„Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono”

  • 5.10.2018, 13:25
„Tyle o sobie wiemy na ile nas sprawdzono”
Słowa Wisławy Szymborskiej są dla mnie najlepszym podsumowaniem ludzkiej natury, a i rekapitulacją słynnego Eksperymentu Stanfordzkiego, którego echo widać w książce „Efekt Lucyfera” Philipa Zimbardo.

 

Aneta Grab

 

Władza jest narzędziem przemocy. A tak zupełnie bez pudru przemoc jest wpisana w relację władzy. Ludzie dzielą się na dobrych i złych? Nie bez kozery postawiłam pytajnik na końcu zdania. Życie to wielki Teatr, a każdy z nas odgrywa w nim sceny przemocy. I nie chodzi tu o sztuczne podziały na mądrych i głupich, na wykształconych i niewykształciuchów, na Panów i biedaków.

 

Sceny za ścianą to prawdziwe laboratorium wykarczowanej przez systemy obojętności. Stąd podjęłam próbę dekonspiracji błędnej opinii, że zjawisko przemocy nie dotyczy środowisk wykształconych, którym w życiu dobrze się powodzi. Ba! Chcę zwrócić uwagę, że wiele ludzkich dramatów rozgrywa się na poziomie najwyższej konsumpcji życia, środkami masowego rażenia, takimi jak narzędzia przemocy: znęcanie fizyczne, psychiczne, ekonomiczne. Zło, jak pisał Zimbardo, oznacza gorsze postępowanie, pomimo lepszej wiedzy, które jak konkluduje, polega na egzekucji władzy poprzez zamierzone krzywdy psychologiczne oraz przemoc fizyczną wobec ofiar, ku jej wewnętrznej destrukcji.

 

No właśnie przemoc!

 

Powstaje w kuluarach klekotek salonowych i tworzy mikrostruktury. Rodzi się w zwyczajowo przyjętych sytuacjach, gdy ktoś godzi się przyjąć zadanie dystrybutora: „wydaj polecenie”. Te banalne słowa, są przykładem doskonałej reżyserki: społecznych ustawek - jednych w roli rozdających, drugich w roli podległych, co uruchamia mechanizm podległości. Bez blokad i skończoności. Odsłoniłam ten mariaż, jakże niewinny, bez niecenzuralnych zachowań i bezwzględnego gwałtu. Na ile przyzwyczailiśmy się do tego rodzaju zła, że przestaje ono robić na nas wrażenie? Na tyle, że jeżeli nie mamy do czynienia z fizycznym znęcaniem, mobbing, czy starking nie robi na nas wrażenia. Jesteśmy autsajderami zażenowania, dyskomfortu, ale przecież to nie ból. A jednak ten mały eksperyment demaskuje zło i nie oszczędza ani sprawców, ani ofiary, ani obserwatorów rzeczywistości. Ci zdrowsi, którzy reagują zwyczajowo nazywamy Wariatami. I nic tu do rzeczy nie ma sposób delegowania zadań, wydawania poleceń. Nawet najbardziej aksamitne słowa czy piękna uprzejmość są tylko kamuflażem prawdziwej rzeczywistości. Kindersztuba traci na znaczeniu.

 

Kiedyś już jako fajterka życiowa brałam udział w konkursie „Miłość z podbitym okiem?...” i w samej Galii w Warszawie. Podsumowanie wzmocnione Kampanią SCENA ZA ŚCIANĄ utrwaliło moje przekonanie o wartościowaniu zła… że to co niewidoczne gołym okiem nie istnieje. Przesłanie skierowane było do osób wykształconych, które wyłączają zmysły i nie zauważają, że spieszymy się by być daleko od ludzi, nie dostrzegamy ich problemów, nie rozmawiamy. Kampanię podbiła wizualizacji przemocy: plakaty wzorowane na afiszach teatralnych, kartki pocztowe i telewizyjne. Kontrastowe zestawienie tytułu komedii Moliera „Szkoła Żon” z wizerunkiem pięknej kobiety - znanej aktorki. To wszystko dało szokujący obraz. Grażyna Wolszczak, Joanna Koroniewska i Tamara Arciuch podobiznami osób przemocowanych zwróciły moją uwagę, na to że przemoc domowa musi wyjść z czterech ścian, musi ujrzeć światło dzienne, musi nas wyczulić i obudzić nasze zmysły z przytępienia.

 

Mało tego Nasze historie mogą uratować komuś życie. Przemoc to nie Performance to prawdziwe sceny z życia. W tym miejscu postanowiłam pochylić się nad tematem przemocy: tymi, którzy atakują, tymi którzy czynnie stają w ich obronie, a i biernymi obserwatorami. Tych jest najwięcej w naszym społeczeństwie - biernych obserwatorów rzeczywistości.


Temat zakończę puentą - Kampanię o przemocy dopełniła przemoc, dla niektórych mimo bulwersujących scen wciąż niewidzialna.

 

Ten felieton, traktuję nie jak pakt o przemocy, co zwalnia z odpowiedzialności za wnioski. Chciałam wywołać konstatację nad każdym działaniem, które kreuje sytuację kata i ofiary syndromu sztokholmskiego. I, że mnie to nie dotyczy… to tylko subiektywny obraz nas samych… Zimbardo mocno daje po głowie, że przy sprzyjających warunkach znalazłaby się w każdym z Nas prawdziwa bestia.

 

 

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe