Shinkenwagen? Bella bestia? Fajwoklok? A może tańsza alteratywa? - Mały przegląd chińskiej motoryzacji.

  • 21.08.2017, 11:00
  • www.singlenomad.pl
Shinkenwagen? Bella bestia? Fajwoklok? A może tańsza alteratywa? - Mały przegląd chińskiej motoryzacji.
Siedząc przez chwilę w Chinach, nie sposób nie zauważyć ciągle wzrastającej ilości nowych aut na drogach. Tutaj nie ma miejsca dla spalinowych zabytków z XIX, czy choćby końca XX wieku. Ten kraj, po ogromnej biedzie, którą był dotknięty jeszcze nie tak dawno temu, przeżywa właśnie swój gospodarczy rozkwit. Ludzie, pamiętając czasy głodu, łapią jak mogą chwilę dobrobytu. Coraz więcej osób awansuje nie tylko społecznie, ale i motoryzacyjnie, przesiadając się z roweru na skuter, ze skuteru na motor, aż w końcu z motoru na samochód. Oczywiście, powszechnie panuje moda na samochody amerykańskie i niemieckie. Chińscy producenci jednak również mają spory udział w rynku, już nie tylko rodzimym, ale i międzynarodowym. Niektóre firmy motoryzacyjne wykupiły spore udziały w znanych zachodnich korporacjach, albo podkupiły ich czołowych pracowników. Z dziewięcioma liczącymi się firmami motoryzacyjnymi, mającymi razem w ofercie kilkadziesiąt modeli aut - od superminiaturowych kompaktów, przez hybrydy i pojazdy elektryczne dla zieleńców, po wielkie kilkudziesięciotonowe ciężarówki, Państwo Środka ma szansę wkrótcę stać się czołowym producentem pojazdów.

Możemy wozić się shinkenwagenem, podziwiać i rozkoszować się mrukiem stylowej labellaelabestia, pić herbatkę z mlekiem w urządzonym jak babciny pokój fiveoclocku, tańczyć na wielkiej powierzchni bigmaca, czy po prostu używać poprawnych, lecz mało pociągających kimchi czy sushi. Rozważając zakup samochodu za przyzwoitą cenę, mającego na standardowym wyposażeniu folię na fotelach, warto przejrzeć ofertę zza Wielkiego Muru.

 

Poniżej prezentuję tylko kilka wybranych modeli z różnych klas zasługujących na uwagę. Dokładny przegląd oferty pojazdów Made in China, zająłby zbyt wiele stron i, najprawdopodobniej, za rok, czy dwa, biorąc pod uwagę szybkość, z jaką Chiny się zmieniają i rozwijają, byłby mocno przeterminowany. Dlatego, na samym dole strony, znajdują się linki do stron producentów.

 

1. Dla masochistów z klaustrofobią - przesadnie zminiaturyzowany kompakt, Chery QQ ME.
 

Masz klaustrofobię, ale paradoksalnie, bardzo ją lubisz? Marzysz o przytulnym gniazdku na kołach, w którym włączając radio, włączysz przy okazji wszystkie światła i inne gadżety? Chcesz idealnej kapsułki, w którym przekręcając klimatyzację w środku lata nie w tą stronę, będziesz mógł zorganizować sauna party? Możesz, co prawda, skusić się na Peugeota 1007, Smarta, Toyotę Aygo, Fiata 500, ale co w przypadku gdy w portfelu masz mniej niż 30 tysięcy złotych? Na ratunek przychodzi firma Chery Automobile założona w roku 1997. 

 

 

Dizajnerska perełka w motoryzacyjnej ofercie Państwa Środka nosi oznaczenie QQ ME. Jak każde szanujące się auto, także Chery QQ ME, został zaprojektowany przez Włocha. Pierwotna koncepcja polegała na tym, by stworzyć coś, co jest małe, mało pali, jeździ i wygląda identycznie z przodu i z tyłu, oraz wewnątrz i na zewnątrz. Skopiowanie Citroena 2CV czy VW garbusa niestety odpadało. Z niewiadomych przyczyn, porzucono drugą część planu i pozostano przy sprawieniu by "wystrój" wnętrza nie odstawał od karoserii.

 

 

W odróżnieniu od kanciasto-owalnego Mini Coopera, w Chery QQ ME jest jajowato zarówno na zewnątrz jak i w środku. Pojazd, na pewno budzi kontrowersje, ale w żadnym wypadku nie odraża swym wyglądem jak, choćby, Fiat Multipla. Dzięki ogromnym drzwiom, znajdującym się blisko zaślepki imitującej klapę bagażnika, zakupy lub teściową można wrzucić do środka na dwa sposoby. Amatorom imponowania przedszkolakom ruszaniem z piskiem opon i kręceniem bączków na lodowisku, spodoba się wersja z silnikiem o pojemności 1,3 litra i mocy 80 KM. Leniuchy, docenią automatyczną, pięciostopniową skrzynię biegów. Wersję podstawową z manualną klimatyzacją, poduszką powietrzną kierowcy, ABSem, wspomaganiem kierownicy i centralnym zamkiem, można mieć już za niecałe 25.000 złotych.



