Współczesny świat coraz bardziej przypomina wielki magazyn energii. Nosimy ją w kieszeniach, na nadgarstkach, w plecakach i torebkach. Zasilane akumulatorami urządzenia towarzyszą nam niemal nieustannie. Telefony, elektroniczne papierosy, golarki, elektryczne szczoteczki do zębów, bezprzewodowe słuchawki czy niewielkie zabawki stały się codziennością. Problem zaczyna się wtedy, gdy przestają działać.
Dla przeciętnego użytkownika zepsuta szczoteczka elektryczna jest po prostu kawałkiem plastiku. Tymczasem wewnątrz znajduje się akumulator, który nawet po zakończeniu użytkowania urządzenia może przechowywać energię. Wystarczy jego mechaniczne uszkodzenie, aby doszło do gwałtownego wzrostu temperatury, a w konsekwencji do zapłonu.
O zagrożeniu przypomina Grupa Biosystem, która 21 października rozpoczęła kampanię edukacyjną pod honorowym patronatem Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Szczoteczka do zębów może podpalić sortownię
– Choć szczoteczka nie działa, to bateria w niej jeszcze żyje – przestrzega Henryk Buczak, wiceprezes zarządu Grupy Biosystem, w rozmowie z Polską Agencją Prasową.
Mechanizm powstawania pożaru jest stosunkowo prosty. Urządzenie zawierające akumulator trafia do żółtego pojemnika przeznaczonego na metale i tworzywa sztuczne. Następnie razem z innymi odpadami zostaje przewiezione do sortowni, gdzie poddawane jest działaniu urządzeń mechanicznych.
Podczas zgniatania lub rozdrabniania może dojść do uszkodzenia akumulatora litowo-jonowego, zwarcia wewnętrznego i niekontrolowanego wydzielania ciepła. Zjawisko określane jako ucieczka termiczna może zakończyć się pożarem. W otoczeniu łatwopalnych odpadów z tworzyw sztucznych ogień potrafi rozprzestrzeniać się bardzo szybko.
– Niewielka bateria może stać się zapalnikiem poważnego pożaru – podkreśla ekspert.
To zagrożenie nie jest wyłącznie teoretyczne. Jak przypomina Buczak, w 2025 roku w ten sposób miała spłonąć linia sortownicza w zakładzie komunalnym w Elblągu. Według jego informacji także w 2026 roku doszło do kolejnych dwóch podobnych zdarzeń w innych miastach.
Każdy taki pożar oznacza nie tylko straty materialne, ale również zagrożenie dla pracowników, strażaków oraz mieszkańców okolicznych terenów. Może powodować także przerwy w funkcjonowaniu instalacji przetwarzających odpady.
Co czwarty Polak popełnia błąd
Skala problemu rośnie wraz z liczbą urządzeń zasilanych akumulatorami. Z informacji przedstawionych przez Grupę Biosystem wynika, że na rynek Unii Europejskiej trafia rocznie ponad 230 tysięcy ton przenośnych baterii i akumulatorów różnych typów. Nie obejmuje to między innymi akumulatorów samochodowych.
Według danych przytoczonych przez eksperta w Unii Europejskiej zbieranych jest około 50 procent takich baterii i akumulatorów, natomiast w Polsce około 65 procent.
Jeszcze bardziej niepokojące są wyniki badania przeprowadzonego w sierpniu na zlecenie Biosystem. Wynika z niego, że niemal co czwarty respondent, pozbywając się ostatnio zużytego urządzenia elektronicznego, zrobił to nieprawidłowo.
Jednocześnie zaledwie 30 procent badanych prawidłowo rozpoznawało zagrożenie pożarem lub wybuchem związane z niewłaściwym postępowaniem z uszkodzonym urządzeniem zawierającym akumulator litowo-jonowy.
To pokazuje, że problem nie sprowadza się wyłącznie do lekceważenia zasad segregacji. Wielu ludzi po prostu nie zdaje sobie sprawy, że niewielki przedmiot, który przestał działać, nadal może być niebezpieczny.
Żółty pojemnik nie jest miejscem na elektronikę
Warto przypomnieć podstawową zasadę: zużytych urządzeń elektrycznych i elektronicznych nie wolno wyrzucać ani do pojemników na tworzywa sztuczne, ani do odpadów zmieszanych.
Dotyczy to również przedmiotów, których na pierwszy rzut oka nie traktujemy jako elektroniki. Elektryczna szczoteczka, bezprzewodowa słuchawka, niewielka lampka z akumulatorem czy elektroniczna zabawka to elektroodpady, nawet jeśli większość ich obudowy wykonano z plastiku.
Właściwym miejscem ich przekazania jest Punkt Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych (PSZOK), punkt zbiórki elektroodpadów albo sklep przyjmujący zużyty sprzęt zgodnie z obowiązującymi zasadami.
W przypadku Tomaszowa Mazowieckiego i pozostałych gmin powiatu tomaszowskiego mieszkańcy powinni korzystać z punktów zbiórki wskazanych przez właściwy samorząd. Przed oddaniem odpadów warto sprawdzić aktualne zasady przyjmowania poszczególnych rodzajów urządzeń.
Osobno zbierane powinny być również zużyte baterie i akumulatory wyjmowane z urządzeń. Nie należy jednak samodzielnie rozbierać sprzętu z niewymiennym akumulatorem, ponieważ niewłaściwe otwieranie obudowy może doprowadzić do jego uszkodzenia.
Nie tylko ogień. Wyrzucamy również cenne surowce
Nieprawidłowe pozbywanie się akumulatorów oznacza również utratę wartościowych materiałów.
W bateriach litowo-jonowych znajdują się między innymi lit, a w części ich typów również kobalt. Są to surowce wykorzystywane w produkcji nowoczesnych akumulatorów, których pozyskiwanie wiąże się ze znacznym obciążeniem środowiska.
W wyspecjalizowanych instalacjach zużyte baterie mogą być bezpiecznie przetwarzane, a zawarte w nich materiały odzyskiwane i ponownie wykorzystywane.
Jak wyjaśnia Henryk Buczak, w odpowiednio przygotowanych zakładach akumulatory poddaje się kontrolowanym procesom, które ograniczają ryzyko zapłonu. W określonych technologiach obejmują one rozładowanie oraz rozdrabnianie w atmosferze gazu obojętnego.
Recykling jest więc nie tylko sposobem na ograniczenie ilości odpadów, ale także elementem gospodarki surowcami, których świat potrzebuje coraz więcej.
Jeden niepozorny błąd może mieć poważne konsekwencje
Problem baterii litowo-jonowych pokazuje, jak bardzo zmieniła się zawartość naszych domowych koszy na śmieci. Jeszcze kilkanaście lat temu niewielki plastikowy przedmiot zwykle nie zawierał źródła energii. Dziś akumulatory znajdują się nawet w urządzeniach, których nie kojarzymy z elektroniką.
Rosnąca liczba takich produktów wymaga zmiany codziennych przyzwyczajeń. Nie wystarczy już rozróżniać papieru, szkła, plastiku i odpadów zmieszanych. Trzeba również wiedzieć, które przedmioty, choć wyglądają niepozornie, wymagają szczególnego postępowania.
Bo czasem do wywołania wielkiego pożaru nie potrzeba otwartego ognia ani celowego podpalenia. Wystarczy niewielki akumulator, który zamiast trafić do punktu zbiórki elektroodpadów, znalazł się w zwykłym koszu.
Źródło: Polska Agencja Prasowa (PAP), wypowiedź Henryka Buczaka, wiceprezesa Grupy Biosystem.



Napisz komentarz
Komentarze