Piątkowy wieczór, 6 listopada, miał być dla Lechii Tomaszów Mazowiecki kolejnym krokiem w odbudowywaniu pozycji w tabeli Betclic III ligi. Po niespodziewanym, ale w pełni zasłużonym zwycięstwie 2:0 nad Wigrami Suwałki kibice mieli prawo oczekiwać, że zielono-czerwoni również w Sieradzu pokażą charakter. Tymczasem dostali widowisko, w którym główną rolę przez długi czas odgrywała pogoda, a ostatnie sceny napisali piłkarze gospodarzy.
Warta Sieradz wygrała 3:0, choć jeszcze po upływie regulaminowego czasu gry na tablicy wyników widniał bezbramkowy remis. Wynik jest bezdyskusyjny, ale nie oddaje całej historii spotkania. To był jeden z tych meczów, w których wszystko, co najważniejsze, wydarzyło się dopiero wtedy, kiedy wydawało się, że nic szczególnego już się nie stanie.
Dwie nowe miotły i jedna piłkarska rzeczywistość
Spotkanie miało dodatkowy podtekst. Obie drużyny niedawno zmieniły szkoleniowców i obie rozpoczęły nowy etap od zwycięstw. W Tomaszowie pierwszym trenerem został dotychczasowy asystent Kacper Giełzak, który w debiucie poprowadził Lechię do wygranej z Wigrami Suwałki. W Sieradzu 26 października pracę rozpoczął Piotr Łęczyński, a jego zespół sensacyjnie pokonał na wyjeździe liderujący KTS Weszło 1:0.
Można więc było powiedzieć, że naprzeciwko siebie stanęły dwie drużyny próbujące odzyskać wiarę w swoje możliwości. Różniła je jednak sytuacja ligowa. Warta walczyła o kontakt z czołówką, Lechia potrzebowała punktów, by oddalić się od niebezpiecznych rejonów tabeli.
Pierwsza połowa nie przyniosła wielkiego widowiska. Gra toczyła się przede wszystkim w środku pola, a piłkarzom obu zespołów brakowało dokładności w konstruowaniu akcji ofensywnych. Nie oznacza to jednak, że bramkarze mogli spokojnie przyglądać się poczynaniom kolegów.
W 31. minucie Krystian Kolasa wykonywał rzut wolny sprzed pola karnego gospodarzy. Zdecydował się na płaskie uderzenie, lecz piłka minęła słupek. Była to jedna z najlepszych okazji tomaszowian w pierwszej części spotkania.
Jeszcze groźniej zrobiło się pod bramką Lechii, kiedy Oleh Trubnikov zdecydował się na strzał z dystansu. Piłka uderzyła w słupek i wróciła na boisko. Piotr Komar mógł odetchnąć z ulgą. Do przerwy utrzymał się wynik 0:0.
Mgła niczym z filmu Johna Carpentera
Po zmianie stron gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. W 61. minucie próbował Piotr Mielczarek, ale nie zdołał pokonać tomaszowskiego bramkarza. Z każdą kolejną minutą coraz większe znaczenie miało jednak coś, na co żaden trener nie mógł przygotować swojego zespołu.
Nad stadionem MOSiR przy ulicy Sportowej zaczęła gęstnieć mgła. Początkowo była jedynie elementem listopadowej scenerii. Później stała się przeszkodą uniemożliwiającą normalne prowadzenie zawodów.
Scenografia niemal jak z filmowej „Mgły” Johna Carpentera. Z tą różnicą, że zamiast tajemniczych postaci wynurzających się z białej zasłony mieliśmy piłkarzy, którym coraz trudniej było dostrzec partnerów, rywali i piłkę.
Około 65. minuty arbiter Aleksander Kozieł z Kielc po raz pierwszy przerwał spotkanie. Po kilku minutach zawodnicy wrócili do gry. Lechia próbowała szukać swoich szans w kontratakach. W 77. minucie jedną z takich akcji nieprzepisowo zatrzymał Trubnikov.
