Na targowisku przy Placu Narutowicza uruchomiono nowy system monitoringu. Inwestycja ma poprawić bezpieczeństwo w rejonie handlu i jest odpowiedzią na sygnały zgłaszane przez kupców, którzy od dłuższego czasu zwracali uwagę na potrzebę lepszej ochrony tego miejsca.
Jeszcze ćwierć wieku temu w piątki i soboty Plac Narutowicza w Tomaszowie Mazowieckim pulsował jak serce miasta. Na Targowisku Miejskim nie chodziło wyłącznie o zakupy – to było miejsce spotkań, wymiany informacji, a czasem nawet mała „giełda” okazji i pomysłów na życie w czasach, gdy praca nie była oczywistością.
W listopadzie ubiegłego roku Rada Miejska obniżyła stawki opłaty placowej w tzw. dni nie targowe. Mimo to, kupcy prowadzący tu swoją działalność wciąż uważają, że płacą zbyt dużo. Podkreślają, że opłaty, jakie wnoszą do kasy miejskiej są na tym samym poziomie, jak koszty wynajęcia lokalu handlowego. Wskazują też, że prowadząc sklep mieliby zapewnione łazienki, toalety, wodę i ogrzewanie.
Tomaszowski magistrat obniżył stawki najmu dla osób prowadzących działalność handlową na miejskim targowisku.
Od lipca br. do tomaszowskiej Policji napływały zgłoszenia dotyczące kradzieży kieszonkowych, dokonywanych na terenie targowiska miejskiego. Łupem złodziei padały portfele, dokumenty, pieniądze oraz karty bankomatowe. Najczęściej ofiarami był kobiety.
Tym razem nie udało się władzom miasta przeforsować uchwały dotyczącej podwyżki opłat płaconych przez kupców na miejskich targowiskach. Pierwsze podejście było połowicznym sukcesem, bo mimo, że radni bezdyskusyjnie „przyklepali” w lutym, to co prezydent zaproponował, to jednak Regionalna Izba Obrachunkowa dopatrzyła się nieprawidłowości w uchwale i ją unieważniła. Problem jest poważny, ponieważ podwyżka, jaką władze miasta chcą uraczyć handlujących wynosi aż 50% dotychczasowej stawki. Kupcy oczywiście protestują i trudno im się dziwić, bo niespodziewanych podwyżek nikt z nimi nie konsultował a władze miejskie, ich zdaniem, wykazały się wyjątkową nieznajomością realiów tomaszowskiego handlu, którego utrzymuje się u nas co najmniej kilka tysięcy osób.
Od kilku miesięcy informujemy o konflikcie, jaki powstał między władzami Tomaszowa a kupcami prowadzącymi swoją działalność przy ulicy Grunwaldzkiej. Wszystko zaczęło się niewinnie od Programu Rewitalizacji i projektu budowy nowej ulicy, której wylot ma znaleźć się w samym środku handlowego ciągu. Projekt rodzi konieczność przeniesienia stanowisk handlowych w inne miejsce. Próby zawarcia kompromisu spełzły na niczym. Nowa lokalizacja zaproponowana przez prezydenta miasta nie przypadła do gustu kupcom. Co gorsza konfliktową sytuację próbują wykorzystywać osoby, których problem przeniesienia działalności w ogóle nie dotyczy. Niektóre z nich znalazły się na tajemniczej liście, która trafiła do Urzędu Miasta. Handlowcy z Grunwaldzkiej twierdzą, że jest ona nie reprezentatywna i że się od niej odżegnują. W takiej sytuacji prezydentowi Zagozdonowi nie pozostawało nic innego, jak wrzucenie jej do kosza, wcześniej podarłszy na oczach zdumionych kupców.
Podczas ostatniej Sesji Rady Miejskiej, Andrzej Sibiński - prezes Stowarzyszenia Kupców i Pracodawców Powiatu Tomaszowskiego, zapowiedział, iż zamierza przystąpić do zbierania podpisów pod pismem, które skieruje w najbliższym czasie do Zarządu Województwa Łódzkiego. Jego zdaniem władze miasta przygotowując Program Rewitalizacji Centrum nie wywiązały się z obowiązku przeprowadzenia konsultacji społecznych. Sprawa dotyczy sporu, jaki powstał przy okazji projektowania ulicy Nowomurarskiej, która łączyć ma ulice Grunwaldzką i Zgorzelicką. Otworzenie nowego ciągu komunikacyjnego wiązać się ma z wyprowadzeniem stoisk handlowych z ulicy Grunwaldzkiej. Sibiński zamierza wnioskować o odebranie miastu dotacji, która posłużyć ma sfinansowaniu inwestycji związanych z programem.
Wiele osób twierdzi, że do pełnej zmiany wizerunku Tomaszowa niezbędne byłoby przeniesienie Targowiska Miejskiego z Placu Narutowicza na obrzeża miasta. Dzięki temu atrakcyjny teren w centrum mógłby zyskać całkowicie nową funkcjonalność. Od kilkunastu lat toczy się spór dotyczący przyszłości tego miejsca. Niewiele brakowało, by „rynek” został zlikwidowany przez SANEPID. Uratowany został przez prezydenta Kuklińskiego, który zawarł porozumienie z targowiskowymi kupcami.