Referendum w Krakowie odbyło się 24 maja 2026 roku i zakończyło się odwołaniem prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Według informacji podawanych po ogłoszeniu wyników frekwencja w głosowaniu dotyczącym prezydenta wyniosła 29,99 proc., co pozwoliło przekroczyć ustawowy próg ważności. Jednocześnie Rada Miasta Krakowa nie została odwołana, ponieważ w tym głosowaniu zabrakło wymaganej frekwencji.
„Brakuje samorządowego profesjonalisty”
Prof. Andrzej Piasecki, komentując sytuację dla PAP, stwierdził, że obecne kandydatury mają przede wszystkim charakter partyjny albo wynikają z osobistych ambicji. Jak zauważył, w Krakowie nie widać dziś kandydata, który poza polityką zajmowałby się czymś na tyle ważnym i rozpoznawalnym, by zbudować wokół siebie szersze zaufanie mieszkańców.
To ważna diagnoza, bo Kraków ma własną polityczną mitologię. Tu profesor, ekspert, człowiek uniwersytetu albo doświadczony miejski menedżer nie jest tylko figurą z kampanijnego plakatu. W mieście Kopernika, Wyspiańskiego, Kantora i Miłosza taki kandydat mógłby zostać odebrany jako ktoś „z krakowskiego porządku rzeczy” — osoba zakorzeniona w instytucjach, debacie publicznej i lokalnej pamięci.
Politolog zwrócił jednak uwagę, że potencjalni kandydaci z takiego środowiska mogli nie chcieć uczestniczyć w „poreferendalnej licytacji na obietnice”. Innymi słowy: po politycznym trzęsieniu ziemi nie każdy chce wchodzić na scenę, na której kurz jeszcze nie opadł.
Monika Piątkowska z trudnym startem
Najostrzejsza część oceny prof. Piaseckiego dotyczy Moniki Piątkowskiej, kandydatki popieranej przez Koalicję Obywatelską i PSL. Jej kandydatura została ogłoszona 9 czerwca 2026 roku, a media podkreślały, że występuje jako wspólna kandydatka dwóch ugrupowań.
Zdaniem politologa problemem nie jest płeć kandydatki, lecz sposób jej politycznego wprowadzenia. Prof. Piasecki ocenił, że Monika Piątkowska została wskazana przez liderów w Warszawie, a taka nominacja może być dla krakowskiego elektoratu ciężarem, nie skrzydłami. W jego opinii kandydatka może mieć nawet problem z wejściem do drugiej tury, bo — jak wskazuje — zaliczyła słaby start, jest kojarzona z dwoma partiami i nie posiada własnego, wyraźnego elektoratu.
To szczególnie istotne w Krakowie, gdzie partyjne logo bywa biletem wstępu, ale rzadko wystarcza do finału. Prof. Piasecki przypomniał, że Platforma Obywatelska — mimo korzystnego dla siebie elektoratu w mieście — od 2002 roku nie potrafiła zbudować trwałej dominacji w wyborach prezydenckich. Stanisław Kracik wszedł do drugiej tury w 2010 roku, ale przegrał z Jackiem Majchrowskim. Aleksander Miszalski wygrał w 2024 roku bardzo ciasno, a jego prezydentura zakończyła się przed czasem.
Gibała jako kandydat „antypartyjny”?
W tej układance szczególne miejsce zajmuje Łukasz Gibała. Radny miejski i główny kontrkandydat Aleksandra Miszalskiego z wyborów samorządowych 2024 roku nie ogłosił jeszcze startu, ale — według prof. Piaseckiego — mógłby skorzystać na przesycie kandydaturami partyjnymi.
To polityczny paradoks dobrze znany z wielu polskich miast: im więcej partyjnych flag na rynku, tym więcej miejsca dla kandydata, który mówi wyborcom: „jestem stąd, nie z centrali”. Taki przekaz może mieć szczególne znaczenie w wyborach przedterminowych, gdzie frekwencja zwykle jest niższa, a kampania bardziej zależy od rozpoznawalności, pamięci wyborców i osobistej wiarygodności niż od wielkich konwencji.
Prawo: kiedy wybory po referendum?
Zgodnie z ustawą o referendum lokalnym referendum w sprawie odwołania organu pochodzącego z wyborów bezpośrednich jest ważne, gdy udział w nim weźmie co najmniej 3/5 liczby osób uczestniczących w wyborze odwoływanego organu.
Po odwołaniu prezydenta miasta konieczne są wybory przedterminowe. Media wskazują, że głosowanie w Krakowie powinno odbyć się w ciągu 90 dni od ogłoszenia wyników referendum, co oznacza, że realny termin może przypaść na sierpień, a ewentualna druga tura na wrzesień 2026 roku. Sama konkretna data wyborów nie została jeszcze wskazana w przekazanym materiale PAP.
Kraków jako ostrzeżenie dla partii
Sprawa Krakowa wykracza poza lokalną politykę Małopolski. To także sygnał dla największych ugrupowań: w samorządach nie wystarczy nominacja z Warszawy, mocny konferencyjny kadr i partyjna maszyna. Miasta — także te duże, akademickie, bogate w lokalne elity — coraz częściej żądają od kandydatów czegoś więcej: kompetencji, obecności, cierpliwej pracy i zaufania budowanego wcześniej, a nie dopiero w kampanii.
Prof. Piasecki przewiduje, że frekwencja w wyborach może być niska. W takiej sytuacji o wyniku zdecydują elektoraty zdyscyplinowane oraz osobisty kapitał kandydatów. To nie musi być kampania wielkich billboardów. Bardziej może przypominać krakowski spacer po Plantach: wygra ten, kogo mieszkańcy naprawdę rozpoznają, a nie tylko miną wzrokiem.



Komentarze