Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
piątek, 23 października 2026 10:00
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama
Rock of perception

„The Doors”. Otwórzcie drzwi percepcji. Po drugiej stronie czekają poezja, szaleństwo i śmierć

Są albumy, które zmieniają historię muzyki. Są takie, które zmieniają życie słuchaczy. I są wreszcie płyty otwierające drzwi do miejsc, o których istnieniu wolelibyśmy czasami nie wiedzieć. Debiutancki „The Doors” z 1967 roku należy do wszystkich trzech kategorii. To czterdzieści kilka minut muzyki, w której blues spotyka grecką tragedię, psychodelia flirtuje ze śmiercią, a poezja Williama Blake’a i Arthura Rimbauda znajduje nieoczekiwane schronienie w zadymionych klubach Los Angeles. Jim Morrison nie tyle śpiewa, ile odprawia osobliwy rytuał. Ray Manzarek buduje dźwiękowe labirynty, Robby Krieger prowadzi gitarę z elegancją szermierza, a John Densmore nadaje całości niepokojący, niemal hipnotyczny puls. To nie jest zwyczajna rockowa płyta. To zaproszenie do podróży, z której nie wszyscy wracają tacy sami.

Nasz artykuł w dużym skrócie

  • Debiut, który stał się legendą – Wydany w 1967 roku album „The Doors” to przełomowa, muzyczna podróż przez poezję, psychodelię, bluesa oraz najciemniejsze zakamarki ludzkiej wyobraźni.
  • Filozoficzne i literackie inspiracje Morrisona – Mroczna poezja Jima Morrisona była silnie zakorzeniona w literaturze; kluczowe źródła artystycznych inspiracji wokalisty stanowili William Blake, Arthur Rimbaud, Charles Baudelaire oraz Fryderyk Nietzsche.
  • Rewolucyjna fuzja gatunków – Ray Manzarek, Robby Krieger i John Densmore stworzyli niepowtarzalne, hipnotyzujące brzmienie, bezbłędnie łącząc ze sobą elementy rocka, jazzu, bluesa oraz muzyki klasycznej.
  • Ponadczasowe kompozycje – Na krążku znalazły się tak fundamentalne utwory jak „Break On Through (To the Other Side)”, „Light My Fire”, „The Crystal Ship” oraz monumentalne, zamykające album dzieło „The End”.
  • Jednogłośny zachwyt krytyków – Wybitni dziennikarze muzyczni, w tym Richie Unterberger, David Fricke oraz Parke Puterbaugh, zgodnie zaliczają ten debiut do absolutnie najważniejszych i najbardziej wpływowych osiągnięć w historii muzyki rockowej.
  • Nasza ocena: 9,5/10 – Prawdziwe, wielopokoleniowe arcydzieło, które niemal sześćdziesiąt lat po swojej oficjalnej premierze wciąż tak samo mocno fascynuje, intryguje i niepokoi słuchacza.

Rok 1967. Kiedy dzieci kwiaty spotkały własne demony

Wyobraźmy sobie Kalifornię w połowie lat sześćdziesiątych. Słońce rozświetla plaże Venice. W San Francisco rodzi się kontrkultura. Młodzi ludzie mówią o pokoju, wolnej miłości, wyzwoleniu świadomości i nowym świecie, który ma powstać na gruzach mieszczańskich konwenansów. W powietrzu unosi się marihuana, na gramofonach obracają się płyty Boba Dylana, The Byrds i Jefferson Airplane, a rzeczywistość coraz częściej wydaje się zaledwie jedną z wielu możliwych wersji istnienia.

I właśnie wtedy, 4 stycznia 1967 roku, ukazuje się debiutancki album zespołu The Doors. Nie ma na nim zbyt wiele hipisowskiej niewinności. Nie znajdziemy tutaj pogodnych hymnów o braterstwie ludzkości ani optymistycznych wizji nadchodzącego szczęścia. Zamiast tego otrzymujemy opowieści o pożądaniu, samotności, przemijaniu, przemocy, narkotycznych wizjach i granicach ludzkiej świadomości.

Gdyby The Beatles z okresu „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” budowali wówczas kolorowy lunapark wyobraźni, The Doors zapraszali słuchaczy do opuszczonego teatru, w którym ktoś zapomniał zgasić światło, a za kulisami słychać niepokojące kroki. To uproszczenie, lecz dobrze oddaje różnicę nastrojów.

Debiut zespołu Morrison–Manzarek–Krieger–Densmore pojawił się kilka miesięcy przed „Sgt. Pepperem”, ale oba albumy symbolizują odmienne oblicza psychodelicznej rewolucji. The Beatles poszukiwali nowych kolorów. The Doors badali ciemność. David Fricke, ceniony krytyk magazynu Rolling Stone, w zestawieniu najważniejszych albumów 1967 roku pisał o debiucie grupy jako o niezwykle silnym wejściu amerykańskiego zespołu na muzyczną scenę. Użył przy tym określenia „bajroniczny gniew Morrisona” 

Trudno o trafniejszą charakterystykę. Morrison przypominał romantycznego bohatera, który zamiast peleryny włożył skórzane spodnie, zamiast pióra chwycił mikrofon, a poezję postanowił wygłaszać przy akompaniamencie organów Vox Continental. Był zarazem poetą, aktorem i prowokatorem. I od samego początku zdawał się przeczuwać, że własna legenda może okazać się dla niego pułapką.

William Blake otwiera drzwi. Aldous Huxley pokazuje klamkę

Żeby zrozumieć The Doors, nie wystarczy znać historię rock and rolla. Trzeba zajrzeć do biblioteki Jima Morrisona. A była to biblioteka niezwykła. Młody wokalista czytał Williama Blake’a, Arthura Rimbauda, Charles’a Baudelaire’a, Fryderyka Nietzschego, Jacka Kerouaca, Allena Ginsberga, Alberta Camusa i Franza Kafkę. Fascynował się francuskimi symbolistami, europejskim romantyzmem, filozofią egzystencjalną i amerykańską kontrkulturą literacką. Nie były to jedynie książki, którymi można pochwalić się podczas rozmowy w intelektualnym towarzystwie. Dla Morrisona literatura stanowiła narzędzie poznawania świata. A może raczej — narzędzie kwestionowania tego, co większość ludzi uważała za oczywiste.