2. Dla początkujących rodzin i przedstawicieli handlowych - klasyczny. rodzinny hatchback, Geely EC7.

 

 

 

 

Potrzebujesz osobnych miejsc na żonę, fotelik dla dziecka, skrzynkę piwa, sobotnie zakupy i wieszaka na marynarkę? Nudzi Cię sztampowy Fiat Punto, cena Alfy Romeo Giulia, przyprawia Cię o mdłości, produkcja Mercedesa A-Klasy, BMW 1 czy Audi A3 mija się według Ciebie z misją firmy, a VW Golf wydaje Ci się być zbyt nie wart swojej ceny? Na pewno spodoba Ci się Geely EC7.

 

Dzięki swojej uniwersalnej, lecz nowoczesnej sylwetce, samochód idealnie pasuje do zarówno krawata, jak i do dresu z trzema i więcej paskami. Twoje bliźniaczki  na pewno docenią ilość miejsca na tylnej kanapie, a żonie spodoba się jakość wykończenia i ilość schowków na drobne gadżeciki.

 

Wydatek niewiele ponad 30.000 złotych na wersję podstawową z silnikiem 1.5 o mocy niewiele ponad 100 KM, automatyczną klimatyzacją, kamerą cofania (niestety, bez możliwości nagrywania), elektrycznie otwieranym wszystkim co się da, i kompletem poduszek powietrznych dla kierowcy i bocznego pasażera wydaje się być jak najbardziej rozsądny.


3. Dla tatusiów i mamuś z więcej niż jedną połówką, bardzo poprawny hatchbacko-sedan, Chery Cowin.

 

Jeśli posiadasz rodzinę, ale w Twoim życiu, pojawiają się osoby wymagające schowania do szafy, niestety, zakup hatchbacka odpada. Potrzebne jest coś z doklejonym bagażnikiem. Co prawda, warty zakupu Geely EC7 jest dostępny również w wersji sedan, na uwagę zasługuje, do bólu przypominający Seata Toledo, Chery Cowin. Cowin, po chińsku, oznacza chmurę na szczycie Mount Everestu. Nazwa jest jak najbardziej trafiona.

 

 

Jako były posiadacz Seata Toledo, zgadzam się ze stwierdzeniem producenta, że ten typ nadwozia, łączący w sobie cechy sedana i hatchbacka jest szczytem funkcjonalności. Z zewnątrz, auto przypomina odmłodzoną wersję swojego niemieckiego brata jeżdżącego po Europejskich drogach pod hiszpańską banderą. Wewnątrz, nie ma fajerwerków, ale miejsca wystarczy dla wszystkich i na wszystko a przyciski i zegary są na właściwym dla nich miejscu, a nie gdzieś na środku konsoli czy w popielniczce - ot takie idealnie poprawne, superfunkcjonalne auto.

 

 

Na uwagę zasługuje LEDowe podświetlenie zegarów, które w obecnych czasach jest już chyba standardem. W pakiecie podstawowym, za który przyjdzie nam zapłacić ok. 20.000 złotych, znajdziemy 1.5 litrowy silnik o mocy 106KM, trzystopniowe pasy bezpieczeństwa, welurową (nie materiałową) tapicerkę, klimatyzację, pełną elektrykę, poduszki powietrzne dla kierowcy i pasażera i..... radio ze slotem USB i możliwością podłączenia MP3 (dzięki obsłudze MP4, majsterkowicze, mogą przerobić zwykłe radio na telewizor).

 

4. Dla lubiących prowadzić biznesmenów, Lifan 620.

 

 

 

 

Jeśli na codzień musisz chodzić do pracy w garniturze, ale wolisz mieć kontrolę nad tym co dzieje się na drodzę niż w spokoju czytać gazetę na tylnej kanapie, potrzebujesz auta reprezentacyjnego. Nie każdego, od razu stać na Mercedesa klasy E, Audi A6, BMW 5/6, czy Maserati Quattroporte. Jeśli szukasz czegoś, pasującego do nowej pary rejbanów, ale biegając w kółko z kalkulatorem wciąż liczysz straty i zyski, spodoba Ci się Lifan 620.

 

Może sylwetka wielkiego zachwytu nie wzbudza, ale jest klasycznie, spokojnie i elegancko. Środek jest już bardziej przyjemny. Nawet jeśli nie stać Cię na flaszkę benzyny, możesz rozkoszować się filiżanką kawy, czy tam inną flaszką na tylnej kanapie. Rzucając na stół niewiele ponad 30.000 złotych za mającego wszystko Lifana 620, zrobisz wrażenie na wszystkich - a potencjalni kontrahenci, widząc coś nowego, na pewno Cię nie zapomną.

 

Amatorów wyprzedzania nieoznakowanych radiowozów po prawym pasie mogą nieco denerwować osiągi, a właściwie ich brak.  Auto jest bowiem prawdziwą owcą w wilczej skórze. Prędkość maksymalna topowej wersji z 1.6-litrowym silnikiem o mocy 115 koni wynosi jedynie około 180 km/h. Ale, auto tej klasy ma się dobrze prezentować i wygodnie wozić, a nie szybko jeździć.

 

5. Dla lubiących oglądać świat z góry, Landwind X8.

 

 

Czy kiedykolwiek podkradając ciasteczka, marzyłeś by mieć kilka centymetrów więcej? Wkurza Cię koniecznośc ciągłego wciągania brzucha przy majsterkowaniu pod samochodem? A może chciałbyś mieć na skrzyżowaniach takie same prawa jak ciężarówka? Jeśli tak to warto rozważyć zakup SUVa z napędem na cztery koła. SUV dla ludu? Tak, jest to możliwe! Landwind X8 budzi respekt godny uzbrojonych w automatyczne, kompaktowe pukawki amerykańskich raperów.

 

 

Sportowe serce samochodu, 2.5-litrowy turbodiesel o mocy 140 KM produkowane jest we współczesnej ojczyźnie sportów motoryzacyjnych - deszczowej części słonecznej Italii. Niestety, nie jest ono wystarczające do napędzania tego statku. Landwind X8 to propozycja dla tych, którzy lubią decydować co chcą. Auto, przed zakupem można dowolnie konfigurować - Mając 50.000 złotych, kupimy nieskromnie wyglądającą, skromną wersję z napędem na tylną oś.

 

Możemy też pójść na całość, rzucić 70.000 złotych i kupić topową wersję z napędem wszystkie koła - oprócz zapasowego, skórzaną tapicerką, pełną elektryką, wyświetlaczem z odtwarzaczem DVD i nawigacją GPS, pokazującym przechył, kierunek jazdy, podstawowe dane i możliwością doinstalowania wariometru. Dodatkowo, można dokupić wyświetlacze w zagłówkach, zasilacz 220V, oraz niepotrzebne gadżety przyciągające klienta takie jak bluetooth czy hub USB.

 

6. Dla miłośników naturalnej opalenizny, kabriolet BYD S-8.

 

 

 

 

Jeśli ponad walory praktyczne stawiasz wygląd, styl i romantyzm, kabriolet jest najlepszym zakupem. Niby jest bardziej funkcjonalny niż zwykła puszka. W praktyce jednak, po jakimś czasie wychodzi, że materiałowy dach się drze, twardy zacina, zatrzaski rdzewieją, a do środka dostaje się zbyt dużo kurzu i owadów. Plus kabrioletów jest taki, że są zupełnie niepraktyczne w Europie. Dlatego większość tych z drugiej ręki, kupowana jako auto do szpanu, szczególnie w krajach chłodnych, ma dosyć małe realne przebiegi. Kupując jednak nowy, można odnieść wrażenie, że cena jest wzięta z kosmosu.

 

Cóż, za możliwość poczucia wiatru we włosach i sprawdzenia czy to co wyrasta z głowy naszego współpasażera to czasem nie tupecik, trzeba zapłacić. Chyba, że...... rozważymy dokładnie zakup BYDa S-8. Sportowa sylwetka, przypominająca do bólu Mercedesa SLK z efekciarskimi bocznymi wlotami powietrza, przyozdobiona dodatkowo skórzaną tapicerką i skórzanym wyposażeniem wnętrza zrobi wrażenie na każdej damie, do której w tej karocy podjedziemy. Mało tego, w odróżnieniu od Mercedesa SLK, nie musimy się ograniczać tylko do jednej damy - możemy ich wziąć ze sobą aż cztery.

 

Niestety, szybko z nią nie uciekniemy. Najbardziej prężny zaprzęg, jaki oferuje firma BYD to dwulitrowy, czterocylindrowy, 16-zaworowy, silnik benzynowy o mocy..... 130 koni. Nie pobawimy się również w drift. Nie ma bowiem napędu na tylną oś. Przy cenie zaczynającej się od 80.000 złotych, BYD S-8 jest nie tylko najtańszy w swojej klasie, ale jest również jednym z najpraktyczniejszych kabrioletów na śliskie zimowe drogi.

 

 

www.singlenomad.pl
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe