Szpital (nie całkiem) zreformowany

  • 11.01.2011, 21:24
  • Mariusz Strzępek
Chciałabym nawiązać do listu, jaki opublikowaliście wczoraj, zatytułowanego "Aby być chorym... trzeba mieć zdrowie". Może rzeczywiście warto rozpocząć publiczną dyskusję na temat jakości opieki medycznej w naszym mieście. Chętnie podzielę się własnymi doświadczeniami z ostatnich kilku tygodni....

Wcześnie rano w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia trafiłam z 3 miesięcznym niemowlakiem do tomaszowskiego szpitala. Dziecko miało bardzo silny kaszel i duszności.

 

Po 15-20 min. oczekiwania zostałam poinformowana, że lekarz nie dojechał do pracy, bo... jest zima. Moje dziecko przyjmie inny lekarz. Owszem przyjął i stwierdził ku mojemu zaskoczeniu, że dziecko jest zdrowe.

 

W kolejną noc przyjechałam do szpitala, gdyż córeczka była jeszcze bardziej chora. Młoda Pani doktor (dobudzona przez pielęgniarkę, bo ja nie dałam rady) stwierdziła, że owszem dziecko jest chore, ale tak do końca nie wiadomo co mu jest.

 

Moja mała córeczka dostała tyle leków doustnych (przede wszystkim antybiotyk), że nawet starsze z moich dzieci nie dałoby rady tego połknąć, nie mówiąc już o skutkach ubocznych, mdłościach, bólach brzucha itp. Pamiętajmy, że moja mała ma 3 miesiące i że jedyny pokarm jaki przyjmuje to mleko z piersi.


Na szczęście, coś nas tknęło i dotarliśmy w ciągu dnia do naszej pani doktor prywatnie, do której pewnie chodzi większość tomaszowskich dzieciaków z trudnymi - dziecięcymi chorobami. Nasza mała GWIAZDECZKA kategorycznie dostała skierowanie do szpitala. Usłyszałam, że to za małe dziecko na takie leki i w takiej formie. Trzeba zrobić badania, prześwietlić płuca itd.

 

Kierując się zlymi doświadczeniami i zdrowym rozsądkiem zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy z małą do szpitala do.. Warszawy. Niestety. Nic innego nam nie zostało.

 

Mała została w tym szpitalu od poniedziałku do czwartku. Została dokładnie przebadana. RTG płuc, USG brzuszka, głowy przez ciemiączko, podstawowe badani krwi i moczu, badania na posiew, wymaz z gardła itd.

 

I okazało się, że dziecko zostało wyleczone bez antybiotyków, bez zastrzyków, a jedynie inhalacjami i fachowym oklepywaniem przez rehabilitantów. Przy okazji i ja zostałam przeszkolona w tym zakresie i nie tylko.


Teraz Helenka jest zdrowa i wesoła. Kaszel ustąpił. A my jesteśmy wszyscy szczęśliwi, a tomaszowski szpital omijamy wielkim łukiem. Zamiast pomóc, jeszcze by zaszkodzili. Ale jak widać oszczędności są najważniejsze. Dziwny nasz miejski TWÓR!
 

 

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji

 

*****

 

Jesi chcecie podzielić się z nami swoimi doświadczeniami z tomaszowską służbą zdrowia piszcie. Jest duże prawdopodobieństwo, że waszymi uwagami zainteresują się radni Rady Powiatu Tomaszowskiego i członkowie Zarządu Powiatu. 

Mariusz Strzępek
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (53)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

