21 października obchodzony jest Dzień Bez Skarpetek. Według kalendarza świąt nietypowych jego idea nie sprowadza się wyłącznie do pokazania światu kostek. Ma przypominać także o dbaniu o stopy i o tym, że czasami warto pozwolić im odpocząć od skarpet, butów i całodziennego zamknięcia.
Brzmi prosto? Tylko pozornie.
Dzień Bez Skarpetek jest bowiem jednym z najbardziej demokratycznych świąt świata. Nie trzeba składać wniosku, rezerwować stolika, kupować prezentu ani ustalać, kto w tym roku organizuje wigilię. Nie potrzeba nawet specjalnego stroju. Wręcz przeciwnie — trzeba mieć go trochę mniej.
Jest jednak pewien problem. Październik.
Kto wymyślił Dzień Bez Skarpetek pod koniec października, najwyraźniej miał ogrzewanie podłogowe.
Latem takie święto nie byłoby żadnym wyzwaniem. Człowiek zdejmuje skarpetki, wkłada sandały i idzie w świat. W październiku sytuacja przypomina bardziej scenę z filmu survivalowego. Jeden krok na zimne płytki w kuchni i człowiek natychmiast przypomina sobie wszystkie skarpetki, które dostał pod choinkę i których wtedy nie docenił.
A przecież skarpetka to jeden z najbardziej niedocenianych wynalazków cywilizacji.
Zawsze jest.
Nie domaga się podwyżki. Nie protestuje. Nie pisze komentarzy na Facebooku. Codziennie wykonuje ciężką pracę między człowiekiem a butem.
A potem trafia do pralki.
I właśnie tam zaczyna się prawdziwy dramat.
Każdy zna to uczucie: wkładamy dwie skarpetki, wyjmujemy jedną. Druga znika bez śladu. Policja jest bezradna. Monitoring niczego nie zarejestrował. Rodzina odmawia komentarza. Pralka milczy.
Gdzie trafiają pojedyncze skarpetki?
To jedna z największych tajemnic współczesnej nauki, gdzieś pomiędzy ciemną materią a pytaniem, dlaczego człowiek stojący przed otwartą lodówką nie pamięta, po co ją otworzył.
Dzień Bez Skarpetek ma więc jeszcze jedną zaletę. Przynajmniej przez dobę żadna z nich nie zaginie.
Można oczywiście potraktować święto poważniej i po powrocie do domu rzeczywiście dać stopom trochę swobody. Nie namawiamy natomiast do heroicznego spaceru boso po Tomaszowie. Październikowa kostka brukowa nie zna litości, a chodnik przy pierwszym kontakcie z bosą stopą szybko potrafi zakończyć filozoficzne rozważania o powrocie człowieka do natury.
Najbezpieczniej więc świętować w domu.
Zdjąć buty.
Zdjąć skarpetki.
Zaparzyć herbatę.
A później spojrzeć z szacunkiem na tę samotną skarpetkę leżącą od trzech miesięcy na dnie szuflady.
Może jej partnerka kiedyś wróci.
21 października jest Dniem Bez Skarpetek. Korzystajmy, póki można. Bo już następnego ranka październik może brutalnie przypomnieć nam, po co ludzkość je wymyśliła.



Napisz komentarz
Komentarze