Kto komu wbije szpilkę! – mój wyborczy felieton

  • 28.09.2018, 07:36
Kto komu wbije szpilkę! – mój wyborczy felieton
Jak najprościej poprawić sobie przed wyborami humor? Jeżeli myślicie, że większość z nas wybierze zjedzenie kostki, ba nawet tabliczki czekolady, to jesteście w wielkim błędzie. Zadziwiająco wiele osób za dobry sposób na polepszenie nastroju w „gorączce wyborczej” uznaje podniesienie swojej wartości cudzym kosztem.

Aneta Grab

 

Ne ma jak wbić szpilkę bliźniemu z sąsiedztwa i poczekać na odwet (to kręci najbardziej). Klawiatura robi się gorąca od wystukiwania słów. „Sąsiad przestał mówić mi dzień dobry, rzuciłem mu, że jest z układu, razem startujemy” lub „Ty jesteś z tej bandy oszustów, co idą do koryta nachłapać się”. Na Fejsie roi się od przaśnych komentarzy wczorajszego znajomego… Automatyczni fani na Twitterze to już obyczaj. Zostać posłem, prezydentem to dziś „tanie i łatwe”. Tanie nie tylko ze względu na niską cenę lajków na profilu społecznościowym. Tanie bo obyczaje wyborcze potaniały, pojaśniały, jakby wyblakły. Łatwe bo gwiazdorstwo polityczne jest the best.

 

Pytanie jak opiniotwórcze jest środowisko, które temu się przygląda?


Przeciętnego Kowalskiego, czy Kowalską nie specjalnie interesują programy wyborcze.


W małych wsiach i miasteczkach, gdzie bieda zagląda do drzwi, ludzi interesuje co włożą do garnka. Tu zwykle kobiety dwoją się i troją w zabiegach… Mężczyźni bardziej są wyostrzeni na władzę. Kiedy wysłuchałam wczoraj na Placu Kościuszki w Tomaszowie Mazowieckim kobiety - starsza Pani, emerytka - jej problemów. Leki ratujące jej życie kosztują 600 złotych. Żaliła się, że instytucje nie chcą jej pomóc, bo ma dochód. Że pomaga się osobom zdrowym, młodym, i jak to powiedziała „zawianym”, a jej nie. Mówiła, że przyszła posłuchać czy coś się zmieni. A przede wszystkim chciała żeby jej wysłuchać. Wysłuchałam. Pracujący w lokalnym samorządzie, powinni się pochylić…

 

Historia kontaktów na Messengerze, Menedżerze stron, i tak zwanej meliozy zwykłego śmiertelnika z jego niezwykłym kolegą radnym, często bije na alarm. Dyplomy, ordery, powinszowania, kolejność wysyłania zaproszeń (wedle instrukcji) i uściski dłoni. To wszystko na nic, jeżeli nie idzie to w parze z człowiekiem, jego wartościami, jego pracą. Sąsiedzi, znajomi, koledzy ze szkolnej ławki, pracownicy, żony i mężowie, nie pozwólcie żeby polityka was podzieliła. A i do prawdziwej wojenki domowej niech wam będzie daleko. Nie obrażajcie się. Niech was nie dzielą wysokie mury, kręte korytarze waszych pokoi, oddzielne sypialnie, spalanie się na podkładaniu kłód pod nogi. Róbcie swoje, ale nie na niby demokratycznie, ale demokratycznie. Stulecie polskiej niepodległości zobowiązuje.

 

Tymczasem tworzymy koleją w historii telenowelę wyborczą. Szkoda, że o tym jak „brat zabija brata”. I w tym miejscu użyję parafrazy „jak za Króla Ćwieczka”. Zapytacie dlaczego szczęśliwe czasy króla Ćwieczka są synonimem moich myśli a i prymitywizmu? Może dlatego, że zamiast motywować ludzi do wysiłku i poznawania rzeczywistości, czytania programów wyborczych, punktowania i rozliczania z obietnic naszych wczorajszych radnych - taki zdrowy czynnik kontrolny, skłaniamy się raczej do szukania gotowców.

 

 

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe