W 1927 roku ukazała się niewielka, dziś niemal zapomniana publikacja pod tytułem „Sześć lat działalności Zarządu miasta Tomaszowa Mazowieckiego. Od 16 lipca 1921 do lipca 1927 r.”. To nie tylko urzędowe podsumowanie kadencji. To fotograficzny i opisowy portret miasta, które próbowało wyrwać się z prowincjonalnej niemocy i zbudować podstawy nowoczesnego samorządu.
Pożółkłe strony, portrety urzędników, zdjęcia szkół i miejskich inwestycji przypominają kronikę z czasów, gdy każda nowa sala lekcyjna, każdy most i każdy publiczny budynek były wydarzeniem na miarę lokalnej rewolucji.

Miasto po wojnie
Zarząd miasta, wybrany 16 lipca 1921 roku, obejmował Tomaszów w niezwykle trudnym momencie. Polska dopiero odbudowywała administrację i gospodarkę po latach zaborów, wojnie światowej oraz konflikcie z bolszewicką Rosją.
Samorząd musiał mierzyć się z drożyzną, bezrobociem, niedostatkiem mieszkań i zniszczoną infrastrukturą. Budżet miejski był narażony na skutki gwałtownej inflacji. Pieniądz tracił wartość szybciej, niż urzędnicy zdążyli planować kolejne inwestycje.
Na czele Zarządu Miasta stanął Karol Lechowicz, którego portret znalazł się na jednej z pierwszych stron publikacji. Autorzy sprawozdania przedstawiali działalność władz jako próbę nadrobienia wieloletnich zaniedbań i uporządkowania podstawowych spraw komunalnych.
Nie były to czasy wielkich strategii zapisanych w kolorowych prezentacjach. Miasto potrzebowało rzeczy podstawowych: szkół, opieki medycznej, bezpiecznych przepraw, higieny i sprawnej administracji.

Szkoły ważniejsze niż reprezentacyjne przemówienia
Jednym z najpoważniejszych problemów Tomaszowa było szkolnictwo powszechne. Dzieci uczyły się często w wynajmowanych, rozproszonych i niedostosowanych pomieszczeniach. Brakowało sal, zaplecza oraz właściwych warunków sanitarnych.
Ówczesne władze postawiły więc na budowę nowych obiektów szkolnych. W publikacji znalazło się między innymi zdjęcie okazałego budynku podpisanego jako Szkoła Powszechna nr 25. Dziś fotografia może sprawiać wrażenie zwyczajnego dokumentu epoki. W latach 20. taki gmach był jednak czymś znacznie więcej – obietnicą, że dziecko robotnika czy rzemieślnika otrzyma dostęp do nauki w warunkach godnych odrodzonego państwa.
Inwestycje szkolne pochłaniały ogromne środki, ale Zarząd Miasta uznawał je za jeden ze swoich najważniejszych obowiązków. Tomaszów był dynamicznie rozwijającym się ośrodkiem przemysłowym, a liczba mieszkańców rosła. Bez nowych szkół miasto nie było w stanie zapewnić dzieciom realizacji obowiązku nauki.
Na kartach sprawozdania wyraźnie widać, że edukację traktowano nie jako dodatek do polityki miejskiej, lecz jako jej fundament.

Zdrowie publiczne bez nowoczesnego szpitala i laboratoriów
Drugim wielkim wyzwaniem była opieka zdrowotna. Miasto borykało się z problemami sanitarnymi, chorobami zakaźnymi i niewystarczającą bazą leczniczą. W epoce sprzed powszechnego stosowania antybiotyków nawet zwykłe zakażenie mogło zakończyć się tragicznie.
Władze podejmowały działania związane z rozwojem miejskich placówek medycznych, poprawą warunków sanitarnych i organizacją pomocy dla mieszkańców. Była to epoka, w której samorząd musiał jednocześnie walczyć z ubóstwem, niedożywieniem i chorobami pojawiającymi się szczególnie łatwo w zatłoczonych dzielnicach robotniczych.
Symbolem troski o higienę stał się widoczny w publikacji miejski zakład kąpielowy. Dzisiaj publiczna łaźnia może kojarzyć się z odległą przeszłością. Wówczas była jedną z najważniejszych instytucji zdrowia publicznego. W wielu mieszkaniach nie było łazienek ani bieżącej wody. Możliwość skorzystania z kąpieli miała więc znaczenie nie tylko obyczajowe, ale przede wszystkim sanitarne.
Samorząd nie budował luksusu. Budował elementarne warunki życia.

Most przez Wolbórkę – inwestycja, którą widać było każdego dnia
Na jednej z fotografii utrwalono most przez Wolbórkę przy ulicy Żelaznej. Zdjęcie jest surowe: konstrukcja, rzeka, przemysłowy krajobraz i robotniczy Tomaszów w tle.
Budowa i naprawa przepraw były dla miasta sprawą zasadniczą. Rzeki, zakłady przemysłowe i rozwijająca się zabudowa wyznaczały codzienne trasy tysięcy mieszkańców. Most nie był reprezentacyjną dekoracją. Decydował o tym, czy ludzie mogli bezpiecznie dostać się do pracy, szkoły albo na targ.
Publikacja pokazuje, że Zarząd Miasta zajmował się również ulicami, komunikacją, oświetleniem oraz innymi urządzeniami komunalnymi. Lista potrzeb była niemal nieskończona, a możliwości finansowe – bardzo ograniczone.
Tomaszów przypominał wówczas plac budowy, na którym brakowało zarówno pieniędzy, jak i materiałów. Mimo to kolejne przedsięwzięcia doprowadzano do końca.

Tomaszów chciał być prawdziwym ośrodkiem administracyjnym
Ambicje ówczesnych władz wykraczały poza budowę szkół i mostów. Zarząd zabiegał o zwiększenie znaczenia Tomaszowa jako ośrodka administracyjnego.
Starania przyniosły częściowy skutek. W mieście utworzono placówki administracji państwowej, w tym ekspozytury urzędów. W publikacji znalazło się także zdjęcie okazałego gmachu Banku Polskiego w Tomaszowie Mazowieckim.
Takie instytucje miały znaczenie praktyczne, ale również prestiżowe. Miasto przemysłowe, liczące tysiące mieszkańców i odgrywające ważną rolę gospodarczą, nie chciało pozostawać administracyjnym dodatkiem do większych sąsiadów.
Była to walka o pozycję Tomaszowa na mapie II Rzeczypospolitej – prowadzona nie tylko uchwałami, lecz także budynkami, urzędami i konsekwentnym zabieganiem o państwowe instytucje.

Ratusz, czyli kamień węgielny pod nowy Tomaszów
Najbardziej symboliczną inwestycją tamtych lat była budowa ratusza miejskiego.
Na zachowanej fotografii widać tablicę pamiątkową informującą, że 24 czerwca 1925 roku, w obecności prezydenta Rzeczypospolitej Stanisława Wojciechowskiego, położono kamień węgielny pod budowę gmachu. Ratusz wzniesiono staraniem Zarządu Miasta kierowanego przez prezydenta Karola Lechowicza.
Budynek zaprojektował architekt Aleksander Raniecki, a uroczyste otwarcie nastąpiło w czerwcu 1927 roku.
Dla międzywojennego Tomaszowa ratusz był tym, czym dla bohaterów „Ziemi obiecanej” fabryka – świadectwem aspiracji, sprawczości i przekonania, że przyszłość można wznieść z cegły, zaprawy oraz politycznej determinacji. Tym razem jednak nie chodziło o prywatną fortunę przemysłowca. Chodziło o siedzibę wspólnoty.
Nowy gmach miał mówić mieszkańcom i przyjezdnym: Tomaszów nie jest już tylko osadą fabryczną. Jest miastem świadomym swojej pozycji.
Urzędowe sprawozdanie czy pomnik własnej kadencji?
Oczywiście publikację z 1927 roku należy czytać krytycznie. Została przygotowana jako podsumowanie działalności władz, dlatego eksponowała sukcesy, a znacznie mniej miejsca poświęcała konfliktom, niepowodzeniom czy krytyce Zarządu.
Jest w niej nuta politycznej autopromocji, doskonale znana także współczesnym samorządom. Ówcześni włodarze również chcieli pozostawić po sobie korzystny obraz. Różnica polega na tym, że swoją narrację opierali na konkretnych obiektach: szkołach, moście, zakładzie kąpielowym, instytucjach miejskich i ratuszu.
Nawet jeśli sprawozdanie było pomnikiem wystawionym własnej kadencji, pomnik ten miał solidne fundamenty.
Miasto budowane bez wielkich programów i europejskich funduszy
Z perspektywy niemal stu lat największe wrażenie robi skala wyzwań. Samorząd nie dysponował funduszami europejskimi, wieloletnimi programami ministerialnymi ani rozwiniętym systemem dotacji. Funkcjonował w państwie, które samo dopiero budowało swoje instytucje.
Mimo kryzysów, inflacji i niedostatku Tomaszów rozwijał edukację, zdrowie publiczne, administrację i infrastrukturę komunalną.
Pożółkła książeczka z 1927 roku przypomina, że historia miasta nie powstawała wyłącznie podczas wielkich bitew i politycznych przełomów. Tworzyła się również wtedy, gdy robotnicy wylewali fundamenty szkoły, budowali most nad Wolbórką albo wznosili mury ratusza.
To właśnie z takich decyzji wyrasta współczesne miasto.
I być może najważniejsza lekcja płynąca z archiwalnego sprawozdania brzmi dziś zaskakująco aktualnie: samorząd ocenia się nie po liczbie przemówień, lecz po tym, co po jego kadencji pozostaje mieszkańcom.



Napisz komentarz
Komentarze