Prezydent Karol Nawrocki utrzymuje pozycję lidera rankingu zaufania. Ufa mu 51,3 proc. badanych, choć jest to wynik o 3,5 punktu procentowego słabszy niż miesiąc wcześniej. Brak zaufania do głowy państwa deklaruje 41,6 proc. respondentów.
To nadal bardzo mocny rezultat. Potwierdza go również lipcowe badanie CBOS, w którym Nawrockiemu ufało 55 proc. ankietowanych. Oznacza to, że wysoka pozycja prezydenta nie jest przypadkowym efektem jednego pomiaru, lecz stosunkowo trwałym zjawiskiem.
Nawrocki nie jest już wyłącznie politykiem wyniesionym do Pałacu Prezydenckiego przez elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Staje się osobnym ośrodkiem politycznej siły — z własnym mandatem, zapleczem społecznym i możliwością wpływania na kształt całej prawicy.
Prezydent ponad partią
Wynik Nawrockiego pokazuje, że urząd prezydenta nadal daje możliwość wychodzenia poza partyjne okopy. W rankingu zaufania głowa państwa wyprzedza liderów wszystkich najważniejszych ugrupowań. Jarosławowi Kaczyńskiemu ufa 26 proc. respondentów, Mateuszowi Morawieckiemu 32,3 proc., a Donaldowi Tuskowi 35,5 proc.
Prezydent ma więc zaufanie niemal dwukrotnie większe niż prezes PiS. To różnica, która musi mieć polityczne znaczenie.
Prawo i Sprawiedliwość poparło kandydaturę Nawrockiego, ale dziś to nie partia kontroluje jego popularność. Coraz bardziej prawdopodobny staje się odwrotny mechanizm: to politycy PiS będą próbowali korzystać z autorytetu prezydenta i przedstawiać się jako część jego obozu.
Dla Jarosława Kaczyńskiego jest to sytuacja niewygodna. Przez lata to on był niekwestionowanym centrum polskiej prawicy. Dziś obok niego funkcjonuje polityk dysponujący większym zaufaniem społecznym, konstytucyjnym urzędem i własną zdolnością mobilizowania wyborców.
Tym bardziej że PiS przeżywa poważne napięcia wewnętrzne. Konflikt między kierownictwem partii a środowiskiem Mateusza Morawieckiego może prowadzić do dalszego rozdrobnienia konserwatywnego elektoratu przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.
Bosak wyrasta na głównego zwycięzcę
Największe wrażenie robi jednak wynik Krzysztofa Bosaka. Wicemarszałkowi Sejmu ufa 39,9 proc. badanych — aż o 10 punktów procentowych więcej niż miesiąc wcześniej.
To największy wzrost w całym zestawieniu.
Bosak zbliżył się do podium i wyprzedził Donalda Tuska, Mateusza Morawieckiego, Jarosława Kaczyńskiego oraz Sławomira Mentzena. Nie jest już politykiem rozpoznawalnym wyłącznie przez twardy elektorat narodowej prawicy. Zaczyna być postrzegany jako jedna z głównych postaci państwowej sceny politycznej.
To jakościowa zmiana.
Przez lata Konfederacja korzystała przede wszystkim z gniewu wobec politycznego establishmentu. Była partią buntu, internetu i ostrego języka. Bosak próbuje do tego dodać powagę urzędu, spokojniejszą narrację i wizerunek polityka przewidywalnego.
W efekcie może trafiać nie tylko do najbardziej radykalnych wyborców, ale również do części konserwatywnej klasy średniej, przedsiębiorców oraz ludzi rozczarowanych konfliktem wewnątrz PiS.
Lipiec przyniósł Konfederacji również wzrost w badaniach partyjnych. W sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” ugrupowanie uzyskało 13,3 proc., podczas gdy PiS zanotował 23,2 proc. Jednocześnie Konfederacja Korony Polskiej osiągnęła 11 proc. Łącznie obie formacje znajdujące się na prawo od PiS skupiają już znaczną część elektoratu.
To właśnie ten proces może zadecydować o przyszłym układzie parlamentarnym.
Dwie Konfederacje i jedno słabnące PiS
Jeszcze kilka lat temu niemal każdy wyborca prawicy miał przed sobą jedną realną ofertę władzy — Prawo i Sprawiedliwość. Dzisiaj ten monopol się kończy.
Konfederacja Bosaka i Mentzena buduje pozycję partii zdolnej do współrządzenia. Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna przyciąga wyborców najbardziej radykalnych i antysystemowych. Karol Nawrocki tworzy natomiast osobny, prezydencki punkt odniesienia.
W tej układance PiS pozostaje największą partią po prawej stronie, ale nie jest już jej bezdyskusyjnym właścicielem.
Szczególnie groźna dla partii Kaczyńskiego może być rosnąca popularność Bosaka. Jarosław Kaczyński budzi zaufanie 26 proc. ankietowanych, Bosak — prawie 40 proc. Różnica nie oznacza jeszcze, że wyborcy masowo przeniosą głosy z PiS do Konfederacji. Pokazuje jednak, kto posiada większy potencjał poszerzania własnego elektoratu.
Bosak ma znacznie mniejszy bagaż negatywnych emocji niż starsi liderzy prawicy. Nie jest jeszcze kojarzony z wieloletnim sprawowaniem władzy, konfliktami instytucjonalnymi ani odpowiedzialnością za decyzje rządowe. Daje mu to polityczną świeżość, choć z czasem może się ona okazać trudna do utrzymania.
Kosiniak-Kamysz wraca do gry
Drugie miejsce Władysława Kosiniaka-Kamysza również nie jest bez znaczenia. Wicepremierowi i ministrowi obrony ufa 42,3 proc. badanych, czyli o 7,4 punktu procentowego więcej niż w czerwcu. To jego najlepszy rezultat od października 2025 roku.
Problem polega na tym, że osobiste zaufanie do lidera nie musi automatycznie oznaczać poparcia dla jego partii.
Kosiniak-Kamysz od dawna osiąga wyniki lepsze niż Polskie Stronnictwo Ludowe. Jest postrzegany jako polityk umiarkowany, przewidywalny i mniej konfliktowy niż liderzy największych ugrupowań. Taki wizerunek sprzyja rankingom zaufania, ale nie zawsze przekłada się na decyzję przy urnie.
Dla PSL wynik lidera jest jednak ostatnią deską ratunku. Pokazuje, że w centrum sceny politycznej nadal istnieje zapotrzebowanie na spokojniejszy język oraz dystans wobec wojny prowadzonej przez największe partie.
Sikorski mocniejszy od Tuska
Na trzecim miejscu znalazł się Radosław Sikorski z wynikiem 41,5 proc. zaufania. Choć stracił 1,1 punktu procentowego, nadal wyprzedza premiera Donalda Tuska o sześć punktów.
To kolejny sygnał, że w obozie władzy osobista pozycja premiera nie jest już tak silna, jak w chwili przejęcia rządów. Tuskowi ufa 35,5 proc. ankietowanych, a jego wynik spadł w ciągu miesiąca o 2,6 punktu.
Sikorski korzysta z roli ministra spraw zagranicznych. Polityka międzynarodowa pozwala mu występować w roli reprezentanta państwa, a nie wyłącznie uczestnika krajowej wojny partyjnej. Jednocześnie niemal połowa badanych deklaruje wobec niego nieufność, co pokazuje, że pozostaje politykiem mocno polaryzującym.
Donald Tusk znajduje się w trudniejszym położeniu. Jako premier odpowiada za całość polityki rządu: gospodarkę, ochronę zdrowia, bezpieczeństwo, podatki i konflikty wewnątrz koalicji. To on płaci polityczną cenę za niezrealizowane obietnice oraz zmęczenie wyborców permanentną konfrontacją.
