To już nie jest polityczna awantura przy stole Rady Powiatu. Nie jest to również pytanie, które można zagłuszyć kolejną opinią prawną, wystąpieniem na sesji czy partyjną arytmetyką głosowania. 26 października 2026 roku Wojewoda Łódzki Dorota Ryl zawiadomiła Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji o zamiarze wydania zarządzenia zastępczego stwierdzającego wygaśnięcie mandatu Pauliny Sochy. W piśmie wojewoda wskazuje wprost, że radna naruszyła zakaz wynikający z art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym.
To rozróżnienie jest ważne: zarządzenie zastępcze nie zostało jeszcze wydane, ale procedura weszła w etap, w którym wojewoda – po bezskutecznym wezwaniu Rady Powiatu – przygotowuje się do zastąpienia jej rozstrzygnięcia własnym aktem nadzorczym. I jest w tym coś wyjątkowo kompromitującego dla lokalnego samorządu. Rada miała dokumenty. Miała przepisy. Miała stanowisko wojewody. Miała nawet opinię prawną przekazaną przez Zarząd Powiatu, z której wynikało, że zatrudnienie Pauliny Sochy jako dyrektora finansowego i głównej księgowej narusza art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym. Mimo to wcześniej sama Rada przyjęła dokładnie odwrotne stanowisko – że radna działalnością TCZ nie zarządzała i nie była jego przedstawicielem.
Ponad 202 tysiące złotych. To jest liczba, obok której nie można przejść obojętnie
W tej sprawie można długo dyskutować o paragrafach, definicji „zarządzania”, regulaminach organizacyjnych czy granicy pomiędzy główną księgową a członkiem zarządu. Ale mieszkańcy mają prawo spojrzeć również na liczby.
Według oświadczenia majątkowego Paulina Socha osiągnęła w 2025 roku z zatrudnienia w Tomaszowskim Centrum Zdrowia ponad 202 tysiące złotych dochodu. W TCZ rozpoczęła pracę dopiero 5 lutego 2025 roku, a więc chodzi o niespełna jedenaście miesięcy. Równocześnie pobierała dietę radnej Rady Powiatu.
Nie używajmy więc eufemizmów. Ze spółki należącej w całości do Powiatu Tomaszowskiego do radnej powiatowej popłynęło ponad 202 tysiące złotych w ciągu jednego roku. I nie chodziło o stanowisko sekretarki, księgowej wprowadzającej faktury czy pracownika pozbawionego wpływu na działalność przedsiębiorstwa. Wojewoda ustaliła, że zakres obowiązków Sochy obejmował prowadzenie rachunkowości spółki, wykonywanie dyspozycji środkami pieniężnymi, kontrasygnowanie dokumentów powodujących zobowiązania majątkowe, przygotowywanie planu finansowego i kontrolowanie jego realizacji, rozliczanie dotacji, gospodarkę kasową, kontrole wewnętrzne i lokowanie wolnych środków.
To właśnie dlatego finansowy aspekt tej historii jest tak istotny. Ponad 202 tysiące złotych nie było wynagrodzeniem za funkcję symboliczną. Było wynagrodzeniem za pracę na jednym z kluczowych stanowisk finansowych wielkiej spółki medycznej gospodarującej publicznym majątkiem i publicznymi pieniędzmi.
Kontrolowała instytucję, której sama była wysokim rangą pracownikiem
Najbardziej druzgocący dla politycznej obrony Pauliny Sochy fragment pisma wojewody znajduje się jednak gdzie indziej.
Radny powiatowy ma pełnić funkcję kontrolną. Ma pytać o działalność zarządu, o pieniądze, decyzje, umowy i kondycję podmiotów należących do powiatu. Ma patrzeć spółkom powiatu na ręce.
Paulina Socha zasiadała tymczasem w Radzie Powiatu, a równocześnie była dyrektorem finansowym i główną księgową TCZ. Wojewoda opisuje ten konflikt bez politycznych ozdobników: jako radna miała badać działalność organów powiatu z punktu widzenia interesu mieszkańców, natomiast jako dyrektor finansowy musiała zabezpieczać interes gospodarczy TCZ. Zdaniem organu nadzoru prowadziło to do konfliktu interesów.
W praktyce powstawał mechanizm niemal groteskowy: radna mogła uczestniczyć w kontrolowaniu spółki, w której sama odpowiadała za jeden z najważniejszych obszarów zarządzania. Kontrolująca stawała się jednocześnie częścią podmiotu kontrolowanego.
Wojewoda przypomina zresztą, że przepisy te nie powstały dla dekoracji. Ich celem jest zapobieganie sytuacjom sprzyjającym korupcji, wykorzystywaniu stanowisk publicznych dla prywatnych celów oraz takim uwikłaniom, które mogą osłabiać zaufanie obywateli do instytucji. Prawo ma eliminować nawet sytuacje tworzące wrażenie, że funkcja publiczna może służyć interesowi prywatnemu.
To trzeba podkreślić: mówimy o przepisach antykorupcyjnych, a nie o stwierdzeniu popełnienia przestępstwa korupcyjnego. Wojewoda nie zarzuca Paulinie Sosze przyjęcia łapówki. Stwierdza coś innego, ale dla standardów życia publicznego równie istotnego: doszło do sytuacji, której ustawa właśnie po to zabrania, żeby radny nie znajdował się jednocześnie po obu stronach samorządowej barykady.
Wojewoda zebrała dokumenty. I okazało się, że to nie była „zwykła księgowa”
Obrona radnej przez wiele miesięcy opierała się na tezie, że stanowisko dyrektora finansowego nie oznaczało rzeczywistego zarządzania spółką.
Dokumentacja zebrana przez wojewodę pokazuje coś zupełnie innego.
Paulina Socha zatwierdzała wnioski urlopowe i zwolnienia związane z opieką nad dzieckiem, podpisywała zbiorcze listy płac, występowała do ZUS w imieniu TCZ, podpisywała zaświadczenia o zatrudnieniu i wynagrodzeniu, a wspólnie z prezesem podpisała plan finansowy Tomaszowskiego Centrum Zdrowia na 2025 rok. Uczestniczyła również w licznych posiedzeniach Rady Nadzorczej spółki oraz w Zgromadzeniu Wspólników, gdzie przedstawiała informacje o finansach przedsiębiorstwa.
Regulamin organizacyjny TCZ klasyfikował zaś stanowisko dyrektora finansowego jako zarządcze stanowisko kierownicze. Wojewoda uznała, że zakres kompetencji – obejmujący między innymi nadzór nad pracownikami i mieniem spółki – jednoznacznie świadczył o zarządzaniu działalnością TCZ.
Trudno o bardziej zasadnicze zderzenie faktów z polityczną narracją obrońców radnej.
A doświadczenie? Pracownicy TCZ podważali opowieść o „ratowaniu szpitala”
W czasie czerwcowej sesji, kiedy rozstrzygano los mandatu, wokół Pauliny Sochy budowano obraz fachowca, który miał wejść do TCZ w trudnym momencie i porządkować finanse spółki.
Kilka dni później do naszej redakcji zgłosili się jednak pracownicy działu finansowego Tomaszowskiego Centrum Zdrowia, którzy zakwestionowali tę narrację. Zaprzeczali między innymi twierdzeniom o rzekomym usunięciu wcześniejszych danych księgowych i przekazali materiały mające pokazywać zachowanie zbiorów prowadzonych od 2019 roku. Zgłaszali również zastrzeżenia dotyczące sprawozdawczości finansowej i dokumentu MZ-03.
Nie ma podstaw, aby bez dokumentów przypisywać pracownikom dokładne słowa o „zerowej wiedzy finansowej”. Można natomiast stwierdzić coś, co zostało udokumentowane: pracownicy działu finansowego podważali przedstawiany radnym obraz wyjątkowej fachowości Pauliny Sochy i kwestionowali informacje wykorzystywane w jej obronie podczas sesji.
Nie udało nam się również znaleźć publicznie udokumentowanej wcześniejszej praktyki Pauliny Sochy w zarządzaniu dużą spółką medyczną o skali Tomaszowskiego Centrum Zdrowia. Tym bardziej zasadne pozostaje pytanie, jakie doświadczenie i jakie kryteria zdecydowały o powierzeniu jej funkcji dyrektora finansowego i głównej księgowej jednego z największych podmiotów powiatu. To pytanie staje się jeszcze ważniejsze, gdy zestawi się skalę odpowiedzialności z dochodem przekraczającym 202 tysiące złotych w niespełna rok.
Rada dostała szansę. I ją zmarnowała
2 czerwca wojewoda wezwała Radę Powiatu do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu. Radni mieli więc możliwość wykonania ustawowego obowiązku samodzielnie.
24 czerwca projekt otrzymał 9 głosów za, 10 przeciw i 3 wstrzymujące się. Paulina Socha nie uczestniczyła w głosowaniu. Uchwała upadła.
I właśnie w tym miejscu polityczna odpowiedzialność wykracza poza Prawo i Sprawiedliwość.
Paulina Socha została wybrana z listy Prawa i Sprawiedliwości. Jednak według relacji „Tomaszowskiego Informatora Tygodniowego” troje radnych związanych z Koalicją Obywatelską wstrzymało się od głosu. Wśród wstrzymujących był między innymi Kazimierz Mordaka, wybrany z list KO.
Formalnie każdy radny miał prawo zagłosować w ten sposób. Politycznie rezultat jest jednak banalnie prosty: głosy i wstrzymania części radnych KO pomogły utrzymać mandat radnej PiS, mimo że wojewoda domagała się jego wygaszenia w związku z naruszeniem przepisu antykorupcyjnego.
Nie oznacza to, że radnych KO można bez dowodów oskarżać o korupcję. Można natomiast ocenić ich decyzję politycznie: stanęli po stronie rozwiązania, które podtrzymywało sytuację uznaną przez organ nadzoru za sprzeczną z ustawowym mechanizmem antykorupcyjnym.
Dzisiaj cena tego głosowania jest szczególnie widoczna.
Radni zdecydowali, że nic się nie stało. Wojewoda mówi: stało się
W dokumencie z 26 października nie ma już miejsca na wcześniejsze gry słowne.
Wojewoda stwierdza wprost, że Paulina Socha naruszyła art. 25b ust. 1 ustawy o samorządzie powiatowym i że w tej sytuacji Rada Powiatu powinna była podjąć uchwałę stwierdzającą wygaśnięcie mandatu. Rada tego nie zrobiła. Przewodniczący poinformował wojewodę, że projekt nie zdobył wymaganej większości. W konsekwencji organ nadzoru zawiadomił ministra o zamiarze wydania zarządzenia zastępczego.
Rada mogła więc sama przeciąć sprawę.
Nie zrobiła tego.
Mogła pokazać mieszkańcom, że przepisy dotyczą wszystkich – również własnych kolegów i koleżanek.
Nie zrobiła tego.
Mogła postawić standard przejrzystości ponad partyjną matematyką.
Nie zrobiła tego.
Teraz państwo wykonuje procedurę, której lokalny samorząd nie chciał albo nie potrafił wykonać sam.
I chyba właśnie to jest najbardziej kompromitujące.
Nie samo to, że jedna radna przyjęła wysoko płatną pracę w powiatowej spółce. Nie tylko ponad 202 tysiące złotych dochodu ze szpitala. Nie nawet konflikt pomiędzy funkcją kontrolną radnej a obowiązkiem dbania o interes przedsiębiorstwa, które sama miała kontrolować.
Najbardziej kompromitujący jest mechanizm zbiorowej obrony, który przez miesiące próbował przekonywać mieszkańców, że problemu nie ma.
Problem był.
Wojewoda właśnie napisała to czarno na białym.
A kiedy zostanie wydane zarządzenie zastępcze, Paulina Socha będzie mogła oczywiście skorzystać z prawa do zaskarżenia go do sądu administracyjnego. Dopiero sąd może ostatecznie zweryfikować stanowisko wojewody.
Ale polityczny rachunek już dziś wygląda wyjątkowo źle: radna PiS, ponad 202 tysięcy złotych dochodu z powiatowej spółki, jednoczesna funkcja osoby kontrolującej i należącej do kierownictwa kontrolowanego podmiotu, przepis antykorupcyjny oraz Rada Powiatu, która nie potrafiła wykonać tego, czego wymagał od niej organ nadzoru.
I dlatego ta historia nie jest już wyłącznie historią Pauliny Sochy.
To historia o jakości całego tomaszowskiego samorządu.
Najmocniejszym nowym wątkiem jest moim zdaniem kontrast: ponad 202 tys. zł z TCZ kontra obowiązek kontrolowania TCZ jako radna. Dodatkowo bardzo mocne jest to, że w aktach znajduje się opinia prawna przekazana przez Zarząd Powiatu, która również mówiła o naruszeniu art. 25b, mimo czego Rada poszła w przeciwną stronę.



Napisz komentarz
Komentarze