Nasz artykuł w skrócie
- Poderwane lotnictwo i alerty RCB w Polsce – atak rosyjskich dronów na zachodnią Ukrainę wywołał podniesienie gotowości obrony powietrznej w województwach lubelskim i podkarpackim. Tragiczne naloty zabiły na Ukrainie co najmniej 8 osób.
- Ostrzeżenia Putina i deklaracja Zełenskiego – Moskwa twierdzi, że wysłanie wojsk europejskich na Ukrainę oznaczałoby wojnę z Rosją. Prezydent Zełenski wyraził gotowość do rozmów z Putinem na szczycie G20 w Miami.
- Kryzys paliwowy i ropa Brent powyżej 104 USD – Arabia Saudyjska zamknęła rurociąg East-West po ataku dronów, a Huti zajęli strategiczną wyspę Perim. W efekcie cena baryłki Brent wzrosła w tydzień o ponad 8 proc., kończąc piątek na poziomie 104,61 dolara.
- Święto Wojsk Lądowych – szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz złożył oficjalne podziękowania żołnierzom za ich codzienną służbę na rzecz bezpieczeństwa granic kraju.
- Jutro Dożynki Polskie w Spale – ogólnopolskie uroczystości startują w niedzielę o 10:30. ŁKA uruchomi specjalne pociągi z Łodzi i Tomaszowa, oferując darmowy powrót dla posiadaczy biletów jednorazowych.
Rosyjskie drony przy granicy. Polska znów podnosi gotowość
Sobota przyniosła obraz, który jeszcze kilka lat temu wyglądałby jak scena z politycznego thrillera. Dziś powoli staje się elementem codzienności.
W związku z rosyjskimi uderzeniami dronów na zachodnią Ukrainę Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podniosło gotowość wybranych sił i środków polskiego systemu obrony powietrznej. W przestrzeni RP operował wojskowy śmigłowiec realizujący zadania związane z monitorowaniem sytuacji i bezpieczeństwem. Wojsko określiło działania jako prewencyjne.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało mieszkańcom województw lubelskiego i podkarpackiego komunikat: „Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Śledź komunikaty”. Ostrzeżenie objęło szeroki pas przygranicznych powiatów.
To szczególny paradoks dzisiejszej Polski. Sobota, szkoły zamknięte, ludzie robią zakupy, jadą na działki albo spacerują. Tymczasem kilkaset kilometrów dalej ktoś siedzi przed ekranem radaru i śledzi punkty, od których może zależeć bezpieczeństwo państwa.
Wojna nie przekroczyła granicy codzienności jednym wielkim krokiem.
Wchodziła w nią stopniowo.
Najpierw przez paski informacyjne. Potem przez ceny paliw. Później przez alarmy RCB.
Osiem osób zabitych. Rosja znów uderza w ukraińskie miasta
Za komunikatami, które w Polsce widzimy na ekranie telefonu, po ukraińskiej stronie kryją się konkretne ofiary.
Według Associated Press rosyjskie ataki przeprowadzone w ostatniej dobie zabiły co najmniej osiem osób i raniły dziesiątki kolejnych. Uderzenia objęły m.in. Zaporoże, Krzywy Róg, Odessę, Kramatorsk i obwód żytomierski. W Odessie 35 osób zostało rannych po nocnym ataku, który poważnie uszkodził budynek mieszkalny.
Ukraina odpowiada własnymi uderzeniami. Według władz w Kijowie zaatakowane zostały m.in. zakłady chemiczne w rosyjskich obwodach samarskim i permskim.
I w tym właśnie momencie dyplomacja zaczyna przypominać teatr absurdu Becketta. Wszyscy czekają na rozmowę, o której wiadomo, że może nie dojść do skutku, podczas gdy za kulisami artyleria nie robi przerwy na zmianę dekoracji.
Putin ostrzega Europę. Zełenski: spotkajmy się w Miami
Władimir Putin oświadczył, że rozmieszczenie wojsk państw europejskich na terytorium Ukrainy zostałoby przez Rosję potraktowane jako wejście Europy do wojny. Jednocześnie zapewniał, że Moskwa nie zamierza atakować krajów europejskich. To rosyjskie stanowisko należy oczywiście odczytywać również jako element presji wobec państw dyskutujących o przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa dla Kijowa.
Kilka godzin później z Kijowa przyszedł komunikat w zupełnie innym tonie. Wołodymyr Zełenski zadeklarował gotowość do bezpośredniego spotkania z Putinem podczas grudniowego szczytu G20 w Miami, jeżeli rosyjski prezydent również tam przyjedzie. Kreml na razie nie potwierdził jego udziału.
Zełenski powiedział, że „liczą się rezultaty”.
To zdanie brzmi rozsądnie, ale wojna nauczyła nas już sceptycyzmu wobec wielkich politycznych zapowiedzi.
Między słowem „pokój” a prawdziwym pokojem mieści się czasami kilka tysięcy kilometrów okopów.
Arabia Saudyjska zamyka naftową arterię
Jeżeli wojna w Ukrainie trzyma Europę w napięciu militarnym, Bliski Wschód coraz mocniej zaciska pętlę na światowej gospodarce.
Arabia Saudyjska zamknęła rurociąg East-West po ataku dronów, które – według Rijadu i Bagdadu – nadleciały z terytorium Iraku, gdzie działają ugrupowania wspierane przez Iran. Irak odwołał w sobotę regionalnego dowódcę wojskowego i wszczął dochodzenie.
Ta informacja jest znacznie poważniejsza, niż sugeruje techniczne słowo „rurociąg”.
Licząca około 1200 kilometrów instalacja przesyłała w ostatnim czasie 4–5 mln baryłek ropy dziennie. Była przede wszystkim alternatywną drogą transportu surowca w sytuacji, gdy żegluga przez Cieśninę Ormuz została mocno ograniczona przez konflikt USA–Iran. Mówimy więc o arterii odpowiadającej za równowartość około 4–5 proc. światowej podaży ropy.
To tak, jakby ktoś najpierw zwęził główną drogę, a następnie zamknął objazd.
Huti na wyspie Perim. Dwa wąskie gardła świata pod presją
Równocześnie wspierani przez Iran Huti przejęli wyspę Perim – znaną też jako Mayun – położoną w cieśninie Bab el-Mandeb u wejścia na Morze Czerwone. To kolejny sukces po wcześniejszym opanowaniu portu Mokha.
Mapa zaczyna wyglądać dla eksporterów ropy wyjątkowo źle.
Na wschodzie – Ormuz.
Na zachodzie – Bab el-Mandeb.
Pomiędzy nimi Arabia Saudyjska.
A droga na północ przez Morze Czerwone prowadzi dalej do Kanału Sueskiego i Europy.
Nie trzeba być admirałem ani maklerem, żeby zobaczyć problem. Jeżeli oba morskie „krany” znajdują się pod presją, cena transportu i energii zaczyna reagować szybciej niż dyplomaci.
Brent 104,61 dolara. Sobota nie handluje, ale ryzyko nie ma weekendu
Ponieważ dziś jest sobota, ostatnim pełnym punktem odniesienia pozostaje piątkowe zamknięcie giełd.
Ropa Brent zakończyła sesję na poziomie 104,61 dolara za baryłkę, WTI na 100,05 dolara. Brent w piątek wprawdzie potaniała o 2,81 proc., ale w skali całego tygodnia oba główne gatunki ropy zyskały ponad 8 proc.
Rynek chwilowo uspokoiły informacje o próbach wypracowania przez państwa Bliskiego Wschodu porozumienia dotyczącego żeglugi przez Ormuz.
Tyle że w międzyczasie zamknięto saudyjski rurociąg i Huti zajęli Perim.
Dlatego na pytanie, czy poniedziałek zacznie się od dalszego wzrostu cen, dzisiaj nie ma uczciwej odpowiedzi.
Jest tylko pewność, że inwestorzy będą patrzeć na Bliski Wschód znacznie uważniej niż na wykresy techniczne.
A kierowcy w Tomaszowie – na pylony stacji paliw.
Święto Wojsk Lądowych. W Tomaszowie ta data ma inny ciężar
12 września w Polsce obchodzone jest Święto Wojsk Lądowych, ustanowione w rocznicę zwycięstwa Jana III Sobieskiego pod Wiedniem w 1683 roku.
Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz podziękował dziś żołnierzom i ich rodzinom za codzienną służbę oraz podkreślił znaczenie modernizacji armii, interoperacyjności z sojusznikami i przeciwdziałania zagrożeniom hybrydowym ze Wschodu.
W Tomaszowie Mazowieckim ta data ma szczególny wymiar.
Tutaj stacjonuje 25. Brygada Kawalerii Powietrznej, związek taktyczny Wojsk Lądowych specjalizujący się w działaniach aeromobilnych i powietrznoszturmowych. W poprzednich latach 12 września w brygadzie organizowano uroczyste apele, wręczano wyróżnienia i przypominano znaczenie tej formacji dla systemu obronnego państwa.
Historia potrafi być złośliwie symboliczna.
343 lata temu Sobieski szedł pod Wiedeń.
Dzisiaj, dokładnie w rocznicę tamtej bitwy, polscy żołnierze ponownie obserwowali niebo na wschodniej flance Europy.
Łódź zamyka Piotrkowską słupkami
W województwie łódzkim sobota przynosi również zmianę znacznie bardziej przyziemną, choć dla kierowców konkretną.
Zgodnie z zapowiedzią władz Łodzi od 12 września automatyczne słupki ograniczające ruch na części ulicy Piotrkowskiej mają działać także w weekendy – na odcinku od Rewolucji 1905 r. do al. Roosevelta. System był przez kilka miesięcy testowany, a jego pełne uruchomienie przesunięto wcześniej właśnie po to, by usunąć ostatnie błędy techniczne.
Łódź próbuje w ten sposób coraz mocniej oddzielić reprezentacyjną ulicę miasta od tranzytu samochodowego.
Nie jest to wydarzenie na miarę zamknięcia Ormuz.
Ale kierowcy, którzy wjadą pod słupek, prawdopodobnie będą mieli inne zdanie.
Jutro Spała stanie się stolicą polskiej wsi
Na koniec wiadomość najbliższa Tomaszowowi.
W niedzielę, 13 września, od godz. 10.30 rozpoczną się Dożynki Polskie w Spale. Gospodarzem i honorowym patronem wydarzenia będzie minister rolnictwa Stefan Krajewski. W programie są msza polowa, korowód, tradycyjne obrzędy, prezentacja wieńców, wręczenie odznaczeń „Zasłużony dla Rolnictwa”, występy zespołów oraz strefa wystawiennicza. Wstęp jest wolny.
Historia spalskich dożynek sięga 1927 roku i prezydenta Ignacego Mościckiego. Przed wojną Spała była jednym z miejsc, w których państwo II Rzeczypospolitej budowało ceremoniał spotkania wsi z najwyższymi władzami. Po latach przerwy tradycja wróciła, a od ubiegłego roku odbywa się w formule Dożynek Polskich organizowanych przez resort rolnictwa.
Dla mieszkańców Tomaszowa ważny jest również dojazd. Łódzka Kolej Aglomeracyjna przygotowała dodatkowe połączenia, w tym kursy z Tomaszowa Mazowieckiego. Pasażerowie posiadający bilet jednorazowy do Spały będą mogli wrócić pociągiem bezpłatnie.
Program Dożynek Polskich w Spale
Rozkład dodatkowych pociągów z Tomaszowa i Łodzi
I w tym miejscu sobotni przegląd zatacza ciekawą klamrę.
Świat patrzy na Ormuz, Bab el-Mandeb, Ukrainę i radary.
Jutro kilka kilometrów od Tomaszowa ludzie będą patrzeć na chleb, zboże i wieńce.
Może właśnie dlatego dożynki przetrwały tyle epok.
Przypominają bowiem o rzeczy bardziej podstawowej niż polityka:
niezależnie od tego, kto przemawia z trybuny i gdzie spadają rakiety, ktoś musi zasiać, zebrać i położyć chleb na stole.



Napisz komentarz
Komentarze