Z pożółkłych stron gazet: Chore miasto - Tomaszów Mazowiecki. W jakich warunkach żyje ludność pracująca nad Pilicą

  • 14.05.2022, 18:59 (aktualizacja 25.05.2022, 09:49)
  • redakcja
Z pożółkłych stron gazet: Chore miasto - Tomaszów Mazowiecki. W jakich…
Wydawany w Pułtusku "Express Mazowiecki" 28 grudnia 1935 zamieścił na swoich łamach stosunkowo obszerny artykuł poświęcony w całości naszemu miastu. Obraz Tomaszowa Mazowieckiego w tamtym okresie maluje się w apokaliptycznych barwach.

Autor artykułu stwierdza, że "o tem, że robotniczy Tomaszów Mazowiecki jest chorem miastem" mówi zarówno wygląd jego ludności pracującej, stan bardzo wielu posesyj mieszalnych, jak również statystyka zachorowań i zgonów". Przedwojenny dziennikarz przypomina jednak, że warunki w naszym mieście wcześniej były bardzo dobre. Miasto bowiem wyrosło wśród pięknych i rozległych borów sosnowych "pachnących życiodajną żywicą"  nad trzema rzekami. 

Niestety powietrze leśne zatruły wyziewy licznych fabryk, spośród których znaczna część pozbawiona jest urządzeń sanitarnych, a brak kanalizacji w tak uprzemysłowionym mieście jak Tomaszów, grozę stanu zdrowotnego, a właściwie antyzdrowotnego - nieustannie powiększał. Wiatry północno wschodnie i wschodnie przynoszą do miasta zapach siarczku węgla od strony wielkiej wytwórni sztucznego jedwabiu. 

Artykuł porusza problemy zdrowotne mieszańców Tomaszowa. Zwraca uwagę na zachorowalność na choroby nowotworowe oraz gruźlicę. 

Gruźlica jest więc w Tomaszowie chorobą "zaaklimatyzowaną". W ub. roku spośród 513 osób, które opuściły ten nienajlepszy ze światów, na gruźlicę zmarło aż 87 mieszkańców. Zbiera ona żniwo przedewszystkiem wśród wycieńczonych pracą w nieodpowiednich warunkach sanitarnych robotników i wśród głodującej dzieciarni. 

Drugą plagą Tomaszowa jest rak! W ubiegłym roku pozbawił życia aż 59 osób. Stanowi to w ewidencji chorób w Tomaszowie znaczącą pozycję i groźna zjawisko. 

Wśród dzieci zauważono liczne przypadki powiększonej tarczycy. Zwrócono na to uwagę podczas badania dzieci w wieku szkolnym.

Zjawisko to występowało przedewsystkiem u dzieci w szkole w Starzycach, do której uczęszczała   młodzież, mieszkająca wzdłuż rzeki Czarnej. Natomiast u dzieci mieszkających nad Pilicą i Wolbórką (która nawiasem mówiąc jest rzeką ściekową), wystąpiło tylko w 15 przypadkach, co dowodzi, że woda  z rzeki Czarnej posiada specjalne składniki, niebezpieczne dla życia ludzkiego. 

Autor publikacji wskazuje na konieczność zwrócenia na ten fakt bacznej uwagi, ponieważ okolice rzeki Czarnej zamieszkuje aż 4000 osób.  Zwraca też uwagę na konieczność badań jakości wody w rzece oraz budowy miejskich wodociągów. Tomaszów Mazowiecki porównuje do... Abisynii. Dlaczego?

Wodociągów bowiem w tem mieście, położonym nad trzema rzekami, do których spływają  wszystkie nieczystości tego dużego ośrodka przemysłowego - brak. Wodę do picia kupują mieszkańcy nieomal, jak Włosi w Abisynii. 

Prawdą jest, że nawet 40 lat później większość budynków w centrum miasta pozbawionych była nadal kanalizacji i sieci wodociągowej. Wodę pobierano ze zlokalizowanych na podwórkach studni. Tam też mieściły się wspólne toalety. Przed wojną woda rozwożona była w beczkach, takich jak ta, którą obecnie można oglądać w Skansenie Rzeki Pilicy. Ile należało zapłacić za wiadro wody? Według autora kosztowało ono 10 groszy. 

Beczkowozy jeżdżą po ulicach rozchlapując cenny dla Tomaszowa płyn i obwieszczają swoje przybycie dzwonieniem. 

Artykuł opowiada też o walce miejskiego lekarza z właścicielami beczkowozów, który staczał "homeryckie boje" aby beczkowozy były malowane orz regularnie czyszczone. 

Woda brana jest z tzw. Niebieskich Źródeł, położonych za rzeką Pilicą na drodze do Smardzewic. Do niedawna brano wodę z powierzchni źródeł razem z rzęsą, ostatnio założono wreszcie pompę i woda jest już czysta i możliwa do picia. 

Ciekawe informacje dotyczą Towarzystwa Przeciwgruźliczego, którym kierował lekarz miejski dr. Szyszkowski. Dziennikarz zwraca też uwagę na dużą aktywność społeczną mieszkańców miasta. 

 Za sprawą tego Towarzystwa powstała w tym roku w pobliżu Tomaszowa pięknie urządzona kolonja - prawdziwy raj dziecięcy, która otrzymała piękną nazwę Zułówka. 

Nazwa ta, przypominająca gniazdo rodzinne Wielkiego Marszałka jest jednocześnie symbolem szczerej troski o zdrowie młodego pokolenia. 

Zułówek położony wśród sosnowego boru na wzgórzu nad Wolbórką składa się z obszernego nowocześnie urządzonego drewnianego pawilonu, w którym już w tym roku po raz pierwszy w dziejach Tomaszowa korzystało z dobrodziejstw zdrowego powietrza, smacznego odżywiania i całej opieki czterysta dzieci tomaszowskiej biedoty!

W Tomaszowie w okresie międzywojennym działała też  Stacja Opieki nad Matka i Dzieckiem. Co na jej temat czytamy w artykule?

Walkę gruźlicy i alkoholizmowi wypowiedziała również Stacja Opieki nad Matka i Dzieckiem, której akcja o tyle jest jeszcze utrudniona, że w Tomaszowie handel mlekiem jest jeszcze w stanie najzupełniej "dzikim". Nie ma tu ani jednaj zlewni mleka, a wszelkie próby założenia spółdzielni mleczarskiej kończyły się niesławnie skandalami i wyzyskiem okolicznych chłopów.

 Ciekawy fragment opisuje starania Zarządu Miasta mające na celu utworzenie wielkiego parku, jako rezerwatu zdrowia w okolicach Niebieskich Źródeł

redakcja_

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Zdzich
Zdzich 16.05.2022, 13:00
Zakłady zatruwały Tomaszów dlatego je słusznie pokasowano a następnie porozbierano pustostany. Obecnie widać że kolejna fabryka zaczyna być burzona mam na myśli budynek po Drukarni na Farbiarskiej.
T. J.
T. J. 15.05.2022, 10:21
Czy Zulówka to był ten ośrodek uzdrowiskowy dla dzieci, w lesie pomiędzy Tomaszowem a Zawadą?
stary tomaszowiak
stary tomaszowiak 16.05.2022, 14:18
Dr med. Witold Szyszkowski związany był z Tomaszowem Mazowieckim w latach 1930-1939. Mieszkał przy ul. Pałacowej 7 (w połowie lat 30. ulica otrzymała nazwę Polskiej Organizacji Wojskowej). Był lekarzem miejskim, ordynatorem oddziału wewnętrznego i zakaźnego w Szpitalu Miejskim przy ul. św. Antoniego 47, prezesem Oddziału PCK (1931-1936) i lekarzem naczelnym Ubezpieczalni Społecznej (1937-1938). Stał również na czele tomaszowskiego Towarzystwa Przeciwgruźliczego. W 1935 r. staraniem działaczy Towarzystwa zbudowano ośrodek kolonijny zlokalizowany na należącym do miasta dziewiczym terenie leśnym przy wyjeździe z Tomaszowa koło wsi Zawada. Na wniosek dr. Witolda Szyszkowskiego już w trakcie budowy nadano jej nazwę „Zułówek” dla upamiętnienia zmarłego w maju tegoż roku Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego. Była ona zdrobnieniem nazwy Zułowa na Wileńszczyźnie, miejsca jego urodzin. Sam doktor ofiarował na budowę kolonii sto złotych z własnej kieszeni (ok. 1000 zł w dzisiejszej walucie). Niewątpliwie, jego niespożyta energia sprawiła, że do idei budowy tej kolonii włączył się szeroki ogół tomaszowian. Do wybuchu wojny przez „Zułówek” przewinęło się kilka tysięcy dzieci z biedniejszych rodzin tomaszowskich, a po wojnie funkcjonowały tutaj kolonie letnie prowadzone przez łódzkie zakłady pracy. Dziś po „Zułówku” nie ma śladu.

Pozostałe