Ghost – „Meliora”. Od podziemnych katakumb do wielkiej katedry rocka
Kiedy Ghost wydali album „Meliora” 21 sierpnia 2015 roku, mieli już za sobą dwa wydawnictwa, które pozwoliły im zbudować jedną z najbardziej charakterystycznych estetyk współczesnego metalu. Debiutancki „Opus Eponymous” z 2010 roku łączył heavymetalowe brzmienie lat siedemdziesiątych, okultystyczną symbolikę i melodie przypominające klasyczny hard rock. „Infestissumam” z 2013 roku przyniósł większy rozmach, teatralne aranżacje i śmielsze wykorzystanie organów oraz harmonii wokalnych. Nie wszystkim fanom odpowiadał taki kierunek. Część uznała, że zespół zaczął przykładać większą wagę do scenicznego widowiska niż do samych kompozycji. „Meliora”, trzeci album studyjny Ghost, okazał się odpowiedzią na te zastrzeżenia. Muzycy przywrócili cięższe riffy, zachowując melodyjną elegancję i teatralną atmosferę poprzednika. Producentem został Klas Åhlund, znany ze współpracy z artystami popowymi, a miks przygotował Andy Wallace, pracujący wcześniej między innymi z Nirvaną, Slayerem i Sepulturą. Połączenie tych osobowości pozwoliło stworzyć album niezwykle przejrzysty, a jednocześnie ciężki i monumentalny.
W centrum przedsięwzięcia znajdował się Papa Emeritus III, kolejna sceniczna inkarnacja postaci kreowanej przez Tobiasa Forge’a, którego tożsamość nie była wówczas jeszcze publicznie ujawniona. Wokalista występował w papieskich szatach i makijażu przypominającym czaszkę, otoczony przez anonimowych muzyków określanych jako Nameless Ghouls. Nie był to wyłącznie makabryczny kostium. Ghost stworzyli własną mitologię, w której symbole religijne służą budowaniu groteskowego świata na pograniczu horroru, satyry i rockowego teatru. Sam tytuł „Meliora”, odnoszący się po łacinie do rzeczy lepszych, doskonalszych, do dążenia ku postępowi, nabiera tutaj ironicznego znaczenia. Zespół wykorzystujący satanistyczną ikonografię opowiada o cywilizacji budującej coraz wspanialsze miasta i potężniejsze instytucje, lecz równocześnie coraz częściej tracącej duchowy sens istnienia. Przypomina to „Fausta” Goethego, którego bohater nie sprzedaje duszy wyłącznie dla przyjemności. Pragnie wiedzy, doświadczenia i przekroczenia własnych ograniczeń. Podobne napięcie pomiędzy ambicją, pokusą i moralnym zagubieniem odnajduję w muzycznym świecie Ghost.
Nie sposób pominąć również okładki „Meliora”, autorstwa polskiego artysty Zbigniewa Bielaka. Monumentalna, niemal gotycka metropolia przypomina jednocześnie świątynię, przemysłową maszynę i symbol wszechobecnej władzy. Można odnaleźć w niej atmosferę filmu „Metropolis” Fritza Langa, gdzie nowoczesne miasto jest zarówno symbolem technologicznej potęgi, jak i narzędziem społecznego podporządkowania. Bielak znakomicie uchwycił paradoks Ghost: piękno religijnych form zostaje wykorzystane do opowieści o świecie, w którym nie mamy już pewności, czy za tym pięknem kryje się jakakolwiek prawda.
Wydanie „Meliora Deluxe Edition” z 2016 roku łączy podstawowy album, zawierający dziesięć kompozycji, z pięcioutworową EP-ką „Popestar”. Warto odróżnić je od osobnej wersji „Meliora Redux”, obejmującej również utwór „Zenith”. Ta różnica ma znaczenie, ponieważ edycja deluxe nie jest jedynie prostym wznowieniem. Pokazuje dalszy rozwój zespołu – od cięższego brzmienia podstawowej płyty ku coraz bardziej przebojowej estetyce późniejszych nagrań.
„Spirit”, „From the Pinnacle to the Pit” i „Cirice”. Pokusa ma gitarowy riff
„Spirit” otwiera album niczym fragment ścieżki dźwiękowej do filmu grozy. Elektroniczne tło, monumentalne organy i narastające napięcie tworzą atmosferę uczestnictwa w tajemniczej ceremonii. Dopiero po chwili wkraczają gitary, a muzyka nabiera ciężaru klasycznego heavy metalu. Słychać inspiracje Black Sabbath, Deep Purple i Blue Öyster Cult, szczególnie w organowych partiach przywołujących Jona Lorda. Ghost nie improwizują jednak z hardrockową swobodą lat siedemdziesiątych. Każdy fragment zostaje podporządkowany starannie zaplanowanej dramaturgii. Najbardziej fascynuje kontrast pomiędzy ciężką muzyką a łagodnym głosem Papy Emeritusa. Zamiast growlu otrzymujemy melodyjny śpiew, chwilami niemal popowy. Przypomina to „Mistrza i Małgorzatę” Michaiła Bułhakowa. Woland nie musi demonstrować demonicznej natury brutalnością. Znacznie skuteczniej wykorzystuje elegancję, ironię i ludzkie słabości. Podobnie działa Ghost – nie tyle straszą, ile zapraszają do świata, w którym piękno i zagrożenie pozostają nierozłączne.
„From the Pinnacle to the Pit” jest jedną z najcięższych kompozycji albumu. Potężna linia basu, zdecydowany riff i mechaniczny niemal rytm przywołują Black Sabbath oraz bardziej monumentalne fragmenty Rainbow. Tytułowe przejście ze szczytu do otchłani można interpretować jako metaforę pychy, władzy i nieuchronnego upadku. Od mitu o Ikarze po szekspirowskiego „Makbeta” literatura wielokrotnie pokazywała człowieka, który zdobywa wszystko, aby ostatecznie utracić samego siebie. Ghost nie proponują skomplikowanego traktatu filozoficznego, ale potrafią zamienić znany motyw w znakomity heavymetalowy utwór. Andy O’Connor z „Pitchfork” szczególnie docenił gitarowy ciężar tej kompozycji oraz organowe fragmenty przypominające Deep Purple. To trafna obserwacja. Riff nie jest tutaj dekoracją dla chwytliwego refrenu. Stanowi fundament utworu, nadając mu niemal fizyczną siłę.
„Cirice” jest jednym z największych osiągnięć Ghost i najważniejszą kompozycją „Meliora”. Początek jest spokojny, tajemniczy, oparty na delikatnych gitarach. Następnie pojawia się potężny riff, który mógłby wyjść spod palców Tony’ego Iommiego, a muzyka rozwija się ku monumentalnej metalowej balladzie. Najciekawszy pozostaje jednak tekst. Wokalista zwraca się do drugiego człowieka pozornie opiekuńczo, niemal intymnie, obiecując zrozumienie, bliskość i uwolnienie od samotności. Pod tą deklaracją kryje się jednak sugestia podporządkowania. Manipulacja rzadko zaczyna się od groźby. Znacznie częściej przybiera postać troski i obietnicy wyjątkowego porozumienia. W „Draculi” Brama Stokera wampir potrafi zdobywać władzę poprzez fascynację i stopniowe uzależnianie ofiary. Podobny mechanizm rozgrywa się w „Cirice”, gdzie piękna melodia skrywa mroczną psychologiczną opowieść. W 2016 roku Ghost otrzymali za „Cirice” nagrodę Grammy w kategorii Best Metal Performance. Znacznie ważniejsza od samego wyróżnienia jest jednak niezwykła równowaga pomiędzy metalowym ciężarem, chwytliwą melodią i atmosferą psychologicznego horroru.
„He Is” i „Spöksonat”. Diabeł postanawia napisać hymn kościelny
Po „Cirice” następuje krótkie instrumentalne „Spöksonat”, czyli „Sonata widm”, nawiązująca tytułem do dramatu Augusta Strindberga. Szwedzki pisarz opowiadał o świecie pozorów społecznych, rodzinnych tajemnic i moralnych kłamstw. Muzyczna miniatura Ghost znakomicie pasuje do podobnej atmosfery, choć nie jest dosłowną adaptacją dramatu. Pełni rolę teatralnego przejścia, po którym pojawia się jedna z najbardziej przewrotnych kompozycji całego albumu.
„He Is” brzmi bowiem niemal jak religijny hymn. Delikatne gitary, ciepłe harmonie wokalne i podniosły refren tworzą atmosferę współczesnej muzyki sakralnej. Można wyobrazić sobie tę kompozycję wykonywaną przez wielki chór w kościele. Tyle że Ghost odwracają tradycyjne znaczenie nabożnej pieśni. Zamiast modlitwy do Boga otrzymujemy pochwałę postaci wpisanej w satanistyczną mitologię zespołu. To prowokacja, ale także interesująca gra z oczekiwaniami słuchacza. Muzycznie „He Is” przypomina łagodniejsze oblicze Blue Öyster Cult, a niektóre harmonie wokalne posiadają niemal popową elegancję zespołu ABBA. Odnajduję tutaj również coś z Leonarda Cohena, szczególnie jego umiejętności wykorzystywania religijnego języka do opowiadania o miłości, pożądaniu i ludzkiej słabości. Nie chodzi o identyczną filozofię, lecz o podobną świadomość siły symboli. „He Is” jest jednym z najpiękniejszych przykładów artystycznej przewrotności Ghost. Można potraktować go jako satyrę, zachwycać się melodią albo zastanowić, jak bardzo emocjonalne reakcje zależą od muzycznej oprawy.
„Mummy Dust”, „Majesty”, „Absolution” i „Deus in Absentia”. Władza, pieniądze i Bóg nieobecny
„Mummy Dust” jest prawdopodobnie najbardziej agresywnym utworem podstawowej wersji albumu. Gitary są ciężkie, rytm niemal industrialny, a wokalista wykorzystuje szorstką ekspresję. Tekst przedstawia świat, w którym bogactwo i ekonomiczna dominacja stają się nowymi przedmiotami kultu. Człowiek może porzucić dawnych bogów, ale niekoniecznie uwalnia się od potrzeby oddawania czci. Często jedynie zastępuje świątynię bankiem, a modlitwę rachunkiem zysków i strat. Można odnaleźć tutaj coś z „Wielkiego Gatsby’ego” Fitzgeralda, gdzie bogactwo staje się substytutem sensu życia, a pogoń za sukcesem prowadzi ku moralnej pustce. Ghost opowiadają o podobnej rzeczywistości językiem ciężkiego riffu i groteskowego teatru.
„Majesty” jest bardziej klasyczną kompozycją hardrockową, opartą na monumentalnym gitarowym motywie i organach przywołujących Deep Purple. To muzyka dostojna, niemal ceremonialna, choć pod tą monumentalnością kryje się ironia. Tytułowy majestat można potraktować jako metaforę władzy uznającej samą siebie za źródło wszelkiego autorytetu. Po krótkim organowym interludium „Devil Church” pojawia się „Absolution”, utwór o dynamicznych gitarach i jednym z najbardziej chwytliwych refrenów całego albumu. Tytułowe rozgrzeszenie prowokuje do refleksji nad możliwością otrzymania przebaczenia bez rzeczywistej moralnej przemiany. Czy rytuał może zastąpić skruchę? Czy autorytet instytucji staje się ważniejszy od odpowiedzialności człowieka? Ghost nie udzielają jednoznacznych odpowiedzi, ale znakomicie wykorzystują religijną symbolikę do budowania własnego muzycznego świata.
Podstawową wersję albumu kończy „Deus in Absentia”, którego tytuł odwołuje się do nieobecności Boga. Kompozycja rozpoczyna się rockową energią, lecz stopniowo przechodzi w monumentalne, chóralne zakończenie. To jeden z najbardziej interesujących finałów w historii Ghost. Świat przedstawiony na „Meliora” pozostaje przestrzenią, w której religijne symbole nadal istnieją, ale ich znaczenie zostało odwrócone. Katedry stoją, organy grają, duchowni odprawiają ceremonie, lecz nie mamy pewności, komu właściwie służą. W „Braciach Karamazow” Dostojewski rozważał problem moralności i wolności człowieka w świecie doświadczającym kryzysu religijnej pewności. Ghost wykorzystują podobne napięcie, choć oczywiście bez filozoficznej głębi rosyjskiego pisarza. „Deus in Absentia” zamyka album obrazem cywilizacji, która zachowała rytuały, ale utraciła pewność ich sensu. Andy O’Connor z „Pitchfork” uznał tę kompozycję za jeden ze słabszych fragmentów, zarzucając jej niewystarczające napięcie. Moim zdaniem jej siłą jest jednak nie gitarowa energia, lecz atmosfera apokaliptycznego zakończenia.
„Popestar” – edycja deluxe. Pięć dodatków i diabeł gotowy na listy przebojów
„Meliora Deluxe Edition” zawiera dodatkowo pięcioutworową EP-kę „Popestar”, wydaną w 2016 roku. Najważniejszą kompozycją jest „Square Hammer”, jeden z największych przebojów Ghost. Klawiszowy motyw, zdecydowany gitarowy rytm i niezwykle chwytliwy refren tworzą utwór, który mógłby zdobyć popularność nawet bez scenicznej mitologii zespołu. Słychać wpływy Blue Öyster Cult, klasycznego hard rocka lat osiemdziesiątych i szwedzkiej popowej perfekcji. To właśnie w „Square Hammer” najlepiej ujawnia się kompozycyjna inteligencja Tobiasa Forge’a. Jego muzyka nie potrzebuje czaszek, kostiumów i okultystycznych symboli, aby działać. Teatralna oprawa jedynie wzmacnia efekt. Utwór zapowiada również późniejszy kierunek rozwoju Ghost, w którym melodyjność będzie odgrywała coraz ważniejszą rolę.
Pozostałe cztery nagrania to interpretacje cudzych kompozycji. „Nocturnal Me” z repertuaru Echo & The Bunnymen otrzymuje cięższe, gotyckie brzmienie, ale traci część nerwowej ekspresji Iana McCullocha. Maciek Kancerek z CGM.pl uznał tę interpretację za niezbyt przekonującą i trudno całkowicie odrzucić jego argumenty. Znacznie ciekawsze pozostaje „I Believe”, pierwotnie nagrane przez elektroniczny duet Simian Mobile Disco. Ghost zamieniają taneczny utwór w subtelną, niemal hipnotyczną balladę przypominającą spokojniejsze oblicze Depeche Mode. To jedna z najbardziej udanych reinterpretacji w repertuarze zespołu, pokazująca umiejętność odnajdywania nowych emocji w cudzej muzyce.
„Missionary Man” z repertuaru Eurythmics przynosi powrót do gitarowego ciężaru, ale nie dorównuje niezwykłej ekspresji Annie Lennox z oryginału. Najbardziej monumentalnym dodatkiem jest natomiast „Bible”, pierwotnie nagrany przez szwedzką grupę Imperiet. Delikatny początek stopniowo przechodzi w potężny, chóralny finał, przywołujący chwilami U2 z okresu „The Joshua Tree” oraz wielkie rockowe ballady lat osiemdziesiątych. To kompozycja balansująca na granicy patosu, ale właśnie przesada stanowi istotny element stylistyki Ghost. Warto wspomnieć także o „Zenith”, znakomitym utworze obecnym na odrębnej wersji „Meliora Redux”, którego nie należy mylić z zawartością standardowej edycji deluxe.
Czy dodatkowy materiał czyni wydawnictwo lepszym? „Square Hammer” jest bezdyskusyjną wartością, ale pozostałe covery mają nierówną jakość. Oryginalna „Meliora” pozostaje bardziej konsekwentna dramaturgicznie. „Popestar” należy więc traktować jako drugi akt muzycznego przedstawienia, ukazujący dalszą ewolucję Ghost, a nie integralną część pierwotnego konceptu.
Krytycy o „Meliora”. Ciężar Metalliki i melodyjna elegancja ABBA
Recenzje albumu „Meliora” były w większości bardzo przychylne, choć nie brakowało zastrzeżeń dotyczących oryginalności i wokalnych możliwości Forge’a. Holly Wright z „Metal Hammer” doceniła odzyskanie gitarowej ciężkości i teatralną atmosferę, posługując się określeniem „Ecclesiastical ecstasy”, czyli „Kościelna ekstaza”. To wyjątkowo trafna charakterystyka połączenia metalowej energii, religijnej symboliki i scenicznego przepychu. Jeszcze bardziej obrazowy był Paul Brannigan z „Classic Rock”, który napisał: „As heavy as Metallica, as melodically sophisticated as ABBA” – „Tak ciężki jak Metallica, melodycznie tak wyrafinowany jak ABBA”. Trudno znaleźć lepsze określenie kompozycyjnej osobowości Ghost. Zespół korzysta z heavymetalowej tradycji, ale myśli o refrenach z precyzją najlepszych twórców muzyki pop.
Dom Lawson z „The Guardian” dostrzegł naturalny rozwój zespołu i umiejętne pogodzenie mocniejszych kompozycji z teatralnością wcześniejszych wydawnictw. Szczególnie docenił „Spirit”, „From the Pinnacle to the Pit” i „Cirice”. Znacznie bardziej sceptyczny był Andy O’Connor z „Pitchfork”, który wystawił albumowi 6,2/10. Uznając poprawę produkcji i cięższe brzmienie, zarzucał Ghost nadmierne korzystanie z rozwiązań klasycznego metalu i niewystarczające zróżnicowanie wokalu. Z kolei Kurt Orzeck z „Music Connection” przyznał płycie 10/10, podkreślając przebojowy potencjał wszystkich kompozycji. Thom Jurek z AllMusic zwrócił uwagę na znakomite połączenie hardrockowej tradycji, melodyjnych piosenek i czystej produkcji Andy’ego Wallace’a.
Rozbieżność ocen prowadzi do pytania o istotę muzycznej oryginalności. Czy polega ona wyłącznie na wynajdywaniu nowych dźwięków, czy również na łączeniu istniejących elementów w niepowtarzalną całość? Nie sposób zaprzeczyć, że Ghost czerpią z Black Sabbath, Blue Öyster Cult, Deep Purple, Mercyful Fate i klasycznego hard rocka lat siedemdziesiątych. Ale trudno również odmówić im własnej osobowości. Stworzyli estetykę, w której metalowy ciężar spotyka przebojowość popu, religijne symbole zamieniają się w groteskowy teatr, a horror staje się przestrzenią pięknych melodii. Nie jest to rewolucja porównywalna z narodzinami Black Sabbath. To jednak niezwykle inteligentne wykorzystanie rockowej tradycji.
Kiedy diabeł przestaje straszyć, a zaczyna uwodzić
W „Mistrzu i Małgorzacie” Michaiła Bułhakowa Woland nie jest zwyczajnym uosobieniem zła. To postać paradoksalna, demaskująca ludzką chciwość, hipokryzję i moralną słabość. Jego obecność nie tyle wprowadza chaos, ile odsłania ten, który istniał wcześniej pod oficjalnymi deklaracjami i społecznymi rytuałami. Ghost na „Meliora” wykorzystują podobną artystyczną metodę. Pod satanistyczną ikonografią i odwróconymi symbolami religijnymi kryją się pytania o władzę, pożądanie, pieniądze, podporządkowanie i duchową pustkę. „Cirice” opowiada o uwodzeniu i emocjonalnej zależności, „Mummy Dust” o bogactwie jako nowej religii, „From the Pinnacle to the Pit” o pysze i upadku, a „Deus in Absentia” o świecie, w którym rytuały zachowały formę, lecz ich sens stał się coraz mniej oczywisty.
Można oczywiście uznać tę symbolikę za prowokację przeznaczoną dla słuchaczy uwielbiających makabryczne kostiumy i atmosferę zakazanych rytuałów. Ale byłoby niesprawiedliwe sprowadzenie całego przedsięwzięcia do scenicznego żartu. Ghost są przede wszystkim znakomitym zespołem rockowym, a ich największa siła nie tkwi w papieskich szatach i czaszkach, lecz w umiejętności komponowania melodii pozostających w pamięci długo po zakończeniu nagrania. Tobias Forge rozumie coś, o czym wielu metalowych wykonawców zapomina: ciężar nie musi oznaczać rezygnacji z piękna. Gitarowy riff może być brutalny, a refren niemal popowy. Organy mogą przypominać religijną ceremonię, podczas gdy tekst przewraca jej znaczenie do góry nogami.
Nie jest to album doskonały. Chwilami zbyt mocno opiera się na klasycznych hardrockowych rozwiązaniach, wokal Forge’a nie posiada dramatycznej skali Roba Halforda czy Kinga Diamonda, a część refrenów została niemal przesadnie wygładzona. Ale czy rzeczywiście wszystkie te cechy należy uznać za wady? W „Portrecie Doriana Graya” Oscar Wilde pokazywał, jak niebezpieczna może być fascynacja pięknem pozbawionym moralnej refleksji. Ghost tworzą muzykę, w której podobne napięcie pozostaje nieustannie obecne. Piękna melodia potrafi uwodzić, ale nie zawsze prowadzi ku temu, co dobre. „Meliora” jest fascynująca właśnie dlatego, że najgroźniejsze pokusy przedstawia za pomocą najpiękniejszych melodii.
Prawdziwa pokusa nie musi być brzydka. Nie musi krzyczeć ani grozić. Czasami wystarczy, że zacznie śpiewać. „Meliora” to album, na którym Ghost udowodnili, że piekło może posiadać znakomitych kompozytorów, a najniebezpieczniejsze melodie bywają zarazem najpiękniejsze. I choć od premiery podstawowej wersji minęło już ponad jedenaście lat, ta muzyczna msza nadal brzmi z niezwykłą siłą. Nie dlatego, że zespół stworzył nowy gatunek, ale ponieważ połączył dawne tradycje w dzieło, którego nie sposób pomylić z czymkolwiek innym.
Ocena końcowa: 9,5/10
„Meliora” w wersji deluxe to jedno z najważniejszych wydawnictw Ghost i jeden z najciekawszych albumów współczesnego occult rocka oraz heavy metalu. Największymi atutami pozostają „Spirit”, „From the Pinnacle to the Pit”, „Cirice”, „He Is”, „Mummy Dust”, „Majesty”, „Absolution” i dodatkowy „Square Hammer”. Znakomite połączenie gitarowego ciężaru z popową melodyjnością, teatralna atmosfera, bogate aranżacje i konsekwentna koncepcja artystyczna czynią z tej płyty dzieło wyjątkowe. Najpoważniejsze słabości to ograniczona różnorodność wokalna, wyraźne inspiracje klasycznym heavy metalem i nierówny poziom coverów na „Popestar”.
Werdykt: Podstawowa „Meliora” pozostaje jednym z najbardziej spójnych albumów zespołu, a Deluxe Edition z EP-ką „Popestar” stanowi wartościowe uzupełnienie, pokazujące dalszy rozwój Ghost. To płyta, która udowadnia, że metal może być jednocześnie ciężki, melodyjny, przewrotny i niezwykle elegancki.
Ghost – „Meliora” (Loma Vista Recordings, 2015), Deluxe Edition (2016). Produkcja: Klas Åhlund, miks: Andy Wallace. 15 utworów na dwóch płytach. Przywołane opinie krytyków pochodzą z „Metal Hammer”, „Classic Rock”, „The Guardian”, „Pitchfork”, AllMusic i „Music Connection”. Cytaty zachowano w oryginale wraz z polskim tłumaczeniem. Porównania literackie i interpretacje stanowią autorski komentarz redakcyjny.



Napisz komentarz
Komentarze