Ty "wredna suko"....

  • 27.01.2020, 19:30 (aktualizacja 27.01.2020, 19:59)
  • Agnieszka Drzewoska
Ty "wredna suko"....
„Walki”, tak bym nazwała nieprzyjemne sytuacje, których doświadczam nie tylko w życiu zawodowym. Doświadczają ich urzędnicy, pracownicy każdego szczebla, podróżujący, kupujący, sprzedający, pomagający bezinteresownie i Ci co pomagają odpłatnie.

Często do tak przeze mnie określonych zdarzeń dochodzi „bo komuś coś się należy” jak przysłowiowemu „psu kość”. Wielokrotnie byłam świadkiem, gdy pan nazwał dziewczynę "wredną suką", bo jak tylko go zauważyła, szybko się podniosła, by zwolnić miejsce. Zaczęła się kłótnia. Innym razem mój znajomy, który ma wadę kręgosłupa, wracał do domu. Miał ze sobą ciężką torbę. Usiadł, a wtedy starsza kobieta upomniała go, że powinien zapytać ją, czy może ona nie chce usiąść. Grzecznie odpowiedział, zgodnie z prawdą, że bardzo bolą go plecy, ponieważ jest chory, weźmie trzy oddechy i zwolni jej miejsce. Nie spotkał się ze zrozumieniem. Miał natomiast okazję, by dowiedzieć się najstraszniejszych "faktów" na temat swojej mamy, w ogóle całej rodziny, wychowania i tego, jak strasznym jest człowiekiem.

To o tyle przykre, że gdy rozmawiam ze znajomymi to każdy, ale to każdy co do zasady chce pomóc, ale też każdy, kto przeżył podobną nieprzyjemną historię osobiście zastanawia się skąd w ludziach tyle złości. Często są to niestety osoby w podeszłym wieku, lekko niepełnosprawne, które oczekują, że ulubione, wymarzone miejsce będzie czekać, że wszyscy będą się zachowywać zgodnie z ich oczekiwaniami, że ze względu na wiek, pozycję, pełnioną funkcję, bycie klientem, swoją wyimaginowaną ułomność czy gorsze samopoczucie wszystko im się należy – przynajmniej takie mam wrażenie. Czyżby nie można było grzeczniej?

Wielu z nas widzi na co dzień sytuacje w przychodniach lekarskich, kiedy to wszyscy czekamy na pomoc, jedni bardziej chorzy, inni mniej, wielu tylko po wypisanie recepty, czy konsultacje. Widziałam wiele takich sytuacji, kiedy to wręcz dochodzi do wymuszeń. Mam umówioną wizytę na określoną godzinę, a ustępuję miejsca osobie, która czeka na lekarza od dwóch godzin przed jego przyjściem i przecież to ona była pierwszą w kolejce…

Obserwowałam krzyki w supermarketach na niczemu nie winne kasjerki, bo trzeba poczekać do kasy chwilę dłużej, wrzaski na urzędników, którzy nie mogą pomóc, albo nie chcą zrobić tego czego oczekuje klient. Kiedyś z moim tatą, pacjentem onkologicznym, na wózku wysłuchałam sterty epitetów od dwóch starszych pań, które nie mogły chwili poczekać, aż odblokuję wejście bo się zaklinował szpitalny, kiepski wózek a na zewnątrz był mróz i musiały poczekać, aż uprzejmy pan pomoże mi się wydostać z potrzasku. Mój tata, naprawdę twardy gość miał wtedy łzy w oczach. Ja uodporniona w pracy zawodowej wszelakimi „wymuszeniami” nie zareagowałam, ale pan, który nam pomógł nie wytrzymał…

Wielu chorób czy dolegliwości nie widać, inne chcemy ukryć. To, że ktoś nie ustąpił miejsca, nie pomógł, nie musi oznaczać, że jest niewychowanym chamem, burakiem i bezczelnym prostakiem. Siedzący młody chłopak nie usłyszał jedynie kilku epitetów. Pamiętam jak czytałam, że grzecznie wysłuchał monologu starszej pani, a później założył kurtkę, która do tej pory leżała w miejscu nogi. Miejscu, w którym jednak nogi nie było. Wstał i powiedział: "Proszę usiąść". Żadne więcej słowo nie padło. Ani z ust wyraźnie zawstydzonego chłopaka, ani starszej pani ani nikogo kto był świadkiem tej sytuacji. Oczywiście, kobieta "mogła nie wiedzieć", ale na pewno mogła zachować się inaczej. Chociażby nie używać rynsztokowego języka, by przekazać światu, że jest zmęczona i chciałaby usiąść.

W mojej urzędniczej pracy zawodowej obserwuję codziennie wiele podobnych sytuacji, ale niestety coraz częściej nie jestem w stanie wykazać się empatią, choć mam jej w sobie spore pokłady. Nikt z „petentów” nie zastanawia się czy jestem chora, zdrowa, jaki miałam dzień, mam być uprzejma, współczująca, rozwiązująca problemy prywatne, mam być lekiem na zapomniane okulary, poprawiać samopoczucie, współodczuwać ból. Są jednak pewne sytuacje kiedy trzeba mówić nie, bez względu na to co się stanie. Czy to będzie oznaczać, że brak mi wrażliwości, kompetencji, albo może to wypalenie zawodowe lub zwyczajna nieuprzejmość, często się zastanawiam?

Jednak wiem na pewno, że na pewne zachowania pomimo wydawać by się mogło mojej „grubej skóry” nie ma mojego przyzwolenia. Roszczeniowcy… W sporym uproszczeniu człowiek roszczeniowy sądzi, że mu się należy, ale zapytany z jakiego tytułu, nie jest w stanie udzielić obiektywnego wyjaśnienia. Z przykrością stwierdzam , że odpowiedź „ no bo tak” nierzadko przystrojona w emocjonalne epitety, ideologiczne frazesy, populizm zrzucające odpowiedzialność za cokolwiek co jest przedmiotem roszczenia na państwo, organizacje, społeczeństwo, rodziców, szefa, przypadkowe osoby pojawia się najczęściej.

„Roszczeniowcy” bo tak ich od pewnego czasu nazywam bardzo rzadko zdają sobie sprawę ze swojej przypadłości, co więcej to na dodatek współczesna polska kultura, której zadaniem jest temperowanie zachowań aspołecznych, nie zawsze spełnia swoą rolę. Jakże bowiem często sami, dla świętego spokoju dajemy sobą poniewierać.

Kiedy powiedzieć „STOP”? Jeden z tomaszowskich urzędników wezwał ostatnio policję do awanturującego się interesanta. Agresywny pan dostał spory mandat i pomimo tego nie dał za wygraną. Poszedł się poskarżyć przełożonemu urzędnika, którego obarczył odpowiedzialnością za „wszelakie zło świata tego”, ubliżając mu bez opamiętania w tłumie osób. Publiczne czy mniej publiczne obelgi, nieprawdziwe osądy, pieniactwo, hejt, nienawiść bez powodu. Jak zatem reagować? Skoro z jakiegoś powodu w powszechnym mniemaniu współczesnej “inteligencji” postawa roszczeniowa ma niby czynić nas lepszymi ludźmi.

Mówi się, że „ryba się psuje od głowy” Jako świadek, bądź uczestnik wielu podobnych zachowań osób starszych, na wyższych stanowiskach, czy niepełnosprawnych sądzę, że współczesna młodzież, dzieci powinni czerpać przykład ze starszych, mądrzejszych bardziej doświadczonych życiowo, ale gdzie mają takich wzorców mają szukać?

Asertywność, roszczeniowość, pieniactwo, hejt, nienawiść, egoizm postawy takie, często pochwalane społecznie, akceptowane w mediach, mediach społecznościowych, w życiu codziennym są przez nasze wspólne przyzwolenie rozwijane codziennie. Na krzyk, roszczeniowość, hejt, akty agresji słownej dla tzw. świętego spokoju często nie reagujemy. A może trzeba i warto?

Człowieczeństwo. Jakich wniosków się spodziewacie? Jakie płyną wnioski z tych historii? Ustępować – oczywiście bo są tacy, którzy z różnych czasem nie widzianych gołym okiem powodów muszą usiąść. Pytać, prosić i jeszcze raz prosić – jeżeli ktoś nas nie widzi, a my czujemy, że usiąść musimy. I koniecznie na zawsze zapamiętać – nic nam się nie należy. Często uprzejmością, wyrozumiałością, szacunkiem, zrozumieniem dla drugiego człowieka, edukacją można osiągnąć znacznie więcej niż bezcelowymi wrzaskami. Ale co robić kiedy to nie przynosi skutku… Agresja przecież nie musi rodzić agresji, ale tego to rodzice powinni uczyć już dwulatków, szkoła uczniów, studia studentów, pracodawca pracownika, kościół wierzących, media czytelników itd. Na naukę podobno nigdy nie jest za póżno.

Agnieszka Drzewoska

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (27)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

WuPe
WuPe 30.01.2020, 00:42
Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że kobiety z przyczyn naturalnych (gospodarki hormonalnej) dużo częściej są nazwijmy to ,,niedysponowane publicznie" i dają się ponieść emocjom. Zacytuję autorkę: ,,Nikt z „petentów” nie zastanawia się czy jestem chora, zdrowa, jaki miałam dzień, mam być uprzejma, współczująca, rozwiązująca problemy prywatne, mam być lekiem na zapomniane okulary, poprawiać samopoczucie, współodczuwać ból". Uważam, że nadużywanie tego typu rozterek, powinno skłonić do zmiany zawodu. W obsłudze klienta jest miejsce wyłącznie na profesjonalizm. Z drugiej strony mężczyźni brylują w sadyzmie, szczególnie do słabszych kobiet... Ostatnio słuchałem wystąpień z Oświęcimia i z ust jednego prelegenta padło stwierdzenie, żeby nie wykorzystywać historii do bieżącej polityki, po czym sławna z... nazwijmy to antypolskiej działalności stacja TVN cytując tego samego autora porównała ofiary niemieckich zbrodniarzy z polskimi sędziami... Wczoraj natomiast w TVPis poseł PO rzucił się słownie (sprytnie odbiegając od zadawanych pytań) na młodego Płażyńskiego wielokrotnie imputując mu brak szacunku do zmarłego ojca. Podziwiam Płażyńskiego juniora za stalowe nerwy, a wcześniej sławny imperatyw moralny Kaczyńskiego po obelgach Budki.. Nie ma świętości wśród osób na świecznikach. Jak nazwać ludzi, którzy temu rynsztokowi przyklaskują? Czy złodziej, oszust, kłamca, szuja, ect. musi koniecznie wybrać krystalicznego reprezentanta? Niestety ci ludzi to odzwierciedlenie nas samych. Poczytajmy sobie np. stare listy żołnierzy do swoich rodzin jaki tam etos, szacunek i wiara. Jak bardzo ci ludzie się różnili od tych współczesnych. Niestety PRL (a wcześniej Stalin z Hitlerem) wykończył dobre maniery. Jest coś takiego w przysłowiach i przede wszystkim w stereotypach, że zamiast je niszczyć powinniśmy je pielęgnować, bo czasem słoma w butach zostaje.
Każdy medal ma dwie strony
Każdy medal ma dwie strony 29.01.2020, 09:34
Jeśli petent przychodzi do urzędnika w celu załatwienia sprawy, a rzekomy urzędnik (w tym również Pani - z mojego własnego doświadczenia) wykazuje się arogancją i nie wykonuje zadań, które powinien, to nie dziwię się, że ludziom puszczają nerwy. Oczywiście, są tacy ludzie, którym "się należy" nawet, jeśli nie mają racji i to jest zupełnie odmienna historia.

_Nikt z „petentów” nie zastanawia się czy jestem chora, zdrowa, jaki miałam dzień_

I nie powinien - to jest Pani praca. Gdy jest Pani chora zostaje Pani w domu. To, jak się czujemy nie powinno mieć wpływu na obowiązki zawodowe - zwłaszcza, gdy pracuje się w jakiejkolwiek formie z klientami/petentami.
lubię to!
lubię to! 31.01.2020, 15:53
Urzędnik w mojej ocenie nie jest maszyną (nawet maszyny czasem się psują) tylko człowiekiem, ma prawo do godności, szacunku, bycia asertywnym, w obowiązkach urzędnika nie widziałem zapisów o empatii, współczuciu, współodczuwaniu, pocieszaniu, chwaleniu klientów. Innym jest za to pracownik, który sprzedaje, on też pracuje z klientem, tylko ma inne zadania do wykonania. Urzędnik wykonuje swoje zadania zgodnie z powierzonymi kompetencjami, jeśli ich nie posiada nie pomaga, bo wiąże się to z naruszaniem obowiązującego prawa Za popełniane błędy ponosi odpowiedzialność każdy z nas. Zastanawia mnie skąd tyle szkoleń dla pracujących z klientem. Jak pracować z klientem trudnym, roszczeniowym, agresywnym, jak radzić sobie ze stresem w pracy, wypaleniem zawodowym itd. Wyrywanie z kontekstu cytatu jest tylko zwykłą manipulacją. Pewność siebie, nie jest arogancją. A lekceważenie nieuzasadnionych roszczeń przejawem odpowiedzialności zawodowej. Zwolnienia lekarskie w wielu zawodach są pragnę przypomnieć powodem do nie wypłacania wynagrodzenia przy np. tzw umowach śmieciowych, do obniżania premii, braku nagród. Medal ma dwie strony.
Alicja Kuczyńska - Krata, mediator, terapeuta relacji, trener empatycznej…
Alicja Kuczyńska - Krata, mediator, terapeuta relacji, trener empatycznej komunikacj 28.01.2020, 14:10
Tak rozmijają się nasze potrzeby, pragnienia, marzenia o wzajemnej życzliwości, empatii, zrozumieniu z tym, czego doświadczamy i co obserwujemy wokół. Rodzi się pytanie, czy chcemy żyć w takim dysonansie, ciągłym dyskomforcie w obcowaniu ze wszechobecnymi schematami przemocy? Czyli, jak to zostało obrazowo opisane na przykładach z życia w artykule - obcować z roszczeniowością, wymuszaniem, deprecjonowaniem innych poprzez osądy i wyzwiska, ubliżaniem, hejtem, agresją słowną itp? A jeśli nie chcemy, to co możemy zrobić, aby to zmieniać? Zmiana wymaga, jak to zostało powiedziane przez Autorkę tekstu, stanowczego i wyraźnego "STOP". Czyli przerwania schematu emocjonalnych reakcji, nad którymi w danym momencie ktoś nie panuje. Możemy to zrobić reagując w konkretnych sytuacjach, i uniemożliwiając eskalację takich zachowań. Potrzeba oczywiście do tego siły wewnętrznej, aby nie wejść w energię złości i agresji, i nie walczyć z kimś na oślep, gdyż na tych poziomach nie dokonają się zmiany. Zgadzam się tutaj w pełni z konkluzją tego artykułu, że aby budzić człowieczeństwo w takich sytuacjach, sami powinniśmy w nim być umocnieni. Czyli zadbać o własny rozwój w zakresie empatycznej komunikacji, radzenia sobie z emocjami, uzdrawiania w sobie negatywnych wzorców (którymi przecież każdy nasiąka, jeśli są tak nagminne w życiu rodzinnym i społecznym). Aby pomagać innym ludziom uwikłanym w konflikty, wspierać osoby w ich problemach w relacjach, zaczęłam na początku swojej drogi mediacyjnej (a było to w 1998 roku) od wglądu w siebie, i pracy nad tym, co w mojej perspektywie indywidualnej utrudnia jasne wyrażanie siebie i słuchanie innych ze zrozumieniem, empatią i życzliwością. Oczywiście jak każdy z nas, miałam na tym polu sporo do zrobienia. I udawało się to, krok po kroku. Im bardziej poznawałam siebie, im lepiej radziłam sobie z własnymi porwaniami emocjonalnymi, im więcej we mnie było wglądu we własne potrzeby, świadomych wyborów i zachowań, tym więcej empatii, cierpliwości i spokoju miałam w sobie, by stawać w ogniu walki ludzi w konfliktach, i wyprowadzać ich z pola tej niszczącej energii. I tak jest dotąd - zmiany we mnie, których dokonałam i dokonuję, gdyż rozwój to proces do końca naszych dni, skutkują pewnością, mocą spokoju, by innych ludzi nie zmieniać na siłę, nie stosować wobec nich przemocy w "nawracaniu do dobra". Edukacja ku człowieczeństwu to działania wychodzące z głębi człowieczeństwa, podejmowane z miłością. Miłość mówi STOP negatywnym reakcjom i nawykom, ale nie po to, by walczyć z drugim człowiekiem, ale by mu pomóc w poszukiwaniu i samodzielnej realizacji najlepszej wersji samego siebie. Wszyscy bowiem, niezależnie od złych wzorców i naleciałości, głęboko tego przecież pragniemy - by żyć w środowisku, gdzie moglibyśmy czerpać siły do życia z obfitości empatii, wzajemnego zrozumienia, życzliwości, wyrozumiałości itd.
Komar
Komar 27.01.2020, 16:32
Jak czytam te komentarze to mam wrazenie, że nie dotyczą one tekstu pod którym sa zamieszczane.
.
. 27.01.2020, 15:19
Zdjęcie ilustracyjne mnie cieszy, bo nie ma stereotypowo biednego faceta, a po uzebieniu widać, że z klasy średniej (regularne leczenie zębów, przynajmniej kontrole itd. Wszędzie szczoteczką nawet nie wiadomo jak dokładnie szczotkując nie dostaniemy się).

I tak – mam wrażenie – jest w rzeczywistości.

Mężczyżni z kalsy średniej robią burdy, a nie ubodzy, bo ci chcą jak najciszej kupić, załatwić sprawę i wyjść. Życie i tak jest dla nich ciężkie.
Raffiki
Raffiki 27.01.2020, 13:33
Dlatego ja traktuje ludzi z wzajemnością co bardzo często spotyka się oczywiście z niezrozumieniem dopóty dopóki im tego nie oznajmie. Wtedy nastaje cisza zrozumienia i skruchy. Pozdrawiam.
m&m
m&m 27.01.2020, 13:10
Życie jest długie i ciężkie. Problemy się nawarstwiają i nie rozwiązują. Rosną frustracje, niezadowolenie ze swojego bytu i po jakimś czasie może się to ulać każdemu. Niektórym się uleje raz na ruski rok, gdy po prostu wybuchną w jakiejś sytuacji. Inni jednak mają podłe charaktery, które w połączeniu z powyższym mogą dać naprawdę nieprzyjemny i stały efekt w postaci człowieka upierdliwego i niemiłego dla wszystkich, których spotyka na swojej drodze. To, że często są to starsi ludzie... cóż życie emeryta w naszym kraju może skłaniać do niezadowolenia. Często jednak chamstwo jest po prostu nie do zniesienia i jak w takiej sytuacji reagować? Starszemu człowiekowi należy się szacunek. Co jednak jeśli zamiast przysłowiowej cichej i dobrej babuleńki mamy do czynienia z chamskim, roszczeniowym i agresywnym babsztylem? Gdzie są granice spuszczenia głowy lub odwrócenia wzroku i udawania, że deszcz pada...
.
. 27.01.2020, 13:22
ale stary, pani ci napisała. Wzywa się siepaczy (to znaczy jeszcze wielu tak myśli o Policji).

W większych obiektach jest ochrona. Jeśli nie dochodzi do rękoczynu to w czym problem? Na słuchawce jeśli pada jeden wulgaryzm masz prawo się rozłączyć. Tak samo tutaj. Odchodzisz, przyjeżdżaja „siepacze”
można mówić NIE na tysiące sposobów
można mówić NIE na tysiące sposobów 27.01.2020, 12:52
Z ubiegłego tygodnia zapamietałem dwie sytuacje które przypomniały mi się przy okazji tego tekstu. Byłem w ZUSie aktywować profil zaufany (co w końcu wyszło dziwacznie, bo miałem już aktywowany on–line przez Inteligo czyli tę internetową mutacje PKO BP, ale nie o tym teraz, szeregowa pracownica ZUSu nie ma na to żadnego wpływu), byłem też w jednej franczyzie operatora telefonii komorkowej. Franczyzie, czyli mam wolne 20 tysięcy czy tam pożyczę sobie po rodzinie i otworzę sobie „salon” Nie ma w tym nic złego do tego moementu.

Mimo, że sytuacja w ZUSie była bardziej skomplikowana, ja wyglądałem tak samo (czyli z brodą, ale czysty – byłem umyty 3 godziny wcześniej, miałem na sobie świeże ubranie), mimo, że akacja w ZUSie była bardziej skomplikowana, Pani odnosiła się do mnie z odwzajemnionym szacunkiem. Szacunek to jest za duże słowo - zwyczajna wymaian zdań bez emocji.
Na start powiedziałem dzień dobry, miałem przygotowany dowód – jedyny wymagany dokument.

W salonie u prywaciarza doszło do awantury, mimo że zachowałem się identycznie i było to z godzinę po ZUSie (to co? Zesrałem się w gacie w tym czasie i kupę niosłem z Mościckiego na pl. Kościuszki?), była awantura by zaczeły się podśmi***ki z mojego wyglądu. Nie zabluźniłem ani razu, od tytułowej suki nie wyzywałem, bo gdy jest sie w pojedynkę, to zawsze trzeba się liczyć, że przy większej determinacji mogą człowiekowi skręcić jakąś sprawę. Dwa słowa przeciwko jednemu i sprawa przegrana. Czy tam chociaż mandat. Poza tym to żadna przyjemność szarpać się niewykwalifikowaną ekspedientką bo de facto do tego sprowadza się ten zawód.

Po wymianie zdań, panienka trochę spuściła z tonu, bo dotarło, że nie ma do czynienia z bezdomnym za którego mogła mnie wziąć, ale też po naprawdę bardzo po powierzchownym profiloaniu, no i w końcu wyszedłem nie załątwiwszy sprawy do której taki salon jest powołany, choć ma pewnie od tego małe prowizje.

Poszedłem do domu szukać drogi złożenia skargi, co łatwe nie było, bo operator skasował e–maila obsługi klienta (co też swoją drogą jest skandalem), no ale w końcu się udało w inny – bez wysyłania poleconego – sposób. Na co liczę? Szczerze powiedzawszy na niewiele, ani na przepraszam, ani na inne traktowanie, bo w wyżej opisane miejsce po prostu już nie pójdę. Ale nieraz jest tak, że a nuż gdzieś to jest zbierane, odnotowywane. Kilka spraw tak zostało w przeszłosci poruszonych, mimo, że nie miałem większych nadzieji.
Także to zachęca. Ale przede wszystkim oddalenia poczucia bezsilności.

Wchodzisz w miejsce publiczne, rozpoczynasz rozmowę od dzień dobry, jednym – zaznaczam jednym zdaniem – mówisz po co przyszedłeś, zaczyna się – ZWERBALIZOWANE – drwienie (to nie jest kwestia mojej interpretacji czyjejś mimiki, po prostu padły poniżające mnie słowa).

Bo powinien przyjść wygolony na zero, wcześniej dokupić aktualnie na prowincji modne obuwie, a przede wszystkim nie przenosić numeru z sieci do sieci, a wziać abonament za 250 zł miesięcznie z telefonem za 6 tysięcy. Wtedy pani byłaby miła :)

Wracajac i trochę uogólniając – pani Autorka ma troche pretensje o to samno o co miała Młynarska opisując wakacja nad Bałtykiem.

Jaśnie Państwu zaczyna przeszkadzać, że plebs wylał się  do miejsc gdzie do tej pory go nie było i dziś jest nieporządany. Co to oznacza? Że większość społeczeństwa powinna siedzieć pod miotłom i naśladować to co podaje TVN.


ela
ela 27.01.2020, 16:45
To nie była Młynarska , tylko Skrzynecka na wakacjach
można mówić NIE na tysiące sposobów
można mówić NIE na tysiące sposobów 27.01.2020, 21:24
Agata Młynarska. Poleciała za to z szefowania pisemku niemieckiej drogerii Rossmann „Skarb”

Baba którą gdyby nie PRL który zrobił z ojca naczelnego standupowca, a wtedy znaczyło to mieszkanie służbowe i olbrzymie honoraria, gdyby nie PRL, Agatka dziś świeciłaby cyckami w jakichś kalamburach nocą z gorącą linią 0 700

Dzisiaj te dzieci komuchów chcą decydować kto może a kto nie powinien wypoczywać nad polskim morzem.

Obrzydliwy klasizm.
romek
romek 27.01.2020, 15:05
Mogę tylko ci powiedzieć, że karma wróciła. Nie zauważasz jak ty oceniasz ludzi? Wystarczy jeden wpis tutaj - dwa, trzy zdania i ty nie widząc osoby, nie zamieniając z nią zdania potrafisz opisać dzieje jej rodziny do trzeciego pokolenia wstecz. Rozpoznajesz przez ekran garbatonosych, tych których przeciągali z klasy do klasy, dzieci aparaczyków, żyjących na koszt rodziców, biznesmenów na kredytach itd. Zaraz po swoich żalach, oceniasz, że sprzedawczyni jest po technikum. Zastanów się nad sobą.
.
. 27.01.2020, 23:23
Biznesmenow na kredytach? Przypisywales mi tu juz rozne historie, ale zwykle zahaczaly chociaz o to co tam tapnąłem. Biznesmenow na kredytach nie pamietam. To moze chodzi o to, ze ludzie po mechaniku / samochodowce zaraz po maturze otwieraja uslugi finansowe? Pseudouslugi tak naprawde, noe wymagajace zadnych kompetencji. Typu, ze on mi konto otworzy przez internet, a papiery i tak bede musial podpisac u kuriera :)) Albo chwilowke wezmie a moj PESEL w Vivusie. To jest przusluga a nie usluga.

To jest tak jakbym pobieral oplate za ustawienie kanalow w telewizorze starszym sasiadom. Kilka razy juz zostalem o to poproszony. Komercjalozwanie zycia na najnozszym poziomie, ale przede wszystkim bardzo prymitywny pomysl na zarobek. No i przewaznie go nie ma. Trudno by ludzie placili za cos takiego. Juz bardziej sensowy jest biznesplan na ustawianie anten satlitarnych. To i raz na rok ktos zatelefonuje, a i mozna to podciagnac pod zawód wyuczony.

I to byla rozmowa o sensie konczenia szkol srednich technicznych. Mechanik wciska kredyty.. Nie biznesmen na kredytach. Bez prawdziej pracy on nawet zdolnosci kwdytowej nie ma.

Te kadry w punktach uslugowych sa na niskim poziome - to wiem bo dorabialem w czyms takim. Zawsze zwalanialem sie sam po wakacjach.

No ale jesli ktos Cie slownie poniza, gdy przychodzosz w konkretnej sprawie, no to jest juz jazda po bandzie. Byc moze ty do tego przywykles, mnie to nadal szokuje. Stad awantura.

@Romek
@Romek 27.01.2020, 15:11
Pozwól mi to przemyśleć.
Pod miotłom
Pod miotłom 27.01.2020, 13:34
to ty siedzisz i naśladujesz co ci podaje TVPis a potem silisz się na gminnego mądralę potrafiącego połączyć wszystko ze wszystkim. Lepiej siedź pod miotłą. Ciszej pod tą MIOTŁĄ !
?
? 27.01.2020, 23:33
Gminnego mądrale to robiles ze mnie ty, ja nikogo nie udawalem. Zszokwalo cie, ze nie wstydze sie wiejskich korzeni, bo przeciez powinienem i ze nie udaje Żyda wykorzystujac zbieznosc nazwisk. Bo powiniem bo łyknąłeś juz wersje o narodzie mędrców ktora wmówili światu. A mnie to tak naprawde ***, czytam sobie na tematy ktore mnie zawsze interesowaly i nie bede sie ustwial pod twoje czy czyjes postrzeganie. Ojciec z matka zyli za swoje, ja do tej pory tez zyje za swoje, wlasciwie w czym problem? Co ci przszkadza? Ze nie mam zony czy samochodu?
f
f 27.01.2020, 13:36
dobrze, przynajmniej nie bije ludzi tak jak ty
f
f 27.01.2020, 15:14
tutaj też żałuję tego komentarza. Wpadłem w jakis tunel z którego nie wiem jak wyjść – przyznaje. Wchodzę na ten portal co godzine. Czasem nawet częściej. Nie wiem czy to jest problemem z którym sam sobie nie poradzę, ale na razie nie potrafię. Popracujcie w domu i z deadlineami, zobaczycie jak to jest.

Teraz znowu za 5 zł kupiłem miesiąć prenumeratu Wyborczej, więc będę częściej tam zajęty, No ale tutaj się urodziłem, interesują mnie tutejsze sprawy, bolą wręcz, nie wiem co powiedzieć by po raz kolejny nie przepraszać./
Obserwujący
Obserwujący 27.01.2020, 21:53
"Wchodzę na ten portal co godzine. Czasem nawet częściej."

To znaczy że jesteś uzależniony. Czas się rozejrzeć za specjalistą.
Obserwatorze
Obserwatorze 27.01.2020, 23:45
Tak, tak. Zaraz jeszcze bedzie ze chlam i narkotyki :)) No rzeczywoscie. Bo nie mam bacjora na utrzymaniu i noe jestem zmyszony do tyrania u byznesmenow. Czy otwierania jakejs swojej chaltury.

Duszno wam w tych rodzinach z nie atrakcyjnymi od zawsze, a przede wszystkim glupimi babami, to bedziesz teraz sie odgrywal na to ze ktos nie musial wpisywac w konwenanse i zyje sobie swobodniej.

Na nieruchomosc nie licz, nawet jesli bym przedwczesnie umarl, jest sporo zstepnych. W bliskiej przeszlosci na pewno nie bedzie sprzedane. 20-30 lat poczekac :)

Nie chce juz tutaj pisac, bo zwczajnie fizycznie mozesz mi krzywde zrobic. Licze sie z tym. Nikomu nic nie zrobilem, napisac co sie mysli to nie jest jakies powazne przewinienie.
Zegnam
Zegnam 27.01.2020, 23:50
I to w moim przypadku to sa oceny zjawisk, ewentualnie calych grup spolecznych.

Chce to skonczyc. Rzeczywisce mam juz dosc strachu.
mocna żena
mocna żena 27.01.2020, 13:17
Jako doradca i to nawet przez chwile klineta „byznesowego” (co oznaczało wciskanie abonamentu ledwo zipiącym kioskarkom przez telefon), pracowałem na studiach. Wymagane bylo wykształcenie średnie. Teraz gdy brakuje rąk do pracy a tych systemów uczy się przez – teoretycznie dwa, w praktyce przez tydzień, potem na żywca na kliencie), tygodnie, nie sprawdzają być może nawet matury.

I teraz ja mam się golić, bo „konsultantce” w komórkach, która wciska okalającym Tomaszów, wioskom telewizje z talerza, bo jej się mój ryj nie podoba. Hehe :))

Przez pewien czas podobna atmosfera była na początku w tych odzieżowkach w Galerii. Panienom po technikach (pamietajmy, że w niektórych zdawalność wynosi 50 %), wydawało się, że skoro trafiły do sklepu z marmurem pod nogami, to przeskoczyły klasę społeczną z jakiej pochodza.
Mina zrzedła po pierwszych trzech przelewach, gdzie a to odliczono, za szkolenia, a to stawka okazała sie netto a nie brutto. No nie wiem, w ciagu dwóch lat ja tam widziałem już z trzy razy zupełnie inne zespoły.

A pamiętam na poczatku fukały, gdy przyszedłem na GODZINĘ przed zamkniecie, bo one chciały sobie już wszystko przygotować do wyjścia, a jeszcze musiała odkurzyć, a matce powiedziała, że będzie pracować w sitisenter.
można mówić NIE na tysiące sposobów
można mówić NIE na tysiące sposobów 27.01.2020, 12:56
miotłą
czytelnik
czytelnik 27.01.2020, 12:28
Czekalem na Panią. Jest cos ujmujacego w Pani felietonach, mam nadzieje, ze jak dawniej, beda pojawiac sie czesciej.

Pozostałe