Spór w PiS przestał być wewnętrzną dyskusją o programie. Stał się walką o to, kto ma prawo uważać się za człowieka prawicy, kto jest wystarczająco lojalny i kto może samodzielnie myśleć. Posłowie związani ze stowarzyszeniem Rozwój Plus nie podpisali oświadczenia o nieprzynależeniu do innych organizacji. Jarosław Kaczyński uznał, że oznacza to faktyczne odejście z partii. Mateusz Morawiecki i jego zwolennicy przekonują natomiast, że żadnych rezygnacji nie składali i do końca szukali porozumienia. Ostateczną decyzję ma podjąć Komitet Polityczny PiS.
To konflikt nie tylko personalny. To spór dwóch sposobów uprawiania polityki. Pierwszy zakłada poszerzanie społecznego poparcia, rozmowę z przedsiębiorcami, samorządowcami, młodszymi wyborcami oraz ludźmi, którzy nie chcą żyć w permanentnej wojnie plemiennej. Drugi opiera się na dyscyplinie, centralnym sterowaniu oraz przekonaniu, że kto nie podporządkowuje się bezwarunkowo, ten staje się podejrzany.
Brzmi znajomo?
Tomaszowskie laboratorium podziału
W Tomaszowie Mazowieckim podobny spektakl oglądamy od lat. Zmieniają się role, dekoracje i oficjalne uzasadnienia, ale scenariusz pozostaje ten sam. Zamiast usiąść przy jednym stole, ustalić najważniejsze potrzeby miasta i powiatu, a następnie wspólnie szukać pieniędzy oraz rozwiązań, część lokalnych polityków poświęca więcej energii na zwalczanie konkurentów niż na rozwiązywanie problemów mieszkańców.
Najlepiej widać to na przykładzie dwóch polityków, którzy przez lata funkcjonowali w szeroko rozumianym obozie Prawa i Sprawiedliwości: Marcina Witki i Mariusza Węgrzynowskiego.
Obaj wyrośli z tradycji prawicowych, ale reprezentują zupełnie inne style działania.
Marcin Witko, wcześniej związany między innymi z PSL i Stronnictwem „Piast”, zaczynał jako nauczyciel, instruktor artystyczny oraz pracownik instytucji kultury. Później został posłem, a od 2014 roku jest prezydentem Tomaszowa Mazowieckiego.
Jego polityczny życiorys pokazuje, że potrafił rozmawiać z przedstawicielami różnych środowisk. Nie oznacza to braku sporów ani błędów. Oznacza jednak zdolność do zawierania porozumień wtedy, kiedy interes miasta wymaga wyjścia poza partyjny okop.
Mariusz Węgrzynowski zaczynał w Lidze Polskich Rodzin Romana Giertycha, a później przez lata budował natomiast swoją pozycję w powiatowych strukturach PiS. Zbudował sekciarską organizację, gdzie jakakolwiek dyskusja jest zbędna. Jako starosta i przewodniczący lokalnych struktur partii stał się jednym z najważniejszych uczestników walki o władzę w powiecie. W listopadzie 2025 roku został odwołany z funkcji starosty. Za odwołaniem głosowało czternastu radnych, a przeciw był tylko jeden. Większość radnych PiS opuściła wówczas salę.
To nie był zwykły kryzys personalny. Był to finał modelu polityki opartego na kolejnych konfliktach, coraz węższym kręgu zaufania i traktowaniu samodzielności innych ludzi jak zagrożenia.
Witko usunięty, bo nie chciał uczestniczyć w wojnie
Symboliczne znaczenie miało późniejsze usunięcie Marcina Witki z PiS. Informacja o skreśleniu prezydenta Tomaszowa z listy członków partii została publicznie ogłoszona w styczniu 2026 roku. Jako jeden z powodów wskazywano udział jego środowiska w zmianie władz powiatu i odwołaniu Mariusza Węgrzynowskiego.
W praktyce oznaczało to, że człowiek trzykrotnie wybierany na prezydenta miasta, wcześniej poseł PiS, został potraktowany nie jak partner do rozmowy, lecz jak przeciwnik, którego należy usunąć.
Mechanizm jest niemal identyczny z tym, który dziś obserwujemy w Warszawie. Najpierw stawia się ultimatum. Później ogłasza, że ktoś sam odszedł, chociaż zainteresowany twierdzi, że żadnej rezygnacji nie składał. Na końcu buduje się opowieść o zdradzie, nielojalności i spisku.
W polityce opartej na nieustannej próbie lojalności nie ma miejsca na ludzi samodzielnych. Są tylko posłuszni i podejrzani.
Morawiecki, samorządy i konkretne inwestycje
Marcin Witko, komentując obecny konflikt w PiS, przypomniał swoją wieloletnią współpracę z Mateuszem Morawieckim.
„Mateusza Morawieckiego znam od wielu lat. Nie tylko z dzisiejszej perspektywy, ale przede wszystkim z czasu, gdy stał na czele rządu. Był jednym z nielicznych premierów, którzy regularnie spotykali się z samorządowcami, słuchali naszych problemów i szukali rozwiązań”.
