Są albumy, które pozwalają uciec od rzeczywistości. Są też takie, które brutalnie przypominają, że nie mamy dokąd uciekać. „Bleed Out” holenderskiego Within Temptation należy do tej drugiej kategorii. To muzyka nagrana w czasach, gdy wojna wróciła do Europy, kobiety na ulicach Iranu upominały się o elementarne prawa, a świat coraz częściej przypominał krajobraz z powieści George’a Orwella. Sharon den Adel i jej muzyczni towarzysze porzucili część baśniowych dekoracji, odsunęli na bok gotyckie romantyczne obrazy i postanowili spojrzeć rzeczywistości prosto w oczy.
Rezultat jest jednym z najcięższych, najbardziej bezpośrednich i politycznie zaangażowanych albumów w historii zespołu. Gitary chwilami przypominają stalowe maszyny, elektronika nadaje muzyce chłód współczesnych metropolii, a symfoniczne aranżacje nie służą już wyłącznie budowaniu piękna. Stają się częścią niepokojącego widowiska.
Nad wszystkim unosi się głos Sharon – niezwykle czysty, potężny, ale coraz częściej pozbawiony dawnej eterycznej niewinności. Jakby anioł z okładek pierwszych albumów Within Temptation zszedł na ziemię i odkrył, że ludzie potrafią być znacznie bardziej przerażający niż demony.
Od „Mother Earth” do „Bleed Out”. Koniec niewinności
Historia Within Temptation jest jednym z najciekawszych przykładów ewolucji współczesnego metalu. Zespół założony w 1996 roku przez Sharon den Adel i Roberta Westerholta rozpoczynał od muzyki silnie związanej z gotyckim doom metalem. Debiutancki „Enter” z 1997 roku był mroczny, ciężki, pełen monumentalnych nastrojów i kontrastów pomiędzy kobiecym śpiewem a męskimi growlami. „Mother Earth” z 2000 roku przyniósł przełom w kierunku bardziej melodyjnego, symfonicznego grania, „The Silent Force” z 2004 roku rozwinął niemal filmowy rozmach, a „The Heart of Everything” z 2007 roku udowodnił, że Holendrzy potrafią połączyć metalową energię z przebojowością na poziomie największych rockowych widowisk.
Później nastąpiły kolejne przemiany. „The Unforgiving” z 2011 roku zbliżył zespół do alternatywnego rocka i melodyjnego metalu, „Hydra” z 2014 roku otworzył drzwi dla stylistycznych eksperymentów i gościnnych występów, natomiast „Resist” z 2019 roku wprowadził rozbudowaną elektronikę oraz futurystyczną estetykę. Nie wszystkim wielbicielom pierwszych wydawnictw podobał się ten kierunek.
Dla części słuchaczy Within Temptation stali się zbyt popowi, dla innych właśnie dzięki tej ewolucji pozostali interesujący. „Bleed Out”, ósmy album studyjny zespołu, wydany 20 października 2023 roku, stanowi najbardziej zdecydowaną odpowiedź na oba stanowiska. To nie jest powrót do dawnego gotyckiego metalu. To połączenie współczesnej elektroniki, potężnych riffów i symfonicznej melodyjności, ale podporządkowane znacznie ostrzejszej ekspresji.
Warto podkreślić, że album powstał w nietypowy sposób. Zamiast zamknąć się w studiu na kilka miesięcy i przygotować jedenaście całkowicie nowych kompozycji, Within Temptation zaczęli wcześniej publikować samodzielne single. Pandemia, przerwane trasy koncertowe i potrzeba szybkiego reagowania na wydarzenia sprawiły, że muzycy odeszli od tradycyjnego cyklu wydawniczego. Sharon tłumaczyła w rozmowie ze Steve'em Beebee z „Kerrang!”, że nie chcieli czekać kilku lat z publikacją piosenek dotyczących wydarzeń wymagających reakcji w danej chwili.
W rezultacie „Bleed Out” jest jednocześnie regularnym albumem i rodzajem muzycznej kroniki kilku burzliwych lat.
To jego zaleta, ale także potencjalna słabość. Płyta nie zawsze sprawia wrażenie jednolitej opowieści powstałej od początku do końca według jednego planu. Poszczególne kompozycje różnią się temperamentem i sposobem produkcji. Jednak łączy je temat przewodni: wolność jednostki, sprzeciw wobec przemocy oraz potrzeba obrony ludzkiej godności. I właśnie ta konsekwencja ideowa nadaje całości osobowość.
„We Go To War”. Wojna nie zaczyna się od bohaterów, ale od politycznych decyzji
Album otwiera „We Go To War”, kompozycja, która od pierwszych chwil udowadnia, że Within Temptation nie zamierzają wracać do dawnej łagodności. Elektroniczne impulsy, chóralne tło, mocne uderzenia perkusji i ciężkie gitarowe riffy tworzą atmosferę militarnego zagrożenia. Nie jest to jednak tradycyjny metalowy hymn o bohaterstwie na polu bitwy. Utwór dotyczy tragedii wojny, przemocy i konsekwencji politycznych decyzji, których cenę płacą zwyczajni ludzie.
Muzycznie słychać tu nowoczesne rozwiązania charakterystyczne dla Architects oraz Bring Me The Horizon. Gitary wykorzystują ostre, synkopowane rytmy, a elektronika nadaje kompozycji niemal mechaniczną precyzję. Właśnie w takich fragmentach Within Temptation najbardziej oddalają się od stylistyki „The Silent Force”. Tam symfoniczne aranżacje przypominały romantyczne pejzaże; tutaj tworzą tło dla nadciągającej katastrofy. Można wyobrazić sobie „We Go To War” jako muzykę do filmu wojennego, w którym kamera nie pokazuje triumfalnego pochodu zwycięskiej armii, lecz zniszczone domy, uciekających cywilów i żołnierzy niepotrafiących już odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właściwie walczą.
W literaturze podobną perspektywę odnajdujemy w „Na Zachodzie bez zmian” Ericha Marii Remarque’a, gdzie wojna stopniowo odbiera człowiekowi młodość, złudzenia i poczucie sensu. Remarque nie potrzebował wielkich patriotycznych deklaracji, aby ukazać jej okrucieństwo. Wystarczyły losy ludzi wciągniętych w machinę konfliktu. Within Temptation wykorzystują znacznie bardziej monumentalne środki, ale emocjonalny kierunek pozostaje podobny. Wojna nie jest tutaj przygodą ani romantyczną próbą charakteru. Jest katastrofą, wobec której muzyka próbuje zachować moralną wrażliwość.
Nick Ruskell z „Kerrang!” zwrócił uwagę na charakterystyczne dla utworu połączenie ciężkich gitar, staccatowych rytmów i wielkiego refrenu.
Trudno o lepszy początek albumu. W ciągu kilku minut zespół pokazuje, że nowa muzyczna tożsamość nie polega wyłącznie na zwiększeniu gitarowego przesterowania. Chodzi o nadanie dźwiękom większej dramaturgicznej ostrości.
„Bleed Out”. Mahsa Amini, Iran i krzyk, którego nie można uciszyć
Tytułowy „Bleed Out” należy do najważniejszych kompozycji w historii zespołu, nie tylko ze względu na muzykę. Inspiracją stała się śmierć Mahsy Jiny Amini, młodej Kurdyjki z Iranu, która zmarła we wrześniu 2022 roku po zatrzymaniu przez tamtejszą policję obyczajową. Jej śmierć wywołała masowe protesty pod hasłem „Kobieta, życie, wolność”. Władze irańskie odpowiedziały na demonstracje represjami. Dla Sharon den Adel wydarzenia te miały również wymiar osobisty. W dzieciństwie mieszkała w Jemenie i wielokrotnie odwiedzała kraje Bliskiego Wschodu. W wywiadach podkreślała emocjonalny związek z regionem i podziw dla odwagi kobiet sprzeciwiających się przymusowi.
Muzycznie „Bleed Out” jest niemal doskonałym połączeniem współczesnego metalu alternatywnego z charakterystyczną dla Within Temptation symfoniczną dramaturgią. Ciężkie, nisko strojone gitary tworzą brutalny fundament, elektronika wprowadza napięcie, a Sharon prowadzi melodię z niezwykłą siłą. Jej głos nie jest już eterycznym instrumentem znanym z „Ice Queen”. To głos kobiety, która nie zamierza prosić o pozwolenie na zabranie głosu. Refren posiada ogromną emocjonalną intensywność, ale nie sprowadza się do łatwego stadionowego hasła.
Przy słuchaniu tej kompozycji nasuwa mi się skojarzenie z „Opowieścią podręcznej” Margaret Atwood. W powieści tej kobiece ciało staje się obszarem politycznej kontroli, a indywidualna wolność zostaje podporządkowana ideologii. Podobnie jak u Atwood, w „Bleed Out” najważniejszy konflikt dotyczy prawa człowieka do decydowania o własnym życiu. Nie jest to oczywiście dosłowna adaptacja literacka, ale podobieństwo problematyki pozostaje uderzające.
Co szczególnie istotne, Sharon nie traktuje tego tematu jak odległego problemu politycznego, o którym można napisać piosenkę, a następnie przejść do kolejnego repertuarowego punktu. W rozmowie z Radiem Łódź wyjaśniała okoliczności powstania utworu, podkreślając jego związek z tragedią Amini i protestami młodych Irańczyków.
„Bleed Out” jest dla mnie jednym z najmocniejszych nagrań całej płyty. Muzyka nie służy tutaj wyłącznie budowaniu atmosfery. Staje się formą publicznego stanowiska. A kiedy Sharon osiąga kolejne wokalne kulminacje, trudno oprzeć się wrażeniu, że słuchamy nie tyle rockowej ballady o cierpieniu, ile dramatycznego wezwania, aby nie odwracać wzroku.
„Wireless”. Propaganda, która wysyła ludzi na śmierć
W „Wireless” zespół podejmuje jeden z najbardziej niepokojących tematów współczesnej wojny: zdolność propagandy do przekształcania zwyczajnych ludzi w narzędzia politycznej przemocy. Sharon den Adel wyjaśniała w rozmowie z Radiem Łódź, że bohaterem utworu jest rosyjski żołnierz, który pod wpływem oficjalnego przekazu przekracza granicę Ukrainy, przekonany, że uczestniczy w słusznej misji. Dopiero później zaczyna rozumieć, że rzeczywistość wygląda inaczej, niż przedstawiano mu ją przed wyjazdem.
To temat niezwykle trudny, ponieważ wymaga rozróżnienia pomiędzy odpowiedzialnością za własne czyny a mechanizmami manipulacji, którym podlegają ludzie. W „Roku 1984” George Orwell pokazywał społeczeństwo, w którym język staje się narzędziem kontroli. Wojna może być pokojem, kłamstwo prawdą, a agresja koniecznością obrony. Podobny mechanizm odnajdujemy w „Wireless”: człowiek nie tyle przestaje rozumieć rzeczywistość, ile zaczyna widzieć ją poprzez opowieść przygotowaną przez władzę.
Muzycznie jest to jedna z najbardziej przekonujących kompozycji albumu. Elektroniczny puls łączy się z ciężkimi gitarami, a refren posiada charakterystyczny dla Within Temptation rozmach. Co ciekawe, Sharon nie próbuje przez cały czas dominować siłą głosu. Potrafi wprowadzać delikatniejsze frazy, a następnie przechodzić do zdecydowanej ekspresji, nadając całej kompozycji dramaturgię.
Catherine Morris z „Metal Hammer” zwróciła uwagę na zachowaną w „Wireless” wrażliwość wokalną, przywołując skojarzenie z Kate Bush.
To interesujące porównanie. Sharon nigdy nie posiadała ekscentrycznej teatralności autorki „Wuthering Heights”, ale obie artystki rozumieją, że głos może opowiadać historię nie tylko poprzez słowa, lecz również barwę, oddech i zmianę napięcia.
„Wireless” jest jednym z tych utworów, które pokazują, że współczesny metal może być czymś więcej niż rozrywką. Nie zastąpi reportażu wojennego ani historycznej analizy. Może jednak przypomnieć, że pod wielkimi słowami o geopolityce kryją się indywidualne ludzkie losy.
„Worth Dying For”. Co jest naprawdę warte śmierci?
Czwarta kompozycja rozpoczyna się od bardziej nerwowej, rytmicznie skomplikowanej konstrukcji. „Worth Dying For” jest jednym z najciekawszych przykładów połączenia nowoczesnego metalu z symfonicznym dziedzictwem Within Temptation. Gitarowe riffy posiadają w sobie coś z Meshuggah, choć zostają podporządkowane znacznie bardziej melodyjnej formule. Perkusja nadaje całości energię, a refren należy do najbardziej efektownych na płycie.
Najważniejsze jest jednak pytanie zapisane w tytule. Co jest warte śmierci? Ojczyzna? Wolność? Miłość? Przekonania? A może problem zaczyna się właśnie wtedy, kiedy politycy próbują przekonać ludzi, że pewne idee wymagają bezwarunkowego poświęcenia życia?
W literaturze podobny dylemat powraca nieustannie. W „Komu bije dzwon” Ernest Hemingway przedstawił ludzi walczących w hiszpańskiej wojnie domowej, którzy próbują pogodzić własne przekonania z dramatem przemocy. U Alberta Camusa z kolei moralna wartość buntu wynika nie z samego zwycięstwa, ale z odmowy zaakceptowania niesprawiedliwości. Within Temptation nie proponują tak rozbudowanej filozoficznej analizy, lecz ich kompozycja zachęca do podobnych pytań.
Muzycznie „Worth Dying For” jest jednak przede wszystkim znakomitym metalowym utworem. Zespół pozwala sobie na bardziej skomplikowaną rytmikę, zachowując chwytliwość refrenu. Issy Herring z „Distorted Sound Magazine” szczególnie doceniła gitarowy fragment środkowej części nagrania, uznając go za jedno z najlepszych instrumentalnych rozwiązań albumu.
To jeden z tych momentów, w których Holendrzy pokazują, że ciężar nie musi oznaczać monotonii. A przebojowość nie musi wykluczać muzycznej pomysłowości.
„Ritual”. Quentin Tarantino wkracza do gotyckiego pałacu
Po czterech utworach podejmujących ciężkie społeczne tematy pojawia się „Ritual”, kompozycja, która niemal demonstracyjnie zmienia nastrój. Nagle opuszczamy pole bitwy i przestrzeń politycznego protestu, aby znaleźć się w świecie uwodzenia, seksualnej pewności siebie i filmowej groteski.
Inspiracją był „Od zmierzchu do świtu” z 1996 roku, film wyreżyserowany przez Roberta Rodrigueza według scenariusza Quentina Tarantino. Jego akcja rozpoczyna się jak kryminalna opowieść drogi, aby niespodziewanie przeobrazić się w krwawe widowisko o wampirach. Sharon den Adel wyjaśniała, że „Ritual” dotyczy kobiety przejmującej inicjatywę w relacji i świadomie wykorzystującej własną siłę uwodzenia.
Muzycznie jest to jeden z najbardziej charakterystycznych utworów albumu. Etniczne rytmy, ciężkie gitary i niemal taneczna pulsacja tworzą mieszankę przypominającą gotycki klub nocny, w którym DJ pomylił playlistę Within Temptation z industrialnym remiksem Nine Inch Nails. Jest w tym coś z elektroniki, coś z metalowego groove'u i odrobina teatralnej przesady.
„Ritual” budzi jednak pewne wątpliwości w kontekście dramaturgii całego wydawnictwa. Catherine Morris z „Metal Hammer” uznała go za jeden z nielicznych utworów, które niezupełnie pasują do całości.
Rozumiem to zastrzeżenie, ale nie podzielam go w pełni.
Po czterech poważnych kompozycjach taki oddech wydaje mi się potrzebny. Płyta o wojnie, represjach i społecznej niesprawiedliwości mogłaby szybko zamienić się w muzyczny manifest pozbawiony emocjonalnych kontrastów. „Ritual” przypomina, że człowiek walczący o wolność nie przestaje mieć prawa do przyjemności, erotyzmu i zwyczajnej zabawy.
A przy okazji pokazuje, że Sharon den Adel potrafi być nie tylko romantyczną bohaterką symfonicznego dramatu.
Potrafi również wejść na scenę jak postać z filmu Rodrigueza i przejąć kontrolę nad całym przedstawieniem.
„Cyanide Love”. Miłość, która zatruwa
„Cyanide Love” jest jednym z najbardziej mrocznych utworów na albumie. Już sam tytuł, odwołujący się do cyjanku, sugeruje miłość przekształconą w truciznę. Ale nie chodzi wyłącznie o toksyczną relację między dwojgiem ludzi. Kompozycję można odczytywać szerzej, jako obraz więzi opartej na przemocy, manipulacji i uzależnieniu od siły, która stopniowo niszczy człowieka.
Muzycznie otrzymujemy ciężki, powolniejszy riff, w którym pojawia się coś z doom metalu. Gitara nie spieszy się z kolejnymi dźwiękami, pozwalając im wybrzmiewać niczym kolejne uderzenia wielkiego mechanizmu. Elektroniczne efekty wprowadzają atmosferę niepokoju, a wokal Sharon chwilami staje się niemal hipnotyczny.
Nick Ruskell z „Kerrang!” szczególnie docenił ciężar tego utworu, wskazując na jego posępny, niemal pogrzebowy charakter.
Z kolei Sebastian Kessler z niemieckiego „Metal Hammer” zauważył kontrast pomiędzy mrocznym groove'em a zaskakującymi partiami chóralnymi, wykorzystującymi również język niemiecki.
Dla mnie „Cyanide Love” jest jednym z najmocniejszych dowodów na to, że „Bleed Out” nie oznacza jedynie zwiększenia głośności gitar. Chodzi o ciężar emocjonalny i atmosferyczny. Zespół pozwala muzyce nabrać niepokojącego charakteru, zamiast natychmiast rozładowywać napięcie wielkim refrenem.
To kierunek, w którym Within Temptation mogliby moim zdaniem podążać jeszcze odważniej. W ich muzyce zawsze istniał potencjał do tworzenia mrocznych, gotyckich pejzaży. „Cyanide Love” pokazuje, że można go wykorzystać bez powrotu do stylistyki debiutanckiego „Enter”.
„The Purge” i „Don't Pray For Me”. Wolność zaczyna się od odmowy podporządkowania
„The Purge” przynosi bardziej elektroniczne oblicze zespołu. Można odnaleźć tutaj wpływy rocka alternatywnego lat osiemdziesiątych i współczesnego synth metalu, a całość rozwija się wokół wyrazistej melodii i mocnego refrenu. Tematem jest wewnętrzne oczyszczenie: rozpoznanie własnych błędów, zaakceptowanie przeszłości i próba uwolnienia się od ciężaru doświadczeń.
W tym sensie utwór przypomina mi psychologiczne rozważania Carla Gustava Junga o konieczności konfrontacji z własnym cieniem. Człowiek nie staje się dojrzalszy dzięki zaprzeczaniu istnieniu własnych słabości. Musi je najpierw rozpoznać. Within Temptation przedstawiają podobną ideę w znacznie prostszym, metalowo-popowym języku. „The Purge” jest efektowny, choć moim zdaniem nie należy do najbardziej odkrywczych utworów albumu. Przypomina raczej naturalne rozwinięcie kierunku zapoczątkowanego na „Resist”.
Znacznie ciekawszy pod względem przekazu pozostaje „Don't Pray For Me”. Już sam tytuł jest prowokacyjny. „Nie módl się za mnie” może brzmieć jak odrzucenie religii, ale zasadniczy sens kompozycji jest bardziej złożony. Chodzi o prawo człowieka do podejmowania własnych decyzji i sprzeciw wobec narzucania mu przekonań przez innych.
To bardzo ważne rozróżnienie. Wolność religijna obejmuje zarówno prawo do wyznawania wiary, jak i prawo do niepodzielania cudzych przekonań. W praktyce społecznej te dwie wartości nie zawsze bywają równie szanowane. Sharon śpiewa tutaj z wyjątkową stanowczością, a muzyka łączy gotycki mrok z nowoczesną produkcją i symfonicznym rozmachem.
Można odnaleźć w niej coś z „The Heart of Everything”, szczególnie z okresu, kiedy Within Temptation zaczęli mocniej eksponować gitarowy ciężar. Ale elektronika przypomina, że nie mamy do czynienia z nostalgicznym powrotem.
„Don't Pray For Me” jest moim zdaniem jednym z tych utworów, które mogą wywołać dyskusję również poza środowiskiem muzycznym. Stawia bowiem pytanie o granicę pomiędzy troską o drugiego człowieka a próbą podporządkowania go własnej wizji świata.
I choć tekst nie jest szczególnie filozoficznie skomplikowany, jego siła wynika z bezpośredniości.
Nie proś o wolność dla mnie na własnych warunkach.
Pozwól mi samodzielnie zdecydować, kim chcę być.
„Shed My Skin”. Metalcore, który zmusza do zmiany skóry
„Shed My Skin” jest jedną z najodważniejszych stylistycznie kompozycji płyty. W nagraniu uczestniczy niemiecki zespół Annisokay, a szczególnie ważny okazuje się kontrast pomiędzy głosem Sharon den Adel a ekspresją Christopha Wieczorka. To spotkanie dwóch odmian współczesnego metalu, które na pierwszy rzut oka mogłyby wydawać się odległe.
Within Temptation wychodzą z tradycji gotyckiego i symfonicznego metalu. Annisokay reprezentują nowoczesny metalcore, w którym ciężkie, nisko strojone gitary, elektronika i dynamiczne zmiany wokalne odgrywają zasadniczą rolę. Połączenie tych światów mogło zakończyć się zwykłą demonstracją stylistycznych różnic. Tymczasem powstała kompozycja zaskakująco naturalna.
Tytułowe zrzucanie skóry można interpretować jako metaforę przemiany. Człowiek nieustannie przechodzi przez kolejne etapy życia, pozostawiając za sobą dawne przekonania, relacje i wyobrażenia o sobie. Nie każda zmiana jest przyjemna. Czasami wymaga bolesnego zerwania z przeszłością.
W literaturze podobny motyw odnajdujemy u Hermanna Hessego, szczególnie w „Demianie”, gdzie dojrzewanie oznacza konieczność przekroczenia świata dotychczasowych wartości. U Franza Kafki przemiana może przyjąć postać koszmaru, ale u Hessego pozostaje możliwością narodzin nowej świadomości. „Shed My Skin” jest bliższy tej drugiej perspektywie.
Sharon opowiadała w rozmowie z Radiem Łódź, że członkowie Within Temptation zainteresowali się Annisokay podczas pandemii, kiedy mieli więcej czasu na poznawanie nowych zespołów. Współpraca wynikała z autentycznej fascynacji metalcore'em, a nie wyłącznie z marketingowej kalkulacji.
To ważny szczegół, ponieważ pokazuje, że nawet po kilkudziesięciu latach kariery Within Temptation potrafią zachować ciekawość muzyczną.
Nie uważam jednak „Shed My Skin” za kompozycję całkowicie doskonałą. Issy Herring z „Distorted Sound Magazine” doceniła współpracę wokalną, ale uznała sam utwór za mniej zapadający w pamięć niż najlepsze fragmenty albumu.
To rozsądne zastrzeżenie. Stylistyczny eksperyment jest interesujący, lecz nie każda jego melodia posiada równie dużą siłę. Mimo to trudno odmówić zespołowi odwagi. Holendrzy nie udają młodszych artystów. Po prostu pokazują, że muzyczne granice nadal można przekraczać.
„Unbroken” i „Entertain You”. Od osobistego wyznania do ostatniego protestu
„Unbroken” przynosi bardziej tradycyjne, melodyjne oblicze Within Temptation. To kompozycja, która mogłaby znaleźć miejsce na jednym z wcześniejszych albumów zespołu, choć jej produkcja pozostaje zdecydowanie współczesna. Dużą rolę odgrywa wokal Sharon, tym razem bardziej liryczny, a jednocześnie pozbawiony dawnej eterycznej lekkości.
Tytuł można przetłumaczyć jako „Niezłamany” lub „Niezłomny”. Utwór mówi o zdolności przetrwania doświadczeń, które mogłyby człowieka zniszczyć. Muzycznie przypomina symfoniczną balladę, ale nie jest pozbawiony ciężaru i dramatyzmu. Wokalistka znakomicie kontroluje napięcie, przechodząc od delikatniejszych fraz do mocniejszych kulminacji.
Można odnaleźć tutaj coś z dawnego Within Temptation, szczególnie z okresu „The Silent Force” i „The Heart of Everything”. Ale różnica jest istotna. Wówczas Sharon częściej śpiewała jak bohaterka romantycznej fantazji. Teraz przypomina kobietę, która wiele przeżyła i nie zamierza udawać, że świat jest prosty.
Album kończy „Entertain You”, opublikowany pierwotnie już w 2020 roku. To utwór o odrzuceniu społecznej pogardy i próbach wykorzystywania cudzej odmienności jako rozrywki. Gitary są ciężkie, rytm niemal industrialny, a wokal posiada wyraźną agresję. Można odnaleźć tutaj inspiracje nu metalem i alternatywnym metalem początku XXI wieku.
Sebastian Kessler z niemieckiego „Metal Hammer” zauważył, że „Entertain You” korzysta z dość wyraźnych schematów nu metalu, ale w zestawieniu z później napisanymi kompozycjami pokazuje drogę stylistycznej przemiany zespołu.
W tym sensie finał jest bardzo interesujący. Album rozpoczyna się opowieścią o wojnie i politycznej przemocy, a kończy przypomnieniem, że również codzienna pogarda wobec innych ludzi może być formą przemocy. Oczywiście nie należy tych doświadczeń utożsamiać. Wojna i społeczna drwina różnią się skalą, skutkami i odpowiedzialnością. Ale łączy je pytanie o granice szacunku dla drugiego człowieka.
„Entertain You” jest muzycznie prostszy niż wiele wcześniejszych fragmentów płyty, ale posiada niezwykłą energię. I choć nie uważam go za najlepszą kompozycję na albumie, zamyka całość z odpowiednią stanowczością.
Within Temptation nie proponują finałowego pojednania.
Nie zapewniają, że świat stanie się lepszy.
Mówią jedynie, że człowiek ma prawo być sobą i nie powinien stawać się przedmiotem cudzej rozrywki tylko dlatego, że jest inny.
To mocne zakończenie.
Czy „Bleed Out” jest lepszy od „Hydra” i „Resist”?
Porównanie z dwoma wcześniejszymi albumami wydaje się szczególnie interesujące, ponieważ pokazuje różne sposoby rozumienia artystycznego rozwoju.
„Hydra” z 2014 roku był dziełem opartym na stylistycznej różnorodności. Pojawili się goście reprezentujący różne światy muzyczne, między innymi Tarja Turunen, Howard Jones, Dave Pirner i raper Xzibit. Zespół próbował poszerzyć granice metalu symfonicznego, chwilami osiągając rezultaty zaskakujące, a niekiedy po prostu zbyt eklektyczne.
„Resist” z 2019 roku przyniósł bardziej konsekwentne wykorzystanie elektroniki, futurystyczną estetykę i inspiracje nowoczesnym rockiem alternatywnym. Był albumem efektownym, ale miejscami sprawiającym wrażenie przesadnie wygładzonego. Symfoniczny metal coraz wyraźniej ustępował tam miejsca popowej przebojowości.
„Bleed Out” stanowi logiczną kontynuację tych poszukiwań, ale przenosi punkt ciężkości z produkcyjnego rozmachu na większą agresję gitar i bezpośredniość tekstów. W mojej ocenie jest albumem bardziej przekonującym niż „Resist”, choć niekoniecznie bardziej oryginalnym niż „Hydra”. Posiada większą emocjonalną konsekwencję, ale mniejszą liczbę naprawdę zaskakujących pomysłów.
Jego największą siłą pozostaje spójność przesłania. Wojna w Ukrainie, sytuacja kobiet w Iranie, propaganda, wolność sumienia i odrzucenie pogardy wobec odmienności tworzą obraz świata, w którym człowiek nieustannie musi bronić swojej podmiotowości.
Jednak nawet najbardziej szlachetne intencje nie gwarantują artystycznej doskonałości.
Część refrenów została skonstruowana według dobrze znanej formuły. Elektronika, choć efektowna, chwilami przypomina rozwiązania stosowane na wcześniejszym albumie. Nie wszystkie kompozycje posiadają jednakowo mocne melodie, a niektóre, zwłaszcza „The Purge” i „Shed My Skin”, mimo interesujących pomysłów nie dorównują emocjonalnej intensywności „Bleed Out” czy „Wireless”.
Pewną słabością pozostaje również dramaturgia wynikająca z procesu powstawania albumu. Ponieważ znaczna część materiału ukazała się wcześniej jako samodzielne single, całość nie zawsze posiada płynność charakterystyczną dla najlepszych wydawnictw koncepcyjnych. Jest raczej zbiorem powiązanych tematycznie wypowiedzi niż jedną nieprzerwaną opowieścią.
Ale to również część jego charakteru.
Przypomina kronikę epoki, pisaną w chwili, kiedy kolejne wydarzenia jeszcze się rozgrywały.
A takie kroniki rzadko bywają idealnie uporządkowane.
Muzyka i polityka. Czy artyści powinni zabierać głos?
Wokół „Bleed Out” pojawiało się pytanie, czy zespół metalowy powinien tak otwarcie komentować współczesną politykę. Część słuchaczy oczekuje od muzyki ucieczki od rzeczywistości, a nie przypominania o wojnach, represjach i społecznych konfliktach.
To zrozumiałe oczekiwanie, ale trudno uznać je za jedyną dopuszczalną definicję sztuki.
Rock od dawna pozostaje przestrzenią społecznego protestu. Bob Dylan śpiewał o niesprawiedliwości, The Clash o przemocy i bezrobociu, U2 o konfliktach politycznych, a Rage Against the Machine uczynili z muzyki jeden z najważniejszych elementów swojej radykalnej krytyki społecznej. Nie każda artystyczna deklaracja była trafna. Nie wszystkie polityczne przekonania muzyków zasługują na bezkrytyczną akceptację. Ale trudno wyobrazić sobie historię rocka bez prawa do zabierania głosu w sprawach publicznych.
Sharon den Adel odpowiedziała na takie zarzuty w wywiadzie dla FaceCulture, którego fragmenty przytoczył Blabbermouth. Przypominała, że muzyka od zawsze dotyczy myśli, filozofii i wielkich tematów inspirujących artystów.
W jej przypadku zaangażowanie nie jest czymś całkowicie nowym. Już „Mother Earth” poruszał problem relacji człowieka z naturą, a późniejsze wydawnictwa wielokrotnie odwoływały się do wolności, społecznych podziałów i odpowiedzialności. Różnica polega na sposobie wypowiedzi. Dawniej kwestie te ukrywano częściej w metaforach i baśniowych obrazach. Teraz artystka mówi wprost.
Czy taka bezpośredniość zawsze służy muzyce?
Niekoniecznie.
Sztuka potrafi zyskać na wieloznaczności. Metafora pozwala odbiorcy odnaleźć własny sens, podczas gdy jednoznaczny manifest może ograniczać pole interpretacji. „Bleed Out” chwilami zbliża się do tej granicy.
Ale w najlepszych fragmentach udaje się jej nie przekroczyć.
„Wireless” nie jest wyłącznie piosenką o rosyjskiej propagandzie. Jest również opowieścią o ludzkiej podatności na manipulację.
„Bleed Out” nie dotyczy tylko konkretnej tragedii w Iranie. Mówi szerzej o prawie do decydowania o własnym życiu.
„Don't Pray For Me” nie musi być odczytywane wyłącznie jako spór religijny. Dotyczy granic ingerowania w cudzą wolność.
Właśnie dzięki takim możliwościom interpretacji album zachowuje wartość wykraczającą poza datę premiery.



Napisz komentarz
Komentarze