dyrektor wystąpił z pismami do wojewody, centrali NFZ i ministra zdrowia, domagając się przedstawienia kryteriów. Pyta, czy poza liczbą porodów brane będą pod uwagę jakość opieki, pozycja w rankingach i realne znaczenie oddziału dla regionu.</p><p>To pytania, które powinny wybrzmieć głośno także w innych miastach. Bo liczba porodów jest ważna, ale nie może być jedyną miarą. Jakość, dostępność, bezpieczeństwo i zaufanie pacjentek również mają wartość.</p><h2>Prawo, pieniądze i realne życie</h2><p>Zmiany, o których mówi resort, dotykają systemu świadczeń gwarantowanych finansowanych ze środków publicznych. To obszar regulowany m.in. przez ustawę o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz rozporządzenia ministra zdrowia określające zakres świadczeń gwarantowanych.</p><p>Jeżeli poród domowy miałby trafić do koszyka świadczeń, potrzebne będą nie tylko pieniądze, ale też precyzyjne standardy: kto kwalifikuje kobietę, jakie badania są obowiązkowe, ile położnych uczestniczy w porodzie, jaki jest maksymalny czas transportu do szpitala, kto odpowiada za dokumentację i kiedy zapada decyzja o przewiezieniu pacjentki na oddział.</p><p>Bez tego łatwo stworzyć pięknie brzmiący pomysł, który w praktyce utknie między NFZ, szpitalem, samorządem i pacjentką.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki też powinien patrzeć na tę mapę</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim działa oddział ginekologiczno-położniczy w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Dla powiatu tomaszowskiego to nie tylko kolejny oddział szpitalny. To część lokalnego bezpieczeństwa zdrowotnego.</p><p>Dlatego debata o przyszłości porodówek powinna interesować nie tylko duże miasta i wojewódzkie centra. Jeżeli państwo zaczyna na nowo rysować mapę porodów, lokalne samorządy, dyrektorzy szpitali, radni i parlamentarzyści z regionu powinni pytać o kryteria już teraz.</p><p>Bo gdy porodówka znika, nie znika tylko wpis w rejestrze. Znika poczucie bliskości pomocy. A w opiece okołoporodowej bliskość bywa równie ważna jak nowoczesny sprzęt.</p><h2>Rekomendacje mają być znane pod koniec czerwca</h2><p>Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że rekomendacje dotyczące przyszłości porodówek, porodów domowych i Domów Narodzin mają być gotowe pod koniec czerwca. Przy resorcie powołano już zespół ds. porodów domowych i Domów Narodzin, którym kieruje Grażyna Iwanowicz-Palus, krajowa konsultantka w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego.</p><p>Na początku roku resort proponował także tworzenie pokoi narodzin. Z tej możliwości skorzystał dotąd jeden szpital – od 1 czerwca interwencyjny punkt położniczy działa w Wągrowcu w województwie wielkopolskim.</p><p>To pokazuje, że system szuka nowych form. Pytanie tylko, czy będą one odpowiedzią na realne potrzeby kobiet, czy jedynie eleganckim opisem odwrotu państwa z lokalnej opieki porodowej.</p><p>Bo poród to nie rubryka w arkuszu kalkulacyjnym. To jedno z tych wydarzeń, w których państwo powinno być blisko. Nie po godzinie drogi, nie po konsultacjach, nie po zamknięciu oddziału. Blisko wtedy, gdy jest naprawdę potrzebne.</p><p><strong>Opracowanie na podstawie PAP: Aneta Pawłowska-Krać</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Polska w ogonie Europy. Eksperci alarmują: wielu amputacji u chorych na cukrzycę można uniknąć]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55479,polska-w-ogonie-europy-eksperci-alarmuja-wielu-amputacji-u-chorych-na-cukrzyce-mozna-uniknac</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55479,polska-w-ogonie-europy-eksperci-alarmuja-wielu-amputacji-u-chorych-na-cukrzyce-mozna-uniknac</guid>
            <pubDate>Thu, 11 Jun 2026 20:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-polska-w-ogonie-europy-eksperci-alarmuja-wielu-amputacji-u-chorych-na-cukrzyce-mozna-uniknac-1781205113.png</url>
                        <title>Polska w ogonie Europy. Eksperci alarmują: wielu amputacji u chorych na cukrzycę można uniknąć</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55479,polska-w-ogonie-europy-eksperci-alarmuja-wielu-amputacji-u-chorych-na-cukrzyce-mozna-uniknac</link>
                    </image><description>Cukrzycowa choroba stóp to nie jest medyczny margines ani problem zamknięty w szpitalnych statystykach. To dramat tysięcy pacjentów, który zaczyna się często od niewielkiej rany, otarcia, pęknięcia sk</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Cukrzycowa choroba stóp</strong> to nie jest medyczny margines ani problem zamknięty w szpitalnych statystykach. To dramat tysięcy pacjentów, który zaczyna się często od niewielkiej rany, otarcia, pęknięcia skóry, a kończy — jeśli system zadziała zbyt późno — amputacją. Eksperci Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran alarmują, że Polska nadal pozostaje w ogonie Europy w leczeniu tego powikłania cukrzycy.</p><p>Według specjalistów co czwarty chory na cukrzycę w ciągu życia doświadczy owrzodzenia stopy. W Polsce liczba osób chorujących na cukrzycę może sięgać nawet 4 milionów, a około 200–250 tysięcy pacjentów zmaga się obecnie z raną w przebiegu cukrzycowej choroby stóp. To liczby, za którymi nie stoją suche tabele, ale ludzie: seniorzy, pracownicy, rodzice, mieszkańcy małych miast i wsi, którzy często zbyt późno trafiają do właściwego specjalisty.</p><h2>Rana, która nie czeka. System często tak</h2><p>Eksperci podkreślają, że <strong>cukrzycowa choroba stóp</strong> nie może być leczona przypadkowo, w rozproszeniu, od gabinetu do gabinetu. Wymaga szybkiej diagnostyki, zespołu specjalistów i jasno wyznaczonej ścieżki pacjenta. Inaczej chory krąży po systemie niczym bohater kafkowskiego procesu — każdy coś widzi, każdy coś dopisuje, ale nikt nie prowadzi sprawy od początku do końca.</p><p>„Cukrzycowa choroba stóp nie może być leczona przypadkowo ani w sposób rozproszony. Wymaga wyspecjalizowanej, zorganizowanej opieki. Doświadczenia krajów europejskich pokazują, że to możliwe – teraz potrzebne są decyzje systemowe” – wskazuje dr Adam Węgrzynowski z Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran.</p><p>Problem jest tym poważniejszy, że śmiertelność w tej grupie pacjentów jest bardzo wysoka. Jak podają eksperci, sięga około 30 procent w okresie pięciu lat, a wśród pacjentów po amputacji w tym samym czasie wzrasta nawet do 60 procent. To pokazuje, że amputacja nie jest końcem leczenia, ale często początkiem kolejnego, bardzo trudnego etapu walki o życie i samodzielność.</p><h2>Hiszpański model pokazuje, że można inaczej</h2><p>W wielu krajach europejskich działają wyspecjalizowane jednostki leczenia cukrzycowej choroby stóp, tzw. <strong>Diabetic Foot Units</strong>. Funkcjonują one między innymi w Hiszpanii, gdzie stanowią element publicznego systemu ochrony zdrowia. Ich siłą jest interdyscyplinarny zespół: diabetolog, chirurg, chirurg naczyniowy, pielęgniarka specjalistyczna oraz inni eksperci, którzy wspólnie prowadzą pacjenta.</p><p>„Doświadczenie pokazuje, że właściwa organizacja opieki ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia liczby amputacji. Szybka diagnostyka, interdyscyplinarny zespół oraz jasno określona ścieżka pacjenta przekładają się bezpośrednio na poprawę wyników leczenia” – podkreśla prof. Jose Luis Lazaro-Martínez, założyciel i dyrektor Diabetic Foot Unit przy Complutense University of Madrid.</p><p>W Polsce takich rozwiązań nadal brakuje w skali całego kraju. Są specjaliści, są doświadczenia kliniczne, są wyniki pilotażu, ale nie ma powszechnego modelu, który sprawiłby, że pacjent z raną cukrzycową trafi szybko do odpowiedniego zespołu, a nie dopiero wtedy, gdy kończyny nie da się już uratować.</p><h2>Pilotaż pokazał, że amputacja nie musi być wyrokiem</h2><p>Najmocniejszy argument? Dane z polskiego pilotażowego programu leczenia cukrzycowej choroby stóp. Objęto nim 430 pacjentów zagrożonych amputacją. Według ekspertów przy właściwej organizacji opieki aż 97 procent chorych mogło uniknąć utraty kończyny.</p><p>„Polska posiada ekspertów i doświadczenie kliniczne. Wyniki pilotażu jednoznacznie pokazały, że większości amputacji można uniknąć. Dziś problemem nie jest brak wiedzy medycznej, lecz brak spójnego modelu organizacyjnego. Pacjenci z raną przewlekłą trafiają do systemu zbyt późno albo krążą pomiędzy placówkami bez koordynacji leczenia” – ocenia dr Przemysław Lipiński, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran.</p><p>To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno: <strong>problemem nie jest brak wiedzy, ale brak organizacji</strong>. W ochronie zdrowia to różnica zasadnicza. Bo jeśli medycyna wie, jak pomóc, a pacjent mimo to traci nogę, pytanie nie brzmi już tylko „co zrobił lekarz?”, ale „jak działa państwo?”.</p><h2>Co trzeba zmienić?</h2><p>Polskie Towarzystwo Leczenia Ran rekomenduje tworzenie wyspecjalizowanych ośrodków leczenia cukrzycowej choroby stóp w każdym województwie. Eksperci wskazują też na konieczność uporządkowania ścieżki pacjenta, koordynacji opieki, finansowania leczenia ratującego kończynę jako procesu interdyscyplinarnego oraz systemowego kształcenia lekarzy i pielęgniarek zajmujących się ranami trudno gojącymi się.</p><p>Towarzystwo uruchomiło również Program Certyfikacji umiejętności lekarzy i pielęgniarek w zakresie leczenia ran trudno gojących się. Ma on potwierdzać realne kompetencje kliniczne i przygotowywać personel do pracy w modelu zespołowym.</p><p>To ważne, bo nawet najlepszy budynek, najnowocześniejszy sprzęt i najładniejsza nazwa programu nie wystarczą, jeśli pacjent nie trafi do ludzi, którzy wiedzą, jak działać szybko, wspólnie i według sprawdzonego standardu.</p><h2>Ważne dla pacjentów z Tomaszowa Mazowieckiego i regionu</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i okolic ten temat nie jest odległą debatą ekspertów z konferencyjnych sal. Cukrzyca dotyka rodzin w każdym mieście i każdej gminie. W przypadku osób chorujących na cukrzycę szczególne znaczenie ma codzienna kontrola stóp, szybkie reagowanie na każdą ranę, otarcie, pęcherz, zaczerwienienie czy zmianę koloru skóry.</p><p>Niepokojących objawów nie wolno „przeczekać”. Przy cukrzycy nawet niewielka rana może stać się początkiem poważnego powikłania. W razie problemów należy skontaktować się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, diabetologiem, chirurgiem lub poradnią leczenia ran.</p><p>W tej sprawie czas działa jak w dobrym thrillerze medycznym — tylko że tutaj nie chodzi o napięcie scenariusza, ale o nogę, sprawność i życie pacjenta.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pompa przedłuża życie chorym z niewydolnością serca]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55473,pompa-przedluza-zycie-chorym-z-niewydolnoscia-serca</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55473,pompa-przedluza-zycie-chorym-z-niewydolnoscia-serca</guid>
            <pubDate>Thu, 11 Jun 2026 00:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pompa-przedluza-zycie-chorym-z-niewydolnoscia-serca-1781131472.jpg</url>
                        <title>Pompa przedłuża życie chorym z niewydolnością serca</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55473,pompa-przedluza-zycie-chorym-z-niewydolnoscia-serca</link>
                    </image><description>Dzięki farmakoterapii pacjent z niewydolnością serca zyskuje około 10 lat życia - dużo więcej, niż mogliśmy zaoferować chorym kiedyś. Jednak farmakoterapia to nie wszystko, zwłaszcza dla pacjentów powyżej 60. roku życia. Szansą dla tej grupy chorych jest wszczepienie pompy LVAD.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:black;">Niewydolność serca to stan, w którym serce nie jest w stanie pompować krwi w stopniu wystarczającym, aby zaspokoić zapotrzebowanie organizmu na tlen i składniki odżywcze. Prowadzi to do niedotlenienia mięśnia sercowego, upośledzenia funkcji innych narządów oraz zastoju płynów w płucach lub innych tkankach. Przyczyną niewydolności serca może być niedokrwienie powodowane np. przez zwężenie tętnic wieńcowych na tle miażdżycowym.</span></p><h2><span style="color:black;"><strong>Nowoczesna farmakoterapia przedłuża życie</strong></span></h2><p><span style="color:black;">Chorych z niewydolnością serca przybywa wraz ze starzeniem się społeczeństwa i nasileniem się chorób metabolicznych.&nbsp;W Polsce zmaga się z nią ponad milion osób. Przypadłości towarzyszą takie objawy jak duszność czy obrzęki.</span></p><p><span style="color:black;">„Duszność wynika z gromadzenia się nadmiernej ilości krwi w płucach, która nie może być prawidłowo odebrana przez serce. Skrajną manifestacją takiego stanu jest obrzęk płuc. Ten mechanizm prowadzi do charakterystycznego uczucia braku powietrza i trudności z oddychaniem - pacjenci opisują to jako niemożność zaczerpnięcia wystarczającej ilości powietrza. Przy niewydolności prawej komory serca dochodzi natomiast do obrzęków obwodowych - puchną nogi, brzuch, dochodzi do niewydolności wątroby, ponieważ prawa komora nie odbiera krwi z tych narządów” - tłumaczy prof. dr hab. n. med. Wojciech Płazak, kierownik Oddziału Transplantologii i Mechanicznego Wspomagania Krążenia w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. św. Jana Pawła II.</span></p><p><span style="color:black;">Każdy chory z niewydolnością serca podlega wielospecjalistycznej opiece w ramach programu KONS (Koordynowana Opieka nad Pacjentami z Niewydolnością Serca). Skupia ona kardiologów, kardiochirurgów, pielęgniarki, dietetyków fizjoterapeutów oraz pracowników socjalnych, którzy rozpatrują bardzo indywidualne potrzeby danego chorego.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Najpierw próbujemy zabezpieczyć tych chorych pod kątem zaburzeń rytmu, które potencjalnie mogą wystąpić. Optymalną terapią medyczną jest farmakoterapia, która obejmuje cztery grupy leków: β-blokery, inhibitory konwertazy angiotensyny, antagonisty aldosteronu, inhibitory SGLT-2. U niektórych konieczna jest implantacja kardiowertera defibrylatora. To wydłuża życie pacjentów, ale nie w nieskończoność” - mówi prof. dr hab. n med. Piotr Przybyłowski, koordynator Oddziału Kardiochirurgii, Transplantacji Serca i Mechanicznego Wspomagania Krążenia Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, dyrektor naczelny Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.&nbsp;</span></p><h2><span style="color:black;"><strong>Kiedy leki przestają działać, czas na leczenie inwazyjne</strong></span></h2><p><span style="color:black;">Pierwsza destabilizacja układu krążenia nie stanowi od razu kwalifikacji do przeszczepienia serca czy do implantacji urządzenia wspomagającego pracę lewej komory.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Liczy się jakość życia pacjentów. Chory, który ma niewydolność serca wymagającą ośmiu-dziesięciu hospitalizacji rocznie, z obrzękami, z dusznością, pomimo że bierze maksymalne dawki leków, ma ogromny dyskomfort” - dodaje prof. Przybyłowski.</span></p><p><span style="color:black;">Gdy pojawiają się dolegliwości spoczynkowe, jest to znak, że doszło do zaostrzenia choroby. IV klasa w skali NYHA oznacza najbardziej zaawansowaną niewydolność serca, a rokowania tych pacjentów są gorsze niż w źle rokujących znanych nowotworach - roczna śmiertelność w tej grupie pacjentów wynosi ponad 50 proc.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„W takim przypadku należy zrobić krok dalej i pomyśleć o leczeniu inwazyjnym, czyli albo o przeszczepieniu serca, albo implantacji mechanicznego wspomagania krążenia. Przeszczepienie serca ma wiele ograniczeń, z których najważniejsze to zbyt mała ilość dawców, nadciśnienie płucne u biorcy czy zagrożenie odrzuceniem przeszczepu. Inną opcją jest mechaniczne wspomaganie krążenia” - mówi prof. Płazak.</span></p><p><span style="color:black;">Czasowe wspomaganie krążenia zapewniają dwie metody. Krótkoterminowym rozwiązaniem jest tzw. kontrapulsacja wewnątrzaortalna (IABP) lub&nbsp;</span>miniaturowe, przezskórne urządzenia wspomagające pracę serca<span style="color:black;">. Oba te rozwiązania pozwalają ustabilizować pacjenta i zadecydować o sposobie dalszego leczenia. Pacjent już ustabilizowany może być poddany zabiegowi transplantacji lub też skorzystać z dostępnego wspomagania długoterminowego.&nbsp;</span>Dla takich pacjentów dostępne są wszczepialne urządzenia wspomagające pracę serca typu LVAD.</p><p><span style="color:black;">Choć początkowo pomyślane były jedynie jako pomost do przeszczepienia, od lat z powodzeniem stosowane są jako terapia docelowa (Destination Therapy) u pacjentów, którzy z powodu wieku lub innych obciążeń nie kwalifikują się do transplantacji.</span></p><h2><span style="color:black;"><strong>Pompa przedłuża życie starszym pacjentom</strong></span></h2><p><span style="color:black;">Pompa odciąża chory mięsień sercowy lewej komory, zmniejsza ilość krwi zalegającej w płucach i przywraca prawidłowy jej przepływ w całym organizmie, zapobiegając tym samym objawom niewydolności serca, np. dusznościom. Aby pompa działała prawidłowo, potrzebna jest wydolna prawa komora pacjenta.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Dzisiejsza farmakoterapia powoduje, że pacjent z niewydolnością serca zyskuje około 10 lat życia. To dużo więcej niż mogliśmy zaoferować chorym kiedyś. Generujemy jednak powstanie dużej grupy pacjentów, którzy pomimo niewydolności serca dożyli do wieku około 60-65 lat i przestają już się dobrze czuć na samej farmakoterapii. Aby mogli żyć dalej, musimy im coś zaoferować. I choć zarówno&nbsp;przeszczep serca jak i pompy nie mają sztywnego ograniczenia wiekowego, w starszym wieku decydujemy się często na wszczepienie pompy” - wyjaśnia prof. Płazak.</span></p><p><span style="color:black;">Po zabiegu wszczepienia urządzenia do wspomagania pracy lewej komory serca chory nie wymaga immunosupresji, dzięki czemu unika się ryzyka związanego z obniżoną odpornością - np. infekcji. Czas pobytu w szpitalu po zabiegu jest krótszy. Dzięki temu można zwiększyć górną granicę wieku, w którym kwalifikuje się pacjentów do wszczepienia pompy - proponuje się ją chorym nawet w wieku 70-72 lat. Przewiduje się, że pacjent po implantacji takiej pompy będzie żył co najmniej kilka lat, a jakość jego życia będzie dużo wyższa, co oznacza, że choć to bardzo drogie urządzenie, opłaca się je wszczepiać. Jest bezpieczne, nie wymaga oczekiwania na dawcę, a także jest w pełni refundowane.</span></p><p><span style="color:black;">„Oczywiście każda metoda leczenia zaawansowanej niewydolności serca ma swoje ograniczenia, dlatego zawsze trzeba wziąć pod uwagę wiek pacjenta, etiologię choroby i preferencje, ale też trzeba wspomnieć o tym, że - zwłaszcza u ludzi młodych, którzy mają możliwości otrzymania pompy, a potem przeszczepienia serca - to skutecznie wydłuża okres możliwego leczenia i daje poczucie komfortu” - mówi prof. Przybyłowski.</span></p><h2><span style="color:black;"><strong>Życie z pompą wymaga wsparcia bliskich i edukacji</strong></span></h2><p><span style="color:black;">Wysoka jakość i sprawne działanie pompy LVAD, która może pompować nawet 6 litrów krwi na minutę, to kwestia nowoczesnej techniki i miniaturyzacji. Przez wiele lat nie dochodzi do uszkodzenia krwinek ani istotnych zaburzeń krzepnięcia.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Trzeba pamiętać, że pompa zużywa stosunkowo dużo energii, w związku z tym musi być stale podłączona do prądu. To oznacza, że z powłok brzusznych wychodzi kabel podłączony do sterownika i dwóch baterii.&nbsp;Pacjent nosi je przy sobie w małym etui zawieszonym np. na pasku przy spodniach lub dedykowanej torbie. Baterie wystarczają na 17-20 godzin. A zatem pacjent jest w pewnym sensie zależny od źródła energii elektrycznej.</span></p><p><span style="color:black;">Drugim aspektem jest fakt, że kabel (nazywany linią życia albo driveline) wychodzi na stałe z powłok brzusznych, a zakażenie miejsca jego wyprowadzenia może być poważnym powikłaniem dla pacjenta - wymagana jest częsta zmiana opatrunków (dwa, trzy razy w tygodniu), w warunkach sterylnych, dlatego tak ważna jest edukacja pacjenta i jego rodziny.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Pacjent musi wiedzieć, co to znaczy &gt;&gt;sterylnie&lt;&lt; - nie wystarczy umyć rąk wodą, konieczne jest użycie sterylnych rękawiczek i postępowanie zgodnie z procedurą, której uczymy. Infekcja to największe zagrożenie. Ogólnie trzeba powiedzieć, że technika idzie do przodu i jak pokazują najnowsze badania, pięcioletnie przeżycia po przeszczepieniu serca i po pompach są podobne” - mówi prof. Płazak.</span></p><p><span style="color:black;">O ile przeszczepienie serca wciąż jest procedurą priorytetową u młodych chorych, o tyle u pacjentów około 65. roku życia lepszym wyjściem wydaje się wszczepienie pompy.</span></p><p><span style="color:black;">„To nie są pacjenci, którzy będą brali udział w olimpiadach. Poza rezonansem magnetycznym i pływaniem w morzu, dalej mogą robić wszystko. Pacjent musi być jednak mentalnie zborny i mieć opiekuńczą rodzinę, która wspomoże go w początkowym okresie. Dlatego ważna jest opinia zespołu psychologicznego, czy chory i jego otoczenie są w stanie poradzić sobie z przyjmowaniem leków, obsługą urządzenia itd.” - mówi prof. Przybyłowski.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">Jeszcze przed implantacją urządzenia chory i jego rodzina są edukowani, na czym polega życie z pompą. Kluczowa jest kwestia zarządzania zasilaniem, konieczna jest bowiem ciągłość działania pompy.&nbsp;</span></p><p><span style="color:black;">„Z czasem chorzy uczą się tego. Ponieważ linia zasilająca jest wyprowadzana na zewnątrz: toaleta, opatrunki, dbanie o sterylność - są kluczem do długotrwałego sukcesu. Chory musi to zrozumieć i tego przestrzegać. To wszystko wymaga współpracy z zespołem leczniczym i tu bardzo istotna jest rola koordynatorów, którzy prowadzą codzienny monitoring i stanowią swego rodzaj call center - czuwają nad bezpieczeństwem chorych, edukują ich i rodzinę w zakresie codziennej obsługi urządzenia, monitorują parametry pracy pompy oraz pomagają w stanach nagłych, zapewniając stałą opiekę i wsparcie” - podkreśla prof. Przybyłowski.</span></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dzień Otwarty w TCZ. Szpital pokaże, jak zmienia się dzięki środkom z KPO]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55471,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokaze-jak-zmienia-sie-dzieki-srodkom-z-kpo</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55471,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokaze-jak-zmienia-sie-dzieki-srodkom-z-kpo</guid>
            <pubDate>Wed, 10 Jun 2026 08:48:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokaze-jak-zmienia-sie-dzieki-srodkom-z-kpo-1781075600.png</url>
                        <title>Dzień Otwarty w TCZ. Szpital pokaże, jak zmienia się dzięki środkom z KPO</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55471,dzien-otwarty-w-tcz-szpital-pokaze-jak-zmienia-sie-dzieki-srodkom-z-kpo</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza mieszkańców na Dzień Otwarty pod hasłem „Nowoczesna medycyna bliżej Ciebie”. Wydarzenie odbędzie się 12 czerwca 2026 roku i ma pokazać, jak wsparcie z Krajowego Planu Odbudowy przekłada się na rozwój lokalnego szpitala.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Dzień Otwarty w tomaszowskim szpitalu</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia Sp. z o.o. organizuje 12 czerwca 2026 roku Dzień Otwarty pod hasłem <strong>„Nowoczesna medycyna bliżej Ciebie”</strong>. Wydarzenie rozpocznie się o godzinie 10:00 na terenie placówki i zostało przygotowane w ramach Ogólnopolskiego Tygodnia Projektów KPO w Ochronie Zdrowia.</p><p>To propozycja skierowana do mieszkańców powiatu tomaszowskiego, pacjentów, ich rodzin oraz wszystkich osób zainteresowanych funkcjonowaniem współczesnej ochrony zdrowia. Formuła otwartego spotkania ma pozwolić nie tylko zobaczyć zaplecze szpitala, ale także lepiej zrozumieć, jakie inwestycje i zmiany zachodzą dziś w lokalnej placówce.</p><h2>Co znajdzie się w programie</h2><p>Z zapowiedzi opublikowanej przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia wynika, że uczestnicy będą mogli poznać <strong>projekty realizowane przez TCZ</strong> oraz zobaczyć pokaz nowoczesnego sprzętu medycznego. W planie są także spotkania z personelem medycznym, co może być cenną okazją do rozmowy o codziennej pracy szpitala i roli nowych technologii w leczeniu pacjentów.</p><p>Organizatorzy zapowiadają również możliwość bliższego poznania inwestycji realizowanych dzięki wsparciu z Krajowego Planu Odbudowy. Uzupełnieniem programu mają być atrakcje edukacyjne i profilaktyczne. To ważny element takich wydarzeń, bo obok prezentacji sprzętu i infrastruktury pojawia się także praktyczny wymiar zdrowia publicznego, związany z budowaniem świadomości i zachęcaniem do profilaktyki.</p><h2>Dlaczego to ważne dla mieszkańców</h2><p>Dla lokalnej społeczności podobne wydarzenia mają znaczenie większe niż tylko informacyjne. Szpital jest jedną z kluczowych instytucji publicznych w powiecie, a jego rozwój bezpośrednio wpływa na komfort i bezpieczeństwo mieszkańców. Pokazanie efektów inwestycji w otwartej formule może zwiększać zaufanie do placówki i jednocześnie przybliżać mieszkańcom sposób działania systemu ochrony zdrowia.</p><p>Istotny jest również sam kontekst finansowania. W tym przypadku organizator wyraźnie wskazuje, że rozwój części projektów jest związany ze środkami z <strong>Krajowego Planu Odbudowy</strong>. Dla odbiorców może to być konkretna odpowiedź na pytanie, jak zewnętrzne fundusze przekładają się na realne zmiany odczuwalne na poziomie lokalnym: od wyposażenia po jakość świadczonych usług.</p><h2>Szansa na bliższe spotkanie z nowoczesną medycyną</h2><p>Dzień Otwarty w Tomaszowskim Centrum Zdrowia zapowiada się jako wydarzenie łączące informację, edukację i promocję zdrowia. Tego typu inicjatywy pozwalają oswoić szpital jako miejsce nie tylko leczenia, ale również dialogu z mieszkańcami. Dla wielu osób może to być pierwsza okazja, by z bliska zobaczyć, jak wygląda nowoczesne zaplecze medyczne w ich najbliższym otoczeniu.</p><p>Spotkanie odbędzie się <strong>12 czerwca 2026 roku o godzinie 10:00</strong> na terenie Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. Wszystko wskazuje na to, że będzie to ważny punkt lokalnego kalendarza wydarzeń związanych ze zdrowiem i dobry moment, by przyjrzeć się temu, jak zmienia się tomaszowski szpital.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lekarz rekordzista zarabia w tomaszowskim  szpitalu 1,5 miliona rocznie.]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55470,lekarz-rekordzista-zarabia-w-tomaszowskim-szpitalu-1-5-miliona-rocznie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55470,lekarz-rekordzista-zarabia-w-tomaszowskim-szpitalu-1-5-miliona-rocznie</guid>
            <pubDate>Wed, 10 Jun 2026 08:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lekarz-rekordzista-zarabia-w-tomaszowskim-szpitalu-1-5-miliona-rocznie-1781073030.png</url>
                        <title>Lekarz rekordzista zarabia w tomaszowskim  szpitalu 1,5 miliona rocznie.</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55470,lekarz-rekordzista-zarabia-w-tomaszowskim-szpitalu-1-5-miliona-rocznie</link>
                    </image><description>Pacjent nie potrzebuje konferencji prasowej. Nie potrzebuje kolejnej strategii, następnego programu naprawczego i zapewnień, że „trwają analizy”. Pacjent potrzebuje badania, diagnozy i leczenia. W rozsądnym czasie. Bez upokorzenia. Bez biegania między publiczną rejestracją a prywatnym gabinetem. Bez słuchania, że „na NFZ terminów nie ma”, ale „prywatnie można szybciej”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">I właśnie w tym miejscu kończy się mit o publicznej ochronie zdrowia jako systemie równego dostępu. Zaczyna się rzeczywistość: kolejka, limit, kontrakt, nadwykonanie, brak lekarza, brak pieniędzy, brak terminu. A na końcu tej ścieżki stoi człowiek, który płaci składkę zdrowotną, płaci podatki, a potem coraz częściej musi zapłacić jeszcze raz — z własnej kieszeni.</p><p style="text-align:justify;">Tomaszowskie Centrum Zdrowia jest lokalnym przykładem ogólnopolskiej choroby. Nie wyjątkiem. Nie anomalią. Nie przypadkiem, który można zbyć wzruszeniem ramion. To część systemu, który od lat działa na zasadzie wymuszonego kompromisu między finansową fikcją państwa, rynkową siłą wybranych specjalizacji i dramatyczną bezradnością pacjentów.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Patologia, którą dzisiaj chcą naprawiać Ci, którzy ją stworzyli.&nbsp;</p><h2><strong>Tomaszów widzi to z bliska</strong></h2><p style="text-align:justify;">W Tomaszowie Mazowieckim problem nie jest abstrakcyjny. Nie dzieje się wyłącznie w ministerialnym gabinecie ani na posiedzeniu sejmowej komisji. Dzieje się w rejestracji, na korytarzu, przy telefonie, przy skierowaniu, w rozmowie z rodziną, która zastanawia się, czy czekać, czy pożyczyć pieniądze na prywatną wizytę.</p><p style="text-align:justify;">Dotyczy mieszkańców Tomaszowa, Smardzewic, Lubochni, Rokicin, Ujazdu, Będkowa, Inowłodza i całego powiatu. Ludzi, którzy nie mają czasu na polityczne alibi. Mają choroby, wyniki, skierowania, ból i strach.</p><p style="text-align:justify;">Z danych przekazanych przez Tomaszowskie Centrum Zdrowia wynika, że w 2025 roku łączna kwota wypłaconych wynagrodzeń brutto dla personelu medycznego wyniosła ponad <strong>143 miliony złotych</strong>. Ponad <strong>78 milionów złotych</strong> przypadło na umowy o pracę, ponad <strong>55 milionów złotych</strong> na kontrakty, a ponad <strong>9 milionów złotych</strong> na umowy zlecenia.</p><p style="text-align:justify;">To są pieniądze publicznego systemu. Pieniądze podatników, pacjentów, mieszkańców. I dlatego wolno, a nawet trzeba pytać: czy ten system jeszcze służy pacjentowi, czy coraz częściej służy sam sobie? Te wynagrodzenia to ok. 80 - 90 procent całkowitych kosztów funkcjoniwania szpitala.&nbsp;</p><h2><strong>Kolejki do badań to nie statystyka. To opóźniona diagnoza</strong></h2><p style="text-align:justify;">Najbardziej dotkliwym objawem kryzysu jest dostęp do badań. Tomografia komputerowa. Rezonans magnetyczny. Kolonoskopia. Gastroskopia. Diagnostyka, która często decyduje o tym, czy choroba zostanie wykryta wcześnie, czy dopiero wtedy, gdy leczenie będzie trudniejsze, droższe i mniej skuteczne.</p><p style="text-align:justify;">To nie jest teoria. Radio ZET opisywało planowane zmiany w finansowaniu diagnostyki, wskazując, że od 2026 roku NFZ zamierza odejść od pełnego płacenia za nadwykonania takich badań jak tomografia, rezonans czy gastroskopia. Fundusz mówi o racjonalizacji wydatków i oszczędnościach. Lekarze ostrzegają przed wydłużeniem kolejek.</p><p style="text-align:justify;">To jest klasyczny język dwóch światów. W urzędzie mówi się: „racjonalizacja kosztów”. W szpitalu mówi się: „brak finansowania”. Pacjent słyszy: „proszę czekać”.</p><p style="text-align:justify;">Tyle że choroba nie czeka. Nowotwór nie czeka. Tętniak nie czeka. Krwawienia, objawy neurologiczne, niewyjaśnione bóle, nagła utrata masy ciała — nie czekają na korektę planu finansowego.</p><p style="text-align:justify;">Super Express opisywał skutki ograniczania finansowania nadwykonań i przywoływał przypadki pacjentów, którzy tracili terminy badań albo słyszeli o absurdalnie długim czasie oczekiwania. W Żywcu czas oczekiwania na kolonoskopię w znieczuleniu miał sięgać nawet czterech lat. Czterech lat na badanie, które może zdecydować o wykryciu raka jelita grubego.</p><p style="text-align:justify;">Medonet, powołując się na monitoring Alivia Onkoskaner, wskazywał z kolei, że już po zmianach w części placówek wydłużały się terminy na rezonans magnetyczny i tomografię komputerową, a gdzie indziej wstrzymywano zapisy na gastroskopię i kolonoskopię.</p><p style="text-align:justify;">To nie jest „przejściowy problem organizacyjny”. To jest systemowa kompromitacja. Jeżeli państwo ogranicza realną dostępność diagnostyki, to nie oszczędza pieniędzy. Przerzuca koszt na pacjenta. Na jego zdrowie, czas, rodzinę i prywatny portfel.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;"><strong>Czy tak ma wyglądać reforma? Wobec tego nzwijmy ją od razu "zgonem pacjenta"</strong></p><h2><strong>Milionowe kontrakty i publiczna bezradność</strong></h2><p style="text-align:justify;">W dokumentach dotyczących Tomaszowskiego Centrum Zdrowia widać kwoty, które dla przeciętnego mieszkańca brzmią jak dane z innego świata. Roczne wynagrodzenia na kontraktach sięgające <strong>1 423 193 zł</strong>, <strong>1 120 839 zł</strong>, <strong>846 790 zł</strong>, <strong>786 385 zł</strong>, <strong>785 477 zł</strong>, <strong>724 442 zł</strong>, <strong>718 273 zł</strong>, <strong>694 785 zł</strong>. Dla jednego lekarza a nie zespołu, czy konsorcjum.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Według informacji przekazanych redakcji najwyższa z tych kwot ma dotyczyć lekarza radiologa. Blisko półtora miliona złotych rocznie. W publicznym systemie. W powiatowej rzeczywistości. W miejscu, gdzie pacjent często zastanawia się, czy stać go na prywatną konsultację, dojazd, leki albo badanie wykonane szybciej poza kolejką.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Trzeba to powiedzieć jasno: nie chodzi o szczucie na lekarzy. Nie chodzi o udawanie, że specjalista ma zarabiać jak urzędnik najniższego szczebla. Lekarz odpowiada za ludzkie życie. Dobry lekarz jest wartością. Problem polega na czymś innym: system pozwolił wybranym specjalizacjom zdobyć pozycję niemal monopolistyczną. I to bez konieczności inwestowania w sprzęt diagnostyczny, koszty personelu, wynajmu lokali itd. Wszystkie te składowe pokrywa przecież podatnik.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Tam, gdzie brakuje specjalistów, tam stawki rosną bez realnej kontroli. Tam, gdzie szpital boi się utracić lekarza, tam kontrakt przestaje być normalną umową, a zaczyna przypominać dyktat rynku.<strong> Dyrektorzy wiedzą, że bez specjalisty nie wykonają procedur.</strong> Bez procedur nie będzie pieniędzy. Bez pieniędzy szpital tonie. I tak publiczna placówka staje się zakładnikiem rynku, który sama przez lata współtworzyła.</p><p style="text-align:justify;"><strong>To nie jest tylko tomaszowski problem.</strong> Money.pl opisywał sprawę kaliskiego szpitala, gdzie — według przywoływanych informacji — czterech lekarzy miało otrzymywać łącznie około 10 milionów złotych rocznie. Sprawa wywołała kontrolę i polityczną burzę, ale najważniejsze jest coś innego: podobny mechanizm może pojawić się wszędzie tam, gdzie specjalista staje się zasobem krytycznym, a publiczna placówka nie ma realnej siły negocjacyjnej.</p><p style="text-align:justify;">WP Finanse pisał o tym samym kaliskim szpitalu w kontekście zadłużenia, zaległych pieniędzy dla pielęgniarek i wysokich kontraktów lekarskich. Jedna z pielęgniarek nazwała tę sytuację „chorą”. Trudno o bardziej precyzyjne słowo.</p><h2><strong>Lekarze tłumaczą kominy. I częściowo mają rację</strong></h2><p style="text-align:justify;">Trzeba uczciwie pokazać także drugą stronę. Przedstawiciele środowiska lekarskiego wskazują, że wysokie kontrakty nie biorą się znikąd. Wynikają z deficytu specjalistów, wycen NFZ, modelu kontraktowego, odpowiedzialności zawodowej, pracy po godzinach i presji dyżurowej.</p><p style="text-align:justify;">Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, komentując sprawę wysokich kontraktów, mówił w Money.pl wprost o „kominach płacowych”, ale wskazywał także na systemowe źródło problemu. Dyrektorzy szpitali tłumaczą bowiem, że jeśli nie zapłacą, lekarz odejdzie. A jeśli odejdzie, oddział albo pracownia mogą przestać działać.</p><p style="text-align:justify;">Z kolei rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski zwracał uwagę w Business Insiderze, że system wycen NFZ dzieli pacjentów i świadczenia na bardziej i mniej opłacalne. To właśnie z tej logiki rodzą się dysproporcje między specjalizacjami, placówkami i kontraktami.</p><p style="text-align:justify;">I tu dochodzimy do sedna: lekarze częściowo mają rację, gdy mówią, że korzystają z zasad, których sami nie ustalili. Ale ta racja nie unieważnia patologii. Ona ją nieudolnie usprawiedliwia.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Jeśli system premiuje jedne procedury, a inne spycha w finansową nicość, szpital zaczyna kalkulować. Kardiologia, ortopedia, okulistyka, diagnostyka obrazowa — tu można generować przychody. Interna, pediatria, opieka długoterminowa, oddziały wymagające dużej liczby personelu i dające słabszy zwrot — tu zaczyna się problem.</p><p style="text-align:justify;">W efekcie pacjent zostaje podzielony na „opłacalnego” i „nieopłacalnego”. To najbardziej brutalne zdanie, jakie można wypowiedzieć o publicznej ochronie zdrowia. Ale właśnie do tego prowadzi system wycen, kontraktów i rozliczeń.</p><p style="text-align:justify;">Lekarze mówią: to nie my ustaliliśmy reguły gry. No ale żądań płacowych nie ustala przecież Minister. Dyrektorzy mówią: jeśli nie zapłacimy, lekarz odejdzie gdzie indziej. NFZ mówi: trzeba racjonalizować wydatki. Ministerstwo mówi: trzeba ograniczyć dynamikę wzrostu kosztów. Pacjent słyszy jedno: terminu nie ma.&nbsp;</p><h2><strong>Luki pokoleniowe i medycyna najemnicza</strong></h2><p style="text-align:justify;">Ta patologia nie powstała wczoraj. Budowano ją latami. Przez zaniechania w kształceniu, przez brak planowania specjalizacji, przez nierówny rozwój regionów, przez tolerowanie kontraktowego chaosu, przez polityczne udawanie, że „jakoś to będzie”.</p><p style="text-align:justify;">W wielu specjalizacjach powstały prawdziwe luki pokoleniowe. Starsi lekarze odchodzą albo ograniczają aktywność. Młodszych jest za mało. Część nie wybiera deficytowych dziedzin. Część po zdobyciu specjalizacji szybko orientuje się, że publiczny szpital jest tylko jednym z możliwych miejsc pracy. Obok jest sektor prywatny. Są inne placówki. Są kontrakty. Są dyżury. Jest rynek.</p><p style="text-align:justify;">I ten rynek dyktuje warunki.</p><p style="text-align:justify;">Nie pacjent. Nie samorząd. Nie dyrektor powiatowego szpitala. Rynek.</p><p style="text-align:justify;">Tak powstała medycyna najemnicza: lekarz jako zasób krytyczny, szpital jako płatnik pod presją, pacjent jako uzasadnienie finansowania i jednocześnie najsłabszy uczestnik całej gry.</p><h2><strong>Prywatny gabinet jako druga brama do publicznego leczenia</strong></h2><p style="text-align:justify;">Najbardziej niebezpieczne jest jednak coś, czego nie zawsze da się łatwo udowodnić dokumentem, ale co pacjenci coraz częściej opisują jako własne doświadczenie: poczucie, że prywatna wizyta bywa nieformalną przepustką do szybszej diagnostyki, konsultacji albo leczenia.</p><p style="text-align:justify;">Trzeba tu zachować precyzję. Nie wolno rzucać oskarżeń wobec konkretnych osób bez dowodów. Ale nie wolno też udawać, że problem nie istnieje.</p><p style="text-align:justify;">Jeżeli pacjent słyszy, że w publicznym systemie ma czekać miesiącami, a prywatnie może być przyjęty znacznie szybciej — często przez tego samego lekarza albo w tym samym środowisku medycznym — to nie jest normalność. To jest konflikt interesów wpisany w strukturę systemu.</p><p style="text-align:justify;">Publiczne leczenie nie może być dodatkiem do prywatnej wizyty. Składka zdrowotna nie może być biletem wstępu do kolejki, z której i tak trzeba wykupić się prywatnym przelewem. Państwo nie może mówić obywatelowi: masz prawo do leczenia, ale realną drogę znajdziesz dopiero wtedy, gdy zapłacisz po raz drugi.</p><h2><strong>Konsolidacja nie wyleczy tej choroby</strong></h2><p style="text-align:justify;">Władza lubi słowo „konsolidacja”, bo brzmi technicznie i odpowiedzialnie. Łączenie placówek, wspólne zarządzanie, większe struktury, lepsza koordynacja. Na papierze wygląda to rozsądnie.</p><p style="text-align:justify;">Ale konsolidacja nie usunie patologii, jeśli pozostawi te same mechanizmy: złe wyceny, niedofinansowanie, brak przejrzystości kontraktów, kolejki do badań, prywatne obejścia publicznej ścieżki i płacowy dyktat deficytowych specjalizacji.</p><p style="text-align:justify;">Może być nawet gorzej. Większa struktura może oznaczać mniejszą lokalną kontrolę. Mniej konkurencji. Więcej centralizacji. Większy dystans między pacjentem a decydentem. Dla mieszkańca Tomaszowa, Rokicin czy Inowłodza nie ma znaczenia, jak elegancko nazwie się nowy model zarządzania, jeśli nadal nie będzie mógł wykonać badania wtedy, kiedy trzeba.</p><p style="text-align:justify;">Pacjent nie leczy się w strukturze właścicielskiej. Pacjent leczy się w konkretnym miejscu, u konkretnego lekarza, w konkretnym terminie. Albo się nie leczy.</p><h2><strong>Art. 68 Konstytucji kontra praktyka kolejkowa</strong></h2><p style="text-align:justify;">Art. 68 Konstytucji RP mówi jasno: każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a obywatelom władze publiczne mają zapewnić równy dostęp do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Ustawa o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych rozwija tę zasadę i określa warunki działania systemu.</p><p style="text-align:justify;">Tyle teoria.</p><p style="text-align:justify;">W praktyce równy dostęp coraz częściej oznacza równą bezradność. Każdy może zadzwonić. Każdy może usłyszeć, że nie ma terminu. Każdy może sprawdzić kolejkę. Każdy może czekać. Ale nie każdy może zapłacić prywatnie.</p><p style="text-align:justify;">I dlatego obecny system najbardziej uderza w biedniejszych, starszych, samotnych, mieszkańców mniejszych miejscowości, ludzi bez znajomości, bez pieniędzy i bez siły, by walczyć z biurokracją. To oni płacą najwyższą cenę za fikcję równości.</p><h2><strong>To nie jest kryzys. To jest model działania</strong></h2><p style="text-align:justify;">Największym kłamstwem debaty o ochronie zdrowia jest słowo „kryzys”. Kryzys sugeruje coś nagłego. Wypadek. Załamanie. Chwilowy stan nadzwyczajny.</p><p style="text-align:justify;">Tymczasem to, co widzimy, nie jest chwilowym kryzysem. To jest model działania.</p><p style="text-align:justify;">Model, w którym państwo obiecuje więcej, niż realnie finansuje. NFZ wycenia procedury tak, że jedne specjalizacje stają się złotym polem, a inne finansowym ciężarem. Szpitale walczą o lekarzy jak przedsiębiorstwa o rzadki surowiec. Kontrakty wymykają się społecznej kontroli. Diagnostyka jest ograniczana, bo budżet się nie spina. Pacjent czeka, a jeśli go stać — płaci prywatnie.</p><p style="text-align:justify;">W tym modelu każdy ma swoje usprawiedliwienie. Lekarz mówi, że korzysta z rynku. Dyrektor mówi, że musi utrzymać oddział. NFZ mówi, że pilnuje pieniędzy. Ministerstwo mówi, że reformuje. Samorząd mówi, że nie ma narzędzi. Tylko pacjent nie ma już czym się bronić.</p><h2><strong>Czas skończyć z udawaniem</strong></h2><p style="text-align:justify;">Trzeba wreszcie powiedzieć jasno: publiczna ochrona zdrowia nie może być systemem, w którym prywatny interes silniejszych uczestników rynku wygrywa z publicznym obowiązkiem wobec pacjenta.</p><p style="text-align:justify;">Nie może być tak, że szpital powiatowy wypłaca pojedynczym specjalistom kontrakty liczone w setkach tysięcy albo ponad milionie złotych rocznie, a jednocześnie pacjent ma problem z dostępem do diagnostyki i specjalisty. Nie może być tak, że państwo ogranicza finansowanie badań, a potem udaje, że dostępność się nie pogorszy. Nie może być tak, że prywatny gabinet staje się realną ścieżką dostępu do publicznego leczenia.</p><p style="text-align:justify;">To wymaga twardych decyzji: przejrzystości kontraktów, racjonalnych limitów, zmiany wycen NFZ, kontroli konfliktów interesów, odbudowy deficytowych specjalizacji, realnego planowania kadr i uczciwego finansowania badań diagnostycznych.</p><p style="text-align:justify;">Bez tego będziemy tylko przesuwać problem z roku na rok. Z budżetu na budżet. Z dyrektora na dyrektora. Z ministra na ministra. Z pacjenta na pacjenta.</p><p style="text-align:justify;">A potem znowu usłyszymy, że system wymaga reformy.</p><p style="text-align:justify;">Nie. System wymaga rozliczenia. Bo jeśli pacjent w publicznej ochronie zdrowia staje się petentem, a publiczny szpital zakładnikiem kontraktów, to nie mamy już tylko problemu organizacyjnego.</p><p style="text-align:justify;">Mamy państwo, które nie dowozi jednej ze swoich podstawowych obietnic.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Zdrowie nie lubi czekać. Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki otwiera drzwi dla mieszkańców]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55448,zdrowie-nie-lubi-czekac-affidea-nu-med-tomaszow-mazowiecki-otwiera-drzwi-dla-mieszkancow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55448,zdrowie-nie-lubi-czekac-affidea-nu-med-tomaszow-mazowiecki-otwiera-drzwi-dla-mieszkancow</guid>
            <pubDate>Tue, 09 Jun 2026 13:56:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-zdrowie-nie-lubi-czekac-affidea-nu-med-tomaszow-mazowiecki-otwiera-drzwi-dla-mieszkancow-1781006441.png</url>
                        <title>Zdrowie nie lubi czekać. Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki otwiera drzwi dla mieszkańców</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55448,zdrowie-nie-lubi-czekac-affidea-nu-med-tomaszow-mazowiecki-otwiera-drzwi-dla-mieszkancow</link>
                    </image><description>12 czerwca 2026 roku w godzinach 10:00–14:00 Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki zaprasza mieszkańców miasta i regionu na otwarte wydarzenie profilaktyczno-edukacyjne „KPO Inwestujemy w Twoje zdrowie”. Akcja odbędzie się w siedzibie Specjalistycznego Szpitala Onkologicznego NU-MED, z wjazdem od ul. Wandy Panfil. Udział jest bezpłatny.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są takie sprawy, których nie powinno się odkładać „na potem”. Zdrowie jest jedną z nich. Nie czeka cierpliwie w kolejce jak petent przed urzędem, nie daje gwarancji, że przypomni o sobie dopiero wtedy, gdy będziemy mieli więcej czasu. Dlatego każda okazja, by zatrzymać się choć na chwilę i sprawdzić podstawowe parametry organizmu, ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać.</p><p>Właśnie temu ma służyć akcja <strong>„KPO Inwestujemy w Twoje zdrowie”</strong>, organizowana w Tomaszowie Mazowieckim przez <strong>Affidea NU-MED</strong>. Jak informuje organizator ogólnopolskiej inicjatywy, jej celem jest promocja zdrowia, profilaktyki onkologicznej, edukacji zdrowotnej oraz pokazanie działań realizowanych dzięki wsparciu środków europejskich.</p><h2>Co przygotowano dla mieszkańców?</h2><p>W programie tomaszowskiego wydarzenia znalazły się bezpłatne aktywności adresowane do osób w różnym wieku. Uczestnicy będą mogli skorzystać m.in. z <strong>pomiaru ciśnienia tętniczego</strong>, <strong>pomiaru poziomu glukozy we krwi</strong>, <strong>analizy składu ciała</strong>, a także nauczyć się <strong>samobadania piersi i jąder</strong>.</p><p>To szczególnie ważne, bo w profilaktyce nowotworowej czas bywa najcenniejszą walutą. Wczesne wykrycie zmian daje większe możliwości leczenia, a podstawowa edukacja zdrowotna często zaczyna się nie w gabinecie lekarskim, lecz od prostego pytania: „czy wiem, na co powinienem zwrócić uwagę?”.</p><p>Na miejscu zaplanowano również <strong>wsparcie psychologiczne</strong>, warsztaty przygotowywania posiłków z nutridrinków, edukację dotyczącą profilaktyki oraz informacje o dostępnych programach <strong>Narodowego Funduszu Zdrowia</strong>. Sam szpital w Tomaszowie prowadzi kompleksową opiekę onkologiczną, diagnostykę nowotworów oraz konsultacje w poradni onkologicznej dostępne bez skierowania.</p><h2>Sanepid, opieka stomijna i Fundacja Affidea NU-MED</h2><p>Podczas wydarzenia uczestnicy będą mogli odwiedzić także stoisko <strong>Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej</strong>, skorzystać z porad dotyczących opieki stomijnej prowadzonych przez specjalistów firmy <strong>Sturomedica</strong>, a także poznać działalność <strong>Fundacji Affidea NU-MED</strong>.</p><p>To ważne, bo zdrowie publiczne nie kończy się na badaniu czy recepcie. Obejmuje również edukację, higienę życia, świadomość czynników ryzyka, wsparcie pacjentów i ich rodzin oraz wiedzę o tym, gdzie można szukać pomocy. W tym sensie takie wydarzenia są lokalnym odpowiednikiem dobrze działającej latarni morskiej — nie leczą same w sobie, ale pokazują kierunek, zanim ktoś znajdzie się na mieliźnie.</p><h2>„Troska o zdrowie może rozpocząć się od prostych działań”</h2><p>Organizatorzy podkreślają, że akcja ma charakter otwarty i jest okazją do rozmowy ze specjalistami oraz zdobycia praktycznej wiedzy o zdrowym stylu życia i profilaktyce nowotworowej.</p><blockquote><p>„Zdrowie to jeden z najcenniejszych zasobów, dlatego tak ważne jest budowanie świadomości i promowanie profilaktyki. Dzięki wydarzeniu »KPO Inwestujemy w Twoje zdrowie« chcemy pokazać mieszkańcom, że troska o zdrowie może rozpocząć się od prostych działań i regularnych badań. Serdecznie zapraszamy wszystkich do odwiedzenia naszej placówki, rozmowy ze specjalistami i skorzystania z przygotowanych bezpłatnie aktywności” – podkreśla <strong>Małgorzata Nurkowska, Dyrektor Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki</strong>.</p></blockquote><h2>KPO i zdrowie. Co oznacza to dla pacjentów?</h2><p>Wydarzenie odbywa się w szerszym kontekście inwestycji w ochronę zdrowia finansowanych z <strong>Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności</strong>. Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że realizacja KPO w sektorze zdrowia ma służyć poprawie efektywności systemu, dostępności oraz jakości świadczeń zdrowotnych.&nbsp;</p><p>W przypadku tomaszowskiego szpitala NU-MED informowano wcześniej o pozytywnej rekomendacji dla projektu dotyczącego <strong>przyspieszenia transformacji cyfrowej w Specjalistycznym Szpitalu Onkologicznym NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Wartość dofinansowania wskazana przez placówkę to <strong>6 251 114,56 zł</strong>.</p><p>To nie są abstrakcyjne liczby zapisane w urzędowych tabelach. Cyfryzacja placówek medycznych oznacza w praktyce sprawniejsze obiegi dokumentacji, lepszą organizację pracy, szybszy dostęp do danych i większą wygodę dla pacjentów. A w onkologii, gdzie liczy się każdy etap diagnostyki i leczenia, dobra organizacja systemu nie jest luksusem. Jest częścią bezpieczeństwa.</p><h2>Podstawa prawna i społeczny sens profilaktyki</h2><p>Profilaktyka zdrowotna jest jednym z elementów publicznego systemu ochrony zdrowia. Zgodnie z ustawą z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, do zadań systemu należy m.in. zapewnienie świadczeń służących zachowaniu zdrowia, zapobieganiu chorobom i ich wczesnemu wykrywaniu. W praktyce oznacza to, że edukacja, badania przesiewowe i programy profilaktyczne nie są dodatkiem do leczenia, lecz jego pierwszą linią obrony.</p><p>Narodowy Fundusz Zdrowia podkreśla przy programach profilaktycznych znaczenie kompleksowej oceny stanu zdrowia, wczesnego wykrywania chorób oraz indywidualnych zaleceń dotyczących stylu życia, badań i szczepień.</p><h2>Najważniejsze informacje</h2><p><strong>Kiedy:</strong> 12 czerwca 2026 r., godz. 10:00–14:00<br><strong>Gdzie:</strong> Affidea NU-MED Tomaszów Mazowiecki, Specjalistyczny Szpital Onkologiczny, wjazd od ul. Wandy Panfil<br><strong>Dla kogo:</strong> mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i regionu<br><strong>Udział:</strong> bezpłatny<br><strong>W programie:</strong> pomiary, edukacja zdrowotna, nauka samobadania, wsparcie psychologiczne, porady specjalistyczne, informacje o profilaktyce i programach NFZ</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Fibromialgia. Choroba, której „nie widać”, ale ból jest prawdziwy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55439,fibromialgia-choroba-ktorej-nie-widac-ale-bol-jest-prawdziwy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55439,fibromialgia-choroba-ktorej-nie-widac-ale-bol-jest-prawdziwy</guid>
            <pubDate>Tue, 09 Jun 2026 08:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-fibromialgia-choroba-ktorej-nie-widac-ale-bol-jest-prawdziwy-1780987822.png</url>
                        <title>Fibromialgia. Choroba, której „nie widać”, ale ból jest prawdziwy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55439,fibromialgia-choroba-ktorej-nie-widac-ale-bol-jest-prawdziwy</link>
                    </image><description>Nie zostawia śladu w morfologii, nie świeci jak złamanie na zdjęciu rentgenowskim, nie daje prostego wyniku: dodatni albo ujemny. A jednak potrafi odebrać człowiekowi sen, pracę, relacje i wiarę w samego siebie. Fibromialgia — choroba przewlekłego bólu — wciąż zbyt często bywa traktowana jak medyczny cień. Tymczasem, jak mówi reumatolog Tomasz Jasiński, „nie zdiagnozujemy jej z próbki krwi”, podobnie jak depresji. To jednak nie znaczy, że jej nie ma.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Fibromialgia należy do tych chorób, które wymykają się prostym opowieściom. Nie ma tu spektakularnego wyniku badania, jednego markera, który pozwala lekarzowi położyć kartkę na biurku i powiedzieć: „oto dowód”. Jest za to przewlekły ból, zmęczenie, zaburzenia snu, mgła mózgowa, problemy z koncentracją, migreny, dolegliwości jelitowe i pęcherzowe. Ciało zaczyna grać własną, bolesną partyturę — jakby ktoś podkręcił wzmacniacz do granic wytrzymałości.</p><p>W rozmowie z Polską Agencją Prasową lek. med. Tomasz Jasiński, internista, reumatolog i autor pierwszej polskiej monografii poświęconej fibromialgii, wyjaśnia, że u podstaw choroby leżą głębokie zaburzenia w funkcjonowaniu szlaków bólowych. To nie jest „zwykłe przemęczenie”, „histeria” ani „wymysł”. To sytuacja, w której układ nerwowy interpretuje nawet niewielkie bodźce jako silny ból.</p><h2>Gdy układ nerwowy przestaje wyciszać ból</h2><p>W zdrowym organizmie sygnał bólowy ma ostrzegać. Receptor w skórze reaguje na uraz lub dotyk, impuls biegnie przez rdzeń kręgowy do wzgórza, a następnie do kory mózgowej. Dopiero tam zaczynamy świadomie odczuwać ból. Równocześnie działają mechanizmy hamujące — tzw. drogi zstępujące — które pozwalają organizmowi wygaszać bodźce i wracać do równowagi.</p><p>Problem zaczyna się wtedy, gdy ta równowaga zostaje zaburzona.</p><p>— Problem pojawia się w momencie, gdy dochodzi do braku równowagi między drogami wstępującymi, przewodzącymi ból do mózgu, a drogami zstępującymi, hamującymi ból. Tego rodzaju dysfunkcja staje się bezpośrednią przyczyną przewlekłego bólu oraz wielu innych dolegliwości towarzyszących — tłumaczy Tomasz Jasiński.</p><p>To zjawisko określa się często jako centralną sensytyzację, czyli centralne uwrażliwienie układu nerwowego. Mówiąc prościej: mózg i rdzeń kręgowy zaczynają reagować zbyt mocno. Ból, który u zdrowej osoby byłby ledwie sygnałem, u chorego może stać się doświadczeniem obezwładniającym.</p><h2>Dwa miliony chorych w Polsce. Ilu nadal bez diagnozy?</h2><p>Szacuje się, że w Polsce z fibromialgią żyje około 2 milionów osób. Ta liczba i tak może być niedoszacowana, bo wielu pacjentów przez lata krąży między gabinetami, słysząc, że wyniki badań są dobre, więc „nic poważnego się nie dzieje”.</p><p>To zdanie — pozornie uspokajające — dla osób z fibromialgią bywa jak wyrok. Bo skoro wyniki są dobre, a człowiek cierpi, zaczyna się podejrzliwość. Pacjent słyszy, że może przesadza, może powinien odpocząć, może „to stres”. Tak zaczyna się druga choroba: choroba niewiary otoczenia.</p><p>Oprócz przewlekłego bólu pacjentom często towarzyszą: zaburzenia snu, zespół jelita drażliwego, migreny, problemy żołądkowe, bolesny pęcherz, zaburzenia koncentracji i tzw. mgła mózgowa. Sen, który powinien być nocnym warsztatem naprawczym organizmu, u wielu chorych zostaje rozbity na fragmenty.</p><p>— Wspólną cechą problemów ze snem u tych pacjentów jest brak fazy snu głębokiego. U osób chorych ten proces jest stale przerywany. Gdy pacjent zaczyna zapadać w głębszy sen, dochodzi do mikro-wybudzeń — wyjaśnia reumatolog.</p><p>Skutek jest dramatyczny: organizm nie regeneruje się, mózg nie porządkuje informacji, emocje nie zostają „odłożone na półkę”. Zmęczenie narasta, a ból staje się jeszcze silniejszy.</p><h2>„Chorzy cały czas muszą udowadniać, że czują ból”</h2><p>O życiu z fibromialgią opowiedziała PAP Elżbieta Żuraw, współzałożycielka Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Chorych na Fibromialgię FIBRO-MY. Jej historia brzmi jak zapis długiego marszu przez gabinety, zwątpienie i samotność.</p><p>— Ból towarzyszy mi od dzieciństwa. Zaczęło się od dolegliwości w dolnej części pleców, ale z czasem ból objął całe ciało. Choroba latami nie dawała żadnego odzwierciedlenia w wynikach badań, a ja nie miałam siły wstać z łóżka. Od tego czasu jestem stale w leczeniu, jednak jego skuteczność jest ograniczona, ponieważ opóźniona diagnoza spowodowała, że choroba zdążyła się już mocno utrwalić. Chorzy na fibromialgię cały czas muszą udowadniać, że czują ból — powiedziała.</p><p>To zdanie powinno wybrzmieć mocno. W świecie, który lubi dowody, pieczątki, skany i tabelki, choroba „niewidzialna” jest szczególnie okrutna. Człowiek cierpi, ale cierpienie nie mieści się w prostym formularzu.</p><p>— Mam 55 lat, a czuję się, jakbym miała 100. Od wielu lat nie mam siły pracować zawodowo. Próbowałam na początku wiele razy, ale zaraz objawy bardzo się zaostrzały i musiałam rezygnować. Doświadczyłam wielu upokarzających sytuacji również u lekarzy. Były chwile, gdy już myślałam, że więcej nie zniosę. Choroba zabrała mi młodość. Przez nią nie założyłam rodziny, nie poszłam na studia — podkreśliła Elżbieta Żuraw.</p><h2>Fibromialgia to nie depresja, choć często z nią współistnieje</h2><p>Fibromialgia bywa mylona z bólem psychogennym albo sprowadzana do depresji. To uproszczenie, które — jak podkreślają specjaliści — nie oddaje mechanizmu choroby. U niemal połowy pacjentów z fibromialgią diagnozuje się także depresję, a w leczeniu obu schorzeń wykorzystuje się część leków przeciwdepresyjnych. Nie oznacza to jednak, że są to te same choroby.</p><p>W 2002 roku dr Richard H. Gracely z National Institute of Dental and Craniofacial Research przeprowadził badanie z użyciem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Porównano w nim osoby z depresją i osoby z fibromialgią. U pacjentów z fibromialgią zaobserwowano wzmożoną aktywność kory somatosensorycznej — obszaru mózgu odpowiedzialnego za fizyczne przetwarzanie bodźców bólowych. Takiej aktywności nie stwierdzono u osób z depresją.</p><p>To ważna różnica. Pokazuje, że w fibromialgii ból nie jest metaforą. Nie jest „wymyślony”. Jest realnym doświadczeniem neurologicznym.</p><h2>Leczenie: nie jedna tabletka, ale cała strategia</h2><p>W Stanach Zjednoczonych pierwsze leki zarejestrowane do leczenia fibromialgii pojawiły się w 2007 roku. Jednym z nich była pregabalina, później także m.in. duloksetyna i milnacipran. Od tego czasu podejście do terapii stale się zmienia.</p><p>Tomasz Jasiński zwraca uwagę, że popularne leki przeciwdepresyjne z grupy SSRI, takie jak fluoksetyna, sertralina czy citalopram, u pacjentów z fibromialgią zwykle nie dają oczekiwanej poprawy, a u części osób mogą nawet nasilać dolegliwości bólowe. Skuteczniejsze okazują się leki z grupy SNRI, wpływające zarówno na serotoninę, jak i noradrenalinę.</p><p>Leczenie fibromialgii nie sprowadza się jednak do farmakologii. To raczej układanie życia od nowa: sen, aktywność fizyczna dostosowana do możliwości, rehabilitacja, edukacja pacjenta, wsparcie psychologiczne, leczenie bólu i chorób współistniejących. Nie jest to droga filmowego triumfu w trzy akty, po którym bohater wstaje i biegnie maraton. Częściej przypomina mozolne odzyskiwanie kolejnych metrów własnego życia.</p><h2>Problem orzeczeń. Gdy cierpienie nie pasuje do rubryki</h2><p>Jednym z najtrudniejszych problemów pacjentów jest uzyskanie orzeczenia o niepełnosprawności. Elżbieta Żuraw stara się o nie od 16 lat — bez skutku.</p><p>W polskim systemie orzecznictwa kluczowe znaczenie ma nie sama nazwa choroby, lecz stopień naruszenia sprawności organizmu, ograniczenia w funkcjonowaniu i dokumentacja medyczna. W praktyce osoby z chorobami „niewidzialnymi” często zderzają się jednak z barierą dowodową. Ich ból nie zawsze daje się łatwo wpisać w administracyjny język formularzy.</p><p>To ważny temat także lokalnie. W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim, podobnie jak w całej Polsce, chorzy przewlekle korzystają z poradni specjalistycznych, podstawowej opieki zdrowotnej, rehabilitacji, pomocy społecznej i systemu orzeczniczego. Fibromialgia pokazuje, jak bardzo potrzebna jest współpraca między lekarzem rodzinnym, reumatologiem, neurologiem, psychiatrą, psychologiem, fizjoterapeutą i instytucjami wsparcia. Pacjent nie powinien być kurierem przenoszącym swoją historię od drzwi do drzwi.</p><h2>Nadzieja na diagnostyczny przełom</h2><p>W dniach 9–10 marca 2026 roku w Krakowie odbył się międzynarodowy kongres poświęcony fibromialgii i przewlekłemu bólowi. Uczestniczyli w nim lekarze, naukowcy i przedstawiciele pacjentów z wielu krajów. Polskie Stowarzyszenie FIBRO-MY reprezentowała Elżbieta Żuraw, zwracając uwagę na bariery systemowe i orzecznicze, z którymi mierzą się chorzy w Polsce.</p><p>Jednym z najciekawszych punktów wydarzenia była prezentacja badań naukowców z Wrocławia nad wykorzystaniem uczenia maszynowego do oceny obrazów ultrasonograficznych u osób z fibromialgią. Jeśli projekt przejdzie kolejne etapy badań i walidacji, w przyszłości może stać się narzędziem, które pozwoli lekarzom „zobaczyć” chorobę, dotąd wymykającą się klasycznym badaniom.</p><p>To byłby przełom nie tylko medyczny, ale również społeczny. Bo w przypadku fibromialgii diagnoza oznacza coś więcej niż nazwę choroby. Oznacza koniec podejrzeń, że pacjent przesadza. Oznacza początek leczenia. I często pierwszy moment, w którym ktoś mówi: wierzę, że cię boli.</p><p>— Warto pamiętać, że w medycynie brak dowodu w badaniu krwi nie wyklucza choroby. W przypadku fibromialgii jest jak z depresją – nie zdiagnozujemy jej z próbki krwi, a mimo to nikt nie podważa jej istnienia. Kluczem jest po prostu prawidłowo zebrany wywiad lekarski — podkreśla Tomasz Jasiński.</p><p>Fibromialgia nie jest chorobą z pierwszych stron gazet. Nie ma dramatycznego obrazu z sali operacyjnej, nie ma jednego zdjęcia, które wszystko tłumaczy. Jest raczej jak cichy, uporczywy dźwięk w tle — ten, którego zdrowi nie słyszą, a chorzy nie mogą wyłączyć. Dlatego właśnie trzeba o niej mówić. Nie po to, by budzić litość. Po to, by przywrócić chorym prawo do wiarygodności.</p><p><strong>Źródło główne: PAP. Opracowanie: NaszTomaszow.pl</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dlaczego wierzymy w spiski? Psycholog: ta podejrzliwość jest w nas od wieków]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55423,dlaczego-wierzymy-w-spiski-psycholog-ta-podejrzliwosc-jest-w-nas-od-wiekow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55423,dlaczego-wierzymy-w-spiski-psycholog-ta-podejrzliwosc-jest-w-nas-od-wiekow</guid>
            <pubDate>Sun, 07 Jun 2026 11:08:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dlaczego-wierzymy-w-spiski-psycholog-ta-podejrzliwosc-jest-w-nas-od-wiekow-1780823987.png</url>
                        <title>Dlaczego wierzymy w spiski? Psycholog: ta podejrzliwość jest w nas od wieków</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55423,dlaczego-wierzymy-w-spiski-psycholog-ta-podejrzliwosc-jest-w-nas-od-wiekow</link>
                    </image><description>Teorie spiskowe nie są wynalazkiem internetu, TikToka ani politycznych awantur ostatnich lat. Towarzyszą człowiekowi od wieków, bo wyrastają z bardzo ludzkiego odruchu: nie chcemy zostać oszukani. Problem zaczyna się wtedy, gdy ostrożność zamienia się w zamknięty system przekonań, odporny na fakty jak mur na głos rozsądku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Myślenie spiskowe szczególnie dobrze czuje się w czasach niepokoju. Gdy historia przyspiesza, gdy pojawia się wojna, pandemia, kryzys gospodarczy, napięcie polityczne albo lęk o przyszłość, <strong>wielu ludzi zaczyna szukać prostego wyjaśnienia</strong>. A teoria spiskowa daje właśnie to: pozorny porządek w chaosie. Wskazuje winnych, wyznacza ukryty plan, obiecuje dostęp do „prawdy”, której inni rzekomo nie widzą.</p><p style="text-align:justify;">Jak podkreśla w rozmowie z PAP psycholog <strong>dr Michał Kosakowski z Wydziału Psychologii i Kognitywistyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu</strong>, myślenie spiskowe towarzyszy człowiekowi od wieków, a w ostatnim stuleciu utrzymuje się na podobnym poziomie. Zawsze istnieje grupa osób, która podejrzliwie patrzy na rzeczywistość. Okresy historycznych zawirowań jedynie wzmacniają ten mechanizm.</p><h3><strong>Od zimnej wojny po pandemię. Strach lubi proste opowieści</strong></h3><p style="text-align:justify;">W XX wieku takim paliwem była zimna wojna, atomowy cień nad światem, rywalizacja mocarstw, tajne służby i propaganda. Później przyszły zamachy terrorystyczne, kryzysy finansowe, pandemia COVID-19, wojna informacyjna wokół Ukrainy, spory o szczepienia, klimat, migrację czy energetykę. Każda z tych spraw była i jest na tyle skomplikowana, że łatwo stała się <strong>sceną dla podejrzeń.</strong></p><p style="text-align:justify;">Teorie spiskowe działają trochę jak mroczna literatura sensacyjna. Mają bohaterów, ukrytych reżyserów wydarzeń, tajne dokumenty, zdradę i finał, w którym „wszystko się łączy”. Problem w tym, że życie społeczne rzadko przypomina powieść Dana Browna. Częściej jest <strong>chaotyczne, pełne błędów, interesów, przypadków, sprzecznych decyzji i zwykłej ludzkiej niekompetencji.</strong></p><p style="text-align:justify;">Dr Kosakowski zwraca uwagę, że sama podejrzliwość nie musi być czymś nienaturalnym. Jesteśmy gatunkiem społecznym, a więc musimy oceniać <strong>intencje innych ludzi.</strong> Chcemy wiedzieć, <strong>komu można ufać</strong>, kto może nas oszukać, kto gra uczciwie, a kto prowadzi własną grę. Dlatego okazjonalne myślenie spiskowe jest powszechne. Granica przebiega tam, gdzie przezorność ustępuje miejsca przekonaniu, że za niemal każdym wydarzeniem stoi ukryta, złowroga siła.</p><h3><strong>Media społecznościowe nie wymyśliły spisków, ale dały im megafon</strong></h3><p style="text-align:justify;">Internet nie stworzył teorii spiskowych. One były wcześniej: przy kuchennych stołach, w plotkach, ulotkach, gazetach, audycjach radiowych, klubach politycznych i na marginesach życia publicznego. Media społecznościowe zrobiły jednak coś innego: przyspieszyły obieg podejrzeń i dały im skalę, o jakiej dawniej trudno było marzyć.</p><p style="text-align:justify;">Psycholog zaznacza, że badacze różnią się w ocenie, jak wielką rolę odgrywają dziś <strong>media społecznościowe</strong>. Jedni uważają, że są kluczowe w rozprzestrzenianiu misinformacji, czyli informacji nieprawdziwych lub niezweryfikowanych, które nie muszą być rozpowszechniane z intencją wyrządzenia szkody. Inni wskazują raczej na efekt skali: dawniej podobne treści krążyły wolniej, dziś potrafią w kilka godzin dotrzeć do tysięcy albo milionów osób.\</p><p style="text-align:justify;">Nie ma jednak większych wątpliwości, że <strong>algorytmy i bańki informacyjne</strong> mogą wzmacniać istniejące skłonności. Jeśli ktoś interesuje się treściami spiskowymi, platforma często podsuwa mu kolejne materiały z tego samego świata. Po kilku dniach użytkownik może mieć wrażenie, że „wszyscy o tym mówią”, choć w rzeczywistości mówi o tym głównie jego cyfrowa bańka.</p><p style="text-align:justify;">To mechanizm szczególnie ważny także lokalnie. <strong>W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim, jak w każdym mieście, informacja coraz częściej żyje najpierw w mediach społecznościowych</strong>: na grupach sąsiedzkich, profilach instytucji, w komentarzach, udostępnieniach i prywatnych wiadomościach. Plotka o zagrożeniu, rzekomej decyzji urzędu, sytuacji w szkole, przychodni, zakładzie pracy czy na drodze potrafi roznieść się szybciej niż oficjalny komunikat. Dlatego lokalne zaufanie do sprawdzonych źródeł nie jest luksusem. Jest częścią bezpieczeństwa społecznego.</p><h3><strong>Nie ma „genu spisku”. Jest splot cech, emocji i sytuacji</strong></h3><p style="text-align:justify;">Dr Kosakowski podkreśla, że nie istnieje jeden „gen” myślenia spiskowego. Nie można powiedzieć, że ktoś rodzi się jako zwolennik teorii spiskowych i nie ma od tego ucieczki. Wiara w takie narracje częściej wynika ze splotu różnych czynników: sposobu myślenia, emocji, doświadczeń, poziomu zaufania społecznego, sytuacji politycznej i osobistej potrzeby kontroli.</p><p style="text-align:justify;">Znaczenie ma m.in. <strong>myślenie intuicyjne</strong>, czyli szybkie ocenianie rzeczywistości przez proste analogie, skojarzenia i przeczucia, zamiast przez analizę faktów. Badania, na które powołuje się psycholog, pokazują, że <strong>osoby nadmiernie polegające na intuicji częściej wierzą nie tylko w teorie spiskowe, ale także w zjawiska paranormalne czy niesprawdzone metody leczenia.</strong></p><p style="text-align:justify;">Ważnym tropem są również <strong>tendencje narcystyczne</strong>. Nie chodzi tu o potoczne wyzwisko, ale o pewien rys psychologiczny: potrzebę wyjątkowości, kontroli, poczucie, że posiada się wiedzę niedostępną innym. Teoria spiskowa może być dla takiej osoby kusząca, bo daje emocjonalną premię: „ja wiem więcej”, „inni śpią”, „ja przejrzałem plan”.</p><p style="text-align:justify;">To działa jak wejście za kulisy spektaklu. Tyle że czasem za kurtyną nie ma żadnego tajnego reżysera. Jest tylko<i> hałas, bałagan, interesy, przypadek i ludzka skłonność do dopowiadania sensu tam, gdzie go brakuje.</i></p><h3><strong>Wykształcenie pomaga, ale nie daje immunitetu</strong></h3><p style="text-align:justify;">Często zakładamy, że w teorie spiskowe wierzą wyłącznie osoby słabo wykształcone. To wygodne, ale zbyt proste. Dr Kosakowski zaznacza, że osoby lepiej wykształcone zwykle wierzą w teorie spiskowe nieco rzadziej, ale sama liczba dyplomów nie jest najważniejsza. Kluczowe są <strong>umiejętność krytycznego myślenia</strong>, gotowość do weryfikowania informacji i odporność na manipulację emocjami.</p><p style="text-align:justify;">Co więcej, gdy teoria spiskowa wiąże się z silną tożsamością polityczną lub światopoglądową, osoby lepiej wykształcone mogą czasem bronić jej nawet skuteczniej. Nie dlatego, że brakuje im inteligencji, ale dlatego, że potrafią sprawniej dobierać argumenty pod z góry przyjęte przekonanie. Rozum staje się wtedy nie latarnią, lecz adwokatem własnego obozu.</p><p style="text-align:justify;">To zjawisko dobrze widać w debatach publicznych. Kiedy temat dotyczy zdrowia, szczepień, wojny, Unii Europejskiej, klimatu, edukacji czy migracji, fakty bywają oceniane nie według wiarygodności, lecz według tego, czy pasują do „naszych” albo „ich”. A wtedy rozmowa społeczna zamienia się w stadionowy doping.</p><h3><strong>Skrajności polityczne i potrzeba wroga</strong></h3><p style="text-align:justify;">Psychologowie myślenia spiskowego łączą podatność na takie narracje także z pewnymi tendencjami politycznymi. Dr Kosakowski wskazuje m.in. na <strong>prawicowy autorytaryzm, czyli przekonanie, że odpowiedzią na problemy społeczne są silne rządy, silne hierarchie i twarde wskazanie przeciwnika</strong>. W takim układzie teoria spiskowa często opowiada o wrogu zewnętrznym albo wewnętrznym: kimś, kto rzekomo zagraża wspólnocie, tradycji, narodowi, rodzinie lub stylowi życia</p><p style="text-align:justify;">Nie oznacza to jednak, że myślenie spiskowe jest wyłącznie domeną jednej strony sceny politycznej. Dr Kosakowski zauważa, że skłonność do niego pojawia się również przy skrajnie lewicowych poglądach. <strong>Skrajności, choć różnią się hasłami, często karmią się podobnym mechanizmem</strong>: przekonaniem, że świat jest prosty, winni są znani, a kto pyta o dowody, ten zapewne należy do obozu przeciwnika.</p><h3><strong>Mentalność spiskowa, czyli gdy każda historia potwierdza następną</strong></h3><p style="text-align:justify;">Badacz mówi też o pojęciu <strong>mentalności spiskowej</strong>. To zbiór cech i przekonań, które sprawiają, że człowiek łatwiej przyjmuje wiele teorii spiskowych naraz. W psychologii funkcjonuje również określenie <strong>monologicznego systemu przekonań</strong>. Chodzi o sytuację, w której jedna teoria spiskowa zaczyna wzmacniać kolejną. Skoro „oni” ukrywają prawdę o jednej sprawie, to zapewne ukrywają też prawdę o następnej.</p><p style="text-align:justify;">W takim systemie fakty przestają pełnić rolę hamulca. <strong>Brak dowodów staje się „dowodem”,</strong> że spisek jest skutecznie ukrywany. Sprostowanie staje się „elementem operacji”. Ekspert staje się „częścią układu”. Dziennikarz staje się „narzędziem propagandy”. To zamknięta pętla, z której trudno wyjść, bo każdy argument z zewnątrz zostaje przetworzony na potwierdzenie podejrzeń.</p><p style="text-align:justify;">Warto jednak podkreślić: osoby wierzące w bardzo wiele teorii spiskowych jednocześnie stanowią mniejszość. Większość ludzi może czasem ulec podejrzliwości, udostępnić niepewną informację, przestraszyć się sensacyjnego nagłówka albo uwierzyć w pojedynczą nieprawdę. To nie czyni z nich „spiskowców”. Czyni z nich ludzi podatnych na emocje, jak każdy z nas.</p><h3><strong>Zaufanie do instytucji ma znaczenie</strong></h3><p style="text-align:justify;">Z badań przywoływanych przez dr. Kosakowskiego wynika, że <strong>myślenie spiskowe koreluje z postrzeganym poziomem korupcji w kraju</strong>. Tam, gdzie ludzie mają poczucie, że instytucje są niewiarygodne, nieprzejrzyste albo działają dla wybranych, łatwiej przyjmują narracje o układach i tajnych planach.</p><p style="text-align:justify;">W Polsce ma to szczególne znaczenie. Dziedzictwo PRL, doświadczenie transformacji, liczne afery, brutalny język polityki i chroniczna nieufność wobec „władzy” sprawiają, że grunt pod podejrzliwość bywa żyzny. Jeśli obywatel nie ufa instytucjom publicznym, łatwiej uwierzy komuś, kto powie: „oni wszyscy kłamią, ja pokażę ci prawdę”.</p><p style="text-align:justify;">Dlatego <strong>walka z teoriami spiskowymi </strong>nie polega wyłącznie na poprawianiu błędnych informacji. Potrzebne są też uczciwe instytucje, przejrzyste procedury, szybka komunikacja kryzysowa i język, który nie traktuje obywatela jak petenta stojącego pod zamkniętymi drzwiami.</p><h3><strong>Prawo próbuje dogonić internet</strong></h3><p style="text-align:justify;">Problem dezinformacji i szkodliwych treści w sieci coraz częściej trafia także na poziom regulacji prawnych. W Unii Europejskiej ważnym aktem jest <strong>Digital Services Act</strong>, czyli <strong>Akt o usługach cyfrowych</strong>. Jego celem jest m.in. zwiększenie odpowiedzialności platform internetowych, przejrzystości moderacji treści i ochrony użytkowników przed nielegalnymi materiałami.</p><p style="text-align:justify;">Nie oznacza to, że państwo może albo powinno rozstrzygać każdą dyskusję w internecie. Granica między ochroną przed szkodliwą manipulacją a wolnością słowa wymaga szczególnej ostrożności. Ale jedno jest jasne: w świecie, w którym algorytm potrafi szybciej niż redakcja, szkoła czy urząd rozprowadzić fałszywą informację, <strong>odpowiedzialność platform nie może być fikcją.</strong></p><p style="text-align:justify;">Dla mieszkańców lokalnych wspólnot ma to bardzo praktyczne znaczenie. Fałszywy komunikat o zagrożeniu, zdrowiu, bezpieczeństwie dzieci, działaniach służb czy decyzjach samorządu może wywołać realną panikę. To nie jest abstrakcyjna debata profesorów i urzędników z Brukseli. To codzienność, która może dotknąć szkoły, osiedla, przedsiębiorców, seniorów i rodziców.</p><h3><strong>Jak nie dać się wciągnąć w spiralę podejrzeń?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Nie każda nieoficjalna informacja jest fałszywa. Nie każda krytyka władzy jest teorią spiskową. Nie każda pomyłka instytucji oznacza układ. Zdrowy sceptycyzm jest potrzebny demokracji tak samo jak wolne media i obywatelska kontrola. Różnica polega na tym, że sceptyk pyta o dowody, a wyznawca spisku odrzuca dowody, jeśli nie pasują do tezy.</p><p style="text-align:justify;">Warto więc przed udostępnieniem sensacyjnej informacji zadać sobie kilka prostych pytań: kto to opublikował, czy podaje źródło, czy inne wiarygodne media to potwierdzają, <strong>czy tekst bardziej informuje, czy przede wszystkim wzbudza strach i gniew</strong>. Jeśli nagłówek brzmi jak alarm przeciwlotniczy, a treść opiera się na „znajomy znajomego powiedział”, lepiej zatrzymać palec nad przyciskiem „udostępnij”.</p><p style="text-align:justify;">Bo w epoce mediów społecznościowych każdy z nas jest małą redakcją. Każde kliknięcie może być cegłą w murze wiedzy albo kamieniem dorzuconym do chaosu.</p><h3><strong>Teorie spiskowe weszły do mainstreamu</strong></h3><p style="text-align:justify;">Dr Kosakowski podsumowuje, że <strong>psychologia myślenia spiskowego</strong> rozwija się dziś bardzo dynamicznie, bo teorie spiskowe weszły do głównego nurtu. Nie są już wyłącznie marginesem. Wpływają na zdrowie publiczne, politykę, wybory, stosunek do nauki, zaufanie do instytucji i relacje między ludźmi.</p><p style="text-align:justify;">Można powiedzieć, że współczesność przypomina trochę film, w którym każdy dostał do ręki kamerę, megafon i montażownię. Jedni dokumentują rzeczywistość, inni ją zniekształcają, jeszcze inni naprawdę wierzą, że pokazują ukrytą prawdę. Dlatego najważniejsza pozostaje nie pogarda wobec tych, którzy dali się nabrać, lecz cierpliwa edukacja, sprawdzanie faktów i odbudowywanie zaufania.</p><p style="text-align:justify;">Bo człowiek od wieków szuka sensu. Pytanie tylko, czy znajdzie go w faktach, czy w cieniu, który sam uznał za dowód.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czujesz się starzej, niż masz w dowodzie? Sen może być pierwszym sygnałem, że organizm prosi o uwagę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55420,czujesz-sie-starzej-niz-masz-w-dowodzie-sen-moze-byc-pierwszym-sygnalem-ze-organizm-prosi-o-uwage</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55420,czujesz-sie-starzej-niz-masz-w-dowodzie-sen-moze-byc-pierwszym-sygnalem-ze-organizm-prosi-o-uwage</guid>
            <pubDate>Sat, 06 Jun 2026 12:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czujesz-sie-starzej-niz-masz-w-dowodzie-sen-moze-byc-pierwszym-sygnalem-ze-organizm-prosi-o-uwage-1780740147.png</url>
                        <title>Czujesz się starzej, niż masz w dowodzie? Sen może być pierwszym sygnałem, że organizm prosi o uwagę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55420,czujesz-sie-starzej-niz-masz-w-dowodzie-sen-moze-byc-pierwszym-sygnalem-ze-organizm-prosi-o-uwage</link>
                    </image><description>Czasem starość nie przychodzi metryką. Nie zaczyna się od daty urodzenia, PESEL-u ani kolejnych świeczek na torcie. Przychodzi cicho: w bezsennej nocy, w poranku bez energii, w uczuciu, że dzień dopiero się zaczął, a człowiek już jest zmęczony jak po długiej podróży. Nowe badania pokazują, że subiektywne odczucie starszego wieku może iść w parze z gorszym snem, słabszą kondycją w ciągu dnia i niższą samooceną zdrowia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nie chodzi o modną psychologię spod znaku „myśl młodo, będziesz młody”. Sprawa jest poważniejsza. Naukowcy zwracają uwagę, że sposób, w jaki człowiek odczuwa własne starzenie się, może być ważnym sygnałem dla lekarzy, psychologów i specjalistów zdrowia publicznego.</p><h2>Kiedy organizm mówi: „czuję się starszy”</h2><p>Badanie, o którym informuje PAP, zostało przedstawione w kontekście publikacji i doniesień związanych z czasopismem „Sleep” oraz konferencją SLEEP 2026. Kierował nim <strong>dr Joseph M. Dzierzewski</strong> z National Sleep Foundation, psycholog kliniczny specjalizujący się w medycynie snu. Według dostępnych omówień badania uczestniczyło w nim <strong>3177 dorosłych</strong>, średnio w wieku około 43 lat; kobiety stanowiły około 49 proc. badanej grupy.</p><p>Uczestników pytano m.in. o to, na ile lat się czują, ile mają lat naprawdę, jak śpią, czy mają objawy bezsenności, jak funkcjonują w dzień, a także jak oceniają swoje zdrowie fizyczne. Badacze uwzględnili również czynniki psychiczne, takie jak depresja i lęk. To ważne, bo bez tego łatwo byłoby powiedzieć: „kto ma gorszy nastrój, ten gorzej śpi i czuje się starzej”. Wyniki sugerują jednak, że związek między <strong>poczuciem starszego wieku a jakością snu</strong> utrzymywał się także po uwzględnieniu wieku chronologicznego, depresji i lęku.</p><h2>Bezsenność nie jest drobiazgiem</h2><p>Dr Dzierzewski podkreślił, że osoby czujące się starsze niż wskazuje ich realny wiek częściej zgłaszały <strong>objawy bezsenności</strong>, mniej regularny sen oraz większe ograniczenia w funkcjonowaniu w ciągu dnia. Mówiąc prościej: nie tylko gorzej spały, ale też gorzej niosły przez dzień skutki tej nocy.</p><p>A sen to nie luksus ani fanaberia. American Academy of Sleep Medicine przypomina, że zdrowy sen wymaga nie tylko odpowiedniej długości, ale też jakości, regularności, właściwej pory i braku zaburzeń. Bezsenność oznacza trudności z zasypianiem albo utrzymaniem snu i wiąże się z pogorszeniem dziennego funkcjonowania oraz ogólnego stanu zdrowia.</p><p>To szczególnie istotne w świecie, który z bezsenności zrobił niemal odznakę pracowitości. „Spałem cztery godziny” bywa wypowiadane tonem bohatera z filmu noir, który po całonocnym śledztwie wciąż trzyma się na nogach. Tyle że organizm nie jest Humphreyem Bogartem. Prędzej czy później wystawia rachunek.</p><h2>Wiek subiektywny jako sygnał ostrzegawczy</h2><p>Autorzy badania nie twierdzą, że samo poczucie starszego wieku „powoduje” bezsenność. To byłoby zbyt proste. Wskazują raczej na związek, który może pomóc lepiej rozumieć zdrowie człowieka. Jeżeli ktoś w wieku 40, 50 czy 60 lat mówi: „czuję się dużo starzej”, warto zapytać nie tylko o wyniki badań krwi, ciśnienie czy aktywność fizyczną, ale także o sen.</p><p>Bo być może w tej krótkiej frazie kryje się coś więcej niż narzekanie. Może to być opowieść o przewlekłym napięciu, przeciążeniu obowiązkami, nieregularnym rytmie dnia, samotności, pracy zmianowej albo problemach zdrowotnych, które jeszcze nie doczekały się diagnozy.</p><p>W lokalnej perspektywie ma to bardzo praktyczny wymiar. W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim, jak wszędzie, starzeje się nie tylko społeczeństwo, ale też codzienność: więcej osób opiekuje się rodzicami, dziadkami, chorymi bliskimi; wiele osób pracuje w systemach zmianowych; część mieszkańców dojeżdża do pracy poza miasto. To wszystko potrafi rozregulować sen skuteczniej niż najgłośniejszy budzik.</p><h2>Nie tylko seniorzy</h2><p>Wyniki badania są ciekawe także dlatego, że średni wiek uczestników wynosił około 43 lat. To nie jest grupa, którą zwykle stereotypowo kojarzymy ze starością. To raczej czas życiowego środka: praca, kredyty, dzieci, rodzice wymagający wsparcia, presja zdrowia, które już nie zawsze działa „samo z siebie”.</p><p>Dlatego <strong>poczucie starzenia się</strong> nie powinno być odkładane na półkę z napisem „problem emerytów”. Może dotyczyć ludzi w pełni aktywnych zawodowo i społecznie. Tych, którzy rano prowadzą dzieci do szkoły, po południu siedzą w pracy, wieczorem odpowiadają na wiadomości, a nocą przewracają się z boku na bok, jakby własne łóżko stało się przesłuchaniem.</p><h2>Co można zrobić?</h2><p>Najważniejsze: nie lekceważyć sygnałów. Jeśli przez dłuższy czas pojawiają się problemy z zasypianiem, częste wybudzenia, bardzo wczesne budzenie się, uczucie niewyspania albo senność w ciągu dnia, warto porozmawiać z lekarzem rodzinnym. Szczególnie wtedy, gdy dochodzą do tego spadek nastroju, lęk, kołatania serca, przewlekłe zmęczenie czy pogorszenie koncentracji.</p><p>Pomocne mogą być proste, choć nie zawsze łatwe zasady: stałe pory snu, ograniczenie ekranów przed snem, mniej kofeiny wieczorem, spokojniejsza rutyna przed położeniem się do łóżka, regularny ruch i światło dzienne rano. Ale gdy bezsenność trwa długo, sama „higiena snu” może nie wystarczyć. Wtedy potrzebna jest diagnostyka, a czasem terapia poznawczo-behawioralna bezsenności lub leczenie chorób, które sen zaburzają.</p><h2>Sen jako lustro codzienności</h2><p>W kulturze lubimy opowieści o wiecznej młodości. Od Doriana Graya po współczesne filtry w telefonach, człowiek próbuje oszukać czas. Tymczasem ciało bywa bardziej szczere niż lustro. I czasem mówi: nie jesteś stary, jesteś niewyspany; nie jesteś „zużyty”, tylko przeciążony; nie jesteś skazany na gorszą jakość życia, ale potrzebujesz potraktować sen jak część zdrowia, a nie przerwę między obowiązkami.</p><p>Nowe badanie nie daje prostych recept, ale podpowiada coś ważnego: <strong>to, jak się czujemy z własnym wiekiem, może być sygnałem zdrowotnym</strong>. A sen — ten nocny, cichy montażysta naszej kondycji — może pokazać więcej, niż chcielibyśmy przyznać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Psycholog: nagradzanie osiągnięć szkolnych nie jest czymś szkodliwym (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55412,psycholog-nagradzanie-osiagniec-szkolnych-nie-jest-czyms-szkodliwym-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55412,psycholog-nagradzanie-osiagniec-szkolnych-nie-jest-czyms-szkodliwym-wywiad</guid>
            <pubDate>Fri, 05 Jun 2026 13:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-psycholog-nagradzanie-osiagniec-szkolnych-nie-jest-czyms-szkodliwym-wywiad-1780658489.png</url>
                        <title>Psycholog: nagradzanie osiągnięć szkolnych nie jest czymś szkodliwym (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55412,psycholog-nagradzanie-osiagniec-szkolnych-nie-jest-czyms-szkodliwym-wywiad</link>
                    </image><description>Nie mamy podstaw, by twierdzić, że nagradzanie osiągnięć szkolnych samo w sobie jest czymś szkodliwym. Docenianie wysiłku, zaangażowania i sukcesów pozostaje jednym z ważnych elementów rozwoju młodego człowieka - powiedziała PAP psycholog dr Monika Boberska.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przez 25 lat uczniowie z czerwonym paskiem na świadectwie dostawali darmowe lody w jednej z najbardziej znanych lodziarni w Pszczynie. Po interwencji Rzecznika Praw Dziecka akcję zakończono. W piśmie do lodziarni RPD Monika Horna-Cieślak napisała m.in.: „Chcemy zwrócić uwagę na fakt, iż wiele czynników wpływa na wyniki w nauce w tym m.in. sytuacja rodzinna i finansowa, zdrowie psychiczne i fizyczne oraz dostęp do zasobów edukacyjnych, ale również różnorodna interpretacja zapisów szkolnych systemów oceniania w statutach szkół i placówek oświatowych, dlatego też koncentrowanie się na ocenach jako kryterium nagradzania może prowadzić do niepotrzebnej presji wśród osób uczniowskich, którzy z różnych przyczyn nie osiągają wysokich wyników w nauce".</p><p><strong>PAP: Interwencja Rzecznika Praw Dziecka doprowadziła do zakończenia akcji, w ramach której uczniowie z czerwonym paskiem na świadectwie szkolnym otrzymywali darmowe lody. Czy z psychologicznego punktu widzenia takie nagradzanie jest problemem?</strong></p><p><strong>Dr Monika Boberska, psycholog, adiunkt w Instytucie Psychologii Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu: </strong>Psychologia od dawna pokazuje, że rozsądnie stosowane nagrody wzmacnia poczucie sprawstwa, pomaga dostrzec związek między wysiłkiem a efektem i pokazuje, że zaangażowanie ma sens. Dziecko, które przez cały rok pracowało na dobre wyniki, otrzymuje sygnał, że jego wysiłek został zauważony i doceniony. Problemem nie jest nagradzanie osiągnięć, lecz sprowadzanie wartości dziecka wyłącznie do sukcesów i ocen, a to są dwie różne kwestie.</p><p>Warto też pamiętać, że sama idea wyróżniania uczniów mających świadectwa z czerwonym paskiem nie została wymyślona przez właścicieli lodziarni. Jest elementem funkcjonującego od lat systemu edukacji, który przewiduje nagrody, stypendia i wyróżnienia za ponadprzeciętne osiągnięcia. Jeśli uznamy, że samo wyróżnianie uczniów za wyniki jest niewłaściwe, to dyskusja powinna dotyczyć przede wszystkim zasad funkcjonowania systemu edukacji. Trudno oczekiwać, by prywatna lodziarnia korygowała rozwiązania przyjęte wcześniej przez państwo.</p><p><strong>PAP: Zwolennicy interwencji argumentują jednak, że nie wszystkie dzieci mają równe szanse na zdobycie czerwonego paska na świadectwie.</strong></p><p>M.B.: Rozumiem ten argument. Rzeczywiście są dzieci mierzące się z trudnościami zdrowotnymi, rozwojowymi, emocjonalnymi czy rodzinnymi. Zdarza się, że wkładają ogromny wysiłek w naukę, a mimo to nie osiągają wyników pozwalających na uzyskanie takiego wyróżnienia.</p><p>Współczesna psychologia coraz mocniej podkreśla, że sukces warto oceniać również przez pryzmat indywidualnych możliwości, punktu startu i postępów konkretnego dziecka. To jednak nie oznacza, że należy rezygnować z doceniania osiągnięć tych uczniów, którzy spełnili określone kryteria.</p><p><strong>PAP: Gdyby konsekwentnie przyjąć taką logikę, należałoby zlikwidować również stypendia, konkursy czy nagrody dla najlepszych uczniów.</strong></p><p>M.B.: Właśnie dlatego ta sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak czasem próbuje się ją przedstawiać. Nagradzanie i wyróżnianie osób osiągających ponadprzeciętne wyniki jest obecne praktycznie w każdej dziedzinie życia – od szkoły, przez sport, po naukę i pracę zawodową.</p><p>Nie widzę powodów, by odbierać nagrody tym, którzy na nie zapracowali. Bardziej sensowne wydaje mi się poszukiwanie dodatkowych sposobów doceniania innych form zaangażowania. Coraz więcej szkół wyróżnia uczniów za działalność społeczną, wolontariat, życzliwość czy budowanie dobrej atmosfery w klasie. Badania pokazują, że takie postawy również mają ogromne znaczenie dla funkcjonowania społeczności szkolnej.</p><p><strong>PAP: Czy akcja lodziarni mogła szkodzić dzieciom, które nie zdobyły czerwonego paska?</strong></p><p>M.B.: Nie widzę podstaw, by tak twierdzić. Sam fakt, że nie wszyscy otrzymują nagrodę, nie oznacza jeszcze, że nagroda staje się źródłem krzywdy. W życiu społecznym nieustannie spotykamy się z sytuacjami, w których wyróżnia się osoby osiągające określone rezultaty – i nie traktujemy tego automatycznie jako przejawu wykluczenia.</p><p>Nie oznacza to oczywiście, że każde dziecko ma identyczne możliwości, ale z faktu, że nie wszyscy otrzymują nagrodę, nie wynika automatycznie, że sama nagroda staje się krzywdząca.</p><p>Nie mamy psychologicznych podstaw, by uznać kilku gałek lodów za czynnik, który wyrządza dzieciom realną szkodę. To raczej symboliczny gest uznania dla szkolnego wysiłku.</p><p><strong>PAP: Zwolennicy interwencji mówią jednak, że dzieci powinny być chronione przed poczuciem porażki i wykluczenia.</strong></p><p>M.B.: Tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii. Wspieranie dzieci nie oznacza chronienia ich przed każdym trudnym doświadczeniem. Rolą dorosłych jest pomaganie młodym ludziom w radzeniu sobie z wyzwaniami, a nie eliminowanie wszystkich sytuacji, które mogą wywoływać dyskomfort.</p><p>Jednym z celów wychowania jest przygotowanie dzieci do życia, które nie zawsze jest sprawiedliwe i komfortowe. Muszą nauczyć się radzić sobie z porażkami, krytyką czy rywalizacją. Jednocześnie powinny otrzymywać wsparcie pozwalające im budować odporność psychiczną i poczucie własnej wartości niezależnie od ocen.</p><p><strong>PAP: Coraz częściej można usłyszeć opinię, że odchodzimy od wymagania i oceniania na rzecz nadmiernej ochrony dzieci. Od „zimnego chowu cieląt” do wychowywania „płatków śniegu”.</strong></p><p>M.B.: Myślę, że ten spór jest często przedstawiany fałszywie, jakby istniały tylko dwa rozwiązania: albo zostawiamy dziecko samo sobie, albo chronimy je przed każdym niepowodzeniem. Tymczasem psychologia nie postuluje świata bez wymagań czy konsekwencji.</p><p>To trochę tak, jak z nauką wiązania sznurówek. Nie możemy oczekiwać, że trzylatek od razu zrobi to sam, ale też nie możemy wiązać mu butów przez następne kilkanaście lat. Rolą dorosłego jest dać tyle wsparcia, ile jest potrzebne, by dziecko mogło stopniowo osiągać samodzielność. To samo dotyczy radzenia sobie z porażkami, ocenami czy rywalizacją. Nie chodzi o to, by eliminować wszystkie trudności. Chodzi o to, by dzieci uczyły się je pokonywać.</p><p><strong>PAP: Czy pani zdaniem Rzecznik Praw Dziecka słusznie interweniowała?</strong></p><p>M.B.: Rozumiem intencję stojącą za troską o dzieci, które z różnych powodów nie osiągają najwyższych wyników. Jednocześnie mam wrażenie, że w tej sprawie uwaga została skierowana na problem raczej symboliczny niż realny.</p><p>Kiedy myślę o wyzwaniach, z jakimi mierzą się dziś dzieci i młodzież, przychodzą mi do głowy znacznie poważniejsze kwestie: kryzysy psychiczne, przeciążenie stresem, przemoc rówieśnicza, samotność czy problemy związane z funkcjonowaniem szkoły. W mojej ocenie właśnie tam znajdują się obszary wymagające największej uwagi. Na tym tle interwencja dotycząca kilku gałek lodów wydaje się działaniem dotyczącym raczej peryferii problemu niż jego istoty.</p><p><strong>PAP: Czyli problem leży gdzie indziej?</strong></p><p>M.B.: Zdecydowanie tak. Dyskusja o darmowych lodach jest w gruncie rzeczy dyskusją o symbolu. Jeśli chcemy budować szkołę bardziej przyjazną i wspierającą dzieci, powinniśmy rozmawiać o tym, jak rozwijać różne talenty, jak uczyć radzenia sobie z porażką i jak wspierać dobrostan psychiczny uczniów.</p><p>Natomiast nie mamy podstaw, by twierdzić, że nagradzanie osiągnięć szkolnych samo w sobie jest czymś szkodliwym. Docenianie wysiłku, zaangażowania i sukcesów pozostaje jednym z ważnych elementów rozwoju młodego człowieka.</p><p>W przypadku pszczyńskiej lodziarni bardziej zastanawia mnie fakt, że przedmiotem ogólnopolskiej debaty stała się symboliczna nagroda za osiągnięcia, podczas gdy wiele problemów realnie wpływających na zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży wciąż pozostaje nierozwiązanych.</p><p>&nbsp;</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kleszcze nie biorą długiego weekendu. Spacerujmy, ale z głową]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55403,kleszcze-nie-biora-dlugiego-weekendu-spacerujmy-ale-z-glowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55403,kleszcze-nie-biora-dlugiego-weekendu-spacerujmy-ale-z-glowa</guid>
            <pubDate>Thu, 04 Jun 2026 12:26:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kleszcze-nie-biora-dlugiego-weekendu-spacerujmy-ale-z-glowa-1780569287.png</url>
                        <title>Kleszcze nie biorą długiego weekendu. Spacerujmy, ale z głową</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55403,kleszcze-nie-biora-dlugiego-weekendu-spacerujmy-ale-z-glowa</link>
                    </image><description>Długi weekend ma w sobie coś z małej ucieczki. Z miasta nad Pilicę, z bloków do lasu, z codzienności na ścieżki wokół Spały, Smardzewic, Niebieskich Źródeł czy tomaszowskich parków. To ten moment, kiedy człowiek chce zdjąć z siebie kurz tygodnia, wejść między drzewa i przez chwilę udawać, że świat znów ma właściwe proporcje. Warto jednak pamiętać, że przyroda — piękna, zielona i kojąca — nie jest sterylnym salonem. W trawie, ściółce, zaroślach i na obrzeżach leśnych ścieżek mogą czekać kleszcze.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Nie chodzi o to, by bać się każdego źdźbła trawy. Chodzi o rozsądek. O jasne ubranie, długie nogawki, repelent, dokładne obejrzenie ciała po powrocie i szybką reakcję, jeśli pasożyt zdążył się wkłuć.</p><h2>Lokalny sygnał z tomaszowskiego SANEPID-u</h2><p>Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Tomaszowie Mazowieckim w najnowszej ocenie stanu bezpieczeństwa sanitarnego powiatu wskazuje, że w 2024 roku w powiecie tomaszowskim odnotowano 45 przypadków boreliozy. Rok wcześniej było ich 43, w 2022 roku — 17. To nie jest liczba, która powinna wywoływać panikę, ale jest to liczba, której nie wolno zlekceważyć.</p><p>W tym samym raporcie SANEPID odnotował również 4 przypadki kleszczowego zapalenia mózgu. Tyle samo zarejestrowano w roku 2023. KZM występuje rzadziej niż borelioza, ale z medycznego punktu widzenia jest chorobą szczególnie groźną, bo w przeciwieństwie do boreliozy nie ma leczenia przyczynowego. Leczy się objawy, a najlepszą ochroną pozostaje szczepienie.</p><p>Te dane dobrze pokazują, że temat kleszczy nie jest medialnym straszakiem przywoływanym co roku razem z majówką i sezonem grillowym. To realny element zdrowia publicznego, którym zajmuje się również lokalny nadzór epidemiologiczny.</p><h2>Kleszcz nie spada z drzewa jak bohater taniego horroru</h2><p>Wokół kleszczy narosło wiele mitów. Najpopularniejszy mówi, że spadają z drzew. W rzeczywistości najczęściej czekają nisko — w trawach, zaroślach, na roślinności przy ścieżkach, tam, gdzie łatwo „złapać” przechodzącego człowieka lub zwierzę. Lubią miejsca wilgotne, ciepłe, zacienione: lasy, łąki, brzegi rzek, okolice zbiorników wodnych, ale także miejskie parki, ogródki działkowe i przydomowe trawniki.</p><p>W powiecie tomaszowskim takich przestrzeni nie brakuje. Pilica, lasy spalskie, okolice Zalewu Sulejowskiego, ścieżki spacerowe i rowerowe — to nasze lokalne bogactwo. Nie warto z niego rezygnować. Trzeba tylko pamiętać, że spacer po lesie wymaga innego przygotowania niż wyjście po bułki.</p><h2>Jak ubrać się na spacer?</h2><p>Najprostsza zasada brzmi: im mniej odsłoniętej skóry, tym lepiej. Na spacer do lasu, nad wodę czy na wysoką trawę warto założyć długie spodnie, bluzę lub koszulę z długim rękawem, kryte buty i skarpety. Jasne ubrania mają dodatkową zaletę — łatwiej zauważyć na nich wędrującego kleszcza, zanim znajdzie miejsce do wkłucia.</p><p>Repelent, czyli preparat odstraszający kleszcze, nie jest magiczną tarczą, ale jest rozsądnym elementem ochrony. Należy stosować go zgodnie z instrukcją producenta, szczególnie u dzieci. Po powrocie do domu warto wytrzepać ubrania, obejrzeć skórę i wziąć prysznic. Kleszcze lubią miejsca ciepłe i wilgotne: pachwiny, zgięcia kolan, okolice za uszami, skórę głowy, pachy, okolice pasa.</p><p>To trochę jak z pasami bezpieczeństwa w samochodzie. Sam fakt ich zapięcia nie oznacza, że wydarzy się wypadek. Oznacza tylko, że człowiek nie oddaje całej sprawy przypadkowi.</p><h2>Co zrobić, gdy kleszcz już się wkłuł?</h2><p>Najważniejsze: nie smarować go tłuszczem, masłem, alkoholem, sokiem z cebuli ani żadnym „domowym sposobem” z rodzinnych legend. Kleszcza trzeba usunąć szybko i mechanicznie. Najlepiej użyć pęsety, kleszczołapki, lassa albo innego prostego przyrządu dostępnego w aptekach.</p><p>Pasożyta należy chwycić jak najbliżej skóry i wyciągnąć zdecydowanym ruchem prostopadle do miejsca wkłucia. Nie należy go wykręcać ani ściskać odwłoka. Po usunięciu miejsce ukłucia trzeba odkazić i obserwować.</p><p>Nie każde ukłucie oznacza chorobę. Ale każda nietypowa reakcja powinna zapalić czerwoną lampkę. Szczególnie ważny jest rumień wędrujący — powiększające się zaczerwienienie, często z jaśniejszym środkiem. Nie wolno też lekceważyć objawów grypopodobnych, gorączki, bólu mięśni, stawów, osłabienia, bólów głowy czy zaburzeń neurologicznych. W takich sytuacjach trzeba skontaktować się z lekarzem.</p><h2>Borelioza i KZM — dwie różne historie</h2><p>Borelioza jest chorobą bakteryjną. Można ją skutecznie leczyć antybiotykami, zwłaszcza gdy zostanie wcześnie rozpoznana. Problem zaczyna się wtedy, gdy objawy są bagatelizowane albo pacjent przez długi czas nie łączy ich z ukłuciem kleszcza.</p><p>Kleszczowe zapalenie mózgu to choroba wirusowa. Występuje rzadziej, ale może prowadzić do poważnych powikłań neurologicznych. Tu antybiotyk nie pomoże, bo antybiotyki nie działają na wirusy. Dostępna jest natomiast szczepionka przeciw KZM, szczególnie warta rozważenia przez osoby często przebywające w lasach, pracujące w terenie, wędkarzy, grzybiarzy, działkowców, biegaczy terenowych i rodziny aktywnie spędzające czas na łonie natury.</p><h2>Nie bójmy się przyrody. Bójmy się lekkomyślności</h2><p>Botanik prof. Łukasz Łuczaj zwracał uwagę w rozmowie z PAP, że współczesny człowiek coraz częściej boi się przyrody: trawy, owadów, oczek wodnych, starych drzew. To celna obserwacja. Nie wolno zamienić lasu w wroga, a spaceru w wyprawę na Mordor. Przyroda nie jest problemem. Problemem jest brak wiedzy.</p><p>Kleszcze są częścią środowiska, w którym żyjemy. Nie znikną od tego, że będziemy o nich milczeć. Nie znikną też od internetowej histerii. Najlepszą odpowiedzią jest spokojna profilaktyka: odpowiedni ubiór, repelent, kontrola skóry po spacerze, szybkie usunięcie kleszcza i obserwacja organizmu.</p><p>Długi weekend ma być czasem odpoczynku, nie gabinetem strachu. Idźmy więc nad Pilicę, do lasu, na ścieżkę, do parku. Ale tak, jak bohater dobrej powieści przygodowej: z ciekawością świata i odrobiną rozsądku w kieszeni.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Papieros po diagnozie. Onkolog ostrzega: palenie może osłabiać leczenie i zwiększać ryzyko nawrotu raka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55395,papieros-po-diagnozie-onkolog-ostrzega-palenie-moze-oslabiac-leczenie-i-zwiekszac-ryzyko-nawrotu-raka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55395,papieros-po-diagnozie-onkolog-ostrzega-palenie-moze-oslabiac-leczenie-i-zwiekszac-ryzyko-nawrotu-raka</guid>
            <pubDate>Wed, 03 Jun 2026 21:59:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-papieros-po-diagnozie-onkolog-ostrzega-palenie-moze-oslabiac-leczenie-i-zwiekszac-ryzyko-nawrotu-r-1780517282.png</url>
                        <title>Papieros po diagnozie. Onkolog ostrzega: palenie może osłabiać leczenie i zwiększać ryzyko nawrotu raka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55395,papieros-po-diagnozie-onkolog-ostrzega-palenie-moze-oslabiac-leczenie-i-zwiekszac-ryzyko-nawrotu-raka</link>
                    </image><description>Są diagnozy, po których życie powinno przeciąć się jak filmowa taśma w najważniejszej scenie. Choroba nowotworowa jest właśnie takim momentem: nagłym zatrzymaniem, ciszą po werdykcie, światłem zapalonym na sali, gdy nikt nie ma jeszcze siły wstać. A jednak wielu pacjentów, także po rozpoznaniu raka, nadal sięga po papierosy. Nie z lekkomyślności, nie zawsze z buntu, często z bezradności wobec uzależnienia silniejszego niż racjonalne argumenty.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>O tym problemie mówi dr n. med. <strong>Marek Kowalczyk</strong>, kierujący Oddziałem Onkologii Klinicznej w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. św. Barbary w Sosnowcu. Jak podkreśla, <strong>palenie tytoniu jest jednym z najważniejszych czynników ryzyka zachorowania na nowotwory</strong>, a u osób już leczonych onkologicznie może pogarszać przebieg terapii.</p><h2>Palenie nie kończy się wraz z diagnozą</h2><p>Dr Kowalczyk przypomina, że dym tytoniowy ma silny związek przede wszystkim z <strong>rakiem płuca</strong>, ale nie tylko. Na liście chorób zależnych od palenia znajdują się również m.in. <strong>nowotwory układu moczowego</strong>, w tym rak pęcherza.</p><p>– Jest to bardzo istotny czynnik ryzyka zachorowania na dosyć dużą liczbę nowotworów złośliwych. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim nowotwory płuc, ale także nowotwory układu moczowego – wyjaśnił lekarz w rozmowie z PAP.</p><p>Według onkologa zdecydowana większość pacjentów z rakiem płuca to osoby, które paliły przez wiele lat. – Uważa się, że mniej więcej dziewięciu na dziesięciu chorych z rozpoznaniem raka płuca to wieloletni palacze – wskazał dr Kowalczyk.</p><p>To zdanie brzmi jak medyczna wersja „memento” z antycznej tragedii: konsekwencje nie zawsze przychodzą od razu, ale kiedy już wchodzą na scenę, robią to z pełną mocą.</p><h2>Nawroty, gorsza tolerancja leczenia i większe ryzyko powikłań</h2><p>Problem nie kończy się na samym zachorowaniu. Lekarz zwraca uwagę, że <strong>kontynuowanie palenia po diagnozie może prowadzić do nawrotów choroby</strong>. Dotyczy to m.in. pacjentów z nowotworami pęcherza moczowego, u których leczenie bywa miejscowe i endoskopowe, a rokowanie często jest stosunkowo dobre. Paradoksalnie właśnie wtedy część chorych mniej odczuwa presję, by zerwać z nałogiem.</p><p>– W momencie, kiedy taki nowotwór jest usuwany drugi, trzeci czy czwarty raz, pacjenci widzą już związek między dalszym paleniem a nawrotami choroby. Wtedy czasami decydują się na zerwanie z nałogiem – powiedział dr Kowalczyk.</p><p>Podobne wnioski pojawiają się w międzynarodowych opracowaniach medycznych. Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że używanie tytoniu przez pacjentów onkologicznych ma znaczenie dla wyników leczenia, a badania omawiane w literaturze medycznej pokazują, że dalsze palenie po diagnozie może pogarszać efekty terapii, zwiększać działania niepożądane, śmiertelność nowotworową i ogólną.</p><p>Amerykańskie CDC również podkreśla, że u pacjentów z chorobą nowotworową i ozdrowieńców palenie może zwiększać ryzyko zgonu, rozwoju drugiego nowotworu pierwotnego, nawrotu choroby, gorszej odpowiedzi na leczenie i większej toksyczności terapii.</p><h2>Radioterapia i dym. Podwójne uderzenie w organizm</h2><p>Szczególnie trudna sytuacja dotyczy pacjentów poddawanych radioterapii w obrębie klatki piersiowej. Dym tytoniowy drażni śluzówki, a leczenie onkologiczne samo w sobie jest obciążeniem dla organizmu. W efekcie działania niepożądane mogą się nakładać.</p><p>– Dym tytoniowy działa drażniąco na śluzówki. Jeżeli dołączymy do tego toksyczność radioterapii, działania niepożądane się kumulują, a pacjenci znacznie gorzej znoszą leczenie – podsumował dr Kowalczyk.</p><p>To nie jest więc wyłącznie kwestia „zdrowego stylu życia”, o którym łatwo mówi się z plakatów i kampanii społecznych. W przypadku pacjenta onkologicznego papieros staje się czymś znacznie bardziej konkretnym: czynnikiem, który może utrudniać leczenie tu i teraz.</p><h2>Uzależnienie trzeba leczyć, nie tylko potępiać</h2><p>Najważniejsze jest jednak to, by nie sprowadzać problemu do prostego osądu: „wystarczy chcieć”. Nikotyna uzależnia, a pacjent onkologiczny często mierzy się jednocześnie ze strachem, stresem, bólem, niepewnością finansową i rodzinną. Papieros, choć niszczący, bywa dla niego fałszywym kołem ratunkowym.</p><p>Dlatego dr Kowalczyk podkreśla, że osoby mające trudności z rzuceniem palenia powinny szukać pomocy specjalistycznej.</p><p>– Pacjent powinien szukać wszelkich możliwych form pomocy, aby odstawić wyroby zawierające nikotynę, także przy wsparciu psychologa czy psychiatry – zaznaczył.</p><p>W Polsce działa m.in. <strong>Telefoniczna Poradnia Pomocy Palącym</strong>, prowadzona przy Narodowym Instytucie Onkologii. Poradnia oferuje bezpłatne wsparcie osobom na różnych etapach rzucania palenia; można kontaktować się pod numerami <strong>801 108 108</strong> oraz <strong>22 211 80 15</strong>.</p><p>Dostępny jest także <strong>program profilaktyki chorób odtytoniowych</strong>, realizowany przez wybrane placówki podstawowej opieki zdrowotnej mające umowę z NFZ. Jak informuje serwis pacjent.gov.pl, do programu nie jest potrzebne skierowanie — wystarczy zgłosić się do placówki realizującej świadczenie.</p><h2>To może być najważniejsza decyzja po diagnozie</h2><p>W historii medycyny są momenty wielkich przełomów: nowe leki, precyzyjna diagnostyka, radioterapia, immunoterapia, operacje, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu wydawałyby się scenariuszem science fiction. Ale obok tych wielkich technologii pozostaje decyzja bardzo zwyczajna, intymna, codzienna: nie zapalić kolejnego papierosa.</p><p>Dla pacjenta onkologicznego to nie jest gest symboliczny. To realny element leczenia. Cichy, trudny, często okupiony nawrotami i walką z samym sobą, ale wart podjęcia. Bo w chorobie nowotworowej każdy sojusznik ma znaczenie, a papieros nigdy nim nie był.</p><p><strong>Źródło główne: PAP / wypowiedzi dr. n. med. Marka Kowalczyka.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kto decyduje o przyszłości TCZ? Polityczne show, ministerialne zakazy i widmo konsolidacji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55356,kto-decyduje-o-przyszlosci-tcz-polityczne-show-ministerialne-zakazy-i-widmo-konsolidacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55356,kto-decyduje-o-przyszlosci-tcz-polityczne-show-ministerialne-zakazy-i-widmo-konsolidacji</guid>
            <pubDate>Sat, 30 May 2026 14:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kto-decyduje-o-przyszlosci-tcz-polityczne-show-ministerialne-zakazy-i-widmo-konsolidacji-1780146060.png</url>
                        <title>Kto decyduje o przyszłości TCZ? Polityczne show, ministerialne zakazy i widmo konsolidacji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55356,kto-decyduje-o-przyszlosci-tcz-polityczne-show-ministerialne-zakazy-i-widmo-konsolidacji</link>
                    </image><description>Konkurs na nowego prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia pozostaje wciąż nierozstrzygnięty. Mimo pięciu chętnych na to stanowisko żadna z tych osób nie zyskała aprobaty Rady Nadzorczej. Szczegółów tej decyzji oczywiście nie znamy. To, co ważne w tej sprawie, to fakt, że Konrad Borowski złożył rezygnację i swojej decyzji nie zmienia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Tymczasem atmosfera wokół tomaszowskiego szpitala zaczyna się zagęszczać. Po — nazwijmy je estradowymi — wystąpieniami posła Adriana Witczaka, który postanowił własne egzystowanie zaznaczyć w trakcie sesji Rady Powiatu, prezentując kilka napisanych przez siebie pism oraz odpowiedzi na nie, raczej kurtuazyjne niż konkretne.</p><p>Wszystko wskazuje na to, że w przypadku posła Koalicji Obywatelskiej mamy do czynienia z szekspirowskim „robieniem hałasu o nic”, a dokładniej mówiąc — wokół własnej poselskiej osoby. Powstało zamieszanie i spory niepokój. Tymczasem sam poseł twierdzi, że szczegółów pomysłu brak. Nic dziwnego, że obecny Zarząd Powiatu wystąpił z zapytaniem do rektora łódzkiego Uniwersytetu Medycznego, by dowiedzieć się… o co tu właściwie chodzi. Czego dowiedzieliśmy się od ŁUM? Otóż niczego, bo odpowiedzi brak.</p><p>Trudno nazwać to inaczej niż snem szaleńca na oddziale osób obłąkanych, wspieranego środkami wywołującymi radosne pobudzenie organizmu. Tu możemy się pośmiać, ale okazuje się, że sprawa jest jednak poważniejsza, niż się wydaje, i wykracza poza poselskie wybryki.</p><p>Otóż w sprawie szpitala do Warszawy, na wizytę w Ministerstwie Zdrowia, wybrali się starosta Dariusz Kowalczyk oraz jego zastępca, Sławomir Żegota. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że sami twierdzą, iż na systemie zabezpieczenia medycznego się nie znają. Dlaczego więc nie zabrali ze sobą kogoś, kto ma jednak jakieś pojęcie? Czy nikt nie pomyślał o tym, że przy rozmowach o spółce i jej dalszym funkcjonowaniu powinien być obecny prezes, członek zarządu odpowiedzialny za szpital albo chociaż Michał Czechowicz, który szpitalem zajmował się przez kilka lat i wie na ten temat zdecydowanie więcej?</p><p>Okazuje się, że pomyśleć to nawet ktoś i pomyślał, ale otrzymał zakaz zabierania do ministerstwa innych osób, a więc tych, którzy cokolwiek mają w tym temacie do powiedzenia. Żeby było jasne: zakaz z ministerstwa.</p><p>Dziwne? Niekoniecznie. Raczej straszne. I o ile na występy posła możemy patrzeć z delikatnym pobłażaniem, to już w tym przypadku naprawdę powinniśmy się niepokoić. Szanse na to, że dzięki wiceminister z Tomaszowa Mazowieckiego uda się jakoś wesprzeć spółkę i sfinansować niezbędne inwestycje, w tym blok operacyjny, spadły właściwie do zera. Starosta i wicestarosta, nie znając się na rzeczy, oczywiście każdą pozyskaną informację będą przyjmować w dobrej wierze.</p><p>Zapyta ktoś, o jakie informacje chodzi. Otóż oczywiście najważniejsza jest… konsolidacja, a więc łączenie i przez to likwidacja szpitali. Tym razem dowiadujemy się, że nie chodzi już o Uniwersytet Medyczny, ale o szpitale w miejscowościach przy trasie S8. Pojawił się bowiem pomysł łączenia szpitali w Piotrkowie, Tomaszowie, Rawie i Skierniewicach. Jaką formę prawną miałyby przyjąć skonsolidowane placówki? Nikt oczywiście nie wie. Są za to zapewnienia o 70 milionach złotych dla przekształcanych placówek.</p><p>Adrian Witczak próbuje więc lansować u nas nie tyle własne, co rządowe idee. Koalicja Obywatelska nie potrafi znaleźć — podobnie jak poprzednicy — lekarstwa na zapaść systemową, długie kolejki, patologiczne przenikanie się stref prywatnej i publicznej ochrony zdrowia, brak lekarzy i zwyczajne okradanie tego właśnie systemu. Najprostszą drogą jest więc likwidacja. Jeśli są kolejki do lekarza, to nie skróci ich likwidacja poradni, a co najwyżej spowoduje ich wydłużenie w innym miejscu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rak piersi rośnie po cichu. Mammografia może zobaczyć go, zanim będzie za późno]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55354,rak-piersi-rosnie-po-cichu-mammografia-moze-zobaczyc-go-zanim-bedzie-za-pozno</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55354,rak-piersi-rosnie-po-cichu-mammografia-moze-zobaczyc-go-zanim-bedzie-za-pozno</guid>
            <pubDate>Sat, 30 May 2026 12:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rak-piersi-rosnie-po-cichu-mammografia-moze-zobaczyc-go-zanim-bedzie-za-pozno-1780138395.png</url>
                        <title>Rak piersi rośnie po cichu. Mammografia może zobaczyć go, zanim będzie za późno</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55354,rak-piersi-rosnie-po-cichu-mammografia-moze-zobaczyc-go-zanim-bedzie-za-pozno</link>
                    </image><description>Nowotwór piersi nie wchodzi do życia kobiety jak złodziej z filmów Hitchcocka — z muzyką, cieniem na ścianie i dramatycznym ostrzeżeniem. Najczęściej przychodzi bezszelestnie. Rośnie długo niezauważony, bez bólu, bez alarmu, bez wyraźnego znaku. Dlatego dr n. med. Wojciech Rudnicki, radiolog piersi i przewodniczący Sekcji Diagnostyki Obrazowej Piersi Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego, apeluje: mammografia wykonywana co dwa lata pozwala wykryć raka piersi, zanim da przerzuty.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest medyczna formalność ani kolejna urzędowa kampania, którą można odłożyć na „po wakacjach”, „po świętach”, „jak będzie spokojniej”. W profilaktyce raka piersi czas bywa najważniejszym lekarzem — albo najgorszym przeciwnikiem.</p><h3>Bez skierowania, bez opłaty, bez wymówek</h3><p>Z bezpłatnej mammografii w ramach programu profilaktyki raka piersi mogą korzystać kobiety w wieku <strong>45–74 lata</strong>, które nie miały wykonywanego tego badania w ciągu ostatnich dwóch lat. Badanie jest finansowane przez NFZ i <strong>nie wymaga skierowania</strong>. Ministerstwo Zdrowia informuje, że na mammografię można zapisać się także przez centralną e-rejestrację w Internetowym Koncie Pacjenta lub w aplikacji mojeIKP.</p><p>NFZ przypomina również, że mammografia jest dostępna nie tylko w pracowniach stacjonarnych, ale także w mammobusach. Harmonogramy postojów publikują oddziały wojewódzkie Funduszu, a informacje można uzyskać także przez bezpłatną infolinię <strong>800 190 590</strong>.</p><p>Dla mieszkanek Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego to szczególnie ważna informacja, bo w regionie łódzkim mammobusy regularnie obsługują także mniejsze miejscowości. Łódzki Oddział Wojewódzki NFZ podaje, że w maju 2026 roku mammobusy miały odwiedzić <strong>23 powiaty województwa łódzkiego</strong>, zapraszając kobiety w wieku 45–74 lata na bezpłatne badania bez skierowania.</p><h3>USG nie zastępuje mammografii</h3><p>Jednym z najczęstszych mitów jest przekonanie, że skoro kobieta wykonuje USG piersi, to mammografia nie jest już potrzebna. Dr Rudnicki mówi wprost: <strong>USG piersi nie ma udowodnionej skuteczności jako samodzielne badanie przesiewowe</strong>. Może być ważnym elementem diagnostyki, szczególnie w określonych sytuacjach klinicznych, ale nie powinno wypierać mammografii w programie profilaktycznym.</p><p>To trochę tak, jakby próbować opisać cały film po jednej scenie. USG i mammografia widzą piersi inaczej. Mammografia potrafi wykrywać bardzo wczesne zmiany, w tym mikrozwapnienia, zanim cokolwiek będzie wyczuwalne pod palcami.</p><p>Łódzki NFZ w materiałach edukacyjnych podkreśla, że mammografia polega na wykonaniu zdjęć piersi z użyciem minimalnej dawki promieniowania rentgenowskiego, a obrazy są oceniane przez specjalistów. Ucisk piersi, choć może być nieprzyjemny, jest potrzebny, bo poprawia jakość obrazu i pozwala lekarzowi zobaczyć więcej.</p><h3>Strach jest zrozumiały. Ale mit nie może być silniejszy od życia</h3><p>Ekspert zwraca uwagę, że wiele kobiet rezygnuje z mammografii ze strachu. Jedne boją się bólu, inne wyniku, jeszcze inne promieniowania. Krąży też wyjątkowo szkodliwy mit, jakoby mammografia mogła wywołać raka piersi.</p><p>Dr Rudnicki tłumaczy, że ucisk podczas badania jest konieczny, ponieważ stabilizuje pierś, pozwala uzyskać wyraźniejszy obraz i zmniejsza dawkę promieniowania potrzebną do wykonania zdjęcia. Jak obrazowo wyjaśnia, nacisk stosowany podczas mammografii to około <strong>12 kilogramów</strong> — mniej więcej tyle, ile waży niewielki pies, którego wiele osób bez problemu bierze na ręce.</p><p>To ważne, bo lęk przed badaniem często bywa większy niż samo badanie. W poczekalniach onkologicznych zbyt wiele razy powtarza się ta sama gorzka fraza: „gdybym przyszła wcześniej”. Profilaktyka jest właśnie po to, by tych słów było jak najmniej.</p><h3>Jak przygotować się do mammografii?</h3><p>Przygotowanie jest proste. W dniu badania nie należy używać antyperspirantów, dezodorantów, balsamów ani kosmetyków z drobinkami lub solami metali w okolicy pach i piersi, ponieważ mogą zaburzyć obraz. Warto założyć bluzkę i spodnie albo spódnicę, ponieważ do badania zdejmuje się górną część garderoby.</p><p>Implanty piersi nie są przeciwwskazaniem. Badanie wykonuje się wtedy według specjalnego protokołu, z odpowiednio mniejszym uciskiem i dodatkowymi ujęciami, tak aby ocenić tkankę piersi i nie uszkodzić implantu.</p><h3>Mammobus można zaprosić do mniejszej miejscowości</h3><p>Ministerstwo Zdrowia informuje, że kobiety z mniejszych miejscowości mogą zaprosić mammobus do swojej okolicy — potrzebna jest grupa chętnych do wykonania badania. NFZ prowadzi ogólnopolską stronę z informacjami o mammobusach i harmonogramami wojewódzkimi.</p><p>To dobra wiadomość dla sołectw, kół gospodyń wiejskich, klubów seniora, parafii, rad osiedli i lokalnych stowarzyszeń. W praktyce profilaktyka nie musi zaczynać się od wielkiej konferencji. Czasem zaczyna się od jednej kobiety, która mówi drugiej: „chodź, zapiszemy się razem”.</p><h3>Dane są alarmujące</h3><p>Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, cytowana przez PAP, zwróciła uwagę, że z mammografii korzysta zaledwie <strong>33 proc. pacjentek</strong>. Jeszcze gorzej wygląda udział w innych badaniach profilaktycznych: cytologii w kierunku raka szyjki macicy oraz kolonoskopii w kierunku raka jelita grubego.</p><p>To liczby, które powinny brzmieć jak syrena alarmowa. Bo profilaktyka nie jest luksusem ani dodatkiem do systemu ochrony zdrowia. Jest jego pierwszą linią obrony. Tak jak pasy bezpieczeństwa w samochodzie — nie zakładamy ich dlatego, że dziś na pewno będzie wypadek, lecz dlatego, że rozsądek nie powinien czekać na tragedię.</p><h3>Lokalnie: sprawdź termin, nie odkładaj</h3><p>Mieszkanki Tomaszowa Mazowieckiego, Spały, Inowłodza, Ujazdu, Będkowa, Rokicin, Rzeczycy czy Lubochni mogą sprawdzać najbliższe terminy badań przez Internetowe Konto Pacjenta, aplikację mojeIKP, wyszukiwarkę NFZ lub infolinię 800 190 590. Pacjent.gov.pl przypomina, że terminy i miejsca badań można sprawdzić m.in. przez e-rejestrację oraz wyszukiwarkę programów profilaktycznych NFZ.</p><p>Warto też obserwować komunikaty samorządów i lokalnych placówek zdrowia. Miasto Tomaszów Mazowiecki publikowało już informacje zachęcające mieszkanki do udziału w programie profilaktyki raka piersi finansowanym przez NFZ.</p><p>Mammografia nie jest wyrokiem. Jest latarką. Pozwala zobaczyć to, czego jeszcze nie widać i nie czuć. A w onkologii właśnie ta różnica — między „jeszcze niewidoczne” a „już zaawansowane” — potrafi decydować o wszystkim.</p><blockquote><p><strong>Kto może skorzystać z bezpłatnej mammografii?</strong><br>Kobiety w wieku <strong>45–74 lata</strong>, które nie wykonywały mammografii w ramach programu w ostatnich 24 miesiącach.</p><p><strong>Czy potrzebne jest skierowanie?</strong><br>Nie. Badanie jest dostępne <strong>bez skierowania</strong>.</p><p><strong>Jak często wykonywać mammografię?</strong><br>Standardowo co <strong>2 lata</strong>. W niektórych sytuacjach po leczeniu raka piersi — co 12 miesięcy, zgodnie z zasadami programu.</p><p><strong>Gdzie sprawdzić termin?</strong><br>Przez IKP, aplikację mojeIKP, wyszukiwarkę NFZ lub infolinię <strong>800 190 590</strong>.</p><p><strong>O czym pamiętać w dniu badania?</strong><br>Nie używać dezodorantu, antyperspirantu, balsamu ani pudru w okolicy piersi i pach.</p></blockquote> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Depresja po porodzie. Tysiące kobiet zostają z nią same, choć wystarczyłyby trzy szybkie konsultacje]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55352,depresja-po-porodzie-tysiace-kobiet-zostaja-z-nia-same-choc-wystarczylyby-trzy-szybkie-konsultacje</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55352,depresja-po-porodzie-tysiace-kobiet-zostaja-z-nia-same-choc-wystarczylyby-trzy-szybkie-konsultacje</guid>
            <pubDate>Sat, 30 May 2026 12:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-depresja-po-porodzie-tysiace-kobiet-zostaja-z-nia-same-choc-wystarczylyby-trzy-szybkie-konsultacje-1780140240.png</url>
                        <title>Depresja po porodzie. Tysiące kobiet zostają z nią same, choć wystarczyłyby trzy szybkie konsultacje</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55352,depresja-po-porodzie-tysiace-kobiet-zostaja-z-nia-same-choc-wystarczylyby-trzy-szybkie-konsultacje</link>
                    </image><description>Depresja poporodowa dotyka w Polsce tysiące kobiet. W krajach rozwiniętych samobójstwo należy do najpoważniejszych przyczyn śmierci kobiet w pierwszym roku po porodzie, a jednym z kluczowych czynników ryzyka jest właśnie depresja po narodzinach dziecka. Problem nie polega tylko na tym, że choroba istnieje. Problem polega na tym, że system często ją widzi, ale nie potrafi na nią odpowiedzieć.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jest w tym coś z ciszy po wielkim finale. Najpierw są gratulacje, kwiaty, zdjęcia z noworodkiem, rodzinne wiadomości i słowa: „teraz powinnaś być szczęśliwa”. A potem, kiedy gasną światła tej społecznej sceny, wiele kobiet zostaje same z lękiem, bezsennością, poczuciem winy, rozpaczą i myślami, których boją się wypowiedzieć nawet najbliższym.</p><p>Depresja poporodowa nie jest fanaberią, „gorszym dniem” ani brakiem wdzięczności za macierzyństwo. To realny problem zdrowotny, który może dotknąć kobietę niezależnie od wieku, wykształcenia, sytuacji rodzinnej czy materialnej. Szacuje się, że choruje na nią od 10 do 22 procent młodych matek, czyli nawet co piąta kobieta po porodzie. Ponad połowa nie zgłasza się po pomoc lekarską.</p><h2>Położna może rozpoznać problem. Ale co dalej?</h2><p>W rozmowie z PAP dr hab. Magdalena Chrzan-Dętkoś z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego zwraca uwagę na lukę, która brzmi jak oskarżenie wobec całego systemu.</p><p>„Nie może być tak, że położna wykrywa u kobiety ryzyko depresji albo słyszy od niej o myślach samobójczych, a jedyne, co może jej zaproponować, to kilkumiesięczne czekanie na pomoc lub prywatna wizyta za kilkaset złotych” – podkreśla ekspertka.</p><p>To zdanie powinno wybrzmieć nie tylko w gabinetach polityków zdrowotnych, ale też w każdej poradni, przychodni i samorządzie. Bo jeśli państwo wymaga od personelu medycznego czujności, musi równocześnie dać mu narzędzia do działania. Samo rozpoznanie ryzyka bez realnej ścieżki pomocy przypomina alarm przeciwpożarowy w budynku, w którym nikt nie przewidział wyjścia ewakuacyjnego.</p><h2>„Przystanek Mama” pokazał, że pomoc nie musi być skomplikowana</h2><p>W Polsce przetestowano już rozwiązanie, które mogło stać się początkiem systemowej zmiany. W latach 2019–2023 realizowano program „Przystanek Mama”, finansowany ze środków Ministerstwa Zdrowia i Unii Europejskiej.</p><p>W jego ramach przeszkolone położne i pielęgniarki oceniały ryzyko depresji poporodowej, m.in. podczas wizyt patronażowych, szczepień dzieci czy pobytu matek na oddziałach neonatologicznych. Jeśli kobieta uzyskiwała podwyższony wynik w Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej albo sygnalizowała myśli o zrobieniu sobie krzywdy, mogła skorzystać z trzech bezpłatnych konsultacji psychologicznych.</p><p>Czas oczekiwania nie przekraczał dwóch tygodni. W zdrowiu psychicznym to nie jest szczegół organizacyjny. To bywa granica między kryzysem, który można zatrzymać, a kryzysem, który zaczyna żyć własnym, niszczącym rytmem.</p><p>Najbardziej poruszający jest efekt tej krótkiej interwencji. Jak wskazuje dr Chrzan-Dętkoś, po trzech konsultacjach około połowa kobiet przestawała należeć do grupy ryzyka depresji poporodowej. Trzy spotkania. Nie wielka reforma, nie monumentalna machina biurokratyczna, nie obietnica zapisana na papierze. Trzy realne rozmowy z psychologiem.</p><h2>System zakończył program, ale nie zakończył problemu</h2><p>Mimo pozytywnych rezultatów „Przystanek Mama” zakończył się w 2023 roku. I tu zaczyna się polski paradoks. Położne nadal mają obowiązek zwracania uwagi na stan psychiczny kobiety po porodzie, ale często nie mają dokąd skierować pacjentki, która potrzebuje natychmiastowego wsparcia.</p><p>W przypadku podejrzenia nowotworu funkcjonuje szybka ścieżka diagnostyczna. W przypadku depresji poporodowej podobnego mechanizmu powszechnie nie ma. A przecież w obu sytuacjach chodzi o życie.</p><p>To nie jest temat wyłącznie dla wielkich miast, klinik uniwersyteckich i specjalistycznych konferencji. To problem każdej społeczności, także lokalnej. W Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w mniejszych miejscowościach, gdzie dostęp do specjalistów bywa jeszcze trudniejszy, młoda matka często ma przed sobą wybór: czekać miesiącami, zapłacić prywatnie albo milczeć.</p><p>A milczenie w depresji bywa najgroźniejszym z objawów.</p><h2>Macierzyństwo pod presją mitu</h2><p>Depresja poporodowa rozwija się w świecie, który wciąż bardzo często oczekuje od matek roli niemal filmowej: kobieta ma być szczęśliwa, cierpliwa, wdzięczna, zadbana, czuła, spokojna i natychmiast gotowa do nowego życia. Jakby poród był nie tylko wydarzeniem medycznym i psychicznym, ale też egzaminem z doskonałości.</p><p>Tymczasem okres ciąży i pierwszych miesięcy po porodzie to czas ogromnej zmiany biologicznej, emocjonalnej i społecznej. Pojawia się przemęczenie, odpowiedzialność, lęk o dziecko, zaburzenia snu, ból, problemy z karmieniem, samotność, czasem trauma po porodzie albo napięcia w rodzinie. U części kobiet właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiają się zaburzenia depresyjne lub lękowe.</p><p>W kulturze lubimy obrazy Madonny z Dzieciątkiem, jasne, spokojne, pełne harmonii. Rzadziej chcemy widzieć kobietę, która płacze w łazience, bo boi się własnych myśli. A przecież ona też jest matką. I właśnie ona szczególnie potrzebuje pomocy, a nie oceny.</p><h2>Potrzebna szybka ścieżka pomocy po porodzie</h2><p>Eksperci wskazują, że rozwiązania są znane. Potrzebny jest powszechny system przesiewowego rozpoznawania ryzyka depresji poporodowej i szybki dostęp do konsultacji psychologicznych lub psychiatrycznych. Nie za pół roku. Nie „proszę szukać prywatnie”. Nie „może się samo poprawi”.</p><p>W Wielkiej Brytanii publiczny system ochrony zdrowia ma określony czas na zapewnienie pomocy kobietom, u których badania przesiewowe wskazują ryzyko depresji lub zaburzeń lękowych. W Polsce nadal brakuje podobnie jasnej i dostępnej ścieżki.</p><p>To szczególnie ważne, bo problemy psychiczne matki wpływają nie tylko na nią samą. Oddziałują także na rozwój dziecka, więź w rodzinie, relacje partnerskie, funkcjonowanie całego domu i koszty ponoszone później przez system ochrony zdrowia oraz pomoc społeczną.</p><h2>Wstyd nie może być elementem diagnozy</h2><p>Z badań przywoływanych przez dr Chrzan-Dętkoś wynika, że w Polsce na konsultacje zgłasza się jedynie niewielka część matek z grupy ryzyka. Ekspertka wskazuje na lęk przed stygmatyzacją, wysokie wymagania wobec matek i wciąż niski poziom świadomości społecznej dotyczący zdrowia psychicznego po porodzie.</p><p>To bardzo mocny sygnał. Kobiety nie zawsze milczą dlatego, że nie cierpią. Często milczą, bo boją się, że ktoś uzna je za „złe matki”. Boją się oceny rodziny, lekarza, sąsiadów, internetu. Boją się, że jeśli powiedzą prawdę, zostaną potraktowane jak zagrożenie, a nie jak osoba wymagająca leczenia i wsparcia.</p><p>Dlatego tak ważny jest język. Depresja poporodowa nie odbiera kobiecie godności. Nie przekreśla jej miłości do dziecka. Nie jest moralną winą. Jest chorobą i kryzysem, który trzeba rozpoznawać oraz leczyć.</p><h2>Nie wystarczy zapytać. Trzeba mieć dokąd zaprowadzić</h2><p>Najważniejszy wniosek z tej historii jest prosty i brutalny: Polska ma już doświadczenie, które pokazało, że szybka pomoc działa. Ma przeszkolonych ludzi, sprawdzone narzędzia, wyniki programu i rekomendacje. Brakuje decyzji, by uczynić z tego stały element opieki nad kobietą po porodzie.</p><p>Bo pytanie młodej matki o jej stan psychiczny ma sens tylko wtedy, gdy za tym pytaniem stoi realna pomoc. Inaczej staje się jeszcze jednym ciężarem. Jeszcze jednym formularzem. Jeszcze jednym dowodem, że system potrafi nazwać problem, ale nie zawsze potrafi objąć człowieka ramionami.</p><p>W sprawie depresji poporodowej nie chodzi o luksusowy dodatek do opieki okołoporodowej. Chodzi o bezpieczeństwo kobiet, dzieci i rodzin.</p><p>A czasem — dosłownie — o życie.</p><p><strong>Uwaga:</strong> jeśli kobieta po porodzie doświadcza myśli samobójczych, myśli o zrobieniu sobie krzywdy albo obawia się, że może skrzywdzić dziecko, potrzebna jest pilna pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia należy dzwonić pod numer alarmowy 112 lub zgłosić się na najbliższy szpitalny oddział ratunkowy. Warto też jak najszybciej skontaktować się z lekarzem, położną, poradnią zdrowia psychicznego lub centrum interwencji kryzysowej.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspertka: lawinowo rośnie liczba dzieci z chorobami jelit (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55344,ekspertka-lawinowo-rosnie-liczba-dzieci-z-chorobami-jelit-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55344,ekspertka-lawinowo-rosnie-liczba-dzieci-z-chorobami-jelit-wywiad</guid>
            <pubDate>Fri, 29 May 2026 17:40:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspertka-lawinowo-rosnie-liczba-dzieci-z-chorobami-jelit-wywiad-1780069494.png</url>
                        <title>Ekspertka: lawinowo rośnie liczba dzieci z chorobami jelit (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55344,ekspertka-lawinowo-rosnie-liczba-dzieci-z-chorobami-jelit-wywiad</link>
                    </image><description>Coraz więcej dzieci w Polsce cierpi na nieswoiste choroby zapalne jelit, ale także na inne choroby związane z zaburzoną mikrobiotą jelit. Dzieci zaczynają chorować jak dorośli, rośnie liczba przypadków otyłości, kamicy przewodowej – powiedziała PAP prof. Aleksandra Banaszkiewicz z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>PAP: 29 maja przypada Światowy Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego. Przez lata choroby gastroenterologiczne kojarzyły się przede wszystkim z osobami dorosłymi. Tymczasem dziś coraz częściej słyszymy o dzieciach cierpiących na ciężkie, przewlekłe choroby jelit. Gdyby miała pani wskazać największe wyzwanie współczesnej gastroenterologii dziecięcej w Polsce, co by to było?</strong></p><p><strong>Prof. Aleksandra Banaszkiewicz: </strong>Chyba właśnie to, że dzieci zaczynają chorować jak dorośli. Mamy coraz więcej pacjentów z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit, z otyłością, zaburzeniami metabolicznymi, ale też z chorobami związanymi z mikrobiotą, stylem życia czy przewlekłym stresem.</p><p>Jeszcze kilkadziesiąt lat temu największym zagrożeniem dla dzieci były choroby zakaźne, ciężkie biegunki i odwodnienie. Dziś infekcje nadal istnieją, ale dzięki antybiotykom, lepszemu nawadnianiu i postępowi medycyny przestały być aż tak dramatycznym problemem jak dawniej.</p><p>W ich miejsce pojawiły się natomiast choroby przewlekłe. I to jest ogromne wyzwanie, bo choroba przewlekła u dziecka wpływa właściwie na całe jego życie: rozwój fizyczny, psychikę, funkcjonowanie społeczne, edukację i przyszłość.</p><p><strong>PAP: Czy rzeczywiście obserwujemy w Polsce lawinowy wzrost liczby dzieci z nieswoistymi chorobami zapalnymi jelit?</strong></p><p>A.B.: Niestety tak to wygląda. Nie mamy dobrych badań epidemiologicznych dla całej Polski, ale z perspektywy klinicznej ten wzrost jest bardzo widoczny. I nie mówię o wzroście o kilka czy kilkanaście procent. W ciągu ostatnich dwóch dekad liczba dzieci, którymi opiekujemy się z powodu nieswoistych chorób zapalnych jelit, wzrosła kilkukrotnie.</p><p>Widzimy to praktycznie we wszystkich ośrodkach gastroenterologii dziecięcej w Polsce. Znamy się między sobą, rozmawiamy i wszyscy obserwujemy dokładnie ten sam trend.</p><p>Co ciekawe, podobną drogę wcześniej przeszły kraje wysoko rozwinięte Europy Zachodniej. Tam wzrost zachorowań zaczął się wcześniej, dziś w części państw sytuacja zaczyna się stabilizować. Polska natomiast nadal znajduje się w fazie bardzo dynamicznego wzrostu liczby zachorowań.</p><p>To paradoksalne, ale częściowo jest to także efekt zmian cywilizacyjnych. Wraz z rozwojem gospodarczym zmieniają się styl życia, sposób odżywiania, ekspozycja środowiskowa, poziom stresu i mikrobiota człowieka.</p><p><strong>PAP: Rodzice bardzo często pytają lekarzy: „Dlaczego moje dziecko zachorowało?”. Co współczesna nauka mówi dziś o przyczynach takich chorób jak celiakia, choroba Leśniowskiego-Crohna czy wrzodziejące zapalenie jelita grubego?</strong></p><p>A.B.: To jedno z najtrudniejszych pytań, bo uczciwa odpowiedź brzmi: nadal nie wiemy wszystkiego. Etiopatogeneza tych chorób jest bardzo złożona i nie została do końca wyjaśniona.</p><p>Wiemy jednak, że choroby te są wynikiem współoddziaływania czynników genetycznych, immunologicznych i środowiskowych. Nie istnieje jeden „gen choroby”. W przypadku nieswoistych chorób zapalnych jelit znamy już niemal sto genów zwiększających podatność na zachorowanie, ale one same w sobie nie są bezpośrednim „sprawcą” zachorowania.</p><p>Najprawdopodobniej wygląda to tak, że u osoby predysponowanej genetycznie dochodzi do nieprawidłowej odpowiedzi immunologicznej na bakterie obecne w jelicie. I tu dochodzimy do niezwykle ważnego pojęcia, czyli mikrobioty.</p><p><strong>PAP: Czyli organizm zaczyna walczyć sam ze sobą?</strong></p><p>A.B.: W pewnym sensie tak. Proszę pamiętać, że nasze jelita są zasiedlone przez ogromną liczbę bakterii, które normalnie są dla nas korzystne albo neutralne. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzi do zaburzenia bariery ochronnej jelita.</p><p>Mówiąc bardzo obrazowo — „rozszczelnia się” warstwa ochronna błony śluzowej. Bakterie i ich metabolity zaczynają przenikać głębiej, a układ odpornościowy uruchamia przewlekły stan zapalny.</p><p>I właśnie wtedy organizm zaczyna reagować na coś, co normalnie powinno być tolerowane. Powstaje cała kaskada reakcji zapalnej, która prowadzi do uszkodzenia jelita, ale często również innych narządów.</p><p>Bo trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć: nieswoiste choroby zapalne jelit to nie są wyłącznie choroby jelita. To są choroby całego organizmu. Mogą obejmować stawy, wątrobę, skórę, oczy, a czasami nawet mięsień sercowy.</p><p><strong>PAP: Dlaczego przebieg takich chorób u dzieci bywa szczególnie gwałtowny?</strong></p><p>A.B.: Ponieważ dziecko znajduje się w fazie intensywnego wzrostu i dojrzewania. Organizm młodego człowieka potrzebuje ogromnych ilości energii oraz składników odżywczych do prawidłowego rozwoju. Tymczasem przewlekły stan zapalny działa jak ogromny złodziej energii. Organizm zamiast rosnąć i dojrzewać, przez cały czas walczy z chorobą.</p><p>Dlatego u dzieci z przewlekłymi chorobami jelit często obserwujemy zahamowanie wzrastania, utratę masy ciała, niedobory pokarmowe czy opóźnione dojrzewanie. I bardzo często właśnie zaburzenia wzrostu są pierwszym sygnałem alarmowym.</p><p><strong>PAP: Jakie objawy powinny szczególnie zaniepokoić rodziców?</strong></p><p>A.B.: Tak zwanymi czerwonymi flagami są przede wszystkim: zahamowanie wzrastania, utrata masy ciała, przewlekłe bóle brzucha, przewlekła biegunka, krew w stolcu, wymioty, osłabienie czy żółtaczka. Czasami dziecko pozornie funkcjonuje dobrze — chodzi do szkoły, jest aktywne — ale nagle przestaje rosnąć albo przestaje przybierać na masie ciała. To zawsze wymaga bardzo dokładnej diagnostyki.</p><p><strong>PAP: W świecie nauki ogromnie dużo mówi się dziś o osi jelitowo-mózgowej oraz mikrobiocie. Czy rzeczywiście bakterie jelitowe mogą wpływać aż tak mocno na zdrowie człowieka?</strong></p><p>A.B.: Jestem o tym głęboko przekonana. Wszystko wskazuje na to, że mikrobiota wpływa nie tylko na przewód pokarmowy, ale właściwie na funkcjonowanie całego organizmu. To, jak żyjemy, co jemy, jak śpimy, jak dużo się ruszamy i jak bardzo jesteśmy narażeni na stres, wpływa na skład mikrobioty jelitowej. A mikrobiota wpływa później na odporność, metabolizm, funkcjonowanie mózgu, psychikę i ryzyko wielu chorób.</p><p>Nieprzypadkowo przypisuje się Hipokratesowi zdanie, że „wszystkie choroby zaczynają się w jelitach”. Dziś zaczynamy rozumieć, że rzeczywiście jest w tym bardzo dużo prawdy.</p><p><strong>PAP: Czy współczesny styl życia rzeczywiście niszczy jelita dzieci?</strong></p><p>A.B.: Niestety w dużej mierze tak. Wysoko przetworzona żywność, konserwanty, nadmiar cukru, słodzone napoje, brak ruchu — wszystko to wpływa negatywnie zarówno na mikrobiotę, jak i na błonę śluzową jelit. Rodzice często nie zdają sobie sprawy, jak ogromne znaczenie mają codzienne nawyki. Naprawdę nie musimy codziennie kupować dzieciom chipsów, słodzonych napojów czy wysoko przetworzonej żywności.</p><p>Można pić wodę. Można starać się jeść produkty dobrej jakości. Można zachęcać dzieci do ruchu. To brzmi banalnie, ale właśnie te podstawowe rzeczy mają największe znaczenie dla zdrowia.</p><p><strong>PAP: A modne produkty „zero cukru” i napoje ze słodzikami?</strong></p><p>A.B.: To nie jest zdrowa alternatywa. Produkty zawierające sztuczne substancje słodzące również wpływają na mikrobiotę jelitową i mogą zaburzać naturalne funkcjonowanie przewodu pokarmowego. To, że coś nie zawiera sacharozy, nie oznacza, że jest zdrowe.</p><p><strong>PAP: Coraz częściej mówi się również o nowotworach jelita grubego u bardzo młodych osób. Czy ten problem zaczyna dotyczyć także dzieci?</strong></p><p>A.B.: Na szczęście nowotwory jelita grubego u dzieci nadal są rzadkie, ale coraz częściej pojawiają się u młodych dorosłych. Część przypadków raka jelita grubego wynika z predyspozycji genetycznych, ale znaczenie ma także przewlekły stan zapalny.</p><p><strong>PAP: Jakie błędy rodzice popełniają dziś najczęściej?</strong></p><p>A.B.: Najczęściej są to błędy związane ze stylem życia. Zła dieta, wysoko przetworzona żywność, nadmiar cukru, brak ruchu i ogromna ilość stresu. Dzieci są dziś często wszędzie dowożone samochodami, spędzają mnóstwo czasu przed ekranami, mało się ruszają. Tymczasem aktywność fizyczna ma gigantyczne znaczenie także dla zdrowia jelit i mikrobioty.</p><p><strong>PAP: Jak rodzice mogą wspierać dzieci z przewlekłymi chorobami jelit?</strong></p><p>A.B.: Przede wszystkim muszą pamiętać, że to są choroby niezwykle obciążające psychicznie. Dziecko z przewlekłymi bólami brzucha, biegunkami czy koniecznością stosowania restrykcyjnej diety często czuje się wykluczone i zawstydzone.</p><p>Dlatego potrzebujemy nie tylko leczenia farmakologicznego, ale również wsparcia psychologicznego, większej edukacji szkół i większej społecznej wrażliwości. Dobrze jest także włączać dziecko, oczywiście dostosowując do jego wieku i możliwości zrozumienia, w proces diagnostyki i leczenia.</p><p><strong>PAP: Czy polski system ochrony zdrowia nadąża za tym problemem?</strong></p><p>A.B.: Nadal mamy ogromne braki kadrowe i organizacyjne. Gastroenterologów dziecięcych jest w Polsce coraz więcej, ale nadal za mało. Kolejki do specjalistów są długie, a w chorobach przewlekłych czas ma ogromne znaczenie.</p><p>Potrzebujemy także zmian systemowych dotyczących funkcjonowania dzieci przewlekle chorych w szkołach i przedszkolach — choćby dostępu do odpowiednich diet czy jasnych procedur podawania leków. Ponadto, brakuje ustrukturyzowanego „przejścia w dorosłość” dzieci z chorobami przewlekłymi – czyli z opieki gastrologa dziecięcego do opieki gastrologa osób dorosłych.</p><p><strong>PAP: Gdyby mogła pani skierować jeden apel do rodziców i jeden do decydentów — co by pani powiedziała?</strong></p><p>A.B.: Rodzicom powiedziałabym: obserwujcie swoje dzieci i nie lekceważcie sygnałów wysyłanych przez ich organizmy. Zdrowe jedzenie, ruch i codzienne nawyki naprawdę mają znaczenie. A decydentom — że inwestycja w zdrowie dzieci jest inwestycją w przyszłość całego społeczeństwa. Jeśli nie zaczniemy działać odpowiednio wcześnie, będziemy mieli coraz więcej ciężko chorych młodych ludzi.</p><p>Jelita dzieci są dziś trochę papierkiem lakmusowym współczesnego świata. Widać w nich wszystko: nasz pośpiech, stres, sposób odżywiania, brak ruchu i przeciążenie organizmu bodźcami. Bardzo długo wydawało nam się, że dzieciństwo samo w sobie chroni przed chorobami cywilizacyjnymi. Dzisiaj już wiemy, że niestety tak nie jest.</p><p style="text-align:right;">Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jedna trzecia kobiet doświadczyła przemocy. Ekspertka CMKP mówi wprost: lekarze muszą umieć rozmawiać z pacjentkami po gwałcie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55342,jedna-trzecia-kobiet-doswiadczyla-przemocy-ekspertka-cmkp-mowi-wprost-lekarze-musza-umiec-rozmawiac-z-pacjentkami-po-gwa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55342,jedna-trzecia-kobiet-doswiadczyla-przemocy-ekspertka-cmkp-mowi-wprost-lekarze-musza-umiec-rozmawiac-z-pacjentkami-po-gwa</guid>
            <pubDate>Fri, 29 May 2026 17:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jedna-trzecia-kobiet-doswiadczyla-przemocy-ekspertka-cmkp-mowi-wprost-lekarze-musza-umiec-rozmawia-1780067862.png</url>
                        <title>Jedna trzecia kobiet doświadczyła przemocy. Ekspertka CMKP mówi wprost: lekarze muszą umieć rozmawiać z pacjentkami po gwałcie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55342,jedna-trzecia-kobiet-doswiadczyla-przemocy-ekspertka-cmkp-mowi-wprost-lekarze-musza-umiec-rozmawiac-z-pacjentkami-po-gwa</link>
                    </image><description>To nie jest temat z marginesu statystyk ani odległa historia z policyjnego komunikatu. Przemoc seksualna wobec kobiet jest jednym z tych zjawisk, które zbyt często dzieją się po cichu — za drzwiami mieszkań, w relacjach zależności, w miejscach, gdzie ofiara zostaje sama z lękiem, wstydem i pytaniem, czy ktokolwiek jej uwierzy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Prof. Katarzyna Kosińska-Kaczyńska z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego przypomina, że jedna trzecia kobiet na świecie choć raz doświadczyła przemocy seksualnej. To oznacza, że lekarz ginekolog — w gabinecie, poradni, szpitalnej izbie przyjęć — nie spotyka się z takim przypadkiem „wyjątkowo”. Spotyka się z rzeczywistością, która jest częścią codziennej medycyny. I właśnie dlatego powinien wiedzieć nie tylko, jak wykonać badanie, ale też jak nie skrzywdzić pacjentki po raz drugi.</p><h2><strong>Nie tylko badanie. Także sposób rozmowy</strong></h2><p>Ekspertka zwraca uwagę, że dla wielu kobiet <strong>ginekolog jest jedynym lekarzem, z którym mają regularny kontakt</strong>. To właśnie w takim gabinecie może paść pierwsze zdanie, które ofiara przemocy mówi komukolwiek. Może też nie paść żadne — jeśli lekarz nie stworzy przestrzeni bezpieczeństwa.</p><p>W przypadku kobiety po gwałcie lekarz musi przeprowadzić badanie, zabezpieczyć materiał dowodowy, poinformować o możliwych procedurach i pomocy. Ale równie ważne jest to, w jaki sposób mówi, pyta i reaguje. Jedno nieuważne zdanie potrafi zabrzmieć jak oskarżenie. Jedno ponaglenie — jak odebranie kontroli. Jedno lekceważące spojrzenie — jak powtórzenie przemocy innymi środkami.</p><p>W literaturze i kinie trauma często wraca obrazami: niedokończoną sceną, dźwiękiem za ścianą, pytaniem, które nie przestaje brzmieć. W gabinecie lekarskim nie ma miejsca na teatralność. Jest za to miejsce na profesjonalizm, spokój i elementarną uważność.</p><h2><strong>CMKP przygotowało szkolenie dla ginekologów</strong></h2><p>Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego przygotowało szkolenie pod tytułem <strong>„Rozpoznawanie i postępowanie w przypadku przemocy seksualnej wobec dziewczynek i kobiet w praktyce ginekologiczno-położniczej”</strong>. Kurs zaplanowano na <strong>8 i 9 czerwca</strong> i ma być dostępny online.</p><p>Szkolenie skierowane jest do lekarzy ginekologów-położników — zarówno w trakcie specjalizacji, jak i po jej zakończeniu. Program obejmuje m.in. aspekty prawne związane z przyjmowaniem zgłoszeń i kontaktem z policją, procedury medyczne, badanie, zabezpieczenie materiału dowodowego oraz blok dotyczący komunikacji i wsparcia psychologicznego.</p><p>To ważne, bo — jak wskazuje prof. Kosińska-Kaczyńska — podczas studiów medycznych i specjalizacji lekarze w Polsce nie są systemowo przygotowywani do kompleksowego postępowania w takich sytuacjach. Tymczasem pacjentka po przemocy seksualnej nie przychodzi wyłącznie z obrażeniami. Przychodzi z doświadczeniem naruszenia granic, ciała, godności i poczucia bezpieczeństwa.</p><h2><strong>Prawo coraz wyraźniej mówi o zgodzie</strong></h2><p>W tle tej debaty jest także zmiana języka prawa. Zgwałcenie i wymuszenie czynności seksualnej reguluje <strong>art. 197 Kodeksu karnego</strong>. Obecne brzmienie przepisu akcentuje nie tylko przemoc, groźbę bezprawną czy podstęp, ale również działanie mimo braku zgody osoby pokrzywdzonej. To istotne przesunięcie: z pytania „czy ofiara stawiała opór?” na pytanie „czy była zgoda?”.</p><p>Za zgwałcenie grozi kara pozbawienia wolności. W praktyce jednak samo istnienie przepisu nie wystarczy. Potrzebne są procedury, dostępna pomoc, dobrze przygotowane służby i lekarze, którzy rozumieją, że pacjentka po przemocy nie jest „przypadkiem medycznym”, lecz osobą w kryzysie.</p><h2><strong>Wiele kobiet nie zgłasza przemocy</strong></h2><p>Prof. Kosińska-Kaczyńska podkreśla, że dane dotyczące przemocy są szacunkowe, bo wiele kobiet nigdy nie zgłasza tego, co je spotkało. Powody są bolesne i dobrze znane: strach przed przeciągającym się postępowaniem, obawa, że sprawa zakończy się bez konsekwencji dla sprawcy, wstyd przed rodziną, znajomymi, sąsiadami.</p><p>W małych i średnich miastach, także takich jak Tomaszów Mazowiecki, dochodzi do tego jeszcze jeden ciężar: poczucie, że „wszyscy się znają”. Że sprawa wyjdzie poza gabinet, komisariat, prokuraturę. Że ofiara stanie się tematem rozmów. Dlatego tak ważne jest, aby system działał dyskretnie, profesjonalnie i bez moralizowania.</p><h2><strong>Gdzie szukać pomocy?</strong></h2><p>Osoby doświadczające przemocy seksualnej lub przemocy domowej mogą szukać pomocy w instytucjach publicznych i organizacjach pozarządowych. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia należy dzwonić pod numer alarmowy <strong>112</strong>.</p><p>Warto korzystać także z ogólnopolskich form wsparcia: telefonów zaufania, organizacji specjalizujących się w pomocy kobietom po przemocy, punktów nieodpłatnej pomocy prawnej oraz ośrodków interwencji kryzysowej. W powiecie tomaszowskim informacji o lokalnych formach wsparcia należy szukać m.in. przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie i instytucje zajmujące się przeciwdziałaniem przemocy domowej.</p><p>Najważniejsze zdanie, które powinno wybrzmieć mocniej niż wszystkie statystyki, jest proste: <strong>osoba po przemocy nie jest winna temu, co ją spotkało</strong>. Winę ponosi sprawca. Zadaniem lekarza, policjanta, prokuratora, psychologa i całego systemu jest nie dokładać ofierze kolejnego ciężaru.</p><p>Bo po przemocy seksualnej człowiek nie potrzebuje przesłuchania w tonie podejrzenia. Potrzebuje bezpieczeństwa. A dobrze przygotowany lekarz może być pierwszą osobą, która to bezpieczeństwo zacznie przywracać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czy jelita płacą rachunek za żywność z laboratorium? Prof. Rydzewska ostrzega przed dodatkami do jedzenia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55340,czy-jelita-placa-rachunek-za-zywnosc-z-laboratorium-prof-rydzewska-ostrzega-przed-dodatkami-do-jedzenia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55340,czy-jelita-placa-rachunek-za-zywnosc-z-laboratorium-prof-rydzewska-ostrzega-przed-dodatkami-do-jedzenia</guid>
            <pubDate>Fri, 29 May 2026 16:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czy-jelita-placa-rachunek-za-zywnosc-z-laboratorium-prof-rydzewska-ostrzega-przed-dodatkami-do-jed-1780066447.png</url>
                        <title>Czy jelita płacą rachunek za żywność z laboratorium? Prof. Rydzewska ostrzega przed dodatkami do jedzenia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55340,czy-jelita-placa-rachunek-za-zywnosc-z-laboratorium-prof-rydzewska-ostrzega-przed-dodatkami-do-jedzenia</link>
                    </image><description>Dodatki do żywności stosowane jako emulgatory, zagęstniki i wypełniacze mogą przyczyniać się do lawinowego wzrostu zachorowań na nieswoiste choroby zapalne jelit – alarmuje prof. Grażyna Rydzewska, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii. W Światowy Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego lekarze przypominają, że jelita nie są tylko „rurą trawienną”, ale jednym z najważniejszych frontów naszej odporności.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Choroby młodych ludzi, które potrafią odebrać normalne życie</h2><p>Nieswoiste choroby zapalne jelit, czyli przede wszystkim <strong>choroba Leśniowskiego-Crohna</strong> oraz <strong>wrzodziejące zapalenie jelita grubego</strong>, należą do schorzeń autoimmunologicznych. Organizm zaczyna reagować przeciwko własnym tkankom, a stan zapalny w przewodzie pokarmowym zmienia codzienność chorego w walkę, o której rzadko mówi się głośno.</p><p>To nie jest zwykły ból brzucha. Pacjenci zmagają się z częstymi biegunkami, niekiedy z krwią, silnymi bólami brzucha, spadkiem masy ciała, niedokrwistością i wyniszczeniem. Chorobie mogą towarzyszyć także objawy skórne, okulistyczne, reumatologiczne czy zmiany w jamie ustnej. W ciężkich przypadkach przewlekły stan zapalny prowadzi do przetok, zwężeń jelita i operacji, które skracają przewód pokarmowy.</p><p>Najbardziej przejmujące jest to, że diagnozę słyszą często ludzie bardzo młodzi – między 15. a 40. rokiem życia. W wieku, w którym planuje się studia, pracę, rodzinę i podróże, choroba potrafi zamknąć człowieka w mieszkaniu, podporządkować rytm dnia toalecie i sprawić, że zwykłe wyjście z domu staje się logistyczną wyprawą niczym z kina drogi, tylko bez romantycznej muzyki w tle.</p><h2>Światowy Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego</h2><p>Co roku <strong>29 maja obchodzony jest Światowy Dzień Zdrowia Układu Pokarmowego</strong>. To inicjatywa Światowej Organizacji Gastroenterologii, która ma przypominać, że choroby przewodu pokarmowego nie są tematem wstydliwym, lecz medycznym, społecznym i cywilizacyjnym.</p><p>W przypadku NChZJ lekarze coraz częściej mówią nie tylko o genetyce, ale także o środowisku, stylu życia i żywności wysoko przetworzonej. Prof. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie oraz wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, zwraca uwagę, że zachorowań gwałtownie przybywało najpierw w Ameryce Północnej i Europie, a dziś podobny trend obserwowany jest w Azji.</p><p>Ten proces bywa określany jako „fenomen azjatycki” lub „fenomen chiński”. Pierwszy przypadek NChZJ w Chinach odnotowano w 1978 roku, czyli ponad sto lat po pierwszym przypadku opisanym w Europie. Gdy kraje azjatyckie przejmują zachodni model żywienia, rośnie także liczba chorób wcześniej uznawanych tam za rzadkie.</p><h2>Emulgatory, zagęstniki, wypełniacze. Co znajduje się w jedzeniu?</h2><p>Zdaniem prof. Rydzewskiej badania wskazują, że ogromne znaczenie mogą mieć nie tylko kalorie czy proporcje tłuszczu, cukru i białka, lecz także <strong>dodatki technologiczne obecne w żywności</strong>. Chodzi m.in. o substancje poprawiające konsystencję, kolor, trwałość albo „ładny wygląd” produktu.</p><p>Wśród dodatków wymienianych przez specjalistkę znalazły się m.in. <strong>karagen</strong>, obecny w części słodyczy i produktów przetworzonych, <strong>polisorbat</strong>, stosowany jako emulgator w napojach smakowych, sosach, dressingach, majonezach, lodach i słodyczach, a także <strong>karboksymetyloceluloza</strong>, używana jako zagęstnik, wypełniacz, emulgator, błonnik pokarmowy lub substancja zapobiegająca zbrylaniu.</p><p>Prof. Rydzewska wskazuje również na <strong>dwutlenek tytanu E171</strong>, który w Unii Europejskiej nie może być już stosowany jako dodatek do żywności. Europejski zakaz wynikał z decyzji podjętych po ocenie Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności. W praktyce oznacza to, że E171 został wycofany z żywności w UE po okresie przejściowym w 2022 roku, choć produkty wprowadzone wcześniej do obrotu mogły pozostawać na rynku do końca swojej daty ważności.</p><p>To ważne rozróżnienie, bo w debacie publicznej łatwo pomylić dwie rzeczy: zakaz dodawania substancji do nowo produkowanej żywności i obecność starszych produktów, które trafiły do obrotu przed zakończeniem okresu przejściowego.</p><h2>„Light” nie zawsze znaczy zdrowiej</h2><p>Specjalistka zwraca uwagę także na modę na produkty „light”, słodzone zamiennikami cukru albo reklamowane jako lżejsza wersja znanych przekąsek. Problem polega na tym, że „mniej cukru” nie zawsze oznacza „lepiej dla organizmu”. Czasem oznacza po prostu więcej chemii technologicznej, która ma utrzymać smak, strukturę i atrakcyjność produktu.</p><p>Dla rodziców z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic to temat bardzo praktyczny. Kolorowe słodycze, żelki, posypki, lody, napoje smakowe, gotowe sosy i przekąski nie są przecież egzotyką z folderów reklamowych wielkich miast. Są na półkach sklepów, w tornistrach, na urodzinach, przy kasach i w paczkach „na drogę”. Jak pisał Antoine de Saint-Exupéry, jesteśmy odpowiedzialni za to, co oswoiliśmy. W tym przypadku oswoiliśmy dzieci z żywnością, która często bardziej przypomina projekt technologiczny niż posiłek.</p><h2>Dieta jako część leczenia, nie internetowa moda</h2><p>Prof. Rydzewska podkreśla, że <strong>zdrowa dieta bazująca na świeżych produktach</strong> i wykluczająca produkty alergizujące oraz prozapalne jest kluczowa w leczeniu nieswoistych chorób zapalnych jelit. Nie chodzi jednak o przypadkowe porady z mediów społecznościowych ani modne głodówki. W przypadku chorób przewlekłych dieta musi być prowadzona rozważnie, najlepiej pod opieką lekarza i dietetyka klinicznego.</p><p>Zespół prof. Rydzewskiej opublikował w 2021 roku w czasopiśmie „Nutrients” badanie dotyczące zastosowania diety eliminacyjnej u dorosłych pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna. Według specjalistki wyniki wskazały na wysoką skuteczność w wywoływaniu remisji bez konieczności stosowania leków steroidowych u części pacjentów. Dieta opierała się na świeżych produktach i eliminowała składniki znane z działania alergizującego lub prozapalnego.</p><p>To nie jest powrót do medycyny ludowej, lecz jeden z kierunków nowoczesnej gastroenterologii: szukanie odpowiedzi na pytanie, czy jelita można leczyć także przez odbudowę środowiska, w którym funkcjonują.</p><h2>Projekt INTERCEPT: wykryć chorobę, zanim zaatakuje</h2><p>Naukowcy idą krok dalej. Prof. Rydzewska koordynuje w Polsce projekt badawczy <strong>INTERCEPT</strong>, finansowany ze środków europejskich. Jego celem jest szybsza identyfikacja osób narażonych na chorobę Leśniowskiego-Crohna i opracowanie interwencji, które mogłyby zmniejszyć ryzyko rozwoju choroby.</p><p>Badacze poszukują biomarkerów, które pozwoliłyby wykrywać zagrożenie wiele lat przed pojawieniem się objawów. To medycyna działająca jak system wczesnego ostrzegania – nie czekać, aż pożar obejmie cały dom, lecz zauważyć dym, zanim będzie za późno.</p><p>Do projektu zapraszani są zdrowi krewni pierwszego stopnia pacjentów z chorobą Leśniowskiego-Crohna, w wieku od 18 do 35 lat. Od uczestników pobierane są próbki krwi i kału. Naukowcy chcą sprawdzić, czy dzięki panelowi biomarkerów można wskazać osoby najbardziej zagrożone, a następnie ocenić, czy odpowiednia interwencja, w tym dieta, może zapobiec rozwojowi pełnoobjawowej choroby.</p><h2>Co powinno zaniepokoić?</h2><p>Lekarze apelują, by nie bagatelizować objawów, które utrzymują się lub nawracają. Szczególnie niepokojące są przewlekłe biegunki, krew w stolcu, niewyjaśnione chudnięcie, niedokrwistość, bóle brzucha, nocne wybudzenia z powodu dolegliwości jelitowych oraz objawy pozajelitowe, takie jak bóle stawów, zmiany skórne czy problemy okulistyczne.</p><p>W takich sytuacjach nie warto leczyć się samodzielnie ani odkładać wizyty u lekarza „po świętach”, „po urlopie” czy „jak przejdzie”. NChZJ to choroby, w których czas ma znaczenie. Im wcześniejsza diagnoza, tym większa szansa na ograniczenie powikłań.</p><h2>Prawo, etykieta i odpowiedzialność</h2><p>W Unii Europejskiej stosowanie dodatków do żywności jest regulowane prawnie, a substancje dopuszczane do użycia muszą być oceniane pod kątem bezpieczeństwa. Przykład E171 pokazuje jednak, że nauka nie stoi w miejscu. To, co przez lata funkcjonowało w przemyśle spożywczym, może po nowych analizach zostać ograniczone albo wycofane.</p><p>Dla konsumenta najważniejsze są dwie rzeczy: czytać etykiety i nie mylić jedzenia z produktem jedzeniopodobnym. Świeże warzywa, owoce, proste produkty, domowe posiłki i ograniczenie wysoko przetworzonej żywności nie brzmią efektownie jak reklama suplementu, ale często są bliżej zdrowego rozsądku niż najmodniejszy trend z internetu.</p><p>W świecie, w którym sklepowa półka świeci kolorami jak scena z „Blade Runnera”, jelita mogą być ostatnim miejscem, gdzie prawda o naszym stylu życia zostaje zapisana bez retuszu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Stopa to fundament ciała. Poradnik o wkładkach ortopedycznych  i badaniu stóp]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55338,stopa-to-fundament-ciala-poradnik-o-wkladkach-ortopedycznych-i-badaniu-stop</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55338,stopa-to-fundament-ciala-poradnik-o-wkladkach-ortopedycznych-i-badaniu-stop</guid>
            <pubDate>Fri, 29 May 2026 16:08:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-stopa-to-fundament-ciala-poradnik-o-wkladkach-ortopedycznych-i-badaniu-stop-1780064722.png</url>
                        <title>Stopa to fundament ciała. Poradnik o wkładkach ortopedycznych  i badaniu stóp</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55338,stopa-to-fundament-ciala-poradnik-o-wkladkach-ortopedycznych-i-badaniu-stop</link>
                    </image><description>Ból stóp po całym dniu pracy, ciężkie nogi, pieczenie pięt, odciski, przeciążone kolana, biodra albo kręgosłup — często traktujemy je jak zwykłe zmęczenie. Tymczasem problem bywa ukryty niżej, dokładnie tam, gdzie zaczyna się każdy ruch: w ustawieniu stóp. To one są pierwszym kontaktem ciała z podłożem. Jeśli ten fundament pracuje nierówno, konsekwencje mogą iść w górę niczym fałszywa nuta w dobrze znanej melodii — przez kostkę, kolano, biodro, aż po plecy.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dlatego coraz więcej osób sięga po <strong>wkładki ortopedyczne</strong>, dostępne w Tomaszowie Mazowieckim w <strong>Twoim Sklepie Medycznym przy ul. Słowackiego 4</strong>, który jest autoryzowanym dystrybutorem wkładek m.in. marki Footmate. To rozwiązanie dla tych, którzy nie chcą zgadywać, czy problemem jest but, przeciążenie, płaskostopie, koślawość pięt czy niewłaściwe podparcie łuku stopy. Warto zacząć od rozmowy ze specjalistą i badania stóp.</p><h3><strong>Stopa — niewielka konstrukcja, wielka odpowiedzialność</strong></h3><p>Stopa nie jest tylko „końcówką” nogi. To skomplikowany mechanizm podporowy i amortyzujący, który każdego dnia przyjmuje tysiące mikrowstrząsów. Pracuje, gdy idziemy do pracy, stoimy w kolejce, biegniemy po schodach, prowadzimy dziecko do szkoły, trenujemy, spacerujemy po Tomaszowie, Niebieskich Źródłach czy nad Pilicą.</p><p>Jeżeli stopa ustawia się nieprawidłowo, może dochodzić do przeciążeń. U jednych objawia się to bólem pięty, u innych zmęczeniem łydek, bólem śródstopia, kolan, bioder albo odcinka lędźwiowego. Właśnie dlatego wkładki ortopedyczne nie powinny być traktowane jak zwykły dodatek do obuwia. Dobrze dobrana wkładka może wspierać prawidłowe ustawienie stopy, poprawiać komfort chodu i pomagać w rozłożeniu nacisków.</p><h3><strong>Czym są wkładki ortopedyczne?</strong></h3><p><strong>Wkładki ortopedyczne</strong> to specjalnie wyprofilowane elementy umieszczane wewnątrz obuwia. Ich zadaniem może być m.in. podparcie łuków stopy, stabilizacja pięty, poprawa komfortu chodzenia, amortyzacja wstrząsów oraz wspieranie bardziej prawidłowego rozkładu nacisku podczas stania, marszu czy aktywności sportowej.</p><p>W ofercie znajdują się m.in. wkładki i produkty przeznaczone dla osób z płaskostopiem, koślawością stóp, halluksami, ostrogą piętową, przeciążeniami, bólem stóp, kolan i kręgosłupa, a także modele poprawiające komfort codziennego użytkowania obuwia. Producent opisuje m.in. wkładki o sztywnym profilu podnoszącym łuk podłużny stopy, rozwiązania stabilizujące piętę i staw skokowy, wkładki z elementami żelowymi pod piętą i śródstopiem oraz produkty wykonane z pianki EVA, żelu czy silikonu medycznego.</p><blockquote><p><strong>&nbsp;„Wkładka komfortowa poprawia wygodę buta, natomiast dobrze dobrana wkładka ortopedyczna pracuje z całą stopą. Jej zadaniem jest nie tylko amortyzacja, ale też podparcie łuków, stabilizacja pięty i lepsze rozłożenie nacisku. To różnica między miękką poduszką w bucie a rozwiązaniem dopasowanym do biomechaniki chodu.”</strong></p></blockquote><h3><strong>Gotowe wkładki a indywidualne dopasowanie — różnica jest zasadnicza</strong></h3><p>Wkładki kupowane „z półki” mogą być pomocne, gdy potrzebujemy podstawowej amortyzacji, poprawy komfortu albo wsparcia przy typowych problemach. Mają określone rozmiary i przeznaczenie: np. dla płaskostopia podłużnego, halluksów, wrażliwych stóp, przeciążeń pięty czy śródstopia.</p><p><strong>Indywidualne wkładki ortopedyczne</strong> idą krok dalej. Ich sens polega na tym, że nie dobiera się ich wyłącznie według numeru buta, lecz według konkretnej stopy, sposobu obciążania, ustawienia pięty, pracy łuków, asymetrii i dolegliwości zgłaszanych przez pacjenta. To trochę jak z garniturem: gotowy może dobrze leżeć, ale dopiero dopasowany do sylwetki zaczyna pracować razem z człowiekiem.</p><p>W praktyce specjalista może ocenić, czy wystarczające będą gotowe wkładki np. FootMate, czy warto rozważyć rozwiązanie indywidualne po badaniu stóp i analizie biomechanicznej.</p><h3><strong>Jak wygląda proces diagnostyki i dopasowania wkładek?</strong></h3><p>Profesjonalne podejście nie powinno zaczynać się od pytania: „Jaki rozmiar buta?”. Powinno zaczynać się od rozmowy: gdzie boli, kiedy boli, jak długo trwa problem, w jakich butach chodzimy, czy pracujemy na stojąco, czy uprawiamy sport, czy mamy zdiagnozowane wady postawy, płaskostopie, koślawość pięt, halluksy albo przeciążenia.</p><p>Typowy proces może obejmować kilka etapów:</p><p><strong>Badanie stóp i wywiad</strong> — specjalista pyta o dolegliwości, tryb życia, rodzaj pracy, aktywność fizyczną, wcześniejsze urazy i używane obuwie.</p><p><strong>Ocena ustawienia stóp</strong> — sprawdzane może być ułożenie pięty, łuk podłużny i poprzeczny, koślawość lub szpotawość, punkty przeciążenia, stabilność oraz sposób obciążania stopy.</p><p><strong>Analiza biomechaniczna</strong> — w zależności od dostępnej technologii może obejmować ocenę statyczną i dynamiczną, czyli to, jak stopa zachowuje się podczas stania oraz ruchu.</p><p><strong>Dobór albo projekt wkładki</strong> — na podstawie wyniku badania specjalista może zaproponować konkretny model gotowej wkładki albo rozwiązanie indywidualne.</p><p><strong>Dopasowanie do obuwia</strong> — wkładka musi współpracować z butem. Innego podejścia wymaga obuwie codzienne, innego sportowe, szkolne, robocze czy eleganckie.</p><p><strong>Kontrola komfortu</strong> — dobrze dobrana wkładka nie powinna być przypadkowym „podwyższeniem” w bucie. Ma wspierać stopę, ale nie może powodować narastającego dyskomfortu. W niektórych przypadkach organizm potrzebuje krótkiego okresu adaptacji.</p><blockquote><p><strong>&nbsp;„Do sprawdzenia ustawienia stóp powinny skłonić nie tylko bóle samych stóp, ale też szybkie męczenie się nóg, nierównomierne ścieranie obuwia, bóle kolan, bioder czy kręgosłupa. Stopa jest fundamentem całego układu ruchu — jeśli pracuje nieprawidłowo, przeciążenia mogą przenosić się wyżej. Dobrze dobrana wkładka może wspierać prawidłowe podparcie, stabilizację i komfort codziennego chodzenia.”</strong></p></blockquote><h3><strong>Dla kogo mogą być wkładki?</strong></h3><p>Wkładki ortopedyczne i profilaktyczne mogą być rozważane przez bardzo różne grupy osób. Nie chodzi wyłącznie o sportowców czy pacjentów po urazach. Często największe przeciążenia dotyczą ludzi, którzy po prostu przez wiele godzin stoją, chodzą albo pracują na twardym podłożu.</p><p><strong>Dzieci</strong> — szczególnie wtedy, gdy rodzice obserwują koślawienie pięt, szybkie ścieranie obuwia, niechęć do dłuższego chodzenia, częste potykanie się albo podejrzenie płaskostopia. W przypadku dzieci decyzję zawsze warto konsultować ze specjalistą, bo stopa rozwija się wraz z całym układem ruchu.</p><p><strong>Dorośli pracujący na stojąco</strong> — sprzedawcy, fryzjerzy, pracownicy produkcji, gastronomii, ochrony, opieki, służby zdrowia. Długie godziny na nogach potrafią bezlitośnie obnażyć słabe punkty stóp.</p><p><strong>Seniorzy</strong> — u osób starszych komfort chodu ma ogromne znaczenie dla samodzielności, stabilności i poczucia bezpieczeństwa. Wkładki mogą wspierać amortyzację i wygodę, ale powinny być dobrane ostrożnie, zwłaszcza przy chorobach współistniejących.</p><p><strong>Sportowcy i osoby aktywne</strong> — bieganie, trening siłowy, piłka nożna, fitness czy intensywne spacery zwiększają obciążenia. FootMate oferuje m.in. wkładki polecane również do obuwia sportowego oraz rozwiązania żelowe absorbujące wstrząsy podczas chodzenia i biegania.</p><p><strong>Osoby z bólem stóp, kolan, bioder lub pleców</strong> — gdy dolegliwości powtarzają się, nasilają po chodzeniu albo pojawiają się po zmianie obuwia, warto sprawdzić, czy przyczyną nie jest przeciążenie wynikające z pracy stopy.</p><blockquote><p><strong>„Pięta i łuk stopy działają jak fundament całej konstrukcji. Jeśli pięta jest niestabilna, a łuk stopy nie ma właściwego podparcia, przeciążenia mogą przenosić się na kolana, biodra i kręgosłup. Dobrze dobrana wkładka nie leczy wszystkiego, ale może pomóc ustawić stopę stabilniej i odciążyć układ ruchu w codziennym chodzeniu.”</strong></p></blockquote><h3><strong>Płaskostopie, koślawość pięt, ból pięty. Kiedy stopa wysyła sygnały</strong></h3><p>Płaskostopie podłużne, płaskostopie poprzeczne, koślawość pięt, halluksy, ostroga piętowa, zapalenie rozcięgna podeszwowego czy przeciążenia śródstopia to problemy, które potrafią zabrać radość z najprostszych czynności. Nagle spacer staje się obowiązkiem, wejście po schodach — testem cierpliwości, a ulubione buty — narzędziem tortur.</p><p>Wkładki FootMate z linii ORTO są opisywane jako rozwiązania wspierające przy problemach takich jak płaskostopie, koślawość, halluksy czy dolegliwości związane z przeciążeniami. Przykładowo modele korytkowe mają za zadanie stabilizować tyłostopie, wspierać łuk podłużny i poprawiać ustawienie pięty. Inne produkty wykorzystują elementy żelowe lub piankowe, by zwiększać komfort i amortyzować mikrowstrząsy.</p><p>Najważniejsze jest jednak to, by nie dobierać wkładek na zasadzie „sąsiadce pomogły, to mnie też pomogą”. Stopa każdego człowieka ma własną historię: urazy, nawyki, masę ciała, rodzaj pracy, obuwie, sposób chodzenia i poziom aktywności.</p><h3><strong>Twój Sklep Medyczny w Tomaszowie Mazowieckim — lokalnie, blisko, z doborem na miejscu</strong></h3><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic ważna jest jeszcze jedna rzecz: nie trzeba szukać rozwiązań po omacku w internecie. <strong>Twój Sklep Medyczny przy ul. Słowackiego 4</strong> oferuje produkty ortopedyczne i medyczne, w tym wkładki do butów FootMate. To miejsce, w którym można porozmawiać o problemie, sprawdzić dostępne modele i dobrać rozwiązanie do codziennego obuwia.</p><p>W praktyce ma to duże znaczenie. Wkładka, która świetnie wygląda na zdjęciu, musi jeszcze zmieścić się w bucie, nie przesuwać się, nie uwierać i odpowiadać realnemu problemowi użytkownika. Lokalny sklep medyczny daje możliwość zadania pytań, porównania produktów i uzyskania wskazówek dotyczących użytkowania.</p><blockquote><h5><strong>Kiedy warto rozważyć badanie stóp?</strong></h5><p>Badanie stóp warto rozważyć, gdy pojawiają się sygnały, których nie należy zbywać machnięciem ręki:</p><p>szybkie męczenie się nóg, ból pięty, ból śródstopia, odciski, modzele, nierównomierne ścieranie butów, bóle kolan, bioder i pleców, uczucie niestabilności, częste potykanie się, przeciążenia po treningu, dyskomfort podczas długiego stania, nawracające bóle po zmianie obuwia, podejrzenie płaskostopia lub koślawości pięt.</p><p>To nie znaczy, że każda z tych dolegliwości wymaga wkładek. Oznacza raczej, że stopa prosi o uwagę. Specjalista może ocenić, czy potrzebne jest wsparcie ortopedyczne, zmiana obuwia, ćwiczenia, konsultacja fizjoterapeutyczna, ortopedyczna lub podologiczna.</p></blockquote><h5><strong>Bezpieczeństwo i zdrowy rozsądek</strong></h5><p>Artykuł ma charakter informacyjny i poradnikowy. Nie zastępuje konsultacji z lekarzem, fizjoterapeutą, podologiem ani innym specjalistą ochrony zdrowia. Wkładki ortopedyczne mogą wspierać komfort chodzenia, amortyzację i prawidłowe podparcie stóp, ale nie należy traktować ich jako gwarancji wyleczenia chorób.</p><p>W przypadku silnego bólu, obrzęku, drętwienia, zaburzeń czucia, urazu, cukrzycy, chorób reumatologicznych, problemów neurologicznych albo przewlekłych dolegliwości warto skonsultować się ze specjalistą. To on może ocenić, czy wkładki są właściwym rozwiązaniem i jaki model będzie bezpieczny.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert: młodzi ludzie są dziś weaponizowani przez internetowe sieci przemocy (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55329,ekspert-mlodzi-ludzie-sa-dzis-weaponizowani-przez-internetowe-sieci-przemocy-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55329,ekspert-mlodzi-ludzie-sa-dzis-weaponizowani-przez-internetowe-sieci-przemocy-wywiad</guid>
            <pubDate>Thu, 28 May 2026 09:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-mlodzi-ludzie-sa-dzis-weaponizowani-przez-internetowe-sieci-przemocy-wywiad-1779953117.png</url>
                        <title>Ekspert: młodzi ludzie są dziś weaponizowani przez internetowe sieci przemocy (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55329,ekspert-mlodzi-ludzie-sa-dzis-weaponizowani-przez-internetowe-sieci-przemocy-wywiad</link>
                    </image><description>Młodzi ludzie szukający akceptacji i wspólnoty stają się łatwym celem internetowych grup przemocy – ostrzegł w rozmowie z PAP dr Konrad Ciesiołkiewicz. Wskazał, że te grupy wykorzystują samotność, kryzysy psychiczne i podatność młodych ludzi, aby je weaponizować - wykorzystywać, jako broń.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Fala fałszywych alarmów, internetowe grupy „nakręcające się” przemocą, dzieci wykorzystywane do działań destabilizujących państwo, a wszystko to w świecie komunikatorów, gier online i algorytmów. - Jeszcze nigdy w historii dostęp do młodych ludzi nie był tak łatwy – powiedział PAP dr Konrad Ciesiołkiewicz, kierownik <strong>Centrum Analiz Społeczeństwa Informacyjnego </strong>Uczelni Korczaka, psycholog i politolog zajmujący się wpływem środowiska cyfrowego na dzieci i młodzież, a także autor nowego raportu pt. „Weaponizacja osób małoletnich i młodych dorosłych. Nowe zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego”. Ostrzegł, że coraz częściej nie chodzi już o ideologię, ale o<strong> „fascynację destrukcją, szokiem i sianiem chaosu”</strong>.</p><p><strong>PAP: W ostatnich tygodniach obserwowaliśmy falę fałszywych alarmów i działań destabilizujących pracę służb. Czy to już przejaw zjawiska, które opisuje pan w swoim raporcie?</strong></p><p><strong>Dr Konrad Ciesiołkiewicz: </strong>Z opisów medialnych wynikałoby, że tak. To spełnia szerokie kryteria tego, co określa się dziś mianem „com” – sieciowych grup funkcjonujących całkowicie online. Często te osoby nawet się fizycznie nie znają, ale działają według określonej logiki medialnej: sieciują się, budują relacje zależności, nakręcają się wzajemnie.</p><p>W takich środowiskach status rośnie wraz z „odwagą”. Im większy „dym” ktoś zrobi, im większy wywoła szok społeczny, tym bardziej zyskuje w oczach grupy. Bardzo często mamy też do czynienia z czymś w rodzaju toksycznej grywalizacji – użytkownicy wymieniają się „dobrymi praktykami”, mówią sobie: „to zadziałało”, „to dało większy efekt”, „to przestraszyło więcej ludzi”. To jest już pewna <strong>filozofia funkcjonowania w mediach cyfrowych </strong>– pod show, pod medialność, pod wywołanie szoku.</p><p><strong>PAP: Czyli chodzi nie tylko o sam czyn, ale też o spektakl?</strong></p><p>K.C.: Dokładnie. W tych środowiskach ważny jest <strong>efekt społeczny</strong>. To ma być głośne, spektakularne, ma wywołać panikę, chaos, reakcję służb, mediów, opinii publicznej. Oczywiście sprawcy nie zawsze będą się tym publicznie chwalić, bo wiedzą, że mogłoby to przyspieszyć ich zatrzymanie. Ale sam mechanizm działania – wzajemne nakręcanie się, budowanie pozycji w grupie, relacja sieciowa – jest bardzo charakterystyczny.</p><p><strong>PAP: Na ile istotne jest to, że w takich grupach działają bardzo młodzi ludzie?</strong></p><p>K.C.: To jest kluczowe. Instytucje europejskie alarmują o tym od kilku lat. Mówimy już nie tylko o młodych dorosłych, ale wręcz o dzieciach. W Europie zatrzymywane są 12-, 13-, 14-latki wykonujące działania dywersyjne czy przestępcze. To jest nowe zjawisko i właśnie dlatego<i> od 2025 roku zaczęto mówić o „weaponizacji” młodych ludzi – ich wykorzystywaniu jako broni, narzędzi siania terroru i chaosu.</i></p><p><strong>PAP: Jak wygląda taki mechanizm?</strong></p><p>K.C.: Najpierw trzeba znaleźć osobę podatną. Takie osoby są namierzane w sieci – na grupach wsparcia, platformach społecznościowych, forach. Często są to młodzi ludzie w kryzysie zdrowia psychicznego, samotni, odrzuceni, z depresją, ADHD, w spektrum autyzmu, po doświadczeniu bullyingu. Potem buduje się z nimi relację, czasem wręcz relację emocjonalną czy romantyczną. A później następuje wciąganie w coraz bardziej destrukcyjne działania.</p><p><strong>PAP: W swoim raporcie używa pan pojęcia „nihilistycznie zorientowanej przemocy”. Co ono właściwie oznacza?</strong></p><p>K.C.: To jest nowa<i> kategoria radykalizacji</i>. Różni się od klasycznego ekstremizmu tym, że ideologia jest tam drugorzędna.<i> Celem samym w sobie staje się destrukcja:</i> wywołanie szoku, chaosu, cierpienia, destabilizacji. To jest <i>fascynacja przemocą jako taką.</i></p><p><strong>PAP: Trudno to zrozumieć.</strong></p><p>K.C.: Bo tutaj rzeczywiście wyobraźnia trochę wysiada. Ale<i> wspólnym mianownikiem jest samotność</i>. To są bardzo często osoby szukające uznania, przynależności, poczucia znaczenia. Nawet jeśli ta wspólnota jest całkowicie iluzoryczna i istnieje wyłącznie online, daje poczucie akceptacji i wzmacnia ego.</p><p><strong>PAP: Czyli samotność staje się paliwem?</strong></p><p>K.C.: Tak. To jest chyba najważniejszy komponent. Im większa izolacja społeczna, tym większe ryzyko poszukiwania uznania w sieci. Oczywiście internet może dawać też dobre wspólnoty i wsparcie. Problem polega na tym, że grupy destrukcyjne bardzo skutecznie wykorzystują podatność młodych ludzi.</p><p><strong>PAP: Wspominał pan o fascynacji przemocą.</strong></p><p>K.C.: Tak. Wiele zatrzymanych osób funkcjonowało wcześniej w tzw.<i> gore communities – społecznościach epatujących brutalnością, krwią, śmiercią</i>. Następuje coś, co psychologia nazywa desensytyzacją, czyli odwrażliwieniem. Krok po kroku przemoc przestaje szokować.</p><p><strong>PAP: Jak to wygląda w praktyce?</strong></p><p>K.C.: <i>Najpierw są brutalne filmy, później zachęcanie do okrucieństwa wobec zwierząt, potem kolejne wyzwania</i>. „Zrób to, pokaż to, nagraj to” - to działa jak spirala. I trzeba pamiętać, że mówimy o osobach, których aparat emocjonalny, moralny i społeczny dopiero się rozwija. <i>Jeśli ktoś przez wiele miesięcy funkcjonuje niemal wyłącznie w świecie przemocy, to nie ma możliwości, żeby nie wpływało to na jego postawy.</i></p><p><strong>PAP: Z jednej strony terror staje się formą chorej rozrywki, ale jest też możliwość wykorzystywania młodych ludzi przez państwa prowadzące działania hybrydowe, aby osłabiać ich przeciwników.</strong></p><p>K.C.: Tak. O tym mówią już wprost Europol i przedstawiciele NATO. Po wybuchu wojny w Ukrainie bardzo wzrosła skala takich działań. Młodzi ludzie bywają wykorzystywani, głównie przez Rosję, ale też inne kraje, do siania chaosu i destabilizacji. I często nawet nie wiedzą, że są narzędziami w czyichś rękach.</p><p><strong>PAP: Jak to możliwe?</strong></p><p>K.C.: Bo ten system jest wielowarstwowy. Są rekruterzy, pośrednicy, osoby zapewniające logistykę, a na końcu ktoś zlecający zadanie. Młody człowiek może dostać komunikat: „zrób zdjęcie”, „przenieś paczkę”, „wyślij alarm”. I nawet nie mieć świadomości, że uczestniczy w działaniach przestępczych czy destabilizacyjnych.</p><p><strong>PAP: Europol mówi już o „przemocy jako usłudze”.</strong></p><p>K.C.: Tak, <i>„violence as a service”</i>. To bardzo technologiczny model przestępczości. Zadania są zlecane przez komunikatory, często za mikropłatności. Ktoś dostaje pieniądze za wykonanie konkretnego działania. To może być przewiezienie paczki, nagranie określonego miejsca, wywołanie alarmu. Czasem okazuje się później, że w przesyłce były np. zapalniki, jak niedawno w Polsce, albo materiały służące do działań przestępczych.</p><p><strong>PAP: A wszystko dzieje się na platformach, z których korzystają miliony ludzi.</strong></p><p>K.C.: Właśnie dlatego problem jest tak poważny. Jeszcze nigdy w historii dostęp do młodych ludzi nie był tak łatwy. Kiedyś istniała bariera geografii, rodziny, szkoły, społeczności lokalnej. Dziś każdy ma smartfon i jest stale online.</p><p><strong>PAP: Czy państwo jest wobec tego bezradne?</strong></p><p>K.C.: W dużej mierze tak.<i> Potrzebujemy regulacji i odzyskania części suwerenności państwa w przestrzeni cyfrowej. </i>Tymczasem nawet ustawa wdrażająca unijny Akt o Usługach Cyfrowych została zawetowana. A przecież chodziło m.in. o możliwość szybszego reagowania na treści przestępcze.</p><p><strong>PAP: Przeciwnicy takich regulacji mówią jednak o ograniczaniu wolności.</strong></p><p>K.C.: Dziś widzimy, czym naprawdę jest brak kontroli.<i> Państwo praktycznie nie ma narzędzi działania. </i>A przecież mówimy o ochronie dzieci, o przeciwdziałaniu przemocy, groomingowi, wykorzystywaniu seksualnemu czy destabilizacji państwa.</p><p><strong>PAP: Same regulacje wystarczą?</strong></p><p>K.C.: Nie. Druga noga to edukacja i budowanie refleksyjności. Musimy o tym rozmawiać – w szkołach, w rodzinach, w samorządach, w miejscach pracy. <i>Nie chodzi o moralizowanie, ale o uczenie dystansu, krytycznego myślenia, odpowiedzialności za innych.</i></p><p><strong>PAP: Czy społeczeństwo rozumie skalę zagrożenia?</strong></p><p>K.C.: Mam wrażenie, że wciąż za mało o tym rozmawiamy. Tymczasem<i> pierwszą linią obrony są dziś nie tylko służby specjalne, ale nauczyciele, psychologowie, pedagodzy, pracownicy socjalni, urzędnicy samorządowi.</i></p><p><strong>PAP: Do czego może nas doprowadzić brak reakcji?</strong></p><p>K.C.: Obawiam się, że największym zagrożeniem XXI wieku może stać się nie konkretna ideologia, ale pokolenie wychowane w kulturze przemocy, chaosu i cyfrowej alienacji. <i>Pokolenie odwrażliwione na cierpienie, żyjące w świecie permanentnego szoku i radykalizacji. </i>I to jest scenariusz, którego naprawdę nie powinniśmy lekceważyć.</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p><p>mir/ agz/</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jak wybrać dobrego terapeutę dla par w Warszawie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55315,jak-wybrac-dobrego-terapeute-dla-par-w-warszawie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55315,jak-wybrac-dobrego-terapeute-dla-par-w-warszawie</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 15:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jak-wybrac-dobrego-terapeute-dla-par-w-warszawie-1779888621.jpg</url>
                        <title>Jak wybrać dobrego terapeutę dla par w Warszawie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55315,jak-wybrac-dobrego-terapeute-dla-par-w-warszawie</link>
                    </image><description>Decyzja o podjęciu terapii jest kluczowym krokiem w dbaniu o relację, jednak znalezienie odpowiedniego specjalisty bywa wyzwaniem. Wybór właściwego terapeuty dla par w Warszawie wymaga zwrócenia uwagi na kilka istotnych czynników, które wpływają na skuteczność procesu. Kluczowe są kwalifikacje, doświadczenie w pracy z parami oraz podejście terapeutyczne, które powinno odpowiadać potrzebom obojga partnerów. Warto wiedzieć, na co zwrócić uwagę, aby świadomie wybrać wsparcie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kiedy warto rozważyć psychoterapię dla dwojga w Warszawie?</h2><h3>Problemy komunikacyjne a terapeuta dla par Warszawa</h3><p>Decyzja o skorzystaniu z pomocy specjalisty często pojawia się, gdy para napotyka trudności w komunikacji. <strong>Jeżeli rozmowy regularnie kończą się kłótnią, a partnerzy czują, że nie potrafią się zrozumieć, warto rozważyć wsparcie zewnętrzne.</strong> Psychoterapia może pomóc w nauce efektywnego wyrażania potrzeb i słuchania drugiej strony.</p><h3>Znajdź pomoc u terapeuty dla par w Warszawie po kryzysie</h3><p>Zdrada, poważna choroba czy utrata pracy to sytuacje kryzysowe, które mogą zachwiać fundamentami związku. <strong>Wspólne przepracowanie trudnych emocji pod okiem specjalisty stwarza przestrzeń do odbudowy zaufania i bliskości.</strong> Spotkania mogą ułatwić zrozumienie perspektywy partnera i znalezienie drogi wyjścia z kryzysu.</p><h2>Na co zwrócić uwagę podczas pierwszej konsultacji z terapeutą?</h2><h3>Terapia par w Warszawie – pierwsze spotkanie</h3><p>Pierwsza wizyta to kluczowy moment, aby ocenić, czy dany specjalista odpowiada Państwa potrzebom. Zwróćcie uwagę na sposób komunikacji – czy terapeuta tworzy atmosferę bezpieczeństwa i zaufania. <strong>Ważne jest, aby obie strony czuły się wysłuchane i zrozumiane bez poczucia bycia ocenianym.</strong></p><h3>Dobry terapeuta dla par Warszawa – pytania i odpowiedzi</h3><p>Warto obserwować, czy specjalista zadaje pytania, które pomagają zgłębić problem i czy jasno tłumaczy proponowane metody pracy. Zapytajcie o jego podejście terapeutyczne i doświadczenie w pracy z podobnymi problemami, z jakimi się zgłaszacie.</p><h2>Jakie nurty psychoterapii stosuje się w pracy z parami?</h2><p>Wybór odpowiedniego specjalisty zależy również od nurtu terapeutycznego, w którym pracuje. Każdy z nich oferuje inne narzędzia do pracy nad relacją. <strong>Zrozumienie podstawowych założeń różnych podejść może ułatwić podjęcie decyzji o wyborze formy wsparcia.</strong> Warto zapoznać się z kilkoma popularnymi metodami, aby świadomie wybrać specjalistę, którego styl pracy będzie odpowiadał potrzebom związku.</p><h3>Systemowy terapeuta dla par w Warszawie</h3><p>Podejście systemowe postrzega parę jako system, w którym zachowanie jednej osoby wpływa na drugą. Terapia koncentruje się na wzorcach komunikacji i interakcji.</p><h3>Terapia poznawczo-behawioralna dla par w Warszawie</h3><p>Ten nurt skupia się na identyfikacji i zmianie negatywnych wzorców myślenia oraz zachowań, które wpływają na dynamikę relacji.</p><h3>Podejście skoncentrowane na emocjach w Warszawie</h3><p>Terapia skoncentrowana na emocjach (EFT) pomaga partnerom zrozumieć i wyrazić swoje głębsze potrzeby emocjonalne, co sprzyja odbudowie więzi.</p><h2>Czym różni się terapia par od terapii indywidualnej dorosłych?</h2><h3>Rola terapeuty dla par w Warszawie</h3><p>Terapia par koncentruje się na relacji i dynamice między dwiema osobami, a nie na indywidualnych problemach każdego z partnerów z osobna. <strong>Specjalista pracuje z parą jako z systemem, pomagając w poprawie komunikacji i rozwiązywaniu konfliktów.</strong> W terapii indywidualnej celem jest praca nad osobistymi trudnościami i rozwojem jednej osoby, co może pośrednio wpłynąć na związek, ale nie jest to jej głównym założeniem.</p><h3>Kiedy warto wybrać terapeutę dla par w Warszawie?</h3><p>Wybór odpowiedniej formy wsparcia zależy od źródła problemu. Jeśli trudności wynikają bezpośrednio z interakcji w związku, wspólnych kryzysów lub problemów z komunikacją, terapia par może być właściwym kierunkiem. Natomiast gdy problemy jednego z partnerów, takie jak stany lękowe czy obniżony nastrój, rzutują na relację, warto rozważyć w pierwszej kolejności terapię indywidualną.</p><h2>Jak przygotować się do pierwszej wizyty u psychoterapeuty?</h2><h3>Określenie celów przed spotkaniem z terapeutą dla par w Warszawie</h3><p>Przed pierwszą konsultacją warto wspólnie zastanowić się nad celem terapii. <strong>Warto spisać kluczowe problemy oraz oczekiwania, jakie każda ze stron ma wobec procesu terapeutycznego.</strong> Pomoże to w bardziej efektywnym przedstawieniu sytuacji specjaliście i ukierunkowaniu dalszych działań. Nie jest to wymóg, ale może ułatwić rozpoczęcie rozmowy.</p><h3>Jak wygląda pierwsza wizyta u specjalisty od terapii dla par w Warszawie?</h3><p>Pierwsze spotkanie ma charakter konsultacyjny. Specjalista zbiera wywiad, pyta o historię związku oraz naturę trudności. <strong>Celem jest poznanie perspektywy obu partnerów i ustalenie, czy proponowana forma pomocy jest odpowiednia.</strong> Warto być otwartym i szczerym, pamiętając, że gabinet jest bezpieczną przestrzenią do rozmowy.</p><h2>Jakie problemy w związku może pomóc rozwiązać terapia par?</h2><h3>Kiedy terapeuta dla par w Warszawie może być wsparciem?</h3><p>Terapia dla par jest formą wsparcia psychologicznego, która może okazać się pomocna na różnych etapach związku. <strong>Warto rozważyć konsultację, gdy para doświadcza trudności w komunikacji, co prowadzi do częstych kłótni i nieporozumień.</strong> Specjalista może pomóc w nauce efektywnego wyrażania potrzeb i emocji, a także w słuchaniu i rozumieniu partnera.</p><h3>Problemy komunikacyjne a dobry terapeuta dla par Warszawa</h3><p>Innym obszarem, w którym pomoc może być przydatna, są kryzysy związane ze zdradą, utratą zaufania lub problemami z intymnością. Terapia stwarza bezpieczną przestrzeń do przepracowania trudnych doświadczeń i podjęcia próby odbudowy relacji. <strong>Spotkania mogą także pomóc parom w radzeniu sobie ze zmianami życiowymi, takimi jak narodziny dziecka, problemy zawodowe czy choroba w rodzinie.</strong></p><h2>Po czym poznać, że terapia dla par przynosi dobre efekty?</h2><p>Skuteczność procesu terapeutycznego można ocenić na podstawie kilku kluczowych wskaźników. Zmiany nie zawsze są natychmiastowe, ale regularna obserwacja postępów pozwala zweryfikować, czy obrany kierunek jest właściwy.</p><h3>Wzajemne zrozumienie w terapii dla par w Warszawie</h3><p><strong>Kluczowym sygnałem jest poprawa komunikacji i większa zdolność do wzajemnego słuchania bez osądzania.</strong> Partnerzy zaczynają lepiej rozumieć swoje potrzeby i emocje, co prowadzi do konstruktywnych rozmów zamiast eskalacji konfliktów.</p><h3>Rozwiązywanie konfliktów z terapeutą dla par z Warszawy</h3><p>Efektywna terapia wyposaża parę w narzędzia do samodzielnego rozwiązywania problemów. Jeśli zauważacie, że potraficie stosować techniki omawiane na sesjach w codziennym życiu, jest to wyraźny znak postępu.</p><p>Wybór specjalisty do pracy nad relacją to kluczowa decyzja, która wymaga rozważenia kilku czynników. Należy zweryfikować kwalifikacje, takie jak ukończone studia psychologiczne, szkołę psychoterapii oraz certyfikaty potwierdzające kompetencje w pracy z parami. Istotne jest również, aby wybrany <a href="https://fortismentis.pl/oferta/dla-doroslych/psychoterapia-par-i-malzenstw/"><u>terapeuta dla par w Warszawie</u></a> pracował w nurcie terapeutycznym odpowiadającym potrzebom związku, np. systemowym czy poznawczo-behawioralnym. Pierwsze spotkanie konsultacyjne to dobry moment na ocenę tzw. chemii i poczucia bezpieczeństwa w gabinecie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nie tylko dzieci i młodzi. Choroby alergiczne coraz częściej dotykają seniorów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55314,nie-tylko-dzieci-i-mlodzi-choroby-alergiczne-coraz-czesciej-dotykaja-seniorow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55314,nie-tylko-dzieci-i-mlodzi-choroby-alergiczne-coraz-czesciej-dotykaja-seniorow</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 15:11:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nie-tylko-dzieci-i-mlodzi-choroby-alergiczne-coraz-czesciej-dotykaja-seniorow-1779887991.png</url>
                        <title>Nie tylko dzieci i młodzi. Choroby alergiczne coraz częściej dotykają seniorów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55314,nie-tylko-dzieci-i-mlodzi-choroby-alergiczne-coraz-czesciej-dotykaja-seniorow</link>
                    </image><description>Alergia długo miała w społecznej wyobraźni twarz dziecka z inhalatorem, nastolatka kichającego w maju albo młodego dorosłego walczącego z pyłkami traw. Tymczasem lekarze ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zwracają uwagę, że choroby alergiczne coraz częściej pojawiają się także u osób po 60. roku życia — czasem po raz pierwszy w życiu. To ważny sygnał również dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i regionu, gdzie sezon pylenia, zanieczyszczenia powietrza i starzenie się społeczeństwa tworzą mieszankę, której nie wolno lekceważyć.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Alergia nie pyta już o metrykę</strong></h2><p>Przez lata alergia była traktowana jak choroba młodszych pokoleń — niemal jak znak cywilizacyjnego przyspieszenia, życia w mieście, szkolnych inhalatorów, reklam leków na katar sienny i majowych komunikatów o pyleniu. Dziś ten obraz trzeba poprawić grubą kreską. Specjaliści ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Zabrzu podkreślają, że coraz więcej pacjentów w wieku senioralnym zgłasza objawy alergii, choć wcześniej przez całe życie nie miało podobnych problemów.</p><p>U osób po 60. roku życia lekarze obserwują m.in. <strong>alergiczny nieżyt nosa, astmę alergiczną oraz ciężkie reakcje na jad owadów błonkoskrzydłych</strong>, czyli pszczół, os, szerszeni czy trzmieli. W praktyce oznacza to, że uporczywy katar, kaszel, świszczący oddech albo duszność u seniora nie powinny być automatycznie tłumaczone „wiekiem”, „przeziębieniem” czy „słabszymi płucami”.</p><p>To szczególnie ważne, bo alergia u osoby starszej potrafi być diagnostyczną łamigłówką. Seniorzy często przyjmują kilka leków, mają choroby serca, nadciśnienie, POChP, cukrzycę albo inne schorzenia przewlekłe. Objawy mogą się nakładać, zacierać, maskować. A wtedy łatwo przeoczyć moment, w którym zwykłe „kichanie od trawy” staje się problemem wymagającym leczenia.</p><h2><strong>Skala jest ogromna: nawet 40 procent Polaków z objawami alergii</strong></h2><p>Według danych przywoływanych przez Europejską Akademię Alergologii i Immunologii Klinicznej na choroby alergiczne może cierpieć nawet 150 mln Europejczyków. Sama EAACI określa się jako główne europejskie źródło eksperckiej wiedzy w zakresie alergii i immunologii klinicznej.</p><p>W Polsce punktem odniesienia pozostają badania ECAP, czyli <strong>Epidemiologia Chorób Alergicznych w Polsce</strong>. Jak przypomina Medycyna Praktyczna, w zależności od regionu i płci cechy alergii deklaruje nawet do 40 proc. Polaków, a choroby alergiczne częściej dotyczą mieszkańców miast. Badanie ECAP objęło blisko 23 tys. osób w dziewięciu regionach Polski i było pierwszym tak dużym projektem dotyczącym epidemiologii alergii w naszym kraju.</p><p>To ważne także lokalnie. Tomaszów Mazowiecki i okolice nie są przecież wyspą poza mapą cywilizacyjnych zmian. Mamy typowe dla miast problemy z jakością powietrza, mamy ruch samochodowy, sezonowe pylenie, tereny zielone, ogródki działkowe, lasy, łąki, a jednocześnie coraz starszą populację. Alergia nie zatrzymuje się przy tablicy z nazwą miejscowości.</p><h2><strong>Miasto, klimat i pyłki. Dlaczego alergii jest więcej?</strong></h2><p>Lekarze wskazują, że wzrost liczby zachorowań nie wynika wyłącznie z genów. Coraz większe znaczenie mają czynniki środowiskowe: <strong>urbanizacja, zanieczyszczenie powietrza, zmiany klimatyczne i dłuższa ekspozycja na alergeny</strong>. W uproszczeniu: organizm przez lata spotyka się z drażniącymi bodźcami, aż w pewnym momencie układ odpornościowy zaczyna reagować tak, jakby walczył z niebezpiecznym przeciwnikiem.</p><p>Wiosna i początek lata są dla alergików okresem szczególnie trudnym. Kalendarze pylenia pokazują, że pyłki roślin są obecne w powietrzu przez dużą część roku, a najwyższe stężenia wielu alergenów przypadają między lutym a październikiem. W przypadku traw, na które uczulonych jest wielu alergików, największe pylenie przypada zwykle na czerwiec i początek lipca.</p><p>Dla starszego mieszkańca Tomaszowa, który rano wychodzi na działkę, spaceruje nad Pilicą, pracuje w ogrodzie albo po prostu idzie po zakupy, objawy mogą wyglądać niewinnie: łzawienie oczu, wodnisty katar, kichanie, drapanie w gardle. Problem zaczyna się wtedy, gdy dochodzi kaszel, duszność, ucisk w klatce piersiowej albo gwałtowna reakcja po użądleniu.</p><h2><strong>Odczulanie także dla seniorów</strong></h2><p>Prof. Andrzej Bożek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego zwrócił uwagę, że w ostatnich dwóch dekadach rośnie liczba starszych pacjentów z objawami alergii. Część z nich pierwszy raz w życiu doświadcza alergicznego nieżytu nosa czy reakcji na pyłki dopiero po 60. roku życia.</p><p>Zdaniem specjalistów ważnym elementem leczenia może być <strong>immunoterapia alergenowa</strong>, czyli popularnie mówiąc odczulanie. To metoda leczenia przyczynowego, a nie wyłącznie objawowego. Polskie Towarzystwo Alergologiczne również wskazuje, że immunoterapia alergenowa pozostaje jedyną metodą leczenia przyczynowego alergii, choć w Polsce nadal nie jest wykorzystywana w pełni.</p><p>Z informacji przekazanych przez naukowców wynika, że u seniorów efekty takiej terapii mogą być porównywalne do efektów obserwowanych u młodszych pacjentów. Co istotne, leczenie może ograniczać potrzebę stałego sięgania po leki objawowe. O kwalifikacji zawsze powinien jednak decydować lekarz, szczególnie gdy pacjent ma choroby przewlekłe i przyjmuje wiele preparatów.</p><h2><strong>Najgroźniejszy scenariusz: anafilaksja po użądleniu</strong></h2><p>Szczególną uwagę lekarze zwracają na <strong>anafilaksję</strong>, czyli ciężką reakcję ogólnoustrojową, która może doprowadzić do wstrząsu i bezpośredniego zagrożenia życia. Najczęściej kojarzymy ją z pokarmami albo lekami, ale u seniorów poważnym problemem mogą być także reakcje po użądleniu przez pszczołę lub osę.</p><p>Medycyna Praktyczna przypomina, że wstrząs anafilaktyczny jest szybko rozwijającą się, zagrażającą życiu reakcją nadwrażliwości, a podstawą leczenia jest jak najszybsze podanie adrenaliny w przednio-boczną powierzchnię uda.</p><p>To nie jest detal z podręcznika. To wiedza, która może przesądzić o czyimś życiu na działce, przy pasiece, na cmentarzu, w ogrodzie, podczas rodzinnego grilla albo spaceru. Osoby po przebytych ciężkich reakcjach alergicznych powinny skonsultować z lekarzem, czy powinny mieć przy sobie adrenalinę w autowstrzykiwaczu. W części przypadków zalecane może być posiadanie nawet dwóch dawek.</p><h2><strong>Na co powinni zwrócić uwagę seniorzy i ich bliscy?</strong></h2><p>Nie każdy katar jest alergią, ale nie każdy katar u seniora jest też „zwykłym katarem”. Do lekarza warto zgłosić się zwłaszcza wtedy, gdy objawy powtarzają się sezonowo, nasilają po wyjściu na zewnątrz, kontakcie z kurzem, trawą, zwierzętami albo po użądleniu owada. Niepokojące są również duszności, świszczący oddech, ucisk w klatce piersiowej, nagłe osłabienie, obrzęk warg, języka, twarzy lub gardła.</p><p>W rodzinach warto skończyć z lekceważącym zdaniem: „Babcia tak już ma” albo „Dziadek zawsze kaszle w czerwcu”. Medycyna zna wiele historii, w których przełom zaczynał się od potraktowania objawu poważnie. Jak w dobrym reportażu Hanny Krall — najważniejsze bywa to, co z pozoru mieści się w jednym prostym zdaniu.</p><h2><strong>Lokalny kontekst: sezon pylenia trwa, a seniorów przybywa</strong></h2><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i sąsiednich miejscowości temat ma wymiar bardzo praktyczny. Seniorzy są aktywni: chodzą na działki, opiekują się wnukami, korzystają z parków, lasów, terenów nadpilicznych, ogródków i przydomowych sadów. To dobrze. Ruch i kontakt z naturą są potrzebne. Ale natura, jak u Mickiewicza, bywa piękna i nieobojętna — pachnie, kwitnie, pyli, a czasem żądli.</p><p>Dlatego przy nawracających objawach nie warto ratować się przypadkowymi lekami z domowej apteczki. Lepiej zapytać lekarza rodzinnego o dalszą diagnostykę, ewentualnie konsultację alergologiczną. Szczególnie wtedy, gdy alergia utrudnia sen, oddychanie, codzienne funkcjonowanie albo współistnieje z chorobami serca i układu oddechowego.</p><h2><strong>Puenta</strong></h2><p>Alergia przestała być chorobą młodych. Stała się chorobą naszych czasów — miejską, środowiskową, klimatyczną i coraz częściej senioralną. Nie jest już tylko majowym katarem z reklamy. Może być cichym przeciwnikiem osoby starszej, która przez całe życie nie znała słowa „alergen”, a dziś nagle musi nauczyć się nowego języka własnego organizmu.</p><p>I właśnie dlatego warto o tym mówić teraz — zanim kolejny katar, kaszel albo użądlenie zostaną zlekceważone.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Konkurs bez werdyktu. Tomaszowskie Centrum Zdrowia wciąż bez nowego prezesa]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55308,konkurs-bez-werdyktu-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wciaz-bez-nowego-prezesa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55308,konkurs-bez-werdyktu-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wciaz-bez-nowego-prezesa</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 11:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-konkurs-bez-werdyktu-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wciaz-bez-nowego-prezesa-1779874187.png</url>
                        <title>Konkurs bez werdyktu. Tomaszowskie Centrum Zdrowia wciąż bez nowego prezesa</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55308,konkurs-bez-werdyktu-tomaszowskie-centrum-zdrowia-wciaz-bez-nowego-prezesa</link>
                    </image><description>Rozmowy z kandydatami miały się odbyć 26 maja 2026 roku. Decyzji jednak nie ma. Według nieoficjalnych, ale potwierdzonych w wiarygodnych źródłach redakcji informacji, komisja lub Rada Nadzorcza Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o. po głosowaniu nie wyłoniła nowego prezesa spółki. W konsekwencji ma zostać ogłoszony kolejny konkurs.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To nie jest zwykła kadrowa łamigłówka, którą można odłożyć na później jak segregator na półkę. <strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia</strong> to jedna z najważniejszych instytucji publicznych w powiecie tomaszowskim. To tu mieszkańcy trafiają w sytuacjach nagłych, tu zapadają decyzje medyczne, organizacyjne i finansowe, które dla pacjentów bywają ważniejsze niż wszystkie lokalne polityczne układanki razem wzięte. Dlatego nierozstrzygnięty konkurs na prezesa TCZ nie jest tylko historią o fotelu w zarządzie. To opowieść o stabilności szpitala, odpowiedzialności organów właścicielskich i pytaniu, czy drzwi gabinetu prezesa pozostaną jeszcze przez jakiś czas uchylone.</p><h2>Rozmowy były, decyzji nie ma</h2><p>Według ustaleń redakcji <strong>26 maja 2026 roku prowadzone były rozmowy z kandydatami na stanowisko prezesa Zarządu Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o.</strong> Po ich zakończeniu miało dojść do głosowania. Jak wynika z naszych nieoficjalnych, ale potwierdzonych w wiarygodnych źródłach informacji, <strong>nie udało się jednak wyłonić osoby, która obejmie funkcję prezesa TCZ</strong>.</p><p>Oznacza to, że konkurs zakończył się bez finału. Była scena, byli kandydaci, była komisja, był moment decyzji — zabrakło werdyktu. W konsekwencji, jak słyszymy, <strong>ma zostać ogłoszone nowe postępowanie konkursowe</strong>. Do obecnego zgłosiło się pięć osób. Dlaczego żadna z nich nie zyskała akceptacji Rady Nadzorczej?&nbsp;</p><h2>Jakich kwalifikacji oczekiwano od kandydatów?</h2><p>Z publicznie dostępnych informacji wynika, że kandydat na stanowisko prezesa TCZ musiał spełniać konkretne wymagania formalne. Oczekiwano między innymi wykształcenia wyższego na kierunku medycznym, ekonomicznym lub prawniczym, co najmniej pięcioletniego okresu zatrudnienia w podmiocie leczniczym oraz minimum trzyletniego doświadczenia na stanowiskach kierowniczych lub samodzielnych albo doświadczenia wynikającego z prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek.</p><p>Oferty miały być przyjmowane do <strong>8 maja 2026 roku</strong>.</p><p>To ważne, bo w przypadku szpitalnej spółki prezes nie jest jedynie administratorem budynku, kadr i dokumentów. Zarząd spółki z ograniczoną odpowiedzialnością prowadzi sprawy spółki i reprezentuje ją na zewnątrz — wynika to z art. 201 Kodeksu spółek handlowych. W przypadku podmiotu leczniczego ta odpowiedzialność nabiera dodatkowego ciężaru: chodzi o organizację pracy placówki, bezpieczeństwo pacjentów, ciągłość świadczeń, kontrakty z NFZ, inwestycje, finanse i zaufanie społeczne.</p><p>Szpital to nie plansza do gry kadrowej. To instytucja bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i całego powiatu. W przypadku TCZ stawka jest szczególna. Szpital działa w realiach presji finansowej, rosnących kosztów, napięć płacowych, potrzeb inwestycyjnych i oczekiwań pacjentów. Każda zwłoka w decyzjach zarządczych może odbijać się nie tylko na dokumentach, ale również na atmosferze wśród pracowników i poczuciu bezpieczeństwa mieszkańców.</p><h2>Szpital potrzebuje stabilności</h2><p>Obecnym prezesem TCZ jest <strong>Konrad Borowski</strong>, który objął funkcję w styczniu 2026 roku po odwołaniu Marka Utrackiego przez nową Radę Nadzorczą spółki, po zmianach we władzach powiatu. Borowski mówił również, że od początku wiedział, iż będzie pełnił funkcję przez około trzy miesiące, a następnie poproszono go, by pokierował szpitalem jeszcze do końca maja.</p><p>Styczniowe odwołanie Marka Utrackiego i powołanie Konrada Borowskiego było szeroko opisywane także przez media regionalne. W doniesieniach podkreślano, że zmiana nastąpiła po przetasowaniach w powiecie i zmianie składu Rady Nadzorczej TCZ.</p><p>Od tamtego czasu wokół szpitala pojawiały się napięcia dotyczące zmian kadrowych, finansów, wynagrodzeń, inwestycji i przyszłości placówki. Tym bardziej sprawa nowego prezesa nie może być traktowana jak techniczny punkt w porządku obrad. Mieszkańcy nie czekają wyłącznie na nazwisko. Czekają na odpowiedź, jaki jest plan dla TCZ.</p><p>Czy szpital ma wejść w kolejny etap z silnym mandatem zarządczym? Czy znów będzie trwał w tymczasowości? Kto podejmie odpowiedzialność po zakończeniu maja, jeśli nowy prezes nie zostanie wybrany?</p><p>To pytania, które powinny paść publicznie i doczekać się publicznej odpowiedzi.</p><h2>Nowy konkurs i stare pytania</h2><p>Jeżeli potwierdzą się informacje o ogłoszeniu nowego konkursu, przed organami spółki staną dokładnie te same pytania, tylko z jeszcze większym ciężarem. Kiedy zostanie ogłoszone nowe postępowanie? Czy wymagania wobec kandydatów pozostaną takie same? Czy zmieni się tryb wyboru? Kto będzie kierował spółką do czasu rozstrzygnięcia?</p><p>Istotne jest również, czy możliwe będzie czasowe powierzenie obowiązków obecnemu prezesowi, albo pełnomocnikowi. W przypadku spółki prowadzącej działalność leczniczą nie chodzi bowiem o symboliczne „pełnienie funkcji”, lecz o realne decyzje: podpisy, kontrakty, organizację pracy, rozmowy z personelem, inwestycje i codzienne zarządzanie ryzykiem.</p><p>W najbliższych dniach redakcja skieruje pytania do <strong>Tomaszowskiego Centrum Zdrowia</strong>, <strong>Rady Nadzorczej TCZ</strong> oraz <strong>Starostwa Powiatowego w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Zapytamy między innymi o liczbę kandydatów, przebieg rozmów, wynik głosowania, przyczyny braku rozstrzygnięcia oraz plan dalszego zarządzania szpitalem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nie geny, lecz styl życia. Dlaczego polscy mężczyźni przegrywają walkę o dłuższe życie?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55307,nie-geny-lecz-styl-zycia-dlaczego-polscy-mezczyzni-przegrywaja-walke-o-dluzsze-zycie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55307,nie-geny-lecz-styl-zycia-dlaczego-polscy-mezczyzni-przegrywaja-walke-o-dluzsze-zycie</guid>
            <pubDate>Wed, 27 May 2026 10:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nie-geny-lecz-styl-zycia-dlaczego-polscy-mezczyzni-przegrywaja-walke-o-dluzsze-zycie-1779872017.png</url>
                        <title>Nie geny, lecz styl życia. Dlaczego polscy mężczyźni przegrywają walkę o dłuższe życie?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55307,nie-geny-lecz-styl-zycia-dlaczego-polscy-mezczyzni-przegrywaja-walke-o-dluzsze-zycie</link>
                    </image><description>Polscy mężczyźni wciąż żyją znacznie krócej niż kobiety. Prof. Bolesław Samoliński z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wskazuje, że różnica ta wynosi około 8 lat, podczas gdy w wielu krajach Europy jest wyraźnie mniejsza. Głównym powodem nie jest wyłącznie medycyna, genetyka ani przypadek, lecz codzienność: nadwaga, otyłość, zła dieta, za mało ruchu i przekonanie, że „jakoś to będzie”. Tyle że organizm nie jest urzędem — nie przyjmuje podań o odroczenie konsekwencji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2024 rok przeciętne trwanie życia mężczyzn w Polsce wyniosło <strong>74,93 roku</strong>, a kobiet <strong>82,26 roku</strong>. To różnica ponad 7 lat, bliska tej, o której mówi prof. Samoliński, i nadal bardzo wysoka na tle wielu państw europejskich. GUS wskazuje jednocześnie, że długość życia po pandemicznym załamaniu ponownie rośnie, ale dystans między kobietami a mężczyznami pozostaje wyraźny.</p><h2>Mężczyźni wiedzą, ale nie zmieniają życia</h2><p>Prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, alergolog i otolaryngolog, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwraca uwagę, że jednym z najważniejszych problemów jest <strong>nadwaga i otyłość</strong>, pojawiająca się u mężczyzn już w młodym wieku.</p><p>Szczególnie niepokojący jest wniosek z badań prowadzonych w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2016–2020: wraz z wykształceniem u mężczyzn rośnie częstość nadwagi. U kobiet jest odwrotnie — im wyższy poziom wykształcenia, tym większa dyscyplina dotycząca wagi, diety i sprawności. Sam Narodowy Program Zdrowia za strategiczny cel uznawał wydłużenie życia w zdrowiu, poprawę jakości życia i zmniejszenie nierówności zdrowotnych.</p><p>To jeden z tych paradoksów, które bolą bardziej niż prosta statystyka. Wiedza jest. Świadomość jest. Dostęp do informacji większy niż kiedykolwiek. A jednak w praktyce wielu mężczyzn żyje tak, jakby ciało było samochodem służbowym: można zatankować byle czym, jechać bez przeglądu, a kontrolkę ostrzegawczą zakleić taśmą.</p><h2>BMI rośnie, ryzyko zgonu także</h2><p>Ekspert podkreśla, że wraz ze wzrostem wskaźnika BMI u osób w wieku 35–49 lat zwiększa się ryzyko przedwczesnego zgonu. Problem dotyczy także osób starszych. Rosnące BMI w wieku okołoemerytalnym i podeszłym oznacza bardzo wysokie ryzyko zdrowotne, a mężczyźni są tu grupą szczególnie narażoną.</p><p>Polska należy do krajów o wysokim BMI. W praktyce oznacza to więcej chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2, nadciśnienia, problemów z układem kostno-stawowym i większe ryzyko nowotworów związanych ze stylem życia. Na końcu tej drogi często nie ma dramatycznej sceny jak z filmu, tylko zwykły poranek: duszność, ból w klatce piersiowej, wynik badań, którego nie da się już „rozchodzić”.</p><h2>Dieta po polsku: dużo kalorii, mało warzyw</h2><p>Prof. Samoliński zwraca uwagę na konkretne nawyki. Ponad 60 proc. Polaków nie je pieczywa razowego albo robi to bardzo rzadko. Codziennie warzywa i owoce spożywa tylko co trzeci mieszkaniec kraju. Potrawy smażone kilka razy w tygodniu lub raz w tygodniu je aż 80 proc. populacji, a co drugi Polak kilka razy w tygodniu sięga po słodycze.</p><p>To nie są drobiazgi. To codzienna buchalteria organizmu. Każda słodzona herbata, każdy napój gazowany, każda „mała przekąska”, każdy obiad smażony na ciężko dopisują coś do rachunku, który ciało kiedyś wystawia z odsetkami.</p><p>Specjalista zaleca przede wszystkim ograniczenie produktów wysokoenergetycznych, w tym napojów słodzonych. Do poziomu <strong>BMI 30</strong> wiele można jeszcze zrobić stylem życia: ruchem, dietą, zmianą codziennych przyzwyczajeń. Powyżej tej granicy mówimy już o otyłości i coraz częściej potrzebna jest interwencja medyczna.</p><h2>Ruch to nie fanaberia. To najtańszy lek</h2><p>W tej opowieści nie chodzi o kult siłowni, modne zegarki sportowe i zdjęcia z biegania o świcie. Chodzi o coś znacznie prostszego: codzienny ruch, który utrzymuje ciało w gotowości do życia.</p><p>Prof. Samoliński przywołuje przykład dzieci z astmą. Jak mówi, rodzice często pytają o zwolnienia z WF-u, tymczasem około 30 proc. olimpijczyków ma astmę, a Otylia Jędrzejczak dzięki sportowi poradziła sobie z chorobą. To mocne zderzenie z wciąż żywym mitem, że „pulchne dziecko to zdrowe dziecko”. Nie. Zdrowe dziecko to dziecko sprawne, aktywne, dobrze odżywione i przyzwyczajone do ruchu.</p><p>Ten sam błąd przenosi się potem w dorosłość. Najpierw zwolnienie z WF-u, później zwolnienie z aktywności, potem zwolnienie z badań, aż w końcu organizm sam wystawia zwolnienie — już bez pytania o zgodę.</p><h2>Lokalny wymiar problemu</h2><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i całego regionu łódzkiego to temat bardzo praktyczny. Nie chodzi o abstrakcyjną debatę profesorów, lecz o codzienność naszych rodzin, zakładów pracy, szkół, przychodni i klubów sportowych.</p><p>Mężczyźni rzadziej korzystają z profilaktyki, częściej lekceważą objawy, później zgłaszają się do lekarza i częściej traktują zmęczenie, nadciśnienie czy otyłość jak „normalny wiek”. To nie jest normalny wiek. To często ostrzeżenie. A ostrzeżenia mają sens tylko wtedy, gdy ktoś ich słucha.</p><p>Warto więc mówić o prostych rzeczach, bez moralizowania, ale uczciwie: regularne badania krwi, kontrola ciśnienia, pomiar glukozy, aktywność fizyczna, mniej alkoholu, mniej słodzonych napojów, więcej warzyw, rozsądna masa ciała. Nie brzmi efektownie. Nie ma w tym hollywoodzkiej dramaturgii. Ale właśnie takie nudne decyzje najczęściej ratują życie.</p><h2>Prawo też mówi o zdrowiu publicznym</h2><p>W polskim systemie zdrowia publicznego profilaktyka nie jest dodatkiem, lecz obowiązkiem państwa i samorządów. Ustawa z 11 września 2015 roku o zdrowiu publicznym stworzyła ramy dla działań mających poprawiać zdrowie obywateli, a Narodowy Program Zdrowia wskazywał m.in. na znaczenie diety, aktywności fizycznej i walki z chorobami dietozależnymi.</p><p>To ważne również lokalnie. Samorządy, szkoły, placówki medyczne, organizacje społeczne i media mogą robić więcej niż tylko przypominać o „zdrowym stylu życia” przy okazji kampanii. Mogą tworzyć warunki: ścieżki rowerowe, dostępne obiekty sportowe, edukację żywieniową, wydarzenia profilaktyczne, badania przesiewowe i lokalne akcje dla mężczyzn, którzy do lekarza idą często dopiero wtedy, gdy naprawdę nie mają już wyjścia.</p><h2>Najtrudniejsza zmiana zaczyna się przy stole</h2><p>Polscy mężczyźni nie przegrywają wyłącznie z chorobami. Przegrywają często z własnym stylem życia, z lekceważeniem profilaktyki i z kulturowym wzorem twardziela, który „nie narzeka”, „nie bada się” i „nie będzie jadł trawy”. Tyle że ta poza ma swoją cenę.</p><p>W „Raporcie mniejszości” przyszłość można było zobaczyć wcześniej. W medycynie też często można. Wynik cholesterolu, obwód pasa, ciśnienie, glukoza, masa ciała — to są nasze prywatne zwiastuny. Nie po to, by straszyć, ale by zdążyć.</p><p>Największa rewolucja zdrowotna nie zawsze zaczyna się w ministerstwie. Czasem zaczyna się od tego, że mężczyzna po czterdziestce idzie na badania, zamienia słodzony napój na wodę, wychodzi na spacer, wraca do roweru, przestaje traktować brzuch jak medal za ciężką pracę i rozumie, że rodzina potrzebuje go nie tylko dzisiaj, ale także za dziesięć, dwadzieścia i trzydzieści lat.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Praca z podświadomością: Zastosowanie hipnozy w terapii zaburzeń emocjonalnych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55300,praca-z-podswiadomoscia-zastosowanie-hipnozy-w-terapii-zaburzen-emocjonalnych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55300,praca-z-podswiadomoscia-zastosowanie-hipnozy-w-terapii-zaburzen-emocjonalnych</guid>
            <pubDate>Tue, 26 May 2026 12:09:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-praca-z-podswiadomoscia-zastosowanie-hipnozy-w-terapii-zaburzen-emocjonalnych-1779988186.jpg</url>
                        <title>Praca z podświadomością: Zastosowanie hipnozy w terapii zaburzeń emocjonalnych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55300,praca-z-podswiadomoscia-zastosowanie-hipnozy-w-terapii-zaburzen-emocjonalnych</link>
                    </image><description>Hipnoterapia w Warszawie zyskuje znaczenie jako wsparcie w leczeniu lęku, stresu i zaburzeń emocjonalnych. W bezpiecznym gabinecie, pod okiem specjalisty, pomaga dotrzeć do podświadomych mechanizmów i stopniowo zmieniać utrwalone reakcje.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><span style="color:#1F1F1F;">Złożone problemy psychologiczne i przewlekły stres wymagają sięgnięcia po specjalistyczne narzędzia omijające blokady analitycznego umysłu. Profesjonalnie prowadzona</span><a href="https://ninaambroziak.com/"><span style="color:#1F1F1F;">&nbsp;</span><span style="color:#0B57D0;">hipnoterapia warszawa</span></a><span style="color:#1F1F1F;"> pozwala skutecznie dotrzeć do głębokich, ukrytych mechanizmów kształtujących nasze codzienne reakcje obronne. Odpowiednio zaplanowana interwencja w bezpiecznym gabinecie znacząco przyspiesza proces trwałej zmiany ograniczających nawyków.</span></p><h2><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Mechanizmy neuroplastyczności mózgu w stanie głębokiego relaksu</strong></span></h2><p><span style="color:#1F1F1F;">Stan terapeutycznego rozluźnienia zmienia dominującą częstotliwość fal mózgowych, wprowadzając układ nerwowy pacjenta w optymalny zakres fal alfa i theta. Taka fizjologiczna rekonfiguracja ułatwia płynny dostęp do wypartych wspomnień oraz konfliktów emocjonalnych zakotwiczonych w ciele. Praktyka gabinetowa prowadzona przez ninaambroziak dowodzi, że czasowe ominięcie krytycznego czynnika umysłu stwarza idealne warunki do redefinicji traumatycznych doświadczeń.</span></p><p><span style="color:#1F1F1F;">Proces przeprogramowania szkodliwych schematów poznawczych odbywa się poprzez tworzenie zupełnie nowych, stabilnych połączeń neuronowych. Pacjent przez cały czas trwania sesji terapeutycznej zachowuje stuprocentową świadomość i sprawuje kontrolę nad przebiegiem transu. Indukcja służy tu wyłącznie jako neurobiologiczny katalizator, ułatwiający wdrażanie pozytywnych sugestii wspierających leczenie.</span></p><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Eliminacja fobii specyficznych i chronicznego napięcia nerwowego</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Techniki pracy z podświadomością wykazują bardzo wysoką skuteczność analityczną w niwelowaniu paraliżującego lęku przed lataniem, wystąpieniami publicznymi czy określonymi sytuacjami społecznymi. Doświadczony specjalista pomaga trwale odizolować zewnętrzny bodziec stresowy od wyuczonej, panicznej reakcji wegetatywnej ludzkiego organizmu. Stopniowa desensytyzacja w transie pozwala na bezpieczne oswojenie się z obiektem lęku, całkowicie bez narażania pacjenta na rzeczywisty stres.</span></p><p><span style="color:#1F1F1F;">Aby cały proces terapeutyczny przyniósł wymierne rezultaty kliniczne, wymaga on precyzyjnego dostosowania języka sugestii do indywidualnego profilu językowego pacjenta. Prawidłowo zaprojektowana i wdrożona strategia leczenia podświadomych blokad przynosi następujące, udokumentowane korzyści zdrowotne:</span></p><ul><li><span style="color:#1F1F1F;">Trwałe obniżenie poziomu kortyzolu we krwi i szybka redukcja chronicznego napięcia mięśni szkieletowych.</span></li><li><span style="color:#1F1F1F;">Systematyczne wygaszenie psychosomatycznych objawów stresu oksydacyjnego, takich jak nawracające migreny czy uporczywa bezsenność.</span></li><li><span style="color:#1F1F1F;">Wykształcenie nowych, wysoce adaptacyjnych mechanizmów kognitywnych niezbędnych do radzenia sobie z codziennymi kryzysami.</span></li></ul><h3><strong>Najczęściej zadawane pytania (FAQ)</strong></h3><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Czy stan głębokiego relaksu hipnotycznego jest bezpieczny dla mózgu?</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Odpowiednio przeprowadzona indukcja to zjawisko całkowicie naturalne, fizjologicznie przypominające moment tuż przed zaśnięciem lub stan silnego zamyślenia. Terapeuta nigdy nie posiada możliwości zmuszenia klienta do wykonania działań, które łamią jego wewnętrzny system wartości moralnych.</span></p><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Ile spotkań w gabinecie potrzeba do ustabilizowania zaburzeń snu?</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Początkowy czas trwania i intensywność leczenia zależą od złożoności problemu bazowego oraz indywidualnej podatności układu nerwowego na neuroplastyczność. Bardzo często już po upływie zaledwie trzech sesji pacjenci notują zauważalną poprawę jakości snu głębokiego oraz rzadsze wybudzenia nocne.</span></p><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Czym dokładnie różni się profesjonalna praca kliniczna od form scenicznych?</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Terapia prowadzona w gabinecie ukierunkowana jest na rozwiązanie precyzyjnie zdefiniowanego problemu zdrowotnego, przy pełnej, świadomej współpracy z dłużnikiem. Z kolei popularne formaty sceniczne to jedynie wyreżyserowana iluzja, oparta na rygorystycznej selekcji jednostek o najwyższej skłonności do uległości.</span></p><h3><span style="color:#1F1F1F;"><strong>Jakie istnieją bezwzględne przeciwwskazania do podjęcia tego typu interwencji?</strong></span></h3><p><span style="color:#1F1F1F;">Główną przeszkodą do rozpoczęcia pracy w transie są przede wszystkim zdiagnozowane aktywne psychozy, schizofrenia oraz ostre stany epileptyczne. Kompetentny specjalista zawsze rozpoczyna współpracę od szczegółowego wywiadu, który rzetelnie wyklucza ewentualne ryzyka z obszaru neurologii i psychiatrii.</span></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„Moje Zdrowie” ma już rok. W Łódzkiem ankietę wypełniło 264 tysiące osób, a NFZ zapłacił za badania 52 mln zł]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55295,moje-zdrowie-ma-juz-rok-w-lodzkiem-ankiete-wypelnilo-264-tysiace-osob-a-nfz-zaplacil-za-badania-52-mln-zl</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55295,moje-zdrowie-ma-juz-rok-w-lodzkiem-ankiete-wypelnilo-264-tysiace-osob-a-nfz-zaplacil-za-badania-52-mln-zl</guid>
            <pubDate>Tue, 26 May 2026 10:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-moje-zdrowie-ma-juz-rok-w-lodzkiem-ankiete-wypelnilo-264-tysiace-osob-a-nfz-zaplacil-za-badania-1779785269.png</url>
                        <title>„Moje Zdrowie” ma już rok. W Łódzkiem ankietę wypełniło 264 tysiące osób, a NFZ zapłacił za badania 52 mln zł</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55295,moje-zdrowie-ma-juz-rok-w-lodzkiem-ankiete-wypelnilo-264-tysiace-osob-a-nfz-zaplacil-za-badania-52-mln-zl</link>
                    </image><description>Program „Moje Zdrowie – bilans zdrowia osoby dorosłej” działa od maja 2025 roku i po pierwszym roku stał się jednym z największych projektów profilaktycznych w Polsce. Ankiety wypełniły już około 4 miliony dorosłych Polek i Polaków. W województwie łódzkim z programu skorzystało 264 tysiące osób, a za wykonane badania Łódzki Oddział NFZ zapłacił 52 mln zł. To nie jest kolejna ulotka o profilaktyce, którą odkłada się do szuflady. To realna szansa, by znaleźć chorobę wtedy, gdy jeszcze nie zdążyła zapukać do drzwi z całą siłą.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h4><strong>Profilaktyka, która zeszła z plakatu i weszła do przychodni</strong></h4><p>Są choroby, które nie zaczynają się jak dramat w filmie Kurosawy — od nagłego uderzenia pioruna, krzyku i ciemnego nieba. Częściej przychodzą cicho. Przez lata piszą swoje pierwsze zdania w wynikach krwi, w podwyższonych próbach wątrobowych, w poziomie glukozy, kreatyniny, cholesterolu albo markerów, których wielu pacjentów nigdy wcześniej nawet nie słyszało.</p><p>Właśnie dlatego powstał program <strong>„Moje Zdrowie – bilans zdrowia osoby dorosłej”</strong>. To bezpłatny, finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia przegląd zdrowotny dla osób dorosłych. Program rozpoczął się 5 maja 2025 roku i jest realizowany w podstawowej opiece zdrowotnej. Mogą z niego korzystać osoby, które ukończyły 20 lat. Oficjalne informacje dla pacjentów wskazują, że celem programu jest m.in. wczesne wykrywanie chorób cywilizacyjnych, chorób układu krążenia, cukrzycy, chorób nerek, zaburzeń tarczycy, wybranych chorób onkologicznych oraz zakażeń HCV.</p><p>To ważne także lokalnie. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, powiatu tomaszowskiego i całego regionu łódzkiego program nie oznacza wyjazdu do wielkiego ośrodka klinicznego ani czekania na specjalistyczną furtkę, która otworzy się za kilka miesięcy. Pierwszym miejscem kontaktu jest zwykła przychodnia POZ — ta sama, do której pacjent jest zapisany na co dzień.</p><h4><strong>W Łódzkiem 264 tysiące ankiet. Rekordzistą powiat opoczyński</strong></h4><p>Według danych przekazanych przez Łódzki Oddział NFZ, od maja 2025 roku w województwie łódzkim <strong>264 tysiące osób wypełniło ankietę w programie „Moje Zdrowie”</strong>. W pierwszych dwóch miesiącach działania programu wypełniano po około 14 tysięcy ankiet miesięcznie. Obecnie jest to średnio około 24 tysięcy ankiet.</p><p>Najwięcej ankiet wypełniono w Łodzi — niemal 62 tysiące. Najmniej w powiecie brzezińskim — około 3 tysiące. Jeśli jednak spojrzeć nie na suche liczby, lecz na odsetek mieszkańców powyżej 20. roku życia objętych programem, liderem regionu jest <strong>powiat opoczyński</strong>, gdzie z programu skorzystało już 25 procent uprawnionych mieszkańców. To najlepszy wynik w województwie łódzkim.</p><p>W pierwszej trójce znalazły się także <strong>powiat kutnowski</strong> z wynikiem 20 procent oraz <strong>powiat piotrkowski</strong>, gdzie program objął 19 procent mieszkańców w wieku 20+. Najsłabsze wyniki odnotowano w powiatach: łęczyckim — 9 procent, pajęczańskim — 10 procent i zgierskim — 11 procent.</p><p>W całym 2025 roku mieszkańcy Łódzkiego wykonali w programie <strong>629 tysięcy badań</strong>, za które Łódzki NFZ zapłacił <strong>52 mln zł</strong>. Co istotne, Fundusz podkreśla, że program nie jest limitowany finansowo — NFZ zapłaci za wszystkie badania i porady, z których skorzystają pacjenci.</p><h4><strong>Najczęściej badają się kobiety. Mężczyźni nadal zbyt często czekają na sygnał alarmowy</strong></h4><p>W Łódzkiem — podobnie jak w całej Polsce — z programu najchętniej korzystają kobiety. Stanowią one <strong>63 procent osób</strong>, które przystąpiły do „Mojego Zdrowia”. To nie powinno dziwić. Statystycznie kobiety częściej korzystają z profilaktyki, szybciej reagują na niepokojące objawy i częściej pojawiają się w gabinetach lekarskich nie dopiero wtedy, gdy organizm woła o pomoc.</p><p>Ale program jest również mocnym sygnałem do mężczyzn. Zwłaszcza że w pakiecie badań mogą znaleźć się m.in. oznaczenia PSA u mężczyzn po 50. roku życia, badania wątrobowe czy ocena ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. W Polsce wciąż zbyt często działa model „pójdę, jak będzie naprawdę źle”. Tyle że w medycynie czasem „naprawdę źle” oznacza już etap, na którym lekarz musi gasić pożar, zamiast spokojnie wymienić instalację.</p><p>W całym kraju rośnie średni wiek uczestników programu. Osoby 50+ stanowią obecnie 45,9 procent ankietowanych. W Łódzkiem niemal 15 procent wszystkich korzystających z programu to młodzi dorośli w wieku 20–29 lat. Najmniejszą grupą są osoby w wieku 40–49 lat — to 13 procent uczestników.</p><h4>Kto może skorzystać z programu „Moje Zdrowie”?</h4><p>Program jest skierowany do wszystkich osób, które ukończyły 20 lat i są ubezpieczone w NFZ. Nie ma górnej granicy wieku. Osoby w wieku od 20 do 49 lat mogą korzystać z bilansu raz na 5 lat, a osoby w wieku 50 lat i więcej — raz na 3 lata. Takie zasady potwierdzają również oficjalne informacje Ministerstwa Zdrowia i serwisu pacjent.gov.pl.</p><p>Udział w programie nie zamyka drogi do innych badań profilaktycznych. Pacjent nadal może otrzymać skierowanie na badania w ramach zwykłej opieki POZ albo korzystać z innych programów profilaktycznych. To ważne, bo „Moje Zdrowie” nie ma zastąpić lekarza prowadzącego, lecz uporządkować punkt startowy: pokazać, gdzie organizm jest w dobrej kondycji, a gdzie zaczyna wysyłać pierwsze sygnały ostrzegawcze.</p><h4><strong>Od ankiety do badań. Tak wygląda ścieżka pacjenta</strong></h4><p>Pierwszym krokiem jest ankieta. Można ją wypełnić przez Internetowe Konto Pacjenta, w aplikacji mojeIKP albo tradycyjnie — w swojej przychodni POZ, często z pomocą personelu. Dane z Łódzkiego pokazują, że cyfrowe kanały są ważne, ale nie dominują. Internetowe Konto Pacjenta wybrało 26 procent zgłaszających się, aplikację mojeIKP — 21 procent, natomiast ponad połowa, czyli 53 procent pacjentów, zapisała się w sposób tradycyjny.</p><p>To dobra wiadomość szczególnie dla seniorów i osób, które nie czują się pewnie w cyfrowym świecie. Profilaktyka nie może być luksusem dla tych, którzy sprawnie klikają w aplikacjach. Ma być dostępna także dla tych, którzy wolą rozmowę z rejestratorką, pielęgniarką albo lekarzem.</p><p>W ankiecie pojawiają się pytania o styl życia, odżywianie, aktywność fizyczną, używki, czynniki ryzyka zakażeń krwiopochodnych, a u osób starszych także kwestie związane ze stanem psychicznym i funkcjami poznawczymi. Po wypełnieniu ankiety trafia ona do przychodni POZ, do której zapisany jest pacjent. Placówka powinna skontaktować się z pacjentem w ciągu 30 dni. Oficjalny serwis pacjent.gov.pl wskazuje, że ankietę można wypełnić właśnie przez IKP, mojeIKP albo bezpośrednio w przychodni POZ.</p><h4><strong>Badania, których wielu pacjentów nigdy wcześniej nie robiło</strong></h4><p>Pakiet podstawowy obejmuje badania, które zna większość pacjentów: morfologię krwi, poziom glukozy, kreatyninę, lipidogram, TSH oraz badanie ogólne moczu. To fundament, ale nie cała opowieść.</p><p>W zależności od wieku, płci i odpowiedzi w ankiecie pacjent może zostać skierowany także na badania rozszerzone. Wśród nich znajdują się m.in. próby wątrobowe — ALAT, ASPAT i GGTP, oznaczenie PSA u mężczyzn po 50. roku życia, przeciwciała anty-HCV, test FIT oraz lipoproteina(a). Ministerstwo Zdrowia informuje, że zakres badań w programie obejmuje diagnostykę podstawową oraz rozszerzoną, dobieraną w zależności od wieku i wyników ankiety.</p><p>Szczególnie ciekawa jest <strong>lipoproteina(a)</strong>, czyli Lp(a). To niezależny czynnik ryzyka miażdżycy i chorób sercowo-naczyniowych. Można być szczupłym, mieć prawidłowe ciśnienie, nie wyglądać jak „pacjent wysokiego ryzyka”, a mimo to mieć podwyższone Lp(a). Właśnie dlatego takie badanie ma znaczenie. Ono nie pyta, czy ktoś „czuje się zdrowo”. Ono sprawdza, co dzieje się pod powierzchnią.</p><h4><strong>Test FIT, czyli mniej strachu, więcej diagnostyki</strong></h4><p>W programie może pojawić się również test FIT, czyli badanie na obecność krwi w kale. Dla wielu osób temat chorób jelita grubego nadal jest krępujący, odkładany, wypierany. Kolonoskopia bywa obciążona lękiem, opowieściami znajomych i wyobrażeniami, które działają skuteczniej niż najlepszy scenariusz horroru.</p><p>Test FIT jest prostszym badaniem przesiewowym. Pomaga wykryć krwawienia z dolnego odcinka przewodu pokarmowego. Jeśli wynik będzie dodatni, lekarz może skierować pacjenta na kolonoskopię, która pozwoli ustalić prawdziwą przyczynę krwawienia. To nie jest więc „zamiast medycyny”, ale rozsądna brama do dalszej diagnostyki.</p><h4><strong>Historia 25-latki z Łodzi pokazuje, po co jest profilaktyka</strong></h4><p>Najmocniej przemawiają jednak nie tabele, lecz konkretne historie. Małgorzata Nowakowska-Miałkos, prezes NZOZ Sanmed w Łodzi, podkreśla, że jej placówka od wielu lat stawia na profilaktykę, a personel aktywnie zachęca pacjentów do programu „Moje Zdrowie”. Lekarze podczas wizyt przypominają o badaniach, pracownicy pomagają wypełnić ankietę, a do części pacjentów przychodnia dzwoni z zaproszeniem.</p><p>Jak mówi prezes Sanmed, szczególnie chętnie z programu korzystają kobiety po 60. roku życia, ale też młode osoby między 20. a 40. rokiem życia, które wcześniej nie obejmowały programy takie jak „Profilaktyka 40 PLUS”.</p><p>W łódzkiej placówce badania pomogły wykryć poważny problem u 25-letniej pacjentki, która nie miała dolegliwości. Po wykonaniu badań w ramach programu rozpoczęto diagnostykę w kierunku autoimmunologicznego zwłóknienia wątroby. Wyniki wykazały bardzo mocno podwyższone próby wątrobowe i niski poziom hemoglobiny. Pacjentka trafiła do szpitala, przeszła pogłębioną diagnostykę i rozpoczęła specjalistyczne leczenie.</p><p>To jest właśnie sens profilaktyki. Nie piękne hasło na plakacie. Nie urzędowy komunikat. Czasem jedno badanie jest jak latarnia morska — pokazuje skały, zanim statek rozbije się o brzeg.</p><h4><strong>Co pacjent dostaje po badaniach?</strong></h4><p>Po wykonaniu badań wyniki omawia lekarz, pielęgniarka albo inny pracownik medyczny. Pacjent otrzymuje <strong>indywidualny plan zdrowotny</strong>, czyli dokument z oceną stanu zdrowia, zaleceniami, planem badań profilaktycznych i indywidualnym kalendarzem szczepień. Oficjalny serwis pacjent.gov.pl informuje, że po badaniach pacjent zapraszany jest do POZ na wizytę podsumowującą, podczas której omawiane są wyniki, mierzone są m.in. ciśnienie, tętno, waga i wzrost, a u osób starszych oceniane mogą być także funkcje poznawcze.</p><p>To ważna zmiana w myśleniu o profilaktyce. Pacjent nie zostaje z kartką pełną skrótów: ALAT, TSH, LDL, GGTP, PSA, Lp(a). Dostaje interpretację i plan. A plan w zdrowiu jest tym, czym mapa w podróży — nie gwarantuje bezchmurnego nieba, ale pozwala nie iść przez las po omacku.</p><h4><strong>Dlaczego warto zrobić bilans?</strong></h4><p>Bo organizm nie zawsze mówi głośno. Czasem tylko szepcze. Podwyższona glukoza, problemy z nerkami, zaburzenia lipidowe, nieprawidłowe próby wątrobowe czy pierwsze sygnały ryzyka nowotworowego mogą przez długi czas nie dawać wyraźnych objawów.</p><p>Program „Moje Zdrowie” jest po to, by nie czekać na syrenę alarmową. W Tomaszowie Mazowieckim i całym regionie łódzkim dostęp do lekarzy specjalistów bywa wyzwaniem, dlatego dobra profilaktyka w POZ ma ogromne znaczenie. Im wcześniej wykryty problem, tym większa szansa, że leczenie będzie prostsze, skuteczniejsze i mniej dramatyczne.</p><p>W czasach, gdy tyle mówimy o kolejkach, brakach kadrowych i przeciążeniu systemu ochrony zdrowia, profilaktyka jest jedną z niewielu rzeczy, które naprawdę mogą przesunąć ciężar z leczenia zaawansowanej choroby na wcześniejszą reakcję. A to jest różnica między gaszeniem pożaru a sprawdzeniem instalacji, zanim pojawi się dym.</p><h4><strong>Jak się zgłosić?</strong></h4><p>Najprościej: wypełnić ankietę. Można to zrobić przez <strong>Internetowe Konto Pacjenta</strong>, przez aplikację <strong>mojeIKP</strong> albo bezpośrednio w swojej przychodni POZ. Do programu nie jest potrzebne skierowanie. Po analizie ankiety przychodnia kontaktuje się z pacjentem i wskazuje dalsze kroki. Program jest bezpłatny i finansowany przez NFZ.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Co córka dziedziczy po matce? Prof. Schier: nieopłakany cmentarz ciągle się za nami ciągnie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55294,co-corka-dziedziczy-po-matce-prof-schier-nieoplakany-cmentarz-ciagle-sie-za-nami-ciagnie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55294,co-corka-dziedziczy-po-matce-prof-schier-nieoplakany-cmentarz-ciagle-sie-za-nami-ciagnie</guid>
            <pubDate>Tue, 26 May 2026 09:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-co-corka-dziedziczy-po-matce-prof-schier-nieoplakany-cmentarz-ciagle-sie-za-nami-ciagnie-1779911650.png</url>
                        <title>Co córka dziedziczy po matce? Prof. Schier: nieopłakany cmentarz ciągle się za nami ciągnie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55294,co-corka-dziedziczy-po-matce-prof-schier-nieoplakany-cmentarz-ciagle-sie-za-nami-ciagnie</link>
                    </image><description>Obiecujemy sobie: „nie będę taka jak moja matka”. A potem łapiemy się na tym samym tonie głosu, tych samych reakcjach i identycznych lękach. Prof. Katarzyna Schier opowiedziała w rozmowie z PAP o traumach przekazywanych między pokoleniami, matkach „na oparach” i dzieciach wychowywanych bez granic.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>PAP: Kiedy kobieta dowiaduje się, że zostanie matką, bardzo często obiecuje sobie jedno: „ja będę inna niż moja mama”. Tymczasem po latach okazuje się, że nawet jeśli nie jesteśmy kopią swoich matek jeden do jednego, to przejmujemy ich zachowania, lęki, sposób mówienia, a nawet wady. Jak to się dzieje?</strong></p><p><strong>Prof. dr hab. Katarzyna Schier, psycholożka, wieloletni pracownik Wydziału Psychologii UW, psychoterapeutka, członki Trauma Lab UW: </strong>To jest jedno z najważniejszych pytań dotyczących relacji między pokoleniami. Bardzo dużo mówi się dziś o traumie transgeneracyjnej, czyli o tym, że trudne doświadczenia przechodzą z pokolenia na pokolenie. Rzadziej mówi się o tym, że dokładnie tym samym kanałem przekazujemy sobie codzienne zachowania, sposoby reagowania, wzory miłości, opieki czy radzenia sobie ze stresem.</p><p>Oczywiście znaczenie mają geny i biologia, ale ogromną rolę odgrywa też przywiązanie. Dziecko od pierwszych chwil życia uczy się świata przez kontakt z matką. Uczy się, czy świat jest bezpieczny, czy trzeba się bać, czy emocje wolno pokazywać, czy trzeba je tłumić. I bardzo często to wszystko odbywa się bez słów.</p><p>W psychologii nazywamy to wzorcem przywiązania. Dziecko buduje go od pierwszych miesięcy życia. Jeśli matka jest spokojna, przewidywalna, reaguje na potrzeby dziecka, ono uczy się, że świat jest bezpieczny. Jeśli natomiast matka sama żyje w lęku, chaosie albo emocjonalnym odcięciu, dziecko chłonie ten stan jak własny. I to jest niezwykle ważne: dziecko nie przejmuje tylko poglądów rodziców, ale sposób przeżywania świata.</p><p><strong>PAP: Czyli można odziedziczyć po przodkach nie tylko kolor oczu, ale też lęk?</strong></p><p>K.S.: Tak. Polska jest szczególnym przykładem społeczeństwa straumatyzowanego historycznie. Wojna, okupacja, głód, śmierć, później komunizm i życie w permanentnym napięciu – tego nigdy naprawdę zbiorowo nie przepracowaliśmy. Cierpienie nie było uznawane społecznie, ten wielomilionowy, nieopłakany cmentarz sprzed 80 lat ciągle się za nami ciągnie.</p><p>Proszę sobie wyobrazić kobietę, która podczas wojny żyła w ciągłym strachu. Ukrywała Żydów, bała się śmierci, głodu, donosów. Potem urodziła dziecko. Ona może temu dziecku nigdy niczego nie opowiedziała, ale ono i tak przejęło jej lęk. Przez napięcie jej ciała, przez sposób reagowania.</p><p>Jeżeli matka stale żyje tak, jakby czekała na katastrofę, która za chwilę może się wydarzyć, dziecko chłonie to jak gąbka. Ono jeszcze nie rozumie słów, ale doskonale rozumie emocje.</p><p><strong>PAP: Wiele dojrzałych kobiet mówi dziś: „moja mama mnie nie przytulała”, „nie mówiła o emocjach”, „ciągle krzyczała”. Sama nieraz słyszałam: „przestań ryczeć, nie masz powodu, dopiero jak dostaniesz w dupę, to będziesz miała”. Skąd brał się ten chłód?</strong></p><p>K.S.: Ja bym bardzo uważała z ocenianiem tamtych kobiet. One często nie były zimne z wyboru. One po prostu nie miały zasobów – słownych czy emocjonalnych. Kobiety wychowujące dzieci w PRL-u żyły w permanentnym kryzysie. Wszystko trzeba było zdobyć, zorganizować, wystać, załatwić. Do tego bardzo wiele z nich same było dziećmi rodziców straumatyzowanych wojną. One kochały swoje dzieci. Tylko często nie miały skąd posiąść języka emocji. Miłość wyrażały karmieniem, troską, pilnowaniem, walką o przetrwanie. Nie siadały i nie mówiły: „widzę, że ci smutno”. Bo nikt wcześniej tak nie mówił do nich.</p><p><strong>PAP: A my powielamy te wzorce? I dlatego tak często łapiemy się na tym, że kopiujemy matki nawet w drobiazgach — sposobie mówienia, ubierania się czy rozumieniu kobiecości?</strong></p><p>K.S.: Oczywiście. Córki nieustannie obserwują swoje matki i uczą się od nich kobiecości. Czasem są to rzeczy bardzo subtelne, a czasem zupełnie dosłowne.</p><p>Widzę dziś nastolatki noszące bardzo długie, ostre paznokcie - dokładnie takie same jak ich matki. Kiedy pyta się je, dlaczego to robią, często nawet nie potrafią odpowiedzieć, albo bąkają, że „takie są ładne”. A przecież to jest wzorzec atrakcyjności przejęty niemal automatycznie od ich mam. Dziewczynka patrzy na matkę i uznaje, że „tak powinna wyglądać kobieta”. To właśnie mechanizm modelowania. Bardzo silny, bardzo głęboki i najczęściej całkowicie nieświadomy.</p><p><strong>PAP: Jednak coś się odwróciło w tym transpokoleniowym przekazie: jeśli wcześniej dzieci wychowywano zbyt twardo, na zasadzie „zimnego chowu cieląt”, to obecne obowiązuje „model bezstresowy”.</strong></p><p>K.S.: Także mam takie poczucie, że dziś coraz częściej wychowuje się dzieci bez stawiania granic. I to jest bardzo niebezpieczne.</p><p>Pojawiło się przekonanie, że dobry rodzic to taki, który nigdy nie frustruje dziecka, nie mówi „nie”, nie zabrania niczego, nie wywołuje konfliktu. Tymczasem dziecko bez granic nie czuje się wolne. Paradoksalnie: ono czuje się zagubione, bo to właśnie granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa.</p><p>Bardzo lubię bajkę o siedmiu koźlątkach i wilku. W niej mama koza, wychodząc z domu, mówi dzieciom: „nie otwierajcie nikomu drzwi”. To jest właśnie dobra granica. Mama nie ogranicza dzieci dlatego, że chce je kontrolować, tylko dlatego, że chce je ochronić.</p><p>Tymczasem dziś część matek boi się powiedzieć swojemu dziecku: „nie wolno”, „zabraniam”, „odłóż telefon”, „nie pójdziesz tam”. Bo boją się, że będą złymi mamami.</p><p><strong>PAP: Wielu specjalistów mówi dziś wręcz o rodzicach sparaliżowanych lękiem przed stawianiem granic.</strong></p><p>K.S.: Bo współczesny rodzic żyje pod gigantyczną presją. Szczególnie kobiety. One mają być jednocześnie świetnymi matkami, partnerkami, pracownicami, mieć rozwój osobisty, zdrowe dzieci, piękne mieszkanie i jeszcze muszą wyglądać perfekcyjnie na Instagramie. To jest niewyobrażalnie obciążające.</p><p>I potem taka kobieta siedzi sama w domu z małym dzieckiem przez dziesięć godzin, jest wyczerpana, przebodźcowana, a internet cały czas mówi jej, że robi coś źle. Za dużo krzyczy. Za mało karmi piersią. Za szybko wróciła do pracy. Za późno wróciła do pracy. Dziecko ma za dużo ekranów. Albo za mało zajęć dodatkowych. To jest potężna machina wpędzająca w poczucie winy.</p><p><strong>PAP: I chyba dlatego wiele kobiet wybiera święty spokój.</strong></p><p>K.S.: Tak. Tablet staje się elektroniczną nianią. Smartfon sposobem na uniknięcie konfliktu. Matka macha ręką i mówi sobie: „byleby nie było awantury”. Ale brak granic także może być formą zaniedbania.</p><p>Jeżeli kobieta widzi, że dziecko jest uzależnione od telefonu, nie śpi po nocach, zamyka się w świecie internetu, a mimo to boi się zareagować, bo dziecko będzie złe albo „się straumatyzuje”, to mamy poważny problem: dzisiaj matki często bardziej boją się złości własnych dzieci niż tego, co się z tymi dziećmi dzieje.</p><p><strong>PAP: Skąd ten strach przed powiedzeniem dziecku „nie”?</strong></p><p>K.S.: Myślę, że dla wielu z tych kobiet powiedzenie „nie” kojarzy się z przemocą podczas ich własnego dzieciństwa. Pamiętają rodziców krzyczących, karzących, zawstydzających, wymierzających im razy. I teraz próbują być przeciwieństwem tamtego modelu. Tylko że pomiędzy przemocą a brakiem granic jest jeszcze ogromna przestrzeń zdrowego rozsądku. Przecież można powiedzieć dziecku „nie” spokojnie, stanowczo i z miłością.</p><p><strong>PAP: Dzisiaj modne jest też pokazywanie idealnego macierzyństwa w mediach społecznościowych.</strong></p><p>K.S.: To jest bardzo groźne. Nastąpiła ogromna estetyzacja macierzyństwa: piękne mamy, piękne dzieci, idealne wnętrza, uśmiechy i czułość, niemal lepka, płynąca z tych kadrów. Wszystko jest pastelowe i harmonijne. A potem taka kobieta siedzi w domu niewyspana, z nieumytą głową, jej dziecko wydziera się od trzech godzin, ona sama jest na granicy załamania i myśli: „co jest ze mną nie tak?”. Problem polega na tym, że porównuje swoje prawdziwe życie do cudzej wyreżyserowanej iluzji.</p><p><strong>PAP: W naszej rozmowie bardzo mocno wybrzmiewa samotność współczesnych matek.</strong></p><p>K.S.: Bo kiedyś istniała wspólnota. Były babcie, ciotki, sąsiadki, inne kobiety, na których można było się wesprzeć, można było liczyć na ich radę i pomoc. Dziś bardzo wiele rodzin funkcjonuje samotnie, nie mając żadnego zaplecza i młoda matka zostaje przez wiele godzin sama w mieszkaniu z dzieckiem i telefonem, który często nie daje ukojenia, tylko jeszcze bardziej podkręca lęk.</p><p>Proszę też zwrócić uwagę na to, że żyjemy od ładnych kilku lat w kulturze permanentnego zastraszenia i lęku przed śmiercią. Najpierw była pandemia COVID-19, potem wybuchła wojna na Ukrainie, do tego jesteśmy bombardowani informacjami o katastrofie klimatycznej, kryzysach gospodarczych, przemocy czy przestępczości. Człowiek cały czas słyszy, że nadciąga coś strasznego. Trudno w takim świecie zdecydować się na dziecko, a jak się ono już pojawi - trudno zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa.</p><p><strong>PAP: A co powiedziałaby pani kobietom, które nadal noszą w sobie złość do własnych matek?</strong></p><p>K.S.: Żeby spróbowały „wejść w ich buty”. To nie znaczy, że mamy usprawiedliwiać wszystko. Ale bardzo często, kiedy zaczynamy rozumieć historię własnej matki — jej lęk, samotność, niedojrzałość, wojenne albo powojenne doświadczenia, brak wsparcia — będziemy mogły lepiej ją zrozumieć.</p><p>Psychologia zna pojęcie mentalizacji. To zdolność wyobrażenia sobie świata z perspektywy drugiego człowieka. Czasami córka przez całe życie pamięta, że matka była wobec niej chłodna albo krzyczała na nią. Kiedy zastanowi się nad jej życiem, może dostrzeże, że tamta kobieta, kiedy ją urodziła, miała tylko 18 lat, była więc jeszcze dzieckiem, osamotnionym i kompletnie bezradnym. Jeśli „wejdziemy w buty” tej drugiej kobiety, może pojawić się zrozumienie, a wraz z nim – jakaś forma wewnętrznego pojednania.</p><p><strong>PAP: Czyli najważniejsze jest zobaczenie człowieka po drugiej stronie?</strong></p><p>K.S.: Tak. Zamiast patrzyć w krzywe lustro, które ktoś dla nas zbudował i w którym odbija się narzucony obraz, stworzony choćby przez czyjeś interesy biznesowe. Mam wrażenie, że dzisiaj, w kulturze smartfonów, „ejajów” i innych nowinek technologicznych, zatracamy tę umiejętność. Coraz łatwiej oceniamy i potępiamy, a coraz rzadziej próbujemy zrozumieć. Przestaliśmy poszukiwać odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”</p><p>Myślę, że jeśli mamy dzieci w różnym wieku, to zaczną coraz częściej stawiać to pytanie, choćby w kwestii tych wymyślonych Internetowych idealnych norm albo powodów ciągłego straszenia nas śmiercią i katastrofą. I będą mogły się oddzielić, zdystansować do tych treści.</p><p>Dostałam ostatnio kubek z napisem - „brzmi jak nie mój problem” – uwielbiam pić z niego kawę, gdy muszę konfrontować się ze światem.</p><p><strong>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</strong></p><p>&nbsp;</p><p>mir/ kcz/</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Trening medyczny a fizjoterapia – czym się różnią?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55285,trening-medyczny-a-fizjoterapia-czym-sie-roznia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55285,trening-medyczny-a-fizjoterapia-czym-sie-roznia</guid>
            <pubDate>Mon, 25 May 2026 17:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-trening-medyczny-a-fizjoterapia-czym-sie-roznia-1779721918.jpg</url>
                        <title>Trening medyczny a fizjoterapia – czym się różnią?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55285,trening-medyczny-a-fizjoterapia-czym-sie-roznia</link>
                    </image><description>Choć trening medyczny i fizjoterapia często są ze sobą mylone lub używane zamiennie, w rzeczywistości są to dwa różne, ale bardzo mocno uzupełniające się podejścia do pracy z ciałem. Oba mają wspólny cel – poprawę zdrowia, funkcjonowania i redukcję bólu – jednak różnią się narzędziami, zakresem działania oraz momentem, w którym są stosowane.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>Fizjoterapia – praca z bólem i dysfunkcją</strong></h3><p>Fizjoterapia skupia się przede wszystkim na diagnozie funkcjonalnej oraz leczeniu dolegliwości bólowych i urazów. Fizjoterapeuta pracuje z pacjentem, który najczęściej zgłasza konkretny problem: ból kręgosłupa, uraz sportowy, stan po operacji czy ograniczenie ruchomości.</p><p>W fizjoterapii stosuje się m.in. techniki manualne, terapię tkanek miękkich, mobilizacje stawowe, fizykoterapię oraz ćwiczenia terapeutyczne. Kluczowym celem jest zmniejszenie bólu, przywrócenie podstawowej funkcji oraz przygotowanie pacjenta do dalszej pracy ruchowej.</p><p>Można więc powiedzieć, że fizjoterapia często działa „tu i teraz” – w momencie, gdy ciało potrzebuje interwencji, odciążenia i przywrócenia podstawowej sprawności.</p><h3><strong>Trening medyczny – odbudowa i wzmocnienie</strong></h3><p>Trening medyczny wchodzi zwykle na kolejnym etapie lub równolegle, gdy stan pacjenta jest już stabilniejszy. Jego głównym celem jest odbudowa siły, stabilizacji, kontroli ruchu oraz przygotowanie organizmu do pełnej aktywności – zarówno życia codziennego, jak i sportu.</p><p>W treningu medycznym wykorzystuje się ćwiczenia funkcjonalne, trening siłowy o kontrolowanej intensywności, elementy stabilizacji centralnej (core), pracę nad mobilnością oraz naukę prawidłowych wzorców ruchowych. To proces bardziej „treningowy” niż terapeutyczny, choć nadal oparty na indywidualnych ograniczeniach pacjenta.</p><h3><strong>Najważniejsze różnice</strong></h3><p>Najprościej rzecz ujmując:</p><ul><li>fizjoterapia koncentruje się na redukcji bólu i przywróceniu podstawowej funkcji,</li><li>trening medyczny skupia się na odbudowie sprawności, siły i odporności na obciążenia.</li></ul><p>Fizjoterapia często jest pierwszym etapem, a trening medyczny kolejnym krokiem, który pozwala utrwalić efekty terapii i zapobiegać nawrotom problemów.</p><h3><strong>Współpraca zamiast wyboru</strong></h3><p>W praktyce nie chodzi o wybór „albo-albo”, tylko o połączenie obu podejść. Pacjent po kontuzji czy operacji potrzebuje zarówno terapii manualnej i pracy przeciwbólowej, jak i stopniowego powrotu do ruchu poprzez trening.</p><p>Dobrze zaplanowany proces rehabilitacji powinien płynnie przechodzić od fizjoterapii do treningu medycznego, bez wyraźnej granicy, ale z zachowaniem odpowiedniej progresji obciążeń.</p><h3><strong>Podsumowanie</strong></h3><p>Fizjoterapia i trening medyczny to dwa etapy jednego procesu – powrotu do sprawności. Pierwszy usuwa ograniczenia i ból, drugi buduje trwałą funkcję, siłę i odporność ciała na przyszłe przeciążenia.</p><p>Jeśli chcesz podejść do swojego zdrowia w sposób kompleksowy i połączyć terapię z bezpiecznym treningiem, więcej informacji znajdziesz na stronie: <a href="https://jakubsikora-fizjotrener.pl/">https://jakubsikora-fizjotrener.pl/</a></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wojewoda nadal bada mandat radnej Pauliny Sochy. Chodzi o pracę w TCZ, wypowiedzi na sesjach i przepisy antykorupcyjne]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55251,wojewoda-nadal-bada-mandat-radnej-pauliny-sochy-chodzi-o-prace-w-tcz-wypowiedzi-na-sesjach-i-przepisy-antykorupcyjne</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55251,wojewoda-nadal-bada-mandat-radnej-pauliny-sochy-chodzi-o-prace-w-tcz-wypowiedzi-na-sesjach-i-przepisy-antykorupcyjne</guid>
            <pubDate>Sun, 24 May 2026 23:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wojewoda-nadal-bada-mandat-radnej-pauliny-sochy-chodzi-o-prace-w-tcz-wypowiedzi-na-sesjach-i-przep-1779714289.png</url>
                        <title>Wojewoda nadal bada mandat radnej Pauliny Sochy. Chodzi o pracę w TCZ, wypowiedzi na sesjach i przepisy antykorupcyjne</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55251,wojewoda-nadal-bada-mandat-radnej-pauliny-sochy-chodzi-o-prace-w-tcz-wypowiedzi-na-sesjach-i-przepisy-antykorupcyjne</link>
                    </image><description>Sprawa ewentualnego wygaszenia mandatu radnej Pauliny Sochy nie została zakończona. Łódzki Urząd Wojewódzki zażądał od Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim kolejnych dokumentów dotyczących jej aktywności na sesjach, zwłaszcza tych, na których wypowiadała się w sprawach Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. W tle jest art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym — jeden z przepisów antykorupcyjnych, który ma pilnować granicy między mandatem radnego, interesem publicznym i działalnością podmiotów korzystających z mienia powiatu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">W lokalnej polityce najtrudniejsze sprawy rzadko zaczynają się od wielkich słów. Czasem zaczynają się od pisma, kilku załączników i pytania, które wraca na salę obrad jak echo z dramatu sądowego: <strong>czy radny może jednocześnie kontrolować spółkę powiatową i zawodowo uczestniczyć w jej zarządzaniu, finansach albo publicznym tłumaczeniu jej decyzji? </strong>W przypadku radnej Pauliny Sochy pytanie to nie ma już wyłącznie charakteru politycznej polemiki. Trafiło do procedury nadzorczej prowadzonej przez wojewodę łódzką.</p><h3><strong>Wojewoda żąda protokołów i wyjaśnień</strong></h3><p style="text-align:justify;">W piśmie z 15 maja 2026 roku Łódzki Urząd Wojewódzki, działając w ramach nadzoru nad działalnością powiatu, powołał się na sprawę ewentualnego naruszenia przez radną <strong>Paulinę Sochę </strong>zakazu wynikającego z art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym. Urząd wskazał, że do wcześniejszych materiałów dołączono m.in. pismo <strong>Tomaszowskiego Centrum Zdrowia S</strong>p. z o.o. z 17 kwietnia 2026 roku, w którym podano, że <strong>radna uczestniczyła w sesjach Rady Powiatu i wypowiadała się w zakresie spraw finansowych spółki.</strong> Wojewoda poprosił więc o przesłanie protokołów obrad Rady Powiatu oraz komisji — od 2025 roku — na których Paulina Socha wypowiadała się w sprawach dotyczących TCZ.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Rada Powiatu odpowiedziała pismem z 22 maja 2026 roku. Przewodniczący Rady Powiatu Michał Jodłowski przekazał, że w załączeniu przesyła kopie protokołów z sesji, podczas których radna Paulina Socha wypowiadała się w sprawach spółki Tomaszowskie Centrum Zdrowia. Wymieniono protokoły: XVIII/2025, XXV/2025, XXXIII/2025, XL/2026 oraz XLII/2026.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">To ważny moment. Skoro organ nadzoru domaga się kolejnych protokołów, można ostrożnie przyjąć, że dotychczasowy materiał nie został uznany za wystarczający do zamknięcia sprawy. Nie oznacza to automatycznie, że doszło do naruszenia prawa. Oznacza natomiast, że wojewoda bada nie tylko formalne zatrudnienie radnej, ale również <strong>realny charakter jej aktywności podczas obrad</strong>.</p><h3><strong>Sprawa była już opisywana w lokalnych mediach</strong></h3><p style="text-align:justify;">Temat nie pojawił się w próżni. Juz w kwietniu 2026 roku pisaliśmy, że w związku ze sprawą Pauliny Sochy odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Powiatu, zwołana w celu przekazania wojewodzie żądanych dokumentów oraz przyjęcia stanowiska rady w sprawie zarzutów dotyczących zatrudnienia radnej w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Podkresliliśmy, że radna po zmianie prezesa szpitala została zatrudniona w spółce jako dyrektorka do spraw finansowych i główna księgowa, a sama spółka działa na majątku powiatu.</p><p style="text-align:justify;">Według tej samej publikacji Łódzki Urząd Wojewódzki wszczął postępowanie nadzorcze wobec Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim w związku z podejrzeniem naruszenia przepisów antykorupcyjnych przez radną. Opisywaliśmy także, że podczas głosowania 12 radnych wyraziło stanowisko, iż radna prawa nie złamała, i że taki dokument miał zostać przekazany wojewodzie. To istotne uzupełnienie, bo pokazuje, że sprawa ma dwa poziomy. Pierwszy to <strong>formalna procedura nadzorcza</strong>. Drugi to <strong>polityczne stanowisko Rady Powiatu</strong>, które — nawet jeśli zostało przyjęte większością głosów — nie zamyka jeszcze oceny organu nadzoru.</p><h3><strong>Kim w tej sprawie jest Paulina Socha?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Z oficjalnego wykazu BIP wynika, że Paulina Socha jest radną Rady Powiatu w Tomaszowie Mazowieckim wybraną z listy Prawa i Sprawiedliwości. W tym samym wykazie widać także aktualny skład rady kadencji 2024–2029 oraz polityczne przypisanie radnych. Profil radnej w systemie eSesja wskazuje, że Paulina Socha reprezentuje okręg wyborczy nr 5, obejmujący gminy Tomaszów Mazowiecki, Inowłódz i Rzeczycę. Portal pokazuje również jej aktywność w posiedzeniach komisji i sesjach, w tym obecności na posiedzeniach z kwietnia i maja 2026 roku.</p><p style="text-align:justify;">Z BIP Powiatu Tomaszowskiego wynika ponadto, że Paulina Socha zasiada w Komisji Rewizyjnej, Komisji Skarg, Wniosków i Petycji, Komisji Edukacji, Kultury i Sportu, gdzie pełni funkcję zastępcy przewodniczącej, oraz w Komisji Statutowej.</p><p style="text-align:justify;">Ten ostatni element jest szczególnie ciekawy. Komisja Rewizyjna to organ kontrolny rady. Jeżeli radna będąca członkiem komisji kontrolnej jednocześnie pracuje na stanowisku kierowniczym w spółce podległej powiatowi, sprawa <strong>nabiera nie tylko wymiaru prawnego, ale i etycznego.</strong> Nie przesądza to naruszenia prawa, ale zwiększa wagę pytania o konflikt ról.</p><h3><strong>TCZ to nie zwykła spółka z tabeli</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia </strong>samo przedstawia się jako ważna placówka medyczna służąca mieszkańcom Tomaszowa Mazowieckiego i okolic. Według informacji ze strony TCZ placówka obejmuje m.in. szpital, przychodnię i poradnie specjalistyczne, a pacjenci mogą korzystać z pomocy lekarzy różnych specjalizacji, diagnostyki oraz leczenia. Oficjalna strona podaje także, że TCZ ma 16 oddziałów, 22 poradnie i zatrudnia m.in. 160 lekarzy, 261 pielęgniarek, 25 położnych, 44 salowe oraz 46 ratowników medycznych.</p><p>To ważne, bo rozmowa o TCZ nie jest rozmową o dowolnym podmiocie gospodarczym. To rozmowa o szpitalu, o publicznych pieniądzach, o zdrowiu mieszkańców powiatu i o instytucji, której funkcjonowanie bezpośrednio dotyka tysięcy osób. W tym sensie sprawa Pauliny Sochy nie jest wyłącznie sporem o jeden mandat. To test lokalnej przejrzystości: <strong>czy radny może być jednocześnie kontrolerem systemu i częścią kierownictwa podmiotu, który temu systemowi podlega?</strong></p><h3><strong>Sesja z 17 czerwca 2025 roku. Punkt o TCZ i pierwsze istotne wypowiedzi</strong></h3><p style="text-align:justify;">Najważniejsze fragmenty znajdują się w protokole XXV sesji Rady Powiatu z 17 czerwca 2025 roku, w punkcie 8: <strong>„Sprawozdanie Prezesa Tomaszowskiego Centrum Zdrowia sp. z o.o. z działalności spółki za 2024 rok oraz za okres od stycznia 2025 roku do kwietnia 2025 roku”</strong>. Już sam punkt obrad pokazuje, że nie była to luźna dyskusja polityczna, lecz oficjalna debata o sytuacji powiatowej spółki.</p><p style="text-align:justify;">Prezes TCZ <strong>Marek Utracki </strong>poinformował wtedy, że w kadrze spółki nastąpiły zmiany, a Paulina Socha pełni funkcję dyrektora do spraw finansowych. W tym samym wystąpieniu wskazał również inne zmiany kadrowe i organizacyjne w spółce, w tym połączenie stanowisk administracyjno-inwestycyjnych oraz przekazanie uprawnień po odejściu prokurenta.</p><h4><strong>Cytat 1: wynik finansowy i wskaźniki spółki</strong></h4><p style="text-align:justify;">W odpowiedzi na wypowiedź radnego Mariusza Strzępka, który wskazywał, że radni nie otrzymali wcześniej danych finansowych w formie tabelarycznej, głos zabrała Paulina Socha jako <strong>dyrektor do spraw finansowych w TCZ</strong>:</p><blockquote><p style="text-align:justify;">„Spółka wypracowała zysk z działalności operacyjnej na poziomie ok. 3.954.000 zł, natomiast zysk całościowy – ok. 7.300.000 zł. Obecnie sprawozdanie jest badane przez biegłego rewidenta. [...] Udzieliła informacji na temat tego jak kształtują się wskaźniki płynności, wypłacalności, zadłużenia i rentowności.”</p></blockquote><p style="text-align:justify;"><strong>Analiza:</strong> ta wypowiedź nie ma charakteru zwykłej opinii radnej. Została odnotowana jako wypowiedź<i> „dyrektora do spraw finansowych w TCZ”</i>. Dotyczy danych finansowych spółki, sprawozdania badanego przez biegłego rewidenta oraz wskaźników płynności, wypłacalności, zadłużenia i rentowności. Może więc być interpretowana jako wystąpienie osoby posiadającej wiedzę zarządczą lub finansową spółki, a nie wyłącznie jako głos członkini rady.</p><p style="text-align:justify;">Także nasz portal w czerwcu 2025 roku zwracał uwagę na tę sytuację. W tekście <strong>Pisaliśmy</strong>, że radni nie otrzymali przed sesją sprawozdania ani danych finansowych, a informacje o zysku całościowym 7,3 mln zł i zysku operacyjnym 3,954 mln zł przekazała właśnie dyrektorka i księgowa P. Socha, będąca jednocześnie radną powiatową.</p><h4><strong>Cytat 2: rezerwy, pozwy i środki pieniężne spółki</strong></h4><p>W dalszej części dyskusji Paulina Socha odniosła się do kwestii zysku, rezerw i płynności:</p><blockquote><p style="text-align:justify;">„Owszem wypracowany został zysk 7 mln zł, ale trzeba też wziąć pod uwagę, że są przed nami rezerwy założone w kwocie 5.300.000 zł na nierówne traktowanie pielęgniarek. Jeżeli rzeczywiście ten zysk byłby wypracowany i fizycznie w gotówce te pieniądze spółka by posiadała, no to dzisiaj nie widzielibyśmy spadku środków pieniężnych w spółce. Początkowo były 23 mln zł, na początku kwietnia 17 mln zł, więc gdyby faktycznie te pieniądze w gotówce były, nie byłoby spadku o te 6 mln zł które wydaliśmy na inwestycje. Powiedziała, że 75 pozwów jest w sądzie, pozew grupowy został odrzucony, będą trwały mediacje, więc bardzo możliwe że trzeba będzie zapłacić z rezerw.”</p></blockquote><p style="text-align:justify;"><strong>Analiza:</strong> ten fragment ma szczególne znaczenie. Padają tu informacje z wnętrza spółki: rezerwy, liczba pozwów, mediacje, poziom środków pieniężnych, spadek gotówki, inwestycje. Najbardziej wrażliwe jest zdanie: <strong>„które wydaliśmy na inwestycje”</strong>. W języku potocznym może to być skrót myślowy, ale dla organu nadzoru może być istotne, czy „my” oznaczało wyłącznie opis spółki jako przedmiotu debaty, czy także identyfikację mówczyni z podmiotem i jego decyzjami finansowymi.</p><h4><strong>Cytat 3: zatrudnienie w TCZ i ocena poziomu kosztów</strong></h4><p>Kiedy w dyskusji pojawił się temat zatrudnienia 82 osób, premii oraz kosztów personelu, Paulina Socha znów zabrała głos jako dyrektor finansowa TCZ:</p><blockquote><p style="text-align:justify;">„Do 2023 roku z 278 pielęgniarek liczba wzrosła do 302, czyli w tym przypadku zatrudnienie wzrosło o 24 pielęgniarki. Przedstawiła jak wyglądało zatrudnienie w pozostałych grupach pracowników TCZ: lekarze, rezydenci, psycholodzy, psychoterapeuci – 8 osób, fizjoterapeuci – 3 osoby, technicy radiologii – 2 osoby, ratownicy medyczni – 3 osoby, pozostały personel medyczny – 2 osoby, pozostały personel niemedyczny, salowe, rejestratorki – 12 osób, pozostały personel niemedyczny – 8 osób, stażyści – 2 osoby.”</p></blockquote><p style="text-align:justify;">Następnie dodała:</p><blockquote><p style="text-align:justify;">„Analizując wskaźniki NFZ-owskie jeżeli chodzi o skalę zatrudnienia i wymagania co do specjalistów to jesteśmy dużo ponad poziomem wymagań. Powiedziała, że TCZ nie jest szpitalem klinicznym i jeżeli NFZ wymaga na danym oddziale 2 pielęgniarki specjalistyczne a jest ich cały oddział, to powoduje to wzrost kosztów.”</p></blockquote><p style="text-align:justify;"><strong>Analiza:</strong> również tu pojawia się sformułowanie <strong>„jesteśmy dużo ponad poziomem wymagań”</strong>. Można je rozumieć jako skrót odnoszący się do TCZ. Jednak w kontekście funkcji dyrektora finansowego i występowania podczas oficjalnej debaty rady może ono wzmacniać wrażenie, że wypowiedź miała charakter ekspercki, służbowy i wewnętrznie związany ze spółką.</p><h3><strong>Pytanie o legalność padło już publicznie</strong></h3><p style="text-align:justify;">Podczas tej samej sesji radny Kazimierz Mordaka wprost odniósł się do tego, że w TCZ dyrektorem do spraw finansowych jest radna Paulina Socha. Poprosił radców prawnych o wypowiedź w kwestii tego, czy radny powiatowy może „zasiadać w spółkach powiatowych”. Starosta Mariusz Węgrzynowski odpowiedział, że funkcja pełniona przez Paulinę Sochę „w żaden sposób nie koliduje z mandatem radnego”.</p><p style="text-align:justify;">To bardzo ważny fragment, bo pokazuje, że wątpliwość nie pojawiła się dopiero po piśmie wojewody. Była sygnalizowana publicznie już na sesji. Jednocześnie z dostępnych protokołów nie wynika, by w tym miejscu przedstawiono pełną, pisemną opinię prawną wraz z analizą art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym. Przed publikacją warto wystąpić do Rady Powiatu o kopię ewentualnej opinii prawnej.</p><h3><strong>Sprawa TCZ jest częścią większego sporu o szpital</strong></h3><p style="text-align:justify;">Internetowe publikacje pokazują, że temat zatrudnienia Pauliny Sochy nakłada się na szerszy konflikt wokół kondycji i zarządzania Tomaszowskim Centrum Zdrowia. W czerwcu 2025 roku portal pisał o sporach wokół premii w TCZ, zatrudnienia, wyniku finansowego oraz braku wcześniejszego przekazania radnym danych. Portal relacjonował również dyskusję o nieotrzymaniu przez TCZ dotacji na budowę nowego bloku operacyjnego, wskazując, że według prezentowanych wyjaśnień odmowa miała wynikać m.in. z błędów formalnych, chaosu organizacyjnego, rozbieżności w wycenie inwestycji i złożenia wniosku na ostatnią chwilę.</p><p style="text-align:justify;">O utracie szansy na środki z KPO pisał także portal Nasze Miasto, wskazując, że chodziło o około 80 mln zł na budowę bloku operacyjnego, inwestycję szacowaną na ponad 98 mln zł. Podobny kontekst podawała TVP Łódź, informując, że miało być 80 mln zł na rozbudowę szpitala, ale pieniędzy nie będzie przez błędy formalne; w materiale odnotowano również spór polityczny wokół odpowiedzialności za wniosek.</p><p style="text-align:justify;">To tło jest ważne, bo pokazuje, że wypowiedzi Pauliny Sochy nie padały w próżni. Padały w atmosferze ostrego sporu o finanse, inwestycje, odpowiedzialność poprzednich i obecnych władz TCZ oraz kierunek rozwoju szpitala. A im większy spór, tym ważniejsze staje się rozdzielenie ról: kto mówi jako radny, kto jako urzędnik, kto jako członek zarządu, a kto jako pracownik lub dyrektor spółki.</p><h3><strong>Co mówi art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym?</strong></h3><p style="text-align:justify;">Art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym zakazuje radnym prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek lub wspólnie z innymi osobami z wykorzystaniem mienia powiatu, w którym uzyskali mandat. Zakazuje także zarządzania taką działalnością oraz bycia przedstawicielem lub pełnomocnikiem w jej prowadzeniu. Niewypełnienie obowiązku zaprzestania takiej działalności może stanowić podstawę do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu w trybie art. 383 Kodeksu wyborczego.</p><p style="text-align:justify;">Ten przepis trzeba czytać ostrożnie. Nie mówi on wprost:<i> „radny nie może pracować w spółce powiatowej”. </i>Mówi natomiast o zakazie prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia powiatu, zarządzania taką działalnością oraz bycia przedstawicielem lub pełnomocnikiem w jej prowadzeniu. Różnica jest subtelna, ale w prawie — jak w dobrej muzyce — czasem najważniejsze jest to, co dzieje się między nutami.</p><p style="text-align:justify;">Dlatego kluczowe dla oceny sprawy Pauliny Sochy może być nie tylko formalne brzmienie umowy o pracę, ale także: czy jako dyrektor do spraw finansowych miała realny wpływ na zarządzanie działalnością spółki; czy występowała wobec <strong>Rady Powiatu</strong> jako pracownik, dyrektor, ekspert, reprezentant spółki czy radna; czy jej wypowiedzi dotyczyły wyłącznie informacji publicznych, czy także danych wewnętrznych, decyzji finansowych i stanowiska spółki; czy miała pełnomocnictwa, upoważnienia albo faktycznie wykonywała czynności przedstawicielskie.</p><h3><strong>Gdzie jest granica między informacją a reprezentowaniem spółki?</strong></h3><p style="text-align:justify;">To będzie jedno z najtrudniejszych pytań dla wojewody, Rady Powiatu i ewentualnie sądu administracyjnego.</p><p style="text-align:justify;">Zwykła wypowiedź radnej mogłaby brzmieć: „Z informacji przedstawionych radnym wynika, że spółka ma taki wynik”.<br>Wypowiedź ekspercka pracownika mogłaby brzmieć: „Według danych finansowych TCZ wskaźniki przedstawiają się następująco”.<br>Wypowiedź osoby identyfikującej się ze spółką może natomiast brzmieć: „wydaliśmy”, „jesteśmy ponad poziomem wymagań”, „mamy rezerwy”, „u nas wygląda to tak”.</p><p style="text-align:justify;">W analizowanych fragmentach protokołu pojawiają się elementy, które mogą być dla organu nadzoru interesujące. <i>Radna nie tylko komentowała sprawy TCZ, ale — jako dyrektor finansowa — podawała szczegółowe dane dotyczące wyniku finansowego, rezerw, płynności, zatrudnienia, pozwów, inwestycji i wskaźników finansowych.</i></p><p style="text-align:justify;">To nie jest jeszcze dowód naruszenia prawa. Ale jest to materiał, który może uzasadniać pytanie, czy na sali obrad występowała radna wykonująca mandat, czy dyrektor finansowa spółki odpowiadająca na pytania radnych w imieniu TCZ.</p><h3><strong>Procedura wygaszenia mandatu. Tu nie ma miejsca na polityczny skrót</strong></h3><p style="text-align:justify;">Wygaszenie mandatu radnego nie jest gestem politycznym, tylko aktem o bardzo poważnych skutkach ustrojowych. Zgodnie z art. 383 Kodeksu wyborczego wygaśnięcie mandatu radnego następuje m.in. w razie naruszenia ustawowego zakazu łączenia mandatu z wykonywaniem określonych funkcji lub działalności. W określonych sytuacjach rada stwierdza wygaśnięcie mandatu w drodze uchwały.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Dlatego przed jakąkolwiek decyzją konieczne jest pełne postępowanie wyjaśniające. Rada powinna posiadać komplet dokumentów, w tym zakres obowiązków radnej w TCZ, ewentualne pełnomocnictwa, strukturę organizacyjną spółki, dokumenty właścicielskie, protokoły komisji i sesji, nagrania oraz możliwość odniesienia się samej radnej do podnoszonych wątpliwości.</p><p style="text-align:justify;">Wojewoda, żądając protokołów i dokumentów, najwyraźniej idzie właśnie tą drogą: najpierw fakty, potem ocena.</p><h3><strong>Prawo to jedno. Zaufanie publiczne — drugie</strong></h3><p style="text-align:justify;">Nawet jeżeli ostatecznie okaże się, że nie doszło do naruszenia art. 25b ustawy o samorządzie powiatowym, pozostaje pytanie etyczne. A ono w samorządzie bywa równie ważne jak paragraf.</p><p style="text-align:justify;">Tomaszowskie Centrum Zdrowia nie jest abstrakcyjną spółką z tabeli Excela. To szpital, miejsce pracy setek osób i instytucja, do której mieszkańcy powiatu trafiają w najtrudniejszych momentach życia. Oficjalna strona TCZ opisuje placówkę jako kompleksowy ośrodek z wieloma oddziałami i poradniami, zatrudniający lekarzy, pielęgniarki, położne, salowe i ratowników medycznych.</p><p style="text-align:justify;">Rada Powiatu ma prawo i obowiązek patrzeć tej spółce na ręce. Ale czy radna zatrudniona na stanowisku dyrektorskim w tej samej spółce może z pełnym spokojem uczestniczyć w debatach, głosowaniach i ocenach dotyczących jej miejsca pracy?</p><p>To pytanie nie jest atakiem personalnym. To pytanie o standard.</p><p>W demokracji lokalnej zaufanie publiczne jest jak szkło w filmach Kieślowskiego — przezroczyste, kruche i łatwe do zarysowania. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, czy ich radni występują na sali obrad jako niezależni kontrolerzy, czy jako osoby powiązane zawodowo z instytucjami, które rada powinna nadzorować.</p><h3><strong>Możliwe scenariusze</strong></h3><p>Pierwszy scenariusz jest dla radnej najkorzystniejszy: Rada Powiatu i wojewoda uznają, że nie doszło do naruszenia prawa, bo wypowiedzi Pauliny Sochy mieściły się w granicach przekazywania informacji, a jej zatrudnienie nie oznaczało zarządzania działalnością gospodarczą, reprezentowania spółki ani pełnienia funkcji przedstawicielskiej.</p><p>Drugi scenariusz zakłada, że z dokumentów — zwłaszcza zakresu obowiązków, pełnomocnictw, schematu organizacyjnego i nagrań z sesji — wyniknie realny udział w zarządzaniu albo reprezentowaniu działalności spółki. W takim przypadku sprawa może zmierzać w kierunku uchwały dotyczącej wygaśnięcia mandatu.</p><p>Trzeci scenariusz to dalszy spór proceduralny: rada uzna, że nie ma podstaw do działania, wojewoda będzie kontynuował ocenę nadzorczą, a ostatecznie sprawa może trafić do sądu administracyjnego.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezpłatne zajęcia o rozwoju mowy dziecka w Tomaszowie Mazowieckim]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55270,bezplatne-zajecia-o-rozwoju-mowy-dziecka-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55270,bezplatne-zajecia-o-rozwoju-mowy-dziecka-w-tomaszowie-mazowieckim</guid>
            <pubDate>Sun, 24 May 2026 12:36:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezplatne-zajecia-o-rozwoju-mowy-dziecka-w-tomaszowie-mazowieckim-1779619342.png</url>
                        <title>Bezpłatne zajęcia o rozwoju mowy dziecka w Tomaszowie Mazowieckim</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55270,bezplatne-zajecia-o-rozwoju-mowy-dziecka-w-tomaszowie-mazowieckim</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza na bezpłatne zajęcia Szkoły Rodzenia poświęcone rozwojowi mowy dziecka. Spotkanie odbędzie się 25 maja o godzinie 17:00 przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Szkoła Rodzenia z ważnym tematem dla rodziców</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia organizuje kolejne <strong>bezpłatne zajęcia Szkoły Rodzenia</strong>, tym razem poświęcone rozwojowi mowy dziecka. Spotkanie zaplanowano na 25 maja, w poniedziałek, o godzinie 17:00 przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim. Do udziału zaproszeni są zarówno przyszli rodzice, jak i rodzice małych dzieci.</p><p>To propozycja, która wykracza poza standardowe przygotowanie do porodu i pierwszych miesięcy opieki nad niemowlęciem. Organizatorzy stawiają na praktyczną wiedzę, która może pomóc rodzicom lepiej rozumieć rozwój dziecka już od najwcześniejszych etapów życia. Temat mowy i komunikacji należy do tych obszarów, które budzą wiele pytań i niepokoju, zwłaszcza u osób wychowujących pierwsze dziecko.</p><h2>O czym będzie mowa podczas spotkania</h2><p>Wykład poprowadzi logopeda <strong>Elżbieta Zakrzewska</strong>. Jak wynika z zapowiedzi, uczestnicy dowiedzą się między innymi, jak powinien przebiegać rozwój mowy dziecka, kiedy dziecko zaczyna się komunikować oraz jak rozumieć jego pierwsze słowa. Nie zabraknie także informacji o tym, co wspiera rozwój mowy, a co może go hamować.</p><p>W programie znalazły się również praktyczne zagadnienia dotyczące codzienności rodzinnej. Rodzice usłyszą, w jakie zabawy warto bawić się z dzieckiem, aby wspierać jego rozwój, a także kiedy warto rozważyć konsultację z logopedą. Tego typu spotkania mogą być szczególnie cenne dla osób, które chcą odróżnić naturalne etapy rozwoju od sytuacji wymagających specjalistycznej oceny.</p><p>Po wykładzie zaplanowano także zajęcia prowadzone przez fizjoterapeutkę <strong>Dagmarę Leśniewską-Krawczyk</strong>. To oznacza, że uczestnicy otrzymają szersze spojrzenie na rozwój najmłodszych, obejmujące nie tylko komunikację, ale również aspekty związane z prawidłowym funkcjonowaniem dziecka w pierwszych miesiącach i latach życia.</p><h2>Bezpłatna inicjatywa z lokalnym wsparciem</h2><p>Istotną informacją dla mieszkańców jest to, że udział w zajęciach jest <strong>całkowicie bezpłatny</strong>. Jak podano w zapowiedzi, wydarzenie jest finansowane przez Starostwo Powiatowe w Tomaszowie Mazowieckim. To przykład lokalnej inicjatywy, w której publiczne środki wspierają działania edukacyjne i profilaktyczne skierowane do rodzin.</p><p>Z perspektywy lokalnej społeczności takie spotkania mają podwójne znaczenie. Po pierwsze, ułatwiają dostęp do specjalistycznej wiedzy bez dodatkowych kosztów. Po drugie, budują nawyk korzystania z profilaktyki i konsultacji na wczesnym etapie, zanim drobne trudności przerodzą się w poważniejsze problemy. W przypadku rozwoju mowy szybka reakcja i świadoma obserwacja rodziców mogą mieć realne znaczenie dla dalszego funkcjonowania dziecka.</p><h2>Dlaczego ten temat jest ważny</h2><p>Rozwój mowy to nie tylko kwestia wypowiadania pierwszych słów. To także sposób, w jaki dziecko nawiązuje kontakt z otoczeniem, reaguje na bodźce, komunikuje potrzeby i buduje relacje. Dlatego zainteresowanie tym obszarem już na wczesnym etapie rodzicielstwa może pomóc lepiej wspierać dziecko w codziennym rozwoju.</p><p>Organizatorzy zachęcają, by przyjść z własnymi pytaniami dotyczącymi rozwoju dzieci. Taki otwarty charakter spotkania może być jego dodatkowym atutem, bo pozwala połączyć wiedzę ekspercką z konkretnymi doświadczeniami rodziców. Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego to okazja, by w jednym miejscu skorzystać z porad specjalistów i zdobyć wiedzę, która może okazać się przydatna już od pierwszych miesięcy życia dziecka.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dobra pamięć kobiet może opóźniać diagnozę alzheimera. Naukowcy: testy mogą nie widzieć choroby na czas]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55267,dobra-pamiec-kobiet-moze-opozniac-diagnoze-alzheimera-naukowcy-testy-moga-nie-widziec-choroby-na-czas</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55267,dobra-pamiec-kobiet-moze-opozniac-diagnoze-alzheimera-naukowcy-testy-moga-nie-widziec-choroby-na-czas</guid>
            <pubDate>Sun, 24 May 2026 11:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dobra-pamiec-kobiet-moze-opozniac-diagnoze-alzheimera-naukowcy-testy-moga-nie-widziec-choroby-na-c-1779778885.png</url>
                        <title>Dobra pamięć kobiet może opóźniać diagnozę alzheimera. Naukowcy: testy mogą nie widzieć choroby na czas</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55267,dobra-pamiec-kobiet-moze-opozniac-diagnoze-alzheimera-naukowcy-testy-moga-nie-widziec-choroby-na-czas</link>
                    </image><description>Kobiety przez lata mogą „zdawać” standardowe testy pamięci, choć w ich mózgach rozwija się już choroba Alzheimera. Nowa analiza zespołu z McGill University sugeruje, że przewaga kobiet w pamięci werbalnej może maskować wczesne objawy choroby średnio niemal o trzy lata. To odkrycie ważne nie tylko dla lekarzy, ale i dla rodzin, które często jako pierwsze widzą drobne pęknięcia w codziennym funkcjonowaniu bliskiej osoby.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Pamięć jak zasłona dymna</strong></h2><p>W chorobie Alzheimera czas jest jednym z najcenniejszych zasobów. Im wcześniej zostanie zauważona, tym większa szansa na uporządkowanie leczenia, rehabilitacji poznawczej, opieki i decyzji rodzinnych. Tymczasem badacze kierowani przez Sashę Novozhilovą z McGill University w Montrealu wskazują, że u kobiet ten pierwszy alarm może zabrzmieć później.</p><p>Analiza opublikowana w serwisie <strong>medRxiv</strong> — a więc jako praca nierecenzowana, wymagająca jeszcze naukowej weryfikacji — objęła dane z dwóch dużych, długoterminowych badań prowadzonych w USA i Kanadzie. Uczestnicy regularnie przechodzili testy poznawcze oraz badania obrazowe mózgu. U części z nich z czasem rozwinęła się choroba Alzheimera.</p><p>Wykorzystywany test był pozornie prosty: badani mieli nauczyć się listy 15 przeczytanych słów, a następnie odtworzyć je od razu, po odwróceniu uwagi i ponownie po pewnym czasie. Takie próby pamięci werbalnej są powszechnie stosowane w diagnostyce zaburzeń poznawczych.</p><p>Problem w tym, że wiele kobiet nadal osiągało wyniki mieszczące się w normie, mimo że w ich mózgach narastały już nieprawidłowe złogi amyloidu, jednego z biologicznych śladów choroby Alzheimera. Według autorów preprintu kobiety utrzymywały prawidłowe wyniki w zakresie uczenia się słów średnio o <strong>2,7 roku dłużej</strong> niż mężczyźni z podobną patologią alzheimerowską. W niektórych wymiarach testu różnica była jeszcze większa.</p><h2><strong>Kobiety lepiej zapamiętują słowa. I właśnie to może być pułapką</strong></h2><p>Naukowcy tłumaczą, że kobiety przeciętnie przez całe życie osiągają lepsze wyniki w zadaniach wymagających pamięci werbalnej. Ta przewaga może działać jak rezerwa poznawcza — mózg przez dłuższy czas kompensuje narastające uszkodzenia, korzystając z silniejszych połączeń i sprawniejszych strategii zapamiętywania.</p><p>Brzmi to jak dobra wiadomość. Ale w medycynie, podobnie jak w filmie noir, najmocniejsze światło potrafi rzucać najgłębszy cień. Skoro test nadal pokazuje „normę”, lekarz i rodzina mogą uznać, że nie dzieje się nic poważnego. Tymczasem choroba może już przesuwać swoje granice.</p><p>Podobny mechanizm opisywano już wcześniej w literaturze naukowej. Przeglądy badań nad różnicami płci w przebiegu choroby Alzheimera wskazują, że kobieca przewaga w pamięci werbalnej może maskować wczesny spadek funkcji poznawczych, a później — gdy rezerwa się wyczerpie — pogorszenie może być szybsze i bardziej widoczne.</p><h2><strong>Dlaczego to ma znaczenie właśnie teraz</strong></h2><p>Znaczenie wczesnej diagnozy rośnie, bo pojawiły się leki, które nie cofają choroby, ale mogą spowalniać jej postęp u wybranych pacjentów we wczesnym stadium. Lecanemab został dopuszczony w Unii Europejskiej dla części chorych z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi lub łagodną demencją z powodu choroby Alzheimera, przy potwierdzonej patologii amyloidowej i określonym profilu ApoE4. Donanemab również jest terapią adresowaną do wczesnej postaci choroby; Alzheimer’s Association opisuje go jako lek dla osób z wczesną objawową chorobą Alzheimera, obejmującą łagodne zaburzenia poznawcze i łagodne stadium otępienia, przy potwierdzonych blaszkach amyloidowych.</p><p>To nie są cudowne środki z apteki doktora Fausta. Ich działanie jest ograniczone, wymagają kwalifikacji, badań, monitorowania i oceny ryzyka. Ale ich sens kliniczny opiera się na jednym warunku: <strong>choroba musi zostać uchwycona odpowiednio wcześnie</strong>.</p><p>Jeżeli kobiety trafiają do diagnozy później, bo przez dłuższy czas dobrze wypadają w testach słownych, mogą mieć mniejsze szanse na skorzystanie z terapii w momencie, gdy mogłaby ona jeszcze przynieść największy efekt.</p><h2><strong>Nie tylko test z listą słów</strong></h2><p>Autorzy analizy sugerują, że u kobiet być może trzeba inaczej interpretować wyniki testów pamięci werbalnej. Nie chodzi o prostą zamianę jednego formularza na drugi, ale o bardziej precyzyjne progi diagnostyczne i większe znaczenie badań biologicznych: obrazowania mózgu albo badań krwi wykrywających markery choroby.</p><p>To kierunek, który w neurologii coraz mocniej przebija się do praktyki. Choroba Alzheimera przestaje być rozpoznawana wyłącznie po tym, że ktoś zapomina drogę do domu, nazwisko sąsiadki albo garnek na kuchence. Coraz częściej patrzy się na nią jak na proces biologiczny, który zaczyna się wcześniej niż widoczne objawy.</p><p>Dla rodzin oznacza to jedno: nie warto czekać, aż bliska osoba „zawali” test pamięci. Niepokoić powinny także subtelniejsze zmiany — gubienie wątku rozmowy, trudności w planowaniu, pogubienie się w rachunkach, powtarzanie pytań, nagła niepewność w znanych miejscach, wycofanie z aktywności społecznej czy zmiana nastroju.</p><h2><strong>Co może zrobić rodzina w Tomaszowie i regionie</strong></h2><p>W praktyce pierwszym krokiem powinna być rozmowa z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej. To on może zebrać wywiad, wykluczyć częste przyczyny pogorszenia pamięci — niedobory, depresję, zaburzenia snu, choroby tarczycy, działania uboczne leków — i skierować pacjenta do neurologa, psychiatry lub poradni specjalistycznej.</p><p>Warto przyjść na wizytę przygotowanym. Rodzina powinna zapisać konkretne sytuacje: kiedy się zaczęły, jak często się powtarzają, czy dotyczą pamięci, orientacji, zachowania, snu, finansów, prowadzenia samochodu, gotowania, przyjmowania leków. Lekarzowi bardziej pomaga kilka konkretnych przykładów niż ogólne zdanie: „mama coś ostatnio zapomina”.</p><p>To szczególnie ważne przy kobietach, które przez całe życie „trzymały dom, rodzinę i kalendarz w głowie”. Taka osoba może długo nadrabiać deficyty doświadczeniem, notatkami, rutyną i imponującą sprawnością językową. Rodzina widzi jednak zmianę, której test wykonany w gabinecie może jeszcze nie uchwycić.</p><h2><strong>Styl życia nie zastąpi diagnozy, ale może pomóc</strong></h2><p>W materiale PAP pojawia się też dieta MIND, ćwiczenia fizyczne i trening mózgu. To ważne, ale wymaga proporcji. Dieta MIND — łącząca elementy diety śródziemnomorskiej i DASH — jest badana pod kątem wpływu na ryzyko demencji i tempo pogarszania funkcji poznawczych. Aktualne przeglądy wskazują na obiecujące, choć nie zawsze jednoznaczne wyniki; nie jest to więc „tarcza nieśmiertelności” dla mózgu, lecz rozsądny element profilaktyki.</p><p>Najlepiej udokumentowany sens ma całościowe podejście: ruch, leczenie nadciśnienia i cukrzycy, sen, aktywność społeczna, dieta, ograniczanie alkoholu, korekta słuchu i wzroku, a także szybka reakcja na depresję i izolację. Mózg nie jest samotną wyspą. Starzeje się razem z sercem, naczyniami, mięśniami, emocjami i relacjami.</p><h2><strong>Najważniejszy wniosek</strong></h2><p>Ta analiza nie mówi, że kobiety chorują „inaczej” w prostym, publicystycznym sensie. Mówi coś bardziej niepokojącego: <strong>mogą dłużej wyglądać na zdrowe w standardowych testach, choć choroba już pracuje pod powierzchnią</strong>.</p><p>Dlatego w diagnostyce alzheimera nie wystarczy jedno pytanie, jedna lista słów i jedno uspokajające „mieści się w normie”. Potrzebna jest uważność lekarza, czujność rodziny i narzędzia dostosowane do tego, jak naprawdę starzeją się kobiece i męskie mózgi.</p><p>Bo czasem dobra pamięć nie jest końcem problemu. Czasem jest ostatnią kurtyną, zanim scena gwałtownie się zaciemni.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Lekarz, szpital, kolejka i pacjent sam na sam z chaosem. Gorzkie słowa ekspertki o polskiej ochronie zdrowia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55250,lekarz-szpital-kolejka-i-pacjent-sam-na-sam-z-chaosem-gorzkie-slowa-ekspertki-o-polskiej-ochronie-zdrowia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55250,lekarz-szpital-kolejka-i-pacjent-sam-na-sam-z-chaosem-gorzkie-slowa-ekspertki-o-polskiej-ochronie-zdrowia</guid>
            <pubDate>Sat, 23 May 2026 13:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lekarz-szpital-kolejka-i-pacjent-sam-na-sam-z-chaosem-gorzkie-slowa-ekspertki-o-polskiej-ochronie-1779537497.png</url>
                        <title>Lekarz, szpital, kolejka i pacjent sam na sam z chaosem. Gorzkie słowa ekspertki o polskiej ochronie zdrowia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55250,lekarz-szpital-kolejka-i-pacjent-sam-na-sam-z-chaosem-gorzkie-slowa-ekspertki-o-polskiej-ochronie-zdrowia</link>
                    </image><description>Polska ochrona zdrowia coraz częściej przypomina nie sprawnie działający organizm, lecz ciało ogarnięte chorobą autoimmunologiczną — jego części zamiast współpracować, zaczynają walczyć między sobą. Taką diagnozę stawia Anna Gołębicka, ekonomistka, strateżka i członkini Rady Narodowego Funduszu Zdrowia. W rozmowie z PAP mówi wprost: pacjent nie trafia dziś do jednego systemu, ale do labiryntu zbudowanego z osobnych światów — POZ, specjalistyki, szpitali, administracji, kontraktów i procedur.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">To nie jest opowieść abstrakcyjna, z warszawskich gabinetów i ministerialnych korytarzy. To historia, którą zna także <strong>pacjent z Tomaszowa Mazowieckiego</strong>, Smardzewic, Ujazdu, Będkowa czy Żelechlinka. Najpierw telefon do przychodni. Potem skierowanie. Potem kolejka. Potem specjalista. Potem badanie, na które znów trzeba czekać. A gdzieś po drodze człowiek — często starszy, chory, przestraszony — zaczyna mieć wrażenie, że jest <strong>nie pacjentem, lecz przesyłką przekazywaną z okienka do okienka.</strong></p><h3><strong>Nie jeden system, lecz kilka osobnych światów</strong></h3><p style="text-align:justify;"><strong>Anna Gołębicka </strong>zwraca uwagę, że polska ochrona zdrowia nie działa jak jeden mechanizm. Podstawowa opieka zdrowotna, ambulatoryjna opieka specjalistyczna i szpitale funkcjonują według różnych zasad finansowania, rozliczania i odpowiedzialności. Każdy segment ma własną logikę. Każdy pilnuje własnego budżetu. Każdy broni własnego terytorium.</p><p style="text-align:justify;">W efekcie pacjent — jak mówi ekspertka — staje się „kulą bilardową”, odbijaną między kolejnymi elementami systemu. Lekarz rodzinny nie zawsze ma narzędzia, by poprowadzić diagnostykę do końca. Specjalista często pracuje pod presją niskiej dostępności terminów. S<strong>zpital z kolei musi kalkulować procedury, łóżka, personel i kontrakt z NFZ.</strong></p><p style="text-align:justify;">Ten opis szczególnie mocno wybrzmiewa w miastach średnich i powiatowych. <strong>W Tomaszowie Mazowieckim lokalnym filarem opieki jest Tomaszowskie Centrum Zdrowia</strong>, które według informacji placówki obejmuje m.in. szpital, przychodnie, poradnie specjalistyczne, diagnostykę, SOR i nocną pomoc lekarską. TCZ podaje, że działa tam <strong>16 oddziałów i 22 poradnie, co pokazuje skalę odpowiedzialności</strong>, jaka spoczywa na jednej powiatowej strukturze ochrony zdrowia.</p><h3><strong>Kolejka to nie tylko liczba. To lęk, niepewność i czas, którego choroba nie oddaje</strong></h3><p style="text-align:justify;">Jednym z najbardziej dotkliwych objawów systemowego chaosu są kolejki. W teorii pacjent może sprawdzić pierwszy wolny termin w informatorze NFZ. Fundusz prowadzi publiczny serwis, który ma ułatwiać wyszukiwanie terminów leczenia, a placówki mają obowiązek przekazywać oddziałom wojewódzkim NFZ informacje o pierwszych wolnych terminach.</p><p style="text-align:justify;">W praktyce pacjenci dobrze wiedzą, że sama informacja nie zawsze rozwiązuje problem. Co z tego, że termin istnieje, jeśli jest za kilka miesięcy? Co z tego, że poradnia przyjmuje, jeśli<strong> pacjent nie wie, czy powinien czekać, szukać prywatnie, jechać do Łodzi, Piotrkowa Trybunalskiego albo dalej?</strong></p><p style="text-align:justify;">Tu właśnie pojawia się jeden z najważniejszych wątków rozmowy: pacjent potrzebuje nie tylko świadczenia, ale prowadzenia. Kogoś — albo dobrze zaprojektowanego systemu cyfrowego — kto powie mu, co dalej. W przeciwnym razie człowiek zostaje sam w labiryncie, trochę jak bohater Kafki: niby drzwi są otwarte, ale nikt nie tłumaczy, przez które wejść.</p><h3><strong>Pieniędzy jest za mało? Ekspertka: samo dosypywanie nie wystarczy</strong></h3><p style="text-align:justify;">W debacie publicznej często pojawia się najprostsza odpowiedź: trzeba więcej pieniędzy. Gołębicka nie neguje problemu finansowania, ale ostrzega przed złudzeniem, że sam większy budżet naprawi źle zaprojektowany mechanizm.</p><p style="text-align:justify;">Według danych przywoływanych w analizach raportu OECD <i>„Health at a Glance 2025”</i>, Polska przeznacza na ochronę zdrowia około 8,1 proc. PKB, przy średniej OECD wynoszącej około 9,3 proc. To pokazuje, że dystans finansowy wciąż istnieje, ale jednocześnie nie tłumaczy wszystkiego.</p><p style="text-align:justify;">Problem polega na tym, że <strong>pieniądze wpuszczone do nieszczelnego systemu często nie trafiają tam, gdzie powinny</strong>. Mogą wzmacniać te obszary, które już są silne, dobrze wycenione i mają największą siłę negocjacyjną. Tymczasem geriatria, interna, psychiatria, opieka długoterminowa czy pielęgniarstwo nadal zmagają się z deficytami, które pacjent odczuwa najbardziej.</p><h3><strong>Lekarzy przybywa, ale czasu dla pacjenta wciąż brakuje</strong></h3><p style="text-align:justify;">W rozmowie z PAP ekspertka zwraca uwagę na ważny paradoks. Polska przez lata była przedstawiana jako kraj dramatycznie niedoborowy pod względem liczby lekarzy. Tymczasem najnowsze dane OECD pokazują, że osiągnęliśmy poziom 3,9 lekarza na 1000 mieszkańców, czyli wskaźnik zbliżony do średniej OECD.</p><p style="text-align:justify;">Nie oznacza to jednak, że pacjent nagle odczuje poprawę. Bo w ochronie zdrowia nie kupuje się samej „liczby lekarzy”. Liczy się realny czas ich pracy: przy pacjencie, przy diagnozie, przy rozmowie, przy podejmowaniu decyzji. Jeżeli ten czas pożera biurokracja, źle działające systemy informatyczne, powielanie dokumentacji i chaos organizacyjny, to nawet większa liczba medyków nie przełoży się automatycznie na krótsze kolejki.</p><p style="text-align:justify;">To lekcja bolesna, ale konieczna: można mieć więcej ludzi w systemie, a mimo to nadal marnować ich energię.</p><h3><strong>Pielęgniarki — cichy kręgosłup systemu, który się starzeje</strong></h3><p>Jeszcze trudniej wygląda sytuacja pielęgniarek i położnych. Gołębicka wskazuje, że choć zainteresowanie studiami pielęgniarskimi rośnie, struktura wieku tej grupy zawodowej pozostaje poważnym wyzwaniem. W materiale PAP przywołano dane Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych: średni wiek pielęgniarki w 2025 roku miał wynosić ponad 55 lat, a położnej ponad 52 lata.</p><p>To oznacza, że system opiera się na grupie zawodowej, która przez lata była niedoceniana, przeciążana i zbyt często traktowana jak zaplecze, a nie jeden z fundamentów leczenia. Tymczasem starzenie się społeczeństwa będzie zwiększać zapotrzebowanie właśnie na opiekę pielęgniarską, długoterminową, domową, geriatryczną i rehabilitacyjną.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim, gdzie według danych GUS przywoływanych przez serwis Polska w Liczbach na koniec 2024 roku mieszkało 57 016 osób, a średni wiek mieszkańców wynosił 44,7 lat, ten problem nie jest odległą prognozą. To już codzienność rodzin, które opiekują się starszymi rodzicami, dziadkami, osobami przewlekle chorymi.</p><h2>Ustawa płacowa i spór o wynagrodzenia. Minimum miało chronić, ale nie uporządkowało systemu</h2><p>Ważnym elementem rozmowy jest także ustawa o najniższych wynagrodzeniach w ochronie zdrowia. Akt z 8 czerwca 2017 roku określa sposób ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne oraz innych pracowników działalności podstawowej zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Mechanizm opiera się m.in. na współczynnikach pracy i przeciętnym wynagrodzeniu w gospodarce narodowej.</p><p>W założeniu miała to być gwarancja minimum. W praktyce — jak twierdzi Gołębicka — regulacja nie rozwiązała problemu nierówności wewnątrz systemu. Tam, gdzie procedury są wysoko wycenione, rośnie siła negocjacyjna specjalistów. Tam, gdzie opieka jest trudna, długotrwała, mniej spektakularna i gorzej finansowana, nadal brakuje rąk do pracy.</p><p>To trochę jak w orkiestrze, w której najgłośniejsze instrumenty dostają najlepsze kontrakty, a sekcja rytmiczna, bez której całość się rozpadnie, gra na granicy wytrzymałości.</p><h2>Za dużo łóżek, za mało opieki tam, gdzie pacjent naprawdę jej potrzebuje</h2><p>Ekspertka podkreśla, że pytanie „czy mamy za dużo szpitali?” jest źle postawione. Właściwe pytanie brzmi: jakiej opieki naprawdę potrzebujemy?</p><p>Postęp medycyny sprawia, że wiele świadczeń można wykonywać ambulatoryjnie, krócej, bez długiej hospitalizacji. Jednocześnie rośnie potrzeba opieki długoterminowej, domowej, geriatrycznej i środowiskowej. W starzejącym się kraju klasyczne łóżko szpitalne nie zawsze jest odpowiedzią. Czasem odpowiedzią jest pielęgniarka środowiskowa, opiekun medyczny, rehabilitant, lekarz rodzinny z realnym wsparciem diagnostycznym i system, który nie porzuca pacjenta po wypisie.</p><p>Dla powiatów takich jak tomaszowski to szczególnie ważne. Szpital powiatowy nie może być jednocześnie wszystkim: izbą przyjęć, miejscem leczenia ostrych stanów, przechowalnią problemów społecznych, zastępstwem dla opieki senioralnej i ostatnią deską ratunku dla pacjentów, których nie udało się sprawnie poprowadzić wcześniej.</p><h2>Cyfryzacja może być światełkiem w tunelu, ale nie zastąpi zaufania</h2><p>Gołębicka widzi szansę w cyfryzacji i sztucznej inteligencji. AI mogłaby pomagać w analizie wyników badań, zarządzaniu kolejkami, wstępnym triażu, wykrywaniu interakcji lekowych czy prowadzeniu pacjenta przez kolejne etapy leczenia.</p><p>To nie jest fantastyka naukowa rodem z „Łowcy androidów”. To narzędzia, które w wielu branżach już porządkują procesy. W medycynie stawką jest jednak coś więcej niż wygoda: bezpieczeństwo danych, odpowiedzialność prawna, jakość decyzji i zaufanie pacjenta.</p><p>Technologia może wskazać drogę, ale nie zastąpi empatii. Może przypomnieć o badaniu, ale nie spojrzy choremu człowiekowi w oczy. Może przyspieszyć analizę, ale nie odbuduje relacji między pacjentem a systemem, jeśli ten system nadal będzie traktował człowieka jak numer w kolejce.</p><h2>Największy deficyt? Zaufanie</h2><p>Najmocniejszy fragment rozmowy dotyczy atmosfery w ochronie zdrowia. Ekspertka mówi o „dzikim zachodzie”, o walce wszystkich ze wszystkimi, o braku wspólnej odpowiedzi na pytanie, jaki model systemu chcemy zbudować.</p><p>To brzmi brutalnie, ale wielu pacjentów i pracowników ochrony zdrowia mogłoby się pod tym podpisać. Lekarze są przeciążeni. Pielęgniarki zmęczone. Dyrektorzy liczą budżety. NFZ liczy kontrakty. Ministerstwo zapowiada reformy. Pacjent liczy dni do wizyty.</p><p>A przecież ochrona zdrowia nie jest taśmą produkcyjną. To jedna z ostatnich przestrzeni, w których państwo spotyka obywatela w jego największej słabości — kiedy boli, kiedy strach zagląda pod skórę, kiedy rodzina czeka na diagnozę.</p><p>Jeśli ten moment zostanie sprowadzony do procedury, kodu, kolejki i rozliczenia, przegramy coś więcej niż debatę o finansowaniu. Przegramy elementarną umowę społeczną.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Rak nie powinien odbierać prawa do marzeń o dziecku. Ekspert: największą barierą jest brak informacji]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55249,rak-nie-powinien-odbierac-prawa-do-marzen-o-dziecku-ekspert-najwieksza-bariera-jest-brak-informacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55249,rak-nie-powinien-odbierac-prawa-do-marzen-o-dziecku-ekspert-najwieksza-bariera-jest-brak-informacji</guid>
            <pubDate>Sat, 23 May 2026 12:24:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-rak-nie-powinien-odbierac-prawa-do-marzen-o-dziecku-ekspert-najwieksza-bariera-jest-brak-informacj-1779533067.png</url>
                        <title>Rak nie powinien odbierać prawa do marzeń o dziecku. Ekspert: największą barierą jest brak informacji</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55249,rak-nie-powinien-odbierac-prawa-do-marzen-o-dziecku-ekspert-najwieksza-bariera-jest-brak-informacji</link>
                    </image><description>Rak nie musi oznaczać bezpłodności. Pacjenci onkologiczni mogą przed leczeniem zabezpieczyć płodność, m.in. przez mrożenie komórek jajowych lub nasienia, ale prof. Krzysztof Nowosielski wskazuje, że największą barierą pozostaje brak informacji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rak nie powinien odbierać prawa do marzeń o dziecku. Ekspert: największą barierą jest brak informacji</p><p>Są rozmowy, których nie wolno odkładać „na później”, bo później może już nie mieć tej samej mocy. Diagnoza nowotworu brzmi jak uderzenie gongu w pustej sali: nagle wszystko milknie, a człowiek słyszy tylko jedno słowo — rak. Ale właśnie wtedy, w tym najtrudniejszym momencie, obok pytań o operację, chemioterapię, radioterapię czy immunoterapię, powinno paść jeszcze jedno: <strong>czy pacjent chce zachować szansę na rodzicielstwo po leczeniu?</strong></p><p>Podczas Kongresu Ginekologii Przyszłości w Katowicach prof. Krzysztof Nowosielski, ginekolog-onkolog i kierownik odcinka ginekologii onkologicznej Beskidzkiego Centrum Onkologii w Bielsku-Białej, powiedział PAP wprost: <strong>pacjenci onkologiczni mogą zabezpieczyć płodność przed rozpoczęciem leczenia, ale wciąż zbyt rzadko są o tym informowani</strong>.</p><p>To zdanie powinno wybrzmieć szczególnie mocno także lokalnie — w Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim i w całym regionie łódzkim. Bo onkologia nie jest abstrakcją z wielkich klinik i ministerialnych dokumentów. To codzienność rodzin, które jeżdżą na konsultacje, czekają na wyniki, uczą się nowych słów medycznych i próbują ocalić jak najwięcej normalnego życia.</p><h2>Nie tylko leczenie nowotworu. Leczenie człowieka</h2><p>Prof. Nowosielski podkreślił, że każda osoba w wieku rozrodczym, u której rozpoznano nowotwór wymagający leczenia systemowego — na przykład chemioterapii lub immunoterapii — może skorzystać z procedur zabezpieczenia materiału genetycznego. Jak powiedział PAP, <strong>„każda Polka i każdy Polak z rozpoznaną chorobą onkologiczną mają możliwość zabezpieczenia swoich komórek”</strong>.</p><p>Ekspert zwrócił uwagę, że nowotwory coraz częściej dotyczą także ludzi młodych, którzy nie zakończyli planów związanych z rodzicielstwem. To ważna zmiana w myśleniu o chorobie. Jeszcze niedawno rak był w społecznej wyobraźni jak wyrok zamykający wszystkie drzwi. Dziś, w wielu przypadkach, staje się chorobą przewlekłą: leczenie się kończy, pacjent pozostaje pod obserwacją i wraca do życia — pracy, relacji, planów, czasem także do marzenia o dziecku.</p><p>Właśnie dlatego prof. Nowosielski mówi o konieczności zmiany podejścia: <strong>nie można skupiać się wyłącznie na guzie, wynikach i protokołach leczenia. Trzeba rozmawiać z pacjentem o jego przyszłości</strong>. Według specjalisty największą barierą nie jest sama medycyna, ale brak informacji. To lekarz — onkolog, ginekolog, hematolog, chirurg onkologiczny — powinien rozpocząć rozmowę.</p><h2>Onkopłodność: co można zabezpieczyć?</h2><p>W praktyce chodzi przede wszystkim o pobranie i przechowanie materiału rozrodczego przed leczeniem, które może uszkodzić płodność. Rządowy program umożliwia osobom przed lub w trakcie leczenia onkologicznego, jeżeli terapia może upośledzać płodność, zabezpieczenie materiału rozrodczego i przewiduje pełne dofinansowanie takich procedur dla kobiet i mężczyzn.</p><p>Portal pacjent.gov.pl, w części poświęconej onkologii, informuje, że od <strong>1 czerwca 2024 roku</strong> w Polsce działa program Ministerstwa Zdrowia refundujący procedury zabezpieczenia płodności, obejmujący m.in. <strong>mrożenie komórek jajowych i nasienia u pacjentek i pacjentów onkologicznych</strong>.</p><p>To nie jest więc luksusowa procedura dla nielicznych ani medyczna ciekawostka z zagranicznych seriali. To element nowoczesnej opieki onkologicznej. Również polskie zalecenia wskazują, że lekarze opiekujący się chorymi powinni informować o ryzyku utraty płodności jak najwcześniej — przed rozpoczęciem leczenia — oraz kierować zainteresowanych pacjentów do odpowiednich specjalistów.</p><h2>Ważne także dla pacjentek z nowotworami ginekologicznymi</h2><p>Prof. Nowosielski zaznaczył, że możliwości zabezpieczenia płodności dotyczą również części pacjentek z nowotworami ginekologicznymi, w tym z rakiem jajnika. W niektórych przypadkach możliwe jest zachowanie komórek jajowych, a czasem także narządów rozrodczych. Decyzja zależy jednak od rodzaju nowotworu, stadium choroby, planowanego leczenia i bezpieczeństwa onkologicznego.</p><p>Ekspert podał, że w przypadku niektórych nowotworów, takich jak rak szyjki macicy, odsetek ciąż po leczeniu może sięgać nawet 80 proc. W raku endometrium wynosi około 40–50 proc., a w raku jajnika jest niższy. To liczby, które trzeba czytać ostrożnie, bo każdy przypadek jest inny, ale ich sens jest bardzo konkretny: <strong>szansa na rodzicielstwo po leczeniu istnieje i dla części pacjentów jest realna</strong>.</p><h2>Co mówi prawo i program publiczny?</h2><p>Podstawowe ramy prawne dla procedur związanych z komórkami rozrodczymi i medycznie wspomaganą prokreacją określa <strong>ustawa z 25 czerwca 2015 r. o leczeniu niepłodności</strong>. Ustawa reguluje m.in. zasady ochrony komórek rozrodczych i zarodków, sposoby leczenia niepłodności oraz warunki pobierania, testowania, przechowywania i dystrybucji komórek rozrodczych.</p><p>Program polityki zdrowotnej na lata <strong>2024–2028</strong> obejmuje nie tylko leczenie niepłodności metodami medycznie wspomaganej prokreacji, ale także umożliwienie osobom przed lub w trakcie leczenia onkologicznego zabezpieczenia materiału rozrodczego, w tym oocytów lub nasienia.</p><p>To ważne, bo rozmowa z pacjentem nie powinna zaczynać się od pytania: „czy będzie pana/panią na to stać?”. Powinna zaczynać się od pytania: <strong>czy chce pan/pani wiedzieć, jakie są możliwości?</strong></p><h2>Tomaszów Mazowiecki: dlaczego lokalnie ta informacja ma znaczenie?</h2><p>Dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolic istotne jest to, że ścieżka onkologiczna często zaczyna się lokalnie — od lekarza rodzinnego, ginekologa, poradni specjalistycznej, diagnostyki, konsultacji. Według informacji NU-MED, w Tomaszowie Mazowieckim działa poradnia onkologiczna zapewniająca opiekę na różnych etapach leczenia: od podejrzenia choroby nowotworowej, przez leczenie przyczynowe, po kontrolę po zakończeniu terapii. Wizyta w poradni onkologicznej nie wymaga skierowania.</p><p>To nie oznacza, że każda procedura zabezpieczenia płodności odbędzie się na miejscu. Najczęściej pacjent jest kwalifikowany i kierowany do wyspecjalizowanego ośrodka medycyny rozrodu. Ale właśnie dlatego pierwsza informacja — wypowiedziana na czas — jest kluczowa. W medycynie, jak w dobrym reportażu, liczy się moment. Jedno zdanie wypowiedziane przed chemioterapią może mieć znaczenie większe niż cały katalog broszur wręczony po fakcie.</p><h2>Pytania, które pacjent może zadać lekarzowi</h2><p>W tej sprawie nie chodzi o panikę ani o dodatkowe obciążanie chorego. Chodzi o prawo do wiedzy. Pacjent lub jego bliscy mogą zapytać lekarza prowadzącego:</p><p><strong>Czy planowane leczenie może wpłynąć na płodność?</strong><br><strong>Czy jest czas na konsultację w ośrodku zabezpieczenia płodności przed rozpoczęciem terapii?</strong><br><strong>Czy w moim przypadku możliwe jest zamrożenie komórek jajowych, nasienia albo inne postępowanie?</strong><br><strong>Gdzie najbliżej mogę uzyskać kwalifikację do programu finansowanego ze środków publicznych?</strong></p><p>To pytania proste, ale nie banalne. Mogą otworzyć drogę do decyzji, która po latach będzie znaczyła więcej niż jakakolwiek statystyka.</p><h2>Największa bariera: milczenie</h2><p>W historii medycyny wiele przełomów zaczynało się nie od wielkich maszyn, ale od zmiany rozmowy. Od tego, że lekarz przestawał widzieć „przypadek”, a zaczynał widzieć człowieka — z jego lękiem, miłością, planami i niedokończonymi rozdziałami życia.</p><p>Prof. Nowosielski mówi jasno: największą barierą w zachowaniu płodności u pacjentów onkologicznych jest brak informacji. A to bariera, którą można przełamać bez nowej ustawy, bez wielkiej konferencji i bez czekania na cud. Wystarczy, by właściwe pytanie padło we właściwym czasie.</p><p>Bo rak może przerwać wiele spraw. Ale nie powinien odbierać pacjentowi prawa do wiedzy o przyszłości.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Badamy nie tylko mamy. Amazonki zapraszają kobiety do rozmowy, która może uratować życie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55232,badamy-nie-tylko-mamy-amazonki-zapraszaja-kobiety-do-rozmowy-ktora-moze-uratowac-zycie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55232,badamy-nie-tylko-mamy-amazonki-zapraszaja-kobiety-do-rozmowy-ktora-moze-uratowac-zycie</guid>
            <pubDate>Fri, 22 May 2026 13:20:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-badamy-nie-tylko-mamy-amazonki-zapraszaja-kobiety-do-rozmowy-ktora-moze-uratowac-zycie-1779449878.png</url>
                        <title>Badamy nie tylko mamy. Amazonki zapraszają kobiety do rozmowy, która może uratować życie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55232,badamy-nie-tylko-mamy-amazonki-zapraszaja-kobiety-do-rozmowy-ktora-moze-uratowac-zycie</link>
                    </image><description>Są takie zdania, które brzmią zwyczajnie, niemal domowo: „nic mnie nie boli”, „czuję się zdrowa”, „w mojej rodzinie nikt nie chorował”. Wypowiadane przy kuchennym stole, w kolejce do lekarza, między telefonem od córki a zakupami po pracy. A jednak w przypadku raka piersi te zdania bywają złudnym spokojem przed burzą. Bo ten nowotwór, jak najtrudniejszy przeciwnik, często długo nie daje o sobie znać.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Dlatego 26 maja 2026 roku, w <strong>Dzień Matki</strong>, Amazonki po raz czwarty ruszają z ogólnopolską akcją edukacyjną <strong>„Badamy nie tylko mamy”</strong>. Wydarzenie odbędzie się w ponad 80 miastach Polski, także w województwie łódzkim. W Tomaszowie Mazowieckim kobiety będą mogły spotkać się z Amazonkami w <strong>Galerii Tomaszowskiej</strong>.</p><p>Akcja odbywa się przy wsparciu <strong>Łódzkiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ</strong> oraz pod patronatem <strong>Joanny Skrzydlewskiej, Marszałka Województwa Łódzkiego</strong>, i <strong>Hanny Zdanowskiej, Prezydent Łodzi</strong>. Klubem wiodącym i koordynującym wydarzenie w regionie jest <strong>Stowarzyszenie Łódzki Klub Amazonka</strong>.</p><h2><strong>W Tomaszowie Mazowieckim: Galeria Tomaszowska i rozmowy bez białych kitli</strong></h2><p>W naszym regionie Amazonki pojawią się m.in. w Łodzi, Tomaszowie Mazowieckim, Piotrkowie Trybunalskim, Skierniewicach, Radomsku, Sieradzu, Łowiczu, Opocznie, Kutnie, Bełchatowie i Rawie Mazowieckiej.</p><p>W <strong>Tomaszowie Mazowieckim</strong> akcję prowadzić będzie <strong>Tomaszowskie Stowarzyszenie Amazonek</strong>. Miejscem spotkania będzie <strong>Galeria Tomaszowska</strong>. To ważne, bo profilaktyka wychodzi tu z gabinetu lekarskiego do przestrzeni codziennego życia. Tam, gdzie kobiety przychodzą po zakupy, na kawę, z dziećmi, po drodze z pracy. Bez zadęcia, bez straszenia, bez medycznego chłodu.</p><p>Amazonki będą rozmawiać o tym, jak samodzielnie badać piersi, kiedy zgłosić się na mammografię, kiedy warto wykonać USG i dlaczego zdrowy styl życia, choć bardzo ważny, nie zwalnia z badań.</p><h2><strong>Rak piersi wcześnie wykryty daje ogromną szansę na leczenie</strong></h2><p>Organizatorzy przypominają, że <strong>rak piersi wcześnie zdiagnozowany jest niemal w 100 procentach wyleczalny</strong>. Kluczowe jest jednak jedno słowo: wcześnie. To ono robi różnicę między leczeniem mniej obciążającym a dramatyczną walką, między spokojem a spóźnionym alarmem.</p><p>NFZ przypomina, że w ramach programu profilaktyki raka piersi z bezpłatnej mammografii mogą korzystać kobiety w wieku <strong>45–74 lata</strong>, jeśli w ciągu ostatnich dwóch lat nie wykonywały mammografii w ramach profilaktyki zdrowotnej. Badanie jest finansowane ze środków publicznych i nie wymaga skierowania.</p><p>W określonych sytuacjach mammografia może być zalecana częściej, np. po 12 miesiącach, jeżeli występują czynniki ryzyka, takie jak rak piersi u najbliższych członków rodziny lub mutacje genów BRCA1 albo BRCA2.</p><p>Kobiety, które nie mieszczą się w programie przesiewowym, nadal mogą skorzystać z diagnostyki, jeśli lekarz uzna to za potrzebne. Mammografia lub USG piersi mogą być wykonane na podstawie skierowania od specjalisty, m.in. ginekologa albo onkologa.</p><h2><strong>„Nic mnie nie boli” — najgroźniejszy argument</strong></h2><p>W materiałach akcji Amazonki rozprawiają się z mitami, które przez lata stały się niemal społecznym refrenem. Najczęstszy brzmi: <strong>„nic mnie nie boli”</strong>. Problem polega na tym, że <strong>rak piersi we wczesnym stadium zwykle nie boli</strong>. Czekanie na ból jest więc jak czekanie na dzwonek alarmowy w domu, w którym już dawno odłączono prąd.</p><p>Drugie złudzenie to przekonanie, że samobadanie wystarczy. Samobadanie piersi jest potrzebne, uczy znajomości własnego ciała i pozwala zauważyć niepokojące zmiany. Ale nie zastępuje mammografii ani USG. Małej zmiany kobieta może nie wyczuć palcami.</p><p>Trzeci mit dotyczy genów. „Nikt w rodzinie nie chorował” nie oznacza, że ryzyko nie istnieje. Jak przypominają organizatorzy, tylko część nowotworów piersi ma podłoże dziedziczne. Chorują także kobiety, których matki, córki i siostry nigdy nie miały takiej diagnozy.</p><h2><strong>Nie tylko mamy. Córki, siostry, przyjaciółki też powinny pytać o badania</strong></h2><p>Tytuł akcji — <strong>„Badamy nie tylko mamy”</strong> — jest trafny, bo Dzień Matki staje się tu nie tylko świętem kwiatów, laurek i telefonów z życzeniami. Staje się pretekstem do rozmowy o zdrowiu kobiet w każdym wieku. Matki, córki, babcie, siostry, partnerki i przyjaciółki powinny mieć odwagę zapytać siebie nawzajem: kiedy ostatnio byłaś na badaniu?</p><p>Według danych Narodowego Instytutu Onkologii i Krajowego Rejestru Nowotworów w latach 2013–2022 w Polsce rejestrowano średnio około <strong>19,4 tysiąca nowych przypadków raka piersi rocznie</strong>, z czego zdecydowana większość dotyczyła kobiet.</p><p>Raport dotyczący nowotworów złośliwych w Polsce za 2022 rok wskazuje też, że nowotwory pozostają jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych kraju. W 2022 roku odnotowano niemal <strong>181,3 tysiąca nowych zachorowań na nowotwory złośliwe</strong> i około <strong>96 tysięcy zgonów</strong> z ich powodu.</p><p>Za tymi liczbami nie stoją statystyki z podręcznika. Stoją konkretne kobiety. Sąsiadki z bloku, nauczycielki, ekspedientki, urzędniczki, matki odprowadzające dzieci do szkoły, seniorki z osiedla, kobiety z Tomaszowa i okolic, które często bardziej pamiętają o zdrowiu całej rodziny niż o własnym.</p><h2><strong>Co będzie można sprawdzić podczas akcji?</strong></h2><p>Podczas spotkań z Amazonkami kobiety będą mogły dowiedzieć się:</p><ul><li>jak zmniejszać ryzyko zachorowania na raka piersi,</li><li>z jakich badań i programów profilaktycznych można skorzystać,</li><li>jak prawidłowo wykonywać samobadanie piersi,</li><li>jakie objawy powinny skłonić do pilnej konsultacji,</li><li>gdzie zgłosić się po pomoc i diagnostykę.</li></ul><p>To nie będzie wykład z katedry. Raczej rozmowa z kobietami, które znają temat nie z ulotki, ale z życia. Amazonki od lat wykonują ogromną pracę społeczną: edukują, wspierają chore, pomagają oswoić lęk po diagnozie i przypominają, że choroba nowotworowa nie odbiera kobiecości, godności ani prawa do normalnego życia.</p><h2><strong>Gdzie odbędzie się akcja w województwie łódzkim?</strong></h2><p>26 maja 2026 roku w ramach akcji <strong>„Badamy nie tylko mamy”</strong> Amazonki będą obecne w następujących miejscach:</p><p><strong>Łódź</strong> – Stowarzyszenie Łódzki Klub Amazonka, ul. Piotrkowska 104/104a, przed Urzędem Miasta Łodzi. Partnerzy: ŁOW NFZ oraz Wojewódzkie Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika.</p><p><strong>Bełchatów</strong> – Bełchatowskie Stowarzyszenie Amazonki, Galeria Bawełnianka.</p><p><strong>Opoczno</strong> – Opoczyński Klub Amazonka, Galeria Inspiro, ul. Kopernika.</p><p><strong>Piotrków Trybunalski</strong> – Piotrkowskie Stowarzyszenie Amazonek „Kamilki”, marsz wokół Zbiornika Bugaj, zbiórka na parkingu przy zbiorniku, godz. 11.00–13.00.</p><p><strong>Rawa Mazowiecka</strong> – Rawskie Stowarzyszenie Amazonek, Rawa Mode Centrum Handlowe, ul. Konstytucji 3 Maja 2.</p><p><strong>Radomsko</strong> – Stowarzyszenie Radomszczański Klub Amazonek, Kompleks Handlowy Metalurgia przy Intermarché.</p><p><strong>Skierniewice</strong> – Skierniewickie Stowarzyszenie Amazonka, Rynek Główny przed Ratuszem.</p><p><strong>Tomaszów Mazowiecki</strong> – Tomaszowskie Stowarzyszenie Amazonek, Galeria Tomaszowska.</p><p><strong>Kutno</strong> – Kutnowski Klub Amazonek, nad rzeką Ochnią, Strefa Aktywności Miejskiej „Zielona Zośka”.</p><p><strong>Łowicz</strong> – Łowicki Klub Amazonka, al. Sienkiewicza 62, siedziba organizacji pozarządowych.</p><h2><strong>Profilaktyka to nie panika. To rozsądek</strong></h2><p>W polskim domu matka często jest tą, która pamięta o wszystkich: o lekach ojca, szczepieniu dziecka, wizycie babci, obiedzie, rachunkach, urodzinach, praniu i tym, żeby „jakoś to wszystko ogarnąć”. W Dzień Matki warto odwrócić ten porządek. Zapytać nie tylko: „co ci kupić?”, ale: <strong>„mamo, kiedy ostatnio byłaś na mammografii?”</strong></p><p>To może być najważniejszy prezent. Bez kokardy, bez celofanu, bez fanfar. Za to z realną szansą na życie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Budzą się w środku nocy i nie wiedzą dlaczego. Ekspert ostrzega: to może być bezsenność]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55228,budza-sie-w-srodku-nocy-i-nie-wiedza-dlaczego-ekspert-ostrzega-to-moze-byc-bezsennosc</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55228,budza-sie-w-srodku-nocy-i-nie-wiedza-dlaczego-ekspert-ostrzega-to-moze-byc-bezsennosc</guid>
            <pubDate>Fri, 22 May 2026 09:13:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-budza-sie-w-srodku-nocy-i-nie-wiedza-dlaczego-ekspert-ostrzega-to-moze-byc-bezsennosc-1779434831.png</url>
                        <title>Budzą się w środku nocy i nie wiedzą dlaczego. Ekspert ostrzega: to może być bezsenność</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55228,budza-sie-w-srodku-nocy-i-nie-wiedza-dlaczego-ekspert-ostrzega-to-moze-byc-bezsennosc</link>
                    </image><description>Noc potrafi być jak źle zmontowany film: człowiek zasypia, po chwili cięcie, pobudka, potem kolejna scena, kolejne przebudzenie, nerwowe spojrzenie na zegarek i poranek ciężki jak ołów. Wielu z nas tłumaczy to stresem, pogodą, telefonem, kawą wypitą zbyt późno albo zwykłym „tak już mam”. Tymczasem częste nocne wybudzenia mogą być jednym z objawów bezsenności.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Jak powiedział PAP dr Wojciech Kuczyński, ekspert medycyny snu, kierownik Senare Centrum Medycyny Snu w Łodzi i somnolog Europejskiego oraz Polskiego Towarzystwa Badań nad Snem, do 30 proc. pacjentów poradni zaburzeń snu stanowią osoby zgłaszające problemy szeroko rozumianej bezsenności. Podobny odsetek pacjentów cierpi na zaburzenia oddychania w trakcie snu, a pozostali zmagają się m.in. z zaburzeniami rytmu dobowego, zaburzeniami ruchowymi czy rzadszymi problemami, takimi jak nawracające koszmary senne.</p><h2>Bezsenność to nie tylko leżenie z otwartymi oczami do trzeciej nad ranem</h2><p>W społecznej wyobraźni <strong>bezsenność</strong> najczęściej wygląda prosto: człowiek kładzie się do łóżka i nie może zasnąć. Ale to tylko jedna z jej twarzy. Dr Kuczyński wskazuje trzy zasadnicze postacie problemu.</p><p>Pierwsza to właśnie trudności z zasypianiem. Druga — często bagatelizowana — to <strong>częste przebudzenia w nocy</strong>. Pacjent zasypia, ale nie potrafi utrzymać ciągłości snu. Może budzić się kilka, a nawet osiem lub więcej razy w ciągu jednej nocy. Sen traci wtedy swoją strukturę, a dzień po takiej nocy przypomina jazdę samochodem na rezerwie: rośnie rozdrażnienie, spada koncentracja, łatwiej o konflikt, błąd i wybuch złości.</p><p>Ekspert podkreśla, że jeśli takie epizody występują <strong>co najmniej trzy razy w tygodniu</strong> i utrzymują się <strong>minimum trzy miesiące</strong>, można mówić o spełnieniu kryterium rozpoznania bezsenności. Podobne ramy czasowe pojawiają się w klasyfikacjach i opracowaniach medycznych dotyczących przewlekłej bezsenności.</p><p>Trzeci typ dotyczy osób, które zasypiają bez większego problemu i nie wybudzają się wiele razy w nocy, ale budzą się za wcześnie — na przykład o piątej rano, dwie godziny przed budzikiem — i nie są już w stanie zasnąć. Latem może to być nasilane przez wcześniejsze pojawienie się światła.</p><h2>Stres, choroby, mobbing. Sen często płaci rachunek za cały dzień</h2><p>Bezsenność rzadko spada z nieba jak meteor. Najczęściej jest skutkiem tego, co dzieje się z ciałem albo psychiką. Dr Kuczyński wskazuje, że zdecydowana większość przypadków ma podłoże psychologiczne lub somatyczne. Problemem może być na przykład niewydolność serca, która prowadzi do częstszego oddawania moczu w nocy. Ale równie silnym czynnikiem bywa napięcie psychiczne — praca w toksycznym środowisku, mobbing, przemoc, przeciążenie emocjonalne.</p><p>To ważny wątek także lokalnie. W Tomaszowie Mazowieckim i powiecie tomaszowskim wielu mieszkańców funkcjonuje w rytmie zmianowym, dojazdowym, produkcyjnym, handlowym, opiekuńczym. Sen nie jest wtedy luksusem, lecz elementem bezpieczeństwa: w pracy, za kierownicą, w rodzinie. Kiedy człowiek przez tygodnie śpi źle, nie „marudzi”. Jego organizm wysyła sygnał alarmowy.</p><p>W przypadku mobbingu warto pamiętać, że Kodeks pracy nakłada na pracodawcę obowiązek przeciwdziałania mobbingowi. Zgodnie z art. 94³ Kodeksu pracy mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika albo skierowane przeciwko pracownikowi, polegające m.in. na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu, wywołujące zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, poniżenie, ośmieszenie, izolowanie lub eliminowanie z zespołu. To nie jest więc „kwestia charakteru”, lecz problem prawny, organizacyjny i zdrowotny.</p><blockquote><p><strong>Kiedy nocne wybudzenia powinny zaniepokoić?</strong><br>Gdy zdarzają się co najmniej kilka razy w tygodniu, trwają przez wiele tygodni lub miesięcy i powodują pogorszenie funkcjonowania w dzień: zmęczenie, rozdrażnienie, problemy z koncentracją, spadek nastroju albo trudności w pracy i relacjach. Przy utrzymujących się objawach warto skonsultować się z lekarzem.</p></blockquote><h2>Zegarek nie jest lekarzem. Pułapka sprawdzania snu co do procenta</h2><p>Coraz więcej osób śpi z opaską, smartwatchem albo telefonem mierzącym sen. Technologia kusi obietnicą kontroli: fazy snu, tętno, oddech, wynik regeneracji, wykres jak z kokpitu statku kosmicznego. Problem zaczyna się wtedy, gdy poranek nie zaczyna się od pytania „jak się czuję?”, lecz od nerwowego sprawdzenia aplikacji.</p><p>Dr Kuczyński ostrzega, że urządzenia typu wearables nie służą do rozpoznawania bezsenności. Ich pomiary są estymacją opartą m.in. na pracy serca, oddechu i ruchu, ale nie badają czynności bioelektrycznej mózgu. W praktyce może dojść do paradoksu: ktoś czuje, że spał całkiem dobrze, ale aplikacja pokazuje słaby wynik i od razu pojawia się niepokój.</p><p>To trochę jak z krytykiem filmowym, który wmawia widzowi, że seans był fatalny, choć ten wyszedł z kina poruszony. Dane mogą pomagać, ale nie powinny przejmować władzy nad naszym samopoczuciem.</p><h2>Sowy, skowronki i szkolny dzwonek</h2><p>W dbaniu o sen kluczowe jest zrozumienie własnego rytmu biologicznego. Jedni najlepiej funkcjonują rano, inni rozkręcają się dopiero wieczorem. Ten chronotyp jest sprawą indywidualną, choć życie społeczne często próbuje go przyciąć do jednego rozmiaru.</p><p>Dr Kuczyński zwraca uwagę, że młodzi ludzie bardzo często mają chronotyp wieczorny. Są aktywniejsi później, chodzą spać później, a rano trudniej im wstać. Problem pojawia się wtedy, gdy szkoła, praca i obowiązki narzucają im rytm niezgodny z biologią.</p><p>U dorosłych, zwłaszcza trzydziesto- i czterdziestolatków, cykl dobowy bywa bardziej ustabilizowany. Ale nawet wtedy weekend potrafi rozbić rytm. Długie odsypianie, późne kładzenie się spać i gwałtowny powrót do poniedziałkowego budzika tworzą coś w rodzaju mini-jet lagu bez lotu samolotem.</p><h2>Nie ma jednej magicznej godziny snu</h2><p>Wbrew popularnym poradom z internetu nie istnieje jedna uniwersalna godzina, o której wszyscy powinni kłaść się spać. Nie ma też jednej liczby godzin snu dobrej dla każdego. Jednej osobie wystarczy sześć godzin, inna potrzebuje ośmiu. Najważniejsze jest to, czy sen pozwala normalnie funkcjonować w dzień.</p><p>Niepokoić powinna sytuacja, w której problemy ze snem zaczynają wpływać na relacje, pracę, naukę, bezpieczeństwo i codzienne obowiązki. Medyczne opracowania podkreślają, że przy diagnostyce bezsenności bierze się pod uwagę nie tylko samą noc, ale też dzienne konsekwencje: zmęczenie, drażliwość, pogorszenie koncentracji czy obniżenie nastroju.</p><h2>Gdzie szukać pomocy?</h2><p>Jeżeli problemy ze snem są długotrwałe, nasilają się lub wpływają na codzienne funkcjonowanie, warto skonsultować się z lekarzem rodzinnym, psychiatrą, psychologiem albo specjalistą medycyny snu. W Tomaszowie Mazowieckim działa m.in. Poradnia Zdrowia Psychicznego Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, obejmująca opieką osoby dorosłe i zajmująca się diagnostyką oraz leczeniem zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania.</p><p>Najbliższe wyspecjalizowane placówki zajmujące się zaburzeniami snu znajdują się m.in. w Łodzi. Ośrodek Leczenia Zaburzeń Snu przy Centralnym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Łodzi prowadzi diagnostykę i leczenie m.in. bezdechu sennego; według informacji placówki potrzebne jest skierowanie do poradni chorób płuc z rozpoznaniem bezdechu sennego.</p><h2>Re_Mind we Wrocławiu. Sen jako temat zdrowia publicznego</h2><p>Dr Wojciech Kuczyński będzie jednym z prelegentów Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind, który odbędzie się we Wrocławiu w dniach 22–24 czerwca 2026 roku. Wydarzenie organizują Uniwersytet SWPS, Telewizja Polska i Miasto Wrocław, a wśród gości zapowiadani są eksperci z Polski i zagranicy, w tym m.in. Robert B. Cialdini oraz Olga Tokarczuk.</p><p>Sen coraz wyraźniej przestaje być prywatną sprawą zamkniętą za drzwiami sypialni. Jest tematem zdrowia publicznego, pracy, szkoły, bezpieczeństwa na drogach i jakości życia. Bo człowiek niewyspany nie jest po prostu „trochę zmęczony”. Czasem jest jak miasto po awarii zasilania — światła jeszcze migają, ale system już prosi o pomoc.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„Bezpieczna Przystań” rośnie w szybkim tempie. Powstanie 25 miejsc opieki długoterminowej]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55223,bezpieczna-przystan-rosnie-w-szybkim-tempie-powstanie-25-miejsc-opieki-dlugoterminowej</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55223,bezpieczna-przystan-rosnie-w-szybkim-tempie-powstanie-25-miejsc-opieki-dlugoterminowej</guid>
            <pubDate>Thu, 21 May 2026 22:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezpieczna-przystan-rosnie-w-szybkim-tempie-powstanie-25-miejsc-opieki-dlugoterminowej-1779394286.png</url>
                        <title>„Bezpieczna Przystań” rośnie w szybkim tempie. Powstanie 25 miejsc opieki długoterminowej</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55223,bezpieczna-przystan-rosnie-w-szybkim-tempie-powstanie-25-miejsc-opieki-dlugoterminowej</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia informuje o kolejnych postępach budowy „Bezpiecznej Przystani”. Inwestycja ma przynieść 25 miejsc opieki długoterminowej i wzmocnić system wsparcia dla seniorów oraz osób niesamodzielnych w powiecie tomaszowskim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kolejny etap ważnej inwestycji</h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim trwają prace przy realizacji projektu <strong>„Rozwój opieki wspierającej na terenie powiatu tomaszowskiego poprzez utworzenie zakładu opieki długoterminowej – Bezpieczna Przystań”</strong>. Jak poinformowało Tomaszowskie Centrum Zdrowia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, budowa weszła w kolejny etap, a obiekt z tygodnia na tydzień coraz wyraźniej nabiera docelowych kształtów.</p><p>To jedna z tych inwestycji, które mają znaczenie nie tylko infrastrukturalne, ale przede wszystkim społeczne. Jej celem jest stworzenie nowoczesnego miejsca opieki i wsparcia dla mieszkańców powiatu tomaszowskiego, zwłaszcza dla osób wymagających stałej pomocy medycznej i codziennego wsparcia.</p><h2>Co powstanie w ramach projektu</h2><p>Założenia inwestycji są konkretne. W ramach przedsięwzięcia ma powstać <strong>25 miejsc opieki długoterminowej</strong>. Obiekt ma zostać wyposażony w nowoczesny sprzęt medyczny oraz infrastrukturę informatyczną, a przestrzeń ma być przygotowana z myślą o komforcie pacjentów, bezpieczeństwie i dostępności.</p><p>Jak wynika z przekazanych informacji, nowy zakład będzie przeznaczony przede wszystkim dla <strong>seniorów oraz osób niesamodzielnych</strong>, które wymagają całodobowej opieki. To odpowiedź na rosnące potrzeby związane ze starzeniem się społeczeństwa oraz coraz większym zapotrzebowaniem na wyspecjalizowane placówki zapewniające długofalowe wsparcie.</p><p>Istotnym elementem projektu jest także dostosowanie obiektu do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. W praktyce oznacza to nie tylko spełnienie formalnych standardów, ale również stworzenie miejsca realnie dostępnego i przyjaznego dla pacjentów o różnych ograniczeniach zdrowotnych i ruchowych.</p><h2>Korzyści dla mieszkańców i systemu ochrony zdrowia</h2><p>Powstanie zakładu opieki długoterminowej może przynieść kilka wyraźnych korzyści dla lokalnej społeczności. Po pierwsze, zwiększy się dostępność do opieki długoterminowej i rehabilitacji. Po drugie, poprawić się mają warunki życia pacjentów oraz ich rodzin, które często na co dzień dźwigają ciężar opieki nad osobami przewlekle chorymi lub niesamodzielnymi.</p><p>Znaczenie inwestycji wykracza jednak poza sam budynek. To również <strong>wzmocnienie lokalnego systemu ochrony zdrowia</strong> oraz poprawa warunków pracy personelu medycznego. Nowoczesna infrastruktura i lepsze zaplecze organizacyjne mogą przełożyć się na sprawniejszą opiekę, większe bezpieczeństwo i bardziej stabilne funkcjonowanie placówki.</p><p>W lokalnym wymiarze „Bezpieczna Przystań” wpisuje się w szerszą potrzebę rozwijania usług zdrowotnych i opiekuńczych blisko miejsca zamieszkania pacjentów. Dla wielu rodzin z powiatu tomaszowskiego to szczególnie ważne, ponieważ skrócenie dystansu do placówki i możliwość korzystania z opieki na miejscu ma wymierne znaczenie w codziennym życiu.</p><h2>Finansowanie i skala przedsięwzięcia</h2><p>Projekt realizowany jest w ramach <strong>Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności</strong>. Całkowita wartość inwestycji wynosi 8 654 512,72 zł, z czego dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej to 7 129 056,36 zł.</p><p>Skala finansowania pokazuje, że nie jest to drobna modernizacja, lecz poważne przedsięwzięcie obliczone na długofalowy efekt. Dla mieszkańców oznacza to realną szansę na rozwój opieki długoterminowej w powiecie, a dla samej placówki możliwość stworzenia zaplecza odpowiadającego współczesnym standardom jakości i bezpieczeństwa.</p><p>Na obecnym etapie najważniejsza informacja jest taka, że prace postępują szybko. Jeśli tempo robót zostanie utrzymane, „Bezpieczna Przystań” może stać się jedną z najważniejszych inwestycji zdrowotnych ostatniego czasu w lokalnym systemie opieki nad seniorami i osobami wymagającymi stałego wsparcia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[KRUS zaprasza na bezpłatne letnie turnusy rehabilitacyjne dla dzieci rolników]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55218,krus-zaprasza-na-bezplatne-letnie-turnusy-rehabilitacyjne-dla-dzieci-rolnikow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55218,krus-zaprasza-na-bezplatne-letnie-turnusy-rehabilitacyjne-dla-dzieci-rolnikow</guid>
            <pubDate>Thu, 21 May 2026 18:31:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-krus-zaprasza-na-bezplatne-letnie-turnusy-rehabilitacyjne-dla-dzieci-rolnikow-1779643271.png</url>
                        <title>KRUS zaprasza na bezpłatne letnie turnusy rehabilitacyjne dla dzieci rolników</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55218,krus-zaprasza-na-bezplatne-letnie-turnusy-rehabilitacyjne-dla-dzieci-rolnikow</link>
                    </image><description>Bezpłatne, 21-dniowe turnusy rehabilitacyjne dla dzieci rolników wracają w letniej odsłonie. Program obejmuje opiekę medyczną, rehabilitację, wyżywienie i zajęcia rekreacyjne, a nabór wniosków trwa do 29 maja 2026 roku.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Letnia oferta wsparcia dla najmłodszych</h2><p>Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego przypomina o możliwości skorzystania z <strong>bezpłatnych letnich turnusów rehabilitacyjnych</strong> dla dzieci rolników. To propozycja skierowana do rodzin, które chcą połączyć troskę o zdrowie dziecka z profesjonalną opieką i dobrze przygotowanym programem pobytu.</p><p>Każdy turnus trwa 21 dni i został pomyślany jako kompleksowe wsparcie dla dzieci wymagających rehabilitacji lub regeneracji. W pakiecie znajdują się indywidualnie dobrane działania terapeutyczne, całodobowa opieka medyczna, codzienne wyżywienie, a także zajęcia sportowo-rekreacyjne i zorganizowany czas wolny.</p><h2>Kto może skorzystać z turnusu</h2><p>Z przedstawionych informacji wynika, że oferta przeznaczona jest dla dzieci urodzonych między 2011 a 2019 rokiem. Program adresowany jest między innymi do tych, którzy zmagają się z chorobami układu oddechowego, mają zdiagnozowaną wadę postawy lub inną chorobę układu ruchu, a także potrzebują wsparcia w powrocie do zdrowia.</p><p>Ważnym warunkiem udziału jest objęcie ubezpieczeniem w KRUS jednego z rodziców lub opiekuna prawnego. Podstawą skierowania pozostaje wniosek o rehabilitację leczniczą lub turnus regeneracyjny, wypełniony przez lekarza rodzinnego albo lekarza specjalistę. W pierwszej kolejności na turnusy kierowane są dzieci posiadające udokumentowane orzeczenie o niepełnosprawności.</p><h2>Co zapewnia organizator</h2><p>Organizator podkreśla, że turnusy nie ograniczają się wyłącznie do zabiegów. Oprócz rehabilitacji dzieci otrzymują dostęp do wykwalifikowanej kadry pedagogicznej i opieki, która ma wspierać ich rozwój oraz dobre samopoczucie. Tego typu wyjazdy często pomagają nie tylko w poprawie stanu zdrowia, lecz także w budowaniu samodzielności i pewności siebie.</p><p>Nie bez znaczenia jest również wakacyjny charakter pobytu. Zdjęcie promujące akcję pokazuje grupę roześmianych dzieci bawiących się na świeżym powietrzu, co wzmacnia przekaz kampanii: rehabilitacja może iść w parze z ruchem, integracją i radością z letniego wypoczynku.</p><h2>Terminy i lokalizacje na lato 2026</h2><p>Oddział Regionalny KRUS w Łodzi poinformował o dostępnych miejscach w dwóch ośrodkach. Dla dzieci z wadami postawy i chorobami układu ruchu przewidziano turnus w Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS w Jedlcu, zaplanowany od 31 lipca do 20 sierpnia 2026 roku.</p><p>Z kolei dzieci z chorobami układu oddechowego mogą skorzystać z pobytu w Centrum Rehabilitacji Rolników KRUS w Szklarskiej Porębie. Ten turnus ma odbywać się od 30 czerwca do 20 lipca 2026 roku.</p><h2>Do kiedy złożyć wniosek</h2><p>Rodzice i opiekunowie powinni pamiętać, że czas na dopełnienie formalności jest ograniczony. Wnioski można składać w najbliższej placówce KRUS <strong>do 29 maja 2026 roku</strong>. To kluczowa data dla wszystkich zainteresowanych skorzystaniem z letniej oferty.</p><p>Akcja KRUS to przykład programu, który odpowiada na realne potrzeby rodzin wiejskich i rolniczych. Łączy profilaktykę, leczenie i wypoczynek, dając dzieciom szansę na poprawę zdrowia w bezpiecznym oraz przyjaznym otoczeniu.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Terapeuta uzależnień: algorytmy „tresują” dzieci, a szkoły oddają je Big Techom]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55214,terapeuta-uzaleznien-algorytmy-tresuja-dzieci-a-szkoly-oddaja-je-big-techom</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55214,terapeuta-uzaleznien-algorytmy-tresuja-dzieci-a-szkoly-oddaja-je-big-techom</guid>
            <pubDate>Thu, 21 May 2026 13:02:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-terapeuta-uzaleznien-algorytmy-tresuja-dzieci-a-szkoly-oddaja-je-big-techom-1779363167.png</url>
                        <title>Terapeuta uzależnień: algorytmy „tresują” dzieci, a szkoły oddają je Big Techom</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55214,terapeuta-uzaleznien-algorytmy-tresuja-dzieci-a-szkoly-oddaja-je-big-techom</link>
                    </image><description>Algorytmy „tresują” ludzi, jak kiedyś tresowano zwierzęta w cyrku, dzieci szantażują rodziców fejkowymi samobójstwami, a szkoły same oddają uczniów technologicznym korporacjom - Big Techom – powiedział PAP terapeuta uzależnień Daniel Dziewit, autor książki „Enter i znikasz. Złowieni przez algorytmy”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Daniel Dziewit – terapeuta uzależnień, publicysta, pisarz i ekspert ds. zdrowia psychicznego, prowadzi terapię osób uzależnionych od nowych technologii i alarmuje, że algorytmy przejęły kontrolę nad relacjami, wychowaniem i psychiką młodych ludzi. Jest autorem książek, m.in. „Homo Enter” oraz najnowszej publikacji „Enter i znikasz. Złowieni przez algorytmy”.</p><p><strong>PAP: „Enter i znikasz” to książka o smartfonach, uzależnieniach czy o tym, że cywilizacja właśnie się wykoleiła?</strong></p><p><strong>Daniel Dziewit: </strong>To jest książka głęboko humanistyczna. O człowieku, którego <i><strong>algorytmy zaczęły tresować</strong></i> dokładnie tak, jak kiedyś tresowano zwierzęta w cyrkach. Dzisiaj oburzamy się, gdy ktoś wykorzystuje słonia albo tygrysa dla rozrywki, natomiast zupełnie normalne wydaje nam się masowe uzależnianie ludzi – i to od najmłodszych lat – przez platformy technologiczne.</p><p>Ta książka jest próbą przypomnienia, że człowiek ma prawo do wysiłku, skupienia, cierpliwości, do przeżywania porażek i sukcesów w realnym świecie. Tymczasem algorytmy robią wszystko, żebyśmy byli impulsywni, rozleniwieni i niezdolni do dłuższej koncentracji. One zarabiają wtedy najwięcej.</p><p><strong>PAP: Mówi pan wręcz o utracie dzieci przez rodziców.</strong></p><p>D.D.: Bo wielu rodziców naprawdę traci swoje dzieci. Nie fizycznie, ale psychicznie i emocjonalnie. Dziecko siedzi obok ojca czy matki na kanapie, ale mentalnie już dawno mieszka w TikToku, Discordzie albo w świecie gier komputerowych.</p><p>I to nie jest wyłącznie kwestia samego ekranu. Wraz z tym <i><strong>znikają relacje, autorytety, szacunek</strong></i> do szkoły, pracy, sportu, a nawet do sukcesu. W swojej praktyce spotkałem młodego sportowca, który odnosił realne sukcesy, ciężko trenował, wygrywał zawody, ale został brutalnie wyśmiany w internecie tylko dlatego, że na zdjęciu był spocony i miał „głupi” grymas twarzy. Dla świata cyfrowego ważniejsze okazało się to jedno zdjęcie niż jego wysiłek i osiągnięcia.</p><p><strong>PAP: W książce apeluje pan, żeby dzieciom dawać gotówkę zamiast kart i Blika. Brzmi to jak technologiczny konserwatyzm.</strong></p><p>D.D.: Nie chodzi o żaden konserwatyzm, tylko o zdrowy rozsądek i podstawowe kompetencje życiowe. Coraz częściej obserwuję młodych ludzi pracujących w sklepach czy gastronomii, którzy mają problem z wydaniem reszty albo rozpoznaniem wartości banknotów. Patrzą na gotówkę jak na muzealny eksponat.</p><p>Kilka dni temu kupowałem kawę i lody. Dziewczyna przy kasie tak pogubiła się przy wydawaniu pieniędzy, że poprosiła mnie, żebym sam sobie wyliczył resztę. Okazało się, że pomyliła się na swoją niekorzyść. To nie jest zabawna anegdota. To pokazuje, że<i><strong> technologia odbiera ludziom elementarne umiejętności.</strong></i></p><p>Prawdziwe pieniądze uczą myślenia, liczenia i odpowiedzialności. <i><strong>Kiedy płaci się telefonem albo zegarkiem, wydawanie pieniędzy staje się całkowicie abstrakcyjne.</strong></i> Człowiek traci kontakt z realną wartością tego, co wydaje. Nieprzypadkowo wraz z rozwojem płatności cyfrowych eksplodowały długi, chwilówki i kompulsywne zakupy.</p><p><strong>PAP: Mocno krytykuje pan też szkoły i nauczycieli.</strong></p><p>D.D.: Bo część szkół zachowuje się dziś jak darmowi naganiacze wielkich korporacji technologicznych. Proszę sobie wyobrazić sytuację: druga klasa szkoły podstawowej, a nauczycielka zachęca dzieci do zakładania grupy na WhatsAppie. Dzieci robią to bez żadnego dorosłego administratora i potem wszyscy są zdziwieni, że pojawia się hejt, przemoc, pornografia albo poniżanie słabszych.</p><p>Ja wtedy pytam: kto tam te dzieci wprowadził? Zuckerberg? Meta? Nie. Zrobili to dorośli, którzy sami później rozkładają ręce.</p><p><strong>PAP: Padają u pana bardzo mocne słowa o rodzicach.</strong></p><p>D.D.: Bo <i><strong>wielu rodziców po prostu boi się wychowywać</strong></i>. Boi się zakazów, konsekwencji i stawiania granic. Tymczasem dziecko nie potrzebuje w domu kolegi ani kumpla od scrollowania TikToka. Ono potrzebuje rodzica.</p><p>Jeżeli rodzic mówi:<i> „Nie pozwolę, żeby ktoś rył psychikę mojego dziecka”</i>, to nie jest żadna przemoc. To jest odpowiedzialność. Ja często powtarzam, że zakaz powinien być skierowany nie przeciwko dziecku, ale <i><strong>przeciwko platformie, która zarabia na uzależnianiu młodych ludzi.</strong></i></p><p><strong>PAP: Pisze pan, że dzieci szantażują rodziców nawet groźbami samobójstwa.</strong></p><p>D.D.: I niestety dzieje się to coraz częściej. Rodzic słyszy<i>: „jak zabierzesz mi telefon, to się zabiję”</i>. Włos staje mu wtedy dęba na głowie, bo nie wie, czy to manipulacja, czy realne zagrożenie. Nie wie, czy ma dzwonić po psychiatrę, karetkę czy policję.</p><p>Najczęściej kończy się to kapitulacją. Rodzic odpuszcza i<i><strong> oddaje stery uzależnionemu dziecku.</strong></i> To ono zaczyna decydować, ile czasu spędza w sieci, kiedy śpi i jak funkcjonuje cały dom.</p><p>Kiedy rodzice próbują jednak postawić granice, dochodzi do awantur, wyzwisk, agresji, a czasem nawet interwencji policji. Nazywam to „<i>smartfonowymi libacjami”.</i> <i><strong>Rodzice wyłączają internet, a dziecko wpada w furię jak człowiek na głodzie narkotykowym. </strong></i>Zdarza się, że dzieci fizycznie atakują swoje mamy i ojców, bywa, że za pomocą niebezpiecznych narzędzi.</p><p><strong>PAP: Stwierdził pan, że technologie są „prostackie”.</strong></p><p>D.D.: Bo w dużej mierze są. Scrollowanie polega na tym, że człowiek leży i bez końca przesuwa palcem po ekranie. To nie wymaga wysiłku, refleksji ani cierpliwości. To jest czynność skrajnie prymitywna, choć opakowana w nowoczesny design i marketing.</p><p>Problem polega na tym, że<i><strong> im prostsza jest technologia, tym bardziej uzależnia</strong></i>. Człowiek przestaje ćwiczyć pamięć, skupienie i wytrwałość. Wszystko ma być szybkie, natychmiastowe i bezwysiłkowe.</p><p>Potem słyszymy od nastolatki, że <i>„książki śmierdzą starymi ludźmi”</i> – tak powiedziała nastoletnia uczestniczka jednego z badań czytelnictwa i czasu spędzanego w sieci. I to nie jest już śmieszne. To jest symbol ogromnego kryzysu kulturowego. Książka wymaga skupienia, ciszy, wyobraźni i cierpliwości, czyli dokładnie tego, czego współczesny świat cyfrowy próbuje człowieka oduczyć.</p><p><strong>PAP: Dużo mówi pan też o seksualizacji internetu i zagrożeniach dla dzieci.</strong></p><p>D.D.: Bo skala tego zjawiska jest gigantyczna. <i><strong>Pedofilia była obecna od zawsze, ale internet stworzył dla niej niewyobrażalne wcześniej możliwości. </strong></i>Wystarczy spojrzeć na ostatnie akcje służb, podczas których zatrzymywano dziesiątki osób posiadających setki tysięcy materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. I my naprawdę nadal udajemy, że głównym problemem jest wyłącznie „czas ekranowy”?</p><p>Do mojego gabinetu trafiają rodzice kompletnie rozbici psychicznie. Zagubieni, przestraszeni, często pełni poczucia winy. Szukają sposobu, żeby odzyskać kontakt z własnym dzieckiem. Ta książka powstała właśnie z obserwacji ich bezradności.</p><p><strong>PAP: Opowiada pan też historię 20-latka uzależnionego od VR.</strong></p><p>D.D.: Policzyliśmy wspólnie, ile czasu spędził w świecie gier i VR-u. Wyszło około 20 tysięcy godzin. To ponad dwa lata życia bez przerwy przed ekranem. Natomiast około pięciu tysięcy godzin spędził w okularach VR.</p><p>Tam były wirtualne kobiety, wirtualny seks, różne sensoryczne gadżety, które miały imitować prawdziwe doświadczenia. Efekt był taki, że chłopak praktycznie przestał funkcjonować w realnym świecie. Nie był zdolny do pracy, nauki ani normalnych relacji.</p><p>Wokół niego wszyscy pracowali: terapeuci, psychiatrzy, rodzina. Mama i babcia martwiły się o niego, przynosiły jedzenie, próbowały ratować sytuację. A on <i><strong>żył właściwie wyłącznie w cyfrowym świecie.</strong></i></p><p>Powiedziałem mu wtedy: „gdybyś przez sześć godzin dziennie ćwiczył grę na gitarze, język albo sport, byłbyś dziś mistrzem w jakiejś dziedzinie. Tymczasem jesteś na terapii odwykowej od VR-u”. I to jest właśnie dramat współczesności.</p><p><strong>PAP: W książce mocno krytykuje pan ideę bezstresowego wychowania.</strong></p><p>D.D.: Bo <i><strong>wmówiono ludziom, że granice są opresją</strong></i>, a zakazy traumą. W efekcie wielu rodziców boi się powiedzieć dziecku zwykłe „nie”.</p><p>A przecież nawet zwierzęta wychowują swoje młode. Karcą je, uczą zasad, pokazują granice po to, żeby mogły przeżyć. Tymczasem <i><strong>człowiek coraz częściej oddaje własne dziecko w ręce algorytmów</strong></i> i wielkich platform technologicznych - Big Techów.</p><p>Efekt jest taki, że dziecko zaczyna ustalać własne reguły rzeczywistości. Jeśli uzna, że nocnik służy do jedzenia zupy, a talerz do załatwiania potrzeb fizjologicznych, to rodzic ma jeszcze przyklasnąć temu w imię „dobrostanu”. Wiem, przesadzam, ale chodzi mi o wyostrzenie tego zjawiska.</p><p>Bo dobrostan bez zasad kończy się samotnością, lękiem i kompletnym chaosem emocjonalnym. Dzieci coraz częściej nie potrafią budować relacji, boją się kontaktów społecznych, unikają sportu, wyjazdów i aktywności wymagających wysiłku.</p><p><strong>PAP: Naprawdę uważa pan, że ludzkość się cofa?</strong></p><p>D.D.: Tak i nie jestem w tej opinii odosobniony. Shoshana Zuboff pisze wręcz, że <i>pod względem zdolności koncentracji, samodzielnego myślenia i jakości debaty publicznej zaczynamy cofać się do czasów sprzed rewolucji Gutenberga</i>. Druk wymusił na człowieku skupienie, cierpliwość i umiejętność analizy tekstu. Tymczasem dziś wracamy do kultury krótkiego impulsu, obrazka i natychmiastowej reakcji.</p><p>Jednocześnie <i><strong>technologia coraz głębiej wchodzi w nasze życie</strong></i>. Mamy inteligentne materace analizujące dźwięki w sypialni, ubrania monitorujące zachowanie człowieka, urządzenia śledzące emocje, reakcje i codzienne nawyki. Granice prywatności zostały dawno przekroczone, a człowiek zaczyna funkcjonować bardziej jako źródło danych niż świadomy uczestnik życia społecznego.</p><p><i><strong>Granice prywatności zostały dawno przekroczone, tylko większość ludzi przestała to zauważać</strong></i>. Technologia zaczyna wchodzić już nie tylko do naszych kieszeni, ale do łóżek, rodzin i głów.</p><p>Dlatego mówię o człowieku jako o „mieniu cyfrowym”. <i><strong>W świecie platform technologicznych użytkownik nie jest już klientem ani odbiorcą, tylko surowcem.</strong></i> Jego uwaga, emocje, lęki, impulsy i czas są przeliczane na pieniądze. Algorytmy nie są projektowane po to, żeby człowieka rozwijać, uspokajać czy uszczęśliwiać, ale po to, żeby zatrzymać go przed ekranem jak najdłużej. Im bardziej człowiek jest uzależniony, rozemocjonowany i przyklejony do telefonu, tym większy zysk osiąga platforma. W tym sensie współczesny użytkownik staje się dla gigantów technologicznych czymś w rodzaju cyfrowego mięsa armatniego – zasobem do eksploatacji.</p><p><strong>PAP: Jednak wierzymy w AI niemal tak, jak jeszcze niedawno w Pana Boga.</strong></p><p>D.D.: I to jest dla mnie bardzo niepokojące, bo technologia zaczyna wchodzić w obszary, które kiedyś były związane z refleksją, duchowością, relacją i autorytetem. Mam wrażenie, że wielu ludzi zaczyna traktować sztuczną inteligencję jak wyrocznię, która odpowie na wszystkie pytania, podejmie decyzje, rozwiąże problemy wychowawcze, emocjonalne, a może jeszcze – już za małą chwilę - moralne i egzystencjalne.</p><p>Bardzo nad tym ubolewam, ale<i><strong> Kościół również został wciągnięty w ten cyfrowy wir</strong></i>. Byłem niedawno na komunii, po sakramencie dziecko dostało od pewnej osoby trzy prezenty: Biblię, medalik i elektroniczny zegarek. I najważniejsze zdanie, które wtedy padło, brzmiało: „pamiętaj, żebyś codziennie nosił ten zegarek”.</p><p>Nie: „czytaj Biblię”, „dbaj o wartości”, „pielęgnuj wiarę”. Największe emocje wzbudził gadżet elektroniczny. To pokazuje, jak bardzo zmieniła nam się hierarchia ważności. Technologia coraz częściej staje się nową religią współczesnego świata. Daje natychmiastową odpowiedź, natychmiastową gratyfikację, poczucie kontroli i wygody. <i><strong>Człowiek przestaje szukać ciszy, refleksji czy kontaktu z drugim człowiekiem, bo łatwiej jest sięgnąć po ekran. </strong></i>Przepraszam, cholera mnie bierze, bo mam przeczucie, że już wkrótce pojawi się „elektroniczna hostia”. Bo dlaczego nie, jeśli awatar Jezusa, jak w Szwajcarii, spowiada przez internet.</p><p>Pamiętam też sytuację, kiedy zadzwoniłem do księdza, który zaprosił mnie na spotkanie dotyczące uzależnień cyfrowych. Nie odebrał, ale odpisał SMS-em, że jest w kościele. Później przyznał, że siedział wtedy w konfesjonale i spowiadał.</p><p>I ja nie mówię tego po to, żeby kogokolwiek atakować. Pokazuję tylko skalę zjawiska. Jeśli nawet instytucje, które przez wieki były oparte na skupieniu, refleksji i relacji twarzą w twarz, zaczynają funkcjonować w logice nieustannego powiadomienia i cyfrowego bodźca, to znaczy, że problem jest znacznie głębszy, niż nam się wydaje.</p><p>Kościół próbował uporządkować chaos związany z fotografowaniem uroczystości religijnych, ale temat cyfrowego uzależnienia dzieci nadal jest zdecydowanie za słabo obecny w debacie.</p><p><strong>PAP: To brzmi momentami jak manifest przeciw nowoczesności.</strong></p><p>D.D.: Nie jestem przeciwnikiem technologii. Jestem przeciwnikiem głupoty i bezrefleksyjności. <i><strong>Smartfon powinien być dodatkiem do życia, a nie centrum dowodzenia człowiekiem</strong></i>. Tymczasem wielu ludzi nie potrafi dziś spokojnie usiąść przy stole, przejść się bez telefonu czy zasnąć bez ekranu obok łóżka. I to już nie jest rozwój. To jest cyfrowe kalectwo. I recepta na zagładę ludzkości, w każdym razie takiej, jaką znamy.</p><p>&nbsp;</p><p>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ponad 653 tysięcy złotych dla Tomaszowskiego Centrum Zdrowia na psychiatrię i opiekę środowiskową]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55212,ponad-653-tysiecy-zlotych-dla-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-na-psychiatrie-i-opieke-srodowiskowa</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55212,ponad-653-tysiecy-zlotych-dla-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-na-psychiatrie-i-opieke-srodowiskowa</guid>
            <pubDate>Wed, 20 May 2026 23:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ponad-653-tysiecy-zlotych-dla-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-na-psychiatrie-i-opieke-srodowiskowa-1779314104.png</url>
                        <title>Ponad 653 tysięcy złotych dla Tomaszowskiego Centrum Zdrowia na psychiatrię i opiekę środowiskową</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55212,ponad-653-tysiecy-zlotych-dla-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-na-psychiatrie-i-opieke-srodowiskowa</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia poinformowało o uzyskaniu 653 899,99 zł grantu na modernizację Centrum Zdrowia Psychicznego przy ul. Granicznej 63 oraz zakup samochodu dla zespołu środowiskowego. To inwestycja, która ma poprawić dostępność opieki dla mieszkańców Tomaszowa i okolic.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Grant dla centrum zdrowia psychicznego w Tomaszowie</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością poinformowało o realizacji projektu grantowego dotyczącego wsparcia infrastrukturalnego Centrum Zdrowia Psychicznego dla dorosłych oraz środowiskowej opieki psychologicznej i psychoterapeutycznej. Jak wynika z przekazanych informacji, placówka otrzymała <strong>653 899,99 zł</strong> dofinansowania w ramach programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko 2021–2027.</p><p>Środki zostały przeznaczone na rozwój infrastruktury Centrum Zdrowia Psychicznego przy ul. Granicznej 63 w Tomaszowie Mazowieckim. Celem przedsięwzięcia jest zwiększenie dostępności świadczeń psychiatrycznych dla dorosłych, co w lokalnych realiach ma szczególne znaczenie nie tylko dla samych pacjentów, ale także dla ich rodzin i całego systemu opieki zdrowotnej w regionie.</p><p>To kolejna informacja pokazująca, że zdrowie psychiczne coraz wyraźniej przestaje być traktowane jako obszar drugoplanowy. W praktyce oznacza to inwestowanie nie tylko w personel i procedury, lecz także w miejsca, w których pacjenci otrzymują pomoc oraz w narzędzia umożliwiające dotarcie do osób wykluczonych komunikacyjnie lub zdrowotnie.</p><h2>Co udało się zmodernizować</h2><p>Z przekazanych danych wynika, że dzięki refundacji wykonano szeroki zakres prac modernizacyjno-remontowych. Obejmowały one między innymi prace malarskie i wykonanie gładzi, montaż nowych sufitów podwieszanych, wymianę posadzek oraz modernizację schodów, balkonów i balustrad. Przeprowadzono także prace związane z nową instalacją elektryczną.</p><p>Ważnym elementem inwestycji są rozwiązania zwiększające dostępność placówki dla osób ze szczególnymi potrzebami. W budynku pojawiło się oznakowanie pomieszczeń w alfabecie Braille’a, a także kontrastowe taśmy ułatwiające poruszanie się osobom z ograniczeniami wzroku. To pokazuje, że modernizacja nie sprowadza się wyłącznie do odświeżenia wnętrz, ale ma również wymiar funkcjonalny i społeczny.</p><p>Według informacji przekazanych przez placówkę, przeprowadzone prace znacząco poprawiły komfort pacjentów oraz warunki pracy personelu medycznego. W przypadku opieki psychiatrycznej otoczenie ma szczególne znaczenie, ponieważ wpływa na poczucie bezpieczeństwa, godności i spokoju osób korzystających z pomocy. Lepsza infrastruktura może więc realnie wspierać jakość leczenia.</p><h2>Nowy samochód dla zespołu leczenia środowiskowego</h2><p>Część pozyskanych środków przeznaczono również na zakup <strong>9-osobowego samochodu elektrycznego</strong> dla Zespołu Lecznictwa Środowiskowego. To element, który z lokalnej perspektywy wydaje się szczególnie istotny. Opieka środowiskowa zakłada bowiem docieranie do pacjenta tam, gdzie on przebywa, a nie wyłącznie oczekiwanie na jego wizytę w poradni czy centrum.</p><p>Jak podkreślono w komunikacie, nowy pojazd ma umożliwić terapeutom dotarcie do mieszkańców słabiej skomunikowanych gmin oraz do osób, które z powodów zdrowotnych lub finansowych mają utrudniony dostęp do opieki ambulatoryjnej. W praktyce może to oznaczać większą ciągłość terapii, szybszy kontakt z pacjentem i ograniczanie sytuacji, w których pomoc przychodzi zbyt późno.</p><p>W przypadku zdrowia psychicznego mobilność zespołów terapeutycznych ma duże znaczenie. Nie każdy pacjent jest w stanie samodzielnie dotrzeć do placówki, zwłaszcza w okresie pogorszenia stanu zdrowia, kryzysu psychicznego lub przy ograniczonych możliwościach transportowych. Dlatego inwestycja w pojazd dla zespołu środowiskowego nie jest dodatkiem, lecz jednym z narzędzi organizowania realnie dostępnej opieki.</p><h2>Co ta inwestycja oznacza dla mieszkańców regionu</h2><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego i okolicznych gmin ta informacja ma wymiar praktyczny. Z jednej strony chodzi o poprawę warunków w samej placówce przy ul. Granicznej, z drugiej o zwiększenie zasięgu pomocy poza budynkiem centrum. Taki model odpowiada na współczesne potrzeby psychiatrii, która coraz częściej opiera się na leczeniu bliżej miejsca zamieszkania pacjenta i jego codziennego funkcjonowania.</p><p>Znaczenie ma również sam kierunek wydatkowania środków publicznych. Inwestycje w zdrowie psychiczne przez lata pozostawały w cieniu innych potrzeb systemu ochrony zdrowia. Dziś coraz częściej mówi się o konieczności wzmacniania psychiatrii i psychologii nie tylko w dużych miastach, ale także na poziomie lokalnym. Tomaszowski przykład wpisuje się właśnie w taki trend.</p><p>Na obecnym etapie najważniejszy jest konkretny efekt: odnowiona przestrzeń, poprawiona dostępność i nowe możliwości pracy zespołu środowiskowego. Jeżeli za tym pójdzie sprawna organizacja świadczeń, mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego i regionu mogą odczuć realną zmianę w dostępie do pomocy psychiatrycznej i psychologicznej. A to w przypadku zdrowia psychicznego ma znaczenie trudne do przecenienia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jak zmagać się z Rakiem Piersi - Wywiad z Amazonką]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/143,jak-zmagac-sie-z-rakiem-piersi-wywiad-z-amazonka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/143,jak-zmagac-sie-z-rakiem-piersi-wywiad-z-amazonka</guid>
            <pubDate>Wed, 20 May 2026 08:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jak-zmagac-sie-z-rakiem-piersi-wywiad-z-amazonka-1656578621.jpg</url>
                        <title>Jak zmagać się z Rakiem Piersi - Wywiad z Amazonką</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/143,jak-zmagac-sie-z-rakiem-piersi-wywiad-z-amazonka</link>
                    </image><description>Dzisiaj kilka porad na temat tego, w jaki sposób zmagaźć się z rakiem piersi</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <figure class="media"><oembed url="https://www.youtube.com/watch?v=ChtCk9mDhhk"></oembed></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[WOPR z Tomaszowa w projekcie dla bezpieczeństwa nad wodą. Będą szkolenia i nowy sprzęt]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55191,wopr-z-tomaszowa-w-projekcie-dla-bezpieczenstwa-nad-woda-beda-szkolenia-i-nowy-sprzet</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55191,wopr-z-tomaszowa-w-projekcie-dla-bezpieczenstwa-nad-woda-beda-szkolenia-i-nowy-sprzet</guid>
            <pubDate>Tue, 19 May 2026 15:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wopr-z-tomaszowa-w-projekcie-dla-bezpieczenstwa-nad-woda-beda-szkolenia-i-nowy-sprzet-1779198833.png</url>
                        <title>WOPR z Tomaszowa w projekcie dla bezpieczeństwa nad wodą. Będą szkolenia i nowy sprzęt</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55191,wopr-z-tomaszowa-w-projekcie-dla-bezpieczenstwa-nad-woda-beda-szkolenia-i-nowy-sprzet</link>
                    </image><description>Ratownicy WOPR z Tomaszowa Mazowieckiego wezmą udział w regionalnym projekcie poprawiającym bezpieczeństwo nad wodą. To przedsięwzięcie łączy profilaktykę, doposażenie służb i przygotowania do szybszych akcji ratowniczych nad Zalewem Sulejowskim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Wsparcie dla bezpieczeństwa w regionie</h2><p>Województwo łódzkie uruchamia dwa projekty związane z poprawą bezpieczeństwa nad wodą, wybrane przez mieszkańców w ramach Budżetu Obywatelskiego. Jedno z zadań dotyczy bezpośrednio obszaru ważnego także dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego, bo obejmuje zbiorniki wodne na terenie Zalewu Sulejowskiego. W realizację przedsięwzięcia zaangażują się wspólnie Rejonowe Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe w Piotrkowie Trybunalskim, WOPR w Tomaszowie Mazowieckim oraz Powiatowe WOPR w Radomsku.</p><p>To informacja istotna lokalnie, ponieważ Zalew Sulejowski pozostaje jednym z najważniejszych miejsc letniego wypoczynku w tej części regionu. W sezonie przyciąga nie tylko plażowiczów i żeglarzy, ale też osoby korzystające ze skuterów wodnych, kajaków czy łodzi. Im większy ruch nad wodą, tym większe znaczenie ma <strong>sprawny system reagowania</strong>, dobrze wyszkoleni ratownicy i sprzęt, który pozwala skrócić czas dotarcia do osoby potrzebującej pomocy.</p><h2>Nowy sprzęt ma przyspieszyć akcje ratunkowe</h2><p>Projekt dla subregionu piotrkowskiego otrzymał dofinansowanie w wysokości 120 tysięcy złotych. Środki mają zostać przeznaczone na zakup specjalistycznego wyposażenia, które zwiększy skuteczność działań ratowniczych na akwenach oraz w sytuacjach kryzysowych, takich jak lokalne podtopienia czy powodzie.</p><p>Na liście planowanych zakupów znajduje się między innymi łódź pełniąca funkcję platformy nurkowej. Jej konstrukcja ma umożliwiać działanie na płytszych wodach, a jednocześnie zapewniać stabilność potrzebną podczas akcji. W praktyce może to oznaczać większą elastyczność wykorzystania sprzętu zarówno na otwartym akwenie, jak i na terenach zalanych. Projekt przewiduje także zakup platformy ratunkowej do skutera, portu najazdowego ułatwiającego szybkie rozpoczęcie działań, łodzi ratowniczej z wiosłami, kasków z systemem komunikacji, zestawu termowizyjnego do lokalizacji zaginionych oraz defibrylatora AED.</p><p>Znaczenie takich zakupów wykracza poza sam komfort pracy ratowników. W przypadku zagrożenia nad wodą liczą się minuty, a czasem nawet sekundy. <strong>Nowoczesny sprzęt może bezpośrednio przełożyć się na szanse uratowania życia</strong>, zwłaszcza gdy akcja prowadzona jest w trudnych warunkach, po zmroku albo przy ograniczonej widoczności.</p><h2>Nie tylko interwencje, ale też profilaktyka</h2><p>Regionalne działania nie ograniczają się wyłącznie do doposażenia służb. Drugi z projektów, realizowany w subregionie skierniewickim, stawia przede wszystkim na edukację i szkolenia dla osób wypoczywających nad wodą. To ważny sygnał, bo bezpieczeństwo na akwenach zaczyna się nie w chwili wypadku, lecz znacznie wcześniej: od znajomości zasad, rozsądku i właściwych nawyków.</p><p>W praktyce oznacza to zajęcia prowadzone dla dzieci i dorosłych, naukę pływania, szkolenia z zakresu ratownictwa i pierwszej pomocy oraz podnoszenie kwalifikacji samych ratowników. Taki model działania dobrze pokazuje, że skuteczny system bezpieczeństwa musi opierać się na dwóch filarach: <strong>zapobieganiu zagrożeniom</strong> i gotowości do szybkiej reakcji.</p><p>Z perspektywy Tomaszowa Mazowieckiego ma to szczególne znaczenie. Okolice Zalewu Sulejowskiego i innych lokalnych akwenów są naturalnym kierunkiem letniego wypoczynku mieszkańców. Każda inicjatywa wzmacniająca obecność ratowników, ich wyposażenie i kompetencje wpisuje się więc w realne potrzeby regionu, a nie w jedynie symboliczne działania promocyjne.</p><h2>Mieszkańcy zdecydowali, region skorzysta</h2><p>Warto podkreślić, że oba przedsięwzięcia zostały wybrane przez samych mieszkańców w ramach Budżetu Obywatelskiego Województwa Łódzkiego. To przykład mechanizmu, w którym lokalne potrzeby przekładają się na konkretne decyzje i finansowanie. W tym przypadku mieszkańcy postawili na bezpieczeństwo, czyli obszar, który nie zawsze jest najbardziej widowiskowy, ale w praktyce ma fundamentalne znaczenie dla jakości życia.</p><p>Dla Tomaszowa Mazowieckiego udział miejscowego WOPR w tym projekcie to nie tylko organizacyjne wyróżnienie, ale przede wszystkim konkretna korzyść dla osób korzystających z wody w sezonie letnim. Lepsze wyposażenie i większa gotowość ratowników oznaczają większy spokój dla rodzin, turystów i wszystkich tych, którzy wybierają wypoczynek nad zalewem.</p><p>Przed wakacjami to również dobry moment, by przypomnieć podstawową zasadę: nawet najlepszy sprzęt i najlepiej przygotowane służby nie zastąpią rozsądku. Bezpieczny wypoczynek nad wodą zaczyna się od trzeźwej oceny warunków, przestrzegania regulaminów kąpielisk i unikania ryzykownych zachowań. Właśnie połączenie odpowiedzialności wypoczywających i profesjonalnego wsparcia ratowników daje największą szansę na spokojne lato nad wodą.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sanepid pod lupą obejrzał powiat tomaszowski. Choroby, woda, szkoły, żywność i kąpieliska — raport za 2025 rok]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55174,sanepid-pod-lupa-obejrzal-powiat-tomaszowski-choroby-woda-szkoly-zywnosc-i-kapieliska-raport-za-2025-rok</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55174,sanepid-pod-lupa-obejrzal-powiat-tomaszowski-choroby-woda-szkoly-zywnosc-i-kapieliska-raport-za-2025-rok</guid>
            <pubDate>Mon, 18 May 2026 13:06:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sanepid-pod-lupa-obejrzal-powiat-tomaszowski-choroby-woda-szkoly-zywnosc-i-kapieliska-raport-z-1779102770.png</url>
                        <title>Sanepid pod lupą obejrzał powiat tomaszowski. Choroby, woda, szkoły, żywność i kąpieliska — raport za 2025 rok</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55174,sanepid-pod-lupa-obejrzal-powiat-tomaszowski-choroby-woda-szkoly-zywnosc-i-kapieliska-raport-za-2025-rok</link>
                    </image><description>Powiat tomaszowski w 2025 roku był sanitarnie bezpieczny, ale raport sanepidu nie jest laurką. To raczej mapa miejsc, w których zdrowie publiczne spotyka się z codziennością: z kranem w kuchni, szkolną ławką, wizytą u fryzjera, kąpielą w Pilicy, grypą w przychodni i kleszczem przyniesionym ze spaceru po lesie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Tomaszowie Mazowieckim opublikowała coroczny raport o stanie sanitarnym powiatu za 2025 rok. Dokument liczy ponad sto stron i jest czymś więcej niż urzędowym zestawieniem kontroli. To lokalna kronika zdrowia publicznego — taka, której nie czyta się jak powieści sensacyjnej, choć są w niej i liczby, i ostrzeżenia, i momenty, przy których warto się zatrzymać.</p><p>Najważniejsza informacja brzmi uspokajająco: <strong>Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Tomaszowie Mazowieckim ocenił stan sanitarny powiatu tomaszowskiego jako dobry</strong>. Kontrole, działania nadzorcze i profilaktyczne miały potwierdzić, że pojawiające się nieprawidłowości nie stanowiły istotnego zagrożenia dla zdrowia publicznego i były usuwane w wyznaczonych terminach.</p><p>Ale diabeł — jak zwykle — mieszka w szczegółach. A tych w raporcie nie brakuje.</p><h3><strong>Powiat mniejszy, ale wyzwań nie ubywa</strong></h3><p>Raport obejmuje teren całego powiatu tomaszowskiego, czyli miasta Tomaszów Mazowiecki oraz gmin: Inowłódz, Ujazd, Będków, Budziszewice, Czerniewice, Lubochnia, Rokiciny, Rzeczyca, Tomaszów Mazowiecki i Żelechlinek. Według danych ujętych w opracowaniu liczba mieszkańców powiatu spadła z 110 634 osób w 2023 roku do 109 588 w 2025 roku.</p><p>Sanepid nadzorował w 2025 roku ogromny przekrój lokalnej rzeczywistości: żywność, wodę, szkoły, przychodnie, szpitale, zakłady pracy, fryzjerów, salony kosmetyczne, obiekty wypoczynku, cmentarze, imprezy masowe i inwestycje budowlane. To świat zwykle niewidoczny, dopóki coś nie zaczyna szwankować. Trochę jak instalacja elektryczna w starym domu — nikt o niej nie mówi, póki światło się pali.</p><p>W zbiorczym podsumowaniu raport wskazuje, że w 2025 roku pod nadzorem tomaszowskiego sanepidu znajdowały się <strong>2234 obiekty</strong>, wykonano <strong>1374 kontrole</strong>, a w <strong>121 obiektach stwierdzono poprawę warunków sanitarnych</strong>. Wydano też <strong>673 decyzje ogółem</strong>, w tym 450 decyzji merytorycznych i 223 płatnicze, a także 76 grzywien w formie mandatu.</p><h3><strong>Chorób zakaźnych było więcej, ale hospitalizacji mniej</strong></h3><p>Najbardziej wymowny fragment raportu dotyczy chorób zakaźnych. W 2025 roku na terenie powiatu tomaszowskiego zarejestrowano <strong>4381 przypadków zachorowań z powodu chorób zakaźnych i zakażeń</strong>. Rok wcześniej było ich 3904. Jednocześnie spadła liczba hospitalizacji — z 488 w 2024 roku do 403 w 2025 roku. Odnotowano 9 zgonów związanych ze zgłoszonymi zakażeniami i chorobami zakaźnymi.</p><p>To pokazuje ciekawy paradoks współczesnej epidemiologii: zachorowań przybywa, ale nie każde musi oznaczać dramatyczny przebieg. Lepsza diagnostyka, testy, szybciej wykrywane infekcje, większa czujność lekarzy — wszystko to wpływa na statystyki. Liczby nie zawsze krzyczą tym samym głosem. Czasem mówią: „chorujemy częściej”, ale jednocześnie dodają: „umiemy część tych chorób wcześniej rozpoznać i lepiej prowadzić”.</p><p>Największy skok widać przy grypie. W 2025 roku zgłoszono <strong>2206 przypadków grypy</strong>, z czego 2200 potwierdzono testami antygenowymi, a 6 badaniem PCR. Hospitalizowano 49 osób, odnotowano 2 zgony. Dla porównania: w 2024 roku przypadków grypy było 799. Raport wskazuje także, że żadna z hospitalizowanych osób nie była zaszczepiona przeciw grypie.</p><p>COVID-19 wyraźnie osłabł. W 2025 roku odnotowano <strong>1025 zachorowań</strong>, przy 33 hospitalizacjach. Rok wcześniej było 1588 zachorowań i 126 hospitalizacji. Nie odnotowano ognisk epidemicznych spowodowanych SARS-CoV-2.</p><h3><strong>Kleszcze przypomniały o sobie boleśnie</strong></h3><p>Jednym z najmocniejszych sygnałów ostrzegawczych w raporcie jest <strong>borelioza</strong>. W 2025 roku w powiecie tomaszowskim zarejestrowano <strong>95 potwierdzonych przypadków boreliozy z Lyme</strong>. Rok wcześniej było ich 45. To niemal dwukrotny wzrost. Nie odnotowano hospitalizacji z powodu boreliozy, a w większości przypadków podstawą rozpoznania był rumień wędrujący.</p><p>Ta liczba powinna mocno wybrzmieć szczególnie w regionie, w którym lasy, Pilica, Spała, okolice Smardzewic czy Inowłodza są naturalnym miejscem weekendowych ucieczek. Kleszcz nie ma w sobie filmowej grozy rekina ze „Szczęk”, ale statystycznie potrafi być znacznie bliżej. Wystarczy spacer, działka, grzyby, pies przebiegający przez wysoką trawę.</p><p>W 2025 roku odnotowano także 3 przypadki kleszczowego zapalenia mózgu. Wszystkie wymagały hospitalizacji.</p><h3><strong>Salmonella, ogniska domowe i lekcja z kuchni</strong></h3><p>W obszarze chorób szerzących się drogą pokarmową nadal głównym problemem była <strong>Salmonella</strong>. W 2025 roku potwierdzono 34 zachorowania wywołane tą bakterią, podczas gdy w 2024 roku było ich 20. Sanepid zarejestrował również 11 ognisk zatruć pokarmowych lub zakażeń jelitowych. Większość — aż 9 — stanowiły ogniska domowe. Pozostałe dotyczyły uczestników obozu sportowego i przyjęcia okolicznościowego.</p><p>To ważna informacja, bo często myślimy o zatruciach pokarmowych jak o problemie restauracji, barów czy stołówek. Tymczasem raport pokazuje, że kuchnia domowa także bywa miejscem ryzyka. Deska do surowego mięsa, niedomyte jajka, zbyt długo stojąca sałatka, niewłaściwa temperatura przechowywania — drobne zaniedbania, które latem mogą nabrać tempa jak źle prowadzony eksperyment chemiczny.</p><h3><strong>Szczepienia: poziom zadowalający, ale trend wymaga uwagi</strong></h3><p>W powiecie tomaszowskim działały 34 podmioty lecznicze realizujące szczepienia ochronne. Raport ocenia wykonanie obowiązkowych szczepień jako zadowalające, ale wskazuje, że ogólny poziom zaszczepienia dzieci i młodzieży wyniósł <strong>74 proc.</strong></p><p>W większości wymaganych szczepień w 2025 roku odnotowano nieznaczny spadek wyszczepialności. Wyjątkiem były szczepienia przeciw rotawirusom, gdzie poziom wzrósł średnio o około 4 proc. Sanepid wskazuje też na wzrost liczby rodziców uchylających się od obowiązku szczepień dzieci. Do stacji wpłynęły zgłoszenia dotyczące 72 rodziców i 57 dzieci. Wysłano 59 listów intencyjnych, wystawiono 26 upomnień i 34 tytuły wykonawcze.</p><p>Na tym tle ciekawie wygląda program szczepień przeciw HPV. Do końca 2025 roku udział w akcji zadeklarowało 20 z 34 szkół podstawowych z terenu powiatu tomaszowskiego. Wydano 1917 dawek szczepionki Gardasil 9, z czego 623 do realizacji szczepień w szkołach.</p><h3><strong>Szpitale pod kontrolą. Trzy ogniska, wszystkie wygaszone</strong></h3><p>W 2025 roku sanepid kontrolował m.in. Tomaszowskie Centrum Zdrowia, Centrum Kardiologii Scanmed, Specjalistyczny Szpital Onkologiczny NU-MED oraz zakład opiekuńczo-leczniczy w Łaznowskiej Woli. Kontrole w trzech szpitalach nie wykazały nieprawidłowości w zakresie stanu sanitarno-technicznego. W przypadku NZOZ Zacisze stwierdzono nieprawidłowości dotyczące pomieszczeń oraz części sprzętów i wyposażenia, ale zostały one usunięte w wyznaczonym terminie.</p><p>W tomaszowskich placówkach lecznictwa zamkniętego działają zespoły i komitety kontroli zakażeń szpitalnych. W 2025 roku zarejestrowano <strong>3 ogniska epidemiczne</strong>, wszystkie w Tomaszowskim Centrum Zdrowia. Jedno było związane z Klebsiella pneumoniae MBL-NDM, drugie z Klebsiella pneumoniae KPC+, a trzecie z wirusem grypy typu A. Wszystkie ogniska mają status wygaszonych.</p><p>To część raportu, która brzmi technicznie, ale dotyczy spraw fundamentalnych. W szpitalu higiena nie jest detalem. Jest granicą między leczeniem a dodatkowym zagrożeniem.</p><h3><strong>Woda: lepiej niż wcześniej, choć były zakazy i Legionella</strong></h3><p>W 2025 roku w ewidencji znajdowały się 43 urządzenia do zaopatrywania w wodę. Sanepid pobrał 201 próbek wody przeznaczonej do spożycia. Wydano jedną decyzję o braku przydatności wody do spożycia z uwagi na przekroczenia mikrobiologiczne — bakterie grupy coli oraz Escherichia coli — i jedną decyzję o warunkowej przydatności ze względu na podwyższoną ogólną liczbę mikroorganizmów w 22°C. Raport podkreśla jednak, że w 2025 roku odnotowano wyraźną poprawę jakości wody.</p><p>Osobnym tematem była ciepła woda użytkowa badana pod kątem bakterii Legionella. Pobrano 26 próbek, z czego w dwóch obiektach stwierdzono przekroczenia. Decyzje administracyjne dotyczyły Centrum Kardiologii Scanmed oraz Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Po działaniach naprawczych jakość ciepłej wody odpowiadała wymaganiom.</p><h3><strong>Pilica i sinice. Letnia sielanka z ostrzeżeniem</strong></h3><p>W 2025 roku w powiecie funkcjonowały dwa kąpieliska: <strong>„Przystań” na rzece Pilicy przy ul. PCK 10A w Tomaszowie Mazowieckim</strong> oraz kąpielisko na sztucznym zbiorniku rzeki Pilicy przy ul. Klonowej 2 w Smardzewicach.</p><p>Na „Przystani” pobrano 4 próbki wody i wydano 4 oceny stwierdzające przydatność wody do kąpieli. Jednocześnie z uwagi na zakwit sinic wydano jedną decyzję o tymczasowym zakazie kąpieli, obowiązującą 27 sierpnia. Jakość wody w kąpielisku, na podstawie danych z czterech sezonów, sklasyfikowano jako dobrą.</p><p>W Smardzewicach sytuacja była trudniejsza. Pobrano 5 próbek, w tym jedną poza harmonogramem z powodu ponadnormatywnej liczby enterokoków. Wydano decyzję o tymczasowym zakazie kąpieli w okresie od 7 do 21 sierpnia, a ponadto w sezonie pojawiały się kolejne zakazy związane z zakwitem sinic.</p><p>To ważne zwłaszcza dla mieszkańców, którzy latem traktują Pilicę i okolice Zalewu Sulejowskiego jak lokalny odpowiednik włoskiego wybrzeża. Natura jest piękna, ale nie zawsze łaskawa.</p><h3><strong>Fryzjer, kosmetyczka, hotel i stacja paliw</strong></h3><p>Sanepid sprawdzał również obiekty użyteczności publicznej. W ewidencji było 546 takich obiektów, skontrolowano 175. W 2025 roku przeprowadzono 303 kontrole. Nieprawidłowości stwierdzono w 4 obiektach.</p><p>Szczególną grupą były zakłady fryzjerskie, barberskie, kosmetyczne, tatuażu, odnowy biologicznej i solaria. Nadzorem objęto 279 zakładów, skontrolowano 85. W 3 salonach fryzjerskich za zły stan sanitarnohigieniczny zastosowano mandaty na łączną kwotę 800 zł. Wśród innych obiektów mandat w wysokości 400 zł nałożono także w stacji paliw.</p><p>Nie jest to może materiał na dramat w stylu „Czarnobyla”, ale dla klienta fotel fryzjerski, narzędzia kosmetyczne czy miejsce tatuażu są kwestią zaufania. W takich miejscach higiena nie jest dodatkiem do usługi. Jest jej fundamentem.</p><h3><strong>Żywność pod nadzorem: ponad 1200 obiektów</strong></h3><p>W obszarze bezpieczeństwa żywności, żywienia i produktów kosmetycznych pod nadzorem znajdowało się <strong>1213 obiektów oraz środki transportu</strong>. Skontrolowano 470 obiektów, zatwierdzono 147, przeprowadzono łącznie 627 kontroli sanitarnych, w tym 96 interwencyjnych. Na podstawie arkusza oceny stanu sanitarnego oceniono 347 zakładów — wszystkie jako zgodne z wymaganiami.</p><p>To jeden z tych fragmentów raportu, który mieszkańcy odczuwają najbardziej bezpośrednio, choć zwykle o nim nie myślą. Sklep, piekarnia, restauracja, szkolna stołówka, transport żywności — wszystko to tworzy niewidzialny łańcuch bezpieczeństwa. Gdy działa dobrze, nikt nie bije braw. Gdy zawodzi, problem szybko trafia na talerz.</p><h3><strong>Szkoły i dzieci: mniej nieprawidłowości</strong></h3><p>W zakresie higieny dzieci i młodzieży sanepid obejmował nadzorem <strong>87 placówek stałych</strong>, m.in. żłobki, przedszkola, szkoły podstawowe, licea, zespoły szkół i świetlice. Skontrolowano 72 obiekty i wykonano 152 kontrole. Stwierdzono 2 nieprawidłowości, co w porównaniu z poprzednimi latami oznacza poprawę.</p><p>Kontrole dotyczyły nie tylko stanu sanitarnego budynków. Sanepid oceniał również higienę procesu nauczania, ergonomię mebli szkolnych, rozkład zajęć, ciężar tornistrów, zaplecze sanitarne i warunki do utrzymania higieny osobistej. To szczegóły, które w codziennym szkolnym biegu łatwo przeoczyć, a które składają się na zdrowie dzieci tak samo jak szczepienia czy profilaktyka.</p><h3><strong>Profilaktyka: sanepid nie tylko kontroluje</strong></h3><p>Raport pokazuje też mniej „urzędowe” oblicze sanepidu. W 2025 roku prowadzono liczne działania edukacyjne. Pracownik Oświaty Zdrowotnej i Promocji Zdrowia przeprowadził <strong>126 spotkań profilaktycznych</strong> dotyczących m.in. dopalaczy, higieny jamy ustnej, uzależnień behawioralnych, fonoholizmu, siecioholizmu, zdrowia psychicznego, raka piersi i raka szyjki macicy.</p><p>To szczególnie ważne, bo współczesne zdrowie publiczne nie kończy się na mandacie i decyzji administracyjnej. Coraz częściej zaczyna się od rozmowy — z uczniem, rodzicem, seniorem, nauczycielem, pracownikiem.</p><h3><strong>Dobry stan sanitarny, ale bez samozadowolenia</strong></h3><p>Najkrótsze podsumowanie raportu mogłoby brzmieć: jest dobrze, ale trzeba patrzeć uważnie. <strong>Powiat tomaszowski nie miał w 2025 roku zagrożeń epidemicznych o charakterze masowym</strong>, a sanepid ocenił ogólny stan sanitarny jako dobry.</p><p>Jednocześnie raport przypomina, że bezpieczeństwo sanitarne nie jest dane raz na zawsze. Grypa wróciła mocniej. Borelioza niemal podwoiła statystyki. Salmonella przypomniała o kuchennej dyscyplinie. Szczepienia wymagają dalszej pracy edukacyjnej. Kąpieliska potrzebują stałego monitoringu. Salony usługowe muszą pilnować standardów. Szkoły, zakłady pracy, szpitale i restauracje pozostają elementami jednego organizmu.</p><p>To trochę jak w „Dżumie” Camusa — choroba publiczna nigdy nie jest tylko sprawą lekarzy i urzędników. Jest sprawą wspólnoty. Rąk mytych przed obiadem. Szczepienia dziecka. Sprawdzenia skóry po spacerze w lesie. Zgłoszenia nieprawidłowości. Odpowiedzialności właściciela lokalu. Decyzji dyrektora szkoły. Czujności lekarza.</p><p>Raport sanepidu nie krzyczy. Ale kto czyta go uważnie, słyszy wyraźnie: zdrowie powiatu zaczyna się w codziennych drobiazgach. W wodzie z kranu, w czystej desce do krojenia, w szkolnej ławce, w szczepieniu, w rękawiczkach jednorazowych, w informacji wywieszonej przy kąpielisku. I właśnie dlatego warto o nim pisać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Którą Protezę Piersi wybrać?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/28153,ktora-proteze-piersi-wybrac</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/28153,ktora-proteze-piersi-wybrac</guid>
            <pubDate>Mon, 18 May 2026 11:50:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ktora-proteze-piersi-wybrac-1779098973.png</url>
                        <title>Którą Protezę Piersi wybrać?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/28153,ktora-proteze-piersi-wybrac</link>
                    </image><description>W jaki sposób dobrać protezę piersi dla kobiety po zabiegu mastektomii? Symetryczna, czy asymetryczna? Pełna czy może częściowa? Czym jest proteza żebrowana i czym się różni od zwykłej? Doradzi Wam jak zawsze Laura w ramach swojego cyklu &quot;Projekt Amazonka&quot;</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.youtube.com/watch?v=8l9-JuwGDfA"></oembed></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kolonoskopia może obniżyć ryzyko raka jelita grubego nawet o połowę. Profilaktyka, która naprawdę ratuje życie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55171,kolonoskopia-moze-obnizyc-ryzyko-raka-jelita-grubego-nawet-o-polowe-profilaktyka-ktora-naprawde-ratuje-zycie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55171,kolonoskopia-moze-obnizyc-ryzyko-raka-jelita-grubego-nawet-o-polowe-profilaktyka-ktora-naprawde-ratuje-zycie</guid>
            <pubDate>Mon, 18 May 2026 10:37:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kolonoskopia-moze-obnizyc-ryzyko-raka-jelita-grubego-nawet-o-polowe-profilaktyka-ktora-naprawde-ra-1779093646.png</url>
                        <title>Kolonoskopia może obniżyć ryzyko raka jelita grubego nawet o połowę. Profilaktyka, która naprawdę ratuje życie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55171,kolonoskopia-moze-obnizyc-ryzyko-raka-jelita-grubego-nawet-o-polowe-profilaktyka-ktora-naprawde-ratuje-zycie</link>
                    </image><description>Kolonoskopia może zmniejszyć ryzyko raka jelita grubego nawet o 40–50 proc. Najnowsze wyniki opublikowane w „The Lancet” pokazują też, że badanie pozwala usunąć polipy, zanim staną się groźne.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Są badania, które brzmią jak sucha medyczna statystyka, a w rzeczywistości dotyczą czegoś najbardziej ludzkiego: strachu, nadziei i szansy na życie bez diagnozy, która potrafi przeciąć codzienność jak nagły, zimny nóż. Takim badaniem jest kolonoskopia — przez wielu odkładana, omijana, wypierana z myśli. Tymczasem najnowsze wyniki międzynarodowego projektu opublikowane w prestiżowym czasopiśmie <strong>„The Lancet”</strong> pokazują jasno: <strong>kolonoskopia przesiewowa może zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka jelita grubego o około 40–50 procent u osób, które faktycznie wykonają badanie</strong>.</p><p>To nie jest medyczna ciekawostka. To wiadomość, która powinna wybrzmieć także lokalnie — w Tomaszowie Mazowieckim, w powiecie tomaszowskim, w każdej rodzinie, w której ktoś po pięćdziesiątce mówi: „jeszcze zdążę”, „nic mnie nie boli”, „nie mam czasu”.</p><h3><strong>Rak jelita grubego rozwija się po cichu</strong></h3><p>Rak jelita grubego przez długi czas potrafi nie dawać żadnych wyraźnych objawów. Nie przychodzi z fanfarą, nie ostrzega jak syrena alarmowa. Często rozwija się latami, zaczynając od polipów — zmian, które jeszcze nie są nowotworem, ale mogą się nim stać. I właśnie tu kolonoskopia ma przewagę nad wieloma innymi badaniami: pozwala nie tylko wykryć raka, ale także usunąć polipy, zanim staną się czymś groźnym.</p><p>Prof. <strong>Michał Kamiński</strong> z Narodowego Instytutu Onkologii, kierujący badaniem, podkreślał w rozmowie z PAP, że polip może poprzedzać raka jelita grubego o kilka, a nawet kilkanaście lat. To czas, który medycyna może wykorzystać — pod warunkiem, że pacjent zgłosi się na badanie.</p><p>W badaniu opisanym w „The Lancet” analizowano efekty po 13 latach obserwacji. Objęło ono ponad 84 tysiące osób w wieku 55–64 lata. U osób zaproszonych na kolonoskopię ryzyko zachorowania na raka jelita grubego było niższe, a wśród tych, którzy faktycznie wykonali badanie, redukcja ryzyka sięgała około 40–50 procent.</p><h3><strong>Nie wystarczy zaprosić. Trzeba jeszcze przekonać</strong></h3><p>Jedna z najważniejszych informacji płynących z badania jest zarazem najbardziej gorzka: samo zaproszenie na kolonoskopię nie wystarcza. Według prof. Kamińskiego na badanie zgłosiło się tylko około 40 procent zaproszonych osób. To oznacza, że system może stworzyć możliwość, lekarze mogą apelować, media mogą pisać, ale ostatecznie wszystko rozgrywa się w decyzji konkretnego człowieka.</p><p>A ta decyzja bywa trudna. Kolonoskopia ma w społecznym wyobrażeniu złą prasę. Kojarzy się z dyskomfortem, skrępowaniem, przygotowaniem, lękiem przed wynikiem. Ale jeśli spojrzeć na nią bez zasłony obaw, jest jednym z najskuteczniejszych narzędzi profilaktyki onkologicznej. Trochę jak w literaturze — bohater może odwracać wzrok od prawdy, ale prawda nie znika. Im wcześniej się z nią zmierzy, tym większa szansa, że historia skończy się dobrze.</p><h3><strong>Kto może skorzystać z bezpłatnej kolonoskopii?</strong></h3><p>W Polsce funkcjonuje <strong>program badań przesiewowych raka jelita grubego</strong> finansowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Do udziału w programie nie jest potrzebne skierowanie. Wystarczy, że pacjent spełnia kryteria wiekowe i zgłosi się do placówki realizującej program. NFZ podkreśla też, że przed kolonoskopią trzeba się odpowiednio przygotować, dlatego należy wcześniej skontaktować się z placówką wykonującą badanie.</p><p>Z programu mogą skorzystać osoby:</p><p><strong>w wieku 50–65 lat</strong>, jeśli nie mają objawów sugerujących raka jelita grubego i nie wykonywały kolonoskopii w ostatnich 10 latach, a także osoby <strong>w wieku 40–49 lat</strong>, jeśli ich krewny pierwszego stopnia miał rozpoznany nowotwór jelita grubego. Takie kryteria podaje również Program Badań Przesiewowych raka jelita grubego.</p><p>Warto to powtarzać szczególnie dziś, gdy profilaktyka często przegrywa z codziennością. Z pracą, zakupami, kolejką spraw, kredytem, rachunkami i tym złudnym poczuciem, że skoro nic nie boli, to nic złego się nie dzieje.</p><h3><strong>Test FIT — prostszy pierwszy krok</strong></h3><p>Obok kolonoskopii funkcjonuje również <strong>test FIT</strong>, czyli nieinwazyjne badanie na krew utajoną w kale. Jest dostępne m.in. w ramach programu „Moje Zdrowie”. Test nie zastępuje kolonoskopii w każdej sytuacji, ale może być ważnym elementem wczesnego wykrywania zmian. Dla wielu osób bywa pierwszym, mniej stresującym krokiem w stronę diagnostyki.</p><p>Najważniejsze jest jednak, aby nie traktować profilaktyki jak czegoś odległego. Rak jelita grubego nie jest problemem „innych ludzi”. Dotyczy kobiet i mężczyzn, mieszkańców dużych miast i małych miejscowości, osób aktywnych zawodowo, seniorów, rodziców, dziadków, sąsiadów.</p><h3><strong>Gdy choroba zmienia życie: stomia i zaopatrzenie stomików</strong></h3><p>W rozmowie o raku jelita grubego nie można pomijać także tych pacjentów, u których leczenie oznacza poważną zmianę codzienności. U części chorych konieczne bywa wyłonienie stomii. Dla pacjenta to nie tylko zabieg chirurgiczny, ale nowy etap życia — wymagający wiedzy, wsparcia, odpowiedniego sprzętu i przełamania wielu psychicznych barier.</p><p>Stomia nie odbiera godności. Nie przekreśla aktywności, pracy, spotkań z bliskimi czy normalnego funkcjonowania. Ale wymaga dobrego zaopatrzenia: worków stomijnych, płytek, środków pielęgnacyjnych, akcesoriów zabezpieczających skórę i sprzętu dobranego do indywidualnych potrzeb.</p><p>W Polsce sprzęt stomijny należy do kategorii wyrobów medycznych, na które można uzyskać refundację w ramach określonych limitów i ubezpieczenia zdrowotnego. Serwis pacjent.gov.pl wskazuje, że do wyrobów medycznych objętych taką procedurą należą m.in. cewniki, pieluchomajtki oraz <strong>sprzęt stomijny</strong>. NFZ przypominał również o zasadach wystawiania, potwierdzania i realizacji zleceń na wyroby stomijne oraz o zmianach obowiązujących od 2023 roku.</p><h3><strong>Twój Sklep Medyczny Tomaszów Mazowiecki — lokalne wsparcie dla pacjentów</strong></h3><p>Dla osób po operacjach, pacjentów ze stomią i ich rodzin ważne jest, aby pomoc nie była tylko hasłem z broszury. Potrzebne jest miejsce, gdzie można zapytać, porównać, dobrać sprzęt, zrealizować zlecenie i porozmawiać bez skrępowania.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim takim punktem jest <strong>Twój Sklep Medyczny</strong> przy ul. <strong>Słowackiego 4</strong>. Na stronie sklepu podane są dane kontaktowe: tel. <strong>570 019 100</strong> oraz adres e-mail <strong>biuro@med-sklep.pl</strong>. W katalogu firm NaszTomaszow.pl placówka opisana jest jako punkt zaopatrzenia medycznego realizujący wnioski NFZ.</p><p>Dla stomików takie lokalne zaopatrzenie ma ogromne znaczenie. Bo kiedy pacjent wraca ze szpitala, nie potrzebuje wielkich słów. Potrzebuje sprawdzonego sprzętu, jasnej informacji, dyskrecji i życzliwości. Potrzebuje wiedzieć, gdzie pójść, gdy worek nie trzyma się tak, jak powinien, gdy skóra jest podrażniona, gdy trzeba dobrać inny typ akcesoriów, gdy rodzina nie wie, od czego zacząć.</p><p>To jest ta część medycyny, której nie widać na konferencjach i w statystykach, ale która decyduje o jakości życia. O tym, czy pacjent po chorobie wraca do codzienności z lękiem, czy z poczuciem, że ma obok siebie ludzi i miejsca, które pomagają.</p><h3><strong>Profilaktyka jest tańsza niż leczenie. I mniej bolesna niż spóźniona diagnoza</strong></h3><p>Prof. Kamiński zwraca uwagę na dwie perspektywy: pacjenta i systemu. Dla pacjenta najważniejsze jest to, czy uniknie raka albo czy choroba zostanie wykryta na tyle wcześnie, by leczenie było mniej obciążające. Dla systemu znaczenie mają koszty — badanie profilaktyczne jest wielokrotnie tańsze niż leczenie zaawansowanego nowotworu.</p><p>Ale za tymi słowami kryje się coś więcej niż ekonomia. Kryje się możliwość uniknięcia operacji, chemioterapii, długiego leczenia, wyłączenia z pracy, dramatów rodzinnych, lęku i cierpienia. Medycyna XXI wieku potrafi coraz więcej, ale wciąż potrzebuje jednego: pacjenta, który zgłosi się odpowiednio wcześnie.</p><h3><strong>Nie czekajmy na objawy</strong></h3><p>Największy błąd polega na tym, że wiele osób czeka na objawy. Tymczasem profilaktyka ma sens właśnie wtedy, gdy jeszcze nic się nie dzieje. Gdy człowiek czuje się zdrowy. Gdy można znaleźć zmianę na etapie polipa, a nie nowotworu. Gdy lekarz może działać wyprzedzająco, zamiast walczyć z chorobą, która zdążyła się rozwinąć.</p><p>Dlatego ten tekst nie jest tylko informacją o publikacji w „The Lancet”. Jest lokalnym apelem: <strong>sprawdź, czy możesz skorzystać z programu badań przesiewowych. Porozmawiaj z lekarzem. Nie odkładaj kolonoskopii tylko dlatego, że temat jest niewygodny.</strong></p><p>W zdrowiu, jak w dobrym reportażu, najważniejsze bywa to, czego jeszcze nie widać. A kolonoskopia pozwala zajrzeć tam, gdzie choroba mogłaby pisać swój scenariusz po cichu — i przerwać go, zanim dojdzie do najgorszego.</p><p>***</p><p><i>Materiał ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji z lekarzem. W przypadku objawów, obciążeń rodzinnych lub wątpliwości dotyczących badań profilaktycznych należy skontaktować się z lekarzem lub placówką realizującą program.</i></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Maska CPAP nosowa, ustno-nosowa czy pełnotwarzowa - którą wybrać?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55168,maska-cpap-nosowa-ustno-nosowa-czy-pelnotwarzowa-ktora-wybrac</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55168,maska-cpap-nosowa-ustno-nosowa-czy-pelnotwarzowa-ktora-wybrac</guid>
            <pubDate>Mon, 18 May 2026 08:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-maska-cpap-nosowa-ustno-nosowa-czy-pelnotwarzowa-ktora-wybrac-1779087164.jpg</url>
                        <title>Maska CPAP nosowa, ustno-nosowa czy pełnotwarzowa - którą wybrać?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55168,maska-cpap-nosowa-ustno-nosowa-czy-pelnotwarzowa-ktora-wybrac</link>
                    </image><description>Terapia CPAP jest podstawową i najskuteczniejszą metodą leczenia obturacyjnego bezdechu sennego, który prowadzi do powtarzających się przerw w oddychaniu podczas snu. W praktyce jej skuteczność w ogromnym stopniu zależy od jednego elementu: odpowiednio dobranej maski, która odpowiada za stabilne dostarczanie powietrza pod stałym ciśnieniem i jednocześnie zapewnia komfort użytkowania przez całą noc.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Rodzaje masek CPAP i ich znaczenie w terapii</h2><p>Dobór odpowiedniej maski CPAP nie jest kwestią estetyki, lecz kluczowym elementem wpływającym na skuteczność leczenia bezdechu sennego. Różne typy masek odpowiadają na różne potrzeby użytkowników, dlatego ich wybór powinien być świadomy i poprzedzony analizą sposobu oddychania, budowy twarzy oraz komfortu snu.</p><p>Wyróżnia się trzy podstawowe konstrukcje: maski nosowe, ustno-nosowe oraz pełnotwarzowe. Każda z nich ma inne zastosowanie i sprawdza się w odmiennych warunkach klinicznych oraz użytkowych. Niewłaściwy dobór może prowadzić do nieszczelności, spadku skuteczności terapii lub rezygnacji z jej stosowania.</p><p>Warto podkreślić, że nowoczesne <a href="https://musi-med.pl/pl/c/Maski-do-aparatow-CPAP/86">maski do aparatów CPAP</a> są projektowane z myślą o maksymalnym dopasowaniu i redukcji ucisku, jednak nawet najlepszy model nie będzie działał prawidłowo, jeśli nie zostanie dobrany do indywidualnych potrzeb pacjenta.</p><h2>Maska nosowa - lekkość i naturalny sposób oddychania</h2><p>Maska nosowa obejmuje wyłącznie okolice nosa i jest najczęściej wybieranym rozwiązaniem wśród osób rozpoczynających terapię CPAP. Jej największą zaletą jest niewielki kontakt z twarzą, co przekłada się na większy komfort snu oraz mniejsze uczucie „zamknięcia”, które bywa problemem przy większych maskach.</p><p>Ten typ maski działa najlepiej u osób, które naturalnie oddychają przez nos i nie mają jego przewlekłych niedrożności. Stabilny przepływ powietrza przez drogi nosowe pozwala utrzymać skuteczność terapii bez konieczności stosowania bardziej rozbudowanych konstrukcji. Dodatkowo mniejsza powierzchnia styku oznacza zwykle mniejsze ryzyko podrażnień skóry.</p><p>Z drugiej strony maska nosowa może okazać się niewystarczająca u osób, które w trakcie snu oddychają przez usta. W takich przypadkach dochodzi do ucieczki powietrza, co obniża efektywność leczenia i może powodować wybudzenia.</p><h2>Maska ustno-nosowa - rozwiązanie dla osób oddychających mieszanie</h2><p>Maska ustno-nosowa obejmuje zarówno nos, jak i usta, co czyni ją bardziej uniwersalnym rozwiązaniem dla osób, które nie kontrolują sposobu oddychania w czasie snu. Jest szczególnie polecana pacjentom, którzy mają tendencję do oddychania przez usta lub cierpią na okresowe niedrożności nosa.</p><p>Dzięki większej powierzchni uszczelnienia maska ta zapewnia stabilniejsze utrzymanie ciśnienia terapeutycznego, co przekłada się na bardziej efektywną terapię. Jest to szczególnie istotne u osób wymagających wyższych wartości ciśnienia w aparacie CPAP, gdzie mniejsze maski mogą nie zapewniać odpowiedniej szczelności.</p><p>Jednocześnie należy pamiętać, że większa konstrukcja oznacza większy kontakt z twarzą, co może wpływać na komfort użytkowania. U niektórych pacjentów okres adaptacji jest dłuższy, jednak przy dobrze dobranym modelu problem ten zazwyczaj maleje z czasem.</p><h2>Maska pełnotwarzowa - maksymalna stabilność terapii</h2><p>Maska pełnotwarzowa obejmuje okolice nosa i ust, a w niektórych modelach także większą część twarzy, co zapewnia najwyższy poziom stabilności terapii. Jest szczególnie polecana osobom z cięższą postacią bezdechu sennego oraz tym, które mają poważne problemy z drożnością nosa.</p><p>Jej największą zaletą jest minimalizacja ryzyka nieszczelności nawet przy zmianach pozycji w trakcie snu. Dzięki temu terapia CPAP pozostaje skuteczna przez całą noc, niezależnie od ruchów pacjenta czy zmian ciśnienia w urządzeniu.</p><p>Z drugiej strony maska pełnotwarzowa może być mniej komfortowa, szczególnie dla osób wrażliwych na uczucie ucisku lub ograniczenia przestrzeni wokół twarzy. Wymaga ona bardzo precyzyjnego dopasowania, ponieważ nawet niewielkie nieszczelności mogą wpływać na skuteczność terapii.</p><h2>Jak dobrać odpowiednią maskę CPAP?</h2><p>Dobór maski CPAP powinien być zawsze procesem indywidualnym, opartym na analizie sposobu oddychania, budowy twarzy oraz tolerancji na kontakt z maską. Nie istnieje jedno uniwersalne rozwiązanie, które sprawdzi się u każdego pacjenta, dlatego często konieczne jest przetestowanie kilku modeli.</p><p>Ważnym czynnikiem jest również styl snu - osoby często zmieniające pozycję mogą lepiej funkcjonować z maską o bardziej stabilnej konstrukcji, natomiast osoby śpiące na plecach mogą preferować lżejsze rozwiązania. Istotna jest także obecność problemów z zatokami, alergiami czy suchością w jamie ustnej.</p><h2>Komfort użytkowania i najczęstsze problemy</h2><p>Jednym z najczęstszych problemów podczas terapii CPAP są nieszczelności maski, które mogą prowadzić do spadku ciśnienia i wybudzeń w nocy. Najczęściej wynikają one z niewłaściwego dopasowania rozmiaru lub złego ustawienia pasków mocujących.</p><p>Innym istotnym problemem jest dyskomfort psychiczny i fizyczny związany z noszeniem maski przez całą noc. Niektóre osoby odczuwają ucisk, suchość w ustach lub podrażnienia skóry, jednak większość tych objawów można zminimalizować poprzez odpowiedni dobór modelu oraz stopniową adaptację.</p><h2>Podsumowanie</h2><p>Wybór pomiędzy maską nosową, ustno-nosową a pełnotwarzową powinien być oparty na indywidualnych potrzebach użytkownika oraz specyfice jego problemów zdrowotnych. Każdy z typów ma swoje zalety i ograniczenia, dlatego kluczowe jest dopasowanie rozwiązania do sposobu oddychania i komfortu snu.</p><p>Odpowiednio dobrana maska CPAP znacząco zwiększa skuteczność terapii, poprawia jakość snu i ułatwia codzienne funkcjonowanie. W praktyce to właśnie komfort użytkowania decyduje o tym, czy pacjent będzie regularnie stosował terapię i osiągnie jej pełne korzyści zdrowotne.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezpłatne zajęcia o chustonoszeniu w Tomaszowie. Szkoła Rodzenia TCZ zaprasza 18 maja]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55160,bezplatne-zajecia-o-chustonoszeniu-w-tomaszowie-szkola-rodzenia-tcz-zaprasza-18-maja</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55160,bezplatne-zajecia-o-chustonoszeniu-w-tomaszowie-szkola-rodzenia-tcz-zaprasza-18-maja</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 17:58:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezplatne-zajecia-o-chustonoszeniu-w-tomaszowie-szkola-rodzenia-tcz-zaprasza-18-maja-1779033567.jpg</url>
                        <title>Bezpłatne zajęcia o chustonoszeniu w Tomaszowie. Szkoła Rodzenia TCZ zaprasza 18 maja</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55160,bezplatne-zajecia-o-chustonoszeniu-w-tomaszowie-szkola-rodzenia-tcz-zaprasza-18-maja</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia zaprasza na kolejne spotkanie Szkoły Rodzenia. Tym razem uczestnicy poznają zasady bezpiecznego chustonoszenia oraz znaczenie bliskości w rozwoju dziecka. Zajęcia są bezpłatne.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2>Kolejne spotkanie Szkoły Rodzenia w TCZ</h2><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością zapowiedziało następne zajęcia w ramach Szkoły Rodzenia. Najbliższe spotkanie odbędzie się <strong>18 maja 2026 roku o godzinie 17:00</strong> przy ulicy Niskiej 14 w Tomaszowie Mazowieckim. Organizatorzy kierują zaproszenie zarówno do przyszłych rodziców, jak i do rodziców, którzy już opiekują się niemowlętami.</p><p>Tematem zajęć będzie <strong>chustonoszenie</strong>, czyli noszenie dziecka w chuście w sposób bezpieczny i dostosowany do jego potrzeb. Spotkanie ma mieć charakter teoretyczno-warsztatowy, co oznacza, że uczestnicy nie tylko wysłuchają podstawowych informacji, ale także poznają praktyczne aspekty prawidłowego noszenia maluszka.</p><h2>Poprowadzi je certyfikowany doradca noszenia</h2><p>Zajęcia poprowadzi <strong>Agata Nagórniewicz, certyfikowany doradca noszenia</strong>. Jak wynika z zapowiedzi, podczas spotkania omówione zostaną między innymi kwestie związane z rolą bliskości w rozwoju dziecka, zasadami prawidłowego i bezpiecznego noszenia oraz korzyściami, jakie chustonoszenie może przynosić zarówno niemowlęciu, jak i rodzicom.</p><p>To ważny temat szczególnie dla osób, które szukają sprawdzonych informacji na początku rodzicielskiej drogi. W praktyce podobne warsztaty pomagają rozwiać obawy dotyczące pozycji dziecka, komfortu codziennego funkcjonowania oraz tego, jak łączyć opiekę nad maluchem z aktywnością dnia codziennego. Organizatorzy podkreślają przy tym znaczenie <strong>bliskości jako elementu wspierającego rozwój i poczucie bezpieczeństwa dziecka</strong>.</p><h2>Zajęcia są bezpłatne</h2><p>Istotną informacją dla mieszkańców jest fakt, że udział w spotkaniu jest <strong>całkowicie bezpłatny</strong>. Zajęcia zostały sfinansowane przez Powiat Tomaszowski i Starostwo Powiatowe. To przykład lokalnej inicjatywy, która łączy edukację zdrowotną z praktycznym wsparciem dla rodzin z Tomaszowa Mazowieckiego i okolic.</p><p>Osoby zainteresowane udziałem mogą uzyskać dodatkowe informacje telefonicznie pod numerem <strong>44 725 71 47</strong>. W zapowiedzi przekazano również, że kolejne zajęcia, tym razem z fizjoterapeutką <strong>Dagmarą Leśniewską-Krawczyk</strong>, mają odbyć się <strong>25 maja 2026 roku</strong>.</p><h2>Lokalne wsparcie dla rodzin</h2><p>Cykl spotkań organizowanych przez Szkołę Rodzenia TCZ pokazuje, że opieka okołoporodowa i wsparcie rodziców nie muszą ograniczać się wyłącznie do wizyt medycznych. Coraz większe znaczenie mają także zajęcia edukacyjne, dzięki którym mieszkańcy mogą zdobywać praktyczną wiedzę, zadawać pytania specjalistom i lepiej przygotować się do codziennych wyzwań związanych z opieką nad dzieckiem.</p><p>Dla wielu rodzin z Tomaszowa Mazowieckiego takie inicjatywy mogą być realnym ułatwieniem na starcie. Bezpłatna formuła, lokalizacja w mieście oraz otwartość na przyszłych i obecnych rodziców sprawiają, że propozycja TCZ może spotkać się z dużym zainteresowaniem.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czas mija a problemy wciąż te same. Przeczytajcie na co skarżyli się mieszkańcy Tomaszowa blisko 100 lat temu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55159,czas-mija-a-problemy-wciaz-te-same-przeczytajcie-na-co-skarzyli-sie-mieszkancy-tomaszowa-blisko-100-lat-temu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55159,czas-mija-a-problemy-wciaz-te-same-przeczytajcie-na-co-skarzyli-sie-mieszkancy-tomaszowa-blisko-100-lat-temu</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 17:30:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czas-mija-a-problemy-wciaz-te-same-przeczytajcie-na-co-skarzyli-sie-mieszkancy-tomaszowa-blisko-100-1779032460.png</url>
                        <title>Czas mija a problemy wciąż te same. Przeczytajcie na co skarżyli się mieszkańcy Tomaszowa blisko 100 lat temu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55159,czas-mija-a-problemy-wciaz-te-same-przeczytajcie-na-co-skarzyli-sie-mieszkancy-tomaszowa-blisko-100-lat-temu</link>
                    </image><description>Mieszkaniec Tomaszowa Mazowieckiego w dawnym liście do redakcji opisał kryzys w Kasie Chorych: oszczędności kosztem pacjentów, brak leków i lekarzy oraz pomoc udzielaną z opóźnieniem. Skargę zamyka dramatyczny finał, gdy po interwencji felczera zmarło dziecko.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3><strong>Składki do Kasy Chorych płacić musisz ale życia w nie pewny nie jesteś!.. Zamiast poprawy — Jest coraz gorzej</strong></h3><p>Jako charakterystyczny dowód pogarszania się z każdym dniem stosunków w Kasach Chorych przytaczamy poniżej w całości list — jeden z bardzo wielu — Czytelnika z Tomaszowa Mazowieckiego.</p><p>„W tutejszej Kasie Chorych dzieje się wiele rzeczy, na które trudno patrzeć, a tym bardziej być zmuszonym je tolerować.</p><p>Obecnie z Kasy Chorych zrobiono urząd, gdzie nie można się o nic upomnieć. Składki, które płacą ubezpieczeni, aby mieć za nie pomoc lekarską i leki, wpływają w formie podatków, za które nic się nie otrzymuje.</p><p>Lekarze nie mogą na czas przybyć do chorego, bo brakuje lokomocji, a jak już przyjadą, to nie mogą przepisać lekarstw, gdyż nie ma ich w spisie kasowym. Spis leków jest stale zmniejszany. Niedługo zostanie tylko jodyna i rycyna.</p><p>Kąpiel, która kosztuje 80 groszy, jest dla Kasy za droga i nie daje się jej choremu, nie mówiąc już o dalszych i droższych kuracjach, jak Busko i Ciechocinek, które przysługują ubezpieczonym.</p><p>Ograniczono również wybór lekarzy do tego stopnia, że choremu na gardło lub gruźlikowi przysyła się internistę, lekarza punktowego. Wszystkie interwencje ubezpieczonych w tym kierunku kończą się awanturami w budynku Kasy Chorych.</p><p>W związku z oszczędnościami wprowadzonymi przez dr. Zylbersztajna przybył świeży kwiatek. Proszę sobie wyobrazić: u nas ubezpieczony, lecząc zęby, musi dopłacać za plombę od 1 do 2 złotych, podczas gdy za ten sam zabieg w innej Kasie tego samego okręgu, to jest łódzkiego, płaci się 40 groszy.</p><p>To wszystko jednak nie przebrało miarki, aż oto wprowadzono w życie nową oszczędność: skasowano nocne dyżury lekarzy, a na ich miejsce wprowadzono dyżury felczerów.</p><p>Epilog tych oszczędności jest następujący.</p><p>Dnia 15 sierpnia roku bieżącego o godzinie 5 rano pan Antoni Leśniewski zgłosił w biurze Kasy Chorych wizytę domową do chorego dziecka. Za godzinę przyjechał felczer. Po zbadaniu chorego oznajmił ojcu, że jest to ciężki rozstrój żołądka i że jeśli nie będzie poprawy, należy wezwać lekarza.</p><p>Ponieważ przez całą następną dobę dziecku nie było lepiej, ojciec powtórnie zgłosił wizytę następnego dnia o godzinie 4 rano. I tym razem, po półtorej godziny, przyjechał felczer. Bez polecenia lekarza zrobił dziecku dwa zastrzyki — nie wiadomo jakie. W pół godziny po tych zastrzykach dziecko umarło.</p><p>Rzecz zrozumiała, że żaden z lekarzy, nie będąc u chorego, nie mógł podpisać świadectwa zgonu. Toteż dr obwodowy, pan Zylbersztajn, nie mając innego wyjścia, podpisał takie świadectwo u siebie w gabinecie, nie widząc chorego, a nawet zmarłego dziecka.</p><p>Sprawa powyższa została skierowana do pana prokuratora.</p><p>Czy naprawdę, mając tak piękną zdobycz społeczną jak Kasa Chorych, mamy umierać bez pomocy lekarskiej?”</p><p><strong>Następuje podpis. Nazwisko znane redakcji.</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Telefon zaufania dla dziecka może być ostatnią deską ratunku]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55155,telefon-zaufania-dla-dziecka-moze-byc-ostatnia-deska-ratunku</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55155,telefon-zaufania-dla-dziecka-moze-byc-ostatnia-deska-ratunku</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 15:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-telefon-zaufania-dla-dziecka-moze-byc-ostatnia-deska-ratunku-1779024997.png</url>
                        <title>Telefon zaufania dla dziecka może być ostatnią deską ratunku</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55155,telefon-zaufania-dla-dziecka-moze-byc-ostatnia-deska-ratunku</link>
                    </image><description>17 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. To dobry moment, by przypomnieć, że numer 116 111 nie służy wyłącznie sytuacjom granicznym. Dziecko może zadzwonić także wtedy, gdy czuje samotność, wstyd, lęk albo po prostu nie wie, co zrobić.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W świecie dorosłych często powtarzamy dzieciom: „powiedz, jeśli coś się dzieje”. Brzmi pięknie, prawie jak zdanie z wychowawczego plakatu. Problem w tym, że dziecko w kryzysie bardzo często nie wie, <strong>komu powiedzieć</strong>, <strong>jak powiedzieć</strong> i czy w ogóle ma prawo zawracać komuś głowę swoim problemem. Dlatego <strong>telefon zaufania dla dzieci i młodzieży</strong> bywa nie tylko numerem w kampanii społecznej, ale pierwszą szczeliną światła w pokoju, w którym robi się za ciasno od lęku.</p><p>17 maja obchodzimy w Polsce <strong>Międzynarodowy Dzień Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży</strong>. To data, która powinna wybrzmieć nie tylko w szkołach i gabinetach psychologów, ale także w domach. Bo dzieci nie dzwonią wyłącznie wtedy, gdy stoją na krawędzi. Dzwonią, gdy nie radzą sobie z relacjami, samotnością, przemocą, presją internetu, samoakceptacją, uzależnieniami, autoagresją, problemami rodzinnymi. Czasem dzwonią też z pytaniem, czy laurka dla mamy jest wystarczająca. I właśnie w tym kryje się sens takich miejsc: żeby dziecko wiedziało, że istnieje bezpieczny dorosły, zanim wydarzy się coś dramatycznego.</p><h2><strong>116 111. Numer, pod którym młody człowiek może usłyszeć: „jestem”</strong></h2><p>Najbardziej rozpoznawalnym numerem pomocy dla młodych osób jest <strong>116 111</strong>, czyli bezpłatny <strong>telefon zaufania dla dzieci i młodzieży</strong>, działający w większości krajów Unii Europejskiej. W Polsce jego operatorem jest <strong>Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę</strong>. Tylko w kwietniu konsultanci tego telefonu nawiązali blisko <strong>4,5 tysiąca kontaktów</strong>, a w <strong>92 przypadkach</strong> rozmowa pozwoliła na podjęcie interwencji ratującej życie.</p><p>To liczby, które brzmią jak statystyka, ale w rzeczywistości każda z nich jest historią. Czyjąś nocą bez snu. Czyimś milczeniem przy obiedzie. Czyjąś wiadomością niewysłaną do rodzica. Czyimś płaczem ukrytym pod kołdrą. I czasem — czyjąś decyzją, by jednak jeszcze spróbować.</p><p>Lucyna Kicińska, pedagożka, suicydolożka, wiceprezeska <strong>Fundacji Życie Warte Jest Rozmowy</strong> i wieloletnia konsultantka telefonów zaufania, podkreśla, że w kryzysie ogromne znaczenie ma pierwsze połączenie. Jej zdaniem młody człowiek powinien dodzwonić się od razu, bo z każdą nieudaną próbą maleje prawdopodobieństwo, że podejmie kolejną.</p><p>To bardzo ważne zdanie. Dziecko lub nastolatek, który wybiera numer telefonu zaufania, najczęściej musi wcześniej pokonać wstyd, napięcie i własne przekonanie, że „może przesadza”. Jeśli zamiast głosu konsultanta słyszy komunikat, że wszyscy są zajęci, może poczuć się odrzucone. A kryzys psychiczny nie lubi czekać w kolejce.</p><h2><strong>Kiedy dzwonić pod 112, a kiedy na telefon zaufania?</strong></h2><p>Ekspertka zwraca uwagę na bardzo istotne rozróżnienie. <strong>Telefon zaufania</strong> jest miejscem rozmowy, wsparcia, obniżenia napięcia i szukania rozwiązań. Jeśli jednak młody człowiek znajduje się w ostrej fazie <strong>kryzysu samobójczego</strong>, stracił kontrolę nad myślami samobójczymi albo istnieje bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia, trzeba dzwonić pod <strong>numer alarmowy 112</strong>.</p><p>To nie jest formalność. Konsultant telefonu zaufania może pomóc, ale nie zastąpi pogotowia, policji ani natychmiastowej interwencji służb. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia liczą się minuty.</p><p>Jednocześnie warto mocno powiedzieć: dzieci i nastolatki nie muszą czekać, aż problem stanie się „wystarczająco poważny”. To jeden z największych mitów. Młodzi ludzie często nie dzwonią, bo boją się, że zajmą miejsce komuś „bardziej potrzebującemu”. Tymczasem im wcześniej pojawi się rozmowa, tym większa szansa, że problemy nie urosną do rozmiarów, których dziecko nie będzie już w stanie udźwignąć.</p><h2><strong>„Nie chcę zabierać czasu”. Zdanie, które powinno zaalarmować dorosłych</strong></h2><p>Lucyna Kicińska opowiada, że wiadomości kierowane do specjalistów często zaczynają się albo kończą słowami: „Nie chcę wam zabierać czasu” lub „Jeśli uważacie, że to nie jest ważne, to po prostu nie odpisujcie”. To zdania ciche, grzeczne, prawie niewidoczne. A jednak powinny bić na alarm.</p><p>Bo dziecko, które przeprasza za własny ból, bardzo często nauczyło się wcześniej, że jego emocje są kłopotem. Że trzeba być dzielnym. Że inni mają gorzej. Że „nie przesadzaj” jest odpowiedzią szybszą niż „opowiedz mi”. Dlatego tak ważne jest, by <strong>pomoc psychologiczna dla dzieci i młodzieży</strong> była dostępna bez oceniania i bez progu wejścia ustawionego dopiero na tragedię.</p><p>Ekspertka podkreśla jasno: żaden problem nie jest zbyt błahy, by szukać pomocy. Nawet jeśli dziecko dzwoni z pozornie drobną sprawą, uczy się przy okazji najważniejszej rzeczy: że można mówić, można pytać, można szukać wsparcia. A gdy kiedyś pojawi się sprawa naprawdę trudna, być może będzie już wiedziało, gdzie zadzwonić.</p><h2><strong>Telefon zaufania nie zastępuje rodzica. Ale może pomóc dziecku wrócić do dorosłych</strong></h2><p>Warto uniknąć prostego błędu. <strong>Dziecięcy telefon zaufania</strong> nie jest alternatywną rodziną, nie zastępuje rodzica, wychowawcy, psychologa szkolnego ani bliskiego dorosłego. Jego rola jest doraźna: pomóc dziecku nazwać to, co się dzieje, obniżyć napięcie, poszerzyć perspektywę i — jeśli to możliwe — wesprzeć je w nawiązaniu kontaktu z bezpiecznym dorosłym w realnym otoczeniu.</p><p>To trochę jak most. Nie jest domem, ale pozwala przejść z miejsca niebezpiecznego do miejsca, gdzie można zacząć szukać pomocy bardziej systemowej.</p><p>Dzieci dzwonią z różnymi sprawami. Mówią o konfliktach rodzinnych, samotności, przemocy, relacjach rówieśniczych, problemach w internecie, autoagresji, zdrowiu psychicznym, uzależnieniach, samoakceptacji i zdrowiu fizycznym. Często jednak nie potrafią nazwać tego, czego doświadczają.</p><h2><strong>Przemoc rówieśnicza często udaje „trudne relacje”</strong></h2><p>Jednym z najbardziej poruszających fragmentów wypowiedzi ekspertki jest ten dotyczący przemocy rówieśniczej. Kicińska przyznaje, że podczas lat pracy przy numerze <strong>116 111</strong> niewiele dzieci mówiło wprost: „doświadczam przemocy rówieśniczej”. Częściej używały słów: „trudne relacje”, „nieporozumienia”, „samotność w grupie”.</p><p>To bardzo celna obserwacja. Dziecko często normalizuje to, co trwa długo. Jeśli przez miesiące nikt dorosły nie reaguje na wyśmiewanie, izolowanie, poniżanie czy internetowe nękanie, młody człowiek może uznać, że tak po prostu wygląda jego miejsce w grupie. Że świat tak działa. Że skoro nauczyciel nie zauważył, rodzic nie zapytał, a klasa się śmieje, to może problem jest w nim.</p><p>Konsultanci telefonów zaufania pomagają wtedy nazwać granice. Delikatnie, bez narzucania gotowych diagnoz, pokazują, że nie każde „nieporozumienie” jest zwykłym konfliktem. Czasem jest przemocą.</p><h2><strong>Media społecznościowe i pseudopsychologia. Nowy język młodych kryzysów</strong></h2><p>Ekspertka zauważa też zjawisko odwrotne: rosnącą, choć nadal mniejszościową grupę młodych osób, które mówią o przemocy rówieśniczej, choć w rzeczywistości doświadczają raczej odrzucenia, trudności w budowaniu relacji albo zderzenia własnych oczekiwań z rzeczywistością. Jej zdaniem wpływ mogą mieć pseudopsychologiczne treści z mediów społecznościowych.</p><p>To temat delikatny, ale ważny. Internet nauczył wielu młodych ludzi języka emocji, granic i samoświadomości. To dobrze. Ale obok rzetelnej edukacji psychologicznej pojawiły się także uproszczenia: każdy dyskomfort bywa nazywany traumą, każda kłótnia przemocą, każda trudna relacja toksycznością. Rolą dorosłych nie jest wyśmiewać ten język, ale pomagać dzieciom odróżniać realne zagrożenie od trudnego, lecz naturalnego doświadczenia społecznego.</p><h2><strong>Zasada 4xZ: zauważ, zapytaj, zaakceptuj, zareaguj</strong></h2><p>W pracy telefonów zaufania ważna jest zasada <strong>4xZ: zauważ, zapytaj, zaakceptuj, zareaguj</strong>. Konsultant nie występuje w roli wszechwiedzącego doradcy. Nie rozdaje gotowych recept jak ulotek w przychodni. Raczej pomaga młodemu człowiekowi uporządkować chaos, zrozumieć problem, nazwać emocje, obniżyć napięcie i znaleźć bezpieczne rozwiązania.</p><p>Rozmowa trwa zwykle około <strong>45–60 minut</strong>. To czas na słuchanie, nie na szybkie „weź się w garść”. Kicińska podkreśla, że zmiana jest procesem rozłożonym w czasie. Nie dzieje się wyłącznie podczas jednej konsultacji. Dzieje się także później — między rozmowami, w decyzjach, w próbach, w powrocie do kontaktu.</p><p>Dlatego konsultanci często proszą młodych rozmówców, by zadzwonili ponownie i powiedzieli, czy coś się udało. A jeśli nie — można szukać dalej. Bo nie ma jednego idealnego rozwiązania dla wszystkich dzieci.</p><h2><strong>Inne numery pomocy. Gdzie można zadzwonić?</strong></h2><p>W Polsce działa również <strong>Dziecięcy Telefon Zaufania Rzeczniczki Praw Dziecka</strong>: <strong>800 12 12 12</strong>. Jest anonimowy, bezpłatny i czynny całodobowo przez siedem dni w tygodniu. Można także skorzystać z kontaktu online przez stronę <strong>800121212.pl</strong>. Według informacji o działalności Rzecznika Praw Dziecka za 2025 rok psychologowie i pedagodzy przeprowadzili tam <strong>35 229 rozmów telefonicznych</strong> i <strong>22 420 rozmowy na czacie</strong>. W ponad tysiącu przypadków podjęto interwencje ratujące życie lub zdrowie najmłodszych.</p><p>Dorośli w kryzysie psychicznym mogą korzystać z całodobowego <strong>Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym</strong> pod numerem <strong>800 70 22 22</strong>. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia należy dzwonić pod <strong>112</strong>.</p><h2><strong>Nie każde dziecko poprosi o pomoc wprost</strong></h2><p>Najważniejszy wniosek z rozmowy z ekspertką jest prosty, ale niewygodny: nie każde dziecko powie dorosłemu wprost, że cierpi. Nie każde użyje słów „depresja”, „przemoc”, „kryzys”, „samobójstwo”. Czasem powie: „boli mnie brzuch”. Czasem przestanie wychodzić z pokoju. Czasem będzie agresywne. Czasem zacznie znikać z życia po cichu, jak postać z filmu, której nikt nie zauważa, dopóki nie opuści kadru.</p><p>Dlatego <strong>telefon zaufania 116 111</strong> i inne formy anonimowego wsparcia są tak ważne. Ale równie ważne jest to, co dzieje się obok dziecka na co dzień. W domu, w szkole, na treningu, w grupie rówieśniczej. Dorosły nie musi być psychologiem, by pomóc. Czasem wystarczy zauważyć zmianę. Zapytać. Nie wyśmiać. Nie przerwać. Nie zbagatelizować.</p><p>Bo pierwsza pomoc psychiczna często zaczyna się od zdania: „Widzę, że coś jest nie tak. Chcesz mi powiedzieć?”.</p><p>A jeśli dziecko nie chce powiedzieć nam — niech przynajmniej wie, że może zadzwonić.&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Naukowiec: nie chcę, żeby ludzie żyli do 120 lat; chcę, żeby nie chorowali 15 lat wcześniej (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55150,naukowiec-nie-chce-zeby-ludzie-zyli-do-120-lat-chce-zeby-nie-chorowali-15-lat-wczesniej-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55150,naukowiec-nie-chce-zeby-ludzie-zyli-do-120-lat-chce-zeby-nie-chorowali-15-lat-wczesniej-wywiad</guid>
            <pubDate>Sun, 17 May 2026 10:01:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-naukowiec-nie-chce-zeby-ludzie-zyli-do-120-lat-chce-zeby-nie-chorowali-15-lat-wczesniej-wywiad-1779005505.png</url>
                        <title>Naukowiec: nie chcę, żeby ludzie żyli do 120 lat; chcę, żeby nie chorowali 15 lat wcześniej (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55150,naukowiec-nie-chce-zeby-ludzie-zyli-do-120-lat-chce-zeby-nie-chorowali-15-lat-wczesniej-wywiad</link>
                    </image><description>Prof. Marek Postuła nie obiecuje nieśmiertelności. Nie sprzedaje legend o piciu soku z selera i medytacji w kriokomorze. Ważniejsze jest dla niego skracanie czasu chorowania. Niech człowiek przez większość życia pozostaje sprawny, samodzielny, aktywny – mówi PAP specjalista medycyny długowieczności.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Coraz więcej wiemy o tym, dlaczego człowiek się starzeje. Jeszcze więcej o tym, jak ten proces spowolnić. Ale prof. Marek Postuła studzi futurystyczne entuzjazmy. – Nie interesuje mnie człowiek żyjący 140 lat podłączony do aparatury i siedmiu specjalistów. Interesuje mnie ktoś, kto mając 85 lat nadal chce się zakochać – powiedział PAP.</p><p>Prof. Marek Postuła to kardiolog, naukowiec, farmakolog kliniczny i specjalista medycyny długowieczności. Od lat zajmuje się badaniami nad procesami starzenia, genetyką, metabolizmem i profilaktyką chorób cywilizacyjnych. Współpracuje z ośrodkami badawczymi w Stanach Zjednoczonych, a dziś wiedzę z laboratoriów przenosi do codziennej praktyki lekarskiej. Twierdzi, że największą rewolucją współczesnej medycyny nie będą cudowne eliksiry młodości, lecz opóźnianie chorób odbierających ludziom sprawność, pamięć i niezależność.</p><p><strong>PAP: Medycyna długowieczności brzmi trochę jak dziedzina wymyślona przez ludzi, którzy wierzą, że starzenie jest błędem systemowym, który da się naprawić odpowiednio drogim abonamentem.</strong></p><p><strong>Prof. Marek Postuła: </strong>Rozumiem ten sceptycyzm. Rzeczywiście wokół długowieczności narosło mnóstwo marketingu, biohackerskich mitów i technologicznej egzaltacji. Ale kiedy odrzuci się cały ten hałas, zostaje coś bardzo racjonalnego: próba zrozumienia, dlaczego człowiek choruje wraz z wiekiem i co można zrobić, by ten proces spowolnić.</p><p>Jeszcze dziesięć lat temu wiele rzeczy, które dziś wykorzystuję w pracy z pacjentami, było dostępnych wyłącznie w laboratoriach badawczych. Jestem naukowcem i lekarzem jednocześnie, więc miałem niezwykły przywilej obserwować moment, w którym wiedza zaczyna wychodzić z probówki do codziennej medycyny. Kiedyś marzyłem o tym, żeby badania genetyczne czy epigenetyczne przestały być abstrakcją dla garstki specjalistów, a stały się realnym narzędziem pomagającym ludziom podejmować lepsze decyzje dotyczące zdrowia.</p><p><strong>PAP: A jednocześnie rynek już zdążył zamienić genetykę w coś pomiędzy horoskopem a luksusowym gadżetem.</strong></p><p>M.P.: Bo żyjemy w epoce obietnicy totalnej kontroli. Człowiek chciałby dostać raport, który odpowie mu na wszystkie pytania: na co zachoruje, kiedy umrze, czego ma nie jeść i czy powinien inwestować w rower albo psychoterapię. Tylko że nauka tak jeszcze nie działa. Jeśli ktoś mówi: „przebadamy pani genom i odpowiemy na wszystkie pytania świata”, to jest to bardziej marketing niż medycyna.</p><p>Genetyka daje ogromną wiedzę, ale ta wiedza ma sens dopiero wtedy, kiedy połączy się ją z historią rodzinną, stylem życia, wynikami badań biochemicznych, snem, aktywnością fizyczną, metabolizmem, a dziś nawet z danymi cyfrowymi z urządzeń monitorujących organizm. Dopiero wtedy zaczynamy widzieć człowieka naprawdę.</p><p><strong>PAP: Czyli medycyna długowieczności nie jest próbą stworzenia nieśmiertelnego nadczłowieka, tylko bardziej inteligentnego pacjenta?</strong></p><p>M.P.: I bardziej świadomego lekarza. Mnie interesują przede wszystkim choroby cywilizacyjne: choroby serca, cukrzyca, nowotwory, choroby neurodegeneracyjne. To one decydują dziś o jakości i długości życia.</p><p>Największym nieporozumieniem jest przekonanie, że medycyna długowieczności polega na biciu rekordów wieku. Ja naprawdę nie chcę, żeby ludzie żyli do 140 lat przykuci do łóżka, otoczeni pudełkami leków i kolejnymi specjalistami. Interesuje mnie coś innego: kompresja chorobowości.</p><p><strong>PAP: To brzmi bardziej jak termin ekonomiczny niż medyczny.</strong></p><p>M.P.: Bo starzenie jest również problemem ekonomicznym, społecznym i cywilizacyjnym. Kompresja chorobowości oznacza skrócenie okresu ciężkiego chorowania pod koniec życia. Statystyczna Polka przez kilkanaście ostatnich lat życia funkcjonuje z wieloma chorobami jednocześnie. Ma diabetologa, kardiologa, ortopedę, często psychiatrę. Bardzo często nie żyje już naprawdę, tylko zarządza własną chorobą.</p><p>Medycyna długowieczności mówi: spróbujmy przesunąć ten moment jak najdalej. Niech człowiek przez większość życia pozostaje sprawny, samodzielny, aktywny intelektualnie i emocjonalnie. Nawet jeśli samo życie nie wydłuży się dramatycznie, to zmieni się jego jakość. Bo najdroższe w życiu nie będzie nasze auto, SUV wzięty na raty ani mieszkanie. Najdroższe będzie nasze niedołęstwo – ktoś będzie nam musiał zadbać o naszą higienę, karmić i poić.</p><p><strong>PAP: Czyli prawdziwym dramatem starości nie jest sama śmierć, tylko długie biologiczne gaśnięcie?</strong></p><p>M.P.: Współczesna medycyna bardzo dobrze nauczyła się ratować ludzi przed natychmiastową śmiercią. Gorzej radzi sobie z tym, co dzieje się później. Społeczeństwa starzeją się szybciej, niż nasze systemy ochrony zdrowia, gospodarki i relacje społeczne są w stanie to udźwignąć. Coraz więcej ludzi będzie żyło długo, ale pytanie brzmi: w jakim stanie psychicznym, fizycznym i ekonomicznym?</p><p>Dzisiaj człowiek często nie boi się samej śmierci. Boi się utraty niezależności, tego, że stanie się ciężarem dla własnych dzieci, że przez ostatnią dekadę życia będzie głównie pacjentem. I właśnie temu trzeba przeciwdziałać.</p><p><strong>PAP: Czyli zamiast wydłużać życie, musimy skrócić czas umierania?</strong></p><p>M.P.: To trafne określenie. Bo starzenie rzadko wygląda jak nagłe zgaśnięcie światła. Znacznie częściej przypomina powolne wyłączanie kolejnych funkcji organizmu. Proszę wybaczyć, ale to tak wygląda: siada metabolizm, potem układ sercowo-naczyniowy, pamięć. Potem mięśnie i samodzielność. Medycyna długowieczności próbuje ten proces spowolnić i odsunąć w czasie.</p><p><strong>PAP: Przychodzę więc do pana jako pacjentka i mówię: palę papierosy, źle sypiam, a w rodzinie były nowotwory i demencja. Co od pana usłyszę?</strong></p><p>M.P.: Że nie potrzebuje pani magii, tylko kilku brutalnie racjonalnych decyzji. Przede wszystkim trzeba rzucić fajki. Ja nie sprzedaję ludziom nieśmiertelności. Pokazuję im raczej, ile życia codziennie tracą. Bardzo często wizualizuję to pacjentom: ile lat mogą odzyskać rzucając palenie, poprawiając sen albo redukując masę ciała.</p><p>I prawda jest taka, że największą interwencją anti-aging nadal nie są egzotyczne suplementy, krioterapia czy modne terapie z Kalifornii. Tylko wyrzucenie papierosów do kosza.</p><p><strong>PAP: To dość rozczarowujące. Człowiek liczy na futurystyczną terapię, a dostaje zakaz palenia i zostaje wysłany na spacer.</strong></p><p>M.P.: Wiem. Lekarz przyszłości miał być trochę cybernetycznym szamanem, a często kończy jako ktoś, kto mówi: „Proszę spać siedem godzin i nie jeść w nocy”. Ale problem polega na tym, że biologia jest dość konserwatywna. Organizm nadal najlepiej reaguje na rzeczy podstawowe.</p><p>Niestety, my bardzo długo próbowaliśmy oszukać fizjologię komfortem, nadmiarem kalorii i brakiem ruchu.</p><p><strong>PAP: A co z alzheimerem? To chyba jedna z najbardziej przerażających wizji współczesności – moment, w którym człowiek traci własną pamięć i przestaje rozpoznawać samego siebie.</strong></p><p>M.P.: Bo utrata pamięci jest w pewnym sensie utratą tożsamości. Człowiek może zaakceptować zmarszczki, słabsze kolano czy siwe włosy. Ale bardzo trudno zaakceptować perspektywę utraty własnej świadomości. I rzeczywiście coraz więcej wiemy o genetycznych predyspozycjach do chorób neurodegeneracyjnych. Na przykład o polimorfizmie genetycznym APOE epsilon 4, który znacząco zwiększa ryzyko choroby Alzheimera.</p><p>Tylko że geny nie są wyrokiem. To nie jest tak, że ktoś rodzi się z biologicznym wyrokiem śmierci zapisanym w DNA. Genetyka mówi nam raczej o podatności, a nie o przeznaczeniu. Jeśli ktoś ma większe ryzyko, powinien jeszcze bardziej dbać o sen, aktywność fizyczną, metabolizm, redukcję stanu zapalnego czy relacje społeczne.</p><p>Dziś coraz lepiej rozumiemy, że alzheimer, cukrzyca i choroby serca są metabolicznie ze sobą powiązane. Przewlekły stan zapalny, zaburzenia gospodarki glukozowej, otyłość, brak ruchu – to wszystko wpływa nie tylko na serce, ale również na mózg. Mózg nie istnieje poza ciałem. To jest część tego samego organizmu.</p><p><strong>PAP: Mówi pan o starzeniu trochę jak biolog, trochę jak filozof.</strong></p><p>M.P.: Bo starzenie jest pytaniem filozoficznym. O to, czym właściwie jest dobre życie. I czym jest dobra starość. Myśmy przez dekady traktowali starość głównie jako problem medyczny. Tymczasem to również kwestia godności, relacji, sensu i sprawczości.</p><p>Miałem niedawno 97-letniego pacjenta. Fantastyczna forma intelektualna. Rozmawiamy długo, badania, historia zdrowotna, wszystko bardzo poważnie. I pod koniec rozmowy pyta mnie nieśmiało, czy mógłbym mu pomóc z potencją, bo ma „bliską koleżankę”. I pomyślałem wtedy: wspaniale. Bo to znaczy, że ten człowiek nadal chce żyć. Nadal jest ciekawy drugiego człowieka. Nadal ma apetyt – biologiczny, emocjonalny i egzystencjalny. To jest dla mnie prawdziwy sukces medycyny długowieczności.</p><p><strong>PAP: Czyli zdrowe starzenie nie polega na tym, żeby być zachowanym przy życiu, tylko żeby zachować pragnienia?</strong></p><p>M.P.: Tak. Człowiek stary nie powinien stawać się przezroczysty. A mam czasem wrażenie, że współczesna kultura bardzo brutalnie odbiera ludziom prawo do późnej dojrzałości. Jakby po pewnym wieku człowiek miał już tylko chorować, siedzieć cicho i powoli znikać. Tymczasem długowieczność ma sens wyłącznie wtedy, kiedy zachowujemy ciekawość świata, relacje, emocje i poczucie sensu. Inaczej zostaje tylko biologiczne trwanie.</p><p><strong>PAP: A modne leki? Metformina, semaglutyd? To rzeczywiście przyszłość medycyny długowieczności?</strong></p><p>M.P.: To bardzo interesujące narzędzia. Początkowo traktowaliśmy je wyłącznie jako leki przeciwcukrzycowe. Potem okazało się, że wydłużają życie pacjentom kardiologicznym. Później, że chronią nerki. A dziś coraz lepiej rozumiemy, że wpływają także na mechanizmy starzenia na poziomie komórkowym.</p><p>One częściowo imitują efekt restrykcji kalorycznej, czyli jednego z najlepiej udokumentowanych biologicznych mechanizmów wydłużania życia. Mówiąc najprościej: organizm dużo lepiej funkcjonuje, kiedy nie żyje w permanentnym nadmiarze. Nadmiar kalorii, ciągłe skoki glukozy, brak okresów metabolicznego odpoczynku – to wszystko przyspiesza procesy starzenia i stan zapalny.</p><p><strong>PAP: Czyli nauka po latach doszła do tego samego, co nasze babcie: „nie dojadaj”.</strong></p><p>M.P.: Babcie często intuicyjnie rozumiały fizjologię lepiej niż współczesny Instagram. Ja sam bardzo często jestem lekko głodny. Nie dlatego, że wyznaję jakąś ideologię żywieniową, tylko dlatego, że wiemy dziś bardzo dobrze, iż organizm potrzebuje okresowego wysiłku i metabolicznego „braku”. Biologia nie została stworzona do nieustannego komfortu.</p><p>Wysiłek fizyczny jest kontrolowanym stresem. Głodówka jest kontrolowanym stresem. Nawet szczepionka jest formą kontrolowanego stresu dla układu odpornościowego. To zjawisko nazywamy w fizjologii hormezą. Organizm dzięki niewielkim dawkom stresu uczy się radzić sobie z większymi wyzwaniami. Problem współczesnego świata polega na tym, że próbujemy wyeliminować z życia każdy dyskomfort. A organizm, który nie musi walczyć, biologicznie słabnie.</p><p><strong>PAP: Czyli człowiek nie został zaprojektowany do życia w pełnym komforcie?</strong></p><p>M.P.: Ewolucja projektowała nas do świata niedoboru, ruchu, zmienności i wysiłku. Tymczasem współczesny świat oferuje nam nieograniczone kalorie, siedzący tryb życia i natychmiastową gratyfikację. I oczywiście komfort jest wspaniałym osiągnięciem cywilizacji. Problem zaczyna się wtedy, gdy organizm nigdy nie doświadcza wysiłku, głodu, zimna, ruchu czy regeneracji. Biologia potrzebuje rytmu, a nie permanentnego dobrostanu.</p><p><strong>PAP: I zostaje pytanie największe: czy człowiek kiedyś naprawdę oszuka starzenie?</strong></p><p>M.P.: Śmierci raczej nie oszukamy. Ale być może częściowo oszukamy biologiczny czas. Już dziś istnieją badania nad odmładzaniem komórek. Shinya Yamanaka dostał Nagrodę Nobla za odkrycie czynników transkrypcyjnych, które potrafią cofnąć komórkę do młodszego biologicznie stanu. To brzmi jak science fiction, ale jeszcze niedawno science fiction były przeszczepy twarzy, edycja genów czy terapie mRNA. Natomiast mnie najbardziej interesuje coś innego.</p><p><strong>PAP: Co?</strong></p><p>M.P.: Żeby człowiek w wieku 85 lat nadal chciał się zakochać. Reszta jest tylko technologią.</p><p style="text-align:right;">Rozmawiała: Mira Suchodolska (PAP)</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Odleżyny pojawiają się szybko, ich leczenie jest długotrwałe]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/41357,odlezyny-pojawiaja-sie-szybko-ich-leczenie-jest-dlugotrwale</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/41357,odlezyny-pojawiaja-sie-szybko-ich-leczenie-jest-dlugotrwale</guid>
            <pubDate>Sat, 16 May 2026 17:00:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-odlezyny-pojawiaja-sie-szybko-ich-leczenie-jest-dlugotrwale-1778943952.jpg</url>
                        <title>Odleżyny pojawiają się szybko, ich leczenie jest długotrwałe</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/41357,odlezyny-pojawiaja-sie-szybko-ich-leczenie-jest-dlugotrwale</link>
                    </image><description>W ostatnich artykułach radziliśmy Wam jakie łóżko rehabilitacyjne wybrać, by było ono jak najbardziej dopasowane do potrzeb osoby chorej i jej opiekuna. Tym razem zachęcamy do lektury artykułu na temat tego, jaki materac do łóżka będzie najlepszym wyborem. Czy zawsze musi to być materac przeciwodleżynowy? Oczywiście nie, ale w wielu przypadkach jest on niezbędny. Trudne do wyleczenia odleżyny mogą pojawić się w ciągu jednego dnia. Leczenie może potrwać kilka tygodni. Stosowanie materacy ma więc przede wszystkim charakter profilaktyczny</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2 style="text-align:justify;" id="ybc_heading_h2_1">Kiedy potrzebny jest materac przeciwodleżynowy?</h2><p style="text-align:justify;"><i>- Nie każdy chory potrzebuje materaca przeciwodleżynowego. Nawet kiedy istnieje potrzeba użytkowania łóżek rehabilitacyjnych. Polecamy je przede wszystkim osobom, które są unieruchomione czasowo lub trwale. Chodzi o pacjentów, których stan powoduje, że w wyniku stałego ucisku, powstają zaburzenia mikrokrążenia. Dlatego poza stosowaniem materacy radzimy aby zmienić często pozycję chorego. Wystarczy chwila nieuwagi, by &nbsp;pojawiły się problemy z krążeniem, a w jego efekcie niedotlenienie tkanek. Materac przeciwodleżynowy zapobiega powstawaniu odleżyn ale także leczenie ran. Z tym jednak zastrzeżeniem, że są to rany I stopnia - </i>wyjaśnia Paulina Bogaczewicz, fizjoterapeutka z punktu zaopatrzenia medycznego przy ulicy Słowackiego 4 w Tomaszowie Mazowieckim.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Materac przeciwodleżynowy ma na celu zapewnienie choremu ruch, którego nie jest on w stanie wykonać samodzielnie. Chory nie może w sposób naturalny, tak jak czyni to osoba zdrowa w czasie snu i odpoczynku wyczuwać ucisk na tkankę i na niego reagować, zmieniając pozycję. Może jedynie liczyć na pomoc opiekuna. Materac przeciwodleżynowy zapewnia skórze stałe zmiany nacisku, a co za tym idzie masuje ją i dotlenia. Dzieje się tak za sprawą zmiennego ciśnienia w pneumatycznych komorach materaca. Najczęściej jest on podzielony na “bąbelki” bądź rurki, w zależności od rodzaju urządzenia. Niezależne części materaca napełniane są przez nieduży kompresor, zaś ciśnienie dopasowane jest do wagi podopiecznego.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/ogloszenia/7785,materac-przeciwodlezynowy-rurowy"></oembed></figure><h2 style="text-align:justify;" id="ybc_heading_h2_3">Materac bąbelkowy, czy rurowy</h2><p style="text-align:justify;"><i>- Przeciwodleżynowy materac bąbelkowy chroni przed powstaniem odleżyn dzięki wykorzystaniu zmiennego ciśnienia. Nazwa pochodzi od wyglądu materaca, który podzielony jest na komory przypominające właśnie owalnego kształtu bąbelki. Przeznaczony jest do działań profilaktycznych oraz leczenia odleżyn I stopnia. Nie jest on jednak wskazany do użytkowania przez osoby ważące powyżej 90 kilogramów. Jest on bardzo praktyczny i łatwy w użytku domowym. &nbsp;Przy czym warto zauważyć, że jest stosunkowo tanim rozwiązaniem, ponieważ dopłaca do jego zakupu NFZ, a zlecenie wystawia lekarz pierwszego kontaktu. W przypadku osób z orzeczonymi niepełnosprawnościami, pozostałą kwotę dopłaca PFRON. Wnioski można wypełnić u nas miejscu i sami dostarczamy je bezpośrednio do PCPR. W takim przypadku pacjent właściwie nic nie płaci &nbsp;-</i> &nbsp;dodaje Paulina Bogczewicz.&nbsp;</p><p style="text-align:justify;">Materac rurowy (foto wyżej) jest trochę bardziej zaawansowanym urządzeniem. Składa się z ułożonych poprzecznie rur, które - podobnie jak w materacach bąbelkowych - napełniane są pulsacyjnie powietrzem. Poleca się go przede wszystkim osobom o większej wadze, gdyż w ich przypadku istnieje większa możliwość stracenia równowagi, a co za tym idzie - dotknięcia podłoża. Materace rurowe mogą służyć także w celu wsparcia leczenia odleżyn od II stopnia. &nbsp;Są jedna droższe od bąbelkowych.</p><p style="text-align:justify;">Dostępne na rynku są również materace wykonane z pianki poliureatnowej, tzw. materace gofrowe. &nbsp;Nie zapewniają one zmiennego ciśnienia a jedynie umożliwiają delikatny masaż skóry oraz zredukowanie nacisku w punktach takich jak wyniosłości kostne.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/ogloszenia/7786,materac-przeciwodlezynowy-babelkowy"></oembed></figure><p>&nbsp;</p><h2 style="text-align:justify;" id="ybc_heading_h2_4">Podstawowe zalety materaca przeciwodleżynowego</h2><p style="text-align:justify;">Materac przeciwodleżynowy jest za głównym element działań profilaktycznych u osób trwale lub czasowo unieruchomionych. Umożliwia stałą zmianę nacisku na ciało, co pobudza prawidłowe krążenie krwi i dotlenianie tkanek. Skóra chorego chroniona jest przed bólem związanym ze stałym uciskiem oraz zmianami skórnymi, mogącymi wystąpić nawet po kilku godzinach bezruchu. Materac ułatwia także pracę opiekunom, którzy mogą pozwolić sobie na zmniejszenie częstotliwości zmieniania pozycji chorego. Materace są także łatwe w czyszczeniu, co redukuje ryzyko namnażania się bakterii w drobnych skaleczeniach, co może wpłynąć na szybszy rozwój ran odleżynowych.&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/firma/16,twoj-sklep-medyczny"></oembed></figure><p style="text-align:right;"><strong>&nbsp;</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Jak to jest, kiedy musisz nieść światło?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55127,jak-to-jest-kiedy-musisz-niesc-swiatlo</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55127,jak-to-jest-kiedy-musisz-niesc-swiatlo</guid>
            <pubDate>Fri, 15 May 2026 14:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-jak-to-jest-kiedy-musisz-niesc-swiatlo-1779043717.png</url>
                        <title>Jak to jest, kiedy musisz nieść światło?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55127,jak-to-jest-kiedy-musisz-niesc-swiatlo</link>
                    </image><description>Zastanawialiście się kiedyś, co czują najbliżsi, kiedy dowiadują się, że ich dziecko, rodzic, mąż albo żona są nieuleczalnie chorzy, a oni do końca ich dni będą musieli nieść im światło?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Pewnie nie myślicie o tym zbyt często, bo to akurat Was nie dotyczy. I oby nigdy nie dotyczyło.</p><p>Dlaczego o tym piszę? Ostatnio przeczytałam wiele opinii osób, których nigdy nie dotknęła niepełnosprawność najbliższych. Włosy zjeżyły mi się na głowie — dosłownie, nie w przenośni.</p><p>Polski system wspierania opiekunów jest tak samo niepełnosprawny jak osoby, którym ma za zadanie pomagać. Droga krzyżowa zafundowana przez oderwanych od rzeczywistości „pomagierów” i politykujących idiotów pokazuje tylko, że to system jest niepełnosprawny. Nie tylko organizacyjnie. Także na umyśle.</p><p>Nadzieja na to, że cokolwiek zmieni się na lepsze, dawno już umarła. I to śmiercią naturalną.</p><p>Czy wiecie dlaczego?</p><p>Otóż sprawa jest prosta: pomoc kosztuje. Dlatego jej ograniczanie albo utrudnianie dochodzenia do niej na każdym kroku stało się codziennością.</p><p>Hitem jest tak zwana „opieka wytchnieniowa” zafundowana przez rządzących. To niestety kolejny bubel — taki sam jak butelkomaty. Na butelkomatach zarabia biznes. Na opiece wytchnieniowej również. Niby pieniądze są, ale w rzeczywistości już ich nie ma.</p><p>Bo komu pomagać? Trupom?</p><p>Procentowe określanie możliwości funkcjonowania osoby leżącej, pampersowanej, której dni są policzone, jest żenujące. Nie dla chorego. Dla opiekuna.</p><p>Kolejny hit to opiekun lub asystent osoby z niepełnosprawnością. Załóżmy, że nawet się udało i masz taką pomoc. W miesiącu, który ma 31 dni, samodzielnie opiekujesz się bliską osobą przez 744 godziny. Pomoc przychodzi najczęściej na 124 godziny. Owszem, niby to sporo i „za darmo”, ale w praktyce oznacza to, że jako opiekun możesz w tym czasie ewentualnie przespać się przez 4 godziny na dobę.</p><p>Ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby „oddać” najbliższą Ci osobę do DPS-u. Za jakieś 8 tysięcy złotych miesięcznie ma tam mieć opiekę i jedzenie przez całą dobę. Nawet jeśli zarabiasz 5 tysięcy, a twoje dorosłe dziecko ma rentę, to i tak zdechniesz z głodu albo narobisz długów.</p><p>A gdzie cała reszta? Wózek inwalidzki, proteza, leki, pampersy, prywatni lekarze, rehabilitacja? Czas oczekiwania na rehabilitację domową to często rok. Po udarze albo wylewie — czasem szybciej, ale nadal nie tak, jak powinno być.</p><p>Po dwóch latach takiej opieki sam najczęściej stajesz się osobą z niepełnosprawnością i zaczynasz generować koszty dla systemu.</p><p>Według ostatnich danych GUS w Polsce żyje około 5 milionów osób z niepełnosprawnością. To prawie 15 procent społeczeństwa. Owszem, niektórzy korzystają ze wsparcia bezzasadnie, bo mogą normalnie funkcjonować i nie generować dodatkowych kosztów: dodatkowe urlopy, krótszy czas pracy, wsparcie finansowe, szybszy dostęp do służby zdrowia itd. Niestety nie wiadomo, ile to osób. Dlatego należałoby to zweryfikować. Chociażby po to, aby więcej środków zostało dla tych, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują.</p><p>Zacznijmy zastanawiać się nad realnymi zmianami, a nie nad pozorantctwem. Bo całkiem niedługo okaże się, że prawie jedna czwarta Polaków żyje z niepełnosprawnością, a drugie tyle się nimi opiekuje.</p><p>Brak realnych, konkretnych decyzji tu i teraz doprowadzi do wielkiego kryzysu. Oczywiście najłatwiej zrzucać winę na wirusa, na niewydolną służbę zdrowia, leczącą objawowo, albo na inne mniej lub bardziej istotne powody. Ja jednak widzę jeszcze jeden.</p><p>To właśnie takie osoby jak poseł na Sejm z naszego terenu odpowiadają za to, co chore w tym systemie. Jeśli taka osoba jest niepełnosprawna, a może funkcjonować lepiej niż niejeden opiekun osoby chorej i korzystać z przywilejów finansowanych z moich podatków, to znaczy, że wolę płacić niższe podatki w innym kraju niż Polska.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[W Tomaszowie Mazowieckim powstanie dzienny oddział leczenia uzależnień od alkoholu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55126,w-tomaszowie-mazowieckim-powstanie-dzienny-oddzial-leczenia-uzaleznien-od-alkoholu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55126,w-tomaszowie-mazowieckim-powstanie-dzienny-oddzial-leczenia-uzaleznien-od-alkoholu</guid>
            <pubDate>Fri, 15 May 2026 14:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-w-tomaszowie-mazowieckim-powstanie-dzienny-oddzial-leczenia-uzaleznien-od-alkoholu-1778848665.png</url>
                        <title>W Tomaszowie Mazowieckim powstanie dzienny oddział leczenia uzależnień od alkoholu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55126,w-tomaszowie-mazowieckim-powstanie-dzienny-oddzial-leczenia-uzaleznien-od-alkoholu</link>
                    </image><description>Od 1 lipca 2026 roku w Tomaszowskim Centrum Zdrowia ma funkcjonować Oddział Dzienny Leczenia Uzależnień od Alkoholu. To wiadomość, która nie ma ciężaru fajerwerków ani przecinania wstęgi przy nowym gmachu. Ma za to ciężar spraw znacznie poważniejszych: rodzinnych dramatów, milczenia przy kuchennym stole, lęku dzieci, wstydu dorosłych i tej chwili, kiedy człowiek po raz pierwszy mówi sam do siebie: „nie daję rady”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Od 1 lipca 2026 roku w TCZ działać będzie <strong>Oddział Dzienny Leczenia Uzależnień od Alkoholu</strong>. Pacjenci mają zostać objęci kompleksową opieką: <strong>lekarza psychiatry, specjalistów leczenia uzależnień oraz psychologów</strong>. To bardzo ważne, bo uzależnienie od alkoholu nie jest jedynie „brakiem silnej woli”, jak lubią mówić ci, którzy nigdy nie stali naprawdę blisko tego problemu. To choroba, która potrafi wejść do domu bez pukania i zostać tam na lata.</p><p><strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia</strong> już dziś prowadzi opiekę psychiatryczną i leczenie alkoholowych zespołów abstynencyjnych. Na stronie szpitala opisano m.in. Oddział Dzienny Centrum Zdrowia Psychicznego, który działa w dni powszednie w godz. 8.00–14.00 i dysponuje 25 miejscami, a także Oddział Leczenia Alkoholowych Zespołów Abstynencyjnych, czyli detoksykację, gdzie liczba miejsc wynosi 5. Oba znajdują się w budynku D TCZ.&nbsp;</p><h2>Dlaczego oddział dzienny jest ważny?</h2><p>Oddział dzienny to forma pomocy między poradnią a leczeniem całodobowym. Pacjent nie zostaje zamknięty w szpitalu na całą dobę, ale regularnie uczestniczy w terapii, konsultacjach i zajęciach terapeutycznych. Po zakończonym dniu wraca do domu. Dla wielu osób to rozwiązanie może być przełomowe, bo pozwala podjąć leczenie bez całkowitego wyrwania z życia rodzinnego i zawodowego.</p><p>To szczególnie ważne w mieście powiatowym. W dużych ośrodkach pacjent bywa jednym z wielu anonimowych nazwisk na liście. W mniejszym mieście leczenie ma inny wymiar: bliżej domu, bliżej rodziny, bez konieczności wielogodzinnych dojazdów, bez kosztów, które czasem już na starcie zabijają decyzję o terapii. <strong>Alkoholizm</strong> lubi samotność, ale leczenie wymaga dostępności. Nie za miesiące, nie gdzieś daleko, nie „kiedyś”. Najlepiej tu i teraz.</p><p>Według <strong>Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom</strong> w Polsce funkcjonuje łącznie 820 placówek związanych z pomocą alkoholową, w tym 520 poradni terapii uzależnienia od alkoholu lub poradni leczenia uzależnień oraz 122 dzienne oddziały terapii uzależnienia od alkoholu lub leczenia uzależnień. Na tym tle zapowiedź uruchomienia dziennego oddziału w Tomaszowie oznaczałaby wejście miasta do ważnego segmentu opieki — tego, który nie ogranicza się do rozmowy raz na jakiś czas, ale daje pacjentowi rytm, strukturę i codzienne wsparcie.</p><h2>Alkohol: choroba, która często chodzi w garniturze</h2><p>O alkoholu wciąż zbyt łatwo mówi się anegdotą. „Lubi wypić”. „Ma słabszy okres”. „Przesadza po pracy”. „Przecież każdy czasem musi odreagować”. A potem przychodzi moment, w którym kieliszek przestaje być rekwizytem, a staje się reżyserem życia.</p><p>Problem polega na tym, że uzależnienie rzadko wygląda tak, jak w starych moralitetach. Nie zawsze jest ławka w parku, butelka w papierowej torbie i człowiek wypchnięty poza społeczeństwo. Często to ktoś z pracą, rodziną, kredytem, samochodem, dziećmi na zajęciach dodatkowych. Ktoś, kto rano potrafi być funkcjonalny, a wieczorem znika za ścianą alkoholu. Jak w filmach Smarzowskiego — dramat nie zawsze zaczyna się od krzyku. Czasem od nalewania „tylko jednego”.</p><p>Dane pokazują, że Polska wciąż żyje z alkoholem bardzo blisko. Według zestawień KCPU opartych na danych GUS, <strong>przeciętne spożycie alkoholu w 2024 roku wyniosło 8,8 litra czystego alkoholu na mieszkańca</strong>. W strukturze dominowało piwo, ale znaczący udział miały również napoje spirytusowe. Jednocześnie analizy dostępności ekonomicznej alkoholu wskazują, że za przeciętne wynagrodzenie można dziś kupić znacznie więcej alkoholu niż dwie dekady temu; według przywoływanych danych KCPU i GUS dostępność piwa i wódki wzrosła w tym okresie o ponad 160 procent.&nbsp;</p><p>To nie są liczby z odległej galaktyki. To statystyka, która rozlewa się po rodzinach, zakładach pracy, oddziałach ratunkowych, komisariatach, poradniach i sądach rodzinnych.</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/artykul/49628,przyszlosc-centrow-zdrowia-psychicznego-nadal-nie-jest-znana-pilotaz-konczy-sie-w-lipcu"></oembed></figure><h2>Leczenie jest dobrowolne i bezpłatne</h2><p>Warto przypomnieć rzecz fundamentalną: leczenie odwykowe osób uzależnionych od alkoholu jest w Polsce co do zasady dobrowolne. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi stanowi także, że od osób uzależnionych od alkoholu nie pobiera się opłat za świadczenia w zakresie leczenia odwykowego udzielane przez zakłady lecznicze.&nbsp;</p><p>Państwowy serwis pacjent.gov.pl informuje natomiast, że <strong>na leczenie uzależnień nie jest potrzebne skierowanie</strong> — ani dla osoby uzależnionej, ani dla osoby bliskiej osobie uzależnionej. W praktyce szczegółowe zasady przyjęcia mogą zależeć od rodzaju placówki i świadczenia, dlatego przed zgłoszeniem zawsze warto skontaktować się bezpośrednio z daną jednostką.</p><p>I tu pojawia się praktyczny wymiar zapowiedzi TCZ. Jeżeli oddział dzienny ruszy zgodnie z informacją prezesa Konrada Borowskiego, mieszkańcy Tomaszowa i okolic zyskają dodatkową, bardziej intensywną formę pomocy. Nie tylko punkt konsultacyjny, ale miejsce, w którym leczenie może stać się codziennym procesem.</p><h2>Tomaszów potrzebuje takiej opieki</h2><p>Według dostępnych informacji w Tomaszowie Mazowieckim funkcjonuje obecnie placówka udzielająca świadczeń leczenia uzależnień na NFZ — Poradnia Leczenia Uzależnień TCZ przy ul. Granicznej 63; serwisy gromadzące dane o świadczeniach wskazują ją jako lokalny punkt pomocy w tym zakresie. &nbsp;Dodatkowo zewnętrzne bazy placówek opisują Poradnię Leczenia Uzależnień TCZ jako poradnię terapii uzależnienia od alkoholu i współuzależnienia.&nbsp;</p><p>Oddział dzienny byłby więc naturalnym rozwinięciem systemu: poradnia, psychiatria, detoksykacja i teraz bardziej zorganizowana terapia dzienna. To układ, który może dać pacjentowi nie pojedyncze koło ratunkowe, ale pomost.</p><p>Bo leczenie uzależnienia nie kończy się na tym, że człowiek przestaje pić przez kilka dni. Czasem dopiero wtedy zaczyna się najtrudniejsze. Trzeba nauczyć się żyć bez alkoholu, rozpoznawać mechanizmy nawrotu, poradzić sobie z lękiem, wstydem, złością, bezsennością, pustką po dawnych rytuałach. Trzeba odbudować relacje, czasem pracę, czasem zaufanie dzieci. Terapia dzienna może pomóc w tym, co najtrudniejsze: w powtarzalności. W tym codziennym „przychodzę, pracuję, wracam, próbuję dalej”.</p><h2>Pomoc także dla rodzin</h2><p>W przypadku TCZ mówimy o kompleksowej opiece specjalistów, ale warto dodać, że alkoholizm prawie nigdy nie choruje samotnie. Choruje cały dom. Partnerzy, dzieci, rodzice, rodzeństwo — wszyscy uczą się żyć w napięciu, przewidywać nastroje, chować problem przed sąsiadami, usprawiedliwiać nieobecności, liczyć butelki, sprawdzać oddech. Czasem w rodzinie osoby uzależnionej wszyscy stają się strażnikami jednego sekretu.</p><p>Dlatego znaczenie mają nie tylko lekarz i terapia osoby pijącej, ale także psychologiczne wsparcie bliskich. NFZ wskazuje, że poradnie leczenia uzależnień obejmują pomocą osoby uzależnione m.in. od alkoholu, narkotyków czy hazardu, a pacjent.gov.pl podkreśla możliwość szukania pomocy także przez osoby bliskie osobie uzależnionej.&nbsp;</p><p>To ważne, bo w wielu rodzinach pierwszy po pomoc nie zgłasza się ten, kto pije. Pierwsza przychodzi żona. Matka. Dorosłe dziecko. Ktoś, kto już nie ma siły udawać, że „jakoś będzie”.</p><h2>Nie wstyd, lecz leczenie</h2><p>Największym przeciwnikiem terapii bywa nie sam alkohol, ale wstyd. Wstyd przed lekarzem. Wstyd przed sąsiadami. Wstyd przed rodziną. Wstyd przed samym sobą. A przecież w chorobie nie ma nic romantycznego ani hańbiącego. Jest tylko pytanie, czy człowiek zdąży poprosić o pomoc, zanim straci więcej, niż jest w stanie udźwignąć.</p><p>Zapowiedź TCZ można więc czytać nie tylko jako informację organizacyjną. To lokalny sygnał: pomoc ma być bliżej. Bardziej dostępna. Mniej anonimowa niż wielkie ośrodki, ale wystarczająco profesjonalna, by człowiek nie został ze swoim problemem sam.</p><p>W czasach, gdy o zdrowiu psychicznym mówi się coraz więcej, lecz kolejki i braki kadrowe nadal są jak mur z cegieł, każdy taki oddział jest ważny. Szczególnie w mieście, które obsługuje nie tylko siebie, ale i cały powiatowy krwiobieg: mniejsze miejscowości, wsie, rodziny, które często nie mają komfortu prywatnej terapii za kilkaset złotych tygodniowo.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Wojskowa Akademia Medyczna wraca do Łodzi. Czy Tomaszów Mazowiecki może zyskać kliniczne zaplecze?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55124,wojskowa-akademia-medyczna-wraca-do-lodzi-czy-tomaszow-mazowiecki-moze-zyskac-kliniczne-zaplecze</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55124,wojskowa-akademia-medyczna-wraca-do-lodzi-czy-tomaszow-mazowiecki-moze-zyskac-kliniczne-zaplecze</guid>
            <pubDate>Fri, 15 May 2026 12:49:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-wojskowa-akademia-medyczna-wraca-do-lodzi-czy-tomaszow-mazowiecki-moze-zyskac-kliniczne-zaplecze-1778842485.png</url>
                        <title>Wojskowa Akademia Medyczna wraca do Łodzi. Czy Tomaszów Mazowiecki może zyskać kliniczne zaplecze?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55124,wojskowa-akademia-medyczna-wraca-do-lodzi-czy-tomaszow-mazowiecki-moze-zyskac-kliniczne-zaplecze</link>
                    </image><description>Łódź wraca do mapy wojskowej medycyny. Sejm uchwalił ustawę o utworzeniu Wojskowej Akademii Medycznej, instytucji, która przez dekady była jednym z symboli miasta, a po likwidacji w 2002 roku przeszła do historii niczym zamknięty rozdział z grubego tomu o polskiej służbie zdrowia i armii. Teraz ten tom zostaje otwarty ponownie. Ale przy okazji rodzi się pytanie nie tylko o Łódź, lecz także o cały region: czy odbudowa wojskowej medycyny musi koncentrować się wyłącznie w centrum województwa? A może częścią tej układanki powinna stać się także placówka kliniczna poza metropolią — choćby w Tomaszowie Mazowieckim?</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Sejm przyjął ustawę o utworzeniu Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Za głosowało 275 posłów, 163 wstrzymało się od głosu, a jedna osoba była przeciw. Ustawa trafi teraz do Senatu. Zgodnie z założeniami nowa uczelnia ma rozpocząć działalność 1 lipca 2026 roku i kształcić wojskowych medyków: lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarki, ratowników medycznych oraz farmaceutów. Rządowy projekt wskazuje, że WAM ma być uczelnią publiczną, funkcjonującą w wojskowym systemie edukacji.</p><p>Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz po głosowaniu napisał, że utworzenie Akademii jest inwestycją nie tylko w zdolności Wojska Polskiego, ale także w bezpieczeństwo społeczeństwa. Ten argument trudno lekceważyć. Po 2022 roku, po rosyjskiej agresji na Ukrainę, słowa „odporność państwa”, „zabezpieczenie medyczne” i „wojskowa służba zdrowia” przestały być suchym językiem urzędowych strategii. Nagle nabrały ciężaru ołowiu, krwi i logistyki. Rząd w uzasadnieniu projektu wskazywał, że WAM ma odpowiadać na aktualne potrzeby Sił Zbrojnych RP, zabezpieczenie medyczne wojsk NATO oraz wzmocnienie powszechnego systemu opieki zdrowotnej.</p><h2>Akademia wraca, ale nie na pustą scenę</h2><p>Powrót WAM nie odbywa się jednak w próżni. W Łodzi od lat działa Uniwersytet Medyczny, jedna z największych uczelni medycznych w Polsce. Według informacji samej uczelni, na trzech wydziałach i 15 kierunkach kształci się tam ponad 9000 studentów, a studia w języku angielskim realizuje ponad 700 obcokrajowców.</p><p>Co więcej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi już dziś jest bezpośrednio związany z kształceniem lekarzy wojskowych. Uczelnia informowała, że jako jedyna w Polsce kształci lekarzy na potrzeby wojskowej służby zdrowia, a w ramach tego modelu uczy się prawie 800 osób; w naborze 2025/2026 planowano dodatkowo przyjąć 200 kandydatów, przy konkurencji pięciu osób na jedno miejsce.</p><p>To oznacza, że reaktywacja WAM może być odczytywana dwojako. Z jednej strony — jako powrót historycznej marki i uporządkowanie wojskowego systemu kształcenia. Z drugiej — jako stworzenie nowego, silnego podmiotu, który będzie działał obok istniejącego Uniwersytetu Medycznego, a więc będzie konkurował o kadrę, bazę kliniczną, studentów, specjalistów i pieniądze.</p><p>Bo w medycynie konkurencja nie polega wyłącznie na tym, kto ma ładniejszy kampus i bardziej dostojną inaugurację roku akademickiego. Tu stawką są lekarze, miejsca specjalizacyjne, dostęp do oddziałów, sale ćwiczeniowe, laboratoria, pacjenci, kontrakty i autorytet. Jeśli WAM ma docelowo kształcić jednocześnie około 800–1200 studentów i wypuszczać rocznie około 250–350 absolwentów, jak podawano w założeniach projektu, to nie będzie to akademicka przybudówka, lecz poważny gracz.</p><h2>Pół miliarda złotych i pytanie o sens koncentracji</h2><p>Wiceminister obrony Cezary Tomczyk informował, że MON chciałby uruchomić studia dla ratowników już w roku akademickim 2026/2027, a dla lekarzy wojskowych w roku 2027/2028. Koszt reaktywacji WAM w Łodzi oszacowano na około 500 mln zł.</p><p>To kwota, przy której lokalna polityka przestaje być rozmową o przecinaniu wstęg, a zaczyna być rozmową o kierunku rozwoju całego województwa. Pół miliarda złotych w ochronie zdrowia to nie jest dekoracja do konferencji prasowej. To zasób, który może budować całe środowiska: kliniki, specjalizacje, zaplecze rehabilitacyjne, ratownictwo, symulację medyczną, oddziały szkoleniowe, mieszkania dla młodych lekarzy, miejsca pracy dla pielęgniarek i ratowników.</p><p>Dlatego trzeba postawić pytanie, które w Tomaszowie Mazowieckim powinno wybrzmieć szczególnie mocno: <strong>czy alternatywną — albo przynajmniej uzupełniającą — ścieżką konsolidacji wojskowej i cywilnej medycyny nie mogłoby być utworzenie placówki klinicznej również poza Łodzią, na przykład w Tomaszowie Mazowieckim?</strong></p><p>Nie jako konkurencja dla WAM. Raczej jako jej terenowe ramię. Kliniczne zaplecze. Regionalny punkt szkolenia. Miejsce, w którym młodzi medycy uczyliby się nie tylko medycyny wielkiego akademickiego centrum, ale także realiów powiatowego szpitala, ratownictwa drogowego, zabezpieczenia kryzysowego, starzejącej się populacji, chorób przewlekłych i codziennych deficytów kadrowych.</p><h2>Tomaszów jako zaplecze kliniczne? Pomysł wart rozmowy</h2><p>Tomaszów Mazowiecki ma położenie, którego nie trzeba nikomu tłumaczyć na mapie województwa. Blisko Łodzi, przy ważnych szlakach komunikacyjnych, z dostępem do powiatu, Opoczna, Rawy Mazowieckiej, Piotrkowa Trybunalskiego i terenów nadpilicznych. Nie jest metropolią, ale właśnie dlatego może być interesujący.</p><p>Wielkie miasta są drogie. Lekarz rezydent, młoda pielęgniarka, ratownik medyczny czy farmaceuta wchodzący dopiero do zawodu patrzą nie tylko na prestiż uczelni, ale także na mieszkanie, dojazdy, koszty życia, opłacalność dyżurów, perspektywę specjalizacji i zwykłą ludzką stabilność. Jeśli część zaplecza klinicznego powstawałaby w mieście takim jak Tomaszów, koszty zatrudniania młodych medyków mogłyby być niższe niż w Łodzi — zarówno dla instytucji, jak i dla samych pracowników. Niższe koszty życia mogą oznaczać większą atrakcyjność pierwszej pracy, łatwiejsze związanie medyka z miejscem i mniejszą presję płacową niż w największych ośrodkach.</p><p>To nie jest drobiazg. Polska ochrona zdrowia od lat przegrywa nie tylko brakiem lekarzy, ale także geografią. Kadry ciągną do dużych miast, a powiaty zostają z grafikami łatanymi jak stare płótno żaglowe. Jeśli WAM ma być projektem państwowym, strategicznym i wojskowym, to powinna myśleć nie tylko kategorią kampusu, ale kategorią sieci.</p><h2>Uniwersytet Medyczny, WAM i ryzyko podwójnego ssania kadr</h2><p>Łódź może zyskać nową jakość. Ale może też wejść w trudny etap wewnętrznej konkurencji. Uniwersytet Medyczny ma własne ambicje, własne kliniki, własną kadrę naukową i badawczą. WAM będzie potrzebować dokładnie tego samego: profesorów, adiunktów, lekarzy praktyków, instruktorów, zaplecza szpitalnego, miejsc stażowych i specjalizacyjnych.</p><p>Jeżeli oba podmioty będą rywalizować głównie w Łodzi, może dojść do efektu, który dobrze znamy z innych sektorów publicznych: jedna instytucja wzmacnia się kosztem drugiej, a region jako całość niekoniecznie korzysta proporcjonalnie do wydanych pieniędzy. Ktoś powie: rynek rozstrzygnie. Tyle że w medycynie „rynek” rozstrzyga często kosztem pacjenta, który potem czeka miesiącami na specjalistę.</p><p>Dlatego sensownym rozwiązaniem byłoby rozproszenie części funkcji klinicznych i szkoleniowych poza Łódź. Tomaszów Mazowiecki mógłby być jednym z naturalnych kandydatów do takiego modelu. Nie trzeba od razu budować tu drugiej akademii. Wystarczyłoby myśleć o klinicznym partnerstwie: oddziałach patronackich, miejscach stażowych, specjalizacjach deficytowych, szkoleniu ratowników, medycynie pola walki, rehabilitacji pourazowej, psychiatrii, internie, chirurgii urazowej czy medycynie ratunkowej.</p><h2>Wojskowa medycyna nie kończy się na mundurze</h2><p>WAM ma kształcić lekarzy i specjalistów dla wojska, ale w praktyce medycyna wojskowa zawsze dotyka cywili. Wypadki masowe, katastrofy, epidemie, działania ratownicze, zabezpieczenie imprez, kryzysy migracyjne, zagrożenia militarne — w takich sytuacjach mundur i biały fartuch pracują obok siebie. Tak było w historii, tak jest na Ukrainie, tak będzie przy każdym poważnym kryzysie.</p><p>Dlatego tworzenie WAM wyłącznie jako instytucji zamkniętej w łódzkich murach byłoby błędem wyobraźni. Jeśli państwo naprawdę chce budować odporność, musi myśleć o sieci placówek, które w razie potrzeby można szybko włączyć w system szkolenia, leczenia i reagowania.</p><p>Tomaszów Mazowiecki mógłby na tym zyskać nie tylko prestiżowo. Placówka kliniczna powiązana z WAM lub systemem wojskowej medycyny oznaczałaby lepszą dostępność specjalistów, większe szanse na modernizację infrastruktury, przyciągnięcie młodej kadry, rozwój lokalnego szpitala i nowe miejsca pracy. Dla miasta byłby to projekt znacznie poważniejszy niż kolejna sezonowa inwestycja. To byłaby zmiana osi rozwoju.</p><h2>Czas na lokalną inicjatywę</h2><p>Sejm zrobił pierwszy krok. Senat będzie kolejnym przystankiem. Potem przyjdą decyzje wykonawcze, pieniądze, harmonogramy, kadry i infrastruktura. I właśnie teraz lokalne samorządy powinny mówić głośno, zanim wszystko zostanie rozpisane na tabele w Warszawie i Łodzi.</p><p>Tomaszów Mazowiecki nie powinien patrzeć na reaktywację WAM jak widz siedzący w ostatnim rzędzie. To może być moment, w którym trzeba zapytać MON, Ministerstwo Zdrowia, władze województwa, Uniwersytet Medyczny i przyszłą WAM: <strong>czy w projekcie wojskowej medycyny dla regionu jest miejsce na kliniczne zaplecze w Tomaszowie?</strong></p><p>Bo jeżeli państwo zamierza wydać setki milionów złotych na odbudowę wojskowej akademii medycznej, warto zadbać, by korzyści nie zamknęły się w granicach jednego miasta. Łódź ma tradycję, kadrę i akademicki ciężar. Tomaszów może zaoferować coś innego: niższe koszty, lokalną skalę, dostęp do realnych problemów powiatowej ochrony zdrowia i możliwość związania młodych medyków z miejscem, w którym ich praca byłaby odczuwalna natychmiast.</p><p>Nie każda wielka reforma musi wyglądać jak marmurowy gmach. Czasem zaczyna się od mądrze postawionego pytania.</p><p><strong>Czy Wojskowa Akademia Medyczna w Łodzi powinna mieć swoje kliniczne ramię w Tomaszowie Mazowieckim?</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Sondaż IBRiS dla WP: prawie połowa badanych źle ocenia działania resortu zdrowia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55121,sondaz-ibris-dla-wp-prawie-polowa-badanych-zle-ocenia-dzialania-resortu-zdrowia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55121,sondaz-ibris-dla-wp-prawie-polowa-badanych-zle-ocenia-dzialania-resortu-zdrowia</guid>
            <pubDate>Fri, 15 May 2026 11:29:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-sondaz-ibris-dla-wp-prawie-polowa-badanych-zle-ocenia-dzialania-resortu-zdrowia-1778837713.png</url>
                        <title>Sondaż IBRiS dla WP: prawie połowa badanych źle ocenia działania resortu zdrowia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55121,sondaz-ibris-dla-wp-prawie-polowa-badanych-zle-ocenia-dzialania-resortu-zdrowia</link>
                    </image><description>Prawie połowa ankietowanych negatywnie ocenia funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia pod kierownictwem minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy — wynika z najnowszego sondażu United Surveys by IBRiS przeprowadzonego dla Wirtualnej Polski.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Z badania wynika, że <strong>45,4 proc. respondentów</strong> uważa, iż sytuacja w ochronie zdrowia jest gorsza niż wcześniej. W tej grupie <strong>28,1 proc. badanych</strong> ocenia ją jako zdecydowanie gorszą, a <strong>17,3 proc.</strong> jako raczej gorszą.</p><p>Najwięcej ankietowanych — <strong>37 proc.</strong> — nie dostrzega istotnych zmian i uważa, że system działa podobnie jak dotychczas. Poprawę zauważa jedynie <strong>10,5 proc. respondentów</strong>, przy czym tylko <strong>1,5 proc.</strong> mówi o zdecydowanej poprawie. Zdania w tej sprawie nie ma <strong>7,1 proc. badanych</strong>.</p><h2><strong>Polityczny spór o resort zdrowia</strong></h2><p>Wyniki sondażu pojawiają się niedługo po sejmowej debacie nad wnioskiem o wotum nieufności wobec minister zdrowia. Głosowanie odbyło się <strong>30 kwietnia</strong>. Za odwołaniem szefowej resortu opowiadali się m.in. posłowie <strong>Prawa i Sprawiedliwości</strong>, zarzucając jej brak skutecznych działań naprawczych oraz pogarszającą się sytuację w systemie ochrony zdrowia.</p><p>Wiceprezes PiS <strong>Przemysław Czarnek</strong> mówił podczas debaty, że Jolanta Sobierańska-Grenda jest „przykładem na to, jak można demolować jedną z najważniejszych płaszczyzn działania tego państwa”.</p><p>Autorzy wniosku zarzucali minister zdrowia m.in. brak spójnej strategii naprawy systemu oraz niejasności wokół planowanych ograniczeń w finansowaniu Narodowego Funduszu Zdrowia. Ostatecznie <strong>Sejm odrzucił wniosek o wyrażenie wotum nieufności</strong>.</p><h2><strong>Minister wskazuje na środki z KPO</strong></h2><p>Jolanta Sobierańska-Grenda broniła działań resortu, podkreślając m.in. znaczenie środków z <strong>Krajowego Planu Odbudowy</strong>. W rozmowie z Polsat News mówiła, że do systemu ochrony zdrowia trafiają pieniądze, które mają przełożyć się na konkretne korzyści dla pacjentów.</p><p>Minister wskazywała, że <strong>18 mld zł</strong> ma przynosić już realne efekty, a łączna wartość inwestycji, zakupów sprzętu i działań modernizacyjnych sięga <strong>36 mld zł</strong>.</p><h2><strong>Eksperci zwracają uwagę na brak jasnych wyjaśnień</strong></h2><p>Działania minister zdrowia skomentowała również ekspertka ds. ochrony zdrowia <strong>dr Maria Libura</strong>. W rozmowie z PAP oceniła, że w ostatnich miesiącach podejmowane są decyzje o bardzo dużym znaczeniu dla systemu i pacjentów, ale — jej zdaniem — nie zawsze towarzyszy im jasne przedstawienie celów i konsekwencji.</p><p>Ekspertka wskazała także, że Jolanta Sobierańska-Grenda na początku kierowania resortem miała duże możliwości negocjacyjne, które — jak oceniła — nie zostały w pełni wykorzystane.</p><h2><strong>Jak przeprowadzono badanie</strong></h2><p>Sondaż dla Wirtualnej Polski wykonała pracownia <strong>United Surveys by IBRiS</strong> metodą <strong>CATI &amp; CAWI</strong> na próbie <strong>1000 dorosłych osób</strong>. Badanie przeprowadzono w dniach <strong>13–14 maja</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Protezy włosów – peruki medyczne jako wsparcie w trudnych chwilach]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/51759,protezy-wlosow-peruki-medyczne-jako-wsparcie-w-trudnych-chwilach</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/51759,protezy-wlosow-peruki-medyczne-jako-wsparcie-w-trudnych-chwilach</guid>
            <pubDate>Fri, 15 May 2026 08:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-protezy-wlosow-peruki-medyczne-jako-wsparcie-w-trudnych-chwilach-1755706398.png</url>
                        <title>Protezy włosów – peruki medyczne jako wsparcie w trudnych chwilach</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/51759,protezy-wlosow-peruki-medyczne-jako-wsparcie-w-trudnych-chwilach</link>
                    </image><description>Utrata włosów to doświadczenie, które dla wielu osób bywa bardzo trudne i obciążające psychicznie. Na szczęście współczesna medycyna i nowoczesne rozwiązania kosmetyczne oferują możliwość skorzystania</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Utrata włosów to doświadczenie, które dla wielu osób bywa bardzo trudne i obciążające psychicznie. Na szczęście współczesna medycyna i nowoczesne rozwiązania kosmetyczne oferują możliwość skorzystania z protez włosów, czyli peruk. Jednym z cenionych producentów jest firma <strong>NAH</strong>, której peruki dostępne są również w <strong>Twoim Sklepie Medycznym w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Słowackiego 4</strong>.</p><h2>Kiedy stosować peruki medyczne?</h2><p>Peruki znajdują zastosowanie nie tylko w celach estetycznych, ale przede wszystkim zdrowotnych. Lekarze zalecają je pacjentom w przypadkach:</p><ul><li><strong>łysienia androgenowego</strong> (często spotykanego u kobiet i mężczyzn),</li><li><strong>łysienia plackowatego</strong>,</li><li><strong>utrata włosów po chemioterapii lub radioterapii</strong>,</li><li><strong>chorób autoimmunologicznych</strong> (np. toczeń),</li><li><strong>przewlekłych chorób dermatologicznych</strong>.</li></ul><p>Dla wielu pacjentów peruka jest nie tylko sposobem na ukrycie ubytku włosów, ale również wsparciem w powrocie do pewności siebie i komfortu psychicznego.</p><h2>Kto wystawia zlecenie i czy peruki są refundowane?</h2><p>Zlecenie na protezę włosów wystawia <strong>lekarz specjalista</strong>, najczęściej dermatolog, onkolog lub hematolog.<br><strong>Narodowy Fundusz Zdrowia</strong> oferuje refundację zakupu peruki. Aktualnie kwota dofinansowania wynosi:</p><ul><li><strong>300 zł</strong> dla osób dorosłych,</li><li><strong>150 zł</strong> dla dzieci.</li></ul><p>Warto podkreślić, że jeżeli cena wybranej peruki jest wyższa, pacjent może dopłacić różnicę.</p><h2>Peruki NAH – naturalny wygląd i komfort noszenia</h2><p>Firma <strong>NAH</strong> to renomowany producent protez włosów, znany z wysokiej jakości materiałów oraz naturalnego wyglądu peruk. Modele dostępne są w różnych kolorach, długościach i fasonach, dzięki czemu każda osoba znajdzie odpowiednie rozwiązanie dla siebie. Użytkowniczki chwalą peruki NAH za to, że są lekkie, przewiewne i bardzo naturalnie układają się na głowie.</p><h3>Opinie klientek:</h3><ul><li><i>„Dzięki peruce z firmy NAH odzyskałam pewność siebie. Nikt nawet nie zauważył, że to nie są moje włosy”</i> – pani Maria, Tomaszów Mazowiecki.</li><li><i>„Peruka jest bardzo wygodna, nie powoduje dyskomfortu i wygląda naturalnie. Polecam każdemu, kto potrzebuje wsparcia w trudnym czasie”</i> – pani Anna, Łódź.</li></ul><h2>Profesjonalne doradztwo w Twoim Sklepie Medycznym w Tomaszowie Mazowieckim</h2><p>Wybór odpowiedniej peruki to proces wymagający indywidualnego podejścia. W <strong>Twoim Sklepie Medycznym w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Słowackiego 4</strong> pracownicy służą profesjonalną pomocą. Doradzą, jak dobrać perukę do kształtu twarzy, odcienia skóry oraz potrzeb medycznych. Co ważne, pomagają również w formalnościach związanych z uzyskaniem refundacji z NFZ.</p><h3>Opinie o sklepie w internecie:</h3><ul><li><i>„Obsługa bardzo miła i profesjonalna. Pomogli mi dobrać odpowiednią perukę i wypełnić dokumenty do NFZ”</i>.</li><li><i>„Świetny kontakt i szeroki wybór produktów medycznych. Polecam każdemu!”</i>.</li></ul><h2>Podsumowanie</h2><p>Peruki, czyli protezy włosów, to ogromne wsparcie dla osób zmagających się z utratą włosów z powodu choroby czy leczenia. Dzięki refundacji NFZ ich zakup jest dostępniejszy, a profesjonalne doradztwo w <strong>Twoim Sklepie Medycznym w Tomaszowie Mazowieckim</strong> sprawia, że każdy klient otrzyma indywidualną pomoc i opiekę.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[„Szpital to nie arena politycznej wojny”. Mocna odpowiedź na zarzuty wokół TCZ]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55114,szpital-to-nie-arena-politycznej-wojny-mocna-odpowiedz-na-zarzuty-wokol-tcz</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55114,szpital-to-nie-arena-politycznej-wojny-mocna-odpowiedz-na-zarzuty-wokol-tcz</guid>
            <pubDate>Thu, 14 May 2026 18:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szpital-to-nie-arena-politycznej-wojny-mocna-odpowiedz-na-zarzuty-wokol-tcz-1778776168.png</url>
                        <title>„Szpital to nie arena politycznej wojny”. Mocna odpowiedź na zarzuty wokół TCZ</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55114,szpital-to-nie-arena-politycznej-wojny-mocna-odpowiedz-na-zarzuty-wokol-tcz</link>
                    </image><description>Zarząd Tomaszowskiego Centrum Zdrowia odpiera zarzuty o polityzację szpitala i podkreśla, że placówka mimo trudnej sytuacji finansowej normalnie działa oraz rozwija nowe świadczenia. W tle sporu o przyszłość TCZ pojawia się apel o merytoryczną ocenę, a nie polityczne emocje.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Szanowni Państwo,</p><p>Z przykrością czytam kolejny wpis oparty bardziej na politycznych emocjach, insynuacjach i powielaniu nieprawdziwych informacji niż na faktach dotyczących funkcjonowania szpitala.</p><p>Jako wieloletni pracownik szpitala patrzę przede wszystkim na rozwój placówki, bezpieczeństwo pacjentów oraz stabilność funkcjonowania całego systemu ochrony zdrowia w powiecie tomaszowskim. Nie zajmuję się uprawianiem polityki ani tworzeniem tematów zastępczych. Moją rolą w tym momencie jest odpowiedzialne zarządzanie jedną z najważniejszych instytucji w powiecie.</p><p>Nikt nie ukrywa trudnej sytuacji finansowej szpitali powiatowych w Polsce. To problem systemowy, dotyczący setek placówek w całym kraju, wynikający m.in. z niedoszacowania świadczeń przez NFZ, wzrostu kosztów wynagrodzeń, energii i usług medycznych. Mimo tych trudności nasz szpital normalnie funkcjonuje, realizuje świadczenia, inwestuje oraz prowadzi działania rozwojowe.</p><p>Sugestie o „partyjnych nominacjach”, „przechowalni dla działaczy” czy braku fachowców są zwyczajnie nieprawdziwe i krzywdzące wobec setek pracowników medycznych oraz administracyjnych, którzy każdego dnia ciężko pracują na rzecz mieszkańców powiatu. Takie słowa uderzają przede wszystkim w personel szpitala, a nie w polityków.</p><p>Również przedstawianie sprawy ewentualnej współpracy z uczelnią w sposób zero-jedynkowy jest manipulacją. Nikt nie powiedział „nie” dla rozmowy czy debaty. Natomiast każda propozycja dotycząca przyszłości szpitala musi być analizowana odpowiedzialnie, z uwzględnieniem realnych konsekwencji organizacyjnych, finansowych i własnościowych dla mieszkańców powiatu. To nie jest temat na polityczne happeningi i wystąpienia medialne, tylko na merytoryczne analizy.</p><p>Szpital nie może być wykorzystywany jako narzędzie bieżącej walki politycznej. Mieszkańcy oczekują spokoju, stabilizacji i odpowiedzialności, a nie budowania sensacyjnych narracji opartych na domysłach i oskarżeniach.</p><p>Zapewniam, że jako Zarząd &nbsp;koncentruje się na tym, aby szpital rozwijał się, zabezpieczał potrzeby zdrowotne mieszkańców i utrzymywał ciągłość świadczeń. I tym będziemy się zajmować dalej — niezależnie od politycznego szumu wokół tej sprawy. Dla potwierdzenia faktu zamieszczam grafikę TCZ z informacją o nowych świadczeniach, które wkrótce ruszą na naszym terenie. A dlaczego ruszą? &nbsp;Bo mamy na to wpływ a nie ktoś decyduje za nas.</p><p style="text-align:right;"><strong>Konrad Borowski</strong></p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Łóżko rehabilitacyjne w domu: wygoda pacjenta i realna ulga dla opiekunów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/53937,lozko-rehabilitacyjne-w-domu-wygoda-pacjenta-i-realna-ulga-dla-opiekunow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/53937,lozko-rehabilitacyjne-w-domu-wygoda-pacjenta-i-realna-ulga-dla-opiekunow</guid>
            <pubDate>Thu, 14 May 2026 15:24:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-lozko-rehabilitacyjne-w-domu-wygoda-pacjenta-i-realna-ulga-dla-opiekunow-1779642952.png</url>
                        <title>Łóżko rehabilitacyjne w domu: wygoda pacjenta i realna ulga dla opiekunów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/53937,lozko-rehabilitacyjne-w-domu-wygoda-pacjenta-i-realna-ulga-dla-opiekunow</link>
                    </image><description>Łóżko rehabilitacyjne w domu to ogromne wsparcie dla pacjentów po operacjach ortopedycznych, takich jak wszczepienie endoprotezy biodra czy kolana, a także dla osób geriatrycznych mających trudności z wstawaniem i poruszaniem się. Elektryczna regulacja wysokości, zagłówka i leża oraz zdalna obsługa pilotem znacząco ułatwiają codzienną pielęgnację i odciążają opiekunów. W przypadku krótkoterminowej rekonwalescencji najkorzystniejszą opcją jest wypożyczenie sprzętu – m.in. w firmie Twój Sklep Medyczny przy ul. Słowackiego 4 w Tomaszowie Mazowieckim.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Łóżko rehabilitacyjne coraz częściej trafia do domów nie jako „szpitalny mebel”, ale praktyczne narzędzie, które ułatwia pielęgnację, przyspiesza bezpieczny powrót do sprawności po operacjach ortopedycznych (m.in. endoprotezy biodra i kolana) oraz pomaga osobom starszym, mającym problem ze wstawaniem i poruszaniem się. Kluczowe są: zdalna obsługa pilotem, elektryczna regulacja wysokości i oparcia oraz możliwość dopasowania pozycji do zaleceń lekarza i fizjoterapeuty.</strong></p><h3>Domowa opieka bez nadwyrężania kręgosłupa opiekuna</h3><p>W praktyce największą różnicę w codziennej opiece robi <strong>regulacja wysokości</strong>. Podniesienie łóżka do wygodnego poziomu ułatwia zmianę pościeli, mycie, toalety, pielęgnację skóry czy pomoc w zmianie pozycji – bez ciągłego schylania się.</p><p>„<strong>Regulowana wysokość to dla opiekuna zmiana gry. Przy myciu, zmianie pościeli czy transferze pacjenta wózek–łóżko mniej dźwigamy i mniej się pochylamy, a pacjent czuje się bezpieczniej</strong>” – podkreślają pielęgniarki pracujące w opiece długoterminowej.</p><h3>Po endoprotezie biodra i kolana: bezpieczniejsze siadanie i wstawanie</h3><p>Po zabiegach ortopedycznych pacjent często ma ograniczenia ruchowe i potrzebuje stabilnej, przewidywalnej pozycji do snu, odpoczynku i ćwiczeń. <strong>Podniesienie zagłowia</strong> pomaga przy wstawaniu, a możliwość ustawienia wysokości łóżka ułatwia przejście do siadu i pionizacji.</p><p>„<strong>Po endoprotezach pacjent nie powinien ‘zapadać się’ w zbyt niskie łóżko – odpowiednia wysokość i ustawienie oparcia ułatwiają wstawanie i ograniczają ryzykowne ruchy</strong>” – zwracają uwagę fizjoterapeuci pracujący z pacjentami po operacjach stawu biodrowego i kolanowego.</p><h3>Seniorzy i osoby geriatryczne: więcej samodzielności na co dzień</h3><p>W grupie pacjentów geriatrycznych łóżko rehabilitacyjne często pełni rolę „domowej podpory bezpieczeństwa”. Gdy ktoś ma trudność ze wstawaniem, zawroty głowy, osłabienie czy ograniczoną sprawność, <strong>możliwość podniesienia oparcia pilotem</strong> i ustawienia wygodnej pozycji potrafi zmniejszyć liczbę sytuacji, w których potrzebna jest natychmiastowa pomoc bliskich.</p><p>„<strong>Dla seniora ogromne znaczenie ma to, że może sam podnieść oparcie, ułożyć się wygodniej i spokojnie przygotować do wstania – bez gwałtownych ruchów i bez stresu</strong>” – słyszymy od zespołów rehabilitacyjnych pracujących z osobami starszymi.</p><h3>Profilowanie leża i profilaktyka odleżyn: kiedy liczy się każdy detal</h3><p>Jeśli pacjent spędza w łóżku dużo czasu, ważne jest częste odciążanie newralgicznych miejsc i zmiana pozycji. W tym pomagają <strong>elektryczne funkcje regulacji</strong> oraz odpowiednio dobrany materac. Badania wskazują, że <strong>materace zmiennociśnieniowe (naprzemienne)</strong> mogą zmniejszać ryzyko powstawania odleżyn w porównaniu do standardowych powierzchni piankowych.</p><h3>Zakup czy wypożyczenie? Przy krótkim okresie najlepszy jest wynajem</h3><p>Nie każdy pacjent potrzebuje łóżka rehabilitacyjnego na stałe. Po operacji lub w okresie intensywnej rehabilitacji najczęściej mówimy o tygodniach albo kilku miesiącach. W takiej sytuacji <strong>wypożyczenie łóżka jest zwykle najkorzystniejszą finansowo i organizacyjnie opcją</strong> – sprzęt trafia do domu wtedy, kiedy jest naprawdę potrzebny, a po zakończeniu opieki nie zostaje problem z przechowywaniem.</p><h3>Gdzie wypożyczyć łóżko rehabilitacyjne w Tomaszowie?</h3><p>Łóżko rehabilitacyjne do zastosowania domowego – wraz z doradztwem – można wypożyczyć w <strong>Twój Sklep Medyczny</strong> przy <strong>ul. Słowackiego 4 w Tomaszowie Mazowieckim</strong>. Firma oferuje <strong>dostawę i montaż</strong> sprzętu nie tylko na terenie Tomaszowa, ale również w okolicy. Na miejscu dostępne są także <strong>specjalistyczne materace przeciwodleżynowe</strong>, które można dobrać do potrzeb pacjenta i czasu leżenia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Urolog: rak prostaty może nie dawać objawów nawet przez dekadę]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55104,urolog-rak-prostaty-moze-nie-dawac-objawow-nawet-przez-dekade</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55104,urolog-rak-prostaty-moze-nie-dawac-objawow-nawet-przez-dekade</guid>
            <pubDate>Thu, 14 May 2026 08:34:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-urolog-rak-prostaty-moze-nie-dawac-objawow-nawet-przez-dekade-1779640841.png</url>
                        <title>Urolog: rak prostaty może nie dawać objawów nawet przez dekadę</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55104,urolog-rak-prostaty-moze-nie-dawac-objawow-nawet-przez-dekade</link>
                    </image><description>Rak prostaty to najczęstszy nowotwór u mężczyzn. Jest trudnym przeciwnikiem, bo nawet przez dekadę może nie dawać objawów – powiedział PAP dr hab. n med. Tomasz Szopiński, urolog.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Rak prostaty jest najczęściej występującym nowotworem u mężczyzn w Europie. Zgodnie z danymi Europejskiego Centrum Informacji o Raku i Krajowego Rejestru Nowotworów dotyka on ponad 350 tys. Europejczyków rocznie, w tym około 18 tys. Polaków.</p><blockquote><p>- Nowotwór prostaty charakteryzuje się bardzo szeroką zmiennością. Oznacza to, że może wystąpić zarówno w łagodnej, jak i bardzo groźnej postaci. Oczywiście, z rakiem tzw. małego ryzyka, można żyć długo. Pamiętajmy jednak, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalna prawda dla danego nowotworu w medycynie. Są tacy chorzy, którym w momencie rozpoznania zostają dwa lata życia – powiedział PAP dr hab. Tomasz Szopiński, urolog.</p></blockquote><p>Jak podkreślił, jedynym sposobem, by się chronić, jest systematyczne wykonywanie badań profilaktycznych – również, jeśli czujemy się dobrze. - Tylko wczesne rozpoznanie daje szanse na skuteczne leczenie. Jeśli chodzi o ten typ raka, postać dziedziczna to zaledwie 6-9 proc. przypadków. Nie możemy jasno określić, co dokładnie wpływa na rozwój choroby – zaznaczył. Dodał, że oznacza to, że nie można całkowicie wyeliminować ryzyka nawet przy jak najzdrowszym stylu życia.</p><blockquote><p>- Podstawowym narzędziem wczesnej diagnostyki raka prostaty jest oznaczenie stężenia poziomu PSA (prostate specific antigen - PAP) w surowicy krwi. To białko produkowane przez komórki gruczołu krokowego, które w normalnych warunkach przenika do krwi jedynie w znikomej ilości. Jego podwyższony poziom może świadczyć o nowotworze, ale także o stanach zapalnych – powiedziała PAP dr Justyna Rembak-Szynkiewicz, radiolog.</p></blockquote><p>Jeśli jednak wynik jest niepokojący, a dodatkowo badanie per rectum wykaże nieprawidłowości, kolejnym krokiem jest rezonans magnetyczny. Jak wyjaśniła dr Rembak-Szynkiewicz, podczas badania nie trzeba umieszczać żadnych cewek w odbycie (cewkę kładzie się na brzuchu pacjenta – PAP). – Dzień przed badaniem pacjent powinien stosować dietę lekkostrawną i nie zjeść kolacji. W dniu badania należy wykonać wlewkę przeczyszczającą. Samo badanie trwa od 20 do 30 minut: w trakcie podaje się paramagnetyczny środek kontrastujący – powiedziała specjalistka.</p><p>Wyjaśniła, że w rezonansie magnetycznym nie używa się promieniowania rentgenowskiego. Jeśli wynik rezonansu wymaga dalszej diagnostyki, wykonuje się biopsję gruczołu krokowego. Najczęściej jest to biopsja fuzyjna (wykorzystuje się dwa obrazy – z USG przez odbyt i krocze). Następnym etapem jest biopsja w rezonansie magnetycznym. Najczęściej w badaniach tych stosuje się znieczulenie miejscowe.</p><blockquote><p>– Pacjentów będzie przybywać. Dobra wiadomość jest taka, że w przypadku łagodnych zmian chorzy dożyją starości, oczywiście przy odpowiedniej kontroli. Natomiast będą też osoby, u których rozwiną się przerzuty do sąsiadujących narządów – powiedziała radiolog.</p></blockquote><p>Jak podsumowała, w ostatnich latach coraz więcej mężczyzn zgłasza się na badania, jednak wielu nadal wstydzi się lekarza. - Badanie poziomu PSA każdy mężczyzna powinien wykonać obowiązkowo po 50. roku życia, jeżeli nie ma obciążeń rodzinnych. Jeżeli w rodzinie pacjenta występował nowotwór gruczołu krokowego, to taka diagnostyka już powinna być wprowadzona po 40. urodzinach. Ryzyko zachorowania rośnie wraz z wiekiem – zaapelowała dr Rembak-Szynkiewicz.</p><p>Rozwojowi raka prostaty sprzyja otyłość, siedzący tryb życia, wstrzemięźliwość płciowa, choroby weneryczne, stany zapalne dróg moczowych. Objawy częściej rozpoznaje się u mężczyzn spożywających dużą ilość mięsa, tłuszczu i małą ilość warzyw. Na wystąpienie dolegliwości mają wpływ używki powodujące obrzęk gruczołu krokowego, w tym alkohol (zwłaszcza wysokoprocentowy), czy nadmierna ilość ostrych przypraw.</p><p>W diagnostyce i leczeniu raka prostaty ważne jest łączenie perspektywy radiologicznej i urologicznej. To jedna z najważniejszych idei ESUR (European Society of Urogenital Radiology) – międzynarodowego wydarzenia, które koncentruje się wokół rezonansu magnetycznego raka prostaty. 14. edycja sympozjum skupiającego lekarzy z całego świata odbędzie się w dniach 14-16 maja w Krakowie. Udział w wydarzeniu potwierdziło 300 uczestników, głównie radiologów, ale też urologów, onkologów. Ideą jest przede wszystkim wymiana wiedzy i szkolenie specjalistów zajmujących się diagnostyką raka prostaty z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego.(PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Pięciu kandydatów chce pokierować Tomaszowskim Centrum Zdrowia. We wtorek i środę rozmowy konkursowe]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55097,pieciu-kandydatow-chce-pokierowac-tomaszowskim-centrum-zdrowia-we-wtorek-i-srode-rozmowy-konkursowe</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55097,pieciu-kandydatow-chce-pokierowac-tomaszowskim-centrum-zdrowia-we-wtorek-i-srode-rozmowy-konkursowe</guid>
            <pubDate>Wed, 13 May 2026 20:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-pieciu-kandydatow-chce-pokierowac-tomaszowskim-centrum-zdrowia-we-wtorek-i-srode-rozmowy-konkursowe-1778696458.png</url>
                        <title>Pięciu kandydatów chce pokierować Tomaszowskim Centrum Zdrowia. We wtorek i środę rozmowy konkursowe</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55097,pieciu-kandydatow-chce-pokierowac-tomaszowskim-centrum-zdrowia-we-wtorek-i-srode-rozmowy-konkursowe</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia szuka nowego prezesa zarządu. Rada Nadzorcza spółki ogłosiła konkurs na to stanowisko, a w wymaganym terminie dokumenty aplikacyjne złożyło pięć osób. Część kandydatów ma być wcześniej związana ze służbą zdrowia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;Zgodnie z dokumentacją konkursową kandydaci musieli wykazać się m.in. wyższym wykształceniem, co najmniej pięcioletnim stażem pracy, minimum trzyletnim doświadczeniem na stanowiskach kierowniczych lub samodzielnych, korzystaniem z pełni praw publicznych oraz brakiem skazania prawomocnym wyrokiem za przestępstwa wskazane w ogłoszeniu. Dodatkowo przy ocenie brane mają być pod uwagę m.in. doświadczenie w podmiotach leczniczych, znajomość zasad funkcjonowania spółek handlowych, finansów przedsiębiorstwa, audytu, kontroli oraz zarządzania zespołami.</p><p>Dokumenty kandydatów zostały już przeanalizowane pod względem formalnym. Z zapoznanych przez nas informacji wynika, że zrobiła to Rada Nadzorcza spółki oraz doktor Aneta Czupryniak, pełnomocnik ds. medycznych, wskazana w regulaminie jako członek komisji konkursowej.</p><p>Teraz przed kandydatami najważniejszy etap postępowania. We wtorek i środę mają odbyć się rozmowy kwalifikacyjne. To podczas nich komisja będzie oceniać nie tylko doświadczenie i przygotowanie zawodowe, ale także koncepcję funkcjonowania spółki oraz pomysł na kierowanie jedną z najważniejszych placówek ochrony zdrowia w powiecie.</p><p>Stawka konkursu jest wysoka. Tomaszowskie Centrum Zdrowia to nie tylko szpitalna spółka, ale instytucja, od której codziennego działania zależy bezpieczeństwo zdrowotne tysięcy mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i okolicznych gmin. Nowy prezes będzie musiał zmierzyć się z problemami typowymi dla szpitali powiatowych: rosnącymi kosztami, niedoborami kadrowymi, presją finansową, oczekiwaniami pacjentów oraz koniecznością utrzymania dostępności świadczeń.</p><p>Konkurs powinien zostać rozstrzygnięty w ciągu 30 dni od upływu terminu składania ofert. Regulamin przewiduje, że komisja podejmuje rozstrzygnięcie w głosowaniu, a jeśli żaden kandydat nie uzyska wymaganej liczby głosów, możliwe jest przeprowadzenie kolejnego głosowania. Rada Nadzorcza może także unieważnić konkurs w każdym czasie, bez podania przyczyny.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert: radiofarmaceutyki działają jak koń trojański przeciw nowotworom (wywiad)]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55091,ekspert-radiofarmaceutyki-dzialaja-jak-kon-trojanski-przeciw-nowotworom-wywiad</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55091,ekspert-radiofarmaceutyki-dzialaja-jak-kon-trojanski-przeciw-nowotworom-wywiad</guid>
            <pubDate>Wed, 13 May 2026 09:42:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-radiofarmaceutyki-dzialaja-jak-kon-trojanski-przeciw-nowotworom-wywiad-1778658395.png</url>
                        <title>Ekspert: radiofarmaceutyki działają jak koń trojański przeciw nowotworom (wywiad)</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55091,ekspert-radiofarmaceutyki-dzialaja-jak-kon-trojanski-przeciw-nowotworom-wywiad</link>
                    </image><description>Nowoczesne radiofarmaceutyki potrafią tropić chore komórki, świecić w organizmie niczym biologiczny GPS albo niszczyć nowotwór z dokładnością do kilku komórek. O przyszłości medycyny nuklearnej, aktynie-225 i „inteligentnych lekach” opowiada dr inż. Rafał Walczak z warszawskiego Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Maj został ogłoszony przez Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej (PTMN) Miesiącem Medycyny Nuklearnej. Ta ogólnopolska inicjatywa ma na celu upowszechnienie wiedzy o wykorzystaniu radiofarmaceutyków w ratowaniu zdrowia i życia pacjentów. W ramach tegorocznych obchodów szczególny nacisk położono na edukację pacjentów oraz rozwój teranostyki – nowoczesnego podejścia łączącego diagnostykę z celowaną terapią izotopową.</p><p><strong>Polska Agencja Prasowa: Radiofarmaceutyki bywają nazywane „inteligentnymi lekami” albo „koniem trojańskim” medycyny. Jak właściwie działają?</strong></p><p>Dr inż. Rafał Walczak, Instytut Chemii i Techniki Jądrowej, Centrum Radiochemii i Chemii Jądrowej w Warszawie: Bardzo trafne porównanie. W radiochemii często mówi się o idei „magicznego pocisku”. Chodzi o to, żeby związek promieniotwórczy przeszedł przez organizm możliwie niezauważony, nie uszkadzając zdrowych tkanek, dotarł dokładnie do celu – czyli na przykład komórek nowotworowych, wykonał swoją pracę, a następnie został wydalony z organizmu. To brzmi trochę jak science fiction, ale dziś jest już codziennością medycyny nuklearnej.</p><p>Radiofarmaceutyki możemy podzielić na kilka grup. Najprostsze wykorzystują naturalne powinowactwo pierwiastków do konkretnych organów. Na przykład radioaktywny jod bardzo chętnie trafia do tarczycy, bo tarczyca po prostu „lubi” jod. Z kolei radioaktywny rad zachowuje się podobnie do wapnia i odkłada się w kościach.</p><p>Druga grupa działa bardziej ogólnie. Tu najlepszym przykładem jest fluorodeoksyglukoza, czyli słynne [18F]FDG, używane w badaniach PET. To analog glukozy – cukru, który nasze komórki wykorzystują jako paliwo. Komórki nowotworowe rosną bardzo szybko, więc są energetycznymi żarłokami. Pochłaniają ogromne ilości glukozy, a razem z nią radiofarmaceutyk. Można powiedzieć, że rak sam zaprasza do środka śledczego identyfikującego zmianę nowotworową.</p><p><strong>PAP: Czyli nowotwór sam daje się oszukać?</strong></p><p>R.W.: Dokładnie tak. Problem polega tylko na tym, że nowotwór nie jest jedyną tkanką zużywającą dużo energii. Nasz mózg też jest potężnym konsumentem cukru. Dlatego przed badaniem PET pacjent musi być wyciszony i spokojny. Im intensywniej myślimy, stresujemy się albo rozwiązujemy problemy, tym więcej radiofarmaceutyku może trafić do mózgu.</p><p><strong>PAP: A państwo zajmują się już bardziej zaawansowanymi radiofarmaceutykami?</strong></p><p>R.W.: Tak, przede wszystkim radiofarmaceutykami celowanymi. To już bardzo precyzyjne konstrukcje biologiczno-chemiczne. Jako wektory do przenoszenia radioizotopów wykorzystujemy białka, peptydy albo fragmenty przeciwciał, które potrafią rozpoznawać konkretne receptory obecne na komórkach nowotworowych. Te receptory często albo w ogóle nie występują w zdrowych tkankach, albo występują tam w minimalnej ilości, natomiast na komórkach nowotworowych są wręcz „nadprodukowane”. Do takiego biologicznego „adresu” dołączamy radionuklid i wysyłamy go do organizmu. To trochę jak nadanie paczki kurierem z bardzo dokładnym kodem pocztowym.</p><p><strong>PAP: Radiofarmaceutyki kojarzą się głównie z onkologią, ale zastosowań jest więcej.</strong></p><p>R.W.: Zdecydowanie. Onkologia jest dziś najważniejszym obszarem, ale nie jedynym. Istnieją radiofarmaceutyki stosowane w diagnostyce choroby Alzheimera, w badaniu pracy mózgu, w kardiologii czy diagnostyce stanów zapalnych. W jednym z naszych projektów pracowaliśmy nad radiofarmaceutykiem do diagnostyki zespołu stopy cukrzycowej. Do antybiotyku dołączaliśmy radionuklid diagnostyczny. Taki związek kumulował się w miejscach stanu zapalnego i martwicy. Dzięki temu lekarze mogli bardzo precyzyjnie określić, gdzie kończy się tkanka martwa, a zaczyna zdrowa. A to ma ogromne znaczenie przy planowaniu amputacji – czasem różnica kilku centymetrów decyduje o sprawności pacjenta.</p><p><strong>PAP: Jak właściwie wygląda diagnostyka przy użyciu radiofarmaceutyków? Jak organizm „świeci” lekarzom?</strong></p><p>R.W.: W diagnostyce używamy radionuklidów emitujących promieniowanie gamma albo beta plus, czyli pozytony, które w wyniku anihilacji z elektronami zamieniają się na promieniowanie gamma. To promieniowanie jest wystarczająco przenikliwe, żeby wydostać się z organizmu. Pacjentowi podaje się radiofarmaceutyk, a następnie specjalne kamery gamma albo tomografy PET rejestrują, gdzie ten związek się zgromadził. Komputer zamienia to później w dwu- lub trójwymiarowy obraz. Można powiedzieć, że radiofarmaceutyk działa trochę jak biologiczny GPS.</p><p>Rolą lekarza jest potem odróżnienie naturalnego rozmieszczenia związku w organizmie od miejsc patologicznych. Jeśli radiofarmaceutyk pojawia się tam, gdzie teoretycznie nie powinien – to sygnał alarmowy.</p><p><strong>PAP: W ten sposób można też diagnozować Alzheimera?</strong></p><p>R.W.: Tak. W mózgu pewne obszary powinny być aktywne podczas określonych procesów. Jeśli widzimy, że dany obszar nie wychwytuje radiofarmaceutyku albo robi to znacznie słabiej niż powinien, może to oznaczać zaburzenia funkcjonowania tej części mózgu.</p><p><strong>PAP: A serce?</strong></p><p>R.W.: W kardiologii stosowano między innymi radioaktywny tal-201. Łączy się on z czerwonymi krwinkami i trafia do mięśnia sercowego. Zdrowe fragmenty serca wychwytują go prawidłowo, natomiast uszkodzone – na przykład po zawale – już nie. Dzięki temu można zobaczyć, które obszary serca działają prawidłowo, a które zostały uszkodzone.</p><p><strong>PAP: Jak wygląda produkcja radiofarmaceutyków? To rzeczywiście laboratoria rodem z filmu science fiction?</strong></p><p>R.W.: Jest pani blisko prawdy. Produkcja odbywa się w tzw. komorach gorących. To specjalne stanowiska osłonięte grubymi warstwami ołowiu i szkła ołowiowego. Operator jest oddzielony od materiału promieniotwórczego i pracuje przy pomocy manipulatorów albo automatycznych syntezerów. Wszystko po to, żeby ograniczyć dawkę promieniowania. Wygląda to trochę jak połączenie laboratorium chemicznego, sejfu bankowego i kokpitu statku kosmicznego.</p><p><strong>PAP: A potem zaczyna się wyścig z czasem.</strong></p><p>R.W.: Zgadza się. Niektóre radionuklidy rozpadają się bardzo szybko. Fluor-18 używany w PET ma czas półtrwania około dwóch godzin. To oznacza, że po tym czasie połowa aktywności znika. Dlatego cały proces musi działać błyskawicznie: synteza, kontrola jakości, transport do szpitala, podanie pacjentowi. Czasem radiofarmaceutyki jadą specjalnym transportem samochodowym, czasem lecą samolotem. Radiochemicy i logistycy żyją trochę według zegara atomowego.</p><p><strong>PAP: Pacjenci nie boją się słowa „promieniowanie”?</strong></p><p>R.W.: Oczywiście część osób ma obawy, ale pacjenci są bardzo dokładnie informowani o przebiegu procedury i ryzyku. Poza tym trzeba pamiętać, że mówimy o medycynie stosowanej wtedy, gdy korzyści zdecydowanie przewyższają ryzyko.</p><p>Po podaniu radiofarmaceutyku pacjent przez pewien czas może go wydalać z organizmu. Dlatego czasem przebywa w izolacji, a ścieki, nawet woda spod prysznica czy pościel są odpowiednio magazynowane do czasu rozpadu radionuklidu. To brzmi groźnie, ale wszystko odbywa się według bardzo rygorystycznych procedur bezpieczeństwa.</p><p><strong>PAP: Dużo mówi się dziś o emiterach alfa, zwłaszcza aktynie-225. Dlaczego są tak obiecujące?</strong></p><p>R.W.: Promieniowanie alfa niesie ogromną energię, ale ma bardzo krótki zasięg – rzędu kilku komórek. To jego największa zaleta. Jeśli taki radionuklid trafi dokładnie do nowotworu, może bardzo skutecznie niszczyć komórki rakowe, jednocześnie oszczędzając zdrowe tkanki wokół. Aktyn-225 jest jednym z najbardziej obiecujących radionuklidów terapeutycznych i mam okazję z nim pracować.</p><p><strong>PAP: Czy to już era medycyny personalizowanej?</strong></p><p>R.W.: W dużym stopniu tak. Dla różnych nowotworów potrzebujemy różnych wektorów biologicznych. Inaczej „adresujemy” raka prostaty, inaczej nowotwory neuroendokrynne, a jeszcze inaczej przerzuty do kości. Do tego dawkę promieniowania dobiera się indywidualnie do pacjenta – między innymi do masy ciała i stanu organizmu. Nie istnieje jeden uniwersalny lek na raka. Każdy nowotwór to trochę inny przeciwnik.</p><p><strong>PAP: W państwa środowisku funkcjonuje zaskakujące określenie: „dojenie krowy”.</strong></p><p>R.W.: Tak, i wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z rolnictwem. „Krową” nazywamy generator radionuklidowy. W takim generatorze znajduje się radionuklid „matka”, który rozpada się do radionuklidu „córki”. My za pomocą odpowiednich roztworów „wydoimy” właśnie tę córkę – czyli potrzebny nam radionuklid do syntezy radiofarmaceutyku. To bardzo obrazowy termin i przyznam, że wyjątkowo dobrze się przyjął.</p><p><strong>PAP: Polska jest samowystarczalna izotopowo?</strong></p><p>R.W.: W dużym stopniu tak. Polska jest bardzo ważnym graczem na rynku radioizotopów dzięki reaktorowi badawczemu Maria w Świerku. Produkujemy wiele radionuklidów wykorzystywanych nie tylko w kraju, ale też eksportowanych za granicę. Mamy również centra cyklotronowe produkujące fluor-18 do diagnostyki PET.</p><p>Oczywiście nie wszystkie radionuklidy jesteśmy w stanie wytwarzać sami, ale pod względem medycyny nuklearnej Polska naprawdę ma się czym pochwalić.</p><p><strong>PAP: A jaka jest przyszłość radiofarmaceutyków?</strong></p><p>R.W.: Duże nadzieje wiążemy z emiterami elektronów Augera. To promieniowanie o ekstremalnie krótkim zasięgu – praktycznie działające w obrębie pojedynczej komórki. Jeśli taki radionuklid trafi do jądra komórkowego, może bardzo skutecznie uszkadzać DNA nowotworu przy minimalnym wpływie na otoczenie.</p><p>Naszym wielkim marzeniem jest też stworzenie idealnego wektora – cząsteczki, która trafiałaby wyłącznie do chorej tkanki i nie była zatrzymywana przez naturalne filtry organizmu, takie jak wątroba, nerki czy śledziona. I choć prawdopodobnie nigdy nie będzie jednego uniwersalnego leku na wszystkie nowotwory, to z roku na rok jesteśmy coraz bliżej terapii naprawdę precyzyjnych.</p><p><strong>Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)</strong></p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezdech senny to nie tylko chrapanie. W Tomaszowie Mazowieckim dostępne są refundowane aparaty CPAP]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55084,bezdech-senny-to-nie-tylko-chrapanie-w-tomaszowie-mazowieckim-dostepne-sa-refundowane-aparaty-cpap</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55084,bezdech-senny-to-nie-tylko-chrapanie-w-tomaszowie-mazowieckim-dostepne-sa-refundowane-aparaty-cpap</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 19:04:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezdech-senny-to-nie-tylko-chrapanie-w-tomaszowie-mazowieckim-dostepne-sa-refundowane-aparaty-cpap-1778606816.png</url>
                        <title>Bezdech senny to nie tylko chrapanie. W Tomaszowie Mazowieckim dostępne są refundowane aparaty CPAP</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55084,bezdech-senny-to-nie-tylko-chrapanie-w-tomaszowie-mazowieckim-dostepne-sa-refundowane-aparaty-cpap</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim można skorzystać z refundowanych przez NFZ aparatów CPAP do leczenia obturacyjnego bezdechu sennego. To ważna pomoc dla osób, które chrapanie, poranne zmęczenie i senność w dzień od dawna traktowały jak zwykłą przypadłość.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Chrapanie bywa tematem żartów, rodzinnych anegdot i nocnych pretensji. Tymczasem za tym dźwiękiem, który wielu z nas traktuje jak uciążliwy, ale niegroźny element snu, może kryć się poważna choroba. <strong>Obturacyjny bezdech senny</strong> to schorzenie, w którym podczas snu dochodzi do powtarzających się epizodów zatrzymania lub spłycenia oddechu. Organizm nie otrzymuje wtedy odpowiedniej ilości tlenu, a mózg – niczym strażnik alarmowy – wielokrotnie wybudza chorego, nawet jeśli ten rano nie pamięta żadnego przebudzenia.</p><p>Specjaliści szacują, że na <strong>bezdech senny w Polsce</strong> może cierpieć nawet <strong>1,5–2 mln osób</strong>, a większość z nich nie ma postawionej diagnozy. Choroba przez lata rozwija się po cichu. Człowiek śpi, ale nie odpoczywa. Budzi się zmęczony, z bólem głowy, ma problemy z koncentracją, zasypia w ciągu dnia, gorzej pracuje, gorzej prowadzi samochód, gorzej żyje.</p><p>Jak tłumaczy dr hab. n. med. Mirosław Szczepański, otolaryngolog, chirurg głowy i szyi: „Bezdech senny objawia się głównie chrapaniem – z tym pacjenci trafiają do lekarzy. W istocie jednak problem polega na tym, że chory przestaje w nocy oddychać, nie nabiera powietrza, czyli de facto się nie dotlenia”.</p><p>To właśnie dlatego <strong>leczenie bezdechu sennego</strong> nie powinno być odkładane. Nieleczony problem może zwiększać ryzyko <strong>nadciśnienia tętniczego</strong>, <strong>chorób serca</strong>, <strong>cukrzycy</strong>, <strong>udaru niedokrwiennego</strong>, a także wypadków drogowych spowodowanych sennością. Bezdech senny bywa określany jako „skryty zabójca”, bo jego skutki nie zawsze widać od razu, ale organizm każdej nocy płaci za nie wysoką cenę.</p><h2>Aparaty CPAP w Tomaszowie Mazowieckim. Pomoc dostępna lokalnie</h2><p>Jedną z najczęściej stosowanych i skutecznych metod terapii jest <strong>aparat CPAP</strong>. Urządzenie wspomaga oddychanie w czasie snu, utrzymując drożność dróg oddechowych przy pomocy stałego dodatniego ciśnienia powietrza. Mówiąc prościej: aparat pomaga pacjentowi oddychać wtedy, gdy jego własne drogi oddechowe „zamykają się” w nocy.</p><p>W <strong>Twoim Sklepie Medycznym w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Słowackiego 4</strong> dostępna jest oferta urządzeń do terapii bezdechu sennego. Pacjenci mogą uzyskać pomoc w doborze odpowiedniego sprzętu, masek oraz akcesoriów, które mają ogromne znaczenie dla komfortu codziennego leczenia. Bo w terapii CPAP liczy się nie tylko samo urządzenie, ale również to, czy pacjent potrafi z niego korzystać, czy maska jest dobrze dopasowana i czy leczenie rzeczywiście daje ulgę.</p><p>Dr hab. Mirosław Szczepański podkreśla: „Jedną z metod jest terapia CPAP. To maszyna, która pomaga pacjentowi w nocy nabrać powietrze”. Dla wielu chorych to moment przełomowy. Po latach niewyspania, porannego zmęczenia i funkcjonowania „na rezerwie” pojawia się szansa na sen, który naprawdę regeneruje.</p><h2>Aparaty CPAP refundowane przez NFZ</h2><p>Bardzo ważną informacją dla pacjentów jest to, że <strong>aparaty CPAP są refundowane przez NFZ</strong>. Oznacza to, że osoby posiadające odpowiednie zlecenie mogą skorzystać z dofinansowania, co znacząco zmniejsza koszt zakupu sprzętu.</p><p>W <strong>Twoim Sklepie Medycznym w Tomaszowie Mazowieckim</strong> pacjenci mogą zapytać o szczegóły dotyczące realizacji refundacji. To istotne szczególnie dla osób, które dopiero usłyszały diagnozę i nie wiedzą, od czego zacząć. W praktyce pierwszy kontakt ze sklepem medycznym często pomaga uporządkować całą drogę: od zaleceń lekarskich, przez wybór urządzenia, po codzienne użytkowanie sprzętu w domu.</p><h2>Kiedy warto zainteresować się terapią CPAP?</h2><p>Nie każdy, kto chrapie, ma <strong>obturacyjny bezdech senny</strong>, ale chrapanie połączone z porannym zmęczeniem, sennością w dzień, bólami głowy, problemami z koncentracją czy gwałtownymi przebudzeniami powinno skłonić do konsultacji lekarskiej. Szczególnie ostrożni powinni być kierowcy, osoby pracujące pod presją, pacjenci z nadciśnieniem oraz ci, którzy mimo długiego snu nadal czują się wyczerpani.</p><p>„Pacjenci rano budzą się zmęczeni, w ciągu dnia źle funkcjonują, boli ich głowa, są senni” – zauważa dr hab. Mirosław Szczepański. I dodaje, że nieleczony bezdech to nie tylko problem laryngologiczny, ale także poważne zagrożenie internistyczne.</p><p>Sen powinien być jak reset organizmu. Jeśli zamiast tego przypomina nocną walkę o oddech, trzeba potraktować sprawę poważnie. <strong>Aparat CPAP</strong> może być dla wielu pacjentów nie gadżetem, lecz codziennym narzędziem odzyskiwania zdrowia, energii i bezpieczeństwa.</p><p>Osoby zainteresowane terapią mogą zgłosić się do <strong>Twojego Sklepu Medycznego, Tomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4</strong>, gdzie dostępne są <strong>aparaty CPAP</strong>, maski i akcesoria oraz informacje dotyczące <strong>refundacji NFZ na aparat CPAP</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Psycholog: odpoczynek bez wyrzutów to nawyk, którego warto uczyć dzieci]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55080,psycholog-odpoczynek-bez-wyrzutow-to-nawyk-ktorego-warto-uczyc-dzieci</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55080,psycholog-odpoczynek-bez-wyrzutow-to-nawyk-ktorego-warto-uczyc-dzieci</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 17:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-psycholog-odpoczynek-bez-wyrzutow-to-nawyk-ktorego-warto-uczyc-dzieci-1778598659.png</url>
                        <title>Psycholog: odpoczynek bez wyrzutów to nawyk, którego warto uczyć dzieci</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55080,psycholog-odpoczynek-bez-wyrzutow-to-nawyk-ktorego-warto-uczyc-dzieci</link>
                    </image><description>Odpoczynek bez wyrzutów to nawyk, którego warto uczyć dzieci - powiedziała PAP psycholog Antonina Dudek-Olejniczak z Fundacji Twarze Depresji. Specjalistka podkreśliła, że często wpadamy w pułapkę nadmiernej produktywności przez presję otoczenia.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Blisko 2 mln Polaków leczy się na depresję, a kolejne 2 mln może chorować nieświadomie – podała w poniedziałek Fundacja Twarze Depresji. Problem ten dotyka również Polki, które łączą kilka ról jednocześnie. Ponad 90 proc. kobiet, biorących udział w badaniu ankietowym „Wiele kobiet. Jedno zdrowie psychiczne. Zadbaj o nie”, było aktywnych zawodowo. Większość z nich wskazała, że to praca stanowi główne źródło stresu. Inne obciążające role to: partnerka, matka, żona, córka, przyjaciółka.</p><p>Jak zaznaczyli autorzy badania, po pracy kobiety najwięcej czasu poświęcają bliskiej rodzinie, a następnie – sprzątaniu. W rozmowie z PAP psycholog Antonina Dudek-Olejniczak wskazała, że znajdowanie chwili na „oddech” to wartość, którą warto przekazywać najmłodszym. Jeżeli nie umiemy odpoczywać i nawyk ten traktujemy jak stratę czasu, warto planować relaks - zdaniem psycholog, takie podejście powinniśmy pokazywać najmłodszym.</p><p>- Nie ma szczęśliwych dzieci bez szczęśliwych rodziców. Dzieci uczą się przez obserwację, a badania na ten temat były prowadzone pod koniec XX wieku. Odpoczynek bez wyrzutów to nawyk, którego warto uczyć dzieci - pierwszym krokiem jest zadbanie o siebie. Dbając o siebie, dbamy też o przyszłość naszych dzieci – powiedziała Dudek-Olejniczak.</p><p>Jak wyjaśniła, współczesne społeczeństwo traktuje odpoczynek i relaks jako coś złego, tymczasem jest on niezbędny, by nasz organizm mógł się regenerować i działał prawidłowo. To też najprostszy sposób, by wspierać odporność - dodała. Zdaniem Olejniczak, realizując codzienne obowiązki, warto zawsze zadać sobie pytanie, czy wynikają one z realnych potrzeb, czy z presji osób z naszego najbliższego otoczenia.</p><p>Ekspertka, zapytana o to, jak odróżnić zmęczenie od rozwijającej się depresji, powiedziała, że w przypadku zaburzeń psychicznych nie wystarczy sam odpoczynek, by objawy minęły.</p><p>- To zmęczenie, na które nie pomaga sen czy kilka dni urlopu. Jeżeli wszystkie potrzeby fizjologiczne, jak odpoczynek, sen, jedzenie, są spełnione, a my nadal jesteśmy zmęczeni, to sygnał alarmowy. W takiej sytuacji warto przyjrzeć się swojemu zdrowiu i poszukać pomocy – zaapelowała.</p><p>Jak powiedział PAP psychiatra dr n. med. Sławomir Murawiec, objawy depresji i zaburzeń lękowych często ujawniają się w momentach samotności, np. wieczorami.</p><p>Fundacja Twarze Depresji działa od 2018 roku. Prowadzi ogólnopolską kampanię społeczną „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”, której ambasadorami są osoby publiczne, m.in. aktorzy, sportowcy i muzycy.</p><p>Z pomocy specjalistów fundacji skorzystały tysiące osób – między innymi w ramach bezpłatnego telefonu zaufania dostępnego dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym pod numerem 22 290 44 42. Od listopada 2024 w centrum Warszawy działa poradnia psychologiczna FTD.(PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Affidea NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim z nowym wideodermatoskopem. Szybsza diagnostyka czerniaka i zmian skórnych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55079,affidea-nu-med-w-tomaszowie-mazowieckim-z-nowym-wideodermatoskopem-szybsza-diagnostyka-czerniaka-i-zmian-skornych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55079,affidea-nu-med-w-tomaszowie-mazowieckim-z-nowym-wideodermatoskopem-szybsza-diagnostyka-czerniaka-i-zmian-skornych</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 16:28:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-affidea-nu-med-w-tomaszowie-mazowieckim-z-nowym-wideodermatoskopem-szybsza-diagnostyka-czerniaka-i-1778596329.png</url>
                        <title>Affidea NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim z nowym wideodermatoskopem. Szybsza diagnostyka czerniaka i zmian skórnych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55079,affidea-nu-med-w-tomaszowie-mazowieckim-z-nowym-wideodermatoskopem-szybsza-diagnostyka-czerniaka-i-zmian-skornych</link>
                    </image><description>Affidea NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim uruchomi wkrótce nowy wideodermatoskop z modułem mapowania ciała, który przyspieszy diagnostykę czerniaka i innych zmian skórnych. Sprzęt kupiono z Funduszy Europejskich, a szpital zapowiada większą dostępność badań i dokładniejsze monitorowanie znamion.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W czasach, gdy – niczym w słynnym medycznym powiedzeniu – „czas to życie”, każda technologia pozwalająca szybciej wykryć chorobę staje się czymś więcej niż tylko sprzętem. To realna szansa dla pacjentów. <strong>Specjalistyczny Szpital Onkologiczny Affidea NU-MED w Tomaszowie Mazowieckim</strong> właśnie zrobił ważny krok w stronę nowoczesnej diagnostyki, kupując <strong>wideodermatoskop z modułem mapowania ciała</strong>.</p><p>Zakup został zrealizowany w ramach projektu: <strong>„Zwiększenie dostępności do diagnostyki zmian skórnych w Specjalistycznym Szpitalu Onkologicznym NU-MED sp. z o.o. szansą na poprawę stanu zdrowia i lepszą jakość życia mieszkańców woj. łódzkiego”</strong>, finansowanego z <strong>Funduszy Europejskich</strong>.</p><h2>Nowoczesna diagnostyka czerniaka w Tomaszowie Mazowieckim</h2><p>Nowe urządzenie umożliwi wdrożenie w placówce <strong>wideodermatoskopii</strong>, czyli jednej z najbardziej zaawansowanych metod oceny zmian skórnych i nowotworowych. Technologia ta dostępna jest jedynie w nielicznych ośrodkach w Polsce.</p><p>Dzięki inwestycji mieszkańcy regionu zyskają dostęp do jeszcze dokładniejszej diagnostyki takich chorób jak <strong>czerniak</strong>, nowotwory skóry czy zmiany przedrakowe. System pozwala na cyfrowe mapowanie całego ciała, archiwizację zdjęć znamion i ich porównywanie w kolejnych badaniach. To ogromna przewaga w wykrywaniu nawet bardzo subtelnych zmian.</p><p>Nieprzypadkowo informacja o nowym sprzęcie pojawia się właśnie teraz. <strong>12 maja obchodzony jest Europejski Dzień Walki z Czerniakiem</strong>, przypominający, jak wielkie znaczenie mają profilaktyka i regularne badania skóry. Lekarze od lat podkreślają, że <strong>wcześnie wykryty czerniak daje bardzo wysokie szanse na całkowite wyleczenie</strong>.</p><h2>Precyzja, która może ratować życie</h2><p>Nowoczesny <strong>wideodermatoskop</strong> pozwoli lekarzom znacznie dokładniej określać charakter oraz granice zmian skórnych. To z kolei oznacza skuteczniejsze leczenie i ograniczenie ingerencji w zdrowe tkanki.</p><p>– „Szpital w ramach realizacji projektu zakupił wideodermatoskop, który znacząco wzmocni nasze możliwości diagnostyczne. Jesteśmy na etapie przygotowań do jego uruchomienia, tak aby już niebawem mógł służyć pacjentom” – podkreśla <strong>Małgorzata Nurkowska, dyrektor szpitala</strong>.</p><p>Nowe urządzenie usprawni również codzienną pracę personelu medycznego. Cyfrowa archiwizacja badań oraz systemy analizy obrazów mają skrócić czas diagnostyki i zwiększyć liczbę przyjmowanych pacjentów.</p><h2>Szansa dla pacjentów z całego regionu łódzkiego</h2><p>Specjaliści zwracają uwagę, że rozwój diagnostyki dermatologicznej jest dziś jednym z kluczowych elementów walki z nowotworami skóry.</p><p>– „Wczesne wykrycie czerniaka znacząco zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Nowe urządzenie umożliwi nam jeszcze dokładniejszą ocenę znamion i szybsze kwalifikowanie pacjentów do dalszej diagnostyki” – zaznacza <strong>dr hab. n. med. Magdalena Ciążyńska, prof. UMED w Łodzi, specjalista onkologii klinicznej oraz dermatologii i wenerologii</strong>.</p><p>Według szacunków realizacja projektu może zwiększyć dostępność świadczeń ambulatoryjnych nawet o około <strong>30 procent</strong> w regionie.</p><h2>Program dla pacjentów po przeszczepach</h2><p>To jednak dopiero początek zmian. Szpital planuje uruchomienie specjalnego programu opieki dla pacjentów po przeszczepach, którzy z powodu immunosupresji znajdują się w grupie szczególnego ryzyka rozwoju nowotworów skóry.</p><p>Program ma obejmować regularne badania profilaktyczne, monitorowanie znamion oraz wykorzystanie nowoczesnych technologii do szybkiego wykrywania niebezpiecznych zmian.</p><p>W świecie, w którym medycyna coraz częściej przypomina wyścig z czasem, takie inwestycje są czymś więcej niż modernizacją sprzętu. To budowanie systemu, który daje pacjentom większy spokój, szybszą diagnozę i – być może – drugą szansę.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek: średnia wieku pielęgniarek to 55 lat]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55071,przewodniczaca-zwiazku-zawodowego-pielegniarek-srednia-wieku-pielegniarek-to-55-lat</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55071,przewodniczaca-zwiazku-zawodowego-pielegniarek-srednia-wieku-pielegniarek-to-55-lat</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 10:37:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-przewodniczaca-zwiazku-zawodowego-pielegniarek-srednia-wieku-pielegniarek-to-55-lat-1778575211.png</url>
                        <title>Przewodnicząca związku zawodowego pielęgniarek: średnia wieku pielęgniarek to 55 lat</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55071,przewodniczaca-zwiazku-zawodowego-pielegniarek-srednia-wieku-pielegniarek-to-55-lat</link>
                    </image><description>Średnia wieku pielęgniarek wynosi 55 lat i ciągle rośnie - powiedziała PAP przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok i wskazała na potrzebę zachęt dla młodych ludzi, by wybierali ten zawód. 12 maja obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pielęgniarki i Położnej.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych Krystyna Ptok zwróciła uwagę na stosunkowo małą liczbę pielęgniarek w Polsce w przeliczeniu na 1000 mieszkańców.</p><blockquote><p>- Mimo szeroko zakrojonych działań dotyczących zwiększenia kształcenia pielęgniarek i innych aspektów dotyczących uatrakcyjnienia zawodu pielęgniarki, bo mamy ustawę o minimalnym wynagrodzeniu i coroczną waloryzację wynagrodzeń, możemy powiedzieć, że łączna liczba personelu pielęgniarskiego w Polsce jest dwukrotnie mniejsza od państw, w których są efektywne systemy ochrony zdrowia - powiedziała Ptok.</p></blockquote><p>Przewodnicząca powoływała się na raport „Analizy kadrowe pielęgniarek" opublikowany przez OZZPiP. W dokumencie porównywano Polskę z Norwegią, Finlandią, Niemcami, Szwecją, Austrią, Danią i Izraelem. W krajach grupy porównawczej średnio 11,2 pielęgniarki pracuje na 1000 mieszkańców. W Polsce - 5,7.</p><p>Z raportu wynika także, że polskie pielęgniarki są dobrze wykształcone. Prawie 40 procent z nich ma wykształcenie wyższe i z roku na rok ten odsetek rośnie. Ponadto jedna trzecia pielęgniarek posiada specjalizację. Najczęściej wybierane specjalizacje to pielęgniarstwo anestezjologiczne i intensywnej terapii oraz pielęgniarstwo chirurgiczne. „Polskie pielęgniarki odpowiadają definicji najbardziej zaawansowanej grupy w nomenklaturze OECD (professional nurse)” - piszą autorzy raportu.</p><p>Jednocześnie należy zauważyć, że liczba pielęgniarek w Polsce nieznacznie rośnie. Według danych GUS, w 2024 r. było w Polsce 323,6 tys. pielęgniarek posiadających prawo wykonywania zawodu. W 2023 r. – 315,2 tys. W tej grupie tylko część pracuje bezpośrednio z pacjentem - 219,9 tys. w 2024 r. wobec 216,1 tys. w 2023 r. Największą grupę wśród pielęgniarek stanowią osoby w wieku 50-59 lat.</p><p>Krystyna Ptok zwróciła jednak uwagę, że liczba pielęgniarek rośnie za wolno w stosunku do zmian demograficznych. We wspomnianym raporcie wykazano, że od 2010 do 2023 roku liczba pielęgniarek wzrosła o 12 proc. W tym samym czasie liczba seniorów w Polsce zwiększyła się o 47 proc. Autorzy dokumentu alarmują, że „bez podjęcia interwencji do 2039 roku sytuacja niektórych województw może stać się dramatyczna z mniej niż 4 pielęgniarkami na 1000 osób” (przy zapotrzebowaniu na poziomie 12,5-13,5 na 1000 mieszkańców).</p><blockquote><p>- Liczba pielęgniarek rośnie niewystarczająco szybko, żeby „zasypać" dziurę pokoleniową w grupie zawodowej, w której już 10 tys. osób nabyło lub nabędzie uprawnienia emerytalne w tym roku - zaznaczyła przewodnicząca. Dla porównania, jak wynika z danych publikowanych przez Naczelną Izbę Pielęgniarek i Położnych, prawo wykonywania zawodu w 2025 roku nabyło nieco ponad 9100 pielęgniarek, w 2024 - 8700.</p></blockquote><p>Krystyna Ptok powiedziała, że potrzebne są działania, które przyciągną młodych ludzi do tego zawodu. Zauważyła jednak, że w grupie piętnastolatków osoby zainteresowane pielęgniarstwem stanowią 1 procent. Ponadto wskazała, że samo wykształcenie pielęgniarek nie jest rozwiązaniem, trzeba je jeszcze zachęcić do pracy w publicznej ochronie zdrowia. Jako przykład podała Mazowsze.</p><blockquote><p>- Choć w województwie mazowieckiem jest stosunkowo dużo osób z prawem wykonywania zawodu, nie przekłada się to na pracę z podmiotach leczniczych. Konkurencję stanowią branża medycyny estetycznej, czy podmioty prywatne - zauważyła Ptok.</p></blockquote><p>Przewodnicząca wskazała, że osoby wchodzące do zawodu powinny dostawać wsparcie osób doświadczonych, czyli mentoring. Zaznaczyła też, że warunki pracy w systemie publicznym muszą dawać możliwość rozwoju i awansu. Podkreśliła też znaczenie bezpieczeństwa pracy, którego podstawą jest przestrzeganie norm zatrudnienia pielęgniarek. Wskazała też na konieczność likwidacji jednoosobowych dyżurów na oddziałach.</p><p>Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek został ustanowiony przez Międzynarodową Radę Pielęgniarek (ICN) na Kongresie w Meksyku w 1973 roku. W Polsce święto obchodzone jest jako Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek i Położnych. Data święta nie jest przypadkowa - tego samego dnia przypada rocznica urodzin Florence Nightingale, prekursorki nowoczesnego pielęgniarstwa.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Laura dla Amazonek cz. 4 -  Peruka i jej historia. Jaką rolę odgrywa fryzura w psychoonkologii]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/536,laura-dla-amazonek-cz-4-peruka-i-jej-historia-jaka-role-odgrywa-fryzura-w-psychoonkologii</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/536,laura-dla-amazonek-cz-4-peruka-i-jej-historia-jaka-role-odgrywa-fryzura-w-psychoonkologii</guid>
            <pubDate>Tue, 12 May 2026 08:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-laura-dla-amazonek-cz-4-peruka-i-jej-historia-jaka-role-odgrywa-fryzura-w-psychoonkologii-1656579633.jpg</url>
                        <title>Laura dla Amazonek cz. 4 -  Peruka i jej historia. Jaką rolę odgrywa fryzura w psychoonkologii</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/536,laura-dla-amazonek-cz-4-peruka-i-jej-historia-jaka-role-odgrywa-fryzura-w-psychoonkologii</link>
                    </image><description>Kolejna część porad dla Amazonek autorstwa Laury Peters Duda. Tym razem weźmie w nim udział także znany także tomaszowskim Amazonkom Irek Harbuz, postać niezwykle barwna, a do tego doskonały fachowiec. Posłuchajcie jak opowiada o perukach, ich historii oraz roli, jaką odgrywają w terapii</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.nasztomaszow.pl/player/embed/639d68c97ff9bc64882217b9c9b76291cd788f1d" data-mid="1951"></oembed></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[We wtorek rząd zajmie się m.in. przepisami, które mają chronić przed pseudomedycyną]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55056,we-wtorek-rzad-zajmie-sie-m-in-przepisami-ktore-maja-chronic-przed-pseudomedycyna</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55056,we-wtorek-rzad-zajmie-sie-m-in-przepisami-ktore-maja-chronic-przed-pseudomedycyna</guid>
            <pubDate>Mon, 11 May 2026 17:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-we-wtorek-rzad-zajmie-sie-m-in-przepisami-ktore-maja-chronic-przed-pseudomedycyna-1778514167.png</url>
                        <title>We wtorek rząd zajmie się m.in. przepisami, które mają chronić przed pseudomedycyną</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55056,we-wtorek-rzad-zajmie-sie-m-in-przepisami-ktore-maja-chronic-przed-pseudomedycyna</link>
                    </image><description>Na wtorkowym posiedzeniu rząd zajmie się propozycją przepisów, które mają zwiększyć uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta, m.in. w postępowaniach dotyczących praktyk pseudomedycznych. Ministrowie rozpatrzą też projekt noweli ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Projekt noweli ustawy o prawach pacjenta nadaje dodatkowe uprawnienia Rzecznikowi Praw Pacjenta, m.in. w zakresie wydawania tzw. ostrzeżeń publicznych, jeżeli strona postępowania dopuszcza się praktyki, która może zagrażać życiu lub zdrowiu pacjentów. Ma być to uprawnienie analogiczne do tego, jakie posiada prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.</p><p>Rzecznik ma też wydawać tzw. decyzje tymczasowe, które zobowiązują strony postępowania w sprawie stosowania praktyki naruszającej zbiorowe prawa pacjentów do zaprzestania określonych działań lub zaniechań, aby zapobiec wystąpieniu zagrożenia życia lub zdrowia pacjentów do czasu zakończenia postępowania.</p><p>Zmiana przepisów ma też pozwolić na zobowiązanie podmiotu stosującego praktykę naruszającą zbiorowe prawa pacjentów do usunięcia skutków tej praktyki, także w przypadku podmiotu, który zaprzestał jej stosowania przed wydaniem decyzji w sprawie, co obecnie nie jest możliwe.</p><p>Projekt zakłada również wyposażenie Rzecznika Praw Pacjenta w nowe zadanie - prowadzenie postępowań w sprawach praktyk pseudomedycznych, czyli udzielania świadczeń zdrowotnych przez osobę niewykonującą zawodu medycznego. Regulacje obejmą też wykroczenie przez daną osobę poza kompetencje i uprawnienia określonego zawodu medycznego. Będzie to stanowiło naruszenie zasad wykonywania tego zawodu i skutkowało sankcją z tytułu deliktu zawodowego w ramach odpowiedzialności zawodowej.</p><p>Proponowane przepisy zwiększą też uprawnienia Rzecznika w zakresie nakładania kar pieniężnych - ma mieć on możliwość, analogicznie do uprawnień, jakie posiada prezes UOKiK, nałożenia kary pieniężnej już w decyzji o uznaniu stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów, a więc za samo naruszenie zakazu stosowania tych praktyk. Obecnie może nałożyć karę dopiero w przypadku braku zaniechania stosowania praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów po decyzji. Zwiększone mają też być maksymalne kary pieniężne.</p><p>Ponadto rząd ma się również zająć projektem noweli ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. Wprowadza ona takie same limity stawek taryfowych, do których mogą być stosowane dopłaty do składki ubezpieczenia w wysokości 65 proc., bez względu na klasę gleby.</p><p>Wysokość nowych limitów ma wynieść: 25 proc. (obecnie jest to 20, 22 lub 25 proc. w zależności od klasy gleby) sumy ubezpieczenia w przypadku upraw tytoniu, warzyw gruntowych, drzew i krzewów owocowych oraz truskawek, oraz 15 proc. (obecnie 9, 12 lub 15 proc. w zależności od klasy gleby) sumy ubezpieczenia przy ubezpieczaniu pozostałych upraw.</p><p>Projektowane przepisy zakładają też wprowadzenie dopłaty do składek ubezpieczenia zwierząt, w wysokości 65 proc. kwoty stanowiącej 0,5 proc. sumy ubezpieczenia w przypadku stawek taryfowych, których wysokość przekracza 0,5 proc. sumy ubezpieczenia.</p><p>Ponadto proponowana nowelizacja poszerza katalog upraw objętych dopłatami do ubezpieczeń o trawy nasienne oraz wierzby przeznaczonej do wyplatania (wikliny). Zmiany przewidują też rozszerzenie plonu głównego lnu i konopi włóknistych o części użytkowane gospodarczo.</p><p>W porządku wtorkowych obrad jest też projekt uchwały rządu w sprawie udzielenia zgody na dokonanie notyfikacji do Komisji Europejskiej zmiany programu pomocy dla producentów rolnych, wynikającej z noweli o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich.</p><p>Notyfikacja przepisów do KE to procedura, w której państwa członkowskie UE zgłaszają projekty krajowych aktów prawnych przed ich ostatecznym przyjęciem. Procedurze podlegają m.in. przepisy dotyczące pomocy publicznej.</p><p>Ministrowie zajmą się też projektem nowelizacji ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie oraz ustawy o grach hazardowych, który ma uprościć i doprecyzować przepisy dotyczące współpracy organów administracji publicznej z organizacjami pozarządowymi oraz podmiotami prowadzącymi działalność pożytku publicznego. Projekt zakłada też możliwość uhonorowania przez Przewodniczącą Komitetu do spraw Pożytku Publicznego osób szczególnie zasłużonych dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego w Polsce przez przyznanie odznaki honorowej.</p><p>Ponadto propozycja ustanawia 24 kwietnia Dniem Społeczeństwa Obywatelskiego. Zakłada też likwidację Funduszu Wspierania Organizacji Pożytku Publicznego z jednoczesnym przesunięciem środków tego Funduszu na rachunek Funduszu Wspierania Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. (PAP)</p><p>kmz/ andr/ mok/</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Fundacja Twarze Depresji: 73 proc. badanych kobiet pełni w życiu co najmniej trzy role]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55052,fundacja-twarze-depresji-73-proc-badanych-kobiet-pelni-w-zyciu-co-najmniej-trzy-role</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55052,fundacja-twarze-depresji-73-proc-badanych-kobiet-pelni-w-zyciu-co-najmniej-trzy-role</guid>
            <pubDate>Mon, 11 May 2026 13:10:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-fundacja-twarze-depresji-73-proc-badanych-kobiet-pelni-w-zyciu-co-najmniej-trzy-role-1778497945.png</url>
                        <title>Fundacja Twarze Depresji: 73 proc. badanych kobiet pełni w życiu co najmniej trzy role</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55052,fundacja-twarze-depresji-73-proc-badanych-kobiet-pelni-w-zyciu-co-najmniej-trzy-role</link>
                    </image><description>73 proc. badanych kobiet deklaruje, że pełni w życiu co najmniej trzy role jednocześnie – wskazał raport Fundacji Twarze Depresji. Aż 36 proc. respondentek wybrało najwyższą w skali liczbę określającą maksymalne obciążenie psychiczne.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jak podaje Fundacja Twarze Depresji, prawie 2 miliony Polaków leczy się na depresję. Według szacunków organizacji niezdiagnozowanych pacjentów może być tyle samo. Problem widoczny jest m.in. wśród kobiet, które łączą różne role kosztem własnych potrzeb czy odpoczynku.</p><p>Fundacja przedstawiła wyniki ogólnopolskiej ankiety, w której wzięło udział ponad tysiąc kobiet w wieku od 18 do 76 lat. Badanie przeprowadzono w ramach 22. edycji kampanii społecznej „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”. Tegoroczne hasło akcji to: „Wiele ról kobiet. Jedno zdrowie psychiczne. Zadbaj o nie”.</p><p>Jak wskazało badanie, aż 73 proc. badanych kobiet pełni w życiu co najmniej trzy role, 76 proc. zastanawia się nad ich mnogością, a 36 proc. wybrało najwyższą w skali liczbę, która określa maksymalne obciążenie psychiczne. Ponad 90 proc. badanych jest aktywnych zawodowo, a praca, obok sytuacji materialnej, stanowi najczęściej wskazywane źródło stresu.</p><blockquote><p>„Wcześniejsze obserwacje wskazywały, że to dla mężczyzn praca była istotnym źródłem stresu i trudności psychicznych, a u kobiet to miejsce zajmowało życie rodzinne, relacja z partnerem, mężem, dziećmi” – podała Fundacja.</p></blockquote><p>Jak wyjaśniła prezes Fundacji Anna Morawska-Borowiec, to ważna zmiana odzwierciedlająca zmiany kulturowe. Łączenie wysokiej aktywności zawodowej z wielozadaniowością znacząco obciąża zdrowie psychiczne. Zjawisko to zostało opisane już w 1960 roku przez amerykańskiego socjologa Williama Goode – teoria przeciążenia rolami mówi o tym, że jednoczesne realizowanie wielu wymagających ról prowadzi do wyczerpania zasobów psychicznych i fizycznych.</p><p>- Sygnałem alarmowym może być sytuacja, w której osoba pozornie świetnie funkcjonuje, radzi sobie z pracą, domem, opieką nad bliskimi i codziennymi obowiązkami, a jednocześnie wewnętrznie zmaga się z cierpieniem. Objawy często ujawniają się w momentach, gdy zostaje sama ze sobą, na przykład wieczorami czy w weekendy – powiedział PAP dr n. med. Sławomir Murawiec, psychiatra. Jak wyjaśnił, to właśnie w samotności może pojawiać się smutek i rozpacz, ale i objawy somatyczne: bóle ciała, czy dolegliwości ze strony serca.</p><blockquote><p>- Taki kontrast między sprawnym funkcjonowaniem na zewnątrz a silnym cierpieniem psychicznym może wskazywać na depresję, zaburzenia lękowe lub tzw. depresję wysoko funkcjonującą – podkreślił Murawiec.</p></blockquote><p>Fundacja Twarze Depresji działa od 2018 roku. Prowadzi ogólnopolską kampanię społeczną „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”, której ambasadorami są osoby publiczne, m.in. aktorzy, sportowcy i muzycy. Z pomocy specjalistów fundacji skorzystały tysiące osób – między innymi w ramach bezpłatnego telefonu zaufania dostępnego dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym pod numerem 22 290 44 42. Od listopada 2024 w centrum Warszawy działa poradnia psychologiczna FTD. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dlaczego mieszkańcy Tomaszowa coraz częściej korzystają z wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55043,dlaczego-mieszkancy-tomaszowa-coraz-czesciej-korzystaja-z-wypozyczalni-sprzetu-rehabilitacyjnego</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55043,dlaczego-mieszkancy-tomaszowa-coraz-czesciej-korzystaja-z-wypozyczalni-sprzetu-rehabilitacyjnego</guid>
            <pubDate>Sun, 10 May 2026 13:47:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dlaczego-mieszkancy-tomaszowa-coraz-czesciej-korzystaja-z-wypozyczalni-sprzetu-rehabilitacyjnego-1779642805.png</url>
                        <title>Dlaczego mieszkańcy Tomaszowa coraz częściej korzystają z wypożyczalni sprzętu rehabilitacyjnego?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55043,dlaczego-mieszkancy-tomaszowa-coraz-czesciej-korzystaja-z-wypozyczalni-sprzetu-rehabilitacyjnego</link>
                    </image><description>W Tomaszowie Mazowieckim rośnie popyt na wypożyczalnie sprzętu rehabilitacyjnego, bo coraz więcej rodzin potrzebuje szybkiego wsparcia po operacjach, udarach czy hospitalizacji. Przy ul. Słowackiego 4 Twój Sklep Medyczny oferuje m.in. łóżka, koncentratory tlenu i podnośniki z dostawą do domu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jeszcze kilka lat temu wielu osobom sprzęt rehabilitacyjny kojarzył się głównie ze szpitalnymi salami lub długotrwałą opieką nad osobami ciężko chorymi. Dziś rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Starzejące się społeczeństwo, coraz większa liczba zabiegów ortopedycznych, udarów, chorób neurologicznych czy problemów z poruszaniem sprawiają, że profesjonalny sprzęt medyczny staje się potrzebny także w domach. Właśnie dlatego ogromnym zainteresowaniem mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego cieszy się <strong>wypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjnego prowadzona przez Twój Sklep Medyczny przy ul. Słowackiego 4</strong>.</p><p>To miejsce, które dla wielu rodzin okazuje się ratunkiem w trudnych momentach. Szczególnie wtedy, gdy choroba lub nagły wypadek pojawiają się niespodziewanie i trzeba działać szybko. W takich sytuacjach czas ma ogromne znaczenie. Liczy się nie tylko dostępność sprzętu, ale również możliwość szybkiego dowozu, montażu i fachowej pomocy.</p><p>– Bardzo często odbieramy telefony od rodzin, które właśnie dowiedziały się, że ich bliski wraca ze szpitala i trzeba przygotować dla niego warunki do bezpiecznego funkcjonowania w domu. W takich chwilach ludzie są zagubieni, zestresowani i nie wiedzą od czego zacząć. Dlatego staramy się działać szybko i kompleksowo – mówi jeden z fizjoterapeutów współpracujących z wypożyczalnią.</p><h2>Łóżko rehabilitacyjne zmienia codzienność chorego i opiekuna</h2><p>Jednym z najczęściej wypożyczanych urządzeń są dziś <strong>łóżka rehabilitacyjne</strong>. Dla wielu rodzin ich obecność w domu okazuje się prawdziwą zmianą jakości życia. To nie jest już zwykłe łóżko, ale sprzęt pozwalający choremu funkcjonować bezpieczniej i bardziej komfortowo.</p><p>Regulacja wysokości, możliwość unoszenia pleców czy nóg, barierki zabezpieczające oraz specjalistyczne materace przeciwodleżynowe sprawiają, że codzienna opieka staje się łatwiejsza zarówno dla pacjenta, jak i jego bliskich.</p><p>– Rodziny często dopiero po kilku dniach zauważają, jak ogromną różnicę daje profesjonalne łóżko rehabilitacyjne. Pacjent może wygodniej odpoczywać, łatwiej zmieniać pozycję, a opiekun nie musi nadwyrężać kręgosłupa podczas pielęgnacji chorego. To niezwykle ważne szczególnie przy długotrwałej opiece domowej – tłumaczy fizjoterapeuta.</p><p>Ogromną zaletą wypożyczenia jest także brak konieczności ponoszenia bardzo wysokich kosztów zakupu. Dla wielu rodzin sytuacja zdrowotna jest przejściowa – rehabilitacja trwa kilka tygodni lub miesięcy. Wynajem pozwala więc korzystać z profesjonalnego sprzętu bez konieczności inwestowania kilku czy kilkunastu tysięcy złotych.</p><h2>Koncentratory tlenu coraz częściej potrzebne w domach</h2><p>Dużym zainteresowaniem cieszą się również <strong>koncentratory tlenu</strong>, szczególnie wśród osób zmagających się z chorobami układu oddechowego, niewydolnością krążenia czy powikłaniami po infekcjach płucnych.</p><p>Jeszcze niedawno tlenoterapia domowa była kojarzona głównie z ciężkimi schorzeniami pulmonologicznymi. Dziś korzystają z niej również seniorzy, osoby po hospitalizacjach czy pacjenci wymagający czasowego wspomagania oddychania.</p><p>– Wiele osób obawia się obsługi koncentratora tlenu, ale nowoczesne urządzenia są naprawdę proste i bezpieczne. Naszym zadaniem jest nie tylko dostarczenie sprzętu, ale też dokładne wytłumaczenie, jak z niego korzystać – mówi farmaceutka współpracująca z Twój Sklep Medyczny.</p><p>Jak podkreśla personel, niezwykle ważna jest możliwość szybkiego dostarczenia sprzętu bezpośrednio do domu pacjenta. W przypadku problemów z oddychaniem każda godzina może mieć znaczenie.</p><h2>Podnośniki pomagają odzyskać godność i bezpieczeństwo</h2><p>Wypożyczalnia oferuje także <strong>podnośniki transportowe</strong>, które dla wielu opiekunów są ogromnym wsparciem. Dzięki nim możliwe jest bezpieczne przenoszenie pacjenta z łóżka na wózek, do łazienki czy fotela bez ryzyka urazów i przeciążeń.</p><p>– Opieka nad osobą leżącą to ogromny wysiłek fizyczny. Podnośniki nie tylko zwiększają bezpieczeństwo chorego, ale też chronią zdrowie opiekunów. Często widzimy ulgę w oczach rodzin, kiedy pokazujemy im, jak bardzo taki sprzęt może ułatwić codzienne funkcjonowanie – podkreśla fizjoterapeuta.</p><h2>Wózki, balkoniki i kule pomagają wrócić do sprawności</h2><p>W ofercie wypożyczalni znajdują się również <strong>wózki inwalidzkie, balkoniki, chodziki, kule ortopedyczne</strong> i wiele innych urządzeń wspierających rehabilitację oraz codzienną mobilność.</p><p>To szczególnie ważne dla osób po operacjach ortopedycznych, złamaniach czy udarach, które potrzebują czasowego wsparcia podczas powrotu do sprawności.</p><p>– Pacjenci bardzo często nie wiedzą, jaki sprzęt będzie dla nich najlepszy. Dlatego staramy się zawsze dobrać rozwiązanie indywidualnie do potrzeb i możliwości chorego. Innego wsparcia potrzebuje senior po udarze, a innego młoda osoba po urazie kolana – tłumaczy personel sklepu.</p><h2>Szybka dostawa i montaż mają ogromne znaczenie</h2><p>Jednym z największych atutów wypożyczalni prowadzonej przez <strong>Twój Sklep Medyczny</strong> jest szybka realizacja zamówień. W sytuacjach nagłych sprzęt może zostać dostarczony nawet tego samego dnia. Pracownicy nie tylko przywożą urządzenia do domu pacjenta, ale również pomagają w montażu i dokładnie tłumaczą zasady użytkowania.</p><p>Dla rodzin przeżywających stres związany z chorobą bliskiej osoby takie wsparcie okazuje się często bezcenne.</p><p>– Staramy się, żeby pacjent i jego rodzina nie zostali z tym sami. Sprzęt medyczny ma pomagać, a nie być kolejnym źródłem stresu. Dlatego wszystko pokazujemy krok po kroku i zawsze jesteśmy pod telefonem – podkreśla farmaceutka.</p><h2>Coraz większa świadomość mieszkańców</h2><p>Specjaliści zauważają, że mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego coraz lepiej rozumieją znaczenie rehabilitacji i profesjonalnej opieki domowej. Jeszcze kilka lat temu wiele osób próbowało radzić sobie bez odpowiedniego sprzętu, dziś coraz częściej stawiają na rozwiązania poprawiające komfort i bezpieczeństwo chorego.</p><p>Bo rehabilitacja to nie tylko ćwiczenia. To również codzienność – możliwość spokojnego snu, bezpiecznego przemieszczania się i zachowania choć części samodzielności.</p><hr><h3>Twój Sklep Medyczny – Wypożyczalnia Sprzętu Rehabilitacyjnego</h3><p>📍 Tomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4<br>📞 tel. 570 019 100</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Kardiolog: zdrowie psychiczne i sercowo-naczyniowe są ze sobą ściśle powiązane]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55037,kardiolog-zdrowie-psychiczne-i-sercowo-naczyniowe-sa-ze-soba-scisle-powiazane</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55037,kardiolog-zdrowie-psychiczne-i-sercowo-naczyniowe-sa-ze-soba-scisle-powiazane</guid>
            <pubDate>Sun, 10 May 2026 09:56:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-kardiolog-zdrowie-psychiczne-i-sercowo-naczyniowe-sa-ze-soba-scisle-powiazane-1778400184.png</url>
                        <title>Kardiolog: zdrowie psychiczne i sercowo-naczyniowe są ze sobą ściśle powiązane</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55037,kardiolog-zdrowie-psychiczne-i-sercowo-naczyniowe-sa-ze-soba-scisle-powiazane</link>
                    </image><description>W gabinetach kardiologicznych przybywa pacjentów z depresją czy przewlekłym stresem. Zdrowie psychiczne i sercowo-naczyniowe są ze sobą ściśle powiązane – powiedziała PAP kardiolog dr Marta Oleksy-Kałużna. W rok po rozpoznaniu zaburzenia psychicznego ryzyko chorób serca rośnie niemal dwukrotnie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p style="text-align:justify;">Statystyki Narodowego Funduszu Zdrowia pokazują, że <strong>liczba pacjentów kardiologicznych stale rośnie</strong>. Niewydolność serca dotyczy już około miliona Polaków, na nadciśnienie tętnicze choruje nawet 10 milionów osób. Zdaniem prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca dr Marty Oleksy-Kałużnej najważniejsze przyczyny to starzenie się społeczeństwa, otyłość, mała ilość ruchu, więcej stresu i problemów psychicznych<i>. – Jednocześnie coraz lepiej leczymy ostre stany kardiologiczne, m.in. zawały serca, wykonujemy zabiegi np. na zastawkach serca, co wyraźnie przedłuża życie pacjentom. Oznacza to, że zwiększamy populację osób w starszym wieku z chorobami sercowo-naczyniowymi </i>– powiedziała <strong>dr Oleksy-Kałużna.</strong></p><p style="text-align:justify;">Dolegliwości, z jakimi najczęściej zgłaszają się do kardiologów chorzy, to <strong>ból w klatce piersiowej, duszność, szybkie męczenie się czy kołatanie serca</strong>.<i> – Coraz częściej widzimy pacjentów z depresją, lękiem czy przewlekłym stresem. Co ważne, te zaburzenia nie tylko współistnieją z chorobami serca, ale też pogarszają ich przebieg i rokowania. To już nie są dwa oddzielne problemy – zdrowie psychiczne i sercowo-naczyniowe są ze sobą ściśle powiązane –</i> powiedziała specjalistka.</p><p style="text-align:justify;">Zwróciła uwagę, że objawy chorób serca można pomylić z atakiem paniki.<i> – Zarówno w chorobach serca, jak i w ataku paniki mogą wystąpić np. ból w klatce piersiowej, duszność, kołatanie serca czy zawroty głowy, a nawet zasłabnięcia. Dlatego zawsze trzeba to dokładnie różnicować – najpierw wykluczamy przyczynę kardiologiczną, a dopiero potem rozważamy tło psychiczne.</i></p><p style="text-align:justify;">Leki psychiatryczne mogą wpływać na ciśnienie i łagodzić objawy niektórych problemów kardiologicznych. Wiele zależy jednak od rodzaju medykamentu, a także indywidualnego stanu zdrowia.<i> – U części pacjentów, zwłaszcza tych, u których nadciśnienie jest silnie związane ze stresem lub lękiem, skuteczne leczenie psychiatryczne może wręcz poprawić kontrolę ciśnienia. Wynika to nie tyle z bezpośredniego działania leku na naczynia, ile z poprawy funkcjonowania psychicznego, redukcji napięcia i lepszego stylu życia</i> – powiedziała dr Oleksy-Kałużna.</p><p style="text-align:justify;">Nie jest to jednak regułą. Jak wyjaśniła specjalistka, część leków przeciwdepresyjnych (np. starszej generacji – PAP) może podnosić ciśnienie lub przyspieszać tętno. Dlatego u osób, które zmagają się z zaburzeniami psychicznymi i schorzeniami układu krążenia, tak ważna jest kontrola zarówno kardiologa, jak i psychiatry.</p><p style="text-align:justify;"><strong>Silny stres powoduje stałe pobudzenie układu nerwowego</strong> – rośnie ciśnienie, przyspiesza tętno, zwiększa się poziom kortyzolu i adrenaliny. To z czasem prowadzi do uszkodzenia naczyń, sprzyja miażdżycy i zwiększa ryzyko zawału. Silne emocje mogą nawet bezpośrednio wywołać ostre incydenty sercowe. – <i>Przewlekły stres działa na organizm jak ciągłe „wciśnięcie gazu”. Aktywuje układ współczulny i powoduje stałe wydzielanie hormonów stresu, takich jak adrenalina i kortyzol. Jeśli taki stan utrzymuje się długo, zaczyna uszkadzać śródbłonek naczyń i przyspiesza rozwój miażdżycy – </i>podkreśliła rozmówczyni PAP.</p><p style="text-align:justify;">Dodała, że <strong>redukcja stresu ma realne znaczenie kardiologiczne</strong>, choć sama w sobie nie zastąpi leczenia innych czynników ryzyka sercowo-naczyniowego, np. nadciśnienia czy hipercholesterolemii, ale jest jego bardzo ważnym uzupełnieniem.</p><p style="text-align:justify;">Psychiatra <strong>dr Przemysław Łukasiewicz </strong>potwierdził w rozmowie z PAP, że rośnie liczba dowodów naukowych wskazujących na związek problemów psychicznych z chorobami układu sercowo-naczyniowego, takimi jak nadciśnienie tętnicze, choroba wieńcowa czy zawał serca.</p><p style="text-align:justify;">Według badania EZOP II przeprowadzonego przez Instytut Psychiatrii i Neurologii około 25 proc. dorosłych Polaków doświadcza w ciągu życia zaburzeń psychicznych: to 8–9 milionów osób.</p><p style="text-align:justify;"><strong>W pierwszym roku po rozpoznaniu zaburzenia psychicznego ryzyko chorób sercowo-naczyniowych rośnie niemal dwukrotnie</strong>, co potwierdzają wyniki amerykańskiego badania opublikowanego w „EClinicalMedicine” w 2023 r. <strong>Zaburzenia lękowe zwiększają ryzyko nadciśnienia o 40–50 proc</strong>. Najwięcej dowodów na powiązanie zaburzeń psychicznych z chorobami serca wykazano dla grupy najczęstszych zaburzeń, tj. depresji i zaburzeń lękowych.</p><p style="text-align:justify;">Zdaniem lekarza dobrostan psychiczny przekłada się bezpośrednio na ryzyko rozwoju chorób kardiologicznych, a im wcześniej zadbamy o codzienne nawyki, tym lepiej.</p><p style="text-align:justify;"><i>– Zdrowy styl życia obniża ryzyko chorób krążenia. Nic nie zabezpiecza przed nimi tak skutecznie jak odpowiednie jedzenie. Najlepszym wyborem będzie dieta śródziemnomorska, bogata w tłuszcze roślinne. Nowe badania potwierdzają, że żadna z „rewolucyjnych” diet z nią nie wygrywa – </i>wyjaśnił dr Łukasiewicz.</p><p style="text-align:justify;">Dr Oleksy-Kałużna powiedziała, że u części pacjentów <strong>leczenie zaburzeń lękowych czy depresji rzeczywiście pomaga stabilizować ciśnienie</strong>, szczególnie jeśli jego wahania są związane ze stresem. Samo <strong>uspokojenie organizmu</strong> też ma znaczenie – przewlekły stres jest jednym z ważnych czynników ryzyka chorób serca. Jego redukcja może więc realnie poprawić rokowania.</p><p style="text-align:justify;">Leczenie depresji poprawia przestrzeganie zaleceń, styl życia i ogólne funkcjonowanie pacjenta. A to przekłada się na lepsze wyniki leczenia chorób serca i mniejsze ryzyko powikłań. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Co piąta Polka podważyła zalecenia ginekologa po lekturze internetu]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55025,co-piata-polka-podwazyla-zalecenia-ginekologa-po-lekturze-internetu</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55025,co-piata-polka-podwazyla-zalecenia-ginekologa-po-lekturze-internetu</guid>
            <pubDate>Sat, 09 May 2026 11:51:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-co-piata-polka-podwazyla-zalecenia-ginekologa-po-lekturze-internetu-1778320574.png</url>
                        <title>Co piąta Polka podważyła zalecenia ginekologa po lekturze internetu</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55025,co-piata-polka-podwazyla-zalecenia-ginekologa-po-lekturze-internetu</link>
                    </image><description>Internet stał się dziś dla wielu kobiet pierwszym gabinetem diagnostycznym. Zanim padnie pytanie do lekarza, wcześniej pojawia się wyszukiwarka, forum, film na TikToku albo anonimowa grupa dyskusyjna. Problem w tym, że między rzetelną wiedzą a medyczną fikcją granica bywa cienka jak nitka chirurgicznego szwu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Z najnowszego badania IBRiS, przeprowadzonego na zlecenie Santander Consumer Banku, wynika, że niemal co piąta Polka zakwestionowała zalecenia ginekologa pod wpływem informacji znalezionych w internecie. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że część kobiet zrezygnowała nawet z wizyty lekarskiej, ufając bardziej sieci niż specjaliście.</p><p>W czasach, gdy algorytmy podsuwają „cudowne terapie”, a media społecznościowe pełne są samozwańczych ekspertów od zdrowia, lekarze alarmują: internet może wspierać diagnostykę, ale nie może zastępować specjalisty.</p><h2>„Wygooglowałam i już wiem”. Coraz więcej kobiet podważa diagnozy</h2><p>Badanie pokazuje, że 22 proc. kobiet przyznało, iż zdarzyło im się podważyć zalecenia ginekologa po przeczytaniu informacji w internecie. W większości przypadków było to sporadyczne, ale 4 proc. respondentek deklaruje, że robi to regularnie.</p><p>Najczęściej zjawisko dotyczy młodszych kobiet — w wieku od 18 do 49 lat. To pokolenie wychowane ze smartfonem w ręku, przyzwyczajone do natychmiastowego dostępu do wiedzy i szybkiej weryfikacji informacji.</p><p>Psychologowie zwracają uwagę, że internet daje pacjentkom poczucie kontroli nad własnym zdrowiem. Problem zaczyna się wtedy, gdy anonimowy wpis na forum zaczyna mieć większą wartość niż diagnoza lekarza z wieloletnim doświadczeniem.</p><p>To trochę jak słynna scena z serialu „Dr House”, w której pacjent po pięciu minutach w sieci jest przekonany, że cierpi na śmiertelną chorobę. Tyle że dziś to już nie telewizyjna metafora, ale codzienność wielu gabinetów.</p><h2>Co trzecia młoda kobieta zrezygnowała z wizyty</h2><p>Jeszcze mocniej wybrzmiewają dane dotyczące rezygnacji z konsultacji ginekologicznych. 18 proc. kobiet przyznało, że pod wpływem internetu odwołało lub przełożyło wizytę.</p><p>W grupie kobiet między 18. a 29. rokiem życia zrobiła tak aż co trzecia respondentka.</p><p>Lekarze alarmują, że odkładanie diagnostyki może mieć dramatyczne skutki — szczególnie w przypadku chorób nowotworowych, endometriozy czy zmian hormonalnych, które często przez długi czas rozwijają się bez wyraźnych objawów.</p><h2>Tomaszów Mazowiecki ma specjalistów, którym warto ufać</h2><p>W powiecie tomaszowskim temat zdrowia kobiet wraca regularnie nie tylko podczas akcji profilaktycznych, ale także w rozmowach pacjentek, które coraz częściej szukają pomocy blisko domu, zamiast jeździć do Łodzi czy Warszawy.</p><p>Tymczasem Tomaszowskie Centrum Zdrowia od lat rozwija oddział ginekologiczno-położniczy, który cieszy się bardzo dobrą opinią pacjentek także poza regionem. Szczególnie mocno podkreślana jest specjalizacja w zakresie ginekologii onkologicznej.</p><p>Duży udział ma w tym ordynator oddziału dr Mateusz Nowak, którego pacjentki często wymieniają jako lekarza łączącego nowoczesną diagnostykę z empatycznym podejściem do kobiet. W czasach, gdy internet potrafi wywołać więcej lęku niż wiedzy, właśnie zaufanie do lekarza staje się jednym z najważniejszych elementów leczenia.</p><p>To ważne zwłaszcza dziś, gdy rak szyjki macicy, nowotwory jajnika czy endometrioza nadal bywają wykrywane zbyt późno — często dlatego, że kobiety próbują najpierw „diagnozować się” same.</p><h2>Internet pomaga, ale nie leczy</h2><p>Eksperci podkreślają, że problemem nie jest samo korzystanie z internetu. Wiele kobiet szuka tam wsparcia, informacji o badaniach czy doświadczeń innych pacjentek. To naturalne.</p><p>Niebezpieczeństwo pojawia się wtedy, gdy media społecznościowe zaczynają zastępować gabinet lekarski. Szczególnie że ogromna część medycznych treści w sieci nie jest w żaden sposób weryfikowana.</p><p>Aż 80 proc. kobiet biorących udział w badaniu uważa, że internetowe treści medyczne powinny być bardziej kontrolowane i oznaczane pod względem wiarygodności.</p><p>To pokazuje skalę problemu. Pacjentki same zaczynają dostrzegać, że w cyfrowym świecie trudno odróżnić specjalistę od internetowego celebryty.</p><h2>Lekarze apelują: badajcie się regularnie</h2><p>Ginekolodzy przypominają, że nawet najlepszy artykuł czy film w internecie nie zastąpi badań profilaktycznych.</p><p>Regularna cytologia, USG, kontrola zmian hormonalnych czy szybka reakcja na niepokojące objawy mogą uratować zdrowie, a czasem życie.</p><p>W Tomaszowie Mazowieckim coraz częściej mówi się też o konieczności budowania lokalnej świadomości zdrowotnej — tak, aby kobiety nie szukały odpowiedzi wyłącznie w telefonie, ale przede wszystkim w gabinecie specjalisty.</p><p>Bo internet może podpowiedzieć pytania. Odpowiedzi wciąż powinien dawać lekarz.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tuszyn dziś, Tomaszów jutro? Niepokojące pytania o przyszłość szpitali po „konsolidacji”]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55016,tuszyn-dzis-tomaszow-jutro-niepokojace-pytania-o-przyszlosc-szpitali-po-konsolidacji</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55016,tuszyn-dzis-tomaszow-jutro-niepokojace-pytania-o-przyszlosc-szpitali-po-konsolidacji</guid>
            <pubDate>Fri, 08 May 2026 18:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tuszyn-dzis-tomaszow-jutro-niepokojace-pytania-o-przyszlosc-szpitali-po-konsolidacji-1778251243.png</url>
                        <title>Tuszyn dziś, Tomaszów jutro? Niepokojące pytania o przyszłość szpitali po „konsolidacji”</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/55016,tuszyn-dzis-tomaszow-jutro-niepokojace-pytania-o-przyszlosc-szpitali-po-konsolidacji</link>
                    </image><description>To pismo nie brzmi jak urzędowa korespondencja. Bardziej przypomina alarm wysłany z tonącego statku. Lekarze, pielęgniarki i pracownicy II Oddziału Chorób Płuc w Tuszynie biją na alarm: pod hasłem „konsolidacji” może dojść do faktycznej likwidacji jednego z najważniejszych pulmonologicznych ośrodków w regionie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>A dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego to nie jest problem „gdzieś obok”. Z usług tuszyńskiego oddziału od lat korzystają także pacjenci z naszego powiatu — szczególnie ci z nowotworami płuc, gruźlicą, przewlekłą niewydolnością oddechową czy wymagający specjalistycznej diagnostyki pulmonologicznej. Pamiętać należy, że brak pulmonologów to w Tomaszowie jeden z najczęściej sygnalizowanych problemów.&nbsp;</p><p>Dziś pytanie brzmi jednak szerzej: jeśli taki scenariusz możliwy jest w Tuszynie, to co w przyszłości może czekać <strong>Tomaszowskie Centrum Zdrowia</strong>, o którym coraz częściej mówi się w kontekście potencjalnej konsolidacji z dużym ośrodkiem klinicznym w Łodzi?</p><h2><strong>„Konsolidacja” czy wygaszanie oddziałów?</strong></h2><p>Pracownicy oddziału pulmonologicznego w Tuszynie nie kryją dramatycznych obaw. W piśmie skierowanym do prezydenta Tomaszowa Mazowieckiego Marcina Witko piszą wprost:</p><blockquote><p>„Zgodnie z uzyskanymi informacjami nasz oddział pulmonologiczny miałby zostać przeniesiony do szpitala w Łodzi przy ul. Okólnej 181. Przeniesienie to miałoby polegać na likwidacji obecnego II Oddziału Chorób Płuc”.</p></blockquote><p>To zdanie powinno wybrzmieć bardzo mocno także w Tomaszowie. Bo dokładnie tak wyglądają procesy, które na początku nazywa się „restrukturyzacją”, „optymalizacją” albo „łączeniem potencjałów”, czy konsolidacją. Najpierw mówi się o synergii. Potem o analizie kosztów. Na końcu znika oddział. Personel alarmuje również, że plan oznaczałby drastyczne ograniczenie liczby łóżek:</p><blockquote><p>„Obecnie w Tuszynie nasz oddział liczy 65 łóżek, w tym 20 łóżek izolacyjnych dla pacjentów z gruźlicą, po wcieleniu go w struktury szpitala przy ul. Okólnej 181 w Łodzi będzie dostępnych maksymalnie 40 łóżek, w tym około 11 łóżek dla chorych zakaźnych”.</p></blockquote><p>To nie jest kosmetyczna zmiana organizacyjna. To realne ograniczenie dostępu do leczenia.</p><h2><strong>Oddział, którego nie da się łatwo zastąpić</strong></h2><p>Tuszyn nie jest prowincjonalnym oddziałem do zamknięcia „bez konsekwencji”. Z dokumentów wynika, że placówka wykonuje niezwykle zaawansowane procedury diagnostyczne i pełni unikalną rolę w regionie.</p><p>Oddział specjalizuje się m.in. w:</p><ul><li>diagnostyce nowotworów płuc,</li><li>leczeniu gruźlicy lekoopornej,</li><li>kriobiopsjach,</li><li>badaniach EBUS,</li><li>biopsjach pod kontrolą tomografii komputerowej i USG.</li></ul><p>W samym tylko analizowanym okresie wykonano tam m.in.:</p><ul><li><strong>1387 tomografii komputerowych klatki piersiowej</strong>,</li><li><strong>731 bronchoskopii</strong>,</li><li><strong>113 badań EBUS</strong>,</li><li>niemal <strong>1900 badań mikrobiologicznych i antybiogramów</strong>.</li></ul><p>Liczby pokazują skalę działalności. Ale jeszcze ważniejsze jest to, co napisali sami pracownicy:</p><blockquote><p>„Nie wszystkie oddziały pulmonologiczne mogą pochwalić się takimi wynikami. Potrafimy kompleksowo rozwiązywać problemy chorób płuc naszych pacjentów w ośrodku, który od 100 lat specjalizuje się w tej dziedzinie”.</p></blockquote><p>To zdanie brzmi dziś jak próba obrony nie tylko oddziału, ale całej idei regionalnej medycyny specjalistycznej.</p><h2><strong>Pacjent ma jechać dalej i czekać dłużej</strong></h2><p>W piśmie padają również ostrzeżenia, które powinny zainteresować każdego mieszkańca regionu:</p><blockquote><p>„Likwidacja obecnego oddziału pulmonologicznego w Tuszynie spowoduje znaczące ograniczenie dostępu do specjalistycznej diagnostyki i leczenia chorób układu oddechowego”.</p></blockquote><p>I dalej:</p><blockquote><p>„Pacjenci ci zostaną zmuszeni do korzystania z odległych placówek, niektórzy utracą do nich dostęp całkowicie. Ponadto znacznie wydłuży się czas oczekiwania na tak potrzebną diagnostykę pulmonologiczną, w tym diagnostykę nowotworów”.</p></blockquote><p>To właśnie ten moment, w którym urzędnicze słowo „konsolidacja” zderza się z rzeczywistością pacjenta czekającego na diagnozę raka płuca.</p><h2><strong>Tuszyn pokazuje przyszłość Tomaszowa?</strong></h2><p>W Tomaszowie Mazowieckim coraz częściej wraca temat możliwego głębszego powiązania <strong>Tomaszowskiego Centrum Zdrowia</strong> z dużym ośrodkiem klinicznym w Łodzi — przede wszystkim z CKD.</p><p>Oficjalnie mówi się o współpracy, zwiększaniu potencjału, poprawie jakości leczenia i bezpieczeństwa finansowego. Dokładnie takich samych argumentów używano wcześniej przy konsolidacji szpitali w regionie.</p><p>Ale dokument z Tuszyna pokazuje drugą stronę medalu.</p><p>Bo duży szpital kliniczny patrzy przede wszystkim na bilans ekonomiczny. A szpital powiatowy musi patrzeć również na bezpieczeństwo mieszkańców.</p><p>I tu zaczyna się problem.</p><h2><strong>Nierentowne oddziały są często najbardziej potrzebne</strong></h2><p>W systemie ochrony zdrowia istnieją oddziały, które niemal nigdy nie będą generować zysków. Pulmonologia, interna, geriatria, zakaźne, opieka długoterminowa, czy tzw. zabiegówka — to nie są „produkty medyczne”, na których buduje się finansowy sukces placówki. One kosztują. Wymagają dużego personelu, całodobowych dyżurów, izolacji pacjentów, specjalistycznego sprzętu i ogromnej odpowiedzialności. Ale są niezbędne. I właśnie dlatego w czasie konsolidacji często stają się pierwszym kandydatem do „optymalizacji”.</p><p>Pracownicy z Tuszyna zwracają uwagę również na możliwy odpływ kadry:</p><blockquote><p>„Większość personelu, głównie ze względu na miejsce zamieszkania, nie zamierza zmieniać miejsca pracy”.</p></blockquote><p>To zdanie powinno szczególnie wybrzmieć w Tomaszowie. Bo jeśli kiedyś podobny proces dotknąłby TCZ, konsekwencją mogłaby być utrata specjalistów budowanych przez lata. A lekarzy i pielęgniarek nie odbudowuje się decyzją zarządu ani uchwałą sejmiku.</p><h2><strong>Najpierw ekonomia, potem pacjent</strong></h2><p>Najbardziej uderzający fragment pisma pracowników dotyczy oficjalnych założeń konsolidacji:</p><blockquote><p>„Nadrzędnym celem konsolidacji szpitali przedstawionym przez Ministerstwo Zdrowia jest realna poprawa działania systemu ochrony zdrowia z perspektywy pacjenta i personelu”.</p></blockquote><p>Po czym autorzy dodają brutalnie:</p><blockquote><p>„Zabranie naszego oddziału ze szpitala w Tuszynie nie spełnia żadnego z tych założeń”.</p></blockquote><p>I właśnie tutaj kryje się sedno całej sprawy.</p><p>Bo pytanie nie brzmi już, czy konsolidacja wygląda dobrze w prezentacji PowerPoint. Pytanie brzmi, co stanie się z mieszkańcem Tomaszowa, Tuszyna czy Opoczna, gdy nagle okaże się, że najbliższy specjalistyczny oddział jest kilkadziesiąt kilometrów dalej, a czas oczekiwania wydłużył się o kilka miesięcy.</p><h2><strong>Dziś Tuszyn. Jutro może być za późno</strong></h2><p>Historia ochrony zdrowia zna już wiele takich przypadków. Najpierw zapewnienia o „wzmocnieniu potencjału”. Potem centralizacja. Następnie redukcja łóżek, przenoszenie oddziałów i odpływ personelu. Na końcu zostaje pacjent, który słyszy, że powinien pojechać do Łodzi.</p><p>Dlatego pismo pracowników z Tuszyna powinno być uważnie czytane również w Tomaszowie Mazowieckim. Bo nie jest tylko obroną jednego oddziału pulmonologicznego.</p><p>To ostrzeżenie przed modelem ochrony zdrowia, w którym ekonomia coraz częściej wygrywa z dostępnością leczenia. A kiedy zamyka się oddział, bardzo trudno go potem odzyskać.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Czy nasz szpital zniknie z mapy? Jedna decyzja, która może zmienić wszystko w Tomaszowie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54960,czy-nasz-szpital-zniknie-z-mapy-jedna-decyzja-ktora-moze-zmienic-wszystko-w-tomaszowie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54960,czy-nasz-szpital-zniknie-z-mapy-jedna-decyzja-ktora-moze-zmienic-wszystko-w-tomaszowie</guid>
            <pubDate>Sat, 02 May 2026 13:14:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-czy-nasz-szpital-zniknie-z-mapy-jedna-decyzja-ktora-moze-zmienic-wszystko-w-tomaszowie-1777721310.png</url>
                        <title>Czy nasz szpital zniknie z mapy? Jedna decyzja, która może zmienić wszystko w Tomaszowie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54960,czy-nasz-szpital-zniknie-z-mapy-jedna-decyzja-ktora-moze-zmienic-wszystko-w-tomaszowie</link>
                    </image><description>Działacze tomaszowskiej Koalicji Obywatelskiej i PiS z żenująca infantylnością publikują kolejne internetowe wpisy na temat tzw. konsolidacji tomaszowskiego szpitala. Dla nich to &quot;szansa&quot; dla pacjentów... ograniczenie dostępności usług medycznych. Lokalny poseł podrzuca kilka pism, jako kukułcze jajo, mając świadomość, że propozycja jaką serwuje, jest nie do zaakceptowania. Mówiąc wprost: niezły cwaniaczek, bo z jednej strony przypodoba się partyjnym liderom, co może skutkować dobrym miejscem w przyszłorocznych wyborach, z drugiej dolał paliwa do zardzewiałego politycznego baku. W sumie to dla niego nawet lepiej, by powiat pomysł odrzucił, bo będzie publikował kolejne rolki i wpisy w sieci, na temat, że ruszył na ratunek a źli radni i Starosta z jego pomocy skorzystać nie chcieli. Tyle, że... żadnej pomocy tu nie było, a jedynie typowa polityczna ściema. Nabór wniosków konsolidacyjnych ma trwać do 30 października. Za to przez ostatni rok koalicji KO-PiS w powiecie, gdzie w Radzie Powiatu za Zdrowie odpowiada Alicja Zwolak Plichta, udało się z rentownej placówki uczynić niemalże bankruta. na stronach internetowych nie znajdzie się żadnego wniosku w tym temacie. Zresztą niemal w żadnym innym również</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To miała być reforma systemu. W praktyce coraz częściej brzmi jak zapowiedź jego selektywnego demontażu – szczególnie tam, gdzie Polska nie kończy się na granicach metropolii, lecz zaczyna się naprawdę: w powiatach.</p><p>Rządowy program konsolidacji szpitali sprzedawany jest opinii publicznej jak racjonalizacja, jak chirurgiczne cięcie, które ma uzdrowić chore ciało. Tyle że z perspektywy miast takich jak Tomaszów Mazowiecki, Opoczno czy setek podobnych miejsc w kraju, to nie jest precyzyjna operacja, tylko raczej amputacja – przeprowadzana z poziomu gabinetów, w których mapa Polski wygląda inaczej niż z okna karetki jadącej nocą do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów szpitala.</p><p>Narracja rządowa jest prosta i dobrze brzmi w telewizyjnych paskach: za dużo szpitali, za mało pacjentów, zadłużenie sięgające dziesiątek miliardów złotych, niewykorzystane łóżka, chaos organizacyjny. Problem w tym, że za tymi statystykami kryje się coś więcej niż tylko liczby. Kryją się konkretne społeczności, które przez dekady budowały swoje poczucie bezpieczeństwa wokół lokalnych szpitali. Szpital powiatowy to nie jest tylko instytucja. To ostatnia linia obrony. To miejsce, do którego trafia się bez zapowiedzi, często w sytuacji granicznej. I to właśnie ta linia ma zostać „zracjonalizowana”.</p><p>Kiedy eksperci mówią chłodno, że nawet 30 procent placówek jest „nadmiarowych”, brzmi to jak cytat z podręcznika ekonomii. Ale w języku lokalnym oznacza to coś zupełnie innego: zamkniętą porodówkę, zlikwidowaną chirurgię, oddział przekształcony w zakład opiekuńczo-leczniczy. Oznacza kobietę, która zamiast kilku kilometrów będzie musiała jechać kilkadziesiąt. Oznacza starszego człowieka, dla którego dostęp do leczenia przestaje być realny, a zaczyna być logistycznym wyzwaniem. Oznacza wreszcie społeczność, która słyszy kolejny raz: „tu się już nie opłaca”.</p><p>Władza próbuje to opakować w język nowoczesności. Konsolidacja, optymalizacja, integracja. Słowa miękkie, niemal kojące. Ale pod nimi kryje się twarda rzeczywistość: decyzje o tym, które szpitale będą miały przyszłość, a które zostaną zdegradowane do roli zaplecza. To nie jest reforma równych szans. To selekcja.</p><p>Najbardziej niepokojące jest jednak to, że skala finansowa programu nijak ma się do skali problemu. Ponad miliard złotych brzmi imponująco, dopóki nie zestawi się tego z dziurą finansową systemu, liczona w dziesiątkach miliardów. To tak, jakby próbować ratować tonący statek wiadrem – można coś zrobić, ale nie zmienia to kursu. W efekcie konsolidacja zaczyna wyglądać nie jak rozwiązanie, lecz jak sposób na zarządzanie kryzysem poprzez jego przesunięcie – kosztem słabszych ogniw.</p><p>A słabszym ogniwem zawsze jest powiat.</p><p>W dużych miastach konsolidacja oznacza reorganizację. W powiatach oznacza redukcję. Tam, gdzie są dwa szpitale, zostanie jeden silniejszy. Tam, gdzie jest jeden – zacznie tracić funkcje. I to jest kluczowa różnica, o której rzadko mówi się wprost. Bo łatwiej mówić o „lepszym wykorzystaniu zasobów” niż o tym, że ktoś straci dostęp do leczenia bliżej domu.</p><p>Do tego dochodzi wymiar polityczny, o którym wszyscy wiedzą, ale mało kto mówi głośno. Szpital to największy pracodawca w powiecie, często największa inwestycja publiczna ostatnich dekad, symbol obecności państwa. Jego osłabienie to nie tylko problem zdrowotny. To sygnał: państwo się wycofuje. A w miejscach, gdzie już wcześniej zamykano sądy, posterunki policji czy szkoły, ten sygnał brzmi wyjątkowo głośno.</p><p>Nie bez powodu samorządy podchodzą do tej reformy jak do pola minowego. Każda decyzja o „współpracy” może być w rzeczywistości pierwszym krokiem do utraty kontroli. Każde połączenie – początkiem procesu, który skończy się tym, że decyzje zapadają gdzie indziej. Lokalna autonomia ustępuje miejsca centralnemu planowaniu. Dla jednych to konieczność. Dla innych – odebranie głosu.</p><p>W tle pojawia się jeszcze jedna obawa, bardziej subtelna, ale równie istotna. Konsolidacja może być etapem przejściowym do dalszych przekształceń – zmian formy prawnej, wprowadzania mechanizmów rynkowych, a w konsekwencji stopniowej prywatyzacji usług. Nikt tego nie mówi wprost, ale historia polskich reform nauczyła już samorządy czytać między wierszami.</p><p>Patrząc na to wszystko z perspektywy miasta powiatowego, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z kolejną odsłoną znanego schematu. Modernizacja, która zawsze zaczyna się od argumentów o efektywności, a kończy pytaniem o równość dostępu. I bardzo często odpowiedź na to pytanie nie jest wygodna.</p><p>Bo prawdziwe pytanie nie brzmi, czy system trzeba zmieniać. To oczywiste. Pytanie brzmi: kto zapłaci za tę zmianę.</p><p>I coraz więcej wskazuje na to, że zapłacą ci, którzy mają najmniej do powiedzenia.</p> ]]></content:encoded>
            <author>mariusz.strzepek@gmail.com (Mariusz Strzępek)</author></item><item>
            <title><![CDATA[Ekspert: rosnąca świadomość społeczeństwa powoduje wzrost liczby L4 ze względu na zdrowie psychiczne]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54946,ekspert-rosnaca-swiadomosc-spoleczenstwa-powoduje-wzrost-liczby-l4-ze-wzgledu-na-zdrowie-psychiczne</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54946,ekspert-rosnaca-swiadomosc-spoleczenstwa-powoduje-wzrost-liczby-l4-ze-wzgledu-na-zdrowie-psychiczne</guid>
            <pubDate>Fri, 01 May 2026 13:44:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-ekspert-rosnaca-swiadomosc-spoleczenstwa-powoduje-wzrost-liczby-l4-ze-wzgledu-na-zdrowie-psychiczne-1777635991.png</url>
                        <title>Ekspert: rosnąca świadomość społeczeństwa powoduje wzrost liczby L4 ze względu na zdrowie psychiczne</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54946,ekspert-rosnaca-swiadomosc-spoleczenstwa-powoduje-wzrost-liczby-l4-ze-wzgledu-na-zdrowie-psychiczne</link>
                    </image><description>Wzrost liczby wydawanych zaświadczeń lekarskich ze względu na zdrowie psychiczne związany jest przede wszystkim ze zwiększającą się świadomością społeczeństwa w obszarze zdrowia psychicznego - ocenił dla PAP dr hab. Sylwiusz Retowski z Uniwersytetu SWPS.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ostatnich siedmiu latach obserwujemy znaczący wzrost liczby zaświadczeń lekarskich wystawionych z tytułu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania - przekazał Zakład Ubezpieczeń Społecznych w opublikowanym ostatnio raporcie o absencji chorobowej w 2025 r. Poinformowano w nim, że w 2019 r. wystawiono ok. 1,16 mln zaświadczeń, na łączną liczbę ponad 20 mln dni absencji chorobowej. W 2025 r. zostało wystawionych 1,8 mln zaświadczeń lekarskich na łączną liczbę 34,1 mln dni. Przekłada się to na wzrost liczby zaświadczeń o 51,3 proc. oraz liczby dni absencji o 68,7 proc.</p><p>Specjalista w zakresie psychologii pracy, dr hab. prof. Uniwersytetu SWPS Sylwiusz Retowski w rozmowie z PAP ocenił, że wzrost liczby wydawanych zaświadczeń lekarskich związany jest przede wszystkim ze zwiększającą się świadomością społeczeństwa w obszarze zdrowia psychicznego. Podkreślił, że na poprawność tej tezy wskazują m.in. dane z innych krajów Unii Europejskiej, na tle których Polska nie wyróżnia się.</p><p>- Moim zdaniem świadczy to raczej o tym, że ludzie zwracają coraz większą uwagę na takie problemy, których dawniej wstydziliby się ujawniać - podkreślił.</p><p>Ekspert zaznaczył, że przez wiele pokoleń Polacy byli przyzwyczajeni do znoszenia bardzo trudnych warunków pracy. Pokolenia te, jak powiedział, zwracały wtedy większą uwagę na materialne atrybuty sukcesu. Podkreślił, że obecnie obserwujemy zmieniające się podejście pracowników. Dążą oni bowiem w coraz większym stopniu do tego, żeby po prostu żyć dobrze - niekoniecznie w kontekście finansów, lecz pod względem jakości życia</p><p>Wykładowca SWPS podkreślił, że taką zmianę priorytetów widzi też wśród swoich studentów. Wyjaśnił, że młodzi ludzie są obecnie bardzo wyczuleni na kwestie związane z jakością życia i sygnalizują, że jest to dla nich ważne.</p><p>Zapytany o to, czy młodzi ludzie odczuwają presję ze strony osób ze starszych pokoleń, prof. Retowski ocenił, że to właśnie młodzi są często w sytuacji nieporównywalnie trudniejszej od tych, którzy wchodzili na rynek pracy jeszcze 20-30 lat temu. Podkreślił, że dawniej takie osoby miały zdecydowanie bardziej ograniczoną pulę możliwości realizowania się. Teraz jest ich znacznie więcej - od wyjazdów na zagraniczne uczelnie po możliwości zarabiania w sieci.</p><p>- Trudno jest dokonywać wyborów życiowych w takim natłoku różnych propozycji. Aspiracje młodych ludzi są też w dużym stopniu stymulowane przez media społecznościowe - zaznaczył.</p><p>Rozmówca PAP został również zapytany, czy świadomość pracowników w obszarze zdrowia psychicznego będzie cały czas rosnąć. Podkreślił, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu głównym wyzwaniem na rynku pracy dla ludzi pracujących zawodowo były wyzwania związane z fizycznymi wymaganiami pracy. Dodał, że obecnie wśród pracowników dominują dwa rodzaje przeciążeń, z którymi się mierzą - poznawcze i emocjonalne. Pierwsze z nich związane jest z przeciążeniem informacyjnym. Drugie m.in. z koniecznością kontrolowania negatywnych emocji w miejscu pracy czy czasami wymuszania pewnych reakcji emocjonalnych.</p><p>Zdaniem eksperta, choć pracownicy często dbają o swoje zdrowie psychiczne, to pamiętać należy, że ich indywidualne działania nie zmienią raczej środowiska pracy. Zaznaczył, że poprawę w tym obszarze mogą przynieść przede wszystkim działania podejmowane na poziomie zespołu czy też całej organizacji.</p><p>Zapytany także o to, czy polski rynek pracy i zmiany w prawie nadążają za zmianami społecznymi, podkreślił, że w dłuższym okresie czasu przyjmowane rozwiązania prawne powinny być skuteczne. Zaznaczył jednak, że rozwiązania te najczęściej pojawiają się dopiero wówczas, kiedy już widzimy, że jest pewna potrzeba.</p><p>Zaświadczenia lekarskie z tytułu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania najczęściej wystawiane były w związku z: reakcją na ciężki stres i zaburzeniami adaptacyjnymi (36,7 proc. zaświadczeń z tytułu zaburzeń psychicznych), epizodem depresyjnym (17,2 proc.), zaburzeniami depresyjnymi nawracającymi (8,4 proc.), innymi zaburzeniami lękowymi (18,6 proc.), zaburzeniami psychicznymi i zaburzeniami zachowania spowodowanymi użyciem alkoholu (4,0 proc.). (PAP)</p><p>kblu/ kj/</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dzieci w sieci szybciej niż myślisz. Social media zaczynają się już w podstawówce]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54944,dzieci-w-sieci-szybciej-niz-myslisz-social-media-zaczynaja-sie-juz-w-podstawowce</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54944,dzieci-w-sieci-szybciej-niz-myslisz-social-media-zaczynaja-sie-juz-w-podstawowce</guid>
            <pubDate>Fri, 01 May 2026 13:08:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dzieci-w-sieci-szybciej-niz-myslisz-social-media-zaczynaja-sie-juz-w-podstawowce-1777633840.png</url>
                        <title>Dzieci w sieci szybciej niż myślisz. Social media zaczynają się już w podstawówce</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54944,dzieci-w-sieci-szybciej-niz-myslisz-social-media-zaczynaja-sie-juz-w-podstawowce</link>
                    </image><description>Jeszcze niedawno mówiło się o nastolatkach uzależnionych od ekranów. Dziś granica przesuwa się coraz niżej. Ponad 60 procent dzieci w wieku 7–9 lat korzysta już z mediów społecznościowych, a wśród nastolatków obecność w sieci staje się praktycznie normą — sięga niemal 96 procent.