Zandberg rośnie, Czarnek gwałtownie traci
Wyraźny wzrost zanotował także Adrian Zandberg. Ufa mu 24,5 proc. respondentów, o 6,1 punktu procentowego więcej niż miesiąc wcześniej.
To może oznaczać, że na lewicy pojawia się przestrzeń dla polityka krytycznego zarówno wobec prawicy, jak i wobec rządu Donalda Tuska. Zandberg od dawna próbuje przekonywać, że lewica nie powinna być jedynie liberalnym dodatkiem do Koalicji Obywatelskiej.
Przeciwne zjawisko dotyczy Przemysława Czarnka. Zaufanie do niego spadło o 6,4 punktu procentowego, do poziomu 21,6 proc. To najpoważniejsza strata w rankingu.
Czarnek może skutecznie mobilizować najbardziej ideowy elektorat PiS, ale ma ograniczoną zdolność zdobywania poparcia poza nim. Wynik ten stawia pod znakiem zapytania kreowanie go na przyszłego kandydata partii na premiera. Polityk może być popularny wśród własnych zwolenników, a jednocześnie niezdolny do stworzenia szerszej większości.
Hołownia i Pełczyńska-Nałęcz na marginesie
Na końcu rankingu znaleźli się Szymon Hołownia oraz Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. Marszałkowi Sejmu ufa 18,4 proc. badanych, minister funduszy zaledwie 10,4 proc.
Dla Polski 2050 to polityczny alarm.
Partia, która miała przełamać podział między PO i PiS, coraz wyraźniej traci własną tożsamość. Jej lider nie jest już symbolem nowości, a ministrowie nie budują rozpoznawalności wystarczającej do samodzielnego prowadzenia kampanii.
W polityce pustka długo nie istnieje. Miejsce centrowej, antysystemowej Polski 2050 może przejąć częściowo PSL, ale równie dobrze Konfederacja, przedstawiająca się jako jedyna realna alternatywa wobec starego układu.
Ranking zaufania to nie sondaż wyborczy
Wyników nie należy czytać jak prognozy wyborczej. Zaufanie do polityka nie oznacza automatycznie gotowości do głosowania na jego partię. Można ufać ministrowi obrony, a jednocześnie nie popierać PSL. Można pozytywnie oceniać prezydenta, ale w wyborach parlamentarnych wybrać Konfederację albo PiS.
Ranking pokazuje jednak coś równie ważnego: zdolność polityków do przekraczania granic własnego elektoratu.
Pod tym względem zwycięzcami są Nawrocki, Bosak i Kosiniak-Kamysz. Przegranymi — Tusk, Kaczyński, Czarnek oraz liderzy Polski 2050.
Badanie zostało przeprowadzone przez IBRiS dla Onetu w dniach 24–25 lipca 2026 roku metodą telefonicznych, standaryzowanych wywiadów wspomaganych komputerowo na próbie 1100 dorosłych Polaków.
Prawica bez jednego wodza
Najważniejszy wniosek z sondażu jest prosty: polska scena polityczna pozostaje podzielona, ale oś tego podziału zaczyna się zmieniać.
Przez lata polityka obracała się wokół dwóch nazwisk — Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Dzisiaj obaj przegrywają w rankingu zaufania z młodszymi lub mniej zużytymi politykami.
Karol Nawrocki pozostaje na szczycie, lecz to Krzysztof Bosak wykonał największy skok. Jeżeli ten trend się utrzyma, przyszłe wybory nie będą jedynie kolejnym starciem PiS z Koalicją Obywatelską.
Mogą stać się pierwszymi od wielu lat wyborami, w których o przywództwo na prawicy walczyć będą co najmniej trzy ośrodki: PiS, Konfederacja i Pałac Prezydencki.
Stary duopol wciąż stoi. Ale w jego murach słychać już wyraźne pęknięcia.



Napisz komentarz
Komentarze