A może byśmy tak najmilsza…

  • 22.10.2021, 20:53 (aktualizacja 22.10.2021, 21:49)
  • Agnieszka Drzewoska Kovač
A może byśmy tak najmilsza…
Pewnego wrześniowego weekendu postanowiliśmy poetkę, Alicję Krata, oprowadzić po miejscach, które są w naszej okolicy najpiękniejsze.

Piękna aura i urocza historia miłości pomagały nam na każdym kroku zgłębiać słowa wierszy najwybitniejszego polskiego poety okresu międzywojennego Juliana Tuwima. Ta „historia pewnej miłości” prowadziła nas przez trzy dni. Zaczęła się opowiadaniem podczas zorganizowanego przez Fundację „MOST” spotkania artystycznego. To właśnie jego klimat gdzie muzyka (Anna Hamela, SAJO Safet Kovač), sztuka, poezja Alicji Krata, obrazy i rzeźby Państwa Luterackich, taniec (Klaudia Będerz), opowiadania ( Mira Tomaszewska) oraz dar serc dla chorej Zosi spowodowały, że coś prawie romantycznego zaczęło władać naszymi umysłami.

Za sprawą wiersza znanego też pod tytułem „Tomaszów” recytowanego w lekko zmienionej formie i śpiewanego przez Ewę Demarczyk, to jesienne miasto stało się dla nas przez kilka dni symbolem szczęśliwych, beztroskich czasów, kiedy to Tuwim odwiedzał swoją ukochaną i starała się o jej rękę. „Zmierzch złoty”, „Biały domek”, „Okrągły stół” towarzyszyły nam codziennie, tak jak i zdolności mediacyjne Alicji oraz jej poezja z tomiku edukacyjno-terapeutycznego „Obrazy poruszone słowami”.

Mnie w uszach dzwonił wielokulturowy obraz miasta i życie Juliana i Stefanii w okresie międzywojennym. Wspomnienie o tym jak strzała Amora trafiła niezwykle celnie, a uczucia tego „Księcia poezji” , który adorował swoja żonę całe życie i to bez umiaru, co więcej w swoim uczuciu był stały prowadziło nas przez dworzec kolejowy w Skansenie Rzeki Pilicy, tomaszowskie parki, Niebieskie Źródła, wolno i malowniczo.

Faktycznie, biegnąc, jeden dzień w Tomaszowie, by wystarczył, aby pobieżnie zerknąć z zewnątrz na Willę Rodego, Kościół Ewangelicki, zwiedzić Skansen, Muzeum i  na zakochane łabędzie u wejścia na Niebieskie Źródła. Oczywiście można też spacerkiem podziwiać Park Bulwary przy Wolbórce, ale… i tu jawi się pytanie, czy nie byłoby uroczo, aby na przykład stworzyć w Tomaszowie trasę śladami wielkich polskich miłości, aby to „zakochane” miasto „pokochać” szczerze a zamiast serca w logo pomyśleć, aby Tomaszów stała się symbolem przeniesienia ludzi na przykład w szczęśliwe i beztroskie czasy Polski międzywojennej?

Ciężko będzie bez romantycznych, secesyjnych noclegów w „Białym domku”, dobrej kuchni ( kebab i pizza raczej w tych czasach nie były popularne), miejsca do potańczenia, posłuchania poezji, muzyki z gramofonu. Tylko tak zbudować można dobry produkt turystyczny. Przedstawienie „Przy okrągłym stole” o losach zakochanych Stefanii Marchew i Juliana Tuwima z muzyką Ewy Demarczyk powinno być jesienią wystawiane w weekendy, wabiąc mieszkańców wielkich miast, do miejsca gdzie zakochani mogą być od nowa trafieni „strzałą Amora” , gdzie można porozmawiać o bolączkach miłości współczesnej.

Warto bowiem wspomnieć, że Ta piękna para była za sobą na dobre i na złe, pomimo trudnych czasów, problemów finansowych, zaburzeń psychicznych Tuwima, jego problemów z alkoholem, które przecież towarzyszyły mu całe życie.

Posezonowy maj i wrzesień powinny być tomaszowskimi miesiącami zakochanych. To u nas powinny odbywać się terapie dla par, sobotnie wieczorki taneczne, a sprzedawane za 15 zł jako pamiątka serduszko z widoczkiem Niebieskich Źródeł powinno być z wizerunkiem Stefanii i Tuwima, bo to właśnie tu w Tomaszowie, miłość wielokulturowość, okrągły stół powinny codziennie przypominać o tym, co jest ważne w życiu.

A wracając do czasu spędzonego z Alicją z krainy czarów w Tomaszowie… Trzydniowy (dwie noce) pobyt dla jednej osoby w Tomaszowie, która przyjeżdża pociągiem z Warszawy na Dworzec PKP (bez zniżek), bo lody tam warte grzechu, niestety taksówka potrzebna będzie, aby z dworca dostać się do Centrum i śpi w hotelu Mazowieckim, niekoniecznie lubi kebaby i pizzę, wchodzi do Muzeum i Skansenu i kupuje jedną pamiątkę (pewnie chińskie serduszko) to koszt rzędu 500 zł.

Gdyby to był produkt turystyczny dla par z zagranicy z poezją, spacerami, dancingiem, muzyką z gramofonu pięknie brzmiącą w loftowym hoteliku (widzę go oczami wyobraźni codziennie przychodząc do pracy), kuchnią międzywojenną (koła gospodyń wiejskich wiedzą o czym piszę) i terapią przy okrągłym stole weekend sprzedać by można promując go w dobrym wydawnictwie turystycznym za minimum za 1500 euro włączając w to transfer limuzyną z lotniska. „(…)

Może tam jeszcze zmierzchem złotym, ta sama cisza trwa wrześniowa”.

Dorożka zamiast taksówki oczywiście wskazana

Agnieszka Drzewoska Kovač

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe