Koszmarna znieczulica

  • 14.04.2021, 22:33 (aktualizacja 14.04.2021, 23:32)
  • redakcja
Koszmarna znieczulica
Ulica Dąbrowska jest jedną z najczęściej uczęszczanych dróg będących w zarządzie powiatu. Jest też jedną z będących w najgorszym stanie. Odcinek od ulicy Bema do miejscowości Dąbrowa jest dobrze oznaczony. Jest tu ograniczenie prędkości do 40 km/h oraz ostrzeżenie przed możliwością zderzenia z leśnymi zwierzętami. Mimo to kierowcy pędzą tu z prędkościami, które wywołują odruch pukania się w czoło. Na łamach portalu wielokrotnie przestrzegaliśmy przed możliwością zderzenia z sarną, dzikiem, lub jeleniem. Sporadycznie zdarza spotkać się na drodze łosia. Szczególnie niebezpieczny jest zakręt znajduje się on dokładnie na trasie zwierzęcych ścieżek. Niejeden raz służby miejskie usuwały zabite zwierzaki właśnie w tym miejscu. Dzisiaj podobnie, chociaż potrącona sarna wciąż jeszcze żyła... no właśnie

Obok męczącego się zwierzęcia przejeżdżały dziesiątki samochodów. Nikt nie pokusił się chociażby o to, by zatelefonować na policję, albo na numer alarmowy 112. Dotyka nas koszmarna znieczulica, która chyba jeszcze bardziej pogłębia trwająca na świecie pandemia. A przecież powinno być całkiem.... inaczej. Oczywiście najlepiej i najskuteczniej jest powiadomić Straż Miejską. Właściwie tego rodzaju interwencje powinno podejmować nasze schronisko dla bezdomnych zwierząt. Nie ma ono jednak odpowiednich środków. Skutecznie zastępują je więc strażacy. 

Dzisiaj było podobnie. Po telefonie do dyrektora ZDiUM, Szymona Michalaka zaledwie w kilka minut podjechali na miejsce strażnicy miejscy. Zabezpieczyli teren i powiadomili wydział zarzadzania kryzysowego. Po kolejnych kilkunastu minutach przyjechali druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Ludwikowie. 

Strażnicy Miejscy dopilnowali by nikogo nie rozjechały gnające ulicą ciężarówki, a strażacy... pierwszy raz widziałem podobną sytuację. 

Do rannej sarny podeszło czterech młodych mężczyzn. Jeden z nich wyciągnął do zwierzęcia rękę . Przez ułamek sekundy zwierzak "postraszył" próbując złapać strażaka zębami. Druh z Ludwikowa się nie przestraszył tylko zaczął sarnę głaskać po głowie i uspokajać, a zwierzę przytulało się do ręki strażaka. Trudno to de facto opisać, ale wrażenie.... niezapomniane. Naprawdę świetna i szybka interwencja. Brawo! Ranne zwierzę odwieziono do ośrodka w Kole. Czy przeżyje nie wiadomo, być może trzeba będzie je uśpić, ale na pewno nie skonało w bólu i samotności przy drodze. 

 Nie zachęcamy nikogo by samodzielnie ratował zwierzęce ofiary piratów drogowych (choćby ze względu na możliwość zarażenia chorobą zakaźną). Prosimy jednak, by mijając podobnego zwierzaka nie pozostawać obojętnym i zawiadomić właściwe służby 

 

loadingŁaduję odtwarzacz...

redakcja_

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (7)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

