Plac Piłsudskiego: pamięć w cieniu politycznej ofensywy
W poniedziałek rano politycy Prawa i Sprawiedliwości, z Jarosławem Kaczyńskim na czele, złożyli wieńce przed pomnikami prezydenta Lecha Kaczyńskiego oraz Ofiar Tragedii Smoleńskiej 2010 roku. Wystąpieniu prezesa PiS towarzyszyły okrzyki przeciwników partii. Na placu obecni byli również sympatycy ugrupowania oraz liczne siły policyjne.
Ceremonia bardzo szybko przestała być wyłącznie wspomnieniem 96 osób, które zginęły 10 kwietnia 2010 roku. Kaczyński przeszedł od Smoleńska do współczesnego sporu o państwo, media publiczne, prokuraturę i przyszłość rządu Donalda Tuska. Pamięć stała się ramą dla politycznego manifestu.
„Radykalny brak poparcia” ma oznaczać zmianę władzy
Prezes PiS stwierdził, że obserwowany przez niego **„radykalny brak poparcia” dla premiera i rządu jest sygnałem nadchodzącej zmiany politycznej. Zapowiedział, że po przejęciu władzy powstaną instytucje mające chronić – jak mówił – polską demokrację i praworządność oraz uniemożliwiać działania podobne do „zajmowania telewizji czy prokuratury”. Nie przedstawił jednak nazw, konstrukcji prawnej ani zakresu kompetencji zapowiadanych organów.
Była to więc nie tyle prezentacja konkretnego programu, ile zapowiedź daleko idących rozliczeń. W relacjonowanym wystąpieniu Kaczyński mówił również o zatrzymywaniu i surowym karaniu osób odpowiedzialnych – według niego – za działania podejmowane przez obecne władze po 13 grudnia 2023 roku.
Każda nowa instytucja państwowa musiałaby jednak działać na podstawie ustawy oraz w granicach Konstytucji. Artykuł 7 ustawy zasadniczej stanowi, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, a artykuł 10 wprowadza zasadę podziału i równowagi władz ustawodawczej, wykonawczej oraz sądowniczej. Polityczna zapowiedź nie może zatem zastąpić procedury legislacyjnej, kontroli konstytucyjnej i niezależności sądów.
Sondaże są dla rządu niepokojące
Słowa Kaczyńskiego nie zostały wypowiedziane w statystycznej próżni. Lipcowe badanie CBOS rzeczywiście przyniosło dalsze pogorszenie ocen gabinetu Donalda Tuska. Za zwolenników rządu uważało się 29 procent badanych, natomiast jego przeciwnicy stanowili 48 procent. Działalność Rady Ministrów dobrze oceniało 30 procent respondentów, a źle – 58 procent. Zadowolonych z Donalda Tuska jako premiera było 31 procent ankietowanych, niezadowolonych – 58 procent. Trend spadkowy utrzymywał się od kwietnia.
Te liczby potwierdzają, że rząd ma poważny problem z odbudowaniem społecznego zaufania. Nie oznaczają jednak automatycznie, że PiS posiada większość zdolną przejąć władzę. Niezadowolenie z jednego obozu nie zawsze zamienia się w poparcie dla jego głównego przeciwnika. Część wyborców może pozostać w domu, wybrać Konfederację, Lewicę, ugrupowania protestu albo zasilić coraz większą grupę niezdecydowanych.
Sondaż jest fotografią politycznych nastrojów, ale nie jest ani głosowaniem w Sejmie, ani kartą wyborczą.
Jak można zmienić rząd przed wyborami?
Konstytucja przewiduje możliwość odwołania Rady Ministrów poprzez konstruktywne wotum nieufności. Wniosek musi zgłosić co najmniej 46 posłów i musi on wskazywać imiennie kandydata na nowego premiera. Do jego przyjęcia potrzebna jest większość ustawowej liczby posłów, czyli co najmniej 231 głosów. Opozycja musi zatem nie tylko odrzucić Donalda Tuska, ale także uzgodnić wspólnego następcę.
Drugą drogą są przedterminowe wybory. Sejm może skrócić swoją kadencję większością co najmniej dwóch trzecich ustawowej liczby posłów. Prezydent może natomiast rozwiązać parlament jedynie w przypadkach dokładnie określonych w Konstytucji. Niski poziom poparcia dla rządu sam w sobie nie jest taką przesłanką. Kadencja Sejmu i Senatu trwa co do zasady cztery lata.
To zasadnicza różnica między politycznym nastrojem a arytmetyką władzy. Kaczyński może dziś mieć nośną opowieść o słabnącym rządzie, ale do zmiany gabinetu nadal potrzebne są głosy posłów albo rozstrzygnięcie wyborców.
Najostrzejsze słowa dotyczyły katastrofy smoleńskiej
Prezes PiS ponownie oświadczył, że w Smoleńsku doszło do zbrodni dokonanej przez rosyjskie władze, którym mogli pomagać współpracownicy w Polsce. Mówił o przyszłym ukaraniu osób, które – w jego przekonaniu – odpowiadają za tragedię. Padło również zdanie: „tych w Polsce złapiemy i ukarzemy”. Protestujących Kaczyński określił słowem „lumpenproletariat”.
W publikacji prasowej konieczne jest zachowanie wyraźnej granicy: są to oskarżenia i oceny Jarosława Kaczyńskiego, a nie potwierdzone prawnie ustalenia dotyczące udziału polskich współpracowników w spowodowaniu katastrofy.
Główne śledztwo Prokuratury Krajowej nadal jest prowadzone. Postępowanie dotyczy między innymi trzech rosyjskich oficerów podejrzewanych o sprowadzenie katastrofy w ruchu powietrznym. Prokuratorzy informowali, że weryfikują różne wersje – błędy rosyjskiej grupy kierowania lotami, działania załogi, ewentualną niesprawność samolotu oraz różne formy sabotażu. We wrześniu 2024 roku do prokuratury trafiła obszerna opinia międzynarodowego zespołu biegłych, ale nie opublikowano jej końcowych wniosków.
W grudniu 2025 roku zmieniono kierownictwo zespołu śledczego i ograniczono liczbę pracujących w nim prokuratorów. Prokuratura wyjaśniała, że celem zmian jest kompleksowa ocena materiału dowodowego oraz wydanie decyzji kończącej postępowanie. Oznacza to, że śledztwo nie przyniosło jeszcze publicznie ogłoszonego, końcowego rozstrzygnięcia potwierdzającego tezę przedstawioną przez prezesa PiS.
Niebieskie kamizelki pomiędzy dwoma tłumami
Na placu obecni byli funkcjonariusze prewencji oraz policjanci w niebieskich kamizelkach zespołu antykonfliktowego. Reagowali wobec osób zachowujących się agresywnie i próbowali ograniczać napięcie pomiędzy uczestnikami przeciwstawnych zgromadzeń.
Zespoły antykonfliktowe działają w całym kraju jako nieetatowe grupy policyjne. Ich członkowie są szkoleni między innymi w zakresie psychologii tłumu, mediacji, praw człowieka i strategii komunikacyjnych. Ich zadaniem jest przede wszystkim studzenie emocji i zapobieganie eskalacji, choć policja podkreśla, że dialog nie wyklucza stanowczego egzekwowania prawa.
Obecność takich funkcjonariuszy pokazuje, jak dalece miesięcznice smoleńskie przestały być tylko uroczystościami żałobnymi. Od lat są miejscem, w którym spotykają się pamięć, partyjna mobilizacja, protest i wzajemna nieufność.
Tomaszowski kontekst: prawica ma tutaj mocne zaplecze
Przekaz o zmianie władzy może spotkać się z uważnym odbiorem także w Tomaszowie Mazowieckim i okolicznych gminach. W drugiej turze wyborów prezydenckich w 2025 roku Karol Nawrocki wygrał zarówno w mieście, jak i w powiecie tomaszowskim. W całym powiecie otrzymał 38 058 głosów, podczas gdy Rafał Trzaskowski – 23 918. Dawało to odpowiednio około 61,4 i 38,6 procent poparcia.
To wyraźny sygnał, że prawica posiada na ziemi tomaszowskiej duży rezerwuar wyborców. Nie oznacza jednak, że wynik wyborów prezydenckich zostanie automatycznie powtórzony w wyborach do Sejmu. Inna jest stawka, inni kandydaci, a głosy rozdzielają się pomiędzy znacznie więcej ugrupowań.
W wyborach parlamentarnych ostatecznie zdecydują nie tylko wielkie spory o praworządność, prokuraturę i Smoleńsk. Dla mieszkańców Tomaszowa równie ważne będą ceny, dostęp do lekarzy, sytuacja szpitala, transport publiczny, miejsca pracy oraz pieniądze trafiające do samorządów. Polityczne wahadło rusza bowiem nie wtedy, gdy jeden lider ogłasza zmianę, lecz wtedy, gdy miliony pojedynczych rozczarowań układają się w wyborczą większość.
Jarosław Kaczyński ma już opowieść o słabnącym rządzie i nadchodzącym rozliczeniu. Nadal potrzebuje jednak tego, czego nie zastąpi nawet najmocniejsze przemówienie: większości zdolnej przełożyć gniew na władzę.




Napisz komentarz
Komentarze