Prezydent Tomaszowa wskazał również konkretne inwestycje, które udało się zrealizować dzięki wsparciu rządu Morawieckiego: hospicjum, nowe schronisko dla zwierząt, stadion oraz żłobek.
To właśnie na poziomie konkretnych inwestycji najlepiej widać różnicę między polityką nastawioną na rezultat a polityką karmiącą się konfliktem. Mieszkańca nie interesuje przecież, kto z kim siedział przy jednym stole, kto komu podał rękę i czyja frakcja zdobyła kilka punktów przewagi. Mieszkańca interesuje, czy powstał żłobek, hospicjum, droga, szkoła, miejsce pracy albo obiekt sportowy.
Samorząd nie jest seminarium ideologicznym. Jest warsztatem. Liczy się to, co z niego wyjeżdża.
Termy, których nie zbudowano
Najbardziej jaskrawym symbolem lokalnej wojny stała się sprawa tomaszowskich term. W lipcu 2024 roku inwestycja została zablokowana przez większość Rady Miejskiej. Za zmianami umożliwiającymi jej realizację zagłosowało siedmioro radnych związanych z Marcinem Witką. Przeciw było trzynastu przedstawicieli różnych ugrupowań, w tym KO, PiS, Trzeciej Drogi i komitetu Wszyscy Razem. Przeciwnicy wskazywali przede wszystkim na wysokie koszty przedsięwzięcia.
Można dyskutować o skali inwestycji. Można pytać o koszty utrzymania, źródła finansowania i ryzyka dla budżetu. To obowiązek radnych. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy merytoryczna analiza ustępuje miejsca politycznej zasadzie: nie poprzemy tego, ponieważ proponuje to ktoś z przeciwnego obozu.
W Tomaszowie zbyt często nie ocenia się pomysłu. Najpierw sprawdza się nazwisko jego autora.
Marcin Witko uważa, że termy powstałyby, gdyby nie polityczna blokada radnych związanych z posłem Adrianem Witczakiem i Mariuszem Węgrzynowskim. To jego polityczna ocena, ale trudno zaprzeczyć samemu wynikowi głosowania: projekt zatrzymano ponadpartyjną większością, mimo wcześniejszych deklaracji o potrzebie rozwoju turystycznego miasta.
Dziś koncepcja term powraca, a według lokalnych mediów ma być uzupełniona o zaplecze hotelowe. To najlepszy dowód, że problem nie umarł wraz z jednym głosowaniem. Stracono natomiast czas – najcenniejszą walutę każdego samorządu.
Ludzie misji i ludzie stanowisk
Nie każda osoba wchodząca do polityki kieruje się tym samym.
Jedni traktują mandat, urząd albo partyjną legitymację jako narzędzie służby. Potrafią rozmawiać nawet z przeciwnikiem, ponieważ wiedzą, że wodociąg, szpital czy ulica nie mają barw partyjnych.
Inni potrzebują polityki jak sceny. Muszą mieć stanowisko, przeciwnika i konflikt. Bez wojny tracą znaczenie, dlatego wojna musi trwać. Gdy zabraknie rzeczywistego wroga, trzeba go stworzyć we własnym środowisku. Kwintesencja PiS-u.
To właśnie odróżnia ludzi z poczuciem społecznej misji od politycznych oportunistów. Nie legitymacja partyjna, nie deklarowana ideologia i nie zdjęcie z liderem podczas konwencji. Różnicę ujawnia zachowanie w chwili próby: czy człowiek potrafi ustąpić, porozumieć się, podzielić odpowiedzialnością i poprzeć dobry pomysł konkurenta.
Prawica dwóch płuc czy prawica jednej komendy?
Mateusz Morawiecki mówi dziś o strategii „dwóch płuc”. O partii zdolnej pomieścić różne tradycje prawicy, rozmawiać z przedsiębiorcami, samorządowcami, konserwatystami oraz umiarkowanym centrum. Jarosław Kaczyński odpowiada, że stowarzyszenie byłego premiera stało się elementem planu podziału partii.
Podobny wybór stoi przed lokalną polityką.
Można budować szerokie porozumienia wokół inwestycji, szpitala, dróg, edukacji i pomocy społecznej. Można też urządzać kolejne polowania na nielojalnych, organizować konferencje przeciwko własnym niedawnym kolegom i rozliczać ludzi nie z efektów pracy, lecz z tego, z kim rozmawiali.
Tomaszów potrzebuje polityków zdolnych oddychać oboma płucami. Miasto i powiat duszą się bowiem wtedy, gdy jedna grupa próbuje zatkać usta wszystkim pozostałym.
Pod tymi słowami warto się podpisać
Marcin Witko mówi:
„Od lat lokalnie obserwuję bardzo podobny mechanizm do tego, o którym dziś mówi Mateusz Morawiecki. Dlatego wiele słów zawartych w tym oświadczeniu jest mi szczególnie bliskich. To ważny głos o odpowiedzialności, jedności i o tym, że wewnętrzne spory nie mogą przesłaniać tego, co najważniejsze – pracy dla ludzi. Pod tezami przedstawionymi w tym wystąpieniu



Napisz komentarz
Komentarze