Tymczasem Warta coraz mocniej naciskała na tomaszowską defensywę. Groźnie uderzał Szymon Pietrzak, lecz Piotr Komar skutecznie interweniował, podtrzymując nadzieję na wywiezienie z Sieradza przynajmniej jednego punktu.
Około 85. minuty mgła ponownie zgęstniała. Sędzia zdecydował o kolejnej przerwie, tym razem znacznie dłuższej. Zawodnicy przez kilkanaście minut czekali na poprawę warunków. Spotkanie, które rozpoczęło się o godzinie 19.00, trwało ostatecznie niemal dwie godziny.
I właśnie po drugim wznowieniu gry Lechia przeżyła prawdziwy dramat.
Były lechita rozpoczął strzelanie. Trzy gole, które przekreśliły cały wysiłek
Najbardziej gorzki dla tomaszowskich kibiców był fakt, że pierwszą bramkę zdobył Bartłomiej Maćczak, były zawodnik Lechii Tomaszów Mazowiecki. Napastnik, który w przeszłości reprezentował zielono-czerwone barwy, pojawił się na boisku w 61. minucie, zastępując Miłosza Kurowskiego.
W doliczonym czasie gry Maćczak najlepiej odnalazł się w zamieszaniu pod bramką Piotra Komara i skierował piłkę do siatki. Według klubowego zapisu wydarzyło się to w 90+16. minucie.
Warta objęła prowadzenie, a Lechia znalazła się w sytuacji, w której nie miała już czego bronić. Tomaszowianie ruszyli do przodu, próbując uratować remis. W piłce nożnej takie ryzyko bywa nagradzane. Tym razem zostało bezlitośnie ukarane.
Gospodarze wykorzystali pozostawioną przestrzeń. Bartosz Bieroński, podobnie jak Maćczak wprowadzony w 61. minucie, zakończył kolejną akcję skutecznym uderzeniem i podwyższył prowadzenie na 2:0.
To jednak nie był koniec.
W 90+24. minucie Oleh Trubnikov zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego. Piłka posłana z narożnika boiska wpadła do siatki, ustalając wynik spotkania na 3:0. Trubnikov, który przed przerwą trafił w słupek, tym razem znalazł już drogę do bramki.
Szczególnej wymowy nabiera fakt, że dwa pierwsze gole zdobyli rezerwowi Warty. Zmiany przeprowadzone przez trenera Piotra Łęczyńskiego okazały się niezwykle skuteczne.
Lechia przez większość spotkania zachowywała czyste konto, by w samej końcówce stracić trzy bramki. To jedna z najbardziej bolesnych odmian piłkarskiej porażki.
To nie pierwszy raz, kiedy mgła zatrzymała Lechię
Historia dopisała do piątkowego spotkania jeszcze jeden, dość osobliwy kontekst. Niemal dokładnie rok wcześniej, 12 listopada 2025 roku, mgła przerwała półfinałowy mecz okręgowego Pucharu Polski pomiędzy Lechią Tomaszów Mazowiecki a GKS Bełchatów.
Tamto spotkanie zakończyło się, zanim na dobre zdążyło się rozpocząć. Arbiter wstrzymał grę już po minucie i 21 sekundach. Po kilkunastominutowym oczekiwaniu mecz ostatecznie odwołano.
W Sieradzu sytuacja wyglądała inaczej. Sędzia dwukrotnie przerywał rywalizację, ale zdecydował się ją kontynuować. I właśnie po drugim powrocie na boisko rozstrzygnęły się losy trzech ligowych punktów.
Można oczywiście zastanawiać się, jak długie przerwy wpływają na koncentrację zawodników. Nie zmienia to jednak najważniejszego faktu: obie drużyny musiały radzić sobie w tych samych warunkach atmosferycznych. Mgła nie strzeliła Lechii trzech bramek. Zrobili to piłkarze Warty, którzy w decydujących momentach byli skuteczniejsi.
