Nasz artykuł w skrócie
- Mężczyźni w kleszczach sprzecznych oczekiwań – młode pokolenie mężczyzn funkcjonuje obecnie na styku dwóch różnych światów. Tradycyjny wciąż wymaga od nich bezwzględnej siły, niezależności i odporności, podczas gdy współczesny daje im przestrzeń na okazywanie słabości oraz rozmowę o kryzysach.
- Dojrzałe przyzwolenie na profesjonalne wsparcie – nowoczesne podejście otwiera przed mężczyznami możliwość swobodnego dzielenia się emocjami oraz bezkonfliktowego korzystania z pomocy psychologicznej i terapeutycznej.
- Gdy odporność przestaje być wyborem – psycholog dr Magdalena Sitko-Dominik wskazuje, że kluczowy problem rodzi się w momencie, gdy cechy takie jak samodzielność stają się sztywnym i bezwzględnym obowiązkiem, a nie jedną z dostępnych dróg ekspresji.
Siła może być zaletą. Problem zaczyna się przy słowie „muszę”
Według psycholog współcześni chłopcy dorastają pomiędzy dwoma modelami męskości. Ten tradycyjny nakazuje „być twardym”, radzić sobie samemu i nie pokazywać słabości. Nowszy dopuszcza sytuację, w której mężczyzna może być jednocześnie silny i korzystać ze wsparcia innych.
– Siła, odwaga, ambicja czy samodzielność są jednymi z wielu możliwych sposobów działania. Ograniczeniem stają się wtedy, kiedy przestają być możliwością, a zaczynają być powinnością – wskazuje dr Magdalena Sitko-Dominik.
Znane od pokoleń powiedzenie „chłopaki nie płaczą” okazuje się więc czymś więcej niż tylko komentarzem do łez dziecka. Może być komunikatem, że smutek, strach, bezradność czy lęk nie pasują do oczekiwanego obrazu mężczyzny.
W rezultacie chłopiec może bardzo wcześnie nauczyć się, że łatwiej i bezpieczniej pokazać złość niż przyznać: „boję się”, „jest mi źle”, „nie daję sobie rady”.
Można mieć wielu kolegów i nadal być samotnym
Problem nie kończy się wraz z dorastaniem.
Psycholog zwraca uwagę, że męskie przyjaźnie często budowane są wokół wspólnych zainteresowań, sportu, pracy, gier czy zwykłego spędzania czasu. Nie zawsze jednak oznacza to gotowość do rozmowy o sprawach naprawdę trudnych.
– Można znać kogoś od lat, regularnie się spotykać, a nie wiedzieć, że właśnie przeżywa kryzys. Można więc nie być samemu, a jednak czuć się osamotnionym – zauważa badaczka.
To paradoks bardzo współczesny. Telefon pełen kontaktów, kilka grup w komunikatorach, setki znajomych w mediach społecznościowych – a jednocześnie brak człowieka, do którego można zadzwonić i powiedzieć bez maski: „jest źle”.
„Muszę sobie poradzić sam”
Dr Sitko-Dominik wspólnie z dr. Tomaszem Jakubowskim prowadziła badania wśród funkcjonariuszy policji, strażaków i ratowników medycznych. Analizowano m.in. wpływ tradycyjnych norm męskości oraz znaczenie wsparcia społecznego.
W zawodach tych opanowanie, odporność psychiczna i zdolność szybkiego działania są potrzebne i stanowią realny zasób.
Kłopot pojawia się jednak wtedy, gdy zasada obowiązująca podczas akcji czy dyżuru zostaje przeniesiona na całe życie.
– Problem pojawia się, gdy „muszę sobie poradzić sam” nie kończy się wraz z dyżurem czy służbą – podkreśla psycholog.
Bo człowiek może doskonale radzić sobie podczas kryzysu innych, a jednocześnie nie potrafić poprosić o pomoc, kiedy kryzys dotyczy jego samego.
Instagramowa siłownia bez końca
Osobny problem stanowią media społecznościowe.
Z jednej strony internet pozwala utrzymywać kontakty, tworzyć społeczności i daje poczucie przynależności. Z drugiej – intensywność kontaktów w sieci nie musi oznaczać prawdziwej bliskości.
Do tego dochodzą algorytmy, które mogą codziennie podsuwać podobne obrazy sukcesu: umięśnione ciało, drogi samochód, wysoki status materialny, pewność siebie, zwycięstwo i nieustanna kontrola nad własnym życiem.
– Jeżeli codziennie widzę setki umięśnionych mężczyzn, mogę zakładać, że większość mężczyzn właśnie tak wygląda – zauważa dr Sitko-Dominik.
Skrajne wzorce męskości bywają atrakcyjne szczególnie dlatego, że oferują bardzo proste reguły: trzeba być silnym, dużo zarabiać, wygrywać, pracować nad ciałem i nigdy nie pokazywać słabości.
Tyle że w tym wyścigu meta stale się oddala. Zawsze można zarabiać więcej, wyglądać lepiej, być silniejszym, bardziej wpływowym i bardziej „niezależnym”. Zamiast poczucia wartości pojawia się więc niekończący się egzamin z własnej męskości.
Nie jeden wzorzec. Więcej możliwości
Psycholog podkreśla jednak, że młodzi mężczyźni nie odrzucają całkowicie tradycyjnych wartości.
Siła, odpowiedzialność, samodzielność, zaradność czy ambicja nadal pozostają ważne. Zmienia się natomiast ich otoczenie. Obok nich coraz częściej pojawia się przekonanie, że mężczyzna może powiedzieć o swoich emocjach, zwrócić się po pomoc i przyznać, że czegoś nie potrafi albo że sytuacja go przerasta.
– Nie powstaje więc jeden nowy wzorzec „prawdziwego mężczyzny”. Raczej pojawia się więcej sposobów, żeby nim być – mówi badaczka.
I być może właśnie to jest najważniejszą zmianą.
Nie chodzi o zastąpienie dawnego kodeksu nowym zestawem obowiązkowych zachowań. Chodzi o wybór.
„Jakim człowiekiem chcesz być?”
Zdaniem dr Sitko-Dominik rolą rodziców i nauczycieli nie powinno być tworzenie kolejnej instrukcji obsługi „właściwego mężczyzny”.
– Nie musimy mówić chłopcom, jacy mają być. Warto stworzyć im warunki, w których mogą sprawdzić, kim chcą być – podkreśla psycholog.
Potrzebne są również relacje, w których młody człowiek nie musi bez przerwy udowadniać swojej wartości, siły czy odporności. Takie, w których można powiedzieć, że coś boli, martwi albo zwyczajnie przerasta – bez ryzyka wyśmiania.
W przypadającym 30 września Dniu Chłopaka brzmi to znacznie poważniej niż kolejny kubek z napisem „super chłopak”.
Bo być może ważniejsze od pytania, czy dzisiejsi chłopcy są wystarczająco „męscy”, jest pytanie, czy pozostawiamy im przestrzeń, aby mogli po prostu dojrzewać.
– Nie szukaj odpowiedzi na pytanie, jak być mężczyzną. Sprawdzaj, jakim człowiekiem chcesz być – podsumowuje dr Magdalena Sitko-Dominik.
Źródło: Polska Agencja Prasowa.



Napisz komentarz
Komentarze