Ghost – „Meliora”. Diabeł ma najlepsze melodie. Msza za dusze sprzedane za odrobinę szczęścia
Gdyby szatan postanowił założyć zespół rockowy, prawdopodobnie nie zatrudniłby muzyków grających black metal. Zbyt oczywiste, zbyt hałaśliwe, zbyt przewidywalne. Prawdziwy mistrz pokusy rozumiałby przecież, że duszy nie zdobywa się wyłącznie krzykiem. Znacznie skuteczniej można ją uwieść piękną melodią, harmonijnym refrenem i obietnicą szczęścia, której nikt nie zamierza dotrzymać. Zaprosiłby więc do studia członków ABBA, pożyczył kilka gitarowych riffów od Black Sabbath i Blue Öyster Cult, poprosił Jona Lorda o przygotowanie organowego wstępu, a następnie powierzył całość tajemniczemu duchownemu o twarzy umalowanej na podobieństwo czaszki. Tak wyobrażam sobie narodziny „Meliora” szwedzkiego Ghost. Albumu, na którym metalowa ciężkość spotyka popową przebojowość, gotycka architektura zamienia się w muzyczny teatr, a religijne symbole zostają odwrócone niczym karty w talii szulera. To płyta, przy której można zachwycać się gitarowymi riffami, rozważać filozoficzne pytania o wiarę i władzę, a jednocześnie nucić refreny godne największych przebojów radiowych. I właśnie w tym tkwi największa przewrotność Ghost. Zespół wyglądający jak uczestnicy satanistycznego nabożeństwa komponuje muzykę tak melodyjną, że mogłaby rozbrzmiewać podczas niedzielnego rodzinnego obiadu. Oczywiście pod warunkiem, że nikt nie zacznie zbyt uważnie słuchać tekstów.
Dzisiaj, 10:37
Komentarze