nie pamiętasz hasła?
Dziś są imieniny: Jadwigi, Teresy, Zoriana
×

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies

Pliki cookies ułatwiają korzystanie z naszych serwisów. Używamy ich w celach reklamowych i statystycznych a także po to, by dostosować nasze witryny dla indywidualnych potrzeb naszych czytelników i użytkowników. Plików cookie mogą też używać nasi partnerzy, reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy multimediów. Może zmienić ustawiania dotyczące plików cookies na Twojej przeglądarce. Korzystanie z serwisów bez dokonania zmiany oznacza, że pliki COOKIES będą zapisywane w pamięci twojego komputera lub innego urządzenie, z którego korzystasz do przeglądania witryn internetowych. Więcej informacji na temat cookies znajdziesz w naszej polityce prywatności.

Laos - Kurortowe Vang Vieng

dodano: 2018-05-27 10:00:54, ostatnia aktualizacja: 2018-05-27 10:03:03
autor: www.singlenomad.pl

Są takie dni w roku, kiedy człowiek, rozczulając się nostalgicznie, coraz mocniej myśli o świętach. A, że, najbliższym świętem wypadającym po Buddyjskim Nowym Roku jest Święto Pracy, skupiłem się właśnie na nim. Zresztą, o czym innym tutaj myśleć jak nie o majówce, kiedy na dworze robi się coraz cieplej, ptaszki głośniej ćwierkają, a koty - nie tylko te z Cheshire - szerzej się uśmiechają? Ale żeby majówka była udana, najpierw trzeba trochę na nią zarobić. Jak już pisałem wcześniej - wróciłem do tłumaczeń - czyli pracy, na którą każde miejsce i każdy czas są dobre. Poza, oczywiście .... stolicami krajów południowoazjatyckich podczas obchodów Buddyjskiego Nowego Roku.

Poszukiwania dobrego miejsca na klikanie wygoniły mnie do.... Vang Vieng. Główną motywacją było bezproblemowe znalezienie taniego zakwaterowania z oknem na świat w postaci WiFi. Trochę czasu zajęło mi rozkminienie gdzie znajduje się droga wylotowa z Vientiane. Najpierw zatrzymał się skuter, którego kierowca zaoferował podwiezienie mnie na lotnisko. Nawet nie pytałem o cenę - oczywistą oczywistością było, że przysługa będzie za darmo - w Laosie nie ma mototaksówek, a lotnisko było mi bardzo po drodzę. Po kolejnej godzinie dreptania i kolejnej opróżnionej na prędcę butelce mineralki, zatrzymał się tuk-tuk.

 

Kiedy wytłumaczyłem, że chciałbym wyjechać na drogę nr 13 w kierunku Vang Vieng, pan kierowca pokazał pięć palców. Pomyślałem, że będzie chciał 5.000 kipów - tyle też płacili inni pasażerowie - Laotańczycy, kiedy obwożąc nas po całym mieście, wysadzał ich, a właściwie to katapultował, po przejechaniu o kilkanaście metrów ich przystanków. Mój przystanek był ostatni i dopiero wtedy, dotarło do mnie, że 5 palców, w zależności od stopnia inflacji, może oznaczać 5, 50, 500, 5000, itd. Pan riksiarz domagał się 50.000 tysięcy kipów (ponad 6 dolarów) za podwózkę ok. 2 kilometrów. Fakt, że dookoła i przez całe miasto, ale Vientianne już sobie zwiedziłem i..... przypomniała mi się cenna uwaga Angkura, którego poznałem w Sajgonie, odnośnie targowania cen post factum "Daj tyle, ile uważasz za słuszne i idź". Znając ceny w Laosie, dałem 10.000 kipów. Nie to żebym od razu taką kwotę uważał za słuszną, ale był to najdrobniejszy banknot, który przy sobie miałem.

 

 

Kiedyś też zostanę kierowcą tuk-tuka. Tyle, że bardziej niż odpowiedni sprzęt i znajomość miasta potrzebne mi są dojścia. Riksiarze w tej części świata to nie tylko taksówkarze, ale i aptekarze i alfonsi w jednym.

 

 

 

czytaj dalej »
podstrony: 1 2

Komentarze do tego artykułu są moderowane. Oznacza to, że Twoja opinia pojawi się na stronie po zaakceptowaniu jej przez moderatora. Nie zostanie zaakceptowana żadna wypowiedź zawierająca wulgaryzmy wypowiedziane wprost, skrótami lub wygwiazdkowane. Prosimy używać języka polskiego z zachowaniem zasad pisowni. Nie tolerujemy TaKiEgO StYlU PiSaNiA. Zamieszczanie kilku kolejnych wypowiedzi pod jednym tematem uważamy za „zaśmiecanie” strony. Redakcja nie bierze odpowiedzialności za opinie wyrażane przez internautów.

dodaj artykuł dodaj fotoreportaż
^ do góry