Secret Rule – „UNInVERSE”. Kiedy wszechświat zaczyna przypominać ludzką duszę
Wszechświat jest podobno nieskończony. Przynajmniej na tyle, by człowiek mógł zgubić się w nim bez większego wysiłku. Wystarczy spojrzeć w nocne niebo, pomyśleć o miliardach galaktyk, a potem wrócić do własnego mieszkania, w którym od kilku dni nie potrafimy rozwiązać najprostszych problemów. Właśnie w tej sprzeczności – pomiędzy kosmiczną nieskończonością a ludzką bezradnością – włoski Secret Rule odnajduje inspirację dla „UNInVERSE”. To album, na którym ciężkie gitarowe riffy spotykają elektronikę, symfoniczna monumentalność zderza się z popową melodyjnością, a głos Angeli Di Vincenzo próbuje przeprowadzić słuchacza przez świat chaosu, rozpadu, pamięci i możliwego odrodzenia. Nie jest to dzieło doskonałe. Bywa przesadnie wygładzone, przewidywalne i nazbyt zainteresowane własnym rozmachem. Ale posiada coś, czego często brakuje współczesnemu metalowi melodycznemu: ambicję opowiedzenia o człowieku w perspektywie znacznie szerszej niż kolejny zawód miłosny. Secret Rule patrzą w gwiazdy, lecz tak naprawdę interesuje ich to, co dzieje się pod ludzką czaszką.
Dzisiaj, 09:35