nie pamiętasz hasła?
Dziś są imieniny: Anatola, Rafała, Edmunda
×

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies

Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Używamy ich w celach reklamowych i statystycznych a także po to, by dostosować nasze witryny dla indywidualnych potrzeb naszych czytelników i użytkowników. Plików cookie mogą też używać nasi partnerzy, reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy multimediów. Może zmienić ustawiania dotyczące plików cookies na Twojej przeglądarce. Korzystanie z serwisów bez dokonania zmiany oznacza, że pliki COOKIES będą zapisywane w pamięci twojego komputera lub innego urządzenie, z którego korzystasz do przeglądania witryn internetowych. Więcej informacji na temat cookies znajdziesz w naszej polityce prywatności.

Kambodża - Phnom Penh

dodano: 2017-11-08 10:45:00, ostatnia aktualizacja: 2017-11-08 10:46:21
autor: www.singlenomad.pl

Od razu po zakupie khmerskiej karty SIM, skontaktowałem się z Maggie, której wcześniej wysłałem prośbę o udzielenie kanapy. Mój pobyt w stolicy, wypadał akurat w weekend więc miałem dobre szanse na towarzystwo, które pomogłoby mi opanować wstępny szok kulturowy. Maggie poprosiła byśmy spotkali się po jej pracy. Przez chwilę zastanawiałem się jak wypełnić sobie niecałą godzinę. Zdecydowałem się usiąść przy "filiżance" soku kokosowego z orzecha, który był większy od mojej głowy. Szczerze mówiąc, nie chciałbym żeby podczas relaksującego spaceru po parku coś takiego na mnie spadło. Gdyby palmy kokosowe rosły w Hong Kongu, jestem pewien, że zostałbym wbity w beton.

Przed przyjazdem do Phnom Penh, nie wiedziałem, że czeka mnie wampirzy tryb życia. To miasto budzi się wcześnie rano by sprawdzić która godzina, przewrócić się na drugi bok i wstać znów w pełni sił dopiero po zachodzie słońca. Już pierwszego wieczoru, Maggie zaprosiła mnie na domową imprezę u jej znajomego, Dominika. Ekspatrianci w Phnom Penh trzymają się razem i wcześniej, czy później, wszyscy się spotkają. Po kilku godzinach jego sąsiad, skarżący się na to, że nikt nie wie gdzie jest jego kraj - Joey z Bahamów, zaproponował, że tej nocy, pójdziemy spać skoro świt.

 

Maggie - meksykańsko-polska krew.

 

Na późnonocne zwiedzanie lokali rozrywkowych pisała się tylko kameralna grupka z nieco podpitymi Nigeryjczykami, mną, Maggie i jej współlokatorką Kate, zajmującą się na codzień pomocą ofiar przestępczości seksualnej. Pomieściliśmy się w dwóch autach. A, że te miały znaczek L na masce i łącznie cztery końcówki układu wydechowego połączone z ryczącymi silnikami V-ileśtam, Nigeryjczycy postanowili w drodzę urządzić sobie małe wyścigi uliczne.


W przerwie od myślenia czy poduszki powietrzne na pewno działają, przyszło zastanowić się nad celem wycieczki. Po głosowaniu, w którym, tym razem nie przez moje antydemokratyczne poglądy, nie brałem udziału, wszyscy zdecydowali kopnąć jądro. Ściślej rzecz ujmując, pojawiliśmy się w jednym z najbardziej znanych klubów nocnych Phnom Penh, o ewokatywnej nazwie Jądro Ciemności (Heart of Darkness).


W środku, przeżyłem mały szok stereotypowy. Niby znalazłem się w najbiedniejszym państwie Azji Południowowschodniej, a wystrój lokalu przypominał nieco mieszankę pomiędzy nowoczesnym brytyjskim pubem z dyskoteką a khmerskim muzeum. Na parkiecie mieszali się amatorzy wszystkich rodzajów rozrywki - od pospolitych butelkoopróżniaczy i twórców sztucznego tłoku, przez amatorów zakazanego dymku, kolorowych bibułek, tabletek z krzywo tłoczonymi obrazkami, po wyznawców wszystkich orientacji seksualnych świata szukających płatnych i bezpłatnych partnerów. Joey aż pociągnął mnie za ucho widząc jak ostentacyjnie przyglądam się tańcom godowym prostytutek wszystkich trzech płci z uciekinierami z oddziału geriartrycznego któregoś z phnompeńskich szpitali. Aż żałowałem, że nie wziąłem ze sobą aparatu. Jądro Ciemności jest jedynie ikoną, kojarzoną przez każdego, a nie jedynym lokalem tego typu w Phnom Penh.


Kolejne dni spędziliśmy na wypoczynku połączonym ze zwiedzaniem, podczas którego, akurat znów nawaliły mi baterie w aparacie. Na szczęście, Phnom Penh ma tylko ciekawą nazwę i ciekawy klimat. Miasto samo w sobie nie zachęca do niczego innego jak do spokojnego życia w miejscu, gdzie ze względu na bardzo wyluzowane podejście do przestrzegania reguł, pod ręką dostępne jest wszystko czego dusza zapragnie. W Kambodży, mając drobne w porównaniu z zarobkami ekspatriantów i zachodnich przyjezdnych, kwoty na łapówki, można robić praktycznie wszystko, a Phnom Penh jest tego ucieleśnieniem.

 

Phnom Penh nie ma zgiełku typowego dla innych stolic. Wychodząc na ulicę za dnia, można odnieść wrażenie, że wszyscy śpią


Idąc jednego wieczoru wzdłuż wybrzeża rzeki - miejsca, w którym skupiają się najczęściej odwiedzane przez posiadaczy białych pośladków lokale, na odcinku może dwudziestu metrów, zostałem zaczepiony przez pięciu dilerów bez żadnych ogródek prezentujących swój asortyment w pobliżu budek policyjnych.

 

Amatorzy cykania słitfotek pot atrakcjami typu must-see, koniecznie muszą odwiedzić Muzeum Narodowe, w którym znajduje się kolekcja khmerskich dzieł sztuki, poszwędać się wśród bijących dopracowaniem i bogactwem nielicznych otwartych dla wszystkich budynkach Pałacu Królewskiego, zrobić zakupy na starym rynku czy przejść się tam i spowrotem szerokim bulwarem, do bólu przypominającym Champs d'Elysees z Pomnikiem Niepodległości w miejscu łuku triumfalnego.

 

Jeden z budynków Pałacu Królewskiego.

 

Dysponując większą ilością czasu i gotówki, osoby pragnące zagłębić się w poplątaną i krwawą historię Kambodży, mogą odwiedzić Muzeum Tuol Sieng, upamiętniające tortury rewolucjonistów z Khmer Rouge czy Pola Zagłady Choeung Ek. Po przerobieniu pakietu podstawowego, jeśli jeszcze świeci słońce, można wpaść do licznych, misternie ozdobionych świątyń. Nie można przy tym ominąć jedynego w tym płaskim mieście wzgórza Wat Phnom, na szczycie którego znajduje się historyczna pagoda.

 

Pagoda Wat Phnom znajduje się na szczycie jedynego wzgórza Phnom Penh.

 

czytaj dalej »
podstrony: 1 2

Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.
Wybierz sposób wyświetlania:
liniowy
drzewo
+1 (1) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
czytelniczka: Gdy ktoś odejdzie z tego świata, tak jak Michał, to pamięć o Nim zostaje dzięki opisowi podróży, które przerwała tragiczna i niepotrzebna śmierć.
środa, 8 listopada 2017, godzina 14:59:04
0 (0) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
: Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam.
wtorek, 13 marca 2012, godzina 16:05:11
0 (0) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
ultars widzew fan: To ja też dodam od siebie. Trzymaj się Mike!
niedziela, 11 marca 2012, godzina 01:20:06
0 (0) ↑ tak ↓ nie ! zgłoś
dodaj odpowiedź
adarus2: Panie Michale, próbuję skomentować któryś z pańskich felietonów - reportaży i nie wiem jak się za to zabrać. Bo się okazuje, że umiem tylko krytykować. Jak trzeba pochwalić, napisać coś miłego to d...a blada. Zresztą jak porównać ilość wejść do ilości komentarzy to chyba nie tylko ja mam ten problem.
Panie Michale, pańskie reportaże są świetne. Pańskie przygody niezwykle interesujące. Nie wiem jak inni, ale ja czekam niecierpliwie na każdy następny felieton. Pozdrawiam gorąco.
sobota, 10 marca 2012, godzina 07:50:05

dodaj artykuł dodaj fotoreportaż
^ do góry