Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 26 października 2026 09:51
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

Colin Bass – „An Outcast of the Islands”. Wygnaniec z wysp, który odnalazł dom nad Wisłą

Niektóre albumy zabierają nas w podróż. Inne sprawiają, że zaczynamy zastanawiać się, gdzie właściwie znajduje się nasz dom. „An Outcast of the Islands” Colina Bassa należy do tej drugiej kategorii. To muzyka człowieka, który przez większą część życia przemieszczał się pomiędzy krajami, kulturami i muzycznymi światami, a opowieść o wygnaniu postanowił nagrać nie w Londynie ani na egzotycznej wyspie, lecz w Polsce. W poznańskim studiu spotkali się brytyjski basista legendarnego Camel, znakomici muzycy polskiego rocka progresywnego, Andrew Latimer, Dave Stewart oraz instrumentaliści Filharmonii Poznańskiej. Powstał album, w którym angielska melancholia spotyka indonezyjskie wspomnienia, symfoniczny rozmach przeplata się z kameralną balladą, a gitara potrafi opowiadać historie równie poruszające jak najlepsze fragmenty prozy Josepha Conrada. To muzyka o tęsknocie, przemijaniu i potrzebie przynależności. I o tym, że czasami najdalsza podróż prowadzi człowieka nie do nowego miejsca, lecz do zrozumienia samego siebie.

Joseph Conrad i człowiek, który zgubił własny dom

W 1896 roku Joseph Conrad, właściwie Józef Teodor Konrad Korzeniowski, opublikował powieść „An Outcast of the Islands”, znaną w Polsce jako „Wyrzutek”. Jej bohater, Peter Willems, trafia do świata malajskiego archipelagu, gdzie stopniowo wikła się w konflikt pomiędzy własnymi ambicjami, namiętnościami i rzeczywistością, której nie potrafi zrozumieć. To opowieść o moralnym zagubieniu, wykorzenieniu i człowieku przekonanym o własnej wyższości, który okazuje się niezdolny do życia w obcej kulturze. Ponad sto lat później Colin Bass sięgnął po ten sam tytuł, tworząc jeden z najciekawszych albumów swojej kariery. Nie był to przypadek ani literacka dekoracja. W wywiadzie z kwietnia 1999 roku przyznał, że czytał Conrada podczas pracy nad materiałem. Fascynowały go przede wszystkim izolacja, utrata korzeni i niezdolność odnalezienia się w obcym świecie. Zastrzegał jednak, że płyta nie jest dosłowną adaptacją powieści ani klasycznym albumem koncepcyjnym. Literatura stanowiła punkt wyjścia do osobistej refleksji.

W tym miejscu warto przywołać również „Lorda Jima” i „Jądro ciemności”. U Conrada podróż geograficzna bardzo często staje się wyprawą w nieznane obszary ludzkiej świadomości. Człowiek wyrusza na koniec świata, a ostatecznie musi zmierzyć się z samym sobą. Bass wykorzystuje podobny motyw, ale nadaje mu znacznie łagodniejszy charakter. Tam, gdzie Conrad odkrywał moralne przepaście, muzyk częściej poszukuje możliwości pojednania. Tam, gdzie bohaterowie pisarza pozostawali samotni wobec konsekwencji własnych wyborów, Bass zdaje się wierzyć, że nawet po najdłuższej podróży istnieje droga powrotna. Dlatego „An Outcast of the Islands” jest albumem melancholijnym, ale nie rozpaczliwym. Refleksyjnym, lecz nie ponurym. I zaskakująco pełnym ciepła.

Z Camel do Poznania. Brytyjska melancholia spotyka polską wrażliwość

Colin Bass był już wówczas od lat związany z Camel, jednym z najważniejszych zespołów brytyjskiego rocka progresywnego. Grupa Andrew Latimer'a stworzyła własny język muzyczny, oparty na melodyjnej gitarze, subtelnych instrumentach klawiszowych i charakterystycznym poczuciu melancholii. Wystarczy przypomnieć „Mirage”, „The Snow Goose”, „Moonmadness” czy „Harbour of Tears”, aby zrozumieć, jak ważną rolę odgrywały tam przestrzeń i instrumentalna narracja. Bass był jednak artystą o znacznie szerszych doświadczeniach. Występował także w 3 Mustaphas 3, zespole eksplorującym muzykę różnych regionów świata, a pod pseudonimem Sabah Habas Mustapha nagrywał materiał inspirowany Indonezją, szczególnie tamtejszym dangdutem. Był zatem nie tylko basistą progresywnego rocka, lecz prawdziwym muzycznym podróżnikiem.

Te doświadczenia spotkały się w Polsce. „An Outcast of the Islands”, wydany w 1998 roku, powstawał w dużej mierze w poznańskim studiu Giełda, przy współudziale muzyków Quidam i Abraxas. W nagraniach uczestniczyli między innymi gitarzyści Maciej Meller i Szymon Brzeziński, klawiszowcy Zbigniew Florek i Marcin Błaszczyk, a także Wojciech Karolak i Jacek Piskorz. Pojawili się Andrew Latimer oraz Dave Stewart, a muzyczne pejzaże wzbogacili instrumentaliści Filharmonii Poznańskiej pod dyrekcją Kim Burton. To zestawienie miało znaczenie wykraczające poza zwykłą współpracę studyjną. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych polski neoprogresywny rock przeżywał niezwykle interesujący okres. Collage, Abraxas i Quidam budowali własne artystyczne światy, a ich współpraca z Bassem pokazała, że rodzimi muzycy mogą być pełnoprawnymi partnerami uznanych artystów brytyjskiej sceny progresywnej. Nie byli jedynie wykonawcami przygotowanych partii. Wnieśli własną wrażliwość i instrumentalną osobowość.

„Macassar” i „As Far As I Can See”. Między wielką podróżą a prostą melodią

Album otwiera „Macassar”, ponad sześciominutowa kompozycja instrumentalna, której tytuł przywołuje indonezyjski Makasar, portowe miasto na wyspie Celebes, znanej również jako Sulawesi. Od pierwszych chwil otrzymujemy muzykę przywodzącą na myśl najlepsze instrumentalne fragmenty Camel. Rozbudowane partie instrumentów klawiszowych, melodyjna gitara i spokojnie rozwijająca się dramaturgia tworzą pejzaż, którego nie interesuje pośpiech. Szczególnie wyraźnie słychać tu szkołę gitarowej ekspresji Andrew Latimera. Nie jest to wirtuozeria polegająca na demonstracji szybkości. Wystarczy kilka dźwięków, odpowiednie vibrato i starannie poprowadzona fraza, aby powstała melodia bardziej przejmująca niż wielominutowy techniczny popis. Można porównać Latimera z Davidem Gilmourem, choć ten drugi chętniej buduje monumentalne przestrzenie, podczas gdy gitarzysta Camel pozostaje bardziej kameralny, pastoralny i chwilami niemal baśniowy. „Macassar” ma w sobie coś z „The Snow Goose” i „Nude”, ale również osobisty charakter muzycznej podróży przez Ocean Indyjski. Nie otrzymujemy dokładnej mapy. Pozwalamy po prostu prowadzić się melodii.

Zupełnie inaczej działa „As Far As I Can See”, jedna z najbardziej przystępnych kompozycji wydawnictwa. To klasyczna rockowa ballada, spokojna, melodyjna, niemal radiowa. Miłośnik skomplikowanych struktur progresywnych może poczuć rozczarowanie, ale stworzenie naprawdę pięknej, prostej piosenki bywa przecież trudniejsze niż napisanie wielominutowej suity. Paul McCartney potrafił osiągać niezwykłą intensywność emocjonalną przy pomocy kilku akordów, a Nick Drake udowadniał, że delikatny głos i akustyczna gitara mogą zbudować świat bardziej złożony niż niejedna symfoniczna kompozycja. Bass należy do muzyków rozumiejących wartość prostoty. Jego wokal jest ciepły, miękki, pozbawiony teatralnego patosu. Nie posiada dramatycznej ekspresji Petera Gabriela ani charakterystycznej melancholii Steve’a Hogartha. Brzmi raczej jak człowiek, który nie próbuje udowadniać własnej wyjątkowości, lecz zwyczajnie opowiada historię. Zarazem właśnie w takich fragmentach pojawia się największe ryzyko albumu: nadmierna łagodność, chwilami zbliżająca muzykę do estetyki soft rocka lat osiemdziesiątych.

„Goodbye to Albion”. Pożegnanie kraju, którego nie da się zabrać ze sobą

Krótkie „First Quartet”, wykorzystujące brzmienie instrumentów smyczkowych, przygotowuje słuchacza do jednej z najpiękniejszych kompozycji albumu – „Goodbye to Albion”. Albion to stara, poetycka nazwa Wielkiej Brytanii, przywołująca obrazy białych klifów, zielonych wzgórz i kraju istniejącego nie tylko na mapie, lecz także w ludzkiej wyobraźni. Pożegnanie Albionu może więc oznaczać znacznie więcej niż zwykły wyjazd. To rozstanie z miejscem pochodzenia, dzieciństwem i krajobrazem, który przez lata budował poczucie przynależności. Właśnie tutaj melancholijna wrażliwość Colina Bassa ujawnia się najpełniej. Kompozycja rozwija emocje stopniowo, bez gwałtownych kontrastów i demonstracyjnego rozmachu. Jest w niej coś z późnego Camel, szczególnie z „Harbour of Tears”, albumu również poświęconego emigracji i bolesnym rozstaniom. Można odnaleźć także podobieństwo do atmosfery „Watermark” Enyi, choć nie ze względu na identyczne instrumentarium, lecz zdolność tworzenia muzycznej przestrzeni pełnej nostalgii.

W „Goodbye to Albion” tęsknota nie jest jednak rozpaczą. Nie mamy do czynienia z człowiekiem, który utracił wszystko. Raczej z kimś, kto wie, że wyruszając w drogę, zawsze pozostawia za sobą fragment własnego życia. To niezwykle dojrzałe spojrzenie. Piotr Michalski z serwisu Rock Area, opisując po latach koncertowe wykonania utworów Bassa, wyróżniał właśnie „Goodbye to Albion”, podkreślając jego nastrój, piękną melodię i rolę fletu Jacka Zasady. Trudno się dziwić. To jedna z tych kompozycji, które zatrzymują słuchacza nie dzięki niezwykłej technice czy monumentalnej aranżacji, ale dlatego, że pozwalają mu na chwilę pozostać sam na sam z własnymi wspomnieniami. Szczególnie przejmująco może zabrzmieć dla kogoś, kto sam doświadczył emigracji i wie, że powrót do kraju nie zawsze oznacza powrót do świata, który kiedyś pozostawiliśmy.

