Dokumenty przekazane w odpowiedzi na interpelacje radnego Rady Powiatu Tomaszowskiego Mariusza Strzępka pokazują, że ze środków publicznych finansowano nie tylko popularne wśród lokalnych kadr zarządzających studia Master of Business Administration. Pieniądze przeznaczano również na psychologię, retorykę, wystąpienia publiczne, zarządzanie w ochronie zdrowia, relacje międzynarodowe czy rozwój osobisty pracowników. Środki pochodziły z Krajowego Funduszu Szkoleniowego, Funduszu Pracy oraz PFRON.
Problem nie polega na tym, że ktoś chciał się uczyć. Problem zaczyna się w miejscu, w którym nie wiadomo, dlaczego finansowano właśnie te osoby, jakie kryteria zastosowano i jak zmierzono później społeczne efekty ich kosztownego kształcenia.
Urząd, COS, szpital, PCAS i stowarzyszenie Węgrzynowskiego. Wnioski płynęły szerokim strumieniem
Z dokumentów wynika, że o środki na kształcenie pracowników występowały między innymi:
Urząd Miasta w Tomaszowie Mazowieckim, Centralny Ośrodek Sportu w Spale (gdzie dyrektorem był Węgrzynowski), Tomaszowskie Centrum Zdrowia, Powiatowe Centrum Animacji Społecznej, Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 8 oraz Katolickie Stowarzyszenie Oświatowe im. św. Ojca Pio (przez jakiś czas zarejestrowane w domu byłego Starosty).
W 2019 roku Urząd Miasta złożył wniosek dotyczący jednej osoby i studiów MBA o wartości 12,5 tys. zł. Z KFS miało pochodzić 10 tys. zł. Rok później Urząd Miasta wystąpił już o finansowanie studiów MBA dla trzech pracowników. Łączny koszt wynosił 41 610 zł, a wnioskowana kwota z KFS — 33 288 zł.
Centralny Ośrodek Sportu w Spale wnioskował o finansowanie studiów MBA kosztujących 13 870 zł. Z publicznego funduszu miało pochodzić 11 096 zł.
Podobne wnioski pojawiały się później w Tomaszowskim Centrum Zdrowia i Powiatowym Centrum Animacji Społecznej. Każdy z nich dotyczył studiów o wartości 14 870 zł, przy dofinansowaniu KFS wynoszącym 11 896 zł. Niestety nie wiemy kogo wniosek ten dotyczył.
W dokumentacji Katolickiego Stowarzyszenia Oświatowego im. św. Ojca Pio pojawia się natomiast wniosek o pokrycie pełnej ceny studiów MBA — 14 870 zł bez wkładu własnego pracodawcy. Na zdjęciu z zakończenia roku pojawia się fotografia Szczepana Goski, który był dyrektorem szkoły prowadzonej przez to stowarzyszenie. Czy to on zdobył "kwity" nie wydając na to ani złotówki z własnej kieszeni? Sam radny to ciekawy przypadek, ponieważ jego wypowiedzi pokazują niski poziom kształcenia w "uczelni". Radny o spółkach prawa handlowego ma niewiele do powiedzenia.
ZSP nr 8 również wystąpił o 11 896 zł z KFS na studia kosztujące 14 870 zł. W jednym miejscu cel kształcenia opisano jako „rozwój osobisty i rozwój pracowników”, ale dalsza część dokumentacji identyfikuje usługę jako studia Master of Business Administration w Toruniu. Tu na zdjęciach widzimy dyrektorkę szkoły także związaną z Mariuszem Węgrzynowskim. Obok niej dyrektorka Specjalnego Ośrodka Szklono Wychowawczego, Magdalena Kowalczyk.
Zestawienie tych wskazanych wniosków daje około 135,5 tys. zł kosztów kształcenia, z czego ponad 111 tys. zł miało pochodzić z Krajowego Funduszu Szkoleniowego.
To już nie jest opowieść o pojedynczym kursie. To systematyczny strumień publicznych pieniędzy.
Nie tylko zarządzanie. Publiczne pieniądze na retorykę i występy przed kamerą
To wcale nie jest żart. Szczególnie interesująco wyglądają wnioski dotyczące studiów podyplomowych z zakresu retoryki i wystąpień publicznych lub wystąpień przed kamerą.
W 2022 roku Urząd Miasta wystąpił o sfinansowanie takiego kierunku w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Koszt studiów wynosił 4 tys. zł, z czego 3,2 tys. zł miało pochodzić z KFS. W dokumentach nazwa kierunku występuje w dwóch zbliżonych wersjach: „Retoryka i wystąpienia publiczne” oraz „Retoryka i wystąpienia przed kamerą”.
W 2025 roku niemal identyczny wniosek złożyło Powiatowe Centrum Animacji Społecznej. Także tutaj koszt wynosił 4 tys. zł, w tym 3,2 tys. zł dofinansowania publicznego. Realizatorem ponownie była toruńska Akademia.
Można oczywiście dowodzić, że urzędnik czy dyrektor instytucji powinien potrafić przemawiać, prezentować projekty i występować przed kamerą.
Tylko gdzie jest raport pokazujący, że po zakończeniu studiów komunikacja instytucji rzeczywiście się poprawiła? Czy wzrosła skuteczność pozyskiwania środków? Czy mieszkańcy otrzymywali lepszą informację? Czy absolwent przekazał zdobytą wiedzę pozostałym pracownikom?
Bez takich danych retoryka pozostaje retoryką — także w odpowiedzi na pytania o zasadność wydatków.
Psychologia w Collegium Humanum
Dokumenty Powiatowego Urzędu Pracy pokazują jeszcze inny przypadek. Jeden z pracowników wystąpił o sfinansowanie jednolitych studiów magisterskich na kierunku psychologia, realizowanych przez Collegium Humanum.
Całkowity koszt pięciu semestrów został określony na 19 375 zł. W odpowiedzi na interpelację PUP wskazał, że w 2022 roku przyznano 7350 zł, a w 2023 roku kolejne 7850 zł na podstawie aneksu do umowy. Łącznie było to 15 200 zł z Funduszu Pracy.
Uzasadnienie mówiło o możliwości wspierania bezrobotnych i pracodawców, diagnozowaniu predyspozycji zawodowych oraz stosowaniu profesjonalnych testów.
Brzmi rozsądnie. Ale ponownie brakuje najważniejszego elementu: rozliczenia rezultatu.
Czy po wydaniu 15,2 tys. zł pracownik rzeczywiście wykonywał zadania psychologa? Ilu osobom pomógł? Ile diagnoz przeprowadził? Czy urząd wcześniej korzystał z usług zewnętrznych, a dzięki zdobytym kwalifikacjom ograniczył koszty?
Publiczne pieniądze nie powinny finansować wyłącznie prywatnego awansu edukacyjnego. Muszą przynosić udokumentowaną korzyść publiczną.
Relacje międzynarodowe, ochrona zdrowia i kolejne kierunki
Załączniki Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie pokazują również dofinansowania do innych kierunków: psychologii, zarządzania w ochronie zdrowia, relacji międzynarodowych i dyplomacji, retoryki i wystąpień przed kamerą oraz Executive MBA.
Tutaj jednak konieczne jest istotne rozróżnienie.
Były to świadczenia finansowane z PFRON w ramach programu „Aktywny samorząd”, kierowanego do osób posiadających orzeczenie o niepełnosprawności. Nie wolno stawiać ich w jednym szeregu z pracodawczymi wnioskami KFS składanymi przez urząd, publiczne spółki czy instytucje kultury.
Program PFRON ma jasno określony cel społeczny — wyrównywanie szans osób z niepełnosprawnościami. Beneficjenci w tabelach są zanonimizowani. Dokumenty nie dają podstaw, by nazywać ich działaczami politycznymi.
To ważna korekta. Zdanie, że wśród wszystkich beneficjentów „na próżno szukać apolitycznych cywili”, byłoby zbyt daleko idące i niezgodne z zawartością załączników.
Krytyka powinna być skierowana tam, gdzie jest najmocniej uzasadniona: na pracodawcze wnioski dotyczące osób wskazywanych przez instytucje pozostające w politycznym otoczeniu lokalnej władzy.
Kto mógł skorzystać, a kto nawet nie wiedział, że istnieje taka możliwość?