WuPe
WuPe 17.04.2021, 11:10
Koszt wyjazdu tych jednostek i całej akcji idzie w tysiącach złotych...
varan
varan 15.04.2021, 19:57
Kilka lat temu jadąc w niedzielę rowerem, w lesie przy skrzyżowaniu drogi wojewódzkiej z drogą do Jelenia trafiłem na wyrzuconego psa. Dzwoniąc do schroniska dowiedziałem się że jest to już poza terenem miasta (jakiś 1 km od granicy) i pani zaproponowała mi abym sam zadzwonił do wójta Gminy Tomaszów i zapytał czy pokryje koszty tej interwencji czy utrzymania tego psa w schronisku, już dokładnie nie pamiętam. Zapytałem czy to żart, a następnie odpowiedziałem że w niedzielne popołudnie wójt pewnie już grilla rozpalił i nie odbiera telefonów od pospólstwa. Psa odprowadziłem do schroniska osobiście, a zachowanie pani dało mi jasno do zrozumienia że uważa iż oddaje swojego psa, który faktycznie przez 2 godz. "wędrówki" bardzo się ze mną zżył.
xxx
xxx 15.04.2021, 14:16
Jak leżał człowiek pod Tomaszem i zadzwoniłem na pogotowie to pan dyspozytor się obraził bo musiał zespół wysłać... Więc o czym mowa???
Bronek
Bronek 15.04.2021, 13:19
To jest brak jasnych przepisów za co odpowiadają poszczególne słuzby. Kiedy tuź za terenem miejskim właściciel pieska nad nim nie panuje i biegnie bez kagańca prosto na mnie. To nie mam co dzwonić po Straź Miejską bo oni dzialłają tylko na terenie miasta.To kto wypisze mandat chociaźby dla przykładu?Ta opisana sytuacja jest oparta na fakcie autentycznym.A gdyby coś się pieskowi stalo to osoba broniąca się dopiero by byla ciagana po komisariacie.
z lasu starych drzew
z lasu starych drzew 15.04.2021, 11:25
Ja nie wiem co mam wyrazić słowami , może lepiej sercem , dobrą energią , miłością , wolą istot rozumnych ach . Mnie ta sytuacja , nasuwa przełożenie na szereg zdarzeń jakie istnieją w kontaktach człowieczych . Każda rzecz ku dobru jest istotna . W drodze do zdrowia , pokoju , miłości , piękna nas wszystkich dbajmy o wartości wszelakie .
Leśnik
Leśnik 15.04.2021, 08:47
To OSP przyjeżdża do takiego przypadku ?
A gdzie PSP, policja, straż miejska, po co to CZK skoro i tak finalnie na OSP dzwonią do podtomaszowskich wniosek ?

To może niech nie biorą podatków będzie tylko: ochotnicza straż pożarna, ochotnicza policja w systemie SOS, ochotnicze pogotowia itd.
A prezydent czy starosta z księgową tylko będą przelewy co miesiąc robić z konta - nie szybciej , lepiej ?
Państwo z dykty i tektury !
Walery
Walery 15.04.2021, 08:29
proszę nie pisać o znieczulicy. To jest pragmatyka. O co mi chodzi, opiszę to na swoim przypadku. Jadę w nocy trasą S8 w okolicach zjazdu Jakubów. Zwierzę leżało tak niefortunnie, że służby obsługi drogi go nie widziały. ( Bo na tym węźle zjeżdżają i wjeżdżają na ekspresówkę, nie przejeżdżają pod wiaduktem). Wykonuję telefon na 112, i oznajmiam, że na trasie na środku jednego pasa leży zabite zwierzę podając dokładną lokalizację, słyszę , od Pani, że to nie jej sprawa i Pani z telefonu każe mi dzwonić do odpowiednich służb, to ja jej oznajmiam, że jadę samochodem i nie mam czasu szukać odpowiedniego numeru telefonu. Dopiero jak powiedziałem, że jeśli dojdzie do wypadku, to o Ona będzie winna temu zdarzeniu, to wtedy łaskawie Pani stwierdziła, że się zajmie tą sprawą. Jadąc dalej miałem jeszcze ze dwa telefony gdzie najpierw zadzwonił do mnie ktoś z "weterynarii" gdzie musiałem opisać dokładnie lokalizację ponownie i co to leży na drodze i potem za kolejne 10 minut kolejny telefon z prośbą o podanie miejsca skąd trzeba usunąć martwe zwierzę, bo trzeciej osobie nie podano dokładnej lokalizacji.
I czemu tu dziwić się ludziom, jeśli chcemy pomóc a przyjmujący zgłoszenie mają to w du..e co mówimy i ten samą informacje trzeba powtarzać kolejnym służbom.

Pozostałe