Doktor Google przyjmuje całą dobę
Dawniej człowiek, którego bolał palec, mówił:
– Boli mnie palec.
Dziś zaczyna śledztwo.
„Ból palca przyczyny”.
Po minucie dowiaduje się, że problem może pochodzić od kręgosłupa. Skoro od kręgosłupa, to zapewne uciska jakiś nerw. Skoro nerw, to neurologia. A skoro neurologia, wiadomo – sprawa jest poważna.
Po siedmiu minutach palec przestaje boleć, ale pacjentowi jest już wszystko jedno. Psychicznie pożegnał rodzinę.
Współczesny hipochondryk nie jest zresztą bezbronny. Ma smartwatch, pulsoksymetr, termometr, ciśnieniomierz i telefon. Brakuje właściwie tylko tomografu w przedpokoju.
Smartwatch pokazuje:
Tętno: 92.
– Dlaczego 92?! Przecież wczoraj było 78!
Chwilę później właściciel zegarka przypomina sobie, że właśnie wszedł na trzecie piętro.
Ale niepokój pozostaje.
Piąty pomiar będzie na pewno prawidłowy
Osobnym rytuałem jest mierzenie ciśnienia.
Pierwszy wynik: trochę za wysoki.
Niepokój.
Drugi: jeszcze wyższy.
Większy niepokój.
Trzeci: zdecydowanie za wysoki.
Panika.
Przy piątym pomiarze człowiek ma już ciśnienie głównie dlatego, że od kwadransa mierzy sobie ciśnienie.
W tym momencie zaczyna czytać artykuł „10 sygnałów, których twój organizm nigdy nie wysyła bez powodu”. To błąd. Po sygnale numer sześć ma dziewięć z dziesięciu objawów. Dziesiątego wprawdzie nie ma, ale na wszelki wypadek sprawdzi ponownie wieczorem.
Tomaszowski spacer kontrolowany
Hipochondryk z Tomaszowa Mazowieckiego postanawia oczywiście dbać o zdrowie.
Idzie na spacer.
Jeszcze przed Niebieskimi Źródłami sprawdza puls. Nad Pilicą kontroluje liczbę kroków. Gdzieś po drodze czuje lekką zadyszkę, więc zatrzymuje się nie po to, żeby odpocząć, ale żeby sprawdzić w telefonie:
„zadyszka podczas szybkiego marszu czy normalna”.
Po powrocie wstępuje do apteki „tylko po witaminę C”.
Wychodzi z magnezem, termometrem, preparatem na odporność, elektrolitami i przekonaniem:
– Nie zaszkodzi mieć.
W domu odkłada wszystko do szuflady, w której znajdują się już trzy termometry i urządzenie, którego przeznaczenia nikt w rodzinie nie pamięta, ale wyrzucić nie wolno. Bo może się przydać.
Jeszcze nic mnie nie boli. Czy to normalne?
Oczywiście żarty żartami, a organizmu warto słuchać. Objawów utrzymujących się długo, nasilających się albo rzeczywiście niepokojących nie należy ignorować. Wtedy właściwym miejscem jest gabinet lekarski, a nie piąta strona wyników wyszukiwania, na której człowiek zaczyna trafiać na choroby występujące raz na dwa miliony mieszkańców.
Internet jest świetnym narzędziem. Problem zaczyna się wtedy, gdy z encyklopedii robimy stetoskop.
Dlatego w Dniu Hipochondryka życzymy wszystkim przede wszystkim zdrowia, spokoju i odrobiny dystansu.
A jeśli dziś nic was nie boli, temperatura wynosi 36,6, puls jest prawidłowy, a ciśnienie książkowe – absolutnie nie wpisujcie w Google:
„Dlaczego czuję się tak dobrze? Czy to może być objaw?”
Bo odpowiedź na pewno się znajdzie.



Napisz komentarz
Komentarze