Verbum nobile 

  • 10.07.2019, 20:59 (aktualizacja 10.07.2019, 21:39)
  • Agnieszka Drzewoska

All inclusive, last minute, sea view, destynacja, ubezpieczenie w przypadku rezygnacji, bagaż podręczny i wiele innych trudnych do zrozumienia i rozszyfrowania, zrozumienia, a często i do wypowiedzenia słów kluczy ma teraz pomagać sprzedawać imprezy turystyczne. Znane hasło reklamowe jednego z organizatorów turystyki „Wyjedź z nami na wczasy all inclusive” spełnić marzenia. Czy czuje się pan czasem sprzedając marzenia jak dawniej kaowiec czyli dzisiejszy animator czasu wolnego, tłumacz czy instruktor zarazem?

Trzy w jednym to też reklama. Tak, czasem się tak czuję. Proszę pamiętać, że nie tylko sprzedajemy cudze imprezy. Sami też je organizujemy. Pokutuje więc wiara w reklamy. Drażnią mnie sformułowania all inclusive, last minute. Nie znaczą nic co jest sprecyzowane. Proszę zwrócić uwagę że przy wersjach OB., BB, HB, FB – nie ma tłumaczeń. Przy wersji all inclusive – jakie przekąski, jakie napoje, w jakich barach, do której godziny.

Tak samo z ofertami „last minute”. Klienci potrafią przyjść dwa miesiące przed wyjazdem z pytaniem „Czy ma pan już oferty last minute?, bo konkurencja już ma”. Jako Agenci nie mamy wpływu na to, co piszą touroperatorzy, więc muszę tłumaczyć, że jest to obniżenie ceny ze względu na zbliżający się termin wyjazdu i dużą ilość wolnych miejsc. Co nie znaczy, że cena jeszcze nie spadnie.

Czasem wychodzi mój wredny charakter. Kiedy ktoś z takim pytaniem wchodzi na pewniaka, a ja mówię tak, za trzy godziny zaczyna się odprawa na Okęciu do Marmaris, pięć gwiazdek z wersją ”All” za 1800 zł. - Nie, no wie pan, mnie chodzi o wyjazd za miesiąc –to proszę przyjść za miesiąc”. Sea view, destylacja, w dobie, gdzie język angielski towarzyszy nam w każdej dziedzinie nie wymagają tłumaczeń. Ubezpieczenia czyli obowiązek narzucony nam przez ustawodawcę. Tym bardziej, że jest to jedyna usługa zamawiana w imieniu i na rzecz klienta.

Jakie ubezpieczenie mają obowiązkowo, a jakie mogą turyści dokupić fakultatywnie. Koszty rezygnacji, koszty leczenia chorób przewlekłych, koszty rezygnacji ze względu na choroby przewlekłe, leczenie wypadków związanych ze sportami. Czy jest konieczność ich brania w UE i poza nią?. Uwiadomić zakres i zagrożenia. No i konsekwencje, ale tu tłumaczenie jest proste porównuję je zatem do AC w aucie. Walnąłeś w słupek – masz AC to zapłaci ubezpieczyciel a jak nie masz – płacisz sam , z własnej kieszeni.

Dlaczego coraz trudniejszą, stresującą i bardziej wymagającą staje się praca w branży turystycznej?

Pani żartuje? To sama przyjemność. Kiedyś jechałem z grupą, ale nie wiedziałam jaką byłem pilotem. Siedząca za mną kobieta zaczęła rozmowę i w pewnym momencie spytała skąd we mnie tyle uśmiechu. Powiedziałem, że przecież dostarczam ludziom przyjemności. To fajniejsze niż praca w policji, prokuraturze czy urzędzie skarbowym. Na co usłyszałem „Dzień dobry! Urząd skarbowy z...”.

Oczywiście przeprosiłem, nie chciałem nikogo urazić. Odpowiedziała ze śmiechem: ”Niech Pan cały autokar przeprosi”. Każda praca jest stresująca. Jeżeli coś robimy sumiennie i uczciwie z obaw co znajdzie jakaś kontrola szybko zmieniają się w obawy czy będzie śnieg jak pojedziemy na narty. Trudniejszą owszem tak. Szczególnie ze względu na przepisy.

Jesteśmy państwem przodującym w ich namnażaniu, a jeszcze bardziej w niejasnym formułowaniu, które oczywiście umożliwia różne interpretacje. Kiedyś pokłóciłem się prawnikiem ogólnopolskiej firmy. Chodziło o dwa punkty. Tłumaczyłem mu, że punkt, który z pozoru ich ochrania jest niezgodny z prawem przez co na pewno ich nie ochroni. I drugi bo przecież umowa zbiorowa nie jest umową adhezyjną ale to już mniej istotne.

Po trzech dniach zadzwoniłem, żeby upierać się przy pierwszym punkcie i przyznać rację w drugim. On też doszedł do tego wniosku, ale ponieważ miał wiele takich imprez spytał, dlaczego inne biura się na to zgadzają. Proste odpowiedziałem - chcą mieć za wszelką cenę klienta. Ja też, ale obsłużonego (nie lubię tego słowa) zgodnie z przepisami. Oczywiście – nie jestem wyjątkiem choć czasem mam wrażenie, że to walka z wiatrakami.

W zeszłym roku jedna instytucja wybrała inną ofertę, bo jej prawnik nie przyznał mi racji. Chociaż… pewnie ma pani rację. Presja cenowa klientów i limity narzucane przez touroperatorów mogą czynić tą pracę stresującą i trudniejszą. Dlatego nie sprzedaję już ofert biur, które narzucają takie limity. Dlaczego za 3 do 8 % marży mam czuć presję. Z tego powodu 2 lata temu skończyliśmy współpracę z trzema biurami. Jeżeli touroperator podpisuje umowę z wszystkimi biurami w takim mieście jak Tomaszów i narzuca im stale podnoszone limity sprzedaży, to ta sprzedaż nie może być uczciwa. Po zmianie naszej siedziby nastała zmiana polityki. Koniec z wyścigiem szczurów.

Agnieszka Drzewoska
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe