Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 24 października 2026 16:05
Z OSTATNIEJ CHWILI:
Reklama
Reklama

The Clash – „London Calling”. Kiedy punk przestał krzyczeć, a zaczął opowiadać o świecie

Są płyty, które powstają z buntu. Są takie, które rodzą się z rozczarowania. I wreszcie są albumy nagrywane w chwili, gdy świat zaczyna przypominać dom, którego fundamenty właśnie pękają, a mieszkańcy zamiast uciekać, włączają radio, próbując zagłuszyć odgłos nadciągającej katastrofy. „London Calling” The Clash należy do tej ostatniej kategorii. To dziewiętnaście utworów, w których punk spotyka reggae, rockabilly flirtuje z jazzem, a polityczny gniew ustępuje czasami miejsca intymnej opowieści o samotności. Joe Strummer, Mick Jones, Paul Simonon i Topper Headon stworzyli album będący kroniką rozpadającej się epoki, ale jednocześnie pełen życia, humoru i niepohamowanej radości odkrywania nowych dźwięków. Zaczyna się jak ostrzeżenie przed końcem świata, a kończy wyznaniem człowieka proszącego, żeby ktoś przy nim pozostał. I właśnie pomiędzy tymi momentami mieści się cała jego wielkość.

Londyn, 1979. Miasto, w którym przyszłość wyglądała jak groźba

Aby zrozumieć „London Calling”, trzeba przypomnieć sobie Wielką Brytanię końca lat siedemdziesiątych. Nie tę z turystycznych folderów, czerwonymi autobusami i eleganckimi ulicami Mayfair, lecz Londyn robotniczych dzielnic, zamykanych fabryk, napięć rasowych, demonstracji i młodych ludzi, którzy coraz częściej mieli wrażenie, że nikt nie przygotował dla nich przyszłości. W maju 1979 roku władzę objęła Margaret Thatcher. Nadchodziła epoka głębokich przemian gospodarczych i społecznych. Punk rock, który narodził się kilka lat wcześniej jako reakcja na podobną rzeczywistość, zdążył tymczasem stać się modą. Agrafki, podarte ubrania i prowokacyjne fryzury można było kupić niemal tak samo łatwo jak kolejną płytę. Rewolucja trafiła do sklepu, a The Clash znaleźli się wobec paradoksu znanego niemal każdemu artyście deklarującemu bunt przeciwko systemowi: co zrobić, kiedy system zaczyna sprzedawać twój bunt?

Zespół postanowił przekroczyć granice gatunku. Wydany w Wielkiej Brytanii 14 grudnia 1979 roku dwupłytowy „London Calling” zawierał dziewiętnaście utworów łączących punk, reggae, ska, rockabilly, rhythm and blues, soul i jazzowe inspiracje. Materiał nagrano w londyńskim Wessex Studios pod kierunkiem Guya Stevensa. To było coś więcej niż stylistyczny eksperyment. The Clash udowodnili, że punk nie musi być regulaminem ograniczającym muzykę do trzech akordów i gniewnego refrenu. Może być sposobem myślenia o świecie. Okładka albumu znakomicie oddaje ten zamiar. Fotografia Pennie Smith przedstawia Paula Simonona rozbijającego gitarę basową podczas koncertu w nowojorskim Palladium, a typografia Raya Lowry'ego odwołuje się do debiutu Elvisa Presleya. Jakby zespół chciał jednocześnie oddać hołd narodzinom rock and rolla i roztrzaskać pomnik, który przemysł rozrywkowy zdążył mu wystawić.

„London Calling”. Radio nadaje komunikat o końcu świata

Pierwsze sekundy tytułowego utworu należą do najbardziej rozpoznawalnych otwarć w historii rocka. Gitarowy motyw Micka Jonesa, pulsujący bas Simonona i niemal marszowa perkusja Toppera Headona tworzą atmosferę alarmu. Potem pojawia się Joe Strummer. Jego głos nie jest piękny w tradycyjnym znaczeniu. Jest chropowaty, nerwowy, momentami zachrypnięty. Brzmi jak człowiek, który od kilku godzin próbuje przekrzyczeć uliczny hałas, a teraz dotarł do radiowego mikrofonu i zamierza powiedzieć wszystkim, co naprawdę się dzieje. „London Calling” nie jest zwyczajną piosenką protestu. To apokaliptyczny reportaż, w którym pojawiają się lęk przed katastrofą nuklearną, społeczne napięcia i przeczucie końca znanego porządku. Obrazy bywają gwałtowne, chwilami niemal surrealistyczne. Przypominają „Ziemię jałową” T.S. Eliota, gdzie europejska cywilizacja jawi się jako przestrzeń rozpadu i duchowego wyczerpania. Ale Eliot pisał z perspektywy intelektualisty obserwującego ruinę kultury. Strummer przemawia głosem ulicy. Nie interesuje go akademicka analiza kryzysu. Chce obudzić słuchacza.

Tom Carson, recenzując album dla „Rolling Stone” w 1980 roku, scharakteryzował jego charakter słowami: „Merry and tough, passionate and large-spirited” – „Radosny i twardy, namiętny i wielkoduszny”. To trafne rozpoznanie paradoksu całej płyty. The Clash opowiadają o katastrofie, ale nie tracą energii życia. Po apokaliptycznym otwarciu następuje „Brand New Cadillac”, żywiołowa interpretacja rockabilly Vince’a Taylora. Następnie „Jimmy Jazz” przenosi słuchacza do zadymionego baru, w którym Tom Waits mógłby właśnie zamawiać kolejnego drinka. Saksofon, rozkołysany rytm i niemal nonszalancki wokal pokazują, że muzycy nie zamierzają ograniczać się do punkowej ortodoksji. Charles Shaar Murray z „New Musical Express” porównał atmosferę tego utworu do przejęcia przez The Clash ulubionego baru Waitsa. Trudno znaleźć lepszy obraz ich muzycznej przemiany. Punkowcy odkrywają własnych dziadków i dochodzą do wniosku, że historia rocka jest zbyt interesująca, aby ją odrzucać.

„Rudie Can't Fail” i „Spanish Bombs”. Kiedy taniec staje się polityką

Jednym z największych osiągnięć „London Calling” jest umiejętność opowiadania o poważnych sprawach za pomocą muzyki, która nie zawsze brzmi poważnie. „Rudie Can't Fail” wykorzystuje tradycję jamajskiego ska, rozkołysany rytm i niemal karnawałową energię. Ale za pogodną melodią kryje się historia kulturowej tożsamości. Tytułowy rude boy to postać zakorzeniona w jamajskiej kulturze młodzieżowej, która wywarła ogromny wpływ na brytyjską scenę muzyczną. W kraju zmagającym się z napięciami rasowymi takie inspiracje miały znaczenie wykraczające poza estetykę. The Clash konsekwentnie sprzeciwiali się rasizmowi, pokazując, że brytyjska kultura nie jest jednolita. Powstaje ze spotkań, migracji i wzajemnego przenikania tradycji. Właśnie dlatego „Rudie Can't Fail” należy do najbardziej politycznych utworów albumu, choć brzmi jak zaproszenie do tańca.

Jeszcze ciekawsza jest „Spanish Bombs”, jedna z najpiękniejszych kompozycji całego wydawnictwa. Mick Jones proponuje melodię niemal wakacyjną, ale Strummer przywołuje hiszpańską wojnę domową, antyfaszystowski opór i postać Federica Garcíi Lorki, poety zamordowanego w 1936 roku. Z jednej strony otrzymujemy obraz turystycznej Hiszpanii, kraju słonecznych plaż i hoteli. Z drugiej pamięć przemocy, represji i ludzi, którzy zginęli w obronie swoich przekonań. Można odnaleźć tu echo „W hołdzie Katalonii” George’a Orwella, ale również poezji samego Lorki, łączącej piękno andaluzyjskiego krajobrazu z przeczuciem śmierci. Robin Denselow w „The Guardian” szczególnie docenił tę kompozycję, wskazując na umiejętność połączenia historycznej pamięci ze współczesną perspektywą. I rzeczywiście, „Spanish Bombs” pokazuje, że polityczna piosenka nie musi być krzykiem. Może być melodyjna, niemal pogodna, a jednocześnie przywracać historii jej emocjonalny wymiar.

„Lost in the Supermarket”. Samotność na półce z promocjami

Jeżeli miałbym wskazać kompozycję najbardziej aktualną w XXI wieku, wybrałbym „Lost in the Supermarket”. To jeden z najbardziej przejmujących utworów albumu, choć pozbawiony gwałtownej energii „Clampdown” i apokaliptycznego ciężaru tytułowej piosenki. Mick Jones śpiewa o człowieku zagubionym w świecie konsumpcji. Supermarket staje się metaforą społeczeństwa, w którym niemal wszystko można kupić, ale coraz trudniej odnaleźć własną tożsamość. Erich Fromm w książce „Mieć czy być?” analizował napięcie pomiędzy posiadaniem a autentycznym istnieniem. Zygmunt Bauman wiele lat później opisywał społeczeństwo konsumpcyjne, w którym człowiek coraz częściej definiuje siebie poprzez nabywane rzeczy. The Clash opowiadali o podobnym doświadczeniu już w 1979 roku. I nie potrzebowali filozoficznej terminologii. Wystarczyła historia samotności pośród sklepowych półek.

Muzycznie jest to niemal doskonały poprockowy utwór. Melodyjny refren, subtelna rytmika i melancholijny wokal Jonesa budują atmosferę, której próżno szukać w najbardziej agresywnych nagraniach punkowych. Można wyobrazić sobie bohatera „Obcego” Alberta Camusa przeniesionego do współczesnego centrum handlowego. Otaczają go kolorowe reklamy i ludzie przekonani, że szczęście znajduje się na końcu następnej alejki, a on nadal nie wie, po co właściwie tam przyszedł. To niezwykle trafna metafora świata, który utożsamia wolność z możliwością wyboru kolejnego produktu. The Clash potrafili pisać o wielkich konfliktach politycznych, ale rozumieli również małe, codzienne dramaty. Właśnie dlatego ich muzyka przetrwała.

„Clampdown” i „The Guns of Brixton”. Gniew, który ma konkretne adresy

„Clampdown” należy do najbardziej bezpośrednich politycznych manifestów albumu. Ostry gitarowy riff, zdecydowany rytm i głos Strummera przypominający przemówienie na robotniczym wiecu tworzą kompozycję wyjątkowo energetyczną. Ale tekst nie ogranicza się do protestu przeciwko władzy. To opowieść o mechanizmach podporządkowania, o człowieku pełnym ideałów, który stopniowo zostaje włączony do systemu wcześniej przez siebie krytykowanego. Dostaje pracę, przyjmuje reguły, korzysta z niewielkich przywilejów, aż odkrywa, że sam stał się częścią mechanizmu ucisku. Orwell w „Folwarku zwierzęcym” pokazywał, jak rewolucjoniści potrafią upodobnić się do dawnych ciemiężycieli. Strummer opisuje podobny proces językiem ulicznego rocka. I zmusza do niewygodnych pytań: kiedy rozsądek zamienia się w konformizm? Ile razy rezygnujemy z przekonań w zamian za wygodę? Kiedy konieczność zarabiania na życie zaczyna usprawiedliwiać obojętność wobec krzywdy innych?

„The Guns of Brixton” jest równie mocnym utworem, choć działa zupełnie innymi środkami. Napisany i zaśpiewany przez Paula Simonona, opiera się na hipnotycznym pulsie reggae. Bas prowadzi melodię z niezwykłą pewnością, perkusja pozostawia przestrzeń, a wokal brzmi chłodno, niemal groźnie. To muzyczny odpowiednik nocnej sceny filmowej: mokry asfalt, policyjne samochody, światła odbijające się od sklepowych witryn i człowiek, który wie, że spotkanie z funkcjonariuszami może zakończyć się źle. Brixton, londyńska dzielnica związana z karaibską społecznością, stała się symbolem napięć społecznych i rasowych. Utwór powstał przed zamieszkami z 1981 roku, ale jego atmosfera nieufności wobec policji nabrała w świetle późniejszych wydarzeń szczególnej wymowy. Simonon nie przewidywał przyszłości. Wystarczyło, że uważnie obserwował rzeczywistość.

Od „Death or Glory” do „Train in Vain”. Rewolucjoniści też potrzebują miłości

Druga część „London Calling” przynosi kolejne stylistyczne niespodzianki. „Wrong 'Em Boyo” wykorzystuje historię Stagger Lee, obecną w amerykańskiej tradycji bluesowej, przefiltrowaną przez jamajskie ska. „Death or Glory” jest gorzką opowieścią o młodzieńczych ideałach, starzeniu się i nieuchronności kompromisów. „The Card Cheat”, z rozbudowaną aranżacją fortepianową, przypomina niemal teatralną balladę o człowieku próbującym oszukać własne przeznaczenie. Można odnaleźć w niej coś z Toma Waitsa, Brechta, a nawet filmowego romantyzmu „Casablanki”. Z kolei krótkie „Koka Kola” bezlitośnie rozprawia się ze światem reklamy, korporacyjnych ambicji i kariery zawodowej podporządkowanej bezwzględnemu sukcesowi. Strummer potrafi być tutaj równie zjadliwy jak autorzy najlepszych politycznych karykatur.

A potem przychodzi „Train in Vain”, jeden z najbardziej przewrotnych finałów w historii rocka. Po kilkunastu piosenkach o wojnie, polityce, przemocy, konsumpcjonizmie i społecznej niesprawiedliwości The Clash kończą album historią osobistego rozczarowania. Nie ma wielkich ideologicznych deklaracji. Nie ma wezwania do rewolucji. Jest człowiek, który czuje się opuszczony. Mick Jones śpiewa z emocjonalną bezpośredniością, a niemal popowa melodia natychmiast zapada w pamięć. To piękne przypomnienie, że człowiek nie jest wyłącznie istotą polityczną. Może sprzeciwiać się rasizmowi, protestować przeciwko wojnie i walczyć o prawa pracownicze, a jednocześnie potrzebować najprostszej rzeczy na świecie: bliskości drugiego człowieka. Po całym hałasie zostaje pragnienie, żeby ktoś przy nas pozostał. I właśnie dlatego „London Calling” jest znacznie bardziej ludzkim albumem niż wiele innych manifestów kontrkultury.

Co dostrzegli krytycy? Między zachwytem a zarzutem nadmiaru

„London Calling” należy dziś do kanonu rocka, lecz w chwili premiery nie wszyscy recenzenci oceniali go jednakowo. Tom Carson z „Rolling Stone” zachwycał się połączeniem politycznej pasji, instrumentalnej energii i niezwykłej różnorodności. Greil Marcus określił album słowami „Rough. Funny. Expansive” – „Surowy. Zabawny. Rozległy”. Stephen Thomas Erlewine z AllMusic uznał go za olśniewającą deklarację artystycznych zamiarów zespołu, doceniając szczególnie wyjście poza punkową ortodoksję. Robin Denselow z „The Guardian” dostrzegał natomiast również słabości, określając wydawnictwo jako „a low-priced uneven double album”, czyli „niedrogi, nierówny album dwupłytowy”. Wyróżniał jednak „Spanish Bombs”, „Lost in the Supermarket” i „Death or Glory”. Te różnice są interesujące, ponieważ pokazują, że wielkość dzieła nie zawsze oznacza jego całkowitą doskonałość.

Sam podzielam część zastrzeżeń Denselowa. „Lover's Rock” nie dorównuje emocjonalnej intensywności „Lost in the Supermarket”, „Four Horsemen” pozostaje raczej przeciętnym fragmentem płyty, a „Revolution Rock” może nużyć rozciągniętą formą. Gdyby usunąć kilka słabszych kompozycji, otrzymalibyśmy album bardziej zwarty. Ale czy naprawdę lepszy? Nie jestem przekonany. Podobnie jak „The White Album” Beatlesów czy „Exile on Main St.” Rolling Stonesów, „London Calling” jest wielki nie dlatego, że każda piosenka stanowi arcydzieło. Jego siła wynika z całości. To muzyczny obraz wielkiego miasta, w którym za jednym rogiem znajduje się klub jazzowy, za drugim karaibski bar, dalej uliczna demonstracja, a jeszcze dalej samotny człowiek zagubiony w supermarkecie. Taki świat nie może być idealnie uporządkowany. I właśnie dlatego tak bardzo przypomina rzeczywistość.

Nie sposób również pominąć roli producenta Guya Stevensa. Jego niekonwencjonalne metody pracy miały wydobywać z muzyków spontaniczność i energię, a nie doprowadzać każde nagranie do laboratoryjnej perfekcji. Dzięki współpracy z inżynierem dźwięku Billem Price'em udało się połączyć żywiołowość z przejrzystością. „London Calling” przypomina pod tym względem najlepsze nagrania Rolling Stonesów: nie wszystko jest idealnie wygładzone, ale całość oddycha, pulsuje i zachowuje naturalną siłę. Robert A. Hull w „The Washington Post” porównywał album właśnie z „Exile on Main St.” oraz eksperymentalnym „Trout Mask Replica” Captain Beefhearta. Nie chodziło o stylistyczną identyczność, lecz o odwagę artystów podejmujących ryzyko na niemal każdym kroku.

Zamiast zakończenia. Rewolucja nie zawsze potrzebuje barykad

Joe Strummer nie należał do wielkich wokalistów w tradycyjnym znaczeniu. Nie miał techniki Freddiego Mercury'ego ani skali Roberta Planta. Ale posiadał coś, czego nie można nauczyć się na żadnym kursie śpiewu: wiarygodność. Kiedy śpiewał o bezrobociu, przemocy czy społecznej niesprawiedliwości, nie brzmiał jak artysta odczytujący tekst przygotowany przez specjalistów od politycznego marketingu. Przypominał człowieka, który naprawdę przejmuje się światem. W literaturze podobną moralną wrażliwość odnajdujemy u Johna Steinbecka, zwłaszcza w „Gronach gniewu”, gdzie losy rodziny Joadów stają się opowieścią o godności ludzi pozbawianych ekonomicznego bezpieczeństwa. Strummer był spadkobiercą podobnej tradycji – nie w sensie literackiej doskonałości, lecz przekonania, że historia społeczeństwa jest przede wszystkim historią konkretnych ludzi.

W 1977 roku The Clash chcieli zmieniać świat za pomocą gitarowego hałasu. Dwa lata później zrozumieli, że sam hałas nie wystarczy. Trzeba jeszcze mieć coś do powiedzenia i znaleźć język, który pozwoli dotrzeć do ludzi żyjących po różnych stronach społecznych i kulturowych granic. „London Calling” jest próbą odnalezienia właśnie takiego języka. Nie proponuje jednej ideologicznej recepty na wszystkie problemy. Nie przedstawia rzeczywistości w czarno-białych barwach. Nie udaje, że każda rewolucja kończy się zwycięstwem. To kronika ludzkich nadziei, lęków i sprzeczności. W pewnym sensie przypomina wielką powieść społeczną, jaką mógłby napisać Steinbeck, gdyby wychował się w robotniczym Londynie i zamiast maszyny do pisania wybrał gitarę elektryczną.

Być może najważniejsza pozostaje właśnie ostatnia scena tej muzycznej opowieści. Po wszystkich politycznych manifestach, po gniewie i ostrzeżeniach przed katastrofą zostaje człowiek proszący o miłość. I może to jest najważniejsza odpowiedź, jaką The Clash mogli dać światu. Bo rewolucja, która zapomina o pojedynczym człowieku, bardzo szybko zaczyna przypominać system, przeciwko któremu występowała. „London Calling” pozostaje albumem o świecie stojącym na krawędzi, ale przede wszystkim opowiada o ludziach, którzy mimo wszystko nie zamierzają przestać żyć, kochać, tańczyć i walczyć o własną godność.

Kiedy z głośników rozlega się charakterystyczny gitarowy alarm otwierający płytę, nie mam wrażenia, że słucham historycznego dokumentu z 1979 roku. Mam wrażenie, że ktoś właśnie nadaje pilny komunikat. Adresowany również do nas. 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Opinie

Mariusz Strzępek Mariusz Strzępek

Najbardziej przeraża mnie nie tylko to, co ludzie opowiadają o swoich krzywdach. Przeraża mnie również cisza tych, którzy powinni reagować. Cisza polityków, urzędników i instytucji, które zbyt często wykazują niezwykłą sprawność w chronieniu własnego wizerunku, a znacznie mniejszą determinację w wyjaśnianiu niewygodnych spraw.W tomaszowskim wątku nie opieram się wyłącznie na zasłyszanych historiach. Dysponuję nagraniem posiedzenia komisji, złożyłem zawiadomienie do prokuratury i domagam się wyjaśnienia, dlaczego istotna wypowiedź dotycząca małoletnich nie znalazła odzwierciedlenia w protokole. Nie przesądzam, że doszło do przestępstwa. Uważam jednak, że sprawa wymaga rzetelnego sprawdzenia.Nie interesuje mnie, kto jest z Platformy, PiS-u czy jakiejkolwiek innej partii. Krzywda nie ma barw politycznych. A milczenie wobec niej nie staje się mniej naganne tylko dlatego, że dotyczy naszych znajomych.Zostawiam więc czytelników z jednym pytaniem: jeżeli instytucje powołane do ochrony najsłabszych nie potrafią przekonująco wyjaśnić takich wątpliwości, to komu właściwie mają zaufać ludzie, którzy zdecydowali się mówić?Bo czasami największym skandalem nie jest samo nagranie. Jest nim to, jak wielu ludzi wolałoby, żeby nikt go nigdy nie odsłuchał.

Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie – brzmi stare powiedzenie. Jest ono wciąż aktualne, jak pokazuje przykład byłego ministra, Michała Kołodziejczaka. Seksualnie – narkotyczna afera, którą nagłaśnia obecnie Kanał Zero, budzi obrzydzenie ale i rodzi pytania. Kto takich ludzi wystawia na listy wyborcze, kto daje im funkcję ministrów? Prezentowane przez ofiary nagrania pokazują osobę poważnie zaburzoną i zepsutą do szpiku kości. Kołodziejczak odwiedzał także Tomaszów, gdzie był fetowany przez działaczy Platformy Obywatelskiej, którzy chętnie i masowo się z nim fotografowali. W sieci nadal dostępne są wspólne nagrania z posłem Witczakiem. Z kolei politycy KO twierdzą w prywatnych rozmowach, że to właśnie Kołodziejczak stoi za powołaniem Michała Jodłowskiego na stanowisko dyrektora KRUS w Łodzi.

24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ

Jednego dnia świat finansów zobaczył, jak milionowe fortuny zamieniają się w papier bez wartości, a kilka dziesięcioleci później narody próbowały stworzyć organizację, która miała uchronić ludzkość przed kolejną wojną. W Polsce robotnicza „Solidarność” przekonała się, że nawet zwycięstwo w sądzie może zostać wykorzystane przeciwko wolności. A przecież 24 października to także wielka muzyka, legendarny pojedynek kierowców Formuły 1 i niezwykłe historie odwagi. Co wydarzyło się 24 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 24 października przypomina wydarzenia, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Zaglądamy również do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie właśnie dzisiaj zostanie przypomniana historia majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” i jego żołnierzy. Data dodania artykułu: 24.10.2026 07:27
24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ

Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy

Siedem na dziesięć Polek deklaruje, że polityką interesuje się tylko w średnim lub niewielkim stopniu. Zaledwie 15 proc. kobiet mówi o dużym lub bardzo dużym zainteresowaniu życiem politycznym, a kolejne 15 proc. przyznaje wprost: polityka nie interesuje ich wcale. Najnowsze dane CBOS pokazują jednak coś jeszcze – coraz mocniejszy podział pokoleniowy oraz wyraźne różnice między kobietami i mężczyznami, jeśli chodzi o deklarowane poglądy polityczne. Data dodania artykułu: 23.10.2026 22:00
Polityka coraz mniej przyciąga młode kobiety. CBOS pokazuje wyraźny podział pokoleniowy

23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

Siedemdziesiąt lat temu mieszkańcy Budapesztu wyszli na ulice, domagając się wolności. Demonstracja rozpoczęta pod pomnikiem polskiego generała szybko zamieniła się w powstanie, które wstrząsnęło sowieckim imperium. W innym październiku alianci ruszali do przełamania niemieckiej obrony w Afryce, a wiele lat później Steve Jobs pokazywał niewielkie urządzenie, które zmieniło sposób słuchania muzyki. Co wydarzyło się 23 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 23 października prowadzi od wielkiej polityki i wojennych tragedii po kino, rock i sport. Jest w nim również historia szczególnie bliska mieszkańcom Tomaszowa Mazowieckiego. Dokładnie 84 lata temu niemieccy okupanci zacieśniali kontrolę nad miejscowym gettem. Dla tysięcy jego mieszkańców zbliżały się ostatnie dni życia. Data dodania artykułu: 23.10.2026 08:06
23 października w historii: Węgry przeciw Moskwie, zwycięstwo Lecha Kaczyńskiego i dramat Tomaszowa Mazowieckiego

22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

Jednego dnia papież z Polski wypowiadał słowa, które miały przejść do historii. Dokładnie szesnaście lat wcześniej amerykański prezydent informował świat o radzieckich rakietach na Kubie, a ludzkość znalazła się niebezpiecznie blisko wojny nuklearnej. Jeszcze wcześniej pewien pisarz opublikował powieść o pokoleniu, które przeżyło wielką wojnę, lecz nie potrafiło odnaleźć się w pokoju. Co wydarzyło się 22 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 22 października prowadzi przez politykę, literaturę, kosmos, muzykę i sport. Przypominamy także rocznice ważne dla Polski oraz wydarzenie, które rozegrało się dokładnie tego dnia w Tomaszowie Mazowieckim. Bo historia nie zawsze przemawia głosem wielkich przywódców. Czasem wystarcza jej jedna książka, jeden wynalazek albo decyzja, której skutki odczuwają miliony ludzi. Data dodania artykułu: 22.10.2026 08:30
22 października w historii. „Nie lękajcie się!”, świat na krawędzi wojny nuklearnej i sto lat wielkiej powieści Hemingwaya

Dwie trzecie Polaków krytycznie o polityce Trumpa. Sondaż pokazuje głęboki podział

Blisko dwie trzecie Polaków uważa, że polityka prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa nie służy interesom Polski. Pozytywnie działania amerykańskiego przywódcy ocenia niespełna co piąty respondent. Najnowszy sondaż IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje jednak coś więcej niż zwykły podział na zwolenników i przeciwników Trumpa. Linia sporu przebiega przez polskie elektoraty, wiek i wykształcenie, a miejscami daje wyniki dalekie od politycznych stereotypów. Data dodania artykułu: 21.10.2026 06:41
Dwie trzecie Polaków krytycznie o polityce Trumpa. Sondaż pokazuje głęboki podział

21 października w historii. Śmierć Nelsona pod Trafalgarem, Polski Październik i tragedia 116 dzieci

Historia nie zna dni bez znaczenia. 21 października 1805 roku na pokładzie brytyjskiego okrętu umierał admirał Horatio Nelson, choć jego flota właśnie odnosiła zwycięstwo, które miało zmienić układ sił w Europie. Półtora wieku później w Warszawie Władysław Gomułka obejmował kierownictwo PZPR, budząc w Polakach nadzieje na koniec stalinowskiego terroru. Tymczasem w walijskiej wiosce Aberfan lawina odpadów kopalnianych odbierała życie 116 dzieciom. W świecie muzyki rodziły się rockowe legendy, a sport pisał historie niezwykłej wytrwałości. Co wydarzyło się 21 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 21 października prowadzi przez wielkie zwycięstwa, tragiczne pomyłki, społeczne przełomy oraz wydarzenia, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Data dodania artykułu: 21.10.2026 06:14
21 października w historii. Śmierć Nelsona pod Trafalgarem, Polski Październik i tragedia 116 dzieci

Sejm zajmie się projektem ustawy ws. wynagrodzenia medyków

Sejm we wtorek zajmie się projektami ustaw ws. wynagrodzenia medyków oraz o jawności umów w ochronie zdrowia. W harmonogramie są także projekty dot. przedłużenia sieci szpitali, leczenia HIV i leczenia transgranicznego. Data dodania artykułu: 20.10.2026 08:50
Sejm zajmie się projektem ustawy ws. wynagrodzenia medyków

20 października w historii. Radziwiłł oddaje Litwę Szwedom, Cieślik pokonuje ZSRR, a katastrofa przerywa karierę rockowej legendy

Historia potrafi być okrutnym reżyserem. Jednego dnia hetman podpisuje układ, który ma ocalić Litwę, lecz przechodzi do historii jako symbol zdrady. Kilka stuleci później niewysoki piłkarz ze Śląska strzela dwa gole reprezentacji ZSRR, zamieniając zwykły mecz w narodowe święto. Nad Missisipi rozbija się samolot jednej z największych grup rockowych, a w Dublinie czterech młodych muzyków rozpoczyna drogę, która zaprowadzi ich na największe stadiony świata. Co wydarzyło się 20 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 20 października przypomina również o polsko-litewskich reformach, odzyskiwaniu Śląska, wielkich odkryciach kosmicznych i niezwykłym skarbie znalezionym w lasach pod Spałą. Bo czasem historia spoczywa zaledwie kilkanaście centymetrów pod naszymi stopami. Data dodania artykułu: 20.10.2026 08:33
20 października w historii. Radziwiłł oddaje Litwę Szwedom, Cieślik pokonuje ZSRR, a katastrofa przerywa karierę rockowej legendy
Mistrzostwa Polski na Dystansach

Mistrzostwa Polski na Dystansach

Mistrzostwa Polski na Dystansach w Arenie Lodowej22–25 października 2026 r. | Arena Lodowa, Tomaszów MazowieckiPrzez cztery dni Tomaszów Mazowiecki będzie jednym z najważniejszych punktów na mapie polskiego łyżwiarstwa szybkiego. W Arenie Lodowej odbędą się Mistrzostwa Polski na Dystansach, podczas których o medale krajowego czempionatu rywalizować będą czołowi polscy panczeniści.Na tomaszowskim torze zobaczymy specjalistów od sprintu, średnich i długich dystansów. Dla miejscowej publiczności szczególnie interesujące będą starty zawodników związanych z KS Pilica Tomaszów Mazowiecki, którego reprezentanci znajdują się w kadrach narodowych.Październikowe mistrzostwa będą jednocześnie jednym z pierwszych mocnych akcentów sezonu 2026/2027 w Arenie Lodowej. W kolejnych miesiącach obiekt będzie gospodarzem następnych zawodów krajowych, od Pucharów Polski po imprezy juniorskie i młodzieżowe.Termin: 22–25 października 2026 r.Miejsce: Arena Lodowa, Tomaszów MazowieckiOrganizator: Polski Związek Łyżwiarstwa SzybkiegoGospodarz: Tomaszowskie Centrum SportuProgram godzinowy: zostanie ogłoszony przez organizatoraBilety: szczegóły nie zostały jeszcze podane⛸️ Cztery dni szybkiego lodu, walki o medale i reprezentantów Polski na tomaszowskim torze. To propozycja nie tylko dla fanów panczenów, ale również dla tych, którzy chcą zobaczyć sport na najwyższym krajowym poziomie. Data rozpoczęcia wydarzenia: 22.10.2026
Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia

Wyjątkowy wieczór seniorów w Tomaszowie MazowieckimSpektakl „Miłość nie zna wieku – Seniorzy na scenie życia” to wydarzenie poświęcone dojrzałej miłości, codziennym emocjom i sile relacji międzyludzkich. Na scenie pojawią się seniorzy, którzy poprzez sztukę, muzykę i wspólne doświadczenie opowiedzą o życiu, które wciąż potrafi zaskakiwać pasją, czułością i odwagą.Wieczór ma łączyć wzruszenie, humor i refleksję. To propozycja nie tylko dla osób starszych, ale także dla rodzin, przyjaciół i wszystkich mieszkańców regionu, którzy chcą wspólnie przeżyć wydarzenie o wyraźnym społecznym i integracyjnym charakterze.Seniorzy na scenie, ważny głos w lokalnej kulturzePrzedstawienie powstało w ramach projektu aktywizującego seniorów poprzez sztukę i budowanie więzi społecznych. Organizatorzy podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o jednorazowy występ, ale o szerszą inicjatywę wzmacniającą sprawczość, pewność siebie i obecność starszego pokolenia w życiu kulturalnym.Za realizację projektu odpowiada Fundacja Poranek we współpracy z Gminnym Centrum Kultury i Biblioteką Publiczną w Lubochni oraz Gminą Lubochnia. Inicjatywa została współfinansowana z budżetu Samorządu Województwa Łódzkiego w ramach programu „Łódzkie dla Równych Szans”.Kiedy i gdzieWydarzenie odbędzie się 27 października 2026 roku o godzinie 18:00 w Miejskim Centrum Kultury Tkacz w Tomaszowie Mazowieckim przy ul. Niebrowskiej 50. Obecność publiczności będzie nie tylko okazją do spotkania ze sztuką, ale też formą wsparcia dla występujących seniorów. Data rozpoczęcia wydarzenia: 27.10.2026
Strofy dla Niepodległej

Strofy dla Niepodległej

Patriotyzm zapisany w wierszachPowiatowe Centrum Animacji Społecznej zaprasza na konkurs recytatorski „Strofy dla Niepodległej”, organizowany z okazji 108. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Wydarzenie będzie jednym z ważnych punktów poprzedzających listopadowe obchody i połączy artystyczną prezentację z lekcją historii, patriotyzmu oraz rozmową o znaczeniu wolności.Na scenie zaprezentują się uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych z całego powiatu tomaszowskiego. Młodzi recytatorzy sięgną po utwory polskich poetów poświęcone ojczyźnie, wolności i narodowej pamięci.Dla uczestników i publicznościPrzesłuchania rozpoczną się 4 listopada 2026 roku o godz. 9.00. Jako pierwsi wystąpią uczniowie klas I–III szkół podstawowych, a następnie kolejne grupy wiekowe: klasy IV–VI, VII–VIII oraz uczniowie szkół ponadpodstawowych.Organizatorzy podkreślają, że wydarzenie nie ma być wyłącznie konkursem, ale także wspólnym świętowaniem i okazją do budowania poczucia wspólnoty. Na widownię zaproszeni są nie tylko uczestnicy, ale również rodziny, nauczyciele i mieszkańcy powiatu, którzy chcą wesprzeć młodych artystów.Ważne informacjeZgłoszenia do udziału w konkursie przyjmowane są do 28 października. Uczestników mogą zgłaszać nauczyciele oraz instruktorzy placówek kultury. Szczegółowe informacje, regulamin i wymagane dokumenty udostępnia Powiatowe Centrum Animacji Społecznej.To wydarzenie dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak patriotyczna poezja zyskuje nowy, osobisty wymiar w interpretacji młodego pokolenia. Data rozpoczęcia wydarzenia: 04.11.2026

Polecane

24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ

24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ

Jednego dnia świat finansów zobaczył, jak milionowe fortuny zamieniają się w papier bez wartości, a kilka dziesięcioleci później narody próbowały stworzyć organizację, która miała uchronić ludzkość przed kolejną wojną. W Polsce robotnicza „Solidarność” przekonała się, że nawet zwycięstwo w sądzie może zostać wykorzystane przeciwko wolności. A przecież 24 października to także wielka muzyka, legendarny pojedynek kierowców Formuły 1 i niezwykłe historie odwagi. Co wydarzyło się 24 października? Dzisiejsze kalendarium historyczne 24 października przypomina wydarzenia, których konsekwencje odczuwamy do dziś. Zaglądamy również do Tomaszowa Mazowieckiego, gdzie właśnie dzisiaj zostanie przypomniana historia majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” i jego żołnierzy. Data dodania artykułu: Dzisiaj, 07:27
Odblask, pierwsza pomoc i jedna właściwa decyzja. „Mobilni i Bezpieczni” uczą tomaszowskie dzieci bezpieczeństwa Karolina Bosiek znów królową 1500 metrów! Złoto dla zawodniczki Pilicy, Tomaszów mocny także w drużynach Nowa hala w Będkowie za ponad 10 mln zł. Kluczowe pytanie: czy po lekcjach będzie służyć mieszkańcom? Dodatkowa godzina snu to nie prezent. Zmiana czasu rozstraja organizm. Ekspertka ostrzega Kobiety, które wiedzą, ile warte jest zdrowie. Tomaszowskie Amazonki spotkały się z mieszkańcami Niewiadowa Nie złożyli broni. Stu żołnierzy Hubala z Tomaszowa i okolic wraca dziś do pamięci Zegary cofniemy, ale pozostanie. W nocy śpimy godzinę dłużej, a Europa wciąż nie potrafi zatrzymać czasu Dwa medale dla Pilicy. Bosiek srebrna, Kwapisz z brązem. Dąbrowska i Kania zdominowali sprinty 24 października w historii. Czarny czwartek na Wall Street, walka „Solidarności” i narodziny ONZ Teatr Piosenki oczarował publiczność koncertem „Grande Amore” Pierwszy taki mecz w historii. Lechia jedzie do rewelacyjnego beniaminka z Mińska Mazowieckiego 13 autobusów elektrycznych za ponad 41 mln zł. Tomaszów przesuwa termin wielkiego przetargu o dwa tygodnie
Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

Wózek inwalidzki elektryczny z amortyzowaną ramą

W naszej ofercie dostępny jest wózek inwalidzki o napędzie elektrycznym, zaprojektowany z myślą o wygodzie, bezpieczeństwie i większej samodzielności użytkownika. To sprzęt, który może realnie poprawić komfort codziennego funkcjonowania – w domu, podczas spaceru, wizyty u lekarza czy załatwiania codziennych spraw.Model posiada amortyzowaną ramę z dwoma amortyzatorami kół tylnych, co zwiększa komfort jazdy na nierównym podłożu. Wózek wyposażono w szarą, oddychającą i demontowalną tapicerkę oraz poduszkę siedziska. Dostępne szerokości siedziska to 16” i 18”.Dla wygody użytkownika zastosowano regulowany kąt nachylenia oparcia, regulowane i demontowalne podłokietniki, możliwość odchylenia joysticka oraz uchylne, demontowalne podnóżki z regulacją długości. Bezpieczeństwo podczas jazdy zapewniają hamulce elektromagnetyczne, regulowane tylne kółka przeciwwywrotne oraz pełne oświetlenie drogowe LED.Wózek posiada kontroler VS/PG50A, koła przednie 9”, koła tylne 14”, prześwit 8 cm, a jego waga bez akumulatorów wynosi 49 kg.To urządzenie przeznaczone jest dla osób, które potrzebują wsparcia w mobilności i chcą zachować możliwie największą niezależność. Przeciwwskazaniem do użytkowania są przeciwwskazania do pozycji siedzącej.Z pełną ofertą można zapoznać się w naszym punkcie zaopatrzenia medycznego:Twój Sklep MedycznyTomaszów Mazowiecki, ul. Słowackiego 4Oferujemy atrakcyjne rabaty dla stałych klientów. Honorujemy Tomaszowską Kartę Seniora. Na terenie miasta zapewniamy transport gratis.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Twój Sklep Medyczny

Wasze komentarze

Autor komentarza: Głupek Treść komentarza: W artykule brakuje najważniejszej informacji: obszar getta wytyczony nazwami ulic ... :-( Źródło komentarza: 84 lata temu getto zostało otoczone. Ostatnie dni przed zagładą żydowskiego Tomaszowa Autor komentarza: Coś o specyfikacji wiadomo? Treść komentarza: Jakieś minimalne progi zostały postawione? Procesor? RAM? Czy nieważne? Byle nowy. Za 5 tysięcy to oczekiwać wypada w miarę świeżego Intela Core Ultra 7 i z 32 GB RAMu. Ale można postawić na monitor o ultrawysokiej rozdzielczości stosowany w transmisjach operacji chirurgicznych i mocną kartę graficzną ale dać i3 z 8GB. Co tam komu zalega, lub na czym można naliczyć najwyższą marżę. A już chyba każdy wie, że podzespoły obliczeniowe szybko drożeją bo rośnie na nie popyt z firm zajmujących się AI. Te odpowiadające za grafikę tak szybko nie drożeją. Dzisiaj na profilu mGSM na live prowadzący mówił, że w Chinach są już firmy specjalizujące się w masowym recyklingu starych komórek. Właśnie pod kątem procesorów i RAM, tak że to nie jest wiedza własna. Lądują w nowych telefonach. Paru takich speców od komputerów w Tomaszowie znam. Myszkę w warszawskim Carrefourze za złotówkę, wyceniał na 25 zł. 114 km spod pomnika Kościuszki i 2400% marży, czy nie wiem czego, może ma takie koszty xD. Niewykluczone, że dziś pracują w UM lub Starostwie. Wszyscy ukończyli Samochdówkę :) Efektywność? xD To nie są serwery a sprzęt końcowy na którym będzie wypełnianie okienek formularzy i pisanie jednym palcem w Wordzie. Źródło komentarza: Powiat wynajął 70 komputerów za 378 tys. zł. Jedna oferta, trzyletnia umowa i pytanie: dlaczego nie zakup? Autor komentarza: Czy dosypywanie publicznej kasy po głosowaniu w TBO jest legalne? I jakie są kryteria? Komu dosypać komu nie? Ktoś wyjaśni? Treść komentarza: Czyli można tak dosypywać? Hahaha :))) Mieszkańcy głosowali w TBO na plac zabaw za 400 tysięcy, projekt przeszedł, no to jeszcze stówka bez głosowania? Przecież to aż 1/4 pierwotnej ceny całej inwestycji. Idąc za ciosem można dosypć też MotoOrlikowi. Jeśli tam radny Koziorowski czymś zaimponuje w kuluarach. Może Marek Woch dołączy do ugrupowania Morawieckiego? Zawsze jakiś kąsek, a gdy balansuje się na progu wejścia do Sejmu, każda szabla jest ważna. Ale już się nie szczypać. Zagłosowane w TBO było za 400 tysiącami, to dospać z 200 tysięcy. A co! Źródło komentarza: Mniej w planie na pieczę zastępczą, dożywianie i stypendia. Pieniądze na promocję miasta Autor komentarza: F Treść komentarza: Sławek. Patrzę na to zdjęcie powyżej i co ja widzę. Trochę przytyłeś na tej samorządowej grzędzie, a poza tym , te policjantki, to niezłe laseczki. Jak na to patrzę, to żałuję, że nie jestem na komendzie nawet dozorcą... Sławeczku: nie masz szans u tych policjantek. Źródło komentarza: Bezpieczeństwo szkół znów na pierwszym planie. Policja, powiat i dyrektorzy rozmawiali o sytuacjach kryzysowych Autor komentarza: Ajdejano Treść komentarza: Te! Porąbany Badyr: a czym tak podpadł ci ten Tomaszów, że na to miasto tak plujesz, totalny, bezmózgi palancie, co ?! Źródło komentarza: Tomaszów i Opoczno szykują się na unijne pieniądze po 2027 roku. Wspólne projekty mają być kluczem Autor komentarza: Badyr Treść komentarza: Powiadały jaskółki że z Tomaszowem nie wchodzi się do spólki , będzie miły początek lecz koniec żałosny Źródło komentarza: Tomaszów i Opoczno szykują się na unijne pieniądze po 2027 roku. Wspólne projekty mają być kluczem
Reklama
Reklama

Napisz do nas

Zachęcamy do kontaktu z nami za pomocą formularza. Możecie dołączyć zdjęcia i inne załączniki. Podajcie swojego maila ułatwi to nam kontakt z Wami
Reklama