To nie jest margines. To codzienność.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h3>Coraz młodsi, coraz dłużej online</h3><p>Badanie panelu <strong>MNFORCE dla KidsAlert</strong>, przeprowadzone w kwietniu 2026 roku na grupie 522 rodziców dzieci w wieku 7–15 lat, pokazuje wyraźny trend: im starsze dziecko, tym większa obecność w świecie cyfrowym.</p><ul><li><strong>7–9 lat</strong> – 61 proc. dzieci korzysta z social mediów</li><li><strong>10–12 lat</strong> – już 84,1 proc.</li><li><strong>13–15 lat</strong> – aż 95,7 proc.</li></ul><p>W praktyce oznacza to jedno: <strong>nastolatek offline to dziś wyjątek, nie reguła</strong>. Co więcej — dzieci trafiają do sieci mimo formalnych ograniczeń wiekowych. Większość platform wymaga ukończenia 13 lat, ale rzeczywistość pisze własny scenariusz.</p><h3>YouTube rządzi. TikTok goni, Facebook nie znika</h3><p>Najczęściej wybieraną platformą pozostaje <strong>YouTube</strong>. Korzysta z niego:</p><ul><li>53,5 proc. dzieci w wieku 7–9 lat</li><li>70 proc. w grupie 10–12 lat</li><li>77,6 proc. wśród nastolatków</li></ul><p>Tuż za nim plasują się <strong>Facebook i TikTok</strong>, choć ich popularność zmienia się wraz z wiekiem.</p><p>Wśród najmłodszych dzieci Facebook i TikTok pojawiają się niemal równie często, co może oznaczać jedno — <strong>korzystanie z kont dorosłych lub obchodzenie ograniczeń</strong>.</p><p>W starszych grupach TikTok zaczyna wyraźnie dominować, a do gry wchodzi też <strong>Instagram</strong>. Z wiekiem rośnie również znaczenie platform takich jak <strong>Snapchat czy Discord</strong>, które coraz częściej stają się przestrzenią komunikacji młodych ludzi.</p><h3>Rodzice wiedzą… ale czy naprawdę?</h3><p>Autorzy badania podkreślają, że opierają się na deklaracjach rodziców. Co ciekawe, odsetek odpowiedzi „nie wiem” jest bardzo niski. Może to sugerować, że <strong>dzieci funkcjonują w sieci za wiedzą dorosłych</strong>.</p><p>Ale tu pojawia się pęknięcie.</p><p>Bo jak pokazuje praktyka — wiedzieć, że dziecko „korzysta z telefonu”, to jedno. <strong>Rozumieć, co naprawdę robi w sieci — to zupełnie co innego</strong>.</p><h3>„To się zaczyna niewinnie”</h3><p>— <i>Media społecznościowe mają silne mechanizmy angażujące i uzależniające</i> — mówi <strong>Daniel Dziewit</strong>, terapeuta uzależnień z Ośrodka RESET.</p><p>Jak podkreśla, problem nie pojawia się nagle. Zaczyna się od prostych treści, krótkich filmów, „niewinnego scrollowania”. Z czasem jednak może przerodzić się w poważne trudności.</p><p>Przywołuje konkretny przykład:</p><p>— <i>Miałem do czynienia z 12-letnim chłopcem, którego rodzic nie był w stanie zinterpretować danych z telefonu. Nie wiedział, co kryje się pod kategorią „inne”</i>.</p><p>To właśnie w tej „szarej strefie” kryje się realny obraz aktywności dzieci — od komunikatorów, przez gry online, po treści, które wymykają się kontroli.</p><h3>Social media zamiast relacji?</h3><p>Jeszcze dalej idzie <strong>prof. Mariusz Jędrzejko</strong>, który wskazuje na szerszy problem społeczny.</p><p>— <i>Młodzi ludzie trafiają do przestrzeni, do której nie są przygotowani ani emocjonalnie, ani poznawczo</i> — podkreśla.</p><p>I dodaje coś, co powinno wybrzmieć najmocniej:</p><p>— <i>Dla wielu dzieci media społecznościowe stają się substytutem relacji</i>.</p><p>To zdanie brzmi jak diagnoza naszych czasów.</p><h3>Skala problemu rośnie</h3><p>Według przywoływanych danych, w Polsce <strong>ponad 600 tysięcy dzieci pozostaje pod opieką specjalistów</strong> — psychiatrów, pedagogów, terapeutów.</p><p>To nie jest już tylko kwestia technologii. To <strong>opowieść o kondycji relacji, rodzin i całego systemu społecznego</strong>.</p><h3>Kiedy ekran to za dużo?</h3><p>Eksperci nie mają wątpliwości: kontakt dzieci z technologią powinien być dostosowany do wieku.</p><ul><li>do 3. roku życia — <strong>bez ekranów</strong></li><li>4–6 lat — <strong>maksymalnie kilkanaście–kilkadziesiąt minut dziennie</strong></li><li>starsze dzieci — stopniowe wprowadzanie, ale pod kontrolą</li></ul><p>Tymczasem rzeczywistość często wygląda inaczej.</p><p>Bo dziś pytanie nie brzmi już: <strong>czy dziecko jest w sieci</strong>.<br>Pytanie brzmi: <strong>co tam naprawdę robi — i czy ktoś nad tym jeszcze panuje</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Szpital szuka nowego prezesa. Konkurs w TCZ ma być otwarty i transparentny]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54904,szpital-szuka-nowego-prezesa-konkurs-w-tcz-ma-byc-otwarty-i-transparentny</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54904,szpital-szuka-nowego-prezesa-konkurs-w-tcz-ma-byc-otwarty-i-transparentny</guid>
            <pubDate>Tue, 28 Apr 2026 11:34:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-szpital-szuka-nowego-prezesa-konkurs-w-tcz-ma-byc-otwarty-i-transparentny-1777369476.png</url>
                        <title>Szpital szuka nowego prezesa. Konkurs w TCZ ma być otwarty i transparentny</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54904,szpital-szuka-nowego-prezesa-konkurs-w-tcz-ma-byc-otwarty-i-transparentny</link>
                    </image><description>Na stronie Tomaszowskiego Centrum Zdrowia pojawiła się informacja o konkursie na stanowisko prezesa spółki. To wiadomość ważna nie tylko dla pracowników szpitala, ale dla wszystkich mieszkańców powiatu tomaszowskiego, bo TCZ nie jest zwykłą firmą. To instytucja, od której zależy bezpieczeństwo zdrowotne tysięcy ludzi.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Konrad Borowski, który objął funkcję prezesa po wcześniejszych zmianach w zarządzie powiatu i radzie nadzorczej spółki, zdecydował, że nie chce dłużej prowadzić spraw Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Jego odejście otwiera nowy etap w historii placówki, która w ostatnich miesiącach była przedmiotem gorących dyskusji, także w kontekście sytuacji finansowej szpitala. O objęciu przez Borowskiego funkcji prezesa informowały wcześniej media regionalne i branżowe.&nbsp;</p><p>Tym razem jednak kluczowe jest to, w jaki sposób ma zostać wyłoniony następca. Ogłoszenie konkursu oznacza, że stanowisko nie ma zostać obsadzone wyłącznie decyzją gabinetową, lecz w procedurze, do której mogą zgłosić się kandydaci spełniający wymagania określone przez spółkę. W realiach lokalnej polityki to istotny sygnał: proces powinien być czytelny, jawny i oparty na kompetencjach, a nie na szeptach korytarzy.</p><p>Stawka jest ogromna. Tomaszowskie Centrum Zdrowia prowadzi szpital, poradnie specjalistyczne i usługi, z których korzystają mieszkańcy Tomaszowa Mazowieckiego oraz okolicznych gmin. Oficjalny serwis TCZ wskazuje m.in. rozbudowaną sieć poradni, od kardiologicznej i neurologicznej po zdrowie psychiczne, rehabilitację i nocną pomoc lekarską.</p><p>Nowy prezes nie będzie więc wchodził do spokojnego gabinetu, ale na mostek kapitański w czasie trudnej pogody. Przed nim rozmowy z personelem, finanse, kontrakty, organizacja pracy, inwestycje i codzienne problemy pacjentów, dla których najważniejsze nie są nazwiska w KRS, lecz to, czy otrzymają pomoc wtedy, kiedy jej potrzebują.</p><p>Dlatego ten konkurs warto uważnie obserwować. Powinien być egzaminem z transparentności dla rady nadzorczej i właściciela spółki. Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jakie wymagania postawiono kandydatom, jakie doświadczenie będzie premiowane i czy wybór prezesa rzeczywiście będzie wyborem menedżera zdolnego udźwignąć ciężar placówki.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dyskretna pomoc, która przywraca komfort. Wkładki urologiczne dla mężczyzn – co warto wiedzieć?]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54831,dyskretna-pomoc-ktora-przywraca-komfort-wkladki-urologiczne-dla-mezczyzn-co-warto-wiedziec</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54831,dyskretna-pomoc-ktora-przywraca-komfort-wkladki-urologiczne-dla-mezczyzn-co-warto-wiedziec</guid>
            <pubDate>Thu, 23 Apr 2026 13:07:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dyskretna-pomoc-ktora-przywraca-komfort-wkladki-urologiczne-dla-mezczyzn-co-warto-wiedziec-1779641082.png</url>
                        <title>Dyskretna pomoc, która przywraca komfort. Wkładki urologiczne dla mężczyzn – co warto wiedzieć?</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54831,dyskretna-pomoc-ktora-przywraca-komfort-wkladki-urologiczne-dla-mezczyzn-co-warto-wiedziec</link>
                    </image><description>Są tematy, o których wciąż mówi się półgłosem. Jakby należały do sfery wstydu, a nie zdrowia. Tymczasem nietrzymanie moczu u mężczyzn – czy to po zabiegach urologicznych, w przebiegu chorób prostaty, czy wraz z wiekiem – dotyka znacznie większej liczby osób, niż się powszechnie przyznaje. I co ważne: są na to skuteczne, dyskretne rozwiązania.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Jednym z nich są <strong>wkładki urologiczne dla mężczyzn</strong> – produkt, który dla wielu staje się czymś więcej niż tylko zabezpieczeniem. To często pierwszy krok do odzyskania normalności.</p><h3><strong>Dlaczego wkładki urologiczne to dobre rozwiązanie?</strong></h3><p>Wkładki zostały zaprojektowane specjalnie z myślą o męskiej anatomii. To nie są „zwykłe podpaski” – to <strong>wyspecjalizowany produkt medyczny</strong>, który:</p><ul><li>zapewnia <strong>wysoką chłonność</strong>,</li><li>neutralizuje zapach,</li><li>dopasowuje się do ciała i pozostaje <strong>niewidoczny pod ubraniem</strong>,</li><li>daje poczucie <strong>suchości i bezpieczeństwa przez cały dzień</strong>.</li></ul><p>Dzięki temu można spokojnie wrócić do codziennych aktywności – pracy, spacerów, spotkań. Bez stresu, bez ciągłego sprawdzania, „czy wszystko jest w porządku”.</p><h3><strong>Kiedy warto sięgnąć po wkładki?</strong></h3><p>Najczęściej stosuje się je:</p><ul><li>po operacjach prostaty,</li><li>przy problemach z pęcherzem,</li><li>przy wysiłkowym nietrzymaniu moczu,</li><li>w sytuacjach, gdy pojawiają się pierwsze, sporadyczne epizody.</li></ul><p>Ważne: <strong>to nie jest oznaka słabości</strong>, tylko świadome dbanie o komfort i higienę.</p><h3><strong>Dofinansowanie – nie każdy o tym wie</strong></h3><p>Wielu pacjentów nie zdaje sobie sprawy, że <strong>wkładki urologiczne można kupić taniej dzięki dofinansowaniu</strong>.</p><p>👉 <strong>NFZ (Narodowy Fundusz Zdrowia)</strong> refunduje środki chłonne na podstawie zlecenia od lekarza.<br>👉 Dodatkowo można skorzystać z <strong>PFRON</strong> – szczególnie w przypadku osób z orzeczeniem o niepełnosprawności.</p><p>To realna pomoc finansowa, która pozwala regularnie korzystać z produktów wysokiej jakości bez nadmiernego obciążenia budżetu domowego.</p><h3><strong>Gdzie w Tomaszowie Mazowieckim?</strong></h3><p>Jeśli szukasz sprawdzonego miejsca, gdzie:</p><ul><li>dobierzesz odpowiedni produkt,</li><li>uzyskasz pomoc w realizacji zlecenia NFZ,</li><li>dowiesz się, jak skorzystać z dofinansowania,</li></ul><p>👉 zapraszamy do naszego <strong>sklepu medycznego w Tomaszowie Mazowieckim ul. Słowackie 4</strong></p><p>Podchodzimy do tematu bez skrępowania i z pełnym zrozumieniem. Wiemy, że dla wielu osób to pierwszy krok – dlatego <strong>doradzamy spokojnie, dyskretnie i konkretnie</strong>.</p><h3><strong>Na koniec – najważniejsze</strong></h3><p>Nie warto odkładać tej decyzji.<br>Bo komfort życia to nie luksus – to podstawa.</p><p>A czasem wystarczy niewielka zmiana, by wrócić do normalności.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Co robią z nami sny? Naukowcy odkrywają ich wpływ na emocje]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54774,co-robia-z-nami-sny-naukowcy-odkrywaja-ich-wplyw-na-emocje</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54774,co-robia-z-nami-sny-naukowcy-odkrywaja-ich-wplyw-na-emocje</guid>
            <pubDate>Sat, 18 Apr 2026 11:19:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-co-robia-z-nami-sny-naukowcy-odkrywaja-ich-wplyw-na-emocje-1776504145.png</url>
                        <title>Co robią z nami sny? Naukowcy odkrywają ich wpływ na emocje</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54774,co-robia-z-nami-sny-naukowcy-odkrywaja-ich-wplyw-na-emocje</link>
                    </image><description>Sny to nie tylko nocne obrazy bez znaczenia. Naukowcy pokazują, że mogą one wpływać na nasze emocje – i to w sposób bardziej złożony, niż dotąd sądzono. Lęk, radość, a nawet ich mieszanka mogą mieć realne przełożenie na to, jak czujemy się po przebudzeniu.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Co robią z nami sny? Naukowcy odkrywają ich wpływ na emocje</strong></p><p>Sny od zawsze były dla człowieka czymś więcej niż tylko nocnym obrazem — trochę jak niedokończona scena z filmu, który urywa się w najmniej spodziewanym momencie. Raz przypominają spokojny spacer przez znajome miejsca, innym razem zamieniają się w burzę, z której budzimy się z przyspieszonym oddechem. Dziś nauka coraz odważniej zagląda w ten świat i próbuje odpowiedzieć na pytanie: czy sny naprawdę wpływają na nasze emocje?</p><p>Najnowsze badania naukowców z University of Kansas, opublikowane w prestiżowym czasopiśmie „SLEEP”, sugerują, że odpowiedź brzmi: tak — i to bardziej, niż dotąd przypuszczano. Okazuje się, że emocje przeżywane we śnie mogą mieć realny wpływ na to, jak czujemy się po przebudzeniu, a sam sen może pełnić funkcję swoistego „treningu emocjonalnego”.</p><p>Nie jest to zresztą zupełnie nowa koncepcja. Neurobiolodzy od lat wskazują, że sny mogą pomagać w radzeniu sobie ze stresem. Jedna z teorii porównuje je do terapii ekspozycji — tej samej, którą stosuje się w leczeniu lęków. W kontrolowanych warunkach człowiek „oswaja” trudne emocje. W świecie snu dzieje się coś podobnego: mózg wystawia nas na sytuacje, które w rzeczywistości mogłyby być trudne, ale tu — w bezpiecznej przestrzeni snu — nie niosą realnego zagrożenia.</p><p>Jak tłumaczy autor badania Garrett Baber, w śnie nic nie może nam się stać. Jeśli sytuacja wymyka się spod kontroli, po prostu się budzimy. Dlatego nawet lęk pojawiający się w snach nie musi być czymś złym — przeciwnie, może pomagać w lepszym radzeniu sobie z emocjami na jawie.</p><p>Aby sprawdzić tę hipotezę, badacze przeanalizowali relacje ze snów ponad 500 osób. Wykorzystali przy tym nowoczesne narzędzia — uczenie maszynowe oraz duży model językowy, który klasyfikował emocje obecne w snach, takie jak lęk czy radość. Następnie porównano te dane z samopoczuciem uczestników kolejnego dnia.</p><p>Wyniki nie są jednak jednoznaczne — i właśnie w tym tkwi ich największa wartość. Z jednej strony, w krótkiej perspektywie większy lęk we śnie wiązał się z gorszym nastrojem rano. To intuicyjne: niespokojna noc zostawia ślad. Z drugiej jednak strony osoby, które na co dzień lepiej radzą sobie z emocjami — stosując strategie takie jak akceptacja zamiast tłumienia — częściej doświadczały lęku w swoich snach.</p><p>Jeszcze ciekawszy wniosek dotyczy tzw. złożoności emocjonalnej. Gdy w snach pojawiały się jednocześnie różne emocje — na przykład lęk i radość — uczestnicy rzadziej zgłaszali zły nastrój po przebudzeniu. To sugeruje, że właśnie taka emocjonalna „mieszanka” może działać ochronnie, niczym naturalny mechanizm równoważący psychikę.</p><p>Nie do końca wiadomo jednak, kiedy dokładnie zachodzi ten proces regulacji emocji. Czy dzieje się to w trakcie samego snu, czy dopiero później — gdy przypominamy sobie jego przebieg? Naukowcy nie są tu zgodni. Coraz częściej pojawia się jednak hipoteza, że to, co przeżywamy we śnie, jest częścią szerszego procesu, który rozciąga się także na nasze funkcjonowanie w ciągu dnia.</p><p>Badacze chcą teraz pójść krok dalej i sprawdzić, czym różnią się zwykłe złe sny od koszmarów sennych. Te drugie — szczególnie u osób z PTSD — mogą mieć poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego. Ale nawet tutaj pojawia się interesująca myśl: nie każdy zły sen jest czymś negatywnym. Czasem może być sygnałem, że mózg próbuje poradzić sobie z trudnymi doświadczeniami.</p><p>Można więc powiedzieć, że sny są jak nocny warsztat emocji — miejsce, w którym bez świadomej kontroli próbujemy poukładać to, co wydarzyło się za dnia. I choć nie zawsze budzimy się z poczuciem ulgi, to gdzieś głęboko ten proces może działać na naszą korzyść.</p><p>Bo być może — jak pisał kiedyś Szekspir — „jesteśmy z tej samej materii co nasze sny”. A nauka zaczyna właśnie rozumieć, co to tak naprawdę znaczy.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tłumy w Urzędzie Miasta. Mieszkańcy postawili na zdrowie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54767,tlumy-w-urzedzie-miasta-mieszkancy-postawili-na-zdrowie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54767,tlumy-w-urzedzie-miasta-mieszkancy-postawili-na-zdrowie</guid>
            <pubDate>Fri, 17 Apr 2026 20:33:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tlumy-w-urzedzie-miasta-mieszkancy-postawili-na-zdrowie-1780836886.jpg</url>
                        <title>Tłumy w Urzędzie Miasta. Mieszkańcy postawili na zdrowie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54767,tlumy-w-urzedzie-miasta-mieszkancy-postawili-na-zdrowie</link>
                    </image><description>Setki mieszkańców pojawiły się dziś w Urzędzie Miasta w Tomaszowie Mazowieckim, by skorzystać z bezpłatnych badań i porad zdrowotnych w ramach Klubu Pacjenta. Wydarzenie pokazało jedno – temat profilaktyki zdrowotnej przestaje być odkładany „na później”.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W <strong>Urzędzie Miasta w Tomaszowie Mazowieckim</strong> odbyło się dziś spotkanie w ramach <strong>Klubu Pacjenta</strong>, które przyciągnęło liczne grono mieszkańców zainteresowanych <strong>profilaktyką zdrowotną</strong>, badaniami i edukacją prozdrowotną. Wydarzenie zorganizowała <strong>Fundacja „Z sercem do pacjenta”</strong>, a patronat nad nim objął <strong>prezydent Tomaszowa Mazowieckiego Marcin Witko</strong>.</p><p>Spotkanie miało charakter <strong>otwarty i bezpłatny</strong>, a jego uczestnicy mogli skorzystać z szerokiego zakresu <strong>badań profilaktycznych</strong> i konsultacji. Na miejscu wykonywano między innymi <strong>badanie wzroku, EKG, pomiary ciśnienia tętniczego, poziomu glukozy, saturacji</strong>, a także <strong>analizę składu ciała</strong>. Mieszkańcy mieli również możliwość skorzystania z <strong>przeglądu lekowego</strong> oraz <strong>konsultacji farmaceutycznych</strong>, co cieszyło się dużym zainteresowaniem.</p><p>Ważnym elementem wydarzenia była także <strong>edukacja zdrowotna</strong>. Uczestnicy mogli wysłuchać wykładów i porad dotyczących <strong>wczesnej profilaktyki, zasad udzielania pierwszej pomocy</strong> oraz <strong>bezpieczeństwa seniorów</strong>. Organizatorzy podkreślali, że celem inicjatywy jest nie tylko umożliwienie wykonania podstawowych badań, ale również budowanie większej świadomości zdrowotnej wśród mieszkańców.</p><p><strong>Klub Pacjenta</strong> to projekt skierowany do lokalnych społeczności, którego zadaniem jest <strong>promowanie profilaktyki, edukacja pacjentów</strong> oraz wzmacnianie postaw sprzyjających dbaniu o zdrowie. Dzisiejsze wydarzenie wpisywało się w założenia <strong>Roku Profilaktyki</strong>, ogłoszonego przez <strong>Sejm RP</strong>, i stanowiło odpowiedź na rosnącą potrzebę prowadzenia <strong>działań prozdrowotnych na poziomie lokalnym</strong>.</p><p>Frekwencja pokazała, że tematy związane ze <strong>zdrowiem, profilaktyką i bezpieczeństwem zdrowotnym</strong> są dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego ważne. Dzisiejsze spotkanie w magistracie było nie tylko okazją do wykonania badań, ale również do rozmowy, zdobycia wiedzy i przypomnienia sobie, jak istotną rolę odgrywa <strong>regularna profilaktyka</strong>.</p><p>Jeśli chcesz, mogę od razu przygotować też <strong>mocniejszy lead i tytuł w stylu portalu lokalnego</strong>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Bezpłatne badania znamion w Tomaszowie. NU-MED z dotacją na program profilaktyki czerniaka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54749,bezplatne-badania-znamion-w-tomaszowie-nu-med-z-dotacja-na-program-profilaktyki-czerniaka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54749,bezplatne-badania-znamion-w-tomaszowie-nu-med-z-dotacja-na-program-profilaktyki-czerniaka</guid>
            <pubDate>Thu, 16 Apr 2026 16:18:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-bezplatne-badania-znamion-w-tomaszowie-nu-med-z-dotacja-na-program-profilaktyki-czerniaka-1776349178.jpg</url>
                        <title>Bezpłatne badania znamion w Tomaszowie. NU-MED z dotacją na program profilaktyki czerniaka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54749,bezplatne-badania-znamion-w-tomaszowie-nu-med-z-dotacja-na-program-profilaktyki-czerniaka</link>
                    </image><description>To dobra wiadomość dla mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i całego subregionu piotrkowskiego. Specjalistyczny Szpital Onkologiczny NU-MED otrzymał 60 tysięcy złotych dofinansowania na realizację programu bezpłatnych badań profilaktycznych pod nazwą „Masz niepokojące znamiona na skórze? Sprawdź je – program profilaktyki czerniaka i innych nowotworów skóry”. Środki pochodzą z Budżetu Obywatelskiego Województwa Łódzkiego na 2026 rok, a wniosek został pozytywnie oceniony przez Zarząd Województwa Łódzkiego.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ramach projektu zaplanowano <strong>510 bezpłatnych badań dermatoskopowych</strong>. Z programu będą mogli skorzystać mieszkańcy <strong>powiatów bełchatowskiego, opoczyńskiego, radomszczańskiego, tomaszowskiego i piotrkowskiego</strong>, a także <strong>Piotrkowa Trybunalskiego</strong>. Celem przedsięwzięcia jest wczesne wykrywanie <strong>czerniaka oraz innych nowotworów skóry</strong>, a tym samym zwiększenie szans na skuteczne leczenie.</p><p>W medycynie onkologicznej czas ma znaczenie szczególne. W przypadku zmian skórnych właśnie szybka reakcja i odpowiednio wczesna diagnoza często decydują o dalszym przebiegu leczenia. Dlatego program przygotowany przez NU-MED ma wymiar nie tylko diagnostyczny, ale też profilaktyczny i edukacyjny. Chodzi o to, by mieszkańcy regionu nie lekceważyli niepokojących znamion i mieli realny dostęp do specjalistycznej oceny.</p><p>Projekt został zgłoszony w 2025 roku przez pracowników szpitala przy współpracy z wolontariuszami <strong>Fundacji NU-MED</strong>. Jak podkreśla dyrektor placówki <strong>Małgorzata Nurkowska</strong>, uzyskane dofinansowanie to przede wszystkim konkretna szansa na poprawę bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców regionu.</p><p>– <strong>Uzyskanie dofinansowania na ten projekt to dla nas nie tylko powód do satysfakcji, ale przede wszystkim szansa na zwiększenie bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców regionu. Zależy nam, aby profilaktyka była dostępna, zrozumiała i skuteczna. Dzięki temu projektowi 510 osób będzie mogło skorzystać z bezpłatnych badań dermatoskopowych, które mogą odegrać kluczową rolę we wczesnym wykrywaniu zmian nowotworowych. Dziękujemy wszystkim, którzy wsparli naszą inicjatywę – to wspólny sukces całej społeczności</strong> – zaznacza dyrektor szpitala.</p><p>Program obejmie <strong>konsultacje dermatologiczne</strong> oraz diagnostykę prowadzoną z użyciem nowoczesnych metod oceny zmian skórnych. Badania mają być wykonywane przez <strong>wykwalifikowany personel medyczny</strong> szpitala. To istotne, bo dermatoskopia pozwala na dokładniejszą ocenę znamion i może pomóc wykryć zmiany, które na pierwszy rzut oka nie wydają się groźne.</p><p>Ważnym elementem projektu będą także <strong>działania edukacyjne</strong>. Szpital chce nie tylko przebadać pacjentów, ale również zwiększyć świadomość mieszkańców w zakresie profilaktyki czerniaka i innych nowotworów skóry. Chodzi między innymi o przypominanie, jak ważna jest regularna kontrola znamion, obserwacja zmian pojawiających się na skórze oraz rozsądna ochrona przed promieniowaniem słonecznym.</p><p>Dofinansowanie w wysokości <strong>60 tys. zł</strong> pozwoli więc nie tylko przeprowadzić badania, ale też wzmocnić działania profilaktyczne, które w onkologii mają znaczenie fundamentalne. To kolejny przykład na to, że Budżet Obywatelski może przekładać się na bardzo konkretne korzyści zdrowotne dla mieszkańców regionu.</p><p>Realizacja projektu została zaplanowana na <strong>2026 rok</strong>. Szczegóły dotyczące harmonogramu badań oraz zasad uczestnictwa mają być publikowane na facebookowym profilu <strong>„Affidea Onkologia”</strong> oraz przekazywane za pośrednictwem lokalnych mediów.</p><p>NU-MED zachęca mieszkańców do korzystania z dostępnych programów profilaktycznych i regularnego wykonywania badań kontrolnych. W przypadku nowotworów skóry to właśnie czujność, szybka reakcja i profilaktyka bywają najskuteczniejszą linią obrony.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Długotrwała otyłość zwiększa ryzyko chorób krążeniowych]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54706,dlugotrwala-otylosc-zwieksza-ryzyko-chorob-krazeniowych</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54706,dlugotrwala-otylosc-zwieksza-ryzyko-chorob-krazeniowych</guid>
            <pubDate>Mon, 13 Apr 2026 15:46:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dlugotrwala-otylosc-zwieksza-ryzyko-chorob-krazeniowych-1776088109.jpg</url>
                        <title>Długotrwała otyłość zwiększa ryzyko chorób krążeniowych</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54706,dlugotrwala-otylosc-zwieksza-ryzyko-chorob-krazeniowych</link>
                    </image><description>Utrzymywana przez długi czas zbyt wysoka masa ciała silnie wskazuje na podwyższone ryzyko chorób naczyniowych - wynika z obszernego, długofalowego badania. Otyłość szczególnie szkodzi w tym zakresie ludziom młodym.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p><strong>Otyłość</strong> jest znanym <strong>czynnikiem ryzyka chorób sercowo-naczyniowych</strong>, ale <strong>masa ciała</strong> ludzi może się z czasem zmieniać, a o <strong>skumulowanym wpływie nadwagi</strong> wiadomo niewiele – przypominają eksperci z Mass General Brigham (USA).</p><p>Ich zdaniem <strong>długotrwałe narażenie na nadmierną masę ciała</strong> jest silniejszym czynnikiem prognozującym <strong>ryzyko sercowo-naczyniowe</strong> niż <strong>wskaźnik masy ciała (BMI)</strong>, mierzony w pojedynczym momencie życia. Efekt ten jest najsilniejszy u <strong>osób młodszych</strong>.</p><p>„<strong>Nadmierna masa ciała</strong> w danym momencie nie jest wyrokiem na całe życie” - podkreśla Alexander Turchin, współautor pracy opublikowanej w piśmie „PLOS One”. - „To, co dzieje się z <strong>masą ciała</strong> człowieka w dłuższym okresie, ma większe znaczenie dla <strong>zdrowia serca</strong>. Nasze badanie sugeruje, że jeśli dana osoba obniży swoją <strong>masę ciała</strong>, jej <strong>wyniki zdrowotne</strong> mogą się poprawić”.</p><p>Badacz i jego koledzy przeanalizowali dane <strong>136 498 uczestników badania</strong> Nurses' Health Study oraz badania Health Professionals Follow-Up Study. Wszyscy uczestnicy mieli na początku <strong>wskaźnik BMI powyżej 25 kg/m2</strong> w momencie rozpoczęcia badania w 1990 roku. Kobiety miały od 25 do 69 lat, a mężczyźni od 43 do 80 lat.</p><p>Aby oszacować <strong>skumulowaną ekspozycję na podwyższone BMI</strong> w okresie dziesięciu lat, badacze uśrednili pomiary dotyczące uczestników z lat 1990–2000. Następnie od 2000 roku zaczęli obserwować stan ich <strong>zdrowia sercowo-naczyniowego</strong> i prowadzili tę obserwację średnio przez 16,7 roku. W tym czasie u 12 048 osób (czyli 8,8 proc. uczestników) wystąpiły <strong>incydenty sercowo-naczyniowe</strong>, takie jak <strong>zawał serca</strong> lub <strong>udar</strong>.</p><p>Zespół stwierdził silny związek między <strong>długotrwałą ekspozycją na nadmierną masę ciała</strong> i zwiększonym <strong>ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych</strong>. Efekt ten okazał się najsilniejszy u osób z <strong>młodszych grup wiekowych</strong> - oraz u tych, które miały najwyższą <strong>skumulowaną ekspozycję na nadmierną wagę</strong>. Na przykład u kobiet, które na początku badania miały mniej niż 35 lat, wysokie skumulowane narażenie na <strong>nadmierną masę ciała</strong> wiązało się z 60-proc. wyższym <strong>ryzykiem chorób krążeniowych</strong>. Wśród kobiet w wieku 35–50 lat ryzyko było o 27 proc. wyższe a u mężczyzn w wieku 35–65 lat - 23 proc. Nie stwierdzono natomiast takiego związku u kobiet powyżej 50. roku życia ani u mężczyzn powyżej 65. roku życia.</p><p>„Wyniki te powinny stanowić dla pacjentów i ich lekarzy impuls do zajęcia się problemem <strong>nadmiernej masy ciała</strong>, aby poprawić <strong>długoterminowy stan zdrowia</strong>” – mówi dr Turchin.</p><p>Mogę też przygotować wersję z frazami zaznaczonymi bardziej pod <strong>SEO</strong>, czyli wężej i bardziej „klikająco”.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Samotność bliżej nas, niż myślimy. Naukowcy ostrzegają: to jeden z kluczowych sygnałów zagrożenia]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54669,samotnosc-blizej-nas-niz-myslimy-naukowcy-ostrzegaja-to-jeden-z-kluczowych-sygnalow-zagrozenia</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54669,samotnosc-blizej-nas-niz-myslimy-naukowcy-ostrzegaja-to-jeden-z-kluczowych-sygnalow-zagrozenia</guid>
            <pubDate>Fri, 10 Apr 2026 11:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-samotnosc-blizej-nas-niz-myslimy-naukowcy-ostrzegaja-to-jeden-z-kluczowych-sygnalow-zagrozenia-1775813366.png</url>
                        <title>Samotność bliżej nas, niż myślimy. Naukowcy ostrzegają: to jeden z kluczowych sygnałów zagrożenia</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54669,samotnosc-blizej-nas-niz-myslimy-naukowcy-ostrzegaja-to-jeden-z-kluczowych-sygnalow-zagrozenia</link>
                    </image><description>Samotność nie jest już tylko społecznym problemem czy chwilowym stanem emocjonalnym – coraz częściej wskazuje się ją jako poważny czynnik ryzyka dla zdrowia psychicznego. Najnowsze badania naukowców z Vanderbilt University Medical Center pokazują, że może ona odgrywać kluczową rolę w pojawianiu się myśli samobójczych.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Analiza objęła ogromną grupę – aż 633 tysiące uczestników programu „All of Us”, prowadzonego przez amerykański National Institutes of Health. To jedno z największych przedsięwzięć badawczych na świecie, które ma pomóc lepiej zrozumieć zależności między zdrowiem a codziennym funkcjonowaniem ludzi.</p><h3>Samotność jako „cichy pośrednik”</h3><p>Wyniki są jednoznaczne: najsilniej z myślami samobójczymi powiązane są depresja i stany lękowe. Jednak tuż za nimi znalazła się samotność – i to w roli szczególnej.</p><p>Badacze zauważyli, że samotność działa jak „pośrednik” między depresją i lękiem a myślami samobójczymi. Innymi słowy – może wzmacniać ich wpływ i pogłębiać kryzys psychiczny.</p><p>Jak podkreśla dr Katherine Musacchio Schafer, autorka publikacji w „JAMA Network Open”, ograniczenie samotności może realnie osłabić wpływ depresji i lęku na pojawianie się myśli samobójczych.</p><h3>Co to oznacza w praktyce?</h3><p>Dotychczas główną metodą zapobiegania samobójstwom było leczenie depresji i zaburzeń lękowych – poprzez terapię i farmakologię. Problem w tym, że dostęp do specjalistów w wielu krajach, także w Polsce, jest ograniczony.</p><p>Dlatego eksperci wskazują na coś bardziej dostępnego: <strong>budowanie relacji i przeciwdziałanie izolacji</strong>.</p><p>To nie muszą być wielkie zmiany. Czasem wystarczy:</p><ul><li>regularny kontakt z bliskimi</li><li>rozmowa z kimś z sąsiedztwa</li><li>wspólne spędzanie czasu, nawet w prosty sposób</li><li>zaangażowanie w lokalne inicjatywy</li></ul><p>To właśnie te drobne działania mogą realnie wpłynąć na poprawę samopoczucia.</p><h3>Polska perspektywa: problem, którego nie można ignorować</h3><p>Temat nie jest odległy. W Polsce w 2025 roku odnotowano <strong>4776 samobójstw zakończonych zgonem</strong>. Za każdą z tych liczb stoi człowiek – i często historia narastającej izolacji.</p><p>W dużych miastach, takich jak Warszawa, paradoks samotności jest szczególnie widoczny. Mimo bliskości milionów ludzi, wielu mieszkańców doświadcza braku realnych więzi. Szybkie tempo życia, praca zdalna, przeprowadzki – wszystko to sprzyja osłabieniu relacji.</p><h3>Gdzie szukać pomocy?</h3><p>Jeśli Ty lub ktoś w Twoim otoczeniu przeżywa kryzys, warto działać od razu. W Polsce dostępne są bezpłatne, całodobowe linie wsparcia:</p><ul><li><strong>800 70 2222</strong> – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych</li><li><strong>116 123</strong> – wsparcie w kryzysie emocjonalnym</li><li><strong>116 111</strong> – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży</li><li><strong>800 12 12 12</strong> – dziecięcy telefon Rzecznika Praw Dziecka</li><li><strong>112</strong> – w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia</li></ul><h3>Jedna rzecz, która naprawdę ma znaczenie</h3><p>Z tych badań płynie prosty, ale mocny wniosek:<br><strong>relacje ratują życie</strong>.</p><p>Nie chodzi o wielkie gesty. Czasem wystarczy wiadomość, telefon, zaproszenie na kawę. Jeśli masz w głowie jedną osobę, z którą dawno nie rozmawiałeś — to dobry moment, żeby się odezwać.</p><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Prawie 11 milionów złotych dla Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Szpital stawia na cyfryzację i bezpieczeństwo pacjentów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54647,prawie-11-milionow-zlotych-dla-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-szpital-stawia-na-cyfryzacje-i-bezpieczenstwo-pacjentow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54647,prawie-11-milionow-zlotych-dla-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-szpital-stawia-na-cyfryzacje-i-bezpieczenstwo-pacjentow</guid>
            <pubDate>Thu, 09 Apr 2026 12:25:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-prawie-11-milionow-zlotych-dla-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-szpital-stawia-na-cyfryzacje-i-bezpie-1775643962.png</url>
                        <title>Prawie 11 milionów złotych dla Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Szpital stawia na cyfryzację i bezpieczeństwo pacjentów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54647,prawie-11-milionow-zlotych-dla-tomaszowskiego-centrum-zdrowia-szpital-stawia-na-cyfryzacje-i-bezpieczenstwo-pacjentow</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia rozpoczyna dużą inwestycję w nowoczesne technologie. Dzięki projektowi cyfrowej transformacji szpital rozwinie systemy informatyczne, zdigitalizuje dokumentację medyczną, wzmocni cyberbezpieczeństwo i wdroży rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji. Wartość całego projektu to 10 974 826 zł, z czego 9 000 000 zł stanowi dofinansowanie.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>To przedsięwzięcie ma bezpośrednio przełożyć się na sprawniejsze funkcjonowanie placówki i wyższą jakość opieki medycznej. Projekt obejmuje integrację i rozbudowę systemów informatycznych, digitalizację dokumentacji medycznej ważnej z punktu widzenia leczenia i profilaktyki, działania zwiększające poziom cyberbezpieczeństwa szpitala, a także wdrożenie rozwiązań AI i podłączenie do Platformy Usług Inteligentnych.</p><p><i>–&nbsp;<strong>To inwestycja w nowoczesny szpital, który lepiej odpowiada na potrzeby pacjentów i wyzwania współczesnej ochrony zdrowia. Chcemy, aby dzięki tym rozwiązaniom pacjenci mieli zapewnioną jeszcze lepszą opiekę, a personel mógł pracować sprawniej, bezpieczniej i skuteczniej</strong></i>– podkreśla <strong>Prezes Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Konrad Borowski.</strong></p><p>Z efektów projektu skorzystają przede wszystkim pacjenci Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, ale również personel medyczny i administracyjny. Rozwój systemów informatycznych oraz cyfryzacja dokumentacji mają usprawnić proces diagnostyki, leczenia i obsługi pacjentów. Pośrednio zyska także lokalna społeczność, korzystająca z usług szpitala.</p><p>Jednym z najważniejszych elementów inwestycji będzie zwiększenie poziomu cyberbezpieczeństwa. W dobie rosnącej liczby zagrożeń cyfrowych ochrona danych pacjentów i zapewnienie ciągłości działania systemów medycznych stają się jednym z kluczowych zadań każdej nowoczesnej placówki ochrony zdrowia.</p><p>Efektem realizacji projektu ma być lepsza opieka nad pacjentami, sprawniejsza organizacja pracy szpitala oraz łatwiejszy dostęp do informacji o stanie zdrowia. Tomaszowskie Centrum Zdrowia stawia tym samym kolejny krok w stronę nowoczesnej, bezpiecznej i bardziej dostępnej medycyny.</p><figure class="image image-style-align-center"><img style="aspect-ratio:605/60;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/04/08/image_1.jpeg" width="605" height="60"></figure><p>&nbsp;</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[W kwietniu mammobusy Łódzkiego NFZ odwiedzą 20 powiatów]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54649,w-kwietniu-mammobusy-lodzkiego-nfz-odwiedza-20-powiatow</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54649,w-kwietniu-mammobusy-lodzkiego-nfz-odwiedza-20-powiatow</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Apr 2026 13:23:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-w-kwietniu-mammobusy-lodzkiego-nfz-odwiedza-20-powiatow-1775647562.jpg</url>
                        <title>W kwietniu mammobusy Łódzkiego NFZ odwiedzą 20 powiatów</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54649,w-kwietniu-mammobusy-lodzkiego-nfz-odwiedza-20-powiatow</link>
                    </image><description>W kwietniu mammobusy Łódzkiego NFZ odwiedzą 20 powiatów w województwie łódzkim. Kobiety, które chcą wykonać profilaktyczną mammografię, mogą skorzystać nie tylko z mobilnych pracowni, ale również z kilkunastu stacjonarnych placówek w regionie. Badanie jest bezpłatne, nie wymaga skierowania ani zaproszenia, a pacjentki przyjmowane są bez kolejek. Na mammografię można zapisać się także przez e-rejestrację.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Wczesne wykrycie raka piersi daje bardzo duże szanse na skuteczne leczenie. To właśnie mammografia pozwala wykryć nawet bardzo małe zmiany nowotworowe, zanim staną się wyczuwalne i zanim pojawią się objawy. Warto pamiętać, że rak piersi nie dotyczy wyłącznie kobiet obciążonych genetycznie czy prowadzących mniej zdrowy tryb życia. Chorują również kobiety z prawidłową masą ciała, niepalące i takie, u których nikt w rodzinie wcześniej nie zmagał się z nowotworem.</p><p>Z danych z ankiety programu profilaktycznego „Moje Zdrowie” wynika, że 41,5 proc. pacjentów wskazało występowanie nowotworów złośliwych w rodzinie. Wśród nich 25,6 proc. wymieniło raka piersi, a 25,5 proc. raka jelita grubego. To właśnie te nowotwory należą do najczęściej diagnozowanych w Polsce.</p><p>Choć rak piersi może występować rodzinnie, nie musi być zapisany w genach, by zachorować. Jeżeli jednak mama lub siostra chorowały na raka piersi, warto rozważyć konsultację w poradni genetycznej i bezwzględnie pamiętać o regularnej profilaktyce. Szacuje się, że rzeczywiście dziedzicznie uwarunkowany rak piersi dotyczy około 5–10 proc. chorych. Jednocześnie ryzyko zachorowania może być od 1,5 do 3 razy wyższe, jeśli choroba wystąpiła u matki lub siostry. Znaczenie mają tu także liczba krewnych, stopień pokrewieństwa oraz wiek, w którym doszło do zachorowania. Badania kliniczne pokazują również, że u kobiet w wieku 50–69 lat, które wykonywały mammografię co rok lub co dwa lata, umieralność z powodu raka piersi zmniejszyła się o 25–30 proc. To wyraźnie pokazuje, że systematyczność w profilaktyce ma sens.</p><p>Samo badanie jest krótkie i nie wymaga żadnych przygotowań. Podczas mammografii każda pierś układana jest przez technika na specjalnej płycie i delikatnie dociskana drugą, plastikową płytą. Każda pierś badana jest osobno. Całość trwa zaledwie kilka minut. Wystarczy zabrać ze sobą dowód osobisty. Nie trzeba mieć skierowania ani zaproszenia. Materiał pokazujący, jak wygląda mammografia w mammobusie krok po kroku, można znaleźć pod adresem:&nbsp;</p><p>&nbsp;</p><figure class="media"><oembed url="https://www.youtube.com/watch?v=t94s1G_ZdIo"></oembed></figure><p>Wiosenne porządki warto zacząć także od zadbania o zdrowie. W kwietniu mammobusy, czyli mobilne pracownie mammograficzne, pojawią się w 20 powiatach województwa łódzkiego. To dobra okazja, by zachęcić do badania bliskie kobiety — mamę, siostrę, przyjaciółkę czy sąsiadkę. Lista postojów mammobusów dostępna jest na stronie Łódzkiego NFZ pod adresem: <a href="https://www.nfz-lodz.pl/dlapacjentow/aktualnosci/6465-zbadaj-piersi-sprawdz-gdzie-skorzystac-z-mammografii-w-dniach">https://www.nfz-lodz.pl/dlapacjentow/aktualnosci/6465-zbadaj-piersi-sprawdz-gdzie-skorzystac-z-mammografii-w-dniach</a>. Informacje można uzyskać także pod całodobową, bezpłatną infolinią 800 190 590.</p><p>Z mammografii w mammobusie i w stacjonarnej pracowni mogą skorzystać panie w wieku 45–74 lata, które w ciągu ostatnich dwóch lat nie miały wykonywanej mammografii w ramach profilaktyki zdrowotnej. Przy określaniu wieku bierze się pod uwagę rok urodzenia. Z badania mogą skorzystać również kobiety, które zakończyły pięcioletni okres od leczenia chirurgicznego raka piersi i pozostają w trakcie uzupełniającej hormonoterapii — w ich przypadku zaleca się badanie co 12 miesięcy. Taka sama częstotliwość dotyczy także kobiet, które zakończyły leczenie raka piersi oraz pięcioletni proces monitorowania po zakończonej terapii.</p><figure class="image"><img style="aspect-ratio:680/680;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/04/08/piers.jpg" width="680" height="680"></figure><p>Jeśli mammobus nie pojawi się w pobliżu miejsca zamieszkania, mammografię można wykonać również w stacjonarnych pracowniach mammograficznych. Takie placówki działają między innymi w Łodzi, Radomsku, Łowiczu, Piotrkowie Trybunalskim, Kutnie, Bełchatowie, Skierniewicach, Sieradzu i Tomaszowie Mazowieckim. Tam także badanie jest bezpłatne, wykonywane bez kolejek, a do zapisania się wystarczy dowód osobisty.</p><p>Ważnym elementem dbania o zdrowie piersi pozostaje również samobadanie. Wiele kobiet właśnie w ten sposób zauważa niepokojące zmiany. Zdarza się jednak, że prawidłowe samobadanie daje złudne poczucie bezpieczeństwa i staje się powodem rezygnacji z badań obrazowych, co może opóźnić diagnozę i leczenie. Trzeba pamiętać, że samobadanie piersi nie zastępuje mammografii ani USG. Pomaga lepiej poznać własne ciało i szybciej zareagować, jeśli pojawi się guz, obrzęk, zaciągnięcie skóry, zmiana kształtu lub asymetria piersi. Comiesięczne samobadanie to dobry nawyk, ale nie powinno oznaczać rezygnacji z badań profilaktycznych.</p><p>Rak piersi najczęściej diagnozowany jest u kobiet między 50. a 69. rokiem życia, choć choroba coraz częściej dotyczy także młodszych pacjentek. Kobiety w wieku 35–50 lat stanowią około 20 proc. chorych. Mediana wieku zachorowania u kobiet wynosi 63 lata. Rak piersi występuje również u mężczyzn, choć stanowią oni około 1 proc. wszystkich zachorowań, a mediana wieku rozpoznania w tej grupie wynosi 68 lat. Najwcześniejsze przypadki diagnozowane są zwykle około 25. roku życia, choć nowotwór ten pojawia się sporadycznie także u jeszcze młodszych pacjentek. Jednocześnie około 19 proc. zachorowań stwierdza się między 30. a 50. rokiem życia. Po tym okresie częstość rozpoznań systematycznie rośnie, osiągając najwyższy poziom właśnie w grupie kobiet w wieku 50–69 lat.</p><p>Profilaktyka ma ogromne znaczenie, bo rak piersi wykryty wcześnie jest uleczalny. Dlatego warto wykorzystać każdą okazję do wykonania mammografii — w mammobusie lub w stacjonarnej pracowni. To badanie trwa tylko kilka minut, nic nie kosztuje, nie wymaga skierowania i może uratować życie.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Tomaszowskie Centrum Zdrowia rozwija opiekę kardiologiczną dzięki środkom z KPO]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54646,tomaszowskie-centrum-zdrowia-rozwija-opieke-kardiologiczna-dzieki-srodkom-z-kpo</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54646,tomaszowskie-centrum-zdrowia-rozwija-opieke-kardiologiczna-dzieki-srodkom-z-kpo</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Apr 2026 12:16:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-tomaszowskie-centrum-zdrowia-rozwija-opieke-kardiologiczna-dzieki-srodkom-z-kpo-1775643598.png</url>
                        <title>Tomaszowskie Centrum Zdrowia rozwija opiekę kardiologiczną dzięki środkom z KPO</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54646,tomaszowskie-centrum-zdrowia-rozwija-opieke-kardiologiczna-dzieki-srodkom-z-kpo</link>
                    </image><description>Tomaszowskie Centrum Zdrowia Sp. z o.o. realizuje projekt pn. „Rozwój opieki kardiologicznej w Tomaszowskim Centrum Zdrowia Sp. z o.o.”, dofinansowany w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Celem przedsięwzięcia jest poprawa jakości i dostępności diagnostyki oraz leczenia chorób serca poprzez doposażenie Oddziału Chorób Wewnętrznych z Pododdziałem Kardiologicznym i Geriatrycznym w nowoczesny sprzęt medyczny.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>W ramach projektu zakupiono m.in. aparaty do długotrwałego monitorowania pracy serca (Holter EKG), system telemetryczny z kardiomonitorami, rejestratory ciśnienia z oprogramowaniem, defibrylatory, mini Holtery EKG, echokardiograf z sześcioma głowicami oraz elektryczne łóżka szpitalne z wyposażeniem. Inwestycja ma przyczynić się do poprawy jakości diagnostyki, zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów oraz usprawnienia pracy personelu medycznego.&nbsp;</p><p><i>—&nbsp;<strong>Rozwój nowoczesnej opieki kardiologicznej to jedna z kluczowych inwestycji z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego. Dzięki pozyskanym środkom możemy wyposażyć oddział w nowoczesny sprzęt, który przełoży się na szybszą diagnostykę, skuteczniejsze leczenie i jeszcze wyższy standard opieki nad pacjentami</strong>&nbsp;</i>— podkreśla <strong>Konrad Borowski</strong> Prezes Tomaszowskiego Centrum Zdrowia Sp. z o.o.</p><p>Projekt skierowany jest do mieszkańców Tomaszowa Mazowieckiego i powiatu tomaszowskiego, pacjentów Tomaszowskiego Centrum Zdrowia oraz personelu medycznego. Realizacja przedsięwzięcia stanowi odpowiedź na rzeczywiste potrzeby pacjentów, lekarzy i całej placówki, a także wpisuje się w działania na rzecz rozwoju i modernizacji infrastruktury ochrony zdrowia.&nbsp;</p><p><strong>Całkowita wartość przedsięwzięcia wynosi 1 999 803,00 zł, a wysokość dofinansowania to 1 841 600,00 zł.</strong>&nbsp;</p><figure class="image image-style-align-center image_resized" style="width:100%;"><img style="aspect-ratio:605/60;" src="https://static2.nasztomaszow.pl/data/wysiwig/2026/04/08/image.jpeg" width="605" height="60"></figure> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Nie masz czasu na siłownię? Kilka minut dziennie może uratować Twoje zdrowie]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54642,nie-masz-czasu-na-silownie-kilka-minut-dziennie-moze-uratowac-twoje-zdrowie</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54642,nie-masz-czasu-na-silownie-kilka-minut-dziennie-moze-uratowac-twoje-zdrowie</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Apr 2026 10:45:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-nie-masz-czasu-na-silownie-kilka-minut-dziennie-moze-uratowac-twoje-zdrowie-1780953133.png</url>
                        <title>Nie masz czasu na siłownię? Kilka minut dziennie może uratować Twoje zdrowie</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54642,nie-masz-czasu-na-silownie-kilka-minut-dziennie-moze-uratowac-twoje-zdrowie</link>
                    </image><description>Już kilka minut intensywnego wysiłku dziennie może znacząco obniżyć ryzyko poważnych chorób, takich jak demencja, cukrzyca czy choroby serca. Nowe badanie pokazuje, że kluczowa jest nie tylko ilość ruchu, ale przede wszystkim jego intensywność.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Krótki wysiłek, duże efekty</strong></h2><p>Badanie opublikowane w <i><strong>„European Heart Journal”</strong></i>, przeprowadzone na blisko <i><strong>100 tys. osób</strong></i>, wskazuje jasno: nawet niewielka dawka <i><strong>intensywnej aktywności fizycznej</strong></i> może przynieść ogromne korzyści zdrowotne.</p><p>Naukowcy z <i><strong>Central South University w Chinach</strong></i> podkreślają, że liczy się nie tylko czas spędzony na ruchu, ale przede wszystkim to, czy powoduje on <i><strong>zadyszkę</strong></i> i przyspieszone bicie serca.</p><p>– Krótkie, <i><strong>intensywne ćwiczenia</strong></i>, takie jak szybkie wchodzenie po schodach czy bieganie na autobus, wyraźnie obniżają <i><strong>ryzyko chorób</strong></i>, zwłaszcza tych związanych ze <i><strong>stanem zapalnym</strong></i> i <i><strong>zdrowiem mózgu</strong></i> – wskazują badacze.</p><h2><strong>Mniej demencji, cukrzycy i chorób serca</strong></h2><p>W analizie uwzględniono dane <i><strong>96 tys. dorosłych</strong></i>, których aktywność była monitorowana za pomocą <i><strong>opasek rejestrujących ruch</strong></i>. Następnie przez <i><strong>7 lat</strong></i> śledzono ich stan zdrowia.</p><p>Efekty są wyraźne:</p><ul><li>ryzyko <i><strong>demencji</strong></i> niższe o <strong>63%</strong>,</li><li>ryzyko <i><strong>cukrzycy typu 2</strong></i> niższe o <strong>60%</strong>,</li><li>ryzyko <i><strong>zgonu</strong></i> niższe o <strong>46%</strong>.</li></ul><p>Osoby, które w codziennym życiu miały więcej <i><strong>intensywnego wysiłku</strong></i>, rzadziej zapadały także na <i><strong>choroby sercowo-naczyniowe</strong></i>, schorzenia <i><strong>nerek, wątroby</strong></i> i <i><strong>układu oddechowego</strong></i>.</p><h2><strong>Dlaczego intensywność ma znaczenie?</strong></h2><p>Jak wyjaśnia współautor badania <i><strong>prof. Minxue Shen</strong></i>, <i><strong>intensywna aktywność fizyczna</strong></i> wywołuje w organizmie procesy, których nie zapewnia spokojny ruch.</p><p>✔ poprawia pracę <i><strong>serca</strong></i>,<br>✔ zwiększa elastyczność <i><strong>naczyń krwionośnych</strong></i>,<br>✔ poprawia wykorzystanie <i><strong>tlenu</strong></i>,<br>✔ zmniejsza <i><strong>stan zapalny</strong></i>,<br>✔ wspiera <i><strong>funkcjonowanie mózgu</strong></i>.</p><p>To właśnie dlatego nawet krótkie, ale intensywne epizody ruchu mogą mieć tak duże znaczenie.</p><h2><strong>Wystarczy kilka minut dziennie</strong></h2><p>Co ważne, nie trzeba spędzać godzin na siłowni. Badanie pokazuje, że już:</p><p>👉 <i><strong>15–20 minut tygodniowo</strong></i>,<br>👉 czyli zaledwie <i><strong>kilka minut dziennie</strong></i>,</p><p>może znacząco obniżyć <i><strong>ryzyko chorób</strong></i>.</p><p>W praktyce wystarczy:</p><ul><li>szybki marsz,</li><li>wbiegnięcie po schodach,</li><li>dynamiczne poruszanie się w ciągu dnia,</li><li>aktywna zabawa z dziećmi.</li></ul><h2><strong>Nie dla każdego – ważne ostrzeżenie</strong></h2><p>Naukowcy zaznaczają, że <i><strong>intensywny wysiłek</strong></i> nie jest wskazany dla wszystkich. Szczególną ostrożność powinny zachować:</p><ul><li><i><strong>osoby starsze</strong></i>,</li><li>osoby z <i><strong>chorobami przewlekłymi</strong></i>.</li></ul><p>W ich przypadku aktywność powinna być <i><strong>dobierana indywidualnie</strong></i> i najlepiej konsultowana z lekarzem.</p><h2><strong>Nowe podejście do aktywności fizycznej</strong></h2><p>Dotychczasowe zalecenia skupiały się głównie na czasie trwania ruchu. Nowe wyniki sugerują, że równie ważny jest jego <i><strong>charakter i intensywność</strong></i>.</p><p>To może oznaczać zmianę podejścia do zdrowego stylu życia i bardziej <i><strong>spersonalizowane zalecenia</strong></i>, dostosowane do <i><strong>indywidualnego ryzyka zdrowotnego</strong></i>.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Palenie w ciąży zwiększa ryzyko problemów psychicznych u dziecka]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54640,palenie-w-ciazy-zwieksza-ryzyko-problemow-psychicznych-u-dziecka</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54640,palenie-w-ciazy-zwieksza-ryzyko-problemow-psychicznych-u-dziecka</guid>
            <pubDate>Wed, 08 Apr 2026 09:39:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-palenie-w-ciazy-zwieksza-ryzyko-problemow-psychicznych-u-dziecka-1775634455.png</url>
                        <title>Palenie w ciąży zwiększa ryzyko problemów psychicznych u dziecka</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54640,palenie-w-ciazy-zwieksza-ryzyko-problemow-psychicznych-u-dziecka</link>
                    </image><description>Dzieci narażone w życiu płodowym na dym tytoniowy częściej zmagają się z problemami behawioralnymi i zaburzeniami psychicznymi — wynika z dużego badania przeprowadzonego w USA. Naukowcy wskazują, że palenie w ciąży może wpływać nie tylko na zachowanie dziecka, ale również na jego ogólne zdrowie psychiczne.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Naukowcy alarmują: skutki mogą być poważniejsze, niż sądzono</strong></h2><p>Badacze z <i><strong>Purdue University</strong></i> ostrzegają, że dzieci, które w okresie płodowym były narażone na <i><strong>palenie matki</strong></i>, mają większe ryzyko <i><strong>trudności behawioralnych</strong></i> oraz problemów ze <i><strong>zdrowiem psychicznym</strong></i>.</p><p>Choć wcześniejsze analizy łączyły <i><strong>palenie w ciąży</strong></i> głównie z <i><strong>agresywnym zachowaniem</strong></i> czy częstszym <strong>łamaniem zasad przez dzieci</strong>, mniej wiadomo było o tym, czy wpływa ono także na szersze obszary psychiki. Naukowcy sprawdzili również, czy skutki różnią się w zależności od <i><strong>płci dziecka</strong></i>.</p><h2><strong>Tysiące dzieci objętych badaniem</strong></h2><p>Nowe badanie, opisane na łamach czasopisma <i><strong>„Development and Psychopathology”</strong></i>, objęło <i><strong>16 335 dzieci</strong></i> w wieku od <strong>1 do 18 lat</strong>. Dane pochodziły z <i><strong>55 ośrodków</strong></i> biorących udział w amerykańskim projekcie kohortowym <i><strong>ECHO (Environmental influences on Child Health Outcomes)</strong></i>.</p><p>Ocena zachowania została przeprowadzona przy użyciu <i><strong>standaryzowanych kwestionariuszy</strong></i>, które mierzyły <i><strong>objawy emocjonalne i behawioralne</strong></i>. Dzięki temu badacze mogli dokładniej sprawdzić, jak <i><strong>prenatalna ekspozycja na nikotynę</strong></i> przekłada się na późniejsze funkcjonowanie dzieci.</p><h2><strong>Nie tylko bunt i impulsywność</strong></h2><p>Jak podkreśla <i><strong>Kristine Marceau</strong></i>, autorka publikacji, wyniki pokazują, że <i><strong>prenatalna ekspozycja na nikotynę</strong></i> może wywoływać skutki znacznie szersze niż tylko zachowania buntownicze czy impulsywność.</p><p>– Wyniki te pokazują, że <i><strong>prenatalna ekspozycja na nikotynę</strong></i> może wpływać na coś więcej niż tylko problemy z zachowaniem typu buntowniczego czy impulsywnego – może oddziaływać na <i><strong>ogólne zdrowie psychiczne dzieci</strong></i> oraz na <i><strong>współwystępowanie problemów emocjonalnych i behawioralnych</strong></i> – wskazuje badaczka.</p><p>Jej zdaniem ustalenie, kiedy dzieci są najbardziej podatne na takie skutki, może pomóc rodzinom i <i><strong>pracownikom ochrony zdrowia</strong></i> szybciej reagować i zapewniać wsparcie w odpowiednim momencie.</p><h2><strong>Najsilniejsze skutki w konkretnych etapach rozwoju</strong></h2><p>Badacze zauważyli, że najsilniejsze konsekwencje ekspozycji na <i><strong>dym tytoniowy w ciąży</strong></i> pojawiały się we <i><strong>wczesnym dzieciństwie</strong></i>, czyli przed <strong>7. rokiem życia</strong>, a także w grupie dzieci w wieku od <strong>9 do 12 lat</strong>.</p><p>Podobne reakcje obserwowano zarówno u <i><strong>chłopców</strong></i>, jak i <i><strong>dziewczynek</strong></i>. Jedynie w wieku od <strong>13 do 14 lat</strong> nieco silniejsze skutki odnotowano u chłopców.</p><p>Co ważne, zauważone zależności utrzymywały się także po uwzględnieniu takich czynników jak <i><strong>historia rodzinna</strong></i>, <i><strong>wiek matki</strong></i>, jej <i><strong>wykształcenie</strong></i> czy <i><strong>nadużywanie innych substancji</strong></i>. To oznacza, że sam wpływ <i><strong>palenia tytoniu w ciąży</strong></i> może mieć istotne znaczenie dla późniejszego rozwoju dziecka.</p><h2><strong>Potrzebne są dalsze badania</strong></h2><p>Naukowcy podkreślają, że w kolejnych badaniach warto dokładniej sprawdzić, <strong>kiedy w trakcie ciąży</strong> dochodziło do narażenia dziecka na <i><strong>szkodliwe substancje z dymu tytoniowego</strong></i>, a także jaka była <i><strong>ilość i częstotliwość palenia</strong></i>.</p><p>Ich zdaniem trzeba też lepiej odróżnić skutki wynikające bezpośrednio z samego <i><strong>palenia tytoniu</strong></i> od tych, które mogą być związane z innymi <i><strong>czynnikami rodzinnymi i środowiskowymi</strong></i>. Istotne pozostaje również wyjaśnienie, jak <i><strong>nikotyna</strong></i> oraz inne <i><strong>substancje chemiczne zawarte w dymie</strong></i> wpływają na <i><strong>wzrost i rozwój dzieci</strong></i>.</p><h2><strong>Palenie w ciąży a zdrowie dziecka</strong></h2><p>Wnioski z badania wzmacniają przekaz, że <i><strong>palenie w ciąży</strong></i> może mieć długofalowe konsekwencje dla dziecka. Chodzi nie tylko o rozwój fizyczny, ale także o <i><strong>psychikę</strong></i>, <i><strong>emocje</strong></i> i <i><strong>zachowanie</strong></i>.</p><p>Dla lekarzy, rodziców i opiekunów to kolejny sygnał, że unikanie <i><strong>dymu tytoniowego w ciąży</strong></i> ma ogromne znaczenie dla zdrowia dziecka — także w kolejnych latach jego życia.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Dwa miliony osób w Polsce cierpi na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, a ponad 30 proc. nie ma diagnozy]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54562,dwa-miliony-osob-w-polsce-cierpi-na-przewlekla-obturacyjna-chorobe-pluc-a-ponad-30-proc-nie-ma-diagnozy</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54562,dwa-miliony-osob-w-polsce-cierpi-na-przewlekla-obturacyjna-chorobe-pluc-a-ponad-30-proc-nie-ma-diagnozy</guid>
            <pubDate>Mon, 30 Mar 2026 16:41:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-dwa-miliony-osob-w-polsce-cierpi-na-przewlekla-obturacyjna-chorobe-pluc-a-ponad-30-proc-nie-ma-dia-1774881980.jpg</url>
                        <title>Dwa miliony osób w Polsce cierpi na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, a ponad 30 proc. nie ma diagnozy</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54562,dwa-miliony-osob-w-polsce-cierpi-na-przewlekla-obturacyjna-chorobe-pluc-a-ponad-30-proc-nie-ma-diagnozy</link>
                    </image><description>Zarząd Główny Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc (PTChP) ustanowił rok 2026 rokiem przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP). W Polsce cierpi na nią ok. dwóch milionów osób. „Nie możemy dłużej pozwalać, by POChP była chorobą &gt;&gt;przezroczystą&lt;&lt;” - podkreśliła dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes zarządu PTChP, konsultant krajowa w dziedzinie zdrowia płuc, podczas konferencji „Profilaktyka chorób płuc”, która odbyła się 24 marca 2026 r. na posiedzeniu połączonych zespołów parlamentarnych w gmachu Sejmu RP.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną przedwczesnych zgonów na świecie. Pacjenci latami bagatelizują objawy, uznając je za zwykły „kaszel palacza”, podczas gdy ich płuca ulegają nieodwracalnemu zniszczeniu.</p><p>Wydarzenie zorganizowane przez Parlamentarny Zespół ds. Chorób Płuc oraz Parlamentarny Zespół ds. Chorób Cywilizacyjnych, we współpracy z PTChP i Polską Koalicją Zdrowe Płuca, miało na celu zwrócenie uwagi decydentów na systemowy wymiar problemu, jakim są choroby płuc.</p><p>Debatę otworzyła poseł Henryka Krzywonos-Strycharska, przewodnicząca Zespołu ds. Chorób Płuc, przypominając, że patronami konferencji są m.in: minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, wicemarszałek Sejmu RP Monika Wielichowska, Główny Inspektorat Sanitarny oraz dr Nino Berdzuli, dyrektor biura WHO w Polsce.</p><p>„W odpowiedzi na ustanowiony przez Sejm Rok Profilaktyki Zdrowotnej PTChP - lider Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca - ogłasza rok 2026 rokiem przewlekłej obturacyjnej choroby płuc” - uroczyście zainaugurowała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, szczególnie podkreślając nadrzędną wartość profilaktyki w utrzymaniu zdrowych płuc. „W obliczu doświadczeń popandemicznych nie możemy zapominać, że wzmacnianie profilaktyki, edukacja zdrowotna oraz zwiększanie świadomości społecznej na temat chorób płuc - to troska o fundament naszego życia i bezpieczeństwo zdrowotne całego społeczeństwa” - przekonywała, wskazując na konieczność wdrożenia czterech kluczowych „recept” na zdrowe płuca: na czyste powietrze, na ochronę przed zakażeniami, na „życie bez papierosa” oraz recepty na ruch.</p><p>O profilaktyce mówił też Tomasz Kuleta, naczelnik Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia. „Największą rzeczą, nad którą obecnie pracujemy i jesteśmy już na końcowym etapie, jest wprowadzenie niskodawkowej tomografii komputerowej jako programu profilaktycznego. Czyli będziemy mieli kolejny program profilaktyczny dedykowany dosyć szerokiemu spektrum pacjentów” - wskazał Tomasz Kuleta.</p><p>Zapowiedział, że program powinien wejść w życie 1 lipca 2026 roku.</p><p>Uczestnicy konferencji zgodzili się, że w Polsce brakuje skutecznej metody wykrywania POChP w populacjach wysokiego ryzyka.</p><p>Wczesna i trafna diagnoza jest utrudniona przez niedostateczne stosowanie niezbędnych narzędzi diagnostycznych. Mimo, że spirometria (podstawowe zalecane badanie diagnostyczne) jest dostępna, nie jest wykonywana tak często, jak to konieczne.</p><p>Eksperci stwierdzili, że czynniki ryzyka rozwoju POChP lub zaostrzenia jej przebiegu są źle zarządzane: refundacja wsparcia i terapii wspomagających rzucanie palenia jest bardzo ograniczona, a wskaźniki szczepień przeciwko infekcjom dróg oddechowych zaostrzającym POChP są również niskie.</p><p>W Polsce duża część populacji deklaruje narażenie na czynniki ryzyka rozwoju POChP - zgodnie z najnowszym badaniem Kantar dotyczy to 60 proc. ankietowanych. Do najczęściej wymienianych należą: zanieczyszczenia powietrza - 25 proc., palenie tytoniu - 24 proc., występowanie chorób układu oddechowego - 18 proc. ankietowanych.</p><p>Zgodnie z najnowszymi danymi International Respiratory Coalition (IRC) POChP generuje roczne koszty społeczne na poziomie prawie 16 mld zł (3,6 mld euro). Jest to kwota niemal trzykrotnie wyższa niż w przypadku astmy (5,7 mld zł). Tak wysoki koszt wynika z dominacji kosztów pośrednich, w tym: trwałej utraty zdolności do pracy osób w wieku przedemerytalnym, wysokiej częstotliwości hospitalizacji z powodu zaostrzeń (najwyższy koszt jednostkowy w pulmonologii), obciążenia opiekunów nieformalnych.</p><p>W Roku POChP - PTChP oraz Koalicja Zdrowe Płuca planują zintegrowane działania. Projekt koncentruje się na systemowej poprawie jakości opieki pulmonologicznej w Polsce. Do priorytetowych obszarów należą: wzmocnienie podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) i stworzenie efektywnych ścieżek skierowań do specjalistów, szkolenia kadr medycznych w zakresie technicznie poprawnej spirometrii, kampanie społeczne i edukacyjne dotyczące profilaktyki i diagnostyki.</p><p>Jednym z tematów konferencji była walka z gruźlicą (24 marca jest Światowym Dniem Walki z Gruźlicą). Uczestnicy podkreślili, że gruźlica przestaje być „chorobą historyczną” i stawia aktualne wyzwania - systemowe i społeczne.</p><p>„Dziś obchodzimy dzień walki z gruźlicą i wykorzystujemy go do tego, aby zwiększyć świadomość tej choroby, która jest jedną z najbardziej śmiertelnych chorób na świecie” - stwierdziła Dr Nino Berdzuli.</p><p>Dodała - cytując dyrektora WHO Hansa Kluge - że gruźlica to nie tylko choroba płuc, ale także godności.</p><p>WHO we współpracy z PTChP prowadzi szerokie szkolenia dla kadr medycznych, m.in. dla lekarzy rodzinnych, w zakresie wczesnego rozpoznawania i diagnostyki gruźlicy.</p><p>Michał Ilnicki z Głównego Inspektoratu Sanitarnego podkreślił, że GIS skupia się na objęciu nadzorem osób narażonych na kontakt z osobami prątkującymi. „Najistotniejsze jest wczesne wykrycie zachorowania i jego skuteczne leczenie” - zaznaczył ekspert.</p><p>Zdaniem prof. Ewy Augustynowicz-Kopeć z Krajowego Referencyjnego Laboratorium Prątka, Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, priorytetem w walce z gruźlicą jest pokazanie, że nowoczesne metody molekularne pozwalają wykryć prątki już w kilka godzin, a nie tygodni, co jest szczególnie ważne przy gruźlicy lekoopornej, powstającej najczęściej w wyniku przerywania kuracji przez pacjentów lub niewłaściwego doboru dawek. Dlatego inwestycja w nowoczesne laboratoria to oszczędność na leczeniu. Innym wyzwaniem jest transmisja choroby, która ściśle wiąże się z warunkami społecznymi - m. in. stygmatyzacją i zaniedbaniem. „Ponad 1/3 wszystkich pacjentów w Polsce przerywa leczenie lub nie stosuje się do zaleconych dawek, co ma ogromne konsekwencje epidemiologiczne” - ubolewała Katarzyna Szapowal z organizacji „Lekarze bez granic”.</p><p>Na zakończenie spotkania wybrzmiała potrzeba większej współpracy między systemem ochrony zdrowia a wsparciem społecznym. Połączenie tych dwóch kompetencji, zdrowotnych i społecznych systemu państwa jest niezbędne, aby zapewnić pacjentom stabilne warunki bytowe na czas kuracji, co zapobiega transmisji choroby i lekooporności. „Nie wolno nam zapominać o otoczeniu pacjenta. Rodzina, bliscy, przyjaciele, którzy go wspierają, dają mu szansę na dłuższe i lepsze życie” - wskazała w podsumowaniu wydarzenia poseł Iwona Kozłowska, przewodnicząca Zespołu ds. Chorób Cywilizacyjnych.</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Psychiatra: choroba afektywna dwubiegunowa często przez lata jest nierozpoznana]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54561,psychiatra-choroba-afektywna-dwubiegunowa-czesto-przez-lata-jest-nierozpoznana</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54561,psychiatra-choroba-afektywna-dwubiegunowa-czesto-przez-lata-jest-nierozpoznana</guid>
            <pubDate>Mon, 30 Mar 2026 16:27:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-psychiatra-choroba-afektywna-dwubiegunowa-czesto-przez-lata-jest-nierozpoznana-1774880975.jpg</url>
                        <title>Psychiatra: choroba afektywna dwubiegunowa często przez lata jest nierozpoznana</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54561,psychiatra-choroba-afektywna-dwubiegunowa-czesto-przez-lata-jest-nierozpoznana</link>
                    </image><description>Choroba afektywna dwubiegunowa pozostaje często nierozpoznana przez wiele lat, bo pacjenci zwykle zgłaszają się do lekarza dopiero w epizodzie depresyjnym, a w fazach maniakalnych nie dostrzegają problemu – przekazał PAP psychiatra Michał Opielka.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Choroba afektywna dwubiegunowa (ChAD) to przewlekłe zaburzenie psychiczne, którego istotą są nawracające epizody depresji i stanów podwyższonego nastroju – hipomanii lub manii. Jak wskazał dr Opielka, w fazach tych dochodzi do skrajnych zmian funkcjonowania – od wyraźnego spadku energii i aktywności po ich patologiczny nadmiar.</p><p>– W manii pojawia się euforia, wzmożony napęd, zmniejszona potrzeba snu, a czasem także objawy psychotyczne, np. urojenia wielkościowe. Stany te przeplatają się z epizodami depresyjnymi – powiedział PAP kierownik Centrum Zdrowia Psychicznego Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie.</p><p>Choroba afektywna dwubiegunowa występuje w różnych postaciach klinicznych. W typie I dominują epizody manii, w typie II – hipomanii i depresji. Dodatkowym wyzwaniem są tzw. stany mieszane, w których objawy obu biegunów pojawiają się jednocześnie.</p><p>Psychiatra wyjaśnił, że największym problemem pozostaje jednak czas potrzebny do postawienia właściwej diagnozy. Pacjenci najczęściej zgłaszają się po pomoc w trakcie epizodu depresyjnego, który bywa mylony z depresją jednobiegunową. Epizody hipomanii są często ignorowane lub postrzegane jako okres „lepszego funkcjonowania”, co opóźnia rozpoznanie.</p><p>– Osoby w hipomanii raczej nie widzą problemu, są zadowolone z tego stanu i niechętnie szukają pomocy – podkreślił dr Opielka.</p><p>W praktyce prowadzi to do częstych pomyłek diagnostycznych.</p><p>– Niekiedy nawet po ponad 10 latach okazuje się, że to nie jest depresja, tylko choroba dwubiegunowa – zaznaczył.</p><p>Konsekwencje nieleczonej lub źle leczonej choroby mogą być poważne. W fazie manii dochodzi do obniżenia krytycyzmu i zwiększonej impulsywności, co sprzyja podejmowaniu ryzykownych decyzji.</p><p>– Działania te bywają impulsywne, nierozważne i potrafią wywrócić życie do góry nogami – powiedział Opielka, wskazując m.in. na nadmierne wydatki, zaciąganie zobowiązań finansowych, angażowanie się w ryzykowne przedsięwzięcia czy zachowania seksualne bez oceny ryzyka. Może pojawić się także drażliwość i skłonność do konfliktów, a w niektórych przypadkach agresja.</p><p>Choć epizody maniakalne są bardziej widoczne, w przebiegu choroby częściej występują depresje, które w największym stopniu obniżają jakość życia pacjentów.</p><p>Depresja w przebiegu ChAD może być głęboka i nawracająca, a jej leczenie różni się od terapii depresji jednobiegunowej. Niewłaściwe leczenie może nie tylko nie przynosić efektu, ale też zwiększać ryzyko destabilizacji nastroju.</p><p>Choroba ma charakter przewlekły i wymaga długoterminowego leczenia. Podstawą jest farmakoterapia – przede wszystkim leki stabilizujące nastrój – często uzupełniana psychoterapią i psychoedukacją.</p><p>– Pacjenci w hipomanii często odstawiają leczenie, bo czują się dobrze i to zwykle prowadzi do nawrotów – wyjaśnił dr Opielka, dodając, że celem nie jest całkowite wyleczenie, lecz utrzymanie stabilizacji i zapobieganie nawrotom. Kluczowe znaczenie ma systematyczność terapii i wczesne reagowanie na pierwsze objawy pogorszenia.</p><p>Choroba wiąże się także z wysokim ryzykiem śmierci samobójczej, szacowanym na 15–20 proc. Największe zagrożenie występuje w epizodach depresyjnych i w stanach mieszanych.</p><p>– To choroba o wysokiej śmiertelności, wymagająca dużej czujności i szybkiej reakcji przy nawrotach – podkreślił dr Opielka.</p><p>W procesie leczenia istotną rolę odgrywają bliscy pacjenta. To oni często pierwsi zauważają zmiany w zachowaniu – szczególnie w fazie manii, gdy chory nie dostrzega problemu.</p><p>Wczesne wychwycenie objawów nawrotu znacząco zwiększa szanse na szybkie opanowanie epizodu i ograniczenie jego skutków. Interwencja na początkowym etapie jest zdecydowanie bardziej skuteczna niż leczenie w pełni rozwiniętej fazy choroby.</p><p>30 marca przypada Światowy Dzień Choroby Afektywnej Dwubiegunowej (ChAD). Szacuje się, że zaburzenia te mogą dotyczyć nawet 6–11 proc. społeczeństwa, a pierwsze objawy zwykle pojawiają się przed 40. rokiem życia.</p><p>Osoby wymagające wsparcia mogą skorzystać siedem dni w tygodniu z całodobowego telefonu 800-70-22-22 w Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym. Jeśli ktoś ma informacje dotyczące zagrożenia życia lub zdrowia, może zadzwonić też pod numer alarmowy 112. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Alergolog: objawy alergii na pyłki drzew nasilają się, gdy wzrasta zanieczyszczenie powietrza]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54560,alergolog-objawy-alergii-na-pylki-drzew-nasilaja-sie-gdy-wzrasta-zanieczyszczenie-powietrza</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54560,alergolog-objawy-alergii-na-pylki-drzew-nasilaja-sie-gdy-wzrasta-zanieczyszczenie-powietrza</guid>
            <pubDate>Mon, 30 Mar 2026 16:12:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-alergolog-objawy-alergii-na-pylki-drzew-nasilaja-sie-gdy-wzrasta-zanieczyszczenie-powietrza-1774880091.jpg</url>
                        <title>Alergolog: objawy alergii na pyłki drzew nasilają się, gdy wzrasta zanieczyszczenie powietrza</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54560,alergolog-objawy-alergii-na-pylki-drzew-nasilaja-sie-gdy-wzrasta-zanieczyszczenie-powietrza</link>
                    </image><description>Objawy alergii na pyłek brzozy, ale też innych drzew, np. leszczyny i olchy, pylących wczesną wiosną, nasilają się, kiedy wzrasta zanieczyszczenie powietrza pyłem PM2,5 – powiedziała PAP alergolog prof. Ewa Czarnobilska.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <p>Lekarka powołała się na wyniki badania, które pod jej kierownictwem realizował zespół naukowców z Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego (CM UJ) w Krakowie.</p><p>– Do przeprowadzenia badania zainspirował nas fakt, że w Europie, również w Polsce, wskaźniki uczulenia na pyłek brzozy wzrastają i obecnie 10-20 proc. populacji ogólnej Europy, w tym Polski, ma alergię na pyłek brzozy – powiedziała prof. Ewa Czarnobilska, kierownik Zakładu Alergologii Klinicznej i Środowiskowej CM UJ.</p><p>Badanie trwało w 2023 r. i 2024 r. w sezonie pylenia brzozy, czyli w kwietniu, a także pod koniec marca. W tym czasie grupa 50 pacjentów, mieszkańców Krakowa, uczulonych na pyłek brzozy, codziennie za pomocą aplikacji notowała klasyczne objawy alergii pyłkowej, czyli np. alergiczny nieżyt nosa, astmę i zapalenie spojówek. Zapisywała także zużycie leków przeciwalergicznych. Wyniki badań uczulonej grupy pacjentów naukowcy odnieśli do kontrolnej grupy osób bez alergii, czyli zdrowych.</p><p>Już wcześniejsze testy i analizy zespołu CM UJ pokazały, że alergeny pyłku brzozy są bardziej agresywne w powietrzu zanieczyszczonym niż w czystym.</p><p>To ostatnie badanie było jednak pierwszym, podczas którego sprawdzono korelację między stężeniami pyłku brzozy w Krakowie i pyłami zawieszonymi PM2,5 i PM10 oraz ozonem i odniesiono tę korelację do objawów notowanych przez pacjentów w 2023 i 2024 r.</p><p>– Nasze badanie pokazało, że nawet przy małym stężeniu pyłku brzozy i dużym zanieczyszczeniu powietrza pacjent może mieć nasilone objawy alergii na pyłek brzozy – zauważyła prof. Ewa Czarnobilska.</p><p>Dodała, że podobnie wyglądałyby korelacje PM2,5 i pyłku innych drzew pylących wczesną wiosną, np. leszczyny i olchy.</p><p>Naukowcy znaleźli korelację nasilonych objawów alergii na pyłek brzozy podczas zanieczyszczenia powietrza pyłem PM2,5, ale nie znaleźli takiej korelacji z PM10 i ozonem.</p><p>– Nawet jeżeli stężenie uczulającego pyłku brzozy nie było wysokie, a stężenie PM2,5 takie było, to pacjenci uczuleni na ten alergen mieli bardzo nasilone objawy alergii, łącznie z objawami astmy sezonowej – zwróciła uwagę prof. Czarnobilska.</p><p>Jak dodała, wyniki badania skłaniają do kolejnego wniosku: pacjenci korzystający z aplikacji monitorującej stężenie pyłku uczulającego muszą jeszcze korzystać z aplikacji monitorującej zanieczyszczenie powietrza.</p><p>Zdaniem alergolog wyniki badań są ważne w kontekście leczenia pacjentów. Głównym przyczynowym leczeniem alergii, w tym pyłkowej, jest odczulanie, czyli immunoterapia swoista.</p><p>Jeżeli po roku odczulania pacjent mówi, że nie widzi poprawy, mimo że pylenie drzew było słabe, to należy sprawdzić, jakie było zanieczyszczenie powietrza. Jeżeli stężenie PM2,5 było wysokie, to ono spowodowało, że pacjent nie czuje poprawy. Gdyby nie był odczulany, to objawy te byłyby jeszcze bardziej nasilone.</p><p>Wyniki badań naukowców CM UJ trafiły do publikacji w prestiżowym czasopiśmie „Allergy”, gdzie powinny się ukazać w tym roku.</p><p>Pył zawieszony PM2,5 to według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) najbardziej szkodliwy spośród wszystkich frakcji smogu. Szkodliwość wynika z jego małych rozmiarów – średnica cząstki nie przekracza 2,5 mikrometra - dlatego z łatwością przenika do krwiobiegu. Przyczynia się np. do chorób układu oddechowego, sprzyja nowotworom, np. gardła i krtani. Powstaje m.in. w wyniku spalania paliw stałych i procesów produkcji przemysłowej.</p><p>Zespół lekarzy pod kierownictwem prof. Ewy Czarnobilskiej jako pierwszy w Polsce zbadał reakcję krwi na smog i udowodnił, że istnieje alergia na smog. Wyniki ogłosił w 2021 r. (PAP)</p> ]]></content:encoded>
            </item><item>
            <title><![CDATA[Awans szpitala, milionowe szanse i polityczna burza. Sprawa TCZ trafia do prokuratury]]></title>
            <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54552,awans-szpitala-milionowe-szanse-i-polityczna-burza-sprawa-tcz-trafia-do-prokuratury</link>
            <guid>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54552,awans-szpitala-milionowe-szanse-i-polityczna-burza-sprawa-tcz-trafia-do-prokuratury</guid>
            <pubDate>Sun, 29 Mar 2026 17:35:00 +0200</pubDate><image>
                        <url>https://static2.nasztomaszow.pl/data/articles/xga-16x9-awans-szpitala-milionowe-szanse-i-polityczna-burza-sprawa-tcz-trafia-do-prokuratury-1774800020.png</url>
                        <title>Awans szpitala, milionowe szanse i polityczna burza. Sprawa TCZ trafia do prokuratury</title>
                        <link>https://www.nasztomaszow.pl/artykul/54552,awans-szpitala-milionowe-szanse-i-polityczna-burza-sprawa-tcz-trafia-do-prokuratury</link>
                    </image><description>W Tomaszowskim Centrum Zdrowia prokuratura bada zawiadomienie przeciwko byłemu prezesowi Wiesławowi Chudzikowi w sprawie utraconej dotacji na nowy blok operacyjny. Śledczy sprawdzą, czy to naruszenie prawa, czy polityczne zmiany zarządu, które pozbawiły region inwestycji.</description>
            <content:encoded><![CDATA[ <h2><strong>Od sukcesu do śledztwa?</strong></h2><p>W Tomaszowskim Centrum Zdrowia narasta spór, który z poziomu zarządzania szpitalem przenosi się na poziom prokuratorski. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, do śledczych miał trafić wniosek dotyczący podejrzenia popełnienia przestępstwa przez byłego prezesa placówki, doktora Wiesława Chudzika. jak się dowiadujemy w sprawie przesłuchiany był między innymi obecny Zarząd Powiatu Tomaszowskiego.&nbsp;</p><p>Sama sprawa nie dotyczy jednak jedynie osoby byłego szefa szpitala. W tle pojawia się znacznie poważniejszy problem – sposób zarządzania jedną z najważniejszych instytucji ochrony zdrowia w regionie oraz utracona szansa na rozwój, który mógł diametralnie zmienić poziom usług medycznych w Tomaszowie Mazowieckim.&nbsp;</p><p>Przypomnieć tutaj należy, że prezes odchodząc, zostawił spółkę w doskonałej kondycji finansowej, z zyskiem oraz pieniędzimi na koncie.&nbsp;</p><h3><strong>Szpital, który miał iść w górę</strong></h3><p>Tomaszowskie Centrum Zdrowia to kluczowa placówka dla mieszkańców powiatu, oferująca szeroki zakres świadczeń medycznych i zatrudniająca setki pracowników różnych specjalizacji. W ostatnich latach podejmowano działania mające podnieść jej rangę i możliwości.</p><p>Jednym z najważniejszych kroków było uzyskanie przez szpital statusu SULO II – czyli wyższego poziomu referencyjności w systemie ochrony zdrowia. Tego typu zmiana oznacza nie tylko prestiż, ale przede wszystkim większe możliwości leczenia pacjentów oraz dostęp do wyższych kontraktów i finansowania.</p><p>Za tym sukcesem stały działania &nbsp;właśnie doktora Wiesława Chudzika</p><h3><strong>Blok operacyjny, który mógł zmienić wszystko</strong></h3><p>Kolejnym krokiem w rozwoju szpitala było przygotowanie wniosku o dofinansowanie budowy nowoczesnego bloku operacyjnego. Inwestycja ta mogła znacząco poprawić jakość leczenia, skrócić kolejki i zwiększyć możliwości zabiegowe placówki. Wniosek taki został przygotowany i złożony. &nbsp;To jednak właśnie w tym miejscu historia zaczyna się komplikować. Mariuszowi Węgrzynowskiemu zaświtała w głowie myśl, by na miejsce Prezesa przyjąć "kolegę kolegi", czyli Marka Utrackiego będącego protegowanym Antoniego Macierewicza. Razem z nim przyszli polityczni działacze. Razem Chudzikiem odeszli fachowcy.&nbsp;</p><p>Po zmianach &nbsp;w kierownictwie &nbsp;szpitala – konieczne było dopracowanie dokumentacji i spełnienie wymogów formalnych, które umożliwiłyby uzyskanie finansowania. Dla poprzedników byłyby to zmiany kosmetyczne, co pokazali w przypadku projektu "Bezpieczna Przystań". Dla partyjnych nominatów była to bariera nie do przejścia. Pracownicy szpitala mówią wprost: oni nie rozumieli co czytali. &nbsp;Z dostępnych informacji wynika, że wniosek nie został skutecznie poprawiony i ostatecznie nie spełnił wymagań formalnych. W efekcie został odrzucony, a szpital stracił szansę na pozyskanie środków i realizację kluczowej inwestycji.&nbsp;</p><h3><strong>Zamiast inwestycji – zawiadomienie</strong></h3><p>W tym kontekście szczególne emocje budzi fakt, że sprawa trafiła do prokuratury. Według nieoficjalnych ustaleń, zawiadomienie miało zostać złożone przez środowiska związane z Prawem i Sprawiedliwością, w tym Mariusza Węgrzynowskiego.&nbsp;</p><p>W opinii części obserwatorów może to być próba przeniesienia ciężaru odpowiedzialności za niepowodzenia inwestycyjne na poprzednie kierownictwo. Zwłaszcza że zmiany w zarządzie placówki nastąpiły w atmosferze napięcia, a sam doktor Chudzik miał dowiedzieć się o odwołaniu w nieformalny sposób z wysłanego do niego w Sylwestra SMS-a</p><h3><strong>Polityka czy realne zarzuty?</strong></h3><p>Na tym etapie trudno jednoznacznie ocenić zasadność doniesienia. Faktem jest, że w konkursie premiowano szpitale SULO I. Nie zmienia to jednak faktu, że wniosek odpadł z powodów formalnych a nie merytorycznych. Stracił też szansę na finansowanie z listy rezerwowej. A tu już jest odpowiedzialność Mariusza Węgrzynowskiego, który zmienił Prezesa, mając świadomość poważnych planów inwestycyjnych.&nbsp;</p><p>Sprawą zajmą się teraz śledczy, którzy będą musieli odpowiedzieć na pytanie, czy doszło do naruszenia prawa, czy też mamy do czynienia z konfliktem o podłożu polityczno-organizacyjnym. A może po prostu chodzi o polityczne ataki na nowy Zarząd Powiatu?&nbsp;</p><p>Nie ulega jednak wątpliwości, że sprawa ma szerszy wymiar. Dotyczy nie tylko przeszłości zarządzania szpitalem, ale także jego przyszłości.</p><h3><strong>Największym przegranym może być pacjent</strong></h3><p>Bez względu na to, jak zakończy się postępowanie, jedno jest pewne – największą stratą dla regionu jest utracona szansa na rozwój infrastruktury medycznej.</p><p>Nowy blok operacyjny to nie tylko inwestycja w mury i sprzęt. To realna poprawa jakości leczenia, większe bezpieczeństwo pacjentów i krótsze kolejki do zabiegów. To też możliwość pozyskania wysokiej klasy specjalistów medycznych, którzy chętniej pracują w miejscu nowoczesnym i dobrze wyposażonym.&nbsp;</p><p>Dziś zamiast dyskusji o rozwoju pojawia się konflikt, który może na długo zahamować dalsze zmiany.</p> ]]></content:encoded>
            </item></channel>
</rss>