KFS nie jest stypendium dostępnym bezpośrednio dla każdego mieszkańca. O pieniądze występuje pracodawca i to pracodawca wskazuje osobę, której kształcenie chce finansować.
W praktyce oznacza to, że szeregowy pracownik nie miał takich samych możliwości jak osoba znajdująca się blisko kierownictwa instytucji. Nie mógł sam pójść do urzędu pracy i zażądać kilkunastu tysięcy złotych na wybrany kierunek. Potrzebował zgody i aktywności przełożonego.
Dlatego tak istotne są pytania o zasady wyboru:
Czy przed wskazaniem pracownika przeprowadzano wewnętrzny nabór? Czy o możliwości sfinansowania studiów informowano całą załogę? Ilu pracowników zgłosiło zainteresowanie? Dlaczego wybierano konkretną osobę? Czy po ukończeniu studiów była ona zobowiązana do dalszej pracy w instytucji? Czy pieniądze trzeba było zwrócić w przypadku szybkiego odejścia?
W załączonej dokumentacji trudno znaleźć kompleksowe odpowiedzi.
Dyplom jako przepustka
W lokalnej przestrzeni publicznej szczególne emocje budzi związek studiów MBA z późniejszym zasiadaniem absolwentów w radach nadzorczych.
Sam dyplom MBA nie jest niczym nagannym. Może być wartościowym narzędziem. Nie może jednak stawać się złotym biletem do windy prowadzącej na piętro rad nadzorczych, zwłaszcza gdy za bilet wcześniej zapłacił publiczny fundusz.
Samo zestawienie instytucji i kwot nie wystarcza jednak do przypisania konkretnych dyplomów konkretnym członkom rady nadzorczej Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Część danych uczestników została w dokumentach zanonimizowana. Takie powiązanie wymaga osobnego porównania nazwisk, dat ukończenia studiów oraz składów organów spółki.
Podobnie jest z oceną efektów zarządzania szpitalem. Bilans spółki może być ważnym elementem tej historii, ale powinien zostać przeanalizowany osobno: wraz z wynikami finansowymi, zobowiązaniami, przychodami z NFZ i decyzjami zarządu.
„Nie z budżetu powiatu” nie oznacza „nie z publicznych pieniędzy”
W odpowiedzi skierowanej do radnego sekretarz powiatu poinformował, że żaden pracownik Starostwa Powiatowego ani jednostek organizacyjnych powiatu nie korzystał w ostatnich dziesięciu latach z dofinansowania nauki w wymienionych uczelniach z budżetu powiatu.
To odpowiedź formalnie precyzyjna, ale politycznie bardzo wygodna.
KFS, Fundusz Pracy i PFRON nie są prywatnymi skarbonkami. To również pieniądze publiczne. Pochodzą z innych źródeł, ale nadal powinny być wydawane przejrzyście, racjonalnie i z mierzalnym efektem.
Mieszkańca nie musi interesować, z której dokładnie szuflady administracja wyjęła banknot. Ma prawo zapytać, czy został on wydany sensownie.
Gdzie jest społeczna dywidenda?
Studia mogły kosztować 4 tys., 14 tys. albo 40 tys. zł. Ich wartość dla mieszkańców nie zależy jednak od liczby pieczątek ani liter dopisanych do nazwiska.
Liczy się efekt.
Czy po ukończeniu studiów poprawiono zarządzanie personelem? Czy instytucje zaczęły oszczędniej gospodarować pieniędzmi? Czy wzrosła jakość usług? Czy skróciły się kolejki? Czy zwiększono liczbę projektów, zdobytych dotacji albo wydarzeń? Czy mieszkańcy dostali lepszą administrację, lepszą opiekę zdrowotną i sprawniejsze instytucje?
Jeżeli nikt takich efektów nie zmierzył, pozostaje pytanie najbardziej niewygodne:
Czy publiczne fundusze służyły podnoszeniu jakości lokalnych instytucji, czy przede wszystkim podnoszeniu kwalifikacji, pozycji i wartości rynkowej wąskiej grupy osób?
Bo edukacja finansowana publicznie może być inwestycją. Może też stać się przywilejem.
A różnicę między jednym a drugim widać nie na dyplomie, lecz w bilansie korzyści, które otrzymało społeczeństwo.



Napisz komentarz
Komentarze