Lechia nadal w niebezpiecznej części tabeli
Porażka w Sieradzu oznacza, że tomaszowianie nie wykorzystali zwycięstwa nad Wigrami do rozpoczęcia dłuższej serii punktowej. Po 16 rozegranych spotkaniach Lechia ma 17 punktów i zajmuje 14. miejsce w tabeli Betclic III ligi, grupy I. Bilans zespołu to pięć zwycięstw, dwa remisy i dziewięć porażek. Stosunek bramek wynosi 25:33.
Warta dzięki zwycięstwu zgromadziła 28 punktów i awansowała tymczasowo na trzecią pozycję. Ostateczny układ tabeli po 16. kolejce będzie zależał od wyników pozostałych spotkań, zaplanowanych na sobotę i niedzielę.
Dla Lechii sytuacja nie jest komfortowa. Przewaga nad zespołami znajdującymi się niżej pozostaje niewielka, a każda kolejna strata punktów może mieć poważne konsekwencje. Zwłaszcza że jesienna część sezonu zbliża się do końca.
Trener Kacper Giełzak ma zatem przed sobą trudne zadanie. Wygrana nad Wigrami pokazała, że jego drużyna potrafi pokonać nawet silnego przeciwnika. Sieradz przypomniał natomiast, jak wiele pracy wymaga utrzymanie koncentracji do ostatniego gwizdka.
Teraz Puchar Polski, a później mecz przyjaźni
Na rozpamiętywanie porażki nie będzie zbyt wiele czasu. Już we wtorek 10 listopada o godzinie 19.00 Lechia zmierzy się na wyjeździe z Omegą Kleszczów w półfinale okręgowego Pucharu Polski. Rywal, występujący w klasie okręgowej, będzie chciał wykorzystać atut własnego boiska i sprawić niespodziankę.
Następnie, w niedzielę 15 listopada o godzinie 12.00, zielono-czerwoni podejmą Pelikan Łowicz. Spotkanie, określane przez kibiców obu zespołów mianem meczu przyjaźni, odbędzie się na boisku ze sztuczną nawierzchnią przy ulicy Nowowiejskiej 5/7 w Tomaszowie Mazowieckim.
W listopadzie Lechię czekają jeszcze domowe pojedynki z KTS Weszło Warszawa, 22 listopada, oraz Wisłą II Płock, 29 listopada. Będą to mecze rozgrywane awansem z rundy wiosennej.
Przed zielono-czerwonymi zatem niezwykle ważne tygodnie. Jeszcze można poprawić sytuację w tabeli, jeszcze można odbudować morale. Potrzebna jest jednak konsekwencja, której w Sieradzu zabrakło w decydujących momentach.
Bo w piłce nożnej, podobnie jak w dobrym filmie, zakończenie bywa najważniejsze. Tyle że tym razem tomaszowscy kibice z pewnością woleliby inne.
Warta Sieradz – Lechia Tomaszów Mazowiecki 3:0 (0:0)
Bramki: Bartłomiej Maćczak (90+16), Bartosz Bieroński (90+21), Oleh Trubnikov (90+24).
Lechia Tomaszów Mazowiecki: Piotr Komar – Maksym Rosiński, Marcin Orzechowski, Bartosz Winkler, Artur Czupryński – Krystian Kolasa, Miłosz Pawlusiński, Daniel Chwałowski (82. Bartosz Bogus), Eryk Kaproń (89. Karol Klimek), Marcin Pieńkowski (89. Maksymilian Bogusławski) – Kacper Popławski (71. Łukasz Racis).
Żółte kartki: Wiktor Smoliński, Paweł Mocny, Dawid Owczarek, Oleh Trubnikov (Warta) – Eryk Kaproń, Piotr Komar (Lechia).
Sędzia: Aleksander Kozieł (Kielce).
Rozgrywki: Betclic III liga, grupa I, 16. kolejka.
Data i miejsce: 6 listopada 2026 r., stadion MOSiR w Sieradzu



Napisz komentarz
Komentarze