Nazwa The Doors pochodzi od tytułu książki Aldousa Huxleya „The Doors of Perception” („Drzwi percepcji”), odwołującej się z kolei do słynnego fragmentu „Zaślubin Nieba i Piekła” Williama Blake’a, który pisał:

„If the doors of perception were cleansed, every thing would appear to man as it is, Infinite.”

W moim przekładzie: „Gdyby oczyszczono drzwi percepcji, wszystko ukazałoby się człowiekowi takim, jakim jest — nieskończonym”. To właściwie manifest artystyczny The Doors. Morrison uważał, że codzienna rzeczywistość jest ograniczona przez przyzwyczajenia, społeczne konwenanse i ludzkie lęki. Sztuka miała te ograniczenia burzyć. Muzyka nie powinna wyłącznie dostarczać przyjemności. Powinna otwierać umysł. Nie zawsze w sposób bezpieczny. Nie zawsze również w sposób przyjemny.

W tym miejscu pojawia się postać Arthura Rimbauda, francuskiego poety, który jeszcze jako nastolatek chciał stać się wizjonerem poprzez radykalne rozregulowanie zmysłów. Rimbaud szukał poezji poza granicami racjonalności. Morrison próbował podobnej sztuczki za pomocą rockowej sceny. Łączył obrazy senne z erotyką, przeczuciem śmierci i symboliką rytuału. Jego teksty przypominają czasem wiersze napisane przez Rimbauda po nocnym spotkaniu z bluesmanem Robertem Johnsonem. To spotkanie nigdy oczywiście nie miało miejsca.

Ale właśnie tak brzmią najlepsze fragmenty debiutu The Doors: francuski symbolizm przełożony na język amerykańskiego bluesa.

Nietzsche i Dionizos. Dlaczego Morrison chciał być kimś więcej niż piosenkarzem?

Wśród filozoficznych fascynacji Morrisona szczególne miejsce zajmował Nietzsche. Zwłaszcza przeciwstawienie pierwiastka apollińskiego i dionizyjskiego. Apollo reprezentował formę, umiar, harmonię i porządek. Dionizos — ekstazę, upojenie, instynkt i przekroczenie granic jednostkowej świadomości. Morrison wyraźnie ciążył ku temu drugiemu światu. Występ rockowy traktował momentami jako formę rytuału, podczas którego publiczność i wykonawca mieli wspólnie porzucić codzienną tożsamość.

Nie jest trudno odnaleźć w tym również fascynację teatrem eksperymentalnym, zwłaszcza ideą teatru okrucieństwa Antonina Artauda. Morrison pragnął naruszać spokój widza. Zmuszać go do konfrontacji z własnymi lękami. Nie chodziło wyłącznie o skandal. Przynajmniej nie na początku. Chodziło o doświadczenie sztuki, która przestaje być dekoracją życia, a zaczyna w życie ingerować.

Wokalista chciał być kimś pomiędzy poetą przeklętym, antycznym kapłanem a współczesnym bluesmanem. Niestety, człowiek próbujący przez całe życie grać Dionizosa może w pewnym momencie zapomnieć, jak wrócić do zwyczajnego świata. Tragiczna biografia Morrisona dopisze później do tej filozofii bardzo bolesny epilog. Ale w 1967 roku wszystko było jeszcze możliwe.

„Break On Through (To the Other Side)”. Jedna minuta i kilkadziesiąt sekund do innego świata

Debiut otwiera „Break On Through (To the Other Side)”. Nie sposób wyobrazić sobie lepszego początku. Perkusja Johna Densmore’a nadaje utworowi puls przypominający rytmy latynoskie, organy Manzarka budują napięcie, a gitara Kriegera porusza się niemal nerwowo pomiędzy kolejnymi akcentami. I wtedy pojawia się Morrison. Nie wita słuchacza. Nie próbuje zdobyć jego sympatii. Wydaje rozkaz. Przekrocz granicę. Przedostań się na drugą stronę. Ale na jaką? Świadomości? Doświadczenia? Seksualności? Życia? Śmierci? Morrison nie odpowiada. I bardzo dobrze.

Największą siłą „Break On Through” pozostaje jego wieloznaczność. Można słuchać tego utworu jako hymnu kontrkultury, ale równie dobrze jako egzystencjalnego manifestu człowieka, który nie potrafi pogodzić się z ograniczeniami własnego istnienia. W tym sensie piosenka przypomina „Wilka stepowego” Hermanna Hessego. Bohater Hessego próbuje odnaleźć przejście pomiędzy światem społecznych konwenansów a ukrytymi obszarami własnej osobowości. Morrison proponuje podobne przekroczenie, ale zamiast filozoficznej powieści otrzymujemy gwałtowny rockowy utwór

Jest tutaj coś z narodzin punk rocka, zanim ktokolwiek zaczął nazywać tę muzykę punkiem. Krótka forma. Bezpośredni przekaz. Napięcie. Brak zainteresowania eleganckimi ozdobnikami. A jednak kompozycja jest znacznie bardziej wyrafinowana, niż mogłoby się wydawać. Densmore nie gra przecież zwykłego, ciężkiego rockowego rytmu. Jego perkusja ma jazzową ruchliwość, dzięki której utwór pulsuje i oddycha. To pierwszy dowód, że The Doors nie będą zwyczajnym zespołem gitarowym.

„Soul Kitchen”. Głód, który nie dotyczy jedzenia

„Soul Kitchen” przenosi nas do bardziej zmysłowego świata. Morrison śpiewa o miejscu, które można interpretować jako azyl, przestrzeń bliskości albo symbol utraconego bezpieczeństwa. Inspiracją dla tekstu była restauracja Olivia’s w Venice, którą wokalista odwiedzał. Ale utwór bardzo szybko wykracza poza zwykłe wspomnienie konkretnego lokalu. Tytułowa kuchnia duszy staje się miejscem, w którym człowiek próbuje zaspokoić głód znacznie głębszy niż fizyczny. Głód obecności. Głód ciepła. Głód poczucia przynależności.

Muzyka jest tu zaskakująco sprężysta. Organy Manzarka nadają jej charakterystyczny puls, a gitara Kriegera pojawia się niczym krótki, precyzyjny komentarz. Morrison śpiewa z mieszaniną tęsknoty i zmysłowości. To jeden z momentów, w których The Doors przypominają bardziej nocny klub bluesowy niż psychodeliczny zespół z Kalifornii. Przyznam, że właśnie takie fragmenty szczególnie lubię. Bez późniejszej mitologii Króla Jaszczura. Bez teatralnego szaleństwa. Bez konieczności nieustannego udowadniania, że każdy dźwięk musi prowadzić ku metafizycznemu objawieniu. Po prostu znakomity zespół wykonujący znakomitą piosenkę.

„The Crystal Ship”. Rimbaud spotyka Chopina o czwartej nad ranem

A potem następuje jedna z najpiękniejszych kompozycji w całej dyskografii The Doors. „The Crystal Ship”. Dwie i pół minuty muzyki, które mają w sobie więcej melancholii niż niejeden czterdziestominutowy album. Fortepian Manzarka brzmi niemal klasycznie. Melodia rozwija się z niezwykłą delikatnością. Morrison rezygnuje z gwałtowności i prowokacyjnych gestów. Śpiewa cicho, niemal intymnie. Można wyobrazić sobie tę piosenkę jako fragment zapomnianego filmu europejskiego z lat sześćdziesiątych. Samotny mężczyzna stoi przy oknie hotelowego pokoju. Za szybą pada deszcz. Ktoś właśnie odszedł. I nie wiadomo, czy kiedykolwiek powróci.

W „The Crystal Ship” odnajduję szczególnie silne echa francuskiego symbolizmu. Rimbaudowskie obrazy podróży, nieuchwytności, sennego przemieszczania się pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią. Ale jest tutaj także coś z Baudelaire’a — przekonanie, że piękno najpełniej objawia się w chwili, gdy zaczynamy doświadczać jego przemijania.

Nie twierdzę, że każdy obraz tekstu można przypisać konkretnemu wierszowi. To byłoby nadmiernie mechaniczne czytanie poezji. Chodzi o wspólną wrażliwość. O sposób budowania atmosfery. Morrison potrafił wykorzystywać słowa nie tylko do przekazywania informacji, lecz także do tworzenia emocjonalnych krajobrazów. „The Crystal Ship” jest znakomitym przykładem tej umiejętności. I dowodem, że jego talent nie ograniczał się do roli scenicznego prowokatora. Gdyby nagrał wyłącznie tę piosenkę, i tak zasługiwałby na miejsce w historii rockowej poezji.

„Twentieth Century Fox”. Szyderczy uśmiech w świecie pięknych ludzi

Po melancholijnym „The Crystal Ship” otrzymujemy „Twentieth Century Fox”. Utwór bardziej lekki, ironiczny, wręcz rozrywkowy. Morrison przygląda się współczesnej kobiecie, wykorzystując język popkultury, reklamy i hollywoodzkiego blichtru. Jest tutaj sporo dowcipu, ale także wyraźna dwuznaczność. Z jednej strony fascynacja. Z drugiej szyderstwo. Nie sposób nie zauważyć, że tekst operuje stereotypami dotyczącymi kobiecego wizerunku.

To jeden z powodów, dla których niektóre fragmenty twórczości Morrisona można dziś odczytywać bardziej krytycznie. Nie każda prowokacja jest filozoficznym manifestem. Czasami pozostaje po prostu prowokacją.

Muzycznie jednak „Twentieth Century Fox” świetnie spełnia swoją funkcję. Przynosi oddech pomiędzy bardziej rozbudowanymi kompozycjami. A przy okazji pokazuje, że The Doors potrafili pisać chwytliwe rockowe piosenki bez konieczności odwoływania się do śmierci, transcendencji czy greckiej mitologii.

„Alabama Song (Whisky Bar)”. Bertolt Brecht w kalifornijskim barze

To jeden z najbardziej zdumiewających momentów całego albumu. Wyobraźmy sobie bowiem rockowy zespół z Los Angeles, który w 1966 roku postanawia sięgnąć po utwór pochodzący ze świata niemieckiego teatru muzycznego. „Alabama Song” — znany również jako „Whisky Bar” — ma źródło w twórczości Bertolta Brechta i Kurta Weilla.

Jego kabaretowa, groteskowa estetyka znakomicie odpowiada osobowości The Doors. Morrison śpiewa z teatralną przesadą. Manzarek tworzy niemal cyrkowy akompaniament. Całość przypomina scenę z kabaretu, w którym zabawa odbywa się tuż przed katastrofą. Można pomyśleć o „Operze za trzy grosze”, ale również o późniejszych muzycznych eksperymentach Toma Waitsa.

Jest w tej interpretacji coś niepokojącego. Alkohol, pożądanie i egzystencjalna pustka zostają przedstawione w formie pozornie lekkiej piosenki. To przecież jeden z ulubionych zabiegów Brechta. Pokazać okrucieństwo świata za pomocą melodii, którą publiczność może nucić jeszcze długo po opuszczeniu teatru. Dla Morrisona była to idealna przestrzeń. Łączyła literaturę z muzyką. Teatr z prowokacją. Groteskę z tragedią. I dowodziła, że The Doors nie traktowali rocka jako zamkniętego gatunku. Był dla nich tworzywem, z którym można zrobić niemal wszystko.

„Light My Fire”. Bach, jazz i erotyka w jednym płomieniu

Gdyby z całej dyskografii The Doors należało wybrać jedną kompozycję reprezentującą ich muzyczną osobowość, „Light My Fire” byłoby kandydatem niemal idealnym. Utwór napisany przede wszystkim przez Robby’ego Kriegera stał się największym przebojem debiutanckiego albumu. Ale jego popularność nie powinna przesłaniać niezwykłości konstrukcji. To nie jest zwykła popowa piosenka. W pełnej, albumowej wersji trwa ponad siedem minut. Zawiera rozbudowane fragmenty instrumentalne. Wprowadza wyraźne inspiracje muzyką klasyczną i jazzem. A jednocześnie posiada refren, który potrafi zanucić niemal każdy miłośnik rocka.

