Kino – Seanse specjalne i TV

  • 01.04.2022, 16:20 (aktualizacja 01.04.2022, 16:28)
  • Antoni Malewski
Kino – Seanse specjalne i TV
W mojej drugiej publikacji „A jednak Rock’n’Roll”,  dotyczącej osobistych opowieści rodem z PRL, w głównym rozdziale INDOKTRYNACJA  wspominałem  o wielu nieistniejących dziś miejscach. W załączonym dzisiaj podrozdziale opowiadam o tomaszowskich kinach, jako rozrywce z tamtych lat i zalążkach powstawania w mieście telewizji.

Kino – Seanse specjalne i TV

Telewizja jeszcze nie istniała, radio było w powijakach, w tym sensie, że nie było we wszystkich domach i to nie tyle z powodu braku pieniędzy, co braku odbiorników w sklepach. Braki w sklepach to działanie państwa stricte polityczne, jedynym medium dla młodego człowieka pozostawało więc KINO. Dla dziecka było czymś cudownym przenieść się na dwie godziny w inny świat, w świat bajecznej iluzji.

Dlatego kino było dla mnie czymś, co ceniłem i kochałem najbardziej. W każdą niedzielę  o dziewiątej rano, w szkole, tak zwanej czwórce (dziś nie istnieje) przy ul. Barlickiego 4, koło Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (TPD) organizowało tak zwane zajęcia świetlicowe (bilard, ping pong, szachy, warcaby  i inne). Zajęcia świetlicowe były przykrywką dla zasadniczego celu organizatorów, a mianowicie odciągnięcie dzieci od kościoła. Nagrodą za udział w zajęciach był darmowy bilet na poranek, na godzinę 11.00. do kina „Mazowsze”.

Coniedzielna akcja TPD miała na celu jedno, uniemożliwić tomaszowskim dzieciom udział w mszach świętych, odbywających się w naszych kościołach  o dziewiątej i dziesiątej. Uzgodniliśmy z moimi braćmi, że postarają się, by rodzice nie dowiedzieli się o mojej nieobecności w kościele, a ja  w zamian zdobędę dla nich bilety na poranek. Zadanie, nie tylko dla mnie, było niezmiernie trudne.

Opiekunowie grup (było ich pięć czy sześć) dobrze zapamiętywali swoich podopiecznych, co dało się zauważyć przy rozdawaniu biletów. Często wykorzystywałem sytuację i wkręcałem się do innych grup, co owocowało zdobyciem dwóch  i więcej biletów dla moich braci. Bywały przypadki, że nie zawsze udało mi się zdobyć jakiś dodatkowy bilet i bracia odchodzili  z kwitkiem. Dantejskie sceny rozgrywały się, kiedy następował przemarsz z czwórki do kina. Już na moście, przez Wolbórkę grupy dzieci, wychodzące z kościoła usiłowały wedrzeć się w szeregi szczęśliwców idących na poranek.

Nie zawsze byli skutecznie odganiani przez opiekunów grup. Zadaniem opiekunów było nie dopuszczanie ich w idącą kolumnę, dzieci z zewnątrz. Taka sytuacja trwała aż do samego wejścia do poczekalni kina. Tam czekała chmara dzieciaków chętnych, gotowych na wszystko, byle tylko dostać się na seans filmowy. Agresywnie wciskali się we wchodzącą do sali kolumnę dzieci. Bileterki i opiekunowie grup mieli dużo pracy; dochodziło do scen dramatycznych, słychać było krzyki i szlochy zawiedzionych.

Tak działo się w każdą niedzielę. A dla jakich to filmowych hitów dzieci tak bardzo zapragnęły dostać się do sali kinowej? Odpowiedź jest prosta. Wtedy nie było ważne, co wyświetlano, bo kino w tamtych latach było jedyną rozrywką w mieście. Filmy były specjalnie dobierano dla młodych widzów. Celem było wzmacnianie ideologicznego kręgosłupa, zgodnie z założeniami sowieckiego socjalizmu. 

W większości były to filmy radzieckie, sławiące bohaterów wielkiej rewolucji październikowej i drugiej wojny światowej, ale również socrealistyczne, polskie produkcyjniaki. Pozwolę sobie wymienić te tytuły, które zapamiętałem, radzieckie: Matka, Czapajew, Czuk i Hek, Młoda Gwardia, Rok 1917, Lenin w październiku, Stalin wśród pionierów, Ziemia, Październik, My z Kronsztadtu, Do ostatniej kropli krwi, Dwaj żołnierze, Młodość Maksyma, Jak hartowała się stal, Poemat pedagogiczny, Timur i jego drużyna, Stalingrad i polskie jak - Gromada, Uczta Baltazara, Pościg, Przygoda na Mariensztacie, Niedaleko Warszawy, Piątka z ulicy Barskiej, Cień.

W Tomaszowie Maz. jeszcze przed zmianami polityczno gospodarczymi istniały trzy kina - premierowe kino MAZOWSZE przy ul. Jerozolimskiej, kino WŁÓKNIARZ w ZDK przy ul. Mościckiego i w dzielnicy Wilanów kino CHEMIK. Kino, jako najpotężniejsze medium, mające największą widownię, było szczególnym oczkiem w głowie polskiej cenzury  i (CWF) Centrali Wynajmu Filmów. Kontrolowali je partyjni decydenci od masowej propagandy. Końcowe lata 40/50-te XX-go wieku to w kinach dominacja socrealizmu  z Krajów Demokracji Ludowej: Czechosłowacji, Rumunii, Węgier, Bułgarii, NRD, Polski, a w szczególności Związku Radzieckiego.

Film amerykański z zachodu pojawiał się bardzo rzadko i był w kinach prawdziwym rodzynkiem. Przeważnie były to filmy francuskie albo należące do włoskiego neorealizmu, takie jak Rzym godzina 11, Nie ma pokoju pod oliwkami, Cud w Mediolanie, Bitwa o tory, czy głośny film Vittorio de Siki, Złodzieje rowerów. Kino amerykańskie praktycznie było nieobecne, pamiętam jedynie film Dziennik marynarza oparty na powieści Jacka Londona Martin Eden, z Glennem Fordem w roli głównej. Przypuszczam, że ten film dopuszczono do dystrybucji, tylko dlatego, że jego bohater był socjalistą, a cała twórczość Londona mówiąc kolokwialnie ma barwy różowo czerwone. 

Październik był we wszystkich kinach w Polsce miesiącem filmu radzieckiego. Organizowano specjalne seanse przedpołudniowe  i popołudniowe dla szkół podstawowych i średnich, a uczestnictwo uczniów było obowiązkowe. Również zakłady pracy otrzymywały darmowe bilety dla swych pracowników, opłacane z funduszu socjalnego czy przez związki zawodowe. Kierownicy zakładów, instytucji  i jednostek pedagogicznych oraz oświatowych, jeżeli ich pracownicy czy uczniowie niezbyt ochoczo uczestniczyli w seansach filmowych,  w czasie trwania, na przykład, Dni Filmu Radzieckiego, miewali spore kłopoty, włącznie z groźbą utraty stanowiska.

Kiedy nastała telewizja, ona również miała do wypełnienia misję odciągania młodzieży od ważnych wydarzeń, które od wieków, stanowiły rodzinną tradycję. Takim wydarzeniem w naszej kulturze i tradycji jest święto kościelne Boże Ciało, przypadające zawsze we czwartek. Charakterystyczną cechą tego święta jest procesja, w której udział biorą całe rodziny.  W historii naszego miasta procesje przebiegały różnie; za czasów stalinowskiego terroru ograniczane były do dziedzińców kościołów, po obaleniu stalinizmu, władza przyzwoliła by procesje przemieszczały się ulicami dzielnicy (przeważnie wokół kościoła), w której znajduje się dana parafia; tak jest zresztą do dzisiaj. Właśnie w dniu tak ważnego dla polskich katolików święta, telewizja polska do południa nadawała najlepsze programy, wcześniej nieemitowane, zachowane na takie właśnie, szczególne okazje.

Pokazywano najgłośniejsze filmy w historii kina, najwybitniejsze westerny, które cieszyły się zawsze ogromnym zainteresowaniem, a dla mnie i dla mojego zbuntowanego  i zarażonego rock’n’rollem pokolenia, były programy muzyczne. Właśnie do południa w czwartkowe Boże Ciało można było obejrzeć  i posłuchać najlepszych rockandrollowych zespołów, piosenkarzy prezentowanych przez Eda Sullivana czy Alan Freeda, również mogłem oglądać takie filmy jak: W rytmie rock’n’rolla, którego bohaterem był pierwszy, wielki, brytyjski piosenkarz Tommy Steel, Zabawa na 102 z Helen Shapiro i Craigem Douglasem, słynny A Hard Day’s Night  z Beatlesami, czy kasowe, przebojowe filmy z Elvisem Presleyem, jak – King Creole, Love Me Tender, Blue Hawaii. W pierwszych, powojennych latach kino i telewizja w Polsce pełniło bardzo ważną funkcję w propagowaniu sowietyzacji i indoktrynacji młodzieży polskiej. Obroną przed systemem ZŁA mogła być tylko rodzina polska, prowadząca dom zgodnie z cywilizcją rzymsko katolicką, zasadami i tradycją narodowo chrześcijańską.

 

Jamnik, ze względu na swoją długość, jest idealnym psem, dla większych rodzin. Wszyscy mogą go głaskać jednocześnie.

 

Antoni Malewski

Podziel się:

Oceń:

Zdjęcia (1)


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe