Nie trzeba wielkich sal, wielkich budżetów i adresu przy jednej z reprezentacyjnych ulic stolicy, żeby zrobić coś, o czym usłyszy cała Polska. Czasem wystarczy świetlica, grupa ludzi, trochę ziemi, sporo wiedzy i przekonanie, że to, co przez dziesięciolecia rosło za płotem, na łące albo skraju lasu, wcale nie musi być reliktem minionego świata.
KGW „Jasienianki” z Nowego Jasienia właśnie to udowodniło.
Podczas finału III Ogólnopolskiego Konkursu „Zioła dla Zdrowia”, który odbył się 24 października w Warszawie, przedstawicielki województw rywalizowały o krajowe laury. Finał zorganizowano w Narodowym Instytucie Kultury i Dziedzictwa Wsi; organizatorem konkursu był Instytut Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich – Państwowy Instytut Badawczy, współpracujący przy wydarzeniu z NIKiDW. Konkurs odbywał się pod patronatem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
I właśnie tam Jasienianki zwyciężyły w kategorii spożywczej, wyprzedzając KGW „Świsłoczanki” z Bobrownik w województwie podlaskim oraz KGW „Małe Rudy” z województwa kujawsko-pomorskiego. Trzecie miejsce Małych Rud potwierdzają również niezależne relacje z Kujaw i Pałuk, publikowane już po warszawskim finale.
Najpierw trzeba było wygrać Łódzkie
To zwycięstwo nie spadło jednak z nieba razem z jesiennym deszczem.
Czytelnicy NaszTomaszow.pl mogą pamiętać, że o Jasieniankach pisaliśmy już we wrześniu. Wówczas Koło zdobyło I miejsce w etapie wojewódzkim konkursu „Zioła dla Zdrowia” i dzięki temu zostało reprezentantem województwa łódzkiego w ogólnopolskim finale w Warszawie.
Konkurencja już na tym etapie nie była symboliczna. Jak wynika z oficjalnego komunikatu dotyczącego pierwszej części konkursu, jury oceniło 104 nadesłane prace. W województwie łódzkim pierwsze miejsce przypadło Jasieniankom, drugie Stowarzyszeniu „Zamiary – Przyjazna Wieś”, a trzecie KGW „Cichy Zakątek” w Magnusach. Do finału ogólnopolskiego kwalifikowali się właśnie zdobywcy pierwszych miejsc w poszczególnych województwach.
We wrześniu można więc było napisać: „Jasienianki jadą do Warszawy”. Dzisiaj dopisujemy drugą część tej historii: pojechały i wygrały.
Droga z Nowego Jasienia na ogólnopolskie podium okazuje się przy tym czymś więcej niż historią jednego konkursu. To opowieść o tym, jak rzecz pozornie bardzo zwyczajna – zioła – może stać się punktem wyjścia do budowania lokalnej marki, integracji mieszkańców i przypominania wiedzy, która jeszcze dwa czy trzy pokolenia temu była czymś tak naturalnym, jak dziś aplikacja pogodowa w telefonie.
Zioło nie jest tylko dodatkiem do rosołu
Idea konkursu „Zioła dla Zdrowia” jest znacznie szersza niż przygotowanie kilku efektownych potraw i ustawienie ich przed komisją.
Organizatorzy od początku wskazywali cztery główne cele: promowanie uprawy roślin zielarskich, popularyzację wiedzy o ich właściwościach prozdrowotnych, użytkowych i pożytkowych, integrację lokalnych społeczności oraz pielęgnowanie tradycji i dziedzictwa kulturowego polskiej wsi. Konkurs prowadzono dwuetapowo. Najpierw oceniano m.in. zielarskie ogrody i działalność uczestników, a później najlepsi przedstawiciele województw spotykali się w finale i prezentowali wyroby wykorzystujące rośliny zielarskie.
I właśnie tutaj historia Jasienianek idealnie wpisuje się w ideę konkursu.
Bo w Nowym Jasieniu zainteresowanie ziołami nie zaczęło się kilka tygodni przed finałem, kiedy trzeba było przygotować konkursową prezentację. Ono było tam znacznie wcześniej.
Już kilka lat temu w reportażu „Tygodnika Poradnika Rolniczego” o Jasieniankach pojawiała się Iwona, członkini koła specjalizująca się w zielarstwie. To ona przygotowywała mieszanki m.in. z liści czarnej porzeczki i maliny, chabra czy dzikiej róży i dzieliła się z pozostałymi członkiniami wiedzą o właściwościach roślin. Z czasem zioła zaczęły zbierać wszystkie.
W tym samym reportażu opisywano również eksperymenty z Jasieniotką, lokalnym wypiekiem opartym na jabłkach i wzbogaconym ziołami. Iwona tłumaczyła wówczas, że wśród wykorzystywanych dodatków znajdowały się m.in. werbena cytrynowa, mięta i szałwia. Nie zdradzała całej receptury — i trudno się dziwić. Każda dobra opowieść kulinarna potrzebuje przecież swojej tajemnicy.
Dziś zarówno Jasieniotka, jak i Jasieńskie susze ziołowe znajdują się wśród produktów promowanych przez lokalną markę „Dolina Pilicy, zwolnij bieg”. Zioła są więc dla Jasienianek nie dekoracją ustawioną na stole przed jury, ale elementem rozpoznawalnej działalności koła.
Tradycja, która nie chce stać w gablocie
W tym sukcesie jest coś jeszcze ważniejszego.
Przez wiele lat słowo „tradycja” kojarzyło się z czymś, co należy ostrożnie zamknąć w muzealnej gablocie: starym fartuchem, haftowaną zapaską, drewnianą dzieżą, fotografią babci stojącej przy piecu. Tymczasem współczesne koła gospodyń wiejskich coraz częściej pokazują, że dziedzictwo ma sens przede wszystkim wtedy, kiedy się go używa.
Przepis trzeba ugotować. Pieśń trzeba zaśpiewać. Palmę trzeba wypleść. Zioło trzeba rozpoznać, zebrać i wysuszyć. A wiedzę trzeba przekazać komuś młodszemu, bo inaczej pewnego dnia zniknie razem z ostatnią osobą, która pamiętała, czym różni się zwykły chwast od rośliny mającej od pokoleń swoje miejsce w wiejskiej kuchni i domowej kulturze.
Jasienianki od początku działalności właśnie tak traktowały lokalną tradycję. Koło powstało w 2019 roku, a jego działalność szybko zaczęła wykraczać poza stereotypowe wyobrażenie o KGW. W oficjalnych materiałach poświęconych kołu wymieniano m.in. odtwarzanie dawnych receptur, tradycje dożynkowe, wykonywanie palm wielkanocnych i pisanek, działalność społeczną, warsztaty i pracę z młodszymi mieszkańcami. Powstał również album „Wierne tradycji”, dokumentujący miejscowy folklor.
Nie chodzi przy tym o udawanie, że czas zatrzymał się gdzieś pomiędzy drewnianą chałupą a przydrożną kapliczką. Jasienianki potrafią korzystać z mediów społecznościowych, nagrywać filmy, bawić się formą i pokazywać dawne zwyczaje językiem, który jest zrozumiały także dla ludzi wychowanych ze smartfonem w ręku.
To być może jedna z odpowiedzi na pytanie, dlaczego ich działalność jest zauważana daleko poza gminą Lubochnia.
Tradycji nie konserwują. One ją uruchamiają.
Mała miejscowość, duży sukces
Z punktu widzenia mieszkańców powiatu tomaszowskiego najważniejsze jest jednak coś jeszcze.
Na liście laureatów ogólnopolskiego konkursu znalazła się nazwa Nowy Jasień.
Nie Łódź. Nie Warszawa. Nie wielki ośrodek akademicki czy turystyczny. Nowy Jasień w gminie Lubochnia.
Właśnie dlatego tego rodzaju sukcesy mają znaczenie większe niż sam dyplom, statuetka czy nagroda. Przez chwilę mapa Polski układa się inaczej. W centrum znajduje się niewielka miejscowość, o której ktoś kilkaset kilometrów dalej prawdopodobnie wcześniej nie słyszał. Potem poznaje jej nazwę, ludzi, produkty, tradycje i historię.
Tak działa promocja lokalności w swojej najlepszej postaci. Nie poprzez slogan wydrukowany na banerze i nie poprzez kolejną broszurę reklamową, ale przez konkretnych ludzi i coś, co naprawdę potrafią zrobić.
Sukces Jasienianek jest także przypomnieniem, jak dużą rolę odgrywają dziś Koła Gospodyń Wiejskich. Niegdyś kojarzone przede wszystkim z kuchnią i organizacją wiejskich uroczystości, obecnie bywają lokalnymi centrami kultury, edukacji, integracji i aktywności społecznej. Organizują warsztaty, przywracają zapomniane receptury, dokumentują wspomnienia, tworzą produkty lokalne i angażują dzieci oraz młodzież.
W czasach, w których wszystko próbuje być globalne, identyczne i natychmiastowe, taka działalność nabiera szczególnego znaczenia.
Bo lokalność nie musi oznaczać prowincjonalności.
Czasem właśnie z lokalności wyrasta coś, co okazuje się najlepsze w całej Polsce.
Z Nowego Jasienia do Warszawy – i z pierwszym miejscem do domu
Jeszcze kilka tygodni temu gratulowaliśmy Jasieniankom zwycięstwa w województwie i życzyliśmy powodzenia podczas finału. Dziś życzenia można zastąpić gratulacjami.
KGW „Jasienianki” z Nowego Jasienia zdobyło I miejsce w Polsce w kategorii spożywczej III Ogólnopolskiego Konkursu „Zioła dla Zdrowia”.
Za tym jednym zdaniem kryją się lata zbierania doświadczeń, udziału w konkursach, odtwarzania dawnych smaków, suszenia ziół, warsztatów, spotkań i przekonywania, że rzeczy odziedziczone po poprzednich pokoleniach nie muszą odchodzić razem z nimi.
Trzeba je tylko wziąć do ręki i zrobić z nimi coś dobrego.
Jasienianki zrobiły.
I zrobiły to najlepiej w Polsce.
Najmocniejszą dodatkową wersją tego materiału byłoby teraz zdobycie krótkiej wypowiedzi jednej z Jasienianek po zwycięstwie — wtedy można ją wprowadzić zaraz po informacji o wyniku i nadać tekstowi jeszcze bardziej reporterski charakter.



Napisz komentarz
Komentarze