Początkowa partia organów Manzarka jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych motywów lat sześćdziesiątych. Brzmi jak mała barokowa fanfara przeniesiona do psychodelicznego klubu. Następnie pojawia się wokal Morrisona, pełen erotycznej pewności siebie. Ale prawdziwe muzyczne wydarzenia zaczynają się w części instrumentalnej. Manzarek rozwija solówkę z niemal jazzową swobodą. Krieger odpowiada gitarą. Densmore prowadzi rytm, który nieustannie zmienia napięcie.

To fascynujące, jak niewielka grupa muzyków potrafi stworzyć tak bogatą przestrzeń. The Doors nie mieli stałego basisty. Manzarek realizował partie basowe na instrumentach klawiszowych, także podczas występów. Brak tradycyjnej gitary basowej nadawał zespołowi specyficzne, przejrzyste brzmienie. Słychać w nim więcej powietrza. Więcej miejsca na improwizację. Mniej ciężaru, jaki dominował w wielu ówczesnych zespołach bluesrockowych.

„Light My Fire” pokazuje również, jak niesprawiedliwe bywa sprowadzanie The Doors do osoby Morrisona. Bez Manzarka, Kriegera i Densmore’a jego poezja mogłaby pozostać jedynie literacką ciekawostką. To oni nadali słowom architekturę. To oni zbudowali scenę dla jego dramatów. A muzyka bywa tutaj równie fascynująca jak sam tekst.

„Back Door Man”. Blues pokazuje zęby

Po psychodelicznej elegancji „Light My Fire” następuje „Back Door Man”. Kompozycja Williego Dixona, znana wcześniej między innymi z wykonania Howlin’ Wolfa, przenosi nas do znacznie bardziej pierwotnego świata. To blues pełen seksualnej dwuznaczności, fizyczności i demonstracyjnej męskiej pewności siebie. Morrison śpiewa z drapieżną ekspresją. Jego głos brzmi miejscami jak krzyk dobiegający z zadymionego baru, w którym atmosfera staje się coraz mniej przyjazna. Ale zespół nie próbuje wiernie odtwarzać chicagowskiego bluesa. Przekształca go.

Organy Manzarka nadają kompozycji charakterystyczne psychodeliczne napięcie, a gitara Kriegera porusza się pomiędzy bluesową tradycją a rockową agresją. To muzyka, która mogłaby zainteresować zarówno wielbicieli Howlin’ Wolfa, jak i późniejszych fanów The Stooges. Szczególnie imponuje mi tutaj wokal Morrisona. Nie jest jeszcze tak teatralnie przerysowany, jak bywał podczas części późniejszych koncertów. Wciąż dominuje nad muzyką, ale nie próbuje jej całkowicie podporządkować. Jest w nim autentyczna drapieżność. Nie tylko wyuczona poza.

„I Looked at You” i „Take It as It Comes”. Zwyczajność pośród szaleństwa

Nie wszystkie utwory na debiucie The Doors zasługują na miano arcydzieł. „I Looked at You” jest sprawnie napisanym, lekkim rockowym numerem, który bardziej przypomina garażową scenę połowy lat sześćdziesiątych niż wielkie poetyckie wizje Morrisona. Nie znaczy to, że należy go lekceważyć. Przeciwnie. Pokazuje, jak dobrze muzycy rozumieli podstawową gramatykę rock and rolla. Prosty rytm. Chwytliwa melodia. Krótka forma. Naturalna energia.

Podobnie jest z „Take It as It Comes”, choć ten utwór posiada znacznie silniejszą osobowość. Charakterystyczne organy Manzarka tworzą niemal obsesyjny motyw, a Morrison śpiewa z przekonującą energią. Właśnie w takich fragmentach można usłyszeć zapowiedź późniejszego rocka nowofalowego. Niektóre partie klawiszowe przywodzą na myśl brzmienia, które kilkanaście lat później pojawią się u zespołów takich jak The Stranglers czy Echo & the Bunnymen. Nie chodzi o proste kopiowanie.Chodzi o dziedzictwo muzycznej wyobraźni.

Debiut The Doors okazał się płytą, której wpływ sięgnął znacznie dalej niż granice psychodelicznego rocka.

„End of the Night”. William Blake patrzy w ciemność

Zanim dojdziemy do monumentalnego finału, trzeba zatrzymać się przy „End of the Night”. To jeden z najbardziej niedocenianych utworów na albumie. Kompozycja jest powolna, niepokojąca, niemal senna. Gitara Kriegera tworzy przestrzeń przypominającą muzykę filmową do psychologicznego thrillera. Manzarek buduje delikatne, lecz nieustannie narastające napięcie. Morrison śpiewa z chłodem człowieka, który patrzy na świat z bardzo dużej odległości.

W tekście pojawiają się bezpośrednie nawiązania do Williama Blake’a, zwłaszcza do jego rozważań o narodzinach, losie i wiecznej nocy. To jeden z najbardziej oczywistych dowodów na to, że literackie fascynacje Morrisona nie były przypadkowym dodatkiem do muzyki. W jego wyobraźni poezja i rock stanowiły części tego samego języka. „End of the Night” przypomina mi niektóre fragmenty prozy Edgara Allana Poego.

Nie dlatego, że Morrison próbuje odtwarzać gotycką stylistykę XIX wieku. Łączy ich raczej fascynacja granicą pomiędzy snem a rzeczywistością. Chwila, w której człowiek przestaje być pewien, czy to, co widzi, naprawdę istnieje. I właśnie ten rodzaj niepewności stanowi jedną z największych wartości albumu. The Doors nie zawsze wyjaśniają. Czasami jedynie otwierają kolejne drzwi. A później zostawiają słuchacza samego.

„The End”. Sofokles, Freud i Morrison na krawędzi przepaści

Na końcu albumu czeka kompozycja, która właściwie wymyka się zwyczajnym kategoriom muzycznej recenzji. „The End”. Ponad jedenaście minut muzyki, poezji, teatru, improwizacji i psychologicznego niepokoju. To jeden z najbardziej niezwykłych utworów nagranych w latach sześćdziesiątych.

Rozpoczyna się niemal niewinnie. Gitara Kriegera wykorzystuje brzmieniowe i melodyczne inspiracje muzyką indyjską. Perkusja Densmore’a pulsuje spokojnie. Organy Manzarka budują atmosferę zawieszenia. Morrison śpiewa o końcu. Ale jakim końcu? Miłości? Dzieciństwa Świata? Samego siebie?

W 1969 roku, pytany o znaczenie utworu w wywiadzie dla Rolling Stone, Morrison przyznawał, że pierwotnie piosenka była prostym pożegnaniem, lecz z czasem zyskała znacznie szersze znaczenia. Powiedział: „Za każdym razem, kiedy słyszę tę piosenkę, znaczy ona dla mnie coś innego”.

To niezwykle ważne wyznanie. Pokazuje, że Morrison nie traktował własnej twórczości jako zbioru zagadek posiadających jedno prawidłowe rozwiązanie. Przeciwnie. Pozostawiał miejsce na interpretację. Ale w „The End” pojawia się moment, który nawet dziś może szokować. Nawiązanie do mitu Edypa. Historia syna zabijającego ojca i współżyjącego z matką stanowi jeden z najpotężniejszych motywów europejskiej kultury.

Sofokles wykorzystał ją do stworzenia tragedii o człowieku próbującym uciec przed przeznaczeniem. Freud uczynił z niej fundament jednej ze swoich najbardziej znanych koncepcji psychologicznych. Morrison przeniósł ten motyw na rockową scenę. Nie jako naukową teorię. Jako dramatyczny rytuał. I właśnie w tym miejscu „The End” osiąga intensywność, której nie sposób porównać z większością ówczesnych utworów rockowych.

Muzyka narasta. Densmore przyspiesza puls. Gitara Kriegera zaczyna brzmieć coraz bardziej niepokojąco. A Morrison przechodzi od śpiewu do deklamacji, od deklamacji do krzyku, od krzyku do niemal teatralnego szaleństwa. To nie jest zwyczajna piosenka. To współczesna tragedia grecka rozegrana przy użyciu elektrycznych instrumentów.

Ale można też usłyszeć w niej echo „Jądra ciemności” Josepha Conrada. Podróż w głąb nieznanego. Stopniowe porzucanie cywilizacyjnych zabezpieczeń. Odkrywanie, że największa groza niekoniecznie czeka gdzieś na zewnątrz. Czasami znajduje się w nas samych. Nic dziwnego, że Francis Ford Coppola wykorzystał później „The End” w otwierającej sekwencji filmu Czas apokalipsy.

Helikoptery nad wietnamską dżunglą, płonące drzewa i głos Morrisona tworzą jedno z najbardziej przejmujących połączeń obrazu i muzyki w historii kina. Coppola nie wybrał tej kompozycji przypadkowo. Obraz wojny, szaleństwa i rozpadu moralnego porządku niemal idealnie odpowiada światu przedstawionemu w „The End”. Ale najważniejsze jest coś innego. Utwór nie przynosi ukojenia. Nie rozwiązuje konfliktu. Nie pokazuje drogi wyjścia. Pozostawia słuchacza w stanie niepokoju. A potem milknie. I właśnie ta cisza jest jednym z najpotężniejszych momentów całej płyty.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

Najbardziej przeraża mnie nie tylko to, co ludzie opowiadają o swoich krzywdach. Przeraża mnie również cisza tych, którzy powinni reagować. Cisza polityków, urzędników i instytucji, które zbyt często wykazują niezwykłą sprawność w chronieniu własnego wizerunku, a znacznie mniejszą determinację w wyjaśnianiu niewygodnych spraw.W tomaszowskim wątku nie opieram się wyłącznie na zasłyszanych historiach. Dysponuję nagraniem posiedzenia komisji, złożyłem zawiadomienie do prokuratury i domagam się wyjaśnienia, dlaczego istotna wypowiedź dotycząca małoletnich nie znalazła odzwierciedlenia w protokole. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Uważam jednak, że sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia.Nie interesuje mnie, kto jest z Platformy, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partii. Krzywda nie ma barw politycznych. A milczenie wobec niej nie staje się mniej naganne tylko dlatego, że dotyczy naszych znajomych.Zostawiam więc czytelników z jednym pytaniem: jeżeli instytucje powołane do ochrony najsłabszych nie potrafią przekonująco wyjaśnić takich wątpliwości, to komu właściwie mają zaufać ludzie, którzy zdecydowali się mówić?Bo czasami największym skandalem nie jest samo nagranie. Jest nim to, jak wielu ludzi wolałoby, żeby nikt go nigdy nie odsłuchał.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie – brzmi stare powiedzenie. Jest ono wciąż aktualne, jak pokazuje przykład byłego ministra, Michała Kołodziejczaka. Seksualnie – narkotyczna afera, którą nagłaśnia obecnie Kanał Zero, budzi obrzydzenie ale i rodzi pytania. Kto takich ludzi wystawia na listy wyborcze, kto daje im funkcję ministrów? Prezentowane przez ofiary nagrania pokazują osobę poważnie zaburzoną i zepsutą do szpiku kości. Kołodziejczak odwiedzał także Tomaszów, gdzie był fetowany przez działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy chętnie i masowo się z nim fotografowali. W sieci nadal dostępne są wspólne nagrania z posłem Witczakiem. Z kolei politycy KO twierdzą w prywatnych rozmowach, że to właśnie Kołodziejczak stoi za powołaniem Michała Jodłowskiego na stanowisko dyrektora KRUS w Łodzi.

23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

Siedemdziesiąt lat temu mieszkańcy Budapesztu wyszli na ulice, domagając się wolności. Demonstracja rozpoczęta pod pomnikiem polskiego generała szybko zamieniła się w powstanie, które wstrząsnęło sowieckim imperium. W innym październiku alianci ruszali do przełamania niemieckiej obrony w Afryce, a wiele lat później Steve Jobs pokazywał niewielkie urządzenie, które zmieniło sposób słuchania muzyki. Co wydarzyło się 23 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 23 października prowadzi od wielkiej polityki i wojennych tragedii po kino, rock i sport. Jest w nim również historia szczególnie bliska mieszkańcom Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 84 lata temu niemieccy okupanci zacieśniali kontrolę nad miejscowym gettem. Dla tysięcy jego mieszkańców zbliżały się ostatnie dni życia. Data dodania artykułu: 23.10.2026 08:06
23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

Jednego dnia papież z Polski wypowiadał słowa, które miały przejść do historii. Dokładnie szesnaście lat wcześniej amerykański prezydent informował świat o radzieckich rakietach na Kubie, a ludzkość znalazła się niebezpiecznie blisko wojny nuklearnej. Jeszcze wcześniej pewien pisarz opublikował powieść o pokoleniu, które przeżyło wielką wojnę, lecz nie potrafiło odnaleźć się w pokoju. Co wydarzyło się 22 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 22 października prowadzi przez politykę, literaturę, kosmos, muzykę i sport. Przypominamy także rocznice ważne dla Polski oraz wydarzenie, które rozegrało się dokładnie tego dnia w Tomaszowie Mazowieckim. Bo historia nie zawsze przemawia głosem wielkich przywódców. Czasem wystarcza jej jedna książka, jeden wynalazek albo decyzja, której skutki odczuwają miliony ludzi. Data dodania artykułu: 22.10.2026 08:30
22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

Dwie trzecie Polaków krytycznie o polityce Trumpa. Sondaż pokazuje głęboki podział

Blisko dwie trzecie Polaków uważa, że polityka prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa nie służy interesom Polski. Pozytywnie działania amerykańskiego przywódcy ocenia niespełna co piąty respondent. Najnowszy sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje jednak coś więcej niż zwykły podział na zwolenników i przeciwników Trumpa. Linia sporu przebiega przez polskie elektoraty, wiek i wykształcenie, a miejscami daje wyniki dalekie od politycznych stereotypów. Data dodania artykułu: 21.10.2026 06:41
Dwie trzecie Polaków krytycznie o polityce Trumpa. Sondaż pokazuje głęboki podział

21 października w historii. Śmierć Nelsona pod Trafalgarem, Polski Październik i tragedia 116 dzieci

Historia nie zna dni bez znaczenia. 21 października 1805 roku na pokładzie brytyjskiego okrętu umierał admirał Horatio Nelson, choć jego flota właśnie odnosiła zwycięstwo, które miało zmienić układ sił w Europie. Półtora wieku później w Warszawie Władysław Gomułka obejmował kierownictwo PZPR, budząc w Polakach nadzieje na koniec stalinowskiego terroru. Tymczasem w walijskiej wiosce Aberfan lawina odpadów kopalnianych odbierała życie 116 dzieciom. W świecie muzyki rodziły się rockowe legendy, a sport pisał historie niezwykłej wytrwałości. Co wydarzyło się 21 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 21 października prowadzi przez wielkie zwycięstwa, tragiczne pomyłki, społeczne przełomy oraz wydarzenia, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Data dodania artykułu: 21.10.2026 06:14
21 października w historii. Śmierć Nelsona pod Trafalgarem, Polski Październik i tragedia 116 dzieci

Sejm zajmie się projektem ustawy ws. wynagrodzenia medyków

Sejm we wtorek zajmie się projektami ustaw ws. wynagrodzenia medyków oraz o jawności umów w ochronie zdrowia. W harmonogramie są także projekty dot. przedłużenia sieci szpitali, leczenia HIV i leczenia transgranicznego. Data dodania artykułu: 20.10.2026 08:50
Sejm zajmie się projektem ustawy ws. wynagrodzenia medyków

20 października w historii. Radziwiłł oddaje Litwę Szwedom, Cieślik pokonuje ZSRR, a katastrofa przerywa karierę rockowej legendy

Historia potrafi być okrutnym reżyserem. Jednego dnia hetman podpisuje układ, który ma ocalić Litwę, lecz przechodzi do historii jako symbol zdrady. Kilka stuleci później niewysoki piłkarz ze Śląska strzela dwa gole reprezentacji ZSRR, zamieniając zwykły mecz w narodowe święto. Nad Missisipi rozbija się samolot jednej z największych grup rockowych, a w Dublinie czterech młodych muzyków rozpoczyna drogę, która zaprowadzi ich na największe stadiony świata. Co wydarzyło się 20 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 20 października przypomina również o polsko-litewskich reformach, odzyskiwaniu Śląska, wielkich odkryciach kosmicznych i niezwykłym skarbie znalezionym w lasach pod Spałą. Bo czasem historia spoczywa zaledwie kilkanaście centymetrów pod naszymi stopami. Data dodania artykułu: 20.10.2026 08:33
20 października w historii. Radziwiłł oddaje Litwę Szwedom, Cieślik pokonuje ZSRR, a katastrofa przerywa karierę rockowej legendy

19 października w historii. Pokój toruński, porwanie ks. Popiełuszki i lek, który zmienił walkę z gruźlicą

19 października potrafił kończyć wojny, obalać przekonania i otwierać rany, które nie zagoiły się przez dziesięciolecia. W 1466 roku podpisano drugi pokój toruński, kończący trzynaście lat walk Polski z zakonem krzyżackim. W 1943 roku w laboratorium Rutgers University dokonano odkrycia, które dało medycynie streptomycynę – pierwszy praktyczny antybiotyk skuteczny przeciw gruźlicy. Czterdzieści dwa lata temu funkcjonariusze SB uprowadzili ks. Jerzego Popiełuszkę, a trzy lata później giełdy świata przeżyły „czarny poniedziałek”. Co wydarzyło się 19 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 19 października prowadzi również przez odzyskiwanie niepodległości w 1918 roku, wojnę koreańską, podbój kosmosu, muzykę a-ha i Pearl Jam oraz sportową historię Roberta Kubicy. Data dodania artykułu: 19.10.2026 06:29
19 października w historii. Pokój toruński, porwanie ks. Popiełuszki i lek, który zmienił walkę z gruźlicą

18 października w historii. Jaruzelski przejmuje władzę, 100 lat Chucka Berry’ego i niezwykły tomaszowianin

Historia potrafi być przewrotna. Tego samego dnia, w którym przed 45 laty Wojciech Jaruzelski przejmował kierownictwo PZPR, za zachodnią granicą Polski – osiem lat później – upadał Erich Honecker, jeden z symboli komunistycznego porządku. W Ameryce rodził się człowiek, który zmienił brzmienie muzyki popularnej, a w Meksyku lekkoatleta wykonywał skok, jakiego świat wcześniej nie widział. Co wydarzyło się 18 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 18 października prowadzi od prześladowań religijnych i narodzin wielkiej literatury po kosmiczne odkrycia, rock and roll i sportowe rekordy. Jest również wyjątkowy lokalny ślad: dokładnie 135 lat temu w Tomaszowie Mazowieckim urodził się artysta, którego twórczość trafiła do amerykańskich galerii i archiwów. Data dodania artykułu: 18.10.2026 10:56
18 października w historii. Jaruzelski przejmuje władzę, 100 lat Chucka Berry’ego i niezwykły tomaszowianin
Mistrzostwa Polski na Dystansach

Mistrzostwa Polski na Dystansach

Mistrzostwa Polski na Dystansach w Arenie Lodowej22–25 października 2026 r. | Arena Lodowa, Tomaszów MazowieckiPrzez cztery dni Tomaszów Mazowiecki będzie jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiego łyżwiarstwa szybkiego. W Arenie Lodowej odbędą się Mistrzostwa Polski na Dystansach, podczas których o medale krajowego czempionatu rywalizować będą czołowi polscy panczeniści.Na tomaszowskim torze zobaczymy specjalistów od sprintu, średnich i długich dystansów. Dla miejscowej publiczności szczególnie interesujące będą starty zawodników związanych z KS Pilica Tomaszów Mazowiecki, którego reprezentanci znajdują się w kadrach narodowych.Październikowe mistrzostwa będą jednocześnie jednym z pierwszych mocnych akcentów sezonu 2026/2027 w Arenie Lodowej. W kolejnych miesiącach obiekt będzie gospodarzem następnych zawodów krajowych, od Pucharów Polski po imprezy juniorskie i młodzieżowe.Termin: 22–25 października 2026 r.Miejsce: Arena Lodowa, Tomaszów MazowieckiOrganizator: Polski Związek Łyżwiarstwa SzybkiegoGospodarz: Tomaszowskie Centrum SportuProgram godzinowy: zostanie ogłoszony przez organizatoraBilety: szczegóły nie zostały jeszcze podane⛸️ Cztery dni szybkiego lodu, walki o medale i reprezentantów Polski na tomaszowskim torze. To propozycja nie tylko dla fanów panczenów, ale również dla tych, którzy chcą zobaczyć sport na najwyższym krajowym poziomie. Data rozpoczęcia wydarzenia: 22.10.2026
Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Wyjątkowy wieczór seniorów w Tomaszowie MazowieckimSpektakl „Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia” to wydarzenie poświęcone dojrzałej miłości, codziennym emocjom i sile relacji międzyludzkich. Na scenie pojawią się seniorzy, którzy poprzez sztukę, muzykę i wspólne doświadczenie opowiedzą o życiu, które wciąż potrafi zaskakiwać pasją, czułością i odwagą.Wieczór ma łączyć wzruszenie, humor i refleksję. To propozycja nie tylko dla osób starszych, ale także dla rodzin, przyjaciół i wszystkich mieszkańców regionu, którzy chcą wspólnie przeżyć wydarzenie o wyraźnym społecznym i integracyjnym charakterze.Seniorzy na scenie, ważny głos w lokalnej kulturzePrzedstawienie powstało w ramach projektu aktywizującego seniorów poprzez sztukę i budowanie więzi społecznych. Organizatorzy podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o jednorazowy występ, ale o szerszą inicjatywę wzmacniającą sprawczość, pewność siebie i obecność starszego pokolenia w życiu kulturalnym.Za realizację projektu odpowiada Fundacja Poranek we współpracy z Gminnym Centrum Kultury i Biblioteką Publiczną w Lubochni oraz Gminą Lubochnia. Inicjatywa została współfinansowana z budżetu Samorządu Województwa Łódzkiego w ramach programu „Łódzkie dla Równych Szans”.Kiedy i gdzieWydarzenie odbędzie się 27 października 2026 roku o godzinie 18:00 w Miejskim Centrum Kultury Tkacz w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Niebrowskiej 50. Obecność publiczności będzie nie tylko okazją do spotkania ze sztuką, ale też formą wsparcia dla występujących seniorów. Data rozpoczęcia wydarzenia: 27.10.2026

Polecane

23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

Siedemdziesiąt lat temu mieszkańcy Budapesztu wyszli na ulice, domagając się wolności. Demonstracja rozpoczęta pod pomnikiem polskiego generała szybko zamieniła się w powstanie, które wstrząsnęło sowieckim imperium. W innym październiku alianci ruszali do przełamania niemieckiej obrony w Afryce, a wiele lat później Steve Jobs pokazywał niewielkie urządzenie, które zmieniło sposób słuchania muzyki. Co wydarzyło się 23 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 23 października prowadzi od wielkiej polityki i wojennych tragedii po kino, rock i sport. Jest w nim również historia szczególnie bliska mieszkańcom Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 84 lata temu niemieccy okupanci zacieśniali kontrolę nad miejscowym gettem. Dla tysięcy jego mieszkańców zbliżały się ostatnie dni życia. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 08:06
22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

Jednego dnia papież z Polski wypowiadał słowa, które miały przejść do historii. Dokładnie szesnaście lat wcześniej amerykański prezydent informował świat o radzieckich rakietach na Kubie, a ludzkość znalazła się niebezpiecznie blisko wojny nuklearnej. Jeszcze wcześniej pewien pisarz opublikował powieść o pokoleniu, które przeżyło wielką wojnę, lecz nie potrafiło odnaleźć się w pokoju. Co wydarzyło się 22 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 22 października prowadzi przez politykę, literaturę, kosmos, muzykę i sport. Przypominamy także rocznice ważne dla Polski oraz wydarzenie, które rozegrało się dokładnie tego dnia w Tomaszowie Mazowieckim. Bo historia nie zawsze przemawia głosem wielkich przywódców. Czasem wystarcza jej jedna książka, jeden wynalazek albo decyzja, której skutki odczuwają miliony ludzi. Data dodania artykułu: Wczoraj, 08:30
84 lata temu getto zostało otoczone. Ostatnie dni przed zagładą żydowskiego Tomaszowa 23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego Od oszustów internetowych po taniec w rytmie disco. Ujazd przygotował pięć dni wydarzeń dla seniorów Dzień Seniora w Domach Dziennego Pobytu. Były występy, goście i wspólne świętowanie Osiemnaście fantomów i dzieci, które uczą się ratować życie. Glinnik dołączył do rekordowej akcji WOŚP Kiedy Inowłódz znalazł się na linii frontu. Nowa książka odkrywa zapomnianą historię Wielkiej Wojny nad Pilicą Skarb sprzed 2,5 tysiąca lat ze Spały trafił do muzeum. Archeolodzy: takiego odkrycia w regionie jeszcze nie było Musieli opuścić mieszkanie przez zły stan budynku. Miasto chce zmienić zasady wykupu Podatki od nieruchomości na 2027 rok. Tomaszów szykuje nowe stawki i kolejną odsłonę ulgi za fotowoltaikę 22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya Komunikacja miejska na Wszystkich Świętych. Co warto sprawdzić przed wyjazdem na cmentarz Tomaszów i Opoczno szykują się na unijne pieniądze po 2027 roku. Wspólne projekty mają być kluczem
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama badanie bezdechu sennego
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Czy dosypywanie publicznej kasy po głosowaniu w TBO jest legalne? I jakie są kryteria? Komu dosypać komu nie? Ktoś wyjaśni? Treść komentarza: Czyli można tak dosypywać? Hahaha :))) Mieszkańcy głosowali w TBO na plac zabaw za 400 tysięcy, projekt przeszedł, no to jeszcze stówka bez głosowania? Przecież to aż 1/4 pierwotnej ceny całej inwestycji. Idąc za ciosem można dosypć też MotoOrlikowi. Jeśli tam radny Koziorowski czymś zaimponuje w kuluarach. Może Marek Woch dołączy do ugrupowania Morawieckiego? Zawsze jakiś kąsek, a gdy balansuje się na progu wejścia do Sejmu, każda szabla jest ważna. Ale już się nie szczypać. Zagłosowane w TBO było za 400 tysiącami, to dospać z 200 tysięcy. A co! Źródło komentarza: Mniej w planie na pieczę zastępczą, dożywianie i stypendia. Pieniądze na promocję miasta Autor komentarza: F Treść komentarza: Sławek. Patrzę na to zdjęcie powyżej i co ja widzę. Trochę przytyłeś na tej samorządowej grzędzie, a poza tym , te policjantki, to niezłe laseczki. Jak na to patrzę, to żałuję, że nie jestem na komendzie nawet dozorcą... Sławeczku: nie masz szans u tych policjantek. Źródło komentarza: Bezpieczeństwo szkół znów na pierwszym planie. Policja, powiat i dyrektorzy rozmawiali o sytuacjach kryzysowych Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Te! Porąbany Badyr: a czym tak podpadł ci ten Tomaszów, że na to miasto tak plujesz, totalny, bezmózgi palancie, co ?! Źródło komentarza: Tomaszów i Opoczno szykują się na unijne pieniądze po 2027 roku. Wspólne projekty mają być kluczem Autor komentarza: Badyr Treść komentarza: Powiadały jaskółki że z Tomaszowem nie wchodzi się do spólki , będzie miły początek lecz koniec żałosny Źródło komentarza: Tomaszów i Opoczno szykują się na unijne pieniądze po 2027 roku. Wspólne projekty mają być kluczem Autor komentarza: Nie bardzo rozumiem Treść komentarza: Złamał prawo? Źródło komentarza: MBA za publiczne pieniądze. Gdy w grę wchodzi radny, odpowiedzi muszą być wyjątkowo przejrzyste Autor komentarza: Ojciec Derektor Treść komentarza: 100% troski dla gościa specjalnej troski, ktoś kiedyś powiedział, że nie ma nic gorszego niż idioci wykształceni ponad własną inteligencję Źródło komentarza: MBA za publiczne pieniądze. Gdy w grę wchodzi radny, odpowiedzi muszą być wyjątkowo przejrzyste
Reklama
Reklama
Wózek inwalidzki Meyra Nano X WERSJA STAB

Wózek inwalidzki Meyra Nano X WERSJA STAB

Aktywny wózek inwalidzki na stałej ramie otwartejW naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki na stałej ramie otwartej, przeznaczony dla osób, które oczekują lekkości, wytrzymałości i bardzo dobrego dopasowania do indywidualnych potrzeb użytkownika.Rama wózka wykonana jest z wytrzymałego aluminium, stosowanego również w przemyśle wojskowym. Dzięki temu konstrukcja łączy trwałość z niską wagą i sprawdza się w codziennym, aktywnym użytkowaniu.Wózek można dopasować do sylwetki oraz sposobu poruszania się użytkownika. Dostępna jest szerokość siedziska od 30 do 50 cm, głębokość od 38 do 50 cm oraz wysokość oparcia pleców od 25 do 45 cm. Istnieje również możliwość regulacji wysokości siedziska – z przodu od 45 do 53 cm, a z tyłu od 36 do 51 cm. Różnica między przednią i tylną wysokością siedziska może wynosić do 10 cm, a kąt siedziska do 13 stopni, w zależności od długości ramy.Dużym atutem modelu jest płynna regulacja środka ciężkości, która pozwala lepiej dostosować wózek do poziomu aktywności i techniki jazdy. Wózek może być wyposażony w boczek aktywny, aluminiowy – stały lub wyjmowany. Jednoczęściowy stopień podnóżka wykonano z lekkiej i wytrzymałej płyty aluminiowej, a jego wysokość, głębokość i kąt można regulować.Model posiada wytrzymałą tapicerkę, przednie kółka w rozmiarach 4”, 5” lub 5,5”, a w wersji standardowej dostępne jest oparcie z rączkami do pchania lub bez nich.W ramach dodatkowych opcji można dobrać elementy stabilizacji, takie jak peloty, pasy piersiowe, kamizelki oraz zagłówki. Dostępne są także regulowane na wysokość rączki do pchania, szeroka gama modeli i kolorów kółek przednich oraz tylnych, bogata paleta kolorów ram i tapicerek, stopień podnóżka z oświetleniem drogowym LED, kółka podporowe oraz tylne wąsy.Z pełną ofertą wózków inwalidzkich można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów oraz montaż i dostawy bezpośrednio do domów pacjentów.

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama