Niepokój wokół SP nr 10. Prokuratura prowadzi śledztwo dotyczące powtarzających się kontaktów osoby dorosłej z dziećmi w pobliżu szkoły. Pojawiają się informacje o możliwym przedstawieniu zarzutów, które wymagają oficjalnego potwierdzenia.
Dzieci zagrożone także w internecie. Przypominamy wcześniejsze sprawy dotyczące prób nawiązywania kontaktów seksualnych z nieletnimi oraz przestępstw seksualnych wobec dzieci, ujawnianych w Tomaszowie Mazowieckim.
Kontrowersje nad Pilicą. Wracamy do sprawy młodego byłego kandydata KO, którego zachowanie podczas fotografowania dzieci wzbudziło niepokój świadków. Postępowanie zostało umorzone, a winy mężczyzny nie stwierdzono.
Pytania o Dom Dziecka „Słoneczko”. Wątpliwości dotyczą doniesień o sprzedaży zdjęć przez wychowanki placówki. Według wcześniejszych ustaleń redakcji prokuratura miała zakończyć sprawę bez zabezpieczenia istotnego nagrania z posiedzenia komisji.
W bajkach braci Grimm dzieci przestrzegano przed wilkiem ukrywającym się w lesie. W rzeczywistym świecie zagrożenia bywają znacznie trudniejsze do rozpoznania. Czasami zaczynają się od pozornie niewinnej rozmowy, poczęstunku, obietnicy prezentu. Innym razem od wiadomości w komunikatorze, internetowej znajomości, prośby o fotografię. Zdarza się, że za ekranem siedzi człowiek, który doskonale wie, jak zdobywać zaufanie młodych ludzi, wykorzystując ich samotność, ciekawość i naturalną potrzebę akceptacji.
Wykorzystywanie seksualne dzieci jest jednym z najbardziej odrażających przejawów ludzkiej przemocy. Nie zawsze zaczyna się od fizycznego kontaktu. Niekiedy poprzedza je wielotygodniowe oswajanie ofiary, przekraczanie kolejnych granic, manipulacja emocjonalna i budowanie poczucia zależności. Specjaliści nazywają taki proces groomingiem.
Nie oznacza to, że każda dorosła osoba rozmawiająca z dzieckiem ma nieuczciwe zamiary. Nie oznacza również, że wszystkie opisane poniżej sprawy dotyczą przestępstw seksualnych. Łączy je jednak zasadnicze pytanie: czy instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo dzieci potrafią reagować odpowiednio wcześnie, zanim niepokojący sygnał zamieni się w tragedię?
Szkoła Podstawowa nr 10. Cukierki, nieproszone kontakty i prokuratorskie śledztwo
Z relacji rodziców i przedstawicieli szkoły wynika, że w okolicach SP nr 10 na Niebrowie pojawiała się dorosła osoba, która wielokrotnie nawiązywała kontakty z uczniami. Miała częstować dzieci słodyczami i wręczać im materiały dotyczące tożsamości płciowej. Według świadków nie były to pojedyncze, przypadkowe spotkania. Sytuacje miały powtarzać się na tyle często, że zaczęły budzić poważny niepokój rodziców, nauczycieli i dyrekcji placówki. Niektórzy rodzice twierdzili, że podobne zachowania obserwowano już w poprzednim roku szkolnym.
Dyrektorka szkoły Izabela Śliwińska potwierdziła, że placówka informowała policję o kolejnych zdarzeniach. Interwencje funkcjonariuszy potwierdziła również rzeczniczka tomaszowskiej policji, asp. sztab. Aleksandra Cieślak. Ostatecznie zgromadzony materiał stał się podstawą do wszczęcia śledztwa w kierunku uporczywego nękania, czyli przestępstwa określonego w art. 190a Kodeksu karnego. Waldemar Szymański, zastępca prokuratora rejonowego w Tomaszowie Mazowieckim, informował na początku października, że postępowanie trwa, a zarzutów jeszcze nie przedstawiono. Obecnie pojawia się informacja, że ma się to zmienić. Jej oficjalne potwierdzenie, podobnie jak dokładna kwalifikacja prawna ewentualnych zarzutów, pozostaje jednak kwestią otwartą.
Nie chodzi tutaj o to, jakiej płci jest osoba budząca niepokój ani jakie poglądy prezentuje. Tożsamość płciowa, orientacja seksualna czy samo przekazywanie informacji na ich temat nie stanowią dowodu przestępstwa. Problemem są powtarzające się, nieproszone kontakty z dziećmi oraz ewentualne naruszanie ich bezpieczeństwa i prywatności.
Rodzice mają prawo wiedzieć, kto i dlaczego usiłuje nawiązywać znajomości z ich dziećmi. Szkoła ma obowiązek reagować, gdy zachowania osoby postronnej budzą uzasadnione obawy. A organy ścigania powinny ustalić, czy przekroczono granicę odpowiedzialności karnej.
W tej sprawie pojawiły się również medialne spekulacje dotyczące możliwych powiązań z tragiczną śmiercią 13-letniej Roksany z Warszawy. Z doniesień medialnych wynika, że tomaszowski transwestyta jest osobą mają związek ze śmiercią dziewczynki.
Internet. Miejsce, w którym dorosły drapieżnik może udawać przyjaciela
Przypadek z „dziesiątki” dotyczy kontaktów nawiązywanych w świecie rzeczywistym. Jednak współczesne zagrożenia nie kończą się przy szkolnej bramie. Przenoszą się na ekran telefonu, do komunikatorów, gier internetowych i grup społecznościowych. Tam osoba dorosła może podawać się za rówieśnika, proponować przyjaźń, oferować prezenty albo pieniądze. Początkowo rozmowy bywają zupełnie niewinne. Później mogą pojawić się żądania intymnych fotografii, próby wymuszenia kolejnych materiałów, groźby ich upublicznienia albo propozycje spotkania.
To właśnie jeden z mechanizmów internetowego uwodzenia i wykorzystywania dzieci, przed którym od lat ostrzegają organizacje zajmujące się ochroną małoletnich.
Tomaszów Mazowiecki miał już okazję przekonać się, że nie jest to wyłącznie problem wielkich miast. 3 kwietnia 2016 roku tomaszowscy policjanci zorganizowali zasadzkę na 25-letniego mężczyznę, który według policyjnych ustaleń przez internet namawiał 14-letnią dziewczynkę do kontaktów seksualnych. Mężczyzna przyjechał na umówione spotkanie. Zamiast dziewczynki czekali na niego funkcjonariusze. Zabezpieczono również elektroniczne nośniki danych. O zatrzymaniu informował wówczas NaszTomaszow.pl.
W sierpniu 2021 roku głośno było o zatrzymaniu 64-letniego mieszkańca Tomaszowa Mazowieckiego. Mężczyzna miał prowadzić korespondencję o charakterze seksualnym z rozmówcami podającymi się za 11-letnią dziewczynkę. W rzeczywistości byli to członkowie grupy zajmującej się ujawnianiem podejrzanych zachowań wobec dzieci. Policja potwierdziła zatrzymanie mężczyzny i zabezpieczenie materiałów do dalszej analizy.
W obu przypadkach działania funkcjonariuszy miały ustalić, czy doszło do przestępstwa. Samo zatrzymanie nie przesądzało jeszcze o winie.
Te historie pokazują jednak, jak istotne jest wczesne rozpoznawanie zagrożeń. Człowiek próbujący seksualnie wykorzystać dziecko nie musi zaczynać od przemocy. Często zaczyna od zdobywania jego zaufania.
Tomaszów pamięta sprawę pięciu dziewczynek. I skazanego, który później został świętym Mikołajem
Jedną z najbardziej bulwersujących historii opisanych przed laty przez NaszTomaszow.pl była sprawa Michała R. 19 października 2000 roku Sąd Rejonowy w Tomaszowie Mazowieckim uznał go za winnego przestępstw seksualnych wobec pięciu dziewczynek w wieku od 10 do 12 lat. W pierwszej instancji wymierzono mu karę czterech lat pozbawienia wolności, którą następnie sąd odwoławczy złagodził do trzech lat.
Sprawa powróciła w 2009 roku, kiedy wyszło na jaw, że wcześniej skazany mężczyzna uczestniczył w wydarzeniu sportowym z udziałem dzieci. Publikacje naszego portalu zainteresowały również media ogólnopolskie. Jeszcze bardziej szokujący był kolejny rozdział tej historii.
W grudniu 2017 roku redakcja otrzymała fotografie z jednego z tomaszowskich przedszkoli. Okazało się, że mężczyzna skazany za przestępstwa seksualne wobec dzieci występował podczas przedszkolnej uroczystości w roli świętego Mikołaja. Według ówczesnych informacji decyzję o jego udziale podjęła rada rodziców, nieświadoma kryminalnej przeszłości mężczyzny.
Nie informowano wówczas o nowym przestępstwie popełnionym podczas tej uroczystości. Problem dotyczył jednak czegoś fundamentalnego — procedur bezpieczeństwa, wiedzy dorosłych i odpowiedzialności za dopuszczanie osób do bezpośredniego kontaktu z najmłodszymi.
Czy naprawdę trzeba czekać na kolejne nieszczęście, żeby zrozumieć, że ochrona dzieci nie może ograniczać się do dobrych intencji?
Szesnastu podejrzanych i śledztwo, które zaczęło się w Tomaszowie
W 2015 roku tomaszowscy policjanci wspólnie z funkcjonariuszami Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi rozpoczęli wielowątkowe postępowanie dotyczące posiadania i rozpowszechniania materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Początkiem sprawy było zatrzymanie 32-letniego mieszkańca Tomaszowa Mazowieckiego. Kolejne czynności doprowadziły śledczych do osób mieszkających w różnych częściach Polski.
W komunikacie z października 2017 roku łódzka policja informowała już o 16 zatrzymanych mężczyznach, spośród których 15 zostało tymczasowo aresztowanych. Funkcjonariusze zabezpieczyli komputery, telefony i elektroniczne nośniki zawierające zakazane materiały. Sprawa miała zasięg ogólnopolski, ale jej początek związany był właśnie z Tomaszowem.
To ważne przypomnienie. Internet nie zna granic administracyjnych. Materiał wytworzony w jednym miejscu może być rozpowszechniany przez osoby oddalone o setki kilometrów. A ofiara często nie ma pojęcia, kto ogląda jej wizerunek i gdzie trafiają kolejne kopie.
Młody działacz Koalicji Obywatelskiej i zdjęcia dzieci nad Pilicą. Pytania, które nie zniknęły
W sierpniu 2024 roku Tomaszów Mazowiecki żył kolejną historią. Tym razem chodziło o wydarzenia na dzikiej plaży nad Pilicą. Według relacji świadków 21-letni mężczyzna miał obserwować i fotografować wypoczywające dzieci, również wtedy, gdy były przebierane przez rodziców. Zachowanie młodego człowieka wzbudziło niepokój plażowiczów, którzy podjęli interwencję i zawiadomili policję.
Sprawa stała się głośna także dlatego, że mężczyzna kilka miesięcy wcześniej kandydował do Rady Miejskiej z listy Koalicji Obywatelskiej.
W odpowiedzi na pytania naszej redakcji policja potwierdziła wówczas podjęcie interwencji i zabezpieczenie materiału dowodowego. Postępowanie prowadzono w kierunku art. 202 § 4a Kodeksu karnego, dotyczącego posiadania lub uzyskiwania dostępu do materiałów pornograficznych z udziałem małoletnich. Była to jednak wstępna kwalifikacja, a nie ustalenie, że podejrzewany czyn rzeczywiście popełniono.
Późniejsze informacje wskazywały, że postępowanie zostało umorzone. Nie przedstawiono zarzutów i nie zapadł wyrok skazujący.
Tego faktu nie wolno pomijać. Młodego mężczyzny nie można nazywać sprawcą przestępstwa seksualnego tylko dlatego, że jego zachowanie wzbudziło podejrzenia. Ale nie oznacza to, że zniknęły wszystkie pytania o sposób wyjaśnienia zdarzenia. Tym bardziej, że młody człowiek pochodzi z tego samego środowiska, z którego wywodzi się też transseksualna osoba, o której wspominamy.
Czy rodzice dzieci otrzymali wyczerpujące informacje? Jakie były najważniejsze ustalenia opinii dotyczących zabezpieczonego sprzętu? Jakie przesłanki zadecydowały o umorzeniu? Czy wyjaśniono wszystkie okoliczności wskazywane przez świadków?
W przestrzeni publicznej pojawiały się sugestie, że polityczne i towarzyskie znajomości mogły mieć wpływ na los postępowania. Nie przedstawiono jednak wiarygodnych dowodów potwierdzających taką ingerencję. Nie wolno utożsamiać podejrzeń z faktami.
Polityczna przynależność nie może być ani okolicznością obciążającą, ani ochronnym parasolem. Odpowiedzialność za czyny powinna być oceniana według jednakowych zasad, niezależnie od tego, czy ktoś należy do KO, PiS, Lewicy czy pozostaje poza polityką.
Tak samo przejrzyste powinny być decyzje kończące postępowania w sprawach wzbudzających poważny społeczny niepokój.
Dom Dziecka „Słoneczko”. Zdjęcia za pieniądze i nagranie, którego prokuratura miała nie zabezpieczyć
Jest jednak jeszcze jedna historia, która szczególnie domaga się wyjaśnienia. Dotyczy wychowanek tomaszowskiego Domu Dziecka „Słoneczko”.
Podczas posiedzenia Komisji Zdrowia, Rodziny i Spraw Społecznych Rady Powiatu Tomaszowskiego miała paść wypowiedź ówczesnej dyrektorki placówki dotycząca sprzedaży roznegliżowanych fotografii i filmów przez podopieczne. Według ustaleń opublikowanych przez NaszTomaszow.pl dziewczęta miały otrzymywać pieniądze za zdjęcia poprzez system BLIK.
W publikacji z września 2025 roku wskazywaliśmy, że intymny charakter tych materiałów pozostawał przypuszczeniem wymagającym sprawdzenia. W późniejszym tekście, opublikowanym w październiku 2026 roku, redakcja opisała wypowiedź dyrektorki jako dotyczącą fotografii.
Nie znamy publicznie zweryfikowanej zawartości tych zdjęć, tożsamości ich odbiorców ani pełnych okoliczności ewentualnych transakcji. Właśnie dlatego sprawa wymagała rzetelnego postępowania dowodowego.
Jeżeli bowiem małoletnie rzeczywiście przekazywały intymne fotografie w zamian za pieniądze, należało ustalić, kto je kupował, czy osoby te były pełnoletnie, czy dochodziło do manipulacji, nacisków lub szantażu oraz czy fotografie były dalej rozpowszechniane.
Szczególną uwagę powinien zwracać fakt, że mowa była o wychowankach placówki opiekuńczo-wychowawczej. A więc dzieciach, wobec których państwo i samorząd ponoszą szczególną odpowiedzialność.
Wątpliwości wzbudza również sposób udokumentowania całej sprawy. Według wcześniejszych ustaleń naszej redakcji istotna wypowiedź dyrektorki nie znalazła odzwierciedlenia w protokole posiedzenia komisji.
Redaktor naczelny NaszTomaszow.pl informował, że dysponuje nagraniem zawierającym tę wypowiedź i złożył zawiadomienie do prokuratury.
I właśnie tutaj rozpoczyna się najbardziej niepokojący rozdział tej historii.
Według relacji przedstawionej przez naszą redakcję w październiku 2026 roku prokuratura zakończyła postępowanie, nie występując nawet o zabezpieczenie nagrania komisji ze Starostwa Powiatowego. Nie zwróciła się również po jego kopię do zawiadamiającego, który deklarował, że posiada ten materiał.
To ustalenia redakcyjne, których nie mogliśmy skonfrontować z pełnymi aktami postępowania. Nie przesądzają więc, że nie przeprowadzono żadnych innych czynności. Wymagają natomiast jednoznacznej odpowiedzi ze strony prokuratury.
Bo jeżeli przed podjęciem decyzji kończącej postępowanie nie zapoznano się z dostępnym nagraniem, pojawia się zasadnicze pytanie: na jakiej podstawie oceniono wypowiedź, która stała się jednym z powodów zawiadomienia organów ścigania?
Nie chodzi o to, by oskarżać wychowanki albo publicznie roztrząsać ich prywatność. Przeciwnie — chodzi o ich ochronę. W sytuacjach potencjalnego wykorzystywania seksualnego małoletni wymagają wsparcia, a nie moralizowania czy zawstydzania.
Nie można też uznawać za udowodnione przestępstwa czegoś, co na razie wynika z niezweryfikowanej relacji. Weryfikacja jest zadaniem właściwych organów.
Dlaczego więc, według informacji redakcji, nie zabezpieczono najważniejszego dostępnego nagrania? Dlaczego relacja z posiedzenia nie znalazła pełnego odzwierciedlenia w protokole? Czy sprawdzono elektroniczne płatności, jeżeli istniały podstawy prawne do takich działań? Czy ustalono, komu i jakie materiały mogły być przekazywane?
I wreszcie: czy ktokolwiek zadbał o to, aby wychowanki otrzymały pomoc, jeżeli rzeczywiście znalazły się w sytuacji zagrożenia?
Prawo nie pozwala lekceważyć sygnałów o możliwym wykorzystaniu dzieci
Polskie przepisy przewidują odpowiedzialność nie tylko za bezpośrednie seksualne wykorzystywanie małoletnich, lecz również za określone formy działań podejmowanych za pośrednictwem internetu.
Art. 200a Kodeksu karnego dotyczy internetowego nawiązywania kontaktu z dzieckiem poniżej 15. roku życia w określonych celach seksualnych, przy spełnieniu dodatkowych ustawowych przesłanek. Z kolei art. 202 Kodeksu karnego penalizuje między innymi posiadanie i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych z udziałem małoletnich.
Nie każda fotografia dziecka, nawet wykonana w sytuacji budzącej zastrzeżenia, jest automatycznie materiałem pornograficznym. Ocenę prawną należy opierać na konkretnych okolicznościach i dowodach.
Równie istotne są przepisy proceduralne. Art. 304 § 2 Kodeksu postępowania karnego nakłada na instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swoją działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, obowiązek niezwłocznego zawiadomienia policji lub prokuratury oraz podjęcia niezbędnych działań służących ochronie śladów i dowodów.
Natomiast art. 308 k.p.k. pozwala organom ścigania w pilnych przypadkach zabezpieczać dowody jeszcze przed formalnym wszczęciem postępowania.
Przepisy te nie oznaczają, że każde podejrzenie automatycznie uzasadnia przeszukanie czy zatrzymanie. Pokazują jednak, jak dużą wagę ustawodawca przywiązuje do ochrony materiału dowodowego.
Nagranie wypowiedzi osoby odpowiedzialnej za opiekę nad dziećmi mogłoby mieć w takim postępowaniu istotne znaczenie. W szczególności wtedy, gdy później powstaje spór o to, co rzeczywiście zostało powiedziane.
Największym zagrożeniem bywa również obojętność dorosłych
Wszystkie przywołane historie różnią się pod względem prawnym i faktycznym. W jednej mamy prawomocne skazanie, w innych policyjne zatrzymania, śledztwa albo zakończone postępowania, które nadal budzą pytania. Nie wolno stawiać między nimi znaku równości ani sugerować, że dotyczą tych samych osób czy powiązanych grup.
Ale jest coś, co powinno łączyć reakcję instytucji na każdą z nich: bezpieczeństwo dziecka musi być ważniejsze niż polityczna wygoda, urzędniczy spokój czy reputacja dorosłych.
Dziecko zaczepiane przez nieznajomą osobę powinno mieć pewność, że może o tym powiedzieć nauczycielowi i rodzicom. Nastolatka nakłaniana w internecie do wysyłania intymnych fotografii powinna wiedzieć, że otrzyma pomoc, nawet jeżeli wcześniej uległa manipulacji. Wychowanek domu dziecka powinien mieć pewność, że dorośli odpowiedzialni za jego opiekę potraktują każdy niepokojący sygnał poważnie.
A rodzice powinni wiedzieć, że ich zgłoszenia nie znikają gdzieś między szkolnym gabinetem, policyjnym biurkiem i prokuratorskimi aktami.
Dlatego wracamy do historii z tomaszowskiej „dziesiątki”. Jeżeli rzeczywiście mają zostać przedstawione zarzuty, będzie to ważny etap postępowania. Nadal jednak nie wyrok, lecz początek kolejnej części procesu ustalania odpowiedzialności.
Wracamy również do sprawy znad Pilicy, w której nie stwierdzono podstaw do dalszego ścigania, oraz do niewyjaśnionych pytań dotyczących Domu Dziecka „Słoneczko”.
Nie po to, by urządzać publiczny lincz, wskazywać winnych bez dowodów albo budować polityczny spektakl na krzywdzie dzieci.
Wracamy do nich, ponieważ o dojrzałości społeczeństwa nie świadczy liczba deklaracji o trosce o najmłodszych, lecz sposób, w jaki reaguje ono na realne zagrożenia i podejrzenia krzywdy.
Tomaszów Mazowiecki nie potrzebuje kolejnych zapewnień, że wszystko jest pod kontrolą. Potrzebuje sprawnie działających instytucji, jasnych procedur, skutecznego zabezpieczania dowodów i odpowiedzi na niewygodne pytania.
Przede wszystkim zaś potrzebuje przekonania, że kiedy dziecko znajdzie się w niebezpieczeństwie, ktoś potraktuje jego bezpieczeństwo poważniej niż spokój dorosłych.
Bo dzieciństwo nie powinno być poligonem dla cudzych patologicznych zachowań. A milczenie instytucji nigdy nie może zastępować rzetelnego wyjaśnienia sprawy.



Napisz komentarz
Komentarze