Słowo o ofiarności

  • 15.01.2018, 11:04
Słowo o ofiarności
Dziś postanowiłam po przerwie wrócić do pisania bloga na nasztomaszow.pl, w tym roku skłonił mnie do tego blog mojej imienniczki, skądinąd autorki wielu skrajnie złośliwych felietonów, oczywiście wyrażających osobisty punkt widzenia autorki. Pisanych lekko w ramach tak zwanej pogawędki z czytelnikiem. Co do warsztatu, przyznam szczerze zawsze podziwiałam, co do złośliwości autorki, no cóż nie skomentuję bo osiągnęłabym znacznie wyższy level, ale nie o tym dzisiaj mój wpis.
 
Coraz częściej ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad znaczeniem słowa ofiarność i dlatego z zaciekawieniem przeczytałam podszyty nienawiścią do instytucji kościoła wpis na pewnym blogu. Odnosi się on na wprost do mojego rodzinnego miasta i moich przemyśleń. I dlatego podkreślę na wstępie, że według mnie ofiarność to między innymi łączenie się wokół szlachetnego celu, wspólne radowanie się z niesionej pomocy, ze wzajemnym poszanowaniem naszych różnic, odmienności (nie o seksualną mi chodzi). Nie o tolerancji myślę, ale o wszelakiej odmienności, chociażby w poglądzie na to, z której piekarni chleb nam lepiej smakuje i jaką wodę lepiej pić. Wzajemne poszanowanie tworzy bowiem największą wartość. Sama staram się tego uczyć i przyznam szczerze, po ostatnich moich doświadczeniach życiowych doświadczać również. No dobrze, ale o ofiarności miało być, zatem do brzegu. 
 
Osób chorych, fundacji, instytucji, którym chciałabym pomóc jest cały nieboskłon, a ja dysponuję ograniczonymi środkami, dlatego muszę zawsze wybrać gdzie popłyną datki z mojej kieszeni. Zawsze mam dylemat gdzie skierować mój 1%, bo potrzebujących widzę, a morale mi zawsze mówi, a może ktoś inny potrzebuje bardziej. Dlatego wybór jest trudny. Ofiarność bowiem w mojej subiektywnej ocenie nie polega tylko na dawaniu pieniędzy, wystawianiu cennych przedmiotów na akcje charytatywne, czy wrzucaniu w łańcuszkach serduszek w mediach społecznościowych raz do roku żeby się pokazać jako darczyńca, z naklejką na ubraniu, czy czole. Chociaż i ja zawsze jak co roku ulegam tej idei łączenia się wokół szlachetnego celu i wrzucam kasę do puszki. Bo wszystkie działania powinny być wyrazem naszej jedności kiedy cel jest szlachetny.
 
Ale tu i teraz teraz w ramach mojej pogawędki z czytelnikiem chciałabym opisać działania mojej dobrej znajomej, aby pokazać ideę ofiarności. Wszyscy widzimy (szczególnie zimą) bezbronne, chore, głodne, bezpańskie koty. Przechodzimy zazwyczaj obok nich obojętnie myśląc, że prezydent, władze, schronisko, powinny się tym zająć bo to przecież ich, nie mój problem. Pomijam fakt wyższości, czy niższości lubiących koty, nad lubiących psy czy kaczki, czy nad innymi, którzy lubią na przykład kangury, który dla niektórych z blogerek ma znaczenie ideologiczne wręcz. Ta moja dobra znajoma na co dzień pomaga akurat bezdomnym kotom taka jej pasja i w tym przejawia się jej ofiarność. Robi to codziennie nie tylko zimą, kiedy koty potrzebuję więcej pomocy. Robi to lokalnie na swoim podwórku nie bacząc na to kto to powinien zrobić. Robi to z empatią, poświęcając swój wolny czas konsekwentnie.
 
Szanuję ją za to bez względu na fakt jakiej jest orientacji seksualnej, czy narodowości, czy jest panną, rozwódką, jaki ma kolor oczu, włosów, i czy fajnie się ubiera, a fakt do jakiego kościoła chodzi jest mi wyjątkowo obojętny. Robi coś dobrego, dla kotów z mojego osiedla, na co ja nie mam czasu. Gdy widzę ich smutne oczyska (kot z bajki ma wesołe przy nich) zawsze wiem, że Magda jest niedaleko na moim osiedlu i karmę rozsypie tu i ówdzie, a ja mogę iść dalej. Działa lokalnie na swoim podwórku jak potrafi najlepiej, jestem z niej dumna. Znalazła to czego szukała w swoim życiu i jest najlepszym przykładem, że takie działanie przynosi wymierne efekty, chociaż nie likwiduje problemu bezdomnych kotów na całym świecie.
 
Dlatego uważam moi drodzy tomaszowianie, że nasza ofiarność może przybierać różny wymiar. Widzę wiele potrzeb, wiele nieszczęścia, biedy, widzę potrzebę budowania hospicjum w Tomaszowie i wymieniać pewnie mogłabym bez końca. Ale chciałabym najbardziej, aby wszystkie nasze działania były dowodem naszej tomaszowskiej jedności, a podziały społeczeństwa na tych co dają na orkiestrę i tych co dają na „kościół” nie gościły w naszych umysłach.
 
A subiektywnie oceniając uważam, że przejawy prób dzielenia społeczeństwa na lepszych i gorszych nie powinny być podsycane przez jedną z blogerek, która sądzi, że wszystkiemu złu tego świata winna „zła władza” i „panowie w czarnych sukienkach”. Wyrażam mój brak szacunku dla wszystkich tych, którzy próbują podziały w ofiarności ludzkiej wzmacniać i utrwalać w imię niby inteligentnego myślenia. Każdemu z osobna tym roku życzę, aby ofiarność, którą w sobie znajduje była przejawem miłosierdzia, cnoty, empatii, miłości, konsekwencji, cierpliwości, poświęcenia a nie zawziętości podszytej nienawiścią.
 
 
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe