Sprawa wróciła za sprawą zapytania BRP.0003.29.2026, złożonego 18 września. Z dokumentacji przekazanej wcześniej przez Powiatowy Urząd Pracy wynikało, że Katolickie Stowarzyszenie Oświatowe im. św. Ojca Pio wystąpiło o środki KFS na studia MBA dla jednego ze swoich pracowników i wnioskowało o pokrycie 100 procent kosztów kształcenia. W zapytaniu wprost postawiono pytanie, czy osobą tą był Szczepan Goska, obecny radny Rady Powiatu Tomaszowskiego.
To rozróżnienie jest ważne. Sam wniosek nie jest jeszcze przelewem, a nazwisko umieszczone w pytaniu radnego nie staje się przez to automatycznie ustalonym faktem. Ale publiczne pieniądze mają tę właściwość, że pozostawiają za sobą dokumenty. I właśnie tych dokumentów trzeba się trzymać.
Inni wnioskowali o 80 procent. Tutaj chciano całości
Sprawa robi się ciekawsza dopiero wtedy, kiedy położy się obok siebie wcześniejsze dokumenty dotyczące finansowania MBA w Tomaszowie.
W 2019 roku Urząd Miasta wystąpił o 10 tys. zł z KFS na studia kosztujące 12,5 tys. zł. W kolejnym roku przy koszcie studiów dla trzech osób wynoszącym 41 610 zł wnioskowano o 33 288 zł. Centralny Ośrodek Sportu w Spale przy cenie MBA 13 870 zł zabiegał o 11 096 zł. W przypadku Tomaszowskiego Centrum Zdrowia oraz Powiatowego Centrum Animacji Społecznej dokumentacja wskazywała koszt 14 870 zł i wnioskowane dofinansowanie 11 896 zł.
To w każdym z tych przypadków 80 procent ceny.
Tymczasem przy Katolickim Stowarzyszeniu Oświatowym im. św. Ojca Pio w dokumentacji pojawił się wniosek dotyczący studiów MBA kosztujących 14 870 zł, z żądaniem sfinansowania całej kwoty i bez wkładu własnego pracodawcy.
I właśnie tutaj zaczyna się temat, którego nie powinno się sprowadzać do personalnej potyczki między radnymi.
Sto procent może być legalne. Ale to dopiero początek odpowiedzi
Przepisy KFS dopuszczały finansowanie 80 procent kosztów kształcenia, natomiast w przypadku mikroprzedsiębiorstw możliwe było pokrycie 100 procent kosztów, w granicach ustawowego limitu. Samo pełne finansowanie nie jest więc dowodem żadnej nieprawidłowości.
Ale skoro w jednym przypadku pojawia się 100 procent, a w szeregu innych 80 procent, urząd powinien bez problemu odpowiedzieć na kilka elementarnych pytań.
Czy Stowarzyszenie spełniało wtedy przesłanki pozwalające potraktować je w sposób uprawniający do pełnego finansowania? Jaki status pracodawcy przyjął PUP? Kto to zweryfikował? Kiedy zapadła decyzja? Czy inne podmioty o podobnej liczbie pracowników otrzymywały w tym okresie również 100 procent? Wreszcie: czy pieniądze rzeczywiście zostały wypłacone w pełnej wysokości?
To nie jest szukanie sensacji. To elementarna kontrola publicznego pieniądza.
Jeśli beneficjentem był radny, standard jawności powinien być wyższy
Szczepan Goska jest obecnie radnym Rady Powiatu Tomaszowskiego, wybranym w okręgu nr 6 z listy Prawa i Sprawiedliwości. Jeżeli odpowiedź PUP potwierdzałaby, że to właśnie jego studia zostały objęte opisanym wnioskiem, sprawa ma oczywisty wymiar publiczny.
Nie dlatego, że radnemu nie wolno studiować. Nie dlatego, że osoba związana z polityką lokalną ma być pozbawiona możliwości korzystania z programów dostępnych na równych zasadach dla innych pracowników.
Wręcz przeciwnie.
Właśnie dlatego, że chodzi o osobę pełniącą funkcję publiczną, nie powinno pozostać najmniejszej wątpliwości, że zastosowano dokładnie takie same zasady, jakie zastosowano by wobec właściciela warsztatu, małej przychodni, sklepu, fundacji czy przedsiębiorcy niezwiązanego z lokalną polityką.
Przejrzystość nie jest karą za działalność publiczną. Jest jej ceną.
Publiczny fundusz to nie program lojalnościowy
Krajowy Fundusz Szkoleniowy ma pomagać pracodawcom podnosić kompetencje pracowników. Nie jest prywatnym stypendium ani nagrodą za pozycję zawodową. Pieniądze mają służyć konkretnemu celowi gospodarczemu i społecznemu.
Dlatego równie istotne jak odpowiedź na pytanie „ile zapłacono?” jest pytanie: co zyskał pracodawca i co zyskał rynek pracy?
Czy zdobyte kwalifikacje były rzeczywiście potrzebne na zajmowanym stanowisku? Czy pracownik po ukończeniu MBA nadal wykonywał pracę, dla której studia miały być potrzebne? Jak uzasadniono związek kierunku z działalnością Stowarzyszenia? Czy przeprowadzono później kontrolę prawidłowości wykorzystania pieniędzy?
Art. 44 ust. 3 ustawy o finansach publicznych wymaga, aby publiczne wydatki były dokonywane celowo i oszczędnie, z uwzględnieniem najlepszych efektów z poniesionych nakładów.
To znacznie więcej niż sprawdzenie, czy w odpowiedniej rubryce formularza postawiono właściwy krzyżyk.
Najbardziej interesująca jest tabela, nie nazwisko
W zapytaniu znalazł się jeszcze jeden punkt, który może okazać się ważniejszy od całej personalnej części tej historii. Zażądano zestawienia wszystkich przypadków 100-procentowego finansowania kosztów kształcenia przez tomaszowski PUP z sześciu lat oraz porównania ich z przypadkami finansowania częściowego.
To właśnie taka tabela może odpowiedzieć na pytanie, czy mamy do czynienia z normalną praktyką urzędu, czy z sytuacją nietypową.
Jeżeli okaże się, że dziesiątki mikropracodawców otrzymywały na identycznych zasadach 100 procent kosztów, sprawa traci sporą część swojej temperatury.
Jeżeli jednak pełne finansowanie należało do rzadkości, wtedy trzeba będzie bardzo dokładnie przeczytać uzasadnienie decyzji dotyczącej Stowarzyszenia.
Bez krzyku. Bez politycznych etykiet. Dokument po dokumencie.
Dyplom może być prywatny. Rachunek już nie
Odpowiedź na zapytanie została w eSesji oznaczona datą 7 października 2026 roku. System wskazuje również załączony dokument podpisany przez Teresę Krześlak.
Teraz to właśnie treść tej odpowiedzi i załączonych dokumentów powinna zakończyć okres domysłów: wskazać cenę studiów, wysokość przyznanego dofinansowania, faktycznie wypłaconą kwotę, wkład własny, status pracodawcy, podstawę zastosowanego procentu finansowania oraz rezultat rozliczenia.
Bo w tej historii nie chodzi o to, żeby komukolwiek zaglądać do indeksu czy dyplomu.
Chodzi o rachunek.
Dyplom MBA może należeć do jednej osoby. Jeżeli jednak zapłacono za niego z publicznego funduszu, sposób wystawienia i opłacenia tego rachunku staje się sprawą publiczną. A gdy w tle pojawia się osoba sprawująca mandat radnego, odpowiedź „wszystko odbyło się zgodnie z procedurą” to za mało. Procedurę trzeba jeszcze pokazać.



Napisz komentarz
Komentarze