„The Straits of Malacca”, „Aïssa” i „Denpasar Moon”. Muzyczny archipelag

„The Straits of Malacca” przenosi nas ponownie w świat instrumentalnych pejzaży. Cieśnina Malakka, oddzielająca Półwysep Malajski od Sumatry, od stuleci stanowi jeden z najważniejszych szlaków żeglugowych świata. U Bassa geografia staje się jednak przede wszystkim źródłem nastroju. Nie jest to etnograficzna rekonstrukcja lokalnej muzyki, lecz osobiste wspomnienie podróży, przefiltrowane przez doświadczenia brytyjskiego muzyka znającego również indonezyjskie tradycje. W kompozycji odnajdziemy charakterystyczną delikatność gitary i klawiszowe przestrzenie bliskie Camel, ale atmosfera pozostaje bardziej egzotyczna. Nie w sensie taniej orientalnej dekoracji. Raczej jako poczucie oddalenia od znanego świata. Bass nie próbuje dokładnie opisać krajobrazu. Chce przywołać emocje towarzyszące jego oglądaniu.

Krótka „Aïssa” należy do najbardziej intymnych momentów albumu. Na pierwszy plan wysuwa się bas bezprogowy, instrument potrafiący w odpowiednich rękach zabrzmieć niemal jak ludzki głos. Charakterystyczne płynne przejścia pomiędzy dźwiękami nadają muzyce niezwykłą miękkość. Można przypomnieć Jaco Pastoriusa, który zrewolucjonizował sposób myślenia o gitarze basowej, udowadniając, że nie musi ona pozostawać wyłącznie rytmicznym fundamentem. Colin nie próbuje naśladować jego wirtuozerii. Interesuje go śpiewność instrumentu. Jakby muzyk, który przez lata towarzyszył wielkim gitarowym opowieściom Andrew Latimera, postanowił na chwilę sam zostać narratorem. I nie potrzebował do tego ani jednego słowa.

Jeszcze inne oblicze albumu przynosi „Denpasar Moon”, kompozycja związana z wcześniejszą działalnością Bassa pod pseudonimem Sabah Habas Mustapha. Jego zainteresowanie indonezyjskim dangdutem i lokalną kulturą muzyczną nie było powierzchowną modą. Wynikało z rzeczywistych podróży i doświadczeń. W rozmowie z 1999 roku artysta przyznał, że właśnie te inspiracje stanowiły jeden z punktów wyjścia do pracy nad „An Outcast of the Islands”. „Denpasar Moon” ma czytelną melodię, łagodny rytm i atmosferę pogodnej nostalgii. Można porównać go z niektórymi nagraniami Paula Simona z okresu „Graceland” czy „The Rhythm of the Saints”, gdzie spotkanie kultur stawało się inspiracją do tworzenia komunikatywnych piosenek. Bass korzysta z odmiennej tradycji, ale łączy ich przekonanie, że muzyczna podróż pozwala odkrywać nowe sposoby opowiadania o świecie. Nie każda wyspa na tym archipelagu musi posiadać wielkie góry. Czasami wystarczy niewielka plaża i światło księżyca.

„No Way Back” i „Burning Bridges”. Nie wszystkie mosty można odbudować

Po kolejnym kameralnym przerywniku, „Second Quartet”, album przechodzi do bardziej zdecydowanych kompozycji. „No Way Back” należy do utworów, w których progresywny rodowód wykonawców ujawnia się szczególnie wyraźnie. Muzyka rozwija się stopniowo, pojawiają się mocniejsze gitary, a dramaturgia nabiera rockowej energii. W recenzji opublikowanej w marcu 1999 roku na ArtRock.pl autor podpisujący się jako Polshaq wyróżnił przede wszystkim partie Szymona Brzezińskiego z Abraxas. To ważna obserwacja, ponieważ pokazuje, że polscy muzycy nie byli jedynie wykonawcami wcześniej przygotowanych aranżacji, lecz współtworzyli indywidualną osobowość albumu. W „No Way Back” można odnaleźć zarówno charakterystyczny dla Camel sposób prowadzenia melodii, jak i dramatyzm polskiego neoprogresywnego rocka. To muzyka, która rozwija się jak opowieść, a nie jak zbiór technicznych ćwiczeń.

„Holding Out My Hand” przynosi bardziej refleksyjny nastrój. Już sam tytuł – „Wyciągając dłoń” – sugeruje próbę odbudowania więzi. W kontekście albumu inspirowanego historią wygnania gest ten nabiera szczególnego znaczenia. Wyciągnięta ręka staje się przeciwieństwem izolacji, możliwością porozumienia i powrotu do drugiego człowieka. Jeszcze wyraźniej temat odpowiedzialności i nieodwracalnych decyzji pojawia się w „The Outcast” oraz „Burning Bridges”. Pierwsza z tych kompozycji przywołuje tragizm tytułowego wyrzutka, druga wykorzystuje niezwykle czytelną metaforę palonych mostów. Człowiek może odejść, zerwać więzi, odrzucić przeszłość, ale co dzieje się wtedy, kiedy chciałby wrócić i odkrywa, że sam zniszczył drogę powrotną? To temat niemal gotowy na powieść Grahama Greene'a, u którego moralne wybory bardzo rzadko pozostają wolne od konsekwencji. Muzycznie „Burning Bridges” jest jednym z mocniejszych fragmentów płyty, pokazującym, że Bass potrafi wyjść poza bezpieczną estetykę łagodnego art rocka, nie sięgając przy tym po niepotrzebną agresję.

„Reap What You Sow”. Człowiek zbiera owoce własnych decyzji

Końcowa część albumu przynosi refleksję nad konsekwencjami życiowych wyborów. „Reap What You Sow” odwołuje się już w samym tytule do starej zasady, że człowiek zbiera to, co zasiał. To motyw obecny w kulturze od tragedii greckiej przez dramaty Szekspira aż po powieści Dostojewskiego. Bass nie potrzebuje jednak wielkiego teatralnego gestu. Jego interpretacja pozostaje spokojna, zakorzeniona w melodyjnym rocku, bluesie i delikatnych inspiracjach gospel. Nie śpiewa jak człowiek pragnący usprawiedliwić własne błędy. Raczej jak ktoś, kto rozumie, że doświadczenie ma swoją cenę. Szczególnie interesująco utwór koresponduje z wcześniejszym „Burning Bridges”. Najpierw pojawia się dramatyczny gest zerwania więzi, później refleksja nad jego konsekwencjami. Nie musi to oznaczać, że obie kompozycje tworzą zamierzoną, linearną historię. Album zachęca jednak do podobnych odczytań.

Finałowe „Trying to Get to You” zamyka całość w niemal kameralnej atmosferze. Akustyczna gitara, ciepły wokal i odgłosy tropikalnej przyrody przenoszą słuchacza do świata osobistych wspomnień Bassa. Po wszystkich podróżach, symfonicznych aranżacjach i instrumentalnych rozwinięciach pozostaje coś najprostszego: człowiek próbujący dotrzeć do drugiego człowieka. To zakończenie ma w sobie coś z późnych nagrań Nicka Drake’a, choć pozbawione jest ich głębokiej rozpaczy. Bass patrzy na rzeczywistość łagodniej. Nie oznacza to braku smutku, lecz zdolność zaakceptowania go jako części życia. Album rozpoczyna się wyprawą przez egzotyczne krajobrazy, a kończy niemal szeptem. Jakby jego bohater odkrył, że największą wartością podróży nie jest liczba odwiedzonych miejsc, lecz możliwość odnalezienia kogoś, do kogo naprawdę chciałby powrócić.

Co napisali krytycy? Między zachwytem a zarzutem nadmiernej łagodności

„An Outcast of the Islands” wywołał wśród recenzentów różne reakcje. Francuski magazyn „Big Bang” określił go jako „An album of rare elegance” – „Album o rzadko spotykanej elegancji”. Argentyński „Mellotron” użył słów „Magnificent... essential album”, czyli „Wspaniały... album niezbędny”. Obie opinie zostały przywołane w oficjalnych materiałach Colina Bassa i dobrze pokazują entuzjazm części zagranicznej prasy progresywnej. Z kolei Kristian Selm z niemieckiego „Progressive Newsletter” docenił melodyjne brzmienie bliskie Camel, ciepły wokal i różnorodność aranżacji, kończąc recenzję z maja 1999 roku słowami „Einfach schön!” – „Po prostu piękne!”. Zauważał jednak, że płyta może okazać się zbyt spokojna dla słuchaczy oczekujących bardziej dynamicznego rocka.

Równie interesujące były polskie reakcje. Recenzent podpisany jako „Naczelny” na ArtRock.pl przyznał albumowi 9/10, uznając go za jedno z najważniejszych muzycznych wydarzeń 1998 roku i podkreślając poziom produkcji oraz udział rodzimych instrumentalistów. Pisał krótko: „Płyta jest wprost niesamowita”. Inny autor tego samego serwisu, Polshaq, ocenił wydawnictwo znacznie ostrożniej, na 6/10. Zarzucał mu stylistyczne rozproszenie, nadmiar łagodnych ballad i niedostatek rozbudowanych form progresywnych, wyróżniając jednak „No Way Back”, „Holding Out My Hand” i „Burning Bridges”. Z kolei recenzenci Dutch Progressive Rock Page doceniali melodyjność albumu, umiejętności polskich muzyków oraz jego związek z najlepszą tradycją Camel. Te różnice pokazują, że spór nie dotyczył przede wszystkim jakości wykonania. Koncentrował się wokół pytania, czy rock progresywny musi wciąż udowadniać własną ambitność skomplikowanymi strukturami, czy może osiągać artystyczną dojrzałość również poprzez prostotę.

Sam skłaniam się ku drugiej odpowiedzi. „An Outcast of the Islands” nie jest nieoficjalną płytą Camel, choć obecność Andrew Latimera i Dave’a Stewarta prowokuje do takiego skojarzenia. Nie osiąga formalnej spójności „The Snow Goose” ani emocjonalnej jedności „Harbour of Tears”, ale proponuje znacznie szerszy wachlarz inspiracji. Obok instrumentalnych pejzaży znajdują się ballady, muzyka kameralna, folk i ślady indonezyjskich doświadczeń autora. Różnorodność jest zarówno jego siłą, jak i słabością. Część spokojniejszych kompozycji może sprawiać wrażenie zbyt podobnych do siebie, a symfoniczne miniatury nie zawsze są dramaturgicznie niezbędne. Jednak największą wartością pozostają melodie, naturalne brzmienie instrumentów i niezwykła muzyczna wrażliwość. To album artysty, który nie musi już nikomu udowadniać, że potrafi grać szybko, komponować skomplikowanie i tworzyć widowiskowe aranżacje.

Zamiast zakończenia. Wygnaniec, który znalazł własny archipelag

Wielką siłą prozy Josepha Conrada jest przekonanie, że podróż nie polega wyłącznie na przemieszczaniu się pomiędzy punktami na mapie. Czasami staje się próbą moralną, niekiedy ucieczką, a często sposobem odkrycia rzeczy, których człowiek wolałby o sobie nie wiedzieć. Colin Bass sięgnął po tę tradycję, ale nadał jej bardziej pogodną postać. „An Outcast of the Islands” nie jest opowieścią o człowieku skazanym na samotność. Jest raczej próbą połączenia rozproszonych fragmentów własnego życia. Indonezja, Wielka Brytania, Polska, Camel, 3 Mustaphas 3, blues, folk i rock progresywny – wszystkie te światy mogły pozostać osobnymi rozdziałami jego biografii. Bass połączył je w jedną muzyczną opowieść, w której tytułowy archipelag przestaje być miejscem wygnania, a staje się metaforą doświadczeń.

Nieprzypadkowo album powstał w Polsce, kraju, którego tradycja literacka i historyczna została naznaczona emigracją, utratą ojczyzny i tęsknotą za domem. Od Wielkiej Emigracji romantycznej, przez dramaty XX wieku, aż po współczesne migracje zarobkowe polska kultura nieustannie powraca do pytania o znaczenie miejsca pochodzenia. Jest w tym pewna piękna ironia: brytyjski muzyk inspiruje się powieścią pisarza urodzonego jako Polak, opowiadającego o europejskim wygnańcu w Azji, a następnie nagrywa album w Poznaniu z udziałem polskich instrumentalistów. Trudno o lepszą ilustrację świata, w którym kultura nie zna prostych granic.

Czy „An Outcast of the Islands” jest arcydziełem? Nie nazwałbym go dziełem całkowicie doskonałym. Zbyt wiele tutaj łagodnych ballad, aby utrzymać jednakowo silne napięcie przez cały czas trwania płyty. Nie wszystkie kompozycje posiadają taką samą siłę, a część aranżacji pozostaje nadmiernie zachowawcza. Ale są momenty, do których chce się wracać: „Macassar”, „Goodbye to Albion”, „The Straits of Malacca”, „Aïssa”, „No Way Back” i „Burning Bridges”. Nie olśniewają słuchacza za wszelką cenę. Zapraszają go do wspólnej podróży, bez pośpiechu i bez wielkich deklaracji. W „Wyrzutku” Conrada podróż prowadzi człowieka ku katastrofie, ponieważ nie potrafi on zrozumieć świata ani własnych słabości. U Colina Bassa staje się możliwością pojednania.

Bo największym odkryciem podróżnika nie zawsze jest nowa wyspa. Czasami okazuje się nim człowiek, z którym warto na niej pozostać.

Ocena końcowa: 9/10

„An Outcast of the Islands” to jeden z najpiękniejszych albumów na pograniczu art rocka, rocka progresywnego i muzyki świata. Zachwyca melodyjnością, instrumentalną elegancją, ciepłym głosem Colina Bassa oraz niezwykłym spotkaniem brytyjskich i polskich muzyków. Największymi atutami są „Macassar”, „Goodbye to Albion”, „The Straits of Malacca”, „Aïssa”, „No Way Back” i „Burning Bridges”. Słabszą stroną pozostaje nadmiar spokojnych ballad i nie zawsze konsekwentna dramaturgia całości. Mimo tych zastrzeżeń to dzieło dojrzałe, pełne emocji i zaskakująco odporne na upływ czasu. Album, który przypomina, że muzyczna wielkość nie zawsze wymaga rewolucji. Czasami wystarczy piękna melodia i człowiek, który potrafi ją opowiedzieć.

Colin Bass – „An Outcast of the Islands” (Kartini Music, 1998). Przywołane opinie krytyków pochodzą z „Big Bang”, „Mellotron”, „Progressive Newsletter”, ArtRock.pl oraz Dutch Progressive Rock Page. Krótkie cytaty pozostawiono w oryginale, a polskie przekłady i interpretacje literacko-muzyczne są autorskie.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

Najbardziej przeraża mnie nie tylko to, co ludzie opowiadają o swoich krzywdach. Przeraża mnie również cisza tych, którzy powinni reagować. Cisza polityków, urzędników i instytucji, które zbyt często wykazują niezwykłą sprawność w chronieniu własnego wizerunku, a znacznie mniejszą determinację w wyjaśnianiu niewygodnych spraw.W tomaszowskim wątku nie opieram się wyłącznie na zasłyszanych historiach. Dysponuję nagraniem posiedzenia komisji, złożyłem zawiadomienie do prokuratury i domagam się wyjaśnienia, dlaczego istotna wypowiedź dotycząca małoletnich nie znalazła odzwierciedlenia w protokole. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Uważam jednak, że sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia.Nie interesuje mnie, kto jest z Platformy, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partii. Krzywda nie ma barw politycznych. A milczenie wobec niej nie staje się mniej naganne tylko dlatego, że dotyczy naszych znajomych.Zostawiam więc czytelników z jednym pytaniem: jeżeli instytucje powołane do ochrony najsłabszych nie potrafią przekonująco wyjaśnić takich wątpliwości, to komu właściwie mają zaufać ludzie, którzy zdecydowali się mówić?Bo czasami największym skandalem nie jest samo nagranie. Jest nim to, jak wielu ludzi wolałoby, żeby nikt go nigdy nie odsłuchał.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie – brzmi stare powiedzenie. Jest ono wciąż aktualne, jak pokazuje przykład byłego ministra, Michała Kołodziejczaka. Seksualnie – narkotyczna afera, którą nagłaśnia obecnie Kanał Zero, budzi obrzydzenie ale i rodzi pytania. Kto takich ludzi wystawia na listy wyborcze, kto daje im funkcję ministrów? Prezentowane przez ofiary nagrania pokazują osobę poważnie zaburzoną i zepsutą do szpiku kości. Kołodziejczak odwiedzał także Tomaszów, gdzie był fetowany przez działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy chętnie i masowo się z nim fotografowali. W sieci nadal dostępne są wspólne nagrania z posłem Witczakiem. Z kolei politycy KO twierdzą w prywatnych rozmowach, że to właśnie Kołodziejczak stoi za powołaniem Michała Jodłowskiego na stanowisko dyrektora KRUS w Łodzi.

26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Historia potrafi być okrutna w swoim kalendarzowym porządku. Tego samego dnia, w którym przed laty tworzono administracyjne podstawy niemieckiej okupacji Polski, świat w innym stuleciu świętował zwycięstwo medycyny nad jedną z najgroźniejszych chorób ludzkości. W Warszawie rozpoczynał się proces polityczny, a ćwierć wieku później kardynał Stefan Wyszyński dowiadywał się o końcu swojego internowania. W muzyce 26 października należy między innymi do Queen, The Beatles i Krzesimira Dębskiego. Co wydarzyło się 26 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 26 października prowadzi również do Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 87 lat temu miasto znalazło się w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Ta administracyjna decyzja okupanta zapoczątkowała nowy rozdział tragedii jego mieszkańców. Data dodania artykułu: 26.10.2026 08:01
26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

Nie ma czołgów przekraczających granicę NATO ani formalnego wypowiedzenia wojny. Są za to drony, podpalenia, sabotaż, cyberataki, operacje wpływu i tysiące komunikatów mających wywołać strach, gniew albo nieufność. Rosja coraz intensywniej prowadzi przeciwko państwom Zachodu działania, których największą siłą jest właśnie niejednoznaczność. Kreml próbuje sprawdzić, jak daleko może się posunąć, nie prowokując NATO do otwartej odpowiedzi militarnej. Data dodania artykułu: 25.10.2026 09:27
Wojna bez wypowiedzenia. Rosja testuje NATO poniżej progu otwartego konfliktu

25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę

Jednego dnia angielscy łucznicy rozbili francuską armię, dowodząc, że liczebna przewaga nie zawsze oznacza zwycięstwo. Kilka stuleci później w Warszawie uruchomiono pierwszą powojenną transmisję telewizyjną, którą mogły zobaczyć zaledwie nieliczne grupy widzów. W Krakowie kończono budowę kopca poświęconego Tadeuszowi Kościuszce, a Wojciech Korfanty domagał się w niemieckim parlamencie odbudowy Polski. Co wydarzyło się 25 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 25 października prowadzi przez wielkie bitwy, politykę, literaturę, muzykę i sport. Przynosi również odkrytą w muzealnych opracowaniach rocznicę z Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 113 lat temu zakończono tutaj rozbudowę remizy, która przez dziesięciolecia służyła miejscowym strażakom. Data dodania artykułu: 25.10.2026 08:21
25 października w historii. Od Azincourt po narodziny polskiej telewizji i tomaszowską remizę

Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły

Współczesna wojna nie zawsze zaczyna się od wystrzału. Może rozpocząć się od filmu na TikToku, fałszywego wpisu, odpowiednio spreparowanego zdjęcia albo informacji, która w ciągu kilku godzin podzieli społeczeństwo na dwa wrogie obozy. Podczas Igrzysk Wolności w Łodzi politycy i eksperci przekonywali, że właśnie dlatego Polska potrzebuje dziś nie tylko czołgów, samolotów i żołnierzy, ale także społecznej odporności. Padło określenie „obrona totalna”. Data dodania artykułu: 24.10.2026 16:35
Rosja nie musi wjechać czołgami. Najpierw chce wygrać wojnę o nasze umysły

24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ

Jednego dnia świat finansów zobaczył, jak milionowe fortuny zamieniają się w papier bez wartości, a kilka dziesięcioleci później narody próbowały stworzyć organizację, która miała uchronić ludzkość przed kolejną wojną. W Polsce robotnicza „Solidarność” przekonała się, że nawet zwycięstwo w sądzie może zostać wykorzystane przeciwko wolności. A przecież 24 października to także wielka muzyka, legendarny pojedynek kierowców Formuły 1 i niezwykłe historie odwagi. Co wydarzyło się 24 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 24 października przypomina wydarzenia, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Zaglądamy również do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie właśnie dzisiaj zostanie przypomniana historia majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” i jego żołnierzy. Data dodania artykułu: 24.10.2026 07:27
24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ

Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy

Siedem na dziesięć Polek deklaruje, że polityką interesuje się tylko w średnim lub niewielkim stopniu. Zaledwie 15 proc. kobiet mówi o dużym lub bardzo dużym zainteresowaniu życiem politycznym, a kolejne 15 proc. przyznaje wprost: polityka nie interesuje ich wcale. Najnowsze dane CBOS pokazują jednak coś jeszcze – coraz mocniejszy podział pokoleniowy oraz wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami, jeśli chodzi o deklarowane poglądy polityczne. Data dodania artykułu: 23.10.2026 22:00
Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy

23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

Siedemdziesiąt lat temu mieszkańcy Budapesztu wyszli na ulice, domagając się wolności. Demonstracja rozpoczęta pod pomnikiem polskiego generała szybko zamieniła się w powstanie, które wstrząsnęło sowieckim imperium. W innym październiku alianci ruszali do przełamania niemieckiej obrony w Afryce, a wiele lat później Steve Jobs pokazywał niewielkie urządzenie, które zmieniło sposób słuchania muzyki. Co wydarzyło się 23 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 23 października prowadzi od wielkiej polityki i wojennych tragedii po kino, rock i sport. Jest w nim również historia szczególnie bliska mieszkańcom Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 84 lata temu niemieccy okupanci zacieśniali kontrolę nad miejscowym gettem. Dla tysięcy jego mieszkańców zbliżały się ostatnie dni życia. Data dodania artykułu: 23.10.2026 08:06
23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

Jednego dnia papież z Polski wypowiadał słowa, które miały przejść do historii. Dokładnie szesnaście lat wcześniej amerykański prezydent informował świat o radzieckich rakietach na Kubie, a ludzkość znalazła się niebezpiecznie blisko wojny nuklearnej. Jeszcze wcześniej pewien pisarz opublikował powieść o pokoleniu, które przeżyło wielką wojnę, lecz nie potrafiło odnaleźć się w pokoju. Co wydarzyło się 22 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 22 października prowadzi przez politykę, literaturę, kosmos, muzykę i sport. Przypominamy także rocznice ważne dla Polski oraz wydarzenie, które rozegrało się dokładnie tego dnia w Tomaszowie Mazowieckim. Bo historia nie zawsze przemawia głosem wielkich przywódców. Czasem wystarcza jej jedna książka, jeden wynalazek albo decyzja, której skutki odczuwają miliony ludzi. Data dodania artykułu: 22.10.2026 08:30
22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya
Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Wyjątkowy wieczór seniorów w Tomaszowie MazowieckimSpektakl „Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia” to wydarzenie poświęcone dojrzałej miłości, codziennym emocjom i sile relacji międzyludzkich. Na scenie pojawią się seniorzy, którzy poprzez sztukę, muzykę i wspólne doświadczenie opowiedzą o życiu, które wciąż potrafi zaskakiwać pasją, czułością i odwagą.Wieczór ma łączyć wzruszenie, humor i refleksję. To propozycja nie tylko dla osób starszych, ale także dla rodzin, przyjaciół i wszystkich mieszkańców regionu, którzy chcą wspólnie przeżyć wydarzenie o wyraźnym społecznym i integracyjnym charakterze.Seniorzy na scenie, ważny głos w lokalnej kulturzePrzedstawienie powstało w ramach projektu aktywizującego seniorów poprzez sztukę i budowanie więzi społecznych. Organizatorzy podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o jednorazowy występ, ale o szerszą inicjatywę wzmacniającą sprawczość, pewność siebie i obecność starszego pokolenia w życiu kulturalnym.Za realizację projektu odpowiada Fundacja Poranek we współpracy z Gminnym Centrum Kultury i Biblioteką Publiczną w Lubochni oraz Gminą Lubochnia. Inicjatywa została współfinansowana z budżetu Samorządu Województwa Łódzkiego w ramach programu „Łódzkie dla Równych Szans”.Kiedy i gdzieWydarzenie odbędzie się 27 października 2026 roku o godzinie 18:00 w Miejskim Centrum Kultury Tkacz w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Niebrowskiej 50. Obecność publiczności będzie nie tylko okazją do spotkania ze sztuką, ale też formą wsparcia dla występujących seniorów. Data rozpoczęcia wydarzenia: 27.10.2026
Strofy dla Niepodległej

Strofy dla Niepodległej

Patriotyzm zapisany w wierszachPowiatowe Centrum Animacji Społecznej zaprasza na konkurs recytatorski „Strofy dla Niepodległej”, organizowany z okazji 108. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie będzie jednym z ważnych punktów poprzedzających listopadowe obchody i połączy artystyczną prezentację z lekcją historii, patriotyzmu oraz rozmową o znaczeniu wolności.Na scenie zaprezentują się uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całego powiatu tomaszowskiego. Młodzi recytatorzy sięgną po utwory polskich poetów poświęcone ojczyźnie, wolności i narodowej pamięci.Dla uczestników i publicznościPrzesłuchania rozpoczną się 4 listopada 2026 roku o godz. 9.00. Jako pierwsi wystąpią uczniowie klas I–III szkół podstawowych, a następnie kolejne grupy wiekowe: klasy IV–VI, VII–VIII oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych.Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie ma być wyłącznie konkursem, ale także wspólnym świętowaniem i okazją do budowania poczucia wspólnoty. Na widownię zaproszeni są nie tylko uczestnicy, ale również rodziny, nauczyciele i mieszkańcy powiatu, którzy chcą wesprzeć młodych artystów.Ważne informacjeZgłoszenia do udziału w konkursie przyjmowane są do 28 października. Uczestników mogą zgłaszać nauczyciele oraz instruktorzy placówek kultury. Szczegółowe informacje, regulamin i wymagane dokumenty udostępnia Powiatowe Centrum Animacji Społecznej.To wydarzenie dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak patriotyczna poezja zyskuje nowy, osobisty wymiar w interpretacji młodego pokolenia. Data rozpoczęcia wydarzenia: 04.11.2026
Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Jazzowe Zaduszki pełne wspomnień

Wyjątkowy koncert w PCAS-iePowiatowe Centrum Animacji Społecznej w Tomaszowie Mazowieckim zaprasza na Jazzowe Zaduszki – koncert pełen wspomnień, nastroju i jazzowych interpretacji dobrze znanych utworów. Wydarzenie odbędzie się 5 listopada o godz. 18.30 w sali widowiskowej PCAS-u.To propozycja dla miłośników muzyki, którzy cenią wieczory z klimatem, refleksją i repertuarem bliskim kilku pokoleniom słuchaczy. Listopadowa atmosfera nadaje temu spotkaniu szczególny charakter, łącząc pamięć, emocje i piękno muzycznych opowieści.Znane utwory w jazzowej odsłoniePodczas koncertu publiczność usłyszy piosenki związane z twórczością Agnieszki Osieckiej, Wojciecha Młynarskiego i Zbigniewa Wodeckiego. Ich repertuar zabrzmi tym razem w nowych, jazzowych aranżacjach przygotowanych przez Calisia Jazz Quartet.Na scenie wystąpią: Małgorzata Biniek – wokal, Maciej Bąk – instrumenty klawiszowe, Mirosław Skowroński – perkusja oraz Bogumił Cieślak – kontrabas i gitara basowa.Wstęp i organizacjaWstęp na wydarzenie jest bezpłatny, jednak obowiązują wejściówki dostępne w sekretariacie placówki. Koncert odbędzie się w sali widowiskowej PCAS-u przy ul. Farbiarskiej 20/24 w Tomaszowie Mazowieckim.Jazzowe Zaduszki od kilku lat zajmują ważne miejsce w kalendarzu wydarzeń organizowanych przez PCAS i co roku przyciągają publiczność szukającą muzyki z klasą, sentymentem i wyjątkową atmosferą. Data rozpoczęcia wydarzenia: 05.11.2026

Polecane

26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen

Historia potrafi być okrutna w swoim kalendarzowym porządku. Tego samego dnia, w którym przed laty tworzono administracyjne podstawy niemieckiej okupacji Polski, świat w innym stuleciu świętował zwycięstwo medycyny nad jedną z najgroźniejszych chorób ludzkości. W Warszawie rozpoczynał się proces polityczny, a ćwierć wieku później kardynał Stefan Wyszyński dowiadywał się o końcu swojego internowania. W muzyce 26 października należy między innymi do Queen, The Beatles i Krzesimira Dębskiego. Co wydarzyło się 26 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 26 października prowadzi również do Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 87 lat temu miasto znalazło się w granicach Generalnego Gubernatorstwa. Ta administracyjna decyzja okupanta zapoczątkowała nowy rozdział tragedii jego mieszkańców. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 08:01
S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram

S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram

Ministerstwo Infrastruktury nie zamierza rezygnować z budowy drogi ekspresowej S12 pomiędzy węzłami Łódź Południe i Kozenin. Resort poinformował również, że nie jest prowadzona analiza, która miałaby doprowadzić do zastąpienia tej inwestycji odcinkiem przez Piotrków Trybunalski i Sulejów. W najnowszej odpowiedzi na interpelację poseł Anny Milczanowskiej pojawiają się także konkretne liczby dotyczące rozbiórek. W najbardziej kolizyjnym z analizowanych wariantów może ich być ponad sto. Wybór preferowanego przebiegu zaplanowano dopiero na III kwartał 2027 roku, a decyzja środowiskowa ma zostać wydana w pierwszej połowie 2029 roku. Data dodania artykułu: Wczoraj, 17:23 Liczba komentarzy: 7 Liczba pozytywnych reakcji czytelników: 5
Mała bateria, wielki pożar. Eksperci ostrzegają przed niebezpieczeństwem ukrytym w naszych śmieciach Jesień to dobry moment, by przyjrzeć się swojej skórze. Czerniak wcześnie wykryty daje ogromną szansę na wyleczenie 26 października w historii: Tomaszów pod niemiecką okupacją, wolność prymasa Wyszyńskiego i muzyczna legenda Queen Cztery kompleksy gruntów przy S8 na sprzedaż. Czy to właśnie na nich Tomaszów planował zarobić miliony? S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Powiat znów powołał zespół ds. zdrowia psychicznego. Teraz czas zapytać o efekty Dzień Kundelka 2026. 25 października uwaga powinna należeć do psów bez rodowodu Cztery klasyfikacje i cztery zwycięstwa! Lubochnia zdominowała sportową rywalizację międzygminną Semirunnij zamknął mistrzostwa rekordem Areny Od dziś nowy rozkład ŁKA. W listopadzie trzy dni bez pociągów na trasie Tomaszów–Brzustów Woda w Spale i Inowłodzu tylko po przegotowaniu. Sanepid ostrzega mieszkańców i turystów Semirunnij demoluje konkurencję na 10 kilometrów! Ponad minuta przewagi i trzecie indywidualne złoto mistrzostw Polski
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny
Reklama badanie bezdechu sennego

Wasze komentarze

Autor komentarza: A Treść komentarza: Ostatnie zdanie mógłby "autor" artykułu usunąć. Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Outsider Treść komentarza: Wytyczenie tych "kresek" przebiegu to psychodeliczny sen paranoika. Odklejony od rzeczywistości, ale zapewne kilku "ważnych" przytuli kasę za korzystne lokalizacje gruntów skupowanych od lat. I o to idzie cała ta przepychanka z lokalnymi społecznościami. Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Nie dla PSL. Treść komentarza: Wariant na południe od Tomaszowa jest bez sensu. Ta droga powinna przebiegać na północ od Tomaszowa co byłoby korzystne dla mieszkańców Tomaszowa i Rawy Mazowieckiej bo zyskali by szybką blisko Rawy drogę do Łodzi. Wariant północny miał być realizowany i tak zapewniano przez lata, Klimczak z PSL to zmienił. Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Mariusz Treść komentarza: Decyzja środowiskowa w 2029 a Ministerstwo nie rezygnuje z trasy S12 czyli nie ma co czekać na decyzję bo dziwnym zbiegiem okoliczności będzie pewnie pozytywna. Szkoda tylko że NIKT się nie liczy ze zdaniem ludzi i robią sobie co chcą. Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Uśmiechnięta radna Treść komentarza: Poznacie ich po owocach... Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram Autor komentarza: Piotrkowianin Treść komentarza: Ale grafika totalnie odklejona od rzeczywistości. Macie w redakcji jakąś mapę? Źródło komentarza: S12 przez Tomaszów jednak bez odwrotu. Ministerstwo ujawnia liczbę rozbiórek i nowy harmonogram
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama