Ewakuowano około 150 mieszkańców, na miejsce ściągnięto kilkanaście zastępów straży i inne służby. Dziś, kilkanaście dni po dramatycznym zdarzeniu z 30 lipca, wiadomo już, że sprawa nie zakończyła się wraz z ugaszeniem ostatnich płomieni. Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Mazowieckim prowadzi śledztwo.
Prokuratura chce przede wszystkim ustalić, jak dokładnie doszło do rozszczelnienia gazociągu oraz czy powstały wybuch i pożar stanowiły realne zagrożenie dla życia i zdrowia wielu ludzi albo dla mienia znacznej wartości. W tym celu do sprawy został powołany biegły z zakresu pożarnictwa.
Przepust pod drogą, przyłącze wodociągowe i uszkodzony gazociąg
Do zdarzenia doszło 30 lipca 2026 roku przy ulicy Zawadzkiej w Tomaszowie Mazowieckim. Według informacji Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim prowadzono tam prace ziemne związane z wykonaniem przepustu pod drogą, który miał umożliwić wykonanie przyłącza wodociągowego do prywatnej posesji. Podczas robót doszło do rozszczelnienia gazociągu.
To właśnie ten szczegół ma dziś podstawowe znaczenie dla śledztwa. Nie chodzi już wyłącznie o odpowiedź na pytanie, co się stało, bo przebieg zdarzenia jest w ogólnych zarysach znany. Trzeba ustalić, dlaczego gazociąg został uszkodzony, czy prace były właściwie przygotowane i prowadzone oraz czy zachowano wszystkie wymagane zasady bezpieczeństwa.
Lokalne ustalenia wskazują, że przy wykonywaniu przyłącza pracowali dwaj mężczyźni w wieku 28 i 29 lat. Policja informowała, że prawdopodobnie podczas tych robót doszło do uszkodzenia znajdującej się pod ziemią rury gazowej. To jednak nadal ustalenia dotyczące przebiegu zdarzenia, a nie rozstrzygnięcie o odpowiedzialności karnej którejkolwiek osoby.
Gazociąg średniego ciśnienia. Ogień dotarł do domu
Mł. kpt. Artur Malinowski z Komendy Powiatowej PSP w Tomaszowie Mazowieckim przekazywał, że uszkodzony został gazociąg średniego ciśnienia. Uwalniający się gaz zapalił się, a pożar objął część pobliskiego jednorodzinnego budynku mieszkalnego.
Skala zagrożenia była ogromna. Z okolicznych posesji ewakuowano około 150 osób. Radio Łódź informowało o skierowaniu na miejsce 13 zastępów straży pożarnej, policji, ratowników medycznych oraz pogotowia gazowego.
Z domu objętego pożarem ewakuowano dwie osoby. Jedna z mieszkanek źle się poczuła i została przewieziona do szpitala. W późniejszej relacji Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego podano, że kobieta ma 92 lata. Policja informowała jednocześnie, że w wyniku samego zdarzenia nikt nie odniósł obrażeń.
To ważne uzupełnienie pierwszych informacji. W pierwszych godzinach po wybuchu wiek kobiety szacowano na około 80 lat, dlatego takie dane pojawiły się również w relacjach regionalnych mediów.
Półtorej godziny do odcięcia gazu
Jednym z najbardziej dramatycznych elementów akcji była walka nie tylko z ogniem, ale również z samym źródłem zagrożenia. Dopóki gaz wydobywał się z uszkodzonego przewodu, strażacy musieli jednocześnie chronić sąsiednią zabudowę i kontrolować płomienie.
Według Radia Łódź dopływ gazu udało się odciąć po około półtorej godzinie działań. Później strażacy nadal wykonywali pomiary stężenia gazu w rejonie awarii, aby upewnić się, że nie ma ryzyka kolejnego zapłonu.
Skalę akcji dobrze pokazuje ilość wykorzystanej wody. Według informacji przekazanych przez tomaszowskich strażaków zużyto jej około 300 metrów sześciennych. Część tłoczono z Wolbórki, znajdującej się około 550 metrów od miejsca pożaru, za pomocą zbudowanej przez strażaków magistrali wodnej.
W działaniach uczestniczyli strażacy z JRG Tomaszów Mazowiecki i JRG nr 4 w Łodzi oraz jednostki OSP między innymi z Ujazdu, Nagórzyc, Ludwikowa, Białobrzegów, Lubochni i Przesiadłowa. Na miejscu pojawili się także przedstawiciele władz miasta, nadzoru budowlanego i zarządzania kryzysowego.
W pierwszych minutach informowaliśmy z miejsca zdarzenia
NaszTomaszow.pl informował o wybuchu już 30 lipca. Świadkowie opisywali wówczas ogromne płomienie widoczne z dużej odległości. Radny Piotr Koziorowski mówił naszej redakcji, że pomagał wraz z innymi osobami policji i strażakom w zabezpieczeniu ulicy, gdzie ruch samochodowy był bardzo intensywny. Na miejsce przyjechał również prezydent Tomaszowa Marcin Witko.
Zamknięcie ulicy Zawadzkiej miało zresztą dodatkowe znaczenie komunikacyjne. Trasa w tym okresie pełniła istotną rolę jako objazd w związku z remontem mostu na ulicy Legionów.
Prokuratura: sprawa zagrożona karą do 10 lat
To właśnie komunikat Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim z 7 sierpnia nadaje sprawie nowy wymiar.
Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Mazowieckim nadzoruje śledztwo dotyczące sprowadzenia zdarzenia w postaci pożaru oraz gwałtownego wyzwolenia energii w wyniku rozszczelnienia gazociągu. Według oficjalnego komunikatu zdarzenie zagrażało zdrowiu i życiu wielu osób. Prokuratura poinformowała również, że czyn będący przedmiotem prowadzonego postępowania jest zagrożony karą do 10 lat pozbawienia wolności.
Opis użyty przez śledczych odpowiada materii regulowanej przez art. 163 Kodeksu karnego, dotyczący sprowadzenia zdarzenia zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach. Przepis wprost wymienia między innymi pożar oraz eksplozję materiałów łatwopalnych lub inne gwałtowne wyzwolenie energii. W podstawowym typie przestępstwa ustawowe zagrożenie wynosi od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Przy działaniu nieumyślnym kodeks przewiduje natomiast karę od trzech miesięcy do pięciu lat.
To rozróżnienie jest bardzo istotne. Sam fakt prowadzenia śledztwa nie oznacza, że komukolwiek udowodniono winę ani nawet że konkretna osoba usłyszała już zarzut z art. 163 §1 Kodeksu karnego. Z opublikowanego komunikatu prokuratury nie wynika, by przedstawiono takie zarzuty. Właśnie dlatego tak duże znaczenie będzie miała opinia biegłego.
Co będzie musiał ustalić biegły?
Najważniejsze będzie odtworzenie mechanizmu zdarzenia. Trzeba określić miejsce i sposób uszkodzenia gazociągu, przebieg wycieku, źródło zapłonu oraz skalę zagrożenia, jakie powstało po rozszczelnieniu instalacji.
Prokuratura wprost wskazuje, że zadaniem eksperta będzie ustalenie bezpośredniej przyczyny zdarzenia oraz ocena, czy wybuch i pożar stwarzały rzeczywiste zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzi oraz dla mienia znacznej wartości.
Dopiero po zgromadzeniu materiału dowodowego będzie można oceniać odpowiedzialność poszczególnych osób. Kluczowe mogą okazać się dokumentacja robót, informacje o przebiegu sieci podziemnych, sposób wytyczenia miejsca prac, używany sprzęt oraz to, jakie informacje o gazociągu posiadali wykonawcy.
Gaz pod ziemią nie wybacza pomyłek
Polska Spółka Gazownictwa od dawna przypomina, że uszkodzenie gazociągu podczas prac ziemnych może stworzyć poważne zagrożenie dla wykonawców i mieszkańców. Operator apeluje, aby miejsca prowadzenia robót kolidujących z siecią gazową zgłaszać właściwym jednostkom terenowym PSG. W spółce można również uzyskać informacje dotyczące dokładnego przebiegu sieci gazowej.
Nie oznacza to oczywiście, że na Zawadzkiej te procedury zostały naruszone. Tego właśnie nie wolno dziś przesądzać. Odpowiedź ma przynieść śledztwo.
Przypadek z Tomaszowa pokazuje jednak brutalnie prostą zasadę: infrastruktura biegnąca pod ulicami jest niewidoczna tylko dla oka. Dla koparki, wiertnicy czy innego ciężkiego sprzętu istnieje bardzo realnie, a pomyłka liczona czasem w kilkudziesięciu centymetrach może w jednej chwili zmienić spokojną ulicę w teren wielkiej akcji ratowniczej.
Nie pierwszy taki przypadek w regionie
Jesienią ubiegłego roku do groźnego wybuchu gazu doszło również w Rawie Mazowieckiej. Mechanizm był inny — podczas podłączania zewnętrznej butli LPG nastąpiła eksplozja, która poważnie uszkodziła budynek mieszkalny. Fragmenty ścian i elewacji zostały wyrzucone na zewnątrz, a część domu nadawała się do rozbiórki. Wtedy szczęśliwie mieszkańcy zdołali opuścić budynek.
Na Zawadzkiej również można mówić o ogromnym szczęściu. Mimo gwałtownego pożaru, płonącego domu, wydobywającego się gazu i konieczności ewakuowania około 150 ludzi nikt nie zginął.
Teraz zaczyna się jednak druga część tej historii — znacznie mniej widowiskowa niż słup ognia widoczny nad miastem, ale być może ważniejsza.
Śledczy będą musieli odpowiedzieć na pytanie, czy wydarzenie przy Zawadzkiej było nieszczęśliwym wypadkiem, skutkiem ludzkiego błędu, niewłaściwego przygotowania robót czy naruszenia konkretnych zasad bezpieczeństwa.
I dopiero wtedy będzie można odpowiedzialnie powiedzieć, kto — jeśli ktokolwiek — ponosi za nie odpowiedzialność karną.




Napisz komentarz
Komentarze