Nasz artykuł w skrócie
- 27 lat więzienia za zabójstwo – taki nieprawomocny wyrok usłyszał Bartosz T. za śmierć 25-letniej Oliwii R. z Tomaszowa Mazowieckiego. Kara łączna wynosi 28 lat więzienia.
- Tragedia przy ul. Browarnej – do zbrodni doszło 27 lutego 2026 roku. W mieszkaniu znajdował się około dwuletni syn kobiety, który później próbował obudzić matkę.
- Zadośćuczynienie i niejawny proces – sąd zasądził od oskarżonego po 100 tys. zł dla każdego z rodziców zmarłej. Sprawa toczyła się z wyłączeniem jawności.
- Cudem przeżyła wypadek na S8 – niespełna rok przed śmiercią Oliwia przeszła około dziesięciu operacji po ciężkim wypadku drogowym, walcząc o powrót do dzieci.
- Wyrok nie jest prawomocny – stronom przysługuje prawo do złożenia apelacji od ogłoszonego orzeczenia.
Był piątkowy wieczór, 27 lutego 2026 roku. Osiedle Browarna w Tomaszowie Mazowieckim, zamknięte, monitorowane, przez mieszkańców postrzegane jako spokojne. W jednym z mieszkań była 25-letnia Oliwia R. i jej mały syn.
Według informacji Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim do zabójstwa doszło około godziny 22.40. Prokuratura ustaliła, że kobieta została zaatakowana nożem. Ciosy zadano w okolice głowy, szyi i górnej części pleców. Obrażenia były śmiertelne.
Nie ma potrzeby szczegółowo ich opisywać. Dla zrozumienia tego, co wydarzyło się w mieszkaniu, wystarczy jedno słowo: kilkanaście. W relacjach z późniejszego procesu pojawia się liczba 16 uderzeń nożem, inne materiały mówią o co najmniej 12 ciosach. Niezależnie od sposobu liczenia obrażeń sąd nie miał wątpliwości co do charakteru i intensywności ataku.
Następnego dnia nikt nie mógł się do niej dodzwonić
W sobotę rodzina próbowała skontaktować się z Oliwią. Bezskutecznie. Bliscy pojechali więc na Browarną.
Przed godziną 14 tomaszowska policja otrzymała zgłoszenie o znalezieniu w mieszkaniu ciała młodej kobiety. Na miejsce przyjechali policjanci, prokurator oraz biegły z zakresu medycyny sądowej.
W mieszkaniu znajdowało się także małe dziecko Oliwii. Według relacji opublikowanych po procesie chłopiec, mający około dwóch lat, znalazł matkę i próbował ją obudzić. Drugiego dziecka kobiety nie było wówczas w domu.
Ten fragment sprawy jest być może trudniejszy do opisania niż samo zabójstwo. Dwuletnie dziecko nie rozumie śmierci tak jak dorosły. Nie zna słów „zbrodnia”, „śledztwo”, „wyrok”. Widzi mamę, która się nie rusza. I próbuje ją obudzić.
Kilka miesięcy później właśnie do tego obrazu wróci sąd.
Zatrzymanie dwa dni później
Śledztwo ruszyło natychmiast. Tomaszowskich policjantów wspierali funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. Wieczorem 1 marca zatrzymano 22-letniego mieszkańca Piotrkowa Trybunalskiego — Bartosza T.
Następnego dnia został doprowadzony do Prokuratury Rejonowej w Tomaszowie Mazowieckim. Usłyszał zarzut zabójstwa. Nie przyznał się wówczas do jego popełnienia. Tego samego dnia Sąd Rejonowy zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące.
W pierwszych dniach po tragedii śledczy nie ujawniali motywu. W przestrzeni publicznej pozostawały więc pytania: dlaczego? Co wydarzyło się tamtego wieczoru? Co poprzedziło atak?
Na odpowiedzi trzeba było czekać do procesu.
Sam proces przed Sądem Okręgowym w Piotrkowie Trybunalskim został wyłączony z jawności. Oznacza to, że opinia publiczna nie poznała wszystkich zeznań świadków, opinii biegłych ani materiału dowodowego zgromadzonego w aktach. Relacje z tej sprawy należy więc budować przede wszystkim z oficjalnych komunikatów organów ścigania oraz informacji ujawnionych przy ogłaszaniu wyroku.
Nie 28 lat za zabójstwo. To ważna różnica
27 sierpnia Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim wydał wyrok.
I tutaj trzeba uporządkować informację, która w części późniejszych publikacji została sprowadzona do krótkiego hasła: „28 lat za zabójstwo”.
Za zabójstwo Oliwii R. Bartosz T. został nieprawomocnie skazany na 27 lat pozbawienia wolności.
Nie był to jednak jedyny czyn objęty wyrokiem.
Przed tragedią na Browarnej, 9 i 14 stycznia 2026 roku, Bartosz T. wraz z inną osobą uczestniczył również w kradzieżach w dwóch bełchatowskich drogeriach. W tamtym czasie bełchatowska policja poszukiwała dwóch młodych mężczyzn, którzy ukradli perfumy o łącznej wartości blisko 6200 zł.
Za te czyny sąd wymierzył dodatkowe kary. Dopiero po ich połączeniu z karą za zabójstwo zapadła kara łączna 28 lat pozbawienia wolności.
To nie jest wyłącznie prawniczy szczegół. Między zdaniem „28 lat za zabójstwo” a „27 lat za zabójstwo i 28 lat kary łącznej” istnieje konkretna różnica wynikająca z sentencji wyroku.
Sąd zasądził ponadto od Bartosza T. po 100 tys. zł zadośćuczynienia dla każdego z rodziców Oliwii. Wyrok pozostaje nieprawomocny.
SMS, złość i decyzja
Dopiero podczas ogłaszania wyroku publicznie pojawiło się więcej informacji o tym, co poprzedziło atak.
Sędzia Magdalena Zapała-Nowak mówiła, że Oliwia wysłała wiadomość SMS do ojca jednego ze swoich dzieci. Według ustaleń sądu wywołało to złość Bartosza T. i stało się bezpośrednim impulsem poprzedzającym jego działanie.
Trzeba tu zachować precyzję języka. SMS nie „spowodował” zabójstwa. Wiadomość wysłana przez kobietę nie może być przedstawiana jako usprawiedliwienie ani przerzucenie choćby części odpowiedzialności na ofiarę. Była okolicznością poprzedzającą czyn — odpowiedzialność za podjętą decyzję i jej konsekwencje sąd przypisał sprawcy.
Sąd nie dopatrzył się istotnych okoliczności łagodzących. Zwrócił także uwagę, że po ataku oskarżony nie podjął działań, które mogłyby pomóc ciężko rannej kobiecie. Sędzia mówiła, że — w ocenie sądu — oskarżonego należy odizolować od społeczeństwa „na bardzo długo”.
Szczególne miejsce w ustnym uzasadnieniu zajęła obecność małego dziecka.
Bartosz T. wiedział, że chłopiec znajduje się w mieszkaniu. Nie wiadomo i prawdopodobnie nigdy nie będzie wiadomo, ile dziecko widziało i zapamiętało. Sąd wskazał jednak, że sam kontakt ze zmarłą matką może pozostawić ślad na całe życie.
Za liczbami w sądowej sentencji — 27 lat, 28 lat, 100 tysięcy — kryje się więc coś, czego żaden wyrok nie jest w stanie odwrócić. Dwoje dzieci dorastać będzie bez matki.
Wyrok z 27 sierpnia nie kończy jeszcze sprawy prawomocnie. Strony mogą go zaskarżyć. W przypadku wniesienia apelacji orzeczenie Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim będzie kontrolowane przez Sąd Apelacyjny w Łodzi.
Rok wcześniej walczyła, żeby wrócić do dzieci
Jest w tej historii jeszcze jeden rozdział. Bez niego pozostaje ona niepełna.
Niespełna rok przed nocą na Browarnej Oliwia również znalazła się na granicy życia i śmierci.
W marcu 2025 roku wracała samochodem ze znajomymi. Na trasie S8 auto odmówiło posłuszeństwa. Zatrzymała się, włączyła światła awaryjne i wysiadła, żeby ustawić trójkąt ostrzegawczy.
Wtedy uderzył w nią przejeżdżający bus.
Obrażenia były bardzo poważne. Kobieta trafiła do szpitala, przez pierwsze doby była utrzymywana w śpiączce i oddychała przy pomocy respiratora. Spędziła w szpitalu około ośmiu tygodni i przeszła dziesięć operacji. Na jej leczenie oraz rehabilitację zorganizowano zbiórkę.
Oliwia pisała wtedy:
„Miałam i mam w głowie tylko jeden cel – wrócić w pełni sił do moich dzieci! Nie mogę się poddać”.
I wróciła.
Po tygodniach szpitala, kolejnych operacjach i rehabilitacji wróciła do życia, którego tak bardzo chciała — przede wszystkim do swoich dzieci.
Niespełna rok później, 28 lutego, jedno z nich próbowało obudzić ją w mieszkaniu na Browarnej.
Tym razem nie mogła już odpowiedzieć.



Napisz komentarz
Komentarze