ajdejano
ajdejano 09.02.2011, 17:28
Do krisa: szanowny kolego - albo liczysz na to, że wszyscy, którzy piszą na tym forum to złośliwi idioci, piszący celowo przeciwko temu cudownemu szpitalowi albo głupcy, którzy nie doceniają tego cudu, polegającego na samodzielnym wyjściu szpitala z 52-milionowego długu w ciągu 2-3 lat. Otóż to wyjście z długu to nie cud - tylko pokrycie tych długów przez rząd ryżowatego Tuśka w zamian za przekształcenie szpitala w spółkę prawa handlowego. Czyim kosztem ? Oczywiście naszym - podatników kosztem ! A tak swoją drogą: czy Ty przypadkiem nie brzeziniak jesteś ?
kris
kris 08.02.2011, 14:01
czytając te komentarze ma się wrażenie, że piszącym w większości nie chodzi o obiektywne spojrzenie na sprawę. Są oni (ta większość) zamknięci w swej separatystycznej skorupce Tomaszowa ziejąc nienawiścią do wszystkich z zewnątrz choćby byli aniołami. W tej atmosferze polskiego(tomaszowskiego) piekiełka trudno osiągnąć coś dobrego. Doszukuje się tylko samo zło i wspomina przeszłość z mamą, która się "zacięła" a zapomina się o tym że szpital był wówczas zadłużony na 52 mln.zł a dziś ma nadwyżkę. Ma też coraz lepszą kadrę fachową. Ale trudno dyskutować z kimś kto tego nie chce widzieć
Rafi
Rafi 06.02.2011, 21:28
Kubica dziękuj Bogu, że ten wypadek miałeś we Włoszech a nie w Tomaszowie, dziękuj Bogu
waski77
waski77 03.02.2011, 20:15
dzieki super ortopedom omal nie zostalem kaleka....ratunek,jak zwykle w Lodzi. tyle mam do powiedzenia. to rzeznia nie szpital,chyba ze posmarujesz...
minimalistka
minimalistka 24.01.2011, 16:49
Nie lubię delikatnie mówiąc naszego szpitala.Dziwię się jednak naszym "władzom" ,że oddali go tak łatwo w "obce ręce".Naszych rodzimych lekarzy prawie nie ma.Ogólnie - personek pozmienial się. Pielęgniarki muszą jeździć do pracy do Piotrkowa, Łodzi czy Rawy. A w szpitalu pielęgniarki przede wszystkim z Brzezin/podobnoi/.
To nie jest ten szpital co był.Moja Mamusia leżała 4 lata temu na neurologii.Opiszę jeden przykład.Poszlam rano,żeby Mamusię nakarmić /nie było z Nią kontaktu/.Okazało się,że pielęgniarki przebierały Mamusię w czystą bieliznę/zawsze leżała w szafce/.Mamusia tak się "zacięła",że nie mogły włożyć ręki do koszuli nocnej.Któraś w nerwach krzyknęła:proszę z tąd wyjść, bo musimy "obrządzić" chorą. Nie posłuchałam lecz doszłam do Mamusi ,pogłaskałam Ją po głowie i powiedziałam Mamusiu daj rączkę, bo musimy Cię przebrać.Ręka odrazu wyprostowała się i pojawił się uśmiech na twarzy.
Pielęgniarki stanęłynajpierw jak osłupiałe.Później przeprosiły mnie i już nigdy nie zwróciły uwagi i nie wypraszały mnie ani rodzeństwa.Mamusia już nie żyje,umarła w swoimdomu, na swoim łóżku,przy całej naszej 4.
Podejrzewam,że dla pielęgniarek jest to najcięższy oddział.Stan chorych niejednokrotnie jest b. ciężki.Na takich oddziałach pielęgniarki powinny zarabiać więcej niż na innych "lżejszych" oddziałach.
Nie pracuję na neurologii i nie jestem pielęgniarką.
ala ma kota
ala ma kota 23.01.2011, 12:31
ad 47. ale to chyba dobrze? nie? przecież o to chodziło PO i kolesiom z brzezin.
ad46. co lekarz z warszawy to z warszawy. dobrze że tomaszówek ma kompleks dużych miast. kasa w kieszeń i kierunek łódź lub warszawka. ale kasa razy 2 lub 3. hehehe. dobrze wam tak. kociewiacy jedni....
kiki
kiki 22.01.2011, 12:53
Tytuł artykułu jest kłamliwy albo prowokacyjny.
Szpital jest zreformowany.Panuje w nim wszech obecna prywata.
Z oddziału na oddział się nie przejdzie bowiem wrota są zawarte...i to na zamki elektrycznie i elektronicznie kodowane.
Szpital nie jest szpitalem bo się już tak nie nazywa,jest jakimś tam centrum,gdzie z chorych kasiorę się ściąga ile się tylko da,mimo,że składki zdrowotne teraz bolejący,kiedyś tam,płacił przez lat kilkadziesiąt.
RT
RT 19.01.2011, 07:06
przeczytajcie dokładnie to co jest napisane w artykule
I lekarz "Owszem przyjął i stwierdził ku mojemu zaskoczeniu, że dziecko jest zdrowe"
II lekarz "owszem dziecko jest chore, ale tak do końca nie wiadomo co mu jest"
III lekarz "to za małe dziecko na takie leki i w takiej formie. Trzeba zrobić badania, prześwietlić płuca itd" SZKODA ŻE PANI DOKTOR NIE ZADZWONIŁA DO POPRZEDNIEGO LEKARZ KOLEGI I NIE ZWRÓCIŁA UWAGI ŻE TAK SIĘ NIE POSTĘPUJE I NIE ZGŁOSIŁA TEGO GDZIE TRZEBA!!!!
IV lekarz WARSZAWA "I okazało się, że dziecko zostało wyleczone bez antybiotyków, bez zastrzyków, a jedynie inhalacjami i fachowym oklepywaniem przez rehabilitantów.
Z TEGO WYNIKA ŻE DZIECKO TAK NAPRAWDĘ NIE BYŁO TAK CIĘŻKO CHORE BO WYSTARCZYŁY INHALACJE I OKLEPYWANIA
I TRZECH LEKARZY Z TOMASZOWA NIE POTRAFIŁO POSTAWIĆ TRAFNEJ DIAGNOZY I ZALECIĆ ODPOWIEDNIE POSTĘPOWANIE
A W WARSZAWIE PROSZĘ ........... CO WARSZAWA TO WARSZAWA
koko
koko 18.01.2011, 09:05
Opisana tu sytuacja rzeczywiście jest przerażająca. Przecież piszemy tu o życiu, błąd czy zaniechanie może spowodować nieodwracalne skutki. Osoba, która napisała ten artykuł , jest mamą trójki dzieci. Wiadomo, że przy pierwszym dziecku możemy być trochę przewrażliwione, ale przy trzecim to raczej nie reaguje się strachem na każde "prychnięcie". Stan dziecka musiał ją zaniepokoić, skoro zdecydowała się udać do szpitala, we wiadomym celu - po fachową pomoc. Otrzymała ją, ale jak się okazało, nie w naszym szpitalu. Ja również omijam nasz szpital, jeżdżę do Łodzi a ostatnio do Piotrkowa, ponieważ pracuję i mam dziecko, więc nie mogę poświęcić całego popołudnia na wizytę u lekarza. Można jechać na wizytę do innego miasta, ale co zrobić właśnie w takich naglących przypadkach? Nie zawsze jest czas, żeby dojechać, trzeba mieć czym i za co, trzeba również mieć na to czas, nie można się "zabrać" na cały dzień, bo praca nam na to nie pozwala albo mamy jeszcze drugie dziecko, którym trzeba się zająć i odebrać z przedszkola. Angażujemy znajomych. Ale pytam, dlaczego mamy się tak gimnastykować, skoro mamy w TM szpital z kadrą? W Tomaszowie zdecydowanie niezdrowo jest chorować.
jaś fasola
jaś fasola 14.01.2011, 19:52
na podstawie tych wpisów, które dotychczas tutaj wyczytałem, wnioskuję, że tomaszowski szpital jest prawie że O.K. To powiedzcie mi w końcu: dobrze jest czy źle?
kiki
kiki 13.01.2011, 15:50
@42 gdyby na studiach się uczyli a nie balowali,to by teraz zmęczonych nie walili i kasiory za swe nieudacznictwo od pacjentów na siłę nie wyciągali.
Przywykli do balowania a nie o zdrowie pacjentów dbania.
ajdejano
ajdejano 13.01.2011, 15:01
do juniora: podpisuję się w pełni pod tym, co napisałeś i określę to mocniej: jeśli temu nieodpowiedzialnemu dziadostwu nie pasuje - to niech założą prywatny szpital i spróbują na własny - a nie na nasz (czytaj NFZ-u) rachunek działać.
Zmęczeni? - myślę, żę oni już na tych swoich studiach medycznych byli zmęczeni i to im zostało.
48+
48+ 13.01.2011, 13:45
ad 39 ano dostają "propozycję nie do odrzucenia"
junior
junior 13.01.2011, 13:37
Do @48+ Nie chodzi o wagę wykonywanego zawodu i odpowiedzialność ale o to, że nikt ich nie trzyma w pracy na siłę. Jeżeli gonią na kolejny dyżur, w kolejnej przychodni lub szpitalu to z własnej woli i prozaicznej chęci zarobku. Niewolnictwo zniesiono wiele lat temu. Jeżli pensja w TCZ im nie odpwiada to niech odejdą z pracy i nie męczą siebie oraz pacjentów. Nie rób z nich cierpientników i syzyfów, którzy dla dobra pacjentów tyrają 20 godzin na dobę. Godzą się na takie warunki i już. Niestety to jest standard - etacik tu, etacik tam. Ja wymagam by lekarz i pielęgniarka byli wyrozumiali i cierpliwi. Empatia to tak dużo? Raczej nie, bo powinna być wpisana w tego typu zawody. Co do pomyłek to z postów na tym forum wynika, iż są one mormą a nie wyjątkiem i nie sądzę, iż wynikają tylko z przemęczenia związanego z gonieniem za pieniądzem, ale również są efektem braku umiejętności i wiedzy. Tak naprawdę niewiele mnie interesuje dlaczego lekarz sknocił operację, postawił błedną diagnozę jeżeli w wyniku której ucierpiał mój bliski. Jeżeli bywa przemęczony to niech zrezygnuje z tej strasznej roboty w szpital i założy prywatną praktykę. Będzie wypoczęty, szczęśliwy i chętny do pomocy a ja bezpieczny. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to problem tylko Tomaszowa ale może najwyższy czas by zmanierowane towarzystwo zrozumiało, kto ich utrzymuje na szpitalnych posadach - pacjenci. Wiem, że nie wypada generalizować, ale jedno zgniłe jabłko zepsuje pozostałe. Pozdrawiam.
a kto tym pielegniarkom
a kto tym pielegniarkom 13.01.2011, 13:02
kaze tyle pracowac
czy tym lekarzom
wiele ludzi zyje za 800zl i daja rade a im ciagle malo
kiki
kiki 13.01.2011, 12:24
A jaj...wygląda na to,że "komandosi" z Brzezin podporządkowali sobie rodzimą mafię z Tomaszowa.
Po takim buraczanym szpitalno- brzezińskim leczeniu nie dziwota,że brzóski każdej wiosny coraz lepiej się zielenią i rosną.
argo:
argo: 13.01.2011, 11:47
Po przeczytaniu wszystkich komentarzy zamieszczonych pod artykułem ,,Szpital (nie całkiem) zreformowany chciałabym podzielić się również swoimi refleksjami z pobytu w NZOZ TCZ w Tomaszowie Maz.
Jestem rodowitą tomaszowianką i w moim życiu, z uwagi na moje, nieplanowane choroby zmuszona byłam skorzystać z pomocy kadry, personelu medycznego naszego szpitala. Porównując ,,tamtą"pomoc medyczną i leczenie z obecną stwierdzam kolosalną różnicę. Dawniej pacjent był podmiotem, o którego zabiegano, stwarzano warunki, by szybko powracał do zdrowia i o dziwo wszyscy: pacjent, rodzina, kadra, personal medyczny cieszyli się z sukcesu: ,,Pacjent szybko powraca do zdrowia". Do dzisiaj pozostają mi w pamięci i to jest moje motto - słowa cudownego ordynatora oddziału chirurgicznego śp. Witolda Dąbrowskiego (notabene: najlepszego oddziału w tym czasie), wspaniałego gospodarza, menedżera i ... po prostu człowieka, mówił na obchodzie do pacjentów: ,,To do waszych obowiązków należy dopilnowanie waszego leczenia (dawkowanie leków, zmiany opatrunków). Chcecie szybko powracać do zdrowia, to pilnujcie zaleceń lekarzy, a my wszyscy będziemy cieszyć się szybkim powrotem do zdrowia i z uśmiechu na twarzy pacjenta. Często przy chorych ,,rugał" personel medyczny. Wtedy miałam mu za złe, że można to uczynić w zaciszu gabinetu. Teraz wiem, że uczył nas: pacjentów, chorych tej ważnej odpowiedzialności za swoje zdrowie. Dla niego najważniejszy był pacjent. Miałam poczucie bezpieczeństwa. Na tym oddziale nie było limitu badań. Byłam dokładnie zdiagnozowana i wystawiono mi rzetelną epikryzę, cenne wskazówki na moje szlachetne zdrowie.
Po raz drugi z taką sytuacją spotkałam się w tej rzeczywistości, po przekształceniu szpitala w TCZ na oddziale obserwacyjno -zakaźnym, gdzie koordynatorem oddziału jest taki sam człowiek, jak śp. Witold Dąbrowski: dr Ewa Kosińska - Borkowska. Jest pani cudownym, wielkim człowiekiem. Słyszałam, że miała być zwolniona, gdyż jej oddział jest nierentowny, przynosi straty. Bo co ... nie podoba się prezesowi i zarządowi jak dbają o pacjentów, nie szczędząc badań, otaczając ich troskliwą opieką, pomnażają ... straty szpitala.Najważniejsze w obecnych czasach to zyski, zyski i jeszcze raz zyski ... kosztem pacjentów. W tym prawdopodobnie prym wiedzie oddział laryngologiczny. Krąży plotka, że za to otrzymuje się dodatkowo premie, a pacjentów diagnozuje się i leczy ,,do połowy", jest niemiła atmosfera.Co odważniejsi wypowiedzieli się o tym na łamach lokalnej prasy TiT w listach czytelników.
W komentarzach poruszono aktualną sytuację na oddziale dziecięcym. W niedługim czasie odejdzie pani ordynator, zatrudnia się innych lekarzy z zewnątrz z pewnymi żądaniami, a naszych tomaszowskich pediatrów traktuje sie na innych zasadach. Wtajemniczeni stwierdzają, że taką atmosferę: przyjazną, rodzinną buduje się latami i to dzięki tej pani ordynator i temu personelowi medycznemu. Cóż ... dzisiaj to już nie jest ważne. Liczy się ...
Co do niesienia pomocy osobom starszym, zwłaszcza seniorom. Są niewygodni, za długo żyją, kosztowni. Nie powinni być tak traktowani. A badania profilaktyczne? Czytamy informacje: od 25 roku życia do 59 roku. Pytam: A po sześćdziesiątce to co, nie należy nam się leczenie?
48+
48+ 13.01.2011, 11:17
junior rzeczywiście jesteś junior skoro przyrównujesz pracę ekspedientki w sklepie do pracy pielęgniarki i lekarza odpowiedzialnego za nasze zdrowie i życie ci ludzie powinni być wypoczęci i znać się na tym co robią a nie myśleć czy zdążą na następny dyżur w innym mieście lub innej poradni!!! jak ekspedientka się pomyli to masz stary chleb albo więcej zapłacisz a jak medycy się pomylą ??? bo są zmęczeni poprzednim dyżurem????
Widz
Widz 13.01.2011, 10:44
W tym mieście jest coś normalnego? Wczoraj poszliśmy na seans do naszego "nowoczesnego"kina i się okazało, że filmu nie puszczą bo jesteśmy tylko my(dwie osoby). Zadzwoniliśmy do Piotrkowa i zamówiliśmy bilety. Zapytaliśmy jednak czy jeśli tylko my się zjawimy to czy wpuszczą nas na seans? Pani zapytała zdziwiona o co chodzi? My na to opowiedzieliśmy jej naszą wczorajszą historią. Zaśmiała się tylko i powiedziała że w kinie u nich nawet jedna osoba ma możliwość obejrzenia filmu za który wcześniej zapłaciła. Takie cuda tylko w tym mieście. Lecz widać burakom to nie przeszkadza. Efekt buraczanych zbiorach widać po ostatnich wyborach. Mafia tomaszowska tylko pęka ze śmiechu na to wszytko....
junior
junior 13.01.2011, 09:39
do @+48 Jak pani pielęgniarka nie chce tak pracować to niech nie zmieni profesję. Albo zgadza się na warunki, które jej zaproponowano, albo nie. Nie twierdze, że maja lekko, słodko i przyjemnie a wszyscy pacjenci to oaza spokoju i uprzejmości, ale jeżeli zgadza się na taki stan rzeczy i go akceptuje to ja wymagam od niej szacunku (od lekarza również) bo dostaje pieniądze z min. mojej składki na ubezpieczenie zdrowotne. Jak idziesz po chleb to interesuje cię, że pani za ladą mało zarabia? Nie. Chcesz żeby nie darła się ,,czego" i nie podawała pieczywa upierdzielonymi rękami. Tego samego oczekuje od personelu w szpitalu bo każdy pośrednio go utrzymuje.

Pozostałe