Czy Prezydenta Witko zaatakowali rosyjscy hakerzy?

  • 10.06.2021, 21:30 (aktualizacja 10.06.2021, 21:37)
  • News4Media - NaszTomaszow.pl
Czy Prezydenta Witko zaatakowali rosyjscy hakerzy? iStock
Pół roku temu Marcin Witko utracił swoje internetowe konto na portalu społecznościowym Facebook. Wszystko wskazuje na to, że Prezydent Tomaszowa Mazowieckiego stał się ofiara hackerskiego ataku. Szkoda, bo nasz włodarz był jednym z nielicznych w naszym kraju samorządowców, utrzymujących aktywne i co najważniejsze bardzo bezpośrednie kontakty z mieszkańcami swojego miasta. Osobiście prowadził rozmowy i odpowiadał na pytania osób zainteresowanych. W przypadku większości samorządów profile prowadzą rzecznicy prasowi i ich biura. Prezydent Tomaszowa Mazowieckiego swoimi służbami prasowymi się nie wyręczał. Nawet jeśli polemiki kosztowały go sporo nerwów.

Jego profil, to kilka tysięcy "followersów" więc jego utrata okazała się sporym kłopotem. Jak dużym świadczy fakt, że dotąd nie założył nowego profilu i w internecie jest całkiem nieobecny. Konto Prezydenta zostało przejęte na kilka dni przed świętami Bożego Narodzeni. Dotąd dostępu nie udało się odzyskać. Facebook okazuje się nie zawsze działa sprawnie i błyskawicznie, co w przypadku tego rodzaju kradzieży tożsamości powinno być działaniem natychmiastowym.

Sprawa została zgłoszona organom ścigania i jest wciąż prowadzona. Wątpliwym jest jednak, by policji udało się wykryć sprawcę. Co jest tym bardziej niepokojące, że Marcin Witko jest bliskim przyjacielem Prezydenta RP, Andrzeja Dudy. Tymczasem w ostatnich dniach kolejny polityk PIS został shakowany. Ślad prowadzi za naszą wschodnią granicę. Być może i tam należy szukać źródła ataku na tomaszowskiego samorządowca

Polityk zaatakowany przez rosyjskich hakerów to Michał Dworczyk, przez lata bliski współpracownik Antoniego Macierewicza. We wtorek wieczorem na profilu facebookowym jego żony  pojawiła się niepokojąca informacja, że prywatna skrzynka szefa KPRM została przejęta przez internetowych terrorystów, W jej zasobach miały znajdować się m.in. dokumenty, których wyciek mógłby spowodować zagrożenie dla Polski. Minister wydał w tej sprawie oświadczenie. 

Niepokojący wpis

Wszystko zaczęło się we wtorkowy wieczór, kiedy na profilu facebookowym żony ministra Agnieszki Dworczyk pojawiła się informacja o tym, że skrzynka mailowa jej męża została zhakowana.

„(…) Zostały skradzione dokumenty służbowe, które zawierają informacje niejawne i mogą być wykorzystane do wyrządzenia szkody bezpieczeństwu narodowemu RP.” – miała informować żona ministra na swoim Facebooku.

Konto kobiety niedługo potem zniknęło z serwisu, jednak do sieci trafiły zrzuty ekranu tej informacji. Okazało się, że wpis nie wypłynął spod ręki rzekomej autorki, a jedynie ktoś posłużył się jej kontem.

Było włamanie

Przez pewien czas trwały spekulacje, czy włamanie do skrzynki mailowej Michała Dworczyka faktycznie miało miejsce. Dziennikarze Onetu próbowali dodzwonić się do ministra, jednak ten nie odbierał telefonów. Portal, powołując się na wypowiedzi anonimowych pracowników służb specjalnych, przekonywał, że atak hakerski był faktem. Kilka minut po północy szef KPRM wydał na swoim Twitterze oświadczenie, którym rozwiał wszelkie wątpliwości.

„W związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na moją skrzynkę email i skrzynkę mojej żony, a także na nasze konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe.” – napisał Dworczyk.

Minister wyjaśnił, że przez wiele lat wspierał przemiany demokratyczne na terenie dawnego ZSRR, a skradzione dokumenty zostały opublikowane na rosyjskim Telegramie. W związku z tym podejrzewa, że działania hakerskie mają na celu działanie dezinformacyjne oraz manipulowanie informacjami.

Jakie informacje wypłynęły?

„Pragnę podkreślić, że w skrzynce mailowej, będącej przedmiotem ataku hakerskiego, nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony,  tajny lub ściśle tajny.” – przekonuje w swoim oświadczeniu polityk.

We wczorajszych publikacjach Onet wskazywał, że wśród skradzionych plików miały znaleźć się m.in. dokumenty dotyczące ustawy o rezerwach strategicznych oraz informacje na temat ułatwień dla Białorusinów osiedlających się w Polsce, a także ich polityki migracyjnej.

Portal Niebezpiecznik uczula jednak, że nie ma pewności co do autentyczności publikowanych w Telegramie dokumentów. Wskazuje również, że cyberprzestępcy, których celem jest sianie dezinformacji, mogą celowo mieszać prawdziwe informacje z fałszywymi. Dodaje również, że według wiedzy, którą posiada, publikowane pliki nie powinny mieć wpływu na bezpieczeństwo Polski.

„To prezentacje, komentarze do aktów prawnych, i inne dokumenty, które z treściami niejawnymi nie mają wiele wspólnego. Najbardziej “straszny” jest plik będący zestawieniem służb upoważnionych do szczepień, zawierający dane teleadresowe (ale tym razem nie funkcjonariuszy, tylko osób kontaktowych — i raczej służbowe).” – czytamy w serwisie.

News4Media - NaszTomaszow.pl

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe