Wyniki badania nie pozostawiają większych wątpliwości: sympatia wobec Ukrainy została zastąpiona przez ostrożność, rozczarowanie, a w części społeczeństwa także otwartą niechęć.
Aż 55 proc. ankietowanych popiera decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego. Przeciwnego zdania jest 27 proc. badanych. Jednocześnie 44 proc. respondentów opowiada się za wstrzymaniem pomocy wojskowej w reakcji na upamiętnianie UPA w Ukrainie, podczas gdy 41 proc. uważa, że Polska powinna nadal wspierać sąsiada walczącego z Rosją.
Jeszcze wyraźniejszy sprzeciw dotyczy członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej oraz ewentualnego udziału polskich żołnierzy w przyszłej misji pokojowej. Przeciwko wspieraniu ukraińskich aspiracji unijnych opowiada się 52 proc. badanych, a za – 33 proc. Wysłania polskich wojsk do nadzorowania rozejmu nie chce 65 proc. respondentów. Popiera ten pomysł tylko 18 proc.
Badanie Opinia24 przeprowadzono w dniach 13–15 lipca 2026 roku na grupie tysiąca dorosłych Polaków.
Nawrocki wygrał pierwsze polityczne starcie
Najbardziej bezpośrednim beneficjentem nowych nastrojów jest Karol Nawrocki. Jego decyzja dotycząca Orderu Orła Białego była krytykowana jako gest ryzykowny, mogący zaszkodzić relacjom polsko-ukraińskim. Społecznie okazała się jednak skuteczna.
Prezydent trafił w emocję, która narastała od dłuższego czasu: przekonanie, że polska pomoc została potraktowana przez stronę ukraińską jako coś oczywistego, podczas gdy kwestie historyczne nadal są odkładane, relatywizowane albo przedstawiane w sposób nieakceptowalny dla znacznej części Polaków.
Co szczególnie ważne, poparcie dla działania Nawrockiego wykracza poza jego naturalny elektorat. Według danych opisanych przez „Politykę” decyzję prezydenta zaakceptowała również część wyborców PSL, Polski 2050, a nawet Koalicji Obywatelskiej. Najsilniejsze poparcie odnotowano wśród wyborców Sławomira Mentzena, a następnie Karola Nawrockiego i Grzegorza Brauna.
Oznacza to, że sprawa Ukrainy może stać się dla prezydenta narzędziem poszerzania politycznego zaplecza. Nawrocki nie musi przy tym nawoływać do zerwania współpracy z Kijowem. Wystarczy, że będzie konsekwentnie przedstawiał się jako polityk stawiający Ukrainie warunki i broniący polskiej pamięci historycznej.
Sam prezydent podkreślał, że odebranie orderu nie oznacza zmiany strategicznego kierunku polskiej polityki bezpieczeństwa ani wycofania poparcia dla Ukrainy w wojnie z Rosją. Taka konstrukcja jest politycznie wygodna: pozwala łączyć twardy język historyczny z deklaracją odpowiedzialności za bezpieczeństwo państwa.
PiS i Konfederacja będą zaostrzać przekaz
Sondaż stanowi czytelny sygnał dla partii prawicowych. W kampaniach wyborczych łatwo będzie teraz połączyć kilka tematów: Wołyń, pomoc wojskową, świadczenia dla obywateli Ukrainy, konkurencję na rynku pracy oraz sprzeciw wobec szybkiego przyjęcia Ukrainy do Unii Europejskiej.
Najwięcej może zyskać Konfederacja, która od dawna twierdzi, że polskie władze prowadzą wobec Ukrainy politykę zbyt uległą. Problemem tego ugrupowania pozostaje jednak granica między krytyką władz w Kijowie a przekazem, który może zostać odebrany jako korzystny dla Rosji.
PiS znajduje się w łatwiejszej sytuacji. Może przypominać własne zaangażowanie w pomoc Ukrainie po rosyjskiej napaści, a równocześnie przekonywać, że nadszedł czas bardziej stanowczej obrony polskich interesów. Prezydent Nawrocki dostarczył tej narracji mocnego symbolu.
Prawica nie ma dziś politycznego powodu, aby tonować przekaz. Wręcz przeciwnie — wyniki badania pokazują, że twarde stanowisko może przynosić dodatkowe poparcie także poza jej tradycyjnym elektoratem.
Rząd między bezpieczeństwem a społecznym gniewem
Największy problem ma obóz rządzący. Polska nie może ignorować znaczenia Ukrainy dla własnego bezpieczeństwa. Trwająca wojna wiąże rosyjskie siły zbrojne, a niepodległa Ukraina pozostaje strategicznym buforem między Polską a Rosją.
Jednocześnie rząd nie może zachowywać się tak, jakby społeczna atmosfera nadal przypominała pierwsze miesiące po rosyjskiej inwazji z 2022 roku. Tamten emocjonalny kredyt wyraźnie się wyczerpuje.
Politycy Koalicji Obywatelskiej będą musieli coraz częściej rozdzielać dwa komunikaty: pomoc Ukrainie służy bezpieczeństwu Polski, ale nie oznacza zgody na przemilczanie trudnych spraw historycznych ani automatycznego poparcia dla każdego żądania Kijowa.
Brak takiego rozróżnienia będzie wzmacniał oskarżenia o prowadzenie polityki bezwarunkowego poparcia. Z kolei zbyt gwałtowne przejęcie języka prawicy mogłoby osłabić wiarygodność rządu na arenie międzynarodowej i pogłębić konflikt między Warszawą a Kijowem.
Sondaż zmusza więc rząd do zmiany sposobu komunikowania polityki ukraińskiej. Samo odwoływanie się do rosyjskiego zagrożenia może już nie wystarczyć.
Polacy nie chcą polskich żołnierzy w Ukrainie
Najbardziej jednoznaczny jest wynik dotyczący ewentualnej misji pokojowej. Sprzeciw 65 proc. ankietowanych oznacza, że każdy rząd rozważający wysłanie polskich wojsk do Ukrainy musiałby liczyć się z bardzo wysokim kosztem politycznym.
Nie ma przy tym większego znaczenia, czy żołnierze mieliby uczestniczyć w walkach, czy jedynie nadzorować zawieszenie broni. W społecznym odbiorze byłoby to wejście Polski bezpośrednio w obszar konfliktu i ryzyko konfrontacji z Rosją.
Taki rezultat daje wszystkim najważniejszym partiom silny argument za zachowaniem ostrożności. Ewentualna misja bez szerokiego społecznego i parlamentarnego porozumienia mogłaby stać się jednym z najbardziej konfliktogennych tematów politycznych.
Ukraina w Unii? Coraz więcej znaków zapytania
Sprzeciw wobec wspierania wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej ma inne podłoże niż niechęć do wysłania wojska. Tu dochodzą obawy gospodarcze: konkurencja ukraińskiego rolnictwa, koszty odbudowy państwa, przepływ unijnych funduszy oraz możliwe konsekwencje dla polskich przedsiębiorców i pracowników.
Dla PSL i ugrupowań zabiegających o głosy mieszkańców wsi ten wynik powinien być szczególnie ważny. Bez przedstawienia konkretnych warunków członkostwa Ukrainy w UE ogólne deklaracje poparcia mogą stawać się politycznym obciążeniem.
Poparcie dla członkostwa nie musi oczywiście oznaczać zgody na natychmiastowe przyjęcie Ukrainy. Jednak to właśnie taki uproszczony obraz może dominować w debacie publicznej. Partie, które nie zdołają przedstawić własnych warunków akcesji, oddadzą ten temat ugrupowaniom eurosceptycznym.
Gniew nie oznacza poparcia dla Rosji
Wyników badania nie należy interpretować jako dowodu na masowy zwrot Polaków w stronę Rosji. Inne lipcowe badanie CBOS pokazało, że 75 proc. respondentów uważa, iż Polska i Ukraina powinny przede wszystkim współpracować wobec rosyjskiego zagrożenia. Aż 80 proc. badanych oceniło również, że na sporach polsko-ukraińskich korzysta Rosja.
To pozorna sprzeczność, ale w rzeczywistości dość spójna postawa. Polacy mogą jednocześnie uważać Rosję za największe zagrożenie, popierać istnienie niepodległej Ukrainy i domagać się bardziej stanowczej polityki wobec władz w Kijowie.
Społeczny komunikat brzmi więc nie tyle: „przestańmy pomagać Ukrainie”, ile raczej: „pomagajmy na własnych warunkach i nie rezygnujmy z polskich interesów”.
Nowy język polskiej polityki
Badanie dla „Polityki” może stać się punktem zwrotnym nie dlatego, że przynosi całkowicie nowe emocje. Ono raczej mierzy zjawisko, które było widoczne już wcześniej: zmęczenie wojną, spory o historię, poczucie niewdzięczności oraz rosnące obawy gospodarcze i społeczne.
Polityczne skutki są dość czytelne. Prezydent Nawrocki otrzymuje potwierdzenie, że jego twarda linia ma społeczne poparcie. PiS i Konfederacja będą mocniej podnosić kwestie historyczne oraz warunkowość pomocy. Rząd zostanie zmuszony do bardziej precyzyjnego określenia, czego oczekuje od Ukrainy w zamian za dalsze wsparcie.
Największym ryzykiem pozostaje licytacja na radykalizm. Historia stosunków polsko-ukraińskich dostarcza wystarczająco dużo prawdziwych dramatów. Nie trzeba dopisywać do niej nowych. Państwo może jednocześnie bronić pamięci swoich obywateli, stawiać warunki sąsiadowi i prowadzić politykę, która nie wzmacnia Kremla.
Sondaż pokazuje jednak wyraźnie: czas polityki opartej na samych deklaracjach solidarności dobiegł końca. Nadchodzi okres chłodnej kalkulacji, twardych warunków i coraz bardziej wymagającego polskiego społeczeństwa.



Napisz komentarz
Komentarze