📝 Nasz artykuł w szkolnej ściągawce
📚 Temat lekcji: Czy poseł, który sam jest nauczycielem, powinien poprzeć większe wynagrodzenia dla swojego środowiska? Adrian Witczak z Tomaszowa Mazowieckiego stanął przed takim sprawdzianem w Sejmie.
✏️ Zadanie pierwsze: 4 listopada sejmowa komisja odrzuciła poprawkę Marcina Józefaciuka dotyczącą podwyższenia wskaźników wynagrodzeń nauczycieli. Józefaciuk opisał zachowanie posła-nauczyciela z KO, który miał nie oddać głosu. Nie wskazał jednak jego nazwiska.
📖 Zadanie drugie: 6 listopada Adrian Witczak już głosował. Dwukrotnie opowiedział się przeciw propozycjom dodatkowego podwyższenia wskaźników płacowych nauczycieli. Poparł natomiast całą rządową nowelizację Karty Nauczyciela.
🔔 Pytanie do tablicy: Dlaczego polityk, który wcześniej tak zdecydowanie bronił godności nauczycieli i krytykował poprzednią władzę, odrzucił dalej idące propozycje płacowe? Co zdecydowało: argumenty finansowe, przekonania czy lojalność partyjna?
🎓 Ocena z wiarygodności? Jeszcze bez stopnia.
Poseł oddał głosy, ale wyborcy wciąż zasługują na ich wyjaśnienie. Bo nauczyciel nie zapłaci rachunków sejmowym przemówieniem, a polityczny sprawdzian nie kończy się na pięknych deklaracjach.
Źródło: imienne głosowania Sejmu z 6 listopada 2026 r. oraz publiczna wypowiedź Marcina Józefaciuka.
Polityka ma tę szczególną właściwość, że słowa wypowiadane z sejmowej mównicy potrafią brzmieć pięknie, dopóki nie trzeba ich skonfrontować z konkretną decyzją. Można mówić o godności zawodu, szacunku dla pedagogów, naprawianiu polskiej szkoły i przywracaniu nauczycielom należnego miejsca w społeczeństwie. Można krytykować poprzedników za lata zaniedbań, wygłaszać płomienne przemówienia i zbierać za nie oklaski. Ale przychodzi dzień, w którym zamiast mikrofonu pojawia się przycisk do głosowania. I wtedy kończy się literatura politycznych deklaracji, a zaczyna proza odpowiedzialności.
Dla Adriana Witczaka ten dzień nadszedł 6 listopada 2026 roku. Co szczególnie istotne, nie był to polityk, któremu sprawy oświaty są obce. To człowiek, który pracował w szkole, zna nauczycielski pokój, szkolne korytarze i realia zawodu. Właśnie dlatego należy od niego wymagać więcej niż od posła, który nauczyciela spotyka przede wszystkim podczas uroczystości z okazji Dnia Edukacji Narodowej.
Najpierw słowa o poniżaniu nauczycieli. Dziś pytania o własną postawę
Warto przypomnieć sejmowe wystąpienie Adriana Witczaka z 10 lipca 2025 roku. Poseł Koalicji Obywatelskiej ostro zaatakował wówczas polityków Prawa i Sprawiedliwości, a szczególnie byłego ministra edukacji Przemysława Czarnka. Mówił o „Himalajach hipokryzji”, po czym przypomniał swoje zawodowe doświadczenie.
„Jestem nauczycielem” – podkreślał z sejmowej mównicy, opowiadając o tym, jak z perspektywy pracownika szkoły oceniał działania poprzedniej władzy. Przywoływał również wizytę Przemysława Czarnka w Tomaszowie Mazowieckim, zarzucając mu brak czasu na rozmowę z nauczycielami i uczniami, przy jednoczesnym angażowaniu się w polityczne konferencje prasowe.
Słowa były mocne. Krytyka bezkompromisowa. Przekaz jednoznaczny: nauczyciele zasługują na szacunek, a politycy mają obowiązek traktować ich problemy poważnie.
Trudno się z tym nie zgodzić.
Tyle że polityczna wiarygodność nie jest przywilejem przyznawanym raz na zawsze. Trzeba ją potwierdzać własnymi decyzjami. Zwłaszcza wtedy, gdy przechodzi się z ław opozycji do grona posłów wspierających rząd.
Dzisiaj warto więc przypomnieć Witczakowi jego własne słowa. Czy szacunek do nauczycieli ma obowiązywać jedynie podczas krytykowania politycznych przeciwników? Czy kończy się w chwili, gdy większych pieniędzy dla pedagogów domaga się opozycja albo poseł niezależny?
To nie jest pytanie o partyjne sympatie. To pytanie o elementarną konsekwencję, a przede wszystkim przyzwoitość
Marcin Józefaciuk powiedział „sprawdzam”. Komisja odrzuciła poprawkę
Wszystko zaczęło się 4 listopada podczas posiedzenia sejmowej Komisji Edukacji i Nauki, która zajmowała się rządowym projektem nowelizacji Karty Nauczyciela, oznaczonym drukiem nr 3263.
Rząd zaproponował zmianę wskaźnika służącego do ustalania średniego wynagrodzenia nauczycieli początkujących ze 120 do 122,7696 proc. kwoty bazowej. Rozwiązanie ma zapewnić im w 2027 roku wzrost średniego wynagrodzenia o 3 proc., czyli w takim samym tempie jak pozostałym grupom nauczycieli.
Nie jest to zmiana pozbawiona znaczenia. Bez niej, zgodnie z wyliczeniami rządu, średnie wynagrodzenie nauczycieli początkujących wzrosłoby w przyszłym roku jedynie o 0,68 proc. Projekt utrwala więc mechanizm wyrównujący tempo wzrostu wynagrodzeń.
Nie przewiduje jednak dodatkowego zwiększenia wskaźników dla nauczycieli mianowanych i dyplomowanych ponad poziom wynikający z dotychczasowych regulacji.
Właśnie tutaj do gry wszedł Marcin Józefaciuk, poseł niezrzeszony, również nauczyciel, który zaproponował dalej idącą zmianę. Jego poprawka przewidywała podwyższenie wskaźnika dla nauczycieli mianowanych ze 144 do 149 proc., a dla dyplomowanych ze 184 do 190 proc. kwoty bazowej.
Była to propozycja zwiększenia ustawowego poziomu średnich wynagrodzeń dwóch grup pedagogów. Nie oznaczała automatycznie identycznej podwyżki pensji zasadniczej dla każdego nauczyciela, ale stwarzała podstawę do wyższego poziomu wynagrodzeń w systemie oświaty.
Komisja poprawkę odrzuciła. Józefaciuk nie ukrywał oburzenia.
W opublikowanym wpisie zwrócił uwagę, że komisja liczyła 34 członków, tymczasem w głosowaniu uczestniczyło jedynie 20. Czternastu parlamentarzystów nie oddało głosu.
Jeszcze poważniej zabrzmiał opis zachowania jednego z polityków KO. Według Józefaciuka poseł będący jednocześnie nauczycielem znajdował się na sali, ale wyjął kartę i nie zagłosował.
To zarzut wymagający wyjaśnienia. W dostępnej treści wpisu Józefaciuk nie podał nazwiska tego parlamentarzysty. Nie można zatem bez dodatkowego potwierdzenia przypisywać samego gestu wyjęcia karty Adrianowi Witczakowi. Faktem pozostaje jednak, że tomaszowski poseł należy do Komisji Edukacji i Nauki, a sprawa dotyczyła środowiska zawodowego, z którego sam się wywodzi.
Czy Witczak uczestniczył w tym konkretnym głosowaniu komisji? Czy to jego zachowanie opisał Józefaciuk? Jeżeli nie, warto przeciąć spekulacje. Jeżeli tak, wyborcy powinni poznać powody rezygnacji z głosu.
Nie chodzi o obowiązek poparcia każdej poprawki. Chodzi o to, że parlamentarzysta powinien umieć wyjaśnić swoje decyzje, a także brak decyzji.
6 listopada nie było już milczenia. Było dwukrotne „przeciw”
Dwa dni później sprawa nabrała zupełnie innego wymiaru. Podczas 68. posiedzenia Sejmu głosowano nad propozycjami zmian w Karcie Nauczyciela.
Tym razem wyniki zostały zapisane imiennie.
Najpierw, w głosowaniu nr 50, posłowie rozpatrywali poprawki zgłoszone przez PiS i Rozwój Plus. Przewidywały one podwyższenie wskaźników wynagrodzeń dla wszystkich trzech grup awansu zawodowego: nauczycieli początkujących, mianowanych i dyplomowanych, odpowiednio do 134, 154 i 194 proc. kwoty bazowej.
Za zagłosowało 192 posłów, przeciw 232, a 20 wstrzymało się od głosu. Poprawki zostały odrzucone.
Adrian Witczak zagłosował przeciw.
Następnie, w głosowaniu nr 51, Sejm rozpatrywał wnioski mniejszości zgłoszone przez Marcina Józefaciuka. Przypomnijmy: chodziło o podniesienie wskaźników dla nauczycieli mianowanych i dyplomowanych do 149 i 190 proc.
Wynik? 187 głosów za, 232 przeciw i 22 wstrzymujące się. Wnioski odrzucono.
Adrian Witczak ponownie zagłosował przeciw.
I tutaj nie ma już miejsca na spekulacje dotyczące wyjętej karty, obecności na sali czy przyczyn nieuczestniczenia w głosowaniu komisji. Jest oficjalny wynik i nazwisko posła.
Dla zachowania pełnego obrazu trzeba dodać, że w kolejnym głosowaniu Witczak poparł całość rządowej nowelizacji. Sejm przyjął ją 425 głosami za, przy jednym przeciw i 21 wstrzymujących się.
Nie byłoby więc prawdą twierdzenie, że poseł sprzeciwił się każdej podwyżce dla nauczycieli. Poparł rozwiązanie rządowe, ale odrzucił propozycje dodatkowego zwiększenia ustawowych wskaźników wynagrodzeń. Ta różnica jest istotna. I właśnie ona stanowi sedno problemu.
Dlaczego parlamentarzysta, który tak zdecydowanie występował w obronie nauczycieli, nie chciał poprzeć rozwiązań dalej idących niż rządowa propozycja? Czy uznał je za finansowo nierealne? Niewystarczająco przygotowane? Czy zdecydowała ocena skutków dla budżetu państwa i samorządów? A może po prostu klubowa lojalność?
Nie znamy odpowiedzi Witczaka na te pytania. Dlatego tym bardziej powinna ona paść publicznie.
Partyjna dyscyplina czy nauczycielskie sumienie?
Oczywiście, państwowych finansów nie da się prowadzić na zasadzie licytacji, kto zaproponuje wyższą podwyżkę. Każde zwiększenie ustawowych wskaźników wynagrodzeń oznacza zobowiązania finansowe, które trzeba oszacować i sfinansować. W polskiej oświacie rachunek ten ma szczególne znaczenie również dla samorządów prowadzących szkoły.
Jeżeli jednak właśnie takie były przyczyny sprzeciwu, należało je jasno przedstawić.
Poseł nie musi głosować za każdą propozycją zwiększenia wynagrodzeń. Ma natomiast obowiązek polityczny i moralny wytłumaczyć, dlaczego odrzuca konkretną propozycję dotyczącą ludzi, których interesów tak zdecydowanie bronił z mównicy.
Tym bardziej że Józefaciuk podczas sejmowej debaty z 6 listopada podkreślał, iż w tej sprawie nie obowiązuje dyscyplina klubowa. Apelował o głosowanie zgodne z oceną potrzeb nauczycieli.
Nie przesądza to oczywiście, czym kierował się Adrian Witczak. Ale wynik głosowania pokazuje, że zagłosował tak samo jak zdecydowana większość uczestniczących w nim posłów Koalicji Obywatelskiej.
Warto też zauważyć, że dodatkowe podwyżki poparli nie tylko politycy PiS i Rozwoju Plus. Za poprawkami opowiedzieli się również przedstawiciele partii Razem, a pojedynczy posłowie innych ugrupowań wyłamali się z dominującego stanowiska swoich klubów.
Można więc było podjąć inną decyzję.
To właśnie tutaj powraca temat politycznej samodzielności. Czy nauczyciel, który został posłem, powinien pozostawać przede wszystkim rzecznikiem problemów swojego środowiska, czy wykonawcą stanowiska partyjnej większości?
Jedno nie musi przecież wykluczać drugiego. Ale kiedy pojawia się konflikt między deklaracjami a głosowaniem, wyjaśnienia są konieczne.
Tomaszowscy nauczyciele mają prawo pytać
Adrian Witczak nie jest politykiem przypadkowo związanym z Tomaszowem Mazowieckim. Tutaj się urodził, tutaj pracował jako nauczyciel, a w 2023 roku uzyskał mandat poselski z okręgu piotrkowskiego, zdobywając 16 287 głosów.
Wśród jego wyborców byli także nauczyciele, pracownicy oświaty i rodzice uczniów. Ludzie, dla których szkolna rzeczywistość nie jest tematem okazjonalnego wystąpienia parlamentarnego, lecz codziennością.
Znają problemy kadrowe, administracyjne obciążenia, rosnące oczekiwania wobec szkoły i niewspółmierne do odpowiedzialności wynagrodzenia. Wiedzą również, że nauczycielska pensja to nie abstrakcyjny wskaźnik w tabeli, ale pieniądze potrzebne na utrzymanie rodziny, rachunki i zwyczajne życie.
Właśnie dlatego mogą oczekiwać od swojego posła czegoś więcej niż zapewnień o szacunku do zawodu.
Regulamin Sejmu w art. 7 wskazuje na obowiązek obecności i czynnego udziału parlamentarzysty w pracach Sejmu oraz jego organów. Wśród podstawowych obowiązków poselskich wymienia również uczestnictwo w głosowaniach na posiedzeniach Sejmu i komisji.
Przepis ten nie oznacza nakazu popierania określonego projektu. Nie oznacza też, że każde nieoddanie głosu stanowi automatycznie naruszenie regulaminu. Pokazuje jednak, iż udział w podejmowaniu decyzji nie jest parlamentarną uprzejmością, ale jednym z fundamentów mandatu.
Szczególnie trudno zrozumieć milczenie w sprawach, które poseł powinien znać z własnego doświadczenia zawodowego.
Dlatego tomaszowski parlamentarzysta powinien wyjaśnić nie tylko swoje stanowisko wobec propozycji Józefaciuka, lecz również przebieg głosowania komisji z 4 listopada, jeżeli dotyczy go opisana publicznie sytuacja.
Panie pośle, nauczyciele zasługują na odpowiedź
Nauczyciele od lat słyszą, że ich praca stanowi fundament przyszłości państwa. Każda kolejna ekipa rządząca mówi o prestiżu zawodu, potrzebie odbudowy autorytetu pedagogów i konieczności stworzenia lepszych warunków pracy w szkołach.
Brzmi to przekonująco. Problem pojawia się wtedy, gdy za deklaracjami nie idą decyzje odpowiadające oczekiwaniom środowiska.
Adrian Witczak ma pełne prawo uważać, że dodatkowe podwyższenie wskaźników wynagrodzeń nauczycieli było niewłaściwe. Ma prawo bronić rządowego projektu. Ma również prawo nie zgadzać się z Marcinem Józefaciukiem. Nie powinien jednak pozostawiać swoich wyborców bez rzeczowego wyjaśnienia.
Dlaczego dwukrotnie zagłosował przeciw dodatkowym propozycjom płacowym? Co konkretnie przesądziło o jego stanowisku? Jak ocenia postulaty nauczycieli domagających się systemowego mechanizmu wzrostu wynagrodzeń? I czy jest gotów poprzeć rozwiązania wykraczające poza zaplanowane na 2027 rok 3 proc.?
Na te pytania warto odpowiedzieć bez partyjnych sloganów.
Kiedyś Witczak zarzucał poprzedniej władzy lekceważenie nauczycieli. Dzisiaj sam znalazł się po drugiej stronie politycznej barykady. I właśnie teraz ma okazję pokazać, że słowa o godności pedagogów nie były wyłącznie elementem parlamentarnego sporu.
Marcin Józefaciuk postawił sprawę ostro, przypominając, że nauczyciele żyją z wynagrodzeń, a nie z podziękowań i deklaracji. Trudno odmówić temu stwierdzeniu racji.
Bo nauczyciel nie zapłaci rachunku sejmowym przemówieniem. Nie zrobi zakupów za polityczne zapewnienia. Nie utrzyma rodziny z okolicznościowego uścisku dłoni i życzeń składanych 14 października.
A poseł, który sam był nauczycielem, powinien rozumieć to lepiej niż ktokolwiek inny.
W polityce, podobnie jak w szkole, przychodzi wreszcie czas sprawdzianu. Nie wystarczy powiedzieć, że zna się prawidłową odpowiedź. Trzeba jeszcze umieć ją uzasadnić.
Adrian Witczak swoje głosy oddał. Teraz powinien wyjaśnić, dlaczego właśnie takie.
Na łamach NaszTomaszow.pl jest miejsce na jego odpowiedź.
***
Podstawa dokumentacyjna: rządowy projekt ustawy – Karta Nauczyciela (druk sejmowy nr 3263), sprawozdania Komisji Edukacji i Nauki (druki nr 3291 oraz 3291-A), imienne wyniki głosowań nr 50, 51 i 52 z 6 listopada 2026 roku, wypowiedź Adriana Witczaka na 38. posiedzeniu Sejmu 10 lipca 2025 roku oraz publiczna relacja Marcina Józefaciuka z prac Komisji Edukacji i Nauki.



Napisz komentarz
Komentarze